background image

 

 

 

 

background image

 

 
1923 
HULEWICZ I PASKOWSKI 
Warszawa Krucza 42 
MCMXXIII 
 
Pietro Aretino 
 
Jak Nanna córeczkę swą Pippę na kurtyzanę kształciła 
„RAGIONAMENTI CAPRICIOSI E PIACEVOLI” 
 
TŁOMACZYŁ Z WŁOSKIEGO, PRZEDMOWĄ I OBJAŚNIENIAMI OPATRZYŁ DR. 

EDWARD BOYE 

HULEWICZ I PASZKOWSKI. WARSZAWA. KRUCZA 42 
TŁOMACZENIA DOKONANO Z WYDANIA RAGIONAMENTI Z R. 1584 
 
Wersja cyfrowa w oparciu o wydanie z 1923 roku (z zachowaniem języka, zasad gramatyki 

oraz wiekszości błędów) cranky` digital quality 

 
 

background image

 

 

PRZEDMOWA TŁOMACZA 

 
Karnawałowa pieśń Wawrzyńca Medyceusza: 
 

Quanto e bella giovinezza, 

Ma si iugge tuttavia! 
Chi vuol esser lieto, sia! 
Di doman non c'e certezza.

1

 

 
była  na  ustach  całego  Rzymu.  Stolica  świata  szalała,  pławiła  się  w  nieskończonych 

uciechach, stając się niedoścignionym wzorem rozpusty dla reszty Włoch i dla całego świata. 

Po  Juljuszu  II,  tym  hartownym  mężu  włoskiego  quattrocenta,  po  okresie  nieustannych 

wojen,  nastała  epoka  słodkiego  spokoju  i  rozkwitu  sztuk,  przypominająca  złote  czasy 
rzymskiego  Augusta.  Na  stolicy  Piotrowej  zasiadł  .papież-schyłkowiec,  papież-dekadent, 
upatrujący jedyny sens i cel życia w wygodnym, estetycznym sybarytyźmie... 

 

„Curis animique doloribus quacunque ratione aditum intercludere“ 

 
słało się dewizą papieża, a ulubiony błazen nadworny, fra Mariano, dodawał później: 
 

„Viviamo babbo santo perche tutt’altra cosa e burla.”

2

 

 
Filozofja odumierającej epoki wcieliła się w horacjuszowskie „carpe diem”, a ludzie zaczęli 

przemieniać życie na nieustanny  karnawał.  Nic to, że polityka zniewieściałego Medyceusza, 
rządy  kamarylli  florenckiej,  symonje,  zepsucie  hierarchji  i  marnotrawstwa  pchały  papiestwo 
ku  przepaści,  nic  to,  że  na  dalekiej  północy  rozlegał  się  stuk  luterskiego  młotka,  a  z  mroku 
przyszłości  wyłaniał  się  straszny  dramat,  tragedja  ostatniego  Medyceusza  na  zamku  Św. 
Anioła  —  Rzym  szalał,  a  festyny,  uczty,  bankiety  i  polowania  szły  jednym  ciągiem,  biorąc 
przykład  z  papieskiego,  ześwieczczonego  dworu!  „Złoty  wiek”  Leona  okazał  się  przejściem 
do epoki rozkładu, do ponurych lat kontrreformacji. 

Zaraz  po  conclave  z  roku  1511  zaczęli  tłumnie  napływać  do  Rzymu  literaci,  malarze, 

rzeźbiarze i muzycy, nęceni słuchami o legendarnej wprost hojności papieża, pragnący nagród 
brzęczących za swe trudy i prace. 

Ale  Leon  X,  jakkolwiek  wszechstronnie  wykształcony,  nie  miał  nigdy  głębszych 

zainteresowań,  w  sztuce,  jak  i  w  życiu  rządził  się  sympatjami  i  antypatjami,  a  wielkie  jego 
zamysły  i  plany  pozostawały  zawsze  tylko  projektami.  Przytem  niedorzeczności  błaznów 
cieszyły  ojca  św.  bardziej,  niż  rozum  uczonych.  Na  dworze  papieskim  obok 
najwybitniejszych  ludzi  schyłkowego  Renesansu  poczesne  miejsce  zajmuje  trefniś  fra 
Mariano,  Serapica  i  archipoeci  błazeńscy,  w  rodzaju  Kamilla  Querno,  lub  innych.  Wszystko 
to  zniechęcało  oczywiście  humanistów  do  papieża,  którzy  po  paru  latach  zaczęli  Rzym 
opuszczać, aby na innych dworach szukać gościny i środków do życia. 

Na  razie  jednak,  w  pierwszych  latach  pontyfikatu,  dwór  Medyceusza  błyszczy  od  gwiazd 

umysłowości współczesnych. 

                                                 

1

 „Jakżeż piękna jest młodość, a jednak przemija! 

Kto chce być wesoły niechaj będzie, 
Albowiem jutro jest niepewne!” 

2

 Żyjmy ojcze święty, ponieważ wszystko inne jest fraszką! 

background image

 

Obok  Bibbieny,  Pietra  Bembo,  Jakóba  Sadoleto,  Pomponazza,  przebywał  tam  stale,  lub 

czasowo  Rafael,  Bramante,  Giuliano  da  Sangello,  poeci:  Trissino  Rucelai,  Teobaldeo, 
Bernardo Acolti, Brandolini i największy z nich wszystkich Ariosto. 

Zaiste! Wydawaćby się mogło, że nie kłamał epigramat przybity na torsie Pasquina

3

 w roku 

1516: 

 

„Spieszcie do Rzymu poeci, ze wszystkich świata zakątków, 

Bowiem w Stolicy Piotrowej, Leon — bóg ziemski panuje, 
Artystów bierze w obronę, bogate dary im rzuca, 
Zaprawdę, dziś dla Parnasu szczęśliwe lata nastały!” 

 
W  roku  1517  na  świetny  dwór  Leonowy  przybywa  pieszo  z  Perugii  młody  malarz,  Pietro 

Aretino.  Nikt  go  Jeszcze  wówczas  nie  znał,  nie  przypuszczał,  ze  ma  przed  sobą  godnego 
następcą  paszkwilisty  Poggia,  ojca  nowoczesnego  dziennikarstwa,  „bicza  książąt“,  przed 
którym  będą  się  kłoniły  kornie  ukoronowane  głowy  Europy.  Gruba  sieć  legend,  kłamstw, 
oszczerstw i nadmiernych pochwał powstała wokół jego osoby. 

W  świetle  prawdy  historycznej  rzeczy  przedstawiają  się  w  sposób  następujący:  Pietro 

urodził się w Arezzo w dniu 19 kwietnia 1492 roku. Matką jego była Tita, kobieta uczciwa i 
bardzo dobra, ojcem szewc Luka, którego nazwisko jest nieznane, ponieważ poeta, wstydząc 
się swego pochodzenia, nazwał się poprostu od miejsca urodzenia — Aretino! Pietro otrzymał 
bardzo  mierne  wykształcenie,  wcześnie  opuścił  Arezzo  i  udał  się  do  Perugii,  którą  nazywa 
ogrodem,  „gdzie  kwitnęły  jego  młode  lata”.  Tutaj  oprawiał  książki  i  zajmował  się 
malarstwem, a po przeczytaniu sonetów Antonia Mezzabarba zaczął też próbować sił na polu 
literackiem.  Jako  przyczyną  opuszczenia  Perugii,  legenda  podaje  oburzenie,  jakie  wywołał 
Aretino,  malując  św.  Magdalenę  z  lutnią  w  ręku,  wyciągającą  ramiona  do  Zbawiciela.  W 
1512  roku  wydaje  Aretino  w  Wenecji  zbiór  sonetów,  ale  właściwa  jego  kar  jera  literacka 
zaczyna się dopiero po przybyciu do Rzymu. 

Bogaty  bankier,  Aqostino  Chiqi  staje  się  mecenasem  Pietra  i  poleca  go  Leonowi  X. 

Wesołemu  dworowi  papieskiemu  bardzo  przypadł  do  gustu  młody  malarz  odznaczający  się 
niepospolitym  dowcipem  i  wrodzoną  żyłką  satyryczną.  Towarzystwo  rzymskie  zaczyna  się 
bać  złośliwego  pisarza,  kardynałowie,  artyści  i  monsignorowie  zabiegają  o  jego  względy  i 
przyjaźń.  Pa  śmierci  Leona  X,  Aretino  znajduje  opiekuna  w  kardynale  Giulio  Medici, 
późniejszym  Klemensie  VII.  W  czasie  conclave  i  po  wyborze  Hadrjana,  satyry  Aretina, 
przyklejane  na  torsie  Pasquina,  rozsławiają  imię  autora  na  całym  półwyspie.  Obawiając  się 
„znienawidzonego cudzoziemca” Pietro wraz z Medycyuszem opuszcza Rzym, udając się do 
Florencji.  W  1523  roku  kardynał  Giulio  użycza  Aretina  markizowi  mantuańskiemu, 
Fryderykowi II, dowódcy wojsk papieskich. Pośrednikiem między Medyceuszem, a księciem 
staje  się  Baldassare  Castiglione;  Aretino  przybywał  na  dwór  mantuański  pod  auspicjami 
wytwornego  autora  „Dworzanina”.  Protektor  i  protegowany  stanowili  niebywały  wprost 
kontrast. Castiglione, rycerz-poeta, wykwintny literat, należący duchem do poprzedniej epoki 
Renesansu,  hrabia  na  Nuvillarze,  poleca  księciu  w  gorących  słowach  plebejusza,  korsarza  i 

                                                 

3

 Na Piazza Nouana w Rzymie znajdowała się bardzo zniszczona rzeźba starożytna, przedstawiająca Menelausa 

z ciałem Patrokla. Pewien humanista wpadł na pomysł, aby na torsie marmurowym przyklejać rymy studentów, 
oraz wiersze własne. Z biegiem lat messer Pasquino stał się wykładnikiem ludowego humoru. O złośliwości jego 
języka najlepiej świadczy historja następująca: 
Papież  Sykstus  V  pochodził  z  ubogiej  rodziny  z  miasteczka  Montalto;  jego  rodzona  siostra,  Kamilla  była  za 
młodu  praczką.  Zostawszy  papieżem,  Sykstus  uczynił  Kamille  księżniczką  rzymską.  W  parę  dni  po  nominacji 
zdziwiony lud ujrzał Pasquino, ubranego  w strasznie brudną koszule. Posąg Morforia zapytuje: Jakieś ty śmiał 
bracie Pasquino ukazywać się na placu rzymskim w tak nieprzystojnej szacie? A Pasquino odpowiada: „Odkąd 
Kamilla została księżniczką, niema mi kto uprać bielizny”. 

background image

 

awanturnika literackiego — Aretina. Aby pojąć ogrom przepaści, leżącej między tymi dwoma 
ludźmi, dość przeczytać po „Cortegiano”, „Ragionamento delle Corti”. 

Tam przemawiają do nas ludzie subtelni, wyrafinowani, dbali o wszystkie ozdoby umysłu i 

obyczajów,  tutaj  widzimy  przedpokój,  trzęsący  się  od  plotek,  sprośnych  opowiadań  i 
prostackich wymysłów! 

W  Mantui  wschodzi  gwiazda  Aretina.  Zyskuje  on  rozgłos  jako  namiętny  wróg  papieża 

Hardjana, ogólnie znienawidzonego we Włoszech. 

W  listopadzie  1524  conclave  wybiera  papieżem  Klemensa  VII;  Pietro  wróciwszy  do 

Rzymu,  staje  się  osobistością  wybitną  i  wpływową.  Oddaje  cenne  usługi  Fryderykowi 
Gonzaga, szczególnie w dziedzinie tranzakcji artystycznych. („Rafaelowski portret Leona X, 
kopja  Laokoona,  zrobiona  przez  Sansovina  i  jakiś  biust  antyczny),  pisze  swoje  satyryczne 
kalendarze,  odpowiadające  prognostykom  pantagruelskim”  —  Rabelais’a,  miesza  się  w 
intrygę partji dworskich i ściągnąwszy na siebie gniew dotarjusza apostolskiego, Giammatteo 
Giberti,  musi  na  krótki  czas  Rzym  opuścić.  W  tym  mniej  więcej  czasie  pojawiają  się 
wszeteczne rysunki Giulia Romano, sztychowane przez Morcantia Rajmondi. Aretino dorabia 
do nich tekst „22 sonety rozpustne”. 

Ponieważ  jednak  sztycharz  za  obrazę  moralności  został  wtrącony  do  więzienia,  więc  nasz 

Pietro  „nie  obawiający  się  nigdy  niczego,  krom  niebezpieczeństwa”  nie  chciał  się  w  tak 
gorącej chwili popisywać z płodami swego natchnienia. W sierpniu 1524 Aretino przebywa w 
Arezzo, skąd koresponduje z Giovanni delle Bande nere, ale juz 13 listopada jest w Rzymie z 
powrotem.  Klemens  VII  powraca  poetę  do  łask,  markiz  mantuański  nazywa  go  swoim 
„carissimo  amico”,  wszystko  jest  na  najlepszej  drodze,  lecz  wiersze,  przybite  na  torsie 
Pasquina  w  dniu  św.  Marka  wzbudzają  ku  pisarzowi  powrotną  falą  nienawiści,  Któregoś 
wieczoru,  podczas  przejażdżki  na  ulicach  Rzymu,  otrzymuje  Aretino  dwa  pchnięcia 
sztyletem. Napadu dokonał niejaki Achilles delta Volta, lecz głównym promotorem zamachu 
był nielitościwy wyszydzany przez Pietra, Giommatteo Giberti. 

Papież  kazał  uczynić  śledztwo  i  parę  osób  zaaresztować.  Aretino  tem  się  jednak  nie 

zadowolnił,  a  widząc,  iż  w  Rzymie  nie  będzie  mógł  odegrać  roli,  o  jakiej  marzył,  opuścił 
dwór  papieski  i  szkalował  go  odtąd  ciągle,  jako  gniazdo  najgorszej  rozpusty  i  zgnilizny. 
„Siedem lat straciłem nadarmo służąc papieżom z rodu Medyceuszów”, spowiada się później 
w  jednym  z  listów,  zawiedziony  w  swoich  nadziejach  autor  „Ragionamenti”.  Aretino  szuka 
bezpieczeństwa  u  boku  kondotiera,  Giovanni  delle  Bande  nere,  bastarda  Medyceuszów. 
Przyjaźń  między  niemi,  przyjaźń  gwałtowna,  aż  podejrzana  trwa  bardzo  krótko.  W  końcu 
listopada 1526 roku umiera Giovanni z ran na rękach przyjaciela. 

Pietro przenosi się na dwór markiza mantuańskiego, i poświęca księciu pierwszą swą próbę 

dramatyczną  „Cortegianę”.  Z  tej  epoki  pochodzą  też  najlepsze  listy  Aretina,  objęte  później 
pierwszym  zbiorem.  Są  wśród  nich  gwałtowne  napaści  na  kurję  rzymską,  na  Klemensa  VII, 
zamkniętego w zamku św. Anioła, któremu Pietro z szatańską wprost złośliwością radzi, aby 
przebaczył  nieprzyjaciołom  i  nie  myślał  o  zemście.  Skandal  wywołuje  ogłoszenie  „Sonetów 
rozpustnych”. Sonety te, listy, giudici i frottole tworzą podwaliny rozgłosu i literackiej sławy. 

25  marca  1527  roku  Aretino  przybywa  do  Wenecji.  Zyskuje  przychylność  doży,  Andrea 

Gritti,  do  którego  pisze:  „Wyrzekam  się  na  zawsze  dworu  rzymskiego,  tutaj  zakładam  stały 
przytułek  swych  lat“.  Aretino  znalazł  w  Wenecji  to,  czego  szukał.  Jego  żądza  rozkoszy  i 
estetyczne skłonności miały wreszcie pełnię ujścia. 

„Perła  Adrjatyku”  była  miastem  życia  świeckiego,  gdzie  panowała  Wenera,  a  kurtyzana 

zajmowała  miejsce  równorzędne  z  uczciwą  kobietą.  Życie  różnobarwnej  wesołe,  jego 
wspaniałość  i  piękność,  opisywana  przez  Klemensa  Maro,  w  poezjach  dedykowanych 
Renacie  Ferrarskiej,  zachwycały  Aretina.  Chciał  być  niezależnym,  „żyć  z  potu  swego 
kałamarza”, nazywał się „Per la grazia di Dio uomo libero”, ale środki zapomocą których tę 
wolność zdobywał, gorsze były od najpodlejszego niewolnictwa. Nie służąc możnowładcom, 

background image

 

służył wiecznie i zawsze, pieniądzom. Z Wenecji na wszystkie strony świata rozchodziły się 
listy  Pietra,  żebrzące,  nachalne,  bezwstydne  w  swych  niepomiernych  pochwałach  lub 
groźbach  Odpowiedzią  były  bogate  dary,  znaczne  sumy  dukatów,  pensje,  złote  łańcuchy, 
wspaniałe materje, doskonałe wina i wyszukane przsmaki. 

Sława  Aretina  gruntuje  się.  Nigdy  żaden  literat  nie  był  tak  ubóstwiany,  nikogo  tak  się  nie 

obawiano. Książęta, prałaci, królowie, kardynałowie, artyści zabiegali o jego przyjaźń, chcąc 
uniknąć  groźnych  inwektyw  i  nielitościwych  szyderstw.  Pietro  przezwał  się  „il  veritiero, 
l’uom verace”, używał dewizy „Veritas odium parit”, a jego przechwałkom i apoteozom nie 
było  końca:  „Mój  obraz  zobaczyć  można  u  wejścia  do  pałacu;  dzbany,  talerze,  ramy 
zwierciadeł zdobią się moją podobizną, niby głową Aleksandra, Cesara, lub Scypjona”. Wazy 
z  Murano  zowią  się  aretyńskiemi,  woda,  która  obok  mego  domu  przepływa  —  aretyńską! 
Pewna rasa koni nosi nazwę od mego imienia, ponieważ papież Klemens podarował mi ongiś 
takiego rumaka”. 

„Pedanci umrą z wściekłości, zanim dojdą kiedykolwiek do podobnych zaszczytów”. 
Aretino prowadzi cały dwór, gdzie rolę gospodyń sprawują kurtyzany weneckie. Dom jego 

staje się rodzajem zajazdu dla nieustannych  gości, a „schody zużywają się ód stóp ludzkich, 
jak  bruk  Kapitolu  od  kół  tryumfalnych  wozów”.  „Korzystam  z  najpiękniejszej  ulicy  i 
najpiękniejszego widoku na świecie“ — pisze Pietro do Domenico Bollani, w pałacu którego 
zainstalował się na dobre! 

„Ledwie  podejdę  do  okna,  zaraz  oglądam  tysiące  łudzi  i  tysiące  łodzi  w  godzinach 

targowych.  Przedemną  jatki  rzeźników,  kramy  rybackie,  campo  del  Mincio,  kantory  dei 
Tedeschi,  naprzeciw  tych  ostatnich  Rialto,  gdzie  tłoczą  się  śpieszący  przechodnie.  W 
gondolach  winogrona,  w  kramach  warzywa  i  ptactwo,  na  chodnikach  cale  ogrody.  Rzędy 
pomarańczowych drzew złocą mi otoczenie pałacu dei Camerlenghi. Gdyby wszystkie zmysły 
mogły tak, jak wzrok używać, moje mieszkanie rajem by się stało”. Zdobywszy sobie dzięki 
korsarstwu  literackiemu  wielki  majątek,  stał  się  Aretino  człowiekiem  bardzo  hojnym. 
„Rozrzutność  jest  mi  tak  wrodzona,  jak  innym  skąpstwo!  Przyjaciele  moi  zabierają  sobie  z 
mych komnat przedmioty sztuki i drogocenne szaty. Gdy przejeżdżam w gondoli, na mostach 
i  na  chodnikach  cisną  się  pocholęta  i  dziewczyny,  prosząc  o  sztukę  złota!  Nigdy  nie 
zapominam o malarzach i poetach w nędzy, jako, że jestem bankierem miłosierdzia. Pieniądze 
które od bogatych wyciskam, stokrotnie zwracam ubogim”. (Lett. I,15). 

Pod tym względem Aretino nie przesadzał zupełnie, rozrzutność jego mogła iść w paragon 

li  tylko  z  rozrzutnością  Leona  X,  który  nigdy  dukata  w  ręku  utrzymać  nie  mógł!  Wśród 
różnorodnych zajęć i uciech weneckich przystępuje Pietro do pisania poematu „Marfissa”  w 
guście  Ariosta.  Miał  zamiar  wysławiać  ród  Gonzagów  i  wyciągnąć  stąd  odpowiednie 
korzyści. Tymczasem stosunki z Fryderykiem  II zepsuły się; przyczyną  z jednej strony były 
skąpe  podarunki  księcia,  z  drugiej  sprawa  z  chłopcem  Biancchino,  ku  któremu  Aretino 
zapałał gwałtowną miłością, a którego markiz mu odmówił. 

Wskutek takiego obrotu rzeczy, poeta odesłał ambasadorowi Mantui genealogje Gonzagów, 

stanowiące  źródło  do  Marfissy,  poemat  przerobił  i  poświęcił  go  później  margrabiemu  del 
Vasto! 

Po  stracie  łask  Fryderyka  Mantuańskiego,  Aretino,  znalazłszy  się  kłopotach  finansowych, 

snuje  fantastyczne  i  awanturnicze  projekty,  żali  się  ckliwie,  ze  w  ojczyźnie  ocenić  go  nie 
umieją, i raz poraź rozgląda się za nowym mecenasem. Z opresji ratuje pisarza król francuski, 
Franciszek  I posyłając mu łańcuch symboliczny,  spleciony ze złotych języczków z napisem: 
„Lingua euis loquetur iudicium”. 

Aretino oczywiście wysławia króla pod niebiosy, co mu jednak nie przeszkadza w krótkiem 

przeciągu  czasu  przerzucić  się  na  stronę  Karola  V,  skoro  tylko  cesarz  naznaczył  mu  roczną 
pensję w kwocie dwustu scudów. 

background image

 

W  Wenecji  zbliża  się  Aretino  z  Tycjanem.  Ukochanie  miasta,  znajomość  malarstwa, 

wzajemność  usług  —  oto  węzeł,  który  ich  łączy.  Pietro  przysparza  malarzowi  klijentów, 
wśród których znajduje się Karol V i książę Urbino i rozgłasza jego sławę po całym świecie. 
Wkrótce  utworzyło  się  koło  przyjaciół,  do  którego  prócz  Aretina  i  Tycjana,  należał 
Sansovino,  wdzięczny  lutnista  —  Sebestian  del  Piombo  i  drukarz  Marcolini,  nadworny 
wydawca  Pietra,  uwieńczony  później  w  „Ragionamento  delle  Corti”.  Wenecja  podówczas 
była miastem drukarni, a druk, ta naturalna broń Aretina znalazła mu się pod ręką. 

Potężny  wpływ  i  znaczenie  pisarza  dosięga  swego  szczytu  w  latach  1533  —  7,  wskutek 

różnych sprzyjających okoliczności politycznych i ogłoszenia drukiem zbioru listów. W roku 
1543 wyrusza Aretino wraz z delegacją na powitanie cesarza Karola, wracającego z Włoch do 
Niemiec.  Wówczas  to,  na  błoniach  Peschiery  spotkał  Pietra  najwyższy  zaszczyt  i  tryumf. 
Karol przywitał się z nim nadzwyczajnie serdecznie i poprosił, aby zechciał mu towarzyszyć 
w podróży po prawej ręce, Dumny cesarz i sprytny pamflecista cwałowali tedy razem, a fakt 
ten w oczach współczesnych nową aureolą otoczył postać znanego pisarza. 

W  tym  tez  czasie  Aretino  godzi  się  z  dworem  papieskim.  Pier  Luigi  Farnese  poleca  go 

papieżowi  Pawłowi  III,  prosząc  o  kapelusz  kardynalski  dla  swego  protegowanego.  Starania 
okazały  się  jednak  bezskuteczne,  a  Pietro  chcąc  zatuszować  despekt  płynący  z  odmowy, 
twierdził potem, że sam godność mu ofiarowywaną odrzucił. W 1550 r. zaczął się pontyfikat 
Juljusza  III,  kardynała  del  Monte,  pochodzącego  z  Arezzo,  a  więc  współziomka  Aretina. 
Poeta uradowany, pełen złotych nadzieji śle do Rzymu sonety i listy i cieszy się, słysząc, że 
prałaci i kardynałowie unoszą się nad nim, jako nad wiernym sługą kościoła, który w czasie 
ogólnego zachwiania się wiary, zawsze katolicyzmowi wierny pozostawał. 

Papież  naznacza  Aretina  „cavaliere  di  S.  Pietro”  i  obdarowuje  go  sumą  tysiąca  złotych 

koron.  W  1533  roku  poeta  w  towarzystwie  księcia  Urbino  przybywa  na  czas  krótki  do 
Rzymu.  Podróż  była  jednym  wielkim,  tryumfalnym  pochodem.  Juljusz  III,  ucałował  go  na 
powitanie  i  przyjmował  po  królewsku.  Jednakże  kapelusz  kardynalski  ominął  Aretina  i  tym 
razem. Zawiedziony w swoich nadziejach Pietro, wrócił więc do Wenecji, aby tam w spokoju 
i dostatku używać ostatnich lat życia. 

W  pałacu  Loredan,  naprzeciwko  kościoła  San  Silvestro  mieszkała  kurtyzana,  Angela 

Zaietta,  dawna  przyjaciółka  Aretina,  której  do  końca  wiernym  pozostał.  Przesiadywał  u  niej 
poeta  całemi  dniami,  a  niejednokrotnie  sprowadzał  ze  sobą  Tycjana,  opata  Vassalo,  lub 
innych  godnych  kamratów.  Z  dawnego  rozpustnika  i  awanturnika  pozostał  tylko  smakosz  i 
niesłychany  obżartuch.  Angela  znając  gust  przyjaciela  wydawała  doskonałe  przyjęcia.  Przy 
suto zastawianym stole dwaj artyści w towarzystwie starej kurtyzany dysputowali gorąco, co 
prawda,  już  nie  o  piękności  kobiet  i  bożku  Amorze,  ale  o  ewangieljach  Świętego  Marka, 
sprawach kościoła i innych godziwych hi storjach. 

Aretino umarł w roku 1556, tknięty paraliżem, uniknął więc śmierci, jaką mu przepowiadał 

Borni: 

 

„L’Aretin per Dio grazia e vivo e sano 
M’al mostaccio ha fregiato nobilmente 
E pia colpi ha, che dita in una mano” 

 
Wraz z pisarzem zeszła do grobu i jego sława. Umilkło słowo, na dźwięk którego truchlał 

cały świat, wspaniałe apoteozy okazały się przesadą i kłamstwem, wrogie podania i legendy 
słusznie  i  niesłusznie,  zaczęły  szarpać  jego  imię.  Na  tle  epoki  rysuje  się  jednak  potężnie 
nawskroś  nowoczesna  indywidualność  Aretina,  w  której  prądy  schyłkowego  Renesansu 
znalazły swe najpełniejsze i najwszechstronniejsze odzwierciedlenie! 

 

*** 

background image

 

 
„Powiadam,  że  jesteś  synem  Boga,  ale,  iżby  mi  mnichy  psalmy  mamroczące  nie 

przyganiały,  dodaję  ograniczenie,  że  Bóg  jest  najwyższą  prawdą  na  niebie,  a  ty  na  ziemi. 
Jedna tylko Wenecja jest godnem ciebie, miejscem pobytu, albowiem ty jesteś ozdobą ziemi, 
skarbem morza, sławą nieba. Jesteś czarą złotą o  kamieniach szlachetnych, którą należałoby 
złożyć na ołtarzu przenajświętszym kościoła Św. Marka w dzień Wniebostąpienia Pańskiego. 
Jesteś podporą, jesteś światłem, pochodnią i blaskiem kościoła naszego! Gdyby kościół mógł 
mówić,  zapewniłby  ci  najwspanialsze  dochody  w  tych  słowach:  Dawajcie  Aretinowi,  który 
mnie  wywyższa,  oświeca  i  czci,  który  jednoczy  w  sobie  bystrość  Augustyna  z  moralnością 
Grzegorza,  głębokość  myśli  Hieronima  z  pięknym  stylem  Ambrożego.  Mówię  to  ja  nie  sam 
tylko,  ale  tak  wyznają  wszyscy,  twierdząc  ze  jesteś  nowym  Pawłem,  co  imię  Boga  między 
króle  roznosił,  nowym  Janem  Chrzcicielem,  co  śmiało  chcąc  świat  poprawić,  wytykał  mu 
jego  złości,  nieprawości  i  obłudę;  nowym  Janem  Ewangielistą,  co  dobrych  wychwalał, 
podnosił i oczyszczał”. 

(Lettere all Aretino I-8). 
W ten sposób pisze do Aretina jeden z dostojników kościelnych, a jego  styl panegiryczny, 

niesmaczne pochlebstwa i szumne superlatywy nie są bynajmniej niczem wyjątkowem. 

Jednakie wszystkie te pochwały, godności i tytuły nie zadawalniały pisarza, jeśli prócz nich 

nie otrzymywał bardziej „konkretnych” dowodów życzliwości i pamięci! Pietro koresponduje 
z  każdym,  nawet  z  admirałem  sułtana  —  Barbarossą,  gdy  tylko  spodziewa  się  otrzymania 
czegoś!  Na  dworach  książęcych  grasują  jego  agenci,  którzy  tropią  grubszą  zwierzynę  i 
pouczają,  jak  ją  usidlać  należy!  Pietro  Vergiero  rekomenduje  mu  w  tym  celu  kardynała 
Trydenckiego;  Niccolo  Franciotti  donosi,  że  na  dworze  perskim  .mówi  się  o  nim,  jako  o 
półbogu! Niechby zechciał tylko jeden list napisać, fatyga opłaci się napewno! 

Kto  przysyła  podarunki,  wynagradzając  zasługi  (virtu)  Pietra,  ten  jest  wielki  i  szlachetny, 

pochwała  znajduje  się  w  stosunku  wprost  proporcjonalnym  do  cenności  daru;  wzamian  za 
pieniądze poeta rozdaje sławę. 

„Unieśmiertelnię  Wasze imię”  —  mówi  on,  zwracając  się  do  Antonia  de  Leyva  —  „skoro 

tylko dawać mi będziecie na chleb, w przeciągu tych marnych dwudziestu, lub trzydziestu lat, 
które  mi  jeszcze  do  życia  pozostają”  (Lett.  I.  32).  „Jakież  posągi  ze  srebra,  lub  złota,  nie 
mówiąc  już  o  posągach  z  bronzu  lub  marmuru,  mogą  się  równać  z  pomnikami,  jakie 
wzniosłem  papieżowi  Klemensowi,  cesarzowi  Karolowi,  królowej  Katarzynie  i  księciu 
Francesco Maria; są one wieczne, jak słońce! (Lett. VI.  4). 

I  jeszcze  cyniczniej  od  humanisty  Filelfa,  przyznaje  się,  że  pisze  dla  pieniędzy,  że  „nie 

sława, ale konieczność zarobkowania zmusza go do „psucia papieru”, przytem mało się trapi 
tem, że „łże, chwaląc tych, którzy zasługują na naganę”, 

Pochlebstwa  Aretina  są  wprost  obrzydliwe,  komplementy  rozdawane  na  prawo  i  na  lewo, 

wydają  się  nam  dziś  niesmaczną  humorystyką,  a  jednak  współczesnym  podobały  się  one 
ogromnie. 

Ten  potok  zdań  napuszonych  i  słów  panegirycznych  mile  łechtał  słuch  możnowładców, 

pochwały  ceniono  tem  bardziej,  im  więcej  obawiano  się  paszkwilów  artinowskich,  „dzięki 
którym  tajemnice  sypialni  i  prywatnego  życia  stawały  się  wiadome  całemu  świata”, 
Nazywano  go  tedy:  „raro,  dvinissimo,  adorando”;  Giovanni  Medici  mówi  o  nim,  jak  o 
„miracolo di natura”. Książę Guidobaldo z Urbino podpisuje się w listach: „amorevol vostro, 
come  figliuolo”,  a  hrabia  Massiniamo  Stampa  chce,  aby  Pietro  patrzał  na  niego,  jako  na 
swego  syna  i  sługę.  (Lettere  all  Aretino  I-27).  Aretino  miał  się  za  obrońcę  uciśnionej  lub 
niedocenionej cnoty i zasługi: 

„Ludzie szlachetni powinni mnie kochać, ponieważ nie szczędziłem nigdy krwi (?), walcząc 

w  obronie  cnoty,  która  dziś  dzięki  mnie  pije  ze  złotych  puharów,  ubiera  się  w  klejnoty, 

background image

 

posiada  orszaki  sług,  jak  królowa  i  jest  czczona,  niby  bogini!  (Lett.  I  38).  Nie  było  pióra 
potężniejszego, niż pióro Pietra „miało ono moc grzebania żywych i wskrzeszania zmarłych”. 

Pisarz  wywierał  ogromny  wpływ  na  opinję  publiczną,  z  jego  zdaniem  liczyła  się  polityka, 

on zaś sam nie mając żadnych politycznych przekonań, w czasie wojen między Franciszkiem 
I  a  Karolem  V,  odgrywał  rolę  dwuznaczną  i  zdradzał  wczorajszych  sprzymierzeńców  dla 
nowych  protektorów.  Tylko  w  stosunku  do  kurji  rzymskiej  zachował  stałą,  niewzruszoną 
nienawiść. 

Z  czasów  rzymskich  pochodzi  prognostyk  na  rok  1527.  „Judicio  di  maestro  Pasquino, 

quinto evangelista”, satyra na papiestwo, która wywołała burzę gniewu na dworze ostatniego 
Medyceusza;  z  czasów  weneckich  słynna  frottola  uliczna  „Pax  vobis”,  wyszydzająca  armję 
papieskiej ligi, jako zbieraninę najpodlejszych tchórzów, rozbójników i złodzieji Klemens VII 
czytając ją miał się rozpłakać z boleści. 

O  śmiałości  słowa  i  złośliwości  języka  nie  można  sądzić  li  tylko  z  dzieł,  które  Aretino  do 

druku  przeznaczył,  a  które  schlebiając,  miały  mu  zyskiwać  nowych  przyjaciół  i  nowe 
dochody. Okresem złośliwego paszkwilu były właściwie młode lata pisarza, kiedy to messer 
Pasquino przemawiał nieustannie na placu rzymskim. 

 

*** 

 
Łacińska poezja renesansowa była poezją panegiryczną,  wysławiała ona  różne osobistości, 

zapominając  o  opiewaniu  wewnętrznego  i  zewnętrznego  świata!  Humaniści  wzamian  za 
złoto, unieśmiertelniali imiona swych protektorów, a potęga ich i znaczenie wzrosły do tego 
stopnia, ze patrzono na nich jako na równych książętom, lub królom! 

Przekonanie  humanistów  o  swej  wielkiej  wartości,  ich  pompatyczność  i  koturnowość 

odzwierciadla się najlepiej w epistolografji. 

Poggio,  Francesco  Barbaro,  Filelfo,  Campano  opublikowali  zbiory  swoich  listów,  które 

czytane były chciwie, jako arcydzieła stylu i klasycznej łaciny. 

Widzimy wiec, ze w dziedzinie epistolografji Aretino nowatorem nie był. Ale błyskotliwość 

pióra,  obfitość  treści,  znakomitość  osób,  z  jakiemi  korespondował,  czynią  go 
najwybitniejszym przedstawicielem tego oryginalnego, literackiego rodzaju. 

 

*** 

 
Ariosto,  Bibbiena  i  Machiavelli  stworzyli  komedję  włoską  w  wieku  XVI.  Niezliczeni 

naśladowcy  albo  szli  ich  śladami,  albo  też  wzorowali  się  na  pisarzach  klasycznych: 
Terencjuszu, lub Plancie. 

Ani  w  swej  tragedji  „Orazia”,  ani  w  komedjach  Aretino  nie  stal  się  niewolniczym 

naśladowcą  teatru  starożytnego,  a  mierna  znajomość  literatury  antycznej  wyszła  mu  tutaj  na 
dobre.  W  dziełach  scenicznych  przejawia  się  talent  bujny,  ale  pozbawiony  wszelkiej 
artystycznej dyscypliny, komedje są budowane bez planu, bez głębszej refleksji, nie znać na 
nich świadomej pracy i twórczego wysiłku, zato typy nakreślone paroma charakterystycznemi 
rysami,  są  świetne.  Przemawiają  do  nas  dworzanie,  chełpliwi  wojacy,  oszukani  amanci, 
głupcy  mający  się  za  uczonych,  rajfurki  i  kurtyzany,  osoby  wprost  z  ulic  Wenecji  i  Rzymu 
przeniesione do literatury. 

Pod względem scenicznym najudatniejsza komędja Aretina: „Il Marescalco” jest właściwie 

farsą. Książę mantuański, chcąc zażartować sobie ze swego marszałka, zaprzysięgłego wroga 
płci pięknej, każe mu się ożenić. Biedny marszałek musi wypełnić wolę tyrana i w przeddzień 
ś

lubu przyjmuje życzenia od całego dworu. Stara rajfurka przedstawia mu małżeństwo, jako 

raj  ziemski,  ale  żonaty  Ambrogia,  przez  którego  przemawia  gorzkie  doświadczenie, 

background image

 

10 

odmalowuje  panu  młodemu  całą  ohydę  kobiet,  ich  podłości  i  zdrady,  stylem,  podobnym  do 
stylu Boccaccia w jego „Labiryncie miłości”. 

W  końcu  ślub  się  odbywa,  małżonkowie  całują  się,  a  oblubienica,  zrzuciwszy  zawoje 

weselne, okazuje się paziem książęcym, Karolem z Fano. Komedja była napisana jeszcze za 
czasów  mantuańskich;  wszystkie  prawie  osoby,  jak  Fryderyk,  Hipolit  Calandria  i  Giulio 
Romano,  są  historyczne,  co  oczywiście  zwiększało  zainteresowanie  słuchaczów  i  sukces 
dzieła. 

W  „Cortegianie”  autor  napada  na  rozwiązłość  i  zepsucie  kurji  rzymskiej.  Komedja  składa 

się  z  dwóch  fabuł,  dwóch  uscenizowanych  nowel:  Głupi  syeneńczyk,  Messer  Maco, 
wmówiwszy  w  siebie,  że  jest  wielkim  poetą,  przybywa  do  Rzymu  po  kapelusz  kardynalski. 
Malarz  Andrea  poucza  go,  jak  się  ma  zachowywać  i  przy  sposobności  maluje  mu  niezbyt 
ponętny  obraz  Watykanu!  Równolegle  do  tej  akcji,  rozwija  się  akcja  druga:  Pewien 
neapolitańczyk,  Messer  Parabolano  zapałał  namiętnością  do  pięknej  Liwji.  Sługa  Rosso, 
chcąc zaspokoić żądzę swego pana przy pomocy starej kurtyzany Alvigji wiedzie go miast do 
ukochanej,  do  zony  piekarza  Togni.  Stary  amant  dowiedziawszy  się  „post  factum”  o  całej 
prawdzie,  śmieje  się  z  wypłatanego  sobie  figla,  a  piekarz  przyjmuje  żonę  z  powrotem  „per 
buona e per bella”. 

Malarze:  Andrea,  Rosso  i  syeneńczyk  Maco  żyli  podówczas  w  Rzymie,  co  się  zaś  tyczy 

najlepszego  typa  komedji,  starej  dewotki-kurtyzany  Alwigji,  to  posłużyła  ona  później 
satyrykowi francuskiemu Mathurin Regnier za wzór do jego typu „Macette” rodzonej siostry 
Tartuffa. 

Oprócz  Marescalco  i  Cortegiany  napisał  Aretino  jeszcze  trzy  komedje:  „Ipocrito”  (1542), 

„Talantę” (1542) i „Filosofo” (1546). Brak miejsca nie pozwała mi tutaj na szczegółowsze ich 
rozpatrzenie. Nadmienię tylko, ze komedja „Ipocrito” znana Molierowi, stała się prototypem 
nieśmiertelnego „Świętoszka”. 

Komedje  Aretina,  jak  i  wszystkie  jego  pisma  powstawały  bardzo  szybko,  prawie  że  na 

kolanie.  „Talanta”  została  napisana  w  przeciągu  dni  ośmiu,  „Cortegiana”  i  „Marescalco”  w 
dni  dziesięć.  Hołdując  zasadzie,  ze  głównym  źródłem  treści  dla  pisarza  powinna  być 
rzeczywistość życiowa, dał nam Pietro w swoich komedjach popis spostrzegawczego talentu i 
wzbogacił 

literaturę 

włoską 

szeregiem 

charakterystycznych 

typów. 

Szybkość 

przypadkowość roboty odbiły się jednak ujemnie na całości dzieł, dlatego też żadne z nich nie 
może sobie rościć pretensji do skończonej, artystycznej doskonałości. 

 

*** 

 
Kronikarz  Sanudo  daje  nam  bogate  materjały  do  życia  obyczajowego  Wenecji.  W  roku 

1509 na 300.000 mieszkańców w tem mieście było 11.654 kurtyzan. Senat wenecki w swych 
aktach  nazywa  je  „le  nostre  benemerite  meretrici”,  będąc  widocznie  dumny  z  tego  rodzaju 
obywatelek. 

Oprócz  Wenecji  stolicą  nierządnic  był  Rzym,  szczególnie  za  Aleksandra  VI,  którego 

pontyfikat (1492—1503) uchodził za „zloty czas niemoralności”. 

Wiele wykształconych kurtyzan nadawało ton w towarzystwach. Do nich należała Veronica 

Franca,  kochanka  Henryka  Walezjusza,  późniejszego  króla  polskiego,  słynna  poetka  Tullja 
d'Aragona,  przyjaciółka  Aretina,  Angella  Zafetta,  rzymska  Madrema,  znająca  na  pamięć 
Petrarkę, Boccaccia i niektórych autorów starożytnych, oraz wiele innych: „que non publice, 
sed secreto cum quinque vel sex eorum exercent artificium”. 

Nikt lepiej od Aretina nie znal życia dziewek ulicznych, nikt nie odzwierciedlił w literaturze 

tak  świetnie  wulgarnej  rzeczywistości  i  niemoralności  ludzi  Renesansu.  Djalogi  były  starym 
rodzajem  literackim,  uświęconym  przez  tradycję  artystyczną,  dlatego  tez  Aretino  na  brak 
wzorów  skarżyć  się  nie  mógł.  Dość  wspomnieć  „Lozanę”  Delicada,  doskonałe  źródło  do 

background image

 

11 

poznania obyczajowości  Rzymu  w pierwszej połowie wieku XVI. Bohaterka  Lozana bardzo 
przypomina aretinowską Nannę i scharakteryzowana jest podobnemi słowami: „paple, co jej 
ś

lina na język przyniesie”. 

Poeta idąc śladami Boccaccia podzielił swe dzieło na trzy dni. Wydawca „Ragionamenti” z 

roku 1584, pod pseudonimem Barba Grigia, usiłuje dowieść, że pisma tego rodzaju są bardzo 
pożyteczne  dla  obyczajowości,  ponieważ  przedstawiają  występki  w  całej  ich  nagości,  a 
pewien  znakomity  teolog  z  Lionu  poświadcza,  iż  posługiwał  się  „Djalogami”  „boskiego” 
Pietra, pisząc swe dzieło o spowiedzi. 

Miejscem rozmów jest Rzym; stara rajfurka i kurtyzana Nanna nie może się zdecydować, co 

zrobić  z  dorastającą  córeczką,  Pippą.  Dla  młodej  dziewczyny  otwierają  się  trzy  możliwości: 
klasztor, małżeństwo, lub służba Wenerze. Z własnego doświadczenia zna Nanna wszystkie te 
trzy  drogi  żywota  i  podczas  trzech  dni  gawęd  opisuje  swoje  przeżycia  przyjaciółce  Antonji. 
Są to djalogi: „Życie mniszek”, „Życie mężatek” i „Życie kurtyzan”. 

Ale ponieważ Pippa stanowczo chce zostać kurtyzaną, więc dobra mamusia przygotowuje ją 

do tego „intratnego i wielce czcigodnego fachu”. 

Rady,  przestrogi  i  pouczenia  matczyne  składają  się  na  djalog:  „Jak  Nanna  córeczkę  swą 

Pippę  na  kurtyzanę  kształciła”,  dalej  idą  jeszcze  dwie  gawędy  dodatkowe:  „O  oszustwach 
męskich” i „O stręczycielstwie”. 

Edukacja Pippy jest djalogiem najmniej wyuzdanym, a pod względem obyczajowości bodaj 

czy nie najcharakterystyczniejszym. 

Przed  oczyma  czytelnika  przesuwają  się  przedstawiciele  różnych  nacji:  jest  więc  hojny 

francuz,  skąpy  hiszpan,  gruboskóry  niemiec,  są  różne  plemiona  włoskie:  rozrzutni 
wenecjanie,  chełpliwi  neapolitańczycy,  blagierzy-rzymianie,  fanfaroni  z  Florencji  i  głuptasy 
ze  Syeny.  A  dolej  całe  szeregi  typów  odmalowanych  w  słowach  bardzo  dosadnych:  wielcy 
panowie,  rozrzutnicy,  dusigrosze,  zazdrośnicy,  namiętni  starcy,  żółtodzioby,  obłudnicy, 
bigoci, no i oczywiście mnisi. 

Ze słów Nanny poznajemy charaktery, upodobania i moralność łudzi Odrodzenia, a z wielu 

aluzji i dykteryjek czerpiemy przyczynki historyczne do Rzymu Leona, Hadrjana, Klemensa i 
do „Sacco di Roma”. 

Aretino w swych „Ragionamenti” wspomina niejednokrotnie, że przedstawia społeczeństwo 

tokiem,  jakiem  ono  było  w  istocie  i  że  nie  jego  jest  winą,  „iż  obraz  obyczajów  wypada  tak 
fatalnie”.  Czytając  djalogi,  musimy  pamiętać  nieustannie,  ze  napaści  na  klasztory  i  na 
duchowieństwo,  nie  są  napaściami  na  religję;  Pietro  byt  człowiekiem  głęboko  wierzącym, 
spowiadał się co tydzień i pozostawił po sobie takie dzieła ascetyczno-religijne.

4

 

Pod  względem  „niemoralności”  Aretino  nie  jest  wcale  gorszym  od  innych  pisarzy;  ojciec 

prozy  włoskiej,  Boccaccio,  tez  nie  uznaje  figowego  listka;  noweliści,  jak  Matteo  Bandello  i 
Firenzuola przyzwoitością nie grzeszą; co się zaś tyczy życia klasztornego, to niejaki messer 
Massuccio, „specjalista od mnichów”, powypisywał na nich takie okropności, że wobec jego 
utworów Aretino niewiniątkiem się wydaje. 

Komedjowe  zacięcie  „Ragionamenti”  humor,  werwa  i  żywość  stylu  zapewniły  djalogom 

trwałą sławę. W wieku XVI drukowano je we Włoszech kilkakrotnie i tłomaczono na języki: 
hiszpański, francuski i angielski. 

Pisma  „boskiego”  Pietra  wywołały  całe  roje  naśladowców,  wszeteczniejszych  od  samego 

mistrza. 

                                                 

4

„Umanita  di  Christo”.  „Parafasi  sopra  i  telte  salmi  della  penitenza  di  David”,  Alla  somma  bonta  di  Giulio  III 

pontefice”: „La vita di Maria Vergine, di Catarina Santa, di Tomaso Beato”. 
Bezwartościowe  prace  hagjograficzne  Aretina,  pisane  napuszonym,  barokowym  stylem,  powstały  w  celu 
przypodobania się kurii i zdobycia kardynalskiej godności. 

background image

 

12 

Należą  do  nich  między  innymi  Firenzuola  („Delie  bellezze  delle  donne”),  Niccolo  Franco 

(„Dialogo  dove  si  ragione  delle  bellezze”),  Giuseppe  Bettusi  („Il  Raverta“,  „Lenora”)  i 
Federico Luigini („Della bella donna”). 

 

*** 

 
Dopiero  Tasso  w  „Minturno”  zerwawszy  z  tradycyjnemi  sprośnościami,  nazwał  miłość,  w 

sensie platońskim, siłą duchową, która wszystko tworzy i świat pięknością ożywia. 

Aretino,  jako  pisarz,  stoi  na  przełęczy  dwóch  światów:  zmierzchającego  Odrodzenia  i 

narodzić się mającego Baroku! Treść dzieł sprzęgnięta jest organicznie  z epoką poprzednią, 
forma  zaś  mocno  trąci  kwiecistą  napuszonością  szkoły  poetów:  Teobaldea,  Serafina  i 
Bernarda Accolti, improwizatora na dworze papieskim, którego Aretino nadzwyczajnie cenił, 
jako wyrocznię dobrego smaku i stylu. 

Liryka  włoska  wieku  XVI  z  małemi  wyjątkami  była  naśladownictwem  Petrarki.  Autor 

sonetów  do  Laury,  ubóstwiany  i  komentowany  pedantycznie,  stał  się  niedościgłym  wzorem 
doskonałości  dla  tych  pisarzy,  których  szereg  otwiera  Bembo,  Girolamo  Molino,  Domenico 
Veniero i Francesco Maria Molza! 

Aretino  nie  cierpiący  niewolnictwa  literackiego,  nazywający  poezję  „wesołym  kaprysem 

przyrody”  miał  jednak  wiele  wspólności  z  manjerą  liryków  współczesnych.  Metafory, 
alegorje,  napuszoność,  nienataralność,  pogoń  za  oślepiającą  oryginalnością,  wszystko  to 
złożyło  się  na  ów  styl,  który  nazwano  nieprzyjacielem  płuc,  „nemico  del  pulmone”,  jako  że 
rozwlekłych zdań w żaden sposób nie można wypowiedzieć jednym ciągiem! 

A  jednak  ten  barokowy  pisarz  zwał  się  obrońcą  „rozumu  i  natury”,  odnowicielem  języka 

ludowego  „lingua  volgare“,  źródłem  bezpośredniości  i  prostoty  w  sztuce,  „która  wymaga 
tylko natchnienia, kałamarza, pióra i czystego papieru”. 

Nieuk-Aretino  zajął  wybitne  miejsce  w  literaturze  dzięki  zdolnościom  wrodzonym  i  w 

poczuciu  swej  pisarskiej  rasy  gardził  szperaczami,  scholarami,  gramatykami,  „tą  całą  ciżbą 
pedantów, co włos na jaju radaby wynałeść”. 

Każdy,  kto  patrzy  na  świat  „przez  pyły  bibliotek”,  kto  ślęczy  nad  komentarzami,  kto 

studjuje łacinę, lub grekę, jest dla Aretina znienawidzonym „pedantem”, idjotą, starającym się 
daremnie o nieśmiertelność. 

Ale  śmiejąc  się  z  Petrarki,  zachwycał  się  jednocześnie  Pietro  utworami  Bemba,  pedanta 

Trissino  nazywał  „duszą  sławy”  i  hołdował  modzie  współczesnej,  chociażby  tytko  w 
niezdarnych  i  mglistych  kanconach,  wysławiających  miłość  platońską  ku  Angeli  Sirena 
„nowej Beatryczy” i „Laurze”. 

Nie pierwsza to i nie ostatnia sprzeczność; teorja i praktyka oddzielnemi chodziły drogami, 

bowiem dla zasad i kanonów żywił Aretino głęboki wstręt i pogardę. 

Należy brać życie poprostu, używać gdzie można i dopóki można, a wszystkie katechizmy, 

ideały, wszystkie rozmyślania „de natura rerum” pozostawić pedantom, lub ascetom. 

Przywilejem  ludzi  talentu  winno  być  życie  radosne  i  bujne,  życie  nie  kładące  tamy 

instynktom,  zachciankom  i  żądzom  wybujałej  osobowości.  „Trzeba  dzielnie  grzeszyć,  lecz 
tęgo wierzyć”. — Oto jedyne przykazania aretinowskie! 

Pietro  nie  mając  żadnych  ideałów,  namiętnie  jednak  kochał  sztukę.  Rozkosze  estetyczne 

były  mu  równie  potrzebne  do  życia,  jak  i  rozkosze  materjalne,  znał  się  doskonałe  na 
malarstwie, dawał artystom cenne, fachowe wskazówki i pod wieloma względami uchodził za 
niewzruszony autorytet. 

Na  literaturę  patrzył  Aretino,  jak  na  spekulacyjny  środek  wyciągania  pieniędzy  z  kieszeni 

możnowładców;  tem  samem  piórem  schlebiał,  łgał,  przeklinał,  łasił  się  i  groził,  pisząc  listy 
pochwalne i szydercze satyry, dzieła pobożne i rozpustne ,,Ragionamenti”. 

background image

 

13 

Ż

e te sprzeczności jakoś godziły się ze sobą — dość spojrzeć na obraz Wenery, obok obrazu 

Madonny Tycjana! 

Nie szukajmy jednolitości w osobie pisarza i człowieka, nie starajmy się go podciągać pod 

jakiś wspólny mianownik syntezy. Aretino, to w jednej osobie awanturnik i korsarz literacki, 
pochlebca i „uomo libero”, rozpustnik i idealny kochanek, potwarca duchowieństwa i wierny 
syn kościoła, sybaryta i dobrodziej ubogich, literat z musu, a zarazem prawdziwy artysta! 

Tylko bujna epoka Renesansu mogła wydawać typy podobne! 
 

*** 

 
A  teraz  jeszcze  słów  parę  na  zakończenie  tego  przydługiego  nieco  wstępu.  Przekonany 

jestem,  że  opinja,  a  raczej  rodzima  hipokryzja  napadać  będzie  na  mnie,  za  przyswojenie 
literaturze polskiej tak wyuzdanego autora. Bronić się nie będę, trudno bowiem po raz setny 
powtarzać,  „ze  moralność  jest  pojęciem  względnem  i  ze  ludzie  Renesansu  z  innego  punktu 
widzenia  patrzyli  na  „obyczajność”  literacką.  Nagana  i  wytykanie  palcem  należy  się  tym, 
który  te  rzeczy  czynią,  nie  temu  który  je  opisuje”  —  mówi  z  rozbrajającą  szczerością 
nowelista włoski, Matteo Bandello. 

Nie  tłomaczyłem  dla  pensjonarek,  uczniów  i  ludzi  spragnionych  niezdrowej  sensacji,  tych 

ostatnich  odsyłam  do  znanej  w  Polsce  firmy,  trudniącej  się  eksploatacją  swojskiej  i  obcej 
pornografji. 

Przypuszczam,  ze  Aretino  zaspokoi  wulgarne  gusta  powojennej  publiczności  i  że  książka 

„pójdzie”, zaś tłomacz nie będzie się mógł uskarżać na brak wydawców. 

Inaczej  niestety  rzecz  by  się  miała,  gdybym  zaczynał  od  Leopardiego,  Manzoniego, 

Carducciego, lub innych klasyków literatury włoskiej. Kończąc zwracam się do czytelników 
słowami  zapożyczonemi  od  messera  Barba  Grigia,  kóry  we  wstępie  do  „Ragionamenti”  z 
roku 1584 pisze: „Czytajcie boskiego Pietra, a humor i zdrowie niech wam dopisuje” 

 
Tłomacz. 
 
Heidelberg — Warszawa 1922 rok. 
 

background image

 

14 

 
JAK NANNA CÓRECZKĘ SWA PIPPĘ NA KURTYZANĘ KSZTAŁCIŁA 
 
PANU BERNARDOWI VALDAURA — WYKWINTU KRÓLEWSKIEGO WZOROWI 

PIETRO ARETINO. 

 
 
Jeśli mój duch, który zawżdy przy Was bawi, osoby mojej Wam na pomiąć nie przywiedzie, 

wżdy  gorzej  stanie  się  ze  mną,  niźli  z  onemi  grzechami,  które  na  świeżej  niecnocie 
szlachetność mojej natury schwyciła. — Naturą tą obdarowały mnie gwiazdy! — A jako, że 
obarczon  jestem  wielkiemi  zobowiązaniami  wobec  całego  tłumu  półbogów,  nie  wiedziałem, 
któremu z nich tą księgą z historjomi przypisać, którą oto Wam przypisują! Gdybym ją złożył 
w  ofierze  królowi  Francji,  owo  uraziłbym  króla  Rzymu,  ofiarowałbym  ją  zięciowi  cesarza, 
wielkiemu  książęciu  Florencji,  sprawiedliwości  i  wstrzemięźliwości  jaśniejącemu  wzorowi, 
niechybnie, jak ów. niewdzięcznik byłbym wobec wzniosłych dobrodziejstw Ferrary! 

A  gdybym  przypisał  ją  świetnemu  Antonio  da  Leyva,  cóżby  wonczas  o  mnie  dufała, 

wielkiem sercem obdarzona Oświeconość z Mantui? Zaniósłbym ją zasię dzielnemu książęciu 
Saierno,  uraziłbym  swego  wiernego  protektora,  grabię  Massiniomo  Stampa.  A  gdybym 
poświęcił ją imieniu Jego Miłości, pana Don Lope Soria, jakie wonczas miałbym czoło stanąć 
wobec  grabi  Guida  Rangone  i  jego  świekra,  pana  Luigi  Gonzaga,  któremu  eksperjencja 
wojenna i biegłość w naukach, równie przyczyniają sławy, jak on orgiom i naukom! A takoż 
gdybym ofiarował oną księgą Lotaryńczykowi, cóżby na to rzekła Jej Łaskawość z Trydentu? 
Zaś  złożywszy  ją  u  stóp  pana  Livio  Liviano,  lub  też  Jego  Benevolentii,  rycerza  z  Legge, 
jakież  uczynienie  zadość  mógłbym  dać  Jego  Dostojności  panu  Claudio  Rangone,  onemu 
ś

wiecznikowi sławy? A gdybym ozdobił ją imieniem kogoś innego, jakie postąpiłbym wobec 

wielce znakomitego pana Diomede Caraffa, którego łaskawości tyle zawdzięczam? 

Ale  oto  Wy  nagle  wpadliście  mi  do  głowy  i  to  jest  przyczyna,  dlaczego  Wam  tę  księgę  w 

hołdzie składam! 

Niechybnie  zasłużyły  na  to  cnoty  wasze,  które  błyszczą  na  Was  tak,  jak  cnoty  wszystkich 

moich dobrodziejów błyszczeć zwykły. A gdybym pomyślał o Was wonczas, kiedym trzy dni 
gawęd  co  się  zwą  „Capricci”  małpie  swojej  przypisywał,  jako,  że  posiada  wszystkie 
właściwości wielkich panów, których niena widzę z powodu ich sknyrstwa, możeby księgi te 
ukazały  się  na  świecie  pod  osłoną  waszego  imienia.  Albowiem  Wy  tylko  posiadacie  owe 
przymioty,  które  zdobią  zacnych  mężów,  uwielbianych  przezemnie  dla  ich  cnót 
przyrodzonych! Jeśli o profit chodzi, kupcem jesteście, jeśli o rozrzutność i hojność, królem, 
w przeciwnym razie bowiem, jakżebyście z jednako szlachetnym, jak i nieszczęśliwym Marco 
da Nicola więzami krwi i serca skoligaceni być mogli? 

Niechaj  się  wstydzą  całego  świata  królowie!  Nie  powiadam  tu  o  mężnym  i  mądrym 

książęciu  Francesco  Maria,  przed  którego  zasługami  czoło  kłonię  wieczorem  i  rano,  ale  o 
tych, którzy pisma pochwalne, im w ofierze składane i księgi ich imieniem ozdobne, nie tylko 
zwykłej szlachcie do rąk, ale i małpom do łap oddają! Podziwu godną, w kronikach Giovio

5

 

jest sprawa Molzy i  Telemona, którzy jedną ze swych komedji wystawili przed parobkami i 
lokajami  Medyceuszów  (Światłość  wiekuista  niech  im  świeci!),  podczas  gdy  cała  kompanja 
godnego hultajstwa musiała na dworze pozostać. 

Rzeknę  Wam  coś!  Owo,  kiedy  Homer  stworzył  swego  Odysseusza,  nie  ukrasił  go  zbytnią 

ilością  nauk,  ale  wystawił  jako  człeka  biegłego  w  obyczajach  ludzkich!  Przeczże  i  ja  się 
staram malować charaktery, z oną żywością, z jaką przedziwny Tycjan swoje obrazy maluje. 
A jako zacni malarze nawet abrys pięknych postaci wysoko cenić umieją, takoż i ja drukuję 

                                                 

5

 Paolo Giovio (Jovius), jeden ze znakomitych historyków włoskich, autor kroniki: „Etogia yirorum illustrium”. 

background image

 

15 

swoje dzieła takiemi, jakiemi są i nie troszczę się o słów polerowanie. Albowiem trudność w 
rysunku  leży  i  chociażby  barwy  były  najpiękniejsze,  bańki  mydlane  zawżdy  bańkami  tylko 
pozostaną!  Rzecz  się  ma  w  tem,  aby  szybko  pracować  i  tworzyć  samoistnie.  Wszystko,  o 
czem się mówi poza tem, to jeno czcze, a puste gadulstwo. Oto moje psalmy i historja Pana 
Jezusa, moje komedje, moje rozmowy, oto moje księgi budujące i krotochwilne, zależnie od 
przedmiotu, a każde z tych dzieł w jeden dzień stworzyłem prawie! 

A  zaś,  abyście  pojęli,  co  to  jest  natchnienie,  pozwalałem  wam  słyszeć  o  szale  oręża  i  o 

cierpieniu  miłości.

6

  Teraz  jednak  zaniechałem  sławienia  onych  przedmiotów,  aby  opiewać 

czyny  wzniosłego  Karola,  który  wywyższa  imię  człowieka,  sam  się  człowiekiem  zowiąc,  a 
poniża  imię  bogów,  nie  zezwalając,  aby  go  bogiem  nazywano.  A  jeśli  dla  fantazji  mój  styl 
ożywiającej  na  cześć  nie  zasługuje,  to  zasługuję  wszakoż  na  troszkę  sławy,  jako  że 
przywiodłem prawdę do komnat i do uszu potężnych, na wieczną hańbę pochlebstwa i kłamu! 

Aby  nie  umniejszać  zasługi  własnej,  kładę  tu  słowa,  wymówione  przez  pana  Giann-

Giacoppo z Urbino: „My, którzy życie w ofierze składamy, służąc książętom, my dworacy i 
mężowie  zasługi,  cieszymy  się  dzisiaj  uznaniem  i  poważaniem  u  naszych  panów,  dzięki 
napomnieniom, jakich im szlachetny Pietro udzielił!” 

A także cały Medjolan zna słowa z uświęconych ust szlachetnego, który  w ciągu niewielu 

miesięcy wzbogacił mnie o dwa złote puhary! Aretino dla życia ludzi bardziej jest konieczny, 
niż  wszystkie  kazania,  te  bowiem  na  drogę  cnoty  jeno  pospólstwo  sprowadzają,  jego  zaś 
pisma wielkich panów. 

Nie  mówię  tego,  żeby  się  chełpić,  ale  tym  sposobem  posługiwał  się  już  Eneasz,  chcąc 

zdobyć imię w miejscu, gdzie go jeszcze nie znano. Na zakończenie weźcie ten podarek z tak 
wdzięcznem sercem, z jakim ja go dawam i w nagrodę polećcie mnie Don Pedrowi z Toledo, 
Markizowi da Villa-Franca i vice-królowi Neapolu! 

 

                                                 

6

 Mowa tu o heroicznym poemacie „Marfissa”. Poemat ten, wzorowany na „Orlandzie Szalonym” Ariosta, miał 

wysławiać ród Gonzagów. 

background image

 

16 

 
NANNA: A ty cóżeś sobie znów ubrdała? Cóż to za dąsy, fumy, gniewy, a rankory? Serce 

ci wali, bledniesz i czerwienisz się na przemiany! Nieznośny bachor z ciebie! 

PIPPA:  A  tak,  tak,  muchy  mi  wlazły  do  nosa!  Czemuż  to  nie  zezwalacie,  abym  ostała 

kurtyzaną, jak wam radziła moja chrzestna, donna Antonja? 

NANNA: Pieczone gołąbki nie lecą same do gąbki! 
PIPPA: Jesteście złą macochą. Hu, hu, hu! 
NANNA: Płaczesz moja laleczko? 
PIPPA: Pewnikiem, że mi się na szloch zbiera! 
NANNA:  Poniechaj  pychy,  poniechaj,  mówię  ci!  Bo  jeśli  zupełnie  swych  manjer  nie 

odmienisz, nigdy nie będziesz miała całych majtek na tyłku! Dzisiaj są takie gromady kurew, 
ż

e trza cuda robić w sztuce umiejętności życia, aby koniec z końcem związać. Nie wystarcza 

być  łakomym  kąskiem,  mieć  piękne  oczy  i  kosy  złote!  Tylko  szczęście,  albo  sztuka  do  celu 
wiedzie! 

Wszystko inne to zawracanie głowy! 
PIPPA: I to wy tak mówicie? 
NANNA:  Tak,  to  tak,  Pippo!  Ale  jeśli  postępować  będziesz  według  mych  rad,  a  dobrze 

uszu nastawisz, słuchając matczynych napomnień, to fortuna pójdzie twym śladem. 

PIPPA: Zechciejcie tylko starań dołożyć, aby uczynić ze mnie takową signorę, a uszu to ja 

już nadstawię! 

NANNA:  Jeśli  nie  będziesz  uganiać  się  za  byle  kłakiem,  co  po  powietrzu  lata,  jeśli 

przestaniesz  się  gawronić  i  boczyć  podczas  dyskursów  ze  mną,  tedy  przysięgam  ci,  na  owe 
zdrowaśki, które po całych dniach mruczę, że w ciągu dziesięciu, albo czternastu dni najdalej, 
będziesz mogła rozpocząć interes! 

PIPPA: Oby Bóg zechciał tego, droga mamo! 
NANNA: Przedewszystkiem, zechciej ty sama! 
PIPPA: Oczywiście, że chcieć będę, moja droga mamusiu, moja złota mateczko!. 
NANNA:  Moje  chęci  równie  są  gorące,  a  przytem  mocno  wierzę,  że  dalej  zajdziesz,  niż 

jakakolwiek faworyta Ojca Świętego! Już cię widzę w raju. Uważ więc, co mówić będę. 

PIPPA: Cała się w słuch przemieniam! 
NANNA:  Pippo!  Ludziom  zawżdy  mówię,  że  masz  lat  szesnaście;  naprawdę  masz  ich  już 

dwadzieścia, jak obszył. 

Albowiem urodziłaś się wkrótce po conclave Leona i w tym samym czasie, gdy cały Rzym 

wrzeszczał:  palle!  palle!

7

,  ja  ryczałam  w  porodowej  boleści.  Och!  Ach!  Rety!  Gwałtu! 

...Ażeby cię! 

Przyszłaś więc na świat w chwili, gdy herb Medyceuszów przybijano do portalu Św. Piotra. 
PIPPA:  Oto  jeszcze  jeden  powód  więcej,  abym  czasu  po  próżnicy  nie  traciła!  Opowiadała 

mi  krewniaczka,  Sandra,  że  świat  chce  teraz  wiedzieć  tylko  o  jedenasto,  albo 
dwunastolatkach, inne zasię w rachubę nie idą. 

NANNA:  Temu  nie  przeczę!  Ale  ty  najwyżej  na  czternaście  lat  wyglądasz.  Powróćmy 

jednak  do  materii  właściwej.  Słuchaj  mnie  i  nie myśl  o  niebieskich  migdałach!  Wyimaginuj 
sobie,  że  ja  jestem  bakałarzem,  a  ty  żaczkiem,  który  się  sylabizowania  uczy,  albo  jeszcze 
lepiej, ja się stanę kaznodzieją, a ty pobożnym parafjaninem! Jeśli chcesz być, jak ów żaczek, 
to słuchaj uważnie swego bakałarza, aby cię na kobiercu nie rozciągnięto! Jeśli zaś chcesz się 
stać  pobożnisiem,  to  zapamiętaj  wszystkie  słowa  kazań,  aby  nie  wpaść  do  domu  wiecznego 
potępienia. 

PIPPA: Postaram się was zadowolnić! 

                                                 

7

 Jan Medyceusz, obrany papieżem w dniu 11 marca 1513 roku, przyjął Imię Leona X. Palle, palle! (kule, kule!) 

—  aluzja  do  herbu  Medyceuszów.  Równocześnie  wykrzyk  palle!  był  zawołaniem  herbowem.  Pochód  do 
Lateranu był niesłychanie świetny. Nowoobrany papież wydał na tę uroczystość 100 000 florenów. 

background image

 

17 

NANNA:  Córuchno,  ci  którzy  ostatni  szeląg  tracą,  uganiając  się  za  spódnicami,  ciągle  się 

ż

alą,  że  ta  lub  owa  pstro  ma  w  głowie,  tak,  jakby  wszystko  zło,  które  im  się  wydarzyło,  z 

głupoty  onych  dziewek  poszło!  Ani  nie  spostrzegają,  że  głupstwa  te,  to  ich  całe  szczęście! 
Dlatego  też  umyśliłam  sobie,  abyś  owym  asanom  czarno  na  białem  pokazała,  jakiby  ich 
ż

ałosny  los  czekał,  gdyby  wszystkie  kurwy,  co  do  jednej,  nie  były  łotrzycami,  głupiemi 

gęsiami, oślicami, szurgotami, klempami, pijaczkami i jeszcze czemś gorszem. 

PIPPA: A to znowu dlaczego? 
NANNA:  Dlatego,  że  gdyby  krom  występków  miały  i  cnoty,  to  prędko  oczy  by  się  im 

otworzyły  na  wszystkie  podstępy  i  łajdactwa  męskie;  znosiłyby  wszystko  cierpliwie  przez 
pięć,  dziesięć  lat,  ale  potem  posłałyby  jegomościów  na  szubienicę;  a  na  widok  wywalonego 
ozora, radość ich byłaby większa, niż markotność owych panów, z jaką ongi na podbieranie 
swych  mieszków  spoglądali.  I  jeśli  jest  tyle,  które  z  głodu  zdychają,  wykarmiając  na  swem 
ciele  wrzody,  krosty  i  francę,  to  tylko  dlatego,  że  ani  chwili  nie  pomyślały  o  swoich 
sprawach! 

PIPPA: Poczynam was rozumieć! 
NANNA:  Słuchaj  uważnie  i  dobrze  sobie  w  pamięć  wbij  kazanie  moje  i  przypowieści.  W 

dwóch  słowach  nauczę  cię  wszystkiego.  „Białogłowy,  które  się  nierządem  bawią,  nazywają 
się kawalerkami, iż jeżdżą na głowie amantów, jako na ośle, bo to z włoskiego caballo—koń, 
z łaciny caballus, jak tedy rycerz koniem, tak te nierządnice kochankami swemi rządzą.”

8

 Zaś 

jeśli  doktory,  filozofowie,  kupcy,  rycerze,  mnisi,  parochy,  szlachcice,  wielcy  panowie,  ba!... 
Salomonowie  nawet,  stają  się  igraszką  w  ręku  bylejakiej  wietrz  nicy,  wyobraź  sobie,  cóż 
dopiero uczyni z niemi podwika, mająca szczyptę dowcipu w przyrodzeniu! 

PIPPA: Dobrze ich ubierze! 
NANNA:  Zatem  kunszt  kurwiarski  nie  jest  zawodem  dla  głupiej!  Cale  nie  wystarcza 

zadrzeć  kiecki  ,  do  góry  i  powiedzieć:  „Ot  tak!  A  teraz  jazda!”  Trzeba  jeszcze  coś  innego 
umieć. W przeciwnym razie zrobi się klapę tego samego dnia, w którym się interes otwarło! 
Ale teraz dotrzyjmy do jądra sprawy! 

Kiedy ludzie usłyszą, żeś już napoczęta, znajdzie się zaraz bardzo wielu, prosząc, abyś ich 

najpierw  obsłużyła.  A  ja  będę,  niby  ojciec  spowiednik,  który  uspakaja  tłum  podniecony, 
bowiem  gromady  posłanników  będą  mi  szeptać  do  ucha  swoje:  ps,  psi!  Od  razu  tuzin 
zamówień  spadnie  na  twą  głowę.  Będziemy  pragnąć,  aby  tydzień  miał  tyle  dni,  ile  ma  ich 
miesiąc. Już widzę, jak odpowiadam pokojowcowi jakiegoś możnego pana: „Tak, to prawda, 
moja  Pipcia  pozwoliła  uszczknąć  sobie  kwiatuszek  dziewictwa!  Dobry  Pan  Bóg  w  niebie 
raczy  wiedzieć,  jak  się  to  stało!  Ale  tej  krowie,  tej  kumie-stręczycielce  za  mój  dyshonor 
odpłacę  się  z  nawiązką.  Moja  córuchna  czysta  jest,  jak  gołąbek  i  na  słowo  Nanny  raz  jeno 
owe  paskudztwo  zrobiła!  Ostatnim  wyciruchem  musiałabym  być,  gdybym  ciałem  własnego 
dziecka  kupczyła!  Ale  Wasza  Łaskawość  tak  mnie  oczarował,  że  odmowy  przez  wargi 
przecisnąć nie mogę! Zaraz po „Ave Maria” moja Pippcia u niego się zjawi. 

W  chwili,  gdy  sługus  będzie  się  zabierał  do  odejścia,  musisz  przebiec  przez  dom  z 

rozwianemi  włosami,  a  kiedy  wejdziesz  do  komnat,  unieś  nieco  oblicze  ku  górze,  aby  lokaj 
mógł na ciebie spojrzeć z pod oka! 

PIPPA: A to poco? 
NANNA: Po to, że wszyscy owi sługusi są stręczycielami i rajfurami swych panów. Ten, o 

którym teraz mówię, pomknie do swego pana, niby pędziwiatr jaki i nie  mogąc złapać tchu, 
pocznie  mówić:  „Wasza  Wielmożność,  tylem  starań  dołożył,  że  udało  mi  się  dziewczynę 
zobaczyć.  Ma  ci  ona  warkocze,  jak  złote  postronki,  a  oczy,  jak  sokolica.  Mimochodem 
wspomniałem o Was, aby ujrzeć, jakie wrażenie sprawi na niej Wasze imię. Zaiste! kąsek to 
znakomity i przypuszczam, że jednem westchnieniem lube pożary w niej rozniecicie!” 

                                                 

8

  Starowolski. 

background image

 

18 

PIPPA: A co za profit mieć będę z tego cygaństwa i paplaniny? 
NANNA: Wzbudzą one w tym, który  ciebie pożąda, dobre o tobie mniemanie, a godzinka 

oczekiwania wyda mu się lat tysiącem. Ha, ha, ileż to jest głupców, którzy, zasłyszawszy, jak 
pokojówka  wysławia  swoją  panią,  zaraz  na  umór  durzyć  się  poczynają,  aż  im  ślina  z  gęby 
ciecze! 

PIPPA: Zatem pokojowe są z tej samej mąki, co pachołkowie? 
NANNA: Wart Pac pałaca, a pałac Paca! 
Idziesz więc do domu tego gładysza, a ja ci towarzyszę. 
Zapewne wyjdzie na twe spotkanie na schody, albo na sam próg domu. Ty poprawisz nieco 

zmięte  szatki  i  będziesz  się  trzymać  godnie,  ręce  w  małdrzyk,  a  buzia  w  ciup.  Ukradkiem 
spojrzysz na poczet domowników, stojących nieco na uboczu. 

Później  utkwisz  pokorny  wzrok  w  jego  oczach,  zrobisz  piękny  dyg  i  wypowiesz 

pozdrowienie pełne galanterji. 

PIPPA: A co będzie, jeśli się zarumienię? 
NANNA: W to mi graj! Barwiczka, którą wstyd policzki młodej dziewczyny maluje, serce 

mężczyzny na wosk stopi. 

PIPPA: To znakomicie! 
NANNA: Po załatwieniu wszystkich dwornych ceregieli, ów pan posadzi cię obok siebie, a 

i mnie rzuci parę grzecznych słówek. 

Utkwię  wzrok  w  twojej  twarzy,  udając,  że  mnie  twoja  uroda  całkowicie  oślepiła!  W  ten 

sposób zwrócę na ciebie uwagę całego zgromadzenia. 

A wtedy i on rychło powie: „Madonna! Wasza matka ma rację, że was ubóstwia, albowiem 

inne niewiasty rodzą dzieci, zaś ona anioła spłodziła!” 

A  jeśli  wypowiedziawszy  te  słowa,  pochyli  się  ku  tobie,  aby  twe  oczy  i  usta  całować, 

odwróć  się  od  niego  delikatnie  i  westchnij  cichutko;  gdyby  ci  się  udało  spiec  w  tej  chwili 
raczka, już byś go miała! 

PIPPA: Ach! nie!— doprawdy?? 
NANNA: Tak, tak moja Pippo! Westchnienie i jednoczesny rumieniec są oznakami miłości, 

dowodem, że zaczynasz się w nim durzyć. 

Ów pan, który oczekuje od ciebie rozkoszy, zacznie sobie wyobrażać, żeś się już w nim na 

umór zakochała i tem łacniej w to uwierzy, gdy go będziesz ścigać stęsknionym wzrokiem! 

Gawędząc z tobą bez ustanku, zaciągnie cię do kąta i w najwdzięczniejszych, najtkliwszych 

słowach  wyzna  ci  swą  miłość.  Musisz  na  wszystko  trafnie  odpowiadać.  Staraj  się  przytem 
mówić słowami, któreby nie trąciły zamtuzem. 

Tymczasem przybliżą się do ciebie goście, którzy przez ten czas ze mną żartowali i śmiejąc 

się  krotochwilnie,  będą  opowiadali  ci  różne  bzdury,  Ale  ty  nie  trać  zimnej  krwi  i  czy  to 
milczysz, czy mówisz, zachowuj się tak, aby zarówno twoja mowa, jak i milczenie były pełne 
powabu i godności. Nie rzucaj wokół spojrzeń chutliwych! Wzrok twój winien być wzrokiem 
mnicha,  który  spogląda  na  cnotliwe  i  czyste  mniszeczki!  Stęsknione  spojrzenia  i  namiętne 
półsłówka zachowaj dla przyjaciela, który ugaszcza cię stołem i łożem. Śmiejąc się, nie rycz 
głośno  kurwim  sposobem,  szczęki  szeroko  rozdziawiając,  że  aż  do  gardziela  możnaby  było 
zajrzeć.  Żaden  rys  twojej  twarzy  nie  powinien  być  śmiechem  zeszpecony.  I  niech  ci  raczej 
ząb  z  ust  wyleci,  niż  brzydkie  słowo!  Nie  klnij  się  na  Boga,  ani  na  żadnego  świętego!  Nie 
staraj  się  zaprzeczać  uporczywie:  „Nie  macie  racji  Wielmożny  Panie,  to  nie  tak  było!”  Nie 
gniewaj się na docinki i przytyki złośliwe, któremi owi panowie usiłują nas podrażnić! 

Albowiem  taka,  która  codzień  z  kim  innym  wesele  odbywa,  powinna  raczej  stroić  się  w 

uprzejmość,  niż  w  jedwabie  i  w  każdym  ruchu,  w  każdym  geście  zdradzać  maniery 
prawdziwej księżniczki. Tylko skromność wywyższyć cię może, zaś ni aksamit, ni atłasy nie 
dadzą ci okrasy! 

PIPPA: Zakonotuję to sobie! 

background image

 

19 

NANNA:  A  kiedy  podadzą  sałatę,  nie  rzucaj  się  na  nią,  jak  krowa  na  siano,  bierz  drobne 

kawałeczki i nie zatłuszczaj palców, podnosząc je do ust Nie pochylaj się przytem nad stołem, 
jakbyś chciała strawę z talerza porwać. Tak czynią tylko flądry, nie mające pojęcia o dobrem 
wychowaniu! 

Siedź pełna godności, wdzięcznym ruchem, wysuwając ręce. Gdy ci się pić zachce, kiwnij 

na  sługę,  lecz  jeśli  dzbany  na  stole  stoją,  usługuj  sobie  sama.  Nie  napełniaj  kieliszka  po 
brzegi, przytykaj wargi wdzięcznie do szkła i nigdy jednym haustem do dna nie wysączaj. 

PIPPA: A jeśli będę miała wielkie pragnienie? 
NANNA:  To  wszystko  jedno!  Pij  mało,  aby  cię  nie  okrzyczano  za  wielką  pijaczkę  i 

ż

arłoczkę.  Nie  żryj  potraw  z  otwarte  mi  ustami  i  nie  mlaskaj  językiem.  Jedz  tak,  żeby  tego 

słychać  nie  było.  Podczas  obiadu  nie  rób  z  pyska  cholewy,  mów  mało,  chyba  żeby  cię  o  to 
proszono.  Poczęstuje  cię  kto  z  gości  jaką  potrawą,  skrzydełkiem  kury,  kawałkiem  kapłona, 
lub piersią kuropatwy, to przyjmij dar z piękną  podzięką i przymilnym  uśmiechem, spojrzyj 
jednak pytająco na swego miłośnika, jakbyś go prosić chciała o milczące przyzwolenie. 

Po skończonym obiedzie nie czkaj i nie pierdź na miłość boską! 
PIPPA: A jeśli mi się czknięcie, lub pierdnięcie wypsnie? 
NANNA: Br… wtedy nie tylko ci, co się łatwo brzydzą, ale i sama obrzydliwość będzie się 

brzydzić tobą! 

PIPPA: No, a cóż się stanie, jeśli wszystkich waszych nauk przestrzegać będę? 
NANNA:  Zyskasz  sławę  najwdzięcznieszej,  najmilszej  kurtyzany  i  każdy  będzie  mówił  o 

tobie: „Cień starych trzewików signory Pippy jest więcej wart, niż ta, lub owa w trzewikach i 
szacie. A ci którzy cię znają, pozostaną i nadal twemi niewolnikami; będą wszędy wysławiać 
zalety twoje, pożądając cię tem więcej, im staranniej unikają pospolitych dziewek i ladacznic! 

PIPPA: A cóż mam robić, kiedy obiad się skończy? 
NANNA:  Rozmawiaj  krótką  chwilkę  ze  swoim  sąsiadem,  ale  nie  opuszczaj  miejsca,  obok 

swego  gacha,  kiedy  się  zbliży  godzina  łoża,  odprawisz  mnie  do  domu,  sama  zaś  powiesz  z 
respektem:  „Dobranoc  moi  państwo!”  I  wystrzegaj  się,  wystrzegaj  się,  jak  morowej  zarazy, 
aby nikt nie widział, ani nie słyszał, jak szczasz! 

Nie  chodź  do  wychodka,  nie  podcieraj  się  chusteczką,  albowiem  będą  z  tego  plewy,  dla 

owych  kur,  które  byle  mierzwo  rozgrzebują!  A  kiedy  znajdziesz  się  w  alkierzu,  za 
zamkniętemi drzwiami, rozejrzyj się uważnie; może dostrzeżesz jaki ręcznik, lub czepeczek, 
któryby pasował na ciebie. Wychwalaj owe przedmioty, ale nie proś o nic. 

PIPPA: A dlaczego nie miałabym poprosić? 
NANNA:  Dlatego,  że  pies  bardzo  do  swej  suki  przywiązany,  sam  złoży  ci  to,  lub  owo  w 

podarunku. 

PIPPA: A gdy mi ofiaruje? 
NANNA: Pocałuj go namiętnie i przyjmij. 
PIPPA: Tak też uczynię! 
NANNA:  Podczas  gdy  on  na  gwałt  będzie  ściągał  szaty,  ty  rozbieraj  się  powoluteńku, 

mrucząc  coś  do  siebie  i  wzdychając  od  czasu  do  czasu.  Zapyta  się  skoro  się  obok  niego 
ułożysz: „Czemuż to wzdychacie, moja duszko?” Wtedy ty westchnij raz jeszcze i powiedz: 
„Wasza Miłość całkiem mnie opętał!” Przy tych słowach obłap go mocno i całuj, całuj z całej 
duszy! 

Potem  przeżegnaj  się,  a  jeśli  nie  chcesz  zmówić  modlitwy,  to  poruszaj  przynajmniej 

wargami, aby wyglądało, że się modlisz. 

Trzeba być dobrze ułożoną, aż do końca! 
Ów drab, oczekujący na ciebie w łóżku, jak  głodomór, który z wilczym  apetytem siadł do 

stołu,  zanim  podano  chleb  i  wino,  zacznie  cię  głaskać  po  piersiach,  wciśnie  w  nie  swoją 
twarz,  jakby  się  chciał  napić,  połaskocze  cię  po  brzuchu,  wreszcie  dogramoli  się  do  twojej 
myszki  i  kilkakrotnie  ją  poklepawszy,  zacznie  cię  szczypać  po  lędźwiach.  Później  przyjdzie 

background image

 

20 

kolej  na  pośladki,  które  są  naszą  udręką,  ponieważ  nęcą  ku  sobie  męską  dłoń  z 
nieprzezwyciężoną  siłą  W  końcu  wepchnie  kolano  między  twoje  nogi,  próbując,  czy  się 
przypadkiem nie obrócisz! Jednak nie będzie miał jeszcze odwagi otwarcie cię o to poprosić. 
Ale ty trzymaj się ostro! I choćby skomlał, łasił się i przymilał jak dziecko, nie nadstawiaj mu 
tyłka! 

PIPPA: A jeśli mnie przymusi? 
NANNA: Nikogo nie można przymusić mój głuptasku! 
PIPPA: A czy to nie wszystko jedno, czy mnie zajdzie z tyłu, czy od przodu? 
NANNA: O małpko, małpko ucieszna! Mówisz, jak prawdziwy głuptasek! Powiedz mi, co 

jest więcej warte: talar, czy dukat? 

PIPPA: Teraz was rozumiem! Srebro mniej warte, niż złoto! 
NĄNNA: Słusznie mówisz! Ale, ale przypominam sobie wspaniały koncept. 
PIPPA: Naucz mnie go! 
NANNA: Słowo daję, doskonały kawał! 
PIPPA: Proszę, proszę mateczko! 
NANNA:  Kiedy  cię  tak  pcha  i  tarmosi,  chcąc  cię  przewrócić  według  swego  widzimisię, 

obmacaj  go,  czy  nie  ma  jakiegoś  łańcuszka  na  szyji,  albo  pierścienia  na  palcu.  I  kiedy  stary 
zrzęda będzie raruczyć, wprowadzony w pokusę przez zapach pieczeni, spróbuj, czy ci się nie 
uda capnąć mu tych klejnotów, 

A jeśli nie da sobie nic zabrać, powiedz mu prosto z mostu: 
Co?... Wasza Miłość robią takie plugastwa od tyłu? Wtedy weźmie się do ciebie w rozsądny 

sposób!  Albowiem  pieszczotki,  które  owym  świderkom  grę  ułatwiają,  nieomylnie  wiodą  ich 
do zguby, a doznane słodycze życia ich pozbawiają. 

Tylko  ze  sklepem  kramarskim  porównać  można  owe  żarty,  zabawy,  figliki  i  krotochwile, 

któremi darzy dobrze wyuczona kurwa! 

PIPPA: Jakież zabawne porównanie robicie?! 
NANNA:  Przypatrz  się  kramarzowi!  Ma  ci  on  tasiemki,  zwierciadła,  rękawice,  wianuszki, 

wstążki, naparstki, szpilki, igły, pasy, czepki, mydła, wonne olejki, puder cypryjski, różance, 
paciorki, sztuczne włosy i sto tysięcy innych rzeczy! 

Takoż  i  gamratka  na  swem  posłaniu.  Słówka,  uśmiechy,  pocałunki,  spojrzenia!  Ale  to 

jeszcze  nic!  Ma  ci  ona  w  swych  dłoniach  i  w  swem  puzdereczku  wszystkie  rubiny,  perły, 
djamenty, szmaragdy i melodje całego świata. 

PIPPA: A to jakże? 
NANNA:  Co,  jakże?  Ha!  Każdy  mężczyzna  czuje  się  w  siódmym  niebie,  kiedy  jego 

ukochana przyjaciółka chwyci go za ogonek, owo dwa, trzy, albo cztery razy w ręku zgniecie, 
aż  ci  dęba  stanie,  a  potem  kiedy  stanął,  troszeczkę  nim  potrząśnie.  A  wtedy  puści  małego 
łajdaka i jajca do ręki weźmie, gładząc je leciutko. 

Potem poklepie go po dupie, pogmerze we włosach i zacznie na nowo klepać po tyłku, aż 

kutasisko  sokiem  nabrzmiałe  wyglądać  pocznie,  jak  ów,  co  wyrzygaćby  się  pragnął,  a  nie 
może! 

Miłośnik,  który  takich  pieszczot  doznał,  dumą  się  nadmie,  niby  opat  i  nie  zamieni  swych 

rozkoszy na rozkosz, jakiej doznaje łechtana maciora. 

Zaś, gdy ujrzy, że ta, na której jeździć miał zamiar, sama niby amazonka wskoczy na niego, 

wtedy już całkiem ducha popuści od słodkiej rozkoszy! 

PIPPA: Co ja słyszę! 
NANNA: Słuchaj i naucz się odprzedawać swój towar. Daję ci słowo, że sprytna dziewka, 

która  sama  na  kochanka  wlezie,  prędzej  wyciągnie  mu  z  portek  wszystkie  pieniądze,  niż  to 
kości i karty szulerów potrafią. 

PIPPA: A gdy płacić nie zechce?... 
NANNA: Alboż to mało sposobów do wysadzenia go z siodła? 

background image

 

21 

PIPPA: Opowiedzcież mi choć o jednym! 
NANNA: Chętnie, posłuchaj tylko! Gdy ci się już znudzi, zacznij popłakiwać, stań się nagle 

poważna,  nie  poruszaj  się  i  leż  cichutko!  Ów  ciałożerca  zapyta  się,  przerywając:  „Cóż  tam 
znowu?” Zaś ty zajęcz tylko! Będzie musiał zrobić przerwę i rzec: „Serce najdroższe, czy cię 
boli, czy nie sprawia ci przyjemności rozkosz, jakiej ja zażywam?” Wtedy odpowiesz: „Ach 
drogi staruszku!!... chciałabym!” 

No cóż takiego?.. W tem miejscu zrób minkę, jak łaszący się kotek! A potem nawpół przez 

słowa,  na  wpół  przez  znaki,  daj  mu  do  zrozumienia,  że  chciałabyś  się  nadziać  na  włócznię 
sposobem Gianetty! 

PIPPA: Wyobraźcie sobie, że już to zrobiłam i mówcie dalej! 
NANNA:  Rozsiadłszy  się  wygodnie,  obejmij  go  za  szyję  rękoma  i  daj  mu  z  dziesięć 

pocałunków. Potem weź jego łodygę do rąk i gnieć ją tak długo, aż ją szał opanuje. Kiedy już 
tryska  ogniem  i  skrami,  wraź  ją  do  osi  i  wgnieć  się  w  nią  z  całej  siły.  Po  chwili  westchnij, 
jakbyś  już  była  gotowa  i  powiedz:  „Mnie  się  już  przytrafiło,  a  wy,  czy  prędko  skończycie, 
Wielmożny  Panie?!”  Ogier  odpowie  wzruszonym  głosem:  „Niedługo,  moja  nadziejo!”  Gdy 
zauważysz,  że  mu  się  już  przytrafia,  powstrzymaj  go  i  powiedz:  „Jeszcze  nie,  jeszcze  nie, 
moje życie” i wsadź mu język do ust, ale uważaj przy tem, aby klucz z zamka nie wyskoczył! 

Później  pchnij,  odsuń  się  i  znów  się  przysuń,  natrzyj  mocno,  obrabiając  go  bez  ustanku! 

Krótko  mówiąc,  musisz  przy  tej  pracy  naśladować  ruchami  grających  w  piłkę!  Gracze  owi, 
raz  w  tę,  raz  w  ową  stronę  się  biorą,  udając,  że  chcą  piłkę  rzucić.  A  gdy  dobrze  już  omylą 
czujność przeciwników, wtedy dopiero rzucają z całej siły, 

PIPPA:  Upominaliście  mnie  przecież,  abym  się  zachowywała  skromnie,  a  teraz  uczycie 

mnie takich sprośności? 

NANNA:  To  wszystko  leży  w  zakresie  mego  zadania;  albowiem  w  łożu  musisz  być 

nierządnicą, w tem samem tego słowa znaczeniu, jak gdzieindziej dobrze wychowaną damą. 
Staraj się, aby nie było pieszczot do pomyślenia, któremi nie obdarzyłabyś swego towarzysza 
łoża! Bądź zawsze na pogotowiu i drap go tam, gdzie go swędzi! Ha, ha, ha! 

PIPPA: Z czegóż się tak śmiejecie? 
NANNA:  Śmieję  się  z  wykrętów,  które  powymyślali  sobie  biedni  ludziska,  którym  już 

stojaczek nie staje! 

PIPPA: Jakież to wykręty? 
NANNA:  Zwalają  winę  na  to,  że  za  dużo  kochali.  I  z  pewnością,  gdyby  tej  wymówki  nie 

mieli,  byliby  w  jeszcze  większym  kłopocie,  niż  lekarze,  kiedy  im  chory,  zapytany  o  stolec, 
odpowiada,  że  się  już  usrał!  Wtedy  nie  wiedzą  już,  jakieby  medykamenta  przepisać  i  stoją 
mocno  zafrasowani!  Takoż  i  staruszkowie,  kiedy  się  na  nas  wdrapią  i  płacą  nam  fałszywą 
monetą miłosną i długiem gadulstwem! 

PIPPA:  Chciałam  się  właśnie  was  zapytać,  jak  się  mam  odnosić  do  owych  zaślinionych 

pierdoł,  którzy  śmierdzą  zarówno  z  tyłu,  jak  i  z  przodu.  Zapaćkają  mnie  swemi  bździnami, 
kiedy ich będę przez całą noc na karku znosiła! Mogłabym się łatwo zatknąć, lub zacuchnąć 
się do reszty! Moja krewniaczka opowiadała mi, że jakaś panienka zemdlała w takiej okazji! 

NANNA:  Dziecinko,  zapach  talarów  jest  tak  słodki,  że  smród  plugawego  oddechu  i  fetor 

zapotniałych nóg wcale naszego nosa nie drażni! Ci panowie płacą wagą złota za cierpliwość, 
z  jaką  znosimy  ich  braki!  Słuchaj  uważnie,  albowiem  chcę  ci  powiedzieć,  jak  się  masz 
zachować  z  owymi  „musico  musicorum”.  Jeśli  dogodzisz  zachciankom  tych  ludzi  i  poddasz 
się im cierpliwie — wówczas wszystkie ich dobra do ciebie należą! 

PIPPA: Opowiedzcie mi jeszcze trochę szerzej o tych babakach. 
NANNA:  A  zatem  siedzisz  sobie  przy  stole  z  chutliwymi  rypałami,  którzy  mają  dobre 

chęci, ale marne lędźwie. 

Pippo,  tam  ci  są  dopiero  potrawy  i  wina,  jak  się  patrzy,  a  tony  górne,  jak  u  Wielkich 

Panów!! 

background image

 

22 

Doprawdy,  słuchając  ich  przechwałek,  miałoby  się  ochotę  powiedzieć:  ci  ze  srogim 

pocztem jadą, a gdyby ich czyny bohaterskie w  pierzynie, odpowiadały czynom dokonanym 
na  małmazji  i  bażantach,  to  mogliby  się  wysrać  na  bohatera  Rolanda.  Ale  te  namiętne 
pyszałki pokładają całą  nadzieję w pieprzu, truflach, jarmużu i kordjałach, sprowadzanych z 
Francji. I takie świństwa łykają masami, nadziewając się niemi, jak chłop winogronem. 

O! przy takich ucztach możesz jeść ile ci się podoba! 
PIPPA: Dlaczego? 
NANNA: Bo im przyjemność sprawia, karmić cię, jak niemowie! 
Widząc,  że  zajadasz  z  apetytem,  cieszą  się  jak  koń,  który  słyszy  gwizdanie  pachołka, 

wiodącego go do wodopoju. 

A  pozatem  nie  lubią  tego  starcy,  aby  dziewczyna  zachowywała  się  jak  oblubienica  lub 

dorynda. 

PIPPA: Więc, gdy z nimi ucztuję, to mogę nie wylewać za kołnierz! 
NANNA:  Na  jądra  świętych  młodzianków!  Pojęłaś  mnie  i  jeśli  będziesz  nadal  robić  takie 

postępy,  to  się  wydłużą  pyski  innym  kurwom,  jak  proboszczowi,  kiedy  mu  małe  datki  do 
skarbony lecą! 

Ale,  ale,  siedząc  ze  starcami  przy  stole,  nie  czyść  sobie  zębów  serwetką  i  nie  płucz  ust 

wodą, albowiem mogliby się urazić, szepcząc do siebie: „Oto wydrwiwa się z nas, że mamy 
chwiejące się zęby, które w gębie sztucznie woskiem przymocowujemy! 

PIPPA: Właśnie, że będę je czyścić! Niech się martwią! 
NANNA: Ani mi się waż! 
PIPPA: No, dobrze już, dobrze! 
NANNA:  Zato,  możesz  w  zębach  porządek  zrobić  ukradkiem,  wykłuwając  je  sobie 

patyczkiem z rozmarynu! 

PIPPA: A jakżesz to będzie, kiedy pójdę z tymi starcami do łóżka? 
NANNA: Ha, ha, ha!! Od śmiechu aż mi burczy w żywocie! Przed obłapką zawżdy chodzą 

do  sracza,  dokąd  ty,  będąc  na  wizycie  u  panów,  nigdy  chodzić  nie  powinnaś!  O  jakżesz  oni 
się  tam  wiercą,  nadymają  się  i  strzelają!  Tak  mocno  nie  dmucha  żaden  miech  kowalski! 
Katują dupsko, chcąc wypchać na świat Boży gówniany kołek, zaś w ręku trzymają torebkę z 
miętówkami i pigułkami lukrecjowemi, aby ułagodzić nieco dręczący ich kaszel. 

Trzeba przyznać, że ślicznie wyglądają w jednym tylko kaftaniku na gołym cielsku. Piękni, 

jak koczkodani! Przypominają sobie młodość, niby osły i oślice zielone chwasty i prawią nam 
dusery  w  słowach  tak  rozwlekłych,  że  napróżno  siliłabym  się  je  powtórzyć.  Mimowoli 
przychodzą na myśl bajki piastunek, których dzieci ani w ząb nie rozumieją. Wtykają ci swą 
nadobną kiełbaskę do pięści, ssą cycki, włażą na kark, jakbyś była kobyłą i każą ci się kręcić 
to w tą, to w tamtą stronę. Musisz ich drapać pod pachami i po brzuchu, ale bierz się do tego z 
zapałem,  a  gdy  ich  już  trochę  roznamiętnisz,  chwyć  znów  za  ptaszka  i  potrząsaj  nim 
wdzięcznie, aż ci łepek, jako tako do góry zadrze!  Im bowiem kota bardziej głaszczesz, tem 
bardziej ogon wznosi! 

PIPPA: To on starcom jeszcze staje? 
NANNA: Tak, czasami, przez omyłkę, ale prędko znowu opada. 
Gdybyś  widziała  swego  ojca,  Panie  świeć  nad  jego  duszą,  jak  podczas  ostatniej  choroby 

usiłował  osiąść  na  łóżku  i  zaraz  bezwładnie  sztywny  i  zimny  znów  opadał,  miałabyś  w  nim 
obraz  kusia  tych  staruszków.  Wygląda  jak  glisda,  która  się  kurczy  i  wyciąga  i  w  ten  sposób 
naprzód się porusza! 

PIPPA: Nauczyliście mnie wszystkiego, co mam czynić, kiedy siedzę na chłopie okrakiem, 

a także powiedzieliście mi o wszystkich okolicznościowych igraszkach, ale nie wiem jeszcze, 
jaki temu wszystkiemu ma być koniec? 

NANNA: Nie potrzebujesz o nic więcej pytać! Już cię rozumiem i gorliwość twoja napełnia 

mnie taką dumą, że jestem w siódmem niebie! 

background image

 

23 

Chcesz  wiedzieć,  do  czego  służą  owe  wszystkie  małe  figliki.  które  masz  robić,  kiedy 

siedzisz na swadźbiącym, jak to się zwykło wyrażać!? 

PIPPA: Wsadziliście mateczko palec do właściwej dziury! 
NANNA:  Przypominasz  sobie  może,  Pipeczko,  jak  to  uczynił  ów  Zoppino

9

  który  przed 

widzami odgrywał legendę o Campriano? 

PIPPA: Zoppino? Wiera, wiem! Cały świat się zbiegał, chcąc posłuchać jego śpiewu! 
NANNA:  O  nim  też  mówić  pragnę!  Poszłaś  raz  z  córkami  kuma  Piotra:  Kachną  i 

Kasiuchną, na owo przedstawienie i śmiałaś się do rozpuku z krotochwl Zoppiny! 

PIPPA: Tak, tak, przypominam sobie! 
NANNA:  Zoppino śpiewał wówczas o tem, jak Campriano wsadził swemu osłu trzy funty 

grosiwa  do  dupy  i  powędrował  z  bydlątkiem  do  Syeny.  Tam  sprzedał  go  za  sto  dukatów 
dwóm kupcom, którym zawrócił głowę, że osioł sra złotem. 

PIPPA: Ha, ha, ha! 
NANNA:  Historyjkę  tę  opowiedział  tylko  do  połowy.  Urwawszy  w  miejscu  najmniej 

oczekiwanem,  wypróżnił  zanadrza  i  zaczął  sprzedawać  tysiące  najrozmaitszych  balsamów  i 
drjakwi! 

PIPPA: Jeszcze nie bardzo wiem, o co wam chodzi!? 
NANNA:  O  ty  podporo  i  nadziejo  mojej  starości!  Pozwól  mi  się  wygadać  swobodnie  do 

końca,  będzie  to  z  wielką  korzyścią  dla  ciebie!  A  zatem,  kiedyś  tak  już  rozpaliła  owego 
kaczałę,  że  gotów  jest  wypluć  ślimaka,  zatrzymaj  się  nagle  i  powiedz:  „Już  nie  mogę 
więcej!!”  A  wtedy  niech  prosi,  żebrze,  skamle,  błaga,  ile  chce!  Odpowiadaj:  „ani  tyćko,  ani 
tyleczko, ani odrobiny więcej!” Fora Adamie, fora z tak rozkosznego dwora! 

PIPPA: O, nawet mu powiem, że więcej nie chcę! 
NANNA:  Możesz  i  to  powiedzieć!  Bowiem  rozwścieczy  się  wówczas  jak  gorączkujący, 

któremu wyrwano z ręki kubeł zimnej wody. Kiedy zaczniesz złazić z konia, będzie ci czynił 
różne obiecanki, aż wreszcie rzuci się na sakiew i całą zawartość ci ofiaruje. Ty zaś udawaj, 
ż

e  nic  nie  chcesz  od  niego.  Albowiem  to  twoje  „ja  nie  chcę  i  nie  mogę”  akurat  w  pośrodku 

najlepszej  roboty,  odpowiada  dokładnie  postępowaniu  Zoppina.  W  chwili,  gdy  publika  za 
brzuch  się  trzyma  od  śmiechu,  nie  kończy  on  swojej  powiastki  o  Campriano  i  zaczyna 
sprzedawać proszki i pigułki! Zaś ludziska stoją oniemieli z rozdziawionemi gębami I 

PIPPA: Acha! nareszcie was zrozumiałam, wracajmy zatem do naszego staruszka. 
NANNA:  A  tak,  tak,  staruszek,  staruszek,  ten  ci  się  poci  i  sapie,  jak  prawdziwa  dupa  w 

grochu! 

Będzie  się  męczył  i  biedził,  aby  ci  wtentegować,  a  jednak  nic  nie  zwojuje!  Rzecz  w  tem, 

ż

eby  mu  trochę  dopomóc!  Przytul  główkę  do  jego  piersi  i  powiedz;  „Kto  jest  wasza 

kurweczka?  Kto  jest  wasza  krew  i  wasze  życie?  Papo,  papusiu,  papeńko!  Czy  ja  nie  jestem 
waszą  koniczynką?”  A  przytem  gładź  każdą  zmarszczkę  i  każdą  brodawkę  na  jego  cielsku, 
mówiąc:  „a  kili,  kili!'1  Śpiewaj  mu  przytem:  Lulaj,  że,  lulaj!  i  kołysz  go,  jak  dzieciaka  w 
powijakach. 

Stoję  o  zakład,  że  będzie  się  zachowywać,  jakby  był  małym  chłopczykiem,  szepcząc  do 

ciebie:  „mamo,  mamusiu,  mateńko!”  Wtedy  weź  się  za  niego  ostro  i  wymacaj,  czy  jego 
sakiew nie leży przypadkiem pod poduszką. Jeśli ją tam znajdziesz, nie zostaw wewnątrz, ani 
miedziaka. Trzeba użyć tego wojennego wybiegu, albowiem im się gęba z mieszkiem wadzi, 
gdy tylko chwila rozkoszy przeminie! Obracają dukata w palcach przez cztery godziny, zanim 
go  oddadzą.  Jeśli  przyrzekną  ci  szaty  i  naszyjniki,  nie  daj  im  chwili  spokoju,  aż  obietnicy 
dopełnią. 

Potem niech cię obrabia chociażby palcem, pakując go z przodu lub z tyłu, jeśli to uzna za 

stosowne! 

                                                 

9

 Bohater dialogu „Ragionameato del Zoppio”. 

background image

 

24 

PIPPA: Nie bójcie się, już ja sobie poradzę. 
NANNA:  Słuchaj  dalej!  Wielcy  to  zazdrośnicy,  a  rękę  mają  równie  skorą  do  bijatyki,  jak 

język do wymysłów. Ale jeśli potrafisz ich ujeździć, to prócz deszczu podarunków, będziesz z 
nich miała jeszcze niebiańską uciechę. Jakbym ich jeszcze tutaj przed sobą widziała: 

Rozklekotani,  jak  pradziadkowie  Antychrysta,  w  portczynach  i  kaftaniku  z  wypłowiałego 

brokatu, federpusz na aksamitnym berecie i wielki djament pośrodku złotego medala. 

Broda siwa, ręce i nóżki drżące, a na gębie pełno zmarszczek! 
Był  ci  taki  jeden,  który  całemi  dniami  łaził  pod  moim  domem,  gwiżdżąc,  warcząc  i 

chrapiąc, jak kocur w styczniu! Ze śmiechu teraz jeszcze szczam w koszulę, kiedy pomyślę o 
jednym wspaniałym psikusie! 

PIPPA: O proszę, opowiedzcież mi tę historyjkę! 
NANNA: Pewien łotr-oszust zawrócił mu w głowie, że ma farbę do włosów, tak czarną, tak 

smolisto-węglowo-kruczo-czarną,  że  djabeł  by  się  biały  wydawał  w  porównaniu  z  nią! 
Jednakże  cena  była  strasznie  wysoka  i  minęło  parę  miesięcy,  zanim  się  dał  nabrać! 
Ostatecznie  wykoncypował  sobie,  że  jego  łeb  cebulowy  i  kłakowata  broda  są  przeszkodą  w 
miłości i wypłacił tedy łotrzykowi dwadzieścia pięć bitych, wenecjańskich dukatów. Ów, albo 
go  chciał  oszukać,  albo  też  zadrwić  z  niego,  dość,  że  ufarbował  mu  włosy  i  brodę 
najpiękniejszą,  turkusową  farbą,  używaną  do  malowania  ogonów  koniom  tureckim  i 
arabskim. 

Stary  lubieżnik  musiał  się  ogolić,  aż  do  samej  słoniny!  Długi  czas  był  pośmiewiskiem 

całego miasta, a i dzisiaj jeszcze ludzie ryczą z uciechy, słysząc o tej przygodzie! 

PIPPA:  Ha,  ha,  ha,  a  to  stary  głupek!  Jeśliby  taki  wpadł  w  moje  pazury,  już  jabym 

wystrychnęła go na dudka! 

NANNA:  Ani  mi  się  waż!  Nie  wykpiwaj  się  z  nich  nigdy,  zwłaszcza  wobec  ludzi, 

albowiem,  kto  starych  nie  szanuje,  ten  biedę  poczuje!  Mianoby  cię  za  łotrzycę  niegodziwą, 
gdybyś  pozwoliła  sobie  naigrawać  się  z  tak  godnej  osoby.  Trzeba,  abyś  udawała,  że  go 
głęboko  w  sercu  nosisz,  a  gdy  wspomnisz  jego  imię,  to  nie  inaczej  tylko  z  dygiem.  Tym 
sposobem  miłość  twoja  będzie  odmładzać  tych  staruszków,  a  jeśli  przyjdzie  ci  ochota 
pośmiać się z nich, to poczekaj, aż będziemy same! 

PIPPA: Jeśli tak ma być dobrze, będę wam posłuszna! 
NANNA: Teraz przechodzimy do Wielkich Panów. 
PIPPA: Dobrze, dobrze mateńko! 
NANNA: A zatem Jego Miłość prosi, abyś do niego przyszła. Tam musisz się zachowywać 

wykwintnie,  nie  jak  głupia  gęś  i  nie  jak  flądra,  bowiem  ci  Wielcy  Panowie  przywykli  do 
obcowania z dobrze ułożonemi damami. A jeśli się tam będzie grać na klawicymbałach, lub 
ś

piewać, to podnoś uszy i słuchaj uważnie, chociażbyś nic, a nic nie rozumiała! Natknąwszy 

się na poetów, rozmawiaj z niemi uprzejmie i udawaj, że cenisz ich więcej, od samego pana 
domu! 

PIPPA: Na cóż to? 
NANNA:  Tego  by  tylko  brakowało,  żeby  jakiś  tam  wierszorób  piosenki  o  tobie  składał  i 

niecne potwarze rozgłaszał, na których takim frantom nigdy nie zbywa. To ci byłaby dopiero, 
ładna historja, gdyby o twym żywocie książkę wydrukowali, a zdarzyło się, że jeden łabaj ze 
mną  to  uczynił,  tak  jakby  na  świecie  nie  było  zgoła  gorszych  nierządnic  odemnie!  Jeślibym 
zechciała rozgłosić przygody kogoś — no! — wiem już o kim mówię — słońce by zbladło na 
niebie!  A  co  za  krzyki  powstały  z  racji  tej  książczyny!

10

  Jeden  gani  to,  co  tam  stoi  o 

                                                 

10

  Aluzja  do  pierwszego  dnia  „Rozmów”,  djalogu  o  życiu  mniszek.  Djalog  ten  maluje  zepsucie  panujące  w 

klasztorach i pod względem wyuzdania przewyższa wszystkie inne. Aretino obawiając się skandalu we wstępie 
do  tego  utworu  dość  gęsto  się  tłomaczy:  „Płomienie  mego  ognistego  pióra  wypalić  muszą  one  haniebne 
znamiona, któremi chuć niesforna życie tych mniszek splamiła. Cały świat zapchały już bękartami, a smród ich 
zepsucia czystym pączkom dziewictwa odebrał wszelką radość życia. Nie mówię tu o oblubienicach niebieskich, 

background image

 

25 

mniszkach i powiada, że zełgałam okrutnie. I nikt nie domyśla się, że opowiadałam tę historię 
Antonji, chcąc ją rozśmieszyć, a nie po to, aby mniszki oczernić, jakbym to snadnie uczynić 
mogła!  Ale  świat  już  nie  ten,  co  drzewiej,  nie  masz  na  nim  miejsca  dla  doświadczonej 
kobiety! 

PIPPA: Nie wpadajcie w taki gniew! 
NANNA:  Słuchaj  Pippo,  byłam  mniszką  i  porzuciłam  klasztor,  bo  go  porzuciłam.  A 

gdybym chciała wtajemniczyć Antonję, „jak to „mniszki za mąż wychodzą”, jak ci każda ma 
mnicha,  którego  słodkim  przyjacielem  nazywa  —  doprawdy  wielebym  miała  do  gadania! 
Wystarczyłoby przytoczyć tutaj owe historyjki, opowiadane po powrocie z kazania przez tych 
pasibrzuchów.  Na  dźwięk  sprośnych  słów  boskie  stygmaty  otrząsają  się  ze  wstrętu!  Wiem 
doskonale, co oni wyrabiają z wdowami, które ich raczą przyodziewkiem, żarciem i piciem. 
Znam ich igraszki i zalecanki!! 

Z  pewnością  nie  lada  damą  była  kochanka  owego  mnicha  który  raz  jak  smok  szalał  na 

ambonie i wszystkich obecnych na dno piekieł wysyłał, aż tu nagle wyleciała mu z zarękawka 
nocna szlafmyca i spadła prosto na głowy słuchającego motłochu! I oto ujrzano na podszewce 
misterny  haft:  serce  z  cielistego  jedwabiu,  płonące  czerwonym  ogniem,  a  dokoła  słowa 
czarnemi  literami:  „Miłość  żąda  wierności,  a  osioł  kijów”.  Zgromadzeni  zatrzęśli  się  od 
ś

miechu  i  zachowali  szlafmycę,  jako  relikwję.  A  to,  com  paplała  o  obrazie  Świętej 

Nacrrxfissy  i  Massetto  z  Lamporecchio,  jest  oczywiście  czystem  łgarstwem!  Natomiast 
prawdą  jest,  że  zamiast  obrazów,  wiszą  tam  włosienice,  dyscypliny  z  gwoździami,  ostre 
zgrzebła, sandały, korzonki, jako symbol nieprzestrzeganych postów, kubki drewniane, trupie 
czaszki,  mające  przypominać  o  śmierci,  więzy,  sznury,  kajdany,  bicze,  jednem  słowem 
mnóstwo  rzeczy,  straszących  oko  gościa,  ale  nie  strasznych  dla  grzesznic  i  mniszek,  które 
temi gratami ściany upstrzyły! 

PIPPA: Czyż to możliwe, że jest tam tyle rupieci? 
NANNA:  Och!  jest  tam  tego  znacznie  więcej,  tylko  narazie  nie  mogę  sobie  nazw 

przypomnieć. 

Ale  cóżby  to  rzekły  pewne  kołtunki,  gównowąchałki,  gdybym  zdradziła,  że  przeorysza, 

zamykając  oczy,  nie  chce  widzieć,  jak  to  siostra  Crescentia  i  siostra  Gaudentia  z  pieskiem 
igraszki  czynią.  Abyście  codziennie  miesiączkę  miały,  wy  wywłoki  przeklęte,  mądrynie, 
mądruchy, krasomędrki, natrząsające się z wymowy własnych preceptorów! 

PIPPA: Jakto, czyż już nic można mówić, jaksię komu podoba? 
NANNA:  Niech  się  zadławią  te  gęsi,  które  nosem  kręcą,  gdy  kto  mówi  gwarą  ludową, 

podczas  gdy  same  strugają  swoje  frazesy,  jak  rzodkiewki!  Proszę  cię,  dziecko  drogie,  mów 
zawsze tak, jak cię twoja mateczka uczyła i pozostaw Madremie i jej podobnym wszystkie te 
górnolotne  wyrażenia:  „Niechaj  nieba  wam  będą  łaskawe,  a  godziny  przychylne”.  „Do  stóp 
Waszej  Łaskawości  się  ścielę”.  „Niech  Morfeusz  czuwa  u  Waszego  łoża”  Niech  się  z  nas 
ś

mieją,  kiedy  w  prostocie  ducha  używamy  niewyszukanych  słów:  „Dajcie  pyska  do 

zobaczyska” -- „dobrej nocy wam życzę, bywajcie--a zachodźcie od czasu do czasu!” 

PIPPA: Stare wroniska! 
NANNA:  Tak,  tak,  trafnie  je  nazwałaś.  Niebezpiecznie  teraz  gębę  otwierać.  Ale  ja,  to 

jestem  ja,  a  gdy  gadam,  nie  wydymam  policzków,  jakbym  chciała  wypluć  przesolony  rosół. 
Chodzę na dwóch nogach, a nie na żórawich łapach, paplę, co mi ślina na ozór przyniesie, a 
nie wyciągam słów gwałtem widelcem z gardziela! Albowiem to są słowa, a nie marcepany! 
Kiedy mówię, mówię jak kobieta, a nie jak sroka! Nanna pozostanie zawsze Nanną, zaś cała 

                                                                                                                                                         

o służebnicach Pana, które jeszcze na świecie istnieją. Kiedy o nich pomyślę zaraz się świeższy czuję od owego 
dziwnego dechu świętości i nabożności, co duszę napełnia zapachem przeczystych różyczek, kiedy się człek do 
ich cel przybliża. 
O  tych  mniszkach,  co  na  śluby  klasztorne  zważają,  nie  mówi  Nanna,  jak  to  sami  usłyszycie  z  jej  rozmów  z 
Antonją'' (Ragłonamenti: Parte I, Dedica). 

background image

 

26 

mędrkująca  ciżba,  co  włos  na  jaju  radaby  wynaleść,  cały  ten  motłoch  powiadam,  nie  ma 
nawet tyle powagi, żeby nią sobie dupsko przykryć. A koniec końców, kto potępia wszystko, 
a  sam  do  niczego  nie  jest  zdatny,  tego  imię  dotrze  conajwyżej  do  najbliższej  karczmy, 
podczas gdy wieści o mnie zawędrowały już do Turcji! Zatem wiedzcie, wy durnie, dubiele, 
kauzyperdy, że tkać i haftować będę tkaniny, według swego widzimisię. Wiem dobrze, gdzie 
przędzy szukać i dość mam motków, aby kawałki pozszywać i dziury wyłatać! 

PIPPA: Te stare pudła samochcąc lezą w mrowisko! Jeśli im do oczu nie staniemy, to będą 

się ciągle nad nas wynosić, nadymać, aż pękną nareszcie. 

NANNA:  Wczoraj  pyta  mi  się  jedna  Sybilla,  natchniona  wróżka  Beffana,

11

  co  znaczą 

słowa:  „Ad  libitum,  in  extenso,  in  transitu,  cyrkumstancja,  konfiguracja,  komprobacja, 
konfluencja, perturbacja, abrewjacja, memorabilje i antypasty”. 

Objaśniłam  jej  te  hieroglify,  a  ona  zaraz  zapisała  sobie  ich  znaczenie!  Pysznić  się  będzie 

niemi  teraz  z  pewnością,  jakby  je  we  własnym  piecu,  z  własnej  mąki  wypiekła.  Ale  ja  żyję 
sobie  jak  się  zdarzy  i  nie  suszę  sobie  głowy  nad  tem,  czy  lepiej  jest  powiedzieć;  „nic”,  czy 
„ani krzty”. 

PIPPA: Nie psujcie sobie więcej krwi z powodu tych srok przekornych. Wierę, w głowie mi 

się już zamąciło i w końcu wszystkie wasze rady mi się pomylą. 

NANNA: Strasznie zawzięta jestem na te klempy, które tylko patrzą, jakby nogę podstawić, 

sosy  i  bigosy  z  wyczupirzonych  słówek  robią  i  na  kształt mendoweszek  czepiają  się  człeka! 
Przypominam  sobie,  że  ostatnio  mówiłam  ci,  jak  się  masz  obchodzić  z  poetami,  których 
spotyka się zazwyczaj u stołu wielkich panów. 

PIPPA: Właśnie na tem stanęliśmy. 
NANNA: Rozmawiaj z nimi przyjaźnie i proś ich o sonet, kanzonę, lub madrygał, a gdy ci 

ofiarują,  podziękuj  tak  serdecznie,  jakbyś  drogocenne  klejnoty  otrzymała.  Otwieraj  im 
zawsze, skoro do twoich drzwi zapukają, są to bowiem ludzie wyrozumiali. 

PIPPA: A jeśli mimo wszystko nie miałabym ochoty im otworzyć? 
NANNA:  O,  wtedy  omłócą  cię  paszkwilami  z  pod  ciemnej  gwiazdy!  Nic  to,  że  każda 

zmiana księżyca mózgi im warzy; dopieroż to będzie, gdy ich gniew przeciwko tobie uniesie! 

Miej  się  przeto  na  baczności!  Ujrzawszy,  że  jesteś  zajęta,  odejdą  sobie,  nie  bardzo  zbici  z 

tropu, i powrócą ze swemi zalecankami, gdy już innych pozałatwiasz! Ale teraz, że to kobieta 
nigdy  dwóch  słów  składnie  do  kupy  nie  złoży,  zanim  wrócę  do  twego  Jaśnie  Oświeconego, 
powiem ci o figliku, który mi przyszedł do głowy, gdym ci o staruszkach mówiła! 

PIPPA: Dobryż to musi być koncept, skoro sobie przerywacie opowiadanie. 
NANNA:  Ha,  ha,  ha!  Będą  tam,  Pippo,  na  stole  rozmaite  słodycze;  weź  kilka  cukrzonych 

migdałków, odsuń nieco obrus i powiedz: „Jeśli padając w krzyż się ułożą, będzie to dowód, 
ż

e  mój  kotuś,  mój  stary  pieszczoch  mnie  jedną,  jedyną  na  świecie  kocha;  jeśli  zaś  krzyż  się 

nie uda — wywnioskuję stąd snadnie, że jakąś inną ladaco ubóstwia!”. Jeśli krzyż dobrze się 
ułoży, wznieś ręce ku niebu, otwórz szeroko ramiona i ze wszystkich sił uściśnij poczciwca i 
pocałuj go tak ogniście, ile ci sił starczy! Zmięknie-ci on wówczas w ramionach, jak człowiek 
grotem  rażony. A  gdyby nic z krzyża nie wyszło, uroń parę łez, westchnij boleśnie, wstań z 
krzesła, podejdź do ognia w kominie i udawaj, że go podsycasz, by ukryć swój gniew. Wtedy 
ten  kuternoga  zajdzie  ci  z  tyłu,  będzie  cholewki  smalić,  zaglądać  w  oczki  z  figlarnemi 
minami, przysięgając na krew i duszę, że  ciebie  jedyną na całym świecie kocha. W alkowie 
przekomarzaj się z nim, dopóty, aż cię czem nie obdaruje. Później możecie zawrzeć pokój na 
pierzynach! 

PIPPA: Posłucham twoich rad, mateczko! 
NANNA: Spodziewam się tego po tobie, córuchno! Przybywasz więc do tego chełpliwego 

fircyka, który wciąż paple: „Tę wstęgę dała mi pani mantuańska, tę znowu księżna z Lukki, tę 
                                                 

11

 We Włoszech jeszcze dotąd Święto Trzech Króli nazywają „Beffana”. Dzieci oczekują staruszki „Beffany”, 

która przynosi im zabawki (nasz. św. Mikołaj). 

background image

 

27 

królowa, hrabina, a wreszcie gówno wie kto!!” Chwal wstążki i udawaj, że się nadziwić nie 
możesz,  iż  wszystkie  murzyńskie  księżne  chrztu  nie  przyjmą,  aby  z  tak  zacnym  kawalerem 
obcować.  A  gdy  zacznie  gadać  o  cudach  swego  męstwa,  których  dokonał  przy  oblężeniu 
Florencji i podczas plądrowania Rzymu, szepnij na ucho swemu sąsiadowi, ale tak, aby cię i 
tamten  picuś  usłyszał:  „Cóż  za  dworny  pan!  Oczarował  mnie  zupełnie  swoją  postacią!”  On 
uda, że nie dosłyszał i tu się zacznie dopiero puszyć na dobre. Pamiętaj zaś, że w nienawiści 
cię  będzie  miał,  jeśli  go  pochlebstwem  nie  ukontentujesz,  naśladując  w  tem  owych 
dworaków, którzy głupotę swego pana pod niebiosa wynoszą. 

PIPPA: Słyszałam już coś o tem! 
NANNA: Jaśnie Oświeceni biorą się na lep pochlebstw i nadskakiwań, to też nie żałuj im, 

jeśli chcesz, aby ci coś od nich kapnęło, inaczej wrócisz do domu z pełnym brzuchem, ale z 
pustym  worem.  Łaska  pańska  na  pstrym  koniu  jeździ!  A  nawet,  gdy  miłość  ich  miała 
przynosić więcej zaszczytu, niż profitu, i to lepiej ich unikać. „Tacy” chcą, aby dla nich był 
cały  półmisek,  a  inni  niech  się  jeno  oblizują.  Gdy  do  drzwi  na  ich  wołanie  zaraz  nie 
podskoczysz i na ścieżaj nie otworzysz — naślą ci drabów i pachołków, by pod oknami rumor 
czynili.  Są  oni,  jak  te  brytany,  co  na  psiem  weselu,  póty  zęby  szczerzą,  póki  wszystkich 
wspólzalotników  nie  przepędzą.  Takie  maniery  wystraszą  wszystkich  płochliwej  natury, 
zostaną jeno ci, którzy na zapachu pieczeni zwykli poprzestawać, 

PIPPA: Boże mnie broń od tych Jaśnie Wielmożnych! 
NANNA:  A  teraz  chcę  cię  nauczyć  pewnej  sztuczki,  która  będzie  ich  drogo  kosztowała. 

Kiedy Jego Wysokość zacznie się rozbierać i leźć do łoża, nałóż jego beret i kaftan i przejdź 
się po komnacie. Ujrzawszy, jakeś się to nagle z kobiety w chłopczyka przemieniła, rzuci się 
na ciebie, niby wygłodzony na gorący chleb i nie mogąc się doczekać, aż wejdziesz do łóżka, 
rozkaże ci się oprzeć głową o ścianę, albo o skrzynię, a tu ci tylko tyle powiem: raczej daj się 
poćwiartować, ale na to mu nie pozwól, dopóki nie podaruje ci kaftana i bereta, abyś mogła i 
nadal w tym stroju do niego przychodzić. Przedewszystkiem zaś studjuj sztukę pochlebstwa i 
podlizywania  się,  są  to  bowiem  hafty  na  owej  sztuce,  która  do  życia  pomaga.  Mężczyźni 
pragną być oszukiwani!  Nie skąp im więc spojrzeń, pieszczot, uśmiechów i słówek, trzymaj 
ich rękę w swojem ręku, a całując, kąsaj ich w wargi, że aż wrzeszczeć będą z rozkosznego 
bólu. Sztuka na tem polega, aby tym gamoniom chrabąszcze przez nos puszczać. 

PIPPA: Nie głucham i nie niemowie to mówicie. 
NANNA: Myślę! 
PIPPA: O czem-że? 
NANNA:  Myślę  o  tem,  że  gdyby  tak  do  uszu  tych  kapcanów  doszło  to, co  tutaj  mówimy, 

nie tak łatwo byś ich na hak przywiodła! 

PIPPA: A któż mógłby to rozgłosić? 
NANNA: Ściany mają uszy, łóżka mają uszy, krzesła, okna, a nawet ta mucha, która mi w 

tej  chwili  koło  nosa  lata.  O,  Wielki  Pan jest  mocno  podejrzliwy!  Ze  zwierzem  takiej  szerści 
obchodź się sprytnie i szybko przypraw mu rogi. Przypuśćmy, że jesteś przyjaciółką pewnego 
jegomościa,  który  jest  zazdrosny  o  kogoś  innego  i  że  ten  ktoś  inny  jest  dla  ciebie  cenną 
znajomością,  nie  taką  zapewne,  jak  ten  pierwszy,  ale  bądź,  co  bądź  szkoda  by  ci  było 
postradać  go.  Ów  pierwszy  asan  rozkaże  ci,  abyś  mu  nie  otwierała  drzwi,  nie  rozmawiała  z 
nim  i  nie  przyjmowała  żadnych  podarunków.  Wtedy  konieczne  są  piekielne  zaklęcia, 
kluczkowania, potrząsania głową, głośne zapewnienia i gesty ździwienia, iż mógł uwierzyć w 
to,  że  dla  takiego  barana  chcesz  go  porzucić.  „A  to  rzeczywiście  wspaniałe!  Wierzycie,  że 
mogłabym odejść od was dla takiej oślej głowy, dla takiej głupiej mordy?” Zażądaj sama, aby 
cię  pilnował  i  powiedz,  że  szpiegów  z  własnej  kieszeni  opłacisz.  Potem  idź  do  alkierza, 
zamknij się i nie wychodź, a jeśli mimo tego, podejrzliwość jego się nie zmniejszy, nie trać 
czasu  i  wynagródź  hojnie  biednego  banitę.  Skoro  tylko  zazdrośnik  odejdzie,  wpuść  go  do 
domu pod pozorem, że odnosi chleby do piekarza. W nocy ukryj go w alkierzu służebnej i nie 

background image

 

28 

zapomnij  postawić  tam  swego  nocnika.  Wieczorem  jedz  potrawy,  które  działają  na 
rozwolnienie,  albo  udawaj  tylko,  że  masz  ból  brzucha.  Opuść,  stękając  i  jęcząc,  miejsce  u 
boku  gacha  i  idź  do  owego  drugiego,  który  już  czekać  będzie  na  ciebie,  a  mając  róg  na 
pogotowiu,  zabodzie  cię,  gdzie  nie  szkodzi  zdrowiu!  Pełna  uciechy,  rycz  wówczas,  jakbyś 
rodziła...:  „Ach,  ach,  umieram!!”  Gdy  interes  skończycie,  powróć  do  swego  zazdrośnika, 
oswobodzona  od  wszystkich  boleści.  Wtedy  będzie  i  wilk  syty  i  owca  cała,  jak  to  zwykł 
mówić  rozrzutnik  Armellino.  A  teraz  przypuśćmy,  że  ów  zazdrośnik  zwęszył  coś  nie  coś. 
Podnieś rękę do przysięgi i z pewną miną zaprzeczaj wszystkiemu, mówiąc: „dyrdymałki to 
jeno, psiego gówna nie warte!” Jeśli go wściekłość opanuje, uderz w strunę pokory: „Tak, to 
tak,  za  niewierną  mnie  macie?  Cóż,  czy  mogę  powstrzymać  złośliwe  języki,  które  mnie 
oczerniają przed wami? Mogłam mieć wielu innych miłośników, a jednak was wybrałam!  Z 
czegóż to, jak nie z miłości ku wam, żyję niby mniszka?” I tak gdakając, ocieraj się o niego 
przymilnie,  niby  kotka!  A  jeśli  pięści  w  ruch  puści,  znieś  to  cierpliwie,  bowiem  niedługo 
zapłaci i za drjakwie i za medyków. A wszystkie pieszczotki, którymiś go obdarzyła, odda ci 
z  powrotem,  mówiąc:  „Ach,  przebacz,  o  jakże  przewiniłem,  żem  w  to  uwierzył.”  Wtedy 
znowu  się  staniesz  najpiękniejszą,  najlepszą,  najukochańszą!  Gdybyś  się  zaś  przyznała  do 
winy, lub zgoła chciała się zemścić za doznane razy, które szybko przychodzą i odchodzą, to 
mogłabyś  go  utracić  zupełnie.  Sztuka  polega  nie  na  tem,  żeby  zyskiwać  kochanków,  ale  na 
tem, żeby ich przy sobie zatrzymywać. 

PIPPA: Nie wątpię w to! 
NANNA: A teraz inny obrazek. Znajdzie się i taki, który kochać cię będzie bez zazdrości, 

wbrew przekonaniu tych, którzy mówią, że niemasz miłości bez zazdrości. Dla takich panów 
są środki podniecające i dwa łyki tych leków wystarczą. 

PIPPA: Jakież to lekarstwa? 
NANNA: Komuś zaufanemu każ napisać liścik; naprzykład taki, jak ten oto, którego ongiś 

nauczyłam  się  na  pamięć:  „Signora,  pomyślności  na  początku  tego  listu  życzyć  wam  nie 
mogę,  bowiem  nie  masz  dla  mnie  pomyślności.  Jeśli  litość  wasza,  zechce  mi  naznaczyć 
godzinę i miejsce spotkania, to opowiem wam coś, czego nie powierzyłbym żadnemu listowi i 
ż

adnemu  posłańcowi.  Dlatego  zaklinam  was,  na  wasze  boskie  piękności,  które  natura  od 

aniołów zapożyczyła, zezwólcie, abym mógł opowiedzieć wam to, co mam do powiedzenia. 
Słowa  moje  uczynią  was  szczęśliwą,  tem  szczęśliwszą,  im  prędzej  uzyskam  posłuchanie,  o 
które błagam was na kolanach.  Żebrzę was o odpowiedź, pełną wdzięku, promieniującego z 
waszej  postaci.  Jeśli  zaś  moją  prośbę  odrzucicie,  tak,  jak  odrzuciliście  perły,  które  nie  jako 
podarunek,  ale jako dowód czci i poważania wam przysłałem, tedy męczarniom swoim kres 
położę, przez stryczek, truciznę, lub żelazo! 

— A teraz całuję dłonie Waszej Łaskawości”. 
Do tego podpis i adres. Wszystko to musi ci napisać ów powiernik! 
PIPPA: No, a cóż dalej? 
NANNA: Złóż liścik i wsadź go do rękawiczki, którą przez nieuwagę zgubisz gdziekolwiek. 

Ów filut, który deptał zazdrość nogami, niebawem wdychać ją będzie całą piersią. Podniesie 
rękawiczkę, poczuje karteluszek, odejdzie na stronę i ukryje się w zacisznym kąciku. Ledwie 
go  czytać  zacznie,  złość  mu  twarz  wykrzywi,  a  gdy  dojdzie  do  miejsca,  gdzie  jest  mowa  o 
perłach, syczeć będzie, jak nadeptany padalec. 

Raz i drugi przeczyta ten zmyślony list, a później schowa go z powrotem do rękawiczki. Ty 

tymczasem  podpatruj  go  przez  dziurkę  od  klucza  i  gdy  już  przyjdzie  odpowiednia  chwila, 
zrób  awanturę  pokojówce,  wołając:  „Gdzie  jest  moja  rękawiczka,  ty  kocmołuchu, 
łuszczybochenku,  ty  zapominalska  torbo?  Durniu,  garkotłuku,  łachmaniarko,  nędznico,  ty 
będziesz winna, jeśli jakie furdyburdy wynikną, tobie będę swą zgubę zawdzięczała!” 

,,Z  pewnością  ma  już  list  w  rękach!  O  ja  nieszczęśliwa  ,  jakżeż  go  przekonam,  że  sama  z 

własnej woli miałam zamiar pokazać mu wszystko i powiedzieć, kto jest ów natręt, który mi 

background image

 

29 

takie głupstwa przysyła. Bóg świadkiem, że nie perłami i nie dukatami pozyskać można moje 
serce”. 

Wtedy  złagodnieje  srogi  junak  i  rzeknie  do  ciebie:  „Oto  rękawiczka!  Ani  słowa  więcej! 

Mam nieograniczone zaufanie, wszystko czytałem, a pereł nie będzie ci brakować! Proszę, nie 
wymieniaj  imienia  tego  jegomościa,  który  ci  przysyła  tak  wspaniałe  dary,  bowiem  —  prze 
Bóg! — mogłaby się czyjaś krew polać! 

Tutaj  zamilknie,  a  ty  powiesz:  „Nie  chciałam  wam  już  nic  mówić,  o  tym  ciągłym 

natręctwie,  o  tej  chmarze  listów,  która  codzień  na  mnie  spadała!...  no,  ale  dosyć!!  Jestem 
waszą do grobowej deski, a po śmierci też waszą pozostanę”. 

PIPPA: Oświećcie mnie proszę, o co wam chodzi w tej całej komedji? 
NANNA:  Znalazca  listu  utraci  zupełnie  swój  spokój!  Kręcić  się  będzie,  niby  mysz  w 

połogu, wietrząc wszędzie rywali i pośredników. Nie chcąc, abyś przyjmowała podarunki od 
innych, prześcignie w hojności nie tylko mantuańczyków, ale i ferrarczyków, którzy, ledwie 
po podróży odsapną, już pędzą na przygody miłosne! 

Pippo,  jeśli  tego  rodzaju  nietoperze  wpadną  ci  w  garść,  dobrze  zasięgnij  języka,  jak  długo 

pozostaną w Rzymie! Wymiarkuj sobie czas ich pobytu, wedle agraf, pierścieni, naszyjników, 
koronek i innych świecidełek, które na sobie noszą! 

Albowiem  na  ich  gotówce  polegać  nie  można.  Zresztą  mogą  już  nie  powrócić  więcej, 

dlatego wszystko jedno, czy cię będą chwalić, czy też złorzeczyć! 

PIPPA: A wy skądże się tak znów znacie na ich sakiewce? 
NANNA: Wiem, że nigdy nie mają pieniędzy na drogę powrotną do domu. Jeśli się chcesz 

z niemi zadawać, licz tylko na owe rzeczy wartościowe, które na sobie noszą. W przeciwnym 
razie dostaniesz tylko dwie garście perfumowanych duserów. 

PIPPA: Komplementami mi w głowie nie zawrócą. 
NANNA: Jeśli jaki mantuańczyk będzie spał u ciebie, rzuć oczkiem na jego przyodziewek, 

a  nad  ranem,  zanim  gość  wstanie,  zawołaj  żydowina  z  tobołem  różnej  tandety.  Porównaj 
ż

ydowskie  gałgaństwo  z  tem  jego  mantuaństwem,  zmieszaj  wszystko  do  kupy,  rzuć  na 

ziemię, złość się, narzekaj, że nawet sobie szatek cnotliwych kupić nie możesz i gderaj, aż ci 
ten gładysz szmacięta swoje podaruje! 

Gdyby tego nie uczynił, zaproś go jeszcze na jedną noc i przemocą, lub miłością wyłudź je 

od niego. 

PIPPA:  Kiedyście  byli  młodzi  matko,  czyście  także  czynili  to  wszystko,  co  mi  teraz  robić 

zalecicie? 

NANNA: Za mojej młodości insze były czasy, a jednak starałam się, jak mogłam. Dowiesz 

się  o  tem  z  mojego  żywota,  opublikowanego  przez  pewnego  łajdaka,  którego,  oby  wszyscy 
djabli wzięli, a raczej niech go Bóg ma w swej opiece! 

Poprawiłam  się,  bo  strach  mnie  wziął,  żeby  nie  nagadał  o  mnie  gorszych  głupstw,  niż  te, 

które powiedzą o tobie twoi gruboskórzy miłośnicy! 

Wprawdzie  mogłabyś  odpowiedzieć,  że  się  z  takiemi  nie  będziesz  zadawać...  tak!...  ale  to 

się nie zawsze udaje! 

PIPPA: Dlaczego? 
NANNA: Też pytanie!! Nie unikniesz ich, choćbyś była mądra, jak sam Salomon. Niechże 

sobie  szaleją,  dając  folgę  wściekłości  i  niechęci,  wymyślając  nam  od  kurew  i  łotrzyc,  niech 
cały świat obrzygują słowami, które im ślina na ozór niesie! Wszystko to furda! 

W  dwie  zdrowaśki  znowu  są  łagodni,  jak  baranki,  proszą  cię  o  przebaczenie,  składają 

podarunki i do serca przycisnąć cię pragną! Ja tam bardzo lubię mieć do czynienia z takiemi 
ludźmi,  bo  jakkolwiek  byle  drobnostka  we  wściekłość  ich  wtrąca,  lada  drobnostka  także  ich 
dąsy uśmierza! 

„Ten gniew—to czarna chmura w lipcu; grzmot, pioruny, dwadzieścia pięć kropel deszczu i 

ot znowu słońce świeci! Cierpliwość w takiej okazji uczyni cię bogatą!” 

background image

 

30 

PIPPA: Zatem znośmy wszystko cierpliwie! No i cóż dalej? 
NANNA:  A  nic!  Każdy  pozostanie  ci  wierny,  aż  do  śmierci.  Ale  teraz  o  czem  innem! 

Przypuśćmy,  że  masz  do  czynienia  ze  spryciarzem,  z  jakimś  starym  lisem,  kutym  na  cztery 
nogi, który śledzi każdy twój ruch i każdy uczynek. 

Nad byle słówkiem uwagi czyni, przyjaciela nogą trąca, gębę krzywi, oczyma mruga, jakby 

chciał powiedzieć: Mnie chcesz nabrać? Ehe! Znamy się na tem! 

Wtedy ty udawaj trusię i naiwnego głuptaska. Jeśli cię o coś pyta, odpowiadaj, jeśli całuje, 

całuj  go  także,  jeśli  coś  daje,  bierz  i  zachowuj  się  zawsze  tak  przebiegle,  aby  cię  nie  mógł 
nigdy  złapać  na  gorącym  uczynku!  Wkrótce  zacznie  myśleć:  Ależ  ją  do  rany  możnaby 
przyłożyć. 

Nie  pozwól  jednak  na  plenie  chwastów  w  swoim  ogródku,  dopóki  nie  zapłaci  za  grządkę, 

którą chce obsiać! Zasłaniaj swoje karty, tak, jak i on je zasłania, bądź chytra i przebiegła, aż 
przyzna: „Nic w niej nie masz fałszywego i nic podejrzanego!” I tak rad nie rad, mimo swej 
woli, będzie ci musiał ten frant zaufać i zawsze twoim pozostanie, podczas gdy ty jego tylko 
wtedy, gdy ci ochota na to przyjdzie! 

PIPPA:  Dziwię  się  mateczko,  żeście  dotychczas  szkoły  nie  otwarli,  aby  ludzi  owych 

miłosnych przebiegów uczyć. 

NANNA: Mam jedną właściwość, któraby mogła być ozdobą cesarzowej: wcale się chełpić 

nie lubię! Dawniej byłam taką, pożal się Boże!... ale nie traćmy czasu po próżnicy! 

Naucz się w gniew wpadać i znowu się godzić i nie żal się na tę księgę nauk, którą, obyś na 

pamięć umiała! 

Zawód kurtyzany tak wyostrza dowcip, że w osiem dni bez nauczyciela, metodą poglądową 

nauczysz się wszystkiego! 

A owóż, powiedz sama, czy nie prześcigniesz inne, mając Nannę za przewodniczkę? 
PIPPA: Oby tak było!! 
NANNA: Tak będzie, nie wątp! Gniewaj się z wdziękiem Pippo, i rób to tak, aby ci każdy 

rację przyznał! 

Jeśli ci twój przyjaciel obieca Rzym i siedem złotych gór, poczekaj jeden, dwa dni, nic nie 

mówiąc.  Kiedy  trzeci  dzień  do  połowy  minie,  przypomnij  mu  się  nieznacznie,  a  wtedy  on 
powie: „Nie wątp, zobaczysz, licz na mnie!” Wówczas rozpromień się cała, zacznij rozmowę 
o  pośle  tureckim,  który  ma  przybyć,  o  papieżu,  który  jeszcze  ostatniego  tchu  nie  oddał,  o 
Rolandzie  Szalonym,  i  o  cenniku  kurtyzan  weneckich.  Później  opuść  główkę  na  piersi, 
ucichnij  nagle,  i  porozmyślawszy  kęs  czasu,  powiedz  zdławionym  głosem:  Ach!  tego  nigdy 
nie  przypuszczałam!  Widzę  już,  jak  opieszały  darczyńca  wykrzykuje:  „Cóż  się  stało?”  Ty 
zapytasz się: „Gdzież to łajdaczyłeś się wczoraj wieczór?” 

Nie  czekając  odpowiedzi,  uciekniesz  do  alkierza  i  drzwi  za  sobą  zatrzaśniesz.  Niech  się 

dobija  po  próżnicy!  Wówczas  ja  nadejdę,  uznam,  że  racja  jest  nie  po  jego  stronie  i  że  igra 
nieszlachetnie twoją miłością, innej podwice serce oddawszy. 

Bądź  pewna,  że  zaprzeczy  wszystkiemu  i  klnąc  zbiegnie  po  schodach!  A  gdy  po  dwóch 

godzinach powróci, powiem mu, że masz gości i że go teraz przyjąć nie możesz! 

PIPPA: Tak, tak, zawrę z nim pokój, jeśli przyniesie mi dwa razy więcej, niż obiecał! 
NANNA: O teraz widzę, że inaczej będziesz umiała patrzeć na te sprawy, niż ja głupia gęś 

swojego czasu! 

Ale słuchaj mnie uważnie! 
Nie poniechaj i takiej jeszcze sztuczki: Ni stąd, ni zowąd udaj, że na samą siebie gniew cię 

wziął, oprzyj policzki na ręku i patrz przed siebie milcząc. 

PIPPA: A to znów po co? 
NANNA:  Po  to,  aby  ten  jurny  cap  zaraz  na  ciebie  zaczął  następować:  „Cóż  to  znów  za 

fantazje? Nie dobrze wam, brakuje wam czego, mówcież?” 

background image

 

31 

Przez  „wy”  będzie  gadać,  by  cię  udobruchać,  a  ty  odpowiesz:  „Eh,  daj  mi  święty  spokój! 

Wynoś  się  do  wszystkich  djabłów,  gawronie  jeden!!”  Wówczas  łechtaniem  spróbuje  cię 
rozśmieszyć!  Ale  ty  nawet  jednem  mrugnięciem  nie  pokaż  po  sobie  wesołości,  dopóki  cię 
czemś nie obdarzy. A gdy cię już obdarzy, to mu pofolguj. 

PIPPA: To są wszystko fraszki! Ale usłyszeć bym chciała, w jaki sposób należy się godzić 

po zdradzie? Przypuśćmy, że ta zdrada następuje z mojej, lub jego winy? 

NANNA: Jeśli powód rozdźwięku wyjdzie od ciebie, czego się ze wszech miar spodziewać 

należy, zegnij pokornie kark i mów do każdego, który cię słuchać zechce: „Pozwoliłam sobie 
na dziecinny wybryk, na głupią fanaberję. jak to się często białogłowom zdarza. Djabeł mnie 
opętał  i  nie  zasługuję  na  przebaczenie,  ale  jeśli  dobry  Bóg  dopomoże  mi  wydostać  się  z  tej 
opresji, nigdy, przenigdy nie przekroczę już jego przykazań”. 

Podnieś śluzy swych łez i spazmuj tak gwałtownie, jakbyś mnie widziała zimną i nieżywą u 

swoich stóp! 

(Boże  zachowaj  mnie  przed  nagłą  i  niespodziewaną  śmiercią  i  spuść  ją  raczej  na  tych, 

którzy mi źle życzą!) 

PIPPA: Amen! 
NANNA:  Odrazu  dowie  się  o  twoich  jękach  i  lamentach!  Albowiem  taki  pan  ma  zawsze 

swoich  szpiegów  w  pobliżu!  Wiadomości,  które  mu  oni  przyniosą,  odmienią  jego 
postanowienie; w kąt pójdą wszystkie jego przysięgi, że prędzej pięści będzie sobie kąsał, niż 
do  ciebie  słowo  przemówi,  że  wolej  głowę  katu  odda  i  inne  takie  dyrdymały,  które  ślina  z 
gniewu na język niesie. 

Te wylewy żółci nie wtrącą go do piekła, bowiem dobry Bóg nie bardzo zważa na zaklęcia 

zakochanych. 

Gdyby zaś się zawziął, napisz doń długą epistołę, idź do niego i udawaj, że raczej drzwi mu 

wywalisz,  niż  odejdziesz  z  kwitkiem.  Jeśli  ciągle  jeszcze  będzie  trwał  w  uporze,  zacznij 
krzyczeć, płakać, przeklinać, a w końcu udaj, że się chcesz wieszać z rozpaczy! Ale uważaj, 
abyś się naprawdę nie powiesiła, jak to się raz przytrafiło pewnej mieszczce z Modeny! 

Później poszperawszy w całym domu, wyszukaj jego koszule, pończochy, pluderki, ba weź 

nawet parę wydeptanych pantofli, rękawice, czepek nocny i inne graty. Zwiąż to wszystko w 
tłomok, dołącz bransoletę, lub pierścień, podarowany ci przez niego i odeślij mu to wszystko 
z powrotem. 

PIPPA: O tego nie zrobię! 
NANNA:  Zrobisz,  co  ci  mówię,  albowiem  zwrócenie  podarków  podziała  jak  ostatnie 

namaszczenie  na  tego,  kogo  miłość  do  ostateczności  doprowadza.  Ujrzy,  że  nie  wiele  masz 
szacunku dla jego osoby i fortuny i to przywiedzie go do takiej rozpaczy, że głową o mur tłuc 
będzie! Bezzwłocznie spakuje wszystkie te przedmioty i znów ci je z powrotem odeśle. 

PIPPA: A jeżeli to będzie przypadkiem jaki łiczykrupa? 
NANNA: Skąpcy nie robią podarunków i nie rozrzucają wartościowych rzeczy byle gdzie! 

Zatem  zaryzykuj  spokojnie  to,  co  ci  polecam!  Jeżeli  niebawem  paktów  zgody  nie  ułożycie, 
będziesz  mogła  rzec  o  mnie,  że  jestem  głupią  gęsią,  która  tylko  giczały  rozkraczać  potrafi  i 
imaginuje sobie, że dopóki uchodzi za wielką nierządnicę, dopóty wszystko jest w porządku, 
ile  że  poprostu  swoje  mięso  sprzedaje,  a  o  czarodziejskie,  chytre  sztuczki  troszczyć  się  nie 
potrzebuje! O wy nędzne, przenędzne ścierwa!! 

—  Ani  nie  podejrzewacie,  że  u  progu  szpitala,  albo  pod  mostem  franca  na  was  czeka,  że 

patrzącym na wasze pokręcone cielska na rzyganie będzie się zbierało! 

A jednak mówię  ci córko moja, że wszystkie skarby, które ci chciwcy-hiszpanie w Nowej 

Ziemi znaleźli, nie zdołają opłacić kurwy, choćby najbrzydszej i najnędzniejszej. 

Aby cię przekonać, że czysta prawda memi ustami przemawia, muszę ci pokazać konterfekt 

takiej  jednej,  która  tchu  nie  może  złapać,  z  rąk  do  rąk  przechodząc.  Nie  masz  ci  dla  niej 
chwili  wytchnienia,  ani  w  domu,  ani  poza  domem,  przy  stole  i  w  łóżku!  Po  nocach,  mimo 

background image

 

32 

zmęczenia, czuwać musi, pieszcząc jakiegoś tam parszywca, jakiegoś draba, któremu z gęby 
jedzie,  jak  z  wychodka,  byka,  co  ją  ciągle  tryka!  A  jeśli  w  czemkolwiek  uchybi,  zaraz  grad 
wymówek spada na jej biedną głowę! 

„Nie zasługujesz wcale,  aby  posiadać takiego, jak ja!! Nie jesteś mnie  godna,  gdybym był 

łajdakiem jak ów, lub zawadyjaką jak tamten, zarazby ci się spać odechciało!” 

I tak z byle komara słonia robi! Jeśli przyjaciółka spojrzy na kogo innego, warczy i pieni się 

ze  złości  i  zazdrość  łyka  z  chlebem  i  zupą!  Gdy  chce  z  domu  wyjść,  gniewem  wybucha, 
podejrzewając, że się coś niedobrego knuje! Później zaś plotki w ruch idą! 

Gdy  ją  melankolia  napadnie  i  twarzy  wesołej  mu  nie  pokaże,  zaraz  ów  wątrobnik 

dogadywać zaczyna; „Oho, dobre miałem przeczucie!” Już ci teraz śmierdzę, już wiem, co ci 
dolega!  Ale  nie  bój  się,  chłopów  ci  nie  zabraknie,  a  ja  znajdę  dość  dziewek  za  swoje 
pieniądze! Na tysiące tutaj gamratek liczą!” 

Na ulicach i na placach rozpowiada o zdradzie którą rzekomo mu wyrządzono. Nienawiścią 

płonie do wszystkich mężczyzn, chwili spokoju nie ma i ferta się, jak wrona na klepisku. Ale 
wszystkie  te  przyjemności,  to  jeszcze  pozłacane  marcepany,  w  porównaniu  z  tą  okropną 
hańbą, jaką od nich cierpieć musimy, a której smród, aż do bram niebieskich dociera! 

Przekręcają  i  obracają  nas,  tarmoszą  dniem  i  nocą,  na  wszelkie  możliwe  sposoby!  A  jeśli 

która chciałaby się zgodzić na wszystkie te przemyślne świństwa, marnieby musiała zginąć! 

Jeden chce cielęciny, drugi pieczeni! 
A co ci oni nie powymyślali?! Z tyłu, nogi na szyję, a la Gianetta, na bałyku, żóraw, żółw, 

na  dzwonnicy,  poczta  pospieszna,  po  baraniemu  i  sto  innych  pozycji,  dziwaczniejszych,  niż 
sztuczki linoskoków. Doprawdy, można tu powiedzieć; Żegnaj świecie kochany! Wstydzę się 
o tem mówić! Krótko i węzłowato, na tak zwanej signorze robi się dzisiaj anatomiczne studja! 

Dlatego  też  Pippo  naucz  się  podobać,  ale  naucz  się  i  postępować.  Inaczej  cienko  śpiewać 

będziesz! 

PIPPA:  Zauważyliście  poprzednio,  że  aby  stać  się  kurtyzaną  nie  wystarcza  zadrzeć  kiecki 

do  góry  i  powiedzieć:  „Gotowe!  A  teraz  jazda!”  Być  łakomym  kąskiem,  to  jeszcze  mało! 
Dobrze to wymiarkowaliście! 

NANNA:  Pewnego  człeka  w  Boccano  wzięto  na  męki;  nie  wydał  ci-on  nawet  dziesięciu 

dukatów na uciechy, których z dziewczyną zażyć można; ale lud wzburzył się, jakby było o 
co  i  dalejże  gadać,  że  taka  to,  a  taka  ladacznica  do  zguby  przywiodła  biednego  chłopaczka. 
Ale  gdy  się  łajdaczą  do  ostatniego  tchu,  niepomni  na  chrzest  święty  i  religję  —  to  ich  za  to 
obsypują pochwałami—bodajby zczezło całe ich plemię! 

Chciałabym jednak dokończyć przyrzeczonego ci opowiadania, a jutro cały dzień poświęcę 

na  odczytywanie  ci  ogromnego  kalendarza  łajdactw  męskich;  zapłaczesz,  gdy  usłyszysz  o 
owych  okrucieństwach  i  zdradach,  jakich  dopuszczają  się  względem  słabych  kobiecin,  owi 
turcy, owe maury, owi poganie przeklęci! Niemasz wystarczającej trucizny, sztyletu, ognia i 
płomienia, któreby nas pomścić zdołały! 

PIPPA: Nie unoście się takim gniewem! 
NANNA:  Cóż  ja  poradzę,  że  te  łotry  do  wściekłości  mnie  doprowadzają!  Dowiesz  się 

niezadługo,  jak  to  oni  potrafią  odbierać  z  powrotem  swoje  podarunki,  jak  nas  oczerniają, 
wypinając  na  nas  dupę.  Jednakże  nie  myśl,  że  ci  dałam  wszystkie  wskazówki,  tyczące  się 
pieszczot, sposobów zmyślnych i zabiegów, których będziesz musiała używać w rozmowie. A 
to jest właśnie kluczem do całej zabawy. 

PIPPA: Chciałabym, abyście właśnie o tem mówić zaczęli. 
NANNA:  Umiejętność  rozmowy  i  wdzięczna  przymilność,  której  im  nigdy  nie  dość,  to 

cytryna, z której wygniata się sok na usmażone flaki, to pieprz, którym się je posypuje. Piękne 
to  spędzenie  czasu,  w  jakimkolwiek  znajdowałabyś  się  towarzystwie!  Dobre  są  też  słone 
słówka, trafna odpowiedź dana temu, kto chciałby cię wykpić. 

background image

 

33 

A że ludzie są  różnorodniejsi, niż ich zachcianki, zatem nie trać  czasu, lecz ich podpatruj, 

wypatruj, badaj, podglądaj, szpieguj i przenikaj. 

Oto  naprzykład  przyszedł  do  ciebie  hiszpan,  wypomadowany,  wykrygowany,  wyślizgany, 

jak  podłoga  pod  nocnikiem!  Szpada  u  boku,  nadęty,  jak  purchawka,  larendogrą  pachnie,  w 
głowie  fiu  bździu!,  paź  za  nim,  a  on  wiecznie  ze  swoim:  „Na  życie  cesarzowej”  i  innemi 
wymuskanemi  frazesami!  Wtedy  mów  do  niego:  „Niegodna  jestem,  aby  tak  zacny  kawaler 
dowody  takiej  czci  mi  składał”.  Niechże  Wasza  łaskawość  głowę  nakryje.  Nie  będę  słuchać 
ani jednego słówka, dopóki Wasza Łaskawość kapelusza nie włoży! I zaiste! Gdyby „Wasze 
Łaskawości  i  Wysokości”,  któremi  tak  hojnie  szafuje,  pocałunki,  któremi  ci  ręce  liże,  były 
owym eliksirem alchemików, co bogactwem obdarza, rychło zebrałabyś większy majątek, niż 
sam Agostino Chigi.

12

 

PIPPA: Już ja wiem, że na takich trudno zarobić. 
NANNA: To też płać tylko plewami za plewy i wzdychaj przy każdem westchnieniu, które 

im  się  z  bebechów  dobywa.  Kłaniaj  się  uniżenie,  kiedy  się  oni  kłaniają,  całuj  nie  tylko  ich 
rękę, ale i rękawiczkę, a jeśli nie chcesz, aby cię uszczęśliwili opisem zdobycia Medjolanu, to 
oswobodź się jaknajprędzej w sposób grzeczny od ich towarzystwa. 

PIPPA: Tak też uczynię. 
NANNA: A teraz cicho! Oto francuz! Temu natychmiast otwieraj, otwieraj jak błyskawica, 

a  kiedy  on  cię  wesoło  obejmie  i  całusa  przylepi,  każ  wino  przynosić.  Mając  do  czynienia  z 
ludźmi  tej  nacji,  zapomnij  o  kurwiej  naturze,  która  zabrania  podać  za  darmo  nawet  kubka 
wody!  Aby  człowieka  poznać,  trzeba  zjeść  razem  beczkę  soli,  głosi  przysłowie.  Ale  z 
francuzem wystarczy jedna kromka chleba! Odrazu spoufalicie się ze sobą! Nie troszcząc się 
zbytnio o formy i etykiety, bierz go na noc piorunem do łóżka i odpraw grzecznie wszystkich 
innych! Wierę, snadnie będzie ci się zdawało, że masz karnawał w domu, taki grad wiktuałów 
spadnie ci do spiżarni! 

A no pięknie! W koszulinie biedaczek wyjdzie z twoich pazurów. Albowiem francuzi są to 

szaławiły  i  hulaki,  a  pieniądze  łatwiej  puszczają,  niż  zdobywają.  Nie  pamiętają  przytem  o 
stratach, które im inni przysporzyli. Dlatego też mało się będą troskać o to, czyś ich okradła i 
czyś grubo się przytem obłowiła! 

PIPPA: O wy francuzi, o wy kochane chłopy, niechże wam Pan Bóg zdrowie da! 
NANNA: Pomyśl również, że grosz w ręku francuza, to dukat u hiszpana! A zaś niemcy... 

hm!  to  nacja  całkiem  innego  rodzaju...  Myślę  tutaj  o  bogatych  kupcach,  którzy  wdają  się  w 
negocjacje miłosne. 

Dadzą ci  wiele  ciężkich  dukatów, o ile będziesz umiała postępować z niemi odpowiednio, 

trąbiąc wszędzie, że byli twemi miłośnikami, że powiedzieli to, a zrobili tamto! 

Podskubuj ich pocichu, dadzą się całkiem oskubać! 
PIPPA: Zapamiętam to sobie! 
NANNA: Są ci oni z przyrodzenia twardzi, nieużyci i gruboskórzy. Brzuch niby antał przed 

sobą noszą, a piwskiem zdakeka śmierdzą. Jak im coś do łba wlezie, to im sam Pan Bóg tego 
nie  wybije.  Dlatego  podpatruj  ich,  podchodź  zręcznie,  zanim  ich  na  dudków  wystrychniesz! 
hm, hm...!... 

PIPPA: No cóż tam jeszcze? 

                                                 

12

  Agostino  Chigi,  znany  bankier  rzymski,  pochodził  ze  syeneńskiej  rodziny  kupieckiej.  Rodzina  ta  miała  w 

Rzymie bank już za pontyfikatu Sykstusa IV. Agostino w roku 1502 zawarł spółkę do handlowania na dworze 
rzymskim. 
Za Aleksandra VI został dzierżawcą rzymskich i neapolitańskich salin. Wpływ jego, znaczenie i fortuna wzrosły 
niesłychanie  za  pontyfikatu  Juljusza  II,  który  potrzebował  jego  pomocy  finansowej  do  prowadzenia 
nieustannych  wojen.  Chigi  pozostawił  po  sobie  majątku  800.000  dukatów.  Posiadał  przeszło  sto  domów,  tyleż 
okrętów, zatrudniał i żywił w swych dobrach 20.000 ludzi. On to podczas pochodu Leona X do Lateranu wzniósł 
łuk  tryumfalny  z  napisem:  „Olim  habuit  Cypris  sua  tempora,  tempora  Mavors  olim  haubit:  sua  nunc  tempora 
Pallas habett!” 

background image

 

34 

NANNA: Chciałabym ci coś poradzić, ale tak mi jakoś nieswojo! 
PIPPA: Powiedzcie mateczko, chciałabym wiedzieć! 
NANNA: E, już lepiej nie, bo by mi to było za ciężki grzech policzone! 
PIPPA: Pocóżeście ciekawość we mnie obudzili? 
NANNA:  Hm...  zresztą!  Cóżby  to  szkodziło,  gdybyś  się  zaczęła  zadawać  z  jakim  tam 

ż

ydowinem.  A  więc  zadawaj  się,  tylko  zręcznie  i  ostrożnie.  Odwiedzaj  ich  pod  pozorem,  że 

chcesz kupić materji na firankę, lub na pościel. Zobaczysz, że rychło znajdzie się niejeden, co 
ci do twojej skarbonki, którą nosisz u przodka, wszystkie zyski ze swojej lichwy i oszukaństw 
wsadzi, a do tego doda jeszcze wszystkie zarobki z giełdy. A  gdyby miał  nawet śmierdzieć, 
jak sobaka, to niech sobie śmierdzi. 

PIPPA: Myślałam, że mi chcecie coś bardzo ważnego powiedzieć! 
NANNA: Doprawdy sama nie wiem, czemu się tak długo wahałam, ale ten okropny smród, 

który jest ich nieuleczalną chorobą, zawstydzał mnie nieco! 

Ż

eglarze  gromadzą  wielkie  skarby,  ale  za  to  muszą  na  galerach  jeździć  razem  z 

katalońskimi  marynarzami,  narażają  się  na  niebezpieczeństwo  dostania  się  do  rąk  tureckich, 
albo  do  rąk  Barbarossy

13

,  jadają  chleb  z  robakami,  piją  ocet  i  wino  i  znoszą  dużo  innych 

przykrych rzeczy! 

A jeśli taki żeglarz po to tylko, aby towar sprzedać, nie zważa na wiatr, deszcz i zmęczenie, 

cóż, azali kurtyzana nie pogodzi się ze smrodem nędznego żydowina? 

PIPPA: Śliczne porównania robicie! Co jednak powiedzą moi przyjaciele, jeśli się z takim 

ś

mierdziuchem zadam! 

NANNA: Co mają powiedzieć, skoro o niczem wiedzieć nie będą! 
PIPPA: Czyżby? 
NANNA: Jeśli im sama nie powiesz, nic się nie dowiedzą. 
Ż

yd cicho będzie siedział, jak mysz pod miotłą, aby mu gnatów nie połamali! 

PIPPA: Chyba, że tak! 
NANNA:  Teraz  przypuśćmy,  że  ugaszczasz  w  swym  alkierzu  wrzaskliwego,  florenckiego 

fanfarona.  Z  tym  obchodź  się  uprzejmie,  albowiem  florentczyk  poza  Florencją,  z  respektu 
przed miejscem, gdzie się znajduje, szczać nie ma odwagi, choćby miał pęcherz nie wiem jak 
pełny! 

Za to, gdy tylko na dwór wyjdzie, zaraz ci parę morgów sikami opluszcze. 
Chcę  powiedzieć,  że  florentczyk  jest  na  obczyźnie  równie  szczodry,  jak  w  domu  skąpy. 

Poza tem są oni wykształceni, światowi, dworni i dowcipni! 

Gdybyś nawet nie miała innego zysku nad gadaninę, to i tak przyjemnie ci będzie posłuchać 

ich dźwięcznej mowy. 

PIPPA: Gołemi słowy się nie nakarmię. 
NANNA: Masz rację! Ja też tylko to tak, na wiatr powiedziałam. Dość, że dają, ile dawać 

mogą, urządzają uczty z papieskim przepychem, a festyny z taką pompą, jak nikt inny! 

Zaś ich wymowa podoba się każdemu! 
PIPPA: A powiedzcież mi proszę nieco o Wenecjanach. 
NANNA:  O  tych  trudno  mi  będzie  rozprawiać!  Gdybym  chciała  wyliczyć  wszystkie  ich 

przymioty, powiedzianoby mi: „Miłość cię zaślepia”. 

Ale  ona  mnie  ślepą  nie  uczyniła,  bowiem  najczystsza  prawda  przez  me  usta  przemawia! 

Wenecjanie  to  bogowie,  panowie  świata,  najpiękniejsi  mężczyźni,  najpiękniejsi  starcy, 
najpiękniejsi  młodzieńcy  na  ziemi!  Rozdziej  ich  z  szatek,  to  zobaczysz,  że  każdy  inny 
mężczyzna  wygląda  przy  nich,  jak  kukła  woskowa.  Dmą  się  coprawda  nieco  i  pysznią  z 
powodu swych bogactw, ale serca mają dobre i jak wosk miękie. 

                                                 

13

 Kapitan statków sułtańskich. 

background image

 

35 

Chociaż kupcy z zawodu, wobec nas kurtyzan zachowują się, jak królowie. Szczęśliwa jest 

ta, która ich względy pozyska, albowiem cóż na świecie może iść w paragon z ich skrzyniami 
pełnemi dukatów. 

PIPPA: Niechże ich Bóg ma w swojej opiece! 
NANNA: Ma też ich zaiste! 
PIPPA: Powiedzcież mi jednak, dlaczego owa signora,

14

 która niedawno z Wenecji wróciła, 

nic  tam  wskórać  nie  mogła.  Opowiadała  mi  moja  chrzestna,  że  przywiozła  ze  sobą  tylko 
dwadzieścia skrzyń, pełnych kamieni. 

NANNA: Chętnie ci to wytłomaczę. Są na świecie gusta i guściki, a wenecjanie mają swoje 

szczególne  upodobania.  Pupcia,  cycuszki  i  całe  ciałko  muszą  być  jędrne  i  gładkie,  jak 
brzoskwinie,  wiek  od  piętnastu  do  dwudziestu  lat  najwyżej,  a  o  petrarkowskiem  zawracaniu 
głowy,  nic  nie  chcą  wiedzić.  A  zatem  kochana  córeczko,  jeśli  z  niemi  masz  do  czynienia, 
zapomnij o wszystkich chytrościach kurtyzan i obsługuj ich zacnym towarem! 

Inaczej miast garści czerwieńców, rzucą ci przez okno parę mglistych madrygałów. 
Ja tam, gdybym była mężczyzną, uważałabym na to, aby ta, z którą mam spać, raczej język 

miała giętki, a nie dowcip. 

Zaś jako niewiasta, dużo chętniej wolę dziarskiego rypałę w objęciach trzymać, niż mistrza 

Dantego! 

Myślę  też,  że  melodją  słodszą  od  wszystkich  pieśni  dantejskich,  jest  ręka,  która  piersi 

obmacuje, niby struny harfy, zatrzymując się na wdzięcznych i wystających koniuszkach! 

A kiedy ta sama ręka po świętościach zadka bębni, to muzyka taka milszą jest dla ucha, niż 

granie flecistów na papieskim dworze! 

I  tak  mi  się  zdaje,  jakbym  ową  dłoń  jeszcze  przed  sobą  widziała!  Zaprzestaje  muzyki  i 

znowu  do  piersiczek  powraca,  które  w  gwałtownym  oddechu  podnoszą  się  i  opadają,  niby 
wełny na morzu. 

PIPPA:  O,  jakież  rozkoszne  obrazy  potraficie  malować  słowami!  Hu!  Aż  mi  się  gorąco 

zrobiło;  czułam,  że  ręka,  o  której  mówiliście,  dotyka  mych  piersi,  sunie  w  dół,  a  potem, 
potem,., ach! nie powiem, gdzie mnie chwyta! 

NANNA:  Poznałam  twe  wzruszenie  po  twarzy,  która  najpierw  zbladła,  a  potem,  cała  się 

rumieńcem pokryła. 

Ale teraz udajmy się z Florencji do Syenny. Syenneńczycy to cymbały, głuptasy, gawrony, 

ale dadzą się lubić, chociaż w ostatnich czasach pogorszyli się nieco. Mają ci oni w sobie coś 
z  onej  ogłady  i  uprzejmości  wykwintnego  florentczyka,  tylko  nie  są  tacy  szczwani  i  nie 
spieszą się tak, jakby ich kto w pięty smalił. Pozwolą się ogolić, jak błazny i skórę ze siebie 
oddadzą, jeśli będziesz się umiała zabrać do nich. 

PIPPA: Takich mi właśnie potrzeba! 
NANNA: Otóż to! A teraz jazda do Neapolu!! 
PIPPA: Nie mówcie o neapolitańczykach, ciągoty mnie biorą na samo ich wspomnienie. 
NANNA: Nie bądź taka pochopna, mała kobietko! Na honor, ci neapolitańczycy mogą sen z 

oczu spędzić, ale tylko tej, która z rzadka z nimi rozkoszy zażywa,  a zażywając jej, właśnie 
nic lepszego pod ręką niema. Ich pyszałkowstwo przechodzi wszelkie granice! 

Mówisz  im  o  koniach  —  oni  mają  najlepsze  hiszpańskie  —  o  szatach,  —  w  kufrach  i 

skrzyniach  pomieścić  ich  nie  mogą,  pieniędzy,  jak  lodu,  a  wszystkie  krajowe  piękności 
usychają z tęsknoty za niemi. 

                                                 

14

  Ową  signorą  jest  Tullja  d’Aragona,  córka  kurtyzany  Julji  Farrarese  i  kardynała  Lodovico  d'Aragona.  Tullja 

należała  do  grona  najsłynniejszych1  i  najpiękniejszych  kurtyzan  z  epoki  Renesansu,  a  z  zawodem  kurtyzany 
łączyła zawód poetki. Do wielbicieli i przyjaciół Tullji zaliczali się ludzie bardzo wybitni, jak Benedetto Varchi, 
Girolamo  Muzio,  kardynał  Hipolit  de  Medici,  Filippo  Strozzi,  Ercole  Bentivoglio,  Bernardo  Tasso  i  inni. 
Sperone Speroni w swojej rozprawie „Dialogo d’amore“ porównuje talent Tullji do talentu Safony! 

background image

 

36 

Gdy upuścisz chustkę, lub rękawiczkę, podniosą ją z porównaniami tak pełnemi galanterji, 

ż

e takich nawet na dworze w Capui nie usłyszysz; tak, to tak moja droga! 

PIPPA: Zabawni muszą być ci filuci! 
NANNA:  Znałam  kiedyś  takiego  morowego  draba  z  ich  kraju,  co  się  zwał  Giovanni 

Agnese.  Złościłam  go  zawsze,  naśladując  jego  mowę  (bo  gestów  jego  sam  kat  nie  umiałby 
naśladować!)  Jeden  genueńczyk,  który  często  bywał  przytem,  mało  nie  popuszczał  ze 
ś

miechu.  Ale  i  temu  pewnego  dnia  łatkę  przypięłam:  „Zaiste,  wspaniałą  i  hojną  jest  Genua, 

ale  wy  wszyscy  genueńczycy  tak  dobrze  umiecie  handlować,  że  nie  wiele  na  was  zarobić 
można!” 

To  prawda,  potrafią  oni  wysubtelnić  samą  subtelność,  wyostrzyć  samą  ostrość,  są  bardzo 

gospodami,  ważą  ci  tak  dokładnie,  że  ani  na  grosz  się  nie  omylą;  chełpliwość  ich  nie  zna 
miary, lubują się w neapolitańskich przysadach, trącących Hiszpanją, są pełni rewerencji, a tę 
troszkę, którą ci wydzielą, umieją za sam miód przedstawić. Jeśli chodzi o tych ludzi, zbywaj 
ich byle czem, i oddawaj im miarkę za miarkę! 

NANNA: A teraz do naszych kochanych Rzymian! Rzym święty, ale lud w nim przeklęty! 

Dziecko, jeśli masz ochotę chleb i twaróg przy brzęku szpad zajadać, a w sałacie znajdywać 
końce  włóczni,  polane  sosem  walecznych  czynów,  których  dokonali  ongiś  przeciwko 
Bergellemu  ich  przodkowie,  to  się  z  niemi  zadawaj!  Krótko  mówiąc,  dzień  splądrowania 
Rzymu

15

  dotąd  im  siedzi w  głowie,  jak  gwóźdź,  i oto  dlaczego  nie  spieszno  było  papieżowi 

Klemensowi po raz drugi ich oglądać. 

PIPPA:  Nie  zapominajcie  o  Bolonji,  chociażby  ze  względu  na  grabię  i  rycerza,  którzy  już 

prawie do naszej familji należą. 

NANNA:  O  bolończykach  zapomnieć?  Jakżeżby  wyglądały  salony  kurtyzan  bez  tych 

tyczek  do  podpierania  grochu?  „Zrodzeni,  aby  tylko  liczbą  być  i  cieniem”  —  według  słów 
pieśni  —  co  rozumieć  należy  w  sensie  utarczek  miłosnych,  a  nie  wojennych  —  jak  zwykł 
mawiać brat Mariano i co mi powtarzał jeden piękny, dwudziestoletni włóczęga, dodając, że 
nie widział ludzi bardziej pucołowatych i strojniej ubranych. Dlatego też, Pippo, przyjmuj ich 
łaskawie;  na  twoim  dworze  będą  dobrymi  zapchajdziurami,  a  także  bawić  cię  będzie  ich 
bezmyślna, ale mile dźwięcząca paplanina. 

Teraz  pozostają  nam  jeszcze  lombardczycy;  do  tych  tłustych  ślimaków  bierz  się  prosto  z 

mostu,  ściągaj,  co  się  da  i  łechtaj  każdemu  podniebienie,  nazywając  ich:  „Panem  rycerzem 
lub  Panem  hrabią”.  Albowiem  na  owo  „Tak,  Wasza  Wysokość”,  „Nie,  Wasza  Wysokość” 
okrutnie zważają. Tym kapcanom z dobrym sumieniem możesz pieprzu w nos natrzeć, będą 
ci to nawet za zasługę poczytywać. Albowiem i oni w żywe oczy oszukują biedne dziewczyny 
i pysznią się tern we wszystkich oberżach. Zaś, abyś wiedziała, jak to się pieprz w nos wciera, 
opowiem ci dwie historyjki! 

PIPPA: Opowiadajcież, strasznie jestem ciekawa! 
NANNA:  Pierwszy  koncept  jest  dość  prostacki,  drugi  nader  wzniosły.  Ale  do  rzeczy! 

Miałam  ci  pokojową  —  umarła  już  nieboraczka  w  wieku  lat  trzynastu.  Wierę,  pulchna  i 
gładka  była  ta  młódka,  a  chytra  szelma,  a  zmyślna,  wyszczekana,  jak  palestrant,  prawdziwa 
pijawka, od której nie można się było odczepić. 

Nauczyłam  ją,  w  jaki  sposób  ma  nam  na  gospodarskie  wydatki  dusiów  przysparzać. 

Zdobyła  sobie  szczególne  względy  u  moich  gości,  gziła  się  z  niemi  i  to  uchodziło  za  ich 
najlepszą  rozrywkę.  Jak  tylko  jaki  kawaler  do  drzwi  zakołatał,  brała  za  moją  radą  stłuczony 
półmisek do rąk, otwierała i natychmiast zmykała z rozwianym włosem po schodach, drąc się, 

                                                 

15

 „Sacco do Roma” — dzień splądrowania Rzymu 6 maja 1527 roku. 

Po  wyjściu,  dowódzcy  wojsk  cesarskich.  Alarcona  z  zamku  św.  Anioła,  opuścił  Klemens  VII  w  świeckiem 
przebraniu twierdzę i pod opieką Radomonte Gonzagi schronił się do Orvietto. Do opuszczonej stolicy powrócił 
papież dopiero po osiemnastu miesiącach. Nic dziwnego, że rzymianie nie mogli zapomnieć „Sacco di Roma”, 
skoro z kwitnącego Rzymu Leona X pozostała pustynia: „Roma pareva piuttosto un diserto, che Roma”, 

background image

 

37 

jakby  ją  ze  skóry  obdzierali:  „Biada,  biada,  umieram,  już  po  mnie!”  Wtedy  druga  moja 
służąca,  kucharka,  łapała  ją  za  kiecki  i  mówiła:  „Uspokój  się,  uspokój,  nasza  signora  jest 
dobra  i  nic  ci  nie  zrobi”!  Kawaler,  barania  głowa,  widząc  tę  scenę,  chwyta  młódkę  za  dłoń, 
pytając:  „Co  się  stało?  Czemu  drzesz  się  jak  najęta?”  —  „Och,  ja  nieszczęśliwa,  zbiłam 
farfurkę,  która  całego  talara  kosztuje!  Puśćcie  mnie,  w  świat  pójdę,  inaczej,  zabije  mnie 
signora!”  Wzdychała  przytem,  że  aż  się  serce  krajało  i  słaniała  się  na  nogach,  udając 
omdlenie.  Samego  wielkorządcę  z  Man-Mozza  by  wzruszyła,  a  cóż  dopiero  gładysza,  który 
do  mnie  przybył  z  wizytą!  Ja  tymczasem,  stojąc  za  drzwiami,  rąbkiem  fartucha  zatykałam 
usta,  aby  nie  wybuchnąć  śmiechem,  widząc,  jak  ów,  który  zwykle  węża  ma  w  kieszeni, 
wtykał jej do garści talara. I myślałam, że się usram z radości, kiedy kucharka brała monetę i 
szła niby to na miasto, aby naczynie odkupić. 

PIPPA: To ci sprytna jucha! 
NANNA: Tymczasem zjawiam się w salonie! On wita mnie słowami: „Przychodzę złożyć 

dowody  uszanowania,  czcigodnej  pani”;  chwyta  za  rękę  i  wyciska  soczysty  pocałunek. 
Gawędzimy  ze  sobą  przyjaźnie,  a  niebawem  zjawia  się  dziewucha  z  bliźnim  bratem 
stłuczonego półmiska w ręku. „Chcę to z powrotem wstawić do szafy”, powiada, „Co ci jest” 
—  pytam  się.  „Masz  oczy  czerwone  i  podpuchnięte  od  płaczu”,  A  ta  chytra  małpa,  ten 
obiecujący niedolatek mruga, niby też to, cichaczem na przybysza, aby nic nie zdradził. Tego 
figla płatała każdemu gościowi. Raz chodziło jej o filiżankę, drugi raz o półmisek, lub talerz, 
dość, że wyciągała z sakiewki dwa, trzy, lub cztery juljusze! Z łatwością mogłyśmy opędzać 
wszystkie drobne wydatki domowe. Ale teraz czas przejść do lepszej sztuczki. 

PIPPA: Już z góry sobie w niej smakuję. 
NANNA:  Pewien  oficer,  który  z  różnych  urzędów  miał  około  2000  dukatów  dochodu, 

zadurzywszy się we mnie na umór, musiał za to gorzko później pokutować. Kiedy mu coś do 
łba strzeliło, ciskał pieniędzmi bez opamiętania, ale kiedy mu znów fantazja minęła, trzeba się 
było  udawać  o  pomoc  do  astrologów,  aby  coś  z  niego  wydusić.  Był  przytem  okropnym 
cholerykiem i czerniał ze złości, jak smoła. Wpadał w furyę z byle powodu i dobrze było, gdy 
poprzestał na wymachiwaniu kordem koło nosa. Kurwy bały się go, jak morowej zarazy! Ale 
ja,  jak  wiesz,  tchórzostwem  nie  śmierdzę!  Przyjmowałam  wojaka  codziennie,  jako  gościa  u 
stołu.  I  jakkolwiek  nieraz  płatał  mi  ośle  figle  i  dzikie  brewerje  ze  mną  wyprawiał,  znosiłam 
wszystko cierpliwie, myśląc w cichości serca nad stosowną zapłatą. Myślałam, myślałam, aż 
wymyśliłam!  Wtajemniczyłam  w  swe  plany  malarza  —  mistrza  Andrea,  zezwoliłam,  żeby 
mnie trochę podziubał, zażądawszy wzamian, aby w stosownej chwili schował się z farbami i 
pędzlami pod moje łóżko i wymalował mi na twarzy okrutną ranę. Zwierzyłam się także św. 
pamięci mistrzowi Mercurio, którego znałaś, jak mi się zdaje? 

PIPPA: Tak, znałam go. 
NANNA: Otóż poprosiłam mistrza Mercurio, aby w dniu oznaczonym przyszedł do mnie z 

szarpiami i jajkami.

16

 Chcąc go zupełnie skaptować, pozwoliłam mu na pozostanie u mnie w 

łóżku przez noc, akurat w wigilję onego, rozstrzygającego dnia. Ano, pięknie! Mistrz Andrea 
leży  u  mnie  pod  łóżkiem,  mistrz  Mercurio,  siedzi  w  domu,  czekając,  aż  go  zawezwą,  a  ja 
ucztuję  ze  swoim  oficerem  za  stołem.  Gdyśmy  już  biesiadę  ukończyli,  kieruję  rozmowę  na 
pewnego  szambelana  Jego  Przewielebności,  aby  rozwścieczyć  swego  burczymuchę.  Jakoż 
odrazu  wrzeszczeć  zaczyna:  „Ty  tłomoku,  kurwo,  ty  świński  pomiocie!”  Obrzuciłam  go 
wzamian  całym  stekiem  obelg  i  doprowadziłam  do  tego,  że  płazem  sztyletu  tęgo  mnie  w 
twarz  uderzył.  Miałam  w  kieszeni  jakąś  szminkę  od  mistrza  Andrea.  W  mig  smaruję  sobie 
ręce,  pocieram  twarz  i  podnoszę  okropny  lament,  jak  żydzi  na  pogrzebie.  Wtedy  mój  chwat 
dudy w miech! Przeraził się okrutnie, że mnie zamordował, wziął nogi za pas i pomknął, aż 
się  kurzyło,  do  pałacu  kardynała  Colonny,  Tam  zamknął  się  w  komnacie  dworaka,  jęcząc 

                                                 

16

 Białka używano do opatrywania ran. 

background image

 

38 

zcicha:  O  święty  Jacku,  święty  Damianie,  święty  Jakóbie,  teraz  utraciłem  Nannę  i  Rzym  i 
wszystko  na  świecie,  Tymczasem  ja  poszłam  ze  swoją  służką  do  alkierza.  Mistrz  Andrea 
wygramolił  się  z  pod  łóżka  i  nie  mieszkając,  machnął  mi  ranę  na  prawym  policzku,  tak 
zręcznie,  że  aż  strach  mnie  obleciał,  kiedym  się  w  lustrze  przejrzała,  A  zaś  mały  obwieś  — 
ten  sam,  co  tak  zręcznie  urządzał  owe  oszustwa  z  potłuczonemi  półmiskami,  sprowadził 
mistrza  Mercurio,  Przyszedł  i  powiada:  Nic  się  nie  bójcie,  signora,  wszystko  to  furda! 
Poczekał,  aż  farba  zaschnie,  zwilżył  szarpie  olejkiem  różanym  i  przewiązał  bliznę  według 
wszelkich przepisów medycyny. Potem udał się do sali, gdzie zebrało się całe towarzystwo i 
rzekł,  machnąwszy  ręką:  „Już  po  niej!”  Wiadomość  obiegła  w  mgnieniu  oka  cały  Rzym  i 
doszła także do uszu mordercy, który płakał, jak najęty. Następnego rana o świcie, do mego 
alkierza,  którego  okna  pozawieszane  były  ciężkiemi  kotarami,  wszedł  lekarz  z  świeczką  w 
ręku, aby zrobić opatrunek. Ciekawa gawiedź wtykała głowy przez uchylone drzwi. Ludziska 
jęczeli,  wzdychali  i  mdleli!  Opowiadano  sobie  powszędy,  że  moja  twarz  została  wstrętnie 
zeszpecona. Zabójca każdego dnia przysyłał mi pieniądze, drjakwie, medykamenta i lekarzy, 
aby  tylko  Bargello  nie  zechciał  mięszać  się  w  tę  kabałę,  albowiem  wtedy  nawet  opieka 
Colonny  by  nie  pomogła.  Po  ośmiu  dniach  puściłam  na  miasto  wiadomość,  że 
niebezpieczeństwo  śmierci  wprawdzie  minęło,  ale,  że  na  obliczu  moim  pozostanie  szpetna 
szrama,  która  dla  kurtyzany  jest  nieszczęściem  gorszem,  niż  śmierć.  Złoczyńca  dalejże  do 
mnie  z  pieniędzmi!  Próbował  wszelkich  środków,  poruszył  cały  Rzym,  kołatał  do  drzwi 
możnych i osiągnął wreszcie moją zgodę. Przez ten cały czas nie przyjmowałam, oczywiście 
nikogo, oprócz jednego Monsignora, który był głupi jak głąb, jak cymbał, jak dudek i ani w 
ząb w tej całej historji połapać się nie mógł. Krótko i węzłowato: winowajca zapłacił mi 500 
dukatów odszkodowania i 50 za lekarzy  i lekarstwa, a ja przebaczyłam  mu zbrojną napaść i 
przyrzekłam,  że  nie  będę  wnosić  skargi  do  wielkorządcy.  Pozatem  zażądałam,  aby  mnie  już 
raz na zawsze w spokoju zostawił i dał po temu porękę. Za 500 dukatów kupiłam wtedy ten 
dom z ogródkiem. 

PIPPA: Dzielny był z was frant, mateczko. 
NANNA:  Czekaj  końca!  nie  opowiedziałam  jeszcze  wszystkiego,  zresztą  cały  rok 

musiałabym paplać jak najęta, aby ci zdać sprawę ze wszystkich szczegółów, Ale co tu gadać! 
Nie nadarmo żyłam, jak widzisz, do kroćset djabłów, nie nadarmo! 

PIPPA: Widać to snadnie po owocach waszego żywota! 
NANNA: A zatem słuchaj dalej. Ponieważ przyszłam do wniosku, że owe 550 dukatów ani 

rusz  nie  mogą  zaspokoić  mojego  apetytu,  przeto  wymyśliłam  sobie  figiel  kurewski  w 
najbardziej kurwim tego słowa znaczeniu. Wyszukałam jednego neapolitańczyka, łotrzyka, co 
się zowie, który umiał, jak fama głosiła, usuwać z twarzy wszystkie blizny. Magik przyszedł 
do  mnie  i  powiada:  „Jeśli  znajdzie  się  ktoś,  kto zapłaci  za  was  100  talarów,  to  uczynię  cud, 
tak, że szrama zniknie z Waszego oblicza”. O małom nie pękła ze śmiechu, ale przemogłam 
się i rzekłam, wzdychając: „Idźcie do zbója, który mnie tak pokiereszował i przedstawcie mu 
swoje  warunki”.  Huncfot  pomknął  w  te  pędy  do  nieszczęsnego  kapitana,  opowiedział  mu  o 
cudzie,  którego  podejmuje  się  dokonać  i  wyimaginuj  sobie,  że  ten  osioł,  zmartwiony 
przymusową rozłąką z mojem łożem, wypłacił łotrzykowi 100 talarów. Okropna blizna znikła 
w mgnieniu oka pod wpływem jakiejś cuchnącej wody i magicznych zaklęć, które nie miały 
najmniejszego  sensu  oczywiście.  I  tak  100  piastrów,  jak  grecy  mówią,  dostały  się  do  moich 
rąk. 

PIPPA: Ażeby cię wciórności, mateczko! 
NANNA:  Czekaj  jeszcze  nie  koniec!  Kiedy  się  Rzym  dowiedział  o  mojem  cudownem 

ozdrowieniu,  ludzie  zeszpeceni  na  pysku  jęli  latać  do  owego  znachora,  niby  żydy  do 
Mesjasza.  A  kiedy  dość  już  miał  zadatków,  spakował  manatki  i  czmychnął,  gdzie  pieprz 
rośnie. 

PIPPA: No, a cóż oficer? 

background image

 

39 

NANNA:  Musiał  sprzedać  majątek  na  pokrycie  kosztów  i  starał  się  pogodzić  ze  mną,  za 

pośrednictwem  rajfurów,  kumoszek  i  listów,  pisząc  przy  każdej  okazji  o  swej  niewygasłej 
miłości. Wybrał się do mnie w odwiedziny, ze stryczkiem na szyji, chcąc się rzucić do moich 
nóg;  przechodząc  koło  budy  malarza,  ujrzał  obraz,  zamówiony  przeze  mnie.  Miałam  go  na 
znak dziękczynienia zanieść sama do Loretto, o czem naokoło rozpowiadałam. Rzuca okiem 
na malowidło i widzi swój konterfekt, jak z nożem w ręku dybie na moje życie. Ale to nic, w 
porównaniu z napisem, który na tem arcydziele przeczytał: 

 

JA, 

SIGNORA NANNA, 

WIELBICIELKA 

MESSERA MACO, 

DZIĘKI DJABŁU, KTÓRY GO OPĘTAŁ, 

OTRZYMAŁAM W NAGRODĘ ZA SWĄ MIŁOŚĆ 

OKROPNĄ BLIZNĘ. 

Z NIEJ WYLECZYŁA MNIE MADONNA. 

KTÓREJ JA 

TEN ŚLUBOWANY OBRAZ POŚWIĘCAM! 

 
PIPPA: Ha, ha, ha!! 
NANNA:  Kiedy  przeczytał  historję  swego  mordu,  zbladł  jak  kacerz,  wiedziony  na  plac 

kaźni,  gdzie  kat  kijami  z  niego  djabła  wypędza.  Z  wściekłości  mało  co  ze  skóry  nie 
wyskoczył  i  obsypał  mnie  potem  kosztownymi  podarunkami,  abym  tylko  zechciała  zetrzeć 
jego imię z wotywnego obrazu. 

PIPPA: Ha, ha, ha!! 
NANNA:  No,  a  teraz  epilog.  Ten  hycel  musiał  mi  dać  także  pieniądze  na  ślubowaną 

pielgrzymkę do  Loretto. Nie dość na tem; kiedy  oświadczyłam, że do  Loretto wędrować nie 
będę, sam wykupił dla mnie odpust u papieża. 

PIPPA: Czyż to możliwe, żeby ten głuptas do końca nie spostrzegł się, iż nie masz żadnej 

szramy na twarzy? 

NANNA: Zaraz ci to wyjaśnię. Wzięłam jakiś przedmiot podobny do noża i przywiązałam 

go mocno na całą noc do policzka. Dopiero na drugi dzień zdjęłam swój opatrunek.  I wtedy 
naprawdę, widząc tę siną krechę, można było pomyśleć, że jest to zagojona blizna. 

PIPPA: Chyba, że tak! 
NANNA: Chciałabym ci jeszcze na zakończenie opowiedzieć dykteryjkę o żórawiu. 
PIPPA: Mówcież proszę! 
NANNA: Udałam, że mam straszną ochotę na żórawia, nadzianego makaronem. 
Kupić go nigdzie nie było można, nic więc innego nie pozostawało moim kochankom, jak 

zastrzelić  ptaka  z  rusznicy.  W  ten  sposób  dostałam  żórawia  do  rąk.  Bez  zwłoki  posyłam  do 
znajomego  kiełbaśnika,  który  znał  z  widzenia  wszystkich  moich  „poddanych  i  wasalów”. 
Potem kazałam przysiąc przyjacielowi, który ptaka upolował, że pary z gęby nie puści. A gdy 
mnie pytał, dlaczego? odpowiedziałam, że nie chciałabym uchodzić za obżartucha. 

PIPPA: Toście dobrze wymyślili! 
NANNA:  Poleciłem  rzeźnikowi,  aby  żórawia  sprzedawał  tylko  temu,  kto  go  będzie  chciał 

dla  mnie  kupić.  Ponieważ  nieraz  już  robił  ze  mną  podobnie  dowcipne  interesy,  więc 
zrozumiał,  o  co  chodzi.  Ledwie  zawiesił  żórawia  w  oknie,  odrazu  wpada  jeden  zakochany 
fąfel  i  drze  się:  Ile  chcesz  za  ptaka?  „Żóraw  nie  jest  do  sprzedania”  —  odpowiada  stary 
kpiarz,  chcąc  wzbudzić  w  kupującym  jeszcze  większą  ochotę  do  wyłożenia  gotówki.  W 
końcu dostaje ów żórawia za dukata, przysyła mi upominek przez pokojowca, z dopiskiem, że 
otrzymał ptaka w podarunku od kardynała. Ja zasię piękne złożywszy dzięki, zaraz żórawia z 

background image

 

40 

powrotem  odsyłam  do  rzeźnika,  aby  go  znów  wystawił  na  sprzedaż.  Wyobraź  sobie,  że 
wszyscy moi przyjaciele kupowali ptaka po kolei, a każdy musiał dukata zapłacić. I cóż ty na 
to powiesz, Pipciu!? 

PIPPA: Ażem zdębiała z podziwu! 
NANNA: A teraz rozważmy, jak się masz zachowywać, aby sobie gości pozyskać! 
PIPPA: Rozważmy!! 
NANNA: Przychodzi do ciebie na ten przykład jakiś stary twój znajomy i przyprowadza ze 

sobą  kilku  nieopierzonych  gagatków.  Przyjmij  ich  po  książęcemu,  rozmawiaj  wesoło,  lecz 
skromnie. W czasie rozmowy oblicz sobie ich szaty i klejnoty, a potem weź na stronę swego 
przyjaciela  i  skrzętnie  wypytaj  o  każdego  z  nich.  Pierwszeństwo  musisz  dać  oczywiście 
najbogatszemu.  Patrz  na  niego  wzrokiem  lubieżno-namiętnym,  nie  odwracaj  twarzy, 
wzdychaj i udawaj, żeś się w nim na zabój zakochała. Gdy się już pożegna i wyjdzie na ulicę, 
wychyl  się  z  okna  i  dawaj  mu  znakami  do  zrozumienia,  że  jego  boska  obecność  serce  twe 
oczarowała! Bądź pewna, że niebawem znajdzie do ciebie drogę powrotną. A wtedy Pippo do 
dzieła! 

PIPPA: Ach jak pięknie mówić umiecie! 
NANNA: Ale, ja tu gadu-gadu, a dotychczas nie powiedziałam ci, jak się masz zachowywać 

na  uroczystościach,  gdzie  się  zbierają  całe  chmary  kurtyzan,  zazdrosnych,  zawistnych, 
natrętnych, lubiących plotki i oszczerstwa. 

Kiedyś, kiedyś, jak mnie już nie stanie, poznasz jakiegoś to dzielnego i zdolnego preceptora 

straciła! 

PIPPA: Nie rańcie mego serca takiemi smutnemi słowami, 
NANNA: Jeśli o tem mówię, to po to, aby do tej smutnej materji więcej nie powracać! 
A zatem mamy na świecie karnawał! Przybywasz na jakąś ucztę, na którą sproszono signory 

ze  wszystkich  kątów  i  zakątków.  Zjawiają  się  one  na  sali  zamaskowane;  tańczą,  śmieją  się, 
gadają, nie zdejmując masek z twarzy. 

Dopóki kręcą się po sali, gżąc się z przygodnymi widzami, wszystko jest w porządku. 
Bieda zaczyna się dopiero wówczas, gdy przyjdzie siadać do wspólnego stołu. Rozłażą się, 

jak  pluskwy,  po  różnych  dziurach  i  trzebaby  chyba  czarną  magją  odpowiednią  ilość  komnat 
wyczarować, aby każdą zadowolnić tak, aby mogła ucztować oddzielnie ze swoim gachem. 

PIPPA: Jakie ci to honorne i delikatne! 
NANNA:  Teraz  nauczę  cię,  nadziejo  moja,  jak  masz  dwornością  swoją  usidlać  serca 

mężczyzn. 

PIPPA: A pewnyż to przepis? 
NANNA: Najpewniejszy, 
PIPPA: Mówcie zatem! 
NANNA:  Zdejmij  maskę,  nie  czekając,  aż  cię  o  to  poproszą  i  powiedz:  Oto  mnie  macie 

taką, jaką mnie matka na świat wydała! Wtedy wszyscy chwalić cię będą, co niemiara! 

PIPPA: A dlaczegóż to inne po kątach się chowają? 
NANNA: Bo strach ich bierze, jak porównanie wypadnie. Jedna ma zmarszczki, a chciałaby 

je przed światem ukryć, inna jest brzydka i ścierpieć nie może ładnego obok siebie buziaka, 
owa znów ma zębiska spróchniałe i wstydzi się gębę otworzyć w obecności młódki, która ma 
zęby białe, jak twaróg. Ta ci znowu niema takich szmatek, takiej bransolety, paska i czepka, 
jak  ta,  lub  inna.  A  pod  każdym  innym  względem  zarozumiała  jest,  jak  Seicento.

17

  Niektóre 

robią to dla kaprysu, inne przez głupotę, lub przez złośliwość. A kiedy każda znajdzie się już 
w swoim kącie, zaczynają bajać niestworzone historje. Naszyjnik, który  nosi ta wenecjanka, 

                                                 

17

  Obecnie  przestarzały,  swojego  czasu  bardzo  powszechny  frazes,  na  oznaczenie  człowieka  zarozumiałego. 

Słowo niema nic wspólnego z „Secento”, a pochodzi tylko od sławnego konia berberyjskiego, który zwyciężył w 
wielu wyścigach i nazywał się „Seicento” ponieważ nagroda wynosiła 600 guldenów. 

background image

 

41 

nie jest jej własnością, owa szata należy właściwie do kochanki fra Mariano,

18

 ów rubin jest 

własnością  messera  Piccinollo,  a  tamto  znów  żydowina,  Abramka.  I  tak  ci  się  upajają 
oszczerstwami i winem, a jedna drugiej dłużną nie pozostaje. A tam już jakiś dowcipniś woła: 
Słusznie czyni signora Aspazja, że swoje wdzięki ukrywa! Signoro, Imperjo, kiedy zażywacie 
swego  odwaru  z  kory  drzewnej?

19

  Inny  znów  drwi  w  żywe  oczy  z  męstwa  jakiegoś 

skromnisia, który spać się odważa ze swą ubóstwianą, do babki samego Antychrysta podobną. 
A koniec końców każdy na ciebie oczy zwraca i do twej prostoty lgnie całą duszą. 

PIPPA: Dzięki Wam, dzięki za dobre wróżby! 
NANNA:  Oczywiście  w  wielkie  święta  będziesz  musiała  odwiedzać  kościoły:  Św.  Piotra, 

Ś

w. Jana, Św. Wawrzyńca, kościół Pocieszenia i inne. Tam ci niewielkiemi grupkami zbiorą 

się  wytworni  kawalerowie,  monsignorowie,  szlachta  i  dworacy,  aby  oglądać  piękne  damy  i 
pozdrawiać  te,  które  przechodzić  będą,  maczając  lekko  końce  palców  w  kropielnicy.  Nie 
obejdzie się bez gorących słówek, szeptem wymówionych, a ty, jeśli odpowiesz, to chyba w 
te słowa: Moje uszanowanie, piękna, czy brzydka, zawszem na usługi gotowa! 

Skromność twoja będzie ci najlepszą tarczą! 
Owi  galanci,  ustąpiwszy  z  drogi,  pokłonią  ci  się  aż  do  ziemi.  Przeciwnie,  jeśli  zechcesz 

odgryzać się im ordynarnemu słowami, szepty ich będą cię gonić po całym kościele. 

Gdy ci przyjdzie klęknąć, to wybierz ołtarz, który najlepiej widzą zebrani, trzymaj przytem 

książeczkę z modlitwami w ręku. 

PIPPA: Pocóż książeczka, kiedy czytać nie umiem? 
NANNA: Nic to, że może się zdarzyć, iż będziesz trzymała ją do góry nogami, jak to czynią 

kobiety z Romanji, chcąc, żeby je miano za czarownice, a książki ich za zaczarowane. — 

— A teraz o pożytku, jaki jest z młodzików! 
Na tych żółtodziobach nie buduj żadnych nadziei! 
Nie  masz  w  nich,  ani  za  grosz  stałości.  War  krwi  kręci  niemi,  jak  wiatr  chorągiewką, 

kochają i odkochują się prędko, gdy tylko znajdą jaką inną srokę. Jeśli chcesz im pofolgować, 
to kaź, aby ci najpierw zapłacili. 

Biada  ci,  jeśli  się  zapatrzysz  na  jakiego  młodego  trzpiota,  bowiem  na  amory  może  sobie 

pozwolić tylko taka, co żyje z własnych funduszów, a nie ta, co z dnia na dzień marny żywot 
pędzi. 

Gdy  tylko  sobie  głowę  miłością  zawrócisz,  już  po  tobie;  zaprawdę,  kto  o  jednym  gachu 

myśli, ten wszystkich pozostałych za drzwi wypycha. 

Kurtyzana, która się kocha w czemś innem, niż w sakiewce swego przyjaciela, jest jak ów 

pijak nałogowy, co to by nawet szaty z ciała sprzedał, aby móc pić dalej. 

PIPPA: O jakże wy je wszystkie, wszystkie, wszystkie na wylot znacie. 
NANNA:  A  teraz  zdaje  mi  się,  że  jakiś  kapitan  do  drzwi  łomoce.  Boże  Ty,  mój  Boże! 

Dzisiaj  każdy  nazywa  się  kapitanem,  nawet  poganiacz  osłów.  Mówię  o  dobijaniu  się  do 
drzwi,  albowiem  walą  okrutnie,  chcąc  się  wydać  srogimi  lwami,  klną  przytem  na  poły  po 
hiszpańsku, na poły po francusku. 

Takim jurnym wojakom, moczymordom, piórkosiom nie dawaj posłuchu i dowierzaj im tak, 

jak się cyganowi dowierza. 

Nie zważaj na te nieustanne wrzaski o zaległym żołdzie! 
A  jeśli  która  trusia  zechce  się  zadowolnić  zapłatą  z  wyprawy  morskiej,  którą  oni  królowi 

doradzają,  lub  ze  zwycięstw,  jakie  odniesie  nasza  matka  —  kościół  —  to  niech  się  karmi 
smakołykami! Każda inna natomiast, która lubi, aby jej płacili gotówką, niech wysławia tych 
panów, niby zaściankowych Rolandów, ale nic ponadto! 

                                                 

18

  Fra  Mariano,  ulubiony  błazen  papieża  Leona  X.  Był  kolejno  golarzem,  mnichem,  wreszczie  urzędnikiem 

Kamery  apostolskiej.  Odznaczał  się  nadzwyczajnym  humorem  i  niepospolitą  żarłocznością  Aretino  chwali  fra 
Mariana za jego uprzejmość w „Ragionamento delle Corti”. 

19

 Odwar z drzewa „Gujaki” był w swoim czasie środkiem przeciw syfilisowi. 

background image

 

42 

W  przeciwnym  razie  zyska  tylko  siniaki  na  pysku  i  guzy  na  łbie.  Cały  zaszczyt,  że  będą 

rozgłaszać  wszędy  wady  twojej  dziurki  i  twego  tyłka,  chełpiąc  się,  że  kazali  ci  tańczyć 
według swego fleta! 

PIPPA: Błazny! 
NANNA: Stać się kurtyzaną po to, aby chuć a nie głód zaspakajać, znaczy tyleż, co chcieć 

morze wpław przepłynąć. 

Aby nie chodzić w łachmanach musisz być rozgarniętą i rozumną, jak się patrzy i zarówno 

w  czynach,  jak  i  w  słowach  unikać  lekkomyślności.  Właśnie  przychodzi  mi  do  głowy 
porównanie  doskonałe!  Ja  tam  mówię  zawsze  z  natchnienia,  wypowiadam  słowa  jednym 
tchem  i  nie  lepię  dziwolągów  ze  słów  twardszych  od  najtwardszego  zatwardzenia.  Dlatego 
każdy rad słucha mej gadaniny i zaraz ją dalej rozgłasza, niby jakieś Verbum Caro! 

PIPPA: A gdzież się podziało wasze porównanie? 
NANNA: Wojak, którego męstwo polega tylko na pustoszeniu kurników chłopskich, który, 

odważny  jest  jak  zając  w  kapuście,  uchodzi  za  tchórza  i  niechętnie  mu  żołd  płacą,  jak  to 
mówił jeden z tutejszych żołnierzy. 

Ale  za  takim,  co  się  umie  bić  i  walecznym  jest  w  potrzebie,  uganiają  się  wszystkie  żołdy 

ś

wiata! Takoż i z kurtyzanami! 

Jeśli  jaka  do  trzech  zliczyć  nie  potrafi  i  tylko  obrabiać  się  daje,  nie  dorobi  się  więcej  nad 

wachlarz z wytartemi piórami i łachman taftowy. Na świecie, kochane dziecko, potrzebna jest 
zręczność,  lub  szczęście.  Ale  przyznam  ci  się,  że  gdybym  miała  wybierać,  to  wolałabym 
szczęście, niż zręczność. 

PIPPA: Dlaczego? 
NANNA: Gdy szczęście płuży, nie trza się wcale wysilać. Gdy się jest jednak zależnym od 

swej zręczności, to trzeba się pocić, wyliczać, jak astrolog i dowcip wytężać, przedzierając się 
przez życie. Kto ma szczęście, temu i wół cielę urodzi! 

Szczęście, to droga bez cierni i ot popatrz tylko na tę kobyłę, na tę Kaśkę zawszoną, na tego 

kurdupla... no wiesz już o kim mówię! 

PIPPA: Alboż ona niema pieniędzy, jak siana? 
NANNA: Ano ma! I o tem właśnie chcę mówić: 
Zna  się  na  dobrym  wychowaniu,  jak  krowa  na  kompasie,  w  niczem  nie jest  jej  do  twarzy, 

jest głupia jak rura do barszczu, przekroczyła już trzydziesty rok życia, a mimo to myśleć by 
było można, że ma miód w piź... tak ci za nią chłopy latają. To jest szczęście, co się zowie!! 

Spójrz  na  pachołków,  hajduków  i  parobków!  Nic  innego,  tylko  szczęście  porobiło  z  nich 

Wielkich Panów i Jaśnie Wielmożnych. 

Mistrz  Troiano  był  kamieniarzem,  zaś  dziś  posiada  wspaniały  pałac.  A  co,  czy  to  nie 

szczęście? 

Serapica

20

 psy golił, a stał się prawą ręką papieża. A co, czy to nie szczęście? Accursio

21

 był 

czeladnikiem u złotnika, a został konfidentem Juljusza II. A co, czy to nie szczęście? Dalibóg, 
jeśli szczęście i zręczność w kurwie się łączą, wtedy sursum corda! Jest to rzecz słodsza, niż 
te  wszystkie:  Och  tak,  och  jeszcze,  które  szepce  się  wówczas,  gdy  cię  jakiś  palec  łechce;  to 
jest  lepsze,  niż  owe  mamrotania:  ...troszkę  niżej,  troszkę  wyżej,  teraz  tu,  teraz  tam,  póki 
wreszcie ów palec nie natrafi na to, co cię swędzi. 

Odradzałam  ci  miłostki  z  żółtodziobami,  których  się  psie  figle  trzymają  i  z  wojakami, 

strojnymi  w  sute  pióropusze!  Mówiłam  ci,  abyś  ich  unikała,  a  teraz  rzekę:  leć  na  ludzi 
statecznych, bo ci mają i manjery piękne i dukatów nie skąpo! 

PIPPA: Co prawda, to wolę parę porządnych szturchańców, niż kupę duserów. 

                                                 

20

  Giovanni  Lazzaro  da  Magistris  (Serapica-komar),  służył  za  młodu  za  psiarczyka  u  kardynała  Sanseverino. 

Dostawszy się do służby Leona X jeszcze za kardynalskich czasów, doszedł z czasem do wielkiego znaczenia i 
fortuny. 

21

 Zaufany sługa papieża Juljusza II, 

background image

 

43 

NANNA: Masz rację, ale stateczni dadzą ci jednego jak i drugiego poddostatkiem! A teraz 

do  tych,  których  nigdy  zadowolnić  nie  można!  O  cóż  za  utrapienie  ma  człowiek  z  takiem 
plemieniem! 

Jeśli  ci  uprzykrzeni  gderacze  będą  krzyczeć,  pomstować  i  urągać  na  ciebie,  miej  się  na 

baczności, jak niedźwiednik, który misia na jarmarku pokazuje! 

PIPPA: Niech mnie osławią, jeśli im pofolguję! 
NANNA:  Po  tych  bydlakach  przejdźmy  do  buńczoszumnych  zawadyjaków,  do  tych 

dębikuflów,  odważnych  przy  pucharze,  którzy  nawet  kastrata  w  dupę  kopnąć  się  boją! 
Blagierstwa i głupich przechwałek oduczyć się nie mogą. W łyżce wody  cały ocean radziby 
pomieścić! 

Z pewnością obłupisz ich ze wszystkiego, nie wyłączając haftowanych majteczek i szpady, 

huśtającej się im u boku bezużytecznie! 

Obok tych wszystkich .ludzi, są jeszcze dowcipnisie, którzy bez słusznej przyczyny, ciągle 

od śmiechu się pokładają! Na całą gębę głoszą, co z tobą zrobili i co robić będą, a im więcej 
się ludzi zbierze, tem się głośniej drą. 

Bez  ceremonji  podniosą  ci  kieckę  do  góry  w  towarzystwie.  To  dla  nich  tyle,  co  splunąć! 

Rąb  im  prawdę  w  żywe  oczy,  bez  zbytecznych  ceregieli  i  figluj  z  nimi  tak,  jak  oni  z  tobą 
figlują! 

PIPPA: Czyż myślicie, że tacy będą mi się bardzo podobać? 
NANNA: Jednakie mamy upodobania! Ale przecież cię uprzedzałam, że ci nygusi podobni 

są  do  małp,  które  uspakajają  się,  skoro  orzech  do  łap  im  wpadnie!  Morze,  .będące 
straszliwym żywiołem, gdy przejdzie jego gniew, czyni mniej hałasu, niż strumyczek. 

PIPPA: Wydaje mi się, że macie rację! 
NANNA:  O  tych  dość!  Ale  nie  mówiłam  ci  jeszcze  o  tępych  nieukach!  Ci  są  gorsi,  niż 

oczajdusze,  kostery,  pyskacze,  hycle,  wartogłowy,  wiercipięty,  obłudnicy,  nudziarze  i  łotry, 
gorsi  niż  cały  rodzaj  męski!  Wydziwiają  się  nad  gównem  byle  złodzieja  i  choćbyś  im  nie 
wiem jaką pieszczotę wymyśliła — wszystko to daremne zachody! 

Rzucać  się  będą  na  ciebie  prosto  z  mostu,  a  każdy  ich  postępek  będzie  świadczył  o  ich 

tępocie ku twojemu utrapieniu i wstydowi. 

PIPPA: Dlaczego ku memu utrapieniu i wstydowi? 
NANNA:  Dlatego,  że  nie  mając  żadnej  ogłady  i  wyrozumienia,  będą  brać  miejsce  przed 

najbardziej  szanownymi,  będą  pyskować,  gdy  trzeba  cicho  siedzieć,  będą  milczeć,  gdy 
należałoby mówić. A wynik? Pozbawiają cię poważania u ludzi czcigodnych, bo ktokolwiek 
widzi ich, jak uwijają się dokoła kobiety ze swojemi zalecankami, temu słusznie wydaje się, 
ż

e  to  świnie  przyszły  wąchać  róże  w  ogrodzie.  Zaś  dziwacy  to  coś  gorszego,  niż  zepsute 

zegary; więcej im należy z drogi schodzić, niż szaleńcom, co się zerwali z łańcucha! Chcą, to 
znowu  nie  chcą,  to  milczą,  to  znów  gadają  trzy  po  trzy;  ni  stąd  ni  zowąd  nachodzą  na  nich 
jakieś  kaprysy;  nawet  Święta  Nafissa,  uosobienie  cierpliwości  i  dobroci,  nie  zniosłaby  ich 
wybryków, i dlatego też ledwie ich ujrzysz, zaraz uracz ich czarną polewką. 

PIPPA: Będę wam posłuszna! 
NANNA: A cóż ci mam rzec o owych synalkach, co to z doświadczeń ojcowskich mądrości 

zaczerpnęli. Co za mordęga żyć z tymi arcymądralami! Boją się ust otworzyć, aby nie uronić 
dostojeństwa,  którego  ich  przed  lustrem  nauczyli,  gdy  zaś  przemówią,  to  półgębkiem,  aby 
coprędzej  usta  znów  w  wyuczony  grymas  ułożyć.  Jadają  z  namaszczeniem,  spluwają 
wdzięcznie,  oczyma  po  pułapie  błądzą,  chcieliby,  aby  ich  z  ladacznicami  widywano,  ale 
pragną  zarazem,  aby  nikt  o  tem  nie  wiedział,  wystrzegają  się  dać  ci  cokolwiek  w  obecności 
sługi, ale radziby byli, aby sługa wiedział, te ci dają. 

PIPPA: A to małpy dopiero! 
NANNA:  Gdy  kto  nadejdzie  do  ciebie  podczas  ich  obecności,  zaraz  chowają  się  w 

przyległym  alkierzu,  ale  za  drzwiami  będą  póty  się  ruszać  i  hałas  czynić,  aż  powiesz  do 

background image

 

44 

gościa: „Pan Giulio jest tam w pokoju!” Ponadto odmierzają oni na wszystkie sposoby: sen, 
czuwanie, posiłki, posty, przechadzki, wypoczynki, to, co należy robić, to czego nie wypada 
robić,  kiedy  się  śmiać,  kiedy  zachować  powagę;  będą  się  jak  z  gównem  z  każdym  słowem 
nosić, że i żonkosie więcej nie potrafią. Ale czyż nie mówiłam ci jeszcze o obłudnikach? 

PIPPA: Jeszcze nie mateczko! 
NANNA:  Hipokryci,  którzy  dotykają  się  kobiet  przez  rękawiczkę,  a  posty  obserwują  jak 

najwięksi bigoci, będą cię chyłkiem nawiedzać. Gdy zaś zechcą wstyd twój od tyłu urazić, a 
ty  ich  zapytasz:  „Jakto,  moi  panowie,  to  wy  tamtędy  chcecie  się  dostać?”,  odpowiedzą: 
Jesteśmy  niegodni  grzesznicy,  jak  i  wszyscy!  Ich  uczynki  w  tajemnicy  trzymaj,  a  z 
łajdactwami  obchodź  się  ostrożnie,  jak  z  garnkiem  oliwy,  który  przecieka!  Taka  dyskrecja 
bardzo  się  okaże  pożyteczna!  Ci  wrogowie  wiary  prawdziwej  będą  cię  klepać  po  cyckach, 
robić sińce na ciele, zaglądać między uda, dłubać w każdej szczelinie i  w dziurze każdej. A 
gdy  rozporek  z  powrotem  zapną,  zaraz  puszczają  wargi  w  ruch,  mrucząc  bez  ustanku: 
„Miserere”. „Domine ne in iurore” i „Ex audi orationem”. 

A teraz do szczodrych. Wobec tych nie trzeba ci zręczności osła, ale lwiej zręczności. Jeśli 

chcesz  o  coś  prosić,  to  proś  coram  populo.  Albowiem  pyszałek  wzrasta  o  piędź,  gdy  się  go 
publicznie,  jak  wielkiego  pana  traktuje.  Przywilejem  wielmożnych  jest  być  szczodrymi, 
aczkolwiek  nie  są  nimi  zazwyczaj.  Fanfarona  nie  potrzebujesz  o  nic  prosić,  bo  ledwie 
zaczniesz:  „chcę  sobie  zrobić  suknię  według  najnowszej  mody”,  zaraz  odpowie,  gdy  tylko 
ś

wiadkowie będą przytem: „Poczekaj, już ja to załatwię”. Dla takiego, kochasiu, bądź równie 

szczodra,  jak  on  dla  ciebie,  stawaj  mu  we  wszystkich  pozycjach,  jakich  zapragnie  i  niczego 
mu nie odmawiaj! 

PIPPA: Rozumiem! To mój święty obowiązek! 
NANNA:  Są  ludzie,  którzy  nie  dadzą  ci  nawet  ziarenka  gorczycy,  nie  wspomogą  cię 

marnym  grosikiem,  chyba,  że  będziesz  im  ciągle  ostrogi  w  bok  wpierała!  Ale  hojnym  nie 
stawiaj  ceny,  polegaj  na  ich  przyrodzonej  wielkoduszności,  która  rozkwitać  będzie  wśród 
ustawicznych  darowizn.  Gdy  dają  nie  proszeni,  wydaje  im  się,  iż  nie  tracą  pieniędzy  z 
gamratkami.  lecz  przeciwnie,  że  zarabiają  na  czysto,  upodabniając  się  do  wielkich  panów, 
albowiem,  jak  ci  to  powiedziałam,  Wielcy  Panowie  powinni  być  hojni!  Ty  jednak  udawaj 
zawsze, że nic nie chcesz od nich! 

PIPPA: Doskonale! 
NANNA:  Za  to  tych  osiłków,  te  zwierzą  ta  juczne,  tych  nieokrzesańców,  jak  mawiał 

Romanesco,  prześladuj  ciągłemi  nawoływaniami:  „dawaj  mi  tu  zaraz,  a  nuże!  prędzej 
wałkoniu!” Parobków trzeba zawsze batogami popędzać! 

Jeszcze jedno, abym nie zapomniała. Wprawdzie posługuję się w moich naukach to słowem 

„ty”  to  słowem  „wy”,  pragnę  jednak,  abyś  do  każdego,  młodego  czy  starego,  znacznej,  czy 
nikczemnej  kondycji:  wy,  mówiła!  „Ty”  to  słowo  oschłe  i  nie  wielu  ludziom  podobać  się 
może.  Piękne  manjery  pysznym  są  środkiem  na  powodzenie.  Dlatego  nie  bądź  nigdy 
wyniosłą,  nie  szydź,  nie  wykpiwaj  się.  nie  gniewaj  się  na  nikogo!  Gdy  się  znajdziesz  w 
otoczeniu  przyjaciół  swego  kochanka,  nie  rzucaj  słówek  kąśliwych,  nie  chwytaj  nikogo  za 
włosy, lub brodę! Nie rozdawaj szturchańców na prawo i lewo! Mężczyźni są mężczyznami i 
gdy im pyska dotkniesz, zaraz się krzywią i gniewają. Sama widziałam, jak kiedyś doszło do 
grubych  burd  i  brzydkich  wymysłów,  dlatego  tylko,  że  jakaś  głupia  gęś  pozwoliła  sobie 
chłopa za ucho szarpnąć. Dostała ci za to upominek, jak się patrzy, i każdy rzekł, a dobrze ci 
tak! 

PIPPA: Na mą duszę, dobrze jej tak! 
NANNA: Jeszcze jedno chciałam ci przypomnieć: Choćby ci się trafiała najlepsza po temu 

okazja,  nigdy  nie  wyrzucaj  z  łożnicy  swej  miłośnika  z  szyderstwem  i  wymysłami!  Chyba, 
ż

eby jaki francuz czekał na cię, o czem już poprzednio wspominałam! W takim wypadku idź 

do  przyjaciela  i  powiedz  mu:  Przyrzekłam  wam  tę  noc  i  ona  też  właściwie  do  was  należy, 

background image

 

45 

albowiem  bez  granic  oddana  wam  jestem  i  całkiem  do  was  należę,  jednakowoż  mogłabym 
grubszy  grosz  zarobić,  gdybym  miała  tę  noc  do  rozporządzenia.  Pożyczcie  mi  ją,  a  oddam 
wam  stokrotnie.  Jeden  wielki  pan  z  Francji  ma  na  mnie  ochotę,  pofolguję  mu  dziś,  jeśli 
zezwolicie. Lecz, jeśli nie, ha! to trudno, jestem nadal na wasze usługi”. Ów, gdy zobaczy, jak 
go honorujesz, prosząc o podarowanie tego, czego mu odprzedawać nie wypada, wyświadczy 
ci tę przysługę, a nawet wdzięczny ci będzie, żeś z nim tak grzecznie postąpiła. Gdybyś zaś, 
nie mówiąc ani jednego słowa, na ulicę go wysadziła, z pewnością pomstowałby i wymyślał 
na  czem  świat  stoi,  opowiadając  powszędy  o  twych  kurwich  narowach.  Niejednemu 
zalotnikowi mogłaby wówczas odejść ochota do zawierania bliższej z tobą znajomości. 

PIPPA: To dopiero byłoby nieszczęście! 
NANNA: Tak, zaiste! A teraz rzecz główna! Nie zabawiaj się nigdy kłóceniem przyjaciół, 

wystrzegaj się wszelkich burd, nie powtarzaj plotek, a gdzie możesz godzić, tam gódź! Gdyby 
ci  kiedy  wrota  smołą  wysmarowano  i  zapalono,  puść  gniew  z  dymem.  Są  to  owoce,  które 
rosną obficie, niestety, na drzewach w naszych ogródkach. Nie każ nigdy swej służbie gości 
za  łby  wyrzucać.  Jeśli  cię  kto  urazi,  nie  leć  z  bekiem  i  kwikiem  do  kochanka.  Jeśli  zaś  jaki 
asan, mający serdeczne  zmartwienie, nawiedzi cię kiedy, to nie mów le o jego kochance, na 
którą  jest  zagniewany.  Napady  furji,  paroksyzmy  wściekłości  szybko  mijają  i  porywczy 
kochanek ze wstydem przychodzi do przekonania, że sam zawinił i sam szkodę poniósł. Staraj 
mu  się  raczej  przełożyć,  że  nie  ma  racji;  „Niesłusznie  czynicie,  gniewając  się,  ona  jest  taka 
zacna, poczciwa, piękna wdzięczna i strasznie do was przywiązana”. Ów mąż wróci pewnego 
dnia  do  starego  żłobu  i  wdzięczny  ci  będzie,  a  i  ona  dowie  się  o  twej  życzliwości  i  z 
procentem ci odpłaci, gdy się pokłócisz z którym ze swych kochanków. 

PIPPA: Bardzo przebiegli jesteście! 
NANNA:  Moje  dziecię,  na  koniec  to  ci  tylko  po.  wiem.  Jeśli  ja,  najwystępniejsza  i 

najrozwiąźlejsza  kurwa  całego  Rzymu,  ba,  całej  Italji  i  całego  świata,  jeśli  ja  powtarzam, 
doszłam do złotych dukatów, a nie do groszaków, to co dopiero ty, jeśli będziesz żyć według 
mych rad, a pouczeń. 

PIPPA: Królową wśród królowych, a nie tylko signorą wśród signor będę. 
NANNA: Dlatego też bądź mi posłuszna. 
PIPPA: Przecie jestem! 
NANNA: Nigdy nie zapalaj się do gry: kości i karty to zguba dla tych, które im się oddają. 

Na  jedną,  która  wygra  na  modny  staniczek  —  tysiąc  idzie  na  żebry.  Miej  na  stole 
szachownicę  i  przybory  do  gry:  gdy  gra  pójdzie  o  dukata,  albo  o  dwa,  kompani  rzekną: 
„Wszystko to dla was, signora”. Nigdy tam nie ma kłótni, nigdy nie padnie niegodziwe słowo, 
chyba że zaczną hazardować się w faraona, albo w lombra. Gdy jaki namiętny gracz postawi 
dla ciebie, proś go, aby pieniędzmi nie rzucał, staraj się przytem pokazać mu, że bardzo dbasz 
o to, aby majątku nie stracił! A teraz kolej na talenty! 

Pamiętaj, Pippo, że nikt nie ośmieli się odmówić ci jakiegoś instrumenciku: a więc jednego 

poproś  o  lutnię,  drugiego  o  harfę,  innego  o  wiolę,  owego  zaś  o  flet,  tamtego  o  szpinet,  tego 
znów  o  lirę.  To  czysty  zysk.  Sprowadzisz  sobie  nauczycieli  muzyki,  będziesz  ich  zabawiać 
wygrywaniem  melodji,  racząc  od  czasu  do  czasu  przelotną  i  króciutką  pieszczotą.  Gdy 
skończysz  z  instrumentami,  zapałaj  ochotą  do  malarstwa  i  do  rzeźby,  naściągaj  ramek  — 
okrągłych  i  kwadratowych,  portretów,  figurynek,  wszystkiego,  co  będziesz  mogła,  aby 
później sprzedać nie gorzej, niż suknie. 

PIPPA: Czy to nie wstyd sprzedawać szaty, które się na sobie nosiło? 
NANNA: Wstyd? A czyż nie gorszy wstyd przegrać je w kości, jak to uczyniono z szatami 

Pana naszego, Jezusa? 

PIPPA: To prawda! 
NANNA:  Na  honor!  gra  to  sprawa  djabelska.  Nie  trzymaj  u  siebie  ani  kart,  ani  kości; 

wystarczy raz na nie spojrzeć, aby się do gry zapalić, a kto zagra, ten przepadnie z kretesem! 

background image

 

46 

Przysięgam  ci  na  świętą  Magdalenę,  że  one  zatruwają  ludzi,  tak  jak  zapowietrzone  rzeczy, 
które zarazę roznoszą! 

PIPPA: A więc precz karty i kości! 
NANNA:  Słuchaj,  co  ci  teraz  powiem  o  próżności  świąt  i  uroczystych  obchodów.  Nie 

chodź  na  walki  byków,  nie  lataj  na  turnieje  i  igrzyska,  zabawy  takie  dobre  są  dla  podłej 
gawiedzi.  A  jeśli  już  chcesz  zobaczyć  koniecznie,  jak  to  się  byka  zarzyna,  pierścień  na 
włócznię nawleka, lub pałubę ze słomy kopią kłóje, to patrz na te wszystkie igraszki z okien 
swego domu. Gdy ci kto szatkę na maskaradę pożyczy, pilnuj jej troskliwie, jakby była twoją 
własnością  i  odeślić  ją  czyściutką  i  porządnie  złożoną,  a  nie  opluskaną  i  poplamioną,  jak  to 
się często kurwom zdarza. 

PIPPA: Nie znam ci ja takiego niechlujstwa! 
NANNA:  Tak,  niechlujstwo,  to  dobrze  powiedziane!  Ach  Pippo,  długobym  się  musiała 

rozwodzić nad tem, jak się masz przystrajać i piękną czynić. Pleć warkocze w ten sposób, aby 
jeden  loczek  zwieszał  się  zawsze  nad  czołem;  spoglądaj  z  pod  niego  na  świat  zalotnym  i 
lubieżnym oczkiem. Pierś twoją z pod staniczka powinno być widać tylko przez wycięcie w 
koszuli.  Wtedy  każdy  żórawia  głęboko  zapuszczać  będzie!  Bądź  skąpa  z  pokazywaniem 
cycuszków!  Inne  w  tej  materji  są  bardzo  rozrzutne,  a  piersi  gwałtem  ze  stanika  na  świat 
wypychają. No! Ale teraz skończę już gawędę jednym tchem! 

PIPPA: Chciałabym, żebyście cały rok tak mówili. 
NANNA:  Wszystko,  czego  zapomniałam,  albo  nie  wiem,  douczy  cię  praktyka.  Trudności 

tkwią w samej istocie zawodu i pojawiają się wśród okoliczności, których nikt nie może ani 
przypuścić,  ani  przewidzieć.  Dlatego  też  instynktem  musisz  dopełniać  luki  mej 
niepamiętliwej pamięci. Wypada, abym ci powiedziała jeszcze o... 

PIPPA: O czem? 
NANNA: Proboszcze i mnichy chcieli mi uciec z głowy, niby z dziurawego garnka. 
PIPPA:  Patrzcie  ich,  jakie  łajdaki!  Zanim  mnie  nauczycie  jak  mam  z  niemi  postępować, 

powiedzcie mi jeszcze, czy bardzo boleć będzie, kiedy dziewictwo będę traciła? 

NANNA: Wcale nic, albo bardzo mało! 
PIPPA: Czy to tak boli, jak wrzód rozcinany? 
NANNA: A niech Bóg broni! 
PIPPA: Może tak, jak skaleczony palec? 
NANNA: I to nie! 
PIPPA: Jak przy rwaniu zęba? 
NANNA: Jeszcze mniej! 
PIPPA: Jak przy nabiciu guza? 
NANNA: E, to już całkiem nie tak! Chcesz, abym fantazję twoją zaspokoiła odpowiedniem 

porównaniem? 

PIPPA: Proszę was o to! 
NANNA:  Możeś  rozdrapała  sobie  kiedy  mały  pryszczyk  lub  wrzodziankę?  Odczuwa  się 

wówczas  palące  swędzenie!  Ot,  podobnie  swędzić  będzie,  gdy  ci  się  kto  do  dziewictwa 
dobierze! 

PIPPA:  Och!  Więc  czemuż  to  niektóre  tak  się  lękają  stracenia  dziewictwa?  Słyszałam,  że 

nawet z łoża wyskakują, o pomoc wołają, albo zgoła łóżko, pokój i wszystkie sprzęty obsikują 
ze strachu. 

NANNA.  Trwoga,  którą  odczuwają  te  dziewczęta  pochodzi  z  dawnych  czasów,  kiedy 

oblubienicę  do  małżonka  prowadzono  przy  dźwięku  trąb  i  kiedy  na  znak  dokonanego  cudu, 
koguta przez okno wyrzucano. 

I  jak  ów,  który  trzymając  w  ręku  przez  cyrulika  wyrwany  ząb,  sam  się  swemu  ociąganiu 

dziwuje,  tak  i  dziewczyna,  gdy  już  jest  po  wszystkiem,  żałuje,  iż  wcześniej  nie  pozwoliła 
sobie swego nietoperza pod włos pogłaskać. 

background image

 

47 

PIPPA: Balsamem są mi wasze słowa. 
NANNA: Co czynić należy, aby uchodzić za dziewicę, w miarę potrzeby, o tem pouczę cię 

w dniu, kiedy rozpoczniesz swoje praktyki. 

Cała tajemnica polega na mieszaninie żywicy jodłowej i ałunu, które się razem gotuje. Jest 

to środek wypróbowany we wszystkich zamtuzach. 

PIPPA: Tem pewniejszy! 
NANNA:  Ale  teraz  do  mnichów,  co  zioną  koźlim  smrodem  zup,  sosów  i  słoniny. 

Wszelakoż są i inni bardziej wymuskani, woniejący, niby puzderko z pachnidłami! 

PIPPA:  Nie  traćcie  czasu  na  mnichów!  Chciałabym,  abyście  mi  raczej  powiedzieli,  jak  to 

trzeba postępować z barwiczkami, które się na twarz kładzie? 

Również chciałabym wiedzieć, czy mam używać czarów, zaklęć i zamawiań? 
NANNA:  Nie  mów  o  takich  głupstwach,  to  dobre  dla  wiejskich  dziewuch!  Twojemi 

zaklęciami  niech  będą  moje  nauki,  zawsze  twej  pamięci  przytomne.  Co  się  zaś  barwiczek 
tyczy, to ci to później wyklaruję! 

Ale teraz mnichy nie dają mi spokoju! Muszę ci powiedzieć, że kobiety im śmierdzą; jeśli 

przychodzą  spać  z  niewiastą,  to  tak  ic  mają  ochotę  do  miłowania,  jak  ów,  co  z  kałdunem 
pełnym na stół zastawiony się patrzy. Darmo im będziesz śpiewała piosenkę, którą leniwym 
staruszkom się śpiewa: 

 
Aj - śli, aj - śli, ślimaczku mój, 
A pokażże wreszcie rożek swój. 
 
Nawet wtedy sztywności nie nabiorą. Trzeba im koniecznie, aby obok kochanki jeszcze im 

się i małżonek w łóżku ułożył. 

PIPPA: O jej, to te mnichy plugawe małżonków mają? 
NANNA: Widzisz chciałabym ci coś powiedzieć, ale mi jakoś niesporo: 
PIPPA: A to dlaczego? 
NANNA:  Powiesz  prawdę  —  zaraz  ludziska  rwetes  podniosą!  Jak  człowiek  łże,  to mu  się 

dobrze powodzi! A przecież i ja nieraz prawdę mówiłam. I teraz jej się nie zlęknę! Te grube 
ryby klasztorne, a księżulkowie tylko po to z kurwami sypiają, aby przypatrywać się, jak ich 
ukochane pacholęta owe kurwy obrabiają. 

Tak, tak, ich ukochane pacholęta! 
Z  tymi  musisz  żyć  w  przyjaźni  i  być  zawsze  na  ich  usługi.  Albowiem  jeśli  pozwolisz 

pacholętom  robić  z  tobą,  co  im  się  podoba,  to  sami  fraterkowie  w  tobie  się  zakochają  i 
roztrwonią dla ciebie wszystkie dochody z djecezji, opactwa, kapituły i zakonu. 

PIPPA:  Dufam,  że  jeśli  za  waszemi  radami  pójdę,  dostanę  nawet  ich  dzwonnicę  z 

dzwonami! 

NANNA: Ha, haf ha! Myślę o kupcach, o których ci jeszcze nie wspomniałam ani słowa! 
PIPPA: Ależ mówiliście już! 
NANNA: Myślisz zapewne o niemcach? Po prawdzie cały ten naród kramarstwem się para; 

ale ci wielcy kupcy, ci wypchani złotem ojcaszkowie, niechże ich franca ogarnie! 

Ci chcieliby koniecznie, aby stan gamracki, żył tylko z tego, co oni dadzą grosz po groszu! I 

na jednego, który płaci, znajdzie się dwudziestu, którzy mają gotową odpowiedź;: 

„Oddałem na lichwę, to jest, chciałem rzec na procent”, gdy ty o cokolwiek ich poprosisz. 

Największe ich łotrostwo w tem, że udają nędzarzy, mając pełne wory pieniędzy. 

Radzę  ci  Pippo,  abyś  tym  dusigroszom  dała  odrazu  należną  odprawę.  Żeby  nam  dogodzić 

nie wystarcza rękawica, skrypt w ręku, albo pierścień na palcu. 

PIPPA: I ja tak myślę. 
NANNA: Kochanko! dałam ci edukację książęcą, wiedz, że takie matki, jak ja na kamieniu 

się nie rodzą. 

background image

 

48 

Zapamiętaj  wszystkie  rady  i  niech  mnie  pod  pręgierz  postawią,  jeśli  nie  zostaniesz 

najbogatszą  i  najbardziej  wziętą  kurtyzaną.  Dlatego  też,  spokojnie  oczy  zamknę,  kiedy 
godzina śmierci nadejdzie! 

I  to  sobie  zauważ:  Ów  smród,  owe  smarki  z  nosa,  oczy  karpowe,  oddech  cuchnący, 

wszystko ci to jest, jak stęchłe wino, popijesz trzy dni i zapomnisz o tem. jak smakuje. 

Ale teraz jeszcze dwa słówka, o dwóch sprawach! 
PIPPA: O jakich że to!? 
NANNA: Najpierw nie kładź aksamitnych poduszek na jedwabnych materacach, które owe 

próżne małpice na ziemi rozściełają, aby przyjaciele przy rozmowie u nóg ich leżeć mogli! A 
po  drugie,  nie  pakuj  całych  dziesięciu  palców  do  puszek  ze  szminką,  jak  to  czynią  owe 
gruboskóre lombardki. 

Troszkę  różu  wystarczy,  aby  usunąć  z  policzków  bladość,  która  się  ukazuje  po  źle 

przespanej  nocy,  lub  z  powodu  nadużycia  miłości.  Rano  wypłucz  usta  wodą  studzienną.  A 
jeśli  chcesz,  żeby  twoja  skóra  zawsze  była  świeża  i  gładka,  to  dam  ci  moją  książkę  z 
przepisami, wyczytasz z niej, jak utrzymywać piękną płeć i ciało aksamitne! 

Nauczę  cię  robić  wodę  talkową,  a  do  rąk  wodę  z  lewandy.  Do  ust  mam  coś,  co  nie  tylko 

zęby w zdrowiu utrzymuje, ale i oddech w zapach fijołków przemienia. Pippo! 

PIPPA: Co mateczko? 
NANNA: Nigdy nie używaj zapachów mocnych, albowiem te dobre są tylko dla tych, które 

z natury śmierdzą! 

Kąp  się  często  i  myj  się  przynajmniej  dwa  razy  dziennie  wodą  gotowaną  z  pachnącemi 

ziółkami; dało twoje nabierze przedziwnie słodkiego aromatu, jak świeża bielizna, wyjęta ze 
skrzyni. 

I  tak,  jak  na  widok  niepokalanie  białego  płótna,  nikt  nie  może  się  powstrzymać,  aby  niem 

twarzy  nie  obetrzeć,  tak  też  i  na  widok  piersi  śnieżystej,  szyji  i  świeżo  umytych  policzków, 
nikt się nie oprze pokusie, aby całować je bez końca. 

Ale oto jeszcze cały szereg drobnostek, które dopiero teraz mi na myśl przyszły, kiedy już 

chciałam  zakończyć.  Wiedz  Pippo,  te  ja  jestem  studnią  bardzo  głęboką,  z  której  tak  obfity 
strumień wytryska, że czem dłużej z niej czerpać, tern więcej się nabiera. Ale!... Włóżno ten 
pierścień na palec! 

PIPPA: Już włożyłam! 
NANNA:  Kiedy  zbliżać  się  będzie  dzień  Świętego  Filipa  nie  zapomnij  zawczasu 

powiedzieć  przyjaciołom,  żeś  ślubowała  w  wigilję  dnia  swego  patrona

22

  zamówić 

dwadzieścia  mszy  i  nakarmić  dziesięcin  ubogich;  koszta  musisz  po  równemu  podzielić 
między miłośników. Kiedy nadejdzie wigilja, a potem święto, skarż się i zrzędź, powiadając: 
„Zmuszona jestem sumienie swoje i duszę grzechem pokalać!” 

„A to jakim sposobem?” zapytają te głowy baranie! 
„Bo  proboszcze  dzisiaj  gdzieindziej  są  zajęci  i  mszy  św.  dla  mnie  odprawić  nie  mogą”. 

Odłożysz  więc  nabożeństwo  na  inny  dzień,  ale  pieniądze  zatrzymasz  i  twemu  honorowi  nie 
stanie się uszczerbek. 

PIPPA: To rozumiem! 
NANNA: Przypuśćmy, że masz u siebie w domu całą gromadę adoratorów, którzy przyszli, 

aby się z tobą zabawić! Udaj, że ci nagle przyszło do głowy pójść na parę godzin na spacer; 
nie tracąc, ani krzty czasu, ubierz się, a stojąc już przed drzwiami powiedz: 

„Zajdziemy do kościoła po drodze”. W kościele po mruczysz trochę ojczenaszków, a potem 

pójdziesz wzdłuż kramów i każesz sobie przeróżne rzeczy pokazywać: maście, ambrę i różne 
piękne błyskotki. A jak ujrzysz coś takiego, co cię w oczy kłuć będzie, to nie mów: „Kupcie 
mi to, a wy tamto”, tylko powiedz: „To, a to podoba mi się bardzo”. 

                                                 

22

 Pippa - Filipina. 

background image

 

49 

Każ  wybrane  rzeczy  na  bok  odłożyć  i  powiedz:  „Później  przyślę  po  nie”.  Tak  samo  rób 

zawsze z pachnidłami i innemi drobnostkami. 

PIPPA: Do czegóż wy zmierzacie? 
NANNA: Prosto do ich gołębnika! 
PIPPA: A gdzież kusza? 
NANNA:  Kuszą  jest  ich  szczodrość,  która  czułaby  się  obrażoną,  gdyby  nie  kupili  zaraz 

odłożonych rzeczy i nie podarowali ich tobie! 

PIPPA: Komu brak rozumu, ten sam sobie jest winien! 
NANNA:  Kiedy  znowu  do  domu  powrócisz,  rozdziel  swoją  łaskę  sprawiedliwie,  między 

nich wszystkich. 

PIPPA: Jak mam łaskę okazywać, o tem jużeście mówili. 
NANNA: Mówiłam i jeszcze raz powiem: Wyciągnij się na niskim fotelu, każ dwóm usiąść 

u nóg, dwóch posadź po bokach, wyciągnij ramiona i każdemu z nich dłoń podaj. 

Pozostałym  okazuj  swoją  przychylność  wzrokiem  i  mrugając  rzęsami,  dawaj  im  do 

zrozumienia, że serce mieści się w oczach, a nie w rękach, nogach i słowach. 

W ten sposób będziesz łechtać ośmiu gamoni naraz! 
PIPPA: Zawsze po dwóch, zawsze po dwóch! 
NANNA: I gdyby nawet ten, lub ów, nie bardzo ci się podobał, zadaj gwałt swojej naturze, 

jak  chory,  który  wbrew  chęci  lekarstwo  przyjmuje,  nie  pytając  o  zdanie  swego  żołądka  — 
podobnie i ty musisz pamiętać, aby stan swój skutecznemi środkami poprawiając, z gamratki 
stać się kurtyzaną, a z kurtyzany panią, tak Pippo, — panią!! 

PIPPA: Jeśli tylko mocna wola, co pomaga, zostanę nią napewno. 
NANNA: Nie dawaj się okpić tym, co przysięgi składają, ze strasznemi gestami, chcąc mieć 

ciebie tylko, na swój wyłączny użytek. Nie dowierzaj im choćby byli nawet wysokiego rodu i 
znacznej fortuny. 

W szale miłosnym i furji zazdrości i tak na lep pójdą i cuda będą dla ciebie czynić, dopóki 

ten  stan  trwać  będzie.  Jest  też  rzeczą  ważną,  aby  ciągle  nowych  straceńców  tego  rodzaju 
wyszukiwać, albowiem ci zwarjowani z miłości prędko stygną w zapale. Zauważ też to sobie, 
ż

e im więcej miłości zażywasz, tem ci się płeć piękniejszą robi. Takoż i stal często używana, 

połysku nabiera! A dalej, kiep ten, kto mniema, że dużo nie czyni wiele, a mało nic nie czyni. 

Ż

yczę ci, abyś jak owa wilczyca wdarła się do pełnej owczarni, a nie do zagrody, gdzie jest 

tylko jedna owca. 

I to ci jeszcze powiem: Jakkolwiek sama zazdrość kurwią ma naturę i dlatego to wszystkie 

gamratki łacno nią grzeszą, ty nie bądź zazdrosną. 

Jeśli  usłyszysz,  że  signora  Tullja,  lub  signora  Beatrice,  dostały  całe  góry  tkanin,  firanek, 

klejnotów  i  szat,  pokaż  rozradowaną  twarz  i  powiedz:  „Zaprawdę,  ich  piękność,  obyczaje, 
dobroć i talenty zasługują na większą jeszcze nagrodę!” 

„Niechże Bóg ich darczyńców nagrodzi!” Dzięki takim słowom panowie owi i ich signory 

zapałają do ciebie afektem, podobnie, jakby cię znienawidzili, gdybyś nosem kręciła, mówiąc: 
A to doskonałe! Ta klem pa myśli, że jest królową Izoldą! Poczekaj gagatku! Zobaczę cię ja 
jeszcze, jak będziesz podłogi szorowała! 

Mój Boże! Zapewne męką i katuszą jest dla kurwy, widok innych kurew wystrojonych i w 

dostatki  opływających.  Taki  widok  gorzej  gryzie,  niż  zastarzała  franca,  co  sobie  osiadła  w 
goleniu,  w  kolanie,  lub  pod  pachą;  gorsze  to  niż  owe  bóle  głowy,  od  których  nawet  święci 
Kosma i Damian

23

 wyleczyć nie mogą. 

PIPPA: Panie strzeż nas od tych wszystkich chorób! 

                                                 

23

 Patroni domu Medyceuszów. 

background image

 

50 

NANNA:  A  teraz  coś  nie  coś  o  ćwiczeniach  pobożnych,  które  dobrze  służą  duszy  i  ciału. 

Pragnę,  abyś  nie  pościła  w  soboty,  jak  niektóre  gamratki,  pobożniejsze,  niż  książki  do 
nabożeństwa. 

Obserwuj conajwyżej wigilję wielkich świąt, piątki i wszystkie posty, przepisane przez Ojca 

Ś

więtego! 

Nie  omieszkaj  rozgłaszać,  że  w  te  święte  noce  nikogo  na  nocleg  nie  przyjmiesz.  A  to  nie 

przeszkodzi udzielić ich cichaczem tym, którzy zechcą więcej ci zapłacić! 

I  jeszcze  jedna  drobnostka:  Od  czasu  do  czasu  udawaj,  żeś  chora  i  pozostań  w  łóżku  na 

jakieś dwa dni, ani całkiem ubrana, ani całkiem rozebrana. Nie tylko, że będą przychodzić do 
ciebie,  aby  komplementy  składać,  ale  jeszcze  prowiantów  ci  naznoszą,  tłustych  kapłonów  i 
innych  smakołyków.  W  takich  razach  nie  potrzeba  nawet  języczkiem  w  gębie  poruszać, 
delikatne napomknienie wystarczy, aby podarunki otrzymać. 

PIPPA: Podoba mi się taki wypoczynek, jest przyjemny i pożytek przynosi. 
NANNA:  Co  do  cennika  rozkoszy,  to  sprawa  szczególnie  ważna.  Musisz  się  zręcznie  do 

tego  zabierać,  wymiarkować  na  ile  kogo  stać,  by  w  pogoni  za  dukatem,  talara  czasem  z  rąk 
nie wypuścić. 

Kto  dał  dukata,  niech  swoje  zrobi  i  gębę  na  kłódkę  zamknie!  Kto  dał  dziesięć  —  niech  w 

trąby dmie i w bębny bije!.. Ale oto przychodzi mi do głowy wcale dobry sposób; Jeśli sidła 
na drozdy zastawisz, to nie płosz ich przedwcześnie, lecz dech powstrzymaj, dopóki potrzask 
się za niemi nie zamknie, wtedy dopiero oskub im kuper! 

PIPPA: Nie rozumiem o co wam chodzi? 
NANNA:  Jeśli  jakiego  zacnego  gościa  w  swoje  łapki  dostaniesz,  nie  zniechęcaj  go 

wysokiemi cenami i tylko tyle żądaj, ile sam dać ci może. 

Zacznij go podskubywać dopiero wtedy, kiedy już się na dobre rozsmakuje. 
Oszust, który w grze chce od kompana grosz wyłudzić, pozwala mu wygrać z początku, aby 

go potem obłupić do szczętu. 

PIPPA: Już ja sobie poradzę! 
NANNA:  Nigdy  nie  marnuj  czasu,  Pippo!  Przechadzaj  się  po  komnatach,  rób  ściegi  igłą, 

układaj  firanki  w  piękne  fałdy,  śpiewaj  piosenki,  dźwięcz  na  gitarze,  lub  na  mandolinie  i 
udawaj, że czytasz Ariosta, Petrarkę lub Boccaccia — (wszystkie te książki muszą stale leżyć 
u ciebie w salonie). 

I  ciągle,  ciągle  myśl  o  doskonaleniu  się  w  twoim  zawodzie.  Czasami  zamykaj  się  też  w 

alkierzu  i  wziąwszy  zwierciadło  do  rąk,  ucz  się,  sztuki  rumienienia  się,  a  także  gestów  i 
ruchów, przy płaczu i przy śmiechu. 

PIPPA: O jakież to delikatne materje!! 
NANNA:  Nie  nawykaj  też  do  tej  gwary  prostackiej,  którą  mówią  złodziejaszkowie.  Zaraz 

by cię za „taką” policzono! Rozgrzeszam cię ze wszystkich złodziejstw, ale gwarą złodziejską 
zabraniam ci się po sługiwać jak najsurowiej. 

PIPPA: Wystarczy, żeście mi to raz powiedzieli! 
NANNA: Czyż nie mówiłam ci jeszcze o przysięgach? 
PIPPA: Mówiliście, ale powtórzcie raz jeszcze! 
NANNA: A przecież powtarzam i powtarzam! 
PIPPA:  Powiedzieliście  naprzód,  abym  nie  przysięgała  się  na  Boga,  ani  na  żadnego 

ś

więtego,  a  potem  znów  kazaliście,  abym  zaprzysięgała  swoją  niewinność  przed 

zazdrośnikiem? 

NANNA: To prawda! Możesz się zaklinać, ale nie kląć. Przekleństwa zawsze są paskudne. 
PIPPA: A zatem wyrzekam się ich. 
NANNA:  Poleć  pokojowej,  aby  gawędząc  z  twemi  miłośnikami  poddawała  im  twoje 

ż

yczenia. Niech im mówi: „Chcecie sobie signorę skaptować? Kupcie jej chustę — wielką ma 

na nią ochotę! Przydałby się również jaki ptaszek w złotej klatce, lub zielona papużka”. 

background image

 

51 

PIPPA: Dlaczego nie szara? 
NANNA: Szare są zbyt drogie! 
Poza  tem  od  czasu  do  czasu  pożyczaj  od  przyjaciół  różne  bagatelki,  lub  pieniądze  i  nie 

spiesz się z oddawaniem. A jeśli się nie będą upominać, to całkiem o swoim długu zapomnij. 

Przypuśćmy,  że  mamy  teraz  wigilję  św.  Marcina.  Zwołujesz  radę  ze  wszystkich  swych 

kochanków, sama siadasz po środku i po wymianie uprzejmych duserów, tak do swych gości 
przemawiasz:  „Bawmy  się  w  króla  grochowego.  Aż  do  końca  karnawału,  po  kolei,  każdy 
musi obiad wydać. Odemnie się zacznie! 

Tylko  nic  zbyt  rozrzutnie,  moi  panowie!  Chodzi  tu  tylko  o  to,  aby  się  wspólnie  godziwie 

zabawić!” 

Całe  to  przedsięwzięcie  wiele  ci  przyniesie  uciechy,  a  poza  tem  będziesz  miała 

nieoczekiwane dochody, przeróżnego rodzaju. Po pierwsze sami za twój obiad zapłacą, a król 
grochowy  po  odprawieniu  uczty  zatrzyma  się  u  ciebie  na  noc  i  złoży  ci  sumę  odpowiednią 
swemu  majestatowi.  Z  uczty  pozostanie  wreszcie  wcale  ładny  zapas  oleju,  drzewa,  wina, 
ś

wiec. soli. chleba i octu! 

PIPPA: Podoba mi się taka zabawa! 
NANNA: Ale teraz słuchaj, co ci powiem; perły to będą, nie słowa! Od czasu do czasu każ 

sobie pokojówce wyssać na szyi sińca albo ugryźć się w policzek, tak, aby było znać obydwa 
rzędy zębów. Serce się przewróci w niejednym, gdy to zobaczy, albowiem zaraz pomyśli, że 
to jego rywal zrobił. 

Także  przewracaj  za  dnia  pościel  na  łóżku,  targaj  włosy  i  ukazuj  się  z  zaczerwienionemi 

policzkami, jakbyś się bardzo zmęczyła. Twoi miłośnicy dyszeć będą z zazdrości, niby ów, co 
małżonkę na gorącym schwycił uczynku! 

PIPPA: Wezmę tę radę do serca! 
NANNA:  A  ja  radować  się  będę,  jeśli  słowa  moje  owoce  wydadzą,  jako  ziarno  na  polu 

zasiane.  Jeśli  je  zaś  na  wiatr  rzucałam,  to  moim  rozpaczom  i  smutkom  końca  nie  będzie, 
albowiem  w  ciągu  tygodnia  roztrwonisz  grosz,  krwawo  zapracowany  przezemnie!  Tutaj 
przerywam! Nie narzekaj, żem nadużyła twej cierpliwości i raduj się, że ci jeszcze więcej nie 
nagadałam. 

— A cóżbyście mi jeszcze powiedzieć mogli — zapytała Pippa? 
Po tych słowach powstała matka Nanna z miejsca, ile że jej nogi ścierpły od przydługiego 

siedzenia.  Ziewnęła,  przeciągnęła  się  i  poszła  do  kuchni.  A  kiedy  wieczerzę  podano,  jej 
pojętna  córeczka  nic  jeść  nie  mogła  z  radości,  że  już  niebawem  sama  interes  otworzy. 
Wyglądała zaiste, jak owo dziewczę, któremu ojciec przyrzekł, że je z najdroższym sparzy. Z 
radości i dumy mało co ze skóry nie wyskoczyła. Ale, że Nannę zmęczyło mówienie, a Pippę 
słuchanie,  więc  nie  zwlekając,  do  snu  się  ułożyły.  Na  drugi  dzień  obudziły  się  rześkie  o 
ś

wicie,  a  gdy  Nanna  już  otwarła  usta,  aby  pouczyć  córeczkę  o  zdradach,  jakiemi  za  miłość 

mężczyźni płacą — przerwała jej Pippa i opowiedziała cudny sen, który nocą śniła. 

 

Koniec pierwszego dnia rozmów. 

 

background image

 

52 

 
BIBLJOGRAFJA 
 
Opera  nova  del  fecundissimo  giovene  Pietro  Aretino,  zoe  strambotti,  sonettti,  capitoli, 

epistole, barzolette e una desperata; Impresso in Venezia per Nicolo Zopino nel MCCCCCXI 
a di XXII di Zenaro. 

Corona dei Cazzi cioe Sonnetti lussunosi di Messer Pietro Aretino in Vinegia 1556. 
Capricciosi e piacevoli ragionamenti di Pietro Aretino, nova editione, con carte postille, che 

spianano et dichiarano evidemtemente i luogvi e le parole piu oscure e piu difficili dell’opera. 
La puttana errante, overo dialogo di Madalena e Giulia Cosmopoli. 1660 r. 

Il Marescalco. Venetia Marcolini 1536 r. 
Comedia intitolata, Il Filosofo. Vinegia Giolito 1546. 
La Cortigiana comedia; Vinegia Marcolini 1534. 
L’ipocrito; Venezia Marcolini 1542. 
La Talanta, comedia Venezia Marcolini 1542. 
La Horatia, di messer Pietro Aretino, Vinegia Giolito 1549. 
Al gran Marcheso del Vasto dui primi canti di Marphisa del divino Pietro Aretino. 
La terza e ultima parte de Ragionamenti, del diuino Aretino, ne la quale si contengono due 

ragionamenti cioe de le corti, e del Guioco, cosa morale e bella. Veritas odium parit Apresso 
Andr. del Malagrano 1589. 

I  quattro  libri  de  la  Humanita  di  Christo,  novamente  stampata.  Vinegia  Fr.  Marcolini 

MDXXXIX. 

La passione de Giesu. Bologna 1535. 
Gli sette salmi della penitentia, Venezia 1537. 
Alla somma bonta di Guilio III pontelice: 
„La vita di Maria Vergine, di Caterina Santa et di Tomaso Aquinate, beato. Composition di 

Messer Pietro Aretino del Monte eccelso, divoto et per diuina gracia huomo libero, Venegia 
in casa de’figliuoli d'Aldo 1552. 

Il  primo,  secondo,  terzo,  quattro,  quinto,  sesto  libro  de  le  lettere  di  Messer  Pietro  Aretino 

Parigi, Matteo il Maestro. Parigi 1609.