background image
background image

 

 

 

TRIXI von BŰLOW

MĘŻCZYŹNI

podręczna

instrukcja

obsługi

Z niemieckiego przełożyła

Eliza Modzelewska

Świat Książki

Tytuł oryginału

DER KLEINE MÄNNERERKENNER

Redaktor prowadzący

Monika Koch

Redakcja

Urszula Okrzeja

Redakcja techniczna

Lidia Lamparska

Korekta

Beata Kołodziejska

Copyright © 2006 by Verlagsgruppe Lübbe GmbH & Co.

background image

KG, Bergisch Gladbach

copyright © for the Polish translation by Bertelsmann Media sp. z

o.o.,

Warszawa 2007

Świat Książki

Warszawa 2007

Bertelsmann Media sp. z o.o.

02-786 Warszawa, ul. Rosoła 10

Skład

Akces500, Warszawa

Druk i oprawa

Drukarnia Narodowa SA, Kraków

ISBN 978-83-247-0584-9

Nr 5875

background image

 

 

Dla Barbary, Birgit, Ruth i Ulrike, ale zwłaszcza dla Birgit.
I  dla  mężczyzny,  który  może  wykazać,  że  (prawie)  wszystkie

stereotypy to kłamstwa. Nazwiemy go mężczyzną po naszej stronie.
 

background image

 

 

To, co mężczyzna mówi, a co robi, to zupełnie inna para kaloszy.

stare angielskie przysłowie

 

background image

 

 

Spis treści

 

Spis treści 5

 
 
 

Od czego wszystko się zaczęło - Rodzaj przedmowy...

 8

 

Zadzwonię do ciebie!” - W pułapce wiecznego czekania

 11

 

Sytuacja klasyczna 11

 
 

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

 13

 

1-2-3-proszę  nie  odkładać  słuchawki.  Za  chwilę  ktoś  podejdzie  do

telefonu...

 14

 

Co możesz zrobić?

 15

 

Co mężczyźni mówią, a co myślą...

 15

 

„Źle się czuję!” - Mężczyźni o krok od śmierci 17

 

Sytuacja klasyczna 17

 
 

Na śmierć i życie

 19

 

background image

1-2-3-jestem przy tobie!

 21

 

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

 21

 

Co możesz zrobić?

 22

 

„Skarbie,  mam  dla  ciebie  wspaniały  prezent!”  -  Mężczyźni  i

prezenty 24

 

Sytuacja klasyczna 24

 
 

1-2-3-trzydzieści możliwości chybionych prezentów dla kobiet

 27

 

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

 29

 

Co możesz zrobić?

 30

 

A złotego banana...

 31

 

„Halo, jest tam kto...?” - Mężczyźni przy telefonie 32

 

Sytuacja klasyczna 32

 
 

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

 33

 

1-2-3-próba mikrofonu!

 35

 

Co możesz zrobić?

 35

 

A złotego banana...

 36

 

„Skarbie, to wszystko wygląda inaczej, niż myślisz!” - Mężczyźni  w

gąszczu kłamstw 37

 

background image

Sytuacja klasyczna 37

 
 

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

 41

 

1-2-3-pochlebstwa

 42

 

Co możesz zrobić?

 43

 

Co mężczyźni mówią, a co myślą...

 44

 

„Ale...  ja  mam  już  jeden  sweter”  -  Mężczyźni,  moda  i  jeszcze

gorsze rzeczy 46

 

Sytuacja klasyczna 46

 
 

1-2-3-sprzedane!

 48

 

Mężczyźni, którzy sami robią zakupy.

 48

 

Milczenie owiec

 50

 

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

 51

 

Co możesz zrobić?

 52

 

A złotego banana...

 52

 

„Chcę natychmiast wysiąść!” - Mężczyźni w samochodzie 53

 

Sytuacja klasyczna 53

 
 

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

 57

 

background image

Co możesz zrobić?

 58

 

A złotego banana...

 59

 

„Och, między nami już od laaat nic nie ma!” - Żonaci mężczyźni 60

 

Sytuacja klasyczna 60

 
 

1-2-3-rozwodzę się!

 63

 

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

 65

 

Co możesz zrobić?

 66

 

Co mężczyźni mówią, a co myślą...

 67

 

„Ejże... naprawdę tak było?” - Mężczyźni w krainie zapomnienia 69

 

Sytuacja klasyczna 69

 
 

1-2-3-retrospekcja

 71

 

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

 73

 

Co możesz zrobić?

 73

 

„Zrobisz  to  na  pewno  o  wiele  lepiej,  kochanie!”  -  Mężczyźni  na

froncie domowym 75

 

Sytuacja klasyczna 75

 
 

1-2-3-jajka gotuje dziki niedźwiedź

 78

 

background image

Podręczna instrukcja obsługi mężczyzny mówi...

 79

 

Co możesz zrobić?

 80

 

Na dobry koniec - Rodzaj posłowia 81

 

background image

 

 

 
Od czego wszystko się zaczęło...
 

background image

 

 

Rodzaj przedmowy

 
To  oczywiste,  że  miałam  konkretny  powód,  żeby  napisać  tę

książkę.

W przeciwnym razie w ogóle bym jej nie napisała, prawda?
Uważam  bowiem,  że  wszystko,  co  zwykle  dzieje  się  między

mężczyzną a kobietą, to prawdziwe nieszczęście tego świata. Ostatnio
czasami  pytałam  sama  siebie,  co  dla  nas,  kobiet,  jest  gorsze:  kiedy
mężczyźni milczą czy kiedy coś mówią? Szczerze mówiąc, do dziś nie
znam  odpowiedzi  na  to  pytanie.  I  właśnie  wtedy  wpadła  mi  w  ręce
mała  żółta  książka,  napisana  przez  pewnego  zabawnego  mężczyznę,
traktująca o kobietach i podtekstach.

Czy wiesz, co to jest podtekst? To tekst skrywający się za tekstem.

Czyli:  coś  się  mówi  (tekst),  ale  myśli  coś  innego  (podtekst).  Czy  to
jasne?

Czyli  -  jeśli  dobrze  zrozumiałam,  co  autor  chciał  powiedzieć  -

kobiety  mówią,  na  przykład:  „Wydaje  mi  się,  że  tu  chyba  jest
przeciąg”,  a  w  tym  samym  momencie  myślą:  „Człowieku,  zamknij
okno, natychmiast!”.

W porządku. Sama jestem kobietą, i przyznaję, że coś w tym jest.

Ale kolejne twierdzenia są bardziej kontrowersyjne. Otóż, brnąc dalej
przez lekturę, przeczytałam - naprawdę - takie oto zdanie: „Mężczyźni
nie znają podtekstów. Mężczyźni zawsze mówią to, co myślą”.

No cóż, nie jestem co prawda mężczyzną, ale mogę odpowiedzieć,

że takie stwierdzenie to chyba wolne żarty!

Osobiście  nie  znam  żadnej  innej  istoty  poza  mężczyzną,  która

przywiązywałaby  tak  niewielką  wagę  do  wypowiadanych  słów.  W
każdym  razie  w  rozmowie  z  kobietami.  Prawdopodobnie  mężczyźni
robią to bezwiednie. Uważam, że owe podteksty mają we krwi.

background image

Okej, zgadzam się, że kiedy mężczyzna mówi: „Idę kupić śruby”, to

myśli: „Idę kupić śruby”. Ale gdy mówi: „Idę wyrzucić makulaturę”, w
rzeczywistości  oznacza  to:  „Pójdę  wyrzucić  makulaturę.  Wtedy
przynajmniej  ominą  mnie  prace  w  ogródku.  A  po  drodze  mogę  sobie
wypić piwko”.

Czy muszę wam wyjaśniać, jak długo trwa  zaniesienie  makulatury

do  pojemnika  na  surowce  wtórne?  To  prawdziwa  całodzienna
wyprawa. A co z setkami mężczyzn, którzy powiedzieli: „Wyskoczę na
chwilę po papierosy...”?

No właśnie!
Inaczej mówiąc, uważam, że mężczyźni stale używają podtekstów.

Mają  wręcz  swój  własny  kod.  A  ten  fakt  nie  zawsze  bywa  dla  nas
przyjemny, często bowiem w ogóle nie wiemy, co w rzeczywistości ON
miał  na  myśli.  I  na  ogół  bardzo  chciałybyśmy  wierzyć,  że  on  myśli
właśnie  to,  co  mówi  (i  zrobi  to,  co  obiecuje!),  ale  przecież  czujemy
przez skórę, że wszystko wygląda całkiem inaczej.

Czy  znasz  najsłynniejsze  zdanie  wypowiadane  przez  mężczyznę:

„Odezwę się!”?

Czy też setki razy zadawałaś sobie pytanie, dlaczego potem nigdy

nic się nie dzieje?

Okej, teraz musisz być naprawdę dzielna, dobrze?
Otóż nic się nie dzieje, bo po prostu to zdanie wcale nie jest tym,

czym się wydaje na pierwszy rzut oka.

„Odezwę 

się” 

języku 

mężczyzny 

oznacza 

całkowicie

niezobowiązującą frazę, podobną do angielskiego How do you do?, na
które żaden Anglik nie oczekuje szczerej odpowiedzi. Dlaczego więc ty
czekasz na realizację tego frazesu?

Mężczyzna oznajmia, że się odezwie, bo chce być miły. Albo chce

uniknąć  awantury.  Albo  zostawia  sobie  furtkę,  żeby  w  razie  potrzeby
skorzystać z jeszcze jednego adresu w notesie. Albo dzisiaj jeszcze nie
wie, co będzie o tym wszystkim myślał jutro. Lub tym podobne. Można
by  bez  końca  prowadzić  badania  naukowe  na  temat  przyczyn  tego
stanu rzeczy - z miernym skutkiem!

Ale jego „Odezwę się!” w 95% przypadków możesz bez większego

ryzyka  przetłumaczyć  jako:  „Przez  następne  pół  roku  mnie  nie
usłyszysz”.

background image

I  tak  właśnie,  moja  droga,  wygląda  gorzka  prawda.  Wieczorem

mężczyzna  może  obiecywać  ci  gwiazdkę  z  nieba,  ale  już  następnego
ranka doświadcza pierwszego mentalnego przełomu i kilka dni później
w ogóle o niczym nie pamięta: „Birgit?... A kto to?”.

W porządku, przyznaję, jest kilka sytuacji w życiu mężczyzny, kiedy

on  myśli  to,  co  mówi.  I  znalazłoby  się  paru  mężczyzn,  którzy  nawet
robią to, co mówią. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: jak często spotyka
się ich w życiu?

Z  reguły  jesteśmy  bezradne  wobec  takiego  zachowania  i  bardzo

nas  to  denerwuje!  I  mimo  przeczytanych  poradników,  mimo  wielu
rozmów  z  przyjaciółkami,  ciągle  mamy  kłopot  ze  zrozumieniem  tej
istoty  z  innej  planety,  oddalonej  od  nas  o  miliony  lat  świetlnych.  Bo
jak zrozumieć tego Neandertalczyka, który zaszył się w swojej jaskini,
a  nam  nie  wolno  mu  przeszkadzać?  Jak  pojąć  tego  opiewanego
bohatera,  który  z  zewnątrz  jest  wprawdzie  twardy  jak  skała,  ale  w
środku miękki jak gąbka?

A ponieważ nie mam wątpliwości, że tak właśnie jest, napisałam tę

książkę,  żeby  kobiety  wreszcie  zrozumiały,  co  mężczyźni  naprawdę
myślą. W ogóle, cóż to za istota ten mężczyzna? I dlaczego tak rzadko
dotrzymuje  słowa?  Chcę  to  wszystko  opowiedzieć,  ponieważ
zaoszczędzi  to  wam  wielu  nerwów  i  bólu  serca.  A  zyskacie  bardzo
dużo czasu.

Panuje  przekonanie,  że  kobiety  zakochują  się  po  uszy.  Być  może

dlatego  mężczyznom  tak  dobrze  udają  się  kłamstwa.  Oczywiście,  ty
nazwiesz to inaczej. Bo wszystko jest kwestią definicji.

A  jeśli  należysz  do  tych  niewielu  kobiet,  których  mężczyzna

wykazuje  się  stuprocentową  spójnością  słów,  myśli  i  czynów,  to
wygrałaś  los  na  loterii.  Wówczas  podaruj  tę  książkę  przyjaciółce.
Będzie ci wdzięczna.
 

background image

 

 

„Zadzwonię do ciebie!”

 

background image

 

 

pułapce 

wiecznego

czekania

 

background image

 

 

Sytuacja klasyczna

 
Romantyczny wieczór zbliża się ku końcowi. Pierwsza randka była

cudowna. Wszystko przebiegło tak, jak powinno. O Boże - ale on jest
wspaniały! I mówił jej takie miłe rzeczy. ONA jest zakochana po uszy.
Z tego może naprawdę coś być. Obejmują się po raz ostatni. I wtedy
ON mówi do niej:

- Zadzwonię do ciebie!
Ona  wraca  do  domu  cała  w  skowronkach.  Kładzie  się  do  łóżka.

Czuje  się  jak  prawdziwa  księżniczka.  Od  dawna  nie  była  tak
szczęśliwa. W końcu zasypia. W końcu się budzi.

A potem? Co się dzieje? Dobre pytanie. Otóż nic się nie dzieje. Ani

następnego  dnia,  ani  dwa  dni  później,  ani  nawet  dwa  tygodnie
później. On nie dzwoni. On po prostu nie dzwoni! Tymczasem ona co
chwila podchodzi do telefonu i sprawdza, czy aparat nie jest popsuty.
A  telefon  komórkowy  zabiera  ze  sobą  wszędzie:  i  do  piwnicy,  i  do
łazienki. Czuje się beznadziejnie. I jest tak nieszczęśliwa, jak nigdy.

Radzi się przyjaciółek.
- Możesz o nim zapomnieć! - mówi jedna.
- Ale świnia - podsumowuje druga.
- Po co ci to? - pyta trzecia.
- A może jednak to ja powinnam do niego zadzwonić? - pyta ona.
- W żadnym wypadku! - krzyczą wszystkie trzy naraz.
Ale  co  ona  ma  zrobić?  Po  prostu  nie  rozumie,  co  się  dzieje.

Przecież  tamten  wieczór  był  taki  udany.  Powiedział,  że  ona  jest
kobietą  jego  marzeń.  Powiedział,  że  zadzwoni!  Takich  słów  nie  rzuca
się na wiatr! Wreszcie zaczyna w niej narastać złość.

Zadaje  sobie  pytanie,  dlaczego  on  nie  dzwoni  (umarł?).  A  może

jednak za bardzo się zaangażowała, a on - cóż, wprawdzie mówił, że
zadzwoni, ale nie robi tego?

background image

Postanawia więcej o nim nie myśleć. I myśli o nim cały czas.
I czeka..., czeka..., czeka...
I jeśli do dziś dnia on jest jeszcze wśród żywych, to ona wciąż na

niego czeka.

I  co?  Znajoma  sytuacja,  prawda?  Mężczyźni  są  prawdziwymi

mistrzami,  kiedy  chcą  nas,  kobiety,  zawiesić  w  martwym  punkcie.
Najpierw  rozkręcają  związek  jak  szaleni  i  szafują  szczodrze
wspaniałymi obietnicami, potem - cisza. „Co to znów za numer?”, żalą
się  z  każdym  dniem  coraz  bardziej  wątpiące  kobiety,  które  czują  się
uzależnione,  spławione  i  wystawione  do  wiatru.  I  teraz,  niestety,
jeszcze raz muszę postawić pytanie, nawet gdyby miało zabrzmieć jak
herezja:  kiedy  wreszcie  kobiety  pojmą,  że  mężczyznę  poznaje  się  po
czynach, a nie po słowach?

Mężczyźni wypowiadają wiele pięknych słów. Przez cały długi dzień

(albo  noc!).  Nie  powinnyśmy  jednak  zapominać,  że  używają
wprawdzie  tych  samych  słów  co  my,  ale  mają  na  myśli  zupełnie  co
innego. A ich: „Zadzwonię do ciebie” w większości przypadków znaczy
tyle  co:  „Lepiej  już  do  mnie  nie  dzwoń,  może  się  jeszcze  odezwę,
kiedy  akurat  nie  będę  mieć  nic  lepszego  do  roboty”.  (Podtekst  -
przypominasz sobie?).

Wiem, że trzeba hartu ducha, żeby przyjąć ten fakt do wiadomości,

ale  uwierzcie  -  widziałam  już  zbyt  dużo  pokręconych  przyjaciółek,
które  trwały  w  gotowości,  z  powodu  zupełnie  niedorzecznych
interpretacji  jego  słów,  i  z  niesłabnącym  entuzjazmem  robiły  takie
rzeczy, które w ogóle nie miały nic wspólnego z rzeczywistością.

Rozdźwięk  między  tym,  co  mężczyźni  mówią  („Jesteś  wspaniałą

kobietą”),  a  tym,  co  myślą  („...ale  życie  z  tobą  byłoby  zbyt
skomplikowane”),  oraz  między  tym,  co  mówią  („Jesteś  wspaniałą
kobietą.”), i tym, co robią (no właśnie... nie robią nic), jest tak duży,
że  nawet  mądre  kobiety  stają  się  bezradne,  popadając  w  rodzaj
rozdwojenia  jaźni  -  tak,  w  zwątpienie  -  i  w  każdym  słowie  doszukują
się  zaszyfrowanej  treści,  robiąc  z  byle  czego  wielkie  halo.  Niestety,
daremnie doszukują się sensu, logiki, związku między tym, co słyszały
na własne uszy, a tym, co się stało. A - jak już wiemy - nie stało się
nic.

Przyznaję,  że  kobiety  mają  skłonność  do  takiego  przekształcania

background image

męskich  wypowiedzi,  by  móc  interpretować  je  na  swoją  korzyść  i  na
ich  podstawie  snuć  fantazyjne  wizje  przyszłości.  Mężczyzna,
skonfrontowany  z  zarzutami,  odpowiada  często:  „Czego  ty  właściwie
ode mnie chcesz?”. A myśli: „Niczego ode mnie nie oczekuj”. Kobieta
rozumie jego słowa w sposób następujący: „Na razie on nie czuje się
na  siłach.  Muszę  mu  dać  czas  na  uporządkowanie  spraw,  a  ślub
weźmiemy później”.

Kobiety  próbujące  interpretować  to,  co  mówią  albo  robią

mężczyźni, rozpoznaje się po tym, że używają zwrotu „tak naprawdę”.

-  Nie  zadzwonił,  ale  tak  naprawdę  broni  się  przed  własnymi

uczuciami.

-  Powiedział,  że  nie  jest  na  razie  gotowy,  ale  tak  naprawdę

rozgląda się za trwałym związkiem.

-  Mówił  wprawdzie  o  niebieskim,  ale  tak  naprawdę  miał  na  myśli

czerwony.

Tak,  moje  drogie.  Rezultat  tego  tłumaczenia  jest  fatalny.  Lost  in

translation  -  błędna  interpretacja  w  wielkim  stylu.  Gra  w  głuchy
telefon.

 

background image

 

 

Podręczna  instrukcja  obsługi  mężczyzny

mówi...

 
Tak  naprawdę  sprawa  wygląda  inaczej.  To,  że  mężczyźni  nie

dzwonią,  mimo  że  obiecali,  jest  tylko  wstępem  do  zabawnej  gry  w
chowanego, która doprowadza nas do szału.

Tak  naprawdę  bowiem,  mężczyźni  chętnie  zostawiają  sobie

uchylone drzwi.

Nawet  jeśli  mentalnie  już  dawno  nas  skreślili,  staną  na  głowie,

żeby tylko nie powiedzieć nam tego wprost. Tak, kto wie, może kiedyś
spędzimy  razem  wieczór?  Nie  bez  kozery  mężczyźni  zachowują
wszystkie numery telefoniczne.

Tak naprawdę mężczyźni są zanadto żądni akceptacji i zbytnio boją

się konfliktów, aby stanowczo odesłać z kwitkiem zakochaną kobietę.
Jej  miłość  jest  przecież  dla  niego  przyjemnym  komplementem.  A  kto
dobrowolnie  rezygnuje  z  czyjejś  adoracji?  Zresztą,  towarzystwo
pochlipującej kobiety to ostatnie, z czym mężczyzna chciałby mieć do
czynienia. By uniknąć większego hałasu, na wszelki wypadek, jakby w
roztargnieniu,  unika  jasnych  deklaracji,  a  dotyczy  to  zarówno
terminów, jak i osób (kobiet).

Niezależnie od tego mężczyźni nie są w stanie sensownie korzystać

z kalendarza. Kobiety najchętniej rozpisałyby plan zajęć na najbliższe
trzy  miesiące,  ale  mężczyźni  -  przynajmniej  w  życiu  prywatnym  -
wspaniale obejdą się bez notesu. „Zobaczymy”, mówią, gdy my stoimy
z notatnikiem w ręku, bo niczego się nie nauczyłyśmy.

Mężczyźni  żyją  chwilą.  Teraz  jest  fajnie  -  a  po  nas  choćby  potop!

W danym momencie mężczyzna może powiedzieć i obiecać dosłownie
wszystko  i  zaryzykuję  twierdzenie,  że  być  może  nawet  tak  myśli.  W
danym  momencie  nie  wyobraża  sobie,  że  za  kilka  dni  będzie  wolał
pójść z kolegami na piwo niż na kolację z tobą. A wtedy zawsze może

background image

jeszcze  powiedzieć:  „Słuchaj,  naprawdę  mam  teraz  dużo  spraw  na
głowie”.

Zakochana  kobieta  ewidentnie  tego  nie  widzi.  Albo  nie  chce

widzieć.  W  prawdziwej,  acz  koszmarnej  odysei  błąka  się  po  męskim
Oceanie  Przeczekiwania,  niepozbawiona  ostatniej  nadziei,  i  nie  widzi
tego,  co  dla  osób  z  zewnątrz  jest  jasne  jak  słońce,  a  mianowicie,  że
ktoś puszcza ją kantem. Wspólną cechą mężczyzn jest to, że nigdy nie
wyrażają  się  jasno  i  jednoznacznie.  I  kiedy  doprowadzona  do
ostateczności kobieta przystawi im wreszcie pistolet do głowy, od razu
tracą  pewność  siebie  i  zaczynają  się  tłumaczyć,  że  wszystko  przecież
jest  inaczej.  A  z  niej  robią  obłąkaną  psychopatkę  z  urojeniami.  Takie
postępowanie pozwala utrzymać damsko-męską relację miesiącami, a
nawet latami, jednak nie jest to prawdziwy związek.

Oto kronika pewnego zaplanowanego spotkania, do którego nigdy

nie doszło...

 

background image

 

 

1-2-3-proszę  nie  odkładać  słuchawki.  Za

chwilę ktoś podejdzie do telefonu...

 
On  nie  dzwoni.  Zatem  ona  dzwoni  do  niego.  On  ma  teraz

wyjątkowo dużo pracy, ale oddzwoni później. Ale nie dzwoni później.
Ona czeka trzy dni. W końcu zapomina o resztkach godności i znowu
do  niego  dzwoni.  On  mówi,  że  właśnie  o  niej  myślał  i  miał  zamiar
zadzwonić. „Co za zabawny zbieg okoliczności”. Ona proponuje, żeby
poszli  razem  na  kolację.  Umawiają  się  na  najbliższy  piątek.  W  środę
ona  kupuje  nową  bieliznę.  W  czwartek  dostaje  SMS-a,  że,  niestety,
piątek  nie  wchodzi  w  rachubę,  bo  wydarzyło  się  coś  ważnego.  „Ale
zdzwonimy  się  w  przyszłym  tygodniu”.  Ona  czeka.  Mija  kolejny
tydzień,  a  on  nie  dzwoni.  No,  czekaj  ty!  -  myśli  ona.  Teraz  ty  się
pomęczysz.  Postanawia,  że  przez  następne  trzy  dni  na  pewno  do
niego  nie  zadzwoni.  Niestety,  on  w  ogóle  nie  wie,  że  się  męczy.  W
końcu ona jest tak wściekła, że postanawia zakończyć całą sprawę.

-  Tak  nie  może  być!  -  krzyczy  ona  do  słuchawki.  -  Powiedz

wreszcie, że nie chcesz mnie więcej widzieć!

Ale on wydaje się zaskoczony jej rekcją.
-  O  co  ci  właściwie  chodzi?  Musiałaś  wszystko  źle  zrozumieć.

Oczywiście,  że  chcę  się  z  Tobą  zobaczyć.  Ten  tydzień  raczej  nie
wchodzi w rachubę, ale zdzwonimy się w niedzielę.

Ona  czeka  do  niedzielnego  popołudnia,  obgryzając  paznokcie.  W

końcu  nie  wytrzymuje  i  po  raz  kolejny  dzwoni  do  niego.  On  nie  od
razu  podnosi  słuchawkę.  W  końcu  jednak  podchodzi  do  telefonu  i
mówi,  że  akurat  nie  może  rozmawiać,  bo  ma  okropną  chrypę.  Miał
ciężką noc. Ale odezwie się w przyszłym tygodniu...

 

background image

 

 

Co możesz zrobić?

 
Okej,  moja  droga,  nadzieja  umiera  ostatnia,  ale  czasami  lepiej

oprzeć się na faktach.

Kiedy mężczyzna się nie odzywa, wtedy ani nie popsuł się telefon,

ani  trzęsienie  ziemi  nie  zburzyło  mu  domu,  ani  nie  wyemigrował  do
Ameryki.  On  po  prostu  nie  ma  ochoty.  Albo  nie  jesteś  dla  niego
wystarczająco ważna.

Jeśli  mężczyzna  nie  oddzwania  lub  ma  kłopoty  z  ustaleniem

terminu  ponownego  spotkania,  to  musisz  wiedzieć,  że  nie  można
(niestety) go zdobyć, stosując metodę: „Pa, teraz ja dam ci nauczkę i
nie zadzwonię do ciebie przez trzy tygodnie”. Tym sposobem karzesz
bowiem tylko samą siebie.

Najlepiej, żebyś nie robiła nic.  Gdyby  on  chciał  jednak  zadzwonić,

to na pewno mu się uda, bez obaw! I to nawet następnego dnia. Albo
po  dwóch  dniach.  Ale  na  pewno  nie  za  tydzień.  Jeśli  mężczyzna
naprawdę  czegoś  chce,  potrafi  do  tego  dążyć  za  wszelką  cenę.
Zdeterminowany,  może  nawet  stanąć  przed  tobą  z  kalendarzem  w
ręku i spytać, kiedy masz czas.

Tak  to  powinno  wyglądać.  Wszystkie  inne  scenariusze  to

zawracanie głowy.

A  jeśli  jest  tak,  jak  w  naszym  przykładzie,  to  lepiej  odpuść  sobie

takiego  faceta.  Albo  przynajmniej  zajrzyj  do  tej  książki,  by  uniknąć
czegoś jeszcze gorszego.

 

background image

 

 

Co mężczyźni mówią, a co myślą...

►► 

Nie  pozwolę,  żebyś

wywierała na mnie presję.

Nie  chcę!  Kiedy  to  wreszcie

zrozumiesz?!

►►  Nie  jestem  na  razie

gotowy.

Jeśli  chodzi  o  ciebie,  to  nigdy

nie będę gotowy.

►► Tak nie może być!

Masz  rację,  twoje  zarzuty  są

słuszne, ale mam to gdzieś.

►► Jestem zestresowany!

Teraz  nie  mam  ochoty  na

kontakty z tobą.

►►  Czego  ty  właściwie  ode

mnie chcesz?

Na mnie nie licz.

►► Potrzebuję wolności!

Dopiero  szukam.  Ale  z  tobą  na

pewno nie wyjdzie.

►► Co jest grane?

Nie  mów,  że  to  jakiś  wielki

problem.

►►  Skarbie,  wszystko  źle

zrozumiałaś!

Boże,  tylko  niech  się  nie

rozbeczy.

►►  Przecież  możemy  jeszcze

kiedyś o tym porozmawiać.

Mam  nadzieję,  że  nigdy  nie

wrócimy do tego tematu.

►►  Co  dalej?  Zobaczymy

potem.

Skutecznie oddalić problem.

►► Mam jeszcze czas.

Nie chcę.

►►  Jesteś  tak  cierpliwa,  że

na pewno dasz radę.

Nie  chcę,  ale  to  ty  powinnaś

czuć się podle.

►► 

Aby 

zyskać 

coś

wartościowego, potrzeba czasu.

Hej,  jest  w  końcu  tyle  innych

fajnych dziewczyn.

►►  Mam  chrypę  i  nie  mogę

mówić.

Przeżyłem wspaniałą noc. Obok

mnie leży prawdziwa perła.

background image

►►  Opalam  się  nago  i

myślałem o tobie.

Wyglądam po prostu świetnie!

►►  Tak,  właśnie  o  tobie

myślałem.

Cholera, 

że 

też 

musiałem

odebrać ten telefon.

►► Odezwę się później.

Zapomnijmy 

tym 

jak

najszybciej.

►►  A  tak,  zapomniałem

wziąć komórkę.

Dzięki  Bogu  wiedziałem,  że  to

ty dzwonisz, i nie odebrałem.

►►  Według  mnie  jesteś

wspaniałą kobietą.

Ale 

rzeczywistości 

zbyt

wymagającą.

►►  Czy  ktoś  ci  już  mówił,

jaka jesteś piękna?

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► Ładnie ci w czerwonym.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► 

Jesteś 

najsłodszą

wiedźmą na świecie.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► 

Kochanie, 

chcę 

cię

uszczęśliwić.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► Chciałbym, żebyś tu była.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► Kocham cię.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►► 

Oczywiście, 

że 

cię

kocham.

Nie zaczynaj znowu.

►► Myślę tylko o tobie.

Chcę iść z tobą do łóżka.

►►  Ale  ja  stale  myślę  o

tobie.

O  Boże,  ale  te  kobiety  są

męczące!

►► Pasujemy do siebie.

Zaraz pójdziemy do łóżka.

►► Zadzwonię do ciebie!

W  porządku,  tego  już  nie

muszę wam tłumaczyć, prawda?

 

 

background image

 

 

„Źle się czuję!”

 

background image

 

 

Mężczyźni o krok od śmierci

 

background image

 

 

Sytuacja klasyczna

 
ON wraca z pracy do domu. Blada, napięta twarz, tępy wzrok. ONA

właśnie  chce  powiedzieć:  „Witaj”,  ale  on  z  furią  rzuca  teczkę  na
krzesło.  Ej,  co  jest  grane?  Czy  powiedziała  coś  niewłaściwego?  Ale
przecież tak naprawdę w ogóle nie zdążyła się odezwać.

On zdejmuje płaszcz z kwaśną miną.
-  Co  się  dzieje?  -  dopytuje  się  ona,  nie  wiedzieć  czemu,  od  razu

czując  się  winna.  On  w  milczeniu  szarpie  sznurówki  butów,  które
odmawiają posłuszeństwa.

- Na litość boską! - warczy on.
- Hej, co się dzieje? - ona próbuje jeszcze raz.
- Źle się czuję! - powtarza on, niczego nie wyjaśniając, i mija ją w

pośpiechu. Chwilę potem słychać szum wody nalewanej do wanny.

Trudno, w takim razie nici z kina dziś wieczorem, myśli ona. Ale o

co  mu  właściwie  chodzi?  Czy  chciał  powiedzieć:  „Źle  się  czuję  -
miałem  dzisiaj  cholernie  ciężki  dzień”,  czy  też  może:  „Źle  się  czuję  -
chyba się przeziębiłem”?

Ona  ostrożnie  uchyla  drzwi  do  łazienki.  On  leży  w  wannie  jak

wieloryb,  który  osiadł  na  mieliźnie,  i  patrzy  na  nią,  jakby  była  istotą
pozaziemską. Ona siada na krawędzi wanny.

- Skarbie, co ci właściwie jest?
-  Źle  się  czuję!  -  odpowiada  szorstkim,  opryskliwym  tonem.

(„Nawet w wannie nie mogę mieć chwili spokoju?”).

-  Tak,  ale  co  ci  dolega?  Boli  cię  głowa,  gardło,  czy  brzuch...?

(„Bawimy się w zgadywanki, czy jak?”).

-  O  Boże!  Źle  się  czuję!  Po  prostu  źle!  Odsuń  się,  chcę  wyjść!

(„Kobieto, zejdź mi z drogi!”).

Wkurzony  gramoli  się  z  wanny  i,  owinięty  ręcznikiem,  błędnym

krokiem podąża w stronę sypialni. Pada na łóżko.

background image

- Zrobić ci herbatę? - pyta bezradnie ona. Wprawdzie cały czas nie

wie,  co  mu  właściwie  jest,  ale  herbatę  chyba  zawsze  można
zaproponować - jest to miłe i świadczy o jej trosce.

-  Nie.  Albo  tak,  niech  będzie.  Zresztą  sam  nie  wiem.  Najlepiej

zostaw mnie w spokoju!

Nie  wiedzieć  czemu,  ona  robi  coś  dokładnie  przeciwnego.  Siada

obok niego i bierze go za rękę.

- Ależ, kochanie, powiedz co ci jest.
- Puść mnie. - On gwałtownie cofa rękę, jakby go ugryzł komar. -

Nie mogę teraz!

Co za histeryk! W końcu ona traci cierpliwość.
- Powiesz mi może wreszcie, co ci jest? Co to znaczy: źle? Słabo ci,

masz  gorączkę,  jest  ci  niedobrze,  coś  cię  boli?  Chyba  to  jednak  nic
poważnego? - nie ustępuje.

On przewraca oczami, jakby miał za chwilę dostać udaru mózgu.
-  Źle  się  czuję,  chyba  już  ci  mówiłem!  Źle,  jeśli  rozumiesz

znaczenie tego słowa. Muszę to tłumaczyć? Wiesz co, wyjdź stąd, jeśli
możesz.  No,  idź  sobie  wreszcie!  -  Wyczerpany  wtula  głowę  w
poduszkę i zamyka oczy - jest gotowy na śmierć.

No dobrze. Czy ona musi wysłuchiwać, jak on się na nią wydziera?

Wstaje  urażona  i  wychodzi.  Jej  współczucie  zamienia  się  w  złość.
Przez chwilę zastanawia się, czy nie powinna trzasnąć drzwiami, ale w
końcu  bardzo  cicho,  cichuteńko  je  zamyka.  Niech  idzie,  gdzie  pieprz
rośnie!

Tak,  tak,  jak  dobrze  to  znamy,  prawda?  Nie  jest  łatwo  mieć  w

domu cierpiącego mężczyznę. Kobiety cierpią po prostu piękniej! Kiedy
my  nie  jesteśmy  w  formie  albo  mamy  chandrę,  nie  tylko  mówimy,
czego 

nam 

brak. 

Jesteśmy 

ponadto 

bardzo 

cierpliwymi,

bezproblemowymi pacjentkami, które są wdzięczne za to, że ktoś się o
nie  troszczy,  trzyma  za  rękę  czy  po  prostu  jest  obok.  Nie  sprawiamy
kłopotów.  Kiedy  więc  chorujemy,  troska  o  nas,  dbanie  o  nas  i
pielęgnacja,  to  czysta  przyjemność.  Jeśli  w  ogóle  kiedyś  bywamy
chore!

Inaczej jest z chorym mężczyzną. Nie jest ani bezbronny, ani miły,

ani  wdzięczny.  Jego  sposób  bycia  oscyluje  między  histerią  a
bezczelnością. Wiedział o tym już Molier - trzeba uczciwie przyznać, że

background image

miewał  czasem  rację.  Dla  kobiet  takie  zachowanie  stanowi
nierozwikłaną  zagadkę.  No  bo  jak  to  możliwe,  żeby  równocześnie
cierpieć i przejawiać taką agresję?

„Źle  się  czuję!”.  Kiedy  mężczyzna  wypowiada  to  zdanie,  oznacza

ono  pretensję  do  całego  świata  i  równocześnie  całkowitą  amnezję.
Zdanie  to  jest  zrozumiałe  jedynie  w  szerszym  kontekście.  Ponieważ
jego  znaczenie  bywa  różne.  „Źle  się  czuję  i  nienawidzę  was
wszystkich!” albo: „Źle się czuję - zrób mi coś do picia, zabierz dzieci,
zachowuj  się  tak,  jakby  cię  nie  było  i  broń  Boże  się  nie  odzywaj!”,
albo: „Robię sobie przerwę. Skoś trawnik. Ja na razie na pewno nic tu
nie  będę  robić!”.  Na  przyjęciu  „Źle  się  czuję!”  może  oznaczać:  „Nie
mam  ochoty  dłużej  się  przyglądać,  jak  ten  przystojniaczek  z  tobą
flirtuje”. Jeśli kiedyś udało ci się wyrwać bez dzieci i bez niego, wtedy
„Źle się czuję!” wyraża pretensję: „Skoro zostawiłaś mnie z tym całym
kramem,  to  przynajmniej  popsuję  ci  nastrój”.  Zdanie  „Źle  się  czuję!”
wypowiedziane po godzinie dwudziestej drugiej oznacza: „Dzisiaj nici z
seksu,  nie  mam  ochoty”.  A  to  samo  zdanie  wygłoszone  wtedy,  kiedy
on ma 37,5 stopnia gorączki, oznacza: „Czuję, że wkrótce umrę”.

Jednakże  z  całą  pewnością  nie  oznacza  ono  zachęty:  „Chodź

kochanie,  przytul  mnie  i  pobądź  ze  mną”.  Jako  kobieta  musisz  to  po
prostu przyjąć do wiadomości. Nie możesz nie uwzględniać tego faktu.
Bo tylko wywołasz frustrację obu stron!

Uwaga:
„Źle  się  czuję!”  wypowiedziane  przez  kobietę  oznacza:  „Proszę,

chodź i przytul mnie!”.

„Źle się czuję!” wypowiedziane przez mężczyznę oznacza: „Proszę,

idź sobie i zostaw mnie w spokoju!”.

A więc - nie pomyl się!
 

background image

 

 

Na śmierć i życie

 
Mężczyźni  nie  zawsze  są  tacy  bierni,  kiedy  w  grę  wchodzi  ich

zdrowie. Jeśli mężczyzna czuje, że rzeczywiście jest chory (a nie tylko
ma  zły  humor),  może  tak  szczegółowo  i  wyczerpująco  opisywać
wszystkie  objawy  chorobowe,  że  lekarze  aż  bledną  z  zazdrości.  Tak,
można  zaryzykować  twierdzenie,  że  stosunek  mężczyzn  do  choroby
jest  bardzo  osobisty.  Czasami  mężczyźni  dokumentują  przebieg
choroby,  prowadząc  pamiętnik.  Zaprezentował  nam  to  już  Tomasz
Mann  („Dziś  znowu  potworny  katar”).  A  od  czasów  Woody  Allena
wiemy też, do czego jest zdolny mężczyzna, który czuje zbliżającą się
niechybnie śmierć, której zwiastunem jest szum w uszach.

To rozumie się samo przez się, że mężczyźni nie chorują na zwykłe

choroby. Każda choroba to sprawa życia i śmierci! Katar może przecież
zwiastować  ptasią  grypę.  Siniak  na  nodze  po  upadku  z  roweru  jest
pewną  oznaką  raka  skóry  („Przecież,  kiedy  byłem  mały,  okropnie
spaliłem  się  na  słońcu!”),  świdrujący  ból  głowy  nie  jest  skutkiem
nadmiernej konsumpcji napojów wyskokowych poprzedniego wieczoru
- o nie, to trzydniowy rak, który uparcie pożera kolejne partie mózgu.
Za dużo zjadł i odczuwa ucisk na klatkę piersiową? To zastawka serca,
która nie domyka się już prawidłowo. A jeśli do tej pory nikt tego nie
powiedział,  to  ja  się  odważę,  dla  pełnego  zrozumienia  sprawy  -  otóż
najpiękniejsze choroby zawsze wynajdywali mężczyźni!

Męskie  fantazje  na  temat  śmierci  nie  mają  granic  -  jeśli  chodzi  o

choroby,  każdy  mężczyzna  jest  kreatywnym  twórcą,  staje  się  na  tym
polu  prawdziwym  artystą.  Nieocenione  źródło  inspiracji  stanowią
artykuły prasowe. No bo skoro nawet w „Sternie” pisali o tajemniczym
wirusie Ebola, który podobno ostatnio stał się bardziej agresywny, to
byłoby jawną głupotą nie skontrolować swojego organizmu pod kątem
pierwszych  objawów  tej  choroby.  Po  raz  pierwszy  zauważył

background image

zaczerwienienie na skórze? Teraz zamęczy wszystkich swymi chorymi
domysłami.  A  kiedy  już  otoczenie  -  i  w  domu,  i  w  biurze  -  nie  może
tego  znieść,  to  są  jeszcze  lekarze  -  ostatnia  deska  ratunku.  Chociaż
ostatnio ciągle nie mają dla niego czasu...

Kiedy  mężczyzna  twierdzi:  „Ten  lekarz  jest  do  niczego!”,  myśli:

„Ten ignorant całkowicie lekceważy moje dolegliwości!

Dzięki  Bogu,  istnieje  jeszcze  pogotowie  ratunkowe!  Musi

przyjechać  na  wezwanie  i  można  tam  dzwonić  dwadzieścia  cztery
godziny na dobę. Nareszcie! Dzień mija, ból nie mija. Prawdopodobnie
to  właśnie  tacy  mężczyźni  wywindowali  składki  na  kasy  chorych.
Zresztą  sami  chętnie  dorzucają  grosik,  żeby  tylko  pokrzyżować  plany
kostuchy.

Zakupy w aptece i w drogeriach to ulubiony sport mężczyzn, którzy

mają  tak  zwaną  świadomość  prozdrowotną.  Tacy  panowie  bardzo
cenią  preparaty  multiwitaminowe,  wapno,  batoniki  musli  domowej
roboty,  środki  zapobiegające  grypie  i  izostar  dla  ambitnych
sportowców. Nie ma ograniczeń w ich zażywaniu, a są przecież o wiele
praktyczniejsze  i  bardziej  urozmaicone  niż  jedzenie  jabłek  czy  też
codzienna porcja ruchu. Zresztą na zdrowiu nie można oszczędzać.

Bo na cóż bogactwa tego świata, jeśli trzeba z niego odejść?
Okej,  po  tych  wyjaśnieniach  kobiety  spojrzą  na  cały  problem  z

innej  strony.  Ale  one  nie  są  tak  wrażliwe  na  ból  jak  mężczyźni.  Jakiż
panowie  robią  raban,  kiedy  się  zranią.  I  nie  mam  tu  na  myśli  ran
zadanych  przez  piłę  tarczową,  ale  przez  malutkie  nożyczki  do
paznokci. „Leci mi krew!” - krzyczą z przerażeniem. My, kobiety, mimo
utraty  krwi,  nie  panikujemy.  Przecież  wówczas  musiałybyśmy  co
miesiąc  trafiać  na  pogotowie.  I  bądźmy  szczere  -  my  wolimy  w  tych
chwilach wyskoczyć do miasta.

Oczywiście, można znaleźć wśród mężczyzn twardych gości, którzy

nie  mdleją  na  widok  krwi  -  myślę  tu  o  chirurgach,  położnikach  i
seryjnych  mordercach.  Ale  czy  rzeczywiście  może  to  nas  napawać
optymizmem?

 

background image

 

 

1-2-3-jestem przy tobie!

 
Przytoczona  poniżej  historyjka  ma  jasno  ukazać,  że  mężczyźni  są

nadzwyczaj  wrażliwymi  istotami,  których  myśli  w  pierwszym  rzędzie
kierują  się  ku  ich  fizycznemu  samopoczuciu  -  bo  inaczej  straciliby
grunt pod nogami.

Kobieta, tuż przed porodem. Mężczyzna, który chce jej towarzyszyć

przy narodzinach dziecka.

Trzy  dni  przed  spodziewanym  terminem  porodu  przezorny

mężczyzna  zabiera  się  do  pakowania  torby:  pięć  torebek  cukru
gronowego,  puszka  izostaru  dla  wyczynowych  sportowców,  puszka
coca-coli, butelka multiwitaminy, paczka herbatników, mały szampan,
paczka  słonych  paluszków,  dwa  kawałki  kiełbasy  myśliwskiej,
pakowane próżniowo kanapki, opakowanie aspiryny.

Kobieta, poruszona jego działaniami, mówi:
-  Ależ  kochanie,  to  bardzo  miłe  z  twojej  strony,  ale  te  rzeczy  na

pewno mi się nie przydadzą...

- Ale to przecież nie dla ciebie - odpowiada mężczyzna. - O ciebie

już  tam  zadbają.  A  ja  muszę  przecież  myśleć  o  tym,  jak  to  wszystko
zniosę.  Potem  nie  dostanę  nic  do  jedzenia  i  picia,  albo  siądzie  mi
krążenie...  Taki  poród  może  przecież  długo  trwać.  Muszę  być
przygotowany na wszystko.

I co, uważacie, że wymyśliłam tę historię?
 

background image

 

 

Podręczna  instrukcja  obsługi  mężczyzny

mówi...

 
Jęczenie i cierpiętnictwo mężczyzn jest znane od zarania świata.
Wiecie, dlaczego Bóg po stworzeniu Adama stworzył jeszcze Ewę?

Bo miał dość ciągłego jęczenia Adama. Dlatego u jego boku postawił
kobietę,  która  miała  w  przyszłości  wysłuchiwać  męskich  jęków.  Przy
czym trzeba w tym miejscu jasno zaznaczyć, że przez większość czasu
nie miały one nic wspólnego z upojnym seksem (i tak zostało do dziś).
Niestety,  jęczenie  nie  ucichło.  Kiedy  więc  wydarzyła  się  ta  afera  z
jabłkiem, Bóg miał doskonałą wymówkę, żeby pozbyć się uciążliwego
hipochondryka.  Wprawdzie  było  mu  trochę  żal  Ewy,  ale  nie  miał
wyjścia - trzeba było ją poświęcić, żeby zyskać święty spokój.

Chcę  przez  to  powiedzieć,  że  mężczyzna  został  stworzony  ze

skłonnością do cierpiętnictwa.

I tak jak kobiety stale zamartwiają się, czy nie są za grube albo czy

nie utyją, to mężczyźni ciągle zadają sobie pytanie, czy nie są chorzy
albo czy wkrótce nie zachorują. I w tej kwestii niczego nie zmienią ani
opowieści  o  Indianach,  którzy  nie  czują  bólu,  ani  przekonanie,  że
chłopaki  nie  płaczą.  Bo  to  sprawa  wrodzonych  zdolności,  właściwości
czy  też  -  jeśli  teraz  będzie  wam  łatwiej  zrozumieć  -  budowy  molekuł
(cząsteczek).  Przypomnijmy,  że  mężczyzna  został  zrobiony  z  gliny,  a
kobieta z żebra. Przecież glina jest bardziej miękka niż kość. Być może
w  tym  tkwi  przyczyna  męskiej  nadzwyczajnej  nadwrażliwości  na
własnym punkcie.

 

background image

 

 

Co możesz zrobić?

 
Trudna  sprawa.  Ale  myślę,  że  im  mniej  zrobisz,  tym  lepiej.

Mężczyzna, który źle się czuje w swoim ciele, właśnie z tego powodu
jest nie do wytrzymania, że sam siebie nie może ścierpieć. Narzeka na
potęgę, i nie chciałby w tobie zobaczyć swojego lustrzanego odbicia (a
zobaczy je, jeśli nie powstrzymasz się od komentarzy).

Jeśli chcesz zyskać przychylność cierpiącego mężczyzny, zostaw go

w  spokoju.  Stojąc  w  drzwiach,  wrzuć  do  pokoju  porcję  współczucia,
ale w szaleństwie troskliwości nie zostań boa dusicielem. Kiedy będzie
czegoś potrzebował, da ci znać. Jeśli zacznie to robić zbyt często, kup
mu książkę Zdrowie  mężczyzny,  żeby  miał  się  czym  zająć,  i  powiedz:
„Zostawię cię teraz na trochę w spokoju, żebyś mógł odpocząć, moje
ty biedactwo”.

Potem usiądź na kanapie i obejrzyj sobie dobry film. I tak zrobiłaś

wszystko co mogłaś.

A  jeśli  twój  śmiertelnie  chory  ukochany  znów  da  upust

hipochondrycznym  fantazjom  i  powie  ci,  że  niedługo  będzie  po  nim,
nie  martw  się  -  mężczyzna,  który  stale  powraca  do  tematu  śmierci,
przeżyje cię o jakieś dwadzieścia lat!
 

background image

 

 

„Skarbie,  mam  dla  ciebie

wspaniały prezent!”

 

background image

 

 

Mężczyźni i prezenty

 

background image

 

 

Sytuacja klasyczna

 
ONA  ma  urodziny,  a  ON  z  tej  okazji  wymyślił  coś  wspaniałego.

Mówi o tym już od kilku dni.

- Może dostaniesz coś naprawdę fajnego! - zapowiada z tajemniczą

miną. Zapowiedź niespodzianki podsyca jej ciekawość.

-  Nigdy  się  nie  domyślisz!  -  Śmieje  się  zadowolony  z  siebie.  -

Zobaczysz, że się ucieszysz!

Co  też  takiego  wymyślił?  Brzmi  to  jak  coś  więcej  niż  wariant

pralinkowo-perfumeryjny.  No,  ale  przecież  tym  razem  to  okrągła
rocznica.  Może  zorganizował  jakąś  imprezę?  Z  kapelą  na  żywo  i  tak
dalej.  Albo  zamówił  lot  balonem?  Albo  może  zauważył,  że  bardzo
podobały  jej  się  te  kolczyki,  które  miała  jej  kuzynka,  i  zamówił  takie
same  u  jubilera?  Oczywiście,  wypad  na  zakupy  do  Paryża  albo
Nowego  Jorku  też  byłby  niezły...  Tak  często  marzyła,  żeby  przy
śniadaniu  znaleźć  pod  serwetką  bilet  lotniczy.  W  końcu  z  okazji  jego
okrągłych  urodzin  zafundowała  mu  weekendową  wycieczkę  do
Neapolu; on przecież tak bardzo interesuje się wykopaliskami. Wtedy
powiedział, że na jej urodziny też wymyśli coś nadzwyczajnego...

Wreszcie  nadchodzi  ten  długo  oczekiwany  dzień!  Nareszcie  wolno

jej  wejść  do  dużego  pokoju.  Na  stole  stoi  ogromny  bukiet  kwiatów.
Niestety,  kompozycja  trochę  chybiona:  4  czerwone  róże,  40  gałązek
gipsówki,  400  gałązek  paproci  i  innego  zielska.  W  każdym  razie
zawartość  ozonu  w  pomieszczeniu  wyraźnie  wzrosła.  Ona  bierze
głęboki  oddech  i  podchodzi  bliżej.  Z  trudem  próbuje  dostrzec  coś
przez gęste zarośla. Może coś schował w środku? Nie, fałszywy trop.
No,  ale,  przepraszam  bardzo,  gdzie  mógł  ukryć  ten  jedyny  w  swoim
rodzaju, wspaniały prezent?

Jest! Pod chaszczami leży mała paczuszka. Niestety, za duża, żeby

skrywała w środku jakieś precjoza od jubilera - chyba że całą sztabkę

background image

złota.

- Otwórz! - nalega podekscytowany, z tajemniczym uśmiechem na

twarzy.

Zmaganiom  z  hojnie  poprzyklejanymi  paskami  taśmy  klejącej

towarzyszy podejrzany skurcz żołądka. Od razu widać, że on sam był
mistrzem-pakowaczem.  Z  całą  pewnością  tym  razem  nie  jest  to
prezent  z  perfumerii.  Ona  przypomina  sobie  z  przerażeniem,  że  trzy
lata  temu  z  takim  samym  zadowoleniem  na  twarzy  ofiarował  jej  na
urodziny brytfankę do ciasta. A przed dwoma laty dostała... czy to nie
wtedy  kupił  te  dziwaczne  filiżanki  do  kawy  w  misie?  Z  dołączoną
karteczką, na której napisał: „Twój misiaczek zawsze chce z Tobą jeść
śniadanko?”.  No  tak  -  to  przynajmniej  było  w  pewnym  sensie
rozczulające.  Można  by  rzec  -  prezent  symboliczny.  Gdyby  jeszcze  te
filiżanki  nie  były  takie  okropnie  brzydkie.  Ale  nie  odważyła  się  wtedy
powiedzieć  mu  prawdy.  I  to  był  błąd.  Bo  rok  temu  dostała  od  niego
talerzyk  w  misie  do  kompletu.  Jeśli  teraz  pokusił  się  o  kupienie
kieliszków do jajek w misie? Nie, zawiniątko jest za ciężkie.

Jakoś  udało  jej  się  zdjąć  opakowanie  i  trochę  bezradnie  spogląda

na...  puszkę  sardynek.  Ze  wszech  miar...  oryginalne,  ale  co  to  ma
znaczyć!

-  Musisz  przeczytać  karteczkę!  Musisz  przeczytać  karteczkę!  -  On

skacze wokół niej, przestępując z nogi na nogę, jak krasnoludek wokół
sierotki Marysi. - Puszka sardynek coś oznacza, domyślasz się?

Tak,  domyśla  się.  Może  jest  jeszcze  jakaś  nadzieja.  Ona  nachyla

się i czyta: „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Kochana. Z tej
okazji chcę Cię porwać... Zgadnij dokąd!”.

On  patrzy  na  nią  tak,  jakby  właśnie  wygrała  podróż  dookoła

świata.

A  może...?  Puszka  sardynek  -  sardynki  -  Sardynia!  Sardynia!!!

Zabiera ją na Sardynię! Zawsze chciała tam pojechać!

-  Och,  najdroższy!  -  mówi  porażona  nagle  tym  faktem.  -  Chyba

zwariowałeś! Czy masz na myśli to, że pojedziemy do, do...

-  Dziś  wieczorem,  najdroższa  -  wyjaśnia  dumny  i  zadowolony  z

siebie. - Zamówiłem już stolik.

- Zamówiłeś stolik? - pyta z niedowierzaniem. - Na... Sardynii?
-  Nie,  a  dlaczego  na  Sardynii?  Pójdziemy  do  tej  milutkiej  knajpki

background image

rybnej, gdzie ostatnio byłem z kumplami. Ale tym razem tylko ty i ja.
No i? Co teraz powiesz? Miałem kapitalny pomysł, prawda?

Niestety, nic mi nie wiadomo, czy obdarowana zemdlała z wrażenia

po  wyjaśnieniu  tajemnicy  zaszyfrowanej  w  puszce  sardynek,  czy  też
może wcześniej miała okazję rzucić konserwą w skroń „Sardyńczyka”.
Pewne  jest  jednak,  że  mężczyźni  wykazują  się  nieprawdopodobnymi
zdolnościami,  jeśli  chodzi  o  prezenty  dla  swoich  partnerek  (wszystkie
inne  prezenty:  dla  przyjaciół,  dzieci,  teściowej  kupujemy  raczej  my,
prawda?).

Kobiety  z  reguły  kochają  prezenty.  Na  przykład,  paczuszki  od

przyjaciółek 

otwierają 

radosnym 

podekscytowaniem 

z

wewnętrznym  przekonaniem,  że  zawartość  im  się  spodoba.  Prezenty
od  mężczyzn  zbyt  często  wprawiają  je  w  zakłopotanie  i  wywołują
pewną nerwowość. Ale nie z tego powodu, że nie lubią niespodzianek.
Kobiety  uwielbiają  niespodzianki!  A  jednak,  kiedy  mężczyzna
oznajmia:  „Kochanie,  mam  dla  ciebie  niespodziankę”,  odczuwają
wewnętrzny  niepokój.  Zbyt  często  bowiem  po  tych  słowach
następowały  tak  niewiarygodne  wydarzenia,  nierzadko  związane  z
silnym  rozczarowaniem,  że  pojawia  się  naturalny  problem:  ile  razy
można przekonywająco udawać zachwyt?

Co  możemy  zrobić,  kiedy  mężczyźni  z  absolutnym  wyczuciem

błędu  zdobywają  rzeczy,  których  widok  bywa  tak  szokujący,  że  nie
możemy się nadziwić, że na ziemi w ogóle istnieją takie przedmioty?

Swoją drogą zasadne staje się pytanie: skąd się biorą te wszystkie

potworki,  które  lądują  na  regale  rok  w  rok?  Może  istnieje  jakiś
tajemny katalog wysyłkowy, o którym nic nam nie wiadomo?

A  przecież  mężczyźni  nie  żyją  w  afrykańskim  buszu,  gdzie  jedyne

dostępne  dobra  to  szklane  koraliki  i  zęby  upolowanej  zwierzyny.
Myślę,  że  mieszkają  tutaj  wśród  nas,  w  cy-wi-li-zo-wa-nym  świecie.
Czytają  gazety,  słuchają  radia  w  samochodzie,  oglądają  telewizję,
chodzą do kina. Gdyby zechcieli zwrócić odrobinę swej cennej uwagi,
to dowiedzieliby się, jak się mają sprawy z prezentami.

Mężczyźni,  którzy  w  oczekiwaniu  na  powrót  ukochanej  dekorują

całe  mieszkanie  różami  i  świecami,  są  znani  z  filmów.  W  filmach  on
wciska  jej  w  rękę  kluczyki  do  kabrioletu,  wypowiadając  nonszalancko
zdanie:  „Wyjrzyj  przez  okno,  przed  domem  stoi  coś  dla  ciebie”.  W

background image

filmach  ona  wstaje  w  nocy,  żeby  uciszyć  płaczące  dziecko.  A  kiedy
wraca,  co  zastaje  na  poduszce?  Macie  rację  -  małą  szkatułkę  z
drogocennym klejnotem. W filmach on, stojąc za jej plecami, zakłada
jej  naszyjnik  z  pereł.  W  filmach  mężczyzna  może  wynająć  całą
restaurację tylko dla nich dwojga.

I nawet w przypadku romantycznych, skromnych prezentów, które

wcale nie muszą kosztować krocie, a jedynie mają przypomnieć o jego
miłości  i  szacunku,  w  rzeczywistości  mężczyźni  zachowują  się  jakby
trochę inaczej niż bohaterowie z ekranu. Nieczęsto mężczyzna zwiesza
z  wiaduktu  na  autostradzie  prześcieradło,  na  którym  własnoręcznie
napisał sprayem: „Kocham Karolinę”. Prawdopodobnie przyczyna tkwi
w  scenariuszach  filmowych.  I  mimo,  że  większość  filmów  reżyserują
mężczyźni,  założę  się,  że  gdzieś  z  tyłu  siedzi  asystentka,  która
podpowiada:

- Nie, nie, to nie tak. Kobieta musi dostać to i to, a ma się to odbyć

tak i tak.

Niestety, w codziennym życiu brakuje tych przyjaznych dusz, które

znają nasze najskrytsze życzenia.

 

background image

 

 

1-2-3-trzydzieści  możliwości  chybionych

prezentów dla kobiet

 
W rzeczywistości mężczyźni kupują inne prezenty.
Są  tacy,  którzy  w  ogóle  nic  nie  kupują.  Albo  z  powodu  poglądów

(„Wszystko  to  tylko  terror  konsumpcji!”),  albo  dlatego,  że  przeoczyli
ważną datę („Ale to da się nadrobić później, moja droga!”). Niektórzy
mężczyźni ofiarowują z różnych okazji bony. Myślę tu o bonach, które
nigdy  nie  zostaną  zrealizowane.  Znam  kobiety,  które  zdążyły  się
rozwieść  albo  nawet  przenieść  na  tamten  świat,  a  nigdy  nie  miały
okazji skorzystać z dwutygodniowego pobytu na farmie piękności albo
z rejsu wzdłuż Nilu.

Uwaga:
Bony mają sens tylko wtedy, gdy realizuje się je od razu.
W  tym  miejscu  pojawia  się  pytanie  natury  ogólnej:  czy  prezent

zawsze  trzeba  kupować  najwcześniej  24  godziny  przed  terminem
wręczenia?  Daty  urodzin,  imienin,  świąt  Bożego  Narodzenia  mają  tę
zaletę,  że  są  znane  już  co  najmniej  rok  wcześniej,  prawda?  Jak  to
możliwe - to pytanie zadaje sobie każda przewidująca kobieta - że 23
grudnia  o  godzinie  14:30  w  sklepach  buszują  tłumy  mężczyzn,
potykając się o wszystko, wskutek wytężonego myślenia, i denerwując
ekspedientki,  bo  nie  znają  nawet  rozmiaru  biustonosza  swojej
partnerki  („Myślę,  że  może  135  G  albo  coś  w  tym  stylu”).  Albo  dają
sobie  wcisnąć  poliestrowe  apaszki  z  nadrukiem  w  podkowy.  Ale  o  co
chodzi, przecież podkowa przynosi szczęście, prawda?

Są także mężczyźni, którzy przychodzą z pustymi rękami, stosując

przy tym taktykę ofensywną. Pojawiają się wieczorem na urodzinowej
kolacji z jowialnym gestem i wyjaśnieniem: „Ja jestem prezentem!”, i
czują  się  tak,  jakby  byli  samym  Jamesem  Bondem,  który  za  chwilę
wskoczy  do  łóżka  z  jakąś  blondyną.  W  końcu  dał  się  zaprosić  na

background image

kolację.  W  końcu  powinnyśmy  się  cieszyć,  że  w  ogóle  raczył  nam
poświęcić chwilę swojego cennego czasu.

Trzeba wykazać się wzmożoną czujnością także przy tych panach,

którzy  pojawiają  się  z  jedną  czerwoną  różą.  Prawdopodobnie  są  z
siebie  dumni.  Załatwili  sprawę  tanio  i  romantycznie  zarazem.  Ale
powiedzmy  to  wprost  -  żadna  kobieta  nie  chce  dostać  jednej
czerwonej róży - poza przypadkiem, kiedy on przyjechał odebrać ją z
lotniska. Albo kawaler róży jest biednym studentem. Lub co najmniej
tenorem w operze narodowej i zaśpiewa arię tylko dla niej.

Okej, nie chcę być niesprawiedliwa. Jeśli się dobrze zastanowimy,

to dojdziemy do wniosku, że są gorsze rzeczy dla kobiet, niż czerwona
róża  na  długiej  łodydze.  Na  przykład,  różowa  gerbera  z  gipsówką  i
asparagusem.  Tu  jednak  znowu  mamy  do  czynienia  z  kwiaciarstwem
jako rzemiosłem artystycznym, które znamy tak dobrze z pogrzebów.
A  fakt,  że  mężczyźni  do  tej  pory  nie  pojęli,  że  kącik  z  kwiatami  na
stacji  benzynowej  nie  jest  właściwą  drogą  do  serca  kobiety,  pozwala
spojrzeć głębiej na cały problem.

Zresztą  wygląda  na  to,  że  stacje  benzynowe  są  ulubionym

miejscem zakupów dla mężczyzn. Kierując się mottem „Małe upominki
podtrzymują przyjaźń”, kupują tutaj ochoczo wszystko to, co budzi w
nich  wewnętrzne  dziecko:  pluszowe  misie,  które  przyczepiły  się  do
wielkiego czerwonego serca z napisem „Sweetheart”, kamienne lampy
o działaniu zdrowotnym albo płyty CD z serii „Dla każdego coś miłego”
-  rzewnie  pościelowy  numer  kolekcji  125.  Ale  nawet  wtedy  kobieta
może mówić o pewnej dozie szczęścia.

Jeśli mężczyzna chce być oryginalny, kupuje breloczek do kluczy z

myszką  Didl  („...bo  jesteś  moją  słodką  myszką”)  albo  śmiejący  się
worek („...bo tak pięknie się śmiejesz”). Wszystko to już znamy. I niby
kogo to ma bawić? Może nas? Otóż takimi pomysłami się nas nie kupi,
drodzy panowie. W kwestii podarunków mamy klasyczne poglądy.

Jeśli  kobieta  i  mężczyzna  od  niedawna  mieszkają  razem,

oryginalność  prezentów  gwałtownie  wzrasta.  Wtedy  bowiem
mężczyzna chętnie obdarowuje kobietę czymś praktycznym, co jednak
w  dalszym  ciągu  pozostaje  bardzo  osobiste,  bo  przecież
przypuszczalnie tylko ona będzie z tego korzystać. Prawdopodobnie w
ten  sposób  wyraża  się  podświadoma  tęsknota  za  utraconym

background image

dzieciństwem,  ma  to  być  jak  zaklęcie,  przenoszące  go  w  świat,  w
którym mama gotowała, prasowała i smarowała masłem kanapki. I -
hej!  -  która  z  nas  nie  ucieszy  się  z  brytfanny,  żelazka  z  nawilżaczem
czy  miksera?  Tak  w  głębi  serca,  w  najskrytszym  jego  zakamarku?
Szkoda,  że  szybkowary  wyszły  z  mody.  Przy  odrobinie  szczęścia
znajdziemy pod choinką elektryczną suszarkę typu hełm albo damską
maszynkę do golenia.

Jeśli  wyczerpie  już  paletę  sprzętu  AGD,  sięga  po  sprzęt

elektroniczny,  który  w  ostatnim  czasie  tak  się  rozmnożył:  kupuje
odtwarzacz  DVD,  telewizor  z  płaskim  kineskopem,  sprzęt  grający
zawieszany  na  ścianie,  kamerę  cyfrową.  Przecież  marzy  o  tym  każda
kobieta!  I  nie  wypada,  żeby  w  domu  nie  było  takiego  sprzętu,
zwłaszcza  że  jest  coraz  tańszy.  Do  takiego  podarunku  mężczyzna
chętnie dołącza komentarz: „Niech to będzie prezent pod choinkę dla
nas obojga”.

Zastanawiające jest też, że prezenty od mężczyzn z biegiem czasu

stają  się  coraz  mniejsze,  chociaż  oni  z  reguły  są  pracującymi
członkami  społeczeństwa  i  z  czasem  dysponują  coraz  większą
gotówką,  zdecydowanie  przewyższającą  zasoby  finansowe  z  czasów
studenckich  czy  praktyk  zawodowych.  Kiedy  dwudziestolatek  wręczał
nam  fajne  złote  kolczyki,  to  może  się  zdarzyć,  że  koło  trzydziestki
będziemy  trzymać  w  ręku  czarną  praktyczną  (!)  torbę  ze  skaju  firmy
no  name  -  do  której,  dla  odmiany,  kupi  nam  przy  następnej  okazji
najmniejszą  z  możliwych  portmonetkę  od  Prady.  Jak  mamy
wytłumaczyć mężczyznom, że w kwestii prezentów dla kobiet liczy się
przede  wszystkim  gest?  Nie  pojmą  tego  nigdy.  A  następnym  razem
wręczą nam walizkę.

Oczywiście, znane są przypadki mężczyzn, którzy kupują kobietom

nieprawdopodobnie  drogie  prezenty.  Klejnoty  i  wyroby  ze  skóry.  I
wiem,  że  to,  co  teraz  powiem,  jest  okrutne,  ale  cóż:  drogie  prezenty
też mogą być okropne.

A  jeśli  już  uda  mu  się  raz  trafić  w  dziesiątkę,  zdradza  symptomy

seryjnego  mordercy.  Mam  znajomą,  która  mogłaby  otworzyć  sklep  z
glinianymi garnkami do kiszenia ogórków, tylko dlatego, że pierwszy z
nich naprawdę jej się podobał i - nie przemyślawszy sprawy - bardzo
nierozsądnie wyraziła głośno swoje szczere zadowolenie.

background image

Kiedy  jednak  kobieta  po  raz  setny  wydaje  radosny  okrzyk:  „Och,

jak wspaniale, znowu piękny garnek”, dochodzi zapewne do wniosku,
że mężczyźni nie zostali stworzeni po to, by dawać prezenty. Ale za to
mają wiele innych cudownych cech...

 

background image

 

 

Podręczna  instrukcja  obsługi  mężczyzny

mówi...

 
Kiedy mnie pytacie, dlaczego to tak właśnie wygląda, mogę podać

tylko  jeden  powód:  mężczyźni  nie  potrafią  na  niczym  skupić  uwagi.
Nie słuchają, kiedy próbujemy im przedstawić swoje potrzeby. Bo i po
co?  Ich  prezenty  bywają  drogie,  tanie,  kupowane  pod  wpływem
impulsu, infantylne, oryginalne, albo w ogóle ich nie ma. Dla nich kulą
u nogi jest sam zwyczaj dawania prezentów. W porządku, zgadzają się
to zrobić raz. W końcu to miłe, sprawić radość ukochanej. Ale po co to
powtarzać,  nie  wiedzą.  Przecież  najlepiej  jest,  gdy  każdy  sam  kupuje
to, czego akurat potrzebuje. I odpada wtedy uciążliwe pakowanie.

Bo  cóż  ekscytującego  jest  w  tych  prezentach,  skoro  nawet  nie

wiadomo, co się dostanie?

What you see is what you get - cóż, oni wszystko widzą na opak.
W przeciwieństwie do kobiet mężczyźni nienawidzą niespodzianek.

Tych, których oczekuje się od nich (muszą je wymyślić), i tych, które
sprawiają  im  inni.  Życie  jest  wystarczająco  niebezpieczne,  żeby  się
narażać na dodatkowe ryzyko.

W przeciwieństwie do kobiet mężczyźni nie uważają, że prezenty w

jakikolwiek sposób wyrażają ich miłość. Dowodem miłości są fakty: to,
że przychodzi do domu albo że rozkwasił nos rywalowi.

Kiedy  mężczyzna  mówi:  „Tym  razem  chciałbym  dać  ci  coś

wyjątkowego”,  to  ma  na  myśli:  „Kiedy  pójdziemy  do  łóżka?”.
Ewentualnie oznacza to: „Było cudownie ostatnim razem, kiedy znowu
pójdziemy do łóżka?”.

Zatem  przestańmy  czegokolwiek  oczekiwać!  Być  może  istnieją

mężczyźni, którym prawdziwą radość sprawia konfrontacja z tematem
„Prezenty  dla  mojej  ukochanej”.  Albo  tacy,  którzy  miesiącami  łamią
sobie głowę, jak spełnić nasze marzenia.

background image

Jednakże znam tylko kilku takich facetów. To są ci sami mężczyźni,

którzy  lubią  pisać  listy.  Ale  spójrzmy  prawdzie  w  oczy  -  ilu  ich
przetrwało do naszych czasów?

 

background image

 

 

Co możesz zrobić?

 
Jeśli  chcesz  uniknąć  corocznych  dramatów,  masz  tylko  jedno

wyjście: bądź konkretna. Napisz swoje życzenie na karteczce. Wywieś
listę  sklepów,  gdzie  on  może  kupić  dowolną  rzecz,  bo  wszystkie  są
piękne.  Poinformuj  o  swoich  preferencjach  najlepsze  przyjaciółki,  by
mogły  podsunąć  mu  właściwy  pomysł.  Najpierw  sama  zrób
rozeznanie,  co  wchodzi  w  rachubę.  Potem  wybierz  się  z  wybrankiem
serca na spacer po mieście i pokaż mu tę rzecz palcem.

I  jeszcze  jedno  -  kiedy  mężczyzna  pyta  kobietę:  „Co  byś  chciała

dostać w prezencie?”, oznacza to, że nie ma żadnego pomysłu, co jej
kupić. Proszę, pomóż mu i powiedz wprost, co chcesz dostać!

Po  co  wywoływać  wilka  z  lasu,  dając  odpowiedź  w  stylu:  „Na

pewno  coś  jeszcze  wymyślisz”  albo:  „Chcę,  żeby  to  była
niespodzianka!”.

No  bo  wtedy  on  z  pewnością  któregoś  dnia  powie:  „Skarbie,

dostaniesz ode mnie coś wspaniałego!”. I znowu wracamy do punktu
wyjścia, czyli do puszki sardynek.

 

background image

 

 

A złotego banana...

 
...  dostanie  tym  razem  ten  pan,  który  w  kwiaciarni,  stojąc  przy

wazonie z różami, na pytanie kwiaciarki: „Ile róż ma być w bukiecie”,
odpowie: „Wszystkie!”.

Tak odpowiedziałaby kobieta, gdyby była mężczyzną.

 

background image

 

 

„Halo, jest tam kto...?”

 

background image

 

 

Mężczyźni przy telefonie

 

background image

 

 

Sytuacja klasyczna

 
ONA  dzwoni  do  NIEGO,  dajmy  na  to,  z  wakacji.  Opowiada

obszernie  i  ze  szczegółami,  jak  spędza  dzień,  o  znajomych,  o
dzieciach,  o  plaży  (podając  też  ceny  lodów  na  patyku)  i  jak  jest
wspaniale (opcjonalnie: okropnie).

Po  chwili  przerywa  relację  i  pyta  niespokojnie:  „Słuchasz  mnie?”

On rzuca krótkie „Tak”. Wskutek tego z jej ust padają kolejne pytania
z serii tych, których mężczyzna nienawidzi jak zarazy: „Co znowu? Coś
się  stało?  Jakoś  dziwnie  odpowiadasz.  Na  pewno  wszystko  w
porządku?”.

Po  zadaniu  tych  wszystkich  pytań,  na  które  on  dawał  jakby

niepełne odpowiedzi, przy czym ona wyczuwała w jego głosie rosnącą
irytację i niechęć, ona wciąż próbuje skłonić go do bardziej wylewnych
relacji.  Jeśli  jest  wielkoduszna,  w  pewnym  momencie  porzuca  te
próby,  wymuszając  jeszcze  kończące  rozmowę  „Kocham  cię”  i  oboje
rezygnują  -  ona  niespokojna,  on  napięty,  ale  obojgu  spada  kamień  z
serca, że mają to już za sobą.

Chcę  z  góry  uprzedzić:  mężczyźni  przy  telefonie  to  temat  trochę

bezproduktywny.  Można  by  pomyśleć,  że  nie  wiedzą,  do  czego  służy
to  narzędzie  komunikacji  międzyludzkiej.  Trzeba  im  to  wybaczyć.
Wydaje  mi  się,  że  to  jakieś  uwarunkowanie  genetyczne  albo  coś  w
tym  rodzaju.  Kobiety  są  słuchowcami,  a  mężczyźni  -  wzrokowcami.
Dlatego dla mężczyzny ważne jest na przykład to, żeby komórka była
możliwie  jak  najnowsza,  wielofunkcyjna  i  naszpikowana  bajerami.  W
epoce  wczesnokomórkowej  urządzenia  te  musiały  być  duże  i
przyciągać  uwagę,  w  okresie  szybkiego  rozwoju  musiały  być  małe  -
tak  małe,  że  na  miniaturowej  klawiaturze  delikatne  męskie  paluszki
ledwo  były  w  stanie  wystukać  wiadomość  tekstową,  i  -  oczywiście  -
także musiały przyciągać uwagę. Natomiast obecnie, w epoce komórki

background image

rozwiniętej,  obowiązujące  trendy  kierują  je  w  stronę  większych
urządzeń, które zaczynają pełnić rolę przenośnego biura, można z nich
wysyłać  i  odbierać  e-maile  -  że  nie  wspomnę  o  normalnych  już,
dodatkowych  funkcjach,  takich  jak  dostęp  do  internetu,  gry,  aparat
fotograficzny  czy  miniwideo.  Komórki  stałyby  się  jeszcze  bardziej
praktyczne,  gdyby  można  było  nimi  suszyć  włosy  albo  gdyby  miały
wmontowaną  maszynkę  do  golenia  -  bo  właściwie  mężczyzna  nie
potrzebuje  komórki,  która  służyłaby  tylko  do  dzwonienia.  Poświęcimy
teraz słówko temu, po co kobietom telefon - żeby sobie miło pogadać
z  koleżanką  o  wszystkim,  co  się  zdarzyło,  najlepiej  godzinami,
najlepiej  popijając  ciepłą  kawę,  ponieważ  taka  pogawędka  zastępuje
spotkanie, prawdziwy kontakt osobisty.

Oczywiście  mężczyzna  nie  pojmie  tego  nigdy.  Dlatego,  gdy

rozmawiamy przez telefon, już po chwili - po godzince czy coś takiego
- wchodzi po raz piąty do pokoju i zaczyna czynić takie gesty, jakby za
chwilę  miał  się  zawalić  dom  i  sytuację  mogła  uratować  wyłącznie
szybka  ewakuacja.  Albo  wywraca  oczami  i  narzeka:  „Ciągle  gadasz
przez telefon? Przecież zobaczycie się za tydzień!”.

Jeśli  mężczyzna  musi  być  pasywnym  współuczestnikiem  sesji

telefonicznej,  robi  mu  się  słabo  (mądre  kobiety  unikają  tej
konfrontacji).  I  to  nawet  nie  z  powodu  kosztów,  bo  przecież,
korzystając z usług tanich operatorów sieci telefonicznych, można dziś
uzyskać  niedrogie  połączenie  nawet  z  Zimbabwe  (chociaż  wcześniej,
kiedy pieniądze zarabiało się ciężko pracując fizycznie, często właśnie
to  był  główny  powód).  Nie,  to  jest  dla  nich  nieprzyjemne  z  zasady.
Instynkt podpowiada im, że coś musi być nie tak. Ale co?

 

background image

 

 

Podręczna  instrukcja  obsługi  mężczyzny

mówi...

 
Kiedy kobiety długo rozmawiają ze sobą przez telefon, mężczyzna

ma  stany  lękowe,  ponieważ  obawia  się  (co  jest  uzasadnione),  że
rozmowa  nie  ogranicza  się  do  relacji  z  zakupów  czy  też  opowieści  o
nowych  butach,  ale  może  dotyczyć  także  jego.  Kiedy  mężczyzna
podejrzliwie  pyta:  „O  czym  wy  tak  rozmawiacie  godzinami?”,  w
rzeczywistości  chce  powiedzieć:  „Cały  czas  mnie  obgadujecie,
prawda?”.  A  jeśli  kobieta  wyjdzie  do  drugiego  pokoju  i  do  tego
zamknie  za  sobą  drzwi,  bo  chce  „w  spokoju”  pogadać,  niektórzy
mężczyźni  prawie  wpadają  w  panikę.  No  bo  o  czym  te  baby  tyle
gadają?  O  ostatniej  kłótni,  która  teraz  jest  analizowana  z
najdrobniejszymi szczegółami? Czy może o ostatniej nocy?

Ta pierwotna podejrzliwość może doprowadzić do tego, że on albo

cały czas będzie przeszkadzał, albo podsłuchiwał! Obie drogi z zasady
prowadzą do irytacji („A więc plotkujesz o mnie!”).

Dlatego  radzę:  nie  dopuszczaj  do  tego,  żeby  widział  cię

rozmawiającą  przez  telefon.  Zaplanuj  długą  rozmowę  telefoniczną  na
czas  transmisji  telewizyjnej  z  ważnych  zawodów  sportowych.
Ostrożność nie zawadzi!

Męska  miłość  do  telefonu,  nawet  jeśli  mężczyzna  nie  wykazuje

oznak paranoidalnych napadów, nigdy nie przekracza pewnych granic.
Tutaj  warto  przedstawić  trzy  przekonujące  -  w  jego  mniemaniu  -
argumenty przeciwko długim rozmowom telefonicznym.

Po  pierwsze:  Jak  w  ogóle  można  tak  długo  rozmawiać  przez

telefon?  Telefon  służy  przecież  do  jak  najkrótszego  zasygnalizowania
sprawy i przekazania kluczowych informacji, takich jak opis miejsca, w
którym  się  znajduje  („Jestem  właśnie  w  OBI”),  i  godziny  wizyty
(„Przyjdę o 18:12”).

background image

Po  drugie:  Czy  istnieją  sprawy  aż  tak  ważne  -  poza  określeniem

miejsca,  z  którego  dzwonimy,  godziną  spotkania  i  ewentualnie
pęknięciem rury kanalizacyjnej albo wypadkiem śmiertelnym - żeby o
nich rozmawiać przez telefon?

Po  trzecie:  Przecież  tam  nikogo  nie  ma.  W  każdym  razie  nikogo,

kogo można zobaczyć czy dotknąć. Jak można rozmawiać z aparatem?
No  właśnie.  Jak  można  rozmawiać  z  urządzeniem,  niebędącym  w
żadnym  razie  źródłem  inspiracji?  Bo  przecież  telefony  nie  mają  ani
długich włosów, ani długich nóg, ani w ogóle niczego fajnego.

Uwaga:
Mężczyźni dzwonią niechętnie, a jeśli już, to krótko. Gdy tylko ich

dłoń  obejmie  słuchawkę,  centrum  mowy  przestawia  się,  zapewne
automatycznie, na funkcję „restricted code”.

Kiedy przez telefon rozmawia ze sobą dwóch panów, z reguły nie

dochodzi do żadnych scysji, obaj bowiem posługują się wspomnianym
wyżej  kodem  restrykcyjnym.  Bądźmy  sprawiedliwe  i  przyznajmy,  że
mężczyzna  przy  telefonie  nie  czyni  żadnych  wyjątków  i  nie  różnicuje
swoich  rozmówców.  Czy  to  jego  najlepszy  kumpel,  czy  wspólnik  w
interesach,  czy  jakaś/ta  kobieta  -  przeciętna  rozmowa  przeciętnego
mężczyzny  trawa  2,5  minuty  (liczę  tu  czas,  w  którym  on  mówi)  i
wygląda mniej więcej tak:

On rozmawia przez telefon z nim:
Halo?...  A,  to  ty...  Tak...  Tak...  Aha...  Mhhm...  Aha...  Tak...  W

porządku...  O  czternastej?...  Tak  -  ja  też...  Tak...  Dobrze...  No  to  na
razie... Mhm... Trzymaj się.

On rozmawia przez telefon z nią:
Halo?...  A,  to  ty...  Tak...  Tak...  Aha...  Mhhm...  Tak...  Niee,  tu

pada...  Mhhm...  Nic  szczególnego...  Tak...  W  porządku...  Nie,  co  ma
być?... Nic się nie dzieje... Tak, ja ciebie też... Tak.... Dobrze... No to
na razie... Aha... Też się trzymaj.

 

background image

 

 

1-2-3-próba mikrofonu!

 
A  teraz  przeczytaj  jeszcze  raz  obie  rozmowy  telefoniczne,  tym

razem  na  głos,  i  zwróć  szczególną  uwagę  na  typowe  dla  rozmowy
telefonicznej brzmienie słówka „tak”. Mężczyzna nie wypowiada go jak
śpiewnego długiego „taaak”, ale raczej jak krótkie żołnierskie „tk”. To
nadaje  jego  wypowiedziom  zwięzły  styl,  który  dla  nas,  żeńskich
klientów telekomunikacji, ma, niestety, nieco ograniczony wdzięk.

Miliony kobiet po tych krótkich i węzłowatych telefonach zadawały

sobie z oburzeniem pytanie, co jest grane.

-  Co  się  dzieje?  -  łkały  cichutko  w  poduszkę.  -  Czy  powiedziałam

coś nie tak? Coś się stało? Już mnie nie kocha? O Boże! Jestem... za
gruba?!

W  porządku,  przyznaję,  trudno  uwierzyć,  że  ten  oszczędny  w

słowach,  przybyły  z  kosmosu  Obcy,  ma  być  owym  elokwentnym,
rozmownym i zabawnym mężczyzną, z którym tak wesoło żartowałaś
sobie  na  kanapie.  Ale  mogę  was  uspokoić,  to  ten  sam  facet.  On  we
własnej osobie, a nie jego brat bliźniak, którego istnienie udało mu się
do  tej  pory  skutecznie  zataić.  A  ty  nie  jesteś  za  gruba.  I  nic  się  nie
stało. Zupełnie nic. Koniec kropka.

No interpretation, please!
 

background image

 

 

Co możesz zrobić?

 
Taaak,  obawiam  się,  że  męskiego  podejścia  do  telefonowania  nie

uda  się  raczej  istotnie  zmodyfikować.  Jeśli  twoim  partnerem  nie  jest
żaden  z  męskich  egzemplarzy  o  wysokim  udziale  pierwiastka
żeńskiego,  który  zachwycająco  chętnie  i  długo  rozmawiałby  przez
telefon,  musisz  w  czasie  rozmowy  telefonicznej  zadowolić  się
dziesięcioma  procentami  normalnych  możliwości  werbalnych  twojego
wybranka  serca.  Mów  to,  co  chcesz  powiedzieć,  stawiaj  celowe
pytania,  na  które  mężczyzna  jest  w  stanie  krótko  odpowiedzieć,  bez
konieczności  angażowania  własnych  emocji.  Nie  interpretuj  na  swoją
niekorzyść  przerw  w  rozmowie,  trwających  dłużej  niż  15  sekund,
nawet  jeśli  myślisz,  że  po  drugiej  stronie  słuchawki  znajduje  się  ktoś
na wpół żywy, kim chętnie byś potrząsnęła, żeby się obudził. Odpręż
się  -  to  tylko  mężczyzna  po  drugiej  stronie  drutów.  On  już  się  taki
urodził.

Hej, nie trać nadziei!
Istnieją  wyjątki!  W  szczególnych  okolicznościach  mężczyźni  też

potrafią rozmawiać przez telefon. W stanie silnego pobudzenia - i tylko
wtedy! - mężczyźni są zdolni do wszystkiego.

Kiedy  gnębi  ich  jakiś  problem,  dotyczący  pracy  zawodowej  albo

wynajmowanego  mieszkania,  rzeczywiście  biorą  głęboki  wdech  i
rozmawiają dużo dłużej niż standardowe 2,5 minuty.

Albo  kiedy  są  totalnie  zakochani.  W  pierwszych  czterech

tygodniach  tego  stanu  każdy  mężczyzna  potrafi  godzinami  żartować,
śmiać się, szeptać, pytać i z ogromnym zaangażowaniem rozmawiać o
swoim  życiu  -  wszystko  przez  telefon.  Gwarantuję  to  wam.  A  kiedy
potem  milknie,  w  żadnym  razie  nie  jest  to  milczenie,  które  mogłoby
sugerować, że bardzo proszę zakończyć rozmowę, o nie! Najdłuższe i
najpiękniejsze  rozmowy  telefoniczne  w  moim  życiu  prowadziłam  z

background image

pewnym mężczyzną. To pozwala mieć jakąś nadzieję, prawda?

 

background image

 

 

A złotego banana...

 
... dostaje tym razem ten pan, który zadzwoni tak po prostu, bez

okazji  i  powie:  „Skarbie,  właśnie  o  tobie  myślę.  Byłoby  cudownie,
gdybyś  tu  była  ze  mną...”.  Bądźmy  szczerzy,  drodzy  panowie  -
przecież  nie  jest  to  dużo  trudniejsze  niż  powiedzenie:  „Stoję  na
światłach, zaraz zapali się zielone”.
 

background image

 

 

„Skarbie, 

to 

wszystko

wygląda inaczej, niż myślisz!”

 

background image

 

 

Mężczyźni 

gąszczu

kłamstw

 

background image

 

 

Sytuacja klasyczna

 
ON właśnie zadzwonił. Niestety, w tym tygodniu nie ma czasu.
- Ten nowy klient znowu zażądał wprowadzenia zmian w layoucie.

Muszę  od  razu  do  tego  usiąść.  Nic  się  nie  da  zrobić,  moja  droga.
Kocham cię!

- Ja ciebie też.
ONA rozczarowana odkłada słuchawkę. Potem, ciężko wzdychając,

wyjmuje z lodówki steki i przekłada je do zamrażarki. Czasami wolny
związek  na  odległość  ma  pewne  wady.  Ale  przecież  nie  zawsze  tak
będzie.  Nie  powinno  być!  W  końcu  znają  się  już  pięć  lat.  A
niespodzianki  takie  jak  ta  zdarzały  się  w  przeszłości  dość  często.  Z
zadumą patrzy na stary pierścionek ze szmaragdem, który podarował
jej  w  prezencie  na  ostatnie  Boże  Narodzenie.  Ma  dobry  gust,  to
pewne.  Kobieta  uśmiecha  się.  A  potem  znów  przypomina  sobie,  że
Sylwestra  spędziła  u  przyjaciół  bez  niego.  Też  odwołał  przyjście  w
ostatniej chwili z powodu pilnej pracy. („Myślisz może, że to dla mnie
frajda,  siedzieć  w  Sylwestra  przy  biurku  i  pracować?  Nie  rób,  proszę,
teraz z tego tragedii!”).

W  porządku,  ona  rozumie,  że  grafik  pracujący  na  zlecenie  to  nie

urzędnik w okienku, który dokładnie zna godziny pracy. Ale i tak czuła
się podle, kiedy siedziała sama, a wokół niej tuliły się same parki. Na
narty nie pojechał, bo się przeziębił. („Słuchaj, źle się czuję. U nas w
Hamburgu  jest  koszmarna  plucha,  więc  nic  dziwnego”).  A  kiedy  z
okazji jego urodzin przywitała go w czarnej bieliźnie, od razu wypalił:
„Boże, ale jestem głodny. Pójdziemy coś zjeść?”.

No  tak,  a  podróże  z  Hamburga  do  Düsseldorfu  są  rzeczywiście

męczące. W żartach ochrzciła go „pędzący Roland”. A do tego trzeba
dodać stres związany z pracą. Ona wie, że „tu chodzi o egzystencję!”.
Mężczyźni zawsze ciężko pracują. Praca kobiet jest lekka.

background image

Ale  mimo  to  zadaje  sobie  od  czasu  do  czasu  pytanie,  czy  ich

znajomość  w  ogóle  można  nazwać  związkiem,  skoro  jedna  ze  stron
dzwoni  w  piątek  wieczorem  i  mówi,  że  przyjedzie  dopiero  w  sobotę
rano,  bo  wszystko  się  przeciągnęło,  a  potem  w  niedzielę  już  od
jedenastej  zerka  na  zegarek,  bo  w  poniedziałek  ma  ważną  rozmowę,
do której musi się jeszcze przygotować.

Ona proponowała, że może do niego przyjechać - w końcu w jego

stumetrowym  lofcie  projektanta  jest  dość  miejsca,  ale  -  on  ma
przecież rację - co miałaby tam robić, skoro on cały czas musi siedzieć
nad deską kreślarską. Zresztą, jej obecność by go rozpraszała, a poza
tym  „nie  jest  przygotowany  na  odwiedziny  kobiety”  w  swojej
kawalerskiej pracowni.

Trzy  dni  później  ona  jedzie  w  podróż  służbową  do  Monachium  i

tam  przypadkowo  spotyka  w  kawiarni  dawnego  kolegę  Rolanda,
którego nie widziała od co najmniej trzech lat. Wywiązuje się rozmowa
i po chwili pada pytanie:

- Słuchaj, a utrzymujesz jeszcze jakieś kontakty z Rolandem?
Kontakty z Rolandem? Co on ma na myśli?
-  No  tak,  jasne!  -  odpowiada  zirytowana.  -  Widujemy  się  w

weekendy.

- Ach, no to w takim razie pozdrów go serdecznie ode mnie. Ciągle

jeszcze  nie  zdążyłem  mu  złożyć  gratulacji,  ale  ta  jego  córeczka  jest
naprawdę  słodziutka!  Przysłał  przepiękną  kartkę!  W  końcu  to  niezły
grafik...

Tak, drogie przyjaciółki! Nie do wiary, ale to prawdziwa historia!
Jak można być tak ślepym? Na ile rzeczywistość może się różnić od

tego, co o niej myślimy?

Męskie  kłamstwa.  Moment,  kiedy  prawda  wychodzi  na  jaw.  W

ogóle nie przyjmujemy do wiadomości, jak wiele kobiet jedynie przez
głupi  przypadek  dowiedziało  się,  że  mężczyzna  ich  życia,  który  stale
zapewniał o swych uczuciach, równocześnie okłamywał je i zdradzał. I
to przez cały czas!

Sam ten fakt jest już wystarczająco przykry, ale to nie koniec. Bo

tak  naprawdę  jest  jeszcze  gorzej.  Oni  kłamią  dalej,  nawet  jeśli
kłamstwo zostało udowodnione.

Jak  myślisz,  co  odpowie  „pędzący  Roland”,  kiedy  przyjdzie  mu

background image

skonfrontować się z odkryciem swojej przyjaciółki? Myślisz, że powie:
„Przykro  mi,  przepraszam,  jestem  okropną  świnią”?  Ależ  nie,  moje
drogie! Bynajmniej, bynajmniej!

W tej sytuacji klasyczna odpowiedź mężczyzny brzmi: „Skarbie, to

wszystko wygląda inaczej, niż myślisz!”.

I  tu  trzeba  przyznać  mu  rację  -  rzeczywiście  wszystko  wygląda

zupełnie inaczej, niż myślałaś!

Ale  u  mężczyzny  takie  zdanie  oznacza  wstęp  do  najbardziej

zawiłych i dziwacznych „wyjaśnień”, których lawina ma jedno wspólne
przesłanie:

To wcale nie on jest winien. Absolutnie!  On  po  prostu  padł  ofiarą

zaistniałej sytuacji. Masz ochotę na małą próbkę?

- Wierz mi, jesteś dla mnie wszystkim. Ta inna kobieta... szczerze

mówiąc...  prawie  jej  nie  znam.  Tego  wieczoru  czułem  się  taki
samotny, trochę wypiłem... ty byłaś daleko. No i tak... jakoś wyszło...
Nie  chciałem  jej  więcej  widzieć...  ale  potem...  okazało  się,  że  jest  w
ciąży.  I  koniecznie  chciała  urodzić  to  dziecko.  Co  miałem  robić?  To
znaczy...  w  żadnym  wypadku  nie  chciałem,  żebyś  cierpiała...
Naprawdę... Nie chcę cię stracić...”.

Zastanawiam  się,  jak  facet,  który  żyje  sobie  zadowolony  z  inną

kobietą  w  kompletnym,  równoległym  świecie,  może  jeszcze  żądać
współczucia i zrozumienia? Bo on przecież jedynie z miłości do ciebie
musi sam dźwigać brzemię tej tajemnicy. Czyste bohaterstwo!

Mężczyzna, który kłamie, tak naprawdę przecież nie kłamie. To jest

właśnie  sedno  sprawy!  Wiem,  że  to  brzmi  paradoksalnie,  ale  męski
świat jest pełen takich paradoksów.

Tak naprawdę mężczyzna, który „kłamie” jest taktowny, przyjazny,

dyplomatyczny  i  bardzo,  bardzo  dzielny...  Tak,  właściwie  to  zasłużył
sobie na Pokojową Nagrodę Nobla.

Jak  bowiem  inaczej  można  wyjaśnić  fakt,  że  mężczyźni  kłamią

dalej  nawet  wtedy,  kiedy  dowody  świadczą  czarno  na  białym  o  ich
winie?

- Od kiedy używasz szamponu do włosów po trwałej?
-  Do  włosów  po  trwałej?  Pokaż...  Ach,  rzeczywiście!  Coś  takiego!

W  ogóle  tego  nie  zauważyłem,  wziąłem  po  prostu  pierwszy  lepszy
szampon  ze  sklepowej  półki.  Wiesz  co,  ta  twoja  zazdrość  jest  nie  do

background image

wytrzymania! Trudno uwierzyć, co sobie ciągle roisz.

Wstrząsająca  jest  też  reakcja  mężczyzny  w  sytuacji,  kiedy  dowód

winy leży obok niego w łóżku, ponieważ, niestety, wróciłaś wcześniej
do  domu.  Nawet  in  flagranti,  przyłapany  na  gorącym  uczynku,
mężczyzna  nie  zrywa  się  na  równe  nogi,  ale  śmie  owinąć  się  kołdrą,
wlepia  wzrok  w  intruza  (czyli  w  ciebie),  sugerując,  że  nic-na-to-nie-
poradzę i skąd-się-tu-wzięłaś, i ledwo udaje mu się wyjąkać: „Zaraz ci
to wszystko wyjaśnię!”.

No to teraz czekamy w ogromnym napięciu. Czas na bajeczkę! Coś

takiego może wymyślić tylko mężczyzna.

Możecie mówić, co chcecie, ale kobiety wiedzą przynajmniej, kiedy

sprawa  jest  przegrana.  Gdyby  to  ona  była  winna,  powiedziałaby
zapewne:  „O  Boże”  albo  ewentualnie:  „O  Boże,  tak  mi  przykro,
przepraszam”.  Albo  nie  powiedziałaby  ani  słowa,  bo  wie,  że  żadne
gadanie nie poprawi sytuacji. W porządku, kiedy związek już wcześniej
legł  w  gruzach,  powie  być  może:  „To  jest  właśnie  Janek”.  Ale  nie
znam żadnej kobiety, która stante pede chciałaby wszystko wyjaśniać.
Wszystko wyjaśniać!!! Warto raz poczuć, jak ta słodycz rozpływa się w
ustach.  Zastanawiam  się,  co  myślą  mężczyźni,  kiedy  mówią  coś
takiego?  Czy  ma  to  znaczyć  tyle  co:  „Spójrz  mi  w  oczy,  mała  -
wszystko  ci  wyjaśnię”?  Mają  nas  za  idiotki?  Całymi  latami  się  nie
odzywają, a tu nagle chcą wszystko wyjaśniać?

Dla kobiet sprawa jest jasna - w końcu mają oczy! Ale trik polega

na tym, że „wszystko wyjaśnię” oznacza, że to nie jego wina.

I to tyle - Love means never heaving to say you’re sorry.
Ach, to dlatego!
Inne piękne zdanie, którym raczą nas mężczyźni, dopuszczając się

zdrady, brzmi: „To nie ma z tobą nic wspólnego”. Nie ma - to jasne!
Przecież  kiedy  on  śpi  z  inną  kobietą,  to  nie  ma  to  nic  wspólnego  ze
mną.  Przypuszczalnie  jest  za  to  związane  z  pełnią  Księżyca.  Albo  z
nieokiełznaną  potencją.  Albo  z  tym,  że  mężczyzna  traci  głowę,  gdy
zostanie  przyłapany  na  gorącym  uczynku  i  czuje  się  osaczony.  Kiedy
coś  robi,  robi  właśnie  to  jedno.  A  kiedy  robi  co  innego,  to  robi  co
innego.  Robi  -  Albo  jedno,  albo  drugie.  I  potrafi  obie  sprawy
doskonale od siebie oddzielić. Czy teraz już wszystko jasne?

Podążając  męskim  tokiem  rozumowania,  można  nawet  odnaleźć

background image

sens  w  jednym  z  ulubionych  męskich  twierdzeń:  „Przy  niej  staję  się
innym człowiekiem”.

Niektórzy  nie  mogą  uwierzyć,  jak  kobietom  udaje  się  połączyć

pracę  w  domu  z  pracą  zawodową  i  jeszcze  znaleźć  czas  dla  rodziny.
Chociaż niewiele się o tym mówi. O wiele bardziej nieprawdopodobne
jest  jednak  to,  jak  mężczyznom  udaje  się  pogodzić  dwa  kompletnie
różne życia, niekiedy przez długie lata. Chociaż w ogóle się o tym nie
mówi.

Zdarza się to nawet mężczyznom, którzy są osobami publicznymi i

pełnią ważne funkcje.

Pamiętacie Charlesa Lindbergha, który pobiłby naszego „pędzącego

Rolanda”  o  kilka  długości?  Elegancki  amerykański  pilot,  pierwszy
człowiek,  który  samotnie  przeleciał  nad  Atlantykiem,  miał  w  Ameryce
żonę i pięcioro dzieci! Dzieci zbierały muszelki na plaży, a tymczasem
Charles  w  Niemczech  uśmiechał  się  do  innej  ukochanej  i  dwójki  ich
dzieci.  Ale  to  jeszcze  nie  koniec!  Z  siostrą  tejże  ukochanej  Charles
(nazywam go po prostu Charles, wydaje mi się to takie swojskie) miał
kolejną  dwójkę  dzieci.  A  przyjaciółka  siostry  ukochanej  z  Niemiec
powiła  mu  kolejne  jedno  czy  dwoje.  I  nikt  o  tym  nie  wiedział!  Ja  to
nazywam  kamuflażem  doskonałym.  Zakładam,  że  samolot  był  w  tym
przypadku  jedynie  środkiem  do  celu.  I  bez  względu  na  to,  czy
mężczyźni  prowadzący  „podwójne  gospodarstwo  domowe”  mają
licencję pilota, czy nie, to, co osiągają na obu frontach, jest doprawdy
niesłychane,  a  każdy  tajny  as  wywiadu  to  przy  nich  zmęczony
staruszek!

Zgoda,  niektórzy  mężczyźni  mają  pecha.  W  najmniej  stosownej

chwili  dostają  w  końcu  zawału  serca,  na  który  sobie  zresztą  ciężko
zapracowali.  I  wszystko  wychodzi  na  jaw  najpóźniej  w  czasie
pogrzebu,  kiedy  nagle  dwie  (to  znaczy,  co  najmniej  dwie!)  łkające
wdowy  żegnają  go  po  raz  ostatni,  przy  tej  okazji  mając  możliwość
wreszcie się poznać.

Z  drugiej  strony  można  powiedzieć,  że  taki  mężczyzna  to  i  tak

farciarz.  Wprawdzie  nie  miał  okazji  wszystkiego  wyjaśnić  (wielka
szkoda!), ale jako osobnik martwy leży sobie bezpiecznie w trumnie i
żadna rozzłoszczona baba już na niego nie nawrzeszczy.

 

background image

 

 

Podręczna  instrukcja  obsługi  mężczyzny

mówi...

 
Bardzo  łatwo  wyjaśnić,  dlaczego  mężczyźni  kłamią.  Otóż  bardzo

wcześnie  uczą  się,  że  dzięki  kłamstwom  życie  jest  łatwiejsze  i
wygodniejsze.  Pomijam  tu  fakt,  że  oczywiście  nie  nazwą  tego
„kłamstwem”. To po prostu inny sposób patrzenia na świat.

Mężczyzna  próbuje  po  omacku  przedrzeć  się  przez  gąszcz  uczuć,

dowolnie  stosując  motto:  „Odpowiednie  kłamstwo  w  odpowiednim
czasie oszczędza kłótni i bólu serca”.

Spektrum  stosowania  kłamstwa  jest  szerokie:  od  fałszywych

komplementów,  przez  małe  świństewka,  po  drugą  rodzinę  w  innym
miejscu globu.

Nie  bez  powodu  klasyczna  wypowiedź  kobiety:  „I  tak  wiem

wszystko”  jest  najgorszym  zdaniem,  jakie  może  usłyszeć  mężczyzna.
Od  razu  czuje  się  przyłapany  na  gorącym  uczynku,  ponieważ
właściwie  stale  żyje  w  kłamstwie  -  bywa,  że  w  niewielkim  i
nieszkodliwym,  ale  bywa  też,  że  w  przytłaczającym.  I  doszłam  do
wniosku, że to jest powód ich tak często przytaczanej małomówności.
Stale  męczy  ich  lęk,  że  się  wygadają.  Który  bowiem  mężczyzna  jest
tak  genialny,  żeby  zapanować  nad  swoimi  wszystkimi  kłamstwami
(uważajcie,  moi  drodzy,  to  nawet  nam,  kobietom,  przychodzi  z
trudem!).  Zatem  lepiej  w  ogóle  się  nie  odzywać  i  unikać  sytuacji,  w
których niechcący mogłoby wyrwać się coś niewłaściwego.

Nawet  wobec  zarzutów,  które  są  prawie  bezpodstawne,  stosują

taktykę milczenia, mając nadzieję, że sprawa ucichnie.

Jeśli  natomiast  dochodzi  do  konfrontacji,  mężczyźni  są  o  wiele

bardziej  -  tak  to  nazywamy  -  dyplomatyczni  niż  kobiety.  Z  reguły
kobiety  w  czasie  kłótni  nie  są  spętane  lękiem,  więc  zachowują  się
bardziej  prostolinijnie,  mówiąc  wprost,  co  myślą.  Czasami  właśnie

background image

dlatego mogą być pozbawione taktu. A mężczyznom nie zdarza się to
właściwie  nigdy!  Gdy  tylko  atmosfera  robi  się  nieprzyjemna,  kończą
słowami:  „Nie  mam  teraz  ochoty  na  dyskusje”.  Kobiety  nie  uznają
odkładania  problemów.  Kłócą  się  tak  długo,  jak  tylko  się  da.  I  kiedy
sobie  ulżą,  kończą  czasami  dyskusję  zdaniem:  „Ale  przynajmniej
byłam szczera!”. Czy ktokolwiek słyszał takie słowa z ust mężczyzny?

Oprócz  kłamstw,  które  przemilczają  rzeczywistość,  są  też

oczywiście  takie,  które  ją  upiększają.  Porozmawiajmy  o  męskiej
dyplomacji  i  postawmy  pytanie:  dlaczego  mężczyźni  prawią
komplementy, chociaż myślą coś zupełnie innego?

Po  pierwsze,  żeby  uniknąć  niepotrzebnej  straty  energii.  Mężczyźni

szybko  pojęli,  że  dzień  mija  przyjemniej,  kiedy  od  czasu  do  czasu
powiedzą  kobiecie  kilka  standardowych  frazesów  w  rodzaju  „pięknie,
pięknie”  albo  „ślicznie  to  wygląda”  lub  „wspaniale  smakuje”.  A  przy
odrobinie szczęścia nie muszą nawet patrzeć jej w oczy.

Kiedy  jednak  na  horyzoncie  pojawia  się  człowiek  (kobieta!)  spoza

najbliższego  kręgu  jego  znajomych  (sprzedawczynie,  kelnerki,  nasze
przyjaciółki),  mężczyzna  natychmiast  zaczyna  szarmancką  ofensywę.
Wtedy rozkłada pawi ogon i rozpoczyna zaloty - musi pokazać to, co w
nim  najlepsze.  Nawet  nudziarze  i  milczki  w  jednej  chwili  stają  się
rozmowni  i  zabawni,  a  największe  mruki  prowadzą  ze  swadą
elokwentną  konwersację.  I  oczywiście  szafują  komplementami.
Nieważne, że mają się one nijak do rzeczywistości.

Wtedy my, kobiety, nie mogąc wyjść ze zdumienia, zadajemy sobie

pytanie: co się za tym kryje?

Najpierw  dobra  nowina:  to  nie  ma  z  wami  nic  wspólnego!  Nie,

naprawdę nie, wcale sobie nie żartuję, słowo daję!

Kiedy twój facet znowu będzie flirtował przy kasie supermarketu z

tą  rudą  lafiryndą  z  naklejkami  na  paznokciach,  musisz  sobie
wytłumaczyć, że ma taki przymus wewnętrzny - musi się podobać. Ta
cecha jest u mężczyzn bardzo silnie wykształcona, właściwie panowie
nie  znają  tu  żadnych  granic.  Nie  znają  też  granic,  jeśli  chodzi  o
schlebianie  innym.  W  każdym  razie  tam,  gdzie  mogą  sobie  na  to
pozwolić.  Chęć  przypodobania  się  innym  kobietom  jest  odruchem,
który  potrafi  ich  skłonić  do  wielkiego  wysiłku  i  dużych  osiągnięć.  A
śmiech  albo  uśmiech  kobiety  jest  najlepszym  potwierdzeniem

background image

męskiego ego.

 

background image

 

 

1-2-3-pochlebstwa

 
Twoja  przyjaciółka  Gaby  była  u  fryzjera  i  wpadnie  na  chwilę  po

południu.  Już  przez  okno  w  kuchni  widzisz,  że  nowa  fryzura  jest
okropna.  Rudy  kolor  zbyt  jaskrawy,  włosy  obcięte  zdecydowanie  za
krótko.  Biedulka!  Ale  drzwi  otwiera  twój  partner  i  z  wielkim
zdziwieniem słyszysz dobiegającą z przedpokoju śpiewkę:

-  Ach,  Gaby.  Wejdź,  proszę.  Pozwól,  że  pomogę  ci  zdjąć  płaszcz.

No daj, nie bądź taka honorowa! O rany, świetnie wyglądasz! Ta nowa
fryzura! Bardzo elegancka. I ten kolor! Wow!

To  dopiero  była  ofensywa  kokieterii!  Nawet  na  Gaby  jego  słowa

zrobiły  wrażenie.  W  przedpokoju  zapanował  chichot  i  radość,  tak,
prawdziwa radość!

Ledwie  drzwi  zamknęły  się  za  Gaby  i  jej  koszmarną  fryzurą,  a  on

już  pada  wykończony  na  kanapę.  I  zanim  jeszcze  na  resztę  wieczoru
zniknie za płachtą gazety, zdąży zawołać:

-  Wielkie  nieba,  co  oni  jej  zrobili  na  głowie,  wygląda  naprawdę

koszmarnie!

 

background image

 

 

Co możesz zrobić?

 
Tym razem na początek zła wiadomość:
Nie istnieją mężczyźni, którzy nie kłamią. Jasne, że rozmawiamy o

„prawdziwych facetach”. Sedno sprawy tkwi w tym, czy on traktuje cię
poważnie, czy też zapowiedzi z okresu początkowej euforii wzięły górę
nad  rozumem.  I  sam  fakt,  że  dylemat:  „Czy  oby  on  mówi  to
poważnie?”,  pojawia  się  jedynie  wobec  mężczyzn,  pozwala  dostrzec
drugie dno tej sprawy.

A teraz dobra wiadomość:
Czy mężczyzna wierzy w to, co mówi? Otóż czasami tak. Kiedy po

wspólnie  spędzonej  nocy  mężczyzna  dalej  mówi,  że  cię  kocha,  to
może być prawda. Ale mimo to miej oczy szeroko otwarte i przyglądaj
się, co on robi. Mężczyznę poznaje się zawsze tylko po czynach!

Z  drugiej  strony,  nie  możemy  zapominać  o  jednym:  z  zasady,

mężczyźni nie kłamią z niskich pobudek. W wielu wypadkach nie mają
po  prostu  dość  odwagi,  żeby  powiedzieć  to,  co  naprawdę  myślą.  Lęk
przed  powiedzeniem  prawdy  jest  zbyt  silny.  Można  przez  to  coś
stracić.  Można  stracić  to  na  zawsze  i  zostać  definitywnie  skreślonym.
Można wywołać wielką awanturę. Można stracić wszystko. Na przykład
ciebie.

I  dlatego  to,  co  mężczyzna  naprawdę  myśli,  dla  ciebie  pozostanie

tajemnicą.

Zresztą,  może  tak  jest  lepiej.  Również  dla  nas.  No  bo  bądźmy

szczere  -  czy  zawsze  jesteśmy  gotowe  usłyszeć  gorzką  prawdę?  Czy
zawsze  mamy  ochotę  na  brutalne  fakty?  „Prawda!  Ale  kto  chce  całej
prawdy?”,  powiedział  mi  ostatnio  całkiem  miły  facet.  I  chyba  miał
trochę  racji.  Czasami  to  całkiem  przyjemne,  trochę  pobujać  w
obłokach,  trochę  pomarzyć,  widzieć  rzeczy  lepszymi,  niż  są  w
rzeczywistości,  i  spychać  do  podświadomości  przykre  fakty.  To  są

background image

takie małe smaczki, dzięki którym życie jest łatwiejsze i ma weselsze
barwy.

A kiedy na uwagę: „Pewnie myślisz, że jestem za gruba?”, on nie

odwraca nerwowo wzroku, tylko po raz setny z anielską cierpliwością
odpowiada:  „Nie,  najdroższa,  nie  jesteś  za  gruba.  Podobasz  mi  się
taka, jaka jesteś”, to z całą pewnością jest to słodki smak.

Na  koniec  zamieszczam  słowniczek,  który  pomoże  w  zrozumieniu

jego  słów.  Oczywiście  korzystaj  z  niego  jedynie  w  nagłych
wypadkach...

 

background image

 

 

Co mężczyźni mówią, a co myślą...

►► Nigdy czegoś takiego nie

mówiłem!

Cholera,  myślałem,  że  o  tym

zapomniała!

►► 

Wszystko 

to 

sobie

wmawiasz!

Mam  nadzieję,  że  nie  ma

dowodów!

►► 

Ty, 

tą 

swoją

zazdrością!

Jak ona na to wpadła?

►► 

To 

tylko 

przelotna

znajomość.

Była niezła w łóżku.

►► Wszystko ci wytłumaczę!

Muszę  zyskać  na  czasie,  za

chwilę podniesie wrzask.

►►  Kochanie,  jest  zupełnie

inaczej niż myślisz.

Za  wszelką  cenę  zachować

spokój

►►  To  nie  ma  z  tobą  nic

wspólnego!

Przecież z tobą też spałem!

►► 

Bierzesz 

to 

sobie

zanadto do serca.

Gdzie  indziej  dozwolone  jest

wielożeństwo.

►► Przy niej staję się innym

człowiekiem.

Zdradzam cię, i to twoja wina.

►► Nie chcę cię stracić.

Bez  ciebie  zginę  pod  warstwą

brudu i górą prania.

►►  Porozmawiajmy  o  tym

jutro.

Nie  mogę  teraz  znaleźć  dobrej

wymówki.

►► Kochanie, przyjdę dzisiaj

trochę później.

Przede mną piękny dzień, hurra!

►► Przyniosłem ci kwiaty.

Dzięki, 

że 

niczego 

nie

zauważyłaś.

►► Jakoś nie jestem głodny.

Ach, zakochałem się!

background image

►► 

Nie 

mogę 

niczego

przełknąć.

Tęęęęsknię! Kiedy ją zobaczę?

►► Wyjedź raz gdzieś sama,

dobrze ci to zrobi!

Potrzebna mi wolna chata!

►►  Potrzebuję  czasu  dla

siebie.

Chcę iść z nią do łóżka.

►►  Muszę  zagłębić  się  w

siebie.

Muszę zagłębić się w nią.

►►  Jadę  na  seminarium

kontemplacyjne.

Nikt 

nie 

będzie 

nam

przeszkadzał.

►► Tak dalej być nie może.

Nowa kobieta - nowe szczęście!

 
Przez telefon:

►► Utknąłem w okropnym

korku!

Ha,  ha!  Utknąłem  całkiem  gdzie

indziej.

►►  Nie,  dzisiaj  już  tego

nie zdołam zrobić.

Tu,  gdzie  jestem,  jest  mi  bardzo

dobrze.

►►  Wziąłem  ze  sobą  coś

do czytania.

Szarość  to  czysta  teoria,  koło

mnie leży realny blond.

►►  Boże,  ale  to  był

nerwowy dzień!

Boże, ale to był fajny numerek!

 
W łóżku:

►►

Kocham cię.

Przedtem: chcę się z tobą przespać.

►►

Kocham cię.

Potem:  było  cudownie,  wydaje  mi  się,  że

naprawdę cię kocham.

►►  Daj  mi

spać.

Proszę, nie wieszaj się na mnie.

►►  Gorąco

mi!

Potrzebuję więcej przestrzeni!

►► 

Spij

dobrze!

Teraz naprawdę chce mi się spać, daj mi spokój!

background image

 

 

background image

 

 

„Ale...  ja  mam  już  jeden

sweter”

 

background image

 

 

Mężczyźni,  moda  i  jeszcze

gorsze rzeczy

 

background image

 

 

Sytuacja klasyczna

 
ONA i ON wybierają się razem do znajomych. Ona od kilku godzin

okupuje łazienkę, on siedzi na kanapie i czyta gazetę.

- Szykujesz się już? - krzyczy z łazienki ona.
- Tak, tak - odpowiada on.
W końcu wzdycha głęboko, odkłada gazetę i kieruje się ku szafie.

Wyjmuje  koszulę  i  spodnie.  Rzut  oka  w  stronę  okna  -  jest  lato,  więc
sweter nie będzie potrzebny.

- A gdzie dzisiaj idziemy? Muszę wkładać krawat?
- Urodziny Anety. No wiesz co, mówiłam ci to chyba z pięć razy!
- Być może. - (Aneta, która to? Zresztą wszystko jedno, grunt, że

krawat jest niepotrzebny).

Ona wychodzi z łazienki w gustownej małej czarnej i... zastyga w

bezruchu.  Jak  on  wygląda!  Do  pięknych  brązowych  lnianych  spodni,
które  mu  ostatnio  kupiła,  włożył  niebieską  flanelową  koszulę.  Po
prostu  wepchnął  ją  w  spodnie,  a  do  tego  dodał  czarny  pasek  od
garnituru. Po prostu nie do przyjęcia!

- O Boże - denerwuje się ona - chyba nie masz zamiaru iść w tej

koszuli?!  (Jak  mogłam  przegapić  wtorkową  zbiórkę  rzeczy
używanych...).

-  O  co  ci  chodzi,  przecież  ta  koszula  jest  fajna.  -  (Czego  ona  się

czepia?).

- No tak, ale nie do tych spodni. - (Jest ślepy, czy co?).
-  A  co  ci  się  nie  podoba  w  tych  spodniach?  -  (O  rety,  czego  ta

kobieta chce?).

-  Spodnie  są  brą-zo-we,  a  koszula  nie-bies-ka.  -  (Super,  znowu

niebieskie i brązowe!).

- I co z tego? - (Pięknie, teraz zupełnie się rozkręciła).
-  Jak  można  do  brązowych  lnianych  spodni  włożyć  niebieską

background image

flanelową koszulę w kratkę? Naprawdę nie widzisz, że to nie pasuje?! -
(A już zupełnie nie pasuje do mojej sukienki!).

On  staje  przed  lustrem.  I  uważa,  że  jedno  do  drugiego  pasuje.

Wszystko gra.

- A mnie się tak podoba - obstaje uparcie przy swoim. - Wygląda

na luzie...

- Na luzie, na luzie! - Ona zaraz zwariuje. - Dlaczego muszę żyć z

facetem, który uważa, że brązowy pasuje do niebieskiego? - Sięga do
szafy i przesuwa wieszaki, aż słychać grzechotanie.

- Masz, włóż tę! - (Gorzej niż z dzieckiem!).
- Co to ma znaczyć? Idę w tym co mam na sobie i basta! - (Gorzej

niż z moją matką! Nie dam sobą komenderować!).

- No to rób, co chcesz! - (Jeszcze mi za to zapłacisz!).
- Tak właśnie zrobię! - (Dobrze ci tak, głupia krowo!).
- Tylko, nie pytaj mnie więcej o zdanie! - (Nie rozmawiam z tobą.

Nie  ugotuję  ci  więcej  obiadu.  A  swoje  koszule  możesz  sobie  w
przyszłości prasować sam!).

Oczywiście  nie  wiemy,  czy  ten  pan  stojący  przy  szafie  w  końcu

zrezygnował ze swojej ulubionej koszuli, czy też pozostał odporny na
damskie  uwagi.  Jedno  jednak  wiemy  z  całą  pewnością:  mężczyźni  i
ubiór to tragedia doskonała.

To  oczywiste,  że  nie  każdy  może  być  Karlem  Lagerfeldem.  Wcale

tego od nich nie wymagamy. Ale odrobinę więcej... gustu?... dobrego
smaku?...  wyczucia  kolorów?...  znajomości  zasad  kompozycji?  Czy
rzeczywiście żądamy za wiele?

Myślę,  że  kiedy  widzi  się  na  ulicy,  jak  dziwacznie  ubierają  się

niektórzy  mężczyźni,  to  można  pocieszać  się  jedynie  tym,  że  -
ostatecznie - nie liczy się wygląd zewnętrzny, ale wnętrze człowieka.

Jednakże, czy to wnętrze - ostatecznie - może być aż tak ciekawe?
Uczciwie  trzeba  przyznać  mężczyznom,  że  jeszcze  długo  nie

poddadzą  się  dyktatowi  mody  tak,  jak  kobiety.  Noszenie  przez
dziesięciolecia  tej  samej  tweedowej  marynarki  z  epoki  kamiennej
mogłybyśmy nawet docenić jako akt odwagi, gdybyśmy nie wiedziały,
że stoi za tym czyste wygodnictwo.

W  przeciwieństwie  do  kobiet  mężczyźni  nie  kłamią,  kiedy

zapewniają,  że  ich  ubranie  jest  prastare:  „Tę  marynarkę  mam  od

background image

dawna”.

Kiedy takie zdanie wypowiada kobieta, z reguły ma na myśli: „Mam

ją od wczoraj, ale nie musisz o tym wiedzieć”.

Dla mężczyzny to samo zdanie oznacza: „Mam ją już tak długo, że

pewnie będę ją jeszcze nosił kolejne sto lat”.

No  dobrze  -  na  wszelki  wypadek,  gdyby  czytał  to  mężczyzna

(chociaż  mężczyźni  z  reguły  czytają  gazety,  więc  prawdopodobnie
jesteśmy we własnym, damskim gronie), a więc na wszelki wypadek,
przyznaję, że od zawsze istnieli mężczyźni znani z dobrego gustu. Na
przykład Oscar Wilde. A po nim... Paryż, Mediolan, Rzym - świat jest
pełen  mężczyzn,  którzy  znają  się  na  modzie.  Możemy  do  tej  grupy
zaliczyć jeszcze tych panów, którzy przechowują w szafie tony butów
Puma  i  każdego  dnia  wkładają  inny  zegarek  znanej  firmy.  Są  to  te
same  szpanerskie  typy,  które  uprawiają  wspinaczkę  ekstremalną  w
Himalajach,  a  w  zimie  w  bluzeczkach  z  krótkim  rękawkiem  i  w
ciemnych okularach biegną do domów aukcyjnych, żeby zdobyć łóżko
z ornamentami rzeźbionymi w prawdziwym drewnie opiumowym. I są
wśród nich nuworysze, dumni z siebie, bo już wiedzą, że na piknikach
nosi  się  bluzeczkę  firmy  Lacoste  wyłożoną  na  spodnie,  bo  to  takie
super na luzie.

No  tak,  i  kiedy  podliczymy  przedstawicieli  wszystkich  wyżej

wymienionych  kategorii,  uzyskamy  może  ze  dwadzieścia  procent
męskiej  populacji  -  to  na  ich  widok  kobieta  powie  z  radością:  „W
porządku,  to  do  siebie  pasuje”.  Albo  wręcz  stwierdzi:  „On  ma
naprawdę niezły gust”.

A  co  z  resztą?  Co  się  stało  z  tymi  osiemdziesięcioma  procentami?

Skażeni całkowitym brakiem wyczucia stylu błądzą po świecie kolorów
i  tkanin,  kompletnie  zdezorientowani,  i  ciągle  nie  mogą  pojąć,  że
sandały  nosi  się  -  bardzo  prosimy  -  bez  skarpetek  i  że  z
superelastycznych  skarpetek  nie  robi  się  podkolanówek.  A  co  z
domorosłymi  przedstawicielami  awangardy,  którzy  zgodnie  z  zasadą
„nie  ma  rzeczy  niemożliwych”  tworzą  kompozycje,  od  których  my,
kobiety,  dostajemy  migreny?  Co  z  minimalistami,  dla  których  torba
plastikowa (i nie mam tu na myśli toreb od Prady, Gucciego czy Louisa
Vuittona,  ale  te  z  Aldiego,  Rewala  i  Lidla)  stała  się  niezbędnym
akcesorium,  w  którym  można  nosić  w  zasadzie  wszystko  (poza

background image

artykułami spożywczymi, oczywiście)?

Zdradzę wam tajemnicę:
Mogą  to  być  mężczyźni  samotni.  Wtedy  noszą  ciuchy  kupione

dawno temu przez ostatnią partnerkę (względnie mamę) tak długo, aż
zaczną  się  nadawać  tylko  do  wyrzucenia.  Albo  muszą  gdzieś  to  sami
kupować. Wtedy mają pecha!

 

background image

 

 

1-2-3-sprzedane!

 

background image

 

 

Mężczyźni, którzy sami robią zakupy.

 
Aby zredukować do minimum horror związany z zakupami, samotni

mężczyźni  opracowali  specjalną  strategię.  Wierzcie  mi,  żaden  z  nich
nie  jedzie  do  miasta  z  radosną  myślą  „Zobaczymy,  może  znajdę  coś
fajnego”.  Świat  zewnętrzny  to  dżungla,  a  mężczyzna  ma  ściśle
określony  cel:  dwie  pary  spodni,  dwie  koszule,  jeden  garnitur,  dwa
krawaty. W tym świecie nie istnieją zakupy robione dla przyjemności.
Mężczyzna  ulega  kaprysom  -  w  zależności  od  zainteresowań  -  w
markecie  budowlanym,  w  sklepie  z  fajkami,  w  antykwariacie  albo
wśród  sprzętu  AGD.  Tam  czuje  się  zainspirowany.  Tam  w  spokoju
może  szperać  bez  nieprzyjemnego  napięcia.  I  nie  musi  niczego
przymierzać.

Właściwy  moment  na  Dzień  Wielkiej  Bitwy  wybiera  według

strategicznego planu. Nie ma tu miejsca na przypadek, nie można też
zdać się na pogodę. Samotni mężczyźni w czasie zakupów kierują się
rutyną  i  są  wiernymi  klientami.  Kiedy  już  raz  znaleźli  sklep  z  męską
odzieżą  (albo  fryzjera),  przemierzają  kilometry,  żeby  tam  dojechać.  I
podczas gdy kobiety mogą jeździć do miasta dwa razy w tygodniu, nie
kupując  przy  tym  nic  specjalnego,  mężczyzna  dwa  razy  w  roku  idzie
do  sklepu  i  kupuje  wtedy  wszystko,  czego  potrzebuje.  Słowem
kluczowym  jest  tu  efektywność.  Czy  naprawdę  nigdy  nie
zauważyłyście,  jaką  nerwowość  wywołuje  w  mężczyznach  widok
kobiet,  które  wszystkie  te  rzeczy  dotykają,  wkładają,  zdejmują,
jeszcze  raz  wkładają...  i  w  końcu  wychodzą  ze  sklepu  z  pustymi
rękami!

Ale  cóż  warta  jest  wysoka  efektywność  i  najdoskonalszy  plan,

kiedy  mimo  to  panom  zupełnie  brakuje  wyczucia  o  co  w  tym
wszystkim  chodzi?  My,  kobiety,  wiemy,  jak  źle  to  się  czasem  kończy,
kiedy  mężczyźni  sami  kupują  sobie  „rzeczy”  (tak,  oni  naprawdę  na

background image

ciuchy mówią „rzeczy”!).

W  przypadku  garniturów  ta  strategia  może  przynieść  niezłe

rezultaty  -  wystarczy  tylko  znać  swój  rozmiar  (pod  warunkiem,  że
dany  osobnik  trzyma  linię)  i  bezpieczeństwo  zakupu  jest  raczej
niezagrożone.  Problem  zaczyna  się  przy  dowolnych  zestawieniach.
Samo  to  słowo  sugeruje  bowiem,  że  można  do  woli  zestawiać  różne
elementy  garderoby.  Cóż,  trzeba  dokonać  jakiejś  kombinacji.  Taka
sytuacja  ich  przerasta.  Budzi  się  skryta  dotąd  kreatywność:  kolory,
wzory,  rodzaje  materiałów,  plus  koszula,  plus  krawat  -  istnieje
przecież  tyle  cudownych  możliwości  w  krainie  mody!  Ale  absolutnym
gwoździem do trumny jest i na zawsze pozostanie tak zwane ubranie
na co dzień. Tam dopiero można zobaczyć takie rzeczy - rzeczy - że aż
trudno  uwierzyć  własnym  oczom!  Wtedy  wyłazi  z  nich  prawdziwy
koneser  -  albo  wręcz  przeciwnie  -  abnegat.  Z  pewnością  są  takie
kobiety, które przeszły obok mężczyzny swoich marzeń, ponieważ nie
skojarzyły eleganckiego faceta z porannego samolotu do Hamburga z
odrażającą  postacią  w  workowatych  sztruksach  i  dzierganym
sweterku,  którą  widziały  później  w  jednym  z  pasaży  w  centrum
miasta.

Ciuchy,  w  które  ubieramy  się  po  pracy  -  na  tym  trzeba  się  znać!

Mężczyźni z całą pewnością się na tym się nie znają. (W każdym razie
dotyczy  to  owych  omawianych  właśnie  osiemdziesięciu  procent).  Bo
po  co  się  sztucznie  przebierać,  kiedy  na  stacji  benzynowej  i  tak
wystarczy  wielofunkcyjny  dres  na  każdą  pogodę,  a  do  niego
praktyczne plastikowe buty, w których można chodzić i w domu, i na
dworze?

 

background image

 

 

Milczenie owiec

 
Jeśli  mężczyzna  ma  u  boku  silną  kobietę,  która  mu  podpowie,  co

się  nosi,  będzie  towarzyszyć  mu  w  zakupach  i  doradzi,  jak  uniknąć
katastrofy  -  jest  szczęściarzem.  Ale  prawdopodobnie  to  tylko  nasz
punkt  widzenia.  Mężczyźni  żyją  w  błogiej  nieświadomości,  jak  wielki
wysiłek podejmują kobiety rok w rok.

„Niczego nie potrzebuję”, zaklina się kolejny raz, myśląc przy tym:

„Czemu mam tracić cały dzień na łażenie po mieście, tylko po to, żeby
kupić rzeczy, które już mam w szafie?”.

Przeciętnemu mężczyźnie pewnie w ogóle nie przychodzi do głowy,

że jego garderoba może komuś sprawiać prawdziwą przykrość. „Ale ja
mam  już  jeden  sweter”,  mówi  zirytowany,  kiedy  jego  partnerka  chce
go  wyciągnąć  na  zakupy.  Z  cichym  jękiem  i  słowami:  „Czy  musimy?”
(Proszę,  zostaw  mnie  w  spokoju,  chcę  sobie  posiedzieć.),  albo
ewentualnie:  „Czy  musimy  akurat  dzisiaj?”  (Czy  naprawdę  nie  ma  od
tego  ucieczki?),  pozwala  swojej  lepszej  połowie  zaciągnąć  się  do
sklepu  z  męską  odzieżą.  Tuż  za  progiem  sklepu  trudno  oprzeć  się
wrażeniu, że kobieta przyprowadziła ze sobą ślepca. Mężczyzna wodzi
tępym  wzrokiem  po  stojakach  z  ubraniami,  aż  pojawia  się
kompetentny sprzedawca z uprzejmym pytaniem:

- Czy mogę w czymś pomóc?
-  Tak  -  odpowiada  na  to  kobieta.  -  Szukamy  letniego  garnituru,

rozmiar 52.

Spróbujcie wyobrazić sobie odwrotną sytuację! Nie do pomyślenia

jest, by kobieta z mężczyzną weszli do butiku, a mężczyzna powiedział
„Szukamy....”  -  My  szukamy!  (Pomijam  fakt,  że  większość  mężczyzn
oczywiście  nie  chodzi  z  kobietami  do  butików.  Jakieś  obiekcje?
Przecież powiedziałam: większość mężczyzn!).

Kiedy  więc  mężczyzna  znika  w  kabinie  wraz  z  pierwszym

background image

garniturem,  kobieta  i  sprzedawca  zawiązują  za  jego  plecami  sojusz  i
zgodnie się namawiają.

- Chodź, spójrz, zmierz jeszcze ten - rozbrzmiewa regularnie, kiedy

mężczyzna  wychodzi  z  kabiny.  W  fazie  przeglądania  się  w  lustrze
ubezwłasnowolniony  przebieraniec  dalej  pozostaje  outsiderem  i  nie
włącza się do gry.

- Ten dobrze leży - ocenia sprzedawca, ale zwraca się do kobiety,

która przygląda się jeszcze dość krytycznie. Ofiara stoi tym razem jak
bezwolna owca i niepewnie manipuluje palcami przy guzikach.

Trudno  wprost  uwierzyć,  że  tacy  mężczyźni  mieliby  być  zdolni  do

rządzenia  państwem.  Jak  to  możliwe?  Dla  nas,  kobiet,  stanowi  to
prawdziwą zagadkę.

 

background image

 

 

Podręczna  instrukcja  obsługi  mężczyzny

mówi...

 
Zatem - co się stało z naszymi panami? Nie są w stanie? Nie chcą?

Czy ma to jakiś związek z półkulami mózgu, że kiedy mówią „różowy”,
mają na myśli „pomarańczowy”?

I  że  wkładanie  skarpetek  do  sandałów  nie  stanowi  dla  nich

żadnego  problemu?  I  że  nie  zakrywają  podkolanówkami  owłosionych
łydek, wystających spod spodni? I potrafią tak się wyróżniać ubiorem,
że  najchętniej  powiedziałabyś:  „Nie  znam  tego  Pana”.  Czy  robią  to,
żeby nas zdenerwować? Czy źródło tkwi w genach?

Tym razem rzut oka na królestwo zwierząt nie wyjaśnia sprawy. W

nim  bowiem  samce  są  najpiękniejsze  i  najstrojniejsze.  Ten  fakt
nasuwa  pytanie,  czy  mężczyźni  rzeczywiście  pojawili  się  na  Ziemi  w
wyniku  ewolucji.  Może  te  wyjątkowe  istoty  zostały  tu  zesłane  z
kosmosu,  bo  zawsze  łączyły  niebieski  z  brązowym?  Albo  kratkę  z
paskami... Kto wie?

Oscar  Wilde  powiedział  kiedyś,  że  w  jego  stylu  nie  ma  żadnej

wielkiej  tajemnicy,  bo  to  w  gruncie  rzeczy  nic  trudnego.  Po  prostu
zawsze wybiera najlepsze rzeczy.

Pięknie  powiedziane.  Ale  skoro  kwestia  gustu  jest  tak  prosta,  to

dlaczego  nie  funkcjonuje  u  innych  mężczyzn?  Dlaczego  mężczyźni
mają  taki  zły  gust?  To  pytanie  zadałam  ostatnio  jednemu  z  moich
znajomych,  który  jako  jeden  z  nielicznych  przedstawicieli  swego
gatunku wie, co jest ładne.

-  Mężczyźni  nie  mają  złego  gustu  -  odpowiedział  po  chwili

zastanowienia. - Oni w ogóle nie mają żadnego gustu.

Gdy  usłyszałam  tę  prawdę,  doznałam  olśnienia  -  jakby  nagle

uderzył  grom  z  jasnego  nieba,  rozświetlając  ciemności.  Eureka!  To
genialne,  po  prostu  genialne!  Istota  sprawy  tkwi  w  tym,  że  w  ogóle

background image

nie  ma  żadnej  relacji  między  mężczyzną  i  stylem.  Czy  też  między
mężczyzną  i  gustem,  albo  modą,  jak  kto  woli.  Oni  ani  nie  wyrażają
siebie  poprzez  ubiór  (nie  biorę  tu  pod  uwagę  odzianych  w  klubowe
dresy kibiców Borussii Dortmund czy też Bayernu Monachium), ani w
ogóle niczego z nim nie łączą (otoczenia, przeszłości, przyszłości, czy
też okoliczności).

Jasne,  są  także  tacy  próżni  mężczyźni,  którzy  od  czasu  do  czasu

przeglądają się z samozadowoleniem w lustrze. Ale czy znacie chociaż
jednego  faceta,  który  przed  pierwszą  randką  kupił  sobie  nową
bieliznę?  Albo  skarpetki?  Czy  znacie  chociaż  jednego  faceta,  który
kupił  sobie  za  wąskie  w  pasie  spodnie  z  nadzieją,  że  wkrótce  będą
dobre, bo schudnie?

Właściwie nie istnieje coś takiego, jak moda dla mężczyzn. Moda,

ciuchy, styl. Ba! Fatałaszki, tak to nazywają za naszymi plecami.

Bo przecież ubrania dzielimy na letnie i zimowe. Koniec, kropka.
A całą resztę można by sobie darować - gdyby nie było na świecie

nas, kobiet!

 

background image

 

 

Co możesz zrobić?

 
Mężczyzna z wyczuciem stylu trafia się raz na sto lat. A na resztę

stulecia radzę znaleźć kogoś, kto jest wystarczająco cierpliwy i mądry,
żeby  nosić  te  ubrania,  które  mu  -  z  ogromnym  wyczuciem  smaku  -
podsuniesz. Wszystkie inne rozwiązania grożą samymi problemami.

 

background image

 

 

A złotego banana...

 
...  tym  razem  dostanie  ten  pan,  który  raz  na  zawsze  skreśli  ze

swego  życia  torbę  plastikową!  To  jest  minimum,  które  stanowi
warunek konieczny!
 

background image

 

 

„Chcę natychmiast wysiąść!”

 

background image

 

 

Mężczyźni w samochodzie

 

background image

 

 

Sytuacja klasyczna

 
Wieczór,  boczną  drogą  jedzie  samochód.  ONA  prowadzi,  ON

zajmuje  miejsce  obok  niej.  Siedzi  na  najbardziej  niebezpiecznym
miejscu. W każdym razie tak się zachowuje: cały zesztywniały, tułów
napięty,  dłonie  zaciśnięte  na  pasie  bezpieczeństwa,  obserwuje
podejrzliwie  każdy  jej  ruch.  Włącza  z  nią  kierunkowskazy,  naciska  z
nią  pedał  hamulca,  rzuca  komentarze;  wyjaśniam,  że  nie  jest
instruktorem jazdy.

Właściwie  na  imprezie  był  normalnym,  miłym  facetem.  Teraz

zamienił się w psychopatycznego szaleńca, który chce ją doprowadzić
do obłędu.

Mutacja następuje po pięciuset metrach od chwili skrętu w boczną

drogę.

-  Tu  obowiązuje  prędkość  pięćdziesiąt  kilometrów  na  godzinę!  -

mówi, kiedy ona jedzie sześćdziesiąt.

- Jedziesz na złym biegu! - stęka, kiedy ona hamuje.
- Mój Boże, musisz jechać takimi zrywami, naprawdę aż robi mi się

niedobrze! - wyrzuca z siebie gwałtownie.

I faktycznie jest blady jak ściana. Niestety, nawet pewność, że ma

przed sobą ostatnie kilka minut życia, nie odejmuje mu mowy.

Ona  próbuje  zachować  spokój  i  pokonać  tę  wyboistą  drogę  jak

najbardziej płynnie, ale on znów wykrzykuje:

- Masz CZERWONE światło!
Tak, sama widzi, że światła tysiąc metrów przed nimi zmieniły się

na czerwone, ale nie ma sensu już w tym momencie hamować.

Patrzy w jego stronę.
- Czy możesz się po prostu zwyczajnie zamknąć? Drażnisz mnie!
- Uważaj na drogę! - wrzeszczy na nią.
- Uważam na drogę!

background image

Rozgniewana zmienia gwałtownie pas ruchu i samochód robi skok

w  bok.  Wcale  nie  upierała  się,  żeby  prowadzić  ten  samochód,  ale  on
chciał  koniecznie  wypić  jeszcze  kieliszek  wina.  Za  każdym  razem  to
samo! Gdy tylko ona siada za kierownicą, on wpada w histerię.

-  W  ogóle  nie  czujesz  silnika  -  podsumowuje  z  na  wpół

zamkniętymi oczami.

Ona  bierze  głęboki  wdech  i  zmusza  się,  by  puścić  te  uwagi  mimo

uszu, ale on znowu napina się jak struna.

-  Znak  stopu!  Przejechałaś  znak  stopu!  Dwadzieścia  jeden,

dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy - sapie.

-  Skarbie  -  cedzi  przez  zęby  ona  -  droga  jest  pusta!  Rozumiesz?

Pusta! - Żeby nadać tym słowom większą rangę, naciska pedał gazu.
Im szybciej dotrą do domu, tym lepiej.

- Teraz znowu jedziesz za szybko! Pięć-dzie-siąt... pięć-dzie-siąt! -

akcentuje sylaby jak automat.

- Boże drogi, no to sam prowadź! - Czy musi tego dłużej słuchać?

Ze złością włącza radio.

Natychmiast  z  prawej  strony  jak  wystrzelona  z  procy  pojawia  się

jego ręka i wyłącza radio.

- Skoncentruj się na jeździe!
- Co to ma znaczyć? Włącz to radio! - On traktuje ją, jakby dopiero

od  wczoraj  miała  prawo  jazdy.  Odsuwa  jego  rękę  i  samochód  lekko
skręca w prawo.

-  Co  ty  wyprawiasz,  chcesz  nas  zabić?!  -  krzyczy  skrajnie

zdenerwowany  on.  -  Stój!  Zatrzymaj  się!  Chcę  natychmiast  wysiąść!
Natychmiast!

Tym razem przesadził. Dosyć tego! Ten siedzący obok mężczyzna,

którego  nie  poznaje,  powinien  przebywać  w  zakładzie  zamkniętym  -
co  do  tego  nie  ma  żadnych  wątpliwości!  Ze  złością  naciska  hamulec.
Samochód zatrzymuje się z piskiem opon.

-  Miłego  wieczoru  -  zdążyła  jeszcze  powiedzieć,  kiedy  on  rzucił

pasem  bezpieczeństwa  i  otworzył  drzwi.  -  A  kiedy  już  dotrzesz  do
domu, połóż się, proszę, na kanapie na dole!

Mężczyzna  i  kobieta  razem  w  samochodzie  -  chyba  nie  ma

gorszego piekła!

Są  takie  pary,  które  w  dobrej  wierze,  z  zamiarem  pojechania  na

background image

urlop,  wsiadły  do  samochodu  w  Kolonii  i  już  koło  Frankfurtu  kłótnia
przybrała taki obrót, że on żądał odwiezienia na dworzec, żeby dalszą
drogę przebyć pociągiem, a ona krzyczała, że chce się rozwieść.

Jazda samochodem we dwoje to prawdziwy test wytrzymałości dla

związku.

A  przecież  wszystko  mogłoby  być  takie  proste,  gdyby  tylko  obie

strony  przestrzegały  określonych  reguł.  Na  przykład:  ten,  kto
prowadzi, decyduje, czy radio jest włączone, czy nie. A ten, kto siedzi
obok kierowcy, trzyma język za zębami.

Z  zasady  kobiety  są  zarówno  miłymi  towarzyszami  podróży,  jak  i

rozważnymi  kierowcami  -  chcą  w  spokojnej  atmosferze  dotrzeć  z
punktu A do punktu B. Natomiast mężczyźni muszą zawsze odgrywać
swój przerażający show. W związku z tym istnieją dwa warianty.

Wariant  pierwszy:  mężczyzna  siedzi  za  kierownicą.  Wtedy  to  on

jest  królem,  a  wszyscy  inni  użytkownicy  drogi  to  idioci.  I  niestety,
daremne  są  wówczas  próby  przeczytania  jakiegoś  ilustrowanego
magazynu  albo  nawet  poprowadzenia  konwersacji  (z  królem!),  gdyż
przez  całą  drogę,  nieprzerwanie,  kobieta  znajduje  się  pod
akustycznym  obstrzałem.  On  daje  bowiem  głośny  wyraz  swemu
niezadowoleniu z sytuacji na drodze.

- No, jedź wreszcie, babo! Bardziej zielone już nie będzie - pyskuje,

kiedy światło zmienia się dopiero z czerwonego na żółte.

- Niedzielny kierowca! To wycieczka domu starców, czy co? - klnie

na  autostradzie,  kiedy  jadący  z  przodu  kierowca  fiesty  próbuje
wyprzedzić  ciężarówkę.  Król  szos  płoszy  go  światłami  i  jedzie  tak
blisko za nim, jakby chciał usiąść na tylnym siedzeniu fiesty.

My,  kobiety,  ustępujemy  z  drogi  szybszym  samochodom.  Ale

sportowy mistrz kierownicy pokonuje odcinek Kolonia-Monachium bez
problemu  w  cztery  godziny!  I  nic  tu  nie  zmienią  ograniczenia
prędkości,  które  mężczyźni  traktują  albo  jako  prowokację  („Sto  na
godzinę? Co mnie obchodzi ograniczenie hałasu? Robią to tylko po to,
żeby  wyciągnąć  forsę!”),  albo  jako  niezobowiązujące  zalecenia  („Sto
na  godzinę?  Nie  dzisiaj!”).  Oczywiście  dotyczy  to  wyłącznie  sytuacji,
kiedy to on prowadzi.

Wariant  drugi:  on  siedzi  obok  kierowcy,  a  prowadzi  kobieta.  Jako

towarzysze  podróży  mężczyźni  chętnie  terroryzują  kobiety,  stosując

background image

oryginalną  mieszankę  dwóch  osobowości  -  przemądrzałego  eksperta
samochodowego  i  panikarza.  To,  że  kobiety  znoszą  tę  atmosferę
długie  godziny,  nie  sięgając  do  rękoczynów,  jest  kwestią  ich
wspaniałomyślności.  Są  bardziej  skłonne  do  poświęceń.  I  trzeba  to
wreszcie  powiedzieć  wprost  -  otóż  kobiety  nauczyły  się  prowadzić
samochód  mimo  przeszkód  ze  strony  mężczyzn.  Wyłączam  z  tego
grona instruktorów nauki jazdy, ale oni biorą za to pieniądze.

- Lepiej ja poprowadzę! - mówi mężczyzna, kiedy kobieta sięga po

kluczyki.  -  Kiedy  ty  prowadzisz,  jazda  kosztuje  mnie  zbyt  wiele
nerwów.

Kobiety,  które  jadą  samochodem  z  mężczyzną,  obowiązuje

następujący, prosty podział ról:

Wszystko  jedno,  kto  prowadzi,  w  samochodzie  to  ona  jest

niewolnicą. Siedząc obok kierowcy, jest pomocnikiem (podaj cegłę) i -
jeśli  nie  ma  innego  -  systemem  nawigacyjnym  w  jednej  osobie.  Ona
podaje kawę i kanapki, odpowiada za rozmowę i troszczy się o to, by
kierowca był w dobrej formie. Bo przecież on w tym czasie bierze na
swoje  barki  trud  przemieszczania  jej  po  okolicy.  W  oczywisty  sposób
król  szos  jest  też  panem  radia,  odtwarzacza  CD,  klimatyzacji  i
nawiewów. Tylko on może uruchamiać przyciski, otwierające wszystkie
okna,  ponieważ  inaczej  robi  mu  się  niedobrze  („Okno  ma  być
otwarte!”), albo reaguje nadwrażliwością na powiew powietrza („Okno
ma  być  zamknięte!”).  Tylko  on  może  naciskać  przyciski  i  regulować
pokrętła.  „Nie  baw  się  tym,  wszystko  jest  poustawiane”.  Albo:  „Nie
mogę już słuchać tego rzępolenia”.

Taki podział władzy zostaje zachowany także wtedy, gdy następuje

zmiana  miejsc  -  co  jest  bardzo  nie  fair.  Niekiedy  znacznie  przyczynia
się  to  do  popsucia  atmosfery.  Ale  sytuacja  staje  się  naprawdę
wybuchowa, kiedy on prowadzi i wjedzie na złą drogę. Bo oczywiście
to wina pilota.

Wszystkie dobrze znamy to złowróżbne pytanie, które w większości

przypadków z pewnością zakończy się kłótnią:

- Potrzymasz mapę?
Uważaj!  To  pułapka!  „Potrzymasz  mapę?”  brzmi  wprawdzie

niewinnie,  wręcz  niezobowiązująco.  Jednak  w  rzeczywistości  oznacza
tyle,  co:  „Zamknij  się  i,  kiedy  zapytam,  natychmiast,  w  ciągu  pięciu

background image

sekund, mów, gdzie mam jechać!”.

Zastanawiam się, czy to w porządku. Przecież mężczyźni na pewno

już  pojęli,  że  kobiety  nie  umieją  albo  nie  chcą  korzystać  z  map.
Zresztą,  co  to  za  sztuka  jechać  z  kobietą,  totalnie  ją
ubezwłasnowolnić, a tak naprawdę nawet nie znać drogi?

Pamiętaj:  kiedy  już  i  tak  musisz  siedzieć  obok  kierowcy,  nie  ma

mowy,  żebyś  brała  na  siebie  odpowiedzialność  za  jego  harcerskie
manewry.

Problem  tkwi  w  tym,  że  mężczyźni  zawsze  zwlekają  do  ostatniej

chwili. Potem wręczają nam mapę i mówią:

- No to, gdzie teraz mam skręcić!
W  porządku,  staramy  się  najlepiej  jak  potrafimy.  Otwieramy  atlas

na  właściwej  stronie.  Wyszukujemy  odpowiednie  skrzyżowanie.
Patrzymy przy tym cały czas w dół, więc robi nam się niedobrze. Ale
króla szos to nie obchodzi.

-  Przed  nami  zjazd  z  autostrady  pod  Neufarn.  (gdzie  mamy  teraz

skręcić - w prawo czy w lewo?

W tym momencie oblewa nas zimny pot. No bo z której strony tak

właściwie  dojeżdżamy  do  tego  skrzyżowania?  Odwracamy  mapę
odpowiednio  do  kierunku  jazdy.  (Teraz  wszystkie  napisy  są  do  góry
nogami). Próbujemy rozszyfrować, gdzie jest prawo, a gdzie lewo.

- Nie wiem dokładnie, ale spójrz, tu jest Neufarn, znalazłam.
Podstawiamy  mu  mapę  pod  nos,  z  wycelowanym  w  nazwę

miejscowości palcem wskazującym, tak że może sam sobie zobaczyć.
Ale on to ignoruje.

- W prawo czy w lewo, w prawo czy w lewo?!” - ryczy jak opętany.
I potem skręca w prawo albo w lewo. Ale zawsze w złą stronę. No

i oczywiście to my jesteśmy winne.

- Jesteś za głupia, żeby czytać mapę! - brzmi komentarz. - Daj mi

ją!

Zjeżdżamy  z  autostrady.  Teraz  jedzie  kolejne  sto  metrów  na

prawym, dodatkowym pasie i sam patrzy na mapę.

- Co to za gówniana mapa?!
Okej,  teraz  winna  jest  mapa.  Powietrze  w  samochodzie  tak  się

zagęściło,  że  można  powiesić  siekierę.  Najchętniej  otworzyłybyśmy
okno, ale nam nie wolno. Owijamy się kokonem milczenia i myślimy o

background image

następnym urlopie z dobrą, sprawdzoną w bojach przyjaciółką.

Niewolnik nie odzywa się więcej ani słowem. Król szos z zawziętą

miną  kluczy  wśród  malowniczych  wiosek  i  miasteczek.  Nadchodzi
zmierzch.

- Czy nie możemy kogoś spytać? - proponujemy ostrożnie.
- Spytać? - Rzuca nam takie spojrzenie, jakbyśmy powiedziały coś

wielce niestosownego. - Znajdę sam!

No cóż. Król nie pyta o drogę. Są jeszcze jakieś pytania?
 

background image

 

 

Podręczna  instrukcja  obsługi  mężczyzny

mówi...

 
Żyjemy w XXI stuleciu - no właśnie! W pewnych dziedzinach życia

już w epoce kamiennej ludzkość była bardziej postępowa. O ile sobie
przypominam,  Wilma  Flinstone  mogła  bez  problemu  pokonywać
bezdroża autem na kamiennych kołach i nikt się jej nie czepiał.

Przyznaję, istnieją mężczyźni, którzy mają zaufanie do kobiet. Mam

na  myśli  jazdę  samochodem.  Słyszałam  nawet  o  takich  przypadkach,
kiedy mężczyzna godzinami pozwala kobiecie prowadzić samochód, a
sam  w  tym  czasie  śpi!  To  musi  być  raj!  W  „normalnej”  sytuacji
mężczyzna  kierowca  milczy,  natomiast  na  miejscu  obok  kierowcy
kobiety, niestety, buzia mu się nie zamyka.

Związek mężczyzny z samochodem jest bardzo bliski, podobny do

związku kobiety z torebką.

My  car  is  my  castle!  Samochód  jest  dla  mężczyzny  jego  twierdzą.

Jego bronią. Jego wtórną cechą płciową. W klasycznym wydaniu jest
szybki  i  duży.  W  każdym  razie  szybszy  i  większy  niż  inne!  Tak,  jak
chciałby, żeby wszystko wyglądało w prawdziwym życiu.

Mężczyzna  siedzący  na  miejscu  pasażera  to  zagrożenie  dla  ciała  i

ducha.  „Baba  za  kierownicą!”.  Przecież  każdy  mężczyzna  dobrze  wie,
co to oznacza!

Oddać się w ręce kobiety to... ry-zy-ko! To  utrata  potencji.  Utrata

władzy. To sprzeczne z naturą.

On decyduje. Przynajmniej w samochodzie!
 

background image

 

 

Co możesz zrobić?

 
Jeśli  pozwala  na  to  budżet,  najlepiej  mieć  dwa  samochody.  W

codziennym życiu oszczędza to wielu nerwów i głupich uwag.

Na  dłuższe  wspólne  wyjazdy  zalecam  korzystanie  ze  środków

komunikacji publicznej. Z zasady nie gubią one drogi.

A jeśli to jest niemożliwe i musicie razem pokonać dłuższą trasę, a

do tego ty prowadzisz, postaraj się zesłać panikarza na tylne siedzenie
(najlepiej posadź go z zawiązanymi oczami). Albo wcześniej podaj mu
lek o działaniu uspakajającym.

Kiedy  on  prowadzi,  możesz  -  jeśli  nie  macie  systemu

nawigacyjnego GPS - już wcześniej ustalić, że w żadnym wypadku nie
będziesz  korzystać  z  mapy,  bo  przy  czytaniu  robi  ci  się  niedobrze  i  z
pewnością  nie  uda  się  uniknąć  zwymiotowania  na  tapicerkę  jego
supersamochodu. Ten argument powinien go przekonać natychmiast.
Dalej  zaleca  się  zabranie  iPoda,  nałożenie  mu  słuchawek  i  w  ten
sposób  uniknięcie  jego  niekontrolowanych  wybuchów  temperamentu.
Obie strony mają wówczas szansę dotrzeć do celu w miłym nastroju.

Możesz  też  od  razu  znaleźć  sobie  mężczyznę  bez  prawa  jazdy.

Będzie  ci  na  wieki  wdzięczny,  że  go  wozisz.  I  masz  zapewnioną  miłą
jazdę  bez  wrzasków,  zaplanowaną  przez  ciebie.  Niestety,  musisz  też
wtedy sama wlewać benzynę. Ale przyznajmy - w porównaniu do całej
reszty - to niewielka niedogodność!

 

background image

 

 

A złotego banana...

 
...dostaje  tym  razem  ten  pan,  który,  siedząc  obok  kierowcy

kobiety, przez pierwsze pół godziny podróży będzie milczał. Tylko pół
godziny.  To  już  bardzo  pomoże  nam,  kobietom  prowadzącym
samochód.
 

background image

 

 

„Och,  między  nami  już  od

laaat nic nie ma!”

 

background image

 

 

Żonaci mężczyźni

 

background image

 

 

Sytuacja klasyczna

 
Nareszcie ONA go znalazła. ON uśmiecha się sympatycznie. Ładnie

pachnie.  Wygląda  jak  George  Clooney  (prawie!).  Otwiera  przed  nią
drzwi.  Potrafi  ją  rozbawić.  Obdarowuje  ją  różami  z  ogrodu,  a  nie
wiązanką nagrobną. Zna romantyczne knajpki w mieście. Lubi oglądać
wystawy  sztuki.  Chętnie  chodzi  do  kina.  Nosi  ją  na  rękach.  Daje  jej
poczucie, że jest wyjątkowa. Jest szarmancki, dowcipny, delikatny - i
do tego jest tak doskonałym kochankiem, o jakim na ogół można tylko
pomarzyć. Jest ucieleśnieniem marzeń o idealnym mężczyźnie.

I ma tylko jedną wadę: jest żonaty!
No to sprawa przegrana!
A może jednak coś z tego wyjdzie?
-  Między  mną  a  żoną  już  od  laaat  nic  nie  ma!  -  zapewnia  cię.  -

Właściwie  żyjemy  jak  we  wspólnocie  mieszkaniowej,  a  nie  jak  w
małżeństwie.

Gdyby  nie  było  dzieci,  od  dawna  byliby  po  rozwodzie.  Jego  żona

jest  nawet  miła,  generalnie  jest  w  porządku.  Normalna  przeciętna
nudziara.  Nie  potrafi  go  zainspirować.  Nie  interesuje  się  tym,  co  on
robi. Nie rozumie go. Śpiewa w chórze i dwa razy w tygodniu chodzi
na  tai-chi.  Ostatni  raz  spali  ze  sobą...  no  więc  to  musiało  być  całe
wieki  temu,  właściwie  on  sobie  nie  przypomina  kiedy.  Życie  stało  się
monotonne i skostniało w rutynowych działaniach.

Ale  teraz  wiele  się  zmieniło.  Teraz  znalazł  kobietę  swojego  życia.

Przyszłość jawi się w jasnych kolorach.

Trzeba tylko uregulować jedną małą kwestię...
„Chcę zawsze być z tobą”, wyznał ostatnio w łóżku. „Daj mi trochę

czasu”,  prosił  ją,  kiedy  go  spytała,  co  dalej  z  ich  związkiem.
„Porozmawiam z nią!”, obiecywał, kiedy mu tłumaczyła, że na dłuższą
metę nie będzie „tą drugą” (żeby nie było niejasności).

background image

Oczywiście,  bliskiej  osobie  takie  rzeczy  trzeba  mówić  w  możliwie

delikatny sposób. Inne rozwiązanie byłoby nie fair. W końcu żona nie
zrobiła  mu  nic  złego.  Zresztą,  kiedy  jej  to  w  końcu  powie  -  kto  wie,
może nawet będzie zadowolona?

ONA  daje  mu  trochę  czasu.  Oczywiście  rozumie,  że  to  nie  takie

proste, że on musi wybrać odpowiedni moment. W żadnym wypadku
nie  może  tego  powiedzieć  przed  świętami  Bożego  Narodzenia.  To
byłby  dramat,  chociażby  ze  względu  na  dzieci.  I  byłoby  to  też  w
jakimś  stopniu  bezduszne,  zwłaszcza  teraz,  przed  dziesiątą  rocznicą
ślubu.  W  kwietniu  żona  ma  czterdzieste  urodziny.  Każdy  wie,  że  to
szczególna  granica  dla  kobiety.  Na  pewno  sobie  pomyśli,  że  on
odchodzi, bo jest już stara. W maju umiera dziadek. Teraz naprawdę
on nie może jej tego zrobić - jest załamana. W czerwcu ma wyjątkowo
silne  bóle  menstruacyjne,  jakieś  kobiece  sprawy,  przecież  takich
rzeczy nie mówi się choremu. W lipcu wreszcie długi urlop. To pewnie
ostatni  raz,  kiedy  pojadą  razem  w  dziećmi.  „Przecież  to  rozumiesz,
prawda?”.

Ona  wzrusza  ramionami.  Bo  właśnie  nie  -  nie  rozumie.  W  końcu

ona  też  coś  czuje,  a  takie  zachowanie  ją  rani.  Z  czasem  zaczyna  jej
przeszkadzać,  że  zawsze  spotykają  się  w  tajemnicy.  Każdy  weekend
spędza sama. Obchodzi w samotności urodziny, bo akurat w tym roku
przypadają w czasie Wielkanocy. Nie spędza z nim jego urodzin, bo on
świętuje z całą rodziną. Jest sama w Boże Narodzenie, i potem też.

„Sercem jestem z tobą”, zapewnia on. Żona wyjeżdża na kilka dni i

nareszcie  mogą  razem  wyskoczyć  do  Bolzano.  Jak  zawsze  jest
cudownie.  Ona  znowu  daje  się  przekonać,  chociaż  już  sobie
obiecywała,  że  z  nim  skończy.  „Przecież  to  małżeństwo  istnieje
wyłącznie  na  papierze”.  Mężczyzna  jej  życia  patrzy  na  nią  jak  wierny
pies.  I  obdarowuje  ją  swym  uroczym  uśmiechem.  „Zaufaj  mi.  Kiedy
wróci z wyjazdowych zajęć tai-chi, wszystko jej powiem!”.

W  weekend  ona  idzie  sama  do  kina.  Grają  Oceans  Eleven  z

George'em Clooneyem. Jest spięta. I chora z tęsknoty.

A  potem  staje  jak  wryta.  Mężczyzna  jej  marzeń  stoi  przed

stoiskiem z popcornem. Z tym swoim supersympatycznym uśmiechem
George'a Clooneya sięga po drugą torbę z popcornem.

Kobieta  stojąca  obok  niego  śmieje  się.  Jest  blondynką.  Jest

background image

zgrabna. Jest czarująca. Nosi obrączkę.

- To był świetny pomysł, mój drogi! - mówi do niego i przytula się.

- Jak to dobrze, że dzieci mogą już same zostawać w domu.

On całuje ją w usta. On całuje ją dłuuugo w usta!
- Mam jeszcze jeden świetny pomysł - mówi on w końcu i szepcze

jej coś do ucha.

Ona chichocze.
-  Jesteś  okropny  -  mówi.  A  potem  ramię  w  ramię  wchodzą  w

ciemną czeluść sali kinowej.

Stare małżeństwo, które istnieje tylko na papierze.
Zdrady  żonatych  mężczyzn  to  jeden  z  najtrudniejszych  rozdziałów

w  historii  ludzkości.  Mnóstwo  kobiet  jako  tajemne  kochanki
przesuwało  termin  rozstania  i  przesuwa  go  do  tej  pory  (każda  z  nas
ma  przynajmniej  jedną  przyjaciółkę,  która  marnuje  cenny  czas  i
częściej  bywa  nieszczęśliwa  niż  szczęśliwa),  i  właściwie  trudno
zrozumieć,  dlaczego  samotne  kobiety  wiążą  się  z  żonatymi
mężczyznami.  Przecież  od  początku  wiadomo,  że  z  reguły  kończy  się
to tragedią. Albo się nie kończy i zamienia w wieczny koszmar. Zanim
sprawa zostanie sfinalizowana, minie tysiąc lat. Wtedy ona będzie już
stara  i  gruba  od  tych  wszystkich  zjedzonych  czipsów  i  rodzinnych
opakowań  lodów  tiramisu,  które  w  przypływie  frustracji  masowo
pochłania  we  wszystkie  samotne  wieczory  spędzone  przed
telewizorem.

No  dobrze,  wiem.  Camilla  również  czekała.  Stała  się  uosobieniem

nadziei wszystkich czekających kobiet.

Ale  odpowiedz  sobie  szczerze  na  pytanie,  czy  to  na  pewno  twoja

opcja?  I  abstrahując  od  tego,  że  wiele  z  nas  nie  potrafi  pojąć,  jak
można było tak długo czekać właśnie na Karola, powinno jednak być
tak, że żadna kobieta nie czeka na mężczyznę.

Jak więc to możliwe, że w dzisiejszych czasach mężczyznom nadal

udaje się tak długo utrzymać przy sobie kobiety ze strefy off? I co oni
sobie wtedy myślą?

Chcę  wam  ujawnić  moje  wielkie  odkrycie:  dla  kobiet  taki  związek

jest zniewalającą mieszaniną ogromnych nadziei, szczerych zmartwień
i gigantycznego napięcia. A jakie uczucia targają w tym samym czasie
mężczyznami? Otóż według mnie... żadne.

background image

Kiedy żonaty mężczyzna mówi, że chce się rozwieść z żoną, to jego

słowa  nic  nie  znaczą.  To  wyrażenie  woli,  deklaracja  złożona  pod
wpływem  emocji,  która  nie  ma  nic  wspólnego  (jeszcze)  z
rzeczywistością.  Panowie  szczególnie  hojne  obietnice  składają  w
łóżku.  Im  lepszy  seks,  tym  większe  obietnice.  Ale,  proszę,  nie
zapominaj - kiedy on mówi: „Chcę, żebyś była tylko moja”, to jeszcze
długa droga do tego, żeby miało to oznaczać: „Chcę być tylko twój”.

Oczywiście  istnieją  tacy  mężczyźni,  którzy  od  samego  początku

jasno stawiają sprawę, że małżeństwo jest dla nich nierozerwalne. Są
to  albo  totalni  pragmatycy,  albo  mężczyźni,  którzy  są  pewni,  że  i  tak
nie  zostaną  odprawieni  z  kwitkiem.  Ich  wysokie  morale  nie
powstrzymuje  ich  przed  wchodzeniem  w  nowe  (pozamałżeńskie)
związki.

„Szkoda,  że  nie  spotkaliśmy  się  wcześniej”,  mówią  potem.  Albo:

„Gdybym był wolny, od razu bym się z tobą ożenił i moglibyśmy mieć
dzieci”.

To  oczywiste,  że  kobiety  mają  odrobinę  nadziei,  że  koło  fortuny

jednak kiedyś się odwróci. Ale, naturalnie, nic się nie zmienia. I kiedy
ona  po  raz  kolejny  dostaje  skrętu  kiszek,  ponieważ,  zaciskając  zęby,
musi tolerować, jak on dzwoni z hotelu do żony („Tak, słoneczko... ja
ciebie  też!”),  on  zawsze  może  powiedzieć:  „Ależ  kochanie,  przecież
oboje wiedzieliśmy o tym od samego początku”.

 

background image

 

 

1-2-3-rozwodzę się!

 
Projekt  pod  hasłem  „Rozwód”  ma  prawie  zawsze  taki  sam

przebieg. Wyróżnia się trzy etapy, wiodące do realizacji tego projektu:

Etap 1: On chce porozmawiać z żoną.
Etap 2: On rozmawia z żoną.
Etap 3: On rozwodzi się z żoną.
Zbędny  jest  chyba  komentarz,  że  większość  żonatych  mężczyzn

nigdy  nie  wychodzi  poza  etap  pierwszy.  Istnieje  zawsze  tysiąc
powodów,  dla  których  po  zapowiedzi  nigdy  nie  dochodzi  do  czynu.  I
zawsze istnieją okoliczności, które uniemożliwiają przeprowadzenie tej
najważniejszej  z  rozmów.  Ważne  wydarzenia  i  święta  rodzinne,
wypadki  śmiertelne,  choroby,  dzieci,  dom,  pies  („Co  po  rozwodzie
stanie się z biedną psiną?”), pieniądze („Jestem zrujnowany, nie mam
ani grosza!”).

Kiedy mija pierwsze zauroczenie, powraca także utracone uznanie

dla wartości żony („Upiekła dla mnie ciasto w kształcie serca!”) i - tuż
potem - wyrzuty sumienia („Nie zasłużyła sobie na to!” lub: „Nie mogę
jej tego zrobić!”).

W  porządku,  oczywiście,  że  sobie  na  to  nie  zasłużyła.  Ale  czy  ty

sobie na to zasłużyłaś?

Szkoda,  że  to  wszystko  nie  przychodzi  mężczyznom  do  głowy

wcześniej. Wtedy, na przykład, kiedy zapewniają, że jesteśmy wielką,
naprawdę wielką miłością ich życia!

No  cóż,  ciągle  się  mówi,  że  tracimy  szybko  głowę.  Ale  co  jest

gorsze: stracić głowę czy stracić odwagę?

Kiedy  ukochana  w  końcu  żąda:  „Zdecyduj  się!”,  mężczyzna

odpowiada  z  urazą  w  głosie:  „Jesteś  taka  stanowcza!”  albo:  „Teraz
jeszcze ty stawiasz mnie pod ścianą!”.

Ale  niech  tam!  In  dubio  pro  reo!  Załóżmy,  że  mężczyzna  jakoś

background image

dotarł do etapu 2. Faktycznie doszło do rozmowy z żoną. Ona już wie.

Dla kochanki na pewno jeszcze za wcześnie na radość.
Z zasady dopiero teraz rusza machina dramatu. Wbrew nadziejom

niektórych  mężczyzn  niewiele  żon  wita  tę  nowinę  słowami:  „Och
skarbie,  jak  dobrze,  że  to  mówisz.  W  porządku,  rozwiedźmy  się,
właściwie też chciałam ci to zaproponować”.

Nie, teraz wszystko zamienia się w tragedię grecką. Żona płacze i

krzyczy, grozi i błaga.

Spójrzmy prawdzie w oczy - wobec takich środków mężczyzna jest

bezsilny.

„Nie  wiedziałem,  że  jej  tak  bardzo  na  mnie  zależy”,  jęczy.  „Teraz

wiem, że mimo wszystko należymy do siebie!”, objaśnia, uważając się
za  najlepszego  człowieka  pod  słońcem  i  wygłaszając  salomonowe
kwestie w rodzaju: „Ciebie też kocham. Ale ją kocham dłużej”. Albo w
ogóle nie chce powiedzieć prosto w oczy, że jednak się nie rozwiedzie.
„Już dosyć się nacierpiałem!”, krzyczy potem, waląc zaciśniętą pięścią
w jej szafki kuchenne. „Nie mogę tak dłużej”, mówi, oczekując od niej
współczucia. Albo od razu wali z grubej rury i całkowicie przeceniając
wagę  własnej  osoby,  oznajmia:  „Gdybym  jej  to  zrobił,  ona  by  się
zabiła!”.

Wobec  takich  argumentów  z  kolei  my  jesteśmy  bezsilne.  Czy

chcemy brać na siebie aż taką odpowiedzialność? Nie.

Być może to, co teraz powiem, zabrzmi cynicznie, ale czujemy się

trochę  zdziwione,  kiedy  potencjalna  samobójczyni,  która  miała
wyskoczyć  z  rozpaczy  z  okna,  kilka  miesięcy  później  odchodzi  od
męża, bo znalazła nową miłość.

W większości przypadków jest to zresztą jedyna szansa.
Załóżmy,  że  jednak  mężczyzna  rzeczywiście  się  rozwiedzie.  „Ona

powiedziała,  że  zawsze  mogę  do  niej  wrócić”,  mówi  nam  o  tym
poruszony.  Jak  cudownie!  Przecież  to  wspaniałe.  I  zastanawiam  się,
która z kobiet marzy o mieczu Damoklesa nad głową?

Tak, moje drogie. Tak to właśnie wygląda.
Ale naprawdę złą wiadomość zachowałam na koniec:
Poza  kręgami  aktorskimi  skupionymi  wokół  Hollywood  -  bo  tam

stale przecież film miesza się z rzeczywistością - większości mężczyzn
nie  udaje  się  dotrzeć  do  etapu  3.  i  za  wielkimi  obietnicami  nie  idą

background image

stosowne czyny.

Jest też dobra wiadomość:
Mężczyźni, którzy naprawdę się rozwodzą, robią to z reguły bardzo

szybko, nie oglądając się przy tym na straty. I takich się trzymaj!

 

background image

 

 

Podręczna  instrukcja  obsługi  mężczyzny

mówi...

 
„Lepszy koszmarny koniec niż koszmar bez końca”.
Tego  powiedzenia  nie  wymyślił  z  pewnością  żaden  mężczyzna,  to

jest  dla  mnie  jasne  jak  słońce.  Mężczyźni  latami  mogą  tkwić  w
dwuznacznych 

sytuacjach. 

każdym 

razie 

dotyczy 

to

nierozwiązanych relacji damsko-męskich. Najważniejsze, że z zewnątrz
wszystko  wygląda  w  porządku.  „Musimy  porozmawiać!”,  tego  nie
powie  żaden  mężczyzna.  Tak  mówią  tylko  kobiety.  Chęć  zachowania
istniejącego status quo jest znakomitą wymówką, by wszystko biegło
dotychczasowym trybem. Mój dom, mój samochód, moja łódka, moja
żona. Wszystko inne nie jest w końcu aż tak ważne.

W  przypływie  szczerości  pewien  pan  wyznał  mi  kiedyś,  że

mężczyźni  niechętnie  się  rozwodzą.  Wierzę  mu  na  słowo.  Dlaczego
niby  miałoby  być  inaczej.  Instynktownie  robią  to,  co  jest  dla  nich
najkorzystniejsze.  Nawet  w  „złym”  związku  mężczyzna  ma  o  niebo
lepiej niż kobieta. Każdego dnia rano może wyjść z domu i do powrotu
kierować  się  zupełnie  innymi  prawami  niż  w  domu  -  i  nie  ma  tu
znaczenia,  czy  akurat  pracuje,  czy  nie.  Dlaczego  miałby  z  tego
zrezygnować?  Dom  to  jego  baza,  z  której  w  poszukiwaniu  przygód
wyrusza w świat - na podbój nowych lądów i serc.

Żaden  mężczyzna  nie  rozwodzi  się  tak  po  prostu.  Na  przykład,

dlatego  że  nie  może  już  dłużej  znieść  tego,  że  nie  rozmawia  z  żoną.
Albo  że  z  nią  nie  sypia.  Mężczyźni  mogą  bardzo  wiele  wytrzymać.  Z
zasady  znoszą  to  całkiem  nieźle,  zwłaszcza  że  istnieją  bardzo  miłe
sposoby złagodzenia tych niedogodności.

Kiedy  mężczyzna  mimo  to  się  rozwodzi,  zawsze  stoi  za  tym

kobieta. I wtedy albo jest dwadzieścia lat od niego młodsza i pozwala
mu  uwierzyć  na  nowo  w  cielesną  atrakcyjność,  albo  to  rzeczywiście

background image

kobieta  jego  życia.  Taka,  dla  której  jest  gotów  wszystko  porzucić.
Wszystko zmienić. Bez odkładania w nieskończoność.

Tak,  takie  historie  też  się  zdarzają!  Kiedy  mężczyźni  naprawdę

chcą,  mogą  przenosić  góry.  Ale  na  ogół  nie  chcą.  Nawet  jeśli  na
początku mówią co innego. Bo oni najpierw nakręcają temat, a potem
myślą.  Ponieważ  ulegają  urokowi  chwili  i  pięknej  kobiety.  Ponieważ  -
przyznajmy  się  do  tego  -  są  troszkę  uwodzeni.  A  jako  niewolnicy
własnych  hormonów  ulegają  ich  podszeptom:  „Jeśli  masz  na  nią
ochotę,  musisz  skorzystać  z  okazji,  a  co  będzie  dalej,  zobaczy  się
potem”.

A kiedy kobieta twardo żąda podjęcia decyzji, mężczyzna wpada w

panikę. Mężczyźni nie chcą podejmować decyzji. Mężczyźni nienawidzą
podejmować decyzji. Bo nie jest tak, że chcą albo tego, albo tamtego.
Oni  chcą  i  tego,  i  tamtego.  A  potem  w  trudnych  chwilach  wyznają:
„Chętnie  bym  coś  zmienił,  ale  nie  umiem”.  W  tym  samym  momencie
myślą:  „Nie  chcę  niczego  zmieniać,  ale  tego  nie  mogę  ci  powiedzieć,
bo wtedy stracisz o mnie dobre zdanie, a tego bym nie zniósł”.

Czy to tak trudno zrozumieć?
 

background image

 

 

Co możesz zrobić?

 
Może  to  zabrzmi  kołtuńsko,  ale  po  pierwsze,  w  ogóle  lepiej  nie

wchodzić w związek z żonatym mężczyzną. Chyba że wyjątkowo lubisz
melodramaty albo masz dwóch innych facetów pod ręką.

Wiem, wiem, to mało realne. Najfajniejsi mężczyźni są już żonaci.

Zatem  kiedy  już  tkwisz  po  uszy  w  tym  nieszczęściu,  uwzględnij,
proszę, przynajmniej kilka rad:

Nie  czekaj  za  długo  (sześć  miesięcy  to  górna  granica  twojej

cierpliwości).  I  nie  wmawiaj  sobie  tego  co  przyjemne.  Zastanów  się:
do  tanga  trzeba  dwojga.  Zawsze  gra  się  we  dwoje.  Jest  ten,  kto
zagrywa,  i  ten,  kto  odbiera  piłkę.  Najczęściej  ulegasz  fałszywemu
przekonaniu, że czas pracuje na twoją korzyść. Pamiętaj - czas zawsze
jest  twoim  wrogiem,  nie  sprzymierzeńcem.  Pomyśl  tylko:  kiedy  on  w
pierwszych  cudownych  miesiącach  waszej  miłości  nie  był  zdolny  do
wprowadzenia  zmian  w  życiu  i  nie  opowiedział  się  jednoznacznie  po
twojej  stronie,  dlaczego  miałby  to  uczynić  po  latach?  To  nie  My  Fair
Lady.

I’ve  grown  accustomed  to  her  face?  Zapomnij  o  tym  jak

najszybciej! Gdyby mężczyzna twoich marzeń chciał, mógłby przecież
zostać ze swoją żoną!

Zapomnij  o  trikach!  Nie  musisz  nikogo  zmuszać  do  szczęścia!  Być

może  uda  ci  się  wtedy  na  krótko  osiągnąć  to,  czego  chciałaś,  ale  na
dłuższą metę i tak zawsze będziesz tą gorszą.

Zapomnij  o  roli  samarytanki  i  przestań  dążyć  do  uratowania  jego,

albo  jego  duszy,  albo  jego  zatwardziałego  serca,  czy  czego  tam
chcesz!

Kiedy  mężczyzna  nie  może,  to  znaczy,  że  nie  chce.  A  kiedy  chce,

wtedy również i może. Uwierz mi na słowo, naprawdę znam życie!

Ponieważ  jednak  wiem,  że  kobiety  są  w  miłości  nieobliczalne,

background image

przygotowałam  słowniczek  pełniący  funkcję  apteczki  pierwszej
pomocy:

 

background image

 

 

Co mężczyźni mówią, a co myślą...

►► Już od lat nie sypiamy

ze sobą.

Jesteśmy 

zupełnie 

normalnym

małżeństwem.

►► 

naszym

małżeństwie 

każdy 

chodzi

własnymi drogami.

Mogę robić, co mi się podoba.

►► 

Chcemy 

wziąć

rozwód.

Co robisz dziś wieczorem?

►► 

Właściwie

chcielibyśmy się rozwieść.

Właśnie remontujemy dom.

►► 

Jesteśmy 

jeszcze

małżeństwem,  ale  myślimy  o
rozstaniu.

Od  kilku  lat  zawsze  mam  jakąś

kochankę.

►► Porozmawiam z nią.

Porozmawiam  z  nią  w  następnym

stuleciu.

►► 

Przed 

Bożym

Narodzeniem  nie  mogę,  w
święta przychodzi cała rodzina.

Skutecznie odsunąć problem.

►►  Będę  czekał  aż  do

ślubu.

Znów zyskałem na czasie!

►► 

Wprawdzie 

tak

mówiłem,  ale  teraz  jej  matka
jest chora.

Mam szczęście!

►► 

Chciałem 

jej

powiedzieć  wczoraj,  ale  miała
okropną migrenę.

Ledwo się wymknąłem!

►► Kobiety są takie silne.

Kobiety 

zawsze 

chcą, 

żeby

wybierać.

background image

►► Kocham was obie.

Obie was unieszczęśliwię.

►► Nie mogę tego zrobić.

Nie chcę tego zrobić.

►►  Nie  mogę  jej  tego

zrobić.

Dla  mnie  byłaby  to  droga  przez

mękę.

►► Bądźmy rozsądni.

To 

wszystko 

by 

za 

dużo

kosztowało.

►►  Nie  wiedziałem,  że

jest 

do 

mnie 

aż 

tak

przywiązana.

Teraz 

sam 

już 

nie 

wiem...

Naprawdę  chciałem  się  rozwieść?  A
właściwie dlaczego?

►► Nie chcę jej zranić.

Niestety, musisz w to wierzyć.

►► Musisz to zrozumieć.

Przestać stawiać mi zarzuty.

►►  Już  i  tak  wiele  się

nacierpiałem.

Pomocy! Jak się ciebie pozbyć?

►►  Sam  nie  wiem,  co

powinienem zrobić.

Po  prostu  poczekam,  kto  pierwszy

rzuci rękawicę, wtedy przynajmniej to
nie będzie moja wina.

►►  Musimy  być  teraz

bardzo dzielni.

Musisz być teraz bardzo dzielna.

 

 

background image

 

 

„Ejże... naprawdę tak było?”

 

background image

 

 

Mężczyźni 

krainie

zapomnienia

 

background image

 

 

Sytuacja klasyczna

 
ON  wraca  do  domu  z  podróży  służbowej.  ONA  przygotowała  dla

niego  niespodziankę,  ale  na  szczęście  on  na  razie  o  niczym  nie  wie.
Podczas  jego  nieobecności  miała  więcej  czasu,  więc  pozbyła  się  tego
okropnego  okrągłego  stołu  w  jadalni,  który  od  dawna  był  solą  w  jej
oku.  Kiedyś  nawet  reperowano  na  nim  toster  („Jak  to  wyrzucić?!”  -
zdziwił  się  Pan  Złota  Rączka.  -  „Jeszcze  się  nadaje”).  Od  tego  czasu
stół  miał  ślad  po  przypaleniu  (toster  oczywiście  i  tak  wylądował  w
koszu).  No  a  teraz  stoi  przed  nim  nowy  stół  długości  dwa  metry
dwadzieścia  centymetrów  -  naprawdę  piękny,  ręczna  robota,  tekowe
drewno, import z Indonezji pięknie nakryty, zapalone świece... A ona
stoi i uśmiecha się tajemniczo...

I  zadaje  to  pytanie,  jedno  z  najgorszych  pytań,  jakie  może

usłyszeć mężczyzna:

- No i? Niczego nie zauważyłeś?
No właśnie, sęk w tym, że on nic nie widzi. Przecież wszystko jest

po staremu, czyżby coś się zmieniło? Wtedy jakaś myśl wyłania się z
mroków  umysłu.  Bo  to  nie  jest  tak,  że  przez  te  ostatnie  lata  niczego
się  nie  nauczył.  Zna  tę  sytuację  z  reklam  i  filmów  -  tak  postawione
pytanie  musi  mieć  coś  wspólnego  z  włosami.  Więc  przygląda  się  jej
badawczo. Hmm, to dziwne, ale wydaje mu się, że ma dłuższe włosy.
Czy to możliwe, żeby w ciągu trzech dni aż tak urosły? Ale stop - teraz
je  rozpuściła,  dlatego  wydają  się  dłuższe.  Żeby  zyskać  na  czasie,  on
też się uśmiecha.

Boże, co to może być? Nowa sukienka? Nowe buty? Wielka szkoda,

ale  buty  trzeba  wykluczyć  -  jest  na  bosaka.  Gorączkowo  zastanawia
się,  co  powinien  odpowiedzieć,  i  czuje  się,  jakby  grał  w  rosyjską
ruletkę.  Tylko  żeby  nie  powiedzieć  czegoś  niewłaściwego,  bo  wieczór
będzie zmarnowany.

background image

-  Nooo?  -  Ona  cały  czas  się  uśmiecha,  ale  ten  uśmiech  staje  się

jakby trochę... napięty.

-  Masz...  nową...  sukienkę?  -  jąka  się  i  wygląda  jak  Hugh  Grant,

który udaje, że myśli.

Oburzona  potrząsa  głową  i  opiera  się  prowokacyjnie  na  blacie

stołu.

- Człowieku, spójrz tutaj!
W porządku, zanim kompletnie wyprowadzi ją z równowagi, dostał

jeszcze  jedną  szansę.  Czuje,  że  zaczyna  się  pocić.  Teraz  oznacza  to
tyle,  że  musi  być  bardzo,  bardzo  uważny.  I  wtedy  przychodzi  mu  do
głowy naprawdę genialna myśl.

- Schudłaś!
Ona, osłupiała przygładza sukienkę.
- Tak uważasz? No dobrze, siadaj. Mamy nowy stół.
Nowy  stół?  Aha.  Nie  zauważył  go.  O  rety,  katastrofa  była  blisko!

Udało się ledwo, ledwo.

Powiedzmy  sobie  od  razu  -  geniusz  tego  pana  nie  jest  dany

wszystkim  mężczyznom.  Facet  z  historyjki  ze  stołem  musiał  chyba
czytać  jakiś  poradnik  o  kobietach.  Wszyscy  inni  powinni  się  już
zorientować,  że  pułapkę:  niczego-nie-zauważyłeś,  można  z  reguły
obejść  trzema  odpowiedziami:  nowa  fryzura;  nowa  sukienka;  nowe
buty.

Nam,  kobietom,  trochę  dziwaczne  wydaje  się  to  wtedy,  kiedy

kontekst  się  nie  zgadza.  Miła  próba,  ale...  u  fryzjera  byłaś  sześć
miesięcy  temu,  sukienkę  kupiłaś  poprzedniego  lata,  a  buty  to
właściwie zwykłe tenisówki, w których kosisz trawnik.

Trzeba  wiedzieć,  że,  gdy  zadamy  pytanie  „Niczego  nie

zauważyłeś?”, 

obserwujemy 

mężczyzn 

reakcję 

znaną 

z

eksperymentów  Pawłowa  na  zwierzętach  (Dziękuję,  panie  Pawłow!).
Zgadzam  się,  liczba  trafień  u  zwierząt  była  wyższa.  W  obu
przypadkach  mamy  do  czynienia  z  automatycznym  odruchem
bezwarunkowym, 

który 

nie 

jest 

związany 

rzeczywistym

postrzeganiem.

Prawda brzmi następująco: mężczyźni niczego nie widzą.
Istnieją  mężczyźni,  którzy  -  oglądając  wiadomości  sportowe  -  nie

zauważają,  że  ich  własna  żona  w  efektownej  bieliźnie  wymyka  się  z

background image

domu. Mężczyźni niczego nie zauważają - w każdym razie niczego, co
ich  nie  fascynuje.  Podam  tu  przykład  marek  samochodów  albo
wyników  meczów  pierwszej  ligi.  Czasami  wykazują  się  niezwykłą
wiedzą,  na  przykład,  znają  nazwisko  fińskiego  ministra  spraw
zagranicznych, ale spytajcie ich o rozmiar buta partnerki!

Mężczyźni  mogą  godzinami  tkwić  za  gazetami  i  kanciastymi

urządzeniami, i zupełnie zapominają o rocznicach ślubu, urodzinach i o
tym  jak  wyglądamy  -  a  potem  się  dziwią,  że  my,  kobiety,  w  końcu
mamy dość.

Chyba już pisałam, że mężczyźni to wzrokowcy. Ale czy dodałam,

że dotyczy to najwyżej pierwszych czterech miesięcy znajomości? Otóż
w normalnych warunkach męski wzrok nie jest tak wyostrzony, jak na
początku  związku.  I  ku  wielkiemu  nieszczęściu  stan  wzroku  jest
odwrotnie  proporcjonalny  do  częstości  występowania  napadów
amnezji na co dzień (im mniej widzi, tym częściej nie pamięta).

Kierując  się  mottem:  „Patrzeć,  nie  widząc,  być,  nie  uczestnicząc”,

w pewnym momencie mężczyzna wślizguje się w krainę zapomnienia.
Tam  żyje  mu  się  całkiem  nieźle.  Jeśli  nie  zakłóca  tego  życia
histeryczna,  ciągle  czepiająca  się  baba,  to  otacza  go  przytulny  mrok.
Pamiętać  o  czymś?  To  takie  uciążliwe!  Z  pewnością  lepiej  zrobią  to
inni. A mianowicie te osoby z długimi włosami.

W  domu  pyta:  „Gdzie  są  moje  skarpetki?”.  A  w  biurze:  „Gdzie  są

moje  akta?”.  I  szczerze  mówiąc  -  czy  widzicie  tu  jakąś  różnicę?
Dookoła same czarne dziury - a my ciągle je zatykamy!

Nie daj się wciągnąć w pułapkę! Kiedy mężczyzna pyta: „Gdzie są

moje  skarpetki?”,  jest  to  pytanie  retoryczne,  które  oznacza:  „Moja
mama zawsze mi podawała wszystkie rzeczy. Nie chce mi się samemu
szukać”. A kiedy mężczyzna pyta: „Gdzie jest moja żona?”, oznacza to
tyle co: „Pomocy, lodówka jest pusta!”.

 

background image

 

 

1-2-3-retrospekcja

 
Przytoczona  poniżej  smutna  historia  powinna  ci  uzmysłowić,  że

mężczyzna już we wczesnym dzieciństwie uczy się nie zauważać tego,
co go nie interesuje.

Jako mała dziewczynka zakochałam się w dziesięcioletnim koledze

z  równoległej  klasy.  Ostatniego  dnia  przed  wakacjami  potajemnie
wsunęłam mu do tornistra trzy karteczki, ponumerowane 1, 2 i 3. Na
pierwszej  karteczce  napisałam:  „Kochany  Jorgu,  dziewczyna  z  mojej
klasy  zakochała  się  w  tobie.  Szczerze  mówiąc,  to  ja  jestem  tą
dziewczyną. Chcesz ze mną chodzić? Twoi koledzy nie muszą o niczym
wiedzieć”.

Na drugiej karteczce napisałam: „Jeśli tego chcesz, po feriach, na

drugiej dużej przerwie włóż list pod stojak z mapami za zlewem”.

Na  trzeciej  karteczce  narysowałam  duże  czerwone  serce,  a  nad

nim  -  moją  wówczas  początkującą  angielszczyzną  -  napisałam  „I  luv
you”.

Przez całe ferie zastanawiałam się, co się stanie.
Pierwszego dnia szkoły Jorg minął mnie na korytarzu. Pozdrowiłam

go,  a  on  rzucił  krótkie  spojrzenie  w  moją  stronę  i  odpowiedział
niedbale  „czee”.  Uśmiechnęłam  się  jak  wspólnik-przestępca.  W  lot
pojęłam,  że  zachowuje  się  tak  po  to,  żeby  nikt  niczego  nie
podejrzewał (obok szedł jego kolega). Ale ja od razu zauważyłam jego
podekscytowanie.  Słyszałam  je  w  jego  „czee”.  Wprawdzie  powitanie
nie było zbyt wylewne, ale to było właśnie to. Wiedziałam,  że  on  też
myśli o mnie poważnie.

Kiedy  lekcje  się  skończyły,  wślizgnęłam  się  do  jego  klasy,  żeby

odszukać karteczkę z odpowiedzią. Niestety, pod stojakiem koło zlewu
nie  znalazłam  żadnej  karteczki.  Pomyślałam,  że  może  nie  miał  okazji
jej  ukryć.  Ale  następnego  dnia  też  nie  było  żadnego  listu.  Tak  się

background image

denerwowałam,  że  rozbolało  mnie  serce.  Myślałam,  że  może  jest
chory  i  w  ogóle  nie  przyszedł  do  szkoły.  Wałęsałam  się  w  czasie
przerw  bez  skutku  pod  jego  klasą.  Ale  jednak  nie  był  chory,  bo  po
lekcjach  spotkałam  go  na  przystanku.  Stał  z  kilkoma  kolegami,
wszyscy  się  śmiali.  Zachowywał  się  tak,  jakby  w  ogóle  mnie  nie
widział.  Ale  kiedy  go  mijałam,  krzyknął:  „Oto  333!”.  I  wtedy
zrozumiałam. Trzy! Karteczka numer 3! Nie powiedział: „Oto autobus”,
tylko „Oto trzy, trzy, trzy”. A na trzeciej karteczce było napisane „I luv
you”. To była jego odpowiedź dla mnie!

Uśmiechnęłam się do niego, on przebiegł obok mnie i wskoczył do

autobusu.  Byłam  szczęśliwa.  Ale  -  zapewne  już  przeczuwacie  -  moje
szczęście nie miało trwać wiecznie. Wieczorem mama Jorga wpadła do
nas na kawę. Właśnie odrabiałam lekcje w kuchni, więc słyszałam jej
rozmowę  z  moją  mamą.  I  dowiedziałam  się  całej  przerażającej
prawdy:

Jorg  nigdy  nie  przeczytał  moich  karteczek.  Jego  mama  w  czasie

ferii wytrzepała zaśmiecony tornister i między skórkami od bananów i
zasmarkanymi chusteczkami do nosa natknęła się na moje karteczki I-
luv-you. Poszła go przeprosić, że przez nieuwagę otworzyła jego list. A
Jorg spojrzał na nią jak na mebel i spytał: „Co? Jakie karteczki?”.

Zapewne  zbędne  jest  wyjaśnienie,  że  ten  roztrzepaniec  był  tym

samym chłopcem, który znał na pamięć wszystkie terminy koncertów
swojej ulubionej kapeli.

Uwaga:
To,  czy  mężczyzna  coś  zauważa,  czy  nie,  ma  związek  z  jego

zainteresowaniami.  Gdy  coś  go  nie  interesuje  -  nie  widzi  tego.  I  ta
prawda bywa dla nas, kobiet, czasami bardzo gorzka.

 

background image

 

 

Podręczna  instrukcja  obsługi  mężczyzny

mówi...

 
Dlaczego  tak  to  wygląda?  Ponieważ  mężczyzna  musi  jakoś

gospodarować  swoimi  siłami.  I  życie  między  zapomnieniem  a
wyparciem  jest  oczywiście  dobrym  rozwiązaniem,  pozwalającym
pozbyć się uciążliwych albo nieprzyjemnych faktów.

A  to,  co  dotyczy  stopniowego  zaniku  dostrzegania  naszej  osoby  -

co dla nas, kobiet, jest rzeczywiście wstrząsające, tak! Wstrząsające...
no  więc  -  nie  chcę  teraz  znowu  wracać  do  instynktu  myśliwego  i
potrzeb kolekcjonera, ale coś w tym jest, prawda?

Myślę  sobie,  że  kiedy  myśliwy  wyrusza  na  polowanie,  ma

wyostrzone  wszystkie  zmysły,  ale  kiedy  już  dopadnie  zdobycz,  staje
się  ociężały  i  ucina  sobie  drzemkę.  I  mogą  to  zmienić  jedynie  dwie
rzeczy: śmiertelne zagrożenie albo nowy obiekt pożądania.

Sorry, ale tak właśnie jest.
Kiedy więc następnym razem włożysz swoje świetne kabaretki i na

ulicy  każdy,  ale  naprawdę  każdy  facet  będzie  patrzył  na  twoje  nogi,
nie złość się, że kiedy w tych samych rajstopach wkroczysz do domu,
twój mąż rzuci jedynie zza gazety: „Fajnie, że już wróciłaś. Jest coś do
jedzenia?”. Pomyśl o jego tygrysiej naturze - i podrap go za uszami.

 

background image

 

 

Co możesz zrobić?

 
Wiem,  że  to  nie  jest  miła  rada,  ale  przede  wszystkim  musisz

skończyć z zastawianiem pułapek. I zmienić taktykę rozmowy.

Nie  pytaj:  „Niczego  nie  zauważyłeś?”.  Zadaj  prostsze  pytanie:

„Podoba  ci  się  moja  nowa  fryzura/moja  nowa  sukienka/moje  nowe
buty/moja nowa bielizna?”. W porządku, nie mam nic przeciwko temu
- mogą być „moje nowe kabaretki”.

Nie  krzycz:  „Znowu  zapomniałeś  o  rocznicy  naszego  ślubu!”.

Odpowiednio wcześniej weź czerwony flamaster i wpisz tę rocznicę do
jego kalendarza. Zacznij od daty wyprzedzającej rocznicę mniej więcej
o  sześć  tygodni  i  wpisz:  „Za  sześć  tygodni  rocznica  ślubu!”.  Domaluj
obok  małe  serduszko,  żeby  nie  poczuł  się  jak  pies  prowadzony  na
smyczy. Powtórz ten wpis kilkakrotnie i okraś dodatkowymi uwagami,
na  przykład:  „Dzisiaj  kupić  prezent!”,  „Dzisiaj  zarezerwować  stolik  na
dwie  osoby  w  knajpce  XXX”  (tu  wpisujesz  restaurację,  którą  lubisz),
„Dziś kupić wielki bukiet róż i schować go w piwnicy”.

Zapomnij  o  jakichkolwiek  życzeniach  wyrażanych  nie  wprost.

Oszczędź  sobie  wypowiedzi,  które  w  podtekście  sugerują,  że  czujesz
się  urażona,  na  przykład:  „Mógłbyś  chociaż  raz  sam  na  to  wpaść!”.
Mężczyznom takie rzeczy nie przychodzą same do głowy. Pomyśl, jeśli
nawet  w  reklamie  o  weselu  ona  dostaje  tylko  pudełko  czekoladek
„Mon  Cheri”  i  całkiem  zniewolona  tym  gestem  ledwie  może  wyjąkać
„dziękuję”, to myślisz, że jak bywa w prawdziwym życiu?

Jeśli chcesz dostać złotą bransoletkę, to weź swojego wybranka do

sklepu i pokaż palcem, mówiąc: „Ta tutaj!”.

A kiedy znowu nie będzie mógł znaleźć skarpetek, nie wyskakuj z

okrzykiem  bojowym:  „Nie-masz-oczu-czy-za-wsze-muszę-wszystkiego-
szukać?”.  Siedź  sobie  na  kanapie  i  odpowiedz  bezradnym,  łagodnym
tonem:  „Och,  kochanie...  też  nie  mam  pojęcia,  gdzie  się  mogły

background image

podziać...”.

I  proszę!  Bez  ostrzeżenia  nie  zostawiaj  mu  w  walizkach,

kieszeniach  kurtek  albo  na  zagraconym  biurku  żadnych  miłosnych
karteczek  czy  prezentów.  Twój  Słodziutki  nie  znajdzie  ich  do  końca
życia... no, może w czasie przeprowadzki!
 

background image

 

 

„Zrobisz to na pewno o wiele

lepiej, kochanie!”

 

background image

 

 

Mężczyźni 

na 

froncie

domowym

 

background image

 

 

Sytuacja klasyczna

 
Świetlówka w łazience miga i gaśnie.
-  Kochanie  trzeba  wymienić  jarzeniówkę  w  łazience  -  mówi  ona.

Wypowiadając  te  słowa,  daje  mu  do  zrozumienia,  że  ON  powinien
zmienić jarzeniówkę w łazience.

-  Mhm  -  odpowiada  on,  mając  na  myśli...  no,  najpierw  nic  nie

mając na myśli.

Na  szczęście  jest  jeszcze  lampa  sufitowa.  Kilka  dni  później  ona

mówi:

-  Kochanie,  czy  pamiętasz,  że  musisz  kupić  nową  jarzeniówkę?  -

Wypowiadając  te  słowa,  chce  mu  powiedzieć,  że  w  końcu  powinien
wymienić tę cholerną jarzeniówkę.

On odpowiada:
- Tak, tak, zajmę się tym. - I ma na myśli, że kiedyś, w przyszłości,

się tym zajmie, ale może się oczywiście zdarzyć, że o tym zapomni.

Dwa  tygodnie  później  -  kiedy  ona  przywykła  do  słabszego,

delikatniejszego  oświetlenia  w  łazience  -  lampa  sufitowa  też  zaczyna
migać i w końcu wydaje ostatnie tchnienie.

On obiecuje, że wymieni żarówki - dopiero teraz opłaca się jechać

do marketu budowlanego - a ona zapala w łazience świece.

Mija  kolejny  tydzień  i  nic  się  nie  zmienia.  Okej,  kąpiel  w  blasku

świec  bywa  bardzo  romantyczna,  ale  do  mycia  zębów  i  makijażu
wybrałabyś zapewne opcję zapewniającą jaśniejsze źródło światła.

-  Co  będzie  z  tymi  lampami  w  łazience?  -  pyta  ona.  -  Możesz  to

wreszcie załatwić czy ja mam mieć jeszcze żarówki na głowie?

- Tak, tak - rzuca zza gazety - ja też mam jeszcze inne sprawy na

głowie.

Trzy dni później ona nie może pohamować złości.
-  Bardzo  proszę,  odłóż  wreszcie  tę  gazetę  i  zreperuj  światło  w

background image

łazience! - warczy na niego.

-  Co  ma  oznaczać  ten  krzyk?  -  odpowiada  on  wrogim  tonem.  -

Przecież  powiedziałem,  że  się  tym  zajmę!  A  kiedy  to  zrobię,  to  już
moja sprawa!

Kiedyś - to raczej pewne - zmieni w końcu i neonówkę, i żarówkę.

Może za tydzień, a może za rok. I do tego czasu musisz myć zęby przy
świecach. Prowizorki są najtrwalsze!

Czy  już  mówiłam,  że  mężczyźni  są  mistrzami  w  odkładaniu  spraw

na potem? Najlepiej widać to w domu. Kiedy poczeka się dostatecznie
długo, wiele spraw załatwi się samo, prawda?

Okej,  nie  wiemy,  czy  w  opisanym  przypadku  świece  w  łazience

palą  się  do  dziś.  Podejrzewam  jednak,  że  raczej  nie.  Ponieważ  ona
wzięła sprawę w swoje ręce. Cóż, można by rzec, że sama sobie jest
winna. Kto nie umie czekać, musi zakasać rękawy i wziąć się do roboty

Mężczyźni wykazują się nadzwyczajnymi zdolnościami w dziedzinie

zapominania  o  niewygodnych  rzeczach,  a  przy  pracach  zleconych
przez  nas,  zachowują  się  tak  idiotycznie,  że  czasami  przekracza  to
wszelkie wyobrażenia. I na tym polu również przegrywamy.

Znów  sięgnę  do  przykładu.  Załóżmy,  że  mówisz:  „Posprzątaj,

proszę, stół po kolacji”.

Teraz są dwie możliwości: On albo mówi „tak, tak” i trzy sekundy

później  zapomina  (?),  co  mówiłaś  (prawdopodobnie  w  ogóle  nie
słuchał),  albo  wstaje  i  zaczyna  sprzątać  ze  stołu.  Całkiem  świadomie
użyłam zwrotu zaczyna sprzątać, ponieważ z reguły rozpoczęte prace
nigdy nie zostają zakończone.

Mężczyźni  przeniesione  ze  stołu  talerze  z  zasady  stawiają  na

zmywarce.  Tym  samym  uważają  zadanie  za  wykonane.  A  głupie
kobiety  sprzątają  potem  brudne  talerze  same,  zrzędząc  przy  tym
okropnie. I to jest właśnie błąd!

Mężczyźni  w  domu  są  jak  małe  dzieci.  Trzeba  im  dokładnie

wyliczyć,  co  jest  do  zrobienia.  Oczywiście  zlecone  zadanie  najpierw
zawsze  wykonują  tylko  w  połowie.  W  ogóle  nie  zwracają  uwagi  na
nasze utyskiwania - mogę was zapewnić. To mają wpisane w koszta,
bo  siedzą  sobie  w  tym  czasie  wygodnie  na  kanapie.  I  nawet
najbardziej  chętny  mężczyzna,  który  sprząta  kuchnię  po  kolacji  i
wstawia talerze do zmywarki, nie sprzątnie okruchów z blatu. Patelnie

background image

i garnki zwykle zostawia „do namoczenia”. I moczyłyby się tak kolejne
sto lat, gdybyśmy ich następnego dnia nie pozmywały.

Na  pytanie:  „Pomożesz  mi  dziś?”,  w  najlepszym  wypadku

mężczyzna zareaguje na jeden z trzech klasycznych sposobów:

Zignorować - zapomnieć - źle zrozumieć.
Rozważmy pytanie: „Pomożesz mi wnieść zakupy do domu?”, które

właściwie  nie  jest  pytaniem,  lecz  informacją  o  pewnej  potrzebie.  Z
przekazów ustnych znane są takie przypadki, kiedy mężczyzna (akurat
przeczytał coś ciekawego w gazecie, o czym chciałby jej opowiedzieć)
chodzi  wte  i  wewte  obok  wynoszącej  siaty  z  samochodu  kobiety  i  z
genialną  regularnością,  z  pustymi  rękami,  pokonuje  odcinek  auto-
dom,  dom-auto,  nie  zauważywszy,  że  coś  jest  nie  tak.  Można  tylko
mieć nadzieję, że zanadto się przy tym nie nadwerężył.

Mężczyźni  w  domu  często  przeszkadzają.  Niekiedy  zaczynamy

podejrzewać,  że  robią  to  specjalnie.  Żebyśmy  w  końcu  straciły
cierpliwość i powiedziały: „Zostaw, ja już to zrobię!”.

Prawdopodobnie w ten sposób mszczą się za to, że w samochodzie

nie chcemy korzystać z mapy.

Najlepiej  nigdy  nie  przekazuj  w  męskie  ręce  trudniejszych  prac

domowych,  takich  jak  prasowanie,  pakowanie  walizek  albo  obsługa
pralki - mężczyźni są wystarczająco sprytni, by na ogół udawać takich
głupków,  że  i  tak  zrezygnujemy  z  powierzania  im  tych  czynności.
Kiedy  potem  z  wdzięcznością  stwierdzają:  „Zrobisz  to  o  wiele  lepiej,
kochanie”,  oznacza  to  dokładnie  tyle,  co:  „Całe  szczęście,  że  znowu
znalazłem frajera”.

Ale  dlaczego  mężczyznom  o  wiele  większą  trudność  miałaby

sprawiać  obsługa  przycisków  pralki  niż  obsługa  przycisków  wieży
stereo? To przeczy wszelkiej logice.

Najgorzej  jest  oczywiście  wtedy,  gdy  gdzieś  wyjeżdżamy.

Mężczyźni - kierując się hasłem: „Nie ma głupich pytań” - nie wahają
się  zadzwonić  na  naszą  komórkę,  nawet  wtedy,  kiedy  jesteśmy  za
granicą  i  prowadzimy  ważne  rozmowy,  tylko  po  to,  by  zadawać
pytania  w  rodzaju:  „Gdzie  schowałaś  cukier?”,  albo:  „Dlaczego  dzieci
nie  mają  czystych  majtek?”  albo:  „Marysia  właśnie  nasiusiała  do
łóżeczka, co mam z tym zrobić?”.

Kiedy  syczymy  do  słuchawki:  „Tam  gdzie  zawsze,  obok  kawy!”  i:

background image

„Oczywiście,  że  dzieci  mają  czyste  majtki,  leżą  w  górnej  szufladzie,
idioto!”  i:  „Musisz  od  razu  zmienić  pościel!”,  to  już  właściwie  nikomu
nie  musimy  wyjaśniać,  kto  do  nas  dzwonił.  „Mąż”,  oznajmiamy  i
przepraszająco  się  uśmiechamy.  Ale  mogę  się  założyć,  że  wszyscy  i
tak wiedzieli, kto dzwoni.

W  takim  wypadku  można  by  pomyśleć,  że  mężczyźni  powinni  być

nam wdzięczni za to, że na co dzień to my zajmujemy się całym tym
kramem. I cieszyć się z naszego powrotu. Jednakże wdzięczność jest
bardzo ograniczona, a w pojedynczych przypadkach wręcz w ogóle nie
występuje.

Kiedy  mężczyzna  musi  pełnić  straż,  stojąc  na  posterunku  przez

kilka dni, czuje się powołany do krytykowania naszego systemu pracy.
„Ale  masz  cholerny  bałagan  w  tej  swojej  szafie!”,  komentuje.  „Jak  w
takich warunkach w ogóle można tutaj coś znaleźć?”.

Tak jakby kiedykolwiek szukał!
 

background image

 

 

1-2-3-jajka gotuje dziki niedźwiedź

 
Ten,  kto  twierdzi,  że  mężczyźni  nie  umieją  gotować,  jest

niesprawiedliwy.

Większość  mężczyzn  z  reguły  umie  przygotować  trzy  potrawy:

jajko sadzone; jajecznicę; jajko gotowane.

Przy  czym  ostatni  przypadek  dotyczy  prawie  zawsze  jajka  na

twardo. Ale co to za różnica? Jajka są zdrowe. Wzmacniają męską siłę.
I za ich pomocą można utrzymać się jakiś czas przy życiu.

Ostatnio  mężczyźni  odkryli  także  kuchenkę  mikrofalową.  Jest

kanciasta,  wygląda  prawie  jak  telewizor  i  jest  łatwa  w  obsłudze.  Za
sprawą  tego  urządzenia  kuchnia  dla  mężczyzny  istotnie  zyskała  na
atrakcyjności. Dodatkową zaletą jest to, że do podgrzania jedzenia nie
trzeba  brudzić  garnków.  I  że  można  kupić  gotowe  dania  do
mikrofalówek. Zatem, kiedy żona jest poza domem i nie przygotowała
dla  nas  wcześniej  obiadu,  można  zjeść  coś  innego  niż  pizza  czy
kanapki.

Okej  -  już  się  zorientowałam,  że  w  tym  miejscu  powinnam

wspomnieć  o  trzygwiazdkowym  kucharzu-amatorze,  gdyż,  jeśli
mężczyźni coś gotują, robią to w specyficzny sposób. Wtedy w ogóle
nie  mamy  w  kuchni  nic  do  powiedzenia.  „Wynocha  stąd,  wyjść,  nie
wolno mi przeszkadzać!”, mówi Pan Ważniak, traktując nas jak służbę
do wykonywania najgorszych prac. No i oczywiście na koniec żąda od
nas, żebyśmy posprzątały pole bitwy. Prawdziwy mistrz patelni gotuje
z zapałem i nie troszczy się o tak przyziemne sprawy. Poza tym on nie
gotuje  tak  po  prostu.  A  już  na  pewno  nie  robi  zwykłego  obiadu.
Kucharz  płci  męskiej  został  powołany  do  wyższych  celów.  I  ściśle
trzyma  się  przepisu.  Tak  więc  używa  wyłącznie  świeżej  kolendry  i
białych trufli, a wino, które dodaje do potrawy, zawsze musi być takie
samo,  jak  do  posiłku.  Szef  kuchni  nie  gotuje  byle  kiedy.  Ku  temu

background image

potrzebne  są  szczególne  okazje.  A  sukces  jest  zawsze  porażający.
Mężczyźni  są  prawdziwymi  mistrzami  w  robieniu  jak  największego
wrażenie przy jak najmniejszym wysiłku.

Raz  w  roku,  z  okazji  świąt  Bożego  Narodzenia  wkłada  do

piekarnika gęś z kasztanami albo na Sylwestra zawija szpinak z serem
w  involtini  -  a  potem,  zadowolony  z  siebie,  znów  kładzie  się  na
kanapie  i  każe  się  czcić  przez  następny  rok.  Gotowanie  w  takim
wydaniu to rzeczywiście czysta przyjemność!

 

background image

 

 

Podręczna  instrukcja  obsługi  mężczyzny

mówi...

 
Jak  to  możliwe,  że  w  czasach,  kiedy  coraz  więcej  kobiet  pracuje

zawodowo, w domu do dziś panuje klasyczny podział ról? Czy panowie
rzeczywiście nie widzą, że kobieta ma na głowie wszystko? Pracę, dom
i dzieci?

Być może widzą, ale przecież kobiety są bardziej wytrzymałe. Tak

przynajmniej  twierdzą  mężczyźni.  Weźmy  choćby  taką  Afrykę...  Tam
kobiety  dźwigają  ciężary  na  głowie  i  jeszcze  się  przy  tym  śmieją.  A
kiedy rodzą dzieci, mężczyźni trzy dni leżą w chacie i jęczą.

Zresztą  mężczyźni  ciężko  pracują  dzień  w  dzień  -  wszystkie  te

męczące  konferencje,  ważne  spotkania,  podróże  służbowe.  A
ponieważ praca mężczyzny to walka o przetrwanie, jego obowiązki są
oczywiście zawsze o wiele bardziej męczące.

Dlatego w klasycznym układzie mężczyźni w domu nie robią nic.
Poza nielicznymi, chwalebnymi wyjątkami, nie ruszą nawet palcem

i  obce  są  im  wszelkie  wyrzuty  sumienia.  Kobiety  i  tak  są  zawsze
szybsze i lepiej sobie radzą na tym polu. Po cóż mężczyzna miałby się
wysilać?  Łatwiej  zwinąć  się  w  kulkę  i  nastroszyć  kolce.  Lepiej  być
jeżem  niż  zającem.  A  kiedy  kobieta  znowu  zrzędzi  -  a  prawie  zawsze
coś  tam  mruczy  pod  nosem  -  można  przecież  powiedzieć:  „Tak,
zaraz”... i w spokoju przeczekać burzę.

Następnego dnia on idzie przecież ciężko pracować - i wreszcie ma

spokój.  A  jeśli  dopisze  mu  szczęście,  to  po  powrocie  do  domu
wszystko będzie już załatwione.

Czasami trudno oprzeć się wrażeniu, że mężczyźni nie zmienili się

od  czasów  pierwotnych,  kiedy  to  Neandertalka  siedziała  w  jaskini  i
dbała  o  ognisko  domowe,  a  Neandertalczyk  udawał  się  we  wrogie
rejony na polowanie, żeby przynieść do domu zdobycz.

background image

Ale  przecież  coś  się  zmieniło.  Dawniej  mężczyźni  zdobywali

pożywienie,  ryzykując  życie.  Dzisiaj  musi  to  robić  kobieta.  W
supermarkecie. W mięsnym. Polując na przeceny.

Okej - istnieją mężczyźni, którzy zrobią zakupy, jeśli przygotuje się

im  dokładną  listę.  I  niektórzy  panowie  w  niedzielę  podają  kobiecie
śniadanie do łóżka. Ale to tylko miły gest, a nie dowód, że mężczyzna
jest gotów wziąć na swoje barki sprawy domowe.

W  głębi  serca  mężczyzna  nie  czuje  się  przypisany  do  domu.  Jego

domem  jest  restauracja,  hotel,  miejsce  parkingowe  dla  samochodu,
oaza  do  tankowania,  dziupla  do  spania.  W  domu  jest  wszędzie  tam,
gdzie może rzucić swoje rzeczy i poczuć się jak gość.

 

background image

 

 

Co możesz zrobić?

 
Właściwie  możesz  zrobić  tylko  jedno:  też  czekać.  I  czytać  w  tym

czasie gazetę. Albo jeszcze lepiej książkę, bo to na ogół zabiera więcej
czasu.  Na  dłuższą  metę  daje  to  lepsze  rezultaty  niż  ciągłe  sprzątanie
po  nim  i  strata  cennego  czasu  na  wygłaszanie  tyrad  o  porzuconych
pod  łóżkiem  skarpetkach.  Jeśli  masz  wystarczająco  silne  nerwy,  żeby
czekać,  aż  w  lepkiej  kuchni  w  zawalonym  zlewie  wyląduje  ostatni
talerzyk  i  ostatni  kubeczek,  a  z  lodówki  zniknie  ostatnia  parówka,
może  się  zdarzyć,  że  mężczyzna  sam  z  siebie  weźmie  się  za
sprzątanie. Albo wyjdzie spać do hotelu.

Ponadto  wszystkie  cięższe  prace  zlecaj  innym:  sprzątanie,

gotowanie,  prasowanie,  każdą  naprawę.  To  może  być  naprawdę
bardzo  kosztowne.  Ale  może  twój  ciężko  pracujący  mąż  zarabia
wystarczająco dużo.
 

background image

 

 

Na dobry koniec

 

background image

 

 

Rodzaj posłowia

 
Wiem, że znajdą się tacy czytelnicy (mężczyźni), którzy po lekturze

tej książki będą lekko oburzeni.

Ci  czytelnicy  orzekną:  „Świetnie!  Jeszcze  jedna  typowa  kobieta!

Ciągle  tylko  czepia  się  biednych  facetów.  A  przecież  mężczyźni
miewają też zalety!”.

I oczywiście tak jest. Ale bądźmy szczerzy - kto chciałby czytać coś

takiego? Zaletą uproszczeń jest to, że pokazują wiele ludzkich (w tym
przypadku  męskich)  słabości.  Myślę,  że  każdy  inteligentny  czytelnik
czuje,  że  trochę  przesadziłam  (w  przeciwnym  razie  nie  byłoby
śmiesznie!),  ale  równocześnie  dostrzega  w  stereotypowych  opiniach
ziarno prawdy.

Niektóre  książki  poprzedza  wyjaśnienie:  „Książka  jest  fikcją

literacką.  Wszystkie  zdarzenia  i  postacie  wymyślono  na  potrzeby
powieści.  Jakiekolwiek  podobieństwo  do  osób  żywych  i  zmarłych  jest
przypadkowe”.

W tej książce nie umieściłam takiego zdania. Możecie zgadywać do

trzech, dlaczego tak zrobiłam. Otóż w rzeczywistości między kobietą i
mężczyzną zdarzają się takie rzeczy, o których nie śniło się nikomu w
najbardziej fantazyjnych snach.

Mimo  to,  nie  mogę  w  tym  miejscu  przemilczeć  faktu,  że  istnieją

inni  mężczyźni.  Tacy,  którzy  w  określonych  sytuacjach  przełamują
stereotypowe schematy.

Istnieją mężczyźni, którzy posypują czerwonymi płatkami róż łóżko

swej  wybranki,  kiedy  ona  jeszcze  śpi.  Istnieją  mężczyźni,  którzy  po
latach  pamiętają,  że  ich  ukochana  używa  perfum  Chanel  Nr  5,  a  nie
Chanel Nr 19. Istnieją mężczyźni, którzy obchodzą samochód dookoła,
aby otworzyć i przytrzymać kobiecie drzwi. Istnieją mężczyźni, którzy

background image

potrafią upiec dla niej ciasto w puszce po herbacie (bo nic nie wiedzą
o  istnieniu  tortownic).  Istnieją  mężczyźni,  którzy  wysyłają  SMS-y:
„Tęsknię  za  Tobą!  Przyjdź!  Dlaczego  tak  długo  Cię  nie  ma?”.  Istnieją
mężczyźni, którzy, widząc, że wszystko wymyka się jej z rąk, obejmują
ją  mocno  i  mówią:  „Nie  martw  się,  połóż  się,  a  ja  się  wszystkim
zajmę”.  Istnieją  mężczyźni,  którzy  wkładają  brudne  talerze  do
zmywarki  i  nawet  zamiatają  podłogę  w  kuchni.  Istnieją  mężczyźni,
którzy  z  okazji  jej  urodzin  urządzają  tak  wspaniałe  przyjęcie,  że  ona
ma  łzy  w  oczach.  Istnieją  mężczyźni,  którzy  zmieniają  swoje  plany
tylko po to, żeby być z nią. Istnieją mężczyźni, którzy idą z nią do kina
na  Bridget  Jones,  chociaż  uważają,  że  to  głupawy  film.  Istnieją
mężczyźni,  którzy  włożą  różową  koszulę  od  Ralpha  Laurena  tylko
dlatego,  że  ona  mu  ją  kupiła.  Istnieją  mężczyźni,  którzy  potrafią
całować  i  mimo  to  nie  są  skończonymi  świniami.  Istnieją  mężczyźni,
którzy  obiecują,  że  zadzwonią  jutro,  i  dzwonią  jeszcze  tego  samego
wieczoru.

Istnieją mężczyźni, którzy są po prostu fantastyczni!
Także w rzeczywistości.
Jeśli  jesteś  taką  właśnie  osobą  (płeć  męska,  stan  wolny)  -  wyjdź

po prostu na ulicę i głośno krzyknij: „Tutaj jestem”.

Miliony kobiet czekają na takiego mężczyznę jak ty!


Document Outline