background image
background image

Michelle Smart

Wymarzona rezydencja

Tłumaczenie: Ewa Pawełek

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

background image

Tytuł oryginału: His Greek Wedding Night Debt

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2020

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2020 by Michelle Smart

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o.,

Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin

Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji

części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek

podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych –

jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi

znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i

zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym

do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą

być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books

S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

background image

ISBN 978-83-276-6742-7

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek

Woblink

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Helena Armstrong popatrzyła na swoje odbicie w lustrze.

Rzęsy  podkreślone  tuszem?  W  porządku.  Szminka
w neutralnym kolorze na ustach, a nie na zębach? W porządku.
Grube,  kasztanowe  włosy  zebrane w kok bez wymykających
się  kosmyków?  W  porządku.  Srebrno-niebieska  spódnica
w  kształcie  litery  A  wyprasowana  i  czysta?  W  porządku.
Czarna  bluzka  bez  zagnieceń?  W  porządku.  Czarne  rajstopy
bez  oczek?  W  porządku.  Szpilki,  czarne  i  wypolerowane?
W  porządku.  Okulary  w  grubych  oprawkach  bez  smug
i  odcisków  palców?  W  porządku.  Wskaźnik  przygotowany?
W porządku. Serce walące mocno i odbierające jej spokój? No
cóż, nie można mieć wszystkiego.

Helena przygotowała się najlepiej, jak potrafiła. Nadszedł

czas,  aby  po  raz  pierwszy  zaprezentować  klientowi  projekt,
nad którym ciężko pracowała przez kilka tygodni. Tajemniczy
zleceniodawca do tej pory kontaktował się z biurem wyłącznie
przez  prawników,  co  budziło  spekulacje  na  temat  tego,  kim
jest.  Helena  wiedziała  tylko  tyle,  że  ich  firma  bierze  udział
w  konkursie  wraz  z  trzema  innymi  biurami  projektowymi.
Zwycięzca  poleciałby  na  grecką  wyspę,  której  nazwa  nie
została jeszcze ujawniona, z zadaniem zaprojektowania tysiąca
metrów kwadratowych willi w tradycyjnym stylu cykladzkim.
Każde wytypowane biuro projektowe miało zgłosić architekta,
który  mówi  po  grecku  i  specjalizuje  się  w  klasycznej
architekturze  europejskiej.  Helena,  pół-Greczynka  po  matce,

background image

utalentowana  wielbicielka  sztuki  klasycznej,  była  najlepszą
kandydatką.  Wreszcie  na  coś  się  przydała  znajomość  greki,
którą  katował  ją  ojciec.  Nie  łudziła  się,  że  ma  szansę  na
wygraną.  Była  najmłodsza  i  najmniej  doświadczona,  ale  po
cichu  marzyła  o  sukcesie.  Byłaby  to  prestiżowa  sprawa  nie
tylko  dla  firmy,  ale  przede  wszystkim  dla  niej.  Architekt
dostałby  wysokie  wynagrodzenie,  a  także  premię  za
ukończenie  prac  w  terminie,  dzięki  czemu  spłaciłaby  długi.
W  prezentacji  zdecydowała  się  pokazać,  jak  zmieniła  starą
grecką szkołę w trzy luksusowe letnie apartamenty.

Przeszła  do  sali  konferencyjnej,  powtarzając  sobie,  że

wszystko  będzie  dobrze.  Zaczęła  pracować  jako  niepewna
siebie  dwudziestojednoletnia  dziewczyna.  Teraz  miała
dwadzieścia sześć lat i dyplom architekta.

Rzuciła pospieszne spojrzenie Stanleyowi, szukając w jego

oczach  otuchy.  Nie  chciała  zawieść  człowieka,  który  pięć  lat
wcześniej  wziął  ją  pod  swoje  skrzydła.  Dzięki  niemu  mogła
studiować  i  jednoczenie  zdobywać  doświadczenie  w  jego
firmie.

Dopiero po chwili zauważyła odwróconego do niej tyłem

tajemniczego  klienta.  A  więc  to  mężczyzna,  pomyślała,
spoglądając  na  muskularną  sylwetkę.  Pospieszyła  do
prezydialnego  stołu,  przywołując  na  usta  uprzejmy  uśmiech.
I  wtedy  zobaczyła  jego  twarz.  Wszystkie  myśli  zmieniły  się
w  pył,  jej  umysł  zamarł.  Naprzeciw  niej  siedział  Theo
Nikolaidis.  Ten  sam  Theo  Nikolaidis,  którego  porzuciła  trzy
lata temu, na dwadzieścia cztery godziny przed ślubem.

Theo  nie  próbował  ukryć  szerokiego  uśmiechu,  widząc,

jak  Helenie  zrzedła  mina.  Delektował  się  tą  chwilą  niczym

background image

kieliszkiem  dobrego  wina.  Wstał  i  wyciągnął  rękę,
przechylając wyczekująco głowę.

–  Dzień  dobry,  Heleno  –  powiedział  z  jeszcze  szerszym

uśmiechem. Jej twarz przybrała kolor dojrzałego pomidora. –
Miło cię znowu widzieć.

Miał  wrażenie,  że  usłyszał  zbiorowy  wdech  wszystkich

osób  w  sali  konferencyjnej.  Spanikowane  spojrzenie  kobiety,
która  zrobiła  z  niego  pośmiewisko,  było  kolejną  nagrodą,
którą zamierzał się delektować.

Po dłuższej chwili Helena podała mu rękę, jasną, delikatną

z krótko przyciętymi paznokciami. Jej palce owinęły się wokół
męskiej dłoni tylko na ułamek sekundy.

–  Pan  Nikolaidis  –  powiedziała  cicho,  zajmując  miejsce

przy stole. Odłożyła torbę na krzesło, spuszczając głowę.

–  Znacie  się?  –  spytał  jeden  z  jego  pracowników,  który

towarzyszył  mu  na  spotkaniu.  Miał  tyle  lat,  że  spokojnie
mógłby być ojcem Heleny, ale patrzył na nią w taki sposób, że
Theo  najchętniej  spowodowałby  u  niego  poważne  obrażenia
ciała.

– Jesteśmy starymi przyjaciółmi– wyjaśnił nonszalancko. –

Prawda, agapi mou?

Wreszcie  na  niego  spojrzała.  Jej  pełne  usta  zacisnęły  się

w  wąską  linię.  Ciemnobrązowe  oczy  błyszczały  gniewnie.
Jeszcze da jej powody do wściekłości. To dopiero początek.

– Możemy zaczynać? – spytała nieco drżącym głosem.

Theo rozłożył ręce.

background image

– Oczywiście. Pokaż mi swoje projekty. Przekonamy się,

czy jesteś tak utalentowana, jak mi powiedziano.

Zmrużyła oczy, a do twarzy przekleiła fałszywy uśmiech.

– No cóż, sam się przekonasz.

– Wierz mi, agapi mou, że już nieraz się przekonałem, że

nie można ulegać pozorom.

Helena posłała mu twarde spojrzenie. Nawet w złości była

piękna.  Najpiękniejsza  kobieta,  jaką  spotkał  na  rodzinnej
wyspie  Agon.  Pamiętał,  jak  któregoś  dnia  postanowił  złożyć
wizytę  swojemu  dobremu  przyjacielowi  Tezeuszowi
Kalliakisowi,  księciu  Agon,  który  w  tamtym  czasie  mieszkał
w pałacu. To był piękny, słoneczny dzień, a Theo, który lubił
czuć  słońce  na  twarzy,  postanowił  przejść  przez  ogrody
pałacowe  do  prywatnej  rezydencji  księcia.  Nagle  zauważył
młodą  dziewczynę,  siedzącą  na  ławce  obok  posągu  bogini
Artemidy,  z  otwartym  blokiem  rysunkowym  na  kolanach
i  ołówkiem  w  ręce.  Kasztanowe  włosy  opadały  jej  na  twarz
i  ramiona,  które  po  chwili  odgarnęła  niedbałym  ruchem.
Odsłoniła  twarz,  przepiękną  twarz  bogini.  Wciągnął
najdłuższy oddech w swoim życiu i patrzył. Po cichu zakradł
się  od  tyłu,  by  podejrzeć,  czym  się  zajmuje.  Na  kartce  A4
widniał  szkic  pałacu.  To  był  doskonały  rysunek.  Używając
wyłącznie  zestawu  ołówków  grafitowych,  ożywiła  zimne
mury. Udało jej się nawet odmalować światło, odbijające się
od okien.

Nic  dziwnego,  że  się  zachwycił.  Kobieta  była  nie  tylko

piękna,  ale  i  utalentowana.  Natychmiast  postawiłby  ją  na
postumencie  i  czcił  tak,  jak  jego  rodacy  setki  lat  wcześniej
czcili  Artemidę.  Szkoda,  że  zapomniał,  że  ważniejsze  od

background image

urody  i  zdolności  są  lojalność  i  uczciwość.  Kobieta,  z  którą
chciał  się  żenić,  powinna  mieć  przede  wszystkim  honor.
Posąg,  który  był  świadkiem  ich  pierwszego  spotkania,
powinien  był  wziąć  za  znak  ostrzegawczy.  Artemida,  jedno
z  najczęściej  czczonych  starożytnych  bóstw,  według  mitu
przysięgała, że nigdy nie wyjdzie za mąż. Szkoda, że Helena
ukrywała swoją niechęć do małżeństwa niemal do dnia ślubu.

Teraz, kiedy myślał o tamtym upokorzeniu, stwierdzał, że

wyświadczyła  mu  przysługę.  Dla  niej  musiałby  porzucić
hedonistyczny,  imprezowy  styl  życia  i  pewnie  ostatnie  trzy
lata  spędziłby  w  nudnym,  ustabilizowanym  związku.  Teraz
wiedział,  że  najważniejsza  jest  wolność.  Oczywiście  do
pewnego  momentu.  Trzy  lata  po  publicznym  upokorzeniu,
jego życie erotyczne praktycznie umarło. Bóg jeden wiedział,
że  próbował,  ale  jego  niegdyś  żarłoczne  libido  zapadło
w  hibernację.  On,  facet,  który  mógł  mieć  każdą,  z  dnia  na
dzień  stracił  zainteresowanie  płcią  przeciwną.  Umawiał  się
z  kobietami,  żeby  drażnić  Helenę.  Niech  wie,  co  straciła.
A jednak z żadną nie poszedł do łóżka. Nie chciał też stałego
związku. Miłość była dla naiwnych głupców, a on nie potrafił
znów  zaufać.  Z  drugiej  strony  miał  dopiero  trzydzieści  trzy
lata i był zbyt młody, by żyć niczym mnich. A potem, sześć
miesięcy temu przeczytał w branżowym czasopiśmie, że firma
architektoniczna  Staffords  zatrudniła  na  cały  etat  młodą
absolwentkę  studiów,  Helenę  Armstrong.  Obok  notatki
widniało jej zdjęcie. Następnego ranka obudził się z pierwszą
erekcją od dnia, gdy został porzucony. Pomyślał, że wreszcie
nastąpiło jakieś odblokowanie. A jednak podczas imprezy na
jachcie  przyjaciela  z  grupą  skąpo  odzianych  panienek  znów
nie sprostał. Jego męskość ani drgnęła do czasu, aż zaspokoił

background image

się sam w łóżku, wyobrażając sobie nagą Helenę. Przyczyna
jego  impotencji  stała  się  jasna.  Zrozumiał  więc,  że  aby  się
wyleczyć,  musi  raz  na  zawsze  wyrzucić  z  pamięci  byłą
narzeczoną, a żeby to zrobić, powinien zaciągnąć ją do łóżka,
znów  w  sobie  rozkochać,  a  potem  porzucić  i  upokorzyć.
Wtedy będzie mógł o niej zapomnieć i zacząć normalne życie
normalnego faceta.

Helena  nie  wiedziała  później,  jak  dała  radę.  Wracając

wieczorem  do  domu,  znalazła  w  metrze  wolne  miejsce,
odchyliła  głowę  i  zamknęła  oczy.  Czy  to  był  sen?  Czy  to
naprawdę  Theodoros  Nikolaidis  był  tajemniczym  klientem,
który trzymał ich w szachu przez ostatnie dwa miesiące? Jakoś
udało  jej  się  zebrać  siły  i  perfekcyjnie  odegrać  swoją  rolę.
Wiedziała, że i tak wszystko na marne, ale wytrwała do końca.
Kiedy  koledzy  z  pracy  się  dowiedzą,  że  klient  wybrał  inną
firmę, nie będą mogli mieć do niej żalu. Postarała się najlepiej,
jak  umiała.  A  Theo  nigdy  się  nie  dowie,  że  za  fasadą
profesjonalizmu i opanowania krwawiło jej serce.

Po  prezentacji  nie  zadał  ani  jednego  pytania.  Po  prostu

spojrzał na zegarek, podziękował wszystkim, wstając, mrugnął
do niej okiem i wyszedł z sali. Zobaczyć go ponownie po tylu
latach… Nie myśl o nim, upomniała się surowo, ale było już
za późno. Otworzyła pudełko pamięci, tak jak dziecko otwiera
pudełko  pełne  słodyczy.  Powróciła  wspomnieniami  do
wydarzeń  sprzed  trzech  lat,  gdy  jej  serce  było  wolne,
nietknięte miłością, a ciało rozkwitło jak kwiat w wiosennym
słońcu. Tym słońcem okazał się najseksowniejszy mężczyzna,
jakiego  widziała.  Tamtego  dnia  poszła  do  pałacowych
ogrodów  tylko  przez  chwilowy  kaprys.  Po  pierwszym  roku
studiów,  zdecydowała  się  odwiedzić  rodzinę  matki  w Agon.

background image

Tam, może za sprawą pięknej pogody, wszystko wydawało się
prostsze,  lepsze.  Trzeciego  dnia  pobytu,  z  samego  rana,
postanowiła udać się do pałacowego ogrodu, który uwielbiała
jako  dziecko.  Uzbrojona  w  szkicownik,  zestaw  ołówków,
pudełko  z  kanapkami  i  butelkę  wody  przysiadła  na  ławce,
żeby  narysować  ulubiony  budynek  na  świecie.  Było  pusto,
turyści zazwyczaj pojawiali się po południu, dlatego zdziwiła
się, gdy nagle poczuła, że jest obserwowana. Podniosła głowę
i wtedy usłyszała za plecami niski, przyjemny głos.

– Masz niezwykły talent.

Znalazła się twarzą w twarz z mężczyzną, który zauroczył

ją  od  pierwszej  sekundy.  Był  bardzo  wysoki  i  muskularny.
Miał  krótkie  brązowe  włosy  z  końcówkami  rozjaśnionymi
przez słońce. Głęboka opalenizna sugerowała, że wiele godzin
spędzał  na  świeżym  powietrzu.  Serce  galopowało  jej  jak
szalone i nie potrafiła wydusić słowa.

Trzy  lata  później  reagowała  na  niego  tak  samo,  dlatego

tylko  jakimś  cudem  zdołała  zaprezentować  projekt.  Wciąż
płaciła  wysoką  cenę  za  tamtą  nieprzemyślaną  decyzję
o wizycie w pałacowym ogrodzie.

Gdy dotarła na swoją stację, przerzuciła torbę przez ramię

i ruszyła przed siebie z marsową miną. Padało i oczywiście od
razu  musiała  wdepnąć  w  kałużę.  Pantofel  na  płaskiej
podeszwie  przemókł  natychmiast.  Cudownie.  Jeszcze  jej  to
potrzebne. Zanim dotarła do mieszkania w suterenie, była już
cała  przemoczona.  Wewnątrz  panował  przejmujący  chłód,
jakby to był listopad, a nie maj. Włączyła ogrzewanie, zdjęła
mokrą  odzież  i  założyła  gruby  szlafrok.  Planowała  kąpiel
w wannie, gdy niespodziewanie usłyszała dzwonek do drzwi.

background image

To  musiała  być  pomyłka.  Od  kiedy  zaczęła  wynajmować
maleńkie  mieszkanko  w  Londynie,  miała  tylko  jednego
niespodziewanego gościa, kuriera, który chciał u niej zostawić
paczkę dla nieobecnych sąsiadów z pierwszego piętra.

Ostry dźwięk dzwonka rozległ się ponownie. Podeszła do

drzwi,  ostrożnie  przyłożyła  oko  do  wizjera…  i  cofnęła  się
przerażona. Jak, do diabła, ją tu znalazł? Cofnęła się z bijącym
sercem.  Theo  nie  ma  rentgenu  w  oczach,  więc  nie  musi
wiedzieć, że jest w domu. Wróci do łazienki i… Dzwonek tym
razem  wydał  ciągły  dźwięk,  jakby  Theo,  znany
z  niecierpliwości,  zamierzał  trzymać  palec  na  przycisku,
dopóki nie zirytuje wszystkich mieszkańców budynku.

Co za wstrętny, egoistyczny, podły… Nie potrafiła znaleźć

odpowiedniego  wyzwiska.  Nie  mając  wyboru,  odblokowała
dwa zamki i otworzyła drzwi. Stał na progu w czarnej koszuli
i czarnych spodniach, smagany deszczem. Wiatr tarmosił jego
ciemny  płaszcz.  Piękny  uśmiech  na  równie  pięknej  twarzy
mogłaby wziąć za szczerą radość, gdyby nie groźba iskrząca
się w jego lodowatych oczach.

Theo pochylił głowę.

– Niespodzianka – zawołał.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Theo  delektował  się  przez  chwilę  gniewem  na  twarzy

Heleny,  po  czym  wszedł  do  środka,  zachęcony  ciepłem  jej
domu. Otarł krople z twarzy i wytarł buty na wycieraczce.

–  Miłe  mieszkanie  –  skomentował,  spoglądając

z konsternacją na wytarty dywan.

Helena zamknęła drzwi i zwróciła się w jego stronę.

– Co ty tu robisz?

Spojrzał  na  nią  i  przyłożył  dłoń  do  piersi  w  teatralnym

geście.

– Nie cieszysz się, że mnie widzisz, agapi mou?

–  Czerwonka  byłaby  bardziej  pożądanym  gościem  –

skwitowała cierpko, poprawiając okulary na nosie. – Na litość
boską,  Theo,  minęły  już  trzy  lata.  Najpierw  pojawiasz  się
w  firmie,  teraz  przychodzisz  do  mojego  mieszkania.  O  co  ci
chodzi?  Wszystkie  sprawy  omówiliśmy  dawno  temu,
zapomniałeś?

–  O  tamtej  awanturze,  którą  mi  urządziłaś?  Nie,  nie

zapomniałem. – Popatrzył na nią z tajemniczym uśmiechem. –
Pomyślałem, że powiem ci to osobiście. Wygrałaś.

Zmarszczyła brwi.

– Co wygrałam?

background image

–  Konkurs.  Gratuluję,  masz  tę  pracę.  –  Uśmiechnął  się

szeroko. – Zaprojektujesz mój nowy dom na wyspie. – Piękna
twarz Heleny nie wyrażała żadnych emocji. – Może otworzysz
butelkę wina? Trzeba omówić szczegóły.

Rozejrzał się, szukając wzrokiem kuchni, która okazała się

maleńką klitką.

– O czym ty mówisz? – wydukała.

– O tym, że musimy porozmawiać.

– Tak, ale…

–  Przy  alkoholu  zawsze  łatwiej,  prawda?  –  Podszedł  do

lodówki i westchnął teatralnie, przetrząsając zawartość. – Nie
widzę żadnego białego wina. Gdzie trzymasz czerwone?

– Nigdzie. Nie mam ani jednej butelki.

– Ani jednej? Żadnego alkoholu?

– Nie.

Wyciągnął telefon i mrugnął okiem.

– To na szczęście można łatwo naprawić.

– Zaczekaj. – Wciąż nie wierzyła w to, co powiedział.

– Tak, agapi mou?

– Naprawdę wygrałam konkurs?

– Przecież ci powiedziałem. Moje gratulacje.

Ściągnęła brwi ze zwiększoną podejrzliwością.

–  Wiesz,  mogłabyś  się  uśmiechnąć.  –  Uwielbiał  ją

prowokować.

background image

– Uśmiechnę się, kiedy powiesz, co robisz w moim domu.

Nie  musiałeś  przychodzić.  Wystarczyło  powiadomić  biuro.
Zastanawiam się też, skąd wziąłeś mój adres i czy zamierzasz
grzebać  tylko  w  mojej  lodówce,  czy  także  szafkach
i szufladach?

–  Nie  jesteś  zbyt  gościnna  –  stwierdził,  po  czym

z  uśmiechem  odsunął  pierwszą  szufladę.  Na  skromną
zawartość  składała  się  jedynie  ściereczka  do  naczyń  i  rolka
folii  spożywczej.  Po  raz  kolejny  westchnął  teatralnie.
Domyślił się, że Helena wciąż nie jest entuzjastką gotowania.

– Jadłaś już coś?

– No… tak.

Zaśmiał się z rażącego kłamstwa.

– A co byś chciała?

–  Chciałabym,  żebyś  przestał  się  szarogęsić.  Nie  grzeb

w  moich  szafkach,  nie  zamawiaj  wina  ani  jedzenia,  tylko
powiedz wprost, o co ci chodzi i wyjdź, do diabła, z mojego
mieszkania.

Teraz  Theo  zmarszczył  brwi,  przesuwając  palcem  po

ekranie telefonu.

–  Czy  tak  powinnaś  rozmawiać  z  człowiekiem,  który

uczyni cię bogatą?

– Gdyby  mi  zależało  na  bogactwie,  wyszłabym  za  ciebie

trzy lata temu.

Ponownie  położył  rękę  na  piersi,  udając,  że  zwija  się

z bólu.

– Och. Widzę, że wyostrzył ci się język.

background image

–  A  tobie  najwyraźniej  stępił  się  słuch.  Odpowiesz

wreszcie na moje pytanie?

– Które? Było ich tak wiele. – Widział jej wściekłą minę

i mało nie parsknął śmiechem. Nie mógł się już doczekać, by
płonęła w jego łóżku.

– Na początek, skąd masz mój adres? – Nie potrafiła ukryć

irytacji.

– Od twojej matki. – Nagle jego uwagę przykuło zdjęcie

wiszące  na  ścianie  kuchennej,  przy  drzwiach.  Przedstawiało
Helenę  tulącą  do  piersi  małe  dziecko.  Delikatnie  dotknął
drewnianej ramy. – Kto to?

Zignorowała jego pytanie.

– Widziałeś się z moją matką?

–  Tak.  Chciałem  cię  znaleźć.  A  kto  może  mieć  większą

wiedzę niż matka?

Patrzył na nią ze świadomością, że wszystko dzieje się tak,

jak zaplanował. No, może z jednym wyjątkiem. Kiedy widział,
jak  Helena  wraca  przemoczona  do  mieszkania,  wyobrażał
sobie,  że  otworzy  mu  drzwi  w  jedwabnym  kimono,
podkreślającym jej doskonałe ciało, a nie w grubym szlafroku
frotte.  Kupując  go,  z  pewnością  nie  myślała  o  tym,  by
wyglądać  seksownie.  Nie  szkodzi.  Mogła  mieć  na  sobie
worek, a i tak by jej pragnął.

– Kiedy ją widziałeś? – zapytała ostro.

– Trzy miesiące temu. Kim jest to dziecko?

– Nie  zmieniaj  tematu.  Mama  nie  wspominała  mi,  że  się

z tobą widziała.

background image

Theo uśmiechnął się. Uwielbiał ten wyraz zagubienia w jej

oczach.

– Prosiłem, żeby ci nic nie mówiła.

– Dlaczego?

–  Powiem  ci,  jak  mi  zdradzisz,  co  to  za  dziecko  na  tym

zdjęciu. – Nie mogło być jej. Po pierwsze jej matka na pewno
by  coś  wspomniała.  Pod  drugie  mieszkanie  Heleny  było  za
małe nawet dla niej, nie mówiąc już o dziecku i ewentualnym
ojcu. Nie obchodziło go to, ilu kochanków miała. No dobrze,
trochę jednak obchodziło. Z pewnością nie narzekała na brak
powodzenia. Pamiętał, jak chciała się z nim kochać. Uwodziła
go, stosując wszystkie dostępne sztuczki. To była istna tortura.
Chodził  nieustannie  pobudzony  i  pragnął  ulec,  ale  zależało
mu,  by  wszystko  odbyło  się  jak  należy.  Chciał  pozbawić  ją
dziewictwa  dopiero  w  noc  poślubną,  wierząc,  że  to  kobieta
jego  życia.  Robili  więc  „wszystko  oprócz”.  Czasami  myślał,
że oszaleje, a potem naprawdę mało nie oszalał, gdy porzuciła
go przed ślubem.

–  To  wnuczka  mojego  szefa  –  wyjaśniła.  –  A  teraz  skup

się. Jakim prawem zawracasz głowę mojej matce?

– Już ci  mówiłem  –  odpowiedział  spokojnie.  –  Chciałem

cię znaleźć.

– Lepiej zostaw ją w spokoju.

– Dlaczego? – spytał łagodnie. – Lubię twoją matkę.

– A z ojcem też się widziałeś?

– Nie, nie było go. Nie wiem, czy twoja matka powiedziała

mu o spotkaniu ze mną.

background image

Rozluźniła się nieco. Wypuściła powietrze z płuc.

– No  dobrze,  udało  ci  się  mnie  znaleźć.  Gratuluję.  Teraz

możesz już iść.

Spojrzenie Thea rozgrzało ją do czerwoności. Zawsze tak

było. Ten mężczyzna pulsował jakąś niespotykaną i zaraźliwą
energią życiową. Był nie tylko przystojny, ale, co ważniejsze,
posiadał  magnetyzm,  który  przyciągał  wszystkie  spojrzenia,
a także urok, dzięki któremu obcy ludzie po chwili rozmowy
z nim czuli się, jakby przebywali z najlepszym przyjacielem.

Przez trzy miesiące, jakie razem spędzili, czerpała do woli

z  jego  siły  i  energii.  Traktował  ją  jak  księżniczkę.  Gdyby
poprosiła o gwiazdkę z nieba, pewnie spełniłby jej życzenie.
Jeśli wyszłaby za niego, niczego by jej nie zabrakło. Niczego
poza  własną  autonomią,  bo  magnetyczny  Theo  miał  także
drugą  twarz,  człowieka  zblazowanego  i  zepsutego,  który
uważa,  że  cały  świat  kręci  się  wokół  niego.  Sekretne  lęki,
które  narastały  w  niej  stopniowo  przed  zbliżającym  się
ślubem, skrystalizowały się podczas fatalnego lunchu na dzień
przez  złożeniem  przysięgi.  Wtedy  przyszłość  objawiła  się
w  całej  krasie.  Zrozumiała,  że  wkrótce  stanie  się  klonem
swojej  matki,  niegdyś  kobiety  pełnej  życia,  która  pod
wpływem  mizoginicznego  męża  zmieniła  się  w  zależną  od
niego jak dziecko, zastraszoną mysz.

Wyrwanie  się  spod  wpływów  Thea  było  najtrudniejszą

rzeczą,  jaką  zrobiła,  ale  nigdy  nie  żałowała  tej  decyzji.  Nie
mogła jednak nic poradzić na to, że serce skręcało się z bólu,
gdy  widziała  w  gazetach  jego  zdjęcia  z  kolejnymi
kochankami.  A  teraz  jego  stalowe  oczy,  przenikające  ją  na
wskroś,  rozgrzewały  ją  skuteczniej,  niż  mogłaby  to  zrobić

background image

kąpiel  w  gorącej  wodzie.  Ciało,  uśpione  przez  te  wszystkie
lata,  zaczęło  drżeć,  budząc  się  do  życia.  Z  przerażającą
trzeźwością  umysłu  zdała  sobie  sprawę,  że  musi  to
powstrzymać, zanim będzie za późno. Odwróciła się na pięcie,
podeszła do drzwi i otworzyła je na całą szerokość.

– Wyjdź – rzekła stanowczo.

To  był  jej  dom,  jej  sanktuarium,  jej  miejsce,  którego

proporcje zmniejszyły się teraz do wielkości kojca, jakby Theo
wyssał cały tlen i swym potężnym ciałem zastawił przestrzeń.
Chciała,  żeby  sobie  poszedł,  zanim  go  spoliczkuje,  próbując
zmazać  z  jego  twarzy  arogancki  uśmiech,  albo,  co  gorsze,
zanim rzuci mu się w ramiona.

–  Nie  omówiliśmy  szczegółów  projektu  –  stwierdził,

potrząsając ze smutkiem głową.

Ten przeklęty głos. Nienawidziła go, bo był podniecający,

gardłowy,  zdolny  do  penetracji  skóry  i  wnikania  w  jej
krwioobieg.

– Nie obchodzi mnie to – warknęła. – Powiedziałam ci trzy

lata  temu,  że  nigdy  więcej  nie  chcę  cię  widzieć.  Gdybym
wiedziała, że to ty jesteś tym tajemniczym klientem, nigdy nie
przystąpiłabym do konkursu.

–  Wiem.  –  Kolejne  mrugnięcie  okiem.  –  Dlatego  nie

zdradziłem  swojej  tożsamości  i  prosiłem  o  dyskrecję  twoją
matkę.

Nie  wiedziała,  czy  dreszcz  na  skórze  spowodował

podmuch  wiatru  wdzierający  się  przez  otwarte  drzwi,  czy
słowa Thea.

– Celowo to ukryłeś?

background image

–  Chyba  wyraźnie  powiedziałem,  prawda,  agapi  mou?

W grze zawsze trzeba mieć wszystko zaplanowane, jeśli chce
się wygrać.

Powoli zamknęła drzwi.

– Dla ciebie to gra?

Popatrzył  na  nią  z  politowaniem.  Gdyby  znów  mrugnął,

dałaby mu w twarz.

– W pewnym sensie. Jeśli chodzi o projekt rezydencji, od

początku chciałem, żebyś to ty wygrała.

– Nie. – Dzwoniło jej w uszach. – To był konkurs.

–  Konkurs,  który  ty  miałaś  wygrać.  No,  oczywiście,

gdybyś  przygotowała  fatalną  prezentację,  zleciłbym
przygotowanie  projektu  jakiejś  greckiej  firmie,  ale
wiedziałem,  że  poradzisz  sobie  fantastycznie.  Jesteś
odpowiednią kobietą do tego zadania.

–  A  więc  wszyscy  inni  architekci,  którzy  wzięli  udział

w konkursie, zmarnowali tylko czas?

– Poza tobą żaden ze zgłoszonych kandydatów nie mówił

po  grecku.  Jeśli  byli  na  tyle  głupi,  by  zlekceważyć
podstawowy warunek, to stracili czas na własne życzenie.

Helena  potrzebowała  kilku  chwil,  by  pozbierać  myśli.

Przeczuwała,  że  pod  tą  propozycją,  pozornie  niewinną,
obiecującą wielkie pieniądze, czai się zemsta. Upokorzyła go.
Dopiero po fakcie dowiedziała się, że przez godzinę czekał na
nią  w  katedrze,  przed  ołtarzem,  zanim  ktoś  powiedział
gościom, że wesela nie będzie. Uprzedzała go, że za niego nie
wyjdzie, ale najwyraźniej jej nie uwierzył. Jego rozpasane ego
nie dopuszczało myśli, że mogłaby go zostawić.

background image

– Nie będę dla ciebie pracowała – oświadczyła stanowczo

z buntowniczą miną.

– Będziesz.

– Nie. – Pokręciła głową, dla podkreślenia efektu. – I nie

skusisz mnie pieniędzmi. Nie wykonam projektu.

Znów teatralnie złapał się za serce.

– Ranisz mnie, agape mou. Oferuję gałązkę oliwną, a ty ją

odrzucasz.

Prychnęła kpiąco.

–  Och,  proszę  cię.  Nigdy  nie  chciałam  gałązki  oliwnej,

a jeśli nawet, to twoja propozycja nie jest żadną gałązką. To
jakiś  makiaweliczny  plan,  który  wymyśliłeś.  Nie  jestem
głupia.

–  Ale  bardzo  podejrzliwa.  Pamiętasz,  co  planowaliśmy,

kiedy  byliśmy  na  Sidiro?  Marzyliśmy,  że  kiedy  odziedziczę
działkę,  zaprojektujesz  dom,  w  którym  będziemy
wychowywać  nasze  dzieci.  Pamiętasz?  –  Oczywiście,  że
pamiętała.  Sidiro  było  maleńką  grecką  wyspą,  na  której
spędziła  najbardziej  magiczny  miesiąc  swojego  życia.  Te
wspomnienia  wciąż  do  niej  powracały  i  za  każdym  razem
czuła  się,  jakby  ktoś  miażdżył  jej  serce.  –  Cóż,  moja  słodka
kusicielko, ogromna działka na Sidiro należy teraz do mnie.

Uświadomiła  sobie,  że  to  oznacza  śmierć  jego  babci.

Kolejna  strata  bliskiej  osoby  dla  mężczyzny,  który  w  wieku
osiemnastu lat musiał pochować oboje rodziców. Kolejna myśl
sprawiła,  że  zrobiło  jej  się  duszno.  Jeśli  planował  budowę
domu  na  ukochanej  wyspie,  to  oznaczało,  że  zamierzał  się
ożenić.  A  więc  w  taki  sposób  zamierzał  się  na  niej  zemścić.

background image

Zlecić  byłej  narzeczonej  zaprojektowanie  rezydencji,  którą
będzie dzielił z przyszłą żoną.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Niedawno  widziała  w  gazecie  zdjęcie  z  jego  najnowszą

zdobyczą,  piękną  supermodelką.  Czy  to  z  nią  się  żeni?  Cóż,
minęły  trzy  lata  i  nic  dziwnego,  że  znowu  się  zakochał.  To
było nieuniknione, pomyślała. Biedna kobieta, oby wiedziała,
na co się pisze.

–  Przykro  mi  z  powodu  twojej  babci  –  powiedziała

wyraźnie. – Wiem, ile dla ciebie znaczyła.

–  Dlaczego  ci  przykro?  –  Theo  musiał  zauważyć  jej

zdziwienie, bo dodał szybko: – Nie musisz się martwić, agapi
mou
. Babcia żyje i ma się świetnie.

–  To  dobrze  –  odetchnęła  z  ulgą.  Mimo  że  widziała  ją

tylko kilka razy w życiu, bardzo ją polubiła.

– Babcia już teraz przepisała na mnie działkę.

– To świetnie, ale i tak nie przyjmę tego zlecenia.

–  Czy  mam  ci  przypomnieć,  że  nie  tylko  ty  na  tym

zarobisz? Staffords, ta wasza firma, walczy o przetrwanie.

–  To  nieprawda  –  zaprotestowała,  zła,  że  tak  doskonale

orientuje się w sytuacji.

– Prawda. Każde zlecenie jest dla was na wagę złota. Już

szepcze się w kuluarach o zwolnieniach. Myślę, że ty jesteś na
razie  bezpieczna,  chociaż…  nie  na  długo.  Jeśli  nic  się  nie

background image

zmieni, firma upadnie przed Bożym Narodzeniem. Wtedy i ty
stracisz pracę.

Musiała oprzeć się o drzwi.

– Skąd to wiesz?

Każde  słowo  było  prawdą.  Staffords  miało  poważne

problemy.  Helena  nie  mogła  sobie  pozwolić  na  utratę  pracy.
Miała długi do spłacenia.

Theo mrugnął okiem.

–  Mówiłem  ci  –  stwierdził  wesoło.  –  Zawsze  mam

wszystko opracowane w szczegółach.

– Jeśli znowu mrugniesz, uderzę cię.

Jego oczy zalśniły.

–  Obiecanki  cacanki.  Bierz  tę  robotę,  a  wtedy  będziesz

mogła mnie policzkować, kiedy tylko przyjdzie ci ochota.

– Obawiam się, że twarz spuchłaby ci już pierwszego dnia.

–  Wtedy  będzie  idealnie  pasowała  do  innej  części  mojej

anatomii.

Helenę  przeniknął  dreszcz.  Jak  śmiał  wysuwać  podobne

insynuacje  i  to  jeszcze  w  sytuacji,  gdy  żeni  się  z  inną.
Z drugiej strony pamiętała, że zawsze flirtował. Te wszystkie
rzucające  się  na  niego  kobiety  doprowadzały  ją  do  białej
gorączki. Kiedy byli razem, nie miała powodów, by myśleć, że
ją zdradza, ale obawiała się, że gdyby tylko spuściła go z oczu,
skorzystałby z okazji. Jej lęki potwierdziły się, gdy zaledwie
kilka tygodni po zerwaniu związał się top modelką. Pierwszą
z  wielu.  Wysokie,  szczupłe  blondynki  kleiły  się  do  niego  na
wszystkich  zdjęciach.  Ona  była  ich  przeciwieństwem,  niska,

background image

ciemnowłosa o przeciętnej urodzie i niechęci do publicznego
okazywania uczuć.

Theos, nieświadomy jej mrocznych myśli, kontynuował.

– Wasza firma otrzyma wysoką prowizję, poza tym stanie

się popularna, bo, powiedzmy sobie szczerze, zaprojektowanie
domu  dla  mnie  to  prestiżowa  sprawa.  Być  może
zdetronizujecie nawet Pellegrinis.

Pellegrinis była międzynarodową, wielokrotnie nagradzaną

firmą architektoniczną. Helena na bieżąco śledziła ich sukcesy
i po cichu zazdrościła im zleceń z całego świata.

Gdy rozległ się dzwonek, podskoczyła jak oparzona.

– Nasze jedzenie – zawołał Theo, idąc w kierunku drzwi.

Odebrał  pudełko  i  zwrócił  się  do  Heleny.  –  Przynieś  talerze
i sztućce. Gdzie mam to postawić? W jadalni?

– Nie mam jadalni.

– W pokoju nie masz też stołu. To gdzie jadasz?

–  Trzymam  tacę  na  kolanach.  Zresztą  nieważne.  Co  tu

jeszcze robisz? Mówiłam ci, żebyś sobie poszedł. Nie jestem
zainteresowana jedzeniem ani twoim towarzystwem.

–  A  ja  pamiętam  czasy,  gdy  patrzyłaś  na  mnie  jak  na

smakowity  kąsek,  ale  to  wspomnienie  na  inną  porę.  –  Miał
czelność mrugnąć po raz kolejny. – No dobrze, przynieś tace,
jakoś sobie poradzimy.

– Mam tylko jedną.

Theo  się  nie  przejął.  Ruszył  do  kuchni,  przez  chwilę

słyszała wyraźny dźwięk otwieranych i zamykanych szafek.

– Chcesz czerwonego czy białego wina?

background image

Helena, zaciskając szczęki, poszła za nim.

– Gdzie masz kieliszki? – spytał.

–  Mówiłam  ci  już,  że  nie  piję  alkoholu.  Po  raz  ostatni

proszę, wyjdź z mojego mieszkania.

–  Wiesz,  na  czym  polega  twój  problem?  –  zapytał,

wyjmując  z  szafki  dwie  szklanki.  –  Za  bardzo  się  spinasz.
Spędzimy  dużo  czasu  razem  w  nadchodzących  miesiącach,
więc wyluzuj.

– Wyluzuj? Żartujesz sobie?

–  Nie  rób  takiej  miny.  Jak  zjemy  obiad  i  omówimy

szczegóły, zostawię cię w spokoju.

– Jeszcze się nie zgodziłam.

–  Ale  się  zgodzisz.  Chyba  nie  chcesz,  by  firma  przez

ciebie  upadła,  prawda?  A  i  tobie  przydadzą  się  pieniądze  –
skwitował, rozglądając wokół z dezaprobatą.

Theo,  dzięki  swoim  informatorom  odkrył,  że  Helena

podczas  studiów  zaciągnęła  wysoką  pożyczkę.  Połowę  jej
miesięcznego  wynagrodzenia  pożerała  spłata,  za  resztę
opłacała  czynsz.  Choć  było  jej  ciężko,  nie  zwróciła  się  po
pomoc do rodziców. Niezależność to jej drugie imię.

–  Zamówiłem  tajskie  jedzenie.  –  Pamiętał,  że  przepadała

za egzotyczną kuchnią.

– Nie jestem głodna.

–  Jak  chcesz.  –  Wzruszył  lekceważąco  ramionami.  –  Ja

umieram z głodu.

– To jedz, jak musisz. Pójdę się ubrać.

background image

Theo  rozlał  wino  do  szklanek,  upił  łyk,  po  czym

przymknął powieki. Czy zdjęła ten brzydki szlafrok? Czy była
naga?  Pamiętał  każdy  centymetr  przepysznego  ciała  Heleny,
od  małego  pieprzyka  na  lewej  piersi  do  blizny  na  prawym
biodrze,  pamiątce  po  upadku  z  roweru  na  drut  kolczasty.
Pamiętał  wszystko  i  spędził  wiele  miesięcy,  żeby  opracować
plan,  który  miał  mu  zapewnić  sukces.  Był  przygotowany  na
każdą  ewentualność.  A  wszystko  po  to,  by  rozprawić  się
ostatecznie z kobietą, którą kiedyś wielbił. Nie zapomniał, jak
na  niego  reagowała,  jak  płonęły  jej  policzki  żywym  ogniem,
gdy  doprowadzał  ją  do  orgazmu  językiem  lub  dłonią.
Ogarnęło  go  znajome  ciepło  w  lędźwiach,  więc  ruszył  do
salonu, gdzie na małym stoliku do kawy, przy sofie, postawił
szklanki  z  winem.  Potem  wrócił  po  jedyną  tacę,  z  talerzami.
Gdy  usiadł,  stare  sprężyny  ugięły  się  tak  mocno  pod  jego
ciężarem, że pośladkami niemal dotykał ziemi.

Tymczasem  Helena  pojawiła  się  z  powrotem.  Zamieniła

brzydki  szlafrok  na  równie  brzydką  czerwoną  koszulkę
i jeszcze brzydsze czarne legginsy w białą kratę. Wiedział, że
celowo wybrała najgorsze elementy garderoby, jakie miała.

– Widzę, że znalazłeś właściwy poziom – powiedziała ze

złośliwym uśmiechem.

– Wiesz, że lubię zejść nisko – odciął się. Policzki Heleny

momentalnie zrobiły się czerwone.

Theo  zaś  uznał,  że  podłoga  będzie  wygodniejsza  i  usiadł

przy  stoliku,  wyciągając  przed  siebie  nogi.  Sięgnął  po
pierwszy  kęs  jedzenia,  które  przypomniało  mu  podróże  do
Bangkoku.

background image

Helena,  korzystając  z  tego,  że  Theo  ma  pełne  usta,

postanowiła wyłuszczyć swoje postulaty.

– Jeśli się zgodzę dla ciebie pracować, nie będzie żadnego

flirtowania.  Wiem,  że  to  twoja  druga  natura  i  nie  umiesz  się
powstrzymać, ale będziesz musiał.

–  Moja  matka  zawsze  powtarzała,  bym  nie  składał

obietnic, których nie będę umiał dotrzymać.

– Taki jest mój warunek – podkreśliła surowym tonem.

–  Przykro  mi,  nic  z  tego  nie  będzie.  Lepiej  zjedz  coś,

zanim jedzenie ci wystygnie.

–  Mówiłam  ci  już,  że  nie  jestem  głodna  –  odparła,  choć

kusił  ją  zapach  ulubionej  potrawy.  Niech  to  licho.  Zdziwiła
się, że pamiętał o jej słabości do kuchni tajskiej. Sądziła, że po
rozstaniu  stała  się  dla  niego  niewyraźnym  wspomnieniem,
szarą  plamą  pośród  twarzy  innych  kobiet.  Ona  z  kolei  nigdy
o  nim  nie  zapomniała  ani  o  tym,  co  do  niego  czuła.
Postanowiła  konsekwentnie  wzgardzić  jedzeniem,  które
zamówił,  ale  sięgnęła  po  szklankę  z  winem,  wiedząc,  że
będzie  przepyszne.  Theo  miał  zawsze  wyśmienity  gust.  Jego
lodowato  niebieskie  oczy obserwowały  każdy  jej ruch. Wino
spłynęło  jej  do  gardła  niczym  najsłodszy  nektar.  Przymknęła
oczy, delektując się nieziemskim smakiem.

–  Ja  nie  żartuję.  Masz  spełnić  mój  warunek.  –  Theo  nie

odpowiedział,  tylko  sięgnął  po  kolejny  kawałek  kurczaka
z  chili  i  bazylią.  –  Flirtowanie  z  pracownikiem  jest
nieodpowiednie  i  nieprofesjonalne  i  może  zostać
zinterpretowane jako molestowanie seksualne.

Theo otarł usta.

background image

– Będziesz wykonawcą, a nie pracownikiem.

– Dla twojej narzeczonej to nie będzie żadna różnica. Flirt

to flirt.

Odłożył widelec i zaśmiał się.

– Co? Narzeczona?

– No tak. Narzeczona, dla której budujesz dom.

– Mylisz mnie z kimś innym. Nie mam narzeczonej.

Serce  podskoczyło  jej  tak  mocno,  że  o  mało  nie  spadła

z fotela.

–  Przepraszam  –  bąknęła.  –  Źle  zrozumiałam.  Myślałam,

że skoro budujesz dom…

– Pierwsza zasada w biznesie: opieraj się na faktach, a nie

na przypuszczeniach. Nie mam zamiaru się nigdy żenić, więc
spokojnie, agapi mou, mogę flirtować z tobą cały dzień.

– A co na to twoja dziewczyna?

Jego śmiech był jeszcze głośniejszy.

– Jaka dziewczyna?

Była zbyt dumna, by przyznać, że czytała o nim artykuły

w gazetach, więc założyła maskę nonszalancji.

– Więc nie masz żadnej?

– A przeszkadzałoby ci to, gdybym miał?

– Nie bądź śmieszny. Uważam tylko, że jeśli ma się wobec

kogoś  zobowiązania,  należy  ich  przestrzegać  i  nie  podrywać
innych kobiet.

background image

– Zobowiązałem się kiedyś wobec takiej jednej, ale mnie

zostawiła.  –  Theo  uniósł  szklankę  i  mrugnął,  ciesząc  się  ze
szkarłatnego  rumieńca  na  twarzy  Heleny.  –  Nie  popełniam
dwa  razy  tych  samych  błędów.  Widzę  jednak,  że  bardzo
interesuje  cię  moje  życie  miłosne.  Bez  obaw.  Wobec  swoich
partnerek jestem uczciwy i szczery, żadnej nie wystawiłem do
wiatru.

Helena  zacisnęła  wargi.  Z  satysfakcją  patrzył,  że  celnie

zatopił w niej żądło. Gdyby Helena od początku była szczera,
nie  byłby  na  tyle  głupi,  żeby  się  oświadczać,  żeby
organizować  wystawne  wesele.  Nie  przeżyłby  potwornego
upokorzenia,  stojąc  przy  ołtarzu  w  oczekiwaniu  na
narzeczoną, która nigdy się nie pojawiła.

Przełknął ostatni gest i podniósł się z podłogi.

– Muszę skorzystać z toalety.

Nie czekając na odpowiedź, opuścił ciasny salon i wszedł

do  łazienki.  Najpierw  zauważył  brak  zamka  w  drzwiach,
a  dopiero  potem  wannę  wypełnioną  wodą.  Na  powierzchni
pękały  ostatnie  bąbelki.  Przysiadł  na  krawędzi  i  zakrywając
twarz  dłońmi,  wziął  dziesięć  wdechów.  Musiał  się  uspokoić.
Tej  sztuczki,  nauczyła  go  w  dzieciństwie  matka,  by  lepiej
sobie radził z emocjami. Zawsze się bała, że jego gwałtowny
temperament wpędzi go w kłopoty. Korzystał z tego sposobu
po śmierci rodziców i potem, gdy zostawiła go Helena.

Powoli  odzyskiwał  spokój,  choć  jeszcze  przed  chwilą

najchętniej zdemolowałby tę paskudną, ciasną klitkę. Z drugiej
strony, nie było tu zbyt wiele rzeczy do zdemolowania. Mała
szafka  ścienna  zawierała  garść  kosmetyków,  płyn  do
demakijażu,  krem  na  dzień,  krem  na  noc  i  zapasową  tubkę

background image

pasty do zębów. Helena żyła skromnie, ale w końcu to nie jego
sprawa. Sama tego chciała.

Wrócił do salonu i rzucił krótko:

– Wychodzę.

Jej  spojrzenie  sprawiło,  że  bolesna  gula  utkwiła  mu

w gardle. Sięgnął po płaszcz i włożył szybko.

–  Mój  asystent  skontaktuje  się  z  tobą  w  sprawie  umowy.

Do zobaczenia, agapi mou.

Ruszył  wąskim  korytarzem,  zapinając  po  drodze  guziki

płaszcza.

– Dlaczego to robisz? – spytała za nim Helena.

Odwrócił się i spojrzał w jej piękną twarz, którą kiedyś tak

bardzo kochał. Przesunął palcem, po jej policzku, wyczuwając
jak drży.

– Obiecałaś kiedyś, że zaprojektujesz mi dom na wyspie –

powiedział,  a  potem  pochylił  się  i  szepnął  jej  do  ucha:  –
A poza tym wciąż jesteś mi winna noc poślubną.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Kiedy samolot wylądował na półwyspie, Helena zacisnęła

powieki. Mogła wtedy udawać, że znów jest Londynie, daleko
od Thea. Nie miała jednak czasu na podobne fantazje, bo na
podjeździe czekał na nią samochód, który odwiózł ją do portu
na prom. Po godzinie dostrzegła na horyzoncie ląd najbardziej
magicznej  wyspy  na  świecie.  Przez  chwilę  nawiedziły  ją
niechciane  wspomnienia,  ale  dźwięk  wibrującego  telefonu
sprawił,  że  powróciła  na  ziemię.  Dostała  dwie  wiadomości.
Pierwszą  od  matki,  która  życzyła  jej  powodzenia.  Helena
przeprowadziła z nią poważną rozmowę i zrozumiała, że Theo
tak czy inaczej zdobyłby jej adres. Znów poprosiła matkę, by
odeszła  od  ojca,  nie  licząc  jednak  na  zbyt  wiele.  Matka  za
każdym razem wzdychała ciężko i spuszczała głowę. Trudno,
musiała spróbować.

Drugą  wiadomość  przysłał  Stanley.  Pytał,  jak  minęła

podróż. Jego troska niezmiennie ją wzruszała. Jak inne byłoby
jej  życie,  gdyby  dorastała  z  takim  ojcem,  z  kimś,  komu
zależałoby na jej szczęściu, a nie z tyranem pragnącym zrobić
z niej i swojej żony chodzącą doskonałość. Niestety nie mogła
zmienić ani ojca, ani przeszłości.

Wciągnęła zapach morskiej wody. Zaledwie kilka tygodni

po  tym,  jak  się  poznali,  Theo  zabrał  ją  na  Sidiro  na  długi
weekend, który przeciągnął się do miesiąca. To właśnie wtedy
po  raz  pierwszy  wspomniała  o  marzeniu,  że  chciałaby

background image

zaprojektować  tu  rezydencję,  na  co  Theo  zareagował
z  entuzjazmem.  Długo  o  tym  rozmawiali,  mieszkając
w  niewielkim  domku,  z  okien  którego  rozciągał  się
spektakularny  widok  na  Morze  Śródziemne.  Wspomnienia
zalały  ją  gwałtowną  falą,  do  oczu  napłynęły  szczypiące  łzy.
Jak  to  możliwe,  że  popołudniowe  słońce  świeciło  jasno  na
błękitnym  niebie?  Powinno  być  ukryte  za  burzowymi
chmurami, takimi jak te, które wisiały nad nią przez ostatnie
trzy tygodnie. A może i przez trzy ostatnie lata?

Na  miejscu  jej  rzeczy  zostały  załadowane  na  wózek

golfowy.  Był  to  jedyny  dozwolony  transport  na  wyspie,  nie
licząc  taksówek,  jednośladów  i  promu,  który  przybijał  do
brzegu dwa razy w tygodniu.

Serce  podeszło  jej  do  gardła,  gdy  zobaczyła,  jak  Theo

zbliża  się  na  skuterze.  Uśmiechnął  się  szeroko,  zdejmując
kask. Cieszył się na myśl, że godzina zemsty jest coraz bliżej.
Babcia  przekazała  mu  ziemię  na  wyspie  już  trzy  lata  temu,
zachwycona faktem, że jej jedyny wnuk się żeni, i szczęśliwa,
że  zamieszkają  w  tym  pięknym  miejscu.  Theo  nic  nie
powiedział Helenie, bo chciał jej zrobić niespodziankę w dniu
ślubu. Gdy go porzuciła, babcia była zdruzgotana, bo szczerze
polubiła  Helenę.  I  tego  także  nie  mógł  wybaczyć  perfidnej
narzeczonej.  Wciąż  pamiętał,  jak  Helena  wraz  z  rodzicami
zatrzymała  się  na  dzień  przed  ślubem  w  hotelu.  Theo
zarezerwował  dla  nich  całe  piętro.  Następnej  nocy  mieli  być
wreszcie  razem.  Wszystko  układało  się  idealnie,  nie  licząc
drobnej sprzeczki.

–  Chcesz,  żebym  nie  pracowała,  tylko  rodziła  ci  dzieci

i  spędzała  całe  dnie  w  kuchni.  –  Zaśmiał  się  wtedy,  bo
w  żaden  sposób  nie  był  w  stanie  wyobrazić  sobie  Heleny

background image

w  kuchni.  Miała  awersję  do  domowych  zajęć,  a  gotowała
jedynie  wodę  na  herbatę,  nic  ponad  to.  –  Myślisz,  że  to
zabawne? – wrzasnęła. – Sądziłam, że będziesz wspierał moją
karierę.

–  Przecież  wspieram!  –  krzyknął  rozdrażniony.  Czyż  nie

powiedział,  że  chce,  by  zaprojektowała  ich  wspólny  dom?
Czyż  nie  znalazł  dla  niej  firmy  architektonicznej,  w  której
mogłaby odbyć staż? Jak miał jeszcze okazać jej wsparcie?

– Dlaczego więc powiedziałeś ojcu, że jak tylko skończę

studia,  postarasz  się,  żebym  zaszła  w  ciążę  i  ciągle  będziesz
miał mnie na oku? Słyszałam, co mówiłeś!

–  Byłoby  dziwne,  gdybyś  nie  słyszała.  Siedzieliśmy

w  końcu  razem  przy  stole  –  stwierdził  kpiąco.  –  Przecież
mrugnąłem  do  ciebie.  Przez  cały  czas  żartowałem.
Próbowałem  tylko,  być  może  niezdarnie,  zyskać  aprobatę
twojego ojca. Masz mi za złe, że chciałem zrobić na nim dobre
wrażenie?

–  Powinieneś  robić  dobre  wrażenie  przede  wszystkim  na

mnie. Może i żartowałeś,  ale znam cię. Zapamiętaj  sobie, że
nie jestem gotowa na dzieci.

– Mówiłaś przecież, że chcesz być matką.

–  Tak,  ale  jeszcze  nie  teraz.  Jestem  za  młoda.  Chcę  się

rozwijać i chcę, żeby…

– Myślisz tylko o sobie – przerwał jej z wyrzutem. – A co

z naszymi planami?

– Chyba z twoimi planami!

– Przecież konsultowałem się z tobą we wszystkim!

background image

–  Już  po  fakcie.  Słyszysz  tylko  to,  co  chcesz  usłyszeć.

Mówiłam, że chcę mieć dzieci, ale nigdy nie powiedziałam, że
chcę je mieć od razu.

– A czy ja to powiedziałem w rozmowie z twoim ojcem?

Uznałem,  że  najpierw  musisz  skończyć  studia.  Możemy
cieszyć się wolnością jeszcze przez dwa lata, a potem…

–  A  potem  mam  być  pod  twoim  butem  i  kontrolą!?  –

Pamiętał  z  bolesną  jasnością,  jak  zdjęła  pierścionek  i  rzuciła
w niego. – Pomyliłam się co do ciebie. Jesteś taki sam jak mój
ojciec. Nie potrzebuję mężczyzny, który chce podejmować za
mnie  decyzje.  Nie  pozwolę  się  kontrolować.  Wychodzę.  Nie
idź  za  mną.  Nigdy  więcej  nie  chcę  cię  widzieć.  Ślubu  nie
będzie. To koniec.

Śmiał się z niej. Nawet przez chwilę nie sądził, że mówi

poważnie.  Wziął  pierścionek  do  katedry,  by  z  powrotem
wsunąć  jej  na  palec.  Pomylił  się.  Tamta  kłótnia  była
jednocześnie ostatnią rozmową. Spotkali się dopiero po trzech
latach.  Teraz  to  on  będzie  dyktował  warunki.  Patrzył  na  jej
schludny strój. Spódnica do kolan i czarna koszula zapięta pod
szyję, która groziła ugotowaniem się żywcem. Biedna Helena.
Ubrała  się  jak  staroświecka  guwernantka,  żeby  go  nie  kusić,
ale nadaremnie. Nieważne, co na sobie miała, i tak jej pragnął.
Wiele by dał, żeby zedrzeć z niej te ciuchy i znów zobaczyć
kremowo-złotą skórę i inne sekrety jej ciała.

– Miałaś dobrą podróż? – zapytał, kiedy zdał sobie sprawę,

że patrzy na nią za długo.

– Mogło być gorzej.

Poklepał siedzisko za sobą.

background image

– Wiesz, co robić.

– Nie pojadę na skuterze.

– Dawniej ci to nie przeszkadzało.

– Byłam młoda i głupia – odparowała.

– Dojrzałość jest przereklamowana.

– Skoro tak mówisz. Nie pojadę bez kasku.

– Mam zapasowy – odparł.

– Skórzaną kurtkę też masz?

Zaśmiał się.

– Wsiadaj. Będę jechał powoli.

– Nie. Zaczekam na wózek golfowy.

– Nie przyjedzie. Musisz jechać ze mną.

– Przejdę się.

– W tych butach? – Spojrzał na jej czarne szpilki.

Zadarła podbródek.

– Tak.

Pokręcił  głową  z  dezaprobatą,  po  czym  wskazał  na  biały

dom z błękitnym dachem w oddali, na szczycie wzgórza.

– Tam musisz dojść.

Jej  oczy  rozszerzyły  się  odrobinę,  ale  zmusiła  się  do

lekkiego uśmiechu.

– W porządku. Spotkamy się na miejscu.

– Na pewno nie chcesz jechać?

– Na pewno.

background image

– Twój wybór. – Włożył kask. – Miłego spaceru.

Włączył  silnik  i  nawrócił,  a  Helena,  klnąc  pod  nosem,

zaczęła iść szlakiem. Gdyby wiedziała, co ją czeka, wyjęłaby
z walizki sportowe buty, kapelusz i krem z filtrem. Było późne
popołudnie,  ale  słońce  wciąż  mocno  przypiekało.  Czuła,  jak
przenikają  ją  ostre  promienie,  i  pomyślała  ze  złością,  że
potrzeba  jej  do  szczęścia  tylko  udaru.  Kilka  minut  później
podwinęła  spódnicę,  rozpięła  guziki i zawiązała  pod biustem
koszulę.  Podwinęła  jeszcze  rękawy,  ale  i  tak  było  jej  za
gorąco.  Przeklinała  swój  upór  i  przebiegłość  Thea.  Dziesięć
minut później usłyszała charakterystyczny ryk silnika skutera.
Mimowolnie westchnęła z ulgą. Wyglądała tak, jak się czuła:
całe ciało spływało potem, czarne szpilki pokryły się kurzem.
Theo  zaś  prezentował  się  doskonale,  jakby  wyszedł  spod
prysznica.  Miał  na  sobie  koszulkę  w  kolorze  khaki  i  czarne
szorty. Popatrzył na nią, jak na krnąbrne dziecko.

– Wsiadasz, czy mam zrobić kolejną rundkę wokół wyspy?

Stopy  ją  piekły,  w  gardle  miała  pustynię,  cała  wilgoć

uciekła  z  jej  ciała,  ale  nie  chciała  zająć  miejsca  na  skuterze.
Wciąż  pamiętała,  jak  przed  trzema  laty  wszędzie  jeździli
razem,  jak  wtulała  się  w  jego  plecy,  owijając  go  mocno
w pasie. Kochała tamte chwile.

– Masz ostatnią szansę – ostrzegł, unosząc brew.

Zmieniła  pozycję,  czując,  jak  but  otarł  się  o  pęcherz  na

palcu. Skrzywiła się z bólu. Theo zauważył wyraz cierpienia
na jej twarzy.

–  Nie  rozumiem,  jak  inteligentna  osoba  może  być  tak

uparta.

background image

– I kto to mówi?

– Dziękuję za komplement.

– To nie był…

Westchnęła,  wypełniając  płuca  gorącym  powietrzem,

jeszcze  bardziej  wysuszającym  jej  gardło.  Poddała  się.
Sięgnęła  po  kask  i  usiadła  z  tyłu.  Dlaczego  założyła  obcisłą
spódnicę?

– Mógłbyś nie patrzeć? – spytała, świadoma, że całkowicie

odsłoniła uda.

Rozbawienie  tańczyło  w  jego  oczach,  ale  zrobił  to,  o  co

prosiła. Policzki płonęły jej z upokorzenia. Rozglądała się za
czymś, czego mogłaby się przetrzymać .

–  Obejmij  mnie,  bo  spadniesz  –  ostrzegł.  Ostrożnie

położyła dłonie na jego talii. – Nie gryzę.

Wreszcie nacisnął gaz i ruszył. Helena stracił równowagę

i żeby nie spaść, musiała skapitulować. Przywarła mocno do
jego  pleców,  jak  kiedyś.  Zamknęła  oczy  i  zaplotła  ręce  na
twardym  brzuchu,  wyczuwając  napięte  mięśnie.  Czuła
przyjemny  zapach  proszku  do  prania  i  wody  kolońskiej.
Wibracje  skutera  i  bliskość  Thea  przeniosły  ją  w  czasie  do
pamiętnego lata, gdy…

– Możesz mnie już puścić – usłyszała.

Ostrożnie  otworzyła  jedno  oko.  Byli  na  miejscu,  a  ona

wciąż  się  do  niego  tuliła.  W  jednej  chwili  odskoczyła  jak
oparzona  i  pewnie  by  spadła,  gdyby  Theo  nie  złapał  jej  za
ramię.  Spojrzała  mu  w  oczy  i  nagle  ogarnęła  ją  tęsknota,  by
dotknąć  twarzy  mężczyzny,  którego  kiedyś  kochała  całym
sercem. Jego spojrzenie pulsowało ogniem…

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Pulsowanie  między  udami  przypomniało  Helenie

zmysłową przyjemność, której nie czuła od tak dawna, że już
prawie o niej zapomniała. Przeszył ją dreszcz już wtedy, gdy
szeptał jej do ucha głupi żart, że jest mu winna noc poślubną.
Nie  mogła  dać  się  wciągnąć  w  jego  grę.  Theo  był
niebezpieczny. Już sam fakt, że udało mu się sprowadzić ją na
wyspę, świadczył o tym, że zawsze dostawał to, czego chciał.
Prawdziwy Machiavelli. A teraz, gdy patrzył na nią, czuła się
zupełnie  w  jego  mocy.  Odsunęła  się,  wyswabadzając  się
z uścisku. Próbowała przełknąć ślinę.

–  Czy  tu  będę  mieszkała?  –  spytała,  stając  przed  ładną

willą z żółtymi okiennicami.

Theo kiwnął głową.

– Oprowadzę cię.

Wnętrze  niewielkiego  domu  okazało  się  o  wiele  bardziej

okazałe, niż się spodziewała. Zapach świeżej farby unosił się
w powietrzu.

–  Pozwól,  że  przedstawię  cię  gospodyniom,  Elli

i Natassy – dodał, idąc w stronę przestronnej kuchni.

Helena  spodziewała  się  nobliwych,  jowialnych  pań,

a  tymczasem  gospodynie  okazały  się  pięknymi  kobietami
w  jej  wieku.  Nie  powinno  mnie  to  dziwić,  pomyślała
z  goryczą.  Wyrafinowana  zemsta.  Zatrudnić  dwie  seksowne

background image

dziewczyny,  na  które  będzie  musiała  codziennie  patrzeć
i zastanawiać się, z którą sypia. Z blondynką?  Z rudowłosą?
Z  obiema?  Zmusiła  się  do  uśmiechu,  podając  im  rękę  na
przywitanie.  Gdy  blondynka  wręczyła  jej  szklankę  wody
z lodem, plasterkami cytryny i miętą, a także talerz greckich
przysmaków, podziękowała grzecznie.

– Jak miło. To wygląda fantastycznie. – Postanowiła być

miła dla tych kobiet. To nie ich wina, że Theo wykorzystywał
je w jakiejś sadystycznej grze. – Czy miałbyś coś przeciwko
temu,  żebym  przed  jedzeniem  poszła  do  swojego  pokoju?  –
Zwróciła  się  w  jego  stronę.  –  Chciałabym  się  odświeżyć
i  przebrać.  Potrzebuję  chwili  dla  siebie.  –  Oraz  chwili  bez
Thea.

– Wskażę ci drogę – powiedział. Wyszedł z kuchni, a ona

podążyła za nim przez duży salon, na tyły domku. Tam pchnął
drewniane  drzwi.  –  Tu  jest  twoje  biuro.  Możesz  je
przemeblować według swoich upodobań. – Następnie wskazał
na łukowe przejście. – Tam są nasze kwatery.

– Nasze?

Uchwycił jej czujne spojrzenie i leniwy uśmiech rozchylił

mu usta.

–  Tak,  agapi  mou.  Nasze  kwatery  mieszkalne.  –  Skinął

głową  w  stronę  drzwi  po  prawej  stronie.  –  Tam  jest  twój
pokój. – Skinął na lewo. – Mój pokój.

– Jak to? Będziesz tu mieszkał?

–  A  myślałaś,  że  gdzie?  Będę  na  miejscu  zawsze,  gdy

będziesz  mnie  potrzebowała…  –  Pozwolił  słowom  zawisnąć
w powietrzu. – W dzień i w nocy.

background image

Wyczuwał jej wściekłość.

–  Myślałam,  że  będę  tu  mieszkała  wyłącznie  z  twoim

personelem.

– Sytuacja się zmieniła. – Mrugnął okiem.

W  odpowiedzi  prychnęła  lekceważąco.  Theo  tymczasem

otworzył sypialnię, którą urządził z myślą o Helenie.

– Muszę być na miejscu, żeby cię motywować do pracy.

– Raczej, żeby mnie kontrolować.

– Zainwestowałem dużo w ten projekt i muszę być pewien,

że  wszystko  przebiega  zgodnie  z  planem  –  odparł
nonszalancko. Zapłacił firmie Staffords oraz Helenie obiecaną
zaliczkę. W zamian podpisali umowę, na mocy której Helena
była z nim związana do czasu, aż uznał projekt za ukończony.
Gdyby  próbowała  wyjechać  przed  upływem  terminu,
musiałaby oddać zadatek plus odsetki.

–  Możemy  spać  pod  jednym  dachem  –  oświadczyła

stanowczo. – Nie myśl jednak, że w jednym łóżku.

–  A  czy  wspomniałem  coś  na  ten  temat?  –  spytał  takim

tonem, jakby się z nią drażnił. – Widzę jednak, że ciągle o tym
myślisz,  najwyraźniej  więc  masz  ochotę.  Otóż  pamiętaj,  że
moje łóżko stoi przed tobą otworem. Możesz przyjść w każdej
chwili. I w dzień, i w nocy.

– Nie przyjdę nawet za milion lat – syknęła.

Zaśmiał się.

– Czy to wyzwanie?

– Stwierdzenie faktu. Jestem tu, żeby pracować, a nie żeby

dostarczyć ci taniej rozrywki.

background image

– Z pewnością nie byłabyś tania, agapi mou.

W końcu weszła do pokoju.

– To moja sypialnia, tak?

– Należy do ciebie.

– Mam nadzieję, że uszanujesz moją prywatną przestrzeń

i nie będziesz tu przychodził bez zaproszenia?

– A więc już myślisz o zaproszeniu?

– Nie! – Skrzyżowała ręce na piersi, jakby próbowała się

zasłonić. – Jesteś niemożliwy.

– Lubię twoje komplementy.

– Czy na wyspie jest apteka?

– Oczywiście.

– To dobrze. – Westchnęła z ulgą.

– A czego potrzebujesz?

–  Tabletek  przeciwbólowych.  Przyprawiasz  mnie  o  ból

głowy.

Parsknął  głośnym  śmiechem.  Uwielbiał  jej  poczucie

humoru.  Zauważył,  że  jej  usta  ściągają  się  w  dzióbek  i  jego
wesołość  wzrosła.  Helena  najwyraźniej  próbowała  ukryć
własne rozbawienie.

– Zostawię cię, żebyś się zadomowiła. Twoje bagaże już są

na miejscu, koło szafy. Gdybyś czegoś potrzebowała, daj znać
Natassy lub Elli. To świetne dziewczyny.

Helena  raz  jeszcze  przejrzała  ubrania  i  wreszcie

zdecydowała  się  na  ciemnozieloną  spódnicę  i  kremowy  top.
Niestety zabrała jedynie stroje służbowe i kilka nieformalnych

background image

zestawów na wieczorny odpoczynek. Nie spodziewała się, że
będzie  dzieliła  dom  z  Theem.  Planował  to  od  samego
początku. Diabeł. Miała ochotę go rozszarpać, ale mordercze
plany musiały poczekać. Najpierw projekt rezydencji.

Gdy  zeszła  do  kuchni,  Natassa  powitała  ją  promiennym

uśmiechem.

– Masz dobre wyczucie czasu. Przystawki są już gotowe.

Nakryłam stół na tarasie, chyba że wolałabyś zjeść w środku?

– Nie, na zewnątrz będzie dobrze, dziękuję. Theowi… to

nie przeszkadza?

– Dlaczego miałoby mu przeszkadzać? – zdziwiła się.

– Może wolałby zjeść w domu?

– Nie ma go tu. Popłynął jachtem na Agon. Wydaje mi się,

że na jakąś imprezę. Gdziekolwiek jest, pewnie wróci dopiero
jutro, myślę, że w porze obiadowej.

– Tak myślisz?

–  Nie  opowiada  mi  się.  Płaci  za  to,  żebym  robiła  swoje

i nie zadawała pytań.

Helenie  także  płacono  za  to,  żeby  robiła  swoje  i  nie

interesowała się tym, czym nie powinna, a jednak, spożywając
posiłek na tarasie, myślała o tym, że Theo już pierwszej nocy
zostawił  ją,  by  imprezować.  Jej  jedynym  towarzystwem
podczas kolacji były świerszcze. Nie przejmowała się tym, bo
była  przyzwyczajona  do  jedzenia  w  samotności.  Tutaj
przynajmniej  miała  posiłki  godne  gwiazdki  Michelina.  Nie
mogła  narzekać  także  na  zakwaterowanie.  Gdyby  jeszcze
Theo  zostawił  ją  w  spokoju  i  pozwolił  pracować.  Niech  się
bawi,  niech  wisi  mu  na  ramieniu  kolejna  modelka.  Co  ją  to

background image

obchodzi!  A  jednak  kiedy  rozluźniła  zaciśnięte  pięści,
zobaczyła wyraźny ślad po wbitych paznokciach.

–  W  głównym  apartamencie  będą  potrójne  okna  –

wyjaśniała Helena.

Ta pierwsza rozmowa dotycząca projektu była trudniejsza,

niż  myślała.  Pamiętała,  jak  trzy  lata  temu,  gdy  spoglądali  na
wzgórze,  snuli  plany,  jak  urządzą  dom.  Głowa  przy  głowie
dzielili  się  pomysłami,  przekomarzając  się,  kto  będzie  miał
większy  gabinet  i  większą  garderobę.  Ona  chciała  mieć
jedynie  łaźnię  parową,  a  on  siłownię,  dwa  baseny,  kort
tenisowy,  salę  kinową  i  pokój  bilardowy.  Teraz,  gdy  Theo
wyjawiał  swe  życzenia,  przypominała  sobie  tamte  chwile
i  było  jej  przykro.  Wszystko  pamiętała.  Miał  powstać
apartament  główny  z  łazienkami  jego  i  jej,  garderoby  oraz
przestronny  taras  wychodzący  na  Morze  Śródziemne.  Tak
sobie wymarzyli.

– Zgadza się – potwierdził, kiwając głową. – Chcę, żeby

okna  były  na  całej  ścianie.  Musisz  tylko  sprawdzić,  czy
z  jachtu  będzie  widać,  co  się  dzieje  w  domu.  Mam  zamiar
paradować  nago  i  robić  jeszcze  kilka  innych  ciekawych
rzeczy.

Po  jej  kręgosłupie  przebiegł  nagły  dreszcz.  Nieproszony

obraz pojawił się w jej głowie. Nagi Theo… Nie widziała jego
oczu, bo schowane były za okularami przeciwsłonecznymi, ale
domyślała się, że tańczą w nich złośliwe błyski.

Helena  skupiła  uwagę  na  wyrównanym  terenie,  gdzie

miała stanąć rezydencja.

– Myślisz, że kobiecie będzie przyjemnie, jak będzie stała

nago, przyciśnięta do szyby, a ja będę ją brał od tyłu?

background image

Zaniemówiła.  Ciało  zrobiło  się  lepkie,  powietrze  uszło

z płuc. Obrazy w jej głowie stały się boleśnie wyraźne.

– To… – syknęła, gdy odzyskała głos. – To pytanie było

niewłaściwe.

I  okrutne.  O  tym  też  szeptali  ciemną  nocą,  prowadzili

uwodzicielskie dyskusje, gdzie i jak będą się kochać w swoim
wyimaginowanym  domu.  Kiedy  spotkał  ją  w  pałacowych
ogrodach,  była  istotą  nieśmiałą  i  pruderyjną,  ale  pod  jego
wpływem odkryła w sobie zmysłową naturę, o istnienie której
nawet się nie podejrzewała. Pobudził jej umysł i wyobraźnię.
Nie  mówiąc  o  ciele.  Torturowali  się  tymi  seksualnymi
fantazjami.  Helena  pragnęła  go  tak  bardzo,  że  chciała
zrezygnować  ze  swojego  absurdalnego  postanowienia,  by
czekać  do  ślubu,  ale  Theo  nie  dał  się  uwieść.  Jego  siła  woli
była silniejsza niż jej desperacja. Może podniecała go myśl, że
poślubi  dziewicę?  Poprzestali  na  pieszczotach,  gorących
i rozkosznych.

Helena przełknęła nerwowo, odpychając niechciane myśli.

–  A  co  z  pokojami  gościnnymi?  W  każdym  ma  być

łazienka?

– Oczywiście, z wanną i kabiną prysznicową.

Skinęła głową, uzupełniając notatki.

–  Jeśli  nie  masz  nic  przeciwko  temu,  chciałabym  już

wrócić do willi.

– Jesteś zmęczona? Masz dość pracy nad projektem?

– Nie. Mam wystarczająco dużo informacji, by zacząć, ale

to  nie  dlatego  chcę  wrócić.  Po  prostu  nie  jestem
przyzwyczajona do takiego gorąca.

background image

– Jesteś przecież pół-Greczynką.

–  Ale  urodzoną  i  wychowaną  w  Anglii.  Byłoby  lepiej,

gdybyśmy przychodzili tutaj wcześnie rano, a nie po południu,
gdy słońce jest najwyżej.

Jego szerokie usta drgnęły, a kąciki uniosły się w bladym

uśmiechu.

– Wyczułem naganę w głosie?

– Ty jesteś klientem, więc nie mam prawa cię krytykować.

Zwracam  tylko  uwagę,  że  łatwiej  jest  mi  się  skoncentrować,
gdy mózg nie gotuje się na słońcu.

– Punkt dla ciebie.

– Dziękuję. Możemy tu wrócić jutro, po śniadaniu?

– Jeśli wrócę.

– Jeśli wrócisz? – zdziwiła się, ale postarała się o obojętny

wyraz twarzy. Nie chciała, by Theo pomyślał sobie zbyt wiele.
Nie jej sprawa, gdzie i z kim sypia.

– Muszę być w Atenach wieczorem na otwarciu wystawy

w galerii sztuki.

– W takim razie wracajmy, bo już zostało ci mało czasu –

powiedziała, idąc naprzód.

– Pojedź tam ze mną. – Rzuciła mu groźne spojrzenie. –

Czy to znaczy „nie”?

–  Nie.  Nie  przyjechałam  tu  uczestniczyć  w  życiu

towarzyskim, tylko żeby pracować.

– Pracowałaś cały dzień.

background image

–  Właściwie  nie.  Nie  mogłam  zacząć  rano,  bo  wróciłeś

dopiero po lunchu.

– Rozumiem, że musiałaś za mną bardzo tęsknić. – Helena

nie dała się sprowokować. – To co robiłaś, jak mnie nie było?

– Zapoznawałam się z komputerami w moim biurze.

– Miałaś tyle wolnego czasu, a ty zamiast pospacerować,

siedziałaś w biurze i grałaś na komputerze?

–  Nie  grałam,  tylko  wgrywałam  oprogramowania  –

podkreśliła.

– A jak tam twoje życie towarzyskie? – spytał, rozkoszując

się jej rosnącą furią. Chciał, by zrzuciła z siebie ten płaszczyk
profesjonalizmu  i  pokazała  prawdziwą  siebie,  uwodzicielską
i namiętną jak wtedy, gdy błagała, by się z nią kochał.

– To nie twoja sprawa.

–  Staram  się  prowadzić  zwykłą  rozmowę.  Masz  jakichś

nowych  przyjaciół?  –  Pamiętał,  że  była  typem  samotniczki,
w  przeciwieństwie  do  niego.  On  miał  mnóstwo  przyjaciół
i znajomych.

– Tak, Theo. Mam przyjaciół.

–  Nie  mówię  o  tych  zramolałych  architektach  po

pięćdziesiątce. Pytam, czy masz chłopaka. Kochanka?

Przyspieszyła. Jeszcze chwila i zaczęłaby biec.

– Nie twoja sprawa.

–  Więc  masz  kochanka  –  stwierdził.  –  Rozpala  cię  tak

samo jak ja?

background image

Zatrzymała  się  i  zwróciła  ku  niemu  twarz  z  wyrazem

czystej pogardy w oczach. Zaśmiała się.

–  Naprawdę  chcesz  to  wiedzieć?  Jesteś  pewien,  że  twoje

ego to wytrzyma? – Nie doczekawszy się odpowiedzi, ruszyła
szybkim krokiem w stronę hotelu. – Miłego wieczoru, Theo –
zawołała, gdy dotarli na miejsce. – Ufam, że będziesz w stanie
wreszcie zachowywać się profesjonalnie.

Theo nie odpowiedział. Serce waliło mu jak młotem, gdy

zdał  sobie  sprawę,  że  Helena  naprawdę  miała  kochanków.
A  on  głupi  czekał  do  ślubu,  zamiast  korzystać,  gdy  miał
okazję.  Cóż,  minęły  trzy  lata,  a  ona  była  zdrową,  młodą
kobietą.  Zacisnął  pięści.  Świetnie  sobie  radziła  bez  niego.
Szkoda, że on tego nie potrafił.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Helena musiała przyznać, że biuro przygotowane dla niej

przez Thea było doskonale urządzone. Zapewnił jej wszystko,
o co prosiła, i w rezultacie miała wielki, prostokątny stół, na
którym  mogła  rozkładać  plany,  projektor,  żeby  wyświetlać
modele  3D,  gigantyczne  biurko  z  trzema  zupełnie  nowymi
komputerami stacjonarnymi i dwoma laptopami. Oprócz tego
drukarka  3D,  zwykła  drukarka  i  artykuły  papiernicze,  które
wystarczyłyby  na  cały  rok.  Tak  długo  nie  zamierzała  tu
siedzieć.  Nawet  ćwierć  roku  byłoby  za  długo.  Gdy  ruszy
budowa,  ona  już  nie  będzie  potrzebna,  bo  prace  przejmie
kierownik  nadzoru.  Od  pięciu  dni  była  na  wyspie  i  musiała
przyznać, że wciągnęła się w obowiązki z przyjemnością, bo
Theo wreszcie przestał z nią flirtować. Po ostatniej rozmowie,
gdy zapytał, czy ma kochanka, wreszcie dał jej spokój. Gdyby
nie iskry, które tańczyły pod skórą, współpraca z nim byłaby
nawet  przyjemna.  Nawet  jeśli  odrzucał  jakieś  jej  pomysły,
robił  to  taktownie,  mówiąc  o  swoich  racjach.  Najczęściej
jednak  z  aprobatą  przyjmował  liczne  sugestie,  dzięki  czemu
czuła się naprawdę dobra w swoim fachu.

Za dnia była zbyt zajęta, by analizować swoje uczucia, ale

nocą zmagała się ze wspomnieniami. Theo za każdym razem
odpływał  gdzieś  swoim  jachtem,  zapraszał  ją,  by  się
przyłączyła,  ale  ona  za  każdym  razem  odmawiała.  Wzruszał
nonszalancko  ramionami  i  odchodził.  Dostosował  się  do  jej
życzeń. Nie próbował nachodzić jej nocą, omawiali pomysły

background image

z samego rana, zanim słońce zdążyło rozpalić ziemię. Zeszłej
nocy słyszała, że pojawił się w swojej sypialni dopiero przed
świtem, i zastanawiała się, z czyjego łóżka wrócił. Za każdym
razem  nękał  ją  obraz  nagiego  Thea  i  kobiety  bez  twarzy,
z  którą  spędzał  namiętne  chwile.  Nie  powinno  jej  to
przeszkadzać.  Nie  było  powodu,  żeby  Theo  żył  jak  mnich,
tylko  dlatego,  że  była  narzeczona  zaczęła  projektować  mu
dom.  Mimo  to  źle  sypiała,  co  odbijało  się  na  jej  wyglądzie.
Miała podkrążone i zaczerwienione oczy.

Theo  za  to  nie  miał  problemów  ze  snem.  Wszedł  do

gabinetu sprężystym krokiem, rześki i wypoczęty. Ubrany był
w ciemne szorty i jasną koszulkę polo, podczas gdy ona miała
na  sobie  swój  zwykły  mundurek  składający  się  ze  spódnicy
i  bluzki.  Theo  nie  ogolił  się,  ale  i  tak  wyglądał  i  pachniał
świeżo  jak  poranne  słońce.  To  było  niesprawiedliwe.  Miał
wszystko.  Życie  w  luksusie,  pieniądze,  kobiety…  Zaraz
jednak  przypomniała  sobie,  że  przeżył  wielką  tragedię.
Najpierw śmierć matki na raka, a trzy miesiące później ojciec
zmarł na atak serca. Odziedziczył fortunę, ale pewnie oddałby
wszystkie  pieniądze  za  życie  rodziców.  W  ciągu  pięciu  lat
miliony  zamienił  na  miliardy.  Okazał  się  świetnym
biznesmanem,  ale  także  imprezowym  zwierzęciem
i playboyem.

– Jak się masz? – spytał, trzymając w dłoni kubek kawy.

Policzki  jej  płonęły,  nerwowym  ruchem  odrzuciła  włosy

z twarzy.

– W porządku. – Zdjęła okulary, przetarła szkła specjalną

szmatką i z powrotem założyła je na nos. – Pracuję, ale mam
jeszcze kilka pytań.

background image

–  Oczywiście.  Słucham  cię  uważnie.  –  Usiadł  na  blacie

biurka,  celując  z  odległością  w  taki  sposób,  by  się  nie
skarżyła,  że  narusza  jej  przestrzeń,  ale  wystarczająco  blisko,
by ją trochę podrażnić. Przez cały tydzień zachowywał się bez
zarzutu, co także było częścią jego planu. Helena sięgnęła po
notatki,  bluzka  napięła  się  przy  piersiach  i  mógł  dostrzec
wyraźny zarys biustu pod materiałem.

– Pierwsza rzecz – zaczęła energicznie – chciałam omówić

lokalizację  odkrytego  basenu.  Radziłabym  ci  to  zmienić.  –
Odwrócił  uwagę  od  jej  kuszącego  dekoltu  i  skupił  się  na
argumentach.  –  W  tym  miejscu  basen  będzie  widoczny
z daleka dla przepływających jachtów, a chodzi przecież o jak
największą  prywatność.  Proponowałabym  ulokowanie  go
nieco niżej, tuż przy ogrodzie.

Musiał  przyznać  jej  rację.  Naprawdę  znała  się  na  swojej

robocie.  Potem  przedyskutowali  jeszcze  kwestię  domku
letniskowego,  który  miał  stanąć  nieopodal  rezydencji.  Theo
widział jej zaangażowanie, takie samo jak przed trzema laty,
gdy projektowali w wyobraźni wspólne miejsce na ziemi. Nie
mógł się doczekać, żeby wreszcie mieć tę ognistą dziewczynę
w  swoim  łóżku,  ale  jako  wytrawny  biznesman  wiedział,  że
trzeba  działać  ostrożnie.  Skoro  Helena  chciała,  żeby
w godzinach pracy zachowywał się jak klient, dostosował się
do  tych  życzeń.  Widział  jej  zdziwienie,  a  może  nawet  lekki
zawód,  gdy  przestał  wygłaszać  dwuznaczne  uwagi.  Każdego
wieczora  pytał,  czy  chciałaby  z  nim  popłynąć  i  nieco  się
zabawić,  ale  nigdy  nie  wyjaśnił,  na  czym  polegałaby  ta
zabawa…  Nie  miał  wątpliwości,  że  Helena  walczy  sama  ze
sobą,  że  marzy  o  tym  samym,  co  on.  Świadczyły  o  tym
wyraźnie jej pulsujące szkarłatem policzki i błyszczące oczy.

background image

Mówiła  nie,  choć  pragnęła  powiedzieć  „tak”.  Czy  zdawała
sobie sprawę, że nachyla się w jego stronę? Czy zdawała sobie
sprawę, że przy każdej rozmowie wierci się na krześle, jakby
siedziała na rozżarzonych węglach? Czy była świadoma, że za
każdym  razem,  gdy  mijał  ją  na  korytarzu,  wstrzymywała
oddech?  Czy  była  świadoma,  że  teraz,  gdy  opowiadała
o projekcie, drżały jej ręce?

– Kolejna wątpliwość dotyczy kuchni – mówiła dalej.

– Tak? A w czym rzecz?

Pociągnęła za ryzę papieru.

– Siedzisz na moich notatkach – zwróciła uwagę.

– Och, przepraszam. – Płynnym ruchem zsunął się z blatu

i usiadł na krześle obok biurka. – Tak lepiej?

Nie  odpowiedziała,  tylko  patrzyła  na  niego  jak

zaczarowana.  Był  taki  przystojny.  Duże  oczy,  wyraziste  rysy
twarzy, pełne zmysłowe usta…

– Heleno?

Zamrugała,  słysząc  swoje  imię,  i  szybko  spojrzała  na

notatki.

– Ach tak, kuchnia.

Choć bardzo się starała, jej głos drżał z emocji. Czuła się

oszołomiona i coraz bardziej bezradna. Kiedy Theo oparł się
o  biurko,  jej  serce  mało  nie  wyskoczyło  z  piersi,  ale  kiedy
odsunął się i usiadł na krześle, musiała zacisnąć pięści, żeby
go nie złapać i przyciągnąć z powrotem. Nie powinno tak być.
Sama  z  niego  zrezygnowała.  Obiecywał  jej,  że  będzie  z  nim
szczęśliwa,  ale  to  samo  obiecywał  ojciec  matce,  a  potem

background image

zmienił  jej  życie  w  koszmar.  Theo  nie  był  potworem,  ale
pragnął  kontrolować  wszystko  i  wszystkich.  Nie  zniosłaby
tego.  Dlaczego  więc  wciąż  tak  silnie  na  niego  reagowała?
Minęły przecież już trzy lata. Ukryła swoje uczucia głęboko,
wmawiając sobie, że jej miłość to tylko przelotne zakochanie,
ale to było kłamstwo. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo go
kochała,  dopóki  nie  spotkała  go  w  sali  konferencyjnej,
w  swoim  biurze.  Teraz  stare  uczucia  uderzyły  ze  wzmożoną
siłą, drwiły z niej i wystawiały na próbę, a jej coraz trudniej
było z tym walczyć.

Utkwiła  oczy  w  dokumentacji,  poprawiła  okulary,  otarła

dłonią kark, chrząknęła.

– Musimy omówić układ pomieszczenia. Nadal chciałbyś

się skonsultować z profesjonalnym szefem kuchni?

W  chwili,  gdy  to  powiedziała,  zdała  sobie  sprawę,  że

popełniła  błąd.  Coś  zaiskrzyło  w  jego  oczach,  przysunął  się
bliżej, a na twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia.

– A więc pamiętasz nasze rozmowy sprzed trzech lat?

– Pamiętam tylko to, że żadne z nas nie potrafi gotować. –

Szybko skupiła wzrok na notatkach, twarz jej płonęła.

– Ale przypomniałaś sobie, jak mówiłem o szefie kuchni.

Co jeszcze pamiętasz?

Złożyła  włosy  za  ucho  i  namazała  coś  bez  sensu

w notatniku.

– Odpowiedz na pytanie, czy chcesz się skonsultować.

–  A  ty  odpowiedz  na  moje,  co  jeszcze  pamiętasz.  –

Widział, jak mocno drży jej ręka. – Heleno…

background image

– Czego chcesz? – Chciała zawołać szorstko, ale głos jej

się załamał.

– Popatrz na mnie – zażądał.

Powoli uniosła ku niemu twarz.

– No i?

–  Co  jeszcze  pamiętasz?  –  zapytał  miękko,  niemal

pieszcząc ją głosem.

Nie potrafiła skłamać.

– Wszystko, zadowolony? Możemy teraz wrócić do pracy?

Weekend  spędzony  w  jego  domu  w  Agon  pozwolił  mu

złapać dystans, a jednocześnie nacieszyć się triumfem. Nie był
jej  obojętny,  choć  bardzo  się  starała  to  ukryć.  Mógł  ją  mieć
z łatwością, ale wolał poczekać, aż sama wpadnie w jego sidła.
To ona ma go błagać. Dlatego zostawiał ją samą na noc. Miał
być profesjonalny, to będzie, a ona niech leży i się zastanawia,
gdzie  jest,  co  robi  i  z  kim.  Wiedział,  że  wyobraźnię  miała
niezwykle bogatą. Udowodniła to na wiele sposobów, choćby
podczas  ich  niekończących  się  pogawędek  o  tym,  w  jaki
sposób  będą  się  ze  sobą  kochać.  Potrafiła  też  być  bardzo
zazdrosna  o  wszystkie  kobiety,  bo  wyobraźnia  podpowiadała
jej, co musiał robić z byłymi kochankami.

Planował  ją  powoli  oswajać,  wciągać  w  swoją  sieć

i  wreszcie  pożreć.  Za  każdym  razem  jej  odmowa,  by
towarzyszyć  mu  na  morzu,  brzmiała  mniej  stanowczo.
W końcu mu ulegnie. Zemsta będzie słodka.

Helena wiedziała, że delikatne pukanie do drzwi oznacza,

że stoi za nimi jedna z pracownic. Theo nie pukał, a jeśli już,
to uderzał głośno.

background image

– Proszę – zawołała.

Elli wetknęła głowę.

– Obiad jest już gotowy. Przyjdziesz?

– Dziękuję, ale nie jestem głodna – odpowiedziała.

To  nie  do  końca  była  prawda.  Po  prostu  żołądek  miała

zaciśnięty  w  supeł,  toteż  nie  byłaby  w  stanie  nic  przełknąć.
Gdzie jest Theo? Od rana nie dawał znaku życiu.

– Jesteś pewna?

– Tak. Zjadłam obfite śniadanie.

To dla odmiany była prawda. Obudziła się po krzepiącym

śnie z nową energią i czuła się tak, jakby promienie słoneczne
przeniknęły jej serce. Wygłodniała, spałaszowała wszystko, co
przygotowały Elli i Natassa. Ciepło w sercu znikało w miarę
upływu dnia. Theo nie pojawił się jak zwykle w jej gabinecie
ani wczoraj, ani dziś. Mijały godziny, a jego wciąż nie było.

– W porządku. Jeśli zgłodniejesz, daj znać.

– Dziękuję. – Musiała zapytać: – Miałaś jakieś wieści od

Thea?

– Nie, ale gdyby miał być na kolacji, powiadomiłby mnie,

więc pewnie wróci jutro lub pojutrze.

Miała  to,  czego  chciała.  Była  sama  i  mogła  się  czuć

bezpiecznie,  a  jednak…  Westchnęła,  zdejmując  okulary.
Przetarła  szkła.  Gdzie  on  się  podziewał?  Powinien  być  na
miejscu, na wypadek, gdyby miała jakieś pytania. A jeśli coś
mu  się  stało?  Jeśli  miał  wypadek?  Zamknęła  oczy,  próbując
uspokoić  rozkołysany  stresem  żołądek.  Ucisk  w  klatce
piersiowej  rósł  z  minuty  na  minutę.  I  wtedy  drzwi  biura

background image

otworzyły się z łoskotem. Wszedł do środka pewnym krokiem,
uśmiechając się beztrosko.

– Dzień dobry, agapi mou. Jak spędziłaś weekend?

Poderwała  się  z  miejsca  gwałtownie.  Choć  nie  miała

okularów na nosie, widziała wyraźnie jego dwudniowy zarost
i potargane wiatrem włosy. Tym razem miał na sobie ręcznie
szyty,  granatowy  garnitur  i  białą  koszulę  rozpiętą  pod  szyją.
Kiedy  się  do  niej  zbliżył,  poczuła  zapach  kobiecych  perfum
zmieszanych z męską wodą kolońską.

–  Heleno?  –  Popatrzył  na  nią  pytająco.  Ulgę,  że  żyje,  że

nic mu nie jest, wyparła wściekłość. Niemal dusiła się wonią
perfum  innej  kobiety.  –  Co  ci  jest?  Masz  taką  minę,  jakbyś
chciała mnie zamordować. Stało się coś?

Tym razem nie potrafiła nad sobą zapanować.

– Gdzie ty byłeś, do cholery!?

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Theo otworzył usta, by odpowiedzieć, ale Helena nie dała

mu dojść do słowa.

–  Nie  kłopocz  się.  Mogę  wyczuć,  gdzie  byłeś.  Miałeś

wracać do domu z samego rana, na śniadanie, a już jest pora
obiadowa!  Mam  milion  rzeczy  do  ogarnięcia  i  z  niczym  nie
mogę ruszyć, przez ciebie, bo przecież wszystko muszę z tobą
uzgadniać. Jak mam uzgadniać, skoro cię nie ma? Może byś
się  łaskawie  zainteresował  swoim  własnym  projektem!  Na
romansowanie będziesz miał czas, jak skończymy.

– Romansowanie? – Uniósł brew.

–  No  wiesz,  ta  rzecz,  w  której  jesteś  ekspertem.  Nie

obchodzi mnie, z kim sypiasz. Rób, co chcesz, ale zachowuj
się odpowiedzialnie, jeśli chodzi o pracę. Nie będę tolerowała
marnowania  mojego  czasu.  I  jeszcze  się  dziwisz,  że  jestem
zła?

– Jesteś zazdrosna – rzekł jedwabiście gładkim głosem.

To podziałało na nią jak czerwona płachta na byka.

– Chciałbyś. Albo zaczniesz ze mną współpracować, albo

wrócę do domu.

Podszedł bliżej.

–  Proszę  bardzo,  wracaj.  Tylko  zwróć  najpierw  zaliczkę

z odsetkami.

background image

Rzuciła mu wściekłe spojrzenie.

–  Nie  myśl,  że  możesz  mnie  szantażować.  Ja  też,  jako

pracownik, mam swoje prawa.

–  Nie  bronię  ci  z  nich  skorzystać.  Możesz  mnie  pozwać.

Ale  jeśli  chcesz  udowodnić,  że  nie  jesteś  już  małą
dziewczynką, która uciekła po pierwszej kłótni sprzed ołtarza,
tylko  dorosłą  kobietą,  przestań  odgrywać  rolę  obrażonej
królewny. Do tego pruderyjnej i zazdrosnej królewny.

Mało nie rzuciła się niego z pięściami.

– Ty protekcjonalny, seksistowski…

– Skończ z tym oburzeniem. To już się robi nudne. – Nie

wyglądał jednak na znudzonego. Wręcz przeciwnie.

–  Nudne  to  są  twoje  podboje  miłosne  opisywane

w szmatławcach – odgryzła się. – Jesteś najgorszym…

Cokolwiek  chciała  powiedzieć,  wyparowało  z  jej  głowy,

gdy Theo objął ją ramieniem. Nogi zrobiły jej się słabe, ledwo
mogła  na  nich  ustać.  Serce  waliło  jej  mocno.  Spojrzała
w  twarz  mężczyźnie,  który  jak  nikt  na  świecie  potrafił  ją
rozśmieszyć do łez i zmusić do płaczu, że łkała jak niemowlę.
Jedyny mężczyzna, który potrafił ją w sobie rozkochać.

–  Kochana  Heleno.  –  Pogłaskał  ją  po  wargach.  –  Jak

dobrze mieć cię z powrotem.

W tym momencie przykrył jej usta swoimi. Wrażenie było

natychmiastowe. Każda komórka jej ciała odżyła, a stłumione
doznania wybuchły porażającym światłem. Nawet nie przyszło
jej do głowy, by zaprotestować. Rozchyliła wargi, objęła go i,
unosząc się na palcach, zatonęła w cieple jego ust pachnących
kawą.  Jej  piersi  ocierały  się  rozkosznie  o  jego  tors.  W  ciągu

background image

sekundy  pocałunek  zmienił  się  w  wilgotną  dzikość.  Chciwie
pieściła  jego  kark,  przyciskając  się  do  niego  mocno.
Spragniona  smaku  jego  skóry,  musnęła  językiem  pokrytą
zarostem brodę i szyję. Wtedy jej nozdrza zaatakował zapach
innej kobiety. W sekundę odzyskała poczytalność.

– Nie! – krzyknęła, przerażona tym, co zrobiła.

Oderwała  się  od  niego  i  cofnęła.  Nie  miała  odwagi  na

niego  spojrzeć,  ale  kątem  oka  widziała,  jak  jego  klatka
piersiowa podnosi się i opada. Słyszała przyspieszony oddech.

–  Nie  będę  twoją  tanią  zabawką.  –  Chciała,  by  jej  głos

przypominał syk węża, ale pod wpływem emocji zabrzmiał jak
pisk myszy. Łzy napłynęły jej do oczu i pospiesznie odwróciła
się w stronę biurka, gdzie stał dzbanek z kawą. Nalała sobie
pełną filiżankę, byle tylko czymś zająć ręce. Trzęsły się, więc
napój rozlał się na spodek i podłogę.

– To prawda – wycedził. – Twoje usługi są niestety bardzo

drogie. Sprowadziłem na wyspę kierownika budowy. Chciałby
z  tobą  porozmawiać.  Czeka  w  jadalni,  więc  popraw  ubranie
i zachowuj się jak należy. – Następnie, idąc do drzwi, zawołał
przez ramię: – Następnym razem, jak będziesz chciała poznać
szczegóły  mojego  życia  seksualnego,  po  prostu  zapytaj.  Nie
musisz robić mi awantur jak zazdrosna żona.

Theo  stłumił  rozbawienie,  widząc  reakcję  Heleny  na

kierownika,  czy  też  raczej  kierowniczkę  budowy.  Savina
Mercouri  była  korpulentną  kobietą  po  pięćdziesiątce,
ubierającą  się  w  barwne  stroje,  a  zapach  jej  perfum
przypominał  woń  płynu  do  czyszczenia  toalet.  Była  także
dyrektorką  jednej  z  najbardziej  prestiżowych  firm
budowlanych  w  Grecji.  Przy  powitaniu  uściskała  go  mocno

background image

i to dlatego miał na sobie jej zapach. Nie żałował, bo dzięki
temu jego piękna Helena wreszcie pękła. Podobała mu się jej
zazdrość,  choć drażniła  go zaborczość  innych  kobiet.  Helena
była  jedyną  kobietą,  przez  którą  chciał  być  zniewolony.
Widział  ulgę  na  jej  twarzy,  kiedy  wszedł  do  biura.  Martwiła
się o niego. Strach w jednej chwili zmienił się w furię. Taką ją
zapamiętał i takiej pragnął: ognistej, namiętnej i pełnej emocji.
Nie musiał się szczególnie trudzić, by zaciągnąć ją do łóżka.
Pasja,  z  jaką  oddała  pocałunek,  była  dobitnym  dowodem.
W jej żyłach wciąż krążyło pożądanie, które niegdyś o mało
nie doprowadziło ich do szaleństwa. Wciąż coś do niego czuła.

Spoglądał  na  nią,  gdy  rozmawiała  z  Saviną.  Tym  razem

była  już  spokojna.  I  pomyśleć,  że  kiedyś  kochał  ją  całym
sercem.  Jego  miłość  umarła  w  zimnej  katedrze  przed  trzema
laty.  Stał  przy  ołtarzu,  w  obecności  rodziny,  przyjaciół,
partnerów  biznesowych  i  członków  rodziny  królewskiej,
którzy  czekali,  aż  złoży  przysięgę.  Zamiast  tego  goście  stali
się  świadkami  największego  upokorzenia  w  jego  życiu.  Po
wszystkim  uciekł,  próbując  znieczulić  się  alkoholem.  Kiedy
dziadek  po  kilku  dniach  próbował  go  pocieszyć,  mówiąc,  że
jego  serce  kiedyś  się  zagoi,  roześmiał  się  gorzko.  Jeśli  coś
mogło  mu  złamać  serce,  to  śmierć  rodziców.  To  było
niewyobrażalne  cierpienie.  Cios,  który  zadała  mu  Helena,
podrażnił  wyłącznie  jego  dumę.  Nie  chciał  się  przyznać,  że
zawód,  który  go  spotkał,  boli  nie  mniej  od  utraty  rodziców.
Helena skutecznie zabiła jego miłość. A tak jej ufał. Wierzył,
gdy mówiła, że go kocha, że chce z nim spędzić resztę życia.
On także pragnął się z nią zestarzeć w ich wymarzonym domu.
Helena dała mu bolesną lekcję. Nie kochaj, nie narażaj serca
na  zranienie,  nie  ufaj.  Nie  dość,  że  go  porzuciła,  to  jeszcze

background image

okaleczyła fizycznie. To przez nią nie był w stanie kochać się
z żadną inną kobietą. Tylko zemsta mogła mu przynieść ulgę.
Powoli zbliżał się czas odwetu.

–  Nadal  pracujesz?  –  zapytał,  gdy  wieczorem  zastał  ją

w gabinecie, pochyloną nad biurkiem.

–  A  ty  wciąż  tutaj?  Nie  wypływasz  w  morze,  by  się

zabawić? – odpowiedziała pytaniem, nie patrząc mu w oczy.

– Nie. Będziesz mnie miała dla siebie przez cały tydzień –

stwierdził,  zakładając  ręce  za  głowę  i  prezentując  w  ten
sposób pięknie umięśnioną klatkę piersiową.

– Szczęściara ze mnie – mruknęła, udając, że nie dostrzega

walorów  jego  ciała.  Kiedyś  znała  je  tak  dobrze.  Pieściła  je
dłońmi, językiem…

– To ja jestem szczęściarzem, agapi mou. Czas na przerwę.

Kolacja czeka.

– Powiedziałem Elli, że zjem tutaj.

– Jest ósma. Wystarczy pracy na dziś.

Jedną  ręką  wcisnęła  przycisk  w  klawiaturze,  a  drugą

nasunęła okulary na nos.

–  Jestem  w  trakcie  ważnych  obliczeń  –  oznajmiła

surowym głosem, jakby była nauczycielką, karcącą ucznia.

– Chyba w trakcie unikania mnie.

– Nie pochlebiaj sobie.

– Więc spójrz na mnie.

Od  kiedy  się  pocałowali,  robiła  wszystko,  żeby  tylko

trzymać się od niego z daleka.

background image

– Patrzę. I co?

– Jutro rano płyniemy do Agon.

Założyła kosmyk za ucho.

– My? Po co?

–  Żeby  się  spotkać  z  prawdziwym  mistrzem,  który  zrobi

rzeźby do ogrodu.

– To nie moja sprawa – odparła lekceważąco. – Nie muszę

się spotykać z rzeźbiarzem.

–  Nie  zgadzam  się.  Płacę  ci  z  dyspozycyjność.  Nie

przyjmuję  odpowiedzi  odmownej.  Ciesz  się  posiłkiem  przy
biurku.  A  jeśli  zdecydujesz  się  wyjść  z  gabinetu,  by
zaczerpnąć świeżego powietrza i napić się drinka, znajdziesz
mnie na tarasie.

Napięła mięśnie szczęki.

– Przemyślę to – mruknęła ugodowo.

– Przemyśl mądrze – rzekł krótko, ale nie mógł się oprzeć

pokusie.  Chciał  zobaczyć  na  jej  policzkach  szkarłatne
rumieńce.  –  Jeśli  nie  będzie  mnie  na  tarasie,  będę  w  łóżku.
Jesteś tam mile widziana. Serdecznie zapraszam. Przyłącz się.

Nie  doczekał  się  rumieńców,  ale  dostrzegł  drżenie  dłoni

i to, że wsunęła nerwowo kolejny kosmyk za ucho. Cel został
osiągnięty.

Helena wytarła ciało do sucha po wieczornym prysznicu,

po  czym  włożyła  koszulę  nocną  przez  głowę.  Rano  obudziła
się radosna i lekka, a kładła się spać zmęczona i zniechęcona.
Wyczerpanie  dało  o  sobie  znać.  Bolały  ją  oczy  od  ślęczenia
nad  projektem,  głowa  pękała  od  wysiłku  i  wzmożonej

background image

koncentracji,  ale  nie  to  było  powodem  złego  samopoczucia.
Mimo że bardzo się starała, nie mogła zapomnieć o pocałunku.
Umysł  może  by  jeszcze  zapomniał,  ale  nie  ciało.  Serce  biło
nieregularnie,  w  ustach  czuła  mrowienie,  a  pod  skórą  jakby
ktoś  umieścił  ładunki  elektryczne.  Dlaczego  tak
zareagowała?  –  zastanawiała  się  z  rozpaczą.  Otworzyła
szeroko  okno,  bo  brakowało  jej  powietrza.  Usiadła  na
parapecie i zaciągnęła się morską bryzą, w nadziei, że oczyści
nie  tylko  płuca,  ale  także  umysł.  Zawsze  tak  było.  Theo  był
dla  niej  jak  narkotyk.  Jedno  spojrzenie,  jeden  dotyk
wystarczyły,  żeby  traciła  zdrowy  rozsądek.  Wciąż  była  jego
niewolnicą.

Usłyszała  w  oddali  radosny  śmiech.  Domyślała  się,  że

należy  do  Elli.  Natassa  była  poważna  i  traktowała  życie
bardzo  serio,  natomiast  Elli  miała  w  sobie  zaraźliwy
entuzjazm  i  radość  życia.  Helena  zazdrościła  jej  tego
optymizmu. Jako dziecko pragnęła być właśnie taką beztroską,
zabawną dziewczyną, ale na próżno. Nie umiała bawić ludzi,
opowiadać żartów. Śmiech nie był zbyt często spotykany w jej
rodzinie. Ojciec, typowy Anglik, zimny i wymagający, rządził
domem  twardą  ręką.  Matka  podporządkowała  mu  się  we
wszystkim  i  zapomniała,  czym  jest  spontaniczność.  Helena
wielokrotnie  zadawała  jej  pytania,  dlaczego  tkwi
w  nieszczęśliwym  małżeństwie.  Złożyłam  przysięgę  przed
Bogiem, odpowiadała. Helena próbowała ją zrozumieć. Miała
dziewiętnaście  lat  i  pierwszy  rok  studiów  za  sobą  na
angielskim  uniwersytecie,  gdy  straciła  głowę  dla
charyzmatycznego  profesora,  starszego  od  niej  o  trzydzieści
lat.  Sześć  miesięcy  później  byli  małżeństwem.  Matka
przerwała  studia,  by  realizować  się  jako  pełnoetatowa  żona

background image

i  matka.  Ojciec,  który  często  zapraszał  do  domu  znanych
naukowców i wybitnych studentów, oczekiwał nieskazitelnego
porządku,  doskonałego  jedzenia  i  zadbanej,  atrakcyjnej
kobiety u boku. Helena pamiętała, jak zapytała matkę, o czym
marzyła jako dziewczynka. Opowiedziała, że ma wszystko to,
czego  pragnęła,  ale  w  jej  smutnych  oczach  wyraźnie  lśniło
kłamstwo.

W  rzadkich  chwilach,  gdy  podróżowały  samotnie  do

Agon, śmiały się i żartowały, a w domu, w Anglii, matka była
wiecznie  zastraszona  i  niepewna  siebie.  Helena  wierzyła,  że
jej  ojciec  kocha  matkę,  ale  co  to  za  miłość,  która  zabija
w drugim człowieku życie? Przed trzema laty, na dzień przed
ślubem, pamiętała, jak jadła obiad z rodzicami. Matka w ogóle
się  nie  odzywała,  podczas  gdy  ojciec  opróżniał  butelkę  wina
z  Theem.  Obydwaj  zgadzali  się  co  do  roli  kobiet
w  małżeństwie.  Dopiero  wtedy  uzmysłowiła  sobie,  że
pozwoliła,  aby  przyszły  mąż  podejmował  za  nią  wszystkie
decyzje,  a  ona  była  jak  piesek  podążający  za  swoim  panem.
Przestraszyła  się,  że  po  ślubie  Theo  wyssie  z  niej  życie,  jak
ojciec z matki. Wolała samotność i rozstanie od niewoli.

Znów  usłyszała  radosny  śmiech,  tym  razem  obydwu

kobiet.  Wtórował  im  głos  męski.  Theo  spędzał  miło  czas  na
tarasie  wraz  ze  swoimi  pięknymi  gospodyniami.  Wyobraziła
sobie,  jak  piją  wino  i  jedzą  przekąski.  Zapragnęła  wyjść  do
nich,  ale  duma  trzymała  ją  na  miejscu.  Zamknęła  oczy,
wspominając,  jak  podczas  takich  wieczorów  jak  ten  leżała
w objęciach Thea. Była wtedy bliżej nieba niż kiedykolwiek.
Jak  by  to  było  znów  leżeć  w  jego  ramionach,  kochać  się
z  nim?  Coraz  głośniejszy  śmiech  zaczął  ją  irytować,  więc

background image

zamknęła okno i położyła się do łóżka. Patrzyła na sufit i czuła
się bardzo samotna.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

–  Tu  mieszka  ten  rzeźbiarz?  –  Helena  zmarszczyła  nos,

patrząc  z  niedowierzaniem  na  rozległą  willę  przy  plaży,
z  własnym  molo,  przy  którym  kapitan  zacumował  jacht.
Musiał być bardzo bogaty.

– Nie, agapi mou. Ja tu mieszkam.

– Od kiedy?

– Od jakiegoś czasu. Prawda, że to piękny dom?

Gdy  zeszli  na  ląd,  Theo  dał  znak,  by  podążyła  za  nim.

Przyciskała  mocno  torbę  z  laptopem  do  brzucha,  czując  pot
spływający po plecach. Znów pożałowała, że zabrała na wyspę
jedynie służbowe stroje. Przydałaby jej się lekka, przewiewna
sukienka. W willi na Sidiro spędzała czas w klimatyzowanym
gabinecie, ale na zewnątrz panował dokuczliwy skwar.

– Chodź, mój szef kuchni przygotował dla nas przekąski –

powiedział Theo, gdy szli po złotym, miękkim piasku.

– Kiedy kupiłeś tę willę? – zapytała ponownie.

– Dwa i pół roku temu.

–  A  dom  twoich  rodziców?  –  Kiedy  byli  razem,  spędzali

czas  w  pięknej  willi  odziedziczonej  po  ojcu  Thea.  Nie  było
sensu,  by  kupował  kolejną  rezydencję,  ale  on  zawsze  miał
więcej pieniędzy niż rozsądku.

– Sprzedałem ją.

background image

–  Co  takiego?  Dlaczego?  –  To  był  przecież  dom  jego

dzieciństwa.

–  Uznałem,  że  czas  na  zmianę  –  skwitował  beztrosko.  –

Potem oprowadzę cię po okolicy.

– Mamy czas?

– Zawsze jest czas – odparł enigmatycznie.

– Czas na co?

Nie  doczekała  się  odpowiedzi,  bo  z  willi  wyszedł  im  na

spotkanie  Dijon,  kamerdyner  w  średnim  wieku,  którego
dobrze pamiętała. Służył jeszcze w domu jego rodziców.

–  Panno  Armstrong  –  zawołał  po  grecku.  –  Miło  panią

znów widzieć.

Wzruszyła się tym, że ją pamięta i najchętniej uściskałaby

go  jak  starego  przyjaciela.  To  na  jego  ramieniu  wypłakiwała
się,  gdy  pakowała  torbę  po  rozstaniu  z  Theem.  Nigdy  nie
zapomniała jego dobroci.

– Ciebie też miło widzieć, Dijon. Jak się masz?

– Dziękuję, bardzo dobrze. Zapraszam do środka. Pewnie

chciałaby pani zejść z tego upału.

– O tak! – powiedziała, przechodząc przez otwarte drzwi.

–  Poleciłem  kucharzowi  przygotować  dzbanek  pani

ulubionej lemoniady. Pomoże się pani ochłodzić.

–  Klimatyzacja  już  to  zrobiła  –  stwierdziła,  pocierając

ramiona, na których pojawiła się gęsia skórka. Zwróciła się do
Thea. – Została ustawiona na temperaturę jak w zamrażarce?

– Tylko chwilowo. W twoim pokoju będzie ciepło.

background image

– W moim pokoju?

–  Dijon,  zanieś  napoje  do  słonecznego  salonu.  Wkrótce

tam przyjdziemy.

Kamerdyner skinął głową i szybko się ulotnił, zostawiając

ich samych.

–  Mój  pokój?  –  powtórzyła,  patrząc  mu  w  oczy,  by  nie

próbował jej oszukać.

– Spotkamy się z rzeźbiarzem jutro – odparł swobodnie. –

Dziś mamy dzień wolny.

– Chyba żartujesz! – oburzyła się.

– Pracujesz dla mnie od tygodnia. Nie miałaś dotychczas

żadnej  przerwy.  Proponowałem,  żebyś  wypłynęła  ze  mną
i  trochę  się  rozerwała,  ale  nie  chciałaś,  musiałem  więc  użyć
podstępu.

– Jesteś okropny. Nie wierzę, że to zrobiłeś.

– Ale zrobiłem.

Skrzyżowała ręce na piersi.

–  Poproszę  kapitana,  żeby  zabrał  mnie  z  powrotem  na

Sidiro.

– Przykro mi, agapi mou.  –  Pokręcił  głową  z  udawanym

smutkiem. – Kapitan przyjmuje rozkazy tylko ode mnie. Jeśli
mimo wszystko znajdziesz inny transport na Sidiro, obawiam
się, że będę zmuszony odrzucić twój projekt rezydencji, nawet
jeśli uważam go za idealny.

– Byłbyś aż tak podły?

background image

– Oczywiście – przyznał z zadowoloną miną. – I jeszcze

jedno. Dziś masz dzień wolny. Nie próbuj pracować, bo jeśli
przyłapię cię z laptopem, odetnę ci internet.

Rzuciła  mu  zdenerwowane  spojrzenie,  w  którym  jednak

pojawił  się  błysk  rozbawienia.  Theo  podszedł  bliżej,
wdychając owocowy zapach jej szamponu.

– Na dzisiaj bierzesz urlop od obowiązków, czy ci się to

podoba,  czy  nie.  Najpierw  się  czegoś  napijemy,  a  potem
zabieram cię na zakupy.

– Ale…

Położył  palec  na  jej  doskonałych  ustach,  powstrzymując

wszystkie argumenty.

– Nie kłóć się ze mną. Teraz ja rządzę. W końcu i tak masz

mnie za kontrolującego tyrana.

Jej  oddech  się  pogłębił.  Chwyciła  go  za  palec  i  odsunęła

od twarzy.

– To niesprawiedliwe – rzekła z wyrzutem. – O wszystkim

chcesz sam decydować.

– Obiecuję, że następnym razem ty przejmiesz kontrolę.

– Nie będzie następnego razu.

–  I  właśnie  dlatego  potrzebujesz  krótkiego  urlopu.  Jesteś

bardzo  spięta.  Powinnaś  się  zrelaksować  i  cieszyć  pięknym
słońcem. A jeśli będziesz chodziła z taką naburmuszoną miną,
jeśli  na  każdym  kroku  będziesz  się  ze  mną  kłóciła,  to
zatrzymam cię tu aż do weekendu.

Patrzyła  na  niego  o  wiele  za  długo,  a  gdy  zdała  sobie

sprawę,  że  wciąż  trzyma  jego  rękę,  puściła  ją  pospiesznie

background image

i cofnęła się.

– Jesteś naprawdę niemożliwy. Oszaleć z tobą można.

–  Dziękuję.  Teraz  chodź,  napijemy  się  czegoś.  A  potem

popracujemy trochę nad tym, żebyś się bardziej wyluzowała. –
Mrugnął  okiem  i  ruszył  w  stronę  salonu,  więc  Helena  nie
miała innego wyjścia, jak podążyć za nim.

Helena nie miała pojęcia, jak dała się namówić na wizytę

w  ekskluzywnym  butiku  ukrytym  w  wąskiej  uliczce
w Resinie – stolicy Agonu. A właściwie miała pojęcie… Theo
jak  zwykle  użył  swojej  niesamowitej  charyzmy,  sztuki
perswazji  i  dobrego  humoru.  W  końcu  uległa.  A  może  po
prostu zdała sobie sprawę, że kłótnia do niczego nie prowadzi,
a  jej  stroje  rzeczywiście  nie  nadają  się  do  chodzenia  po
wyspie?  Chciała  czy  nie  chciała,  utknęła  w  Agonie
w  towarzystwie  Thea  na  dwadzieścia  cztery  godziny.  Nie
wątpiła,  że  spełniłby  groźby,  więc  dla  świętego  spokoju
postanowiła się dostosować. I nie sprawiało jej to przykrości.
Theo sprawiał, że wyłaniała się z niej dawna Helena, radosna
i pełna emocji. Zamknęła ją w klatce jak motyla, na trzy lata.
A  teraz  czuła,  że  zaczyna  trzepotać  skrzydłami  i  próbuje  się
uwolnić. Zaczęło się w dniu, w którym Theo pojawił się w jej
firmie.  To  on  jej  pokazał,  jak  jest  naprawdę.  Dzięki  niemu
zrozumiała,  że  potrafi  być  spontaniczna,  beztroska
i  szczęśliwa.  Ulegała  jego  wrodzonej  energii  i  radości  życia.
Kiedy  z  nim  zerwała  i  wyjechała,  stała  się  spokojniejsza,  że
nic nie zagrozi jej niezależności, ale miała wrażenie, że opadł
na  nią  duszący  mrok.  Właściwie,  dlaczego  z  tym  walczyła?
Pragnął jej, a ona pragnęła jego. Oboje byli dorosłymi ludźmi.
Nie  była  już  bezbronną  owieczką,  tylko  kobietą,  która

background image

potrafiła  przejąć  inicjatywę.  Może  powinna  skorzystać
z szansy, który dał jej los?

W  sklepie  przymierzyła  dziesiątki  strojów  i  nie  bez

złośliwej  satysfakcji,  bo  wiedziała,  że  żaden  mężczyzna  nie
lubi zakupów. A przy kasie, szybko podała swoją kartę i sama
zapłaciła za rzeczy, nie pozwalając, by zrobił to Theo. Czuła
się  cudownie,  że  po  raz  pierwszy  od  dawna  stać  ją  było  na
kupno  nowych  ubrań.  Dzięki  zaliczce  spłaciła  resztę  długu
i  wreszcie  mogła  trochę  gotówki  przeznaczyć  na
przyjemności. Poza tym musiała przyznać, że z ulgą zmieniła
służbowy mundurek, w którym niemal się ugotowała, na luźne
lniane  spodnie  w  kremowym  kolorze,  przewiewną  bluzkę
z różowym haftem i płaskie sandały.

Jeszcze krótka wizyta w aptece po krem z filtrem, opaska

na włosy i wreszcie czuła się rześko i przyjemnie.

W pewnym momencie Theo pociągnął ją za rękę jeszcze

do jednego butiku.

–  Chodź,  spójrz  na  tę  sukienkę.  –  Zatrzymał  się  przed

manekinem  ubranym  w  piękną  kreację  w  stylu  lat
pięćdziesiątych. – Co o niej myślisz? Czy nie byłaby dla ciebie
idealna?

Sukienka  składała  się  czarnego  gorsetu  bez  ramiączek

i  rozkloszowanej  białej  spódnicy  z  haftem  czarnego  liścia.
Była  śliczna,  elegancka  i  stylowa.  Kupiłaby  ją  bez  wahania,
gdyby tylko mogła sobie na to pozwolić. Szanse, że byłoby ją
stać zatrzymały się na zerze. To był butik bez metek z cenami.
Nagle  zdała  sobie  sprawę,  że  Theo  wciąż  trzyma  ją  za  rękę.
Mało tego, ich place się splotły, zupełnie jak przed trzema laty,
gdy  jeszcze  byli  razem.  Helena  chrząknęła  i  cofnęła  dłoń.

background image

Delikatnie  dotknęła  jedwabnej  spódnicy,  wyczuwając  pod
palcami przyjemną fakturę.

– Piękna – powiedziała z zachwytem.

– Wiedziałem, że ci się spodoba – odparł zadowolony, że

trafił w jej gust.

–  Jest  piękna,  ale  jej  nie  kupię  –  rzekła  stanowczo.  –

Wydałam  już  wystarczająco  dużo  pieniędzy  jak  na  jeden
dzień. Teraz potrzebuję tylko kawy.

Ku jej uldze Theo nie protestował.

– Za rogiem jest świetna kawiarnia, gdzie podają najlepszą

bakławę.

Ich  oczy  się  spotkały.  Bakława  była  jej  ulubionym

deserem. Pamiętał… Pamiętał, jakie słodycze lubiła, pamiętał,
jaki styl jej się podobał. Wszystko pamiętał. Tak jak ona.

Wybiegła z butiku, bo nagle zabrakło jej tchu. Wzięła kilka

długich wdechów, czując ból w klatce piersiowej. Kiedy była
z Theem, doświadczyła więcej szczęścia niż przez całe życie.
Jeszcze zanim szturchnął ją w ramię, poczuła, że jest blisko,
bo owionął ją zapach wody kolońskiej. Gdyby nie dzieliła ich
przeszłość,  cieszyłaby  się,  że  spędza  czas  w  jego
towarzystwie.  Lubiła  go  jako  człowieka.  Pech  chciał,  że  gdy
był blisko, czuła, że traci nad sobą kontrolę. Nie była jednak tą
samą  naiwną  dziewczyną,  co  trzy  lata  temu.  Była  starsza
i  potrafiła  mu  się  przeciwstawić.  Theo  od  początku  był
szczery. Była dla niego niedokończoną sprawą. Chciał ją mieć
bez  ślubu  i  zobowiązań.  Najgorsze  było  to,  że  ona  też  tego
chciała. I to jak! Pragnęła się z nim kochać, chociaż jeden raz,
żeby wreszcie spełniło się to, o czym marzyła. Jedna, jedyna

background image

noc, jakby jutra miało nie być. Co w tym złego? Może gdyby
wreszcie się z nią przespał, mogłaby zostawić za sobą duchy
przeszłości  i  zacząć  nowe  życie,  nie  tylko  zawodowe?  Może
wtedy byłaby w stanie pójść na randkę, bez wstrętu na myśl
o tm, że poczuje na wargach usta innego mężczyzny.

– Wszystko w porządku? – spytał.

–  Tak,  oczywiście.  –  Bez  pośpiechu  patrzyła  w  jego

diabelnie  przystojną  twarz.  Uśmiechnęła  się  leniwie.  –
Chodźmy na kawę.

Theo patrzył, jak Helena zatapia zęby w kawałku bakławy

i  stłumił  jęk.  Uwielbiał  patrzeć,  jak  je.  Nienawidziła
gotowania,  ale  była  entuzjastką  dobrej  kuchni.  Upił  łyk
melonowego  mojito,  po  czym  rozlał  do  filiżanek  kawę
z dzbanka.

– Widzę, że dopisuje ci apetyt – stwierdził. – Cieszę się.

–  Skoro  to  mój  wolny  dzień,  mam  zamiar  korzystać

z życia.

Czy za jej uśmiechem kryła się wyraźna sugestia? A może

to  tylko  pobożne  życzenia,  że  zmieniła  swój  stosunek  do
niego?  Kelner,  przechodzący  obok,  spytał,  jak  smakuje
bakława.  Mała  zmarszczka  pojawiła  się  na  jej  czole,  zanim
podniosła kciuk w pełnej aprobacie.

–  Czyżby  twój  grecki  wymagał  odświeżenia?  –  spytał.

Wzruszyła ramionami i wpakowała ostatni kawałek deseru do
ust. – No więc? – nie ustępował.

Ponownie wzruszyła ramionami i, nie spuszczając z niego

wzroku,  wciągała  koktajl  przez  słomkę.  Celowo  go
prowokowała?

background image

–  Nie  mówiłam  od  lat  –  powiedziała,  powoli  oblizując

usta.  I  znów  nie  wiedział,  czy  to  przypadek,  czy  celowo  go
drażni.

– To z matką nie rozmawiasz po grecku?

– Nie. A tak w ogóle to ostatnio rzadko się widujemy.

– Dlaczego?

– Widziałeś się z nią. Nie powiedziała ci?

– O czym?

– Zerwałam kontakty z ojcem.

Uniósł jedną brew.

–  Nie  powiedziała  mi  o  tym  –  rzekł  w  zamyśleniu.  –

Rozmawialiśmy tylko chwilę.

– To dla niej bolesna sprawa. Spotykamy się w tajemnicy.

– Dlaczego?

–  Bo  ojciec  wściekłby  się,  gdyby  się  dowiedział  –

mruknęła.

–  I  co  z  tego?  Jesteś  jej  córką.  Ma  prawo  się  z  tobą

widywać. Nie powinniście robić z tego sekretu.

Westchnęła ciężko.

– Tak, ale to ona potem musiałaby żyć z konsekwencjami.

Zmarszczył brwi i zmrużył oczy.

– O czym ty mówisz? Jakie konsekwencje?

Patrzyła na niego przez dłuższą chwilę.

–  Kiedy  się  dowiedział,  że  rozmawiała  ze  mną  przez

telefon, odciął ją od kieszonkowego.

background image

Roześmiał się, nie dowierzając.

– Kieszonkowe dostają dzieci, a nie dorośli ludzie.

– Ojciec traktuje matkę, jakby była dzieckiem. – Zebrała

palcem  okruszki  z  talerza  i  włożyła  sobie  do  ust.  Theo
ponownie stłumił jęk. Kiedy znów zaczęła mówić, jej głos był
twardy  i  nieprzyjemny.  –  Mówiłam  ci,  że  jest
mizoginistycznym  dinozaurem.  Kontroluje  wszystko.  Matka
musi pokazywać wszystkie rachunki, co i za ile kupiła. Nawet
nie może nigdzie zadzwonić bez jego pozwolenia. Po wyciągu
zorientował się, że złamała jego zakaz i skontaktowała się ze
mną. Stary tyran. Zabrał jej kieszonkowe i wyobraź sobie, że
nie pozwolił jej kupić szamponu, gdy się skończył. To chore.
Naprawdę  nie  wiem,  jak  ona  z  nim  wytrzymuje.  Dla  mnie
każdy dzień był katorgą.

Z  trudem  w  to  wierzył,  ale  wiedział,  że  Helena  nie

kłamała. Dawno temu umówili się, że będą ze sobą szczerzy.

–  Dlaczego  zerwałaś  z  nim  kontakt?  Co  się  stało?  –

Żałował teraz, że nigdy nie potraktował poważnie jej słów. Był
zbyt zajęty planowaniem przyszłości, by zastanawiać się nad
niechęcią Heleny do ojca. Nie miał pojęcia, że stary, szanowny
profesor  ze  znacznym  dorobkiem  naukowym  jest  aż  takim
potworem. Powinien był jej uważniej słuchać.

– Ojciec był wściekły, kiedy się dowiedział, że zerwałam

z  tobą.  –  Upiła  kolejny  łyk,  rozluźniając  się.  –  Gdyby  mógł,
zaciągnąłby mnie za włosy przed ołtarz.

– Dlaczego tak bardzo mu na tym zależało? Ledwie mnie

znał.

background image

–  Ale  znał  twój  status.  Wiedział,  że  jesteś  bogaty

i wpływowy. Chwalił się wszystkim znajomym, że jego córka
poślubi  jednego  z  najzamożniejszych  ludzi  w  Europie.
Zrywając  z  tobą,  upokorzyłam  go  i  ośmieszyłam  przed
kolegami. – Potrząsnęła głową. – Nigdy nie widziałam go tak
wściekłego.  Krzyczał,  obrażał  mnie  i  w  końcu  wywalił  za
drzwi. Powiedział, że skoro tak mi się dobrze powodzi, mam
sobie radzić sama. Odciął mnie od pieniędzy z dnia na dzień.
To była kara za to, że dobrowolnie  zrezygnowałam  z twoich
pieniędzy,  i  za  to,  że  ośmieliłam  się  mu  sprzeciwić.  Stary
dureń.

Theo  poczuł  bolesne  pulsowanie  w  skroni.  Elementy

układanki trafiały na właściwe miejsce. Dług Heleny, ta nora,
w  której  mieszkała,  i  słowa,  które  mu  wykrzyczała:  „Jesteś
taki sam jak mój ojciec”.

–  Tak  czy  inaczej,  to  dlatego  mój  grecki  stracił  na

płynności. Nie używałam go od trzech lat.

– Nie rozumiem, agapi mou. – Na jego czole pojawiła się

zmarszczka. – Przecież powiedziałaś, że widujesz się z matką,
w tajemnicy. Rozmawiacie ze sobą.

– Tak, ale po angielsku. To ojciec zmuszał mnie do nauki

greki. Chyba uważał, że doda mu prestiżu córka posługująca
się trudnym językiem. Do siódmego roku życia miałam zakaz
mówienia  po  angielsku  w  jego  obecności.  Matka  musiała
tłumaczyć.

–  Ale  to  bez  sensu.  Matka  mogła  mówić  po  grecku,  ale

ojciec  powinien  był  zwracać  się  do  ciebie  po  angielsku.
Byłabyś dwujęzyczna. Myślałem, że tak właśnie było.

– Niestety nie.

background image

– Naprawdę miałaś zakaz mówienia po angielsku?

– W domu tak.

– To musiało być dla ciebie straszne.

– Chciałam go zadowolić. – Nagle przeszyła ją tęsknota za

czułym,  wyrozumiałym  ojcem,  jakiego  nigdy  nie  miała.  –
Pragnęłam,  by  był  ze  mnie  dumny.  Nie  wiem,  może  miałam
nadzieję,  że  wtedy  mnie  pokocha,  że  wreszcie  zauważy,  jak
bardzo  go  potrzebuję?  Mało  kiedy  zwracał  na  mnie  uwagę.
Uważał, że dzieci powinny być widziane, ale nie słyszane.

–  A  żony  powinny  spełniać  polecenia  mężów?  –  zapytał,

choć doskonale znał odpowiedź.

– Tak. Moja matka pogodziła się z tym, że jego słowo jest

święte  i  nie  można  mu  się  sprzeciwić.  –  Jej  twarz  się
rozpogodziła.  –  Kiedy  się  potajemnie  spotykamy,
rozmawiamy tylko po angielsku. Taki mały rodzaj buntu.

– Jak wam się udaje spotykać bez wiedzy ojca?

– Kupiłam jej telefon, który chowa w kuchennej szafce na

środki czyszczące. To jedyne miejsce, gdzie ojciec zagląda.

Theo  nie  skwitował  uśmiechem  tej  wątłej  próby

wprowadzenia humoru do rozmowy. Przeczesał włosy rękami.

– Dlaczego od niego nie odejdzie? Dlaczego to toleruje?

– Wydaje jej się, że skoro nie znęca się nad nią fizycznie,

nie  powinna  narzekać.  Poza  tym  zwyczajnie  się  go  boi.
Związała  się  z  nim,  gdy  miała  dziewiętnaście  lat.  Nie  ma
wykształcenia, pieniędzy i nie wierzy, że sama mogłaby sobie
poradzić. – Westchnęła z rezygnacją. – Chciałabym, żeby mu
się  przeciwstawiła,  żeby  znalazła  w  sobie  odwagę.  Przecież

background image

mogłaby mieszkać ze mną. Pomogłabym jej. Wielokrotnie jej
mówiłam,  że  razem  sobie  poradzimy,  ale  ona  odmawia.
Twierdzi,  że  skoro  złożyła  przysięgę,  powinna  trwać  przy
swoim  mężu  na  dobre  i  na  złe.  Chyba  od  dawna  już  go  nie
kocha, ale jest zbyt zastraszona, by podjąć decydujące kroki.

Widziała, że jej opowieść poruszyła Thea. Nie planowała

zwierzeń,  ale  zrobiło  jej  się  lżej  na  duszy.  Wciąż  bolała  nad
tym, że matka tkwi w toksycznym związku i że nie może jej
pomóc. Dawniej bardzo się bała małżeństwa i nie wierzyła, że
kiedykolwiek  kogoś  pokocha.  Nie  chciała  skończyć  tak  jak
matka.  Trzy  miesiące,  które  spędziła  z  Theem,  były
najpiękniejszymi  w  jej  życiu.  Wreszcie  czuła  się  wolna
i niezależna. Mieszkając w domu, w wieku dwudziestu trzech
lat,  nadal  musiała  prosić  o  pozwolenie,  by  odejść  od  domu,
obowiązywała  ją  godzina  policyjna  i  z  każdej,  nawet
najdrobniejszej  decyzji  musiała  się  tłumaczyć.  Gdyby  nie
spotkała Thea, nigdy nie nabrałaby odwagi, by sprzeciwić się
ojcu.  Dzięki  niemu  przestała  być  tchórzem,  który  chowa
głowę w piasek. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo
Theo ją otworzył, jak jej pomógł pozbyć się lęku i strachu.

– Musimy iść – usłyszała jego głos.

Zerknęła  na  zegarek  i  ze  zdumieniem  spostrzegła,  że

minęła już godzina, odkąd przyszli do kawiarni.

– Myślałam, że mamy leniwy dzień i nie trzeba się nigdzie

spieszyć – stwierdziła. Nie chciała, by ten dzień zbyt szybko
się skończył. W jego oczach pojawił się znajomy błysk.

–  Nigdy  nie  powiedziałem,  że  wieczór  będzie  równie

leniwy.

background image

Serce  jej  podskoczyło,  ale  zagrała  obojętną

i niezainteresowaną.

– Tak?

–  Wychodzimy  dziś  wieczorem  –  rzucił  z  zagadkowym

uśmiechem.

– My?

– Tak, my.

– Dokąd? – zapytała, nie potrafiąc ukryć podekscytowania.

– Zobaczysz, agapi mou. To niespodzianka.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Helena  wykonała  pełny  piruet,  a  jej  serce  wypełniło  się

zdumieniem.  Pokój,  który  Theo  kazał  dla  niej  przygotować,
spełniałby  oczekiwania  nawet  najbardziej  wymagającej
księżniczki.  Olbrzymie  łóżko  na  podeście,  otoczone
muślinowymi  kotarami,  kryształowy  żyrandol  zwisający
z sufitu pokrytego barwnymi freskami, gruby, puszty dywan,
w który można było zatopić palce…

– Podoba ci się? – usłyszała aksamitny głos Thea.

–  Rozumiem,  dlaczego  się  tu  przeprowadziłeś  –

powiedziała oszołomiona tym przepychem. Jej sypialnia była
nie  tylko  cudowna,  ale  miała  także  najwspanialszy  widok  na
morze.

– Naprawdę?

–  Potrzebujesz  przestrzeni  wokół  siebie.  –  Zakładając

włosy  za  ucho,  próbowała  wyjaśnić,  co  ma  na  myśli,  ale
trudno jej było mówić spokojnie. W drodze powrotnej do willi
wyczuwalny był ładunek emocjonalnym między nimi. Prawie
się  do  siebie  nie  odzywali.  –  Jesteś  wolnym  duchem,  Theo.
Życie  w  mieście  cię  przytłacza.  Tutaj  wiesz,  że  w  każdej
chwili, gdy tego zapragniesz może iść w góry albo wypłynąć
w morze. I dlatego kochasz Sidiro. Dlatego chcesz mieć tam
dom.

background image

Serce  Thea  ścisnęło  się  na  tę  trafną  diagnozę,

wypowiedzianą miękkim, czułym tonem. Czasami zapominał,
że kiedyś byli ze sobą tak blisko, że Helena znała doskonale
jego  marzenia.  Otworzył  się  przed  nią,  a  potem  został
porzucony. Czy naprawdę dlatego odeszła, że bała się, że ich
małżeństwo  będzie  takie  jak  jej  rodziców?  Brzmiało  to
absurdalnie, gdy wykrzyczała mu to w kłótni, trzy lata temu.
Nie  uwierzył,  że  mówi  poważnie.  Na  swoje  nieszczęście.
Wiedział,  że  dzieciństwo  Heleny  było  inne  niż  jego,  ale  nie
zdawał  sobie  sprawy,  że  aż  tak  bardzo.  On  dostał  od  swoich
rodziców wszystko, co najlepsze, akceptację i bezwarunkową
miłość.  Ich  śmierć  była  dla  niego  strasznym  ciosem.  Wtedy
skończyła  się  idylla  i  czas  beztroski.  Odejście  Heleny
przypomniało  mu  tamten  okropny  czas.  Czuł  się  tak  samo
zdruzgotany i osamotniony. Sprzedał willę rodziców, bo raniły
go  wspomnienia  o  szczęśliwym,  ale  utraconym  dzieciństwie,
ale  przede  wszystkim  dlatego,  że  kojarzyła  mu  się
z  cudownymi  miesiącami,  które  spędził  z  Heleną.  We
wszystkich pokojach słyszał echo jej radosnego śmiechu. I nie
było egzorcyzmów, które usunęłyby ślady jej obecności… do
czasu.  Wiedział,  że  jest  tylko  jeden  sposób,  by  ta  miłosna
historia  skończyła  się  raz  na  zawsze.  Czuł  to.  Oczekiwanie
wypełniło  powietrze  i  smakowało  bardziej  słodko  niż
najlepszy miód.

Helena ponownie odgarnęła włosy, poprawiła opaskę. Ona

również wyczuwała, że zbliża się coś, czego nie będzie umiała
powstrzymać.

– Powiesz mi, dokąd dziś wieczorem idziemy?

–  Do  pałacu  na  przyjęcie,  a  potem  na  spektakl

w królewskim amfiteatrze.

background image

Jej oczy zogromniały.

– Chyba żartujesz.

Podobała  mu  się  jej  reakcja.  Wiedział,  że  Helena

fascynowała się pałacem. To tam spotkali się po raz pierwszy.
Pamiętał,  jaka  była  zachwycona,  gdy  trzy  lata  temu  dostali
zaproszenie na wesele króla Heliosa. Niestety wyjechała przed
ślubem.

Podszedł bliżej.

– Wszystko przygotowałem. Stylista będzie tu za godzinę,

by ci pomóc.

– Ale nie mam odpowiedniej…

– Sukienki? – Zrobił krok w stronę garderoby – Zajrzyj tu,

agapi mou.

Poruszając  się  jak  lunatyczka,  otworzyła  drzwi  do

pomieszczenia,  które  było  większe  niż  jej  mieszkanie
w  Londynie.  Uniosła  dłoń  do  ust,  bo  miała  wrażenie,  że
znalazła się w krainie luster. Na samym końcu, obok pięknej
antycznej rzeźby wisiała na manekinie sukienka z butiku.

– Jak…? – Tylko tyle była w stanie z siebie wyrzucić.

Theo stanął tuż za nią. Czuła go wyraźnie, jakby owinął ją

ramionami, choć nawet nie tknął jej palcem. Powietrze wokół
zmieniło się w słodki nektar. Nie mogła się ruszyć, nie chciała
się ruszyć. Nie potrafiła walczyć dłużej z dudniącymi w niej
uczuciami.  Naparło  na  nią  twarde  ciało.  Muskularne  ramię
zamknęło się wokół jej talii. Gorący oddech Thea musnął jej
kark.  Płomienie  zamigotały  pod  skórą,  gdy  poczuła  na
pośladkach  dowód  jego  podniecenia.  Każdy  nerw  i  każda

background image

komórka jej ciała wirowała w tańcu. Theo obrócił ją powoli ku
sobie.

Łapiąc  z  trudem  oddech,  spojrzała  mu  w  oczy.  Widziała

w nich ogień, który zamiast ją przerazić, wprawił w ekstazę.
Oddychał  szybko,  gdy  zbliżył  ręce  do  jej  twarzy,  i  zdjął
okulary. Świat stał się niewyraźny, ale jego postać pulsowała
jej przed oczami w całej ostrości. Tak desperacko próbowała
o  nim  zapomnieć,  ale  wszystko  na  nic.  Zawsze  był  w  jej
głowie, w jej sercu i w snach. To była ostatnia szansa, żeby się
wycofać i zapobiec szaleństwu. Nie było już jednak odwrotu.
Nie  dla  niej.  Theo  był  diabłem  stworzonym  z  ognia  i  pasji,
a  ona  tej  pasji  pragnęła.  Położyła  dłoń  na  jego  piersi,
wyczuwając silny łomot pod palcami. Drugą ręką objęła go za
szyję i z pełną świadomością weszła w płomienie. Płomienie
Thea. Później nie pamiętała, kto pierwszy przylgnął wargami,
liczył  się  tylko  dreszcz,  który  ją  gwałtownie  przeszył.
Rozpuściła  się  w  podnieceniu,  poddając  zmysłom.  Jej  usta
wypełniły  się  smakiem  jego  warg  i  języka.  Szarpali  ubrania
jak  w  amoku.  Pękały  zapięcia,  pryskały  guziki,  odpadały
sprzączki.  Ta niecierpliwość  dudniła w jej żyłach,  przenikała
do kości. Theo przylgnął wargami do szyi, doznania tańczyły
na skórze. Odpiął jej spodnie, zsunął bieliznę, po czym opadł
na  kolana  i  przyciągnął  ją  do  siebie.  Nerwowym  gestem
odpięła stanik, a on natychmiast wziął w usta sterczący sutek.
Szepnęła  „Theo”  i  przytuliła  jego  głowę,  delektując  się
pieszczotami  języka.  Wciągnęła  gwałtownie  powietrze,  gdy
zostawił  nabrzmiałe  piersi  i  zaczął  całować  brzuch.
Natychmiast  powróciły  cudowne  wspomnienia,  kiedy
zadowalał ją ustami. Doprowadzał ją do orgazmu wiele razy,
ale nigdy w taki sposób, jak chciała. Pragnęła, żeby był w niej.

background image

I teraz wreszcie zrobią to jak należy, do końca. Przyciągnęła
do  siebie  jego  twarz  i  pocałowała  go  mocno  w  usta.  Twardy
tors miażdżył jej piersi. Opadli na dywan, złączeni wargami.
Oboje mocowali się z jego szortami, aż wreszcie nie dzieliły
ich już żadne ubrania.

Theo  tracił  kontrolę.  W  jego  krwi  była  gorączka  nie  do

opanowania.  Dawniej  potrafił  zatrzymać  się  w  odpowiednim
momencie,  choć  potem  żałował  wielokrotnie  swojej
rycerskości.  Teraz  się  nie  wycofa.  Wtapiał  się  w  miękkie
krzywizny  ciała,  czuł  ciężar  hojnych  piersi.  Jednym
gwałtownym ruchem obrócił ją na plecy i usadowił się między
nogami.  Jej  spojrzenie  potrafiło  zagotować  krew  w  żyłach.
Policzki miała szkarłatne, usta nabrzmiałe od pocałunków. Nic
już  go  nie  mogło  powstrzymać.  Dostanie  to,  czego  chciał
i  czego  ona  chciała.  Nie  odrywając  od  niej  spojrzenia,
rozdzielił  uda,  ułatwiając  sobie  dostęp.  Przywarł  do
spragnionych  warg,  zamknął  oczy  i  pchnął  mocno.  Była
węższa,  niż  się  spodziewał.  Przyjemność,  jakiej  nigdy  nie
zaznał, zalała jego umysł, ale resztką świadomości wyczuwał,
że coś jest nie tak. Zajęło mu trochę czasu, zanim zrozumiał,
o co chodzi. To był cichy krzyk bólu, kiedy w nią wszedł. Czuł
opór, ale przecież niemożliwe, żeby… Nie miał czasu, by się
dłużej zastanawiać, bo Helena odnalazła jego usta i zachęcała
ruchami  ciała,  by  skończył  to,  co  zaczął.  Jego  myśli  skupiły
się wyłącznie na kochaniu tej zachwycającej kobiety.

Nie pozostawała bierna. Była szczęśliwa i podniecona do

granic. Niewielkie ukłucie bólu, gdy w nią wszedł, rozpłynęło
się w ogniu pożądania. Wypełnił ją do końca, mocne pchnięcia
otwierały  ją  na  nowe  doznania.  Impulsy  przyjemności
muskały  nawet  końce  palców.  Teraz  rozumiała,  dlaczego

background image

pragnęła się kochać z Theem. Nie chodziło tylko o pożądanie.
Połączenie  dwóch  ciał  było  ostatecznym  aktem  bliskości
między nią a mężczyzną, którego kochała. Nie chciała, żeby to
się  skończyło,  ale  nowej,  intensywnej  rozkoszy  nie  można
było  powstrzymać.  Uniosła  wyżej  uda,  by  ułatwić  głębszą
penetrację.  Zarzuciła  kostki  na  twarde,  poruszające  się
rytmicznie  pośladki  Thea,  wciąż  krzycząc  jego  imię.  Miała
wrażenie,  że  znalazła  się  w  kolejce  górskiej  i  nagle  została
wyrzucona  w  powietrze.  Poleciała  jak  ptak,  szybując
w  chmurach  rozkoszy.  Aksamitne  jęki  kochanka  zwiększały
jej  doznania,  aż  dotarła  do  tęczy.  Theo  wykonał  ostatnie,
głębokie  pchnięcie  i  opadł  na  nią  całym  ciężarem  ciała.
Polizała  go  w  szyję,  wyczuwając  słony  smak  potu.  Słyszała
głośne bicie jego serca i swój szybki oddech.

Theo próbował powrócić do rzeczywistości, ale choć siła

orgazmu osłabła, dalej jego myśli wypełniała Helena. Czuł jej
ciepło, miękką skórę pod ustami i serce dudniące w tym samy
rytmie,  co  jego  serce.  Był  w  niej  głęboko  w  środku  i  chciał
tam  pozostać  jak  najdłużej,  delektować  się  tą  najbardziej
niesamowitą chwilą. Nigdy w życiu nie czuł z żadną kobietą
takiej  bliskości.  Nie  był  pewien,  gdzie  on  się  kończy,  a  ona
zaczyna. Wiedział, że seks z nią będzie świetny, ale to, co się
stało…

Otworzył  oczy,  przypominając  sobie  moment,  gdy  w  nią

wszedł. Nadal coś nie dawało mu spokoju. Z trudem uniósł się
na  łokciu.  Odchrząknął,  ale  zanim  zdołał  coś  powiedzieć,
zadzwonił telefon. Po omacku zaczął szukać szortów, sięgnął
do kieszeni.

–  Tak?  –  rzucił  niecierpliwie,  drżącym  głosem.  Słuchał

przez chwilę, po czym rozłączył się.

background image

Przeczesując włosy palcami, wziął głęboki oddech i wstał.

–  Stylista  już  przyszedł  –  powiedział,  nie  patrząc  na

Helenę.  Pospiesznie  włożył  szorty.  –  Chciałabyś  wziąć
prysznic?

– Słucham? – Usiadła i cofnęła się pod ścianę.

– Chcesz wziąć prysznic, zanim spotkasz się ze stylistą?

Mrugnęła kilka razy. Jej okulary leżały na podłodze, gdzie

bezmyślnie odłożył je Theo. Pospieszył z pomocą i podał jej.

– Dziękuję – szepnęła, ale nie włożyła ich.

– Prysznic? – powtórzył. Skinęła głową. – Dobrze. Myślę,

że  dwadzieścia  minut  ci  wystarczy.  Jeśli  będziesz  czegoś
potrzebowała, daj znać Dijonowi.

Mówił  szorstko,  starając  się  opanować  emocje.  Helena

nigdy  nie  wyglądała  piękniej.  Patrzył  na  jej  zarumienione
policzki,  usta  czerwone  jak  truskawka,  zmierzwione  włosy
i miał wrażenie, że widzi arcydzieło. Nagle przypomniał sobie
istotną kwestię.

– My nie… – chrząknął. – Nie zabezpieczyliśmy się.

– Biorę pigułki – odparła szeptem.

Zamknął oczy i skinął głową. Pamiętał, jak trzy lata temu,

gdy wziął ją na Sidiro, również brała pigułki. Śmiała się, gdy
mu  mówiła,  że  zamierza  go  uwieść,  więc  woli  się
zabezpieczyć. Pomyślał wówczas, że nie miałby nic przeciwko
temu,  żeby  zaszła  w  ciążę.  Już  wtedy  wiedział,  że  to  jego
przyszła żona i matka jego dzieci. Cóż, pomylił się.

Teraz, gdy patrzył na nią, miał ochotę chwycić ją na ręce,

zanieść  do  łóżka,  by  znów  zatonęli  w  swych  objęciach.

background image

Pragnienie było tak silne, że musiał cofnąć się o krok. To nie
tak  miało  wyglądać.  Moment  po  zbliżeniu  miał  być  jego
wielkim triumfem, osłodą po upokorzeniu, jakiego doznał, gdy
musiał oznajmić gościom, że ślubu nie będzie. Wszystko było
nie  tak.  Dawniej,  gdy  fantazjował  o  ich  pierwszym  razie,
planował,  że  będą  się  kochać  powoli,  że  ze  względu  na
dziewictwo Heleny będzie delikatny i czuły. Później, gdy ich
związek  się  rozpadł,  fantazje  uległy  zmianie.  Nie  musiał  już
być delikatny, skoro Helena miała przed nim kochanków, ale
chciał zachować pełną kontrolę. Zamierzał doprowadzić ją do
takiego  stanu,  żeby  błagała  go  o  to,  by  się  w  niej  zatopił
i w ten sposób przegonił wizję wszystkich innych mężczyzn,
z którymi była. Stało się inaczej. Dziki szał na podłodze to nie
było  coś,  o  czym  marzył.  Nie  powinien  był  stracić  nad  sobą
panowania.

Potrzebował powietrza. Podszedł do drzwi, po raz ostatni

spoglądając na żywe wcielenie piękna. Helena wyglądała jak
rzeźba Artemidy, tyle że bez myśliwskich akcesoriów. Grecka
bogini  z  pewnością  nie  patrzyłaby  na  niego  z  lękiem
i niepewnością, które przeszywały mu serce.

–  Do  zobaczenia  wkrótce,  matia  mou  –  powiedział

łagodniejszym tonem.

Uśmiechając  się,  weszła  do  łazienki  i  zamknęła  za  sobą

drzwi.  Theo  ruszył  przed  siebie.  Potrzebował  zanurzyć  się
w  zimnej  wodzie  i  ochłonąć.  Gdy  przepłynie  kilka  basenów,
być  może  zrozumie,  jak  to  możliwe,  że  zanim  zaczął  się
kochać z Heleną, była dziewicą.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Helena  wyszła  z  sypialni,  mając  wrażenie,  że  unosi  się

w kolorowej bańce snu. Eksplozja pasji, która pochłonęła ich
w  jednej  chwili,  nie  pozostawiała  miejsca  na  wątpliwości
i refleksje. Potem, gdy tylko wzięła prysznic, wpadła w ręce
stylistów,  którzy  przygotowali  ją  na  wieczór,  strojąc  jak
księżniczkę.  Czesali  ją,  malowali  i  ubierali,  a  w  jej  głowie
wciąż  huczały  wspomnienia.  Miała  ochotę  ich  wszystkich
przegnić, by wreszcie zastanowić się nad tym, do czego doszło
na podłodze w garderobie. Nie wiedziała, jak Theo będzie się
zachowywał,  kiedy  znów  się  spotkają  twarzą  w  twarz.  Przez
wszystkie lata marzyła o spełnieniu, które mógł jej ofiarować
tylko on. I nie zawiodła się. Było wspaniale. Nie żałowała ani
trochę i nieważne, że Theo będzie triumfował. Przecież oto mu
chodziło  od  samego  początku,  gdy  przyszedł  do  biura.
Nieważne, bo ona również tego chciała. Było jeszcze lepiej niż
w marzeniach, ale nie spodziewała się, że on po wszystkim po
prostu  odjedzie.  Nie  doczekała  się  zdawkowego  komentarza
ani  żartobliwego  mrugnięcia  okiem.  Wyglądał  na
oszołomionego, podobnie jak ona.

Na  końcu  korytarza,  na  całej  szerokości  ściany

zamontowane  było  lustro.  Helena  zerknęła  na  swoje  odbicie,
przypominając sobie, że nie była już naiwną, stłamszoną przez
ojca  dziewczyną,  tylko  pewną  siebie,  silną  kobietą.  Poradzi
sobie, cokolwiek się stanie. Trzymając się poręczy, zeszła po
schodach w stronę werandy.

background image

Theo słyszał za sobą lekkie kroki. Jego zmysły wyostrzone

były do granic. Opróżnił kieliszek szkockiej jednym haustem,
czując,  jak  drży  mu  ręka.  Na  przyjęcie  był  gotowy  w  ciągu
trzydziestu  minut.  Wziął  prysznic,  założył  garnitur
i  pozostawił  włosy  w  artystycznym  nieładzie.  Nie  ogolił  się,
bo  postanowił  zapuścić  brodę.  Potem  zajął  się  czytaniem
raportu finansowego, a przynajmniej próbował to robić. Litery
skakały  mu  przed  oczami  i  nie  rozumiał  ani  jednego  zdania
z  tekstu.  Jego  umysł  wciąż  powracał  do  gorących  chwil
z  Heleną  i  odrzucał  tabelki,  cyferki  i  finansowe  zestawienia.
Im  bardziej  starał  się  o  tym  nie  myśleć,  tym  wyraźniejsze
stawały  się  wspomnienia.  Nie  potrafił  zapanować  nad
emocjami i to było najgorsze. Cholera, nie spodziewał się, że
będzie dziewicą.

Kroki stały się głośniejsze. Wciągnął powietrze i odwrócił

się  w  jej  stronę.  Wyszła  na  werandę,  a  blask  zachodzącego
słońca  opadł  na  nią  niczym  świetlisty  pył.  Zrezygnowała
z  okularów,  wybierając  na  tę  szczególną  chwilę  soczewki
kontaktowe, więc nic nie zasłaniało jej pięknej twarzy. Cała jej
postać  promieniała.  Ciemne,  pomysłowo  związane  na  karku
włosy  ozdobione  zostały  biżuteryjną  opaską.  Profesjonalnie
wykonany  makijaż  podkreślał  duże  oczy,  wydatne  kości
policzkowe i pełne usta. Jedwabna, mocno dopasowana w talii
sukienka  wspaniale  kontrastowała  z  jej  złocistą  skórą.
Eleganckie,  czarne  szpileczki  jeszcze  bardziej  wydłużały
zgrabne nogi.

– I jak? – spytała. – Może być?

Zaschło mu w gardle i musiał przełknąć ślinę.

– Pięknie wyglądasz.

background image

Zbyt pięknie, pomyślał, czując ucisk w sercu.

Królewski pałac, marzenie każdego architekta, był równie

barwny  jak  życie  jego  mieszkańców.  Widać  w  nim  było
wpływy  zarówno  sztuki  greckiej,  tureckiej,  jak  i  francuskiej,
a  wszystko  to  połączone  razem  tworzyło  baśniową  krainę
czarów,  która  wielkością  nie  ustępowała  pałacowi
Buckingham. Helena pamiętała, że gdy przylatywała na wyspę
do  dziadków,  jej  serce  biło  z  zachwytu,  gdy  dostrzegała
w oddali kolorowe wieżyczki. Zaraz po wylądowaniu prosiła
o papier i kredki, by móc narysować to cudo. Tak zaczęła się
jej  wielka  miłość  do  tej  wspaniałej  budowli.  Wnętrze  pałacu
było  równie  wystawne,  pełne  drogich  eksponatów
i  gustownych  detali,  toteż  musiała  się  powstrzymywać  przed
okrzykami zachwytu.

Na  gości  czekał  najlepszy  szampan  i  znakomite

przystawki, ale Helena była zbyt zestresowana, by jeść. Theo
przedstawił ją swoim znajomym. Niektórzy mogli ją pamiętać,
gdy była jego narzeczoną, i ogarnął ją irracjonalny lęk. Miała
ochotę złapać Thea za rękę, jak niegdyś, gdy towarzyszyła mu
na  spotkaniach.  Przy  nim  zawsze  czuła  się  bezpiecznie
i wiedziała, że nic złego nie może jej się stać. Próbowała się
rozluźnić, w końcu nie miała się czego bać.

Spostrzegła,  że  Theo  rozmawia  z  jakąś  kobietą.

Rozpoznała ją natychmiast. Wysoka i piękna modelka, z którą
ostatnio  się  spotykał.  Widziała  ich  zdjęcia  w  plotkarskich
gazetach.  Mała,  podstępna  zazdrość  wpełzła  jej  do  serca
niczym  wąż.  Sięgnęła  po  kawałek  awokado  z  octem
balsamicznym  i  wsunęła  przekąskę  do  ust.  Nie  powinna  się
martwić.  Przecież  Theo  nie  flirtował,  tylko  wymieniał
uprzejmości,  to  naturalne  na  przyjęciu.  Zjadła  kolejną

background image

kanapkę, tym razem z wędzonym łososiem. Miała nadzieję, że
zmarszczka  na  jej  czole  nie  jest  zbyt  wyraźna.  Kiedyś
poskarżyła  się  Theowi,  że  żaden  z  jego  przyjaciół  nie  chce
z  nią  rozmawiać.  Uśmiechnął  się  wtedy  i  delikatnie  zaczął
rozmasowywać miejsce na jej czole, między brwiami.

– Gdy się stresujesz albo boisz, mocno ściągasz brwi i robi

ci się pionowa zmarszczka.  Wyglądasz wtedy na złą i ludzie
nie mają odwagi do ciebie podejść.

– Ale ja nie jestem zła – zapewniła pospiesznie. Zastąpił

wtedy dłoń ustami, przytulając ją mocno ramieniem.

– Wiem, agapi mou, wiem doskonale.

Teraz, po trzech latach, nie mogła wisieć na nim przez cały

wieczór i trzymać go za rękę. Wzięła ze srebrnej tacy kolejną
kanapkę.  Były  naprawdę  pyszne  i  łagodziły  nieco  stres.
Zaciśnięty  żołądek  pomału  się  rozluźniał.  Zaczęła  nawet
współczuć  pięknej  modelce,  bo  Theo  sprawiał  wrażenie
mocno  znudzonego.  Najwyraźniej  rozmowa  z  byłą  kochanką
się  nie  kleiła.  Kobieta  posłała  jej  dziwne  spojrzenie.  Była
w nim pogarda, a może złość?

Helena uniosła kieliszek szampana w geście pozdrowienia.

Modelka szybko odwróciła wzrok i odeszła w tłum gości.

–  Dobra  robota  –  mruknął  Theo,  oddechem  muskając  jej

włosy. Poczuła jego zarost przy swoim policzku i wtuliła się
w  niego  lekko.  –  Nie  wiedziałem,  że  potrafisz  być  taka
nonszalancka, jeśli chodzi o inne kobiety.

– Nauczyłam się tego jakiś czas temu.

–  Szkoda  –  mruknął.  –  Chyba  wolałbym,  żebyś  była

o mnie trochę zazdrosna, jak dawniej.

background image

– To nie byłoby racjonalne.

– Wiem.

Ich  spojrzenia  się  skrzyżowały.  Theo  z  błyszczącymi

oczami opróżnił kieliszek szampana.

–  Wkrótce  pójdziemy  do  amfiteatru.  –  Pochylił  się

i wyszeptał jej do ucha: – Kiedy wrócimy do domu, ściągnę
z ciebie tę sukienkę i językiem doprowadzę cię do szaleństwa.

Krew uderzyła jej do głowy. Wizja ich dwojga na podłodze

zaparła  jej  dech.  Mocno  wbiła  obcasy  w  zabytkowy  dywan.
Przypomniała sobie, że to właśnie tam, w garderobie straciła
dziewictwo.  Żar  wypełzł  na  jej  policzki.  Uprawiała  seks.
Uprawiała seks z Theem. A teraz zasugerował, że… Cóż, nie
będzie  jej  musiał  namawiać  dwa  razy.  Zgodzi  się  bardzo
chętnie.

Starała  się  zapanować  nad  oddechem.  Musiała  pamiętać

o tym, że znajduje się w pałacu, a nie w sypialni. Zerknęła na
Thea. W jego oczach zalśnił błysk zadowolenia, że jego słowa
przyniosły  oczekiwany  efekt.  Miała  ochotę  odpłacić  mu  się
tym samym i wciągnąć go w grę, którą zaczął.

Wspięła się na palce i szepnęła mu do ucha.

– Kiedy wrócimy do domu, będziesz mógł sprawdzić, czy

mam na sobie bieliznę, czy nie.

Wsunęła  język  i  polizała  płatek  jego  ucha,  po  czym

cofnęła się, żeby podziwiać swoje dzieło.

Theo  znieruchomiał.  Jego  szczęka  zacisnęła  się  mocno.

W oczach tańczył błysk pożądania i rozbawienia.

Helena uniosła brwi.

background image

– Jak się dostaniemy do amfiteatru?

Objął ją w talii, przyciągnął i pocałował w czoło.

– Kolejką, agapi mou. – Zniżył głos do szeptu: – A co do

bielizny…  Nawet  nie  wiesz,  w  jakie  wpadłaś  kłopoty,  moja
mała.

Kolejka 

okazała 

się 

elektrycznym 

cackiem

zainstalowanym  przez  króla  Heliosa,  by  ułatwić
przemieszczanie  się  po  olbrzymiej  rezydencji.  Okno  było
otwarte  i  Helena  z  radością  przyjmowała  powiew  lekkiej
bryzy. Potrzebowała ochłody, zwłaszcza że obok niej siedział
Theo. Jego udo dotykało jej nogi, trzymał ją mocno za rękę,
więc  gdyby  nie  morskie  powietrze,  pewnie  by  omdlała
z  nadmiaru  emocji.  Nie  myślała  o  królewskich  rozrywkach,
które na nich czekały, tylko o tym, by wrócić do willi i cieszyć
się ciałem Thea raz jeszcze. Zwróciła uwagę na księcia Talosa.
Wydawał  się  mężczyzną  surowym,  ale  gdy  patrzył  na  swą
śliczną żonę, jego spojrzenie łagodniało. Na pewno bardzo ją
kochał. Jej sercem szarpnęło nagłe wspomnienie. Theo też tak
kiedyś  na  nią  patrzył.  Szybko  zaczęła  sobie  tłumaczyć,  że
przecież  nie  chce,  żeby  wróciło  to,  co  kiedyś  między  nimi
było.  Chciała  tylko  fizycznej  miłości,  rozkoszy,  którą  mogło
jej dać to twarde, wspaniałe ciało. Nic więcej. Jutro wrócą na
Sidiro  i  znów  ich  relacja  będzie  czysto  biznesowa.  Do  tego
czasu  spełnią  wszystkie  fantazje,  które  kiedyś  doprowadzały
ich na skraj szaleństwa.

Theo  wszedł  do  pięknie  oświetlonej  willi  i  przez  chwil

delektował się ciszą kontrastującą z zamieszaniem, które miał
w sercu. Nie pamiętał fabuły spektaklu, nie pamiętał niczego
poza  Heleną.  Po  co  miałby  pokazywać  gościom,  że  kobieta,

background image

która  go  porzuciła,  znów  jest  u  jego  boku,  skoro  najchętniej
zabrałby ją do domu i kochał do utraty tchu. Jak miał myśleć
o zemście, skoro spalało go pożądanie? Gdy jej miękkie ramię
ocierało się o jego ciało? Gdy jej ręka szukała jego ręki?

Kiedy wrócili, potrzebował chwili dla siebie, żeby zebrać

myśli.

–  Napijesz  się  czegoś?  –  spytał.  Bardzo  chciał  się  z  nią

kochać, ale tym razem zamierzał to robić wolno, jak powinno
być za pierwszym razem. Za jej pierwszym razem… Otworzył
barek. – Na co masz ochotę?

Uśmiechnęła się delikatnie, zerkając mu przez ramię.

– Daj mi cokolwiek. Widzę, że jest w czym wybierać.

Mam  ciebie,  pomyślał,  otwierając  butelkę  Ouzo.  Wlał

alkohol do shakera, dodał cytrynę, sok pomarańczowy i kostki
lodu.  Na  koniec  wszystko  wstrząsnął,  po  czym  rozlał  do
dwóch kieliszków. Wyszli z trunkami na taras. Helena zdjęła
szpilki  i  usiadła  na  fotelu,  wpatrując  się  w  czarne  morze.
Światło księżyca opromieniało jej bladą twarz, gdy pociągnęła
przez słomkę spory łyk. Zamruczała z zadowolenia.

– Pyszne. Grecki lekarz?

Uśmiechnął się.

– Pamiętasz?

W jej oczach pojawił się figlarny błysk.

–  Pewnie!  Nie  mogłabym  zapomnieć  mojego  pierwszego

kaca. I ostatniego.

Zaśmiał się serdecznie. On też nie zapomniał tamtej nocy.

Spacerowali po plaży, potem poszli do klubu i długo tańczyli,

background image

racząc  się  trunkami.  Helena  nie  była  przyzwyczajona  do
alkoholu,  piła  najwyżej  jeden  kieliszek  wina,  ale  podczas
pobytu  na  Sidiro  przeholowała  z  ulubionym  drinkiem
o  nazwie  „Grecki  lekarz”.  Musiał  ją  zanieść  do  pokoju
a  potem  trzymać  za  głowę,  bo  prawie  do  rana  męczyły  ją
torsje.  Wtedy  Helena  przyrzekła  sobie,  że  nigdy  więcej  nie
będzie tyle piła.

– Dostałam bolesną lekcję – powiedziała, upijając kolejny

łyk. – Potrafię wyciągać wnioski z trudnych doświadczeń.

– Próbujesz mi coś powiedzieć?

–  Tylko  tyle,  że  ty…  i  ja.  Nie  chcę,  żebyś  sobie  coś

pomyślał.

– Nie rozumiem, o czym mówisz.

– Rozumiesz. Nie wrócę do ciebie. Nie będziemy razem. –

Popatrzyła  mu  uważnie  w  oczy.  –  Na  Sidiro  nasza  relacja
znów będzie wyłącznie profesjonalna.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Helena  wstrzymała  oddech,  czekając  na  odpowiedź.

Chciała,  żeby  wszystko  było  jasne.  Żadnych  więcej
niedomówień.

–  Ale  przyznaj,  że  myślałaś  o  tym,  że  moglibyśmy  do

siebie wrócić – powiedział z błyskiem w oku.

– Tak, dużo o nas myślałam – przyznała. – Czas sprawia,

że  zaciera  się  to,  co  złe.  Człowiek  robi  się  nostalgiczny,
zaczyna wspominać, tęsknić…

– Tęskniłaś za mną?

Zaśmiała się.

– Za twoim ego?

– To z powodu mojego ego uciekłaś?

– Nie uciekłam. Po prostu cię zostawiłam.

– Uciekłaś ode mnie – powtórzył twardo.

– Chyba szwankuje ci pamięć. Zerwałam z tobą i dobrze

wiesz,  dlaczego.  Z  tych  samych  powodów  uważam,  że  nie
moglibyśmy być razem. Nawet jeśli tęsknię…

Potrząsnął głową, unosząc kieliszek do ust.

–  Tak,  wiem.  Osądziłaś  mnie,  nie  dając  mi  szansy  na

obronę. Uznałaś, że będę okropnym mężem i ojcem.

background image

–  Nigdy  tego  nie  powiedziałam  –  wtrąciła  zaskoczona.

Rozmowa zmierzała w złym kierunku. Chciała, żeby wieczór
upłynął  im  miło  i  beztrosko,  ale  najpierw  musiała
przypomnieć, że nigdy nie będą razem, nawet jeśli spędzą ze
sobą noc. Sądziła, że Theo zgodzi się z nią, po czym zabierze
ją do łóżka. Ciągnęło ich do siebie właśnie z tego powodu, że
trzy lata temu nie skonsumowali związku. Teraz mieli szansę
wreszcie zamknąć ten rozdział życia.

Theo pociągnął kolejny łyk.

– Nie powiedziałaś, ale wyraźnie dałaś do zrozumienia.

–  Źle  to  zinterpretowałeś.  Nie  byłbyś  okropnym  mężem,

tylko nieodpowiednim mężem dla mnie. Na pewno gdzieś jest
kobieta, dla której byłbyś idealny.

Nie chciała poddać się zazdrości na myśl, że ożeniłby się

z kimś innym i byłby szczęśliwy.

– Mówisz, że jestem idealny? – Mrugnął okiem.

–  Tak,  dla  kogoś  innego.  I  naprawdę  uważam,  że  byłbyś

świetnym ojcem.

– Skąd ta pewność?

–  Nie  wiem…  –  Zastanowiła  się.  –  Jesteś  zabawny,

opiekuńczy,  potrafisz  słuchać  i  kochać.  –  Czyli  posiadał
wszystkie te cechy, jakich zabrakło jej ojcu.

– Tyle wspaniałych cech – mruknął z przekąsem. – A i tak

uciekłaś.

–  Mówiłam  ci  już,  że  nie  uciekłam.  Odeszłam,  bo  jesteś

maniakiem kontroli.

To obraźliwe określenie zabolało go mocno.

background image

– Nie jestem.

–  Theo,  spójrz  prawdzie  w  oczy.  Chciałeś  wszystko

kontrolować. Przypomnij sobie, jak zaplanowałeś, że ukończę
studia  w  Agon.  Zorganizowałeś  mi  nawet  staż.  Twoje
naleganie, żebyśmy wzięli ślub, żebym jak najszybciej zaczęła
rodzić dzieci. Zdecydowałeś nawet o tym, kiedy będziemy się
kochać po raz pierwszy. Uparłeś się, żebym była dziewicą do
ślubu. Wszystko wiedziałeś najlepiej.

Zajęło mu chwilę, by uporać się z emocjami, które narosły

wraz ze słowami Heleny. Wycedził przez zaciśnięte zęby:

– Nie sprzeciwiałaś się. Pozwoliłaś mi wierzyć, że chcesz

mieszkać  ze  mną  w Agon  i  mieć  dzieci.  Jeśli  przekroczyłem
granice,  próbując  cię  uszczęśliwić,  to  przepraszam.  –  Po
chwili  dodał  jednak  stanowczo:  –  Nie,  nie  przepraszam.
W  ogóle  nie  jest  mi  przykro.  –  Nie  zamierzał  brać  winy  na
siebie za rozpad ich związku. – Nigdy nie zmusiłbym cię do
zrobienia czegoś, czego byś nie chciała. Cierpiałem na myśl,
że wrócisz do Anglii, by dokończyć studia. Nie wyobrażałem
sobie  rozstania  z  tobą,  więc  byłem  gotów  poruszyć  niebo
i  ziemię,  by  do  tego  nie  doszło,  a  ty  zapewniłaś  mnie,  że
również chcesz zostać w Agon, że tęskniłabyś za mną.

–  Oczywiście,  że  bym  tęskniła  –  przyznała  miękko.  –

I pragnęłam z tobą zostać, ale ty zacząłeś się zachowywać jak
trąba  powietrzna,  bez  przycisku  stop.  Po  prostu
zorganizowałeś wszystko.

–  Nigdy  nie  narzekałaś.  Nie  zaprotestowałaś  ani  jednym

słowem.

Opuściła wzrok.

background image

–  Wiem,  powinnam  ci  była  powiedzieć,  że  sama  chcę

załatwiać swoje sprawy, że potrzebuję przestrzeni.

– Dlaczego więc tego nie zrobiłaś?

– Bałam się.

Popatrzył na nią zdziwiony.

– Mnie? Bałaś się mnie?

– Nie… – Zerknęła na jego poszarzałą twarz. – To może

nie było odpowiednie słowo. Po prostu czułam się przez ciebie
kontrolowana.

– Tak jak ojciec kontroluje twoją matkę?

Skinęła głową.

–  I  tak  samo  jak  kontrolował  mnie.  To  mnie  przerażało.

Byłam  zbyt  młoda  i  niedojrzała,  żeby  powiedzieć  ci  wprost
o swoich obawach i żeby poprosić, żebyś zrobił przestrzeń dla
moich decyzji.

Theo  poczuł  bolesne  ssanie  w  żołądku.  Gdyby  Helena

zwierzyła  mu  się  ze  swoich  obaw,  dostosowałby  się  do  jej
życzeń.  Przecież  ją  kochał  i  za  nic  na  świecie  nie  chciał  się
z  nią  rozstawać.  Niestety  nie  ufała  mu  na  tyle,  by  wyjawić
lęki, które ją dręczyły. Kłócili się przecież nieraz, ale zawsze
to  były  drobiazgi.  Gdy  rzuciła  mu  pierścionek  w  twarz,  nie
wierzył, że naprawdę od niego odchodzi.

A  teraz  było  za  późno.  Na  wszystko  było  za  późno.  Tę

rozmowę  powinni  byli  przeprowadzić  trzy  lata  temu.
Przeszłość  została  zapisana  i  nic  tego  nie  mogło  zmienić.
Łączące ich więzy miłości zostały brutalnie przerwane… Ale

background image

nie więzy pożądania. Namiętność płonęła jasnym płomieniem
i to się teraz liczyło. On pragnął jej, a ona pragnęła jego.

Odetchnął  głęboko,  wyczuwając  delikatny  zapach  jej

perfum

–  Naprawdę  w  łóżku  czułaś  się  też  przeze  mnie

kontrolowana?

– Tak. Nie zależało mi na tym, by być dziewicą do ślubu.

Uważałam,  że  to  śmieszne  i  przestarzałe  zasady.  Desperacko
pragnęłam  się  z  tobą  kochać,  ale  ty  dopuszczałeś  jedynie
pieszczoty.

– Mogłaś mi powiedzieć.

–  Przecież  mówiłam.  Prosiłam  wielokrotnie,  żebyśmy  to

wreszcie zrobili.

– Mogłaś powiedzieć, że czujesz się kontrolowana.

– Na początku tak nie było, ale potem wszystko potoczyło

się  tak  szybko.  Twoja  decyzja  o  ślubie,  o  przeprowadzce.
Zgadzałam  się  na  wszystko,  by  tak  zostałam  wychowana.
Słowo  męża  czy  narzeczonego  jest  święte.  Ogarniały  mnie
jednak coraz większe obawy. A potem ta przedślubna kolacja
z  rodzicami…  Wtedy  zobaczyłam  wszystko  w  jasnym  ciele.
Lęki wyszły na wierzch. Spanikowałam.

–  Czy  z  powodu  tych  samych  lęków  nie  związałaś  się

z żadnym mężczyzną?

Popatrzyła na niego zaskoczona.

– Co masz na myśli?

–  Pozostałaś  dziewicą.  –  Spojrzał  jej  prosto  w  oczy.  –

A  może  się  mylę?  –  Nie  wiedział,  czy  chce  się  mylić.  Jeśli

background image

było  tak,  jak  przypuszczał,  oznaczało  to,  że  nie  tylko  on
ostatnie trzy lata spędził w celibacie. Ich powody były jednak
zupełnie inne. On nie miał wyboru. Nie był w stanie pójść do
łóżka  z  inną  kobietą.  –  Czy  twoje  milczenie  oznacza,  że
potwierdzasz? – Sięgnął po koktajl. – Mogłaś mi powiedzieć.

Helena  uśmiechnęła  się  drwiąco  pod  nosem.  Wolałaby

sobie  wyrwać  włosy  z  głowy  niż  przyznać,  że  z  nikim  nie
spała. Byłoby to równoznaczne z przyznaniem się, że ostatnie
trzy lata spędziła, tęskniąc za nim.

– To nie było ważne – stwierdziła.

– Nie zgadzam się. Gdybym wiedział, że jesteś dziewicą,

byłbym ostrożniejszy. Mogłem cię zranić, sprawić ból.

– Ale tego nie zrobiłeś. Było tak, jak sobie wymarzyłam.

Popatrzył  przed  siebie,  na  granatowe  morze,  w  którym

odbijał się księżyc.

– Mogę zrozumieć, że odeszłaś ode mnie, bo chciałaś być

wolna, ale jak to możliwe, że przez trzy lata z nikim się nie
związałaś?  Nigdy  nie  byłaś  typem  imprezowej  dziewczyny,
więc  nie  spodziewałem  się,  że  nagle  zaczniesz  prowadzić
rozwiązłe życie, ale jak to się stało, że pozostałaś dziewicą? –
Pokręcił głową. – Jeśli mam być szczery, spodziewałem się, że
związałaś  się  z  jakimś  nudnym  księgowym  albo  nudnym
nauczycielem,  że  uprawiacie  nudny  seks,  że  macie  nudne
życie.

–  Uważasz,  że  jestem  nudna?  –  spytała  z  uśmiechem,

próbując żartować, choć tak naprawdę czuła wielki ciężar na
sercu.

background image

Przejrzał  ją.  Po  ukończeniu  studiów,  umówiła  się  na

randkę  z  dwoma  księgowymi  i  jednym  nauczycielem
matematyki.  Wydawali  się  idealnymi  kandydatami  na
partnerów.  Żaden  z  nich  nie  próbował  jej  kontrolować  ani
ingerować w jej karierę. Miała silne podejrzenia, że nauczyciel
byłby zachwycony, gdyby mógł zostać w domu i zajmować się
dziećmi. Niestety, wszyscy ci mężczyźni potwornie ją nudzili.
Nie  miała  ochoty  na  kolejne  spotkania,  nie  mówiąc  już
o łóżku. Krótko mówiąc, żaden nie mógł dorównać Theowi.

– Jesteś najciekawszą osobą, jaką znam – odpowiedział ze

śmiechem.  –  Wiem  jednak,  że  jesteś  jak  ptak,  przestraszony
perspektywą opuszczenia gniazda. Nie chcesz sięgać po to, co
nieprzewidywalne.  Denerwujesz  się,  gdy  czujesz  się
kontrolowana,  ale  jednocześnie  potrzebujesz  bezpieczeństwa.
Wolisz  zamknąć  się  jak  małża  w  muszli.  Nawet  nie
próbowałaś zawalczyć o szczęście.

– To nieprawda! – zawołała. Próbowała.

Skrzywił się, po czym odstawił kieliszek na stół i ujął jej

twarz w dłonie. Długo patrzył jej w oczy. W świetle księżyca
miały odcień srebra. Pocałował ją lekko, po czym westchnął.

–  Agapi  mou,  jesteś  niewiarygodnie  piękna.  Nie  ma

heteroseksualnego mężczyzny, który by cię nie pożądał. Poza
tym  jest  w  tobie  ogień.  –  Przesunął  wargami  po  jej  szyi,
wyzwalając w jej ciele dreszcze. – Doświadczyłem tego. Jest
w  tobie  dzika,  pierwotna  kobieta,  nieskrępowana  żadnymi
zasadami, która pragnie wolności. Dlaczego więc ją więzisz?
Dlaczego przez trzy lata żyłaś jak zakonnica?

Opuściła  wzrok,  przypominając  sobie,  dlaczego  umówiła

się  na  randkę  z  księgowym.  Wtedy  zobaczyła  w  gazecie

background image

zdjęcie Thea z wiszącą na jego ramieniu modelką. To było jak
cios  w  brzuch.  Uznała,  że  musi  się  pożegnać  z  przeszłością
i randki z innymi mężczyznami miały jej w tym pomóc. Nie
zadziałało.  Nie  potrafiła  sobie  nawet  wyobrazić,  by  mogła
całować  się  z  jakimś  obcym  facetem.  Theo  nie  może  o  tym
wiedzieć.

–  Nie  wszyscy  mamy  czas  i  pieniądze,  żeby  co  weekend

imprezować z nową dziewczyną, tak jak ty. – Położyła ręce na
jego piersi i odepchnęła go lekko. – Masz czelność pytać mnie
o intymne szczegóły mojego życia, więc ja również zapytam.
Jak  to  jest,  że  nie  potrafiłeś  związać  się  z  żadną  kobietą  na
dłużej?  Dlaczego  przeskakiwałeś  nieustannie  z  kwiatka  na
kwiatek?

W  świetle  księżyca  zobaczyła  pulsowanie  żyły  na  jego

skroni.  Uśmiechnął  się  i  z  powrotem  zmniejszył  dystans
między nimi. Pogłaskał ją po policzku.

– Skąd tak dużo wiesz o moich życiu seksualnym, agapi

mou?

–  Trudno  nie  wiedzieć,  skoro  twoje  zdjęcia  były  we

wszystkich brukowcach.

Czytanie o nim stało się jej nałogiem. Miała wrażenie, że

patrzył  na  nią  z  okładek  kolorowych  magazynów  i  szydził
w najlepsze, jakby wiedział, że będzie umierała z zazdrości.

Theo  patrzył,  jak  wszystkie  emocje  płoną  na  jej  twarzy.

Helena,  którą  znał,  nie  czytała  brukowców,  nie  interesowała
się  plotkami  ani  życiem  celebrytów.  Nie  miał  zamiaru  jej
mówić, że te wszystkie modelki, z którymi go fotografowano,
były zwykłą dekoracją, panaceum na pokaz. Helena nigdy się
nie  dowie,  że  przez  cały  czas  myślał  tylko  o  niej,  że  nie

background image

potrafił przespać się z żadną inną kobietą, że fizycznie nie był
w stanie dopełnić aktu. Delikatnie przesunął palcami po szyi
i nagich ramionach, mówiąc cicho:

– Musisz przestać udawać i chować się w skorupie.

– Ja nie…

–  Poświęcasz  się  pracy,  licząc  na  to,  że  zastąpi  ci  życie

towarzyskie. Kochaliśmy się po południu, a ty zamiast cieszyć
się chwilą, już zastrzegasz, że po powrocie na Sidiro będziemy
udawać, że nic się nie stało. Dobrze, mogę udawać, jeśli tego
chcesz,  ale  oboje  wiemy,  że  to  będzie  oszustwo.  –  Dotknął
wargami  gorącej  skóry  na  jej  szyi.  –  Nadal  będę  o  tobie
marzył.  Będę  siedział  z  tobą  w  biurze  i  wspominał,  jak  się
kochaliśmy.  –  Wstrzymała  oddech.  –  Zawsze  wyobrażałem
sobie  nas  razem.  Patrzyłem,  jak  siedzisz  przy  komputerze,
i  marzyłem,  żebyś  zdjęła  dla  mnie  tę  służbową,  zapiętą  pod
szyję  koszulę,  żebyś  kusiła  mnie  jak  kiedyś,  gdy  chciałaś,
żebym się z tobą kochał. – Położył dłoń na jej piersiach. Sutki
były  gorące  i  twarde.  –  Patrzyłem,  jak  pochylałaś  się  nad
projektami, i w myślach stawałem za tobą, przypierałem cię do
stołu i…

– Przestań – jęknęła, opierając głowę na jego piersi.

–  To  cię  podnieca?  Prowokuje?  –  Znalazł  jej  usta

i  pocałował  dziko.  –  A  pamiętasz,  jak  ty  do  mnie  mówiłaś
w ten sposób? Jak mnie prowokowałaś na wszystkie sposoby,
jak  mnie  uwodziłaś?  Pamiętasz,  jak  brałeś  mnie  do  ust?
Uwielbiałem to. – Znalazł szpilki podtrzymujące jej fryzurę na
karku i wyciągnął szybko. Miękkie włosy opadły na plecy. –
Dlaczego teraz nie jesteś taka odważna? Co cię powstrzymuje

background image

przed  spełnieniem  fantazji?  Według  twoich  ustaleń  to  będzie
nasza jedyna wspólna noc.

Chwycił  ją  za  rękę  i  położył  na  swojej  pulsującej  przez

spodnie męskości.

– Czujesz to? Powiedz, że na ciebie to nie działa. Powiedz,

że nie pragniesz mnie tak jak ja ciebie.

Otworzyła  szerzej  oczy,  z  trudem  łapała  oddech.  Przez

chwilę nic nie mówiła, po czym poprowadziła jego rękę pod
spódnicę,  między  uda,  do  centrum  kobiecości.  Jej  gorąco
i  wilgoć  mówiły  więcej  niż  słowa.  Theo  nie  czekał  dłużej.
Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Zdarł z siebie koszulę
i położył się przy niej na łóżku. Zręcznie pozbawił ją sukienki
i bielizny – jednak ją miała – ona zaś szarpała go za spodnie.
Wreszcie  nagą  przycisnął  do  posłania  i  zaczął  adorować
w  każdy  możliwy  sposób,  jakby  była  boginią.  Nie  było  ani
jednego  centymetra  ciała,  którego  by  nie  całował.  I  nie  było
ani  jednego  centymetra  na  jego  ciele,  który  by  nie  płonął.
Wcześniej kochali się zbyt pospiesznie, ale teraz zamierzał się
delektować.  Chciał  ożywić  fantazje,  które  tkwiły  w  jego
umyśle  od  trzech  lat.  Nie  było  jednak  łatwo  z  Heleną,  która
wiła się pod nim, jęczała, wyzwalając w nim olbrzymi ładunek
pożądania.  Pamiętał,  gdy  ją  pierwszy  raz  zobaczył  nagą.
Wstydliwie  zakryła  rękami  piersi  i  łono.  W  ciągu  tygodnia
straciła wszystkie zahamowania. Prowokowała go, odsłaniała
się  przed  nim,  by  go  skusić.  To  była  dla  niego  prawdziwa
tortura. Powstrzymywał się resztkami sił. Chciał, żeby ich noc
poślubna  była  wyjątkowym  przeżyciem  i  dlatego  czekał.
Gdyby wiedział, że Helena uzna to potem za sposób kontroli,
pozbyłby  się  wszelkich  zahamowań.  Uczyniłby  ją  swoją
kobietą.  Opłacił  się  trzyletni  celibat.  Teraz  Helena  wreszcie

background image

należała  do  niego.  Tak  jak  w  marzeniach.  Gdy  musnął
językiem  sterczący  sutek,  zamknęła  oczy  i  zatonęła  w  magii
dotyku.  Theo  wiedział,  czego  potrzebowała  i  co  lubiła.  To
dlatego nie mogła się związać z żadnym innym mężczyzną.

Całując  ją  w  usta,  wsunął  się  delikatnie  w  jej  ciało.

Wykrzykiwała jego imię, poddając się rytmowi. Było jeszcze
lepiej  niż  za  pierwszym  razem.  Theo  odgarnął  włosy  z  jej
twarzy,  patrząc  w  szeroko  otwarte  oczy.  Mieli  wrażenie,  że
wszystko  dzieje  się  w  zwolnionym  tempie.  Każde  pchniecie,
muśnięcie 

językiem 

odczuwali 

niewiarygodną

intensywnością.  Pierś  przy  piersi,  brzuch  przy  brzuchu,
splecione  dłonie,  wszystko  wirowało,  nabierając  prędkości.
Helena  nie  przestawała  wzdychać.  Kiedy  w  końcu  osiągnęła
spełnienie  i  leżała  w  jego  bezpiecznych  objęciach,  czując
mocne bicie serca, do oczu napłynęły jej łzy. Szybko je otarła.
To była zbyt piękna chwila, by psuć ją strachem.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Pracownia  rzeźbiarza  znajdowała  się  na  zboczu  wzgórza.

Jechali  samochodem  sportowym,  z  opuszczonym  dachem,
przy  dźwiękach  głośnej  muzyki.  Helena  cieszyła  się
przejażdżką. Miała na sobie jedną z nowych sukienek, włosy
tańczyły  jej  wokół  twarzy.  Delektowała  się  wspomnieniami
tego,  co  wydarzyło  się  w  nocy.  Jej  ciało  ogarniało
podniecenie. Zaciskała uda, daremnie usiłując przeciwdziałać
pulsującemu  bólowi.  Znów  chciała  się  z  nim  kochać,  choć
robili  to  przed  śniadaniem  i  po  śniadaniu  również.  Powinna
być wyczerpana, a tymczasem rozpierała ją energia. Obok niej
siedział mężczyzna, który z tą samą łatwością z jaką prowadził
samochód, wyzwalał w niej falę pożądania.

– Uwielbiam tę piosenkę – zawołał nagle, naciskając guzik

na  kierownicy,  by  pogłośnić.  To  była  wesoła,  wakacyjna
melodia,  której  Helena  wcześniej  nie  słyszała,  ale  wkrótce
zaczęła  wybijać  rytm  stopą.  Śmiała  się  z  Thea,  który
masakrował utwór, fałszując strasznie. Śpiewanie było jedyną
rzeczą,  która  mu  nie  wychodziła,  ale  on  się  tym  nie
przejmował.  Miał  ochotę  śpiewać,  to  śpiewał,  i  nic  go  nie
mogło powstrzymać.

Pracownia  rzeźbiarza  okazała  się  schludnym,  białym

budynkiem  położonym  na  dużej  działce.  Drobny  mężczyzna
około pięćdziesiątki ubrany był w poszarpane dżinsy i zwykły
t-shirt.

background image

– Theodoros, jak miło cię widzieć – zawołał, biegnąc im

na spotkanie.  Theo uścisnął mu dłoń i przedstawił  Helenę. –
Czy masz czas, żeby oprowadzić nas po pracowni?

– To dla mnie przyjemność.

Weszli do ogromnego pomieszczenia. Temperatura spadła,

a  hałas  wzmógł  się  w  chwili,  gdy  przekroczyli  próg.  Helena
rozglądała  się  ciekawie.  Wnętrze  przypominało  magazyn
z  niezliczoną  ilością  marmurowych  postumentów.  Na
rusztowaniach ustawione były liczne prace na różnych etapach
wykończenia. Jedno je łączyło. Wszystkie były znakomite.

Rzeźbiarz  Takis  przedstawił  im  młodą,  pochodzącą

z  Anglii  praktykantkę,  która  w  fartuchu  pokrytym  białym
pyłem zaprezentowała im popiersie, nad którym pracowała. Jej
talent  zachwycił  Helenę.  Twarz  wyłaniająca  się  z  marmuru
zdawała się tętnić życiem.

– Nie boisz się? – spytała Helena.

– Czego?

– Że coś się nie uda? – Architektura wymagała niezwykłej

precyzji,  ale  dopuszczała  poprawki.  Z  rzeźbą  było  inaczej.
Jeśli  popełniło  się  błąd,  nie  można  było  użyć  gumki,  by  to
skorygować. Trzeba było zaczynać od początku.

Kobieta uśmiechnęła się, jej oczy błyszczały.

–  Za  każdym  razem  jestem  przerażona,  ale  i  tak  to

kocham.

Potem Takis zabrał ich do biura w drugiej części budynku.

Wnętrze  wyglądało  tak,  jakby  nigdy  nie  było  sprzątane,  ale
rzeźbiarz  nie  wydawał  się  tym  zawstydzony.  Otworzył
szufladę i wręczył Theowi plik dokumentów, a ten przeglądał

background image

arkusz  po  arkuszu  i  przekazywał  Helenie.  Widniały  na  nich
projekty  posągów  i  ozdobnych  ławek.  Każdy  z  nich  był
oszałamiający.

–  Co  myślisz  o  Takisie?  –  spytał  Theo,  gdy  wracali  do

willi.

–  Prawdziwy  artysta  –  rzekła  z  uznaniem.  –  Twój  ogród

będzie dziełem sztuki.

–  Taki  jest  plan.  –  Rzucił  jej  krótkie  spojrzenie,  zanim

znów skupił uwagę na drodze.

Cieszył się, że zaakceptowała projekty. Sama była artystką

i to niezwykle  utalentowaną.  Poczuł  nagłe ukłucie  wyrzutów
sumienia,  gdy  przypomniał  sobie,  co  zrobił  z  jej  szkicem.
Kiedy  spotkał  ją  po  raz  pierwszy  na  terenie  ogrodów
królewskich,  ona,  rumieniąc  się  ze  szczęścia,  ofiarowała  mu
rysunek  pałacu.  On  w  ramach  rewanżu  zaprosił  ją  na  obiad,
szkic zaś oprawił i powiesił w swojej sypialni. Dwa tygodnie
po tym, jak go rzuciła, rozbił szybę i spalił rysunek.

Zacisnął  szczękę  i  odprężył  się  dopiero,  gdy  dotarli  na

miejsce. Helena odpięła pasy i przygładziła włosy. Zwrócił ku
niej twarz. Wzruszenie ścisnęło go za gardło. Oczy jej płonęły,
patrzyła  na  niego  czule,  jak  nigdy  wcześniej.  Nadal  nosiła
soczewki  zamiast  okularów.  Żadne  z  nich  nie  powiedziało
słowa.  Ich  oddechy  łączyły  się  ze  sobą,  elektryczne  iskry
przeskakiwały  jak  szalone.  Delikatnie  chwycił  ją  za  kosmyk
włosów. Zadrżała lekko i uniosła brodę. Jej usta rozchyliły się.
Musnął je swoimi.

– Mam powiedzieć kapitanowi, żeby nas zabrał na Sidiro

teraz czy jutro rano?

background image

Jej  oczy  pociemniały.  Przygryzła  dolną  wargę,  ciągle

wpatrując  się  w  jego  oczy.  A  potem  objęła  go  i  pocałowała
mocno, przekazując w ten sposób odpowiedź.

Helena wyglądała przez okno biura, pijąc z roztargnieniem

kawę.  Skonsultowała  się ze Stanleyem  w sprawie  niektórych
elementów planu i teraz powinna spokojnie pracować, ale nie
potrafiła  się  skupić.  Dotkliwie  odczuwała  nieobecność  Thea.
Załatwiał  jakieś  sprawy  w  Atenach  i  miał  wrócić  późno.
Ostatni  raz  pocałował  ją,  gdy  płynęli  na  Sidiro.  Westchnęła.
Żadnych  więcej  pocałunków.  Spędzili  razem  dwie  noce.  To
musiało  wystarczyć.  Powrót  na  wyspę  oznaczał  powrót  do
relacji  zawodowych.  Skarciła  się  w  myślach,  dopiła  kawę
i zajęła miejsce przy dużym stole, gdzie leżały plany. Jeśli się
postara, skończy pracę za dwa tygodnie.

Nagle  usłyszała  znajome  kroki.  Ołówek  wyśliznął  jej  się

z dłoni. Pospiesznie wytarła wilgotne ręce o spódnicę.

– Widzę, że włożyłaś z powrotem swój mundurek.

Głos  i  zapach  Thea  wsiąkły  w  jej  skórę.  Przebranie  się

w  spódnicę  i  bluzkę  było  pierwszą  rzeczą,  jaką  zrobiła,  gdy
wróciła  na  wyspę.  To  był  rodzaj  zbroi.  Theo  miał  na  sobie
koszulę, bez marynarki i krawata oraz ciemne spodnie. Ubrany
czy rozebrany, było jej wszystko jedno. I tak jej ciało płonęło
dla niego.

– Wszystko załatwiłeś? – spytała, zadowolona, że jej głos

brzmiał stosunkowo normalnie.

Wzruszył ramionami.

– Tak. Na ile to możliwe.

– To znaczy?

background image

–  Nie  ma  o  czym  mówić.  Drobne  problemy  z  nowymi

dyrektywami rządowymi.

Nie  miała  pojęcia,  o  czym  mówi.  Theo  musiał  zauważyć

jej minę, bo wybuchł śmiechem.

– Nie martw się, matia mou. To jest rzeczywiście strasznie

nudne. Tęskniłaś za mną?

Uwielbiała  sposób,  w  jaki  się  do  niej  zwracał.  Matia

mou… Mówił tak do niej kiedyś, gdy jeszcze byli razem. Nie
lubiła zwrotu agapi mou, bo był zbyt protekcjonalny, i cieszyła
się, że powrócił do dawnych czułości.

– Heleno?

Zamrugała.

– Przepraszam, zamyśliłam się.

– Zapytałem, czy za mną tęskniłaś?

– Nie było cię tylko kilka godzin.

Spojrzał na zegarek.

– Osiem godzin.

– Nie zauważyłam – skłamała, odwracając wzrok. – Cieszę

się, że uporządkowałeś swoje sprawy.

– Wciąż unikasz odpowiedzi na pytanie.

Przejrzał ją od razu.

– Bez ciebie jest cicho – przyznała w końcu.

– Świetny unik. A ja nie wstydzę się przyznać, że za tobą

tęskniłem. – Pochyliła głowę, ale narysowane przez nią linie,
tańczyły jej przed oczami. – Mogłem myśleć tylko o tym, żeby
wrócić do ciebie i zabrać cię do łóżka. Niestety nie mam na co

background image

liczyć,  bo  to  niezgodne  z  twoimi  zasadami,  prawda?  –
Zamknęła oczy, próbując zapanować nad ciepłem w sercu. –
A  wiesz,  co  sądzę  o  zasadach?  –  wyszeptał,  podchodząc
bliżej.  –  Są  po  to,  żeby  je  łamać  i  naginać.  Co  cię
powstrzymuje  przed  dzieleniem  ze  mną  łóżka?  Czy
profesjonalizm  jest  ważniejszy  od  przyjemności?  Mogę
trzymać ręce przy sobie w godzinach pracy, ale gdy nadejdzie
noc…

Jego  słowa  zawisły  w  powietrzu  między  nimi.  Helena

otworzyła oczy. Theo był w zasięgu jej ramion.

– Możemy wracać każdej nocy do mojej willi na Agon. –

Pochylił  się  nad  nią.–  Elli  i  Natassa  będą  wdzięczne  za
odrobinę  prywatności…  Tak  jak  i  ja.  –  Wyprostował  się
i rzucił krótko. – Idę się przebrać.

A  potem  wyszedł  z  gabinetu,  zanim  zdążyła  coś

powiedzieć.

Theo wziął szybki prysznic i założył krótkie szorty. I nic

więcej.  Czas  pomęczyć  Helenę  jeszcze  bardziej.  Wciąż  nie
miał  dość  jej  zarumienionych  policzków  zdradzających
podniecenie.  Ruszył  szybko  do  biura.  Znalazł  ją  pracującą
przy komputerze. Nie zareagowała, gdy wszedł do środka, ale
musiała go zauważyć. Widział to w sposobie, w jaki poruszyła
się  na  krześle.  Usiadł  na  sofie,  jak  najbliżej  niej,  i  zaczął
sprawdzać  w  telefonie  mejle.  Potem  przejrzał  facebooka,  ale
nudził się strasznie. Pragnął Heleny, pragnął się z nią kochać.
Naiwnie  wierzył,  że  może  tym  razem  ona  wykona  pierwszy
ruch. Czas mijał i nic się nie działo. Może nie działał na nią aż
tak mocno, jak sobie wyobrażał?

background image

Naraz poczuł, że jest obserwowany. Gdy podniósł głowę,

zauważył,  że  ciemne  oczy  Heleny  wpatrują  się  w  niego
z  niespotykaną  intensywnością.  Na  jej  ustach  pojawił  się
delikatny uśmiech, który zagotował mu krew. Powoli położyła
ręce  na  piersiach  i  objęła  je  mocno.  Theo  zamrugał,
przekonany, że oszalał  od nadmiaru  fantazji.  Helena  rozpięła
jeden  guzik,  potem  następny.  I  jeszcze  następny.  I  kolejny.
Powoli zdjęła koszulę. Jej piersi naprężyły się w miseczkach
białego  biustonosza.  Wstała  i  wystudiowanym  ruchem
rozpięła  spódnicę,  która  opadła  na  podłogę.  Odrzuciła  ją
tanecznym  ruchem.  Potem  sięgnęła  za  plecy  do  zapięcia.
Piękne  piersi  wyskoczyły  swobodnie.  Zaczęła  szarpać
wiązanie przy figach. Czy on śni? Chciał się uszczypnąć, ale
bał  się,  że  wtedy  się  obudzi,  a  nie  chciał  się  obudzić,  jeśli
naprawdę spał. Bielizna zsunęła się z jej kremowych ud. To by
było na tyle, jeśli chodzi o dręczenie Heleny…

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Helena zsunęła do końca bieliznę i zbliżyła się do niego.

Serce biło jej tak mocno, że z pewnością musiał je słyszeć. Jak
mogła sądzić, że dwie noce z Theem jej wystarczą. Miał rację,
nic nie stało na przeszkodzie, by kontynuowali romans. Dzięki
niemu Helena nabrała pewności siebie, uwierzyła, że poradzi
sobie  sama,  postawiła  się  ojcu  i  zaczęła  samodzielne  życie.
Dlaczego więc miała nie użyć tej odwagi, by dostać to, czego
chciała?  Cóż  było  złego  w  odkrywaniu  swojej  seksualności
wraz  z  mężczyzną,  który  sprawiał,  że  czuła  się
najseksowniejszą  kobietą  na  ziemi?  Emocje,  które  w  niej
wyzwalał, były tak potężne, że nie chciała ich stracić. Jeszcze
nie…

Zrobiła  kolejny  krok  w  jego  stronę,  rozkoszując  się

widokiem  jego  zszokowanej  miny.  Oddychał  szybko,  przez
nos.  Klatka  piersiowa  unosiła  się  i  opadała  w  zawrotnym
tempie.  Stanęła  przed  nim.  Jej  wzrok  prześliznął  się  po  jego
doskonałym  ciele.  Nawet  Takis  miałby  problem
z  odtworzeniem  tych  wszystkich  wspaniałości  w  marmurze.
Mężczyzna  przed  nią  nie  był  zimnym  posągiem,
a  człowiekiem  z  krwi  i  kości.  Wpatrując  się  głęboko  w  jego
oczy, pogłaskała go po brodzie. Nie poruszył się, nie objął jej.
Jego  wymarzona  grecka  panna  młoda  właśnie  spłacała  dług.
Przesunęła palcami po owłosionej klatce piersiowej, dotknęła
twardego brzucha i wreszcie opadła na kolana. Zadarła głowę
i spojrzała mu w oczy. Nie wymienili ani jednego słowa. Nie

background image

było potrzebne. Rozpięła guziki szortów. Pod spodem nie miał
bielizny.  Pociągnęła  spodenki  w  dół,  uwalniając  męskość
w  całej  okazałości.  Wzięła  go  w  dłoń.  Był  długi,  gruby
i gładki jak aksamit. Wspaniały. Kiedy polizała czubek, jęknął
głośno. Ten dźwięk podsycił jej pożądanie. Wzięła go do ust,
słysząc, jak powtarza jej imię. Kiedy byli razem, lubiła dawać
mu rozkosz taką samą, jaką on dawał jej. Podniecał ją fakt, że
miała  w  swojej  mocy  tego  wielkiego  mężczyznę,  że  z  jej
powodu traci nad sobą kontrolę.

Theo tracił rozum. To nie był ich pierwszy raz, ale jeszcze

nigdy nie było aż tak cudownie. Jej jęki, gdy go ssała i lizała,
przypominały mu najpiękniejszą muzykę. Było doskonale, ale
wciąż  niewystarczająco.  Zaciskając  zęby,  złapał  ją  za  twarz.
Spojrzała na niego zamglonym wzrokiem.

– Chcę być w tobie – zażądał, oddychając z trudem.

Na jej wargach pojawił się rozmarzony uśmiech.

– Jeszcze nie – oparła, biorąc go z powrotem w usta.

– Heleno!

Trzy  lata  temu  zawsze  potrafił  nad  sobą  zapanować,  ale

teraz,  gdy  poznał,  czym  jest  rozkosz  kochania  się  z  nią,
wiedział  nie  da  rady.  Doświadczał  niezwykłej  bliskości
i  rozkoszowała  go  myśl,  że  jest  pożądany.  Zacisnął  powieki,
próbując  powstrzymać  orgazm.  Helena  zauważyła,  co  się
z nim dzieje, więc podniosła się i zawisła mu na szyi. Patrzyła
mu w oczy, oddychała płytko. Natychmiast wsunął rękę w jej
włosy, pocałował ją dziko, po czym złapał w talii i opuścił na
swą  męskość.  Po  chwili  odpoczynku  zaczęli  się  poruszać.
Tuliła  do  siebie  jego  głowę,  czuła  na  piersiach  jego  zarost,
a  po  chwili  zęby  i  język  na  jednym  z  sutków.  Wygięła  się,

background image

owładnięta szaleńczą jazdą. Trzymał ją mocno i pewnie, dając
jej  poczucie  bezpieczeństwa.  Kiedy  przeszył  ją  orgazm,
przylgnęła do niego mocno, czując, że on również szczytuje.
Theo otworzył przed nią niebo, jakiego nie znała.

– Co robisz? – spytał Theo, wchodząc do jadalnej kajuty

na  jachcie.  Wracali  z  małej  wyspy  niedaleko  Sidiro,  gdzie
spędzili weekend. Obudził się w pustym łóżku i natychmiast
wyruszył  na  poszukiwanie  Heleny.  Ubrana  jedynie
w  jedwabne  kimono  –  a  więc  marzenia  się  spełniają!  –
siedziała  przy  stole  i  pochylała  się  nad  gazetą  z  ołówkiem
w ręce.

– Nic – rzekła z niewinną miną.

– Rozwiązujesz krzyżówkę?

– Nie…

– Ty mała… – Wyciągnął rękę, żeby chwycić gazetę, ale

była szybsza.

Zaśmiała się radośnie ze zwycięstwa. Przypomniało mu to

stare czasy, gdy jedno z nich zakradało się wcześnie do salonu,
by  w  porannej  gazecie  rozwiązać  krzyżówkę.  Prowadzili  ze
sobą zawody, kto kogo przechytrzy. Śmiali się, udając, że ze
sobą walczą, by potem dokończyć „konflikt” w łóżku. Kiedy
zobaczył,  że  jej  radosne  oczy  zasnuwa  mgła  melancholii,
zrozumiał, że te same wspomnienia grają w jej umyśle.

Nie  chciał  już  zemsty.  Helena  nie  zasługiwała  na  to,  co

chciał jej zrobić. Porzuciła go, ale wiedział, że nie zamierzała
go  upokorzyć.  Sam  się  upokorzył,  bo  zamiast  przyjąć  do
wiadomości  to,  co  mu  powiedziała,  stawił  się  w  katedrze.
Kochała  go,  a  mimo  to  odeszła,  bo  była  przerażona  jak

background image

dziecko.  A  on?  On  był  głupcem,  który  myślał,  że  da  radę
skrzywdzić kobietę, która była jego całym światem.

Helena wyglądała przez okno swojego biura, pozwalając,

by  Theo  skoncentrował  się  na  ocenie  ukończonych  planów.
Nagle jej uwagę przykuły dwie, trzymające się za ręce postaci.
Natassa i Elli. Jaką ślepą idiotką była, skoro nie zauważyła, że
są parą. I do tego zazdrosną idiotką.

Ponownie spojrzała na Thea. Na jego twarzy malowało się

zmęczenie.  Nowe  rządowe  przepisy  przyprawiały  go  o  ból
głowy.  Musiał  się  nieźle  namęczyć,  by  dyrektywy  nie
zaszkodziły jego interesom. I pomyśleć, że kiedyś miała go za
człowieka  rozpuszczonego  i  leniwego.  Był  typem
imprezowicza, lubił rozrywkowe życie, ale potrafił też bardzo
ciężko pracować. Nigdy nie podziękowała mu za to, że wziął
trzy miesiące urlopu, by być z nią. Nie doceniła jego oddania.

Teraz,  choć  nie  brał  wolnego,  i  tak  spędzał  z  nią  dużo

czasu. Podczas gdy ona zajmowała się projektami, on kierował
swoim imperium z sąsiedniego biura. Od czasu do czasu leciał
na  spotkania  biznesowe,  ale  poza  dwoma  wyjątkami  zawsze
wracał  na  noc.  Bała  się  myśleć  o  tym,  co  się  stanie,  gdy
projekty  będą  już  kompletne.  Teraz  prezentowała  wersję
roboczą. Wprowadzi jeszcze drobne poprawki i koniec. Żadne
z nich nie mówiło, co się stanie potem. Każdej nocy kochali
się  namiętnie,  ale  ani  razu  nie  wspominali  o  przyszłości.
Liczyło się tylko tu i teraz. Wreszcie musiała skonfrontować
się ze swoimi uczuciami. Pragnęła Thea. Nie tylko jego ciała,
ale  całego.  Kochała  go.  Zawsze  go  kochała.  Gdyby  tylko
zechciał…

background image

–  Może  wyjdziemy  gdzieś  dziś  wieczorem?  –  spytała

impulsywnie.

Spojrzał na nią z namysłem.

– Masz ochotę się zabawić?

Tylko z tobą, miała na końcu języka.

–  Tak,  marzy  mi  się  impreza  –  przyznała  z  lekkim

westchnieniem.  –  W  końcu  jest  piątek.  Przed  nami  kolejny
weekend i należy nam się relaks.

Chciała  zapomnieć  o  tym,  że  niedługo  ich  wspólny  czas

dobiegnie  końca.  Pamiętała,  jak  przed  trzema  laty  często
chodzili do klubów. Weekendy spędzali na jachcie. Zwiedzali
inne wyspy, jadali w lokalnych tawernach, nurkowali w morzu
i kochali się tyle razy, że potem ledwo mogła chodzić. Czuła
się wtedy jak w raju. Sama przekreśliła tamten czas, zrywając
zaręczyny.

Theo uśmiechnął się, w jego spojrzeniu widziała aprobatę

i  coś  jeszcze,  co  wywołało  w  niej  niepokój  i  zimny  dreszcz
wzdłuż kręgosłupa.

– Jesteś prawdziwą bestią – powiedział.

Tylko dla ciebie…

Kolejne  dwa  dni  minęły  jak  sen.  Postanowili  spędzić

weekend  na  Agonie,  w  jego  willi,  gdzie  kochali  się,  opalali,
kochali,  pili,  kochali,  jedli,  kochali  się  i  tańczyli.  I  znów
kochali.  Helena  czuła  się  tak  jak  trzy  lata  temu,  beztroska,
szczęśliwa i wolna. Nic dziwnego, że wtedy upojona miłością
zgodziła  się  go  poślubić  po  krótkiej  znajomości.  Teraz,
ponownie  zamknięci  w  bańce  szczęścia,  zapomnieli
o zewnętrznym świecie.

background image

– Wrócimy tu na przyszły weekend? – spytała, przytulając

się do jego ramienia, gdy wracali na Sidiro łodzią.

Milczał  przez  chwilę,  aż  wreszcie  powiedział  poważnym

tonem.

– Myślałem, że chcesz wrócić do domu.

Podniosła głowę. Londyn, Anglia, jej ciasne mieszkanko,

wszystko to wydawało się tak odległe, że aż nierealne.

–  Tak.  Muszę  odwiedzić  mamę.  Może  wreszcie  ją

przekonam, by odeszła od ojca.

– Już próbowałaś. Myślisz, że tym razem będzie inaczej?

– Tak. Teraz musi być inaczej.

Theo poczuł na sobie jej wzrok i zrozumiał, że mówi nie

tylko o matce.

– W takim razie życzę powodzenia.

Gdy  dotarli  do  brzegu,  wyskoczył  z  łodzi  i  podał  rękę

Helenie.  Ich  ślady  pozostawiały  ślady  na  piasku.  Rano  nie
będzie już po nich śladu, pomyślał ze smutkiem. Przez ostatnie
dni oszukiwał się, że mogą powrócić do tego, co było kiedyś.
Nie  mógł  dłużej  udawać,  że  nie  widzi  prawdy.  Projekt
rezydencji  był  już  prawie  gotowy,  a  to  oznaczało,  że  Helena
wyjedzie.

Kochał ją, ale na szczęśliwą wspólną przyszłość było już

za późno. Musiał pozwolić jej odejść. Powinien był to zrobić
trzy lata temu.

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Skuter  stał  tam,  gdzie  go  zostawili.  Theo  usiadł  na

siodełku,  a  Helena  zajęła  miejsce  za  nim.  Objąwszy  go
w  pasie,  przytuliła  się  do  twardych  pleców.  Theo  zamknął
oczy, delektując się ciepłem jej ciała. To był ostatni raz.

Wkrótce byli na miejscu. Z holu przeszli od razu na taras,

gdzie Elli zostawiła butelkę Ouzo, dzbanek zimnej wody, dwa
kieliszki i dwie szklanki.

– Zrobić ci drinka?

–  Och  nie,  dla  mnie  tylko  woda.  –  Uśmiechnęła  się

delikatnie. – Wypiłam za dużo alkoholu w ten weekend.

Theo napełnił szklankę, a sobie wlał solidną porcję Ouzo.

– Za co pijemy? – spytała.

– Za pomyślną realizację planów.

Spojrzała na niego zaskoczona.

– Naprawdę chcesz za to pić?

– Tak, bo wszystko mi się udało.

– Cieszę się, że jesteś zadowolony.

– I to jak – stwierdził raźno. – Świetnie się wywiązałaś ze

swojego zadania. Jutro rano pieniądze wpłyną na konto twoje
i firmy.

background image

– Ale przecież jeszcze muszę sporządzić ostateczną wersję

projektu.  Dopiero  jak  ją  zaakceptujesz,  będę  mogła  mówić
o sukcesie.

– Akceptuję wszystko. – Machnął lekceważąco ręką. – Nic

nie musisz poprawiać. Model 3D robi wrażenie. Jest dokładnie
taki, jak chciałem.

–  Tak,  ale  muszę  przesłać  plik  do  biura  w  Londynie,

żeby…

–  To  nie  będzie  konieczne  –  przerwał  jej.  Uznał,  że  nie

można  przeciągać  pożegnania  w  nieskończoność.  Lepiej
zrobić to szybko, jednym chirurgicznym cięciem.

Helena zmarszczyła brwi.

– Ależ jest konieczne.

Theo zamknął oczy i wziął porządny łyk Ouzo.

–  Muszę  ci  coś  powiedzieć.  Zmieniłem  zdanie.  Nie

zbuduję tego domu.

Nie  mógł  go  zbudować.  Nie  mógłby  w  nim  żyć  bez

kobiety, którą kochał. Czas zdawał się zatrzymać. Helena nie
powiedziała ani słowa, tylko ściskała mocno szklankę. Minęło
kilka długich chwil, zanim odzyskała głos.

– Mówisz poważnie?

Theo wziął głęboki wdech, energicznie kiwając głową.

– Miałbym tu za daleko z Aten. To nie byłoby praktyczne.

– Od kiedy przejmujesz się tym, czy coś jest praktyczne,

czy nie?

background image

–  Nie  ma  sensu  wydawać  tyle  pieniędzy  na  coś,  z  czego

nie będę korzystał.

Zaśmiała  się,  ale  był  to  śmiech  nerwowy,  pełen  napięcia

i tłumionego niepokoju.

–  Ale  przecież  już  wydałeś  mnóstwo  pieniędzy  na  sam

projekt! Masz wiele nieruchomości, w których nawet raz nie
zanocowałeś, i jakoś ci to nie przeszkadza. Skoro już plany są
gotowe, miejsce wybrane, to dlaczego chcesz się wycofać? To
nie ma sensu.

–  Nieruchomości,  o  których  wspomniałaś,  traktuję  jak

inwestycję.  To  coś  zupełnie  innego  niż  budowanie  nowego
domu.

Znowu zamilkła, wykonując ruch, jakby chciała poprawić

okulary  na  nosie.  Nie  miała  jednak  czego  poprawiać,  bo  od
kiedy  wrócili  z  Agon,  używała  szkieł  kontaktowych.  Na  jej
czole pojawiła zmarszczka.

– Wybacz, ale nic z tego nie rozumiem. Wydałeś mnóstwo

pieniędzy i w ostatniej chwili rezygnujesz? Nie mówię tylko
o  wynagrodzeniu  moim  i  biura  projektowego,  ale
przygotowanie  terenu  pod  budowę,  zamówienie  rzeźb.  Jesteś
winien wynagrodzenie wielu osobom.

– Nie martw się, wszyscy otrzymają pieniądze za pracę. –

Serce biło mu tak mocno, że wręcz odczuwał ból. – Nikt nie
ucierpi z tego powodu, że zmieniłem plany.

– To dobrze. – Przygryzła dolną wargę i wsunęła kosmyk

włosów za ucho. – A co z twoją babcią? Przecież obiecałeś jej,
że na ziemi, którą ci dała, zbudujesz dom.

background image

– Wyjaśnię jej sytuację. Na pewno zrozumie – odparł, choć

nie był tego taki pewien.

Domyślał  się,  że  będzie  jej  bardzo  przykro.  Jej  córka,

a  jego  matka,  nie  była  zainteresowana  powrotem  na  wyspę.
Gdy więc babcia odkryła, że wnuk zakochał się w tym miejscu
i pragnie wybudować dom, nie mogła się doczekać tej chwili.

–  Ona  być  może  zrozumie,  ale  ja  w  dalszym  ciągu  nie

rozumiem  –  stwierdziła  z  rosnącym  rozdrażnieniem.  –  Od
tygodni  pracowałam  nad  projektem,  włożyłam  w  te  plany
mnóstwo serca i energii, a teraz mi mówisz, że robiłam to na
marne?

– Przykro mi. – Nie wiedział, jak mógł zachować spokój,

skoro wszystko w nim rozpadało się z bólu. – Potrafię sobie
wyobrazić, jak musisz czuć się rozczarowana, ale i tak możesz
być  z  siebie  dumna.  To  wspaniały  projekt  i  dzięki  niemu
zdobędziesz  wielu  klientów.  –  Jego  głos  był  wyprany  ze
wszystkich  emocji.  –  Czeka  cię  spektakularna  kariera,  nie
mam  co  do  tego  żadnych  wątpliwości.  Jesteś  najlepszym
architektem w Anglii.

Nie  uśmiechnęła  się,  słysząc  szczery  komplement,  jakby

w ogóle nie dotarły do niej te słowa. Pochyliła głowę, włosy
ponownie opadły jej na twarz.

–  To  co  będzie  dalej?  –  Milczał.  –  Rozumiem,  że  nie

jestem  tu  już  potrzebna?  Nie  chcesz,  żebym  została…
w innym charakterze?

–  Rano  popłyniemy  na  Agon.  Stamtąd  moja  załoga

zabierze cię samolotem do Londynu. Weź ze sobą plany i pliki
z  modelami  3D.  Są  twoje.  Będziesz  je  mogła  dołączyć  do
swojego portfolio.

background image

Nie patrzył na nią. Nie mógł.

–  Jakie  to  uprzejme  z  twojej  strony.  –  Wypiła  wodę

i odstawiła szklankę na stół. W jej oczach błyszczała złość. –
Skoro jesteś taki miły, to może mi powiesz, czy kiedykolwiek
miałeś zamiar zbudować ten dom?

– Oczywiście, że tak. – Kiedy przepełniony chęcią zemsty

nie był w stanie myśleć racjonalnie.

Znowu zaśmiała się krótko, bez śladu radości. – Po prostu

przemyślałem sprawę i zmieniłem zdanie.

–  Jeśli  chodzi  o  nas,  też  zmieniłeś  zdanie?  –  Nie

odpowiedział.  –  Rozumiem.  Na  szczęście  to  rozumiem
doskonale. Odsyłasz mnie jutro do Londynu, więc to oznacza
pożegnanie, czy tak?

– Heleno…

– Ach, więc już nie będziesz do mnie mówił agapi  mou,

tylko Heleno? – Kolejny wybuch szyderczego śmiechu. – Nic
nie  tłumacz,  przecież  znam  odpowiedź.  Mam  jeszcze  jedno,
ostatnie  pytanie.  Czy  zatrudniłeś  mnie  tylko  po  to,  by  znów
w  sobie  rozkochać,  a  potem  porzucić?  –  Zauważyła
gwałtowny skurcz na jego twarzy. Chłód rozlał się po całym
jej ciele, jakby ktoś oblał ją lodowatą wodą. – O to ci chodziło
od  samego  początku?  –  Miała  wrażenie,  że  zamiast  strun
głosowych ma w krtani sople lodu. – Oto twoja zemsta za to,
że ośmieliłam się ciebie zostawić, tak? – Ponieważ Theo dalej
milczał,  wyrzucała  z  siebie  słowa.  –  Wiedziałam,  że  coś
kombinujesz,  że  nie  masz  czystych  intencji,  ale  sądziłam,  że
chodzi  o  rezydencję.  Miałam  zaprojektować  dom  naszych
marzeń  ze  świadomością,  że  nigdy  w  nim  nie  zamieszkam.
Myślałam,  że  chcesz,  żebym  zobaczyła,  ile  straciłam,

background image

odchodząc  od  ciebie,  ale  tobie  chodziło  o  coś  więcej,  tak?  –
Nie panowała już nad sobą. – Mów, do diabła!

Proszę, Panie Boże, modliła się. Nie pozwól, żeby to była

prawda. Proszę, tylko nie to.

– Tak – przyznał.

To jedno słowo wystarczyło, by ją pokonać.

– Tak? – powtórzyła.

Spojrzał na nią, jego oczy były śmiertelnie poważne.

–  Tak.  Wszystko,  co  powiedziałaś,  to  prawda.

Sprowadziłem  cię  tutaj,  bo  chciałem  się  na  tobie  zemścić.
Chciałem cię uwieść, rozkochać i rzucić.

Patrzyła na niego ogłuszona.

–  Nie  zdawałam  sobie  sprawy,  że  aż  tak  bardzo  mnie

nienawidzisz.

– Myślałem, że cię nienawidzę. – Mięśnie twarzy napięły

się.  –  W  jednej  chwili  byliśmy  szczęśliwi,  zakochani,
a  w  drugiej  odeszłaś.  Z  dnia  na  dzień  wyrzuciłaś  mnie  ze
swojego życia, jakbym nigdy nic dla ciebie nie znaczył.

–  A  ty  mnie  nie  wyrzuciłeś?  –  Gniew  oplótł  ją  ciasno

niczym  wąż.  –  Nie  zadzwoniłeś  ani  razu.  Kilka  tygodni
później  byłeś  już  w  łóżku  innej  kobiety.  Podczas  gdy  ja
rozpaczliwie  za  tobą  tęskniłam,  ty  szybko  znalazłeś
pocieszenie.  A  teraz  zadałeś  sobie  tyle  kłopotu,  żeby  się
zemścić? Za co? Za to, że cię kochałam? Ty nigdy mnie nie
kochałaś,  tak  jak  ja  ciebie,  w  przeciwnym  razie  nie
umawiałbyś  się  tak  szybko  po  zerwaniu  z  tymi  wszystkimi

background image

kobietami.  Boże,  a  ja  nawet  nie  potrafiłam  się  zmusić,  żeby
pocałować innego mężczyznę..

– Myślisz, że się łatwo pocieszyłem? – zawołał z udręką. –

Że przebolałem to, co zrobiłaś? Bóg jeden wie, jak chciałem
o  tobie  zapomnieć,  ale  nie  byłem  w  stanie.  Nie  mogłem.
Tkwiłaś w mojej głowie jak duch.

– I to są twoje egzorcyzmy? – Nie mogła uwierzyć, że była

tak  głupia,  tak  ślepa.  –  Pomyślałeś,  że  jak  się  ze  mną
prześpisz, to wreszcie zapomnisz? Będzie ci łatwiej?

– Tak. Przepraszam, to było okrutne.

– Można tak to ująć. – Głos jej drżał. – Życie dla ciebie to

jedna wielka gra, prawda? – Trzęsła się tak mocno, że kiedy
wstała i położyła dłonie na stole, wprawiła blat w wibracje. –
Myślałam,  że  się  zmieniłeś,  ale  nadal  jesteś  tym  samym
draniem, który chce wszystko kontrolować. Wszystko ma być
tak, jak ty tego chcesz. Nienawidzisz przegrywać. Cóż, moje
gratulacje. Wygrałeś.

– Nic nie wygrałem – odgryzł się. Gniew narastał w jego

głosie, złość płonęła w oczach. – Wiem, że masz prawo mieć
do mnie żal, ale kiedy mnie zostawiłaś… To mnie zniszczyło,
rozumiesz?!  Myślałaś,  że  jestem  zimnym  posągiem,  że  nie
mam uczuć? Jedną kłótnią przekreśliłaś całe nasze szczęście,
przekreśliłaś  wszystko.  Kochałam  cię  i  chciałem  poślubić,
założyć  z  tobą  rodzinę.  To  ty  to  odrzuciłaś,  Heleno.  Nie  ja!
I  co  z  tego  masz?  –  Potrząsnął  głową  z  rozpaczą.  –  Jesteś
samotna,  twoim  jedynym  przyjacielem  jest  komputer,
poświęcasz się wyłącznie pracy, a przecież…

– Nie waż się prawić mi morałów. Nie masz prawa mnie

osądzać. Cieszę się, że uciekłam od takiego drania jak ty!

background image

Theo patrzył na jej płonące z emocji policzki. Widział, że

za  wściekłością,  rozczarowaniem  i  upokorzeniem  kryje  się
ból. Dużo bólu, którego on był przyczyną.

– Zaręczam, że nie możesz nienawidzić mnie bardziej, niż

ja nienawidziłem kiedyś ciebie – rzucił gorzko.

– Nienawiść nie oddaje tego, co teraz czuję. Postanowiłeś

mnie uwieść tylko po to, by móc potem publicznie rzucić! –
W jej ciemnych oczach pojawił się błysk konsternacji. – Tyle
planów,  misternie  przygotowana  intryga,  i  co  dalej?  Jak
zamierzasz  to  zakończyć?  Gdzie  zaplanowałeś  wielki  finał?
Miałeś  mnie,  kiedy  chciałeś.  Pokazywałeś  się  ze  mną
publicznie.  Dlaczego  nie  upokorzyłeś  mnie  na  przyjęciu
u króla? A może zrezygnowałeś?

– Heleno…

–  Nigdy  więcej  nie  wymawiaj  mojego  imienia!  –

krzyknęła. – Wszystko było jednym wielkim kłamstwem. Jeśli
chciałeś  mnie  zranić,  to  ci  się  udało,  bardziej,  niż  myślisz.
Utwierdziłeś mnie też w przekonaniu, że dobrze zrobiłam, nie
wychodząc za ciebie. Jesteś egoistycznym draniem.

Nie mogąc dłużej na niego patrzeć, odwróciła się na pięcie

i wybiegła. Musiała uciec od niego jak najszybciej. Do diabła
z dumą i godnością. Ruszyła przed siebie, w stronę plaży, by
zanurzyć  się  w  ciemności  bezksiężycowej  nocy.  Nie  było
gorszego bólu od tego, który teraz czuła. Jak Theo mógł jej to
zrobić? Dlaczego?

Kamyki  chrzęściły  jej  pod  stopami,  gdy  biegła  szlakiem

w  stronę  portu.  Myślała  tylko  o  tym,  by  wskoczyć  do  łodzi
i odpłynąć stąd, nawet wpław, byle dalej od Thea. Wszystko,

background image

co  przeżyli  razem  w  ostatnich  tygodniach,  czułość,  radość,
namiętność było jednym wielkim kłamstwem.

Nie  miała  pojęcia,  jak  długo  biegła,  aż  wreszcie  ból

w  płucach  i  nogach  zmusił  ją,  by  się  zatrzymała.  Próbowała
złapać oddech, zginając się wpół.

–  Heleno!  –  usłyszała  krzyk  Thea.  Z  trudem  wciągnęła

powietrze.  Wiedziała,  że  musi  ruszyć,  zanim  ją  znajdzie.  –
Heleno!  –  Głos  był  coraz  bliżej.  Z  ciemności  wyłoniło  się
światło. – Gdzie jesteś? Proszę, matia mou, wróć! Jest ciemno!
To niebezpieczne!

Słyszała po krokach, że się zbliża, nie miała jednak gdzie

się schować.

– Zostaw mnie w spokoju! – Zabrakło jej sił, by biec dalej.

Po chwili oślepiło ją światło. Theo trzymał przed sobą latarkę.

–  Heleno,  przepraszam.  –  Jego  słowa  niosły  się  przez

noc.– Chciałbym ci powiedzieć, że to wszystko pomyłka, ale
nie  mogę.  Wybacz  mi,  proszę!  Chciałem  cię  skrzywdzić
dokładnie  tak,  jak  ty  mnie.  –  Helena  przykucnęła  i  zakryła
rękami uszy, ale twardy głos wciąż ją przenikał. – Myślisz, że
znalazłem pocieszenie, że zapomniałem o tobie w ramionach
innych  kobiet?  Nie  było  żadnych  kobiet!  Nie  mogłem!  –
Zaśmiał  się  bezradnie.  –  Czułem  się  zupełnie  bezsilny.
Obwiniałem  cię  to,  że  mnie  zniszczyłaś,  ale  było  znacznie
gorzej.  Kochałam  cię  tak  bardzo,  że  nie  byłem  w  stanie
fizycznie  być  z  inną  kobietą.  Rozumiesz  to?  Te  wszystkie
modelki,  z  którymi  mnie  widziałaś…  To  wszystko  było
spektaklem,  wielkim  kłamstwem.  Tak  naprawdę  nigdy  nie
przestałem cię kochać. Tęskniłem za tobą w każdej minucie!

background image

Jeszcze  mocniej  zakryła  uszy.  Nie  mogła  słuchać  tych

łgarstw. Głos Thea przedarł się jednak przez barierę dłoni.

– Zapytałaś, dlaczego nie doprowadziłem planu do końca,

dlaczego  nie  upokorzyłem  cię  publicznie.  Odpowiedź  jest
jedna.  Nie  byłem  w  stanie  tego  zrobić.  Miałaś  rację,  jestem
maniakiem kontroli. Nawet gdy nie byliśmy razem, śledziłem
twoją  karierę.  Musiałem  wiedzieć,  co  się  z  tobą  dzieje.
Wmawiałem  sobie,  że  to  dlatego,  by  w  odpowiedniej  chwili
uderzyć,  ale  to  nieprawda.  Po  prostu  musiałem  wiedzieć,  że
wszystko u ciebie w porządku. – Jego głos zszedł do szeptu. –
Musiałem wiedzieć, że jesteś bezpieczna. Jesteś jedyną osobą,
którą wpuściłem do serca po śmierci rodziców. Bałem się, że
stracę  cię,  tak  jak  ich  straciłem.  To  dlatego  tak  parłem  do
ślubu.  Chciałem,  żebyś  jak  najszybciej  była  moja.  –  Kolejny
wybuch  gorzkiego  śmiechu.  –  Nie  przyjmowałem  do
wiadomości,  że  zerwałaś  zaręczyny.  Stałem  przy  ołtarzu,
czekając  na  ciebie,  a  ty  już  wtedy  byłaś  w  Anglii.  –
Westchnął.  –  Nie  myśl,  że  szukam  wymówek,  że  próbuję
przerzucić odpowiedzialność na ciebie. Po prostu chcę, żebyś
wiedziała, jak było. Zasługujesz na prawdę. – Po chwili dodał
cicho:  –  Tyle  ci  zawdzięczam…  –  Jego  głos  ucichł.  Latarka
poruszyła  się  w  ciemności,  po  czym  została  odstawiona  na
ziemię. – Wracam do hotelu. Zostawiam telefon, żebyś mogła
widzieć drogę powrotną. – Po chwili dodał: – Zachowałem się
okropnie.  Nie  oczekuję,  że  mi  wybaczysz,  ale  naprawdę  mi
przykro, matia mou. Obiecuję, że zostawię cię w spokoju, ale
proszę, błagam, żyj i bądź szczęśliwa. Walcz o siebie!

Helena  wciąż  siedziała  na  ziemi.  Coś  gryzącego

i  bolesnego  narastało  w  jej  piersi,  aż  wreszcie  wyrwało  się

background image

z  ust  w  rozpaczliwym  krzyku.  Zwinęła  się  w  kłębek  na
brudnej drodze i płakała, dopóki nie zabrakło jej łez.

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

W momencie, gdy otworzył oczy, zalały go wspomnienia

z  poprzedniej  nocy.  Zacisnął  powieki  z  powrotem,  po  czym
wstał  z  łóżka.  Nie  zawracając  sobie  głowy  porannym
prysznicem,  założył  koszulkę,  szorty  i  chwiejnym  krokiem
wbiegł  do  kuchni.  Za  dwadzieścia  minut  będzie  na  swoim
jachcie i już tu nie wróci.

Natassa  wyjmowała  z  piekarnika  upieczone  bułki,  ale  on

po  raz  pierwszy  nie  zachwycił  się  aromatem.  Sięgnął  po
dzbanek  z  kawą  i  napełnił  filiżankę.  Zauważył,  że  Helena
położyła  jego  telefon  obok  ekspresu.  Upił  duży  łyk,  parząc
sobie przy okazji wargi.

– Czy Helena już wstała? – Nawet wymawianie jej imienia

sprawiało  mu  koszmarny  ból.  Zeszłej  nocy  czekał  ponad
godzinę,  zanim  usłyszał  jej  kroki  w  holu.  Dopiero  gdy
wiedział,  że  jest  bezpieczna,  położył  się  do  łóżka,  ale  i  tak
minęło kilka godzin, zanim zasnął. Postanowił, że na jachcie
będzie się trzymał od niej z daleka.

– Wyszła jeszcze przed świtem – odparła Natassa.

Rzucił jej zdenerwowane spojrzenie.

– Jak to, wyszła?

– Popłynęła na drugą wyspę.

– W jaki sposób?

background image

– Nie wiem. Zakładam, że twoją łódką.

Theo próbował zebrać myśli.

– Mówiła coś?

– Nie… – Natassa uniosła ramiona. – Przytuliła mnie tylko

i podziękowała za wszystko. Powiedziała, że już nie wróci, bo
wykonała  dla  ciebie  zadanie.  Powinnam  cię  była  obudzić?
Przepraszam, sądziłam, że wiesz.

–  W  porządku.  –  Odetchnął  głęboko,  próbując  się

uspokoić. Czuł zawroty głowy i ssanie w żołądku. – Jej praca
tutaj rzeczywiście jest już zakończona. Gdzie jest Elli? Mam
do niej sprawę.

Piętnaście  minut  potem  gnał  na  skuterze  pożyczonym  od

Elli w stronę jachtu. Przypuszczał, że Helena zabrała jego, gdy
opuszczała  wyspę  wczesnym  rankiem.  Przypuszczenia  się
potwierdziły,  gdy  w  małej  zatoczce  zauważył  brak  łodzi,
a  jego  skuter  stał  oparty  o  drzewo.  Osłaniając  oczy  przed
ostrym słońcem, zmrużył oczy. Morze było spokojne. Stąd na
kolejną  wyspę  nie  było  daleko.  Najwyżej  dziesięć,
dwadzieścia minut wiosłowania. Helena nie była tak silna jak
on,  ale  nie  należała  też  do  słabeuszy.  Wszedł  na  jacht
i  pożyczył  lornetkę  od  kapitana.  Szybko  namierzył  swoją
łódkę zacumowaną przy brzegu. Była więc bezpieczna. Miała
pieniądze na koncie, żeby wynająć pokój w pensjonacie, więc
zakładał, że odpocznie i poczeka na prom. Nadszedł czas, by
zostawił  ją  w  spokoju.  Może  kiedyś  będzie  umiał  znowu
normalnie żyć.

Helena  wyjrzała  przez  okno  sypialni  w  niewielkim

pensjonacie.  Miała  szczęście,  że  znalazła  wolny  pokój.
Cieszyła się również, że nie musiała spać w sypialni, w której

background image

kiedyś  razem  z  Theem  spędziła  praktycznie  cały  weekend.
Czy  naprawdę  minęło  zaledwie  dwanaście  godzin,  odkąd
opuścili  rozgrzane  łóżko?  Przyjechała  tu  pod  wpływem
impulsu.  Nie  mogła  znieść  myśli,  że  będzie  musiała
podróżować z Theem na jego jachcie. Zdecydowała się więc
spędzić  noc  w  pensjonacie,  a  potem  zabrać  się  na  stały  ląd
promem.  Już  miała  zamiar  rzucić  się  na  łóżko  i  odespać
poprzednią  noc,  gdy  nagle  na  horyzoncie  dostrzegła  błysk
bieli.  Jacht  Thea,  pomyślała  z  bolesnym  skurczem  w  sercu.
Biały  punkcik  stawał  się  coraz  mniej  wyraźny,  aż  w  końcu
znikł. Theo odszedł. To koniec.

Theo  bębnił  palcami,  czytając  mejl  z  biura  Staffords.  Od

pięciu  dni  nie  opuszczał  swojej  willi  i  ani  razu  nie  dał  się
namówić  znajomym,  którzy  chcieli  go  wyciągnąć  na  jakąś
imprezę. Przetarł oczy i raz jeszcze zerknął w monitor laptopa,
by  przeczytać  mejl.  Były  to  podziękowania  za  uiszczenie
zapłaty. Uśmiechnął się. Miał wrażenie, że czytając widomość
z biura Heleny, jest w jakiś sposób bliżej niej. Czy w tej chwili
pracowała  nad  nowym  projektem  w  zamglonym  Londynie?
Czy widziała się z matką?

Jego  telefon  zawibrował.  Theo  wiedział,  że  to  kolejna

propozycja  wieczornego  wyjścia.  Nie  miał  ochoty  na  żadne
przyjęcia. Bez Heleny na nic nie miał ochoty. Trzy lata temu,
gdy  się  rozstali,  nie  pozwolił  sobie  na  opłakanie  związku.
Robił  wszystko,  co  mógł,  by  zaprzeczyć  bólowi,  który  go
pustoszył.  Tym  razem  pozwolił  sobie  na  smutek.  Nie  bał  się
przyznać sam przed sobą, że cierpi i że to jego wina. Rozległ
się  kolejny  dźwięk,  informujący  o  przyjściu  wiadomości
tekstowej. Serce na moment przestało mu bić. To był specjalny
dzwonek, przypisany tylko Helenie. Drżącą dłonią sięgnął po

background image

telefon.  W  pierwszej  chwili  myślał,  że  to  jakaś  pomyłka.
Rozumiał  każde  słowo,  ale  nie  potrafił  połączyć  wyrazów
w sensowną całość.

„Grecki doktor, taniec i złoty piasek. Blask słońca i ciepłe

morze. Miejsce radości i wspomnień. Znajdź mnie i zacznijmy
od nowa”.

Przeczytał  widomość  kilkukrotnie,  nie  dowierzając.

Próbował  dodzwonić  się  do  Heleny,  ale  nie  odbierała.
Natychmiast  połączył  się  z  biurem  Staffords,  prosząc  do
telefonu pannę Armstorng.

– Przykro mi – uprzejmie poinformowała go sekretarka. –

Jest na urlopie.

Rozłączył  się  i  raz  jeszcze  przeczytał  wiadomość.  Serce

tłukło mu się o żebra. Bał się uwierzyć, co to oznaczało.

Helena  odłożyła  telefon.  Miała  mętlik  w  głowie.  Zrobiła

to. Stało się. Zawalczyła o swoje szczęście.

–  Czy  podać  coś  jeszcze?  –  spytała  kelnerka  z  miłym

uśmiechem.

– Nie, dziękuję. Poproszę o rachunek.

Popatrzyła  na  pomarańczowy  zachód  słońca.  Mogła  mu

napisać wprost, że jest na Sidiro i chce się z nim zobaczyć, ale
wiedziała,  że  Theo  zrozumie.  Zawsze  bez  trudu
rozszyfrowywał  wiadomości  i  małe  zagadki,  które  mu
zostawiała.

Kiedy  opadły  emocje,  zamiast  do  Londynu,  postanowiła

wrócić  na  Sidiro.  Spacerowała  po  plaży,  z  głową  pełną
pięknych  wspomnień.  Nie  było  w  niej  złości  ani  gniewu.
Pewne  sprawy  zaczęła  widzieć  w  innym  świetle.  Wciąż

background image

słyszała przepełnione emocjami wyznanie Thea. Zachował się
okropnie,  nie  było  co  do  tego  wątpliwości,  ale  zaczęła  go
rozumieć i przebaczyła mu. Zrozumiała, ponieważ zakochany
i  zraniony  człowiek  zdolny  jest  do  nieprzewidywanych
zachowań. Spędziła bez niego trzy lata i choć dzięki temu stała
się  niezależną  kobietą,  nie  przestała  być  samotna.  Bez  Thea
nic  nie  było  takie  samo.  Nigdy  nie  przestała  za  nim  tęsknić
i  nigdy  nie  przestała  go  kochać.  Straciła  trzy  lata  i  nie
zamierzała  tracić  kolejnych.  Kiedyś  była  przerażonym
ptakiem, który uciekł z gniazda, bo marzył o wolności. Teraz
wiedziała,  że  wolność  oznacza  podążanie  za  głosem  serca.
Chciała  być  z  Theem  i  tylko  z  Theem.  Wreszcie  mogła  to
przyznać.

Uregulowała rachunek i wyszła z baru na plaży, dołączając

do  grupy  rozbawionych  turystów.  Do  klubu  miała  tylko  parę
kroków. Teraz mogła już tylko czekać.

Theo opuścił jacht i ruszył przed siebie plażą, obserwując

grupy  młodych  ludzi,  którzy  przesiadywali  w  nadbrzeżnych
tawernach,  jedząc,  śmiejąc  się  i  tańcząc.  Choć  zapadał
wieczór,  życie  na  wyspie  dopiero  teraz  nabierało  rozpędu.
W  oddali  uliczny  magik  trzymał  na  rękach  śliczną  małą
dziewczynką  z  warkoczykami  i  rozbawiał  inne  dzieci
wymyślnymi  sztuczkami.  Ostatnio  coraz  więcej  rodzin
przybywało na Sidiro. Nawet bał się marzyć, że pewnego dnia
razem  z  Heleną  przyprowadzą  tu  własne  dzieci,  córeczkę
z kokardami we włosach albo synka z buzią umazaną lodami.
Wciąż  nie  był  pewien,  czy  właściwie  odczytał  wiadomość.
Może  powinien  był  jeszcze  zadzwonić  do  Heleny,  ale  ze
strachu,  że to wszystko  pomyłka,  wyłączył  telefon.  Wreszcie

background image

dotarł  do  klubu,  w  którym  kiedyś  spędził  z  Heleną
niezapomniany wieczór.

Drzwi  oświetlone  lampami  otwarte  były  na  oścież.

Muzyka  taneczna  wibrowała  mocnym  rytmem.  Wszedł  do
środka, zatrzymał się i rozejrzał z niepokojem. I wtedy pośród
wirujących 

na 

parkiecie 

gości 

dostrzegł 

postać

w  postrzępionych  dżinsowych  szortach  i  białej  koszulce  na
ramiączkach.  Helena.  Brązowe  włosy  opadały  swobodnie.
Podrygując  w  miejscu,  piła  ulubiony  drink  –  Greckiego
lekarza.  Zauważyła  go.  Uśmiechnęła  się,  po  czym  na  chwilę
odwróciła się w stronę baru i ruszyła w jego stronę z drugim
drinkiem.  Uśmiech  na  jej  twarzy  był  radośniejszy  niż
kiedykolwiek.  A  potem  zaczęła  się  zmysłowo  poruszać.
Kołysała się delikatnie, nie spuszczają z niego wzroku. Podała
mu  szklankę,  nie  przestając  tańczyć.  Wypił  drink  jednym
haustem,  do  dna.  Helena  zrobiła  to  samo,  a  następnie
odstawiła ich szklanki na stolik. W dalszym ciągu nie mówiła
ani słowa, tylko położyła mu ręce na ramionach i pociągnęła
go  na  parkiet.  Tańczyli,  jakby  byli  jedynymi  ludźmi  na
świecie, jakby czas się zatrzymał.

Na  parkiecie  pojawiało  się  coraz  więcej  ludzi,  robiło  się

tłoczno,  więc  Theo  przygarnął  ją  mocniej  do  siebie.  Głowa
przy  głowie,  biodro  przy  biodrze.  Ściskał  jej  cudowne
krągłości, wciąż nie dowierzając, że to nie sen.

W  pewnym  momencie  przestała  tańczyć,  złapała  go  za

rękę  i  pociągnęła  w  stronę  baru,  gdzie  jeszcze  raz  zamówiła
drinki.  Następnie  wyszli  na  zewnątrz,  na  niewielki
dziedziniec,  niezwykle  cichy  i  pusty  w  porównaniu  z  salą
taneczną.

background image

Theo  poczuł  na  twarzy  przyjemne  rześkie  powietrze

i  dopiero  wtedy  uwierzył,  że  to  nie  sen.  Helena  usiadła  przy
drewnianym  stoliku  i  popatrzyła  w  niebo.  Jej  twarz
emanowała spokojem. Usiadł obok, czekając, aż pierwsza się
odezwie. Nie musiał długo czekać.

–  Weźmiemy  ślub  w  kaplicy  czy  w  katedrze?  –  Niemal

zachłynął  się  koktajlem.  Helena,  wciąż  patrząc  w  niebo,
zaśmiała się perliście. – Wiesz, że musisz się ze mną ożenić,
prawda?  –  W  dalszym  ciągu  nie  mógł  mówić.  –  Zasłużyłeś
sobie na to – dodała rzeczowo. – Oto twoja kara, musisz mnie
poślubić i zrobić mi dziecko.

– To kara? – zdołał wykrztusić.

Jej jasne oczy spoczęły na nim.

– Tak, mój kochany. Mogłam cię też zabić, ale uznałam, że

lepiej  nie  stracić  takiego  wspaniałego  kochanka.  Czeka  cię
więc ciężka praca w łóżku.

W  tej  chwili  spełniło  się  wszystko,  o  czym  marzył.

Pochylił głowę i zamknął oczy.

– Niczego więcej nie pragnę niż spędzić życie z tobą…

– Ale? – ponagliła wesoło, gdy ucichł.

– Nie jestem dla ciebie odpowiedni. Zasługujesz na kogoś

lepszego…

– A ty zasługujesz na karę za swój podły spisek! Zgadzam

się.  I  właśnie  przedstawiłam  ci,  co  to  będzie  za  kara.  –
Poderwała się z miejsca. Czuła się tak, jakby za chwilę miała
pofrunąć.  –  Mam  zamiar  posłuchać  twojej  rady  i  rozpocząć
wszystko  od  nowa.  Zrozumiałam,  że  szczęśliwe  i  spełnione
życie oznacza życie z tobą. Dla ciebie oznacza to małżeństwo

background image

z kimś tak zaborczym, zazdrosnym i kontrolującym jak ja. –
Rzucił jej zdumione spojrzenie. – Myślisz, że tylko ty bywasz
zazdrosny? Najdroższy, od kiedy cię poznałam, miałam ochotę
wydrapać oczy każdej kobiecie, która na ciebie spojrzała.

–  A  dla  mnie,  od  kiedy  cię  poznałem,  nie  istniały  inne

kobiety.

Rozpierało ją szczęście.

–  Wiem,  ale  trzy  lata  temu  byłam  głupią,  naiwną

dziewczyną,  która  bała  się  uczuć,  jakie  w  niej  wyzwalałeś.
Zrywając z tobą, krzyczałam, że jesteś taki jak mój ojciec, ale
prawda była inna. Przeraziła mnie myśl, że ja jestem taka jak
on. Nie mogłam znieść zazdrości i chęci kontrolowania, które
głęboko tkwiły we mnie. Naprawdę nie wiem, co ty we mnie
widziałeś. Szczerze mówiąc, nadal tego nie wiem…

–  Światło  słoneczne  –  pospieszył  z  odpowiedzią.  –  Masz

w sobie światło.

–  A  ty  masz  w  sobie  czarującego  diabła.  –  Podeszła  do

niego i objęła go ramionami. – Wybacz mi. Trzy lata temu nie
byłam gotowa na przyjęcie naszej miłości. Zbyt wiele było we
mnie  lęków  i  kompleksów.  Obawiałam  się  zostać  matką,
obawiałam się moich zaborczych uczuć, więc uciekłam. Przez
trzy  lata  śledziłam  o  tobie  każdą  wiadomość  i  zieleniałam
z  zazdrości,  gdy  widziałam  te  wszystkie  kobiety  u  twojego
boku. Kiedy znów sprowadziłeś mnie do Grecji, moje uczucia
wybuchły. Już się nie boję. Kocham cię i wiem, że ty też mnie
kochasz.  Należymy  do  siebie  i  musimy  poruszyć  niebo
i ziemię, by nam się udało. Tak więc, mój ukochany, ja także
zasługuję na karę po tym, co ci zrobiłam. Jeśli mi pozwolisz,
wynagrodzę ci wszystko, tylko bądź przy mnie.

background image

Wpatrując się w jej oczy, przygarnął ją mocno.

– Kochasz mnie?

– Bardziej niż gwiazdy na niebie.

– Powtórz – szepnął, pochylając się nad jej ustami.

– Kocham cię.

– Jeszcze raz.

– Kocham cię.

Pocałował ją mocno.

–  Kocham  cię,  moja  piękna,  mądra,  szalona  kobieto.

Przysięgam, że przez resztę życia udowodnię ci, jak bardzo…

Przerwała mu, przyciskając usta do jego ust.

–  Zacznijmy  wszystko  od  nowa  –  powiedziała,  gdy

wreszcie oderwali się od siebie, by złapać oddech. – Żadnych
tajemnic, żadnych kłamstw, tylko ty i ja.

– Na zawsze.

– Na zawsze.

Potem  złączyli  swe  wargi  w  pocałunku,  który

przypieczętował ich wspólny los.

background image

EPILOG

Helena  popatrzyła  przez  kuchenne  okno  na  męża

i  uśmiechnęła  się.  Dopiła  szklankę  wody,  wyciągnęła
z  piekarnika  zapiekankę  i  dołączyła  do  gości  w  ogrodzie.
Pocałowała  w  policzek  babcię  Thea,  która  promieniała  ze
szczęścia,  że  w  jej  ukochanym  miejscu  wreszcie  powstał
piękny dom.

Oczy Thea pojaśniały, gdy ją zobaczył.

– Dobrze, że jesteś, bo już zamierzałem wysłać po ciebie

grupę poszukiwawczą. – Objął ją mocno ramieniem w talii.

– Nie było mnie tylko pięć minut – odparła z uśmiechem.

– Takis przyjechał.

– To dobrze. Będzie mógł wysłuchać komplementów pod

swoim  adresem.  –  Goście,  którzy  uczestniczyli  w  przyjęciu
parapetowym,  zdążyli  się  już  zachwycić  niezwykłymi
rzeźbami.

W oczach Thea pojawił się błysk.

–  Nie  przyjechał  tu  po  komplementy.  Mam  dla  ciebie

wielką niespodziankę.

Helena poklepała się po zaokrąglonym brzuchu.

– Na pewno nie jest większa niż to.

Zaśmiał się i wtulił twarz w jej włosy.

background image

– Prawie.

Pobrali się w małym kościółku na Sidiro dwa tygodnie po

tym,  jak  do  siebie  wrócili.  Miesiąc  później  Helena
zdecydowała się odstawić pigułki i niemal natychmiast zaszła
w  ciążę,  co  oboje  przyjęli  z  zachwytem.  Kiedy  po  czterech
miesiącach od narodzin małej Frei, okazało się, że znów jest
w  ciąży,  nie  kryli  zaskoczenia,  ale  ich  radość  była  równie
wielka, jak za pierwszym razem.

Helena poszukała wzrokiem matki. Usypiała w ramionach

Freyę, w jej oczach nie było strachu, a zadowolenie i spokój.
Przybyła  na  wyspę,  gdy  Helena  urodziła  córkę,  i  już  nie
wróciła do Anglii. Z miejsca zakochała się w swojej wnuczce,
a  widząc  szczęście  córki,  wreszcie  zrozumiała,  że  jeśli  chce
zmienić  swój  los  i  przestać  się  bać,  musi  odejść  od  męża.
Zamieszkała  w  skrzydle  gościnnym  nowego  domu,  ale  jej
własna,  zaprojektowana  przez  córkę  willa  była  w  trakcie
budowy.  Ojciec  nadal  mieszkał  w Anglii,  a  pustkę  po  żonie
wypełnił, zatrudniając gosposię. Freyę widział tylko raz i przy
okazji  po  raz  kolejny  udzielił  zięciowi  błyskotliwej  rady,  by
trzymał  Helenę  krótko  i  nie  pozwalał  jej  na  założenie
własnego  biura  architektonicznego.  W  odpowiedzi  Theo
parsknął  mu  w  twarz  głośnym  śmiechem,  kończąc  w  ten
sposób rozmowę o powinnościach żony.

Nagle  w  ogrodzie  pojawił  się  Takis,  a  za  nim  czterej

potężnie  zbudowani  mężczyźni,  którzy  na  dużej  palecie  na
kółkach  ciągnęli  wielką,  zakrytą  materiałem  rzeźbę.  Trzech
osiłków niosło cokół.

Goście przestali rozmawiać, zaciekawieni, co będzie dalej.

Theo dał znać, by obsługa podała szampan. Spojrzał przy tym

background image

karcąco  na  Natassę  i  Elli,  by  nie  próbowały  pomagać.  Tego
dnia były tu w charakterze gości.

Helena  przyjęła  kieliszek  z  bezalkoholowym  musującym

winem,  zastanawiając  się,  co  też  jej  diaboliczny  mąż  znowu
wymyślił.  Uprzedził,  że  ma  dla  niej  niespodziankę,  więc  nie
miała innego wyjścia, jak cierpliwie poczekać. Cokolwiek to
było,  nie  miała  żadnych  obaw.  Ufała  swojemu  mężowi
bezgranicznie.

Theo  stuknął  łyżeczką  w  kieliszek,  zwracając  na  siebie

uwagę.

–  Moi  drodzy,  dziękujemy  serdecznie  za  przybycie  i  za

wspaniałe  prezenty.  Będą  dla  nas  bardzo  cenną  pamiątką.  –
Spojrzał  na  Helenę.  –  Osobą,  której  szczególnie  chciałbym
podziękować,  jest  moja  żona.  Wszyscy  doskonale  wiecie,  że
czczę  ziemię,  po  której  chodzi.  –  Wszyscy  zebrani  wybuchli
śmiechem, kiwając głowami ze zrozumieniem. – Uznałem, że
w  ogrodzie,  który  zresztą  sama  zaprojektowała,  powinna  się
znaleźć  rzeźba,  do  której  będę  mógł  się  modlić,  jeśli  akurat
Heleny nie będzie w pobliżu.

Kolejny głośny aplauz i wybuch śmiechu. Theo skinął na

Takisa.  Rzeźbiarz  kiwnął  głową  i  ściągnął  płachtę.  Nastąpiło
zbiorowe  westchnienie.  Najgłośniejsze  wyrwało  się  z  ust
Heleny. Posąg Artemidy był identyczny jak ten z pałacowych
ogrodów,  obok  którego  siedziała,  gdy  pierwszy  raz  się
spotkali.  Z  tą  różnicą,  że  grecka  bogini  miała  jej  twarz.
Zbliżyła się do rzeźby, pogładziła palcami gładki marmur.

– Co o tym myślisz? – spytał Theo, stając za nim.

–  Myślę,  że  jesteś  podstępnym,  wspaniałym  diabłem  –

zaśmiała się, czując, jak łzy napływają jej do oczu. – Kocham

background image

cię! To jest… brak mi słów. Cudowne, zjawiskowe.

– Ty jesteś cudowna i zjawiskowa.

– Pamiętałeś!

– O naszym pierwszym spotkaniu? Oczywiście. Nigdy nie

zapomnę tamtej chwili. Wtedy zmieniło się moje życie.

Odwróciła się i objęła go mocno ramionami.

– Dziękuję ci. Wspaniały prezent. – Pocałowała go lekko

w usta. – Kocham cię.

– Ja też cię kocham, bardziej, niż jesteś w stanie to sobie

wyobrazić.

Spojrzała na niego, przechylając głowę.

– Wiesz, co myślę?

–  Wolałabyś  wyjść  z  przyjęcia  i  zaszyć  się  ze  mną

w sypialni? – zażartował.

–  To  też.  Myślę,  że  gdyby  poznała  cię  Artemida,

musiałaby  zrezygnować  z  przysięgi,  że  nigdy  nie  wyjdzie  za
mąż. – Mrugnęła okiem.

Jego  oczy  błyszczały  ze  szczęścia.  Uśmiechnął  się,

a potem pochylił się i pocałował mocno swoją boginię.

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA

KARTA TYTUŁOWA

KARTA REDAKCYJNA

ROZDZIAŁ PIERWSZY

ROZDZIAŁ DRUGI

ROZDZIAŁ TRZECI

ROZDZIAŁ CZWARTY

ROZDZIAŁ PIĄTY

ROZDZIAŁ SZÓSTY

ROZDZIAŁ SIÓDMY

ROZDZIAŁ ÓSMY

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

ROZDZIAŁ JEDENASTY

ROZDZIAŁ DWUNASTY

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

EPILOG


Document Outline