background image

 

 
 
 

 NICOLE BURNHAM 

   

ZAPOMNIANA RÓŻA 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 
- Czy mogę rozmawiać ze Stefanem diTalorą? To bardzo pilne. - Amanda 

Hutton  próbowała  nie  zwracać  uwagi  na  zaciekawione,  a  czasami  wręcz 
wścibskie  spojrzenia,  jakie  jej  rzucano.  W  kasynie  «Campione"  bywała 
wyłącznie  śmietanka  towarzyska  San  Rimini.  Gdyby  Amanda  się  nie 
wstydziła,  pociągnęłaby  dyrektora  jaskini  hazardu  za  rękaw  eleganckiego 
garnituru. 

Jeśli natychmiast nie znajdzie tego arystokratycznego osła i nie sprowadzi 

go  do  pałacu,  dojdzie  do  największego  skandalu  w  dziejach  królestwa.  Za 
chwilę  miała  rozpocząć  się  ceremonia  zaślubin  następcy  tronu,  Antony'ego 
diTalory, z najlepszą przyjaciółką Amandy, Jennifer Allen. I cóż z tego, że w 
pałacowej  kaplicy  czekał  tłum  gości,  w  tym  koronowane  głowy  i  kwiat 
europejskiej arystokracji, skoro zaginął pierwszy drużba. 

Choć  dyrektor  kasyna  patrzył  na  nią  z  wyraźną  naganą,  starała  się  nie 

okazywać  zniecierpliwienia.  Prawdę  mówiąc,  była  wściekła,  że  niemal 
wszyscy  pracownicy  wylegli  z  zaplecza  i  jawnie  studiowali  jej  różową 
koronkową  suknię  druhny.  Nie  była  to  najgorsza  kreacja,  lecz  nie 
dorównywała  sukniom  znanych  projektantów,  w  jakich  paradowały  panie 
szukające rozrywki w kasynie. 

-  Proszę  -  zwróciła  się  ponownie  do  dyrektora.  -  Zdaję  sobie  sprawę,  że 

mój strój nie pasuje do tego miejsca, ale... 

-  Pani  nazwisko.  -  Uniósł  krzaczaste  brwi,  zapewne  chcąc  w  ten  sposób 

zademonstrować swoje oburzenie. 

- Powtórzę jeszcze raz. Nazywam się Amanda Hutton i muszę... 
- Proszę pani, Jego Wysokość książę Stefano jest w środku bardzo ważnej 

rozgrywki i nie wolno mu przeszkadzać - powiedział mężczyzna oschłym to-
nem i uśmiechnął się z wyższością. 

Amanda  policzyła  do  dziesięciu,  by  się  uspokoić.  Zanim  jednak  zdążyła 

wyjaśnić, jak poważna jest sytuacja, dyrektor dodał: 

-  Proszę  poczekać  na  zewnątrz...  z  innymi.  -  Wskazał  ręką  przeszklone 

drzwi. 

Amanda  obejrzała  się  z  desperacją.  Kilka  podekscytowanych  młodych 

kobiet krążyło przed drzwiami kasyna, czekając na pojawienie się księcia. 

Przywołała na twarz najbardziej czarujący uśmiech, na jaki było ją stać, i 

szepnęła: 

- Oczywiście, przepraszam, że sprawiłam tyle kłopotu. 

background image

Dyrektor wyglądał na usatysfakcjonowanego, ale nie ruszył się z miejsca, 

czekając, aż Amanda wykona jego polecenie. 

Przechodząc  przez  hol,  zauważyła  wąskie  schody.  Pilnował  ich  wysoki 

uzbrojony  strażnik.  Amanda  doszła  do  wniosku,  że  jest  to  wejście  do 
salonów gry przeznaczonych dla specjalnych gości. Ponieważ dyrektor nadał 
nie  spuszczał  z  niej  wzroku,  powoli  wyszła  na  ulicę  i  przyłączyła  się  do 
tłumu rozhisteryzowanych wielbicielek księcia. Zmrużyła oczy i spojrzała na 
wieżę zegarową królewskiego pałacu. 

Szósta  trzydzieści.  Do  ceremonii  zaślubin  pozostała  godzina.  Gdyby 

wyznała  dyrektorowi  kasyna  prawdę,  naraziłaby  na  szwank  dobre  imię 
królewskiej rodziny. 

Jeśli  teraz  udałoby  jej  się  dorwać  tego  książęcego  bałwana,  udusiłaby  go 

gołymi rękami. Nie  ma co, udały  mi się wakacje, westchnęła w duchu. Oto 
miała  okazję  wziąć  udział  w  bajkowym  ślubie,  odwiedzić  jeden  z 
najpiękniejszych  krajów  na  świecie,  poznać  najbogatszych  i  najbardziej 
znanych  Europejczyków.  Potem  będzie  musiała  wrócić  do  szarej  rze-
czywistości, a przede wszystkim do ciężkiej pracy w Waszyngtonie. 

Powinna  teraz  siedzieć  na  eleganckiej  kanapie  i  plotkować  zawzięcie  z 

innymi  druhnami,  a  zamiast  tego  ugania  się  po  San  Rimini  za  jakimś 
książęcym  bubkiem.  Eleganckie,  lecz  niezbyt  wygodne  buty  zaczęły  ją 
obcierać, makijaż nieco się rozmazał, a suknia nie wyglądała już tak świeżo. 

Z trudem powstrzymała okrzyk złości. Od ukończenia studiów pracowała 

z dziećmi bogaczy i dyplomatów. Jak dotąd, nie spotkała równie uciążliwego 
smarkacza  jak  książę  Stefano.  I  pomyśleć,  że  ten  osobnik  ma  już 
dwadzieścia pięć lat! 

Ponownie  skupiła  wzrok  na  holu  kasyna.  Jakaś  dobrze  ubrana  kobieta 

gorączkowo  przekonywała  o  czymś  dyrektora.  Amanda  wzięła  głęboki 
oddech,  weszła  do  środka  i  ruszyła  w  stronę  uprzednio  wypatrzonych 
schodów. Natychmiast zastąpił jej drogę uzbrojony strażnik. 

- Czy mogę pani jakoś pomóc? 
- Sama nie wiem... - odparła z wahaniem. - Hm... Te kobiety na zewnątrz 

zapewne czekają na księcia Stefana. 

- Z pewnością. - Strażnik wykrzywił usta w ironicznym uśmiechu. - Ale o 

co chodzi? 

-  Cóż,  podsłuchałam  fragment  rozmowy.  Podobno  Jego  Wysokość 

zostawił  otwarty  samochód  i  jedna  z  wielbicielek  wśliznęła  się  na  tylne 
siedzenie. Pomyślałam, że powinien pan o tym wiedzieć. 

2

RS

background image

Strażnik  przez  chwilę  przyglądał  się  jej  badawczo,  lecz  ku  jej  wielkiemu 

rozczarowaniu  nie  wyszedł  na  zewnątrz.  Zamiast  tego  zaczął  szybko 
rozmawiać z kimś przez radiotelefon. 

- Jak wygląda ta kobieta? - zwrócił się do Amandy. 
-  Niezbyt  wysoka  blondynka  w  czerwonej  sukni  -  improwizowała  na 

poczekaniu. - Zostanę tu, by ją zidentyfikować. Widziałam, jak skrada się w 
stronę parkingu. 

Strażnik zawahał się, później wskazał na jej eleganckie szpilki. 
-  Dobrze,  pójdę  jej  poszukać,  ale  nie  sądzę,  bym  był  w  stanie  dotrzymać 

pani  kroku  -  wysilił  się  na  żart.  -  Proszę  tu  poczekać.  Być  może  policja 
będzie chciała z panią porozmawiać. 

- Oczywiście - odparła ulgą. 
Gdy tylko strażnik przekroczył drzwi, Amanda wbiegła na strome schody. 

Na górze był długi korytarz i około dwudziestu zamkniętych drzwi. 

Przystawała  przed  każdymi,  uważnie  nasłuchując.  Zza  jednych, 

opatrzonych  tabliczką  Privato,  dobiegły  ją  podniesione  głosy.  Po  chwili 
nabrała pewności, że w pomieszczeniu toczy się gra o wysoką stawkę. Nagle 
poczuła się jak bohaterka filmu o Jamesie Bondzie. Wzięła głęboki oddech i 
weszła do środka. 

Jedną  ścianę  pomieszczenia  zajmował  bar.  Kryształowe  lustra  delikatnie 

odbijały przytłumione światło, czerwony dywan tłumił kroki. 

Drugą  ścianę  zajmowały  trzy  olbrzymie,  sięgające  od  podłogi  do  sufitu 

okna,  z  których  rozpościerał  się  zapierający  dech  w  piersiach  widok  na 
Adriatyk. 

Na  środku  pomieszczenia  stał  stół  do  gry  obsługiwany  przez  długonogą 

krupierkę.  Atrakcyjna  blondynka  ubrana  była  w  króciutką  skórzaną 
sukienkę. Czterej siedzący przy stole mężczyźni mieli na oko po dwadzieścia 
parę  lat.  Wszyscy  ubrani  byli  w  czarne  smokingi  i  nieskazitelnie  białe 
koszule.  Jednak  Amanda  natychmiast  domyśliła  się,  który  z  nich  jest 
księciem Stefanem. 

Podpierał  głowę  dłońmi,  od  czasu  do  czasu  przeczesując  palcami  jasne 

włosy.  Skrzące  się  inteligencją  stalowoniebieskie  oczy  śledziły  uważnie 
każdy ruch krupierki. 

W  pewnym  momencie  książę  wyprostował  się  i  przesunął  na  środek 

stolika pokaźny stos żetonów. Uśmiechnął się nieco ironicznie, a Amanda od 
razu  pomyślała,  że  te  zmysłowe  usta  są  wprost  stworzone  do  pocałunków. 

3

RS

background image

Przyjrzała  się  uważnie  jasnym  gęstym  włosom.  Były  lekko  zmierzwione, 
jakby książę dopiero przed chwilą wstał z łóżka. 

Zganiła  się  w  myślach  za  te  głupie  rozważania.  Teraz  musiała  działać 

szybko i sprawnie. 

- Przepraszam, książę, muszę... 
- Natychmiast opuścić to pomieszczenie - dokończył strażnik, który wyrósł 

jak spod ziemi. Miał twarz wykrzywioną złością. Bezceremonialnie chwycił 
Amandę za łokieć. - Przepraszam, Wasza Wysokość, ta pani wywiodła mnie 
w pole. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy. 

Popchną} Amandę w stronę wyjścia. 
- Proszę! - krzyknęła, chwytając się futryny. -Przysłano mnie... 
- W porządku, Carlo, pozwól jej zostać - zainterweniował Stefano. 
Zaskoczony  strażnik  uśmiechnął  się  niepewnie,  lecz  oczywiście  uległ 

prośbie księcia. 

Stefano  jak  gdyby  nigdy  nic  wrócił  do  gry,  zaś  Amanda  podeszła  do 

stolika. 

- Wasza Wysokość, przysłano mnie... - zaczęła ponownie. 
- Zapewne mam przyjemność z panną Hutton. - Książę nawet nie podniósł 

wzroku.  -  Przepraszam,  ale  zapomniałem,  jak  pani  ma  na  imię.  Nie 
zapomniałem  natomiast  o  ślubie.  Zaraz  skończę,  proszę  sobie  zamówić 
drinka. 

-  Czy  pan  się  mnie  spodziewał?  -  spytała  Amanda,  zdziwiona,  że  książę 

zna jej nazwisko. 

- Tak, to było do przewidzenia, że Antony kogoś po mnie przyśle. Sądząc 

po ubiorze, jest pani pierwszą druhną. Wiem od brata, że jest pani najlepszą 
przyjaciółką jego przyszłej żony. A na imię ma pani... - pstryknął palcami - 
... już wiem, Amanda. 

-  Pragnę  zaznaczyć,  że  uroczystość  zaczyna  się  już  za  godzinę,  dlatego 

powinniśmy... 

Jej dalsze słowa zagłuszyły okrzyki pozostałych graczy, bo właśnie przed 

chwilą  krapierka  odsłoniła  dla  Stefana  drugiego  króla.  Zrezygnowana 
Amanda  odsunęła  się  od  stolika.  Grała  w  black  jacka  tylko  raz,  podczas 
krótkiego  wypadu  do  Atlantic  City.  Jednak  nawet  ona  rozumiała,  o  jak 
wysoką stawkę gra Stefano. Sądząc ze stosiku żetonów, suma ta przekraczała 
jej  roczne  zarobki.  Rozgrywka  zakończyła  się  dla  księcia  pomyślnie,  co 
pozostali gracze przywitali oklaskami. 

Stefano nonszalancko wzruszył ramionami. 

4

RS

background image

-  Dziękuję  wszystkim.  -  Podsunął  pokaźny  stosik  żetonów  w  stronę 

krupierki. 

W drzwiach pojawił się dyrektor kasyna. 
- Czy wszystko w porządku, Wasza Wysokość? 
- Tak, oczywiście. Powinien pan pomyśleć o podwyżce dla Rafaelli. 
-  Tak,  Wasza  Wysokość.  Czy  wymienić  żetony  na  gotówkę,  czy  dopisać 

sumę do pańskiego rachunku? 

- Proszę przekazać pieniądze na Narodowy Fundusz Stypendialny. To mój 

prezent  z  okazji  ślubu  księcia  Antony'ego  i  Jennifer.  Proszę  wszystkich  o 
dyskrecję. Nie chcę, by nazwisko ofiarodawcy wyszło na jaw. 

Obecni skinęli głowami. Amanda jednak dobrze wiedziała, że Jennifer nie 

spocznie,  dopóki  nie  ustali,  kto  tak  hojnie  zasilił  założony  przez  nią  i 
Antony'ego fundusz. 

-  No  dobrze,  a  teraz  muszę  już  naprawdę  iść  na  ślub.  -  Książę  zapiął 

kołnierzyk koszuli, perfekcyjnie zawiązał muszkę i podał ramię Amandzie. 

- Wasza Książęca Mość jest nadzwyczaj hojny - powiedziała Amanda, gdy 

przechodzili przez hol. 

- Cóż, ta hojność wynika z poczucia winy - przyznał. - Nie miałem czasu 

kupić odpowiedniego prezentu dla młodej pary. 

A jednak miałeś czas na wizytę w kasynie, pomyślała Amanda zgryźliwie. 
Stefano przeczesał ręką włosy, jeszcze bardziej je mierzwiąc. 
-  A  zatem,  panno  Hutton,  czy  mogę  się  w  takim  stanie  pokazać  na 

królewskim ślubie? 

-  Oczywiście,  Wasza  Wysokość  -  odparła  grzecznie.  Wiedziała,  jak 

postępować  z  możnymi  tego  świata,  bo  na  tym  polegała  jej  praca.  Uczyła 
protokołu  dyplomatycznego  nawet  prezydenckie  dzieci.  Jako  pojętna  córka 
ambasadora poradziła sobie z tym bez większego trudu. 

Jednak  książę  Stefano  zaintrygował  ją.  Cechowała  go  bezpośredniość, 

właściwa tylko najlepiej urodzonym. 

-  I  tylko  tyle?  -  zakpił.  -  Powinna  pani  powiedzieć,  że  wyglądam 

fantastycznie i niezwykle seksownie. Albo przynajmniej: „Cóż za wspaniały 
smoking, Wasza Wysokość". 

- Gdzie uczył się pan angielskiego? - spytała szybko Amanda, by zmienić 

temat. - W odróżnieniu od swych braci, ma pan amerykański akcent. 

- Antony i Federico nauczyli się angielskiego od niani, która pochodziła z 

zamożnej  angielskiej  rodziny,  a  później  studiowali  we  Włoszech.  Ja 
odebrałem edukację w Stanach. 

5

RS

background image

- Na jakim uniwersytecie? 
- Da pani wiarę, że w Princeton? 
- No tak, blisko Atlantic City, tej jaskini hazardu. Roześmiał się głośno. 
Gdy schodzili po schodach, podszedł do nich strażnik. 
-  Wasza  Wysokość,  samochód  już  czeka.  Kierowca  będzie  musiał 

skorzystać  z  objazdu,  bo  na  głównej  ulicy  kłębi  się  tłum  dziennikarzy  i 
gapiów. - Otworzył drzwi i podprowadził ich do czarnej limuzyny. 

Gdy siedzieli w środku, Stefano powiedział: 
-  Proszę  posłuchać,  doceniam  pani  wysiłki,  ale  Antony  wie,  jak 

nienawidzę takich ceremonii. Wielokrotnie powtarzałem, że nie pozwolę, by 
napastowali mnie dziennikarze. Mój brat niepotrzebnie się niepokoił. Nigdy 
nie  opuściłem  naprawdę  ważnych  uroczystości.  Zresztą  nie  rozumiem, 
dlaczego wysłał akurat panią, skoro nawet się nie znamy. Amanda wzruszyła 
ramionami. 

- Antony i Jennifer uznali, że lepiej posłać kogoś spoza dworu, by pańska 

nieobecność nie wyszła na jaw. 

-  No  tak,  i  aby  dziennikarze  nie  napisali,  że  jestem  nieodpowiedzialnym 

książątkiem. 

-  Myślę  raczej,  że  nie  chcieli  niepokoić  pańskiego  ojca,  który  w 

przeszłości  wielokrotnie  martwił  się  pańskim...  -  Przerwała,  widząc,  że 
Stefano ze złością zaciska usta. - No cóż, tutejsi dziennikarze mnie nie znają. 
Nikt się mną nie zainteresował. 

-  A  zatem  powinienem  być  pani  wdzięczny  -  stwierdził  Stefano  i  ujął  jej 

dłoń. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

6

RS

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
Amanda już otwierała usta, gdy dobiegł ją szept Stefana: 
- Proszę się nie denerwować, panno Hutton. Nie robię nic złego. 
- Wasza Wysokość, proszę trzymać ręce przy sobie. 
Posłuchał,  lecz  tylko  na  chwilę.  Niespodziewanie  pochylił  się  i  musnął 

palcami udo Amandy. 

-  Spokojnie,  chciałem  tylko  wygładzić  pani  suknię  -  powiedział  szybko, 

widząc, jak Amanda dosłownie wciska się w siedzenie. 

- Dziękuję - szepnęła bez tchu. 
-  Zawsze  do  usług.  Mam  nadzieję,  że  zechce  pani  ze  mną  zatańczyć  na 

weselu. 

- Oczywiście, o ile będzie się pan zachowywał przyzwoicie. 
Stefano  obserwował  ją  spod  oka.  Doszedł  do  wniosku,  że  imię  Amanda, 

które  zawsze  uważał  za  bardzo  wdzięczne,  niezwykle  do  niej  pasuje. 
Wydawała  się  wprost  stworzona  do  zagrania  głównej  roli  w  komedii 
romantycznej.  Świetna  figura,  pełne  usta  i  lśniące  brązowoczekoladowe 
włosy. 

Jednak  jeszcze  bardziej  zaintrygowała  go  jej  osobowość.  Sądząc  z  tych 

kilku  zdań,  które  wymienili,  Amanda  miała  bystry  umysł  i  dość  cięty 
języczek. 

Oczywiście  spotkał  wiele  wspaniałych  kobiet  i  zdobywanie  ich 

przychylności  przychodziło  mu  niezwykle  łatwo,  jednak  od  wielu  lat  nikt, 
ani  mężczyzna,  ani  kobieta,  nie  traktował  go  jak  zwykłego  znajomego. 
Wszyscy pamiętali, że jest księciem. 

No,  może  z  wyjątkiem  przyjaciół  jeszcze  ze  szkoły  podstawowej,  z 

którymi  nadał  tworzyli  zgraną  paczkę.  Po  śmierci  matki  posłano  go  do 
prywatnych szkół i szybko zapomniał, jak to jest być dzieckiem. 

Amanda uchwyciła jego spojrzenie i natychmiast się zaczerwieniła. W tym 

samym  momencie  Stefano  poczuł  nieprzepartą  ochotę,  by  jej  dotknąć. 
Oczywiście nie zrobił tego, wyjrzał natomiast przez okno i powiedział: 

- Na pewno zdążymy na czas. Vittorio zna wszystkie skróty. 
Skręcili w wąską uliczkę pełną małych sklepików. Właściciele wypraszali 

klientów  na  zewnątrz  i  w  pośpiechu  opuszczali  żaluzje.  Wszyscy  chcieli 
zdążyć na telewizyjną transmisję z królewskiego ślubu. 

7

RS

background image

-  Przypuszczam,  że  pański  szofer  często  używa  tych  skrótów  -  mruknęła 

Amanda,  gdy  samochód  wszedł  w  ostry  zakręt,  a  Vittorio  o  mały  włos  nie 
wjechał w grupkę spacerujących turystów. 

-  Jeśli  pani  sugeruje,  że  mam  zwyczaj  spóźniać  się  na  ważne 

uroczystości... 

- Nic takiego nie powiedziałam. 
-  Nieważne,  jesteśmy  już  na  miejscu.  -  Samochód  zatrzymał  się  przed 

kutą,  żeliwną  bramą,  za  którą  rozpościerały  się  pałacowe  ogrody.  Stefano 
zerknął szybko na wieżę zegarową. - Mamy jeszcze dwadzieścia minut. 

-  Aż  dwadzieścia?  -  skomentowała  ironicznie.  -  Jennifer  na  pewno 

odchodzi od zmysłów. Wątpię, czy  będę  miała czas, by poprawić  makijaż i 
fryzurę. 

- Proszę zrobić to teraz. Minie kilka minut, zanim dotrzemy do kaplicy. 
Zawahała  się,  zerknęła  na  torebkę,  a  potem  zdecydowanie  pokręciła 

głową. 

- Nie, to byłoby niewłaściwe. 
- Mnie to nie przeszkadza. 
- A mnie tak. 
- Dlaczego? Bo siedzi pani obok księcia? 
- Nie, ponieważ na tym polega moja praca. 
- Na poprawianiu fryzury i makijażu? 
- Uczę dzieci protokołu dyplomatycznego i dobrych manier. Próbuję żyć w 

zgodzie z zasadami, które wpajam innym. 

No  tak,  to  wiele  wyjaśnia,  pomyślał.  Traktuje  mnie  z  rezerwą,  bo  moje 

maniery nie przypadły jej do gustu. 

-  Powinienem  był  się  domyślić,  że  prowadzi  pani  wykłady  na  temat 

odpowiedniego używania sztućców. Ciekawe... 

- Nie prowadzę wykładów i zapewniam, że nie ograniczam się jedynie do 

nauki odpowiedniego zachowania przy stole. Pomagam dzieciom dygnitarzy 
i dyplomatów radzić sobie z codziennymi problemami, jakie mogą wynikać 
z pozycji ich rodziców. 

- Na przykład, jak zwalczać uporczywy ból głowy? - zażartował. - To musi 

być bardzo ekscytujące. 

Spojrzała na niego badawczo, potem z uśmiechem odpowiedziała: 
- Owszem, niektórych często boli głowa. Wtedy daję im aspirynę. Jednak 

tak naprawdę zajmuję się czymś innym. 

- To znaczy? Wzruszyła ramionami. 

8

RS

background image

- Uczę, jak opanować tremę przed występami publicznymi i jak prowadzić 

konwersację.  Jak  rozpoznawać  oszustów,  którzy  chcą  wyłudzić  pieniądze,  i 
jak trzymać na dystans dziennikarzy i przyjaciół, którzy próbują wyciągnąć 
poufne informacje. 

- Ach tak, rozumiem. - Wiedział dobrze, o czym mówiła. Często zdarzało 

się,  że  nawet  cieszący  się  powszechnym  szacunkiem  arystokraci  próbowali 
wkraść się w jego łaski, by uzyskać łatwiejszy dostęp do króla. Wspominał 
też  ze  złością,  jak  kilka  razy  dał  się  sprytnie  podejść  i  wypaplał  rzeczy,  o 
których powinien milczeć. 

-  A  co  pani  radzi  swym  uczniom,  gdy  znajdą  się  w  takiej  kłopotliwej 

sytuacji? 

-  Uczę  ich,  jak  grzecznie  zbywać  natrętów.  To  swego  rodzaju  sztuka, 

trzymać  ludzi  na  dystans,  nie  robiąc  sobie  przy  tym  wrogów.  Mówię  im 
również,  jak  postępować  z  tymi,  którzy  mogą  mieć  wpływ  na  karierę  ich 
rodziców. 

-  Doskonale  wiem,  o  co  ci  chodzi  -  burknął.  Ileż  to  razy  wymigał  się  od 

oficjalnych obiadów, balów dobroczynnych i innych tego typu uroczystości? 
Wolał w tym czasie pojechać na narty albo na ryby z przyjaciółmi. Ile razy 
niechcący  obraził  dyplomatów,  których  starał  sobie  zjednać  jego  ojciec? 
Nagle  zrobiło  mu  się  przykro.  Matka  świetnie  radziła  sobie  z  obowiązkami 
królowej.  Gdyby  żyła,  na  pewno  nauczyłaby  go  wielu  rzeczy.  Zdał  sobie 
sprawę,  że  skoro  odsłużył  wojsko,  będzie  się  musiał  włączyć  w  życie 
polityczne kraju. Z zamyślenia wyrwał go głos Amandy. 

-  O  ile  dobrze  pamiętam,  pana  matka  zmarła,  gdy  miał  pan  zaledwie 

piętnaście lat. Musiało panu być trudno. 

Czyżby  ta  kobieta  potrafiła  czytać  w  jego  myślach?  Nie,  po  prostu 

wyczuwała nastroje innych ludzi. Zupełnie jak jego matka. 

Przytaknął z namysłem. 
-  Isabella  i  Federico  byli  w  college'u,  a  Antony  przebywał  za  granicą  w 

ważnej misji dyplomatycznej. 

- No tak, a pan był w pałacu z rozpaczającym ojcem i tłumami reporterów. 

Czy gdyby była taka możliwość, skorzystałby pan wówczas z moich usług? 

-  Być  może,  ale  jakoś  sobie  poradziłem.  -  Odchrząknął  i  uciekł 

spojrzeniem  w  bok.  Nie  chciał  na  nią  dłużej  patrzeć,  bo  zbyt  go  pociągała. 
Może  niepotrzebnie  poruszali  tak  osobiste  tematy.  To  niebezpieczne,  bo 
wtedy między ludźmi tworzy się zbyt bliska więź. Dawno temu obiecał sobie 

9

RS

background image

przecież,  że  będzie  unikał  zaangażowania  emocjonalnego  i  zamierzał  tego 
dotrzymać. 

O wiele bezpieczniej jest spotykać się z bystrymi, lecz raczej cynicznymi 

kobietami, a potem zawrzeć związek małżeński zaaranżowany przez ojca. 

- Amando, proszę się nie krępować i poprawić sobie makijaż. Obiecuję, że 

nikomu nie powiem. Jestem pewien, że na dzisiejszej uroczystości pozyskasz 
kilku nowych klientów. Dla mnie jest już za późno na naukę. Mogę ci mówić 
po imieniu? - zapytał i uśmiechnął się czarująco. 

Co  do  jednego  Stefano  się  nie  mylił,  pomyślała  Amanda,  odkładając 

srebrny  widelczyk  na  talerzyk,  gdy  skończyła  deser.  Tak,  było  tu  wielu 
potencjalnych  klientów,  albowiem  na  uroczystości  pojawiło  się  ponad  dwa 
tysiące  osób.  Powinna  znaleźć  jakiś  sposób,  by  dyskretnie  napomknąć 
gościom, czym się zajmuje. Jeśli nie dostanie żadnego zlecenia, będzie mu-
siała zrezygnować z wynajętego mieszkania i wprowadzić się z powrotem do 
rodziców. 

Nie,  to  nie  był  najlepszy  moment,  by  zadręczać  się  takimi  myślami. 

Wypiła  łyk  szampana  i  rozejrzała  się  po  sali  balowej.  Większość  gości 
wywodziła  się  z  najlepszych  europejskich  rodów:  książęta,  księżniczki  i 
kilka koronowanych głów. 

W  rogu  królewska  orkiestra  grała  walca.  Pan  młody,  książę  Antony, 

pozował  do  zdjęć  otoczony  przez  grono  utytułowanych  kuzynów,  podczas 
gdy król Eduardo rozmawiał z członkiem parlamentu. 

- O rany, przyda mi się chwila wytchnienia. Naprawdę zasłużyłam na duży 

kawałek weselnego tortu - szepnęła Jennifer, siadając obok Amandy. 

- Wyglądasz na zmęczoną. - Amanda uśmiechnęła się do przyjaciółki. 
-  Właściwie  to  nie  jestem  zmęczona  -  westchnęła  Jennifer.  -  Po  prostu 

padam  z  nóg.  Umrę,  jeśli  będę  musiała  zatańczyć  z  jeszcze  jedną 
osobistością.  I  cóż  z  tego,  że  jestem  teraz  księżniczką?  Muszę  się  dopiero 
przyzwyczaić do nowej sytuacji. - Obok stołu przeszła księżniczka Isabella z 
dwiema przyjaciółkami. - Ale nie tylko ja - dodała Jennifer. - Nie zdarza się 
codziennie, by jakaś Amerykanka wdarła się do tego towarzystwa i poślubiła 
następcę tronu. 

Amanda  zerknęła  dyskretnie  na  księcia  Antony'e-go,  który  nie  odrywał 

wzroku  od  swojej  świeżo  poślubionej  żony.  Wesele  przebiegało  bez 
zakłóceń. Młodzi tańczyli na parkiecie, starsi zabawiali się rozmową. 

- Jesteś ciekawa mojej opinii na ten temat? - spytała Amanda. 
- Zawsze. 

10

RS

background image

-  Świetnie  sobie  radzisz.  Wszyscy  widzą,  że  książę  Antony  jest  w  tobie 

zakochany po uszy, a jego rodzina bardzo cię polubiła. 

Jennifer uśmiechnęła się i ujęła dłoń Amandy. 
- Wiem. Naprawdę wspaniale mnie przyjęli. - Zamrugała, by powstrzymać 

cisnące się do oczu łzy wzruszenia. - A skoro już mowa o królewskiej rodzi-
nie, dziękuję, że sprowadziłaś Stefana. Wybawiłaś nas z dużego kłopotu. 

- Nie ma sprawy. 
-  Zdążyliście  w  ostatniej  chwili.  Antony  zaczynał  tracie  opanowanie. 

Zupełnie  jakby  zapomniał,  czego  można  się  spodziewać  po  kimś  takim  jak 
Stefano. Amanda zawahała się, czy dalej ciągnąć ten temat. 

- Cóż... - zaczęła ostrożnie. - Antony jest bardzo odpowiedzialny i traktuje 

serio swoje obowiązki. Stefano jest młodszy, to wolny duch. 

Jennifer roześmiała się. 
-  Ładnie  to  ujęłaś,  ale  Antony  nazywa  brata  nieodpowiedzialnym 

buntownikiem.  Czy  wiesz,  że  kiedy  był  dzieckiem,  uciekał  ze  szkoły  i 
włóczył się sam po mieście? To niezbyt bezpieczny sposób spędzania czasu, 
zwłaszcza dla młodego księcia. - Jennifer westchnęła. - Będę się troszczyć o 
Stefana, bo przypomina mi duże dziecko. Bardzo go lubię, wnosi tyle życia 
w te mury. 

Amanda  przytaknęła.  Tak  samo  jak  Jennifer,  miała  mieszane  uczucia  w 

stosunku  do  młodego  księcia.  Oczywiście  była  na  niego  wściekła,  kiedy 
musiała  wyciągać  go  z  kasyna,  jednak  zaraz  potem  zaskoczył  ją  swą 
wspaniałomyślnością.  Sądziła,  że  przeznaczy  wygraną  na  weekendowe 
szaleństwa lub na hazard. 

A potem, podczas wspólnej jazdy do pałacu... Najpierw myślała, że będzie 

ją  podrywał.  Nie  była  tak  naiwna,  by  nie  poznać,  że  wpadła  mu  w  oko. 
Zresztą, co tu dużo ukrywać, z wzajemnością. Jednak Stefano, mimo że ręce 
go  świerzbiły,  zdołał  się  opanować  i  w  sumie  zachowywał  się  jak 
dżentelmen. 

-  A  skoro  mowa  o  kłopotach,  spójrz  tam.  -  Jennifer  dyskretnie  skinęła 

głową. - Lady Schipani przez cały wieczór chodzi za Stefanem krok w krok. 

Amanda  podążyła  za  spojrzeniem  przyjaciółki.  Książę  stał  w  pobliżu 

parkietu.  Nie  wiadomo  kiedy  zdążył  starannie  uczesać  włosy.  Prezentował 
się równie poważnie i dostojnie jak na oficjalnych portretach. 

Obok  niego  stała  szczupła  blondynka  o  kręconych  włosach,  około 

trzydziestki. Wskazywała ręką parkiet i uśmiechała się zachęcająco. Stefano 
uniósł dłonie w geście odmowy, lecz uśmiechał się przy tym miło. 

11

RS

background image

-  Czy  to  jego  dziewczyna?  -  spytała  Amanda  i  zaraz  pożałowała  swej 

ciekawości.  Jennifer  nie  powinna  się  dowiedzieć,  że  interesowało  ją 
wszystko, co dotyczyło zbuntowanego arystokraty. 

-  Niestety,  nie.  Bardzo  lubię  łady  Schipani.  Pracuje  w  Narodowym 

Komitecie  Zdrowia  i  podobno  w  przyszłym  roku  będzie  kandydować  do 
parlamentu.  To  bardzo  mądra  kobieta,  zaangażowana  w  działalność 
społeczną. Byłaby dobrą żoną dla Stefana. - Jennifer westchnęła i pokręciła 
głową.  -  Antony  twierdzi,  że  Stef  przesadza  z  flirtami.  Z  łatwością  podbija 
damskie serca, ale nie jest zainteresowany poważnym związkiem, zwłaszcza 
gdy na horyzoncie pojawia się kobieta inteligentna, na przykład taka jak lady 
Schipani. 

- Ach, typ playboya. Dlaczego mnie to nie dziwi? 
-  To  niezupełnie  tak.  Stefano  zgodził  się,  by  król  Eduardo  znalazł  mu 

odpowiednią żonę. 

- Zaaranżowane małżeństwo? - zdziwiła się Amanda. - Coś mi tu nie gra. 

Dlaczego na to przystał? 

-  Może  tobie  uda  się  rozwikłać  tę  zagadkę.  Mam  nadzieję,  że  wówczas 

mnie oświecisz. 

Amanda  uniosła  wzrok  i  zauważyła,  że  Stefano  zmierza  prosto  do  ich 

stolika.  Tym  razem  nie  towarzyszyła  mu  lady  Schipani.  Amanda  poczuła 
gwałtowne łomotanie serca. Jednak Stefano zwrócił się do Jennifer: 

-  Nie  miałem  jeszcze  okazji  powitać  cię  w  naszej  rodzinie.  -  Serdecznie 

pocałował bratową. Spojrzał na Amandę, ale zaraz ponownie zwrócił się do 
Jennifer:  -  Podczas  obiadu  ojciec  powiedział  mi,  że  chciałby  z  tobą 
porozmawiać  przed  zakończeniem  uroczystości.  Nie  wiem,  o  co  chodzi. 
Powinienem  wspomnieć  o  tym  wcześniej,  ale...  -  Dyskretnie  zerknął  przez 
ramię na lady Schipani, która bacznie go śledziła z drugiego końca pokoju. 

Jennifer cichutko westchnęła, wstała i wygładziła suknię. 
-  W  porządku,  porozmawiam  z  nim  teraz.  -  Skinęła  głową  i  odeszła  od 

stołu. 

Amanda  poczuła  się  nieswojo.  Nie  chciała  być  sam  na  sam  ze  Stefanem. 

Miała  nadzieję  pozyskać  kilku  wpływowych  klientów,  a  tymczasem 
zaczynała  tracić  głowę  dla  przystojnego  księcia.  Pora  z  tym  skończyć  i 
przystąpić do bardziej konstruktywnych działań. 

-  Wasza  Wysokość  -  zaczęła,  zerkając  w  kierunku  lady  Schipani,  która 

rozmawiała z jakimś dyplomatą i dawała dyskretne znaki księciu. - Nie musi 
mi pan dotrzymywać towarzystwa, zwłaszcza że chyba jest pan zajęty. 

12

RS

background image

Stefano podążył za jej wzrokiem, a potem pokręcił głową. 
-  Jestem  pewien,  że  to  nic  pilnego.  Poza  tym  właśnie  wybierałem  się  na 

spacer, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Czy zechcesz mi towarzyszyć? 

Sam  na  sam  z  seksownym  księciem?  To  byłoby  ekscytujące,  ale  jakżesz 

nierozsądne. 

Musiał wyczuć jej wahanie, bo po chwili dodał: 
- Jestem pewien, że jeszcze nie zdążyłaś wszystkiego zwiedzić. 
- Dziękuję za zaproszenie, ale powinnam tu zostać i zaczekać na Jennifer. - 

Przez  chwilę  Amandzie  wydawało  się,  że  na  twarzy  księcia  odmalował  się 
zawód.  Ale  może  była  to  tylko  gra  świateł?  Stefano  wydawał  się  pewny 
siebie,  a  jednak  intuicja  podpowiadała  jej,  że  nie  umie  sobie  za  bardzo 
poradzić  ze  zbyt  jawnym  zainteresowaniem  ze  strony  lady  Schipani.  - 
Właściwie dobrze mi zrobi krótki spacer. 

- Cudownie. - Stefano uśmiechnął się szeroko. 
Gdy  weszli  do  ogrodu  różanego,  Stefano  głęboko  zaczerpnął  powietrza. 

Od  dziecka  lubił  tu  przychodzić.  Zapach  róż  uspokajał  go.  Czuł  się  tutaj 
bezpieczniej niż w pałacu, pełnym pamiątek po dawno zmarłych przodkach. 

Nigdy nie przyznał się do tej słabości przed rodziną. Nawet Isabella, która 

spędzała  w  ogrodzie  mnóstwo  czasu,  byłaby  zaskoczona,  że  jej  brat  zna 
wszystkie gatunki rosnących wokół róż. 

- Jak tu pięknie - szepnęła Amanda. - Tutaj róże kwitną wcześniej, ale to 

na  pewno  zasługa  klimatu.  Kto  wpadł  na  pomysł,  żeby  zainstalować  pod 
wszystkimi krzewami światło? 

-  Wymyśliła  to  mama,  ale  ostatecznie  zrealizowała  Isabella.  Mama 

uważała, że można by tu urządzać nocne przyjęcia, a poza tym dzięki temu 
ogród stanie się bardziej... 

Zdążył ugryźć się w język, zanim powiedział: romantyczny. 
Prawdę  mówiąc,  zaprosił  Amandę  na  spacer  tylko  po  to,  by  uciec  przed 

lady  Schipani  i  rozmowami  owyborach  parlamentarnych  oraz  służbie 
zdrowia. 

- Bardziej jaki? - nie dawała za wygraną Amanda. 
- No... bardziej bezpieczny - dokończył nieporadnie. 
Roześmiała się głośno. 
-  To  chyba  zbyteczna  ostrożność.  Pałac  jest  otoczony  wysokim  murem  i 

wszędzie  zainstalowane  są  kamery,  nie  mówiąc  już  o  licznej  rzeszy 
strażników pałacowych. 

13

RS

background image

-  No  tak,  ale  to  był  pomysł  mojej  matki,  a  wtedy  nie  mieliśmy  jeszcze 

takich zabezpieczeń. 

- Rozumiem. 
Przez  następne  pół  godziny  spacerowali  w  milczeniu.  Od  czasu  do  czasu 

Amanda  zatrzymywała  się  i  wąchała  kwiaty.  Nie  szukała  na  siłę  tematu  do 
rozmowy, za co Stefano był jej bardzo wdzięczny. 

Gdy  ruszyli  w  drogę  powrotną  do  pałacu,  książę  dyskretnie  obserwował 

Amandę. Nie była podobna do jego matki, a jednak w jej towarzystwie czuł 
się równie swobodnie i bezpiecznie. 

Od  czasu  do  czasu  uśmiechała  się  do  niego  nieśmiało.  Był  ciekaw,  czy 

trochę  się  go  obawia.  Ostatecznie  w  drodze  z  kasyna  pozwolił  sobie  na 
niezbyt właściwe zachowanie i teraz bardzo tego żałował. 

Właściwie  nie  warto  sobie  tym  zaprzątać  głowy.  Ta  piękna  i  spokojna 

Amerykanka  już  jutro  wyjeżdża,  po  cóż  więc  miałby  analizować  jej 
charakter  lub  wdawać  się  w  dywagacje  na  temat  własnych  uczuć?  Nigdy 
tego nie robił i tak powinno zostać. 

Spojrzał  na  rzęsiście  oświetlone  okna  pałacu.  Z  sali  balowej  dobiegały 

dźwięki  walca.  Było  zwyczajem,  że  po  tym  tańcu  nowożeńcy  opuszczają 
uroczystość. 

- Powinniśmy wracać. Jennifer może mnie szukać - powiedziała Amanda. 
Stefano skinął głową. 
-  Chodźmy  tą  ścieżką,  będzie  szybciej.  Jako  drużbowie  powinniśmy 

odtańczyć ten taniec wraz z nowożeńcami. 

- A więc się pospieszmy. 
- Nie  ma szans, nie zdążymy. - Stefano machnął z rezygnacją ręką. - Nie 

przejmuj się, i tak wszyscy będą winić mnie. 

Był nawet zadowolony z takiego obrotu sprawy. Wolał przechadzać się z 

Amandą  po  ogrodzie,  niż  trzymać  ją  w  objęciach  podczas  walca.  Tak  było 
bezpieczniej. 

-  No  cóż,  może  nikt  nie  zauważy  naszej  nieobecności.  Dziękuję,  że 

oprowadził mnie pan po ogrodzie. -Zatrzymała się i delikatnie musnęła żółte 
pąki  pnącej  róży.  -  Te  podobają  mi  się  najbardziej.  Mają  niespotykany 
kształt i odcień, a pachną wprost upajająco. 

- To jedna z najstarszych odmian, a właśnie takie pachną najmocniej. Mój 

przodek  dostał  kilka  krzewów  od  cesarzowej  Józefiny,  żony  Napoleona.  - 
Wyjął scyzoryk, który zawsze przy  sobie nosił i odciął jeden pąk. - Proszę, 
jeśli wstawisz go do wody, do rana rozkwitnie. 

14

RS

background image

- Dziękuję. 
Zanim  zdążył  pomyśleć,  co  robi,  uniósł  jej  dłoń  do  ust.  Spojrzała 

zdziwiona, lecz nie broniła się. 

Przez jeden krótki moment miał ochotę porwać ją w ramiona. Na szczęście 

zdołał  się  opanować.  Powinien  jak  najszybciej  zakończyć  ten  spacer, 
odprowadzić Amandę do Jennifer, a potem pójść do łóżka. Sam. Było na tyle 
późno, że nikogo nie zdziwi jego zniknięcie. 

Poza  tym  na  jutro  zaplanował  z  przyjaciółmi  wypad  do  Austrii.  Obawiał 

się,  że  gdy  opadną  emocje  związane  ze  ślubem,  ojciec  ponownie  skupi 
uwagę  na  najbardziej  krnąbrnym  synu.  Był  znużony  wysłuchiwaniem 
licznych  napomnień  i  pouczeń.  Zamiast  stać  tu  nieruchomo  jak  posąg, 
powinien pakować rzeczy. 

A jednak nie potrafił wypuścić dłoni Amandy. Ich spojrzenia się spotkały. 

Stefano odebrał to jako zaproszenie. 

Gdy całował wnętrze jej dłoni, rozluźniła palce. Żółta różyczka upadła na 

ziemię. 

- Wasza Wysokość... - zdołała wyszeptać. - Wydaje mi się... 
- Stefano! 
Na  dźwięk  znajomego  głosu  książę  drgnął  i  gwałtownie  puścił  rękę 

Amandy. 

Po  kilku  sekundach  zza  fontanny  wyłonił  się  król.  Szedł  energicznie, 

podeszwy jego butów chrzęściły po żwirowej ścieżce. 

Amanda skłoniła głowę. 
- Wasza Królewska Mość... 
-  Powiedziano  mi,  że  zabrałeś  pannę  Hutton  na  spacer.  Szukam  was  od 

dość dawna. 

Stefano zacisnął zęby. No cóż, zapewne nie uda mu się umknąć kolejnego 

kazania.  Całe  szczęście,  że  ojciec  nie  pojawił  się  kilka  sekund  wcześniej. 
Byłby oburzony zachowaniem syna i nie dałby się łatwo przebłagać. 

- Przepraszam, ojcze. Nie wiedziałem, że chcesz ze mną rozmawiać. 
-  Nie  z  tobą,  Stefano.  -  Król  skinął  w  stronę  Amandy.  -  Panno  Hutton, 

przepraszam, że przerywam pani spacer, ale to sprawa nie cierpiąca zwłoki. 
Czy zechce mi pani towarzyszyć do gabinetu? 

Amanda i Stefano wymienili zdziwione spojrzenia. 
-  Oczywiście,  Wasza  Wysokość.  -  Amanda  odwróciła  się  i  podążyła 

ścieżką za królem Eduardem. 

15

RS

background image

Gdy  Stefano  został  sam,  spojrzał  ze  smutkiem  na  zapomnianą  żółtą 

różyczkę. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

16

RS

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 
Amanda  wstrzymała  oddech,  patrząc,  jak  król  Eduardo  zamyka  ciężkie 

rzeźbione  drzwi  do  biblioteki.  Nie  odezwał  się  ani  słowem,  gdy  mijali 
kolejne  korytarze  prowadzące  do  prywatnego  skrzydła.  Mój  Boże,  w  co  ja 
się  tym  razem  wpakowałam?  -  zastanawiała  się  gorączkowo.  Król  nie 
zaprosiłby jej na prywatną rozmowę, gdyby nie chodziło o naprawdę ważną 
sprawę. Może był zły, że ona i Stefano spóźnili się na ślub? Chciała zapytać, 
lecz etykieta nakazywała, by monarcha przemówił pierwszy. 

Król  Eduardo  był  wysokim,  postawnym  mężczyzną  o  ciemnych, 

przetykanych  siwizną  włosach.  Teraz  ubrany  był  stosownie  do  okazji,  lecz 
Amanda  nie  miała  wątpliwości,  że  niezależnie  od  stroju  zawsze  wzbudzał 
respekt. 

Wskazał  jej  duże  krzesło  obite  beżowym  pluszem.  Ani  jego  twarz,  ani 

zachowanie nie zdradzały żadnych uczuć. 

Amanda  usiadła,  lecz  król  nie  poszedł  w  jej  ślady.  Zamiast  tego  zaczął 

przechadzać  się  wzdłuż  ściany,  którą  pokrywały  wysokie  do  sufitu  półki  z 
książkami. 

Na pewno chodzi o to spóźnienie na ślub, uspokajała się w duchu. Przecież 

król  nie  widział,  jak  Stefano  całował  jej  dłoń.  Skrywała  ich  porośnięta 
różami altanka. 

Przymknęła  oczy,  przywołując  w  pamięci  niedawną  scenę.  Usta  Stefana 

były takie ciepłe i delikatne. 

Jednak nie da się ukryć, że zachowała się jak idiotka. Książę był od niej o 

pięć  łat  młodszy,  dlatego  można  mu  było  wybaczyć  brak  opanowania.  To 
śmieszne, że właśnie ona zapomniała o tym, co wypada, a co nie. 

Wiedziała od Jennifer, że król nie tolerował tego typu wybryków. Obawiał 

się,  że  wszędobylscy  reporterzy  uwiecznią  taki  moment  i  rozdmuchają 
sprawę.  Nawet  niewinny  pocałunek  mógł  się  stać  powodem  złośliwych 
komentarzy i plotek. 

Amanda westchnęła cicho, gdy król przestał krążyć po pokoju i zatrzymał 

się przy potężnym mahoniowym biurku. 

Dotknął  leciutko  fotografii  swej  zmarłej  żony,  królowej  Aletty,  i  nie 

patrząc na Amandę, powiedział: 

- Panno Hutton, dawno nie widziałem pani rodziców. Jak się miewają? 
- Dziękuję, dobrze - odpowiedziała zaskoczona. - Nie  miałam pojęcia, że 

Wasza Wysokość ich zna. 

17

RS

background image

Król skinął machinalnie głową, lecz wydawał się myśleć o czymś innym. 
- Gdy wstępowałem na tron, pani ojciec był amerykańskim ambasadorem 

we  Włoszech.  Pani  rodzice  przyjechali  na  moją  koronację,  a  panią  chyba 
zostawili w Rzymie. Była pani jeszcze małą dziewczynką. 

- Oczywiście. Jak miło, że Wasza Wysokość to pamięta. - Miała wrażenie, 

że to działo się przed wiekami. 

Król ponownie dotknął zdjęcia żony. 
-  Wkrótce  potem  opuściliście  Włochy.  Zaprosiłem  pani  rodziców  do 

pałacu, ale niestety wizyta nigdy nie doszła do skutku. 

-  U  mojej  matki  i  jej  siostry  wykryto  raka  piersi.  Mój  ojciec  poprosił  o 

odwołanie ze stanowiska, by mogli wrócić do Stanów. 

- Rozumiem go. Czy teraz obie panie miewają się dobrze? 
- Tak, dziękuję. -  Oczywiście zawsze istniało niebezpieczeństwo nawrotu 

choroby,  ale  zarówno  matka,  jak  i  ciotka  uniknęły  najgorszego.  Amandę 
zaliczono  do  grupy  podwyższonego  ryzyka  i  poddawano  ją  regularnym 
badaniom lekarskim. 

-  Cieszę  się.  -  Król  zamyślił  się  na  chwilę,  a  potem  nieoczekiwanie 

zapytał: - Czy mówi pani po włosku? 

- Bardzo słabo. Chodziłam do włoskiej szkoły tylko przez kilka miesięcy. 
-  Ach  tak,  rozumiem.  -  Zawahał  się,  potem  odwrócił  w  stronę  Amandy 

zdjęcie  królowej  Aletty.  -  Ta  fotografia  została  zrobiona  w  dniu  naszego 
ślubu. Bardzo kochałem matkę Stefana. Niestety, jak pani zapewne pamięta, 
moja żona zmarła dziesięć lat temu na raka jajników. 

- Oczywiście, Wasza Wysokość. To była wielka tragedia. 
Brukowa prasa pisała o śmierci młodej i pięknej królowej z takim samym 

brakiem taktu jak o śmierci księżnej Grace z Monako. 

-  Nie  ma  dnia,  bym  o  niej  nie  myślał.  Bardzo  długo  ją  opłakiwałem.  - 

Wyszedł zza biurka i usiadł na krześle naprzeciwko Amandy. - Niestety, po 
śmierci  żony  popełniłem  kilka  poważnych  błędów,  ale  z  pani  pomocą  być 
może uda mi się je naprawić. 

- Nie jestem pewna, co Wasza Wysokość ma na myśli. 
- Wiem, że to pani szukała Stefana, by zjawił się na czas na ceremonii. 
- Tak - odpowiedziała szeptem. 
- Proszę się nie martwić, panno Hutton. Moje dzieci robiły, co w ich mocy, 

bym nie dostrzegł nieobecności najmłodszego syna. Pozwoliłem im myśleć, 
że udało im się wyprowadzić mnie w pole. - Król uśmiechnął się leciutko. - 
Już  od  dzieciństwa  Antony,  Federico  i  Isabelła  ukrywali  przede  mną 

18

RS

background image

wszystkie  przewinienia  Stefana.  Wymyślali  niestworzone  historie,  podczas 
gdy  on  jeździł  z  przyjaciółmi  na  nartach  albo  wymykał  się  z  oficjalnych 
uroczystości. Nadal uważają, że powinni go chronić. 

Podczas  tego  przemówienia  dość  żywo  gestykulował.  Może  i  był  władcą 

jednego  z  najbogatszych  europejskich  państw,  lecz  nade  wszystko  stawiał 
dobro rodziny, pomyślała Amanda. 

-  Jestem  wdzięczny,  że  sprowadziła  go  pani  na  czas  do  pałacu,  ale  taka 

sytuacja  nie  powinna  się  już  nigdy  powtórzyć.  Cóż,  nie  jestem  bez  winy. 
Stefano  był  zawsze  bardzo  krnąbrny,  a  ja  zbyt  często  mu  ulegałem.  Za 
bardzo zatopiłem się w smutku po śmierci żony i zaniedbałem wychowanie 
syna. Wydawało mi się, że szybko otrząsnął się po tej tragedii i nie wymaga 
mojej  szczególnej  uwagi.  Potem  zająłem  się  ślubem  Federica  z  księżniczką 
Lucrezią.  Następnie  trzeba  było  znaleźć  odpowiednią  żonę  dla  Antony'ego, 
ponieważ to on jest moim następcą. 

Amanda  uśmiechnęła  się  niepewnie,  bo  nie  miała  pojęcia,  dokąd  zmierza 

ta rozmowa. 

- Książę Antony i Jennifer... księżniczka Jennifer - poprawiła się szybko - 

będą razem bardzo szczęśliwi. 

-  Tak,  jestem  tego  pewien.  W  tym  przypadku  moje  pośrednictwo  było 

zupełnie  niepotrzebne.  Jednak  jeśli  chodzi  o  Stefana,  sprawy  mają  się 
zupełnie inaczej. Najwyższy czas, bym się tym zajął. - Król wstał, lecz ski-
nieniem ręki dał znać Amandzie, by pozostała na miejscu. Przeczesał dłonią 
włosy i powiedział ze smutkiem: 

-  Wierzyłem,  że  wraz  z  upływem  czasu  Stefano  nauczy  się 

odpowiedzialności.  Posłałem  go  do  Princeton,  licząc,  że  tam  dojrzeje. 
Popełniłem  błąd,  bo  wrócił  jeszcze  bardziej  zbuntowany.  Przez  trzy  lata 
odbywał  służbę  wojskową,  ale  nawet  tam  nie  zdołali  go  okiełznać.  Zanie-
dbuje  swoje  królewskie  obowiązki,  a  wolny  czas  spędza  na  nartach  albo  w 
kasynie. 

Amanda  spojrzała  na  olbrzymi  kominek.  Nieco  wyżej  wisiał  portret 

królewskiej  rodziny.  Mniej  więcej  piętnastoletni  Stefano  stał  za  matką, 
opierając  dłoń  na  jej  ramieniu.  Im  dłużej  Amanda  patrzyła  na  obraz,  tym 
więcej rozumiała. 

-  Być  może  -  zaczęła  powoli,  starannie  dobierając  słowa  -  problem  nie 

tkwi w braku odpowiedzialności. Książę czuje się nieswojo w pałacu, gdzie 
wszyscy  tak  wiele  od  niego  oczekują.  Boi  się,  że  nie  sprosta  obowiązkom. 
Spędza dużo czasu z przyjaciółmi, bo wtedy może być sobą. 

19

RS

background image

Przypomniała  sobie  scenę  w  kasynie.  Tam,  w  otoczeniu  przyjaciół, 

zachowywał  się  bardzo  swobodnie.  Śmiał  się  i  żartował.  Jednak  gdy  tylko 
dojechali  do  pałacu  i  zostali  otoczeni  przez  tłum  arystokratycznych  gości  i 
wścibskich  reporterów,  książę  Stefano  natychmiast  stracił  dobry  humor. 
Unikał towarzystwa, a potem nagle zaprosił Amandę na spacer. 

Po prostu chciał uciec jak najdalej. 
Król uniósł brwi. 
-  To  zadziwiające,  ale  doszliśmy  do  tych  samych  wniosków,  panno 

Hutton.  -  Ponownie  usiadł  na  krześle.  -  Stefano  wyrósł  na  bardzo  silnego 
mężczyznę. Ma swoje zdanie na wiele tematów, jednak nie zawsze się z tym 
afiszuje, by nie ranić innych. Wie, kiedy powinien skrywać swe. emocje. To 
bardzo  cenne  cechy  dla  członka  królewskiej  rodziny.  -  Król  westchnął  ze 
znużeniem.  -  Jednak,  ponieważ  jest  tak  silny,  sprawia  wrażenie,  że  nikogo 
nie potrzebuje. To oczywiście tylko pozory.  

Gdy  był  dzieckiem,  instynktownie  szukał  oparcia  w  matce.  Dzięki  niej 

czuł  się  bezpieczniej  w  pałacu  i  nie  przejmował  się  intrygami,  które 
zatruwają życie każdego dworu. 

Spojrzał  Amandzie  prosto  w  oczy,  a  ona  na  chwilę  niemal  wstrzymała 

oddech.  Nareszcie  jasno  i  wyraźnie  zrozumiała,  do  czego  zmierza  ta 
rozmowa. 

- Panno Hutton, właśnie dlatego Stefano potrzebuje pani pomocy, choć jest 

zbyt dumny, by się do tego przyznać. Jest pani ekspertem w dziedzinie życia 
wyższych sfer i etykiety. Chcę, by była pani duchową przewodniczką mego 
syna.  Powinien  czerpać  przyjemność  ze  swego  statusu  społecznego,  który 
dotychczas był mu wyłącznie ciężarem. Dzięki pani mój syn odnajdzie się w 
życiu  publicznym.  Musi  to  zrobić,  ponieważ  jest  członkiem  królewskiej 
rodziny. 

- Chce pan, bym została nauczycielką Stefana? 
- Proszę mi obiecać, że przynajmniej rozważy pani moją propozycję. 
- Wasza  Wysokość, jestem zaszczycona, ale nie pracuję z dorosłymi. -  A 

już  z  pewnością  nie  z  dorosłymi  mężczyznami,  którzy  samym  spojrzeniem 
przyprawiają  ją  o  szybsze  bicie  serca.  Wyprostowała  się  i  powiedziała, 
starannie  dobierając  słowa:  -  Pracuję  wyłącznie  z  dziećmi  i  nastolatkami, 
Wasza  Wysokość.  Wydaje  mi  się,  że  nie  sprostam  temu  zadaniu.  Nie  mam 
ku temu odpowiednich kwalifikacji. 

Król uśmiechnął się i mówił dalej, jakby nie usłyszał jej słów: 

20

RS

background image

- Znam i szanuję pani ojca. Wiem, że potrafi pani dochować dyskrecji. No 

i  w  tej  chwili  jest  pani  zaprzyjaźniona  z  rodziną  królewską,  co  czyni  panią 
idealną  kandydatką  na  to  stanowisko.  Dziś  wieczór  rozmawiałem  na  pani 
temat z księżniczką Jennifer. Zarekomendowała panią, a poza tym zdradziła, 
że szuka pani nowych klientów. 

I cóż z tego, że Jennifer była jej najlepszą przyjaciółką? Zasłużyła sobie na 

jakąś wymyślną i dotkliwą karę. 

- To prawda, Wasza Wysokość, jednak... 
- Proszę mi wybaczyć, ale przeprowadziłem małe śledztwo na pani temat. 

Pani  ostatni  kontrakt  wygasł  niemal  cztery  miesiące  temu.  Na  pewno 
przydałoby się pani trochę gotówki. - Spojrzał na nią, a później lekko skinął 
głową  jakby  na  potwierdzenie  własnych  słów.  Potem  wziął  z  biurka  kartkę 
papieru  i  podniósł  do  oczu.  -  Oferuję  pani  kontrakt  na  trzy  miesiące.  Stała 
pensja  płatna  z  góry.  Kompleksowa  opieka  medyczna.  Będzie  pani  mogła 
korzystać  z  siłowni,  usług  fryzjera  i  krawca.  Wszystko,  czego  będzie  pani 
potrzebowała. Po wygaśnięciu umowy znajdę pani zatrudnienie tutaj albo w 
Stanach, w zależności od pani wyboru. Jeśli po trzech miesiącach uznam, że 
Stefano wciąż potrzebuje pani pomocy, przedłużymy kontrakt. 

Amanda  starała  się  zachować  zimną  krew.  To  wszystko  brzmiało  jak 

piękna  bajka,  lecz  tkwił  w  tym  mały  haczyk.  Nie  mogła  pracować  ze 
Stefanem. To było zbyt ryzykowne. 

- Wasza Wysokość, to naprawdę bardzo atrakcyjna oferta, ale... 
-  Którą,  mam  nadzieję,  pani  przyjmie.  Nic  nie  szkodzi,  że  dotychczas 

pracowała pani jedynie z dziećmi. To prawda, że mój syn jest dorosłym męż-
czyzną  i  księciem,  lecz  zapewniam  panią,  że  będzie  panią  traktował  z 
należytym  szacunkiem  i  stosował  się  do  wszystkich  wskazówek.  Czy 
podpisze pani teraz umowę? 

Amanda biła się z myślami. Nie bała się, że nie sprosta zadaniu. Przerażała 

ją  myśl  o  codziennym  obcowaniu  z  tak  atrakcyjnym,  a  przy  tym  zupełnie 
nieosiągalnym mężczyzną. 

Stefano  robił  wrażenie  na  wielu  kobietach.  Zauważyła  to  podczas 

dzisiejszej uroczystości. Niepotrzebnie wybrała się-z nim na przechadzkę po 
ogrodzie.  O  ile  przedtem  uznała  go  za  atrakcyjnego,  lecz  trochę  płytkiego 
mężczyznę, to teraz doceniała również jego wrażliwość i inteligencję. 

Będzie  musiała  zwalczyć  ledwie  kiełkujące  uczucie.  Jeśli  zakocha  się  w 

Stefanie, oczywiście straci pracę i z pewnością perspektywę na lepszą przy-
szłość. Kto zechce zatrudnić osobę, która zrobiła z siebie pośmiewisko. 

21

RS

background image

-  Wasza  Wysokość...  -  Urwała,  napotkawszy  spojrzenie  króla.  Odmowa 

mogła  oznaczać  kłopoty.  Słyszała,  że  król  Eduardo  ma  wybuchowy 
charakter. 

Przymknęła  oczy,  nasłuchując  odgłosów  z  sali  balowej.  Muzyka  przed 

chwilą  umilkła  i  goście  zapewne  zbierali  się  do  wyjścia.  Jeśli  nie  podpisze 
umowy, jutro wyjedzie do Stanów. Bez pracy i perspektyw, narażając się na 
pełne  dezaprobaty  komentarze  rodziców.  Wstała  z  krzesła  i  podeszła  do 
biurka. 

-  Czy  mogę  prosić  o  pióro?  -  Zerknęła  na  kontrakt.  Wysokość 

proponowanej pensji nieco ją oszołomiła. 

- Nie pożałuje pani swojej decyzji, panno Hutton. Obiecuję. 
Amanda miała nadzieję, że król również nie będzie tego żałował. Ciekawe 

jednak, jak na tę sytuację zareaguje Stefano? Nie dając sobie już ani chwili 
dłużej do namysłu, podpisała umowę. 

Stefano  przekręcił  się  na  bok  i  wyłączył  budzik.  Zaklął  pod  nosem,  gdy 

poczuł,  że  coś  kaleczy  go  w  zaciśniętą  pięść.  W  skąpym  świetle  poranka 
zobaczył żółtą różyczkę. 

Co go napadło? Dlaczego podniósł zapomniany w ogrodzie kwiat i zabrał 

do sypialni? 

Dopiero  gdy  usiadł  na  łóżku,  uzmysłowił  sobie,  że  nie  obudziło  go 

dzwonienie  budzika.  Ze  snu  wyrwał  go  brzęczyk  do  jego  prywatnych 
apartamentów.  W  dodatku  ktoś  dosyć  głośno  pukał,  co  nie  wróżyło  nic 
dobrego.  To  zapewne  Isabella,  która  zawsze  zrywała  się  o  świcie. 
Przychodziła tak wcześnie, by nie zdążył uciec do ogrodu. Co rano bowiem 
siostra oraz jej przyjaciółka lady Schipani zapraszały Stefana na dyskusje o 
polityce.  On  również  zaczął  wstawać  wcześnie,  by  umknąć  przed  tymi 
fanatyczkami życia publicznego. 

Westchnął z  rezygnacją.  Wiedział, że Isabella nie odejdzie, dopóki z nim 

nie porozmawia. Jeśli będzie za bardzo naciskać, obieca jej, że zadzwoni do 
lady  Schipani.  To  powinno  ją  uspokoić  i  zniechęcić  do  dłuższego 
przemówienia. 

Przygładził  włosy  i  wziął  głęboki  oddech.  Po  raz  kolejny  wykazał  się 

brakiem  rozsądku.  Powinien  był  wyjechać  do  Austrii  natychmiast  po 
ceremonii. 

Włożył szlafrok, wyszedł z sypialni i przez salon dotarł do drzwi. Gdy je 

otworzył, ku swemu zdziwieniu nie zobaczył Isabelli, lecz ojca. 

22

RS

background image

Stefano  zamarł.  Musiało  stać  się  coś  złego.  Król  odwiedzał  prywatne 

apartamenty  dzieci  tylko  w  nagłych  przypadkach.  Nigdy  jednak  nie  zjawiał 
się o świcie. 

Równie  rzadko  zdarzało  się,  by  zapraszał  kogoś  późnym  wieczorem  do 

swego  gabinetu,  jak  miało  to  miejsce  wczoraj.  Stefano  zaczął  się 
zastanawiać,  czy  tak  wczesna  wizyta  ojca  ma  coś  wspólnego  z  osobą 
Amandy. 

- Ojcze? - Stefano otworzył- drzwi na oścież. - Co się stało? 
Król obrzucił syna uważnym spojrzeniem. Najwidoczniej niezadowolony z 

wyniku oględzin, zmarszczył brwi. 

- Nie powinieneś nikomu otwierać drzwi, gdy jesteś nie ubrany. 
- Jest bardzo wcześnie. 
Króla nie zadowoliła jednak ta odpowiedź. Wyraźnie zirytowany pokręcił 

głową i przeszedł za synem do salonu. 

- Takie zachowanie ci nie przystoi i właśnie o tym chciałem porozmawiać. 
Stefano  powstrzymał  się  od  sarkastycznej  odpowiedzi.  Król  podszedł  do 

okna,  odsunął  aksamitną  zasłonę  i  wyjrzał  przez  okno  wychodzące  na 
ogrody. Potem usiadł na krześle i powiedział: 

- Synu, musimy poważnie porozmawiać. Stefano zamknął drzwi. Nakazał 

sobie  spokój,  dlatego  jego  twarz  przypominała  kamienną  maskę.  Usiadł  na 
krześle, a potem położył nogi na stoliku, co oczywiście zdenerwowało ojca. 

- Synu... 
Stefano spojrzał na ojca wymownie. Nie chciał słuchać żadnych pouczeń. 

Był  dorosłym  mężczyzną  i  w  swoim  salonie  mógł  zachowywać  się  tak,  jak 
mu się podobało. 

-  Synu  -  powtórzył  król.  -  Przejdę  od  razu  do  rzeczy.  Nie  pochwalam 

twego zachowania. 

Stefano  uznał,  że  najlepiej  będzie  milczeć,  dlatego  tylko  wzruszył 

ramionami. 

-  Nie  obchodzi  mnie,  jak  chodzisz  ubrany,  dopóki  pozostajesz  za  tymi 

drzwiami,  ale  kiedy  wychodzisz,  twój  ubiór  staje  się  sprawą  wagi 
państwowej. 

Również tym razem Stefano nic nie odpowiedział. Król wstał i ponownie 

podszedł do okna. 

- Zaczynasz się cieszyć opinią ryzykanta. Dopóki byłeś w wojsku, nikogo 

nie dziwiło, że zgłaszasz się do najbardziej niebezpiecznych misji. Uznałem, 
że  powinieneś  się  sprawdzić  i  wyszaleć,  zanim  włączysz  się  w  życie 

23

RS

background image

polityczne kraju. - Król odwrócił się od okna i spojrzał na syna, który poczuł 
się  bardzo  nieswojo.  -  Jednak  nie  podoba  mi  się,  że  to  zamiłowanie  do 
ryzyka przenosisz na sferę prywatnego życia. 

Stefano uniósł brwi. 
- Czy ktoś skarżył się na moje zachowanie? 
- Nie, ale pojawiły się pierwsze komentarze na ten temat. Pamiętasz, co ci 

mówiłem,  gdy  uczyłem  cię  jeździć  na  nartach?  Nie  powinieneś  szaleć  na 
stoku,  lecz  często  zatrzymywać  się  i  rozmawiać  z  ludźmi,  którzy  cię 
rozpoznają. Cierpliwie pozować do fotografii. Jednak niewiele zapamiętałeś 
z tych nauk. Jeździsz zbyt szybko, rozmawiasz wyłącznie z przyjaciółmi. To 
nie robi dobrego wrażenia. 

-  Jeżdżę  szybko,  ale  nigdy  nie  szarżuję.  Poza  tym  nie  sądzę,  aby 

ktokolwiek mógł mnie rozpoznać. W czapce i goglach? 

Król założył ręce na piersi. 
- Tak ci się tylko wydaje, jednak prawda wygląda inaczej. Moi doradcy są 

trochę  zaniepokojeni.  Doszły  ich  słuchy,  że  przesadzasz  z  hazardem  i 
zachowujesz się jak playboy. Nie mam zamiaru tego tolerować. 

Co  do  hazardu,  to  może  i  racja,  przyznał  w  duchu  Stefano.  Zawsze 

korzystał  z  prywatnych  funduszy,  a  nie  z  państwowej  kasy,  co  zaś  do 
playboya... Czy to jego wina, że gdziekolwiek się pojawił, opadało go stado 
rozhisteryzowanych kobiet? 

-  Zaraz,  czy  chodzi  o  Amandę  Hutton?  -  zapytał,  tknięty  złym 

przeczuciem. Może ojciec widział, co zaszło w ogrodzie? 

- Szczerze mówiąc, tak. Skąd wiesz? - spytał król, nie kryjąc zdziwienia. 
Stefano  zawahał  się.  Nie,  ojciec  niczego  nie  widział,  bo  w  przeciwnym 

wypadku nie byłby tak bardzo zdziwiony. 

- A o czym właściwie mam wiedzieć? 
- Że ją zatrudniłem. 
- Zatrudniłeś ją? W jakim celu? 
-  Powiedzmy,  że  będzie  twoją  nauczycielką.  Dzięki  jej  wskazówkom 

odnajdziesz  się  w  życiu  publicznym.  Przeprowadzi  cię  bezpiecznie  przez 
wszystkie rafy. 

- Nauczycielka?! 
- Ktoś w rodzaju doradcy, jeśli wolisz to tak nazywać. 
Stefano zdjął nogi ze stolika i wyprostował się gwałtownie. 
-  Doceniam  twoje  starania,  ojcze,  ale  jestem  dorosły.  Z  pewnością  nie 

potrzebuję nauczycielki. - Uznał, że to odpowiedni czas, żeby poinformować 

24

RS

background image

ojca o swoich planach na przyszłość. - Poza tym nie będę zbyt często bywał 
w  pałacu.  Postanowiłem  wrócić  do  wojska,  z  tym  wiążę  moją  przyszłość. 
Przecież to dobry sposób, by służyć naszemu narodowi. 

- Nie. 
- Nie? 
-  Potrzebuję  cię  tutaj,  w  pałacu.  Jestem  coraz  starszy  i  zamierzam 

stopniowo przekazywać obowiązki moim dzieciom. 

Stefano  był  bardzo  zdziwiony  takim  obrotem  sprawy.  Spodziewał  się,  że 

ojciec  zaaprobuje  jego  pomysł  na  życie.  Nie  była  to  może  wymarzona 
kariera,  lecz  z  pewnością  lepsze  zajęcie  niż  dyplomacja  i  polityka.  Szkoda, 
że jako księciu nie wypadało mu otworzyć ośrodka narciarskiego w Alpach. 
W takiej roli czułby się najlepiej. 

-  Ojcze...  -  zaczął  Stefano  ostrożnie.  -  Z  pewnością  Antony  i  Federico 

świetnie  sobie  poradzą.  Antony  okazał  się  znakomitym  negocjatorem,  a 
Federico  jest  bardzo  popularny.  Udziela  się  w  fundacjach  dobroczynnych  i 
bywa na wszystkich ważnych przyjęciach. No i jest jeszcze Isabella... 

- Koniec dyskusji, Stefano. Nie życzę sobie, byś wiązał swą przyszłość z 

wojskiem.  -  Król  wstał,  podszedł  do  syna  i  położył  mu  dłoń  na  ramieniu.  - 
Synu, wielu może zrobić karierę w armii, ale nie każdy urodził się księciem. 
Radzisz sobie lepiej, niż ci się wydaje. Jesteś wrażliwy i inteligentny. Twoi 
znajomi i przyjaciele darzą cię szacunkiem i są wobec ciebie lojalni. - Król 
mocniej  ścisnął  ramię  syna.  -  Jestem  z  ciebie  dumny.  Chcę,  byś  dobrze 
wykorzystał  swoje  talenty.  Dlatego  zostaniesz  w  pałacu.  -  Ruszył  w  stronę 
drzwi, nie dając synowi okazji do dyskusji. Sięgnął do klamki i dodał: - Za 
godzinę panna Hutton oczekuje cię w bibliotece. - Król uniósł ostrzegawczo 
palec. - Pamiętaj, nie wiń jej za moją decyzję. Pozwól wykonywać jej pracę. 
Nie będę się wtrącał do tego, co robicie. Zrozumiałeś? 

- Tak jest. 
Wszystko  jasne.  Czy  mu  się  to  podoba,  czy  nie,  będzie  miał  prywatną 

nauczycielkę.  Dzień  po  dniu  będzie  musiał  znosić  towarzystwo  kobiety, 
której tak naprawdę powinien unikać. 

Westchnął cicho. Jak spojrzy Amandzie w oczy po tym, co zaszło wczoraj 

w ogrodzie? Przycisnął dłonie do skroni, które zaczęły boleśnie pulsować. 

-  Aha.  -  Król  spojrzał  ostro  na  syna.  -  Jest  jeszcze  coś.  Dopóki  będziesz 

pracował z panną Hutton, nie wolno ci opuszczać pałacu, chyba że za moim 
specjalnym przyzwoleniem. 

25

RS

background image

- Mam tu siedzieć jak więzień? - Stefano zerwał się na równe nogi. Do tej 

pory udawało mu się trzymać nerwy na wodzy, jednak wizja domowego are-
sztu  zupełnie  go  oszołomiła.  -  A  jak  długo  potrwa  ta  nauka?  Mam  różne 
plany. 

- Tak długo, jak będzie trzeba. Nie żartuję, synu. 
- Ojcze, nie możesz mnie w ten sposób traktować. Nie życzę sobie... 
-  Nie  jestem  tylko  twoim  ojcem,  lecz  również  królem.  Warto,  byś  o  tym 

pamiętał. 

- Wasza Wysokość... 
- Uważam rozmowę za skończoną. 
Król wyszedł, zatrzaskując synowi drzwi przed nosem. 
- Cholera - zaklął Stefano. 
Przez chwilę patrzył na zamknięte drzwi, potem zaczął krążyć po salonie, 

wymachując pięściami. 

Nici z wyprawy na narty. Koniec z miganiem się od nudnych pałacowych 

uroczystości.  No  i  co  z  jego  postanowieniem,  by  trzymać  się  z  dala  od 
Amandy? Też diabli wzięli. 

Przestał  krążyć  po  pokoju.  Teraz  powinien  się  uspokoić  i  zebrać  myśli. 

Najpierw weźmie długi, zimny prysznic, a potem opracuje plan awaryjny. 

Nie zamierza pobierać lekcji etykiety, zwłaszcza z Amandą Hutton w roli 

nauczycielki. Nie podda się bez walki. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

26

RS

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 
Stefano przystanął przed drzwiami do biblioteki. Wahał się przez chwilę, a 

potem zdecydowanie wszedł do środka. 

Jak zwykle nienagannie ubrana i uczesana Amanda siedziała przy biurku, 

które  niegdyś  należało  do  jego  matki.  Studiowała  jakieś  papiery,  mrucząc 
coś pod nosem. 

Stefano uśmiechnął się złośliwie. Zapewne król Eduardo dostarczył pannie 

Hutton długą listę przewinień syna. 

Był  ciekaw,  czy  Amanda,  tak  jak  cała  jego  rodzina,  uzna  go  za 

nieodpowiedzialnego hazardzistę i playboya. Wyglądała na zwartą i gotową. 
A  zatem  na  serio  potraktowała  swoją  rolę  książęcej  nauczycielki.  Miała  na 
sobie białą bluzkę i jedwabny beżowy żakiet, który, tego Stefano był pewien, 
należał do Isabelli. 

Wspaniale,  pomyślał  ironicznie.  Jeśli  jego  siostra  pożyczała  Amandzie 

ubrania,  to  zapewne  również  jego  bracia  będą  w  ten  czy  inny  sposób 
wspierać  inicjatywę  ojca.  Dlaczego  wszyscy  wciąż  traktują  go  jak 
smarkacza? 

Powściągnął  gniew  i  przez  otwarte  drzwi  cofnął  się  na  korytarz.  Na 

szczęście  Amanda  była  tak  zaaferowana,  że  do  tej  pory  nie  zauważyła  jego 
obecności.  Spojrzał  na  rozkwitłą  już  teraz  różyczkę.  Zastanawiał  się,  czy 
powinien w jakikolwiek sposób nawiązać do tego, co zaszło w ogrodzie. Nie, 
lepiej  będzie  udawać,  że  nic  takiego  się  nie  stało.  To  mogłoby  mu  pokrzy-
żować plany. 

W  wojsku  nauczył  się,  że  zanim  przystąpi  się  do  otwartego  konfliktu, 

trzeba  zebrać  odpowiednie  informacje.  Dowiedzieć  się  jak  najwięcej  o 
wrogu i wykorzystać to dla swoich celów. Trudno jednak uważać za wroga 
kogoś, kto ma tak fantastyczną figurę i urzekający uśmiech. 

Wciąż  stał  w  korytarzu  i  ukradkiem  obserwował  Amandę.  Poprawiła  się 

na krześle, a potem zerknęła na zegar stojący w rogu biblioteki. 

Książę uśmiechnął się ironicznie. Jak dotąd, wszystko szło po jego myśli. 

Już  był  spóźniony,  co  zapewne  irytowało  Amandę.  Pragnęła,  by  wszystko 
funkcjonowało  jak  w  szwajcarskim  zegarku.  Ona  nigdy  nie  łamała  zasad  i 
konwenansów,  była  odpowiedzialna  i  rozsądna.  Właśnie  dlatego  nigdy  nie 
uzna  go  za  mężczyznę  wartego  zainteresowania.  A  jednak  udało  mu  się  ją 
pocałować.  Tyle  tylko,  że  ona  nie  odwzajemniła  pieszczoty,  nawet  nie 
schyliła się po tę różę. 

27

RS

background image

No a przede wszystkim zgodziła się pracować dla jego ojca. 
Zwichrzył  jeszcze  bardziej  włosy  i  ponownie  powtórzył  sobie  punkty 

swojego planu. Musi się udać. 

Gdy  brał  prysznic,  uświadomił  sobie  kilka  rzeczy.  Stało  się  dla  niego 

jasne,  że  nie  uniknie  lekcji.  Nawet  jeśli  Amanda  zrezygnuje  z  pracy,  król 
natychmiast  znajdzie  kogoś  innego  na  jej  miejsce.  Gdy  ojciec  coś 
postanowił, to doprowadzał sprawę do końca. Należało zatem skoncentrować 
się na tym, by zmienić nauczyciela. Amanda drażniła jego zmysły, nie była 
mu  obojętna,  a  on  nie  chciał  się  angażować.  W  jej  obecności  nie  potrafił 
utrzymać emocji na wodzy. Nie chciał takich komplikacji. 

Zerknął  na  zegarek.  Był  już  spóźniony  dziesięć  minut.  Teraz  powinien 

zrobić coś ze swoim ubraniem. Do diabła, dlaczego służba tak nieskazitelnie 
prasuje  spodnie!  Ojciec  byłby  zachwycony,  lecz  Stefano  nie  zamierzał 
pokazać się tak Amandzie.  Wyglądał jak schludny i posłuszny uczeń, który 
staje przed nauczycielką, by grzecznie wysłuchać codziennej porcji wiedzy. 
Na  litość  boską,  przecież  miał  dwadzieścia  pięć  lat!  Ukończył  studia  i  był 
oficerem rezerwy. 

Ujął nogawki spodni, usiłując je zmiąć. Daremny trud. Po chwili namysłu 

wypuścił  koszulę  na  wierzch  i  dopiero  wtedy  wkroczył  do  biblioteki.  W 
duchu modlił się, by jego plan nie spalił na panewce. 

Gdy  Amanda  usłyszała  jego  kroki,  uniosła  głowę  znad  biurka.  Pomyślał, 

że ma naprawdę przepiękne oczy. Szkoda tylko, że teraz patrzyły na niego, 
jakby zamienił się w obślizgłego gada. 

- Dzień dobry, Wasza Wysokość. Właśnie miałam zamiar pana szukać, nie 

po raz pierwszy zresztą. Król Eduardo nalegał, byśmy zaczynali punktualnie 
o  ósmej.  Spóźnił  się  pan  o  dwanaście  minut.  I  proszę  włożyć  koszulę  do 
spodni.  Moi  uczniowie  powinni  przychodzić  ubrani  jak  na  oficjalne 
spotkanie. 

Amanda  zmusiła  się,  by  zachować  spokój.  Było  to  dość  trudne,  gdyż 

Stefano  śmiało  patrzył  jej  w  oczy  i  uśmiechał  się  uwodzicielsko.  Nie  spała 
pół  nocy,  zastanawiając  się,  jak  powinna  prowadzić  lekcje  z  dorosłym 
uczniem, a zwłaszcza z takim, który ją pocałował. Około czwartej nad ranem 
postanowiła  zdać  się  na  instynkt.  Z  tego,  co  zauważyła,  Stefano  diTalora 
lubił  wyzwania  i  ryzyko.  Dlatego  powinna  zrezygnować  ze  sposobu 
nauczania,  jaki  stosowała  wobec  dzieci.  Przestała  oczekiwać,  że  Stefano 
będzie posłusznie siedział na krześle i potulnie słuchał jej wykładu. 

28

RS

background image

Księżniczka  Isabella  potwierdziła  słuszność  tych  domysłów.  Odwiedziła 

Amandę o siódmej rano i pożyczyła jej kilka eleganckich ubrań, stosownych 
na taką okazję. Isabella zareagowała śmiechem, gdy Amanda zapytała ją, czy 
Stefano szybko się nudzi. Potwierdziła, że Amanda nie powinna niewolniczo 
trzymać się planu zajęć, lecz z drugiej strony musi uważać, by jej uczeń nie 
przejął inicjatywy. 

Gdy  zobaczyła  go  dziś  rano,  zrozumiała,  jak  ciężkie  czekają  zadanie. 

Nieco  zmierzwione  włosy  nadawały  księciu  trochę  hultajski,  lecz  pełen 
wdzięku wygląd. O Stefanie można było powiedzieć wiele, lecz z pewnością 
nie to, że prezentował się jak grzeczny i złakniony wiedzy uczeń. 

Niepokoiło ją również to, że zareagował tak entuzjastycznie na jej widok. 
Skwapliwie  wsunął  koszulę  do  spodni,  a  potem  oparł  się  nonszalancko o 

ścianę i wsunął jedną rękę do kieszeni. 

- Miło mi panią znów widzieć, panno Hutton. - Uśmiechnął się zmysłowo i 

zmrużył oczy. - A zatem  mój ojciec zatrudnił panią, by nauczyła  mnie pani 
właściwie używać sztućców. 

Odchyliła  się  na  krześle.  Biorąc  pod  uwagę  okoliczności,  Stefano 

powinien  być  wściekły.  Dlaczego  zatem  zachowywał  się,  jakby  wygrał  los 
na loterii? Po krótkim namyśle odpowiedziała, starannie dobierając słowa: 

-  Wasza  Wysokość,  chyba  pan  pamięta,  że  wczoraj  w  samochodzie 

wyjaśniłam panu, na czym polega moja praca. Chodzi o znacznie więcej niż 
odpowiednie zachowanie przy stole. 

-  Skoro  już  mowa  o  wczorajszym  dniu...  -  Wciąż  uśmiechając  się, 

podszedł do biurka. Ku zdziwieniu Amandy wyjął z kieszeni żółtą różyczkę, 
którą  wczoraj  upuściła  w  ogrodzie.  -  Wziąwszy  pod  uwagę,  co  zaszło 
między  nami  wczoraj  wieczorem,  moglibyśmy  posunąć  się  o  krok  dalej. 
Zwłaszcza  teraz,  kiedy  mój  ojciec  wręcz  nakazał  nam,  byśmy  ze  sobą 
przebywali jak najdłużej. 

- Proszę o tym nawet nie myśleć. 
Amanda wstała i zacisnęła dłonie, by opanować ich drżenie. Już wiedziała, 

dlaczego Stefano ma taki świetny humor. 

Wiele słyszała o księciu i wyrobiła sobie zdanie na jego temat. Wiedziała i 

czuła,  że  to,  co  zaszło  między  nimi  w  ogrodzie,  nie  było  mu  obojętne  - 
przecież  zatrzymał  różę,  którą  upuściła.  Odkrył  przed  nią  swą  duszę, 
rozmawiał o bardzo osobistych sprawach. Był wrażliwym, lecz jednocześnie 
skorym  do  żartów  i  trochę  zgryźliwym  młodym  mężczyzną.  Jennifer  i 
Isabella lojalnie ją ostrzegły, dlatego nie była teraz taka bezbronna. Mając to 

29

RS

background image

wszystko  na  uwadze,  zmusiła  się,  by  ani  razu,  nawet  przez  przypadek,  nie 
zerknąć na leżącą na biurku różę. 

Jeśli  nie  chciała  stracić  pracy,  musiała  pozostać  nieczuła  na  wdzięk 

Stefana. 

Obszedł biurko i stanął tuż przy Amandzie. 
-  A  o  czym  według  pani  teraz  myślę,  panno  Hutton?  Jego  ciepły  oddech 

muskał  jej  szyję.  Przez  jeden  króciutki  moment  Amanda  miała  ochotę 
odwrócić  się  do  księcia  i  stanąć  z  nim  twarzą  w  twarz.  Ciekawe,  czy 
pocałowałby ją w usta? 

Wzięła się w garść i powiedziała spokojnie: 
- Flirtuje pan ze mną, by wyprowadzić mnie z równowagi. Oczekuje pan, 

że  sama  zrezygnuję  z  tej  pracy  albo  dam  powód  do  plotek  i  pański  ojciec 
mnie zwolni. Nic żutego. Ten plan nie wypali. 

Odsunęła się, by zwiększyć  między nimi dystans. Stefano nie zareagował 

tak,  jak  się  spodziewała.  Zamiast  protestować,  wypierać  się  wszystkiego, 
odchylił głowę i roześmiał się głośno. 

- Czy jestem aż tak marnym aktorem? Czym się zdradziłem? - spytał. 
Nie potrafiła się na niego gniewać, toteż odwzajemniła uśmiech. 
-  To  kwestia  praktyki.  Przyzwyczaiłam  się,  że  moi  uczniowie  próbują 

najdziwniejszych  sztuczek,  byle  tylko  przepadła  im  lekcja.  Najgorzej  jest 
zawsze  pierwszego  dnia.  To  prawda,  jeszcze  żaden  z  nich  nie  dorównał 
temu,  co  pan  zaprezentował.  -  Wskazała  ręką  różę,  celowo  lekceważąc  jej 
symboliczne  znaczenie.  -  Jednak  z  drugiej  strony  wszyscy  byli  co  najmniej 
dziesięć lat młodsi od pana. - Usiadła na krześle z dala od biurka, z dala od 
księcia  Stefana.  Odchrząknęła  i  ciągnęła  dalej.  -  Jak  już  wspomniałam, 
jestem odporna na takie sztuczki. Król pragnie, by aktywnie uczestniczył pan 
w życiu społecznym i politycznym. Mam sprawić, żeby pan poczuł się w tej 
roli  dobrze.  Z  tego,  co  mi  powiedziano,  mogę  wnioskować,  że  będzie  pan 
bardzo pilnym uczniem. 

Stefano uniósł brwi. 
- Cóż, mój ojciec ma dar przekonywania, zwłaszcza gdy chce, by wszystko 

szło po jego myśli. Pewnie dlatego przyjęła pani tę pracę. 

- Zgadza się. 
- Wszystko jasne. 
Stefano  usiadł  obok  Amandy.  Gdy  spojrzała  w  jego  oczy,  zobaczyła  w 

nich wolę walki. A zatem jeszcze się nie poddał. 

30

RS

background image

-  Nie  lubię  podejmować  ryzyka.  Gdybym  sprzeciwiła  się  woli  pańskiego 

ojca, naraziłabym na szwank swoją reputację i przyszłość zawodową. 

- No, wreszcie zbliżamy się do sedna sprawy.  
Stefanowi zabłysły oczy. - Jaki haczyk znalazł na panią mój ojciec? 
-  To  niezbyt  grzeczne  z  pana  strony  sugerować,  że  coś  takiego  w  ogóle 

istnieje. Chyba ma pan zbyt wybujałą wyobraźnię. 

Cóż, król Eduardo nie zniżył się do szantażu, lecz prawdę mówiąc, nie dał 

jej też wyboru. Po prostu nie mogła mu odmówić. 

- Właśnie dlatego, że jestem niezbyt grzeczny, mój ojciec panią zatrudnił, 

panno  Hutton.  Źle  mnie  pani  zrozumiała.  Wcale  nie  sugerowałem,  że  ma 
pani na sumieniu jakieś ciemne sprawki. Być może jednak ojciec przekonał 
panią w inny sposób. 

- Traktuję swój zawód bardzo poważnie i nie trzeba mnie przekonywać do 

jego wykonywania. 

- Jednak uczy pani dzieci, a nie dorosłych mężczyzn, prawda? 
Poczuła, że traci grunt pod nogami. 
-  A  może...  -  zawahała  się  na  chwilę  -  potraktowałam  tę  propozycję  jako 

wyzwanie. Coś nowego, co może mnie wzbogacić. 

Nie  zamierzała  mówić,  że  zadecydowały  sprawy  finansowe,  bo  wtedy 

najpewniej  Stefano  wypisałby  czek  na  pokaźną  sumę  i  odesłał  ją  do 
wszystkich diabłów. 

Spojrzał najpierw na sufit, a potem na Amandę. 
-  Wyzwanie...  -  mruknął.  -  Moja  rodzina  twierdzi,  że  to  ja  jestem 

ryzykantem.  Może  to  i  racja,  w  każdym  razie  umiem  rozpoznać  pokrewną 
duszę. Dlatego jestem pewien, że przyjęła pani tę posadę z zupełnie innych 
powodów. Jeśli je poznam, być może wymyślę rozwiązanie, które zadowoli 
nas oboje. 

- Co pan ma na myśli? - spytała lodowatym tonem i zmarszczyła brwi. 
- Nic osobistego, panno Hutton. W porządku, poniosłem klęskę, próbując 

zniechęcić panią do tej posady, jednak nie zmieniłem zdania co do sensu na-
szych lekcji. Nie pozwolę siebie traktować jak smarkacza. 

Amanda poczuła, jak oblewa ją zimny pot. Wiedziała, że sytuacja wymyka 

się jej spod kontroli. Musiała utrzymać się na tej posadzie przynajmniej mie-
siąc,  by  zapłacić  zaległe  rachunki.  Referencje  otrzymane  od  króla 
pomogłyby  jej  w  uzyskaniu  kolejnej  korzystnej  pracy.  Miała  wiele  do 
stracenia, dlatego postanowiła walczyć. 

Stefano pochylił się w jej stronę. 

31

RS

background image

-  Dlaczego  pani  przyjęła  tę  posadę?  Nie  chodzi  o  wyzwanie,  prawda?  A 

może o prestiż? Pieniądze? 

Przymknęła oczy, by Stefano nie zobaczył jej prawdziwych uczuć. Widać 

jednak  wszystko  odmalowało  się  na  jej  twarzy,  bo  gdy  uniosła  powieki, 
dostrzegła, że Stefano uśmiecha się szeroko. 

- Ach tak, już rozumiem -  mruknął. - Pieniądze. Domyślam się, że ojciec 

zaproponował pani pokaźną sumkę. 

-  Jest  pan  nieprawdopodobnie  nietaktowny.  Będziemy  musieli  nad  tym 

popracować. 

- A więc nie chodzi o pieniądze? 
-  Oczywiście,  że  nie.  -  Zatoczyła  ręką  krąg.  -Jednak  właśnie  pan,  Wasza 

Wysokość,  dobrze  wie,  że  pieniądze  czynią  życie  łatwiejszym.  Gdyby  nie 
dysponował  pan  książęcą  fortuną,  nie  mógłby  pan  spędzać  tyle  czasu  w 
kasynach lub na wypadach z przyjaciółmi. 

- Gdybym nie był księciem, być może nie odczuwałbym takiej potrzeby. - 

Przyglądał się jej tak badawczo, że Amanda poczuła się nieswojo. - A czego 
ty pragniesz, Amando? Czego byś pragnęła, gdybyś miała moje pieniądze? - 
uściślił. 

-  Niezależności  -  wyrzuciła  z  siebie  i  natychmiast  pożałowała  tych  słów. 

Jak  mogła  być  tak  nierozważna?  Przecież  to  właśnie  ona  uczyła  dzieci  z 
uprzywilejowanych rodzin, jak ukrywać prawdziwe emocje i dostosowywać 
się do okoliczności. Uczyła, ze należy przedkładać dobro ogółu nad własne 
zachcianki i marzenia. A przy okazji odsłoniła się przed Stefanem, zdradziła 
się  z  tym,  co  ją  dręczy.  Do  tej  pory  nie  uwolniła  się  spod  wpływu  ojca. 
Wciąż borykała się z obawą, że zawiedzie jego oczekiwania, rozczaruje go. 

Dlaczego  przy  Stefanie  była  tak  bardzo  bezbronna  i  odsłoniła  swoje 

głęboko skrywane lęki? 

-  Pragnę  tego  samego  -  powiedział  z  zadziwiającą  szczerością.  Wskazał 

portret  króla  Eduarda  wiszący  na  ścianie  biblioteki.  -  Jak  pani  się  domyśla, 
mój  ojciec  lubi  kontrolować  poczynania  swoich  dzieci.  Dlatego  uwielbiam 
jeździć  na  nartach  i  pływać  łódką.  Jestem  szczęśliwy,  gdy  czuję  wiatr  na 
twarzy,  a  wokół  nie  ma  nikogo,  kto  mówiłby  mi  bez  przerwy,  co  po-
winienem  robić.  Kocham  poczucie  wolności,  jednak  trudno  o  nią  w  pałacu 
przypominającym mauzoleum. 

Cholera,  pomyślała  Amanda.  Książę  Stefano  był  ostatnią  osobą,  z  którą 

chciałaby  rozmawiać  o  swojej  sytuacji  rodzinnej.  Jednak  gdyby  się 

32

RS

background image

dowiedział, że ona świetnie rozumie jego problemy,  mogłaby zamienić swą 
słabość w siłę. 

-  Przez  jakiś  czas  mój  ojciec  był  amerykańskim  ambasadorem  we 

Włoszech.  Teraz  jest  doradcą  prezydenta.  Nie  jest  królem,  tak  jak  pański 
ojciec, lecz należy do elity i ma sporą władzę. Nie pozostaje to bez wpływu 
na pozostałych członków naszej rodziny. 

- Rozumiem. - Stefano skinął głową. - Pani próbuje się uwolnić, tak samo 

jak ja. Wyprostowała się na krześle. 

- W pewnym sensie. Rozumiem, co to znaczy być dzieckiem wpływowych 

rodziców, jednak nie jestem córką króla. W przeciwieństwie do pana miałam 
wpływ na wybór zawodu. Ojciec mógł mi coś doradzić, jednak nie musiałam 
się stosować do jego poleceń. 

-  A  co  będzie,  jeśli  pani  straci  tę  pracę  lub  sama  z  niej  zrezygnuje?  Czy 

będzie to równoznaczne z utratą niezależności? 

-  Można  tak  powiedzieć  -  przyznała  i  wygładziła  spódnicę.  -  Jeśli 

zrezygnuję z posady, zanim zdobędę kolejne zlecenie, nie będzie mnie dłużej 
stać  na  wynajmowanie  mieszkania.  -  Zacisnęła  usta,  lecz  tak  naprawdę 
powinna  się  ugryźć  w  język.  Dlaczego,  na  litość  boską,  opowiada  mu  to 
wszystko?  Nie  przygotowała  się  do  lekcji,  a  mówiąc  wprost,  zbłaźniła  się. 
Czyżby  nie  była  taką  profesjonalistką,  za  jaką  się  uważała?  Miała  nadzieję, 
że Stefano nie potrafi czytać w jej myślach. - Jednak nie powinniśmy mówić 
o  moim  życiu  osobistym,  lecz  skupić  się  na  pańskich  problemach. 
Rozumiem,  że  decyzja  ojca  niezbyt  się  panu  podoba.  Przykro  mi  z  tego 
powodu. 

Stefano zerwał się z krzesła i szybkim krokiem podszedł do okna. Patrzył 

na  rozciągający  się  w  dole  ogród.  Amanda  zastanawiała  się,  czy  obserwuje 
ojca.  Wszyscy  wiedzieli,  że  król  uwielbia  poranne  przechadzki  po  ogrodzie 
różanym. 

Wreszcie Stefano odwrócił się. 
- Przyznaję, że gdy stawiłem się na dzisiejsze spotkanie, przyświecała mi 

tylko  jedna  myśl.  Prowokowałem  panią,  by  zrezygnowała  pani  z  posady. 
Skoro jednak odrzuciła pani moją pierwszą propozycję... 

Spojrzał  na  jej  nogi,  nie  ukrywając  zachwytu.  Amanda  instynktownie 

obciągnęła spódnicę. 

- No cóż, zaproponuję pani inny układ. Prawdziwe przymierze. 
Stefano oparł się o parapet. Nie lubił przyznawać się do błędów, a jednak 

tym razem pomylił się. Amanda była dla niego niebezpieczna, lecz źle ocenił 

33

RS

background image

sytuację.  Potraktował  ją  jak  wroga,  podczas  gdy  powinien  swą  złość 
skierować na ojca. 

- Co pan rozumie przez przymierze? - spytała, marszcząc brwi. 
-  Rozważmy  spokojnie  naszą  sytuację.  Jeśli  mój  ojciec  nie  będzie 

zadowolony  z  pani  pracy,  straci  pani  i  posadę,-  i  niezależność.  Jeśli  nie 
będzie  zadowolony  z  moich  postępów,  moja  wolność  zostanie  jeszcze 
bardziej  ograniczona.  Jednak  jeśli  będziemy  zgodnie  współpracować,  oboje 
dobrze na tym wyjdziemy. 

-  Co  pan  zatem  proponuje?  -  spytała,  krzyżując  nogi,  zmieszana  jawnym 

podziwem  w  oczach  Stefana.  -  Oczywiście  musi  pan  pamiętać,  że  mam  do 
wykonania konkretną pracę i nie zamierzam oszukiwać pańskiego ojca. 

-  Nie  śmiałbym  o  nic  takiego  prosić.  Załatwmy  te  lekcje,  czy  jak  to  pani 

chce  nazwać,  najszybciej  jak  to  możliwe.  Dzięki  temu  mój  ojciec  pomoże 
pani  zdobyć  kolejną  dobrze  płatną posadę,  a  ja  odzyskam  wolność.  -  Choć, 
niestety,  mocno  ograniczoną,  dodał  w  duchu.  Ojciec  dał  mu  wyraźnie  do 
zrozumienia,  że  oczekuje  większego  zaangażowania  w  sprawy  państwowe. 
Przynajmniej  jednak  zniesie  ten  idiotyczny  zakaz  opuszczania  murów 
pałacu. 

- No dobrze, zatem słucham, jak pan sobie to wyobraża. 
- Będę pilnym i posłusznym studentem, jednak mam kilka warunków. 
- Można wiedzieć, jakich? 
-  Po  pierwsze  domagam  się,  by  traktowano  mnie  jak  dorosłą  osobę. 

Żadnych  uwag  na  temat  niechlujnego  stroju  i  w  ogóle  mojego  wyglądu. 
Wiem,  jak  powinienem  się  prezentować  podczas  ważnych  oficjalnych 
spotkań. Jak pani zapewne pamięta, na ślub brata stawiłem się odpowiednio 
ubrany. 

Amandzie  udało  się  zachować  spokój,  lecz  jej  policzki  lekko  się 

zaczerwieniły. 

- Zgoda - powiedziała po chwili. - Co dalej? 
- Gdy będziemy sami, proszę  mówić do  mnie Stefano albo Stef. Jeśli nie 

ma pani nic przeciwko temu, też chciałbym się zwracać do pani po imieniu. 

-  Pan  może  mówić  do  mnie  po  imieniu,  lecz  mi  nie  wolno  w  ten  sam 

sposób traktować księcia. To byłoby niewłaściwe. 

- Jeszcze chwila, a oszaleję. 
-  A  może  będę  do  pana  mówić:  książę  Stefano?  To  mniej  oficjalne  niż 

Wasza Wysokość. Niech pan pójdzie na kompromis. 

- Nie bardzo mi się to podoba, ale jakoś wytrzymam. Zgoda. 

34

RS

background image

- Miło mi to słyszeć. Nie będzie tak źle. Czy to już wszystkie warunki? - 
Uśmiechnął się kpiąco. 
-  To  się  okaże  w  miarę  rozwoju  sytuacji.  Amanda  zerknęła  na  zegarek, 

zdziwiona, że rozmowa z księciem zabrała jej tak dużo czasu. 

-  No  dobrze.  -  Wzięła  głęboki  oddech.  -  Ponieważ  robi  się  późno, 

zacznijmy lekcję. 

- Naucz mnie, jak zmylić czujność straży pałacowej. 
- Nie wiem i nie chcę wiedzieć. I panu też nie radzę. 
Amanda  spojrzała  na  niego  z  naganą.  To  mu  przypomniało  pewne 

zdarzenie z dzieciństwa. Gdy miał osiem lat, sprytnie zakradł się do kuchni i 
napełnił  część  pasztecików  plasteliną.  Był  dumny  ze  swego  psikusa, 
ponieważ to danie miało być podane podczas uroczystego obiadu wydanego 
na cześć ambasadora Niemiec. Wtedy królowa Aletta obdarzyła syna równie 
karcącym spojrzeniem. 

Odsunął  te  wspomnienia  i  spojrzał  na  poważną,  wręcz  zatroskaną  minę 

Amandy.  Gdyby  znali  się  lepiej,  doceniłaby  jego  poczucie  humoru,  tak  jak 
doceniała  je  matka.  Królowa  najpierw  skarciła  syna,  lecz  gdy  zostali  sami, 
nie  kryła  rozbawienia.  Ostatecznie  nie  każdy  miał  okazję  poznać  smak 
plasteliny,  a  zatem  ambasador  Niemiec  znalazł  się  w  uprzywilejowanym 
gronie, stwierdziła potem. 

- Spokojnie, Amando. No dobrze, to o czym chcesz ze mną porozmawiać? 
Wahała się przez chwilę, jakby zastanawiając się, czy może być do końca 

szczera. 

-  Dlaczego  czuł  się  pan  nieswojo  na  ślubie  księcia  Antony'ego  i 

księżniczki Jennifer? 

Trafiony,  zatopiony.  Amanda  była  nie  tylko  bardzo  bystra,  ale  również 

niezwykle spostrzegawcza. 

-  Proszę,  tylko  szczerze  -  dodała  z  naciskiem.  Wzruszył  ramionami,  siląc 

się na nonszalancję. 

-  Pewnie  z  powodu  wścibskich  dziennikarzy.  Są  tacy  irytujący.  Nie 

wierzę, że ktokolwiek czuje się w ich obecności swobodnie. 

-  Kiedy  zapraszał  mnie  pan  na  spacer  po  ogrodzie,  w  polu  widzenia  nie 

było  ani  jednego  dziennikarza.  Szczerze  mówiąc,  miałam  nieodparte 
wrażenie, że ucieka pan przed lady Schipani i towarzyszącymi jej członkami 
parlamentu. 

- Politycy są również bardzo wścibscy. 

35

RS

background image

-  Zgadzam  się.  Ale  czy  trzeba  przednimi  uciekać?  Gdy  stają  się  zbyt 

natrętni,  wystarczy  dać  im  do  zrozumienia,  że  nie  życzymy  sobie  ich 
towarzystwa. 

Problem  tkwił  w  tym,  że  wszyscy  ludzie,  nawet  ci,  których  ledwo  znał, 

zadawali  mu  zbyt  osobiste  pytania,  a  Stefano  nigdy  nie  wiedział,  jak 
powinien się w takich sytuacjach zachowywać. 

- Nie umiem prowadzić konwersacji - przyznał. Uniosła brwi. 
-  Ze  mną  jakoś  pan  sobie  radzi.  Po  wyjściu  z  kasyna  dał  mi  pan  do 

zrozumienia, że powinnam zachwycać się pana wyglądem. 

-  To  co  innego  -  zaprotestował  nagle  zawstydzony.  Prawdę  mówiąc, 

wygłosił wtedy tekst, który miał przygotowany na użytek ścigających go po 
całym  mieście  wielbicielek.  -  Byliśmy  tylko  we  dwoje,  bez  tłumu 
kamerzystów i dziennikarzy. 

-  Nie,  to  nie  jest  coś  innego.  Żartował  pan,  by  zmienić  temat,  bo  widział 

pan,  że  jestem  wściekła.  I  naprawdę  byłam.  To  żadna  przyjemność 
przeczesywać kasyno w poszukiwaniu niesfornego księcia. 

- Naprawdę bardzo mi przykro... 
- Nie ma o czym mówić. - Machnęła lekceważąco ręką. - Według mnie ma 

pan wielki talent. Rzecz w tym, by umiejętnie z niego korzystać, również w 
życiu  publicznym.  Być  może  w  towarzystwie  lady  Schipani  i  członków 
parlamentu nie czuje się pan tak swobodnie jak w gronie przyjaciół, lecz w 
gruncie rzeczy chodzi o to samo. 

- A więc, gdy ktoś taki jak lady Schipani ściga mnie godzinami, by zmusić 

do  wygłoszenia  przemówienia  na  konferencji  organizowanej  przez  Narodo-
wy Komitet Zdrowia... 

- To pan powinien się zgodzić. - Roześmiała się. - Wiem, że nie lubi pan 

publicznych wystąpień, ale z moją pomocą przełamiemy tę niechęć. 

- A co, jeżeli ja po prostu nie chcę tego robić? Powiedzmy, że mam inne 

plany. - Na przykład wypad z przyjaciółmi na narty, dodał w duchu. 

-  Wtedy  należy  grzecznie  podziękować  lady  Schipani  za  zaszczyt  i 

powiedzieć, że jest pan zajęty. O ile to oczywiście prawda. 

Przez  kilka  minut  Stefano  krążył  po  pokoju,  rozważając  słowa  Amandy. 

Obserwowała go, co wytrącało go z równowagi. 

-  Czy  jest  jakiś  sposób,  bym  w  takich  przypadkach  nie  robił  z  siebie 

głupca? 

-  Ćwiczenie  czyni  mistrza.  Zaaranżujemy  kilka  takich  sytuacji  i 

zobaczymy,  jak  pan  sobie  radzi.  Udzielę  panu  niezbędnych  wskazówek,  a 

36

RS

background image

pan postara sieje jak najlepiej wykorzystać. Na pewno będzie ku temu wiele 
okazji. W pałacu co i rusz odbywa się jakaś uroczystość. - Widząc jego pełne 
powątpiewania  spojrzenie,  ciągnęła  dalej:  -  Proszę  się  nie  martwić, 
zaczniemy  od  czegoś  prostego.  Proszę  mi  powiedzieć,  co  pan  lubi  robić.  - 
Uśmiechnęła się i dodała: - Poza grą w kasynie. 

Zaczął wyliczać na palcach: 
-  Narty,  łodzie  wyścigowe,  wypady  z  przyjaciółmi.  -  Opuścił  rękę.  - 

Amando, uwierz mi, że te oficjalne uroczystości śmiertelnie mnie nudzą. 

- Łodzie wyścigowe... - Zadumała się na chwilę. - Świetny pomysł. W ten 

sposób połączymy przyjemne z pożytecznym. 

-  Nie  bardzo  rozumiem.  -  Spojrzał  na  nią  sceptycznie  i  wzruszył 

ramionami. 

-  Uważam,  że  powinien  pan  jak  najszybciej  wziąć  udział  w  jakiejś 

publicznej  uroczystości.  Jeśli  się  przyłożymy,  powinien  pan  być  gotów  za 
mniej więcej dwa tygodnie. 

- Na moim biurku leży sterta zaproszeń... 
- Nie o to chodzi. Można urządzić wyścigi łodzi, z których dochód będzie 

przeznaczony na cele dobroczynne. Pan będzie gościem honorowym. 

Być może Amanda miała zaufanie do własnych umiejętności. To świetnie, 

lecz nie zdawała sobie sprawy z ograniczeń powierzonego jej opiece ucznia. 

Albo była kompletnie szalona. 
-  Chcesz,  żebym  był  gościem  honorowym  na  wyścigach  łodzi?  Za  dwa 

tygodnie? To się nie uda. 

-  Mam  sprawić,  by  oswoił  się  pan  z  rolą  księcia.  Do  pana  obowiązków 

będzie  należało  uczestniczenie  w  wielu  tego  typu  wydarzeniach.  -  Skinęła 
głową  jakby  na  potwierdzenie  swoich  słów.  -  Zaczniemy  od  oficjalnych 
obiadów. 

- Nie, i jeszcze raz nie. 
-  Spodziewałam  się  sprzeciwu,  dlatego  wymyśliłam  coś,  co  się  panu  na 

pewno spodoba. 

Udało  jej  się  go  zaciekawić.  Stefano  miał  świadomość,  że  Amanda 

zastawiła  na  niego  sprytną  pułapkę.  Świadomie  połknął  haczyk, 
nauczycielka zaś triumfowała, i to niemal jawnie. 

- A więc słucham. 
-  To  nie  będzie  żadna  wielka  pompa.  Nawet  jeśli  popełni  pan  jakąś  gafę, 

nic  wielkiego  się  nie  stanie.  Zresztą  najlepiej  uczyć  się  na  błędach.  Ja  ze 
swojej strony zrobię wszystko, by nie doszło do żadnej wpadki. 

37

RS

background image

- Kiedy prowadzę łódź, nie ma mowy o żadnych wpadkach... 
-  Już  wyjaśniam,  o  co  chodzi.  ~  Uśmiechnęła  się  promiennie.  -  Nie 

możemy zorganizować wyścigów w tak krótkim czasie. Poza tym trzeba by 
wyłączyć z ruchu sporą część zatoki, a to wywołałoby liczne protesty. 

- Co zatem proponujesz? 
-  Hm...  Kilka  lat  temu  brałam  udział  w  wyścigu  kaczek.  To  było  w 

Waszyngtonie. 

- Co takiego? 
- Myślę, że uda nam się urządzić podobną imprezę w San Rimini. 
Stefano  jęknął  głośno  i  zaczął  krążyć  po  pokoju.  Nie  zażądał  żadnych 

wyjaśnień,  właściwie  to  nawet  nie  chciał  ich  słyszeć.  Wszystko  było  jasne. 
Cokolwiek wymyśli Amanda, on i tak wyjdzie na głupka. 

- Wasza Wysokość... 
- Stefano - poprawił ją, podnosząc głos. 
Podeszła do niego i nakryła dłonią jego rękę. 
-  Proszę  pamiętać,  że  oboje  wiele  ryzykujemy  i  jedziemy  na  jednym 

wózku. Mamy wiele do stracenia. Musi mi pan zaufać. 

A czy miał jakiś inny wybór? 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

38

RS

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 
Po  raz  pierwszy  od  dwóch  tygodni  Amanda  czuła  się  zrelaksowana. 

Napawała  się  pięknym  widokiem,  wsłuchując  się  w  szum  Adriatyku.  Stała 
na prywatnym  molo rodziny królewskiej i rozmarzonym  wzrokiem patrzyła 
na leniwie przetaczające się fale. 

Odwróciła  się  i  spojrzała  na  okazały  i  piękny  w  swej  prostocie  fort. 

Palazzo  d'Avorio,  gdyż  taką  nazwę  nosił,  zbudowany  został  z  miejscowego 
kamienia  w  kolorze  kości  słoniowej,  i  od  pięciuset  lat  strzegł  wejścia  do 
zatoki.  W  początkach  panowania  król  Eduardo  odnowił  budowlę.  Obecnie 
fort  służył  jako  zimowa  przystań  dla  łodzi,  a  także  miejsce,  w  którym 
urządzano  nieoficjalne  przyjęcia.  Znajdowały  się  tam  pięknie  urządzone 
przestronne  pokoje  i  świetnie  wyposażona  kuchnia.  To  miejsce  idealnie 
nadawało się na imprezę, jaką zaplanowała Amanda. 

Zeszła ostrożnie po drewnianych schodkach i pozwoliła, by fale łagodnie 

obmyły jej stopy. Pomiędzy potężnymi palami zauważyła kilka kolorowych 
rybek i wodorosty. 

- Woda jest kryształowo czysta, nawet przy samym brzegu - zwróciła się 

do  Stefana,  który  stał  tuż  za  nią.  -  Wprost  wymarzony  dzień  na  wyścigi. 
Mamy wyjątkowe szczęście. 

Przymknęła  oczy  i  wzięła  głęboki  oddech.  Uwielbiała  zapach 

przesyconego  morską  solą  powietrza.  Słońce  igrało  w  jej  włosach, 
ogrzewając  zarówno  ciało,  jak  i  duszę.  Amanda  i  Stefano  przybyli  do  fortu 
wcześniej,  by  sprawdzić,  jak  postępują  przygotowania  do  imprezy.  Gdy 
przekonali się, że wszystko przebiega zgodnie z planem, zdecydowali się na 
krótką  przechadzkę  po  molo.  Pozostało  jeszcze  trochę  czasu  do  przyjazdu 
pierwszych gości. Uroczystość miała zacząć się od koktajlu. 

-  Miałem  nadzieję,  że  będzie  lało  -  powiedział  Stefano,  siadając  na 

schodku obok Amandy. 

- W San Rimini? To chyba niemożliwe. - Amanda roześmiała się. 
Była dumna, że udało im się zorganizować Wyścigi w tak krótkim czasie. 

Książę  Stefano  dał  jej  listę  gości.  Chyba  po  raz  pierwszy  jego  sekretarka 
miała pełne ręce roboty. Wszystkie zaproszenia dostarczył prywatny kurier. 
Zebrane podczas wieczoru pieniądze miały zasilić krajowy fundusz do walki 
z  rakiem.  Amanda  wiedziała,  czego  najbardziej  obawia  się  Stefano.  Był 
pewien, że wieczór nie okaże się finansową klapą, lecz potrzebował innego 

39

RS

background image

sukcesu.  Marzył,  by  udało  mu  się  sprostać  wszystkim  reprezentacyjnym 
obowiązkom. 

Oderwała wzrok od błękitnej wody i zerknęła ukradkiem na księcia. Przez 

dwa  tygodnie  dzielnie  walczyła  z  ogarniającym  ją  na  jego  widok 
podnieceniem.  Teraz  uśmiechał  się  leciutko  i  sprawiał  wrażenie  osoby  w 
pełni zrelaksowanej i pewnej siebie. 

Dziennikarze  tłoczący  się  na  wąskiej  drodze  prowadzącej  do  Palazzo 

d'Avorio  pstrykali  jedno  zdjęcie  za  drugim.  Biała  koszulka  polo,  w  którą 
ubrany był Stefano, podkreślała jego muskularne ramiona. Stroju dopełniały 
eleganckie  beżowe  spodnie  i  markowe  okulary  przeciwsłoneczne.  Stefano 
prezentował  się  tak,  jak  tego  po  nim  oczekiwano:  młody,  świadom  swej 
wartości książę, który za chwilę weźmie udział w imprezie dobroczynnej. 

Jednak Amanda wiedziała, że pod tą maską skrywa się trochę zagubiony, 

zdenerwowany czekającym go zadaniem, mężczyzna. 

-  Poradzi  pan  sobie.  Wszystko  będzie  dobrze  -  powiedziała,  czując,  że 

powinna dodać mu otuchy. 

- Tak, tak, proszę mi zaufać - sparodiował jej ton i skrzywił się lekko. 
Z trudem powstrzymała śmiech. 
- Nie będzie tak źle, jak pan sobie wyobraża. W porównaniu z oficjalnymi 

obiadami,  w  których  muszą  uczestniczyć  książę  Antony  i  pański  ojciec, 
czeka nas bardzo łatwe zadanie. 

- Wiem i jestem ci za to bardzo wdzięczny. Wątpię jednak, by konwersacja 

ograniczała  się  do  samych  wyścigów.  To  po  prostu niemożliwe.  Większość 
arystokratów,  których  zaprosiłem,  koncentruje  swą  uwagę  wyłącznie  na 
dwóch  sprawach.  Po  pierwsze  troszczą  się  o  własną  karierę,  a  po  drugie 
namiętnie  zbierają  wszystkie  plotki  z  królewskiego  dworu.  To  zrozumiałe, 
bo  przecież  muszą  o  czymś  rozmawiać  podczas  następnego  meczu  polo.  - 
Oderwał  kawałek  chleba,  który  zabrał  z  kuchni,  i  rzucił  krążącej  nad  nimi 
mewie.  Obserwując,  jak  ptak  zręcznie  chwyta  zdobycz,  Stefano  dodał:  - 
Postaratn  się  wypaść  jak  najlepiej,  ale  chyba  powinienem  do  końca 
uroczystości  trzymać  język  za  zębami.  Zawsze  tak  postępuję  i  dzięki  temu 
unikam kłopotów. 

-  No  tak,  ale  dzisiaj  rozpoczynamy  nowy  rozdział  w  pana  życiu  - 

przypomniała mu. - Podczas ostatnich dwóch tygodni wiele się pan nauczył. 
Wczoraj odgrywaliśmy różne sceny i świetnie pan sobie radził. 

- Odgrywanie scenek ma niewiele wspólnego z prawdziwym życiem. 

40

RS

background image

- O wiele więcej, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Obiecuję, że ani na 

chwilę  nie  spuszczę  pana  z  oka.  Gdyby  potrzebował  pan  mojej  pomocy, 
proszę włożyć ręce do kieszeni. 

Stefano przez chwilę obserwował krążącą w górze mewę, rzucił jej ostatni 

kawałek chleba, a potem spojrzał bezradnie na puste ręce. 

-  Dobrze,  zapamiętam.  Nawet  jeśli  wesprzesz  mnie  w  jakiejś  nudnej 

dyskusji,  nie  zdołasz  zamknąć  ust  wszystkim  wścibskim  gościom. 
Szczególnie  niestrudzeni  bywają  członkowie  parlamentu,  zwłaszcza  że  mój 
ojciec  prowadzi  poważne  rozmowy  handlowe  i  jutro  podejmuje  greckiego 
ministra.  Wszyscy  będą  próbowali  coś  ze  mnie  wyciągnąć  na  ten  temat.  -
Skrzywił się. - Tych ludzi chyba nic nie powstrzyma. 

- Pan tego dokona. Ani na chwilę nie wolno panu zapominać, że jest pan 

księciem. Jeśli nie są politycznymi samobójcami, ustąpią panu. Proszę tylko 
pamiętać o moich radach, a wszystko będzie dobrze. 

Stefano uśmiechnął się i zaczął mówić, ponownie naśladując ton Amandy, 

a wręcz ją cytując: 

-  Jeśli  rozmowa  zmierza  w  niewygodnym  dla  pana  kierunku,  proszę  jak 

najszybciej zmienić jej przedmiot. Zawsze powinien pan mieć przygotowane 
dwa zastępcze tematy. 

Amanda ostrzegawczo uniosła palec. 
-  Dobrze,  ale  proszę  unikać  rozmów  o  pogodzie.  Są  wyjątkowo  nudne  i 

banalne. 

- I to mówi kobieta, która przed chwilą zachwycała się cudowną aurą. 
- Książę... 
- Tylko żartowałem. - Zdjął okulary, obejrzał szkła, a potem potarł nimi o 

koszulę.  Zrobił  to  wszystko  machinalnie,  co  świadczyło  o  dużym 
zdenerwowaniu.  -A  tak  na  poważnie,  co  mam  zrobić,  jeśli  nie  uda  mi  się 
zmienić tematu? 

- Gdy będą pytali o politykę, proszę odesłać ich do ojca. Jeśli o planowane 

wydarzenia  towarzyskie,  proszę  powtarzać,  że  musi  pan  potwierdzić 
informacje  u  sekretarki.  W  najgorszym  wypadku  może  pan  udawać,  że  nie 
zrozumiał pytania. 

- Nie mogę. Mam udawać głupka? Na to nie pozwala mi ambicja. 
- Zechce pan wysłuchać ostatniej rady? 
- A czy mam jakiś wybór? I tak mi jej udzielisz. 

41

RS

background image

-  Na  pana  miejscu  nie  robiłabym  takich  min.  Proszę  pamiętać  o 

wszędobylskich  dziennikarzach.  Ta  ostatnia  mina  byłaby  wprost  idealna  na 
okładkę jakiegoś brukowca. 

- To nie byłaby chyba najgorsza okładka, na jakiej się pojawiłem. - Po raz 

pierwszy, odkąd tu przyjechali, uśmiechnął się swobodnie. 

-  No  dobrze,  na  dzisiaj  wystarczy.  Proszę  myśleć  pozytywnie.  -  Zerknęła 

na zegarek. - Pora iść. Za chwilę będą tu pierwsi goście. 

Pochylił się i zagwizdał jej wprost do ucha kilka taktów marsza żałobnego. 
Gdyby nie był księciem, chyba dałaby mu pstryczka w nos. 
- Przecież mówiłam, że musi pan myśleć pozytywnie. 
Ukłonił się i przepuścił Amandę przodem. 
- Panie mają pierwszeństwo. 
-  Gdy  będzie  pan  rozmawiał  z  kobietami,  może  pan  zapomnieć  o 

wszystkich moich radach. Proszę po prostu być sobą. 

- To znaczy? 
-  Pański  urok  sprawi,  że  nawet  najbardziej  dociekliwa  posłanka 

natychmiast zapomni o polityce. 

Stefano wyprostował ramiona i zaczął się śmiać, jednak tak cicho, że ten 

dźwięk niemal utonął w szumie fal i krzyku mew. 

- Urok... Tak, to może być moja ostatnia deska ratunku. 
Stefano  obawiał  się,  że  za  chwilę  jego  kręgosłup  po  prostu  pęknie.  Cały 

dzień  na  nartach?  Proszę  bardzo,  nie  ma  problemu.  Tydzień  na  skałkach  w 
Szwajcarii?  Bułka  z  masłem.  Jednak  ile  jeszcze  czasu  będzie  w  stanie 
wytrzymać w tej nienaturalnej pozycji, jakby kij połknął? Jak długo jeszcze 
zdoła uśmiechać się do zdającego się nie mieć końca strumienia księżniczek, 
polityków  i  dyplomatów,  domagających  się  odpowiedzi  na  kłopotliwe 
pytania. 

Uprzejmie  potakiwał  głową,  gdy  siwowłosa  matrona  zasypywała  go 

informacjami na temat ogólnokrajowej wystawy róż. Kochał róże i uwielbiał 
rozmawiać z ich hodowcami, jednak ta kobieta raczyła go ploteczkami. Miał 
nadzieję, że porażająca nuda nie odbija się na jego twarzy. 

Dlaczego ojciec uważał, że dzięki takim rozmowom można poprawić swój 

publiczny  wizerunek?  Antony,  Federico  i  Isabella  byli  w  tym  nie  tylko 
dobrzy,  ale  chyba  nawet  sprawiało  im  to  przyjemność.  Natomiast  Stefano 
chętnie  by  zapracował  na  dobre  imię  królewskiej  rodziny  w  zupełnie  inny 
sposób. 

42

RS

background image

Na przykład wygrywając regaty, ale takie prawdziwe, a nie jakąś śmieszną 

namiastkę. 

Miał  ochotę  rozmasować  sobie  plecy,  i  ta  chęć  na  chwilę  zdominowała 

wszystkie jego myśli. Dlatego na wszelki wypadek wziął od przechodzącego 
kelnera  kieliszek  szampana.  Pił  powoli  i  słuchał  paplającej  matrony, 
dyskretnie rozglądając się w poszukiwaniu Amandy. 

Choć  na  początku  buntował  się  przeciwko  tym  lekejom,  teraz  musiał 

przyznać,  że  bardzo  mu  pomogły.  Dzięki  radom  Amandy  dzisiejsza 
uroczystość okazała się łatwiejsza do zniesienia. Zręcznie unikał odpowiedzi 
na pytania dotyczące umowy handlowej z Grecją. Był z siebie zadowolony, 
gdyż po raz pierwszy miał wrażenie, że nie wyszedł na gbura. Dobrze też, że 
Amanda wymyśliła te wyścigi łodzi. Dzięki temu będzie mógł spędzić resztę 
popołudnia  na  świeżym  powietrzu,  zamiast  tkwić  w  zatłoczonej  sali, 
słuchając  czczej  gadaniny,  jak  miało  to  miejsce  teraz.  Jeden  zero  dla 
Amandy. 

Gdy wreszcie Różana Lady uwolniła go od swej osoby, Stefano rozpoczął 

powolny  obchód  sali.  Pochwalił  nowy  kolor  włosów  jednej  ze  swoich  dal-
szych kuzynek, pogratulował sukcesów w turnieju tenisowym zawodnikowi, 
który  doszedł  do  ćwierćfinału  French  Open,  no  i  cały  czas  wypatrywał 
Amandy. Przecież obiecała, że ani na chwilę nie spuści go z oka, prawda? 

Przez  ostatnie  dwa  tygodnie  próbował  trzymać  ją  na  dystans,  zawsze 

przedzielało  ich  przynajmniej  biurko  lub  stolik.  To  była  bezpieczna 
odległość.  Nie  pozwalała  księciu  dosięgnąć  puszystych  włosów  Amandy, 
przesyconych  zapachem  szamponu  jabłkowego.  Codziennie  siłą  przepędzał 
rozważania,  czy  Amanda  odwzajemniłaby  pieszczotę,  gdyby  ją  nagle 
pocałował. 

Jednak teraz naprawdę jej potrzebował. 
Wreszcie ku swej uldze dostrzegł ją. Stała przy dużym oknie i spoglądała 

na zatokę San Rimini. 

Związane  w  koński  ogon  włosy  wyglądały  nieskazitelnie.  Okulary,  które 

zsunęła  na  czubek  głowy,  były  modne  i  gustowne,  choć  nie  pochodziły  z 
żadnej znanej kolekcji. 

Na  myśl  o  śmiesznym  charakterze  mającej  się  odbyć  imprezy,  Stefano 

skrzywił  się  w  duchu.  Obiecał  sobie,  że  kiedy  będzie  już  po  wszystkim, 
zabierze Amandę na wyścigi prawdziwych łodzi. Wówczas nawet ta zawsze 
opanowana kobieta poczuje potężny zastrzyk adrenaliny. 

43

RS

background image

Ruszył  powoli  w  jej  stronę,  odpowiadając  uprzejmie,  lecz  zwięźle,  na 

pytania  nagabujących  go  gości.  Wziął  z  tacy  kieliszek  szampana, 
zamierzając  wręczyć  go  Amandzie.  Zatrzymał  się  z  wahaniem,  gdy 
zobaczył,  że  wicehrabia  Renati,  bliski  przyjaciel  Antony'ego,  wpadł  na  taki 
sam  pomysł.  Młody  arystokrata  przystanął  przy  Amandzie,  a  ona  na  jego 
widok  uniosła  wzrok  i  wyciągnęła  rękę  po  kieliszek.  Musiała  czekać  na 
drinka, bo nie była zaskoczona, a już po chwili rozmawiała z wicehrabią jak 
ze starym dobrym znajomym. 

- Angelo Renati - mruknął pod nosem Stefano, obserwując, jak wicehrabia 

strzepuje niewidoczny pyłek ze spodni. 

Co prawda Angelo przyjaźnił się z cieszącym się nieposzlakowaną opinią i 

teraz  już  żonatym  Antonym,  lecz  wiele  plotkowano  o  jego  sercowych  pod-
bojach.  Już  dwukrotnie  jedna  z  miejscowych  gazet  przyznała  mu  tytuł 
najseksowniejszego i najbardziej pożądanego kawalera San Rimini. Miał nie 
tylko  prezencję  amanta  z  Hollywood,  ale  też  zajmował  prestiżową  pozycję 
prezesa Banku Narodowego. Sądząc ze zdjęć, które ukazywały się w prasie, 
niemal  na  wszystkich  imprezach  pojawiał  się  z  uwieszoną  u  jego  boku 
blondynką, za każdym razem inną. W odróżnieniu od Antony'ego i Stefana, 
Angelo  nigdy  nie  okazywał  niechęci  i  zniecierpliwienia,  gdy  napotkane 
przypadkowo  kobiety  wciskały  mu  do  ręki  karteczki  z  numerem  telefonu. 
Niektóre  z  jego  wielbicielek  posuwały  się  jeszcze  dalej,  ofiarowując  mu 
części  garderoby,  najczęściej  tej  intymnej.  Można  powiedzieć,  że  w 
towarzystwie kobiet czuł się jak ryba w wodzie. 

Jednak  teraz  rozrywkowy  wicehrabia  bez  reszty  poświęcał  swą  uwagę 

pewnej bardzo inteligentnej brunetce. Zadziwiające, bo Amanda nie należała 
do kobiet, które wciskałyby mężczyznom majteczki lub staniczki. 

Stefano  zerknął  na  zegarek.  Czas  dłużył  mu  się  niemiłosiernie.  Marzył  o 

tym, by jak najszybciej wyjść na zewnątrz i rozpocząć te groteskowe i żałos-
ne wyścigi. 

Choć  wiedział,  że  nie  ma  do  tego  prawa,  był  zazdrosny  o  Amandę.  W 

sumie,  gdyby  zaczęła  spotykać  się  z  kimś  innym,  ułatwiłoby  to  życie  im 
obojgu. 

Angelo  Renati  nie  był  podły,  nie  był  też  oczywiście  głupcem,  jednak  nie 

należał  do  mężczyzn,  z  którymi  pozwoliłby  się  spotykać  swojej  młodszej 
siostrze.  Z  drugiej  jednak  strony,  jeśli  ktokolwiek  zdołałby  utemperować 
jego wybujały temperament, była to właśnie Amanda. 

44

RS

background image

Jeden  z  przyjaciół  Federica  zapytał  Stefana  o  zbliżające  się  wyścigi. 

Książę  odpowiadał  najlepiej,  jak  umiał,  starannie  unikając  zbyt 
natarczywego  przypatrywania  się  Amandzie.  Jednak  kiedy  Angelo  wskazał 
ręką  jacht  zacumowany  w  zatoce  i  położył  dłoń  na  ramieniu  Amandy, 
Stefano stracił cierpliwość i postanowił wkroczyć do akcji. 

-  Angelo,  przyjacielu  -  powiedział,  uśmiechając  się  z  jawną  obłudą.  - 

Chyba nie mieliśmy jeszcze okazji porozmawiać. Jak się miewasz? 

Wicehrabia Renati zabrał rękę z ramienia Amandy i odparł: 
-  Wasza  Wysokość,  miło  mi  pana  widzieć.  -  Jego  angielski  był  bez 

zarzutu,  może  tylko  akcent  pozostawiał  nieco  do  życzenia.  -  Właśnie 
mówiłem  pannie  Hutton,  że  podziwiam  pańską  inwencję.  Te  wyścigi  to 
wspaniały  pomysł,  no  i  jaki  szczytny  cel.  Świetnie  się  bawię,  a  to,  że  nie 
muszę tkwić w smokingu, uznałem za dodatkowy plus. - Angelo mrugnął do 
Amandy  i  dodał  konspiracyjnym  tonem:  -  Brat  Jego  Wysokości,  książę 
Antony, oczekuje, że na tego rodzaju uroczystościach wszyscy będą zjawiać 
się  w  oficjalnych  strojach.  Dzisiejsza,  bardziej  swobodna  w  charakterze 
impreza, świetnie oddaje osobowość księcia Stefana. 

- Dziękuję za słowa uznania - odpowiedział Stefano. - Jednak to nie tylko 

ja zasłużyłem na pochwałę. 

-  Rozumiem.  Panna  Hutton  powiedziała  mi,  że  przyjęła  posadę  w 

królewskim pałacu. - Włoski akcent Angela nasilał się z każdym słowem. 

Stefano zerknął na Amandę. Jak wiele zdradziła? Nie ustalili, co powinna 

odpowiadać,  gdy  ktoś  zacznie  się  interesować  charakterem  wykonywanej 
przez  nią  pracy.  Z  pewnością  rozumiała  jednak,  że  nikomu  z  rodziny 
królewskiej nie zależy na ujawnianiu całej prawdy. 

- Jesteśmy szczęśliwi, że zgodziła się dla nas pracować - odpowiedział po 

chwili namysłu. Bezskutecznie próbował rozszyfrować dość zagadkowy wy-
raz  twarzy  Angela.  W  myśl  zaleceń  Amandy  nadeszła  chwila,  by  zmienić 
temat  rozmowy.  Zerknął  na  zegar  ścienny  i  oznajmił:  -  Cóż,  chyba 
powinienem za chwilę ogłosić początek wyścigów. 

- Niestety, panna Hutton nie wyjaśniła mi dokładnie, na czym polegają jej 

obowiązki. - Wicehrabia nie połknął haczyka, Stefano zaś zaczął wpadać w 
panikę. Angelo ostentacyjnie przyjrzał się Amandzie, a potem uniósł brwi. - 
Szczerze  mówiąc,  Wasza  Wysokość,  wprost  zżera  mnie  ciekawość,  jaki 
rodzaj usług świadczy panu ta piękna Amerykanka. 

Stefano  gorączkowo  rozmyślał  nad  odpowiedzią,  lecz  nie  mógł  się 

skoncentrować, zwłaszcza że Angelo wprost pochłaniał Amandę wzrokiem. 

45

RS

background image

Na szczęście panna Hutton zdawała się to ignorować i przytomnie ruszyła 

z odsieczą. 

- Jak pan wie, wicehrabio, książę niedawno zakończył służbę wojskową i 

powrócił  do  pałacu.  Ponieważ  skoncentruje  się  teraz  na  sprawach  państwo-
wych, postanowił  stworzyć swoje biuro. Spotkał  mnie  ten zaszczyt, że jako 
pierwsza  zostałam  w  nim  zatrudniona.  -  Oddała  pusty  kieliszek 
przechodzącemu kelnerowi, a potem skinęła głową. - Dziękuję, że poświęcił 
mi  pan  trochę  czasu  i  pokazał  kilka  cudownych  widoków  -  zwróciła  się  do 
Angela.  -  Jednak  obowiązki  wzywają.  Jestem  pewna,  że  to  nie  było  nasze 
ostatnie spotkanie. 

Angelo  otworzył  usta,  jakby  chciał  zadać  jeszcze  jedno  pytanie,  lecz 

Amanda odwróciła się, tym samym ucinając dalszą rozmowę. 

-  Wasza  Wysokość,  dochodzi  trzecia.  Już  czas,  by  objaśnił  pan  gościom 

zasady  dzisiejszych  wyścigów.  Ja  pójdę  na  molo  sprawdzić,  czy  wszystko 
jest przygotowane - powiedziała do Stefana. 

- Dziękuję, panno Hutton. 
Miał  nadzieję,  że  Angelo  powstrzyma  się  od  dalszych  pytań.  Był 

zachwycony  sposobem,  w  jaki  Amanda  wybrnęła  z  kłopotliwej  sytuacji. 
Wykazała  się  refleksem  i  taktem,  jednak  teraz  to  on  będzie  musiał 
kontynuować rozmowę z wicehrabią. Oby tylko niczego nie zepsuł. 

Amanda lekko uścisnęła dłoń wicehrabiego i powiedziała: 
- Miło mi było pana poznać. 
Angelo umiał wykorzystać sytuację. Pochylił głowę i złożył pocałunek na 

dłoni Amandy. 

- Już się cieszę na nasze następne spotkanie, panno Hutton. 
Stefano  nakazał  sobie  spokój.  Niestety,  ta  scena  przypomniała  mu 

incydent w różanym ogrodzie. Po raz kolejny poczuł zazdrość. 

Owszem,  Angelo  był  sympatycznym  facetem  i  świetną  partią,  ale  nie 

zasługiwał na to, by całować Amandę po rękach, bowiem jego intencje były 
aż nazbyt oczywiste. 

-  Próbujesz  łowić  nie  w  tym  jeziorze  -  szepnął  Stefano,  gdy  Amanda  już 

się oddaliła. - Panna Hutton nie jest w twoim typie, a poza tym słyszałem, że 
zarzuciłeś sieci na łady Caratelli. 

- No cóż, Stef, skoro już mowa o tych sprawach... w pewnym sensie masz 

rację. Zarzuciłem sieci, ale dobrze jest zbadać inne łowiska w poszukiwaniu 
jeszcze  lepszej  zdobyczy.  -  Angelo  uśmiechnął  się  leciutko.  -  Czy 

46

RS

background image

powinienem  potraktować  twoje  słowa  jako  ostrzeżenie?  Unikałeś 
odpowiedzi na pytanie, w jakim celu zatrudniłeś tę śliczną dziewczynę. 

- Myślę, że panna Hutton odpowiedziała wyczerpująco na twoje pytanie - 

odparł Stefano nieco oschle. 

- A więc nie kryje się za tym nic więcej? Stefano przybrał oburzony wyraz 

twarzy. 

- Angelo, czy kiedykolwiek spotykałem się z którąś z moich pracownic? 
-  O  ile  mi  wiadomo,  do  tej  pory  żadnej  nie  miałeś.  -  Wicehrabia 

uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Tylko jedną wiekową sekretarkę, którą, jak 
sądzę, zatrudnił twój ojciec. No cóż, jeśli się z nią umawiałeś... 

- Słyszałeś przecież, że organizuję swoje biuro. 
Cholerny  Angelo.  Niestety,  był  jednym  z  najlepszych  przyjaciół 

Antony'ego, dlatego miał prawo do takich osobistych wycieczek. 

Stefano rozejrzał się po sali, zastanawiając się, dokąd umknąć. Nie życzył 

sobie  dalszego  przesłuchania,  wiedział  jednak,  że  nawet  jeśli  wicehrabia 
posądza  go  o  romans  z  Amandą,  zachowa  te  rewelacje  dla  siebie.  Był 
człowiekiem  honoru,  a  poza  tym  darzył  królewską  rodzinę  prawdziwym 
szacunkiem. 

Jeśli jednak Angelo lekkomyślnie szepnie kilka słów lady Caratelli, będzie 

krucho.  Było  powszechnie  wiadomo,  że  to  właśnie  dziewczyna  Angela  jest 
owym  „dobrze  poinformowanym  źródłem",  na  które  powoływała  się 
większość brukowców. 

- Przepraszam, Angelo, muszę zająć się gośćmi. 
-  Oczywiście.  -  Wicehrabia  dyskretnie  poprawił  kołnierzyk  koszuli. 

Stefano  wiedział,  że  ten  sportowy  strój  został  uszyty  na  zamówienie  we 
Florencji  i  kosztował  fortunę.  -  Już  nie  mogę  się  doczekać  wyścigów. 
Wykupiłem pięć łodzi. 

-  Dziękuję.  -  Stefano  starał  się  ukryć  zaskoczenie,  wiedząc,  że  Angelo 

musiał wydać pokaźną sumę. -Te pieniądze w znaczący sposób zasilą konto 
fundacji. Życzę powodzenia. 

- I nawzajem - powiedział wicehrabia, a potem dodał z lekko ironicznym 

uśmieszkiem: - Ciekaw jestem, czy dzisiejszy dzień okaże się dla ciebie su-
kcesem. 

Nie  tylko  ty,  pomyślał  ponuro  Stefano,  próbując  pokryć  butną  miną  brak 

wiary we własne powodzenie. 

47

RS

background image

- Jak na razie wszystko idzie świetnie - szepnęła Amanda do Stefana, który 

właśnie  przygotowywał  się  do  oficjalnego  otwarcia  wyścigów.  -  Wszyscy 
znakomicie się bawią, a poza tym... 

Stefano spojrzał na kawałek papieru, który podsunęła mu Amanda. 
- Co to jest? - spytał. 
-  Sukces.  Do  tej  pory  zebraliśmy  tyle  pieniędzy.  Spojrzał  z 

niedowierzaniem i pokręcił głową. 

- Tak dużo? Chyba żartujesz. Ludzie z fundacji będą oszołomieni. 
Nie mógł wyjść z podziwu. Okazało się, że można zdobyć tak szybko tak 

dużą  kwotę  nie  tylko  przy  zielonym  stoliku.  Grał  w  kasynie,  by  wspierać 
różne organizacje dobroczynne. Po raz pierwszy udało mu się zorganizować 
tak  bardzo  potrzebne  środki  w  inny  sposób,  Odczuwał  satysfakcję  i  miał 
poczucie  dobrze  spełnionego  obowiązku.  Jednak  po  krótkiej  chwili 
samozadowolenia opadły go złe przeczucia. 

- Ile łódek weźmie udział w wyścigach? 
- Około pięciuset. 
Musiał  w  jakiś  sposób  okazać  zaniepokojenie,  ponieważ  Amanda 

uspokajająco położyła mu dłoń na ramieniu. 

-  Proszę  się  nie  martwić,  im  więcej,  tym  lepiej.  Widowisko  stanie  się 

bardziej atrakcyjne dla gości i telewidzów. 

- A nie bardziej chaotyczne? 
- Skądże. Dzisiejszą uroczystość wszyscy będą długo wspominać. 
Stefano  próbował  nie  okazywać  zwątpienia.  Cóż,  pamięta  się  zarówno 

dobre, jak i złe rzeczy. 

Odsuwając na bok nieprzyjemne myśli, wspiął się na wspornik wieńczący 

molo. Powoli wygładził kartkę, którą dała mu Amanda. 

- No to zaczynamy. 
- Miał pan stać na końcu molo, a nie tutaj. To zbyt ryzykowne. 
Spojrzał  na  nią  jak  dziecko,  które  kategorycznie  odmawia  odrobienia 

lekcji. 

-  Proszę  uważać,  żeby  pan  nie  spadł!  -  krzyknęła,  obserwując  go  z 

niepokojem. 

-  Wtedy  przynajmniej  rzeczywiście  wszyscy  mieliby  co  wspominać  - 

zażartował. 

Zgromadzony na molo tłum gości powoli się uciszał. Przez krótką chwilę 

Stefano  miał  ochotę  wskoczyć  do  wody.  Zrobiłby  wszystko,  co  pomogłoby 
mu opanować tremę. Jeszcze nigdy nie przemawiał do takiego tłumu. 

48

RS

background image

Wziął się w garść, podniósł kartkę i przemówił głośno: 
-  Drodzy  państwo,  właśnie  otrzymałem  ważną  informację.  Dzięki  waszej 

hojności  nasz  fundusz  do  walki  z  rakiem  wzbogaci  się  o  ponad  milion 
draemów. To wielki sukces. 

Ledwo  przebrzmiały  jego  słowa,  rozległy  się  burzliwe  oklaski.  Kiedy 

ponownie zapadła cisza, Stefano mówił dalej: 

-  Jak  państwo  zapewne  wiecie,  pieniądze  te  przeznaczone  zostaną  na 

badania  naukowe.  Dziękuję  wszystkim  za  przybycie.  Jestem  dumny,  że 
zaliczyliście mnie do grona swoich przyjaciół. 

No  cóż,  chyba  trochę  przesadził.  Nie  byli  jego  przyjaciółmi,  a  po  prostu 

ludźmi, z którymi musiał się spotykać niemal od dnia narodzin. Jednak teraz, 
gdy  jawnie  wyrażali  swą  aprobatę,  poczuł  się  trochę  pewniej.  Nienawidził 
tłumu  i  wygłaszania  przemówień,  lecz  jego  goście  okazali  się  szczodrzy  i 
życzliwi. 

Powoli zaczynał rozumieć, dlaczego jego rodzeństwo tak chętnie udzielało 

się w życiu publicznym. Uśmiechnął się i kontynuował przemówienie. 

- Otworzyliście serca i portfele. Teraz spójrzcie na wspaniałe łodzie, które 

wezmą udział w dzisiejszym wyścigu. - Uniósł w górę małą białą łódkę, któ-
rą przed chwilą wręczyła mu Amanda. 

Boże,  co  ja  gadam,  przecież  nauczyłem  się  całego  przemówienia  na 

pamięć. Dlaczego teraz... 

Przez  molo  przetoczyła  się  fala  nie  wymuszonego,  lecz  szczerego  i 

żywiołowego  śmiechu.  Stefano  zerknął  na  Amandę.  Jej  mina  wyrażała 
jedno:  „A  nie  mówiłam?".  Wreszcie  poczuł  się  dobrze.  Przestał  go  boleć 
kręgosłup,  ustąpiła  sztywność  mięśni.  Uśmiechnął  się  szeroko  i  głęboko 
odetchnął. Był tak podekscytowany, jakby miał wziąć udział w prawdziwych 
wyścigach. 

Zaczynał  się  naprawdę  dobrze  bawić.  Może,  zgodnie  ze  wskazówkami 

Amandy, powinien po prostu być sobą i zobaczyć, co z tego wyniknie. 

-  Ponad  pięćset  tych  imponujących  i  nowoczesnych  jednostek  morskich, 

stanowiących  wybitne  osiągnięcie  nowoczesnej  myśli  technicznej...  -  Prze-
rwał  mu  kolejny  wybuch  śmiechu.  -  ...umieszczono  w  pudłach  na  końcu 
molo.  Dokonując  wpłaty,  staliście  się  państwo  właścicielami  łodzi.  Teraz 
proszę je obejrzeć i wytypować tę, która dzisiaj wygra. 

-  A  może  kilka  rad  dla  początkujących  hazardzistów?  -  zawołał  ktoś  z 

tłumu. 

49

RS

background image

To  pewnie  Angelo,  pomyślał  Stefano.  Potrząsnął  głową  i  przyjrzał  się 

trzymanej w dłoni łódce. 

-  Proszę  zwrócić  uwagę  na  wspaniałą  linię  tej  małej,  lecz  solidnej  łódki. 

Wyprodukowano  ją  na  Tajwanie  z  najlepszej  gumy.  Proszę  wybierać  te, 
które trzymają się kursu i których nie zmiecie byle fala. 

Gdy goście powoli ruszyli w stronę pudeł z łódkami, Stefano zauważył, że 

wielu  z  nich  ma  po  kilka  biletów,  które  każdy  otrzymywał  na  znak 
dokonanej wpłaty. Zrobiło mu się ciepło na sercu. Odchrząknął i dodał: 

-  Jeśli  dokonaliście  tej  wpłaty  z  myślą  o  jakiejś  bliskiej  osobie,  proszę 

napisać  jej  imię  na  burcie  łodzi.  Obok  pudeł  leżą  flamastry.  Być  może  w 
nadchodzącym  roku  liczba  osób  zmagających  się  z  chorobą  znacząco  się 
obniży. I jeszcze jedna rzecz. - Wskazał na swoją łódź. - I to bardzo ważna. 
Gdy  już  wybiorą  państwo  łódkę,  proszę  zapamiętać  numer  umieszczony  na 
kadłubie.  Proszę  wpisać  swoje  nazwisko  i  numer  łódki  na  listę.  Kto  nie 
dopełni  tych  formalności,  traci  szansę  na  nagrodę.  -  Po  tym  oświadczeniu 
rozległy  się  okrzyki  zaciekawienia.  -  Jak  państwo  wiecie,  nagrodą  dla 
zwycięzcy  jest  tygodniowy  pobyt  w  Tyrolu,  w  domu  należącym  do 
królewskiej rodziny. 

Goście zaczęli klaskać. Stefano nie był pewien, czy zdoła przekonać ojca 

do tego pomysłu. Jeszcze się nie zdarzyło, by król Eduardo odstąpił dom w 
Tyrolu  komukolwiek  spoza  rodziny  królewskiej.  Jednak  Stefano  słusznie 
przewidział, że tak atrakcyjna nagroda przyciągnie wielu chętnych. Poza tym 
jego ojciec nigdy nie odmawiał pomocy ani wsparcia funduszowi do wałki z 
rakiem. 

- Wszyscy wiecie, że nie lubię długo przemawiać. Dlatego do dzieła. 
Rozbawieni  goście  z  zapałem  zaczęli  grzebać  w  pudłach,  a  Stefano 

wreszcie  mógł się rozluźnić. Najgorszą część imprezy  miał już za sobą.  I o 
dziwo przebrnął przez wszystko bez ani jednego potknięcia. 

Gdy odwracał się, by zeskoczyć ze wspornika, dwóch gości niechcący go 

popchnęło. Stracił równowagę i zaczął spadać. 

Nie, to tylko koszmarny sen, pomyślał rozpaczliwie. 
Za chwilę zrobi z siebie pośmiewisko i zatrze dobre wrażenie, wpadając z 

pluskiem do Adriatyku. 

 
 
 
 

50

RS

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
- Stefano! - krzyknęła przestraszona Amanda. 
Widziała,  jak  dwóch  gości  potrąciło  księcia,  w  momencie  gdy  ten  już  z 

jedną  nogą  w  powietrzu  zamierzał  zeskoczyć  ze  wspornika.  Stefano  na 
szczęście  nie  wpadł  do  wody,  lecz  zręcznie  złapał  się  wspornika,  a  potem 
lekko zeskoczył na molo. 

Amanda  odetchnęła  z  ulgą  i  podeszła  do  niego.  Stefano  uniósł  brwi, 

wygładził koszulkę i przybrał niewinny wyraz twarzy. 

- Patrzcie, patrzcie, cóż za miła niespodzianka. Nareszcie zwróciłaś się do 

mnie po imieniu. Czy coś się stało, panno Hutton? 

-  Przepraszam,  rzeczywiście  się  zapomniałam.  Dobrze  pan  wie,  co  się 

stało.  -  Zawahała  się  na  chwilę,  a  potem  dodała:  -  Przecież  prosiłam,  żeby 
pan uważał. Mógł pan wpaść do wody. 

- Pierwsze słyszę. - Rozejrzał się po molo i stwierdził z zadowoleniem, że 

nikt z gości zajętych oglądaniem gumowych łódek nie zauważył tego małego 
incydentu. - Poza tym ryzyko dodaje życiu smaku. Lubisz ryzykować? 

- Nie. Wiedziałam, że nie powinien pan stawać na tym wsporniku, bo będą 

kłopoty.  -  Mówiła  nieco  zrzędliwym  tonem,  lecz  Stefano  dostrzegł  w  jej 
oczach wesołe ogniki. - Miał pan szczęście, Wasza Wysokość. 

- No cóż... - Położył rękę na ramieniu Amandy. Uznała, że ten gest, choć 

zbyt  osobisty,  sprawia  jej  dużą  przyjemność.  -  Może  szczęście  nie  opuści 
mnie już do końca imprezy. 

- Jeśli pan nie wskoczy do Adriatyku, wszystko będzie dobrze. 
- Miałem na myśli wygraną w wyścigach. 
- Przecież pan nie może brać w nich udziału. 
-  Ja  nie,  ale  ty  tak.  Kupiłem  w  twoim  imieniu  dwie  łódki.  -  Schylił  się  i 

podniósł  małe  brązowe  pudełko,  którego  dotąd  nie  zauważyła.  Gdy  zdjął 
wieczko,  zobaczyła  dwie  gumowe  łódki,  identyczne  z  tymi,  które  stały  w 
pojemnikach na końcu molo. 

Amanda już otwierała usta, by zaprotestować, lecz Stefano nie pozwolił jej 

dojść do słowa. 

- Jestem trudnym uczniem, więc zasłużyłaś na luksusowe wakacje. Wiem, 

że  chętnie  przekazałabyś  pieniądze  na  fundusz  do  walki  z  rakiem. 
Dokonałem wpłaty, by uhonorować twoją matkę i ciotkę. 

Wyjęła łódki z pudełka i tylko potrząsnęła głową. Była zbyt wzruszona, by 

zdobyć  się  na  inną  reakcję.  Na  burcie  jednej  łódki  wypisane  było  imię  jej 

51

RS

background image

matki, na burcie drugiej - ciotki. Skąd Stefano wiedział? Spojrzała na niego, 
i nagle ją olśniło. 

-  Dowiedział  się  pan  od  króla  Eduarda?  Przytaknął.  Ponownie  położył 

dłoń na jej ramieniu i wyjaśnił: 

- Wierz mi, nie grzebałem w twojej przeszłości. Po naszej pierwszej lekcji 

poszedłem  do  ojca.  Chciał  wiedzieć,  jak  nam  się  razem  pracuje.  Miałem 
trochę wątpliwości i wtedy opowiedział mi o twojej matce i ciotce. Chciał mi 
uświadomić,  że  na  pewno  zrozumiesz,  co  przeżyłem  po  śmierci  matki.  - 
Nerwowo  przygładził  włosy.  -  Postąpił  słusznie.  Uznałem,  że  wpłacając  w 
twoim imieniu pieniądze, odwdzięczę ci się za wszystko, co dla mnie robisz. 

Miała  ochotę  objąć  go  i  pocałować,  a  potem  zaprowadzić  do  różanego 

ogrodu. Podziękować mu za odruch serca. 

Nie  mogła  sobie  jednak  pozwolić  na  takie  zachowania.  Paparazzi  śledzili 

każdy jej krok, a wokół kłębiły się tłumy gości. 

Musiał sobie zdawać sprawę, jak bardzo była wzruszona, bo szybko cofnął 

dłoń i powiedział: 

- Mój ojciec wiedział, że świetnie mnie zrozumiesz, dlatego zaproponował 

ci  tę  posadę.  Pomyśl  tylko,  jak  bardzo  wzrosną  twoje  kwalifikacje.  Teraz 
będziesz mogła nauczać również dorosłych. 

Roześmiała się głośno. 
- Pochlebstwami nic pan nie wskóra. 
- Pochlebstwami? Nigdy nie byłem lizusem. - Skinął głową w stronę gości. 

-  Nieźle  mi  dzisiaj  poszło,  ale  mogło  być  lepiej.  Nie  czuję  się  zbyt 
swobodnie, bo mam wrażenie, że wszyscy śledzą każdy mój krok. Potrzebo-
wałem  też  twojej  pomocy,  kiedy  wicehrabia  Renati  zaczaj  być  zbyt 
dociekliwy.  Jednak  szczerze  mówiąc,  i  tak  poszło  mi  lepiej,  niż  się 
spodziewałem.  Po  raz  pierwszy  nie  nudziłem  się  na  tego  typu  imprezie  i 
dlatego winien jestem ci podziękowania. 

Amanda czuła, jak jej policzki płoną. 
-  Po  prostu  wykonywałam  swoją  pracę  -  powiedziała  skromnie.  Jednak 

dobrze  wiedziała,  że  prywatna  umowa,  którą  zawarła  z  księciem,  czyni  tę 
posadę  wyjątkową.  Zerknęła  na  niego  i  szepnęła:  -  Dziękuję  za  słowa 
uznania. To bardzo miłe z pańskiej strony. 

- Mam nadzieję, że jedna z tych łódek wygra. Jeśli nie, osobiście załatwię 

ci  tygodniowy  pobyt  w  naszym  domku  w  Tyrolu.  -  Uśmiechnął  się 
czarująco. 

52

RS

background image

Amanda  nie  miała  pojęcia,  czy  książę  z  nią  flirtuje,  czy  tylko  chce  być 

miły. Choć zżerała ją ciekawość, nie miała ochoty pytać o to. Choć jej serce 
wyrywało  się  do  księcia,  zdrowy  rozsądek  hamował  te  zapędy.  To  byłoby 
głupie,  żałosne  i  śmieszne.  Stefano  nie  wikłał  się  w  poważne  związki,  co 
więcej,  bez  sprzeciwu  ożeni  się  z  kobietą,  którą  wybierze  mu  ojciec.  Ona 
natomiast  marzyła  o  prawdziwej,  wielkiej  miłości,  która  przytrafiła  się 
Jennifer i Antony'emu. 

Gdyby  nawet  zdecydowała  się  na  niezobowiązujący  flirt  z  księciem,  z 

pewnością wkrótce straciłaby pracę, a na to nie mogła sobie pozwolić. 

Ruszyła  powoli  przez  molo,  by  podać  numery  swych  łódek  sekretarce 

księcia  Antony'ego,  pannie  Sophie  Hunt,  która  zadeklarowała  swą  pomoc 
przy tej imprezie. 

Następnie  Amanda  umieściła  swoje  dwie  łódki  w  boksie  startowym, 

umieszczonym  na  początku  toru  oznakowanego  czerwonymi  bojami. 
Pomyślała przy tym o  matce i ciotce, które po pokonaniu choroby potrafiły 
cieszyć się najmniejszym drobiazgiem. Stefano poprosił zebranych o ciszę i 
powiedział: 

-  Zasady  są  proste.  Dzięki  bojom  żadna  łódka  nie  zboczy  z  kursu.  Fale 

wyrzucą  je  na  brzeg.  Wygrywa  ta,  która  pierwsza  dotrze  do  plaży.  Czy 
wszyscy są gotowi? Start! 

Stefano otworzył  boks startowy. Amanda kątem oka  zarejestrowała błysk 

fleszy.  Małe  białe  łódki,  popychane  wiatrem  i  falami,  szybko  płynęły  w 
kierunku brzegu. 

W  miarę jak zbliżały się do plaży, rosło podniecenie gości. Można nawet 

było usłyszeć pojedyncze okrzyki i gwizdy, choć oczywiście nikt nie był w 
stanie rozpoznać swojej łódki. 

Zgodnie z opracowanym wcześniej scenariuszem, Stefano wmieszał się w 

tłum gości. Rozdając uściski dłoni i uśmiechy, skierował się z całą grupą na 
plażę. Potem książę zdjął buty i skarpetki, podwinął spodnie i stanął na linii 
brzegu, by wyciągnąć zwycięską łódkę. Wyglądał przy tym na osobę w pełni 
zrelaksowaną i pewną siebie. Udało mu się oczarować wszystkich gości, nie 
wyłączając Amandy. 

Po  chwili  samotna  łódka  zatrzymała  się  zaledwie  kilka  centymetrów  od 

stóp księcia. Podniósł ją i krzyknął: 

- Numer sto sześćdziesiąt dwa! 
-  Sto  sześćdziesiąt  dwa!  -  powtórzyła  Sophie.  -  Wygrywa  Bernardo 

Raffini! 

53

RS

background image

Siwowłosy sędzia postąpił naprzód i uniósł dłoń w geście zwycięstwa. 
Nie  mogło  być  lepiej,  pomyślała  Amanda,  z  entuzjazmem  oklaskując 

triumfatora. Podczas koktajlu zamieniła z sędzią kilka słów. Wiedziała, że za 
kilka  miesięcy  przechodzi  na  emeryturę.  Tydzień  w  Tyrolu  będzie 
wspaniałym podziękowaniem za długoletnią i nienaganną służbę Koronie. 

Oczywiście  sama  też  chętnie  zrobiłaby  sobie  takie  luksusowe  wakacje, 

zwłaszcza że Stefano napomykał coś na ten temat. 

Odegnała  niebezpieczne  myśli  i  z  niejakim  trudem  skupiła  uwagę  na 

zwycięzcy, który właśnie odbierał od księcia symboliczne klucze. 

To  straszne.  Zaczynała  mieć  obsesję  na  punkcie  księcia.  Poznała  wielu 

przystojnych,  bogatych  i  wpływowych  mężczyzn,  lecz  żaden  z  nich  nie 
oczarował jej tak jak Stefano diTalora. Zatrudniono ją, by go uczyła i na tym 
jej rola powinna się kończyć. 

Goście  zaczęli  wchodzić  do  sali  bankietowej.  Amanda  i  Sophie  zbierały 

dryfujące  przy  brzegu  łódki.  Wśród  nich  były  te  dwie,  którymi  Stefano 
pragnął uhonorować matkę i ciotkę Amandy. 

Tak, był księciem, lecz okazał swej nauczycielce wiele serca. 
Amanda  siedziała  przy  biurku  w  bibliotece  i  w  roztargnieniu  uderzała 

piórem w notes. Od kilku minut usiłowała sporządzić listę tematów, którymi 
powinni  się  zająć  ze  Stefanem.  Sporządziła  też  kilka  notatek  dotyczących 
wczorajszej uroczystości. 

Po  zakończeniu  wyścigów  Stefano,  zgodnie  ze  wskazówkami  Amandy, 

wmieszał  się  w  tłum  gości.  Ona  sama  wyszła  z  przyjęcia,  by  ponownie 
spotkać się z księciem nazajutrz o ósmej rano, właśnie tu, w bibliotece. 

Chciała, by radził sobie bez jej pomocy, przede wszystkim jednak pragnęła 

zostać sama. Musiała zebrać  myśli. Po długim, zimnym prysznicu skoncen-
trowała się na układaniu harmonogramu zajęć z księciem. Rano obudziła się 
rześka i gotowa do pracy. 

-  Było  aż  tak  źle?  -  Stefano  wszedł  do  biblioteki  i  wskazał  na  notatnik. 

Zmarszczył brwi, udając, że czyta. - A ja myślałem, że świetnie mi poszło. 

- Bo tak było w istocie. - Amanda odłożyła pióro i wstała. - Jednak zawsze 

coś można poprawić. Uczestnictwo w akcjach dobroczynnych to tylko jeden 
z  obowiązków,  jakie  przyjdzie  panu  spełniać.  Pański  ojciec  na  pewno 
zechce, by włączył się pan aktywnie w życie publiczne. Powinien być pan na 
to przygotowany. 

- Czy powiedział ci, jakie ma względem mnie plany? 

54

RS

background image

-  Nie.  Mogę  się  tylko  domyślać.  Z  pewnością  chodzi  o  spotkania  z 

ważnymi osobistościami, uroczystości państwowe, oficjalne obiady... 

- Oficjalne obiady? Mam nadzieję, że jeszcze nie teraz. 
- Nie, ale już wkrótce. Pańska sekretarka powiedziała, że dostał pan około 

trzydziestu zaproszeń. Wczoraj czytałam, że zakończył się remont Biblioteki 
Narodowej.  Oczekuje  się,  że  otwarcia  dokona  członek  rodziny  królewskiej. 
Myślę, że mógłby pan spróbować. 

- Czeka mnie mnóstwo pracy. 
- Owszem - przyznała. - Bycie księciem to praca na pełny etat. 
- Tego się właśnie obawiałem. 
-  Proszę  się  nie  martwić,  z  czasem  pan  do  tego  przywyknie.  Rozmowy  z 

dyplomatami  nie  są  o  wiele  trudniejsze  niż  to,  co  pan  zrobił  wczoraj.  Ja 
sprawię, że nawet pan nie zauważy różnicy. 

-  Co  do  tego  jestem  pewien  -  roześmiał  się.  Amanda  uniosła  zapisaną 

kartkę i pomachała nią. 

- Jednak na początek zajmiemy się prostszymi sprawami. Chciałabym, by 

przygotował  pan  podziękowanie  dla  tych,  którzy  uczestniczyli  we  wczoraj-
szej imprezie. Proszę napisać, że ceni pan sobie ich wkład w sprawę walki z 
rakiem  i  tak  dalej.  Potem  proszę  wystosować  gratulacje  do  sędziego 
Raffiniego.  Może  pan  napisać,  że  wraz  z  jego  przejściem  na  emeryturę 
wymiar sprawiedliwości straci wybitną postać. 

Stefano  wyrwał  z  notesu  czystą  kartkę  i  zanotował:  „Podziękowania. 

Sędzia Raffini". 

- Dobra jesteś. 
Nie mogła się powstrzymać przed pełnym satysfakcji uśmiechem. 
- Wiem. 
-  A  co  do  sędziego...  -  Na  chwilę  odłożył  pióro  i  spojrzał  z  uwagą  na 

Amandę.  -  Przykro  mi,  że  to  nie  ty  wygrałaś.  Zasłużyłaś  na  tę  nagrodę  jak 
nikt inny. 

Ku swej rozpaczy Amanda poczuła, że ponownie się czerwieni. Tak działo 

się zawsze, ilekroć rozmowa schodziła na bardziej osobiste tematy. 

- Miło mi to słyszeć. 
Stefano  obszedł  biurko  i  stanął  tuż  przy  Amandzie.  Cofnęła  się  nieco, 

chcąc zwiększyć dystans. 

- Muszę jednak przyznać, że kierowały mną również bardziej egoistyczne 

pobudki. - Zagrodził jej drogę. - Miałem nadzieję, że będę mógł ci pokazać 
naszą  zimową  rezydencję.  Jako  dziecko  spędziłem  tam  wiele  szczęśliwych 

55

RS

background image

chwil.  Szalałem  na  sankach  z  rodzeństwem,  jeździłem  na  nartach  z  matką, 
zanim... Na pewno by ci się tam spodobało. 

-  Nic  nie  stoi  na  przeszkodzie,  by  kiedyś  pokazał  mi  pan  to  miejsce  - 

powiedziała  i  natychmiast  pożałowała  swych  słów.  Właśnie  zaproponowała 
księciu  wypad  do  uroczego  domu  w  Tyrolu.  Postanowiła  szybko  naprawić 
gafę.  -  Oczywiście  czyni  pan  tak  szybkie  postępy,  że  wątpię,  by  pański 
ojciec  chciał  ze  mną  przedłużyć  umowę.  Wrócę  do  Stanów  przed 
rozpoczęciem sezonu narciarskiego. Może to i lepiej, że żadna z moich łódek 
nie wygrała wyścigów. 

Przysunął się jeszcze bliżej, tak że jego oddech muskał twarz Amandy. 
- Szkoda - wyszeptał. - Wczoraj świetnie się bawiłem. Jestem pewien, że 

wyjazd na narty w twoim towarzystwie byłby jeszcze zabawniejszy. 

To  tylko  niewinny  flirt,  powtarzała  sobie  w  myślach.  Dlaczego  zatem 

miała nieprzepartą ochotę wyciągnąć rękę i... 

Otrząsnęła  się.  Na  litość  boską,  co  ona  wyprawia!  Wróciła  za  biurko  i 

chrząknęła głośno. 

- Na pewno sędzia Raffini i jego rodzina też dobrze wykorzystają pobyt w 

Tyrolu. 

-  Oni  nie  jeżdżą  na  nartach  -  mruknął  i  założył  jej  za  ucho  niesforny 

kosmyk  włosów.  Był  to  leciutki  dotyk,  zaledwie  muśnięcie,  lecz  Amanda  i 
tak  zadrżała.  Stefano  oparł  ręce  o  ścianę,  tak  że  Amanda  nie  miała  dokąd 
uciekać. - To znaczy jego żona nie jeździ. 

- Ja też nie. 
- A więc jest coś, czego nie potrafisz. 
-  Nigdy  nie  twierdziłam,  że  umiem  wszystko  -szepnęła  niemal 

niesłyszalnie i ta słabość wprawiła ją w zakłopotanie. 

Leniwie  obserwował  jej  twarz.  Instynkt  podpowiadał  Amandzie,  że 

powinna  natychmiast  uciec  w  najdalszy  kąt  pokoju,  a  jednak  nie  uczyniła 
żadnego ruchu. 

-  Powiedz  mi  coś,  Amando.  Jestem  ciekaw  twojej  zawodowej  opinii  na 

temat  ucznia,  który  pragnie  bardzo  wylewnie  podziękować  nauczycielowi. 
Jestem ci naprawdę bardzo wdzięczny. Dzięki tobie dowiedziałem się czegoś 
o  sobie  samym.  Mogę  spełniać  funkcje  publiczne,  nie  zatracając 
jednocześnie swojej osobowości. 

- Już... już pan mi podziękował. Przecież łódki... 
Stefano  odgarnął  z  twarzy  Amandy  kolejny  niesforny  lok,  a  potem 

delikatnie pocałował ją w policzek. 

56

RS

background image

- Myślę, że to o wiele lepszy sposób na wyrażenie wdzięczności. 
Czy  naprawdę  był  równie  dumny  z  odniesionego  sukcesu  jak  ona?  Przez 

dwa  tygodnie  robiła  wszystko,  by  ich  stosunki  nie  przekroczyły  pewnej 
granicy. Dlaczego teraz pozwoliła, by sprawy wymknęły się spod kontroli? 

- Rozmawia pan ze mną bardzo swobodnie. Dlaczego zatem odczuwa pan 

łęk przed wystąpieniami publicznymi? 

- Bo to, co mówię, przeznaczone jest wyłącznie dla ciebie. 
- Nie powinnam tego słuchać. Nie chcę... 
Nie zdążyła już powiedzieć: „stracić pracy", bo Stefano zaczął ją całować 

tak żarliwie i czule jak owego wieczoru w ogrodzie różanym. 

Zapomniała o zdrowym rozsądku. Odpowiadała na jego pieszczoty, potem 

zarzuciła  mu  ręce  na  szyję  i  przyciągnęła  go  bliżej.  Dłońmi  gładził  jej 
policzki,  potem  ramiona.  Cichutko  jęknęła,  gdy  poczuła  żar  płynący  z  jego 
ciała. 

Stefano diTalora był ucieleśnieniem jej snów. 
Przycisnął  ją  lekko  do  ściany  i  pogłębił  pocałunek.  Zsunął  ręce  z  jej 

ramion  i  niecierpliwie  zaczął  szarpać  zapięcie  bluzki.  Gdy  jego  dłoń 
dotknęła nagiej skóry, Amanda zapragnęła więcej. 

Pragnęła  szalonych,  dzikich  nocy,  słodkich  pocałunków  na  dzień  dobry, 

radosnego seksu bez zahamowań. 

Potem  obsypywał  pocałunkami  jej  szyję.  Sunął  wargami  coraz  niżej,  aż 

dotarł do koronkowego stanika. 

Dawna Amanda, ta poukładana i rozsądna, nigdy by do tego nie dopuściła. 

Zwłaszcza że zauważyła dopiero teraz, że drzwi do biblioteki stały otworem. 

- Stefano - szepnęła - proszę... Nie możemy... 
- Ależ możemy - szepnął, nie przestając jej całować. 
- Nie powinniśmy. - Zamknęła oczy i bezradnie opuściła dłonie. 
Nawet jeśli miałoby to im ujść na sucho. Nawet gdyby księciu chodziło o 

coś  więcej  niż  zwykły  flirt,  i  tak  nic  z  tego  nie  będzie.  Pragnęła  czegoś, 
czego Stefano nie mógł jej dać. 

No i była jeszcze jedna sprawa... Jej starannie skrywana tajemnica. 
Odsunął  się.  Spojrzał  jej  w  oczy,  jakby  się  chciał  upewnić,  że  mówiła 

poważnie. 

-  Masz  rację.  -  Zmarszczył  brwi,  a  potem  zaczął  pospiesznie  zapinać  jej 

bluzkę. 

- Przepraszam... - szepnęła. 

57

RS

background image

- Nie masz za co. - Pogładził ją leciutko po policzku. - Jesteś fascynującą, 

wspaniałą  kobietą.  Jesteśmy  skazani  na  swoje  towarzystwo  i  musimy  jakoś 
przez  to  przebrnąć.  Zachowałem  się  głupio  i  nieodpowiedzialnie.  To  się 
więcej  nie  powtórzy.  -  Wziął  z  biurka  kilka  kartek.  -  Teraz  napiszę 
podziękowania,  a  kiedy  skończę,  zajmiemy  się  następnym  punktem  z  tej 
listy. 

- Wasza Wysokość... 
- Stefano! - poprawił niecierpliwie i wypadł z biblioteki. 
Nie powinien był tego robić. 
Nie  byłoby  sprawy,  gdyby  zapomniał  się  z  inną  kobietą.  Ale  z  Amandą 

Hutton?  Przecież  miała  niemal  wypisane  na  czole,  że  marzy  o  poważnym, 
stałym  związku,  a  on  chciał  tylko  trochę  poflirtować,  uciąć  sobie 
niezobowiązujący, szybki romans. 

A  może  jednak  nie?  Po  kilku  minutach  już  nie  był  tego  taki  pewien.  To 

prawda,  Amanda  była  piękna  i  inteligentna,  jednak  on  spotykał  wiele 
wspaniałych  kobiet.  Nie  musiał  się  zbytnio  trudzić,  by  pozyskać  ich 
przychylność.  A  jednak  po  raz  pierwszy  w  życiu  poczuł  zazdrość,  gdy 
wicehrabia  Angeło  jawnie  flirtował  z  Amandą  i  tylko  przy  niej  nie  potrafił 
utrzymać rąk przy sobie. Przed chwilą zupełnie się zapomniał. Zapomniał o 
konsekwencjach. A gdyby ktoś ich nakrył w bibliotece? 

Musi  bardziej  nad  sobą  panować.  Nie  chciał,  by  Amanda  straciła  przez 

niego pracę, choć jeszcze kilka tygodni temu właśnie o tym marzył. 

A  nawet  gdyby  nie  wyrzucono  jej  z  posady,  istniało  inne 

niebezpieczeństwo.  Ojciec  już  na  pewno  zaplanował  jego  przyszłość.  Z 
pewnością  znajdzie  mu  odpowiednią  żonę,  jakąś  świetnie  urodzoną  i  miłą 
dziewczynę. Skoro bracia już pozwolili zaciągnąć się do ołtarza, on wkrótce 
prawdopodobnie  podzieli  ich  los.  Jeśli  zakocha  się  w  Amandzie,  taki 
zaaranżowany związek unieszczęśliwi go na całe życie. 

Przy  niej  nie  musiał  udawać  kogoś  innego,  bo  akceptowała  go  takim, 

jakim  był.  Czuł  się  w  jej  towarzystwie  tak  dobrze,  że  stawało  się  to 
niebezpieczne. Ludzie odchodzą, dlatego nie powinniśmy się do nich zbytnio 
przywiązywać. Gdy zmarła jego matka, przysiągł sobie... 

Kiedy  dotarł  do  szczytu  schodów,  uderzył  zaciśniętą  pięścią  w  mijany 

marmurowy posąg. 

- Cholera jasna! - rzucił. 
- Synu! 
Stefano stanął jak wryty. Nie mógł dociec, skąd dobiegał go głos ojca. 

58

RS

background image

Po kilku sekundach król Eduardo wyszedł z jednej z komnat i przemówił 

cicho, lecz stanowczo: 

- Stefano, tyle razy cię prosiłem, żebyś nie przeklinał, zwłaszcza gdy może 

cię ktoś usłyszeć. 

Stefano 

powstrzymał 

się 

przed 

teatralnym 

westchnieniem. 

nienaturalnym ożywieniem wskazał na papiery, które król trzymał w ręku. 

- Co to? - spytał. 
- Notatki do dzisiejszych rozmów. 
- Chodzi o umowę, którą masz podpisać z premierem Grecji? 
Król przytaknął. 
-  Przyjeżdża  dziś  rano.  Przywitam  go,  potem  będzie  przemawiał  w 

parlamencie.  Po  południu  zjawią  się  przedstawiciele  kilku  narodów 
bałkańskich. Wieczorem podejmiesz ich uroczystą kolacją. 

Tym razem Stefano naprawdę głośno jęknął. 
- Bardzo śmieszne - mruknął. 
- Niestety, to nie żart - powiedział król głosem nie znoszącym sprzeciwu. 
-  Co  takiego?!  -  wykrzyknął  zdenerwowany  Stefano.  -  Wiesz,  że  brakuje 

mi doświadczenia. Poza tym, o ile dobrze pamiętam, to Federico miał pełnić 
rolę  gospodarza  wieczoru.  Będzie  tam  przynajmniej  połowa  parlamentu,  a 
także... 

-  Wiem,  kto  tam  będzie  -  przerwał  mu  król.  -  Jednak  mam  inne 

zobowiązania.  Dziś  wieczorem  jest  uroczyste  otwarcie  nowego  skrzydła 
szpitala, które nazwano imieniem królowej Alerty. Muszę tam być. Federico 
nie może cię zastąpić, bo Lucrezia zachorowała. 

-  Co  się  stało?  -  Stefano  naprawdę  się  zaniepokoił.  Jeszcze  nigdy  się  nie 

zdarzyło, by Federico z jakiegokolwiek powodu wymówił się od oficjalnych 
obowiązków. 

-  Ma  silny  ból  głowy.  Nie  chodzi  jednak  o  zwykłą  migrenę.  Nic  więcej 

jeszcze nie wiem. 

- A Isabella? 
-  Jest  w  Wenecji.  Będzie  gościem  honorowym  na  jesiennym  festiwalu 

filmowym i pojechała na spotkanie organizacyjne. 

-  Każ  jej  wrócić!  -  krzyknął  bliski  paniki.  -  Nie  dam  rady.  Nie  jestem 

jeszcze przygotowany! Cud, że jakoś przebrnąłem przez wczorajsze wyścigi. 
Jeśli Amanda jeszcze wszystkiego ci nie opowiedziała... 

- Chodź ze mną. - Król Eduardo uciął dalszą dyskusję i popchnął Stefana 

w głąb korytarza. 

59

RS

background image

Po chwili książę posłusznie maszerował za ojcem do biblioteki. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

60

RS

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 
Amanda  wpatrywała  się  w  notatki,  usiłując  skoncentrować  się  na  liście, 

którą  zaczęła  sporządzać,  zanim  Stefano  ją  pocałował.  Jednak  „pocałunek" 
to chyba niewłaściwe słowo na określenie tego, co między nimi zaszło. 

Przyjęła  tę  posadę,  choć  młody  książę  oczarował  ją  od  pierwszego 

wejrzenia.  Nie  łudziła  się,  że  będzie  łatwo,  liczyła  jednak  na  swój  zdrowy 
rozsądek i profesjonalizm. Teraz balansowała na cienkiej linie. Mogła stracić 
posadę, a w dodatku wrócić do Stanów ze złamanym sercem. 

Nurtowało  ją  pytanie,  dlaczego  Stefano  tak  gwałtownie  wybiegł  z 

biblioteki.  Oczywiście  powstrzymał  go  jej  nieśmiały  protest,  ale  chodziło  o 
coś więcej. Pragnął jej równie mocno jak ona jego, tego była pewna, jednak 
gdy spojrzał jej badawczo w oczy, dosłownie coś go zmroziło. Widziała, jak 
w jednej sekundzie jego nastrój się zmienia. 

Czyżby odgadł jej najskrytsze  myśli i pragnienia? Czyżby wyczytał w jej 

wzroku, że pragnęła dzielić z nim nie tylko łoże, ale i życie? 

Uchodził  za  kobieciarza.  Słyszała  wiele  opowieści  na  ten  temat,  jeszcze 

zanim  go  poznała.  Zrozumiała,  dlaczego  bał  się  zaangażować,  gdy 
opowiedział  jej,  co  przeżywał  po  śmierci  matki.  Na  pewno  przystanie  na 
zaaranżowane małżeństwo, bo w tego typu związkach nikt nie oczekiwał od 
partnera miłości. 

- Panno Hutton. 
Uniosła  gwałtownie  głowę  i  trochę  nerwowo  odsunęła  na  bok  notatki,  a 

potem poderwała się na równe nogi. 

-  Wasza  Wysokość,  nie  spodziewałam  się  pańskiej  wizyty.  Gdybym 

wiedziała... 

Król Eduardo machnął ręką. 
-  Spokojnie,  panno  Hutton,  proszę  usiąść.  -  Gdy  siadała  za  biurkiem,  do 

biblioteki  wkroczył  Stefano.  -  Właśnie  rozmawiałem  z  księciem  na  temat 
oficjalnej kolacji, którą wydaję. - Król zdjął okulary i zaczął nimi uderzać o 
nogę. - Chcę, by mój syn wziął udział w tym wydarzeniu. 

- Ojciec chce, bym pełnił honory gospodarza - uściślił Stefano. 
Amanda przez chwilę patrzyła na nich w milczeniu. 
-  Wasza  Wysokość,  myślę,  że  książę  Stefano  nie  jest  jeszcze  gotów. 

Wczoraj  po  raz  pierwszy  pełnił  rolę  gospodarza,  ale  to  były  tylko  wyścigi 
łódek. 

61

RS

background image

-  A  właśnie.  -  Król  Eduardo  podszedł  i  położył  na  biurku  duży  plik 

papierów.  -  Rozmawiałem  z  moim  przyjacielem,  księciem  Giovannim 
Alessandrem,  który  brał  udział  we  wczorajszej  imprezie.  Był  pod  wra-
żeniem. Dobrze zrobiłem, zatrudniając panią. 

Amanda  zastanawiała  się,  co  powiedziałby  król,  gdyby  zobaczył  scenę, 

która rozegrała się kilka minut temu w bibliotece. 

-  Wasza  Wysokość,  dziękuję  za  słowa  uznania.  Wczoraj  książę  Stefano 

świetnie wywiązał się ze swoich obowiązków, jednak tego typu impreza ma 
niewiele  wspólnego  z  oficjalną  kolacją.  -  Zawahała  się  na  chwilę,  szukając 
najodpowiedniejszych słów. -Rozmowy, jakie Wasza Wysokość prowadzi z 
bałkańskimi  dyplomatami,  są  zapewne  ważne  i  trudne.  To  oznacza,  że 
kolacja  powinna  przebiegać  bez  najmniejszych  zgrzytów.  Jeśli  mogę  coś 
zaproponować,  gospodarzami  wieczoru  powinni  być  książę  Federico  i 
księżniczka  Isabella.  Oczywiście  dobrze  by  było,  gdyby  książę  Stefano 
również był obecny, dzięki czemu zyskałby nowe doświadczenia. 

- Zapewne - zgodził się król. Spojrzał na syna, który stał w odległym kącie 

biblioteki.  Z  jego  postawy  Amanda  wywnioskowała,  że  król  Eduardo  już 
dawno podjął decyzję i nie warto nadal z nim dyskutować. 

-  Książę  Federico  i  księżniczka  Isabella  nie  mogą  się  tego  podjąć?  Czy 

mam rację? 

- Właśnie - odpowiedział król. - Zona Federica zachorowała, a Isabelli nie 

ma  -  wyjaśnił  i  spojrzał  przepraszająco  na  Amandę.  -  Żałuję,  że  nie  mogę 
dać pani więcej czasu na przygotowanie Stefana do nowej roli. 

- Jakoś sobie poradzimy, Wasza Wysokość. Mam nadzieję, że księżniczka 

Lucrezia szybko wróci do zdrowia. 

Król postukał palcem w plik przyniesionych przez siebie papierów. 
- To moje notatki dotyczące rozmów z bałkańskimi dyplomatami. Są tu też 

przemówienia,  które  wygłosiłem  na  ten  temat  w  parlamencie.  Jak  na  razie 
wszystko idzie dobrze i być może jutro podpiszemy umowę. Książę Stefano 
musi  teraz  zapoznać  się  z  tymi  materiałami.  Podczas  kolacji  Stefano  nie 
powinien i nie musi odpowiadać na żadne szczegółowe pytania. Wystarczy, 
że będzie zabawiał gości miłą rozmową i wprawi ich w dobry nastrój. Czy to 
jasne? - Spojrzał na Amandę, a później na syna. 

-  Jasne  -  odpowiedzieli  zgodnie,  lecz  mina  Stefana  świadczyła  o  czymś 

wręcz przeciwnym. 

62

RS

background image

- Panno Hutton, poprosiłem, by dostarczono pani do pokoju kilka sukien. 

Proszę  coś  wybrać  na  dzisiejszą  kolację.  Czy  potrzebuje  pani  czegoś 
jeszcze? 

Pokręciła głową, wciąż trochę oszołomiona biegiem wypadków. Czekał ją 

bardzo trudny i pracowity dzień. 

-  A  zatem  dobrze.  Za  chwilę  jadę  z  greckim  premierem  do  parlamentu. 

Gdyby  pani  czegoś  potrzebowała,  proszę  się  skontaktować  z  moją 
sekretarką. Ona na pewno coś poradzi. - Ruszył w stronę drzwi, lecz zanim 
wyszedł na korytarz, odwrócił się i spojrzał na Amandę. - Mam nadzieję, że 
dzisiejszy wieczór okaże się sukcesem, panno Hutton. Zdaje sobie pani spra-
wę z wagi tego wydarzenia. 

- Oczywiście, Wasza Wysokość. Król pokiwał głową i wyszedł. 
Stefano nadal stał nieruchomo pod ścianą, wlepiając wzrok w Amandę. 
-  No,  to  te  podziękowania  mogą  chwilowo  poczekać  -  próbowała 

rozładować sytuację. 

- Słuchaj... 
Uniosła rękę, nie pozwalając mu skończyć. 
- Nie rozmawiajmy o tym, dobrze? Szkoda czasu, a i tak mamy go o wiele 

za mało. 

Nie  chciała  teraz  rozmawiać  o  tym,  co  wydarzyło  się  między  nimi.  Nie 

teraz, kiedy czekało ich tak trudne zadanie. Wydawało jej się, że we wzroku 
Stefana zobaczyła ulgę... a może rozczarowanie? Nie była pewna. 

- W porządku - zgodził się krótko. 
Amanda  skinęła  głową  w  kierunku  sterty  przyniesionych  przez  króla 

papierów. 

- To nic takiego, naprawdę. 
- Ja tak nie uważam.       
-  Proszę  sobie  wyobrazić,  że  czyta  pan  gazety,  by  dowiedzieć  się,  co 

ciekawego  wydarzyło  się  wczoraj  na  świecie.  Przegląda  pan  wiadomości  i 
uważnie  czyta  te,  które  pana  zainteresują.  Chodzi  o  ogólne  rozpoznanie 
sytuacji, a nie o nauczenie się wszystkiego na pamięć. 

Stefano uśmiechnął się z powątpiewaniem i wzruszył ramionami. 
-  Pański  ojciec  powiedział  jasno,  czego  oczekuje.  Ma  pan  zabawiać 

dyplomatów  miłą  konwersacją.  Nie  musi  pan  z  nimi  rozmawiać  na  tematy 
polityczne  czy  ekonomiczne.  Wystarczy  zapytać,  jak  się  miewają  ich  żony, 
powiedzieć, co podoba się panu w ich państwach i tego typu rzeczy. Wczoraj 
obserwowałam pana uważnie i wiem, że sprosta pan temu zadaniu. 

63

RS

background image

-  To  po  co  ojciec  przyniósł  te  wszystkie  papiery?  Amanda  westchnęła  w 

duchu. Wiedziała, że jej odpowiedź nie przypadnie księciu do gustu. 

-  Podczas  kolacji  będzie  pan  musiał  wygłosić  krótkie  przemówienie.  Ci 

ludzie  przyjechali  do  San  Rimini,  by  podpisać  ważną  umowę  handlową. 
Będzie mile widziane, jeśli napomknie pan o doniosłości tego faktu. 

- Nie wydaje mi się, bym... 
-  To  może  być  naprawdę  krótkie  przemówienie.  Napiszemy  coś  i  kilka 

razy przećwiczymy. 

Stefano podszedł do biurka i wziął papiery. 
-  Lepiej  zacznę  od  razu  czytać,  bo  mam  mało  czasu.  Pójdę  do  swojego 

pokoju. 

- Tak chyba będzie najlepiej. Ja przygotuję szkic pańskiego przemówienia. 

Spotkamy  się  za  godzinę.  I  jeszcze  jedno.  Ci  politycy  wiedzą,  że  nie 
uczestniczył  pan  w  rozmowach  negocjacyjnych.  Jeśli  były  jakieś  punkty 
sporne, dyplomaci spróbują wywrzeć na pana nacisk. Mogą liczyć na to, że 
przekaże pan ich sugestie i racje ojcu. 

-  Nigdy  bym  czegoś  takiego  nie  zrobił.  Zresztą  ojciec  i  tak  by  mnie  nie 

posłuchał. 

- Ale oni o tym nie wiedzą. Pozwólmy im wierzyć, że pana udział w życiu 

politycznym jest znaczący. To poprawi pański wizerunek. Zawsze opłaca się 
być  uważnym  słuchaczem.  Każdą  opinię  można  określić  jako  interesującą, 
ale  lepiej  nie  wdawać  się  w  żadne  szczegóły.  Nie  wolno  panu  niczego 
oceniać, to bardzo ważne. Bez względu na to, co pan zrobi, proszę nie tracić 
pewności  siebie.  To  pan  jest  tutaj  księciem.  Stefano  wreszcie  zdobył  się  na 
uśmiech. 

-  Mam  nadzieję,  że  ty  nie  denerwujesz  się  tą  kolacją.  Zobaczysz,  będzie 

zabawnie. - Rozejrzał się po bibliotece. - To wnętrze jest bardzo skromne w 
porównaniu  z  jadalnią,  w  której  wydajemy  oficjalne  przyjęcia.  Kiedy  to 
zobaczysz, zrozumiesz, dlaczego nie lubię tam przebywać. 

Uśmiechnęła się ciepło, próbując w ten sposób dodać mu odwagi. 
- Nie chcę tego dłużej słuchać. Spotykamy się za godzinę, żeby poćwiczyć 

przemówienie.  Proszę  zapomnieć  o  swoich  lękach  i  obawach,  i  zabrać  się 
ostro do pracy. Da pan radę, wiem to. 

Bardzo  prawdopodobne,  że  Stefano  sobie  jednak  nie  poradzi.  Bywała  na 

wielu eleganckich przyjęciach, w tym również na królewskim ślubie, lecz je-
szcze  nigdy  nie  miała  takiej  tremy.  Powoli  dotarła  do  szczytów  schodów  i 
przeszła przez podwójne drzwi do sali recepcyjnej królewskiego pałacu. 

64

RS

background image

Leciutko  wygładziła  czarną  suknię,  w  duchu  dziękując  królowi,  że 

wybawił ją z opresji. W swej garderobie nie miała nic na tyle eleganckiego, 
by  pojawić  się  na  przyjęciu  tej  wagi.  Już  raz  zwiedzała  te  pomieszczenia 
jako turystka, co innego jednak znaleźć się tu w charakterze gościa. 

Pomieszczenie  było  okrągłe.  Posadzkę  zrobiono  z  siedmiu  gatunków 

drewna. Masywne, bogato zdobione podwójne drzwi prowadziły do jadalni. 
Z  olbrzymich  okien  rozpościerał  się  oszałamiający  widok  na  ogrody 
królewskie  oraz  pulsujące  życiem  miasto.  Światło  z  olbrzymiego 
kryształowego żyrandola było bardzo jasne, lecz nie jaskrawe. 

Jednak  to  nie  wystrój  wnętrza,  lecz  zgromadzeni  tu  ludzie  wywarli  na 

Amandzie  największe  wrażenie.  Na  ślub  Jennifer  i  Antony'ego  zjechała 
śmietanka towarzyska, dzisiaj gośćmi byli wpływowi politycy i dyplomaci. 

Kilku przywódców z nowo powstałych państw bałkańskich dyskutowało z 

ożywieniem przy oknie. Popijali koktajle, zastanawiając się, czy poprawa sy-
tuacji  ekonomicznej  ich  regionu  będzie  miała  pozytywny  wpływ  na 
zażegnanie  waśni  etnicznych.  Ich  rozmowie  przysłuchiwał  się  Roger 
Warren, amerykański sekretarz stanu i przyjaciel ze studiów ojca Amandy. 

Jak na razie wszystko szło dobrze. 
Co  minutę  w  drzwiach  pojawiał  się  kolejny  VIP.  Był  wśród  nich 

przedstawiciel  Banku  Światowego,  kilku  członków  rządu  włoskiego, 
członkowie parlamentarnej komisji ekonomicznej. 

Za  kilka  chwil  w  sali  powinien  pojawić  się  książę  Stefano  diTalora. 

Zaprosi  gości  do  jadalni  i  rzuci  kilka  uwag  o  sytuacji  ekonomiczno-
politycznej  regionu.  Taką  przynajmniej  miała  nadzieję.  Ciężko  pracowali 
przez  całe  popołudnie,  jednak  teraz,  rozglądając  się  po  twarzach  obecnych, 
jej nerwy zaczęły brać górę. Dodatkowo speszył ją widok kilku reporterów. 

Zerknęła na kelnera roznoszącego na srebrnej tacy wykwintne zakąski. Nie 

mogła  pozbyć  się  obawy,  że  Stefano  nie  sprosta  zadaniu.  Nie  znał  dobrze 
tych  ludzi.  Na  pewno  potrafiłby  się  zaprzyjaźnić  z  każdym  z  nich,  ale 
jedynie w swobodnej rozmowie w cztery oczy i w innych okolicznościach. 

Tutaj  jednak  przyjdzie  mu  się  zmierzyć  z  dużą  grupą  wytrawnych  i 

wpływowych  dyplomatów.  Byle  tylko  nie  popełnił  żadnej  gafy,  lub  co 
gorsza nie wymknął się ukradkiem przed końcem kolacji. 

Federico,  Isabella  i  Antony  nie  przepuściliby  okazji  uczestniczenia  w 

takim ważnym wydarzeniu, ale Stefano? Miała tylko nadzieję, że wczorajsze 
doświadczenie dodało mu pewności siebie. 

65

RS

background image

Na lekcjach świetnie sobie radził. Król Eduardo był zadowolony, lecz gdy 

dzisiaj  coś  pójdzie  nie  tak,  część  winy  spadnie  na  Amandę.  Wzięła  głęboki 
oddech,  a  potem  sięgnęła  po  kieliszek  szampana.  No  cóż,  przynajmniej 
przekona  się,  czy  jest  taką  profesjonalistką,  jak  jej  się  do  tej  pory  zdawało. 
Jedno  jest  pewne:  książę  Stefano  diTalora  może  ją  wynieść  na  zawodowe 
szczyty, lub złamać jej karierę. 

- Książę Stefano! - usłyszała za plecami Amanda. 
Zobaczyła  lady  Schipani  sunącą  wdzięcznie  w  kierunku  księcia,  który 

właśnie  stanął  w  progu  sali  recepcyjnej.  Amanda  skrzywiła  się  lekko.  Co 
prawda Jennifer twierdziła, że lady  Schipani jest bardzo inteligentna i miła, 
lecz  Stefano  chyba  za  nią  nie  przepadał.  Na  pewno  i  tak  był  bardzo 
zdenerwowany,  a  ta  ociekająca  słodyczą  piękność  jeszcze  bardziej  wypro-
wadzi go z równowagi. 

Jednak  jej  obawy  okazały  się  płonne,  ponieważ  książę  przywitał 

blondwłosą lady olśniewającym uśmiechem. 

- Lady Schipani, cieszę się, że panią widzę. - Mówił tak cicho, że Amanda 

ledwo  go  słyszała.  -  Wiem,  że  jutro  przedstawi  pani  swoją  kandydaturę 
parlamentowi. Moje gratulacje. 

Ujął  jej  dłoń  i  złożył  na  niej  lekki  pocałunek.  Potem  szybko  i  ukradkiem 

zerknął na Amandę. 

Odwzajemniła  mu  się  spojrzeniem,  które  miało  dodać  mu  otuchy.  Na 

chwilę przymknął powieki, jakby zrozumiał, co chciała mu przekazać. 

-  Dziękuję,  Wasza  Wysokość.  Jeśli  zostanę  wybrana,  skoncentruję  się  na 

problemach służby zdrowia - powiedziała lady Schipani. 

- Tak, potrafi pani być przekonująca. 
-  A  właśnie  -  podchwyciła,  biorąc  z  tacy  kieliszek  szampana.  -  Chyba 

jednak przecenia pan moje zdolności w tej dziedzinie. Nadal nie otrzymałam 
potwierdzenia,  że  wygłosi  pan  przemówienie  na  konferencji  Narodowego 
Komitetu Zdrowia. Jako przewodnicząca czułabym się zaszczycona... 

-  Oczywiście,  z  przyjemnością.  Proszę  się  jutro  skontaktować  z  moją 

sekretarką,  która  sprawdzi  terminarz.  O  ile  nie  mam  innych  zobowiązań, 
może pani na mnie liczyć. 

Lady Schipani promieniała, jakby właśnie dostała gwiazdkę z nieba. Kiedy 

Stefano  odszedł,  by  porozmawiać  z  jednym  z  włoskich  ministrów,  wciąż 
jeszcze uśmiechała się, wyraźnie oszołomiona. 

66

RS

background image

Amanda  z  trudem  powstrzymała  okrzyk  triumfu.  Sądząc  po  tym,  jak 

Stefano  poradził  sobie  z  łady  Schipani,  dzisiejszy  wieczór  zakończy  się 
sukcesem. 

Zaczęła krążyć po sali, wdając się w krótkie rozmowy z kolejnymi gośćmi. 

Gdy  rozległ  się  gong  wzywający  na  posiłek,  Stefano  wyrósł  przy  niej  jak 
spod ziemi. 

- Chyba idzie mi nieźle - szepnął. 
Zerknęła  na  niego.  W  szytym  na  miarę  smokingu  wydawał  się  bardzo 

pewny siebie. Lekko kpiący uśmiech wzmacniał to wrażenie. 

-  Nawet  lepiej  -  odpowiedziała.  -  Gdyby  to  nie  zabrzmiało  zbyt 

protekcjonalnie, powiedziałabym, że jestem z pana dumna- 

- Lepiej wstrzymaj się z pochwałami, dopóki nie wygłoszę przemówienia. 
Miała ochotę uścisnąć go uspokajająco za ramię, jednak obserwowało ich 

zbyt wiele wścibskich oczu. Jak dotąd, prawie nikt nie zwracał na nią uwagi, 
i lepiej, by tak pozostało. 

- Niestety, nie będziesz siedziała obok mnie. Leciutko potrząsnęła głową, 

nie dając po sobie poznać, jak przestraszyły ją te słowa. 

-  Nie  będę,  ale  to  nie  ma  znaczenia.  Przecież  nauczył  się  pan  tego 

przemówienia na pamięć. 

- Nie o to chodzi. 
W  tym  momencie  stojący  tuż  za  Amandą  grecki  minister  gospodarki 

podniósł głos. 

-  Problem  wojennych  uchodźców  na  Bałkanach  wymaga  pilnego 

rozwiązania. 

Inny,  nieco  otyły  mężczyzna,  w  którym  Amanda  rozpoznała 

przedstawiciela Słowenii, natychmiast ostro zareagował: 

-  To  prawda,  ale  chyba  pan  nie  sądzi...  Stefano  nie  czekał  na  rady 

Amandy, tylko bez namysłu zażegnał wiszący w powietrzu konflikt. 

-  Panie  ministrze  -  zwrócił  się  do  Greka  -  pozwoli  pan,  że  wskażę  panu 

miejsce przy stole. 

- Czuję się zaszczycony, ale... 
-  O,  widzę  sekretarza  Warrena  -  powiedział  Stefano  i  odwrócił  się  do 

przedstawiciela Słowenii. - Panie Jankovic, sekretarz Warren bardzo pragnie 
pana poznać. 

- Naprawdę? - Słoweniec przeprosił towarzystwo i szybko ruszył w stronę 

amerykańskiego sekretarza stanu. 

67

RS

background image

Natomiast  Stefano  skoncentrował  uwagę  na  Greku,  który  bacznie 

przyglądał się Amandzie. Gdyby tylko potrafiła przekazać mu telepatycznie, 
że  teraz  powinien  ją  przedstawić.  Niestety,  Stefano  lekko  napiął  mięśnie  i 
uparcie milczał. 

-  Wasza  Wysokość,  chyba  jeszcze  nie  miałem  przyjemności  poznać  tej 

uroczej młodej damy - przerwał ciszę minister. 

Amanda  patrzyła  bezradnie,  jak  Stefano  leciutko  zaciska  usta.  Nie,  tylko 

nie to! Nie po to tak ciężko pracowali, by teraz zjadła go trema. 

- Przepraszam - odezwał się wreszcie książę. - To panna Amanda Hutton. 

Niedawno dołączyła do mojej służby dyplomatycznej. 

Co takiego? Amanda z trudem ukryła zdziwienie i podała rękę greckiemu 

ministrowi. 

- Panno Hutton, miło mi panią poznać. 
- Ja również się cieszę, panie ministrze, że mogłam pana poznać. 
Stefano wskazał Grekowi miejsce przy stole. 
-  Proszę  sobie  wyobrazić,  że  w  zeszłym  roku,  podczas  wypadu  na  narty 

spotkałem pańską żonę. Czy jeździ pan na nartach równie dobrze jak ona? 

Amanda  z  rozbawieniem  obserwowała,  jak  pogrążeni  w  dyskusji  o 

ewolucjach  narciarskich,  kroczą  ku  szczytowi  stołu.  Powoli  ruszyła  przed 
siebie,  szukając  kartki  ze  swoim  nazwiskiem..  Stwierdziła,  że  posadzono  ją 
bardzo daleko od księcia. I właśnie wtedy coś sobie uświadomiła. 

Jeżeli  książę  Stefano  będzie  się  uczył  w  takim  tempie,  jej  pobyt  w  San 

Rimini będzie krótszy niż obiecane trzy miesiące. Powinna wziąć pod uwagę 
taką ewentualność i zacząć rozmyślać o przyszłości. 

Gdy  zajęła  miejsce,  kelner  postawił przed  nią  kieliszek  z  szampanem.  Po 

chwili w pomieszczeniu rozległ się spokojny i donośny głos Stefana. Książę 
podkreślał  konieczność  współpracy  państw  regionu.  Amanda  nie  była  w 
stanie  skupić  się  na  sensie  wypowiadanych  przez  niego  słów.  Leciutko 
przymknęła oczy, wsłuchując się w tembre jego głosu i brzęk kryształowych 
kieliszków.  W  głębi  serca  wiedziała,  że  po  raz  ostatni  bierze  udział  w  tak 
doniosłej uroczystości. 

Już wkrótce król Eduardo znajdzie narzeczoną dla Stefana, kobietę, która 

będzie go wspierać podczas wszystkich oficjalnych wystąpień, kobietę, która 
będzie  dobrą  matką  dla  jego  dzieci.  Dlatego  Amanda  dla  własnego  dobra 
powinna o nim jak najszybciej zapomnieć. Gdyby to tylko tak nie bolało... 

Gdy w pomieszczeniu rozległy się oklaski, otworzyła oczy. Stefano usiadł, 

a kelnerzy natychmiast zaczęli roznosić przystawki. Amanda uniosła wzrok i 

68

RS

background image

zauważyła,  że  Stefano  patrzy  wprost  na  nią.  W  jego  wzroku  dostrzegła 
pożądanie, ale też coś jeszcze. Książę chciał, by była teraz tuż przy nim. Nie 
tylko po to, by go podtrzymywać na duchu. 

Czy to możliwe, by dojrzała w jego wzroku... szczerą miłość? 
Na  chwilę  wstrzymała  oddech.  Nie,  to  niemożliwe,  musiała  się  pomylić. 

Zanim  jednak  zdołała  rozszyfrować  spojrzenie  Stefana,  sekretarz  Warren 
zwrócił  się  do  księcia  z  jakimś  pytaniem  i  Stefano  oderwał  wzrok  od 
Amandy. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

69

RS

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Gdy już odjechali wszyscy goście, Stefano miał ochotę tańczyć i krzyczeć 

z radości. Ostatnio był tak podniecony, gdy przyjęto go do Princeton. Wtedy 
wiedział, że czeka go fascynująca przygoda. Wyzwoli się z więzienia, jakim 
stał się dla niego pałac. Pozna ludzi, którym będzie obojętny jego tytuł. Jeśli 
gó polubią, to bez żadnych ukrytych intencji. Świat stał przed nim otworem. 

Dziś czuł się tak samo. Kluczem do sukcesu okazała się Amanda Hutton. 

Z  nią  u  boku  zdoła  rozwinąć  skrzydła  i  sprosta  trudom  książęcych 
obowiązków. 

Teraz, w zaciszu biblioteki, obserwował zaróżowioną twarz Amandy. 
- Wiedziałam, że Wasza Wysokość świetnie sobie poradzi - powiedziała i 

uśmiechnęła się. - Oczarował pan wszystkich. Książę Federico i księżniczka 
Isabella nie poradziliby sobie lepiej, a przecież zajmują się tym od wielu lat. 

- Tak myślisz? - upewnił się. 
- Oczywiście. - Amanda usiadła na krześle. - Tak się cieszę. 
Stefano  rozrzucił  szeroko  ramiona,  wciąż  podniecony  odniesionym 

sukcesem. 

-  A  widziałaś  reakcję  lady  Schipani,  kiedy  przyjąłem  jej  zaproszenie? 

Chyba też nieźle sobie poradziłem z zażegnaniem konfliktu między Grecją i 
Słowenią. Gdy ojciec o tym usłyszy, będzie nieźle zaskoczony. - Podszedł do 
Amandy  i  położył  dłonie  na  oparciu  krzesła.  -  A  samo  przemówienie! 
Gdybyś  miesiąc  temu  powiedziała  mi,  że  jakoś  przez  to  przebrnę,  a  w 
dodatku  odczuję  potem  satysfakcję,  tylko  bym  się  roześmiał.  Co 
najdziwniejsze, przyszło mi to dość łatwo. 

Wziął  Amandę  na  ręce  i  wykonał  kilka  tanecznych  kroków.  Potem 

postawił ją na podłodze, lecz nie wypuścił z objęć. 

- Książę Stefano, to nie... 
- Nie wypada? Do diabła z tym! 
Spodziewał  się,  że  Amanda  go  odepchnie,  ona  jednak  tylko  głośno  się 

roześmiała. Na chwilę przymknął oczy, pragnąc zachować w pamięci obraz 
jej roześmianej i tchnącej wiarą twarzy. Wiarą pokładaną w nim. Ta kobieta 
naprawdę mu ufała, i to podziałało na niego jak afrodyzjak. 

-  To,  że  jakoś  przebrnąłem  przez  dzisiejszy  wieczór,  w  dużej  mierze 

zawdzięczam tobie - powiedział. To niewiarygodne, czego dokonała w ciągu 
zaledwie kilku tygodni. 

70

RS

background image

Objął  ją  ramionami  tak  ciasno,  że  nie  miała  szans  na  ucieczkę.  Leciutko 

uniósł  Amandę  i  pocałował  prosto  w  usta.  Jej  wargi  były  miękkie,  ciepłe  i 
pachniały  truskawkami.  Pieścił  jej  usta  językiem,  z  początku  delikatnie, 
potem coraz bardziej natarczywie. Chciał, by poznała siłę jego pożądania. 

Amanda  odwzajemniła  pocałunek,  najpierw  trochę  nieśmiało,  potem  z 

rosnącą  pasją.  Objęła  ramionami  szyję  Stefana;  czuł  na  torsie  jej  krągłe 
piersi. Jej stopy znajdowały się kilka centymetrów nad ziemią. Nie zamierzał 
wypuszczać jej z objęć. 

Gdy zabrakło im oddechu i przerwali pocałunek, Amanda zdołała szepnąć: 
-  Gdy  jest  się  księciem,  można  czasami  zlekceważyć  zasady  etykiety. 

Jednak  oboje  wiemy,  że  to  nie  prowadzi  do  niczego  dobrego.  Musimy 
przestać.  Pański  ojciec  zapewne  wkrótce  wróci  z  uroczystego  otwarcia 
szpitala.  Z  pewnością  będzie  chciał  z  panem  porozmawiać  i  pogratulować 
sukcesu. A pan wciąż jest moim uczniem. 

Ostrożnie  postawił  ją  na  podłodze,  nie  wypuszczając  z  ramion.  Położyła 

dłoń na jego torsie, lecz nie odepchnęła go. 

- To było bardzo przyjemne - przyznała z ociąganiem - ale nie powinno się 

powtórzyć. 

Myśli  Stefana  błądziły  teraz  w  zupełnie  innych  rejonach.  Skoro  był  tak 

bardzo  podniecony,  jedynie  trzymając  Amandę  w  ramionach,  co 
odczuwałby,  gdyby  zostali  kochankami?  Sprawiłby,  że  krzyczałaby  z 
rozkoszy. 

Jakby czytając w myślach Stefana, uwolniła się z jego ramion. 
- Wasza Wysokość... - szepnęła 
-  Na  litość  boską,  kiedy  wreszcie  zaczniesz  mówić  do  mnie  po  imieniu! 

Nie obchodzi mnie, co pomyśli o tym ojciec czy ktokolwiek inny. A nawet 
gdyby  nas  ktoś  teraz  zobaczył,  to  co  z  tego?  -  wyrzucał  z  siebie  szybko 
bardzo  wzburzony.  -  Coś  mi  się  wydaje,  że  najwyższa  pora,  żebym  to  ja 
udzielił  ci  kilku  lekcji.  -  Podszedł  do  drzwi  biblioteki.  -  Po  pierwsze,  jeśli 
chcesz  uniknąć  krępujących  wpadek,  zawsze  zamykaj  drzwi.  -  Zamknął 
drzwi na zasuwkę i ponownie podszedł do Amandy. Ujął jej twarz w dłonie i 
odwrócił do siebie. Emocje, które dostrzegł w jej oczach, ośmieliły go. - Po 
drugie, jeśli czegoś pragniesz, sięgnij po to przy najbliższej nadarzającej się 
okazji. 

Zsunął  ręce  na  jej  biodra.  Podniósł  ją,  przeszedł  kilka  kroków,  a  potem 

posadził ostrożnie na blacie biurka. 

71

RS

background image

-  To  na  pewno  nie  jest  zgodne  z  etykietą  -  zaprotestowała.  -  Nie  mogę 

mówić do pana po imieniu, ponieważ... 

Uciszył ją pocałunkiem, a potem zsunął ramiączka jej wieczorowej sukni i 

zaczął gładzić aksamitną skórę. 

Serce  biło  mu  jak  oszalałe.  Wyczuł,  że  Amanda  na  chwilę  się  zawahała, 

lecz  już  po  chwili  pomagała  mu  zdjąć  smoking.  Potem  przesuwała 
niespokojnie dłońmi po plecach Stefana, tak mocno, że nawet przez materiał 
koszuli czuł jej paznokcie. 

Mógłby się zatracić w tej kobiecie. Mógłby sprawić, by ona zatraciła się w 

nim. Po raz pierwszy w życiu zapomniał, że miłość to nie tylko ryzyko, ale 
też uczucie, dla którego warto żyć. Pragnął przeżyć z Amandą coś pięknego i 
szalonego bez względu na konsekwencje. 

- Ależ byłem głupi - szepnął, przyciągając ją jeszcze bliżej. - Oczarowałaś 

mnie od pierwszego wejrzenia. Tak naprawdę to właśnie dlatego zaprosiłem 
cię na przechadzkę po ogrodzie różanym. Nie chciałem się do tego przyznać 
nawet przed samym sobą... 

-  Jest  kilka  powodów,  dla  których  powinniśmy  się  opanować  - 

powiedziała. 

-  Dziś  wieczór  naprawdę  poszło  mi  nieźle.  Może  czas  skończyć  naukę. 

Osobiście widzę cię u swego boku w zupełnie innej roli. 

- Nawet nie chcę tego słuchać. Wiem, że pański ojciec już szuka dla pana 

odpowiedniej żony. 

Ze złością potrząsnął głową. 
-  Jesteś  pierwszą  kobietą,  która  mnie  tak  oczarowała.  Świetnie  mnie 

rozumiesz,  dodajesz  mi  otuchy,  umacniasz  mą  wiarę  w  siebie.  Jeszcze  do 
dzisiaj  byłem  pewien,  że  zgodzę  się  na  zaaranżowane  małżeństwo,  tak  jak 
zrobił  to  Federico.  Ale  wtedy  to  nie  ty  siedziałabyś  u  mego  boku  podczas 
tych wszystkich oficjalnych uroczystości. - Nie umiał lepiej wyrazić smutku, 
jaki odczuł dziś wieczorem. Amandę posadzono tak daleko, jakby była kimś 
mało ważnym. - Nie miałem racji, obawiając się miłości. Jesteś kobietą, dla 
której gotów jestem podjąć ryzyko. 

Próbował ją pocałować, lecz tym razem Amanda lekko go odepchnęła. 
- Książę Stefano... - zaprotestowała. 
- Stefano - poprawił po raz kolejny. 
-  Dobrze,  Stefano.  Zanim  zabrniemy  za  daleko,  chciałabym  od  ciebie 

usłyszeć... 

72

RS

background image

-  Co  takiego?  -  zapytał  trochę  nieprzytomnie.  Jeśli  pragnęła  miłosnego 

wyznania, po raz pierwszy w życiu był gotów je wygłosić. 

-  Co  masz  na  myśli,  wspominając  o  ryzyku?  -  Musnęła  palcami  jego 

wargi. Chciała w ten sposób zaznaczyć, że powinien poważnie potraktować 
jej  słowa.  -  Jak  rozumiem,  nie  obawiałeś  się  reakcji  ojca  na  nasz  związek. 
Skąd więc ten strach przed miłością? I dlaczego miałeś zamiar zgodzić się na 
zaaranżowane małżeństwo? 

A zatem nie oczekiwała żadnych wyznań ani czułych słówek. Jego podziw 

dla  niej  jeszcze  wzrósł.  Jednak  o  wiele  chętniej  wyznałby  jej  miłość,  niż 
zdradził  prawdziwy  powód  swych  obaw.  Nie  chciał  mówić  o  tym,  jak 
wstrząsnęła nim śmierć matki. 

- Teraz to już nieważne - wymigał się od odpowiedzi. 
-  A  jednak  chcę  to  usłyszeć  -  nalegała.  Powinien  był  przewidzieć,  że 

Amanda nie ustąpi tak łatwo. 

- Uznasz to za nieprawdopodobne. 
- Mów. 
-  Już  dobrze  -  westchnął.  Miała  rację,  chyba  powinien  powiedzieć  jej 

prawdę.  -  Po  śmierci  matki  bałem  się  bliższych  związków  z  ludźmi. 
Dręczyła  mnie  obsesja  ich  nieuchronnej  straty.  Uznałem,  że  najlepszym 
wyjściem będzie zaaranżowane  małżeństwo. Nie chciałbym po stracie  żony 
cierpieć tak, jak cierpiał mój ojciec. 

- Rozumiem cię. 
- Nauczyłaś mnie pokonywać strach. Najlepiej skoczyć na głęboką wodę. 

A poza tym wyglądasz na bardzo zdrową i... żywotną kobietę. 

Amanda  nagle  posmutniała  i  odsunęła  się  od  Stefana.  Zacisnęła  usta  i 

opuściła powieki. Gdy je ponownie uniosła, jej oczy były pełne łez. 

-  Amando,  co  się  stało?  Uraziłem  cię?  Na  miły  Bóg,  chyba  nie  jesteś 

poważnie chora? 

- Nie o to chodzi. 
- To o co? 
- Nie jestem chora, ale... 
- Wyduś to wreszcie. 
- Moja matka i ciotka... 
W tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi. 
- Stefano! Stef, jesteś tam? 
Książę rozpoznał głos siostry. Isabella była bardzo zdenerwowana. Stefano 

zaklął cicho pod nosem i nie spuszczając wzroku z Amandy, poprosił: 

73

RS

background image

- Mów dalej. 
- Później. - Amanda zeskoczyła z biurka i poprawiła ramiączka sukni. 
- O co chodzi? - nalegał Stefano, łapiąc ją za łokieć. - Amando, wiem, że 

twoja matka i ciotka miały raka. Co jeszcze chciałaś mi powiedzieć? 

- To nie jest odpowiednia chwila - szepnęła Amanda, ocierając łzy. 
- Stefano! - Tym razem okrzykowi towarzyszyło głośne pukanie. 
Książę nawet się nie obejrzał. 
- Nie otworzę, dopóki mi nie powiesz, o co chodzi. 
-  Dobrze  -  ustąpiła.  -  Rak  piersi  bywa  dziedziczny.  Przeszłam  badania  i 

okazało  się,  że  jestem  w  grupie  wysokiego  ryzyka.  Właśnie  z  tego  powodu 
nie powinieneś wiązać ze mną żadnych planów na przyszłość. Miałeś rację, 
godząc  się  na  zaaranżowane  małżeństwo.  Gdybyś  związał  się  ze  mną,  być 
może za kilka lat przeżywałbyś to samo, co twój ojciec. 

-  Amando...  -  Nie  umiał  znaleźć  odpowiednich  słów.  Miał  wrażenie,  że 

piersi uciska  mu  wielki głaz. Jakiż  okrutny bywa los. Gdy  wreszcie znalazł 
kobietę, którą szczerze pokochał, kobietę, która pomogła mu odnaleźć siebie 
samego... 

- Stefano! - krzyknęła Isabella i zaczęła szarpać za klamkę. 
Książę zaklął, tym razem głośno, i podniósł z podłogi smoking. 
-  Jeszcze  wrócimy  do  tej  rozmowy,  Amando  -szepnął,  otworzył  drzwi  i 

stanął oko w oko z zapłakaną siostrą. 

- Przepraszam... - Isabella z trudem dobywała głos. Była blada jak ściana. - 

Przepraszam,  że  przeszkadzam,  ale  musisz  natychmiast  zobaczyć  się  z  Fe-
derikiem. 

Stefano  zmarszczył  brwi.  Zawsze  elegancka  i  nienagannie  uczesana 

Isabella była bardzo potargana. 

-  Isabello.  -  Ujął  ją  za  rękę  i  poprowadził  do  biblioteki.  -  Co  się  stało? 

Dlaczego nie jesteś w Wenecji? Myślałem, że wracasz jutro rano. 

- A więc jeszcze nic nie wiesz - szepnęła bezradnie. - Zadzwonił do mnie 

ojciec  i  poprosił,  bym  natychmiast  wróciła  do  domu.  Chodzi  o  Federica. 
Zamknął się w pokoju i nie chce z nikim rozmawiać. 

Stefano wziął głęboki oddech, by się uspokoić, ponieważ zaczynał powoli 

tracić  cierpliwość.  Nie  wiedział,  w  jaki  sposób  delikatnie  ponaglić  siostrę. 
Przeczuwał tylko, że musiało się stać coś strasznego. 

- Isabello, uspokój się i opowiedz mi wszystko. 

74

RS

background image

-  Chodzi  o  Lucrezię  -  załkała  Isabella.  -  Gdy  zamknęła  oczy,  po  jej 

policzkach potoczyły się strumienie łez. Ostatnio szlochała tak żałośnie, gdy 
była dzieckiem. - Dwie godziny temu zmarła. 

Stefano  był  pewien,  że  się  przesłyszał.  Przecież  Lucrezia  była  zdrową, 

trzydziestoletnią kobietą. Jeszcze rano z nią rozmawiał i nic jej nie dolegało. 
No, może poza silnym bólem głowy. 

- Lucrezia nie żyje? - powtórzył bezradnie. -Jak... 
-  Zostanę  z  księżniczką  Isabellą  -  odezwała  się  Amanda  spokojnym 

głosem.  Delikatnie  podprowadziła  Stefana  pod  drzwi.  -  Idź  porozmawiać  z 
bratem. 

Stefano  przeskakiwał  po  dwa  stopnie,  biegnąc  do  apartamentu  Federica. 

Wpadł  do  rozległego  holu,  minął  zaskoczonych  strażników  i  zatrzymał  się 
dopiero  przed  sypialnią  brata.  Zmusił  się,  by  cicho  zapukać,  choć  tak 
naprawdę  miał  ochotę  z  rozmachem  otworzyć  drzwi.  Nikt  z  królewskiej 
rodziny nie tolerował gwałtownego okazywania uczuć. Zwłaszcza Federico, 
który  był  bardzo  powściągliwy  i  wszystkie  kłopoty  zwykł  rozwiązywać  w 
samotności. Jednak teraz sytuacja była wyjątkowa. 

- Federico! - krzyknął Stefano. 
-  Daj  mi  spokój,  próbuję  zasnąć.  Porozmawiam  z  tobą  jutro.  Przyjdź  o 

dziewiątej rano. 

Stefano  cicho  zaklął,  rozzłoszczony  uporem  brata.  Chwycił  za  klamkę, 

lecz drzwi były zamknięte na klucz. 

- Stefano, proszę... 
-  Jeśli  w  ciągu  minuty  nie  otworzysz  drzwi,  wezmę  od  ochmistrzyni 

zapasowy  klucz.  Wiesz,  że  jestem  do  tego  zdolny.  -  Stefano  wstrzymał 
oddech, nasłuchując odgłosów z sypialni. Po chwili za drzwiami rozległy się 
ciężkie  kroki  i  na  progu  stanął  Federico.  Miał  zaczerwienione  oczy  i 
zmierzwione  włosy.  Gestem  zaprosił  brata  do  środka.  -  Boże,  więc  to  pra-
wda... - szepnął Stefano. 

- Poprosiłem ojca, by wziął dzieci do siebie. Na razie zupełnie nie wiem, 

jak im powiedzieć... 

Stefano  przytulił  Federica.  Dotarło  do  niego,  że  tym  razem  to  on  będzie 

musiał pomóc zawsze opanowanemu i rozsądnemu starszemu bratu. 

- Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Tak mi przykro. 
-  Do  mnie  też  to  jeszcze  w  pełni  nie  dotarło.  -  Federico  wciąż  trwał  w 

objęciach brata, bezskutecznie usiłując opanować emocje. - Dziś po południu 
miałem  wziąć  udział  w  uroczystym  obiedzie,  ale  zostałem  w  domu.  Całe 

75

RS

background image

szczęście, bo nie zniósłbym myśli, że w chwili śmierci nie było przy Lucrezii 
nikogo bliskiego. 

Stefano podprowadził brata do krzesła, a potem podał mu szklankę wody i 

aspirynę. 

- Co było przyczyną śmierci? 
-  Tętniak.  Nic  nie  można  było  zrobić.  -  Federico  westchnął  ciężko.  -  To 

wszystko  stało  się  tak  szybko...  Lucrezia  była  pełna  życia  i  taka  młoda. 
Umarła jeszcze młodziej niż nasza mama. 

-  Nie  myśl  teraz  o  mamie.  To  ci  w  niczym  nie  pomoże.  Powinieneś 

wspominać  szczęście,  jakiego  zaznałeś  z  żoną,  i  dziękować  losowi,  że 
pozwolił wam spędzić ze sobą kilka wspaniałych lat. 

-  Ale  ja  nie  mogę  przestać  myśleć  o  mamie  i  o  tym,  co  działo  się  po  jej 

śmierci z ojcem. Bo widzisz, ja i Lucrezia... - Federico przerwał i przycisnął 
dłonie do skroni. 

Stefano uszanował to milczenie. On sam ze wszystkich sił próbował teraz 

nie wracać pamięcią do tych strasznych chwil po śmierci matki. Wyciągnięto 
go  wtedy  z  łóżka  w  środku  nocy  i  zaprowadzono  do  ojca.  Król  Eduardo 
siedział  zupełnie  nieruchomo  za  biurkiem,  ściskając  w  ręku  szklaneczkę 
whisky  i  powtarzając,  że  stracił  jedyną  osobę,  na  której  mu  zależało.  Nie 
zamienił  z  synem  ani  jednego  słowa,  może  nawet  nie  zauważył  jego 
obecności. 

Otrząsnął się i ponownie skoncentrował się na bracie. 
- Co chciałeś mi powiedzieć o tobie i Lucrezii? 
- Ja... - Federico zaśmiał się histerycznie. - Chyba po raz pierwszy w życiu 

brakuje mi właściwych słów. - Westchnął i zwiesił ramiona. - Nigdy nie ko-
chałem Lucrezii, choć nie chciałem się do tego przyznać nawet przed samym 
sobą. 

-  Co  ty  opowiadasz?  -  zaprotestował  Stefano,  choć  ani  przez  chwilę  nie 

wątpił w słowa brata, bo od dawna znał prawdę. 

-  Ja  i  Lucrezia  byliśmy  przyjaciółmi,  ale  nigdy  nie  łączyło  nas  szalone 

uczucie. 

Stefano westchnął. Doskonale wiedział, że na pozór chłodny i opanowany 

Federico w głębi duszy jest czułym i wrażliwym mężczyzną. Zgodził się na 
zaaranżowane  małżeństwo,  jak  często  powtarzał,  dla  dobra  kraju.  Szkoda 
tylko, że jego żoną została kobieta zimna jak sopel lodu i bardzo wyniosła. 

- Dlaczego mi o tym mówisz? - spytał Stefano. 

76

RS

background image

-  Bo  nie  chcę,  żebyś  kiedyś  cierpiał  tak  samo  jak  ja.  Odczuwam  coś  o 

wiele  gorszego  niż  zwykły  żal  po  stracie  żony.  Wstyd  mi,  że  okazałem  się 
oszustem. Nie umiałem pokochać żony. 

- Nie, Federico, po prostu zachowałeś się bardzo odpowiedzialnie, jak tego 

po  tobie  oczekiwano.  Lucrezia  była  tego  świadoma,  nikt  jej  do  niczego  nie 
zmuszał.  Pragnęła  wejść  do  rodziny  królewskiej  i  kochała  wasze  dzieci. 
Nigdy  się  na  nic  nie  skarżyła  i  wyglądała  na  szczęśliwą.  Nie  wolno  ci 
myśleć, że ją oszukiwałeś. 

-  Może  i  masz  rację  -  przyznał  Federico  po  chwili.  -  Niektóre  kobiety 

wydają się stworzone do życia w pałacu. A jednak mam wątpliwości... 

Stefano  spojrzał  na  sygnet,  który  Federico  dostał  od  ojca  na  swoje 

osiemnaste  urodziny.  Niemal  od  dnia  narodzin  wszystkie  królewskie  dzieci 
wiedziały,  że  należy  przedkładać  dobro  państwa  nad  szczęście  osobiste. 
Federico  świetnie  i  bez  słowa  sprzeciwu  wywiązał  się  z  tej  roli,  natomiast 
Stefano miał naturę buntownika. Często ignorował polecenia ojca i migał się 
od obowiązków. 

Stefano  miał  zamiar  pójść  kiedyś  w  ślady  brata,  dopóki  nie  spotkał 

Amandy. Teraz zapragnął czegoś więcej: związku opartego na prawdziwym 
uczuciu.  Jednak  wciąż  nie  pozbył  się  wątpliwości,  jaką  drogą  ostatecznie 
powinien pójść. 

- Może zdziwi cię to, co teraz powiem. - Stefano starannie dobierał słowa. 

-  Jednak  po  jakimś  czasie  przyznasz  mi  rację.  To  lepiej,  że  nie  kochałeś 
Lucrezii,  bo  łatwiej  pogodzisz  się  z  jej  śmiercią  i  będziesz  w  stanie  pomóc 
dzieciom. Nasz ojciec był zbyt załamany, by pomyśleć o naszym bólu. 

- No widzisz, i właśnie dlatego wyznałem ci prawdę. 
- Nie rozumiem. 
-  Zawsze  zadziwiała  mnie  twoja  wiara,  że  w  życiu  można  uniknąć  bólu. 

Cierpienie  jest  wpisane  w  nasze  istnienie.  Myślisz,  że  skoro  nie  kochałem 
Lucrezii,  to  mój  ból  jest  mniejszy?  To  nieprawda.  Nie  wiem,  czy  będę  w 
stanie pomóc dzieciom uporać się ze śmiercią matki. 

- Jesteś silny. Nie popełnisz błędów naszego ojca. 
- A jeśli kiedyś dzieci odkryją, że nie kochałem ich matki? Czy będą mnie 

obwiniać  tak  samo,  jak  ty  obwiniasz  naszego  ojca?  -  Roześmiał  się 
sarkastycznie,  a  potem  wziął  ze  stolika  oprawiony  w  skórę  album.  -  Tu  są 
zdjęcia z mojego ślubu. Przyjrzyj im się uważnie, a później porównaj z tymi, 
które umieszczą w swym albumie Antony i Jennifer. 

- Posłuchaj mnie... - zaczął Stefano. Federico rzucił album na kolana brata. 

77

RS

background image

-  Stef,  stoisz  na  rozstaju  i  musisz  zdecydować,  w  którą  stronę  pójdziesz. 

Czy chcesz mieć taki album jak ja, czy też spędzisz życie z osobą, która jest 
ci przeznaczona. 

- O czym ty mówisz? Niby kto jest mi przeznaczony? 
- Amanda. 
-  To  nie  tak...  -  dość  nieudolnie  zaprotestował  Stefano.  -  Widzisz, 

Federico, nawet gdybym ją kochał, a nic takiego nie powiedziałem, to nigdy 
się nie uda. Ten związek nie ma przyszłości. 

Po raz pierwszy tego wieczoru Federico szczerze się uśmiechnął. 
-  Stef,  zauważyłem,  jak  patrzysz  na  Amandę,  ale  jednego  nie  potrafię 

zrozumieć.  Czyżbyś  uważał,  że  emocje  są  czymś  niewłaściwym?  A  może 
boisz się, że prawdziwa miłość przyniesie ci ból? 

-  Nie  powinniśmy  teraz  rozmawiać  o  Amandzie.  To  nieodpowiedni 

moment. 

Federico wzruszył ramionami, lecz nie zmienił tematu. 
-  Czy  ty  masz  pojęcie,  jak  wiele  osób  chciało  zatrudnić  Amandę?  Gdy 

Lucrezia  zobaczyła,  jak  świetnie  poradziłeś  sobie  podczas  wyścigu  łódek, 
natychmiast  chciała  jej  zaproponować,  by  zajęła  się  naszymi  dziećmi. 
Poprosiłem ojca o radę, a on powiedział, że gdy do Stanów dotarła wieść, dla 
kogo  Amanda  teraz  pracuje,  zaczęło  napływać  mnóstwo  propozycji  za-
trudnienia. Nie masz zbyt wiele czasu, by zdecydować o swojej przyszłości. 
Jeśli pozwolisz Amandzie wyjechać, ona nigdy do ciebie nie wróci. Jest na 
to zbyt dumna. 

- Doceniam twoją troskę, Federico, ale nie rozumiem... 
- Za to ja rozumiem aż nazbyt dobrze. Zawsze bałeś się miłości i nie winię 

cię za to. Pomyśl jednak, co poradziłaby ci matka. 

- To nie fair. 
-  Czyżby?  Powiedziałem,  co  mi  leżało  na  sercu,  a  teraz  już  idź.  Robi  się 

późno, a ja muszę porozmawiać z dziećmi. - Federico zmarszczył brwi, dając 
do  zrozumienia,  że  uważa  rozmowę  za  zakończoną.  -Aha,  i  zabierz  ten 
album. Będzie ci bardziej potrzebny niż mnie. 

Stefano  miał  ochotę  polemizować  z  tym  ostatnim  stwierdzeniem,  ale  po 

namyśle zrezygnował. 

- No dobrze. - Jeszcze raz uściskał brata. -Wiesz, gdzie mnie szukać. 
- I ty też zawsze łatwo mnie znajdziesz. Stefano wyszedł na korytarz. Gdy 

przechodził 

78

RS

background image

obok apartamentu ojca, usłyszał głos Isabelli. Przystanął na chwilę. Siostra 

czytała bratankom bajkę. Dzieci śmiały się radośnie. Po chwili podszedł do 
niego strażnik. 

- Książę Stefano, czy wszystko w porządku? 
- Nie, nic nie jest w porządku. Jednak jakoś sobie poradzimy. 
Gdy  strażnik  uśmiechnął  się  ze  zrozumieniem,  Stefano  ruszył  do  swoich 

apartamentów. Wszedł do sypialni, zamknął drzwi i zapatrzył się w widok za 
oknem.  Przez  chwilę  jakby  coś  ważył  w  myślach.  Potem,  ściskając  pod 
pachą album, wyszedł przez patio do ogrodu różanego. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

79

RS

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 
Amanda  czuła,  jak  po  jej  policzkach  spływają  gorące  łzy.  Była  na  siebie 

zła, bo wiedziała, że nie powinna się teraz poddawać rozpaczy. Musiała coś 
zrobić, i to niezwłocznie. Nie czas na łzy, trzeba zachować chłodny umysł. 

Otworzyła  pierwszą  szufladę  komody,  wyciągnęła  porządnie  poskładane 

rzeczy i byle jak wrzuciła je do walizki. 

Przestań się mazać, powtarzała sobie w myślach. 
Jednym  gwałtownym  ruchem  zgarnęła  z  toaletki  kosmetyki:  szampon, 

szczotka do włosów, puder, cienie, pomadki. 

Zadowolona,  że  niczego  nie  zapomniała,  zasiadła  do  pisania  liściku  do 

księżniczki Isabelli. Dziękowała za wszystkie pożyczone ubrania, które dziś 
rano jej zwróciła. 

Potem usiadła na łóżku. Bała się zasnąć, a jeszcze bardziej bała się, że całą 

noc przepłacze. Potarła oczy, rozmazując tusz. 

Musiała  jak  najszybciej  wyjechać  z  San  Rimini,  najlepiej  jeszcze  dziś  w 

nocy, zanim ktokolwiek zdoła ją zatrzymać. 

Wróciła myślą do ostatniej rozmowy ze Stefanem. 
To, co wydarzyło się między nimi, można by nazwać magią. Przez chwilę 

Amanda  uwierzyła,  że  ją  i  księcia  czeka  świetlana  przyszłość.  Odniosła 
wrażenie, że on podziela jej uczucia. 

Jednak  potem,  gdy  powiedziała  o  czyhającym  na  nią  zagrożeniu,  Stefano 

zaczął  się  wycofywać.  Dodawał  jej  otuchy,  lecz  wyraz  jego  twarzy  mówił 
sam  za  siebie.  Stefano  nie  był  gotów  podjąć  ryzyka,  jakie  nieuchronnie 
niesie ze sobą prawdziwe uczucie. 

Zacisnęła  dłonie  w  pięści,  by  się  trochę  uspokoić.  Podniosła  słuchawkę, 

wykręciła numer i zarezerwowała miejsce na poranny lot do Waszyngtonu. 

- Jedno miejsce? - upewniła się urzędniczka. 
- Tak - odpowiedziała cicho. 
-  Najszybciej  będzie  z  przesiadką  w  Paryżu.  Samolot  odlatuje  za  trzy 

godziny. Czy pani zdąży? 

- Tak, oczywiście. 
Dziś wieczór Stefano udowodnił, że dorósł do roli, jaką z racji urodzenia 

przyszło  mu  pełnić.  Sam  przyznał,  że  już  nie  musi  się  niczego  uczyć,  więc 
jej dalszy pobyt w San Rimini nie miał sensu. 

Stefano  zaklął  głośno,  gdy  poczuł  na  powiekach  pierwsze  promienie 

słońca. Wczorajsza rozmowa z bratem wciąż nie dawała mu spokoju. 

80

RS

background image

Nie  był  gotów  na  spotkanie  z  nowym  dniem.  Miał  zbyt  wiele  do 

przemyślenia. 

Wczoraj  po  wyjściu  z  pokoju  Federica  szukał  ukojenia  w  ogrodzie. 

Zamyślony krążył wśród alejek, aż dotarł do altany, w której po raz pierwszy 
pocałował 

Amandę. Nie, nie chciał wracać do tego miejsca. Po chwili namysłu usiadł 

na stojącej nieopodal ławce. 

Przez kilka godzin trwał tak w bezruchu. Trzymany na kolanach album ze 

zdjęciami  ślubnymi  Federica  i  Lucrezii  z  każdą  minutą  ciążył  mu  coraz 
bardziej. 

Kochał Amandę, lecz mógł ją utracić. Nie zniósłby bólu po jej śmierci. 
- Cholera! - zaklął głośno. 
-  Wasza  Wysokość,  czy  mogę  w  czymś  pomóc?  Stefano  podskoczył 

gwałtownie. Był tak zatopiony w myślach, że nie usłyszał kroków kierowcy. 

-  Przepraszam,  że  przeszkadzam,  Wasza  Wysokość.  Za  chwilę  zaczynam 

pracę i zamierzałem wypić kawę w ogrodzie. Usiądę gdzie indziej. 

- Proszę, dotrzymaj mi towarzystwa. 
Vittorio wydawał się zdziwiony, lecz odpowiedział grzecznie: 
-  Oczywiście,  Wasza  Wysokość.  To  dla  mnie  zaszczyt.  Czy  mam  panu 

przynieść kawę? 

- To ostatnia rzecz, jakiej mi teraz potrzeba. 
- Rozumiem. Czy mogę spytać, co to za książka? 
- Album ze zdjęciami ślubnymi Federica i Lucrezii. 
- Szczerze panu współczuję z powodu śmierci księżniczki Lucrezii. 
Stefano zerknął na kierowcę, a potem leciutko się uśmiechnął. 
-  Dobrze  wiesz,  że  niezbyt  ją  lubiłem,  ale  dziękuję.  Nie  mogę  myśleć 

spokojnie o tym, co przeżywają Federico i dzieci. 

Siedzieli w milczeniu, dopóki ciszy nie przerwał dźwięk samochodowego 

silnika. Ciemna limuzyna wyjeżdżała powoli przez bramę.  W innej sytuacji 
Stefano byłby co najmniej zaintrygowany, bo zazwyczaj nikt o tak wczesnej 
porze nie opuszczał pałacu. 

Vittorio też popatrzył na samochód. Potem wzruszył bezradnie ramionami 

i spytał: 

-  Wasza  Wysokość,  czy  mógłbym  obejrzeć  te  zdjęcia?  Nigdy  ich  nie 

widziałem. 

- Ja też nie - przyznał z uśmiechem Stefano. 

81

RS

background image

-  To  może  teraz  jest  ten  właściwy  moment  -  powiedział  Vittorio.  - 

Zaczynam pracę dopiero za dwadzieścia minut. 

Słońce przygrzewało coraz mocniej, sprawiając, że widoczne na krzakach 

krople rosy lśniły niczym diamenty. Po chwili leniwą ciszę przerwał odgłos 
kolejnego  samochodu.  Zamyślony  Stefano  pogładził  skórzaną  oprawę 
albumu. Przez całą noc próbował podjąć jakąś decyzję. Wreszcie doszedł do 
wniosku, że nie powinien oglądać tych zdjęć. A może jednak... 

Teraz albo nigdy. 
Wziął głęboki oddech i otworzył album. Powoli przewracał kolejne strony. 

Uważnie przyglądał się zdjęciom, aż wreszcie dotarł do końca. 

Zamknął  oczy,  wdychając  upojny  zapach  róż.  Dźwięk  dzwonów  z 

pobliskiej katedry przywołał odległe wspomnienia. 

Kiedy  był  dzieckiem,  uwielbiał  słuchać  opowieści  o  historii  tej  świątyni. 

Teraz  niemal  widział  starego  dzwonnika  wdrapującego  się  po  drewnianych 
schodach  na  szczyt  wieży.  Mężczyzna  powtarzał  od  łat  ten  sam  rytuał. 
Najpierw  starannie  sprawdzał  czas  na  swoim  zegarku,  a  potem  wprawiał  w 
ruch  stare  dzwony.  Tak  działo  się  o  każdym  zachodzie  słońca  i  w  każdą 
niedzielę,  kiedy  to  dźwięk  dzwonów  zwoływał  wiernych  na  nabożeństwo. 
Vittorio dopił kawę i wstał. 

-  Dziękuję,  Wasza  Wysokość,  że  pozwolił  mi  pan  obejrzeć  zdjęcia. 

Dźwięk dzwonów zawsze nastraja człowieka filozoficznie. 

- Powiedz mi, Vittorio, skąd u ciebie takie myśli? 
-  Sądzę,  że  teraz  co  innego  zaprząta  pański  umysł.  -  Kierowca  założył 

czapkę i dodał: - Gdyby mnie pan potrzebował, czekam tam, gdzie zawsze. 

Kiedy  Vittorio  odszedł,  Stefano  pomału  wstał  z  ławki  i  przeciągnął  się. 

Gdy  zesztywniałe  mięśnie  nieco  przestały  boleć,  wziął  album  i  ruszył  do 
różanej  altanki.  Delikatnie  musnął  jedną  z  żółtych  różyczek,  wzdychając 
cicho. 

I  nagle,  gdy  dotknął  jedwabistych  płatków,  zrozumiał,  co  musi  zrobić. 

Szczerze  mówiąc,  wiedział  to  już  wtedy,  gdy  po  raz  pierwszy  pocałował 
Amandę, właśnie tu, w różanym ogrodzie. 

Amanda  była  pierwszą  kobietą,  która  prawdziwie  rozpaliła  jego  zmysły. 

Wszystkie obawy i lęki nagle przestały się liczyć. Nie mógłby poślubić innej 
kobiety,  nie  mógłby  się  związać  z  kimś,  kogo  nie  darzył  uczuciem.  To 
byłoby tchórzostwo, które zamieniłoby jego życie w piekło. 

Dlaczego miałby stracić Amandę? Był gotów zwalczyć wszystkie demony, 

stawić czoło wszelkim przeciwnościom. 

82

RS

background image

Wyjął scyzoryk i ściął dwanaście żółtych róż. Z naręczem kwiatów wszedł 

do pałacowej kuchni. 

- Wcześnie dzisiaj wstałeś - przywitała go Isabella. Na pewno położyła się 

bardzo późno, lecz wyglądała nieskazitelnie. Spojrzała badawczo na brata, a 
potem,  wskazując  jego  wymięte  ubranie,  dodała:  -  A  może  w  ogóle  się  nie 
kładłeś? 

- Zgadłaś. 
- Ja też nie - przyznała, biorąc z koszyka rogalik. - Zjesz coś? 
- Umieram z głodu, ale najpierw muszę znaleźć jakiś wazon. 
- Chyba kucharka trzyma je w tym kredensie. -Wskazała masywny mebel 

stojący w rogu. 

Wybrał  niezbyt  bogato  rżnięty,  kryształowy,  bo  taki  wydał  mu  się 

najbardziej odpowiedni dla Amandy. Napełnił go wodą, potem włożył róże. 
Przyjrzał  się  uważnie  swemu  dziełu,  poprawił  kilka  kwiatów  i  z 
zadowoleniem skinął głową. 

- To chyba nie dla Federica? - spytała Isabella, podsuwając bratu koszyk z 

pieczywem. 

- Nie, jeszcze nie wymyśliłem, jak pomóc jemu i dzieciom. 
- Rozumiem. - Położyła rękę na blacie, na którym Stefano zostawił album. 
-  Federico  prosił,  bym  zabrał  ten  album.  Myślę,  że  zdjęcia  ze  ślubu 

przywołują zbyt bolesne wspomnienia - wyjaśnił Stefano. 

- Nie. Federico chciał, żebyś obejrzał wszystkie fotografie. 
Stefano  przez  chwilę  jadł  w  milczeniu,  unikając  spojrzenia  siostry,  aż 

wreszcie wybuchnął: 

- Powiedział ci, prawda? Czy w tej rodzinie nikt nie umie trzymać języka 

za zębami? 

- Rozmawiałam z nim, zanim położył się spać. Myślę, że odwiedziłam go 

zaraz  po  tobie.  -  Westchnęła,  próbując  się  uśmiechnąć,  lecz  jej  twarz  wy-
krzywił  żałosny  grymas.  -  Federico  ma  rację.  Nie  mam  pojęcia,  co  zaszło 
wczoraj między tobą i Amanda w bibliotece, ale powinieneś wiedzieć, że... 

-  Amanda...  -  szepnął  niemal  bezgłośnie.  Tknęło  go  złe  przeczucie. 

Dopiero  teraz  zauważył,  że  siostra  ubrana  jest  w  kostium,  który  Amanda 
nosiła podczas ich pierwszej lekcji, a skoro oddała Isabelli ubrania... Poczuł 
ucisk w żołądku, wargi stały się nagle suche i spierzchnięte. Dlaczego siostra 
mówi mu o tym dopiero teraz? - Wyjechała? - stwierdził raczej niż zapytał. 

Isabella wzruszyła ramionami. 

83

RS

background image

-  Dziś  rano  wszystkie  rzeczy,  które  jej  pożyczyłam,  wisiały  na  drzwiach 

mojej  sypialni.  Znalazłam  też  liścik  z  podziękowaniami,  ale  ani  słowa  o 
wyjeździe. 

Stefano już dalej nie słuchał. Wypadł z kuchni, potrącił kucharkę, jednak 

nie zatrzymał się, tylko rzucił przez ramię przeprosiny. Biegł coraz szybciej, 
dopóki  nie  dotarł  do  drzwi  Amandy.  Zapukał  trzy  razy,  lecz  odpowiedziała 
mu cisza. Gdy dotknął klamki, drzwi otworzyły się bezgłośnie. 

Ani  śladu  Amandy.  Żadnych  kosmetyków  na  toaletce,  nietknięta  pościel, 

ciemna  łazienka.  Chwycił  słuchawkę  i  połączył  się  ze  strażnikiem  przy 
bramie wyjazdowej. 

- Mówi książę Stefano, Dziś rano ktoś wyjeżdżał limuzyną z pałacu. Czy 

to była Amanda Hutton? 

- Tak, Wasza Wysokość. 
- Czy pojechała na lotnisko? 
- Tak mi się wydaje, Wasza Wysokość. 
- Czy może wiesz, o której godzinie ma samolot? 
- Niestety, nie, Wasza Wysokość. 
Cholera,  zaklął  w  duchu  Stefano.  Nie  mógł  zadzwonić  na  lotnisko,  bo  ta 

wiadomość  natychmiast  przedostałaby  się  do  prasy.  Brukowce  nie 
zostawiłyby na nim i na Amandzie suchej nitki. 

- Wezwij Vittoria - zarządził. - Powiedz, żeby czekał na mnie przy bramie. 

Muszę się natychmiast dostać na lotnisko. - Gwałtownie odłożył słuchawkę i 
wybiegł z pokoju. Czuł, jak oblewa go zimny pot. Wiedział, że tylko Vittorio 
zrozumie powagę sytuacji. 

-  Wasza  Wysokość.  -  Kierowca  poczekał,  aż  Stefano  wsiądzie,  potem 

wskoczył za kierownicę i ruszył z piskiem opon. 

Stefano zapiął pas i zamknął oczy. Przez tyle lat bał się otworzyć serce, ale 

los  z  niego  okrutnie  zadrwił.  Nie  zraniła  go  żadna  kobieta,  tylko  dokonał 
tego on sam. 

-  Wasza  Wysokość  -  odezwał  się  Vittorio  -  dotrzemy  na  miejsce  za  pięć 

minut. - Rozmawiałem z innymi kierowcami i dowiedziałem się, że panna 

Hutton  leci  Air  France  do  Paryża,  a  stamtąd  ma  połączenie  do 

Waszyngtonu. 

- Może wiesz, o której? 
-  Niestety,  nie,  ale  zrobiłem  dyskretny  wywiad.  Pierwszy  samolot  jest  za 

pół godziny. 

Stefano zmusił się do uśmiechu. 

84

RS

background image

- Dziękuję, Vittorio - szepnął. Modlił się gorączkowo, by udało mu się jak 

najszybciej  wyłowić  Amandę  z  tłumu  pasażerów,  a  jeśli  niebiosa  okażą  się 
przychylne, będzie wiedział, jak przekonać ją do pozostania w San Rimini. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

85

RS

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
Amanda  patrzyła  na  rząd  automatów  telefonicznych.  Już  od  kilku  minut 

zbierała się na odwagę, by zadzwonić do rodziców. Skoro w San Rimini była 
siódma  rano,  to  w  Waszyngtonie  wybiła  druga  w  nocy.  Jej  ojciec,  nocny 
marek, z pewnością jeszcze nie spał. Skończył papierkową robotę, zajrzał do 
matki,  a  teraz  prawdopodobnie  siedzi  w  swym  ulubionym  fotelu  i  czyta 
najnowszą powieść szpiegowską. 

Szkoda,  że  nie  zdobyła  się  na  telefon  natychmiast  po  przyjeździe  na 

lotnisko.  Minuty  mijały,  a  ona  i  tak  nie  była  w  stanie  wymyślić  niczego 
sensownego.  Jedyne,  co  jej  przychodziło  do  głowy,  to:  „Cześć,  tato,  jaka  u 
was pogoda? A tak przy okazji właśnie zrezygnowałam z pracy dla rodziny 
diTalora". 

Zrobiła porządek w portfelu, przy okazji stwierdziła, że ma tysiąc pięćset 

draemów. Kiedy wyląduje w Stanach, będzie musiała jak najszybciej znaleźć 
nową  pracę,  albo  zrezygnować  z  wynajmowanego  mieszkania  i 
przeprowadzić  się  do  rodziców.  Poza  tym  powinna  zwrócić  pieniądze 
królowi Eduardowi, który zapłacił jej za trzy miesiące z góry. 

Niemal  słyszała  karcący  głos  ojca,  jednak  będzie  musiała  poprosić  o 

pożyczkę.  Oczywiście  ojciec  jej  pomoże,  lecz  z  pewnością  uzna,  że  córka 
ponownie zawiodła jego oczekiwania. 

Swoją drogą, jak mogła być tak potwornie głupia. Jak mogła się zakochać 

w mężczyźnie, który był dla niej nieosiągalny. 

- Nie - powiedziała głośno, a potem  przykryła usta dłonią, gdyż siedzący 

obok biznesmen zerknął na nią zaciekawiony. 

Dość tego. Musi wziąć się w garść i zadzwonić do ojca. Wyjęła z portfela 

kartę  telefoniczną,  zarzuciła  torebkę  na  ramię  i  ruszyła  do  automatu.  Jej 
uwagę  zwrócił  zawieszony  nad  sufitem  neon  reklamujący  kasyno  w  San 
Rimini. Nie, nie rób tego, szeptał jej wewnętrzny głos. 

Celowo patrzyła wprost przed siebie, ale natrętna myśl, która zaświtała jej 

w  głowie,  nie  dawała  jej  spokoju.  Gdyby  jej  się  poszczęściło,  oddałaby 
pieniądze królowi i mogłaby zapłacić kilkumiesięczny czynsz. 

Drżącą ręką uniosła słuchawkę. Jak wytłumaczy ojcu, że poniosła klęskę? 

Był  taki  dumny,  że  dostała  posadę  na  królewskim  dworze.  Amanda 
ponownie spojrzała na reklamę kasyna. Potem odłożyła słuchawkę, schowała 
kartę  telefoniczną  do  torebki  i  postanowiła,  że  zadzwoni  do  ojca  z  Paryża. 

86

RS

background image

Teraz jestem zbyt zdenerwowana, usprawiedliwiała się w duchu, ruszając na 
drżących nogach po schodach. 

Po  kilku  minutach  przekroczyła  próg  ulokowanego  na  lotnisku  kasyna. 

Panujący półmrok rozjaśniały migające światełka automatów do gry. 

Pomimo  wczesnej  pory  w  środku  było  sporo  łudzi.  Amanda  usiadła  na 

stołku przed automatem Podwójny Diament. 

- Jest jakaś szansa na wygraną? - spytała siedzącego obok mężczyznę. 
-  Złotko,  może  tobie  się  poszczęści  -  odpowiedział  z  charakterystycznym 

teksańskim  akcentem.  -Ja  grałem  na  nim  pół  godziny  i  wszystko  prze-
rżnąłem.  A  ten  złom  chyba  też  jest  pechowy.  -  Wrzucił  kilka  monet  do 
swojego automatu, który nazywał się Szczęśliwe Siódemki. 

Amanda  wrzuciła  do  automatu  dwie  monety  i  nacisnęła  guzik.  Zamknęła 

oczy i zmówiła cichą modlitwę. 

Gdy uniosła powieki, z maszyny wydobywał się upiorny dźwięk, rozbłysły 

światełka, i po chwili automat zaczął wypluwać mnóstwo monet. 

Teksańczyk zeskoczył ze stołka i podszedł do Amandy. 
- Rany boskie, złotko. Nie wrzuciłaś monet? 
- Dwie. 
- Szkoda, że nie trzy. Wygrałabyś dwa razy więcej. Amanda siedziała bez 

ruchu,  nie  wierząc  we  własne  szczęście.  Tej  wygranej  nie  można  było 
nazwać  fortuną,  ale  wystarczy,  by  oddać  dług królowi  Eduardowi.  Amanda 
uśmiechnęła się do Teksańczyka. 

-  Jestem  szczęśliwa,  że  cokolwiek  wygrałam.  Podeszła  do  nich 

uśmiechnięta drobna blondynka. 

- Hej, Al, mam nadzieję, że to ty zgarnąłeś tę wygraną. 
- Niestety, kochanie - odpowiedział. - Ta młoda dama zgarnęła wszystko, 

co ja wrzuciłem do tej przeklętej maszyny. 

- Masz szczęście, kochanie. - Blondynka uśmiechnęła się do Amandy. 
Amanda  wsypała  wygraną  do  plastikowego  pojemnika  stojącego  przy 

automacie i powiedziała: 

-  Mam  nadzieję,  że  tobie  też  się  poszczęści.  Kobieta  pokazała  Amandzie 

swój plastikowy pojemnik, w którym nie było ani jednej monety. 

-  Niestety,  przyszłam  prosić  Ala  o  trochę  więcej  pieniędzy.  Chyba 

powinniśmy się przenieść do stołu do black jacka i zapomnieć o tych głupich 
maszynach. To jak? 

87

RS

background image

- Jestem za, kochanie - powiedział mężczyzna, a następnie zwrócił się do 

Amandy:  -  Nazywam  się  Al  Stanmore,  a  to  moja  żona  Kristi.  Będzie  nam 
miło, jeśli się do nas przyłączysz. Liczę na to, że przyniesiesz nam szczęście. 

Gdy  Amanda  się  przedstawiła,  Kristi  oskarżycielsko  wyciągnęła  palec  i 

krzyknęła do męża: 

- To co, ja nie przynoszę ci szczęścia? 
- A czy cokolwiek wygrałaś? 
- Nie - przyznała Kristi. Uśmiechnęła się do Amandy, a potem ujęła ją za 

łokieć.  -  Chodź  z  nami,  nie  daj  się  dłużej  prosić.  Pogramy  w  black  jacka, 
pogadamy. Mamy trzy godziny do odlotu i musimy coś zrobić z czasem. 

- Dziękuję za zaproszenie, ale zaraz mam samolot. 
- Dokąd lecisz? 
- Najpierw do Paryża, a potem do Waszyngtonu. 
-  Co  za  zbieg  okoliczności.  Też  lecimy  przez  Paryż  do  Waszyngtonu,  a 

potem  jeszcze  do  San  Antonio.  Lot  do  Paryża  jest  opóźniony,  dlatego 
przyszliśmy do kasyna. 

- Jakieś problemy techniczne - dodał Al. 
-  A  to  oznacza,  że  masz  mnóstwo  czasu.  -  Kristi  z  uśmiechem  podała 

Amandzie dwa żetony. - To na szczęście. No chodź, co masz do stracenia. 

Amanda  spojrzała  na  dwa  czerwone  żetony.  Skoro  i  tak  już  straciła 

wszystko  -  dobrą  pracę,  dumę  i  ukochanego  -  dlaczego  teraz  miałaby  nie 
zaryzykować  straty  dwóch  plastikowych  krążków?  Zwłaszcza  że  dostała  je 
w prezencie. 

- Czy jesteście pewni, że nasz lot się opóźnił? Air France 3422. 
- Tak, właśnie ten - roześmiał się Al. - No to jak, spróbujesz szczęścia? 
-  Sama  nie  wiem.  -  Amanda  zawahała  się.  Spojrzała  na  Kristi,  która 

wyraźnie była złakniona damskiego towarzystwa. - A właściwie, czemu nie? 
Ale musicie mi pomóc, bo nie mam wprawy. 

Zanim  się  spostrzegła,  już  siedziała  przy  stoliku  pomiędzy  Alem  i  Kristi, 

którzy  flirtowali  jak  para  nowożeńców.  Naprzeciwko  siedziała  inna  para, 
chyba Hiszpanie. 

Amanda  westchnęła  w  duchu.  Miała  nadzieję,  że  nie  przyniesie  pecha 

sympatycznej  parze  z  Teksasu.  Gdyby  wiedzieli,  ile  ją  dzisiaj  spotkało 
nieszczęść, uciekaliby od niej, gdzie pieprz rośnie. 

- Czy to wasz miesiąc poślubny? - zapytała. Kristi roześmiała się głośno, a 

Al pogładził żonę po ramieniu i powiedział: 

88

RS

background image

-  Nie,  po  prostu  wizyta  w  San  Rimini  wprawiła  nas  w  świetny  humor. 

Zakochałem  się  w  tym  kraju  dwadzieścia  lat  temu,  gdy  przyjechałem  tu  po 
raz pierwszy. Te cudowne plaże i... 

- Nie waż się opowiadać, co robiliśmy na tych cudownych plażach, bo nas 

aresztują za obrazę moralności - przerwała mu Kristi. - Wracamy tu co roku. 
Na pewno słyszałaś o ślubie księcia Antony'ego i księżniczki Jennifer. Co za 
romantyczna historia. 

Amanda tylko skinęła głową, bo nie była w stanie wykrztusić ani słowa. 
- Chcieliśmy zobaczyć tę uroczystość, ale trudno było o miejsce w hotelu - 

zakończyła Kristi. 

- Wygląda na to, że i tak świetnie się bawiliście. 
- Jeszcze jak - odpowiedział Al. 
Ku  uldze  Amandy  rozpoczęła  się  gra.  Kristi  i  Al  byli  miłymi  i 

serdecznymi  ludźmi,  jednak  emanujące  z  nich  szczęście  było  w  jej  sytuacji 
trochę trudne do zniesienia. 

Położyła  otrzymane  od  Kristi  dwa  żetony  na  zielonym  suknie.  W  miarę 

upływu  czasu  zaczynała  wierzyć,  że  Al  nie  mylił  się  co  do  jej  szczęścia  w 
grze.  Wygrywała  za  każdym  razem  i  teraz  zamiast  dwóch  miała  szesnaście 
żetonów. 

-  No,  chyba  pora  się  wycofać  albo  przynajmniej  obniżyć  stawkę.  - 

Amanda wyciągnęła rękę, by zdjąć ze sterty dwa żetony. 

- Ani się waż - powstrzymał ją Al. - Dostałaś je od nas w prezencie. Zagraj 

jeszcze raz, a dopiero potem obstawiaj niżej. 

Amanda  wzięła  głęboki  oddech.  Dotąd  szczęście  jej  sprzyjało,  ale  jak 

długo jeszcze potrwa ta dobra passa? Skoro i tak czekał ją smutny powrót do 
Stanów,  być  może  powinna  przynajmniej  podreperować  nadszarpnięte 
finanse.  Przysporzy  zmartwień  ojcu,  ale  nie  będzie  musiała  prosić  go  o 
pożyczkę. 

- No dobrze - przystała wreszcie - ale to będzie naprawdę ostatni raz. 
- No dalej! - krzyknęła Kristi. 
Krupierka  zaczęła  rozdawać  karty.  Hiszpanie  dostali  piątkę  i  ósemkę, 

przed Alem pojawił się as. Gdy Kristi dostała dwójkę, spojrzała zawiedziona 
na krupierkę. 

- Hej, dlaczego ja mam takiego pecha? 
Nikt  nie  skomentował  jej  wypowiedzi.  Amanda  dostała  króla.  Potem  Al, 

ku radości Kristi, dostał damę. 

Przed Amandą pojawił się drugi król. Miała więc dwadzieścia oczek. 

89

RS

background image

Patrzyła  na  karty  i  nagle  przypomniała  sobie  podobną  scenę.  Stała  w 

kasynie i patrzyła, jak Stefano gra o wysoką stawkę. 

Była  wściekła  i  trochę  zdesperowana.  Miała  na  sobie  niezbyt  twarzową 

różową suknię i niewygodne buty. Szukała krnąbrnego księcia, który wtedy 
wydał się jej najmniej odpowiedzialnym człowiekiem na świecie. 

Ale teraz dałaby wszystko, by przeżyć tę chwilę jeszcze raz. 
Hiszpan  wycofał  się  z  gry.  Jego  żona  zatrzymała  się  przy  osiemnastu 

oczkach,  Kristi  przy  siedemnastu.  Potem  krupierka  odwróciła  się  do 
Amandy. Właśnie miała przykryć dłonią karty, dając znać, że pozostaje przy 
dwudziestu oczkach, gdy poczuła za plecami jakiś ruch. 

- Zaryzykuj. 
Wszyscy przy stole odwrócili się w stronę księcia Stefana. Podszedł bliżej 

i zwielokrotnił stawkę. 

-  Wasza  Wysokość.  -  Krupierka  z  szacunkiem  skłoniła  głowę,  po  czym 

zwróciła się do Amandy: - Signorina, jaką pani podejmuje decyzję? 

Amanda spojrzała księciu prosto w oczy. 
- Zgadzam się na podniesienie stawki - powiedziała jakby wbrew sobie. - 

Co tu robisz? 

-  Szukam  cię.  Przeczesałem  całe  lotnisko.  Czy  wiesz,  jak  trudno  cię 

wytropić? 

-  Mogę  sobie  wyobrazić.  Nie  tak  dawno  temu  to  ja  szukałam  ciebie  po 

całym San Rimini. 

- Celna uwaga. Skończ rozgrywkę, a potem porozmawiamy. 
Amanda próbowała choć trochę uporządkować chaotyczne myśli. Stefano 

pojawił  się  tak  nagle,  a  ona  wciąż  nie  wiedziała,  czy  powinna  się  z  tego 
cieszyć.  Jak  mu  wyjaśni  swoją  nagłą  decyzję  o  wyjeździe?  W  dodatku 
odeszła bez słowa pożegnania. 

Małżeństwo  z  Hiszpanii  nie  spuszczało  z  nich  oczu.  Chłonęli  z  zapartym 

tchem każde słowo, jakby nie chcieli uronić ani sekundy z rozgrywającej się 
przed ich oczami sceny. 

- Kochanie - szepnęła donośnie Kristi - nie powiedziałaś, że znasz księcia. 
Nie była w stanie nic odpowiedzieć. Próbowała skoncentrować się na grze, 

niestety już po chwili krupierka zgarnęła wszystkie jej żetony. No tak, pomy-
ślała Amanda. Szczęście opuściło mnie w najmniej odpowiednim momencie. 

- To było do przewidzenia - skomentowała na głos. - Ależ jestem głupia. 

Przepraszam, że przegrałam wasze pieniądze - zwróciła się do Ala i Kristi. 

90

RS

background image

-  Nic  się  nie  stało,  kochanie.  -  Kristi  uspokajająco  poklepała  Amandę  po 

kolanie. - Straciłaś małą fortunę, ale chyba wygrałaś coś dużo ważniejszego. 
- Kristi spojrzała na Stefana i widać było, że pragnie na zawsze zachować tę 
scenę w pamięci. 

-  Czy  państwo  wybaczą  nam  na  chwilę?  -  spytał  Stefano,  spoglądając  na 

zgromadzonych. 

Krupierka  skinęła  głową  i  odstąpiła  kilka  kroków.  Hiszpańskie 

małżeństwo na drżących nogach ruszyło w odległy róg pomieszczenia,  Al i 
Kristi  wstali  powoli  ze  stołków  i  odeszli  parę  kroków,  jednak  pozostali  na 
tyle blisko, by nie uronić ani słowa z pasjonującej konwersacji. 

-  Czy  pamiętasz,  co  powiedziałem  ci  wczoraj  na  zakończenie  naszej 

rozmowy w bibliotece? - spytał Stefano. 

- Nie pamiętam - skłamała szybko Amanda. 
- Powiedziałem ci, że wrócimy jeszcze do tego tematu. I zrobimy to teraz. 
- To nie jest na tyle ważne, by do tego wracać. 
-  Wręcz  przeciwnie  -  rzucił  ze  złością.  -  Dlaczego  nie  chcesz  ze  mną 

porozmawiać? 

- Bo wiem, jak bardzo cię to przygnębia. 
-  To  co,  wybierasz  się  już  na  tamten  świat?  Amanda  aż  zamrugała, 

zdziwiona bezceremonialnym pytaniem. 

- Mam nadzieję, że nie, ale kto to może wiedzieć na pewno. 
-  W  życiu  nie  ma  nic  pewnego.  Równie  dobrze  możesz  jutro  wpaść  pod 

samochód. 

- O rany, ale podtrzymałeś mnie na duchu - spróbowała zażartować. 
-  To,  że  jesteś  w  grupie  ryzyka,  nie  oznacza,  że  zachorujesz  na  raka  - 

powiedział poważnie. 

- Owszem, jednak po śmierci twojej matki... 
- Nie rozmawiamy teraz o mojej matce. 
-  Ależ  tak  -  zaprotestowała.  -  Widziałeś,  jak  długo  twój  ojciec  nie  mógł 

pogodzić  się  z  jej  śmiercią.  Te  dramatyczne  przeżycia  odcisnęły  piętno  na 
twoim  dalszym  życiu.  Zgodziłeś  się  na  zaaranżowane  małżeństwo,  by 
uniknąć  cierpienia,  które  stało  się  udziałem  twojego  ojca.  Dlatego  gdy 
wczoraj  powiedziałeś  mi,  że  powinniśmy  się  zastanowić  nad  wspólną 
przyszłością... 

-  Nadal  uważam,  że  powinniśmy  to  zrobić  -  powiedział  spokojnym, 

pewnym siebie głosem. 

- Jak to sobie wyobrażasz? Ujął ją delikatnie za rękę. 

91

RS

background image

- To bardzo proste. Wyjdź za mnie. 
Amanda  poczuła,  jak  drżą  jej  kolana.  Zamknęła  oczy  i  wzięła  kilka 

uspokajających oddechów. 

Czy  Stefano  naprawdę  poprosił  ją  o  rękę,  czy  tylko  się  przesłyszała? 

Marzyła  o  takiej  rozmowie,  lecz  miała  na  tyle  zdrowego  rozsądku,  by 
zdawać sobie sprawę z nierealności tego pomysłu. 

- Chodzi o Coś jeszcze - szepnęła. Tak, to najlepszy moment, by wyjaśnić 

wszystko do końca. - Czy wiesz, że jestem od ciebie o pięć lat starsza? Gdy 
ty skończysz trzydzieści pięć lat, ja dobiegnę czterdziestki. To oznacza, że za 
dziesięć lat będę w wieku, w którym twoja matka... 

-  Jesteś  ode  mnie  o  pięć  lat  starsza?  -  Stefano  wzruszył  ramionami.  - 

Szczerze  mówiąc,  jakoś  to  do  mnie  nie  dotarło,  zwłaszcza  że  wyglądasz 
młodziej niż ja. 

- Przepraszam, Wasza Wysokość - wtrącił się Al i podszedł trochę bliżej. - 

Oświadcza się pan kobiecie, nie znając nawet jej wieku? 

-  Etykieta  zabrania  pytać  kobietę  o  wiek  -  odpowiedział  Stefano  i  puścił 

oko do Amandy. - Chyba się państwo ze mną zgodzicie, że Amanda wygląda 
jak nastolatka. - Uśmiechnął się czarująco. 

- Wyjdź za niego, i to jak najszybciej! - krzyknęła Kristi. 
-  Nie  mam  pojęcia,  kim  są  ci  ludzie.  -  Stefano  przyjrzał  się  parze  z 

Teksasu, a potem zwróci! się do Amandy. - Jednak powinnaś ich posłuchać. 
Wyjdź za mnie, proszę. 

- Nie obchodzi cię, że mogę wkrótce umrzeć? 
- Kto powiedział, że mnie nie obchodzi?! - wybuchnął. - Mam nadzieję, że 

wspólnie  doczekamy  późnej  starości,  jednak  wolę  spędzić  z  tobą  choćby 
tylko jeden rok, niż żyć bez ciebie. 

- Na pewno? 
- Zła odpowiedź! - krzyknęła Kristi. - Zgódź się. Po prostu zgódź się! 
Amanda  pewnie  skwitowałaby  te  słowa  śmiechem,  gdyby  nie  widok 

bardzo poważnej twarzy Stefana. 

-  Często  podśmiewałem  się,  że  unikasz  jak  ognia  ryzyka  i  jesteś  tak 

przerażająco rozsądna. 

-  Przed  podjęciem  ważnej  decyzji  wolę  zawsze  rozważyć  wszystkie  za  i 

przeciw. To cecha bardzo pożądana w mojej pracy. 

Włożył jej za ucho niesforne pasemko włosów gestem tak dobrze znanym 

i kochanym. 

92

RS

background image

-  Może  i  tak.  Od  kiedy  jednak  przyjechałaś  do  San  Rimini,  nieustannie 

podejmowałaś  ryzyko.  Wtargnęłaś  do  prywatnego  gabinetu  w  kasynie, 
przyjęłaś  pracę,  którą  ci  zaproponował  mój  ojciec,  trwałaś  przy  mnie 
podczas kolacji dla dyplomatów, wreszcie zrezygnowałaś z dobrej pracy, bo 
nie chciałaś mnie ranić. 

- I nadal tego nie chcę. 
Stefano zdecydowanie potrząsnął głową. 
- Teraz moja kolej, żebym ja podjął ryzyko. Owszem, szalałem na nartach, 

ścigałem  się  na  łodziach,  ale  w  życiu  osobistym  okazałem  się  wielkim 
tchórzem. Pora z tym skończyć, nie uważasz? - Opadł na kolana, nie bacząc 
na to, że wokół nich zebrał się mały tłumek. - Amando Hutton, po raz trzeci 
pytam, czy wyjdziesz za mnie? Kocham cię i dla ciebie jestem gotów podjąć 
największe  ryzyko.  Wiem,  że  to  niezbyt  wyszukane  oświadczyny,  nie  mam 
nawet pierścionka zaręczynowego, ale proszę, powiedz: tak. 

Spojrzała na jego tchnącą szczerością twarz. 
-  Powiem  ci,  jak  ja  sobie  wyobrażam  oświadczyny  -  szepnęła  drżącym 

głosem.  -  Wystarczy,  że  mężczyzna  poprosi  a  rękę  kobietę,  którą  kocha,  a 
ona, jeśli również kocha, odpowie mu: tak. 

- I tak właśnie brzmi twoja odpowiedź? - spytał głosem pełnym nadziei. 
Uśmiechnęła się promiennie, pragnąc ten moment na zawsze zachować w 

pamięci. Nagle dotarło do niej, że Stefano zupełnie zapomniał o tremie, która 
zawsze mu towarzyszyła podczas publicznych wystąpień. Skoro oświadczył 
się  jej  przed  tłumem  obcych  ludzi,  poradzi  sobie  również  w  każdej  innej 
sytuacji. 

Opadła na kolana i patrząc księciu prosto w oczy, szepnęła: 
- Tak. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

93

RS

background image

EPILOG 

 
-  Powinniście  pojechać  limuzyną,  bo  tak  wypada.  Rozbawiona  Amanda 

spojrzała karcąco na ojca. 

-  Pewna  mądra  osoba  powiedziała  mi  kiedyś:  „Do  diabła  z  tym,  co 

wypada". Myślę, że to bardzo dobra rada. Czyżbyś był przeciwnego zdania? 

Zupełnie  zignorowała  zszokowaną  minę  ojca  i  wyjrzała  przez  okno 

czarnego rangę rovera, który powoli sunął Strada il Teatro. Opuściła szybę i 
pomachała do tłumu tłoczącego się na chodnikach. Wszyscy wiwatowali na 
cześć  księżniczki  Amandy.  Dzieci  przepychały  się  do  przodu  i 
entuzjastycznie  powiewały  chorągiewkami  San  Rimini  i  amerykańskrmi. 
Gdy  mijali  pilnującego  porządku  policjanta  na  koniu,  mężczyzna  z 
szacunkiem  skłonił  głowę.  Amanda  mogłaby  przysiąc,  że  w  jego  oczach 
spostrzegła łzy wzruszenia. 

- A poza tym - dodała, gdy zaczęli wjeżdżać na wzgórze, które wieńczyła 

katedra  -  zaraz  będziesz  miał  okazję  zachowywać  się  zgodnie  z  dworską 
etykietą. 

-  To  prawda.  -  Ojciec  objął  ją  serdecznie.  -  Kochanie,  jestem  z  ciebie 

dumny.  Zdaję  sobie  sprawę,  że  nieraz  byłem  w  stosunku  do  ciebie  zbyt 
krytyczny,  lecz  ty  postawiłaś  na  swoim.  Zuch  dziewczyna.  Ty  i  książę 
Stefano będziecie bardzo szczęśliwi. 

- Tak, wiem. 
-  Jedna  rzecz  mnie  ciekawi.  Czy  będziecie  składać  przysięgę  małżeńską 

zgodnie z obyczajem panującym w San Rimini? Wiem, że poprosiłaś króla o 
zgodę na amerykańską wersję przysięgi. 

- Przeczytaliśmy oba teksty i napisaliśmy własny. Duchowni wyrazili na to 

zgodę. 

- Córeczko, chyba żartujesz? 
- Nie martw się, tato - odpowiedziała. - Kochamy się i dlatego wygłosimy 

słowa płynące wprost z serca. Oboje przykładamy do tego wielką wagę. 

- Uroczystość ślubną będzie transmitować tutejsza telewizja i z pewnością 

kilka  amerykańskich  sieci.  A  jeśli  się  zapomnisz  i  powiesz  coś 
niewłaściwego? 

Amanda tylko się roześmiała. Gdy dojechali na okrągły plac przed katedrą, 

ich przybycie obwieścił donośny dźwięk dzwonów. Do samochodu podeszło 
kilku żołnierzy z gwardii królewskiej, którzy mieli eskortować pannę młodą 
i jej ojca do świątyni. 

94

RS

background image

- Nie bój się, nie palnę żadnego głupstwa - zapewniła ojca. - A nawet jeśli, 

uznaliśmy ze Stefanem, że warto podjąć takie ryzyko. 

95

RS


Document Outline