background image

                 

Sklepy cynamonowe

 

Sierpień 

[Opowiadanie wstępne. Zarysowanie świata bohaterów.] 

 

Lato w niewielkim mieście – lipiec, sierpień.  

„Ciemne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy w rynku”. 

Adela wraca rano z zakupami. Wykłada z koszyka jarzyny, owoce 
(czereśnie, morele), mięso. Wszystko to przypomina dziecku martwe 
stwory morskie. Potem 

służąca odsłania okna pokoi, sprząta i z powrotem zapuszcza zasłony. 

 

Sobotnie popołudnie – spacer po starym rynku, opustoszałym w 
upalnym dniu. W oczach chłopca każdy cień, mury, kwiaty żyją, mają 
uczucia. Chylący się słonecznik czuje tragedię nadchodzących dni 
żniwa.  

 

Zarośnięte gąszczem traw i chwastów śmietnisko, na którym stoi stare 
łóżko. Mieszka tu Tłuja – czarnowłosa, brudna, niedorozwinięta 
dziewczyna, nie mogąca zapanować nad popędem. Wydaje zwierzęce 

background image

dźwięki, wykrzywia naznaczoną chorobą twarz. Narrator mówi o niej 
„kretynka”. 

 

Wspomnienie wizyty w domu matki Tłui, głupiej Maryśki, która 
najmowała się do szorowania podłóg 

. Narrator porównuje czas tej kobiety 

do  

„złej, sypkiej mąki wariatów, wysypującej się z głośnego młyna-
zegara” 

(interesująca metafora). 

 

Dom ciotki Agaty na przedmieściu. Agata –  

„wielka i bujna, o mięsie płodnym i kobiecości pozbawionej 
hamulców”, 

to znaczy kobieta gadatliwa, pogardzająca mężem z powodu jego 
wątłej sylwetki, jego cichości, niezdarności, słabego charakteru. 
Marek – mąż, „o twarzy wyjałowionej z płci”, życiowy bankrut. Troje 
dzieci: średnia Łucja – kilkunastoletnia, zawstydzona dojrzewaniem, 
wrażliwa na punkcie swego panieństwa; najstarszy Emil – elegancko 
ubrany, z jasnoblond wąsem, karciarz, wiele podróżował. Chłopiec-
narrator, najbardziej zaciekawiony kuzynem, wychodzi za nim z 
pokoju. Oglądają zawartość portfela Emila – fotografie „nagich kobiet 

i chłopców w dziwnych pozycjach”. Następuje chwila niejasnego 
wzburzenia, wywołanego uśmieszkiem kuzyna, i nagłe zrozumienie. 
Twarz 

background image

Emila z powrotem „zapada w nicość”. Nawiedzenie 

< Wspomnienie o początkach i rozwoju choroby Ojca. Odtąd uwaga 
narratora skupia się na wszystkim, co dotyczy właśnie Ojca. >  

 

Okres jesienno-zimowy: krótkie, szare dni, kolorowe, rozległe noce. 
Opis mieszkania rodziny narratora, w jednej z wielu podobnych do 
siebie kamienic rynku. Nie wiadomo ile jest tu pokoi, które są 
wynajęte lokatorom, a które i od kiedy są opuszczone. Chłopiec 
często błądzi po labiryntach mieszkania czy całej kamienicy. Matka i 
Adela coraz bardziej zaniedbują dom. Matka prowadzi sklep. Ojciec 
zajmuje się rachunkami 

, przesiaduje całe dnie w pokoju, schodzi do dolnych pokoi tylko 
rano, by obudzić mieszkających tam subiektów.  

 

Rozpoczyna się choroba Ojca. Wieczorami wpada w szał irytacji, 
biega po mieszkaniu, krzyczy na żonę. W ciągu dnia pozostaje 
spokojny, zaszywa się w swoim kącie nad stosem papierów, „liczy, 
sumuje”. Narrator opisuje go 

językiem stylizowanym na język Biblii. Ojciec to w oczach chłopca 
prorok. Brodaty Demiurg odwiedza go wieczorami, rozmawiają. 
Początkowo Ojciec jest zagniewany na Boga i jego krzyki są 
wyrzutem, żalem do Boga.  

„Był to dialog groźny jak mowa piorunów”. 

Ostatnia scena to zmaganie się Ojca z fizjologicznymi objawami 
choroby. Opis opróżnienia nocnika ma wciąż cechy stylizacji 
biblijnej. 

background image

 

Z czasem Ojciec zaczyna szperać po kątach mieszkania, układać 
godzinami bibeloty, zapomniane graty. Przebywa w coraz 
dziwniejszych miejscach: przykucnięty na szafie, zgarbiony przy 
łóżku. Domownicy przestają się orientować, gdzie jest Ojciec. Kiedy 
się pojawia, wszyscy zauważają, że zmalał, zmizerniał, jeszcze 
bardziej zdziwaczał. Ojciec żyje w swoim świecie, oderwanym już od 
rzeczywistości.  

„Przywykliśmy do jego nieszkodliwej obecności, do jego cichego 
gaworzenia (…), którego trele przebiegały niejako na marginesie 
naszego czasu”. „Cielesna powłoka i garść bezsensownych dziwactw” 

Ojca zostają porównane do kupki śmieci, wyrzucanych codziennie 
przez Adelę. Ptaki 

Zima. Brudny, nieobfity śnieg zalega dachy ponurych, a czasem 
przerażających domów, kościołów. Nad leniwym miastem unoszą się 
stada wron. Ojciec pogrążony w swych dziwactwach zaczyna 
interesować się zwierzętami. Sprowadza zza granicy zapłodnione jaja 
ptaków i hoduje je w domu. Chłopiec podziela z Ojcem fascynację 
pisklętami, ciekawi go 

jednocześnie zachowanie Ojca, który karmi ptaki, bada ich rozwój 
posługując się tomami ksiąg ornitologicznych. Jeden z kondorów 
staje się bardzo podobny do Ojca. Przybiera niemal identyczny 
wygląd, postawę:  

ta sama materia ciała, ścięgien i pomarszczonej twardej skóry 

, ta sama twarz 

background image

wyschła i koścista, (…). Nawet ręce, silne w węzłach, długie, chude 
dłonie Ojca, z wypukłymi paznokciami, miały swój analogon w 
szponach kondora. 

Ojciec i jego „ptasie państwo” zajmują pomieszczenia na strychu 
kamienicy, z których już od świtu dochodzi nieznośny hałas. 
Pewnego dnia wkracza tam Adela z zamiarem generalnych 
porządków. Otwiera okno, próbuje zmieść odchody ptaków. Ojciec –  

„człowiek złamany, król-banita, który stracił tron i królowanie” 

– nie oponuje. Adela ma nad nim nieograniczoną władzę (to nią był 
zafascynowany przed ptakami). Manekiny 

< Opowiadanie otwierające mini-cykl tekstów, będących wykładnią 
doktryny filozoficznej artysty > 

 

W dziwactwach Ojca, jego oderwaniu od codziennego życia jest coś z 
walki o poezję, o kolory życia, o świadomość rzeczy wyższych w 
świecie (kolory symbolizują sens; życie bez kolorów jest życiem 
niskim, pozbawionym idei). Wtargnięcie Adeli było zatem 
„bezmyślnym i tępym wandalizmem”. Jednak członkowie rodziny, 
mimo że dzięki ptakom ich życiu nie zagrażała zimowa nuda, nie 
oponowali podczas kapitulacji Ojca. Nikt nie chciał wziąć 
odpowiedzialności za poczynania Ojca-proroka. 

 

Tygodnie zaczynają upływać „pod znakiem dziwnej senności”: nie 
zaścielone łóżka, wątły ogień w piecu, bezładne krzątanie się po 
domu. Matka nie może poradzić sobie z toaletą i przeciąga ją do 
obiadu. Dni są „bezimienne”. Na obiad ryba w galarecie, także dla 
subiektów. Wieczorami przychodzą dziewczęta do szycia: Polda i 
Paulina. Ustawiają w jadalni manekin, kroją materiały, przymierzają 
fragmenty sukni. Barwna kobieca ceremonia zostaje zauważona przez 

background image

Ojca, który znajduje w niej kolejny przedmiot fascynacji. Słynny 
fragment Sklepów cynamonowych:  

Odsuwając pończoszkę z kolana Pauliny i studiując rozmiłowanymi 
oczyma zwięzłą i szlachetną konstrukcję przegubu, Ojciec mój 
mówił: – Jakże pełna uroku i jak szczęśliwa jest forma bytu, którą 
panie obrały. Jakże piękna i prosta jest teza, którą dano wam swym 
życiem ujawnić. (…) Gdybym, odrzucając respekt przed Stwórcą, 
chciał się zabawić w krytykę stworzenia, wołałbym: – mniej treści, 
więcej formy! Ach, jakby ulżył światu ubytek treści. Więcej 
skromności w zamierzeniach, więcej wstrzemięźliwości w pretensjach 
– panowie demiurdzy – a świat byłby doskonalszy! 

Adela, która wchodzi do pokoju z kolacją, zastaje Ojca w 
dwuznacznej pozie, ale dziewczyny obracają sytuację w żart. Traktat 
o manekinach albo Wtóra Księga Rodzaju 

< Przytoczenie wykładu Ojca na temat stworzenia świata, jego natury 
i roli człowieka. > 

 

Istnieje materia i duchy. Materia jest nieskończenie płodna, 
formowalna w dowolny sposób, „lubieżnie podatna”, posłuszna. 
Każdy duch może ją przekształcać, może z niej tworzyć. Nie tylko 
Demiurg. Dlatego zabójstwo nie jest złem. Jest często konieczne dla 
stworzenia kolejnych form bytu. Nazwane to zostaje „redukcją życia 
do form innych i nowych” i nie jest grzechem. 

 

Gloryfikacja materii jako istoty ukrywającej nieznane i 
niewyczerpane nigdy zasoby energii życiowej – prowadzi do 
pragnienia demiurgii. [c„Pragniemy rozkoszy twórczej we własnej, 
niższej sferze” – mówi Ojciec. Nie zależy mu na konkurowaniu z 
Bogiem, ale na samej możności doświadczenia nadawania życia 

background image

nowym formom. Ojciec nie chce tak jak Bóg stwarzać dzieł 
misternych, doskonałych, wiecznych. Twory nowego demiurga mają 
być tandetne, liche, tanie, stworzone dla jednego gestu, dla odegrania 
jednej tylko, krótkotrwałej roli tych tworów.  

„Chcemy stworzyć po raz wtóry człowieka, na obraz i podobieństwo 
manekinu” 

– kończy swój monolog Ojciec, nie wiadomo w czyim imieniu (w 
całej prelekcji używa formy my). Narrator nazywa go „herezjarchą 
natchnionym”. 

 

Następuje teraz, poprzedzona prośbą o pobłażliwość czytelnika, scena 
erotycznego kuszenia Ojca przez Adelę. Wyciągnięta stopa 

dziewczyny przypomina syczącego węża. Polda i Paulina przypatrują 
się. Traktat o manekinach. Ciąg dalszy 

Celem nowego aktu Genesis nie jest żart. Nie można igrać z materią. 
Jeśli materia zostaje wtłoczona w formę parodystyczną, jeśli jest 
przedmiotem szyderstwa tłumu, oznacza to wielką niesprawiedliwość 
demiurga. Nie zdaje on sobie wtedy sprawy, że za każdym razem, gdy 
formuje materię, dokonuje na niej gwałtu. Materia jest żywa. Dla 
przykładu drzewo, przekształcone przez człowieka piłą i heblem w 
szafę, nie ma swojej dawnej twarzy 

ze słojów. Nowa forma jest jego więzieniem. To smutne. Fragment 
kończy się niewypowiedzianym przez Adelę rozkazem dla zamarłego 
w bezruchu, stojącego przed nią, Ojca. 

 

Traktat o manekinach. Dokończenie 

< Ostatni fragment wykładu Ojca. Opis wyglądu nowych form życia, 
o których marzy bohater > 

background image

 

Ponieważ materia ma tendencję do imitacji, a także powtarzania 
zapamiętanych kształtów – nowopowstałe formy są tylko pozornie 
podobne do istot żywych. Stanowią „pseudowegetację i 
pseudofaunę”. Jak stworzyć takie prymitywne istoty? Wkładając 
„pewne skomplikowane koloidy” do roztworu soli kuchennej. 
Natomiast bogactwo form można uzyskać w specjalnych 
środowiskach: starych mieszkaniach, które są „przesycone 
emanacjami wielu żywotów i zdarzeń”. Mowa o „zużytych 
atmosferach”, „humusie wspomnień, tęsknot, jałowej nudy”.  

Ojciec opisuje dalej, jak wszedł kiedyś do dawno nie otwieranego, 
zapomnianego pokoju. Zastał tam wybujałe wiosenne pędy i kwiaty, 
kolorowe pleśnie i zieleń listowia. Wieczorem nie było śladu 
fatamorgany. 

 

Najbardziej interesują Ojca formy pośrednie, graniczne; 
„fragmentaryczne postaci życia”. Są nimi choćby meble 

zrobione z bliskich dawniej osób (przekształcona w lampę mumia 
kochanki kapitana statku) lub inne zmiany formy (jak w historii brata, 
który zamieniony przez chorobę w zwój kiszek gumowych, wciąż był 
kochany i pieszczony przez swoją kuzynkę). 

 

Przysłuchujące się tym prelekcjom Polda i Paulina mają już dość. 
Proszą Adelę, by uciszyła Ojca. Palec służącej, który zawsze 
rozśmieszał Ojca, tym razem go przeraża. Mężczyzna cofa się z 
pokoju przed grożącą mu Adelą. 

 

Nemrod 

background image

< Opowiadanie-metafora wzrastania, dojrzewania, na przykładzie 
pieska Nemroda >Jest początek sierpnia. Przebudzony chłopiec-
narrator znajduje w kuchni szczeniaczka, przyniesionego przez starą 
pomywaczkę. Sekret niedawno narodzonego życia zachwyca chłopca. 
W czuły sposób narrator opisuje rozkoszny wygląd i zachowanie 
Nemroda: łapczywe picie mleka, niezdarny chód, jego poznawanie 
świata w zabawie (ogonkiem, ludzką ręką). Ale nie dojrzewa samo 
zwierzę. Przede wszystkim dojrzewa życie w nim zamknięte. Życie 
młode, wypuszczone z ciemnego łona matki, pełne jest „awersji i 
zniechęcenia” wobec świata na zewnątrz. Potem zaczyna smakować 
w wielości, zaspokaja ciągłą ciekawość. Wreszcie Nemrod zaczyna 
rozumieć, że to, co poznaje niby pierwszy raz, jest powtórką, czymś, 
co zaszło już nieskończenie wiele razy – w życiu pokoleń stworzeń 
takich jak on. Rozwija się „poczucie przynależności, Ojczyzny”. 
Piesek przyzwyczaja się też z czasem do wtargnięć sprzątającej 
podłogę 

Adeli. Na widok drepczącego owada wydaje swój pierwszy w życiu 
szczek. Pan 

< Przygoda w wiejskim ogrodzie – spotkanie mężczyzny. > 

 

Wiejskie podwórze latem. Za parkanem, w najdalszym zakątku 
między wychodkiem a kurnikiem, chłopcy znajdują przejście do 
dzikiego ogrodu. Ogród jest piękny, ale ma też tajemnicze, groźne 
miejsce za łopuchami. Uganiający się za motylem narrator zapuszcza 
się w ten kąt i niespodziewanie spotyka tu kucającego mężczyznę. W 
zupełnej ciszy dorosły i dziecko patrzą sobie w oczy. Twarz 

nieznajomego pijaka albo włóczęgi zdaje się zaraz pęknąć od bólu, 
czy może piekącego słońca. W końcu mężczyzna wybucha śmiechem 
i ucieka. 

 

background image

Pan Karol 

< Opis-rozważanie o życiu człowieka i życiu mieszkania. > 

 

Sobota. Wuj Karol ma po południu odwiedzić żonę i dzieci 
wypoczywających na letnisku pod miastem. Wrócił do mieszkania 
późno. Od wyjazdu 

żony nie sprzątał, nie ścielił łóżka. Śpi długo, właściwie podróżuje po 
górach 

i oceanach pościeli. Po przebudzeniu liczy wydatki, marzy. 
Wsłuchuje się we własny oddech. Oddaje się dokładnej toalecie. Jego 
mieszkanie toleruje go 

tylko. Karol czuje się u siebie jak złodziej. Lustro jest jedynym 
żyjącym tu elementem. W nim odbija się ktoś odwrócony plecami, 
oddalający się w nieznany głąb zwierciadła, podczas gdy pan Karol w 
milczeniu opuszcza mieszkanie. Sklepy cynamonowe 

Ojciec pochłonięty jest już zupełnie przez niewidzialną i niesłyszalną 
dla reszty świata sferę swoich myśli. Dla oderwania go od 
„chorobliwych dociekań” Matka proponuje spacer. Wybierają się 
razem z synem do teatru 

. Wyobraźnia zafascynowanego kurtyną chłopca każe mu ożywić 
maski, które namalowane są na błękitnym płótnie. W chwili, gdy 
wszyscy niecierpliwie oczekują na spektakl, Ojciec zauważa brak 
portfela. Matka wysyła chłopca do domu, by przyniósł zapomniany 
przedmiot. Jest jasna, zimowa noc. Niezwykłe niebo, tajemniczość 
miasta przypominają narratorowi o sklepach cynamonowych, 
nazwanych tak ze względu na ciemny kolor boazerii wewnątrz.  

„Słabo oświetlone, ciemne i uroczyste ich wnętrza pachniały 

background image

głębokim zapachem farb, laku, kadzidła, aromatem dalekich krajów i 
rzadkich materiałów”. 

W miejscach tych można było kupić najdziwniejsze drobiazgi, m.in. 
ognie bengalskie, szkatułki czarodziejskie, chińskie odbijanki, 
indygo, jaja owadów egzotycznych, korzeń Mandragory, mikroskopy, 
lunety, a przede wszystkim niesamowite książki. Chłopiec postanawia 
odwiedzić sklepy cynamonowe:  

„Te prawdziwe szlachetne handle, w późną noc otwarte, były zawsze 
przedmiotem moich gorących marzeń” 

– mówi. Jednak noc igra krajobrazem i narrator gubi się w plątaninie 
uliczek. Wreszcie rozpoznaje jeden gmach. To gimnazjum.  

 

Wspomnienie nadobowiązkowych zajęć u profesora Arendta, 
odbywających się nocną porą, zatrzymuje chłopca w budynku. Były 
to lekcje rysunku, przepełnione sennością jednych i zaangażowaniem 
innych uczniów. Profesor reprezentował wielkich starożytnych bogów 
Olimpu, „więdnącego od lat 

w tym muzeum gipsów”. 

 

Przez przedsionek mieszkania dyrektora i jego pięknej córki narrator 
wydostaje się na ulicę. W zamyśleniu bierze dorożkę, którą po chwili 
sam musi powozić, bo dorożkarz przyłącza się do gromady swoich 
kolegów. Bohater jedzie przez podmiejski las. Czuje się lekko i 
szczęśliwie. Noc jest jasna, dziwnie wiosenna. Powóz mija wzgórza. 
Gdy koń z trudem przebija się przez zaspy, narrator zauważa czarną 
okrągłą ranę na jego brzuchu. Bohater-narrator rozmawia ze 
zwierzęciem:  

background image

„– Dlaczego mi nie powiedziałeś? – szepnąłem ze łzami. – Drogi mój 
– to dla ciebie – rzekł i stał się bardzo mały, jak konik z drzewa. 
Opuściłem go”. 

Z tej fantastycznej przejażdżki chłopak wraca do miasta pełen sił, 
radości, poczucia natchnienia. Spotyka kolegów z książkami. Razem 
kierują się w stronę szkoły,  

„niepewni, czy to jeszcze magia nocy srebrzy się na śniegu, czy też 
świt już wstaje”. 

 

Ulica Krokodyli 

 

Mapa wyciągnięta w szuflady Ojca ilustruje całe miasto. Wyraźnie 
odznacza się jedna dzielnica, okolice ulicy Krokodylej (Krokodyli – 
zamiennie). Jest to „dystrykt przemysłowo-handlowy”, o charakterze 
„pseudo- amerykańskiego komercjalizmu”. Wszystko w tej dzielnicy 
ma jakąś wadę: budynki, wystrój wnętrz i wystaw 

, dorożki, przechadzający się ludzie. Elementy tego krajobrazu są 
tandetne, pozbawione kolorów, brudne, wątpliwego pochodzenia. 
Rdzenni mieszkańcy miasta trzymają się z dala od ulicy Krokodyli, 
jest to okolica „dezerterów moralnych”, szumowin, wyuzdanych 
panien. Wizyta u krawca kończy się odkryciem składu wydawnictw 
pornograficznych.  

 

Tłum ludzi na tej ulicy jest bezkształtny, trudno wyłowić kompletną 
ludzką sylwetkę. Trudno też oprzeć się czarowi tego miejsca, który 
powoduje, że każda najmniejsza zachcianka człowieka urasta do 
wielkich rozmiarów, kiełkuje i zapowiada rychłe spełnienie. Lecz jest 
to największy fatalizm tej dzielnicy, tego czaru. Spełnienie nie 

background image

nadchodzi, okazuje się złudą i pryska jak bańka, rozsypuje się jak 
płatki maku. Bo kiedy chce się wrócić do owego krawca, nigdy już 
się tam nie trafi. Wszędzie podobne manekiny, wystawy, panienki. 
Wszędzie jednolita tandeta. To miejsce jest imitacją pięknej i 
szlachetnej, starej części miasta.  

„Chwilami ma się wrażenie, że tylko na małym skrawku przed nami 
układa się wszystko przykładnie w ten pointowany obraz bulwaru 
wielkomiejskiego, gdy tymczasem już na bokach rozwiązuje się i 
rozprzęga ta zaimprowizowana maskarada i, niezdolna wytrwać w 
swej roli, rozpada się za nami w gips i pakuły, w rupieciarnię jakiegoś 
ogromnego, pustego teatru”. 

 

Na koniec narrator wyjawia czytelnikowi, że dzielnica ta w 
rzeczywistości wcale nie odznacza się tak wielkim zepsuciem, ani 
„wybujałością instynktu”. Iluzoryczność ulicy Krokodyli jest 
kiczowata. Porównana zostaje do fotomontażu z wycinków 
zeszłorocznych gazet. Karakony 

< Narrator nie jest już wieku szkolnym. Rozmawia z Matką jako 
dorosły mężczyzna. Opowiadanie z dużą dozą fantastyki. > 

 

„Okres szarych dni”, zima. Ojca już nie ma, pozostał tylko wypchany 
kondor, do złudzenia przypominający narratorowi zmarłego. W 
czystym pokoju Ojca, w którym wszystkie meble 

są poprzykrywane, narrator zastaje Matkę, leżącą w migrenie. Po 
krótkiej rozmowie syn zaczyna wspominać ostatnie dni swego Ojca – 
stopniową zamianę w karakona. Fascynacje nocnym życiem tych 
owadów pochłaniały Ojca coraz bardziej. Zaczął dostawać plam na 
skórze 

background image

, zmniejszał się, z czasem wyrósł mu karakoni pancerz i Ojciec zaczął 
poruszać się  

„wieloczłonkowym, skomplikowanym ruchem dziwnego rytuału”.  

Narrator zaczyna zastanawiać się, czy Ojciec jego, zmieniony w 
karakona, żyje jeszcze w którejś ze szpar podłogi 

, albo czy może sprzątająca Adela znalazła go już martwego z nogami 
do góry, tak jak mnóstwo pozostałych karakonów, znajdywanych co 
rano w mieszkaniu. Wichura 

Zimą miasto jest straszne. Każdej nocy odbywa się wędrówka jakichś 
dziwnych istnień – poprzez strychy, piwnice, spiżarnie, komórki 

i garderoby; przelewają się jak czarna rzeka, ożywiają naczynia i 
sprzęty 

domowe.  

 

Tej nocy idzie przez miasto wichura. Narrator (znów chłopiec) nie 
idzie do szkoły. Domownicy nasłuchują, co się dzieje na zewnątrz. 
Wichura niszczy miasto. Matka i Adela zaczynają pakować pościel, 
futra, kosztowności. Drżą szyby w oknach, ogień w piecu ledwie się 
tli. Subiekt Teodor i starszy brat narratora postanawiają wyjść po 
Ojca, bo pewnie został w sklepie z powodu wichury. Po szybkim 
powrocie wyjaśniają, że nie mogli znaleźć drogi do sklepu ani w 
ogóle poznać miasta. Do domu zaczynają schodzić się sąsiedzi. 
Przybyła również ciotka Perazja, która po chwili wpada w furię 
złości, kiedy Adela próbuje opalić pierze z żywego jeszcze koguta. 
Później wszyscy wracają do swych zajęć: Adela tłucze w moździerzu 
cynamon, Teodor i reszta domowników nasłuchują „proroctw 
strychowych”. 

 

background image

Noc wielkiego sezonu 

Dzieje się w trzynastym, fałszywym miesiącu roku. Są to  

„dni-dziczki, dni-chwasty, jałowe i idiotyczne, (...) dni-kaczany, puste 
i niejadalne – dni białe, zdziwione i niepotrzebne”, 

białe kartki w księdze kalendarza lub stronice apokryfu. Ojciec siedzi 
w sklepie. Rachuje, przelicza. Marzy o swoich ptakach. Bele 
różnobarwnych materiałów, ułożone na półkach odcieniami, 
sprawiają, że Ojciec jest dla narratora kimś, kto rządzi kolorami 
świata. Na każdą porę roku, porę sezonu, czy dnia – ma on 
odpowiedni kolor. Barwy współgrają z dźwiękami (synestezja w 
języku opisuPora Wielkiego Sezonu to jesienne zakupy. Sklepiki i 
kramy są wtedy otwarte do późna, zachęcają klientów „kolonialną 
pstrokacizną”. Ojciec nasłuchuje przy witrynie sklepowej. Przewiduje 
wielki tłum kupujących. Przeraża go to. Gorączkowo szuka 
subiektów, ale ci zajęci są skradaniem się do pokoju Adeli. Flirciarze 
idą po gzymsie kamienicy, by dostać się do służącej przez okno. 
Wzburzony kupiec staje sam przed tłumem klientów. Krzyczą:  

„Jakubie, handlować! Jakubie, sprzedawać!”. 

Porównania biblijne: Ojciec – Mojżesz, sklep – dolina Kanaanu, góra 

Synaj, handlowanie – czczenie Baala. W pomieszczeniu panuje 
harmider, Ojciec spełnia kapryśne żądania ludzi. Wśród 
odwiedzających sklep są mężowie Wielkiego Zgromadzenia, 
pospolity lud, „gawiedź bez twarzy 

i indywidualności”. Kiedy sytuacja się uspokaja, poszczególni klienci 
jakby znikają po kątach sklepu, krzyki cichną – przestrzeń pod 
sufitem wypełnia się barwnymi ptakami z dawnej hodowli Ojca. 
Wzruszony mężczyzna podziwia fantastyczne ptasie pióra. Nagle 
tłum zaczyna rzucać w ptaki kamieniami. Zwierzęta padają martwe na 
podłogę 

background image

. Zrozpaczony Ojciec przygląda się im z bliska i znajduje obrzydliwe, 
odrażające, chorobliwie zniekształcone twory albo tylko części 
różnych ciał. Widzi „tandetną anatomię”, „wiechcie piór wypchane 
starym ścierwem”, ale też zwyczajne przedmioty: pawie pióra, 
wachlarze, „w które niepojętym sposobem tchnięto jakiśOjciec wraca 
smutny do domu. Jest już świt. Rozczochrana Adela robi kawę w 
młynku. Kot myje się w słońcu.