background image

MARGIT SANDEMO

ŁZY ODCHODZĄCEJ NOCY

Z norweskiego przełożyła

LUCYNA CHOMICZ-DĄBROWSKA

POL-NORDICA Publishing Sp. z o.o.

Otwock 1997

background image

ROZDZIAŁ I

Thor Steinebråten...

Imię i nazwisko rzucone pogardliwie przez mężczyznę, którego zapewne niebawem 

poślubię, poruszyło lawinę wspomnień ukrytych gdzieś głęboko w mojej podświadomości i 

tak naprawdę nigdy nie zapomnianych, wywołując w moim sercu gwałtowny zamęt.

Thor! Takie odległe wydają mi się wspólnie spędzone chwilę, a mimo to pamiętam 

wszystko, jakby zdarzyło się wczoraj. Przed oczami przesunęły mi się obrazy z dzieciństwa: 

dobry, wrażliwy chłopak, ludzka bezduszność, moje żałosne tchórzostwo.

Thor i ja... stworzyliśmy sobie własny cudowny świat, do którego nikt poza nami nie 

miał   wstępu.   Thor   podarował   mi   klucz   do   tej   tajemniczej   krainy.   Okazałam   się   jednak 

niegodna   zaufania,   nie   byłam   ani   trochę   lepsza   od   innych,   których   postępowaniem   tak 

gardziłam.

Poznałam   Thora,   kiedy   wraz   z   rodziną   przeprowadziłam   się   do   Sletto.   Miałam 

wówczas osiem lat, on zaś był ode mnie trochę starszy i mógł mieć około jedenastu. W 

nowym miejscu nie czułam się dobrze. Zdawało mi się, że wszyscy się ode mnie odwracają, i 

bardzo z tego powodu cierpiałam. Miasteczko leżało na płaskiej jak blat stołu równinie, przez 

którą nieustannie przetaczały się wichury. Nie przypadło mi do gustu, bo i jak mogą się 

podobać sterylne ulice i kanciaste domy? W ukochanej wiosce w górach zostali wszyscy moi 

przyjaciele. Rówieśnicy, których tu spotkałam, wydawali się zarozumiali i wrogo nastawieni 

do   bliźnich.   Demonstracyjnie   niszczyli   wszystkich,   którzy   ośmielili   się   zaznaczyć   swą 

odrębność.   Nigdy  nie   zadzierałam   nosa,   ale   pamiętam,   że   zaraz   na   początku   dali   mi   do 

zrozumienia,   bym   nie   próbowała   się   wyróżniać.   Pewnego   dnia   krótko   po   przyjeździe 

wyszłam na spacer z młodszym bratem. Do kurtki miał przyczepiony duży czerwony balon, 

który dostał w prezencie. Na rogu natknęliśmy się na gromadkę dzieciaków w moim wieku.

- Ale ohydny balon! Taki mały! - zawołało któreś z nich.

Nie odpowiedziałam. Uśmiechnęłam się trochę niepewnie, ale przyjaźnie.

- Czego rżysz? - prychnął ktoś inny pogardliwie. - A w ogóle jak ty wyglądasz? Matka 

uszyła ci ubranie ze ścierek?

Te słowa boleśnie mnie dotknęły, ale równocześnie wywołały gniew. Przecież nasze 

ubrania nie były złe, mimo że różniły się od modnych ciuchów, które oni nosili, a w których 

wyglądali jak umundurowani.

Gromadka ścieśniła się wokół nas. Poczułam się trochę nieswojo.

- Myślisz, że masz ładne włosy? - spytała z przekąsem jakaś dziewczynka.

background image

- Jesteś brzydka - wtrąciła inna.

Zrozumiałam bez trudu, że przemawia przez nie zazdrość, i nabrałam pewności, że 

mogę być dumna ze swych włosów. Ale choć przejrzałam intencje nowych znajomych, ich 

wrogość mimo wszystko sprawiła mi przykrość.

- Jak masz na imię? - zapytała drobna dziewczynka.

-  Taran   -   odpowiedziałam,   uśmiechając   się   nieśmiało.   -   Moja   rodzina   pochodzi   z 

Valdres i to imię powtarza się od pokoleń w naszym rodzie.

Moje słowa zostały przyjęte salwą śmiechu.

- E tam, zostawmy tych wieśniaków! - przerwała inna dziewczynka. - Podrażnijmy się 

lepiej z Thorem.

Dopiero   wtedy   zauważyłam   chłopca,   przyglądającego   się   nam   z   boku.   Na   słowa 

dziewczynki cofnął się i zaczął niezdarnie uciekać. Zawahał się jednak po kilku krokach, 

jakby przypomniał sobie upomnienia mamy, że powinien bawić się z innymi dziećmi.

- Hej, Thor! - zawołał jakiś chłopiec. - Skocz do kiosku i kup mi lizaka za 

pięćdziesiąt øre!

- I loda - dodał inny.

- A dla mnie karmelki - drażnił go trzeci.

Thor stał z rękami założonymi na plecy i wyglądał żałośnie. Serce ścisnęło mi się na 

widok biedaka, tymczasem dzieciaki zanosiły się od śmiechu.

-   Thor,   Thor,   wielki   stwór.   Zwiążmy   mu   nogi,   niech   zejdzie   nam   z   drogi!   - 

skandowały, chichocząc.

Miałam ochotę wtrącić się i je uciszyć, ale kto by mnie posłuchał. Zresztą brakowało 

mi odwagi, udawałam więc, że nic mnie to nie obchodzi.

Na moment napotkałam spojrzenie Thora. Jego wielkie oczy patrzyły z bólem, jakby 

nic   nie   pojmując.   Odwróciłam   się   na   pięcie   i   pociągnąwszy   brata   za   rękę,   pośpiesznie 

ruszyłam w stronę domu.

Trudno mi było nawiązać kontakt z tą gromadą. Ze wszystkiego się wyśmiewali: z 

mojego dialektu, ubrań, jakie nosiłam, z moich zabawek. Trzymałam się więc najchętniej na 

uboczu i ze strachem rozmyślałam o nadchodzącym roku szkolnym.

W takich chwilach jednak przypominałam sobie zawsze Thora, któremu musiało być 

znacznie ciężej.

Któregoś dnia, spacerując po pobliskim lasku, omal nie wpadłam na jakiegoś chłopca. 

Zatrzymałam się gwałtownie i spojrzałam na niego. Siedział w kucki i karmił wiewiórkę 

okruchami   chleba.   Niestety,   ruda   kitka   uciekła   spłoszona   hałasem,   a   chłopak   podniósł 

background image

zagniewany wzrok. To był Thor.

- Przepraszam - wyszeptałam skruszona. - Nie chciałam jej przestraszyć.

- Wróci - wyjąkał chłopiec już bez złości. - Przychodzi tu codziennie.

Popatrzyłam na niego uważnie. Wysoki i krępy, miał jasne kędziory i najmilsze na 

świecie, pełne życzliwości oczy. Na mój widok oblał się rumieńcem i odniosłam wrażenie, że 

pragnie przeprosić, iż stanął mi na drodze.

- Jak się nazywasz? - spytałam zaciekawiona.

Początkowo nic nie mówił, spuścił głowę i nerwowo gniótł okruchy chleba.

- Thor... wielki stwór - wyszeptał w końcu drżącym głosem. - Zabawne, prawda?

Usiłował się roześmiać, ale jego śmiech był całkiem pozbawiony radości.

- A... nazwisko? - nie ustępowałam.

- Steinebråten - szepnął niepewnie.

Nie zapytał, jak się nazywam, więc mu się nie przedstawiłam.

-   Dużo   masz   tu   wiewiórek?   -   pytałam   zaciekawiona,   jak   na   małą   dziewczynkę 

przystało.

- Zimą tak. Dokarmiam poza tym ptaki.

- Czy gdzieś tu w pobliżu mają gniazda? - zainteresowałam się.

Zaczynał  z  wolna  pojmować, że  wcale  się z  niego  nie  wyśmiewam, więc  tak  się 

zapalił, pragnąc opowiedzieć wszystko naraz, że z przejęcia zaczął się jąkać.

-  Mam...  mam  jeszcze  kotkę.  Chcesz...  chcesz  ją  zobaczyć?  Właśnie  powiła  małe 

kociątka.

- Ależ tak! Bardzo chcę! - zawołałam radośnie.

Pobiegł przodem i zaprowadził mnie w stronę pobliskiego osiedla, w którym stały 

stare budynki podobne do baraków. Chociaż zupełnie mi się tam nie podobało, szłam za 

Thorem.   Minęliśmy   przepełnione   kubły   na   śmieci,   od   których   cuchnęło   obrzydliwie,   i 

porozwieszane w poprzek podwórka sznury z upraną bielizną. Thor otworzył drzwiczki do 

piwnicy i wszedł pierwszy.

W mrocznym kącie zobaczyłam starą skrzynkę wyściełaną kocem, w której leżały trzy 

urocze   kocięta.   Ich   matka   prawdopodobnie   wybrała   się   na   polowanie.   Okolice   zresztą 

stanowiły dla kota idealny teren łowów. Małe były po prostu śliczne, puchate i mięciutkie, 

akurat takie, jakie lubię najbardziej. Turlały się w skrzynce niczym małe kłębuszki.

- Och - wyszeptałam zachwycona.

-   Możesz   wziąć   jednego...   jeśli   chcesz   -   powiedział   Thor,   niepewnie   na   mnie 

spoglądając.

background image

- Naprawdę? Jesteś bardzo miły!

Wybrałam sobie prążkowane maleństwo, które trzymało się na uboczu i wydawało mi 

się   bardzo   osamotnione.  Thor   zdążył   już   wcześniej   nadać   kociętom   imiona.  Tego,   który 

całkowicie   podbił   moje   serce,   nazwał   Kłębek.   Zaakceptowałam   to   imię,   choć   nie   bez 

pewnych wątpliwości.

Ten wieczór spędzony w piwnicy na zabawie z kociakami zapisał mi się w pamięci 

jako   cudowny  i   wyjątkowy.   Całkiem  straciłam  poczucie   czasu   i   spóźniłam   się  na   obiad. 

Podekscytowana   wołałam  już   od   progu,  że   dostałam  małego   kotka,   ale   jeszcze   jest   zbyt 

wcześnie,   by  go   zabrać   od   matki.   Niestety,   mama   zdecydowanie   zabroniła   mi   przynosić 

zwierzaka do domu, a tata ją poparł. Płakałam i prosiłam ich, ale bezskutecznie. Rodzice 

twardo obstawali przy swoim i moje błagania kwitowali kategorycznym „nie”. Czułam się 

okropnie zawiedziona.

Często   jednak   wpadałam   do   Thora   i   razem   bawiliśmy   się   z   kociętami.   To   był 

wspaniały  chłopak,  miły  i przyjazny wobec  wszystkich.  Bardzo  kochał  zwierzęta.  Chyba 

niezupełnie   potrafiłam   określić   jego   stosunek   do   otaczającego   świata,   po   prostu   byłam 

wówczas zbyt mała. Wiem jednak, że niejednokrotnie go zawiodłam. Pamiętam, że kiedyś 

zostawiłam go, gdy dziewczynki z paczki nieoczekiwanie zgodziły się, bym poszła razem z 

nimi   do   kina.   Nawiasem   mówiąc,   ja   zapłaciłam   za   bilety   dla   wszystkich.   Innym   razem 

pozwoliły mi pograć z nimi w piłkę. Gdy na horyzoncie pojawił się Thor, rzuciły się na niego 

jak zwykle. Zadawały mu dziwaczne pytania, na które próbował odpowiedzieć, lecz one tylko 

drwiły i wyśmiewały się z niego. A ja... nie miałam dość odwagi, by stanąć po jego stronie. 

Chciałam mu pomóc, ale się bałam. Jedynym usprawiedliwieniem, jakie znajduję teraz po 

latach,   jest   fakt,   że   byłam   wtedy  po   prostu   mała.   Nigdy  nie   przyłączyłam   się   do   grona 

dręczycieli. Stałam z boku, biernie przysłuchując się szyderstwom, i czułam, jak wszystko się 

we mnie ściska w niemym proteście. Często potem budziłam się w nocy zapłakana.

Kiedyś Thor powiedział mi, że na skraju lasu, na porębie otoczonej gęstymi zaroślami, 

często pasą się łosie. Podekscytowana poprosiłam go, by zabrał mnie tam ze sobą, bo bardzo 

pragnę je także zobaczyć. Jego śniada twarz się rozpromieniła.

- Oczywiście, że możesz pójść. Tyle że musiałabyś  wstać, zanim wzejdzie słońce, 

najpóźniej o czwartej - powiedział najwyraźniej powątpiewając, że ktokolwiek jest zdolny 

wstać o tak wczesnej porze.

Pamiętam, że tamtej nocy nie zmrużyłam oka. Nie miałam budzika i bałam się, że 

zaśpię. Już o trzeciej zerwałam się z łóżka, ubrałam się i wymknęłam przez okno, by nie 

zakłócić snu domowników. Biegłam przez puste ulice do lasu, a świat wydawał mi się trochę 

background image

niesamowity w budzącym się brzasku.

Thor,   który   już   czekał   w   umówionym   miejscu,   uśmiechnął   się   na   mój   widok 

promiennie. Pewnie nie wierzył, że przyjdę.

Bez słowa ruszyliśmy przez las rozbrzmiewający ptasim świergotem. Nigdy przedtem 

nie   zdarzyło   mi   się   wstać   o   tak   wczesnej   porze.   Otoczenie   wywarło   na   mnie   ogromne 

wrażenie, a przyroda wprost zauroczyła

Thor zatrzymał się w pobliżu polany i wskazując palcem, szepnął:

- Popatrz!

W pierwszej chwili pomyślałam, że zobaczył łosie, więc instynktownie cofnęłam się 

za drzewo, ale zaraz uświadomiłam sobie, że Thor wskazuje łąkę. Trawę i kwiaty pokrywała 

srebrzysta powłoka rosy, uwydatniająca delikatne nitki pajęczyny i cienkie źdźbła.

Stałam   oczarowana,   czując,   jak   do   oczu   napływają   mi   łzy.   Nie   próbowałam   kryć 

swego wzruszenia, bo wiedziałam, że przed Thorem, który przyjmował wszystko naturalnie, 

nie muszę się wstydzić. Cicho, żeby nie zakłócić spokoju przyrody, rzekł:

- Słyszałem kiedyś w radiu, że ktoś nazwał rosę łzami odchodzącej nocy. Pięknie, 

prawda? Łzy nocy...

- Tak - wyszeptałam i przełknęłam głośno ślinę.

- Chodźmy dalej!

Ujął mnie za rękę i jakby kierowani tą samą myślą, obeszliśmy łąkę dookoła. Często 

na widok gładkiej powierzchni świeżego śniegu ogarnia mnie przemożna chęć, by zaznaczyć 

na niej swe ślady. Jednak obraz pokrytej drobniutkimi kropelkami rosy łąki wydał mi się zbyt 

piękny, by go niszczyć.

Wkrótce dotarliśmy do poręby, odgrodzonej starym drewnianym płotem.

Całe   szczęście,   że   mamy   się   gdzie   ukryć,   pomyślałam.   Przez   szpary   między 

sztachetami obserwowaliśmy polanę, okoloną gęstymi jałowcami, za którymi wznosiły się 

porośnięte trawą wzgórza. Podekscytowana niecierpliwie wypatrywałam zwierząt.

Poruszyły się zarośla i pełne majestatu łosie wypełniły wolną przestrzeń. Zdawało mi 

się, że jest ich dużo, bo przytłaczały swymi rozmiarami, jednak naliczyłam raptem cztery 

sztuki:   byka,   klępę   i   dwa   spore   łoszaki.   Spokojnie   skubały   trawę,   nie   wyczuwając 

niebezpieczeństwa.   Tylko   od   czasu   do   czasu   byk   unosił   łeb   ozdobiony   gigantycznym 

porożem, jakby się chciał upewnić, że nic im nie grozi.

Thor poślinił palec i wystawił go w górę.

- Co robisz? - zaciekawiłam się.

- Sprawdzam kierunek wiatru - odpowiedział z miną znawcy.

background image

Zaimponowało mi, że tak wiele wie, i poszłam za jego przykładem.

- Wieje w naszą stronę. Dlatego łosie nie wyczuwają naszego zapachu - stwierdził 

Thor.

- A co? Czyżbyśmy brzydko pachnieli? - zapytałam naiwnie.

Wyjaśnił, że zapach człowieka kojarzy się zwierzynie z zagrożeniem.

- Ale przecież my nie mamy złych zamiarów - westchnęłam zasmucona.

Nic nie odpowiedział, obrzucił tylko mnie zatroskanym spojrzeniem.

Długo   leżeliśmy   w   trawie,   napawając   się   widokiem   wspaniałych   zwierząt 

poruszających się dostojnie, z wielką gracją, aż w końcu Thor dał mi znak, że czas wracać. 

Bezszelestnie wycofaliśmy się w las.

W powrotnej drodze wsunęłam swą dłoń do jego dłoni, jakby szukając oparcia, i z 

prośbą w głosie zapytałam:

- Thor, pomożesz mi w szkole? Tak bardzo się boję początku roku. Na pewno nikt nie 

będzie się chciał ze mną bawić.

Uścisnąwszy moją rękę, odezwał się cicho:

- Chętnie bym to uczynił, Taran. Ale ja tam, niestety, nie wrócę. Na jesieni zacznę 

naukę w szkole specjalnej.

- Tak? - zdziwiłam się, nie kryjąc podziwu. - Jesteś taki zdolny?

- Nie - rzekł z rozbrajającą szczerością. - Jestem głupi. Nie pozwolili mi po raz kolejny 

powtarzać tej samej klasy. Nic nie rozumiem z tego, co jest napisane w książkach. To znaczy, 

wydaje mi się, że rozumiem, ale potem okazuje się, że robię same błędy... Ale mam za to 

bardzo zręczne dłonie - dodał po chwili i uśmiechnął się przy tym promiennie.

- Tak? - ciągle nic z tego nie pojmowałam. - Przecież jesteś taki mądry.

- Wiem co nieco - westchnął. - Ale w szkole idzie mi kiepsko.

Rzeczywiście,   uświadomiłam   sobie,   że   tylko   gdy   jesteśmy   sami,   wypowiada   się 

pewnie i swobodnie. Kiedy na horyzoncie pojawiali się inni, zaczynał się jąkać, czerwienić i 

najchętniej odchodził w swoją stronę.

Popatrzyłam mu w oczy, błękitne jak niezabudki mieniące się wśród traw. Miał takie 

szczere i niewinne spojrzenie. Kiedy się śmiał, odsłaniał śnieżnobiałe mocne zęby. Ale rzadko 

zdarzało mu się śmiać naprawdę radośnie.

- Nie martw się - pocieszał mnie, potrząsając jasną czupryną. Spłowiałe w letnim 

słońcu włosy wydawały się białe jak len. - Do końca wakacji jeszcze daleko.

Pokiwałam głową, robiąc dobrą minę do złej gry, ale w środku odczuwałam kompletną 

pustkę.

background image

W domu nikt nie zauważył mojego zniknięcia. Nigdy też nie opowiedziałam nikomu o 

tym   niezwykłym   poranku.   Ukryłam   to   wspomnienie   głęboko   w   sercu   jak   najcenniejszą 

pamiątkę, jak cudowną baśń, bo w tamtej krótkiej chwili świat wydawał mi się zaczarowany.

Thor i ja mieliśmy wiele wspólnych zainteresowań, ale najbardziej zbliżyła nas miłość 

do baśni. Odkryłam to przypadkiem. Któregoś  dnia siedziałam z bratem na skraju lasu i 

opowiadałam mu bajki. Wszystkich nauczyła mnie mama. Twierdziła jednak, że w moich 

ustach   brzmią   znacznie   ciekawiej,   bo   potrafię   jak   nikt   wczuć   się   w   ich   treść   i   oddać 

niezwykły nastrój.

Thor nadszedł w chwili, gdy właśnie kończyłam. Usiadł z boku i z rozszerzonymi 

źrenicami wysłuchał baśni, a potem poprosił o kolejną. I tak się zaczęło...

Od tej pory opowiadałam bajki równie często Thorowi, jak i młodszemu bratu. Prawdę 

powiedziawszy   więcej   radości   sprawiał   mi   ten   pierwszy,   bo   był   wyjątkowo   gorliwym 

słuchaczem.

Niejednokrotnie puszczałam wodze fantazji i wymyślałam własne baśni. Wystarczyło, 

że podjęłam jakiś wątek,  a reszta  sama się  układała. Och, uwielbiałam te  chwile! Oboje 

byliśmy niezwykle wrażliwi i do tego stopnia wczuwaliśmy się w treść wymyślanych historii, 

że potrafiliśmy śmiać się i płakać na przemian.

Kiedyś   przybiegłam   do   Thora   zalana   łzami.   Mama   od   dawna   miała   kłopoty   ze 

zdrowiem,   a   ostatnie   trzy  tygodnie   spędziła   w   szpitalu.  Właściwie   nie   zamartwiałam   się 

zbytnio z tego powodu, wierząc, że to przejdzie i że lada dzień wypiszą ją do domu. Ale nagle 

wszystko się zmieniło. Skulona zanosiłam się od płaczu w ramionach Thora, który daremnie 

próbował mnie pocieszyć.

- Wszystko  słyszałam!  Powiedzieli,  że  ona  umrze  - szlochałam.  - Nie  chcę,  żeby 

umarła! Jest taka dobra. Tak bardzo ją kocham.

- Dobrze już, dobrze, uspokój się, Taran! - powtarzał, a w oczach błysnęły mu łzy.

- Tak się starała podołać ciężkiej pracy na gospodarstwie w Valdres - łkałam. - Ale nie 

dała   rady.   Miała   nadzieję,   że   tutaj   powiedzie   nam   się   lepiej,   bo   tata   jest   taki   mądry, 

opatentował   nawet   kilka   wynalazków.  Ale   nic   z   tego   nie   wyszło.   Mama   nie   może   się 

przyzwyczaić do nowego miejsca.  Nie lubię tej pani, która przychodzi do nas sprzątać i 

opiekować się moim bratem! - rozpłakałam się na nowo. - Nie chcę, żeby spała w łóżku 

mamy! Zostanę z tobą, Thor! Jeśli mama nie wróci ze szpitala, ucieknę z domu!

Thor   może   nie   należał   do   szkolnych   orłów,   ale   zrozumieć   cierpiących   i 

background image

skrzywdzonych potrafił jak mało kto. Delikatnie pogłaskał mnie po głowie i wyszeptał:

- Taran, maleńka, twoja mama na pewno wróci! A ja zawsze będę przy tobie. Kiedy 

tylko zechcesz, możesz tu przyjść, zarówno wtedy, gdy będzie ci źle i potrzebować będziesz 

pociechy, jak i wtedy, gdy będziesz się chciała podzielić radością i szczęściem.

Jego obecność działała na mnie kojąco, czułam się przy nim taka bezpieczna.

I rzeczywiście stał się cud, choć kruchy i krótkotrwały. Mama wróciła ze szpitala, a 

pomoc domowa zniknęła bezpowrotnie z naszego życia. Nigdy nie wspomniałam mamie, że 

podczas jej nieobecności ktoś spał w jej łóżku. Podświadomie czułam, że sprawiłoby to jej 

przykrość.

Na krótko znów odzyskałam radość. Tym dotkliwszy wydał mi się nieoczekiwany 

cios, jaki na nas spadł. Któregoś ranka zbudził mnie tata i ze łzami w oczach powiedział, że w 

nocy mama odeszła od nas na zawsze.

Nie byłam w stanie wstać z łóżka. Tata pozwolił mi więc leżeć przez cały dzień, 

przerażony gwałtowną reakcją  z mojej strony.  Potem oznajmił, że się wyprowadzimy.  W 

jakimś mieście na południu Norwegii otrzymał propozycję ciekawej pracy z perspektywami 

na przyszłość.

-   Tam   będzie   nam   lepiej!   -   próbował   mnie   pocieszyć.   Dopiero   gdy   dorosłam, 

zrozumiałam, że ze Sletto uciekł z powodu plotek. Wtedy jednak odczułam ulgę. Zbyt wiele 

złych wspomnień nazbierało się w ciągu tego krótkiego lata. Poza tym panicznie się bałam 

samotności w szkole, gdzie przecież i tak nie spotkałabym Thora.

Prawda, Thor!

Przypomniałam sobie o nim dopiero w dniu wyjazdu. W zamieszaniu powstałym w 

związku ze śmiercią i pogrzebem mamy nie pomyślałam, że powinnam z nim porozmawiać, 

choć rozpaczliwie potrzebowałam kogoś, kto zrozumiałby mój ból. Zewsząd otaczał mnie 

smutek i chaos, rozpacz przeplatała się z żalem. Podczas pogrzebu mignęła mi gdzieś w 

tłumie jego twarz, ale wtedy nie mogłam przecież do niego podejść.

Dopiero w dniu, w którym mieliśmy wyjechać, pobiegłam do Thora. Nie zastałam go 

jednak   w   domu   i   mogłam   jedynie   poprosić   jego   mamę,   by   przekazała   ode   mnie   słowa 

pożegnania. Jąkając się, opowiedziałam o przeprowadzce.

W mieszkaniu było czysto i schludnie, ale mama Thora wyglądała na zmęczoną i 

spracowaną.

- A więc to ty jesteś Taran - uśmiechnęła się, a jej twarz nabrała młodzieńczego blasku.

Oczywiście z tego wszystkiego zapomniałam się przedstawić.

- Wejdź do środka!

background image

-   Niestety,   nie   mam   czasu   -   usprawiedliwiałam   się   nerwowo,   podekscytowana 

przeprowadzką. - Zaraz wyjeżdżamy!

- Szkoda! - powiedziała ze szczerym smutkiem. - Strasznie żałuję, że Thora nie ma w 

domu.   Będzie   mu   przykro,   że   się   z   tobą   nie   pożegnał.   Chciałabym   ci   podziękować   za 

wszystko, co dla niego zrobiłaś.

- Ja?

Nie czułam się całkiem w porządku wobec Thora i zupełnie nie rozumiałam, co jego 

mama ma na myśli.

- Byłaś jego przyjaciółką - wyjaśniła. - A on jeszcze nigdy się z nikim nie przyjaźnił.

Z trudem przełykałam ślinę, a potem wybiegłam, rzuciwszy niemądrze:

- Proszę go ode mnie pozdrowić!

Na schodach opamiętałam się i uświadomiłam sobie, że powinnam opowiedzieć, ile 

dobroci okazał mi jej syn i jak wiele dla mnie znaczył. Jak bardzo go polubiłam. Moje słowa 

na pewno złagodziłyby jego smutek z powodu rozstania i stałyby się cenną pamiątką. Nie 

odważyłam się jednak zawrócić.

No cóż, miałam wtedy raptem osiem lat!

Upływał   czas.   W   miasteczku   na   południowym   wybrzeżu   Norwegii   odzyskałam 

równowagę. Zdałam maturę i zamierzałam zdobyć zawód fizykoterapeutki. Moje kontakty z 

ojcem nie układały się nadzwyczajnie. Był właścicielem niewielkiej fabryki  produkującej 

sprzęt   ratowniczy,   z   której   ogromnym   wysiłkiem   uczynił   rentowne   przedsiębiorstwo. 

Niewiele czasu poświęcał mnie i mojemu młodszemu br

atu, Kåremu. Praca pochłaniała 

go   bez   reszty.   Początkowo   przychodziła   do   nas   gospodyni,   a   gdy   dorosłam, 

przejęłam prowadzenie domu.

Nie było to wcale takie trudne. Ojciec stołował się przeważnie na mieście, a my nie 

celebrowaliśmy zbytnio posiłków. Rano zjadaliśmy kanapki przygotowane w pośpiechu, a 

potem każdy brał sobie coś z lodówki, kiedy był głodny. Obiady jednak przygotowywałam 

zawsze i starałam się, byśmy zjadali je wspólnie.

Odnosiłam Wrażenie, że ojciec mnie unika. Odwiedzały go czasem kobiety, nieraz 

zostawały na noc, bywało, że z którąś utrzymywał znajomość przez dłuższy czas, ale przecież 

z tego powodu nie musiał się krępować. I myślę, że nie o to mu chodziło. Wydaje mi się 

raczej, że prześladowało go wspomnienie tamtego poranka, kiedy pod nieobecność chorej 

mamy zobaczyłam go w łóżku z pomocą domową. Zapadły mu w pamięć moje nie pojmujące 

0

background image

niczego oczy i plotki, jakie rozeszły się na jego temat.

Natomiast ja jakoś sobie poradziłam w życiu. Otoczona sporym gronem przyjaciół, nie 

narzekałam na samotność. Przeciwnie, czasem marzyło mi się, by mieć choć jeden wieczór 

dla siebie.

Któregoś dnia uświadomiłam sobie zaskoczona, że właściwie od roku spotykam się 

dość regularnie z Ingem Aspem. Ten młody, niezwykle energiczny adwokat pnący się po 

szczeblach kariery miał wiele zalet, które niejedna dziewczyna rada byłaby widzieć u swego 

wybranego. Nasz związek nie był szczególnie płomienny. Po prostu spotykaliśmy się kilka 

razy w tygodniu, a bywało, że i częściej. Chodziliśmy do kawiarni, na wystawy, czasem do 

kina, odwiedzaliśmy przyjaciół. Inge nocował u mnie kilka razy, kochaliśmy się nawet, ale 

jego bliskość nie wywołała u mnie burzy zmysłów. Zdarzało się, że nie widywaliśmy się 

przez kilka tygodni, ale nie byłam zazdrosna, jeśli spotykał się wtedy z innymi, i nigdy nie 

dociekałam   szczegółów.  Traktowałam   go   zwyczajnie   z   sympatią,   a   w   jego   towarzystwie 

dobrze   się   czułam.   Kilka   razy   pytał   mnie,   czy   nie   byłoby   lepiej,   gdybyśmy   zamieszkali 

razem, ale nigdy nie brałam tego poważnie. Z czasem doszłam do wniosku, że właściwie 

moglibyśmy spróbować. Co prawda nie jestem zbyt gorąca w uczuciach, nie potrafię kochać 

na  śmierć  i  życie,  ale  uważam  Ingego  za   porządnego  człowieka.   Pasujemy do  siebie,  to 

najważniejsze.

Jest   przystojny,   wysoki,   ma   ciemne,   kręcone   włosy   i   figlarne   oczy   o   barwie 

kasztanów. Pełen uroku osobistego, inteligentny, tryska humorem. Trudno mi się bez niego 

obejść.

On zaś twierdzi, że jestem niezwykle piękna, mam nienaganne ciało i pełną wyrazu 

twarz. Ilekroć to mówi, czuję radość i wdzięczność. Która kobieta nie chciałaby słuchać 

takich   komplementów,   nawet   jeśli   w   głębi   duszy   wie,   że   są   trochę   na   wyrost?   Mam 

kasztanowe   włosy,   szafirowozielone   oczy   w   ciemnej   oprawie   długich   rzęs   i   ładną,   choć 

bardzo wrażliwą cerę. Właściwie wszystko jej szkodzi: słońce, chłód, nawet zwykłe mydło, 

nie wspominając o wielu potrawach, od których dostaję uczulenia. Ale jeśli uważam i unikam 

szkodliwych czynników, cera bliska jest doskonałości. Najładniejsze mam jednak zęby. Kiedy 

chcę zrobić wrażenie na kimś ważnym, uśmiecham się szeroko.

Nie przywiązuję zbytniej wagi do strojów. Uważam, że ubranie jest po to, by chronić 

przed chłodem, choć nie ukrywam, że zdarzyło mi się parę razy zachorować na jakiś ciuch, 

który zobaczyłam w oknie wystawowym, i kupić go bez mierzenia.

Tak, w gruncie rzeczy prowadzę dość beztroski żywot. Nadal posiadamy zagrodę w 

Valdres, choć obecnie oddaliśmy gospodarstwo w dzierżawę. Raz po raz tam wyjeżdżam i 

1

background image

zatrzymuję się w starej chacie, która pozostała do naszej wyłącznej dyspozycji. Kilka razy 

byłam za granicą. Właściwie żyję chwilą, niczym się nadmiernie nie przejmując. Zresztą taki 

styl obowiązuje w gronie moich znajomych.

Nieoczekiwanie   jednak   po   wielu   latach   beztroski   znów   w   moje   życie   wdarły   się 

poważne kłopoty. Nagle zmarł ojciec. Pracował zbyt ci

ężko i jego serce nie przetrzymało 

zawału,   choć   był   jeszcze   taki   młody,   miał   zaledwie   czterdzieści   osiem   lat. 

Zostaliśmy sami, Kåre i ja, a na nasze barki spadła odpowiedzialność za fabrykę, w 

której zabrakło dyrektora. Kåre chodził jeszcze do szkoły i bardzo mi zależało, by ją 

skończył. Nie było więc innego wyjścia, musiałam sama chwycić za ster. Wiedziałam, że 

ojciec pragnął, by syn kiedyś przejął fabrykę, dla której zapracowywał się na śmierć.

Przez długi tydzień biłam się z myślami, w końcu podjęł

am decyzję. Rzuciłam 

kursy   i   zabrałam   się   za   coś,   o   czym   nie   miałam   najmniejszego   pojęcia. 

Postanowiłam pokierować fabryką do chwili, kiedy Kåre będzie mógł mnie zastąpić.

Początek był po prostu okropny. Szybko zorientowałam się, że pracownicy nieufnie 

przyjmują   mnie   jako   zwierzchnika,   a   jednak   nie   miałam   odwagi   zatrudnić   dyrektora   z 

zewnątrz, wiedząc, że obcego tym bardziej nie zaakceptują. Kilku z nich kryło swych ambicji 

do objęcia funkcji dyrektora, choć w rzeczywistości brakowało im kompetencji do zajęcia 

kierowniczego stanowiska.

Inna sprawa, że i ja nie miałam zdolności w tym kierunku, ale robiłam to dla brata.

Przechadzałam się po olbrzymiej hali produkcyjnej z bardzo mądrą miną. Przejrzałam 

tony dokumentów, nic z nich nie pojmując. Tata zajmował się wszystkim sam: nadzorował 

produkcję i wykonywał pracę biurową. Niewykluczone, że z tego powodu serce odmówiło 

mu   posłuszeństwa.   Długo   się   gryzłam,   nie   wiedząc,   co   robić,   by   podołać   zadaniu 

przerastającemu moje siły. W końcu w geście rozpaczy zatrudniłam do pomocy sekretarkę.

Kåre, bardzo przywiązany do ojca, po jego śmierci zupełnie się załamał. W 

ostatnim miesiącu mój braciszek dwukrotnie wrócił do domu kompletnie pijany. 

Strasznie się zdenerwowałam i nakrzyczałam na niego okropnie, co chyba nie było 

najtrafniejszym posunięciem, bo Kåre zareagował przekorą.

I gdy tak zmagałam się z codziennymi problemami, wydarzyło się coś, co wstrząsnęło 

całym miasteczkiem, a mną w sposób szczególny.

Inge i ja zostaliśmy zaproszeni na kolację do szefa wydziału planowania magistratu. 

Było to spotkanie w dość kameralnym gronie, bo prócz nas i gospodarzy przyszło jeszcze 

tylko dwoje gości. Następnego ranka, zanim zdążyłam wyjść do fabryki, przyjechał do mnie 

2

background image

Inge.

- Taran - wyrzucił z siebie przerażony. - Zdarzyło się coś strasznego.

- Co takiego? - zdziwiłam się, patrząc na niego z lękiem.

Wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Czyżby znowu coś z Kårem? Nie, chyba 

nie, wczoraj wieczorem mój brat nie wychodził z domu, a przed chwilą mignął mi, 

gdy biegł w stronę przystanku autobusowego.

-   Na   wyspie   -   mówił   zachrypniętym   głosem   Inge.   -   Tuż   przy   willi   Brandellów. 

Wkrótce po tym, jak wyszliśmy... gwałt i.... próba morderstwa!

Osunęłam   się   na   krzesło,   zaszokowana   tą   wiadomością,   ale   jeszcze   bardziej 

zdenerwowały mnie dalsze słowa Ingego.

- Mnie zlecono obronę tego głupka - ciągnął. - Co za idiotyzm! Przecież to jasne jak 

słońce, że to jego sprawka.

Byłam poruszona tym strasznym przestępstwem, ale ciągle jeszcze udawało mi się 

zachować dystans.

- O kim mówisz? - zapytałam, chcąc się dowiedzieć, kto padł ofiarą przestępstwa. Ale 

Inge źle mnie zrozumiał.

-   E,   to   taki   jakiś   dziwak   -   odpowiedział   z   pogardą   w   głosie.   -   Najwyraźniej   ma 

problemy z nawiązywaniem kontaktów, chyba opóźniony w rozwoju. Pamiętasz, jak Dora 

opowiadała, że z wydziału s

ocjalnego skierowano do niej jakiegoś młodego chłopaka? 

Miał mieszkać w jej domu przez kilka dni, na próbę. Nazywa się Thor Steinebråten. 

Zachowywał się jak szaleniec, kiedy go... Taran, co się z tobą dzieje?

Pierwsze zdumienie ustąpiło miejsca rozpaczy. Zalała mnie fala wspomnień: Thor, 

kocięta,   które   trzymał   delikatnie   w   dłoniach,  poranek,   gdy  podpatrywaliśmy  łosie,   słowa 

pociechy...

- Co mówisz? Jakie łzy odchodzącej nocy? - Inge patrzył na mnie rozszerzonymi ze 

zdumienia oczami.

Nie zdawałam sobie sprawy, że mówię na głos. Z bólem spojrzałam na niego.

- Tak Thor nazywał rosę - szepnęłam ochrypłym głosem.

- Znasz go?

Inge nie ukrywał rosnącego zdumienia.

- Wiesz - powiedziałam cicho - kiedyś go zawiodłam. Och, Inge, odnoszę wrażenie, że 

rozsypuję się na cząstki. Thor, taki samotny, taki cierpliwy. On nas potrzebuje. Chodźmy! 

Musimy mu pomóc! Musimy!

W tej samej chwili uświadomiłam sobie, że skończyła się beztroska w mym życiu. I 

3

background image

nigdy już nie powróci.

4

background image

ROZDZIAŁ II

Feralny wieczór spędziliśmy w domu Bjarnego Brandella, szefa wydziału planowania, 

i   jego   żony   Nutti.   Możliwe,   że   pani   domu   ma   jakieś   normalne   imię,   ale   prawdę 

powiedziawszy nigdy nie słyszałam, by ktoś zwracał się do niej inaczej jak Nutti. Zresztą to 

zdrobnienie pasuje do niej jak ulał. Jest to osoba w wieku trzydziestu pięciu lat, ale sprawia 

wrażenie   trzpiotki.   Szczebiocze   przymilnie   głosikiem   o   irytująco   wysokim   brzmieniu, 

unosząc  przy tym  brwi  w   słodkim  zdumieniu.   Buzię   składa  w   ciup   i  kręci   prowokująco 

biodrami.

Zadziwiające, że kobiety związane ze znacznie starszymi mężczyznami często tak się 

zachowują. Może wydaje im się, że są ciągle młode? Nie mam pojęcia.

Bjarne Brandell, o piętnaście lat starszy od swej żony, z wyglądu przypomina trochę 

worek z ziemniakami, w każdym razie jest tak samo przysadzisty i bury. Włosy, oczy, zęby, 

twarz, garnitur, wszystko w nim jest koloru szarego, tyle że w różnych odcieniach. Mówi 

głębokim basem i budzi powszechny respekt. W magistracie, gdzie od lat pełni różne funkcje, 

cieszy   się   dużym   autorytetem.   Co   prawda   w   ostatnim   czasie   jego   rola   wyraźnie   się 

zmniejszyła, gdyż partia, którą reprezentuje, przegrała wybory. Wyniki głosowania bardzo go 

wytrąciły z równowagi. Nawet podczas przyjęcia nie mógł się powstrzymać od krytycznych 

wypowiedzi na ten bulwersujący go temat, co trochę popsuło nastrój.

Willa Brandellów  znajduje   się na  przepięknej wyspie  połączonej   ze  stałym  lądem 

wąskim mostem. Oprócz niej stoją tam jeszcze tylko dwa domy.

Nie   ukrywam,   że   nigdy   nie   lubiłam   tego   towarzystwa.   Przyszłam   wyłącznie   ze 

względu   na   Ingego,   który   zamierzał   omówić   z   Brandellem   kilka   spraw   związanych   z 

budzącymi duże kontrowersje nowymi projektami inwestycyjnymi w mieście. Może jeszcze 

zniosłabym przez parę godzin szczebiot Nutti, ale towarzystwo Dory stanowiło dla mnie zbyt 

duże wyzwanie... Ta świętoszka rówieśnica Nutti, należy do najzłośliwszych kobiet, jakie 

kiedykolwiek spotkałam. Uważa siebie za osobę nieskazitelną, a w innych ludziach dopatruje 

się wyłącznie wad. Byłam zdumiona, dowiedziawszy się, że jest gorliwą protestantką, bo jej 

pełna nietolerancji postawa kłóci się z ideą chrześcijaństwa.

A przy tym jest okropnie brzydka. Ma końską twarz i worki pod wytrzeszczonymi 

oczyma. Pochłania nieprawdopodobne wręcz ilości jedzenia. Kanapki, ciastka i inne łakocie 

znikają   w   błyskawicznym   tempie,   jakby   wrzucane   do   ogromnego   wora.   No   cóż,   takie 

obżarstwo na ogół nie uchodzi bezkarnie. Pozbawiona wszelkiego wdzięku Dora ma fatalną 

figurę, czego nawet nie próbuje ukryć.

5

background image

Wczoraj wieczorem miała na sobie letnią sukienkę bez rękawów. Tłuste ramiona w 

czerwone   plamy   przelewały   się   nieskrępowanie,   cienka   tkanina   nie   maskowała   zwałów 

tłuszczu na brzuchu i biodrach. W gruncie rzeczy uważam, że wygląd to osobista sprawa 

każdego człowieka. Pewnie gdyby Dora była choć odrobinę sympatyczniejsza, nie raziłoby 

mnie to aż tak bardzo. Ale seria kąśliwych uwag na mój temat, a także niepochlebne sądy o 

wszystkich   znajomych,   wywołały  we   mnie   agresję   i   pragnienie   zemsty.   I   dlatego   z   taką 

ostrością wyłapywałam wszystkie jej wady.

Na przyjęciu był jeszcze jeden gość, Kristoffer Hansen, ale o nim na dobrą sprawę 

niewiele   mogę   powiedzieć.   Prawie   się   nie   odzywał   tego   wieczoru.   Siedział   tajemniczy 

niczym   sfinks   i  sprawiał   wrażenie   nieobecnego   duchem.  Z   zawodu   dentysta,   tak   na   oko 

między czterdziestką a pięćdziesiątką, posłuszny syn swej mamusi, kawaler. Bez wątpienia 

był całkowicie podporządkowany dominującej matce. Wprawdzie pani Hansen nie zjawiła się 

na przyjęciu, ale Kristoffer zachowywał się tak, jakby stała za jego plecami. Bez przerwy 

poprawiał nogawki i zdejmował z granatowej marynarki niewidoczne dla oka pyłki kurzu. Za 

każdym razem gdy usiadł krzywo albo gdy spadła mu na obrus jakaś okruszyna, miałam 

wrażenie, że usłyszę z jego ust: „Przepraszam, mamusiu!”

Nudziłam się jak mops. Bjarne Brandell chyba to zauważył, bo zagadnął:

- A co u ciebie, Taran? Jak fabryka?

Nie zdążyłam otworzyć ust, bo ubiegła mnie Nutti, która uwielbiała wręcz plotki.

- Słyszałam - zaczęła - że zatrudniłaś w biurze pannę Wilhelmsen. A przecież ona 

spodziewa się dziecka!

- Tak, rzeczywiście jest jej teraz trochę ciężko - odpowiedziałam. - Dlatego bardzo się 

ucieszyła, gdy zaproponowałam jej tę posadę.

- Przyjmując takie osoby, narażasz na szwank dobre imię firmy - rzekła lodowatym 

tonem Dora, a w jej oczach dostrzegłam triumfalny błysk. - Co by na to powiedział twój 

ojciec? Uważaj, Taran! Ludzie wezmą cię na języki! Ani trochę nie współczuję tej kobiecie. 

No cóż, jak kto sobie pościele, tak się wyśpi. Moim zdaniem kobieta powinna strzec się 

pokus, by zachować czystość do dnia ślubu.

Byłam już tak rozdrażniona jej zjadliwością i krytykowaniem wszystkich na prawo i 

lewo, że straciłam panowanie nad sobą. Nie namyślając się wiele, odparowałam:

-  A  jakaż   to   sztuka   zachować   niewinność,   gdy   się   nie   jest   narażonym   na   żadne 

pokusy?

- Taran! - rozległ się ostrzegawczy głos Ingego.

Znał   doskonale   Dorę   i   wiedział,   że   potrafi   być   niebezpieczna.   Ja   jednak   z   udaną 

6

background image

obojętnością poklepywałam jej labradora, który zawsze do mnie lgnął.

- Jak rozumiem, stajesz w obronie lekkomyślnych panien, droga Taran? - odezwała się 

Dora złowieszczo spokojnym tonem. - Czy to dlatego, że twojemu przyjacielowi nieśpieszno 

do ożenku? A jeśli sądzisz, że nigdy nie byłam narażona na pokusy, to się grubo mylisz. 

Potrafiłam jednak stawić im czoło. To kwestia silnego charakteru, rozumiesz?

-   Ojej!   -  zaszczebiotała   Nutti.   -  Czy  człowiek   musi  bez   przerwy  wykazywać   siłę 

charakteru? Życie byłoby nudne, gdyby wszyscy tak myśleli.

Dora zwróciła w jej stronę swe krowie spojrzenie.

-   Wydaje   ci   się,   droga   Nutti,   że   mężczyznę   można   złowić   odrobiną   szminki   i 

uwodzicielskim spojrzeniem? Zapewniam cię, że mężczyźni cenią w nas naturalność. Nie 

chcą,   byśmy   się   malowały   i   fiokowały.   Nie   cierpią   sztucznych   loczków!   -   dodała   z 

przekąsem,   spoglądając   na   starannie   upiętą   fryzurę   Nutti.  A  potem   ciągnęła   dalej   z   nie 

ukrywanym triumfem: - Długie spodnie nie są odpowiednim strojem dla kobiety, zarówno w 

oczach mężczyzny, jak i Boga. A tańce, kino i teatr, wiesz, czym to wszystko jest? Grzechem, 

ciężkim grzechem. Tak, tak, kobieta naturalna jest sto razy więcej warta niż malowana lala. 

Prawda, Kristofferze? Mężczyźni, którzy wybierają takie lale, są nic nie warci.

Zakończywszy wywód, nałożyła sobie kolejny kawałek ciasta.

- Eee, tak, oczywiście - wystękał Kristoffer Hansen i niespokojnie poprawił się na 

krześle. - Mama twierdzi dokładnie to samo.

Dora pokiwała głową z zadowoleniem.

- Mama jest osobą rozsądną.

-   Jeszcze   jedna   kolejka,   panowie!   -   wtrącił   się   Brandell,   pragnąc   rozładować 

nieprzyjemny nastrój. - Co ty na to, Inge?

- Niestety, nie mogę - odpowiedział zapytany. - Muszę odwieźć Taran, rozumiesz...

Inge mieszka także na wyspie, w sąsiedniej willi. Przerwałam więc pośpiesznie:

-  Absolutnie   nie   musisz   mnie   odwozić,   Inge.   Pomyślałam   sobie,   że   krótki   spacer 

wzdłuż plaży dobrze mi zrobi. Stąd jest przecież do mnie bardzo blisko, wystarczy przejść 

przez most. Zresztą właśnie zamierzałam wyjść. Bardzo dziękuję za miły wieczór, Bjarne i 

Nutti!

Uff! Ile kłamstewek człowiek potrafi zaserwować na poczekaniu w imię uprzejmości.

Dora także zaczęła się żegnać.

- Muszę wracać do mamy - powiedziała z troską. - Ten, co u nas teraz mieszka, wydaje 

mi się trochę dziwny. Że też się zgodziłam go przyjąć pod dach! Doprawdy, ten szef wydziału 

socjalnego potrafi mnie sobie owinąć wokół palca - roześmiała się kokieteryjnie, sugerując, 

7

background image

że łączy ich coś bliższego.

Dora ruszyła za swym psem w stronę willi stojącej po drugiej stronie wyspy, a ja 

zeszłam w dół na plażę ścieżką prowadzącą między willą Brandellów i willą Ingego.

Pusto i zimno było na wrześniowej plaży. Szłam zamyślona, wolno stawiając kroki. 

Wiatr potargał mi włosy, które teraz zasłaniały mi oczy. Spienione fale uderzały z hukiem o 

brzeg, raz po raz ochlapując dół płaszcza i mocząc moje buty.

Przepełniało mnie dręczące uczucie niezadowolenia z siebie i z życia, jak

ie teraz 

wiodłam. Wiedziałam jednak, że nie ma innego wyjścia, muszę sama przezwyciężyć 

problemy   w   fabryce.   Najważniejsze   jednak,   by   udało   mi   się   pomóc   Kåremu   i 

zawrócić go ze złej drogi. Nie przejmowałam się docinkami Dory. Właściwie nie 

miało dla mnie większego znaczenia, czy Inge ożeni się ze mną, czy nie. Inna rzecz, że nie 

wyobrażałam   sobie   za   bardzo   tego,   że   moglibyśmy  tak   jakby  nigdy  nic   zamieszkać   pod 

jednym dachem. Większość ludzi akceptuje nieformalne związki i nie potępiam ich za to, ale 

sama nie bardzo widzę siebie w takiej roli. Jest nam z Ingem dobrze, ale w obecnym układzie. 

Tak mi się przynajmniej wydaje. Udawałam przed sobą, że nic mnie nie obchodzi gadanie 

Dory, ale gdzieś w głębi duszy czułam, że trafiła w czuły punkt. Bo inaczej przecież nie 

rozmyślałabym tyle o tym wszystkim, co mi powiedziała.

Zadrżałam z zimna, wydawało mi się, że chłodny jesienny wiatr przenika na wylot 

moją duszę. Otuliłam się ciaśniej płaszczem i szybkim krokiem podążyłam w stronę domu.

A teraz Dora leży w szpitalu, śmiertelnie raniona nożem.

- Naprawdę ktoś napadł na Dorę? - pytałam Ingego, ciągle nie mogąc uwierzyć w to, 

co usłyszałam.

- Tak! W tym gęstym lasku niedaleko willi Bjarnego i Nutti.

- Kto ją znalazł? - Koniecznie chciałam poznać szczegóły.

- Ten głupiec

 przybiegł do Brandellów i zadzwonił do drzwi. Że też można być 

takim idiotą! Z obłędem  w oczach wykrzykiwał  coś, co nie od razu  zrozumieli. 

Wydawało im się, że krzyczy: „Zadźgano ją nożem”. Bjarne, który wiedział, że ten 

Steinebråten  ma nie całkiem po kolei  w głowie, zamknął go  w  garderobie, a potem 

wybiegł sprawdzić, co się stało. To on znalazł Dorę.

- Nie, Thor nie mógł tego zrobić, to nieprawda! - jęknęłam.

- Skąd go znasz? - zapytał Inge, patrząc na mnie jakoś dziwnie.

-  To   mój   przyjaciel   z   dzieciństwa   -   wyszeptałam.   -   Och,   Inge,   zupełnie   tego   nie 

pojmuję! Z taką cierpliwością i pokorą znosił zawsze drwiny. A może... jego cierpliwość się 

8

background image

wyczerpała i w końcu eksplodował? Jeśli został sprowokowany?

Inge pokiwał głową.

- Może Dora nim wzgardziła?

- Z tym pewnie by się jakoś pogodził - powiedziałam, myśląc intensywnie. - Wydaje 

mi się, że on nigdy niczego od nikogo nie oczekiwał. Ale jeśli traktowała go źle, drwiła z 

niego i przebrała miarę? Może stracił panowanie nad sobą i wybuchł w nim cały ten gniew 

nagromadzony przez lata?

- Nie sądzisz, że po prostu mógł być spragniony kobiety? Że gwałt stanowił jedyną 

możliwość zbliżenia.

Ta myśl napełniła mnie obrzydzeniem. Dora! „Naturalna” Dora, która według mnie 

była po prostu odpychająca.

- Znałaś go jako dziecko - przypomniał mi Inge ostrożnie. - Od tamtej pory mógł się 

bardzo zmienić.

- Tak, masz rację, zresztą... czuję się sama w pewnym stopniu winna. Wiele razy w 

ciągu   minionych   lat   zastanawiałam   się,   jak   jemu   się   ułożyło   życie.   Był   wspaniałym 

człowiekiem. Spędziliśmy razem cudowne chwile. Wspomnienia o nim są jak powrót do 

świata baśni, rozumiesz? Niestety, nie uczyniłam niczego, by dowiedzieć się, co się z nim 

stało.

-   Mogę   ci   opowiedzieć   -   zaofiarował   się   Inge.   -   Cóż,   nie   radził   sobie   w   szkole 

specjalnej, więc dalsze nauczanie uznano za bezsensowne.

- Jak to? A co na to jego matka, nie protestowała?

- Z tego co słyszałem, umarła przed wielu laty, a wówczas umieszczono Thora w 

jakimś gospodarstwie na wsi. Tam radził sobie znakomicie, z wielkim zapałem pracował w 

polu i w obejściu.

- Domyślam się, zawsze lubił zwierzęta! - wtrąciłam. - Musiał być jednak bardzo 

samotny. A może miał kogoś bliskiego?

-   Chyba   nie,   zawsze   uważano   go   za   odmieńca,   samotnika   stroniącego   od   ludzi, 

opóźnionego w rozwoju umysłowym. Przypadkowo jednak podczas szczegółowych badań 

lekarskich   jeden   z   lekarzy   stwierdził,   że   Thor   cierpi   na   dysleksję   i   dysgrafię, 

uniemożliwiające mu naukę czytania i pisania tradycyjnymi metodami. Przeniesiono go do 

pracy przy wyrębie lasu, gdzie także świetnie sobie radził. Przed kilkoma dniami przyjechał 

do naszego miasta, tu miał zostać poddany testom i zakwalifikowany do programu nauczania 

uzupełniającego. Wydział socjalny skierował go do Dory Flaten, która wynajęła mu pokój w 

suterenie.

9

background image

Nie mogłam dojść do siebie, byłam niczym zamroczona, odurzona z bólu.

- Ale... Co on sam zeznaje? - zapytałam.

-   Przed   chwilą   z   nim   rozmawiałem   -   ciągnął   Inge.   -   Jest   bardzo   poruszony, 

rozdygotany, co wydaje się zrozumiałe. Ciągle powtarza coś o psie. Że został dźgnięty nożem, 

czy coś w tym rodzaju.

- Pies? Labrador Dory?

- Właśnie! Thor Steinebråten twierdzi, że leży ranny w lesie i że on biegł mu 

z pomocą. Utrzymuje, że wcale nie spotkał Dory.

Poczułam, jak ogarnia mnie ogromna ulga.

- Ranny pies, powiadasz...

- Podobno - przerwał mi Inge. - Ale policja go dotąd nie znalazła. Taran, dokąd się 

wybierasz? Wychodzisz gdzieś?

- Idę poszukać psa! - powiedziałam i w biegu porwałam płaszcz. - Thor jest niewinny. 

To pewne jak amen w pacierzu!

- Skąd możesz wiedzieć?

Biedny Inge nic nie rozumiał.

- Ponieważ Thor nigdy, pod żadnym pozorem nie skrzywdziłby zwierzęcia! Człowieka 

może tak, gdyby był do tego długo prowokowany, ale zwierzęcia nigdy!

- Taran, nie możesz tego wiedzieć!

Inge patrzył na mnie zdesperowany.

- Owszem - rzuciłam gorączkowo. - Jestem tego pewna. Wychodzę! Gdzie jest teraz 

Thor?

- Został zatrzymany przez policję.

Przystanęłam gwałtownie i odwróciłam się do Ingego.

-   Czy  to  normalna   procedura?   -  zdziwiłam  się.   -   Czy  są   przeciwko   niemu  jakieś 

dowody?

-  Właściwie   nic   nie   wskazuje   na  to,   że   jest   winny.   -  Inge   wzruszył   ramionami   z 

rezygnacją.   -   Na   ogół   zatrzymuje   się   podejrzanych,   żeby  ich   przesłuchać,   a   gdy  nie   ma 

przeciwko nim wystarczających dowodów, zostają zwolnieni. Z Thorem sprawa przedstawia 

się inaczej. Ze względu na jego stan umysłowy przydzielono mu adwokata, mimo że przecież 

nie   postawiono   go   w   stan   oskarżenia.   Chodziło   o   to,   by   nie   pozostawić   go   całkowicie 

bezbronnym w obliczu prawa.

- O Boże - wyszeptałam bezradnie. - Pójdziesz ze mną, Inge?

Wahał się przez chwilę, ale w końcu się zgodził.

0

background image

- Chyba tak będzie najlepiej - powiedział. - Beze mnie się nigdzie nie dostaniesz. Ale 

może najpierw  wyłącz piecyk  i zdejmij z płytki czajnik! Zdaje się, że kawa całkiem się 

wygotowała.

Mostek   prowadzący   na   wyspę   był   zablokowany.   Na   szczęście   policja   przepuściła 

Ingego,   a   ja   przemknęłam   się   wraz   z   nim.   Bez   trudu   odszukaliśmy   komendanta   policji 

odpowiedzialnego za śledztwo.

- Jak wam idzie? - zapytał Inge. - Znaleźliście psa?

- Nie - odpowiedział komendant opryskliwie. - Wiemy, że pies panny Flaten zaginął, 

ale do przetrząśnięcia została nam cała wschodnia część wyspy. W nocy było zbyt ciemno, by 

prowadzić poszukiwania.

Rozejrzałam się wokół. Wyspa, z tyloma policjantami krążącymi dokoła, wydawała mi 

się jakaś obca. Niedaleko błysnęły w słońcu czerwone korale jarzębiny, kontrastując swym 

pięknem z ponurą sytuacją.

Podszedł do nas Bjarne Brandell.

- Dzień dobry! - przywitał nas zmęczonym głosem, a na jego bladej twarzy malowało 

się napięcie. Zapewne przez całą noc nie zmrużył oka. - Jak się tu dostaliście?

Inge   wyjaśnił,   że   przydzielono   mu   z   urzędu   obronę  Thora   Steinebråtena. 

Kiedy wymówił to nazwisko, twarz Brandella stężała.

- Diabelskie nasienie! - warknął tylko. - Gdybym go dorwał...

- Nie znaleziono jeszcze psa - przerwał mu Inge.

- Pies? A cóż znaczy pies?

Brandell   nie   przejmował   się   w   ogóle   losem   zwierzęcia.   Wszystko   się   we   mnie 

zagotowało, ponieważ podobnie jak Thor jestem bardzo czuła na krzywdę zwierząt. Odeszłam 

na bok i zapytałam policjanta, czy mogłabym się przyłączyć do poszukiwań.

- Raczej nie - odparł po krótkiej chwili zastanowienia.

- Niczego nie będę dotykać - zapewniłam pośpiesznie. - Nie zatrę żadnych śladów, ale 

boję się, że dla tego biednego zwierzaka ważna jest teraz każda minuta.

Policjant zawołał kolegę i razem z nami ruszyli w kierunku tej części wyspy, gdzie do 

tej pory jeszcze nie prowadzono poszukiwań.

Po półgodzinie znaleźliśmy psa. Wpadł w jakąś jamę i nie miał siły, by się stamtąd 

wydostać.

-   Masz   pistolet?   -   spytał   Inge   policjanta.   -   Nic   z   niego   nie   będzie,   zbytnio   się 

wykrwawił.

1

background image

- Wcale nie - zaprzeczyłam kategorycznie. - Daj mu przynajmniej szansę!

Inge popatrzył na mnie zrezygnowany, ale skinął głową na znak, że się zgadza. Pies 

był zbyt ciężki, by go przenieść na rękach. Zostałam więc z policjantem przy zwierzęciu, a 

Inge pobiegł do domu zadzwonić po weterynarza.

Przemawiałam łagodnie do psiny, a policjant dokładniej obejrzał ranę. Najwyraźniej 

ktoś wymierzył mu śmiertelny cios, ale nóż ześliznął się po łopatce.

W scenerii jesiennego lasu minuty oczekiwania wlokły się niemiłosiernie. Wydało mi 

się nagle, że to nie pies, lecz Thor leży na ziemi i jestem jedyną osobą, której ufa i w której 

pokłada nadzieję.

Mniej   więcej   w   porze   obiadowej   skierowano   mnie   w   końcu   do   niewielkiego 

chłodnego pokoiku w komisariacie. Inge załatwił wszystkie formalności, by umożliwić mi 

widzenie z podejrzanym. Stałam więc z sercem w gardle i czekałam. Byłam ciekawa, jak 

wygląda, czy mnie pozna, czy wybaczył mi zawód, jaki mu sprawiłam, wyjeżdżając bez 

pożegnania ze Sletto. Tak, ciągle czułam, że go zawiodłam. Pomijam już to, że nigdy nie 

ujęłam się za nim, gdy inni z niego drwili. Ale ten wyjazd! Przecież wiedziałam o nim na 

kilka dni naprzód. Powinnam więc znaleźć czas, by się pożegnać z Thorem i ofiarować mu 

coś na pamiątkę.

Gorączkowe rozważania przerwał mi trzask otwieranych drzwi.

Omal nie padłam z wrażenia. Czy to naprawdę Thor Steinebråten?

Pierwsze, co zobaczyłam, to jego zapłakane oczy. Nigdy nie potrafił ukrywać swych 

uczuć, szczególnie dla zwierząt. Cierpiał, bo nie udało mu się pomóc biednemu psu. Ciekawe, 

ile Thor może mieć teraz lat? Ja skończyłam dwadzieścia trzy, a on był ode mnie o jakieś trzy 

lata starszy. Na czoło opadała mu jak dawniej jasna grzywka, patrzył tymi samymi błękitnymi 

oczyma, w których czaił się ból, cierpienie i bezsilność. Jak wyrósł! W dzieciństwie otyły i 

przysadzisty, teraz był wysoki i przystojny. Jego ciało - silne i harmonijnie zbudowane - 

przypominało   rzeźby   antycznych   gladiatorów.   Na   pewno   ciężko   na   to   pracował.   Takiej 

sylwetki nikt nie dostaje za darmo. A twarz? No cóż, może nie miała całkiem klasycznych 

rysów, ale wydawała się sympatyczna i pociągająca. Można było w niej wyczytać jak w 

otwartej księdze, że bezlitosny świat nie zdołał złamać czystego serca Thora.

- Thor - szepnęłam wzruszona. - Pamiętasz mnie?

W jego oczach pojawiła się niepewność. Wydawało się, że nie wie, co powiedzieć.

- Mam na imię Taran. Znaliśmy się kiedyś...

Nie zdążyłam dokończyć, gdy jego twarz rozpromieniła się radością.

2

background image

- Taran - śmiał się przez łzy. - Taran, czy to naprawdę ty? A ja zastanawiałem się, co 

taka piękna kobieta może ode mnie chcieć? Teraz cię poznaję, Taran!

Uśmiechnęłam   się   ciepło.   W  chwilę   później   porwał   mnie   w   ramiona   i   pogłaskał 

delikatnie   po   włosach,   jakbym   to   ja   potrzebowała   pociechy.   Znieruchomiałam   w   jego 

objęciach i poczułam nagle intensywne pragnienie, by uciec z tego okropnego świata, w 

którym   przyszło   mi   żyć.   Zatęskniłam   za   baśniową   krainą,   za   wietrzykiem   igrającym   w 

złocistym   listowiu,  księżycem  odbijającym  blade,  tajemnicze  światło,  za  miejscem, gdzie 

zawsze  zwyciężało  dobro, gdzie  wszystko  było  ciepłe i  delikatne. Zapragnęłam  uciec  do 

krainy, którą znał tylko Thor i ja. Czułam, że bardziej należymy do tamtego świata niż do 

tego.

Niestety, uświadomiłam sobie z całą brutalnością, że przestaliśmy być dziećmi, które 

mogły   się   schronić   przed   rzeczywistością   w   wyimaginowanej   krainie.   Dorośliśmy,   a   źli 

rycerze z naszych baśni przemienili się w przesiąkniętych złem ludzi z krwi i kości.

- Thor - wykrztusiłam wreszcie. - Tak mi przykro z powodu tego, co się stało...

Zauważyłam, że i on niechętnie wrócił do rzeczywistości, a w jego oczach na nowo 

pojawił   się   lęk.   Pośpiesznie   opowiedziałam   mu,   że   znalazłam   psa,   a   weterynarz,   który 

opatrywał mu rany, zapewniał mnie, że daje mu spore szanse na przeżycie.

Przyjął moje słowa z ogromną ulgą, a potem poprowadził mnie do stołu, przy którym 

zasiedliśmy.

-   Wiem,   Thor,   że   jesteś   niewinny   -   zaczęłam   z   przekonaniem.   -   Nigdy   nie 

skrzywdziłbyś psa.

Oparłszy się o stół, ścisnął gwałtownie moje dłonie.

- Nic z tego nie rozumiem, Taran.

- Opowiedz, co się wydarzyło! - poprosiłam.

- Byłem na przechadzce, spacerowałem po lesie. Na wyspie panował cudowny spokój. 

Nagle usłyszałem skomlenie zwierzęcia.

-   Skomlenie?   -   przerwałam   mu   zaskoczona,   bo   nikt   dotąd   o   niczym   takim   nie 

wspominał.

- Tak, wydawało mi się, że to pies - ciągnął Thor. - Pobiegłem w kierunku, z którego 

dochodził skowyt. Z daleka zobaczyłem labradora słaniającego się na nogach, upadł, lecz 

zdołał się podnieść. Strasznie krwawił, bałem się go wziąć na ręce, by nie zrobić mu jeszcze 

większej krzywdy. Pobiegłem więc po pomoc. Zadzwoniłem do drzwi domu, w którym paliły 

się światła, ale ci ludzie chwycili mnie i zamknęli, a potem oddali w ręce policji. Nie zrobiłem 

przecież nic złego!

3

background image

Thor zacinał się i mówił trochę niepewnie, ale rozumiałam go bez trudu.

- Kto ci otworzył? - spytałam szybko.

- Mężczyzna i kobieta - wyjaśnił. - Mówiłem im o psie, ale oni nic nie rozumieli.

- Wspomniałeś o tym policji?

- Tak - odrzekł zrozpaczony. - Niestety, nie chcą mi wierzyć, bo nikt inny poza mną 

nie słyszał skowytu.

Zamyśliłam się. Nie brzmiało to zbyt obiecująco.

- Taran - odezwał się błagalnie. - Musisz uwierzyć, że to nie ja dopuściłem się tego 

strasznego przestępstwa.

-   Wiem   -   zapewniłam,   prostując   się.   -   To   nie   ty.   Bądź   spokojny,   Inge   i   ja 

wydostaniemy cię stąd.

- Inge? - spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.

- Inge Asp - wyjaśniłam. - Twój adwokat. Poznałeś go już, to mój przyjaciel.

- A tak, oczywiście - westchnął wyraźnie rozczarowany. - Masz zamiar go poślubić?

- Nie wiem jeszcze - odpowiedziałam pozornie lekkim tonem. - Nie zastanawialiśmy 

się nad tym.

Spojrzał   na   mnie   zaciekawiony,   ale   nie   miałam   ochoty   roztrząsać   tego   tematu. 

Wyciągnął   rękę   i   znów   pogładził   mnie   delikatnie   po   głowie.   W   tej   krótkiej   chwili 

zapragnęłam   rzucić   mu   się   w   ramiona,   ale   szybko   zganiłam   siebie   w   myślach   za   ten 

idiotyczny pomysł.

- Jesteś śliczna! - szepnął czule. - Jak księżniczka.

Cofnął  dłoń, a jego  twarz  wykrzywiło  cierpienie.  W tej  samej  chwili w  drzwiach 

pojawił się Inge.

- Czy możemy wpłacić kaucję, żeby wydostać stąd Thora? - zwróciłam się do niego.

- W Norwegii kaucję stosuje się tylko w wyjątkowych przypadkach - odpowiedział. - 

Policja i tak nie może go dłużej przetrzymywać w areszcie. Na odzieży Thora nie znaleziono 

śladów   krwi   Dory,   jedynie   krew   psa.  A  to   zgadza   się   z   jego   zeznaniami.   Zostanie   więc 

zwolniony jeszcze dziś, ale nie wolno mu będzie do wyjaśnienia sprawy opuścić miasta.

- Mogę zaręczyć, że nigdzie nie wyjedzie - uśmiechnęłam się uszczęśliwiona.

Inge ociągał się trochę, wreszcie zabrał mnie na bok i szepnął niespokojnie do ucha:

- W mieście panuje atmosfera linczu. Dorę uznano prawie za świętą. Narazisz się na 

wiele   nieprzyjemności,   jeśli   nadmiernie   zaangażujesz   się   w   pomoc   Thorowi.   Gdzie   on 

zamieszka?

- U mnie - oświadczyłam zdecydowanym głosem.

4

background image

Tym razem nie wolno mi było zawieść Thora, człowieka, którego obdarzałam tak 

serdecznym   uczuciem.   Tak,   dopiero   teraz   uświadomiłam   sobie   z   całą   wyrazistością,   że 

zajmuje on szczególne miejsce w moim sercu.

-   No   wiesz!   -   oburzył   się   Inge.   -   Moim   zdaniem   lepiej,   żeby   wrócił   do   lasu   i 

zamieszkał   w   chacie   drwali.   To   niedaleko   stąd,   a   przynajmniej   nie   grozi   mu   tam 

niebezpieczeństwo.

Niektórym się wydaje, że można ludzi wysyłać to tu, to tam jak jakieś pakunki. Ludzie 

uważają Thora za półgłówka. Ja jednak wiedziałam doskonale, że jego kłopoty szkolne nie 

były  spowodowane   niedorozwojem   umysłowym.   Dlaczego   inni   nie   chcą   przyjąć   tego   do 

wiadomości?

- Inge - rzekłam, starając się ukryć zdenerwowanie. - Przemyślałam wszystko i jestem 

pewna, że Thor nie mógł popełnić tego przestępstwa. Powstaje więc pytanie: kto?

- Postaram się wydostać go z aresztu jeszcze dzisiaj - oznajmił Inge zdecydowanie, 

przerywając   moje   rozważania.   -   Teraz   jednak   widzenie   skończone,   Taran.   Chodź   już, 

pójdziemy coś zjeść i przy okazji wszystko omówimy.

Pożegnaliśmy się z Thorem, który był znacznie wyższy i silniej zbudowany od Ingego, 

i obiecaliśmy, że wrócimy tak szybko, jak tylko to będzie możliwe.

W  drzwiach   odwróciłam   jeszcze   raz   głowę.   Mój   przyjaciel   z   dzieciństwa   stał   na 

środku pokoju i patrzył na mnie tak, że serce omal mi nie pękło. Wyszłam więc pośpiesznie, a 

kiedy schodziliśmy po schodach, oświadczyłam z determinacją:

- Zrobię wszystko, by go oczyścić z zarzutów!

- Ja także - powiedział zafrasowany Inge i objął mnie ramieniem. - A dwojgu takim 

mocarzom jak my na pewno się uda.

Uśmiechnął się do mnie i pocałował w policzek.

-   Jesteś   najbardziej   wyrozumiałym   człowiekiem   pod   słońcem   -   wyszeptałam.   - 

Dziękuję!

-  Zamierzam  wygrać  tę  sprawę   - powiedział,  bardziej  do  siebie  kierując  te  słowa 

aniżeli do mnie. - Dzięki tobie, Taran, uwierzyłem mu.

Westchnęłam ciężko, uświadomiwszy sobie, że każde z nas mówi o czym innym, ale 

ostatecznie najważniejsze było teraz oczyszczenie Thora z podejrzeń.

- Taran - odezwał się nieoczekiwanie Inge, kiedy spacerkiem udawaliśmy się w dół 

ulicy. - Nie uważasz, że to dosyć niepraktyczne, że mieszkamy osobno? Czy nie moglibyśmy 

zamieszkać razem? Mogłabyś przeprowadzić się do mnie na wyspę.

A gdy nabrawszy głębszego oddechu zamierzałam zaprotestować, dodał pośpiesznie:

5

background image

- Oczywiście, chciałbym, by wszystko odbyło się jak należy. Pragnę ci się oświadczyć, 

Taran.

- Dlaczego? - zapytałam kompletnie oszołomiona.

-   O   Boże!   Też   mi   pytanie   -   westchnął   zrezygnowany.   -   Jesteś   najpiękniejszą 

dziewczyną, jaką znam.

Jego odpowiedź zirytowała mnie.

- To trochę za mało! - powiedziałam. - Chyba nie sądzisz, że będę stawać na głowie 

tak jak Marlena Dietrich, żeby zachować do późnych lat młodzieńczą urodę, po to tylko by ci 

się podobać!

- Nie, oczywiście, że nie o to mi chodzi - westchnął. - Dobrze mi z tobą, przecież 

wiesz.

Ta odpowiedź także mnie nie zadowoliła.

- Nie jestem szczególnie gorąca w uczuciach - przypomniałam. - Właściwie chłodna, 

żeby nie powiedzieć oziębła.

- Wiem o tym, ale może to właśnie mnie w tobie pociąga - rzekł, nie spuszczając ze 

mnie wzroku.

Domyślałam   się   tego.   Nie   wiedziałam   jednak,   czy   to   dlatego,   że   miał   podobny 

temperament, czy stanowiłam dla niego rodzaj wyzwania. Może sądził, że uda mu się mnie 

rozbudzić? Jeśli tak, to czeka go rozczarowanie. Ale z drugiej strony lubiłam go. Był zawsze 

pod ręką, gdy go potrzebowałam. Przyjazny i wyrozumiały. Moja odpowiedź przypominała 

skok na głęboką wodę:

- Zgadzam się, Inge! Wydaje mi się, że pragnę tego samego.

- Wspaniale, Taran! - zawołał i dodał z uśmiechem: - Szczerze mówiąc, zawsze się 

obawiałem, że mi odmówisz. A przecież świetnie do siebie pasujemy. Będzie nam ze sobą 

dobrze, kochanie - rzekł, tuląc mnie do siebie na środku chodnika.

6

background image

ROZDZIAŁ III

W restauracji, kiedy już zaspokoiliśmy największy głód, Inge powiedział:

- Należy założyć, że Thor jest niewinny, zresztą adwokat zawsze powinien uczynić 

takie założenie, bo inaczej trudno mu występować z przekonaniem w obronie oskarżonego. 

Jak ci wiadomo, tuż przy moście od strony miasta mieszka strażnik portowy, który przez cały 

czas kontroluje, kto wchodzi czy wjeżdża na wyspę, bądź udaje się tam drogą wodną. Nie 

przypuszczam jednak, by ktoś odważył się przy tej temperaturze wody przepłynąć wpław.

- A więc - wtrąciłam ponuro - na wyspie nie było nikogo prócz nas.

- Właśnie. - Inge popatrzył zamyślony. - O ósmej przyjechał samochodem Kristoffer. 

W chwilę później strażnik widział, jak ja wyjeżdżałem z wyspy, by wrócić niebawem. To było 

wtedy,   kiedy   pojechałem   po   ciebie.   Pr

zez   kilka   godzin   na   wyspie   przebywały 

następujące osoby: ty i ja, Nutti i Bjarne Brandell, Kristoffer Hansen, Dora Flaten. 

Poza tym matka Dory, która rzadko wychodzi z domu, i Thor Steinebråten. Koło 

godziny wpół do dwunastej strażnik zauważył wyjeżdżającego Kristoffera. Tuż po nim 

nadeszłaś piechotą ty,  Taran. Podobno zatrzymałaś się na mostku i długo stałaś oparta o 

barierkę,   a   potem   odeszłaś  spacerkiem,  dotykając   dłonią   prętów  barierki.  Wszystko   więc 

wskazuje na to, że nie dręczyły cię wyrzuty sumienia - zakończył ze śmiechem. - A potem 

przyjechała policja.

- Czy wszyscy mają alibi? - zapytałam, pragnąc dowiedzieć się jak najwięcej.

- Myślę, że możemy wyłączyć z grona podejrzanych panią Flaten. To staruszka, z 

trudem   się   porusza,   choć   język,   nie   powiem,   nadal   ma   cięty.   Nutti   możemy   także 

wyeliminować,   bowiem   napastnikiem   był   mężczyzna.   Do   napadu   musiało   dojść,   kiedy 

jeszcze przebywałaś na wyspie. Czy nic nie słyszałaś? Jakiegoś krzyku czy innych odgłosów?

- Zeszłam od razu na plażę - wyjaśniłam. - Fale uderzały z łoskotem o brzeg i prócz 

krzyku   mew   nie   słyszałam   nic,   a   w   każdym   razie   nic,   co   zwróciłoby   moją   uwagę.  Ale 

dlaczego wy nic nie słyszeliście?

- Z tego samego powodu co ty. Nasze wille stoją najbliżej plaży. Thor tymczasem 

znajdował się w samym środku lasu i wiatr niósł skowyt psa w jego kierunku.

Nie uszło mojej uwagi, że Inge oswoił się z myślą, iż Thor jest niewinny, i bardzo 

mnie to ucieszyło.

- Czy długo jeszcze siedzieliście? - spytałam.

- Nie,  pożegnaliśmy się krótko  po twoim i  Dory wyjściu.  Ja wróciłem do siebie, 

Kristoffer także pojechał do domu. Bjarne wyszedł na chwilę na podwórko, żeby wstawić 

7

background image

samochód   do   garażu   i   pozamykać   wszystko.   Zdążył   wrócić   do   domu,   kiedy   do   drzwi 

wejściowych zadzwonił Thor.

- Wydaje mi się, że zachowanie Thora dowodzi jego niewinności.

Na twarzy Ingego pojawił się grymas.

- Policja uważa ludzi pokroju Thora za nieobliczalnych - powiedział z wahaniem.

Westchnęłam głęboko. Znów to samo, zupełnie jak w dzieciństwie. Traktują Thora jak 

idiotę tylko dlatego, że jest trochę flegmatyczny i nie potrafi czytać. Ale jakie to mogło mieć 

znaczenie   w   porównaniu   z   tym,   że   jest   to   fantastyczny   człowiek?   Za   każdym   razem 

irytowałam   się,   gdy   zaczynałam   o   tym   myśleć.   Czym   prędzej   więc   zagadnęłam   z   innej 

beczki:

- Mówiłeś, że Dorę znaleziono blisko domu Brandellów.

- Tak, i to mnie trochę dziwi. - Inge zmarszczył czoło, jak zwykle gdy się nad czymś 

zastanawiał. - Wszyscy uważają, że powinna przemierzyć dłuższy odcinek drogi.

- Jak zrozumiałam, nie leżała w pobliżu ścieżki - drążyłam temat.

- Nie, w głębi zagajnika.

- Jaki z tego wyciągasz wniosek? - spytałam prowokująco.

- Zapewne dokładnie ten sam co ty - odrzekł z lekkim uśmiechem. - Znała osobę, 

która dopuściła się tego czynu, i dobrowolnie poszła za nią. Policja nie znalazła żadnych 

śladów, które wskazywałyby na to, że ją tam zawleczono. A osoba tej postury musiałaby 

zostawić po sobie ślad - dodał z nie ukrywanym sarkazmem.

- Jak ona się czuje?

-  W  dalszym   ciągu   nie   odzyskała   przytomności.   Została   zoperowana,   ale   rezultat 

operacji nadal jest niepewny.

- Bardzo krwawiła? - zapytałam i wzdrygnęłam się na samą myśl o tym.

- Właściwie niewiele.

- Zgwałcono ją?

- Ubranie miała porwane na strzępy - odpowiedział. - Ale więcej nic nie wiem. Nie 

otrzymałem jeszcze do rąk pełnego raportu policji.

- Coś mi się w tym wszystkim nie zgadza - wybuchnęłam, straciwszy panowanie nad 

sobą. - Dora ofiarą gwałtu? Komu mogło przyjść do głowy coś takiego?

Inge siedział milczący, ale wiedziałam, o czym myśli. Tylko mężczyzna nie w pełni 

władz umysłowych mógłby się na to zdobyć. Czy zaklasyfikował Thora do takiego grona?

Nigdy nie należy ufać dziennikarzom, przestrzegał mnie niejednokrotnie Inge. Ale czy 

8

background image

człowiek zastanawia się nad tym, ucinając sobie pogawędkę z dobrym znajomym?

Inge   poszedł   załatwiać   formalności   związane   ze   zwolnieniem   Thora,   a   ja 

postanowiłam zostać jeszcze przez chwilę w restauracji. Wtedy przysiadł się do mnie młody 

mężczyzna   zatrudniony   w   lokalnej   gazecie.   Oboje   z   Ingem   znaliśmy   go   dobrze, 

przyjaźniliśmy się nawet i dość często odwiedzaliśmy wzajemnie.

Pogadaliśmy o tym i owym, wreszcie zeszliśmy na temat napadu na wyspie. Nadal 

byłam głęboko wstrząśnięta losem Thora, a ponieważ uważałam Pera - bo tak miał na imię 

dziennikarz   -   za   bardzo   dobrego   znajomego,   opowiedziałam   mu   trochę   o   przyjacielu   z 

dzieciństwa.   Podkreśliłam,   jaką   miłością   otacza   Thor   wszystkie   zwierzęta.   Nigdy   nie 

skrzywdziłby psa, dlatego można bez wahania wykluczyć go z grona podejrzanych. Tego 

strasznego czynu wobec Dory musiał się dopuścić ktoś zupełnie inny.

Po krótkiej pogawędce Per pożegnał się pośpiesznie, tłumacząc się jakimiś zajęciami, 

a przy stoliku pojawił się Inge.

- Mam w samochodzie Steinebråtena - powiedział. - Pojedziesz z nami na 

zrąb?

- Oczywiście, wpadnę tylko na moment do domu. Podwieziesz mnie?

Zatrzymaliśmy się  przed  bramą naszego  domu przypominającego  twierdzę.  Ojciec 

kupił go, bo, jak mówił, dyrektor powinien mieszkać na odpowiednio wysokim poziomie. 

Nigdy nie polubiłam tego ciężkiego gmaszyska wybudowanego w latach trzydziestych. Ale 

na mym przyjacielu z lat dziecięcych zrobił duże wrażenie.

- Naprawdę tu mieszkasz? - zapytał, gdy zaprosiłam ich do środka.

Akurat   przyszedł   ze  szkoły   Kåre  i   cisnął   w  korytarzu   plecak   z   książkami. 

Zawołany, niechętnie przyszedł do nas. W jego oczach czaiła się agresja.

- Kåre, pamiętasz Thora? - spytałam łagodnie. - Ze Sletto.

Mój brat potrząsnął przecząco głową. Rzeczywiście, kiedy mieszkaliśmy w Sletto, 

miał zaledwie trzy lata! cóż więc mógł pamiętać?

Przywitali się uprzejmie, a Kåre zagadnął:

- Słyszałem, że kogoś podobno zamordowano wczoraj na wyspie. Zdaje się, że byłaś 

tam?

- Nie, nikt nikogo nie zamordował. Napadnięto Dorę Flaten. Byliśmy tam wszyscy 

troje. Thor znalazł się w gronie podejrzanych.

- Za napaść na Dorę? - Kåre patrzył z niedowierzaniem. - Nie byłby chyba przy 

zdrowych zmysłach!

-   Thor   jest   niewinny   -   powiedziałam   z   przekonaniem,   próbując   zagłuszyć 

9

background image

nieprzyjemne brzmienie jego słów. - Inge będzie jego obrońcą.

-   Czeka   go   trudne   zadanie,   bowiem   Bjarne   Brandell   ogłasza   wszem   i   wobec,   że 

dopilnuje osobiście, by ukarać tego, kto ośmielił się zranić „naszą drogą Dorę”. Cholerne 

babsko!

Kåre pojechał razem z nami do lasu na teren wyrębu. Usiadł na przednim 

siedzeniu obok Ingego. Siedzieliśmy z Thorem z tyłu milczący, bo i cóż było mówić.

Odezwał się dopiero, gdy trzeba się było zatrzymać w lesie. Doprawdy do historii 

odeszły czasy, kiedy to drwale ścinali drzewa siekierą i piłą, a pnie taszczyły z lasu konie. Na 

podwórzu przed chatą drwali stały potężne maszyny. Większość robotników dysponowała 

samochodami   i   codziennie   na   noc   wracała   do   domu.   Tylko   trzech   drwali   prócz   Thora 

mieszkało w leśnej chacie.

Thor uścisnął mi dłoń na pożegnanie.

- Uważaj na siebie, Taran - powiedział ciepło. - Tyle o tobie myślałem, byłem ciekaw, 

jak potoczyło się twoje życie. Wiem, że było ci ciężko, byłaś taka samotna. Dręczyły mnie 

wyrzuty sumienia, że cię zawiodłem.

- Ależ... to ja cię zawiodłam - zaprotestowałam zdumiona. - Często tęskniłam za tobą, 

Thor - dodałam zaskoczona swą odwagą.

- Naprawdę? - Popatrzył na mnie swymi błękitnymi oczami, w których wyczytałam 

czułość   i   oddanie.   -   Och,  Taran,   tak   bardzo   pragnę   twego   szczęścia.   Nie   zamartwiaj   się 

zbytnio z mojego powodu. Zawsze spadam w końcu na cztery łapy. Jestem silniejszy, niż się 

niektórym wydaje. Odnoszę wrażenie, że posmutniałaś. Proszę, nie martw się! Uśmiechnij 

się, jesteś taka piękna, gdy się uśmiechasz. Och, Taran... - urwał, ale domyśliłam się, co chciał 

powiedzieć, i łzy zakręciły mi się w oczach.

Pomyśleć, że on, który znalazł się w strasznych tarapatach, martwi się o mnie!

- U mnie wszystko w porządku, Thor - odrzekłam drżącym głosem. - Pomyśl raczej o 

sobie. Mam nadzieję, że się niebawem spotkamy.

- Koniecznie. - Ścisnął mnie mocno za ręce, aż zabolało. - Czy nie mogłabyś mnie tu 

kiedyś odwiedzić?

- Spróbuję - zapewniłam, pragnąc tego całym sercem.

W powrotnej drodze do domu nie odzywałam się wiele, bo ogarnęła mnie 

dziwna pustka. Na szczęście Inge i Kåre, zajęci rozmową na temat motoryzacji, nie 

zwrócili uwagi na niezwykłe u mnie milczenie.

Wieczorem powiedziałam Kåremu:

- Być może Inge zostanie wkrótce twoim szwagrem. Chyba nie masz nic przeciwko 

0

background image

temu?

Wzruszył ramionami.

- Nie, coś ty, to w porządku gość. Może trochę bezbarwny, jak produkt z fabrycznej 

taśmy, ale zdaje się, że jest bogaty, prawda?

- Myślę, że mniej więcej tak jak my - odpowiedziałam obojętnie.

Kåre zamyślił się na chwilę, nim zadał mi następne pytanie:

- Słuchaj, ten Thor... Czy z nim coś nie w porządku?

-   Skąd,   to   normalny   człowiek,   tyle   że   cierpi   na   dysleksję   -   zaprotestowałam 

poirytowana. - Ale niektórzy uważają, że jest niedorozwinięty, i traktują go z wyższością, 

choć sami nie są od niego mądrzejsi. Na jego miejscu niejednemu bym zdrowo przyłożyła, ale 

on jest na to zbyt dobry i miły. Polubiłeś go?

- Tak, nawet bardzo - odpowiedział mój brat z niespotykaną u niego szczerością. - 

Wydał mi się taki naturalny. Sądzę, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić.

Uśmiechnęłam się ciepło i popatrzyłam z radością na młodszego brata. Napłynęły 

wspomnienia i zaczęłam opowiadać:

- Wiesz, tamtego lata w Sletto przeżyliśmy z Thorem wspaniałe chwile, chociaż potem 

wydarzyło   się   tyle   nieszczęść.   Pamiętam,   jak   opowiadałam   wam   bajki,   a   Thor   i   ty 

zamienialiście się w słuch. Thor mógł słuchać godzinami, nigdy nie miał dosyć. Kochałam te 

chwile. Cudownie się rozumieliśmy, po prostu istniało między nami niezwykłe porozumienie.

Zapatrzyłam się w przestrzeń rozmarzonym wzrokiem.

- Rzeczywiście, zawsze miałaś dar opowiadania baśni - przyznał Kåre.

Ucieszyła mnie ta nieoczekiwana pochwała. Pierwszy raz od bardzo

 długiego czasu 

Kåre wyraził słowami łączącą nas więź. Bałam się to zaprzepaścić, gdyż mój brat 

był   teraz   w   dość   trudnym   wieku   i   byle   co   wyprowadzało   go   z   równowagi. 

Postanowiłam okazywać mu więcej tolerancji.

Następny ranek rozpoczął się dla mnie koszmarem. W skrzynce pocztowej znalazłam 

pomiętą i zaplamioną kopertę z miejscowym stemplem. Ze zdumieniem wyjęłam list, a z 

każdym   przeczytanym   zdaniem   wzbierała   we   mnie   coraz   głębsza   odraza.   Drukowanymi 

literami ktoś napisał:

Czy wiesz, co spotyka tych, którzy stają w obronie morderców? Nie chcemy w mieście  

takich jak ty. Miej się na baczności! Uważaj, by cię nie spotkało to samo co Dorę!

Rzuciłam list na podłogę, jakby parzył. Kto, na Boga, się dowiedział...

Odpowiedź   poznałam   w   kilka   minut   później   podczas   lektury   porannej   prasy.   Na 

1

background image

pierwszej stronie uderzył mnie w oczy tytuł: „Podejrzany jest niewinny, twierdzi zamieszana 

w sprawę”.

Zamyśliłam się. Gazeta wychodzi zwykle wczesnym rankiem. Nadawca listu miał 

czas, by go wysłać tuż po ukazaniu się artykułu. Nie zdziwiłam się ani trochę, gdy zadzwonił 

telefon i w słuchawce usłyszałam poirytowany głos Ingego:

- W co ty nas wpakowałaś, Taran?

Wyjaśniłam mu wszystko, napomykając przy okazji o obrzydliwym liście.

- Przecież ci tyle razy powtarzałem, że nie wolno ufać dziennikarzom, bo w pogoni za 

ciekawymi tematami wykorzystają nawet najbardziej osobiste wyznania. Nie ma co. Siedzimy 

w tym po uszy!

W drodze do fabryki dostrzegłam Kristoffera Hansena. Chciałam z nim porozmawiać, 

ale   on   na   mój   widok   przeszedł   na   ukos   na   drugą   stronę   ulicy   i   udawał,   że   patrzy   w 

przeciwnym kierunku. Zaszokowało mnie jego zachowanie. Czyżby także czytał artykuł i 

odebrał go jako ukryte oskarżenie przeciwko sobie? A może... Ostatnio był jakiś dziwny. 

Wydawał się nerwowy, roztargniony. Niewiele mówił, najchętniej zamykał się w sobie. Co 

mu właściwie dolegało?

W   fabryce   spotkała   mnie   nieoczekiwana   przykrość.   Na   biurku   leżał   kolejny   list 

następującej treści:

Czy to nie bezczelność wierzyć jakiemuś idiocie i uważać porządnego człowieka za  

mordercę?   Ty   zarozumiała   dziwko,   uprzątnij   lepiej   razem   ze   swym   bratem   moczymordą  

własne podwórko!

Człowiek zawsze odczuwa przykrość, kiedy się dowie, że inni go nie lubią, 

ale nazwać Kårego moczymordą, to chyba gruba przesada. Rozzłościłam się nie na 

żarty. Chciałam odszukać tego, kto ośmielił się napisać te inwektywy.

Ale zaraz posypały się na mnie kolejne ciosy. Zadzwonił telefon i jakiś urzędnik z 

urzędu   skarbowego   zażądał,   bym   uregulowała   do   końca   miesiąca   zaległy   podatek.   W 

przeciwnym razie, jak poinformował, firmie grozi upadłość. Przeraziłam się, bo nie miałam 

najmniejszego pojęcia, że fabryka zalega z jakimiś należnościami. Po przyjściu sekretarki 

wspólnie   przejrzałyśmy   księgi   rachunkowe   i   okazało   się,   że   to   prawda.   Chodziło   o 

niebagatelną kwotę.

Panna Wilhelmsen osunęła się na krzesło i przyłożyła dłonie do kręgosłupa.

- Jak się czujesz, Liso? - zapytałam. - Coś cię boli?

-   Tylko   wtedy,   kiedy   pochylam   się   nisko   nad   szufladami   z   dokumentacją   - 

odpowiedziała, siląc się na uśmiech.

2

background image

Odsunęłam na moment na bok myśli o długach i usiadłam koło niej. Nigdy jeszcze nie 

rozmawiałyśmy ze sobą na tematy osobiste.

- Który to miesiąc? - zaciekawiłam się.

- Piąty - odpowiedziała. - Bardzo widać?

- Nie w tych obszernych bluzkach, jakie nosisz.

- Zresztą, wszystko mi jedno - rzekła zgaszona. - Odkąd Dora Flaten wywęszyła, że 

jestem w ciąży, i tak całe miasto o niczym innym nie trąbi.

-   Czyżbyś   miała   z   tego   powodu   przykrości?   -   zdumiałam   się.   -   W   dzisiejszych 

czasach?

- Młodych ludzi to nie dziwi ani nie gorszy - odpowiedziała spokojnie. - Ale ciągle nie 

brakuje strażników moralności. Patrzą na mnie w taki sposób, że mam ochotę zapaść się pod 

ziemię.

- A co na to ojciec dziecka? - odważyłam się zapytać.

Lisa   skrzywiła   twarz   w   pełnym   goryczy   grymasie   i,   z   trudem   przełykając   ślinę, 

wyszeptała w końcu:

- Proszę, nie pytaj!

- To znaczy, że nie stanął po twojej stronie?

- Nie zależy mi na tym - odrzekła z dumą. - Zresztą nawet nie może.

Oczywiście zaintrygowała mnie jej odpowiedz, ale nie chciałam być zbyt natrętna. 

Podałam Lisie rękę i zapewniłam:

-  Gdybyś   miała  jakiś  problem, proszę,  bez  obawy zwróć  się  do mnie.  Chętnie ci 

pomogę!

- O, nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo mi już pomogłaś - uśmiechnęła się. - 

Poza tym masz dość własnych kłopotów.

Niczym bumerang wróciła sprawa podatku, poczułam ogarniającą mnie falę strachu.

Minęło kilka dni. Kolejno byliśmy wzywani na policję w sprawie wydarzeń feralnego 

wieczoru. Żadne nowe okoliczności nie wyszły na jaw. Przez Ingego dowiedziałam się, że 

policja kilkakrotnie przesłuchiwała Thora w chacie drwali.

W końcu zabrano Ingemu sprawę i zlecono obronę Thora komuś innemu, w gruncie 

rzeczy dziwne, że w ogóle mu ją przydzielono, wszak był także w to zamieszany. Bardzo nas 

jednak zmartwiła decyzja sądu.

Ranny pies wydobrzał i odesłano go do matki Dory. Starsza pani Flaten na prawo i 

lewo opowiadała o swej biednej córce, którą dotknął tak okrutny los. Taka czysta i niewinna 

3

background image

lilia stała się ofiarą niepohamowanych męskich żądz!

Zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób pani Flaten poczęła swą pobożną córkę. Bo z 

takim obrzydzeniem opowiadała o tych żądzach, że aż zgrzytała zębami.

Pastor z parafii Dory mówił cichym,  pełnym  namaszczenia głosem „o delikatnym 

aniele, który został tak brutalnie zbrukany”.

Być może przemawiał w dobrej wierze, ale nazwanie Dory, która ważyła ze sto kilo, 

„delikatnym aniołem”, wydało mi się zabawne.

Postanowiłam zabawić się w detektywa i przeprowadzić śledztwo na własną rękę. Ale 

moje  starania  przypominały  walenie  głową  w  mur.  Kristoffer  wyślizgiwał  mi   się niczym 

mydło z rąk podczas kąpieli. Mimo wysiłków nie udało mi się umówić z nim na spotkanie. 

Odnosiłam wrażenie, że śmiertelnie się mnie boi. Nutti i Bjarne natomiast zamknęli się w 

swej willi jak w twierdzy i nikogo nie wpuszczali do środka. Jak twierdzili, z obawy przed 

gwałcicielem.

Tak więc moje wysiłki spaliły na panewce, nie dowiedziałam się niczego. Bardzo 

mnie to przygnębiło.

Któregoś  dnia  wracając do domu natknęłam się przed  bramą  na inspektora,  który 

poprosił mnie o chwilę rozmowy. Nie kry

jąc zdziwienia, zaprosiłam go do salonu, gdzie 

ukradkiem   zgarnęłam   pod   sofę   porozrzucane   rzeczy.   W   tym   tygodniu   przypadał 

dyżur Kårego, który nie przemęczał się zbytnio. Rozmowa zrazu toczyła się drętwo. 

Zaproponowałam gościowi kawę, ale on uprzejmie odmówił, nie przerywając wertować 

notesu, który wyciągnął z kieszeni. W pomieszczeniu zawisła złowroga cisza.

- Z zeznań świadków wynika, że tamtego wieczoru odbyła pani z Dorą Flaten krótką 

dyskusję - oświadczył w końcu, wbijając we mnie swe małe świdrujące oczki.

Nie ukrywam, że porównanie z błękitnymi oczami Thora nie wypadło na korzyść 

gościa.

- Dyskusję? - zdziwiłam się. - Nie pamiętam.

- Na temat pani pracownicy, Lisy Wilhelmsen - przypomniał.

- A tak, rzeczywiście - odpowiedziałam z sarkazmem. - Znał pan Dorę Flaten?

- Osobiście nie - uciął krótko.

- Domyślam się, bo gdyby pan ją znał, wiedziałby pan, że ta osoba do wszystkiego się 

wtrąca i uzurpuje sobie prawo do wystawiania opinii na temat bliźnich. Tamtego wieczoru 

wyraziła się pogardliwie o Lisie, a ja, porwana gniewem, stanęłam w obronie dziewczyny. 

Być może użyłam zbyt złośliwych słów, ale po całym wieczorze wysłuchiwania kąśliwych 

uwag o znajomych i nieznajomych nie zdołałam dłużej nad sobą zapanować.

4

background image

Popatrzył na mnie ze zdumieniem i pytał jak wcześniej z chłodnym spokojem:

- Kąśliwe uwagi? Na przykład?

- Hmm... - zamyśliłam się przez chwilę. - Na przykład Nutti Brandell dowiedziała się, 

jakie jest zdanie Dory na temat długich spodni noszonych przez kobiety, upiętych włosów i 

tym podobne bzdury. Brandell nasłuchał się o idiotycznych planach rozwoju miasta, a Inge 

Asp... Tak, jemu się także dostało, mimo że zwykle Dora odnosi się do mężczyzn z większą 

słodyczą niż do kobiet.

- Tak - skwitował inspektor. - A kiedy wyszłyście od Brandellów, rozstałyście się już 

przed domem?

-   Owszem   -   odpowiedziałam.   -   Nie   miałam   ochoty   na   przechadzkę   i   zdawkową 

pogawędkę z Dorą Flaten. Ale przepraszam, dlaczego pan pyta?

Inspektor zacisnął usta i ze świstem wypuścił powietrze przez nos.

-   Otrzymaliśmy   list,   naturalnie   anonimowy,   i   wprawdzie   nie   traktujemy   go   zbyt 

poważnie, ale sprawdzić musimy. Mogę pani zacytować jego treść: „Jesteście pewni, że Taran 

naprawdę zeszła prosto na plażę?”

Czułam, jak wszystko się we mnie gotuje.

- Co pan sugeruje?

- Dora Flaten nie została zgwałcona - wyjaśnił. - Ubranie rzeczywiście miała podarte, 

ale nic poza tym. Albo przestępca usiłować dokonać gwałtu, ale go spłoszono, albo ktoś 

próbował upozorować taką sytuację. Sądzę, że raczej to drugie.

To   zmieniało   postać   rzeczy.   Teraz   także   Nutti   i   ja   znalazłyśmy   się   w   gronie 

podejrzanych.

- No cóż, jedyne co mogę, to przysiąc, że zeszłam od razu na plażę - powiedziałam, 

wkładając wiele wysiłku w to, by mój głos zabrzmiał spokojnie, ale mimo to czułam, że 

zadrżał.

- Faktem jest - ciągnął policjant, jakby nie słyszał moich słów - że pani najłatwiej 

byłoby to zrobić.

- Sądzi pan, że mogłabym zamordować Dorę tylko z tego powodu, że wypowiada się 

niepochlebnie o mej sekretarce? - roześmiałam się sucho.

- Rzeczywiście byłoby to dosyć drastyczne posunięcie - przyznał, zbierając się do 

wyjścia.

Ale na odchodnym powiedział coś, czego zupełnie bym się po nim nie spodziewała.

- Przy okazji mogę pani wyznać, że Dora bynajmniej nie była taka niewinna, za jaką 

pragnęła uchodzić.

5

background image

Zakryłam   usta   dłonią,   by   nie   zauważył   mego   rozbawienia,   a   potem   zapytałam 

zaskoczona:

- Ma pan na myśli, że nie była cnotliwa?

- Owszem - przyznał, wykrzywiając twarz w uśmiechu. - Zastanawiam się, co takiego 

spotkało   ją   w   życiu,   że   nienawidzi   dosłownie   wszystkich   ludzi   w   naszym   mieście. 

Szczególnie zaś nie może znieść widoku szczęśliwych par małżeńskich. Co takiego wiedziała, 

że ktoś targnął się na jej życie, żeby zamknąć jej usta? Bo nie ulega wątpliwości, że dla 

niektórych Dora Flaten musiała stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo.

Odprowadzając inspektora do drzwi, nie mogłam się powstrzymać, aby nie zapytać:

- Dlaczego pan mi to wszystko mówi?

Nie odpowiedział, uśmiechnął się tylko swym charakterystycznym grymasem.

- Czy już nie podejrzewacie Thora Steinebråtena? - ożywiłam się.

- No cóż, z nim panna Flaten w żadnym wypadku nie poszłaby dobrowolnie w głąb 

lasu - odrzekł zdecydowanie, a potem, wpatrując się we mnie, spytał z naciskiem: - Czy ma 

dla pani jakieś znaczenie, że znalazł się poza kręgiem podejrzanych?

- Bardzo duże - szepnęłam ze łzami w oczach. - To taki cudowny człowiek.

- Rzeczywiście - przyznał inspektor. - Ja także odniosłem takie wrażenie. Gorące i 

czyste   serce   w   pięknym   ciele.  A  teraz   już   żegnam   i   przepraszam   za   te   może   niezbyt 

przyjemne   pytania,   ale   rozumie   pani,   że   należy   wszystko   sprawdzić.   Jest   jeszcze   jeden 

powód, dla którego nie potraktowaliśmy poważnie tego anonimu. Napisała go ta sama osoba, 

która wysłała poprzednio dwa podobne listy do pani.

- Niemożliwe, wszystkie te anonimy pisała ta sama osoba? - zdumiałam się.

- Tak jest. Pierwszy został celowo pognieciony i poplamiony, i z rozmysłem napisany 

niestarannie.

Inspektor pożegnał się i wyszedł.

Następnego   dnia   spotkał   mnie   kolejny  cios.   Nie   pojmowałam,   dlaczego   wszystko 

naraz zaczęło mi się walić na głowę. Dzierżawca naszego gospodarstwa w Valdres zadzwonił 

do mnie i powiedział, że trafiła mu się wspaniała oferta kupna na korzystnych warunkach 

dużego gospodarstwa na północy. Stwierdził, że nie może zmarnować takiej szansy. Niestety, 

oferta   jest  ważna   pod  warunkiem,  że   natychmiast   dojdzie   do  transakcji.  Dlatego  właśnie 

zawiadamia, że zamierza rozwiązać naszą umowę, bo za kilka dni wyjeżdża. Cały inwentarz 

należy do niego, więc go zabiera. Jedynie z owcami ma pewien kłopot. Nie zdążył jeszcze 

sprowadzić stada z wypasu na halach, chętnie więc odstąpiłby je nam za przystępną cenę.

6

background image

- Ależ ja nie mogę... - zaczęłam, ale on mi przerwał.

- Zrobisz z nimi, Taran, co zechcesz. Sprzedaj je albo przeznacz na ubój. Zrozum, nie 

mogę przegapić tej okazji, bo w życiu mi się taka nie powtórzy. Wiesz, że zawsze marzyłem o 

własnym gospodarstwie, a ponieważ ty nie chciałaś sprzedać tego, więc...

No cóż, doskonale go rozumiałam.

Był wrzesień, owce wkrótce trzeba będzie sprowadzić do doliny, żeby zdążyć przed 

pierwszym śniegiem.

Z   ciężkim   sercem   wracałam   tego   dnia   do   domu,   gdzie,   jak   się   wkrótce   okazało, 

czekały mnie kolejne niespodzianki.

Przy obiedzie opowiedziałam Kåremu o nieszczęsnym podatku i zakończyłam 

słowami:

- A ja się tak starałam, tak walczyłam, żeby utrzymać fabrykę dla ciebi

e w tych 

trudnych latach bessy na rynku. Ale jakoś damy sobie radę, Kåre. Zaufaj mi!

Mój młodszy brat, który wyrósł ostatnio tak, że był już o parę centymetrów wyższy 

ode mnie, odsunął talerz i oznajmił:

- Nie chcę tej cholernej fabryki!

Wpatrywałam się w niego nic nie rozumiejącymi oczyma. On tymczasem dał upust 

całej nagromadzonej przez lata złości.

- Nigdy mnie nie obchodziła - rzekł z uporem. - Ale ty i ojciec za wszelką cenę 

chcieliście mnie przekonać. Dlaczego jednak miałbym się przez całe życie zajmować czymś, 

co nie sprawia mi przyjemności, męczyć się i robić rzeczy, których nie lubię? Użerać się z 

robotnikami wrogo nastawionymi do szefów?

- Ależ, Kåre - wybuchłam zaszokowana - Przecież ojciec zapracowywał się na 

śmierć dla ciebie, a ja stargałam tyle nerwów, żeby spełniło się marzenie jego życia.

Kåre   wstał   i   odwróciwszy   się   do   mnie   plecami,   oparł   się   o   parapet. 

Zauważyłam, że jest wzburzony.

- Czy was o to może prosiłem? - wydusił zgnębionym głosem.

- Nie, ale w takim razie co chcesz robić? - krzyknęłam.

- Jeszcze nie wiem - odpowiedział cicho i przygarbił się odrobinę. - Szkoła mi także 

nie odpowiada.

Mało brakowało, bym się rozpłakała, bo to już było zbyt wiele na moje nerwy.

- Ależ, Kåre! - wołałam. - Musisz skończyć szkołę! Proszę, przyrzeknij mi to! 

Został ci już tylko rok, potem zastanowimy się, co robić dalej!

- Masz nadzieję, że przez ten czas zdołasz mnie nakłonić, bym przejął fabrykę? Mylisz 

7

background image

się, wolę umrzeć!

Słowa brata przeraziły mnie. W ostatnim czasie był kompletnie rozbity i coraz częściej 

ujawniały się w nim skłonności do depresji.

-   Spróbujemy   coś   wymyślić   -   powiedziałam   łagodniej.   -  Akurat   teraz   zbyt   wiele 

zwaliło mi się na głowę, bym mogła znaleźć jakieś rozsądne wyjście. Obiecaj mi jedno: Nie 

rób żadnych głupstw i dokończ szkołę. Obiecaj mi, Kåre!

Naburmuszony kiwnął głową na znak, że się zgadza, ale w jego oczach nie znać było 

cienia radości.

Ogarnął mnie smutek i przygnębienie. Potrzebowałam kogoś, komu mogłabym się 

wyżalić.   Zapragnęłam,   by   ktoś   mnie   trochę   pocieszył.   Zadzwoniłam   więc   do   Ingego   i 

zaczęłam mu opowiadać o gospodarstwie i owcach, które trzeba sprowadzić z pastwiska.

- Sprzedaj hurtem to całe tałatajstwo sąsiadowi - poradził. - Będziesz miała wtedy z 

głowy także owce.

Zabrzmiało to dość przekonująco, chociaż... sprzedać gospodarstwo w Valdres? Moje 

korzenie, mój jedyny punkt oparcia na ziemi?

- Nie wiem - odrzekłam z wahaniem. - Właściwie miałabym ochotę poprowadzić je 

sama. Oczywiście nie zamierzam hodować bydła rogatego, ale...

Przerwał mi śmiech w słuchawce.

- Moja mała Taran! Kiedy w końcu zejdziesz z obłoków na ziemię? - zagrzmiał Inge. - 

Jak chcesz sobie z tym wszystkim poradzić? Przywykłaś do wygodnego życia w mieście. 

Zamierzasz rzucić świetnie prosperującą fabrykę dla jakiejś mrzonki o życiu na łonie natury? 

Brzmi   to   może   romantycznie,   ale   rzeczywistość   nie   ma   nic   wspólnego   z   marzeniami, 

zapewniam cię, kochanie.

- Fabryka nie prosperuje tak świetnie, jak można by sądzić. Naliczono mi taki podatek, 

że czuję się, jakby przywieszono mi kamień u szyi i rzucono na głęboką wodę.

- Tym bardziej powinnaś sprzedać gospodarstwo, będziesz miała na podatek - orzekł 

Inge.

Mruknęłam coś pod nosem, że  się zastanowię, i odłożyłam słuchawkę. Nie  takiej 

pociechy potrzebowałam.

Nie z Ingem powinnam rozmawiać. Nagle stało się dla mnie jasne, co powinnam 

zrobić. Tylko jedna osoba była w stanie mnie zrozumieć. Inge był realistą, nie odczuwał nigdy 

potrzeby przeniesienia się w świat fantazji. Ileż to razy oskarżał mnie o eskapizm! Po części 

nawet miał rację. Być może taka ucieczka była tchórzostwem, ale dla mnie miała działanie 

terapeutyczne.

8

background image

- Co się dzieje? - zapytał Kåre, widząc, że biorę kluczyki do samochodu ojca. 

- Dokąd się wybierasz? Zwykle boisz się usiąść za kierownicą.

Policzki paliły mnie, czułam zapał i radość.

- Jadę porozmawiać o czymś z Thorem - odpowiedziałam, siląc się na spokój. - Dasz 

sobie radę sam przez kilka godzin?

- Mogę pojechać z tobą? - zapytał, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.

Ale ja byłam nieugięta.

- Nie tym razem - zdecydowałam. - Mam do załatwienia osobiste sprawy.

- Jedź ostrożnie! - poprosił.

Najwyraźniej starsza siostra mimo wszystko coś dla niego znaczyła. Serce waliło mi w 

piersiach jak oszalałe. Radowałam się jak dziecko na spotkanie z rosłym mężczyzną, który 

był łagodny niczym baranek. Tylko on mógł mi przywrócić wiarę w siebie.

9

background image

ROZDZIAŁ IV

Spotkanie nie wypadło jednak tak, jak sobie zaplanowałam. Właściwie człowiek nie 

powinien nic planować, bo los lubi płatać figle i układa zazwyczaj swój własny scenariusz.

Zaparkowałam   samochód   przed   chatą   i   weszłam   do   izby   pogrążonej   w   gęstych 

obłokach papierosowego dymu. Z trudem rozróżniałam kontury sprzętów. Gdzieś w głębi 

pokoju rozległ się przeciągły gwizd.

- Hej, panienko, mnie szukasz? - dobiegł mnie jakiś głos.

- Karlsson - odezwał się drugi. - Przyszła leśna huldra, o której tak marzyłeś!

- Tu jestem, maleńka! - zachęcał trzeci.

-   Szukam   Thora   Steinebråtena   -   powiedziałam,   a   gdy   zapadło   milczenie, 

dodałam: - Nie ma go tu?

W chmurze dymu zamajaczyła sylwetka mężczyzny, który, ująwszy mnie za ramię, 

wyprowadził na dwór. Zapewne był szefem, bo wyglądał na nieco starszego od pozostałych.

- Chłopcom nie podobało się, że w jednej izbie z nimi mieszka facet podejrzany o 

morderstwo - wyjaśnił cicho. - Dlatego Thor musiał się przenieść do szopy.

Spostrzegłszy, że oburzona wzięłam głęboki oddech, dodał pośpiesznie:

- Teraz go tam nie ma. Widziałem, jak szedł do lasu.

- Pewnie znowu gapi się na ptaki - odezwał się z pogardą robotnik, który oparł się o 

framugę. - A pani z policji czy z wydziału socjalnego?

- Jestem przyjaciółką Thora - oświadczyłam ze spokojem.

-   Przyjaciółką?  Tego   świrusa?   -   spojrzał   na   mnie   jakoś   dziwnie.   -   Doprawdy  nie 

pojmuję kobiet, żeby taka ładna dziewczyna zadawała się...

- W którą stronę poszedł? - przerwałam mu.

- Tam - wskazał ręką kierunek. - Na pewno go pani znajdzie.

Odwróciłam się na pięcie i odeszłam pośpiesznie jak najdalej od tych prymitywnych 

typów. Rozsadzała mnie złość na tych wszystkich tępych i ograniczonych ludzi, z którymi 

Thor był zmuszony obcować. Tak bardzo za nim tęskniłam!

Weszłam   na   niewielkie   wzniesienie,   by   rozejrzeć   się   dokoła.   Dostrzegłszy   go 

nieopodal,   zawołałam   głośno   po   imieniu   i   zbiegłam   pośpiesznie   w   dół.   Na   mój   widok 

uśmiechnął się szeroko i pokiwał ręką.

- Chodź tu, Taran! - krzyknął i ruszył mi na spotkanie. - Zobacz, zbudowałem młyn!

Ujął mnie za rękę i poprowadził w stronę strumienia.

- Musiałem się czymś zająć - dodał tonem usprawiedliwienia. - Nawet mi się udał.

0

background image

Wszedł   do   strumienia   i   zaczął   objaśniać,   jak   działa   zbudowane   przez   niego 

urządzenie.   Mimo   przepełniającej   mnie   rozpaczy,   dałam   się   porwać   jego   zapałowi   i   na 

moment zapomniałam, że prócz jesiennego lasu, bystrej wody i nas dwojga istnieje jakiś inny 

realny świat.

Przyglądałam się, jak precyzyjnie i szybko poruszają się jego dłonie, wprawiające w 

ruch młyńskie koło. Gdzieś zniknęła jego ociężałość. Ten mężczyzna był częścią natury, tu na 

łonie przyrody liczyły się inne umiejętności niż w szkole. Był normalnym człowiekiem, a nie 

ograniczonym, opóźnionym w rozwoju głupcem, jak go chcieli postrzegać inni. A przy tym 

miał takie wspaniałe ciało! Wprost nie mogłam od niego oderwać wzroku.

W końcu Thor zreflektował się, że przyjechałam go odwiedzić, i poprowadził mnie na 

brzeg. Usiedliśmy tam, gdzie szum rwącej wody nie przeszkadzał nam w rozmowie.

- Widzę, Taran, że jesteś smutna - zagadnął i z wyraźną troską popatrzył mi w oczy.

- To prawda - westchnęłam. - Jestem zrozpaczona. Jak oni mogli wygonić cię do 

szopy? Jakim prawem cię tak traktują?

- A jakie to ma znaczenie? Spójrz na mnie! - powiedział łagodnie Thor i uniósł moją 

twarz. - Nikt nie jest w stanie mnie dotknąć ani urazić - powtórzył.

Zrozumiałam, że mówi prawdę. Te oczy! Sprawiały, że zadrżałam.

- Och, Thor - wyszeptałam. Pogłaskałam jego jasną grzywkę i potarmosiłam włosy. - 

Jesteś po prostu zbyt dobry jak na ten brutalny świat.

- Opowiedz, Taran, co cię trapi? - zapytał zatroskany. Jak zwykle potrafił przejrzeć 

mnie na wylot! Przy nim na moment zapomniałam o swych zmartwieniach, teraz jednak na 

nowo we mnie odżyły.

-   Miałam   ostatnio   ciężki   okres   -   przyznałam   ze   łzami   w   oczach.   -   Dlatego   tu 

przyjechałam, bo tylko ty potrafisz mnie zrozumieć. Czego tylko się tknę, wszystko się wali. 

A zaczęło się od ohydnych listów z pogróżkami, że w mieście nie ma miejsca dla kogoś 

takiego jak ja.

-   Kogoś   takiego   jak   ty?   Nie   znam   nikogo,   kto   byłby   lepszy   od   ciebie.   Jesteś 

najwspanialsza!

Uśmiechnęłam się, rozbawiona jego entuzjazmem, i opowiedziałam o wydarzeniach 

ostatnich dni.

Thor wziął mnie w ramiona i przytulił mocno. Siedzieliśmy nieruchomo, jego pierś 

unosiła się i opadała rytmicznie, a serce biło mocno wprost do mego ucha. Był taki cudowny!

- Inge uważa, że powinnam sprzedać gospodarstwo - załkałam, a z oczu kapnęło mi 

kilka łez, które pośpiesznie wytarłam. - Ale ja nie chcę, nie mogę tego zrobić! Skąd jednak 

1

background image

wezmę pieniądze na fabrykę?

Thor wysłuchał moich chaotycznych wynurzeń i z niezłomną pewnością oznajmił:

- Musimy sprowadzić owce z pastwiska.

- Oczywiście - odpowiedziałam i nagle zakiełkował mi w głowie szalony pomysł. - 

Thor - zapytałam błagalnym tonem. - Czy ty znasz się na prowadzeniu gospodarstwa?

- Wiem na ten temat wszystko - orzekł. - Mieszkałem na wsi i musiałem zarabiać na 

swe   utrzymanie.   Odmawiam   jedynie   udziału   w   uboju   zwierząt.   Do   tego   nie   mogę   się 

przełamać.

- Świetnie to rozumiem, Thor. Powiedz, jak się czujesz tutaj na zrębie, dobrze ci tu? 

Chodzi mi o to, czy trudno byłoby ci stąd odjechać, gdybym cię poprosiła, byś pojechał ze 

mną do domu?

- Nic mnie tutaj nie zatrzymuje, więc z największą przyjemnością pojadę z tobą - 

odpowiedział, uśmiechając się promiennie.

- Czy zgodziłbyś się zająć moim gospodarstwem w Valdres? - zapytałam z zapałem. - 

Z inwentarza mamy tam tylko owce. Ziemi posiadamy niewiele, ale jest bardzo urodzajna.

- Chodźmy! Jestem gotowy do wyjazdu - wstał i wyciągnął do mnie ramiona.

Naszła   mnie   ochota,   by   schronić   się   w   nich.   Zapragnęłam   uciec   od   wszystkich 

kłopotów nękających mnie w mieście do naszego wspólnego świata baśni. W ostatniej chwili 

opanowałam się, uświadomiwszy sobie, że nie jest to możliwe.

Pospiesznym krokiem, prawie biegiem ruszyliśmy w stronę chaty drwali, a kiedy Thor 

pakował swoje rzeczy, ja rozmawiałam z jego szefem. Ze swej strony nie miał nic przeciwko 

temu, by Thor wyjechał, ale przypomniał, że powinniśmy zawiadomić o tym policję. Gdy 

Thor spakowany wszedł do chaty, robotnicy zaczęli głośno z niego kpić.

- Coś długo siedzieliście w tym lesie! - wyśmiewali się, a ich wulgarne komentarze 

wywołały we mnie obrzydzenie. Zerknęłam na Thora, ale on udawał, że niczego nie słyszy.

Wsiedliśmy do samochodu i skierowaliśmy się przez las w stronę drogi prowadzącej 

do miasta wzdłuż wybrzeża. Thor, jak nietrudno się domyślić, był podekscytowany naszymi 

wspólnymi planami, a ja, wcale nie mniej! Zapowiadała się fascynująca przygoda.

Kåre także zapalił się do mojego pomysłu i gotów był natychmiast z nami wyjechać. 

Czułam się podle, kategorycznie mu tego zabraniając. Oboje jednak wiedzieliśmy, że nie 

może sobie teraz pozwolić na wagary. Żeby go pocieszyć, zaproponowałam, żeby przyjechał 

pociągiem w piątek wieczorem i został przez weekend, na co chętnie przystał.

Przed wyjazdem musiałam załatwić mnóstwo spraw, zadzwonić do fabryki, 

przełożyć spotkania, wydać odpowiednie polecenia. Z kuchni tymczasem dochodziły 

2

background image

mnie   strzępy   rozmowy,   prowadzonej   przez   Kårego   i   Thora.   Kåre   chwalił   się 

dziewczynami,   z   którymi   chodził,   opowiadał   o   obejrzanych   filmach   i   szkolnych 

kawałach.   Nagle   wyłowiłam   jednym   uchem   imię   Dory.   Zamieniłam   się   w   słuch. 

Wiem, że nie powinnam tego robić, ale w końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.

- Ona nie jest całkiem mądra - mówił Thor. - Co wieczór przychodziła do mojego 

pokoju ubrana w cieniutką podomkę, jak to kobiety czasem noszą, i wypytywała mnie o 

jakieś głupstwa.

- Niemożliwe - zdziwił się Kåre, wyraźnie rozbawiony.

- Ostatni raz, kiedy się u mnie zjawiła, miała rozpięty peniuar i cuchnęła mocnymi 

perfumami. To było na dzień przedtem, nim trafiłem do więzienia.

Nie wierzyłam własnym uszom: cnotliwa Dora, „delikatny anioł”!

- No i co było dalej? - pytał zaciekawiony Kåre

- Przestraszyłem się - wyznał Thor. - Krzyknąłem, że wygląda jak maciora, i nie 

zważając na to, że jestem w samej piżamie, wybiegłem na dwór. Na samą myśl, że miałbym 

zostać dłużej w tym pokoju, zrobiło mi się niedobrze.

- Przyszła do ciebie, mimo że wiedziała, iż leżysz już w

 łóżku? - pytał Kåre

- Tak. W moim pokoju stała szafa z jej rzeczami, więc przychodziła zawsze, gdy 

czegoś z niej potrzebowała.

Typowy   pretekst   gospodyni,   by   mogła   węszyć,   co   się   dzieje   w   pokoju   lokatora, 

pomyślałam.

- Ale chyba jej nie tknąłeś? - drążył t

emat Kåre, wyraźnie zaintrygowany.

- Coś ty, oszalałeś? - obruszył się Thor. - Nie tknąłbym jej nawet przez rękawiczki. 

Więcej jej już nie widziałem, bo następnego wieczoru wychodziła z wizytą.

Gdyby policja wiedziała, pomyślałam, ale zaraz uświadomiłam sobie, że może lepiej 

się stało, że nie wyszło to na jaw podczas przesłuchań. Zbyt łatwo nasuwał się fałszywy 

wniosek, że Dora dobrowolnie poszła za Thorem do zagajnika. Nie miałam pojęcia, na ile 

panowie   z   policji   są   w   stanie   pojąć   kobiecą   psychikę.   Dla   mnie   bowiem   nie   ulegało 

wątpliwości, że Dora, dotknięta do żywego reakcją Thora na jej niedwuznaczne propozycje, 

za nic w świecie nie przystałaby na jego namowy, choćby nie wiem jak były kuszące.

- No, panowie, koniec tego gadania o Dorze! - zarządziłam po wejściu do kuchni, siląc 

się   na   beztroski   ton.   -   Też   wybraliście   sobie   temat!   Pora   się   naradzić!   Kiedy   wy   tu 

plotkowaliście w najlepsze, ja zdążyłam przemyśleć to i owo.

Zaintrygowani usiedli wygodniej, by posłuchać, co mam do powiedzenia.

- Mogłabym oczywiś

cie wystąpić do urzędu skarbowego z prośbą o rozłożenie 

3

background image

spłaty tego cholernego podatku na kilka rat. Sadzę, że otrzymałabym na to zgodę, 

tyle że wisiałoby to nade mną przez dłuższy czas. Kåre, powiedziałeś, że nie chcesz 

przejąć fabryki po ojcu, tak przynajmniej zrozumiałam, gdy rozmawialiśmy ostatnio. 

Przyznaję, że sama kiepsko się tam czuję. Wiecie, co mam ochotę zrobić?

- Nie - odpowiedzieli równocześnie, wpatrując się we mnie uważnie.

- Sprzedam dom, żeby zapłacić podatek, a potem sprzedam fabrykę. Z tym akurat nie 

będzie kłopotu, bo otrzymałam już wiele ciekawych ofert od zainteresowanych kupnem. Gdy 

już wszystko załatwię, przeprowadzimy się wszyscy troje do Valdres. Co wy na to? Sami nie 

dalibyśmy rady poprowadzić gospodarstwa, ale z twoją pomocą, Thor

, na pewno nam się 

uda. A ty przecież potrzebujesz dachu nad głową, więc korzyść będzie obopólna. Są 

tam dwa domy - dodałam. - W jednym zamieszkasz ty, a do drugiego wprowadzimy 

się razem z Kårem.

Jak nietrudno zgadnąć, obaj słuchacze przyjęli z aplauzem moje słowa.

- Chwileczkę! - zawołałam. - Kåre, chcę mieć pewność, że takie rozwiązanie 

ci odpowiada.

- Mnie? Czyżbyś miała jakieś wątpliwości? - popatrzył na mnie z niedowierzaniem. - 

Kocham to miejsce!

- Latem, owszem! - przyznałam. - Kiedy można wędrować 

po górach, łowić ryby, 

odpoczywać. Ale tu chodzi o pracę, ciężką pracę, Kåre. Bądź tego świadomy!

Mój młodszy brat poczuł się urażony.

- Przecież wiesz, że co roku pomagałem dzierżawcy. Lubię pracę w gospodarstwie, 

chyba jestem urodzonym rolnikiem - zażartował z uśmiechem.

- Doskonale! Teraz jeszcze pozostaje sprawa szkoły.

- A co to, w Fagernes nie ma szkół? Przenieśmy się od razu, Taran. Nie mam ochoty 

zostać w tym mieście ani minuty dłużej, niż to będzie konieczne.

Thor nie odzywał się

, ale w jego oczach wyczytać było można bez trudu, co 

czuje. Prosił w imieniu swoim i Kårego. Roześmiałam się.

- Właściwie brzmi to jak fantastyczny sen - mówiłam w euforii. - Spróbujemy?

- Tak jest! - wyraził swą gotowość Kåre. - Tylko co zrobisz z Ingem?

Inge! Całkiem o nim zapomniałam!

- Okey! - rzekłam z pewnością w głosie. - Pojadę z wami w góry i zostanę, dopóki 

wszystko   nie   potoczy   się   normalnym   rytmem.   Potem   tu   wrócę,   mam   przecież   poślubić 

Ingego! Jestem szczęśliwa z tego powodu - dodałam z przekorą. - Ale Inge... raczej nie będzie 

chciał się przenieść do Valdres.

4

background image

Przy   stole   zapanowała   cisza.   Zwiesili   głowy   i   uparcie   wpatrywali   się   w   obrus. 

Pierwszy podniósł oczy Thor, ale serce ścisnęło mi się z rozpaczy, gdy dostrzegłam jego 

spojrzenie.

- Chcesz ob

ejrzeć moją wieżę stereo? - spytał Kåre Thora i obaj przeszli na 

górę do pokoju mojego brata.

Wykręciłam numer telefonu Ingego. Jak się spodziewałam, mój pomysł  sprzedaży 

domu i fabryki bardzo go zdenerwował.

- Jesteś niemądra, Taran! Nie rozumiesz, że fab

ryka to żyła złota? Pozwól, niech 

Kåre z Thorem przeniosą się na wieś, jeśli tego chcą. Kåre jest na tyle dorosły, że 

może sobie już sam radzić. Ale ty powinnaś pilnować fabryki, wiem, co mówię. To 

nie takie trudne, zresztą mogę ci pomóc

Dobry   nastrój   prysł.   Cudowna   wolność   na   łonie   natury,   tak   realna   przed   chwilą, 

zaczynała mi się wymykać z rąk.

- Taran, bądź rozsądna! - prosił Inge. - O podatek się nie martw, załatwię, co trzeba. 

Znam   odpowiednich   ludzi.   Zresztą   firma   na   pewno   ma   zgromadzone   środki   w   postaci 

funduszy rezerwowych. Ile pieniędzy jest na koncie?

- Nie wiem - westchnęłam. - W księgach rachunkowych panuje straszny bałagan. Nie 

pojmuję, jak ojciec sobie z tym radził.

-  Zdaje  się,   że  w   pewnym  momencie   przestał   ogarniać  wszystko,   i  to  go  pewnie 

wy

kończyło. Ale przecież ta fabryka była całym jego życiem! Prowadził ją dla ciebie 

i Kårego. Wydaje mi się, że nie powinnaś tak łatwo rezygnować.

Och, ten Inge, nic a nic nie rozumiał!

- Wydaje mi się, że ojciec przede wszystkim zaspokajał własne ambicje -  

rzekłam 

chłodno. - Był pracoholikiem! Za wszelką cenę dążył do rozwoju firmy. To prawda, 

że pragnął, by Kåre przejął ją po nim, ale nie kierowała nim bynajmniej troska o 

syna, raczej lęk, że ktoś obcy mógłby zostać jej właścicielem.

Zdawałam sobie sprawę, że moje słowa zabrzmiały cynicznie, ale postanowiłam z 

całych sił bronić swego pomysłu.

Inge bynajmniej nie był z tego zadowolony.

-   Poza   tym   nie   za   bardzo   wypada,   byś  wyjechała   dziś   wieczorem,   bo   zostaliśmy 

zaproszeni do Brandellów.

- Co ty mówisz? Chcą nas widzieć? - zdziwiłam się, nic z tego nie pojmując.

- Nie oni, ale inspektor policji. Nie wiem dokładnie, o co mu chodzi.

- Zadzwonię do niego i dowiem się, czy to coś ważnego. Jeśli okaże się, że moja 

5

background image

obecność nie jest niezbędna, przeproś Brandellów i powiedz, że musiałam wyjechać.

- Taran - wtrącił Inge pośpiesznie. - Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, co 

robisz? To znaczy... Ten facet jest podejrzany o dokonanie gwałtu i próbę morderstwa. Nie 

podoba mi się, że moja dziewczyna jedzie z kimś takim w góry.

Moja dziewczyna! Zabrzmiało to jak słodka muzyka. Poczułam w sercu miłe ciepło na 

myśl o Ingem. Przez cały czas czuwał u mego boku, cichy i oddany, a ja ledwie dostrzegałam 

jego   obecność.  To   dobry   człowiek,   nie   zasługiwał   na   moją   obojętność   w   chwilach,   gdy 

byliśmy sam na sam. Zauważyłam, że ostatnio jego pieszczoty nie były już takie gorące, ale 

to   pewnie   moja   wina.   Nie   potrafię   oddać   się   mężczyźnie   duszą   i   ciałem,   nie   potrafię 

okazywać swych uczuć. Ale czy prawdziwa przyjaźń nic nie znaczy?

- O Thora bądź spokojny - zapewniłam go. - Jest niegroźny.

Ale Inge nadal nie krył swego sceptycyzmu.

- Staraj się nie zostawać z nim sama - upominał. - Weź Kårego w charakterze 

przyzwoitki!

Nie wyjawiłam mu, że Kåre dołączy do nas później, wiedziałam przecież, że 

na przyjacielu z dzieciństwa mogę w pełni polegać. Łączyła nas więź, której Inge nie był w 

stanie pojąć. Rozumieliśmy się bez słów, często wystarczało, że wymieniliśmy spojrzenia. W 

błękitnych, pełnych przyjaźni oczach Thora odczytywałam własne myśli.

- W takim razie jedź na kilka dni - zgodził się w końcu Inge. - Ale nie działaj zbyt 

pochopnie w sprawach sprzedaży domu i fabryki. Nie podejmuj żadnych kroków, zanim nie 

porozmawiamy na ten temat na spokojnie, no i zanim nie zakosztujesz wiejskiego życia.

Z   góry   dochodziła   mnie   głośna   muzyka.   Raz   po   raz   słyszałam   salwy   śmiechu. 

Zadzwoniłam na policję, żeby uzyskać zgodę na wyjazd z Thorem poza miasto na kilka dni. 

Opowiedziałam inspektorowi, że w lesie nie miał najłatwiejszego  życia, no i że musimy 

sprowadzić z hal stado owiec. Przemilczałam, że nie jest to sprawa nie cierpiąca zwłoki.

- Dokąd zamierzacie pojechać? - zapytał inspektor.

Wyjaśniłam i podałam dokładny adres.

Inspektor zamilkł na chwilę. Najwyraźniej wszystko dokładnie rozważał.

-   Podczas   śledztwa   wyszły   na   jaw   nowe   szczegóły   -   rzekł   w   końcu.   - 

Chciałbym, żeby pani zjawiła się dziś wieczorem u Brandellów. Myślę, że pański 

brat może przez ten czas popilnować Thora Steinebråtena?

Popilnować Thora! Co on w ogóle sobie myśli? Rozzłościłam się nie na żarty, ale 

szybko pohamowałam gniew.

- Albo nie - rozmyślił się. - Lepiej będzie, jeśli przyślę funkcjonariusza. Chcę 

6

background image

mieć pewność, że Steinebråten nie zjawi się nieoczekiwanie u Brandellów, dlatego 

musi   pozostawać   pod   pełną   obserwacją.   Policjant   będzie   w   cywilu,   zależy   mi   na 

dyskrecji.

Słowa inspektora wywołały niepokój w moim sercu. Thor pod obserwacją? Co się 

właściwie stało?

- Ale chyba jutro rano będziemy mogli pojechać? - spytałam trochę niecierpliwie.

- Na razie nie mogę na to odpowiedzieć - odrzekł trochę poirytowany. - Ale raczej 

wątpię.

Na tym rozmowa się skończyła.

Przyszedł   do   nas   ubrany   po   cywilnemu   policjant,   młody   i   sympatyczny 

chłopak. Umówiłam się z Kårem, że powiemy Thorowi, iż to jeden z jego kumpli. 

Pragnęłam za wszelką cenę, by Thor nie zorientował się, że jest śledzony.

Potem przyjechał po mnie Inge. Znów przejeżdżaliśmy przez most tak jak tamtego 

wieczoru, kiedy wydarzyło się nieszczęście.

U Brandellów spotkaliśmy się w tym samym gronie. Było nas pięcioro: Nutti i Bjarne, 

Inge   i   ja   oraz   Kristoffer   Hansen.   Siedzieliśmy   na   tych   samych   miejscach,   sztywni   i 

małomówni.   Panowała   pełna   napięcia   atmosfera.   Nutti   starała   się   pełnić   honory   domu, 

natomiast Bjarne nawet nie próbował być uprzejmy. Zaskoczyło mnie zachowanie Kristoffera. 

Przybył niemal równocześnie z nami i wylewnie się ze mną przywitał. Weszliśmy do środka, 

prowadząc   wymuszoną   konwersację,   a   ja   nie   mogłam  się   oprzeć   wrażeniu,   że   Kristoffer 

chciałby się czegoś dowiedzieć, a może zorientować się, czy ja coś wiem. Rozmawiał jednak 

o fabryce, pytał, jak prosperuje i czy jestem zadowolona z personelu, a mnie coraz bardziej 

intrygowało,   do   czego   właściwie   zmierza.   Kiedy   szliśmy   w   stronę   wejścia,   kilkakrotnie 

obejrzał   się   za   siebie,   jakby   obawiał   się,   że   mama   zobaczy   ukochanego   jedynaka 

rozmawiającego z tak niebezpieczną istotą, jaką jest kobieta.

Biedny Kristoffer, przystojny i pedantyczny, a zarazem nieustannie przestraszony!

Wszedł inspektor i spojrzenia wszystkich skupiły się na nim.

Brandell poderwał się i zawołał nerwowo:

- Doszły mnie słuchy, że wypuściliście z aresztu tego szaleńca!

-   Jeśli   ma   pan   na   myśli   Thora   Steinebråtena,   to   mogę   zapewnić,   że 

kontrolujemy jego kroki - oświadczył inspektor ze spokojem.

- Dlaczego traktuje się nas w taki sposób? - pytał szef wydziału planowania. - Ta 

sprawa rzuca cień na moją pozycję w mieście. Czy tak trudno zdobyć konkretne dowody 

7

background image

przeciwko niewątpliwemu sprawcy?

Wszystko się we mnie zagotowało.

- Zanim powiesz coś więcej - wysyczałam - chciałabym ci uświadomić, że Thor jest 

moim przyjacielem i będę go bronić jak lwica, jeśli zajdzie taka potrzeba.

-  Rzeczywiście,   w  wywiadzie,  jakiego  udzieliłaś  reporterowi   gazety,  wyraziłaś  się 

podobnie - wtrąciła Nutti. - Uważam, że postąpiłaś okropnie nierozważnie, bo tym samym 

nieprzychylne spojrzenia zostały skierowane na nas, pozostałych uczestników przyjęcia.

- Tę sprawę możecie państwo przedyskutować innym razem - przerwał inspektor. - 

Teraz ja chciałbym porozmawiać po kolei z każdym z was. Panie Brandell, czy użyczy mi pan 

swego gabinetu? Mogę pana prosić jako pierwszego?

Gdy zniknęli za drzwiami pokoju, w salonie zaległa nieprzyjemna cisza, na szczęście 

Inge złagodził nieco napiętą atmosferę. Wypytywał mnie o gospodarstwo w Valdres i nawet 

żartowaliśmy sobie nieco na temat moich planów, rozważając kilka pomysłów. Inni także się 

włączyli do rozmowy, desperacko siląc się na wesołość. Wrócił Bjarne, a do gabinetu weszła 

Nutti. W salonie znów zrobiło się ponuro.

Kolejno wchodzili i wychodzili inni, wreszcie zostałam tylko ja.

Inspektor,   nie   podnosząc   się   z   krzesła,   wskazał   mi   miejsce.   Wyglądał   na   bardzo 

zmęczonego i od razu przeszedł do konkretów:

- Czy Dora Flaten wspomniała podczas tamtej kolacji, że chciałaby porozmawiać z 

panią lub z kimkolwiek innym?

- Nie, zupełnie nie - odpowiedziałam i spytałam niespokojnie: - Czy coś się stało?

-  Mama  Dory  po wielu  trudach  przypomniała  sobie,  że  córka  napomknęła  jej,  że 

tamtego   wieczoru   zamierza   z   kimś  porozmawiać.   Podobno  miała   w   zanadrzu   prawdziwą 

bombę, która, jak się wyraziła, niektórymi solidnie wstrząśnie.

- Naprawdę? O niczym nie wiem - zapewniłam. - Dora zawsze była złośliwa, ale 

tamtego wieczoru z jej oczu wyzierała jakaś taka sadystyczna satysfakcja. Nie wydaje mi się 

jednak, by powiedziała coś gorszego niż zazwyczaj.

Inspektor pokiwał głową i odniosłam wrażenie, że moja odpowiedź jest zgodna z 

wersją pozostałych uczestników przyjęcia.

- Nie umawiała się też z nikim na później?

Na jego pytające spojrzenie mogłam jedynie potrząsnąć przecząco głową. O niczym 

takim nie wiedziałam.

Przypomniałam  sobie,  że   podczas  rozmowy  telefonicznej  inspektor   napomknął,   że 

pojawiły się nowe okoliczności. Nie byłabym sobą, gdybym go o to nie zapytała.

8

background image

- Stało się najgorsze - oznajmił zgnębiony. - Dora Flaten zmarła.

Oniemiałam,   w   jednej   chwili   pojmując,   dlaczego   w   oczach   wszystkich,   którzy 

opuszczali gabinet, widziałam przerażenie.

- A więc morderstwo - wydusiłam z siebie. - To okropne!

- Tak. Tuż przed śmiercią Dora odzyskała świadomość na tyle, że udało nam się z niej 

wydobyć co nieco. Zapytałem, czy naprawdę ktoś usiłował ją zgwałcić. Nie mogła mówić, ale 

jej oczy zapłonęły gniewnie i potaknęła lekkim skinieniem głowy. Spytałem, kto, ale nie 

miała sił, by odpowiedzieć.

- Chwileczkę? - przerwałam. - Czy opowiedział pan o tym wszystkim?

- Nie - odparł niechętnie. - Nikomu.

- Dlaczego więc mnie pan to mówi?

- Ponieważ... - zaczął i popatrzył na mnie z powagą. - Ponieważ dotyczy to pani w 

sposób szczególny.

Nabrawszy powietrza w płuca, wyprostowałam się.

- Nie wymieniła imienia, bo nie była w stanie artykułować słó

w, ale kiwała głową, 

dlatego też postanowiłem wymienić imiona czterech ewentualnych sprawców. Jako 

pierwsze podałem nazwisko Thora Steinebråtena.

- I co? - spytałam czując, że krew odpływa mi z głowy.

- Pokiwała twierdząco, a potem znów straciła przytomność. W chwilę później oddała 

ducha.

Chciało mi się wyć z rozpaczy. Dora Flaten umarła, obciążając winą za morderstwo 

zupełnie niewinnego człowieka.

Och, Thor! Gdyby tak nasz pełen dobroci, cudowny świat baśni istniał naprawdę! 

Gdybyśmy mogli się tam schronić, tylko ty i ja!

9

background image

ROZDZIAŁ V

Inspektor policji z uwagą obserwował, jak przyjmę wyrok na Thora wydany przez 

ofiarę w godzinie śmierci

- Nie! - jęknęłam. - To kłamstwo, jestem tego pewna! Dora nie powiedziała prawdy!

- Skąd może pani to wiedzieć? - zapytał inspektor i oparłszy łokcie na stole, pochylił 

się w moją stronę. Na jego twarzy malowało się napięcie.

Powtórzyłam   podsłuchaną   opowieść  Thora   o   nocnych   odwiedzinach   Dory  w   jego 

pokoju. Teraz nie miałam już wyboru: musiałam wszystko postawić na jedną kartę, żeby 

ratować przyjaciela z dzieciństwa.

- Jeśli więc pan sądzi, że po takiej odprawie Dora dobrowolnie poszłaby z Thorem do 

lasu, to jest pan w wielkim błędzie - dodałam na zakończenie. - Ten wyrok na łożu śmierci 

jest zemstą śmiertelnie urażonej kobiety!

- Zemsta? - zamyślił się policjant. - Może ma pani rację.

Miałam ochotę podskoczyć i z całej siły uściskać go za te słowa.

- Szczerze mówiąc - ciągnął inspektor - od początku nie dawaliśmy wiary tej teorii o 

gwałcie.   Ubranie   było   wprawdzie   podarte,   ale   jakoś   nienaturalnie,   jakby   ktoś   próbował 

upozorować szarpaninę już po fakcie. To ciekawe, co pani mówi, i brzmi dość wiarygodnie. 

Może zmarła poprosiła kogoś z obecnych o rozmowę po skończonym przyjęciu, a kiedy 

wyjawiła sensację, którą trzymała w zanadrzu, ów ktoś postanowił się jej pozbyć.

- A może - myślałam na głos - może zdążyła już w czasie przyjęcia porozmawiać z tą 

osobą, bo przecież żaden człowiek nie chodzi na co dzień uzbrojony w nóż.

- Racja! O tym samym pomyślałem. Najprawdopodobniej do rozmowy doszło podczas 

kolacji. Morderca i ofiara umówili się, że spotkają się w lesie. Winowajcy trafił się kozioł 

ofiarny w osobie Thora i na niego skierował podejrzenia.

Inspektor zamyślił się i po chwili dodał:

- Wolałbym, żeby Thor zniknął na parę dni.

- Pan go lubi! - zawołałam spontanicznie, czując, jak rozsadza mnie uczucie radości.

- No, no! - uśmiechnął się. - Nawet jeżeli, to głównie za pani sprawą. Ale mówiąc 

poważnie, większość zarzutów, jakie mu stawialiśmy, nie potwierdziła się podczas śledztwa. 

Natomiast   co   do   pani,   mogę   zdradzić,   że   jest   pani   wykluczona   z   grona   podejrzanych. 

Dlaczego?   Niech   to   pozostanie   słodką   tajemnicą   naszych   służb.   Proszę   zabrać  Thora   do 

Valdres. W razie potrzeby skontaktujemy się z wami. Adres znamy. Szerokiej drogi!

Podziękowałam mu gorąco za zaufanie i razem wyszliśmy do salonu.

0

background image

Byłam taka szczęśliwa, jakbym otrzymała w prezencie całe królestwo.

Przyjemnie jechało się samochodem, gdy obok siedział Thor. Nareszcie zostaliśmy 

tylko we dwoje. Zapytałam, jak mu się żyło na wsi, a on chętnie opowiadał. Z jego słów 

wywnioskowałam, że nie było mu tam źle, chociaż czuł się nieco osamotniony. Najbardziej 

lubił   przebywać   wśród   zwierząt,   pomyślałam   więc,   że   polubi   nasze   gospodarstwo.   Z 

niewiadomego powodu bardzo mi na tym zależało. Pragnęłam, żeby zadomowił się w Valdres 

i żeby został... na stałe.

Kiedy jechaliśmy przez dolinę Begnadalen, wydarzyło się coś, co wprawiło mnie w 

najwyższe zdumienie i wywołało niepokój. Thor obrócił się, żeby się czemuś przyjrzeć, i 

nieopatrznie   oparł   dłoń   na   moim   udzie.   Jego   dotyk   zelektryzował   moje   ciało.   Byłam 

zaszokowana swą reakcją, gdyż nigdy dotąd nie doznałam czegoś podobnego. Wstrzymałam 

oddech. Thor na szczęście niczego nie zauważył, tak mi się przynajmniej wydawało, a po 

chwili znów usadowił się wygodnie w fotelu. Co to było, na miłość boską? pytałam samą 

siebie w panice. Mam dwadzieścia trzy lata, jestem dość chłodna, żeby nie rzec, oziębła. 

Nigdy dotąd sfera erotyki nie zajmowała mych myśli, skąd więc u mnie taka gwałtowna 

reakcja zmysłów? I to wobec Thora? Nie zdziwiłabym się, gdyby moje ciało odpowiedziało w 

taki sposób na pieszczoty Ingego, wszak miał zostać moim mężem. Ale Thor, przyjaciel z 

dzieciństwa?   Westchnęłam   ciężko,   usiłując   uciszyć   rozbiegane   myśli   i   skupić   się   na 

prowadzeniu samochodu.

Właściwie   powinnam   być   wdzięczna   Thorowi,   że   rozbudził   we   mnie   uśpioną 

namiętność, próbowałam sobie tłumaczyć. Kiedy zobaczę się z Ingem, na pewno wreszcie 

zaiskrzy   między   nami,   a   nasze   życie   intymne   nabierze   blasku   i   wzbogaci   się   o   nowe 

doznania. Tak, ta perspektywa napełniła mnie radością.

Oby tylko Thor nie zorientował się, jak działa na mnie jego bliskość. Zresztą nie 

dopuszczę, by się to powtórzyło. Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi.

Przypomniałam   sobie   epizod,   który   miał   miejsce   rankiem.   Zadzwoniła   do   mnie 

przyjaciółka i zasypała gratulacjami.

- A z jakiej to okazji? - spytałam zdezorientowana, na co ona odrzekła, że właśnie ma 

przed sobą poranną gazetę.

- Ach, tak - odparłam wymijająco, bo nadal nie bardzo wiedziałam, o co jej chodzi.

Byłam zaspana i sądziłam, że z tego powodu nic nie kojarzę. Odłożywszy słuchawkę, 

natychmiast   sięgnęłam   po   lokalny   dziennik.   W   rubryce   „Zaręczeni”   zauważyłam   swoje 

nazwisko i nazwisko Ingego.

1

background image

Natychmiast zatelefonowałam do Ingego, żeby mu oświadczyć, co o tym sądzę. Nie 

mógł zrozumieć mojego wzburzenia. Przyznał, że może rzeczywiście trochę się pośpieszył, 

ale   wyjaśnił,   że   znalazł   się   w   redakcji   przypadkowo.   Niechcący   wspomniał   znajomemu 

dziennikarzowi, że zamierzamy się pobrać, a ten stwierdził, że koniecznie należy umieścić 

krótką informację w rubryce zawiadamiającej o zaręczynach. Wszystko wydarzyło się tak 

nagle, że nie zdążył zaprotestować. Czy uważam, że popełnił błąd?

Odpowiedziałam, że nie chodzi mi o to, czy był to błąd, czy też nie. Uważam jedynie, 

że   powinnam   wiedzieć   o   tego   typu   przedsięwzięciu,   żeby   nie   świecić   oczami   jak   jakaś 

idiotka. Bynajmniej nie zdołał mnie udobruchać i w kiepskim humorze odłożyłam słuchawkę.

Nie wiem właściwie, dlaczego tak mnie zdenerwowała ta historia. Chyba dlatego, że 

poniekąd zostałam pozbawiona prawa współdecydowania. Uświadomiłam sobie, że w ciągu 

ostatnich   tygodni   stałam   się   osobą   bardzo   samodzielną.   Chyba   będę   musiała   się   trochę 

zmienić, pomyślałam, bo, jak zdążyłam się zorientować, Inge preferuje patriarchalny model 

rodziny.

Z  zamyślenia wyrwał mnie Thor, wzdychający z zachwytu  nad pięknem skalnych 

form,   które   zawsze   przywodziły   mi   na   myśl   zadumanego   nad   starością   trolla   z   obrazu 

norweskiego neoromantyka Theodora Kittelsena.

Na miejsce dojechaliśmy w porze obiadu. Thor w podniosłym nastroju wszedł pod 

górę ścieżką prowadzącą do zabudowań gospodarskich, a potem odwrócił się i skierował 

wzrok ku dolinie, lśniącym wodom fiordu i zagrodom położonym po przeciwnej stronie.

- Pięknie tu - wyszeptał wzruszony.

- Kocham to miejsce - odpowiedziałam cicho. - Tylko tutaj czuję się naprawdę u 

siebie.   Nikogo   nie   dziwi   moje   imię,   nikt   nie   żąda,   bym   była   doskonała,   zmysłowa   i 

nieskazitelnie piękna o każdej porze dnia i nocy. Mogę być po prostu sobą! Mieszkają tu 

porządni ludzie, zresztą sam się przekonasz. Mam nadzieję, że będzie ci tu dobrze, Thor.

- Już mi dobrze - zapewnił i posłał mi promienny uśmiech, a potem podszedł bliżej. - 

Dziękuję ci, Taran, że mnie tutaj przywiozłaś!

Uśmiechnęłam   się   ciepło   i   zamrugałam   powiekami,   nie   pozwalając   wymknąć   się 

zdradzieckiej łzie.

Dopiero na miejscu uzmysłowiłam sobie, że w ferworze zdarzeń nie pomyślałam o 

tym, że nasz dotychczasowy dzierżawca wyjedzie dopiero następnego dnia. A to znaczyło, że 

będę   musiała   przenocować   z   Thorem   w   starej   chacie,   która   odtąd   stanowić   miała   jego 

własność. Chodzi raptem o jedną noc, pocieszałam się w duchu.

2

background image

Wypakowaliśmy póki co tylko najpotrzebniejsze rzeczy - pościel i walizki z ubraniami 

-   i   przenieśliśmy   je   do   dziewiętnastowiecznej   chaty   zbudowanej   z   grubych   bali.   Mimo 

szacownego   wieku   ciągle   nadawała   się   do   zamieszkania.   Właściwie   zawsze   wolałam 

przebywać w niej aniżeli w nowym piętrowym domu zbudowanym przez ojca. Panowała tu 

specyficzna   atmosfera.   Drzwi   zdobiły   malowane   róże,   a   w   kuchni   królował   ogromnych 

rozmiarów kamienny piec. Ale ta chata była znacznie mniejsza od nowego domu. Miała jedną 

izbę i niewielki alkierz obok kuchni.

Stąpając po podłodze zbitej z grubych desek, startych i zniszczonych, rzuciłam nie 

patrząc w stronę Thora:

-   Tę   jedną   noc   prześpimy   tutaj,   każde   w   swojej   izbie,   a   jutro   przeniosę   się   do 

piętrowego domu.

Przez  niewielkie  okienka z  małymi  szybkami wdarło się  światło, kładąc się jasną 

smugą na deskach podłogi.

- Cóż to za dom - uśmiechnął się zachwycony Thor. - Czy tu straszy?

- Nie, nie ma tu żadnych duchów, jeśli już, to przyjazne skrzaty - powiedziałam.

Cudownie było znów znaleźć się w Valdres. Poszliśmy do sklepu, który zmienił się w 

niewielki supersam, choć właścicielem pozostał sympatyczny grubas, który od lat dbał o 

zaopatrzenie okolicznych mieszkańców w niezbędne artykuły. Poznał mnie od razu. Zresztą 

nie było to takie dziwne, wszak spędzałam tu niemal każde lato.

Przedstawiłam   Thora   i   opowiedziałam,   że   mamy   zamiar   razem   poprowadzić 

gospodarstwo. Oprócz nas było w sklepie jeszcze kilka osób. Wszyscy uznali, że to wspaniały 

pomysł, i po chwili rozgadaliśmy się na dobre, bo każdy pragnął wtrącić swoje trzy grosze. 

Spędziliśmy   tam   prawie   godzinę,   ale   naprawdę   było   bardzo   miło.   Od   pierwszej   chwili 

mieszkańcy wioski przyjęli Thora jak swojego. Sąsiad zapytał nawet, czy nie przyszlibyśmy 

następnego   dnia   pomóc   mu   w   wykopkach.   Obiecał   w   ramach   rewanżu   pomóc   nam   w 

następnym   tygodniu.   Pośpiesznie   wymieniliśmy   z  Thorem   spojrzenia,   a   widząc   w   mych 

oczach akceptację, pokiwał głową z zapałem. Popatrzyłam na niego z boku. Cudowne, pełne 

ufności   oczy  lśniły  i   spoglądały  na   mnie   ciepło.   Zrozumiałam,   że   jest   mi   nieskończenie 

wdzięczny za to, że znalazł się wśród tych serdecznych ludzi, a także za to, że znowu będzie 

mógł się zająć tym, co najbardziej lubi: pracą na roli i doglądaniem zwierząt.

Wracaliśmy do domu z plastikowymi workami, które wrzynały nam się w dłonie pod 

ciężarem jedzenia, środków czystości i innych zakupów.

- Miło z jego strony, że chce nam pomóc przy ziemniakach - powiedziałam. - A tak się 

3

background image

już martwiłam, bo trzeba je niebawem zebrać z pola, a my nie mamy traktora.

- Za dużo się martwisz - rzekł cicho Thor. - Zobaczysz, że nam wszystko dobrze 

pójdzie.

-   Na   pewno   -   przyznałam   zgodnie.   -   Jesteś   przecież   obeznany   z   pracą   w 

gospodarstwie. Niestety, ja już pewnie nie zdążę zebrać z pola naszych ziemniaków, bo gdy 

nadejdzie ten czas, będę już w mieście.

Posmutniałam, bo najchętniej pozostałabym tutaj, i to razem z Thorem!

- Nie chcę, żebyś stąd wyjechała, Taran - wydobył z siebie i widać było, że w jednej 

chwili pożałował swoich słów. Dodał więc tonem usprawiedliwienia: - Nie mam prawa tak 

mówić. Zaręczyłaś się wszak z przystojnym mężczyzną z miasta, więc jest rzeczą oczywistą, 

że musisz do niego wrócić. Wiem dobrze, że jestem niewiele wart, powtarzano mi to często, 

czym miałbym cię więc zatrzymać? - dodał z goryczą, siląc się na ironiczny śmiech, który 

zabrzmiał dosyć żałośnie.

Zrobiło mi się go żal, ale nie miałam pojęcia, co mam mu powiedzieć. Szliśmy przez 

chwilę w milczeniu.

- Ja także nie mam ochoty stąd wyjeżdżać, Thor - wyznałam w końcu cicho. - Ale w 

życiu każdego człowieka przychodzi pora na dokonanie wyboru. Ja właśnie to uczyniłam. 

Wiem, że z Ingem będzie mi dobrze. Znamy się od lat, wiemy o sobie wszystko.

- Kochasz go?

Przytaknęłam, choć pytanie rzucone znienacka kompletnie zbiło mnie z tropu, gdzieś 

w głębi mojej duszy zasiewając ziarenko niepokoju. Czy kocham Ingego? Chyba powinnam, 

skoro zamierzam wyjść za niego za mąż!

Dzierżawca wyjaśnił nam, że stado owiec pasie się wysoko w górach w pobliżu letniej 

zagrody   należącej   do   naszego   gospodarstwa,   i   wyraził   nadzieję,   że   znajdziemy   je   bez 

większego trudu. Poza tym przekazał nam wiele cennych uwag na temat gospodarstwa i prac 

polowych, a my raz po raz zapewnialiśmy, że wszystko się dobrze ułoży.

Gdy usiedliśmy do kolacji, Thor oznajmił:

- Wiesz, Taran, powinniśmy mieć traktor. Bardzo by nam ułatwił pracę.

- W takim razie kupimy! - odpowiedziałam lekko i w tej samej chwili uświadomiłam 

sobie, że się nieco pośpieszyłam z decyzją. Ale cóż, słowo się rzekło, za późno na żale. Thor 

uśmiechnął się do mnie szeroko, a ja mu posłałam równie ciepły uśmiech. Nadal łączyła nas 

swoista więź i nie potrzebowaliśmy słów, by się zrozumieć.

Mimo   że   do   chaty   była   doprowadzona   elektryczność,   zapaliliśmy   lampę   naftową 

zawieszoną nad stołem. Takie światło stwarzało w pomieszczeniu o wiele przyjemniejszy 

4

background image

nastrój. Spojrzałam przez okno, w nowym domu nie świeciło się już, dzierżawca pewnie się 

położył   wcześniej,   bo   nazajutrz   czekał   go   ciężki   dzień   w   związku   z   przeprowadzką. 

Westchnęłam zadowolona, dobrze się czułam w towarzystwie Thora. Nareszcie trochę się 

odprężę i odpocznę, pomyślałam z radością.

- Taran... - odezwał się nagle, ale zaraz umilkł.

Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem. Moje imię w jego ustach brzmiało jak 

pieszczota.

- E nic takiego - mruknął. - Może najlepiej będzie, jak się już położymy. Jutro czekają 

nas wykopki.

Pocałował mnie leciutko w policzek i poszedł do alkierza.

Całe szczęście, że Inge nie wie, gdzie przebywa jego przyszła żona, pomyślałam i 

ułożyłam się w krótkim łóżku przytwierdzonym na stałe do ściany w dużej izbie. Słyszałam, 

jak w sąsiednim pomieszczeniu Thor przewraca się z boku na bok w szerokim łożu.

Właściwie bezwiednie, jakby pod wpływem nastroju starej chaty tonącej w półmroku, 

zaczęłam snuć cicho opowieść o huldrach i trollach. Zachciało mi się śmiać z samej siebie.

Nagle obok mego łóżka stanął Thor i uśmiechając się, rzekł tonem usprawiedliwienia:

- Już tak dawno nie słyszałem, jak opowiadasz baśni. Ale jeśli chcesz, wrócę do siebie.

Co miałam robić? Właściwie to chciałam, żeby został, i równocześnie wzbraniałam się 

przed tym. Nie zdążyłam jednak podjąć decyzji, bo oto coś łupnęło z całej siły w ścianę. 

Przeraziłam się, ale Thor uścisnął mi uspokajająco dłoń.

- Chodźmy sprawdzić, co to było.

Chwycił mnie za rękę i cicho wyszliśmy na ganek. Pośpiesznie zarzuciłam cienką 

pelerynę   na   koszulę   nocną.   Czając   się,   okrążyliśmy   chatę.   W   ciemności   ledwie 

rozróżnialiśmy   zarysy   wzgórz   po   drugiej   stronie   doliny,   a   zapalone   na   zewnątrz   lampy 

błyszczały w oddali jak maleńkie przyjazne świetliki w ten jesienny wieczór.

Rozwiązanie zagadki nie było trudne. Okazało się, że to byczek z sąsiedniej zagrody 

przedostał się przez ogrodzenie i uderzył rogami w ścianę chaty. Trochę się przestraszyłam, 

bo wyglądał okazale.

- Musimy go stąd przepędzić - powiedziałam, usiłując ukryć drżenie głosu.

- Pozwól, że to załatwię - oświadczył Thor spokojnie, co przyjęłam z wdzięcznością.

Podszedł do zwierzęcia i przemawiając doń łagodnie, pogłaskał je i wyprowadził z 

naszego ogrodu. Wzbudził mój szczery podziw. Przez ułamek sekundy złapałam się na tym, 

że   zapragnęłam   być   zbłąkanym   zwierzęciem,   którym   zaopiekuje   się   Thor.   Miał   takie 

delikatne dłonie. Aż dziw, że silne dłonie robotnika mogą być tak uważne i czułe.

5

background image

- Idziemy do chaty! - zaproponował, gdy wrócił. - Jeszcze zmarzną ci stopy.

Na ganku poszukałam w ciemności klucza, żeby zamknąć drzwi. Thor, pragnąc mi 

pomóc, położył swą rękę na mojej.

- No, nareszcie - powiedziałam uporawszy się z zamkiem. - Teraz nikt się tu nie 

dostanie.

Nie  zabrał  swojej  dłoni,  tylko przesunął  ją  ku memu ramieniu,  szepcząc drżącym 

głosem:

- Jaką masz aksamitną skórę!

Serce waliło mi tak mocno, że na pewno je słyszał. Wypełniło mnie jakieś osobliwe 

uczucie, niezwykle intensywne. Było dla mnie czymś całkiem nowym, nieznanym, podobnie 

jak moja reakcja na dotyk jego dłoni w samochodzie. Poraziło mnie do tego stopnia, że przez 

długą chwilę nie byłam w stanie się poruszyć. Thor tymczasem gładził delikatnie moją twarz, 

szyję i kark.

Odwróciłam się do ściany, słyszałam jego drżący stłumiony oddech, po plecach sunęła 

jego dłoń, zataczając kręgi. Była taka silna, ciepła, taka czuła.

Boże drogi, pomyślałam w popłochu. Pomóż mi! Nie pojmuję, co się ze mną dzieje. 

Inge   pieścił   tyle   razy   moje   ciało,   ale   nigdy   nie   reagowałam   w   taki   sposób.   Każdy 

najdrobniejszy nerw w mym ciele ożył. Muszę się wyrwać, muszę położyć temu kres! Teraz!

Ale nie byłam w stanie.

- Taran - szeptał Thor ochrypłym głosem, który nie przestawał drżeć. - Co się z nami 

dzieje?

Jego dłoń zbliżała się do mych piersi.

- Nic takiego! - zawołałam w panice i wyrwałam się z jego objęć.

Sama nie wiem, skąd wzięłam siły, w każdym razie w jednej chwili znalazłam się w 

swoim łóżku.

- Och, Taran - wymamrotał Thor żałośnie. - Tak mi przykro...

- Nic nie mów! - krzyknęłam.

Boże, na dodatek wydzieram się jak wariatka, skarciłam samą siebie, i ogromnym 

wysiłkiem woli zmusiłam się, by ściszyć głos:

- Dobranoc, Thor! Idź już i się połóż!

- Dobranoc - wyszeptał niemal bezgłośnie i poszedł do alkierza.

Zatrzeszczało łóżko.

- Chcesz się zamknąć, Taran? - spytał.

Uznałam,   że   to   dobry   pomysł,   wstałam   więc   i   przekręciłam   klucz   w   drzwiach 

6

background image

oddzielających oba pomieszczenia.

Długo nie mogłam się uspokoić. Dygotałam roztrzęsiona, czułam żar i pulsowanie w 

każdym centymetrze swego ciała.

- Taran! Bardzo jesteś na mnie zła? - dobiegł mnie znów głos Thora. Biedak, był taki 

nieszczęśliwy.

Już nieco spokojniejsza odpowiedziałam:

-   Nie,   w   każdym   razie   nie   bardziej   niż   na   samą   siebie.   Dobrze,   że   w   przyszłym 

tygodniu wyjeżdżam.

- Może i tak - usłyszałam.

- A jutro przeniosę się do nowego domu - dodałam bardziej po to, by uspokoić samą 

siebie.

- Taran - odezwał się znów po chwili. - Muszę ci wyznać tylko jedno: zazdroszczę 

Ingemu.

Nic nie odpowiedziałam, bo i cóż można było rzec. On także zamilkł. Zrobiło mi się 

go żal, ale przecież musiałam położyć kres temu, co zaszło między nami. Spadło na mnie 

znienacka i na pewno jego także zaskoczyło.

Wiedziałam, że w czasie trwania naszej znajomości Inge nieraz romansował z innymi 

kobietami. Nigdy jednak nie czyniłam mu z tego powodu wyrzutów, wszak nie wiązała nas 

żadna umowa. On zresztą także, jestem tego pewna, nie miałby do mnie pretensji, gdybym 

spotykała się z innymi mężczyznami. Łączył nas po prostu układ przyjacielski, czułość i 

zrozumienie - na takich fundamentach zbudowaliśmy nasz związek. Ale teraz sytuacja się 

zmieniła.   Gazety   doniosły   uroczyście,   że   zamierzamy   się   pobrać.   Inge   nigdy   by   mi   nie 

wybaczył, że już pierwszego dnia z Thorem...

Skuliłam się ze wstydu.

Zupełnie wyszło mi z pamięci, że wykopki to ciężka praca. Zebrała się nas spora 

gromada pomocników. Szliśmy za maszyną, która wykopywała ziemniaki, a jeśli ktoś nie 

uwijał się wystarczająco szybko, słyszał nagle za sobą warkot podjeżdżającej do następnych 

redlin maszyny. Traktorzysta musiał wtedy czekać zniecierpliwiony, aż wszystkie ziemniaki 

zostaną zebrane do koszy, a następnie przesypane do worków.

Tempo pracy było bardzo szybkie, a pole zdawało się nie mieć końca. Thor pracował 

za dwóch, znajdował się zawsze przy mnie i pomagał za każdym razem, gdy trzeba było 

opróżnić kosz.

Kiedy wreszcie nadeszła pora śniadania, z trudem wyprostowałam kręgosłup. Przy 

7

background image

pompie   umyłam   brudne   od   piachu   ręce.   Popatrzyłam   na   swe   połamane   paznokcie   i   nie 

mogłam powstrzymać się od śmiechu. Co by powiedział Inge, gdyby mnie teraz zobaczył? 

Zapewne   nie   odezwałby   się   ani   słowem,   tylko   popatrzył   na   mnie   ze   zgrozą.   Ponownie 

uśmiechnęłam się do swych myśli.

Lubiłam dotykać ziemi i nie odczuwałam fizycznej niechęci nawet wtedy, gdy piasek 

dostawał mi się za paznokcie.

Jeden rzut oka wystarczył, by stwierdzić, że Thor jest w swoim żywiole. Pracował z 

takim zapałem, że zaimponował wszystkim. W czasie śniadania przysiadł się do mnie i pełen 

troski dopytywał, jak się czuję. Dobrze było się trochę pożalić komuś na bolący kręgosłup i 

bóle mięśni w udach.

- Jesteś dzielna - pochwalił mnie. - Wiem, że wytrzymasz, bo nie należysz do tych, 

którzy się łatwo poddają.

O, co to, to nie! Ani mi w głowie było dawać za wygraną, mimo że marzyła mi się 

ciepła   kąpiel   i   miękkie   łóżko.   To   była   sprawa   honoru,   muszę   pokazać   wszystkim,   że 

wytrzymam.

Pozostali   pomocnicy   byli   znacznie   starsi   od   nas.   Sympatyczni   i   przyjaźni,   sypali 

dowcipami i śmiali się wesoło przy pracy. Zerkali raz po raz, jak radzi sobie dziewczyna z 

miasta, i zdaje się, że im trochę zaimponowałam, mimo że nazbierałam raptem połowę tego, 

co oni i Thor.

O   zmierzchu   ledwo   dowlokłam   się   do   domu.   Byłam   śmiertelnie   zmęczona,   ale 

rozpierała mnie duma z samej siebie. Usłyszałam od wszystkich pochwały za wytrwałość, co 

sprawiło mi wiele radości. Najważniejsze jednak, że zyskaliśmy tego dnia wielu przyjaciół. 

Cieszyłam się głównie ze względu na Thora, który przecież miał tu zostać i potrzebował 

wsparcia.

- Naprawdę jesteś dzielna - chwalił mnie Thor, kiedy dotarliśmy do naszej zagrody. - 

Jestem z ciebie dumny!

Uśmiechnęłam   się   do   niego   z   wdzięcznością   i   skierowałam   się   do   domu,   który 

rankiem   opuścił   dzierżawca.   Thor   miał   pozostać   w   chacie.   Uznałam,   że   tak   będzie 

bezpieczniej.

Wiele razy w ciągu dnia czułam na sobie jego wzrok, na przemian zdziwiony i pełen 

zachwytu. Do tej pory byliśmy tylko parą przyjaciół, ale poprzedniego wieczoru odkryliśmy 

się na nowo jako dorośli ludzie - mężczyzna i kobieta. Nie da się cofnąć czasu, choć wiele 

oddalibyśmy za to, by wrócić do naszego zaczarowanego świata baśni.

Bałam się wprost myśleć o tym, ale musiałam przyznać szczerze sama przed sobą, że i 

8

background image

ja spoglądałam ukradkiem na Thora, aby się upewnić, czy na mnie patrzy, a gdy pochwyciłam 

jego spojrzenie, ogarniała mnie podniecająca radość. Drżącymi rękami wybierałam ziemniaki. 

Drążył mnie niepokój, nie pojmowałam zupełnie, co się ze mną działo. Przecież niebawem 

miałam poślubić Ingego. Thor był moim dobrym przyjacielem i chciałam, żeby tak pozostało. 

Do   tamtych   spraw   miałam   Ingego.   Pani   Taran   Asp   -   brzmi   nieźle!   Westchnęłam 

niezadowolona z siebie i weszłam do nowego domu, a Thor skręcił do chaty.

Zabrałam się do obiadu. Byłam strasznie głodna i domyślałam się, że Thor także. 

Wyjęłam parówki i wrzuciłam je na patelnię, potem wypłukałam i wstawiłam ziemniaki. Nie 

miałam siły przyrządzać wykwintnych dań, trudno. Najważniejsze, żeby cokolwiek przekąsić.

Odstawiłam patelnię i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Namydliłam się obficie, bo 

wydawało mi się, że dosłownie wszędzie mam piasek. Uff, za gorąca woda! Odkręciłam 

więcej zimnej, cudownie!

Przymknęłam   oczy,   pozwalając   strugom   wody   obmywać   mi   twarz.   Starałam   się 

przywołać   w   pamięci   obraz   mego   przyszłego   męża,   tymczasem   ciągle   widziałam   przed 

oczami ogorzałą, mokrą od potu twarz Thora.

Odświeżona   i   przebrana   wyszłam   na   próg,   żeby   go   zawołać,   ale   zobaczyłam,   że 

właśnie nadchodzi. Przystojny, wysoki, z nagim torsem szedł sprężystym krokiem, a uśmiech, 

jaki mi posłał, sprawił, że przeniknął mnie dreszcz.

9

background image

ROZDZIAŁ VI

Dobrze, że niebawem wyjeżdżam, rozmyślałam, leżąc wieczorem w łóżku. Nic tu po 

mnie.

To Thor potrzebuje tego gospodarstwa i odstąpię mu je ze szczerego serca. 

Kåre   także   powinien   zmienić   środowisko,   wyszłoby   mu   na   dobre,   gdyby 

przeprowadził się  i zamieszkał tutaj. Położyłoby to przynajmniej kres imprezom, obficie 

zakrapianym alkoholem, a niewykluczone, że i gorszym kłopotom.

Dokładnie nie orientowałam się, czym tak naprawdę zajmuje się mój braciszek, z kim 

się   spotyka,   u   kogo   bywa   i   to   mnie   najb

ardziej   niepokoiło.   Tutaj   z   Thorem   byłby 

bezpieczny. Thor świetnie sobie radzi z prowadzeniem domu, potrafi przyrządzić 

posiłki, uprać. Kåre zresztą także jest przyzwyczajony do takich obowiązków. Nie 

muszę się więc o nich martwić.

A za jakiś czas Kåre przywiezie tu swoją żonę i założy rodzinę, snułam plany na 

przyszłość. Gospodarstwo pozostanie przy nas. Nie grozi mu upadek.

Nie chciałam jednak, żeby Thor był tylko zwykłym parobkiem. Przyszło mi do głowy, 

że powinnam uczynić go współwłaścicielem gospodarstwa, chciałam, by poczuł się za nie 

odpowiedzialny.  Uważałam, że świadomość, iż pracuje  na swoim, w jego przypadku jest 

szczególnie ważna. Miałam nadzieję, że mój brat zaakceptuje ten pomysł, i postanowiłam 

porozmawiać z nim, jak tylko przyjedzie.

Przypomniały mi się dzieciaki ze Sletto, ich bezwzględność i okrucieństwo wobec 

Thora, a gdy uświadomiłam sobie, ilu upokorzeń doznał w swym życiu, zebrało mi się na 

płacz.

Pośpiesznie   odegnałam   nieprzyjemne   wspomnienia   i   skierowałam   swe   myśli   ku 

niedawnym zdarzeniom. Ale morderstwo Dory i prowadzone śledztwo wydało mi się naraz 

takie odległe, zresztą Inge i całe miasto również, jakby rodem z innej planety. A przecież tam 

było moje miejsce, tam miałam osiąść na stałe!

Uśmiechnęłam się na myśl o Ingem. Wiedziałam, że zawsze mogę na niego liczyć, na 

nim polegać. Był przystojny, zdolny i ambitny. Właściwie mógł zdobyć przychylność każdej 

dziewczyny, a tymczasem, o dziwo, wybrał mnie. A kim ja właściwie jestem? Co z tego, że 

miałam skrystalizowane plany zawodowe, skoro okoliczności zmusiły mnie do porzucenia 

kursów medycznych! Przejęłam zarządzanie fabryką, z czym sobie wcale nie radziłam. Po 

prostu to zadanie mnie przerastało. No cóż, nie byłam typem człowieka sukcesu. Inge uważał, 

że powinnam pozostać w fabryce, ale mnie taka perspektywa napawała głęboką niechęcią. 

0

background image

Może lepiej by było zatrudnić kogoś, kto gwarantowałby utrzymanie produkcji, a samej nie 

rezygnować ze zdobycia zawodu fizykoterapeutki? Zawsze wydawało mi się, że to niezwykle 

ciekawa i potrzebna ludziom profesja.

Zadzwonił telefon. Popatrzyłam na zegarek i zdziwiłam się, że jest dopiero wpół do 

dziesiątej. Czyżbym się położyła do łóżka o tak wczesnej porze?

Usłyszałam głos Ingego.

- No, jak wam idzie? - zapytał z lekką drwiną.

- Nie czuję kręgosłupa! - jęknęłam.

Rzeczywiście, z trudem się podniosłam.

- Cały dzień zbieraliśmy ziemniaki na polu!

- Zbierałaś ziemniaki? Ty?  - spytał z niedowierzaniem. - Posłuchaj, Taran, czy ty 

trochę nie przesadzasz? Chyba nie musisz się zajmować taką pracą?

- Ale było bardzo fajnie. Thor mi przez cały czas pomagał.

Inge zamilkł na moment, po czym rzekł:

-   Wiesz,   zamierzam   wpaść   do   was   w   weekend.   Przyjadę   tylko   na   sobotę,   bo   w 

niedzielę mam spotkanie z klientem. Pasuje?

- O, świetnie! - ucieszyłam się. - Ale czy naprawdę nie mógłbyś pobyć trochę dłużej? 

Wiesz, teraz jest tu tak pięknie, drzewa zaczynają się złocić i...

- Niestety, nie tym razem - odpowiedział zdecydowanym tonem, więc poniechałam 

dalszych prób, by go przekonać. - I najlepiej będzie, jeśli zabierzesz się razem ze mną do 

miasta - dodał.

- Co? Tak szybko? - z trudem kryłam rozczarowanie. - Zamierzałam pobyć w Valdres 

przez kilka dni Muszę jeszcze pozałatwiać parę spraw.

- W fabryce też jesteś potrzebna - odparł ostro.

- Wiem - mruknęłam potulnie. - Ten podatek wisi nade mną jak miecz Damoklesa. 

Zastanawiam się, czy nie mogłabym już teraz sprzedać domu? Niebawem się pobierzemy, a 

wtedy i tak przeniosę się do ciebie. Chyba nie potrzebujemy dwóch domów?

- Ten budynek zyskuje na wartości - odpowiedział tonem biznesmena. - Im później go 

sprzedamy, tym wyższą uzyskamy cenę. Zresztą przyszło mi do głowy, że moglibyśmy w nim 

zamieszkać,   a   sprzedać   mój.   Mieszkanie   na   wyspie   jest   mało   praktyczne.   Ale   o   tym 

porozmawiamy, gdy się zobaczymy. Nie działaj pochopnie, kochanie!

Mielibyśmy   zamieszkać   w   tym   starym   smutnym   domu?   Czy   nigdy   się   go   nie 

pozbędę? Co mi przyjdzie z tego, że Inge sprzeda swój?

- No to pa! Do zobaczenia w sobotę - zakończyłam zgaszona.

1

background image

Następnego ranka przy śniadaniu powiedziałam Thorowi, że Inge planuje przyjazd.

- Pewnie zatrzyma się w twoim domu?

Popatrzył na mnie jakoś dziwnie. Zdawało mi się przez moment, że na dnie jego 

błękitnych oczu czai się zazdrość.

- Nie, nie zostanie na noc, tego samego dnia wraca do miasta - odparłam, a on na te 

słowa wyraźnie się odprężył.

Jedliśmy w milczeniu, ale w końcu cisza zaczęła mi ciążyć.

- Powiedz, jak się czujesz w nowym miejscu? Podoba ci się tutaj? - zapytałam.

- O, tak! - odpowiedział zachwycony. - Znacznie bardziej niż w zatłoczonym mieście.

-   Wiesz,   to   niesamowity   zbieg   okoliczności,   że   się   spotkaliśmy   po   tylu   latach   - 

rzekłam, kończąc kanapkę.

- Rzeczywiście - odparł z ociąganiem. - Przyjechałem do miasta w poszukiwaniu ojca. 

Ale niestety, nie spotkałem go, pewnie się przeprowadził.

- Ojciec? - zdumiałam się, bo jakoś nigdy nie pomyślałam, że taka osoba istnieje.

- Tak, mama powiedziała mi, że on tu mieszka. Dała list stanowiący dowód, że jestem 

jego synem. Pokazałem papier w urzędzie, ale dowiedziałem się, że ktoś taki nie mieszka na 

terenie miasta. Może umarł?

- Jak się nazywał? - zapytałam zaciekawiona.

- Nie wiem - odparł krótko. - Mama nigdy nie wymieniła jego nazwiska, a ja nie 

umiałem odczytać podpisu.

Rzeczywiście, przecież nie potrafił czytać.

- Mogę zobaczyć tę kartkę? Może mogłabym ci jakoś pomóc.

- Mam ten list w teczce - odpowiedział. - Zaraz przyniosę.

- Pokażesz mi później - powstrzymałam go. - Zjedz spokojnie.

Thor usiadł więc i spokojnie dokończyliśmy śniadanie.

Tego dnia postanowiliśmy wybrać się do Fagernes i kupić traktor, a przy okazji, jako 

że był pią

tek, zgodnie z umową mieliśmy odebrać ze stacji Kårego.

Zdecydowaliśmy się na traktor w kolorze niebieskim.

- Potrzebujemy jeszcze przyczepy - zdecydowałam, a kiedy Thor popatrzył na mnie 

zdziwiony, wyjaśniłam, że jakoś musimy przetransportować owce do zagrody.

Wypisałam   czek   i   tak   traktor   stał   się   naszą   własnością.  Thor   wszedł   do   kabiny  i 

uruchomił silnik, a potem wolno ruszył za moim samochodem w stronę stacji. Nie miałam 

pojęcia,   jakie   są   wymagania   wobec   traktorzystów   i   czy   Thor   ma   jakieś   uprawnienia. 

Zapewnił, że potrafi dobrze prowadzić traktor, a ja mu zaufałam. Zresztą, czy miałam jakiś 

2

background image

wybór?

Do   przyjazdu   pociągu   zostało   jeszcze   trochę   czasu,   weszliśmy   więc   na   kawę   do 

kolejowej restauracji urządzonej z wyszukanym smakiem. Raz po raz zerkałam na Thora, 

właściwie   moje   oczy  same  kierowały  się   w   jego   stronę.   Zauważyłam,   że   i   on  z   trudem 

powstrzymuje się, by na mnie nie patrzeć.

Był naprawdę przystojny, chociaż trochę cichy i nieśmiały, ale trudno się spodziewać 

pewności siebie u kogoś, kogo nieustannie wyszydzano. Najbardziej fascynowały mnie jego 

oczy, takie niewinne jak u dziecka, kontrastujące z sylwetką promieniującą siłą i męskością.

- Naprawdę ładny ten traktor - powiedział, przerywając moje rozmyślania.

Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową.

-   Teraz   możemy   prowadzić   gospodarstwo   na   poziomie!   -   ciągnął   dalej   w 

optymistycznym tonie.

- Jeśli ty nami odpowiednio pokierujesz, to na pewno sobie poradzimy - zapewniłam.

- Chciałbym, żebyśmy wszystko robili wspólnie - rzekł z zapałem, patrząc na mnie 

tymi swoimi niezwykłymi  oczyma. - Nie sądzisz, Taran, że byłoby wspaniale? Wiem, że 

lubisz to miejsce i dobrze się tu czujesz, więc dlaczego nie? Dokupilibyśmy trochę inwentarza 

i... No, tak - przerwał nagle swe marzenia... - Ale fabryka, no i Inge!

Przez   krótką   chwilę   marzyłam   razem   z   nim,   nęciła   mnie   taka   perspektywa,   bo 

wiedziałam, że w Valdres na pewno byłabym szczęśliwa. Ale przecież obiecałam wyjść za 

Ingego, a nie należałam do ludzi, którzy rzucają słowa na wiatr. Poza tym chciałam poślubić 

Ingego!

- A wiesz, prawda - rzekł nagle Thor. - Nie znalazłem tej koperty z listem, który dała 

mi mama. Pewnie została w szopie w lesie. Czy mogłabyś mi ją przywieźć? A nuż mi się 

jeszcze kiedyś przyda?

- Oczywiście, pojadę do chaty drwali zaraz po powrocie do miasta - zapewniłam.

Nadjechał pociąg i Kåre cały w skowronkach przywitał się z nami. Był taki 

uszczęśliwiony,   że   zapomniał   o   zmęczeniu.   Traktor   bardzo   mu   się   podobał   i 

pochwalił nasz zakup.

W wesołym nastroju ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Thor wszedł do kabiny i 

położył ręce na kierownicy. Był zupełnie spokojny, uznałam więc, że nie zapytam go o prawo 

jazdy.

Kåre   usiadł   w   samochodzie   na   tylnym   siedzeniu   i   z   największą   uwagą 

obserwował poczynania Thora, który, jak się okazało, naprawdę dobrze prowadził! 

Bez żadnych problemów, bezpiecznie dotarliśmy na miejsce.

3

background image

Nasz traktor!

- Chyba nigdy dotąd nie odczuwałam takiej radości, rozpiera mnie duma właścicielki - 

powiedziałam,  oglądając  nowy nabytek   ze  wszystkich   stron.  - To  nasza   pierwsza  własna 

inwestycja!

-

 Czuję to samo! - zgodził się ze mną Kåre.

Z   radością   odkryłam,   że   odrodziła   się   między   nami   prawdziwa   więź.   Dawno   nie 

odczuwałam takiej wspólnoty z młodszym bratem jak w tej krótkiej chwili.

Długo   siedzieliśmy   tego   wieczoru   i   snuliśmy   plany  związane   z   gos

podarstwem. 

Kåre powiadomił dyrektora, że w związku z przeprowadzką będzie musiał zmienić 

szkołę, a Thora zapewnił, że w miarę swych umiejętności włączy się do obowiązków 

domowych.   Postanowiliśmy,   że   póki   co   wstrzymamy   się   z   zakupem   inwentarza. 

Najpierw zorientujemy się w swych możliwościach.

Co rusz łapałam się na tym, że zbyt mocno się angażuję. Przecież nie tu jest moje 

miejsce, muszę wracać do Ingego, powtarzałam sobie w myślach, ale równocześnie ogarniał 

mnie bunt, dlaczego to Inge się nie przeprowadzi. Mogłoby być tak wspaniale! Jaka szkoda, 

że to nierealne!

Wstałam z krzesła i podeszłam do okna. Dolina leżała spowita w gęstej siwej mgle. 

Tylko wieża kościelna i niewielkie wzniesienie wystawały z mlecznej waty.

Widok   z   naszej   niewielkiej   zagrody   nieustannie   się   zmieniał.   W   zależności   od 

wpadającego   do   doliny   światła   wody   fiordu   przybierały   coraz   to   inną   barwę,   lśniąc   we 

wszystkich odcieniach błękitu, szarości i zieleni. Czasem biły w oczy oślepiającą bielą, innym 

razem zionęły czernią.

Tuż   za   naszym   gospodarstwem   wśród   wzgórz   o   łagodnych   zboczach   wznosił   się 

wysoki   szczyt.   W   którąkolwiek   spojrzeć   stronę,   wszędzie   rozciągały   się   przepiękne 

krajobrazy.   Na   północy  majaczyły   pokryte   śniegiem   wierzchołki   Jotunheimen,   potężnego 

masywu górskiego.

Nasza zagroda nigdy nie była własnością zamożnych rodów, zawsze znajdowała się w 

rękach drobnych gospodarzy. Bogate gospodarstwa leżały niżej, tuż nad brzegami fiordu. 

Natomiast zagrody wyrobników budowano na niezbyt urodzajnych, stromych zboczach, gdzie 

przepiękna panorama rekompensowała wszelkie niedogodności.

Thor i Kåre podeszli do mnie i długo staliśmy w milczeniu, chłonąc piękno 

natury. Potem każde udało się do siebie.

Następnego ranka postanowiliśmy dokonać bliższych oględzin naszego gospodarstwa. 

4

background image

Źle spałam w nocy, przewracałam się z boku na bok, rzucałam przez sen, dręczona strachem i 

niepokojem   nie   znanym   mi   wcześniej.   Nie   wiedziałam,   co   tak   naprawdę   mnie   nęka,   a 

właściwie broniłam się, by sobie tego nie uświadomić.

Pogoda dopisywała nam od początku pobytu w Va

ldres. Tego ranka znów słońce 

wyszło zza wzgórza Aurdal i przygrzewało, oślepiając nas jasnym blaskiem. Kåre 

opowiadał coś z zapałem, ja zaś zapatrzyłam się na dłonie Thora. Silne dłonie, 

przyzwyczajone   do   ciężkiej   pracy,   które   potrafiły   pieścić   z   taką   delikatnością   i 

czułością!

Zauważył   moje   spojrzenie,   a   gdy  popatrzyłam   mu   w   oczy,   moje   ciało   zapłonęło. 

Pochyliłam się nad kołem traktora i kopnęłam jakąś grudkę ziemi, żeby ukryć rozpłomienioną 

twarz. Serce waliło mi tak mocno, że z trudem panowałam nad swym oddechem. Dzisiaj 

przyjedzie Inge, powtarzałam w myślach. Cieszę się, na pewno spędzimy ze sobą cudowne 

chwile,   bo   nie   jestem   tą   samą   kobietą,   którą   byłam.   Odkryłam   w   sobie   całe   pokłady 

namiętności, na pewno sprawię mu niespodziankę!

Kåre wsiadł do kabiny  i kręcił kierownicą dla zabawy, a Thor i ja weszliśmy do 

stodoły po ukośnym trapie. Jeszcze tam nie zaglądaliśmy, a byliśmy ciekawi, jakie narzędzia 

już są, a jakie trzeba będzie dokupić.

Uff, ciągle czułam w plecach dzień spędzony w polu na zbieraniu ziemniaków. Ale 

równocześnie   rozpierała   mnie   duma,   że   podołałam   ciężkiej   pracy,   i   było   to   całkiem 

przyjemne uczucie. No cóż, życie na łonie natury nie ma samych zalet.

Thor   pchnął   ciemne   wrota   stodoły,   które,   trzeszcząc   okropnie,   otworzyły   się. 

Znaleźliśmy   się   nagle   w   mrocznym,   zaczarowanym   świecie.   Promienie   słońca   igrały, 

wpadając przez szpary między deskami Nadal drżałam na całym ciele i musiałam się mocno 

pilnować, by nie podejść do Thora, przytulić się, poczuć bijące od niego ciepło. Ten siłacz, 

nieprawdopodobnie pociągający, nawet nie zdawał sobie sprawy, jaki chaos wywołał w mej 

duszy.  A  może   jednak?   Och,   chyba   oszalałam!   Przeraziło   mnie,   że   ja   -   dotąd   chłodna   i 

rozważna - zdolna jestem do tak silnych emocji. Niechby już przyjechał Inge! Z całego serca 

pragnęłam znaleźć pociechę i ukojenie w jego ramionach. Bałam, się, że jeśli dłużej zostanę 

sama z Thorem, nie zdołam nad sobą zapanować.

W stodole było mnóstwo siana.

- Nieźle - powiedział Thor, z uznaniem kiwając głową. - Może jednak powinniśmy 

hodować kilka krów?

- Hm! Lepiej wstrzymajmy się trochę, zobaczymy, jak nam się tu wszystko rozkręci - 

ostudziłam jego zapał.

5

background image

Nagle odwrócił się i popatrzył na mnie nieodgadnionym spojrzeniem. Wstrzymałam 

oddech.

- Taran - zaczął błagalnie. - Pozwolisz?

O Boże! Zawirowało mi w oczach, był tuż przy mnie, na linii moich oczu znalazły się 

jego usta. Zdrętwiałam, omal nie ulegając panice. Nie wolno mi stracić głowy. Inge, ratuj!

- Na co mam ci pozwolić? - wyszeptałam, pragnąc zyskać na czasie.

- Skoczyć w siano.

Przez sekundę miałam wrażenie, jakbym spadła z księżyca. A potem wybuchnęłam 

dzikim, niepohamowanym śmiechem. Biedny Thor spojrzał na mnie zdumiony.

- Myślałam... A zresztą to nieważne - parsknęłam. - Skacz, ile ci się podoba!

Uśmiechnął   się   do  mnie   i  z   lekkim   wahaniem  skoczył   w   dół,  prawie   znikając   w 

miękkim sianie.

- Chodź, Taran! - huknął. - Jest fantastycznie!

Nie byłam w stanie się oprzeć, choć trochę się lękałam skoku z takiej wysokości. 

Poszybowałam w powietrzu i wylądowałam miękko tuż obok Thora, który obsypał mnie 

sianem.   Zaśmiałam   się   znów   rozbawiona.   Rzeczywiście   to   było   fantastyczne,   niemal 

jakbyśmy na powrót stali się dziećmi.

Rzuciłam   garść   suchej   trawy   w   stronę   Thora,   a   on   nie   pozostał   mi   dłużny. 

Krzyczeliśmy i śmialiśmy się jak szaleni, gdy n

agle ujrzeliśmy nad naszymi głowami 

Kårego, który popatrzył na nas z góry ze zgorszeniem.

- Chyba zwariowaliście - odezwał się z pogardą. - Zachowujecie się jak małe dzieci.

- Skacz, Kåre! - zawołałam odurzona wolnością i radością.

- Ja? Nie, aż taki dziecinny to ja nie jestem - prychnął, ale chyba jednak nam trochę 

pozazdrościł, bo zapytał po chwili: - To bardzo wysoko?

- Nie! - krzyknęłam w odpowiedzi. - Zobaczysz, jaka to frajda!

Kåre skoczył i po chwili rozgorzała prawdziwa wojna wszystkich przeciwko 

wszystkim.

W pewnej chwili zamierzyłam się z całej siły, by rzucić słomianą kulę w Thora, ale 

straciłam równowagę i wylądowałam prosto w jego ramionach. Spojrzałam mu w twarz i 

znów  poraził   mnie   błękit   jego   oczu,   promieniujące   z   nich   ciepło,  oddanie   i...   Bałam  się 

nazwać   to,   co   zobaczyłam.   Krew   pulsowała   mi   w   żyłach,   a   policzki   piekły   tak,   że 

wyobraziłam sobie, iż przybrały kolor cegły. Najchętniej rzuciłabym się mu na szyję i ukryła 

spłonioną   twarz   w   kraciastej   koszuli,   poczuła,   jak   mnie   obejmuje   i   szepcze   czułe   słowa 

wprost do ucha... Och, nie, co się znowu ze mną dzieje? Wyrwałam się i popchnęłam go tak, 

6

background image

że się przewrócił, i śmiejąc się na pół histerycznie zaczęłam zagrzebywać go w sianie.

- Taran!

Nieoczekiwany   krzyk   niczym   smagnięcie   bicza   poraził   nas   wszystkich   troje. 

Wyprostowałam się i ujrzałam na górze Ingego.

-   No   nie,  Taran!   Chyba   przesadziłaś   -   wycedził.   -   Nie   sądziłem,   że   mogłyby  cię 

wciągnąć   takie   prymitywne   chłopskie   zabawy.   Opamiętaj   się!   Jesteś   dorosłą   osobą,   a 

niebawem zostaniesz żoną adwokata! Z kim ty się w ogóle zadajesz, wstydu nie masz?

Twarz mu pobladła z tłumionej wściekłości i pogardy. W tej samej chwili wynurzył się 

z siana mój brat, który przez cały czas zajmował się drążeniem tunelu. Popatrzył na Ingego z 

niedowierzaniem.

- Co powiedziałeś? - warknął. - Odwołaj to!

- Ach, więc ty także tu jesteś - powiedział Inge, starając się odzyskać równowagę. - 

Wyjdźcie już stamtąd! Chyba nie zamierzacie strawić całego dnia na zabawie?

Wyraźnie nie zamierzał nawet słowem przeprosić za swe zachowanie.

- Wskakuj do nas! - usiłowałam rozładować napiętą atmosferę.

- Przestań się wygłupiać, Taran! - zirytował się. - Wyrwałem się tylko na kilka godzin. 

Wychodź!

W milczeniu wyszliśmy na podwórze, strząsając z ubrań i z włosów źdźbła trawy.

- Dzięki, ale może lepiej ja się już tym zajmę! - Inge zwrócił się chłodno do Thora, 

który pomagał wyjąć mi z włosów siano.

Thor i Kåre udali się więc do sklepu po zakupy, a ja zostałam z Ingem sama, z 

czego właściwie byłam bardzo rada.

Opowiedział mi, co nowego dzieje się w mieście.

-   Inspektor   prawdopodobnie   domyśla   się,   kto   jest   mordercą   -   rzekł   zamyślony.   - 

Wyznał mi, że ma już  jakąś hipotezę, ale ciągle brakuje  mu kilku elementów układanki. 

Wciąż nie ustalił motywu zbrodni. Najlepiej będzie, Taran, jeśli pozostaniesz tutaj, dopóki 

wszystko się nie wyjaśni.

- Chętnie - odpowiedziałam z ulgą. - Tu jest cudownie.

Naprawdę pragnęłam zostać, chociaż zdawałam sobie sprawę, że zaczyna mi się palić 

grunt pod stopami.

Usiadłam na tapczanie i zaczęłam się bawić włosami Ingego.

- Inge, czy nie moglibyśmy tu zamieszkać? - szepnęłam mu błagalnie do ucha.

-   Czy  ci   już   całkiem   odbiło?   -   popatrzył   na   mnie   wzburzony.   -   Chyba   powinnaś 

rozumieć,  że   nie  możemy przenieść  się   na  wieś!   Jestem  związany z   miastem,  tam  mam 

7

background image

klientów, zresztą nie sądzę, by tutejsi prawnicy uradowali się, gdyby przybył jeszcze jeden.

- Wiem - mruknęłam świadoma, że nie miałam większych szans, by zrealizować swoje 

marzenia. - Ale...

-   A   ty   masz   fabrykę   -   dodał   tym   samym   chłodnym   tonem.   -   Nie   możesz   jej 

zmarnować.

Po chwili dodał już łagodniej, gładząc mnie po policzku:

- Nie, Taran, to nie jest życie dla ciebie. Piękna, reprezentacyjna kobieta nie powinna 

tak ciężko harować. Popatrz, jakie masz paznokcie, i to zaledwie po kilku dniach. Chyba nie 

sprawia ci przyjemności taki wygląd. A włosy? Potargane, z wplątanymi źdźbłami!

Westchnęłam ciężko.

- Chcesz więc, żebym pracowała w fabryce, dzień w dzień?

- Nie, absolutnie nie - odrzekł i z większym zapałem wyjaśniał: - Zatrudnimy kogoś na 

stanowisko dyrektora. Ty czerpać będziesz zyski, a jako moja żona będziesz miała pełne ręce 

roboty, szczególnie kiedy już przyjdą na świat dzieci.

Tak   właśnie   sobie   wyobrażałam   życie   u   boku   Ingego.   Powinnam   zapomnieć   o 

wszystkich nieprzyjemnościach, tłumaczyłam sobie. Przytuliłam się do niego i wyszeptałam 

czule:

- Pocałuj mnie, Inge!

-   Słucham?   A,   tak,   oczywiście.   -   Z   obowiązku   złożył   na   mych   ustach   krótki 

pocałunek.

Nie   tego   oczekiwałam.   Byłam   teraz   silna,   wiedziałam,   że   i   we   mnie   drzemie 

intensywna namiętność. Przytuliłam się desperacko do niego i poszukałam wargami jego ust, 

nie przestając bawić się jego opadającymi na kark włosami.

Inge był rzeczywiście zaskoczony, ale dał się porwać grze. Wkładając w pocałunki 

wiele energii, pozwolił dłoniom wyruszyć  na wędrówkę swą zwykłą trasą. Inge wiedział 

dokładnie, jakie rejony ciała kobiety są szczególnie wrażliwe na pieszczoty. Poderwałam się 

gwałtownie.

- Mogą wrócić w każdej chwili - powiedziałam spięta, chociaż wiedziałam, że do 

sklepu jest szmat drogi i że minie jeszcze dużo czasu do ich powrotu.

Inge usiadł zdezorientowany, wyjął papierosa i zaciągnął się mocno.

- Wybacz, jeśli byłem zbyt gwałtowny, nie chciałem cię wystraszyć - rzekł. - Ale 

muszę wyznać, że zaskoczyłaś mnie, Taran. Nie spodziewałem się, że płonie w tobie taki żar.

Żar? Powiedział żar? Czy nie potrafił odróżnić zwykłej gry od spontanicznej reakcji? 

Przecież sprowokowałam go po to, żeby wydobył ze mnie prawdziwy ogień, który, o czym 

8

background image

już wiedziałam, pali się we mnie. Ale nie udało mi się. Inge kompletnie nic nie rozumiał.

Byłam   bardzo   poruszona,   ale   bynajmniej   nie   z   powodu   erotycznego   podniecenia. 

Właśnie  jego brak  sprawił,  że poczułam taką  desperację.  Bo jak  zwykle  w  towarzystwie 

Ingego nie czułam niczego. Kompletnie niczego! Coś było nie tak, cholernie nie tak. Przecież 

mam za niego wyjść za mąż, powinien więc mnie pociągać, sprawiać, bym osiągnęła u jego 

boku wyżyny miłosnych uniesień. Tymczasem z Ingem nigdy mi się to nie zdarzało.

Czy w takim razie powinnam decydować się na małżeństwo? Wiązać się z kimś, kogo 

nie kocham, na całe życie? Przecież seks jest ważnym elementem związku małżeńskiego!

Nigdy   przedtem   nie   myślałam   w   taki   sposób.   Zanim   Thor   nie   obudził   we   mnie 

kobiety.

Czy postępuję słusznie, decydując się poślubić Ingego?

9

background image

ROZDZIAŁ VII

- Wiesz, Inge - odezwałam się nagle w przypływie odwagi. - Nie chciałabym cię 

zranić, za bardzo cię szanuję. Zastanawiam się jednak, czy nie pospieszyliśmy się zbytnio z 

decyzją o zaręczynach.

Inge pobladł i marszcząc brwi, popatrzył na mnie z niedowierzaniem. Czyżby znów 

nie zrozumiał, o co mi chodzi?

-   O   czym   ty   w   ogóle   mówisz?   -   zapytał   niepewnym   głosem.   -   Usiądź,   proszę   i 

wysłuchaj mnie!

Wykonałam polecenie posłuszna niczym automat. Nie pojmowałam, co się z nami 

dzieje. Przez tyle miesięcy znakomicie funkcjonowaliśmy we dwoje, rozumieliśmy się bez 

słów.

-   Nie   mam   zielonego   pojęcia,   Taran,   co   w   ciebie   nagle   wstąpiło.   Chcę   ci   tylko 

wyjaśnić, że nie oczekuję, byś emanowała seksem. Pozostań sobą! Seks! Cóż znaczy seks? To 

tylko   przypadkowa   rozkosz,   która   szybko   mija.   Może   jej   dostarczyć   mężczyźnie   każda 

kobieta. W małżeństwie liczą się inne wartości: to, że ludzie pasują do siebie, mają podobne 

zainteresowania, wspierają się w kłopotach.

- Tak, ale... - próbowałam się wtrącić, bo nie w pełni podzielałam jego zdanie. - Nie 

rozumiesz, że...?

- Posłuchaj, teraz ja mówię! - przerwał mi zirytowany. - Czyż nie powiedziałem, że 

dobrze nam razem? Tylko to się liczy, Taran. Jesteśmy dla siebie stworzeni, wzajemnie się 

uzupełniamy. Nasz układ sprawdza się bez zarzutu. Na pewno będzie nam dobrze we dwoje.

Może   jednak   racja   jest   po   jego   stronie?   zawahałam   się   na   moment,   ale   szybko 

przypomniałam sobie, kto ciągle poświęca własne zdanie, by nie burzyć tej idealnej harmonii.

- Nie zamartwiaj się, że nie potrafisz zaspokoić mego pożądania - ciągnął dalej. - Bo 

według mnie jesteś ideałem kobiety: cicha, uległa, pełna ciepła i czułości.

Do   głębi   poruszona   patrzyłam   przez   okno.   Co   on   mógł   wiedzieć   o   prawdziwym 

pożądaniu? Czy te chwile, które spędziliśmy ze sobą, miały z tym cokolwiek wspólnego?

Nie! Teraz już potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie, bo dane mi było odkryć w sobie 

bezmiar namiętności.

Ale nabrawszy głęboko powietrza w płuca, powiedziałam:

-   Masz   całkowitą   rację.   Seks   jest   nazbyt   ulotną   sprawą,   by   mógł   stanowić   filar 

małżeństwa. Może człowieka całkiem zaślepić. O, wracają, widzę ich na zboczu.

W kilka godzin później Inge, zbierając się do wyjazdu, wyjął z bagażnika strzelbę.

0

background image

- Zostawię ją tutaj - wyjaśnił, kierując się w stronę domu. - Po co mam wozić broń w 

tę i z powrotem.

Popatrzyliśmy po sobie nic nie rozumiejąc, gdy Inge zniknął na chwilę we wnętrzu 

domu.

- Na cóż ci strzelba? - zapytałam zdezorientowana, kiedy znów się pojawił.

- Na polowanie, oczywiście - uśmiechnął się. - Przyjedziemy wszyscy: Bjarne, Nutti i 

Kristoffer. Pozwoliłem sobie ich zaprosić. Zatrzymamy się w górskiej zagrodzie. Strasznie się 

zapalili do tego pomysłu. Pomyśl, ile ludzi bezskutecznie marzy, by uzyskać pozwolenie na 

polowanie w Valdres. Podałem im adres do ciebie.

Zapanowało zwiastujące burzę milczenie.

- Chyba temu gospodarstwu przynależy prawo do polowań? - trochę zbity z tropu 

dodał Inge. - Zresztą, możemy wybrać się razem.

Thor jęknął cicho, a twarz Kårego pociemniała niczym gradowa chmura.

- Nawet nie ma mowy - oznajmiłam twardo, po raz pierwszy przeciwstawiając się 

narzeczonemu. - Wykluczone!

Wzruszył ramionami.

- Wiem, że powinienem wpierw zapytać, ale ponieważ zwykle zgadzasz się ze mną, 

pomyślałem... Przecież to także twoi znajomi!

- Być może rzeczywiście temu gospodarstwu przynależy prawo do polowania, choć 

prawdę mówiąc nie zastanawiałam się nigdy nad tym, nikt jednak nie będzie z tego prawa 

korzystał.

-   No,   coś   ty,  Taran!   Zresztą   oni   na   pewno   chętnie   ci   zapłacą.   Poza   tym   pomyśl, 

zrobimy sobie zapasy dziczyzny. Nie bądź taka nieprzejednana!

Thor otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale ja pociągnęłam szybko Ingego w 

stronę samochodu. Nie miałam najmniejszego zamiaru doprowadzać do konfliktu, ale też ani 

myślałam dać za wygraną. Oznajmiłam więc na pożegnanie:

- Jedź już! Zapamiętaj jednak sobie, że na naszym terenie nie zostanie pozbawione 

życia   ani   jedno   zwierzę.   Pierwszego   myśliwego,   który   ośmieli   się   chwycić   za   strzelbę, 

zastrzelę osobiście - dokończyłam zdecydowanym tonem i zatrzasnęłam drzwi.

- Taran! - zawołał Inge, ale ja odeszłam do domu, nie odwróciwszy nawet głowy.

Usłyszałam pisk opon i po chwili samochód Ingego w rekordowym tempie zniknął u 

wylotu drogi.

- Nie może tego zrobić - wyszeptał Thor.

- Nie, nie będzie żadnego polowania! - uspokoiłam go. - Trochę się zezłościł na mnie, 

1

background image

ale trudno. Nie życzę tu sobie żadnych myśliwych.

W niedzielę nie wybraliśmy się w góry, tak jak planowaliśmy. Pogoda gwałtownie się 

pogorszyła. Bardzo się ochłodziło, zaczęło padać, a wysokie partie szczytów  pokryły się 

śniegiem.

Dziwny był ten dzień. Thor snuł się milczący, wyraźnie mnie unikając. Spytałam, czy 

nadal niepokoi się o polowanie, ale zaprzeczył. Był całkiem do siebie niepodobny, wydawać 

się mogło, że opuściła go cała radość życia. A przecież zwykle starał się dostrzegać jasne 

strony w  każdej,  nawet  najtrudnie

jszej  sytuacji. Teraz przechadzał  się po obejściu, 

zaglądał do pustej obory, zamykał się samotnie w chacie. Kåre na szczęście nic nie 

zauważył,   zajęty   przygotowywaniem   nowej   wędki,   bardziej   skomplikowanej   niż 

praktycznej.

Zadzwonił Inge i przeprosił za swó

j pośpieszny odjazd. Przemyślał całą sprawę 

i, jak twierdził, zrozumiał, że niełatwo było mi rozmawiać na temat polowania przy 

Steinebråtenie.

- Mylisz się, Inge - wtrąciłam zdecydowanie. - Wypowiadałam się w swoim 

imieniu, Kåre zresztą także podziela moje  zdanie. Wolimy oglądać na terenie naszej 

posiadłości zwierzęta aniżeli myśliwych, więc bądź tak miły i nie przywoź z sobą nikogo.

Z lekkim ociąganiem zapytał:

- A gdybyśmy pojechali prosto do zagrody w górach? Nawet nie zauważycie naszego 

przybycia! Bo wiesz, spotkałem dziś na wystawie Bjarnego i Nutti. Jak zwykle się sprzeczali. 

Bjarne twierdził, że malarstwo powinno oddawać wiernie rzeczywistość, co wyprowadzało z 

równowagi jego żonę. Zarzucała mu naburmuszona, że bez przerwy wpatruje się w te okropne 

tłuste baby Rubensa.

Rozśmieszyło   mnie,   gdy   sobie   ich   wyobraziłam.   Konserwatywny   Bjarne   i   Nutti, 

snobka, poddająca się również w odbiorze sztuki rygorom mody.

- Zagadnęli mnie o polowanie, pytali o termin - ciągnął Inge. - Wiesz, było mi jakoś 

niezręcznie wszystko odwołać. Powiedziałem coś wymijająco i pożegnałem się pośpiesznie.

- Rozumiem, że mogło ci być trochę głupio - rzekłam ze współczuciem. - Przykro mi, 

ale, niestety, moja decyzja jest ostateczna i niezmienna. Nie wracajmy więc już więcej do tego 

tematu - ucięłam, nie chcąc dopuścić do sprzeczki, na którą absolutnie nie miałam ochoty.

Inge nie przywykł, bym kiedykolwiek mu się przeciwstawiała, zawsze on decydował o 

wszystkim.   Z   natury   jestem   osobą   łagodną,   dobroduszną   i   uległą.   Mam   skłonność   do 

podporządkowywania   się   autorytetom.  W  ostatnim   czasie   jednak   życie   zmusiło   mnie   do 

2

background image

większej samodzielności.

Inge chyba zrozumiał, że mówię serio.

-   Dobrze,   Taran   -   zakończył   przyjaźnie.   -   Poddaję   się,   szanuję   twoją   nieugiętą 

postawę. Nie mówmy więcej o tym! Kiedy macie zamiar wyruszyć w góry po stado?

- Jak tylko trochę się rozpogodzi, mamy nadzieję, że jutro.

- W porządku, w takim razie jutro nie będę dzwonił. I jeszcze jedno, kochanie. Wiem, 

że Thor jest niegroźny i że nigdy nie wdałabyś się z nim w jakieś poufałości, ale proszę cię 

raz jeszcze, zachowaj dystans, żeby nie wyobrażał sobie Bóg wie czego. Zauważyłem, że 

posyła ci dość śmiałe spojrzenia. A wiesz, on jest wysoki i silny.

Nie   wiem,   dlaczego   bardzo   mnie   wzburzyły   słowa   Ingego,   na   szczęście   jednak 

zdołałam się opanować na tyle, by odpowiedzieć nie zmienionym głosem:

-   Możesz   być   spokojny.   Nic   się   między   nami   nie   dzieje   i   bynajmniej   wcale   nie 

zauważyłam jego śmiałych spojrzeń, jak to określiłeś.

- Pragnę w to wierzyć - zapewnił. - Wiesz, postąpiłem nieroztropnie, zostawiając u 

was strzelbę. Bo na dodatek jest nie moja, tylko Bjarnego, ale powiedziałem mu o tym. Na 

szczęście nie jest naładowana, ale na wszelki wypadek schowaj ją gdzieś głęboko. I uważaj na 

siebie, najmilsza. Niebawem się zobaczymy.

- Do widzenia, Inge!

Uff, dobrze, że się pogodziliśmy. Nie znoszę konfliktów!

A więc Bjarne lubuje się w rubensowskich kształtach. Dora wspominała coś na ten 

temat tamtego wieczoru. Co to było? Aha, że mężczyźni pragną, żeby kobiety były naturalne, 

a ponieważ sama była otyła, zapewne ten stan uważała za naturalny. Rozśmieszyło mnie to, 

cnotliwa Dora, która wcale nie była dziewicą. Może tu chodzi o szantaż? Nie, zupełnie mi to 

nie pasuje. Bjarne nie należy - tak mi się przynajmniej wydaje - do ludzi, którzy łatwo daliby 

się zastraszyć. A Dora Flaten z pewnością nie była dla niego ideałem kobiety mimo swych 

obfitych   kształtów.   Istnieje   wszak   zasadnicza   różnica   pomiędzy   uległymi,   dobrotliwymi 

niewiastami z obrazów Rubensa a plotkarską wiedźmą, jaką była Dora.

Nie, nie powinnam tak myśleć. Nie wolno myśleć źle o zmarłych. Chociaż... przecież 

zły człowiek nie staje się ani trochę lepszy przez to, że umrze, jedynie bardziej bezradny. 

Szczerze   mówiąc,   nie   rozpaczałam   nadmiernie   z   powodu   śmierci   Dory   Flaten,   ale 

odczuwałam złość na jej mordercę za to, że skierował podejrzenia opinii publicznej na Thora.

Wieczorem odwieźliśmy Kårego na stację, a potem wróciliśmy w milczeniu 

do domu.

- Thor, czy mógłbyś mi powiedzieć, co się stało? - odezwałam się w końcu błagalnie. - 

3

background image

Odczuwam   prawdziwy   ból,   gdy   widzę,   jak   cierpisz.   Miałam   nadzieję,   że   będziesz   tutaj 

szczęśliwy.

Uśmiechnął się z goryczą.

- Naprawdę nie jestem już w stanie ukryć swoich uczuć? Może w takim razie potrafisz 

mi odpowiedzieć, dlaczego życie jest takie okrutne? Hm?

- Nie - odpowiedziałam, potrząsając głową. - Czy uczyniłam coś nie tak?

Tym razem Thor zaprzeczył.

- No cóż, jeśli wolisz zatrzymać to dla siebie, nie będę dłużej nalegać - odrzekłam, 

zdając sobie sprawę, jak oschle zabrzmiały te słowa. Z drugiej strony rozumiałam, że nie 

mogę oczekiwać, iż Thor zwierzać mi się będzie ze wszystkich swoich trosk.

- Tu chodzi wyłącznie o mnie - zaczął jednak. Przebijał z jego słów bezmierny smutek, 

aż serce ścisnęło mi się z żalu. - Ty masz Ingego, nie ukrywam, że mnie to boli.

Serce zaczęło mi łomotać, a on westchnął i dodał cicho!

- Zapewne nigdy nie znajdę sobie towarzyszki życia. Zresztą wcale nie jestem pewien, 

czy chciałbym mieć inną. Zawsze wszyscy traktowali mnie z góry i czasem nachodzi mnie 

myśl, że nie mam dla kogo żyć, nikt mnie nie potrzebuje. Żyję właściwie tylko dla siebie.

Dłonie zadrżały mi na kierownicy. Nie przypuszczałam, że w głowie Thora, którego 

wszyscy lekceważą, rodzą się takie myśli.

- Muszę ci coś wyznać, Taran, a potem sama ocenisz, czy powinienem tu zostać.

Oblałam się zimnym potem, myśląc w popłochu, co też usłyszę. Patrzyłam na drogę, 

zmuszając się, by jechać spokojnie.

- Kocham cię!

Podskoczyłam na siedzeniu i zerknęłam na niego pośpiesznie. Wpatrywał się przed 

siebie rozmarzonym wzrokiem.

- Wydaje mi się, że kocham cię od tamtego lata w Sletto - dodał. - Właśnie wtedy 

podbiłaś moje serce. Gdybyś wiedziała, jak często o tobie myślałem przez cały czas, jaki 

upłynął od twojego wyjazdu. Chyba dlatego trudno mi się pogodzić z tym, że zamierzasz 

poślubić Ingego. Czuję gorycz i rozczarowanie z tego powodu i bardziej niż kiedykolwiek do 

tej pory odczuwam swą małość.

- Och, Thor! - wyszeptałam drżącym głosem. - Zostań tu! Ja zamieszkam w mieście i 

jeśli uznasz, że tak będzie lepiej, przestanę tu przyjeżdżać, ale...

Dojechaliśmy   na   miejsce   w   milczeniu.   Zaparkowałam   samochód,   a   kiedy 

wysiedliśmy, w przypływie nagłej odwagi oświadczyłam:

- Odprowadzę cię. Jest coś, o czym muszę ci powiedzieć.

4

background image

Weszliśmy  do  starej   chaty.   Drżącymi   rękami  zdjęłam  pelerynę,   a Thor  rozpalił   w 

kominku. Usiadłam na baraniej skórze rozłożonej tuż przy palenisku, a on przysiadł obok. 

Popatrzył na mnie zdziwiony. Z napięcia i strachu szczękałam zębami. Niełatwo było mi 

zacząć, ale w końcu wyjąkałam:

- Pamiętasz bajkę, jaką ci opowiadałam pierwszej nocy? Teraz także opowiem ci baśń. 

Będzie mi łatwiej, zgoda?

- Dobrze - odrzekł niepewnie.

Ogień   w   kominku   rzucał   tańczące   cienie   na   ściany   i   podłogę.   Położyłam   się   na 

brzuchu i oparłam na łokciach, a Thor poszedł za moim przykładem. Płomienie oświetlały 

jego twarz. Moja na szczęście pozostała w cieniu. Leżeliśmy blisko siebie, a gdy raz po raz 

nasze kolana stykały się, zalewała mnie fala gorąca i odczuwałam wibracje w całym ciele.

Chrząknęłam parę razy, a potem zaczęłam mówić, ważąc każde słowo:

-   Pewnego   razu   żył   sobie   król.   Był   bogaty,   piękny  i   wiedział,   jak   rządzić   swym 

państwem.  Był   dobrym  władcą. Wiele  panien  w  królestwie  pragnęło  go poślubić,  ale  on 

wybrał tę  jedyną, którą postanowił  uczynić  swą żoną.  Ona  także go lubiła i chciała być 

posłuszna   swemu   królowi.   Zresztą   nie   spotkała   dotąd   nikogo,   kogo   kochałaby   bardziej, 

przynajmniej nie jako dorosła osoba. Bo w dzieciństwie znała kogoś, ale wtedy nie wiedziała, 

co to miłość. Była dla niej tylko pustym słowem. Teraz też sądziła, że oddanie, jakie czuje 

wobec swego władcy, jest miłością. Czasem szli razem do łóżka, ale niezbyt często. Cieszyło 

ją, że  go uszczęśliwia, chociaż sama nie  czuła żadnej rozkoszy ani tęsknoty i właściwie 

zawsze z ulgą przyjmowała koniec jego pieszczot. Uznała, że jest chłodną i nieczułą kobietą.

Rzuciłam Thorowi niepewne spojrzenie. Słuchał bez tchu, doskonale pojmując, kogo 

mam na myśli. Zapatrzyłam się w płomienie i ciągnęłam dalej:

- Ale w królestwie pojawił się pasterz owiec. Dziewczyna rozpoznała w nim chłopca, 

z którym bawiła się w dzieciństwie i którego tak lubiła. Gdy spotkali się po latach, stało się 

coś osobliwego.

Thor długo wstrzymywał oddech, słuchając w napięciu. Wreszcie z drżeniem wypuści! 

powietrze z ust.

Doszłam do najtrudniejszego momentu. Jąkając się, mówiłam dalej:

-   Któregoś   dnia   dziewczyna   i   pasterz   jechali   razem   samochodem.   On   dotknął 

niechcący ręką jej kolana i wówczas zapłonął w niej dziwny ogień. Zrazu nie pojmowała, co 

się z nią dzieje, gdyż zawsze sądziła, że nie jest zdolna do przeżywania rozkoszy. Potem 

jednak zdarzało się to samo za każdym razem, kiedy pasterz się do niej zbliżał. Rozpalał się w 

niej żar i słodkie, podniecające ciepło rozpływało się po całym ciele. Serce dudniło jej w 

5

background image

piersiach jak oszalałe. Broniła się przed tym uczuciem, odchodziła pospiesznie od pasterza, 

bo przecież obiecała wyjść za mąż za króla. Nie chciała być mu niewierna, choć król sam 

zapewne nie zawsze dochowywał jej wierności

- W takim razie nie był dla niej dobry - powiedział Thor, patrząc na mnie z powagą.

- Ależ był - zapewniłam pośpiesznie. - Ale wiesz, królowie robią zawsze to, na co 

mają ochotę... - urwałam i ze wzrokiem utkwionym w podłogę rzekłam niepewnie: - Myślę, 

że na tym zakończę.

- Bardzo jestem ciekaw dalszego ciągu - rzekł Thor, a w jego oczach pojawił się nowy 

blask. - Nie będę jednak nalegał.

Zamyśliłam   się   zrozpaczona.   Cóż   ja   znowu   wymyśliłam?   Czy   to   nie   szaleństwo 

obnażać w ten sposób własne uczucia? Przecież to urąga mojej dumie! Ale wewnętrzny głos 

podpowiadał mi, że słusznie postąpiłam, opowiadając Thorowi o trawiącej mnie tęsknocie. Z 

ociąganiem podjęłam przerwany wątek:

- Dziewczynie wydawało się, że powinna trwać przy swym królu, ale prześladowało ją 

jedno marzenie: pragnęła raz w życiu doświadczyć prawdziwej bliskości mężczyzny, przy 

którym jej  również  dane byłoby zaznać rozkoszy.  Tylko jeden  człowiek mógł  jej  w  tym 

pomóc, pasterz owiec. Nie wiedziała jednak, czy on tego zechce.

Thor przełknął głośno ślinę i zachrypniętym głosem rzekł:

- Taran, najdroższa, czy dziewczyna naprawdę by mu na to pozwoliła?

Pokiwałam tylko głową, oczy zasnuły mi się wilgocią, ścisnęło mnie w gardle. Noga 

Thora była tak blisko mojej, tak blisko, przez tkaninę spodni czułam ciepło jego ciała.

Nieśmiało   dotknął   ręką   mego   biodra.   Drgnęłam,   ale   pochwyciłam   jego   dłoń   i 

położyłam na piersi, żeby poczuł, jak bije dla niego moje serce.

- Czy on tego chce? - powtórzyłam pytanie.

Thor ścisnął moją dłoń i całując z desperacją, szeptał:

- Gotów oddać życie, żeby tylko dostąpić tego szczęścia. Kocham cię, Taran. Może to 

głupie, co powiem, ale niczego bardziej nie pragnę, jak ofiarować ci swą miłość.

Wszystko,   co   się   potem   stało,   było   piękne   niczym   sen.   Ja,   która   zwykle 

przywdziewałam pancerz chłodu, czułam, że całe moje ciało wyraża gotowość na przyjęcie 

Thora. Ono wręcz wykrzykiwało swą tęsknotę do niego. Ale musiałam czekać, musiałam dać 

mu czas, by sam zrozumiał, iż jest oczekiwany.

- Pomóż mi, Thor - poprosiłam, szczękając zębami z napięcia. Nie było mi zimno, 

moje ciało z całkiem innych przyczyn reagowało tak dziwnie. - Pozwól mi odkryć w sobie 

prawdziwą namiętność! Pomóż mi się przekonać, że moje ciało żyje, że jestem kobietą, która 

6

background image

potrafi kochać! Król nie potrafił sprawić, by zapłonął we mnie ogień - powiedziałam, słysząc, 

jaki egoizm przebija z mych słów.

-   Naprawdę   tego   chcesz?   -   Thor   patrzył   na   mnie   błyszczącymi   oczyma, 

przepełnionymi miłością.

I w jednej chwili pojęłam, że dopuszczam się kompletnego szaleństwa. Nie powinnam 

mu tego robić, bo to on będzie najbardziej cierpiał. Mnie na pewno także będzie ciężko, ale ja 

przecież   poślubię   Ingego.   Dla  Thora   zaś   życie   stanie   się   jeszcze   większym   piekłem   niż 

dotychczas.

- Czy naprawdę mnie chcesz? - szeptał, tłumiąc dławiący go płacz. - Och, Taran!

- Tylko dziś - odpowiedziałam pośpiesznie. - Bo chociaż cię kocham, mogę spędzić z 

tobą tylko tę jedną noc. Ale pragnę tego całym sercem.

- Mnie to wystarczy, kochana. Do końca moich dni będę żył wspomnieniem tej chwili. 

Wiem na pewno. Pozwól mi powtórzyć raz jeszcze: kocham cię, Taran!

Jak cudnie brzmiały jego słowa, choć równocześnie sprawiały mi ból.

Położyłam się na owczej skórze, a on przywarł policzkiem do mej piersi. Drżał na 

całym ciele, kiedy gładziłam delikatnie jego włosy, gęste i niesforne. Ostrożnie przesuwałam 

koniuszkami palców po jego twarzy, a on musnął wargami wnętrze mej dłoni. To wystarczyło, 

by przeszły mnie dreszcze.

-   Zawsze   byłaś   moją   tęsknotą,  Taran   -   szeptał   z   żarem,   a   łzy   spływające   mu   po 

policzkach moczyły cienką bluzkę, którą miałam na sobie. - Przez wszystkie te długie lata... 

Co wieczór snułem marzenia o tobie. Doskwierał mi chłód samotności, ale gdy wyobraziłem 

sobie, że patrzysz na mnie i się uśmiechasz, wówczas odzyskiwałem ciepło. Pragnąłem być 

duży   i   silny,   by   cię   obronić   przed   złymi   ludźmi.   Bo   dla   mnie   pozostałaś   ośmioletnią 

dziewczynką. Dlatego tak się zdziwiłem, ujrzawszy cię w areszcie. Traktowałaś mnie tak 

samo jak innych ludzi, nie wyśmiewałaś się ze mnie ani nie patrzyłaś z pogardą.

Kolejny raz serce ścisnęło mi się na myśl, jak bardzo Thor został skrzywdzony. Ale 

pomyślałam zaraz o tym, że po tej nocy dotknie go samotność stokrotnie większa.

- Tak bardzo rozzłościli mnie ci głupi, podli ludzie - rzuciłam z gniewem. - Jak mogą 

być tacy nietolerancyjni? Tacy zaślepieni!

- Nie musi ci być przykro z mojego powodu - powiedział łagodnie. - Przyzwyczaiłem 

się. Zrozumiałem, że stanowi to nieodłączną część mojego życia.

Pieścił pod bluzką moje ciało.

- Jesteś piękna, Taran, masz taką delikatną skórę, nigdy nie przestanę o tobie myśleć. 

Tyle razy śniłem, że jesteś ze mną, jednak nie ośmieliłbym się nawet przypuszczać, że moje 

7

background image

pragnienia się urzeczywistnią.

Czułam na szyi jego oddech, ledwie powstrzymałam się, by nie wykrzyczeć tęsknoty i 

pożądania. Ale wiedziałam, że nie powinnam już nic więcej mówić i pozostawić jemu całą 

inicjatywę. Nawet przez moment nie dręczyła mnie obawa, że mógłby mi sprawić ból, być 

gwałtowny czy agresywny.

Ostrożnie rozpinał moją bluzkę, a ja pomagałam mu rozdygotana. Moje ciało płonęło, 

a nowe doznania trochę mnie przerażały. Tak bardzo się lękałam, że zawiodę Thora.

Ogień   w  kominku  dogasał  i   rzucał   karminowozłotą   poświatę  na  mroczne  wnętrze 

mego   rodzinnego   domu.   Zsunęłam   się   z   baraniej   skóry   na   stare,   wytarte   deski   podłogi. 

Wydawało mi się, że całe pomieszczenie gęstnieje od wibrującego erotyzmu.

Thor ujął moją twarz w dłonie i nasze usta spotkały się. Oddałam się bez reszty temu 

pierwszemu pocałunkowi. Było w nim tyle miłości i namiętności, że wydawało mi się, że 

dostąpiłam rajskiej rozkoszy.

Kiedy   Thor   oderwał   swe   gorące   wargi   od   mych   ust,   podniosłam   powieki   i 

popatrzyłam prosto w jego błękitne oczy. Zamrugał mocno i wyszeptał zdławionym głosem:

- Taran, kochana moja, tak cię miłuję! Jesteś cudowna.

- Ty także - odpowiedziałam.

A  potem   nasze   ciała   zatraciły   się   w   miłosnym   uniesieniu.   Porwała   mnie   radosna 

pewność, że istnieje coś więcej aniżeli tylko uległość. Moje ciało ożyło. Nareszcie czułam jak 

prawdziwa kobieta.

Nigdy   nie   przypuszczałam,   że   doznam   tego   wszystkiego,   co   ofiarował   mi   Thor. 

Pewnie,   że   czytałam,   iż   miłość   między   mężczyzną   a   kobietą   może   być   cudowna,   że 

kochankowie tracą kompletnie poczucie czasu i miejsca w chwilach rozkoszy, ale zupełnie w 

to nie wierzyłam. Dopiero Thor pomógł mi tego doświadczyć. Ofiarował swoją miłość w taki 

sposób, że dowody miłości Ingego były po prostu niczym.

Tak,   przez   krótki   moment   pomyślałam   o   swym   narzeczonym,   ale   pośpiesznie 

odrzuciłam wyrzuty sumienia. Nie chciałam, żeby zniszczyły tę piękną chwilę, najpiękniejszą 

w   mym   życiu.   Thor   także   wyznał   potem,   że   nigdy   nie   zdarzyło   mu   się   nic   równie 

niezwykłego.

- To był prawdziwy cud - rzekł. - Spełniło się moje marzenie, nic więcej się nie liczy. 

Tę chwilę wspominać będę zawsze, gdy poczuję smutek i zniechęcenie, a jestem pewien, że 

natychmiast   wróci   mi   radość   życia.   Nawet   nie   przypuszczasz,   ukochana,   jak   wiele   mi 

ofiarowałaś.

Dlaczego podobało mi się, że mówi do mnie „ukochana”? Przecież ja byłam ukochaną 

8

background image

Ingego! Nie... tej jednej nocy należałam do Thora. O Ingem będę miała czas myśleć potem.

Prześladowało mnie jednak jedno: Co pocznie ze sobą Thor, gdy ja wrócę do miasta? 

Ożeni się?

Poczułam bolesne ukłucie w sercu, choć wiedziałam, że nikt bardziej nie zasługuje na 

szczęście. Sądzę, że tego wieczoru uczyniłam go szczęśliwym.

Zarzuciwszy   mu   ramiona   na   szyję,   westchnęłam   głęboko   z   rozkoszy.   Być   może 

znaleźliby się tacy, którzy potępiliby mnie za to, co zrobiłam, ale ja nie żałowałam nawet 

jednej chwili.

9

background image

ROZDZIAŁ VIII

W poniedziałek trochę się wypogodziło, w każdym razie było znacznie cieplej niż 

poprzedniego   dnia.   Zdecydowaliśmy   się   wyruszyć   po   stado,   mimo   że   znów   zaczynały 

nadciągać chmury, a ołowianoszare niebo na północy świadczyło, że w dolinie leje jak z 

cebra.

Na podwórku zobaczyłam Thora pochylonego nad traktorem. Wydał mi się taki silny i 

pociągający.   Posłał   mi   czuły   uśmiech,   ale   nawet   słowem   nie   nawiązał   do   tego,   co   się 

wydarzyło między nami. Uzgodniliśmy, że będziemy się zachowywać tak, jakby nic się nie 

stało, choć oboje doskonale wiedzieliśmy, jak wiele znaczyły dla nas spędzone razem chwile. 

Ta noc, która na zawsze pozostanie naszą tajemnicą, wzbogaciła nas i napełniła ciepłem, 

związała nas jeszcze silniej niż do tej pory. Widząc promieniujący dumą i szczęściem uśmiech 

Thora,   przestałam   odczuwać   wyrzuty   sumienia.   Pomyślałam   sobie,   że   skoro   ta   noc 

przywróciła mu chęć do życia, nie powinnam się o niego martwić ani niczego żałować.

Zaniepokoiło mnie co innego.

- Przekładałeś strzelbę Ingego? - zapytałam.

- Nie, a co, nie leży na miejscu? - Thor popatrzył na mnie, nic nie pojmując.

- Tam, gdzie położył ją Inge, jest pusto. Ale może Kåre ją gdzieś schował - 

zastanawiałam się głośno. - Zadzwonię do niego.

Spojrzałam na zegarek. Było dość wcześnie, o tej porze mój brat powinien dopiero 

przygotowywać się do wyjścia do szkoły. Wróciłam do domu i wykręciłam numer telefonu.

Okazało się, że Kåre nie ruszał strzelby, zresztą nawet nie zwrócił uwagi, 

gdzie ją Inge odłożył. Po głosie poznałam, że mocno go zaniepokoiła ta wiadomość.

- Może jacyś złodzieje grasowali w okolicy? - zastanawiał się. - Nic nie słyszałaś w 

nocy?

- Nie... spałam jak suseł - skłamałam. Przecież nie mogłam się zdradzić, że spędziłam 

całą noc w starej chacie. Bo kiedy zgasł ogień na kominku i na podłodze zrobiło się nam 

chłodno, przenieśliśmy się do łóżka Thora.

- Musisz zgłosić kradzież u lensmana - powiedział Kåre. - Nie, może lepiej 

będzie, jeśli ja zadzwonię na policję, a oni skontaktują się z komisariatem w Valdres. 

Wyobraź sobie, że z inspektorem zostaliśmy dobrymi kumplami - roześmiał się z dumą.

- Masz rację, tak będzie najlepiej. Wolałabym nie przekładać już wyprawy w góry. 

Wiesz, wczoraj dość długo dom stał pusty, a drzwi był

y otwarte. No to trzymaj się, Kåre! 

Uważaj na siebie! - zakończyłam pośpiesznie i odłożyłam słuchawkę. Bałam się, że 

0

background image

brat zacznie mnie wypytywać, gdzie byłam.

Góry, w których jesień zagościła już na dobre, urzekły nas swym pięknem. Zalesione 

zbocza   mieniły   się   odcieniami   czerwieni,   oranżu   i   brązu,   złociły   się   i   zieleniły   hale,   a 

ośnieżone szczyty połyskiwały bielą. Prawdziwa symfonia barw!

Jadący   przodem   Thor   odwrócił   głowę   i   wskazując   ręką   na   przepych   natury, 

uśmiechnął się szeroko uszczęśliwiony. Pomachałam mu wesoło.

Z głównej szosy prowadzącej ze wsi na płaskowyż odbiliśmy w bok. Wyprzedziłam 

Thora, żeby wskazywać mu drogę. Minęliśmy tereny rekreacyjne, na których pobudowano 

drewniane chaty. Ich właściciele chętnie przyjeżdżali tu w weekendy i urlopy, by odpocząć od 

miejskiego zgiełku. Obok wielu z nich stały zaparkowane samochody, znak, że zaczęło się 

polowanie na kuropatwy. Wnet ujrzeliśmy pastwiska należące do naszej zagrody w górach.

Za  sprawą  Thora  czułam  się cudownie  wolna  i  radosna  tego  dnia.  Pod  wpływem 

wspomnień poprzedniego wieczoru, czułości i troskliwości, jakie mi okazał, a także dzikiego 

nienasycenia mną, moje serce znów zaczęło tłuc jak oszalałe.

Zatrzymaliśmy   się   przy   pastwisku   i   weszliśmy   do   chaty,   bo   bardzo   chciałam   ją 

pokazać Thorowi.

-   Ktoś   tu   był!   -   krzyknęłam   przestraszona.   -   Zamek   jest   wyłamany.   Thor,   czy 

dzierżawca coś wspominał o włamaniu?

Thor   pochylił   się   i   pokazał   mi   na   wpół   zaschnięte   błoto   z   odciśniętym   śladem 

podeszwy.

-   Chyba   Kåre   miał   rację,   sugerując   kradzież.   Pewnie   jakiś  gang   nieletnich 

grasuje w okolicy.

Nie   zauważyłam   jednak,   by   cokolwiek   zginęło.   Thor   rozglądał   się   wokół   z 

zainteresowaniem. Pewnie po raz pierwszy znalazł się w górskiej zagrodzie, która pamiętała 

tak odległe czasy. Była urządzona w podobnym stylu co stara chata w dolinie, tyle że z 

większą prostotą. Woń gałązek jałowca i świeżego koziego sera drażniła nozdrza.

- Jak tu pięknie - odezwał się Thor. - I jak wspaniale pachnie!

- Zobacz, to jest mój kubek. Ma przynajmniej pół wieku - powiedziałam wzruszona. - 

Piłam z niego, kiedy byłam małą dziewczynką, a już wtedy uważano, że jest stary, brakowało 

mu zresztą uszka i podstawki. Popatrz na ten piękny wzorek kwiatowy.

Thor, sięgając po kubek, musnął moją dłoń, a ja poczułam znów zalewającą mnie falę 

ciepła. Tym razem nie cofnęłam ręki. Oboje napawaliśmy się łączącą nas intymną więzią, 

nareszcie odzyskaliśmy spokój, mogliśmy się dotykać w sposób naturalny. Thor doskonale 

wiedział, że nigdy więcej nie powtórzy się wczorajsza noc, i szanował moją decyzję. Tak, to 

1

background image

był naprawdę niezwykły człowiek. To, co zdarzyło się między nami, dodało nam sił na wiele 

lat.

Rozejrzeliśmy się wokół, ale ani na pastwisku, ani na rozległym płaskowyżu w dole 

nie   było   widać   stada.  Tylko   niewielkie   jeziorko   połyskiwało   srebrem.   Niebo   zasnuło   się 

sinymi chmurami. Wysoko w górach zapewne padał śnieg.

Świeże górskie powietrze zaostrzyło nam apetyty, postanowiliśmy więc najpierw coś 

przekąsić, a dopiero potem poszukać owiec.

Miło nam się gawędziło o dawnych czasach, przywoływaliśmy zapomniane zdarzenia. 

Czuliśmy się tacy swobodni w swoim towarzystwie, nie musieliśmy nic udawać, byliśmy po 

prostu sobą. Thor, człowiek o złotym sercu, miał szczególny dar rozumienia innych. Nigdy 

nie słyszałam, by o kimkolwiek źle się wyrażał. Potrafił zrozumieć i wybaczyć nawet swoim 

prześladowcom. Był naprawdę niezwykły!

- O rany - złapałam się za głowę, zerknąwszy na zegarek. - Ale się zagadaliśmy, już 

jedenasta! Musimy się zabrać do pracy.

Thor w jednej chwili zerwał się na nogi. Serce wypełniło mi szczęście, gdy widziałam, 

że wróciła mu dawna radość życia. Jego sylwetka odcinała się wyraźnie na tle masywnego 

szczytu   o   ołowianoszarej   barwie.   Jakiż   kontrast   stanowiła   otwarta,   radosna   twarz   Thora 

okolona jasną, targaną przez wiatr czupryną z ponurym, budzącym grozę wzniesieniem!

-   Stado   liczy   dwanaście   owiec   i   piętnaście   jagniąt   -   powiedziałam.   -   Wszystkie 

zwierzęta są białe, a znak rozpoznawczy to niebieski stempel na jednym uchu. Wydaje mi się, 

że powinniśmy pójść wyżej w stronę brzeziny.

Jak lekko i miękko człowiek porusza się w górach. Szliśmy w  milczeniu gęsiego 

wąską ścieżką, która, coraz mniej wyraźna, znikła w końcu w trawie. Zabraliśmy ze sobą linę, 

by  uwiązać   barana,   który  miał  zawieszony  na  szyi  dzwonek.  Liczyliśmy na   to,  że  stado 

pójdzie za nim. Nie ukrywam, że pełna byłam obaw, jak sobie z tym poradzimy. Prawdę 

powiedziawszy, niewiele wiedziałam o zaganianiu stada.

Ze szczytu rozciągał się widok na hale. Gdy tam dotarliśmy, Thor odwrócił się do 

mnie i rzekł:

- Wydawało mi się, że mignął mi jakiś cień, skradający się w stronę letniej zagrody.

-   Naprawdę?   -   Poczułam   się   nieswojo,   ale   chcąc   odpędzić   ponury   nastrój, 

zażartowałam: - Może to leśna huldra?

Thor uśmiechnął się.

- Nie, chyba nie! Pewnie to był jakiś duży ptak.

Krążyliśmy bez planu po lesie w poszukiwaniu wydeptanej przez owce ścieżki. Ale 

2

background image

każda,   wzdłuż   której   ruszaliśmy,   po   kilku   metrach   znikała.   Zupełnie   nie   mogliśmy   się 

zorientować, którędy owce mogły pójść. W końcu, gdy już prawie uznaliśmy, że w lesie nie 

ma stada, dobiegł nas z oddali delikatny dźwięk dzwonka. Pomknęliśmy w tym kierunku, 

starając się poruszać bezgłośnie, by nie wystraszyć zwierząt. Już zdawało nam się, że zaraz je 

zobaczymy, gdy tymczasem dźwięk dzwonka znów się oddalił.

- Szybko się przemieszczają - zdziwiłam się.

Ostrożnie posuwaliśmy się naprzód przez mieniący się złotem liści las, gdy naraz Thor 

zatrzymał się, uważnie nasłuchując.

- Muszą tu być dwa różne stada - stwierdził po chwili. - Dzierżawca mówił przecież, 

że tylko baran ma na szyi dzwonek.

Tym razem ja nic nie pojmowałam.

-   Nie   ma   innego   wyjścia,   ty   pójdziesz   za   dźwiękiem   jednego,   a   ja   za   drugim 

dzwonkiem - zadecydował. - Szukaj stada, które jest bliżej, a ja spróbuję odnaleźć to dalsze. 

Będziemy się nawoływać.

Uznałam, że ma rację.

Poczułam się jednak trochę nieswojo, wszedłszy w gęstwinę, i zapragnęłam gorąco, by 

Thor był przy mnie. Wyobraźnia zaczęła mi podsuwać ponure obrazy, wydawało mi się, że 

natknę się na niedźwiedzia albo na jakiegoś innego groźnego zwierza. Próbowałam sobie 

jednak wytłumaczyć, że skoro pasą się tu owce, to znaczy, że nie ma żadnego zagrożenia.

Uspokoiłam się dopiero, gdy wyszłam z gąszczy na płaski teren i rozejrzałam się 

dokoła. Nareszcie odzyskałam orientację. Poniżej rozciągała się dolina niewidoczna z naszej 

górskiej zagrody, a naprzeciwko wznosił się najwyższy szczyt w Valdres, ten sam, który tak 

bardzo poraził mnie swym ponurym majestatem, kiedy ujrzałam na jego tle naiwnie szczerą 

twarz Thora. Coś zaszeleściło w złotym listowiu, a ja poczułam się bezmiernie samotna i 

zapragnęłam z całego serca znaleźć się za szerokimi, bezpiecznymi plecami przyjaciela. On 

jednak, niestety, zniknął mi całkiem z oczu.

Znów usłyszałam pobrzękiwanie dzwonka, teraz jakby trochę bliżej. Uderzyła mnie 

nagle myśl, że brzmi jakoś dziwnie. Zwykle gdy baran schyla się, by poskubać trawę, a potem 

unosi łeb, słychać urywany, głuchy dźwięk. Do mnie dolatywał tymczasem czysty dźwięczny 

ton, tak jakby woźny w szkole wymachiwał dzwonkiem na przerwę. Krótkie, ostre sygnały. 

Dzwonek, za którym ruszył Thor, pobrzmiewał normalnie, tak mi się przynajmniej wydawało, 

a może to tylko moja wyobraźnia?

I właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie, że kiedy weszliśmy z Thorem na 

chwilę do chaty, nie zauważyłam starego dzwonka. Dziwne, bo od zawsze wisiał tam dla 

3

background image

ozdoby.

Szemrał   i   szumiał   górski   wodospad,   dotarłam   do   potoku   ukrytego   w   bujnej 

roślinności.   Woda   przetaczała   się   przez   wytartą   półkę   skalną   i   opadała   w   dole,   tworząc 

głęboki staw. Przeskoczyłam przez potok i weszłam w głąb jeszcze gęstszego lasu. Nagle 

gdzieś z daleka doleciał mnie głos Thora.

- Taran! - wołał. - Taran!

- Tu jestem! - krzyknęłam.

- Znalazłem stado. Owce mają niebieski znak na uszach.

Wyszłam na niewielką polanę, gdy naraz powietrzem wstrząsnął huk i coś przemknęło 

ze świstem koło mnie. Krzyknęłam z przerażenia i odruchowo rzuciłam się na ziemię.

- Taran! - zawołał Thor śmiertelnie wystraszony. - Co to było?

- Jakiś idiota myśliwy - krzyknęłam, czując, jak strach ustępuje miejsca wściekłości. - 

Jak można być takim głupim, żeby nie widzieć, do kogo się strzela!

- Idę do ciebie! - w głosie Thora pobrzmiewał wyraźny lęk o mnie.

-   Nie   strzelać!   -   zawołałam   do   niewidzialnego   myśliwego.   -   Jestem   człowiekiem, 

cokolwiek sobie myślisz, głupcze!

Ale ku memu przerażeniu rozległ się nowy strzał i pocisk przeleciał parę centymetrów 

nad moją głową.

- O Boże - wymamrotałam i podczołgałam się do brzozowego zagajnika, a potem, 

targana paniką, ruszyłam pędem w stronę Thora. Biegłam na oślep, potykając się o korzenie i 

krzaki jałowca, i histerycznym głosem odpowiadałam na wołania.

Na widok przyjaciela odczułam gwałtowną ulgę. Wpadłam wprost w jego otwarte 

ramiona i rozdygotana rozszlochałam się na dobre.

- Strzelał do mnie... celował we mnie!

- Kto? - Thor patrzył na mnie wzrokiem, w którym mieszały się wściekłość i strach.

- Nie wiem - łkałam. - Zwabił mnie dźwiękiem dzwonka, a potem zaczął strzelać.

W tej samej chwili coś się poruszyło w zagajniku.

-   Chodźmy.   -  Thor   zbladł,   a   jego   twarz   stężała.   -   Szybko   na   tamto   wzniesienie. 

Ukryjemy się za głazami.

Uciekaliśmy w desperacji, wiedząc, że stawką jest nasze życie. Potknęłam się o jakieś 

kłujące zarośla i runęłam jak długa. Zostałam z tyłu, ale Thor, widząc, że mam kłopoty, cofnął 

się, by pomóc mi wstać.

-   Spójrz   tam!  -   wrzasnęłam,  wskazując   ręką   w   stronę   lasu.  Wśród  drzew   coś  się 

poruszyło, a w słońcu błysnęła lufa strzelby.

4

background image

- On znowu będzie strzelał - zawołałam ogarnięta paniką. - Nie ucieknę, noga utkwiła 

mi między korzeniami!

Nie namyślając się ani sekundy, Thor zasłonił mnie swym ciałem.

Rozległ się strzał i na moich oczach mój najdroższy przyjaciel osunął się z jękiem.

- Thor! - krzyknęłam oszalała. - Thor!

- Wszystko będzie dobrze - wyszeptał. - Tylko pospiesz się, musimy stąd uciekać!

Wreszcie   wydostałam   stopę   i   trzęsąc   się   ze   strachu   przed   myśliwym,   a   także 

przerażona stanem Thora, pomogłam mu się podnieść. Wsparł się na mym ramieniu, a dłoń, 

którą   przyłożył   do   piersi,   zabarwiła   się   na   czerwono.   Między  palcami   zaczęły   wyciekać 

strużki krwi.

- Pomóż mi, Boże! - -wyszeptałam, tłumiąc płacz.

- Wyżej na prawo - poganiał Thor ledwo słyszalnym głosem. - Szybciej, póki jeszcze 

mam trochę siły.

Ledwie szedł, coraz ciężej opierał się na mym ramieniu, musiałam wykrzesać z siebie 

całą energię, by go podtrzymywać. Jego sweter był już z jednej strony całkiem przesiąknięty 

krwią.

Trzeba natychmiast opatrzyć ranę, myślałam w panice, rozglądając się za bezpiecznym 

miejscem, gdzie moglibyśmy się schronić. O, są głazy! To chyba o nich mówił Thor! Jeśli się 

ukryjemy za kamiennymi blokami, wówczas ten, który do nas strzela, żeby nas trafić, będzie 

musiał podejść bardzo blisko, a na to z pewnością zabraknie mu odwagi. Poza tym miałam 

nadzieję, że nie zauważył, dokąd uciekliśmy.

Nieprawdopodobne, ile siły jest w stanie wykrzesać z siebie człowiek w desperacji. 

Niemal dowlokłam Thora do osłoniętego głazami miejsca. Tam położyłam go ostrożnie na 

ziemi i uklęknęłam przy nim. Nikt nie mógł nas teraz zobaczyć. Rozejrzałam się wokół i 

pomyślałam, że od biedy mogłabym użyć do obrony kamieni, których sporo leżało w zasięgu 

ręki.

Thor leżał na ziemi i jęczał z bólu. Z jego szeroko rozwartych oczu, które zawsze 

urzekały mnie swą dobrocią, wyzierała rozpacz.

-  Nie   chcę  umierać,  Taran  -  powiedział  nieszczęśliwy.   -  Jeszcze  wczoraj  było  mi 

wszystko jedno, ale nie dziś, nie po tym, co wydarzyło się w nocy. Przekonałem się, że coś 

dla ciebie znaczę - jęczał.

Twarz miał tak bladą, że wydawało się, iż odpłynęła z niej cała krew.

- Dobrze, już dobrze - mamrotałam, usiłując go pocieszyć. - Nie pozwolę ci umrzeć. 

Bo co by się wtedy stało ze mną?

5

background image

W nagłym przebłysku ujrzałam siebie bez Thora, kompletnie samotną, zawieszoną w 

próżni.

Ze ściśniętym od strachu gardłem, jakby duszona przez jakąś marę, uniosłam ostrożnie 

w   górę   jego   sweter.   Thor   był   całkiem   wycieńczony,   twarz   miał   kredowobiałą,   oczy 

przymknięte.   Oddychał   ciężko,   z   wysiłkiem.   Zapewne   cierpiał   okropnie.   Przez   chwilę 

myślałam, że zrezygnowana zaleję się łzami i pogrążę w kompletnej rozpaczy. Ale przecież 

nie wolno mi się poddać!

Zdjęłam   kurtkę   i   wahając   się   tylko   przez   chwilę,   ściągnęłam   także   bluzkę.  Teraz 

najważniejszy   jest   Thor!   Zawiązałam   bluzkę   nad   raną   i   ścisnęłam   mocno   jak   opaskę 

uciskową. Odkryłam, że ma dwie rany, bo kula trafiła go w bok i przeszła na wylot. Cały czas 

modliłam się gorąco, by rany okazały się niegroźne, żeby Thor przeżył. Ale to, co ujrzałam, 

poraziło   mnie.   Wstrząśnięta,   usiłowałam   myśleć   trzeźwo,   ale   mój   mózg   przestał   chyba 

pracować, bo w głowie czułam kompletną pustkę. Zawierzyłam instynktowi, działałam jak 

automat. Owinęłam kurtką potężną klatkę piersiową Thora i mocno ścisnęłam.

Więcej nie mogłam już nic zrobić. Absolutnie nic! Nie mogłam biec po pomoc, bo stąd 

do samochodu było dość daleko, a ja nie mogłam przecież zostawić bez opieki najlepszego 

przyjaciela. Boże, modliłam się zdruzgotana, czy mam tu siedzieć bezczynnie i czekać na 

śmierć? Może nadejdzie szybciej niż przypuszczam i weźmie nas oboje? uderzyła mnie nagła 

myśl. Wszystko zależy od mordercy, bo nie miałam już najmniejszych wątpliwości, że to jakiś 

zimny i bezwzględny typ nastaje na nasze życie.

Płacząc   rozpaczliwie,   osunęłam   się   na   ziemię,   obok   Thora.   Oddech   miał   krótki, 

urywany.

- Taran - szepnął, lekko się uśmiechając.

- Nic nie mów - próbowałam go powstrzymać.

Zrozumiałam, że teraz muszę myśleć przede wszystkim o nim. W takiej sytuacji nie 

wolno wpadać w histerię. Otarłam łzy i spróbowałam uśmiechem dodać mu odwagi, ale 

chyba wypadł dość blado.

- Nie wolno ci się wysilać - wyszeptałam. - Zobaczysz, poradzimy sobie, ty i ja. 

Razem jesteśmy bardzo silni, wiesz o tym!

Uśmiechnął się wyraźnie poruszony, a potem wyjęczał:

- Ale jakie mamy szanse? Żadnych! Och, Taran, czy wiesz, że cię kocham?

Pokiwałam głową, a oczy znów napełniły mi się łzami. Przypomniało mi się, że gdzieś 

czytałam, że jeśli ranny zacznie kaszleć, to znaczy, że krew dostała się do płuc i wtedy szanse 

na uratowanie są minimalne. Znów zaczął mnie dusić paniczny strach.

6

background image

Thor wpatrywał się we mnie umęczony.

- Zmarzniesz - z trudem artykułował słowa.

Zauważył, że mam na sobie tylko stanik.

- Nie - odpowiedziałam mu niemal bezgłośnie. - Nie przejmuj się tym, odpocznij 

trochę.

Owce pewnie uciekły spłoszone strzałami, bo nie dochodził do nas odgłos dzwonka. 

Gdzieś   w   pobliżu   słychać   było   jedynie   beztroski   szmer   potoku.   Usiłowałam   się 

skoncentrować, żeby ustalić, czy to ten potok, przez który przeskakiwałam, ale mózg zupełnie 

odmówił mi posłuszeństwa. Kompletnie nie byłam w stanie myśleć.

- Opowiedz mi bajkę, Taran - doszedł mnie słaby szept.

Uderzyła mnie myśl, że należy spełnić ostatnie życzenie umierającego. Łzy spływały 

mi   po   twarzy   nieprzerwanym   strumieniem,   ściskało   mnie   w   gardle,   przełykałam   ślinę, 

próbując się pozbyć duszącej mnie kluchy.

W jednej chwili cofnął się czas. Na powrót staliśmy się dziećmi, które z zapartym 

tchem słuchały i opowiadały baśni. Wydało mi się, że oto siedzi przy mnie ów niezdarny 

jedenastolatek,   który   cały   zamieniał   się   w   słuch,   gdy   puszczałam   wodze   fantazji   i 

wymyślałam smoki o ognistych jęzorach, dobre wróżki, szlachetnych przystojnych książąt i 

księżniczki, trolle ogromne jak domy i maleńkie elfy lekkie jak piórka. Zawsze uwielbiał 

słuchać, był wręcz nienasycony.

A teraz krąg się zamyka.

Przepełniona smutkiem wyszeptałam drżącym głosem:

- Co chciałbyś usłyszeć, najdroższy?

-   Tę   samą   baśń   -   wydobył   z   trudem   -   którą   opowiadałaś   mi   wczoraj.   Baśń   o 

dziewczynie i pasterzu.

Kiwnęłam głową i na moment się zamyśliłam. Z początku nie bardzo wiedziałam, jak 

zacząć. Ale zaraz olśniło mnie, że to wcale nie jest takie trudne. Poprzedniego dnia włożyłam 

w swe opowiadanie szczerą prawdę, teraz powinnam ułożyć ciąg dalszy, o to mnie prosił. 

Zaczęłam więc zdławionym głosem:

-   Pasterz   ofiarował   dziewczynie   coś   najcudowniejszego   -   głos   mi   się   załamał.   - 

Dlatego go pokochała.

- Naprawdę? - rzekł z wysiłkiem Thor.

- Tak - potwierdziłam. - Pokochała go bardziej, niż sądziła, że można kogoś kochać. 

To, że zapragnęła być z nim tak blisko tamtej nocy, wynikało z ogromnej miłości, jaką wobec 

niego czuła. Nie rozumiała tego wcześniej, sądziła, że pragnie tylko jego ciała, ale musiała 

7

background image

przyznać sama przed samą sobą, że się myliła. Nie pożądała jedynie jego ciała, pragnęła 

dostać od niego o wiele, wiele więcej.

Thor pokiwał głową uroczyście. Zgadzał się i chciał dać mi znak, że czuje dokładnie 

to samo.

- Bo oboje należeli do siebie - ciągnęłam coraz pewniejszym głosem. - Król, cóż 

znaczył dla niej król? Nic! Zupełnie nic! Była jedynie nieśmiałą dziewczyną, której brakło 

pewności siebie. Dopiero kiedy po latach spotkała swego pasterza, stała się silna. Wiesz, 

miłość dodaje sił - uśmiechnęłam się do niego przez łzy. - Dlatego oboje uciekli od króla do 

niewielkiej krainy szczęśliwości. Ale zapomnieli, że u jej granic żyją złe stwory, które nie 

będą mogły znieść ich miłości.

Byłam   zrozpaczona.   Wiedziałam,   że   powinnam   pobiec   ile   tchu   w   piersiach   do 

samochodu   i   sprowadzić   pomoc,   bo   to   była   jedyna   szansa   na   ratunek.  Ale   przecież   nie 

mogłam zostawić Thora samego. A jeśli zostanę zastrzelona, biegnąc przez las? myślałam 

gorączkowo. Kto wówczas udzieli pomocy rannemu? Kto go tu w ogóle odnajdzie? Wołać o 

pomoc też nie mogę, zresztą jaki by to miało sens na tym pustkowiu.

- Kiedyś - ciągnęłam dalej, szukając w baśni ucieczki przed okrutną rzeczywistością - 

oboje wędrowali przez złoty las. Złe stwory czaiły się w ukryciu, a gdy ich zwabiły w głąb 

lasu,   skierowały   w   nich   swe   śmiercionośne   strzały.   Odważny   pasterz,   usiłując   ratować 

dziewczynę, osłonił ją własnym ciałem. Strzała ugodziła go w pierś, a dziewczyna z żalu 

zapragnęła, by jej serce przestało bić. Ale przecież nie wolno jej było się poddać. Musiała 

pomóc swemu ukochanemu.

Z największym przerażeniem dostrzegłam na mojej błękitnej kurtce ciemnoczerwoną, 

z wolna się powiększającą plamę. Zebrałam w sobie wszystkie siły, by podjąć przerwany 

wątek.

-  Ale   młody   pasterz   pocieszał   ją   słowami:   „Nie   rozpaczaj,   ukochana!   Wiem,   co 

powinienem zrobić. Muszę opuścić cię, żeby odnaleźć lekarstwo na swą ranę, ale niedługo 

znów się spotkamy”. I zniknął, a nieszczęśliwa dziewczyna została całkiem sama w złotym 

lesie. Tak bardzo tęskniła za swym ukochanym pasterzem, że porzuciła króla i innych ludzi i 

udała się na poszukiwania. Pragnęła pójść śladem ukochanego, ale to się nie udało, bo jej czas 

jeszcze nie nadszedł.

W tej samej chwili pożałowałam swych słów. Zbyt wyraźnie dałam do zrozumienia, 

co się stanie. Ale Thor nie zareagował. Ku memu największemu przerażeniu jego twarz stała 

się niemal przezroczysta.

Nie opuszczaj mnie, Thor! prosiłam w duchu. Proszę, nie zostawiaj mnie ani teraz, ani 

8

background image

później. Co się ze mną stanie, gdy ciebie zabraknie?

Z   nieprawdopodobnym   wysiłkiem   mówiłam   dalej,   bo   za   wszelką   cenę   pragnęłam 

odciągnąć jego myśli od śmierci. Nie chciałam, żeby zasnął ani żeby zaczął się bać.

-   Szukała   go   wiele,   wiele   lat   -   szlochałam.   -  Ale   dopiero   gdy  już   się   zestarzała, 

odnalazła klucz do zamku, w którym nigdy dotąd nie była. Otworzyła wrota i tam czekał na 

nią pasterz. Tyle że teraz był księciem, a ona przemieniła się w piękną księżniczkę. I tam w tej 

cudownej krainie, gdzie rosa, gdzie łzy odchodzącej nocy... - głos ugrzązł mi w gardle, ale 

dukając   powtórzyłam:   -   Gdzie   łzy   odchodzącej   nocy  leżały   niczym   srebrzysta   jedwabna 

narzuta   na   kwiatach   i   trawie,   tam   pozostali   na   zawsze   i   nikt   nie   dziwił   się   ich   miłości. 

Wszyscy cieszyli się razem z nimi, a oni byli tacy szczęśliwie, tacy szczęśliwi!

Zamilkłam. Płacz odebrał mi mowę. Thor, który leżał, zdawało się, nieprzytomny, 

otworzył oczy, a na jego ustach zagościł ledwie dostrzegalny uśmiech.

- Kocham cię, Taran - wyszeptał.

Coś zaszeleściło w lesie. Kilkakrotnie słyszałam ten szelest, ale bałam się w ogóle o 

tym   myśleć.  Wiedziałam,   że   ktoś   nas   tropi,   kierując   się   zaciekłą   nienawiścią,   której   nie 

pojmowałam. Ale rejestrowałam każdy dźwięk, choć zewnętrzny świat nic dla mnie teraz nie 

znaczył, bo skoncentrowałam się wyłącznie na rannym przyjacielu. Jakże chciałabym wziąć 

na siebie część jego cierpienia. Poświęcił się dla mnie, mimo że niegdyś tak sromotnie go 

zawiodłam. Na szczęście to minęło. Thor nie wziął tego za zdradę, powinnam więc sama 

także wytrzeć z pamięci to wspomnienie.

Siedziałam   w   baśniowym   złotym   lesie   i   patrzyłam   bezradnie,   jak   przemija   czas 

mojego   ukochanego.   Nigdy  nie   traktowano   go   poważnie.   Od   dzieciństwa   dane   mu   było 

poznać wyłącznie najgorsze strony życia. Wyśmiewany i wyszydzany tylko dlatego, że nie 

opanował sztuki czytania.

Niepojęte, że ludzie potrafią być tacy okrutni! Nikt nie chciał dostrzec niezwykłej 

dobroci Thora. Chyba dlatego, że potrzebowali kozła ofiarnego. Gdyby nawinął mi się teraz 

któryś z prześladowców, z rozkoszą skręciłabym mu kark. To okropne, myślałam, że Thor 

musi  umrzeć!  Nie  dane  mu  było  zaznać wiele  szczęścia  w   życiu.  Cóż  znaczyła   bowiem 

wczorajsza   noc   w   zestawieniu   z   pasmem   udręk?  A   może   ważne   jest   to,   że   teraz   był 

szczęśliwy? Może mimo wszystko tylko to się liczy? Jakie to wszystko trudne, jakie bolesne.

Patrzyłam na Thora. Leżał z przymkniętymi powiekami, całkiem cicho. Nawet nie 

znać było, czy oddycha. Czy on...? Nie, to się nie może stać! Nie może odejść ode mnie na 

zawsze!

Chciałam krzyczeć, ale słowa zamarły mi na ustach. Zrezygnowana pogładziłam go po 

9

background image

twarzy,  która wydała mi się dziwnie chłodna, i znów poczułam ściskający gardło strach. 

Naszła mnie chęć, by położyć się obok Thora i umrzeć razem z nim.

Nie mam pojęcia, jak długo siedziałam ciasno przytulona do niego, pragnąc ogrzać go 

swym ciałem. Niestety, to nie pomogło, leżał bez życia, a jego twarz była całkiem biała.

Tymczasem ktoś wspinał się po kamiennych blokach i powoli zbliżał się do naszej 

kryjówki. Instynktownie wtuliłam się w ciało Thora. Pragnęłam go osłonić, a równocześnie 

sama znaleźć schronienie.

I   wtedy   stanął   nad   nami   morderca   ze   strzelbą   wycelowaną   w   moją   pierś.   Pełne 

nienawiści oczy patrzyły na mnie z góry.

0

background image

ROZDZIAŁ IX

Już po wszystkim Kåre zdał mi dokładną relację z przebiegu wydarzeń. Zaraz 

po   naszej   porannej   rozmowie   zadzwonił   do   inspektora   policji   i   zgłosił   kradzież 

strzelby.

- Może to głupstwo i nie powinienem panu tym zawracać głowy - dodał. - Pewnie tą 

sprawą powinien zająć się tamtejszy lensman, ale pomyślałem...

-   Nie,   Kåre,   to   nie   jest   błahostka.   Dobrze   zrobiłeś,   dzwoniąc   do   mnie   - 

przerwał   mu   inspektor.   -   Nie   idź   dzisiaj   do   szkoły,   zostań   w   domu!   Być   może 

będziesz mi potrzebny jako przewodnik. Na wszelki wypadek przygotuj się od razu do 

wyjazdu do Valdres.

I kiedy my, to znaczy Thor i ja, powoli ruszyliśmy do zagrody w górach, a potem 

zagadaliśmy się przy śniadaniu na łonie przyrody, ci dwaj pędzili na północ z dozwoloną 

maksymalną prędkością.

-   Zadzwoniłem   do   lensmana   w   Valdres   -   powiedział   Kåremu   inspektor.   - 

Niestety, nie było go w komisariacie, a ja nie miałem czasu czekać. Zostawiłem 

jedynie   wiadomość,   że   przyjeżdżamy   i   żeby   nam   wyszedł   na   spotkanie. 

Obdzwoniłem też czworo podejrzanych.

- Chwileczkę - przerwał mu Kåre i zaczął wyliczać na palcach. - Ma pan na 

myśli Brandellów, Ingego i Kristoffera Hansena, prawda?

- Dokładnie tak! Twoją siostrę i Thora Steinebråtena już dawno skreśliłem z 

tej listy. Wyobraź sobie, że twój przyszły szwagier przez cały czas informował gorliwie 

pozostałych, gdzie przebywa Taran i Thor. Powiadomił ich nawet o tym, że dziś wybierają się 

w góry sprowadzić stado.

- Idiota - skwitował Kåre z brutalną szczerością.

-   Nie   da   się   ukryć   -   przyznał   mu   rację   inspektor.   -   Żeby   adwokat   był   taki 

nierozważny? Ale najbardziej przeraziło mnie to, że jednej z podejrzanych osób nie zastałem 

pod telefonem. Wyjechała z miasta wczorajszego wieczoru.

- Strzelba! - Kåre pstryknął palcami. - Taran powiedziała, że w nocy dom był 

przez długi czas otwarty.

- Jak mogła...

- Pewnie gdzieś poszła - zamyślił się Kåre.

Inspektor popatrzył na niego przeciągle.

-   Kto   wyjechał   z   miasta?   -   zapytał   Kåre,   sądząc,   że   wreszcie   pozna 

1

background image

rozwiązanie tej łamigłówki.

- Ktoś, kogo podejrzewałem przez cały czas - odpowiedział inspektor z uśmiechem 

zadowolenia. - Zabójstwa Dory mogła dokonać tylko jedna osoba! Gdyby jeszcze udało mi 

się znaleźć motyw. Niestety, do tej pory nie udało nam się tego ustalić. Wybacz, że nie 

odpowiadam na twoje pytanie, ale przed ujęciem sprawcy nigdy nie podaję nazwiska.

-  Oczywiście, rozumiem  -  powiedział Kåre  nieco zawiedziony i usilnie się 

zastanawiał, kto to może być.

Dotarli do zagrody w górach w rekordowym czasie. Czekał już tam na nich lensman 

ze swym pomocnikiem.

- Stoi nasz samochód i nowy traktor - powiedział Kåre, - To znaczy, że są, 

innego samochodu nie widzę.

- Jasne, że nie - mruknął pod nosem inspektor. - Na pewno został gdzieś dobrze ukryty 

w pobliżu głównej drogi. Mijaliśmy wiele chat, ścieżek, a w brzozowym lesie też można 

zaparkować tak, że wóz pozostaje niewidoczny z głównej drogi. Ależ tutaj jest pięknie. Macie 

wielkie   szczęście,  że   jesteście   właścicielami   takiej  posiadłości   -  dodał,  kierując   kroki  ku 

drzwiom chaty.

Drzwi z wyłamanym zamkiem nie stawiały żadnego oporu, więc bez trudu weszli do 

środka.

- Na stole leży jakaś kartka - zawołał Kåre i podniósł ją, żeby odczytać: - 

Zamordowałem Dorę, bo mi odmuwiła. Taran tesz, więc i ona zginie. Potem zaszczelę siebie.  

Zegnajcie! Dzięki za waszą cholerną życzliwość. Thor.

Przez moment wszyscy patrzyli po sobie w napięciu. Ciszę przerwał Kåre:

- Tego nie mógł napisać Thor. Cierpi na dysgrafię i zdaje mi się, że w ogóle nie potrafi 

pisać. Nie, Thor tego na pewno nie napisał.

- Naiwna próba, by wywołać wrażenie, że pisała to osoba niewykształcona - przyznał 

inspektor. - No cóż, sprawdzimy najpierw wszystkie budynki, a potem będziemy musieli się 

rozdzielić. Dobrze, że widoczność dziś jest niezła i całą okolicę mamy jak na dłoni. Dzięki 

temu   można   będzie   ograniczyć   rejon   poszukiwań   do   tych   wzgórz   porośniętych   lasem 

brzozowym. Musimy się spieszyć. Z listu wynika, że oboje mają zostać zastrzeleni, najpierw 

Taran, a potem z bliska Thor, tak żeby upozorować samobójstwo. Żebyśmy tylko dotarli na 

czas! - Ostatnie s

łowa wymruczał pod nosem, ale pozostali je usłyszeli i wtedy Kåre 

zdał sobie sprawę z całą ostrością, w jakich tarapatach znaleźliśmy się razem z 

Thorem. Przeraził się śmiertelnie.

- Może powinniśmy wezwać karetkę - zaproponował lensman.

2

background image

- Tak, zróbmy to - zgodził się inspektor.

Lensman pośpiesznie udał się do samochodu, gdzie miał telefon komórkowy.

W kilka minut przetrząsnęli wszystkie zabudowania gospodarskie i biegiem ruszyli 

pod górę.

-   Będzie   padał   śnieg   -   Kåre   wskazał   ręką   w   stronę   szczytów,   których 

wierzchołki zakryła groźnie szarobiała zasłona. Jego twarz pobladła i zastygła w napięciu, ale 

starał się opanować lęk.

Nagle posłyszeli brzęk dzwonka i tupot kopyt. Spłoszone stado owiec uciekało od 

strony lasu.

- Jesteśmy na dobrej drodze - mruknął lensman.

- Czy nie powinniśmy ich zawołać? - spytał Kåre, który wiedział, że dłużej nie 

zniesie napięcia.

Inspektor już otworzył usta, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.

- Cii - wyszeptał. - Co to było?

Wszyscy zastygli w bezruchu i wytężyli słuch.

W   tym   czasie   nade   mną   wyrosła   postać   mordercy,   wpatrującego   się   we   mnie   z 

chłodnym zdecydowaniem. Nie miałam nic do stracenia, więc zaczęłam głośno krzyczeć, 

mimo że dobrze wiedziałam, że i tak nikt mnie nie usłyszy. Ale potrzebowałam wykrzyczeć 

swój strach, więc wrzeszczałam jak opętana.

- Zabiłaś człowieka tysiąc razy wartościowszego aniżeli ty, nędzna kreaturo!

- Ha! - rozległo się pogardliwe parsknięcie. - Nie jesteś chyba taka głupia, by sądzić, 

że z powodu tego idioty zrezygnuję z tego, co budowałam misternie przez całe życie!

Idiota - znów to słowo, którego tak nienawidzę!

- Zniszczyłaś cały mój plan, nie mogę upozorować, że najpierw on cię zabił, a potem 

popełnił samobójstwo. Będę musiała ukryć wasze ciała.

- Nie możesz tego zrobić! - zaczęłam, szukając dłonią kamienia.

- Nie mogę? - W jej oczach błysnęła nienawiść. - Nigdy cię nie lubiłam, Taran! Wiem, 

że uważasz...

- Proszę rzucić broń, pani Brandell! - zagrzmiało.

Kåre twierdził później, że rozkaz inspektora przypominał groźne zawołanie 

szeryfa z westernu.

Nutti zastygła z palcem na spuście z lufą wycelowaną we mnie. W ułamku sekundy 

zamarłam ze wzrokiem utkwionym w ziejący groźnie otwór. Dopiero gdy Nutti zobaczyła 

3

background image

czterech mężczyzn, opuściła powoli broń.

Odetchnęłam ciężko i łzy popłynęły mi niepohamowanym strumieniem.

Nutti   błyskawicznie   została   obezwładniona   przez   lensmana   i   jego   pomocnika. 

Zauważyłam, że miała posiniałą z zimna twarz, no cóż, spędziła na chłodzie wiele godzin w 

oczekiwaniu na swe ofiary. Mój płacz zamienił się gwałtownie w histeryczny, nieopanowany 

śmiech. Nagle rozbawiło mnie, że Nutti pozbyła się szczebiotu i głupawego spojrzenia. Kiedy 

patrzyła na mnie, jej oczy były zimne jak stal.

Podszedł   do   mnie   Kåre   i   objął   ramieniem.   Nareszcie   miałam   się   u   kogo 

wypłakać.

- Czy dotarliśmy na czas? - spytał z lękiem inspektor, otulając mnie kurtką.

- Nie - załkałam. - Obawiam się, że dla Thora jest już za późno.

Inspektor zaklął i pochylił się wraz z lensmanem nad nieruchomym ciałem.

- Knut! - zawołał lensman do swego pomocnika. - Biegnij na dół i czekaj na karetkę. 

Skierujesz ją tutaj natychmiast, podjedźcie tak blisko jak to możliwe. Pospiesz się!

Patrzyłam przestraszona, jak ci dwaj pochylają się nad mym ukochanym przyjacielem. 

Wyglądałam pewnie okropnie: miałam opuchnięte oczy, błyszczący nos i posiniałą twarz.

- Myśli pan, że on...?

- Szansa jest nikła, ale póki tli się w nim życie, jest nadzieja.

Omal nie zemdlałam, targnięta gwałtownym szokiem. Thor żyje!

- Dobry Boże - modliłam się w duchu. - Oszczędź go! Nigdy więcej nie ośmielę się 

prosić cię o nic więcej, jeśli tylko darujesz mu życie.

Lensman, który nie mógł słyszeć tej modlitwy, rzekł bezmyślnie i głupio:

- Biedak, może lepiej dla niego, gdyby nie przeżył. Słyszałem, że nie był całkiem 

normalny...

-   Proszę   sobie   darować   tego   typu   uwagi   -   przerwał   mu   ostro   inspektor.   Chętnie 

uściskałabym go za te słowa. - Thor to wspaniały człowiek, mało jest osób o tak szlachetnym 

sercu. Zresztą nie ja jeden tak sądzę - uśmiechnął się do mnie, a zwracając się do lensmana, 

zapytał: - Gdzie usłyszałeś te bzdury, które bezmyślnie powtarzasz?

- Ech, ja... jeden chłop, który był z nim na wykopkach, zna go jeszcze z dzieciństwa. 

Mówił, że zawsze był trochę, no... nieważne.

- Wystarczy! - zagrzmiał inspektor.

W   karetce   nie   było   miejsca   dla   nikogo   poza   pielęgniarką.   Wsiedliśmy   więc   do 

samochodu i pojechaliśmy za nimi. Droga do szpitala wydawała mi się koszmarem. Kiedy 

wreszcie dotarłam na miejsce, uprzejmie, lecz stanowczo skierowano mnie do poczekalni. 

4

background image

Siedziałam,   gryząc   paznokcie,   i   zdawało   mi   się,   że   każda   minuta   trwa   wieczność.   Nie 

przestawałam myśleć o ukochanym przyjacielu, odmawiałam za niego niezliczone modlitwy. 

Trwałam między nadzieją a najczarniejszą rozpaczą. Brak jakichkolwiek informacji o jego 

stanie   doprowadzał   mnie   do   szaleństwa.   Mało   brak

owało,   a   staranowałabym   drzwi, 

wszystko   jedno   które,   byleby   ktoś   zwrócił   na   mnie   uwagę   i   powiedział,   co   z 

Thorem. Obok mnie siedział Kåre, ale stanowiło to dla mnie niewielką pociechę. 

Nie wiedział, jak dodać mi choć trochę otuchy, w końcu całkiem umilkł.

Wreszcie   po   dwóch   nieskończenie   długich   godzinach,   w   czasie   których   zdążyłam 

obgryźć paznokcie do samych opuszków, podeszła do mnie pielęgniarka. Spojrzałam na nią z 

lękiem, bo wiedziałam, że oto teraz usłyszę wyrok. Póki nie było żadnej wiadomości, mogłam 

się karmić nadzieją, ale teraz...

Czy zdołam znieść kolejny wyrok śmierci?

- Żyje? - wyszeptałam bezdźwięcznie.

- Tak - uśmiechnęła się lekko. - Lekarz polecił przekazać, że istnieje duża szansa na 

przeżycie. Kula przeszła przez mięśnie, nie uszkadzając ważnych organów. Pacjent stracił 

dużo   krwi,   ale   ubytek   został   uzupełniony   poprzez   transfuzję   -   dodała,   uśmiechając   się 

promiennie.

-   Dziękuję   -   wyszeptałam,   czując,   jak   gorące   łzy   spływają   mi   po   policzkach.   - 

Stokrotne dzięki! Czy będę mogła go zobaczyć?

- Niestety nie! Odtransportowaliśmy go właśnie do pani rodzinnego miasta, zgodnie z 

życzeniem   inspektora   policji.  Ale   jutro   będzie   pani   go   mogła   odwiedzić   w   tamtejszym 

szpitalu.

Jutro? Ile to godzin i ile kilometrów? myślałam zdruzgotana.

Wyszliśmy ze szpitala. Śmiertelnie zmęczona usiadłam za kierownicą, czułam jednak 

niewypowiedzianą ulgę. Ze szczęścia miałam ochotę śmiać się i płakać na przemian.

Późnym   wieczorem   zajechaliśmy   do   naszego   domu,   którego   tak   nie   lubiłam. 

Powinnam pewnie zatelefonować do Ingego albo do inspektora, by uzyskać wyjaśnienia, ale 

nie byłam w stanie. Myśli moje zajmował wyłącznie Thor. Ciągle miałam go przed oczyma, 

jak leży bez życia tam w górach, i w chwilach zwątpienia zastanawiałam się, czy lekarze 

rzeczywiście zdołali go uratować.

Następnego dnia, kiedy dotarłam do szpitala, czekała mnie niespodzianka. Słyszałam 

co prawda, że Thor odzyskał siły, ale nie spodziewałam się, że przyjmuje już gości.

Przy łóżku siedział Bjarne Brandell, który na mój widok wstał z miejsca.

- Taran - odezwał się Thor bezbarwnie, ale uśmiechnął się na mój widok. - Zobacz, to 

5

background image

jest mój ojciec!

Szef wydziału planowania roześmiał się zakłopotany, ale nie krył dumy.

- Tak, dowiedziałem się o tym wczoraj wieczorem. Nie miałem najmniejszego pojęcia, 

że mam dorosłego syna, bo Elin, która, nawiasem mówiąc, nazywała się wtedy Eriksen, nie 

wspomniała mi o tym nawet słowem. - Otarł łzy nieskazitelnie białą chustką.

Wszedł inspektor policji

- Jak widzę, rodzina w komplecie - uśmiechnął się promiennie. - Cieszę się, panie 

Brandell, że znalazł pan czas.

- Przyszedłem jak mogłem najszybciej - odrzekł rozpromieniony Bjarne.

Usiadłam   na  brzegu   łóżka  Thora   i  ujęłam  jego   dłoń,  a   potem   odwróciłam  się   do 

inspektora zdezorientowana:

- Czy ktoś mógłby mi to wszystko wyjaśnić?

Thor uśmiechnął się, uścisnął mocno moją dłoń i pocałował.

- Opowiem pokrótce - zaczął inspektor. - Thor przyjechał do miasta w poszukiwaniu 

swego ojca. Pokazał list, którego nie mógł sam odczytać...

- Dorze! - olśniło mnie.

- Właśnie. Był to list napisany przed dwudziestu siedmiu laty przez Brandella do 

matki Thora, w którym dziękował gorąco za wspólnie spędzoną noc i tak dalej. Z treści 

nietrudno   było   się   domyślić,   co   między   nimi   zaszło.   Data   listu   nie   pozostawiała   żadnej 

wątpliwości, kto jest ojcem Thora.

-   Byłem   wtedy   żonaty   -   dodał   Bjarne.   -   Zakochałem   się   w   Elin,   ale   ona,   jak 

zrozumiałem, nie chciała rozbijać małżeństwa.

- Dla Dory była to nie lada sensacja - ciągnął inspektor. - Powiedziała Thorowi, że 

ojciec już tu nie mieszka, ale nie mogła się powstrzymać, by nie wspomnieć o tym Nutti.

Bjarne skinął głową.

- Dora zawsze miała coś z wiedźmy. Wiedziała, jak uderzyć, żeby kogoś zniszczyć.

-  Ale...   To   znaczy,   że   próbowała   szantażu?   -   Nie   do   końca   rozumiałam   motywy 

działania nieżyjącej już plotkary.

- Nie - odpowiedział Bjarne. - To nie w jej stylu. Po prostu chciała się podelektować 

widokiem cierpiącej Nutti, która dotąd zawsze była uosobieniem szczęścia. Ale przeliczyła się 

- dodał z namysłem.

- Jak to? - ciągle nie rozumiałam.

- Wiedziała oczywiście, że jesteśmy bezdzietni, a wiadomość, że mam dziecko z inną 

kobietą, stanowiła znakomity pretekst, by podręczyć trochę Nutti. Nie wiedziała jednak, że 

6

background image

Nutti przez wszystkie lata wspólnego pożycia mnie oskarżała o to, że nie mamy dzieci. List 

Elin   zaś   jednoznacznie   dowodził,   kto   naprawdę   jest   winien.   Niemało   kobiet   rezygnuje   z 

macierzyństwa,  pragnąc  zachować  wieczną  młodość  i  naiwną  dziewczęcość.  Uważają,  że 

przy dziecku efekt ten zanika, jeśli rozumiecie, co mam na myśli. Nutti należy właśnie do 

tego typu kobiet, więc pojawienie się Thora stanowiło dla niej podwójne niebezpieczeństwo. 

Wyszłoby na jaw, że to z jej winy nasze małżeństwo jest bezdzietne, a ponadto - czego Nutti 

obawiała się szczególnie - groziła nam degradacja towarzyska. Wmówiła sobie, że stracę 

swoją wysoką pozycję, a moje dobre imię dozna uszczerbku, jeśli się okaże, że mam syna 

poza małżeństwem, na dodatek uważanego za nie całkiem przy zdrowych zmysłach. Nutti 

nigdy nie tryskała inteligencją, ale była snobką. Nie tolerowałaby wizyt Thora w naszym 

domu,   spaliłaby   się   ze   wstydu.   Znała   mnie   dobrze   i   wiedziała,   że   przyjąłbym   syna   z 

otwartymi ramionami. Jak ja przez te wszystkie lata marzyłem o tym, żeby mieć dzieci! Nutti 

nie chciała jednak nawet słyszeć o adopcji. Poza tym martwiła się, że przez Thora nie wygram 

następnych wyborów. Wyobrażała sobie, że stracę wszystkie stanowiska, jakie piastowałem. 

Biedna istota! Przecież żyjemy w dwudziestym wieku!

- Ale... Jak ona to zrobiła? - zapytałam, bo chciałam wiedzieć wszystko. - I jak pan, 

inspektorze, nabrał podejrzeń wobec niej? I dlaczego ja otrzymywałam te okropne listy?

Weszła pielęgniarka i oświadczyła, że pacjent potrzebuje spokoju. Pocałowałam Thora 

delikatnie, pragnąc włożyć w ten pocałunek całą swoją miłość, co, jak się samo przez się 

rozumie, było dość trudne. Ale on uśmiechnął się do mnie z oddaniem i uścisnął czule moją 

dłoń. Skierowałam się ku wyjściu za mężczyznami.

Bjarne zaprosił nas na lunch. Ku swemu zdziwieniu odkryłam, że jest bardzo miły. 

Domyślam się, że jego małżeństwo z Nutti było wielką pomyłką, zapewne żonka działała mu 

strasznie na nerwy, przez co stał się marudny i rozdrażniony.

-   Tak   -   powiedział   inspektor   przy   stole.   -   Dora   rozmawiała   z   Nutti   wczesnym 

wieczorem i opowiedziała o liście, jaki pokazał jej Thor. Nutti nie chciała jej wierzyć, na co 

Dora oznajmiła z uśmiechem, że może pójść do pokoju Thora i przynieść ten list jako dowód. 

„Nie teraz” - odparła Nutti. - „Spotkamy się na dworze po przyjęciu”.

Przez cały wieczór Nutti zadręczała się z powodu okropnej wiadomości, która burzyła 

jej poukładany świat. Kto inny starałby się pewnie opanować zdenerwowanie, ale Nutti jest 

osobą dość specyficzną. To egoistka, która ma na uwadze wyłącznie własne potrzeby. Kieruje 

się sobie tylko wiadomymi normami i, łagodnie mówiąc, jest dość ograniczona. Ale w tamtej 

chwili wykazała się niezwykłym wyrachowaniem. Kiedy Bjarne wyszedł pozamykać garaż i 

hangar na łódź, Nutti wybiegła z domu i zadźgała Dorę ostrym kuchennym nożem. Chciała 

7

background image

także   zabić   psa,   który   oczywiście   stanął   w   obronie   swojej   pani,   ale   tylko   go   zraniła. 

Zamierzała zrzucić winę na Thora, którego nienawidziła całym sercem, więc upozorowała 

gwałt. Ale nie zdarzyło mi się widzieć w mojej długoletniej praktyce, by gwałciciel podarł 

ubranie ofiary w tak wyszukany sposób. Zabrała list demaskujący jej męża i pośpiesznie 

wróciła do domu.

Taran dość wcześnie wykluczyliśmy z kręgu podejrzanych, ponieważ miała doskonałe 

alibi, tym baczniej więc obserwowałem Nutti, ale na długi czas śledztwo utkwiło w martwym 

punkcie, bo nie znaleźliśmy żadnego dowodu, brakowało nam też motywu. Nie byłem przy 

tym pewien, czy sprawcą nie okaże się stłamszony emocjonalnie Kristoffer Hansen.

-   Rzeczywiście,   przez   cały   czas   zachowywał   się   dość   dziwnie.   Dlaczego?   Unikał 

mnie, jakbym była trędowata. Odnosiłam wrażenie, że dręczą go wyrzuty sumienia.

- Niewątpliwie dokuczało mu sumienie - uśmiechnął się krzywo inspektor. - To on 

bowiem wpędził w kłopoty twoją sekretarkę. Śmiertelnie się bał, że Lisa zwierzy się tobie i 

jego mama dowie się o wszystkim.

- Co za tchórz - prychnęłam z pogardą. - Nie ma się co dziwić, że Lisa nie chce mieć z 

nim nic wspólnego. Ale niech pan mówi dalej! Co z Nutti?

- No cóż, Nutti ukryła list, Dora została unieszkodliwiona, a Thor zatrzymany jako 

podejrzany o zabójstwo. Tymczasem lokalna gazeta opublikowała twoje gorące zapewnienia, 

że Thor jest niewinny. Nutti wpadła w popłoch i zaczęła dostrzegać zagrożenie nawet tam, 

gdzie go nie było. Przestępcy często popełniają takie błędy na skutek zdenerwowania czy 

wyrzutów sumienia. Postanowiła wysłać ci list z pogróżkami, aby pozbyć się ciebie z miasta. 

Ja   także   otrzymałem   anonim   sugerujący,   że   powinienem   baczniej   przyjrzeć   się   temu,   co 

robiłaś feralnego wieczoru. Była to żałosna próba skierowania podejrzeń na twoją osobę. 

Strażnik widział cię przecież i twierdził, że szłaś rozmarzona i nieobecna duchem. À propos, 

wiesz, gdzie pracuje Nutti?

- Nie - nie rozumiałam, czemu mnie o to pyta. - Chyba w jakimś urzędzie.

- W urzędzie skarbowym - wtrącił Bjarne. - To ona wystosowała ponaglenie o wpłatę 

podatku,   ona   także   zaproponowała   twojemu   dzierżawcy   kupno   gospodarstwa,   które 

odziedziczyła  po  swych   rodzicach.  Sprzedała  mu   za  psie  grosze,   ale  pod  warunkiem,  że 

przejmie je natychmiast. Nutti postanowiła utrudnić ci maksymalnie życie.

- Hmm - westchnęłam. - Muszę przyznać, że jej się to nawet udało.

- Tak, chodziło jej o to, żebyś wyjechała z miasta i zapomniała o swym przyjacielu z 

dzieciństwa - wtrącił Bjarne. - Dowiedziałem się o tym dzisiaj.

- W gruncie rzeczy wyjazd na wieś dobrze mi zrobił - uśmiechnęłam się. - Co do 

8

background image

Thora zaś, to nie zamierzałam o nim zapomnieć, wręcz przeciwnie.

- Właśnie - ciągnął inspektor. - I to kompletnie wytrąciło Nutti z równowagi. Bez 

przerwy nawiedzała mnie z pretensjami, że policja uwolniła podejrzanego, że pozwoliłem mu 

wyjechać z miasta, mimo że Dora wyraźnie wskazała go jako winnego.

- Niesłychane, czy Nutti nie obawiała się, że Dora odzyska przytomność i opowie co 

się naprawdę wydarzyło?

- Nutti wykazywała niezwykłą troskliwość, kilka razy dziennie dzwoniła do szpitala, 

żeby się dowiedzieć o stan biednej Dory. Uspokajała się, słysząc, że nadal leży nieprzytomna 

i nie ma większych szans na przeżycie - mówił inspektor. - Domyślamy się, dlaczego Dora 

wymieniła imię Thora na łożu śmierci, prawdopodobnie była to zemsta odrzuconej kobiety. 

Nutti, poinformowana przez niezwykle życzliwego sąsiada Ingego o tym, co dzieje się w 

Valdres,   postanowiła   rozprawić   się   z   wami   obojgiem   i   zrzucić   winę   na  Thora.   Niewiele 

brakowało, a jej plan by się powiódł...

Zamilkliśmy na chwilę, pogrążeni we własnych myślach.

-   Wiesz,   Bjarne   -   westchnęłam   w   końcu.   -   Jeśli   chcesz   zyskać   zaufanie   Thora, 

powinieneś zmienić swój stosunek do pewnych spraw.

- O co chodzi? - zapytał zaintrygowany.

-   Przypominam   sobie,   jak   powiedziałeś:   „A  jakie   znaczenie   ma   pies?”,   próbując 

podkreślić, że Dora jest najważniejsza. Masz szczęście, że nie słyszał tego Thor, bo on kocha 

zwierzęta,   rozumiesz?   Nie   może   znieść,   że   ludzie   je   zabijają   i   rozpaczą   napełniają   go 

wszelkie polowania.

-   Hm   -   westchnął   Bjarne.   -   Dziękuję,   że   mi   o   tym   powiedziałaś.   Jeśli   chodzi   o 

polowania, to mogę z nich zrezygnować. Jak sądzisz, czy Thor chciałby mieć psa?

- Czy by chciał? Ależ psi towarzysz bardzo mu się przyda w zagrodzie! - zawołałam 

uszczęśliwiona, wiedząc, ile radości sprawi Thorowi posiadanie własnego czworonoga.

- W takim razie zabiorę go do hodowców rasowych psów, jak tylko wyzdrowieje - 

postanowił Bjarne, który pragnął przychylić nieba swemu cudem odnalezionemu synowi.

Niebawem rozstaliśmy się. Miałam do załatwienia jeszcze jedną niezbyt przyjemną 

sprawę.

- To niemożliwe, Taran, żebyś tak myślała - stwierdził zdenerwowany Inge. Był już 

późny wieczór po ciężkim dla niego dniu, wypełnionym od rana zajęciami. - Chyba oszalałaś! 

Nie   możesz   mi   tego   zrobić!   Przecież   wszyscy   już   wiedzą,   moi   koledzy   gratulowali   mi 

wspaniałej narzeczonej. Mówiłem, że pobierzemy się na święta Bożego Narodzenia.

9

background image

- A mnie o tym nie poinformowałeś - stwierdziłam spokojnie. - Przykro mi, Inge, ale 

to jedyna słuszna decyzja.

Westchnął głęboko.

- Nie pojmuję cię - rzekł poruszony. - Pomyśl, na co się decydujesz. Jakie życie czeka 

cię z Thorem?

- Cudowne - odpowiedziałam rozmarzona.

- Czy jesteś pewna, że nie chodzi mu czasem o twoje pieniądze? - zapytał, spuszczając 

wzrok.

- Pieniądze? - Zdumiałam się, jak Inge mógł wpaść na coś tak absurdalnego. - A cóż 

mają do tego pieniądze?

Nagle uderzyła mnie myśl, że często ocenia się innych własną miarą! Ale nie, nie 

powinnam być niesprawiedliwa.

-   Wydaje   mi   się,   że   nastąpiło   u   ciebie   pomieszanie   pojęć.   Pomyliłaś   miłość   ze 

współczuciem!

- Nie używaj tego upokarzającego słowa - rzekłam zdecydowanym tonem. - Spróbuj 

zrozumieć, że kocham Thora. On potrafi sprawić, że cała płonę.

- Płoniesz? Ty? Dziwne - popatrzył na mnie z niechęcią, a potem odwrócił wzrok i 

mruknął niewyraźnie: - Seks to nie wszystko.

- Nie - odpowiedziałam. - Ale stanowi ważny element w związku dwojga ludzi. O 

wiele ważniejszy niż mi się kiedyś zdawało. A Thor i ja mamy ogromnie wiele wspólnego.

Inge skulił się w sobie i po długiej chwili milczenia odezwał się w końcu:

- Pojmuję, że nie żartujesz, Taran. Co prawda nadal cię nie rozumiem, ale zawsze 

wiem, kiedy ponoszę klęskę. Życzę ci szczęścia, mam nadzieję, że uda ci się to, na co się 

zdecydowałaś.

- Będę się starała - odparłam z ulgą. - Dziękuję ci, Inge, że mi nie utrudniasz.

Następnego dnia wczesnym rankiem zadzwoniłam do szpitala i wiedząc, że przy łóżku 

każdego   chorego   stoi   aparat   telefoniczny,   poprosiłam   o   połączenie   z  Thorem.   Po   chwili 

usłyszałam jego głos.

- Cześć, Thor! To ja, Taran - zawołałam wesoło w słuchawkę. - Jak się czujesz?

- Wspaniale - usłyszałam radość w jego głosie. - Dziś już będę mógł wstać na chwilę. 

Ale jak tam owce, no i ziemniaki?

-   Wszystko   dobrze  -  uspokoiłam   go.  -   Kåre   kończy   właśnie  szkołę   i jutro 

będziemy  mogli   razem   jechać   do   Valdres.   Sąsiad   obiecał   nam   pomagać   aż   do   twego 

00

background image

powrotu.

- Świetnie, Taran. Tak się cieszę, że tam zamieszkam, choć nie ukrywam, że bez ciebie 

będzie strasznie pusto.

- Och, Thor - uśmiechnęłam się wzruszona. - Wiesz, rozmawiałam wczoraj z Ingem i 

wyjaśniłam mu, że chcę zerwać zaręczyny.  Koniec z nami. Jestem wolna, Thor. Zresztą, 

Bogiem a prawdą, nigdy nie było między nami nic poważnego.

W słuchawce usłyszałam nagle głośny brzęk.

- Co się stało? - zapytałam przestraszona.

-   Potrąciłem   tacę   ze   śniadaniem   i   wszystko   spadło   na   podłogę   -   odpowiedział 

nieswoim głosem. - To na pewno prawda, co mówisz, Taran?

- Przeszkodziłam ci w śniadaniu? Przepraszam. To wszystko prawda, Thor. Chciałam 

zapytać, czy będę mogła także przenieść się do Valdre

s, zamierzam sprzedać fabrykę i 

dom w mieście. Zarówno Kåre, jak i ja wolimy osiąść na gospodarstwie.

Słyszałam wyraźnie, jak głośno przełknął ślinę, potem jeszcze raz i jeszcze.

- Przecież ja nie mogę ci tego zabronić - roześmiał się wymuszenie. - Na pewno 

wszystko się dobrze ułoży.

Wahałam się trochę, ale w końcu zapytałam niepewnym głosem:

-   Czy   nie   zamierzasz   mnie   o   nic   prosić?   Dopiero   co   rozmawiałam   z   Bjarnem   i 

zorientowałam się, że pragnąłby jak najszybciej doczekać się wnuków.

Sama nie wiem, skąd wzięłam śmiałość, by zdobyć się na takie słowa. A może po 

prostu szarżowałam?

Znowu coś brzęknęło.

- Co to, reszta śniadania?

- Och, Taran! - wykrzyknął radośnie. - Naprawdę chcesz za mnie wyjść? - odchrząknął 

i   uroczyście   rzekł:   -   Taran,   kocham   cię   całym   sercem,   jesteś   dla   mnie   wszystkim.   Czy 

zgodzisz się mnie poślubić?

Teraz ja ze wzruszenia z trudem przełknęłam ślinę. Wielkie łzy potoczyły mi się po 

policzkach i spłynęły na podstawkę telefonu.

- Tak, Thor, chcę - wyszeptałam. - Niczego bardziej nie pragnę.

-   Taran,   najdroższa,   nawet   nie   wiesz,   jakie   to   dla   mnie   szczęście.   Mam   ochotę 

wykrzyczeć swoją radość.

- To zrób to - poradziłam mu pod wpływem impulsu.

Na ułamek sekundy w słuchawce ucichło, a potem rozległ się rozdzierający wrzask. 

Usłyszałam, jak nadbiegły przerażone pielęgniarki i lekarze.

01

background image

- Och, jak ja cię kocham, Thor - wyszeptałam i odłożyłam słuchawkę.

Teraz już wiedziałam na pewno, że w Valdres czeka nas wielkie szczęście. W pogodne 

letnie ranki, trzymając się za ręce, będziemy wychodzić na łąkę, by poczuć na bosych stopach 

chłód porannej rosy - łez odchodzącej nocy.

02


Document Outline