background image

NA DRODZE DUCHOWYCH OCZYSZCZEŃ

SPIS TREŚCI

I.

     DROGA

 

    KU

      BOGU

 

 

Etapy
Schodząc

 

    do

    „

   wód

 

    śmierci"

 

 

..Winda"

 

    niebieska

 

 

Nie

      pragnij

 

    szukać

 

    owoców

 

 

II.

      DOŚWIADCZENIA

 

  „

   NOCY

 

    ZMYSŁÓW"

 

 

Znaki

 

    rozpoznawcze

 

 „  nocy

 

    zmysłów"

 

 

Pierwszy

 

    znak

 

  „

   nocy"

 

 

Drugi

 

    znak

 

  „

   nocy"

 

 

Trzeci

 

    znak

 

  „

   nocy"

 

 

Trudna

 

    próba

 

    wiary

 

    dotykająca

 

    rozumu

 

 

Próby

 

    wiary

 

    dotykające

 

    woli

 

    i     pamięci

 

 

 

Udręki

 

    pokus

 

 

Sens

 

    pokus

 

 

Pokusy,

 

    które

 

    niszczą

 

    bastion

 

    dobrego

 

    mniemania

 

    o     sobie

 

 

Udręka

 

    skrupułów

 

 

Czas

 

    trwania

 

    oczyszczeń

 

 

Bóg

 

    ufa

      ci,

      że

      nie

      cofniesz

 

    się

   

Bóg

 

  „

   oddala

 

    się",

 

    aby

      pogłębić

 

    w

      nas

      wiarę

 

    i     miłość

 

 

III.

      SAMOTNOŚĆ

 

    JAKO

 

    ŁASKA

 

    OCZYSZCZEŃ

 

 

Ból

      niezrozumienia

 

 

Samotność

 

    Maryi

 

    i     Józefa

 

 

Samotność

 

    jako

 

    miejsce

 

    spotkania

 

    z     Bogiem

 

 

Tylko

 

    Bóg

 

    cię

      kocha

 

 

Samotność,

 

    która

 

    pogłębia

 

    wiarę

 

 

 

Czas,

 

    w

      którym

 

    obumiera

 

    ziarno

 

 

 

Samotność

 

    przywołuje

 

    obecność

 

    Boga

 

 

IV.

      UŚWIĘCENIE

 

    PRZEZ

 

    PRACĘ

 

 

Niebezpieczeństwo

 

    sukcesów

 

 

Pracując

 

    myśl,

 

    że

      to

      jest

      może

 

    już

      ostatni

 

    dzień

 

 

Naśladować

 

    w

      pracy

 

    ewangelicznego

 

    celnika

 

 

background image

Przez

 

    swoją

 

    pracę

 

    będziesz

 

    się

      uświęcał

 

 

Dla

      Boga

 

    jesteś

 

    ważny

 

    ty,

      a     nie

      twoje

 

    osiągnięcia

 

 

V.

      WYBÓR

 

    CYTATÓW

 

    DO

      MEDYTACJI

 

 

 

„Zwykła  droga  do  kontemplacji  wiedzie  przez  bezdrzewną  pustynię,  pozbawioną  wody  i 
pięknych  widoków.  Duch  wchodzi  w  nią  i  wędruje  na  oślep  w  różnych  kierunkach,  które 
zdają się oddalać go od zdolności widzenia, od Boga, od radości i wszelkiego celu. I może 
mu  być  bardzo  trudno  uwierzyć,  że  ta  droga  jednak  gdzieś  prowadzi,  a  nie  jedynie  w 
pustkę,  pełną  wyschłych  szkieletów,  w  miny  wszystkich  naszych  nadziei  i  dobrych 
postanowień.
   Widok tej pustyni tak przeraża większość ludzi, że nie chcą zapuszczać się na jej palące 
piaski  i  błąkać  się  pomiędzy  jej  skałami.  Nie  mogą  uwierzyć,  że  kontemplację  i  świętość 
odnajduje  się  na  takim  pustkowiu,  gdzie  nie  można  znaleźć  żadnej  ochrony,  ani  miejsca 
spoczynku, żadnej ochłody ani pożywienia dla wyobraźni, intelektu i pragnień wrodzonych 
naszej naturze.
   W  przekonaniu,  ze  miarą  doskonałości  jest  bystre  wniknięcie  w  Istotę  Boga  i  gorące 
postanowienia  rozpalonej  miłością  woli,  że  świętość  jest  sprawą  uczuciowej  żarliwości  i 
namacalnych  wyników,  nie  chcą  mieć  nic  wspólnego  z  taką  kontemplacją,  która  nie  jest 
rozkoszą  dla  intelektu  i  nie  dostarcza  umysłowi  i  woli  żadnych  pociech  ani  odczuwalnej 
radości. Chcą widzieć, dokąd idą i widzieć, co robią; i gdy tylko zapuszczą się w dziedziny, 
gdzie  ich  własna  działalność  zostaje  sparaliżowana  i  nie  przynosi  widomego  owocu, 
zawracają  z  drogi  na  urodzajne,  zielone  pola,  gdzie  mogą  mieć  pewność,  że  skutecznie 
pracują  i  zmierzają  do  jakiegoś  celu.  A  jeżeli  nie  potrafią  osiągnąć  tak  żarliwie  i 
niespokojnie  oczekiwanych  wyników,  przynajmniej  przekonują  siebie,  że  zrobili  wielkie 
postępy,  kiedy  odmówili  wiele  modlitw,  zadali  sobie  liczne  umartwienia,  wygłosili  dużo 
kazań, przeczytali (a może i napisali) wiele książek i artykułów, przejrzeli mnóstwo dzieł o 
rozmyślaniu,  przyswoili  sobie  setki  nowych  i  różnorodnych  praktyk  pobożnych  i  opasali 
ziemię szeregiem pielgrzymek. Nie można powiedzieć, żeby te rzeczy nie były same w sobie 
dobre: ale mogą być w życiu człowieka chwile, kiedy one stają się ucieczką, narkotykiem, 
ochroną przed przyjęciem na siebie odpowiedzialności i cierpienia w ciemności, ubyciu i 
niemocy  -  przed  pokornym  zezwoleniem  Bogu,  żeby  On  nas  ogołocił  z  naszej  fałszywej 
osobowości i przetworzył nas w nowych ludzi, jakimi naprawdę mamy być (...). Ten, kto nie 
dopuści,  żeby jego duch zniechęcił się  i  zaniepokoił  tą oschłością  i  niemocą, ale  pozwoli 
Bogu prowadzić się spokojnie przez pustynię, nie żądając żadnego oparcia ani wskazówki 
poza  czystą  wiarą  i  ufnością,  dojdzie  do  głębokiego  i  dającego  pokój  zjednoczenia  z 
Bogiem" (T.Merton, „Posiew kontemplacji", Kraków 1982, s.!64n., 167n.).

I. DROGA KU BOGU

  W początkowym okresie życia wewnętrznego - okresie fascynacji Panem Bogiem - często 
wydaje się nam, że dojście do świętości jest czymś łatwym, i że my sami jesteśmy już na 

background image

zaawansowanym  etapie  w  drodze  do  niej.  Nie  wiemy  wtedy,  przez  jak  bolesne 
doświadczenia przyjdzie nam jeszcze przechodzić.

Etapy

  Na pierwszym etapie budzi się w nas pragnienie pogłębiania życia wewnętrznego.
   Jeżeli  np.  narzeczeni  poznają  się  w  tym  czasie,  to  będzie  przepełniał  ich  wielki  zapał, 
entuzjazm i nadzieja wspólnego dążenia do świętości. Wszystko wyda się im proste. Będą 
mogli  razem  długo  i  żarliwie  modlić  się  i  wspólnie  rozwiązywać  wiele  życiowych 
problemów.  Ich  egoizm  często  w  takiej  czy  innej  formie  uwidoczni  się,  ale  entuzjazm  i 
zapał sprawią, że oboje gotowi będą pokonywać wszelkie przeszkody. Dojście do świętości 
wyda się im wówczas czymś bardzo bliskim osiągnięcia.
   Pierwsze  doświadczenie  spotkania  z  Bogiem  nie  porusza  jednak  jeszcze  głębszych 
pokładów  naszej  osobowości,  choć  nam  wydaje  się,  że  już  spotkaliśmy  Boga  i 
doświadczamy  Jego  miłości  w  sposób  szczególny.  W  rzeczywistości  jest  to  zaledwie 
okruch, bardzo mała cząstka tego, co On chce nam okazać. Na tym etapie Bóg nie może 
jednak objawić się nam bardziej, ponieważ nie ma w nas jeszcze odpowiedniego otwarcia 
na Niego, to znaczy pokory.
  Na przeszkodzie stoi nasza pycha i nasze niewłaściwe wyobrażenie Stwórcy, nie oddające 
tego, kim On jest naprawdę. Najpierw więc musi stopniowo zmieniać się nasz obraz Boga i 
obraz nas samych.
   Pierwsze  głębsze otwarcie się  na  Pana  poprzedzają zwykle  pewne  wydarzenia, poprzez 
które Bóg pozwala nam w pewnym, choć niewielkim jeszcze stopniu, odkryć Jego miłość. 
Może  to  być  np.  bardzo  silne  doświadczenie  słabości  czy  samotności  -  i  wtedy  możemy 
bardziej odczuć Jego miłość. Takie doświadczenie naszej słabości, a równocześnie tego. że 
Bóg kocha nas takich, jakimi jesteśmy, pozostawia wówczas głęboki ślad w naszym sercu.
   Jednak  pozostawanie  na  poziomie  wiary  przeżywanej  w  sposób  emocjonalny 
uniemożliwiałoby nam dojście do wiary głębokiej i czystej. Dopóki odczuwamy miłość i 
obecność Boga, dopóty nie ma w nas wiary prawdziwej, która opiera się na woli, a nie na 
uczuciach.
  Pan oczekuje, że uwierzymy Mu bez domagania się dowodów. Do żądającego dowodów 
Tomasza Chrystus powiedział: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli" (J 20,29).
   To  dlatego  przychodzi  w  naszym  życiu  okres,  w  którym  nasz  odczuwalny  kontakt  z 
Bogiem  zaczyna  być  przeplatany  wewnętrznym  doświadczeniem  oschłości.  Również 
odnoszone  wtedy  przez  nas  sukcesy  przeplatają  się  często  z  porażkami.  Wśród  wielu 
przeżywanych  w  tym  czasie  prób  wiary  Bóg  co  pewien  czas  pozwala  nam  jeszcze 
doświadczać  swojej  obecności  w  sposób  emocjonalny.  Później,  kiedy  znów  tracimy  nasz 
uczuciowy  kontakt  z  Nim,  nasila  się  zwykle  nasza  bardzo  bolesna  samotność  i  słabość. 
Bóg jednak musi nas w ten sposób doświadczać, ponieważ inaczej nie szukalibyśmy Go z 
pobudek nadprzyrodzonych, a jedynie dla zaspokojenia własnych pragnień emocjonalnego 
doświadczania Jego miłości.
   Dla  kogoś  o  takim  nastawieniu  droga  do  świętości  miałaby  być  zaspokajaniem  jego 
własnych  egoistycznych  pragnień.  A  przecież  takie  nastawienie  uniemożliwia  pełne 
zjednoczenie z Bogiem.

background image

  Stąd w drugim mieszkaniu (zgodnie z terminologią stosowaną przez św. Teresę od Jezusa 
Twierdzy wewnętrznej) Bóg stopniowo nas z tego oczyszcza.
   Warunkiem  przejścia  przez  ten  etap  częstych  oschłości  i  wielu  trudności  w  życiu 
codziennym jest ufność wobec Boga, pokora i wiara w Jego miłość.
Idąc  drogą  do  świętości,  doświadczymy  kiedyś  prawdziwości  słów  Chrystusa,  który 
powiedział:  „beze  Mnie  nic  nie  możecie  uczynić"  (J  15,5).  Zanim  jednak  do  tego 
dojdziemy,  zanim  uznamy,  że  każde  dobro  nadprzyrodzone,  jakie  dostrzegamy  w  sobie, 
jest  dziełem  Chrystusa,  musimy  doznać  wielu  upokorzeń,  musimy  też,  wzrastając  w 
pokorze, zapragnąć kochać Boga ponad wszystko.
   Jeżeli  Bóg  wprowadza  do  drugiego  mieszkania  np.  jednego  z  narzeczonych  czy 
małżonków, wówczas zaczynają się już pewne kłopoty. Ponieważ osoba znajdująca się w 
drugim  mieszkaniu  traci  co  jakiś  czas  emocjonalny  kontakt  z  Bogiem,  pojawia  się  wiele 
problemów wynikających i z doświadczania trudności na modlitwie, i z życia codziennego. 
Wiele  spraw  nie  układa  się  tak  jak  dotychczas.  Modlitwa  takiego  człowieka  staje  się 
oschła, a przy tym przestaje on odnosić sukcesy tak w życiu zawodowym, jak i w zakresie 
spraw  rodzinnych  czy  domowych.  Pojawiają  się  więc  liczne  problemy,  które  wywołują 
napięcia psychiczne.
  Z uwagi na zaistniałe różnice w kontakcie z Bogiem jednym z pierwszych problemów w 
relacjach  między  narzeczonymi  czy  między  małżonkami  zaczyna  być  wtedy  wspólna 
modlitwa.  Jeżeli  narzeczeni czy małżonkowie wykazują dużo dobrej  woli, to  jakoś im to 
jeszcze wychodzi, choć najczęściej osoba doświadczająca oschłości woli modlić się sama, 
ponieważ trudno jest jej przeżywać to, co przeżywa współmałżonek czy narzeczony.
   Co  pewien  czas  występuje  też  pewna  forma  braku  możliwości  porozumienia.  Kiedy 
bowiem  w  wyniku  pierwszych  trudności  pojawiają  się  napięcia  psychiczne,  to  niemal 
automatycznie zwiększa się też liczba zadrażnień i nieporozumień w kontaktach pomiędzy 
małżonkami  czy  narzeczonymi.  Nieporozumienia  te  mogą  powstawać  z  byle  powodu,  a 
przy  długim  oddźwięku  psychicznym

1

  nawet  jednego  z  narzeczonych  czy 

współmałżonków  odkładają  się  i  kumulują,  co  wytwarza  pewien  rodzaj  braku  kontaktu 
psychicznego.

1

 

Oddźwięk psychiczny - zróżnicowane echo wydarzeń w psychice jednostki. Pewne osoby reagują na 

wydarzenia  lub  sytuację,  która  je  porusza  szybko,  i  później  już  o  niej  nie  myślą  (zjawisko 
„prymalności").  Inne,  wprost  przeciwnie,  niewzruszone  i  pozornie  obojętne  w  danym  momencie, 
niczego  nie  zapominają,  a  ich  reakcja  dojrzewa  stopniowo  (zjawisko  „seksualności")  [zob.  Dic-
Honnaire de la psychologie. Librairie Larousse, 1989. s. 236].

   Święty Jan od Krzyża mówi: „Początkujący podlegają jeszcze pożądaniom w związku z 
przeżyciami  duchowymi.  Dlatego  też  popadają  zwykle  w  wiele  niedoskonałości 
wynikających  z  władz  gniewu.  Skoro  przeminie  smak  i  upodobanie  w  rzeczach 
duchowych, z konieczności czują niezadowolenie. Z tego niezadowolenia z siebie wynika 
rozdrażnienie w ich czynnościach i niekiedy łatwo popadają w gniew za lada przyczyną. W 
rezultacie  takie  dusze  bardzo  często  bywają  nieznośne  dla  otoczenia.  Bywa  i  tak,  że  gdy 
przeminie  smak  i  przyjemność  złączona  z  głębszym  odczuwalnym  skupieniem  na 
modlitwie,  natura  człowieka  pozostaje  niezadowolona  i  rozdrażniona,  podobnie  jak 
dziecko,  gdy  je  odłączą  od  piersi,  z  której  czerpało  miły  smak.  Ten  stan  jest  naturalny  i 

background image

jeśli  dusza  nie  poddaje  się  zniechęceniu,  nie  ma  tu  winy,  tylko  niedoskonałość. 
Niedoskonałość  ta  będzie  oczyszczona  przez  oschłość  i  przykrość  ciemnej  nocy"  (Noc 
ciemna, I, rozdz.5, nrl).
  W drugim mieszkaniu pojawia się już pewien rodzaj samotności pomiędzy narzeczonymi 
czy  małżonkami  i  niemożność  przekazania  do  końca  przeżywanych  doświadczeń. 
Trudności  te  jednak  nie  są  jeszcze  długotrwałe  i  w  okresach  łatwiejszych  narzeczeni  czy 
małżonkowie mogą porozumieć się i rozwiązać narosłe wcześniej problemy.

   Po  tym  okresie  następuje  etap  trzeciego  mieszkania,  kiedy  zanikają  trudności  w 
emocjonalnym  kontakcie  z  Bogiem  i  wszystko  znów  zaczyna  się  dobrze  układać,  tak  w 
życiu codziennym, jak i w zakresie spraw związanych z życiem duchowym. Wtedy wzrasta 
w  nas  zwykle  przekonanie,  że  wiele  potrafimy  i  znów  pojawia  się  przeświadczenie,  że 
świętość jest w zasięgu  naszych możliwości.  Zaczynamy  częściej krytykować innych,  bo 
nie rozumiemy ich słabości; bardzo łatwo zapominamy, że słabość i samotność stwarzają 
możliwość głębszego spotkania z Bogiem.
   Święty  Jan  od  Krzyża  mówi:  „Ponieważ  początkujący  czują  się  pełnymi  zapału  i 
gorliwości w rzeczach duchowych i ćwiczeniach pobożnych, z tej pomyślności (z powodu 
ich niedoskonałości) rodzi się pewien rodzaj ukrytej pychy, skutkiem której zaczynają oni 
nabierać niejakiego zadowolenia z samych siebie i ze swoich uczynków, mimo iż prawdą 
jest, że rzeczy święte same z siebie rodzą pokorę. Z tego źródła wypływają próżne, czasem 
nawet bardzo próżne chęci rozmów o rzeczach duchowych z innymi. Często zresztą w tym 
celu, by innych nauczyć, niż by się od nich uczyć. Gdy zaś napotykają u nich inny rodzaj 
pobożności niż ich własny, potępiają ich w swoim sercu, a nawet i zewnętrznie w słowach. 
Stają  się  wtedy  podobni  do  owego  faryzeusza,  który  chełpił  się  przed  Bogiem  ze  swych 
czynów i pogardzał celnikiem" (Noc ciemna, I, rozdz. 2, nr 1).
   Osoba  będąca  w  trzecim  mieszkaniu  potrafi  przezwyciężać  widoczne  formy  pychy,  a 
także  ze  względu  na  swoją  aktywność  praktykować  w  jakimś  stopniu  niektóre  cnoty. 
Stwarza  to  pewnego  rodzaju  iluzję,  iż  jest  to  człowiek  autentycznie  pokorny.  Z  tego  też 
powodu  pojawia  się  niebezpieczeństwo  naśladowania  20  przez  innych,  co  mogłoby 
wypaczać  ich  obraz  drogi  do  świętości.  Pozornie  wydaje  się  on  czynić  rzeczy  bardzo 
pożyteczne. W oczach Boga nie mają one jednak wielkiej wartości, ponieważ kryje się w 
nich jeszcze wiele pychy.
  Na tym etapie niemal wszystko nam wychodzi.
   W  życiu  małżonków  czy  narzeczonych  powraca  wtedy  możliwość  wspólnego 
porozumienia się, wspólnej modlitwy i wspólnego rozwiązywania problemów. W trzecim 
mieszkaniu, kiedy znikają przyczyny napięć psychicznych, o wiele lepiej układa się dialog 
pomiędzy  narzeczonymi  czy  małżonkami.  U  wielu  budzi  się  wtedy  pyszne 
przeświadczenie,  że  wystarczy  tylko  zdecydowanie  pracować  nad  sobą,  oczywiście  z 
pomocą łaski Bożej, a świętość stanie się ich udziałem.
   W tym okresie jesteśmy w stanie aktywnie „apostołować", tzn. dokonywać wielu rzeczy 
w  naszym  mniemaniu  „ku  czci  i  chwale  Bożej",  które  tak  naprawdę  dokonywane  są  dla 
naszej własnej „czci i chwały". Naszą gorliwość może „wspierać" wtedy nawet szatan. Św. 
Jan od Krzyża mówi: „Zresztą i szatan roznieca w początkujących zbytnią gorliwość i chęć 
wykonywania takich uczynków, aby w nich rozbudzić pychę i zarozumiałość. Zdaje sobie 
bowiem dobrze sprawę, że wszystkie cnoty i dobre uczynki, jakie te dusze wypełniają, nie 

background image

tylko nie przynoszą im żadnego pożytku, lecz raczej obracają się w wadę" (Noc ciemna, I, 
rozdz. 2, nr 2).

  Bóg, chcąc choć w pewnym stopniu oczyścić nas z egoizmu i pychy, by przybliżyć nas ku 
sobie, musi wystawić nas na bardzo trudne próby czwartego mieszkania, które nazywane 
jest „nocą zmysłów" („W postępie duchowym, opisanym w Twierdzy wewnętrznej - pisze 
o.  Maria  Eugeniusz  od  Dz.J.  -noc  bierna  zmysłów  następuje  w  czwartym  mieszkaniu", 
Jestem córką Kościoła, Kraków 1984, s.73).
   Przypomina  ono  w  dużej  mierze  drugie  mieszkanie,  z  tym  że  doświadczenia  „nocy 
zmysłów" trwają nieprzerwanie i niekiedy bardzo długo.
   W  tym  okresie  występuje  pewna  trwała  niezdolność  do  przekazania  własnych  stanów 
psychicznych i duchowych. Pojawia się tym samym pewien rodzaj samotności, której nie 
będziemy  w  stanie  przekroczyć.  Bóg  bowiem  będzie  chciał  nawiązać  z  nami  bardziej 
intymny  kontakt,  by  kiedyś  zająć  pierwsze  miejsce  w  naszym  sercu  -  a  związane  z  tym 
nasze doświadczenia mogą okazać się nieprzekazywalne.
  Jest to etap bardzo trudny.
   Jeżeli  w  przypadku  małżonków  jedno  z  nich  wejdzie  w  taki  trwały  stan  duchowych 
oschłości i licznych doświadczeń w życiu codziennym - które będą rodziły coraz to nowe 
psychiczne napięcia - wtedy drugiemu współmałżonkowi będzie trudno zrozumieć, co się z 
nim  dzieje.  Będzie  odnosił  wrażenie,  że  współmałżonek  stał  się  nagle  dziwnie  słaby  i 
niezaradny, jakby miał dwie lewe ręce, bo nic mu nie wychodzi, a przy tym jeszcze z byle 
powodu płacze.
   Doświadczenia te są jednak konieczne, by w nich spalał się nasz egoizm i by rodził się 
nowy człowiek.
  Etap czwartego mieszkania może być bardzo trudny np. dla narzeczonych m.in. z powodu 
pojawienia  się  licznych  wątpliwości,  czy  to  właśnie  ta  osoba  ma  być  mężem  czy  żoną. 
Występuje bowiem wtedy często niezdolność do obiektywnej oceny życiowych sytuacji.
   Wówczas  nawet  kierownik  duchowy  nie  zawsze  może  pomóc,  ponieważ  rozpoznanie  i 
odpowiedź  na  powołanie  musi  łączyć  się  z  wewnętrzną  pewnością.  Jeżeli  ktoś  w 
decydującym  momencie  swojego  życia  nie  ma  pewności,  czy  dokonuje  właściwego 
wyboru,  kierownik  duchowy  też  musi  zachować  się  bardzo  powściągliwie,  chyba  że  Pan 
Bóg  da  mu  szczególne  światło  w  danej  sytuacji,  co  jest  na  ogół  zjawiskiem  rzadkim. 
Dlatego również kierownik duchowy zaleca wtedy dużą ostrożność.
   Z  tego  powodu  jest  to  bardzo  trudny  okres  również  dla  kleryków  i  osób 
przygotowujących  się  do  złożenia  ślubów  zakonnych,  ponieważ  pewność  co  do 
właściwego  powołania  może  ulec  wtedy  poważnemu  zachwianiu.  Przyczynia  się  do  tego 
emocjonalna pustka w kontakcie z Bogiem i coraz większe doświadczenia - np. trudności 
w  zakresie  modlitwy,  kontaktu  z  innymi  ludźmi,  nauki  -  które  wywołują  napięcia 
psychiczne.  Wszystko  to  sprawia,  że  rodzą  się  niekiedy  bardzo  poważne  wątpliwości 
dotyczące powołania.
   Niepewność,  gdy  chodzi  o  wybór  dalszej  drogi  życiowej,  może  pojawić  się  nawet  u 
małżonków.  Na  tym  bowiem  etapie  współmałżonek,  który  np.  przedtem  był  bardzo 
zaradny,  troskliwy  w  stosunku  do  żony  i  dzieci,  który  żył  życiem  domu,  może  nagle  z 
uwagi na mniejszą sprawność przedłużać pobyt w pracy, a tym samym mniej zajmować się 
domem.  Może  też  być  często  napięty  i  rozdrażniony.  Z  człowieka  przedtem  dobrego, 

background image

troskliwego  i  czułego  staje  się  kimś  zimnym,  oschłym,  opryskliwym.  Wtedy  przychodzą 
podejrzenia,  że  może  znalazł  sobie  inną  kobietę  i  dlatego  tak  się  zmienił.  Żona,  nie 
wiedząc, co dzieje się z mężem, zaczyna w takiej sytuacji gubić się, bo czuje się niepewna 
i zagrożona. Jej kierowane do męża uwagi mogą być wówczas bardzo cierpkie. Zaczyna to 
niszczyć  ich  więź  psychiczną  i  mogą  zrodzić  się  wątpliwości,  czy  dokonany  wybór 
współmałżonka był wyborem właściwym.
   W  tym  momencie  szatan  może  podsuwać  nawet  pokusy  rozejścia  się.  Przez  tego  typu 
trudności może przechodzić wielu małżonków i jeżeli zagubią się, jeżeli nie będzie w nich 
głębokiej wiary, to mogą cofnąć się do wcześniejszych etapów życia wewnętrznego.
Jedną  z  głównych  przyczyn  tego  rodzaju  doświadczeń  w  drodze  do  świętości  jest  pewna 
niemożność  pełnego  wyrażenia  własnych  przeżyć.  Występuje  wówczas  jakby  bariera  w 
przekazie informacji, a w rezultacie pogłębiający się brak psychicznego kontaktu i więzi.
  Te bardzo trudne próby mogą trwać długo, często szereg lat.
   Rodzące  się  wtedy  napięcia  psychiczne  prowadzą  do  małżeńskich  konfliktów,  które 
niejednokrotnie  rozgrywają  się  na  oczach  dzieci.  I  to  jest  szczególnie  bolesne,  bo  dzieci 
nasiąkają  tą  niewłaściwą  atmosferą  domu  rodzinnego,  atmosferą  nieporozumień  i  napięć. 
W  konsekwencji  jest  to  jeszcze  jeden  powód  do  bardzo  bolesnych  rozterek 
współmałżonków.
   Dziecko,  obserwując  postawę  swoich  rodziców,  tworzy  sobie  wówczas  wykrzywiony 
obraz Boga, co sprawia, że później będzie gubiło się w swoim własnym życiu. Rodzice w 
jakimś  stopniu  zwykle  zdają  sobie  z  tego  sprawę,  stąd  takie  sytuacje  będą  dla  nich  tym 
bardziej dotkliwe.
  Oczywiście, jeżeli ktoś przejdzie przez oczyszczenia, to później, gdy pojawią się już akty 
czystej miłości, Bóg nie tylko naprawi zło, jakie zaistniało w okresie oczyszczeń, ale przez 
świętość  rodziców  da  tym  dzieciom  specjalne  łaski,  które  sprawią,  że  będą  one  mogły 
dojść  do  świętości  znacznie  łatwiej.  Byłoby  więc  czymś  niewłaściwym,  gdyby  rodzice  z 
powodu pojawiających się na tym etapie trudności rezygnowali z wybranej wcześniej drogi 
pogłębiania życia wewnętrznego i dążenia do świętości.
  Powinniśmy starać się zrobić wszystko, by tej wielkiej i szczególnej łaski nie zmarnować, 
żeby nie powiedzieć Bogu, który pragnie naszego uświęcenia - nie.
   Jeżeli  dusza  wzrasta  w  pokorze,  to  w  pewnym  momencie  doznaje  w  swoim  życiu 
wewnętrznym szczególnej ingerencji Boga.
   Św.  Teresa  od  Dzieciątka  Jezus  wyznaje,  że  trzeba  jej  było  wiele  czasu,  by  dojść  do 
wyższego  stopnia  zdania  się  na  Boga.  Musiała  doznać  wielu  porażek,  by  poznając  lepiej 
prawdę o sobie, wzrastać w pokorze. - I oto po wielu nieudanych próbach stał się cud. Bóg 
sam  wziął  ją  w  swoje  ramiona  i  tak  „wysoko"  umieścił  (zob.  Żółty  zeszyt,  7  VII  1897). 
Nagle to, o co długo i z wielkim wysiłkiem zabiegała, zostało jej dane niejako za darmo, 
już bez jej szczególnych starań.
   To Duch Święty obdarza duszę stającą w prawdzie przed Bogiem pewnymi specjalnymi 
darami: nadprzyrodzoną zdolnością czynienia czegoś, do czego przedtem nie była zdolna.
  Duch Święty obdarza, a więc daje za darmo.
   Gdyby jednak obdarzył nas swymi darami, zanim poznamy prawdę o sobie, to każdy z 
nas przypisałby te dary sobie, sądząc, że jakoś na nie „zapracował", że tyle się namęczył, 
dlatego potrafi teraz być pokorny czy radosny.

background image

   Musimy  więc  najpierw  przekonać  się,  że  sami  z  siebie  naprawdę  nic  nie  możemy, 
musimy dogłębnie doświadczyć swojej nędzy i nicości, by Duch Święty mógł obdarzyć nas 
swoimi szczególnymi darami.
   Święci w pewnym momencie swojego życia stawali się innymi ludźmi; doznawali takiej 
metamorfozy,  że  z  ludzi  zwykłych  i  szarych  stawali  się  ludźmi  emanującymi  prawdziwą 
mocą - mocą Boga. Tę niezwykłą łaskę poprzedzał jednak i w ich życiu okres poznawania 
własnej nędzy i odkrywania miłości Boga.
   Jeżeli  w  czasie  „nocy  zmysłów"  będzie  w  nas  szalona  wiara  w  miłość  Boga,  wówczas 
Bóg  w  odpowiedzi  na  naszą  postawę  może  udzielić  nam  kolejnej  szczególnej  łaski,  jaką 
jest „noc ducha".
   Te  drugie  oczyszczenia  (szóste  mieszkanie),  które  mogłyby  nas  do  końca  przemienić  i 
uświęcić, są szczególnym i najwyższym darem. Bóg udziela go tym, którym bardzo ufa. W 
czasie  tych  oczyszczeń  bez  szaleństwa  miłości  i  wiary  zagubilibyśmy  się,  moglibyśmy 
zdradzić  Boga.  Bóg  więc,  aby  dać  nam  tę  łaskę,  musi  widzieć,  że  świętość  staje  się 
rzeczywiście  największym  pragnieniem  naszego  serca,  choć  na  wcześniejszych  etapach 
będzie ono jeszcze w dużym stopniu skażone naszą pychą i egoizmem.
   Na  tym  etapie  ciemności  stają  się  o  wiele  większe,  a  tym  samym  wzrasta  niemożność 
przekazywania  własnych  wewnętrznych  doświadczeń.  Rodzi  się  wtedy  jeszcze  większa 
samotność, wynikająca z coraz intymniejszej więzi z Bogiem, której nie można przekazać 
komuś,  kto  do  tego  etapu  jeszcze  nie  doszedł,  nawet  gdyby  była  to  osoba  bardzo  nam 
droga.
   W  przypadku  małżonków  trzeba  jednak  również  wtedy  starać  się  przekazywać  własne 
przeżycia wewnętrzne, by nie niszczyć więzi psychicznej, ale będzie to możliwe tylko w 
ograniczonym zakresie. Trzeba więc, by małżonkowie wzajemnie uczyli się szanować to, 
co w ich życiu wewnętrznym staje się nieprzekazywalne.

Schodząc do „wód śmierci"

   Etapy życia wewnętrznego przedstawiane są niekiedy jako stopnie prowadzące najpierw 
w dół, do „wód śmierci", a następnie w górę. Schodzeniu w dół towarzyszą coraz to nowe i 
większe  upokorzenia.  Przy  czym  zejście  o  kolejny  stopień  niżej  uwarunkowane  jest 
radosnym  przyjęciem  upokorzeń,  jakie  spotkały  nas  na  poprzednim  stopniu.  Jeżeli 
napotkanych upokorzeń nie akceptujemy, to pozostajemy na tym samym miejscu.
   Tylko  wtedy,  gdy  przełamiesz  się  i  uznasz  prawdę  o  sobie,  którą  pokazują  ci  inni,  a 
zwłaszcza twój kierownik duchowy, będziesz mógł zejść niżej.
Schodząc będziesz na każdym kolejnym stopniu sądził, że już doszedłeś do „wód śmierci", 
ponieważ  to,  czego  będziesz  doznawał,  wyda  ci  się  tak  przerażające,  że  trudno  ci  będzie 
wyobrazić sobie coś jeszcze gorszego. Będzie to jednak tylko złudzenie.
   Dopiero  później  zrozumiesz,  że  dna  nie  ma,  że  zło,  jakie  w  sobie  odkrywasz,  „nie  zna 
granic".
   Schodząc  niżej,  do  kolejnych  warstw,  będziesz  naprawdę  musiał  trzymać  się  ręki 
kierownika  duchowego  i  słuchać  jego  wskazówek,  bo  inaczej  nie  zaakceptujesz 
dostrzeżonego w sobie zła.
   Swoistą ilustracją tego etapu życia wewnętrznego jest Księga Hioba. Hiob traci po kolei 
wszystko i wszystkich - bogactwo, uznanie, rodzinę.

background image

   Etapów  życia  wewnętrznego  nie  przechodzi  się  bez  wyrzeczenia.  Wyrzeczenie  duszy 
schodzącej  do  „wód  śmierci"  stale  wzrasta,  ona  jednak  odnosi  wrażenie,  że  wyrzeka  się 
coraz  mniej,  że  coraz  mniej  służy  Panu  Bogu.  Schodzi  więc  w  dół  w  głębokim 
przekonaniu, że oddala się od Boga, że kocha Go coraz mniej i coraz mniej daje z siebie. 
Wtedy wzrasta jej pokora.
  Zejście do „wód śmierci" jest jakby włożeniem nogi do ogniska. Będziesz chciał od razu 
cofnąć  się,  a  tymczasem  trzeba,  żebyś  po  tych  „wodach  śmierci"  chodził.  Jest  to  stan,  w 
którym twoja pycha będzie się w tobie wypalać; to rzeczywiście może być bardzo bolesne. 
Na „wodach śmierci" dusza błądzi, bo nie wie, gdzie jest. Nie wie, czy przybliża się, czy 
oddala od Boga.

Po  przejściu  tego  etapu  następuje  w  oczach  zewnętrznego  obserwatora  wchodzenie  po 
stopniach do góry, co wiąże się z otrzymaniem specjalnych darów Ducha Świętego.
  Bóg obdarza wtedy duszę w sposób szczególny i On sam unosi ją do góry - ku świętości, 
przy czym człowiek będący w tym stanie subiektywnie odbiera to inaczej. Każdy nowy dar 
Ducha Świętego odsłania mu jeszcze pełniej jego własną nędzę. A więc nadal schodzi w 
dół - jego poznanie własnej grzeszności pogłębia się.
   Na  tym  etapie  zaczynamy  rzeczywiście  dawać  świadectwo  życia  wiarą,  a  jednocześnie 
zdajemy sobie sprawę z tego, że to nie my je dajemy. Po przejściu przez „wody śmierci" 
człowiek  w  oczach  zewnętrznego  obserwatora  staje  się  kimś  niezwykłym,  staje  się 
człowiekiem wiary i modlitwy. W jego życiu coraz bardziej widoczne są uczynki wiary i 
czyny  heroiczne,  których  on  już  nie  przypisuje  sobie,  co  więcej  w  świetle  których  widzi 
jeszcze pełniej swoją nędzę.
   W  życiu  świętych  heroiczność  cnót  staje  się  widoczna,  bo  na  pewnym  etapie  życia 
wewnętrznego dusza zostaje obdarowana cnotami, dzięki którym rzeczywiście promieniuje 
dobrem.
   Jednak  to  nie  człowiek  promieniuje.  W  człowieku  zawsze  pozostaje  jego  słabość; 
pozostaje  on  „dziedzicem"  grzechu  pierworodnego,  ale  na  etapie  „wód  śmierci"  zaczyna 
rodzić się w nim miejsce dla Chrystusa.
   To Jezus, który żyje w tym człowieku - w tym człowieku skłonnym do zła promieniuje 
swoją świętością, tak że może on powiedzieć: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie 
Chrystus" (Ga 2,20).
   To  Jezus  fascynuje  otoczenie,  to  On  je  przemienia,  człowiek  zaś  wie,  że  jest  tylko 
grzesznikiem  i  w  miarę,  jak  Bóg  coraz  bardziej  przez  niego  działa,  pogłębia  się  jego 
widzenie własnej grzeszności. 
  W myśleniu o sobie święty pozostaje zawsze na samym dnie, uważa się za najgorszego, a 
każde dobro, zgodnie z prawdą, przypisuje Bogu.

 „Winda" niebieska”

   Modlitwa takiego człowieka staje się modlitwą pustych dłoni, bo staje on przed Bogiem 
tylko ze swoimi grzechami.

background image

   Taki  człowiek  wie,  że  sam  na  nic  nie  zasługuje,  dlatego  całą  swoją  ufność  pokłada  w 
miłosierdziu Boga. Pogłębia się w nim wtedy świadomość, że z Bogiem może wszystko, 
ale bez Boga nic nie potrafi. 1 przestają to już być tylko słowa. Ta świadomość zaczyna 
kształtować w Nim inną postawę - postawę wiary.
  Św. Teresa od Dzieciątka Jezus mówi, że tę bardzo trudną drogę poszczególnych etapów 
życia wewnętrznego możemy przebyć „windą" - jeżeli pozostaniemy zawsze małymi przed 
Bogiem i powierzymy się Jemu z dziecięcą ufnością (zob. Pisma, t.2, s.266).
  Z pewnością taką „windą" będziemy je mogli przebyć również wówczas, gdy całkowicie 
oddamy się Maryi. Ktoś, kto trzyma się ręki Matki Bożej, możliwie szybko przejdzie przez 
oczyszczenia,  które  są  konieczne,  byśmy  doświadczyli,  ile  jest  w  nas  zła  i  do  czego 
jesteśmy zdolni sami z siebie.
   Jeżeli zawierzysz się Maryi, szybko dojdziesz do poznania własnej nędzy i zjednoczysz 
się z Jezusem.

Nie pragnij szukać owoców 

   Mała Święta zachęca, byśmy składali Bogu ofiarę z doświadczeń, jakich doznajemy na 
skutek  braku  owoców  naszego  dążenia  do  świętości.  Powinno  być  w  nas  pragnienie 
pozostawania na tym miejscu, na którym Bóg zechce nas pozostawić, nawet gdyby był to 
etap początkowy. Mówiła ona do swojej siostry Celiny: „Złóż Panu Bogu ofiarę z tego, że 
nigdy  nie  będziesz  zbierać  owoców,  to  znaczy,  że  całe  życie  będziesz  czuła  wstręt  do 
cierpienia, do upokorzenia, że będziesz widziała wszystkie owoce twych dobrych pragnień 
i twej dobrej woli spadające bezużytecznie na ziemię. Pan sprawi, że w chwili twej śmierci 
w mgnieniu oka na drzewie twej duszy dojrzeją piękne owoce" (Pisma, t.2, s.253n.).
   Słuszność  tej  rady  Św.  Teresy  potwierdzają  słowa  Mądrości  Syracha:  „Ufaj  Panu  i 
wytrwaj  w  twym  trudzie,  albowiem  łatwą  jest  rzeczą  w  oczach  Pana  natychmiast  i 
niespodziewanie wzbogacić ubogiego" (Syr 11.21).
   W  twoim  życiu  też  może  być  tak,  że  bardzo  długo,  może  nawet  do  śmierci,  będziesz 
odczuwał wstręt do cierpienia i upokorzeń, że owoce twoich wysiłków będą ginęły. Twoje 
zmagania o to, żeby być innym człowiekiem, żeby pełnić wolę Bożą, mogą wciąż spełzać 
na niczym. Możesz wciąż upadać i wciąż może ci nic nie wychodzić.
   Trzeba,  byś  wtedy,  nie  zrażając  się  niepowodzeniami,  nadal  z  pełną  ufnością  próbował 
czynić  dobro,  bez  względu  na  to,  czy  owoce  pojawią  się,  czy  nie.  Przecież  Pan  może 
chcieć, by owoce twoich wysiłków pojawiły się dopiero w chwili śmierci.
   Oderwanie  od  rezultatów  sprawi,  że  przestaniesz  być  niewolnikiem  własnej  wizji 
doskonałości, że będzie wzrastało w tobie pragnienie pełnienia we wszystkim tylko Bożej 
woli.

II. DOŚWIADCZENIA „NOCY ZMYSŁÓW"

  Dojście do miłości doskonałej wiąże się z przejściem przez oczyszczenia. Mogą one mieć 
formę  oczyszczeń  wstępnych  (drugie  mieszkanie);  później  wielu  wchodzi  w  „noc 
zmysłów" (czwarte mieszkanie) i w końcu nieliczni wprowadzani są w „noc ducha" (szóste 
mieszkanie).

background image

  „Noc zmysłów" to okres niezwykle ważny dla rozwoju życia wewnętrznego i przemiany 
naszych  serc.  Przechodząc  przez  ten  okres,  często  nie  będziemy  rozumieli  spotykających 
nas doświadczeń. Bóg natomiast będzie oczekiwał od nas bezgranicznej ufności - ufności 
wbrew odczuciom, doświadczeniu, a nawet wbrew naszemu rozumowi.

Znaki rozpoznawcze „nocy zmysłów"

  Na etapie „nocy zmysłów" tracimy, często na wiele lat, emocjonalny kontakt z Bogiem, a 
także  zdolność  samodzielnego  pokonywania  różnych  życiowych  problemów.  Poznajemy 
wtedy lepiej naszą pychę i egoizm.
   Św.  Jan  od  Krzyża,  mówiąc  o  znakach  pozwalających  rozpoznać  „noc  zmysłów", 
wymienia  jako  najbardziej  typowe  i  charakterystyczne  trzy  spośród  nich,  zaznaczając,  że 
stają się one takimi znakami tylko wówczas, gdy występują razem. Pozwalają one odróżnić 
„noc zmysłów" od stanu oziębłości, w jakim możemy trwać na skutek braku gorliwości i 
dobrowolnych niewierności wobec Boga.

Pierwszy znak „nocy"

  „Pierwszym znakiem jest to, że jak dusza nie znajduje upodobania i pociechy w rzeczach 
Bożych,  tak  również  nie  znajduje  ich  w  żadnej  z  rzeczy  stworzonych.  Bóg  bowiem, 
wprowadzając  duszę  w  tę  ciemną  noc  dla  wysuszenia  i  oczyszczenia  pożądania 
zmysłowego,  nie  dozwala,  by  ją  jeszcze  jakaś  rzecz  wabiła  i  smakowała  jej.  Stąd  więc 
można  poznać,  że  ta  oschłość  i  zniechęcenie  nie  jest  skutkiem  grzechów  czy  świeżo 
popełnionych niedoskonałości. Gdyby tak było, dusza czułaby pewną naturalną skłonność 
lub  chęć  smakowania  w  jakiejś  rzeczy  poza  Bogiem.  Ilekroć  bowiem  pożądanie  ulega 
jakiejś  niedoskonałości,  natychmiast  odczuwa  ku  niej  mniejszą  lub  większą  skłonność, 
według  miary  upodobania  i  skłonności  uczuciowej  tam  złożonej.  Brak  upodobania  tak  w 
rzeczach  niebieskich,  jak  i  ziemskich  mógłby  jednak  wynikać  z  jakiejś  niedyspozycji 
fizycznej lub melancholicznego usposobienia" (Noc ciemna, I, rozdz. 9, nr 2).
   Jeżeli  nie  ma  w  nas  stałej  wierności  Bogu  i  przezwyciężania  niedoskonałości,  jeżeli 
świadomie  i  dobrowolnie  sprzeniewierzamy  się  Bogu,  wchodzimy  w  stan  oziębłości  i 
zniechęcenia. Taki stan nie oznacza, że przechodzimy przez „noc zmysłów", w której Bóg 
sam chce w sposób szczególny nas oczyszczać.
   Oziębłość jest skutkiem grzechów i niewierności, jest bolesnym doświadczeniem, które 
sami na siebie sprowadzamy.
   Św  Jan  od  Krzyża  mówi,  że  podczas  „nocy  zmysłów"  w  niczym  nie  znajdujemy 
upodobania.  Zaznacza  jednak,  że  taki  stan  może  być  również  wynikiem  choroby  czy 
melancholijnego usposobienia.
   Kiedy  jesteśmy  chorzy,  zwykle  nie  mamy  na  nic  ochoty,  ani  na  rzeczy  Boże,  ani  na 
rzeczy tego świata. Nawet ktoś łakomy traci apetyt.
   Podobnie  jest  w  przypadku  osób  z  melancholijnym  usposobieniem.  Jeżeli  ktoś  z  takim 
usposobieniem  doznaje  porażki,  jeżeli  nie  czuje  się  kochany  i  akceptowany,  to  też  nie 
znajduje upodobania ani w rzeczach Bożych, ani w rzeczach tego świata.
Trzeba  więc  być  bardzo  ostrożnym  w  stwierdzeniach,  że  spotykające  nas  doświadczenia 
wewnętrzne są przejawem „nocy zmysłów".

background image

Drugi znak „nocy"

   „Drugim znakiem - pisze dalej św. Jan -potwierdzającym, że to oczyszczenie wynika z 
ciemnej nocy, jest ciągłe zwracanie pamięci ku Bogu z zatroskaniem i bolesną obawą, gdyż 
dusza  sądzi, że  nie służy  należycie  Bogu,  ale  cofa  się,  skoro odczuwa  to zniechęcenie  w 
rzeczach  Bożych.  1  z  tego  właśnie  można  poznać,  że  ta  oschłość  i  zniechęcenie  nie 
pochodzą z oziębłości i słabości, bo zasadą oziębłości jest niedbałość i brak wewnętrznej 
pilności w rzeczach Bożych" (tamże, rozdz. 9, nr 3).
  Gdy więc ktoś nie znajduje upodobania w rzeczach Bożych ani w rzeczach tego świata na 
skutek  doświadczeń  „nocy  zmysłów",  to  towarzyszy  temu  zawsze  bolesna  obawa,  że 
oddala  się  on  od  Boga  z  powodu  licznych  niewierności  i  odejścia  od  przestrzeganej 
wcześniej zasady, by czynić wszystko dla czci i chwały Bożej. Jeżeli takiej obawy nie ma, 
a występują liczne zaniedbania, opuszczenie się w wysiłkach i brak gorliwości w służbie 
Bożej, nie można mówić o oczyszczeniach związanych z „nocą zmysłów".
  Dusza, która mimo braku upodobania w rzeczach Bożych pragnie służyć Bogu. przeżywa 
swoisty dramat. Każdy przejaw niewierności Bogu jest dla niej źródłem wielkiej udręki.
Te dwa pierwsze znaki nie wystarczą jednak jeszcze do określenia „nocy zmysłów".

Trzeci znak „nocy"

  „Trzeci znak, po którym dusza poznaje, że jest to oczyszczenie zmysłów, polega na tym, 
że  chociaż  dusza  wiele  czyni  ze  swej  strony,  nie  może  już  rozmyślać  ani  rozważać  przy 
użyciu  wyobraźni  jak  przedtem.  Bóg  bowiem  zaczyna  się  tu  udzielać  duszy  nie  przez 
zmysły,  jak  to  przedtem  czynił  za  pomocą  rozumowania  (...),  lecz  za  pomocą  czystego 
ducha (...). Odnośnie do trzeciego znaku należy zauważyć, że ta niewydolność władz i ich 
niesmak  nie  wypływa  z  żadnej  niedyspozycji.  Gdy  to  bowiem  zachodzi,  z  zanikiem 
niedyspozycji, która przecież nie może trwać bez końca, dusza, gdy zechce, może wrócić 
do tych czynności, a jej władze na powrót znajdują oparcie" (tamże, rozdz. 9, nr 8n.).
   Z własnego doświadczenia wiemy, że w okresie ciężkiej i bolesnej choroby trudno nam 
we właściwy sposób prowadzić rozmyślanie.  Niedyspozycja fizyczna może nam ten rodzaj 
modlitwy  utrudniać  bądź  wręcz  uniemożliwiać.  Kiedy  jednak  powracamy  do  zdrowia, 
powracamy też, o ile chcemy, do praktykowanych wcześniej form modlitwy.
  W przypadku wejścia w „noc zmysłów" staje się to zwykle niemożliwe.
Przed  „nocą  zmysłów",  gdy  znajdujemy  się  na  etapie,  który  charakteryzuje  duża 
aktywność,  dochodzimy  na  skutek  wyrzeczeń,  licznych  ofiar  i  żarliwej  modlitwy  do  tak 
zwanego „triumfu działalności rozumowej".
   Przez pewien czas odnosimy wtedy liczne sukcesy i wydaje się nam, że nie ma dla nas 
rzeczy  niemożliwych.  Dzieje  się  tak  między  innymi  za  przyczyną  gorliwej  modlitwy 
medytacyjnej,  która  sprawia,  że  „naczynie"  naszej  duszy  napełnia  się  Bożą  łaską  i 
światłem.  Dzięki  temu  zdobywamy  się  wówczas  na  wiele  wyrzeczeń  i  ofiar  w  życiu 
codziennym, tak że niejednokrotnie stajemy się znakiem dla swojego otoczenia.
  Kiedy wchodzimy w „noc zmysłów", nie jesteśmy już w stanie prowadzić rozmyślania w 
taki  sposób,  jak  czyniliśmy  to  przed  oczyszczeniami.  Stosowana  poprzednio  forma 
modlitwy medytacyjnej staje się dla nas czymś zupełnie niemożliwym.

background image

  Dlaczego tak się dzieje?
  -  Ponieważ  Bóg  chce  obdarzyć  nas  zupełnie  innym  rodzajem  modlitwy,  taką  modlitwą, 
która będzie napełniała nas w sposób szczególny Bożą łaską, światłem i mocą.
   Przygotowaniem na przyjęcie tego nowego rodzaju modlitwy jest stan, w którym bardzo 
często na skutek ciągłych rozproszeń i wielu wątpliwości - pojawiających się w związku z 
brakiem odczuwania obecności Boga - nie możemy modlić się tak jak dotąd. 
  Taki stan jest dla nas próbą wiary. 
   Jeżeli  próby  te  pogłębiają  naszą  wiarę,  to  przygotowują  nas  na  przyjęcie  szczególnych 
Bożych łask.
   Człowiek,  który  przechodzi  przez  „noc  zmysłów",  doświadcza  swoistej  niemocy  w 
odniesieniu do różnych sfer swojej osobowości.
   Św. Jan od Krzyża mówi, że Bóg ogranicza wtedy jego władze wewnętrzne, „odbierając 
rozumowi oparcie, woli słodycz, a pamięci rozważanie" (Noc ciemna, I, rozdz. 9, nr 7).

Trudna próba wiary dotykająca rozumu

  Na etapie „nocy zmysłów" rozum nie znajduje oparcia w rzeczach stworzonych.
  W zależności od stopnia intensywności oczyszczeń człowiek doznaje wrażenia mniejszej 
efektywności  pracy  swojego  rozumu.  Jego  umysł,  przedtem  sprawny,  teraz  nie  daje  mu 
możliwości zgłębiania pewnych tajemnic, niekiedy staje się wręcz niezdolny do myślenia 
dyskursywnego.
   Może  to  być  niezwykle  trudny  proces  oczyszczeń.  W  pewnym  momencie  możesz 
stwierdzić,  że  nie  wiesz,  co  się  z  tobą  dzieje.  Kiedyś  nie  miałeś  żadnych  problemów  z 
myśleniem  dyskursywnym,  dobrze  rozumiałeś  poznawane  prawdy,  a  teraz  coraz  częściej 
czegoś nie rozumiesz i w ogóle trudno ci zebrać myśli. Twoja analiza rozumowa zostaje w 
jakimś stopniu zachwiana. - A dotyczy to nie tylko modlitwy i zgłębiania spraw Bożych, 
ale również pracy zawodowej i spraw życia codziennego.
  Możesz stać się wtedy mało aktywny w swojej pracy zawodowej, a dziedziny, w których 
kiedyś miałeś osiągnięcia i w których umiałeś wykazać się znajomością wielu zagadnień, 
mogą stać się twoją najsłabszą stroną.
  Jak musi to być bolesne dla kogoś, kto będąc specjalistą w jakiejś dziedzinie, odnosi nagle 
wrażenie,  że  właściwie  nie  potrafi  zrozumieć  najprostszych  rzeczy.  Jest  to  rzeczywiście 
trudna próba wiary, ponieważ ta swoista niewydolność umysłu staje się widoczna nie tylko 
dla niego, ale i dla otoczenia.
  Jak musi cierpieć wtedy w nas nasza duma.
   Oto  wydawało  ci  się,  że  jesteś  kimś,  że  dobrze  znasz  dziedzinę  wiedzy,  w  której 
kształciłeś się i specjalizowałeś, a dziś niewiele potrafisz zrobić i wydaje ci się, że w ogóle 
do niczego nie jesteś zdolny.
   Najtrudniej  jest  przejść  przez  to  oczyszczenie  ludziom  wielkim  w  oczach  tego  świata. 
Jeżeli  Bóg  zechce  oczyścić  przez  „noc  zmysłów"  np.  wybitnego  naukowca  czy  artystę, 
będzie  on  musiał  zaznać  goryczy  skrajnej  słabości  i  bezradności.  Ktoś,  kto  był  znany  i 
ceniony, czy to w swoim miejscu pracy, czy na skalę krajową bądź międzynarodową, teraz, 
nie znajdując oparcia w rozumie, staje się jak „dziecko" bezradny.

background image

   Oczywiście,  Bóg  może  sprawić,  że  człowiek  ten  również  w  tym  czasie  dokona  czegoś 
twórczego,  ale  wtedy  będzie  on  już  wiedział,  że  jest  to  interwencja  Boga,  że  to  Bóg 
uczynił, nie on.

Próby wiary dotykające woli i pamięci

  To doświadczanie własnej słabości dotyczy również woli.
  Bóg „odbiera woli słodycz", jak określa to św. Jan od Krzyża.
   Wola  nasza  staje  się  „jałowa",  bez  odczuć  upodobania;  niby  podejmujemy  decyzje 
zmierzające do pełnienia woli Bożej, ale są one jakby pozbawione smaku, nie czujemy, że 
pełnimy wolę Bożą. - Tak jak potrawa bez soli i przypraw nie ma właściwego smaku, tak 
podejmowane w tym okresie nasze decyzje nie dają nam zadowolenia, bo pozbawione są 
odczucia, że rzeczywiście pełnimy wolę Bożą.
  To samo dotyczy pamięci, której Bóg „odbiera rozważanie".
  Praktykowane przedtem rozmyślanie przestaje być dla nas możliwe. Stajemy się niezdolni 
do  dogłębnych  analiz,  myślenie  dyskursywne  przychodzi  nam  z  wielką  trudnością,  a 
niekiedy staje się wręcz niemożliwe.

Udręki pokus

   Oprócz  tych  wielkich  doświadczeń  oczyszczeniom  „nocy  zmysłów"  towarzyszą 
najczęściej  również  bardzo  bolesne  pokusy,  których  rodzaj  i  natężenie  są  różne  u 
poszczególnych osób, bo każdy człowiek idzie ku Bogu własną drogą.
  „Z nocą tą - pisze św. Jan od Krzyża -zwłaszcza u tych dusz, które później mają wejść w 
inną,  boleśniejszą  noc  ducha,  by  przez  nią  dojść  do  Boskiego  zjednoczenia  miłości 
(niewielu  przez  tę  noc  przechodzi),  łączą  się  wielkie  udręki  i  pokusy  zmysłowe.  Trwają 
one  zazwyczaj  długo,  choć  nie  u  wszystkich  jednakowo.  Niektórym  dany  jest  «anioł 
szatana»  (2  Kor  12,7),  tj.  duch  nieczystości,  aby  smagał  zmysły  gwałtownymi  i 
obrzydliwymi pokusami. Ducha zaś nęka wstrętnymi obrazami i bardzo żywymi myślami 
w wyobraźni; są one czasem dla niej większym udręczeniem niż śmierć" (Noc ciemna, I, 
rozdz. 14, nr 1).
   Jeżeli Bóg chce podnieść kogoś do najwyższych etapów zjednoczenia z sobą, to często 
wystawia go na szczególnie dotkliwe pokusy związane z grzechem przeciwko czystości.
  Może on być nękany prowokującymi jego wyobraźnię obrazami i natarczywymi myślami, 
które  są  dla  niego  wielkim  udręczeniem.  Muszą  to  być  niezwykle  bolesne  przeżycia  dla 
kogoś, kto chce być wierny Bogu i dla kogo Bóg jest jedyną i największą miłością.
   Jednak  sąd,  czy  takie  pokusy  wynikają  z  doświadczeń  „nocy  zmysłów",  winniśmy 
pozostawiać spowiednikom i kierownikom duchowym.

Sens pokus

Dlaczego Bóg dopuszcza takie pokusy?
- Przede wszystkim po to, by oczyścić nas z pychy.
  Pokusy tego rodzaju rzeczywiście dotkliwie miażdżą naszą pychę, skoro św. Jan mówi, że 
stają się one często „większym udręczeniem niż śmierć".

background image

Walka  z  nimi  na  etapie  „nocy  zmysłów"  nie  może  ograniczać  się  do  odcięcia  się  od 
zewnętrznego  źródła  pokus  i  rezygnacji  z  tego,  co  pobudza  naszą  wyobraźnię,  a  więc  z 
pewnych kontaktów z ludźmi, nieodpowiedniej lektury, z oglądania niewłaściwych filmów 
-  to  wszystko  za  mało,  bo  szatan  potrafi  wywlekać  w  naszej  wyobraźni  obrazy  z 
przeszłości, które mogą nękać nas bardzo długo. Nie wystarczy odwrócenie uwagi i próba 
myślenia  o  czymś  innym,  ponieważ  nękające  nas  obrazy  i  wyobrażenia  i  tak  będą  ciągle 
powracały.
   Naszym zadaniem w takiej sytuacji jest walka z pychą, zwłaszcza z pokusą wielkości i 
bycia kimś, bo to one są jedną z głównych przyczyn tego typu doświadczeń.
  Każdy człowiek, przynajmniej do tego etapu, chce być kimś, chce być ważny, doceniony, 
zauważony, czy to w domu, wśród najbliższych, czy w pracy i własnym środowisku.
   Pokusy przeciwko  czystości są dla  nas wezwaniem do  walki z  pragnieniem  bycia  kimś 
wielkim.
   Chciej  być  nikim  w  oczach  innych,  chciej  być  zapomnianym,  wzgardzonym, 
odrzuconym.  Przyjęcie  takiej  postawy  nie  jest  łatwe,  ale  jeżeli  chcesz,  by  tego  rodzaju 
pokusy  mniej  cię  nękały,  musisz  chcieć  być  ostatnim.  Chciej  stawać  przed  Bogiem  w 
czasie modlitwy jak żebrak w obliczu największej świętości.
   W  wyzbywaniu  się  pragnienia  wielkości  mogą  dopomóc  nam  kierowane  pod  naszym 
adresem różnego rodzaju oskarżenia.
   Jeżeli są to oskarżenia słuszne, to przypominają nam one o naszym złu i chronią przed 
niedostrzeganiem  go  w  sobie.  Wszelkiego  zaś  rodzaju  oskarżenia  niesłuszne  winny  nam 
uzmysławiać, co mogłoby w naszym życiu zaistnieć, gdyby Bóg nas od tego nie zachował.
   Dlatego ciesz się, a przynajmniej chciej się cieszyć, kiedy jesteś niesłusznie oskarżany. 
To pomoże ci w twoich oczyszczeniach, a może nawet zostaniesz dzięki temu uwolniony 
od natrętnych pokus przeciwko czystości.

Pokusy, które niszczą bastion dobrego mniemania o sobie

   Drugi  rodzaj  pokus,  które  nękają  dotkliwie  przechodzących  przez  „noc  zmysłów",  to 
pokusy  bluźnierstw  przeciw  Bogu:  „Kiedy  indziej  przypada  w  tej  nocy  na  duszę  duch 
bluźnierstwa.  Nęka  on  duszę  we  wszystkich  jej  myślach  i  pojęciach  straszliwymi 
bluźnierstwami, których gwałtowność i wpływ na wyobraźnię bywa czasem tak wielki, iż 
sądzi dusza, jakoby je wypowiadała. Jest to bardzo ciężka męczarnia" (tamże, Rozdz. 14, 
nr 2).
   Dotyczy  to  w  szczególny  sposób  tych,  którzy  przedtem  uważali  się  za  nieskazitelnych 
wobec Boga.
   Ktoś, kto będąc w trzecim mieszkaniu, uważał, że jest doskonały, musi zaznać goryczy 
tego  rodzaju  pokus,  które  będą  miażdżyły  jego  dobre  mniemanie  o  sobie.  Jeżeli  bowiem 
nasuwają  się  nam  natrętne  myśli  bluźniercze  wobec  Boga,  często  na  przykład  w  czasie 
Komunii  Św.,  w  czasie  adoracji  i  modlitwy,  wówczas  rzeczywiście  jesteśmy  miażdżeni 
ciężarem takich myśli. Ty wcale nie chcesz tak myśleć, a jednak te myśli ciągle w tobie są. 
Chcesz  być  otwarty,  chcesz  kochać  Boga,  a  tymczasem  widzisz  w  sobie  przeciwieństwo 
tych pragnień. Nic dziwnego, że zaczynasz wtedy czuć się kimś najgorszym, po czym to 
odczucie przechodzi w pewność, że rzeczywiście jesteś najgorszy.

background image

  Twoja modlitwa zacznie być wtedy modlitwą celnika, a więc kogoś, kto nie ma żadnych 
złudzeń i wie, że wszyscy inni są lepsi od niego.

Udręka skrupułów

  Bardzo częstą próbą „nocy zmysłów" są doświadczenia skrupułów. „Kiedy indziej znów - 
pisze  św.  Jan  -  przychodzi  na  duszę  inny  obrzydliwy  duch,  którego  Izajasz  nazywa 
«duchem  przewrotności»  (Iz  19,14).  Przychodzi  ten  duch  nie  dlatego,  by  duszę 
doprowadzić do upadku, lecz żeby ją wyćwiczyć. Zaciemnia on zmysły i rozpoznanie do 
tego stopnia, że nabawia duszę tysięcznych skrupułów i powikłań. Zaćmiewa on tak bardzo 
jej  umysł,  że  nic  jej  nie  może  zaspokoić  i  nie  może  oprzeć  sądu  na  zdaniu  czy  radzie 
innych.  Jest  to  jeden  z  najboleśniejszych  cierni  i  okropności  tej  nocy"  (Noc  ciemna,  I, 
rozdz. 14, nr 3).
  Nękające nas wówczas wątpliwości mogą dotyczyć wszystkiego, nawet spraw najbardziej 
pewnych  i  nie  nasuwających  żadnych  znaków  zapytania  na  etapie  wcześniejszym,  nawet 
wskazówek kierownika duchowego.
   Nie bój się tego - to kolejna próba. Pamiętaj, że najważniejsza jest twoja wola, twoje - 
„tak" mówione Bogu.
  Wystarczy, że chcesz, choćbyś równocześnie wątpił w to, czy w ogóle chcesz. Ważna jest 
twoja wewnętrzna decyzja, nawet gdy obarcza ją ciężar różnorodnych wątpliwości w sferze 
myśli, odczuć, doznań.
  O kimś, kto nigdy nie doznawał pokus wątpienia, można powiedzieć, że właściwie nie był 
wystawiany na poważne próby wiary.
   Dlatego  nie  bój  się,  „chciej  chcieć",  nawet  gdy  nie  widzisz,  że  chcesz.  Wystarczy,  że 
podejmujesz  wysiłek,  i  to  już  ma  wielką  wartość  w  oczach  Boga.  Próbuj  wtedy  przede 
wszystkim ufać kierownikowi duchowemu, a Chrystus przez niego wyprowadzi cię z tych 
bardzo trudnych prób.

Czas trwania oczyszczeń

  Czas oczyszczeń może być różny.
   Św.  Jan  pisze:  „Trudno  oznaczyć,  przez  jaki  okres  muszą  dusze  trwać  w  tym  poście  i 
pokucie  zmysłów. Okres ten  nie jest jednakowy u wszystkich, jak  również nie  wszystkie 
dusze przechodzą jednakowe pokusy. Wszystkim kieruje tutaj wola Boga odpowiednio do 
niedoskonałości, z jakich się dusze muszą oczyścić" (tamże, I, rozdz. 14, nr 5).
  Zapewne znacznie łatwiej przejdzie przez oczyszczenia dziecko niż człowiek dorosły, bo 
w dziecku jest mniej zła i niedoskonałości, z których będzie ono musiało być oczyszczone. 
Dlatego  idąca

 

drogą  dziecięctwa  duchowego  św.  Teresa  od  Dzieciątka  Jezus  szybko 

przeszła przez oczyszczenia związane z „nocą zmysłów", które - jak twierdzą jej niektórzy 
biografowie - zakończyły się wspominaną przez nią łaską Bożego Narodzenia.

2

  Jest wielu świętych, którzy szybko przechodzili przez różne etapy swoich oczyszczeń. Do 
świętości doszli przecież nawet ludzie bardzo młodzi.
  Stąd tak ważne jest, jak wychowujemy dzieci - czy stwarzamy im optymalne warunki, by 
przez gorliwość mogły już w wieku dziecięcym wejść w oczyszczenia.
  Zaoszczędzilibyśmy im wówczas wielu cierpień.

background image

  Jak trudne są te doświadczenia i jak długo one trwają, zależy również „od stopnia miłości, 
do  której  Bóg  chce  podnieść  duszę.  Jeśli  dusza  jest  podatna  i  wytrwała  w  cierpieniu, 
oczyszcza ją Bóg
   Jeżeli Bóg chce podnieść duszę do wyższych etapów zjednoczenia z sobą, oczyszczenia 
będą boleśniejsze i dłuższe.
   Każdy z nas boi się cierpienia, zwłaszcza gdy jest w oczyszczeniach i poznaje, jak jest 
słaby.  Kogoś,  kto  jest  w  trzecim  mieszkaniu,  cierpienie  nie  przeraża,  bo  w  swojej  pysze 
sądzi, że gotów jest na każde poświęcenie. O tym. że niewiele może, przekona się dopiero, 
gdy wejdzie w oczyszczenia.
Tym  niemniej  są  dusze,  które  są  bardziej  wytrwałe  w  cierpieniu,  i  te  oczyszczane  są 
intensywniej  i  szybciej.  Dusze  zaś  słabe  oczyszczane  są  wolniej  i  nieraz  bardzo  długo. 
„Dusze  tego  rodzaju  późno  dochodzą  do  czystości  doskonałej  w  tym  życiu,  a  niektóre  z 
nich nigdy". - To bardzo mocne słowa.
   Jeżeli  nie  chcesz  współpracować  z  łaską  możliwie  najlepiej,  jeżeli  jesteś  leniwy  i  zbyt 
ociężały w przyjmowaniu tego, czym Bóg cię obdarza, aby cię oczyścić, jeżeli buntujesz 
się i nie chcesz dźwigać krzyża cierpień związanych z oczyszczeniami, to może nigdy nie 
przejdziesz przez nie albo nawet cofniesz się do etapów wcześniejszych.

2

 

A. Combes. De doctrina spirituali sunc-tae Theresiae a Jesu Infante. Roma 1967, s. 51.

Bóg ufa ci, że nie cofniesz się

  Gdy w czasie oczyszczeń nie doznajesz żadnych pociech, dziękuj za to Bogu, bo to znak, 
że Bóg ufa ci - ufa, że w obliczu ciemności i intensywnych oczyszczeń nie cofniesz się.
   To  najwyższe  wyróżnienie,  gdy  Bóg  może  oczyszczać  kogoś  w  sposób  bardzo 
intensywny.
   Kiedy  czujesz  się  bardzo  słaby  i  cierpienie  przeraża  cię,  stawaj  w  obliczu  Boga  jak 
bezradna „owca nie mająca pasterza" i szaleństwem swoich pragnień „zniewalaj" Boga, by 
rzucił przed ciebie swoje perły - by oczyszczał cię intensywniej.
  Trzeba, byś był oderwany od wszelkich łask, jakie od Boga otrzymujesz. Przywiązanie do 
otrzymywanych  łask  może  sprawić,  że  stanie  się  z  tobą  to,  co  stało  się  z  ludźmi,  dla 
których Chrystus uczynił pierwszy cud rozmnożenia chleba. - Musiał ich opuścić, bo stali 
się pyszni i chcieli narzucić Mu własną wolę.
  Drogą intensywnych oczyszczeń przez „noc zmysłów", a później przez „noc ducha" Bóg 
prowadzi tylko te dusze, które wybiera w sposób szczególny.
   „Zupełnie inna jest droga tych - pisze św. Jan - którzy nie idą przez kontemplację. Noc 
oschłości nie trwa ciągle w ich zmysłach, raz ją odczuwają, kiedy indziej nie. Raz mogą 
rozmyślać, kiedy indziej nie mogą. Bóg bowiem w tym celu tylko wprowadza je w tę noc, 
aby  je  wypróbować,  nauczyć  pokory  i  poskromić  w  nich  zbytnie  pożądanie  i  zgubne 
łakomstwo  rzeczy  duchowych.  Nie  czyni  zaś  tego  w  tym  celu,  by  je  podnieść  na  drogę 
ducha,  czyli  kontemplacji.  Nie  wszystkie  bowiem  dusze,  choćby  się  usilnie  ćwiczyły  w 
życiu wewnętrznym, podnosi Bóg do kontemplacji ani nawet do jej początków, a dlaczego 
tak czyni, to już On sam wie" (tamże, I, rozdz.9, nr 9).
   Jeżeli  dostępujesz  łask  oczyszczenia  przez  „noc  zmysłów",  bądź  wdzięczny  Bogu,  bo 
przez  niewdzięczność,  która  jest  korzeniem  wszelkiego  zła  (Św.  Bonawentura,  List  o 

background image

naśladowaniu Chrystusa, w: Pisma ascetyczno-mistyczne, Warszawa 1984, s.206), możesz 
tę łaskę utracić.
  Nie narzekaj więc i przynajmniej w postawie woli bądź wdzięczny za ten bezcenny skarb, 
poprzez który Bóg chce pociągnąć cię ku sobie.

Bóg „oddala się", aby pogłębić w nas wiarę i miłość

   Dusze, które nie chcą współpracować z łaską oczyszczeń, marnują ją. „Takie dusze nie 
czują się dobrze w nocy ani poza nią, chociaż bowiem nie postępują naprzód, Pan Bóg, aby 
je  nauczyć  pokory  i  dać  im  poznanie  siebie,  zsyła  na  nie  od  czasu  do  czasu  pokusy  i 
oschłości. Czasem znowu nawiedza je swą pociechą, aby się nie zniechęciły i nie wróciły 
do szukania pociech świata. Innym, jeszcze słabszym duszom, Bóg jakby się raz ukazuje, 
to znów ukrywa, aby rozbudzić w nich miłość. Gdyby bowiem nie oddalił się od nich, nie 
nauczyłyby  się  postępować  ku  Niemu.  Doświadczenie  wskazuje,  że  choćby  Bóg  szybko 
prowadził  dusze,  to  jednak  takie,  które  mają  dojść  do  wzniosłego  stanu  zjednoczenia 
miłości, przez dłuższy czas pozostają wśród tych oschłości i pokus" (tamże, I, rozdz. 14, nr 
   Bóg  „oddala  się"  od  nas  i  pozbawia  nas  odczuć  swojej  obecności  przy  nas,  byśmy 
bardziej wierzyli.
  Jeżeli ktoś pozostaje długo w stanie wielkich oschłości i pokus, może to oznaczać, że Bóg 
wybiera  taką  duszę  do  tym  większego  zjednoczenia  z  sobą.  Dlatego  nie  lękaj  się.  Jeżeli 
będziesz wierny wskazaniom kierownika duchowego, Bóg doprowadzi cię do celu, jaki ci 
wyznaczył.
   Od naszej postawy w czasie „nocy zmysłów" zależy w dużej mierze, czy wejdziemy w 
późniejszą  „noc  ducha",  w  którą  -  jak  stwierdza  św.  Jan  od  Krzyża  -  wchodzą  tylko 
nieliczni.
  Bądź „szalony" w czasie swoich oczyszczeń, niech będzie w tobie konieczne dla rozwoju 
życia wewnętrznego „ziarno szaleństwa".
   Jeżeli  będziesz  jak  „owca  nie  mająca  pasterza",  to  kto  wie,  czy  swoją  ufnością  i 
szaleństwem pragnień nie „zniewolisz" Boga do obdarowania cię najcenniejszymi łaskami, 
łaskami oczyszczeń.

III. SAMOTNOŚĆ JAKO ŁASKA OCZYSZCZEŃ

   W naszej drodze do świętości będziemy odkrywali coraz bardziej miłość Boga ku nam i 
coraz pełniej będziemy poznawali tajemnicę największego znaku Bożej miłości, jakim jest 
zbawcza Ofiara.
  Każdy, kto wejdzie na drogę odkrywania wielkiej miłości Boga, będzie stawał się na niej 
coraz bardziej samotnym, niezależnie czy wejdzie na nią sam, czy razem z rodziną bądź z 
jakąś braterską wspólnotą. Naszemu zbliżaniu się do Boga towarzyszy zawsze pogłębiająca 
się samotność.
  W zetknięciu z wielką tajemnicą miłości Boga ku nam musimy pozostawać samotni.
   Nasza droga będzie stawała się podobna do tej, jaką szedł Chrystus, który powiedział o 
sobie: „Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, 
gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mt 8.20).

background image

  W słowach tych, wypowiedzianych do pewnego uczonego w Piśmie, który wyraził swoją 
gotowość  pójścia  za  Chrystusem,  nie  ma  cienia  braku  akceptacji  własnego  ogołocenia  i 
samotności.  Jest  w  nich  jedynie  niebudzące  żadnej  wątpliwości  określenie  drogi 
wszystkich,  którzy  kiedykolwiek,  podobnie  jak  ten  uczony  w  Piśmie,  powiedzą  do 
Chrystusa: „Nauczycielu, pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz" (Mt 8,19).

Ból niezrozumienia

   Pójście  za  Chrystusem,  a  tym  samym  wejście  na  drogę  do  świętości  prowadzi  poprzez 
coraz  większe  ogołocenie  i  samotność  na  Golgotę.  Ci,  którzy  tę  drogę  wybierają,  bardzo 
często już na jej początku spotykają się z niezrozumieniem przyjaciół, znajomych, kolegów 
z pracy, a często również ze strony rodziny i osób najbliższych. Nasi bliscy, nie rozumiejąc 
tej szczególnej relacji, jaka zaczyna istnieć pomiędzy nami a Bogiem, nie będą akceptowali 
wybranej  przez  nas  drogi.  Może  pojawić  się  wtedy  pierwszy  w  naszym  życiu  rozdźwięk 
pomiędzy nami a otoczeniem z powodu Jezusa.
   Na dalszych etapach życia wewnętrznego i na nas mogą sprawdzić się słowa Chrystusa: 
„Przyszedłem  poróżnić  syna  z  jego  ojcem,  córkę  z  matką,  synową  z  teściową;  i  będą 
nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy" (Mt 10,35-36).
   Sytuacja ta będzie dla nas źródłem wielkiego cierpienia, dlatego Chrystus każdego dnia 
ponawia  swoją  zbawczą  Ofiarę  i  oddaje  się  nam  w  Eucharystii,  by  udzielać  nam  na  tej 
drodze własnej, Bożej mocy.

Samotność Maryi i Józefa

  Gdy patrzymy na Maryję, widzimy, że Ona już od momentu Zwiastowania była samotna. 
Nie  dzieliła  się  tajemnicą  swojego  Bożego  macierzyństwa  nawet  ze  św.  Józefem,  choć  z 
pewnością  zdawała  sobie  sprawę,  że  z  tego  powodu  może  utracić  swojego  wiernego 
przyjaciela i opiekuna.
   Również  św.  Józef,  który  dowiedział  się  o  tej  wielkiej  tajemnicy  w  wyniku  specjalnej 
interwencji Boga, zachowuje ją w swoim sercu.
   Samotność  towarzyszy  Świętej  Rodzinie  przez  cały  okres  życia  w  Nazarecie.  Nikt  nie 
wiedział,  że  obok  nich  mieszka  z  Maryją  i  św.  Józefem  Syn  Boży.  Przedstawione  w 
Ewangelii  wydarzenia  z  życia  Maryi  ukazują  wyraźnie  Jej  stałe  pozostawanie  w 
samotności.
  To dlatego Jej życie było życiem w Bogu, w ścisłej jedności z Nim, że zawsze wybierała 
wyłącznie Jego i w Nim odnajdywała pełnię szczęścia. W konsekwencji w relacji z ludźmi 
była w pewnym sensie samotna.

Samotność jako miejsce spotkania z Bogiem

   Zaakceptowanie samotności, choć przychodzi nam to zwykle z wielką trudnością, jest w 
drodze do świętości czymś koniecznym.
   Bez  doświadczenia  jej  nie  moglibyśmy  odkryć  niepojętej  miłości  Boga  ku  nam. 
Samotność  jakby  przymusza  nas  do  skierowania  się  ku  Bogu,  bo  w  sytuacji  samotności 

background image

doświadczamy,  że  tylko  On  kocha  nas  naprawdę  i  tylko  w  Nim  możemy  znaleźć  pełnię 
szczęścia.
  To dzięki samotności możemy w Bogu   odnaleźć   wszystko.
   Ktoś,  kto  nie  zaznał  samotności,  nie  spotkał  się  jeszcze  tak  naprawdę  z  Bogiem,  bo  to 
spotkanie dokonuje się w ciszy naszego serca wtedy, gdy Bóg staje się dla nas wszystkim.
   Św.  Jan  od  Krzyża  mówi:  „Miłość  jest  zjednoczeniem  dwóch  osób  samotnych,  które 
wobec tego chcą się udzielać sobie w samotności" (Pieśń duchowa, strofa 36, nr l).

Tylko Bóg cię kocha

   Gdy myślimy o samotności,  ogarnia nas  zwykle lęk  i  przerażenie.  Przypomina  się nam 
wtedy samotność Chrystusa, zwłaszcza w godzinach Jego modlitwy w Ogrójcu, a później 
w czasie Jego męki i śmierci.
   W  Ogrójcu  Jezus  prosił  swoich  umiłowanych  Apostołów,  by  czuwaniem  i  modlitwą 
wspierali  Go  w  Jego  niewypowiedzianej  udręce  -  a  oni  mimo  tej  gorącej  i  ponawianej 
prośby zasypiają.
   Dlatego  i  ty  nie  powinieneś  dziwić  się,  gdy  w  chwilach  szczególnych  prób  będziesz 
pozostawał sam, gdy będą zawodzić cię twoi najbliżsi i przyjaciele.
  Doświadczysz wtedy, że prawdziwym oparciem dla każdego z nas jest tylko Bóg.
   Jeżeli  w  miejsce  Boga  zawierzysz  swoje  życie  ludziom,  będziesz  musiał  się  zawieść. 
Często  więc  w  drodze  do  świętości  zaznasz  goryczy  opuszczenia,  samotności,  a  nawet 
zdrady. Doświadczenia te uwolnią cię od złudzeń, że w ludzkiej przyjaźni i miłości możesz 
znaleźć oparcie również poza Bogiem.
  Jeżeli inni staną się dla ciebie prawdziwym oparciem, to dlatego, że to sam Bóg poprzez 
tych,  których  postawi  na  twojej  drodze,  będzie  okazywał  ci  swoją  szczególną  miłość. 
Przyjdą jednak chwile, kiedy Bóg będzie chciał wystawić cię na wyjątkowo trudne próby, 
na  próby  Ogrójca.  Wtedy,  jeśli  dana  ci  będzie  ta  wyjątkowa  łaska,  nie  będzie  przy  tobie 
nikogo, kto byłby dla ciebie znakiem obecności Boga.
   Ale właśnie wówczas będzie przy tobie w sposób szczególny Matka Boża, tak jak była 
przy Chrystusie w godzinach Jego męki i śmierci. Wiara w Jej obecność powinna umacniać 
twoją  nadzieję  i  wyzwalać  cię  od  lęków.  Jeżeli  czasem  będzie  wydawało  ci  się,  że  i  Jej 
przy tobie nie ma, będzie to tylko złudzenie. Maryja będzie przy tobie, choć Jej obecność 
też może być ukryta przed tobą, abyś jeszcze bardziej wyciągał ręce ku Jej Synowi.

Samotność, która pogłębia wiarę

   Już  począwszy  od  drugiego  mieszkania  zaczniemy  doświadczać  samotności  również  w 
naszej  relacji  z  Bogiem.  W  miejsce  odczuwalnego  kontaktu,  jaki  mieliśmy  wcześniej, 
zaczną coraz częściej pojawiać się stany oschłości i brak poczucia obecności Boga. Wtedy 
nasza  modlitwa  będzie  wyciąganiem  rąk  w  pustkę  i  ciemność,  w  której  Bóg  będzie 
pozostawał dla nas ukryty.
  Ta samotność zacznie pogłębiać naszą wiarę.
  Tylko wówczas, gdy wyciągamy ręce ku Bogu ukrytemu, kiedy zdobywamy się na ufność 
wbrew  wszystkiemu,  czego  doświadczają  nasze  zmysły,  wzrasta  i  pogłębia  się  nasze 
zawierzenie, które prowadzi do całkowitego oddania się Bogu.

background image

  Dlatego trzeba, byśmy nieustannie wyciągali ręce ku Panu, a jednocześnie, by nieustannie 
pogłębiała  się  nasza  świadomość,  że  na  tych  wyciągniętych  dłoniach  są  tylko  nasze 
grzechy,  że  nie  możemy  Bogu  ofiarować  niczego  poza  naszą  nędzą  i  poza  tą  szaloną 
ufnością, że On kocha nas pomimo naszego zła.

Czas, w którym obumiera ziarno

   Sytuacje, w których jesteś doświadczany przez samotność, słabość i ciemności wiary, w 
których wyciągasz ku Bogu ręce, uznając swoją nędzę i oczekując wszystkiego od Niego, 
są  dla  ciebie  najcenniejsze.  Ziarno,  dopóki  nie  obumrze,  nie  wyda  plonu.  W  życiu 
wewnętrznym  liczy  się  przede  wszystkim  ten  czas,  w  którym  ziarno  obumiera  -  a  ono 
obumiera w samotności.
   Chwile  trudnych  doświadczeń  i  wewnętrznych  ciemności  to  chwile,  w  których  Bóg 
wzywa cię do szczególnej więzi z sobą, do więzi na płaszczyźnie wiary. Jednak na skutek 
niewierności Bóg może zsyłane ci doświadczenia cofnąć i wtedy ziarno nie będzie mogło 
obumierać.  Jeżeli  więc  nie  jesteś  zmuszany  do  wyciągania  w  swojej  samotności  rąk  ku 
Bogu, który pozostaje dla ciebie za zasłoną wiary, to może dzieje się tak z twojej winy.

Samotność przywołuje obecność Boga

  Dopóki nie zgodzisz się na samotność, Bóg nie będzie mógł zbliżyć się do ciebie tak, by 
twój kontakt z Nim był kontaktem na płaszczyźnie ciemności wiary.
  On pozostawia nam emocjonalny kontakt z sobą najczęściej dlatego, że brak nam wiary i 
w dużym stopniu jesteśmy na Niego zamknięci.
   Im  więcej  ciemności  w  twoim  życiu  wewnętrznym,  tym  lepiej,  bo  tym  szybciej  ziarno 
będzie  obumierało  -  i  w  tej  twojej  samotności  pojawi  się  Bóg.  Samotność  bowiem 
przywołuje obecność Boga.
   W  miarę  postępowania  na  drodze  ku  świętości  lepiej  zrozumiesz,  że  Bóg  musi 
pozostawać  wobec  ciebie  za  zasłoną  wiary,  że  twoje  poznanie  intelektualne  jest 
niewystarczające dla zgłębienia Jego tajemnicy i poznania Jego miłości.

IV. UŚWIĘCENIE PRZEZ PRACĘ

   Czas  naszego  życia  jest  wypełniony  łaską,  a  tym  samym  nieustanną  szansą  naszego 
jednoczenia  się  z  Bogiem.  „Jak  w  przyrodzie  działają  na  nas  ustawicznie  fale 
atmosferyczne,  tak  w  porządku  nadprzyrodzonym  dochodzą  nas  ciągle  fale  łask.  Każda 
chwila  niesie  nową  pomoc  łaski,  każdy  obowiązek,  jaki  na  nas  spada,  związany  jest  z 
osobną łaską uczynkową, każde zdarzenie, każda okoliczność życia jest brzemienna w moc 
nadnaturalną dla nas" (ks. A. Żychliński, Wtajemniczenie w umiejętność świętych słów.).
   Bóg  chce,  abyśmy  tak  wykorzystywali  dany  nam  czas,  by  On  mógł  przeobrazić  nasze 
dusze. Dotyczy to również pracy zawodowej, bo i ona ma wymiar uświęcający. Ona też ma 
jednoczyć nas z Bogiem. Trzeba więc, byśmy patrzyli na nią od strony nadprzyrodzonej.
   Praca  zawodowa  nie  musi  przynosić  nam  widzialnych  sukcesów.  Niekiedy  może 
przynosić nawet same porażki, a mimo to prowadzić do naszej wewnętrznej przemiany.

background image

Niebezpieczeństwo sukcesów

  Bóg posługuje się naszą pracą zawodową, otoczeniem w pracy i pojawiającymi się w niej 
trudnościami jako narzędziem przemieniania naszych dusz. Niebezpieczna może okazać się 
dla  nas  sytuacja,  gdy  stale  odnosimy  zawodowe  sukcesy,  ponieważ  może  to  zahamować 
nasze wzrastanie w wierze. Dopóki odnosimy sukcesy, trudniej jest nam w pełni otworzyć 
się  na  Boga,  ponieważ  często  uważamy  wówczas,  że  jesteśmy  doskonali,  i  nie  widzimy 
potrzeby  interwencji  Boga  w  nasze  życie.  Uważamy,  że  odnoszone  sukcesy  to  owoc 
naszych  własnych  wysiłków  czy  zdolności.  Bóg  poddaje  zatem  również  tę  dziedzinę 
naszego życia próbie oczyszczeń.
   Gdy  pojawiają  się  oczyszczenia,  zaczynają  znikać  naturalne,  egoistyczne  motywy  do 
pracy,  takie  jak  np.  chęć  zdobycia  wiedzy  czy  uzyskania  lepszej  pozycji  społecznej.  W 
sytuacji oczyszczeń wartości tego typu przestają nas nęcić.
   Rozwój życia wewnętrznego polega m.in. na dostrzeżeniu, że czymś najistotniejszym w 
naszym  życiu  jest  przemiana  duszy  i  wolność  serca  zarówno  w  odniesieniu  do  dóbr 
materialnych, jak i intelektualnych. Pojawia się wtedy inna, nadprzyrodzona motywacja do 
pracy.  Podejmujemy  jakąś  konkretną  pracę  dlatego,  że  taka  jest  wola  Boża.  Inaczej  też 
zaczynamy  interpretować  doświadczenia,  jakie  spotykają  nas  w  związku  z  naszą  pracą 
zawodową.
   Trudności  są  wezwaniem  do  nawrócenia,  mają  one  wciąż  na  nowo  przypominać  ci  o 
konieczności modlitwy.
   Ktoś, kto odnosi w pracy sukcesy, jest o wiele bardziej narażony na trwanie w postawie 
faryzeizmu, która w oczach Boga  odbiera wartość  naszemu  zaangażowaniu. Ten  zaś, kto 
doznaje  wielu  porażek,  ma  szansę  odkryć,  że  bez  Boga  nie  da  sobie  rady.  Zaczyna  więc 
modlić się - i to jest pierwszy pozytywny owoc przeżywanych doświadczeń.

Pracując myśl, że to jest może już ostatni dzień

Mamy żyć tak, jakby podejmowany przez nas nowy dzień pracy miał być ostatnim dniem 
w  naszym  życiu.  Nie  znaczy  to,  że  jesteśmy  zwolnieni  od  planowania  przyszłości 
związanej  z  naszą  pracą  zawodową;  powinniśmy  myśleć  o  przyszłości,  ale  bez 
utwierdzania  się  w  przekonaniu,  że  to  na  pewno  my  będziemy  te  plany  realizowali.  -  A 
może Bóg zechce, by realizował je ktoś inny?
  Dla nas najważniejsze jest to, czy nasza praca jest zgodna z wolą Bożą. Ważne jest, czego 
Bóg od nas oczekuje.
  Jeżeli pracując myślisz o tym, że może to być ostatni dzień w twoim życiu, to tym usilniej 
będziesz szukał woli Bożej i będziesz chciał wypełnić ją jak najwierniej.

Naśladować w pracy ewangelicznego celnika

  Byśmy zaczęli patrzeć na naszą pracę w świetle wiary, musimy stawać w prawdzie przed 
Bogiem,  ze  świadomością,  że  wszystko,  co  jest  w  naszym  życiu  dobre,  a  więc  i  nasze 
osiągnięcia w pracy zawodowej są własnością Boga.
  W naszej pracy, podobnie jak na modlitwie, mamy naśladować ewangelicznego celnika. - 
Jeżeli  zechcesz  stawać  przed  Bogiem  w  prawdzie,  będziesz  wyzbywał  się  złudzeń  co  do 

background image

tego,  że  jesteś  dobrym  pracownikiem,  dobrym  specjalistą  w  jakiejś  dziedzinie,  że  masz 
doskonałe  pomysły  albo  umiesz  kierować  zespołem,  w  związku  z  czym  jesteś  w  swoim 
zakładzie  pracy  niezastąpiony.  Zrozumiesz  wtedy,  że  jeżeli  jest  w  twojej  pracy 
jakiekolwiek dobro nadprzyrodzone, to dlatego, że czyni je przez ciebie Bóg.
   Może  dziwisz  się,  że  masz  kłopoty  -  one  sygnalizują  ci,  że  przywłaszczasz  sobie  Boże 
dary.
To dlatego, że jesteś pyszny, Bóg musi cię oczyszczać.
  Bóg chce, byś doświadczył, że nawet twoje pragnienie dobrego wykonania pracy - jeżeli 
wynika  już  nie  z  pobudek  egoistycznych,  a  z  chęci  pełnienia  woli  Bożej  -  rodzi  się  na 
skutek  działania  łaski.  To  łaska  Boża  skłania  cię  do  tego.  By  dobrze  pracować,  by 
przełamywać  czy  to  wrodzone  lenistwo,  czy  dotychczasowe  szukanie  w  pracy  samego 
siebie.
   Trzeba,  żebyś  pracował  w  postawie  ewangelicznego  celnika  -  ze  świadomością,  że  tak 
naprawdę  to  jedynie  grzechy  są  twoją  własnością.  Twoje  zaś  zdolności  czy  umiejętność 
rozwiązywania  problemów  to  dary  Boże.  Jeżeli  będziesz  starał  się  być  wobec  Boga  jak 
ewangeliczny celnik, to zrozumiesz, że to Bóg posługuje się twoim rozumem, że ty sam z 
siebie nic nie możesz. „Cóż masz, czego byś nie otrzymał?" (1 Kor 4,7)
   Trzeba też, byś był jak ewangeliczny celnik wobec tych, z którymi pracujesz, tak wobec 
podwładnych, jak i przełożonych. Nie miej złudzeń, że potrafisz coś sam z siebie. Nie daj 
się zwieść komplementami, którymi czasem możesz być zachęcany do pracy.
  Trwanie w iluzji jest przeciwieństwem dążenia do świętości.
   Jeżeli  Bóg  obdarza  cię  różnorodnymi  łaskami,  aby  cię  uświęcić,  a  ciebie  wbija  to  w 
pychę, to niweczysz swoje życie wewnętrzne.
   Żyjąc iluzjami mógłbyś sobie powiedzieć: Życie wewnętrzne nie interesuje mnie, bo ja 
przecież  mam  żonę,  dzieci,  rodzinę  i  muszę  przede  wszystkim  pracować.  Dotychczas  za 
dużo się modliłem, teraz muszę się wziąć do pracy, pomyśleć o przyszłości.
   Takie  widzenie  sensu  życia  i  pracy  byłoby  czymś  tragicznym,  byłoby  dojściem  do 
wniosku, że Bóg nie jest ci potrzebny, że ty sam dasz sobie radę.

Przez swoją pracę będziesz się uświęcał

   Twoje  porażki  w  pracy  powinny  być  dla  ciebie  przypomnieniem,  że  nie  ma  jeszcze  w 
tobie  postawy  celnika.  Bóg  czasem  udaremni  ci  realizację  twoich  własnych  planów  czy 
nawet zaleceń przełożonych; dopuści, że pomimo wysiłków niczym nie będziesz mógł się 
wykazać.
   Wtedy łatwiej spostrzeżesz, jak bardzo zależy ci na odnoszeniu sukcesów, a tym samym 
ile jest jeszcze w tobie pragnień i marzeń faryzeusza - żeby być wzorowym pracownikiem, 
żeby inni to zauważyli, żeby się wreszcie czymś wykazać.
   Dlaczego  dziwisz  się,  że  Pan  Bóg  niekiedy  udaremnia  ci  realizację  takich  pragnień?  - 
Przecież ty przez swoją pracę zawodową masz się uświęcać. Nie możesz zmarnować około 
jednej trzeciej swojego życia, którą przeciętnie zajmuje nam praca zawodowa. Nie możesz 
tego czasu roztrwonić na coś, co w chwili śmierci okaże się bez wartości.
  Kiedy będziesz umierał, nie będą ważne twoje   zawodowe   sukcesy.
  Nie będzie ważne, ile języków obcych poznałeś i jaką zdobyłeś wiedzę, jeżeli to wszystko 
nie  zbliżało  cię  do  Boga  i  nie  budowało  piękna  twojej  duszy.  Chciej  wykonywać  swoją 

background image

pracę  zawodową  jak  najlepiej,  ale  po  to,  by  przez  posłuszeństwo  woli  Bożej  okazywać 
Bogu swoją miłość.
  Wtedy praca stanie się dla ciebie drogą ku uświęceniu.
   Jeżeli  będziesz  dobrym  pracownikiem,  to  dobrze,  ale  jeżeli  w  wyniku  dopuszczonych 
przez  Boga  doświadczeń  związanych  z  oczyszczeniami  będziesz  ponosił  porażki  -  żeby 
spokornieć, to też dobrze.
   Ważne  jest,  by  twoja  dusza  ulegała  przemianie,  by  dzięki  pracy  i  przeżywanym 
doświadczeniom rodził się w tobie nowy człowiek. Wtedy, gdy staniesz przed Bogiem w 
chwili swojej śmierci, będziesz mógł powiedzieć: Ty widzisz, Panie, że jestem do niczego, 
ale ja wierzę, że kochasz mnie.

Dla Boga jesteś ważny ty, a nie twoje osiągnięcia

   Jeżeli będziesz pracował jedynie z myślą o tym, by okazać Bogu swoje posłuszeństwo i 
wierność,  to  w  chwili  śmierci  będziesz  wolny,  nie  będziesz  martwił  się  o  swój  zakład 
pracy, o prace, których nie dokończyłeś. Wszystko to odejdzie w zapomnienie, bo przecież 
nie jesteś niezastąpiony.
  Ty masz żyć pragnieniem jednoczenia się z Panem i temu ma służyć twoja praca.
   Nie  zniechęcaj  się  licznymi  próbami  wiary,  przez  które  przechodzisz;  przecież  to  twój 
umiłowany Ojciec niebieski daje ci je, a dla Niego ty jesteś ważny, a nie twoje osiągnięcia.
  Jeżeli podejmujesz swoją pracę zawodową nie ze względu na Boga, jeżeli praca staje się 
dla ciebie bożkiem i celem samym w sobie, to marnujesz jedną trzecią swojego życia. Nie 
korzystasz wtedy z łask wysłużonych ci przez Chrystusa na krzyżu.
  A On chce, by również twoja praca pomagała ci w nawróceniu, by i ona cię przemieniała.

Wybór cytatów do medytacji

1

-Idąc  drogą  do  świętości,  doświadczymy  kiedyś  prawdziwości  słów  Chrystusa,  który 
powiedział:  „beze  Mnie  nic  nie  możecie  uczynić"  (J  15,5).  Zanim  jednak  do  tego 
dojdziemy,  zanim  uznamy,  że  każde  dobro  nadprzyrodzone,  jakie  dostrzegamy  w  sobie, 
jest  dziełem  Chrystusa,  musimy  doznać  wielu  upokorzeń,  musimy  też,  wzrastając  w 
pokorze, zapragnąć kochać Boga ponad wszystko.

2

   Jeżeli  dusza  wzrasta  w  pokorze,  to  w  pewnym  momencie  doznaje  w  swoim  życiu 
wewnętrznym szczególnej ingerencji Boga.
   Św.  Teresa  od  Dzieciątka  Jezus  wyznaje,  że  trzeba  jej  było  wiele  czasu,  by  dojść  do 
wyższego  stopnia  zdania  się  na  Boga.  Musiała  doznać  wielu  porażek,  by  poznając  lepiej 
prawdę o sobie, wzrastać w pokorze. - I oto po wielu nieudanych próbach stał się cud. Bóg 
sam  wziął  ją  w  swoje  ramiona  i  tak  „wysoko"  umieścił  (zob.  Żółty  zeszyt,  1  VII  1897). 
Nagle to, o co długo i z wielkim wysiłkiem zabiegała, zostało jej dane niejako za darmo, 
już bez jej szczególnych starań.

3

background image

W myśleniu o sobie święty pozostaje zawsze na samym dnie, uważa się za najgorszego, a 
każde dobro, zgodnie z prawdą, przypisuje Bogu.

4

   Mała Święta zachęca, byśmy składali Bogu ofiarę z doświadczeń, jakich doznajemy na 
skutek  braku  owoców  naszego  dążenia  do  świętości.  (...)  Mówiła  ona  do  swojej  siostry 
Celiny: „Złóż Panu Bogu ofiarę z tego, że nigdy nie będziesz zbierać owoców, to znaczy, 
że  całe  życie  będziesz  czuła  wstręt  do  cierpienia,  do  upokorzenia,  że  będziesz  widziała 
wszystkie  owoce  twych  dobrych  pragnień  i  twej  dobrej  woli  spadające  bezużytecznie  na 
ziemię.  Pan  sprawi,  że  w  chwili  twej  śmierci  w  mgnieniu  oka  na  drzewie  twej  duszy 
dojrzeją piękne owoce" (Pisma, t.2, s.253n.).

5

   Pokusy przeciwko  czystości są dla  nas wezwaniem do  walki z  pragnieniem  bycia  kimś 
wielkim.
   Chciej  być  nikim  w  oczach  innych,  chciej  być  zapomnianym,  wzgardzonym, 
odrzuconym.  Przyjęcie  takiej  postawy  nie  jest  łatwe,  ale  jeżeli  chcesz,  by  tego  rodzaju 
pokusy  mniej  cię  nękały,  musisz  chcieć  być  ostatnim.  Chciej  stawać  przed  Bogiem  w 
czasie modlitwy jak żebrak w obliczu największej świętości.

6

W  wyzbywaniu  się  pragnienia  wielkości  mogą  dopomóc  nam  kierowane  pod  naszym 
adresem różnego rodzaju oskarżenia.
   Jeżeli są to oskarżenia słuszne, to przypominają nam one o naszym złu i chronią przed 
niedostrzeganiem  go  w  sobie.  Wszelkiego  zaś  rodzaju  oskarżenia  niesłuszne  winny  nam 
uzmysławiać, co mogłoby w naszym życiu zaistnieć, gdyby Bóg nas od tego nie zachował.
   Dlatego ciesz się, a przynajmniej chciej się cieszyć, kiedy jesteś niesłusznie oskarżany. 
To pomoże ci w twoich oczyszczeniach, a może nawet zostaniesz dzięki temu uwolniony 
od natrętnych pokus przeciwko czystości.

7

  Gdy w czasie oczyszczeń nie doznajesz żadnych pociech, dziękuj za to Bogu, bo to znak, 
że Bóg ufa ci - ufa, że w obliczu ciemności i intensywnych oczyszczeń nie cofniesz się.

8

  Trzeba, byś był oderwany od wszelkich łask, jakie od Boga otrzymujesz. Przywiązanie do 
otrzymywanych  łask  może  sprawić,  że  stanie  się  z  tobą  to,  co  stało  się  z  ludźmi,  dla 
których Chrystus uczynił pierwszy cud rozmnożenia chleba. - Musiał ich opuścić, bo stali 
się pyszni i chcieli narzucić Mu własną wolę.

9

  Każdy, kto wejdzie na drogę odkrywania wielkiej miłości Boga, będzie stawał się na niej 
coraz bardziej samotnym, niezależnie czy wejdzie na nią sam, czy razem z rodziną bądź z 
jakąś braterską wspólnotą. Naszemu zbliżaniu się do Boga towarzyszy zawsze pogłębiająca 
się samotność.

background image

10

   Pójście  za  Chrystusem,  a  tym  samym  wejście  na  drogę  do  świętości  prowadzi  poprzez 
coraz  większe  ogołocenie  i  samotność  na  Golgotę.  Ci,  którzy  tę  drogę  wybierają,  bardzo 
często już na jej początku spotykają się z niezrozumieniem przyjaciół, znajomych, kolegów 
z pracy, a często również ze strony rodziny i osób najbliższych. Nasi bliscy, nie rozumiejąc 
tej szczególnej relacji, jaka zaczyna istnieć pomiędzy nami a Bogiem, nie będą akceptowali 
wybranej  przez  nas  drogi.  Może  pojawić  się  wtedy  pierwszy  w  naszym  życiu  rozdźwięk 
pomiędzy nami a otoczeniem z powodu Jezusa.

11

   Samotność jakby przymusza nas do skierowania się ku Bogu, bo w sytuacji samotności 
doświadczamy,  że  tylko  On  kocha  nas  naprawdę  i  tylko  w  Nim  możemy  znaleźć  pełnię 
szczęścia.

12

   Ktoś,  kto  nie  zaznał  samotności,  nie  spotkał  się  jeszcze  tak  naprawdę  z  Bogiem,  bo  to 
spotkanie dokonuje się w ciszy naszego serca wtedy, gdy Bóg staje się dla nas wszystkim.

13

   Jeżeli  w  miejsce  Boga  zawierzysz  swoje  życie  ludziom,  będziesz  musiał  się  zawieść. 
Często  więc  w  drodze  do  świętości  zaznasz  goryczy  opuszczenia,  samotności,  a  nawet 
zdrady. Doświadczenia te uwolnią cię od złudzeń, że w ludzkiej przyjaźni i miłości możesz 
znaleźć oparcie poza Bogiem.

14

  Jeżeli inni staną się dla ciebie prawdziwym oparciem, to dlatego, że to sam Bóg poprzez 
tych, których postawi na twojej drodze, będzie okazywał ci swoją szczególną miłość.

15

  Tylko wówczas, gdy wyciągamy ręce ku Bogu ukrytemu, kiedy zdobywamy się na ufność 
wbrew  wszystkiemu,  czego  doświadczają  nasze  zmysły,  wzrasta  i  pogłębia  się  nasze 
zawierzenie, które prowadzi do całkowitego oddania się Bogu.

16

   Trzeba  ,  byśmy  nieustannie  wyciągali  ręce  ku  Panu,  a  jednocześnie,  by  nieustannie 
pogłębiała  się  nasza  świadomość,  że  na  tych  wyciągniętych  dłoniach  są  tylko  nasze 
grzechy,  że  nie  możemy  Bogu  ofiarować  niczego  poza  naszą  nędzą  i  poza  tą  szaloną 
ufnością, że On kocha nas pomimo naszego zła.

17

   Sytuacje, w których jesteś doświadczany przez samotność, słabość i ciemności wiary, w 
których wyciągasz ku Bogu ręce, uznając swoją nędzę i oczekując wszystkiego od Niego, 
są dla ciebie najcenniejsze. Ziarno, dopóki nie obumrze, nie wyda plonu.

background image

18

 W życiu wewnętrznym liczy się przede wszystkim ten czas, w którym ziarno obumiera - a 
ono obumiera w samotności.

19

   Chwile  trudnych  doświadczeń  i  wewnętrznych  ciemności  to  chwile,  w  których  Bóg 
wzywa cię do szczególnej więzi z sobą, do więzi na płaszczyźnie wiary.

20

  On pozostawia nam emocjonalny kontakt z sobą najczęściej dlatego, że brak nam wiary i 
w dużym stopniu jesteśmy na Niego zamknięci.
   Im  więcej  ciemności  w  twoim  życiu  wewnętrznym,  tym  lepiej,  bo  tym  szybciej  ziarno 
będzie  obumierało  -  i  w  tej  twojej  samotności  pojawi  się  Bóg.  Samotność  bowiem 
przywołuje obecność Boga.

21

  Bóg posługuje się naszą pracą zawodową, otoczeniem w pracy i pojawiającymi się w niej 
trudnościami jako narzędziem przemieniania naszych dusz. Niebezpieczna może okazać się 
dla  nas  sytuacja,  gdy  stale  odnosimy  zawodowe  sukcesy,  ponieważ  może  to  zahamować 
nasze wzrastanie w wierze.

22

   Dopóki  odnosimy  sukcesy,  trudniej  jest  nam  w  pełni  otworzyć  się  na  Boga,  ponieważ 
często uważamy wówczas, że jesteśmy doskonali, i nie widzimy potrzeby interwencji Boga 
w nasze życie. Uważamy, że odnoszone sukcesy to owoc naszych własnych wysiłków czy 
zdolności.

23

   Trudności  są  wezwaniem  do  nawrócenia,  mają  one  wciąż  na  nowo  przypominać  ci  o 
konieczności modlitwy.

24

   Ktoś, kto odnosi w pracy sukcesy, jest o wiele bardziej narażony na trwanie w postawie 
faryzeizmu, która w oczach Boga  odbiera wartość  naszemu  zaangażowaniu. Ten  zaś, kto 
doznaje  wielu  porażek,  ma  szansę  odkryć,  że  bez  Boga  nie  da  sobie  rady.  Zaczyna  więc 
modlić się - i to jest pierwszy pozytywny owoc przeżywanych doświadczeń.

25

  Mamy żyć tak, jakby podejmowany przez nas nowy dzień pracy miał być ostatnim dniem 
w naszym   życiu.

26

  Jeżeli pracując myślisz o tym, że może to być ostatni dzień w twoim życiu, to tym usilniej 
będziesz szukał woli Bożej i będziesz chciał wypełnić ją jak najwierniej.

background image

27

  Byśmy zaczęli patrzeć na naszą pracę w świetle wiary, musimy stawać w prawdzie przed 
Bogiem,  ze  świadomością,  że  wszystko,  co  jest  w  naszym  życiu  dobre,  a  więc  i  nasze 
osiągnięcia w pracy zawodowej, są własnością Boga.

28

  Trzeba  ,  żebyś  pracował  w  postawie  ewangelicznego  celnika  -  ze  świadomością,  że  tak 
naprawdę  to  jedynie  grzechy  są  twoją  własnością.  Twoje  zaś  zdolności  czy  umiejętność 
rozwiązywania problemów to dary Boże.

29

   Twoje  porażki  w  pracy  powinny  być  dla  ciebie  przypomnieniem,  że  nie  ma  jeszcze  w 
tobie  postawy  celnika.  Bóg  czasem  udaremni  ci  realizację  twoich  własnych  planów  czy 
nawet zaleceń przełożonych; dopuści, że pomimo wysiłków niczym nie będziesz mógł się 
wykazać. Wtedy łatwiej spostrzeżesz, jak bardzo zależy ci na odnoszeniu sukcesów, a tym 
samym  ile  jest  jeszcze  w  tobie  pragnień  i  marzeń  faryzeusza  -  żeby  być  wzorowym 
pracownikiem, żeby inni to zauważyli, żeby się wreszcie czymś wykazać.

30

  Kiedy będziesz umierał, nie będą ważne twoje zawodowe sukcesy?

31

   Nie  zniechęcaj  się  licznymi  próbami  wiary,  przez  które  przechodzisz;  przecież  to  twój 
umiłowany Ojciec niebieski daje ci je, a dla Niego ty jesteś ważny, a nie twoje osiągnięcia.

W serii „Ku Nowej Ewangelizacji" ukazały się:

„Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci..."
Wezwanie do życia w duchu Błogosławieństw
Zawierzyć miłości
Kiedy się modlisz
„Abym spełniał wolę Twoją, Boże"
„Nie troszczcie się więc zbytnio"
Pokora - czynienie miejsca dla Pana
„Nie gardzisz, Boże, sercem pokornym i skruszonym"
„Oto Matka twoja"
„...Bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki"
Oczekiwać na Eucharystię w postawie ewangelicznego żebraka

W przygotowaniu do druku:

background image

Postawieni wobec prób wiary
Na szlaku pustyni duchowej 
Modlitwa w okresach oczyszczeń 
Komunia życia z Maryją

Kościół  zawsze,  ale  przede  wszystkim  w  czasach  dzisiejszych,  potrzebuje  świętych  - 
świętych,  którzy  według  słów  Jana  Pawła  II  nigdy  się  nie  starzeją  i  nie  „przedawniają", 
stale pozostają świadkami młodości Kościoła. Nowa Ewangelizacja jako nasza odpowiedź 
na powszechne powołanie do świętości zachęca nas do niezwykłej wędrówki prowadzącej 
do całkowitego zjednoczenia się z Bogiem. Seria Ku Nowej Ewangelizacji" proponuje rady 
i  konkretne  wskazania  jak  kroczyć  tą  drogą  ku  pełnemu  zjednoczeniu  z  Chrystusem  w 
miłości.
Kościół  zawsze,  ale  przede  wszystkim  w  czasach  dzisiejszych,  potrzebuje  świętych  - 
świętych,  którzy  według  słów  Jana  Pawła  II  nigdy  się  nie  starzeją  i  nie  „przedawniają", 
stale pozostają świadkami młodości Kościoła. Nowa Ewangelizacja jako nasza odpowiedź 
na powszechne powołanie do świętości zachęca nas do niezwykłej wędrówki prowadzącej 
do całkowitego zjednoczenia się z dogiem. Seria Ku Nowej Ewangelizacji" proponuje rady 
i  konkretne  wskazania  jak  kroczyć  tą  drogą  ku  pełnemu  zjednoczeniu  z  Chrystusem  w 
miłości.