background image

Ksi��ka pobrana ze strony 

http://www.ksiazki4u.prv.pl 

Lewis Carroll 

Alicja w Krainie Czarów 

* * * 

Nota: 

Ba�niowa opowie�� o przygodach  Alicji w Krainie Czarów powstała w gor�ce lipcowe 

popołudnie  1862  roku,  kiedy  to  podczas  przeja�d�ki  łódk�  po  Tamizie  Lewis  Carroll, 

wykładowca  matematyki  w  Oxfordzie  i  autor  powa�nych  ksi��ek  matematycznych, 

opowiedział  j�  małej  Alicji  Pleasaunce  Liddel  i  jej  dwu  siostrom.  I  wła�nie  ta  opowie�� 

(wydana drukiem w 1865 roku), a nie prace naukowe, przyniosła pisarzowi �wiatow� sław�. 

Zach�cony ogromnym powodzeniem ksi��ki, L. Carroll w kilka lat pó�niej napisał drugi tom. 

"O tym, co  Alicja widziała po drugiej  stronie  lustra".  Oba tomy zostały przetłumaczone na 

wiele j�zyków i miały mnóstwo wyda�. Pierwsze polskie wydanie ukazało si� w roku 1927. 

"Alicja  w  Krainie  Czarów"  jest  utworem  szczególnym.  Nie  przedstawia  �wiata  takim, 

jakim go widzimy na co dzie�, lecz ukazuje go w �nie bohaterki, a snem, jak dobrze wiecie, 

rz�dz�  odmienne  prawa.  Tote�  w  ksi��ce  znane  fragmenty  rzeczywisto�ci  układaj�  si�  w 

całkiem  nowe,  cz�sto  nonsensowne  cało�ci,  a  postaci  prawdziwe,  przemieszane  z 

fantastycznymi, wygl�daj� i zachowuj� si� inaczej ni� w �yciu. 

I  jeszcze  jedna  uwaga:  "Alicja  w  Krainie  Czarów  nale�y  do  tych  ksi��ek,  do  których 

warto  wraca�.  Teraz  odczytacie  j�  jako  dziwn�  ba��,  pełn�  niezwykłych,  zaskakuj�cych 

wydarze�, ale gdy si�gniecie po ni� za kilka lat, uka�e Wam wiele nowych tre�ci. Ka�dego 

jednak czytelnika zawsze zdumiewa� b�dzie bogactwo fantazji i pomysłowo�ci autora, ka�dy 

te� podda si� urokowi jego niepowtarzalnego humoru. 

* * * 

Alicja w Krainie Czarów 

Łód� nasza płynie oci��ale, 

Sło�ce przy�wieca cudnie; 

Trudno sterowa� w tym upale, 

Wiosłowa� jeszcze trudniej; 

Nios� nas wi�c łagodne fale 

W złociste popołudnie. 

Niestety. Wła�nie w owym czasie, 

Gdy człowiek by si� zdrzemn�ł, 

Dziewczynki chc�, bym mówił ba�nie 

I cisz� m�cił senn�. 

background image

Lecz trudno. Na có� opór zda si�?

I tak wygraj� ze mn�.

Ta pierwsza strasznie jest surowa

I ka�e zacz�� zaraz.

Ta druga wa�na chce osoba,

Bym co� o czarach znalazł.

Trzecia przerywa mi wpół słowa,

Chce wiedzie� wszystko naraz.

I nagle cisza. W wyobra�ni

wiat słów mych staje �ywy;

Dziewcz�ta s� w krainie ba�ni,

Ju� ich nie dziwi� dziwy

I mo�e �wiat ba�niowy ja�niej

Im �wieci ni� prawdziwy.

A gdy opowie�� ma ospale

Gdzie� si� zatrzyma czasem,

Mówi� zm�czony: - Dobrze, ale

Reszta nast�pnym razem.

Tak powstała ta opowie��

Przedziwna i n�c�ca;

Słoworodziło si� po słowie,

A� ba�� dobiegła ko�ca.

Płyniemy ra�no ku domowi

Ju� po zachodzie sło�ca.

Alicjo! We� t� bajk� w dłonie,

A potem złó� j� lekko

W twoich dzieci�cych snów ustronie

I otocz j� opiek� -

Tak pielgrzym zwi�dłe kwiaty chroni

Zerwane gdzie� daleko.

Rozdział I - Przez królicz� nor�

Alicja miała ju� do�� siedzenia na ławce obok siostry i pró�nowania. Raz czy dwa razy 

zerkn�ła do ksi��ki, któr� czytała siostra. Niestety, w ksi��ce nie było obrazków ani rozmów. 

"A có� jest warta ksi��ka - pomy�lała Alicja - w której nie ma rozmów ani obrazków?" 

Alicja rozmy�lała wła�nie - a raczej starała si� rozmy�la�, poniewa� upał czynił j� bardzo 

senn�  i  niemraw�  - czy  warto  m�czy�  si�  przy  zrywaniu  stokrotek  po  to,  aby  uwi�  z  nich 

wianek. Nagle tu� obok niej przebiegł Biały Królik o ró�owych �lepkach. 

Wła�ciwie  nie  było  w  tym  nic  nadzwyczajnego.  Alicja  nie  dziwiła  si�  nawet  zbytnio 

słysz�c, jak Królik szeptał do siebie: "O rety, o rety, na pewno si� spó�ni�". Dopiero kiedy 

Królik  wyj�ł  z  kieszonki  od  kamizelki  zegarek,  spojrzał  na�  i  pu�cił  si�  p�dem  w  dalsz� 

drog�, Alicja zerwała si� na równe nogi. Przyszło jej bowiem na my�l, �e nigdy przedtem nie 

widziała  królika  w  kamizelce  ani  królika  z  zegarkiem.  Płon�c  z  ciekawo�ci  pobiegła  na 

background image

przełaj przez pole za Białym Królikiem i zd��yła jeszcze spostrzec, �e znikł w sporej norze 

pod  �ywopłotem.  Wczołgała  si�  wi�c  za  nim  do  króliczej  nory  nie  my�l�c  o  tym,  jak  si� 

pó�niej stamt�d wydostanie. 

Nora była pocz�tkowo prosta niby tunel, po czym skr�cała w dół tak nagle, �e Alicja nie 

mogła ju� si� zatrzyma� i run�ła w otwór przypominaj�cy wylot gł�bokiej studni. 

Studnia była wida� tak gł�boka, czy mo�e Alicja spadała tak wolno, �e miała do�� czasu, 

aby rozejrze� si� dokoła i zastanowi� nad tym, co si� dalej stanie. Przede wszystkim starała 

si� dojrze� dno studni, ale jak to zrobi� w ciemno�ciach? Zauwa�yła jedynie, �e �ciany nory 

zapełnione były szafami  i półkami na ksi��ki. Tu i ówdzie wisiały mapy i obrazki. Mijaj�c 

jedna z półek Alicja zd��yła zdj�� z niej słój z naklejk� Marmolada pomara�czowa. Niestety 

był  on  pusty.  Alicja  nie  upu�ciła  słoja,  obawiaj�c  si�,  �e  mo�e  zabi�  nim  kogo�  na  dole. 

Postawiła go po drodze na jednej z ni�szych półek. 

"No, no - pomy�lała - po tej przygodzie �aden upadek ze schodów nie zrobi ju� na mnie 

wra�enia.  W  domu  zdziwi�  si�,  �e  jestem  taka  dzielna.  Nawet  gdybym  spadła  z  samego 

wierzchołka kamienicy, nie pisn�łabym ani słówka". Co do tego miała niew�tpliwie racj�). 

W dół, w dół, wci�� w dół. Czy ju� nigdy nie sko�czy si� to spadanie? 

- Ciekawa jestem, ile mil dotychczas przebyłam - rzekła nagle Alicja. - Musz� by� ju� 

gdzie� w pobli�u �rodka ziemi. Zaraz... zaraz... To b�dzie, zdaje si�, około tysi�ca mil. (Alicja 

uczyła si� wielu podobnych rzeczy w szkole. Nie była to co prawda chwila na popisywanie 

si� wiedz�, no i imponowa� nie było komu. Uznała jednak, �e mała "powtórka" bywa czasami 

po�yteczna). 

"Tak,  wydaje  mi  si�,  �e  to  b�dzie  wła�nie  tysi�c  mil.  Ciekawe,  pod  jak�  szeroko�ci�  i 

długo�ci�  geograficzn�  obecnie  si�  znajduj�".  (Alicja  nie  imała  najmniejszego  poj�cia,  co 

oznacza "długo��" lub "szeroko�� geograficzna", ale słowa te wydały jej si� d�wi�czne i pełne 

m�dro�ci). 

Tymczasem rozmy�lała dalej: 

"Chciałabym  wiedzie�,  czy  przelec�  cał�  ziemi�  na  wylot.  Jakie  to  b�dzie  �mieszne, 

kiedy znajd� si� naraz w�ród ludzi chodz�cych do góry nogami. Zapytam ich o nazw� kraju, 

do  którego  przybyłam.  "Przepraszam  pani�  bardzo,  czy to  Nowa  Zelandia,  czy Australia?" 

(Tu Alicja usiłowała dygn��, ale spróbujcie to zrobi� w takich warunkach. Czy s�dzicie, �e 

Wam si� to uda?) 

"I co oni sobie o mnie pomy�l�? Chyba �e jestem głupia. Nie, ju� lepiej nie pyta�. Mo�e 

zobacz� gdzie� jaki napis". 

W  dół,  w  dół,  wci��  w  dół.  Nie  było  nic  do  roboty,  wi�c  Alicja  zabawiała  si�  nadal 

rozmow� z sam� sob�: 

"Jacek b�dzie t�sknił za mn� dzi� wieczorem". (Jacek był to kot). "Mam nadziej�, �e w 

domu nie zapomn� da� mu mleka na podwieczorek. Kochany, najdro�szy Jacku! Gdybym ci� 

teraz miała przy sobie! Obawiam si�, co prawda, �e w powietrzu nie ma myszy, ale mógłby� 

chwyta� nietoperze, a gacki bardzo przypominaj� myszy. Ale czy Jacek zjadłby gacka?" 

Tu Alicji zachciało si� nagle spa� i zacz�ła powtarza� na wpół sennie: "Czy Jacek zjadłby 

gacka? Czy Jacek zjadłby gacka?", a czasami: "Czy gacek zjadłby Jacka?" Tak czy inaczej, 

nie  umiała  odpowiedzie�  na  te  pytania,  było  jej  wi�c  wła�ciwie  wszystko  jedno.  Wreszcie 

poczuła, ze zasypia. �niło jej si�, �e jest na spacerze z Jackiem i �e mówi do niego bardzo 

gro�nie: "Powiedz mi teraz cał� prawd�, Jacku, czy� ty kiedy zjadł nietoperza?" I nagle - tym 

razem  ju�  na  jawie  - Alicia  usiadła  mi�kko  na  stosie  chrustu  i  suchych  li�ci.  Spadanie 

sko�czyło si�. 

Alicja nie potłukła si� ani troch� i po chwili była ju� na nogach. Spojrzała w gór�, lecz 

anowały  tam  straszne  ciemno�ci.  Przed  ni�  ci�gn�ł  si�  znowu  długi  korytarz.  W  dali 

spostrzegła p�dz�cego Białego Królika. Nie było ani chwili do stracenia. 

background image

Pu�ciła  si�  wi�c  w  pogo�  za  Królikiem  i  przed  jednym  z  zakr�tów  korytarza  usłyszała 

jego zdyszany głosik: 

- O, na moje uszy i bokobrody, robi si� strasznie pó�no! 

Była ju� zupełnie blisko, ale za zakr�tem Biały Królik znikł w sposób niewytłumaczony. 

Alicja znalazła si� w podłu�nej, niskiej sali z długim rz�dem lamp zwisaj�cych z sufitu. 

Rozejrzała si� dokoła i spostrzegła mnóstwo drzwi. Usiłowała otworzy� ka�de z nich po 

kolei,  ale  wszystkie  były  zaryglowane.  Zasmucona,  odeszła  wi�c  ku  �rodkowi  sali,  straciła 

bowiem nadziej�, �e si� kiedykolwiek st�d wydostanie. 

Nagle  znalazła  si�  przed  stolikiem  na  trzech  nogach,  zrobionym  z  grubego  szkła.  Na 

stoliku le�ał male�ki, złoty kluczyk. Alicja ucieszyła si� my�l�c, i� otwiera on jakie� drzwi. 

Niestety.  Czy  zamki  były  zbyt  wielkie,  czy  kluczyk  zbyt  mały,  do��  ze  nie  pasował  on 

nigdzie.  Obchodz�c  sal�  po  raz  drugi,  Alicja  zauwa�yła  jednak  co�,  czego  nie  dostrzegła 

przedtem:  zasłon�,  za  któr�  znajdowały  si�  drzwi  niespełna  półmetrowej  wysoko�ci. 

Przymierzyła złoty kluczyk i przekonała si� z rado�ci�, ze pasuje. 

Drzwiczki  prowadziły  do  korytarzyka  niewiele  wi�kszego  od  szczurzej  nory.  Alicja 

ukl�kła  i  przez  korytarzyk  ujrzała  najpi�kniejszy  chyba  na  �wiecie  ogród.  Jak�e  pragn�ła 

przechadza� si� tam w�ród �licznych kwietników i orze�wiaj�cych wodotrysków! ale jak tu o 

tym marzy�, skoro nie potrafiłaby wsun�� przez nork� nawet głowy. "A zreszt�, gdyby nawet 

moja głowa dostała si� do ogrodu, nie na wiele by si� zdała bez ramion i reszty. Och, gdybym 

mogła  zło�y�  si�  tak  jak  teleskop.  Mo�e  bym  nawet  i  umiała,  ale  jak  si�  do  tego  zabra�?" 

(Alicja  bowiem  doznała  ostatnio  tylu  niezwykłych  wra�e�,  �e  nic  nie  wydawało  si�  jej 

niemo�liwe). 

Dłu�ej  sta�  pod  drzwiczkami  nie  miało  sensu.  Wróciła  wi�c  do  stolika  z  niejasnym 

przeczuciem,  �e  znajdzie  na  nim  nowy kluczyk  albo  chocia�  przepis  na  składanie  ludzi  na 

wzór teleskopów. Tym razem na stoliku stała buteleczka("Na pewno nie było jej tu przedtem" 

- pomy�lała Alicja) z przytwierdzon� do szyjki za pomoc� nitki karteczk�. Alicja przeczytała 

na niej pi�knie wykaligrafowane słowa: Wypij mnie. 

Łatwo powiedzie� "Wypij mnie", ale nasza mała, m�dra Alicja bynajmniej si� do tego nie 

kwapiła. "Zobacz� najpierw - pomy�lała - czy nie ma tam napisu: Uwaga - Trucizna. Czytała 

bowiem wiele uroczych opowiastek o dzieciach, które spaliły si�, zostały po�arte przez dzikie 

bestie lub doznały innych przykro�ci tylko dlatego, �e nie stosowały si� do prostych nauk: na 

przykład,  �e  rozpalonym  do  biało�ci  pogrzebaczem  mo�na  si�  oparzy�,  gdy  trzyma  si�  go 

zbyt  długo w  r�ku,  albo  �e - gdy zaci�� si� bardzo gł�boko scyzorykiem, to palec krwawi. 

Alicja  przypomniała  sobie  doskonale,  �e  picie  z  butelki  opatrzonej  napisem:  "Uwaga  -

Trucizna rzadko komu wychodzi na zdrowie. 

Ta  buteleczka  jednak  nie  miała  napisu:  Trucizna.  Alicja  zdecydowała  si�  wi�c 

skosztowa� płynu. Był on bardzo smaczny miał jednocze�nie smak ciasta z wi�niami, kremu, 

ananasa,  pieczonego  indyka,  cukierka  i  bułeczki  z  masłem),  tak  �e  po  chwili  buteleczka 

została opró�niona. 

* * * 

- Có� za dziwne uczucie - rzekła Alicja - składam si� zupełnie jak teleskop.

Tak było naprawd�. Alicja miała teraz tylko �wier� metra wzrostu i radowała si� na my�l

o  tym,  �e  wejdzie  przez  drzwiczki  do  najwspanialszego  z  ogrodów.  Najpierw  jednak 

odczekała  par�  minut,  aby  zobaczy�,  czy  si�  ju�  nie  b�dzie  dalej  zmniejszała.  Szczerze 

mówi�c, obawiała si� troch� tego. "Mogłoby si� to sko�czy� w taki sposób, �e stopniałabym 

zupełnie  niczym  �wieczka.  Ciekawe,  jakbym  wtedy  wygl�dała".  Tu  Alicja  usiłowała 

background image

wyobrazi�  sobie,  jak  wygl�da  płomie�  zdmuchni�tej  �wiecy,  ale  nie  umiała  przypomnie� 

sobie takiego zjawiska. 

Po chwili, gdy uznała, �e jej wzrost ju� si� nie zmienia, postanowiła pój�� natychmiast do 

ogrodu.  Niestety.  Kiedy  biedna  Alicja  znalazła  si�  przy  drzwiach,  uprzytomniła  sobie,  �e 

zapomniała na stole kluczyka. Wróciła wi�c, ale okazało si�, �e jest zbyt mała, by dosi�gn�� 

klucza. Widziała go wyra�nie poprzez szkło, chciała nawet wspi�� si� po nogach stolika, ale 

były zbyt �liskie. Kiedy przekonała si�, biedactwo, o bezskuteczno�ci swoich prób, usiadła na 

podłodze i zacz�ła rzewnie płaka�. 

"Do��  tego  - powiedziała  sobie  po  chwili  surowym  tonem  - płacz  nic  ci  nie  pomo�e. 

Rozkazuj� ci przesta� natychmiast!" (Alicja udzielała sobie cz�sto takich dobrych rad - cho� 

rzadko si� do nich stosowała - i czasami karciła si� tak ostro, �e ko�czyło si� to płaczem. Raz 

nawet  usiłowała  przeci�gn��  si�  za  uszy,  aby  ukara�  si�  za  oszukiwanie  w  czasie  partii 

krokieta, któr� rozgrywała przeciwko sobie - Alicja bardzo lubiła udawa� dwie osoby naraz. 

"Ale po có� - pomy�lała - udawa� dwie osoby naraz, kiedy ledwie wystarczy mnie na jedn�, 

godn� szacunku osob�"). 

Nagle  zauwa�yła  pod  stolikiem  małe,  szklane  pudełeczko.  Otworzyła  je  i  znalazła  w 

rodku ciasteczko z napisem: Zjedz mnie, pi�knie uło�onym z rodzynków. 

- Dobrze, zjem to ciastko - rzekła Alicja. - Je�li przez to urosn�, to dosi�gn� kluczyka, 

je�li za� jeszcze bardziej zmalej�, to b�d� mogła przedosta� si� przez szpar� w drzwiach. Tak 

czy owak, dostan� si� do ogrodu, a reszta mało mnie obchodzi. 

Odgryzła kawał�k ciastka i czekała z niepokojem, trzymaj�c r�k� na czubku głowy, aby 

zbada� w ten sposób, czy ro�nie czy te� maleje. Przekonała si� jednak ze zdziwieniem, �e jest 

nadal tego samego wzrostu. Co prawda zdarza si� to zwykle ludziom judz�cych ciastka, ale 

Alicja przyzwyczaiła si� tak bardzo do czarów i niezwykło�ci, �e uwa�ała rzeczy normalne i 

zwykłe - po prostu za głupie i nudne. 

Jeszcze par� k�sów - i po ciastku. 

Rozdział II - Sadzawka z łez 

- Ach jak zdumiewaj�co! Coraz zdumiewaj�cej! - krzykn�ła Alicja. Była tak zdumiona, 

e a� zapomniała o poprawnym wyra�aniu si�. - Rozci�gam si� teraz jak najwi�kszy teleskop 

na �wiecie. Do widzenia, nogi! - Spogl�daj�c w dół, Alicja zauwa�yła, �e jej nogi wydłu�ały 

si� coraz bardziej i gin�ły w oddali. - O moje biedne nó�ki, któ� wam teraz b�dzie wkładał 

skarpetki i buciki? Bo ja z pewno�ci� nie dam sobie z tym rady, b�d� c od was tak daleko. 

Musicie sobie teraz radzi� same. 

"Powinnam jednak  by� dla nich uprzejma - pomy�lała Alicja - bo mog� nie pój�� tam, 

gdzie  ja  b�d�  chciała.  Zaraz,  zaraz...  Wiem.  B�d�  im  dawała  po  nowej  parze  bucików  na 

ka�de Bo�e Narodzenie". 

Tu  Alicja  zacz�ła  zastanawia�  si�,  w  jaki  sposób  dor�czy  im  prezenty.  "Chyba  przez 

posła�ca  - pomy�lała.  - Ale  jakie  to  b�dzie  �mieszne  posyła�  podarunki  swoim  własnym 

nogom. A jak zabawnie b�dzie wygl�dał adres: 

Wielmo�na Pani Prawa Noga Alicji, Dywanik przed Kominkiem, tu� obok paleniska, z 

serdecznym pozdrowieniem od Alicji. 

O Bo�e, có� ja za głupstwa wygaduj�!" 

background image

To  mówi�c  Alicja  uderzyła  głow�  o  sufit  sali.  Miała  teraz  blisko  trzy  metry  wzrostu, 

wzi�ła wi�c ze stolika złoty kluczyk i po�pieszyła ku drzwiom. 

Biedactwo. Mogła zaledwie jednym okiem zerka� do ogrodu, i to wtedy, kiedy le�ała na 

boku. Przedostanie si� było bardziej ni� kiedykolwiek beznadziejne. Usiadła wi�c i zacz�ła na 

nowo płaka�. 

- Wstyd� si� - rzekła po chwili - taka du�a dziwucha jak ty (to nie ulegało w tej chwili 

w�tpliwo�ci),  taka  du�a  dziewucha,  �eby  płakała  jak  niemowl�.  W  tej  chwili  przesta�, 

rozkazuj� ci. - Ale i to nic nie pomogło; Alicja płakała dalej i wylewała takie potoki łez, a� 

utworzyła si� dokoła niej wielka, zajmuj�ca pół pokoju i gł�boka na kilkana�cie centymetrów 

kału�a. 

Po chwili usłyszała czyje� kroki, otarła wi�c łzy, aby przyjrze� si� przybyszowi. Był to 

powracaj�cy  Biały  Królik  bogato  przyodziany,  z  par�  białych,  skórkowych  r�kawiczek  w 

jednej r�ce i wielkim wachlarzem - w drugiej. Spieszył si� bardzo i pod drodze mamrotał po 

nosem: 

- O Ksi��no, Ksi��no! Czy aby nie b�dziesz w�ciekła, �e dałem ci tak długo czeka�? 

Alicja była tak zrozpaczona, �e zwróciłaby si� o pomoc do ka�dego. Kiedy wi�c Królik 

zbli�ył si� do niej, odezwała si� cichym i nie�miałym głosikiem: 

- Przepraszam pana. Przepraszam pana uprzejmie... 

Królik stan�ł jak wryty, po czym upu�ciwszy wachlarz i r�kawiczki wzi�ł nogi za pas i po 

chwili znikł w ciemno�ciach. 

Alicja  podniosła  wachlarz  i  r�kawiczki,  a  poniewa�  było  bardzo  gor�co,  zacz�ła 

wachlowa� si� mówi�c: 

- Mój  Bo�e,  jakie  wszystko  jest  dzisiaj  dziwne.  A  wczoraj  jeszcze  �yło  si�  zupełnie 

normalnie. Czy aby noc� nie zmieniono mnie w kogo� innego? Bo, prawd� mówi�c, czuj� si� 

jako� inaczej. Ale je�li nie jestem sob�, to w takim razie kim jestem? W tym tkwi najwi�ksza 

zagadka. - Tu Alicja zacz�ła przypomina� sobie swoje rówie�niczki i zastanawia� si�, która z 

nich mogłaby wchodzi� w rachub�. 

- Na pewno nie jestem Ad� - powiedziała w ko�cu - poniewa� ona ma długie loki, a moje 

włosy wcale si� nie kr�c�. Nie mog� by� tak�e Małgosi�, bo znam si� na wielu rzeczach, a 

ona  wła�ciwie  o  niczym  nie  ma  poj�cia.  Poza  tym  ona  jest  sob�,  a  ja  jestem  sob�  i  - och, 

jakie�  to  wszystko  zawiłe!  Musz�  sprawdzi�,  czy  pami�tam  co�  jeszcze  z  rzeczy,  które 

dawniej  widziałam.  Zaraz,  zaraz...  cztery  razy  pi��  jest  dwana�cie,  cztery  razy  sze��  jest 

trzyna�cie,  a  cztery  razy  siedem  - o  Bo�e!  W  ten  sposób  nigdy  chyba  nie  dojd�  do 

dwudziestu. ale tabliczka mno�enia nie jest taka wa�na. Spróbuj� lepiej geografii: ondyn jest 

stolic� Pary�a, Pary� jest stolic� Rzymu, a Rzym - nie, có�  jak wygaduj�?  To wszystko na 

pewno  si�  nie  zgadza.  Musiałam  naprawd�  zmieni�  si�  w  Małgosi�.  Spróbuj�  jeszcze 

powiedzie�:  "Pan  kotek  był  chory"...  - Alicja  splotła  dłonie,  tak  jak  przy  odpowiedział  w 

szkole,  i  zacz�ła  deklamowa�  wierszyk.  Ale  głos  jej  brzmiał  dziwnie  i  obco,  a  słowa  były 

takie niezwykłe. 

Pan Lew by raz chory i le�ał w łó�eczku,

Wi�c przyszedł pan doktor:

- Jak si� masz, koteczku?

- Niedobrze, lecz teraz na obiad jest pora -

Rzekł Lew roz�alony i po�arł doktora.

background image

- To na pewno nie s� prawdziwe słowa - powiedziała Alicja i oczy jej zaszły łzami - a 

wi�c  musiałam  zmieni� si�  w  Małgosi�.  B�d�  teraz  mieszka�  w  jej  brzydkim  domu  i  mie� 

zawsze tyle lekcji do odrabiania. Nie, nigdy si� na to nie zgodz�. Je�eli mam by� Małgosi�, to 

wol� pozosta� tu na dole. Mog� sobie zagl�da� na dół i woła�: "Wracaj do nas, kochanie". A 

ja spojrz� tylko w gór� i odpowiem: "Kim ja wła�ciwie jestem? Powiedzcie mi to naprzód: 

je�eli b�d� chciała by� t� osob�, to wróc�, a je�eli nie, to zostan� na dole, dopóki nie zmieni� 

w kogo� milszego". 

- Mój Bo�e! - krzykn�ła nagle Alicja i znowu rozpłakała si�. - Jak�e gor�co chciałabym, 

eby to do mnie kto� zajrzał. To samotno�� tak mi ju� dokuczyła. 

Tu Alicja spojrzała na swoje r�ce i zdziwiła si� widz�c, �e bezwiednie wło�yła na r�k� 

jedn�  z  białych  r�kawiczek  Królika.  "Jak  to  si�  mogło  sta�  - pomy�lała.  - Widocznie 

musiałam znowu zmale�". 

Aby zmierzy� sw� wysoko��, Alicja podeszła do stolika i stwierdziła, �e ma około  pół 

metra wzrostu i  nadal  si� zmniejsza. Przyszło jej  nagle na my�l, �e dzieje si� to za spraw� 

wachlarza, rzuciła go wi�c szybko, w sam czas, aby zupełnie nie znikn��. 

- No, tym razem ocalala jakim� cudem - rzekła Alicja, nie na �arty przestraszona nagł� 

zmian�, lecz  zadowolona z  tego, ze jeszcze  �yje. - A  teraz  do ogrodu.  - To mówi�c  Alicja 

pobiegła w stron� małych drzwiczek, ale niestety - były one znów zamkni�te, złoty kluczyk 

za� le�ał jak przedtem na szklanym stoliku. "Sytuacja jest gorsza ni� dotychczas - pomy�lała 

biedna Alicja - bo nigdy jeszcze nie byłam taka male�ka. To ju� naprawd� kl�ska". 

Tu Alicja po�lizgn�ła si� nagle i po chwili tkwiła ju� po brod� w słonej wodzie. Pierwsz� 

jej my�l� było, �e wpadła do morza. 

"Wobec tego b�d� musiała wróci� poci�giem" - powiedziała sobie. 

Alicja  była  tylko  raz  w  �yciu  nad  morzem  i  to  słowo  ł�czyło  si�  dla  niej  z  widokiem 

k�pi�cych  si�  letników,  dzieci  grzebi�cych  łopatkami  w  piasku,  rz�du  pensjonatów  oraz 

poło�onej w gł�bi stacji kolejowej. 

Szybko jednak zorientowała si�, �e wpadła do słonej kału�y, któr� wypłakała maj�cy trzy 

metry wzrostu. 

- Nie powinnam była tyle płaka� - rzekła, pływaj�c w poszukiwaniu miejsca dogodnego 

do l�dowania. - Spotyka mnie teraz za to taka kara, �e mog� si� utopi� w swoich własnych 

łzach. Byłoby to naprawd� bardzo dziwne. Ale dzisiaj wszystko jest takie dziwne. 

Alicja  usłyszała  w  pobli�u  plusk  wody,  popłyn�ła  wi�c  w  tym  kierunku.  Pomy�lała 

najpierw, �e spotka si� z morsem albo z hipopotamem. Przypomniała sobie jednak, jaka jest 

male�ka, i po chwili spostrzegła mysz, która równie� wpadła do kału�y. 

"Czy warto przemówi� do tej  myszy?  - zastanawiała si� Alicja. - Wszystko jest dzisiaj 

takie dziwne. Kto wie, czy ona nie umie mówi�? W ka�dym razie nie zaszkodzi spróbowa�..." 

I Alicja rozpocz�ła bardzo grzecznie: 

- O Myszy, czy nie wiesz, jak si� wydosta� z tej sadzawki?  Zm�czyłam si� ju� bardzo 

tym pływaniem, droga Myszy. (Alicji wydawało si�, �e jest to wła�ciwy sposób zwracania si� 

do myszy. Nie miała co prawda do�wiadczenia w tych sprawach, ale przypomniało jej si�, �e 

widziała  kiedy�  w  gramatyce  starszego  brata  odmian�:  "Mysz  - myszy  - myszy  - mysz  -

mysz� - o myszy - myszy"). 

Mysz  przypatrywała  jej  si� badawczo, mrugała nawet  jednym  ze swych  �lepek, ale nie 

odezwała si� ani słowem. 

"Mo�e nie rozumie po angielski - pomy�lała Alicja. - Zapewne jest to mysz francuska, 

która przybyła do nas z Wilhelmem Zdobywc�". (Alicja znała si� doskonale na historii, ale 

nie miała poj�cia, kiedy co si� działo). Wi�c rozpocz�ła na nowo: 

- Oú est ma chatte? (Było to pierwsze zdanie z jej ksi��ki do francuskiego). 

Mysz poderwała si� nagle i wyra�nie zadr�ała ze strachu. 

background image

- Och,  przepraszam  pani�  bardzo!  - krzykn�ła  Alicja,  gdy  uprzytomniła  sobie  swój 

nietakt. - Zupełnie zapomniałam, �e pani nie lubi kotów! 

- Nie lubi� kotów! - wrzasn�ła Mysz z w�ciekło�ci�. - Ciekawa jestem, czy ty lubiłaby� 

koty b�d�c na moim miejscu. 

- S�dz�, �e nie - odparła Alicja, chc�c załagodzi� spraw�. - Bardzo prosz�, niech si� pani 

nie  gniewa.  Doprawdy  chciałabym,  �eby  pani  zobaczyła  kiedy�  naszego  Jacka.  Na  pewno 

polubiłaby pani od razu wszystkie koty. On jest taki �liczny - ci�gn�ła Alicja płyn�c wolno po 

sadzawce - kiedy siedzi przy kominku, li�e łapki i myje sobie nimi mordk�. I tak przyjemnie z 

nim si� bawi� - jest taki mi�ciutki i tak �licznie mruczy. a poza tym tak �wietnie łapie myszy ­

och,  przepraszam  pani�  bardzo!  - Ale  tym  razem  Mysz  a�  zatrz�sła  si� z  oburzenia.  Alicja 

dodała wi�c szybko: - Nie b�dziemy ju� rozmawiały na ten temat, dobrze? 

- Ładna mi rozmowa! - krzykn�ła Mysz, dr��c jeszcze z trwogi. - Tak jakbym ja mogła w 

ogóle porusza� takie tematy. Moja rodzina nigdy nie mogła znie�� kotów, tych obrzydliwych, 

t�pych, podłych stworze�. Nie mów mi o nich ani słowa. 

- Ju� nie b�d� - odrzekła Alicja, pragn�c jak najpr�dzej zmieni� temat rozmowy. - A czy 

lubi pani... czy lubi pani psy? - Mysz nie odpowiadała, Alicja ci�gn�ła wi�c dalej z zapałem: -

Znam  pewnego  pieska,  którego  pragn�łabym  pani  przedstawi�.  Nie  widziała  pani  jeszcze 

teriera o tak sprytnych oczkach i k�dzierzawym futerku! A jak �licznie aportuje, słu�y i umie 

jeszcze  mnóstwo  innych  sztuk... Jego  wła�ciciel  mówi,  �e  ten  pies  wart  jest  ze  sto  funtów. 

Podobno,  wie  pani,  tak  �wietnie  łapie  szczury  i  ...  och,  mój  Bo�e!  - krzykn�ła  Alicja  z 

rozpacz�. - Obawiam si�, �e znów pani� uraziłam. 

Tymczasem  obra�ona  Mysz  szybko  odpłyn�ła,  robi�c  wielkie  poruszenie  w  całej 

sadzawce. 

Alicja wołała za ni�: 

- Kochana  Myszko,  wró�  do  mnie!  Przysi�gam  ci,  �e  nie  powiem  ju�  ani  słówka  o 

kotach, ani o psach, je�li ich tak�e nie lubisz! 

Słysz�c  to  Mysz  zawróciła  i  zacz�ła  powoli  płyn��  w  kierunku  Alicji.  Była  zupełnie 

blada (Alicja pomy�lała, �e ze w�ciekło�ci). Po chwili Mysz odezwała si� cichym, dr��cym 

głosem: 

- Popłyniemy  teraz  do  brzegu,  a  potem  opowiem  ci  moj�  histori�,  aby�  zrozumiała, 

dlaczego nienawidz� psów i kotów. 

Był  ju�  najwy�szy  czas,  aby  opu�ci�  sadzawk�,  bo  zrobiło  si�  tam  bardzo  tłoczno. 

Mnóstwo  ptaków  i  zwierz�t  powpadało  do  wody,  a  w�ród  nich:  Kaczka,  Goł�b,  Papu�ka, 

Orzeł i inne interesuj�ce stworzenia. cało to towarzystwo, z Alicj� na przedzie, popłyn�ło ku 

brzegowi. 

Rozdział III - Wy�cigi ptasie i opowie�� Myszy 

Towarzystwo  zebrane  na  brzegu  wygl�dało  naprawd�  dziwacznie:  ptaki  o  zabłoconych 

piórach oraz inne zwierz�ta ociekaj�ce wod�, zm�czone i złe. 

Najpilniejsz�  spraw�  było,  rzecz  prosta,  osuszenie  si�.  Odbyto  na  ten  temat  narad�,  w 

której  wzi�ła  równie�  udział  Alicja.  Po  paru  minutach  rozmawiała  ju�  ze  wszystkimi  tak 

swobodnie,  jak  gdyby  znała  ich  przez  całe  �ycie.  Wdała  si�  nawet  w  dłu�sz�  sprzeczk�  z 

Papu�k�,  która  w  ko�cu  obraziła  si�,  mówi�c:  "Jestem  starsza  od  ciebie,  wi�c  musz�  mie� 

racj�". Na to znowu Alicja nie mogła si� zgodzi� nie znaj�c wieku Papu�ki. Poniewa� za� ta 

ostatnia odmówiła stanowczo odpowiedzi, nie było wła�ciwie nic wi�cej do powiedzenia. 

Na koniec Mysz, która robiła wra�enie osoby ciesz�cej si� w tym towarzystwie du�ym 

szacunkiem, krzykn�ła: 

- Prosz� siada� i słucha�, co powiem1 Zaraz was wszystkich osusz�. 

background image

Usiedli wi�c kołem z Mysz� po�rodku. Alicja wpatrywała si� w Mysz z niecierpliwo�ci�, 

obawiała si� bowiem nie na �arty przezi�bienia. 

- Hm, hm - odchrz�kn�ła Mysz z bardzo wa�n� min� - czy jeste�cie ju� gotowi? Chcecie 

si�  osuszy�?  Wi�c  słuchajcie:  oto  najsuchrza  rzecz,  jak�  znam.  Prosz�  o  spokój!  "Wilhelm 

Zdobywca, któremu sprzyjał papie�, szybko podporz�dkował sobie Anglików, potrzebuj�cych 

przywódcy  nawykłego  do  najazdów  i  podbojów.  Edwin  i  Morcar,  hrabiowie  Mercii  i 

Northumbrii..." 

- Brr! - odezwała si� Papu�ka wstrz�saj�c si� gwałtownie. 

- Bardzo przepraszam - rzekła Mysz, gro�nie marszcz�c brwi - czy pani chciała mo�e co� 

powiedzie�? 

- Nie, to nie ja! - krzykn�ła szybko Papu�ka. 

- Miałam wra�enie, �e to wła�nie pani - rzekła Mysz z godno�ci�. - Je�li nie, to mówi� 

dalej:  "Edwin  i  Morcar,  hrabiowie  Mercii  i  Northumbrii,  opowiedzieli  si�  za  nim;  nawet 

patriotyczny arcybiskup Canterbury, Stigand, znalazł si�..." 

- Co znalazł? - zapytała Kaczka. 

- "...  znalazł  si�..."  - odpowiedziała  Mysz  z  wyra�n�  irytacj�.  - Wie  pani  chyba,  co  to 

znaczy? 

- Wiem, co to znaczy, kiedy ja sama co� znajduj� - rzekła Kaczka. - Przewa�nie jest to 

aba albo owad, ale co znalazł arcybiskup? 

Mysz nie zwróciła ju� uwagi na to pytanie i ci�gn�ła dalej. 

- "...  znalazł  si�  w  ich  odwodzie.  Wraz  z  Edgarem  Atheling  udał  si�  do  Wilhelma  i 

ofiarował  mu koron�. Wilhelm  zachowywał  si� pocz�tkowo w sposób wstrzemi��liwy. Ale 

zuchwalstwo Normanów..." - tu Mysz zwróciła si� do Alicji z niespodziewanym pytaniem: -

Jak si� czujesz, moja droga? 

- Jestem tak samo morka jak i przedtem - odrzekła smutnie Alicja. - Wcale mnie to nie 

osuszyło. 

- Wobec  tego  zgłaszam  rezolucj�  - rzekł  powstaj�c  Goł�b  - aby  zebranie  zostało 

odroczone  ze  wzgl�du  na  konieczno��  natychmiastowego  zastosowania  energiczniejszych 

rodków... 

- Mów pan po ludzku! - przerwał Orzełek. - Nie rozumiem nawet połowy z tych słów i 

obawiam  si�, �e pan sam  ich  nie rozumie. - Tu  Orzełek odwrócił  si� dyskretnie, aby skry� 

swój u�miech. Niektóre gorzej wychowane ptaki zacz�ły gło�no chichota�. 

- Chciałem  tylko  powiedzie�  - rzekł  Goł�b  obra�ony  - �e  najlepiej  osuszyłyby  nas 

wy�cigi ptasie. 

- Co to s� wy�cigi ptasie? - zapytała Alicja nie tyle z ciekawo�ci, ile z uprzejmo�ci, gdy� 

Goł�b wyra�nie czekał na dyskusj�, wszyscy za� milczeli jak zakl�ci. 

- Hm - rzekł Goł�b z powag� - najlepiej wytłumacz� ci to praktycznie. 

Poniewa�  to,  co  powiedział  Goł�b,  mo�e  przyda�  si�  w  nudny  zimowy  dzie�  i  Wam, 

drodzy Czytelnicy, przeto opowiem, w jaki sposób zabrał si� do dzieła: najpierw wyznaczył 

tor wy�cigowy o kształcie zbli�onym do koła. 

- Dokładno�� nie gra roli - rzekł wyja�niaj�co. 

Potem całe towarzystwo zostało rozstawione na torze jak popadło. 

Nast�pnie  Goł�b  zawołał:  Raz,  dwa,  trzy!  - i  wszyscy  zacz�li  p�dzi�  w  dowolnych 

kierunkach, przystaj�c i znów biegn��, jak im si� tylko podobało, tak �e trudno było ustali� 

chwil�  zako�czenia  wy�cigu.  Mimo  to,  kiedy  biegali  tak  dobre  pół  godziny  i  zupełnie  si� 

osuszyli, Goł�b krzykn�ł nagle: 

- Koniec wy�cigów! 

Wtedy wszyscy otoczyli go, ci��ko dysz�c i pytaj�c: 

- Kto zwyci��ył? 

background image

Aby da� odpowied� na to pytanie, Goł�b musiał si� powa�nie zastanowi�. Siedział wi�c 

przez dłu�sz� chwil� z palcem na czole (ulubiona pozycja wielkich poetów), gdy tymczasem 

reszta towarzystwa wyczekiwała z niepokojem na jego decyzj�. W ko�cu Goł�b zdecydował: 

- Wygrali wszyscy i wszyscy musz� dosta� nagrody.

- Ale kto nam rozda nagrody? - zapytał chór głosów.

- Oczywi�cie, �e ona - rzekł Goł�b, wskazuj�c palcem Alicj�.

Na te słowa otoczyła j� cała gromada, wołaj�c:

- Nagrody, nagrody, chcemy nagród!

Alicja nie wiedziała, jak wybrn�� z tej sytuacji.

Przypadkowo  wsun�ła  r�k�  do  kieszeni  i  znalazła  tam  pudełeczko  cukierków

szcz��liwym trafem nie roztopionych przez słon� wod�. Rozdała wi�c cukierki uczestnikom 

wy�cigu, przy czym starczyło akurat po cukierku na osob�. 

- Ale jej tak�e nale�y si� nagroda - zauwa�yła Mysz. 

- Oczywi�cie - rzekł Goł�b z powag�. - Co masz jeszcze w kieszeni? - dodał zwracaj�c 

si� do Alicji. 

- Tylko naparstek - rzekła smutnie Alicja. 

- Daj mi go! 

Po czym wszyscy raz jeszcze otoczyli Alicj�, Goł�b za� wr�czył jej uroczy�cie naparstek, 

mówi�c: 

- Prosimy ci� o przyj�cie tego wytwornego naparstka. - To krótkie przemówienie przyj�te 

zostało przez zebranych oklaskami. 

Alicji wydawało si� to głupie. Wszyscy mieli jednak tak powa�ne miny, �e nie odwa�yła 

si� roze�mia�. Dygn�ła wi�c po prostu, przybieraj�c najpowa�niejsz� min�, na jak� mogła si� 

zdoby�. 

Nast�pnym  punktem  programu  było  zjedzenie  cukierków.  Wywołało  to  sporo  hałasu  i 

zamieszania. Du�e ptaki skar�yły si�, �e nie czuj� smaku cukierków, małe dławiły si� nimi i 

trzeba było bi� w plecy. W ko�cu jednak zapanował spokój. Ptaki zasiadły kołem i poprosiły 

Mysz, �eby im co� opowiedziała. 

- Obiecała�, �e opowiesz mi swoj� histori� - rzekła Alicja. - Dlaczego nie znosisz "k" i 

"p" - dodała półszeptem, nie chc�c raz jeszcze obrazi� Myszy. 

- Dobrze, obiecała. Zobaczysz sama, jak bardzo ten problem jest zaogniony... 

- Za o... - powtórzyła bezmy�lnie Alicja, nie bardzo rozumiej�c, o co chodzi. - Za o..., ale 

za co?... za ogony! - przypomniała sobie, gdy popatrzyła na długi i kr�ty ogon Myszy. 

W ten sposób jej historia przybrała dla Alicji jakby kształt mysiego ogona: 

P�dziła  Myszka  do  dziury,  by  jej  nie  złapał  Kot  bury,  ale  nie  pomógł  niebodze  ten

rozpaczliwy bieg, bo Kot jej stan�ł na drodze i rzekł:

"- Nudz� si� dzi� srodze, wi�c ci wytoczy� chc� spraw�. Ja b�d� oskar�ycielem..."

"- A gdzie masz przysi�głych ław�, gdzie s�dziego?" - pyta Mysz nie�miele.

"- Wi�c  có�  z  tego?  Proces  formalnie  si�  odb�dzie,  sam  b�d�  ław�  przysi�głych  i  s�dzi�  ­

rzecze  Kot  przebiegły,  je��c  sier��  - wszystko  rozs�dz�  i  rozwa��  po  czym  ci�  ska��  na

mier�!"

- Ty wcale nie słuchasz! - rzekła Mysz przerywaj�c swoj� opowie�� i patrz�c surowo na 

Alicj�. - O czym ty wła�ciwie my�lisz? 

- Przepraszam pani� najmocniej - odpowiedziała pokornie Alicja. - Zdaje si�, �e była pani 

przy czwartym zakr�cie? 

background image

- Nie wiem, o co ci idzie, mów zwi��le - rzekła Mysz z wyra�n� irytacj�. 

- O  jakim  w��le  mam  mówi�?  - zapytała  Alicja.  - Je�li  ma  pani  jaki�  w�zeł,  to  mog� 

zaraz pomóc w rozpl�tywaniu go... 

- Nie  powiedziałam  nic  podobnego  - rzekła  Mysz,  po  czym  wstała  z  obra�on�  min�. -

Zniewa�asz mnie mówi�c takie głupstwa. 

- Ja naprawd� nie chciałam! - zawołała Alicja bliska płaczu. - Pani tak łatwo si� obra�a... 

Mysz mrukn�ła tylko co� niezrozumiałego. 

- Bardzo prosz�, niech�e pani łaskawie doko�czy swego opowiadania! - krzyczała Alicja 

za odchodz�c� Mysz�. 

Zwierz�ta przył�czyły si� do jej pro�by wołaj�c: 

- Prosimy,  prosimy!  - ale  Mysz  potrz�sała  niecierpliwie  głow�  i  oddalała  si�  coraz 

szybciej. 

- Wielka szkoda, �e nie chce z nami zosta� - westchn�ła Papu�ka, kiedy Mysz znikła im z 

oczu. 

A pewna stara Langusta rzekła do córki: 

- Pami�taj,  moja  droga,  niech  to  b�dzie  dla  ciebie  przestroga,  �eby�  niegdy nie  traciła 

równowagi. 

- Daj  spokój,  mamo  - odpowiedziała  opryskliwie  młoda  Langusta.  - Ty  mogłaby� 

wyprowadzi� z równowagi nawet �limaka! 

- Jak�ebym chciała mie� tu przy sobie Jacka - rzekła Alicja na wpół do siebie. - Zaraz by 

j� sprowadził z powrotem! 

- A któ� to jest Jacek, je�li wolno wiedzie�? - spytała Papu�ka. 

Alicja  odpowiedziała  z  zapałem,  była  bowiem  zawsze  gotowa  wychwala�  swego 

ulubie�ca: 

- Jacek to  nasz  kot. Nie mo�ecie  sobie  wyobrazi�, jak  �wietnie łapie myszy!  A jak si� 

ugania za ptakami! Je�li tylko dojrzy jakiego� ptaszka, to na pewno schwyta go i po�re!... 

Słowa  Alicji  wywołały  ogromne  poruszenie  w�ród  obecnych.  Niektóre  ptaki  uciekły 

natychmiast. Pewna stara Sroka otuliła si� bardzo starannie skrzydłami, mówi�c: 

- B�d� musiała ju� i�� do domu. Dzisiejsze powietrze wyra�nie szkodzi mi na gardło. 

Kanarek zawołał dr��cym głosikiem do swych dzieci: 

- Chod�cie, moje drogie! Ju� najwy�szy czas, aby�cie le�ały w łó�eczkach. 

Pod ró�nymi pretekstami ptaki rozbiegły si� i Alicja została po chwili sama. 

- Jaka szkoda, �e wspomniałam Jacka! - rzekła ze smutkiem. - Nikt go jako� tu na dole 

nie kocha, ale ja mimo to przysi�głabym, �e jest to najmilszy kot na �wiecie! O drogi Jacku! 

Czy  ci�  jeszcze  kiedy  zobacz�?  - To  mówi�c  Alicja  zacz�ła  płaka�,  poniewa�  poczuła  si� 

nagle strasznie samotna i bezbronna. Po chwili jednak usłyszała w oddali odgłosy st�pania. 

Spojrzała wi�c z ciekawo�ci�, s�dz�c,  �e to Mysz rozmy�liła si� i powraca, aby doko�czy� 

swej przerwanej opowie�ci. 

Rozdział IV - Wysłannik Białego Królika 

Był to raz jeszcze Biały Królik. Szedł powoli i rozgl�dał si� trwo�liwie dokoła, jak gdyby 

czego� szukaj�c. Alicja usłyszała, jak mamrotał do siebie: 

- O Ksi��no, Ksi��no! Na moje najdro�sze łapy!  Na moje futerko i  bokobrody, ka�esz 

mnie na pewno �ci��! Gdzie ja mogłem je zapodzia�, nieszcz�sny? 

Alicja odgadła, �e Królik szuka wachlarza i pary białych, skórkowych r�kawiczek. Zaraz 

wi�c  zacz�ła  rozgl�da�  si�  za  nimi,  ale  na  pró�no.  Nic  zreszt�  dziwnego,  bo  wszystko 

zmieniło si� nie do poznania od czasu, kiedy Alicja pływała w sadzawce. Sala ze szklanym 

stolikiem i malute�kimi drzwiczkami dawno ju� znikła. 

background image

Nagle Biały Królik dostrzegł Alicj� i zawołał gniewnie: 

- Co ty tu robisz, Marianno? Biegnij w te p�dy do domu i przynie� im par� r�kawiczek i 

wachlarz. Ale ju�! 

Alicja była tak przera�ona, �e nie próbowała nawet wyja�ni� nieporozumienia i pobiegła 

natychmiast we wskazanym przez Królika kierunku. 

- Wzi�ł  mnie  widocznie  za  swoj�  pokojówk�  - mówiła  biegn�c.  - B�dzie  na  pewno 

zdziwiony, kiedy dowie si�, kim jestem! Ale ja przynios� mu te jego r�kawiczki i wachlarz, 

je�eli je oczywi�cie znajd�. - Wtem ujrzała mały domek, na którego drzwiach l�niła mosi��na 

tabliczka  z  napisem:  B.  KRÓLIK.  Weszła  bez  pukania  i  pobiegła  pr�dziutko  na  gór�, 

poniewa�  bała si�, �e spotka prawdziw� Mariann�, a ta wyprosi  j� z  domu, zanim znajdzie 

wachlarz i r�kawiczki. 

- Jakie to dziwne - powiedziała do siebie Alicja - biega� na posyłki  dla Królika! Mo�e 

niedługo i Jacek b�dzie dawał mi podobne zlecenia! - I zacz�ła wyobra�a� sobie, jak to si� 

b�dzie odbywało: "Alicjo! Chod� tu natychmiast i przygotuj si� do spaceru!" "Zaraz, nianiu, 

dopóki nie wróci Jacek musz� pilnowa� mysiej norki, �eby myszka mu nie uciekła"! - Tak, 

tak, tylko w�tpi�, czy pozwolono by Jackowi pozosta� u nas w domu, gdyby zacz�ł si� tak 

rz�dzi� i rozkazywa� ludziom. 

Tymczasem  Alicja  znalazła  si�  w  małej,  schludnej  izdebce.  Na  stoliku  pod  oknem 

zauwa�yła wachlarzyk i trzy pary male�kich r�kawiczek. Chciała ju� wyj�� z pokoju ze swoj� 

zdobycz�, kiedy wzrok jej padł na stoj�c� obok lustra buleteczk�. Tym razem nie była nie niej 

naklejki z napisem: Wypij mnie. Alicja odkorkowała j� jednak i przyło�yła do ust. 

"Wiem - rzekła do siebie - �e musi si� zawsze cos wydarzy�, gdy cokolwiek zjem albo 

wypij�. Chc� przekona� si�, co stanie si� ze mn� po wypiciu tego płynu. Mam nadziej�, �e 

urosn�, bo doprawdy znudziło mi si� ju� by� takim malutkim stworzonkiem". 

yczenie Alicji spełniło si� szybciej, ni� mogła przypuszcza�. 

Zanim wypiła połow�, uderzyła głow� o sufit i musiała si� schyli�, aby zmie�ci� si� w 

pokoiku. Odstawiła wi�c szybko buteleczk�, mówi�c do siebie: 

"To w zupełno�ci wystarczy. Mam nadziej�, �e nie b�d� wi�cej rosła, bo i tak nie mog� 

ju� wydosta� si� przez drzwi. Ach, po co wypiłam tego tak du�o?" 

Niestety, było ju� za pó�no. Alicja rosła, rosła bez przerwy i wkrótce była ju� zmuszona 

ukl�kn��. Po chwili i na to było za mało miejsca. Spróbowała wi�c poło�y� si� z jedn� r�k� 

opart� o drzwi, drug� za� owini�t� dokoła szyi. Robiło si� coraz cia�niej. Alicja musiała wi�c 

wyci�gn�� jedn� r�k� przez okno, jedn� za� nog� wsun�� do komina. "To wszystko, co mog� 

zrobi� - pomy�lała. - Co si� teraz ze mn� stanie?" 

Szcz��liwie zawarto�� buteleczki przestała ju� działa� i Alicja nie rosła ju� dalej. Czuła 

si�  jednak  tak  marnie  i  tak  mało  widziała  mo�liwo�ci  wydostania  si�  z  pokoiku,  �e  była 

doprawdy bardzo nieszcz��liwa. 

"O wiele lepiej działo mi si� w domu - pomy�lała z �alem. - Tam przynajmniej człowiek 

nie rósł wci�� i nie malał na przemian i nie był nara�ony na zuchwalstwa ze strony królików i 

myszy.  Bodajbym  nigdy  nie  wchodziła  w  królicz�  nor�,  chocia�...  chocia�  te  przygody  s�, 

prawd� mówi�c, ciekawe. Kiedy czytałam bajki, zdawało mi si�, �e co� podobnego nie mo�e 

przydarzy� si� nikomu, a oto sama prze�ywam bajk� najdziwniejsz� w �wiecie! Doprawdy, 

kto� powinien napisa� ksi��k� o mnie. Albo ja sama napisz�, kiedy urosn�... Ale przecie� ja 

wła�nie urosłam - uprzytomniła sobie Alicja - i nie mog� ju� wi�cej rosn��, przynajmniej w 

tym domu... Lecz w takim razie nie b�d� ju� nigdy starsza! Z jednej strony wydaje si� to do�� 

wygodne - nigdy nie by� star� - ale kiedy pomy�l�, �e b�d� miała przez całe �ycie lekcje do 

odrabiania! Nie, to im si� wcale nie u�miecha!" 

"Och, ty głuptasku - powiedziała sobie po chwili - jak�eby� mogła odrabia� lekcje tutaj? 

Ledwie starczy tu miejsca dla ciebie, a gdzie zmie�ciłyby si� twoje podr�czniki i zeszyty?" 

background image

Alicja  zabawiała  si�  tak  przez  par�  minut  stawianiem  pyta�  i  dawaniem  na  nie 

odpowiedzi,  z  czego  wywi�zała  si�  cała  rozmowa,  gdy  nagle  usłyszała  na  zewn�trz  jaki� 

piskliwy głosik: 

- Marianno!  Marianno!  Podaj  mi  w  tej  chwili  moje  r�kawiczki!  - Nast�pnie  dało  si� 

słysze�  szybkie  st�panie  łapek  po  schodach.  Nie  ulegało  w�tpliwo�ci,  �e  to  Biały  Królik 

wraca do swego mieszkania. Alicja zapomniała widocznie o tym, �e była teraz z tysi�c razy 

wi�ksza od Królika, bo zacz�ła dygota� ze strachu, a wraz z ni� zatrz�sł si� cały domek. 

Biały Królik usiłował otworzy� drzwi. Poniewa� jednak otwierały si� one od wewn�trz, 

okazało si� to niemo�liwe. Alicja słyszała, jak powiedział do siebie: 

- Musz� pój�� naokoło i dosta� si� do �rodka oknem. 

"To ci si� tak�e nie uda" - pomy�lała Alicja. 

Poczekała  chwil�, a�  Królik  zd��y  obej��  swój  domek,  i  trzepn�ła  nagle  palcami 

wysuni�tej za okno r�ki. Cho� nie dotkn�ła niczego, rozległ si� cichy pisk i odgłos upadku, a 

potem  brz�k  tłuczonego  szkła.  Alicja  wywnioskowała,  �e  Królik  wpa��  musiał  w  inspekty 

albo w co� podobnego. Nast�pnie usłyszała gniewny głosik: 

- Bazyli, Bazyli, gdzie jeste�? - na co jaki� nieznany głos odpowiedział: 

- Tutaj jestem, ja�nie panie! Kopi� jabłka, prosz� ja�nie pana. 

- Kopie  jabłka,  dajmy na  to,  �e  kopie  - rzekł  Królik  z  w�ciekło�ci�.  - Na  razie  jednak 

chod� tutaj i pomó� mi si� st�d wydosta�! (Znów brz�k tłuczonego szkła). 

- Powiedz mi, Bazyli, co tam jest w oknie? 

- Ani chybi r�ka, prosz� ja�nie pana. 

- R�ka,  ty o�le?  Czy�  kiedy  widział  r�k�  takiej  wielko�ci?  Przecie�  ona  wypełnia  całe 

okno! 

- Tak jest, prosz� ja�nie pana, ale to jednak r�ka. 

- Tak czy inaczej, ona nie ma tutaj nic do roboty. Id� i usu� j�. 

Nast�piła  długa  cisza,  w  czasie  której  do  uszu  Alicji  dochodziły  tylko  jakie�  szepty. 

Zdołała jedynie zrozumie�, �e Bazyli usiłował si� wykr�ci� od wykonania rozkazu, Królik za� 

komenderował: "Ruszaj, ty tchórzu!" 

Na wszelki wypadek Alicja raz jeszcze trzepn�ła palcami. Tym razem usłyszała a� dwa 

piski i gło�niejszy brz�k tłuczonego szkła. "Musi tam by� sporo tych inspektów - pomy�lała. -

Ciekawe, co oni teraz postanowi�. Je�li idzie o usuni�cie mnie st�d, to byłabym bardzo rada, 

gdyby im si� to udało. Pozostawanie tutaj dłu�ej zupełnie mnie nie bawi". 

Min�ło  znowu  troch�  czasu.  Alicja  usłyszała  na  koniec  jakby dudnienie  kół  male�kich 

furmanek,  a  potem  mnóstwo  przekrzykuj�cych  si�  głosów.  Rozró�niała  słowa:  "Gdzie  jest 

druga  drabina?"  "Miałem  przynie��  tylko  jedn�,  Bi�  ma  drug�".  "Bi�,  przystaw  j�  tutaj, 

chłopcze.  Oprzyj  j�  o  ten  róg".  "Tak,  tak,  trzeba  j�  najpierw  zwi�za�".  "Si�gaj�  teraz  do 

połowy wysoko�ci". "Wystarcz� ci zupełnie". "Nie b�d� taki wymagaj�cy". "Bi�, złap si� za 

t�  lin�".  "Czy  dach  tylko  wytrzyma?"  "Uwa�aj  na  obluzowan�  dachówk�!"  "Och,  spada!" 

(Gło�ny huk). "Kto j� zrzucił?" "To chyba Bi�". "Kto wejdzie do pokoju przez komin?" "Nie, 

ja nie". "Wła�nie, �e ty!" "A wła�nie, �e nie ja!" "Bi� wejdzie przez komin". "Słuchaj, Bi�, 

ja�nie pan mówi, �e ty masz wej�� prze komin!" 

"Ach, wi�c to Bis ma wej�� prze komin - rzekła do siebie Alicja. - Wygl�da na to, �e oni 

wszystko zwalaj� na tego Bisia. Nie chciałabym by� na jego miejscu. Ten komin jest bardzo 

w�ski, a poza tym my�l�, �e b�d� mogła wyrzuci� go stamt�d nog�". 

Alicja  wystawiła  nog�  tak  daleko,  jak  tylko  mogła,  i  czekała,  dopóki  zwierz�tko(nie 

wiedziała dokładnie jakie) nie zacznie hałasowa� u wylotu komina. Kiedy usłyszała odgłosy 

schodzenia, powiedziała sobie:  "To musi  by�  Bi�" - i  zrobiła gwałtowny ruch uwi�zion� w 

kominie nog�, po czym czekała, co b�dzie dalej. 

Najpierw usłyszała cały chór głosów wołaj�cych w podnieceniu "To Bi� wraca!" Potem 

głos Królika: "Trzymajcie go, wy przy �ywopłocie!" Nast�pnie, po chwili ciszy, nowy chór 

background image

głosów: "Podnie�cie mu głow�". "Dajcie mu łyk wódki". "Nie potrz�sajcie nim". "Co z tob�, 

przyjacielu?" "Co ci si� stało?" "Opowiedz nam o wszystkim". 

Na koniec rozległ si� słaby piskliwy głosik. ("To musi by� Bi�" - pomy�lała Alicja). 

- Naprawd�,  ja  nic  nie  wiem,  tak  samo  jak  i  wy;  teraz  mi  lepiej  - jestem  nazbyt 

wstrz��ni�ty, by opowiada�, wiem tylko, �e co� wyskoczyło na mnie i pofrun�łem w gór� jak 

rakieta. 

- Tak było, wła�nie tak - zgodzili si� słuchacze. 

- Musimy spali� ten dom - zawyrokował Królik. 

Usłyszawszy to Alicja wrzasn�ła na cały głos: 

- Je�li to zrobicie, poszczuj� na was Jacka! 

Nast�piła  zupełna  cisza.  Alicja  pomy�lała  sobie:  "Ciekawe,  co  oni  teraz  zrobi�.  Gdyby 

mieli troch� oleju w głowach, zdj�liby dach". 

Po dwóch minutach rozpocz�ło si� nowe bieganie i Alicja usłyszała głos Królika: 

- Jedna beczułka powinna wystarczy� na pocz�tek. 

"Beczułka  czego?  - pomy�lała  Alicja.  Ale  w  tej  chwili  w  okno  uderzył  grad  małych 

kamyczków, z których cz��� ugodziła j� w twarz. Doszła wi�c do wniosku, �e musi poło�y� 

kres temu atakowi, i zawołała jak najgro�niejszym głosem: 

- Radz� wam przesta� w tej chwili! - co spowodowało ponownie głuch� cisz�. 

Alicja  zauwa�yła  ze  zdumieniem,  �e  le��ce  na  podłodze  kamyczki  przemieniaj�  si�  w 

male�kie ciasteczka. I nagle przyszło jej do głowy, �e zjedzenie jednego z ciasteczek powinno 

jako�  wpłyn��  na  jej  wzrost.  "Poniewa�  nie  mog�  ju�  chyba  urosn��  - pomy�lała  - wi�c 

przypuszczam, �e zrobi� si� mniejsza". 

Nie zwlekaj�c długo, zjadła ciasteczko i stwierdziła z zachwytem, �e gwałtownie maleje. 

Kiedy  była  ju�  tam  mała,  �e  mogła  przej��  przez  drzwi,  wybiegła  szybko  z  domu,  przed 

którym  zebrała  si�  cała  gromada  ptaków  i  innych  zwierz�tek.  Po�rodku  zauwa�yła  Bisia 

(okazało si�, �e to mała jaszczurka) podtrzymywanego przez dwie �winki morskie, które poiły 

go płynem z jakiej� buteleczki. Wszystkie zwierz�ta rzuciły si� ku Alicji, ale ona uciekła, co 

sił w nogach. Wkrótce znalazła si� w g�stym lesie, gdzie poczuła si� wreszcie bezpieczna. 

- Pierwsza  rzecz,  o  któr�  powinnam  si�  postara�,  to  odzyskanie  mego  prawdziwego 

wzrostu  - rzekła  Alicja  chodz�c  po  lesie.  - A  poza  tym  musz�  wreszcie  dosta�  si�  do  tego 

przepi�knego ogrodu. S�dz�, �e to b�dzie wła�ciwy plan działania na najbli�szy czas. 

Plan ten był prosty i poci�gaj�cy. Alicja nie miała jednak poj�cia, jak zabra� si� do jego 

wykonania. Bł�kaj�c si� mi�dzy drzewami posłyszała nagle nad głow� gło�ne szczekni�cie. 

Olbrzymie szczeni� przypatrywało jej si� wielkimi, okr�głymi oczami i łagodnie tr�cało 

j� łap�. 

- �liczne, małe biedactwo - rzekła Alicja mo�liwie jak najsłodszym głosem i usiłowała 

zagwizda�. Była przy tym �miertelnie przera�ona, �e szczeni� jest głodne i �e po�re j� mimo 

jej słodkich słówek. 

Nie wiedz�c, co czyni�, wyci�gn�ła ku pieskowi jaki� patyczek. Szczeniak odbił si� od 

ziemi wszystkimi czterema łapami naraz, podskoczył w gór� na znak zachwytu, szczekn�ł i 

rzucił  si�  na  patyk  z  tak�  min�,  jak  gdyby miał  zamiar  zmia�d�y�  go  jednym  kłapni�ciem 

z�bów.  Tymczasem  Alicja  ukryła  si�  za  wielkim  ostem,  przez  co  unikn�ła  stratowania. 

Szczeniak  rzucił  si�  znowu  na  patyk,  fikn�ł  koziołka,  podskoczył  kilkakrotnie  do  góry,  a 

potem cofał si� bardzo daleko w tył i znów p�dził naprzód, szczekaj�c bezustannie przez cały 

czas.  Na  koniec  przysiadł  ci��ko  dysz�c,  z  wywieszonym  j�zykiem  i  przymru�onymi 

lepiami. 

Alicja skorzystała z tej sposobno�ci, aby si� wymkn��. Biegła bardzo długo a� do utraty 

sił i zatrzymała si� dopiero wówczas, gdy szczekanie psa ju� ledwo dochodziło z oddali. 

"To  przemiły  szczeniak  - pomy�lała  opieraj�c  si�  o  jaskier  i  wachluj�c  jednym  z  jego 

li�ci.  - Bardzo  bym  chciała  z  nim  pobaraszkowa�,  gdybym  tylko  była  troch�  wi�ksza.  Mój 

background image

Bo�e!  Zapomniałam  całkiem,  �e  musz�  na  nowo  urosn��.  Ale  jak  si�  do  tego  zabra�? 

Przypuszczam, �e musz� co� zje�� albo wypi�, ale co - w tym s�k!" 

Alicja rozejrzała si� dokoła, ale nie zauwa�yła poza kwiatami i traw� nic godnego uwagi. 

W pobli�u stał du�y grzyb, mniej wi�cej jej wysoko�ci. Kiedy przyjrzałam mu si� dokładnie 

od dołu i ze wszystkich mo�liwych stron, przyszło jej na my�l, �e warto by równie� zobaczy�, 

co dzieje si� z wierzchu na kapeluszu grzyba. 

Wspi�ła  si�  na  paluszki  i  natychmiast  zauwa�yła  ogromnego,  niebieskiego  pana 

G�sienic�.  Siedział  wygodnie  z  r�kami  skrzy�owanymi  na  piersiach  i  pykał  wolno 

uroczy�cie z olbrzymiej fajki, nie zwracaj�c najmniejszej uwagi na otoczenie. 

Rozdział V - Rada pana G�sienicy 

Pan G�sienica i Alicja przypatrywali si� sobie nawzajem przez kilka minut w zupełnym 

milczeniu. Na koniec pan G�sienica wyj�ł z ust fajk� i odezwał si� słabym, �pi�cym głosem: 

- Kim jeste�? 

Nie było to zbyt zach�caj�ce. Alicja odpowiedziała nie�miało: 

- Ja...  ja  naprawd�  w  tej  chwili  nie  bardzo  wiem,  kim  jestem,  prosz�  pana.  Mogłabym 

powiedzie�, kim byłam dzi� rano, ale od tego czasu musiałam si� ju� zmieni� wiele razy. 

- Co chcesz przez to powiedzie�? - zapytał surowo pan G�sienica. - Wytłumacz si�! 

- Nie mog� si� wytłumaczy� - odrzekła Alicja - poniewa�, jak pan widzi, nie jestem sob�. 

- Nic nie rozumiem - rzekł pan G�sienica. 

- Obawiam  si�,  �e  nie  b�d�  mogła  wytłumaczy�  panu  tego  ja�niej,  poniewa�,  szczerze 

mówi�c,  sama  nic  nie  rozumiem.  Te  ci�głe  zmiany  wzrostu  działaj�  na  człowieka  raczej 

ogłupiaj�co. 

- Nie widz� powodu - rzekł pan G�sienica. 

- By�  mo�e,  �e  nie  zaznał  pan  tego  dotychczas  - odparła  uprzejmie  Alicja  - ale  kiedy 

zmieni si� pan w poczwark�, a pó�niej w motyla, to b�dzie to dla pana czym� równie� bardzo 

dziwnym, prawda? 

- Nieprawda - rzekł pan G�sienica. 

- By� mo�e, ale pan te sprawy odczuwa inaczej. W ka�dym razie byłoby to dziwne dla 

mnie. 

- Dla ciebie? - rzekł pan G�sienica pogardliwie. - A kim ty wła�ciwie jeste�? 

W  ten  sposób  powrócili  na  nowo  do  pocz�tku  rozmowy.  Opryskliwe  odpowiedzi  pana 

G�sienicy mocno ju� zirytowały Alicj�, powiedziała wi�c z naciskiem: 

- S�dz�, �e to pan powinien mi si� przedstawi� pierwszy. 

- Dlaczego? - zapytał pan G�sienica. 

Była  to  znowu  sprawa  nader  kłopotliwa.  Widz�c,  �e  pan  G�sienica  jest  w  bardzo 

kiepskim humorze, Alicja odwróciła si� i zamierzała odej��. 

- Czekaj! - zawołał nagle pan G�sienica. - Mam ci co� wa�nego do powiedzenia. 

Brzmiało to do�� obiecuj�co. Alicja zawróciła wi�c i zmieniła si� w słuch. 

- Trzymaj nerwy na wodzy - rzekł pan G�sienica. 

- Czy to ju� wszystko? - zapytała Alicja, usiłuj�c opanowa� gniew. 

- Nie - odparł pan G�sienica. 

Alicja pomy�lała, �e wła�ciwie mo�e zaczeka� na dalszy ci�g tej rozmowy, bo i tak nie 

ma nic lepszego do roboty. Przez par� minut pan G�sienica milcz�co pykał z fajki, po czym 

wyj�ł cybuch z ust i zapytał: 

- Wi�c wydaje ci si�, �e nie jeste� sob�? 

- Obawiam  si�, �e nie jestem, prosz� pana - odpowiedziała Alicja. - Nie pami�tam  ju� 

niczego w sposób normalny, zmieniał wzrost co dziesi�� minut. 

background image

- Czego nie pami�tasz? - zapytał pan G�sienica.

- Próbowałam na przykład powiedzie� "Pan kotek był chory", ale wyszło jako� inaczej.

- Powiedz "Ojca Wirgiliusza" - rzekł pan G�sienica.

Alicja splotła dłonie i zacz�ła deklamowa�:

Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje

Na głowie przy tym stoj�c wiele lat

Rzekł jeden z synów: - Tak bardzo si� boj�

O ciebie ojcze, bo� juz stary dziad.

- W latach młodo�ci - ojciec mu odpowie -

Bywałem nieraz w strachu o swój mózg,

Lecz dzi�, gdy widz�, �e mam pusto w głowie,

wicz�c, najwy�ej słysz� wody plusk.

- Jeste� ju� stary, jak si� wy�ej rzekło,

I gruby - wybacz - �e a� brak mi słów,

Ale koziołki fikasz z pasj� w�ciekł�.

Sk�d si�, mój ojcze, bierze zwyczaj ów?

- W mojej młodo�ci - rzecze m�drzec siwy -

Naciera� zwykłem co dzie� członki swe,

Za� u�ywałem tej oto oliwy,

Chcesz, to ci sprzedam butelk� lub dwie?

- Masz ojcze, szcz�ki słabe ze staro�ci

I zdolny� chyba łyka� tylko ciecz,

Ale ze�arłe� g�� z dziobem i ko��mi,

Przyznasz mi, ojcze, �e to dziwna rzecz.

- Za młodu - rzecze starzec - prowadziłem

Dyskusji z �on� codziennie ze sze��

I to mym szcz�kom dało ow� sił�,

Która pozwala dzi� mi g�si je��.

- We� pod uwag�, ojcze, ilo�� lat tw�,

W tym wieku oczom bystro�ci ju� brak,

A ty w�gorza utrzymujesz łatwo

Na czubku nosa - powiedz, ojcze, jak?

- Jest w domu dzieci sto dwadzie�cia troje

- ojciec odpowie - i mam pyta� do��.

Ju� mi obrzydły idiotyzmy twoje,

Wi�c radz�, zmykaj, zanim wpadn� w zło��!

!!! BRAK STRON 73 - 100 !!!

background image

działa Alicja całkiem naturalnym tonem, tak jak gdyby Kot powrócił w zwykły sposób. 

- Przewidziałem to - rzekł Kot i znowu znikł. 

Alicja  odczekała  chwil�,  czy  Kot  nie  uka�e  si�  jej  po  raz  trzeci,  po  czym  poszła  w 

kierunku mieszkania Szaraka Bez Pi�tej Klepki. 

- Widziałam ju� w �yciu kapeluszników - rzekła do siebie - i przypuszczam, �e Szarak 

mo�e by� o wiele bardziej interesuj�cy. A poza tym, gdzie jest powiedziane, �e zaj�ce musz� 

mie�  pełnych  pi��  klepek?  - To  mówi�c  Alicja  spojrzała  w  gór�  i  znowu  dostrzegła  Kota 

siedz�cego na gał�zi. 

- Czy powiedziała�, �e zmieniło si� w prosiaka, czy w psiaka? - zapytał Kot. 

- Powiedziałam,  �e w prosiaka - odparła Alicja. - A w ogóle wolałabym,  �eby pan nie 

znikał i nie pojawiał si� tak nagle. Mo�na od tego zgłupie�. 

- Zgoda  - rzekł  Kot  i  tym  razem  zacz�ł  znika�  bardzo  powoli,  zaczynaj�c  od  ko�ca 

ogona,  a  ko�cz�c  na  u�miechu,  który  pozostał  jeszcze  przez  pewien  czas,  zawieszony  nad 

gał�zi�. 

"Widziałam ju� koty bez u�miechu - pomy�lała Alicja - ale u�miech bez kota widz� po 

raz pierwszy w �yciu. To doprawdy nadzwyczajne!" 

Jeszcze  par�set  metrów  i  Alicja  znalazła  si�  przed  domem  Szaraka  Bez  Pi�tej  Klepki. 

Odgadła  bez  trudu,  �e  to  wła�nie  ten  dom,  poniewa�  jego  kominy  miały  kształt  zaj�czych 

uszu, dach za� pokryty był futerkiem. Dom był du�y, wolała wi�c ugry�� kawałek grzyba z 

lewej  r�ki,  przez  co  osi�gn�ła  a�  pół  metra  wysoko�ci.  Mimo  to,  zbli�aj�c  si�  do  domu 

Szaraka,  my�lała  nie  bez  l�ku:  "A  mo�e  jednak  nale�ało  raczej  odwiedzi�  Zwariowanego 

Kapelusznika?" 

Przed domem, w cieniu drzew ustawiony był stół, przy którym siedzieli Szarak Bez Pi�tej 

Klepki  i  Zwariowany  Kapelusznik.  Pomi�dzy  nimi,  na  wpół  u�piony,  kiwał  si�  Suseł,  na 

którym opierali si� łokciami jak na poduszce, prowadz�c rozmow� ponad jego głow�. Alicja 

pomy�lała, �e musi to dla Susła by� bardzo niewygodne. Chocia� mo�e nie czuje tego wcale 

pi�c tak mocno? 

Stół  był  du�y,  ale  wszyscy  trzej  siedzieli  stłoczeni  w  jednym  rogu.  Kiedy  spostrzegli 

zbli�aj�c� si� Alicj�, zawołali: 

- Nie ma miejsca! Nie ma miejsca! 

- Wła�nie,  �e  jest  mnóstwo  miejsca!  - odpowiedziała  z  oburzeniem  Alicja,  po  czym 

usiadła na wygodnym fotelu przy drugim ko�cu stołu. 

- Prosz�, pocz�stuj si� winem - rzekł bardzo grzecznie Szarak Bez Pi�tej Klepki. 

Alicja spojrzała na stół, ale nie zauwa�yła na nim nic prócz herbaty. Powiedziała wi�c: 

- Nie widz� tu �adnego wina. 

- Bo go wcale nie ma - rzekł Szarak. 

- Wobec tego cz�stowanie mnie winem nie było z pa�skiej strony zbyt uprzejme. 

- Przysiadanie si� tutaj bez zaproszenia nie było zbyt uprzejme z twojej strony. 

- Nie wiedziałam, �e to pana stół. Jest nakryty na znacznie wi�cej ni� trzy osoby. 

- Powinna�  ostrzy�  sobie  włosy  - odezwał  si�  nagle  Zwariowany  Kapelusznik. 

Przypatrywał si� Alicji ju� od dłu�szego czasu z wielk� ciekawo�ci� i teraz zabrał głos po raz 

pierwszy. 

- Powinien pan oduczy� si� robienia przycinków - rzekła surowo Alicja - to jest bardzo 

niegrzeczne. 

Na to Kapelusznik otworzył oczy jeszcze szerzej i zapytał: 

- Jaka jest ró�nica miedzy kciukiem a piórnikiem? 

Alicja pomy�lała z rado�ci�, �e zanosi si� wreszcie na jak�� zabaw�. Rzekła wi�c: 

- S�dz�, �e b�d� umiała rozwi�za� t� zagadk�. 

- My�lisz, �e potrafisz znale�� odpowied� na to pytanie? - rzekł Kapelusznik. 

- Wła�nie. 

background image

- No to mów, co my�lisz.

- Ja... ja my�l� to, co mówi�, a to jest wła�ciwie to samo, prosz� pana.

- Wcale  nie.  W  ten  sposób  mogłaby�  powiedzie�,  �e  "widz�  to,  co  jem"  i  "jem  to,  co

widz�" maj� to samo znaczenie. 

- Mogłaby� tak�e powiedzie� - niespodziewanie odezwał si� zaspanym głosem Suseł - �e 

"oddycham, kiedy �pi�" ma to samo znaczenie, co "�pi�, kiedy oddycham". 

- Wła�nie tak ma si� rzecz z tob� - rzekł Zwariowany Kapelusznik i rozmowa urwała si� 

nagle jak uci�ta no�em. Przez par� minut panowała cisza, w czasie której Alicja przypomniała 

sobie wszystko, co tylko wiedziała, o krukach i piórnikach. 

Pierwszy przerwał milczenie Zwariowany Kapelusznik pytaniem: - Którego dzi� mamy? 

- zwróconym do Alicji. Jednocze�nie wyj�ł z kieszeni kamizelki zegarek i potrz�sn�ł nim na 

wszystkie strony, przykładaj�c go czasem do ucha. 

Alicja pomy�lała chwil�, po czym odpowiedziała:

- Czwartego.

- Spó�nia si� o dwa dni - westchn�ł Kapelusznik. A nie mówiłem ci, �e masło nie nadaje

si� do smarowania mechanizmów? - dodał patrz�c ze zło�ci� na Szaraka. 

- TO było najlepsze masło - odpowiedział potulnie Szarak. 

- Tak,  tak,  ale  mogły  dosta�  si�  do  �rodka  jakie�  okruchy.  Wsadzałe�  tam  przecie�  to 

masło no�em od chleba. 

Szarak wzi�ł zegarek i przygl�dał mu si� przez dłu�sz� chwil�, po czym wrzucił go do 

swej herbaty, zajrzał do �rodka i powtórzył tym samym tonem: 

- To było najlepsze masło. 

Alicja  przypatrywała  si�  temu  wszystkiemu  z  wielkim  zainteresowaniem.  Wreszcie 

zawołała: 

- Có� to za dziwny zegarek, który wskazuje dni, a nie godziny, minuty i sekundy! 

- No to co z tego? - zapytał Kapelusznik. - A czy twój zegarek wskazuje lata? 

- Oczywi�cie, �e nie. Bo... bo... on stoi przecie� na jednym dniu roku tak strasznie długo! 

- Tak samo jest z moim zegarkiem - rzekł Zwariowany Kapelusznik. 

Alicja była nie na �arty zaniepokojona. Ostatnie zdanie Kapelusznika wydawało si� ju� 

zupełnie niezrozumiałem, cho� wypowiedziane było niew�tpliwie po angielsku. Rzekła wi�c 

najuprzejmiej w �wiecie: 

- Niezupełnie rozumiem, co pan ma na my�li. 

- Suseł znowu zasn�ł - rzekł Kapelusznik i wylał Susłowi na nos troch� gor�cej herbaty. 

pioch potrz�sn�ł gwałtownie głow� i powiedział nie otwieraj�c oczu: 

- Oczywi�cie, rzecz jasna. Chciałem wła�nie to samo powiedzie�. 

- Czy znalazłe� ju� rozwi�zanie zagadki? - zapytał Kapelusznik zwracaj�c si� do Alicji. 

- Nie. A jaka jest wła�ciwie odpowied�? 

- Nie mam najmniejszego poj�cia - odparł Kapelusznik. 

- Ani ja - dorzucił Szarak. 

Alicja westchn�ła ci��ko i po chwili odezwała si�: 

- Wydaje mi si�, �e mogliby�cie sp�dza� czas po�yteczniej ni� na wymy�laniu zagadek, 

które nie maj� rozwi�zania. 

- Gdyby� znała Czas tak dobrze jak my, nie mówiłaby� tego - rzekł Kapelusznik. 

- Nie wiem, co pan ma na my�li. 

- Oczywi�cie, �e nie wiesz. - Tu Kapelusznik przybrał pogardliwy wyraz twarzy. - Jestem 

pewien, �e nawet nigdy nie rozmawiała� z Czasem. 

- Chyba nie - odparła Alicja - ale za to cz�sto zabijam czas gr� na fortepianie. 

- W  tym  wła�nie  s�k  - rzekł  Kapelusznik,  �e  Czas  nie znosi,  aby go  zabijano.  Gdyby� 

była  z  nim  w  dobrych  stosunkach,  zrobiłby  dla  ciebie  z  twoim  zegarem  wszystko,  co  by� 

tylko  chciała.  Dam  ci  przykład:  przypu��my,  �e  jest  godzina  dziewi�ta  rano  i  maj�  si� 

background image

rozpocz��  lekcje.  Szepczesz  słóweczko  i  ju�  wskazówki  p�dz�  po  tarczy  jak  oszalałe!  Po 

chwili  jest  godzina  wpół  do  drugiej  i  idziesz  sobie  po  sko�czonych  lekcjach  na  obiad  do 

domu. 

- To  byłoby naprawd�  wspaniałe  - rzekła  Alicja  z  gł�bokim  namysłem.  - Tylko,  widzi 

pan, nie byłabym wtedy do�� głodna. 

- To tylko z pocz�tku - odparł Kapelusznik. Pó�niej mogłaby� po prostu zatrzyma� Czas 

na godzinie wpół do drugiej, dopóki nie nabrałaby� apetytu. 

- Czy pan post�puje wła�nie w taki sposób? - zapytała Alicja. 

Kapelusznik zaprzeczał z wielce pos�pn� min�, po czym dodał: 

- W zeszłym roku pokłóciłem si� z Czasem na koncercie urz�dzonym prze Królow� Kier. 

Było  to  na  krótko,  zanim  on  zwariował  - tu  wskazał  ły�eczk�  od  herbaty  na  Szaraka  Bez 

Pi�tej Klepki. - Miałem wtedy recytowa� wierszyk: 

Jasne słoni�tko pó�no dzi� wstało, 

Zagra� na tr�bie czasu nie miało. 

- Znasz to mo�e? 

- Zdaje si�, �e słyszałam kiedy� co� podobnego. 

- Pami�tasz zatem, jak to idzie dalej? 

Wi�c zbieraj� zewsz�d gromadnie,

Za chwil� pewnie zatr�bi ładnie.

O�ywi wszystkie nied�wiedzie w lesie,

Znu�one główki susłów podniesie.

Wi�c chocia� w domu p�ka ci głowa,

Jak�e jest pi�kna ta pie�� słoniowa.

Tu Suseł wstrz�sn�ł si� nagle i zacz�ł �piewa� przez sen: Niowasło, niowasło, niowasło, 

niowasło... - tak długo, dopóki szczypaniem nie zmuszono go do umilkni�cia. 

- Ledwo sko�czyłem pierwsz� zwrotk� - rzekł Kapelusznik, kiedy Królowa wrzasn�ła na 

całe gardło: "On zabija Czas! �ci�� go natychmiast!" 

- Jakie to strasznie dzikie! - westchn�ła Alicja. 

- ...I  od  tej  chwili  - ci�gn�ł  dalej  Kapelusznik  - Czas  odmówił  mi  posłusze�stwa.  Dla 

mnie teraz jest ju� zawsze szósta. 

Alicja doznała nagłego ol�nienia. 

- Wi�c to dlatego siedzicie zawsze przy podwieczorku? - zapytała. 

- Oczywi�cie.  Nasz  podwieczorek  trwa  wiecznie,  tak  �e  nie  mamy czasu  na  zmywanie 

naczy�. 

- I przesuwacie si� ku coraz dalszym nakryciom? 

- Rzecz jasna. W miar� brudzenia naczy�! 

- Ale co si� dzieje wówczas, gdy wracacie do pierwszego nakrycia? 

- Zmie�my  temat  rozmowy  - rzekł  Szarak  szeroko  ziewaj�c.  - Zaczyna  mnie  to  ju� 

nudzi�. Proponuj�, aby ona co� na opowiedziała. 

background image

- Obawiam si�, �e nie mam nic ciekawego do opowiedzenia - rzekła szybko Alicja nie na 

arty przestraszona t� propozycj�. 

- To  niech  Suseł  co�  nam  opowie!  - krzykn�li  chórem  Szarak  Bez  Pi�tej  Klepki  i 

Zwariowany  Kapelusznik.  - Halo!  Zbud�  si�  natychmiast!  - To  mówi�c  zacz�li  szczypa� 

Susła jednocze�nie z obu stron. 

Suseł otworzył oczy i rzekł:

- Ja wcale nie spałem. Słyszałem ka�de wasze słowo.

- Opowiedz nam co� - nalegał Szarak.

- Tak, tak, bardzo prosz� o jak�� ciekaw� histori� - poparła go Alicja.

- Gadaj  szybko  - dodał  Kapelusznik  - bo  w  przeciwnym  razie  za�niesz  w  czasie

opowiadania. 

- Pewnego razu �yły na �wiecie trzy siostry - zacz�ł Suseł bardzo szybko. - Nazywały si� 

Kasia, Jasia i Basia i mieszkały na dnie studni. 

- A czym si� �ywiły? - zapytała Alicja, któr� te sprawy najbardziej interesowały. 

- �ywiły si� syropem - odparł Suseł po parominutowym namy�le. 

- Nie mogły chyba  �ywi� si� samym  syropem  - sprzeciwiła si�  Alicja. - Bo byłyby na 

pewno chore. 

- Istotnie - rzekł Suseł. - One były chore. Bardzo chore. 

Alicja usiłowała wyobrazi� sobie przedziwny tryb �ycia trzech sióstr, ale nie bardzo jej 

si� to udawało. Zapytała wi�c z wielkim zaciekawieniem: 

- Ale dlaczego mieszkały na dnie studni? 

- Nalej sobie wi�cej herbaty - rzekł z wielk� powag� Szarak. 

- Jeszcze w ogóle nie piłam - odparła Alicja ura�ona t� propozycj�. - Trudno wi�c, abym 

nalała sobie wi�cej. 

- Chciała�  powiedzie�,  �e  trudno,  aby�  nalała  sobie  mniej  - wtr�cił  si�  Kapelusznik.  -

Przecie� znacznie łatwiej jest nala� sobie wi�cej ni� nic. 

- Nikt nie pytał pana o zdanie - rzekła gniewnie Alicja. 

- Aha, a kto teraz robi przecinki? - zawołał triumfalnie Kapelusznik. 

Alicja nie bardzo wiedziała, co odpowiedzie�. Nalała wi�c sobie herbaty i wzi�ła chleba z 

masłem, po czym powtórzyła swe pytanie: 

- Dlaczego siostry mieszkały na dnie studni? 

Suseł namy�lił si� znów par� minut, a� wreszcie rzekł: 

- Była to studnia napełniona syropem. 

- Nic takiego w ogóle nie istnieje - zacz�ła Alicja, ale Szarak i Kapelusznik przerwali jej: 

- Pst! - Suseł za� rzekł z wyra�nym oburzeniem: 

- Je�li nie potrafisz zachowa� si� przyzwoicie, to doko�cz sobie sama. 

- Nie, prosz� opowiada� dalej - powiedziała pokornie Alicja. - Ja ju� na pewno panu nie 

przerw�. By� mo�e, i� taka studnia istnieje. 

- "By� mo�e?"... - powtórzył z oburzeniem Suseł. Po chwili za� ci�gn�ł dalej. - Te trzy 

siostrzyczki uczyły si� tam rysowa�. 

- A co one rysowały? - zapytała Alicja, całkiem zapominaj�c o swym przyrzeczeniu. 

- Syrop - odparł bez chwili namysłu Suseł. 

- Chciałabym  czyst�  fili�ank�  - rzekł  Kapelusznik.  - Przesu�my  si�  wszyscy  o  jedno 

miejsce. 

To  mówi�c  Kapelusznik  przesiadł  si�.  Suseł  zaj�ł  jego  miejsce,  Szarak  miejsce  Susła, 

Alicji za� przypadło w udziale miejsce Szaraka. Jedynie Kapelusznik zyskał na tej zamianie. 

Alicja wyszła na niej bardzo �le, bo talerzyk Szaraka był zupełnie zalany herbat�. 

Aby znowu nie obrazi� Susła, Alicja zapytała bardzo ostro�nie:

- A jak długo rysowały one ten syrop w studni?

background image

- Sama odpowiedziała� sobie przecie� na to pytanie - rzekł Kapelusznik. - Od stu dni ­

rzecz jasna. 

- Nie musiało im tam by� przyjemnie - zauwa�yła Alicja. 

- Głupia�  - rzekł  nagle  Suseł  spogl�daj�c  z  pogard�  na  Alicj�.  - Było  im  tam  wprost 

słodko. 

Odpowied� ta tak bardzo zmieszała Alicj�, �e przez par� minut nie przerywała Susłowi 

ani jednym słówkiem. 

- Uczyły si� one rysowa� - ci�gn�ł Suseł tr�c oczy, zaczynał bowiem odczuwa� wielk� 

senno�� - i rysowały prócz syropu wszystko, co zaczyna si� na liter� "s"... 

- Dlaczego na liter� "s"? - spytała Alicja. 

- A dlaczego nie? - wtr�cił Kapelusznik. 

Alicja siedziała juz teraz cichutko jak myszka. Tymczasem Suseł zamkn�ł oczy i zapadł 

w drzemk�. 

Uszczypni�ty przez Kapelusznika obudził si� nagle z piskiem i opowiadał dalej: 

- ... wszystko, co zaczyna si� na liter� "s", a wi�c sło�ce, stonog�, stodoł�, stół, spanie. 

Czy widziała� kiedy, aby kto� rysował spanie? - zwrócił si� Suseł do Alicji. 

Alicja odpowiedziała: 

- Ja doprawdy nie my�l�, �eby... 

- Je�eli nie my�lisz, to nie gadaj - przerwał jej Kapelusznik. 

Takiej bezczelno�ci Alicja nie mogła ju� �cierpie�. Wstała wi�c od stołu i oddaliła si� z 

godno�ci�.  Suseł  zapadł  natychmiast  w  sen,  pozostali  za�  biesiadnicy  nie  zwrócili  na  jej 

odej�cie najmniejszej uwagi. Alicja obejrzała si� raz czy dwa razy, ale nikt za ni� nie wołał. 

Zauwa�yła tylko, �e Zwariowany Kapelusznik i Szarak Bez Pi�tej Klepki usiłowali wsadzi� 

Susła do dzbanka z herbat�. 

- W ka�dym razie nigdy ju� tam nie wróc� - rzekła Alicja przedzieraj�c si� przez las. - To 

był najgłupszy podwieczorek w moim �yciu. 

Nagle dostrzegła w jednym z drzew ukryte drzwi. "To bardzo dziwne - pomy�lała. - Ale 

dzisiaj wszystko jest dziwne. Przypuszczam, �e powinnam tam wej��". 

Alicja znalazła si� ponownie w długim korytarzu, w pobli�u szklanego stolika. "Teraz ju� 

wiem,  co  musz�  zrobi�"  - pomy�lała  i  przede  wszystkim  zdj�ła  złoty  kluczyk,  po  czym 

otworzyła  nim  drzwiczki  prowadz�ce  do  ogrodu.  Nast�pnie  odgryzła  kawałek  grzyba 

(zachowała jego resztki w kieszonce) i zmniejszyła si� do jakich� trzydziestu centymetrów. 

Bez trudu przeszła przez male�ki korytarzyk i... znalazła si� wreszcie w swym wymarzonym 

ogrodzie pomi�dzy wspaniałymi kwietnikami i orze�wiaj�cymi wodotryskami. 

Rozdział VIII - Partia krokieta u Królowej 

W  pobli�u  wej�cia  do  ogrodu  rósł  spory  krzew  białej  ró�y.  Trzech  ogrodników 

przemalowywało  po�piesznie  jego  kwiaty  na  kolor  czerwony.  Zdziwiło  to  bardzo  Alicj�, 

podeszła wi�c bli�ej i usłyszała słowa jednego z ogrodników: 

- Uwa�aj tylko, Pi�tko! Jak mo�esz pryska� mi tak na ubranie! 

- Nic  na  to  nie  poradz�  - odparł  Pi�tka  wyra�nie  ura�ony.  - Siódemka  tr�cił  mnie  w 

łokie�. 

Na to Siódemka: 

- Dobrze, dobrze, Pi�tko! Zrzucaj zawsze win� na drugich! 

- Nie  odzywałby�  si�  lepiej  - przerwał  Pi�tka.  - Nie  dalej  jak  wczoraj  Królowa 

powiedziała, �e zasługujesz na �ci�cie. 

- Za co? - zapytał pierwszy ogrodnik. 

- To nie twoja sprawa, Dwójko - odpowiedział Siódemka. 

background image

- Nieprawda, to jest jego sprawa - wtr�ciła si� Pi�tka. - I powiem mu nawet za co: za to, 

e przyniósł Kucharce zamiast cebuli sadzonki tulipanów. 

Siódemka rzucił p�dzel na ziemi� i wła�nie zacz�ł: 

- Jak Boga kocham, ze wszystkich niesprawiedliwo�ci... - kiedy nagle urwał wpół zdania, 

wzrok jego bowiem padł na Alicj�. Po chwili wszyscy trzej ogrodnicy zacz�li bi� przed ni� 

gł�bokie pokłony. 

- Czy  mogliby�cie  mi  wytłumaczy�,  po  co  przemalowujecie  te  ró�e?  - zapytała  Alicja 

zmieszana ich czołobitno�ci�. 

Pi�tka i Siódemka spojrzeli milcz�co na Dwójk�. Ten za� powiedział cichutko: 

- Idzie  o  to,  prosz�  panienki,  �e  to  miały  by�  czerwone  ró�e,  a  my  przez  pomyłk� 

zasadzili�my białe. Gdyby Królowa dowiedziała si� o tym, zaraz kazałaby nas �ci��. Widzi 

panienka, robimy, co mo�emy, zanim ona nadejdzie i... - W tej chwili Pi�tka, który wpatrywał 

si� przez cały czas w przeciwległy kraniec ogrodu, wrzasn�ł: 

- Królowa,  Królowa!  - po  czym  wszyscy  trzej  upadli  twarz�  na  ziemi�.  Nast�pnie 

rozległy  si�  odgłosy  wielu  kroków.  Alicja  wyt��yła  wzrok,  pragn�c  jak  najszybciej  ujrze� 

monarchini�. 

Najpierw  szedł  oddział  �ołnierzy.  Byli  oni  zupełnie  podobni  do  trzech  ogrodników, 

podłu�ni i płascy, z t� tylko ró�nic�, �e mieli zamiast pików wymalowane na tułowiach trefle. 

Za nimi post�powali bogato przyozdobieni diamentami dworzanie, po nich dziesi�cioro dzieci 

królewskich,  wesołych  i  rozigranych  (cała  rodzina  królewska  naznaczona  była  kierami). 

Potem  szli  go�cie,  przewa�nie  Królowie  i  Królowe.  Alicja  dostrzegła  pomi�dzy  Białego 

Królika  okropnie  podnieconego  i  zgadzaj�cego  si�  z  góry  ze  wszystkim,  co  mówili  jego 

rozmówcy.  Przeszedł  on  obok  Alicji  i  nawet  jej  nie  zauwa�ył.  Nast�pnie  szedł  Walet  Kier 

nios�c na purpurowej poduszce z aksamitu koron� królewsk�. 

No koniec kroczyli majestatycznie KRÓL I KRÓLOWA KIER. 

Alicja  nie  bardzo  wiedziała,  czy  powinna  rzuci�  si�  na  ziemi�,  tak  jak  to  uczynili 

ogrodnicy.  Przyszło  jej  jednak  na  my�l,  �e  mały  byłby  po�ytek  z  takich  uroczystych 

pochodów, gdyby wszyscy musieli na ich widok pada� na twarz, bo któ� by wówczas mógł 

im si� przygl�da�? Stała wi�c spokojnie i czekała, co dalej nast�pi. 

Kiedy  orszak  znalazł  si�  tu�  obok  Alicji,  Królowa  spojrzała  na  ni�  surowo  i  zapytała 

Waleta Kier: 

- Kto to jest? 

Walet ukłonił si� tylko i u�miechn�ł zamiast odpowiedzi. 

- Głupiec - rzekła z w�ciekło�ci� Królowa. A potem zwróciła si� do Alicji: - Powiedz, jak 

si� nazywasz, moje dziecko. 

- Nazywał  si�  Alicja, prosz� Waszej  Królewskiej  Mo�ci  - odpowiedziała Alicja bardzo 

uprzejmie,  cho�  pomy�lała  sobie  równocze�nie:  "Wła�ciwie  to  tylko  talia  kart  i  nie  ma 

powodu za bardzo si� nimi przejmowa�". 

- A  kto  to  s�  ci  tutaj?  - zapytała  Królowa,  wskazuj�c  na  trzech  ogrodników  le��cych 

plackiem wokół krzaka ró�y. (Trzeba Wam bowiem wiedzie�, �e le�eli oni na brzuchach, a z 

tyłu pokryci byli tym samym wzorem, co cał� talia kart. Królowa nie mogła wi�c odró�ni�, 

czy s� to ogrodnicy, �ołnierze, dworzanie, czy zgoła jej własne dzieci). 

- A sk�d ja mog� wiedzie�? To nie moja sprawa - powiedziała Alicja, zdumiona własn� 

miało�ci�. 

Królowa  zrobiła  si�  purpurowa  z  w�ciekło�ci,  przez  chwil�  wpatrywała  si�  w  Alicj� 

wzrokiem dzikiej bestii, po czym zawołała: 

- �ci�� j�, �ci�� j� natychmiast! 

- Bzdura! - rzekła Alicja bardzo stanowczo i Królowa zamilkła. 

Król za� wzi�ł sw� mał�onk� za r�k� i rzekł nie�miało: 

- Zastanów si�, kochanie, przecie� to tylko dziecko. 

background image

Królowa odwróciła si� gwałtownie i zawołała na Waleta wskazuj�c na ogrodników: 

- Odwróci� si� natychmiast! 

Walet wykonał to nog�, jak gdyby nie chc�c si� pobrudzi�. 

- Wstawajcie! - wrzasn�ła Królowa, a ogrodnicy zerwali si� z ziemi i zacz�li bi� pokłony 

Królowi, Królowej, dzieciom królewskim i całemu orszakowi. 

- Przesta�cie  w  tej  chwili  - zaryczała  Królowa.  - Mo�na  oszale�  od  tych  ci�głych 

pokłonów! - Nast�pnie, wskazuj�c na ró�e, zapytała: - Co�cie tu robili? 

- Dopraszam  si�  łaski  Waszej  Królewskiej  mo�ci  - rzekł  pokornie  Dwójka  padaj�c  na 

kolana - próbowali�my... 

- Ju� widz�! - wrzasn�ła Królowa, która z wielk� uwag� przypatrywała si� krzewowi. -

ci�� ich! 

Orszak  ruszył  tymczasem  i  tylko  trzech  �ołnierzy  pozostało  na  miejscu,  aby  dokona� 

zarz�dzonej przez monarchi� egzekucji. 

Nieszcz��liwi ogrodnicy zwrócili si� do Alicji z błaganiem o wstawiennictwo i pomoc. 

- Nie b�dziecie �ci�ci - rzekła stanowczo Alicja i wsadziła wszystkich trzech do wielkiej 

donicy, która stała w pobli�u krzewu. �ołnierze szukali ich przez chwil�, po czym spokojnie 

udali si� w �lad za orszakiem. 

- Czy zostali �ci�ci?! - krzykn�ła z daleka Królowa. 

- Jako �ywo, Wasza Królewska Mo��! - zawołali w odpowiedz dzielni wojacy. 

- To dobrze - ucieszyła si� Królowa. - Czy umiesz gra� w krokieta? 

ołnierze spojrzeli na Alicj�, do której najwidoczniej odnosiło si� to ostatnie pytanie. 

- Tak! - zawołała Alicja. 

- Wi�c chod� tutaj! - wrzasn�ła Królowa. 

Alicja przył�czyła si� do orszaku, niezmiernie zaciekawiona takim obrotem rzeczy. 

- Mamy dzi� �liczn� pogod� - odezwał si� nagle jaki� nie�miały głosik tu� u jej boku. Był 

to Biały Królik, który przypatrywał si� Alicji z wyra�nym zaniepokojeniem. 

- Istotnie, �liczna - odpowiedziała uprzejmie Alicja. - A gdzie jest Ksi��na? 

- Cicho,  na  miło��  bosk�,  cicho  - wymamrotał  Królik  rozgl�daj�c  si�  dokoła  z 

przera�eniem. Nast�pnie wspi�ł si� na palce i szepn�ł Alicji do ucha: - Ona jest skazana na 

mier�. 

- Ale za co, za co? - zapytała Alicja. 

- Czy powiedziała�: "Co za szkoda?" 

- Nie, wcale nie uwa�am, aby to była szkoda. Pytam tylko za co. 

- Za to, �e dała Królowej po nosie - rzekł Królik. 

Alicja wybuchn�ła �miechem. 

- Cicho - szepn�ł Królik dr��cym z trwogi głosikiem. - Królowa mo�e ci� słysze�! Było 

to, widzisz, tak: Ksi��na spó�niła si� troch� i wtedy Królowa... 

- Wszyscy  na  swoje  miejsca!  - krzykn�ła  Królowa  przera�liwie  dono�nym  głosem. 

Go�cie rozbiegli si� w ró�nych kierunkach, przy czym wpadali na siebie i przewracali si� raz 

po raz. Po jakiej� minucie wszyscy byli gdzie trzeba i gra mogła si� rozpocz��. 

Alicja nie widziała nigdy w �yciu tak dziwnego pola krokietowego. Były to same góry i 

doły.  Zamiast  kul  krokietowych  grano  je�ami,  za  kije  krokietowe  słu�yły  �ywe  flamingi, 

ołnierze za� wyginali si� w skomplikowanych figurach gimnastycznych, zast�puj�c bramki. 

Najwi�ksz�  trudno�ci�  była  dla  Alicji  poradzenie  sobie  z  flamingiem.  Udało  jej  si� 

wprawdzie uj�� go w r�ce w sposób wzgl�dnie wygodny, ale có� z tego? Ilekro� chciała jego 

głow� uderzy� je�a, flaming wykr�cał dług� szyj� i spogl�dał jej w oczy z wyrazem takiego 

zdumienia, �e nie mogła si� powstrzyma� od �miechu. Kiedy ju� wreszcie uło�yła szyj� ptaka 

w odpowiedni sposób, je�, zwini�ty dot�d w kł�buszek, oddalił si� wła�nie, i to w zupełnie 

innym  kierunku  ni�  trzeba.  Poza  tym  teren  był  okropnie  wyboisty  i  dok�dkolwiek  chciała 

posła� swego je�a, pojawiał si� przed ni� jaki� rów lub pagórek. Na domiar złego �ołnierze 

background image

zmieniali jeszcze co chwila miejsca, słu��c za bramki wci�� innym graczom. Nic dziwnego, 

e Alicja doszła wkrótce do przekonania, �e jest to gra niezmiernie uci��liwa. 

Całe towarzystwo grało jednocze�nie, nikt nie zwracał uwagi na kolejno��, ustawicznie 

wybuchały  sprzeczki  i  bójki  o  je�e.  W�ciekło��  Królowej  nie  miała  granic.  Monarchini 

biegała  po  całym  polu,  tupi�c  i  wrzeszcz�c  mniej  wi�cej  raz  na  minut�: "�ci��  go!"  albo 

"�ci�� j�!" 

Alicja  czuła  si�  w  tym  otoczeniu  coraz  gorzej.  Nie  miała  jeszcze  co  prawda  zatargu  z 

Królow�, wiedziała jednak, �e mo�e to nast�pi� lada chwila. "A wtedy co by si� ze mn� stało? 

- pomy�lała. - Skazywanie na �mier� stanowi tu wida� ich najulubie�sz� rozrywk�. Cud, �e 

kto� pozostał jeszcze w ogóle przy �yciu!" 

Alicja zastanawiała si� wła�nie, jak by tu w sposób odpowiednio dyskretny wycofa� si� z 

gry,  kiedy  w  powietrzu  pojawiło  si�  przedziwne  zjawisko.  Z  pocz�tku  trudno  je  było 

rozpozna�,  potem  ukazał  si�  najwyra�niejszy  w  �wiecie  u�miech.  Alicja  poznała  Kota-

Dziwaka i ucieszyła si� niezmiernie na my�l, �e b�dzie mogła nareszcie zamieni� par� słów z 

kim� �yczliwym. 

- Jak ci si� powodzi? - zapytał Kot, kiedy pojawiła si� dostatecznie du�a cz��� jego ust. 

Alicja zaczekała na ukazanie si� oczu, po czym zrobiła przecz�cy ruch głow�. "Nie warto 

mówi�  do  niego  - pomy�lała  - dopóki  nie  wyłoni�  si�  uszy,  a  przynajmniej  cz���  jednego 

ucha". Kiedy ju� miała przed sob� cał� głow� Kota, Alicja odstawiła na bok swego flaminga i 

zacz�ła opowiada� o grze, szcz��liwa, �e mo�e si� komu� poskar�y�. Kot uwa�ał widocznie, 

e jego głowa jest zjawiskiem zupełnie wystarczaj�cym, poprzestał wi�c na niej i nie pojawił 

si� w całej swej okazało�ci. 

- Wydaje mi si�, �e oni graj� nieuczciwie - odpowiadała Alicja. - Poza tym kłóc� si� bez 

przerwy i  tak  okropnie  hałasuj�!  O  �adnych  regułach  nie  ma  w  ogóle  mowy,  a  je�li  nawet 

byłaby  mowa,  to  nikt  nie  stosuje  ich  w  grze.  A  ju�  najbardziej  daje  si�  we  znaki  to,  �e 

wszystko tu jest �ywe. Na przykład bramka, przez któr� powinnam teraz przej��, przechadza 

si�  po  przeciwległym  ko�cu  pola.  Widzi  pan,  skrokietowałabym  je�a  Królowej,  gdyby  nie 

uciekł an widok mojego. 

- A jak ci si� podoba Królowa? - zapytał cicho Kot. 

- Wcale mi si� nie podoba - odparła Alicja. - Ona tak strasznie... - tu zauwa�yła stoj�c� w 

pobli�u Królow�, która przysłuchiwała si� jej słowom, doko�czyła wi�c po�piesznie: - dobrze 

gra w krokieta, �e graj�c z ni� nie ma si� �adnej nadziei na wygran�. 

Królowa u�miechn�ła si� i pobiegła za swym je�em. 

- Z kim ty wła�ciwie rozmawiasz? - zapytał Król przygl�daj�c si� głowie Kota z wielkim 

zainteresowaniem. 

- To  mój  przyjaciel,  Kot-Dziwak  - odpowiedziała  Alicja.  - Pozwoli  Wasza  Królewska 

Mo��, �e go przestawi�. 

- On mi si� zupełnie nie podoba - odrzekł król. - Ale mo�e pocałowa� mnie w r�k�, je�li 

chce. 

- Wcale nie chc� - powiedział Kot. 

- Nie b�d� zuchwalcem! - zawołał Król - I nie przypatruj mi si� tak! (To mówi�c schował 

si� za Alicj�). 

- Kotu wolno patrze� na Króla - rzekła Alicja. - Czytałam to w jakiej� ksi��ce, ale nie 

pami�tam ju� w jakiej. 

- Trzeba  o  st�d  koniecznie  usun��!  - zdecydował  Król  i  krzykn�ł  do  przechodz�cej 

wła�nie Królowej: - Kochanie, chciałbym, �eby� usun�ła st�d tego Kota! 

Królowa  znała  jeden  tylko  sposób  załatwiania  spraw,  wi�c:  "�ci��  go!",  nie  wiedz�c 

nawet, o kogo i o co idzie. 

- Zaraz  sam  pobiegn�  po  Kata  - rzekł  Król  z  wyra�nym  zadowoleniem  i  pomkn�ł  ku 

pałacowi. 

background image

Alicja  chciała  zobaczy�,  jak  przestawia  si�  gra,  bez  przerwy  bowiem  słyszała  kipi�cy 

w�ciekło�ci�  głos  Królowej, która  skazała  ju�  na �mier�  trzech  graczy za to,  �e przepu�cili 

swe kolejki. Na polu panowało nieopisane zamieszanie, ta �e zorientowanie si� w kolejno�ci 

gry było zupełnie niemo�liwe. Alicja udała si� z l�kiem w sercu na poszukiwanie swego je�a. 

Je� wdał si� wła�nie w walk� z drugim je�em, co Alicja uznała na znakomit� okazj� do 

skrokietowania przeciwnika. Niestety flaming Alicji znajdował si� wła�nie w drugim ko�cu 

pola, gdzie usiłował bezskutecznie frun�� na drzewo. 

Kiedy  udało  si�  jej  pochwyci�  flaminga  i  powróci�  na  swe  poprzednie  miejsce,  walka 

była ju� sko�czona i oba je�e zgin�ły gdzie� bez �ladu. "To i tak nie ma znaczenia, bo  nie 

znajd�  teraz  �adnej  bramki"  - pomy�lała  Alicja.  Wzi�ła  wi�c  flaminga  pod  pach�,  aby  si� 

znowu  nie  ulotnił,  i  poszła  w  kierunku  Kota,  �eby  uci��  sobie  dłu�sz�  pogaw�dk�  z 

przyjacielem. 

Jakie�  było  jej  zdziwienie,  gdy ujrzała  wokół  głowy kociej  wielkie  zbiegowisko.  Król, 

Królowa  i  Kat  mówili  wszyscy  naraz,  kłóc�c  si�  o  co�  zawzi�cie,  gdy  reszta  towarzystwa 

milczała z bardzo niewyra�nymi minami. 

Gdy ujrzeli Alicj�, poprosili j� o rozstrzygni�cie sporu. Poniewa� jednak mówili wszyscy 

jednocze�nie i strzaszliwie przy tym hałasowali, nie mogła zrozumie�, o co idzie. 

Kat  twierdził,  �e  nie  potrafi  �ci��  głowy  nie  maj�c  tułowia,  od  którego  mógłby  j� 

odr�ba�.  Podkre�lił  on,  �e  nie  miał  dotychczas  do  czynienia  z  tak�  robot�  i  �e  nie  my�li 

zabiera� si� do niej na stare lata. 

Król  twierdził,  �e ka�de stworzenie posiadaj�ce  głow� mo�e by� �ci�te i  �e w gadaniu 

Kata nie ma ani krzty sensu. 

Królowa  twierdziła,  �e  je�li  rozkaz  nie  zostanie  spełniony pr�dzej  ni�  w  mgnieniu  oka 

ka�e �ci��  wszystkich  w  promieniu mili  (dlatego  wła�nie  całe towarzystwo miało miny tak 

blade i niewyra�ne). 

Alicja poczuła zam�t w głowie i powiedziała: 

- Ten Kot nale�y do Ksi��ny. Zapytajcie jej o zdanie. 

- Ksi��na  jest  uwi�ziona  - rzekła  Królowa  do  Kata  - sprowad�  j�  tu  natychmiast1  -

Wobec czego Kat pobiegł jak strzała w kierunku pałacu. 

Tymczasem  głowa  kocia  zacz�ła  si�  stopniowo  zaciera�  i  do  czasu  powrotu  Kata  z 

Ksi��n� znikła zupełnie. Król i Kat biegali we wszystkie strony jak szaleni, aby j� odnale��, 

za� reszta towarzystwa powróciła do przerwanej gry. 

Rozdział IX - Opowie�� niby �ółwia 

Nie mo�esz wyobrazi� sobie, kochanie, jak bardzo jestem rada, �e ci� znowu spotykam -

rzekła Ksi��na, opieraj�c si� przyja�nie na ramieniu Alicji. - Chod�, przejdziemy si� troch� 

razem. 

Alicja  była  mile  zaskoczona  dobrym  humorem  Ksi��ny  i  pomy�lała,  �e  jej  dzikie 

zachowanie si� w kuchni musiało by� spowodowane nadmiern� ilo�ci� pieprzu w atmosferze. 

"Gdybym  ja  była  Ksi��n�  - my�lała  dalej  (cho�  bez  wi�kszego  przekonania)  - nie 

trzymałabym  w  ogóle  pieprzu  w  kuchni.  Zupa  mo�e  si�  �wietnie  obej��  bez  pieprzu,  a  kto 

wie, czy to nie on wła�nie robi z ludzi dzikusów". Alicja była wyra�nie dumna z wynalezionej 

przez  siebie nowej  teorii, rozwijała j� wi�c w  dalszym  ci�gu:  "Ocet  czyni  ludzi  kwa�nymi, 

rumianek - gorzkimi, a  dzi�ki  cukierkom  dzieci  staj� si� słodkie. Chciałabym,  �eby doro�li 

ludzie wiedzieli o tym; mo�e nie byliby wtedy tacy sk�pi i..." 

Rozmy�laj�c Alicja zapomniała całkiem o ksi��nej i zdziwiła si�, gdy usłyszała nagle jej 

głos tu� przy swoim uchu. 

background image

- My�lisz pewnie o czym�, drogie dziecko, i dlatego si� nie odzywasz. Nie umiem ci teraz 

powiedzie�, jaki st�d płynie morał, ale za chwil� na pewno sobie przypomn�. 

- Mo�e nie ma morału - rzekła Alicja nie�miało. 

- Nie, nie, moje dziecko - odparła Ksi��na. - Ka�da rzecz ma swój morał. Trzeba go tylko 

umie� znale��. 

To mówi�c przysun�ła si� jeszcze bli�ej  do Alicji, która nie odczuwała z  tego  powodu 

specjalnego  zachwytu.  Po  pierwsze  dlatego,  �e  Ksi��na  była  strasznie  brzydka,  po  drugie  -

poniewa� była akurat takiego wzrostu, �e opierała si� o rami� Alicji podbródkiem, podbródek 

za�  miała  okropnie  ostry.  Alicja  jednak  znosiła  to  bez  szemrania,  nie  chc�c  okaza�  si� 

nieuprzejm�. 

- Gra robi si� coraz bardziej interesuj�ca - odezwała si�, aby podtrzyma� rozmow�. 

- Niew�tpliwie - odrzekła Ksi��na. - A st�d płynie morał, �e "na pochyłe drzewo ka�da 

koza skacze". 

- Gdyby nie skakała - rzekła Alicja, aby co� powiedzie� - toby nó�ki nie złamała. 

- To  prawda  - rzekła  Ksi��na  - masz  zupełn�  racj�.  Po  czym  d�gaj�c  Alicj�  jeszcze 

mocniej swym podbródkiem dodała: - A st�d wynika morał, �e "przyszła koza do woza". 

Alicja pomy�lała sobie, �e Ksi��na musi mie� bzika na punkcie morałów. 

- Dziwisz  si�  zapewnie,  �e  nie  obejmuj�  ci�  za  szyj�  - rzekła  po  chwili  Ksi��na  - ale 

prawd�  mówi�c  nie  jestem  pewna  łagodnego  usposobienia  twego  flaminga.  Czy  chcesz, 

ebym spróbowała? 

- On chyba gryzie - odpowiedziała szybko Alicja, której nie zale�ało na tej pieszczocie. 

- Oczywi�cie, flamingi i musztarda gryz�. A st�d płynie morał, �e "lepszy wróbel w r�ku 

ni� dzi�cioł na s�ku". 

- Tylko �e musztarda nie jest ptakiem - zauwa�yła Alicja. 

- Racja, jak zwykle racja - zgodziła si� szybko Ksi��na. - Masz wyj�tkowo jasny sposób 

wyra�ania swych my�li. 

- Zdaje si�, �e to jest minerał - rzekła niepewnie Alicja. 

- Z cał� pewno�ci�. Niedaleko st�d w lesie znajduj� si� wielkie kopalnie musztardy. A z 

tego wynika morał, �e "im dalej w las, tym wi�cej drzew". 

- Wiem, ju� wiem! - wykrzykn�ła Alicja, nie zwracaj�c uwagi na ostatnie słowa Ksi��ny. 

- Musztarda jest jarzyn�! Nie wygl�da na to, ale jest. 

- Zgadzam si� z tob� w zupełno�ci, a st�d płynie morał, �e "oszcz�dno�ci� i prac� ludzie 

si� bogac�". Mog� wytłumaczy� ci to przyst�pnie: ludzie, którzy nie s� skłonni oddawa� si� 

lenistwu  i  uwa�aj�  za  stosowne  nie  hołdowa�  zbytniej  rozrzutno�ci,  byliby  niew�tpliwie 

ubo�si,  wzgl�dnie  nie  byliby  tak  zamo�ni,  gdyby  nie  przy�wiecała  im  stale  i  niezmiennie 

dewiza stosowania si� do wy�ej wyszczególnionych zasad. 

- Poj�łabym  to  lepiej  - rzekła  Alicja  - gdyby  zapisała  mi  to  pani  na  parteczce.  W 

przeciwnym razie... 

- To jeszcze nic - przerwała Ksi��na głosem, w którym przebijała pró�no�� - nic wobec 

tego, co mogłabym powiedzie�, gdybym zadała sobie trud. 

- Naprawd� niech pani nie zadaje sobie trudu... 

- Och,  nie  mo�e  by�  mowy o  trudzie.  Robi�  ci  prezent  ze  wszystkiego,  co  dotychczas 

powiedziałam. 

Alicja pomy�lała, �e jest to raczej tani rodzaj prezentu. "Zadowolona jestem, �e nie daj� 

takich prezentów na urodziny". - Nie �miała jednak powiedzie� tego gło�no. 

- Znów rozmy�lasz? - zapytała Ksi��na, po czym nast�piło nowe d�gni�cie podbródkiem. 

- Mam  chyba  prawo  co�  my�le�  - odparła  ostro  Alicja,  któr�  zaczynała  ju�  nu�y�  ta 

rozmowa. 

- Dokładnie takie samo prawo, jakie maj� prosiaki do fruwania. St�d za� płynie mo... 

background image

Nagle,  ku  wielkiemu  zdumieniu  Alicji,  głos  Ksi��ny zamarł  w  połowie  jej  ulubionego 

słowa "morał", r�ce zatrz�sły si� ze strachu. Alicja podniosła wzrok i ujrzała Królow�, która 

stała przed nimi w gro�nej pozie ciskaj�c wzrokiem gromy. 

- Mamy dzi� pi�kn� pogod� - rzekła Ksi��na słabiutkim dr��cym głosem. 

- Ostrzegam ci� po raz ostatni - wrzasn�ła Królowa marszcz�c brwi i tupi�c nogami - �e 

albo pobawisz mnie natychmiast swego widoku, albo ja pozbawi� ci� głowy! Wybieraj jedno 

z dwojga! 

Ksi��na nie zastanawiała si� długo nad wyborem i umkn�ła, a� si� kurzyło. 

- Gramy  dalej  - rzekła  Królowa  do  przera�onej  Alicji,  po  czym  udały  si�  na  plac 

krokietowy. Widz�c j� z daleka, wszyscy rzucili si� do swych flamingów i je�y. Tym razem 

przerwa ta uszła im płazem, chocia� usłyszeli od Królowej, �e chwil� zwłoki w rozpocz�ciu 

gry  przypłaciliby  �yciem.  Przez  cały  czas  Królowa  kłóciła  si�  bez  przerwy  ze  wszystkimi 

graczami,  wykrzykuj�c:  "�ci��  go!"  albo  "�ci��  j�!".  Skazanych  na  �ci�cie  �ołnierze 

odprowadzali do twierdzy. W ten sposób po upływie pół godziny zabrakło bramek i wszyscy 

gracze,  z  wyj�tkiem  Króla,  Królowej  i  Alicji,  znajdowali  si�  w  lochu,  gdzie  czekali  na 

egzekucj�. Wtedy Królowa, straszliwie ju� zm�czona, przerwała gr� i zapytała: 

- Czy widziała� ju� Niby �ółwia? 

- Nie, nie widziałam - odparła Alicja - i nawet nigdy o nim nie słyszałam. 

- Z tego stwora robi si� pyszn� zielon� zup�, która na�laduje zup� �ółwiow�. Nazywamy 

go dlatego Niby �ółwiem. 

- Ciekawa jestem, jak takie zwierz� wygl�da - westchn�ła Alicja. 

- Chod�, przedstawi� ci go, a przy okazji usłyszysz jego histori�. 

Oddalaj�c  si�  z  Królow�  Alicja  usłyszała,  jak  Król  mówi  półgłosem  do  całego 

towarzystwa: 

- Jeste�cie ułaskawieni. 

"Bardzo  mnie  to  cieszy"  - pomy�lała  Alicja,  przygn�biona  potworn�  liczb�  egzekucji 

zarz�dzonych przez Królow�. 

Id�c natkn�ły si� wnet na Smoka drzemi�cego w sło�cu (je�li nie wiecie, jak taki Smok 

wygl�da, spójrzcie, prosz�, na obrazek). 

- Wstawaj, leniu - zawołała Królowa - i zaprowad� t� panienk� do Nigdy �ółwia! Niech 

jej opowie swoj� histori�. Ja musz� ju� wraca�, aby dopilnowa� egzekucji. - Po tych słowach 

Królowa  oddaliła  si�,  pozostawiaj�c  Alicj�  sam  na  sam  ze  Smokiem.  Alicji  niezbyt 

odpowiadał  widok  straszydła,  niemniej  jednak  czuła  si�  z  nim  bezpieczniej  ni�  w 

towarzystwie Królowej. Czekała wi�c, co dalej nast�pi. 

Tymczasem  Smok  usiadł  i  zacz�ł  przeciera�  sobie  łapami  oczy.  Potem  popatrzył  na 

Królow�, póki nie znikła mu z oczu. Zachichotał wtedy i rzekł na wpół do siebie, na wpół do 

Alicji: 

- �wietny kawał, co? 

- Jaki kawał? - zapytała Alicja. 

- No,  ona  i  jej  pomysły.  Bo  musisz  wiedzie�,  �e  to  wszystko  bujda.  Nikt  nie  został  tu 

jeszcze �ci�ty. Ale chod� pr�dzej. 

"Ka�dy tu  mówi  "chod�  tu",  "id�  tam"  - pomy�lała  Alicja  id�c  ze  Smokiem.  - Jeszcze 

nigdy w �yciu nie nasłuchałam si� tylu rozkazów, co tutaj". 

Wkrótce ujrzeli Niby �ółwia siedz�cego samotnie na małym wyst�pie skalnym w pozie 

pełnej  �ało�ci  i  bólu.  Gdy  podzeszli  bli�ej,  do  uszu  Alicji  doszły  rozpaczliwe  szlochy  i 

narzekania. Trudno było nie współczu� tak wielkiej niedoli. Alicja zapytała Smoka: 

- Co mu si� wła�ciwie stało? 

Na to Smok odpowiedział w znany ju� sposób: 

- To wszystko bujda, on nie ma najmniejszego powodu do smutku. Chod� pr�dzej. 

background image

Zbli�yli si� wi�c do Niby �ółwia, który podniósł na nich w milczeniu swe wielkie oczy 

pełne łez. 

- Ta oto panienka - rzekł Smok - chciałaby usłysze� twoj� histori�. 

- Opowiem jej - rzekł Niby �ółw ponurym, jakby wydobywaj�cym si� z beczki głosem. -

Słuchajcie oboje i nie odzywajcie si�, dopóki nie sko�cz�. 

Zapanowała  parominutowa  cisza.  Alicja  pomy�lała  w  duchu:  "Nie  wiem,  jak  on  mo�e 

kiedykolwiek sko�czy�, skoro wcale nie zaczyna". Czekała jednak cierpliwie. 

- Kiedy�  - rzekł  wreszcie  Niby  �ółw  z  gł�bokim  westchnieniem  - kiedy�  byłem 

prawdziwym  �ółwiem.  - Po  tych  słowach  nast�piła  znowu  cisza  przerywana  jedynie 

wydawanymi  przez  Smoka  odgłosami:  "hrzkrr"  i  stałym,  �ałosnym  łkaniem  Niby  �ółwia. 

Alicja  miała  ju�  niemal  zamiar  podnie��  si�  i  powiedzie�:  "Dzi�kuj�  panu  za  niezmiernie 

interesuj�ce  opowiadanie".  Czuła  jednak,  �e  dalszy  ci�g  musi  nast�pi�  i  siedziała  w 

milczeniu. 

- Kiedy  byli�my  mali  - odezwał  si�  na  koniec  Niby  �ółw  spokojnym  ju�  głosem, 

przerywanym tylko od czasu do czasu cichym łkaniem - kiedy byli�my mali, chodziłem do 

morskiej  szkoły.  Nauczycielem  naszym  był  pewien  stary,  bezz�bny  Rekin,  którego 

nazywali�my Pił�. 

- Dlaczego  nazywali�cie  go  Pił�,  skoro  był  Rekinem,  a  w  dodatku  nie  miał  z�bów?  -

zapytała Alicja. 

- Poniewa� piłował nas wci�� w czasie lekcji - odparł ze zniecierpliwieniem Niby �ółw. -

Twoje pytanie nie �wiadczy doprawdy o zbyt wielkim rozs�dku. 

- Wstyd� si� zadawa� podobne głupie pytania - dodał Smok, po czym obaj przez dłu�sz� 

chwil� wpatrywali si� milcz�co w Alicj�, która najch�tniej zapadłaby si� pod ziemi�. 

Na koniec Smok zaskrzeczał: 

- Jed� dalej, drogi przyjacielu. Dajmy pokój tej sprawie. 

Niby �ółw zgodził si� podj�� swoje opowiadanie. 

- Tak  wi�c  chodzili�my  do  szkoły  morskiej,  cho�  wydaje  ci  si�  to 

nieprawdopodobie�stwem. 

- Wcale mi si� nie wydaje - przerwała Alicja. 

- A wła�nie �e tak. 

- Milcz! - rzekł Smok, zanim jeszcze Alicja zd��yła cokolwiek odpowiedzie�. 

- Otrzymali�my  �wietle  wykształcenie  - ci�gn�ł  Niby  �ółw.  - Chodzili�my  do  szkoły 

codziennie i... 

- Wielka mi rzecz - przerwała znowu Alicja - ja tak�e chodziłam do szkoły codziennie. 

Czym tu si� chwali�? 

- A  czy  miała�  przedmioty  nie  obowi�zuj�ce?  - z  pewnym  niepokojem  zapytał  Niby 

ółw. 

- Oczywi�cie, �e miałam: francuski i muzyk�. 

- A mycie? 

- Rzecz prosta, �e nie. 

- No to nie chodziła� do prawdziwie dobrej szkoły - rzekł Niby �ółw z widoczn� ulg�. -

Na blankietach naszej szkoły było napisane: przedmioty nie obowi�zuj�ce: francuski, muzyka 

i mycie. 

- Nie widz� potrzeby mycia - stwierdziła Alicja. - Przecie� mieszkali�cie w morzu. 

- O,  dla  mnie  to  było  i  tak  zbyt  trudne  - westchn�ł  Niby  �ółw.  - Przerabiałem  tylko 

program obowi�zuj�cy. 

- A jakie mieli�cie przedmioty? - zapytała Alicja. 

- No,  oczywi�cie  przede  wszystkim:  zgrzytanie  i  zwisanie.  ("Czytanie  i  pisanie"  -

pomy�lała  Alicja).  Ponadto  cztery  działania  arytmetyczne:  podawanie,  obejmowanie, 

mro�enie i gdzielenie. 

background image

- Nigdy nie słyszałam o gdzieleniu - odezwała si� nie�miało Alicja. - Co to za przedmiot. 

Smok podniósł przednie łapy i przybrał poz� wyra�aj�c� bezgraniczne zdumienie. 

- Nigdy nie słyszała� o gdzieleniu? A co mówi nauczyciel, gdy cz��� uczniów nie zd��yła 

zrobi� na czas klasówki? 

- Nie wiem. 

- Nauczyciel pyta wówczas: "A gdzie lenie, którzy nie oddali jeszcze zeszytów?" - i to 

jest wła�nie ten przedmiot. Je�li tego nie rozumiesz, no to wybacz... 

Alicja  wolała  nie  wdawa�  si�  w  dłu�sz�  rozmow�  na  ten  temat  i  zwróciła  si�  do  Niby 

ółwia: 

- A czego jeszcze uczyli�cie si� w szkole? 

- No  wi�c  była  zimnostyka,  były  chroboty  zr�czne  - rzekł  Niby  �ółw  wyliczaj�c 

przedmioty na płetwach - oraz frasunki z uwzgl�dnieniem falowania kolejnego. ("Rysunki z 

uwzgl�dnieniem malowania olejnego" - pomy�lała Alicja). 

- Tak  jest,  mój  druhu  - zgodził  si�  Smok,  ci��ko  wzdychaj�c,  po  czym  obaj  siedzieli 

przez chwil� ze zwieszonymi głowami. 

- A  czy  mieli�cie  cz�sto  wypracowania?  - zapytała  Alicja,  pragn�c  jak  najszybciej 

zmieni� temat rozmowy, nasuwaj�cy obu zwierzakom tak bolesne wspomnienia. 

- I  owszem.  Mieli�my  wyprasowania  domowe  mniej  wi�cej  raz  na  tydzie�  - odrzekł 

Smok. 

- A czasem nawet dwa - dodał Niby �ółw. 

- A jak było u was z �wiczeniami? 

- O, �wietnie, znakomicie. Zapewniam ci�, �e �wicze� nam nie brakło. Byli�my �wiczeni 

przy ka�dej okazji - odparł dumnie Niby �ółw. 

- I to jeszcze jak cz�sto - dodał Smok. - Ale dosy� o tym. Opowiedz jej lepiej o naszych 

zabawach. 

Rakowy Kadryl 

Niby  �ółw  westchn�ł  gł�boko,  po  czym  otarł  łz�  łap�.  Usiłował  co�  powiedzie�  i 

popatrzył �ało�nie na Alicj�, ale nie mógł wydoby� głosu, tak strasznie wstrz�sały nim łkania. 

- Zupełnie jak gdyby udławił si� ko�ci� - rzekł Smok potrz�saj�c Niby �ółwiem i wal�c 

go z całej siły w plecy. 

Na koniec Niby �ółw odzyskał głos i ci�gn�ł dalej, zalewaj�c si� łzami. 

- Prawdopodobnie nie mieszkała� zbyt długo pod wod�. 

- Istotnie, nie mieszkałam - wtr�ciła Alicja. 

- I nigdy mo�e nie była� przedstaniona Rakowi? 

Alicja chciała powiedzie�: "Raz go próbowałam...", ale powstrzymała si� w sam� por� i 

rzekła: - Istotnie, nigdy. 

- Wobec tego nie mo�esz mie� wyobra�enia, czym jest Karowy Kadryl. 

- Ma pan słuszno�� - odparła Alicja. 

- Pierwszy raz słysz� o tym ta�cu. 

- Ta�czy si�  go w  nast�puj�cy sposób - rzekł  Smok. - Najpierw wszyscy ustawiaj� si� 

rz�dem wzdłu� brzegu. 

- Nie rz�dem, lecz dwoma rz�dami - rzekł Niby �ółw. - Foki, �ółwie, łososie i tak dalej. 

Potem, kiedy si� tylko usun�ło z drogi meduzy... 

- ... co zabiera zwykle sporo czasu - wtr�cił Smok. 

- ... robi si� dwa kroki naprzód! - krzykn�ł Niby �ółw. 

- ... ka�dy w parze ze swoim rakiem - przerwał Smok. 

background image

- Oczywi�cie - zgodził si� Niby �ółw. - Zrobiwszy dwa kroki naprzód, odwracasz si� do 

swojej pary... 

- ... zmieniasz raki i cofasz si� w tym samym porz�dku - ci�gn�ł dalej Smok. 

- ... wtedy - wtr�cił Niby �ółw - ustawiasz si� odpowiednio i odrzucasz... 

- ... odrzucasz raka! - zawołał Smok zamachuj�c si� i podskakuj�c w zapale. 

- ... tak daleko, jak tylko mo�esz... 

- ... płyniesz za nim! - wrzeszczał Smok. 

- wywijasz koziołki w wodzie! - wył Niby �ółw kr�c�c si� w miejscu jak op�tany. 

- Zmieniasz powtórnie raki - piszczał Smok niemal ju� bez tchu. 

- Wracasz do brzegu, i na tym wła�nie polega pierwsza figura - rzekł niby �ółw całkiem 

ju� normalnym i spokojnym głosem; i dwa stwory, które przed chwil� jeszcze prze�cigały si� 

w wariackich skokach i okrzykach, usiadły w grobowym milczeniu, wpatruj�c si� ponuro w 

Alicj�. 

- To musi by� przepi�kny taniec - odezwała si� nie�miało Alicja.

- Czy chciałaby� zata�czy�? - zapytał Niby �ółw.

- Strasznie bym chciała.

- Chod�  no  - rzekł  Niby  �ółw  do  Smoka.  - Spróbujemy  pokaza�  jej  pierwsz�  figur�.

Mo�emy ta�czy� bez raków. Kto za�piewa? 

- Oczywi�cie, �e ty - odparł Smok. - Ja zapomniałem słów. 

Po chwili oba stwory ta�czyły uroczy�cie wokół Alicji depcz�c od jej od czasu do czasu 

po palcach i wybijaj�c takt przenimi łapami. Niby �ółw �piewał bardzo wolno i �ało�nie tak�

oto pie��:

Ta�cowała ryba z rakiem, �ółw ze star� pl�sał �ab�.

Rzekła mał�a do �limaka: - Oni ta�cz� bardzo słabo.

Z zagranicznych wiem �urnali, �e dzi� ta�czy si� inaczej,

Daj wi�c próbk�, mój �limaku, tej zwinno�ci swej �limaczej.

Chcesz czy nie chcesz, chcesz czy nie chcesz - bardzo prosz�, si� zastanów,

Chcesz czy nie chcesz, chcesz czy nie chcesz mnie nauczy� modnych tanów?

Taki taniec, mój �limaku, ma naprawd� mnóstwo zalet,

A� na �rodek oceanu, hen! - powiedzie nas ten balet.

Na to �limak: - Tak si� �piesz�, �e wybaczycie, moje panie,

Lecz zupełnie nie mam czasu na pl�sanie w oceanie.

Nie chc�, nie dbam, nie chc�, nie dbam, nie chc� ta�czy� jak szalony,

Nie chc�, nie dbam, nie chc�, nie dbam, nie dbam o dalekie strony.

- Odległo�� nie gra �adnej roli - rak po namy�le rzekł. -

Bowiem po tamtej morza stronie jest przecie� drugi brzeg.

Im oddalamy si� st�d bardziej, tym bli�ej mamy tam.

Ja, mój �limaku, chodz�c tyłem, te sprawy dobrze znam.

Wi�c chcesz czy nie chcesz, chcesz czy nie chcesz - uprzejmie ci� pytamy,

Wi�c chcesz czy nie chcesz, chcesz czy nie chcesz i�� w tan, jak pragn� damy?

- Naprawd�  bardzo  wam  dzi�kuj�,  to  było  okropnie  ciekawe  - rzekła  Alicja 

uszcz��liwiona, �e taniec nareszcie si� sko�czył. - A piosenka o rybie jest prze�liczna. 

- Znasz chyba ryby osobi�cie? - spytał Niby �ółw. 

background image

- Tak jest - odparła Alicja. - Cz�sto widywałam je podczas obiadu. (To mówi�c ugryzła 

si�  w j�zyk,  ale  Niby  �ółw  nie  zrozumiał  na  szcz��cie,  w  jakich  okoliczno�ciach  Alicja 

widywała ryby). 

- Je�eli  spotykała�  si�  z  rybami  na  przyj�ciach  - rzekł  - to  z  pewno�ci�  wiesz,  jak 

wygl�daj�. 

- Oczywi�cie,  �e wiem  - odpowiedziała z namysłem  Alicja. - Maj� w pyskach ogony i 

posypane s� tart� bułeczk�. 

- Mylisz si� co do tartej bułeczki - rzekł Niby �ółw - bułeczka zmyłaby si� natychmiast w 

morzu. Ale masz racj� co do tego, �e maj� ogony w pyskach. a przyczyna tego tkwi w tym, 

e... - tu Niby �ółw ziewn�ł i przymkn�ł oczy. - Opowiedz jej o przyczynie - zwrócił si� do 

Smoka. 

- Sprawa jest całkiem prosta - rzekł Smok tonem wykładu. - Ta�cz�c z rakiem ryby s� 

wyrzucane równie� w morze. Padaj�c wsadzaj� sobie dla bezpiecze�stwa ogony do pysków, a 

pó�niej nie potrafi� ju� ich wyj��. 

- Bardzo  panu  dzi�kuj�  za  obja�nienie  - rzekła  Alicja.  - Dotychczas  nigdy  jeszcze  nie 

dowiedziałam si� tak wielu rzeczy o rybach. 

- Mog� opowiedzie� ci jeszcze wi�cej, je�li chcesz - rzekł usłu�nie Smok. - Na przykład, 

jak ci si� zdaje, dlaczego ryby tak �wietnie ta�cz�? 

- Doprawdy nie wiem - odpowiedziała Alicja. - Dlaczego? 

- Dlatego, �e s� niezwykle wysportowane. Wida� to wyra�nie, kiedy si� �ledzi ich ruchy. 

- Czyje ruchy? - zapytała Alicja, gubi�c w�tek rozmowy. 

- �ledzi, rzecz jasna. We� pod uwag�, �e ryby �wicz� si� bez przerwy w biegach przez 

płotki i w �wiczeniach na linach. 

- Istotnie, wcale o tym nie pomy�lałam - rzekła Alicja. 

- Tak, tak - wtr�cił Niby �ółw - wiele ryb dokazuje istnych cudów w tej dziedzinie. Na 

przykład minogi... 

- Wła�nie - rzekł Smok. - Taniec wyrobił mi nogi zupełnie nadzwyczajnie. - Spójrz tylko 

na moje muskuły - dodał zwracaj�c si� ku Alicji. 

- ... czy okonie... - ci�gn�ł nie zra�ony niczym Niby �ółw. 

- Oko nie - rzekł smutnie Smok. - Niestety, taniec nie wyrobił mi oka. Ale opowiedz nam 

teraz o swoich przygodach. 

- Tak, tak, opowiedz - poparł go Niby �ółw. 

- Mog�  opowiedzie�  wam  o  moich  przygodach  pocz�wszy  od  dzisiejszego  ranka  -

odparła nie�miało Alicja. - Nie miałoby sensu wraca� do dnia wczorajszego, poniewa� byłam 

wtedy zupełnie inn� osob�. 

- Wyja�nij nam to wszystko - rzekł Niby �ółw. 

- Nie trzeba, prosimy najpierw o przygody - przerwał niecierpliwie Smok. - Wyja�nienia 

zabieraj� zwykle zbyt wiele czasu. 

Alicja wi�c zacz�ła opowiada� swoje przygody od chwili, kiedy po raz pierwszy ujrzała 

Białego  Królika.  Z  pocz�tku  była  troch�  onie�mielona,  ale  nabrała  odwagi  widz�c,  �e  oba 

stwory słuchaj� z wielk� uwag�, przysuwaj� si� coraz bli�ej i otwieraj� coraz szerzej oczy i 

usta. Jej słuchacze nie odezwali si� ani słowem a� do chwili, kiedy opowiedziała im o tym, 

jak próbowała zadeklamowa� "Ojca Wirgiliusza" panu G�sienicy i co z tego wynikło. Wtedy 

Niby �ółw westchn�ł gł�boko i rzekł: 

- To doprawdy bardzo interesuj�ce. 

- Wszystko to jest niesłychanie interesuj�ce - potwierdził Smok. 

- Chciałabym, aby�  spróbowała powiedzie� jaki� wierszyk - rzekł Niby �ółw. - ka� jej 

zacz��, Smoku - dodał, jak gdyby Smok posiadał jaki� szczególny wpływ na Alicj�. 

- Wsta� i powiedz "Idzie rak" - rzekł Smok. 

background image

- "Jak  te  zwierzaki  si�  rozzuchwaliły  - pomy�lała  Alicja.  - Ka��  mi  powtarza�  lekcje, 

zupełnie  jakbym  była  w  szkole".  Mimo  to  wstała  i  zacz�ła  recytowa�  dobrze  sobie  znany 

wierszyk.  Wspomnienie  Rakowego  Kadryla  wywołało  jednak  taki  zam�t  w  jej  głowie,  �e 

wierszyk wypadł naprawd� przedziwnie: 

Idzie rak - nieborak 

I rozmy�la sobie tak: 

"Gdzie rak-tata bawi� raczy? 

Czy na szczypcach swoich gra, czy 

Mo�e z ostro�no�ci raczej 

W jakiej� tkwi kryjówce raczej?" 

- To ró�ni si� zupełnie od wierszyka, który słyszałem w dzieci�stwie - stwierdził Smok. 

- Słysz�  te  słowa  po  raz  pierwszy - dodał  Niby  �ółw.  - Wydaje  mi  si�,  �e  to  zupełna 

bzdura. 

Alicja usiadła w przekonaniu, �e ju� nigdy nie zdarzy jej si� nic normalnego. 

- Chciałbym, �eby� mi to wytłumaczyła - rzekł Niby �ółw. 

- Ona nie umie tego wytłumaczy� - przerwał po�piesznie Smok. - Powiedz lepiej drug� 

zwrotk�. 

- Idzie mi o t� gr� - nastawał Niby �ółw. - W jaki sposób rak mo�e gra� na szczypcach? 

- Chyba  tak  samo,  jak  na  skrzypcach  - odparła  Alicja.  Była  jednak  tak  zmieszana,  �e 

pragn�ła jak najrychlej zmieni� temat rozmowy. 

- No, to czekamy - rzekł niecierpliwie Smok. 

I tym razem Alicja nie chciała by� nieposłuszna i zacz�ła dr��cym głosikiem: 

Idzie rak - nieborak,

A o tacie wie�ci brak.

Doszedł, biedny, a� pod Raków

I tam pyta braci-raków.

A co ci na to, �e jest akurat rak-tata w tataraku!

- Wła�ciwie  co  to  za  po�ytek  z  powtarzania  tych  bredni,  je�eli  nie  potrafisz  ich  nawet 

wytłumaczy�  - przerwał  Niby  �ółw.  - To  z  pewno�ci�  najgłupsza  rzecz,  jak�  słyszałem  w 

yciu. 

- Tak, tak, dajmy lepiej temu pokój - rzekł Smok ku wielkiej rado�ci Alicji. 

- Czy mamy odta�czy� nast�pn� figur� kadryla? - zapytał Smok. - Czy te� wolałaby�, aby 

Niby �ółw co� za�piewał? 

- Och,  wolałabym  usłysze�  jak��  piosenk�,  je�li  tylko  Niby  �ółw  si�  zgodzi  - rzekła 

Alicja z takim po�piechem, �e Smok poczuł si� ura�ony. 

- Hm - rzekł - s� przeró�ne gusta... - Za�piewaj jej "Zup� Rakow�", drogi przyjacielu. 

Niby �ółw odetchn�ł gł�boko i zacz�ł �piewa� głosem przerywanym od czasu do czasu 

przez łkanie: 

background image

Stoi pachn�ca w wazie ró�owej,

My si� kłaniamy jako królowej,

Pyszna zupko, gdy ci� jem, gdy ci� jem, gdy ci� jem,

ycie staje si� wnet snem, pi�knym snem.

Pyszna zupko, gdy ci� jem, gdy ci� jem, gdy ci� jem,

ycie staje si� wnet snem, pi�knym SNE-EM.

Niby  �ółw  chciał  raz  jeszcze  powtórzy�  t�  zwrotk�,  kiedy  nagle  w  pobli�u  dało  si� 

słysze� wołanie: "Proces si� zaczyna!" 

- Chod�my - wrzasn�ł Smok i pop�dził wraz z Alicj� ku gmachowi s�du, nie �egnaj�c si� 

nawet z Niby �ółwiem. 

- Co to za proces? - pytała Alicja, ledwo nad��aj�c za ci�gn�cym j� za r�k� stworem. Z 

dala dochodziło ich jeszcze t�skne zawodzenie Niby �ółwia: 

- �ycie staje si� wnet snem, pi�knym SNE-EM... 

Rozdział XI - Kto ukradł ciastka? 

Gdy  przybyli  do  gmachu  s�du,  Król  i  Królowa  Kier  zasiadali  na  tronie,  dokoła  za� 

zebrała  si�  wielka  ci�ba.  Były tam  najrozmaitsze  rodzaje  ptaków  i  małych  zwierz�tek  oraz 

cała  talia  kart.  Przed  par�  królewsk�  stał  Walet  Kier  skuty  ła�cuchami  i  strze�ony  przez 

dwóch �ołnierzy. Obok Króla siedział Biały Królik z tr�bk� w jednej i zwojem pergaminu w 

drugiej  r�ce.  Po�rodku  sali  s�dowej  znajdował  si�  stolik,  na  którym  stała  taca  z  ciastkami. 

Wygl�dały one tak apetycznie, �e Alicji �linka napłyn�ła do ust. "Chciałabym - pomy�lała ­

aby ju� było po sprawie i �eby pocz�stowano nas tymi ciastkami". Na razie jednak wcale si� 

na to nie zanosiło, zacz�ła wi�c z nudów rozgl�da� si� dokoła. 

Alicja  była  w  s�dzie  po  raz  pierwszy  w  �yciu.  Widziała  ju�  jednak  sal�  s�dow�  na 

obrazku, co pozwalało jej orientowa� si� w otoczeniu. "To jest pan s�dzia - powiedziała do 

siebie - poznaj� go po wielkiej peruce". 

S�dzi� był zreszt� sam Król. Nosił on na peruce koron�, w czym nie było mu z pewno�ci� 

ani zbyt wygodnie, ani do twarzy (spójrzcie na obrazek). 

"A to jest ława przysi�głych - pomy�lała Alicja. - Tych dwana�cie stworzonek (musiała 

powiedzie�  "stworzonek",  bo  były  tam  zarówno  ptaki,  jak  i  czworonogi)  to  zapewne 

s�dziowie przysi�gli". Powtórzyła te ostatnie słowa kilkakrotnie i z wyra�n� dum�, przyszło 

jej bowiem do głowy, �e niewiele małych dziewczynek w jej wieku rozumie znaczenie takich 

słów. 

Dwunastu s�dziów pisało co� pilnie w zeszycikach. 

- Co oni wła�ciwie robi�? - zapytała 

!!! BRAK STRON 173 - 180 !!! 

W  tym  miejscu  wyraziła  uznanie  jedna  ze  �winek  morskich,  co  zostało  natychmiast 

stłumione  przez  wo�nych.  (Poniewa�  słowo  "stłumione"  mogłoby  Wam  nasun��  pewne 

w�tpliwo�ci, wyja�ni�, w jaki sposób si� to odbyło: wo�ni mieli wielki worek płócienny, do 

którego wsadzali wpierw �wink� głow� naprzód, nast�pnie za� usiedli na nim). 

background image

"Rada jestem, �e widziałam, jak si� to robi - pomy�lała Alicja. - Tak cz�sto czytałam w 

gazetach,  �e  po  ogłoszeniu  wyroku  próba  owacji  została  natychmiast  stłumiona  przez 

wo�nych, i nigdy nie rozumiałam, o co wła�ciwie idzie". 

- Je�eli  to  jest  wszystko,  co  wiesz,  to  mo�esz  usi���  - rzekł  Król  zwracaj�c  si�  do 

Kapelusznika. 

- Musiałbym najpierw wsta�, Wasza Królewska Mo��, bo teraz kl�cz�. 

- Powiedziałam, �e mo�esz usi��� - rzekł Król. - Nie b�d� powtarzał jednej i tej samej 

rzeczy po sto razy. 

Tu  wyraziła  swoje  uznanie  druga  �winka  Morska,  co  zostało  w  podobny  sposób 

stłumione. 

"Tyle  o  �winkach  morskich  - pomy�lała  Alicja.  - Teraz  mo�e  proces  potoczy  si� 

sprawniej". 

- Chciałabym  raczej  sko�czy�  mój  podwieczorek  - rzekł  Kapelusznik  spogl�daj�c z 

przestrachem na Królow�, która czytała wci�� list� �piewaków. 

- Mo�esz  odej��  - rzekł  Król,  po  czym  Kapelusznik  wybiegł  z  s�du  �piesz�c  si�  tak 

bardzo, �e zapomniał swoich pantofli. 

- Masz �ci�� go zaraz po wyj�ciu na dwór - krzykn�ła Królowa do jednego z wo�nych. 

Ale Kapelusznik znikn�ł bez �ladu, zanim wo�ny zd��ył dobiec do drzwi. 

- Wezwij nast�pnego �wiadka - rzekł Król. 

Nast�pnym �wiadkiem była Kucharka Ksi��ny. Niosła ona w r�ku pudełko z pieprzem. 

Alicja  poznała  j�  natychmiast  po  tym,  �e  publiczno��  siedz�ca  przy  drzwiach  zacz�ła 

gwałtownie kicha�. 

- Złó� zeznanie - rzekł Król. 

- Nie chc� - odparła Kucharka. 

Król popatrzał z niepokojem na Białego Królika, który powiedział cicho: 

- Wasza Królewska Mo�� musi wzi�� tego �wiadka w krzy�owy ogie� pyta�. 

- Je�li  trzeba,  to  trudno  - rzekł  Król  ze  sm�tn�  min�.  Nast�pnie  skrzy�ował  r�ce  na 

piersiach, zmarszczył czoło tak, �e nie było mu niemal wida� oczu, i spytał ponurym głosem: 

- Z czego na ogół robi si� ciastka? 

- Przewa�nie z pieprzu - odparła Kucharka. 

- Z syropu - rozległ si� senny głosik tu� za Kuchark�. 

- Aresztujcie tego Susła! - wrzasn�ła Królowa. - Zetnijcie łeb temu Susłowi! Wyrzu�cie 

tego Susła za drzwi! Uszczypnijcie go! Precz z jego bokobrodami! 

Przez kilka minut panowało zamieszanie. Nim wyrzucono Susła za drzwi i przyst�piono 

do dalszego przesłuchiwania �wiadków, Kucharka znikła jak kamfora. 

- Nic nie szkodzi - rzekł Król z wyrazem ulgi. - Zawołaj nast�pnego �wiadka. - Tu Król 

odezwał si� półgłosem do Królowej: - Musisz sama wzi�� nast�pnego �wiadka w krzy�owy 

ogie� pyta�. Mnie ju� od tego rozbolała głowa. 

Alicja  widziała,  �e  Biały  Królik  szuka  czego�  na  li�cie.  Ciekawiło  j�,  kto  b�dzie 

nast�pnym �wiadkiem. "Nie maj� jeszcze dotychczas zbyt wielu zezna�" - pomy�lała. 

Jakie� było jej zdumienie, gdy Biały Królik przeczytał swym piskliwym głosikiem imi� -

Alicja. 

Zeznanie Alicji 

- Obecna! - zawołała Alicja i zapominaj�c zupełnie o tym, �e znów urosła, zerwała si� na 

równe nogi z takim impetem, �e spódniczk� zawadziła o ław� przysi�głych. Ława wywróciła 

si�  i  przysi�gli  spadli  na  głowy  zebranego  poni�ej  tłumu.  Le�eli  tam  w  dziwacznych 

background image

pozycjach, przypominaj�c Alicji rybki z akwarium, które niechc�cy wywróciła przed kilkoma 

dniami. 

- Och,  najmocniej  przepraszam!  - zawołała  Alicja  nie  na  �arty  przestraszona  tym 

wypadkiem. To mówi�c  zacz�ła z  wielkim  po�piechem  zbiera� przysi�głych z  podłogi. (Po 

wypadku  z  akwarium  pozostało  jej  niejasne  wra�enie,  �e  musz�  oni  by�  natychmiast 

podniesieni i posadzeni na ławie, w przeciwnym bowiem razie grozi im �mier�). 

- Sprawa nie mo�e toczy� si� dalej, dopóki wszyscy s�dziowie nie znajd� si� z powrotem 

na  swoich  miejscach  - rzekł  z  wielk�  powag�  Król.  - Wszyscy  - powtórzył  z  naciskiem, 

patrz�c surowo na Alicj�. 

Alicja spojrzała na ław� przysi�głych i postrzegła, �e w po�piechu posadziła jaszczurk� 

Bisia głow� na dół. Biedak machał teraz �ało�nie ogonkiem, nie umiej�c wydosta� si� z tej 

opresji.  Musiała  wi�c  wyj��  go  z  powrotem  i  posadzi�  w  sposób  wła�ciwy.  "Nie  jest  to 

zreszt� zbyt istotne dla sprawy - pomy�lała - tyle� samo b�dzie ze� po�ytku w tej pozycji, co i 

w tamtej". 

Kiedy  tylko  s�dziowie  przyszli  nieco  do  siebie  po  niespodziewanym  wstrz�sie  i  kiedy 

odnaleziono i wr�czono im zeszyciki i pióra, zabrali si� do spisania historii wypadku. Jedynie 

Bi� siedział nieruchomo, wpatruj�c si� nieprzytomnie z otwartymi ustami w sufit. 

- Co wiesz o tej sprawie? - zapytał Król Alicj�.

- Nic.

- Zupełnie nic?

- Zupełnie.

- To  jest  niesłychanie  wa�na  okoliczno��  - rzekł  Król,  zwracaj�c  si�  do  przysi�głych.

Mieli oni wła�nie zanotowa� w zeszycikach t� opini� Króla, kiedy nagle odezwał si�  Biały 

Królik mrugaj�c porozumiewawczo: 

- Jego Królewska Mo�� chciał powiedzie�, �e to niesłychanie niewa�na okoliczno��. 

- Oczywi�cie,  chciałem  powiedzie�,  �e  niewa�na  - rzekł  po�piesznie  Król,  po  czym 

zacz�ł powtarza� półgłosem: - Wa�na-niewa�na, wa�na-niewa�na - jakby zastanawiaj�c si�, 

które słowo ma ładniejsze brzmienie. 

Alicja  zauwa�yła,  �e  niektórzy  przysi�gli  zanotowali:  "wa�na",  inni  za�  "niewa�na". 

Pomy�lała jednak, �e nie gra to i tak najmniejszej roli. 

Król, który od pewnego czasu zapisywał co� pilnie w notesie, zawołał nagle: 

- Spokój!  - po  czym  przeczytał  zanotowane  zdanie:  - Prawo  numer  czterdzie�ci  dwa. 

Wszystkie osoby licz�ce ponad mil� wzrostu winny opu�ci� natychmiast sal� s�dow�. 

- Wszyscy spojrzeli na Alicj�. 

- Nie mam mili wzrostu - zauwa�yła Alicja. 

- Masz - rzekł Król. 

- Blisko dwie mile - dodała Królowa. 

- By� mo�e - odparła Alicja. - W ka�dym razie nie rusz� si� st�d ani na krok. Poza tym to 

nie  jest  prawdziwe  prawo,  bo  zostało  przez  Wasz�  Królewsk�  Mo��  dopiero  w  tej  chwili 

wymy�lone. 

- To jest najstarsze prawo w moim notesie - odrzekł Król. 

- W takim razie powinno mie� numer jeden, a nie czterdzie�ci dwa - stwierdziła Alicja. 

Król  zbladł  i  zamkn�ł  szybko  notes,  po  czym  rzekł  do  przysi�głych  cichym,  dr��cym 

głosem: 

- Wydajcie wyrok. 

- Trzeba  mie�  wi�cej  dowodów!  - zawołał  Biały  Królik  zrywaj�c  si�  po�piesznie  z 

miejsca. - Poza tym znaleziono dokument. 

- A có� on zawiera? - zapytała Królowa. 

- Jeszcze  go  nie  otworzyłem  - odparł  Królik.  - Jest  to  list  pisany  do  kogo�  przez 

oskar�onego. 

background image

- Niew�tpliwie. Listy pisuje si� zawsze do kogo� - rzekł z namysłem Król. - Byłoby to 

bardzo dziwne, gdyby oskar�ony pisał list do nikogo. 

- A do kogo jest adresowany? - zapytał jeden z przysi�głych. 

- Nie ma adresu - odparł Królik. - W ogóle na kopercie nic nie jest napisane. - To mówi�c 

Królik rozło�ył list na stole i dodał: - To wcale nie jest list, tylko jakie� wiersze. 

- Czy pisane s� charakterystycznym pismem oskar�onego? - zapytał inny przysi�gły. 

- Nie - odpowiedział  Królik. - I to jest  wła�nie najbardziej  zagadkowe. (Miny s�dziów 

wyra�ały wielkie zakłopotanie). 

- Musiał zapewne podrobi� czyj� charakter pisma - rzekł Król. (Miny s�dziów rozja�niły 

si� na nowo). 

- Wasza Królewska Mo��! - zawołał oskar�ony Walet Kier. - Ja nie napisałem tego listu i 

nikt mi nie udowodni, �e go napisałem. A poza tym nie ma na nim wcale podpisu. 

- Tym  gorzej  dla  ciebie  - rzekł  Król.  - Musiałe�  knu�  co�  niecnego,  w  przeciwnym 

bowiem razie podpisałby� si� jak ka�dy uczciwy człowiek. 

Po tych słowach Króla rozległy si� huczne oklaski. Istotnie była to pierwsza m�dra my�l, 

jak� Król wypowiedział tego dnia. 

- To dowodzi jego winy - rzekła Królowa. 

- To niczego nie dowodzi - przerwała Alicja. - Nie wiecie nawet, co tam jest w tym li�cie. 

- Odczytaj go - rzekł Król. 

Biały Królik wło�ył na nos okulary i zapytał: 

- Od którego miejsca mam rozpocz��, prosz� Jego Królewskiej Mo�ci? 

- Zacznij  od  pocz�tku  - odparł  z  powag�  Król  - doczytaj  do  ko�ca,  a  potem  przerwij 

czytanie. 

A oto, co odczytał Biały Królik: 

Mówiono mi, �e� u niej trzykro�

Powiedział jemu, �e

Cho� im to wielk� sprawia przykro��,

Niestety pływam �le.

On miał stos listów na ten temat

(To jasne jest jak dzie�),

Lecz je�li rozmawiano z trzema,

Zrobiono durnia ze�.

Dałem jej jedno, oni dali,

Jak s�dz�, raczej dwa,

Lecz je�li rzecz tak pójdzie dalej,

Ucierpi babka twa.

Zapewne, je�li zamieszały

W t� spraw� mnie lub j�,

To mog� do was w rok niecały

Powróci�, je�li chc�.

Wydaje si�, �e wy�cie sami,

Nie znaj�c roli swej,

Byli przeszkod� mi�dzy nami

background image

I nimi w domu jej 

Wi�c mimo stanowiska obu 

Przedstawiamy spraw� im 

W formie sekretu mi�dzy tob�, 

Mn�, wami oraz nim. 

- To  jest  najwa�niejszy  materiał  dowodowy,  z  jakim  zapoznali�my  si�  od  pocz�tku 

sprawy - rzekł Król zacieraj�c r�ce. - Niech teraz przysi�gli... 

- Gotowa jestem i�� o zakład, �e nikt nie zrozumiał z tego ani słowa - rzekła Alicja, która 

tak  bardzo  urosła  w  ci�gu  ostatnich  paru  minut,  �e  nie  bała  si�  ju�  przerywa�  Królowi.  -

Przecie� w tym nie ma ani odrobiny sensu. 

S�dziowie  zanotowali  w  swych  zeszycikach:  "Przecie�  w  tym  nie  ma  ani  odrobiny 

sensu", ale �aden z nich nie starał si� nawet zrozumie�, o co chodzi. 

- Je�eli istotnie nie byłoby w tym dokumecie sensu - przemówił Król po chwili milczenia 

- zaoszcz�dziłoby  to  nam  wielu  kłopotów,  gdy�  nie  potrzebowali�my  głowi�  si�  nad  jego 

znaczeniem.  Ja  jednak  nie  jestem  wcale  przekonany  - rzekł  rozkładaj�c  list  na  kolanie  i 

wpatruj�c si� we� jednym okiem. - Wydaje mi si�, �e jest w tym jaki� sens. Na przykład: "... 

niestety pływam �le". 

- Ty nie umiesz pływa�, prawda? - dodał zwracaj�c si� do Waleta. 

- Walet smutnie zaprzeczył ruchem głowy i zapytał: 

- Czy  wygl�dam  na  pływaka?  (Trzeba  mu  przyzna�,  �e  na  pływaka  rzeczywi�cie  nie 

wygl�dał, b�d�c najzwyczajniejsz� w �wiecie kart� do gry). 

- Doskonale,  zgadza  si�  jak  dot�d  - rzekł  król,  po  czym  zacz�ł  mamrota�  pod  nosem 

dalszy tekst  wiersza:  - "To  jasne  jest  jak  dzie�",  oczywi�cie  idzie  o  kradzie�...  "Dałem  jej 

jedno, oni dali, jak s�dz�, raczej dwa" - nie ulega w�tpliwo�ci, ze mowa jest o ciastkach... 

- Ale  dalej  powiedziane  jest:  "...  mog�  do  nas  w  rok  niecały  powróci�,  je�li  chc�" -

wtr�ciła Alicja. 

- No,  wła�nie  - zawołał  Król  uradowany,  wskazuj�c  na  ciastka.  - Czy  mo�e  by�  co� 

bardziej oczywistego? Przecie� to brzmi całkiem jasno: "On miał stos listów na ten temat". 

Czy� ty pisała do niego jakie� listy, kochanie? - zapytał zwracaj�c si� do Królowej. 

- Przenigdy - odpowiedziała obra�ona monarchini rzucaj�c z w�ciekło�ci� kałamarzem w 

Bisia  (biedaczek  przestał  juz  wodzi�  palcem  po  zeszycie,  kiedy  przekonał  si�,  �e  nie 

pozostawia  to  �adnych  �ladów.  Teraz  jednak  zacz�ł  to  czyni�  na  powrót  z  wielkim 

po�piechem, posługuj�c si� �ciekaj�cym mu po twarzy atramentem). 

- Je�eli ten stos listów nie pochodzi od ciebie - rzekł Król spogl�daj�c dokoła z figlarnym 

u�miechem - to w takim razie ten ust�p do ciebie si� nie stosuje. 

Po tych słowach monarchy zapanowała grobowa cisza. 

- To była gra słów! - zawołał gniewnie Król i wszyscy wybuchn�li �miechem. - No, ale 

czas ju�, aby�cie naradzili si� nad wyrokiem - dodał chyba po raz dwudziesty tego dnia. 

- Nie,  nie  - przerwała  Królowa.  - Najpierw  niech  wydadz�  wyrok,  a  potem  niech  si� 

zastanawiaj�. 

- Bzdura! - rzekła na głos Alicja. - Nie słyszałam jeszcze w �yciu nic głupszego. 

- Trzymaj j�zyk za z�bami! - warkn�ła Królowa. 

- Ani mi si� �ni - rzekła Alicja. 

- �ci�� j�! - wrzeszczała Królowa w istnym ataku furii. Ale nikt nie ruszył si� z miejsca. 

- Czy my�licie,  �e  si�  was  kto  boi?  - zapytała  Alicja,  która  osi�gn�ła  tymczasem  swój 

normalny wzrost. - Jeste�cie zwykł� tali� kart, niczym wi�cej. 

background image

Na te słowa cała talia kart uniosła si� w gór� i opadła na Alicj�. Nasza bohaterka wydała 

okrzyk gniewu i usiłowała strz�sn�� z siebie karty. 

W  tej  samej  chwili  spostrzegła,  ze  le�y  na  ławce,  z  głow�  na  kolanach  siostry,  która 

łagodnie ogarnia jej z twarzy opadłe z drzew zwi�dłe li�cie. 

- Wstawaj kochanie - rzekła siostra. - Nigdy nie sypiasz tak długo. 

- Och, miałam taki przedziwny sen! - zawołała Alicja i opowiedziała siostrze wszystkie 

nadzwyczajne przygody, o których dowiedzieli�cie si� z tej ksi��ki. Kiedy sko�czyła, siostra 

ucałowała  j�  i  rzekła:  "To  naprawd�  był  przedziwny  sen,  kochanie.  Ale  teraz  pobiegnij  na 

podwieczorek,  bo  robi  si�  pó�no".  Alicja  wstała  wi�c  i  pobiegła  do  domu,  rozmy�laj�c  po 

drodze o niezwykłych przygodach, jakich doznała we �nie. 

* * * 

Siostra  Alicji  pozostała  na  ławce  i  tam,  z  głowa  wspart�  na  dłoni,  patrzała  na  zachód 

sło�ca i rozmy�lała o swej małej siostrzyczce i jej przygodach. Wreszcie zasn�ła i przy�nił jej 

si� taki sen: 

Z pocz�tku zobaczyła Alicj�,. Małe r�czki siostrzyczki obejmowały jej kolana, a jasne, 

bystre  oczy  wpatrywały  si�  w  jej  oczy.  Słyszała  głosik  Alicji  i  widziała  ów  tak  dobrze  jej 

znany  ruch  głowy,  jakim  odrzucała  niesforne  włosy,  które  zawsze  musiały  opada�  jej  na 

czoło. Po chwili wszystko dokoła zaludniło si� dziwacznymi stworzonkami ze snu Alicji. 

Opodal  przemkn�ł  po  trawie,  jak  zwykle  w  wielkim  po�piechu  Biały  Królik.  Po 

pobliskim stawie płyn�ła z pluskiem przera�ona Mysz. Siostra Alicji słyszała brz�k naczy� w 

czasie nie ko�cz�cego si� podwieczorku u Szaraka Bez Pi�tej Klepki, ochrypły głos Królowej 

skazuj�cej  swych  go�ci  na  �ci�cie,  wrzask  prosi�cia-niemowl�cia  na  kolanach  Ksi��ny, 

zmieszany  z  odgłosem  tłuczonych  talerzy,  skrzeczenie  Smoka,  skrzypienie  pióra  Bisia, 

chrz�kanie  "tłumionych"  �winek  morskich  oraz  t�skne  zawodzenie  nieszcz��liwego  Niby 

ółwia. 

Siedziała  tak  z  przymkni�tymi  oczyma,  wyobra�aj�c  sobie,  �e  znajduje  si�  w  Krainie 

Czarów, cho� wiedziała, �e wystarczyłoby otworzy� oczy, aby wszystko stało si� na powrót 

zwykłe i codzienne: aby trawa poruszała si� po prostu na wietrze, aby szele�ciły trzciny na 

stawie,  aby  brz�k  naczy�  przemienił  si�  w  dzwonienie  dzwoneczków  owczych,  krzyk 

Królowej  - w  nawoływanie  pasterzy,  a  wrzask  niemowl�cia,  skrzeczenie  Smoka  i  inne 

przedziwne d�wi�ki - w ró�norodny gwar wiejskiego podwórka, gdy tymczasem daleki  ryk 

bydła zast�piły �ałosne szlochy Niby �ółwia. 

Wreszcie  siostrze  Alicji  przyszło  na  my�l,  �e  jej  mała  siostrzyczka  b�dzie  kiedy�  w 

przyszło�ci  dorosł�  kobiet�,  a�  �e  zachowa  a�  do  pó�nej  staro�ci  swe  ufne  i  dobre  serce 

dziecka.  Pomy�lała,  �e  dorosła  Alicja  nieraz  zbierze  dokoła  siebie  gromadk�  dzieci  i 

opowiada� im b�dzie najdziwniejsze ba�nie, a mi�dzy tymi ba�niami znajdzie si� mo�e i sen 

sprzed  wielu  lat  o  Krainie  Czarów.  I  Alicja  martwi�  si�  b�dzie  wówczas  ich  dzieci�cymi 

troskami i cieszy� ich rado�ci�, pami�taj�c swoje własne dzieci�stwo i szcz��liwe lenie dni. 

Przypisy: 

001.  Teleskop  - rodzaj  składanej  lunety;  przyrzd  słu��cy  do  ogldania  przedmiotów 

odległych. 

002. Wilhelm Zdobywca (1027 - 1087) - ksi��� normandzki, który wyruszywszy z francuskiej 

Normandii podbił wyspy brytyjskie i koronował si� na pierwszego króla Anglii. 

background image

003. Czytaj: U e ma szat (franc.) - Gdzie jest moja kotka?

004.  Fragmenty  z  niesłychanie  suchego  i  nudnego  podrcznika  historii  Anglii,  z  którego

wówczas dzieci musiały si� uczy.

005. Langusta - duy skorupiak zbliony wygldem do raka.

Ksi��ka pobrana ze strony 

http://www.ksiazki4u.prv.pl