background image

tytuł: "Ulica Szarlatanów" 
autor: Konstanty Ildefons Gałczy

ń

ski 

tekst wklepał: happy@idn.org.pl 
 
W serii ukazały si

ę

 wiersze: 

 
 
Krzysztofa Kamila Baczy

ń

skiego 

„Pot mnie a pot Bogu" ~ 
 
Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej 
„Erotyki" 
 
Artura Rimbauda 
..Sezon w piekle. Iluminacje" 
 
Bolesława Le

ś

miana 

„Cudotwory miłosne" 
 
Juliana Tuwima 
„Ostry erotyk" 
 
Adama Mickiewicza 
„Miej serce" 
 
Władysława Broniewskiego 
„Po co 

Ŝ

yjemy" 

 
Guillaume'a Apollinaire'a 
„Wiersze i listy miłosne" 
 
W przygotowaniu wybór wierszy 
Jana Kochanowskiego 
 
* * * 
 
Wst

ę

 
Maciej Cislo 
 
'Pfo's2yAsI<i i S-k<a 
 
WARSZAWA 1998 
 
Projekt graficzny serii 
Maria Komorowska 
 
Ilustracja na okładce 
 
ARTBANK/Intemational 
 
Redaktor serii 
AnnaJanko 
 
Redaktor techniczny 
Anna Troszczy

ń

ska 

 
Łamanie komputerowe 
Agnieszka Dwili

ń

ska 

 
Korekta 

background image

Jolanta Sier

Ŝ

an 

 
ISBN 83-7180-303-6 
 
Wydawca 
 
Prószy

ń

ski i S-ka SA 

 
02-651 Warszawa, ul. Gara

Ŝ

owa 7 

 
Druk i oprawa 
 
Łódzkie Zakłady Graficzne 
 
90-019 Łód

ź

, ul. Dowborczyków 18 

 
Muzie nó

Ŝ

ki całuj

ę

 

 
Ty lubisz kotleta 
a ja wol

ę

 Hamleta 

 
- takie wierszyki układał Konstanty Ildefons Gał- 
czy

ń

ski jako maiy chłopiec. Konstanty urodził si

ę

 

w 1905 roku, 23 stycznia, w dzie

ń

 

ś

w. Ildefonsa, pa- 

trona Hiszpanii. Zawsze był inny ni

Ŝ

 reszta dzieci, 

nie kopał piłki, nie zapisał si

ę

 do skautów, kochał 

ksi

ęŜ

yc i skrzypce, sztuki magiczne i ksi

ąŜ

ki. Uczył 

si

ę

 sam j

ę

zyków. 

 
Nie zapisał si

ę

 do skautów - a potem do 

Ŝ

adnej 

innej organizacji społecznej, bo nie lubił 

Ŝ

ycia w tłu- 

mie. Oskar

Ŝ

ano go w ró

Ŝ

nych momentach o nie- 

słuszne sympatie polityczne. Nietrafnie; Gaiczy

ń

ski 

nie miał w ogóle tego rodzaju sympatii. Napomyka 
o tym w jednym z wierszy: 
 
„Nastawienia" społeczne? Dla karzełków. 
 
Recenzje niedorzeczne? Dla zgiełku. 
 
Poeto, plu

ń

, gdzie komuna, sanacja i endecja. 

 
Tylko ona ci

ę

 zbawi, przekl

ę

ta i jedyna - 

 
i na gwiazdy wyprawi, rytm 

ś

wi

ę

ty, mowa inna - 

 
poezja. 
 
Gaiczy

ń

ski nie był w istocie prawicowy, lewicowy 

ani centrowy: był z innego 

ś

wiata. Prawd

ą

 jest zara- 

zem, 

Ŝ

e dla wygody brał czasem posad

ę

 poety dwor- 

skiego. Przed wojn

ą

 wysługiwał si

ę

 ONR-owi, po 

wojnie - PZPR-owi. Na zamówienie partyjne uło

Ŝ

ył 

bardzo głupi „Poemat dla zdrajcy", wymierzony prze- 
ciwko Czesławowi Miłoszowi, który w 1951 r. wy- 
brał wolno

ść

 na Zachodzie. Jan Lecho

ń

, po zapozna- 

niu si

ę

 z tym utworem, rzucił w swym „Dzienniku" 

pod adresem Gałczy

ń

skiego krótki epitet: „Bydl

ę

". 

Czesław Miłosz wyszydził dobrodusznie Konstante- 
go Ildefonsa w swoim „Zniewolonym umy

ś

le", daj

ą

mu kryptonim „Delta". 

background image

 
Gałczy

ń

ski kochał by

ć

 poet

ą

, i kochał te

Ŝ

 kocha

ć

Nie obchodzi go 

ś

wiat, obchodzi go miło

ść

. W wier- 

szu skierowanym do 

Ŝ

ony pisze: 

 
Jedni mówi

ą

: - On jest nasz! 

Drudzy mówi

ą

: - On jest nasz! 

A ja jestem tylko twój, jedyna. 
 
Jedni mnie kusz

ą

 na Wschód, 

 
drudzy ci

ą

gn

ą

 mnie na Zachód, 

 
a ja wol

ę

, po wypłacie, z tob

ą

 i

ść

 do kina 

 

ś

aden polski poeta nie napisał swojej 

Ŝ

onie tylu 

 
pi

ę

knych wierszy, co Gaiczy

ń

ski. W jednym z pierw- 

szych, skierowanych do 18-letniej Natalii, nazywaj

ą

 

„matk

ą

". Jest to charakterystyczne. Według niektó- 

rych biografów, Natalia uchroniła Konstantego przed 

Ŝ

yciowym upadkiem. Poeta cierpiał na cykliczne de- 

presje; pił wtedy i szalał. Rzucał si

ę

 do okien, chciał 

si

ę

 zabi

ć

. Raz w ostatniej chwili złapano go za nog

ę

Natalia nazywała Konstantego „Kotem", a on j

ą

 „Pa- 

wełkiem" - nie wiadomo dlaczego. Tak

ą

 miał fantazj

ę

 
Fantazja: trudno sobie przedstawi

ć

 artyst

ę

, który 

byłby jej pozbawiony. Jednak wyobra

ź

nia Gaiczy

ń

skiego zasługuje na szczególn

ą

 uwag

ę

. Poeta był kre- 

acjonist

ą

, zarówno na pi

ś

mie jak w 

Ŝ

yciu. Lubił po- 

wtarza

ć

 za Janem Kochanowskim: „Ja inaczej nie 

pisz

ę

, jeno jako 

Ŝ

yj

ę

". Ch

ę

tnie ustawiał si

ę

 do foto- 

grafii w oryginalnych sytuacjach, ubiorach i pozach, 
na tle dziwnych wn

ę

trz i ornamentów. Nosił krawa- 

ty zawi

ą

zane w du

Ŝ

y, lu

ź

ny w

ę

zeł. Robił przera

Ŝ

aj

ą

ce miny, a gdy intensywnie rozmy

ś

lał, szarpał sobie 

brwi. Po pijanemu improwizował dla przyjaciół osob- 
ne scenki teatralne w kawiarniach i na ulicach, nie- 
kiedy w złym gu

ś

cie. Udziwnił sobie charakter pi- 

sma; „d" i „z" kre

ś

lił z grecka; litery stawiał du

Ŝ

i dziecinne. U

Ŝ

ywał zawsze zielonego atramentu. Do 

drukar

ń

 posyłał wył

ą

cznie manuskrypty. 

 
Poet

ę

 fascynowały barokowe ambiwalencje. Potra- 

fił w jednym utworze modli

ć

 si

ę

 i drwi

ć

, robi

ć

 gryma- 

sy i wylewa

ć

 łzy, marzy

ć

 o szcz

ęś

ciu i wcale w nie 

nie wierzy

ć

. W takich sprzeczno

ś

ciach zawiera si

ę

 - 

zauwa

Ŝ

my - niemała prawda o ludzkich uczuciach. 

Marzyciel Gałczy

ń

ski wiele w swych wierszach zmy- 

ś

lił, tylko uczu

ć

 nie zmy

ś

lał. Zapewne te

Ŝ

 dlatego nie 

udawały mu si

ę

 utwory pisane na zamówienie poli- 

tyczne, w rodzaju „Poematu dla zdrajcy"... 
 
Gałczy

ń

ski był w uczuciach stały. W 1946 roku 

powrócił do 

Ŝ

ony Natalii, cho

ć

 zaraz po wojnie zało- 

 

Ŝ

ył inn

ą

 rodzin

ę

. Po wyj

ś

ciu ze stalagu pod Magde- 

burgiem poznał wi

ęź

niark

ę

 O

ś

wi

ę

cimia i Ra- 

yensbriick, Lucyn

ę

 Wolanowsk

ą

. Miał z ni

ą

 syna, 

który dzi

ś

 mieszka w Australii. „Do Eurydyki wróci- 

background image

łem, prowincjonalny Orfeusz...", napisał potem tro- 
ch

ę

 drwi

ą

co, po swojemu, w wierszu pt. „Powrót do 

Eurydyki". 
 
Natalia i Konstanty pobrali si

ę

 w roku 1929 w ob- 

rz

ą

dku prawosławnym. 

Ś

lubne korony trzymali nad 

nimi przez godzin

ę

 poeci Stanisław Ryszard Dobro- 

wolski i Stanisław Maria Sali

ń

ski, wybrani do tej roli 

dla krzepko

ś

ci postury. Sami Gałczy

ń

scy byli oboje 

male

ń

cy, ona 

ś

liczna, on - „troch

ę

 karzeł, troch

ę

 bła- 

zen", jak napisał Czesław Miłosz. Konstanty miał du- 

Ŝą

 głow

ę

, zielone oczy, wysokie czoło i szerokie, łako- 

me usta. Nowo

Ŝ

e

ń

cy byli bardzo biedni, tote

Ŝ

 po 

ś

lubie nie urz

ą

dzili wesela, tylko pojechali do lunapar- 

ku, 

Ŝ

eby postrzela

ć

 z wiatrówki do papierowych ró

Ŝ

 
O zielony Konstanty, o srebrna Natalio! 
Cala wasza wieczerza dzbanuszek z konwali

ą

... 

 
- zdaje si

ę

Ŝ

e w tym wierszyku zatytułowanym 

„O naszym gospodarstwie" zawarta została bardzo 
prawdomówna relacja z pierwszych dni wspólnego 

Ŝ

ycia. 

 
Natalia Awaiow była córk

ą

 Rosjanki i oficera gru- 

zi

ń

skiego. Studiowała na Uniwersytecie Warszaw- 

skim romanistyk

ę

. Z racji doskonałej znajomo

ś

ci j

ę

zyka rosyjskiego dorabiała tłumaczeniami, niekiedy 
utrzymuj

ą

c po prostu dom Gałczy

ń

skich. Konstanty 

 
Ildefons studiował w Warszawie filologi

ę

 klasyczn

ą

 

i anglistyk

ę

, obu nie ko

ń

cz

ą

c. Ten fantasta napisał 

słynn

ą

 prac

ę

 seminaryjn

ą

 o nieistniej

ą

cym geniuszu 

brytyjskiej literatury Cheatsie („cheat" znaczy po an- 
gielsku „oszust"). Skomponował oryginalne utwo- 
ry Anglika, wymy

ś

lił mu biobibliografi

ę

, grono 

uczniów, komentatorów itd. 
 
W roku 1931 Gałczy

ń

scy pojechali do Berlina; 

 
Konstanty podj

ą

ł tu prac

ę

 w konsulacie polskim. Po- 

prawiła si

ę

 ich sytuacja materialna, ale 

Ŝ

ycie urz

ę

dni- 

cze nudziło poet

ę

. Pewnego razu sam sobie udzielił 

urlopu i ruszył na zwiedzanie Europy. Kiedy wrócił, 
ju

Ŝ

 na

ń

 czekała dymisja. Galczy

ń

ski postanawia 

Ŝ

y

ć

 

odt

ą

d wył

ą

cznie z pióra. Znajduje przysta

ń

 w Wil- 

nie, gdzie blisko współpracuje z radiem, układa tek- 
sty piosenek (m.in. dla Ordonki), z dum

ą

 nazywa 

siebie nast

ę

pc

ą

 starodawnych goliardów i rybaków, 

tworz

ą

cych na zamówienie publiczne. 

 
Publiczno

ść

 zasi

ę

 jest tym drogowskazem, 

czego nie mog

ą

 poj

ąć

 ró

Ŝ

ni durnie. 

Je

Ŝ

eli błaze

ń

stw pragnie, b

ą

d

ź

 jak błazen, 

je

ś

li koturnów, sta

ńŜ

e na koturnie 

 
- tak mówi w parodii „Listu do Pizonów" Horacego, 
w swojej ars poetice zatytułowanej „List do krawca 
Teofila". 
 
Gałczy

ń

ski szydzi z arystokraty Horacego, a jed- 

background image

nak czyta go w oryginale i całe 

Ŝ

ycie podziwia. Jest 

klasycyst

ą

, którego nigdy nie uwiodła Awangarda. 

Bywa zarazem dionizyjski, rozchełstany, pijany i po 
 
prostu byle jaki! Pisze bardzo nierówne utwory - ta- 
ka jest m.in. cena płacona za przyj

ę

cie mecenatu wy- 

idealizowanej „publiczno

ś

ci"... 

 
O, kiedy wiersze stan

ą

 si

ę

 monet

ą

Ŝ

 to za rozkosz by

ć

 wtedy poet

ą

... 

 
Gwoli sprawiedliwo

ś

ci trzeba powiedzie

ć

Ŝ

e Gał- 

czy

ń

ski nie pił a

Ŝ

 tyle, jak niektórzy twierdz

ą

. Wpadł 

w alkoholizm jeszcze w latach gimnazjalnych, ale 
trzymał si

ę

 w ryzach poza okresami depresji, co moc- 

no podkre

ś

la w rodzinnych wspomnieniach córka Ki- 

ra. Był autorem punktualnym, słownym, powa

Ŝ

nie 

traktuj

ą

cym obstalunki literackie. Miał zwyczaj wsta- 

wania o 

ś

wicie, razem z ptakami. Umiał ładnie gwiz- 

da

ć

, na

ś

laduj

ą

c ptaki... 

 
Tu warto wtr

ą

ci

ć

 słowo o 

ś

piewno

ś

ci poezji Gał- 

czy

ń

skiego. Wiele nadrealistycznie pomy

ś

lanych 

utworów utrzymuje sw

ą

 spoisto

ść

 tylko dzi

ę

ki 

wspólnocie rytmu i rymu. Czasem fragmenty poema- 
tów autor poprzedza włoskimi okre

ś

leniami tempa 

muzycznego. W tre

ś

ci wierszy odzywaj

ą

 si

ę

 instru- 

menty: mandoliny, bałałajki, organy, tr

ą

bki, dzwony, 

saksofony, b

ę

bny, okaryny, skrzypce, gitary, wiolon- 

czele, syringi, katarynki, liry itd, itd. Meloman Gał- 
czy

ń

ski zapraszał do siebe niekiedy przyjaciół na 

koncerty z płyt. Któ

Ŝ

 dzi

ś

 towarzysko słucha muzy- 

ki? Dzi

ś

 ogl

ą

da si

ę

 telewizj

ę

 
Poeta miał trudno

ś

ci z opublikowaniem pierwsze- 

go zbioru wierszy. Uko

ń

czył 30 lat, a tom wci

ąŜ

 si

ę

 

nie mógł ukaza

ć

. Wreszcie z propozycj

ą

 dofinanso- 

 
10 
 
wania wyst

ą

piło nacjonalistyczne „Prosto z Mostu". 

W roku 1937 ujrzały zatem 

ś

wiatło dzienne „Utwo- 

ry poetyckie". Ksi

ąŜ

ka była nierówna; autor w przed- 

mowie sam siebie za to nie lubi. Pisze tak: „S

ą

 tu 

wiersze, które kocham, które lubi

ę

, które szanuj

ę

których nie chc

ę

, o które nie dbam i z których 

Ŝ

artu- 

j

ę

". Gałczy

ń

ski podj

ą

ł współprac

ę

 z tygodnikiem 

„Prosto z Mostu" jeszcze w roku 1935. Honoraria by- 
ły tu na tyle wysokie, 

Ŝ

e Natali

ę

 i Konstantego sta

ć

 

było na wynaj

ę

cie w 1936 domu w Aninie pod War- 

szaw

ą

. Nast

ę

pny zbiór poezji ukazał si

ę

 dopiero po 

wojnie, i to jako kuriozum. Ksi

ąŜ

ka wyszła w 1946 

w Rzymie i zawierała wiersze zrekonstruowane z pa- 
mi

ę

ci przez wielbiciela talentu Gałczy

ń

skiego, Jana 

Olechowskiego. 
 
Dla poety wojna sko

ń

czyła si

ę

 17 wrze

ś

nia 1939 

roku. Dostał si

ę

 jako 

Ŝ

ołnierz Korpusu Ochrony Po- 

granicza do niewoli rosyjskiej i zgin

ą

łby w Katyniu 

gdyby nie to, 

Ŝ

e nie był oficerem. A nie był nim dla- 

tego, 

Ŝ

e jeszcze jako student zachowywał si

ę

 skan- 

background image

dalicznie w podchor

ąŜ

ówce i został z niej wyrzucony. 

Na szcz

ęś

cie dla polskiej poezji!... W wyniku rosyj- 

sko-niemieckiej wymiany je

ń

ców Gałczy

ń

ski trafił do 

stalagu Altengrabow. Tutaj przez lata niewoli napisał 
tylko kilka wierszy, z których najsłynniejsza jest chy- 
ba „Pie

śń

 o 

Ŝ

ołnierzach Westerplatte". Przez pi

ęć

 

miesi

ę

cy 1941 roku prowadził notatnik wojenny, 

który ma ujrze

ć

 

ś

wiatło dzienne w roku 2003, pół 

wieku po 

ś

mierci autora. 

 
W 1946 Gałczy

ń

ski doł

ą

czył do 

Ŝ

ony i córki 

w Krakowie, które zamieszkiwały tu po wyje

ź

dzie ze 

 
11 
 
zrujnowanej Warszawy. Nawi

ą

zuje współprac

ę

 

z „Przekrojem", gdzie umieszcza słynny cykl „Zielo- 
nych g

ę

si" oraz „Listów z fiołkiem". Wyst

ę

puje te

Ŝ

 

na scenie teatrzyku satyrycznego „Siedem Kotów". 
Tworzy mnóstwo nowych wierszy; jest najpłodniej- 
szym powojennym poet

ą

 w Polsce. Rodzina gnie

ź

dzi 

si

ę

 w opisywanym wielokrotnie kołchozie literackim 

przy Krupniczej 22. Jest tu ciasno ale wesoło; co so- 
bota w stołówce odbywaj

ą

 si

ę

 pota

ń

cówki. W lecie 

towarzystwo przenosi si

ę

 do ogrodu i hałasuje do 

ź

na w nocy. Rej wodzi niezmordowany Stanisław 

Dygat, a najbardziej cierpi Jerzy Zawieyski, przyszły 
poseł na Sejm z ramienia „Znaku". Pan Jerzy wybie- 
ga czasem na balkon i ciska w rozwydrzony tłumek 
to butem, to krzesłem, to czajnikiem. 
 
Rok 1948 zastaje Gałczy

ń

skich w Szczecinie. Ma- 

j

ą

 tu cał

ą

 will

ę

 dla siebie, ale rado

ść

 trwa krótko. Po- 

eta w czerwcu przechodzi zawał serca. Leczy si

ę

 

w Warszawie, gdzie udaje mu si

ę

 te

Ŝ

 zdoby

ć

 miesz- 

kanie w Alei Ró

Ŝ

 
Nadci

ą

gaj

ą

 lata ponurego socrealizmu i pot

ę

pie

ń

 

ciskanych na głow

ę

 autora „Listów z fiołkiem". Z try- 

buny zjazdowej Zwi

ą

zku Literatów Polskich Adam 

Wa

Ŝ

yk oskar

Ŝ

a Gałczy

ń

skiego o szerzenie „estetycz- 

nych smaczków i pi

ę

knostek bur

Ŝ

uazyjnej poetyki 

z czasów imperialistycznych". W krakowskim „Prze- 
kroju" przestaj

ą

 si

ę

 ukazywa

ć

 „Zielone g

ę

si", a ich 

twórca ma coraz wi

ę

ksze kłopoty z opublikowaniem 

czegokolwiek. Znów zapada na zdrowiu. Jako rekon- 
walescent sp

ę

dza lato w le

ś

niczówce Pranie na Ma- 

zurach. 
 
12 
 
Gałczy

ń

ski coraz wi

ę

cej pije, i to go w ko

ń

cu 

u

ś

mierci. Coraz cz

ęś

ciej przemieszkuje na Mazurach. 

Obecnie w Praniu jest muzeum jego imienia. W roku 
1951 zd

ąŜ

ył jeszcze dla Polskiego Radia nagra

ć

 ta- 

ś

m

ę

 ze swymi wierszami. Dzi

ę

ki temu mo

Ŝ

emy dzi

ś

 

słucha

ć

 jego własnej interpretacji „Zaczarowanej do- 

ro

Ŝ

ki", utworu, któremu po

ś

wi

ę

cono osobn

ą

 tablic

ę

 

pami

ą

tkow

ą

, wmurowan

ą

 w jedn

ą

 z kamienic na 

Rynku w Krakowie. W Szczecinie „Doro

Ŝ

ka" ma 

nawet cały pomnik!...Nawiasem mówi

ą

c, w 1998 

background image

„Przekrój" ogłosił Kraków 

ś

wiatow

ą

 Stolic

ą

 Doro

Ŝ

ek 

i Fiakrów... A zacz

ę

ło si

ę

 tu wszystko od Jana Kacza- 

ry, prawdziwego furmana, który woził poet

ę

 ulicami 

pod Wawelem recytuj

ą

c własne wiersze, gdy

Ŝ

 cier- 

piał na wcale nie tak rzadk

ą

 u ludzi mani

ę

 rymowa- 

nia. 
 
W roku 1952 Gałczy

ń

ski przeszedł kolejny zawał, 

a w 1953 - jeszcze jeden. 6 grudnia nic nie zapowia- 
dało ostatecznego nieszcz

ęś

cia; Konstanty zabrał si

ę

 

jak zwykle do pracy. Poprosił Natali

ę

 o herbat

ę

ś

o- 

na poszła do kuchni. Kiedy wróciła po kilku chwi- 
lach, poeta ju

Ŝ

 nie 

Ŝ

ył. Pochowany został w Warsza- 

wie, na Wojskowych Pow

ą

zkach. 

 
Maciej Cisło 
 
[Pyłem ksi

ęŜ

ycowym...] 

 
Pyłem ksi

ęŜ

ycowym by

ć

 na twoich stopach, 

wiatrem przy twej wst

ąŜ

ce, mlekiem w twoim kubku, 

papierosem w ustach, 

ś

cie

Ŝ

k

ą

 po

ś

ród chabrów, 

ławk

ą

, gdzie spoczywasz, ksi

ąŜ

k

ą

, któr

ą

 czytasz. 

 
Przeszy

ć

 ci

ę

 jak nitka, otoczy

ć

 jak przestwór, 

by

ć

 porami roku dla twych drogich oczu 

i ogniem w kominku, i dachem, co chroni 
przed deszczem. 
 
14 
 
Ju

Ŝ

 kocham ci

ę

 tyle lat 

 
Ju

Ŝ

 kocham ci

ę

 tyle lat 

 
na przemian w mroku i w 

ś

piewie, 

 
mo

Ŝ

e to ju

Ŝ

 jest osiem lat, 

 
a mo

Ŝ

e dziewi

ęć

 - nie wiem; 

 
spl

ą

tało si

ę

, zmierzchło - gdzie ty, a gdzie ja, 

ju

Ŝ

 nie wiem - i my

ś

l

ę

 w pół drogi, 

Ŝ

e ty

ś

 jest rewolta i kl

ę

ska, i mgła, 

a ja to twe rz

ę

sy i loki. 

 
25 
 
List je

ń

ca 

 
Kochanie moje, kochanie, 
dobranoc, ju

Ŝ

 jeste

ś

 senna - 

i widz

ę

 Twój cie

ń

 na 

ś

cianie, 

i noc jest taka wiosenna! 
 
Jedyna moja na 

ś

wiecie, 

jak

Ŝ

e wysławi

ę

 Twe imi

ę

Ty jeste

ś

 mi wod

ą

 w lecie 

i r

ę

kawic

ą

 w zimie; 

 
Ty

ś

 szcz

ęś

cie moje wiosenne, 

background image

zimowe, latowe, jesienne - 
lecz powiedz mi na dobranoc, 
wyszeptaj przez usta senne: 
 
za có

Ŝ

 to taka zapłata, 

ten raj przy Tobie tak błogi?... 
Ty jeste

ś

 

ś

wiatłem 

ś

wiata 

i pie

ś

ni

ą

 mojej drogi. 

 
Stalag Altengrabow, 19 III 1942 
 
16 
 
Rozmowa liryczna 
 
- Powiedz mi, jak mnie kochasz. 
 
- Powiem. 
 
- Wi

ę

c? 

 
- Kocham ci

ę

 w sło

ń

cu. I przy blasku 

ś

wiec. 

 
Kocham ci

ę

 w kapeluszu i w berecie. 

 
W wielkim wietrze na szosie i na koncercie. 
 
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach. 
 
I gdy 

ś

pisz. I gdy pracujesz skupiona. 

 
I gdy jajko roztłukujesz ładnie - 
 
nawet wtedy, gdy ci ły

Ŝ

ka spadnie. 

 
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyj

ą

tku. 

 
I na ko

ń

cu ulicy. I na pocz

ą

tku. 

 
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz. 
 
W niebezpiecze

ń

stwie. I na karuzeli. 

 
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso. 
 
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i noc

ą

 
I wiosn

ą

, kiedy jaskółka przylata. 

 
- A latem jak mnie kochasz? 
 
-Jak tre

ść

 lata. 

 
- A jesieni

ą

, gdy chmurki i humorki? 

 
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki. 
 
- A gdy zima posrebrzy ramy okien? 
 
- Zim

ą

 kocham ci

ę

 jak wesoły ogie

ń

Blisko przy twoim sercu. Koło niego. 

background image

A za oknami 

ś

nieg. Wrony na 

ś

niegu. 

 
2. Ulica szarlatanów 
 
17 
 
Pro

ś

ba o wyspy szcz

ęś

liwe 

 
 
A ty mnie na wyspy szcz

ęś

liwe zawie

ź

 
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj, 
 
ty mnie ukołysz i u

ś

pij, snem muzykalnym zasyp, 

 
otuma

ń

 
we 

ś

nie na wyspach szcz

ęś

liwych nie przebud

ź

 ze snu. 

 
Poka

Ŝ

 mi wody ogromne i wody ciche, 

rozmowy gwiazd na gał

ę

ziach pozwól mi słysze

ć

 

 
zielonych, 
du

Ŝ

o motyli mi poka

Ŝ

, serca motyli przybli

Ŝ

 i przytul, 

my

ś

li spokojne ponad wodami pochyl miło

ś

ci

ą

 
18 
 
Miła moja 
 
Prawda: na auto nie sta

ć

 nas, 

miła moja. 
 
Lecz spójrz: tylko si

ę

 durnie spiesz

ą

 - 

ile

Ŝ

 dostojniej chodzi

ć

 pieszo, 

miła moja. 
 
Na Londyn tak

Ŝ

e brak funduszów, 

 
miła moja. 
 
Lecz po co Londyn? Londyn - nora: 
 
W „Paris-Soir" czytałem wczoraj, 

Ŝ

e markiz Q., to jest baronet, 

psim makaronem otruł 

Ŝ

on

ę

... 

Jasna cholera z takim Londynem, 
miła moja! 
 
Na kawior z Kremla, na jesiotra 
 
równie

Ŝ

 nie mamy, miła moja. 

 
Lecz na có

Ŝ

 Kreml, gdy mam twoje biodra? 

 
biodra s

ą

 złote, a noc modra. 

 
A jeszcze mamy lampk

ę

 wina 

 
i konto w niebie u serafina. 
 

background image

Wi

ę

c gwi

Ŝ

d

Ŝ

 na auto, Kreml i Londyn, 

 
miła moja. 
 
19 
 
Bal u Salomona 
 
Je

ś

li to wszystko pisz

ę

, moja male

ń

ka 

Ŝ

ono, 

złoty male

ń

ki bo

Ŝ

e mój, 

 
to przecie

Ŝ

 wiesz, 

Ŝ

e s

ą

 nam potrzebne pieni

ą

dze 

Ŝ

e m

ąŜ

 musi krzycze

ć

, a

Ŝ

eby był szcz

ęś

liwy, 

Ŝ

e chciałby pomóc milionom, 

Ŝ

e chciałby si

ę

 nad innych wywy

Ŝ

szy

ć

Ŝ

e jeszcze ma takie sprawy na sercu, 

które musz

ą

 by

ć

 wypowiedziane, 

wydarte i skonstruowane, 
i szumi

ą

ce jak drzewo, 

jak podró

Ŝ

 do Taorminy. 

 
A je

ś

li to nie ta noc, o której marz

ę

 od lat 

(te słowa zwracam do ciebie, Ksi

ąŜę

 Nonsensu), 

to powiedz od razu, po prostu, 
nie b

ę

dziemy oceanów owija

ć

 w bawełn

ę

Wsparty na Watermanie 
jak pielgrzym odejd

ę

 w otchłanie 

absolutnego zw

ą

tpienia, 

gdzie nie ro

ś

nie nic 

i nic si

ę

 nigdy nie zmienia... 

(...) 
 
Nad lustrem si

ę

 kr

ę

c

ę

 

na małych skrzydełkach 
jak kapłan-karzełek u swego ołtarza; 
 
20 
 
ołtarz mnie przera

Ŝ

a, 

wzrok mój mnie przera

Ŝ

a - 

musz

ę

 by

ć

 po prostu chory, 

bo mam du

Ŝ

o wódki w sercu. 

(...) 
 
- Bardzo si

ę

 dziwi

ę

Ŝ

e pani nie widziałem 

a

Ŝ

 przez 14 ksi

ęŜ

yców. 

 
- A co pan robił przez te 14 ksi

ęŜ

yców? 

 
-Jak to, co robiłem? Płakałem. 
Troch

ę

 w dolarach robiłem, Madame, 

troch

ę

 w nostalgii i smutku. 

Ach, jestem taki blady, taki sam- 
ach, pogłaskaj mnie po cichutku... 
 
(...) 
 
Jak Biblia, co si

ę

 jak ryba gastrycznie przypomina, 

jak garbata dziewczyna w cieniu pianina, 
jak krótkie spi

ę

cie, co si

ę

 ustawicznie powtarza, 

jak nuda w poczekalni lekarza, 

background image

jak idiosynkrazja w dzie

ń

, a w nocy mania, 

jak hipopotama dypsomania 
i jak te jodły na gór szczycie - 
takie jest moje 

Ŝ

ycie. 

(...) 
 
Piosenka 
 
Moja mała bardzo lubi rosół, 
moja smagła, moja smukła. 
Gdy je rosół, to ja jestem wesół, 
bo to szcz

ęś

cie, gdy jest rosół i bułka. 

 
W ober

Ŝ

y dla bezrobotnej inteligencji, 

pod afiszem Ligi Morskiej i Rzecznej, 
moja mała ma miejsce bezpieczne, 
du

Ŝą

 ły

Ŝ

k

ę

 trzyma w małej r

ę

ce. 

 
Tu

Ŝ

 w szachy graj

ą

 dwa biedne diabły - 

ś

nieg, 

ś

nieg po Wilnie hula. 

Kre

ś

l

ę

 na dłoni smukłej i smagłej 

drog

ę

 dla bajki o Trzech Królach. 

 
22 
 
O naszym gospodarstwie 
 
FRASZKA 
 
O, zielony Konstanty, o, srebrna Natalio! 
Cała wasza wieczerza dzbanuszek z konwali

ą

 
wokół dzbanuszka skrzacik chodzi z halabard

ą

broda siwa, lecz dobrze splamiona musztard

ą

wida

ć

, podjadł, a wy

ś

cie przejedli i fanty - 

o, Natalio zielona, o, srebrny Konstanty! 
 
23 
 
Zaczarowana doro

Ŝ

ka 

 
Natalii - 
która jest latarni

ą

 

zaczarowanej doro

Ŝ

ki 

 

 
Allegro 
 
Zapytajcie Artura, 
 
daj

ę

 słowo: nie kłami

ę

 
ale było jak ulał 
 
sze

ść

 słów w tym telegramie: 

 
ZACZAROWANA DORO

ś

KA 

ZACZAROWANY DORO

ś

KARZ 

ZACZAROWANY KO

Ń

 

background image

Ŝ

, według Ben Alego, 

czarnomistrza Krakowa, 
„to nie jest nic takiego 
doro

Ŝ

k

ę

 zaczarowa

ć

 
dosy

ć

 fiakrowi w oczy 

błysn

ąć

 specjaln

ą

 broszk

ą

 

i ju

Ŝ

e

ś

 zauroczył 

doro

Ŝ

karza z doro

Ŝ

k

ą

 
ale ko

ń

 - nie". Wi

ę

c dzwoni

ę

 
- Serwus, to pan Ben Ali? 
 
24 
 
Czy to mo

Ŝ

liwe z koniem? 

- Nie, pana nabujali. 
 
Zadr

Ŝ

ałem. Druga w nocy. 

Pocztylion stał jak pika. 
I urosły mi włosy 
do samego 

ś

wiecznika: 

 
ZACZAROWANA DORO

ś

KA? 

ZACZAROWANY DORO

ś

KARZ? 

ZACZAROWANY KO

Ń

 
Niedobrze. Serce. Głowa. 
W dodatku przez firank

ę

 
srebrne dachy Krakowa 
jak „secundumJoannem", 
ni

Ŝ

ej gwiazdy i li

ś

cie 

takie du

Ŝ

e i małe. 

 
A mo

Ŝ

e rzeczywi

ś

cie 

zgodziłem, zapomniałem? 
 
Mo

Ŝ

e chciałem za miasto? 

Człowiek pragnie podró

Ŝ

y. 

Dryndziarz czekał i zasn

ą

ł, 

sen mu w

ą

sy wydłu

Ŝ

ył 

i go zaczarowali 
wiatr i noc, i Ben Ali? 
ZACZAROWANY DORO

ś

KARZ 

ZACZAROWANA DORO

ś

KA 

ZACZAROWANY KO

Ń

 
25 
 
II 
 
Allegro sostenuto 
 
Z ulicy Wenecja do Sukiennic 
prowadził mnie Artur i Ronard, 
a to nie takie proste, gdy jest tyle kamienic 
i gdy noc zielono-szalona, 
bo trzeba, prosz

ę

 pa

ń

stwa, przez cały nocny 

Kraków: 

background image

 
III 
 
Allegretto 
 
Nocne WYPYCHANIE PTAKÓW, 
nocne KURSY STENOGRAFII, 
nocny TEATR KRÓL SZLARAFII, 
nocne GORSETY KOLUMBIA, 
nocny TRAMWAJ, nocna TRUMNA, 
 
nocny FRYZJER, nocny RZE

Ź

NIK, 

nocny chór m

ę

ski CZE

ŚĆ

 PIE

Ś

NI, 

 
nocne SERY, nocne MLEKO, 
nocne TA

Ń

CE WIECZYSTEGO, 

 
nocne DZI

Ś

 PARÓWKI Z CHRZANEM, 

nocne TOWARY MIESZANE, 
 
nocna strzałka: PRZY KO

Ś

CIELE! 

nocny szyld: TYBERIUSZ TROTZ, 
 
25 
 
słowem, nocni przyjaciele, 
wieczny wiatr i wieczna noc. 
 
IV 
Allegro ma non troppo 
 
Przystan

ę

li

ś

my pod domem „Pod Murzynami" 

 
(eech, du

Ŝ

o bym dał za ten dom) 

 
i nagle: patrzcie: tak jak było w telegramie: 
 
przed samymi, uwa

Ŝ

acie, Sukiennicami: 

 
ZACZAROWANA DORO

ś

KA 

 
ZACZAROWANY DORO

ś

KARZ 

 
ZACZAROWANY KO

Ń

 
Z Wie

Ŝ

y Mariackiej 

ś

wiatłem prószy. 

 
A ko

ń

, wyobra

ź

cie sobie, miał autentyczne uszy. 

 

 
Allegro cantabile 
 
Grzywa mu si

ę

 i ogon biel

ą

wiatr dmucha w grzyw

ę

 i w biały welon. 

 
Do 

ś

lubu w dryndzie jedzie dziewczyna, 

a przy dziewczynie siedzi marynarz. 
 
Marynarz łajdak zdradził dziewczyn

ę

my

ś

lał: Na morze sobie popłyn

ę

background image

Lecz go wieloryb zjadł na gł

ę

binie. 

 
Ona umarła potem z miło

ś

ci, 

Ale 

Ŝ

e miło

ść

 to wielka siła, 

miło

ść

 po 

ś

mierci ich poł

ą

czyła. 

 
Teraz doro

Ŝ

k

ą

 zaczarowan

ą

 

jedzie pan młody z t

ą

 młod

ą

 pann

ą

 

za miasto, gdzie jest stara kaplica, 
 
i tam, jak w 

ś

licznej starej piosence, 

wi

ąŜ

e im stuł

ą

 st

ę

sknione r

ę

ce 

ksi

ą

dz, co podobny jest do ksi

ęŜ

yca. 

 
Noc szumi. Grucha kochany z kochan

ą

 
ale niestety, co rano 
 
przez barokow

ą

 bram

ę

 

pełn

ą

 sznerklów i wzorów 

wszystko znika na amen 
in saecula saeculorum: 
 
ZACZAROWANA DORO

ś

KA 

ZACZAROWANY DORO

ś

KARZ 

ZACZAROWANY KO

Ń

 
VI 
 
Allegro furioso alla polacca 
 
Ale w knajpie doro

Ŝ

karskiej, 

róg Kpiarskiej i Kominiarskiej, 
idzie walc „Zalany Sło

ń

"; 

 
ogórki w słojach si

ę

 kisz

ą

w

ą

sy nad kuflami wisz

ą

bo w tych kuflach miła wo

ń

 
28 
 
I przemawia mistrz Onoszko: 
 
- Póki doro

Ŝ

ka doro

Ŝ

k

ą

a ko

ń

 koniem, dyszel dyszlem, 

póki woda płynie w Wi

ś

le, 

jak tutaj wszyscy jeste

ś

cie, 

zawsze b

ę

dzie w ka

Ŝ

dym mie

ś

cie, 

zawsze b

ę

dzie cho

ć

by jedna, 

cho

ć

by nie wiem jaka biedna: 

ZACZAROWANA DORO

ś

KA 

ZACZAROWANY DORO

ś

KARZ 

ZACZAROWANY KO

Ń

 
Spotkanie z matk

ą

 

 
Ona mi pierwsza pokazała ksi

ęŜ

yc 

i pierwszy 

ś

nieg na 

ś

wierkach, 

i pierwszy deszcz. 
 
Byłem wtedy mały jak muszelka, 

background image

a czarna suknia matki szumiała jak Morze Czarne. 
 
Noc. 
 
Dopala si

ę

 nafta w lampce. 

Lamentuje nad uchem komar. 
Mo

Ŝ

e to ty, matko, na niebie 

jeste

ś

 tymi gwiazdami kilkoma? 

 
Albo na jeziorze 

Ŝ

aglem białym? 

 
Albo fal

ą

 w brzegi pochyle? 

 
Mo

Ŝ

e twoje dłonie posypały 

 
mój manuskrypt gwia

ź

dzistym pyłem? 

 
A mo

Ŝ

e

ś

 jest południowa godzina, 

 
mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach? 
 
Wczoraj szpilk

ę

 znalazłem w trzcinach - 

 
od włosów. Czy to nie twoja? 
 
(...) 
 
Listki dr

Ŝ

e

ć

 zaczynaj

ą

ptaki w ton uderzaj

ą

sło

ń

ce wschodzi nad kniej

ę

serce jak 

ś

nieg topnieje. 

 
Listkom rosn

ąć

, opada

ć

ptakom te

Ŝ

 wiecznie nie 

Ŝ

y

ć

sło

ń

cu wschodzi

ć

, zachodzi

ć

sercu gwiazdy i skrzypce. 
(...) 
 
Lato w lesie. Ciemno

ść

 zielona w 

ś

wierkach. 

Szałwia. Zaj

ę

czy szczaw. 

Niebo obłoki zdejmuje. Ptak zerka. 
Trzmiele brz

ę

cz

ą

 w

ś

ród traw. 

 
Motyle 

Ŝ

ółte i białe jak lataj

ą

ce listy. 

 
Cisza i 

ś

wiatło. 

 
A tam dalej i dalej, za tym pagórkiem piaszczystym, 
 
te

Ŝ

 jest lato. 

 
(...) 
 
Le

ś

niczówka Pranie, 1950 

 
30 
 
Wizyta 
 
Prosz

ę

, prosz

ę

, rozgo

ść

 si

ę

, serdeczny, 

rozejrz si

ę

 dokładnie po wszystkim; 

background image

 
to jest czajnik - prawda, jaki 

ś

mieszny? 

z gwizdkiem. 
 
To mruczenie? Powiem ci w sekrecie: 
 
jest mruczeniem kota Salomona. 
A ta pani zamy

ś

lona, z kwiatami - 

to moja 

Ŝ

ona. 

 
32 
 
Serwu s, madonna 
 
Niechaj tam inni ksi

ę

gi pisz

ą

. Nawet 

niechaj im sława d

ź

wi

ę

czy jak wie

Ŝ

a studzwonna, 

ja ksi

ą

g pisa

ć

 nie umiem, a nie dbam o sław

ę

 - 

serwus, madonna. 
 
Przecie nie dla mnie spokój ksi

ą

g l

ś

ni

ą

cych wysoko 

i wiosna te

Ŝ

 nie dla mnie, sło

ń

ce i ru

ń

 wonna, 

tylko noc, noc deszczowa i wiatr, i alkohol - 
serwus, madonna. 
 
Byli inni przede mn

ą

. Przyjd

ą

 inni po mnie, 

albowiem 

Ŝ

ycie wiekuiste, a 

ś

mier

ć

 płonna. 

Wszystko jak sen wariata 

ś

niony nieprzytomnie - 

serwus, madonna. 
 
To ty jeste

ś

, przybrana w złociste kacze

ń

ce, 

kwiaty mego dzieci

ń

stwa, ty cicha i wonna - 

Ŝ

e rosa brud obmyje z r

ą

k, splatam ci wie

ń

ce - 

serwus, madonna. 
 
Nie gard

ź

 wiankiem poety, łotra i łobuza; 

 
znaj

ą

 mnie redaktorzy, zna policja konna, 

a ty

ś

 jest matka moja, kochanka i muza - 

serwus, madonna. 
 
3. Ulica szarlatanów 
 
33 
 
Pie

ś

ni 

 
ii 
 
Gdy próg domu przest

ę

pujesz, 

to tak jakby noc sierpniowa 
zaszumiała w

ś

ród listowia, 

a ty przodem post

ę

pujesz. 

 
A za tob

ą

 cienie ptasie, 

szczygieł, gil i inne ptaki. 

Ś

wiecisz 

ś

wiatłem wielorakim 

od sierpniowej nocy ja

ś

niej. 

 
Bo ty jeste

ś

 ornamentem 

w gmachu nocy, jej ksi

ęŜ

ycem. 

Przesypujesz 

ś

wiatła w r

ę

ku 

background image

z namaszczeniem, jak pszenic

ę

 
U twych ramion płaszcz powisa 
krzykliwy, z le

ś

nego ptactwa, 

długi przez cały korytarz, 
przez podwórze, a

Ŝ

 gdzie gwiazda 

 
Venus. A ty

ś

 lot i górno

ść

 

chmur, blask wody i kamienia. 
Chciałbym oczu twoich chmurno

ść

 

ocali

ć

 od zapomnienia. 

 
Pochylony nad mym stołem 
we wschodz

ą

cej zorzy łunie 

r

ę

ce twoje opisuj

ę

serce twoje opisuj

ę

 
smak twych ust jak morwa cierpki 
i głosu pochmurn

ą

 słodycz, 

i uszy twe jak wysepki, 
które z dala widział Odys. 
 
Ten obłok jest twoj

ą

 twarz

ą

ten horyzont, ta akacja. 
Pióro maczam w kałamarzu 
i litery wyprowadzam. 
 
Niech stan

ą

 rz

ą

dek przy rz

ą

dku 

jak ptaki złote i modre, 
by z najprawdziwszego w

ą

tku 

powstał najprawdziwszy portret. 
 
Min

ą

ł dzie

ń

. Wci

ąŜ

 pr

ę

dzej, pr

ę

dzej 

szybuje czas bez wytchnienia. 
A ja chciałbym twoje r

ę

ce 

ocali

ć

 od zapomnienia. 

 
III 
 
Ile razem dróg przebytych? 
Ile 

ś

cie

Ŝ

ek przedeptanych? 

 
34 
 
35 
 
Ile deszczów, ile 

ś

niegów 

wisz

ą

cych nad latarniami? 

 
Ile listów, ile rozsta

ń

 
ci

ęŜ

kich godzin w miastach wielu? 

 
I znów upór, 

Ŝ

eby powsta

ć

 

 
i znów i

ść

, i doj

ść

 do celu. 

 
Ile w trudzie nieustannym 
wspólnych zmartwie

ń

, wspólnych d

ąŜ

e

ń

Ile chlebów rozkrajanych? 
Pocałunków? Schodów? Ksi

ąŜ

ek? 

background image

 
Ile lat nad strof tworzeniem? 
Ile krzyku w poematy? 
Ile chwil przy Beethovenie? 
Przy Corellim? Przy Scarlattim? 
 
Twe oczy jak pi

ę

kne 

ś

wiece, 

a w sercu 

ź

ródło promienia. 

Wi

ę

c ja chciałbym twoje serce 

ocali

ć

 od zapomnienia. 

 
Dziwni letnicy 
 
Ju

Ŝ

 tamci si

ę

 rozjechali, 

a czemu oni zostali 
; i tak si

ę

 ci

ą

gle trzymaj

ą

 za r

ę

ce? 

 
Jeszcze oboje tacy młodzi, 
 
ale ona smutna i on smutny chodzi, 
 
jakby tu mieli nie wróci

ć

 wi

ę

cej. 

 
Ona ju

Ŝ

 sobie ust nie maluje, 

on pisze listy i płacze; 
 
wieczorem snuj

ą

 si

ę

 koło domu, 

 
gryz

ą

 ich jakie

ś

 rozpacze. 

 
 
 A przyjechali tacy szcz

ęś

liwi, 

on rano łowił ryby, ona czytała 
i nagle jakby kto

ś

 im 

Ŝ

ycie pokrzywił, 

w sercach siej

ą

c trwog

ę

 i hałas. 

 
Teraz wzdłu

Ŝ

 

ś

cian pełnych miniatur 

 

ą

dz

ą

, obcy całemu 

ś

wiatu - 

 
o, czemu nie wracaj

ą

, gdy im urlop min

ą

ł! 

 
On czasem przed ni

ą

 kl

ę

knie na kolanach, 

 
jakby chciał jej powiedzie

ć

: „Przebacz mi, kochana", 

 
ale milczy i łzy mu płyn

ą

 
37 
 
Powiedziała wczoraj ciotka, ta wysoka, 

Ŝ

e si

ę

 pewnie przestali kocha

ć

... 

spójrzcie! schodz

ą

 ku jezioru z pochyło

ś

ci. 

 
Je

ś

li diabeł im to zrobił na zło

ść

Ty im. Bo

Ŝ

e, serca znowu zawi

ąŜ

bo jak

Ŝ

e dzisiaj 

Ŝ

y

ć

 bez miło

ś

ci! 

 
1939 
 
Podró

Ŝ

 do Arabii Szcz

ęś

liwej 

background image

 
P

ą

sowe wst

ąŜ

ki bicza wiatr rozwiał przelotny 

i niebo jest gwiazd pełne jak Afryka ptaków, 
konie noga za nog

ą

, koła - jako-tako, 

a wo

ź

nica pijany i bardzo samotny. 

 
Kareta to muzyka, to pudło muzyki, 
noc naokół karety to jest szcz

ęś

cia du

Ŝ

o; 

 
zaraz ksi

ęŜ

yc przeleci wielk

ą

 srebrn

ą

 burz

ą

 

i w rowach zakołuj

ą

 

ś

wietliki, ogniki. 

 
Jad

ą

 w karecie pi

ę

kni, ramiona oparli 

na poduszkach pachn

ą

cych - o, nocy jedyna! 

Ś

piewa szafir i droga, i ka

Ŝ

da godzina... 

A oni nic nie wiedz

ą

, bo oni umarli. 

 
39 
 
Długom bł

ą

dził i szukał 

 
 
 
 
 
Długom bł

ą

dził i szukał, 

ś

wiat mnie zalewał jak woda, 

pełen stworów dziwacznych, niksów, wodników, 
 
rusałek, 
a

Ŝ

 pewnego wieczoru znalazłem, czego szukałem - 

 

Ŝ

on

ę

 pochmurnook

ą

, małego, słodkiego kobolda. 

 
Gdy pada z deszczem zmrok, gdy m

ę

czy mnie nuda ' 

 
i trwoga, 
gdy strach pospołu z psalmist

ą

 tak spijam, jak ciemne 

 
wino, 
 
splatam za wierszem wiersz jak wianek z rozmarynu 
na głow

ę

 słodkiego kobolda, na głow

ę

 małego boga. 

 
40 
Kuferlin 
 
BAJKA 
 
Kiedy chłód fioletowy od

ą

ł usta chimerom, 

strzeg

ą

cym schodów promiennych, co prowadziły 

 
do wnij

ś

cia, 

 
olbrzymiogłowy Kuferlin uniósł 

Ŝ

on

ę

 jak berło 

i do ło

Ŝ

nicy j

ą

 zaniósł, i zło

Ŝ

ył na mi

ę

kkich li

ś

ciach. 

 
Wi

ę

c muzykanci pocz

ę

li stroi

ć

 narz

ę

dzia kruche, 

aby im było słodziej i ciszej, i bardziej mi

ę

kko, 

lecz nie znale

ź

li poklasku, i skin

ą

ł Kuferlin r

ę

k

ą

i gra

ć

 rozkazał piorunom, d

ę

bom grzmie

ć

, gwizda

ć

 

wichurom. 

background image

 
Zw

ę

ziły si

ę

 oczy 

Ŝ

ony od tego huku, od trwogi, 

płaka

ć

 pocz

ę

ła cicho, bardzo cicho, jak strumie

ń

 
tłumaczyła mu, 

Ŝ

e jest mała, 

Ŝ

e boi si

ę

Ŝ

e nie 

 
rozumie... 
 
Na pró

Ŝ

no: 

ś

miał si

ę

 Kuferlin i spalał j

ą

 wolno, jak 

ogie

ń

 
A potem ju

Ŝ

 było cicho. Powietrze pachniało morw

ą

 

i po ramionach 

Ŝ

ony pot spływał jak srebrny ocean... 

Wi

ę

c kiedy si

ę

 u

ś

miechn

ę

ła, westchn

ę

ła i usn

ę

ła, 

przez okno w powale wpadł ksi

ęŜ

yc i Kuferlina 

 
porwał. 
 
41 
 
„Oto mnie w r

ę

ce porywa astrologiczny ksi

ęŜ

yc!" Mdłe kin3. wrzasn

ąć

 zd

ąŜ

ył 

Kuferlin, a ju

Ŝ

 rozkr

ę

cone włosy 

ci

ą

gn

ą

 mu głow

ę

 do góry, za głow

ą

 brzuch 

 
i w niebiosy 
tak ulatuj

ą

 we dwójk

ę

, a 

Ŝ

ona 

ś

pi i nic nie wie. , 

 

ś

wicie płakał Kuferlin. 

Ś

miała si

ę

 

Ŝ

ona i z konwi ' 

lała złocist

ą

 wod

ę

 w dziecinne usta kwiatów. 

„Głupcze - mówiła do m

ęŜ

a - on by naprawd

ę

 ci

ę

 

 
porwał, 
gdybym za ucho ci

ę

 mocno nie uchwyciła z

ę

bami..." 

 
Małe kina 
 
Najlepsze te małe kina 
w rozterce i w udr

ę

ce, 

z krzesłami wy

ś

ciełanymi 

pluszem czerwonym jak serce. 
 
Na dworze jeszcze widno, 
a ju

Ŝ

 si

ę

 lampa kołysze 

i cienie meandrem biegn

ą

 

nad zwiastuj

ą

cym afiszem. 

 
Chłopcy si

ę

 dr

ą

 wniebogłosy 

w promieniach sztucznego 

ś

wiatła, 

sprzedaj

ą

 papierosy, 

irysy i sznurowadła. 
 
O, ju

Ŝ

 si

ę

 wieczór zaczyna! 

Ksi

ęŜ

yc wyci

ą

ga r

ę

ce. 

Najlepsze te małe kina 
w rozterce i w udr

ę

ce. 

 
Kasjerka ma loki spadziste, 
króluje w budce złocistej, 
wi

ę

c bierzesz bilet i wchodzisz 

w ciemno

ść

, gdzie 

ś

piewa film: 

 

background image

szeleszcz

ą

 gaje kinowe, 

nareszcie inne, palmowe, 
 
43 
 
a po chodniku bezkresnym 
snuje si

ę

 srebrny dym. 

 
Jak

Ŝ

e tu miło si

ę

 wtuli

ć

deszcz, zawieruch

ę

 przeczeka

ć

 

i nic, i nic nie mówi

ć

i trwa

ć

, i nie ucieka

ć

 
Srebrzysta struga płynie 
przez um

ę

czone serce. 

Drzemiesz w tym małym kinie 
jak list miłosny w kopercie: 
 
„Ty moje 

ś

liczne 

ś

liczno

ś

ci! 

Znów si

ę

 do łó

Ŝ

ka sam kład

ę

Na jakim

Ŝ

 spotkam ci

ę

 mo

ś

cie? 

Twój 
 
Pluszowy nied

ź

wiadek". 

 
Wychodzisz zatumaniony, 
zasnuty, zakiniony, 
przez wietrzne peryferie 
w

ę

drujesz i my

ś

lisz, 

Ŝ

 
najlepsze te małe kina, 
gdzie wszystko si

ę

 zapomina; 

 

Ŝ

e to gospoda ubogich, 

którym dzie

ń

 spłyn

ą

ł 

ź

le. Jk 

 
Dedykacja: 
 
Autorowi „Opowie

ś

ci morskich", 

Stanisławowi Marii Sali

ń

skiemu 

 
Przed zapaleniem choinki 
 
VII 
 
POWRÓT 
 
A podobno jest gdzie

ś

 ulica 

 
(lecz jak tam doj

ść

? któr

ę

dy?), 

 
ulica zdradzonego dzieci

ń

stwa, 

 
ulica Wielkiej Kol

ę

dy. 

 
Na ulicy tej taki znajomy, 
 
w kurzu z w

ę

gla, nie w rajskim ogrodzie, 

 
stoi dom jak inne domy, 
 

background image

dom, w którym 

Ŝ

e

ś

 si

ę

 urodził. 

 
Ten sam stró

Ŝ

 stoi przy bramie. 

 
Przed bram

ą

 ten sam kamie

ń

 
Pyta stró

Ŝ

: „Gdzie

ś

 pan był tyle lat?" 

 
„W

ę

drowałem przez głupi 

ś

wiat". 

 
Wi

ę

c na gór

ę

 szybko po schodach. 

 
Wchodzisz. Matka wci

ąŜ

 taka młoda. 

 
Przy niej ojciec z czarnymi w

ą

sami. 

 
I dziadkowie. Wszyscy ci sami. 
 
I brat, co miał okaryn

ę

 
Potem umarł na szkarlatyn

ę

 
Wła

ś

nie ojciec kiwa na matk

ę

 

Ŝ

e ju

Ŝ

 wzeszła Gwiazda na niebie, 

 

Ŝ

e czas si

ę

 dzieli

ć

 opłatkiem, 

 
wi

ę

c wszyscy podchodz

ą

 do siebie 

 
i serca dr

Ŝą

 uroczy

ś

cie 

 
jak na drzewie przy li

ś

ciach li

ś

cie. 

Jest cicho. Choinka płonie. 
Na szczycie cherubin fruwa. 
Na oknach pelargonie 
blask 

ś

wieczek złotem zasnuwa, 

a z k

ą

ta, z ust brata, płynie 

kol

ę

da na okarynie: 

 
LULAJ

ś

E, JEZUNIU, 

MOJA PEREŁKO, 
LULAJ

ś

E, JEZUNIU, 

ME PIE

Ś

CIDEŁKO. 

 
Bajka o sze

ś

ciu tłumaczkach 

 
Sze

ść

 tłumaczek w ramach nieuzgodnienia 

tłumaczyło t

ę

 sam

ą

 powie

ść

 w oparach natchnienia: 

 
pierwszej wyszedł poemat oktaw

ą

 
drugiej co

ś

 ze sportu: „Kiszka, brawo!", 

 
trzecia przywiozła powie

ść

 historyczn

ą

 

 
pt. „Zamierzchłe czasy", 
 
czwarta rewelacj

ę

 w trzech tomach (nieomal klasyk!), 

 
pi

ą

ta reporta

Ŝ

 „Tam, gdzie był dół", 

background image

 
szósta - „O hodowli pszczół". 
 
 Pytanie: 
 
Sk

ą

d ta historia dzika? 

 
 Odpowied

ź

 

ś

adna nie znała j

ę

zyka. 

 
Morał, czyli pouczenie: 
 
Wi

ę

c po co si

ę

ga

ć

 do oryginału? 

Zamiast jednego, sze

ść

 dzieł powstało. 

 
Satyra na bo

Ŝą

 krówk

ę

 

 
Po choler

ę

 toto 

Ŝ

yje? 

 
Trudno powiedzie

ć

, czy ma szyj

ę

 
a bez szyi komu si

ę

 przyda? 

 
Pachnie toto jak dno beczki, 
jakie

ś

 nó

Ŝ

ki, jakie

ś

 kropeczki - 

ohyda. 
 
Człowiek zaj

ę

ty niesłychanie, 

a toto, prosz

ę

, lezie po 

ś

cianie 

i rozprasza uwag

ę

 człowieka; 

 
bo człowiek chciałby si

ę

 skoncentrowa

ć

a ot, bo

Ŝą

 krówk

ę

 obserwowa

ć

 

musi, a czas ucieka. 
 
A secundo, szanowne panie, 
jakim prawem w zimie na 

ś

cianie?! 

Co innego latem, gdy kwitnie ogórek! 
 
Bo latem to co innego: 
 
ka

Ŝ

dy owad mo

Ŝ

e tentego 

i w ogóle. 
 
Wi

ę

c upraszam entomologów, 

czyli badaczów owadzich nogów, 
by si

ę

 na t

ę

 spraw

ę

 rzucili z szałem. 

 
48 
 
 I wła

ś

nie dlatego w Szczecinie, 

 gdzie mi czas pracowicie płynie, 
,' satyr

ę

 na bo

Ŝą

 krówk

ę

 napisałem. 

 
Szczecin, 

Ś

wietlica Artystyczna, 

dnia 16 lutego 1949 r. 
 
4. Ulica szarlatanów 
 
O wróbelku 

background image

 
Wróbelek jest mała ptaszyna, 
wróbelek istotka niewielka, 
on brzydk

ą

 stonog

ę

 pochłania, 

lecz nikt nie popiera wróbelka. 
 
Wi

ę

c wołam: Czy

Ŝ

 nikt nie pami

ę

ta, 

Ŝ

e wróbelek jest druh nasz szczery?! 

 
Kochajcie wróbelka, dziewcz

ę

ta, 

kochajcie, do jasnej cholery! 
 
50 
 
Wierszyk o wronach 
 
W powietrzu roziskrzonym 
siedz

ą

 na drzewie wrony, 

trzyma je gał

ąź

 gruba; 

 

ś

nieg wła

ś

nie zacz

ą

ł pada

ć

wronom si

ę

 nie chce lata

ć

ś

nie

Ŝ

ek wrony zasnuwa. 

 
Tu

Ŝ

 pole z kr

ę

t

ą

 rzeczk

ą

w dali wida

ć

 miasteczko 

uprzemysłowione - 
 
a wrony, jak to wrony, 
patrz

ą

 okiem szalonym, 

wrona na wron

ę

 
Gdyby je zmieni

ć

 w nuty, 

d

ź

wi

ę

czałyby dopóty, 

dopóki strun cho

ć

 czworo - 

 
a tak, na wroni

ą

 chwał

ę

siedz

ą

 czarne, zdr

ę

twiałe 

im saecula saeculorum. 
 
Nocne niebo ju

Ŝ

 kwitnie, 

wszystko 

ś

wieci bł

ę

kitnie: 

 
noc, wiatr, wronie ogony; 
 
57 
 
za

ś

nij, strumieniu w

ą

ski - 

dobrej nocy, gał

ą

zki, 

dobranoc, wrony. 
 
W le

ś

niczówce 

 
Tu, gdzie si

ę

 gwiazdy zbiegły 

w tak

ą

 kapel

ę

 du

Ŝą

domek z czerwonej cegły 
rumieni si

ę

 na wzgórzu: 

 
to le

ś

niczówka Pranie 

nasze jesienne mieszkanie. 
 

background image

Chmiel na rogach jelenich 
usechł ju

Ŝ

 i si

ę

 sypie; 

 
w szybach tyle jesieni, 
w jesieni tyle skrzypiec, 
a w skrzypcach, byle tkni

ę

te, 

lament gada z lamentem. 
 
Za oknem las i pole 
las - rozmowa sosnowa; 
 
min

ą

ł dzie

ń

 i na stole 

stoi lampa naftowa, 
gadatliwa promienna 
jak ze stołu Szopena. 
 
W nocy tu tyle nuce

ń

 

ś

piewa

ń

, a

Ŝ

 do rana. 

Ksi

ęŜ

yc w srebrnej peruce 

gra jak Bach na organach 
i płynie koncert wielki 
przez d

ę

by i przez 

ś

wierki - 

 
53 
 
to le

ś

niczówka Pranie: 

 
nocne koncertowanie. 
 
Chodzi wiatr nad jeziorem, 
tr

ą

ca d

ę

by i graby; 

 
i znów wieczór, wieczorem 
znów za

ś

wiecamy lampy; 

 
o, le

ś

niczówko Pranie: 

 
lamp l

ś

nienie, migotanie 

ksi

ęŜ

yc na ka

Ŝ

dej 

ś

cianie, 

nocne muzykowanie. 
 
Sunie doro

Ŝ

ka nocy, 

w skos, dziecinnym rysunkiem; 
 
doro

Ŝ

karz zamkn

ą

ł oczy, 

konik st

ą

pa z frasunkiem, 

cie

ń

 od 

ś

ciany do 

ś

ciany: 

 
wehikuł posrebrzany; 
 
o, le

ś

niczówko Pranie, 

nocne podró

Ŝ

owanie. 

 
Gwiazdy jak 

ś

nieg si

ę

 sypi

ą

do le

ś

niczówki wchodz

ą

 

ka

Ŝ

d

ą

 okienn

ą

 szyb

ą

ka

Ŝ

d

ą

 wrze

ś

niow

ą

 noc

ą

w twoim małym lusterku 
noc 

ś

wieci gwiazd

ą

 wielk

ą

 
Wrzesie

ń

 1952 

background image

 
Kronika olszty

ń

ska 

 
I wieczne lato 

ś

wieci w moim pa

ń

stwie... 

„Sen nocy letniej" 
 
Gdy trzcina zaczyna płowie

ć

Ŝ

ą

d

ź

 wi

ę

kszy w d

ą

browie, 

znak, 

Ŝ

e lata złote nogi 

ju

Ŝ

 si

ę

 szykuj

ą

 do drogi. 

 
Lato, jak

Ŝ

e ci

ę

 ubłaga

ć

pro

ś

b

ą

 jak

ą

? łkaniem jakim? 

Tak ci pilno pój

ść

 i zabra

ć

 

w walizce ziele

ń

 i ptaki? 

 
Ptaków tyle. Zieleni tyle. 
Lato, zaczekaj chwil

ę

 
II 
 
Dobrze jest nad jeziorem 
nawet por

ą

 deszczow

ą

Le

ś

niczy wieczorem 

lamp

ę

 zapala naftow

ą

po chwili we wszystkich pokojach 
naftowe lampy płon

ą

a cienie od rogów jelenich 
rozrastaj

ą

 si

ę

 w niesko

ń

czono

ść

 
55 
 
Psy szczekaj

ą

 
Tr

ą

bki północy bliskie. 

 
A chmury p

ę

dz

ą

 po niebie 

 
jak wielkie psy my

ś

liwskie. 

 
Zasypiamy 
 
przytuleni do siebie jak dzieci. 
 
Noc si

ę

 wypogodziła. 

 
Ksi

ęŜ

yc mruczy i 

ś

wieci. 

 
Pszczoły 

ś

pi

ą

 
Tylko woda chlupie o brzeg bez przerwy. 
 
A nam si

ę

 

ś

ni

ą

 polowania, 

 
paprocie, jelenie i strzelby. 
 
 
Rano sło

ń

ce, rano pogoda, 

idziemy do k

ą

pieli. 

Sama rado

ść

! Sama uroda! 

Jak tu si

ę

 nie weseli

ć

background image

 
Z sosny słycha

ć

 dzi

ę

cioła stuk. 

A tutaj ryby bryzg! spod nóg. 
 
Ech, bracia, wpław! I płyn

ąć

, pływa

ć

a

Ŝ

 tam, gdzie z drugiej strony 

wiatr, roze

ś

miany wiatr przygrywa 

na sitowia strunach zielonych. 
 
56 
 
IV 
 
A w tych borach olszty

ń

skich 

dobrze z psami w

ę

drowa

ć

A w tych jarach olszty

ń

skich 

so

ś

nina i d

ą

browa. 

 
T

ę

cza mosty rozstawia. 

Jak Wenus pachnie szałwia. 
Ptak siada na ramieniu. 
Komar płacze w promieniu. 
W dzie

ń

 niebo si

ę

 za

ś

miewa, 

a noc

ą

 si

ę

 zagwie

Ŝ

d

Ŝ

a, 

gwiazdy w gniazda spadaj

ą

ś

al b

ę

dzie st

ą

d odje

Ŝ

d

Ŝ

a

ć

 

 
Wszystkie szmery, 
wszystkie traw kołysania, 
wszystkie ptaków 
i cieniów ptasich przelatywania, 
 
wszystkie trzcin, 
wszystkie sitowia rozmowy, 
wszystkie dr

Ŝ

enia 

li

ś

ci topolowych, 

 
57 
 
wszystkie blaski 
na wodzie i obłokach, 
wszystkie kwiaty, 
wszystek pył na drogach, 
 
wszystkie pszczoły, 
wszystkie krople rosy 
to mi jeszcze, 
przyjacielu, nie dosy

ć

 - 

 
chciałbym wi

ę

cej ptaków, 

drzew z ptakami, 
 
wi

ę

cej blasków, gwiazd, obłoków, 

trzcin, kaczek na wodzie, 
 
i uchwyci

ć

 to wszystko r

ę

kami, 

ucałowa

ć

 to wszystko ustami 

i tak zaj

ść

, jak sło

ń

ce zachodzi. 

 

background image

VIII 
 
Ze wszystkich kobiet 

ś

wiata 

 
najpi

ę

kniejsza jest noc. 

 
IX 
 
Ona idzie, ona płynie, ona sunie 
pod niebios ogromn

ą

 bram

ą

 
a wszystko jest pi

ę

kne u niej, 

a pachnie od niej wanilia i cynamon. 
 
58 
 
Z gór w doliny schodzi coraz gł

ę

biej, 

a oczy ma pi

ę

kne jak jastrz

ę

bie, 

a nogi ma proste jak sosny. 
 
Nadaremno si

ę

 dziwisz i pytasz, 

nie ma ko

ń

ca gwia

ź

dzisty korytarz, 

nie ma kresu dla nocy miłosnej. 
 
XII 
 
Kiedym przez las sosnowy szedł, 
 
poj

ą

łem, 

Ŝ

e w nim jest co

ś

 z m

ę

skiej tragedii. 

 
A kiedym w las li

ś

ciasty wszedł, 

 
to jakbym słyszał 

ś

miech i flet, 

 
jakbym wst

ą

pił do pokoju kobiety. 

 
XIII 
 
Jeszcze tyle byłoby do pisania, 
nie wystarcz

ą

 tu 

Ŝ

adne słowa: 

 
o wiewiórkach, o bocianach, 
o ł

ą

kach sfałdowanych jak suknia balowa, 

o białych motylach jak listy lataj

ą

ce, 

o zieleniach 

ś

miesznych pod 

ś

wierkami, 

o tych sztukach, które robi słonce, 
gdy si

ę

 zacznie bawi

ć

 kolorami; 

 
i gdy człowiek wejdzie w las, to nie wie, 
czy ma lat pi

ęć

dziesi

ą

t, czy dziewi

ęć

patrzy w las jak w 

ś

mieszny rysunek 

 
59 
 
i przeciera o

ś

lepłe oczy, 

 
dzwonek le

ś

ny poznaje, 

ć

m

ę

 płoszy 

 
i na serce kładzie mech jak opatrunek. 
 
XV 

background image

 
Psy nad jeziorem szczekaj

ą

mo

Ŝ

e wydr

ę

 pochwyc

ą

Pisz

ę

 wiersze na piasku, 

pióro maczaj

ą

c w ksi

ęŜ

ycu. 

 
Le

ś

niczówka Pranie, 1950 

 
Bufalo-bill 
 
czyli 
 
Najnowsze egipsko-chaldejskie 
 
przedwojenne 
 
nadzwyczajne krakowskie abecadło 
 
Komu, komu, bo id

ę

 do domu! 

 

 
ANIOŁ jest to człowiek bo

Ŝ

y? 

 
ADAM Ew

ę

 wci

ąŜ

 bato

Ŝ

y? 

 
BUBA Baba mieszka w Mszanie? 
BURDEL znaczy zamieszanie? 
 

 
CYGARA nie wsadzaj w placki? 
CYCKI to nazwisko na „cki"? 
 

 
DRA

Ń

 był straszny z Szatobrianda? 

DOBRACZY

Ń

SKI wuj Rembrandta? 

 
EROTOMAN szczypie wilgi? 
ERYK to Lipi

ń

ski, „Szpilki"? 

 
61 
 
FRANCUZ jada nawet much

ę

FAKIR ziemi

ę

 orze uchem? 

 

 
GRECO malarz zawsze młody? 
GÓWNO mro

Ŝ

one to lody? 

 

 
HAMMURABI stworzył kodeks? 
HONOR po łacinie podex? 
 
IRRAVADI w

ą

chał eter? 

ILOCZAS gubi poet

ę

 
JAN Sobieski wynalazł balon? 

background image

JAJKO powiesz i w 

ś

miech salon? 

 

 
KONSTANTY vide Ildefons? 
 
KAMYCZEK Jan grywa w refons? 
 
LAMBDA grecka to litera? 
LYRA przyrz

ą

d Sandauera? 

 
ŁADOSZ jest nazwisko Henia? 
ŁOKNO dziura do patrzenia? 
 
62 
 

 
MORWA drzewo, a nie m

ą

twa? 

 
MORWA TWOJA MA

Ć

 to kl

ą

twa? 

 

 
NERON 

ś

miał si

ę

 ha-ha-ha-ha? 

 
NIE czytaj Wilhelma Macha? 
 

 
O, jak ci

ęŜ

ko na 

ś

wiecie 

Ŝ

y

ć

ORNITOLOG ptaszki widzi? 
 
PUPA konfederat barski? 
FORTEPIAN to bł

ą

d drukarski? 

 

 
R

Ą

BANKA przydział na lato? 

 
RYBY opisuje Ksato? 
 
SŁOWACKI uwielbiał orły? 
SIUSIA

Ć

 w spodnie znak niedobry? 

 

 
TWEED to znana szkocka rzeka? 
 
TRUMNY nie wkładaj do mleka? 
 

 
UNIECHOWSKI znany cwaniak? 
UCHO otwór do dłubania? 
 
63 
 

 
VOGÓLE m

ę

tny przysłówek? 

background image

VOLTAIRE Francuz i półgłówek? 
 

 
WALDORFF łysy anioł w niebie? 
WOL

Ę

 Waldorffa ni

Ŝ

 siebie? 

 

 
XAWERY Pruszy

ń

ski owszem? 

XENOFONT odkrył Mazowsze? 
 

 
YES to znaczy „tak" w Londynie? 
YONASZ pływał po gł

ę

binie? 

 

 
ZWINGLIUSZ zniósł celibat w Rusi? 
ZUPA dobra, kiedy kusi? 
 
Koniec Bufalo-bill 
 
czyli 
 
Najnowszego egipsko-chaldejskiego 
 
przedwojennego 
nadzwyczajnego krakowskiego abecadła 
 
Pani Hermenegildzie KOCIUBI

Ń

SKIEJ - 

zamiast wi

ą

zanki na grób pieska 

 
O mej poezji 
 
Moja poezja to jest noc ksi

ęŜ

ycowa, 

wielkie uspokojenie; 
 
kiedy poziomki słodsze s

ą

 w parowach 

i słodsze cienie. 
 
Gdy nie ma przy mnie kobiet ani dziewczyn, 
gdy si

ę

 u

ś

piło 

 
wszystko i 

ś

wierszczyk w szparze cegły trzeszczy, 

Ŝ

e bardzo miło. 

 
Moja poezja to s

ą

 proste dziwy, 

 
to kraj, gdzie w lecie 
 
stary kot usn

ą

ł pod lufcikiem krzywym 

 
na parapecie. 
 
5. Ulica szarlatanów 
 
65 
 
Ars poetica 

background image

 
czyli 
Sztuka rymotwórcza 
 
(....) 
 
LIST DO KRAWCA TEOFILA 
(...) 
 
VI 
 
Publiczno

ść

 zasi

ę

 jest tym drogowskazem, 

czego nie mog

ą

 poj

ąć

 ró

Ŝ

ni durnie. 

Je

Ŝ

eli błaze

ń

stw pragnie, b

ą

d

ź

 jak błazen, 

je

ś

li koturnów, sta

ńŜ

e na koturnie. 

I na to nie ma rady, moje panie: 
 
To

ć

 i szyjemy, i piszemy dla niej. 

 
VII 
 
A wi

ę

c poeta winien mie

ć

 przy lustrze 

Ŝ

urnal, z którego wida

ć

, co si

ę

 

ś

wi

ę

ci: 

 
Czy dłu

Ŝ

sze wiersze id

ą

, czy te

Ŝ

 krótsze, 

na co ma naród ch

ęć

 b

ą

d

ź

 nie ma ch

ę

ci, 

bo, jak powiedział filozof Parokki: 
 
W modzie wyra

Ŝ

a si

ę

 obł

ę

d epoki. 

 
XI 
 
Teraz a propos forsa. Teofilu, 
za któr

ą

 człowiek Publiczno

ść

 wypasa: 

 
66 
 
Ju

Ŝ

 w staro

Ŝ

ytnym królestwie Bab-Ilu 

 
badano problematyk

ę

 inkasa 

 
i ci poeci, co byli kapłani, 
 
bez forsy, jak wiadomo, ani ani. 
 
XII 
 

Ŝ

, praca z płac

ą

 jedn

ą

 idzie drog

ą

 
wie to jednako wieszcz, krawiec czy anioł. 
 
Wyborny majster zawsze bierze drogo 
 
i tylko lichy partacz robi tanio, 
 
a lichy partacz jest rynku zakał

ą

 
co si

ę

 ju

Ŝ

 nieraz w 

Ŝ

yciu okazało. 

 
XVI 
 

background image

Wi

ę

c kiedy wiersz napiszesz, w teczk

ę

 włó

Ŝ

 go, 

 
kawy si

ę

 napij, ale nie mów o nim, 

 

Ŝ

adnych wysiłków r

ą

czk

ą

 ani nó

Ŝ

k

ą

 
Czekaj. Wydawca sam w ko

ń

cu zadzwoni. 

 
I powie: - Mistrzu, prosz

ę

, przyjd

ź

 pan do mnie. 

 
Wtedy id

ź

, ale pami

ę

taj, by skromnie. 

 
XVII 
 
I tutaj taka rozegra si

ę

 scena, 

grana czasami forte i nami

ę

tnie. 

 
Wydawca płacze. Ty z min

ą

 Szopena 

cyferk

ę

 sw

ą

 powtarzasz konsekwentnie, 

Ŝ

e ani grosza taniej. Na wiersz łassy 

wydawca da ci w ko

ń

cu czek do Kassy. 

 
67 
 
XVIII 
 
Jak Merkuriusza ołtarz, który 

ś

ni si

ę

tak

ą

 jest Kassa. R

ą

czki lekko dr

Ŝą

 ci. 

Serduszko bije. Punkcik przy podpisie 
stawiasz, a potem idziesz w ciemny k

ą

cik 

i w tym k

ą

ciczku jak dzieci

ę

 natchnione 

stajesz i ufnie przeliczasz Mammon

ę

 
XIX 
 
Zgadza si

ę

. Cudnie. Bł

ę

du ani troszki. 

Kasjerce wdzi

ę

czno

ść

 wyra

Ŝ

asz na migi. 

A potem twoje s

ą

 wszystkie doro

Ŝ

ki. 

I wszystkie kwiaty. Wszystkie makagigi. 
„O, kiedy wiersze stan

ą

 si

ę

 monet

ą

Ŝ

 to za rozkosz by

ć

 wtedy poet

ą

!" 

(...) 
 
Dlaczego ogórek nie 

ś

piewa 

 
(Z NIEDOKO

Ń

CZONEJ CAŁO

Ś

CI PT. „MIŁOSIERDZIE") 

 
Pytanie to, w tytule 
postawione tak 

ś

miało, 

cho

ć

by z najwi

ę

kszym bólem 

rozwi

ą

za

ć

 by nale

Ŝ

ało. 

 
Je

ś

li ogórek nie 

ś

piewa, 

i to o 

Ŝ

adnej porze, 

to wida

ć

 z woli nieba 

prawdopodobnie nie mo

Ŝ

e. 

 
Lecz je

ś

li pragnie? Gor

ą

co! 

Jak dot

ą

d nikt. Jak skowronek. 

Je

ś

li w słoju noc

ą

 

łzy przelewa zielone? 

background image

 
Mijaj

ą

 lata, zimy, 

raz słoneczko, raz chmurka; 
 
a my oboj

ę

tnie przechodzimy 

koło niejednego ogórka. 
 
69 
 
„Liryka, liryka 
tkliwa dynamika" 
 
Sam nie rozumiem, sk

ą

d to mi si

ę

 bierze, 

Ŝ

e jestem mitologiczne zwierz

ę

ni to 

ś

winio-byk ni to koto-pies, 

w ogóle z innych stron: 
 
liryka, liryka, 
 
tkliwa dynamika, 
 
angelologia 
 
i dal. 
 
Id

ę

, powiedzmy, wieczorem z Arturem 

i nagle: ksi

ęŜ

yc wschodzi nad murem, 

Artur ostrzega, bo dobry kolega: 
 
- Nie patrz. - A ja jak bóbr: 
 
liryka, liryka, 
 
tkliwa dynamika, 
 
angelologia 
 
i dal. 
 
W takim „Przekroju" po prostu si

ę

 boj

ą

bo jak na przykład wejd

ę

 do pokoju 

i si

ę

 zamy

ś

l

ę

, powiedzmy, o Wi

ś

le, 

to zaraz łzy jak groch: 
 
liryka, liryka, 
 
tkliwa dynamika, 
 
angelologia 
 
i dal. 
 
70 
 
Wy si

ę

 nie dziwcie, 

ś

liczni panowie, 

sze

ść

 lat po 

ś

wiecie tułał si

ę

 człowiek 

i nagle: Polska i harfa eolska, 
po prostu cud jak z nut: 
 
liryka, liryka, 
 

background image

tkliwa dynamika, 
 
angelologia 
 
i dal. 
 
B

ę

dziecie 

ś

mia

ć

 si

ę

, lecz daj

ę

 słowo: 

 
ja czytam nawet „Gazet

ę

 Ludow

ą

i „Pokolenie", i wiersze w „Kamenie", 
i czytam, i szlocham, och! 
 
liryka, liryka, 
 
tkliwa dynamika, 
 
angelologia 
 
i dal. 
 
Niech mnie zar

ą

bi

ą

, niech honoraria 

wyda na wie

ń

ce Artur Marya! 

Ja jestem Polak, a Polak jest wariat, 
a wariat to lepszy go

ść

 
liryka, liryka, 
 
tkliwa dynamika, 
 
angelologia 
 
i dal. 
 
A po pogrzebie pod korniszon 
niech epitaphium mi napisz

ą

 
TU LE

ś

Y MAGIK I MAŁPISZON, 

pod spodem taki tekst: 
 
71 
 
„Liryka, liryka, 
tkliwa dynamika, 
angelologia 
i dal". 
 
Noctes Aninenses 
 
ni 
 
NOCNY TESTAMENT 
 
Ja, Konstanty, syn Konstantego, 
zwany w Hiszpanii mistrzem Ildefonsem, 
b

ę

d

ą

c niespełna rozumu, 

pisz

ę

 testament przy 

ś

wiecach. 

 

Ć

my si

ę

, zaznaczam, kr

ę

c

ą

 przy lichtarzach 

i dr

Ŝą

, i r

ę

ka mi dr

Ŝ

y - 

a wi

ę

c majstrowi, co lichtarze stwarzał, 

zapisuj

ę

 czerwcowe 

ć

my. 

background image

 
Je

ś

li kiedy go rozwlecze chandra, 

w wieczór b

ę

dzie w

ś

ród tych ulic st

ą

pał, 

ć

my si

ę

 zaczn

ą

 kr

ę

ci

ć

 na werandach, 

gasn

ąć

 kule niebieskie na klombach, 

ć

my zobaczy, twarze w złotym dymie 

i przystanie. I wspomni me imi

ę

 
A poetom 

Ŝ

yj

ą

cym i przyszłym 

zapisuj

ę

 mój kaflowy piec, 

w nim spalone my

ś

li i pomysły, 

czyli ró

Ŝ

ne gry niewarte 

ś

wiec, 

nadto ksi

ęŜ

yc, pełny mój kałamarz, 

co mi sprzedał go w

ę

drowny kramarz. 

 
73 
 
Je

ś

li tedy kiedy

ś

, w latach innych, 

jak ja dzisiaj noc

ą

 wznios

ą

 głos 

i rozło

Ŝą

 swoje pergaminy, 

wzdycha

ć

 zaczn

ą

, jak uwieczni

ć

 noc - 

to ja b

ę

d

ę

 w kuszeniach chmur, 

w pergaminach i skrzypieniach piór, 
bom ja noc

ą

 zaszumiał i odszumiał, 

i do dna jej partytury zrozumiał. 
 
Córce mojej Kirze, tancerce, 
zapisuj

ę

 niebiosa siódme, 

cherubinów modl

ą

cych si

ę

 z tercyn, 

szum wysoki i 

ś

wiatła ułudne, 

i przyrod

ę

 jak skrzyni

ę

 sekretów - 

niechaj z niej si

ę

 uczy swoich baletów. 

 
Teofilowi, gdy si

ę

 w mie

ś

cie zmierzchnie, 

daj

ę

 cał

ą

 uliczk

ę

 do szeptów 

oraz pewn

ą

 bram

ę

 na Lesznie, 

gdzie był kuty w 

Ŝ

elazie Neptun, 

ale uciekł, bo miał wstr

ę

t do miasta. 

Teraz w niebie jest spokojna gwiazda. 
 
Wszystkim dobrym cały czar, co wezbrał 
na tej ziemi, daj

ę

 jak alfabet: 

 
pory roku ze złota i srebra 
i dzi

ę

cioły, i te muszki nawet 

wieczorami, wielkim rojem, przy akacjach, 
w gł

ę

bi zorza, z której si

ę

 nie wraca... 

 
74 
 
Wierszom moim fosforyczne furie 
 
blaskiem w wertep ciemny i zły - 
 
a mojej Smagłej, mojej Smukłej, mojej Pochmurnej 
 
łzy. 
 
1939 
 
Przechodniu, zapnij guzik! 

background image

 
czyli 
Pytania i odpowiedzi 
 
Adam? Praojciec. 
 
 
Natanson? Wojciech. 
 
 
Zupa? Pomidorowa. 
 
Demokracja? Ludowa. 
 
Gojawiczy

ń

ska?  Pola. 

 
Kopernik? Polak. 
 
 
Przystanek? Tramwajowy. 
 
Materializm? Dziejowy. 
 
Nie damy? Odry, Nysy. 
 
Juliusz Cezar? Łysy. 
 
 
Twierdzenie? Pitagorasa. 
 
Od Sasa? Do Lasa. 
 
„Pchła-szachrajka"? Brzechwy. 
 
Tygodnik? Powszechny. 
 
Kisiel? Patrz: Potrawy. 
 
 
Odbudowa? Warszawy. 
 
Termometr? Reaumura. 
 
 
O

ś

wiata? I kultura. 

 
 
Przechodniu? Stój. 
 
 
M

ąŜ

 tej pani? My

ś

liciel. 

 
 
Dostojewski? „Idiota". 
 
 
Nad i kropka? U Kotta. 
 
 
Ilustracja? Dorego. 
 

background image

 
Pan nie lubi? Dlaczego? 
 
 
Cudowna? Polska Mowa. 
 
 
 
76 
 
Bomba? Atomowa. 
 
 
Niemcy? Pobici. 
 
 
Rozbiory? Jezuici. 
 
Pi

ą

te koło? U woza. 

 
 

ś

ukrowski? 

Ś

wietna proza. 

 
 
Swinarski? Artur Marya. 
 
 
Ja?  Wariat. 
 
Idzie 

Ŝ

ołnierz? Borem lasem. 

 
Stary Fredro? „Precz z kutasem". 
 
 
Hemar? W czamarze. 
 
 
Szkoda słów? O Hemarze. 
 
 
Reforma? Rolna. 
 
Jan? Z Kolna. 
 
 
Jajko? Kolumba. 
 
Flukowski? Tarabumba. 
 
 
Ładosz? Znakomicie. 
 
 
Szumi

ą

 jodły? Na szczycie. 

 
Ziemie? Odzyskane. 
 
 
Szopen? Z fortepianem. 
 
G

ęŚ

? Zielona. 

background image

 
Grupa? Laokoona. 
 
 
Fors

ę

? Przepili. 

 
 
Muzyczka? Tirli-tirli. 
 
 
Samozwaniec? Magdalena. 
 
Kwiatkowska? Irena. 
 
Na plamy? Terpentyna. 
 
 

ś

elazna? Kurtyna. 

 
W co bij

ą

? W tarabany. 

 
Jaki ojciec? Zapłakany. 
 
 
Kiedy umarł? O trzeciej. 
 
 
Ratujmy? Dzieci. 
 
 
77 
 
Na choler

ę

? Mickiewicz. 

 
 
A Wyspia

ń

ski? Patrz: Minkiewicz. 

 
 
Małe wi

ś

nie? Wisienki. 

 
Zakazane? Piosenki. 
 
Szaflarska? Wesoła. 
 
 
Kwadratura?  Koła. 
 
Mikołajczyk? ? 
1946 
 
Wielkanoc gastropaty 
 
Jajek nie mo

Ŝ

na, 

szynki nie mo

Ŝ

na, 

tako

Ŝ

 nie mo

Ŝ

na 

szaszłyka z ro

Ŝ

na. 

 
Indyk - katafalk, 
kura - agonia, 
piwo - gaffa, 
morderstwo - koniak. 

background image

 
Mi

ę

so ciel

ę

ce 

ani pół deka, 
 
chrzanik - noc w m

ę

ce, 

chyba do lekarstw. 
 
Sosy - satyra, 
 
k abul - testament, 
zupy - cholera, 
zam

ę

t i lament. 

 
Kawa - dyspepsja, 
wizje niedobre, 
rum - epilepsja, 
cygaro - obł

ę

d. 

 
Ani fistaszków, 
ani pistacji, 
 
79 
 
wszystko prowadzi 
do prostracji. 
 
Torciki - zgaga, 
mazurki - zgaga, 
mazurek szkodzi, 
tort nie pomaga. 
Pytam lekarza: - Co? 
 
A na to lekarz: - Gdyby

ś

 był bladszy, 

niech pan spokojnie w niebo popatrzy. 
 
Strasna zaba 
 
WIERSZ DLA SEPLENI

Ą

CYCH 

 
Pewna pani na Marsałkowskiej 
 
kupowała synk

ę

 z groskiem 

 
w towazystwie swego m

ę

za, ponurego draba; 

 
wychodz

ą

 ze sklepu, pani w sloch, 

w ksyk i w lament: - M

ę

zu, och, och! 

popats, popats, jaka strasna zaba! 
 
M

ą

z był wyzsy uz

ę

dnik, psetarł mgł

ę

 w okulaze 

i mówi: - Zecywi

ś

cie co

ś

 skace po trotuaze! 

 
cy to zaba, cy tez nie, 
 
w kazdym razie ja tym zainteresuj

ę

 si

ę

 
zaraz zadzwoni

ę

 do Cesława, 

 
a Cesław niech zadzwoni do Symona - 
 
nie wypada, z

ę

by Warsawa 

background image

 
była na „takie co

ś

" narazona. 

 
Dzwonili, dzwonili i po tsech latach 
wrescie schwytano zab

ę

 koło Nowego 

Ś

wiata; 

 
a zeby sprawa zaby nie odesla w mglisto

ść

uz

ą

dzono historycn

ą

 urocysto

ść

 
ustawiono trybuny, 
sp

ę

dzono tłumy, 

 
6. Ulica szarlatanów 
 
81 
 
„Stselców" i „Federastów" - 
słowem, całe miasto. 
 
Potem na trybun

ę

 wesła Wysoka Figura 

i kiedy odgzmiały wsystkie „hurra", 
Wysoka Figura zece tak: 
 
- Wspólnym wysiłkiem z

ą

du i spolece

ń

stwa 

pozbyli

ś

my si

ę

 zabiego bezece

ń

stwa - 

panowie, do góry głowy i syje! 
 
A społece

ń

stwo: - Zecywi

ś

cie, 

 
dobze, ze t

ę

 zab

ę

 złapali

ś

cie, 

 
wsyscy pseto zawołajmy: „Niech zyje!" 
 
Zima z wypisów szkolnych 
 
Któ

Ŝ

 to tak 

ś

nie

Ŝ

kiem prószy z niebiosów? 

Dy

ć

 oczywi

ś

cie pan wojewoda; 

 
módl si

ę

, dziecino, z cał

ą

 krain

ą

 - 

niech Bóg mu siły doda; 
 

ś

nie

Ŝ

ku naprószyl, 

ś

nie

Ŝ

ek poruszył 

dobry pan wojewoda. 
 
A któ

Ŝ

 na szybach maluje kwiaty, 

czy mróz, czy mróz, dziecino? 
Nie, to r

ą

czuchn

ą

 dla ciebie, 

Ŝ

abuchno, 

starosta ze staro

ś

cin

ą

 
srebrzyste pr

ąŜ

ki, listki, gał

ą

zki 

dla ciebie, dziwna dziecino. 
 
A któ

Ŝ

 te 

ś

liczne zawiesił sople 

za oknem u okapu? 
Czy mo

Ŝ

e tak

Ŝ

e mróz niedobry 

sw

ą

 fantastyczn

ą

 łap

ą

Nie, moje złoto, to referenci, 
podkierownicy, nadasystenci 
noc

ą

 nie spali, hurra! wołali, 

sople poprzyklejali. 
 

background image

Hej, tam w Warszawie jest pan minister 
 
siwy i taki miły, 
 
przez okno rzuca spojrzenia bystre, 
 
83 
 
bo chce, by dla ciebie były 
zim

ą

 sopelki, 

ś

niegi i lody: 

 
wszystkie zimowe wygody. 
 
Je

Ŝ

eli tedy sanki usłyszysz 

 
i dzwonki ich tajemnicze, 
 
wiedz: to minister w skupionej ciszy 
 
nacisn

ą

ł taki guziczek, 

 

Ŝ

e sanki dzwoni

ą

 i gwiazdki l

ś

ni

ą

 

 
nad miastem i nad wsi

ą

 
Skumbrie w tomacie 
 
Raz do gazety „Słowo Niebieskie" 
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) 
przyszedł malu

ś

ki staruszek z pieskiem. 

(skumbrie w tomacie pstr

ą

g) 

 
- Kto pan jest, mów pan, cho

ć

 pod sekretem! 

(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) 
 
- Ja jestem król Władysław Łokietek. 
(skumbrie w tomacie pstr

ą

g) 

 
Siedziałem - mówi - długo w tej grocie, 
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) 
dłu

Ŝ

ej nie mog

ę

... skumbrie w tomacie! 

(skumbrie w tomacie pstr

ą

g) 

 
Zaraza ro

ś

nie 

ś

wi

ą

tek i pi

ą

tek. 

(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) 
Id

ę

 na Polsk

ę

 robi

ć

 porz

ą

dek. 

(skumbrie w tomacie pstr

ą

g) 

 
Na to naczelny kichn

ą

ł redaktor 

(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) 
i po namy

ś

le powiada: - Jak to? 

(skumbrie w tomacie pstr

ą

g) 

 
Chce pan naprawi

ć

 bł

ę

dy systemu? 

(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) 
 
85 
 
Był tu ju

Ŝ

 taki dziesi

ęć

 lat temu. 

(skumbrie w tomacie pstr

ą

g) 

 

background image

Tak

Ŝ

e szlachetny. Strzelał. Nie wyszło. 

(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) 
Krew si

ę

 polała, a potem wyschło. 

(skumbrie w tomacie pstr

ą

g) 

 
- Ach, co pan mówi? - j

ę

kn

ą

ł Łokietek; 

 
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) 
łzami w redakcji zalał serwet

ę

(skumbrie w tomacie pstr

ą

g) 

 
- Znaczy si

ę

, musz

ę

 wraca

ć

 do groty, 

(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) 
czyli 

Ŝ

e pocierp, mój Władku złoty! 

(skumbrie w tomacie pstr

ą

g) 

 
Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie! 
(skumbrie w tomacie skumbrie w tomacie) 
Chcieli

ś

cie Polski, no to j

ą

 macie! 

(skumbrie w tomacie pstr

ą

g) 

 
1936 
 
Ulica szarlatanów 
 
Szarlatanów nikt nie kocha. 
 
Zawsze sami. 
Dla nich gwiazdy 

ś

wiec

ą

 w górze 

 
i na dole. 
W tajnych szynkach pij

ą

 dziwne 

 
alkohole. 
I wieczory przera

Ŝ

aj

ą

 

 
blu

ź

nierstwami. 

 
Wymy

ś

lili swe tablice 

 
szmaragdowe. 
Krwi

ą

 dziewicy wypisali 

 
charaktery. 
Strachy w liczbach: 18, 
 
3 i 4. 
Przeklinamy Jezu-Chrysta 
 
i Jehow

ę

 
Szarlatani pisz

ą

 ksi

ę

gi 

 
o papie

Ŝ

ach. 

Zawsze w nocy mówi

ą

 

ź

le o 

 
Watykanie. 
Zawsze w nocy słycha

ć

 szklane, 

 
szklane łkanie: 
 

background image

płacz

ą

 gwiazdy zapl

ą

tane 

 
w szkła na wie

Ŝ

ach. 

 
87 
 
Kiedy miesi

ą

c um

ę

czony 

 
wschodzi na nów, 
alkohole z przera

Ŝ

enia 

 
dr

Ŝą

 słodycz

ą

Nie pomog

ą

 alkohole: 

 
W nocy krzycz

ą

 

Łzy fałszywe szmaragdowych 
 
szarlatanów. 
 
Bardzo cicho i bole

ś

nie 

 
jest nad ranem. 
Dzwoni

ą

 dzwony, 

ś

wit pochyla 

 
si

ę

 w pokorze. 

Odpu

ść

 grzechy szarlatanom, 

 
Panie Bo

Ŝ

e, 

wszak Ty jeste

ś

 takim samym 

 
szarlatanem. 
 
Muzie nó

Ŝ

ki całuj

ę

 

 
„Kogutek"? nie uleczy. 
Przyjaciel? nie pocieszy. 
Nie ma przyjaciół. 
 
Ranny

ś

? Ten 

ś

wiat jest borem, 

r

ą

bałe

ś

 bór toporem, 

to

ś

 si

ę

 i zaci

ą

ł. 

 
Le

Ŝ

ysz. Wokół mchy ciche. 

Igraj

ą

 gwiazdy dziwne 

z gał

ęź

mi. 

 
„Kogutek" nie uleczy. 
Przyjaciel nie pocieszy. 
Uwierz mi. 
 
Co pomo

Ŝ

e? A ja wiem: 

 
tu pomo

Ŝ

e stary sen, 

stara bajda; 
 
Je

ś

li

ś

 jak garnek p

ę

kn

ą

ł, ona ci

ę

 sklei, 

 
je

ś

li

ś

 nadziej

ę

 utracił, wpłyniesz na morze nadziei 

 
na wszystkich 

Ŝ

aglach. 

 

background image

„Nastawienia" społeczne? Dla karzełków. 
 
Recenzje niedorzeczne? Dla zgiełku. 
 
Poeto, plu

ń

, gdzie komuna, sanacja i endecja. 

 
89 
 
Tylko ona ci

ę

 zbawi, przekl

ę

ta i jedyna - 

 
i na gwiazdy wyprawi, rytm 

ś

wi

ę

ty, mowa inna - 

 
poezja. 
 
Spis tre

ś

ci 

 
5 Muzie nó

Ŝ

ki calujf Maciej Cisło 

 
14 [Pyłem ksi

ęŜ

ycowym...] 

 
15 Ju

Ŝ

 kocham ci

ę

 tyle lat 

 
16 List je

ń

ca 

 
17 Rozmowa liryczna 
 
18 Pro

ś

ba o wyspy szcz

ęś

liwe 

 
19 Miła moja 
 
20 Bal u Salomona (fragmenty) 
 
22 Piosenka 
 
23 O naszym gospodarstwie 
 
24 Zaczarowana doro

Ŝ

ka 

 
30 Spotkanie z matk

ą

 (fragmenty) 

 
32 Wizyta 
 
33 Serwus, madonna 
 
34 Pie

ś

ni (fragmenty) 

3 7 Dziwni letnicy 
 
39 Podró

Ŝ

 do Arabii Szcz

ęś

liwej 

 
40 Długom bł

ą

dził i szukał 

 
41 Kuferlin 
 
43 Małe kina 
 
45 Przed zapaleniem choinki (fragment) 
 
47 Bajka o sze

ś

ciu tłumaczkach 

 
48 Satyra na bo

Ŝą

 krówk

ę

 

 

background image

50 O wróbelku 
 
51 Wierszyk o wronach 
53 W le

ś

niczówce 

 
91 
 
55 Kronika olszty

ń

ska (fragmenty) 

 
61 Bufallo-bill 
 
65 O mej poezji 
 
66 Ars poetica czyli Sztuka rymotwórcza 
(List do krawca Teofila - fragmenty) 
 
69 Dlaczego ogórek nie 

ś

piewa 

 
70 „LirykaJiryka, tkliwa dynamika" 
 
73 Noctes Aninenses (fragment) 
 
76 Przechodniu, zapnij guzik! 
 
79 Wielkanoc gastropaty 
 
81 Strasna zaba 
 
83 Zima z wypisów szkolnych 
 
85 Skumbrie w tomacie 
 
87 Ulica szarlatanów 
 
89 Muzie nó

Ŝ

ki całuj

ę