background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

NIE ZAWSZE TAK

background image

 

W serii 

SPOTKANIA Z MISTRZEM  

ukazały się m.in. 

 

NACHMAN Z BRACŁAWIA  

PUSTE KRZESŁO 

 

EMANUEL SWEDENBORG  
DZIENNIK SNÓW 1743-1744 

 

RABINDRANATH TAGORE  

GITANJALI 

 

JIDDU KRISHNAMURTI  

ROZMOWY Z SAMYM SOBĄ  

TY JESTEŚ ŚWIATEM 

 

SWAMI WIWEKANANDA  

KARMAJOGA 

 

DALAJLAMA  

MOC WSPÓŁCZUCIA 

 

JAN PAWEŁ II  

SIŁA WIARY I UMYSŁU 

 

PARAMHANSA YOGANANDA  

ISTOTA SAMOURZECZYWISTNIENIA 

 

RUDOLF STElNER  

DROGA DO WTAJEMNICZENIA 

 

OSHO  

TAJEMNICE ŻYCIA 

background image

 

 

Shunryu Suzuki 

 

 

 

 

 

NI E ZAWSZE TAK 

 

PRAKTYKOWANIE  

PRAWDZIWEGO DUCHA ZEN 

 
 
 

Zredagował  

Edward Espe Brown 

 
 

Przełożyła  

Marta Motak 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

DOM WYDAWNICZY REBIS POZNAŃ 2003

background image

Tytuł oryginału Not Always So 

Copyright © 2002 by San Francisco Zen Center All rights reserved 

Copyright © for the Polish edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2003 

Redaktor serii i redaktor merytoryczny Jacek Kryg 

Redaktor Agnieszka Horzowska 

Opracowanie graficzne Cezary Ostrowski NOWY SWING PRODUCTIONS 

Fotografia na okładce Copyright © 1969 by Rowena Pattee Kryder 

Wydanie I 

ISBN 83-7301-373-3 

background image

 

 

WPROWADZENIE 

 

ZAWSZE Z TOBĄ 

 

Shunryu  Suzuki  Roshi  zmarł  4  grudnia  1971  roku.  1  grudnia  jego  studenci  w 
Tassajara  Zen  Mountain  Center  rozpoczęli  sesshin,  intensywną  tygodniową 
medytację,  podczas  gdy  w  San  Francisco,  gdzie  przebywał  Roshi,  sesshin  rozpoczął 
się o piątej rano 4 grudnia. Kiedy studenci usadowili się w zendo (sala do medytacji), 
by  rozpocząć  pierwszą  część  zazen  (medytacja  na  siedząco),  na  górze,  w  towa-
rzystwie wybranego przez siebie następcy, Richarda Bakera Roshi, swojej żony Mitsu 
i  syna  Otohiro,  mistrz  odszedł  z  tego  świata.  Poczekał  jednak,  aż  większość 
studentów  rozpoczęła  medytację  mającą  trwać  jeszcze  przez  kilka  dni.  Taki  był 
pożegnalny dar. 
    Na uroczystości żałobnej zgromadziły się w Centrum Zen setki ludzi, a następnego 
dnia  jakieś  osiemdziesiąt  osób  pojechało  do  Colma,  aby  ostatecznie  pożegnać  się  z 
mistrzem.  Zanim  trumna  znikła  w  płomieniach,  odprawiliśmy  ceremonię. 
Ś

piewaliśmy,  podczas  gdy  każdy  po  kolei  kładł  do  trumny  czerwoną  różę.  Kiedy 

obserwowałem ludzi ofiarowujących kwiaty, uderzyło mnie, jak bardzo kochany był 
Suzuki  Roshi.  Jakiekolwiek  uczucia  towarzyszyły  tym  ludziom  -  spokój,  smutek, 
przestrach, duma czy zniechęcenie - ten gest przepełniony był miłością. Był to jeszcze 
jeden pożegnalny dar. 

    Pierwsza  książka  zawierająca  wykłady  Suzukiego,  Umysł  zen,  umysł 
początkującego,
 rozpowszechniła  wyrażenie jego autorstwa „umysł początkującego” 
jako metaforę przebudzenia, paradygmat życia. Nie przestawaj odkrywać, nie trzymaj 
się  tego,  co  już  wiesz:  „W  umyśle  początkującego  jest  wiele  możliwości,  w  umyśle 
eksperta  zaledwie  kilka”.  Trzydzieści  lat  później  Umysł  zen,  umysł  początkującego 
nadal był jednym ze światowych bestsellerów na temat buddyzmu. Teraz wydaliśmy 
jeszcze kilka wykładów Suzukiego Roshi, aby podzielić się tymi prostymi, ale jakże 
potężnymi naukami. „Ta nauka - mawiał - jest właśnie dla ciebie”. Być może w trak-
cie  tej  drogi  odczujesz  w  swoim  życiu  obecność  Suzukiego  Roshi  -  mądrego, 
serdecznego  przyjaciela,  niewidzialnego  towarzysza  w  ciemności.  Jego  słowa 
skłaniają  do  przebudzenia  w  sobie  nauczyciela,  własnej  świadomej  duchowości. 
„Jesteś zarazem buddą i zwyczajnym umysłem”. 

To,  co  najtrudniejsze  dla  każdego  nauczyciela,  a  zwłaszcza  nauczyciela  zen,  to 
nauczanie bez uczenia czegokolwiek.  „Jeśli ci coś powiem  -  mawiał  Suzuki  Roshi  - 
uczepisz się tego i ograniczysz własną zdolność odkrywania”. Jednak, jak powiedział 

background image

Katagiri  Roshi,  „Musisz  coś  powiedzieć”,  ponieważ  jeśli  nauczyciel  milczy, 
uczniowie chodzą bez celu, trwając w swoich nawykach. Mistrza kusi więc, aby być 
błyskotliwym  i  udzielać  odpowiedzi,  jednak  może  to  być  tylko  „rozdrapywaniem 
rany na zdrowym ciele”. Wówczas uczniowie zamiast polegać na sobie samych, coraz 
bardziej  zwracają  się  ku  nauczycielowi,  a  ten  zastanawia  się,  dlaczego  go  tak  po-
trzebują  i  dlaczego  tak  wolno  znajdują  odpowiedzi.  Jednakże  w  obecności  tych 
nauczycieli, którzy nie dają nam nic, do czego można by się przywiązać, dochodzimy 
do  przebudzenia.  Co  zrobimy?  Nazywane  to  jest  „wolnością”  lub  „wyzwoleniem”  - 
jesteśmy wtedy zupełnie sami i całkowicie ze wszystkim połączeni. 
    Całkiem możliwe, że zmagania Suzukiego Roshi z językiem angielskim wzmocniły 
jego  naukę.  Czy  na  przykład  naprawdę  chciał  powiedzieć  rzeczy  takimi,  jaka  jest? 
Czy  był  to  błąd  językowy,  czy  nauka?  To,  że  wyrażenie  pojawia  się  w  tej  książce 
kilkanaście razy, wskazuje, że była to nauka. O co zatem w niej chodziło? Im bardziej 
staramy się ją uchwycić, tym bardziej się wymyka. Jednak jako zwolennicy, studenci, 
towarzysze  w  poszukiwaniach  często  usiłujemy  sprawdzić,  czy  ją  „mamy”.  Czy 
umiemy  ją  wyrazić?  Opowiedzieć?  Jakie  to  słowa  zwrócą  nasze  życie  w  kierunku 
zrozumienia? Pozwolą nam przynosić korzyści innym? 
    Czy  oświecenie  nam  pomoże?  Suzuki  Roshi  odrzuca  dążenie  do  jakichś 
szczególnych  doświadczeń,  które  na  zawsze  odmienią  nasze  życie,  jako  „błąd”, 
„praktykę  turystyczną”.  Jednak  nie  rezygnuje  z  oświecenia.  Mówi,  że  powinniśmy 
„zapomnieć o tej chwili i wzrastać ku następnej”. „Oświecenie jest tam, gdzie ty”. A 
jak mamy go doświadczyć? 
    Sprawą,  o  której  Roshi  stale  mówi,  jest  „praktyka  shikantaza”.  W  wolnym 
tłumaczeniu  znaczy  to  „po  prostu  siedzieć”,  a  może  być  również  oddane  jako 
„nietłumienie i nieuleganie myśleniu”. Ale Suzuki wyraża to na różne sposoby: „Żyj 
w  każdej  chwili”  lub  „Wydychaj  całkowicie”.  Jest  to  jeden  z  tych  zwrotów,  które 
można wyjaśniać w nieskończoność, a nigdy nie wyjaśnić, i z pewnością, jeśli kiedyś 
przestaniesz  się  zastanawiać,  czy  „to”  jest  shikantaza,  prawdopodobnie  nie  będziesz 
miał  z  nią  do  czynienia.  Z  jednej  strony  shikantaza  wskazuje  na  „to”,  nie  „tamto”. 
„Zrób  całkowity  wydech,  znikając  w  pustce.  To  jest  shikantaza”.  To  raczej  wydech 
niż  wdech,  znikanie,  a  nie  pojawianie  się.  Z  drugiej  zaś  strony,  podkreśla  nie-
rozróżnianie.  „Żyć  w  każdej  chwili”  to  „w  pełni  wyrażać  siebie,  odsłonić  się”.  Być 
może  moglibyśmy  postrzegać  tę  pełnię  jako  inną  formę  znikania,  całkowitość 
istnienia, które wszystko obejmuje. Jeden aspekt to oczyszczanie „małpiego” umysłu, 
drugi to zrozumienie siebie, uczynienie siebie „prawdziwym”. Więc jak rozpoznamy 
shikantazę i czy powinniśmy dążyć do jej osiągnięcia? „Stań na ziemi. Stań na pustce. 
Shikantaza  to  po  prostu  bycie  sobą”.  Droga  Suzukiego  Roshi  była  niezgłębiona. 
Uczył, aby do niczego się nie przywiązywać, a w swoim nauczaniu nie przywiązywał 
się do żadnej metody. Oto przykłady, które to obrazują. 
    Pewnego  dnia  Suzuki  Roshi  polecił  mi  usiąść  dokładnie  naprzeciw  niego  w  sali 
medytacyjnej, „bo kiedy zaśniesz i zacznie ci opadać głowa, natychmiast to zauważę, 

background image

wstanę i uderzę cię”. Użyłby krótkiego drewnianego kija, a ja bym się obudził. Przy-
najmniej  przez  parę  chwil  powietrze  i  mój  umysł  pozostałyby  czyste,  nieruchome  i 
spokojne, a zarazem  wibrujące i przebudzone.  Czułem  się  zaszczycony, że tak się o 
mnie troszczy, by wstać podczas własnej medytacji i uderzyć mnie. Przez jakieś trzy-
dzieści minut siedziałbym wyprostowany i czujny, zanim głowa zaczęłaby mi opadać, 
a  wtedy  już  by  był  przy  mnie.  Bęc-bęc!  Bęc-bęc!  Jako  uczeń  zen  mawiał:  „Spróbuj 
znaleźć kogoś, kto będzie z tobą szczery”. 
    Wszystkiego można się pozbyć. Zanim uderzenie dwukrotnie spada na ramiona, kij 
mistrza  przez  krótką  chwilę  spoczywa  na  prawym  ramieniu  tuż  przy  szyi,  a  my 
składamy dłonie i kłaniamy się głęboko, przechylając głowę w lewo. Potem przechy-
lamy  się  w  prawo,  aby  przyjąć  raz  spadający  na  lewe  ramię.  Same  uderzenia  są 
zupełnie  niespodziewane  i  wywołują  wstrząs,  nie  z  powodu  fizycznego  przestrachu, 
ale  dlatego,  że  nie  można  ich  przewidzieć,  więc  nie  poprzedza  ich  żadna  myśl, 
odczucie czy wrażenie. Bardziej przypomina to wykopnięcie spod ciebie podłogi niż 
przywrócenie  do  rzeczywistości.  Może  to  wytrącać  z  równowagi,  ale  też  stawia  na 
pewnym gruncie. Przez kilka chwil  możesz poczuć smak  wolności od  wszystkiego i 
przestrzeń.  „Do  niczego  się  nie  przywiązuj  -  mawiał  -  nawet  do  prawdy”.  „Kiedy 
praktykujesz tak, jakby to była twoja ostatnia chwila, będziesz wolny od wszystkiego. 
Wówczas prędzej czy później zacznie się szukanie po omacku czegoś, czego  można 
się uchwycić, na czym można skupić uwagę, z czym można coś zrobić. Pojawi się na 
nowo świat rzeczy, którymi można się zajmować i którym można dać się opętać. Jak 
wam idzie?” 
    Innym  razem,  kiedy  za  wszelką  cenę  starałem  się  siedzieć  bez  ruchu,  dłonie 
Suzukiego  Roshi  spoczęły  nieruchomo  na  moich  ramionach,  jego  dotyk  przeniknął 
mnie  na  wskroś.  Mój  oddech  uspokoił  się  i  wydłużył.  Napięcie  opadło,  a  ramiona 
zaczęły  promieniować  ciepłem  i  życiem.  Kiedyś  zapytałem  go,  co  robi,  trzymając 
ręce na moich ramionach, a on odparł: „Medytuję razem z tobą”. 
    Rzadko  się  zdarza,  aby  dotykano  nas  w  ten  sposób,  otwarcie,  z  wrażliwością  i 
szacunkiem.  Większość  dotyków  mówi:  „Idź  tam”  albo  „Chodź  tutaj”,  „Wyprostuj 
się”  albo  „Uspokój  się”.  Ten  dotyk  zaś  mówił:  „Będę  z  tobą,  gdziekolwiek  jesteś. 
Chcę cię dotykać, cokolwiek  się dzieje

. Taki  właśnie był duch jego medytacji, jego 

nauczania. „Siedź ze wszystkim, bądź jednością ze wszystkim”. Do ogromnej liczby 
ludzi przemówiła obecność Suzukiego Roshi oraz jego nauka. Każdy z nas na własny 
sposób  odpowiadał  na  jego  życzliwość,  prawość  i  szacunek,  jego  medytowanie  z 
nami. 
    Innym razem, po miesiącach zmagań z mimowolnymi ruchami podczas medytacji, 
w  końcu  postanowiłem  raczej  „pójść  za  ruchem”,  niż  próbować  powstrzymać  go 
poprzez  „uchwycenie  się  rzeczy”.  Przez  większość  medytacji  siedziałem,  kręcąc  się 
to  w  jedną,  to  w  drugą  stronę,  czując  spiralę  energii  unoszącą  się  od  podstawy 
kręgosłupa.  Po  jakichś  dziesięciu  minutach  usłyszałem  przy  uchu  głos  Suzukiego. 
„Zrób  kinhin”.  Zirytowało  mnie,  że  polecił  mi  chodzić,  podczas  gdy  pozostali 

background image

siedzieli,  więc  odpowiedziałem  szeptem:  „Co?”  „Rób  kinhin”,  powtórzył.  Wstałem 
więc  i  przez  resztę  czasu  medytowałem,  chodząc,  i  uspokoiłem  się  do  pewnego 
stopnia. 
    Później  poszedłem  porozmawiać  z  nim.  Nigdy  przedtem  nie  prosił  mnie  o 
wykonanie  kinhin podczas zazen,  myślałem  więc, że być  może  „pójście za ruchem” 
nie  było  dobre.  Powiedziałem,  że  nie  próbowałem  powstrzymywać  ruchu,  że 
postanowiłem  sprawdzić,  co  odkryję,  poddając  się  mu.  Ale  tego  ranka,  gdy 
postanowiłem  spróbować  po  raz  pierwszy,  kazał  mi  robić  kinhin.  Czy  więc  badanie 
ruchu  było  dobre,  czy  nadal  powinienem  próbować  go  powstrzymywać? 
Odpowiedział:  „To  bardzo  dobry  pomysł  zobaczyć,  co  można  odkryć  w  ruchu.  Nie 
zdawałem sobie sprawy, że to właśnie robisz. W porządku”. Poczułem wielką ulgę i 
pomyślałem: „Potrafię to zrobić. Odkryję to”. 
    Pozostawiam  więc  tobie  znalezienie  własnego  sposobu,  zbadanie  zakresu  i  głębi 
nauki Suzukiego Roshi, doświadczenia jego stanowczości i surowości, poświęcenia i 
czułości, mądrości i poczucia humoru. Co jakiś czas możemy przypomnieć sobie, że 
cokolwiek  mówimy  o  Suzukim  i  jego  nauce,  mówimy  o  sobie  samych.  Jesteśmy 
niezwykłymi  ludźmi  żyjącymi  w  niezwykłych  czasach,  każdego  dnia  mamy 
nieskończoną liczbę możliwości, aby praktykować oświecenie czy też oświecić naszą 
praktykę.  I  nie  zapominajmy  o  „najważniejszej  rzeczy”.  Tego  zwrotu  Suzuki  Roshi 
często  używał,  a  ponieważ  nigdy  nie  wiedzieliśmy,  co  nastąpi  po  nim,  przyciągał 
naszą  uwagę,  zmuszał,  żebyśmy  usiedli  i  zanotowali.  „Najważniejsza  rzecz”,  która 
teraz  przychodzi  mi  do  głowy,  „to  umieć  cieszyć  się  życiem,  nie  ogłupiając  się 
rzeczami”. 

    Niech wszystkie istoty będą szczęśliwe, zdrowe i wolne od cierpienia. 

Niech wszystkie istoty żyją w pokoju i harmonii. 

Jusan Kainei  

(Edward Espe Brown)  

Fairfax, California  

maj 2001

background image

 SHIKANTAZA 

PEŁNIA ŻYCIA W KAŻDEJ CHWILI 

Kiedy nie mamy żadnych oczekiwań,  

możemy być sobą. 

Oto nasz sposób,  

aby żyć pełnią życia w każdej chwili.

background image

SPOKÓJ UMYSŁU 

Spokój  umysłu  zaczyna  się  tam,  gdzie  kończy  się  wydech,  jeśli  więc  robisz 
łagodny  wydech,  nie  starając  się  wydychać,  osiągasz  absolutnie  doskonały 
spokój umysłu. 

Shikantaza,  nasz  zazen,  to  po  prostu  bycie  sobą.  Kiedy  nie  mamy  żadnych 
oczekiwań,  możemy  być  sobą.  Oto  nasz  sposób,  aby  żyć  pełnią  życia  w  każdej 
chwili. Ta praktyka nie ma końca. 
    Mówimy „każda chwila”, jednak w praktyce „chwila” to za długo, ponieważ w tej 
„chwili” twój umysł już podąża za oddechem. Mówimy więc: „Nawet w pstryknięciu 
palcami  zawierają  się  miliony  chwil”.  W  ten  sposób  możemy  podkreślić  poczucie 
istnienia w każdej drobinie czasu. Wówczas w twoim umyśle panuje wielka cisza. 
    Zatem  codziennie  przez  jakiś  czas  spróbuj  usiąść  bez  ruchu  w  shikantaza,  nie 
mając  szczególnych  oczekiwań,  jakby  była  to  ostatnia  chwila  twojego  życia. 
Stopniowo  odczuwaj  ten  ostatni  moment.  W  każdym  wdechu  i  wydechu  są 
niezliczone chwile. 
    Najpierw  ćwicz  łagodny  wydech,  potem  wdech.  Spokój  umysłu  zaczyna  się  tam, 
gdzie kończy się wydech, a jeśli więc robisz łagodny wydech, zarazem nie starając się 
wydychać, osiągasz absolutnie doskonały spokój umysłu. Już nie istniejesz. Od takie-
go właśnie wydechu zaczyna się naturalny wdech. Świeża krew przenika twoje ciało. 
Jesteś  całkowicie  odświeżony.  Wtedy  zacznij  wydech,  aż  doświadczysz  świeżego 
poczucia wchodzenia w pustkę. Chwila po chwili, nie starając się nic robić, praktykuj 
shikantaza. 
    Może  to  być  trudne  z  powodu  bólu,  który  czujesz,  kiedy  siedzisz  ze 
skrzyżowanymi nogami. Ale nawet kiedy bolą cię nogi, możesz praktykować. Nawet 
kiedy  twoja  praktyka  nie  jest  wystarczająco  dobra,  możesz  to  robić.  Twój  oddech 
stopniowo zaniknie. Ty sam stopniowo znikniesz, wtapiając się w pustkę. Wdychając 
bez wysiłku, w naturalny sposób powrócisz do siebie wraz z kolorem czy kształtem. 
Wydychając,  stopniowo  wtopisz  się  w  pustkę  -  pustą  białą  kartkę.  To  właśnie  jest 
shikantaza.  Ważny  jest  wydech.  Zamiast  próbować  poczuć  swój  wdech,  wtop  się  w 
pustkę wraz z wydechem. 
    Kiedy  wykonasz  to  ćwiczenie  w  ostatniej  chwili  swego  życia,  nie  będziesz  się 
niczego  obawiał.  Tak  naprawdę  już  zmierzasz  ku  pustce.  Staniesz  się  jednością  ze 
wszystkim,  kiedy  zakończysz  wydech  z  tym  poczuciem.  Jeśli  nadal  będziesz  żył, 
naturalnie znowu zrobisz wdech. „Och, nadal żyję! Na szczęście lub niestety!” Potem 
zaczniesz wydychać i wtopisz się w pustkę. Być może nie wiesz, jakie to uczucie. Ale 
jakaś część ciebie wie. Musiałeś już kiedyś przypadkiem to odczuć. 
    Kiedy  wykonujesz  tę  praktykę,  nie  wpadasz  łatwo  w  gniew.  Jeśli  jednak  bardziej 
interesuje  cię  wdech  niż  wydech,  często  towarzyszy  ci  to  uczucie.  Cały  czas 

background image

próbujesz żyć. Pewnego dnia mój przyjaciel dostał ataku serca i mógł tylko wydychać 
powietrze.  Nie  był  w  stanie  zrobić  wdechu.  Mówił,  że  było  to  straszne  uczucie. 
Gdyby  potrafił  praktykować  wydech,  tak  jak  my  to  robimy,  zmierzając  ku  pustce, 
wtedy,  jak  sądzę,  nie  czułby  się  tak  źle.  Wielką  radością  jest  dla  nas  raczej  wydech 
niż  wdech.  Mój  przyjaciel,  próbując  zrobić  wdech,  myślał,  że  już  tego  nie  potrafi. 
Wydaje mi się, że gdyby umiał zrobić łagodny i całkowity wydech, wdech pojawiłby 
się o wiele bardziej naturalnie. 
    To  bardzo  ważne,  by  zważać  na  wydech.  O  wiele  ważniejsze  jest  umrzeć,  niż 
próbować żyć. Kiedy nieustannie próbujemy żyć, mamy kłopoty. Gdybyśmy potrafili 
raczej być spokojni i umrzeć albo wtopić się w pustkę, a nie próbowali żyć i działać, 
wówczas naturalnie mielibyśmy się dobrze. Budda zatroszczyłby się o nas. Ponieważ 
utraciliśmy  łono  matki,  nie  czujemy  się  już  jak  dzieci.  Mimo  to  wtopienie  się  w 
pustkę może przypominać przebywanie w łonie matki. Poczujemy wtedy, że się o nas 
troszczy. Praktykuj shikantaza w każdej chwili. 
    W  tym  punkcie  łączy  się  wiele  religijnych  praktyk.  Kiedy  ludzie  mówią:  Namu 
Amida  Butsu.  Namu  Amida  Butsu,
  pragną  być  dziećmi  Buddy  Amida.  Dlatego 
właśnie  praktykują  powtarzanie  jego  imienia.  Ta  sama  prawda  dotyczy  naszej 
praktyki  zazen.  Skoro  wiemy,  jak  praktykować  shikantaza,  a  oni  wiedzą,  jak 
powtarzać imię Buddy Amida, nie ma żadnej różnicy. 
    Radujemy  się  więc,  jesteśmy  wolni.  Czujemy  się  wolni,  aby  wyrażać  samych 
siebie, ponieważ jesteśmy gotowi wtopić się w pustkę. Kiedy próbujemy być aktywni, 
wyjątkowi i staramy się coś osiągnąć, nie możemy wyrażać siebie. „Małe ja” zostanie 
wyrażone, ale „duże” nie wyłoni się z pustki. Z pustki wyłania się tylko „wielkie ja”. 
To jest shikantaza. To nie takie trudne, jeśli naprawdę spróbujesz.

background image

W PEŁNI WYRAŻAJ SAMEGO SIEBIE 

To  wielki  błąd  myśleć,  że  najlepszym  sposobem  wyrażania  siebie  jest  robienie 
tego, co się chce, działanie według własnych upodobań, jak ci się podoba. To nie 
jest wyrażanie siebie. Jeśli dokładnie wiesz, co robić, i robisz to, wtedy możesz w 
pełni wyrazić siebie. 

Kiedy całkowicie żyjesz w każdej chwili, bez żadnych oczekiwań, nie zdajesz sobie 
sprawy z istnienia czasu. Kiedy  wikłasz się w ideę czasu - dzisiaj, jutro, następnego 
roku - zaczyna się praktyka egoizmu. Różnorodne pragnienia zaczynają płatać figle. 
Możesz  myśleć,  jak  tu  lepiej  się  zorganizować,  albo  martwisz  się,  jaki  będzie  twój 
następny  krok.  Próbując  stać  się  kimś  innym,  marnujesz  swoją  praktykę  i  czystość. 
Kiedy  pozostajesz  wierny  swojej  pozycji  czy  stanowisku,  tam  właśnie  znajduje  się 
twoja prawdziwa istota. To bardzo ważne. 
    Bez  idei  czasu  twoja  praktyka  trwa  nieprzerwanie.  Chwila  po  chwili  stajesz  się 
sobą.  Nie  jest  to  takie  łatwe.  Możesz  nie  być  w  stanie  trwać  w  praktyce  nawet  w 
ciągu  jednej  medytacji.  Konieczny  jest  spory  wysiłek.  Wówczas  możesz  ćwiczyć 
„rozciągnięcie”  tego  uczucia  z  chwili  na  chwilę.  W  końcu  obejmie  ono  twoje 
codzienne życie. 
    Aby  rozciągnąć  swoją  praktykę,  trzeba  się  całkowicie  odsłonić,  nie  próbując  być 
kimś  innym.  Kiedy  jesteś  wobec  siebie  bardzo  uczciwy  i  wystarczająco  odważny, 
możesz  w  pełni  wyrażać  siebie.  Cokolwiek  pomyślą  ludzie,  wszystko  jest  w 
porządku.  Po  prostu  bądź  sobą,  przynajmniej  wobec  swojego  nauczyciela.  Oto 
prawdziwa praktyka, prawdziwe życie. Może to być trudne, jeśli nie ufasz swemu na-
uczycielowi,  ale  jeśli  odkryjesz,  że  jego  duch  jest  taki  sam  jak  twój,  wystarczy  ci 
odwagi, aby trwać w tej praktyce. 
    Czasami  musisz  kwestionować  opinie  swojego  nauczyciela,  ale  powinieneś 
próbować  go  zrozumieć  i  być  gotowy  zaprzestać  sporu,  kiedy  się  mylisz,  gdy 
nierozsądnie  kurczowo  trzymasz  się  jednego  punktu  widzenia  albo  szukasz 
wymówek.  To  właśnie  jest  uczciwość  wobec  samego  siebie.  Wtedy  możesz  się 
wycofać: „No dobrze, poddaję się. Przepraszam”. 
    Ty  i  twój  nauczyciel  dążycie  do  doskonałego  porozumienia.  W  przypadku 
nauczyciela  ważna  jest  gotowość  ustąpienia  uczniowi.  Kiedy  zdaje  sobie  sprawę  z 
błędu, może powiedzieć: „Masz rację. Myliłem się”. Jeśli twój nauczyciel jest do tego 
zdolny, ty również chętnie przyznasz się do błędu, nawet jeśli nie jest to łatwe. Jeśli 
będziesz trwał  w tego rodzaju praktyce, ludzie  mogą  mówić: „Oszalałeś.  Coś z tobą 
nie tak”. Ale ich opinia się nie liczy. 
    Nie  jesteśmy  jednakowi.  Każdy  jest  inny  i  ma  własne  problemy.  Na  szczęście 
wspierają  cię  ludzie,  którzy  praktykują  wraz  z  tobą.  Nie  stanowi  to  ochronnego 
parasola,  lecz  jest  swego  rodzaju  przestrzenią,  gdzie  możesz  odbywać  prawdziwą 

background image

praktykę  i  w  pełni  wyrażać  siebie.  Możesz  otworzyć  oczy,  aby  podziwiać  praktykę 
innych, i odkryjesz, że jesteś w stanie porozumiewać się bez słów. 
    Nie  krytykujemy  innych,  ale  poznajemy  ich  i  doceniamy.  Czasami  możesz  mieć 
wrażenie,  że  znasz  kogoś  aż  za  dobrze,  i  trudno  będzie  ci  go  docenić  z  powodu 
ograniczonego umysłu. Jeśli  nie przerwiecie  wspólnej praktyki, a twój umysł będzie 
na tyle otwarty, aby się odsłonić i zaakceptować innych, w naturalny sposób staniecie 
się przyjaciółmi. Znać przyjaciela to mieć wiedzę wykraczającą poza siebie, a nawet 
poza przyjaciela. 
    Możesz  powiedzieć,  że  w  czasie  zazen  nikt  nie  jest  w  stanie  zrozumieć  twojej 
praktyki, ale dla mnie to  właśnie najlepszy czas, żeby cię zrozumieć. Kiedy siedzisz 
twarzą  do  ściany,  a  ja  widzę  cię  od  tyłu,  wyjątkowo  łatwo  mi  pojąć, jaka  jest  twoja 
praktyka.  Czasami  przechadzam  się  po  sali,  żeby  móc  obserwować.  To  bardzo 
ciekawe. Kiedy tańczysz, rozmawiasz albo zachowujesz się bardzo hałaśliwie, raczej 
trudno cię zrozumieć. Ale kiedy siedzimy razem, każdy siedzi na swój sposób. 
    To  wielki  błąd  myśleć,  że  najlepszym  sposobem  wyrażania  siebie  jest  robienie 
tego, co się chce, działanie według własnych upodobań. To nie jest wyrażanie siebie. 
Jeśli dokładnie wiesz, co robić, i robisz to, wtedy możesz w pełni wyrazić siebie. 
    Dlatego  właśnie  przestrzegamy  pewnych  reguł.  Możesz  sądzić,  że  nie  jesteś  w 
stanie wyrazić siebie w ich ramach, ale kiedy praktykujemy wspólnie, silni wyrażają 
siebie z siłą, a łagodni robią to łagodnie. Kiedy podczas ceremonii podajemy sobie w 
rzędzie  karty  z  sutrami,  każdy  robi  to  na  swój  sposób.  Łatwo  zauważyć  te  różnice, 
ponieważ  robimy  to  samo.  A  ponieważ  stale  to  powtarzamy,  w  końcu  możemy 
zrozumieć drogi naszych przyjaciół. Nawet kiedy masz zamknięte oczy, wiesz: ,,O, to 
było to”. Taka jest zaleta reguł i rytuałów. 
    Bez takiej praktyki twoje relacje z ludźmi byłyby bardzo powierzchowne. Jeśli ktoś 
nosi  piękną  szatę  [Roshi  gładzi  swoją  i  śmieje  się],  myślisz,  że  musi  być  dobrym 
kapłanem. Jeśli daje ci coś pięknego, sądzisz, że jest bardzo miłą, uroczą osobą. Takie 
rozumowanie nie jest właściwe. 
    Zazwyczaj  ludzie  działają  w  sposób  powierzchowny  i  lekkomyślny.  Rządzą  nimi 
pieniądze  lub  wielki  hałas.  Nasze  oczy  i  uszy  nie  są  ani  otwarte,  ani  wystarczająco 
sprawne,  aby  widzieć  i  słyszeć.  Większość  ludzi,  którzy  odwiedzają  Centrum  Zen, 
uważa,  że  to  dziwne  miejsce.  „Nie  mówią  za  dużo.  Nawet  się  nie  śmieją.  Co  oni 
robią?”  Ci,  którzy  przywykli  do  wielkiego  hałasu,  mogą  tego  nie  dostrzec,  ale  my 
potrafimy  porozumiewać  się  bez  wielu  słów.  Może  nie  zawsze  jesteśmy 
uśmiechnięci,  ale  zdajemy  sobie  sprawę,  co  czują  inni.  Nasze  umysły  są  zawsze 
otwarte i w pełni wyrażamy siebie. 
    Potrafimy objąć naszą praktyką miejskie życie i być dobrymi przyjaciółmi. Nie jest 
to trudne, jeśli zdecydujesz się być uczciwy wobec siebie i bez żadnych oczekiwań w 
pełni  wyrażać  siebie.  Tylko  będąc  sobą  i  chcąc  zrozumieć  innych,  możemy  rozsze-
rzyć naszą praktykę na codzienne życie. 
    Nie  wiemy,  co  się  wydarzy.  Jeśli  nie  uda  ci  się  w  każdej  chwili  w  pełni  wyrażać 

background image

siebie,  możesz  tego  później  żałować.  Ponieważ  zaś  oczekujesz  tego,  co  przyniesie 
przyszłość,  przegapiasz  okazję,  a  przyjaciele  cię  nie  rozumieją.  Nie  czekaj  z 
wyrażaniem siebie.

background image

WOLNOŚĆ OD WSZYSTKIEGO 

Kiedy  potrafisz  usiąść  i  doświadczyć,  co  to  jest  shikantaza,  wówczas 
znaczenie twojego codziennego życia całkowicie się odmieni. Będziesz wolny 
od wszystkiego. 

Moja praktyka shikantaza i zazen zmieniła się jakieś dwa lata temu po tym, jak omal 
się nie utopiłem. Chciałem przejść rzekę w Tassajara. Nie umiem wprawdzie pływać, 
ale uczniowie tak bardzo cieszyli się wodą, że postanowiłem do nich dołączyć. Było 
tam  wiele  pięknych  dziewcząt,  więc  próbowałem  do  nich  podejść,  zapominając,  że 
nie  umiem  pływać,  i  mało  brakowało,  żebym  się  utopił.  Wiedziałem  jednak,  że  nie 
umrę. 
    Wiedziałem,  że  nie  utonę,  bo  było  tam  wielu  uczniów  i  z  pewnością  ktoś  by  mi 
pomógł.  Nie  przejmowałem  się  więc  zbytnio.  Jednak  czułem  się  paskudnie. 
Zachłystywałem się wodą, więc wyciągnąłem ramiona, mając nadzieję, że ktoś mnie 
złapie,  ale  nikt  mi  nie  pomógł.  Postanowiłem  opaść  na  dno  i  iść  po  nim,  ale  to  też 
okazało  się  niemożliwe.  Nie  mogłem  dotrzeć  do  dna  i  nie  mogłem  utrzymać  się  na 
powierzchni.  Widziałem  nogi  pięknych  dziewcząt,  ale  nie  mogłem  się  ich  złapać, 
byłem przerażony. 
    W  jednej  chwili  zdałem  sobie  sprawę,  że  nasza  praktyka  nigdy  nie  jest  dobra, 
dopóki  nie  potraktujemy  sprawy  poważnie.  Ponieważ  wiedziałem,  że  nie  zginę,  nie 
byłem  poważny,  a  ponieważ  nie  byłem  poważny,  przeżywałem  trudne  chwile. 
Gdybym wiedział, że umieram, nie walczyłbym dłużej. Pozostałbym w bezruchu. Ale 
ponieważ  myślałem, że  mam  jeszcze czas, nie przejmowałem  się. Od tamtego czasu 
moja praktyka zmieniła się na lepsze. Teraz jestem jej pewien i dlatego mówię ci, jak 
siedzieć w shikantaza. 
    Było  to  bardzo  ciekawe  doświadczenie.  Znajdowałem  się  wśród  pięknych 
dziewcząt, ale one nie mogły mnie uratować. Jak wiesz, umieram z powodu choroby, 
a nie wody. Kiedy będę umierał, przeróżne demony, także piękne kobiety, przyjdą do 
mnie z radością, a ja z radością je powitam. Wszystko jest z nami i kiedy nic nam nie 
przeszkadza, mamy szczęście być ze wszystkim. Zwykle trudno to poczuć, ponieważ 
zajmujemy się gromadzeniem pomysłów, oczekiwaniem poprawy w przyszłości. 
    Kiedy  nie  myślisz,  że  masz  jeszcze  czas,  w  naturalny  sposób  możesz  przyjąć 
rzeczy  takimi,  jakie  są,  i  widzieć  je  takimi,  jakie  są.  Twoja  wiedza  jest  wtedy 
doskonała.  Kiedy  potrafisz  usiąść  i  doświadczyć,  co  to  jest  shikantaza,  wówczas 
znaczenie  twojego  codziennego  życia  całkowicie  się  odmieni.  Będziesz  wolny  od 
wszystkiego.  To  najważniejsza  sprawa.  Zwykle  nie  jesteś  wolny  od  rzeczy,  które 
posiadasz  lub  widzisz,  ale  kiedy  doświadczysz  shikantaza,  uwolnisz  się  od 
wszystkiego.  Będziesz  cieszył  się  życiem,  bo  do  niczego  już  nie  będziesz 
przywiązany. 

background image

    Staniesz  się  naprawdę  szczęśliwy,  a  szczęście  to  będzie  trwałe.  Tak  właśnie 
rozumiemy brak przywiązania. Zwykle żałujesz, gdy stracisz szczęście, jakiego teraz 
doświadczasz.  „Wtedy  byłem  szczęśliwy,  ale  teraz  już  nie”.  Jednak  prawdziwe 
szczęście zawsze będzie z tobą i będzie stanowić bodziec zarówno w przeciwnościach 
losu, jak i w powodzeniu. Kiedy odniesiesz sukces, będziesz się nim cieszył, a kiedy 
poniesiesz  porażkę,  też  wszystko  będzie  w  porządku.  Możesz  wtedy  cieszyć  się 
niepowodzeniem: „O, to całkiem niezłe - nie takie straszne, jak myślałem!”  Będziesz 
też posiadał wystarczająco dużo. Nie będziesz pragnął tyle co przedtem. 
    Jeśli  napotkasz  wielką  trudność,  taką  jak  ogromna  góra  w  Nepalu,  która  wygląda 
na  niezdobytą,  będziesz  wiedział,  że  przejście  istnieje.  Nawet  studniowy  sesshin  nie 
będzie  już  trudny.  Nic  się  nie  stanie,  nawet  gdy  umrzesz.  Będziesz  więc  zawsze 
szczęśliwy,  a  nigdy  zniechęcony.  Życie,  jakie  wybierzesz,  będzie  inne.  Zanim 
odkryjesz  właściwą  praktykę,  możesz  pragnąć  czegoś  wielkiego  i  pięknego: 
najlepszego klasztoru zen w Stanach, na świecie - lepszego nawet niż w Japonii. Ale 
później rzeczy, które wybierzesz, i droga, jaką podążysz, będą inne. 
    Czasami wygłaszam całkiem poważne wykłady. Kładę nacisk na trudności, surową 
praktykę: „Nie oczekuj następnej chwili”, „Nie ruszaj się!” Przykro mi, ale muszę tak 
mówić, bo wasza praktyka wygląda na słabą, a ja chcę was wzmocnić. Tak naprawdę 
to  nic  złego,  kiedy  twoja  praktyka  nie  jest  aż  tak  dobra,  ale  jeśli  nie  jesteś  wobec 
siebie  wystarczająco  surowy,  jeśli  brakuje  ci  pewności,  zazen  nie  będzie  taki  jak 
powinien.  Nie  będzie  działać.  To,  co  pogłębia  twoją  praktykę,  to  codzienny  trud 
siedzenia. 
    W  Chinach  i  Japonii  istnieje  wiele  opowieści  o  nauczycielach,  którzy  osiągnęli 
oświecenie  w  jednej  chwili.  „Pstryk!”  [Roshi  śmieje  się  i  pstryka  palcami].  Możesz 
uważać,  że  nastąpiło  to  natychmiast,  ale  tak  naprawdę  był  to  rezultat  wielu  lat 
praktyki  i  wielu  porażek.  Mówią  o  tym  znane  słowa  Dogena  Zenji:  „Trafienie  w 
dziesiątkę  jest  rezultatem  dziewięćdziesięciu  dziewięciu  porażek”.  Ostatnia  strzała 
trafia  w  środek  tarczy,  ale  tylko  po  tym,  jak  dziewięćdziesiąt  dziewięć  chybiło  celu. 
Porażka jest więc czymś naturalnym. 
    Za  każdym  razem,  gdy  strzelasz,  rób  to  z  przekonaniem.  Będziesz  wtedy  miał 
pewność, że trafisz w dziesiątkę. „Dziewięćdziesiąt dziewięć chybionych strzałów to 
coś  naturalnego.  Będę  dalej  próbował  trafić  w  środek”.  Za  każdym  razem,  kiedy 
siadasz,  staraj  się  robić  to  jak  najlepiej.  Możesz  myśleć,  że  zazen  to  siedzenie  ze 
skrzyżowanymi  nogami  przez  czterdzieści  minut,  ale  najważniejsze  jest  włożenie  w 
to wysiłku fizycznego i duchowego. 
    Skup się na oddechu. Gdy oddech nie jest właściwy, trudno wykonać jakąkolwiek 
fizyczną pracę. Nawet kiedy szyjesz, twój oddech powinien być zgodny z działaniem. 
Kiedy  podnosisz  coś  ciężkiego,  twój  oddech  powinien  być  całkowicie 
zharmonizowany,  bo  inaczej  ci  się  nie  powiedzie.  Nie  jest  łatwo  prawidłowo 
oddychać.  Potrzeba  właściwej  postawy  i  dobrej  mudry  (rytualny  gest  dłoni), 
ponieważ  mudra  symbolizuje  twój  stan  umysłu.  Jeśli  kręgosłup  nie  jest 

background image

wyprostowany,  twój  oddech  nie  będzie  wystarczająco  głęboki.  Oczywiście  trzeba 
czasu, aby wszystkie umysłowe i fizyczne starania były skuteczne. 
    Oświecenie  nie  przyjdzie,  dopóki  twój  umysł  i  ciało  nie  znajdą  się  w  doskonałej 
harmonii.  Jeśli  nie  potrafisz  zaakceptować  swego  doświadczenia,  nie  poczujesz,  że 
uzyskałeś oświecenie. Innymi słowy, gdy twój umysł i ciało stanowią jedność, nastę-
puje  oświecenie.  A  więc  to  nie  dźwięk  kamienia  uderzającego  w  bambus  ani  barwa 
kwitnącej  śliwy  przynoszą  ludziom  oświecenie.  To  ich  praktyka.  W  codziennym 
ż

yciu cały czas pojawiają się  możliwości oświecenia. Gdy  idziesz do łazienki,  masz 

szansę  osiągnąć  oświecenie.  Gdy  gotujesz,  masz  szansę  osiągnąć  oświecenie.  Gdy 
myjesz podłogę, masz szansę osiągnąć oświecenie. 

    Zatem cokolwiek robisz, rób to, nie oczekując niczyjej pomocy. Nie niszcz swego 
wysiłku,  szukając  schronienia.  Chroń  siebie  i  wzrastaj  ku  niebu.  To  wszystko.  To 
wszystko, choć to trochę niezwykłe, prawda? Może jesteśmy szaleni. Niektórzy mogą 
tak  myśleć,  a  my  możemy  uważać,  że  to  oni  oszaleli.  Nie  ma  sprawy.  Już  niedługo 
dowiemy się, kto jest szalony.

background image

SKOK Z TRZYSTUMETROWEGO SŁUPA 

Tajemnica polega na tym, by po prostu powiedzieć ,, Tak!” i skoczyć. Wówczas 
nie  ma  problemu.  Oznacza  to  bycie  sobą,  zawsze  sobą,  bez  przywiązywania  się 
do starego ja. 

Dlaczego praktykujemy zen, skoro mamy już naturę buddy? Nad tym interesującym 
zagadnieniem Dogen Zenji pracował, zanim wyjechał do Chin i spotkał się z Tendo 
Nyojo Zenji. To trudny problem, ale przede wszystkim co to znaczy, kiedy mówimy, 
ż

e każdy ma naturę buddy? 

    Na ogół przyjmuje się, że  natura buddy jest czymś  wrodzonym i  to z jej powodu 
coś robimy. Jeśli istnieje roślina, przed jej pojawieniem się musiało istnieć nasiono. Z 
powodu  swojej  natury  niektóre  kwiaty  są  czerwone,  a  inne  żółte.  Większość  z  nas 
rozumuje  w  ten.  sposób,  ale  nie  na  tym  polegało  zrozumienie  Dogena.  Taką  naturą 
jest idea, którą mamy w umyśle. 
    Dlaczego  mielibyśmy praktykować zen,  mając już  naturę buddy? Może  myślimy, 
ż

e  natura  buddy  pojawi  się  dopiero  po  praktyce  i  wyeliminuje  różne  egoistyczne 

pragnienia. 
    Jednakże według Dogena Zenji takie rozumowanie wynika z niejasnej obserwacji 
rzeczy.  Jego  zdaniem  gdy  tylko  coś  się  pojawia,  pojawia  się  w  tym  natura  buddy. 
Natura i rzeczy same w sobie to dwie nazwy jednej rzeczywistości. Czasami mówimy 
natura buddy, czasami oświecenie lub bodhi czy Budda, lecz paradoksalnie możemy 
też mówić o „złych pragnieniach”, bo dla buddy jest to natura buddy. 
    Podobnie  niektórzy  mogą  sądzić,  że  świeccy  i  kapłani  różnią  się  zasadniczo,  ale 
naprawdę nie ma kogoś takiego jak kapłan. Każdy z was mógłby być mnichem, a ja 
mógłbym być świecką osobą. Ponieważ noszę taką, a nie inną szatę, jestem mnichem 
i  zachowuję  się  jak  mnich.  To  wszystko.  Nie  ma  takiej  wrodzonej  natury,  która 
odróżniałaby kapłanów od świeckich. 
    Jakkolwiek ją nazwiesz, będzie to kolejna  nazwa tej samej rzeczywistości. Nawet 
jeśli nazywasz ją górą czy rzeką, to tylko  kolejna nazwa.  Gdy zdajemy  sobie z tego 
sprawę, nie ogłupiają już nas słowa, takie jak „natura”, „rezultat” czy „droga buddy”. 
Widzimy rzeczy czystym umysłem. W ten sposób rozumiemy naturę buddy. 
    „Złe pragnienia” to jeszcze jedna nazwa natury buddy. Kiedy praktykujemy zazen, 
z  czego  mogą  wynikać  złe  pragnienia?  W  zazen  nie  ma  na  nie  miejsca.  Mimo  to 
możemy  wierzyć,  że  złe  pragnienia  powinny  zostać  wyeliminowane.  Dlaczego  tak 
jest?  Nie  należy  uważać,  że  złe  pragnienia  są  czymś,  co  można  odrzucić.  To  tylko 
nazwa, której używamy, nie ma zaś takiej rzeczy, którą można oddzielić czy usunąć. 
    Możesz mieć wrażenie, że cię zwodzę, ale tak nie jest. To nie jest zabawne. W tym 
momencie konieczne jest zrozumienie naszej praktyki shikantaza. 

background image

    Jest taki sławny  koan (z  Księgi Spokoju) o człowieku,  który  wspiął się  na czubek 
trzystumetrowego  słupa.  Jeśli  zostanie  na  czubku,  nie  osiągnie  oświecenia.  Jeśli 
skoczy,  może  je  uzyskać.  Tak  jak  rozumiemy  ten  koan,  tak  rozumiemy  swoją 
praktykę. 

Wierzymy,  że  należy  odrzucić  złe  pragnienia,  bo  stoimy  na  czubku  słupa.  Wtedy 
pojawia  się  problem.  Tak  naprawdę  nie  ma  czubka  słupa.  Słup  ciągnie  się  w 
nieskończoność,  więc  nie  możesz  przestać  się  wspinać.  Ale  jeśli  masz  jakieś 
doświadczenia  związane  z  oświeceniem,  możesz  myśleć,  że  dasz  radę  spocząć  na 
czubku słupa, obserwując stamtąd najróżniejsze widoki. 
    Rzeczy  nieustannie  wzrastają  albo  zmieniają  się  w  coś  innego.  Nic  nie  istnieje  w 
swojej  własnej  postaci  czy  barwie.  Kiedy  myślisz:  „Oto  szczyt”,  będziesz  miał 
problem, czy skoczyć, czy nie. Ale stamtąd nie możesz skoczyć. To nieporozumienie. 
To niemożliwe. A nawet jeśli spróbujesz zatrzymać się na czubku słupa, nie możesz 
na nim pozostać, ponieważ ciągle rośnie. 
    W  tym  cały  kłopot,  zapomnij  więc  o  zatrzymywaniu  się  na  czubku  słupa. 
Zapomnieć o czubku słupa to znaczy być dokładnie tam, gdzie jesteś teraz. Nie w ten 
czy  w  inny  sposób,  nie  w  przeszłości  czy  w  przyszłości,  ale  dokładnie  tutaj. 
Rozumiesz? To jest shikantaza. 
    Zapomnij  o  tej  chwili  i  wzrośnij  ku  następnej.  To  jedyny  sposób.  Na  przykład 
kiedy  śniadanie  jest  gotowe,  moja  żona  dzwoni  drewnianymi  dzwonkami.  Jeśli  nie 
odpowiem,  będzie  dzwonić,  aż  zacznę  czuć  złość.  Problem  jest  całkiem  prosty  - 
powodem jest brak mojej odpowiedzi. Gdybym powiedział Hai! („Tak!”), nie byłoby 
problemu.  Ponieważ  się  nie  odzywam,  nadal  mnie  przywołuje,  nie  wiedząc,  czy  ją 
usłyszałem. 
    Czasami  może  pomyśleć:  „Słyszy,  ale  nie  odpowiada”.  Kiedy  nie  odpowiadam, 
jestem  na  czubku  słupa.  Nie  zeskakuję.  Wierzę,  że  mam  tam  coś  ważnego  do 
zrobienia:  „Nie  powinnaś  mnie  wołać.  Zaczekaj”.  Albo  myślę:  „To  bardzo  ważne! 
Jestem tutaj, na czubku słupa! Nie wiesz o tym?” Wtedy będzie nadal dzwonić. W ten 
sposób stwarzamy problemy. 
    Tajemnica polega na tym, by po prostu powiedzieć „Tak!” i skoczyć. Wówczas nie 
będzie  problemu.  Oznacza  to  bycie  sobą  w  chwili  obecnej,  zawsze  sobą,  bez 
przywiązywania  się do starego ja. Zupełnie zapominasz o  sobie, a to cię odświeża i 
wzmacnia. Jesteś nowym ja i zanim stanie się ono starym, mówisz „Tak!” i idziesz do 
kuchni  na  śniadanie.  Tak  więc  cel  każdej  chwili  to  zapomnieć  o  celu  i  rozszerzyć 
swoją praktykę. 
    Jak  mówił  Dogen  Zenji:  „Studiować  buddyzm  to  studiować  siebie.  Studiować 
siebie  to  zapominać  o  sobie  w  każdej  chwili”.  Wówczas  wszystko  przychodzi  ci  z 
pomocą.  Wszystko  zapewnia  ci  oświecenie.  Kiedy  mówię  „Tak!”,  żona  zapewni  mi 
oświecenie.  ,,o,  grzeczny  z  ciebie  chłopiec!”  Ale  jeśli  uczepię  się  stwierdzenia 
„Jestem grzecznym chłopcem”, stworzę kolejny problem. 

    Tak więc w każdej chwili po prostu skupiaj się i 

naprawdę  bądź  sobą.  Co  się 

background image

dzieje  wtedy  z  naturą  buddy?  Natura  buddy  pojawia  się,  gdy  mówisz  „Tak!”  Owo 
„Tak!”  jest  naturą  buddy.  Natura  buddy,  którą,  jak  sądzisz,  już  masz,  nie  jest  nią. 
Kiedy  staniesz  się  sobą  lub  kiedy  całkowicie  o  sobie  zapomnisz  i  powiesz  „Tak!”, 
pojawi się natura buddy. 

    Natura buddy nie jest czymś, co pojawi się w przyszłości, ale czymś, co już tu jest. 
Jeśli przyswoiłeś tylko pojęcie natury buddy, niczego to nie oznacza. To namalowane 
ryżowe  ciastko  nie  jest  prawdziwe.  Jeśli  chcesz  zobaczyć  je  w  rzeczywistości, 
powinieneś  ujrzeć  je,  kiedy  się  pojawia.  Tak  więc  celem  naszej  praktyki  jest  po 
prostu  bycie  sobą.  Kiedy  stajesz  się  sobą,  zdobywasz  prawdziwe  oświecenie.  Jeśli 
próbujesz  trzymać  się  tego,  co  wcześniej  osiągnąłeś,  nie  jest  to  prawdziwe 
oświecenie. 

    Czasami będziesz się z siebie śmiał, kiedy zorientujesz się, że twoja praktyka jest 
zła. „Och, co ja wyprawiam?” Kiedy zrozumiesz, jak przebiega praktyka, będziesz się 
nią cieszył. Powstaną z tego prawdziwe współczucie albo miłość, prawdziwa zachęta 
albo odwaga, a ty będziesz bardzo dobrym człowiekiem. 
    Mówimy:  „Jedna  praktyka  obejmuje  wszystko”,  co  oznacza,  że  praktyka  ma  tyle 
cnót, ile morze fal. Kiedy praktykujesz w ten sposób, stajesz się jak kamień, drzewo 
albo ocean. Obejmujesz wszystko. Konieczna jest nieustanna praktyka, więc nie usta-
waj.  Żeby  wytrwać  w  praktyce,  potrzebny  jest  szczodry,  wielki  i  delikatny  umysł  - 
trzeba  być  elastycznym,  do  niczego  się  nie  przywiązywać.  Kiedy  tak  praktykujesz, 
nie musisz niczego się obawiać ani lekceważyć. Oto surowość Drogi. Kiedy niczego 
się nie boimy, pozostajemy niewzruszeni. 
    Prostota  to  całkowite  skupienie  na  tym,  co  robisz.  A  piękno  praktyki  polega  na 
tym,  że  można  ją  rozszerzać  w  nieskończoność.  Nie  można  powiedzieć,  że  nasza 
droga jest raczej łatwa czy też bardzo trudna. Wcale nie jest trudna. Każdy może na 
nią wejść, ale nieustawanie jest dość trudne. Nie sądzisz?

background image

ZMIANA KARMY 

Najlepiej jest poznać surowe zasady karmy i natychmiast nad nią pracować. 

Kiedy borykasz się z dużym problem, stajesz się bardzo poważny, nie rozumiejąc, że 
to  ty  sam  stwarzasz  problemy.  Kiedy  problem  jest  niewielki,  myślisz:  „To  żaden 
kłopot. Z łatwością sobie poradzę”. Możesz tak myśleć, nie wiedząc nawet, jak sobie 
z tym poradzić. 
    Pewnego  dnia  Tatsugami  Roshi  powiedział:  „Tygrys  łapie  mysz,  używając  całej 
siły”.  Tygrys  nie  lekceważy  drobnej  zwierzyny.  Tak  samo  łapie  mysz,  jak  chwyta  i 
pożera krowę. Zwykle jednak, choć masz wiele problemów, myślisz, że są niewielkie, 
więc nie uważasz za konieczne się wysilać. 
    W  taki  sposób  wiele  krajów  traktuje  swoje  międzynarodowe  problemy:  „To 
pomniejszy problem. Dopóki nie naruszamy międzynarodowych traktatów, wszystko 
jest dobrze. Dopóki nie wykorzystujemy broni atomowej, możemy walczyć”. Jednak 
ta  mała  bitwa  w  końcu  przerodzi  się  w  dużą  wojnę.  Zatem  nawet  jeśli  twoje 
codzienne problemy są niewielkie, dopóki nie wiesz, jak je rozwiązać, będziesz miał 
spore trudności. Takie jest prawo karmy. Wszystko zaczyna się od drobiazgów, ale w 
miarę zaniedbań coraz szybciej gromadzi się zła karma. 
    Ostatnio  czytałem  jakiś  wykład  Buddy  na  temat  Drogi:  „Bracia,  powściągnijcie 
swoje  pragnienia,  kiedy  przyjmujecie  pokarmy  i  napoje,  traktujcie  je  jak  lekarstwo. 
Nie  przyjmujcie  niczego  i  nie  odrzucajcie  na  podstawie  swoich  upodobań. 
Wzmacniajcie  ciało  i  unikajcie  głodu  oraz  pragnienia.  Jak  pszczoła  zbierająca  miód 
smakuje  kwiat,  ale  nie  szkodzi  jego  barwie  i  woni,  tak  wy,  bracia,  przyjmujcie  tyle 
tylko z ofiar ludzi, aby uniknąć biedy. Nie miejcie wielu wymagań, aby nie ranić ich 
dobrych serc. Mądry człowiek na przykład, oceniwszy siłę swych zwierząt, nie męczy 
ich, ładując na grzbiet zbyt wiele”. 
    „Powściągnięcie  pragnień”  to  nie  kwestia  dużo  czy  mało,  wiele  czy  kilka.  Rzecz 
polega  na  wykroczeniu  poza  pragnienia.  Mieć  niewiele  pragnień  oznacza  nie 
rozpraszać  uwagi  na  zbyt  wiele  rzeczy.  Robić  wszystko  z  jednością  umysłu,  z 
prawdziwym duchem - to znaczy mieć niewiele pragnień. 
    „Kiedy przyjmujecie pokarmy i napoje, traktujcie je jak lekarstwo”. Oznacza to, że 
mamy być skupieni, przyjmując pokarm całym ciałem i umysłem, bez dualizmu „ja” i 
„jedzenie”.  Tak  więc  raczej  „otrzymujemy

  lub 

przyjmujemy

  jedzenie,  niż 

bierzemy

  je.  Branie  jest  bardziej  dualistyczne.  Przyjmowanie  to  czynność 

doskonalsza. Możesz uważać, że branie jest lepsze niż przyjmowanie. Ale zgodnie z 
nauką  Buddy  chwytanie  lub  branie  jedzenia  świadczy  o  niepełnej  akceptacji.  Przez 
ten dualizm stworzysz karmę. Może chcesz chwycić jedzenie, bo ktoś inny ma zamiar 
je wziąć, więc musisz być szybki! Kiedy zaś otrzymujesz pokarm, po prostu go masz, 
a jeśli przyjmiesz go z wielką wdzięcznością - „Dziękuję bardzo” - będzie to tym, co 

background image

Budda uważał za prawdziwe powściągnięcie swoich pragnień. 
    „Nie  przyjmujcie  niczego  i  nie  odrzucajcie  na  podstawie  swoich  upodobań”. 
Również  tego  rodzaju  przyjęcie  czy  odrzucenie  jest  dualistyczne.  W  tej  nauce  nie 
chodzi  o  kontrolowanie  swoich  pragnień.  Jeśli  zechcesz  je  kontrolować,  nieustannie 
będziesz zmagał się z problemem, na ile ograniczyć swoje pragnienia lub jedzenie, co 
stworzy jeszcze więcej problemów. Może znajdziesz nawet jakiś dobry pretekst, aby 
zjeść więcej. Ale wtedy stracisz swoją drogę. 
    „Wzmacniajcie  ciało  i  unikajcie  głodu  oraz  pragnienia”.  Jeśli  wiesz,  jak 
praktykować  zazen,  będziesz  wiedział,  ile  jeść,  i  nie  będzie  istniało  niebez-
pieczeństwo, że zjesz za mało czy za dużo. 
    „Jak pszczoła zbierająca miód smakuje kwiat, ale nie szkodzi jego barwie i woni...” 
To bardzo znane porównanie. Kiedy spijamy miód, bo kwiat jest piękny albo ma miły 
zapach,  omija  nas  prawdziwy  smak  kwiatu.  Kiedy  troszczysz  się  o  siebie  i  o  kwiat, 
bezpośrednio poczujesz kwiat i smak miodu. Często jednak nie jesteśmy tak uważni. 
Możemy  zniszczyć  piękno  rośliny  albo  przywiązać  się  do  jakiegoś  szczególnego 
kwiatu. Jeśli przywiążemy się za bardzo, kwiat w końcu umrze. Aby kwiat dał miód, 
trzeba  mu  pomóc  zaprosić  pszczoły.  Trzeba  więc  wiedzieć,  czy  jesteśmy  jak 
pszczoły,  czy  też  nie.  Kiedy  świadomi  jesteśmy  trudności,  jakie  czasami  tworzymy, 
możemy z większą uwagą objąć naszą praktyką codzienne życie. 
    Nasze  umysły  powinny  być  bardziej  ostrożne,  bardziej  uważne  i  bardziej 
refleksyjne.  Możesz  pomyśleć,  że  nasza  droga  zawiera  zbyt  wiele  zasad,  jak 
traktować  rzeczy.  Ale  dopóki  nie  wiesz,  co  robisz,  nie  możesz  stwierdzić,  że  reguł 
jest zbyt wiele. Zwróć więc uwagę, czy stwarzasz problemy w codziennym życiu lub 
czy  gromadzisz  złą  karmę  dla  siebie  i  innych.  Powinieneś  wiedzieć  także,  dlaczego 
teraz cierpisz. Istnieje przyczyna twego cierpienia, a niemożliwe jest jego uniknięcie, 
dopóki nie zmienisz swojej karmy. 
    Kiedy śledzisz karmę i kierujesz ją w dobrą stronę, możesz uniknąć jej niszczącej 
natury.  Możesz  to  robić,  zważając  na  naturę  karmy  oraz  naturę  swoich  pragnień  i 
działań.  Jak  nauczał  Budda,  znać  przyczynę  cierpienia  to  wiedzieć,  jak  go  uniknąć. 
Jeśli  zrozumiesz,  dlaczego  cierpisz,  pojmiesz  przyczynę  i  skutek  oraz  to,  że  złe 
działania przynoszą złe rezultaty. A kiedy to zrozumiesz, unikniesz niszczącej mocy 
karmy. 
    Dopóki  mamy  koncepcję  siebie,  karma  ma  nad  czym  pracować.  Najlepiej  więc 
pozwolić działać karmie w pustej przestrzeni. Jeśli nie mamy koncepcji siebie, karma 
nie  wie,  co  robić  -  „Och,  gdzie  jest  mój  partner,  gdzie  mój  przyjaciel?”  Niektórzy 
ludzie  z  całych  sił  starają  się  odpędzić  karmę,  ale  nie  sądzę,  aby  było  to  możliwe. 
Najlepiej jest poznać ścisłe zasady karmy i od razu nad nią pracować. 
    Jeśli  wiesz,  że  coś  jest  nie  tak  z  twoim  samochodem,  natychmiast  go  zatrzymaj  i 
napraw.  Zazwyczaj jednak tak nie robimy.  „Och, to  mały  kłopot. Nadal jeździ”. My 
zaś postępujemy inaczej. Nawet jeśli pojedziemy dalej, powinniśmy zatroszczyć się o 
swój  samochód.  Jeśli  za  bardzo  go  forsujesz,  problemy  się  mnożą,  aż  w  końcu 

background image

samochód staje. Teraz może być już za późno na naprawę albo będzie wymagała ona 
dużo więcej energii. 
    Tak  więc  ważna  jest  codzienna  troska.  Wtedy  można  uniknąć  nieporozumień  i 
dowiedzieć się, co naprawdę się robi.

background image

CIESZ SIĘ ŻYCIEM 

 

Jedyna droga to cieszyć się życiem. Nawet jeśli praktykujesz zazen, w ślimaczym 
tempie  licząc  oddechy,  możesz  cieszyć  się  życiem,  czasem  nawet  bardziej  niż 
podróżując na Księżyc. Dlatego właśnie wykonujemy zazen. Nieważne, jakie jest 
twoje życie. Najważniejsze to umieć się nim cieszyć i nie dać się ogłupić rzeczom. 

Jeśli pójdziesz do biblioteki, zobaczysz wiele książek i dowiesz się, że ludzka wiedza 
jest  tak  rozległa,  że  prawie  niemożliwa  do  zgłębienia.  Teraz  ktoś  zamierza 
wylądować  na  Księżycu.  Nie  wiem,  jak  docieramy  na  Księżyc  i  co  czuje  ktoś,  gdy 
tam przybywa. Nie interesuje mnie to za bardzo. 
    Chcę  mówić  o  podróży  na  Księżyc,  ale  nie  miałem  czasu  czegoś  na  ten  temat 
przeczytać.  Możesz  więc  pomyśleć:  „To  ignorant”.  Ludzie,  których  spotykam  dziś 
czy  jutro,  mogą  rozmawiać  o  podróży  na  Księżyc,  jakby  wiedzieli  na  ten  temat 
wszystko.  Jeśli  ich  usłyszę  i  wyczuję,  że  nie  są  tym  tak  naprawdę  zainteresowani, 
prawdopodobnie nie będę miał dla nich zbyt wiele szacunku. 
    Ten,  kto  pierwszy  wyląduje  na  Księżycu,  może  być  bardzo  dumny  ze  swego 
wyczynu, ale ja nie uważam go za wielkiego bohatera. Nie wiem, co ty o tym sądzisz, 
ale ja tak właśnie myślę. Przez jakiś czas może on być ważną postacią pokazywaną w 
telewizji.  Myśląc  o  tym,  natychmiast  pojmujemy,  jak  ważna  jest  praktyka  zazen. 
Zamiast  dążyć  do  sukcesów  w  materialnym  świecie,  próbujemy  w  każdej  chwili 
głębiej doświadczać swojego życia. Taki jest cel zazen. 

    Pewnego  razu  Marian  (Derby)  pokazała  mi  piasek  i  powiedziała:  „To  bardzo 
ciekawe  kamienie”.  Piasek  wyglądał  zwyczajnie,  ale  kazała  mi  spojrzeć  na  niego 
przez  szkło  powiększające.  Wtedy  małe  kamyczki  stały  się  tak  interesujące  jak 
niezwykłe  kamienie,  które  mam  w  biurze.  Te  w  biurze  są  większe,  ale  w 
powiększeniu piasek wyglądał całkiem podobnie. 
    Jeśli  usłyszysz  -  „To  jest  kamień  z  Księżyca”  -  będziesz  go  bardzo  ciekaw.  Nie 
sądzę  jednak,  aby  istniała  wielka  różnica  pomiędzy  kamieniami  ziemskimi  a 
księżycowymi.  Myślę,  że  nawet  jeśli  polecisz  na  Marsa,  znajdziesz  tam  takie  same 
skały.  Jestem  tego  całkowicie  pewien.  Jeśli  więc  chcesz  znaleźć  coś  interesującego, 
zamiast  skakać  po  wszechświecie,  w  każdej  chwili  ciesz  się  życiem,  obserwuj,  co 
teraz posiadasz, i naprawdę żyj tam, gdzie jesteś. 
    Wczoraj  odwiedziłem  wyspę  należącą  do  Parku  Narodowego,  gdzie  żyje  wiele 
zwierząt,  ptaków  i  ryb.  To  bardzo  interesujące  miejsce.  Jeśli  mieszkasz  w  takim 

                     

1)  Wykład ten został wygłoszony 20 lipca 1969 roku, w dniu lądowania statku Apollo 
II na Księżycu. 

 

background image

miejscu  i  naprawdę  zaczniesz  widzieć  tamtejsze  rzeczy,  rośliny  i  zwierzęta,  może 
zechcesz tam zostać na całe życie. To takie ciekawe miejsce. Ale my, ludzkie istoty, 
skaczemy dokoła, nie dostrzegając wielu interesujących rzeczy. Możemy nawet pod-
różować na Księżyc lub jeszcze dalej. To głupota. Jeśli zostaniesz w jednym miejscu, 
możesz całkowicie cieszyć się życiem. Takie życie jest bardziej ludzkie. 

    Nie jestem całkiem pewien, czy lecąc na Księżyc, podążamy w najlepszym dla nas 
kierunku.  Nie  wiem,  co  robimy.  Kiedy  odkryjemy  ducha  zazen,  znajdziemy  sposób 
ż

ycia jako ludzkie istoty. Innymi słowy, nie damy się ogłupić rzeczom ani żadnej idei. 

Dogen Zenji początkowo odmawiał przyjęcia od cesarza honorowej fioletowej szaty. 
Gdy odmówił po raz drugi, cesarz powiedział: „Musisz ją przyjąć”. W końcu więc tak 
zrobił, ale jej nie nosił i napisał do cesarza: „Bardzo doceniam tę fioletową szatę, ale 
nie śmiem jej nosić, bo gdybym ją  włożył, ptaki  małpy  na tej górze śmiałyby  się ze 
mnie”. 
    Czasami  podczas  medytacji  liczymy  oddechy.  Możesz  sądzić,  że  to  głupie  liczyć 
oddechy  od  jednego  do  dziesięciu,  mylić  się  i  zaczynać  od  nowa.  Nie  popełniłbyś 
błędu, gdybyś  użył komputera. Jednak duch tej praktyki jest bardzo ważny. Podczas 
liczenia  odkrywamy,  że  nasze  życie  ma  niezmierzoną  głębię.  Gdybyśmy  liczyli 
oddechy  w  zwyczajny  sposób,  tak  jak  mierzymy  odległość  z  Ziemi  do  Księżyca, 
nasza praktyka nie miałaby znaczenia. 
    Liczyć  oddechy  to  znaczy  oddychać  całym  umysłem  i  ciałem.  Odliczamy  każdy 
oddech  z  mocą  całego  wszechświata.  Tak  więc  kiedy  naprawdę  doświadczysz 
liczenia  oddechów,  poczujesz  głęboką  wdzięczność,  większą,  niż  czułbyś  po 
przybyciu na  Księżyc. Nie będziesz już zainteresowany czymś tylko dlatego, że jest 
to uznawane za wspaniałe, ani też nie będziesz czegoś lekceważył dlatego, że uważa 
się to za błahe. 
    Mimo  to  możesz  być  bardzo  ciekaw  zdobywania  nowych  doświadczeń,  podobnie 
jak dziecko. Dziecko w taki sam naturalny sposób interesuje się wszystkim. Kiedy mu 
się  przyjrzysz,  zobaczysz,  że  zawsze  cieszy  się  życiem.  My,  dorośli,  tkwimy  w  pu-
łapce  wyrobionych  osądów.  Nie  jesteśmy  całkowicie  wolni  od  świata  przedmiotów, 
ponieważ nie stanowimy z nim jedności. 
    Rzeczy  ulegają  zmianie.  Dla  zwykłego  człowieka  to  bardzo  zniechęcające.  Nie 
można na niczym polegać. Nie można niczego posiadać. Możesz zobaczyć coś, czego 
nie chcesz  widzieć. Spotkać  kogoś,  kogo  nie lubisz.  Gdy  zechcesz coś zrobić,  może 
się  to  okazać  niemożliwe.  Będziesz  więc  zniechęcony  biegiem  wydarzeń.  Jako 
buddysta  zmieniasz  podstawę  swojego  życia.  To,  że  „rzeczy  się  zmieniają”,  jest 
powodem  twojego  cierpienia  i  zniechęcenia  w  tym  świecie.  Kiedy  zmienisz  swoje 
rozumienie  sposób  życia,  wtedy  będziesz  mógł  bez  przeszkód  cieszyć  się  nowym 
ż

yciem w każdej chwili. Ulotność rzeczy to powód, dla którego cieszysz się życiem. 

Jeśli  będziesz  praktykował  w  ten  sposób,  twoje  życie  stanie  się  bardziej  stabilne  i 
będzie miało sens. 
    Chodzi więc o to, aby zmienić swoje rozumienie życia i odpowiednio praktykować. 

background image

Lądowanie  na  Księżycu  może  być  wielkim  historycznym  wydarzeniem,  ale  nie 
zmieniajmy z  tego powodu swojego rozumienia życia. Nie  ma to dla nas  większego 
znaczenia ani sensu. Potrzeba nam głębszego pojmowania życia. 
    Mówimy: to jest droga Rinzai albo droga Soto, praktyka hinajany albo  mahajany, 
buddyzm albo chrześcijaństwo. Ale jeśli praktykujesz którąś z tych dróg tak, jakbyś 
skakał to tu, to tam po wszechświecie, niewiele ci to da. Gdy zaś właściwie pojmujesz 
swoją  praktykę,  będziesz  cieszył  się  podróżą  niezależnie  od  tego,  czy  podróżujesz 
pociągiem, samolotem czy  statkiem. Jeśli postanowisz do Japonii popłynąć,  może ci 
to  zająć  dziesięć  dni,  a  gdy  polecisz  samolotem,  będziesz  tam  w  dziesięć  godzin. 
Jednak  jeśli  celem  jest  radość  z  podróży,  czas  nie  ma  znaczenia.  Mimo  że 
podróżujesz samolotem, nie będziesz żył tysiąc lat. Żyjesz najwyżej sto. I nie możesz 
powtórzyć  swego  życia.  Nie  możesz  go  więc  porównać  z  jakimkolwiek  innym 
ż

yciem. 

    Jedyna droga to cieszyć się życiem. Nawet jeśli praktykujesz zazen, w ślimaczym 
tempie  licząc  oddechy,  możesz  cieszyć  się  życiem,  czasem  nawet  bardziej  niż 
podróżując  na  Księżyc.  Dlatego  właśnie  wykonujemy  zazen.  Nieważne,  jakie  jest 
twoje życie. Najważniejsze to umieć się nim cieszyć i nie dać się ogłupić rzeczom. 

 
 
 
 

background image

C H O D Ź  JAK SŁOŃ 

Zamiast  pędzić  przed  siebie,  my  chodzimy  powoli,  jak  krowa  albo  słoń.  Jeśli 
potrafisz wolno chodzić, nie dążąc do celu, jesteś dobrym uczniem zen. 

Wszystkie nauki płyną z praktykowania zazen, za pomocą którego przekazywany jest 
nam  umysł  buddy.  Siedzenie  oznacza  otwieranie  przekazanego  nam  umysłu,  z 
którego  pochodzą  wszystkie  doświadczane  przez  nas  skarby.  Aby  zrozumieć  nasz 
prawdziwy lub przekazany umysł, praktykujemy zazen. 
    Wielu  ludzi  poszukuje  jakiegoś  specjalnego  miejsca  i  doświadcza  pewnego 
zamieszania.  Dogen  Zenji  mówił:  „Po

 

co  porzucać  własne  miejsce  i  błąkać  się  po 

zakurzonych  królestwach  obcych  krain?”  Kiedy  zwiedzamy,  skupiamy  się  na 
szybkich osiągnięciach. Nasza droga zaś to posuwanie się krok po kroku i docenianie 
codziennego życia. Wtedy możemy zobaczyć to, co robimy, tam, gdzie jesteśmy. 
    Ludzie  często  myślą,  że  najlepiej  byłoby  uczyć  się  zen  w  Japonii,  ale  to  raczej 
trudne.  „Dlaczego  nie  zostaniesz  w  Centrum  Zen?”  -  pytam  ich.  Jeśli  pojedziesz  do 
Japonii,  zachęcisz  Japończyków  głównie  do  stawiania  coraz  to  nowych  budynków. 
Być  może  bardzo  się  ucieszą  na  twój  widok,  ale  to  strata  czasu  i  pieniędzy,  a  ty 
zniechęcisz  się,  bo  nie  będziesz  mógł  znaleźć  dobrego  mistrza  zen.  A  nawet  jeśli 
znajdziesz nauczyciela, trudno ci będzie go zrozumieć i uczyć się od niego. 

    Możemy  tutaj  wykonywać  prawdziwą  praktykę  zazen,  obserwując  siebie  i 
postępując krok po kroku. Praktykujemy raczej jak krowa niż jak koń. Zamiast pędzić 
przed  siebie,  chodzimy  powoli,  jak  krowa  albo  słoń.  Jeśli  potrafisz  wolno  chodzić, 
nie dążąc do celu, jesteś dobrym uczniem zen. 
    W Chinach pod koniec panowania dynastii Sung  wielu  mistrzów zen,  wychodząc 
naprzeciw życzeniom swoich uczniów, zachęcało ich do osiągania natychmiastowego 
oświecenia  za  pomocą  różnych  psychologicznych  metod.  Może  się  mylę,  czuję  jed-
nak,  że  ten  rodzaj  praktyki  przypomina  trochę  sztuczkę.  Tacy  mistrzowie  zen  na 
pewno  świetnie  rozumieliby  się  z  psychologami,  którzy  próbują  wytłumaczyć 
doświadczenie  oświecenia.  Ale  pierwotnie  zen  był  zupełnie  różny  od  tego  rodzaju 
praktyki. 
    Dogen  Zenji  mocno  to  podkreślał,  odwołując  się  do  opowieści  o  pierwszym 
przodku  w  Chinach,  Bodhidharmie,  i  drugim,  Taiso  Eka.  Bodhidharma  powiedział 
Ece: Jeśli chcesz do nas dołączyć, musisz odciąć się od zewnętrznych przedmiotów i 
powstrzymać swoje emocje oraz myślenie. Kiedy staniesz się jak cegła lub kamienny 
mur, wejdziesz na Drogę”. 
    Dla  Eki  była  to  bardzo  trudna  praktyka,  sami  też  z  pewnością  tego 
doświadczyliście, ale bardzo się starał, aż  w końcu uznał, że pojął, co Bodhidharma 
miał  na  myśli.  Wówczas  Eka  powiedział  Bodhidharmie,  że  w  jego  praktyce  nie  ma 
przerwy, nie ma szczeliny, że nigdy jej nie zaprzestaje. „Kim zatem jesteś?” - zapytał 

background image

Bodhidharma. „Kto nieustannie wykonuje praktykę?” „Ponieważ znam siebie bardzo 
dobrze, trudno mi powiedzieć, kim jestem”, odparł 

Eka.  A  wtedy  Bodhidharma  powiedział:  „Zgadza  się.  Jesteś  moim  uczniem”. 
Rozumiecie? 
    Nie  praktykujemy  zazen,  aby  osiągnąć  oświecenie,  ale  raczej  po  to,  by  wyrazić 
naszą  prawdziwą  naturę.  Nawet  myślenie  jest  wyrazem  twojej  prawdziwej  natury, 
kiedy praktykujesz zazen. Myślenie przypomina kogoś mówiącego za domem lub po 
drugiej stronie ulicy. Możesz zastanawiać się, o czym mówi, ale to nie jest jakaś tam 
osoba.  To  nasza  prawdziwa  natura.  Prawdziwa  natura  w  naszym  wnętrzu  zawsze 
mówi o buddyzmie. cokolwiek robimy, wyraża to naturę buddy. 
    Kiedy  Eka,  drugi  protoplasta  zen,  doszedł  do  tego  punktu,  powiedział 
Bodhidharmie,  że  rozumie.  „Kamienny  mur  jest  naturą  buddy.  Wszystko  stanowi 
przejaw  natury  buddy”.  Kiedyś  myślałem,  że  po  osiągnięciu  oświecenia  będę 
wiedział,  kto  mówi  „za  domem”,  ale  nie  ma  żadnej  konkretnej  osoby,  która 
wyjaśniałaby naukę. Wszystko, co widzimy i  słyszymy, jest  wyrazem  natury buddy. 
Natura buddy to nasza wrodzona prawdziwa natura, właściwa każdemu z nas, każdej 
istocie. 
    W ten sposób zdajemy sobie sprawę, że nasza prawdziwa natura nieustannie działa. 
Eka  mówił  więc, że praktyka jest nieprzerwana, bo to praktyka buddy, która nie  ma 
początku ani końca. A więc kto wykonuje taką praktykę? Może to być Eka, ale jego 
praktyka  jest  stała  i  trwa  wiecznie.  Zaczyna  się  w  przeszłości  i  będzie  trwała  w 
nieskończoność. Trudno więc powiedzieć, kto praktykuje naszą drogę. 
    Kiedy praktykujemy zen, robimy to ze wszystkimi poprzednikami. Powinno to być 
dla  ciebie  jasne.  Nie  możesz  marnować  czasu,  nawet  jeśli  twój  zazen  nie  jest  zbyt 
dobry.  Być  może  jeszcze  nie  rozumiesz,  czym  jest,  ale  pewnego  dnia  ktoś  przyjmie 
twoją  praktykę.  Praktykuj  więc  i  nie  błąkaj  się  bez  celu,  angażując  się  w 
„turystyczny” zazen. Wtedy masz szansę dołączyć do naszej praktyki. Zły czy dobry - 
to nie ma znaczenia. Jeśli będziesz siedział, mając takie zrozumienie i przekonanie o 
swojej  naturze  buddy,  prędzej  czy  później  znajdziesz  się  pośród  wielkich  mistrzów 
zen. 
    Ważne  jest  więc  praktykowanie  bez  dążenia  do  szybkich  osiągnięć,  do  sławy  czy 
korzyści. Nie praktykujemy zazen dla dobra innych ani dla samych siebie. Po prostu 
wykonuj zazen dla samej praktyki. Po prostu siedź.

background image

LI STY Z PUSTKI 

Wszystkie opisy rzeczywistości  

są ograniczonym wyrażeniem świata pustki.  

A jednak przywiązujemy się do nich 

i uważamy je za rzeczywiste. 

To błąd.

background image

 

LISTY Z PUSTKI 

Choć  nie  istnieje  możliwość  pisemnego  komunikowania  się  ze  światem  pustki, 
mamy pewne wskazówki czy sugestie na temat tego, co się dzieje w tym świecie, i 
można to nazwać oświeceniem. Kiedy widzisz kwitnącą śliwę lub słyszysz odgłos 
kamyków uderzających o bambus, to właśnie jest list ze świata pustki. 

Shikantaza  oznacza  praktykowanie  lub  urzeczywistnianie  pustki.  Chociaż  dzięki 
myśleniu  możesz  mieć  pewne  zrozumienie  pustki,  powinieneś  ją  pojąć  poprzez 
doświadczenie.  Masz  koncepcję  pustki  oraz  koncepcję  istnienia  i  myślisz,  że 
stanowią  one  przeciwieństwa.  Ale  w  buddyzmie  obie  odnoszą  się  do  istnienia. 
Pustka, o której mówimy, może nie być tą, 
o  której  myślisz.  Nie  możesz  osiągnąć  pełnego  zrozumienia  pustki  za  pomocą 
myślącego umysłu czy uczuć. Dlatego właśnie praktykujemy zazen. 
    Mamy  takie  określenie,  shosoku,  które  opisuje  uczucia,  jakich  doświadczasz, 
otrzymując list z domu. Nawet jeśli nie widzisz domu, wiesz coś o nim, co robią jego 
mieszkańcy albo które  kwiaty kwitną. To jest shosoku. Choć nie istnieje  możliwość 
pisemnego  komunikowania  się  ze  światem  pustki,  mamy  pewne  wskazówki  czy 
sugestie na temat tego, co się dzieje w tym świecie, i można to nazwać oświeceniem. 
Kiedy widzisz kwitnącą śliwę lub słyszysz odgłos kamyków uderzających o bambus, 
to właśnie jest list ze świata pustki. 
    Poza światem, który potrafimy opisać, istnieje jeszcze inny świat. Wszystkie opisy 
rzeczywistości są ograniczonym wyrażeniem świata pustki. A jednak przywiązujemy 
się  do  nich  i  uważamy  je  za  rzeczywiste.  To  błąd,  bo  to,  co  opisane,  nie  jest 
prawdziwą rzeczywistością, a kiedy  tak  sądzisz,  włącza  się twoja  własna  koncepcja. 
To jest koncepcja siebie. 
    Wielu  buddystów  popełniło  ten  błąd.  Dlatego  właśnie  byli  przywiązani  do 
zapisanych  słów  Buddy.  Uważali,  że  jego  słowa  były  najcenniejszą  rzeczą  i  że  aby 
zachować  naukę  Buddy,  trzeba  pamiętać,  co  mówił.  Ale  to,  co  mówił  Budda,  było 
tylko listem ze świata pustki, tylko sugestią lub pomocą z jego strony. Jeśli przeczyta 
je  ktoś  inny,  mogą  nie  mieć  sensu.  Taka  jest  natura  słów  Buddy.  Aby  zrozumieć 
słowa  Buddy,  nie  możemy  polegać  na  naszym  zwykłym  myślącym  umyśle.  Jeśli 
chcesz przeczytać list ze świata Buddy, musisz ten świat rozumieć. 
    „Wylać” wodę z kubka nie znaczy wypić ją. „Wylać” to znaczy mieć bezpośrednie, 
czyste  doświadczenie  bez  polegania  na  kształcie  czy  kolorze  istoty.  Więc  nasze 
doświadczenie  to  „wylewanie”  z  góry  powziętych  opinii,  naszego  pojęcia  bycia, 
pojęcia  dużego  czy  małego,  okrągłego  czy  kwadratowego.  Określenia  okrągłe  czy 
kwadratowe, duże czy małe nie należą do rzeczywistości tylko do prostych pojęć. To 
właśnie znaczy „wylewać”. Nie mamy pojęcia wody, nawet jeśli ją widzimy. 

background image

    Kiedy  analizujemy  swoje  doświadczenie,  odnosimy  się  do  pojęć  czasu  i 
przestrzeni,  dużego  i  małego,  ciężkiego  i  lekkiego.  Konieczna  jest  jakaś  skala,  a  za 
pomocą różnych skal naszego umysłu doświadczamy rzeczy. Mimo to rzecz jako taka 
nie ma skali. To coś, co dodajemy do rzeczywistości. Ponieważ zawsze posługujemy 
się  skalą  i  tak  bardzo  jesteśmy  od  niej  zależni,  uważamy,  że  ona  naprawdę  istnieje. 
Ale  to  nieprawda.  Gdyby  istniała,  zawierałaby  się  w  rzeczach.  Używając  skali, 
możesz analizować rzeczywistość w różnych formach, dużych i małych, ale gdy tylko 
przyporządkujemy czemuś określenie, jest to już martwe doświadczenie. 
    „Wylewamy”  z  naszego  doświadczenia  pojęcie  dużego  czy  małego,  dobrego  czy 
złego,  ponieważ  używana  przez  nas  miara  oparta  jest  na  naszym  ja.  Zatem  kiedy 
mówisz dobry czy zły, sam stanowisz skalę. Skala nie zawsze jest taka sama. Każdy 
ma inną. Nie twierdzę więc, że skala zawsze jest czymś złym, ale kiedy analizujemy 
czy  też  mamy  koncepcję  czegoś,  mamy  skłonność  do  posługiwania  się  własną, 
samolubną skalą. Ta samolubna część powinna zostać „wylana”. Pozbywamy się jej, 
praktykując  zen  i  bardziej  się  starając  przyjmować  rzeczy  takimi,  jaka  jest,  bez 
pojęcia dużego czy małego, dobrego czy złego. 
    Artyści  czy  pisarze,  aby  wyrazić  swoje  bezpośrednie  doświadczenie,  malują  lub 
piszą.  Ale  jeśli  ich  doświadczenie  jest  bardzo  mocne  i  czyste,  mogą  próbować  je 
opisać,  mówiąc:  „Och,  to  moje”.  To  wszystko.  Lubię  tworzyć  wokół  domu 
miniaturowe ogrody, ale gdy idę nad strumień i widzę  wszystkie te cudowne skały i 
płynącą  wodę,  poddaję  się:  „Nie,  nigdy  nie  powinienem  się  zabierać  do  tworzenia 
skalnego ogrodu. Lepiej oczyścić rzekę Tassajara, zbierając śmieci i martwe gałęzie”. 

    W samej naturze leży piękno, które znajduje się poza pięknem. Gdy  widzisz jego 
część, możesz pomyśleć, że ten kamień powinien zostać przesunięty tam, a inny tutaj, 
a  wtedy  powstanie  ogród.  Ponieważ  ograniczasz  rzeczywistość,  używając  skali 
swojego  małego  ja,  istnieje  albo  dobry,  albo  zły  ogród,  a  ty  chcesz  poprzestawiać 
niektóre  kamienie.  Jeśli  zaś  postrzegasz  bardziej  otwartym  umysłem  rzecz  samą  w 
sobie, taką, jaka jest, nie ma potrzeby robić czegokolwiek. 
    Rzecz  sama  w  sobie  jest  pustką,  ale  ponieważ  dodajesz  do  niej  coś,  psujesz 
rzeczywistość. Kiedy więc nie psujemy rzeczy, to je „wylewamy”. Kiedy siedzisz w 
shikantaza, niech nie przeszkadzają ci dźwięki, niech nie działa twój myślący umysł. 
Nie  polegaj  na  żadnym  narządzie  zmysłu  czy  też  myślącym  umyśle  i  po  prostu 
przyjmij list ze świata pustki. To jest shikantaza. 
    Opróżnić nie znaczy zaprzeczyć. Zazwyczaj kiedy czemuś przeczymy, chcemy to 
zastąpić czymś innym. Kiedy zaprzeczam temu niebieskiemu kubkowi, znaczy to, że 
chcę  tamten  biały.  Kiedy  sprzeciwiasz  się  lub  zaprzeczasz  czyjejś  opinii,  narzucasz 
mu własne zdanie. Tak zazwyczaj robimy. Ale nasz sposób jest inny. Pozbywając się 
dodanych  elementów  naszych  skoncentrowanych  na  sobie  koncepcji,  oczyszczamy 
swoje postrzeganie rzeczy. Kiedy widzimy i przyjmujemy rzeczy takimi, jakie są, nie 
mamy  potrzeby  zastępować  ich  innymi.  To  właśnie  rozumiemy  pod  pojęciem 
„wylewania” rzeczy. 

background image

    Kiedy  to  robimy,  pozwalając  rzeczom  być  takimi,  jaka  jest,  one  działają. 
Pierwotnie rzeczy są ze sobą połączone i stanowią jedność, a więc rozprzestrzeniają 
się  jako  jedna  istota.  Aby  pozwalać  się  jej  rozpowszechniać,  opróżniamy  rzeczy. 
Kiedy  przyjmujemy  taką  postawę,  wtedy  bez  żadnej  idei  religii  mamy  religię.  Gdy 
zaś w naszej religijnej praktyce brakuje takiej postawy,  w naturalny sposób staje się 
ona  podobna  do  opium.  Aby  oczyścić  swoje  doświadczenie  i  postrzegać  rzeczy 
takimi, jaka jest,
 trzeba zrozumieć świat pustki i to, dlaczego Budda zostawił nam tak 
trudne zadanie. 

    W  praktyce  shikantaza  niczego  nie  szukamy,  ponieważ  z  szukaniem  łączy  się 
koncepcja  siebie.  Zatem  próbujemy  osiągnąć  więcej  niż  tę  koncepcję.  To  właśnie 
robicie,  podejmując  wysiłek,  ale  nasz  wysiłek  skierowany  jest  na  wyzbycie  się 
skupionego  na  sobie  działania.  W  ten  właśnie  sposób  oczyszczamy  swoje 
doświadczenie. 
    Na  przykład:  czytasz,  a  twój  współmałżonek  pyta:  „Napijesz  się  herbaty?”  „Och, 
jestem zajęty  - odpowiadasz.  - Nie przeszkadzaj mi”. Myślę, że kiedy czytasz  w ten 
sposób, powinieneś być ostrożny. Powinieneś być gotowy powiedzieć: „Tak, z przy-
jemnością. Proszę, przynieś mi herbaty”. Przestajesz czytać i pijesz herbatę. A potem 
wracasz do książki. 
    W  przeciwnym  razie  swoją  postawą  dajesz  do  zrozumienia:  „Jestem  teraz  bardzo 
zajęty!”  Nie  jest  to  dobre,  ponieważ  w  tym  czasie  twój  umysł  tak  naprawdę  nie 
funkcjonuje  w  pełni.  Część  twego  umysłu  ciężko  pracuje,  ale  inna  może  już  nie. 
Możesz  utracić  równowagę  działania.  Jeśli  na  przykład  kaligrafujesz,  a  twój  umysł 
nie  jest  w  stanie  pustki,  twoja  praca  powie  ci:  „Nie  jestem  w  stanie  pustki”.  Zatem 
powinieneś przestać. 
    Jeśli  jesteś  uczniem  zen,  powinieneś  się  wstydzić  takiej  kaligrafii.  Kaligrafia  to 
praktyka  zen.  A  więc  jeśli  kaligrafujesz,  a  ktoś  zaproponuje:  „Napij  się  herbaty”,  ty 
zaś  odpowiesz:  „Nie,  teraz  kaligrafuję!”,  twoja  praca  powie  ci:  „Nie,  nie!”  Nie 
możesz oszukać siebie. 
    Chcę,  żebyś  zrozumiał,  co  robimy  w  Centrum  Zen.  Czasami  dobrze  praktykować 
zazen jako rodzaj ćwiczenia czy treningu, aby wzmocnić swoją praktykę czy też aby 
oddech  stał  się  spokojny  i  naturalny.  Być  może  jest  to  część  praktyki,  ale  kiedy 
mówimy  shikantaza,  nie  to  mamy  na  myśli.  Praktyka  shikantaza  działa,  gdy 
otrzymujemy list ze świata pustki. 

background image

BRĄZOWY RYŻ WYSTARCZY 

Jak ci się podoba zazen? Myślę, że lepiej byłoby zapytać, jak ci smakuje brązowy 
ryż. Zazen to zbyt rozległy temat. Brązowy ryż wystarczy. Tak naprawdę nie ma 
wielkiej różnicy. 

Jak  ci  się  podoba  zazen?  Myślę,  że  lepiej  byłoby  zapytać,  jak  ci  smakuje  brązowy 
ryż.  Zazen  to  zbyt  rozległy  temat.  Brązowy  ryż  wystarczy.  Tak  naprawdę  nie  ma 
wielkiej  różnicy.  Kiedy  jesz  brązowy  ryż,  musisz  go  przeżuć,  bo  inaczej  trudno  go 
przełknąć.  Kiedy  dobrze  przeżujesz,  twoje  usta  stają  się  częścią  kuchni,  a  brązowy 
ryż jest coraz smaczniejszy. Kiedy jemy biały ryż, nie przeżuwamy wiele i jest to tak 
przyjemne, że ryż po prostu spływa nam do gardła. 
    Co  się  stanie  z  jedzeniem,  kiedy  je  całkowicie  strawimy?  Zostanie  poddane 
przemianie, zmieni swój chemiczny skład i przeniknie całe nasze ciało. Podczas tego 
procesu  jedzenie  umiera  we  wnętrzu  naszego  ciała.  Czymś  naturalnym  jest  dla  nas 
jedzenie i trawienie, skoro nieustannie się zmieniamy. Ten fizyczny proces nazywany 
jest  „pustką”.  Nazywamy  go  tak  dlatego,  że  nie  ma  żadnej  szczególnej  postaci,  a 
raczej ma, ale nie jest ona trwała. Zmieniając się, zaopatruje nasze ciało w energię. 
    Wiemy,  że  jesteśmy  puści,  że  ziemia  także  jest  pusta.  Te  formy  nie  są  trwałe. 
Możesz  się  zastanawiać:  „Czym  jest  wszechświat?”  Wszechświat  nie  ma  granic. 
Pustka  to  nie  coś,  co  możesz  zrozumieć  dzięki  podróżom  kosmicznym.  Pustkę 
możesz pojąc, angażując się w przeżuwanie ryżu. To jest prawdziwa pustka. 
    Najważniejsze  to  ustanowić  samego  siebie  w  prawdziwym  tego  słowa  znaczeniu, 
nie zakotwiczając się w iluzji. Mimo to nie możemy żyć ani praktykować bez iluzji. 
Iluzja  jest  konieczna,  ale  nie  można  się  w  niej  osadzać.  Przypomina  drabinę.  Nie 
możesz  bez  niej  wspiąć  się  na  górę,  ale  nie  zostajesz  przecież  na  drabinie.  Kiedy 
zyskasz taką pewność, możesz uczyć się naszej drogi. Dlatego właśnie mówimy: „Nie 
uciekaj. Zostań ze mną”. Nie mam jednak na myśli: „Przywiąż się do mnie”. Chodzi 
mi o pozostawanie z sobą samym, nie z iluzją. Czasami ja też mogę być złudzeniem. 
Możesz mnie przeceniać: „To dobry nauczyciel!” To już rodzaj iluzji. Jestem twoim 
przyjacielem. Praktykuję z tobą jako przyjaciel, który 

ma wiele drabin

    Nie powinniśmy być rozczarowani złym nauczycielem ani złym uczniem. Jeśli zły 
uczeń i zły nauczyciel dążą do prawdy, może powstać coś prawdziwego. To jest nasz 
zazen. Musimy stale praktykować zazen i stale przeżuwać brązowy ryż. W końcu coś 
osiągniemy.

background image

ZEN CHODZENIA DO TOALETY 

Na szczęście lub nieszczęście, nawet jeśli ci się to nie podoba, musimy chodzić do 
toalety,  tej  cuchnącej  toalety.  Przykro  mi,  ale  myślę,  że  dopóki  żyjemy,  musimy 
chodzić do toalety. 

Jak  się  teraz  czujecie?  [śmiechy]  Nie  wiem,  jak  się  czujecie,  ale  ja  czuję  się  tak, 
jakbym przed chwilą wyszedł z toalety. Ponieważ jestem stary, często do niej chodzę. 
Nawet  kiedy  byłem  młody,  chodziłem  do  toalety  częściej  niż  inni  i  czasami 
odnosiłem  z  tego  korzyści.  Kiedy  poszedłem  do  klasztoru  Eiheiji  i  siedziałem  w 
tangarjo (czas nieustannego siedzenia przez kilka dni wymagany przy wstąpieniu do 
klasztoru), mogłem pójść do toalety bez poczucia winy, ponieważ musiałem! Byłem 
taki  szczęśliwy  z  tego  powodu.  Myślę,  że  chodzenie  do  toalety  może  być  dobrym 
sposobem postrzegania naszej praktyki. 
    Mistrz  zen  Ummon  być  może  jako  pierwszy  zauważył  związek  pomiędzy  naszą 
praktyką a toaletą. „Czym jest wasza praktyka? Czym jest Budda?” - zapytał go ktoś. 
A on odpowiedział: „Papierem toaletowym”. Właściwie powiedział: „Czymś do pod- 
tarcia  się  w  ubikacji”,  dzisiaj  jest  to  papier  toaletowy.  Tak  właśnie  powiedział.  Od 
tego czasu wielu mistrzów zen rozmyśla nad tym, praktykując z koanem: Czym jest 
papier toaletowy? Co on miał na myśli? 
    Codziennie  jemy  wiele  rzeczy,  dobrych  i  złych,  wyszukanych  i  prostych, 
smacznych  i  niesmacznych.  Potem  musimy  iść  do  toalety.  Podobnie  po  napełnieniu 
naszych umysłów praktykujemy  zazen. W przeciwnym razie nasze  myślenie stałoby 
się  w  końcu  bardzo  niezdrowe.  Konieczne  jest  oczyszczenie  umysłu,  zanim 
zaczniemy  się  uczyć.  Przypomina  to  rysowanie  na  czystej,  białej  kartce.  Jeśli  nie 
użyjesz  czystego,  białego  papieru,  nie  narysujesz  tego,  co  chcesz.  Konieczny  jest 
więc  powrót  do  naszego  pierwotnego  stanu,  gdy  nie  było  na  co  patrzeć  i  o  czym 
myśleć. Wtedy zrozumiesz, co robisz. 
    Im  więcej  praktykujesz  zazen,  tym  bardziej  będziesz  zainteresowany  codziennym 
ż

yciem.  Odkryjesz,  co  jest  konieczne,  a  co  nie,  co  poprawić,  a  co  umocnić.  Dzięki 

praktyce będziesz więc wiedział, jak zorganizować sobie życie, to znaczy jak uważnie 
obserwować  sytuację,  oczyścić  umysł  i  zacząć  od  punktu  wyjścia.  Przypomina  to 
chodzenie do toalety. 
    Nasza  kultura  oparta  jest  na  idei  pozyskiwania  lub  gromadzenia  czegoś.  Na 
przykład  nauka  jest  gromadzeniem  wiedzy.  Nie  wiem,  czy  współczesny  naukowiec 
jest  lepszy  od  naukowca  z  szesnastego  wieku.  Różnica  polega  na  tym,  że  my 
zgromadziliśmy  swoją  naukową  wiedzę.  To  jest  dobre,  a  zarazem  niebezpieczne. 
Grozi  nam  bowiem,  że  zostaniemy  pogrzebani  pod  tą  całą  zgromadzoną  wiedzą.  To 
jak  próba  przetrwania  bez  chodzenia  do  toalety.  Pływamy  w  zbiorniku 
zanieczyszczonej wody, wdychamy zanieczyszczone powietrze i rozmawiamy na ten 

background image

temat. Ledwie jesteśmy w stanie przeżyć także zanieczyszczenie naszej wiedzy. 
    Każdy  wie,  jak  pójść  do  toalety  i  nie  przywiązywać  się  do  czegoś,  co  mamy  w 
ciele.  Kiedy  zdamy  sobie  sprawę,  że  wszystko  już  mamy,  do  niczego  nie  będziemy 
przywiązani. Naprawdę mamy wszystko. Mamy to nawet bez lotów na Księżyc. Gdy 
próbujemy  wylądować  na  Księżycu,  oznacza  to,  iż  myślimy,  że  Księżyc  do  nas  nie 
należy. 
    Nasz  umysł,  jak  mówił  Budda,  pozostaje  w  jedności  ze  wszystkim.  Wszystko 
istnieje  wewnątrz  naszego  umysłu. Jeśli  w ten sposób rozumiemy rzeczy, pojmiemy 
też  nasze  działanie.  Zgłębiać  coś,  to  znaczy  doceniać.  Docenianie  zaś  oznacza 
oderwanie  od  rzeczy.  A  kiedy  jesteśmy  oderwani,  wszystko  do  nas  należy.  Nasza 
praktyka  oznacza  rozumienie  tego  wspaniałego  umysłu.  Innymi  słowy,  to  wykra-
czanie  poza  każdą  istotę,  łącznie  z  nami,  i  pozwalanie,  aby  „ja”  działało  na  swój 
sposób.  To  jest  praktyka  zazen.  Kiedy  praktykujemy  zazen,  tak  naprawdę 
wyzbywamy się przeróżnych przywiązań. 
    Bardzo boimy się śmierci. Ale kiedy jesteśmy wystarczająco dojrzali, rozumiemy, 
ż

e  śmierć  powinna  do  nas  przyjść.  Śmierć  jest  straszna,  gdy  jesteś  młody.  Kiedy 

umrę,  nie  będzie  w  tym  nic  strasznego  ani  dla  mnie,  ani  dla  was,  bo  jestem 
wystarczająco  dojrzały,  aby  odejść.  Całkiem  nieźle  rozumiem  swoje  życie. 
Rozumiem,  co  znaczy  żyć  jeden  dzień,  rok,  sześćdziesiąt  czy  sto  lat.  Zatem  kiedy 
staniesz  się  dojrzały  i  doświadczony,  kiedy  wiele  już  w  życiu  zjesz,  myślę,  że 
będziesz szczęśliwy, umierając, tak samo jak jesteś szczęśliwy, idąc do toalety. Tak to 
się właśnie dzieje. 
    Starsza  osoba,  osiemdziesięcio-  czy  dziewięćdziesięcioletnia,  nie  ma  wielu 
problemów.  Starsi  ludzie  mogą  cierpieć  fizycznie,  ale  takie  cierpienie  nie  jest  tak 
wielkie, jak sądzisz. Kiedy ludzie są młodzi, uważają śmierć za coś strasznego. Kiedy 
więc umierają, nadal tak myślą. Ale to nic strasznego. Istnieje pewna granica naszej 
zdolności  znoszenia  fizycznego  cierpienia,  jednak  zwykle  uważamy  tę  zdolność  za 
nieograniczoną.  Doświadczamy  nieograniczonych  cierpień,  ponieważ  nasze 
pragnienia są nieograniczone. Taki rodzaj pragnień, jak  mówi Budda, stwarza nasze 
problemy.  Z  nieograniczonym  pragnieniem  gromadzimy  jeden  po  drugim  nasze 
problemy, zatem nasz lęk staje się niezgłębiony. 
    Kiedy  wiemy,  jak  oczyszczać  umysł,  nie  będziemy  mieli  wielu  problemów. 
Podobnie  jak  codziennie  chodzimy  do  toalety,  tak  codziennie  praktykujemy  zazen. 
Najlepszą  praktyką  w  klasztorze  jest  sprzątanie  toalety.  Nieważne,  do  jakiego 
klasztoru wstąpisz, wszędzie znajdziesz osobę wyznaczoną do sprzątania toalety. Nie 
sprzątamy  toalety  tylko  dlatego,  że jest  brudna.  Czy  jest  czysta,  czy  nie,  sprzątamy, 
dopóki nie znika jakakolwiek idea czystości czy brudu. Kiedy tak się staje, pojawia 
się  prawdziwa  praktyka  zazen.  Objęcie  taką  praktyką  codziennego  życia  może  się 
wydawać  trudne,  ale  tak  naprawdę  jest  całkiem  proste.  To  nasze  lenistwo  sprawia 
trudności.  Dlatego  właśnie  kładziemy  nacisk  na  wytrwałość  i  kontynuację  praktyki. 
Nie powinno się jej zaprzestawać. Praktyka ma trwać, chwila po chwili. 

background image

    Niektórzy  uczniowie  wytrwale  praktykujący  zazen  mają  skłonność  do 
lekceważenia  codziennego  życia.  Gdy  ktoś  osiągnie  oświecenie,  może  powiedzieć: 
„Osiągnąłem  oświecenie  przy  wielkim  mistrzu  zen,  więc  cokolwiek  robię,  robię 
dobrze.  Jestem  całkowicie  wolny  od  dobrego  i  złego”.  Mówienie  w  taki  sposób  to 
lekceważenie  codziennego  życia.  Tacy  ludzie  nie  troszczą  się  o  swoje  życie.  Nie 
wiedzą,  jak  je  zorganizować  ani  jaki  powinni  zachować  rytm.  Znać  rytm  swojego 
ż

ycia  to  rozumieć,  co  robimy.  Konieczne  jest  przyglądanie  się  swojemu  działaniu 

czystym umysłem poprzez doświadczenie zazen. 
    Przyjechałem  do  Ameryki,  ponieważ  w  Japonii  miałem  za  dużo  problemów.  Nie 
jestem pewien, ale może właśnie dlatego przyjechałem do Ameryki. Będąc w Japonii, 
nie  praktykowałem  w  ten  sposób  zazen.  Teraz  moje  problemy  bardzo  się  różnią  od 
tych, jakie miałem w Japonii. Mimo że praktykuję z wami zazen, mój umysł jest jak 
kosz na śmieci. Jestem Japończykiem i mam tu japońskich przyjaciół, zatem mam też 
takie problemy jak większość Japończyków. Czasami zastanawiam się, co tutaj robię. 
Ale  kiedy  jest  to  dla  mnie  oczywiste,  bez  przeceniania  i  niedoceniania,  bardzo 
uczciwie i prawdziwie, m ó j   u m y s ł  nie jest zbytnio obciążony. Zwłaszcza praktyka 
zazen  była  mi  bardzo  pomocna.  Gdybym  nie  praktykował  zazen,  nie  przeżyłbym  w 
ten  sposób.  Zacząłem  praktykować  w  młodości.  Jednak  intensywniej  zacząłem 
praktykować po przyjeździe do San Francisco. 
    Może wam być ze mną trudno. Wiem, że to, co robię, stanowi dla was wyzwanie. 
Ale  spojrzenie  pod  innym  kątem  nie  jest  możliwe  bez  kontaktu  z  ludźmi 
wychowanymi  w  innej  kulturze.  Rozumienie  rzeczywistości  tylko  z  osobistego  lub 
narodowego punktu widzenia jest naszą słabością. Kiedy tak robimy, nie jesteśmy w 
stanie  rozwinąć  własnej  kultury.  Gdy  nasza  kultura  dochodzi  do  takiego  punktu, 
jedynym  sposobem  jej  uzdrowienia  jest  uczestnictwo  w  działaniach  różnych  ludzi. 
Wówczas  lepiej  zrozumiecie  samych  siebie,  tak  jak  ja  lepiej  rozumiem  siebie  i 
praktykę zazen od przyjazdu do San Francisco. 
    Kiedy lepiej zrozumiecie siebie i innych, możecie po prostu być sobą. Być dobrym 
Amerykaninem to być dobrym Japończykiem, i odwrotnie. Ponieważ przywiązujemy 
się  do  japońskiego  lub  amerykańskiego  sposobu  myślenia,  nasz  umysł  staje  się  jak 
kosz  na  śmieci.  Jeśli  to  dostrzeżesz,  zrozumiesz,  jak  ważna  jest  praktyka  zazen.  Na 
szczęście  lub  nieszczęście,  nawet  jeśli  ci  się  to  nie  podoba,  musimy  chodzić  do 
toalety,  tej  cuchnącej  toalety.  Przykro  mi,  ale  myślę,  że  dopóki  żyjemy,  musimy 
chodzić do toalety. 

    Gdybym był młodszy, zaśpiewałbym teraz japońską piosenkę ludową o toalecie.

background image

TROSKA O ZIEMIĘ 

Pustka  jest  ogrodem,  w  którym  niczego  nie  widać.  Jest  matką  wszystkiego,  z 
którego wszystko powstanie. 

Większość  z  nas  studiuje  buddyzm,  jakby  już  był  nam  dany.  Uważamy,  że 
powinniśmy  zachować  nauki  Buddy,  tak  jak  wkładamy  żywność  do  lodówki.  Aby 
studiować buddyzm, „wyjmujemy żywność z lodówki”. Zawsze tam jest. Uczniowie 
zen  powinni  jednak  interesować  się,  jak  uzyskiwać  żywność  z  pola,  z  ogrodu. 
Podkreślamy znaczenie ziemi. 
    Wszyscy  mamy  naturę  buddy,  a  nauki  wypływające  z  natury  buddy  są  do  siebie 
podobne.  Nauki  różnych  szkół  buddyzmu  zbytnio  się  nie  różnią,  jednak  odmienne 
jest  podejście  do  samej  nauki.  Kiedy  myślisz,  że  nauka  już  została  nam  dana,  w 
naturalny  sposób  skierujesz  swoje  wysiłki  na  zastosowanie  nauki  w  świecie.  Na 
przykład uczniowie therawady odnoszą naukę o dwunastu związkach przyczynowych 
(ignorancja,  wola,  nazwa  i  kształt,  sześć  zmysłów,  kontakt,  akceptacja,  miłość, 
przywiązanie, istnienie, narodziny, śmierć) do naszego życia, do sposobu, w jaki się 
narodziliśmy  i  w  jaki  umrzemy.  Mahajana  uważa,  że  pierwotnym  celem  tej  nauki 
było wyjaśnienie współzależności wszystkich istot. 
    Budda  próbował  nas  ocalić,  niszcząc  nasz  zdrowy  rozsądek.  Zazwyczaj  nie 
interesuje  nas  sama  ziemia.  Skłonni  jesteśmy  interesować  się  czymś,  co  rośnie  w 
ogrodzie,  a  nie  w  ziemi.  Ale  jeśli  pragniesz  dobrych  zbiorów,  najważniejsze  jest 
nawożenie ziemi i dobra uprawa. Ta nauka Buddy nie mówi o pożywieniu, ale o tym, 
jak ono rośnie i jak się o nie troszczyć. Budda nie był zainteresowany boskością ani 
czymś,  co  już  istnieje.  Interesowała  go  ziemia,  na  której  pojawią  się  najróżniejsze 
ogrody. Dla niego wszystko było święte. 
    Budda  nie  uważał  się  za  kogoś  wyjątkowego.  Starał  się  być  jak  większość 
zwykłych ludzi noszących szaty i żebrzących z miską. Myślał: „Mam wielu uczniów, 
ponieważ uczniowie są bardzo dobrzy, nie ja”. Budda był wielki, bo dobrze rozumiał 
ludzi.  Ponieważ  ich  rozumiał,  kochał  ich  i  radowało  go  niesienie  pomocy.  A 
ponieważ miał takiego ducha, mógł być Buddą.

background image

CODZIENNE ŻYCIE JEST JAK FILM 

Kiedy  praktykujesz,  zdajesz  sobie  sprawę,  że  twój  umysł  jest  jak  ekran.  Jeśli 
ekran  jest  wystarczająco  kolorowy,  żeby  przyciągnąć  ludzi,  nie  spełni  swojego 
zadania. Najważniejsze więc to mieć umysł, który nie jest kolorowy - mieć czysty, 
biały ekran. 

Myślę,  że  większość  z  was  ciekawi,  czym  jest  zen.  Zen  to  nasz  sposób  życia,  a 
praktyka zen przypomina nastawianie budzika. Jeśli nie nastawisz budzika, nie spełni 
on  swego  zadania.  Każdy  dzień  musi  mieć  swój  początek.  Słońce  wschodzi  i 
zachodzi  o  określonej  godzinie,  stale  się  to  powtarza.  My  robimy  tak  samo,  choć 
może  nie  odbieramy  tego  w  ten  sposób.  Jeśli  nasze  życie  nie  jest  zorganizowane, 
możemy nie zdawać sobie sprawy, jak ważna jest świadomość, gdzie je zacząć. 
    Życie  uczniów  zen  zaczyna  się  od  praktyki  zazen.  Wracamy  do  punktu  zero  i 
zaczynamy  od  zera.  Chociaż  wykonujemy  różne  czynności,  najważniejsze  jest 
rozumienie, że istnieje punkt wyjścia. W chwili gdy postanawiasz usiąść, nastawiłeś 
swój budzik. Dochodzi do punktu zero, gdy masz wystarczającą pewność, aby podjąć 
decyzję o rozpoczęciu praktyki zazen. 
    Podczas  zazen  możesz  usłyszeć  śpiew  ptaka.  Coś  pojawia  się  w  twojej  praktyce. 
Podobnie  w  naszym  codziennym  życiu  pojawi  się  wiele  rzeczy,  a  jeśli  wiesz,  skąd 
przychodzą,  nie  będą  cię  niepokoić.  Czujesz  się  zmieszany,  bo  nie  wiesz,  jak  to  się 
dzieje. Jeśli wiesz, jak pojawiają się rzeczy, wówczas będziesz gotów  w chwili, gdy 
coś  się  wydarzy.  „Och,  coś  się  pojawia”.  To  jak  obserwowanie  wschodu  słońca: 
„Och, patrz, słońce wstaje”. 
    Czasami na przykład odczuwasz gniew, ale uczucie to nie pojawia się nagle. Może 
nadchodzić bardzo powoli. Gdy czujesz narastający gniew, wtedy jest on prawdziwy. 
Ale  jeśli  wiesz,  jak  się  pojawia  -  „Gniew  powstaje  w  moim  umyśle”  -  to  nie  jest 
gniew.  Ludzie  mogą  mówić,  że  jesteś  zły,  ale  tak  nie  jest.  Jeśli  wiesz,  że  za  chwilę 
zaczniesz płakać: „Och, będę płakał

, a za parę minut - „Och, zacząłem płakać”, to nie 

jest  płacz.  Nasza  praktyka  to  akceptowanie  rzeczy,  podobnie  jak  akceptujesz  różne 
obrazy podczas siedzenia. Najważniejsze to mieć otwarty umysł i akceptować rzeczy. 
    Jeśli praktykujesz zen, aby osiągnąć oświecenie, będzie to przypominało używanie 
budzika bez nastawiania go. Będzie chodził, ale nie będzie to miało większego sensu. 
Jednak siedzenie każdego ranka o  określonej  porze  ma  sens.  Najważniejsza  jest 
ś

wiadomość,  co  robisz  w  danej  chwili.  Oznacza  to  wysiłek  stosowny  do  sytuacji,  w 

jakiej się znajdujesz. 
    Nasze  codzienne  życie  jest  jak  film  wyświetlany  na  dużym  ekranie.  Większość 
ludzi jest zainteresowana obrazami, nie zdając sobie sprawy z istnienia ekranu. Kiedy 
film  się  kończy  i  nic  już  nie  widzisz,  myślisz:  „Jutro  wieczorem  muszę  znowu 
przyjść”  [śmiech].  „Wrócę  i  zobaczę  następny’’.  Kiedy  interesuje  cię  tylko  film, 

background image

oczekujesz następnego seansu albo jesteś zniechęcony, ponieważ nie wyświetlają nic 
ciekawego. Nic zdajesz sobie sprawy z nieustannej obecności ekranu. 
    Ale  kiedy  praktykujesz,  wiesz,  że  twój  umysł  jest  jak  ekran.  Jeśli  ekran  jest 
wystarczająco  kolorowy,  żeby  przyciągnąć  ludzi,  nie  spełni  swojego  zadania. 
Najważniejsze więc to mieć umysł, który nie jest kolorowy - mieć czysty, biały ekran. 
Większość ludzi nie jest jednak zainteresowana czystym, białym ekranem. 
    Uważam, że ekscytacja filmem jest pożądana. Do pewnego stopnia możesz się nim 
cieszyć,  bo  wiesz,  że  to  film.  Nawet  jeśli  nie  masz  pojęcia  o  ekranie,  twoje 
zainteresowanie i tak wynika ze zrozumienia, że to film i że istnieje projektor czy też 
jakaś iluzja. Gdybyś nie miał pojęcia o ekranie czy projektorze, może nie zdawałbyś 
sobie sprawy, że oglądasz film. 
    Praktyka zazen jest konieczna, aby rozpoznać rodzaj ekranu, jakim dysponujesz, i 
cieszyć  się  życiem,  tak  jak  filmem  w  kinie.  Nie  boisz  się  ekranu.  Nie  żywisz  w 
stosunku  do  niego  jakichś  szczególnych  uczuć,  bo  jest  tylko  białym  ekranem.  Nie 
boisz się więc życia. Cieszysz się czymś, czego się obawiasz. Cieszysz się czymś, co 
budzi twój gniew albo skłania do płaczu, a możesz także cieszyć się samym gniewem 
i płaczem. 
    Jeśli  nie  masz  pojęcia  o  ekranie,  będziesz  obawiał  się  nawet  oświecenia:  „Co  to 
takiego? O rety!” [śmiech] Gdy ktoś osiągnie oświecenie, możesz go zapytać, czego 
doświadczył. Gdy usłyszysz o jego doświadczeniu, może powiesz:,,O, nie. To nie dla 
mnie”.  Ale  to  tylko  film,  którym  możesz  się  cieszyć.  A  jeśli  chcesz  cieszyć  się 
filmem, powinieneś wiedzieć, że stanowi połączenie światła i ekranu, a najważniejszy 
jest czysty, biały ekran. 
    Ten  biały  ekran  to  nie  coś,  co  możesz  uzyskać.  Masz  go  przez  cały  czas.  Nie 
czujesz  tego,  bo  twój  umysł  jest  zbyt  zajęty.  Raz  na  jakiś  czas  powinieneś 
powstrzymać  wszelkie  działania  i  oczyścić  ekran.  Na  tym  właśnie  polega  zazen.  To 
podstawa  naszego  codziennego  życia  i  praktyki  medytacji.  Bez  tego  twoja  praktyka 
nie  będzie  skuteczna.  Wskazówki,  jakie  otrzymujesz,  mają  ci  pomóc  w  uzyskaniu 
czystego,  białego  ekranu,  nawet  jeżeli  nigdy  nie  jest  nieskazitelnie  biały  z  powodu 
różnych przywiązań i starych plam. 
    Kiedy  praktykujemy  zazen,  nie  myśląc  o  niczym,  jesteśmy  odprężeni.  Ponieważ 
całkowite odprężenie jest trudne, gdy przyjmujemy naszą zwykłą postawę, siadamy w 
pozycji zazen. Robimy to zgodnie ze wskazówkami zgromadzonymi dzięki doświad-
czeniu wielu ludzi. Odkryli oni, że pozycja zazen jest o wiele lepsza od innych, lepsza 
niż stanie czy leżenie. Jeśli praktykujesz zazen zgodnie z tymi wskazówkami, będzie 
skuteczny.  Ale jeśli nie ufasz swojemu czystemu, białemu ekranowi, twoja praktyka 
nie przyniesie rezultatów.

background image

ODZYSKIWANIE WIELKIEGO UMYSŁU 

Kiedy praktykujemy zazen, wielki umysł tak naprawdę nie kontroluje małego, ale 
kiedy mały umysł staje się wyciszony, wielki zaczyna być prawdziwie aktywny. 

Celem  sesshin  jest  całkowite  zjednoczenie  z  naszą  praktyką.  Dla  wyrażenia  sesshin 
używamy  dwóch  chińskich  znaków.  Setsu  (który  w  połączeniu  z  shin  skraca  się  do 
ses)  znaczy  traktować  coś  tak,  jak  traktujemy  gościa  albo  jak  uczeń  traktuje 
nauczyciela.  Inne  znaczenie  setsu  to  kontrola  albo  porządkowanie  rzeczy.  Shin  zaś 
oznacza  posiadanie  właściwie  funkcjonującego  umysłu.  Powinniśmy  kontrolować 
pięć  zmysłów  i  wolę  lub  też  mały  umysł.  Kiedy  kontrolujemy  mały  umysł, 
odzyskujemy  prawdziwy,  wielki  umysł.  Kiedy  ten  pierwszy  zawładnie  działaniem 
drugiego,  stajemy  się  jak  małpy.  Zatem  „małpi”  umysł  musi  mieć  swojego  „szefa”, 
którym jest wielki umysł. 
    Jednakże  kiedy  praktykujemy  zazen,  wielki  umysł  tak  naprawdę  nie  kontroluje 
małego,  ale  kiedy  ten  staje  się  wyciszony,  wielki  zaczyna  być  aktywny.  Przez 
większość  czasu  w  naszym  codziennym  życiu  jesteśmy  zaangażowani  w  działanie 
małego  umysłu.  Dlatego  właśnie  powinniśmy  praktykować  zazen  i  całkowicie 
zaangażować się w odzyskanie wielkiego umysłu. 
    Dobrą ilustrację naszej praktyki stanowi żółw, który ma cztery nogi, głowę i ogon - 
sześć  części  ciała,  które  czasami  wystają  poza  skorupę,  a  czasami  chowają  się 
wewnątrz. Kiedy chcesz jeść albo dokądś pójść, twoje nogi są na zewnątrz, ale jeśli 
zawsze tam są, coś schwyta cię w pułapkę. W przypadku niebezpieczeństwa chowasz 
nogi,  głowę  i  ogon.  Te  sześć  części  ciała  symbolizuje  pięć  zmysłów  i  umysł.  To 
właśnie  sesshin.  Przez  cały  tydzień  nasza  głowa,  ogon  i  nogi  znajdują  się  wewnątrz 
skorupy. Pisma mówią, że nawet demony nie mogą nas pokonać, jeśli te części ciała 
pozostają wewnątrz skorupy. 
    Siedząc w zazen, nie próbujemy powstrzymać myślenia ani odciąć się od tego, co 
widzimy i słyszymy. Jeśli coś pojawia się  w  umyśle, zostaw to  w  spokoju. Jeśli coś 
słyszysz,  po  prostu  to  zaakceptuj.  „Och”  -  to  jedyna  reakcja.  Żadna  inna  aktywność 
nie  powinna  się  pojawić  podczas  zazen.  Usłyszenie  dźwięku  to  jedna  aktywność, 
druga  to  zastanawianie  się:  „Co  to  za  dźwięk  -  samochód,  śmieciarka  czy  coś  inne-
go?”  Jeśli  słyszysz  dźwięk,  po  prostu  słyszysz  go  -  to  wszystko.  Nie  zajmuj  się 
ocenami. Nie próbuj się domyślić, co to takiego. Otwórz uszy i usłysz. Otwórz oczy i 
zobacz.  Gdy  siedzisz  przez  długi  czas,  patrząc  w  ten  sam  punkt  na  ścianie,  możesz 
zobaczyć najróżniejsze obrazy: „wygląda jak rzeka” albo „wygląda jak smok”. Potem 
możesz uznać, że nie powinieneś  myśleć,  widzisz jednak różne obrazy. Zajmowanie 
się nimi może być dobrym sposobem zabicia czasu, ale to nie jest sesshin. 
    Ważne,  aby  skupić  na  czymś  uwagę,  ale  zazen  to  nie  tylko  skupiony  umysł.  To 
jeden  z  elementów  praktyki,  jednak  spokój  umysłu  nie  jest  konieczny,  nie  nasilaj 

background image

więc aktywności pięciu zmysłów. Zostaw je w spokoju. W ten sposób uwalniasz swój 
prawdziwy  umysł.  Jeśli  potrafisz  dokonać  tego  na  co  dzień,  twój  umysł  będzie 
łagodny. Nie będziesz  miał  wielu z góry  ustalonych osądów, a złe  nawyki  myślenia 
nie  będą  przeważały.  Twój  umysł  będzie  szczodry  i  wielki,  a  twoje  słowa  pomogą 
innym. 
    W  Sbobogenzo-zuimonki  Dogen  Zenji  przytacza  historię  o  bardzo  wpływowym 
człowieku,  Ichijo  Motoie.  Pewnego  dnia  Motoie  odkrył,  że  zniknął  jego  miecz,  a 
ponieważ  nikt  nie  mógł  włamać  się  do  domu,  doszedł  do  wniosku,  że  miecz  ukradł 
jeden  z jego  ludzi.  Miecz  odnaleziono  i  przyniesiono  Motoiemu,  ale  on  powiedział: 
„To  nie  mój  miecz,  oddajcie  go  więc  właścicielowi”.  Ludzie  wiedzieli,  że  miecz 
ukradł  człowiek,  który  go  przyniósł,  ale  ponieważ  Motoie  go  nie  oskarżył,  nikt  nie 
mógł  nic  powiedzieć.  Zatem  nic  się  nie  stało.  Według  Dogena  powinniśmy 
zachowywać właśnie taki spokój umysłu. 
    Jeśli nasz umysł jest szczodry i wielki, a duch praktyki mocny, nie ma powodu do 
zmartwień. Dogen kładł nacisk na skromne, proste życie. Praktykujemy, niczego nie 
oczekując.  Wielu  uczniów  pytało,  jak  można  wspierać  świątynię  czy  grupę  bez 
ż

adnego planu, a on odparł: „Zastanowimy się nad tym, gdy zaczną się trudności, ale 

na razie nie ma potrzeby o tym myśleć”. Zatem zanim coś się wydarzy, nie myślimy 
o  tym  za  wiele.  W  ten  sposób  nasz  umysł  jest  całkowicie  spokojny.  Martwisz  się 
stratą,  ponieważ  coś  posiadasz,  ale  jeśli  nic  nie  masz,  nie  ma  też  powodu  do 
zmartwień. 
    Pewnej nocy Dogen powiedział: „Nawet jeśli  myślicie,  że nauka jest  kompletna  i 
właściwa,  powinniście  zmienić  zdanie,  gdy  ktoś  wskaże  wam  lepszą  drogę”.  W  ten 
sposób w nieskończoność doskonalimy nasze rozumienie nauki. Ponieważ teraz uwa-
ż

asz ją za właściwą, przestrzegasz zasad, ale w twoim umyśle jest miejsce na zmianę 

opinii. To właśnie jest elastyczny umysł. 
    Zmiana  opinii  jest  możliwa,  bo  wiesz,  jak  „małpie”  jest twoje  myślenie.  Czasami 
słuchasz  sugestii  -,,O,  tak,  to  jest  dobre.  Jeśli  pójdziemy  w  tę  stronę,  może 
dostaniemy  jeść.  Chodźmy!”  Ale  gdy  zobaczysz  lepszą  drogę,  możesz  stwierdzić: 
„Och, może lepiej będzie iść tędy!” Jeśli trzymasz się chciwości, gniewu lub innych 
emocji,  jeśli  trzymasz  się  myślącego  umysłu,  swojego  „małpiego”  umysłu,  nie  mo-
ż

esz się zmienić. Twój umysł nie jest elastyczny. 

    Zatem  w  naszej  praktyce  polegamy  na  czymś  wielkim  i  siedzimy  w  wielkiej 
przestrzeni.  Bolą  nas  nogi  i  napotykamy  inne  trudności.  Dopóki  jednak  czujesz,  że 
znajdujesz  się  w  królestwie  natury  buddy,  możesz  siedzieć  mimo  trudności.  Kiedy 
chcesz  od  nich  uciec  albo  kiedy  próbujesz  udoskonalić  swoją  praktykę,  stwarzasz 
sobie kolejny problem. Ale jeśli istniejesz właśnie tutaj, wówczas masz okazję doce-
nić swoje otoczenie i całkowicie zaakceptować siebie, bez zmieniania czegokolwiek. 
Taka jest nasza praktyka. 
    Istnienie w wielkim umyśle jest aktem wiary odmiennym od wierzenia w jakąś ideę 
czy  istotę.  To  wiara,  że  coś  wspiera  nas  i  całe  nasze  działanie,  łącznie  z  myślącym 

background image

umysłem i uczuciami. Wszystko to wspierane jest przez coś wielkiego, co nie ma bar-
wy  ani  kształtu.  Nie  można  się  dowiedzieć  co  to  takiego,  ale  istnieje  i  nie  jest  ani 
materialne,  ani  duchowe.  Zawsze  istnieje  coś  takiego,  a  my  istniejemy  w  tej 
przestrzeni. Jest to odczucie czystej istoty. 
    Jeśli  masz  tyle  odwagi,  aby  przez  siedem  dni  oddawać  się  zazen,  odrobina 
zrozumienia  pomoże  złagodzić  twoją  sztywność  i  upór.  Znikną  prawie  wszystkie 
problemy,  które  stwarzasz  z  powodu  uporu  umysłu.  Jeśli  masz  choćby  najmniejsze 
zrozumienie  rzeczywistości,  twój  sposób  myślenia  całkowicie  się  odmieni,  a 
problemy, które stwarzasz, przestaną nimi być. Prawdą jest jednak również, że dopóki 
ż

yjemy,  będziemy  mieli  problemy.  Nie  praktykujemy  więc  zazen,  aby  osiągnąć 

oświecenie, które odmieni całą naszą istotę lub rozwiąże wszystkie problemy. Nie jest 
to właściwe rozumienie. Ludzie mogą nazywać to „zen”, ale prawdziwy zen taki nie 
jest. 
    Podczas  sesshin  koncentrujemy  się  na  doświadczeniu  prawdziwej  praktyki.  Po 
prostu siedzimy, zapominając o gromadzeniu jakichkolwiek idei. Jeśli  w pokoju jest 
za zimno, ogrzewamy go, a jeśli zaczynają nas boleć nogi, prostujemy je. A jeśli jest 
ci  trudno,  możesz  odpocząć,  ale  nie  przerywajmy  naszej  praktyki  w  ciągu  tych 
siedmiu dni. 

background image

ZWYKŁY UMYSŁ, UMYSŁ BUDDY 

Prawdziwy  budda  nie  różni  się  niczym  od  zwyczajnego  umysłu.  A  zwyczajny 
umysł  nie  różni  się  od  tego,  co  święte.  Oto  pełne  zrozumienie  samego  siebie. 
Kiedy praktykujemy zazen z takim zrozumieniem, jest to prawdziwy zazen. 

Moim celem jest wspieranie waszej praktyki. Nie musicie pamiętać moich słów. Jeśli 
będziecie  się  ich  trzymać,  będziecie  się  trzymać  wsparcia,  a  nie  drzewa.  Mocne 
drzewo może pragnąć wsparcia, ale najważniejsze jest samo drzewo, nie wsparcie. 
    Jestem  drzewem  i  każdy  z  was  jest  drzewem.  Powinniście  trzymać  się  siebie. 
Kiedy  drzewo  wspiera  się  na  sobie,  nazywamy  je  buddą.  Inaczej  mówiąc,  kiedy 
praktykujesz prawdziwy zazen, naprawdę jesteś buddą. Czasami mówimy o drzewie, 
czasami o buddzie. „Budda”, „drzewo” czy „ty” to różne nazwy stanu buddy. 
    Kiedy  siedzisz,  jesteś  niezależny  od  różnych  istnień  i  połączony  z  różnymi 
istotami. Kiedy w twojej praktyce jest absolutny spokój, obejmuje ona wszystko. Nie 
jesteś  tylko  sobą.  Jesteś  całym  światem  lub  też  całym  kosmosem  i  jesteś  buddą. 
Zanim  usiądziesz,  być  może  przywiążesz  się  do  idei,  że  jesteś  kimś  zwyczajnym. 
Więc  kiedy  siedzisz,  nie  jesteś  tą  samą  istotą,  którą  byłeś,  zanim  usiadłeś. 
Rozumiecie? 
    Możesz  powiedzieć,  że  to  niemożliwe  być  zarazem  zwyczajnym  człowiekiem  i 
ś

więtym.  Kiedy  myślisz  w  ten  sposób,  twoje  zrozumienie  jest  jednostronne.  W 

Japonii  nazywamy  kogoś,  kto  tak  wszystko  pojmuje,  tamban-kan,  to  znaczy  „ktoś, 
kto niesie na ramieniu belkę”. Ponieważ niesiesz na ramieniu wielką belę, nie widzisz 
tego,  co  jest  za  nią.  Uważasz  się  za  zwykłego  człowieka,  ale  jeśli  odłożysz  belkę, 
zrozumiesz. „Och, jestem także buddą. Jak mogę być równocześnie buddą i zwykłym 
człowiekiem? To niesamowite!” To właśnie jest oświecenie. 
    Kiedy  doświadczysz  oświecenia,  twoje  zrozumienie  pogłębi  się,  będzie 
swobodniejsze.  Nie  będzie  cię  obchodziło,  co  mówią  o  tobie  ludzie.  Zwyczajny 
umysł? W porządku, jestem zwykłym umysłem. Budda? Tak, jestem buddą. Jak mogę 
być  jednocześnie  buddą  i  zwykłym  umysłem?  Nie  wiem,  ale  naprawdę  jestem  i 
buddą, i zwykłym umysłem. 
    Stan buddy nie różni się niczym od zwyczajnego umysłu. A zwyczajny umysł nie 
różni  się  od  tego,  co  święte.  Oto  pełne  zrozumienie  samego  siebie.  Kiedy 
praktykujemy  zazen  z  takim  zrozumieniem,  jest  to  prawdziwy  zazen.  Nic  nas  nie 
niepokoi.  Cokolwiek  widzisz  i  słyszysz,  nie  przeszkadza  ci  to.  Aby  to  poczuć, 
konieczne  jest  zaznajomienie  się  z  naszą  praktyką.  Jeśli  praktykujesz,  w  naturalny 
sposób  uzyskasz  takie  zrozumienie  i  odczucie.  Nie  będzie  ono  tylko  intelektualne. 
Naprawdę to poczujesz. 
    Nawet gdyby ktoś potrafił wyjaśnić, czym jest buddyzm, to jeśli naprawdę tego nie 
czuje, nie możemy nazywać go prawdziwym buddystą. Jesteś buddystą tylko wtedy, 

background image

gdy właśnie tak się czujesz. Aby tak się stało, należy cały czas skupiać się na tej wła-
ś

nie kwestii. Wiedzie nas do tej nauki  wiele koanów i nauk. Zwykły umysł pojmuje 

rzeczy dualistycznie, ale nawet gdy wykonujemy zwykłe czynności, jest to działanie 
buddy. Umysł buddy, działanie buddy i nasze działanie są tym samym. 

    Ktoś  mógłby  powiedzieć,  że  umysł  buddy  jest  „taki  i  taki”,  zatem  zwykły  umysł 
jest „taki i taki”, ale nie ma potrzeby wyjaśniać tego w ten sposób. Kiedy coś robimy, 
nie  możemy  powiedzieć:  „Ja  coś  robię”,  ponieważ  wszyscy  jesteśmy  od  siebie 
zależni. Kiedy coś powiem, usłyszycie to. Nie mogę zrobić nic sam, tylko dla siebie. 
Jeśli  jedna  osoba  coś  robi,  wszyscy  coś  robią.  Przez  cały  czas  nasze  działanie  jest 
działaniem  buddy.  Nie  możesz  jednak  powiedzieć,  że  jest  to  jedynie  działalność 
buddy,  bo  ty  także  coś  robisz.  Możesz  więc  powiedzieć  „ja”,  ale  nie  wiemy,  czym 
jest „ja”. Próbujesz powiedzieć, kto coś robi, bo chcesz intelektualnie pojmować swo-
je działanie, ale zanim coś powiesz, obecne jest samo działanie. Osoba, którą jesteś, 
jest tutaj. 
    Nasze działanie jest zarówno zbiorowe, jak indywidualne, nie  ma zatem potrzeby 
wyjaśniać,  co  robimy.  Możemy  chcieć  to  wyjaśnić,  ale  nie  powinniśmy  odczuwać 
niepokoju, jeśli się nie uda, ponieważ nie można tego zrozumieć. Jesteś tutaj, dokład-
nie tutaj, zanim więc zrozumiesz siebie, i tak będziesz sobą. Kiedy to wyjaśnisz, nie 
będziesz  już  naprawdę  tą  osobą.  Będziesz  miał  tylko  jej  obraz.  Jednak  na  ogół 
trzymasz  się  obrazu,  który  nie  jest  tobą,  i  ignorujesz  rzeczywistość.  Jak  powiedział 
Dogen Zenji, ludzie przywiązują się do czegoś, co nie jest rzeczywiste, i zapominają 
o  tym,  co  rzeczywiste.  Tak  właśnie  robimy.  Jeśli  zdasz  sobie  z  tego  sprawę,  twój 
spokój  będzie  doskonały  i  będziesz  mógł  sobie  zaufać.  Cokolwiek  się  wtedy 
wydarzy, nie będzie ważne. Ufasz sobie i nie jest to zwykłe zaufanie lub wiara w to, 
co rzeczywiste. 
    Prawdziwa  praktyka  to  siedzenie,  bez  jakichkolwiek  obrazów  czy  dźwięków,  z 
otwartym umysłem. Jeśli to potrafisz, jesteś wolny od wszystkiego. Mimo to dobrze 
jest wtedy cieszyć się życiem, ponieważ nie cieszysz się nim jako czymś konkretnym 
i  wiecznym.  Nasze  życie  jest  chwilą,  a  każda  chwila  zawiera  w  sobie  własną 
przeszłość i przyszłość. W ten sposób nasze chwilowe i wieczne życie będzie trwało 
nieprzerwanie.  W  ten  sposób  żyjemy  na  co  dzień,  cieszymy  się  każdym  dniem  i 
jesteśmy wolni od różnych zmartwień. 

    Przez  długi  czas  byłem  chory  i  myślałem  o  tym,  leżąc  w  łóżku.  Praktykowałem 
zazen  w  łóżku.  Powinienem  się  cieszyć  tym  leżeniem.  [śmiech]  Czasami  było  to 
trudne,  ale  wtedy  śmiałem  się  z  siebie.  „Dlaczego  to  takie  trudne?  Dlaczego  nie 
cieszysz się trudnościami?” 
    Myślę, że taka właśnie jest nasza praktyka.

background image

PRAKTYKA ZEN 

Trudno opisać sposób uczenia się  

prawdziwego zen. 

Po prostu otwórz się i porzuć wszystko.  

Cokolwiek się dzieje, ucz się uważnie  

i sprawdzaj, co odkryłeś. 

Oto podstawowa zasada.

background image

 

WSPIERANY OD WEWNĄTRZ 

...Jesteśmy dobrze chronieni  od wewnątrz.  To nasz duch. Jesteśmy chronieni od 
wewnątrz  przez  czas,  nieustannie,  nie  oczekujemy  więc  żadnej  pomocy  z 
zewnątrz. 

Podczas naszych obrzędów po recytacji sutry modlimy się o opiekę. Według Dogena 
Zenji  nie  szukamy  pomocy  z  zewnątrz,  ponieważ  jesteśmy  dobrze  chronieni  od 
wewnątrz.  To  nasz  duch.  Jesteśmy  chronieni  od  wewnątrz  przez  cały  czas, 
nieustannie,  nie  oczekujemy  więc  żadnej  pomocy  z  zewnątrz.  I  naprawdę  tak  jest, 
jednak gdy recytujemy sutrę, wypowiadamy zwyczajową modlitwę. 
    W  jednej  z  modlitw  o  opiekę  mówimy:  „Niech  dwa  koła  [koło  dharmy  i  koło 
materii]  tej  świątyni  toczą  się  gładko  i  niech  nieszczęścia,  które  mogą  spaść  na  ten 
kraj i tę świątynię, jak wojna, epidemia, głód, ogień, woda i wiatr, zostaną oddalone”. 
Wprawdzie  mówimy  tak,  ale  duch  naszej  praktyki  jest  inny.  Nie  podążamy  naszą 
drogą ani nie recytujemy sutry, żeby prosić o pomoc. Nie taki jest nasz duch. Kiedy 
recytujemy  sutrę,  wywołujemy  poczucie  niedualizmu,  doskonałego  spokoju  i  silnej 
wiary w naszą praktykę. 
    Jeśli  to  odczucie  towarzyszy  nam  przez  cały  czas,  otrzymamy  wsparcie.  Jeśli 
zaangażujemy  się  w  dualistyczną,  samolubną  praktykę,  aby  wspierać  nasze  domy, 
organizację  czy  życie  osobiste,  w  naszym  siedzeniu  i  śpiewie  nie  będzie  wiele 
uczucia. Kiedy  mocno  wierzymy  w naszą drogę i niczego nie oczekujemy,  możemy 
recytować sutrę z głębokim spokojem. Taka jest naprawdę nasza praktyka. 
    Dogen  Zenji  powiedział  także,  że  nie  mamy  koncepcji  brudu  czy  czystości, 
koncepcji nieszczęścia czy katastrofy, a mimo to sprzątamy toalety. Nawet jeśli jesteś 
czysty,  kiedy  wstajesz  rano,  powinieneś  umyć  twarz  i  wypłukać  usta.  Błędem  jest 
myślenie, że czyszczenie toalety to brudna praca. Toaleta nie jest brudna. Nawet jeśli 
jej nie sprzątniesz, będzie czysta albo nawet bardziej niż czysta. Sprzątamy zatem, by 
praktykować,  nie  dlatego,  że  jest  brudno.  Jeśli  sprzątasz,  bo  jest  brudno,  nie  jest  to 
nasza metoda. 
    Wierzymy,  że  jeśli  obróci  się  koło  dharmy,  obróci  się  również  koło  materii.  Jeśli 
nikt nas nie wspiera, oznacza to, że nasze koło dharmy się nie obraca. Tak rozumiał to 
Dogen Zenji, a ja przekonałem się, że to prawda, zwłaszcza podczas wojny, kiedy nie 
miałem wiele jedzenia. 
    Większość  kapłanów  pracowała,  aby  zarobić  i  pomóc  sobie  oraz  rodzinie.  Ja 
wierzyłem,  że  jeśli  będę  wiernie  przestrzegał  zasad  buddyzmu,  ludzie  mi  pomogą. 
Gdyby nikt mi nie pomógł, znaczyłoby to, że słowa Dogena nie były prawdą. Nigdy 
więc  nikogo  o  nic  nie  poprosiłem.  Przestrzegałem  tylko  zasad  buddyzmu,  pracując 
jako nauczyciel albo urzędnik w urzędzie miejskim. 

background image

    W ogródku przy świątyni hodowałem trochę warzyw i słodkie ziemniaki. Dlatego 
znam  się  nieźle  na  uprawie.  Miałem  spory  ogród  przed  świątynią,  skopałem  więc 
ziemię, usunąłem kamienie i nawiozłem. Przyszło paru mieszkańców wioski, aby mi 
pomóc. Posadziliśmy warzywa i mieliśmy dobre zbiory. 
    Pewnego  dnia  sąsiadka  przyszła  pomóc  mi  gotować.  Kiedy  otworzyła  pudełko  z 
ryżem, okazało się, że jest puste. Miałem dość duże pudełko na ryż. Była zdumiona i 
przyniosła  mi  trochę  ryżu.  Sama  nie  miała  wiele,  więc  była  to  odrobina,  ale  potem 
zbierali ryż  sąsiedzi  i członkowie świątyni. Było ich  sporo,  więc  miałem dużo ryżu. 
Kiedy ludzie się o tym dowiedzieli, przyszli do świątyni, a ja dałem im ryż. Im więcej 
im dawałem, tym więcej sam dostawałem. 
    W  tym  czasie  wielu  ludzi  z  miasta  przybywało  do  swoich  rodzin  na  wsi  i 
wymieniało  rzeczy  na  jedzenie:  ziemniaki,  ryż  albo  dynie.  Ale  ja  nie  miałem  takich 
trudności.  Przez  większość  czasu  miałem  mnóstwo  jedzenia,  jednak  nie  czułem  się 
dobrze,  jedząc  inaczej  niż  reszta  ludzi,  próbowałem  więc  jeść  to  samo  co  oni.  W 
Tassajara  jedzenie  jest  wspaniałe,  zróżnicowane  i  zdrowe  w  porównaniu  z  tym,  co 
było  w  czasie  wojny.  Nie  narzekałem  więc.  Jeśli  surowo  przestrzegamy  naszych 
zasad, Budda na pewno nas ochroni. Będziemy ufać ludziom i Buddzie. 
    Od  czasów  wojny  japońscy  kapłani  zaczęli  nosić  zachodnie  garnitury  i  wkładali 
buddyjskie szaty tylko podczas pogrzebów i obrzędów. Nie bardzo mi się to podoba, 
zawsze więc noszę moją szatę. Kiedy jechałem do Ameryki, prawie wszyscy kapłani 
wyjeżdżający  za  granicę  nosili  dobre  garnitury  i  błyszczące  buty.  Myśleli,  że  aby 
szerzyć buddyzm,  muszą być podobni do Amerykanów.  Ale i tak  wyglądali inaczej. 
Mieli  długie  i  starannie  uczesane  włosy  zamiast  krótko  ostrzyżonych.  Mimo 
najlepszych  garniturów  i  butów  Japończyk  zawsze  pozostanie  Japończykiem.  Nie 
może  być  Amerykaninem,  który  na  pewno  zauważy  jakiś  błąd  w  sposobie  noszenia 
przez nich garniturów i butów. To jeden z powodów, dla których nie przyjechałem do 
Ameryki w garniturze. 
    Drugim  powodem  było  moje  rozczarowanie  kapłanami,  którzy  zamienili  szaty  na 
garnitury,  aby  sobie  pomóc,  podczas  gdy  Dogen  mówił,  że  jesteśmy  wspierani  od 
wewnątrz. Mówimy: „Modlimy się, aby koło dharmy i koło materii obracały się przez 
wieczność”.  Poprzez  tę  ceremonię  wyrażamy  wdzięczność  za  łaskawość  Buddy  i 
arhatów

2

.  Budda  i  arhaci  to  ludzie,  którym  pomagała  tylko  sama  praktyka.  Kiedy 

oddajemy cześć arhatom poprzez praktykę w takim samym duchu, również będziemy 
chronieni. 
    Dogen  mówił:  Jeśli  nie  praktykujemy  naszej  drogi  ze  wszystkimi  czującymi 
istotami, z całym światem, na poziomie kosmosu, nie jest to buddyjska droga”. Duch 

                     

2)  Arhat  -  święty.  Pierwszych  pięciu  mnichów,  którzy  po  wysłuchaniu  drugiego 
kazania  Buddy  osiągnęli  pełne  oświecenie,  nazwano  arhatami.  Określenie  „budda" 
oznacza  osobę,  która  osiągnęła  oświecenie  samodzielnie,  nie  po  wysłuchaniu  kogoś 
(przyp. tłum.). 

 

background image

praktyki  zazen  powinien  być  zawsze  z  nami,  zwłaszcza  kiedy  recytujemy  sutrę  albo 
odprawiamy ceremonię. Nie jest to duch dualistyczny ani samolubny, ale spokojny i 
głęboki, z mocną wiarą. 
    Kiedy  praktykujemy  w  ten  sposób,  cały  czas  stanowimy  jedno  z  całym  światem 
Buddy, gdzie nie istnieje działanie karmiczne, a nasze codzienne życie jest chronione 
przez moc, która przenika wszystko. W świecie Buddy zachodzi tylko działanie Bud-
dy. W  królestwie świata dharmy  istnieje jedynie działanie  Buddy. W ten  sposób nie 
tworzymy  żadnej  karmy.  Jesteśmy  poza  światem  karmy.  Przestrzegamy  naszych 
zasad w takim właśnie duchu i zrozumieniu.  
    Jeśli  za  bardzo  przejmujemy  się  czasem  lub  troszczymy  o  materialny  świat, 
utracimy naszą drogę. Mnich nie będzie mnichem, kiedy całkowicie zaangażuje się w 
dualistyczną  praktykę,  w  pełne  zajęć  życie  w  zapracowanym  doczesnym  świecie. 
Wówczas  nie  będzie  mnichów.  A  nawet  jeśli  będą,  nie  będą  praktykować  drogi 
mnichów. Buddysta powinien zatem być całkowicie buddystą. Kiedy naprawdę stanie 
się buddystą, będzie wspierany przez Buddę.

background image

WŁĄCZ SWOJĄ INTUICJĘ 

...Aby  odkryć  swoją  wrodzoną  naturę  i  czuć  z  głębi  serca,  konieczne  jest 
milczenie.  Poprzez  ten  rodzaj  praktyki  uzyskasz  bardziej  intuicyjne  zrozumienie 
naszej nauki. Nie rozmawiać to nie znaczy być głuchym czy niemym, ale słuchać 
swojej intuicji. 

Celem  sesshin  jest  rozwinięcie  stabilnej  praktyki.  W  czasie  sesshin  nie 
komunikujemy się za pomocą słów, po prostu samo przebywanie ze sobą jest ogrom-
nym  wsparciem.  Komunikacja  werbalna  zwykle  jest  powierzchowna,  a  kiedy 
przestaniecie  rozmawiać,  zachęci  to  was  do  głębszej  komunikacji,  wasze  umysły 
staną się bardzo subtelne. Milczenie obudzi twoją intuicję. Pięć dni spędzonych tutaj 
w ciszy ma ogromne znaczenie. Dlatego właśnie nie rozmawiamy. 
    Kiedy jesteś zajęty błahą rozmową wynikającą z chwilowych zainteresowań, twoje 
prawdziwe uczucia nie są widoczne. Zatem aby odkryć swoją wrodzoną naturę i czuć 
z głębi serca, konieczne jest milczenie. Poprzez ten rodzaj praktyki uzyskasz bardziej 
intuicyjne zrozumienie naszej nauki. Nie rozmawiać to nie znaczy być głuchym czy 
niemym, ale słuchać swojej intuicji. 
    To  samo  dotyczy  czytania.  Kiedy  stajesz  się  zainteresowany  czymś,  co  czytasz, 
twoja intuicja pozostaje uśpiona. Dlatego nie czytamy podczas sesshin. Nie oznacza 
to  zamykania  się  w  ciemności,  ale  poprzez  zaniechanie  czytania  zachęcisz  swoją 
intuicję, aby się otworzyła. 
    Nawet  jeśli  praktykujesz  z  koanem,  nie  ma  potrzeby,  by  mówić  lub  czytać. 
Milczenie albo brak gazet może doskwierać zwłaszcza początkującym. Możesz czuć 
się  bardzo  znudzony  [śmiech],  ale  powinieneś  trwać  w  praktyce.  Podczas  sesshin 
starsi  uczniowie  zajmą  się  wszystkimi  sprawami,  aby  pomóc  nowicjuszom  dobrze 
praktykować. 
    Po  prostu  usiądź  i  zobacz,  co  się  dzieje.  Spróbuj  utrzymywać  właściwą  postawę, 
zgodnie z instrukcjami, i przestrzegaj zasad. Przestrzeganie zasad pomoże ci odnaleźć 
samego siebie. Powiedzą ci one, która godzina, kiedy jeść i jak chodzić. Jeśli nie ma 
zasad  i  nikt  się  tobą  nie  zajmuje,  trudno  praktykować.  Zatem  reguły  będą  bardzo 
pomocne. To o wiele lepsze, niż nie mieć żadnych zasad i przez pięć dni siedzieć w 
kącie, nic nie robiąc. Zasady nie mają ograniczać, ale wspierać twoją praktykę. 
    Istnieją różne sposoby praktykowania: podążanie za oddechem, liczenie oddechów 
albo  praktyka  z  koanem.  Tym  razem  polecam  podążanie  za  oddechem.  Kiedy 
napotkasz  trudności,  wówczas  pomocne  będzie  liczenie  oddechów.  Wtedy  będziesz 
wiedział, co robisz. Natychmiast zauważysz, kiedy jakoś zbłądzisz. 
    Kiedy  praktykujesz  podążanie  za  oddechem,  nie  wysilaj  się  bardzo,  aby  pogłębić 
czy  spowolnić  oddech.  Gdy  będziesz  po  prostu  podążał  za  oddechem,  w  naturalny 
sposób będzie on odpowiedni do twojej praktyki, nawet jeśli go nie dostosujesz. 

background image

    Aby  wspomóc  twoją praktykę, damy ci różne  wskazówki. Nie robimy tego po to, 
aby zmusić cię do jakiejś szczególnej praktyki. Nie znaczy to, że powinieneś lub nie 
powinieneś czegoś robić. Wskazówki mogą być różne, ale praktyka zależy od ciebie. 

background image

ODNAJDŹ SAMEGO SIEBIE 

Cokolwiek  się  dzieje,  czy  uważasz  to  za  dobre,  czy  złe,  studiuj  uważnie  i 
sprawdzaj,  co  odkryjesz.  To  podstawa.  Czasami  będziesz  działał  bez 
szczególnego  powodu,  jak  dziecko  rysujące  obrazki  niezależnie  od  tego,  czy  są 
dobre, czy złe. Jeśli to dla ciebie trudne, nie jesteś naprawdę gotowy do praktyki 
zazen. 

Będziesz  miał  wiele  trudności  i  problemów  w  zazen  i  codziennym  życiu.  Kiedy 
napotkasz  jakąś  trudność,  sprawdź,  czy  jesteś  w  stanie  sam  odkryć,  dlaczego  się 
pojawiła.  Zazwyczaj  usiłujemy  jak  najszybciej  i  jak  najlepiej  rozwiązać  wszystkie 
problemy.  Zamiast  się  sobie  przyjrzeć,  pytasz  kogoś,  dlaczego  masz  problem.  W 
codziennym  życiu  taka  postawa  może  się  sprawdzać,  ale  jeśli  pragniesz  studiować 
zen, nie będzie pomocna. 
    Gdy  ktoś  coś  do  ciebie  mówi,  a  ty  uważasz,  że  rozumiesz,  chwytasz  się  tego  i 
twoja natura nie działa w pełni swoich możliwości. Kiedy zaś czegoś szukasz, twoja 
prawdziwa  natura  działa  w  pełni.  Przypomina  to  sięganie  w  ciemnościach  po 
poduszkę.  Jeśli  wiesz,  gdzie  ona  jest,  twój  umysł  nie  działa  w  pełni,  ale  w 
ograniczonym  zakresie.  Kiedy  szukasz  poduszki,  nie  wiedząc,  gdzie  się  znajduje, 
wówczas  twój  umysł  jest  otwarty  na  wszystko.  W  ten  sposób  będziesz  bardziej 
wyczulony na wszystko i zobaczysz rzeczy takimi, jaka jest. 
    Jeśli chcesz coś studiować, lepiej nie znać odpowiedzi. Ponieważ nie zadowala cię 
to,  co  słyszysz,  i  nie  możesz  polegać  na  niczym,  co  ustanowili  inni,  studiujesz 
buddyzm,  nie  wiedząc,  jak  to  robić.  W  ten  sposób  sam  odkryjesz,  co  naprawdę 
oznacza „natura buddy”, „praktyka” czy „oświecenie”. 
    Dążąc  do  wolności,  próbujesz  różnych  dróg.  Oczywiście  czasami  odkrywasz,  że 
traciłeś  czas.  Jeśli  mistrz  zen  pije  sake,  możesz  pomyśleć,  że  najlepszym  sposobem 
na  osiągnięcie  oświecenia  jest  picie  sake.  Ale  choćbyś  pił  jej  bardzo  dużo,  nie 
osiągniesz  oświecenia.  Może  to  wyglądać  na  stratę  czasu,  ale  taka  postawa  jest 
bardzo  ważna.  Jeśli  nie  zaprzestaniesz  poszukiwań,  zdobędziesz  wielką  moc 
rozumienia rzeczy. Cokolwiek będziesz robił, nie stracisz czasu. 
    Kiedy  robisz  coś  w  pewnych  zamiarach  lub  w  określonym  celu,  osiągniesz  coś 
konkretnego.  Przesłoni  to  jednak  twoją  wrodzoną  naturę.  Nieważne  więc,  co 
studiujesz, ale czy widzisz rzeczy takimi, jaka jest, i akceptujesz je takimi, jaka jest. 
    Niektórzy z was są w stanie studiować tylko wtedy, gdy coś lubią. Jeśli czegoś nie 
lubisz,  lekceważysz  to.  To  samolubna  postawa,  która  także  ogranicza  twoją  moc. 
Dobre  czy  złe,  duże  czy  małe,  uczymy  się,  aby  odnaleźć  prawdziwy  powód,  dla 
którego coś jest duże lub małe, dla którego coś jest tak dobre, a coś innego nie. Gdy 
będziesz  próbował  odkryć  tylko  dobre  rzeczy,  coś  ci  umknie  i  stale  będziesz 
ograniczał  swoje  zdolności.  Kiedy  żyjesz  w  ograniczonym  świecie,  nie  możesz 

background image

akceptować rzeczy takimi, jaka jest. 

    Nawet jeśli mistrz zen ma tylko dwóch albo trzech uczniów, nigdy nie przedstawi 
im wszystkich szczegółów naszej drogi. Jedyny sposób, aby z nim studiować, to jeść 
z  nim,  rozmawiać  i  wszystko  robić  razem  z  nim.  Pomagać  mu,  nie  czekając  na 
podpowiedź,  jak  pomóc.  Przeważnie  nie  będzie  wyglądał  na  bardzo  szczęśliwego  i 
nieustannie  będzie  cię  beształ  bez  szczególnego  powodu.  Ponieważ  nie  będziesz 
wiedział,  o  co  chodzi,  ani  ty,  ani  on  nie  będziecie  szczęśliwi.  Jeśli  naprawdę 
pragniesz  z  nim  studiować,  będziesz  się  uczył,  jak  go  zadowolić  i  jak  czuć  się  przy 
nim szczęśliwym. 
    Możesz  powiedzieć,  że  taka  praktyka  jest  bardzo  staroświecka.  Może  i  tak,  ale 
myślę, że takie samo było wasze życie w zachodniej cywilizacji, choć niezupełnie tak 
jak  w Japonii. Ludzie  miewają trudności ze swymi  nauczycielami, ponieważ  nie ist-
nieje  jakiś  określony  sposób  nauki.  Każdy  z  nas  jest  inny.  Każdy  musi  więc  mieć 
swój  własny  sposób,  który  powinien  się  zmieniać  stosownie  do  sytuacji.  Nie  można 
do niczego się przywiązywać. Jedyna droga to odkrywać  właściwy sposób działania 
w nowych okolicznościach. 
    Rano sprzątamy. Nie mamy wystarczająco dużo ścierek czy mioteł, więc wszyscy 
nie mogą uczestniczyć w naszym sprzątaniu. Jednak w tych okolicznościach działanie 
nadal jest  możliwe. Nie besztam  was za bardzo, ale gdybym był surowym  mistrzem 
zen, byłbym bardzo zły, bo łatwo się poddajecie: „Och, nie ma mioteł” albo „Nie ma 
dla mnie  nic do roboty”. Macie skłonność do takiego  myślenia i poddawania  się. W 
takim przypadku postaraj się wymyślić, jak praktykować. Kiedy jesteś bardzo śpiący, 
myślisz sobie: „Lepiej odpocząć”. Tak, czasami lepiej odpocząć, ale może to też być 
dobra okazja do praktyki. 

    Kiedy  w  Eiheiji  pomagałem  mojemu  nauczycielowi,  nic  nam  nie  mówił,  ale 
burczał,  gdy  tylko  popełniliśmy  błąd.  Aby  otworzyć  przesuwane  drzwi,  zazwyczaj 
otwiera się prawe skrzydło, jednak gdy tak zrobiłem, zbeształ mnie: „Nie otwieraj w 
ten  sposób!  Nie  z  tej  strony!”  Następnego  ranka  otworzyłem  więc  drzwi  z  drugiej 
strony  i znowu dostałem burę. Nie  wiedziałem, co robić. Później odkryłem, że tego 
dnia,  gdy  otworzyłem  drzwi  z  prawej  strony,  jego  gość  stał  właśnie  po  prawej. 
Powinienem  więc  otworzyć  z  przeciwnej  strony.  Zanim  otworzyłem  drzwi, 
powinienem uważnie przyjrzeć się, po której stronie stoi gość. 
    W  dniu,  w  którym  miałem  mu  służyć,  podałem  mu  herbatę.  Zwykle  napełniamy 
trzy czwarte filiżanki. Zrobiłem tak, skoro taka była reguła, a on powiedział: „Daj mi 
gorącej herbaty. Napełnij filiżankę bardzo gorącą mocną herbatą”. Następnego ranka 
przy  gościach  nalałem  do  filiżanek  mocnej,  gorącej  herbaty  prawie  do  pełna  i 
podałem  im.  Dostałem  burę!  Nauczyciel  lubił  gorącą  gorzką  herbatę  i  napełniał 
filiżankę niemal po brzegi, ale prawie nikt z gości takiej nie lubił. Powinienem podać 
mu pełną filiżankę gorącej, gorzkiej herbaty, a gościom tak jak zwykle. 
    Nigdy  nie  instruował.  Kiedy  wstałem  dwadzieścia  minut  przed  porannym 
dzwonkiem,  zbeształ  mnie:  „Nie  wstawaj  tak  wcześnie!  Przeszkadzasz  mi  spać!” 

background image

Zazwyczaj  dobrze  było,  jeśli  wstawałem  wcześniej,  ale  nie  dla  niego. 
Bezinteresowność oznacza staranie się, by lepiej zrozumieć różne sprawy, bez reguł i 
uprzedzeń.  Możesz  nazwać  coś  „regułą”,  a  reguły  zawsze  są  samolubne.  Tak 
naprawdę nie ma żadnych reguł, więc kiedy mówisz: 

Taka jest zasada”, wymuszasz 

coś na innych. 
    Zasady potrzebne są tylko wówczas, kiedy nie mamy za wiele czasu albo kiedy nie 
jesteśmy  w  stanie  pomóc  innym  w  subtelniejszy  sposób.  Łatwo  powiedzieć:  „Taka 
jest zasada i tak powinieneś robić”, ale to nie jest nasz sposób. Być może wskazówki 
są  konieczne  dla  początkującego,  ale  zaawansowanym  uczniom  nie  dajemy  zbyt 
wielu  instrukcji, a oni  wypróbowują różne  metody. Jeśli to  możliwe,  udzielamy rad 
indywidualnie.  Ponieważ  jednak  jest  to  trudne,  organizujemy  zajęcia  także  dla  grup 
oraz takie wykłady jak ten. Ale nie przywiązujcie się do treści wykładu. Zastanówcie 
się, o co naprawdę chodzi. 

    Przykro  mi,  że  nie  mogę  nic  na  to  poradzić.  Ale  prawdziwego  zen  nie  da  się 
studiować  werbalnie.  Otwórz  się  i  porzuć  wszystko.  Cokolwiek  się  dzieje,  czy 
uważasz to za dobre, czy złe, studiuj uważnie i sprawdzaj, co odkryjesz. To podstawa. 
Czasami  będziesz  działał  bez  szczególnego  powodu,  jak  dziecko  rysujące  obrazki, 
niezależnie  od  tego,  czy  są  dobre,  czy  złe.  Jeśli  to  dla  ciebie  trudne,  nie  jesteś  na-
prawdę gotów do praktyki zazen. 
    To  właśnie  znaczy  wyrzec  się,  nawet  jeśli  nie  masz  czego  się  wyrzekać.  Nie 
przywiązując  się  do  jakiejś  szczególnej  koncepcji  czy  zrozumienia,  cały  czas 
odkrywaj siebie. To jedyne, co masz robić.

background image

BĄDŹ DLA SIEBIE DOBRY 

Kładziemy  nacisk  na  gorące  serce,  pełne  ciepła  zazen.  Ciepłe  uczucie,  które 
towarzyszy  nam  w  naszej  praktyce,  to,  innymi  słowy,  oświecenie  albo  umysł 
buddy. 

Chcę,  abyście  naprawdę  poczuli  naszą  praktykę,  ponieważ  mimo  że  praktykowałem 
zazen, odkąd byłem  młody,  nie  wiedziałem dokładnie, na czym on polega. Czasami 
byłem pod wielkim wrażeniem naszej praktyki w Eiheiji i innych klasztorach. Byłem 
głęboko  poruszony,  obserwując  wielkich  nauczycieli  czy  słuchając  ich  wykładów. 
Jednak trudno było zrozumieć ich doświadczenia. 
    Naszym celem jest całkowite doświadczenie lub też pełne odczucie każdej chwili 
praktyki. Kiedy uczymy w ten sposób, oświecenie i praktyka stanowią jedność. Moja 
praktyka była tym, co nazywamy drabiną zen: „Teraz rozumiem tyle, a w przyszłym 
roku  -  myślałem  -  zrozumiem  trochę  więcej”.  Tego  rodzaju  praktyka  nie  ma 
większego  sensu  -  mogłem  nigdy  nie  poczuć  zadowolenia.  Jeśli  spróbujesz  wspinać 
się po takiej drabinie, być może również zdasz sobie sprawę, że to błąd. 
Jeśli  nie  czerpiemy  ogromnej  satysfakcji  z  naszej  praktyki,  nie  jest  ona  prawdziwa. 
Nawet jeśli siedzisz, usiłując zachować właściwą postawę i licząc oddechy, może to 
być  pozbawione  życia  zazen,  ponieważ  robisz  tylko  to,  co  ci  kazano.  Nie  jesteś  dla 
siebie wystarczająco łagodny. Myślisz, że jeśli przestrzegasz wskazówek nauczyciela, 
twoje  zazen  będzie  dobre,  ale  wskazówki  mają  cię  zachęcić,  abyś  był  dla  siebie 
dobry.  Nie  licz  oddechów  tylko  po  to,  aby  uniknąć  myślącego  umysłu,  ale  aby  jak 
najlepiej zadbać o swój oddech. 
    Jeśli  nie  będziesz  usilnie  starał  się  oddychać,  zaznasz  podczas  swego  zazen 
prawdziwego odświeżenia i ciepłych uczuć. Kiedy serdecznie traktujesz swoje ciało i 
oddech, będziesz mógł zadbać o swoją praktykę i da ci ona zadowolenie. Poczujesz to 
w naturalny sposób, kiedy będziesz dla siebie bardzo łagodny. 
    Matka  będzie  opiekować  się  dzieckiem,  nawet  jeśli  nie  ma  pojęcia,  jak  je 
uszczęśliwić.  Podobnie  ty,  dbając  o  swoją  postawę  oraz  oddech,  poczujesz  ciepło. 
Kiedy podczas praktyki doznajemy odczucia ciepła, jest to dobry przykład wielkiego 
miłosierdzia Buddy. Czy jesteś kapłanem, czy osobą świecką, praktyka obejmie twoje 
codzienne życie. Poczujesz się dobrze, gdy będziesz się troszczył o to, co robisz. 
    Tozan  Ryokai  wiele  razy  osiągał  oświecenie.  Pewnego  razu,  przekraczając  rzekę, 
ujrzał swoje odbicie w wodzie i ułożył wiersz. „Nie próbuj dowiedzieć się, kim jesteś. 
Jeśli spróbujesz dowiedzieć się, kim jesteś, to, co zrozumiesz, będzie bardzo dalekie 
od  ciebie.  Uzyskasz  jedynie  obraz  siebie”.  Tak  naprawdę  bowiem  jesteś  w  rzece. 
Możesz powiedzieć, że to tylko cień albo odbicie, ale jeśli przyjrzysz się uważnie i z 
uczuciem, zobaczysz siebie. 
    Możesz uważać się za osobę bardzo serdeczną, ale kiedy próbujesz zrozumieć, jak 

background image

bardzo  jesteś  serdeczny,  nie  udaje  się  tego  zmierzyć.  Jednak  kiedy  spojrzysz  z 
sympatią  w  lustro  czy  odbicie  w  wodzie,  zobaczysz  siebie.  Jesteś  tam,  cokolwiek 
robisz. 
    Kiedy  podczas  robienia  czegoś  towarzyszy  ci  to  serdeczne  uczucie,  Mandźushri, 
bodhisattwa  mądrości  jest  z  tobą,  a  ty  jesteś  prawdziwym  sobą.  Nie  musisz  się 
zastanawiać,  gdzie  jest  Mandźushri  ani  co  robi.  W  prawdziwej  praktyce  robisz 
wszystko z serdecznym umysłem. W ten sposób należy dbać o rzeczy i komunikować 
się z ludźmi. 
    Niektórzy  z  was  są  kapłanami,  inni  nie,  każdy  z  was  pójdzie  swoją  drogą.  Ci, 
którzy  są  żonaci,  i  ci,  którzy  nie  są,  mają  własny  sposób  rozszerzania  praktyki  na 
codzienne  życie.  Choć  nasze  sytuacje  są  różne,  praktyka  jest  taka  sama  i  wszyscy 
spotykamy Mandźushriego. Mimo że jest on tylko jeden, jest wszędzie, z każdym i ze 
wszystkim.  Cała  tajemnica  polega  na  tym,  by  nie  zapominać  o  prawdziwym 
miłosierdziu  Buddy,  który  troszczy  się  o  wszystko.  Jeśli  o  tym  nie  pamiętamy, 
cokolwiek robimy, nie ma to sensu. 
    Kładziemy  więc  nacisk  na  gorące  serce,  pełne  ciepła  zazen.  Ciepłe  uczucie,  które 
towarzyszy nam w naszej praktyce, to, innymi słowy, oświecenie albo umysł buddy. 
Nie  chodzi  tylko  o  liczenie  oddechów  czy  podążanie  za  oddechem.  Jeśli  liczenie 
oddechów jest uciążliwe, może lepiej podążać za oddechem. Chodzi jednak o to, aby 
podczas wdechu i wydechu troszczyć się o oddech, tak jak matka dba o swoje 
dziecko.  Gdy  dziecko  się  uśmiecha,  matka  też  się  uśmiecha.  Jeśli  dziecko  płacze, 
matka  jest  zmartwiona.  Chodzi  o  taką  właśnie  silną  więź,  jedność  z  praktyką.  Nie 
mówię o niczym nowym. To ciągle te same stare prawdy! 
    Nasze klasztorne zasady oparte są na łagodnym, serdecznym umyśle. Nie chcemy 
ograniczać waszej wolności, ale raczej dać wam swobodę, abyście zachowywali się i 
działali na swój własny sposób. Dosłowne przestrzeganie zasad nie jest takie ważne. 
W rzeczywistości, jeśli co jakiś czas łamiesz jakąś regułę, wiemy, co jest z tobą nie w 
porządku,  a  twój  nauczyciel,  unikając  krytyki,  może  udzielić  ci  odpowiedniej 
pomocy.  Tak  właśnie  należy  doskonalić  praktykę,  aby  dobrze  panować  nad  swoimi 
pragnieniami  i  codziennym  życiem.  Wtedy  uzyskuje  się  wielką  wolność  od 
wszystkiego. Taki jest cel praktyki zarówno dla mnichów, jak i osób świeckich. 

    Dbaj o swoją praktykę. Bądź dla siebie łagodny.

background image

SZACUNEK DLA RZECZY 

Zamiast szanować rzeczy, chcemy je wykorzystywać we własnych celach, a jeśli 
okazuje się to trudne, pragniemy nimi zawładnąć. 

W  praktyce  zazen  powstrzymujemy  się  od  myślenia  i  stajemy  się  wolni  od  emocji. 
Nie  twierdzimy,  że  emocje  nie  istnieją,  ale  że  jesteśmy  od  nich  wolni.  Nie 
twierdzimy, że nie mamy żadnych myśli, tylko że nasza życiowa działalność nie jest 
ograniczona  myślącym  umysłem.  Krótko  mówiąc,  całkowicie  ufamy  sobie,  bez 
myślenia, bez czucia, bez rozróżniania dobrego i złego, właściwego i niewłaściwego. 
Siedzimy,  ponieważ  szanujemy  siebie,  wierzymy  w  nasze  życie.  Taka  jest  nasza 
praktyka. 
    Kiedy  nasze  życie  będzie  oparte  na  szacunku  i  całkowitym  zaufaniu,  będzie  też 
pełne  absolutnego  spokoju.  Nasze  związki  z  naturą  również  powinny  takie  być. 
Powinniśmy  wszystko  szanować,  a  szacunek  dla  rzeczy  możemy  praktykować, 
nawiązując z nimi relacje. 
    Tego  ranka,  kiedy  składaliśmy  w  zendo  pokłony,  słyszeliśmy  ogromny  hałas 
dobiegający  z  góry,  ponieważ  w  jadalni  piętro  wyżej  ludzie  szurali  krzesłami  po 
podłodze,  zamiast  je  podnieść.  Nie  w  taki  sposób  należy  traktować  krzesła,  i  to  nie 
tylko dlatego, że można przeszkadzać ludziom kłaniającym się w zendo piętro niżej, 
ale przede wszystkim dlatego, że świadczy to o braku szacunku dla rzeczy. 
    Bardzo  wygodnie  jest  przesuwać  krzesło  po  podłodze,  ale  wtedy  pojawia  się 
lenistwo.  Oczywiście  ten  rodzaj  lenistwa  jest  częścią  naszej  kultury  i  w  końcu 
sprawia, że walczymy ze sobą. Zamiast szanować rzeczy, chcemy je wykorzystywać 
we  własnych  celach,  a  jeśli  okazuje  się  to  trudne,  pragniemy  nimi  zawładnąć.  Taka 
myśl nie jest zgodna z duchem naszej praktyki. 
    Mój  nauczyciel,  Kishizawa  Ian,  nie  pozwalał  nam  odkładać  więcej  niż  jedne 
amado naraz. Wiecie, co to są amado? To drewniane drzwi za ścianami shoji, które 
stawia  się,  aby  chronić  shoji  przed  burzą.  Na  końcu  pawilonu  znajduje  się  wielka 
skrzynia  do  składowania  amado.  Ponieważ  są  to  drzwi  przesuwane,  jeden  mnich 
może  z  łatwością  pchnąć  pięć  czy  sześć  z  nich,  a  drugi  wkłada  je  do  skrzyni.  Ale 
mojemu nauczycielowi to się nie podobało. Kazał nam przesuwać je pojedynczo. Tak 
więc wysuwaliśmy drzwi po kolei i pojedynczo układaliśmy w skrzyni. 
    Jeśli  będziemy  ostrożnie  podnosić  jedno  krzesło  po  drugim,  nie  robiąc  hałasu, 
będziemy  mieli  poczucie,  że  praktykujemy  w  jadalni.  Nie  tylko  unikniemy 
rozgardiaszu,  ale  też  doświadczymy  innego  odczucia.  Kiedy  praktykujemy  w  ten 
sposób,  jesteśmy  buddą  i  szanujemy  samych  siebie.  Dbałość  o  krzesła  oznacza,  że 
nasza praktyka wykracza poza zendo. 
    Jeśli  myślimy,  że  łatwo  jest  praktykować,  ponieważ  mamy  do  dyspozycji  piękny 
budynek,  popełniamy  błąd.  W  rzeczywistości  może  być  trudno  intensywnie 

background image

praktykować  w  takim  otoczeniu  -  gdzie  mamy  piękny  posąg  buddy  i  ofiarowujemy 
barwne kwiaty, aby udekorować jego salę. My, buddyści zen, mówimy, że za pomocą 
ź

dźbła  trawy  możemy  stworzyć  złoty  posąg  Buddy  wysokości  szesnastu  stóp.  Taki 

jest nasz duch, zatem musimy praktykować szacunek dla rzeczy. 
    Nie  chodzi  mi  o  to,  że  powinniśmy  gromadzić  liście  czy  trawy,  aby  wykonać 
wielki posąg, ale musimy bardziej się starać, dopóki nie ujrzymy wielkiego Buddy w 
małym liściu. Nie wiem, jak bardzo trzeba się starać. Dla niektórych może to być cał-
kiem łatwe, ale niektórzy, tacy jak ja, muszą w to włożyć wiele wysiłku. Choć łatwiej 
ujrzeć  wielkiego  złotego  Buddę  w  wielkim  złotym  Buddzie,  twoja  radość  będzie 
niezmierna,  kiedy  zobaczysz  wielkiego  Buddę  w  źdźble  trawy.  Potrzeba  więc 
wielkiego wysiłku w praktykowaniu szacunku. 
    Każdy może przyjść do zendo i praktykować naszą drogę. Zarówno doświadczeni 
uczniowie,  jak  i  ci,  którzy  nic  o  zen  nie  wiedzą.  Jednym  i  drugim  będzie  trudno. 
Nowicjusze  napotkają  trudności,  których  nie  są  w  stanie  sobie  wyobrazić. 
Doświadczeni zaś będą  mieli  podwójny obowiązek  wykonywania  własnej praktyki  i 
zachęcania tych, którzy dopiero przyszli. Unikając instruowania: „Powinieneś tak ro-
bić”  lub  „nie  powinieneś  tego  robić”,  doświadczeni  uczniowie  powinni  prowadzić 
nowych, aby ich praktyka była łatwiejsza. 
    Nawet jeśli młodsi uczniowie nie wiedzą, czym jest buddyzm, poczują się dobrze, 
wchodząc  do  pięknej  sali  Buddy.  Jest  ona  ozdobą  królestwa  Buddy,  jednak 
szczególnie  dla  buddystów  zen  prawdziwą  ozdobą  sali  Buddy  są  ludzie,  którzy  tam 
praktykują. Każdy z nas powinien być pięknym kwiatem i każdy powinien być buddą 
prowadzącym  ludzi  w  naszej  praktyce.  Cokolwiek  robimy,  zastanawiamy  się,  jak  to 
zrobić. A skoro nie istnieją żadne szczególne zasady, jak traktować rzeczy ani jak być 
przyjaznym  wobec  innych,  nieustannie  zgłębiamy,  co  może  pomóc  ludziom  we 
wspólnej praktyce. Jeśli o tym nie zapomnisz, odkryjesz, jak traktować ludzi, rzeczy i 
samego siebie. 
    To właśnie nazywamy drogą bodhisattwy. Nasza praktyka to pomaganie ludziom, a 
ż

eby  to  robić,  uczymy  się,  jak  w  każdej  chwili  praktykować  naszą  drogę. 

Powstrzymanie myślenia i uwolnienie od emocji, kiedy siedzimy, to nie tylko kwestia 
skupienia.  To  całkowite  poleganie  na  sobie,  odnalezienie  w  praktyce  doskonałego 
schronienia. Jesteśmy jak dziecko na kolanach matki. 
    Uważam, że w tym zendo mamy bardzo dobrego ducha. Jestem tym zdumiony, ale 
zaraz  pojawia  się  pytanie,  jak  tchnąć  tego  ducha  w  codzienne  życie.  Robicie  to, 
szanując rzeczy i siebie nawzajem, ponieważ wtedy odkrywamy ich prawdziwe życie. 
Kiedy szanujemy rośliny, odkrywamy ich prawdziwe życie, moc i piękno kwiatów. 
    Choć  miłość  jest  ważna,  nie  zdziała  wiele,  jeśli  nie  łączy  się  z  szacunkiem  i 
uczciwością.  Miłość  jest  miłością  tylko  wtedy,  gdy  towarzyszy  jej  wielki  umysł, 
absolutna  uczciwość  i  szacunek.  Staraj  się  zatem  i  odkryj,  jak  przemienić  źdźbło 
trawy w wielkiego Buddę.

background image

OBSERWACJA ZASAD 

Prawdziwa obserwacja zasad polega na tym, że 
obserwujesz je, nie starając się ich obserwować. 

W pozycji pełnego lotosu siedzimy ze skrzyżowanymi nogami, układając prawą nogę 
na  lewej,  a  lewą  na  prawej.  Prawa  oznacza  aktywność,  a  lewa  stanowi  jej 
przeciwieństwo,  czyli  spokój  umysłu.  Skoro  więc  lewa  jest  mądrością,  prawa 
symbolizuje praktykę, a kiedy skrzyżujemy nogi, pojęcie stron traci swą wyrazistość. 
Zatem  mimo  że  mamy  dwie  nogi,  symbolicznie  mamy  jedność.  Utrzymujemy 
wyprostowaną postawę, bez przechylania się w prawo czy w lewo, do przodu czy do 
tyłu.  Stanowi  to  wyraz  doskonałego  zrozumienia  nauki,  która  wykracza  poza 
dualizm. 
    W miarę rozwijania praktyki w naturalny sposób pojawiają się zasady i nauka, jak 
je  obserwować.  Ta  pozycja  zen  nie  tylko  jest  rodzajem  ćwiczenia,  ale  też 
prawdziwym sposobem przekazywania nam nauk Buddy. Same słowa nie wystarczą 
do wprowadzenia jego nauki w czyn, zatem przekazywana jest ona poprzez działanie 
lub związki międzyludzkie. 
    Oprócz zasad mamy relacje  między nauczycielem i uczniem. Uczeń  musi  wybrać 
nauczyciela, a  wtedy ten go przyjmuje, chociaż czasem  może polecić kogoś innego. 
Pomiędzy nauczycielami nie powinno być żadnych konfliktów, więc jeśli ktoś uważa 
innego nauczyciela za lepiej wykwalifikowanego, może go polecić. 
    Kiedy  już  zostaniesz  uczniem,  poświęć  się  studiowaniu  Drogi.  Początkowo  jako 
uczeń  możesz  pragnąć  praktykować  z  nauczycielem  nie  dlatego,  że  chcesz  zgłębiać 
buddyzm,  ale  z  jakiegoś  innego  powodu.  Nie  jest  to  jednak  istotne.  Jeśli  całkowicie 
oddasz się swemu nauczycielowi, zrozumiesz. Będziesz jego uczniem i będziesz mógł 
przekazywać  naszą  drogę.  Związek  pomiędzy  nauczycielem  a  uczniem  jest  bardzo 
ważny, a zarazem nauczycielowi trudno być nauczycielem w prawdziwym tego słowa 
znaczeniu, a uczniowi uczniem, dlatego oboje powinni bardzo się starać. 
    Nauczyciel  i  uczeń  odprawiają  wspólnie  różne  rytuały.  To  coś  więcej  niż  tylko 
ć

wiczenie.  Poprzez  rytuały  komunikujemy  się  i  przekazujemy  naukę.  Kładziemy 

nacisk  na  bezinteresowność.  Kiedy  praktykujemy  razem,  zapominamy  o  naszej 
własnej praktyce. Jest to praktyka zarówno indywidualna, jak i zbiorowa. Na przykład 
gdy  śpiewamy,  mówimy:  „Recytuj  sutrę  uszami”.  Zatem  za  pomocą  uszu  słuchamy 
innych, podczas gdy nasze usta wykonują naszą własną praktykę. Oto całkowity brak 
ego. 
    Nie  oznacza  to  zaniechania  indywidualnej  praktyki.  Prawdziwy  brak  ego  bowiem 
to zapomnienie o braku  ego.  Dopóki  uważamy,  że  nasza  praktyka  pozbawiona  jest 
ego, trzymamy się ego, ponieważ przywiązujemy się do zaniechania skupionej na ego 
praktyki. Kiedy wykonujemy własną praktykę wraz z innymi, ego znika. I nie jest to 

background image

tylko brak ego. Mamy wtedy do czynienia również z praktyką ego, ale zarazem jest to 
praktyka braku ego, która wykracza poza ego czy jego brak. Rozumiecie? 
    Podobnie  jest  z  obserwacją  zasad.  Jeśli  próbujesz  je  obserwować,  nie  jest  to 
prawdziwa obserwacja. Prawdziwa obserwacja zasad polega na tym, że obserwujesz 
je, nie starając się ich obserwować. Może nam w tym pomóc nasza najgłębsza natura. 
Kiedy  pojmujemy  zasady  jako  wyraz  naszej  najgłębszej  natury,  oto  prawdziwa 
Droga. Nie ma wtedy zasad. Kiedy wyrażamy naszą najgłębszą naturę, niepotrzebne 
są  zasady,  więc  ich  nie  obserwujemy.  Z  drugiej  strony,  tkwią  w  nas  sprzeczności, 
pragniemy  więc  obserwować  nasze  zasady.  Czujemy,  że  konieczność  ich 
obserwowania  pomoże  nam,  a  kiedy  zrozumiemy  zasady  w  ich  negatywnym  czy 
ochronnym  sensie,  wtedy  również  rozkwitnie  nasza  prawdziwa  natura.  Mamy  więc 
wybór: pozytywny lub negatywny sposób obserwacji zasad. Kiedy zaś nie jesteśmy w 
stanie obserwować wszystkich zasad, możemy wybrać te, z którymi jesteśmy w stanie 
pracować. 
    Zasady  nie  są  ustanowionymi  przez  kogoś  regułami.  Skoro  nasze  życie  stanowi 
wyraz naszej prawdziwej natury, to jeśli coś jest nie w porządku, Budda powie, że to 
nie  jest  metoda.  Wówczas  będziesz  miał  zasady.  Najpierw  jest  prawdziwe 
wydarzenie,  nie  reguły.  Natura  zasad  jest  taka,  że  możemy  dokonywać  ich  wyboru. 
Jeśli  pójdziesz  tą  drogą,  będziesz  miał  takie  zasady,  a  jeśli  wybierzesz  inną,  zasady 
będą  inne.  Od  ciebie  zależy,  którą  drogą  pójdziesz.  Na  każdej  będziesz  miał  jakieś 
zasady. Początkowo powinieneś polegać na swoim nauczycielu. To najlepszy sposób. 
Zaczniesz  od  przestrzegania  zasad  ochronnych.  Kiedy  zapoznasz  się  z  naszą  drogą, 
twoje postrzeganie zasad stanie się bardziej pozytywne. 
    Bardzo ważne jest, jak nauczyciel wskazuje błąd ucznia. Jeśli nauczyciel myśli, że 
uczeń  popełnił  błąd,  nie  jest  prawdziwym  nauczycielem.  Być  może  rzeczywiście 
uczeń popełnił błąd, ale z drugiej strony, był to wyraz jego prawdziwej natury. Kiedy 
to  zrozumiemy,  będziemy  szanować  prawdziwą  naturę  naszego  ucznia  i  ostrożnie 
wskażemy błędy. 
    Pisma  zawierają  pięć  punktów  dotyczących  ostrożności.  Jeden  z  nich  mówi,  że 
nauczyciel musi wykorzystywać możliwości swego ucznia i nie wytykać mu błędów 
w  obecności  innych.  Po  pierwsze,  jeśli  to  możliwe,  nauczyciel  osobiście  wskazuje 
błąd  w  odpowiednim  miejscu  i  czasie.  Po  drugie,  nauczycielowi  przypomina  się  o 
prawdomówności,  co  oznacza,  że  nie  powinien  on  wytykać  uczniowi  błędu  tylko 
dlatego, że sam uważa coś za błędne. Kiedy nauczyciel zrozumie, dlaczego uczeń coś 
zrobił, wtedy będzie prawdomówny. 
    Po  trzecie,  nauczyciel  powinien  pamiętać  o  łagodności  i  spokoju  i  raczej  mówić 
cicho,  niż  krzyczeć.  To  równie  delikatna  sprawa  jak  prawdomówność,  ale  pisma 
kładą nacisk na spokojne, łagodne podejście, kiedy mowa o czyimś błędzie. 
    Po czwarte, nauczyciel udziela rady lub wskazuje błąd ucznia tylko po to, aby mu 
pomóc, nie robi tego, by zrzucić ciężar z piersi. Jest bardzo ostrożny i zauważa, kiedy 
uczeń  szuka  wymówek  dla  swego  czynu  lub  kiedy  nie  jest  wystarczająco  poważny. 

background image

Wtedy  nauczyciel  powinien  ignorować  ucznia,  dopóki  ten  nie  spoważnieje.  Nawet 
jeśli udzielamy rady tylko i wyłącznie po to, aby pomóc uczniowi, nie znaczy to, że 
zawsze  mamy  być  łagodni.  Czasami  powinniśmy  być  bardzo  surowi  dla  ucznia,  bo 
inaczej mu nie pomożemy. 
    Ostatni  punkt  mówi  o  tym,  aby  wskazywać  błąd  ze  współczuciem,  co  znaczy,  że 
nauczyciel  jest  nie  tylko  nauczycielem,  ale  i  przyjacielem  ucznia.  Jako  przyjaciel 
nauczyciel wskazuje problem albo udziela rady. 
    Niełatwo  więc  być  nauczycielem  czy  uczniem,  nie  możemy  polegać  na  niczym, 
nawet  na  zasadach.  Musimy  ze  wszystkich  sił  starać  się  wzajemnie  sobie  pomagać. 
Nie  obserwujemy  zasad  dla  samych  zasad  i  nie  odprawiamy  rytuałów  dla 
doskonałości rytuałów. Zgłębiamy, w jaki sposób wyrazić swoją prawdziwą naturę.

background image

CZYSTY JEDWAB,  

OSTRE ŻELAZO 

 

Oczyszczamy  jedwab,  płucząc  go  wiele  razy,  tak  że  włókna  stają  się  białe  i 
wystarczająco  miękkie,  aby  tkać...  Hartujemy  żelazo,  uderzając  w  nie,  póki  jest 
gorące - nie aby kuć czy nadać mu kształt, ale aby je wzmocnić. 

W zeszłym tygodniu dziewczynka ze szkółki niedzielnej zobaczyła mnie siedzącego 
w  zazen  i  powiedziała:  Ja  też  tak  umiem”.  Usiadła  ze  skrzyżowanymi  nogami  i 
zapytała:  „A  co  teraz?  Co  teraz?”  Bardzo  mnie  zaciekawiło  jej  pytanie,  bo  wielu  z 
was też je zadaje. Przychodzicie tu na codzienną praktykę zen i pytacie: „A co teraz? 
Co teraz?” 
    Nie sądzę, abym umiał w pełni to wyjaśnić. Na to pytanie nie ma odpowiedzi. Sam 
powinieneś  wiedzieć.  Siedzimy  w  określonej  pozycji,  aby  doświadczyć  czegoś 
poprzez  ciało,  nie  dzięki  mojej  nauce,  ale  poprzez  własne,  fizyczne  doświadczenie. 
Jednak umiejętność siedzenia w konkretny sposób i osiągania jakiegoś szczególnego 
stanu  umysłu  to  nie  jest  doskonała  nauka.  Kiedy  w  pełni  doświadczysz  umysłu  i 
ciała, będziesz mógł to wyrazić na inne sposoby. 
    Nie  przywiązując  się  do  określonej  postawy,  w  naturalny  sposób  skierujesz  swój 
umysł ku innym sposobom. Taki sam stan umysłu osiągniesz, siedząc na krześle czy 
stojąc, pracując lub mówiąc. To stan umysłu, w którym do niczego nie przywierasz. 
Oto cel naszej praktyki. 
    Wczoraj  gość  z  Japonii  mówił  o  japońskiej  literaturze.  Japończycy  zgłębiają 
chińskie pismo oraz chińską  kulturę od 600 czy 700 roku i na podstawie chińskiego 
pisma stworzyli własne. To samo dzieje się tutaj z naszą praktyką. Sto lat po tym, jak 
japoński  rząd  przestał  wysyłać  studentów  do  Chin,  aby  poznawali  chińską  kulturę, 
mamy  znakomitą  kulturę  japońską.  Zwłaszcza  w  okresie  Fujiwara  mieliśmy 
wspaniałą  japońską  literaturę  i  kaligrafię.  Panowała  wolność.  Artyści  i  uczeni 
studiowali  sztukę,  filozofię  i  religię.  Interesowali  się  różnymi  dziedzinami  i  mieli 
dobrych nauczycieli. 
    Dzieła  po  okresie  Fujiwara  nie  były  już  tak  dobre.  Zdaniem  mojego  gościa 
późniejsza  kaligrafia  była  zbyt  formalna  i  ukazywała  zbyt  wielką  artystyczną 
indywidualność.  W  ówczesnej  kaligrafii  nie  widać  osobowości  artysty.  Osobowość, 
którą widzimy w sztuce, powinna zostać dobrze wyszkolona, tak by człowiek wyzbył 
się  wielkiego  ego.  Myślę,  że  rozumiesz  różnicę  pomiędzy  osobowością  a  ego.  Ego 
jest  czymś,  co  przysłania  twoją  dobrą  osobowość.  Każdy  ma  charakter,  ale  jeśli  się 
nie  wyszkolisz,  charakter  zostanie  przesłonięty  przez  ego.  Nie  będziesz  w  stanie 
doceniać swojej osobowości. 

    Pozbywamy się ego poprzez długą praktykę i ćwiczenia. W języku japońskim taki 
trening  nazywa  się  neru.  Neru  to  sposób,  w  jaki  oczyszczamy  jedwab,  płucząc  go 

background image

wiele razy, tak że włókna stają się białe i wystarczająco miękkie, aby tkać. Podobnie 
postępuje się z żelazem. Hartujemy żelazo, uderzając w nie, póki jest gorące - nie aby 
kuć czy nadać mu kształt, ale aby je wzmocnić. Kucie żelaza po wystygnięciu nic nie 
daje. Podobnie jest ze szkoleniem. Kiedy jesteś młody, masz ogromne ego i mnóstwo 
pragnień. Poprzez szkolenie ścierasz i wypłukujesz swoje ego i stajesz się miękki jak 
czysty biały jedwab. Nawet jeśli masz silne pragnienia, gdy je zahartujesz, otrzymasz 
mocne żelazo, ostre niczym japoński miecz. Tak właśnie się szkolimy. 

    Nie  powinienem  ci  o  tym  opowiadać,  ale  pokazać  swoim  codziennym  życiem, 
które nie jest najlepsze. Obawiam się, że przejmiesz tylko moje słabości. Powinniśmy 
wiedzieć, dlaczego praktykujemy zen, i powinniśmy umieć określić różnicę pomiędzy 
czymś dobrym a czymś, co tylko dobrze wygląda. To wielka różnica. 
    Jeśli nie wyszkolisz się poprzez surową praktykę, twoje oczy nic nie zobaczą i nie 
docenisz niczego, co jest naprawdę dobre. Tylko kiedy wielu ludzi zobaczy i odczuje 
dobro, będziemy mieli dobrych nauczycieli i uczniów. To działa w dwie strony. Bud-
da był wielki, ponieważ ludzie byli wielcy. Kiedy ludzie nie są gotowi, budda się nie 
pojawia.  Nie  oczekuję,  że  każdy  z  was  zostanie  wielkim  nauczycielem,  ale  musimy 
widzieć, co jest dobre, a co nie. Taki stan umysłu osiąga się poprzez praktykę. 
    Nawet  w  okresie  Fujiwara  chińska  kultura  i  kaligrafia  znacznie  przewyższały 
japońską.  Chińczycy  mieli  różne  pędzelki  i  zawsze  używali  pędzla  częściej  niż 
Japończycy,  którzy  mieli  mniej  materiałów  do  wyrobu  pędzelków.  Mamy  dużo 
bambusa, ale niewiele owiec czy zwierząt, z których sierści robi się pędzle. Tak więc 
nasza praktyka kaligrafii była bardziej ograniczona niż Chińczyków. Ale nawet zanim 
Japończycy  opanowali  chińską  kaligrafię,  już  rozpoczęli  rozwijać  wyjątkową 
kaligrafię japońską. Uważam to za bardzo interesujące. 
    Ówcześni  buddyści  byli  pod  tym  względem  bardzo  uczciwi.  Dlatego  właśnie 
mamy  przekaz  Dharmy.  Zwłaszcza  chińscy  mistrzowie  kładli  nacisk  na  przekaz. 
Konieczne jest doskonałe opanowanie drogi nauczyciela, zanim się od niej uwolnisz. 
To  bardzo  trudna  praktyka.  Dlatego  tyle  czasu  wymaga  zostanie  mistrzem  zen.  Nie 
chodzi o wiedzę ani moc. Rzecz w tym, czy dana osoba jest na tyle wyszkolona, aby 
być jak czysty biały jedwab i bardzo ostre żelazo. Wówczas, nie próbując nic robić, 
będziesz  w  stanie  wyrazić  swoją  prawdziwą  osobowość.  Jeśli  w  czyjejś  pracy  nie 
możemy dostrzec prawdziwej osobowości, znaczy to, że ktoś jeszcze nie wyzbył się 
swoich nawyków. 
    Moim  nawykiem  jest  roztargnienie.  Z  natury  jestem  zapominalski.  Mimo  że 
zacząłem  nad  tym  pracować,  kiedy  w  wieku  trzynastu  lat  trafiłem  do  swego 
nauczyciela,  nie  jestem  w  stanie  nic  na  to  poradzić.  Nie  zapominam  z  powodu 
podeszłego  wieku.  Po  prostu  taką  mam  skłonność.  Jednak  pracując  nad  tym, 
odkryłem, że mogę wyzbyć się samolubnego sposobu działania. Jeśli celem praktyki i 
szkolenia  jest  tylko  pozbycie  się  swoich  słabości,  sukces  jest  moim  zdaniem  prawie 
niemożliwy.  Mimo  to  praca  jest  konieczna,  bo  jeśli  będziesz  pracował  nad  swymi 
słabościami, wyszkolisz swój charakter i uwolnisz się od ego. 

background image

    Ludzie  mówią,  że  jestem  bardzo  cierpliwy,  ale  tak  naprawdę  jestem  bardzo 
niecierpliwy.  Moja  wrodzona  natura  jest  bardzo  niecierpliwa.  Już  nie  próbuję  tego 
naprawiać,  ale  nie  sądzę,  że  starałem  się  na  próżno,  bo  nauczyłem  się  wielu  rzeczy. 
Musiałem być bardzo cierpliwy, aby pracować nad swoim nawykiem, i musiałem być 
bardzo  cierpliwy,  kiedy  ludzie  krytykowali  moje  roztargnienie.  „Och,  on  jest  taki 
zapominalski. W ogóle nie można na nim polegać. Co mamy z nim zrobić?” 
    Nauczyciel beształ mnie codziennie: „Ten zapominalski chłopak!” Jednak chciałem 
z  nim  zostać.  Nie  chciałem  od  niego  odejść.  Cokolwiek  mówił,  byłem  bardzo 
cierpliwy.  Myślę  więc,  że  właśnie  dlatego  cierpliwie  znoszę  krytykę  innych. 
Cokolwiek  mówią,  nie  przywiązuję  do  tego  wielkiej  wagi.  Nie  jestem  na  nich  zły. 
Jeśli  wiesz,  jak  ważne  jest  wyszkolenie  się  w  taki  sposób,  to  myślę,  że  zrozumiesz 
też, czym jest buddyzm. To najważniejszy punkt naszej praktyki.

background image

NIE ZAWSZE TAK 

Oto tajemnica tej nauki:  

może być tak, ale nie zawsze jest tak.  

Kiedy nie wpadamy w pułapkę słów ani zasad,  

nie mamy z góry wyrobionych osądów,  

naprawdę coś robimy, a robiąc to,  

stosujemy naszą naukę.

background image

NIE ZAWSZE TAK 

Prawdziwa  wolność  polega na  tym,  by  nie  czuć  się  ograniczonym,  nosząc  szatę 
zen,  tę  kłopotliwą  oficjalną  szatę.  Podobnie  w  naszym  pełnym  zajęć  życiu 
powinniśmy  znosić  cywilizację  bez  udręki,  nie  ignorując  jej  i  nie  czując  się 
schwytani w pułapkę. 

W  buddyjskich  pismach  jest  taki  znany  fragment,  który  wyjaśnia,  że  woda  nie  jest 
zwykłą  wodą.  Dla  ludzi  woda  jest  wodą,  ale  dla  istot  niebiańskich  to  klejnot.  Dla 
ryby woda jest domem, a dla ludzi w piekle czy głodnych duchów jest krwią, a może 
ogniem.  Gdy  chcą  napić  się  wody,  zamienia  się  ona  w  ogień.  Ta  sama  woda  dla 
różnych istot wygląda więc całkiem inaczej. 
    Większość  ludzi  sądzi,  że  stwierdzenie  „woda  to  woda”  jest  właściwym 
zrozumieniem  i  że  nie  powinna  ona  być  domem  ani  klejnotem,  krwią  czy  ogniem. 
Woda  powinna  być  wodą.  Ale  Dogen  Zenji  mówi:  „Nawet  jeśli  powiesz  «woda  to 
woda», nie jest to do końca prawdą”. 
    Kiedy praktykujemy zen, możemy myśleć: „To właściwa praktyka, a my osiągamy 
coś  odpowiedniego  i  doskonałego”.  Ale  gdybyś  zapytał  Dogena  Zenji,  pewnie  by 
odparł: „Niezupełnie”. To dobry koan do medytowania. 

    Kiedy  mówimy:  „Woda  to  woda”,  pojmujemy  rzeczy  materialnie.  Mówimy,  że 
woda to H

2

O, ale w pewnych warunkach H

2

O może być lodem albo mgłą, parą albo 

ludzkim  ciałem.  To  tylko  woda  w  różnych  warunkach.  Dla  wygody  możemy 
ostrożnie  stwierdzić,  że  woda  to  woda,  ale  powinniśmy  doceniać  wodę  w  jej 
prawdziwym znaczeniu. Woda to coś więcej. 
    Kiedy piję, woda jest wszystkim. Cały świat jest wodą. Nie istnieje nic poza wodą. 
Kiedy pijemy wodę z takim zrozumieniem i podejściem, jest to woda, a zarazem coś 
więcej. 
    Kiedy  „tylko  siedzimy”  w  medytacji,  mamy  w  sobie  wszystko.  Nie  istnieje  nic 
innego,  nic  oprócz  ciebie.  To  jest  shikantaza.  Całkowicie  stajemy  się  sobą.  Mamy 
wszystko,  niczego  nam  nie  potrzeba.  Nie  ma  czego  zdobywać,  czujemy  więc 
wdzięczność i mamy radosny umysł. 
    Myślę,  że  rozumiem,  dlaczego  praktykujecie  zazen.  Większość  z  was  czegoś 
poszukuje.  Szukacie  tego,  co  prawdziwe  i  rzeczywiste,  ponieważ  wiele  razy 
słyszeliście coś, w co nie mogliście uwierzyć. Nie szukacie nawet tego, co piękne, bo 
odkryliście,  że  coś,  co  pięknie  wygląda,  może  wcale  nie  być  piękne.  To  tylko 
powierzchnia albo zwykła ozdoba. Jesteście też świadomi, jakimi hipokrytami mogą 
być ludzie. Wielu ludzi, którzy wydają się pełni cnót, nie promieniuje wdzięcznością 
ani radosnym umysłem, nie macie więc do nich zaufania. 
    Nie wiecie, komu ufać i jakim naukom wierzyć, więc przychodzicie tutaj, szukając 
czegoś.  Nie  mogę  wam  dać  tego,  czego  szukacie,  ponieważ  sam  nie  wierzę  w  nic 

background image

szczególnego. Nie mówię, że woda to woda ani że woda to klejnot albo dom, ogień 
czy  krew.  Jak  mówił  Dogen  Zenji,  woda  to  coś  więcej.  Możemy  zapragnąć 
przywiązać  się  do  prawdy,  piękna,  prawości  czy  cnoty,  ale  nie  jest  mądrze  czegoś 
takiego szukać. Istnieje coś więcej. 

    Zauważyłem,  że  lubicie  podróżować.  Dzisiaj  Alaska,  następnego  dnia  Indie  i 
Tybet.  Szukacie  czegoś  -  ognia,  klejnotu  czy  czegoś  innego.  Kiedy  zrozumiecie,  że 
ogień nie zawsze jest ogniem, już nie będziecie mogli wierzyć tym rzeczom i zmieni 
się wasz sposób poszukiwania prawdy. W przeciwnym razie pozostaniecie do czegoś 
przywiązani. 
    Poszukiwanie  wielkich  nauk,  takich  jak  buddyzm,  to  poszukiwanie  czegoś 
dobrego.  Jednak  cokolwiek  znajdziesz,  będziesz  niczym  turysta.  Nawet  jeśli  nie 
podróżujesz  samochodem,  uprawiasz  duchową  turystykę.  „Och,  jaka  piękna  nauka. 
To rzeczywiście prawdziwa  wiedza!” Stanie się turystą  to jedno z niebezpieczeństw 
praktyki  zen.  Bądź  ostrożny!  Oczarowanie  nauką  wcale  nie  pomaga.  Nie  daj  się 
ogłupić rzeczom, niezależnie od tego, czy są piękne lub czy wyglądają na prawdziwe. 
To  zwykła  gra.  Powinieneś  zaufać  Buddzie,  zaufać  Dharmie  i  zaufać  sandze  w 
pełnym tego słowa znaczeniu. 
    Prawdziwa  wolność  polega  na  tym,  by  nie  czuć  się  ograniczonym,  nosząc  szatę 
zen,  tę  kłopotliwą  oficjalną  szatę.  Podobnie  w  naszym  pełnym  zajęć  życiu 
powinniśmy  znosić  cywilizację  bez  udręki,  nie  ignorując  jej  i  nie  czując  się 
schwytani  w  pułapkę.  Nie  udając  się  dokądkolwiek,  nie  uciekając,  możemy  w  tym 
pełnym zajęć życiu odnaleźć spokój. 
    Dogen Zenji radził, byśmy byli jak żeglarz. Choć niesie go łódź, on nad nią panuje. 
Tak  właśnie  żyjemy  w  tym  świecie.  Nawet  jeśli  rozumiesz,  jak  żyć  w  tym  świecie, 
będąc żeglarzem, nie znaczy to, że umiesz tego dokonać. To bardzo trudne i dlatego 
właśnie praktykujemy zazen. 
    Wczoraj  powiedziałem:  „Nie  powinieneś  się  ruszać,  nawet  jeśli  bardzo  bolą  cię 
nogi” i niektórzy mogli to zrozumieć dosłownie. Naprawdę chodziło mi o to, że taka 
powinna być twoja determinacja w praktykowaniu zazen. Jeśli ból jest zbyt duży, mo-
ż

esz  zmienić  pozycję,  ale  determinacja  nie  powinna  osłabnąć.  Ważne  jest  też  słowo 

„powinna” - nie jest to konieczne. 
    Tajemnica  Soto  zen  zawiera  się  w  tych  dwóch  słowach:  „Nie  zawsze  tak”.  Po 
angielsku  [również  po  polsku]  to  trzy  słowa,  a  po  japońsku  dwa.  „Nie  zawsze  tak”. 
Oto  tajemnica  tej  nauki.  Może  być  tak,  ale  nie  zawsze  jest.  Kiedy  nie  wpadamy  w 
pułapkę  słów  ani  zasad,  nie  mamy  z  góry  wyrobionych  osądów,  naprawdę  coś 
robimy, a robiąc to, stosujemy naszą naukę. 
    Kurczowe przywieranie do czegoś jest lenistwem.  Zanim  wykonasz coś trudnego, 
chcesz  to  zrozumieć  i  dajesz  się  schwytać  w  pułapkę  słów.  Kiedy  jesteś 
wystarczająco  odważny,  aby  zaakceptować  swoje  otoczenie  bez  osądzania,  co  jest 
właściwe, a co nie, wówczas przekazywana ci nauka będzie pomocna. Jeśli zaś dasz 
się  schwytać  w  pułapkę,  będziesz  miał  podwójny  problem  -  czy  powinieneś  działać 

background image

zgodnie z nauką, czy iść własną drogą. Taki problem wynika z kurczowego trzymania 
się nauki. Tak więc najpierw praktykuj, a potem stosuj naukę. 
    Praktykujemy zazen jak ktoś bliski śmierci. Nie ma na czym polegać ani od czego 
być  zależnym.  Ponieważ  umierasz,  niczego  nie  chcesz,  zatem  nic  nie  może  cię 
zwieść. 
    Większość  ludzi  nie  tylko  daje  się  ogłupić,  ale  również  ogłupia  się  sobą,  swoimi 
umiejętnościami, urodą, pewnością i poglądami. Powinniśmy  wiedzieć, czy sami się 
nie ogłupiamy. Kiedy zwodzi cię ktoś inny, szkoda nie będzie aż tak duża, ale kiedy 
sam siebie zwodzisz, jest to fatalne w skutkach.  
    Możesz  odczuwać  pewną  niechęć  w  stosunku  do  zen  albo  do  swojego  sposobu 
ż

ycia w tym świecie, ale nie zatrać się w tym. Rozumiesz? Jeśli mocno zaangażujesz 

się  w  stawianie  oporu  lub  walkę,  stracisz  samego  siebie.  Utracisz  siłę,  przyjaciół  i 
rodziców. Utracisz wszystko, swoją pewność siebie, błysk w oku. Będziesz martwy! I 
nikt nie powie: „Och, tak mi przykro”. Nikt tak nie powie. Spójrz na swoją twarz w 
lustrze i sprawdź, czy żyjesz. Nawet gdy praktykujesz zazen, jeśli nie przestaniesz się 
zwodzić, praktyka nie pomoże. Rozumiecie? 
    Praktykujmy więc wytrwale, dopóki jeszcze tli się w nas życie.

background image

BEZPOŚREDNIE 

DOŚWIADCZANIE 

RZECZYWISTOŚCI 

Kiedy  studiujesz  coś  całym  sercem  i  umysłem,  zyskujesz  bezpośrednie 
doświadczenie.  Kiedy  wierzysz,  że  masz  jakiś  problem,  znaczy  to,  że  twoja 
praktyka  nie  jest  wystarczająco  dobra.  Gdy  twoja  praktyka  jest  wystarczająco 
dobra,  cokolwiek  widzisz,  cokolwiek  robisz,  bezpośrednio  doświadczasz 
rzeczywistości. 

Mistrz zen Dogen powiedział: „Góry i rzeki, ziemia i niebo - wszystko zachęca nas do 
osiągnięcia  oświecenia”.  Podobnie  celem  mojego  wykładu  jest  zachęcenie  was  do 
osiągnięcia  oświecenia,  do  prawdziwego  doświadczenia  buddyzmu.  Nawet  jeśli 
sądzisz,  że  studiujesz  buddyzm,  czytając,  może  to  być  raczej  intelektualne 
zrozumienie niż bezpośrednie doświadczenie. 
    Intelektualne  zrozumienie  jest  konieczne,  ale  nie  na  tym  kończy  się  nauka.  Nie 
znaczy to, że należy je ignorować albo że oświecenie jest czymś całkowicie różnym 
od  intelektualnego  zrozumienia.  Prawdziwe,  bezpośrednie  doświadczenie  rzeczy 
może  być  intelektualne.  Być  może  to  wyjaśnienie  pomoże  ci  zyskać  bezpośrednie 
doświadczenie. Konieczne jest zarówno intelektualne zrozumienie, jak i bezpośrednie 
doświadczenie, ale ważna jest świadomość różnicy pomiędzy nimi. Czasami możesz 
uważać  coś  za  doświadczenie  oświecenia,  a  to  tylko  intelekt.  Dlatego  musisz  mieć 
prawdziwego nauczyciela, który rozumie różnicę. 
    Zatem  kiedy  studiujemy  buddyzm,  konieczne  jest  silne  przekonanie  i  uczenie  się 
nie  tylko  umysłem,  ale  również  ciałem.  Kiedy  przychodzisz  na  wykład,  nawet  gdy 
jesteś  śpiący  i  nie  jesteś  w  stanie  słuchać,  twój  udział  zaowocuje  doświadczeniem 
oświecenia. 
    Bezpośrednie  doświadczenie  pojawia  się  wówczas,  gdy  pozostajesz  w  całkowitej 
jedności  z  działaniem,  kiedy  nie  masz  pojęcia  siebie.  Może  pojawić  się,  kiedy 
siedzisz,  ale  również  wtedy,  gdy  twój  poszukujący  umysł  jest  wystarczająco  silny, 
ż

eby  zapomnieć  o  egoistycznych  pragnieniach.  Kiedy  wierzysz,  że  masz  jakiś 

problem,  znaczy  to,  że  twoja  praktyka  nie  jest  wystarczająco  dobra.  Gdy  twoja 
praktyka  jest  wystarczająco  dobra,  cokolwiek  widzisz,  cokolwiek  robisz, 
bezpośrednio  doświadczasz  rzeczywistości.  Powinieneś  o  tym  pamiętać.  Zazwyczaj, 
nie zdając sobie z tego sprawy, osądzamy i mówimy: „to jest dobre, to jest złe”, „to 
jest  doskonałe,  a  to  nie  jest  doskonałe”.  Wydaje  się  to  niedorzeczne,  kiedy  wy-
konujemy prawdziwą praktykę. 
    Czasami  możemy  stwierdzić,  że  dla  buddystów  nie  ma  nic  niewłaściwego. 
Cokolwiek robisz, wiesz, że „to robi Budda, nie ja” albo „Budda jest odpowiedzialny, 

background image

nie ja”. Ale jeśli używasz tego jako wymówki, zachodzi nieporozumienie. Mówimy: 
„Wszystkie  istoty  mają  naturę  buddy”,  aby  zachęcić  was  do  prawdziwego 
doświadczania. Naszym celem jest wspieranie twojej prawdziwej praktyki, a nie pod-
suwanie wymówek dla praktyki leniwej czy ledwie formalnej. 

    W  Chinach  ludzie  noszą  dzbany  na  głowach,  czy  to  z  miodem,  czy  z  wodą. 
Czasami ktoś upuszcza dzban. To oczywiście wielki błąd, ale nic złego się nie dzieje, 
jeśli nie oglądasz się za siebie. Po prostu idziesz dalej, nawet jeśli na twojej głowie 
nie  ma  już  dzbana  wody  czy  miodu.  Dalsza  wędrówka  nie  jest  błędem.  Ale  jeśli 
powiesz: „Och! Straciłem go!”, popełnisz błąd. To nie jest prawdziwa praktyka. 
    Kiedy  utalentowany  mistrz  sztuk  walki  używa  miecza,  powinien  umieć  zabić 
muchę na nosie przyjaciela, nie kalecząc go. Lęk przed skaleczeniem kogoś nie jest 
prawdziwą praktyką. Kiedy coś robisz, rób to z determinacją! Ziuuu! Bez idei talentu 
czy  jego  braku,  niebezpieczeństwa  czy  bezpieczeństwa,  po  prostu  działaj. 
Wykonywanie czegoś z takim przekonaniem to prawdziwa  praktyka. To prawdziwe 
oświecenie. 
    Takie  silne  przekonanie  ma  służyć  zrozumieniu,  że  twoje  życie  wykracza  poza 
pojęcia  sukcesu”  czy  „braku  sukcesu”.  Robisz  coś  bez  uczucia  strachu.  To  właśnie 
jest  prawdziwa  praktyka  i  umysł  szukający  drogi,  która  wznosi  się  ponad 
dualistyczne pojęcie dobrego i złego, właściwego i niewłaściwego. Po prostu działaj. 
    W  ten  sposób  praktykujemy  Cztery  Szlachetne  Prawdy

3

.  Pomagamy  ludziom  po 

prostu dlatego, że chcemy, a nie dlatego, że myślimy o sukcesie. Czujących istot jest 
nieskończenie  wiele,  nie  wiemy  więc,  czy  jesteśmy  w  stanie  pomóc  im  wszystkim. 
Jednak  nie  ma  to  znaczenia.  Dopóki  tu  jesteśmy,  powinniśmy  nieustannie 
praktykować pomaganie innym istotom. 

    Nie  można  ostatecznie  pojąć  tej  nauki.  Czy  rozumiemy  ją,  czy  nie,  cały  czas 
staramy  się  zrozumieć.  Gdy  będziemy  zgłębiać  ją  z  przekonaniem,  napotkamy 
bezcenne  nauki,  które  rzadko  się  trafiają  nawet  podczas  tysiąca  kalp.  Ta  doskonała 
nauka nie da się porównać z żadną inną. 
    Nieporównywalna  nauka  nie  znaczy  najlepsza.  Dogen  Zenji  mówił:  „Nie 
dyskutujemy  o  znaczeniu  nauki,  stosując  porównania,  ale  kładziemy  nacisk  na 
praktykę”.  Skupiamy  się  na  studiach,  przyjmowaniu  nauki  i  życiu  według  niej.  Nie 
zastanawiamy  się,  czy  nasza  nauka  jest  głęboka  czy  wzniosła,  ale  jaką  przyjąć 
postawę  wobec  niej.  Jest  to  charakterystyczne  dla  zen  i  prawdziwego  buddyzmu. 
Kładziemy  nacisk  raczej  na  prawdziwą  praktykę  niż  ustanawianie  buddyjskiego 
systemu. 
    Wszystkie  nasze  zasady  mają  ułatwić  praktykę.  Mają  otwierać  drzwi  dla 

                     

3)  Są to Dukkha - Prawda o Cierpieniu, Samudaja - Prawda o Powstawaniu 
Cierpienia, Nirodha - Prawda o Zniszczeniu Cierpienia oraz Magga - Prawda o 
Drodze Prowadzącej do Zniszczenia Cierpienia (przyp. tłum.). 

 

background image

wszystkich,  a  nie  utrudniać  przejście.  Wiemy,  jakie  to  trudne,  dlatego  też  usta-
nowiliśmy pewne reguły dla ułatwienia praktyki. Jeśli nie ma słupa, na który mógłbyś 
się  wspiąć,  będzie  ci  trudno  doświadczyć  tego  uczucia,  jakie  pojawia  się,  gdy 
zeskakujesz  z  jego  czubka.  Jeśli  dziecko  nie  ma  zabawek,  trudno  o  prawdziwe 
doświadczenie ludzkiej istoty. Nasze zasady są rodzajem zabawki, która ma ci pomóc 
doświadczać  jako  buddyście.  Nie  znaczy  to,  że  zabawka  jest  niezbędna,  ale  po-
trzebna, gdy jesteś młody. 
    Nie  ma  zatem  potrzeby  nieustannie  przestrzegać  zasad.  Ważne  jest,  aby  droga 
twojego życia stała się bardziej wartościowa. Kiedy gotów jesteś doceniać rzeczy, nie 
musisz  mieć pięknej  misy.  Rzeczy będą  wspomagać twoją praktykę. Jeśli naprawdę 
potrafisz cieszyć się życiem, nawet zranienie ciała nie ma znaczenia. Wszystko jest w 
porządku,  nawet  jeśli  umrzesz.  Kiedy  jesteś  zachęcany  do  praktyki  i  rozumiesz,  że 
wszystko  cały  czas  ci  pomaga,  życie  czy  śmierć  nie  mają  znaczenia.  Jest  dobrze. 
Zupełnie dobrze. To całkowite wyrzeczenie.  
    Twoja praktyka będzie na tyle silna, że nigdy nie ustanie, bez względu na życie czy 
ś

mierć.  W  ten  sposób  można  wytłumaczyć  nasze  oświecenie.  Praktyka  zależy  od 

ciebie. Nie potrafię wam wyjaśnić znaczenia buddyzmu. Na swój własny sposób wy-
tłumacz sobie swoją drogę życia jako buddysty. 
    Mówię,  żeby  zachęcić  was  do  praktyki.  Niemożliwe  jest  dokładne  stosowanie  się 
do moich nauk, ale być może coś wam to zasugeruje.

background image

PRAWDZIWE SKUPIENIE 

Akceptujesz  myślenie,  ponieważ  proces  myślowy  już  zachodzi.  Nic  nie  możesz 
zrobić.  Nie  ma  potrzeby  próbować  się  go  pozbyć.  Nie  chodzi  o  to,  czy  coś  jest 
właściwe czy niewłaściwe, ale o uczciwą akceptację tego, co robisz. Z otwartym 
umysłem. 

Prawdziwe  skupienie  nie  oznacza  koncentracji  na  jednej  tylko  rzeczy.  Chociaż 
mówimy: „Rób wszystko po kolei”, trudno wytłumaczyć, co to znaczy. Nie próbując 
skupiać umysłu na czymkolwiek, jesteśmy gotowi skupić się na czymś. Na przykład 
jeśli skupię wzrok na jednej osobie w zendo, niemożliwe będzie zauważanie innych. 
Więc  kiedy  praktykuję  zazen,  na  nikogo  nie  patrzę.  Wówczas  mogę  dostrzec,  gdy 
ktoś się poruszy. 
    Awalokiteśwara  to  bodhisattwa  współczucia.  Niekiedy  przedstawiany  jest  jako 
mężczyzna, ale pojawia się również pod postacią kobiety. Czasami ma tysiąc rąk, aby 
pomagać  innym,  ale  gdyby  skupił  się  na  jednej,  wtedy  pozostałe  999  byłyby 
bezużyteczne. 
    Od  starożytności  głównym  celem  praktyki  było  zachowanie  jasnego,  spokojnego 
umysłu,  cokolwiek  robisz.  Nawet  kiedy  jesz  coś  smacznego,  twój  umysł  powinien 
być  na  tyle  spokojny,  aby  docenić  wysiłek  przygotowania  dań,  pałeczek,  misek  i 
wszystkiego,  czego  używamy.  Z  pogodnym  umysłem  możemy  docenić  smak 
każdego  warzywa,  jako  że  nie  dodajemy  wielu  przypraw.  W  taki  właśnie  sposób 
gotujemy i spożywamy posiłek. 
    Znać kogoś znaczy czuć czyjś smak. To, co wyczuwasz w danej osobie. Każdy ma 
swój  własny  smak,  szczególną  osobowość,  która  budzi  wiele  uczuć.  Docenianie  tej 
osobowości  czy  smaku  oznacza  pozostawanie  z  kimś  w  dobrym  związku.  Wówczas 
naprawdę  możemy  się  przyjaźnić.  Nie  oznacza  to  przywierania  do  kogoś  czy  też 
sprawiania komuś radości, ale całkowite docenienie. 
    Aby doceniać rzeczy i ludzi, nasz umysł musi być jasny i spokojny. Praktykujemy 
więc  zazen  albo  „po  prostu  siedzimy”,  nie  gromadząc  żadnych  idei.  Wtedy  jesteś 
sobą.  „Osadzasz  się  w  sobie”.  Praktykując  w  ten  sposób,  jesteśmy  wolni,  ale  być 
może  twoje  rozumienie  wolności  i  wolność  buddyzmu  zen  nie  są  takie  same.  Aby 
osiągnąć wolność, siadamy wyprostowani ze skrzyżowanymi nogami, a nasze oczy i 
uszy  są  otwarte  na  wszystko.  Owa  gotowość  czy  też  otwartość  jest  bardzo  ważna, 
ponieważ mamy skłonność do popadania w przesadę i przywiązywania się do czegoś. 
W ten sposób możemy utracić spokój umysłu, który powinien być jak zwierciadło. 
    Praktykując zazen, osiągamy spokój i jasność umysłu, jednak nie jesteśmy w stanie 
tego zrobić, stosując fizyczny przymus czy też tworząc jakiś szczególny stan umysłu. 
Możecie  myśleć,  że  praktyka  zen  to  posiadanie  umysłu,  który  jest  jak  zwierciadło. 
Tak jest, jednak jeśli praktykujesz zazen, aby osiągnąć taki stan, nie jest to praktyka 

background image

w naszym rozumieniu. Staje się wówczas nie praktyką, lecz sztuką zen. 
    Różnica  pomiędzy  sztuką  zen  a  prawdziwym  zen  polega  na  tym,  że  osiągniesz 
prawdziwy zen, nie starając się. Jeśli próbujesz coś robić, tracisz to. Skupiasz się na 
jednej  z  tysiąca  rąk  i  tracisz  999.  Dlatego  właśnie  mówimy:  „Po  prostu  siedź”.  Nie 
oznacza to całkowitego powstrzymania swego umysłu ani skupienia na oddechu, choć 
to pomaga. Gdy praktykujesz, licząc oddechy, możesz czuć się znudzony, bo nie ma 
to  dla  ciebie  wielkiego  znaczenia,  ale  wówczas  tracisz  zrozumienie  prawdziwej 
praktyki. Praktykujemy skupienie albo pozwalamy  umysłowi podążać za oddechem, 
ż

eby  nie  oddawać  się  jakimś  skomplikowanym  praktykom,  w  których  moglibyśmy 

się zatracić, usiłując czegoś dokonać. 
    W  sztuce  zen  próbujesz  być  wprawnym  mistrzem  zen  o  wielkiej  sile  i  dobrej 
praktyce. „Och, chcę być taki jak on. Muszę się bardzo starać”. Sztuka zen skupia się 
na  rysowaniu  prostej  linii  albo  kontrolowaniu  umysłu.  Ale  zen  jest  dla  wszystkich, 
nawet  jeśli  nie  umieją  rysować  prostych  linii.  Jeśli  potrafisz  narysować  linię,  po 
prostu linię, to jest zen.  Dla  dziecka to naturalne, a linia jest piękna.  nawet jeśli  nie 
jest prosta. A więc bez względu na to, czy podoba ci się siedzenie ze skrzyżowanymi 
nogami,  czy  nie,  czy  potrafisz  to  zrobić,  czy  nie,  jeśli  wiesz,  czym  naprawdę  jest 
zazen, możesz tego dokonać. 
    Najważniejsze w naszej praktyce jest przestrzeganie planu zajęć i współdziałanie z 
innymi ludźmi. Możesz myśleć, że to praktyka grupowa, ale tak nie jest. Praktyka w 
grupie jest zupełnie innym rodzajem sztuki. Podczas wojny niektórzy młodzi ludzie, 
zachęceni  nastrojami  panującymi  w  Japonii,  recytowali  mi  werset  z  Shushogi: 
„Najważniejsze  w  praktyce  jest  zrozumienie  narodzin  i  śmierci”.  Mówili:  „Nawet 
jeśli nie znam  tej sutry,  mogę zginąć  na froncie”. To jest praktyka zbiorowa. Łatwo 
umrzeć, będąc zachęcanym przez trąby, szczęk broni i wojenne okrzyki. 
    Nie  jest  to  nasza  praktyka.  Choć  praktykujemy  z  ludźmi,  naszym  celem  jest 
praktykowanie  z  górami  i  rzekami,  drzewa  mi  i  kamieniami,  całym  światem, 
wszechświatem,  i  odnalezienie  siebie  w  wielkim  kosmosie.  Kiedy  praktykujemy  z 
tym ogromnym światem, intuicyjnie wyczuwamy, w którą stronę iść. Kiedy to, co cię 
otacza,  daje  ci  znak,  jaką  obrać  drogę,  to  nawet  jeśli  nie  myślisz  o  podążaniu  za 
znakiem, będziesz szedł we właściwym kierunku. 
    Dobrze  jest  praktykować  na  nasz  sposób,  ale  możesz  praktykować  z  błędną  ideą. 
Mimo to, jeśli zdajesz sobie sprawę: „Popełniam błąd, ale i tak nie mogę zaprzestać 
praktyki”,  nie  ma  powodu  do  zmartwienia.  Jeśli  otworzysz  swoje  prawdziwe  oczy  i 
zaakceptujesz,  że  pochłonęła  cię  niewłaściwa  idea  praktyki,  będzie  to  prawdziwa 
praktyka. 
    Akceptujesz  myślenie,  ponieważ  proces  myślowy  już  zachodzi.  Nic  nie  możesz 
zrobić.  Nie  ma  potrzeby  próbować  się  go  pozbyć.  Nie  chodzi  o  to,  czy  coś  jest 
właściwe,  czy  niewłaściwe,  ale  o  uczciwą  akceptację  tego,  co  robisz.  Z  otwartym 
umysłem. To najważniejsza sprawa. Kiedy praktykujesz zazen, zaakceptujesz w sobie 
tego, który  myśli o czymś,  nie próbując się uwolnić od obrazów.  „Och! To one”.  A 

background image

gdy  ktoś  się  poruszy,  stwierdzisz:  „  Ach,  rusza  A  gdy  przestanie  się  ruszać,  twoje 
oczy  nadal  będą  widziały  to  samo.  Tak  właśnie  twoje  oczy  będą  widzieć,  kiedy 
niczemu  szczególnemu  nie  będziesz  się  przyglądał.  W  ten  sposób  twoja  praktyka 
będzie obejmować wszystko, jedno po drugim, i nie stracisz spokoju umysłu. 
    Zasięg  takiej  praktyki  nie  ma  granic.  Wtedy  jesteśmy  naprawdę  wolni.  Gdy  sam 
siebie  ocenisz  jako  dobrego  lub  złego,  prawego  bądź  nieprawego,  zyskując  wartość 
porównawczą,  stracisz  tę  absolutną.  Kiedy  zaś  osądzasz  siebie  według 
nieograniczonych  miar, osadzasz się  w  swoim prawdziwym ja. To wystarczy, nawet 
jeśli  uważasz,  że  potrzeba  ci  lepszej  miary.  Jeśli  to  zrozumiesz,  będziesz  wiedział, 
czym dla ludzi i całego świata jest prawdziwa praktyka. 

background image

DOKĄDKOLWIEK IDĘ, SPOTYKAM 

SIEBIE 

Dopóki  lgniesz  do  idei  „ja”  i  próbujesz  udoskonalić  swoją  praktykę  lub  coś 
odnaleźć,  dopóki  usiłujesz  stworzyć  udoskonalone,  lepsze  „ja”,  w  swojej 
praktyce schodzisz na manowce. Nie masz czasu, aby osiągnąć cel. 

Większość  z  nas  pragnie  wiedzieć,  czym  jest  „ja”.  To  wielki  problem.  Usiłuję 
zrozumieć, dlaczego go macie. Wydaje mi się, iż mimo że próbujecie zrozumieć, kim 
jesteście, zadanie to jest niewykonalne i  nigdy nie zobaczycie swojego ja. Mówicie, 
ż

e trudno siedzieć, nie myśląc, ale jeszcze trudniej będzie próbować myśleć o swoim 

ja. Prawie niemożliwe jest dojście do jakiegoś wniosku i jeśli nie zaprzestaniecie tych 
prób, oszalejecie i nie będziecie wiedzieli, co zrobić ze swoim ja. 
    Wasza  kultura  oparta  jest  na  idei  samodoskonalenia.  To  idea  raczej  naukowa.  W 
nauce udoskonalenie znaczy, że zamiast płynąć do Japonii statkiem, możesz polecieć 
odrzutowcem. Udoskonalenie oparte jest zatem na wartości porównawczej, która jest 
podstawą  również  naszego  społeczeństwa  i  gospodarki.  Rozumiem,  że  odrzucacie 
ideę cywilizacji, ale nie odrzucacie idei doskonalenia. Stale próbujecie coś ulepszyć. 
Być może większość z was siedzi tu, aby udoskonalić swoje zazen, ale buddyści nie 
przywiązują się tak bardzo do idei doskonalenia. 
    Jeśli  praktykujesz  zazen,  próbując  się  udoskonalić,  może  chcesz  poznać  samego 
siebie w bardziej psychologiczny sposób. Psychologia wskaże ci pewne cechy twojej 
osobowości, ale nie powie ci  dokładnie, kim jesteś. To tylko jedna z  wielu interpre-
tacji  twojego  umysłu.  Jeśli  pójdziesz  do  psychologa  albo  psychiatry,  uzyskasz 
mnóstwo  informacji  na  swój  temat.  Dopóki  do  nich  chodzisz,  możesz  odczuwać 
pewną ulgę. Możesz poczuć się uwolniony od brzemienia, które dźwigasz, ale w zen 
rozumiemy siebie zupełnie inaczej. 
    Tozan,  założyciel  chińskiej  szkoły  Soto  zen,  powiedział:  „Nie  próbuj  patrzeć  na 
siebie  obiektywnie”.  Innymi  słowy,  nie  próbuj  szukać  na  swój  temat  informacji 
będących obiektywną prawdą. To tylko informacja. Tozan mówi, że prawdziwe ja jest 
odmienne  od  informacji,  które  masz.  Prawdziwe  ja  nie  ma  z  tym  nic  wspólnego. 
„Podążam własną drogą. Dokądkolwiek idę, spotykam siebie”. 
    Tozan  odrzuca  próby  lgnięcia  do  informacji  na  swój  temat  i  mówi,  że  trzeba  iść 
samodzielnie na własnych nogach. Cokolwiek mówią ludzie, idź własną drogą, ale też 
praktykuj z ludźmi. To kolejna sprawa: aby spotkać siebie, trzeba praktykować wraz z 
innymi. 
    Kiedy  patrzysz  na  kogoś  szczerze  praktykującego,  widzisz  siebie.  Jeśli  czyjaś 
praktyka  robi  na  tobie  duże  wrażenie,  mówisz:  „Och,  tak  świetnie  mu  idzie”.  Ten 
„on”  nie  jest  ani  nim,  ani  tobą  -  to  ktoś  znacznie  więcej.  Kim  on  jest?  Po  namyśle 

background image

możesz powiedzieć: „On jest tam, a ja tutaj”. Ale mimo że imponuje ci jego praktyka, 
„on”  nie  jest  ani  tobą,  ani  nim.  Jeśli  coś  robi  na  tobie  wrażenie,  to  właśnie  twoje 
prawdziwe  ja.  Jest  ono  czystym  doświadczeniem  twojej  praktyki.  Dopóki  usiłujesz 
udoskonalić samego siebie, nosisz w sercu ideę ja, co jest niewłaściwą praktyką. Nie 
o takiej praktyce mówimy. 
    Kiedy  oczyścisz  swój  umysł,  kiedy  porzucisz  wszystko  i  będziesz  po  prostu 
praktykował  zazen  z  otwartym  umysłem,  cokolwiek  zobaczysz,  napotkasz  siebie. 
Siebie,  poza  ideą  „jego”,  „jej”  czy  „mnie”.  Dopóki  lgniesz  do  idei  ja  i  próbujesz 
udoskonalić  swoją  praktykę  lub  coś  odnaleźć,  dopóki  usiłujesz  stworzyć 
udoskonalone, lepsze ja, w swojej praktyce schodzisz na manowce. Nie masz czasu, 
aby  osiągnąć  cel,  zatem  w  końcu  zmęczysz  się  i  powiesz:  „Zen  to  nic  dobrego. 
Praktykowałem zazen przez lata, ale niczego nie osiągnąłem! „ Jednak jeśli po prostu 
przychodzisz  tutaj,  siadasz  wraz  ze  szczerymi  uczniami,  stajesz  się  jednym  z  nich  i 
nie ustajesz, to właśnie jest nasza praktyka. Możesz tego doświadczyć, gdziekolwiek 
jesteś. Tozan mówił: „Dokądkolwiek idę, spotykam siebie”. Widząc wodę, widzi sie-
bie. Wystarczy, że zobaczy wodę, nawet jeśli nie potrafi w niej zobaczyć siebie. 
    Nie można zatem zrozumieć siebie poprzez obiektywne zrozumienie ani zbieranie 
informacji  z  różnych  źródeł.  Gdy  ludzie  twierdzą,  że  oszalałeś,  odpowiadaj:  „W 
porządku, oszalałem! ’’ Jeśli mówią, że jesteś złym uczniem, rzeczywiście może tak 
być. „Jestem złym uczniem, ale bardzo się staram”. To wystarczy. Kiedy siedzisz w 
ten  sposób,  akceptujesz  siebie  i  wszystkich  innych.  Gdy  zaś  jesteś  zaangażowany  w 
przeróżne  głupiutkie  problemy,  siedzisz  razem  z  nimi.  Wtedy  jesteś  sobą.  Kiedy 
jednak próbujesz pozbyć się swoich problemów, praktyka nie jest właściwa. 
    Jeśli  przywierasz  do  idei,  którą  tworzysz,  jak  „ja”  czy  obiektywna  rzeczywistość, 
zagubisz się w obiektywnym świecie, który stworzyłeś własnym umysłem. Tworzysz 
rzeczy  jedną  po  drugiej  i  nie  ma  temu  końca.  Być  może  tworzysz  różne  światy,  a 
tworzenie  i  oglądanie  wielu  rzeczy  jest  bardzo  ciekawe,  jednak  nie  powinieneś 
zatracać się w swoich wytworach. 
    Drugą  stroną  naszej  praktyki  jest  myślenie  i  działanie.  Nie  próbujemy  upodobnić 
się  do  kamienia.  Naszą  praktyką  jest  codzienne  życie.  Zamiast  dać  się  zniewolić 
myślącemu  umysłowi,  wyobraźni  czy  też  emocjom,  myślimy  w  prawdziwym  tego 
słowa znaczeniu. Nasze myślenie pochodzi z prawdziwego ja, które zawiera w sobie 
wszystko. Zanim jeszcze o tym pomyślimy, drzewa, ptaki i wszystko również myśli. 
A  kiedy  myślą,  wydają  różne  odgłosy.  Takie  jest  ich  myślenie.  Nie  ma  potrzeby, 
abyśmy myśleli więcej. Myślenie istnieje już, kiedy widzimy rzeczy takimi, jaka jest. 
Ten  rodzaj  czystego  myślenia  występuje  w  naszej  praktyce,  zatem  zawsze  jesteśmy 
wolni od siebie samych. Możemy widzieć rzeczy takimi, jaka jest, a zarazem myśleć o 
nich. Ponieważ nie przywiązujemy się do żadnego określonego sposobu myślenia, nie 
istnieje dla nas sposób prawdziwy czy fałszywy.

background image

SZEF WSZYSTKIEGO 

Nie  będąc  zniewolony,  jesteś  w  stanie  dzielić  swoją  praktykę  ze  wszystkim.  Tak 
właśnie  ustanawiasz  siebie  w  sobie.  Jesteś  gotów  wszystko  objąć.  A  kiedy 
wszystko obejmiesz, pojawi się prawdziwe ja. 

Powodem,  dla  którego  praktykujemy  zazen,  jest  chęć  bycia  „szefem  wszystkiego”. 
Gdziekolwiek jesteśmy. Kiedy rozumujesz w ten sposób, istniejesz jako idea swojego 
umysłu.  Nie  mam  na  myśli  „ja”.  To  iluzja,  ponieważ  idee,  które  masz,  nie  są 
wspierane  praktyką,  stajesz  się  więc  niewolnikiem  idei  „ja”  i  „inni’.  Kiedy 
prawdziwa  potęga  praktyki  wspiera  twoje  zrozumienie,  wówczas  „ja,  które 
praktykuje, jest szefem wszystkiego, szefem swojego „ja. 
    Dlatego  Budda  nakazywał  panowanie  nad  sobą.  Ja,  nad którym  musisz  panować, 
to  zwodnicze,  a  nie  prawdziwe  ja.  Masz  ideę  tego,  kim  jesteś,  i  wpadasz  w  jej 
pułapkę. Stajesz  się  niewolnikiem  fałszywego ja, stąd twoje kłopoty i zamęt.  Kiedy 
owe  idee  są  kontrolowane  przez  moc  twojej  praktyki,  wówczas  to  „ja”  jest  szefem 
wszystkiego.  Wtedy  nawet  umysł  pogrążony  w  chaosie  będzie  wspierany  przez 
praktykę. 

    Kiedy  praktykujesz  zazen,  twoje  uszy  odbierają  dźwięki.  Możesz  słyszeć 
najróżniejsze głosy, a czasami mieć w umyśle przeróżne idee, ale jeśli twoja praktyka 
jest dobra, będzie obejmowała dźwięki, które słyszysz, i obrazy, które widzisz. Są one 
częścią  ciebie. Twoja  praktyka  jest  wystarczająco  mocna,  aby  je  mieć,  „posiadać  na 
własność”, nie zniewalając ich, w taki sam sposób, w jaki masz ręce i oczy. 
    Czasami wydaje się, że prawa i lewa ręka nie współpracują. Kiedy naprawdę jesteś 
szefem  wszystkiego,  nie  ma  zamieszania,  nawet  jeśli  na  to  wygląda.  Może  się 
wydawać,  że  robisz  coś  niewłaściwego,  a  ludzie  mogą  mówić:  „Och,  on  robi  coś 
złego”,  ale  to  tylko  ich  zrozumienie  rzeczy.  Nie  robisz  nic  złego,  bo  wszystko  jest 
twoją własnością i kierujesz rzeczami tak jak swoimi rękami. 
    Pozwalasz  sobie  być  ze  wszystkim  i  pozwalasz  rzeczom  być  takimi,  jakimi  chcą 
być.  Taka  jest  potęga  praktyki,  a  to  coś  całkiem  innego  niż  robienie  czegoś 
niewłaściwego. Ktoś może cierpieć, robiąc coś złego, ale dla ciebie nie ma cierpienia. 
Ty tylko kierujesz rzeczami w pewien sposób, jak swoją własnością. 
    W  taki  sam  sposób  powinny  być  również  respektowane  nakazy.  Przestrzegasz 
nakazów  nie  dlatego,  że  musisz  słuchać  słów  Buddy,  ale  aby  objąć  prawdziwą 
praktyką codzienne życie lub ustanowić siebie samego. Ja zawiera w sobie wszystko. 
Czasami  mówimy,  że  aby  objąć  praktyką  codzienne  życie,  trzeba  być  całkowicie 
zaangażowanym  w swoje działanie albo stanowić jedność  ze  wszystkim, ale nie jest 
to  jasne.  Mógłbyś  wtedy  powiedzieć,  że  zniewolenie  przez  manię  gry  w  siatkówkę 
czy  skłonność  do  hazardu  jest  tym  samym  co  praktyka.  Ale  to  jest  zniewolenie,  nie 
praktyka.  Nie  jesteś  szefem  hazardu  -  to  hazard  jest  twoim  szefem.  Twoja  praktyka 

background image

nie działa. Stajesz się zniewolony przez coś, co stworzyłeś własnym umysłem. 
    Twój umysł wiruje i stwarza iluzje. Zyskujesz ideę zdobywania albo ideę radosnej 
spekulacji,  to  wszystko.  Jesteś  więc  zniewolony  przez  siebie  i  hazard.  Wcale  nie 
praktykujesz  zazen.  Nie  jesteś  szefem,  twój  umysł  nie  jest  twoją  własnością.  Nawet 
nogi nie są twoją własnością, bo gdy tylko wstaniesz, one chcą iść do Reno! Praktyka 
nie wspiera twoich nóg. Na tym polega różnica. 
    Zatem  stanowienie  z  czymś  jedności  nie  oznacza  schwytania.  Jesteś  schwytany, 
gdy stajesz się częścią czegoś, co powstało w twoim umyśle. Tworzysz w umyśle coś 
interesującego, stajesz się bardzo podatny na sugestie i masz ochotę zostać członkiem 
grupy, którą masz w umyśle. Jesteś jej niewolnikiem, nawet jeśli nie istnieje nic poza 
tym, co stworzył twój umysł. Praktyka nie istnieje - nie ma nic, co by cię wspierało. 
Nie jesteś szefem, a nawet tracisz samego siebie. Na tym polega różnica. 
    Mówimy  więc,  że  trzeba  praktykować  zazen  bez  idei  zdobywania,  bez  żadnego 
celu.  Niech  rzeczy  same  działają,  wspierając  wszystko,  co  do  ciebie  należy. 
Prawdziwa praktyka ma orientację lub kierunek, ale nie ma celu ani idei zdobywania, 
może  więc  objąć  wszystko,  co  się  pojawia.  Nieważne,  czy  jest  dobre,  czy  złe.  Jeśli 
pojawia  się  coś  złego,  mówisz:  „Dobrze,  jesteś  częścią  mnie”.  A  jeśli  coś  dobrego, 
stwierdzasz: „W porządku”. Ponieważ nie mamy żadnego określonego celu praktyki, 
nie jest ważne, co się pojawia. 
    Ponieważ taki umysł wszystko zawiera, nazywamy go dużym umysłem. Cokolwiek 
to  jest,  istnieje  w  nas,  posiadamy  go,  zatem  nazywamy  go 

dużym  umysłem”  albo 

„celem bez celu”, albo „językiem bez języka”. Nawet jeżeli o czymś mówię, nie ma 
w tym celu. Mówię do siebie, ponieważ jesteś częścią mnie. Moje mówienie nie ma 
więc  celu.  Coś  się  dzieje,  to  wszystko.  Dzieje  się  z  powodu  prawdziwej  radości 
dzielenia praktyki ze wszystkim. 
    Kiedy  praktykujesz  zazen,  wszystko  praktykuje  zazen,  wszystko,  co  masz, 
praktykuje zazen. Budda praktykuje zazen, Bodhidharma praktykuje zazen i wszystko 
praktykuje zazen razem z tobą. A ty dzielisz tę praktykę ze wszystkim. Zazen dzieje 
się  właśnie  w  taki  sposób,  nasze  prawdziwe  życie  dzieje  się  w  taki  sposób,  nasza 
prawdziwa droga bodhisattwy dzieje się w taki sposób. 
    W ten sposób pomagasz innym. Pomagać innym znaczy dzielić praktykę z ludźmi. 
Dzielimy naszą praktykę z dziećmi i ludźmi na ulicy. Nawet jeśli oni nie praktykują 
zazen,  możemy  dzielić  z  nimi  tę  praktykę,  ponieważ  jeśli  widzę  ludzi,  już  tu  są  i 
praktykuję zazen wraz z nimi, z odgłosem samochodu, ze wszystkim. 
    Gdy  ktoś  zapyta  mnie,  dlaczego  praktykuję,  mogę  odpowiedzieć,  że  robię  to,  aby 
mieć  dobrze  zorientowany  umysł.  Rzecz  w  tym,  aby  nie  utracić  tego  dobrze 
zorientowanego umysłu. W Japonii dzieci mają zabawkę zwaną bodhidharma. Znasz 
ją?  Jest  zrobiona  z  papieru  i  jeśli  się  ją  popchnie,  zawsze  wstaje.  Taka  jest  dobrze 
zorientowana praktyka. Ludzie cieszą się, rzucając zabawką, bo jakkolwiek upadnie, 
zawsze się podnosi. To dobra ilustracja naszej praktyki. 
    Nie  wiemy,  gdzie jest ja. Jeśli  mówisz:  „To jest  mój umysł”, to już  masz ideę ja. 

background image

Jest  tu,  a  nie  tam.  Myślisz,  że  umysł  znajduje  się  w  twojej  głowie,  ale  gdzie 
dokładnie? Nikt tego nie wie. Zatem nasza praktyka to być ze wszystkim. Nie będąc 
zniewolony,  jesteś  w  stanie  dzielić  swoją  praktykę  ze  wszystkim.  Tak  właśnie 
ustanawiasz  siebie  w  sobie.  Jesteś  gotów  wszystko  objąć.  A  kiedy  wszystko 
obejmiesz, pojawi się prawdziwe ja. 

background image

SZCZERA PRAKTYKA 

Ważna  jest  nie  nauka,  ale  charakter  wysiłku  ucznia.  Nawet  poszukiwanie 
oświecenia  oznacza,  że  twój  umysł  nie  jest  wystarczająco  duży.  Nie  jesteś 
wystarczająco uczciwy, ponieważ twoja nauka ma jakiś cel. 
 

Choć  Dogen  Zenji  jest  uważany  za  założyciela  szkoły  Soto  zen  w  Japonii,  nie  lubił 
utożsamiać  się  z  „zen”,  a  co  dopiero  z  „Soto”.  Jeśli  było  to  konieczne,  mówił,  aby 
nazywano nas uczniami Buddy, a siebie nazywał mnichem Dogenem. 
    Kiedy  Dogen  Zenji  studiował  w  Chinach  razem  z  mistrzem  zen  Tendo  Nyojo 
Zenji,  istniały  różne  szkoły  zen,  takie  jak  Rinzai,  Soto,  Ummon,  Hogen  i  Igyo. 
Jednak  według  Dogena  Nyojo  Zenji  nie  należał  do  żadnej  konkretnej  szkoły.  Jego 
zen polegał na praktyce zazen i rozumieniu ducha Buddy własnym ciałem i umysłem. 
Dlatego też Dogen uznał go za swego nauczyciela. 
    W  Japonii  Dogen  studiował  buddyzm  tendai,  a  później  wstąpił  do  świątyni 
Eisaiego,  aby  studiować  Rinzai.  Jednak  Eisai  zmarł  wkrótce  potem,  a  Dogen  chciał 
kontynuować praktykę z odpowiednim nauczycielem, pojechał więc do Chin razem z 
Moyzenem,  jednym  z  uczniów  Eisaiego.  Chociaż  odwiedził  wiele  świątyń  i  widział 
wielu  nauczycieli  zen,  nie  mógł  zaakceptować  nikogo,  dopóki  nie  spotkał  Nyojo 
Zenji. 
    Kiedy  Dogen  Zenji  po  raz  pierwszy  ujrzał  Nyojo  Zenji,  uznał  go  za  swego 
nauczyciela,  mimo  że  nie  uczył  się  pod  jego  kierunkiem.  Podobnie  Nyojo  Zenji 
pomyślał  natychmiast:  „Oto  uczeń,  który  wytrwa  w  mojej  praktyce”.  Pewnego 
wieczoru podczas medytacji Nyojo Zenji zbeształ kogoś, kto spał, a w czasie Dogen 
Zenji  doświadczył  przebudzenia.  Opowiedziawszy  nauczycielowi  o  swoim 
oświeceniu, Dogen Zenji otrzymał od Nyojo Zenji przekaz dharmy. Potem wrócił do 
Japonii. 
    Po  pierwsze,  dostrzegamy  tutaj,  że  Dogen  Zenji  był  mnichem,  który  pragnął  być 
szczerym  uczniem  Buddy.  To  wszystko.  Porzucił  akademickie  studia  nad 
buddyzmem, bo pragnął dowiedzieć się, jak zostać dobrym uczniem całym sercem  i 
umysłem. Najważniejsze to mieć ducha. Ponieważ był tak szczerym uczniem, nie był 
w  stanie  zaakceptować  nauczycieli,  którzy  nie  byli  tak  szczerzy  jak  on,  nie  mógł 
uznać  kogoś,  kto  był  tylko  dobrym  mówcą.  Pragnął  spotkać  mnicha,  który 
praktykował  prawdziwy  zen.  Kiedy  więc  ujrzał  Nyojo  Zenji,  zaakceptował  go  jako 
nauczyciela, a kiedy Dogena zobaczył Nyojo Zenji, uznał jego szczerość. 
    Jaka jest szczera praktyka? Trudno to stwierdzić, jeśli nie jesteś szczery, ale kiedy 
jesteś, nie zaakceptujesz niczego powierzchownego. Tylko kiedy staniesz się bardzo 
szczery, będziesz to wiedział. Przypomina to docenianie dobrej sztuki. Jeśli pragniesz 
docenić  dobrą  sztukę,  najważniejsze  jest  dostrzec  dobrą  pracę.  Jeśli  widziałeś  wiele 
dobrych dzieł, gdy zobaczysz coś niezbyt dobrego, natychmiast będziesz wiedział, że 

background image

nie jest to dobre. Twoje oczy staną się wystarczające bystre, aby to dostrzec. 
    Dlatego właśnie Dogen Zenji przykładał taką wagę do roli nauczyciela. Jeśli chcesz 
wiedzieć, czym jest szczerość, powinieneś mieć dobrego nauczyciela, bo widząc go, 
będziesz wiedział, czym jest szczerość. Nie da się tego opisać. Wyczujesz to intuicyj-
nie. Taki rodzaj intuicji zyskasz, widząc dobrego nauczyciela. 
    Aby  wykształcić  sobie  bystry  wzrok  lub  też  czysty,  bezstronny  osąd,  trzeba 
zrezygnować lub przynajmniej być gotowym zrezygnować ze wszystkiego, łącznie ze 
zrozumieniem  nauki  i  wiedzą  na  temat  buddyzmu.  Wówczas  będziesz  w  stanie 
powiedzieć,  co  jest  dobre,  a  co  złe.  Wielu  nauczycieli  porzuciło  studiowanie  sutr  i 
praktykowało jedynie zazen. Na niczym nie polegali, praktykowali zazen, aby oczy-
ś

cić  umysł.  Każda  nauka  może  być  dla  ciebie  dobra,  ale  przy  błędnym  osądzie  nie 

będzie  miała  wielkiego  sensu.  Zepsujesz  naukę  własnym  osądem.  Ale  kiedy  nie 
osądzasz nauki, wtedy przyjmujesz ją taką, jaka jest. 
    Nauka,  którą  Dogen  otrzymał  od  Nyojo,  była  właśnie  tym  wielkim  duchem, 
gotowością  do  porzucenia  wszystkiego.  W  jego  umyśle  panowała  cisza,  zwłaszcza 
podczas praktyki zazen. Uderzyła go czystość tej praktyki. Kiedy próbujesz wszystko 
porzucić, niczego jeszcze nie porzuciłeś. Kiedy jesteś zmęczony głupimi dyskusjami 
lub  studiami,  głupim  umysłem  czepiającym  się  czegoś,  na  czym  można  polegać, 
szukasz  czegoś  zwanego  prawdą  albo  prawdziwą  nauką.  Będziesz  całkowicie 
pochłonięty czystą praktyką, porzucając wszystko. 

    Mój nauczyciel, Kishizawa Roshi, był wielkim uczonym, a jego studia rozpoczęły 
się, gdy wszystko porzucił. Nie dbał o pozycję, sławę czy reputację. Nie obchodziło 
go, co mówią o nim ludzie. Nie ustawał w nauce i praktyce, aby dorównać dawnym 
nauczycielom, którzy się jej poświęcili. Kiedy wszystko porzucasz, nie istnieje Soto 
czy Rinzai. Tak było w przypadku mojego nauczyciela. 
    Kiedy  tylko  spotykał  ucznia  lub  uczonego,  pytał,  czy  nie  mają  spisanych  nauk. 
Cokolwiek  mieli,  był  tym  bardzo  zainteresowany.  Nieustannie  szukał  przyjaciela, 
nauczyciela.  Nieważne  było,  czy  ktoś  był  sławny.  Tylko  kiedy  wszystko  porzucisz, 
będziesz w stanie rozpoznać prawdziwego nauczyciela. 
    Nawet sama nazwa „buddyzm” jest już skażeniem naszej praktyki. Ważna jest nie 
nauka,  ale  charakter  wysiłku  ucznia.  Nawet  poszukiwanie  oświecenia  oznacza,  że 
twój umysł nie jest wystarczająco wielki. Nie jesteś uczciwy, ponieważ twoja nauka 
ma jakiś cel. A pragnienie osiągnięcia czegoś czy nawet propagowania buddyzmu nie 
jest  wystarczająco  czyste.  Celem  naszych  studiów  jest  tylko  zobaczenie  kogoś 
ś

więtego, wielkiego i czystego. 

    Twój  nauczyciel  powinien  być  stanowczy  w  tej  kwestii.  Będzie  bardzo  zły,  gdy 
okażesz  się leniwy. Jeśli nieustannie zajmujesz się czymś,  co nie jest  wystarczająco 
czyste,  tracisz  czas.  Na  ile  to  tylko  możliwe,  słuchaj  swojego  wewnętrznego  głosu, 
odrzucając  bezużyteczne  rzeczy.  Dogen  Zenji  mawiał,  że  jeśli  twoja  praktyka  jest 
wystarczająco czysta, będziesz wspierany przez Buddę, nie martw się  więc o to, kto 
cię wesprze ani co się z tobą stanie. Chwila po chwili całkowicie się poświęć i słuchaj 

background image

swego wewnętrznego głosu. Wtedy zobaczysz kogoś naprawdę wielkiego. Zobaczysz 
kogoś, kto cię zaakceptuje i kogo ty będziesz mógł zaakceptować. To najważniejsza 
rzecz  dla  uczniów  zen.  Jeśli  nie  potrafisz  w  ten  sposób  zaakceptować  swego 
nauczyciela,  poszukaj  innego.  Inaczej prawie  niemożliwe  będzie  studiowanie  naszej 
drogi.  
    Praktykować  zen  to  zdać  sobie  sprawę  z  poszukującego  dróg  umysłu  i  przyjąć 
właściwą  postawę.  Tatsugami  Roshi  wspomniał  ciekawy  sposób  praktykowania 
właściwej  postawy  poprzez  mówienie  „Tak”.  To  było  świetne!  A  moja  mudra? 
„Tak”. A moje oczy? „Tak”. Krótko mówiąc, zazen to „Tak”. Mój kręgosłup - „Tak”. 
Mój podbródek - „Tak”. Nie sprawdzasz swojej postawy. Akceptujesz ją - „Tak”. 

    To  właśnie  jest  zazen.  Nie  powinno  być  żadnych  dodatkowych  działań  w  waszej 
praktyce. Trzeba tylko  mieć takiego ducha. Oto cała tajemnica naszej praktyki. Jeśli 
masz coś  więcej, to niedobrze. Jeśli masz jakąś dodatkową  wyszukaną praktykę, nie 
osiągniesz tego punktu. 
    Podobnie  jest  z  nakazami,  takimi  jak  „Nie  zabijaj”.  Możesz  sądzić,  że  nie 
przetrwasz bez zabijania. Ale bez względu na to, czy to możliwe, czy nie, nie podlega 
dyskusji.  Jeśli  nakaz  mówi:  „Nie  zabijaj”,  wówczas  odpowiadasz:  „Tak,  nie  będę 
zabijał”.  W  takiej  chwili  masz  doskonałą  naturę  buddy.  Kiedy  zaś  mówisz,  że  to 
niemożliwe,  właściwe  czy  niewłaściwe,  albo  porównujesz  buddyjskie  zasady  z 
chrześcijańskimi  przykazaniami,  nic  nie  rozumiesz.  Kiedy  mówisz  „dobrze”,  czy  to 
przykazaniom,  czy  zasadom,  masz  umysł  buddy  lub  też  doskonałe  miłosierdzie. 
Zatem  jeśli  to  rozumiesz,  nie  istnieją  inne  tajemnice.  Gdy  słuchasz  swego 
wewnętrznego  głosu,  nawet  nie  próbując  go  słuchać,  kiedy  tylko  masz  okazję, 
pojawia się Droga. Oto głos Buddy.

background image

JEDNOŚĆ ZE WSZYSTKIM 

...  Gdziekolwiek  jesteś,  stanowisz  jedność  z  chmurami,  słońcem  i  gwiazdami, 
które widzisz. Nawet jeśli wyskakujesz z samolotu, nie wychodzisz nigdzie. Nadal 
jesteś  jednością  ze  wszystkim.  To  bardziej  prawdziwe,  niż  mogę  wyrazić,  i  bar-
dziej prawdziwe, niż możesz usłyszeć. 

Większość  z  nas  pojmuje  rzeczy  w  kategoriach  różnic,  takich  jak  duży  lub  mały, 
czarny  albo  biały,  materialny  bądź  duchowy.  Kiedy  mówimy  duchowy,  mamy  na 
myśli  coś  niematerialnego,  ale  według  buddyzmu  to,  co  duchowe,  należy  do 
rzeczywistych zjawisk. Druga strona, którą  moglibyśmy  nazwać ontologiczną, to ta, 
której nie można zobaczyć. Ta inna strona jest wcześniejsza niż pojęcie „duchowego” 
czy  „materialnego”.  Nie  można  tego  pojąć  małym  umysłem  w  kategoriach  dużego 
czy małego, czarnego lub białego, mężczyzny albo kobiety. Rozumować tylko w ten 
sposób to ograniczać nasze prawdziwe istnienie. 
    Dopóki próbujemy zrozumieć rzeczywistość czy też  samego siebie  w  kategoriach 
zjawisk, w ogóle nie jest to możliwe. Rzeczywistość jest wtedy, kiedy rozumiecie, że 
istnieje coś więcej niż duchowe i materialne, więcej niż złe i dobre. To tak naprawdę 
każdy z nas. Wiedzieć o tym to znaczy wyrzec się, być wolnym od idei dobra czy zła, 
ż

ycia czy śmierci, duchowego czy materialnego. 

    Choć  bardzo  się  starasz  być  „duchowy”,  nadal  istniejesz  tylko  po  jednej  stronie, 
ignorując  swą  drugą  stronę.  Dlatego  cierpisz.  Jeśli  naprawdę  chcesz  osiągnąć 
oświecenie  i  zrozumieć  prawdziwego  siebie,  musisz  wyjść  poza  idee  dobra  czy  zła, 
ż

ycia  czy  śmierci.  Robimy  to  poprzez  praktykę  zazen.  Jeśli  coś  się  pojawia, 

pozwalamy na to. Nie myśl o tym w kategoriach dobra czy zła. Pozwól temu przyjść i 
odejść. Oto prawdziwe zen - wykroczenie poza różne idee i bycie sobą. 
    Nie  istniejecie  tylko  w  wymiarze  duchowym  ani  tylko  fizycznym.  Nawet  jeśli 
wydaje  się,  że  ktoś  robi  coś  złego,  nie  można  mieć  takiej  pewności.  Ludzie  mogą 
mówić,  że  coś  jest  złe,  ale  człowiek  nie  jest  ani  dobry,  ani  zły.  Społeczeństwo  ma 
swoje normy. Mamy pewien moralny wzorzec i mówimy, że coś jest złe albo dobre. 
Ale może nastąpić zmiana. Jeśli zmienia się wzorzec moralny albo model osądzania, 
ktoś, kto dzisiaj jest zły, jutro, za rok albo dwa lata może być dobry. Pojęcia dobra i 
zła zmieniają się z czasem, jednak rzeczy same w sobie nie są ani dobre, ani złe. 
    Bieg  wydarzeń  określa  skutek  i  przyczyna.  Coś,  co  istnieje  teraz,  spowoduje 
pewien skutek, a on z kolei będzie przyczyną następnego skutku. Coś, co nie jest ani 
dobre,  ani  złe,  przebiega  właśnie  w  ten  sposób.  To  jest  rzeczywistość.  Jeśli  nie 
zdajesz sobie z tego  sprawy,  jesteś skłonny pojmować rzeczy  w  kategoriach dobra i 
zła.  Uważasz,  że  ktoś  jest  dobry,  a  ktoś  inny  zły.  Jednak  ja  rozumiem  to  inaczej. 
Wszystko po prostu się dzieje. Zrozumienie tego oznacza wyzwolenie. 
    Kiedy siedzisz w zazen, jesteś sobą. Nie możesz powiedzieć: „Jestem dobry. Moja 

background image

praktyka jest doskonała”. Oczywiście, że jesteś doskonały - od samego początku. Ale 
nie ma potrzeby tak mówić. Jesteś doskonały, nawet gdy nie zdajesz sobie sprawy ze 
swojej doskonałości. Dlatego mówimy, że wszyscy jesteśmy buddami, a nasza natura 
buddy nieustannie się rozwija. 
    Mówimy, że ja jestem tutaj, a wy tam. Ale tak naprawdę nie istniejecie beze mnie, 
a  ja  nie  istnieję  bez  was.  To  prawda.  Ponieważ  jestem  tu,  wy  jesteście  tam.  A 
ponieważ wy tam jesteście, ja jestem tutaj. Moglibyście powiedzieć, że nawet jeśli nie 
pojawię  się  w  Tassajara,  będziecie  tu  na  mnie  czekać.  Może  i  tak,  ale  to  nie  jest 
doskonałe rozumienie. Byłem na Page Street 300, która jest połączona ze wszystkim, 
i  wy  także  jesteście  ze  wszystkim  połączeni.  Nie  mógłbym  pożegnać  się  z  tym 
budynkiem,  który  połączony  jest  z  drogą,  drzewami,  powietrzem,  gwiazdami, 
słońcem  i  księżycem.  Skoro  jestem  połączony  ze  słońcem  i  księżycem  i  wy  także 
jesteście z nimi połączeni, jak można mówić, że ja jestem tutaj, a wy tam, skoro przez 
cały czas jesteśmy połączeni? 
    To  tylko  nasz  umysł  mówi,  że  ja  jestem  tu,  a  wy  tam.  Nic  więcej.  Pierwotnie 
jesteśmy  jednością  ze  wszystkim.  Gdy  ktoś  umiera,  mógłbyś  powiedzieć,  że  już  nie 
istnieje,  ale  czy  jest  możliwe,  aby  coś  całkowicie  zniknęło?  Nie,  i  niemożliwe  jest, 
aby coś pojawiło się nagle z nicości. Jeśli tu jest, nie może całkowicie zniknąć. Może 
jedynie zmienić formę. Zawsze więc jesteśmy jednością. 
    Mógłbyś  stwierdzić,  że  czujesz  się  samotny,  ale  jeśli  jesteś  uczciwy  i  naprawdę 
zrezygnujesz  z  małego  umysłu,  nie  będzie  istniał  lęk  ani  emocjonalne  problemy. 
Twój  umysł  zawsze  jest  spokojny,  twoje  oczy  zawsze  otwarte  i  słyszysz  śpiew 
ptaków.  Widzisz  rozkwitające  kwiaty.  Nie  masz  żadnych  zmartwień.  A  jeśli  się 
martwisz, twoje zmartwienie jest jak ciekawa powieść. Bardzo zajmująca jest jej lek-
tura,  ale  nie  ma  powodu  do  obaw  czy  niepokoju.  Kiedy  w  ten  sposób  rozumiemy 
rzeczy, możemy w pełni cieszyć się życiem. 
    Kiedy pewnego dnia  wracałem samolotem ze Wschodniego Wybrzeża,  widziałem 
piękny zachód słońca. Jeśli leci się na zachód, słońce zachodzi długo. Ludzie na ziemi 
myślą, że jest ciemno i nie ma już słońca, ale wysoko na niebie słońce ciągle zachodzi 
i  widać  piękne  chmury.  To  wspaniały  widok,  ale  można  wtedy  poczuć  się  bardzo 
samotnym.  Jednak  gdziekolwiek  jesteś,  stanowisz  jedność  z  chmurami,  słońcem  i 
gwiazdami,  które  widzisz.  Nawet  jeśli  wyskakujesz  z  samolotu,  nie  wychodzisz  ni-
gdzie.  Nadal  jesteś  jednością  ze  wszystkim.  To  bardziej  prawdziwe,  niż  mogę 
wyrazić, i bardziej prawdziwe, niż możesz usłyszeć. 
    Nie mówię o niczym dziwnym ani mistycznym. Jeśli tak uważasz, to znaczy, że nie 
jesteś wystarczająco prawdomówny. Nie czujesz na tyle głęboko, aby poznać prawdę. 
Bądź wystarczająco uczciwy, aby być sobą. W tę stronę kierujemy cały swój wysiłek. 
Dogen  mawiał,  że  jeśli  pragniesz  wyzwolić  się  od  życia  i  śmierci,  nie  powinieneś 
próbować odrzucać życia i śmierci. Są one naszym „wyposażeniem”. Nie jesteśmy w 
stanie przetrwać bez życia i śmierci. Posiadanie ich jest naszą radością. Tak właśnie 
pojmujemy prawdę. 

background image

    Krótko  mówiąc,  nie  angażuj  się  w  pieczenie  zbyt  wielu  ciasteczek,  nie  twórz 
mnóstwa idei małego i dużego, dobrego i złego. Zrób tylko tyle, ile potrzebujesz. Nie 
przetrwasz bez jedzenia, dobrze więc upiec ciasteczka, ale nie rób zbyt wielu. Dobrze 
mieć  problemy  i  nie  możemy  bez  nich  przeżyć,  ale  nie  za  wiele.  Nie  ma  potrzeby 
stwarzać sobie więcej problemów. Masz ich dosyć. 
    Jeśli naprawdę rozumiesz swoje życie, nie jest nawet konieczna praktyka zen, a ja 
nie  muszę  przyjeżdżać  do  Ameryki  i  mieszkać  tu.  Gdybyś  umiał  zrobić  dla  siebie 
wystarczającą liczbę ciasteczek, mógłbym wrócić do Japonii i jeść japońskie ciastka. 
Skoro  jednak  robisz  ich  za  dużo,  muszę  tutaj  trochę  zjeść.  Muszę  wam  pomóc. 
Podążać naszą drogą to zdawać sobie z tego sprawę i cieszyć się wystarczającą ilością 
domowych  ciasteczek.  W  ten  sposób  cieszymy  się  życiem  i  dlatego  praktykujemy 
zazen.  Nie  praktykujemy  zazen,  aby  osiągnąć  oświecenie.  Chcemy  tylko  być  sobą  i 
uwolnić się od bezużytecznych wysiłków.

background image

 

OŚWIECENIE 

JEST TAM, 

GDZIE TY 

 
 
 
 
 
 
 

Oświecenie istnieje nawet 

w naszej niedoskonałej praktyce. 

Po prostu o tym nie wiemy. 

Chodzi więc o to, aby odnaleźć 

prawdziwe znaczenie praktyki, 

zanim osiągniemy oświecenie. 

Oświecenie jest tam, gdzie ty. 

Jeśli pozostaniesz dokładnie tam, 

gdzie jesteś, pojawi się oświecenie.

background image

OŚWIECENIE JEST TAM, GDZIE TY 

Nic, co widzimy i słyszymy, nie jest doskonałe. Ale właśnie w tej niedoskonałości 
istnieje doskonała rzeczywistość. 

Najważniejsza  w  naszej  praktyce  jest  świadomość,  że  mamy  naturę  buddy.  Może 
wiemy  o  tym  na  poziomie  intelektualnym,  ale  niełatwo  to  zaakceptować.  Nasze 
codzienne życie toczy się  w sferze dobra i zła, sferze dualizmu, podczas gdy natura 
buddy znajduje się w sferze absolutu, gdzie nie ma dobra ani zła. Rzeczywistość ma 
dwoistą  naturę.  Nasza  praktyka  wykracza  poza  sferę  dobra  i  zła,  i  doświadczenie 
absolutu. Niełatwo to zrozumieć. 
    Hashimoto Roshi, sławny mistrz zen, który zmarł w roku 1965, mówił, że japoński 
sposób gotowania polega na przygotowywaniu każdego składnika osobno. Ryż tu, a 
marynaty tam. Ale gdy masz je w brzuchu, nie wiesz, co jest co. Zupa, ryż, marynaty, 
wszystko się miesza. Taki jest świat absolutu. Dopóki ryż, marynaty i zupa pozostają 
osobno,  nie  działają.  Nie  odżywiają  cię.  Przypomina  to  intelektualne  zrozumienie 
albo książkową wiedzę - oddzieloną od prawdziwego życia. 
    Praktyka  zazen  to  mieszanie  różnych  sposobów  rozumienia  i  pozwolenie  im  na 
współpracę.  Naftowa  lampa  nie  będzie  świecić  tylko  dlatego,  że  została  napełniona 
naftą.  Potrzebuje  jeszcze  powietrza  i  zapałek.  Dzięki  zapałkom,  powietrzu  i  nafcie 
lampa może się palić. Taka jest nasza praktyka zazen. 
    Podobnie  nie  wystarczy  powiedzieć:  „Mam  naturę  buddy”.  Nic  ci  to  nie  da,  jeśli 
nie  masz  przyjaciela  albo  sangi.  Kiedy  praktykujemy  z  pomocą  sangi,  wspomagani 
przez  Buddę,  możemy  naprawdę  praktykować  zazen.  Będziemy  mieli  jasne  światło 
tutaj w zendo Tassajara i w codziennym życiu. 
    Ważne jest oczywiście, aby doświadczyć tak zwanego  oświecenia, ale  ważniejsza 
jest  wiedza,  jak  podkręcać  płomień  w  zazen  i  w  codziennym  życiu.  Kiedy  płomień 
pali się  mocno, nie czujesz zapachu  nafty. Kiedy się dymi, czujesz coś i  możesz  się 
domyślić, że to kopci naftowa lampa. Kiedy twoje życie pali się jasnym płomieniem, 
na  nic  się  nie  skarżysz  i  nie  musisz  być  świadomy  swojej  praktyki.  Kiedy  za  dużo 
mówimy o zazen, daje się wyczuć zapach nafty. 
    Może sam jestem dymiącą naftową lampą. Nie bardzo mam ochotę wygłaszać ten 
wykład.  Chcę  po  prostu  żyć  z  wami:  przenosząc  kamienie,  kąpiąc  się  w  gorących 
ź

ródłach i jedząc dobre potrawy. Zen jest właśnie tutaj. Kiedy zaczynam mówić, czuć 

zapach  naftowej  lampy.  Dopóki  muszę  wygłaszać  wykłady,  muszę  wyjaśniać:  „To 
jest właściwa praktyka, to jest niewłaściwe, tak praktykujemy zazen... „ Przypomina 
to dyktowanie przepisu. Nic nie daje. Nie możesz zjeść przepisu. 
    Zazwyczaj  mistrz  zen  mówi:  „Praktykuj  zazen,  a  osiągniesz  oświecenie.  Jeśli 
osiągniesz oświecenie, będziesz oderwany od wszystkiego i zobaczysz rzeczy takimi, 
jaka jest
. To oczywiście prawda, ale nasz sposób nie zawsze na tym polega. Stale się 

background image

uczymy,  jak  dopasować  płomień  naszej  lampy.  Dogen  Zenji  pisał  o  tym  w 
Shobogenzo.  Uczył,  aby  w  każdej  chwili  żyć,  płonąc  jasnym  płomieniem,  niczym 
lampa lub świeca. Żyć każdą chwilą i stać się jednością ze wszystkim było głównym 
celem jego nauki i praktyki. 
    Praktyka  zazen  to  bardzo  delikatna  kwestia.  Gdy  praktykujesz  zazen,  stajesz  się 
ś

wiadomy  rzeczy,  których  nie  zauważałeś,  pracując.  Dzisiaj  przez  jakiś  czas 

przenosiłem  kamienie  i  nie  zdawałem  sobie  sprawy  ze  zmęczenia.  Jednak  kiedy 
spokojnie  usiadłem  w  zazen,  zauważyłem  to:  „Moje  mięśnie  są  w  kiepskim  stanie”. 
Czułem  ból  w  różnych  częściach  ciała.  Może  pomyślicie,  że  wasza  praktyka  zazen 
byłaby  lepsza,  gdybyście  nie  mieli  problemów,  jednak  problemy  są  naprawdę 
konieczne.  Nie  muszą  być  wielkie.  Możesz  praktykować  zazen  poprzez  trudności, 
jakich  doświadczasz.  To  niezwykle  znacząca  kwestia  i  dlatego  Dogen  Zenji  mówił: 
„Praktyka  i  oświecenie  to  jedno”.  Praktykę  wykonujesz  świadomie  i  z  pewnym 
wysiłkiem. Właśnie! Oświecenie osiąga się dokładnie tak. 
    Wielu mistrzów zen przeoczyło tę kwestię, usiłując osiągnąć doskonałe zazen, ale 
rzeczy,  które  istnieją,  są  niedoskonałe.  W  ten  sposób  wszystko  istnieje  na  tym 
ś

wiecie.  Nic,  co  widzimy  i  słyszymy,  nie  jest  doskonałe.  Ale  właśnie  w  tej 

niedoskonałości  tkwi  doskonała  rzeczywistość.  Można  tej  prawdy  doświadczyć 
intelektualnie, ale również poprzez praktykę. To prawda, która jest zapisana w książ-
kach i w naszych ciałach. 
    Myślicie,  że  możecie  doświadczyć  prawdziwej  praktyki  tylko  po  osiągnięciu 
oświecenia, ale tak nie jest. Prawdziwa praktyka powstaje w iluzji, we frustracji. Jeśli 
popełniasz błąd, w tym miejscu zaczyna się twoja praktyka. 
    Mówimy  o  oświeceniu,  ale  doskonałe  oświecenie  wykracza  poza  zrozumienie, 
poza  nasze  doświadczenie.  Oświecenie  istnieje  nawet  w  naszej  niedoskonałej 
praktyce.  Po  prostu  o  tym  nie  wiemy.  Chodzi  więc  o  to,  aby  odnaleźć  prawdziwe 
znaczenie praktyki, zanim osiągniemy oświecenie. Oświecenie jest tam, gdzie ty. Jeśli 
pozostaniesz dokładnie tam, gdzie jesteś, pojawi się oświecenie. 
    Nazywa  się  to  zazen-nie-wiem.  Nie  wiemy,  czym  jest  zazen.  Nie  wiem,  kim 
jestem.  Osiągnięcie  absolutnego  spokoju,  kiedy  nie  wiesz,  kim  i  gdzie  jesteś,  to 
akceptowanie  rzeczy  takimi,  jaka  jest.  Akceptujesz  siebie,  nie  wiedząc  nawet,  kim 
jesteś.  To  właśnie  prawdziwy  „ty”.  Kiedy  wiesz,  kim  jesteś,  owo  „ty”  nie  jest 
prawdziwym  tobą.  Z  łatwością  możesz  przecenić  samego  siebie,  ale  gdy  mówisz: 
„Och, nie wiem”, jesteś sobą i znasz siebie w pełni. To jest oświecenie. 
    Uważam,  że  nasza  nauka  jest  bardzo,  bardzo  dobra,  ale  jeśli  staniemy  się 
aroganccy i za bardzo uwierzymy w siebie, będziemy zagubieni. Nie będzie nauki ani 
buddyzmu. Gdy w naszym spokoju odnajdujemy radość życia i nie wiemy, co to jest, 
i nic nie rozumiemy, wówczas nasz umysł staje się wielki. Jest otwarty na wszystko, a 
więc  wystarczająco  chłonny,  aby  wiedzieć,  zanim  my  coś  wiemy.  Czujemy 
wdzięczność,  jeszcze  zanim  coś  posiadamy.  Jesteśmy  szczęśliwi,  praktykując  naszą 
drogę, jeszcze zanim osiągniemy oświecenie. Inaczej nie bylibyśmy w stanie osiągnąć 

background image

nic prawdziwego.

background image

NIE TRZYMAJ SIĘ KURCZOWO 

OŚWIECENIA 

Prawdziwe oświecenie zawsze jest z tobą, nie ma więc potrzeby kurczowo się go 
trzymać ani nawet o nim myśleć. Ponieważ jest z tobą cały czas, trudność także 
jest oświeceniem. Twoje pełne zajęć życie jest oświeconą aktywnością. Oto praw-
dziwe oświecenie. 

Szósty  Patriarcha,  Hui  Neng

4

,  powiedział:  „Przebywanie  w  pustce  i  zachowywanie 

spokojnego  umysłu  nie  jest  zazen”.  Rzekł  również:  „Siedzenie  ze  skrzyżowanymi 
nogami nie jest zazen”. A ja wam powtarzam: „Po prostu siedź”. Jeśli nie rozumiesz, 
na  czym  polega  nasza  praktyka,  a  będziesz  się  trzymał  tych  słów,  poczujesz  się 
zmieszany, ale kiedy zrozumiesz, czym jest prawdziwy zen, będziesz wiedział, że sło-
wa Patriarchy były swego rodzaju ostrzeżeniem. 
    Nasz  sesshin  prawie  dobiega  końca.  Wkrótce  wrócicie  do  domów  i  zajmiecie  się 
codziennymi  sprawami.  Jeśli  praktykowałeś  prawdziwy  zazen,  może  z  radością 
wrócisz  do  codziennego  życia.  Może  poczujesz  się  zachęcony  do  powrotu,  ale  jeśli 
czujesz się niepewnie przed powrotem do swego miasta i codziennego życia, znaczy 
to, że nadal trzymasz się zazen. Dlatego Szósty Patriarcha powiedział: „Przebywanie 
w pustce i trzymanie się praktyki nie jest prawdziwym zazen

    Kiedy  chwila  po  chwili  praktykujesz  zazen,  akceptujesz  to,  co  masz  w  danym 
momencie,  i  jesteś  zadowolony  ze  wszystkiego,  co  robisz.  Ponieważ  to  akceptujesz, 
nie skarżysz się. To właśnie jest zazen. Nawet jeśli nie możesz tego wykonać, wiesz, 
co  robić.  Zatem  siedzenie  w  zazen  zachęca  do  robienia  również  innych  rzeczy. 
Podobnie  jak  akceptujesz  ból  nóg  pojawiający  się  podczas  siedzenia,  akceptujesz 
także swoje codzienne życie, które może być trudniejsze niż praktyka zazen. 
    Jeśli przyszedłeś tu, aby zasmakować prawdziwej praktyki, zwłaszcza podczas tych 
siedmiu dni, a potem powrócić do swoich zajęć, nie tracąc jej smaku, będzie to wielka 
zachęta.  Pomimo  trudności  i  wielu  zajęć  zawsze  będziesz  czuł  spokój  umysłu,  nie 
dlatego że się go trzymasz, ale ponieważ się nim cieszysz. Kiedy się czymś cieszysz, 
nie  musisz  się  przywiązywać.  Zatem  kiedy  poczułeś  smak  prawdziwej  praktyki, 
możesz cieszyć się nią przez cały czas, niezależnie od swoich zajęć. 
    Może  myślisz,  że  osiągnąłeś  oświecenie,  ale  gdy  jesteś  zajęty  lub  doświadczasz 
jakichś  trudności  i  sądzisz,  że  znowu  musisz  to  poczuć,  nie  jest  to  prawdziwe 
oświecenie, ponieważ się do tego przywiązujesz. Prawdziwe oświecenie zawsze jest z 
tobą,  nie  ma  więc  potrzeby  kurczowo  się  go  trzymać  ani  nawet  o  nim  myśleć. 

                     

4)  Szósty Patriarcha Hui Neng żył w latach 638-713, w czasach dynastii Tang (przyp. 
tłum.). 

 

background image

Ponieważ  jest  z  tobą  cały  czas,  trudność  także  jest  oświeceniem.  Twoje  pełne  zajęć 
ż

ycie jest oświeconą aktywnością. Oto prawdziwe oświecenie. 

    Młodzi ludzie chodzą  na randki, ale oświecenia nie  możesz spotkać ani się z  nim 
umówić. Organizujesz sobie życie, wstajesz o określonej godzinie, o określonej porze 
bierzesz torbę z lunchem i wychodzisz do pracy, a jeśli masz sympatię, spotykasz się 
z nią. 
    Nie  ma  potrzeby  umawiać  się  na  randkę.  O  określonej  godzinie  twoja  partnerka 
przyjdzie  na  róg,  gdzie  zwykle  ją  spotykasz.  Taki  jest  nasz  sposób.  Umawianie  się 
przez  telefon  jest  raczej  głupie  i  kłopotliwe.  Gdy  informujesz  telefonicznie  -  „Hej, 
właśnie wychodzę” - to jeśli sympatia się nie pojawi, będziesz rozczarowany. Jednak 
jeśli się nie umówisz, a ona przyjdzie, będziesz naprawdę szczęśliwy. 
    Tak  właśnie  osiągasz  oświecenie.  Nie  ma  się  z  czego  śmiać.  Nie  traktujcie  tego 
dosłownie.  Nie  umawiać  się  na  spotkania  to  znaczy  nie  oczekiwać  ani  nie 
przywiązywać  się  do  oświecenia.  Kiedy  oświecenie  stanowi  zachętę,  wystarcza  sam 
widok,  mgnienie  oka.  Będziesz  wówczas  szczęśliwy  przez  cały  dzień.  Jeśli  żądasz 
zbyt wiele, to znaczy, że przywiązałeś się do oświecenia. 
    To właśnie miał na myśli Szósty Patriarcha, mówiąc: „Samo przebywanie w pustce 
nie  jest  prawdziwą  praktyką”.  Doświadczył  on  oświecenia  poprzez  jedno  słynne 
stwierdzenie: „Masz prawdziwy umysł, nie przebywając nigdzie”. Zatem jeśli się do 
czegoś przywiązujesz, tracisz oświecenie. Nie udaje się, nawet gdy bardzo się starasz 
umówić  na  randkę.  Oświecenie  osiągane  w  ten  sposób  jest  czymś,  do  czego  się 
przywiązujesz, a nie czymś, co zawsze jest z tobą i zawsze cię zachęca. 
    To  bardzo  ważna  kwestia.  Nawet  po  zakończeniu  sesshin  kontynuuj  praktykę  w 
codziennym życiu i doznaj prawdziwego oświecenia. Był to bardzo owocny sesshin i 
niektórzy  poczuli  prawdziwy  smak  naszej  praktyki.  A  nawet  jeśli  nie,  myślę,  że 
rozumiecie,  jak  praktykować  zazen.  Zatem  od  teraz  szczerze  kontynuujcie  praktykę 
zgodnie z właściwą nauką swego nauczyciela, a pewnego dnia poczujecie jej smak. 

background image

NAUKA WŁAŚNIE DLA CIEBIE 

... Nawet jeśli twierdzisz, że twoja praktyka nie jest wystarczająco dobra, nie ma 
innej. Dobra czy zła - to twoja praktyka. 

Zwykle  kiedy  praktykujemy,  oczekujemy  czegoś:  gdy  będziemy  bardzo  się  starać, 
nasza  praktyka  się  udoskonali.  Zmierzając  do  celu  w  naszej  praktyce,  w  końcu  go 
osiągniemy.  Myślimy,  że  nasza  praktyka  doskonali  się  dzień  po  dniu,  co  pomoże 
naszemu zdrowiu i stanowi umysłu. To prawda, ale nie jest to pełne zrozumienie. 
    Praktykujemy  też  zazen  ze  zrozumieniem,  że  celu  nie  osiąga  się  w  rok  czy  dwa 
lata,  ale  właśnie  teraz.  Taki  jest  cel  praktyki.  Kiedy  praktykujesz  z  takim 
zrozumieniem,  zajmujesz  się  wieloma  rzeczami  i  pozostajesz  skupiony,  całkowicie 
zajęty  obecną  praktyką.  Dlatego  dajemy  różne  wskazówki,  abyście  mogli 
praktykować tak intensywnie, aby poczuć cel praktyki właśnie teraz. 
    Możesz  powiedzieć:  „Moja  praktyka  nie  jest  na  tyle  dobra,  abym  właśnie  teraz 
poznał cel czy pełne znaczenie”. Ale nawet jeśli twierdzisz, że twoja praktyka nie jest 
wystarczająco dobra, nie ma innej. Dobra czy zła - to twoja praktyka. Nie ma innego 
sposobu  osiągnięcia  doskonałej  praktyki  niż  zaakceptowanie  siebie.  Mówienie,  że 
praktyka  jest  zła,  nie  wspomaga  jej.  Twoja  praktyka  jest  twoją  praktyką.  Mówisz  o 
niej  na  różne  sposoby,  dobrze  lub  źle,  ale  to  wszystko.  Dlatego  właśnie  mówimy: 
„Nawet  jeśli  twoja  praktyka  nie  jest  dobra,  jest  to  doskonała  praktyka.  Po  prostu 
siedź”. 
    Możesz to zrozumieć dosłownie i użyć jako wymówki: „Siedzimy w zendo, a więc 
to  doskonała  praktyka.  Nie  ma  potrzeby  siedzieć  cały  dzień.  Wystarczy,  jeśli 
posiedzimy tylko trochę”. To bardzo powierzchowne zrozumienie. Nie podmiotowe, 
lecz przedmiotowe. 
    Prawda jest tu zawsze. Ale samo mówienie o prawdzie, kiedy jej nie praktykujesz, 
to  „namalowane  ciastko”,  którego  nie  możesz  zjeść.  Nawet  jeśli  siedzisz,  to  tak 
jakbyś  jadł  namalowane  ciastko.  Nie  czujesz  więc  smaku  i  poddajesz  się:  „Nie  ma 
rezultatów,  więc  lepiej  zejść  na  dół  i  zjeść  coś  innego  zamiast  potraw  z  Centrum 
Zen”. 
    Możesz  czuć  zadowolenie,  kiedy  ludzie  nazywają  cię  uczniem  zen.  Wtedy  twoja 
praktyka  popychana  jest  przez  ego,  ale  nie  praktykujesz  zen.  Zen  nic  nie  znaczy, 
kiedy  siedzisz  w  ten  sposób.  Prawdziwe  zazen  nie  może  tak  wyglądać.  W 
przeciwnym  razie  zen  znikłoby  ze  świata  już  dawno  temu.  Jednak  nadal  żyje  z 
powodu  drugiej  strony  prawdy.  Różni  patriarchowie  i  wielcy  mędrcy  buddyjscy 
mówili:  „Budda  zostawił  swoją  naukę  właśnie  dla  mnie,  nikogo  więcej.  Budda 
zostawił Sutrę Lotosu właśnie dla Nichirena”. Jeśli się o tym zapomni, nauka Buddy 
będzie  tylko  makulaturą.  Przeświadczenie  „to  właśnie  dla  mnie”  nie  jest  przejawem 
megalomanii. Znaczy, że w pełni uznajesz naukę za swoją własną. 

background image

    Takiego  ducha  potrzebujemy  w  praktyce  zazen.  Każdy  może  być  Nichirenem, 
Dogenem  czy  Bodhidharmą.  Istnieje  Budda,  Dogen,  Bodhidharma  i  nauka  Buddy, 
ponieważ  ja  praktykuję  zazen.  Zdajesz  sobie  sprawę,  że  jesteś  jedyną  istotą  na 
ś

wiecie i nikt nie może zająć twojego miejsca. To prawda - cała ta nauka jest właśnie 

dla  ciebie.  Kiedy  jesteś  młody,  nie  czujesz  tego.  Myślisz,  że  będziesz  żył  jeszcze 
pięćdziesiąt czy nawet sto lat, nie cenisz więc dnia dzisiejszego. Poczujesz to, kiedy 
będziesz  w  moim  wieku.  „Jestem  właśnie  tą  jedyną  istotą.  Nikt  nie  może  zająć 
mojego miejsca, zatem nie wolno mi się oszukiwać”. 
    To  ważne  dla  wszystkich,  zwłaszcza  dla  praktykujących  naszą  drogę.  Bez  tej 
pewności  i  zrozumienia  ujawnisz  słabość  swojej  praktyki:  „Nie,  nie  jestem  dość 
dobry. Spójrzcie na  mnie  -  nie umiem praktykować zazen.  Zen jest tak piękny i tak 
doskonały, ale nie jestem w stanie go praktykować”. Zdasz sobie sprawę ze słabości 
charakteru  i  zachowania,  a  zamartwiając  się  tym,  nie  będziesz  w  stanie  siedzieć. 
Cokolwiek jednak mówisz o sobie, jesteś tym jedynym. Nie możesz uciec, ponieważ 
cały  świat  jest  twój.  Wykracza  to  poza  prawdę  wyrażoną  słowami.  To  ostateczna 
prawda. 
    Jak  możesz  zaprzeczyć  temu,  że  jesteś  jedyny?  Możesz  krytykować  siebie  -  to 
łatwe.  Ale  kiedy  zaakceptujesz  fakt,  że  jesteś  jedyny,  nie  będziesz  miał  czasu  na 
stwierdzenia:  „dobra  praktyka”,  „zła  praktyka”.  Masz  czas  na  krytykowanie  siebie, 
ponieważ  jesteś  głuchy  na  prawdę.  Kiedy  to  pojmiesz,  będziesz  w  stanie  usłyszeć  i 
zobaczyć prawdę, a także praktykować zazen. Zaakceptujesz prawdę, jakakolwiek się 
okaże.  Praktyka  polega  na  otwarciu  się  na  wszystko,  co  ujrzysz  jako  wcielenie 
prawdy. Dlatego właśnie praktykujemy zazen, dlatego każdy może do nas dołączyć i 
dlatego nasza praktyka obejmuje każde działanie. 
    Nie  można  jej  porównać  do  innych  praktyk  jako  środka  do  osiągnięcia  czegoś. 
Wskazówki  co  do  reguł  i  sposobu,  w  jaki  oddychamy,  zostały  zebrane  dzięki 
doświadczeniu  wielu  ludzi,  tak  jak  zgromadzona  została  naukowa  wiedza.  Jednak 
buddyjska mądrość kładzie nacisk na podmiotową stronę prawdy. Dlatego mówimy, 
ż

e każdy jest buddą. W ten sposób przekazujemy wszystkim naukę Buddy. Nie jest to 

tylko przekaz na papierze. Subiektywna strona zawsze była z nami, a ta kwestia była 
zawsze podkreślana bez utraty obiektywnej strony prawdy. 
    Czasami ludzie, którzy nazywają siebie „uduchowionymi”, lekceważą obiektywną 
stronę  prawdy.  To  również  błąd,  jednak  na  nic  się  nie  zdaje  pochwycenie 
obiektywnej strony prawdy i gnuśne poleganie na niej. Mimo że możemy polecieć na 
Księżyc,  nie  ma  z  tego  wielkiego  pożytku.  Nie  ma  pożytku,  dopóki  polegamy  na 
obiektywnej, naukowej prawdzie. Tylko gdy każdy z nas poczuje prawdę, doceni ją, 
zaakceptuje  i  będzie  gotów  za  nią  podążać,  będzie  mu  ona  pomocna.  Kiedy  ktoś 
stawia się poza prawdą, aby ją studiować, nie będzie wiedział, co robić, gdy coś się 
wydarzy. 
    Pewna stara chińska opowieść mówi o człowieku, który bardzo lubił smoki. Mówił 
o smokach, malował je i kupował. Pewien smok pomyślał więc sobie: „Byłby bardzo 

background image

szczęśliwy,  gdyby odwiedził  go prawdziwy smok,  taki jak  ja”. Któregoś dnia praw-
dziwy smok zakradł się do pokoju tego człowieka, a on nie wiedział, co robić! Aaaaa! 
Nie  był  w  stanie  nawet  uciekać.  Nie  mógł  wstać.  Przez  długi  czas  byliśmy  jak  ten 
człowiek, który podziwiał smoki. Nie powinniśmy jednak być przyjaciółmi smoków 
ani  ich  wielbicielami;  powinniśmy  być  samym  smokiem.  Wówczas  żadnego  byśmy 
się nie bali. 
    Gotowi  zatem  jesteśmy  uczyć  się  naszej  drogi  zarówno  subiektywnie,  jak  i 
obiektywnie.  Kiedy  będziesz  praktykował  w  ten  sposób,  zazen  stanie  się  twoim 
własnym  zazen,  a  skoro  jesteś  buddą,  na  różne  sposoby  wyrazisz  swoją  prawdziwą 
naturę. Oto wolność od zasad praktyki. Cokolwiek zrobisz, będziesz naprawdę sobą. 
Będziesz  buddą  w  pełnym  tego  słowa  znaczeniu.  Jest  wielka  różnica  pomiędzy 
praktyką  z  takim  zrozumieniem  a  leniwą  praktyką,  której  towarzyszy  ubogie, 
powierzchowne  zrozumienie  formy,  reguł  i  nauki.  W  końcu,  jak  mówił  Budda,  nie 
możesz  na  nikim  polegać,  powinieneś  więc  być  szefem  wszystkiego.  Wówczas 
zrozumiesz naukę Buddy i naszą praktykę i uznasz ją za własną.

background image

STAŃ NA ZIEMI 

Ziemia nie zawsze jest taka sama. Czasami może być patykiem albo kamieniem. 
Może  być  wodą.  Ziemia...  oznacza  wszystko,  nie  tylko  „ziemię”.  Oznacza 
praktykowanie naszej drogi bez prób powtarzania tego samego doświadczenia. 

Kiedy mówimy o rzeczywistości, chodzi o zrozumienie, jak praktykować naszą drogę 
w  zazen  i  w  codziennym  życiu.  Dogen  Zenji  mówił  o  naturze  rzeczywistości, 
używając  chińskiego  lub  japońskiego  słowa  immo,  które  oznacza  „jak  to  albo  „po 
prostu to”, ale może być również pytaniem „co to? „ 
    Immo  może  też  znaczyć  „to”.  W  angielskim  używacie  słowa  „to”[ i t] ,   mówiąc  o 
czasie, pogodzie, ale tak naprawdę wszystko można określić mianem „to”. „My to też 
„to”,  jednak  tak  nie  mówimy.  Zamiast  „to”  mówimy  „on”  albo  „ona”,  „ja”.  Mamy 
jednak na myśli „to”. Więc jeśli wszystko jest „tym”, stanowi zarazem pytanie. Gdy 
powiem  „to”,  możesz  nie  wiedzieć,  o  co  dokładnie  mi  chodzi,  i  zapytasz:  „Co  to 
jest?”  

    „To”

5

  przy  określaniu  czasu  może  oznaczać  porę  posiłku  albo  wykładu.  Nie 

wiemy.  Zatem  „to”  może  być  pytaniem  dla  każdego.  Możesz  powiedzieć:  „Która 
godzina?”

6

  albo  „Czy  to  pora  wykładu?  „  Zatem  „to  lub  immo  jest  czymś 

określonym, a zarazem pytaniem. To dla nas bardzo ważne. Akurat teraz jest gorąco

7

ale „to” nie zawsze jest gorące. Czasami może być zimne. 
    Mówiąc  o  czasie,  rozumiemy,  że  czas  jest  czymś  ciągłym,  ale  także  można  go 
dokładnie  określić.  Kiedy  mówimy:  „Jest  wpół  do  dziewiątej”,  podajemy  konkretną 
godzinę.  Wtedy  czas  już  nie  jest  ciągły.  Jednak  czas  z  natury  jest  ciągły,  zatem  ma 
dwa aspekty: ciągłość i nieciągłość. Taka jest natura rzeczywistości. 
    Dogen  Zenji  mówi  o  praktyce  nie  jako  o  czymś  konkretnym,  ale  jako  o  pewnym 
kontinuum,  przemieszanym  ze  wszystkim.  Mówi:  „Jeśli  upadniesz,  stań  na  ziemi”. 
Czy  to  ma  sens?  Gdy  upadniesz,  wstań  w  tym  samym  miejscu  na  ziemi.  Mówi  też: 
„Jeśli upadniesz na ziemię, stań na pustce, stań na niczym”. Bez omówienia, dlaczego 
tak jest, nie możemy w pełni zrozumieć naszej nauki. 
    Stoimy  na  ziemi,  ale  Dogen  mówi,  że  nie  powinniśmy.  Cóż  to  znaczy?  Jeśli 
uważasz,  że  zawsze  możesz  wstać,  i  nie  przeszkadza  ci  upadek,  łatwo  będziesz 
upadał.  Będziesz  myślał:  „W  porządku.  Jeśli  upadnę,  mogę  stanąć  na  ziemi”. 
Niewłaściwe jest praktykowanie z takim założeniem. 
    To  ważna  kwestia.  Podobnie  jest  z  oświeceniem.  Jeśli  polegasz  na  oświeceniu, 

                     

5) Ang. It is nine o'clock - jest dziewiąta (przyp. tłum.). 

 

6) Ang. What time is it? (przyp. tłum.). 

 

7) Ang. It is hot (przyp. tłum.).

 

background image

będziesz  z  łatwością  popełniał  błędy  albo  upadał,  licząc  na  pomoc  ziemi. 
Rozumiecie? To niezwykle subtelna  kwestia. Oczywiście  musimy stać  na ziemi, ale 
jeśli  cały  czas  trzymamy  się  idei,  że  ziemia  nam  pomoże,  zatracamy  prawdziwe 
znaczenie  upadku.  Innymi  słowy,  mimo  że  popełniamy  błąd,  nie  powinniśmy  go 
popełniać  wiele  razy,  myśląc,  że  wszystko  jest  w  porządku,  ponieważ  wiemy,  jak 
wstać. 

Nie o to  nam chodzi,  gdy  mówimy o rzeczywistości. Nic nie przytrafia się nam 

dwa  razy  w  taki  sam  sposób.  Ziemia  nie  zawsze  jest  taka  sama.  Czasami  może  być 
patykiem  albo  kamieniem.  Może  być  wodą.  Ziemia  jest  „tym”.  „To”  oznacza 
wszystko,  nie  tylko  „ziemię”.  Oznacza  praktykowanie  naszej  drogi  bez  prób 
powtarzania tego samego doświadczenia. 
    W naszej praktyce nie ma więc na czym polegać. Z drugiej jednak strony, zawsze 
coś  się  pojawia.  Stosownie  do  okoliczności  otrzymasz  pomoc  w  praktykowaniu 
naszej  drogi.  Nawet  bolące  nogi  stanowią  pomoc.  Poprzez  ból  praktykujesz  naszą 
drogę.  Ból  jest  „tym”.  „To”  jest  wszystkim,  ale  kiedy  bolą  nogi,  „to”  stanowi 
określone  doświadczenie  lub  konkretny  problem.  „To”  może  być  sennością,  „to” 
może być głodem, „to” może być upałem. Zatem upał albo miły chłód, głód, komary 
albo bolące nogi mogą stanowić pomoc w praktyce, na której możesz stanąć i osadzić 
siebie. Nie tylko nauka Buddy, ale wszystko może być dla nas pomocą. 
    Immo-ji  znaczy  „rzeczy”,  a  immo-nin  to  ktoś  praktykujący  zazen.  „Ktoś 
praktykujący coś” - oto rzeczywistość. Możemy również powiedzieć: „ktoś robi coś”. 
A więc immo jest nietrwałą, konkretną istotą mającą kształt i kolor. Jednak, jak mówił 
Dogen Zenji, praktyka zen jest pewnym kontinuum, przemieszanym ze wszystkim. 
    Jeśli  tak  jest,  wówczas  „ktoś  wykonujący  zazen”  już  zawiera  w  sobie  wszystko. 
Ktoś nie może być oddzielony od świata. Czyn nie może istnieć bez tła całego świata, 
a rzecz nie  może być oddzielona od innych rzeczy.  Zatem  „ktoś”,  „wykonywanie” i 
„coś” są tym samym. A jeśli są tym samym, możemy powiedzieć „coś” „coś” „coś”. 
Co  to  jest?  To  pełne  zrozumienie.  Wszystko  dzieje  się  w  ten  sposób.  Jeśli  więc 
trzymasz  się  idei  pomocy  lub  oświecenia,  popełniasz  błąd.  Oddzieliłeś  siebie  od 
wszystkiego. 
    Ktoś  mógłby  powiedzieć:  „On  studiuje  Soto  zen,  ale  zaprzecza  doświadczeniu 
oświecenia”.  Nie  jest  tak.  My,  uczniowie  Soto,  do  niczego  się  nie  przywiązujemy. 
Mamy  absolutną  swobodę  praktyki  i  absolutną  swobodę  wyrazu.  Nasza  praktyka 
stanowi  wyraz  naszej  prawdziwej  natury  lub  rzeczywistości.  Niemożliwe  jest  więc 
lgnięcie do czegokolwiek. Chwila po chwili praktykujemy na nowo. 
    Nasza  praktyka  powinna  być  niezależna  od  przeszłej  i  przyszłej  praktyki.  Nie 
możemy  poświęcać  obecnej  praktyki  dla  przyszłych  dokonań,  ponieważ  wszyscy 
buddowie osiągnęli oświecenie w ten sposób i w przyszłości wszyscy buddowie w ten 
właśnie  sposób  osiągną  oświecenie.  „W  ten  sposób”  oznacza 

w  żaden  konkretny”. 

Czasami może to być sposób Soto, czasami Rinzai. Może to być również sposób innej 
szkoły, stosownie do okoliczności. 

background image

    Ktoś  może  osiągnąć  oświecenie  na  widok  kwiatu  lub  słysząc  jakiś  dźwięk.  Ktoś 
inny, biorąc gorącą kąpiel lub idąc do toalety. Biedni i bogaci na różne sposoby mogą 
osiągać oświecenie. W rzeczywistości nie istnieje więc droga Soto czy droga Rinzai. 
    Omówiliśmy  praktykę  w  sposób  dość  abstrakcyjny,  ale  cokolwiek  to  jest, 
powinniśmy  to  zaakceptować.  Różnymi  metodami,  chwila  po  chwili,  praktykujemy 
naszą drogę. Nie ma innego sposobu na osiągnięcie oświecenia.

background image

D O Ś Ć  PROBLEMÓW 

Zanim  nie  zaakceptujesz  swoich  problemów  i  swojej  pozycji,  nie  możesz 
zaakceptować siebie takiego, jaki jesteś... Gdy będziesz wystarczająco cierpliwy i 
poczekasz, aż zrozumiesz problem, będziesz w stanie docenić swoje bycie tutaj i 
swoją pozycję, jakakolwiek ona jest. 

To  siódmy  i  ostatni  dzień  naszego  sesshin.  Dotarliśmy  już  tak  daleko,  nie 
poddawajmy  się  więc!  Jedyny  sposób  to  pozostać  tutaj.  Przewiduję  dobre  plony. 
Możecie myśleć, że jeszcze nie dojrzeliście, ale nawet jeśli nadal dojrzewacie, będą z 
was dobre jabłka, jeżeli zostaniecie w naszym magazynie. Nie mam więc powodu do 
zmartwień i nie sądzę, abyście musieli się martwić o swoją praktykę. 
    Niektórzy być może rozpoczęli sesshin, ponieważ mieli wiele problemów. Myśleli, 
ż

e  jeśli  usiądą  tu  na  siedem  dni,  problemy  zostaną  rozwiązane,  ale  to  niemożliwe. 

Budda nie da wam więcej problemów, niż możecie rozwiązać, ani więcej, niż potrze-
bujecie. Jakiekolwiek są twoje problemy, jest ich dość. Jeśli nie ma ich dosyć, Budda 
jest  gotów  dać  ci  więcej,  abyś  mógł  je  docenić.  Budda  zawsze  coś  ci  daje.  Jeśli  nie 
masz  z  czym  sobie  radzić,  twoje  życie  wydaje  się  puste.  Uważam  więc,  że 
powinniście  zaufać  Buddzie.  Życie  bez  problemów  to  jak  bezczynne  siedzenie 
siedem dni w zendo. 
    Medytując w zendo przez siedem dni, mieliście wiele problemów. Możesz uważać, 
ż

e  więcej  problemów  miałeś,  siedząc  tutaj,  niż  na  co  dzień.  Naprawdę  jednak 

znajdujesz tu problemy, które miałeś przez cały czas, ale ich nie dostrzegałeś, bo coś 
cię  ogłupiało.  Jeśli  nie  jesteś  świadom  swoich  problemów,  pojawią  się 
niespodziewanie.  Nie  pojawi  się  żaden  kłopot,  którego  nie  miałeś,  ale  ponieważ  go 
przeoczyłeś, niczego się nie spodziewasz. Lepiej więc zobaczyć swoje problemy jak 
najszybciej. 
    Uczniowie  Soto  siedzą  podczas  zazen  twarzą  do  ściany.  Budda  jest  za  wami  i 
ufacie  mu.  Jeśli  ufacie  bezgranicznie,  nie  ma  potrzeby  patrzeć  w  twarz  Buddy.  To 
właśnie  jest  bezgraniczne  zaufanie.  Wrogowie  lub  problemy  nadejdą  od  tyłu,  nie  z 
przodu. Zatem odsłonić plecy przed Buddą oznacza okazać mu całkowite zaufanie. 
    Nawet  jeżeli  uważasz,  że  masz  zbyt  wiele  problemów,  kiedy  ufasz  Buddzie, 
siedzisz  ze  swoimi  problemami.  Zarazem  powinieneś  być  gotów  odrzucić  problem, 
jeśli  stanowi  ,,o  jeden  za  dużo”.  Budda  powiedziałby:  „Jeśli  naprawdę  tego  nie 
potrzebujesz,  przyjmę  go  w  każdej  chwili.  Oddaj  mi  go”.  Ale  z  czasem  problem 
zamienia się w coś, czego potrzebujesz. Pomyślisz: „Jeśli odrzucę ten problem, mogę 
ż

ałować.  Skoro  nie  jestem  pewien,  czy  to  prawdziwy  problem,  czy  pomoc  Buddy, 

może lepiej go zatrzymać”. Jeśli siedzisz w ten sposób, odkryjesz, że twoje problemy 
są bezcennymi skarbami, które są ci niezbędne. 
    Zanim  nie  zaakceptujesz  swoich  problemów  i  swojej  pozycji,  nie  możesz 
zaakceptować siebie takiego, jaki jesteś. Nie jesteś w stanie naprawdę siedzieć. Kiedy 

background image

uspokoisz swój umysł, zaufasz Buddzie i po prostu siedzisz, nie istnieje już zamęt ani 
problemy.  Gdy  będziesz  wystarczająco  cierpliwy  i  poczekasz,  aż  zrozumiesz 
problem,  będziesz  w  stanie  docenić  swoje  bycie  tutaj  i  swoją  pozycję,  jakakolwiek 
ona jest. Tak właśnie praktykujesz zazen. 
    Kiedy  praktykujesz  zazen,  nie  ma  potrzeby  oczekiwać,  że  Budda  pomoże 
rozwiązać twoje problemy. Budda już ci pomaga, ale na ogół odrzucamy jego ofertę. 
Gdy  prosisz  o  pomoc,  prosisz  o  coś,  co  jeszcze  nie  nadeszło.  Odmawiasz  przyjęcia 
skarbu,  który  już  masz.  Jesteś  jak  świnia.  Kiedy  byłem  młody,  mój  ojciec  hodował 
ś

winie, bo byliśmy bardzo biedni. Jeśli dajesz świniom kubeł karmy, nie będą jadły, 

dopóki przy nich stoisz, spodziewając się, że dasz im więcej. Jeśli odsuniesz się zbyt 
szybko, przewrócą kubeł, goniąc cię. Musisz więc bardzo uważać. 
    Myślę,  że  tak  właśnie  postępujesz.  Zamiast  pracować  nad  swoimi  problemami, 
stwarzasz  ich  więcej,  szukając  czegoś  innego.  Ale  nie  ma  potrzeby  szukać  czegoś 
innego. Masz mnóstwo problemów, dokładnie w sam raz. Oto tajemnica życia. Mamy 
w  sam  raz  problemów,  nie  za  dużo  i  nie  za  mało.  Nie  ma  potrzeby  prosić  kogoś  o 
pomoc. 
    Jeśli jesteś wystarczająco cierpliwy, wystarczająco silny, aby zaakceptować swoje 
problemy,  wówczas  możesz  usiąść  opanowany  i  spokojny,  ufając  Buddzie  i  własnej 
istocie.  Ponieważ  otrzymujesz  pomoc  w  sposób  doskonały,  istniejesz  tutaj.  Gdyby 
było  za  wiele,  umarłbyś,  a  jeśli  za  mało,  też  byś  umarł.  Otrzymujesz  dokładnie  to, 
czego potrzebujesz. Zatem jedyna droga to zaufać Buddzie, zaufać swemu istnieniu. 
To właśnie nazywamy zen. 
    Możesz pomyśleć, że wszyscy mistrzowie zen są bardzo surowi. Mistrz wydaje się 
surowy,  kiedy  potrzebujesz,  aby  był  surowy,  ale  nie  jest  taki  -  jest  po  prostu 
wystarczająco  surowy  dla  ciebie,  to  wszystko!  Tak  naprawdę  nie  potrzebujesz 
mistrza, jeśli wiesz, jak praktykować zazen. 
    Pragnę tylko, abyście siedzieli i byli gotowi znaleźć się na targu jak dojrzałe jabłka. 
Siedźmy z całkowitym zrozumieniem i poszanowaniem naszej praktyki. 

background image

BUDDA O TWARZY SŁOŃCA  

I KSIĘŻYCA 

 

Budda  o  twarzy  słońca  jest  dobry;  budda  o  twarzy  księżyca  jest  dobry. 
Czymkolwiek jest, jest dobry - wszystko jest buddą. A jednak nie ma buddy. 

Ostatnio  bardzo  chorowałem,  a  ponieważ  przez  wiele  lat  praktykowałem  zazen, 
niektórzy mogliby powiedzieć: „On się nie przeziębia i nie choruje na grypę... ale czy 
to  nie  zabawne,  że  tak  długo  leży  w  łóżku?  „  Możemy  wierzyć,  że  zazen  wzmocni 
nasze  ciała  i  uzdrowi  umysły,  ale  zdrowy  umysł  nie  tylko  jest  zdrowy  w  ogólnie 
przyjętym sensie, a słabe ciało nie jest tylko słabym ciałem. Czy jest słabe, czy silne, 
kiedy  słabość  czy  siła  oparte  są  na  tym,  co  nazywamy  prawdą  lub  naturą  buddy, 
wtedy mamy do czynienia ze zdrowym ciałem i zdrowym umysłem. 
    Mój głos nie jest jeszcze zbyt mocny, ale wypróbowuję go dzisiaj. Nie jest istotne, 
czy  jest  słaby,  czy  mocny,  czy  w  ogóle  mówię,  czy  nie.  Cokolwiek  się  nam 
przydarza,  powinno  się  przydarzyć.  Celem  naszej  praktyki  jest  mieć  ten  rodzaj 
całkowitego spokoju. 
    W  Zapiskach  Błękitnego  Urwiska  jest  koan  dotyczący  Baso  Doitsu.  Baso  był 
bardzo silnym mężczyzną o słusznej posturze. Kiedyś, gdy Baso był chory, przyszedł 
go  odwiedzić  mnich  opiekujący  się  świątynią  i  zapytał:  „Jak  się  masz?  Dobrze  się 
czujesz?” A Baso powiedział: „Budda o twarzy słońca, budda o twarzy księżyca”.  
    Budda  o  twarzy  słońca  ma  żyć  przez  tysiąc  osiemset  lat.  A  budda  o  twarzy 
księżyca żyje tylko jeden dzień i jedną noc. Kiedy jestem chory, mogę być jak budda 
o  twarzy  księżyca.  Kiedy  jestem  zdrowy,  jestem  buddą  o  twarzy  słońca.  Ale  ani 
budda o twarzy słońca, ani budda o twarzy księżyca nie mają żadnego szczególnego 
znaczenia.  Czy  jestem  zdrowy,  czy  chory,  nadal  praktykuję  zazen.  Nie  ma  żadnej 
różnicy. Nawet leżąc w łóżku, jestem buddą. Nie martwcie się więc o moje zdrowie. 
    To  całkiem  proste.  Cokolwiek  przytrafiało  się  Baso,  umiał  on  akceptować  rzeczy 
takimi, jaka jest. 
Jednak my nie akceptujemy wszystkiego. Może akceptujemy coś, co 
uważamy  za  dobre,  ale  jeśli  coś  nam  się  nie  podoba,  nie  akceptujemy  tego.  Porów-
nujemy: „On jest prawdziwym mistrzem zen, a on nie” albo „on jest dobrym uczniem 
zen, a ja nie”. To dość popularny rodzaj pojmowania rzeczy, ale w końcu nie wiesz, 
na której idei możesz polegać. 
    Rzecz  w  tym,  aby  osiągnąć  absolutny  spokój.  Nie  pomogą  ci  zwykłe  wysiłki 
związane  z  porównywaniem.  Osiągnąć  oświecenie  znaczy  mieć  w  życiu  całkowity 
spokój,  bez  rozróżniania.  Jednocześnie  nie  oznacza  to  przywierania  do  nie 
rozróżniania, ponieważ to również jest rodzaj rozróżniania. 
    Kiedy byłem jeszcze w Japonii, miałem uczniów zen. Niektórzy z nich byli bardzo 
bogaci i wpływowi, inni byli studentami, stolarzami i innymi robotnikami. W Japonii 
traktujemy  niektórych  ludzi,  na  przykład  nauczyciela  lub  burmistrza,  inaczej. 

background image

Mówimy do nich w specjalny sposób. Ale zawsze mówiłem moim studentom: „Jeśli 
jesteś  uczniem  zen,  powinieneś  zapomnieć  o  stanowisku,  pracy  czy  tytule.  W 
przeciwnym razie nie możesz naprawdę praktykować zazen”. 
    Kiedy  siedzicie,  mówię:  „Nie  myślcie”.  „Nie  myśl”  znaczy  nie  traktuj  rzeczy  w 
kategoriach  dobry,  zły,  ciężki,  lekki.  Po  prostu  akceptuj  rzeczy  takimi,  jaka  jest. 
Nawet  jeśli  nie  myślisz,  możesz  coś  usłyszeć  i  zazwyczaj  w  takiej  chwili  twoją 
reakcją  jest:  „Co  to  mogło  być?”,  „To  samochód”  albo  „Okropny  hałas.  Może  to 
motor”. 
    Podczas  zazen  powinieneś  słyszeć  duży  czy  mały  hałas  bez  zwracania  na  niego 
uwagi.  Może  się  to  wydawać  niemożliwe,  zwłaszcza  dla  początkującego,  ponieważ 
za  dźwiękiem  podąża  reakcja.  Jednak  jeśli  praktykujesz  zazen,  jeśli  cały  czas 
akceptujesz  rzeczy  takimi,  jaka  jest,  w  końcu  tego  dokonasz.  Możesz  to  zrobić, 
skupiając się na postawie lub oddechu. 
    W Japonii samurajowie praktykowali zazen, aby stać się mistrzami miecza. Dopóki 
samuraj  bał  się  stracić  życie,  nie  był  w  stanie  wykorzystać  w  pełni  swoich 
umiejętności.  Kiedy  był  wolny  od  idei  zabijania  czy  też  zostania  zabitym,  mógł 
odpowiadać na działanie wroga i zwyciężyć. Jeśli starał się zwyciężyć, mógł ponieść 
porażkę. Tak  więc  praktykowanie  działania  bez  lęku,  który  ogranicza  działanie,  jest 
najważniejsze.  Aczkolwiek  była  to  kwestia  przetrwania  na  polu  bitwy,  samuraj 
walczył mieczem w zendo. 
    Kiedy  w  codziennym  życiu  nie  występują  podobne  okoliczności,  nie  czujemy 
takiej  samej  konieczności  praktyki.  Jednak  nasze  ludzkie  problemy  tworzone  są, 
ponieważ  staramy  się  coś  osiągnąć,  a  to  ogranicza  nasze  działanie.  Wtedy  nie 
możemy osiągnąć niczego. 
    Powinniśmy  rozumieć  nasze  codzienne  działanie  na  dwa  sposoby  i  umieć 
reagować bez problemu na oba. Jeden sposób to rozumienie dualistyczne - dobre lub 
złe,  właściwe  lub  niewłaściwe  -  i  bardzo  staramy  się  pojmować  rzeczy  w  tych  ka-
tegoriach.  Jednak  powinniśmy  również  umieć  wychodzić  poza  to  dualistyczne 
rozumienie.  Wówczas  wszystko  jest  jednością.  To  jest  inne  rozumienie,  rozumienie 
jedności. 
    Powinniście więc być zdolni rozumieć lub akceptować rzeczy na te dwa sposoby, 
ale  to  nie  wystarcza.  To  ciągle  dualizm.  Bez  myślenia:  „To  jeden  ze  sposobów 
rozumienia”  możesz  swobodnie  przechodzić  od  jednego  do  drugiego.  Cokolwiek 
robisz, będzie wtedy wspaniałą praktyką. 
    Budda  o  twarzy  słońca  jest  dobry;  budda  o  twarzy  księżyca  jest  dobry. 
Czymkolwiek jest, jest dobry -  wszystko jest buddą. A jednak  nie  ma buddy. Kiedy 
nie rozumiesz buddy, zmartwisz się, słysząc, że nie ma buddy. 

Jesteś mnichem, jak 

możesz więc mówić, że nie ma buddy? „ Nie ma buddy, więc kłaniamy się buddzie. 
Jeśli  kłaniasz  się  buddzie,  ponieważ  on  istnieje,  nie  jest  to  prawdziwe  rozumienie 
buddy.  Budda  o  twarzy  słońca,  budda  o  twarzy  księżyca  -  nie  ma  problemu.  Czy 
jestem  w  Tassajara,  czy  w  San  Francisco  -  nie  ma  problemu.  Nawet  gdy  umrę,  nie 

background image

będzie  to  dla  mnie  problemem  i  dla  was  również  nie.  A  jeśli  to  dla  ciebie  problem, 
nie jesteś uczniem zen. To całkiem w porządku. To jest budda. 
    Jeśli  cierpię,  umierając,  cierpi  budda  i  nie  ma  tu  chaosu.  Może  wszyscy  będą 
zmagać się z fizyczną czy duchową agonią, ale nie ma w tym problemu. Powinniśmy 
być  bardzo  wdzięczni  za  te  pełne  ograniczeń  ciała,  jak  twoje  czy  moje.  Miałbyś 
wielki problem, posiadając wieczne życie. 
    W  ulubionym  programie  telewizyjnym  mojej  żony  występują  duchy  dawno 
zmarłych  ludzi.  Pojawiają  się  w  tym  świecie  i  przysparzają  wielu  kłopotów  sobie 
oraz innym. Tak właśnie się dzieje. Ludzka istota jest ludzką istotą i możemy cieszyć 
się życiem tylko w naszych ograniczonych ciałach. Owo ograniczenie jest niezbędne. 
Nic  nie  istnieje  bez  ograniczeń,  powinniśmy  się  więc  tym  cieszyć:  słabe  czy  silne 
ciało,  mężczyzna  czy  kobieta.  Jedyny  sposób  cieszenia  się  życiem  to  cieszyć  się 
danym nam ograniczeniem. 

    „Budda o twarzy słońca, budda o twarzy  księżyca” nie oznacza obojętności. „Nie 
obchodzi  mnie,  czy  to  budda  o  twarzy  słońca,  czy  budda  o  twarzy  księżyca”.  To 
znaczy, że cieszymy się wszystkim, cokolwiek to jest. To również bycie wolnym od 
przywiązań,  ponieważ  gdy  nasze  przywiązanie  dociera  do  punktu  braku 
przywiązania,  jest  prawdziwym  przywiązaniem.  Jeśli  jesteś  do  czegoś  przywiązany, 
bądź  przywiązany  całkowicie.  BUDDO  O  TWARZY  SŁOŃCA,  BUDDO  O 
TWARZY  KSIĘŻYCA!  „Jestem  tutaj.  Jestem  dokładnie  tutaj”.  Ważny  jest  taki 
rodzaj  pewności.  Kiedy  jesteś  w  taki  sposób  pewny  siebie,  swojej  istoty,  możesz 
praktykować prawdziwy zazen poza doskonałością czy niedoskonałością, dobrem czy 
złem.

background image

SIEDZIEĆ JAK ŻABA 

Ż

aba  stanowi  dobry  przykład  naszej  praktyki.  Kiedy  praktykujesz  od  długiego 

czasu,  będziesz  się  śmiał,  częściowo  z  kogoś,  kto  zajmuje  się  niewłaściwym 
pojęciem praktyki, częściowo z samego siebie, który ciągle siedzi, nic nie robiąc, 
nie robiąc żadnych postępów. 

Ostatnio  zobaczyłem  w  kalendarzu  jeden  z  rysunków  Sengai.  Była  to  żaba  z 
podpisem Sengaiego: „Gdybyśmy mogli stać się buddą poprzez praktykę siedzenia...” 
Nie powiedział nic więcej, ale możemy sobie wyobrazić, o czym myśli żaba. „Gdyby 
ludzie mogli stać się buddą poprzez praktykę siedzenia, wtedy ja też mogłabym być 
buddą”. [śmiech] Mając pewne zrozumienie praktyki i widząc kogoś siedzącego, aby 
osiągnąć oświecenie, możemy pomyśleć, „Och, siedzi jak żaba”. 
    Sposób siedzenia żaby jest tak naprawdę o wiele lepszy od naszego zazen. Zawsze 
podziwiałem praktykę żab. Nigdy nie są śpiące. Oczy mają cały czas otwarte i robią 
wszystko  intuicyjnie  we  właściwy  sposób.  Kiedy  pojawia  się  coś  do jedzenia,  robią 
tylko: Mlask! Niczego nie przegapią, są cały czas spokojne i nieruchome. Chciałbym 
być jak żaba. 
    Jeśli  rozumiesz,  co  Sengai  mówi  tym  rysunkiem  i  napisem,  rozumiesz  już,  czym 
jest  zen.  W  tym  obrazku  jest  dużo  humoru  i  dobrego  zrozumienia  naszej  praktyki. 
Mimo iż nasza praktyka nie jest lepsza od „praktyki” żaby, cały czas siedzimy. Kiedy 
praktykujesz od dłuższego czasu, będziesz się śmiał, częściowo z kogoś, kto zajmuje 
się niewłaściwym pojęciem praktyki, częściowo z samego siebie, który ciągle siedzi, 
nic  nie  robiąc,  nie  robiąc  żadnych  postępów.  Będziesz  się  śmiał  z  samego  siebie. 
Kiedy potrafisz się śmiać z siebie, przychodzi oświecenie. 
    Twój  zazen  może  nadal  być  zazen  początkującego  lub  czasami  nawet  gorszy  niż 
początkującego.  Czasami  wstyd  mi  za  siebie,  kiedy  widzę  dobrze  praktykującego 
studenta. „On jest bardzo dobry”. Chciałbym być znowu młody, ale już za późno. W 
każdym razie nasza praktyka  nie  może być lepsza od praktyki siedzącej żaby, ale to 
dobrze.  Inspirujący  jest  dla  mnie,  i  dla  wszystkich,  widok  kogoś  praktykującego 
zazen.  Jeśli  wasz  zazen  jest  wystarczająco  dobry,  aby  zrobić  dobre  wrażenie, 
wówczas  jest  naprawdę  dobry,  nawet  jeśli  tak  nie  uważacie.  Podobnie,  nawet  gdy 
myślisz,  że  twój  zazen  jest  bardzo  dobry,  i  jesteś  dumny  ze  swego  oświecenia,  jeśli 
twój zazen nie stanowi dla nikogo inspiracji, być może jest niewłaściwą praktyką. 
    Mówiąc o nakazach, mówimy, aby nie robić tego czy tamtego, ale jeśli robisz coś 
dobrego,  jak  zazen,  nie  możesz  równocześnie  robić  nic  złego.  Nasze  nakazy 
postrzegamy  jako  ciągłe  robienie  czegoś  dobrego.  Trzeba  więc  po  prostu  siedzieć, 
zapominając o sławie lub zysku. Siedzieć dla samego zazen. To właśnie znaczy mieć 
poszukujący drogi umysł, odnaleźć swoje najskrytsze pragnienie. 
    Praktyka  szukającego  drogi  umysłu  wyostrzy  twoją  intuicję. Będziesz  miał  wtedy 

background image

mniej  trudności  z  dokonywaniem  wyboru.  Aby  dokonać  wyboru,  usiłujesz  się 
dowiedzieć,  co  jest  dobre,  a  co  złe,  i  w  ten  sposób,  przez  porównywanie,  możesz 
kupić  lub  dostać  coś  dobrego.  Być  może  próbujesz  wybrać  tkaninę  spośród  wielu 
kolorów  i  materiałów,  ale  nawet  jeśli  spędzisz  nad  tym  dwa  albo  trzy  dni,  możesz 
dostać  coś  nieodpowiedniego.  Wrócisz  do  tego  samego  sklepu  i  będziesz  miał 
szczęście, jeśli zgodzą się wymienić towar na inny. 
    Nie  mówcie,  że  tego  rodzaju  praktyka  jest  bezużyteczna.  To  pierwszy  krok  na 
naszej drodze. Mieć dobrą praktykę i kupować coś odpowiedniego dla siebie to jedno 
i to samo. Jeśli za bardzo się nie zaangażujesz i nie kupisz zbyt wiele, możesz dostać 
coś odpowiedniego. 
    Kiedy  znasz  sekret  wykorzystywania  intuicji,  twoje  działanie  będzie  wolne  od 
różnych ograniczeń i odnajdziesz swoją własną drogę w codziennym życiu. Jak długo 
nie  rozumiesz,  dlaczego  praktykujemy  zazen  i  czym  naprawdę  jest  prawdziwe, 
intuicyjne działanie, trudno zrozumieć, czym jest dobra praktyka. Mimo to dobrze jest 
kontynuować  praktykę  i  krok  po  kroku,  nie  wiedząc,  jak  osiągnąć  ten  rodzaj 
intuicyjnego działania, w końcu je osiągniesz. Niemądrze jest zatem angażować się w 
jakąś  szczególnie  trudną  praktykę.  Praktyka  zazen  jest  wystarczająco  trudna  i  tylko 
dzięki praktyce zazen różni mistrzowie osiągnęli - nie ma innego słowa, mówię więc 
„osiągnęli” - oświecenie i stali się prawdziwymi buddystami. 
    Jeśli  rozumiesz  prawdziwą  praktykę,  wtedy  łucznictwo,  czy  cokolwiek  innego, 
będzie praktyką zen. Jeśli nie umiesz praktykować prawdziwego łucznictwa, to nawet 
mimo  surowej  praktyki  osiągniesz  jedynie  technikę.  W  niczym  ci  to  nie  pomoże. 
Może  będziesz  w  stanie  bez  wysiłku  trafić  w  tarczę,  ale  nie  zrobisz  nic  bez  łuku  i 
strzały. Jeśli rozumiesz cel praktyki, łucznictwo pomoże ci nawet bez łuku i strzały. 
Jedynie  poprzez  właściwą  praktykę  osiągasz  ten  rodzaj  mocy  i  umiejętności.  Dogen 
Zenji  mówił,  że  właściwa  praktyka  to  mieć  dobrego  nauczyciela  i  otrzymywać 
właściwe wskazówki. Inaczej nie zrozumiecie zen. 

    Najważniejsze jest kontynuowanie właściwej czy też podstawowej praktyki.

background image

UWAGI  

O WYDANIU WYKŁADÓW 

 

Kilka  lat  temu  Centrum  Zen  w  San  Francisco  zaprosiło  mnie  do  pracy  nad 
wydaniem  wykładów  Suzukiego  Roshi.  Początkowo  wahałem  się,  ponieważ  nie 
sądziłem,  że  mam  jakieś  wyjątkowe  zrozumienie  jego  słów.  W  końcu  jednak 
zgodziłem się. Postanowiłem zawierzyć zaufaniu tych ludzi. 
    Zacząłem  czytać  wykłady  i  wybrałem  te,  które  do  mnie  przemawiały, 
niespecjalnie starając się zgromadzić dobre przykłady różnych nauk, wybierałem 
raczej  wykłady  przywołujące  pewne  wspomnienia  -  często  dotyczące  jakiegoś 
szczególnego obrazu, czy to żaby, żółwia czy słonia, brązowego ryżu czy ziemi, 
szczerości czy skupienia. Potem rozpocząłem krok po kroku redagowanie tekstu. 
Był  to  powolny  proces.  Dość  szybko  postanowiłem  zachować  integralność 
poszczególnych wykładów, bez przycinania i sztukowania. 
    Początkowo  dokonałem  minimalnych  zmian:  usunąłem  wszystkie  „hm”  i 
„wiecie” oraz tworzyłem zdanie tam, gdzie Suzuki zaczynał wypowiedź dwa, trzy 
razy,  zanim  przeszedł  do  kwestii,  którą  chciał  wyrazić.  Potem  usunąłem 
wszystkie powtórzenia, które tak dobrze brzmią podczas wykładu, uważałem bo-
wiem,  że  czytelnik  zawsze  może  wrócić  do  odpowiedniego  fragmentu  i  jeszcze 
raz  przeczytać  to,  czego  nie  zrozumiał  za  pierwszym  razem.  Czytając  po  raz 
trzeci,  zrobiłem  redakcję  językową,  starając  się  zachować  typowe  maniery 
językowe  Suzukiego,  takie  jak  wyrażenia  „ten  rodzaj  praktyki”,  „ten  rodzaj 
zrozumienia”; częste przechodzenie z „wy” do „my”; zmianę czasów. 
    Choć  pragnąłem  jak  najwierniej  zachować  styl  Suzukiego,  w  końcu  zacząłem 
redagować naleciałości z języka japońskiego i zamieniać je na zwroty angielskie. 
Na przykład wiele zdań mówiących o „powinnościach” przekształciłem w zwroty 
do „ciebie” lub po prostu tryb rozkazujący: „Powinniście się obudzić” zmieniłem 
w  „Obudźcie  się”.  Zanim  posunąłem  się  w  tej  pracy,  zacząłem  pracować  z 
Sojunem  Melem  Weitsmanem,  innym  uczniem  Suzukiego  Roshi,  i  wspólnie 
zredagowaliśmy  wykłady,  ustalając  użycie  osoby  „my”  i  „wy”,  ujednolicając 
czasy  i  wstawiając  odpowiednie  rodzajniki.  Chociaż  zamierzaliśmy  jak 
najwierniej  oddać  język  Suzukiego  Roshi,  pracowaliśmy  też  nad  jasnością  i 
czytelnością tekstu, mając nadzieję na wierne oddanie treści. 
    Wspólna  praca  i  obopólna  zgoda  na  każdą  zmianę  dały  nam  siłę  do  dalszej 
pracy  i  odkryliśmy,  że  mamy  podobną  wizję  materiału  prezentowanego  w  tej 
książce. 
    W  końcu  przeczytali  manuskrypt  inni:  Linda  Hess,  Carol  Williams,  Laurie 
Schley,  Norman  Fischer,  Michael  Wenger,  Michael  Katz.  Za  każdym  razem 
otrzymywałem sugestie dotyczące redakcji tekstu, po czym Mel i ja omawialiśmy 

background image

je i decydowaliśmy, które z nich uwzględnić. Podkreślam, że naszą intencją było 
zachowanie  języka  Suzukiego  Roshi  przy  minimalnych  „poprawkach”  czy 
„objaśnieniach”.  Czasami  nic  nie  mogliśmy  zrobić  wobec  uwag  w  rodzaju:  „To 
nie  jest  jasne”  albo  „Nie  rozumiem  tego”.  Czasami  najlepszym  rozwiązaniem 
wydawało się pozwolić ludziom porozmyślać nad słowami Suzukiego Roshi. 
    Teraz, kiedy praca jest bliska ukończenia, zdaję sobie sprawę, że rezultat różni 
się  od  pierwotnego  zapisu.  Mam  nadzieję  i  ufam,  że  pozostaliśmy  wierni 
oryginałowi,  ale  mimo  że  nie  jestem  w  stanie  dokonać  samodzielnej  oceny 
naszych wysiłków (a Suzuki Roshi nieraz sugerował, że obiektywne podejście nie 
zawsze  jest  najlepsze),  wiem  na  pewno,  że  (z  pomocą  oraz  wsparciem  Mela) 
pracowałem  z  troską  i  uwagą,  powoli  posuwając  się  krok  po  kroku.  Ci,  którzy 
pragną  poznać  wykłady  w  nie  poprawionej  wersji,  mogą  je  przeczytać  w 
bibliotece Centrum Zen, a być może wydamy je w końcu i w takiej postaci. 
    Czyniąc wszelkie starania, aby zachować i przedstawić nauki Suzukiego Roshi 
szerszej  publiczności,  mam  pewność,  że  kontynuowałem  jego  wysiłki,  aby 
przedstawić buddyzm tym z nas, którzy byli jego uczniami. Jeśli jednak trafią się 
błędy,  odstępstwa  czy  nieścisłości,  biorę  odpowiedzialność  na  siebie.  Ufam,  że 
czytelnicy mi wybaczą. 
    Wszystkie uwagi nie będące słowami Suzukiego Roshi zostały umieszczone w 
nawiasach. 
    Niektóre japońskie słowa często używane podczas wykładów - jak shikantaza, 
zazen,  kinhin,  sesshin  i  zendo  -  nie  zostały  wydrukowane  kursywą.  Krótkie  ich 
wyjaśnienie  znajduje  się  we  wstępie.  Pozostałe  obcojęzyczne  słowa  pisane  są 
kursywą i wyjaśnione w tekście. 
    Być  może  przydało  się  moje  wcześniejsze  doświadczenie  z  The  Tassajara 
Bread Book.
 Kiedy w 1985 roku zabrałem się do przeglądania książki wydanej w 
roku 1970, odkryłem, że nieświadomie napisałem całą książkę w angielszczyźnie 
Suzukiego  Roshi:  „Połóż  chleb  na  desce  i  ugniataj  rękami”.  Podobnie  jak  liczni 
jego uczniowie, nieświadomie przejąłem jego sposób mówienia. Nie zdając sobie 
z tego sprawy, ominąłem większość rodzajników i zaimków. Przez te piętnaście 
lat  nikt  nie  zwrócił  mi  na  to  uwagi.  Postanowiłem  wstawić  zaimki  i  rodzajniki. 
Przez ponad piętnaście lat nikt nie powiedział mi o tym ani słowa. Co robić? Czy 
to bardziej prawdziwe? Bardziej bezpośrednie? Czy też jest to sposób mówienia, 
który  ja  lub  Suzuki  Roshi  poprawilibyśmy,  gdybyśmy  zdawali  sobie  z  niego 
sprawę?  Nie  mam  pewności,  ale  słuchałem  swego  serca  oraz  głosu  miłości  do 
Suzukiego Roshi i jego nauki. 

 

Jusan Kainei  

(Longevity Mountain, Peaceful Sea)  

Edward Espe Brown  

maj 2001

background image

ZALECANA LITERATURA 

Edward Espe Brown, The Tassajara Bread, Shambhala 1986. 

 

The Tassajara Recipe Book, Shambhala 2000. 

 

Tomato Blessings and Radish Teaching: Recipes and Reflections, Riverhead Books, 1997. 

David Chadwick, Crooked Cucumber: The Life and Zen Teaching of Shunryu Suzuki, Broadway Books, 

1999. 

 

To Shine One Comer of the World: Moments with Shunryu Suzuki, Broadway Books, 2001. 

Shunryu Suzuki, Branching Streams Flow in the Darkness: Lectures on the Sandokai, University of 

California Press, 1999. 

 

Umysł zen, umysł początkującego, Warszawa 1990. 

 

 Wind Bell: Teachings from the San Francisco Zen Center, 1968-2001, North Atlantic Books, 2002.

background image

 

 

PODZIĘKOWANIA 

Zacząłem  praktykować  zen  w  Centrum  Zen  w  1965  roku,  mam  więc  ogromny  dług 
wdzięczności wobec setek ludzi, z którymi siedziałem w ciszy przez te wszystkie lata. 
Niełatwo  być  człowiekiem  i  wsparcie  innych  ludzi  siedzących  w  ciszy  -  może 
moglibyśmy użyć określenia „porządkujących swoje sprawy” - wydaje się niezbędne 
w pracy „osadzania siebie w sobie”. 
    Kilku  ludzi  z  Centrum  Zen,  między  innymi  Mel  Weitsman,  Norman  Fischer  i 
Michael  Wenger,  zaufało  mojej  redakcji  wykładów  Suzukiego  Roshi.  Nigdy  nie 
rozpocząłbym tej pracy bez ich wsparcia. Znamy się od ponad trzydziestu lat, albo i 
dłużej.  W  najróżniejszych  sytuacjach  poznawaliśmy  swoje  słabości  i  mocne  strony, 
jasne i ciemne punkty. Podjąłem się tej pracy, ponieważ we mnie wierzyli. 
    W trakcie wybierania i redagowania wykładów kontaktowałem się głównie z tymi 
trzema  osobami.  Mel  i  ja  wspólnie  przeczytaliśmy  każdy  wykład  co  najmniej  raz,  a 
czasami  trzy  lub  cztery  razy.  Po  pracy  cieszyliśmy  się  własnym  towarzystwem  i 
wspólnym obiadem. Michael towarzyszył naszemu projektowi przez cały czas i mimo 
ż

e  nie  robił  wielu  uwag,  wywarł  nań  znaczący  wpływ.  Norman  przeczytał  pierwszą 

wersję  kilku  wykładów  i  z  właściwym  sobie  humorem,  uczciwością  i 
prostolinijnością opatrzył je redakcyjnymi uwagami. Jego wiara w moje umiejętności 
była  zaraźliwa.  Michael  Katz,  będący  wydawcą  zarówno  książek  dla  Centrum  Zen, 
jak  i  moich,  w  sobie  tylko  właściwy  sposób  przez  cały  czas  sprawował  pieczę  nad 
projektem. Nasze telefoniczne rozmowy mogły dotyczyć Suzukiego Roshi albo i nie - 
i zazwyczaj nie dotyczyły - ale pobudzały mnie do życia i dodawały sił. 
    Linda  Hess,  Carol  Williams  oraz  Laurie  Schley  czytały  manuskrypt  na  różnych 
etapach  (przez  prawie  ponad  rok)  i  opatrywały  go  redakcyjnymi  uwagami.  Punkt 
widzenia  każdej  z  nich  okazał  się  niezastąpiony  przy  odpowiednim  doborze 
materiału. Jestem im bardzo wdzięczny. 
    Przez  kilka  lat  studiowałem  z  Rebem  Andersonem  i  doceniam  jego  mądrość  oraz 
wsparcie.  Byłem  także  studentem  Jacka  Kornfielda,  a  jego  serdeczny  entuzjazm  dla 
mojej pracy stanowił ogromną zachętę. 
    Praca Billa Redicana nad archiwum Suzukiego Roshi, katalogowanie, transkrypcja 
i  wyszukiwanie  tekstów,  były  dla  mnie  bezcenne.  Jego  niezwykle  wyczulone  na 
szczegóły  oczy  i  uszy  oraz  dokładność  w  znacznym  stopniu  udoskonaliły 
manuskrypt.  Pragnę  też  nadmienić,  że  praca  archiwalna  odbywa  się  w  większości 
dzięki  pasji  Davida  Chadwicka  do  upowszechniania  życia  i  nauki  Suzukiego  Roshi 
szerszej publiczności. 

    Niezwykle pomocni byli Hugh Van Dusen oraz David Semanki z HarperCollins. 

    Mitsu  Suzuki,  wdowa  po  Suzukim,  mimo  że  nie  uczestniczyła  bezpośrednio  w 
pracy, będzie zawsze zajmowała szczególne  miejsce  w  moim sercu. Była inspiracją, 
nauczycielką i opiekunką. Niezmierzone było jej poświęcenie i serdeczność, a zielona 

background image

herbata nigdzie nie smakowała tak dobrze jak przy jej stole. 

    Błogosławieństwo dla wszystkich. 

Edward Brown  

Jusan Kainei  

maj 2001

background image

S P I S  TREŚCI 

Wprowadzenie. Zawsze z tobą – 5 
 
Shikantaza. Pełnia życia w każdej chwili - 13 
Spokój umysłu - 15 
W pełni wyrażaj samego siebie - 18 
Wolność od wszystkiego - 22 
Skok z trzystumetrowego słupa - 27 
Zmiana karmy - 32 
Ciesz się życiem. - 36 
Chodź jak słoń – 41 
 
Listy z pustki - 45 
Listy z pustki - 47 
Brązowy ryż wystarczy - 52 
Zen chodzenia do toalety - 54 
Troska o ziemię - 60 
Codzienne życie jest jak film - 62 
Odzyskiwanie wielkiego umysłu - 66 
Zwykły umysł, umysł buddy – 71 
 
Praktyka zen - 75 
Wspierany od wewnątrz - 77 
Włącz swoją intuicję - 82 
Odnajdź samego siebie - 84 
Bądź dla siebie dobry - 89 
Szacunek dla rzeczy - 93 
Obserwacja zasad - 97 
Czysty jedwab, ostre żelazo – 102 
 
Nie zawsze tak - 107 
Nie zawsze tak - 109 
Bezpośrednie doświadczanie rzeczywistości - 114 
Prawdziwe skupienie - 119 
Dokądkolwiek idę, spotykam siebie 123 
Szef wszystkiego - 127 
Szczera praktyka - 131 
Jedność ze wszystkim – 136 
 
Oświecenie jest tam, gdzie ty - 141 
Oświecenie jest tam, gdzie ty - 143 
Nie trzymaj się kurczowo oświecenia - 147 
Nauka właśnie dla ciebie - 150 

background image

Stań na ziemi - 155 
Dość problemów - 159 
Budda o twarzy słońca i księżyca - 162 
Siedzieć jak żaba - 167 
 
Uwagi o wydaniu wykładów - 171 
Zalecana literatura - 175 
Podziękowania - 177