background image

 

Zaślubiny

Anastazji Jessiki Packwood

i

Lucjusza Valerina Vladescu

tłumaczenie: MUlka dla www.ksiazkimlodziezowe.fora.pl

background image

Rozdział 1

Moja najlepsza przyjaciółka – gdybym tylko mogła ją nadal tak nazywać, miałam nadzieję, że tak – 

Mindy   Stankowicz   wyglądała   na   kompletnie   zmieszaną,   kiedy   tłumy   rumunów   którzy   dobrze 

wiedzieli   dokąd   zmierzają,   przepychali   się   przy   niej,   aby   dostać   się   do   swoich   bagaży   na 

Międzynarodowym Lotnisku im Henriego Coanda w Bukareszcie.

Wiedziałam, że powinnam pospieszyć jej z pomocą, ale zatrzymałam się na kilka sekund, po prostu 

obserwując Min szukającą mnie w tłumie. Jej oczy od czasu do czasu spoglądały na znaki pokryte 

rumuńskim językiem, których i ja, po czterech miesiącach pobytu w Rumunii, nie byłam w stanie w 

pełni zrozumieć.

Bagaje pierdute… Conexiune gara… Carucioare bagaje…

W pewnym sensie, obie byłyśmy obcymi na bardzo dziwnej ziemi. Nowi członkowie kultury, która 

była tak dramatycznie inna od tej w której dorastałyśmy, a teraz obce również sobie, choć byłyśmy 

przyjaciółkami od przedszkola.

Mindy zrobiła niepewny krok do przodu – a następnie znów się zatrzymała, widocznie nie wiedząc 

dokąd iść , a ja wciąż się nie ruszałam. Moje własne nogi wydawały się być przykute, starałam się  

uporządkować   wszystkie   emocje   które   rzuciły   się   na   mnie   kiedy   zobaczyłam   przyjaciółkę   z 

niedawnej przeszłości, kogoś kto był świadkiem wszystkiego tego co się wydarzyło w liceum, od 

dnia   kiedy   Lucjusz  Vladescu   wkroczył   w   moje   życie,   do   dnia   kiedy   bałam   się,   że   został   mi 

odebrany , na zawsze.

Patrząc wstecz na nasze ostatnie miesiące szkoły, wciąż nie byłam pewna, czy to Mindy porzuciła 

mnie czy to ja opuściłam ją, kiedy sprawy z Lucjuszem stały się bardziej  intensywne.  Mindy 

chciała mi pomóc uporać się z tym przez co przechodziłam z Lucjuszem i Faith Crosse, i Jakiem 

Zinnem, ale ja ją odepchnęłam, bałam się wyznać prawdę o swoich uczuciach do Lucjusza – oraz 

prawdy o tym kim był, kim ja się stawałam. Mimo to, w dniu w którym Mindy wyrwała swoje 

ramię z mojej ręki w sali gimnastycznej – jako rodzaj wyrzeczenia się naszej przyjaźni – to ja 

zostałam skrzywdzona …

background image

Kto był gorszym przyjacielem?

Stojąc w środku zatłoczonego lotniska, w otoczeniu rumuńskich turystów, którzy ciągali swoje 

bagaże wyrzucane przez taśmę, ogłoszenia dokonywano w wielu językach, więc cała scena była jak 

chaotyczna, nowoczesna Wieża Babel. Mindy nagle spojrzała przestraszona i przypomniałam sobie 

jeden kluczowy szczegół z naszej wspólnej historii.

W  nocy,   kiedy   Lucjusz   został   prawie   unicestwiony   –   w   moje   18te   urodziny,   kiedy  to   prawie 

wszyscy, nawet moi rodzice w pewnym sensie odwrócili się plecami do mnie i Lucjusza – Mindy 

zadzwoniła by ostrzec, że jest on w poważnych tarapatach.

Miała swoje obawy co do Lucjusza, myślała się nawet, że on może mnie krzywdzić, ale w końcu 

przeszło   jej   i   próbowała   uratować   jego   istnienie.   Próbowała   go   ratować   dla   mnie,   ponieważ 

wiedziała, że go kocham.

Może,   gdybym   nie   pojawiła   się   wtedy   w   stodole   i   nie   próbowała   interweniować,   wszystko 

potoczyło by się inaczej. Może Ethan Strausser chwyciłby kołek zamiast Jake'a , i Lucjusza by już 

nie było …

Nagle moje nogi zostały uwolnione, a ja nie tylko szłam w stronę Mindy, biegłam. Nie myślała o 

tym   jak   może   być   niezręcznie   między   nami   –   jestem   wampirem   na   litość   boską,   a   my   nie 

widziałyśmy się od czasu mojej przemiany, nie wspominając tak naprawdę w rozmowach o tym 

fakcie – przepchnęłam się przez tłum z otwartymi ramionami, kiedy tylko Mindy mnie zobaczyła, 

bez   wahania   rozrzuciła   swoje   ramiona,   z   radością   w   oczach   na   widok   starego   przyjaciela. 

Wpadłyśmy na siebie i zaczęłyśmy natychmiast płakać, tak mocno że nie było nawet chwili aby 

powiedzieć sobie „cześć”.

Ściskałyśmy się przez długi czas, nie zważając na ludzi którzy przepychali się koło nas, niektórzy 

przeklinali łagodnie po rumuńsku, na dwie dziewczyny które blokowały cały ruch. I kiedy w końcu 

się uspokoiłyśmy, wyrzuciłam z siebie pytanie które chciałam jej już wcześniej zadać, ale byłam za 

bardzo przerażona aby wymówić je głośno, myśląc że samo przylecenie Mindy do Rumunii na ślub 

przyjaciółki której możliwe, że już nawet nie lubi, to za wiele.

„Czy zostaniesz moją druhną? Proszę?”

background image

Mindy odsunęła się ode mnie i przetarła palcami pod oczami, gdzie rozmazała jej się cała mascara 

spływając na jej okrągłe policzki i rzekła z chwiejnym, wciąż załzawionym uśmiechem „Jezu, Jess, 

myślałam że nigdy nie zapytasz!”

Otarłam własną twarz, starając się też usunąć z niej kilka moich łez. „Bałam się...”

Bałam   się,   że   powiesz   nie   …   że   nie   będziesz   mogła   z   czystym   sumieniem   wesprzeć   mojego  

małżeństwa z wampirem … Tego, że nie jesteśmy już przyjaciółkami …

Ale zanim udało mi się znaleźć właściwe słowa, Mindy uścisnęła mi rękę, powstrzymując mnie od 

mówienia. „Kto inny ułoży Ci włosy w najważniejszym dniu twojego życia,Jess?” drażniła się 

„Co?”

Z   jakiegoś   powodu   prawie   rozpłakałam   się   ponownie   –   ale   też   się   śmiałam.   „Nikt,   tylko   ty” 

obiecałam, wiedząc że wszystko co się wydarzyło między nami, wszystkie dziwactwa, zostały za 

nami. Nie musimy już nic więcej mówić.

A może jest jeszcze coś do powiedzenia, bo nagle Mindy spoważniała, śmiech zniknął z jej oczu.

„   Naprawdę   jesteś   ...”   spojrzała   dookoła,   prawdopodobnie   sprawdzając,   czy   byli   jacyś 

anglojęzyczni, którzy mogą podsłuchiwać. Potem pochyliła się blisko mnie i szepnęła, tak że nawet 

ja ledwo ją słyszałam, „Wampirem?”

Wyprostowałam się lekko, nie chciałam ukrywać tego czym jestem lub zachowywać się jakby było 

mi wstyd. Chcąc być całkowicie szczerą z Mindy tym razem, bo ukrywałam zbyt wiele przed nią w 

przeszłości powiedziałam „Tak. Jestem”

Mindy przyglądała się mojej twarzy przez długi czas, tak jakby potrzebowała zobaczyć że jestem 

nadal, prawdziwa ja, a nie jakaś wysysająca krew istota, która będzie poza jej pojęciem. Powoli, w 

miarę jak szukałyśmy wzajemnie swojego wzroku, zobaczyłam że nie tylko wraca jej uśmiech, ale 

staje się stabilniejszy i cieplejszy, jakby odkładała na bok ostatnie zastrzeżenia co do mnie, co do 

nas. „To fajnie” w końcu powiedziała „To w porządku.”

Nie   widziałam   że   potrzebuję   czyjegokolwiek   poparcia,   ale   zgaduję   że   potrzebowałam   tego   ze 

strony Mindy, bo czułam się dobrze słysząc w końcu jak ktoś powiedział to, na głos.

background image

To kim teraz byłam … To było naprawdę w porządku.

„Dziękuję” Powiedziałam, kiedy mój własny uśmiech stał się jeszcze większy.

Byłam   zachwycona   ślubem   z   Lucjuszem,   ale   to   że   mam   swoją   najlepszą   przyjaciółkę   z 

powrotem ...To zapełniło puste miejsce w moim sercu, i choć byłyśmy już dorosłe i miałam brać 

ślub,   złapałam   ją   za   rękę,   jak   miałyśmy   w   zwyczaju   to   robić,   gdy   byłyśmy   małymi   dziećmi 

podskakującymi na placu zabaw.

„Chodźmy po twoje bagaże” zaproponowałam, ciągnąc ją w stronę prawidłowej taśmy, gdzie nie 

było   już   większości   bagaży.   Zobaczyłam   trzy   duże,   nowe   walizki   od   Louisa   Vuittona 

prawdopodobnie przejeżdżające już z dwudziesty raz. Kiedy dotarły do nas, Mindy puściła moją 

rękę, chwyciła jedną potem drugą walizkę, podbiegłam by chwycić pozostałą zanim uciekła.

Kiedy ciężka waliza zwaliła mi się na nogi, popatrzyłam zmieszana na Mindy „Trzy sztuki bagażu? 

Ale myślałam że możesz zostać tylko na trzy dni, max …?”

Mindy spojrzała na mnie jakbym to ja była tą co postradała zmysły. „To największe wydarzenie w 

twoim życiu” przypomniała mi „Będziemy potrzebować wiele produktów do włosów!”

Zaczęłam uśmiechać się jak szalona, czułam się całkowicie szczęśliwa w tamtej chwili. Miałam 

poślubić Lucjusza, a Mindy naprawdę była z powrotem.

„Chodź” powiedziałam, zaczynając ciągnąc walizki ku wyjściu „Lucjusz ma kierowcę który czeka 

na nas, a mamy wiele do zrobienia”.

„Jestem tuż za tobą” obiecała Mindy, spiesząc się obok mnie z dwiema walizkami chwiejącymi się 

na kółkach „Nie mogę się doczekać!”

Spojrzałam na nią i podzieliłyśmy uśmiech który podsumowywał około piętnaście lat przyjaźni i te 

wszystkie nadzieje i marzenia które miałyśmy jako dziewczynki o zakochaniu się ,wyjściu za mąż i 

życiu długo i szczęśliwie.

W końcu przeszłam na przód i poprowadziłam nas do czekającego samochodu.

Ślub oficjalnie był w toku.

background image

Rozdział 2

„Myślę   o   klasycznym   updo*”   powiedziała   Mindy,   głowę   miała   pochylona   nisko,   przeglądała 

specjalne wydanie magazynu 'Celebrity Hairstyle' „Oczywiście w zależności od ozdób na głowie”.

Byłam rozdarta między sprawdzaniem opcji a oglądaniem mijanych scenerii z tylnego siedzenia 

terenowego   Lexusa   ,   w     którego   Lucjusz   nas   wyposażył   do   jazdy   na   lotnisko.   Widocznie 

przewidział jak wiele Mindy ze sobą zabierze, ponieważ SUV ma więcej miejsca na bagaże nić inne 

pojazdy w dobrze zaopatrzonym garażu Vladesców … którego zawartość będzie niedługo na moje 

zawołanie, nadal trudno było w to uwierzyć.

Za oknem rozwinęły   się dramatyczne widoki na wzrastające Karpaty,od czasu do czasu kiedy 

braliśmy ostre zakręty na stromych, górskich drogach, mym oczom ukazywało się nic tylko samo 

niebo, odetchnęłam ciężko, nie tylko dlatego że czułam się jakbyśmy mieli wylecieć z drogi, ale 

dlatego że  byłam zaskoczona myślą , że ten solidny, dziki krajobraz był moim nowym domem.

„Jess?” Mindy szturchnęła mnie „Pytałam o dodatki. To będzie tiara tak ? To znaczy, to musi być 

tiara!”

Odwróciłam się i zobaczyłam błyszczące oczy Min na myśl o byciu częścią królewskiego wesela – 

takiego, którego żadna z nas się nigdy nie spodziewała, pomimo tego że nasze wszystkie ulubione 

filmy Disney'a nauczyły nas czego innego. „Tak, to tiara” potwierdziłam, zastanawiałam się czy 

Mindy nie była bardziej podekscytowana ślubem niż ja sama. Nie mogłam się doczekać aby zostać 

żoną Lucjusza, ale byłam także zdenerwowana ceremonią.

Czy będę odpowiednio przestrzegać protokołu?

Czy goście będą dobrze się bawić?

A co najważniejsze, czy któryś z moich krewnych – Dragomir czy Vladescu – spowodują kłopoty? 

Bo to było bardzo możliwe.

„Nie   mogę   się   doczekać,   aby   zobaczyć   suknię!”   powiedziała   Mindy,   powracając   uwagą   do 
magazynów na kalanach. „Założę się, że jest piękna!”.

*updo – luźne, swobodne upięcie, pozornie niedbały kok

background image

„Zobaczysz ją jutro” obiecałam, mając nadzieję, że się jej spodoba suknia którą wybrałam i mając 

nadzieję, że spodoba się Lucjuszowi. Zaprojektowałam ją sama z pomocą Lucjusza rumuńskiego 

krawca, to było trochę niekonwencjonalne, ale chciałam czegoś innego, specjalnego, sukni, która 

będzie mi przypominać o przeszłości i przyszłości. Uśmiechnęłam się na myśl, że moja suknia jest 

również hołdem dla jednego z najważniejszych momentów jakie z Lucjuszem dzieliliśmy.

Nadal słyszę jego głos, kiedy stanął za mną w małym sklepie z sukienkami w Pensylwanii, palce 

miał   wplecione   w   moje   kręcone   włosy.  „Nigdy   więcej   nie   mów,   że   nie   jesteś   wartościowa,  

Anastazjo, albo, że nie jesteś piękna ...”

Desperacko pragnęłam aby myślał nadal, że jestem piękna kiedy będę szła w jego stronę, aby go 

poślubić.

Zaprzeć mu dech w piersiach.

Niczego bardziej nie chciałam.

Denerwując się znowu, wróciłam do widoków za oknem i zobaczyłam dachy Sighisoary w oddali. 

Przyszło   mi   do   głowy  aby  zaproponować   krótki   objazd,   tak   aby  moc   pokazać   Mindy  urocze, 

średniowieczne miasto, tak jak wuj Dorian zrobił to ze mną, gdy po raz pierwszy przyjechałam do 

Rumunii.  Ale   w   ostatniej   chwili   zamknęłam   buzię,   ponieważ   było   coś   jeszcze,   co   chciałam 

pokazać Mindy, nawet bardziej niż wąskie , urocze uliczki którymi Lucjusz wędrował jako dziecko.

Pochylając się, szturchnęłam kierowcę w ramię, sygnalizując jednocześnie moim ograniczonym 

rumuńskim “Se opreste cind ai lui Vladescu casa, te rog.”

Chociaż Mindy spojrzała znad swojego magazynu dając wyraz  tego że jest pod wrażeniem, bylam 

pewna , że moja gramatyka – i na pewno moja wymowa – była daleka od ideału. Ale kierowca – 

jeden z młodych strażników który raz złapał mnie za ramiona w ciemnym lesie – musiał zrozumieć 

bo skinął głową nie odrywając oczu od drogi i potwierdził “Da, bineinteles.”

„O co chodziło?” Mindy zapytała, sprawiała pozory niezwykle komfortowe jak na dziewczynę 

która   pierwszy   raz   podróżuje   po   obszarach   wiejskich   Rumunii   z   wampirzym   szoferem   za 

kierownicą luksusowego SUV'a „Co jest?”

background image

„Staniemy na chwilę” powiedziałam „Jest coś co chciałabym abyś zobaczyła”

„Co...?”

Nim Mindy skończyła swoje pytanie, SUV zwolnił i zjechał na pobocze, wskazałam przez ramię 

mojej przyjaciółki aby spojrzała przez swoje okno.

Przesunęła się na fotelu i w obliczu widoku zareagowała dokładnie tak jak się spodziewałam, 

ponieważ miałam tak samo za pierwszym razem, kiedy wuj Dorian zatrzymał się ze mną prawie 

dokładnie w tym samym miejscu. Nadal odczuwam to samo widząc miejsce które ma się stać moim 

domem. Mieszanka zachwytu i niedowierzania i może odrobina obawy, powoduje że opada ci 

szczęka i rzeczywiście mi opadła, teraz Mindy również. Nie można pomyśleć lub powiedzieć, 

niczego więcej niż …

„Czy to miejsce jest prawdziwe?”

background image

Rozdział 3

„Naprawdę będziesz tam mieszkać?” Mindy zapytała nie spuszczają wzroku z rozległej, gotyckiej 

rezydencji Vladesców. Podeszła krok bliżej do krawędzi przepaści, złapałam ją za rękaw aby nie 

spadła w stromą, wąską dolinę która oddzielała nas od domu Lucjusza. Ale Mindy była w zbyt 

dużym szoku, żeby nawet zauważyć że ją zatrzymałam. „Na serio bierzesz tam ślub?”

Trudno   stwierdzić   czy   słyszałam   strach   –   czy   zainteresowanie   –   w   jej   głosie.   Może   to   była 

mieszanina obu. A może po prostu doszukiwałam się w niej własnych sprzecznych emocji na temat 

tego, że wkrótce to będzie mój dom.

Puszczając rękaw Mindy, zacieniłam oczy przed słońcem i dołączyłam do niej , studiowałyśmy 

ogromny zamek, w którym niedługo będę żyła z Lucjuszem.

Był to zdecydowanie kamienny budynek wielkości małego – no może nie takiego małego – bloku 

miejskiego, bez wątpienia - był wspaniały. Jak coś prosto z bajki. Jednak kiedy moje oczy śledziły 

zewnętrzną fasadę, która poprzerywana była ostrymi wieżyczkami i zdominowana przez wysokie 

strażnice, nie mogłam oprzeć się myśli, delikatnej obawie, że bajki zawsze miały ciemne wątki. 

Dzieci gubiły się w lasach i na pustkowiu natrafiały na czarownicę która miała zamiar zapakować 

je do pieca. Garść ziaren fasoli które doprowadzały do spotkania z gniewnym gigantem. I, jak 

przypomniał mi Lucjusz w cieniu kamiennych murów które obserwowałam, niewinne dziewczęta 

mogłyby zostać zjedzona przez wilki, jeśli nie trzymały się na baczności …

Mindy przerwała moje rozmyślenia, miękkim , cichym gwizdem „ To miejsce jest ...”

Nie mogła wyartykułować własnych myśli, ale dość dobrze mogłam zakończyć je ja.

Ogromny.

Niesamowity.

Imponujący.

background image

Przerażający?

„Tak, wiem” zgodziłam się opuszczając rękę znad oczu i patrząc na Mindy „To prawie zbyt wiele 

by opisać słowami”

W końcu udało jej się oderwać wzrok od budowli i nasze oczy się spotkały. „Gdy mówiłaś, że 

bierzecie ślub w 'posiadłości' Lucjusza. Nie sądziłam, że miałaś na myśli najprawdziwszy zamek 

królewski, rodem z Kopciuszka.

Spojrzałam trochę głębiej w oczy swojej przyjaciółki, ponieważ po raz pierwszy odkąd Lucjusz 

zjawił się w moim życiu – może po praz pierwszy w naszej przyjaźni – wydawało mi się, że 

zobaczyłam delikatny błysk zazdrości. Ale zniknął tak szybko, że nie byłam pewna że naprawdę go 

widziałam. Ściemniało się i było trudno dostrzec cokolwiek …

Mindy odwróciła się w stronę doliny,  gmach przyciągał jej spojrzenie, dominował w krajobrazie, 

przy zachodzącym słońcu jego sylwetka stawała się jeszcze bardziej wyraźna.

„Gdzie   dokładnie   odbędzie   się   ślub?”   zapytała   „Czy  jest   tam   jakieś   pomieszczenie,   specjalnie 

stworzone na wesele? Bo wygląda na taki duży, aby mieć specjalne pomieszczenia do wszystkiego.”

Spojrzałam jeszcze raz na zamek, przeszukując wieże i zacienione dziedzińce, wysokie, wąskie 

okna – sama próbowałam sobie wyobrazić to miejsce.

„Lucjusz nie powiedział mi” przyznałam.

Mindy naskoczyła na mnie, wyraźnie wstrząśnięta „ Co ? Żartujesz prawda ?”

Choć jeszcze nie miała chłopaka – w sumie tak jak ja do niedawna – to swój ślub planowała od 

piątego roku życia. Nie ma mowy by Melinda Stankowicz pozwoliła komukolwiek – nawet miłości 

swojego życia – na to , aby zrobił z lokalizacji wesela niespodziankę. Zwłaszcza kiedy brałaby ślub 

w nieruchomości która była zbiorem broni i została splamiona śladami krwi, na litość boską.

Nie, Mindy zażądałaby , aby pokazano jej pokój … komnatę … cokolwiek to miało by być, miejsce 

gdzie miałaby wziąć ślub.

background image

„Jedyne  co wiem,  to to że  nigdy nie  widziałam tego  miejsca”  powiedziałam „Lucjusz  celowo 

ukrywał je przede mną gdy pokazywał mi resztę zamku”. Wraz z labiryntem skrytych sal, które 

można było nazwać tylko lochami , gdzie Lucjusz przyznał, że czasami był „dyscyplinowany”, że 

użyje jego własnego eufemizmu …

„Jess, naprawdę nie chcesz zobaczyć miejsca gdzie macie zamiar wymienić przysięgi?” Mindy 

zapytała z autentyczną troską – prawie alarmującą – w głosie. „To jest Twój ślub!”

„Wiem” zgodziłam się „Uwierz mi – myślałam o tym!”

Byłam  bardzo  zaniepokojona, kiedy Lucjusz po raz pierwszy zasugerował, żebym pozwoliła mu 

wybrać lokalizację.

Ale gdy wracałam do tematu wyboru miejsca naszego ślubu, mój przyszły mąż powiedział do mnie: 

„Znam idealne miejsce” wtedy uniósł swoje ciemne brwi i z tym swoim psotnym spojrzeniem 

zapytał: „Ufasz mi , Anastazjo?”

Wpatrywałam się w te skomplikowane, tajemnicze, wspaniałe oczy przez długi czas, wiedząc, że to 

była jedyna na wieki szansa aby wybrać gdzie będę brać ślub … pomyślałam, przez krotką sekundę, 

że wampir który stoi przede mną, nie tak dawno temu zaskoczył mnie przyciskając kołek tuż koło 

mojego serca.

Lucjusz uśmiechał się, drażnił się ze mną, ale głęboko w jego oczach dojrzałam powagę, i miałam 

wrażenie, że delikatnie testuje naszą więź. Że coś ważnego dzieje się między nami, coś więcej niż 

tylko decyzja o tym, gdzie byśmy chcieli przeprowadzić ceremonię, która ma zjednoczyć pokolenia 

wampirów.

Wtedy ja zaczęłam też się uśmiechać, odzwierciedlając wyraz twarzy Lucjusza …

„Jess – poważnie!” Mindy głos przywrócił mnie do rzeczywistości „Pozwalasz facetowi – nawet 

takiemu fajnemu facetowi, jakim jest Lucjusz – podjąć taką decyzję?”

Mimo ukłuć lęku, które zawsze czułam w cieniu nieruchomości Vladesców, uśmiechałam się tak 

samo jak tej nocy, kiedy oddawała władzę nad kluczowym wyborem Lucjuszowi, odwróciłam się 

do Mindy i powiedziałam, bez wszelkich wątpliwości „Ufam mu.”

background image

Zerknęłam na zegarek, zdając sobie sprawę z tego, że pora ruszać dalej. „Chodź” powiedziałam, 

zmierzając w kierunku samochodu „Musimy dotrzeć do posiadłości Dragomirów – która jest dużo 

mniej imponująca” ostrzegłam ją, by nie oczekiwała zbyt wiele. „Pewnie nie możesz doczekać się 

prysznica, poza tym musimy się przebrać do kolacji a następnie dorwać mamę i tatę. Ostatni raz 

widziałam ich jak wybierali się na przyrodniczą wycieczkę w góry, w poszukiwaniu leczniczych 

ziół które tata zbierał kiedy ostatnio tu byli.”

„Twoi rodzice przyjechali?” spytała Mindy „Na prawdę?”

„Oczywiście” odpowiedziałam zdumiona jej zaskoczeniem. To był mój ślub. Wtedy przypomniałam 

sobie jak rodzice próbowali mnie powstrzymać przed pójściem na pomoc Lucjuszowi,   tamtej 

strasznej nocy, gdy został prawie unicestwiony w stodole Zinnów. Mindy prawdopodobnie znała 

większość szczegółów z tamtej nocy, łącznie z tym że moi rodzice ukryli przede mną kluczyki od 

samochodu, obawiając się, że Lucjusz na prawdę uległ swojej ciemnej stronie i ugryzł Faith Crosse.

„Przebaczyłam już dawno rodzicom” powiedziałam do Mindy, nie upewniając się ile dokładnie wie. 

„Oni tylko próbowali mnie chronić. Nie wiedzieli jakie złe rzeczy mogą się stać Lucjuszowi.”

„Tak, pewnie masz rację” zgodziła się Mindy. Ale gdy dotarliśmy do Lexusa, zatrzymała się , zdaje 

się mając coś na myśli.

Stanęłam również, czekając na to co powie. „Jake ...” w końcu wykrztusiła, ale zdaje się że wahała 

się   przywołując   temat   mojego   dawnego   chłopaka   –   który  wbił   kołek   w  miłość   mojego   życia. 

„On ...”

„On tak na prawdę nie próbował zabić Lucjusza” zapewniłam ją „To wszystko było ustawione, 

żeby uratować jego życie. Jake jest fajnym facetem”. Co w dziwny sposób, było powodem przez 

który nie mogłam go kochać.

„Tak, twoja mama opowiedziała mi historię” powiedziała Mindy „ Było tyle plotek i zamieszania 

po tej nocy … musiałam pójść pewnego dnia i zapytać ją o to co było prawdą”

„Lucjusz próbował zaprosić Jake'a na ślub” dodałam „Nawet na ochotnika chciał po niego polecieć. 

Czuje się bardzo wdzięczny za to co zrobił Jake”

background image

Mindy wytrzeszczyła oczy ze zdumienia „I ..?”

Pokręciłam głową nim Mindy pomyślała, że ktoś jeszcze ze szkoły będzie na weselu „Odmówił. 

Myślę że wolałby po prostu o wszystkim zapomnieć”  Może też zapomni o mnie, po tym jak go  

potraktowałam.

„Tak, wydaje mi się,że może właśnie tego chcieć” powiedziała Mindy. „Jake nie wygląda na faceta, 

który lubi fantazyjne śluby – szczególnie z wampirami w roli głównej.”

„Nie , nie sądzę żeby czuł się komfortowo  w zamku” zgodziłam się. Mimo to , nadal myślałam o 

Jake'u jako o rycerzu w lśniącej zbroi. To bardzo dobry człowiek, który ryzykował wiele, aby 

uratować kolegę, którego nawet nie lubił. W pewnym sensie bohater. Ale byłam przeznaczona 

komuś całkowicie innemu, komuś kto prawdopodobnie w tym momencie, swobodnie wkłada strój 

formalny do kolacji, lub goli się brzytwą uważając na miejsca na twarzy pokryte bliznami. A może 

w   ostatniej   chwili   wydaje   polecenie   służbie,   albo   przechadza   się   po   gabinecie,   z   rękami 

splecionymi za plecami, przygotowując toast na dzisiejszy wieczór …

Chociaż widywałam Lucjusza codziennie, to zaczęło mnie łaskotać w brzuchu, to było nieuniknione 

kiedy tylko o nim pomyślałam, zaczęłam popychać nas ponownie do SUV'a w nagle śpiesząc by go 

zobaczyć „Dalej, chodźmy!”

„W każdym razie, gdzie się odbędzie kolacja?” Mindy zapytała idąc w moje ślady.

Kierowca   wysiadł   i   otworzył   drzwi   dla   obu   nas,   wsiadając,   uśmiechnęłam   się   przez   ramię. 

„Powiedzmy, że za kilka godzin, będziesz miała okazję lepiej przyjrzeć się domowi Lucjusza!”

„O kurcze” Mindy wymamrotała wsiadając „O rany...”

I po raz drugi tego wieczoru, nie miałam pewności czy była podekscytowana czy przestraszona. A 

może ponownie widziałam w niej swoje uczucia, Bo choć wiedziałam że Jakea Zinna nie ma na 

liście gości, nie byłam do końca pewna kto jeszcze może się zjawić.

background image

Rozdział 4

Zamek  Vladesców   mógł   mnie   odstraszać   swoją   wielkością   i   ponurą   historią,   kamienne   ściany 

dawały   mu     wrażenie   zimnego   i   groźnego.   Ale   jadalnia   w   której   razem   z   Lucjuszem 

zorganizowaliśmy naszą przedślubną kolację dla najbliższych przyjaciół i rodziny, wydawała się 

ciepła i intymna kiedy ludzie których kocham najbardziej na świecie zebrali się przy ogromnym, 

błyszczącym, mahoniowym stole, który odbijał światło z czterech ogromnych, kutych  z żelaza 

żyrandoli, na każdym z nich było po tuzinie cienkich świec, które rzucały delikatną poświatę na 

cały pokój.

Chociaż oboje przewodziliśmy przyjęciu, Lucjusz był oczywiście tam pierwszy – zwłaszcza, że 

moja mała grupa gości była spóźniona, dzięki Mindy, która w nieskończoność poprawiała nasze 

fryzury – uśmiechnął się i podszedł do nas , kiedy weszłyśmy do pokoju.

„Witam, wszystkich” pozdrowił nas, podszedł i stając koło mnie wśliznął swoją dłoń w moją i 

splótł nasze palce. Nasze spojrzenia się spotkały i zobaczyłam wdzięczność i  miłość którą zawsze 

pragnęłam ujrzeć w jego spojrzeniu „Pięknie dziś wyglądasz, Anastazjo” powiedział, oceniając 

wzrokiem moja czerwoną suknie, którą wybrałam na dzisiejszy wieczór. Długa, obszerna, jedwabna 

z delikatnym, ale skomplikowanym wzorem z kryształów Swarovskiego na gorsecie. Tak naprawdę 

nie wybrałam tej suknie aby zaimponować Lucjuszowi, zrobiłam to na cześć mojej rodzonej matki, 

która była znana z tego że nosiła szkarłat.

„Uwielbiam Cię w czerwieni” dodał Lucjusz, patrząc mi ponownie w oczy. Mimo że jego były 

niesamowicie   czarne   widziałam   w   nich   błyszczące   ciepło,   więc   wiedziałam   że   sprawiłam   mu 

przyjemność.   „Chociaż”   zauważył,   dokuczliwie   „   Uwielbiam   Cie   nawet   w   twojej   koszulce   z 

wizerunkiem  konia!”

Podzieliliśmy  prywatny  uśmiech   w  odpowiedzi   na   wzmiankę   o  koszulce   którą   Lucjusz   kiedyś 

często wyśmiewał – którą też miałam na sobie w nocy kiedy zerwał pakt i nasze zaręczyny. Ale 

oczywiście nie byliśmy w stanie uniknąć przeznaczenia którego tak bardzo oboje pragnęliśmy …

Potem pochylił się lekko, uniósł dłonią moją brodę i złożył pocałunek na moich ustach. I nawet 

kiedy   moje   serce   waliło,   jak   zawsze   kiedy   się   dotykaliśmy,   to   zarumieniłam   się   delikatnie, 

background image

ponieważ   byli   tam   moi   rodzice.   Nie   tak   dawno   temu   zostałam   upokorzona,   tylko   dlatego   że 

zostałam przyłapana na ganku z Lucjuszem  zbliżeni jak do pocałunku, do którego tak naprawdę nie 

doszło. Kiedy Lucjusz i ja rozdzieliliśmy się , rzuciłam szybkie spojrzenie w stronę rodziców by 

sprawdzić czy moja nagła dorosłość – fakt, że  całowałam  chłopaka …  mężczyznę  … publicznie, 

nawet jeśli to było tylko słodkie powitanie – wydawała się  dla nich też dziwna.

Po   sprawdzeniu   ich   twarzy,   stwierdziłam   że   ciężko   jest   odczytać   ich   wrażenie.   Następnie 

spojrzałam na Mindy – i po raz drugi dzisiejszego wieczory wydawało mi się że złapała przebłysk 

zazdrości w jej oczach. Kiedyś była zauroczona Lucjuszem, zanim przyznałam się do moich uczuć 

do niego …

„Ned, Daro – tak miło Was widzieć” powiedział Lucjusz, przerywając moje przemyślenia. Puścił 

moją rękę i przeszedł obok mnie by uścisnąć moich rodziców „Witajcie w moim domu.”

„Ciebie też dobrze widzieć Lucjuszu” powiedziała mama, zamykając oczy i ciągnąc go do siebie, 

uścisnęła go mocno, tak jakby zrobiła to prawdziwa matka „Tęskniliśmy za tobą”

Trzymali się wystarczająco długo, abym zrozumiała, że mój przyszły mąż równie mocno tęsknił za 

mamą. Sam fakt, że nie odpowiedział od razu na jej słowa, dał mi do myślenia, że Lucjusz – który 

nie miał matki – albo delektował się rzadkim matczynym dotykiem, albo był zbyt bliski pokonania 

przez emocje, żeby móc mówić.

Podczas tych miesięcy spędzonych wspólnie w Pensylwanii, mama zdecydowanie odblokowała 

jakąś część w  Lucjuszu. Wrażliwe  miejsce  w  które  nawet  ja nie  byłam  wtajemniczona.  Część 

mojego zahartowanego wojownika, która była dzieckiem, tęskniącym za miłością rodziców.

„Dziękuję za przybycie” powiedział w końcu i choć jego głos był spokojny, byłam pewna że jest 

przepełniony uczuciami i ciężko pracuje nad tym aby utrzymać je pod kontrolą.

Gdy mama go uwolniła, wyprostował się i podszedł do mojego ojca i chociaż podejrzewałam , że 

ojciec, nawet bardziej niż mama, nie ufał Lucjuszowi w ciągu tych ostatnich tygodni gdy mieszkał z 

nami, Ned Paskwood nie był człowiekiem który odmawiał uścisku. Dwóch mężczyzn wahało się 

przed sobą tylko jedną sekundę, tata wyrzucił ramiona i zaprosił „Chodź tu, Luc!” Potem przycisnął 

Lucjusza do siebie i oddał jego plecom około pięciu obfitych klepnięć, aż Lucjusz wycofał się 

śmiejąc, wtrzymał tatę na odległość wyciągniętych ramion, zauważając „Spokojnie Ned ! Masz 

background image

mocne uderzenie jak na pacyfistę!”

Wszyscy się zaśmiali, wszyscy razem … odetchnęłam z ulgą, poczułam jak ciało mi się odpręża. 

Nawet  nie  zdawałam  sobie  sprawy  jak  bardzo  byłam zestresowana  ich  spotkaniem dopóki  nie 

zobaczyłam że wszystko między nimi było ok.

Wiedziałam, że moi rodzice byli nadal zmartwieni – może nawet przerażeni – mną wżeniającą się w 

wampirzą rodzinę królewską. Ale jakaś część w nich od zawsze wiedziała, że ta chwila może 

przyjść, a wiara w ich własne przekonania co do wychowania dzieci, nakazywała im by pozwolili 

mi odejść. Pozwalając mi być dorosłą na jaką mnie wychowali. Pozwalając mi wybrać Lucjusza, i 

biorąc go z powrotem w swoje serca.

Jeśli mam być szczera, nie sądzę aby kiedykolwiek je opuścił.

Lucjusz podszedł do Mindy, która nagle wydała się trochę niepewna, prawie nerwowa, o to jak się 

zachować   w   królewskim   otoczeniu.  A  może   martwiła   się,   w   swój   sposób   ,   o   zjednoczenie   z 

Lucjuszem, po tym wszystkim co się stało w Pensylwanii. „Hmm ….” Rzeczywiście lekko dygnęła 

i wyciągnęła rękę, jakby spodziewała się że on ja pocałuje. Ale Lucjusz płynnie złapał wyciągniętą 

dłoń i przyciągnął moją przyjaciółkę do siebie, w intensywny, ale przytulny uścisk. Mówił do niej  

cicho, ale dosłyszałam: „Dziękuję Melindo za przybycie, Dziękuję za wszystko.”

Nim całkiem się rozdzielili Lucjusz jeszcze uścisnął jej dłoń nim ją puścił, zobaczyłam że Mindy 

oczy błyszczały. Zrozumiała wszystko co miał na myśli. Dziękuję za to, że nalegałaś aby Anastazja  

dała mi szansę … Za to że próbowałaś mnie uratować … Za to że stałaś przy nas, kiedy nikt inny  

nie chciał …

Wrócił do mego boku, opanowując własne emocje, które jak zauważyłam po raz kolejny były 

blisko wypłynięcia na powierzchnię. Położył jedną rękę w dole moich pleców, łącząc nas, jak to 

często robił w miejscach publicznych. Uwielbiałam kiedy tak subtelnie rościł sobie do mnie prawo. 

Odczuwałam ten sam zaborczy instynkt w stosunku do niego. Popatrzyłam na jego przystojną 

twarz, niedługo staniemy przed całym światem i to wszystko stanie się oficjalne …

„Wybaczcie mi...” powiedział zwracając się do mnie, potem mamy, taty i Mindy „ Muszę nawiązać 

znajomości i przeprowadzić kilka rozmów towarzyskich z naszymi gośćmi z Rumuni”

background image

Rozejrzałam się i uświadomiłam sobie, że kiedy rozmawialiśmy przybyło  kilka innych osób – 

wampirów. Wśród nich widziałam kilku moich krewnych Dragomirów, w tym mój wujek Dorin, 

twarz   miał   już   zarumienioną   od   ciepła   w   pomieszczeniu,   a   może   to   od   kieliszka   ciemnego, 

czerwonego wina, które trzymał w dłoni opowiadając historię moim trzem kuzynom.

Oglądając się po pokoju w najdalszym kącie zobaczyłam że dołączył do nas Lucjusza wuj Claudiu, 

co zachwiało trochę spokojem który poczułam na widok zjednoczenia Lucjusza z moimi znajomy 

mi i rodziną.

Claudiu – młodszy brat Vasila, którego Lucjusz unicestwił dokładnie w tym domu w którym stoimy 

Nie byłam pewna czy Claudiu się pokarze przy okazji takiego szczęśliwego wydarzenia. Mimo że 

był jednym z Rady Starszych którzy rządzili klanami nie darzyli się sympatią z Lucjuszem. Ale 

Lucjusz, zawsze z dobrymi manierami, nalegał aby go zaprosić, ponieważ w przeciwnym razie 

może się tylko bardziej zrazić, a może nawet i spowodować rozłam, którego nie byli byśmy w 

stanie naprawić.

Obecność   Claudiu   zdawała   się   osłabiać   światło   świec,   powodując   że   cienie   pogłębiały   się   na 

kamieniu. Patrzyłam na niego, pamiętając, że – wraz z wieczna miłością – obowiązki, polityka, 

intrygi i dyplomacja stały się teraz częścią mojego nowego życia. Chciałabym też związać się z 

klanem Vladesców, kiedy połączę się z wampirem, który właśnie naciskając dłonią na moje plecy 

obiecując mi: „Zaraz wrócę, Anastazjo”

„Pójdę   z   Tobą”   zaproponowałam,   myśląc   że   to   chyba   odpowiednie   abym   przywitała   się   z 

wszystkimi.

Ale Lucjusz zatrzymał mnie, potarł dłonią me ramię i ścisnął je, by dodać mi otuchy „Będziesz 

miała później jeszcze czas aby z wszystkimi porozmawiać” powiedział z uśmiechem „Dlaczego nie 

zajmiesz   się   naszymi   amerykańskimi   gośćmi?   Upewnij   się,   że   niczego   im   nie   brakuje. 

Przyprowadzę naszych krewnych, którzy będą stosowni, biorąc pod uwagę, że nie jesteś tylko z 

rodziny królewskiej, ale także  - przez jeden dzień – jeszcze technicznie gościem tutaj”

Obdarzyłam go wdzięcznym spojrzeniem, wiedząc że prawdopodobnie nagina lekko protokół aby 

dać rodzicom a zwłaszcza Mindy czas do oswojenia się nim zostaną pozostawieni sami sobie na 

background image

przyjęciu na którym są 'ludźmi z zewnątrz'. Rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju, przybyło kilka 

nowych osób, próbowałam sobie przypomnieć kto z nich należał do klanu Vladesców a kto do 

Dragomirów. Nie to żebym ja sama nie była tutaj praktycznie 'człowiekiem z zewnątrz' …

Ale już nie długo.

Obserwowałam   Lucjusza,   szedł   jak   zwykle   pewnie   w   kierunku   Claudiu   i   małej   grupki   która 

otoczyła brata Vasila, zazdrościłam mojemu narzeczonemu łatwości z jaką wszedł w krąg władzy – 

czasami niebezpiecznej władzy – do której miałam dołączyć.

Przyłapałam się, że podziwiam coś jeszcze w Lucjuszu. Zawsze imponująco wysoki; gęste, czarne 

włosy, na nasz ślub przyciął je trochę krócej i schludniej niż zwykle; i sposób w jaki nosił czerń, 

szyty   na   miarę   garnitur,   wybrany   specjalnie   na   tą   okazję.   Ramiona   szerokie   pod   dopasowaną 

marynarką, a jego nogi wyglądały na szczególnie długie i silne w parze wąskich spodni w stylu 

europejskim.

Byłam   tak   pochłonięta   obserwacją   Lucjusza,   że   prawie   mi   umknęło   co   mówi   tata   do   Mindy 

„Chodź, Melinda Sue! Zobaczymy, czy uda nam się znaleźć coś do picia” Kiedy ruszyli razem , 

nawet nie przyszło mi do głowy, że zapewnienie napoi dla moich gości było moim obowiązkiem.

Nie, ponieważ jak często bywało, byłam niemal zahipnotyzowana przez Lucjusza.

Kiedy witał się z Claudiu i innymi uśmiechnął się , tak że jego białe zęby błysnęły w świetle świec, 

a moje serce opuściło kilka uderzeń. Nie widziałam, ani nie czułam Lucjusza kłów od czasu tej 

pierwszej nocy, podczas której ukończyłam transformację z śmiertelnika w wampira. Czekaliśmy 

na naszą noc poślubną aby znów móc dotykać się w ten sposób, delektując się przewidywaniami, 

które były niemal nie do zniesienia, biorąc pod uwagę jak blisko był mnie, każdego dnia …

Położyłam rękę na piersi, czując jak moje serce zaczyna galopować.

„Jest bardzo przystojny.”

Mama szepnęła mi do ucha, otrząsnęłam się, i odwróciłam by odnaleźć uśmiech na jej twarzy – a 

raczej śmiech – wiedziała co czuję, zdradziło ją to przekomarzające się spojrzenie inteligentnych 

oczu.

background image

„Mamooo!” zaczęłam protestować, zawstydzona, że zostałam przyłapana patrząc na Lucjusza z, co 

musiało być oczywiste, pożądaniem. Wtedy przypomniałam sobie, że  nie jestem już licealistką, a 

Lucjusz   był   prawie   moim   mężem.   Wolno   mi   było   patrzeć.  Wkrótce   będę   jej   równa   …   będę 

mężatką. Powstrzymałam wypływający rumieniec i zwierzyłam się „Wydaje mi się, że jest coraz 

przystojniejszy.”

Ukradłam jeszcze jedno spojrzenie w kierunku Lucjusza i zobaczyłam, że uśmiechając się szeroko, 

przeciąga dłonią przez swoje czarne włosy w trakcie rozmowy ze swoim wujem, zachowując się 

jakby nie było napięcia między nimi.

„Też myślę, że jest coraz bardziej przystojny” zgodziła się mama.

Odwróciłam się zaskoczona komentarzem i stwierdziłam że mama już się nie śmieje. Wyglądała na 

zamyśloną – ale w przyjemny sposób – kiedy dodała „On jest szczęśliwy, Jessico. To dlatego. 

Szczęście sprawia, że ludzie pięknieją.”

Uśmiechnęłam się do matki. „ Mam nadzieję, że jest szczęśliwy, Mamo”

Wtedy tata i Mindy wrócili do nas, tata niósł ze sobą drinka, którego nawet nie zdążył spróbować 

bo nagle rozległ się głęboki głos Lucjusza, przełamujący odgłosy spokojnych rozmów, które miały 

miejsce wokół nas, zapowiedział „Bardzo proszę wszystkich o zajęcie miejsc. Podano kolację!”

Poszłam do mojego miejsca na jednym końcu stołu, Lucjusz zajął swoje na drugim, a reszta gości 

poszukiwała   swoich   nazwisk   na   pergaminowych   kartkach,   które   zostały   misternie   ułożone   na 

srebrnych podpórkach przy każdym wysokim krześle.

Kiedy wszyscy zajęli miejsca, zdałam sobie sprawę, że było jedno puste – brakowało jednej osoby 

po prawej ręce Lucjusza – i za chiny nie mogłam sobie przypomnieć kto miał tam siedzieć.

Od rozmyślania oderwał mnie milczący zespół ubranych w uniformy służących, którzy zamieniali 

kartki z nazwiskami na indywidualne menu.

Jedno po drugim, menu włożono nam pod nosy.

I kilka sekund później, wszyscy Amerykanie zaczęli się głośno śmiać.

background image

Rozdział 5

„To miły akcent z waszej strony” powiedział tata uśmiechając się do mnie a następnie do Lucjusza 

„Bardzo przemyślane!”

Uśmiechnęłam się patrząc w dół stołu na Lucjusza, kochałam go za to że poświęcił uwagę moim 

rodzicom jak i za łagodny humor w tym geście. Jego tajne, dodane w ostatniej chwili danie do 

menu - „Zapiekana Soczewica a'la Vladescu” - był to zdecydowanie wewnętrzny żart, biorąc pod 

uwagę jak gardził zaufaniem moich rodziców do zbóż i nasion, a w szczególności do soczewicy, ale 

był to też po prostu miły gest, że uwzględnił to dla nich.

„Zapiekanka   to   pomysł   Lucjusza”   powiedziałam,   ignorując   zmieszanie   na   twarzach   moich 

wampirzych   krewnych.   Byłam   pewna,   że   wszyscy   wiedzieli   czym   jest   soczewica,   rozmyślali 

pewnie nad powodem dlaczego znalazła się w menu.

Mama wiedziała, że Lucjusz żartował. Nigdy w przeszłości nie wstydził się dzielić swoją opinia na 

temat jej kuchni. „Trzeba było zadzwonić i zapytać o mój osobisty przepis Lucjuszu”  powiedziała , 

uśmiechając się figlarnie ale czuło jednocześnie „Podzieliłabym się nim!”

Nawet z takiej odległości, poprzez długi stół wypełniony kielichami pełnymi wina , dostrzegłam 

rozbawione   oczy   Lucjusza   „   Och,   nie   mógłbym   sprawiać   Ci   takiego   kłopotu!”   zażartował 

„Sprawdźmy, jak poradził sobie mój kucharz z tą tak elastyczną i trwałą rośliną strączkową. Jestem 

zawsze chętny by spróbować nowych wariacji.”

Nagle, widząc Lucjusza, w szczycie stołu, kontrolującego menu i tematy rozmów, uderzyła mnie 

wielkość i szybkość zmian zachodzących w moim życiu. Mniej niż rok temu, mama praktycznie 

odciągnęła   za   ucho   Lucjusza   od   naszego   skromnego   stołu   w   jadalni,   za   to   tylko,   że   był   nie 

uprzejmy   dla   Jake'a,   podczas   naszej   pierwszej   randki.   Spojrzałam   od   mamy   do   Lucjusza   i   z 

powrotem, myśląc że teraz taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca,. Lucjusz był daleko poza 

kontrolą kogokolwiek.

Choć żyłam samodzielnie w nowym kraju, to czy byłam też tak samo dorosła jak on?

Przekręciłam się na krześle i spojrzałam na Mindy, która wydawała się mała i młoda i nadal nie 

background image

oswojona   z   takim   formalnym   zgromadzeniem.   Przyglądała   się   –   ostrożnie   –   niemal   w 

oszołomieniu, olśniewającym zastawom ze srebra, które były rozstawione przed każdym z nas.

Przeskanowałam własne miejsce, nie byłam pewna czy wiem kiedy i jak korzystać z niektórych 

lśniących   narzędzi   które   były   przede   mną,   i   ta   cala   pewność   którą   poczułam   pod   uściskiem 

Lucjusza została znowu zachwiana.

Dzierżyłam władzę z Lucjuszem, od nocy, kiedy zatrzymałam groźbę wojny i stanęłam na czele 

klanu   Dragomirów.   Jednak   w   tej   chwili   nie   mogłam   przestać   się   zastanawiać   …   Kogo 

przypominałam bardziej?

Lucjusza, swobodnie wydającego polecenia?

Czy Mindy, uśmiechniętą – ale zdenerwowaną?

Czy byłam gotowa do tego aby zasiadać w szczycie tego stołu, jak książę którego widzę daleko, 

daleko naprzeciw mnie? A może nadal wyglądałam jak jeden z tych siedzących po boku, skromny 

gość na własnym przyjęciu?

Dwóch pracowników jednocześnie podeszło do mnie i do Lucjusza , synchronicznie pochylili się 

aby nalać nam wina, a ja prawie zasłoniłam dłonią swój kielich by zasygnalizować że nie chcę – nie 

powinnam   –  pić   wina.   Zerknęłam   szybko   na   Lucjusza   i   zauważyłam   ,   że   on   ewidentnie   był 

obsługiwany. Następnie spojrzałam na rodziców, tak jak gdybym oczekiwała aprobaty z ich strony 

zapominając, że tutaj w Europie łyk wina był dla mnie legalny i nie potrzebne mi pozwolenia. Co 

ważniejsze,  oczekiwano  ode   mnie,   że   wezmę   udział   w   toaście,   nawet   jeśli   smak   wina   mi   nie 

podchodził.

Szybko zabrałam z powrotem rękę, mając nadzieję, że nikt nie zauważył jak blisko byłam błędu i 

obserwowałam  jak ciemny, prawie czarny płyn ścieka do kielicha. W blasku ognia przypominało to 

co innego, coś czego chciałam dużo, dużo bardziej. Faktycznie to pragnęłam i potrzebowałam.

Zapatrzyłam się na tą atramentową ciecz. Krew i wino … dwie rzeczy które próbowałam tylko 

kilka razy, które teraz staną się stałą częścią mego istnienia

Kątem oka zauważyłam, że Lucjusz wstał i moja uwaga – tak jak i reszty gości – została ponownie 

background image

zwrócona na niego, kiedy uniósł własny kielich wysoko by wznieść toast.

Wiedziałam, że  dobrze się bawi.  Lucjusz Vladecu  był  w swoim żywiole.  Ale zdawałam sobie 

również sprawę z tego, że część jego radości wynikała z faktu, że zważywszy na to kto jest na 

widowni, nawet coś takiego prostego jak witanie gości może być najeżone niebezpieczeństwami. 

Wystarczy   jedno   zlekceważenie,   zamierzone   czy   nie   może   zostać   zauważone   i   mieć   poważne 

konsekwencje.

Ale oczywiście nie było widać tej presji na twarzy Lucjusza, kiedy rozpoczynał toast, który miał 

być podziękowaniem za przybycie na wspólny posiłek, ale równie dobrze, jeśli nie załatwi go z 

gracją i finezją, mógłby stać się wstępem do rozpoczęcia wojny.

Przyglądałam   się   moim   krewnym,   Dragomirom   –   i   wujowi   Lucjusza   Claudiu,   który   siedział 

sztywno na krześle, długimi palcami przejeżdżał  tam i z powrotem po nóżce swojej kielicha, ten 

widok ścisnął mi gardło, tak jakby te palce okręciły się wokół mej szyi.

Claudiu   prawdopodobnie   byłby   zadowolony   z   wojny.   Jako   Starszy   Vladescu   ,   brał   udział   w 

tworzeniu planu, w którym Lucjusz pozbywa się mnie ciemną nocą, w naszym łóżku, i w ten 

sposób Vladescowie mogą władać całym imperium wampirów …

Odwracam się  do Lucjusza,  nagle  niemal  przerażona  o  własną przyszłość  i  zdesperowana  aby 

upewnić się, że ten potężny, wojowniczy książę , który stał naprzeciwko mnie, przewodząc stołem, 

nie pozwoli aby stała mi się krzywda.

Widok Lucjusza mnie uspokoił – na chwilę. Oczywiście, że będę bezpieczna będąc z nim sam na 

sam w naszym wielkim łożu, które pokazał mi gdy zwiedzaliśmy zamek …

Mimo to, moje oczy wróciły do Claudiu. Ale co z chwilami kiedy Lucjusz nie będzie mógł być przy  

mnie ?

Byłam tak pochłonięta walką z rosnąca paniką, że zajęło mi chwilę nim zauważyła, że Lucjusz 

jeszcze nie rozpoczął wygłaszania toastu. Nawet nie patrzyła na gości – ani na mnie.

Nie, jego uwaga była zwrócona na drzwi za moimi plecami,w których zaskrzypiały zawiasy, kiedy 

ktoś je otworzył szeroko, wpuszczając chłodne powietrze do pokoju, które spowodowało, że ogień 

background image

w świecach zamigotał. Ekspresja na twarzy Lucjusza zmieniła się, powodując że zapomniałam o 

Claudiu i jego  sekretnych intrygach.

Byłam pewna że ten ktoś wchodzący przez drzwi nie jest służącym z kolejna tacą z jedzeniem, czy 

przynoszący więcej wina. A kiedy zaczęłam się obracać by to sprawdzić, Lucjusz potwierdził moje 

podejrzenia, że ktoś ważny dołączył do przyjęcia.

„Mimo, że przybywa żałośnie spóźniony,” ogłosił Lucjusz , kiedy rzuciłam pierwsze spojrzenie na 

przybyłego z opóźnieniem gościa, „Proszę Was wszystkich powitajcie mojego jedynego brata!”

background image

Rozdział 6

Brata?

Przez ułamek sekundy to słowo zaskoczyło mnie całkowicie, poczułam delikatne ukłucie zdrady, że 

Lucjusz trzymał coś tak ważnego – wielki sekret – przede mną. On nie miał brata …

Byłam również oszołomiona przez naszego gościa , ponieważ wchodząc do środka ruszył prosto w 

stronę Lucjusza.

Wszyscy byliśmy w strojach formalnych. Nawet tata, który zwykle nosił sprane koszulki i od 

dziesięciu   lat   ze   swych   własnych   przyczyn   nie   zakładał   garnituru.   Ale   facet,   który   właśnie 

przechodził przez całą długość pokoju, uśmiechał się, jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, że robi 

scenę,   w     brudnych,   krótkich   spodenkach   i   w   żółtej   koszulce   z   reklamą   surferskiego   sklepu 

zwanego Wenecka Plaża. W koszulce która wyglądała gorzej niż większość tych mojego ojca …

Kiedy  mijał   stół,   blask   świec   odbił   się  w  jego   długich,   brązowych   włosach,   które   były  luźno 

zaplecione w koński ogon, za pomocą czegoś co wyglądało jak sznurówka. Włosy zbyt błyszczące, 

tak jakby potrzebowały aby je umyć.

Zwróciłam uwagę na znajomy dźwięk i kiedy spojrzałam na jego stopy odkryłam parę czarnej 

gumy …

Japonki?

Wstałam z siedzenia, niepewnie, odwróciłam się w stronę Lucjusza, oczekując wyjaśnień i – nawet 

będąc  w  szoku  –  spodziewałam  się,  że   mój  nienagannie  wychowany  książę   wampirów  będzie 

niezadowolony. Jeśli to naprawdę był jego brat, spóźnienie … niechlujne ubranie … były brakiem 

szacunku …

Ale kiedy zobaczyłam twarz Lucjusza, zdałam sobie sprawę, że nie jest zły.

Wręcz przeciwnie, również uśmiechał się od ucha do ucha, odstawił swój kielich , odsunął krzesło i 

ruszył w kierunku nowo przybyłego

background image

Co do …?

Spojrzałam na rodziców i Mindy, którzy wydawali się równie zmieszani,  zawstydzona nie byłam w 

stanie ofiarować im niczego innego jak tylko zaskoczone wzruszenie ramionami.

Nadal   stojąc,   niezdarnie   obróciłam   się   z   powrotem   do   Lucjusza,   w   sam   raz   by  zobaczyć   jak 

wyciąga dłoni do faceta którego właśnie nazwał bratem, który w odpowiedzi splata dłoń z moim 

przyszłym mężem i przyciąga go do siebie w taki sam męski   uścisk jaki Lucjusz jeszcze przed 

chwilą dzielił z moim ojcem.

Ściskali się aż Lucjusz w końcu chwycił go za ramiona i odwrócił twarzą do nas – tak że mogłam  

zobaczyć iż dzielą niemal identyczny uśmiech, szlachetne białe zęby Vladesców – zdałam sobie 

sprawę kim naprawdę jest ta osoba. Pomyślałam niemal dokładnie te same słowa, które Lucjusz 

wypowiedział wciąż się uśmiechając „ Ten oto próżny surfer, który ośmielił się – spóźniony – w tak 

nieodpowiednim stroju, dołączyć do nas, jest … co prawie wstydzę się przyznać … moim drużbą”

Usiadłam z powrotem na swoim miejscu, jeszcze nie całkiem wierząc własnym oczom.

To .. TO .. był legendarny Raniero Vladescu Lovatu ?

background image

Rozdział 7

„Więc ...” Mindy uniosła kolana do piersi i owinęła je ramionami, prawdopodobnie próbowała się 

ogrzać, w mojej sypialni było chłodno nawet późnym latem. „O co chodzi z tym facetem Raniero? 

Był niezłą niespodzianką co ?”

Skończyłam zapinać guziki w pidżamie i wpełzłam do niej na materac. Nasze ostatnie 'pidżama 

party', zanim zacznę każdej nocy spać z kimś innym. I to nie tylko spać …

„Raniero nie jest taki jak się spodziewałam” przyznałam, próbując odwrócić swoją uwagę od nocy 

poślubnej, która nagle zaczęła się wyobrażać w moim umyśle.

Lucjusz był … doświadczony. Ja nie. Czy to ma dla niego znaczenie? Czy to coś złego?

Złapałam się na tym, że się martwię o te sprawy pewnego wieczoru, kiedy byliśmy z Lucjuszem 

sami w jego gabinecie, całując się – Lucjusz ewidentnie walczył z pragnieniem by   pojść dalej, 

pomimo   naszych   decyzji   o   czekaniu   do   nocy   poślubnej.   Nie   mogłam   przestać   zadawać   sobie 

pytania, czy wiem co robię, nawet jeśli był to tylko pocałunek, i tak jakby nieśmiało przeprosiłam 

za mój brak doświadczenia. Lucjusz obdarzył mnie wtedy dziwnym spojrzeniem i z połowicznym 

uśmiechem na ustach powiedział „ Nie sądzę abym mógł zezwolić innemu mężczyźnie, który cię 

dotykał na dalsze stąpanie po tej ziemi. Jedynym powodem, że Zinn przetrwał , jest dług który 

jestem mu winny”. Uśmiechnął się szerzej i dodał żartując „Twój brak doświadczenia ratuje życia, 

Anastazjo.”

Był to tak jakby żart, bo dobrze wiedziałam, że Lucjuszowi naprawdę nie podoba się myśl o mnie 

będącej z kimś innym, nie bardziej niż mi - myśl o nim będącym z debiutantkami z Bukaresztu, 

które czaiły się w jego przeszłości – lub Faith Crosse. Zwłaszcza z Faith, która była tak okropna i 

bez wątpliwości przechwalała się sporym doświadczeniem …

„Zaczęłaś mówić coś o Raniero?” zamonitowała Mindy, szarpiąc za moje kolano, na szczęście 

zakańczając mój tok myślenia „Ziemia do Jess!”

Aż   potrząsnęłam   głową   by   wymazać   z   niej   obrazy   które   tworzyła   moja   wyobraźnia   –   lub 

background image

przywoływała z przeszłości. „Wiem tylko, że Raniero jest kuzynem Lucjusza” Powiedziałam Min, 

zmuszając   się   do   wyrzucenia   z   myśli   obrazu   Lucjusza   i   Faith   splątanych   razem   na   łóżku   w 

mieszkaniu   nad   garażem.   „Ale   Lucjusz   traktuje   Raniero   jak   brata,   bo   często   przebywał   w 

posiadłości Vladesców kiedy dorastali. Zostali wychowani prawie jak bracia.”

„Raniero też nie ma rodziców?” zapytała Mindy „Dlaczego mieszkał z Luckiem?”

Uśmiechnęłam się na przezwisko które użyła Mindy, nie słyszałam go od bardzo dawna. „Raniero 

ma rodziców – we Włoszech” powiedziałam, próbując sobie przypomnieć wszystko co Lucjusz 

opowiedział mi o swoim drużbie „Ale Starsi uważali, że będzie mądrze wychowywać go razem z 

Lucjuszem”

Mindy   przechyliła   głowę,   zmieszana,   może   dlatego,   ze   dorastałyśmy   w   kulturze,   w   której 

„dziedziczenie tronu” to żadna wielka sprawa. „Dlaczego?” zapytała.

„ Skoro Lucjusz jest jedynakiem, Starsi pomyśleli, że przygotowanie innego młodego Vladescu do 

wkroczenia na tron, ma sens – na wypadek gdyby coś się stało ...”

Nie   mogłam   się   zmusić   do   skończenia   tego   zdania.   Nie   w   przeddzień   mojego   ślubu,   kiedy 

powinnam planować długą i szczęśliwą przyszłość z Lucjuszem. Nie mogłam myśleć o tym, że coś 

złego mogłoby mu się stać …

„W każdym razie, Starsi stwierdzili że Raniero jest obiecujący i może być wychowywany na prawą 

rękę Lucjusza – coś jak generał” dodałam „Drugi w dowództwie, skoro nie ma innego czystej krwi 

brata Vladescu”

„Więc co poszło nie tak ?” zapytała Mindy łapiąc poduszkę i tuląc ją do siebie. „Ponieważ Raniero 

nie wygląda jakby mógł prowadzić konkurs limbo na którejkolwiek z tych plaż, na których się 

moczy -  a co dopiero przewodzić armii i narodowi!”

Wzruszyłam ramionami „ Lucjusz nie opowiadał wiele więcej o nim. Tylko tyle, że nagle przeniósł 

się do Kalifornii na kilka lat, tworząc dystans między sobą a przywódcami klanu.”

Nagle przyszło mi coś do głowy, czy   Raniero kiedykolwiek był w lochach które widziałam?. A 

może ten rodzaj „edukacji” był zarezerwowany tylko dla oryginalnych książąt? Bo jeśli Raniero 

background image

dzieli   część   blizn   z   Lucjuszem   –   jeśli   też   był   zabierany   do   tych   ciemnych   komór   by   być 

„edukowanym” przez całe swoje krótkie życie, jego ciało było rozrywane a kości łamane – Mogę 

sobie wyobrazić dlaczego odszedł by żyć na plaży w promieniach słońca.

„Myślę, że Lucjusz i Raniero są wciąż ze sobą blisko” dodałam, oddalając bardziej straszne myśli. 

Wspomnienie   o   tym   jak   wujkowie   potraktowali   Lucjusza   kiedy   przyjechali   do   Pensylwanii   - 

okrutnie go pobili , i jak to go zmieniło, spychając go do ciemnego miejsca …

„Cóż, Lucjusz i Raniero faktycznie się różnią” zauważyła Mindy, przewracając oczami „Lucjusz 

jest totalnie królewski a Raniero jest , jest próżniakiem !”

Mimo, że moje myśli właśnie zostały uwięzione w ponurym lochu, nie mogłam powstrzymać się od 

śmiechu na myśl o wampirze próżniaku – zwłaszcza o próżniaku Vladescu. „Widzieliśmy go tylko 

przez kilka godzin” przypomniałam jej „Może miał po prostu ciężki dzień!”

„Albo   ciężki   rok”   powiedziała   Mindy   „Ten   facet   musi   się   ostrzyc   –   lub   przynajmniej   wziąć 

prysznic!”

„Mindy!” zaczęłam protestować chcąc bronić Lucjusza najlepszego przyjaciela. Ale odkryłam,że 

nie mogę. Raniero Vladescu Lovatu wydawał się trochę … niechlujny. Siorbał swoją zupę jak 

głodny barbarzyńca, siedział zgarbiony, a kiedy chciał wezwać służącego, machał ręką i wołał ze 

swoim włoskim akcentem z domieszką kalifornijskiego surfera „Koleś – więcej soczewicy, prego.”

Patrzyłam na Lucjusza, myśląc że może zasugeruje Ranierowi aby uważał na swoje maniery, ale nie 

widziałam nic innego tylko pobłażliwe rozbawienie w jego oczach.

Kim tak naprawdę był ten facet, którego Lucjusz nazywał „bratem”? I czy interesowała go władza,  

do przejęcie której również był wychowywany?Czy te japonki to tylko przykrywka …?

„Zgaduję,   że   zobaczymy   czy   wyczyści   się   na   ślub,   co?”   powiedziałam,   śmiejąc   się   z   moich 

własnych domysłów na temat najbliższego przyjaciela Lucjusza „Nie mogę sobie wyobrazić że 

Lucjusz pozwala swojemu drużbie – nawet facetowi którego uważa za brata – nosić szorty podczas 

ceremonii!”

Mindy   ścisnęła   mocniej   poduszkę   i   zmarszczyła   brwi.   „   Jeśli   ktoś   nie   przeprowadzi   na   nim 

background image

ekspresowej metamorfozy między dzisiaj a jutro, to nie mam nadziei.”

„Nadziei?” zapytałam, niepewna dlaczego Mindy w ogóle dbała o Raniero. To znaczy, to był mój 

ślub. Jeśli Lucjusza drużba będzie wyglądał jak porażony prądem, to będzie mój problem.

„Cóż, to ja będę musiała spędzić z nim całe wesele, prawda?” przypomniała mi „I w końcu będę 

musiała z nim zatańczyć, czy nie ?”

Zrozumiałam, że jako druhna Mindy zakłada, że będzie Raniera randką tego wieczoru. I może, 

miała nadzieję, że facet, który ma być jej partnerem będzie … lepszy. Lub biorąc pod uwagę jej 

dawne zauroczenie „Luckiem” mógłby być choć trochę jak pan młody. „Oh, Mindy ...”

Chciałam   jej   powiedzieć,   że   jest   mi   przykro,   że   Lucjusza   drużba   był   rozczarowaniem   –   i   że 

naprawdę nie powinna nawet myśleć o zaangażowaniu w żadnego wampira. Urodziłam się by 

zostać żoną Lucjusza – nie pragnęłam niczego więcej niż życia które dzielimy – mimo to nie 

koniecznie polecam krew, wieczność i bycie przerażająco innym, jako styl życia dla któregokolwiek 

z moich przyjaciół.

Wampir jako chłopak, lub choćby flirt z nim – nie zawsze jest dobrym pomysłem. Moje palce wbiły 

się w koc na łóżku, kiedy jeszcze raz pomyślałam, z mieszaniną zazdrości i gniewu, o Faith Crosse. 

Nie, flirt z wampirem może być niebezpieczny dla wszystkich zaangażowanych …

Zanim zdążyłam poinformować Mindy, że prawdopodobnie ma szczęście, że Raniero nie jest w jej 

typie, przerwało nam pukanie do drzwi i zobaczyłam w nich głowę mojej mamy, która zapytała 

„Mindy?  Nie miałabyś nic przeciwko temu, że porozmawiam minutkę na osobności z Jessicą? 

Chciałabym coś jej dać.”

Chciałam powiedzieć mamie, że Mindy może zostać. W końcu jesteśmy praktycznie jak siostry, to 

tak     pewne   jak   to   że   Lucjusz   i   Raniero   byli   braćmi.  Ale   zobaczyłam   mamy   wyraz   twarzy   i 

zwróciłam się do Mindy: „Myślę, że lepiej jeśli pójdziesz, okej?”

Ponieważ wyraz twarzy mojej matki …  przez te wszystkie lata kiedy mnie wychowywała nigdy jej 

takiej nie widziałam.

background image

Rozdział 8

Mindy wyczuła nastrój mojej mamy i już podnosiła się łóżka, zgadzając się „Jasne, dr Packwood. i 

tak już miałam iść do swojego pokoju. Jutro wielki dzień!”

Kiedy   Mindy   wspomniała   o   tym,   moje   serce   stanęło   na   chwile   z   niecierpliwości   –   i   strachu 

jednocześnie. Chciałabym aby udało mi się choć na chwilę odciągnąć myśli o ślubie, ale za kilka 

godzin będę wkładać suknię, służący przyjedzie z moimi rzeczami których będę potrzebowała do 

prywatnego aktu który chcę wykonać jako pierwszy (

jeszcze nie wiem o co chodzi, pewnie później się 

wyjaśni)

Czy będę miała odwagę …?

„Będzie cudownie” Mindy zapewniła mnie, pewnie zauważyła upływ krwi z mojej twarzy „ To 

znaczy, wychodzisz za mąż! Za Lucjusza!”

Tak ...wychodziłam za mąż … to się naprawdę dzieje …

Podeszła do mnie, uściskała mnie szybko, pożyczyła nam dobrej nocy i zostawiła nas same.

Zsunęłam się z łóżka i podeszłam do mamy, zaciekawiona jej wyrazem twarzy – i rzeczą która 

trzymała w  rękach. „Co to jest?” zapytałam „O co chodzi?”

Mama uśmiechnęła się szeroko – ale nawet to nie wymazało całkiem smutku, niemal powagi, w jej 

oczach , kiedy powiedziała: „Mam dla Ciebie prezent ślubny. Coś co chciałabym abyś miała już 

dzisiaj.”

Spojrzałam jeszcze raz na to co trzymała, pomyślałam że ten przedmiot był tak samo dziwny jak 

nastrój mamy. W przeciwieństwie do większości ślubnych prezentów, nie był owinięty w ładny 

papier. Zamiast tego był owinięty w białe płótno, które mama zaczęła odwijać, jak bandaż.

„To jest coś specjalnego od nas obojga, ode mnie i od Twojej rodzonej matki” wyjawiła mama, jej 

palce drżały trochę kiedy kontynuowała rozwijanie tkaniny.

background image

Nigdy nie widziałam Dary Packwood – zawsze silna i pewna siebie – w takim stanie, wstrząsnęło to 

mną. Przysunęłam się do niej bliżej „Mamo …?”

„Obiecałam Mihaeli, że dam Ci to w wigilię twojego ślubu – jeśli będzie to Lucjusz” powiedziała 

„Zachowaj to w bezpiecznym miejscu, tak jak robiła to Mihaela a potem ja w Twoim imieniu. 

Ponieważ to z kolei może zapewnić bezpieczeństwo tobie”

Podniosła wzrok z odwijanej tkaniny i zobaczyłam to dziwne wyrażenie w jej oczach ponownie, i 

jakoś  zrozumiałam,   że  mama   w tym   właśnie  momencie,  oddaje  mnie.   Jutrzejsza   ceremonia   to 

będzie formalność. Ale ten akt, dla niej – cokolwiek ma zamiar mi dać – symbolizuje zakończenie 

jej zobowiązania do wychowania mnie jako własne dziecko – oddaje mnie Lucjuszowi i rodzinie do 

której powróciłam.

„Mamo ...” czułam, że łzy napływają mi do oczu. Nie byłam gotowa … nie chciałam jej zostawiać 

Ale  oczywiście  mama  lepiej  wiedziała,  że jestem gotowa, i że  muszę ja zostawić, wyciągneła 

prezent i wcisnęła mi go w ręce.

„Będziesz   wspaniałą   królową   –   i   cudowną   żoną”   obiecała   „Oboje   jesteście   niesamowicie 

wyjątkowymi ludźmi i dzielicie bardzo silną miłość. Wiedziałam o tym, jeszcze zanim do was 

obojga to dotarło”

Lucjusz i ja … najwyraźniej byliśmy ostatnimi którzy zrozumieli …

Zanim mogłam zobaczyć co tak naprawdę mi dała – może to przez łzy z którymi wciąż walczyłam, 

mama przytuliła mnie i wyszeptała „ Jestem dumna, że jesteś moją córką. I za to że Mihaela 

wybrała mnie na twoją matkę”

„Zawsze będziesz moją mamą „ powiedziałam, nienawidzą że zabrzmiało to jak pożegnanie.

„Wiem Jessico … Anastazjo” poprawiła się „I zawsze będziesz miała dom w Pensylwanii. Ale 

wiem też, że od momentu kiedy złożysz jutro przysięgi, twoje życie będzie koncentrować się tutaj – 

i tak będzie zawsze,  długo, długo po tym jak ojca i mnie już nie będzie ...”

background image

Po raz pierwszy odkąd pamiętam dr Dara Packwood wydawała się nie być w stanie uporać z 

koncepcją – wieczność, dotarło do mnie – i obie zamilkłyśmy, po prostu tuląc się do siebie.

„Kocham Cię, Jessico” powiedziała, decydując się użyć mojego starego imienia … być może po raz 

ostatni.

„Ja też Cię kocham, mamo” powiedziałam, po czym moje łzy zaczęły płynąć, mocząc jej ramię.

Po kilku chwilach mama wycofała się, jedną ręką złapała mnie za ramię a używając drugiej otarła 

mi   zły   z   policzków,   tak   jak   robiła   to   gdy   byłam   mała,   obie   próbowałyśmy   się   ponownie 

uśmiechnąć.

„Pomożesz   mi   się   jutro   przygotować,   prawda?”   zapytałam,   Nie   byłam   pewna   czy   dam   radę 

dokonać tego przerażającego aktu przygotowania jeśli nie będzie jej przy mnie …

„Oczywiście” obiecała „Oczywiście !”

A jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że coś się między nami na zawsze zmieniło.

Chciałam aby mama została dłużej, ale zostawiła mnie wtedy, a gdy drzwi się za nią zamknęły, 

spojrzałam na prezent który przyniosła, i pomyślałam że   było właściwym to, ze był owinięty w 

ściereczkę jak w bandaż, ponieważ czułam jakby serce mi pękło i krwawiło, tylko dlatego że 

trzymałam coś tak cennego.

Moje ręce zaczęły się trząść i nie byłam pewna czy odwołuję się do Dary czy do Mihaeli – a może 

do nich obu – kiedy szepnęłam  „Oh, Mamo ...”

background image

Rozdział 9

„ …. zaufaj swoim instynktom – i nie ufaj tym którzy nawet w najmniejszym stopniu budzą twoje  

obawy ...”

„ … Vladescu są silnej woli – ale księżniczka Dragomir nigdy nie tchórzy ...”

„Zawsze będę częścią Ciebie, Anastazjo”

Zamknęłam oprawiony w czarna skórą   notes i opadłam na swoje łóżko, nawet nie wiem jak do 

niego dotarłam, tak byłam zaabsorbowana czytaniem, ciasnego ale starannego pisma. Wydawało 

się, że próbowała zapełnić każdy centymetr małej książeczki – tak małej, aby można ją było nosić 

w kieszeni, czy ukryć w dziecięcym kocyku – swoimi zebranymi mądrościami. Tym wszystkim co 

uważała, że powinnam wiedzieć by zostać władca nie tylko jednego, ale obu klanów. By być żoną.

Pogładziłam opuszkami palców pogniecioną okładkę, przytłoczyła mnie myśl jak mocno musiała 

mnie kochać, że zostawiła mi takie dziedzictwo.

Lucjusz podarował mi poradnik jak zostać wampirem; Mihaela Dragomir obdarzyła mnie radami 

jak przetrwać jako jeden z nich.

Zamknęłam na chwile oczy, kłaniając głowę w geście wdzięczności, szacunku a również miłości do 

niej.

Dziękuję, Mihaelo, za to że mnie chroniłaś, mimo że było dla ciebie jasne że zbliża się Twój koniec  

Mimo,że tylko pobieżnie przeleciałam kartki, wiedząc że później przeczytam wszystko dokładnie – 

wprowadzając jej słowa w życie w kolejnych miesiącach i latach – zauważyłam, jak jej wiadomości 

z   czasem   stają   się   krótsze   i   bardziej   zwięzłe   a   jej   pismo   bardziej   postrzępione   w   miarę   jak 

zmniejszała się ilość stron, tak jakby wiedziała że czas zapisywania jej myśli się kończy …

Przeszyły mnie dreszcze, uświadomiłam sobie, że w trakcie jak czytałam w pokoju zrobiło się 

chłodniej.   Wśliznęłam   się   między   koce   i   schowałam   tomik   pod   poduszkę,   tak   jakbym   mogła 

background image

wchłonąć jej mądrości we śnie. Chciałam mieć go jak najbliżej siebie, nawet moja szafka nocna 

wydawała się zbyt daleko dla czegoś tak cennego – przynajmniej dla mnie.

Opierając głowę na miękkiej poduszce, zamknęłam oczy czując ogarniające mnie ciepło, które 

pochodziło nie tylko od otulających mnie koców, ale także od uczucia, że mam nowego sojusznika 

w tym wciąż obcym świecie. Kogoś mądrego, kto doświadczył tego samego co mnie spotyka i kto 

może mi pomóc.

Zrozumiałam też dlaczego moja adopcyjna matka była taka pewna, że wręczając mi go rozpocznę 

nowe   życie,   ponieważ   rady,   słowa   Mihaeli   bez   wątpienia   będą   teraz   moimi   podstawowymi 

wytycznymi. Ale wiedziała że zawsze będę potrzebowała mamy i jak długo będę mogła, będę 

zwracała się również do niej.

Mimo   że   ten   dar   i   wieczór   był   słodko-gorzki,   zaczęłam   się   uśmiechać   na   myśl   o   pewnym, 

konkretnym fragmencie, który zauważyłam przeglądając w pośpiechu strony.

„ … mam nadzieje, że go pokochasz ...”

Wiedziałam, że Mihaela odnosi swe słowa do Lucjusza – którego poślubię następnego dnia, którego 

pokochałam,   z   taką   intensywnością,   że   jest   to  niemal   przerażające,   a   jednocześnie   cudowne   – 

niesamowite.

Lucjusz … jak mogłam kiedykolwiek CIĘ nie chcieć?

Zaczęłam wyobrażać sobie nasz ślub, ale może dlatego, że wciąż nie wiedziałam gdzie się odbędzie 

, miałam z tym problem. Odnalazłam swe myśli, wracające do wieczora kiedy mi się oświadczył, 

ciągle do mnie wracały i na nowo je przeżywałam. I choć byłam pewna że nie zasnę ani na sekundę 

tej nocy, nim spostrzegłam dryfowałam już w mój ulubiony sen, który zawsze rozpoczyna się od 

Lucjusza biorącego mnie za rękę i prowadzącego mnie tajemniczą ścieżką, o której wiedziała tylko 

garstka wampirów i dwoje szczególnych ludzi.

„Chodź ze mną Anastazjo” zaprosił, oplatając zimne palce wokół mojej ręki. „ Nadszedł czas bym  

Ci pokazał miejsce , które jest nie tylko wyjątkowe ale i święte ...”

background image

Rozdział 10

Ścieżka była stroma, wyrzeźbiona ostro w górę zbocza, jeszcze tak wysoko w Karpatach nie byłam.  

Trzymałam się mocno ręki Lucjusza , biorąc coraz krótsze oddechy mimo że szliśmy wolno, teren  

był kamienisty i zarośnięty, powietrze na tej wysokości było rzadsze przez co wspinaczka była  

jeszcze trudniejsza.

Nawet Lucjuszowi, który był sprawniejszy i wychowywał się w tych górach, oddychanie sprawiało  

trochę trudności. Robiło się ciemno, nie rozmawialiśmy skoncentrowani na naszych krokach, w tej  

ciszy słyszałam jak oddychał równym rytmem.

Wtedy ciszę tego opustoszałego miejsca przerwał dźwięk kogoś – czegoś – w pobliżu, ale ukrytego  

przed naszym wzrokiem. Kroki stóp, coś szybko poruszały się w przeciwnym kierunku, ślizgało się w  

dół stoku aż kamienie osunwały się w dolinę.

Ktoś lub coś co nas minęło wydawało się duże – a może było ich więcej niż tylko jedno …

Zmiażdżyłam Lucjusza palce przyciągając go do siebie aby się zatrzymał i poprosiłam szeptem z  

ledwie   ukrytym   alarmem   „Lucjuszu?   Robi   się   późno   ...”rzuciłam   wzrokiem   w   ciemność   gdzie  

wydawało mi się, że słyszałam ten złowieszczy szelest „Nie sądzisz, że może powinniśmy wrócić  

tutaj jutro?”

Wiem, że nie muszę mu przypominać o istnieniu niedźwiedzi czy wilków – i ludzi którzy unicestwiają  

wampiry – w tych górach. Jestem pewna, że zrozumiał powód mojego zdenerwowania.

Dźwięki kroków bladły coraz bardziej w miarę jak porywał je wiatr, ale mnie to nie uspokajało – aż  

w  końcu   Lucjusz,  który  szedł   pół  kroku  przede   mną  ,  prowadząc   nas  ścieżką   na  której  ja  już  

całkowicie   się   zgubiłam   odwrócił   się   i   zapytał   cicho”Czy   pozwoliłbym   aby   stała   Ci   się   jakaś  

krzywda Anastazjio ?czy pozwoliłbym żebyś się choćby potknęła?”

Wiem, że to pytanie zawsze będzie między nami, biorąc pod uwagę jak nasz związek się zaczął – i  

prawie że zakończył. Biorąc pod uwagę kim Lucjusz JEST.

background image

Ale w sercu wiem, że odpowiedz brzmi nie – że on nigdy nie pozwoli aby stała mi się jakakolwiek  

krzywda – jestem również pewna, że nigdy nie zapomnimy co się stało w noc , kiedy Lucjusz wziął  

mnie jako pierwszego więźnia w wojnie z moją rodziną.

Ta chwila kiedy kołek – zaginiony kołek – toczył się w stronę ognia … zawsze zostanie z nami …

Czasami myślę, że Lucjusz pyta o moje zaufanie do niego po to aby uspokoić samego siebie, że  

naprawdę wierzę w jego miłość, a nie żeby uspokoić mnie że nie mam się czego obawiać kiedy  

jestem z nim.

Kiedy próbuję w ciemności dojrzeć jego ciemne oczy, uderza w nas wiatr biegnący w dół doliny i  

kiedy prawie tracę grunt pod nogami on oczywiście łapie mnie swoją wolną ręką i przytula.

Łapię równowagę i stoimy tak jeszcze przez chwilę, twarzą w twarz, w moment zapominam o moich  

obawach, tak bardzo pragnę aby mnie pocałował, dokładnie tam i wtedy. Kiedy tylko jesteśmy tak  

blisko siebie, sami i czuję zapach jego skóry, czuję jego ręce na sobie, chcę także poczuć jego usta  

na swoich …

Ale Lucjusz ma inny plan – inny cel na uwadze.

„Chodźmy   dalej”  mówi,   uśmiecha   się   jakby   uzyskał   odpowiedz   na  pytanie   o   moje   zaufanie   –  

pewnie   wyczytał   to   w   moich   oczach,   które   są   jaśniejsze   od   jego,   i   na   pewno   łatwiejsze   do  

odczytania przez blask wschodzącego księżyca. Jestem pewna, że wiedział o czym myślę i choć  

często mówimy sobie co czujemy, czasami jeszcze jestem zażenowana tym jak oczywista jest moja  

miłość do niego, czyta ją z moich oczu. I nadal jest to dla mnie obce, być takim wyeksponowanym,  

kiedy Lucjusz – szkolony od dziecka by być zamkniętym, niewrażliwym – jest czasami tak trudny do  

odczytania, nawet dla mnie.

Zaczęliśmy iść dalej, Lucjusz nawet bardziej zwolnił tempo, bo teren stawał się coraz trudniejszy, a  

powietrze jeszcze bardziej rzadkie dla płuc takich jak moje, przyzwyczajonych do życia w pobliżu  

poziomu morza w Pensylwanii.

Moje   oczy   skanują   podłoże,   bo   nie   chcę   polegać   jedynie   na   Lucjuszu,   że   uchroni   mnie   przed  

upadkiem, jestem tak skupiona na ziemi u moich stóp, że nie zwracam uwagi na to co jest wokół  

mnie, uwzględniając czas, więc jestem zaskoczona gdy nagle się zatrzymujemy a Lucjusz ściska  

background image

moją dłoń mocniej, sygnalizując żebym się zatrzymała, uniosła głowę i popatrzyła przed siebie.

A kiedy to robię, okazuje się że stoję przed … niczym.

background image

Rozdział 11

Choć   nie   ujawnił   naszego   celu,   od   początku   naszej   przygody   wiedziałam   gdzie   Lucjusz   mnie  

zabiera. A jednak zupełna ciemność przede mną – wysoki, wąski otwór jak   przecięcie w ścianie  

góry, prawdopodobnie bezdenna rana – sprawia, że lekko się wycofuję.

Lucjusz się nie waha. Bez słowa , pierwszy robi krok do środka, a ponieważ nasze ręce są połączone  

– i dlatego, że chcę za nim podążać – pozwalam mu wprowadzić się w ciasne przejście, tak małe że  

Lucjusz   idący   przodem   musi   się   pochylać,   wyginając   rękę   za   sobą   aby   móc   mnie   trzymać.  

Poruszamy się żółwim tempem, wyczuwając każdy krok, bo nie ma nadziei że nasz wzrok dostosuje  

się do takich ciemności, podziemnej próżni.

Chciałam spytać, dlaczego nie wzięliśmy latarki albo świecy, ale coś mi mówi, żeby lepiej nie  

rozmawiać.

Boję   się   …   boje   się   ciasnych,   podziemnych   miejsc,   ciemności   w   których   na   pewno   kryją   się  

stworzenia, które spowodowały by u mnie gęsia skórkę gdybym zobaczyła je w świetle dnia. I mam  

irracjonalne lęki, że ziemia może spaść tuz przed nami i nasz kolejny krok wyśle nas w pustą  

przestrzeń. Ale jestem też podekscytowana i wiem, że Lucjusz zna drogę.

Jakby na zawołanie Lucjusz pochyla się i odwraca – nie jest mu łatwo w tak ciasnym pomieszczeniu  

– swoja wolną rękę kładzie delikatnie na mojej głowie, aby przeprowadzić mnie przez miejsce gdzie  

skały wystaje z góry „Uważaj tutaj” szepcze „kamienie są ostre”

Tak to oczywiste, że Lucjusz był tu wiele razy …

Kiedy mijam zakręt w korytarzu, mam nadal pochylone plecy, w oddali zauważam delikatny blask i  

moje oczekiwania rosną wprost proporcjonalnie do dezorientacji.

Światła – migają jak ogień.

Czy ktoś inny już tutaj jest?

background image

Mamy się z kimś spotkać?

Jeśli Lucjusz jest zaskoczony to nie mówi tego. Po prostu prowadzi nas dalej w dół zakręconego  

korytarza w kierunku tego światła. Oczy w końcu zaczynają odbierać otaczające nas szczegóły.  

Tunel jest w tej chwili suchy i gładki, nie tak przerażający jak wydawał się w ciemności. Ściany  

wyglądają jakby ktoś o nie dbał. Spoglądam w dół, ziemia wydaje się być pozamiatana, nie ma  

niczego o co można by było się potknąć. A powietrze choć stęchłe, pachnie przyprawami … może to  

jakieś kadzidła. I biorąc głęboki oddech, zauważam że zapach lekko przypomina niezwykła wodę  

kolońska, którą kojarzyłam z Lucjuszem  na początku jego pobytu w Ameryce.

Idę depcząc mu po piętach, wolną ręką gładzę ścianę przy moim boku i zastanawiam się czy  

Lucjusz wybrał tą wodę ponieważ przypominała mu zapach tego miejsca.

Światło stawało się coraz jaśniejsze a moje serce zaczynało walić. Za chwilę zobaczę miejsce które  

jest prawdopodobnie – nie, jest zdecydowanie – najważniejszym miejscem w moim życiu...

Sufit się wznosi a ściany poszerzają, ponieważ jesteśmy coraz bliżej Lucjusz może w końcu się  

wyprostować   i   w   ostatniej   chwili   –     w   trakcie   przechodzenia   pod   drewnianym   stelażem   który  

oddziela korytarz od komory, która znajduje się na końcu, przyciąga mnie do siebie i szepcze z  

szacunkiem „To, Anastazjo, jest miejsce gdzie nasi rodzice obiecali nas sobie.”

Kiedy wkraczam do ukrytej  jaskini,  oświetlonej przez rzędy zwykłych świec,  umieszczonych  na  

drewnianym   stole,   przypominającym   ołtarz...   To   szczerze,   pierwszy   raz   to   naprawdę   do   mnie  

dociera, że byłam tu wcześniej. To dziecko, które czasami sobie wyobrażałam, jak jest ofiarowane w  

podziemnej uroczystości zaręczyn, to faktycznie JA.

To dziecko … ona zawsze wydawała się dla mnie obca .. nie bardziej realna niż lalka …

Ale oczywiście to dziecko było … mną. Z ciała i krwi. Moje oczy były świadkami tego wszystkiego.  

Być może leżałam nawet na tym stole …

Z Lucjuszem …

Odwróciłam się powoli do niego, wyglądał jednocześnie szczęśliwie i wyniosło – jasno rozumiał co  

chodzi   mi   po   głowie   –   i   powiedział   „Tak,   Anastazjo   …   tutaj   –   TUTAJ   –   pierwszy   raz   się  

background image

NAPRAWDĘ spotkaliśmy.”

Stał blisko wejścia, dając mi czas nie tylko na ogarniecie wszystkiego wzrokiem, ale także czas na  

uporanie się z tymi wszystkimi emocjami które przeze mnie przeszły w momencie kiedy stanęłam w  

miejscu, które jest, jak Lucjusz obiecał, święte dla klanów wampirów.

Jaskinia nie jest duża, ale tak jak korytarz jest czysta i dobrze utrzymana. Prócz stołu są drewniane  

ławki, z surowego drewna z takiego jak  wsparcie przy przejściu i ustawione w rzędach, niemal jak  

w klasie , lub kościele.

„Tutaj   nasi   przodkowie   podejmowali   wszystkie   najważniejsze   decyzje”   wyjaśnił   Lucjusz,   gdy  

zauważył że mój wzrok zatrzymał się na siedzeniach „Rada Starszych i seniorzy zbierali się tutaj by  

dyskutować. Nadal się zbierają na najważniejsze tajne spotkania.”

Patrze na niego jak podróżuje wzrokiem po przestrzeni, tak jakby to właśnie oglądał.

„I próbowali też szukać tutaj schronienia, prawda?” zapytałam „Kiedy dokonywano czystki ...”  

Przeszył mnie dreszcz – i nie dlatego, że w jaskini było chłodno. Nasi rodzice zostali unicestwieni w  

trakcie ostatniej czystki. Czy będą kolejne …?

„Tak”   Lucjusz   potwierdził,   wchodząc   do   jaskini,   zaplótł   ręce   za   plecami   i   przemierzał   ja   z  

pochyloną głową, tak jak zawsze to robił kiedy wpadał w zadumę, zamyślenie. „To było zawsze  

bezpieczne schronienie. Jego lokalizacja jest bardzo strzeżona” podnosi wzrok i spotyka się z moim  

dodając  „Unicestwienie czeka na te wampiry które ujawnią to miejsce ludziom. To jest kara, bez  

nadziei na ułaskawienie. Bez litości.”

Patrzę   na   Lucjusza   jak   chłodno   stwierdza   ten   fakt,   i   bez   tego   wiem   że   jest   przygotowany   do  

rządzenia, mimo to jestem zachwycona – i lekko wytrącona z równowagi – by sądzić, że wampir,  

który całuje mnie tak czule, który dopiero co chronił moją głowę delikatną ręką, nie zawaha się  

przeprowadzić tego rodzaju sprawiedliwości.

Chwyta mnie niepewność. Czy ja, jako księżniczka, jestem odpowiedzialna za wydanie takiego  

wyroku? Czy jestem odpowiedzialna za to TERAZ, jeśli Dragomir złamie tą tajemnicę?

Patrzę mocno w oczy Lucjusza. Czy on był już sędzią, wydał taki wyrok ?

background image

Zaczynam   go   pytać   –   ale   zmieniam   zdanie.   Może   lepiej   żebym   nie   wiedziała   …   nie   w   tym  

momencie. Więc zadaję inne pytanie, które nie daje mi spokoju „Jeśli to jest bezpieczna przystań, to  

dlaczego nasi rodzice …?”

Ale Lucjusz już kręci głową „Władcy się nie 'chowają” Anastazjo” przypomina mi „Szczególnie nie  

przywódcy tacy jakimi byli nasi rodzice. Tacy jakimi MY będziemy. Królowie i Królowe nie czają się  

w jaskiniach, nawet by uratować swe życia.”

Przełykam mocno, doznaje dziwnego uczucia w dole brzucha, ale nie dlatego że wątpię w swą  

odwagę w obliczu zagłady. Lucjusz właśnie porównał nas do „króla i królowej”. A jesteśmy ledwo  

księciem   i   księżniczką,   przynajmniej   ja   jestem   ledwie   księżniczką.     Być   wyniesionym   do   bycia  

królową – to się stanie tylko wtedy jeśli my … kiedy Lucjusz i ja … pobierzemy się i będziemy mieli  

DZIECI. Następcę tronu, który wypełni ostatnia część paktu, jednocząc nasze klany …

Patrzę na pięknego, przystojnego wampira , który stoi przede mną, nie będąc pewna czy to uczucie  

w brzuchu to czyste emocje, ponieważ chcę takiej przyszłości z nim, a może to ukłucie niepokoju …

„Nie patrz taka zaniepokojona, Anastazjo” powiedział, usta uniosły mu się do uśmiechu, kiedy się  

do mnie zbliżał. Złapał moje dłonie, pochylił głowę opierając swoje czoło na moim, jego palce  

pieściły moje „Wszystko w odpowiednim czasie, tak ?” pytał cicho, oczywiście domyślając się o  

czym myślę „Nie chciałem cię wystraszyć!”

Kiedy staliśmy tak razem w cichej jaskinie, w kręgu świec, czułam że moje zaniepokojenie znika.  

Mogę   zaakceptować   przyszłość   –   wymierzać   surową   sprawiedliwość,   stanąć   w   obliczu  

unicestwienia … cokolwiek – byle tylko móc tak stać z Lucjuszem, nawet jeśli miało by to być tylko  

kilka chwil. „Nie boję się” obiecałam mu.

„Jesteś pewna?” zapytał, trzymając moje ręce razem i przyciskając je sobie do klatki piersiowej,  

tak abym mogła poczuć bicie jego serca.

Po kilki sekundach zdałam sobie sprawę, że serce Lucjusza bije trochę szybciej niż zwykle. Tylko  

delikatnie szybciej i mocniej niż znajome mi wolne, ledwo zauważalne tempo. Popatrzyłam na jego  

twarz, zastanawiając się co mogło spowodować, że serce Lucjusza Vladescu przyspieszyło.

Wtedy zauważyłam, że jest też coś innego w jego oczach. Migotanie, które mówi mi, że coś się  

background image

dzieje.   Coś   więcej   niż   to,   że   Lucjusz   chce   pokazać   mi   jaskinię,   gdzie   pokolenia   rumuńskich  

wampirów przychodzą by zawierać pakty i traktaty, i czasem ukrywają się przed prześladowaniami  

ze strony ludzi.

Kątem oka dostrzegam migotanie świec i mam kolejne objawienie tego wieczoru.

Lucjusz przygotował to miejsce dla nas na dzisiejszą noc.

Te odgłosy stóp kiedy szliśmy w górę … to pewnie był jeden z jego dwóch zaufanych pracowników,  

wracał po zakończeniu przygotowywania jaskini na nasze przyjście …

I fakt, że odbyliśmy tą drogę w ciemności, kiedy z pewnością było by łatwiej za dnia …

Studiuję czarne oczy Lucjusza, w których bardziej niż kiedykolwiek,   chciałabym dostrzec jego  

myśli, tak jak on jest w stanie czytać mnie, wciąż czując bicie jego serca w nowym rytmie, pytam go  

„Lucjuszu … dlaczego tak naprawdę dzisiaj tu jesteśmy?”

Jego odpowiedz … to zupełnie nie jest to czego się spodziewałam.

background image

Rozdział 12

Lucjusz cofnął się o krok, ale nadal trzymał obie me ręce, jego oczy wręcz wwiercają się we mnie,  

stopniowo … zauważam, że zmieniają się znowu.

Pierwszy raz, widzę w jego skomplikowanym, często strzeżonym spojrzeniu, to samo obnażone  

pragnienie, to które on zawsze dostrzega w moich oczach i wiem że wali się ostatni mur między  

nami. Lucjusz wiele razy mówił mi, że mnie kocha i ja widziałam tą miłość w jego oczach. Ale nigdy  

w taki sposób, robi to świadomie – obnażając swoją duszę w sposób, który wiem, że jest dla niego  

bardzo trudny – i nie mogę przestać patrzeć w te oczy, chcę na zawsze zapamiętać ten moment, ten  

wyraz twarzy.

W chwili kiedy zaczynam czuć, że zaraz przepadnę w tych oczach, tak jak bałam się, że wpadnę w  

niewidzialną   przepaść   kiedy   tu   szliśmy,   Lucjusz   przemawia   „   Przyprowadziłem   Cię   tutaj,  

dzisiejszego wieczoru, aby poprosić Cie o rękę, Anastazjo.”

Z tymi słowami – z tymi niesamowitymi słowami – wszystko stanęło.

Sam czas się zatrzymał.

„Lucjusz   ...”   wyszeptałam   jego   imię,   nie   wierząc   że   to   się   dzieje   naprawdę.   Małżeństwo   z  

Lucjuszem – zarówno unikałam tego i pragnęłam jednocześnie – jest praktycznie wszystkim o czym  

myślałam, od chwili kiedy dowiedziałam się o pakcie. A jednak wciąż nie jestem w stanie uwierzyć  

własnym uszom, i nadal przeszukuję głębię jego oczy, chcąc się upewnić , ze nie śnię. „Lucjuszu  

…?”

Ścisnął moje dłonie przyciskając je mocniej do piersi „ Chcę prosić Cię – w tym miejscu, gdzie  

zostaliśmy sobie obiecani – abyś za mnie wyszła, nie dlatego, że  jest to od Ciebie wymagane, ale  

dlatego, że mnie kochasz tak jak ja kocham Ciebie” powiedział „Proszę Cie abyś wybrała mnie z  

własnej   woli,   ponieważ     ja   tak   wybrałem   Ciebie,  Anastazjo.   Nie   po   to,   aby   spełnić   pakt,   ale  

podążając za głosem serca, które niczego więcej nie pragnie, tylko  życia z Tobą u mego boku.”

Chciałam krzyknąć „Tak!” Chciałam rzucić mu się w ramiona i wykrzyczeć to. Ale moje nogi  

background image

wydawały się zakorzenione w miejscu, a mój język zablokowany w ustach. Nie mogłam zrobić nic  

tylko  patrzeć w jego oczy pewna , że on widzi już w nich mą odpowiedz.

I wtedy – stojąc przede mną jak równy, co wydaje się dla nas odpowiednie – lepsze niż by miał  

klęczeć – stawia pytanie, które chciałam usłyszeć … możliwe, że od dnia kiedy pierwszy raz go  

zobaczyłam.

„Anastazjo, czy wyjdziesz za mnie?” uwalnia jedną rękę, by pogładzić mnie po policzku, odsuwa  

moje loki z twarzy, a jego głos staje się miększy, bardziej czuły i jeszcze raz prosi, prawie szeptem  

„Zrobisz to, Anastazjo? Zostaniesz moją żoną ?”

Ten obnażony słaby punkt, który widziałam w oczach Lucjusza odbił się echem w jego głosie i to  

jest ta słodycz - ta niestrzeżona, budząca nadzieję prośba o moją obietnicę aby zawsze być z nim –  

która   w końcu pozwala mi mówić. Ponieważ wiem, że Lucjusz już bliżej być nie może, nigdy w  

życiu nie będzie o nic prosił bardziej, a w tej chwili robi to dla mnie, aby pokazać mi jak bardzo  

mnie chce ..

„Tak, Lucjuszu!” Krzyczę. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo tak naprawdę mój głos jest cichy,  

jakbym się zakrztusiła. „Tak!” powtarzam, wyciągając swoje dłonie z jego i owijam mu  je wokół  

szyi. Staje na palcach, aby sięgnąć i szepnąć mu to do ucha, chcę to powtarzać, znowu i znowu  

„Tak, tak , tak ...”

Lucjusz przytula mnie mocno do siebie, również szepcząc „ Dziękuję Anastazji … Dziękuję , że  

mnie kochasz ..”

Obejmujemy się  długo ponieważ rzeczywistość przedstawia się tak a nie inaczej – bierzemy ślub  

nie po to aby spełnić postanowienia traktatu, ale dlatego że nie możemy bez siebie żyć …

Następnie Lucjusz wsuwa jedną rękę w moje włosy, podnoszę głowę z jego ramienia aby spojrzeć  

mu jeszcze raz w twarz, tuż przed tym jak on pochyla się by złożyć łagodny pocałunek na moich  

ustach. Całujemy się tak długo – delikatnie. Tak jakbyśmy uznali ten moment jako godny szacunku,  

podobnie jak miejsce w którym przebywamy. Kiedy szorstkie usta Lucjusza spotykają się z moimi  

delikatnymi z taką opiekuńczością, to prawie tak jakby obiecywał mi „W ten sposób zawsze będę się  

o ciebie troszczył ...”

background image

I   w   jakiś   sposób,   w   trakcie   naszych   pocałunków,   Lucjusz   bierze   moją   lewą   rękę   i   wsuwa   mi  

pierścionek na palec. Nawet nie zauważyłam kiedy sięgnął po niego do kieszeni, nie mam pojęcia  

jak długo trzymał go w dłoni.

Wiem, że większość dziewcząt prawdopodobnie by cofnęło się z piskiem by zobaczyć diament, ale ja  

nawet nie otworzyłam oczu, tylko z powrotem zarzuciłam ramię wokół jego szyi, nie przejmując się  

tym  ja wygląda pierścionek. Byłabym szczęśliwa bez niczego ...poza tym co  dzieliliśmy w tej chwili  

„Anastazja”

Głos wtargnął w mój sen, przewróciłam się na bok , odrzucając go, nie chcąc zostawiać Lucjusza – 

i tego wszystkiego co przeżywałam – za sobą. Ale głos – mamy głos – przeszkodził znowu, mama 

potrząsnęła moimi ramionami „Anastazjo!”

„Mamo” wyjęczałam, pragnąc jeszcze choć pięciu minut snu „Proszę ...”

Ale mama tylko potrząsnęła mną mocniej, niechętnie otworzyłam oczy, słysząc jej śmiech nade 

mną.

Zamrugałam około trzech razy, ponieważ światło słoneczne oblewało mój pokój – i odbijało się w 

lśniącym, ogromnym diamencie, który zdobił teraz moją lewą rękę. Pamiątka rodzinna Vladesców, 

która   została   ukryta   przez   Lucjusza   matkę,   Revekę,   tuż   przed   tym   jak   została   unicestwiona. 

Wiekowy skarb który chciała aby jej jedyny syn mi podarował.

Spojrzałam na mamę, która znowu wydawała się szczęśliwa i może trochę zaskoczona że to co 

mówi wywołuje szok u mnie, choć planowałam, przewidywałam i od czasu do czasu martwiłam 

się , tym dniem od tygodni.

Obudź się, śpiochu” apelowała z uśmiechem „ Wychodzisz dzisiaj za mąż!”

background image

Rozdział 13

Stałam tyłem do mojego wielkiego lustra, kiedy wkładałam suknię ślubną.

Nie  wiem czy chciałam  się zaskoczyć    pełnym   efektem  : suknią,  makijażem który  zrobiła  mi 

Mindy, tym jak mi upięła włosy przyozdabiając mi głowę lśniącym diademem. Czy po prostu bałam 

się, że może nie jestem tak piękna jak miałam nadzieję, że będę.

„Jesteś pewna, że nie chcesz pomocy ?”  zawołała Mindy zza drzwi łazienki , która łączyła dwa 

pokoje, które Lucjusz przewidział, na moje przygotowania do ślubu w posiadłości Vladesców „ W 

końcu jestem Twoją druhną!”

„Nie, dam sobie radę” odpowiedziałam „Zaraz będę”

Chciałam być sama kiedy pierwszy raz miałam zobaczyć siebie taka jaką będzie mnie widział 

Lucjusz.

Wygładzając   ciężki,   biały   jedwab   na   moich   biodrach,   przycisnęłam   go   lewą   ręką   do   brzucha 

przytrzymując ją w miejscu kiedy sięgnęłam do ukrytego suwaka, podciągając go wysoko.

Kiedy już wyżej nie mogłam, zaczęłam się uśmiechać , przypominając sobie jak Lucjusz kiedyś 

zaskoczył mnie zapinając mi podobną suknię w sklepie w Lancaster.

Dziś wieczorem pomogą mi Mindy i mama, ale w przyszłości , te kilka ostatnich centymetrów 

zawsze będzie zapinał Lucjusz. Znowu poczuje jego chłodne palce na skórze , przesuwające się 

wzdłuż mojego kręgosłupa w sposób w jaki zrobił to wtedy. Tylko tym razem nie będę walczyć z 

mrowieniem , którego doświadczę, tak jak walczyłam wtedy.

„Jess, umieramy tutaj!” Mindy zawołała niecierpliwie podniecona „Pospiesz się!”

„Spieszę się, spieszę” obiecałam, uśmiechając się na myśl o entuzjazmie Mindy.

Jeszcze przez chwilę wygładzałam tkaninę, czując miękkość jedwabiu i chropowatość koronki – 

ostry kontrast który tak bardzo przypomniał mi o samym Lucjuszu – nim odwróciłam się do lustra.

background image

Osoba - którą w nim zobaczyłam …

ŁAŁ ….

background image

Rozdział 14

„Łał ...” Mindy wypowiedziała moje myśli na głos, praktycznie wpadając w poślizg po wejściu do 

pokoju. Zatrzymała się i tylko patrzyła, a następnie zbliżyła się do mnie powoli tak jakby była pod 

wrażeniem sukni. A może to był podziw, być może po raz pierwszy naprawdę zobaczyła we mnie 

księżniczkę – prawda jest taka że czułam się jakbym nią była. „Łał” powtórzyła stając koło mnie , 

obie patrzyłyśmy na moje odbicie w lustrze.

Mama dołączyła do nas, stając za mną i położyła mi dłonie na nagich ramionach. Wiedziała, że ona 

również myśli, że wyglądam pięknie. Inaczej. „Lucjusz straci oddech na Twój widok” obiecała.

Nie   powiedziałam   niczego,   nie   chciałam   zabrzmieć   próżno.   Jak   miałam   to   wytłumaczyć,   że 

wiedziałam że nie byłam „ładną” dziewczyną – ale wtedy w tamtym momencie, czułam się jak 

najpiękniejsza kobieta na świecie?

Górna   część   sukni   leżała   na   mnie   idealnie,   podkreślając   talię   z   którą   Lucjusz   pomógł   mi   się 

pogodzić, dół był śnieżnobiały, sięgał samej ziemi – wręcz ją zamiatając. Gorset nie był biały jak w 

tradycyjnych sukniach, pokrywał go czarny, cienki jak pajęczyna jedwab – co tworzyło efekt szarej, 

łagodnej mgiełki wokół mnie.

Ten   jeden   szczegół   mógł   być   wystarczający   aby   moja   suknia   była   niekonwencjonalna,   ale   ja 

chciałam czegoś więcej niż tylko tego aby suknie był 'inna'. Chciałam aby opowiadała o tym kim 

byłam w przeszłości – niewinną dziewczyną – a także o kobiecie , władczyni, którą wiedziałam że 

się stanę. A więc poleciłam krawcowi aby dodał kaskady, czarnych, koronkowych kwiatów i liści, 

wijących się jak dzikie winorośle przez me ciało. Ciemny, dramatyczny dodatek który symbolizuje, 

dla mnie, to co Lucjusz nazywa „mroczna stroną natury”, do której dołączyłam w noc kiedy uczynił 

mnie wampirem i którą jest nam przeznaczone rządzić razem.

W lustrze spotkałam moje własne oczy – ciemne i dramatycznie wyglądające dzięki makijażowi 

Mindy – i byłam przekonana , że mama może  mieć rację. I naprawdę mogę odebrać Lucjuszowi 

oddech, tak jak pragnęłam.

W lustrze odbijała się również okno w którym zauważyłam że na dworze się ściemnia. Wampiry 

prawdopodobnie już się zebrały w tym tajemniczym miejscu które Lucjusz wybrał na dzisiejszą 

background image

uroczystość. Byłam już prawie gotowa, za wyjątkiem jednej rzeczy …

Nagle ciszę w pokoju przerwało pukanie do drzwi, które prowadziły na korytarz, zapomniałam na 

chwile o sukni – zapomniałam o tym , że mama i Mindy są w pokoju i mogą otworzyć drzwi –  

podbiegłam by odpowiedzieć na wezwanie.

Za drzwiami znalazłam osobę której oczekiwałam – której się obawiałam, w pewien sposób – 

czekał na mnie. Nagle ścisnęło mi gardło, skinęłam żeby wszedł, wiedząc że pracownikowi nie 

potrzeba instrukcji.

I tak jak oczekiwałam, podszedł bezpośrednio, bez słowa, do stolika na którym położył srebrna tacę 

którą przyniósł ze sobą.

Potem, nadal bez słowa, wycofał się by poczekać na zewnątrz, kiedy ja będę wykonywać pierwszy 

ślubny rytuał. Ten który przerażał mnie najbardziej.

background image

Rozdział 15

Stanęłam przed stołem, badałam wzrokiem obiekty na tacy, nie będąc jeszcze gotowa by je dotknąć. 

Był tam mały, srebrny pucharek z pokrywką , ozdobiony, głęboko wyrytymi wzorami winorośli, 

które zaciemnione  przez pokolenia, były tak czarne, że nawet polerowanie nie mogły tego usunąć. 

Wzór przypominał winorośl  z mojej sukni, co spowodowało, że jeszcze bardziej cieszyłam się z 

tego, że wybrałam ten szczegół. Wydawało się jakbym przy projektowaniu sukni w jakiś sposób 

związała się z moją matką i jej matką, i wszystkich kobietami  Dragomir które używały   tego 

naczynia przez setki lat przede mną.

Moje przodkinie używały również srebrnego noża, który leżał obok. I łyżki na której była szczypta 

ostrych ziół , pod nożem leżały złożone paski białej, bawełnianej tkaniny …

Mama znów położyła dłonie na moich ramionach. Nawet nie zauważyłam kiedy ona – i Mindy – 

dołączyły do mnie. Obróciłam glowę aby spojrzeć jej w twarz „Mamo …?”

Nie byłam pewna o co chciałam zapytać. Dobrze wiedziałam co muszę zrobić.

Mama   uśmiechnęła   się   pocieszająco,   dodało   mi   trochę   otuchy   to,   że   tak   spokojnie   wyglądała 

„Wszystko będzie w porządku” obiecała. Potem obróciła mnie twarzą do siebie i mocno przytuliła 

„Pójdę i dołączę do reszty gości” powiedziała cofając się, wzięłam ją za ręce i utrzymałam nas 

połączone.

„Mamo!” sprzeciwiłam się ściskając jej palce „Nie odchodź jeszcze!”

Chciałam aby mi pomogła …

Ale mama pokręciła głową „Nie, Anastazjo. Już czas abym poszła.”

Znałam moją matkę na tyle dobrze aby zrozumieć, że świadomie wybiera ten moment aby odejść – 

i celowo użyła mojego nowego imienia. Przypominała mi, że jestem teraz dorosła. Mój ślub to 

dopiero   początek,   przede   mną   wiele   trudnych   sytuacji   którym   będę   musiała   sprostać,   bez   jej 

pomocy. Nadszedł czas abym stawiła im czoła …

background image

„Wiem, że to trudne, ale staraj się nie bać” mama dodała ostatnią radę „Chcesz cieszyć się każdą 

chwilą tej nocy. Nie chodzi o to, żeby wszystko było dobrze – chodzi o Ciebie i Lucjusza, o was 

obiecujący sobie siebie nawzajem. Tylko to się liczy.”

Wzięłam głęboki oddech i przyznałam „Tak, wiem”

„Kocham Cię” powiedziała, ściskając mnie jeszcze raz

„Ja też Cię kocham” powiedziałam cicho

Wtedy mama wyszła nie mówiąc już nic więcej, ponieważ wszystko co ważne powiedziałyśmy 

sobie ostatniego wieczoru.

Kiedy drzwi się za nią zamknęły, Mindy spojrzała na mnie szerokim, nerwowym wzrokiem, jakby 

tez chciała aby spokojna i kompetentna Dr Dara Packwood była nadal z nami „Hmm … co mam 

zrobić Jess?” zapytała, rzucając spojrzenie na tacę „Czy ja … pomóc Ci ?”

Pokręciłam głową. „Nie. Po prostu zostań za mną na wypadek gdyby coś poszło nie tak”

Moja druhna trochę zbladła, ale skinęła głową „Okej”

Mindy chyba zorientowała się że potrzebuję trochę przestrzeni – prywatności – i cofnęła się o kilka 

kroków za mnie. Usiadłam przy stole nie dając sobie więcej czasu na wahania, wyciągnęłam moją 

lewą rękę nad tacę i używając prawej ręki podniosłam nóż.

background image

Rozdział 16

Oparłam ostrze na nadgarstku, jednak zatrzymałam rękę.

Cięcie zaboli, a jeśli zrobię to zbyt głęboko, mogę się wykrwawić. Ludzie w ten sposób popełniają 

samobójstwa …

Wiedziałam, że nie umrę tej nocy – nie mogę zostać unicestwiona w ten sposób – ale mimo to palce 

nie przestawały mi się trząść , kiedy opierałam ostrze w miejscu gdzie tuż pod powierzchnia skóry 

były widoczne niebieskie żyły.

Co innego pozwalać Lucjuszowi aby łagodnie przekłuwał moje ciało w chwili namiętności – a co 

innego usiąść samemu, jak nie przyuczony chirurg i spuszczać sobie samemu krew … w ilości aby 

wypełniła to naczynie, które teraz wydawało się większe niż wyglądało przed chwilą.

Za mną Mindy przesunęła stopy, co spowodowało, że materiał jej prostej czarnej sukni zaszeleścił, 

zrozumiałam   że   muszę   się   spieszyć.   Robiło   się   późno,   a   ja   nie   chciałam   aby   nasi   goście     – 

zwłaszcza aby Lucjusz -czekali.

Lucjusz …

Gdzieś   głęboko,   w   zakamarkach   posiadłości  Vladesców,   on   też   przeprowadzał   ten   sam  rytuał. 

Wiedziałam, że jego ręka nie zadrży. Mogłam sobie wyobrazić jak spokojnie podnosi nóż, kładzie 

ostrze na swoim ciele i tnie, prawie niewidoczną linię . Linię którą w ciągu kilku sekund zrobi się 

szkarłatna i krew zacznie wypływać. Uniesie rękę nad  naczynie i pozwoli mu zebrać krople ….

Z bardziej pewnym uchwytem, naciskam mój własny nóż mocniej i wzdrygam się kiedy ostre jak 

prawdziwy skalpel ostrze przebija się. Zwiększam tylko trochę nacisk, skupiając się na delikatnych 

śladach niebieskich żył, słyszę jak Mindy wzdycha kiedy ciemna, gęsta krew zaczyna pokrywać 

mój nadgarstek.

Wąskie nacięcie z początku nie bolało ale z czasem zaczęło kłuć, wtedy i ja zaczęłam nerwowo 

zasysać powietrze aby zmusić się do ignorowania ostrego, pulsującego bólu.

background image

Po prostu zrób to dla Lucjusza …

Najgorsza część za tobą …

Przygotowując się na większy ból, przeciągnęłam ostrzem jeszcze dwa centymetry dalej w dół, a 

następnie ostrożnie i szybko zacisnęłam pięść aby krew leciała szybciej.

Wiedziałam, że Mindy jest prawdopodobnie przerażona – może i nawet ją zemdliło. Gdybym była 

na jej miejscu – nigdy nie kosztowała i nie udostępniała krwi – pewnie czułabym to samo. Ale ja 

oczywiście  się  zmieniłam i  kiedy czarny  gęsty płyn  wypłynął  z  moich  żył,   pomimo  bólu,  nie 

mogłam przestać myśleć, jakie to było piękne. Jak bardzo chciałam podzielić tą esencją siebie z 

Lucjuszem, tej nocy i przez wszystkie kolejne w przyszłości.

„Jess ...” Mindy włamała się niepewnym głosem w moje myśli, spojrzałam w górę i spostrzegłam, 

że stoi nade mną i patrzy zmartwionym wzrokiem „Myślę, że już wystarczy” powiedziała patrząc 

na moją rękę „Myślę, że powinnaś przerwać ...”

„Tak” zgodziłam się, zauważając że kubek ma już dostateczną ilość „Dość.”

Położyłam   delikatnie   dłoń  na  tacy a  drugą   ręką  sięgnęłam  po  łyżeczkę  z  ziołami  –  wierzbą   i 

imbirem   –   które   mają   zapobiec   zbyt   szybkiemu   zakrzepnięciu   krwi.  Wsypałam   je   do   kubka   i 

zamieszałam. 

„Czekaj” Mindy złapała mnie za krwawiącą rękę i sięgnęła po materiały nim ja zdążyłam to zrobić. 

„Pozwól mi sobie pomóc, żebyś nie poplamiła sobie sukni”

„Dobrze” powiedziałam, pozwalając jej opatrzyć sobie ranę.

Po jakiejś minucie, kiedy krew przestała wsiąkać w materiał, Mindy ostrożnie podniosła brzeg i 

zajrzała pod spód „Myślę, że się zatrzymało” powiedziała. Popatrzyła mi w oczy „ Ale zostawię ten 

kawałek na ręce, w razie gdyby cięcie przypadkowo się otworzyło, w porządku ?”

Siknęłam głową „Dzięki”. To nie była dokładna odpowiedz na jej pytanie, ale chciałam aby Mindy 

wiedziała że doceniam jej spokój i to jak sobie radzi w sytuacji w której większość druhen by nie 

zniosło.   I  byłam  również  wdzięczna   za  spojrzenie  w  jej   oczach,   które  powiedziało   mi,  że   nie 

odrzuciło jej to.

background image

Patrzyłam jak   bandażowała moją rękę z taką samą starannością jak przy robieniu mi fryzury i 

wiedziałam bez cienia wątpliwości że nie mogłam wybrać bardziej odpowiedniej osoby na moją 

druhnę. Że wybrałam odpowiednią osobę na swojego najlepszego przyjaciela , wiele lat wcześniej.

„Dzięki” powtórzyłam, kiedy odcinała mi końcówki materiału, tak aby wyglądało to jak najlepiej. 

Kiedy   Mindy   wstała,   podniosłam   rękę,   myślałam   że   opatrunek   będzie   psuł   mój   wygląd,   ale 

wydawał   się   dziwnie   prawidłowy.   Było   to   przypomnienie,   że   ja   i   Lucjusz   jesteśmy   dwiema 

indywidualnymi   osobami,   które   wnoszą   ogromną   miłość   ale   także   stare   rany   do   naszego 

małżeństwa.  Umieszczone  wewnątrz nas, na które musimy uważać. Zawsze  muszę pamiętać o 

okropnym dzieciństwie Lucjusza i rozumieć te chwile kiedy zapada w ciszę i wycofuje się do 

siebie. A Lucjusza będzie musiał mnie uspokajać, że ciemna strona nigdy nie zostanie uwolniona na 

mnie.

Pogładziłam palcami tkaninę, krzywiąc się ponownie kiedy palce przechodziły przez cięcie, które 

jeszcze trochę kuło. Lucjusz będzie miał podobny opatrunek, zawiązany przez Raniero, ten sam ból 

….

„Czy mam to już zabrać?” Mindy zaoferowała, sięgając po tacę.

„Nie, czekaj” powiedziałam, kładąc jej rękę na ramieniu „Jeszcze nie skończyłam.”

„Nie?” Mindy uniosła brwi – i w sposób w jaki wyjęczała to słowo – powiedziało mi że mimo że 

odwalała   świetną   robotę   radząc   sobie   z   wampirzym   ślubem,   to   miała   już   zdecydowanie   dość 

oglądania krwi jak na jedną noc.

Ale nie miałam wyboru, wzięłam ponownie nóż, tym razem bez strachu, bo wiedziałam, że poradzę 

sobie z bólem. Następnie, korzystając z lewej ręki, naznaczyłam prawą głębokim znakiem „x”. 

Znowu krew zaczęła się sączyć, wzięłam ostatni kawałek tkaniny, trzymałam go mocno w pięści 

aby tamował krwawienie.

„Lucjusz oznaczy swoją lewą dłoń” wytłumaczyłam zdezorientowanej Mindy „Kiedy w trakcie 

ceremonii   będziemy   trzymać   się   za   ręce   i   wygłaszać   nasze   przysięgi,   nasza   krew   będzie   się 

mieszać, dłonią w dłoń.”

„Oh, jej...” Mindy która zawsze taka romantyczna, była rozdarta między myślą, że to najpiękniejszy 

background image

gest jaki słyszała – a wiarą, że to nie jest ok.

„Niektóre wampiry noszą te blizny do końca ich egzystencji” dodałam „Jak obrączki, których nie 

można nigdy usunąć.”

To dlatego próbowałam ciąć się jak najgłębiej. Chciałam tego permanentnego przypomnienia nocy 

kiedy wyszłam za mąż za Lucjusza. Moja pierwsza prawdziwa blizna. Wiedziałam że Lucjusz na 

pewno zrobi swoje cięcie głębokie i szerokie, mając tyle wielkich blizn z przeszłość, nawet się nie 

zawaha przed kolejną, która oznaczy go jako mojego.

Mindy wydawała się nie wiedzieć co na to powiedzieć, więc skinęłam głową na znak, że nadszedł 

czas zabrania tacy – aby się już nie zastanawiała, czy będę jeszcze do czegoś używała noża.

„Teraz już skończyłam, jeśli nie masz nic przeciwko ...”

„Oh, oczywiście” powiedziała, przykrywając pokrywką kubek i odnosząc tacę do drzwi.

Czekający w milczeniu sługa przejął od niej tacę i Mindy zamknęła drzwi. „Co teraz?” zapytała.

„Czekamy” odpowiedziałam „Po tego kto nas zaprowadzi do miejsca gdzie odbędzie się ślub.”

Po raz kolejny, mimo rad mamy, motyle w moim brzuchu zaczęły trzepotać jak szalone. Gdzieś w 

tej nieruchomości, nasi goście – wampiry i ludzie – zajmują swoje miejsca, Lucjusz podąża na 

ceremonię i …

Kto w ogóle ma po mnie przyjść?

Inny pracownik? Jeden z dwóch strażników Lucjusza?

Nie musiałam się długo zastanawiać, nim Mindy zdążyła zdecydować czy usiąść i zaryzykować 

pomarszczenie suknie, usłyszałam pukanie do sąsiedniego pokoju. Pobiegłam szybko je otworzyć, 

zniecierpliwiona.

I tym razem kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam że ktoś był bardzo zajęty kiedy ja oddawałam 

krew dla Lucjusza. Moja eskorta do ceremonii powitała mnie z równą radością co ja ją.

background image

Rozdział 17

„Wyglądasz pięknie” powiedział tata, miał lekko wilgotne oczy kiedy wchodził do pokoju, ale też 

się uśmiechał „Obydwie pięknie wyglądacie!”

Widziałam, że zauważył bandaż na mojej ręce i materiał który ściskałam w dłoni, cień przeszedł 

przez jego twarz, przygaszając jego uśmiech. Wiedziała, że kiedy podróżował z mamą po Rumunii 

studiował kulturę wampirów i zapoznał się obrządkami małżeństwa – prawdopodobnie dokładnie 

wiedział co przed chwilą zrobiłam. Miałam wrażenie, że choć miał zawsze otwarty umysł, to nie 

mógł patrzeć jak jego jedyne dziecko krwawi. Ale nie powiedział ani słowa.

Tak jak mama, odpuszczał.

„Sam Pan wygląda bardzo fajnie, panie Packwood” zauważyła Mindy.

Sprawdziłam   sama   wygląda   taty,   oceniając   od   góry  do   dołu.   Kiedy   dotarłam   do   czubka   jego 

wypolerowanych butów, uniosłam oczy do jego twarzy i usłyszałam niespodziankę w swoim głosie, 

kiedy zapytałam, „Tato?”

Spodziewałam się, że ojciec ubierze się odpowiednio na ślub, ale smoking wyglądał jak coś co by 

wybrał Lucjusz. Idealnie układał się na ramionach, spodnie w idealnej długości załamujące się 

dokładnie   tam   gdzie   powinny   na   początku   lśniących   butów.   No   i   krawat,   idealnie   zawiązany, 

ewidentnie ktoś to dobrze sprawdził.

Krótko mówiąc, mój ojciec wyglądał bardzo królewsko.

„To   ślub   mojej   córki”   tato   przypomniał,   ewidentnie   rozumiejąc   mój   szok   „Oczywiście,   że 

założyłem smoking!” Potem uśmiechnął się i stwierdził „Chociaż, przyznaję, że to bardzo ładny 

smoking,   zamówiony   przez   Lucjusza,   który   najwyraźniej   ma   jakiś   problem   z   wynajętymi 

ubraniami.”

Zaczęłam się śmiać , kiedy tata dodał, naśladując Lucjusza „ Rozumiem Twoją pasję do recyklingu 

Ned, ale muszę postawić granice przy spodniach. Szczególnie na moim ślubie.”

background image

„Brzmi jak Lucek” powiedziała Mindy

Też się uśmiechnęłam, o tak , brzmiało jak Lucjusz …

Wtedy tata wyciągnął rękę do mnie, zagiął w łokciu i zaproponował „Możemy? Twoi goście – i pan 

młody – czekają na księżniczkę !”

Choć gest był lekkim przekomarzaniem się – fantazyjny rozmach, pasujący do garnituru- to oboje 

spoważnieliśmy. W oka mgnieniu, wszystkie śmiechy ustały.

Mindy wyczuła zmianę nastroju, nic nie mówiąc stanęła za mną kiedy łapałam się ramienia ojca. 

Poczekałam, aż zbierze mój tren, aby nie musiał ciągać się po podłodze, kiedy będziemy szli do 

tego sekretnego miejsca, w którym odbędzie się ceremonia.

To naprawdę już czas …

„Tato?” powiedziałam cicho kiedy podążaliśmy razem do drzwi „Czy wiedz dokąd idziemy? Ten 

zamek jest jak labirynt!” nie chcę aby ojciec zdradzał mi lokalizację – nie teraz gdy tak długo 

czekałam – po prostu byłam szczerze zmartwiona że się zgubimy.

„Och, Lucjusz o tym też pomyślał” tato powiedział z błyskiem w oku.

Dopiero po przekroczeniu drzwi zobaczyłam pełen obraz tego, co mi tylko mignęło gdy ojciec 

wślizgiwał się do pokoju, być może celowo trzymał mój wzrok z dala od korytarza.

„Och, piękne!” wydusiłam z siebie.

A może to powiedziała Mindy, a może my obie naraz.

Cały korytarz był wyłożony setkami migoczących, małych świec w szklanych uchwytach. Każda 

oddalona od siebie o krok, jedyne światło w ciemnym korytarzu. Ogień znaczył nam drogę. Piękny 

gest ze strony Lucjusza …

Jak zawsze, kiedy miałam spotkać się z Lucjuszem, w moim brzuchu zaczęło coś łaskotać, mimo że 

background image

wciąż byłam zdenerwowana uroczystością, ścisnęłam ramię taty, dając mu tym znak że pora już iść. 

I tak we trójkę, zaczęliśmy wnikać w tą lśniącą ścieżkę, która wiła się w głąb posiadłości.

Wydawało się, że szliśmy przez dość długi czas, wszyscy milczeliśmy, docierając w ciche części 

zamku które przysięgam że nie mogłam sobie przypomnieć abym widziała je wcześniej. A może 

Lucjusz mi je pokazywał, a ja ich po prostu nie zapamiętałam. W nocy wszystko wydawało się 

inne. Magiczne, obce i wyciszone.

Moje serce, które zwolniło kiedy stałam się w pełni wampirem, zaczęło bić coraz mocniej z każdym 

krokiem. Ale jednocześnie stawałam się coraz dziwniej spokojna.

Lucjusz był na końcu tej ścieżki …

Chwila na którą czekaliśmy – dla której się urodziliśmy – miała nastąpić …

Zbliżyliśmy się do zakrętu, który był tak ostry i wąski, że przez chwilę wyglądało jakbyśmy doszli 

do ślepej uliczki – pustej ściany – i kiedy minęliśmy zakręt poczułam ciepły wiatr na twarzy. 

Odetchnęłam świeżym powietrzem, pachniało kwiatami. Zobaczyłam że kilka metrów dalej nie ma 

już świec, za to jest coś co wygląda jak zakrzywiona, wycięta w ścianie brama.

Spojrzałam ukradkiem na ojca – znowu się uśmiechał, tak jakby był pewien że będę zadowolona z 

tego co miałam zobaczyć za kilka chwil – nie byłam pewna, czy chcę aby moje przewidywania 

zostały w końcu rozwiane, czy może nadal chcę trwać w tej niewiedzy, to było takie cudowne – 

dotarliśmy do końca ścieżki, Mindy opuściła tren mojej suknie, pozwalając by swobodnie rozłożył 

się na podłodze.

Kiedy przeszliśmy pod łukiem, przycisnęłam rękę do serca, zapominając że mogę poplamić suknię 

krwią, zawołałam cicho : „Och, Lucjuszu!”

background image

Rozdział 18

Westchnęłam ze zdumienia, miejsce które Lucjusz wybrał na nasz ślub, to nie jakaś wielka sala 

balowa, ale mały, zaciszny dziedziniec – jak grota – otoczony przez kamienne ściany, po których 

pięły się dzikie winorośle i poskręcane wąsy księżycowych kwiatów, które wiły się aż do okapu 

wysoko   nad   nami.   Ostatnie   jasne,   białe   kwiaty   wieńczące   koniec   lata   były   otwarte   na   noc   i 

wyglądały jak gwiazdy spadające wokół nas.

Jedyne   światło   pochodziło   z   pełnego   księżyca   i   jeszcze   większej   ilości   świec   –   świece   były 

wszędzie – na parapetach wysokich, łukowatych okien które pokrywały ściany i skupione tuzinami 

na kamiennym stole, gdzie czekały małe srebrne pojemniki, oraz poukrywane wśród kwiatów, które 

rosły niesfornie w całym ogrodzie.

Cała   ta   scena   była   idealna,   jak   Lucjusz   obiecał.   Chociaż   byliśmy  w  środku  zamku,   który  był 

utrzymany z dbałością o porządek i precyzję, dziedziniec był chaotycznie piękny, sam w sobie 

trochę jak miłość. Przynajmniej taka właśnie była moja miłość do Lucjusza, zdawała się być poza 

jakąkolwiek kontrolą. Nieuporządkowane, dzikie miejsce w centrum mego serca, które samo kiedyś 

nalegało na racjonalny porządek.

Tak, to ogród spowodował u mnie westchnienie.

Ale to widok Lucjusza, jego samego – nie to zdumiewające miejsce które stworzył – zmusiło mnie 

do wymówienia jego imienia.

Czekał   na   mnie   stojąc   na   końcu   ścieżki   ,   przed   kamiennym   stołem.   Nigdy  nie   widziałam   go 

wyglądającego tak poważnie – tak wyniośle. Ale to nie ujawniała się jego ciemna strona, która 

czasem go przechwytywała. Nie … to tak jakby był tak szczęśliwy, że aż nie mógł się uśmiechnąć. 

Rozumiałam to bo sama odczuwałam to samo. To była tak głęboka radość, że mogła być wyrażona 

tylko w naszych oczach,  zbyt głęboka dla czegoś tak błahego jak uśmiech.

Mimo że wiedziałam że nasi goście czekali, obserwując, ledwo byłam świadoma tego, że siedzą w 

dwóch rzędach na drewnianych krzesłach, wzdłuż ścieżki , ale nie poszłam do Lucjusza od razu. Po 

prostu staliśmy w milczeniu, całkowicie zagubieni w czasie i przestrzeni – i w sobie nawzajem. 

Nawet z oddali, w ciemności, mogę powiedzieć, że udało mi się go poruszyć. Że nigdy nie zapomni 

background image

jak wyglądałam kiedy weszłam do ogrodu jako jego narzeczona, tak jak ja nigdy nie zapomnę 

widoku Lucjusza, stojącego z typową dla niego pewnością siebie, z wyprostowanymi ramionami i 

rękami splecionymi za plecami – w pozycji która była mi tak znajoma.

Ale   tej   nocy   Lucjusz   nie   pochylał   głowy   i   nie   przemierzał   pokoju.   Stał   nieruchomo   z 

wyprostowanymi   plecami,   wzrokiem   utkwionym   we   mnie   i   tak   dzieliliśmy   to   nadzwyczajne, 

głębokie szczęście, wiedząc, że ten moment, ta chwila jest wyjątkowa i jedyna.

Moglibyśmy tak stać przez wiele godzin gdyby tata nie wyjął mojej ręki ze swego ramienia i nie 

pocałował  mnie w policzek. To w końcu przerwało moje spojrzenie z Lucjuszem, odwróciłam się 

do ojca, którego oczy znowu błyszczały od  łez, powiedział mi : „Kocham Cię, Jess.”

Chciałam   mu   odpowiedzieć,   że   też   go   kocham,   ale   coś   mnie   nagle   złapało   za   gardło   miałam 

nadzieje, że zrozumiał to czego nie byłam w stanie mu powiedzieć.

Usunął się na bok, bo tradycją było abym finałowe, ostatnie kroki do mojego męża przeszła sama, 

nie niosąc nawet kwiatów. Miałam podejść do Lucjusza z pustymi rękami, co miało symbolizować, 

że od tej nocy, nie będzie niczego między nami.

Skinęłam na Mindy, która przeszła przede mnie i ruszyła do przodu aby zająć swoje miejsce, kiedy 

dotarła stanęła twarzą do mnie, po czym wstali wszyscy goście i również zwrócili się w moja 

stronę. Ale ja nadal ledwo ich zauważałam, czy Mindy stojącą po lewej stronie kamiennego stołu, 

czy Raniero stojącego po prawicy Lucjusza. Znowu byłam przykuta do widoku Lucjusza, nie tylko 

jego oczu, ale całego mężczyzny, wampira, którego miałam poślubić.

Jego   czarne   włosy   lśniły   w   świetle   księżyca,   który   wraz   ze   świecami   oświetlał   cechujące   go 

szczegóły. Wysokie kości policzkowe, prosty nos, silne szczęki , które jako pierwsze dostrzegłam 

jeszcze w Pensylwanii, w dzień i w miejscu które wydawało się usunięte z tego życia. Miał na sobie 

smoking tak ciemny jak jego oczy, który pasował do niego – i leżał na nim – tak doskonale jak 

ogród do naszej ceremonii. Garnitur był prosty – bez ogona czy błyszczących jedwabnych klap – 

ale ta prostota tylko podkreślała pewność siebie Lucjusza, tak jakby był tak pewny swej mocy, że 

nie musiał podkreślać jej niczym efektownym na swoim ciele. Jakoś udało mu się wyglądać jak 

książę mimo że był w niczym więcej niż w nienagannie dopasowanej czarnej marynarce , białej 

koszuli i czarnym krawacie oraz parze czarnych spodni, takich jak założył na naszą przedślubną 

kolację.

background image

Lucjusz stał prosto ale swobodnie, jak wojownik na którego został wychowany, czekał na mnie , a 

ja nie mogłam uwierzyć, że on jest mój.

Czy on kiedykolwiek wyglądał na tak wysokiego ? Tak władczego ? Tak zniewalającego?

Kiedy zaczęłam iść do niego, ani na chwilę nie spuściłam z niego oka, zauważyłam że jednak miał 

na sobie odrobinę koloru. Szarą kamizelkę, w gołębim odcieniu, zbliżonym do tego co na gorsecie 

mojej sukni. Kiedy się do niego zbliżałam, wyjął ręce zza pleców, jakby nie mógł wytrzymać już 

ani sekundy aby mnie dotknąć, zauważyłam również fragment bieli na jego nadgarstku. Fragment 

białej szmatki wystawał spod jego rękawa, tuż nad jego dłonią.

„Anastazjo …”, powiedział, gdy byłam na tyle blisko aby usłyszeć jego szept. Na tyle blisko aby 

zobaczyć zdumienie, podziw w jego oczach – emocje wystarczająco silne aby uczynić Lucjusza 

Vladescu – być może po raz pierwszy w życiu – oniemiałym „Ja … ja...”

Uśmiechnęłam się wtedy, bo wiedziałam, że odniosłam sukces. Lucjusz, zawsze tak elokwentny, nie 

mógł znaleźć słów by wyrazić co czuje, tylko dlatego, że mnie zobaczył.

Zajęłam swoje miejsce przy jego boku, Lucjusz też się uśmiechnął, ukazując po raz pierwszy tego 

wieczora, swoje białe zęby, które ostatecznie ponownie poczuję na swoim gardle , później tej nocy. 

Wpatrywałam się w jego przystojną twarz, pewna, że nigdy nie byłam szczęśliwsza, w chwili kiedy 

Lucjusz  wyciągnął  swoją  lewą   rękę  -    naciętą,   dominującą   rękę  –  i  objął  nią   moją,   podobnie 

oznaczoną   prawą,   ściskając   nasze   dłonie   razem,   było   to   coś   prywatnego   w   tym   publicznym 

otoczeniu – delikatnie otworzył nasze rany, tak aby nasza krew mogła się mieszać.

Nacięcie na mojej dłoni, tak świeże, zabolało kiedy zostało poruszone, skóra ponownie otwarta. 

Lucjusz patrzył uważnie na moją twarz z troską i przeprosinami w oczach, za to że znów mnie rani, 

ale ja pokręciłam delikatnie głową, mówiąc mu tym, że jest w porządku, ze powinien się upewnić, 

że krew wypłynęła.

Na mój znak, zacisnął mocniej palce wokół mojej ręki, skręcając lekko nasze dłonie, starałam się 

nie okazywać bólu. Czułam , że krew zaczyna się sączyć i choć wiedziałam, że Lucjusz również 

krwawi, trudno było powiedzieć, która krew była czyja – tak właśnie miało być od tego czasu.

Myślałam,   że   moment   kiedy   Lucjusz   pierwszy   raz   zatopił   swoje   kły   w   moim   gardle   będzie 

background image

najlepszym momentem w moim życiu, ale niczego nie można było porównać do zjednoczenia się z 

nim przed naszą rodziną i przyjaciółmi, na zawsze. Nic nigdy nie zrówna się z tym ciepłym, pełnym 

miłości spojrzeniem, jego oczy znowu niestrzeżone, otwarte, dla mnie, w momencie gdy nasza 

chłodna krew mieszała się w miejscu w którym byliśmy połączeni.

Chwyciliśmy kolejny wspólny moment, po prostu bycia razem – pieczętując go w pamięci – a 

potem odwróciliśmy się do najstarszego ze Starszych, który wystąpił z cienia i dołączył do nas po 

drugiej stronie kamiennego stołu i ogłosił „Zaczynajmy ...”

background image

Rozdział 19

Gdy nasi goście ponownie zajęli swoje miejsca, Alexandru Vladescu, starożytny wampir, który miał 

poprowadzić naszą uroczystość, podszedł do nas i oparł swoje drżące ze starości ręce na naszych 

czołach, Lucjusz i ja skłoniliśmy się lekko kiedy błogosławił nas w imieniu naszych rodzin.

„Zebraliśmy się tutaj dziś wieczorem, aby zjednoczyć , na wieczność, Księcia Lucjusza Vladescu i 

Księżniczkę  Anastazję   Dragomir   i   aby   ofiarować   im   błogosławieństwo   naszych   obu   klanów” 

powiedział,   przyciskając   zdecydowanie   palce   do   mojej   głowy   „Od   tego   dnia,   jak   obiecano   w 

zawartym pakcie, w dniu ich urodzin, będą żyć – i rządzić – jako jeden”

Następnie zabrał ręce, Lucjusz i ja unieśliśmy nasze głowy , i wiedziałam , że był to pierwszy z 

dwóch razy kiedy będę widziała Lucjusza Vladescu kłaniającego się przed innym wampirem, bez 

względu na to jak czcigodny, mądry i potężny był Starszy. Kolejny, ostatni raz Lucjusz opuści swą 

głowę w dniu naszej koronacji na króla i królową. O ile ten dzień w ogóle nastąpi …

Spojrzałam ukradkiem na profil Lucjusza, jego prosty nos, mocno zarysowany podbródek i czarne, 

przycięte   włosy  ,   które   opadały  mu   na   czoło,   jak   gdyby  nie   mógł   całkowicie   zapanować   nad 

niesforną częścią siebie, nawet na nasz ślub.

Lucjusz, który będzie ojcem moich dzieci. Przyszłych księżniczek i książąt …

„Ale   najpierw”   powiedział  Alexandru,   przywołując   tym   moją   uwagę,   spojrzałam   mu   w   oczy, 

znajomo czarne. Oczy Vladesców, które widziały wieki, być może tysiące lat małżeństw, urodzeń 

… i zniszczeń. „Najpierw musicie jako młodzi, zaakceptować siebie nawzajem, przed świadkami.”

To była moja kolej aby ścisnąć Lucjusza rękę, moje palce automatycznie zamknęły się wokół jego 

dłoni, odetchnęłam z drżeniem.

To   była   najważniejsza   część   ceremonii,   choć   wiedziałam,   że   Lucjusz   chce   mnie   poślubić, 

poczułam, że zaciska mi się żołądek z nerwów, ogarnął mnie niepokój, pytanie zostanie postawione 

jako formalność, a w świecie do którego wkraczałam, wszelkie unie były zawierane na wieczność. 

To był ostatni moment dla nas obu aby się wycofać.

background image

„Lucjuszu Vladescu” Alexandru powiedział cicho, niemal złowieszczo „czy przyjmujesz Anastazję 

na swoją żonę, na wieczność, dopóki będziesz istnieć?”

Zwróciliśmy się z Lucjuszem do siebie, uchwycił obie me ręce, i w momencie w którym ujrzałam 

jego   twarz   moje   obawy   zniknęły.   Nie   tylko   jego   emocje   były   wciąż   na   mnie   otwarte,   znów 

widziałam miłość głęboko w jego oczach,która zawsze tam była, czasem ukryta nieco za śmiechem 

lub   frustracją,   lub   innymi   bardziej   złożonymi   emocjami   mojego   skomplikowanego   księcia,   ale 

zawsze tam była. Ale tej nocy, miłość była jednym co widziałam w Lucjuszu, zwracając się do 

wszystkich   gości   jako   świadków   –   ale   jednak   mówiąc   tylko   do   mnie   –   rzekł   poważnie,   z 

szacunkiem „ Tak, przyjmuję Anastazję na swoją żonę, teraz i zawsze , na tak długo jak będę 

istnieć.”

Mimo   że   w   sercu   wiedziałam   że   Lucjusz   zaakceptuje   mnie,   że   mój   chwilowy   strach   jest 

nieuzasadniony, i tak poczułam ulgę – która prawie zamieniła się w łzy – słysząc jak wymawia te 

słowa na głos.

Pragnął mnie, na zawsze ….

Następnie, nadal stojąc przed sobą , ze złączonymi dłońmi, Alexandru Vladescu wymówił moje 

imię i zadał mi to samo pytanie. „Anastazjo Dragomir – czy przyjmujesz Lucjusza na swojego 

męża, na wieczność, dopóki będziesz istnieć?”

Otworzyłam usta, żeby mówić, nie mogąc się doczekać, aż głos starszego wampira zaniknie w ciszy 

nocy, pewna , że nie potrzebuję ani chwili na rozważania nad odpowiedzią, Oczywiście znałam 

swoją odpowiedź …

Ale tuż przed tym jak słowa opuściły moje usta, Lucjusz ścisnął mi ręce w sposób który dał mi do 

zrozumienia że mam się uciszyć, on spuścił wzrok, zamykając się przede mną.

Czekałam, niepewnie, nie rozumiejąc co robi.

I kiedy znów podniósł wzrok, zobaczyłam ostatnią, najbardziej skrywana część Lucjusza duszy … 

pokazał   mi   to   miejsce   wewnątrz   siebie,   którego   spodziewałam   się  nigdy  nie   zobaczyć.   Nawet 

gdybyśmy naprawdę mieli spędzić razem wieczność.

background image

Rozdział 20

W ostatnich chwilach, nim zobowiązałam się do bycie jego – bycia częścią jego – na wieki, Lucjusz 

pozwalał mi oglądać to ciemne, uszkodzone  miejsce w swoim wnętrzu, to które kiedyś zmusiło go 

do tego, by przycisnąć naostrzony kołek do mojej piersi, na chwilę przed tym jak się załamał i 

krzyknął „Wszystko wokół mnie jest zniszczone!

Patrzyłam mu w oczy, wstrząśnięta ale nie odwracałam wzroku, choć ten aspekt   Lucjusza był 

przerażający. Wiedziałam, że już nigdy więcej nie zobaczę tej jego części - przynajmniej nie tak – i 

chciałam spróbować zrozumieć tą jego stronę nim zostaniemy połączeni na wieczność.

I  kiedy  tak  studiowałam  jego  oczy,   nie  widziałam tylko  księcia  wampirów  który  niemal   mnie 

unicestwił, który unicestwił swojego wuja i który równie dobrze mógł odbierać życie w przyszłości, 

ale zobaczyłam również sierotę, wychowywaną przemocą zamiast miłością. To było tak jakbym 

oglądała całą historię Lucjusza rozwijającą się przede mną,   było to zarówno źródło jego siły – 

zdolności do znoszenia strasznego bólu ze stoickim spokojem, do rządzenia rozległym narodem 

wampirów i chęć poświęcenia dla niego własnego istnienia w razie potrzeby – jak i powód dla 

którego ta siła będzie zawsze niebezpieczna, ponieważ została wyryta w nim cierpieniem i nie 

złagodzona miłością.

„Och,   Lucjuszu...”   zapominając   o   ceremonii,   zapominając   całkowicie   o   naszych   gościach, 

wyszeptałam jego imię „Lucjusz...”

Dawał mi jeszcze jedną szansę by od niego uciec, tak jak oferował mi to w noc kiedy pierwszy raz 

posmakowałam jego krwi. Ostatnia szansa na ucieczkę …

Ale widząc ten jego fragment, spowodowało to tylko że zapragnęłam Lucjusza jeszcze bardziej.

Ufał mi na tyle, aby odsłonić przede mną swoją mroczną naturę. Mając nadzieję, choć miłość była 

dla niego nowością, że nasza jest na tyle silna aby powstrzymać mnie przed odwróceniem się od 

niego.

Staliśmy w milczeniu przez długi czas, krew która płynęła między naszymi dłońmi zgęstniałą i 

skleiła nas jeszcze mocniej. Nasi goście nie mieli pojęcia   co się dzieje między nami i pewnie 

background image

zastanawiali się czy miałam powody do odwołania ślubu.

Wtedy,   bez   wahania,   wciąż   patrząc   w   oczy   Lucjusza,   w   konfrontacji   z   głębokim   bólem   i 

niesamowitą   ,   ledwie   kontrolowaną   mocą,   którą   w   nim   widziałam   ,   powiedziałam   wszystkim 

jednocześnie – i tylko jemu, tak jak on mi :” Tak, przyjmuję Lucjusza na swojego męża, teraz i 

zawsze, tak długo jak będę istnieć.”

Kiedy to powiedziałam, Lucjusz znów na chwilę opuścił wzrok i wiedziałam że już nigdy tak 

otwarcie nie ujawni tej swojej strony.  Nie powinnam  ponownie jej ujrzeć. Tak jak kołek który 

przyciskał mi do piersi i który zniknął, muszę zaakceptować, że ta część jego istnieje, od tej pory 

poza moim zasięgiem … ale zawsze mogąca się ujawnić w jego działaniu.

Kiedy znów otworzył oczy, ujrzałam w nich pełnię szczęścia – przywrócenie wampira którego 

pokochałam, z całą jego arogancją, wspaniałością, dowcipem, czułością i majestatyczną chwałą. 

Oczy   pełne miłości ,w których odbijał się tylko cień tego mrocznego miejsca, które od teraz 

zawsze rozpoznam.

Ta ciemność którą ukrywał – nigdy już tak całkowicie   jej nie zobaczę, ale jej źródło nie będzie 

przede mną ukryte. Jako jego narzeczona wydawało się to dla mnie słuszne.

Kąciki warg Lucjusza uniosły się w uśmiechu, odwzajemniłam się tym samym, wiedząc że oboje 

czujemy to samo. Oboje byliśmy przekonani, że chociaż ceremonia nie była jeszcze zakończona, w 

chwili kiedy zaakceptowałam Lucjusza a on mnie, staliśmy się mężem i żoną.

Nie mogłam się doczekać aby go pocałować, pieczętując tym nowe przymierze między nami...

Nadal staliśmy twarzami do siebie, dzieląc się szczęściem i tym wspaniałym spokojem.

Wymagało wiele wysiłku, aby odwrócić  od Lucjusza wzrok, aby przestać się do niego uśmiechać, 

w końcu rozłączyliśmy nasze nieoznaczone dłonie   i oboje zwróciliśmy się do Alexandru, który 

skinął   najpierw  do  Raniero,   a  następnie   do  Mindy,  sygnalizując,   że  powinni   sięgnąć  po  małe, 

srebrne filiżanki wypełnione naszą krwią.

background image

Rozdział 21

Chociaż starałam się zapamiętać każdy szczegół z  drugiej części ceremonii, kiedy wiedziałam że 

Lucjusz   naprawdę   jest   moim   mężem,   udało   mi   się   uchwycić   tylko   niektóre   momenty,   które 

nastąpiły.

Chwila, kiedy Mindy podała mi srebrny puchar, oferując mi moją krew, abym mogła podzielić się z 

Lucjuszem   –   dziwne,   niemal   zmieszane   spojrzenie   w   jej   oczach,   zamiast   sentymentalnych   łez 

których   się   spodziewałam   –   i   sposób   w   jaki   Lucjusz   przymknął   oczy   przyjmując   ode   mnie 

naczynie, podnosząc je do ust i pijąc intensywnie.

I pamiętam , że w końcu zauważyłam Raniero – zdając sobie sprawę, że Lucjuszowi udało się 

doprowadzić go do porządku, ubrany w smoking wyglądał odpowiednio królewsko kiedy podawał 

Lucjuszowi jego puchar, to uczucie też na zawsze wryje się w moją pamięć, tak głęboko jak litera V 

wyryta   na   tym   starożytnym   naczyniu,   surowym   pismem,   będącym   prekursorem   eleganckich 

inicjałów ,  zdobiących zakładkę, którą kiedyś podarował mi Lucjusz.

Oczywiście   również   zapamiętałam   –   na   zawsze   –   słowa   Lucjusza,   które   wypowiedział   swoim 

głębokim głosem „Oferuję Ci nic innego jak swoja krew Anastazjo… nic innego jak po prostu 

siebie” przyjęłam od niego puchar i uniosłam do ust delikatnie drżącymi rękoma, z nerwów i 

oczekiwania. Dobrze pamiętałam smak jego krwi – słodki, chłodny, niesamowita esencja Lucjusza, 

jego   samego,   którego   pragnęłam   od   tak   dawna.   Puchar   nie   zadowolił   mego   pragnienia   –   nie 

powinien był-  ale  wiedziałam, że później dostanę więcej …

Były tam też żywe obrazy, Alexandru otwierającego genealogie którą Lucjusz pokazywał mi kilka 

miesięcy   temu,   przesunął   ją   po   kamiennym   stole   abym   mogła   umieścić   moje   nazwisko   obok 

mojego męża. Odwróciłam się , tuż przed wpisaniem, spojrzałam na matkę która wyglądała na 

niezmiernie szczęśliwą, na ojca który nie wstydził się płakać, zadowolony Dorin, z tego że akt się 

dopełnia i odmawiający spojrzenia  Claudiu … odwróciłam się z powrotem gdy Lucjusz się nade 

mną pochylił, okrywając mnie swoim ciałem kiedy ostrożnie składałam swój podpis, on dodał 

naszą datę ślubu nad pustym miejscem w którym w przyszłości będą wypisane imiona naszych 

dzieci, tym samym czarnym atramentem …

Wszystko   to   potoczyło   się   tak   szybko,   aż   do   momentu   kiedy   Lucjusz   wsunął   na   mój   palec 

background image

obrączkę, ja zrobiłam to samo jemu, przytomnie, w cudowny, bezwstydny, egoistyczny sposób, bo 

to, nawet bardziej niż nasze blizny na dłoni będzie mówić światu, że należy do mnie. Nie każdy 

rozumie   te   specyficzne   znaki   na   naszych   rękach,   tylko   wampiry   –   ale   zloty   pierścień   był 

uniwersalny w swoim znaczeniu.

Nikt inny nie mógł go teraz mieć …

Lucjusz wyciągnął do mnie lewą rękę, patrząc mi w twarz, śmiał się delikatnie z tego że w tak 

oczywisty sposób pragnę umieścić ten publiczny znak na nim, jakby czytał moje myśli, poczułam 

siłę w jego palcach kiedy wsuwałam obrączkę tak daleko jak tylko się dało.

Potem, kiedy nasze pierścienie już były na miejscu, Alexandru Vladescu wypowiedział słowa na 

które,   przysięgam,   nie   mogłam   już   czekać   chwili   dłużej.   „Lucjuszu,   możesz   pocałować   swoją 

żonę.”

background image

Rozdział 22

Lucjusz znów wziął obie moje ręce i choć w trakcie ceremonii powróciła świadomość obecności 

ludzi wokół nas, wszyscy znowu zaczęli znikać, jakby Lucjusz był magiem, który może wzywać i 

odwoływać wszystkich za pomocą woli. W tych głębokich, czarnych oczach było miejsce , aby 

ukryć cały dziki ogród, i wiele innych wspaniałych sztuczek, tego byłam pewna …

„Pocałuj mnie, moja żono.” zaprosił cicho, łamiąc tym protokół. Ale żadne z nas nie dbało o dobre 

obyczaje w tej chwili. „Pocałuj swojego męża.”

Jego oczy nadal były pełne miłości, ale była tam też ta łobuzerska iskierka -   jeden z moich  

ulubionych aspektów Lucjusza – podszedł do mnie, uśmiechnęłam się, niemalże śmiałam w głos, 

ogarniała mnie radość , którą wcześniej przechowywałam głęboko, teraz zapragnęła wylać się ze 

mnie, nie mogłam jej powstrzymać słysząc komendę Lucjusza.

Pocałuj swojego męża …

Przysunął   się   jeszcze   bliżej   mnie,   tak   że   jego   wysoka,   silna   rama   przyciskała   się   do   mojego 

znacznie mniejszego ciała, wsunął rękę wokół mej talii, przyciągając mnie do siebie. Przeczyliłam 

głowę do tyłu aby móc na niego spojrzeć i w ostatniej sekundzie nim zamknął powieki i pochylił się 

nade   mną   zauważył,   że   ten   figiel   na   jego   twarzy   zostaje   zastąpiony   przez   wyraz   uroczystego 

przyrzeczenia. Mój uśmiech zniknął, Lucjusz uniósł rękę do mojej twarz, obrócił moja głowę i 

szepnął   do  ucha,   łaskocząc   ustami   moją   skórę:   „Kocham   Cię   coraz   bardziej   z   każdą   mijająca 

chwilą, Anastazjo – a to dopiero początek.”

Łzy napłynęły mi do oczu, pozwoliłam Lucjuszowi odwrócić ponownie swoją twarz, abyśmy mogli 

w   końcu   pocałować   się   jako   mąż   i   żona   –   pocałunek   ten   podsumował   wszystko   co   razem 

przeżywaliśmy. Nerwowość, niecierpliwość i respekt dla momentu w którym wiedzieliśmy że od 

teraz jesteśmy jednością.

Przycisnął trochę mocniej moje usta, więc uchyliłam je delikatnie – wystarczająco, aby poczuć 

smak krwi który pozostał na naszych językach, poczułam jak jego kły się wydłużają, tak jak moje w 

moich ustach.

background image

Wtedy, ponieważ nie byliśmy tam sami, Lucjusz wycofał się i oparł swoje czoło na moim, obaj 

znów  się uśmiechnęliśmy  i  tak  jakby  kontynuowaliśmy pocałunek  w  naszych  oczach,  bardziej 

prywatnie, z obietnicą że wszystko jeszcze przed nami, aż ktoś – miałam przeczucie że to Mindy – 

zaczął klaskać.

background image

Epilog

Górska polana była cicha, nasi goście czekali niecierpliwie. Kiedy podeszłam do Lucjusza,  uniósł 

swą lewą rękę, oferując mi ją, w sposób inny niż podczas ślubu, tym razem, przeciętą stroną do 

mnie, więc mogłam wyraźnie zobaczyć X które umieścił na niej.

Przyjęłam jego lewą  dłoń  w swoją  prawą,    a  on swoją  ułożył  mi  na  plecach,  tuż  pod moimi 

łopatkami, przyciskając ją mocno do mojego ciała. Wtedy ja swoją lewą dłoń delikatnie oparłam na 

jego prawym ramieniu, w miejscu gdzie jego biceps łączy się z ramieniem.

Gdy tak staliśmy naprzeciw siebie, gotowi ruszyć w rytm  Księżycowej Sonaty  Beethovena, która 

zapadła mi w pamięć, nie martwiłam się tym, że wciąż nie byłam dobrą tancerką.   Mimo kilku 

lekcji w ostatniej chwili, w gabinecie Lucjusza, nie znałam wciąż  kroków walca czy kadryla, lepiej 

niż   wtedy   kiedy   tańczyliśmy   ze   sobą   pierwszy   raz   w   liceum   Woodrow'a   Wilsona,   na   sali 

gimnastycznej pod migoczącymi światłami wtedy mi to nie wystarczało, teraz jestem mężatką w 

morzu świec.

Nie,   nie   potrafiłam   tańczyć   –   ale   potrafiłam   doprowadzić   Lucjusza   do   tego   stanu.   To   pełne 

szacunku, ochronne wyrażenie, które widziałam w oczach mojego męża kiedy mnie trzymał.

Pianista rozpoczął, Lucjusz i ja zaczęliśmy kroczyć w dźwięk sonaty, delikatnej a jednocześnie 

potężnej, była jak   kaskada oświecenia a zarazem tajemnicza -   muzyczna ekspresja tego jak się 

czułam za każdym razem gdy widziałam Lucjusza ponownie  po rozłące, nawet jeśli to było tylko 

kilka   minut,   jak   to   miało   miejsce   po   ceremonii.   Ten   niezrównany   szczyt   radości,   spokoju   i 

podniecenia które spadają na mnie za każdym razem gdy on wchodzi do pokoju. Były tam również 

ciemne podteksty …

Ruszyliśmy razem na środek koła utworzonego przez naszych wszystkich gości, Lucjusz jeszcze 

bardziej przycisnął dłoń na moich plechach do mojej czarnej sukni – która była negatywem sukni 

ślubnej   –   w   którą   się   przebrałam   po   ceremonii,   ponieważ   białą   poplamił   krwią   kiedy   się 

całowaliśmy.

Utwór był pełen zmiennego tempa przez co trudny do tańca, Lucjusz poprowadził mnie przez 

gorzką budzącą największe obawy część, skupiłam swój wzrok na jego oczach, aby się nie potknąć.

background image

Cóż za wspaniałe oczy miał mój mąż …

Uśmiechnął się – i tak jak się spodziewałam, w pewnym momencie straciłam rytm i wpadłam 

swoimi nogami między jego. Łatwo się poddając, oplotłam ręce wokół jego szyi, zapominając o 

podstawowych krokach, ponieważ chciałam go trzymać, podczas tej pięknej, wzruszającej piosenki. 

Nagle  muzyka,  napisana  tak  dawno temu  stała  się  tak  sugestywna,  przypomniała  mi   bardzo  o 

czasach, które zabierały moje myśli przez cały wieczór.

Lata, dekady, stulecia … wieczność.

Obiecaliśmy to sobie, ale -  biorąc pod uwagę kim jesteśmy - władcami – oboje wiedzieliśmy, że 

obietnica ta jest prawdopodobnie złudna. Że pewnego dnia zostaniemy rozdzieleni, tak jak nasi 

rodzice, odebrani sobie na zawsze. Przez przerażonych ludzi którzy zwrócą się przeciwko nam, lub 

jeden z naszych nas zdradzi …

Kiedy   przyłożyłam   policzek   do   jego   klatki   piersiowej,   Lucjusz   także   zrezygnował   z   prób 

prowadzenia mnie krokami walca.  Głaszcząc go po włosach kiedy się kołysaliśmy , wmawiałam 

sobie aby się nie martwić w noc mego wesela, bo ta przerażająca przyszłość może nadejść dopiero 

za tydzień – lub za tysiąc lat.

„Czy coś się stało, żono moja?” szepnął Lucjusz, używając słowa - „żona” - którego najwidoczniej 

nie miał dość tego wieczora „Czuję, że nie jesteś zadowolona ...”

Uniosłam twarz, zauważyłam że inni goście dołączyli do nas w tańcu i zmusiłam się do uśmiechu, 

bo   nie   chciałam   go   martwić,   sama   też   nie   chciałam   tracić   tych   chwil   na   rozmyślaniu   o   tych 

strasznych rzeczach, które możliwe, że nigdy się nie staną. To przez tą piosenkę, wprowadziła mnie 

w ten smutny nastrój …

„ Właśnie się zastanawiałam, jak ktoś, nawet taki jak Lucjusz Vladescu, wniusł tak wysoko w 

Karpaty fortepian,” powiedziałam, drażniąc się z nim „ Próbowałam to rozgryźć logistycznie.”

Lucjusz   roześmiał   się   ze   zdziwieniem   i   owinął   ramiona   mocniej   wokół   mnie.   „Cieszę   się,   że 

zachowałaś swoją racjonalną, matematyczną stronę Anastazjo – bo to również w tobie kocham.”

Rozejrzałam się po polanie w środku gór, która nie była może idealna na tego typu imprezę, ale 

background image

przygotowana wyjątkowo dla mnie. „Wszystkie żarty na bok, Lucjuszu.” powiedziałam, pieszcząc 

jego kark kciukiem , patrząc  mu  w oczy,  aby mógł  w nich  zobaczyć  jak bardzo doceniam to 

wszystko co dla mnie zrobił „Dziękuję za umożliwienie tego wszystkiego. Jedzenie, muzyka – 

wszystko – tutaj.”

Lucjusz spoważniał „Jeśli jest to miejsce , w którym widujesz w snach swoją matkę, i czujesz, że 

Mihaela jest teraz z nami, to przyciągnąłbym nawet sto fortepianów na tą górę by uczynić ją dla 

ciebie  częścią świętowania ”

„Wiem, że to dziwne,” przyznałam „Ale ja naprawdę czuję jej obecność tutaj.”

Pierwszy raz poczułam to wyraźnie kiedy pewnego dnia  wybraliśmy się z Lucjuszem na  konną 

przejażdżkę. Od razu rozpoznałam to półkoliste, odsłonięte od kamieni miejsce, bo widziałam je 

wiele razy w moim śnie. W nich zazwyczaj była zima, a ziemia była pokryta śniegiem, mimo to nie 

miałam   wątpliwości.   Ściągnęłam   mocno   lejce,   zeskakując   z   siodła   pobiegłam   szukać   Mihaeli, 

pewna że musiała tam być, że czekała na mnie, jednak dotarło do mnie że nie ma już jej od lat. 

Szukałam ducha. Fantomu jakby powiedzieli moi nowi rodacy.

„Jestem  kompletnie irracjonalny  – jak to dawniej często mi przypominałaś” zażartował Lucjusz, 

przesuwając ręce by ścisnąć moją talię „Wierzę w moc snów. Podobnie jak większość wampirów. 

To co czujesz nie wydaje się „dziwne” dla mnie w ogóle.”

Wzdrygnęłam   się   w   jego   ramionach,   ponieważ   moje   sny   były   dla   mnie   dziwne.   Czasem 

złowieszcze, jak ta sonata …

Rozejrzałam się wokół nas, zaskoczona, słysząc … tylko szum wiatru w drzewach, brzęk szkła i 

ciche odgłosy rozmów w oddali. Potem spojrzałam z powrotem na Lucjusza który się do mnie 

uśmiechał. „Zauważyłeś, że skończyła się muzyka?” zapytałam „Że pozostali już odeszli?”

„Tak” Lucjusz przyznał, wciąż mnie trzymając „Ale nie byłem jeszcze gotowy aby cię wypuścić.”

Kiedy w końcu się rozdzieliliśmy, zadrżałam ponownie, tym razem dlatego że robiło się już późno, 

co za tym idzie chłodno … i trochę z niecierpliwości. Już niedługo będziemy mogli uciec od 

wszystkich i nie będzie powodu , by przestać się przytulać, całować, dotykać …

background image

„Powinniśmy   wygłosić   teraz   nasze   pożegnania,”   Lucjusz   zasugerował,   biorąc   mnie   za   rękę   i 

prowadząc do lekkiego, białego, falującego namiotu, gdzie wszyscy się zebrali , docierało z niego 

rozproszone światło , które pochodziło z żelaznych żyrandoli nie wiele różniących się od tych w 

jadalni w posiadłości Vladesców. Zawieszenie ciężkiego oświetlenia w tak kruchym namiocie było 

kolejną   niemożliwą   logistycznie   ,   techniczną   sztuczką,   którą   wykonał   poślubiony  mi   mag,   nie 

wspominając o tym jak przetransportował tutaj naszych gości, wspaniały siedmiodaniowy posiłek, 

no i oczywiście fortepian. „Będą czuć się zobowiązani aby zostać, do czasu aż tu będziemy,” dodał 

uśmiechając się do mnie „Powinniśmy niedługo pójść, aby i oni mogli.”

Trzymając się za ręce szliśmy pod rozświetlonym gwiazdami niebem, próbowałam rozszyfrować 

ten uśmiech. Albo on zauważył moje dreszcze i także zdał sobie sprawę z tego, że robi się późno – 

lub również czuł to pragnienie.

Sądząc po błysku w jego oczach, miałam przeczucie  że przede wszystkim to ostatnie.

Wkroczyliśmy do namiotu, Lucjusz schylając się , ponieważ był za wysoki dla niższej części i 

zaczęliśmy dziękować i żegnać poszczególnych gości. W końcu znaleźliśmy wujka Dorina, którego 

było ledwo widać przez cały wieczór. Zauważyłam go jedynie dwa rady: raz kiedy rozmawiał z 

Mindy i raz kiedy wysilał się rozmawiając z Claudiu, którego oczywiście znał ze spotkań Starszych, 

ale który nie był przyjacielem.

Tak naprawdę był kimś dokładnie przeciwnym.

„Ohh,  Anastazjo,”   powiedział   Dorin,   mrugając   oczami   nawet   bardziej   niż   zazwyczaj.   „Urocza 

sprawa! Po prostu piękna. Jestem tak szczęśliwy z Waszego powodu!.”

„Dziękuję” powiedziałam wujkowi, kiedy mnie ściskał „Dziękuję za przybycie – i za to wszystko 

co uczyniłeś by ta noc stała się możliwa.”

Dorin cofnął się i machnął ręką na moja wdzięczność, niemal rozlewając przy tym czerwone wino 

którym ponownie się raczył, może dlatego, że nie serwowaliśmy cappuccino. „Mówisz to zbyt 

często. To nic takiego! Musiałem to zrobić!”

Dziękowałam wujkowi Dorinowi często. Ale nigdy nie wyrażę wystarczającej wdzięczności za to 

jak zaaranżował przeżycie Lucjusza w stodole Jake'a Zinna i jakoś sprowadził „ciało” Lucjusza z 

background image

powrotem do Rumunii. Albo za złamanie polecenia, aby nie wracał do Ameryki i nie informował 

mnie o tym że Lucjusz nadal żył.

Lucjusz sięgnął przeze  mnie by uścisnąć mu dłoń, dodając: „Dziękuję, Dorinie. Anastazja ma rację. 

Odegrałeś główna role w doprowadzeniu jej do mnie.”

Dorin przyjął rękę Lucjusza, jak zawsze sprawiał wrażenie onieśmielonego przez mojego męża, 

nawet będąc na imprezie. I definitywnie pobladł gdy Lucjusz dodał, uśmiechając się i ściskając 

mocno jego dłoń „Jednakże, sugerowałbym nie łamać bezpośrednich komend w przyszłości, nie 

ważne jak szlachetne miałbyś zamiary!”

To był żart, ale również ostrzeżenie. Lucjusz był zadowolony z wyniku niesubordynacji Dorina, ale 

jak często mi powtarzał, wampiry bywały niezdyscyplinowane i łatwo można stracić nad nimi 

kontrolę jeśli pozwolisz aby nawet najmniejsze nieposłuszeństwo przeszło niezauważone.

„Zrozumiano” Dorin zgodził się z nerwowym uśmiechem. Opuścili dłonie i dodał, patrząc na mnie 

już mniej zdenerwowanie „ Gratuluję Wam, jeszcze raz!”

Lucjusz   wyprostował   się,   marszcząc   brwi   przeskanował   tłum.   „Teraz   powiedz   mi,   gdzie   jest 

Claudiu?”

Róż który zdaje się wracał już na policzki Dorina ponownie odpłynął i nie patrząc Lucjuszowi w 

oczy poinformował nas, „Claudiu? On … on nie czuł się za dobrze. Ja … ja myślę, że wyszedł.”

Lucjusz spojrzał na Dorina unosząc jedną brew. „Naprawdę? Opuścił moje wesele zostawiając mnie 

bez słowa?”

Policzki Dorina były blade, jakby obawiał się , że Lucjusz zastrzeli posłańca. „Yyy … tak, tak  

sądzę.”

Sama poczułam się gorzej, bo znałam powody złego samopoczucie Claudiu. Nie mógł znieść myśli 

o   Dragomirowej   wżeniającej   się   w   rodzinę   Vladescu.   Ledwie   znosił   Dorina   jako   jednego   ze 

Starszych i nie mógł nawet patrzeć na mnie podpisującej się na dokumentach. Jestem pewna, że 

Lucjusz nie był ślepy na postawę Claudiu i nie podobało mu się to lekceważenie …

background image

„Jeśli zobaczysz mojego wuja,” Lucjusz powiedział do Dorina, „proszę powiedz mu, że za jakiś 

dzień lub dwa  na pewno spytam o jego zdrowie.”

„Lucjuszu ...” Położyłam mu rękę na ramieniu, uznając jego śmiertelnie poważny ton jako sygnał, 

że nie będzie to przyjacielska wizyta. Nie brzmiał groźnie … ale było jasne, że nie zaakceptował 

zachowania Claudiu tej nocy, że pociągnie go do odpowiedzialności i zmusi go aby przyjął mnie 

jako rodzinę, skoro do tego doszło ….

„Zawiadomię Claudiu, że  zamierzasz  go odwiedzić,”  Dorin obiecał nerwowo. Wziął łyk  wina, 

przełykając je mocno. „Jeśli go zobaczę, na pewno to zrobię!”

Lucjusz położył mi rękę na plecach i skierował z dala od wuja i kiedy odeszliśmy kilka kroków, 

zatrzymałam go i szepnęłam, „Lucjuszu, proszę ...”

Ale o co mogłam go poprosić? Nawet ja zauważyłam, że wczesne, bez słowa odejście Claudiu było 

zniewagą wobec nas – wobec mnie – i jeśli mamy rządzić razem, to trzeba się tym zająć. W 

przeciwnym   razie   Claudiu   może   pomyśleć,   że   może   bezkarnie     mnie   obrażać,   czym   będzie 

podważał mój i tak już wątpliwy autorytet. A to nie byłoby dobre. I nagle przypomniałam sobie 

coś , co wyczytałam kiedy przeglądałam prezent od rodzonej matki.  „Raz stracona władza jest  

prawie NIGDY nie do odzyskania...”

Mimo to, nadal nie chciałam rozpoczynać walki...

Lucjusz rozumiał konsternację na mojej twarzy, wziął mnie za rękę i uśmiechając się zapewnił mnie 

cicho, tak że tylko jak mogłam go usłyszeć „Większość rządzenia polega na blefowaniu i grożeniu 

Anastazjo. Nie martw się o coś tak niewielkiego jak konfrontacja z Claudiu. To naprawdę nic 

takiego.”

Ale Lucjusz unicestwił brata Claudiu. Przemoc miała miejsce …

Lucjusz zauważył, że nie byłam przekonana, co do tego że nie było się czym martwić. „Jeśli to 

sprawi,   że   poczujesz   się   lepiej,   wezmę   ze   sobą   swojego   zaufanego   drużbę”   obiecał   z 

uśmiechniętym spojrzeniem. Wyprostował się i przeskanował ponownie tłum. „Gdzie jest Raniero? 

Czyżby on też mnie porzucił?”

background image

Zaczęłam także szukać go, wyciągając szyję. „Ostatni raz widziałam go z Mindy, tańczyli niedaleko 

nas.”

Gdy tak rozglądałam się za Mindy lub Raniero, przypomniałam sobie, że kiedy tak razem tańczyli 

wyglądali   na   zadowolonych.   Mindy   śmiała   się   jakby  Raniero   był   co   najmniej   zabawną,   choć 

fizycznie i higienicznie rozczarowującą, randką.

Zmarszczyłam brwi. Czy nadal był niezadowalający ?

Jego niechlujne, brązowe włosy zostały ujarzmionymi w kucyk, a jego spodenki zastąpione przez 

jeden   ze   smokingów,   który   biedny,   zapracowany  krawiec   musiał   dopasować   do   chudego   ciała 

surferowca. Jak dla mnie Raniero wyglądał całkiem nieźle. Był wysoki jak każdy Vladescu i miał 

niezwykłe szaro-zielone oczy – możliwe, że odziedziczył je po włoskiej stronie Lovatu – i uśmiech 

który zniewalał. Większość dziewcząt – prawdopodobnie było by szczęśliwych będąc jego randką 

na ślubie.

Ale Mindy – i wampir …?

Spojrzałam na Lucjusza, który wydawało się myślał o tym samym.

„Nie sądzisz, że oni …?” zapytałam.

Lucjusz pokręcił głową i westchnął „ Ohh, mam nadzieję, że nie ...”

Chciałam go zapytać , kim bardziej się martwił. Raniero, na łasce Mindy Stankowicz, która od 

dziesięciu lat czyta Cosmo w ramach przygotowania do „złapania” faceta? Czy może jest coś co 

powinnam wiedzieć o Raniero Lovatu i jego doświadczeniach z dziewczynami?

Ale zanim zdążyłam zapytać poczułam klepnięcie na ramieniu, obróciłam się by zobaczyć mamę i 

tatę i całkowicie zapomniałam o Mindy.

background image

* * *

Rodzice doszli z nami do ścieżki w lesie, która miała odprowadzić mnie i Lucjusza z powrotem do 

zamku, gdzie mieliśmy spędzić naszą noc poślubną.

Lucjusz zaoferował mi każde miejsce na świecie – Rzym czy Paryż albo jakieś inne bezimienne, 

prywatne wyspy w środku niczego, jeśli tylko bym tego pragnęła – ale ja chciałam iść z nim do 

domu. Chciałam spędzić naszą  pierwszą, wspólną noc w ogromnym  łożu, w którym  mieliśmy 

nadzieję spędzić tak wiele nocy i w którym któregoś dnia damy początek naszej rodzinie …

„Czy naprawdę musicie już lecieć z powrotem?” spytałam rodziców „Moglibyście zostać z wujem 

Dorinem na kilka dni dłużej. Moglibyśmy odwiedzić ...”

Ale oboje pokręcili głowami. „Nie” powiedziała mama „ Czeka was miesiąc miodowy – a nasz 

samolot leci jako pierwszy z samego rana.”

„Dobrze”   zgodziłam   się.   Wiedziałam   że   nie   zostaną,   ale   część   mnie   uparcie   tego   chciała. 

„Rozumiem.”

Nadal staliśmy na skraju ciemnej ścieżki, którą wkrótce mieliśmy ruszyć z Lucjuszem. Większość 

naszych gości pójdzie krótszym szlakiem do nieutwardzonej drogi, gdzie czeka na nich transport, 

który zwiezie ich na dół. Ale Lucjusz i ja postanowiliśmy iść do posiadłości samodzielnie, biorąc 

skrót przez las. Nie chcieliśmy być w pobliżu nikogo, nawet kierowcy. Byliśmy gotowi by być po 

protu razem.

„Jesteś pewien, że będziecie bezpieczni?” tata zapytał, spoglądając na drzewa „Wygląda na straszne 

pustkowie.”

Lucjusz, który stał za mną, objął mnie, tworząc swego rodzaju klatkę ze swoich ramion i przycisnął 

mocno do siebie „Zapewnię jej bezpieczeństwo, Ned” zapewnił tatę „Chodziłem tą ścieżką od 

dzieciństwa.”

Miałam wrażenie, że Lucjusz nie mówił tylko o dosłownym szlaku którym mieliśmy pójść. Mój 

kochający metafory mąż mówił o wszystkim co rozpościerało się  przed nami.

background image

„Wiesz, że ochronię ją nawet kosztem własnego życia” dodał.

Moi rodzice,  którzy kiedyś obawiali się, że Lucjusz może zrobić coś dokładnie przeciwnego, nie 

odpowiedzieli od razu. Ale w końcu mama powiedziała: „Wiemy, że tak będzie Lucjuszu.”

Objęliśmy się jeszcze raz i nadszedł czas abyśmy z Lucjuszem poszli. Ale kiedy skręcaliśmy w 

kierunku ścieżki, miałam oczy pełne łez, chwyciłam Lucjusza za rękę, wtedy on zatrzymał się i 

odwrócił wołając „Dara … Ned?”

Moi rodzice przestali iść i także odwrócili się „Tak Lucjuszu?” mama spytała, brzmiąc niepewnie w 

ciemności.

Lucjusz również wydawał się być niepewny – kolejny rzadki dla niego stan – kiedy zapytał „ Czy 

byłoby w porządku, gdybym … gdybym zwracał się do Was per „matko” i „ojcze” w przyszłości?”

Nastąpiła ogromna cisza, i przez chwilę – nawet podczas gdy przetwarzałam własne zdziwienie nad 

tym wnioskiem – bałam się, że naprawdę powiedzą nie. Może myśleli nad jakąś alternatywą, która 

nie brzmiałaby tak akceptująco.

Nie róbcie mu tego, chciałam ich błagać. Doprowadziłoby to do zniszczenia kolejnej jego części …

Ale kiedy tata w końcu przemówił, wiedziałam że jego wahanie było spowodowane tym, że to 

pytanie doprowadziło mojego delikatnego, sentymentalnego ojca ponownie blisko łez. Jego głos był 

zduszony i miękki kiedy doradzał Lucjuszowi, „ Tak naprawdę, wolimy 'mamo” i „tato”, synu. Nie 

ma potrzeby być takim oficjalnym z rodziną!”

Lucjusz zacisnął mocniej dłoń wokół mojej, a jego głos był lekko zduszony kiedy powiedział po 

prostu „Dziękuję , to wiele dla mnie znaczy.”

Szczerze   wątpiłam,   że   Lucjusz   kiedykolwiek   nazwie   tak   moich   rodziców   –   trudno   było   sobie 

wyobrazić te słowa wydobywające się z jego ust – ale wiedziałam, ze był szczęśliwy że ma taki 

wybór. To było pozwolenie, które zawierało wszystko na czym mu zależało.

Następnie, bez słowa, rozdzieliliśmy się, rodzice wrócili na przyjęcie i do swojego życia, a my do 

naszej samotną ścieżką. Nie rozmawialiśmy ze sobą. Było nam miło po prostu razem, wsłuchując 

background image

się w noc, myśląc o tym co miało się  wydarzyć, co mnie już więcej nie przerażało.

Ostatecznie,   zamek   Lucjusza   –   nasz   dom   –   ukazał   się   w   ciemnościach,   a   gdy   dotarliśmy   do 

ogromnych drzwi, jeden ze strażników, który prawdopodobnie nigdy nie był zbyt daleko od nas, 

wyszedł z ciemności i otworzył je przed nami. Lucjusz schylił się wziął mnie na ręce jak małe 

dziecko.

Ten stereotypowy gest wystarczył aby nas rozśmieszyć, ale skrycie miałam nadzieję, że Lucjusz – 

rycerski Lucjusz – wniesie mnie przez próg. Ucieszyłam się, że mnie nie zawiódł.

Weszliśmy  do   ogromnego   holu,   gdzie   kiedyś   Lucjusz   uznał   mnie   swoim   więźniem,   a   uczucie 

ciężkiego, złotego pierścienia na mojej lewej dłoni, w pełni uświadamiało mnie, że nic się nie 

zmieniło od tamtej nocy. Jeszcze wtedy – jeszcze nim pakt został podpisany – nie byliśmy w stanie 

uciec przed sobą nawzajem, nie ważne jak bardzo się staraliśmy.

Lucjusz przeniósł mnie przez hol, a ja trzymałam się mocno jego szyi, aż w końcu dotarliśmy do 

drzwi naszej sypialni – tylko tym razem nie było strażników w zasięgu wzroku. Byliśmy naprawdę 

sami.

Pochylił się lekko by sięgnąć klamki i otworzył drzwi. Potem delikatnie postawił mnie na nogi, 

przyciągnął mnie do siebie i powiedział, „Witaj w domu, Anastazjo.”

Nie powiedziałam – nie mogłam – niczego. I wcale nie chciałam rozmawiać. Pragnęłam jedynie … 

niego.

Widziałam w jego oczach, że Lucjusz czuje to samo, równie mocno.

W końcu, mieliśmy zamiar podzielić się wszystkim. Nasza krwią - ponownie, i czymś więcej …

Wtedy Lucjusz sięgnął za mnie jedną ręką, wciąż trzymając mnie drugą i w momencie gdy jego 

wargi spoczęły na moich, zamknął za nami drzwi, oddzielając tym nas od reszty świata.

**********************************************

;)

background image