background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

111

 

 

 

 

**Meredith**    

 

Zziębnięta dotarłam do domu. Bezmyślnie trzasnęłam drzwiami 

wejściowymi, a następnie w pośpiechu ściągnęłam swoją skurzaną kurtkę 
rzucając nią gdzie popadnie.                                                                         
W tym momencie potrzebowałam swojego azylu, jedynego miejsca,              
w którym mogłabym poczuć się bezpiecznie. Nawet pokonanie tych 
kilkunastu schodów do pokoju Damona zdawało mi się być jedną                     
z najtrudniejszych rzeczy do zrobienia. Mój umysł błądził gdzieś daleko 
stąd, a wszystkie czynności wykonywałam automatycznie jakby działy się 
poza moją kontrolą.      

Przekroczyłam próg sypialni. Nieprzytomnie usiadłam przy 

bezgłowiu łóżka, po czym nadal głęboko oddychając położyłam się na 
plecach. Zamknęłam oczy pozwalając swoim myślą odpłynąć. Czułam się 
jeszcze bardziej zagubiona i przerażona niż w dniu, gdy po raz pierwszy 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

112

 

 

przybyłam do Mystic Falls. Wtedy jeszcze miałam jakiś cel, wiedziałam  
co robić, a teraz wszystko zdawało się mieć status to skomplikowane
Wyczerpana otworzyłam oczy, tępo wpatrując się w sufit. Nadal starałam 
się skupić na nierównych uderzeniach mojego serca, kiedy drzwi do 
pokoju otworzyły się i kątem oka dostrzegłam Damona.   

- Zapewne masz mnie za wariatkę? - rzuciłam twierdząco, gdy nie odezwał 
się do mnie ani jednym słowem  

Nie byłam w stanie spojrzeć mu w oczy, ale ciekawość wzięła swoje. 

- Nie, dlaczego?, bo nakrzyczałaś na wszystkich i stanęłaś w obronie kogoś 
kogo nie powinnaś? - wyraził swoje niezadowolenie Damon ściągając          
w między czasie czarną koszulę   

Patrząc na to jak zaciekle rozpinał guziki wiedziałam, że jest wkurzony. 

- Ty niczego nie rozumiesz! - odpowiedziałam zbyt nerwowo, po czym 
usiadłam bokiem na łóżku zaciskając ręce na pościeli 

- Nie?, to mi to w takim razie wytłumacz? - Damon podszedł do komody 
wciągając z niej granatowy T-shirt, który po chwili ubrał na siebie 

- Wszystko co wtedy czułam - starałam się wrócić myślami do tamtej 
chwili - to złość, nienawiść, oburzenie i wiem, że jakbym w tamtej chwili 
była wampirem to skręciłabym Caroline kark! - zamyśliłam się nad tym   
co właśnie powiedziałam czując rosnący strach 

- Wielkie mi rzeczy, wiesz ilu osobą codziennie życzę śmierci?. 
Zdziwiłabyś się - powiedział wampir jakby miało to mnie w jakiś sposób 
zdekoncentrować, ale tak też się nie stało 

Nie uzyskując ode mnie żadnej odpowiedzi Damon usiadł obok mnie       
na łóżku. Zrezygnowana spojrzałam w jego stronę. 

- A co teraz czujesz? - zapytał znacznie spokojniej  

- Teraz? - powtórzyłam bezwiednie - Smutek, bezradność, ból, cierpienie... 
samotność - moje oczy napełniły się łzami   

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

113

 

 

Najgorsze było w tym jednak to, że nic nie mogłam zrobić, by wszystko 
odeszło, by w końcu przestało boleć. Zamknęłam powieki, a pierwsze 
krople spłynęły po moich policzkach.   

- Csiii... - zareagował od razu Damon przysuwając się do mnie,                        
a następnie przytulając - Wszystko będzie dobrze - szepnął starając się 
uspokoić   

Dopiero teraz dostrzegłam, że to nie pokój był moim azylem, ale jego 
ramiona zaciskające się dookoła mnie. Starałam skoncentrować się na jego 
zapachu, na jego bijącym sercu, na cieple. Poczułam spokój, odpoczynek, 
którego tak długo poszukiwałam. Zmęczenie coraz mocniej zaczynało            
o sobie dawać znać. Nawet sama nie wiem, kiedy usnęłam.  

 

**Damon**    

 

Dopiero po pewnym czasie spostrzegłem, że Meredith zasnęła           

w moich ramionach. Delikatnie podniosłem ją, a następnie położyłem          
na łóżku przykrywając kołdrą. Przed wyjściem z pokoju raz jeszcze 
spojrzałem na nią. Wyglądała tak niewinnie, ale tak naprawdę była 
silniejsza niż nam się zdawało. Niestety jej zaciekły charakter tylko 
pogarszał całą sytuację. Zamknąłem po chwil drzwi, schodząc po schodach 
do salonu.  

- Wybacz, że nie zostałem na twoim wykładzie, ale był wyjątkowo nudny  
i monotonny - odparłem przechodząc obok zamyślonego Stefana, który jak 
widać również postanowił wrócić do domu  

Zastanawiało mnie jednak tylko to, ile potrzebuje jeszcze czasu, aby 
zacząć wypytywać o szczegóły rozmowy mojej dziewczyny z Pierwotnym. 
Szczerze to mógłbym już zacząć odliczać, a więc 3...2...1. 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

114

 

 

- Nigdy nie wspominałeś o rozmowie Meredith z Klausem - mój brat umiał 
przejść do sedna, gdy tylko coś go interesowało  

- Nie wiesz, że ciekawość, to pierwszy stopień do piekła - odparłem 
nalewając sobie do szklaneczki whisky 

Nie miałem zamiaru wracać po raz kolejny do tego tematu, ale sam sobie 
byłem winien. Mogłem w ogóle o tym nie wspominać. Niestety teraz 
musiałem przez to przebrnąć.  

- Co się stało Damon?, jesteś dość dziwnie małomówny zważywszy na to, 
że wcześniej nie miałeś oporów - usłyszałem za plecami jego głos, przez 
co przekręciłem jedynie oczami - zacząłeś, to może już skończysz -             
nie dawał za wygraną Stefan  

- A co ci miałem powiedzieć? - obróciłem się w jego stronę - że Meredith 
tak naprawdę od samego początku chciała, by Klaus został w mieście?,    
bo tylko ona jest na tyle naiwna, by wierzy, że jest w nim dobro? - 
zapytałem ze złością w głosie, spoglądając na mojego brata   

- Meredith dobrze wiedziała, że okręciła go sobie dokoła palca. Zapewne 
chciała to w jakiś sposób wykorzystać - wtrącił Stefan jakby to była 
oczywista oczywistość, ale chyba nie dla mnie - Ona zawsze ma jakiś plan, 
tylko nie zbyt często dzieli się tym z innymi - akurat w tym mój brat miał 
rację     

- Tamtego wieczoru - zamyśliłem się - Od samego początku wiedział,      
że ona do niego przyjdzie, więc jak myślisz kto tu z kim pogrywał?. - 
wypiłem łyka alkoholu - Sam dobrze wiesz, że on nie odpuszcza. Klaus 
wyniósł się z miasta, bo czegoś chce - rozłożyłem bezradnie ręce - Zawsze 
z nami pogrywał i robi to nawet teraz, kiedy go tu już nie ma. Chyba ty to 
powinieneś wiedzieć najlepiej - wskazałem na wpół pustą szklanką w jego 
kierunku - Dlatego tym bardziej nie chciałem, by tu został - dodałem  

- W każdym razie, teraz dzięki tobie już każdy wie o tym co chciała zrobić 
Meredith - dodał z reprymendą w głosie Stefan - Czy przez moment 
zastanawiałeś się co z tego wyniknie?. Jak zareagują inni, gdy się o tym 
dowiedzą? - nie uzyskując ode mnie odpowiedzi mój brat postanowił 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

115

 

 

najwidoczniej przejść do kontrataku - Czy ty choć raz możesz przestać 
myśleć wyłącznie o sobie i o swojej urażonej dumie? - zapytał                           
z rozczarowaniem  

- Że co? - nie mogłem uwierzyć w to co słyszę 

- Znam cię Damon, chciałeś się odgryźć na Meredith, więc znowu coś 
palnąłeś, nie myśląc nad tym co robisz. Przypominam ci, że ukrywanie 
pewnych informacji przed nią odnośnie księgi też do niczego dobrego       
nie doprowadzi - zaczął się znowu mądrzyć   

Zdecydowanie dzisiejszego wieczora miałem go dosyć. 

- Wiem! - odparłem trochę zbyt głośno - ale wiesz co? - spojrzałem               
w stronę mojego brata - Jeśli w dalszym ciągu widzisz we mnie takiego 
egoistę, to masz rację! - podszedłem do niego czując rosnącą wściekłość    
- Wolę poświęcić choćby tysiąc żyć, aby tylko Meredith była z dala           
od Klausa - złość coraz to bardziej zaczynała przeze mnie przemawiać 

- Nie myślisz, że już to kiedyś przerabialiśmy - odezwał się Stefan 
krzyżując ręce na piersi    

- Mówisz o Katherine?. Co ona ma z tym wspólnego? - prychnąłem            
nie rozumiejąc o co mu może znowu chodzić  

- Kiedyś też ci na niej zależało i też cię nie obchodziło co dookoła się 
działo. Liczyło się tylko to czego ty chciałeś. Byłeś zazdrosny, zawistny             
i przez to przestawałeś trzeźwo myśleć. Teraz masz wszystko czego 
chciałeś, więc może tym razem tego nie zawalisz! - powiedział wracając 
do przeszłości, która dla mnie nie miała już żadnego znaczenia 

- Dobranoc bracie - rzuciłem, aby już tylko przestał wygłaszać te swoje 
dziwne teorie i wreszcie dał mi spokój 

- Rób jak chcesz Damon, ale później nie mów, że cię nie ostrzegałem - 
dopowiedział wychodząc z salonu   

Nikt nie będzie mi mówić co mam robić i co myśleć. Prawda była 

taka, że o ile ja nie dbałem o te tysiąc ludzi, których mógł zabić Klaus                 
to Meredith miała do tego całkiem inne podeście. Zarzucałem jej 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

116

 

 

impulsywność, a tak naprawdę to sam się dzisiaj nie popisałem. 
Postanowiłem zamknąć ten rozdział odnośnie wydarzeń dzisiejszego 
wieczora i już więcej do tego nie wracać. Odstawiłem pustą szklankę                   
na stoliku, po czym ruszyłem w stronę swojego pokoju.   

  

**Meredith**    

 

Zanim otworzyłam oczy obudził mnie słodki zapach. Uśmiech 

ponownie zawitał na mojej twarzy. Dopiero teraz, kiedy je otworzyłam 
dostrzegłam leżące na komodzie kanapki posmarowane dżemem 
truskawkowym obok, których stała gorąca herbata. Najwidoczniej             
nie mogła stać tu zbyt długo, bo nadal uchodziła z niej gorąca para.              
W tym momencie zobaczyłam leżącą obok nich karteczkę:   

  

- Mam nadziej

ęże przez wieczność, nie będziesz na mnie wściekła.  

                                                                                          Damon. 

 

- Przez wieczność to może nie, ale wolałabym żebyś był tu razem ze mną - 
powiedziałam na głos, widząc puste miejsce obok siebie     

Moją ciekawość wzbudziło natomiast coś innego. Żadnych oznak 

tego, aby ktoś był w domu. Nie miałam zielonego pojęcia, gdzie podziewał 
się Damon czy Stefan. Jaka zwykle to była norma, powoli zaczynałam się 
do tego przyzwyczajać. O niczym mnie nie informowali, ale wiedziałam, 
że szukają sposobu, by dowiedzieć się co się ze mną działo. Posługując się 
swoją niemal wampirzą zdolnością szybkiego poruszania, przebrałam się         
w nowe rzeczy, dokończyłam poranną toaletę, a włosy jedynie 
przeczesałam leżącą przy lustrze szczotką.  

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

117

 

 

W związku z brakiem obecności braci Salvatore w domu 

postanowiłam wykorzystać ten wolny czas na swoją korzyść. Wreszcie              
w ciszy i spokoju mogłam spróbować rozwikłać zagadkę konsekwencji 
przywrócenia mnie do życia. Dzięki moim szczegółowym notatką byłam               
o krok przed nimi. Teraz musiałam jedynie ułożyć wszystko według 
kolejności, a następnie wyciągnąć odpowiednie wnioski. Najlepiej było 
wrócić do samego początku.                                                                         
Z tego co opowiedziała mi Elena to tylko Elijah znał odpowiednie zaklęcie 
pozwalające przywrócić mnie do życia. Niestety dla mnie łączyło się to               
z konsekwencjami, ale jakimi?. Moje emocje zawsze szalały, ale teraz              
w moich żyłach płynęła Biała Moc wiążąca wszystkie pokolenia rodu 
Petrovy, czy to właśnie mogło być przyczyną mojego dziwnego 
zachowania?. Wstałam z łóżka zaczynając krążyć po pokoju. 
Podenerwowana i zamyślona, nie byłam w stanie nawet przełknąć kanapek 
pozostawionych przez Damon, a herbata zadawał się już dawno ostygnąć.         

W mojej głowie pojawiło się kolejne pytanie co ze sztyletem?,     

ale to chyba nie miało z tym nic wspólnego. Sama widziałam jak rozsypał 
się w drobny mak, gdy wypadł z mojej ręki za nim umarłam. Później już 
tylko ocknęłam się w tym pokoju. Damon powiedział mi, że to krew 
Klausa przywróciła mnie do życia, ale jak?, przecież krew wampira        
nie mogła mnie wskrzesić.                                                                                              
Pamiętam co czułam, kiedy obudziłam się jako człowiek, byłam pewna 
siebie, odważna, nie bałam się niczego i wszystko czego potrzebowałam  
to zobaczyć się z Pierwotnym. Co jak się później okazało było złym 
pomysłem. W mojej głowie zrodziła się pewna myśl, ale bałam się 
podążać tą drogą, bojąc się tego co mogę odkryć. Podeszłam do torebki 
wyciągając z niej wszystkie karteczki, na których zapisywała wzmożone 
działanie moich emocji. Powoli zaczęłam rozkładać je na pościeli: lęk, 
bezradność, agresja, ból, cierpienie, samotność, krzyk, upór. Stałam tak 
jeszcze przez chwile wpatrując się w nie, gdy dostrzegłam w nich coś 
innego. Bezwiednie usiadłam na łóżku, czując jak moje serce zaczyna 
coraz to mocniej uderzać. 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

118

 

 

- To nie może być prawda - powiedziałam przerażona, zaczynając układać 
notatki w innej hierarchii - K-krzyk, L-lęk, A-agresja, U-upór,                    
S-samotność - zeskoczyłam z łóżka jak oparzona     

W tym momencie wszystko zaczęło układać się w odpowiedniej 

kolejności. Co jeżeli emocje, które odczuwałam nie do końca należały     
do mnie?. Moje emocje potęgowały się tylko wtedy, gdy doświadczałam 
samych negatywnych uczuć lub gdy ktoś wspominał o Klausie. Od samego 
początku wszystko było z nim powiązane. Pierwszego dnia, gdy zostałam 
przywrócona do życia odczuwałam niesamowitą pewność siebie, ale co 
jeżeli to nie była moja pewność siebie?. Słowa Stefana uderzyły we mnie 
ze zdwojoną siłą - Wygląda na to, że jesteś człowiekiem z wampirzym 
emocjami 

- Wszystko tylko nie to - w tym momencie wolałam żyć w całkowitej 
niewiedzy, niż znać prawdę    

Moja złość wczorajszego dnia, to jak się zachowywałam to nie 

byłam ja, a przynajmniej nie do końca. Moja złość łączyła się z jego 
złością, jego upór połączył się z moim tworząc niesamowitą mieszankę 
wybuchową, ale czy Klaus był w ogóle tego świadomy, czy Elijah 
powiedział mu prawdę?. Niestety tego nie byłam w stanie rozszyfrować. 
Ponownie wróciłam do ostatnich słów jakie wczorajszego wieczora 
powiedziałam Damonowi, bo odczuwałam nie tylko złość, ale i coś jeszcze 
samotność, ból, cierpienie. Czy faktycznie miałam wgląd we wszystkie 
emocje Pierwotnego?. Jeżeli to była prawda to wiedziałam, że nikt nigdy 
nie może się o tym dowiedzieć. Musiało to pozostać w tajemnicy przed 
wszystkimi, a już w szczególności przed Damonem. On nigdy by się z tym 
nie pogodził.    

W pośpiechu zebrałam wszystkie karteczki leżące na pościeli,          

po czym wrzuciłam je do palącego się kominka w pokoju Damona. Stałam 
tak jeszcze przez chwile wpatrując się jak ogień pożera wszystkie dowody, 
zmieniając je w proch. Niestety, żeby potwierdzić moje przypuszczenia 
potrzebowałam jeszcze jednego małego eksperymentu. Położyłam się na 
łóżku zamykając oczy. Raz jeszcze musiałam nawiązać z nim połączenie. 
Skupiłam się na jedynym wspomnieniu, które nie będzie w stanie wywołać 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

119

 

 

we mnie wściekłości. Wróciłam myślami do momentu, gdy będąc 
wampirem przygotowywałam się na Bal Założycieli. Miałam wrażenie,    
że czas cofnął się do tamtego momentu.   

 

Spojrzałam w lustro i dopiero teraz w jego odbiciu zobaczyłam Klausa 
opartego o futrynę drzwi. 

- Nie wiesz, że nie ładnie jest podglądać? - zapytałam poprawiając drugą 
rękawiczkę przy łokciu 

- Pięknie wyglądasz - powiedział nie zważając na moją uwagę 

- Ty też wyglądasz... elegancko - odparłam uprzejmie widząc go ubranego 
w czarny smoking 

 

Wtedy to poczułam, szybkie uderzenia mojego serca. Otworzyłam 

powieki dostrzegając tą różnicę, której wcześniej nie zauważyłam. Dwa 
serca bijące jak jedno. Opanował mnie w tym momencie spokój, a ja coraz 
to bardziej zaczynałam zatracać się w tym dźwięku. Jakby nic po za nim 
nie miało żadnego znaczenia.  

- Nie mogę tego robić - usiadłam na łóżku - Nie mogę się przywiązywać - 
starałam się to sobie wmówić - Nie mogę tego rozpamiętywać - ból zaczął 
zalewać mnie falami    

Powinnam go nienawidzić za to co mi zrobił, za to że zaatakował 

moich przyjaciół, za to, że zmienił mnie w wampira, a jednak wgląd w to 
co czuł zaburzało mój osąd. Przerażało mnie to co czułam. Postanowiłam, 
że już nigdy więcej do tego nie wracać. Zdecydowałam się odepchnąć to 
wszystko co czułam, całą swoją wiedzę o moim odkryciu w jak najdalszą 
część swojej duszy. Muszę zaleźć sobie jakieś zajęcie, starać się być 
przykładną przyjaciółką i dziewczyną dla kogoś kto mnie kochał,                      
a nie uciekał zostawiając samą pośrodku tego wszystkiego. 

W pośpiechu ubrałam jeansową kurtę, a telefon schowałam do kieszeni. 
Miałam dzisiaj rozpocząć trening z Tatią, aby nauczyć się kontrolować 
Moc, ale najpierw chciałam poznać odpowiedzi na kilka pytań. Wybiegłam 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

120

 

 

z domu, czując przyjemne chłodne powietrze. Musiałam jak najprędzej 
dostać się na polanę i tak byłam już spóźniona. 

 

**Damon**    

 

- No dalej Bonnie, tylko nie mów, że niczego nie masz! - zareagowałem 
trochę zbyt ostro 

Niestety widząc tyle rozłożonych książek na stoliku, aż trudno było 
uwierzyć, że są bezużyteczne.  

- To nie moja wina, że niczego tutaj nie ma - odparła dziewczyna - 
Przejrzałam wszystko co miałam, plus to co znalazłam u mojej babci. 
Sama nie wiem co mogłabym jeszcze zrobić, a próbował może któryś        
z was skontaktować się z Elijah? - popatrzyła to na mnie to na Stefana 

- Zawarowałaś? - zapytałem zdziwiony, za kogo ona mnie miała 

- Nadal ma wyłączony telefon - odezwał się z rezygnacją w głosie Stefan 

- Kiedy zamierzałeś mi o tym powiedzieć? - nie mogłem w to uwierzyć,   
że mój brat działał za moimi plecami 

- Może wtedy, kiedy ty miałeś mi powiedzieć o rozmowie Meredith            
z Klausem - odparł nie pozostając dłużny  

Punkt dla niego, aż zdziwiłem się, że tym razem mnie nie zignorował. 

- Nie powiem, że zachowanie Meredith jest normalne, ale może ona nadal 
potrzebuje czasu. W końcu była człowiekiem, później wampirem teraz 
znowu jest człowiekiem, trochę ciężko to sobie poukładać - dodała 
wyjaśniająco - Z drugiej jednak strony to wcale jej się nie dziwię, dla mnie 
też używanie magii było czymś przytłaczającym, aż do czasu, kiedy 
przejęłam nad tym kontrolę 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

121

 

 

- Zapomniałaś chyba, że Meredith siedzi w tym znacznie dłużej od ciebie. 
Korzystała ze swojej Mocy już zanim przybyła do Mystic Falls, a ty 
nauczyłaś się chodzić - stwierdziłem z sarkazmem 

- Chcesz powiedzieć, że Meredith musi zaakceptować to kim jest teraz, 
czyli przebrnąć przez każdy etap swojego życia? - powiedział Stefan 
podążając za rozumowaniem Bonnie 

- Dokładnie. Każdy etap jej życia łączy się z innymi umiejętnościami, 
może one nakładają się jedne na drugie? - przyznała mu rację, podrzucając 
nam kolejny trop - Dzisiaj się z nią widzę, więc zobaczymy do czego jest 
zdolna  

- Nawet jej nie testuj, bo jak się znowu wkurzy to może spalić ten twój 
malutki domeczek - rozejrzałem się dookoła - I małe ostrzeżenie, lepiej  
nie wspominaj przy niej imienia na K., bo to też działa na nią destrukcyjnie 
- uśmiechnąłem się złośliwie w jej stronę 

- Nie podzielam waszego pomysłu ukrywania przed Meredith pewnych 
informacji odnośnie księgi Petrovy, ale dopóki jej emocje nie ustabilizują 
się to faktycznie powinniśmy zachować pewien dystans - zmarszczka na 
czole mojego brata pogłębiła się   

- Nareszcie mówisz coś z sensem braciszku, a już zaczynałem tracić          
w ciebie wiarę - poczułem satysfakcje, że pomimo swojego narzekania     
w końcu przyznał mi rację - Cieszę się w takim razie, że ustaliliśmy pewne 
szczegóły - klasnąłem w dłonie, po czym wstałem z kanapy - Jeśli teraz  
nie ruszysz się kanapy to ominie cię darmowa podwózka do domu - 
spojrzałem w stronę Stefana, gdy ten pokręcił przecząco głową  

- Jeśli będzie działo się coś nieoczekiwanego to od razu do mnie zadzwoń - 
uspokoił swoimi słowami dziewczynę, kiedy wychodziliśmy z domu 

Nie chcąc przysłuchiwać się już więcej tej powalającej rozmowie, 
postanowiłem zająć się samym sobą. Wsiadłem do samochodu, odpaliłem 
silnik, gdy drzwi po mojej prawej stronie otworzyły się, a miejsce pasażera 
zajął Stefan. Bez słowa wycofałem auto z parkingu domu Bonnie,                
by po chwili wjechać na główną drogę prowadzącą do naszej rezydencji.  

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

122

 

 

- Naprawdę myślisz, że Meredith mogłaby zaatakować Bonnie? - 
zapytałem od niechcenia, ale szczerze to chciałem poznać jego opinię 

- A ty naprawdę myślisz, że mogłaby podpalić cały dom? - odpowiedział 
mi tylko pytaniem na pytanie 

Prawda była tak, że żaden z nas nie wiedział jak wielką Mocą może 
dysponować Meredith i właśnie ta wiedza była najgorsza.  

 

**Meredith**    

 

- A więc jesteś? - usłyszałam głos Pierwszej Petrovy jak tylko dotarłam    
na polanę 

- Oczywiście, że jestem - odparłam - Chyba nie sądziłaś, że może być 
inaczej - nie dawałam za wygraną   

- Sądzę, że po tobie wszystkiego można się spodziewać, Meredith - 
wtrąciła, by po chwili zmienić temat - Jak tam udało się wczorajsze 
spotkanie?, bardzo zrównałaś wszystkich z ziemią? - zapytała pewna siebie  

- Myślę, że chyba miałaś rację - nawet sama nie wiem, czemu 
powiedziałam jej prawdę, ale musiałam z kimś porozmawiać za dużo 
ostatnio było sekretów w moim życiu - Zdaje się, że wszyscy dokładnie 
wiedzą co czuję, co myślę, co powinnam robić, a czego nie powinnam - 
czułam zalewająca mnie bezradność  

- Naprawdę tego nie widzisz, Meredith?. Patrząc na ich zachowanie          
nie masz wrażenia, że coś ci to przypomina?. Jest dokładnie tak jak było 
wcześniej - dodała głośniej - Czarownice też opiekowały się tobą starając 
wmówić, że robią to dla twojego dobra. Kontrolowały cię na każdym 
kroku, a dobrze o tym wiemy, że ty nienawidzisz kontroli - dołożyła 
kolejnych kilka słów prawdy   

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

123

 

 

- Nienawidziłam swojego wcześniejszego życia. Przysięgłam sobie, że już 
nigdy więcej do tego nie wrócę - pokiwałam przecząco głową - Wiem jak 
to jest rezygnować z własnych marzeń tylko po to by inni byli zadowoleni. 
Szkoda tylko, że nikt tak naprawdę nigdy nie zapytał się czego ja chcę.    
W kółko ciągłe przeprowadzki, kontrolowanie na każdym kroku, ale 
teraz... - zamyśliłam się nad tym o czym właśnie pomyślałam - teraz mam 
wrażanie, że utknęłam w tutaj na zawsze - w tym momencie coś we mnie 
pękło - Nie mam zamiaru poddawać się tylko, dlatego że oni tak chcą - 
mówiłam z coraz to większym przekonaniem    

- Przynajmniej teraz już wiesz, dlaczego tutaj jesteś i sądzę, że w głębi 
duszy wiedziałaś o tym od dawna - na te słowa, spojrzałam w stronę Tati, 
ale dłonie nadal miałam zaciśnięte w pięści - Zawsze wiedziałaś czego 
chcesz, choć w przeszłości nie zbyt dobrze dobierałaś sobie przyjaciół - 
uśmiechnęła się sama do siebie - Pamiętasz jeszcze, dlaczego przybyłaś   
do Mystic Falls? - zapytała zmieniając temat 

- Oczywiście. Chciałam pomóc Elenie - odpowiedziałam nie wiedząc      
do czego zmierza 

- I co wtedy czułaś? - ciągnęła cały czas ten sam temat  

- Pamiętam, że kiedy udało mi się to zrobić po raz pierwszy w życiu 
odczułam satysfakcję jakiej nie czułam nigdy wcześniej. Pomimo tego,    
że zrobiłam coś na przekór innym to wygrałam - poczucie dumy na nowo 
wypełniło moje serce, zajmując miejsce bezradności i wściekłości 

- Przyznaję, że to też może być całkiem satysfakcjonujące, ale tylko            
i wyłącznie dla kogoś takiego jak ty - powiedziała Tatia z brakiem 
przekonania - Nie mniej powinnaś być dumna Meredith, nie jesteś nikim, 
nie jesteś słabym człowiekiem. Należysz do rodu Petrovy i właśnie o tym 
powinnaś pamiętać, dlatego tym razem musisz zrobić krok w tył i wrócić 
do tego kim byłaś zanim przybyłaś do Mystic Falls. Musisz wreszcie 
znaleźć nowy cel, bo nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Inaczej faktycznie 
utkniesz tutaj na zawsze - założyła ręce na piersiach czekając, aż wyciągnę 
z tej rozmowy odpowiednie wnioski 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

124

 

 

- Zrobiłam w życiu tak dużo dobrego, a tak wiele złego się w nim 
wydarzyło, ale w końcu przetrwałam, to chyba coś znaczy, prawda? - 
spojrzałam w jej kierunku - Wiem, że wszyscy chcą bym była bezpieczna, 
ale nie powinni mnie okłamywać - popatrzyłam przed siebie - Już nikt 
nigdy nie będzie za mnie decydować - postanowiłam trzymać się tego co 
powiedziałam z całych sił 

- Od razu widać, że jesteś z Rodu Petrovy - dodała Tatia z lekkim 
uśmiechem, który po chwili odwzajemniłam - ale wiesz, że tak nie do 
końca to przełamałaś jeszcze klątwę? - spojrzała na mnie uświadamiająco 

- Co chcesz przez to powiedzieć?, przecież połączyłam swoją krew z krwią 
Eleny, Katherine i bez obrazy, ale zabiłam ciebie, więc może powiesz mi  
o czym zapomniałam? - mogłam się domyślać, że tak łatwo nie będzie 

- Może i połączyłaś krew całego rodu, ale bez obrazy, to przez ciebie 
stoimy w miejscu - wyjaśniła 

- A to niby czemu? - zapytałam zdziwiona 

- Ród Petrovy powstanie dopiero wtedy, gdy księżyc splami się krwią.  
Czy widziałaś już coś takiego?. Jest to pewnego rodzaju ostrzeżenie 
Meredith dla tych wszystkich, którzy zapomnieli, że muszą się z nami 
liczyć. Już mówiłam ci, że dopóki nie przyznasz się do tego co czujesz     
to nie doprowadzisz do połączenia Mocy, ale ty dalej jesteś w fazie 
zaprzeczenia, więc jakkolwiek na to patrząc kręcisz się w kółko - dodała 
poirytowana 

- W takim razie musi mi wystarczyć to czego nauczyłam się do tej pory - 
powiedziałam, choć oczywiście starałam się uciec od tego co mi zarzuciła 

- Jesteś gorzej niż uparta, ale wrócimy do tej rozmowy jak tylko do tego 
dorośniesz, bądź kiedy przestaniesz sobie z tym radzić. Wtedy zgłoś się   
do mnie, rozwieję twoje wątpliwości, a w zasadzie zrobisz to sama - po raz 
kolejny Tatia dała mi do zrozumienia, że wie coś o czym ja nie zdawałam 
sobie sprawy  

Postanowiłam w takim razie wypytać ją o inną sytuację.  

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

125

 

 

- Nie mam zielonego pojęcia o czym mówisz, ale skoro tak bardzo lubisz 
paplać to może popiszesz się swoją wiedzą w innym temacie - wzięłam ją 
pod włos mając nadzieję, że połknie haczyk - Wtedy, kiedy cię pokonałam, 
widziałam jak spłonęłaś, ale ze mną tak się nie stało, wróciłam do życia 
zatem, dlaczego, ja nie...? - mówiłam dalej, gdy przerwała mi w pół słowa  

- Nie zginęłaś?, to proste, zawsze jest jakaś furtka. Istniało pewne zaklęcie 
wskrzeszające. Opierało się na połączeniu emocji z drugą osobą. Krew 
wampira nie mogła cię uratować, ale jego siła woli przetrwania już tak -  
jej pewność siebie wzrastała z każdą minutą - Wystarczyło by w twoim 
organizmie w momencie śmierci połączenie było aktywne. Problem 
polegał wyłącznie na tym, że obudzić mogła cię tylko ta osoba, która jako 
ostatnia nakarmiła cię swoją krwią, czyż to nie jest romantyczne? - 
zażartowała  

- Wiedziałaś o tym od samego początku, dlaczego sama tego nie zrobiłaś? - 
zadałam kolejne pytanie - Miałaś władzę, miałaś wszystko czego chciałaś, 
więc, dlaczego to ja stoję tutaj a nie ty! - coraz bardziej zaczynało mnie      
to przerażać    

- Nie mów, że jest ci mnie żal, bo się jeszcze wzruszę - wzgardziła moimi 
słowami - Faktycznie mogłabym zmusić każdego wampira by dał mi swoją 
krew, ale istniał pewien problem, który odróżniał mnie od ciebie - 
zacisnęła mocniej zęby - tak jak w twoim przypadku, gdy uratowałaś 
Stefana i Damona w 1864 roku chodziło o coś więcej, o poświęcenie.   
Miał to być pewnego rodzaju dar, coś prawdziwego i coś szczerego, a więc 
wychodzi z tego, że faktycznie komuś musiało na tobie zależeć - zmroziła 
mnie wzrokiem - W końcu wróciłaś do życia, podejrzewam, że Damon,  
nie jest tym zbytnio zadowolony - spojrzała na mnie oczekując odpowiedzi 
- Och Meredith nie mów, że jeszcze tego nie zauważyłaś, w końcu teraz 
odczuwasz wszystkie jego emocje - wyjaśniła potwierdzając wszystkie 
moje odkrycia 

Tatia nie mogła wiedzieć, czyja krew przywróciła mnie do życia, a ja nie 
mogłam teraz nad tym rozmyślać zbyt długo. Musiała uwierzyć w to co jej 
za chwile miałam powiedzieć. 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

126

 

 

- To prawda, nie jest zadowolony - skłamałam - Powiedz mi w takim razie 
jak to odkręcić? - zapytałam szybko wracając do nurtującego mnie pytania 

- W tym rzecz Meredith, że się nie da - dodała i widząc po jej minie              
to mówiła prawdę  

- A jakbym została przemieniona w wampira, to co wtedy? - desperacko 
starałam się znaleźć rozwiązanie 

- Nie rozumiesz, nie ma kolejnej furtki, co prawda księga nie odpowiada 
na to pytanie, ale czy naprawdę byłabyś w stanie zaryzykować to wszystko 
co teraz masz, tylko po to by spełnić kolejną zachciankę Damona? - 
zmrużyła lekko oczy próbując pójść za moim tokiem rozumowania 

- Wiesz co, nie ważne - pokiwałam głową - Myślę, że teraz wiem                    
co powinnam zrobić, więc do zobaczenia jutro - odparłam 

- Lepiej zacznij uczyć się kontrolować swoje emocje Meredith, inaczej         
to one wykończą cię jako pierwszą - dorzuciła głośniej za moimi plecami 

Po kilkunastu minutach wyszłam na parking. Zrobiło mi się nagle 

zimno, a głowa zaczęła boleć coraz to mocniej. Po raz kolejny nauczyłam 
się jak rozpoznać, kiedy Tatia blefuje, przecież nie mogła wiedzieć o mnie 
niczego, o czym ja sama bym nie wiedziała. Nie mogła czuć tego co ja 
czułam i nie mogła wiedzieć o tym, że odczuwałam emocje Klausa,                
a nie Damona. Najgorsze było jednak to, że faktycznie miałam teraz 
problem i musiałam nauczyć się kontrolować swoje uczucia. 

- Myśl Meredith, myśl - rozejrzałam się dookoła, a otaczająca cisza 
podsunęła mi pewien pomysł   

Oczywiście plan był ryzykowny, bo musiałam prosić o pomoc 

wampira, którego miałam za największego psychopatę w tym mieście,    
ale był też jedyną osobą, która nie doniosła na mnie Damonowi znając 
moje plany. Musiałam teraz postawić wszystko na jedną kartę.  

Spojrzałam na zegarek, dobiegała godzina trzynasta. Dopiero teraz 
wyciągnęłam z kieszeni kurtki telefon, widząc trzy nieodebrane połączenia 
od Damona oraz sześć smsów od Stefana. 

background image

 

Ro

zd

zi

 V

II

: Me

re

d

ith

 P

ie

rc

e

 -

 h

is

to

ri

a na

p

is

an

a prz

ez

e

 m

n

ie

 by 

mo

n

al

is

a0

0

 

127

 

 

- Wy mi się nie tłumaczycie z tego co robicie, więc nie oczekujcie ode 
mnie tego samego - powiedziałam na głos 

Bez zastanowienia odpisałam, że będę do godziny czasu w domu. 
Wiedziałam, że z Bonnie mam umówione spotkanie na szesnastą,              
więc teraz była odpowiednia pora by wprowadzić nowy plan w życie. 

 

Ciąg dalszy nastąpi...