background image

Dark Dream – Christine Feehan  

 

 

T

T

T

Tłumaczenie:

umaczenie:

umaczenie:

umaczenie:    widmo14

widmo14

widmo14

widmo14    

    

1 | 

S t r o n a  

 

----    Rozdział 

Rozdział 

Rozdział 

Rozdział 

5

5

5

5

    ----    

 

Sara  zamrugała,  zwracając  jego  uwagę  na  swoje  długie  rzęsy.  Jej  spojrzenie 

było spokojne. – Ja też nie, Falcon – jej głos był uwodzicielskim zaproszeniem – ale 
wolałabym  raczej  krótko  walczyć  w  moich  bitwach  niż  cię  stracić.  Jestem  silna. 
Uwierz we mnie. – Pochyliła głowę, wycisnęła pocałunek na jego ramieniu, gardle. – 
Nie weźmiesz niczego, czego nie jestem skłonna ci dać. 

Jak  mogła  mu  powiedzieć,  wytłumaczyć  mu,  że  był  jej  jedynym  ratunkiem 

przez  wszystkie  te  długie,  niekończące  się  noce,  kiedy  nienawidziła  siebie, 
nienawidziła,  że  żyje,  a  jej  rodzina  umarła?  Jak  mogła  mu  powiedzieć,  że  ocalił  jej 
zdrowie psychiczne, nie raz, ale ciągle? Wszystkie te długie lata trzymania jego słów 
blisko  siebie,  zamkniętych  w  jej  sercu,  jej  duszy.  Wiedziała,  że  należy  do  Falcona. 
Wiedziała,  wbrew  temu,  czym  był.  Nie  dbała  o  to,  że  był  inny,  że  jego  sposób 
przetrwania był inny. Dbała tylko o to, że był prawdziwy, żywy, stał przed nią z duszą 
widniejącą  w  oczach.  Sara  uśmiechnęła  się  do  niego,  słodkie,  prowokujące 
zaproszenie i zwyczajnie ściągnęła swój tank top przez głowę, tak że mógł widzieć jej 
ciało, pełne, bujne krzywizny, ciemne szczyty. Sara upuściła przemoczony tank top na 
mały  stos  na  górze  jego  koszuli.  Pochyliła  brodę,  starając  się  być  śmiałą,  ale  mógł 
zobaczyć lekkie drżenie jej ciała. Nigdy nie zrobiła takiej szokującej rzeczy w swoim 
ż

yciu. 

Falcon  odnalazł  jej  kark,  jego  palce  zawirowały  zaborczo,  kiedy  przyciągał  ją 

bliżej  siebie.  Jego  rany  były  zapomniane,  jego  zmęczenie.  W  tej  chwili  wszystko 
zostało zapomniane, ale Sara zaoferowała mu się. Deklarując oddanie swojego życia i 
swojego ciała pod jego opiekę. Szczodrze. Bezwarunkowo. 

Falcon  pomyślał,  że  była  najseksowniejszą  rzeczą,  jaką  kiedykolwiek  widział 

przez  wszystkie  lata  swojego  istnienia.  Patrzyła  na  niego  ogromnymi  oczami  tak 
bezbronnymi, że jego wnętrze zmieniało się w miazgę. Jego oddech uderzył wprost z 
jego płuc. Jego ciało było tak gorące, tak silne, tak mocne, bał się, że może wszystko 
zniszczyć jeśli się ruszy. Jednak nie mógł się powstrzymać. Jego ręka z własnej woli 
podryfowała  w  dół  jej  gardła  do  kielicha  jej  piersi.  Jej  skóra  była  niewiarygodnie 
delikatna,  bardziej  miękka  niż  na  to  wyglądało.  To  było  szokujące,  sposób  w  jaki  ją 
odczuwał,  czysta  intensywność  tego.  Gdy  nigdy  nic  nie  chciał  lub  nie  potrzebował, 
gdzie nic nie miało znaczenia, teraz była Sara, aby wypełnić w nim pustkę. Jego palce 
muskały krzywiznę jej piersi w artystycznym dotyku, badając linię jej żeber, sunąc po 
jej talii, wracając do kielicha jej bujnej oferty. 

Jego  czarne  spojrzenie  spalało  ją  zaborczo,  rozpalając  jej  skórę,  wysyłając 

liżące płomienie wzdłuż koniuszków jej piersi, jej gardła, jej bioder, między nogami. 
A potem pochylił głowę i wciągnął jej pierś do gorącej, wilgotnej jaskini swoich ust. 

Sara  krzyknęła,  chwyciła  jego  głowę,  jej  palce  wplątały  się  w  gruby  jedwab 

jego włosów, jej ciało drżało z przyjemności. Poczuła mocne, erotyczne pociągnięcie 
jego ust w samym jądrze swojego ciała. Jej ciało zacisnęło się mocno, boląc, skręciło 
się z nerwowej potrzeby. 

background image

Dark Dream – Christine Feehan  

 

 

T

T

T

Tłumaczenie:

umaczenie:

umaczenie:

umaczenie:    widmo14

widmo14

widmo14

widmo14    

    

2 | 

S t r o n a  

 

Falcon zsunął rękę w dół gładkiej linii jej pleców. Czy jesteś pewna, Saro? Czy 

jesteś pewna, że chcesz pełnej intymności wiążącego nas rytuału? Wysłał jej obraz w 
swojej  głowie:  jego  usta  na  jej  szyi,  nad  jej  pulsem,  intensywność  jego  fizycznej 
potrzeby jej. Już przyciągnął ją bliżej, pożerając jej skórę, bujne krzywizny tak różne 
od twardych płaszczyzn i kątów jego własnego ciała. 

Jeśli  Sara  chciałaby  się  wycofać,  było  już  na  to  za  późno.  Zgubiła  się  w  łuku 

energii,  w  oślepiających  błyskawicach  tańczących  w  jej  krwiobiegu.  W  obrazie  i  w 
czystej  przyjemności  w  jego  myślach,  mrocznej  erotyce,  dodał  tylko  burzę  ogniową 
narastającą  w  jej  ciele.  Nigdy  wcześniej  nie  doświadczyła  niczego  tak  żywiołowego, 
tak  zupełnie  dobrego,  tak  całkowicie  prymitywnego.  Musiała  być  bliżej  niego,  skóra 
przy  skórze.  Potrzeba  była  niepohamowana,  tak  gorąca  jak  samo  słońce,  rozszalała 
burza  ogniowa,  wieńcząc,  dopóki  nie  było  nic  innego,  tylko  Falcon.  Tylko  odczucia. 
Tylko jego dzikie posiadanie. Przytuliła jego głowę do swoich piersi, wyginając się w 
łuk, bardziej w głąb jego ust, gdy jej ciało przeszło płynne gorąco. 

Owinęła  jedną  nogę  wokół  jego  bioder,  dociskając  środek  swojego  gorąca  do 

twardej  kolumny  jego  uda,  trąc  mocno,  poruszając  się  niespokojnie,  poszukując  ulgi. 
Rękoma szarpała jego  ubranie, próbując je z niego zdjąć, gdy jego usta pozostawiały 
płomienie  na  jej  szyi,  piersiach,  nawet  na  jej  żebrach.  Jego  ręce  przesuwały  się  po 
krzywiźnie jej bioder, zdejmując jedwabną piżamę w dół po jej udach, tak że materiał 
zgromadził  się  na  stercie  na  podłodze.  Złapał  jej  nogę  i  jeszcze  raz  owinął  ją  wokół 
swoich bioder, tak aby była dla niego otwarta, dociśnięta, gorąca i mokra, ciasna przy 
nim. 

Usta Falcona odnalazły ją w łańcuchu długich pocałunków, każdy rozpalając ją 

bardziej  niż  poprzedni.  Jego  ręce  były  zachłanne  na  jej  piersiach,  brzuchu, 
przesuwając się na jej pupę, do wnętrza jej ud. 

Była  gorąca  i  mokra  z  potrzeby  jego,  jej  zapach  go  wzywał.  Ciało  Falcona 

stawało w płomieniach. Sara nie miała żadnych zahamowań pozwalając mu wiedzieć, 
ż

e  go  chce  i  to  był  potężny  afrodyzjak.  Jej  ciało  poruszyło  się  przy  nim,  pocierając 

mocno, otwierając na jego poszukiwania. Ciągnęła za jego ubrania, starając się dostać 
bliżej,  jej  usta  na  jego  piersi,  jej  język  wirował  smakując  jego  skórę.  Usunął  barierę 
swoich  ubrań  w  łatwy  sposób  jego  ludu,  używając  swojego  umysł  tak,  że  jej  ręce 
mogły  go  znaleźć,  grubego  i  twardego,  w  pełni  i  pulsującego  z  potrzeby.  W  chwili, 
gdy  jej  palce  go  pogłaskały,  małe  ogniowe  bomby  wydawały  się  wybuchać  w  jego 
krwiobiegu. 

Znała  go  dobrze,  jego  myśli,  jego  sny.  Znała  jego  umysł,  co  lubił,  czego 

potrzebował  i  co  chciał.  A  on  znał  ją.  Każdy  sposób  by  ją  zadowolić.  Spotkali  się  w 
cieple  i  ogniu,  lecz  z  jego  całą  olbrzymią  siłą,  desperacką  potrzebą,  jego  dotyk  był 
czuły, badając jej ciało z szacunkiem, który niemal wzruszył ją do łez. Jego usta były 
wszędzie,  gorące  i  dzikie,  drażniące,  kuszące,  obiecujące  rzeczy,  których  nie  mogła 
sobie wyobrazić. 

Sara  przytuliła  się  do  niego,  owinęła  ramiona  wokół  jego  głowy,  łzy 

zabłyszczały jak diamenty w jej oczach, na jej rzęsach. – Byłam taka samotna, Falcon. 
Nigdy nie odchodź. Nie wiem, czy jesteś prawdziwy czy nie. Jak coś tak pięknego jak 
ty może być prawdziwe? 

background image

Dark Dream – Christine Feehan  

 

 

T

T

T

Tłumaczenie:

umaczenie:

umaczenie:

umaczenie:    widmo14

widmo14

widmo14

widmo14    

    

3 | 

S t r o n a  

 

Podniósł  głowę,  jego  czarne  oczy  przesunęły  się  po  jej  twarzy.  –  Jesteś  moją 

duszą,  Saro,  moim  istnieniem.  Wiem,  jak  to  jest  być  samotnym.  Żyłem  przez  wieki 
bez  domu  i  rodziny.  Nie  będąc  kompletnym,  bez  najlepszej  części  mnie.  Nigdy  nie 
chciałbym być z dala od ciebie. – Złapał jej twarz w swoje dłonie. – Spójrz na mnie, 
Saro.  Jesteś  moim  światem.  I  nie  zdecydowałbym  się  istnieć  na  tym  świecie  bez 
ciebie.  Uwierz  we  mnie.  –  Pochylił  głowę,  aby  połączyć  swoje  usta  z  jej,  ziemia 
zakołysała się pod nimi. 

Sara  nie  miał  pojęcia,  w  jaki  sposób  znaleźli  się  w  sypialni.  Była  niewyraźnie 

ś

wiadoma  przyciśnięcia  do  ściany,  dzikiego  tanga  uzależniających  pocałunków, 

gorącej  skóry  i  badających  rąk,  przemieszczania  się  w  miejscu,  dopóki  pocieszyciel 
nie  przycisnął  się  do  jej  nagiego  ciała,  jej  skóra  była  tak  wrażliwa,  że  sapnęła  z 
pilności własnych potrzeb. 

Jego  usta  pozostawiły  jej  usta,  aby  prześledzić  ścieżkę  przez    całe  jej  ciało, 

nabrzmiałe  piersi,  brzuch,  jego  język  śledził  ogień  jej  pobudzenia.  Rękoma  rozsunął 
jej  uda,  trzymał  ją  mocno,  gdy  jej  ciało  eksplodowało,  rozpadło  się  od  pierwszej 
głaszczącej pieszczoty jego języka. 

Sara  krzyknęła,  ręce  zanurzyła  w  bogactwie  jego  grubych,  długich  włosów. 

Wiła  się  pod  nim,  jej  ciało  falowało  we  wtórnych  wstrząsach.  –  Falcon.  –  Jego  imię 
wydyszała w szeptanej prośbie. 

- Chcę, żebyś była dla mnie gotowa, Saro – powiedział, jego oddech ogrzewał 

ją, jego język wciąż ją smakował, głaskał, pieścił, drażnił, aż krzyczała raz za razem, 
biodrami bezradnie zakreślając do niego łuk. 

Nakrył jej ciało swoim, skóra do skóry, jego silne mięśnie docisnęły się mocno 

do  jej  miękkiego  ciała  tak,  że  pasowali  do  siebie  idealnie.  Falcon  był  z  nią  ostrożny, 
pomimo rosnącej w nim dzikości. Patrzył jej w twarz, gdy zaczął naciskać na wnętrze 
jej ciała. Była gorąca, aksamitnie miękka, ciasna pochwa witała go w domu. Nigdy nie 
wyobrażał sobie takich doznań, czysta przyjemność chwytająca każdą komórkę, każdy 
nerw.  W stanie  podwyższonej świadomości,  w którym się znajdował, jego ciało było 
wrażliwe na każdy jej dreszcz, na każde zaciśnięcie jej mięśni, każdy dotyk jej palców. 
Jej oddech – tylko jej oddech dawał mu przyjemność. 

Pchnął  głębiej,  aż  jej  oddech  przyszedł  w  sapanie.  Aż  jej  ciało  owinęło  się 

ciasno wokół niego. Aż jej paznokcie wczepiły się w jego w plecy. Była tak miękka i 
przyjemna.  Zaczął  się  poruszać,  falując  naprzód,  patrząc  jej  w  twarz,  obserwując 
utratę  kontroli,  rosnące  w  nim  poczucie  dzikości,  rozkoszując  się  zdolnością 
sprawiania  jej  przyjemności.  Nacierał  mocniej,  głębiej,  raz  po  raz,  obserwując  jak 
wychodzi  mu  na  spotkanie,  uderzenie  za  uderzaniem.  Jej  piersi  nabrały  lekkiego 
połysku, kuszące, ponętne, soczyste zaproszenie.  

Falcon pochylił do niej głowę, jego ciemne włosy ślizgały się po jej skórze tak, 

ż

e zadrżała z przyjemności, tak, że krzyknęła z nieoczekiwanego wstrząsu, z kolejnego 

orgazmu, silnego i szaleńczego. 

Sara poznała moment, w którym jego usta dotknęły jej skóry. Parzył jej skórę. 

Wiedziała,  co  zrobi,  a  jej  ciało  napięło  się  w  oczekiwaniu.  Chciała  go  dziko  i  poza 
kontrolą.  Językiem  odnalazł  jej  sutek,  ssąc  lekko.  Jego  usta  były  gorące  i  chciwe, 

background image

Dark Dream – Christine Feehan  

 

 

T

T

T

Tłumaczenie:

umaczenie:

umaczenie:

umaczenie:    widmo14

widmo14

widmo14

widmo14    

    

4 | 

S t r o n a  

 

usłyszała siebie, jak wydyszała jego imię. Trzymała go przy sobie, wygięła ciało w łuk 
oferując mu piersi, jej biodra poruszały się rytmicznie z jego. 

Jego  usta  przesunęły  się  do  wypukłości  jej  piersi,  tuż  nad  sercem,  jego  zęby 

delikatnie  drapały,  podszczypywały,    język  wirował.  Sara  pomyślała,  że  może 
wybuchnąć na milion kawałków. Jej ciało było tak gorące i ciasne, i obolałe. 

-  Falcon…  –  wyszeptała  jego  imię,  prośbę,  potrzebę  spełnienia  jego  każdego 

pragnienia. 

Jego  ręce  zacisnęły  się  na  jej  biodrach,  a  on  zatopił  się  w  głąb  jej  ciała  i 

wewnątrz jej umysłu, jego zęby zatonęły w jej skórze tak, że rozżarzony biały piorun 
uderzył przez nią, przez niego, aż pochłonął ją ogień. Pochłonęła to. Tuliła jego głowę, 
a  jej  ciało  falowało  z  przyjemności,  wciąż  i  wciąż,  aż  pomyślała,  że  może  od  tego 
umrzeć. Nieskończenie. Bez końca, raz za razem. 

Jego  język  wirował  lekko  nad  niewielkimi  wrażliwymi  punkcikami.  Zadrżał, 

jego umysł zamgliła namiętność  i potrzeba.  Wyszeptał  cicho polecenie, gdy  podniósł 
jej  głowę,  kusząc  swoją  klatką  piersiową.  Falcon  czuł  jak  usta  Sary  przesuwały  się 
przy jego skórze. Jego ciało naprężyło się, ostrze bolesnej przyjemności prawie nie do 
zniesienia. Gdy Sara pewnie złapała się w jego oczarowanie, oddał się, nakłaniając ją, 
aby wzięła wystarczającą ilość krwi do prawdziwej wymiany. Jego ciało było twarde i 
gorące,  i  bolące  z  potrzeby  ulżenia,  z  potrzeby  ekstazy  w  całkowitym  spełnieniu. 
Zamknął  rany  na  swojej  klatce  piersiowej  i  wziął  w  posiadanie  jej  usta,  kiedy 
przebudził ją z przymusu. 

A  potem  zafalował  w  niej  dziko  i  poza  kontrolą,  biorąc  ich  bliżej  i  bliżej 

krawędzi wspaniałej przepaści. Sara przylgnęła do niego, jej miękkie ciało wychodziło 
mu na spotkanie w szalonym powitaniu. Falcon podniósł głowę, żeby na nią spojrzeć, 
pragnąc  zobaczyć  miłość  w  jej  oczach,  powitanie,  intensywną  potrzebę  jego.  Tylko 
jego.  Nikogo  innego.  Było  to  tam,  podobnie  jak  wtedy,  kiedy  po  raz  pierwszy  go 
rozpoznała.  To  było  w  głębi  jej  duszy,  przeświecając  przez  oczy  żeby  mógł  to 
zobaczyć. Sara należała do niego. A on należał do niej. 

Ogień  przepłynął  przez  niego,  przez  nią.  Cienki  błyszczący  pot  pokrył  ich 

skórę.  Jego  ręce  odnalazły  jej  i  ruszyli  razem,  szybko  i  mocno,  i  nieprawdopodobnie 
czule.  Poczuła,  gdy  się  w  niej  powiększył,  widziała  jego  szkliste  oczy,  a  jej  własne 
ciało napięło się, mięśnie zacisnęły i zafalowały z życiem. Jego imię zatrzymało się w 
jej gardle, jego oddech opuścił płuca, gdy pomknęli razem na krawędź. 

Leżeli  dłuższą  chwilę,  trzymając  się  wzajemnie,  ich  ciała  były  ze  sobą 

splecione,  skóra  przy  skórze,  jego  udo  nad  jej,  pomiędzy  jej  udami,  jego  usta  i  ręce 
wciąż badające. Sara tuliła go do siebie, ze łzami w oczach, nie dowierzając, że był w 
jej ramionach, w jej ciele, będąc jednym. Nigdy nie będzie samotna. Wypełnił jej serce 
i  umysł  tak,  jak  wypełnił  ciało.  –  Pasujemy  do  siebie  –  mruknął  cicho.  –  Idealnie 
pasujemy. 

-  Wiedziałeś,  że  tak  będzie?  Tak  wspaniale?  –  Poruszył  się,  wstając  z  łóżka  i 

unosząc ją ze sobą, biorąc ją pod prysznic. Gdy woda spływała po nich, zlizał wodę z 
jej  gardła,  podążając  ścieżką  kilku  kropli  wzdłuż  jej  żeber.  Sara  odwzajemniła  się 
smakując  jego  skórę,  spijając  krople  wody  podążające  cicho  wzdłuż  jego  płaskiego, 
twardego  brzucha.  Jej  usta  były  gorące  i  napięte,  tak  że  musiał  mieć  ją  ponownie.  I 

background image

Dark Dream – Christine Feehan  

 

 

T

T

T

Tłumaczenie:

umaczenie:

umaczenie:

umaczenie:    widmo14

widmo14

widmo14

widmo14    

    

5 | 

S t r o n a  

 

jeszcze  raz.  Wziął  ją  tam,  pod  prysznicem.  Zrobili  to  w  pobliżu  małego  kredensu, 
gdzie jego wzrok napotkał widok na jej pupę zbyt  doskonałą by  ją  zignorować. Była 
chłonna,  tak  gorąca  i  tak  potrzebująca  Falcona,  nigdy  nie  chcą,  aby  noc  dobiegła 
końca. 

Wczesne poranne światło sączyło się przez zasunięte zasłony. Leżeli razem na 

łóżku,  rozmawiali  ze  sobą,  obejmując  się  rękoma  i  muskając  ustami  w  pieszczocie 
pomiędzy  słowami.  Sara  nie  mogła  sobie  przypomnieć,  kiedy  śmiała  się  tak  bardzo; 
Falcon  nie  wiedział,  że  wie  jak  się  śmiać.  W  końcu  niechętnie,  nachylił  się,  żeby  ją 
pocałować. 

- Musisz iść, jeśli  masz zamiar to zrobić, Saro. Chcę cię  wysoko w Karpatach 

przed zapadnięciem zmroku. Wstanę i przyjdę prosto do ciebie. 

Sara zsunęła się z łóżka, aby stanąć obok popiersia, które zrobiła tak wiele lat 

temu. Nie chciała go opuścić. Chciała pozostać skulona obok niego do końca jej życia. 

Falcon  nie  potrzebował  czytać  w  umyśle,  żeby  poznać  jej  myśli;  były  one 

wyraźne  na  jej  przeźroczystej  twarzy.  Z  jakiegoś  powodu,  jej  obawy  ułatwiły  mu 
wyrażenie  zgody  na  zrealizowanie  jej  planów.  Wstał,  jego  ciało  stłoczyło  się  blisko 
niej.  Potrzebował  snu,  potrzebował  zejść  pod  ziemię  i  w  pełni  się  wyleczyć. 
Najbardziej potrzebował być z Sarą. 

-  Obawiam  się,  że  jeśli  odejdę,  mogę  nigdy  nie  dostać  dzieci.  Urzędnicy  są 

zaniepokojeni, ponieważ prosiłam o całą siódemkę, a tam nie ma zapisów. – 
Loki Sary skręciły się razem we wzburzeniu. 

-  Michaił  będzie  w  stanie  pozbyć  się  dla  nas  biurokracji.  Ma  wiele  firm  w  tej 

okolicy i jest dobrze znany. – Falcon poprowadził jej palce do ciepła swoich ust, by ją 
uspokoić.  –  Przez  wiele  lat  nie  byłem  w  swojej  ojczyźnie,  ale  jestem  dobrze 
zorientowany we wszystkim, co się tam dzieje. On będzie w stanie nam pomóc. 

-  Skąd  tyle  wiesz,  skoro  jesteś  tak  daleko?  –  Sara  nie  była  gotowa  całkowicie 

zaufać obcemu, z czymś tak ważnym jak dzieci. 

Uśmiechnął  się i wplątał palce w jej włosy. – Karpaccy ludzie porozumiewają 

się zwykle drogą mentalną. Słyszę, kiedy myśliwi odchodzą całkowicie do ziemi albo 
miała  miejsce  jakaś  tragedia.  Słyszałem,  kiedy  nasz  Książę  prawie  stracił  swoją 
partnerkę  życiową.  Nie  raz,  ale  dwukrotnie.  Słyszałem,  kiedy  stracił  brata,  a  potem 
jego brat do niego powrócił. Michaił ci pomoże. Gdy dotrzesz na miejsce, on znajdzie 
cię  wieczorem  i  będziesz  pod  jego  ochroną.  Wstanę  najszybciej  jak  to  możliwe  i 
przybędę  prosto  do  ciebie.  On  pomoże  nam  znaleźć  dobre  miejsce  na  nasz  dom. 
Będzie w jego pobliżu oraz w obszarze obronnym wszystkich Karpatian. Oznaczyłem 
dla ciebie szlaki w górach. – Falcon pochylił głowę do jej kuszących piersi, jego język 
owinął  napięty,  różowy  szczyt.  Jego  włosy  prześlizgnęły  się  po  jej  skórze  tak,  jak 
jedwab. – Musisz być bardzo ostrożna, Saro. Nie możesz myśleć, że jesteś bezpieczna, 
ponieważ  jest  dzień.  Nieumarli  są  zamknięci  w  ziemi,  ale  są  w  stanie  kontrolować 
swoich sługusów. Ten wampir jest starożytny i bardzo potężny. 

Jej ciało zapłonęła, tak po prostu, ciekłe płomienie pędziły przez jej krwiobieg. 

– Będę więcej niż ostrożna, Falcon. Widziałam, co on robi. Nie zamierzam zrobić nic 
głupiego.  Nie  musisz  się  martwić.  Po  tym,  jak  skontaktuję  się  z  przyjaciółmi  i 
zadzwonię  do  mojego  prawnika,  udam  się  prosto  w  góry.  Znajdę  twoich  ludzi  – 

background image

Dark Dream – Christine Feehan  

 

 

T

T

T

Tłumaczenie:

umaczenie:

umaczenie:

umaczenie:    widmo14

widmo14

widmo14

widmo14    

    

6 | 

S t r o n a  

 

zapewniła. Jej serce biło trochę zbyt szybko na tę myśl i wiedziała, że to usłyszał. Jej 
własny  słuch  był  znacznie  bardziej  wrażliwy  niż  wcześniej,  a  myśl  o  jedzeniu 
sprawiała,  że  czuła  się  trochę  chora.  Już  się  zmieniała,  a  pomysł  rozdzielenia  z 
Falconem był przerażający. Sara uniosła podbródek z determinacją i błysnęła do niego 
uspokajającym uśmiechem. – Kiedy wszystko załatwię, wyruszę w drogę. – Jej palce 
ciągle  przesuwały  się  po  popiersiu  głowy  Falcona,  podążając  z  miłością  po  rowkach 
oznaczających fale we włosach. 

Obserwował  ją,  wiedząc,  że  posąg  był  jej  pociechą  w  poprzednich  latach, 

Falcon poczuł, że jego serce się wywróciło. Przygarnął ją blisko siebie, jego dotyk był 
zaborczy,  czuły,  tak  kochający,  jak  tylko  mógł  go  uczynić.  –  Nie  będziesz  samotna, 
Saro. Będę uważał na twoje wołanie, nawet w mojej najbardziej bezbronnej godzinie. 
Twój umysł powinien zacząć spłatać ci figle, mówiąc, że nie żyję dla ciebie, zawołaj 
mnie, a ja odpowiem. 

Sara ukształtowała swoje ciało do jego, wtulając się w niego, trzymając go tak 

blisko, że czuł się prawdziwy, silny i bardzo pewny. – Czasami myślę, że może śniłam 
o  tobie  za  długo  i  mam  halucynacje,  że  cię  wymyśliłam  i  w  każdej  chwili  możesz 
zniknąć – wyznała cicho. 

Jego ramiona zacisnęły się, aż niemal ją zmiażdżył przy sobie, lecz była wielka 

czułość w sposobie w jaki ją trzymał. – Nigdy nie ośmieliłem się marzyć, nawet mieć 
nadzieję.  Zaakceptowałem  moją  jałową  egzystencję.  To  był  jedyny  sposób  na 
przetrwanie  i  na  spełnienie  mojego  obowiązku  z  honorem.  Nigdy  nie  zamierzam  cię 
opuścić, Saro. – Nie powiedział jej, że był przerażony na myśl, że zejdzie pod ziemię, 
gdy  ona  znajdzie  się  w  obliczu  zagrożenia  na  powierzchni.  Była  silną  kobietą  i 
przetrwała  długi,  śmiertelny  pojedynek  z  wampirem  całkowicie  na  własną  rękę.  Nie 
mógł  znaleźć  tego  w  sobie,  aby  nalegać,  żeby  załatwiła  sprawy  jego  sposobem, 
zwyczajnie dla jego komfortu. 

Sara  dotknęła  jego  umysłu,  mogła  odczytać  jego  myśli,  intensywność  jego 

obawy  o  jej  bezpieczeństwo.  Fala  miłości  przetoczyła  się  przez  nią.  Odwróciła  do 
niego twarz, łapczywie szukając ust, chcąc przedłużyć swój czas z nim. Jego usta były 
gorące i dominujące, głodne jak jej. Wymagające. Gwałtownie jej żądające. Pocałował 
jej  podbródek,  gardło,  ponownie  odnalazł  jej  usta,  pożerając  ją  tak,  jakby  nigdy  nie 
miał dość. Była nerwowość w jego obecnym pocałunku, ból. Potrzeba. 

Noga  Sary  wślizgnęła  się  na  jego  nogę,  owijając  się  wokół  jego  bioder. 

Docisnęła  się  do  twardej  kolumny  jego  uda,  ocierając  się  o  niego,  tak  że  czuł  jej 
zaproszenie, własne żądanie, gorące i mokre, i pulsujące z pilności. 

Falcon  łatwo  wziął  ją  na  ręce,  a  ona  owinęła  obie  nogi  wokół  jego  pasa.  Z 

rękoma  na  jego  ramionach,  z  głową  odrzuconą  do  tyłu,  opuściła  swoje  ciało  na  jego 
grupą  twardość.  Nacisnął  na  jej  wilgotne  wejście,  sprawiając,  że  sapnęła,  krzyczała, 
gdy  powoli,  cal  po  calu,  wypełnił  ją  całkowicie.  Sara  odrzuciła  głowę  do  tyłu, 
zamknęła  oczy,  gdy  zaczęła  go  ujeżdżać,  zatracając  się  całkowicie  w  mrocznej 
namiętności  Falcona.  Zajmowali  swój  czas  długim,  powolnym  tangiem  płomiennego 
gorąca,  bez  końca,  tak  długo,  jak  się  ośmielili.  Byli  w  doskonałej  harmonii,  czytając 
wzajemnie  myśli,  poruszając  się,  dopasowując,  oddając  się  całkowicie,  jedno 
drugiemu. Kiedy byli już wyczerpani, oparli się o ścianę, trzymając się wzajemnie, ich 

background image

Dark Dream – Christine Feehan  

 

 

T

T

T

Tłumaczenie:

umaczenie:

umaczenie:

umaczenie:    widmo14

widmo14

widmo14

widmo14    

    

7 | 

S t r o n a  

 

serca  biły  w  tym  samym  rytmie,  mieli  łzy  w  oczach.  Głowa  Sary  była  na  jego 
ramieniu, a głową Falcona spoczywała na niej. 

-  Nie  możesz  dopuścić,  żeby  cokolwiek  ci  się  stało,  Saro  –  ostrzegł.  –  Muszę 

już iść. Nie mogę dłużej czekać. Wiesz, że nie mógłbym istnieć bez ciebie. Pamiętasz 
wszystko, co ci powiedziałem? 

- Wszystko. – Sara zacisnęła na nim uścisk. – Wiem, że to szalone, Falcon, ale 

ja  cię  kocham.  Naprawdę.  Zawsze  byłeś  ze  mną,  kiedy  cię  potrzebowałam.  Kocham 
cię. 

Pocałował  ją,  długo  i  czule.  Niewiarygodnie  czule.  –  Jesteś  moją  miłością, 

moim  życiem  –  szepnął  miękko,  a  potem  odszedł.  Sara  pozostała  oparta  o  ścianę, 
przez chwile dociskając palce do ust. Potem przystąpiła do działania. 

Pracowała  szybko,  pakując  parę  ubrań  i  wrzucając  je  do  swojego  plecaka, 

wykonując kilka telefonów, by prosić znajomych, aby trzymali oko na dzieci, dopóki 
nie będzie mogła wrócić. Miała zamiar do nich wrócić jak tylko uporządkuje obszerną 
papierkową  robotę  oraz  stworzy  dla  nich  dom.  Była  w  drodze  w  kierunku  Karpat  w 
ciągu godziny. 

Potrzebowała  ciemnych  okularów  przeciwsłonecznych,  chociaż  dzień  był 

szarobury  ze  złowieszczymi  chmurami  ponad  głową.  Jej  skóra  niepokojąco  zakuła, 
gdy  promienie  słoneczne  przecisnęły  się  przez  gęstą  warstwę  chmur,  dotykając  jej 
ramienia, kiedy prowadziła. Starała się nie myśleć o Falconie zamkniętym głęboko w 
ziemi.  Jej  ciało  było  cudownie  obolałe.  Mogła  poczuć  na  sobie  jego  dotyk,  jego 
posiadanie, a samo myślenie o nim sprawiło, że zrobiło jej się gorąco od wznowionego 
pożądania. Nie mogła dopuścić, aby jej umysł ciągle go szukał. Za każdym razem, gdy 
dotykałaby  pustki,  jej  serce  kurczyłoby  się  boleśnie,  a  ogromnym  wysiłkiem  byłoby 
opanowanie jej dzikiego żalu. Każda komórka w jej ciele domagała się żeby wróciła, 
odnalazła go, upewniła się, że jest bezpieczny. 

Sara  pochylała  brodę  i  jechała  dalej,  godzina  po  godzinie,  zostawiając  miasta 

dla  mniejszych  wsi,  aż  dotarła  do  obszaru  słabo  zaludnionego.  Zatrzymała  się  dwa 
razy  żeby  odpocząć  i  rozprostować  zdrętwiałe  nogi,  ale  kontynuowała  stale,  zawsze 
jadąc w kierunku regionu, który Falcon tak dokładnie dla niej zaznaczył. Była mocno 
skoncentrowana  na  odnalezieniu  głównego  szlaku  w  dzikim  terenie,  że  prawie 
uderzyła w inny pojazd, który wyprzedził ją i zatrąbił. 

Pomknął  obok  niej  na  złamanie  karku,  większa,  dużo  cięższa  ciężarówka  z 

częścią  mieszkalną.  Była  zmuszona  gwałtownie  skręcić  z  wąskiej  ścieżki,  żeby  nie 
zostać  zepchniętą  ze  szlaku.  Pojazd  minął  ją  tak  szybko,  że  niemal  nie  zdążyła 
zobaczyć małych twarzy wpatrując się w nią z okna campingowej skorupy. Prawie nie 
usłyszała krzyków znikających w lesie. 

Sara zamarła, jej umysł odrętwiał z szoku, jej ciało było niemal sparaliżowane. 

Dzieci. Jej małe dzieci, dzieci, którym obiecała bezpieczeństwo i dom. Były w rękach 
marionetki,  upiora.  Chodzącej  śmierci.  Wampir  wziął  człowieka,  zniewolił  go  i 
zaprogramował  stworzenie,  aby  zabrało  jej  dzieci  jako  przynętę.  Powinna  była 
wiedzieć,  powinna  była  się  domyślić,  że  chciałby  je  odnaleźć.  Ruszyła  w  pościg, 
pędząc  wzdłuż  wąskiego,  wyboistego  szlaku,  przylegając  do  kierownicy,  gdy  jej 
ciężarówce groziło rozerwanie. 

background image

Dark Dream – Christine Feehan  

 

 

T

T

T

Tłumaczenie:

umaczenie:

umaczenie:

umaczenie:    widmo14

widmo14

widmo14

widmo14    

    

8 | 

S t r o n a  

 

Dwie  godziny  później  była  kompletnie  i  beznadziejnie  zagubiona.  Upiór  był 

oczywiście  świadom,  że  za  nim  podąża  i  zwyczajnie  kierował  się  tam,  gdzie  pojazd 
nie  powinien  móc  przejechać,  ścigając  się  przez  niebezpieczne  szpilki,  skręcając  i 
roztrzaskując  jego  drogę  przez  roślinność.

 

Sara  próbowała  go  śledzić,  jadąc  na 

złamanie  karku  przez  serię  zakrętów,  koła  podskakiwały  na  nierównych  dziurach  na 
drogach.  Raz  drzewo  leżało  niżej,  bezpośrednio  w  poprzek  jej  drogi,  musiała  wziąć 
ciężarówkę głębiej w las żeby je ominąć. Była pewna, że upiór popchnął drzewo, aby 
zablokowało  jej  pościg,  opóźniło  ją.  Drzewa  były  tak  blisko  siebie,  że  drapały  lakier 
na bokach jej ciężarówki. Nie mogła uwierzyć, że być może zgubiła drugi pojazd; nie 
było  wiele  dróg,  w  które  można  skręcić.  Dwa  razy  próbowała  patrzeć  na  mapę,  na 
siedzeniu  obok  niej,  ale  od  tych  okropnych  podskoków,  nie  można  było  się  skupić. 
Gałęzie drapały przednią szybę; gałązki trzaskały ze złowrogim dźwiękiem. 

Bolały ją ramiona, a serce waliło, Sarze udało się wymanewrować ciężarówką z 

powrotem na niewyraźny szlak, który być może mija drogę. Był bardzo wąski i biegł 
wzdłuż głębokiego, skalistego wąwozu, który wyglądał jak wielka szczelina w ziemi. 
Miejscami,  głazy  były  czarne  i  okaleczone,  jakby  miała  tu  miejsce  wojna.  Gałęzie 
uderzały  w  jej  ciężarówkę,  gdy  pędziła  przez  drzewa  wzdłuż  krętej  drogi.  Będzie 
musiała zjechać na pobocze i sprawdzić mapę, którą dał jej Falcon. 

Jego  imię  od  razu  sprowadziło  studnię  żalu,  strachu,  że  jest  dla  niej  stracony, 

ale Sara próbował odepchnąć fałszywe emocje na bok, wdzięczna,  że przygotował ją 
na  taką  możliwość.  Wezbrał  szloch,  dławiąc  ją;  łzy  zamgliły  jej  wzrok,  ale  otarła  je, 
skręcając zdecydowanie kierownicą, gdy jej ciężarówka prawie odbiła się od drogi ze 
szczególnie głęboką koleiną. 

To  nie  może  się  dziać.  Dzieci,  jej  dzieci  w  rękach  złej  marionetki  wampira. 

Drapieżnego  upiora.  Sara  chciała  kontynuować  jazdę  tak  szybko,  jak  tylko  mogła, 
przerażona, że jeśli się zatrzyma nigdy nie będzie w stanie ich dogonić. Była w pełni 
ś

wiadoma,  że  jest  późne  popołudnie  i  że  upiór  dostarcza  dzieci  wampirowi,  miała 

niewielką nadzieję na ich uratowanie. 

Sara westchnęła cicho i zwolniła ciężarówkę z wielką niechęcią, skierowując ją 

na  pobocze  szlaku.  Stromy  klif  wznosił  się  ostro  po  jej  lewej  stronie.  Powzięła 
ogromną  samodyscyplinę żeby zmusić  się do zatrzymania pojazdu i rozłożenia przed 
sobą mapy. Musiała szukać miejsc, gdzie można było zostawić ciężarówkę, skąd upiór 
mógłby  od  niej  uciec.  Stwierdziła,  że  prawie  dusi  się  od  żalu.  Popchnęła  i  otworzyła 
drzwi,  pozostawiając  pracujący  pojazd,  wyskoczyła  na  zewnątrz,  gdzie  mogła 
wdychać zimne, ostre, świeże powietrze. 

Falcon.  Wyszeptała jego imię. Poszukiwała go. Odrzucając łzy, Sara chwyciła 

mapę  z  siedzenia  i  spojrzała  w  dół  na  wyraźnie  oznakowany  szlak.  Gdzie  upiór 
skręcił? Jak mogła to przeoczyć? Jechała tak szybko jak się odważyła, ale wciąż traciła 
dzieci z oczu. 

Zaatakowało  ją  okropne  odczucie  niepowodzenia.  Rozłożyła  mapę  na  masce 

samochodu  i  spiorunowała  wzrokiem  oznaczenia,  czekając  na  olśnienie,  na  maleńką 
wskazówkę. Jej paznokcie uderzały bębniąc z frustracji w metalową maskę. Wszystko 
wokół  niej  było  szumem  wiatru  uderzającym  przez  drzewa  i  na  zewnątrz  ponad 
klifami w pustą przestrzeń. Ale jakiś szósty zmysł ostrzegł ją, że nie była sama. 

background image

Dark Dream – Christine Feehan  

 

 

T

T

T

Tłumaczenie:

umaczenie:

umaczenie:

umaczenie:    widmo14

widmo14

widmo14

widmo14    

    

9 | 

S t r o n a  

 

Sara  odwróciła  głowę.  Stwór  poruszał  się  ociężale  w  jej  kierunku,  jego  pusty 

wyraz twarzy był wstrętnym przypomnieniem, że nie był już dłużej człowiekiem. Nie 
było w nim żadnego rozumowania, żadnej obrony w nim. Był zaprogramowany przez 
mistrza  sprytu  i  zła.  Wypuściła  swój  oddech  powoli,  ostrożnie,  koncentrując  się  na 
ataku.  Sara  skuliła  się  nisko  w  kłębek  na  swoich  nogach,  jej  umysł  był  jasny  i 
spokojny,  gdy  rzecz  zbliżała  się  do  niej.  Oczy  były  w  niej  utkwione,  palce  zaciskały 
się  i  rozkurczały,  gdy  to  sunęło  na  przód.  Nie  śmiała  dopuścić,  aby  to  dostało  ją  w 
swoje ręce. Jej świat zawęził się do rzeczy zbliżającej się do niej, jej umysł był jasny, 
bo wiedziała, że tak musi być. 

Czekała,  aż  stwór  był  prawie  na  szczycie  zanim  się  poruszyła.  Użyła  swojej 

prędkość,  wirując  w  obrocie,  wytwarzając  siłę  z  jaką  jej  noga  uderzyła,  krawędź  jej 
stopy  trafiła  w  rzepkę  upiora  w  wybuchu  przemocy.  Odskoczyła  daleko,  poza  zasięg 
tych szponiastych rąk. Stwór zawył głośno, rozpryskując ślinę w powietrzu, dużo śliny 
sączyło  się  z  boku  jego  ust.  Oczy  pozostały  martwe  i  skupione  na  niej,  chociaż  jego 
noga wygięła się ze słyszalnym trzaskiem. Nieprawdopodobne, że szarpnął się ku niej, 
ciągnąc niesprawną nogę, ale stale się do niej zbliżając. 

Sara  wiedziała,  że  jego  rzepka  została  połamana,  jednak  podążał  za  nią 

zawzięcie.  Sara  napotkała  takie  coś  wcześniej  i  wiedziała,  że  będzie  ją  gonić,  nawet 
jeśli  miałoby  się  wlec  po  ziemi.  Skierowała  się  bokiem,  okrążając  upiora  z  lewej  w 
próbie pośliźnięcia się za tym. Niepokoiło ją, że nie słyszała dzieci, że żadne z nich nie 
płakało  czy  nie  krzyczało  o  pomoc.  Z  jej  tak  ostrym  słuchem.  Sara  była  pewna,  że 
byłaby  w  stanie  usłyszeć  kwilenie  pochodzące  z  ciężarówki  upiora  ,  ale  była  tam 
złowieszcza cisza. 

Stanęła  na  ziemi,  puszczając  luźno  trzęsące  się  ramiona.  Upiór  zamachnął  się 

na nią swoim długim ramieniem, ta ogromna, przysadzista niby pięść minęła jej twarz, 
gdy  zrobiła  unik  i  trzasnęła  nogą  w  jego  krocze,  a  następnie  prosto  pod  jego 
podbródek. To zawyło, głośnym i szkaradnym dźwiękiem, jego ciało szarpnęło się w 
trakcie ataku, ale to tylko zakołysało się w tył, trzęsąc się przez chwilę. Sara nie miała 
innego wyboru, jak tylko wyśliznąć się z jego zasięgu. 

Była  to  lekcja  czystej  frustracji.  Nieważne,  ile  razy  udało  jej  się  zdobyć 

kopnięcie  lub  uderzenie,  stworzenie  odmawiało  przegrania.  Wył,  ślina  wybuchała  z 
jego ust, ale jego oczy były zawsze takie same, płaskie i puste, i wpatrzone w nią. Był 
jak  bezwzględna  maszyna,  która  nigdy  się  nie  zatrzymała.  W  ostateczności,  Sara 
spróbowała zwabić go w pobliże krawędzi wąwozu, w nadziei, że może go zepchnąć, 
ale zatrzymał się na chwilę, ciężko dysząc, a następnie odwrócił się niespodziewanie i 
poczłapał od niej w gęste zarośla i drzewa. 

Sara  pośpiesznie  wdrapała  się  do  swojej  ciężarówki,  jej  serce  mocno  waliło. 

Ogłuszający  wypadek  sprawił,  że  zakołysała  głową  wokoło.  Ku  jej  przerażeniu, 
cięższy  pojazd  upiora  rozjechał  zarośla,  a  nawet  małe  drzewka,  rycząc  w  lesie  jak 
szarżujący słoń, celując prosto w bok jej ciężarówki. Bardziej odruchowo niż  myśląc 
racjonalnie, jej noga uderzyła mocno w pedał gazu. 

Jej samochód obrócił się na bok, zarzucony, opony obracały się w błocie. Serce 

Sary  prawie  się  zatrzymało,  ponieważ  większy  pojazd  jechał  dalej  prosto  na  nią. 
Mogła  zobaczyć  twarz  kierowcy,  gdy  zamajaczyła  bliżej.  Była  jak  maska,  oczy 

background image

Dark Dream – Christine Feehan  

 

 

T

T

T

Tłumaczenie:

umaczenie:

umaczenie:

umaczenie:    widmo14

widmo14

widmo14

widmo14    

    

10 | 

S t r o n a  

 

martwe i płaskie. U upiora pojawił się ślinotok. Usłyszała krzyki dzieci, przerażonych 
i  samotnych  w  szaleństwie  świata,  bez  nadziei  na  zrozumienie.  Przynajmniej  żyły. 
Obawiała się, że ich poprzednie milczenie oznaczało, że upiór je zamordował. 

Ciężarówka uderzyła w jej bok, wgniatając drzwi i popychając jej pojazd bliżej 

krawędzi stromego wąwozu. Sara wiedziała, że spadnie w dół rozpadającego się klifu. 
Jej mała ciężarówka ześlizgiwała się, metal zgrzytał, dzieci krzyczały, hałas atakował 
jej  wrażliwe  uszy.  Naszedł  ją  dziwny  spokój,  poczucie  nieuniknionego.  Jej  palce  nie 
puściły  kierownicy,  lecz  nie  mogła  kierować,  nie  mogła  zapobiec  zsuwaniu  się 
ciężarówki cal po calu, stopa po stopie w kierunku krawędzi klifu. 

Dwa koła przesunęły się poza krawędź, ciężarówka przechyliła się szaleńczo, a 

potem  spadała,  koziołkując  w  powietrzu,  roztrzaskując  w  wąwozie,  osuwając  się  i 
tocząc.    Pas  bezpieczeństwa  zacisnął  się,  mocno  szarpiąc,  wgryzając  się  w  jej  ciało, 
zwiększając otępiający ból. Falcon. Jego imię było cichym westchnieniem żalu w jej 
umyśle. Prośbą o przebaczenie. 

Falcon  został  wyrwany  ze  swojej  drzemki,  jego  serce  waliło,  jego  klatka 

piersiowa  niemal  została  zgnieciona  w  uduszeniu.  Był  daleko  od  Sary,  nie  był  już  w 
stanie  jej  pomóc.  Może  zbudować  potworną  burzę,  żeby  ochronić  swoje  oczy,  aby 
mógł  wstać  wcześniej,  ale  wciąż  nie  dotrze  do  niej  na  czas.  Sara.  Jego  życie.  Jego 
serce  i  dusza.  Wypełnił  go  terror.  Chwycił  go  jak  przygniatający  ciężar.  Sara.  Jego 
Sara, z jej odwagą i jej zdolnością do miłości. 

Była  już  w  Karpatach,  złapała  się  w  pułapkę,  którą  zastawił  dla  niej  wampir. 

Nie miał wyboru. Każdy z Karpackiej krwi może usłyszeć, w tym także nieumarły. To 
było niebezpieczne, ryzykowne. Falcon był starożytnym uznanym za zmarłego. Nigdy 
nie zdeklarował lojalności wobec nowego Księcia, a on może nie uwierzyć, ale to była 
jedyna szansa dla Sary. 

Falcon  przywołał swoje siły  i wysłał  swoje  wezwanie. Usłyszcie  mnie, bracia. 

Moja życiowa partnerka została zaatakowana w górach niedaleko was. Musicie udać 
się  do  niej  szybko  z  pomocą,  ponieważ  ja  jestem  od  niej  za  daleko.  Poluje  na  nią 
starożytny  wróg,  który  posłał  swoje  kukiełki  by  ją  zdobyć.  Wstańcie  i  idźcie  do  niej! 
Alarmuję wszystkich, którzy mnie słyszą, jestem Falcon, Karpatianin starożytnej krwi i 
będę czuwał nad jej bezpieczeństwem.