background image

 

Peter  Martin,  Sounds  and  Society:  Themes  in  the  Sociology  of  Music,  Manchester 
University Press, 1995, 1-24. 
 
 
 
 
Wprowadzenie: socjologia i muzyka 
 

„Ekspansja  realistycznego,  społecznego  pojmowania  muzyki  może  być  niebezpieczna  dla  tych,  dla  których 
tajemniczość i mistyka obecnego światopoglądu jest wartością”. 

 

Elie Siegmeister (cyt. za: Chanan, 1981: 222) 

 

„Niepowodzenie socjologii tkwi w tym, że odkrywa ona odgórnie ustanowiony ład tam, gdzie chcemy widzieć 
fatalizm  lub  działanie  natury  oraz  to,  że  odkrywa  przymus  i  społeczne  ograniczenia  tam,  gdzie  wolelibyśmy 
widzieć wolność wyboru i wolną wolę”. 

 

Pierre Bourdieu (1990: 14) 

 
Socjologia  jest  czasem  postrzegana,  nie  bez  powodu,  jako  swego  rodzaju  perwersyjna 
rozrywka  generująca  problemy,  które  nie  istnieją  i  uporczywie  wkraczająca  do  spraw,  które 
dla  bardziej  wrażliwych  ludzi  wydają  się  idealnie  przejrzyste.  Socjolog,  który  aplikuje 
koncepcje  teoretyczne  swojej  dyscypliny  do  muzyki,  musi  się  spodziewać,  że  jego  wysiłki 
spotkają  się  z  podejrzliwością.  W  czym  tkwi  problem?  Dla  większości  z  nas,  w mniejszym 
lub większym stopniu muzyka jest częścią życia. Jest, jakby powiedzieli ekonomiści, dobrem. 
Możemy  z  nią  zrobić  mnóstwo  rzeczy.  Słyszymy  ją  w  radiu,  telewizji  i  w  filmach, 
uczestniczymy  w  spektaklach,  do  których  jest  tworzona  i  stanowi  ich  atrakcję.  W 
rozwiniętych  społeczeństwach  uprzemysłowionych  muzyka  istnieje  wokół  ludzi,  stanowi 
podstawowy  element  kultury  inaczej  niż  w  cywilizacji  ery  przedelektonicznej,  gdzie  była 
zdecydowanie  mniej  rozprzestrzenionym  medium  i  stanowiła  mniejszą  część  ludzkiego 
doświadczenia.  Taki  stan  rzeczy  może  wzmagać  socjologiczne  zainteresowanie,  zwiększać 
ciekawość:  zamiast  uznawać  muzykę  za  oczywistość,  możemy  zacząć  zadawać  pytanie:  co 
doprowadziło do tego, że pełni dziś ona tak ważną rolę w naszym świecie?  
 

Powszechnie  akceptowanym  stanowiskiem  jest  to,  że  kultura  współczesnych 

społeczeństw  uprzemysłowionych,  szczególnie  społeczeństw  kapitalistycznych  kształtowana 
jest przede wszystkim przez etos  wspólnoty i naukowy racjonalizm z jednej strony, a zimną 
kalkulację  ekonomiczną  z  drugiej.  Uroczystości  religijne,  wiejskie  jarmarki  i  święta 
powszechne  minionych  czasów,  w  których  muzyka  odgrywała  centralną  rolę,  dziś  mają 
zdecydowanie  mniejsze  znaczenie.  Dlaczego  więc  muzyka,  głęboko  indywidualna, 
emocjonalna,  efemeryczna  nie  tylko  przetrwała,  lecz  rozkwitła  w  ewidentnie  nieprzyjaznej 
sobie  kulturze?  Patrząc  z  tej  strony,  oczywistym  pytaniem  dla  socjologów  jest  to,  kto  w 
dzisiejszych czasach słucha muzyki i kto, kiedy i dlaczego ją wykonuje. Pytania te wynikają 
przede wszystkim z wagi, jaką ludzie do niej przykładają. 

Te  wstępne  pytania  prowadzą  nas  do  spostrzeżeń  dotyczących  spraw  związanych  z 

muzyką, kulturą i społeczeństwem, z których część zostanie rozwinięta na kartach tej książki. 
Są oczywiście ludzie, którzy na początku podchodzą podejrzliwie do każdej idei związanej z 
socjologią muzyki, ale są też tacy, którzy od razu odrzucą założenie, że socjologiczne metody 
analizy  mogą  się  okazać  przydatne  do  studiów  nad  muzyką  lub  nawet  do  czerpania  z  niej 
radości.  A  zatem  niech  poboczną  ideą  tej  książki  będzie  zasugerowanie,  że  tego  typu 
podejście jest możliwe. 
 

background image

 

Perspektywy socjologiczne 
 
Zanim przejdziemy do dyskusji nad tym, jakie korzyści może wnieść podejście socjologiczne 
do naszego rozumienia muzyki, pomocnych może się okazać kilka wstępnych uwag na temat 
teorii socjologicznych. To ważne, przede wszystkim dlatego, że niektóre z nich mogą pojawić 
się  w  wielu  punktach  tej  książki,  ale  też  dlatego,  że,  jak  wynika  z  mojego  doświadczenia, 
niektóre idee w ich podstawowych założeniach nie zawsze są poprawnie rozumiane. W rzeczy 
samej,  niezwykle  żywa  jest  opinia,  że  wszystko,  co  się  mówi  i  pisze  o  społeczeństwie  jest 
socjologią.  Wszyscy  samozwańczy  krytycy  i  „naprawiacze  świata”  są  notorycznie 
przedstawiani przez media jako socjologowie, pomimo ich braku kwalifikacji w tej dziedzinie 
i  ewidentnego  braku  znajomości  rzeczy.  Smutne  jest  również  to  (musi  to  zostać  wreszcie 
powiedziane),  że  czasami  sami  socjologowie  prezentują  iście  ułańską  fantazję  w  kwestiach 
dotyczących  granic  swej  dyscypliny.  Działalność  wszystkich  tych  ludzi  tylko  wpływa  na 
rozpowszechnienie  opinii  o  socjologii,  że  jest  mniej  niż  spójnym  przedmiotem,  do  którego 
wszystko „się nadaje”. 
 

 

Ja  nie  podzielam  tego  stanowiska.  Moje  wstępne  założenia  są  takie,  że  jeśli 

socjologia,  tak  jak  każda  inna  dziedzina,  chce  być  nazywana  dyscypliną  akademicką,  to 
zarówno jej cele, jak i specyficzna natura zjawisk, którymi się zajmuje, musi zostać dokładnie 
zdefiniowana.  Może  to  się  odbyć  poprzez  rozpatrzenie  pozycji  socjologii  wśród  innych 
dyscyplin humanistycznych. 
 

Socjologia  nie  jest,  jak  np.  ekonomia,  nauki  polityczne  czy  prawo,  związana  z 

pewnym  dokładnie  określonym  zestawem  działań  społecznych.  Dostarcza  raczej  konkretną 
perspektywę patrzenia na wszystkie te działania umożliwiającą wzrost świadomości o nich i  
ich rozumienie. Tak więc skoro mamy socjologię procesów ekonomicznych, polityki, prawa  i 
in., dlaczego więc nie może istnieć socjologia muzyki? Zasadnicze pytanie dotyczy natury tej 
koncepcji:  co  determinuje  spojrzenie  socjologa  badającego  ludzką  aktywność  i 
społeczeństwa,  w  których  żyje  człowiek?  Na  pierwszy  rzut  oka  niemożliwe  wydaje  się,  by 
dać na to pytanie prostą i jasną odpowiedź. Będzie się tak działo dopóty, dopóki socjologowie 
nie  pogodzą  się  w  kwestiach,  w  których  notorycznie  wiodą  spory,  a  mianowicie  odnośnie 
celów  dyscypliny,  teorii,  które  powinny  inspirować  badania  społeczne,  oraz  metod,  według 
których takie studia powinny być prowadzone. Tego typu skazy dotyczą nie tylko socjologii, 
ale  spotykane  są  na  gruncie  każdej  nauki,  wśród  praktyków  każdej  dyscypliny,  przenikają 
także do opinii publicznej (co więcej, może być to metoda obrony socjologii przed zarzutem 
„niedojrzałości”;  intensywność  takich  dyskusji  odzwierciedla  poziom  teoretycznego 
zaawansowania  nie  zawsze  spotykany  w  ekonomii  czy  psychologii).  Oprócz  głębokich 
sporów  konieczne  jest,  by  zidentyfikować  też  strach  towarzyszący  pracy  każdego,  nawet 
najmniej wytrenowanego socjologa. 

Tego  typu  badania,  począwszy  od  analizy  apokaliptycznych  wielkich  teorii  jak 

strukturalistyczny  marksizm  po  szczegółowe  badania    struktury  dialogu,  prowadzone  są  na 
bazie podstawowego wrażenia, że słowa, myśli i czyny każdego pojedynczego bytu ludzkiego 
są  ufundowane  na  głęboko  zakorzenionej  naturze  warunków  społecznych,  w  których  się 
pojawiają.  Co  za  tym  idzie,  po  to,  by  zrozumieć  to  co  wcześniejsze,  musimy  badać  to  co 
zdarzyło się ostatnio. 
 

Jak  będziemy  mogli  zauważyć,  taka  perspektywa  nie  prezentuje  koncepcji,  według 

której  byty  ludzkie  postrzegane  są  jako  marionetki,  za  których  sznurki  pociągają  wielkie 
mechanizmy  rządzące  społeczeństwami  lub  że  każdy  indywidualnie  kopiuje 
charakterystyczne  elementy  kontekstu  kulturowego,  w  jakim  się  porusza.  Myśliciele 
socjologii  wkładają  duży  trud,  by  wyrazić  zakres,  jaki  musimy  wchłonąć  lub 
„zinternalizować”  elementy  naszej  kultury  i  że  sposoby  myślenia,  działania  i  odczuwania,  
których  się  dopuszczamy,  są  normalne  i  naturalne  i  że  stają  się  prawdziwie  widoczne  w 

background image

 

dłuższej  perspektywie  oraz  objawiają  się  jako  spójny  proces  w  trakcie  którego  my  się 
„uczymy”  jak  działać  w  związku  z  wszechobecnymi  konwencjami  –  w  procesie 
„socjalizacji”. 
 

Prace  klasyków  myśli  socjologicznej  przesiąknięte  są  takimi  właśnie  tezami.  W 

czasach forsowania swojej koncepcji ekonomii politycznej Karol Marks odrzucił założenie, że 
„człowiek  ekonomiczny”,  postępując  racjonalnie  i  dążąc  przez  to  do  realizacji  swoich 
prywatnych interesów, może jednocześnie akcentować swoją przynależność do świata natury. 
Przeciwnie,  Marks  twierdził,  że  w  społeczeństwie  kapitalistycznym  nie  manifestują  się 
ludzkie  cechy  osobnicze,  lecz  charakterystyczny  dla  każdego  indywidualny  sposób 
postępowania,  współzawodnictwo,  pogoń  za  bogactwem  i  zachłanność,  co  stanowi 
immanentne  cechy  społeczeństwa  i  zasady  nim  rządzące.  To  są  wartości,  które  człowiek 
powinien  posiadać,  aby  poradzić  sobie  w  życiu  i  to  właśnie  one  we  współczesnych 
zachodnich społeczeństwach mogą być postrzegane jako zbiór cech konstytuujących „naturę 
ludzką”.  W  innych  kulturach  i  innych  okresach  historycznych  mogłyby  być  nieobecne  lub 
odbierane  w  sposób  odwrotny.  Podsumowując,  człowiek  ekonomiczny  nie  stworzył 
kapitalizmu  jako  ostatecznego  etapu  swojej  ewolucji:  to  kapitalizm  stworzył  człowieka 
ekonomicznego.  Sedno  całej  teorii  Marksa  co  do  tego  zagadnienia  wyraża  się  w  jednym  z 
jego  najpopularniejszych  aforyzmów:  „To  nie  świadomość  ludzka  determinuje  życie 
człowieka, to warunki społeczne kształtują jego świadomość” (1976: 3). 
 

Dla całej refleksji socjologicznej nad pismami Marksa ważna jest pamięć o tym, że nie 

miał  on  na  celu  stworzenia  dyscypliny  naukowej.  Taki  cel  obrał  sobie  inny  klasyk  teorii 
socjologicznych,  Emile  Durkheim.  Analizując  pisma  Durkheima,  narzuca  się  czytelnikowi 
jego  nieustająca  krytyka  tych,  którzy  pragną  wytłumaczyć  mechanizmy  rządzące 
społeczeństwem,  a  które  on  nazywał  zjawiskiem  wspólnotowym  w  sensie  zbioru 
charakterystyk jednostkowych. 

Logicznie  i  historycznie  społeczeństwo  jest  wcześniejsze  od  jednostkowości. 

Ewolucja  społeczności  ludzkich  wiąże  się  ze  stopniowym  przechodzeniem  od  warunków 
pierwotnych, w których ludzka świadomość była w pierwszej kolejności wspólnotowa (w tym 
sensie,  że  ludzie  byli  świadomi  w  pierwszej  kolejności  siebie  jako  członków  plemienia  lub 
klanu), do bardziej nowoczesnych, zróżnicowanych form, w których myślimy o sobie jako o 
wyjątkowych, odrębnych i niezależnych jednostkach. W pojęciu Durkheima cała nowoczesna 
koncepcja indywidualizmu stanowi historyczne zjawisko samo w sobie. 
 

Argumenty, 

które 

przytacza 

Durkheim, 

dostarczają 

mocnej 

krytyki 

„indywidualistycznych”  teorii  społeczeństwa,  obojętnie  politycznych  (jak  w  odniesieniu  do 
kwestii  np.  „umowy  społecznej”)  czy  ekonomicznych  (idei  „człowieka  ekonomicznego”). 
Pchają  go  też  automatycznie  w  stronę  konfliktu  z  psychologią  jako  dyscypliną,  która  do tej 
pory  próbowała  tłumaczyć  ludzkie  zachowania  jako  wynik  motywacji  tkwiących  w 
podstawowych  strukturach  i  wzorach  myślowych  lub  w  indywidualnych  specyficznych 
wytworach umysłu jako wyrazu nowoczesnej koncepcji osobowości. Ogólnie rzecz ujmując, 
teoretycy  socjologii  dotąd  byli  podejrzewani  o  koncepcje  uniwersalnych  i  wrodzonych 
struktur myślenia, dokąd (a) nikt nie zdołał wystarczająco objaśnić, czym one są i (b) zakres 
tej  tematyki  jest  postrzegany  jako  trudny  do  wyznaczenia  sztywnych  granic,  biorąc  pod 
uwagę  zwyczajną  różnorodność  typów  myślenia,  na  które  wskazały  badania.  W  innych 
kulturach oraz wcześniejszych okresach historycznych naszej własnej kultury, ludzie, których 
mózgi  są  (lub  były)  przecież  takie  same  jak  nasze,  postrzegają  świat  w  całkowicie  inny 
sposób – nawet tak podstawowe poglądy, jak postrzeganie czasu i przestrzeni, są kulturowo 
odmienne, co dopiero, wyprzedzając nieco późniejszy wywód, nasze postrzeganie muzyki. Co 
więcej, socjologowie stwierdzili za Durkheimem, że nasze pojedyncze osobowości stanowią 
nie tyle najbardziej podstawowe elementy budulcowe życia społecznego, co są formowane w 
ramach  już  istniejącego  środowiska  kulturowego.  W  procesie  socjalizacji  uczymy  się 

background image

 

akceptować  normy,  obyczaje  i  wierzenia,  które  mogą  być  postrzegane  przez  osoby  spoza 
danej kultury jako co najmniej dziwne. W swoim wykładzie o edukacji Durkheim skupił się 
na uwypukleniu, że to nie jest tylko proces, w którym wewnętrzne skłonności są wydobywane 
na wierzch, ale i to, że wartości, wierzenia, normy zachowań społecznych są wdrukowywane 
w nas odgórnie. Jakkolwiek indywidualne wydają nam się nasze osobiste pragnienia, chęci i 
umiejętności,  jesteśmy  zawsze  niczym  więcej  niż  tylko  odbiciem  społeczeństw,  w  których 
żyjemy.  
 

W  nauce  języka  rozwijamy  nie  tylko  techniczną  zdolność  komunikowania  się  z 

innymi, lecz także wchłaniamy koncepcje, kategorie i sposób postrzegania kultury, która nas 
otacza.  Zdolność  komunikowania  się  symbolicznego  poprzez  język  jest  tym,  co  odróżnia 
ludzi od zwierząt i ostatecznie pozwala nam na kontrolowanie  środowiska naturalnego jako 
przedmiotu  podległego  ludziom.  Należy  podkreślić,  że  proces,  który  czyni  nas  ludźmi 
(odrębnymi wobec świata zwierzęcego) to właśnie proces społeczny. Nie tworzymy, jak małe 
dzieci,  swojego  własnego  języka,  lecz  zmuszeni  jesteśmy  uczyć  się  tego,  który  słyszymy 
dookoła.  W  prosty  sposób  przejmujemy  wzorce  postrzegania  zawarte  w  tym  języku.  Co 
więcej, tak jak uczymy się reagować na innych, tak ich reakcje na nas prowadzą do lepszego 
zrozumienia  podstawowych  prawd,  co  jest  złe  a  co  dobre,  prawdziwe  i  błędne  itd.  To,  co 
przekazują  nam  wypowiedzi  i  reakcje  innych  wpływa  również  na  kształtowanie  naszej 
świadomości własnej osoby (Mead, 1934). Ale nawet w tej tajemniczej części świadomości, 
jaką jest poczucie własnej indywidualności, nie jesteśmy do końca wolni. 

 „Społeczeństwo  i  jego  organizacje  społecznych  aktywności  są  podstawą,  na  której 

możemy  budować  nasze  rozumienie  sfery  duchowej.  Prawdziwe  intencje,  prawdziwe 
motywy, realne myśli i tłumaczenia stanowią zjawiska na wskroś społeczne”  (Coulter, 1976: 
6). 

Chodzi  tu  o  niezwykle  ważny,  jak  wskazują  Vulliamy  i  Shepherd,  kontekst 

rzeczywisty:  „Jeśli  znaczenie  muzyki  jest  nieodwołalnie  połączone  z  formowaniem 
pojedynczego umysłu, musi zatem być w taki sam nieodwołalny sposób złączone z wzorami 
tkwiącymi  w  społeczeństwie  będącym  tłem  dla  konstrukcji  tych  pojedynczych  umysłów” 
(1984: 60). 
 

Można to rozumieć dwojako: kultura może pełnić rolę formy kształtującej osobowość 

oraz  że  społeczeństwo  wywiera  wpływ  na  jednostkę.  Te  stwierdzenia  sugerują  również 
pewien konflikt pomiędzy socjologicznym a psychologicznym podejściem do zjawiska, jakim 
jest muzyka, oraz wskazują, dlaczego socjologowie starają się postrzegać ją wyłącznie jako 
część większej historii. W książce The Psychology of Music John Davies twierdzi, że „studia 
nad psychologią muzyki angażują badania nad relacjami między zasadami muzyki a prawami 
percepcji  i  recepcji,  w  ramach  których  te  ostatnie  mogą  dopiero  być  właściwie  rozumiane” 
(1978:  19).  Ale,  jak  zasugerowałem  wcześniej,  zgodność  z  warsztatem  socjologicznym 
pozwala postawić pytanie, czy naprawdę istnieją jakiekolwiek „prawa percepcji i recepcji” w 
takim  sensie,  w  jakim  mogłyby  być  postrzegane  jako  mechanizmy  kierujące  całym 
myśleniem  ludzkim?  Jak  można  sprowadzić  do  wspólnego  mianownika  cały  zasób  owych 
praw, biorąc pod uwagę ogromną różnorodność modeli poznawczych, które obserwujemy w 
różnych  kulturach?  Ale  to,  co  na  początku  wydaje  się  być  podstawową  różnicą  między 
psychologiczną a socjologiczną perspektywą, może być, według mnie, szybko wyjaśnione. Po 
pierwsze,  podczas  gdy  psychologowie  koncentrują  się  w  większym  stopniu  na  opisywaniu 
mechanizmów  percepcji  i  mechanizmów  poznawczych  –  m.  in.  aparacie  zmysłowym  i 
budowie  mózgu  –  socjologowie  interesowali  się  tym,  co  ludzie  postrzegają  i  myślą:  ze 
wszystkimi  konsekwencjami  doniosłego  faktu,  że  stworzenia  ludzkie  posiadające  mózg 
zbliżonych  rozmiarów  mogą  jednak  myśleć  w  różny  sposób.  Po  drugie,  jak  zauważył  John 
Davies,  reguły  muzyczne  „nie  są  regułami  w  sensie  fizycznym  (jak  np.  prawo  grawitacji) 
tylko  konwencjami,  na  które  muzycy  się  zgadzają  i  które  przyjmują”  (1978:  15).  Jak 

background image

 

zauważymy, to właśnie takie normy konstytuują świat społeczeństw, a procesy ustanowione 
(z  którymi  jak  z  regułami  muzycznymi  musimy  po  prostu  się  zgodzić)  zależą  od  naszej 
wiedzy o nich. Inny psycholog, John Sloboda, wyraził się niegdyś, że „ludzie uczą się struktur 
służących  do  wyrażania  muzyki  zarówno  na  drodze  nabywania  wiedzy,  w  trakcie 
codziennego  doświadczenia,  jak  i  na  drodze  oficjalnie  pojmowanej  praktyki  muzycznej” 
(1985:6-7). 

Reguły  i  normy  życia  społecznego  ani  nie  są  determinowane  przez  fizykalne 

środowisko (choć oczywiście zachodzą w jego granicach) ani też przez podstawowe struktury 
myślowe. Raczej są one społecznie konstruowane, przez społeczeństwo podtrzymywane i od 
czasu  do  czasu  modyfikowane.  Stale  więc  choć  niezauważalnie  się  zmieniają. 
Przystosowujemy się do różnych mód, czy to stylu ubierania się, wyglądu, czy postępowania, 
a  innowatorów  traktujemy  zwykle  z  dużą  dozą  podejrzliwości  i  braku  zaufania.  Dla 
współczesnych  zachodnich  uszu  skala  diatoniczna  (do  re  mi  itd.) jest  nie tylko  „normalna”, 
ale  przede  wszystkim  „naturalna” jako  podstawa  muzycznej  organizacji  dźwięków:  muzyka 
bazująca na innych metodach organizacji wysokości dźwięku jest trudna w odbiorze, niełatwa 
w  interpretacji,  a  niezwykle  trudne  z  zadań  praktycznych  jest  m.  in.  dla  nas  zaśpiewanie 
interwałów  mniejszych  od  półtonu,  pomimo  że  jest  to  wykonalne  i  stosowane.  Podobnie 
reguły  harmonii,  na  które  Davies  wskazuje  jako  kolejne  typowe  dla  kultury  Zachodu,  są 
wynalazkiem nie tak odległych czasów, bo tzw. muzyki klasycznej. W rzeczy samej istnieją 
bardzo  zaawansowane  i  wysoce  skomplikowane  kultury  muzyczne  na  świecie,  które  nie 
posiadają w ogóle żadnych formalnych zasad harmonicznych. A więc to, co dla mieszkańców 
Zachodu  stanowi  esencję  elementów  muzycznych,  pojawiło  się  na  drodze  społecznie 
konstruowanej konwencji. 
 

Kiedy rozważymy powyższe idee, wiele znanych nam zjawisk może zacząć wyglądać 

całkowicie  inaczej.  Jeśli  jednostki  są  tak  głęboko  przepojone  wartościami  i  wspólnymi 
społecznymi  przekonaniami,  to  czy  możliwe  jest,  by  mówić  w  ogóle  o  różnicach  między 
jednostką a społeczeństwem? Gdzie kończy się kultura a zaczyna jednostkowość? Kwestia ta, 
jakkolwiek fascynująca, nie będzie przedmiotem obecnych rozważań.  
Tak jak socjologowie kąśliwie odnoszą się do różnorodności jednostkowych teorii, tak należy 
zaakceptować fakt, że jednostronny „socjologizm” nie może być w pełni satysfakcjonujący. 
Jak wielu krytyków Durkheima, niezależnie czy wywodzących się ze środowiska socjologów 
czy  nie,  twierdziło,  że  ludzkie  działania  nie  mogą  być  wyczerpująco  wyjaśnione  w 
kategoriach sił zbiorowych (Blumer, 1969: 65, Weber, 1978: 13, 15), tak nie wolno pomijać 
różnic  pomiędzy  poszczególnymi  jednostkami  poddawanymi  procesowi  socjalizacji  w  tej 
samej kulturze. 
 

Nadal  jednak  nieuniknioność  różnic  pomiędzy  jednostkami,  jak  i  możliwość  wolnej 

woli,  służą  jedynie  do  wyrażenia  zdania,  że  ludzkie  życie  jest  w  swej  istocie  życiem 
społecznym.  Pomimo  tego,  że  każdy  z  nas  jest  wyjątkowy  i  posiada  swój  unikatowy 
charakter,  to  jednak  spotkania  z  innymi  ludźmi  zwykle  nie  stanowią  dla  nas  problemu.  Jak 
zatem rozumieć tę zwyczajność w kontekście manifestów indywidualizmu? Pomimo naszych 
niewątpliwych umiejętności mówienia i robienia rzeczy nowych, odrzucania ustanowionych 
konwencji i zmiany nawyków związanych ze stylem życia, przez większość czasu zgadzamy 
się jednak na tradycyjne, znane procedury. Stabilność w społecznych relacjach jest osiągana 
w  sposób  normalny  pomimo  stałej  dążności  do  zmiany,  potencjału  odkrywania  nowego  i 
wynikającego z tego chaosu. Socjologowie chcą wiedzieć, jak to się dzieje. Może być tak, że 
Marks  i  Durkheim  chcieli  zademonstrować  nieadekwatności  w  konstruowaniu 
dziewiętnastowiecznej koncepcji indywidualizmu, lecz przesadzili z zależnością jednostki od 
grupy, redukując wcześniejsze teorie i umniejszając je. Ale jeśli któryś z ich wniosków może 
być  pożądany,  to  właśnie  owo  wielkie  osiągnięcie  klasycznej  teorii  w  skonstruowaniu 

background image

 

fundamentalnego  zagadnienia:  problemu porządku  społecznego.  Jest  to  problem,  do  którego 
powrócimy. 
 
Kultura i konflikt 
 
Powyższa  dyskusja,  z  oczywistych  względów  ograniczona,  może  posłużyć  przynajmniej  do 
wstępnej orientacji w kwestiach włączania perspektywy socjologicznej do dziedziny muzyki. 
W  procesie  stanowiącym  zwykłą  część  całego  procesu  socjalizacji  wchłaniamy  muzykę  z 
naszego  kulturowego  środowiska  tak  samo,  jak  uczymy  się  języka.  Muzyka,  którą 
„internalizujemy”,  dochodzi  do  głosu  prosto  i  naturalnie,  pomimo  że  możemy  później 
uświadomić  sobie,  że  normy  ją  organizujące  są  odgórne  i  arbitralne  w  tym  sensie,  że  nie 
dzielimy  się  nimi  z  innymi  kulturami  oraz  że  reprezentują  tylko  jedną  z  możliwości 
konfigurowania elementów melodii, rytmu i harmonii. I jakkolwiek bardzo byśmy się starali, 
możemy mieć trudności w odbieraniu muzyki innych kultur. Służyć to może, powtórzmy raz 
jeszcze,  wyrażeniu  siły  procesu  socjalizacji:  uczymy  się  zarówno  myśleć,  jak  i  słyszeć  w 
pewien specyficzny sposób. Jest to ponadto niezwykle trudne, jeśli nie całkowicie niemożliwe 
do uniknięcia. Co więcej, muzyka pokazuje dokładnie to, co teoretycy, jak Durkheim, mieli 
na  uwadze,  mówiąc  o  „moralnym”  porządku  społecznym:  ustanowione  reguły  i  normy, 
jakkolwiek  arbitralne,  są  odbierane  jako  właściwe  i  odpowiednie,  zatem  nie  można  ich 
wymienić na inne na mocy własnej decyzji ani też przestać  ich poważać. Ludzie, którzy nie 
wiedzą nic o formalnej teorii muzyki są w stanie zidentyfikować „złą” nutę i reagują tak samo 
również wtedy, gdy inne zasady społeczne są łamane. Same zaś reguły są oczywiste, znane i 
nigdzie nie zapisane. Stają się przedmiotem naszej uwagi dopiero wtedy, gdy zostaną złamane 
(Garfinkel, 1967: Charter 2; Heritage, 1984: Charter 4). 
 

Idee Durkheima dotyczące zmiany społecznej mogą się okazać przydatne i dziś, choć 

proces,  w  ramach  którego  członkowie  grupy  społecznej  są  efektywnie  socjalizowani  do 
akceptowania  swojej  kultury,  wydaje  się  bardziej  pasować  do  prostych,  relatywnie 
nieskomplikowanych  społeczeństw  niż  do  współczesnych,  złożonych,  w  które  wpisane  są 
szybkie  zmiany.  Podczas  gdy  jednak  procesy  socjalizacyjne  działają  równie  dobrze  w  tym 
ostatnim  przypadku,  trudno  zaakceptować  pogląd  mówiący,  iż  normy,  wartości  i  wierzenia 
transmitowane przez pokolenia przynależą do jednego systemu kulturowego. Należy przy tym 
pamiętać,  że  jedną  z  najbardziej  rzucających  się  w  oczy  cech  współczesnych  społeczeństw 
jest  ich  niejednolitość.  Nie  ma  jednej  muzycznej  tradycji,  która  byłaby  wchłaniana  przez 
wszystkich  członków  społeczeństwa.  Istnieje  raczej  wiele  różnorodnych  stylów  i  rodzajów, 
które  odzwierciedlają  całe  mnóstwo  podziałów  społecznych  –  klasowych,  wiekowych, 
narodowych czy geograficznych. 

Cały  proces  uwidacznia  Durkheimowska  koncepcja  stopniowego  przechodzenia  od 

prostych, niezróżnicowanych społeczeństw do bardziej złożonych i przebiega równolegle do 
ewolucji  aktywności  religijnej.  We  wczesnej  fazie  wszyscy  członkowie  społeczeństwa 
poruszają  się  w  ramach  jednego  systemu  wierzeń  religijnych,  a  odejście  od  nich  jest 
niemożliwe.  W  późniejszym  okresie  stajemy  się  świadkami  pluralizmu  wierzeń,  wyznań, 
które ze sobą koegzystują (choć nie zawsze w harmonii i spokoju), a do tego nie jesteśmy już 
zmuszeni do aktywnego uczestnictwa w żadnym z nich. Poprzez proces różnicowania kultury 
ewoluują od prostoty do złożoności, od homogeniczności do heterogeniczności, a organizacje 
społeczne  od  prostych  do  złożonych  form.  Idea  ta  jest  charakterystyczna  dla  większości 
dziewiętnastowiecznych teorii i poglądów, które postrzegały organizmy naturalne jako formy 
ewoluujące  w  stronę  bardziej  zaawansowanych  i  dojrzalszych  struktur.  Dla  Durkheima  i 
wielu  innych  społeczeństwo  powinno  być  traktowane  w  taki  sam  sposób  jak  pojedynczy 
organizm.  Co  więcej,  koncepcja  dyferencjacji  była  ściśle  związana,  jak  pokazali  to  również 

background image

 

Darwin  i  Spencer,  z  poglądem  o  przechodzeniu  od  stadiów  prostych  do  bardziej 
zaawansowanych, dążeniem do form doskonalszych. 
 

Idea  postępującego  różnicowania  zmusza  nas  do  ponownego  spojrzenia  na  porządek 

społeczny. Jeśli nie ma żadnej wspólnej tradycji, jeśli interesy jednostek i większych grup są 
rozbieżne,  to  jak  osiągane  są  społeczny  porządek  i  stabilność?  W  socjologii  ogólnej 
stanowisko  Durkheima  późniejsze  refleksje  uwypukliły  przez  podkreślenie  procesów 
konfliktu i współzawodniczenia. W szczególności znaczące były idee Marksa i Maxa Webera. 
Sugerowały,  że  porządek  społeczny  nie  opiera  się  na  żadnym  porozumieniu  czy 
współzależności,  lecz  zwyczajnie  odzwierciedla  umiejętność  wybranych  osób,  klas  czy 
narodów wywierania wpływu na innych. W tym ujęciu przymus staje się spoiwem łączącym 
społeczeństwo  od  wewnątrz.  W  tradycji  marksistowskiej  podstawowy  konflikt  przebiega  
pomiędzy  dominującą  klasą  ekonomiczną  a  tymi  wszystkimi,  na  których  ona  wpływa  i  je 
determinuje:  taka  klasa  będzie  próbowała  pokazywać  swoje  interesy  i  wartości  jako 
reprezentatywne dla całego społeczeństwa. Dla przykładu utrzymuje się, że główną muzyczną 
tradycją dla zachodnich społeczeństw uprzemysłowionych jest tzw. muzyka klasyczna, która 
odzwierciedla  preferencje  kulturalne  dominującej  w  społeczeństwach  od  XVIII  w.  klasy 
społecznej  -  burżuazji  (w  teorii  Marksa).  Klasa  ta  stanowi  tylko  skromny  wycinek  całego 
społeczeństwa,  ale  przez  to,  że  ma  wpływ  na  ekonomię  i  politykę,  ma  również  prawo 
ustanawiania „reguł gry” dla wszystkich  członków społeczeństwa i, na tej samej drodze, do 
narzucenia  swojego  autorytetu  również  w  kwestiach  gustów  muzycznych.  Dlatego  też,  co 
możemy zaobserwować, tzw. muzyka klasyczna postrzegana jest jako muzyka „prawdziwa” 
lub  jako  muzyka  „artystyczna”  przy  jednoczesnym  dezawuowaniu  pozostałych  jej  stylów  i 
odmian.  Jest  specjalnie  chroniona  (choć  jeszcze  nie  tak,  jakby  sobie  życzyli  jej  wyznawcy) 
przed  wahaniami  rynku  poprzez  specjalne  dofinansowania  i  granty,  zdecydowanie  większe 
niż  te  przyznawane  innym  rodzajom  muzyki.  Stoi  na  uprzywilejowanej  pozycji  w  kwestii 
prezentowania  jej  na  koncertach  i  w  edukacji:  w  efekcie,  nawet  jeśli  ludzie  nie  uczą  się 
kochać muzyki klasycznej, wcale nie są w mniejszym stopniu zmuszani do postrzegania jej 
jako wielkiej i wspaniałej, górującej ponad wszystkimi innymi formami (Greek, 1988: Small, 
1980; Shepherd and Vulliamy, 1994). 
 

Waga tych analiz będzie rozpatrywana później. W tym momencie niech służy przede 

wszystkim  wskazaniu,  że  kultury  nie  powinny  być  postrzegane  jako  monolityczne,  spójne 
korpusy  faktów  i  wartości,  które  możemy  wchłonąć,  lecz  jako  wynik  powtarzalnego 
współzawodniczenia, w którym jednostki i grupy podążają za tym, co określają jako własny 
interes. Proces dyferencjacji, jak to opisał Durkheim, określa stan, w którym w nowoczesnych 
społeczeństwach  ludzie  są  socjalizowani  według  wielu,  często  odmiennych  czy  wręcz 
rozbieżnych  wzorów.  Wyłonienie  się  porządku  z  tego  nieskończonego  konfliktu  stanowi 
centralne  zagadnienie  teoretyka  socjologii  (Collins  1975:  56-61  i  dalej).  Istnieje  wielu 
konkurentów, a dostępne im zasoby różnią się znacząco, dlatego też wyniki ich badań mogą 
być  nierówne,  jak  pokazuje  przykład  z  muzyką.  Dominujące  grupy  próbują  również 
wperswadować  innym,  czasem  poprzez  oficjalną edukację  i  media,  że  owa  nierównowaga  i 
nieproporcjonalność  są  właściwe  i  pożądane,  innymi  słowy  tworzą  ideologię  podtrzymującą 
ich wiodącą pozycję społeczną. Dlatego wiara, że muzyka klasyczna zasługuje na wsparcie i 
szacunek, ponieważ jest wspaniała, może zostać nazwane działaniem o funkcji ideologicznej, 
gdyż  legitymizuje  uprzywilejowaną  pozycję  tej  muzyki.  Wartości  i  interesy  grup 
dominujących  mogą  być  reprezentowane  przez  całe  społeczeństwo,  np.  muzyka  brytyjska 
postrzegana  jest  zwykle  jako  konglomerat  orkiestr,  zespołów  kameralnych,  teatrów 
operowych i towarzystw muzycznych, które występują w ramach klasycznej tradycji, pomimo 
że  owa  tradycja  nie  jest  kulturowo  swojska,  repertuar  jest  prawie  w  całości  zagraniczny  i 
nadal  przemawia  tylko  do  niewielkiego  wycinka  całego  społeczeństwa.  Wyniki  ankiety  
przeprowadzonej  przez  Arts  Council  of  Great  Britain  w  1991  r.  pokazały,  że  tylko  11,7  % 

background image

 

wszystkich  dorosłych  chodzi  na  koncerty  muzyki  klasycznej  (a  zaledwie  4,8  %  chodzi 
częściej niż raz do roku). Co więcej, ilość osób biorących udział w koncertach jazzowych (5,9 
%)  była  taka  sama  jak  uczęszczających  do  opery  (Arts  Council  of  Great  Britain,  1991:  4). 
Pomimo  uprzywilejowanej  pozycji  w  szkolnictwie,  specjalistycznej  prasy,  a  także  mimo 
posiadania publicznej stacji radiowej poświęconej tylko temu rodzajowi muzyki, prawie 9 na 
10  dorosłych  Brytyjczyków  nie  chodziło  na  koncerty  muzyki  klasycznej.  Z  drugiej  strony, 
jazz  przyciągnął  tyle  samo  osób,  ile  opera,  bez  szczególnego  statusu  w  kulturze  i  wsparcia 
budżetowego. 

Czytelnicy,  którzy  czują  się  mocno  związani  z  muzyką  klasyczną,  mogą  się  teraz 

poczuć  zirytowani.  Powyższe  uwagi  mogą  podpowiadać,  że  jedyny  wkład  socjologów  do 
dziedziny  stanowi  odrzucenie  cennej  tradycji,  jednej  z  największych  zdobyczy  zachodniej 
cywilizacji.  Nie  jest  to  jednak  dobry  trop,  gdyż  pokazywałby  wyłącznie  jedną  perspektywę 
socjologiczną, według której formują się kulturowe standardy. Właściwa wydaje się taka, w 
której  podkreśla  się  odpowiednią  rolę  analiz  socjologicznych,  a  nie  ma  na  celu  ani 
atakowania,  ani  obrony  żadnych  konkretnych  sposobów  muzycznej  ekspresji.  Przeciwnie, 
jedyna warta obrony perspektywa socjologiczna to perspektywa odosobnionego obserwatora, 
o  ile  takowa  jest  możliwa:  powinniśmy  stać  z  boku,  niewzruszeni  na  argumenty  muzyków, 
krytyków  i  wielu  innych  osób  wchodzących  z  nimi  w  dyskusję.  Dla  socjologa  nie  ma 
znaczenia zajmowanie jakiegokolwiek miejsca w tej debacie, bezzasadne jest też wydawanie 
osądów  o  ważności  twierdzeń  wyżej  wspomnianych.  Istotne  jest  raczej  badanie  owego 
procesu  ze  swojej  własnej,  niezależnej  pozycji.  Uściślając,  to  nie  socjolog  decyduje  w 
kwestiach,  czy  muzyka  klasyczna  jest  faktycznym  wcieleniem  najwyższych  uniesień 
ludzkiego  ducha,  bądź  czy  blues  jest  wyrazem  bólu  i cierpienia  uciśnionej  rasy.  To  stanowi 
dylemat muzyków i słuchaczy. To, co jest istotne dla socjologów, to okoliczności, kiedy i jak 
krystalizują się różne muzyczne formy, kto je kreuje, kto je odbiera i kto za nie płaci oraz jak 
kształtują  się  siły  dominacji  kulturalnej  (jak  w  przypadku  muzyki  klasycznej)  oraz  granice 
marginesu, na który spychane są inne (jak muzyka bluesowa) (Collins, 1975:21). 
 

To, co ludzie mówią o muzyce i co na jej temat twierdzą, musi być traktowane przez 

socjologów nie jako obiekt badawczy, lecz jako zespół danych wyrażających przekonania na 
temat  tego  obiektu.  Takie  przekonania  są  niezwykle  ważnym  elementem  kultury,  stanowią 
przy tym fundament, na którym ludzie opierają kierunki swojej aktywności. 
„Jednostki  ludzkie  postępują  wobec  rzeczy  i  zjawisk  na  podstawie tego,  jakie  one  mają  dla 
nich  znaczenie”,  pisał  Herbert  Blumer  (1969:  2),  a  inny  wpływowy  teoretyk,  W.  I.  Thomas 
sformułował  podstawowy  dla  socjologii  pogląd:  „Jeśli  człowiek  definiuje  sytuacje  jako 
prawdziwe, ich konsekwencje też muszą być prawdziwe”. Założenie tych poglądów jest takie, 
że  jeśli  chcemy  zrozumieć  ludzkie  postępowanie,  musimy  wpierw  zrozumieć  naturę  idei  i 
przekonań motywujących owe działania, bez względu na to, jak dziwne, złe lub niemoralne te 
motywacje mogą nam się wydawać. 
 

 Wyżej wspomniana postawa socjologiczna może niektórych uderzyć jako przesadnie 

ograniczająca przez to, że wyklucza z refleksji wiele wątków i tematów postrzeganych dotąd 
jako  wybitnie  „socjologiczne”.  Musi  tak  jednak  być,  jeśli  socjologia  chce  mieć,  jak  każda 
inna dyscyplina, wkład w naukę. Musi określić wyraźnie wyodrębniony, spójny i możliwy do 
opisania przedmiot. Mogą się znaleźć krytycy takiego podejścia, którzy ocenią tę perspektywę 
za  zbytnio  ogólnikową  w  tym  sensie,  że  nie  dającą  badaczowi  żadnych  narzędzi  wobec  tak 
trudnych zagadnień, jak np. to, czym jest „prawdziwa” natura muzyki i jak ocenić ją w sensie 
estetycznym. Są to siły  typowe dla twórców i odbiorców muzyki.  Ale znajdą się i tacy, dla 
których istotne będzie takie spojrzenie. Ja jednak po raz kolejny stanę mocno na stanowisku 
eliminowania z dyskursu tego typu zagadnień. Przeciwnie, istnieją ważne przesłanki  do tego, 
by  nie  znajdowały  się  one  w  spektrum  badań.  Po  pierwsze,  takie  spojrzenie  zakłada,  że 
muzyka jest nośnikiem znaczeń lub że poprzez style estetyczne znaczenie to się manifestuje. 

background image

 

Nie  jest  to  jednak  informacja  dana,  a  jedynie  przypuszczana.  Po  drugie,  mimo  że  obiekt 
badawczy  może  być  całkowicie  niedostępny,  prawdopodobieństwo  dotarcia  do  niego  jest 
większe dzięki owej odseparowanej pozycji badacza. 
 

Dla  Maxa  Webera  celu  socjologii  sztuki  nie  stanowiła  produkcja  ocen  wartości 

estetycznych. „Socjolog zaczyna od stwierdzenia, że wytwory sztuki istnieją. Jego zadaniem 
jest  więc  zrozumieć,  dlaczego  i  w  jaki  sposób  ludzie  kształtują  swoje  zachowanie  jako 
aktywność  znaczącą  w  relacji  do  owych  istniejących  wytworów.  W  skrócie  rzecz  ujmując, 
akceptuje  stanowisko  mówiące,  że  estetyka  jest  dla  ludzi  znacząca”  (Freund,  1968:  26). 
Słowami Webera: 
„podczas,  gdy  z  jednej  strony  znajdujemy  potwierdzenie  określonych  i  skończonych 
logicznych i matematycznych relacji lub inaczej: wewnętrzną strukturę wartości kulturowych, 
z  drugiej  możemy  też  w  podobny  sposób  twierdzić  o  istnieniu  <<wartości>>  kultury  i  jej 
specyficznych  składników.  Pytanie  zatem  brzmi,  jak  powinniśmy  poruszać  się  zarówno  we 
wspólnocie kulturowej jak i wśród zależności politycznych” (Gerth i Mills, 1946: 146). 
Dla  Webera  obawa  socjologów  dotyka  początkowych  kwestii;  celem  jest  raczej  określenie 
tego,  co  jest  a  nie  tego,  co  powinno  być.  Nauka  może  dostarczać  nam  środków  na 
zrozumienie naszych ograniczeń, ale nie powinna wskazywać, w czym te ograniczenia tkwią. 
 
Powstanie muzyki 
 
Muzyka  jest  sposobem  aktywności  społecznej  i  jako  taka  stanowi  obiekt  refleksji 
socjologicznej. Niemożliwe do pominięcia jest kwestionowanie od samego początku zjawisk, 
które zwykliśmy postrzegać jako oczywiste. Nie chodzi o to, że socjologowie mają czerpać 
jakąś perwersyjną przyjemność ze znajdowania problemów tam, gdzie ich nie ma, lecz o to, 
że porządek społeczny przejawia się w niezliczonych podziałach na  to, co dobre, właściwe i 
naturalne  (i  ich  przeciwieństwach).  Aby  zyskać  moc  uprawiania  takich  śledztw 
socjologicznych,  musimy  najpierw  zawiesić  potoczne  poglądy  i  założenia  o  świecie  i 
doświadczeniu.  Wynik  takiego  działania  szybko  zobaczymy,  kiedy  przyjrzymy  się  bliżej 
samej muzyce. 
 

Dla członków współczesnych społeczeństw zachodnich, określenie, co jest muzyką, a 

co nią nie jest, nie stanowi żadnego problemu. Muzyka jest ogólnie definiowana jako sposób 
organizacji  dźwięków,  świadomie  stworzony  w  celu  wytwarzania  konkretnych  wytworów 
(dzieł  muzycznych).  Jest  więc  muzyka  wyraźne  oddzielona  od  naturalnie  lub  przypadkowo 
generowanych  dźwięków,  od  hałasu,  mimo  że  ten  ostatni  jest  ostatnio  coraz  częściej  do 
muzyki  zaliczany.  Ale  niezależnie  od  awangardowych  pomysłów  kompozytorskich  i 
„wolnych” improwizatorów, którzy świadomie starają się przekraczać utarte granice, ten typ 
zdroworozsądkowej  definicji  dla  wielu  osób  jest  całkowicie  wystarczający,  lecz  socjologa 
może  już  prowadzić  do  podjęcia  analizy  sposobów  organizacji  dźwięku  jako  wytworu 
pewnych uwarunkowań społecznych. 
 

Mimo  to  jednak,  że  takie  podejście  zgrabnie  aplikuje  się  do  badania  zachodnich 

społeczeństw,  może  się  okazać  niewystarczające,  jeśli  definicja  muzyki,  na  której  badania 
będą  bazowały,  będzie  charakterystyczna  tylko  dla  tych  wspomnianych  społeczeństw. 
Wyraził to dobitnie Charles Keil: 
 

„Tiv,  Yorba,  Igbo,  Efik,  Birom,  Hausa,  mieszane  dialekty  Jarawa,  Idoma,  Eggon  i 

mnóstwo  innych  języków  z  terenu  Nigerii  i  Kamerunu  nie  oddają...  Proste jest  mówienie  o 
pieśni czy tańcu, śpiewakach czy bębniarzach, grze na flecie, uderzaniu w dzwon, ale ogólne 
terminy  jak  <<muzyka>>  i  <<muzyk>>  są  tłumaczone  zwykle  bardzo  ogólnie  i  nie  oddają 
sedna  terminu,  gdyż  jest  on  dla  opisujących  zbyt  abstrakcyjny.  Często  też  takie  praktyki 
przekładu spełzają na niczym.” (1979: 27). 

background image

 

10 

 

Pojęcie „muzyka”,  tak  proste  i  podstawowe  dla  ludzi  Zachodu,  niekoniecznie  da się 

przetłumaczyć  i  przełożyć  na  inne  kultury.  Nie  dzieje  się to  dlatego,  że  pojęcia  używane  w 
kulturze  zachodniej  są  bardziej  abstrakcyjne,  gdyż,  jak  wskazał  Keil,  „ogromna  liczba 
zachodnich pojęć abstrakcyjnych może być przetłumaczona bądź włączona do grupy znaczeń 
<<inja>>  w  języku  Tiv,  który  oznacza  m.  in.:  charakter,    zwyczaj,  kulturę,  kolor,  nawyk, 
naturę,  zachowanie,  powód,  znaczenie,  typ,  rodzaj,  odmianę,  metodę,  styl,  przydatność, 
poprawność”. 
 

Przykład  ten  służy  uwypukleniu  zjawiska,  iż  nawet  ewidentnie  proste  pojęcie  jak 

muzyka nie może być przyjmowane jako naturalne w tym sensie, że wszystkie kultury będą 
się  posługiwały  przystającymi  do  siebie,  „przetłumaczalnymi”  terminami.  Pokazuje  to 
również, że proces socjalizacji może prowadzić jednostki ludzkie o takich samych mózgach 
do  myślenia  w  innych,  czasami  niemożliwych  do  pogodzenia  kierunkach  i  według  różnych 
wzorów. Jest to dla mnie, jak dla każdego człowieka Zachodu, niezwykle trudne, by uchwycić 
znaczenie  „inja”  w  języku  Tiv,  jednak  tak  samo  trudne  byłoby  zrozumienie  przez  ludzi  z 
plemienia  Tiv  naszego  znaczenia  terminu  „muzyka”.  Keil  krytycznie  podchodzi  do  prób 
odrywania  lub  tworzenia  takowych  terminów  tam,  gdzie  z  kontekstu  kulturowego  ich 
istnienie nie wynika (ibidem: 28-9). 
 

A zatem prawdopodobne jest, że zachodnie pojęcie muzyki jako wyraźnie wydzielonej 

działalności,  występującej  podczas  specjalnych  okazji  przez  specjalne  osoby  jest  wynikiem 
procesu  dyferencjacji  omawianego  wcześniej.  W  stosunkowo  niezróżnicowanym 
społeczeństwie  organizacja  ludzkiej  aktywności  (uznawanej  przez  społeczeństwa  zachodnie 
za  aktywność  muzyczną)  i  uczestnictwo  w  niej  stanowi  integralną  część  doświadczenia 
każdego członka społeczeństwa: większość rytuałów czy ceremonii może zawierać elementy 
muzyczne,  lecz  także  elementy  takich  czynności,  jak  polowanie,  opieka  nad  dzieckiem, 
uprawa  roli,  wyprawy  wojenne  i  in.  Niewielki  sens  dla  badacza  miałoby  abstrahowanie 
elementów  muzycznych  z  powyższych  kontekstów  i  analizowanie  ich  zgodnie  z  normami 
sztuki  zachodniej.  Konkluzja  zdaje  się  być  nieunikniona:  musimy  uczyć  się  postrzegania 
świata  w  sposób  zgodny  z  kategoriami  kreowanymi  przez  innych  ludzi  oraz  myślenia  ich 
pojęciami, o ile jest to możliwe. Ponadto nie możemy zakładać uniwersalności takich pojęć 
jak „muzyka”. 
 

Jeśli  zaakceptujemy  stanowisko  Durkheima  odnoszące  się  do  względnie 

nowoczesnego  pojęcia  jednostki,  podobne  podejście  do  pojęcia  muzyki  nie  powinno  nas 
dziwić. 

Rzeczywiście,  wiele  różnych  badań  może  potwierdzić  przeczucie,  że  muzyka 

stopniowo  i    nieubłaganie  staje  się  dziedziną  postrzeganą  jako  zaawansowana  i 
wyspecjalizowana  działalność  Zachodu. „Muzyka  prymitywna”,  jak  pisze  Ivo  Supicic,  „jest 
wyrazem  doświadczenia  zbiorowego.  Nie  jest  efektem  świadomości  i  racjonalnego 
wypracowania    pojedynczej  osoby”.  (1987:  91).  W  XIX  w.  kompozytorzy  romantyczni 
zmienili postrzeganie muzyki i nadali jej rolę medium przekazywania ich własnych emocji a 
nie  emocji  wspólnych  całej  społeczności.  Musimy  stale  uzmysławiać  sobie,  że  te  i  im 
podobne  indywidualne  pobudki  są  materiałem  tworzącym  pewien  konkretny  kontekst 
społeczny i, jeśli chcemy je akceptować, musimy też poddawać je ocenie kładącej nacisk na 
istniejące  konwencje  (Supicic,  1987:  59)  Tkwi  w  tym  przekonaniu  swoista  ironia,  gdyż 
muzyka  może  przecież  wyrażać  podmiotowość  i  subiektywizm  jednostkowy.  Jak  zauważył 
Dahlhaus:  „Ekspresja…  jest  paradoksalnie  nośnikiem  konwencji,  od  jednostkowej  do 
ogólnej… Ekspresja, będąc subiektywną, jest niepowtarzalna, ale w tym samym czasie, po to 
by być zrozumiałą, ujawnia wewnętrzny przymus do bycia określoną” (1982: 23). W jednym 
czasie  stają  nam  przed  oczami  dwie  przeciwstawne  siły,  z  których  wyłania  się  porządek 
społeczny:  aktywność  i  kreatywność  jednostek  oraz  ograniczenia  i  więzy,  które  same 
narzucają się istniejącemu porządkowi. 

background image

 

11 

 

Ogólny  proces  historyczny  abstrahuje  muzykę  z  innych  czynności  i  stopniowo 

uprawomocnia  ją  w  jej  specyficznej  roli  społecznej.  W  miarę  upływu  czasu  kompozytor, 
muzyk  i  słuchacz  stopniowo  się  od  siebie  oddalają,  by  w  końcu  –  w  szczególności  w 
zachodniej  tradycji  „muzyki  artystycznej”  –  stać  się  względem  siebie  całkowicie  biernymi 
(Supicic, 1987: 91). 

Do  początków  XIX  w.  muzyka  –  która  pełniła  rolę  nieodłącznej  części  codziennego 

doświadczenia społecznego – zaczęła być postrzegana jako autonomiczna i realnie opłacalna,  
jako  „sztuka”  rządząca  się  swymi  własnymi  prawami.  Dlatego  też  Supicic  mówi  o 
„dysfunkcjonalizacji”  muzyki,  co  oznacza  jej  wyzwolenie  od  wymogów  konkretnych 
społecznych  wydarzeń,  wykonawców  od  ich  zwierzchników  itd.  (1987:  174).  Stopniowo  w 
walce  toczonej  do  dnia  dzisiejszego  kompozytorzy  i  wykonawcy  coraz  mocniej  określają 
siebie  jako  wolnych  od  żądań  kościoła,  państwa,  mecenasów  i  ogółu  społeczeństwa, 
stopniowo postrzegają siebie jako „artystów”. Bourdieu widzi ten rozwój jako „skorelowany z 
władzą  wydzielonej  społecznej  kategorii  zawodowych  artystów,  którzy  są  bardziej  niż  inni 
predysponowani  do  podążania  torem  praw  i  reguł  wyznaczonych  przez  nich  samych  jako 
przedstawicieli  tradycji  artystycznej  (reguł  przekazanych  im  przez    poprzedników,  którzy 
określili  punkt  wyjścia  lub  zerwania  z  tradycją),  i  coraz  bardziej  skłonnych  do  wyzwalania 
swojej  działalności  i  swych  wytworów  od  wszelkich  społecznych  powinności”  (cyt.  za 
Supicic, 1987: 175). 

Jak  tylko  muzyka  zaczęła  być  postrzegana  jako  autonomiczna  sfera  społecznej 

aktywności, tak szybko zaczęła podlegać fragmentaryzacji. Średniowieczna muzyka kościelna 
dorobiła się swoich własnych tradycji i konwencji, oddzielających ją od tradycyjnej muzyki 
„ludowej”  różnych  części  świata.  Przygotowała  ona  drogę  dla  późniejszej  muzyki 
„artystycznej”  przede  wszystkim  poprzez  rozpoznawalny  ponad  podziałami  geograficznymi 
system  notacji  i  zasad  poprawności  (Weber,  1958:  83).  To  rozwój  konwencji  oznaczania 
długości trwania nut przez XII-wiecznych mnichów z katedr Notre Dame i Kolonii uzupełnił 
podstawowy system stosowanych notacji, które, jak mówi Max Weber, stały się podstawą dla 
powstania  muzyki  polifonicznej  w  średniowiecznej  Europie.  Istotne  jest,  że  jednak  tylko  na 
Zachodzie  powstała  polifonia  i  współczesny  system  tonalny.  Decydujący  w  tej  kwestii  był 
system  notacyjny,  gdyż  umożliwił  istnienie  „przemyślanej  kompozycji  zapisanej”:  „Jedynie 
wyniesienie  muzyki  wielogłosowej  dzięki  sztuce  notacji  stworzyło  kategorię  kompozytora  i 
zapewniło zachodniej polifonii, w odróżnieniu od muzyki innych ludów, trwałość,  ciągłość i 
umożliwiło jej dalszy rozwój” (1958: 88).  
 

W  momencie,  gdy  w  Europie  ugruntował  się  podział  na muzykę  religijną  i  świecką, 

pierwsza  z  nich  przejęła  inicjatywę  w  tworzeniu  podstaw  muzyki  „artystycznej”.  W 
rzeczywistości  napięcie  pomiędzy  pobożnością

 

i  czystością  (wolnością)  jako  kategoriami 

estetycznymi  utrzymywało  się  przez  długi  czas:  papież  Grzegorz  (590-604)  wniósł  do  tego 
swój  ogromny  wkład  poprzez  stworzenie  chorału  noszącego  do  dziś  jego  imię,  co  mocno 
określało  muzykę  jako  „sługę  kultu  i  nic  ponad  to.  Jego  zainteresowanie  sztuką  muzyczną 
mogło wynikać z prawdziwego entuzjazmu, było jednak z pewnością przynajmniej w części 
wynikającą  z  obserwacji  zapobiegliwością,  by  praktyka  muzyczna  nie  wymknęła  się  spod 
kontroli” (Headington, 1977: 32). 
 
Muzyka i współczesność 
 
We współczesności fragmentaryzacja muzycznych rodzajów wzmogła się. Pomimo że może 
się  to  wydawać  zaskakujące,  dla  dwudziestowiecznych  umysłów  czysta  muzyka 
instrumentalna była odbierana z podejrzliwością i wrogością aż do końca XVIII w. „Muzyka 
instrumentalna”  -  pisze  Dahlhaus  -  „dopóki  nie  prezentowała  określonego  programu 
pozamuzycznego,  widziana  był  jako  nie  mająca  nic  do  powiedzenia”  (1982:  24).  Jak 

background image

 

12 

zobaczymy  w  kolejnym  rozdziale,  stopniowej  akceptacji  muzyki  instrumentalnej 
towarzyszyły  niesłabnące  dyskusje  kontynuujące  kwestię  jej  znaczenia.  „Nowe  podejście 
znajdowało  się  na  antypodach  malarstwa  dźwiękowego  określającego  charakter  muzyki,  a 
więc  także  na  antypodach  technik  kompozytorskich,  według  których  wydawano  jedyną 
słuszną ocenę estetyczną wczesnych lat XVII stulecia, a mianowicie pogardę dla muzyki bez 
tekstu”  (Dahlhaus,  1982:  28).  [Pomimo,  że  ważność  i  niezależność  muzyki  instrumentalnej 
została  uznana  przez  XIX  w.,  interesujące  jest  przywołanie  ogólnej  opinii  publicznej  -  
przeciwnej  wobec  stanowiska  kompozytorów  i  muzyków  -  która  nadal  stawiała  muzykę 
wokalną  ponad  utworami  instrumentalnymi.  Jak  dotąd  gusta  masowe  odzwierciedlają  te 
tendencje chociażby poprzez wskaźniki sprzedaży płyt i taśm (Frith, 1987b: 97)]. 
 

Późniejsze, znajome nam już rozróżnienia ustanowione zostały w początkach XIX w. 

Do 1830 r. muzyka „poważna” była wyraźnie oddzielona od muzyki „lekkiej” (Supicic, 1987: 
176),  ale  stopniowo  w  ciągu  wieku,  jak  inne  wytwory  człowieka,  zaczęła  być  postrzegana 
jako  towar,  którym  można  obracać  na  rynku.  Rosnący  wpływ  wiktoriańskiego  kapitalizmu 
wywarł  najpierw  mocny  wpływ  na  edytorstwo  muzyczne  i  instrumenty,  w  szczególności 
fortepiany.  Ehrlich  wskazał,  że  do  połowy  XIX  w.  w  Anglii  było  rocznie  produkowanych 
między  15 000  a  20 000  fortepianów  (1976:  37).  „Niespotykana  fortepianomania  późnego 
społeczeństwa wiktoriańskiego” trwała i później: „do 1910 r. w Wielkiej Brytanii posiadano 
od  2  do  4  mln  fortepianów  –  czyli  jeden  instrument  przypada  na  10-20  obywateli”,  co 
stanowiło  o  wiele  większy  odsetek  niż  w  innych  krajach  uprzemysłowionych  (1976:  91). 
Interesujące  jest,  że  w  tym  czasie  budowniczowie  pianin  zaczęli  stopniowo  ponosić  straty 
wskutek  ekspansji  fortepianów  niemieckich  firm,  które  uchodziły  za  lepsze  i  bardziej 
zaawansowane  technologicznie.  Ten  rodzaj  uwarunkowań  nie  tylko  stymulował 
rozprzestrzenianie  się  wytwórców  instrumentów,  lecz  także  przyspieszył  aktywność 
kompozytorów,  specjalistów  od  renowacji,  nauczycieli  muzycznych,  sprzedawców  i  in., 
którzy  w  muzyce  zaczęli  upatrywać  współczesną  formę  zarabiania  pieniędzy.  W  ostatniej 
fazie  wieku  powszechne  było  już  ogromne  i  stale  rosnące  zapotrzebowanie  na muzykę  jako 
rozrywkę. Był to okres, kiedy masowo zaczęły powstawać sale koncertowe w burżuazyjnych 
centrach  urbanistycznych  Wielkiej  Brytanii,  dzięki  czemu  przemysł  muzyczny  mógł 
systematycznie się rozwijać. „Pierwsze gwiazdy masowej rozrywki pojawiły się dzięki Great 
MacDermott, którego interpretacja słów G. W. Hunta „nie chcemy walczyć” wprowadziła do 
języka  w  1878  r.  termin  <<jingoizm>>”

W  konsekwencji  pociągnęło  to  za  sobą całą  gamę 

wypowiedzi  i  terminów,  których  autorzy  (twórcy  piosenek  i  ich  tekstów)  cytowani  są  w 
świecie biznesu do dziś (Fraser, 1981: 218). 
 

Moc  konsumenta  dołączyła  zatem  do  takich  mecenasów  jak  kościół  i  państwo, 

stwarzając kolejny rodzaj muzyki służący nieznanym dotąd celom. Chwilę potem konsument 
stał  się  najważniejszy,  sprowadzając  pozostałych  bohaterów  tego  dramatu  do  niewiele 
znaczących  ról.  Co  więcej,  pojawiły  się  dwa  kolejne  wskaźniki  wzmagające  proces 
muzycznej  dyferencjacji.  Pierwszy  stanowiło  „odkrycie”  innych  muzycznych  tradycji.  W 
dobie  dominacji  imperializmu  przed  pierwszą  wojną  światową  muzyka  innych  kultur  była 
podawana do zachodnich uszu w następujący sposób: „Międzynarodowy zasięg muzycznych 
innowacji rozwijał się do końca wieku i rozprzestrzeniał ponad granicami częściowo dzięki 
turystyce i poprzez medium jakim jest scena muzyczna, głównie dzięki nowej praktyce tańca 
towarzyskiego” (Hobsbawm, 1987: 237). Działo się to w tym samym czasie, kiedy zrodziło 
się  naukowe  zainteresowanie  kulturami  pozaeuropejskimi.  Najdonioślejszym  wydarzeniem 
dla tego ruchu było zaprezentowanie tekstu O skalach muzycznych różnych narodów przez A. 
J.  Ellis  na  spotkaniu  Królewskiego  Towarzystwa  Sztuk  w  Londynie  27  marca  1885.  W 
rzeczywistości wnioski Ellis mogą służyć jako fundament refleksji socjologicznej o muzyce: 
„Skala  muzyczna  nie  jest  jedna,  naturalna,  nie  jest  również  wynaleziona  wobec 
konkretyzowania zjawiska dźwięku muzycznego… Jest czymś w swej istocie różnorodnym, 

background image

 

13 

sztucznie  stworzonym  i  bardzo  kapryśnym”  (Ellis,  1885:  526).  Innymi  słowy,  sposoby 
organizacji dźwięku w różnych społeczeństwach są wynikiem procesu kulturowego a nie dane 
z natury. 
 

Neoromantyczna reakcja przeciw industrializacji prowadziła do ponownego odkrycia 

– niektórzy powiedzieliby „wynalazku” (Hobsbawm i Ranger, 1983) – muzyki „ludu”; mimo 
że, jak pokazali Haker (1985) i Boyes (1993), to co funkcjonowało jako muzyka tradycyjna   
było  lansowane  przez  samozwańcze  autorytety  hołdujące  ideologii  burżuazyjnej  a  nie  przez 
właściwą  orientację  w  muzyce  świata.  Inni,  podążając  torami  określania  przez  muzykę 
tożsamości narodowej, widzieli ją jako istotny element działań nacjonalistycznych. Wynikiem 
wszystkich  tych  różnorodnych  trendów  była  jednoczesna  i  bezprecedensowa  dostępność 
wielu różnych stylów i tradycji muzycznych naraz. 
 

Przy tym powstanie i rozwój techniki rejestracji dźwięku spowodowało stopniowe acz 

niezwykle gwałtowne dalsze różnicowanie się stylów muzycznych. Trudno byłoby przecenić 
wagę tego zjawiska dla całej kultury XX w. 
 

„Trzy dotyczące zmysłu słuchu technologie – telefon, fonograf i radio – doprowadziły 

do  nieznanego  wcześniej  tak  intensywnego  bombardowania  ludzkich  uszu  informacją 
dźwiękową.  Zmiana  technologiczna  wykreowała  całkowicie  nowe  środowisko 
strukturowanego  i  znaczącego  dźwięku.  Dla  wielu  zaskakująco  zauważalna  stała  się  nagła 
wszechobecność muzyki” (Biorca, 1988: 61-2). 
 
W latach 20. XX w. twierdzono, że słyszy się więcej muzyki dookoła niż doświadczyły tego 
„wszystkie wcześniejsze pokolenia razem wzięte” (Pearsall, 1976: 103). Pierwszy raz muzyka 
przestała  zależeć  od  fizycznej  współobecności  wykonawców  (znajdujących  się  w  specjalnej 
sytuacji  i  przestrzeni)  i  audytorium.  Muzyka  wyzwoliła  się,  by  tak  rzec,  ze  społecznego 
kontekstu  jej  wykonania  (Schafer,  1977:  89),  co  znaczyło  m.  in.  ogromną  liczbę  i 
różnorodność  dźwięków  docierających  do  uszu  jednego  człowieka.  To  zastanawiające,  gdy 
zestawi się sytuację z końca XX w. z tą, której doświadczał Hektor Berlioz w Le Cote Saint-
Andre niedaleko Grenoble, w początkach XIX w.: jedyne rodzaje muzyki, które Berlioz miał 
okazję  słyszeć  jako  dziecko,  to  muzyka  kościelna,  pieśni  kobiet  przy  pracy,  pasterzy  na 
polach  oraz  ta  wykonywana  przez  specjalny  zespół  podczas  uroczystości  miejskich  i 
państwowych  (Cairns,  1990:  77).  Był  to  ten  sam  Berlioz,  który  jako  uznany  kompozytor 
zmuszony był w 1847 r. podczas ostatniego etapu podróży z Paryża do Rosji przemieszczać 
się  sankami,  trzymając  w  bagażu  wszystkie  partie  orkiestrowe  własnych  utworów  (Berlioz, 
1970: 517-19). 
 

Dziś,  w  latach  90.  XX  w.  możemy  wybierać  spośród  nagrań  całej  niemalże  muzyki 

XX w.: możemy słuchać nagrań Caruso z 1907,  Louisa Armstronga z 1927, Toscaniniego z 
1940 lub the Beatles z lat 60. Ich wykonania mogą być odtwarzane w milionach domów po 
względnie  niskiej  cenie.  Zatem  pomimo  że  muzyka  stała  się  współcześnie  o  wiele  bardziej 
wyspecjalizowanym  rodzajem  aktywności  ludzkiej,  innowacje  technologiczne  dały 
możliwość  obcowania  z  nią  większej  ilości  osób  oraz  częściej  niż  przedtem.  Co  więcej, 
masowa  dostępność  odbiorników  radiowych  i  odtwarzaczy  płyt  i  taśm  dała  ludziom 
niespotykaną  wcześniej  możliwość  kontrolowania  swojego  własnego  środowiska 
dźwiękowego.  Jednoczesna  dostępność  niezliczonych  stylów  muzycznych  oraz  możliwość 
tworzenia własnych jest dziś tak powszechna jak rodzaje odzieży, i tak jak one może służyć 
manifestacji różnorodnych sposobów na życie i określania tożsamości. 
 
Znacząca  różnorodność  muzyki  jest  dostępna  we  współczesnych  społeczeństwach  i,  jak 
pokaże rozdział 6, jej produkcja i konsumpcja zajmuje wiodące miejsce w całym przemyśle. 
Kulturowa  niejednolitość  nie  określa  wyłącznie  problemu  fragmentaryzacji  istniejących 
stylów  muzycznych  lub  kombinacji  elementów  różnych  stylów  do  tworzenia  nowych.  Jak 

background image

 

14 

każdy  inny  aspekt  kultury  muzyka  odzwierciedla  hierarchiczną  strukturę  społeczeństw  – 
obrazuje  sposoby  społecznej  stratyfikacji.  Wspomniałem  już,  że  dominująca  tradycja 
muzyczna  społeczeństw  zachodnich  ustanowiona  została  przez  XIX-wieczną  burżuazję, 
zatem  pewne  połączenia  pomiędzy  muzyką  i  życiem  społecznym  będą  jeszcze  widoczne 
przez  długi  czas  w  przyszłości.  Na  razie  jednak  ważne  jest,  by  zauważyć,  jak  studia  nad 
muzyką  ufundowane  zostały  na  kategorii  gustu  muzycznego  ustalonego  niegdyś  na  drodze 
konwencji. Zdroworozsądkowe rozróżnienie pomiędzy muzyką „artystyczną” i „popularną”, 
pomiędzy muzyką „poważną” i „lekką”, pomiędzy „elitarną” i „masową” pozostaje jak dotąd 
nieporuszaną kwestią przez ogromną większość naukowców, którzy pochylają się badawczo 
nad zagadnieniem wielkiej muzyki wielkich kompozytorów tradycji „klasycznej”. 
 

Istnieje  szczegółowy  wykaz  prac  magisterskich  i  rozpraw  doktorskich  o  muzyce 

prowadzony przez uniwersytety Północnej Karoliny obejmujący lata 1861 – 1983. Jak można 
się  spodziewać,  jest  to  niezwykle  wartościowy  dokument  zawierający  255  ściśle 
zadrukowanych  stron.  Dotychczas  jednak  sekcja  zatytułowana  „Jazz  i  muzyka  popularna” 
stanowi w całym tym zbiorze 1,25 strony (UMI, 1983), a przecież jest to okres historyczny, w 
którym  afroamerykańskie  style  wywarły  dogłębny  wpływ  na  muzykę  światową  i  w  którym 
amerykański  przemysł  muzyczny  zaczął  się  stawać  światowym  mocarstwem  w  swojej 
dziedzinie.  Zaskakujące,  tym  bardziej  że  stosowane  przede  wszystkim  w  studiach 
europejskich jest to, że jedyną muzyką uznawaną za prawowity obiekt badań naukowych jest 
muzyka „klasyczna” zrodzona z „klasycznej” tradycji. Inne style i formy traktowane są jako 
niedostatecznie ważne lub po prostu gorsze. Co więcej, jej techniki i zasady, jak zdążyliśmy 
zauważyć, istnieją względnie niedługo, a uznawane są za typowe i naturalne dla całej muzyki 
i do niej są przykładane. Typowe jest, że nawet najbardziej światli profesorowie zakładają, że 
muzyka  składa  się  z  „zanotowanych”  elementów  tworzonych  przez  jednostkowego 
„kompozytora” (zwykle człowieka obdarzonego  szczególnym talentem), wykonywana przez 
wykwalifikowanych  „muzyków”  (czasami  po  batutą  „dyrygenta”)  przed  „publicznością” 
cichych, biernych słuchaczy. 
 

Z socjologicznego punktu widzenia interesujące jest w tym wyliczeniu to, że opisuje 

tylko  mały  wycinek  wszystkich  sytuacji,  w  których  wykonywana  może  być  muzyka,  nawet 
jeśli  ograniczymy  się  do  współczesnych  społeczeństw.  Analiza  tych  wybranych  sytuacji  
może  nie  tylko  prezentować  ograniczony  i  zniekształcony  obraz  muzyki  w  społeczeństwie, 
lecz  także  przyznawać  specjalny  status  słowom  i  czynnościom  wybranych  osób,  które  my 
następnie  zmuszeni  jesteśmy  dogłębnie  studiować.  Możemy  wskutek  tego  zignorować 
twierdzenia  innych,  którzy  liczebnie  wprawdzie  stanowią  większość,  lecz  nie  mają  mocy 
przeforsowania  swoich  racji.  Takie  podejście  nie  posiada  wymiaru  ani  socjologicznego  ani 
naukowego.  Powtórzmy:  cokolwiek  ludzie  mówią  i  piszą  o  muzyce,  nie  może  być 
postrzegane jako jedyny prawdziwy jej opis. Z socjologicznego punktu widzenia takie ujęcia 
powinny  być  traktowane  jako  zbiór  danych.  Mimo  że  mogą  nam  się  one  wydawać  dziwne, 
zagmatwane lub nieprzekonujące, to jednak pomagają nam zrozumieć, dlaczego ludzie tworzą 
muzykę, wykonują ją i reagują na nią na swój sposób. Zatem socjolog nie powinien zaczynać 
np. od problemu „poważnej” i „lekkiej” muzyki jako zasobu dzieł lub wykonań, lecz raczej te 
pojęcia same w sobie są tematami rozważań, o ile mogą się pojawić na innym terenie. Należy 
sobie zadać pytanie: czyim interesom służy instytucjonalizacja powyższych rozgraniczeń? Jak 
to się dzieje? Z jakiego powodu i w jakim celu? Przykład ten służy zobrazowaniu, jak pewne 
pomysły  stworzone  przez  niektórych  ludzi  do  opisu  ich  świata  mówią  nam  więcej  o  ich 
prywatnych interesach i wartościach niż o obiektywnej sytuacji tych spraw. 
 

Scannell (1981) poddawał w wątpliwość szczegółowe sposoby kreowania przez radio 

brytyjskie  kategorii  służących  celom  emisyjnym  oraz  jak  Dział  Muzyki  BBC  szczęśliwie 
uwolnił  się  od  obowiązku  zaspokajania masowych  gustów.  Przykład  ten  świetnie  pokazuje, 
jak  motywacje  ekonomiczne,  oceny  estetyczne  i  instytucjonalne  zaangażowanie  są 

background image

 

15 

motywowane wspólnymi zjawiskami wynikającymi ze sporu o rozrywkę oraz jak pojedyncze 
interesy mogą zaprząc zarówno kulturalne jak i organizacyjne siły, by stać się wiodące (1981: 
260).  Przykład  służy  też  zilustrowaniu  różnorodności  perspektyw  występujących  w 
większości  okresów  historycznych,  kiedy  producenci,  administratorzy,  opinia  publiczna, 
interesy  globalne  i  regionalne,  muzycy,  politycy,  firmy  handlowe  i  towarzystwa  muzyczne 
starają  się  zdefiniować  okoliczności,  w  których  przyszło  im  egzystować,  i  obłaskawić  je  na 
swoją  korzyść.  „Gdzie”  -  jak  pyta  Carl  Dahlhaus  –  „w  chaosie  różnorodnych  i  często 
niemożliwych do porównania opinii tkwi <<prawdziwy>> duch czasów?” 
 

Dyscyplina  jaką  jest  socjologia  muzyki  nie  może  być  ograniczona  do  zachodniej 

muzyki  klasycznej  z  jej  kompozytorami  i  ich  dziełami,  jakkolwiek  dobrze  funkcjonują  w 
świadomości, lecz musi obejmować wszystkie dźwięki pojmowane jako muzyka i wszystko, 
co  się  mówi  i  pisze  o  tych  dźwiękach.  Ta  sytuacja  przypomina,  co  Berger  i  Luckmann 
zaobserwowali  odnośnie  rozwoju  wiedzy  o  społeczeństwie.  Większość  badań  w  ramach  tej 
dyscypliny  zogniskowanych  było  wokół  historii  idei  (1971:  26)  z  największymi  teoriami,  z 
systemem  wierzeń  religijnych  ewentualnie  ideologiami  politycznymi.  Lecz  taki  system 
koncepcji,  jakkolwiek  atrakcyjny  dla  intelektualistów,  stanowi  zaledwie  małą  część  całej 
wiedzy o społeczeństwie. „Socjologia wiedzy musi skupiać się na tym, co uchodzi za wiedzę 
w społeczeństwie, bez względu na to jak ważna (lub nieważna) jest ta <<wiedza>>”  (1971: 
15).  Co  więcej,  takie  spojrzenie  wymaga  oceny,  że  ta  „zdroworozsądkowa”  wiedza  jest 
również względna kulturowo i może być prezentowana jako społecznie konstruowana. 
 

Uwagi  Bergera  i  Luckmanna  są  trafne  z  wielu  powodów.  W  kolejnym  rozdziale 

przedstawię wkład socjologów do debaty o znaczeniu muzyki czyli ich stwierdzenia, że owe 
znaczenia nie są immanentne i naturalne, lecz społecznie konstruowane. Berger i Luckmann 
podkreślają  ponadto,  że  pojęcia  i  wierzenia  powinny  być  przedmiotem  refleksji 
socjologicznej, niezależnie od ich ważności lub bezwartościowości: w ten sam sposób np. dla 
socjologa  religii  nieprawdopodobne  jest,  by  przekonania  fanatyka  religijnego  były  prawdą 
objawioną,  ale  te  przekonania  bada.  Zatem  myślący  socjolog  muzyki  musi  być  sceptyczny 
wobec  przeczucia,  że  wartościowa  potrafi  być  tylko  jedna  muzyczna  tradycja.  Takie 
przekonania,  ich  źródła  i  konsekwencje,  muszą  być  uważnie  analizowane,  gdyż  stanowią 
sposób  wpływania  na  ludzi.  Należy  brać  pod  uwagę  wszystkie  rodzaje  muzyki  i  relacje 
między nimi.  
 

Boehmer ujął rzecz zwięźle, powtarzając za Maxem Weberem: 

„W  odróżnieniu  od  tradycyjnej  muzykologii  socjologia  muzyki  nie  rozpoznaje 
<<estetycznych>>  różnic  pomiędzy  muzyką  artystyczną,  ludową  i  wieloma  ostatnimi 
zjawiskami  dotyczącymi  muzyki  lekkiej  czy  popularnej.  Ona  widzi  te  kategorie  z 
perspektywy historii społecznej i bada warunki, w których niektóre grupy i klasy  społeczne 
produkują i konsumują różne muzyczne idiomy i formy. Dalsze różnice pomiędzy tradycyjną 
muzykologią i socjologią muzyki to te, że ta ostatnia wychodzi od społecznych uwarunkowań 
muzycznej  konsumpcji  a  nie  od  rzekomo  estetycznych  bądź  formalnych  jakości  wytworu 
muzycznego. Dla przykładu, nawet jeśli muzykolodzy będą unikać muzyki lekkiej z powodu 
jej  wysokiego  poziomu  uniformizacji,  ten  dział  muzycznej  działalności  zwróci  uwagę 
socjologów  z  tego  tylko  powodu,  że  stanowi  ona  ponad  90%  całej  aktywności  muzycznej” 
(1980: 433). 
W tym rozdziale wskazałem na podstawowe teorie socjologiczne i zasugerowałem, że mogą 
mieć  one  znaczący  wpływ  na  nasze  rozumienie  muzyki.  A  teraz  pora  na  wcielenie  teorii  w 
czyn.