background image

Andrzej Kwiatek, Michał Worwąg 

PODRÓŻ PO HISTORII FILOZOFII 

STAROŻYTNOŚĆ 

Wydawnictwo Naukowe Scholar 

Warszawa 1997 

 

Kedaktor: lbmasz Bigaj 

Korekta: Anna Sobolewska 

Projekt okładki: Krzysztof Szczepanik 

Ilustracje Michala Worwclga 

D Copyright by Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, 1997 

ISBN 83-85838-96-1 

Wydawnictwo Naukowe "Scholar" 

ul. Królewska 47/29, 00-103 Warszawa, tel./fax 620.52.07 

Wydanie pierwsze, objętość 9 a.w. skład, łamanie, druk i oprawa PP "Evan". 

PRZEDMOWA 

Człowiek stykający się po raz pierwszy z filozofią napotyka specyficzny język 

i pojęcia, które mogą zaciekawiać i zachęcać do dalszych studiów, ale mogą 

również odstraszać. Nie każdy ma wystarczająco silną motywację, 

cierpliwość i czas, aby przedzierać się przez barierę  języka filozoficznego. 

Jakże często odkładamy "na później" książkę znanego autora w nadziei, że 

kiedyś, już dojrzali intelektualnie, będziemy jąw stanie przeczytać i należycie 

zrozumieć. Dotyczy to zwłaszcza młodego czytelnika, z reguły 

niecierpliwego, zniechęcającego się przy lada trudności. A że jest on 

jednocześnie ciekawy świata, przeto bez wahań kieruje swoją uwagę na inne 

dziedziny, rezygnując w ten sposób - być może na zawsze - z uczestnictwa w 

jednej z najciekawszych przygód intelektualnych, jaką może się stać filozofia. 

Z naszych szkolnych doświadczeń w nauczaniu filozofii i etyki wynika, że 

młodzież chętnie uczestniczy w dyskusjach filozoficznych i oddaje się 

background image

filozoficznej refleksji. Z drugięj jednak strony niechętnie sięga po lektury, 

podręczniki i opracowania z tej dziedziny. Podobne spostrzeżenia 

mająorganizatorzy olimpiady filozoficznej, w której licznie 

uczestnicząuczniowie z całej Polski. Zapał nie idzie w parze z erudycją. Czy 

można temu zaradzić? Naszym zdaniem można, pod warunkiem, że 

przemówi się do nich językiem dnia codziennego. 

Książka ta jest próbą dotarcia do młodego czytelnika oraz do każdego, kto 

jest ciekaw filozofii, bez odwoływania się do pojęć specjalistycźnych. 

Popularyzacja filozofii w tej formie niesie szereg niebezpieczeństw. Grozi 

uproszczeniami, powierzchownością czy wręcz zafałszowaniami. Autorzy 

starali się tych błędów uniknąć. Pragnęli w sposób jasny i przystępny 

przedstawić najważniejsze problemy filozoficzne nurtujące ludzi w różnych 

epokach. Użycie do tego celu języka potocznego jest uzasadnione, gdy 

zważy się,  że pierwsze ujęcia aktualnych do dziś zagadnień filozoficznych 

wyrażane były przy pomocy ję 

 

zyka, którym posługiwano się na co dzień. Grecy dowiedli, że o 

najtrudniejszych sprawach można mówić w sposób prosty i zrozumiały dla 

każdego. Znakomitym wzorem prostoty i jasności, a zarazem filozoficznej 

głębi, pozostają dla nas Platońskie dialogi. 

Należy pamiętać również,  że filozofowanie nie jest wyłączną domeną 

filozofów. Literatura i sztuka są tego wymownym przykładem. Odnajdujemy w 

nich problemy równie doniosłe, co w dziełach filozoficznych, wyrażone bez 

użycia hermetycznej terminologii. Kto wie, czy nie z lepszym rezultatem? 

Pytania na końcu każdego rozdziału są tylko pewymi propozycjami, które 

można wykorzystać jako materiał do przemyśleń i dyskusji. Nie sąone, 

oczywiście, jedynymi możliwymi. Mamy nadzieję,  że treść książki zachęci 

background image

Czytelnika do postawienia wielu ciekawszych pytań i rozbudzi tym samym 

potrzebę głębszego obcowania z filozofią. 

Wstęp ZACZYNA SIĘ OD ZDZIWIENIA 

Któż nie zna bajek, mitów, legend i wierzeń o świecie, o życiu, o zwierzętach, 

ludziach, bogach i demonach? Od niepamiętnych czasów takie właśnie 

opowieści dostarczały rozrywki, dreszczów emocji, zachęcały do namysłu 

nad światem i samym człowiekiem. Kto nie pamięta bajek, kogo już nie bawią 

i nie wzruszają, temu z powodzeniem potrafiąje zastąpić powieści lub filmy z 

gatunku science fiction, fantasy czy horrorów. Dlaczego tak bardzo 

przykuwąją uwagę? Dlaczego tak mocno je przeżywamy? 

Niełatwo dać odpowiedź na te pytania. Wyobraźmy sobie, o ileż trudniej było 

jąznaleźć ludziom sprzed kilku tysięcy lat. W dawnych czasach świat 

przedstawiał im się nieco inaczej. Nie znaczy to, aby rosły wtedy inne 

drzewa, zamieszkiwały go inne zwierzęta lub inne nim rządziły prawa. To 

ludzie tłumaczyli sobie ten świat całkiem inaczej, w sposób - w naszym 

pojęciu - wręcz fantastyczny. 

Można jednak powiedzieć,  że wiedza dotycząca codziennych spraw i 

zwykłych czynności z pewnością nie była tak fantastyczna. Nasi 

pradziadowie doskonale przecież wiedzieli, jak tropić zwierzynę, gdzie 

znajdować schronienie, jakiego rodzaju drewna czy kości użyć, aby łuk 

skutecznie strzelał. 

O rybaku i rybce 

Mówimy "wiedzieli" - ale czy na pewno wiedzieć znaczyło wtedy to samo, co i 

dziś? Czym innym jest wiedzieć, co trzeba zrobić, aby łuk strzelał, czym 

innym zaś wiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Aby, na przy 

6 ~ 7 

 

kład, strzała nie "tańczyła" w locie do celu, powinna mieć lotki. Każdy o tym 

wie, tak samo dziś, jak i wtedy. Ale my dziś wiemy, jaki jest tego powód: to 

background image

powietrze stawia opór wobec płaskich powierzchni lotek, "prostując" lot 

strzały; nie stawiałoby oporu wobec strzały gładkięj. Wynika to z praw fizyki. 

Lecz nasi przodkowie tych praw nie znali; ponieważ lotki robili z piór ptasich, 

mogli sobie wyobrażać, że strzała "uczy się" latać od ptaków. 

Jeszcze całkiem niedawno, przy odrobinie szczęścia, można było gdzieś nad 

jeziorem lub rzeką spotkać starego rybaka, który tajniki łowienia ryb 

ościeniem potrafił  tłumaczyć w szczególny sposób. "Kiedy celujesz - mówił 

stary rybak - musisz mierzyć trochę poniżej brzucha ryby. A to dlatego, że 

ryba zawsze w ostatnięj chwili uskakuje w dół, do dna". Łatwo nam dziś 

powiedzieć, że rybak się mylił. Znąjąc zasadę załamania promieni światła w 

wodzie, wiemy, iż to za jej przyczyną ryba "uskakuje" ku dołowi. Po prostu 

patrząc przez wodę widzimy rybę wyżej niż znajduje się ona naprawdę. 1 

dlatego musimy mierzyć  ościeniem poniżej jej brzucha. Rybak o tym nie 

wiedział. Na własną  rękę poszukiwał przyczyny, która sprawia, że celować 

powinien nie tam, gdzie rybę widzi. Nie znał dokładnego wyjaśnienia, ale 

doszukiwał się powodu prawdopodobnego. I wyciągał wniosek: przyczyna 

musi tkwić w zachowaniu ryby. 

Spróbujmy sobie wyobrazić, jak podobne zjawisko mogli tłumaczyć sobie 

ludzie myślący w sposób o wiele bardziej mitologiczny od naszego rybaka. 

Przypuśćmy,  że wyjaśniliby to nie unikiem ryby, ale tym, że to woda sama 

"wciąga" rybę w głąb. Takie tłumaczenie wyda się nam dziś zapewne 

nieprawdopodobne i śmieszne. Dlaczego więc nie było takim dla naszych 

przodków? 

Dla ludzi z zamierzchłych czasów cała przyroda, nie tylko zwierzęta czy 

rośliny, ale i siły natury, ba, nawet ziemia, skały i kamienie, były ożywione. 

Cała przyroda jawiła im się jednąwielkącałością, czymś w rodzaju rodziny. 

Być może ryba była dla nich "dzieckiem" wody. W ich oczach woda miała 

więc "prawo" pomagać rybie. Nie dziwiło ich wcale, że rzeczy i żywioły mogą 

działać celowo. Były przecież dla nich czymś żywym i świadomym. Mówi się 

background image

nieraz,  że woda "wciąga". Takie powiedzenia traktowano wtedy całkiem 

dosłownie. Jeśli woda może wciągnąć nawet dobrego pływaka, dlaczego nie 

miałaby tego zrobić z rybą? 

Bardzo ważne dla dawnego sposobu myślenia było i to, że inaczej 

pojmowano przyczynę, która wywoływała znany skutek. Aby stać się 

przyczyną czegoś, rzecz lub zjawisko nie musiały wcale znajdować się w 

pobliżu rzeczy, na którą działały. Wystarczyło,  że były w jakiś sposób 

podobne lub łączyło je jakieś skojarzenie. Mało tego, zadziałać mógł już sam 

znak symbolizujący jakąś siłę lub zwierzę. W przykładzie ze strzałą ptak nie 

musiał więc być obecny, aby "nauczyć" strzałę  właściwego lotu. Równie 

dobrze mógł wystarczać sam znak, jakim była lotka. 

Tylko jeden krok 

Łatwo sobie wyobrazić, o ile bardziej nieprawdopodobne były opowieści 

naszych przodków, gdy stykali się ze zjawiskami naprawdę niezwykłymi. Bo 

przecież sprawy codzienne i powszednie nie stały się jedynym tematem 

mitów. Człowiek próbował w nich odpowiedzieć sobie też na pytania innego 

rodzaju: jak powstał świat? Skąd się wzięło życie na ziemi? Jak zbudowany 

jest  świat? Co się dzieje z człowiekiem po śmierci? Wówczas to zaczynała 

działać fantazja. 

Czy była to tylko fantazja? A może kryło się w tym coś więcej? Kiedy 

powiadano, na przykład,  że na początku był Chaos, z którego wyłoniły się 

kolejno Mrok, Noc, Światło,  Życie i Rozum, była to może opowieść o 

stopniowym zaprowadzaniu w świecie porządku? Od Chaosu po Rozum, 

przez kolejne stopnie układała się wizja narastającego porządku,  ładu i 

bezpieczeństwa. A kiedy znów przekazywano sobie historię, jak to z 

pierwotnego morza, Okeanosa, wyłoniła się Tetyda, czyż nie była to 

opowieść o życiu wychodzącym z wody? W jej pobliżu powstawały pierwsze 

ludzkie siedziby. Dla Greków, rozrzuconych po wyspach i wybrzeżach dwóch 

background image

kontynentów, morze było także drogą łączącą ich z rodakami, było mostem 

porozumienia. 

Snując te opowieści, być może ludzie mieszali ze sobą różne sprawy: ład 

ustalony we wspólnym działaniu, jako że nie był niczyją osobistą zasługą, 

utożsamiali z porządkiem kształtującym się niejako samorzutnie w całym 

świecie. Nie uświadamiali sobie wówczas każdego zjawiska z osobna. Być 

może ich myśli zaprzątało coś ważniejszego. Poszukiwali nie tyle wyjaśnienia 

poszczególnych zjawisk, ile skrywającej się 

8 I 9 

 

poza nimi jedności i przenikającego cały  świat porządku. Dostrzegali 

bezpośredni związek między deszczem a urodzajem, między wodą a życiem, 

światłem a pełnią otwartego świata. Wiele ich pojęć skupiało w sobie 

rozmaite myśli i pragnienia, które dla nas istnieją tylko z osobna. W ich 

wierzeniach  łączność między różnymi sprawami mogła przybierać postać 

wręcz zdumiewającą. Jedna i ta sama rzecz potrafiła być nie tylko sobą 

samą, ale równocześnie czymś jeszcze. Sowa pohukująca nocą mogła 

okazać się ich przodkiem, który zwraca się do nich w tajemnej mowie. 

Zarazem jednak wcale nie przestawała być sową. 

Być może ludzie dawniejsi zbyt szybko, zbyt pochopnie wyciągali wnioski, 

zbyt wiele spraw łączyli w jedno. Lecz wokół gromadziło się tyle spraw 

tajemniczych, niezrozumiałych i splątanych,  że trudno je było rozdzielić. 

Przecież woda i deszcz to nie tylko życiodajne siły, ale i groźba powodzi; 

ogień to zarówno ciepło, jak i pożar, a ziemia może być siłą życiodajną, ale i 

niszczącą. Wszystko to musiało dziwić, zastanawiać. Jak to wszystko 

uładzić, uporządkować? Nic dziwnego, że ludzie sięgali po fantastyczne 

tłumaczenia. Ale nawet ich najbardziej niewiarygodne historie zachowywały 

głębszy sens i znaczenie. Pierwsze opowieści mitologiczne zajmują się 

powstawaniem świata, życia, ustalaniem porządku, cyklicznymi zmianami pór 

background image

roku, siłążywiołów, tajemnicąśmierci. Także bogowie w najstarszych 

poglądach Greków nie byli tylko osobami. Chronos - czas, Gaja - Ziemia, 

Eros - ożywiająca wszystko siła miłości, były również pewnymi zasadami, 

jakby glebą, z której wszystko wyrasta. 

Często przeciwstawiano sobie te podstawowe siły. Występując parami grały 

główną rolę w wielu mitach. Od zarania ludzkości fascynowały człowieka 

napięcie i równowaga między przeciwieństwami, takimi jak światło i mrok, 

męskie i żeńskie, żywe i martwe, góra i dół - ale także między tymi bardziej 

codziennymi, jak mokre i suche, ciepłe i zimne, jadalne i niejadalne, prawe i 

lewe. Kolejny temat i nowa pożywka dla wyobraźni oraz dociekań. Bo 

tematem dla mitu mogło być dosłownie wszystko. 

Jak to się stało,  że w pewnym momencie w ten splątany  świat wyobrażeń 

mitycznych wkroczyła filozofia? Arystoteles, jeden z największych umysłów 

starożytności, powiedział,  że filozofowanie zaczyna się od zdziwienia. 

Wyobraźmy sobie, że za oknem pada deszcz. Jeśli po 

wiemy: "cóż, deszcz to deszcz", nie pojawią się przed nami żadne pytania. 

Będzie inaczej, kiedy coś nas zdziwi. Przypuśćmy, że wpatrując się w strugi 

deszczu zaczniemy snuć rozważania. Dlaczego właściwie obejmujemy jedną 

nazwą "deszcz" te pędzące ku ziemi krople, jak gdyby było to coś stałego? 

Deszcz to po prostu tysiące kropli w ciągłym ruchu. Gdy niebo się rozjaśni 

pozostanie po nim tylko kilka kałuż. Czy nie jest podobnie z innymi rzeczami i 

zjawiskami? Rośliny, zwierzęta czy skały zdają się trwać dłużej niż przelotny 

deszcz, lecz ich czas również przeminie. Rośliny są w stałym rozwoju, 

przemianie, która trwa dopóki nie zwiędną i nie rozłożą się. Nawet skały 

wietrzeją, by wreszcie zniknąć. Czy jest zatem coś trwałego na ziemi? Oto 

mamy problem, jaki nasunęło nam zdziwienie. A stąd już tylko krok do 

filozofii. 

background image

Być może krok równie mały dzieli filozofię od mitologii. Taki jest sens słów 

Arystotelesa: "Miłośnik mitów jest do pewnego stopnia filozofem, jako że mit 

składa się z rzeczy zdumiewających". 

10 ~ 11 

 

Rozdział I 

COŚ. POSZUKIWANIE PRAZASADY PRZEZ FILOZOFÓW JOŃSKICH I 

ITALSKICH 

Zdarza się nieraz, że pomimo posiadanęj wiedzy nie jesteśmy w stanie 

wyjaśnić jakiegoś zdarzenia. Bywa, że ni stąd, ni zowąd spadają obrazy ze 

ściany, dokładnie w chwili, gdy gdzieś daleko zaszło jakieś tragiczne 

wydarzenie. Oto ktoś nie może się oprzeć wrażeniu, że rozpoznaje miejsce, 

w którym nigdy nie był, kogoś innego nawiedzająprorocze sny. Są to 

zjawiska, które trudno wytłumaczyć. Gdy nasza wiedza jest zbyt uboga, aby 

je wyjaśnić, mówimy: nie wiem. Kto jednak chętnie przyznaje się do własnej 

niewiedzy? Wypowiadamy wtedy słowa tajemnego zaklęcia: "coś w tym musi 

być". Tak, ale co? To "coś" jest niewytłumaczalne, to "coś" jest niewidzialne. 

Wydaje nam się,  że to "coś" istnieje na pewno, bo inaczej nie byłoby tych 

wszystkich zdarzeń. Jeśli nie potrafimy określić przyczyn różnych zjawisk, a 

potrzeba wyjaśnień narasta, mamy wielką pokusę chwytać się 

najdziwniejszych skojarzeń. 

A może być i tak, że odpowiedź jest nam znana już wcześniej, zanim zadamy 

pytanie. Zupełnie jakby "czekała na nas" ukryta w opowieściach innych ludzi - 

w podaniach czy legendach, które potrafią wyjaśnić zarówno tajemnice 

wzrostu i odnawiania się  świata roślinnego, jak i tajemnicze szmery za 

oknem.  Łatwo mogą się jednak zrodzić  wątpliwości, czy aby przekazywana 

nam w ten sposób wiedza jest wiarygodna. Czy wielość mitycznych 

wyjaśnień nie nasuwa podejrzenia, że "coś tu się nie zgadza"? Może 

odczujemy potrzebę, aby rzecz wytłumaczyć "raz a porządnie"? Czy 

background image

przekonanie, że Ziemia spoczywa na grzbiecie żółwia nie kłóci się z opinią, 

że pływa ona po niezmierzonym oceanie? Takie odpowiedzi rodzą nowe 

pytania: a co jest pod dnem oceanu? Po czym chodzi ten żółw? W pewnej 

chwili człowiek czuje, że "żółw" nie jest zbyt pewnym oparciem nie tylko 

dla stóp, ale i dla jego pragnienia wiedzy. Zaczyna rozmyślać nad innymi 

możliwościami. 

Podobnie dziać się zaczęło u progu VI wieku p.n.e, tj. ponad dwa i pół 

tysiąca lat temu w Grecji. W miarę jak rozwijało się rzemiosło,  żegluga, 

handel i powstawały nowe miasta, Grecy nabierali przekonania, że 

mitologiczne wyjaśnienia zjawisk nie tłumaczą  świata w sposób 

wystarczający. Należy je więc uściślić - rozjaśnić to, co w micie pozostaje 

spowite mgłą tajemnicy. Pierwszymi, którzy przetarli oczy i zaczęli się 

przyglądać rzeczom uważniej, byli Tales i Anaksymander z Miletu. Milet to 

znane miasto w starożytnej Jonii, na wybrzeżuAzji Mniejszej, gdzie w VII i VI 

wieku p.n.e. osiedlali się Grecy. 

WSZYSTKO WYSZŁO Z WODY TALESA POSZUKIWANIE POCZĄTKU 

Tales był zdolnym matematykiem i astronomem. Podobno przebywając w 

Egipcie obliczył wysokość piramidy na podstawie długości jej cienia. Potrafił 

też podać dokładnądatę 

zaćmienia Słońca. Zajmował się najważniejszymi ówcześnie dziedzinami 

wiedzy: astronomią, geometrią, matematyką. Obserwował  świat uważnie i 

zastanawiał się, co jest w nim najbardziej istotne. Ziemia, niebo, gwiazdy i 

kamienie, zwierzęta i rośliny tworzą w tym świecie rozmaitość form, 

przyprawiającą o zawrót głowy. A mimo to odnosimy wrażenie, że tkwi w tym 

wszystkim jakaś zasadnicza jedność. Tales chciał dociec; czy jest w świecie 

coś takiego, co mogłoby wyjaśnić  tę przypuszczalną jedność wszystkich 

rzeczy. Może jest to ich wspólne pochodzenie, jak w przypadku różnych 

12 I 13 

 

background image

ludzi, których łączy to, że pochodzą od wspólnego przodka? Gdyby udało się 

odnaleźć taki wspólny początek wszystkich rzeczy, byłby on zasadą 

jednoczącą je pomimo ich rozmaitości. Pytanie brzmiało: z czego wszystko 

powstaje? Co jest źródłem życia i ruchu? Woda - odpowiada Tales, 

Też wymyślił! A dlaczego nie oliwa? Jeśli się jednak zastanowimy, okaże się, 

że nie jest to pomysł aż tak niezwykły. Woda, obok powietrza, ziemi i ognia, 

była jednym z żywiołów, o których opowiadają mitologie wielu krajów świata. I 

nic w tym dziwnego. Są to właśnie te elementy przyrody, którym człowiek 

najwięcej zawdzięcza. Mają też wiele zadziwiających właściwości, które 

pobudzają naszą wyobraźnię. Być może w odpowiedzi Talesa na pytanie o 

zasadę świata jest coś z mitycznej opowieści: wszystko powstaje z wody, jak 

Tetyda z pierwotnego oceanu. 

Ale Talesowi szło o coś więcej. Woda jest początkiem wszystkiego, gdyż z 

wilgoci powstaje życie. Po drugie, woda jest bezkształtna, bezbarwna, bez 

smaku - potrafi wypełnić sobą każde naczynie. Może więc wypełnia sobą 

każdy  żywy organizm? Po trzecie wreszcie, zmienność jej kształtów, 

ruchliwość, czyni z niej symbol dającej się zauważyć w naszym otoczeniu 

zmienności świata. Gdy Tales nazwał wodę początkiem, złożył jakby hołd jej 

szczególnym własnościom, związkom, jakie łączyły jąz wszelkim życiem. 

Zarazem jednak była dla niego wszędzie obecnym składnikiem, 

"wypełniaczem" świata. 

Krótko mówiąc, woda była dla Talesa źródłem  życia, a życie było dlań 

wszechobecne - nawet martwe z pozoru przedmioty uznawał za ożywione. 

Jeśli więc woda miała być początkiem wszystkiego, to była początkiem 

szczególnym, stale obecnym w każdym okruchu rzeczywistości. Można by 

rzec,  że była nieustannym początkiem rzeczy. Bo początek, którego Tałes 

poszukiwał, nie był jakimś stanem, który był i minął; był praprzyczyną, która 

od zawsze rządziła i nadal rządzi przemianami rzeczy. 

background image

Żadne pisma Talesa - jeśli cokolwiek napisał - nie zachowały się. Jego 

poglądy znamy od filozofów późniejszych. Dwieście lat po nim Arystoteles, a 

Cicero pięćset lat później, zgodnie przyznają Talesowi pierwszeństwo w 

poszukiwaniu praprzyczyny. Obaj wspominają o badaniach Talesa i jego 

wytrwałej obserwacji zjawisk. Piszą, że właśnie dzięki obserwacji doszedł do 

ustalenia zasady - początku świata. Dziś 

trudno raczej uwierzyć,  że  świat powstał z wody, jak mówi Tales. Ale i 

obecnie wielu uczonych stara się zrozumieć "jak się to wszystko zaczęło", jak 

powstał świat, skąd wzięło się życie. Uważamy dziś, że życie wyszło z wody, 

chcąc przez to powiedzieć, że organizmy żywe pojawiły się w wodzie miliony 

lat temu. ZasługąTalesa jest, że po raz pierwszy postawił jasno pytanie: co 

jest początkiem wszechświata? I żądał jednoznacznej odpowiedzi. 

Niezależnie od tego, jaki jest nasz stosunek do jego wniosków, 

najważniejsze jest jedno: Tales był pierwszym z tych, którzy zaczynali się 

trudzić, aby poznać 'wiat własnym umysłem. Chciał zsumować znane sobie 

fakty i przedsta ' ć jeden wspólny powód ich powstawania, źródło, z którego 

wypływa ws stko, cała widzialna rzeczywistość. W ten sposób wskazał jedną 

z dró , po której miały kroczyć przyszłe epoki. Nie obyło się jednak bez 

krytyki, i to już na samym wstępie. Dokonał jej bowiem bezpośredni uczeń 

Talesa, Anaksymander. 

ANAKSYMANDER I BEZKRES 

Pierwsi filozofowie bynajmniej nie porzucili myślenia mitologicznego. Nie jest 

nawet pewne, że w ogóle tego chcieli. Postawione przez nich pytania nie były 

wcale inne niż te, na jakie odpowiadająmity. Proponowane przez nich 

odpowiedzi również niewiele się różniły od mitycznych opowieści. Co to w 

końcu za różnica, czy świat powstał z wody, czy na przykład z wielkiego jaja, 

jak przekazuje wiele mitycznych podań? Jeśli potraktujemy to jako 

przenośnię, jajo nie jest wcale gorszym symbolerri życiotwórczej siły niż 

background image

woda. Jeśli dosłownie, w obu przypadkach będzie to jednakowo 

niedorzeczne. 

W wyjaśnieniach pierwszych filozofów widoczne jest, typowe dla mitu, 

pragnienie ujrzenia świata zjednoczonego, jednorodnego pomimo 

rozmaitości, gdzie wsżystkie rzeczy mająto samo pochodzenie. Na czym 

więc mogłaby polegać różnica pomiędzy ich teoriami a mitami? Być może nie 

jest ona aż tak wielka, jak nam się często wydaje. Przynajmniej jeśli chodzi o 

filozofów działających w Jonii na przełomie VII i VI wieku p.n.e. można 

zaryzykować twierdzenie, że i oni byli na swój sposób twórcami mitów o 

pochodzeniu świata. Nie tych znanych i przyj 

14 I 15 

 

mowanych powszechnie, lecz mitów własnych, dających odpowiedzi na 

własne pytania. Ale w końcu i te powtarzane z pokolenia na pokolenie mity 

ktoś stworzył, ktoś je wrymyślił. Czyżby więc cała różnica miała polegać na 

tym, że w przypadku "mitów filozoficznych" znamy nazwiska ich twórców? 

Jeśli u źródeł mitu leży dociekanie przyczyn otaczających nas zjawisk, a 

wiele wskazuje, że tak jest, to w samym micie nic się o tym nie mówi. Mit jest 

opowieścią Możemy się tylko domyślać, na jakie pytania odpowiada. Filozof 

postępuje inaczej - stawia pytania, zastanawia się, co dokładnie znaczą. 

Później rozważa następstwa odpowiedzi, jakiej sam udzielił. Zajmujągo też 

odpowiedzi innych, porównuje je, bada co z nich wynika i wybiera najlepsze, 

najbardziej przekonujące rozwią tania. Wszystko to czyni jawnie, mówi o tym 

wprost, zamiast pozostawiać w domyśle. Prędko przekonuje się wtedy, że 

nie udaje mu się wszystkiego wyjaśnić od razu. Za pytaniem idzie więc 

następne pytanie. I powtarza się to dotąd, aż uzyskamy odpowiedź 

zadowalającą Pytania są tu jak gdyby krokami, które wyznaczają kierunek 

myślenia. I tak jak tropy na śniegu, pozostawiają po sobie wyraźny ślad, po 

którym mogą kroczyć inni. 

background image

Czy można ugotować kluski w "zasadzie"? 

Zdaje się,  że jużAnaksymander postępował według powyższego wzoru. On 

również szukał tego czegoś, z czego bierze się wszystko inne. Nie okazał się 

jednak wiernym uczniem swego mistrza. Zadawał pytania zaskakujące i 

podchwytliwe. Je 

śli prapoczątkiem jest woda, jak zakłada Tales, to czy także ta, którą piję? 

Czy woda, w której biorę  ką piel nadal zachowuje tę samą moc tworzenia 

świata? Jeśli tak, to dlaczego nie stworzy ich więcej? Sami widzimy, że woda 

jest zwykłą rzeczą- taką jak inne. Pozostaje przyjąć, że woda- zasada nie jest 

tąsamą wodą w której gotuję kluski. 

Ale i wtedy jesteśmy w kłopocie. 

Musiałyby przecież istnieć dwie wody: jedna, która jest zasadą i druga, 

jakąznamy na co dzień, ta którąpijemy i w której pływamy. A co w takim razie 

mogą mieć ze sobą wspólnego? Może woda-zasada jest czymś całkowicie 

różnym od tej, którą piję? Może nawet nie jest wcale wodą? W takim razie 

czym? 

Anaksymander zadawał i inne trudne pytania. A dlaczego niby mielibyśmy 

uważać, że świat i wszystko co jest, było przez kogokolwiek stworzone`? A 

może wszystko było, jest i będzie i nikt nie musiał niczego stwarzać? No 

dobrze, ale czy nie widzimy, że wszystkie rzeczy i zjawiska trwają tylko przez 

pewien czas na ziemi? Jabłko rozwija się z kwiatu, rośnie, nabiera 

rumieńców, aby zgnić lub zostać zjedzone. Człowiek rodzi się i umiera. 

Dostrzegał to i Anaksymander. I nie tylko - mówił zwierzęta, rośliny czy ludzie 

powstają i giną. Powstaje i ginie dosłownie wszystko, także Talesowa woda, 

także cały nasz świat. Tyle tylko, że nie oznacza to, aby został on stworzony. 

I nie zostanie też unicestwiony w dalekiej przyszłości. Raczej wyłania się on 

z czegoś, co jest wieczne i niezmienne, aby w końcu w tym czymś zaniknąć, 

podobnie jak roślina "wyłania się" z ziemi, aby do niej powrócić. To "c o ś" 

jest zasadą i prapoczątkiem świata. 

background image

16 j 17 

 

Ile światów pomieści nieskończoność? 

Anaksymander doszedł do wniosku, że prapoczątkiem nie może być jakaś 

konkretna rzecz. Każda taka rzecz, jak na przykład woda, jest ograniczona. 

Poza jej granicami zaczynają się inne rzeczy. Każda rzecz ma swój początek 

i swój koniec. Praźródłem lub prazasadą może być jedynie coś, co nie ma 

granic, początku ani końca, a więc Bezkres. Tylko on nie jest przez nic 

innego ograniczony, sam zaś obejmuje sobą wszystko. Co więcej, bezkres 

nie tylko jest nieograniczony, jest bezgraniczny także w tym sensie, że nie 

ma w n i m granic, jest wewnętrznie niepodzielony, jednorodny. To z niego 

wyłaniają się "wszystkie niebiosa i zawarte w nich światy", i jak wszystko 

inne, powstają one i giną. 

Zwróćmy uwagę,  że Anaksymander mówi nie o świecie, lecz o światach, 

przyjmował bowiem, że jest ich wiele. Wszystkie umieszczone są w 

bezkresie nie mającym końca i wszystkich dotyczą te same prawa 

powstawania i ginięcia. I tak to się powtarza w nieskończoność. Jedynie 

bezkres jako podłoże całego stworzenia jest niezniszczalny. Będąc 

początkiem pozostałych rzeczy, sam nie ma początku, nie może też mieć 

końca. Bezkres można by więc uznać za rodzaj wszechświata w 

początkowym okresie rozwoju. Niech nas nie dziwi, żeAnaksymander z 

jednej strony mówi o jego wieczności, a z drugiej o powstawaniu i ginięciu 

światów. W ten sposób chciał uzgodnić przekonanie o zmienności  świata z 

myślą o jego nieprzerwanym trwaniu. Zauważył bowiem, że wszystko jest w 

ciągłym ruchu. Bez ruchu nie byłaby możliwa przemiana rzeczy, ich 

powstawanie i ginięcie. Jest to powód, dla którego ruch w świecie nigdy nie 

może ustać. Ruch, jak powiadał, jest wieczny. Znajdujące się w ciągłym 

ruchu rzeczy przemieniają się nawzajem w siebie. Z wody tworzy się lód, z 

zalążka powstaje owoc. Ale nie odbywa się to tak całkiem po prostu. Z 

background image

praźródła-bezkresu wyodrębniająsię przeciwieństwa, takie jak: zimne i 

gorące, mokre i suche. 

Wzajemne oddziaływanie na siebie przeciwieństw sprawia, że na powrót 

łączą się one i mieszają. Tak z wolna tworzy się cała różnorodność świata. 

Dotyczy to w równym stopniu żywiołów, takich jak woda, ogień czy powietrze, 

co  żywych stworzeń: roślin, zwierząt i człowieka. Pozostaje jednak pewna 

"niechęć" pomiędzy przeciwieństwami. Wszystko w przyrodzie pożera się 

wzajemnie. Tak jak zwierzęta karmią się rośli 

nami lub innymi zwierzętami, tak ogień i woda "karmią się" sobą na 

przemian. W świecie panuje prawo wzajemnego odwetu. Woda gasi ogień, 

po czym ogień wywiera na niej pomstę, kiedy ją wysusza. 

W ten sposób, mówił Anaksymander, wszystkie "rzeczy istniejące 

wywzajemniają się sobie kolejno karą i pomstą za niesprawiedliwość zgodnie 

z zarządzeniem czasu". Umieszczał więc wewnątrz  świata pewną zasadę 

etyczną: sprawiedliwość opartą na brutalnym prawie odwetu. Surowa 

sprawiedliwość czuwa, aby żadna moc nie wzięła góry nad inną, zapewniając 

tym samym równowagę. W świecie nie da się uniknąć niesprawiedliwości, 

mówił, ale i kary za nią. Te same prawa rządzą powstawaniem i ginięciem 

światów, co życiem biologicznym i społecznym życiem ludzi. 

W stronę porządku 

Poszukiwanie praprzyczyny na Anaksymandrze się nie skończyło. W samym 

Milecie znalazł się jeszcze jeden podróżnik po nowo powstałej krainie myśli. 

Anaksymenes, meteorolog, za prapoczątek uznawał powietrze, 

nieskończone, rozrzedzające się i gęstniejące, tworzące kolejno: wiatr, 

chmurę, wodę, ziemię i skały. Było ono dla niego również zasadą  życia, 

duszą świata i każdego żywego stworzenia. 

Anaksymenes chciał uporządkować obraz świata. Zrobił to, odnajdując 

element pozwalający wprowadzić proste stopniowanie: od najrzadszego do 

najgęstszego. Pierwszych filozofów jońskich ożywiało jedno wspólne 

background image

pragnienie: uczynić świat prostym, jasnym i zrozumiałym. Należało wykazać, 

że podstawowa zasada, źródło, z którego wszystko wypływa jest proste. 

Zasada wszechrzeczy musi więc być "czymś naj..."-najbardziej żywotnym, 

najobszerniejszym, najrzadszym. Porządek, który greccy filozofowie 

spodziewali się w świecie odnaleźć, wiązał się w ich myśli z pragnieniem 

zachowania równowagi, tak aby żaden z żywiołów nie górował nad mymi. 

Stąd na zasadę  świata starali się wybrać coś, co mogłoby tę równowagę 

zapewnić. Podobny cel przyświecał filozofowi, który działał z dala od Jonii, na 

drugim krańcu antycznego świata. Ten jednak zabrał się do dzieła całkiem 

inaczej. 

18 I 19 

 

PITAGORAS WŚRÓD LICZB 

Azja Mniejsza spełniła rolę wylęgarni myśli. Tylko na krótko jednak na jej 

wybrzeżach mogła się zadomowić filozofia. Wokół miast jońskich zbierała się 

burza. Wywołała ją, -nadciągająca nad świat osadników greckich z Miletu i 

Efezu, potęga perska. Ciągłe wojny i niepewność jutra wpłynęły być może na 

sposób widzenia świata pierwszych greckich filozofów. Był to świat rozdarty 

przeciwieństwami, bezwzględny i okrutny. Prostota przyjmowanych zasad 

wznosiła się gdzieś ponad nim, z dala od realnego życia, jak bezkres 

Anaksymandra. 

~t~.o~a~owt~ a~rxzcx~Tal. Jo~,y 

Ostatecznie Jonia zostanie pochłonięta przez szybko rosnące w siłę państwo 

perskie, które wkrótce zagrozić miało także Grecji właściwej. W 

czasachAnaksymenesa wielu Greków opuszczało Jonię. Często przenosiły 

się całe miasta, aby założyć nowe siedziby w krajach bardzo odległych, lecz 

bezpiecznych. Miejscem, w którym Grecy najchętniej odnajdywali swój nowy 

dom, była Italia, nazywana wówczas WielkąGrecją. Wraz z innymi 

przesiedleńcami zjawiali się tu i myśliciele. 

background image

W Italii jednak świat postrzegano nieco inaczej. Był to świat spokojniejszy od 

jońskiego przyczółka. Zmiany nie zachodziły tu tak prędko, nie rzucały się tak 

natrętnie w oczy. Pod błękitnym niebem Italii mędrcy bardziej skupiali się na 

tym, co w świecie niezmienne, trwałe. Poszukiwali pewności, o którą tak 

trudno było w starym kraju, i odnajdywali ją w stałych zasadach 

rozumowania. 

Pierwszy filozof 

Na wyspie Samos urodził się myśliciel, który stał się  żywą legendą dla 

wszystkich Greków. Był nim Pitagoras, pierwszy człowiek, który uznawał 

siebie za filozofa. Określenie "filozof' oznacza po prostu kogoś, kto poszukuje 

mądrości lub - bardziej dosłownie - miłośnika mą drości. Dla wyjaśnienia 

nowego 

wówczas terminu Pitagoras opowiedział podobno taką historyjkę. Podczas 

zawodów olimpijskich zjawia się na stadionie wielu ludzi. Jedni, aby 

współzawodniczyć w walce o tytuły, inni - aby prowadżić handel wśród 

publiczności i zarabiać na sprzedawanych towarach. Ale są i tacy, którzy 

zjawiają się tam po to, aby wszystkiemu bacznie się przyglądać, obserwo 

wać i wyciągać wnioski. Ci, zdaniem Pitagorasa, wybrali część najlepszą- "za 

nic mając wszystko, gorliwie dociekająistoty rzeczy". To właśnie są 

filozofowie. 

Pitagoras wiele podróżował, był w Egipcie i Persji, by osiąść na stałe w 

Krotonie, mieście położonym w zasiedlonej przez Greków części Italii. 

Pitagoras niczego nie napisał. Założył za to pierwszą w pełni zorganizowaną 

szkołę filozoficzną, gdzie nieustannie prowadził wykłady. Miał wielu uczniów, 

którzy byli nie tylko filozofami. Zajmowali się matematyką, astronomią, 

medycyną. To dzięki nim znamy dziś jego poglądy. 

20 ~ 21 

 

background image

Pitagorasowi odpowiedzi filozofów jońskich wydały się naiwne. Postawił 

sobie pytanie: Czy to możliwe, aby woda, powietrze czy jakikolwiek z 

elementów współwystępujących w przyrodzie mógł być na tyle ważny, aby 

decydował o pozostałych? Czy dom powstał wyłącznie z cegieł? Potrzebna 

jest jeszcze zaprawa murarska, belki, wiązania dachowe, no i podłoga, okna, 

drzwi. Takich części składowych możemy wymienić wiele. Ale czy okno, 

cegłę albo deskę można nazwać zasadą domu? Nie. Zasadądomu jest 

wzajemny układ użytych do budowy składników. Owszem, wszystkie one są 

niezbędne. Potrzebny jest i fundament, i mur, aby dom się nie zawalił. Na 

wierzch kładziemy dach, aby było sucho podczas deszczu, a w upalne dni 

niezbyt gorąco. Nie możemy też zapomnieć o oknach, aby dochodziło 

powietrze i światło. Osłaniamy się przed nadmiarem światła, lecz nie 

możemy się go pozbawić. 

Zapewniamy w ten sposób "równowagę elementów". Podobnie dzieje się w 

całym świecie. Jego zasadą są bowiem przeciwieństwa, takie jak: jasność i 

ciemność, jedność i wielość, ograniczone i nieograniczone, męskie - żeńskie, 

parzyste - nieparzyste. Ale, by przeciwieństwa nie znosiły się nawzajem, nie 

pożerały w wyniszczającym sporze wrogich sobie żywiołów, jak chce 

Anaksymander, potrzebne jest coś jeszcze. Tak jak architekt przy budowie 

domu musi dokonać odpowiednich obliczeń, aby zrównoważyć ciężar dachu 

wytrzymałością wspierających go ścian, tak też w całym  świecie 

zasadąrównoważącąprzeciwieństwa jest liczba. 

Tu pojawia się  wątpliwość: czy wszystko da się ująć przy pomocy liczby? 

Anaksymander mógłby tu wtrącić uwagę,  że już na samym początku 

naszego myślenia o świecie natrafiamy na bezkres, którego obliczyć nie 

można. To prawda - zgodziłby się Pitagoras - bo to, co chcemy opisać za 

pomocą liczb, musi mieć granice. I właśnie dlatego bezkres Anaksymandra 

jest wielką pomyłką. To, co bezgraniczne, jest czymś  złym, chaosem, 

burzycielem porządku. Zaś w oczach Pitagorasa świat był  ładem, był 

background image

kosmosem - Pitagoras pierwszy użył tej nazwy dla oznaczenia 

wszechcałości. Kosmos to układ wzajemnie pasujących do siebie części. Te 

właśnie cechy - wewnętrzny  ład, dopasowanie, proporcja we wszystkim - 

stanowią podstawę wszechświata. 

Podporą  ładu jest właściwa wszystkiemu granica. Czyż nie widzimy, że 

każda w świecie rzecz dobrowolnie dąży do zachowania granic? Tam 

gdzie kończy się ziemia, zaczyna się morze. Powietrze nie chce łączyć się z 

wodą, nawet wepchnięte pod nią utrzymuje się w zamkniętej bańce. 

Wszystko ma swoją granicę i swojąmiarę. Tylko to, co ma granice, można 

zmierzyć, a miarę tę liczbowo wyrazić. W przeciwnym razie świat na zawsze 

pozostałby dla nas niezgłębioną tajemnicą. Zdaniem Pitagorasa, tylko dzięki 

liczbie możemy w ogóle poznawać cokolwiek. Jeden z jego uczniów wyraził 

to tak: "wszystko, co daje się poznać, ma liczbę". 

Matematyka w działaniu 

Pitagoras widział w świecie tylko wzajemne stosunki rzeczy wyrażane za 

pomocą liczb, starał się każde zjawisko sprowadzić do stosunków 

liczbowych. Z zapałem więc poświęcił się badaniu tych zjawisk, które od 

wieków uznawane były za nieuchwytne i płynne. Chciał udowodnić,  że 

wszystko daje się zmierzyć, a więc  że  świat naprawdę jest w pełni 

uporządkowany. 

W wielu dziedzinach dało to zaskakujące rezultaty. Pomyślmy, czy 

moglibyśmy dziś  słuchać muzyki Mozarta, gdyby nie istniał nutowy zapis 

dźwięku? Ba, bez tego zapisu muzyka ta nigdy by nie powstała! To Pitagoras 

zauważył,  że określone wysokości dźwięku można oznaczać, aby je potem 

odtwarzać. Oparł się przy tym na doświadczeniu z jednostrunowym 

instrumentem. Zauważył, że skracając strunę, możemy wytwarzać dźwięk o 

wyższej tonacji, przy czym każde skrócenie struny o tę samą  długość 

podwyższa dźwięk w tym samym stopniu. Wystarczyło teraz przypisać 

wartości liczbowe określonym długościom struny, aby uzyskać prosty system 

background image

zapisu muzycznego. Po raz pierwszy człowiek wyraził liczbowo coś tak 

nieuchwytnego, jak ulotne dźwięki. I choć w naszych czasach zapis nutowy 

wygląda inaczej niż u starożytnych Greków, korzystamy z niego do dziś. 

Zainteresowanie liczbą i jej związkami z rzeczami popchnęło Pitagorasa 

również do innych doświadczeń. Dokonał wielu odkryć w matematyce i 

geometrii. Godne uwagi jest to, że dla Pitagorasa i jego uczniów geometria i 

arytmetyka stanowiły nierozdzielną całość. Wiele twierdzeń dotyczących liczb 

wywodzono z rozważań o stosunkach zachodzących między bokami i 

powierzchniami figur geometrycznych. Próbując obli 

22 1 23 

 

czyć długość przekątnych w kwadracie, pitagorejczycy odkryli, że nie można 

wyrazić ich przy pomocy ułamków; tak pojawiła się idea liczby niewymiernej. 

Z rozważań geometrycznych pochodzi również nazwa liczb "kwadratowych". 

Inną zasługą filozofa z Krotony jest odkrycie, że suma kątów w trójkącie jest 

zawsze stała, równa połowie pełnego okręgu. Dziś znane jest również tzw. 

twierdzenie Pitagorasa, choć jego twórcą nie był zapewne on sam, lecz 

któryś z jego następców. 

Z założonej przez niego szkoły wyszło wielu uczniów o bardzo różnorodnych 

zainteresowaniach. Byli wśród nich znani w starożytności astronomowie, 

architekci i lekarze. We wszystkich tych dziedzinach stosowali z 

powodzeniem obliczenia matematyczne, dając podstawy nowego sposobu 

uprawiania nauki. Pitagorejczycy pierwsi w świecie greckim głosili, że ziemia 

jest kulista i że obraca się wokół osi, a ruch Słońca uważali za pozorny. 

Wielokrotnie później powracano do ideału nauki matematycznej, starając się 

całość ludzkiego poznania wyrazić w liczbowo wyrażalnych wzorach. Istniały 

całe epoki, w których matematyka i geometria stanowiły niepodważalny ideał 

postępowania w nauce i filozofii - do nich należał początkowy okres rozwoju 

background image

myśli nowożytnej w wiekach XVI i XVII. Pierwszym, który zaprezentował takie 

podejście, był właśnie Pitagoras. 

Nie znaczy to, aby był on wyłącznie "suchym" matematykiem. Przeciwnie: 

założony przez niego związek krotoński był w dużej mierze związkiem o 

charakterze religijnym. Jego uczniowie przechodzili wiele wtajemniczeń, 

zupełnie jak wyznawcy religijnej sekty. Wstąpienie do związku poprzedzał 

pięcioletni okres ćwiczeń, polegający na postach, wstrzemięźliwości, 

długotrwałym milczeniu i nauce. Wiadomo, że sam Pitagoras wierzył w 

wędrówkę dusz, a ustalająca harmonię liczba miała dlań także charakter 

magiczny. Nie przypadkiem, ustalając listę podstawowych przeciwieństw, 

wymienia ich dziesięć. Dziesiątka była bowiem dla pitagorejczyków liczbą o 

szczególnym znaczeniu. 

Pitagoras starał się zobaczyć w świecie stałe prawa, którym można by nadać 

jasny, liczbowy wyraz. W Azji Mniejszej myślano w inny sposób. Dla 

ostatniego z filozofów jońskich oczywiste było coś przeciwnego: jeśli w 

świecie daje się dostrzec jakiekolwiek prawo, to jedynie prawo nieustannych 

przemian. 

NIEZNISZCZALNA KSIĘGA HERAKLITA 

Heraklit przyszedł na świat w Efezie, niemal w tym samym czasie, kiedy w 

Milecie umierał Tales. Nie byłby jończykiem, gdyby i on nie zastanawiał się, 

co jest zasadą  świata. Tak jak jego poprzednicy z Miletu, uznawał  jąza 

wieczną, a więc niestworzoną. Według niego może nią być tylko wieczny 

ogień. Nieustannie rozpala się i przygasa, przemienia się we wszystko i 

wszystko na powrót weń się obraca. Tego obrazu nie należy pojmować 

dosłownie. Używając metafory, Heraklit dawał do zrozumienia, że świat jest 

w ustawicznej przemianie. Wszystko - jak w rozigranym płomieniu - jest w 

ciągłym ruchu, w pędzie. Wszystko jak płomień, który jeszcze przed 

chwilątańczył nam przed oczami, a już zanika w powietrzu - jest i nie jest 

zarazem. 

background image

Rozum ukryty w śmieciach 

Wieczny ruch tworzy się przez grę przeciwieństw - śladem Anaksymandra i 

Pitagorasa Heraklit przyjmował, że z przeciwieństw wywodzi się wszystko, co 

powstaje. Zakładał, że między przeciwieństwami toczy się ustawiczna walka, 

i  że  ład i harmonia w przyrodzie z tej walki właśnie się bierze. "Walka jest 

czymś powszechnym, a czymś sprawiedliwym niezgoda" - mówił. I dowodził 

dalej, że skoro z niezgody (walki przeciwieństw) ostatecznie rodzi się zgoda, 

to zgoda i niezgoda są w gruncie rzeczy tym samym. Tym samym są i inne 

przeciwieństwa: całe i niecałe, stworzone i niestworzone, 

śmiertelne i nieśmiertelne, dobre i złe. 

Ogień i niezgoda. I nic więcej? Czy znaczy to, że  świat spala się w ogniu 

nieustannej walki? Nie ma nic stałego na tej ziemi? Niezupełnie, bo skoro 

ruch jest wieczny, a przeciwieństwa  ścierają się bez ustanku, to jest w 

świecie coś stałego: właśnie wieczność ruchu, 

24 ! 25 

 

właśnie ciągłość tej walki. Są to jedyne zasady, na których wspiera się 

równowaga  świata. Heraklit uważał,  że wewnętrznym prawem świata jest 

Rozum. Rozum to inna nazwa wiecznego ognia, który przenika cały  świat. 

Ludzie powinni zwrócić się ku temu jednemu Rozumowi. Jest on wspólny dla 

wszystkich, każdy ma do niego jednakowy dostęp.  Łatwo jednak o tym 

zapomnieć, gdy zanadto polega się na swoim własnym, ograniczonym 

umyśle. 

Mówiąc o rozumie Heraklit używał nazwy lógos (gr.), a logos to nie tylko 

rozum, ale i "słowo". Nietrudno mu więc było przyjąć,  że ukryty w świecie 

rozum przemawia do nas swoistym językiem, którego należy się nauczyć. A 

wtedy z łatwością zaczniemy łączyć w jedną całość otaczające nas 

różnorodne, z pozoru sprzeczne fakty. Także i to przekonanie czerpało siłę 

ze znaczeń współobecnych w słowie użytym przez Heraklita. Bo logos 

background image

pochodzi z kolei od legein, co oznacza "zbierać" i "łączyć". Po takim 

przygotowaniu Heraklit mógł już przystąpić do "odczytania mądrości świata". 

Pierwszą sprawą, którą należy pojąć - pouczał - jest to, że tajemna mowa 

świata nie skupia się w żadnej konkretnej rzeczy, a jednak ukrywa się pod 

nimi wszystkimi, podobnie jak wymawiane słowa przemykają jedno za 

drugim, lecz powstający z nich sens zdania "przenika" je wszystkie i rządzi 

nimi, nie zatrzymując się w żadnym z nich. 

Świat był dla Heraklita ogromnąksięgą, którą nie każdy potrafi odczytać. 

Zapisano ją dwoma rodzajami pisma. Jedno jest dla wszystkich widoczne, 

mówi o wielu sprawach i mówi rzeczy wzajemnie sprzeczne. Jeśli 

poprzestaniemy na powierzchownej obserwacji zjawisk, trudno będzie 

dostrzec w nich jakikolwiek ład. Wbrew Pitagorasowi Heraklit sądził,  że 

"wszechświat jest podobny do mnóstwa porozrzucanych śmieci" i pozostanie 

dla nas chaosem raczej niż kosmosem, dopóki nie wejrzymy weń  głębiej. 

Drugie, ukryte pismo widoczne jest dla nielicznych przebudzonych. Ci 

wybrańcy pod zewnętrznym tekstem dostrzegająpłonące ogniem litery, które 

przez wieczność powtarzają te same zasady. Gdyż "obudzeni mają jeden 

wspólny  świat - we śnie każdy wraca do swego własnego", jak mówił 

Heraklit. Twierdził,  że "nie wystarczy dużo wiedzieć,  żeby być  mędrcem. 

Gdyby tak było, mądry byłby Pitagoras. Mądrość polega bowiem na jednym: 

"poznać rozumną myśl, która rządzi wszystkim poprzez wszystko". 

Dlatego z każdego zdarzenia można wyciągnąć  mądrąnaukę. Swoje 

spostrzeżenia czerpał więc z najbliższego otoczenia, ze zdarzeń 

najzwyklejszych. Stąd dzieci grające w warcaby przywodziły mu na myśl czas 

przestawiający rzeczy, ludzi; ba, całe miasta i kraje jak pionki na 

szachownicy. A patrząc na bydło pędzone głodem na pastwisko zauważał, 

że wszystko dzieje się pod wpływem jakiegoś bodźca - trzeba tylko umieć go 

odkryć. Takim podejściem zapoczątkował sposób filozofowania, polegający 

na uważnej obserwacji świata i życia w najdrobniejszych nawet przejawach. 

background image

Wiele lat minęło, nim metoda Heraklita znalazła naśladowców, ale pytania, 

jakie postawił, od początku spędzały sen z powiek filozofom. 

Nic stałego 

Za życia Heraklit nie miał uczniów, a jego poglądy nie zyskały popularności. 

Ludzie na ogół nie rozumieli tego, co miał im do powiedzenia. Niemałą 

trudność sprawiał jego sposób wyrażania myśli.  Świadomie w swe 

wypowiedzi wprowadzał sprzeczności. To drażni, ale i pobudza do myślenia. 

Sprawia,  że stajemy zadziwieni wobec jego zagadkowych powiedzeń, być 

może tak samo, jak on stawał zadziwiony wobec zagadek samego świata. 

Heraklit w jednym zdaniu potrafił zawrzeć kilka głębokich prawd, co 

sprawiało,  że jego myśl była tak trudno uchwytna. Jakby mówił: "mądrej 

głowie dość dwie słowie", i figlarnie przymrużał oko. Nie wszystkich to 

przekonywało. Dlatego nazywali go "ciemnym", to znaczy niejasnym 

filozofem. Pytali: co to znaczy, na przykład, że zło i dobro są tym samym lub 

że Janek jest Jankiem i jednocześnie nim nie jest? 

Niech odpowie sam Heraklit: "Nie rozumieją, jak niezgodne ze sobą może 

być zgodne, a tak powstaje wzajemna harmonia, jak w łuku i lirze". Zaraz, 

zaraz, o jakiej to "zgodnej niezgodzie" można mówić w łuku i lirze? Heraklit 

wskazuje tu, że między przeciwstawnymi siłami powstaje napięcie. Cięciwa 

łuku napina jego drzewce, drzewce utrzymuje sprężystość cięciwy. Obie siły 

są przeciwne sobie, ale zgodnie współpracują Obie są potrzebne. I dopóki 

trwa między nimi napięcie - łuk jest łukiem - można z niego wystrzelić strzałę. 

Jeśli cięciwa pęknie, stanie się tylko kawałkiem linki, a drzewce łuku zwykłym 

patykiem. 

26 I 27 

 

Przeciwstawne siły znikają, gdy znika ich zwiążek, ich wzajemna walka. Nie 

istnieje jedno bez drugiego. Nie ma światła bez cienia, siły bez słabości ani 

background image

mądrości bez głupoty. "Nie znano by imienia sprawiedliwości bez 

niesprawiedliwości" - mówi Heraklit. 

Nie ma dobra bez zła, jedno okazuje się tym samym, co i drugie. Jest czymś 

złym uderzyć kogoś lub pobić. Gdy uczynimy to samo w obronie napadniętej 

kobiety, okaże się czymś dobrym. Jeśli spóźnię się na pociąg, przez co nie 

zdążę na ważne spotkanie, będzie to dla mnie złe. Moje spóźnienie uznam 

jednak za przypadek szczęśliwy, więc dobry, gdy dowiem się, że pociąg uległ 

katastrofie, w której mógłbym zginąć. Zupełnie jak w porzekadle "nie ma tego 

złego, co by na dobre nie wyszło". W świecie dokonują się nieustanne 

przemiany. Zło przechodzi w dobro, piękno w brzydotę, a dzień w noc. 

Według Heraklita na tym opiera się ład i harmonia świata. 

Dotyczy to także ludzi. Janek rośnie, rozwija się i mężnieje. Zmienia się jego 

wygląd zewnętrzny. Zmieniają się jego myśli, wyobrażenia i odczucia. Z 

perspektywy upływającego czasu mamy do czynienia wciąż z innym 

Jankiem, a zarazem jest to ten sam Janek. Zgadza się to z naszymi 

wewnętrznymi odczuciami. W sobie samych czujemy zmiany, które trudno 

dostrzec komuś z zewnątrz. Czy nie jest podobnie ze wszystkim innym? 

Heraklit tak właśnie myślał. "Panta rhei" - mówił - "wszystko płynie" i nie 

można dwa razy wejść do tej samej rzeki. Jest ona "tą samą" rzeką tylko z 

nazwy. Tak naprawdę już po chwili wszystko się zmienia. W rzece, do której 

powracamy, jest już przecież i n n a woda. 

Gdyby ludzie potrafili wyciągać wnioski z obserwacji zjawisk, mówi Heraklit, 

zauważyliby,  że nie tylko rzeka, ale nic z otaczających nas rzeczy nie jest 

wciąż takie same. Być może  łatwiej przyjęliby wówczas jego naukę o 

rozumności  świata. Bo przecież we wszystkich przemianach, jakim on 

podlega, można dopatrzyć się  głębokiego sensu. Nie można poprzestawać 

wyłącznie na tym, co "rzuca się w oczy". Trzeba nauczyć się dostrzegać 

również to, co jest ukryte pod powierzchniązjawisk. Z chwilą gdy zwracamy 

background image

uwagę na to, co ukryte, lepiej rozumiemy także to, co widoczne, jawne, 

narzucające się. 

Znając potęgę przyciągania ciał niebieskich czy sił działających we wnętrzu 

atomu, znacznie łatwiej nam dziś zrozumieć, że - jak mówił Heraklit - "ukryte 

związki są silniejsze od widocznych". Pomimo że 

28 

tak bardzo cenił sobie doświadczenie i obserwację, przestrzegał: "złymi 

świadkami są oczy i uszy dla tych, którzy mają duszę barbarzyńcy". Chyba 

zdawał już sobie sprawę, jaka przepaść dzieli obserwację od wyciągniętego z 

niej wniosku. I wiedział, jak często tę przepaść przestępujemy swobodnym 

krokiem, nie spoglądając nawet pod nogi. Wtedy właśnie stajemy się 

barbarzyńcami. 

"JEDNO" PARMENIDESA 

W italskim mieście Elei, niedaleko Krotony, gdzie działał Pitagoras, powstała 

szkoła filozoficzna, której założycielem był Ksenofanes z Kolofonu. Wraz z 

innymi ziomkami opuścił Jonię, gdy potęga Persji zaczęła zagrażać wolności 

rodzinnego miasta. Jego następcy - Parmenides, Zenon i Melissos - byli 

filozofami, którym wielkąradość sprawiała zabawa myślami. Komu zdarza się 

czasem rozwiązywać zagadki, rebusy, ten wie, co to za przyjemność. Bywa, 

że nie można się od takiej zabawy oderwać. Eleaci jednak całkiem poważnie 

traktowali swoje myślowe zabawy. Zaskakujące czy wręcz niewiarygodne 

wnioski przyjmowali za prawdę. 

Dlaczego strzała nie dojdzie do celu 

Eleaci mówili na przykład: nie jest możliwe, aby człowiek przeszedł z punktu 

A do punktu B, dajmy na to z Aten do Sparty. Musiałby najpierw przejść 

połowę drogi, później połowę tej połowy, która została, następnie znowu 

połowę połowy i tak w nieskończoność. Wniosek: człowiek nigdy nie osiągnie 

punktu B, czyli w naszym przykładzie nigdy nie dotrze do 

29 

background image

 

Sparty. W innym znów przykładzie dowodzili, że prędko biegnący Achilles 

nigdy nie dogoni żółwia, jeśli ten wyruszy pierwszy. Musiałby najpierw 

osiągnąć punkt, z którego żółw już wyruszył. W tym czasie żółw zdąży już 

przebyć pewien odcinek drogi. Gdy Achilles dobiegnie do tego drugiego 

punktu, historia się powtórzy. Tak więc żółw zawsze będzie go wyprzedzał. A 

oto inny słynny przykład. Strzała wystrzelona z łuku wcale się nie porusza, 

gdyż w każdej chwili znajduje się w określonym miejscu, a to właśnie znaczy 

nie poruszać się. 

Zwróćmy uwagę,  że we wszystkich podanych przykładach chodzi o 

wykazanie niemożności ruchu. Zenon z Elei był mistrzem w tworzeniu takich 

przykładów. Posługiwał się w nich rozumowaniem pozornie nie budzącym 

wątpliwości, aby dojść do wniosków, z którymi nie sposób się zgodzić. 

Przykłady te nazywamy paradoksami. Zenon 

wymyślił wiele paradoksów, aby dowieść,  że ruch nie istnieje. Dlaczego 

Zenonowi i innym eleatom tak bardzo przeszkadzały ruch i zmiana? Może 

doszli do wniosku, że każda zmiana uniemożliwia uzyskanie wiedzy o 

czymkolwiek. Je 

_..,,~,  śli już wydaje nam się,  że coś wiemy o jakiejś rzeczy, a tymczasem 

rzecz ta zdążyła już się zmienić, to 

nasza wiedza jest nic nie warta. Wynikało z tego, że aby coś o "czymś" 

wiedzieć, trzeba to "coś" unieruchomić. Albo mamy wiedzę i ruch nie istnieje, 

albo ruch istnieje i nic wiedzieć nie możemy. Eleaci wybrali to pierwsze. 

Na uwagi nie zaprzątających sobie głowy filozofowaniem, iż rozumowanie 

takie przeczy świadectwu zmysłów i zdrowemu rozsądkowi, eleaci 

odpowiadali: wzrok, słuch, powonienie, czy dotyk mogą nas przecież mylić. 

Zmysły są zawodne. Może się nam przecież tylko wydawać,  że strzała się 

porusza. Natomiast rozum, w przeciwieństwie do zmysłów, jest niezawodny. 

Eleaci ujmowali więc rzeczywistość jako jedną, nieprzemijającą i wiecznie 

background image

prawdziwą. Cały wszechświat określali tym właśnie słowem: Jedno. Dawali 

przez to 

do zrozumienia, że jest niepodzielny i niezmienny, ma jednaką, nieodmienną 

naturę, a poza nim nie ma już niczego więcej. 

Dowody na stół 

Trzeba przyznać, że choć eleaci mieli oryginalne poglądy, nie byli tak szaleni, 

jak by się mogło wydawać. W tym, co mówili, nie brak głębszej mądrości. 

Gdyby było inaczej, nie wywarliby tak wielkiego wpływu na późniejszych 

myślicieli. 

Aby dobrze zrozumieć ogromne znaczenie ich poglądów, warto prześledzić 

powolne zmiany zachodzące w sposobie ich myślenia. Już pierwszy z nich, 

Ksenofanes z Kolofonu, dowodził,  że nie możemy się oprzeć na naszych 

codziennych wrażeniach. Zmiana, narodziny, rozwój, przemijanie, śmierć 

sątylko złudzeniem. Zarazem jednak, podobnie jak jończycy, poszukiwał 

zasady wszechświata, lecz uważał, że musi nią być coś trwałego. Bo istnieje 

naprawdę tylko to, co jest wieczne.A o kim można to powiedzieć, jeśli nie o 

Bogu? Tylko on jest wieczny, niezmienny, prawdziwy. Pojmował więc Boga 

zupełnie inaczej niż tradycyjna mitologia grecka. Bóg nie był już kimś w 

rodzaju nieśmiertelnego człowieka, ze wszystkimi jego słabościami i 

namiętnościami. Stał się bezosobówązasadą. Ksenofanes utożsamiał 

"swojego" Boga z Ziemią, która jest wszystkim. Bóg jest więc samym 

światem.  Łączył z tym poglądy dość zaskakujące. Mówił oto, że Słońce 

powstaje każdego dnia na nowo, a z nim wszystko, co oglądamy. Wieczna 

jest jedynie Ziemia. Dlatego twierdził,  że wszystko uczynione jest z Ziemi, i 

podobnie jak ona jest nieruchome i niezmienne. 

Parmenides nie wdawał się już w takie opowiastki. Stwierdzał krótko, że jest 

tylko to, co jest. Wydaje się to oczywiste, przecież to przysłowiowe "masło 

maślane"! Czasem jednak z czegoś bardzo oczywistego wynika inna rzecz, 

wcale nie oczywista, a bardzo ważna. Doskonale o tym wiedział Parmenides. 

background image

Wcale nie chciał dowodzić oczywistości. Chciał ludzi przekonać,  że myśleć 

można tylko o tym, co istnieje. O tym zaś, czego nie ma, nie da się w ogóle 

ani myśleć, ani mówić. Zwracano mu uwagę: jak to, czyż nie mówimy o 

centaurach i chimerach? To w ogóle nie jest żadna mowa - odpowiadał 

Parmenides - ktoś, kto 

30 ~ 31 

 

wygłasza podobne brednie, nawet gdy mówi, nie mówi nic. Miał zapewne na 

myśli,  że taka mowa nie ma żadnego znaczenia, jest bezsensownym 

paplaniem, dosłownie "gadaniem o niczym". 

Takim bezsensownym paplaniem było dla Parmenidesa twierdzenie 

Heraklitu, że coś jest i nie jest. To niedorzeczność - przekonywał Parmenides 

- jeśli do takich wniosków ma prowadzić przyjęcie zmienności  świata, to 

należy ją odrzucić. Gdyż najważniejszym celem, jaki wytknął swej filozofii, 

było uchronić myśl od sprzeczności. Dlatego też przekreślał wszystkie 

rozwiązania, które zakładały,  że jedność  świata może wywodzić się z 

przeciwieństw. Dwie rzeczy przeciwne sobie pozostaną zawsze przeciwne i 

nie powstanie z tego żadna harmonia, ład czy porządek. Nigdy dobre nie 

stanie się złym ani mądre głupim. Tym sposobem wystąpił przeciw wszystkim 

poprzednim filozofiom: Anaksymandra, Pitagorasa, a zwłaszcza Heraklitu. 

Twierdzenie Parmenidesa prowadziło jeszcze do innych wniosków. Skoro 

jest to, co jest, a czego nie ma, po prostu nie ma, to "to, co jest", czyli byt, 

może powstać tylko z innego bytu. Innymi słowy, nie może powstać coś z 

niczego. Dlatego wszechświat musiał istnieć zawsze. Można by więc 

przypuścić, że przynajmniej w tej sprawie zgadzał się z jończykami. A jednak 

niezupełnie. 

Anaksymander sądził,  że  świat może powstać i zginąć. Wieczna była tylko 

zasada, z której się wyłonił - bezkres. Bliższy poglądu eleaty był Heraklit. 

Jego zasada, ogień lub rozum, nie poprzedzała świata była równie wieczna 

background image

jak świat. Parmenides stwierdza, że wszechświat nie tylko jest wieczny, ale 

że "nie mógł powstać". Nie mógł powstać "z niczego", bo jak dopiero co 

stwierdziliśmy, "nic" nie istnieje. Gdyby zaś miał powstać z "czegoś innego", 

to owo "coś" byłoby już samo światem. 

Skoro świat jest wieczny, to jaki sens ma poszukiwanie jego początku? Nie 

ma potrzeby przyjmować,  że istnieje jakaś wieczna zasada świata czy też 

źródło, z którego powstał. Bo wieczny jest sam świat. Zasady nie trzeba 

szukać poza nim. Parmenides określał jątym samym słowem, co byt: Jedno. 

Jeden jest świat i jedna jest jego zasada. A stąd wywodził dalej, że nie ma 

różnicy między bytem i myśleniem, są one jednym i tym samym. 

Wszystkie swoje poglądy wyprowadził Parmenides z jednej zasady. Oka~y 

się one różne od twierdzeń innych filozofów. A przecież poza tym jest 

jeszcze i ta ważna różnica,  że jego teza jest poparta dowodem. Nie 

wystarczało mu przedstawienie swego poglądu w postaci twierdzenia. Chciał 

przekony~'ać i szukał uzasadnień, i to nie pierwszych z brzegu, ale takich, 

którym nie można by zaprzeczyć. Na tym polegało wielkie znaczenie jego 

filozofii - podjęcie próby uściślenia myśli. W ten sposób, używając rozumu, 

filozofia wstąpiła na drogę uzasadniania i dowodzenia swych racji. Co wcale 

nie znaczy, że uchroniła się od błędów. 

Jak zostać ojcem filozofii? 

Każde dziecko ma ojca. Ale tylko jednego. Z "dziećmi myśli", takimi jak 

wynalazki, pojęcia czy nowo odkryte dziedziny wiedzy, rzecz ma się trochę 

inaczej niż ze zwykłymi dziećmi. Tu może się zdarzyć, że ojców będzie kilku. 

Również i filozofia miała wielu ojców. Tales był nim dzięki rozpoczęciu 

poszukiwań  źródeł wszechrzeczy. W przypadku Pitagorasa mamy aż dwa 

powody, aby przyznać mu ten tytuł. Jeden to fakt, że nadał filozofii nazwę, 

która zachowała się  aż do dziś. Można by z tego powodu nazwać go jej 

"ojcem chrzestnym". Ojcem rodzonym stał się przez to, że jako pierwszy 

próbował odgadnąć, na czym polega porządek i harmonia świata. Heraklit 

background image

mógłby wystąpić w roli ojca filozofii, wyznaczając jej zadanie poszukiwania 

ukrytej myśli, "która rządzi wszystkim poprzez wszystko". 

Czwartym ojcem filozofii był Parmenides. Wyraził myśl, która stała się 

przedmiotem dociekań na następne dwa tysiące lat. Brzmi ona: "Byt jest, a 

niebytu nie ma". Myśl ta podpowiada, czym powinna się zająć filozofia - tym, 

co jest, czyli bytem i niczym więcej. Do dziś niektórzy filozofowie uważają, że 

zgłębianie natury bytu jest najważniejszym zadaniem filozofii. Formuła 

Parmenidesa stała się zarazem podstawąpierwszego prawidła logiki, 

zwanego "zasadąsprzeczności", która mówi nam, że nie może być tak, aby 

coś jednocześnie było i nie było. 

Jak widać, poglądy Parmenidesa stały w jaskrawej sprzeczności z 

twierdzeniami Heraklitu. Wydawało się oczywiste, że rację może mieć 

32 I 33 

 

tylko jeden z nich. Historia jednak często płata figle. Uczyniła to i tym razem 

za sprawą trzech uczonych, którzy uparli się aby odnaleźć racje po obu 

stronach. 

Rozdział II 

Warto zajrzeć 

K. Ajdukiewicz, "Paradoksy starożytnych" (w): Język i poznanie, PWN, 

Warszawa 1985, t. 1 

Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy slynnych filozofów, PWN, Warszawa 

1988. W.K.C. Guthrie, Filozofowie greccy od Talesa do Arystotelesa, "Znak", 

Kraków 1996. 

A. Krokiewicz, Zarys filozofii greckiej, "Aletheia", Warszawa 1995. 

J. Legowicz, Filozofia starożytna. Wybrane teksty z historii filozofii, PWN, 

Warszawa 1970, cz. I, r. I-V. 

K. Leśniak, Materialiści greccy w epoce przedsokratejskiej, Wiedza 

Powszechna, Warszawa 1972. 

background image

B. Markiewicz, Filozofia dla szkoły średniej. Wybór tekstów, WSiP, Warszawa 

1987, str. 11-14. 

Slownik pojęć filozoficznych pod red. W. Krajewskiego, Wydawnictwo 

Naukowe "Scholar", Warszawa 1996; hasła: eleaci, jończycy, pitagoreizm. 

ABy WILK BYŁ SYTY I OWCA CAŁA, CZYLI JAK POGODZIĆ HERAKLITA Z 

PARMENIDESEM 

Świat starożytnych Greków VI i V wieku p.n.e., mimo iż rozciągnięty szeroko 

wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego, w poczuciu jego mieszkańców 

stanowił jedność. Istniał ciągły przepływ myśli między miastami bardzo od 

siebie odległymi. Anaksymenes stale korespondował z Pitagorasem. W 

jednym z listów donosił o tragicznej śmierci Talesa. Grecy z Miletu i Efezu 

wiedzieli więc bardzo dobrze, co robili i o czym myśleli ich rodacy z miast 

Italii - Krotony, Elei czyAgrygentu. Nie przeszkodził temu nawet najazd armii 

Kserksesa, przypadający na ostatnie lata życia Heraklita. Wojny perskie, 

zakończone zwycięstwami Greków pod Maratonem, Salaminą i Platejami, 

przyczyniły się do jeszcze ści 

Można zapytać 

1. Czy można myśleć nie zadając pytań? Jaką rolę pełnią pytania w filozofii? 

Czy istnieją pytania zbędne lub źle postawione? 

2. Anaksymander skrytykował twierdzenie Talesa, że świat powstał z wody. 

Zastanówmy się, co było podstawą tej krytyki. Na czym polega różnica 

między krytyką uzasadnioną a bezzasadną, słuszną a niesłuszną? 

3. Czy w świecie panuje porządek, czy bałagan? Jeśli porządek, to czy widać 

go na pierwszy rzut oka, czy należy go odszukać? Czy duża wiadza pomaga, 

czy przeszkadza w dostrzeganiu porządku w świecie? 

PARMEHiD~s zeNOn tes~uoFANt`s 

PITA~oRAs i 

r ~Ą~ta P . ~MpEDOKLES 

background image

4. Czy wszystko daje się poznać? Jeśli tak, to jak możemy tę tezę 

uzasadnić? 1 

Jeśli nie, skąd wiemy o istnieniu rzeczy niepoznawalnych? ~Qr.~rs P 5. Czy 

należy zgodzić się z poglądem, że "prawdy dowodzi się głową'? Czy 

także wtedy, gdy głowa dowodzi nam, że nie widzimy tego, co widzimy? 

34 I 35 

 

ślejszego zjednoczenia, współpracy i żywszęj wymiany poglądów mię. dzy 

greckimi miastami. 

Stąd już w pierwszej połowie V wieku p.n.e. pojawiają się myślicie. le, którzy 

postawili sobie za cel pogodzenie rozbieżnych poglądów filo. zofów jońskich i 

italskich. Różnice między nimi nabrały największej ostrości w przypadku 

Parmenidesa i Heraklitu. Jeśli  świat Parmenidesa był jedną, nieporuszoną 

całością, spokojną niczym owca na łące, to Heraklit rzucał się nań z 

zaciętością  żarłocznego wilka. Widział go rozerwanym w ciągłej walce 

przeciwieństw, w nieustannych przemianach, którym nie ma końca. 

Zdawałoby się, że stanowiska te są nie do pogodzenia. A jednak znaleźli się 

filozofowie, którzy podjęli się tego zadania. Uczynili to, każdy na swój 

sposób, Empedokles z Akragas (Agrygent) na Sycylii, Anaksagoras z 

Kladzomenai i Demokryt z Abdery. 

"ELEMENTARZ" EMPEDOKLESA 

Jakie zjawiska najbardziej przykuwają uwagę małych dzieci? Gwałtowny 

wiatr, ziemia, ogień, woda. Te same zjawiska fascynowały ludzi przez całe 

wieki. Empedokles uczynił z nich cztery podstawowe elementy 

wszechświata. Zadał sobie pytanie: czy to możliwe, aby cała ta ogromna 

różnorodność zjawisk, z jakimi się stykamy, mogła powsta 

wać z jednej i tej samej rzeczy, obojętne czy będzie nią woda, ; ogień, ziemia 

czy powietrze? A jeśli tak, jak jest możliwe, aby ta rzecz tak bardzo się 

przekształcała? Uświadomił sobie, że nie można zamykać oczu na fakt stałej 

background image

zmienności i ruchu, na co wskazywał Heraklit. Zarazem jednak, podobnie jak 

eleaci, uważał,  że w świecie musi być coś trwałego. Coś, co nie byłoby 

jakimś "ukrytym pismem" świata lub niepochwytną grą przeciwieństw, ale 

czymś, co można by jasno wskazać i zmierzyć. I doszedł do wniosku, że 

łatwiej jest wytłumaczyć zmienność rzeczy, jeśli stwierdzimy, że powstają z 

mieszania się różnych elementów. 

Malarka miłość 

Elementy, z których wszystko powstaje, to właśnie ziemia, woda, ogień i 

powietrze. Różnorodność rzeczy powstaje poprzez mieszanie się elementów 

w rozmaitych stosunkach ilościowych. Tak więc, na przykład, kość składa się 

w 1 /2 z ognia, I /4 ziemi i 1 /4 wody. Dla innych rzeczy ilość zawartych w 

nich elementów jest odmienna. Dzieje się to trochę tak, jak w przypadku 

mieszania się barw. Z trzech podstawowych kolorów: niebieskiego, żółtego i 

czerwonego możemy otrzymać każdy inny odcień, całe niezmierzone 

bogactwo  świata barw. Na podobnej zasadzie, zdaniem Empedoklesa, 

odbywa się powstawanie wszystkich znanych nam rzeczy. 

No dobrze, kolory miesza malarz, ale kto w przyrodzie jest tym 

artystąmieszającym ziemię, wodę, powietrze i ogień? Jaka to siła powoduje, 

że  łączą się one ze sobą? Sprawia to miłość - mówi Empedokles tak jak 

przeciwstawna jej nienawiść rozdziela elementy. Obie te siły działająw 

świecie bez chwili spoczynku. Czasem przeważa jedna, czasem druga. Pod 

wpływem miłości świat się porządkuje, skupia się w jedno. Gdy bierze górę 

nienawiść, rozpada się znów na proste, oddzielone od siebie składniki. 

Dlatego Empedokles mówił o dwóch stanach, w jakich istnieje świat. Jeden 

jest ładem, uporządkowanym kosmosem, takim jaki znamy. W drugim stanie 

świat zastyga w bezwładną masę rozdzielonych elementów. "Jedno powstaje 

z wielości i z jednego wielość" - oto prawo rządzące światem. W ten sposób 

Empedokles stara się pogodzić niezmienne Jedno Parmenidesa z myślą 

Heraklitu o wielości rzeczy pozostających w nieustannej przemianie. Gdy 

background image

przeważa nienawistna walka, rozpadają się i giną, ale miłość na powrót łączy 

je, tak jak i cały świat łączy w harmonijną całość. 

Powstawanie i ginięcie jest więc właściwie złudzeniem. Mówimy nieraz: "w 

przyrodzie nic nie ginie". Empedokles wyraził to nawet mocniej. "Nie ma 

narodzin dla żadnej ze śmiertelnych istot - pisał - ani też kresu 

36 ~ 37 

 

czy zgubnej śmierci, lecz jest jedynie zmieszanie i rozdzielenie zmiesza_ 

nych składników. To ludzie zwą narodzinami". Każde narodziny, powsta_ 

warcie  życia, ale i tworzenie się przedmiotów, jest wynikiem miłości. Ich 

rozpad lub śmierć jest skutkiem nienawiści. Działanie tych dwóch sił jest 

powszechne. Są obecne w samym świecie, ale i w roślinach, zwierzętach i w 

ludziach. Empedokles, jak wcześniej Pitagoras, wierzył w wędrówkę dusz z 

ciała do ciała. Taka podróż duszy była, według niego, karą za uleganie 

nienawiści, a zwłaszcza za ciężkie przewinienia, na przykład zabójstwo. 

Celem człowieka powinno być wyzwolenie od konieczności wcielania się w 

rozmaite organizmy. Wówczas powróci do świata boskiej , szczęśliwości, 

której zaznawał na początku, jako czysta dusza. Aby tego dokonać, musi 

porzucić złość i nienawiść, poświęcając się miłości. 

Nie jest to jednak takie łatwe. Nie zawsze potrafimy się pohamować, gdy 

opanuje nas złość. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, jak wiele od tego 

zależy. Nie tylko w zaświatach, ale i tu, na ziemi. Zdaniem Empedoklesa, w 

zależności od tego, jakie elementy w ludziach przeważają, taki też widzą 

świat wokół siebie. Twierdził,  że poznajemy to, co jest do nas podobne - 

"wodą widzimy wodę, ziemią ziemię, miłością widzimy miłość, a nienawiścią 

nienawiść". Tłumaczyłoby to, dlaczego ludzie mają' tak różne poglądy. I 

dlaczego jednym świat wydaje się wspaniały, innym zły i ponury. 

Magazyn części zamiennych 

background image

Empedokles wyobrażał też sobie, że organizmy powstają przez całkiem 

przypadkowe  łączenie się ich części. A więc mogą powstać ludzie z 

sześcioma rękami, z jednym okiem i wiele potworów znanych z legend i 

mitów. A czyż nie zdarzająsię przypadki narodzenia cieląt o dwóch głowach? 

Zdaniem Empedoklesa nie spotykamy na co dzień takich dziwacznych 

stworzeń tylko dlatego, że nie sąw stanie przeżyć. Przy całej swojej 

naiwności, ta dziwna myśl wykazuje zastanawiające podobieństwo do 

pomysłu, jakim obdarzył świat Karol Darwin ponad dwa tysiące lat później. W 

jego teorii ewolucji również jest miejsce dla stworzeń odbiegających od 

normy. I dokładnie tak, jak u Empedoklesa, pozostajątylko te, które są 

najlepiej przystosowane do życia, inne zaś giną 

Myśli, w podobnie zaskakujący sposób zdających się ubiegać rozwiązania 

współczesnej nauki, znajdujemy więcej w świecie pierwszych filozofów. Oto 

Anaksymander powiada: "Człowiek powstał z innej istoty, to jest z ryby, do 

której był początkowo podobny". I znów można się tu doszukiwać zbieżności 

z teorią Darwina. Przecież w zdaniu tym stwierdza, że człowiek powstał z 

innego gatunku. Przyjmuje więc,  że gatunki się zmieniają,  że ryba, zwierzę 

wodne, jest przodkiem człowieka. Nie co innego mówi przecież teoria 

ewolucji! A może myśl Darwina nie była aż tak wyjątkowa, jak to się czasem 

przedstawia? W każdym razie nie zdziwiłaby zbytnio starożytnych Greków. 

W przypadku Empedoklesa myśl o powstawaniu organizmów z gotowych 

części była wyrazem ogólniejszej zasady, jaką dostrzegał w świecie. Każda 

całość powstaje z określonych składników, których nie jest znów tak wiele. 

Czyż nie widzimy, że wszystkie zwierzęta mają kończyny, głowy, oczy i 

uszy? Ich dobór i układ powoduje dopiero całą różnorodność  świata 

zwierzęcego, jak i świata w ogóle. Dla Empedoklesa był to sposób na 

rozwiązanie głównego problemu, jaki go interesował. Zamierzał wyjaśnić, jak 

to się dzieje, że choć obserwujemy przemiany i rozpad wielu rzeczy, to 

jednak świat, jako całość, trwa w nie zmienionym kształcie. Zależało mu na 

background image

znalezieniu sposobu uzgodnienia zmienności i stałości rzeczy. Nie był w tych 

zamierzeniach odosobniony. 

38 ~ 39 

r~~~~ax~~-ro~~ w~ ~ i ~o ~~tc~~ 

 

WSZYSTKO WE WSZYSTKIM TO NIE WSZYSTKO ANAKSAGORAS 

ZADAJE NOWE PYTANIA 

Rówieśnikiem Empedoklesa był Anaksagoras z Kladzomenai w Jonii. 

Podobnie jak Ksenofanes, założyciel szkoły eleackiej, opuściłAzję Mniejszą 

Anaksagoras na swój nowy dom wybrał Ateny. Było to już podów 

czas potężne miasto-państwo, kierowane przez zdolnego wodza i polityka, 

Peryklesa. Właśnie na czasy Anaksagorasa przypada największy rozkwit 

sztuki greckiej okresu klasycznego. Tworzyli wówczas najwięksi 

dramatopisarze Grecji antycznej: weteran wojen perskich Ajschylos (525-456 

p.n.e.) i Sofokles (496-406 p.n.e.) oraz rzeźbiarze: Fidiasz, Myron i nieco 

młodszy od nich Poliklet, twórca kanonu proporcji ciała ludzkiego. Wśród 

nichAnaksagoras był pierwszym w Atenach filozofem. Przyjaźnił się z 

Peryklesem i uchodził za 

jego nauczyciela. Jego wykładów słuchał podobno Sokrates, zanim nie 

doszedł do wniosku, że bardziej od natury interesuje go człowiek. 

Do jednego worka 

Anaksagoras nie wierzył, że ziemia może ot tak sobie przemienić się w kość 

lub woda w krew. Jak więc zamierzał wyjaśnić,  że rzeczy się zmieniająi 

przekształcają? Temu bowiem nie myślał zaprzeczać. Wszystko, mówił, 

złożone jest z nieskończenie małych drobinek, które nazywał zarodkami. 

Sądził,  że wszystko jest we wszystkim, w każdym z zarodków jest jakaś 

część wszystkich znanych nam rzeczy. Zarodki byłyby czymś w rodzaju 

niezwykle małych worków, do których wpakowano najróżnorodniejsze 

składniki całego świata. Tak więc w każdym 

background image

40 

zarodku drzewa jest i cząstka wody, i węgla,  żelaza, miedzi, ale i ludzkiej 

skóry, krwi i tak dalej. 

Złośliwi kpili z Anaksagorasa. Dlaczego w takim razie - pytali z przeciętych 

drzew nie leci krew? Albo dlaczego kamienie nie płaczą? Odpowiadał wtedy: 

cząstki wszystkich rzeczy są wymieszane w zarodkach w nierównych 

proporcjach. W kamieniu jest najwięcej cząstek kamienia, a łez tyle, co kot 

napłakał. Patrząc na kamień, nie widzimy wszystkich jego mikroskopijnych 

cząstek. 

Pozostawało wyjaśnić jak to się dzieje, że nie widzimy tego, co mamy przed 

samym nosem. Dziś  łatwo nam to sobie uzmysłowić. Wiemy o istnieniu 

bakterii, których nie sposób zobaczyć nawet przez lupę, nie mówiąc już o 

cząstkach, z których z kolei składają się same bakterie. A myśl 

Anaksagorasa biegła taką właśnie drogą. Zarodki, o których mowa - twierdził 

- mogą dzielić się w nieskończoność. Dla każdej rzeczy małej istnieje zawsze 

inna, jeszcze mniejsza. Nie istnieje "coś najmniejszego". My jednak nie 

jesteśmy w stanie tego dojrzeć. Przyczyną jest vvyłącznie słabość naszego 

wzroku. 

Myśl Heraklity, że "ukryte związki są silniejsze od widocznych", nabrała 

nowego sensu. Dla Heraklity o owych ukrytych związkach decydował rozum. 

Był siłą  ożywiającą  świat i kierującą nim według sobie samemu znanych 

zasad. Sam świat był jednak wypełniony przez nieskończoną wielość 

nieustannie zmieniających się, nietrwałych rzeczy. Anaksagoras przyznał 

rzeczom przynajmniej tymczasową trwałość. Zasada ich budowy przybrała 

teraz jasno określoną postać. Cała nieskończona wielość i różnorodność 

świata była zawarta już w najmniejszej jego cząstce. Jedność  świata była 

zapewniona przez samą jego budowę. 

Ale to jeszcze nie wszystko. Anaksagoras uświadomił sobie, że określenie, z 

czego składa się  świat, nie musi oznaczać,  że odnaleźliśmy tym samym 

background image

"początek", którego tak usilnie poszukiwali myśliciele jońscy. Uznawał, 

podobnie jak Pitagoras, że należy odkryć nie tylko budowę  świata, ale 

równieź porządkującą go zasadę. Na pytanie, czym jest krzesło, nie 

odpowiadamy przecież,  że krzesło jest z drewna. Drewno jest tylko 

tworzywem, z którego krzesło zrobiono. Zasadę krzesła musi stanowić coś 

zupełnie innego. I podobnie nie zarodki, lecz coś całkiem ornego jest zasadą 

świata. Ale co? Anaksagoras odpowiadał: duch. 

41 

 

Koniec zabawy w pomidora 

Za tą odpowiedzią kryła się druga różnica między nim a wcześniejszymi 

myślicielami. Dla jego poprzedników świat był zasadniczo jednorodny. Dla 

Talesa miał on naturę wody, dla Heraklita naturę ognia, dla eleatów był 

jedną, nieporuszonącałością. Dla nich wszystkich prazasada była obecna w 

świecie lub po prostu była światem. 

Anaksagoras w samym świecie odnajdywał jedynie wszechobecne zarodki. 

Inaczej jednak niż wcześniejsi filozofowie, prazasadę oddzielił od świata i 

kazał jej jakby "stanąć z boku". Świat więc zawdzięcza swój wygląd duchowi, 

on sam jednak stoi poza światem. O ile wszystkie inne rzeczy mająudział we 

wszystkim-mówił pierwszy ateński filozof-o tyle duch (lub umysł) jest 

"bezkresny i samowładny, i nie zmieszany z żadną rzeczą". A więc z 

początku  świat był bezładną mieszaniną, przypominającą mitologiczny 

chaos. Dopiero duch wprowadził doń porządek, aby się ostatecznie od niego 

oddzielić. 

To duch również dał początek ruchu w świecie. Zapoczątkował nieustanne 

wirowanie  świata, skierowane od jego środka na zewnątrz. W wyniku 

działania tego wiru oddzielają się od siebie rzeczy ciężkie i lekkie. Stąd w 

środku owego wiru pozostaje Ziemia jako ciężka, zaś na zewnątrz układa się 

lekkie powietrze. 

background image

Anaksagoras odmiennie od swych poprzedników podszedł do poszukiwania 

prazasady. Gdy pytał o zasadę, nie obchodziło go, co jest składnikiem czy 

budulcem  świata. Na to pytanie dał odrębną odpowiedź. Także pytanie o 

początek stało się u niego całkiem osobnym pytaniem. Dla pierwszych 

jońskich filozofów te trzy sprawy stanowiły jedno. Pytania o początek, 

budulec i zasadę były dla nich zawsze tym samym pytaniem i znajdowały 

jedną, wspólną odpowiedź. Dlaczego tak się działo? Odpowiedź wydać się 

może zaskakująca, ale wszystko na nią wskazuje: oni naprawdę nie 

rozróżniali tych trzech zagadnień. 

Aż dotąd filozofowie brali pewien element otaczającego ich świata i nadawali 

mu nowe, szersze znaczenie. "Woda" Talesa nie jest tylko wodą, 

"powietrze"Anaksymenesa nie jest samym powietrzem, lecz staje się "tym 

wszystkim", wszechobecnym składnikiem wszechświata, a zarazem jego 

początkiem i zasadą porządkującą. Na każde pytanie ta sama odpowiedź. 

Przypomina to trochę zabawę w pomidora. Co jest początkiem wszyst 

kiego? Pomidor. W co się w końcu obróci? W pomidor. Z czego składa się 

świat? Z pomidora. Co wprowadza w nim ład i porządek? Pomidor. 

Anaksagoras nie chciał się  dłużej bawić w pomidora, jak gdyby uznał,  że 

nadszedł czas, aby mówiąc o kierujących  światem zasadach, nie używać 

cudzysłowu. Godził w tym godną eleatów ścisłość myślenia z dbałością o 

zachowanie obrazu świata, który wyjaśniałby to, co w nim obserwujemy. 

Mimo to obraz świata, jaki przedstawił, nie zadowalał jego następców. 

Krytykowali go, i to nie bez racji, właściwie wszyscy. A jednak jego poglądy 

wpłynęły w jakiejś mierze na każdego z największych filozofów starożytnych: 

Sokratesa, Platona, Arystotelesa. Lecz jeszcze przedtem zagadnienie, które 

go tak nurtowało, znalazło swój odmienny wyraz w filozofii Demokryta. 

ALFABET PRZYRODY WEDLUG DEMOKRYTA 

background image

Gdy w jasny, pogodny dzień do ciemnego wnętrza wpada promień  światła, 

bez trudu widzimy wirujące w nim bezładnie pyłki kurzu. Aż dziwne, że 

zazwyczaj ich nie do 

strzegamy. Miliony drobinek w nieustannym ruchu. A może my sami jesteśmy 

zlepkami takich drobinek? Może powstajemy i giniemy jak domki z klocków? 

Może wszystko, co nas otacza tworzy się i rozpada w ten sposób? Ale 

przecież wtedy nie byłoby nic trwałego, nic oprócz tych maleńkich cegiełek 

mknących w... no właśnie, w czym? Przecież musiałyby się mieć gdzie 

poruszać, tak jak kurz w powietrzu. Istniejąwięc drobinki będące w ruchu i 

miejsce, w którym się poruszają. Gdyby było inaczej, nie mogłyby się ruszać 

wcale. 

42 / 43 

 

Być moźe tak właśnie dwa i pół tysiąca lat temu zaczął swoje rozważania 

Demokryt. W przeciwieństwie do Anaksagorasa uważał, że cząstki, z których 

składa się cała rzeczywistość, sąniepodzielne. Dlatego nazwał je atomami 

(po grecku atomos znaczy: niepodzielny). Demokryt nie mógł wiedzieć o 

atomach tego, co wiemy dziś. Wyobrażał je sobie jednak bardzo podobnie, 

jak i my. Sąwięc - mówił - kuliste, pozbawione koloru, smaku i zapachu. 

Przypisywał im też "moc ognistą" i uważał, że znajdują się w ciągłym ruchu. 

Twierdził, że poza ich rozmaitymi rodzajami nie ma w przyrodzie już niczego 

- oprócz próżni. Wszystko więc powstaje i ginie oprócz wiecznych atomów. 

Ta boska prostota 

Kiedy wyobrażamy sobie wieczność, niezniszczalność, myślimy na ogół o 

czymś wielkim. Ale pomyślmy: jeśli spróbujemy zlamać gałązkę czy patyk, 

okaźe się, że łatwiej jest złamać patyk długi. A jeśli zaczniemy mocować się z 

krótkim patykiem, to się na pewno nie uda. Podobnie łatwiej jest zgnieść 

orzech niż ziarnko piasku. Być może takie obserwacje pomogły Demokrytowi 

wpaść na myśl, że to, co jest w świecie najtrwalsze, wcale nie musi być duże 

background image

a odwrotnie - bardzo, bardzo malutkie. Tak małe, że nic mniejszego już nie 

może istnieć. 

Demokryt, podobnie jak Anaksagoras, przyjął, że świat musi być wewnętrznie 

jednolity. I tu obaj wpadli na ten sam pomysł: cały  świat składa się z 

malutkich cząsteczek. Zarazem pragnęli pokazać, w jaki sposób powstaje 

różnorodność, jaką w nim spostrzegamy. Tutaj ich drogi się rozbiegły. Jeden 

założył, że istnieją różne rodzaje atomów, drugi, że każda z drobin zawiera w 

sobie wszystko, lecz w rozmaitych proporcjach. Rozwiązanie Anaksagorasa 

jest w gruncie rzeczy pozorne. Każda cząstka zawiera rozmaite elementy, a 

więc nie cząstki, lecz jednak elementy są  właściwymi składnikami rzeczy. 

Cząstki są w takim razie jedynie pomysłem na równomierne rozprowadzenie 

elementów, sposobem ich mieszania się w świecie. 

Inaczej rzecz wyglądała dla Demokryta. Całkowicie odrzucił myśl o złożeniu 

świata z jakichkolwiek elementów. Wygnał je ze swoich atomów. Jeśli więc 

atomy czymkolwiek się różnią, to nie - jak zarodki 

Anaksagorasa - swoim składem. Bo skoro są one najmniejszą i niepodzielną 

cząstką, nie mogą się przecież z niczego "składać"! Wszelkie różnice między 

nimi sprowadzają się zatem do różnic: kształtu, wzajemnego położenia i 

pozycji. Różnica jest więc taka, jak między literami A i K, albo taka jak między 

ułożonymi kolejno: AK i KA, albo też jak pomiędzy M i W, z których jedna jest 

odwróceniem drugiej. Ot i wszystko. 

W ten sposób zarówno wyjaśnienie różnic między rzeczami, jak ich zmian, 

powstawania i ginięcia, stawało się wręcz cudownie proste. Trzy podstawowe 

różnice między atomami dawały sposób na opisanie dosłownie wszystkiego. 

Był to istotnie jak gdyby "alfabet przyrody". Wszelkie różnice Demokryt 

sprowadził, jak byśmy to dziś powiedzieli, do stosunków ilościowych. Atomy 

bowiem nie różniły się już jakimiś szczególnymi właściwościami, czyli 

jakością, lecz wyłącznie geometrycznie i ilościowo (kształtem, pozycjąi 

położeniem). Dzięki temu przyroda stawała się czymś jednolitym w sposób 

background image

jak najbardziej dosłowny. Jeśli u pierwszych filozofów można było mówić o 

,jednorodnej" wizji świata, to właśnie w cudzysłowie. U Demokryta po raz 

pierwszy podstawowy skladnik świata staje się rzeczywiście jednorodny. 

To pięknie - powie ktoś - oto istnienie atomów wyjaśnia nam jedność świata, 

ale co z jego wielością - z rozmaitością kształtów, przedmiotów i stworzeń 

wokół nas? Przecież, aby na tej drodze mogły powstać poszczególne rzeczy 

i stworzenia, atomy muszą się jakoś łączyć. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy 

zmieniająmiejsce czyli sąw ruchu. Gdyby założyć,  że  świat jest wypełniony 

szczelnie atomami, ruch nie byłby możliwy. Demokryt musiał więc przyjąć 

istnienie próżni. To zaś było niezgodne z poglądem Parmenidesa. Czym 

bowiem jest próżnia? Miejscem, w którym niczego nie ma. A czy to miejsce 

jest czymś? Parmenides stwierdzał dosadnie, że niczym, a "nic" nie istnieje. 

Tutaj Demokryt musiał rozstać się z Pannenidesem. Wolał przyjąć istnienie 

"nie-bytu" (próżni) niż zaprzeczyć możliwości ruchu. Skoro 

nieodłącznącechąatomów jest ruch, łatwo się domyślić, w jaki sposób 

powstają wszystkie rzeczy. 

Zapewne atomy mają jakieś haczyki, przy pomocy których sczepiają się ze 

sobą, tworząc większe całości? Nie inaczej myślał Demokryt: właśnie w ten 

sposób powstają: Słońce, morza, góry, gwiazdy, a nawet dusze. Mędrzec z 

Abdery uważał, że dusza również składa się z ato 

44 ~ 45 

 

mów, tyle że bardziej gładkich i delikatnych. Mało tego, Demokryt i jego 

uczniowie potężnych bogów odarli z wielkości uznawszy, że i oni zbudowani 

są z atomów, i jak wszystko inne powstają, trwają, przemijają Większość 

Greków uważała,  że bogowie są nieśmiertelni, mogą dzięki swej boskiej 

mocy przybierać różne postacie, są niewidzialni i przemieszczają się w 

okamgnieniu w dowolne miejsce. Wszystkie te cechy Demokryt odebrał 

background image

bogom, aby obdarzyć nimi wszędobylskie atomy. Światem atomów rządzi 

zaś 

Wszechwładne przeznaczenie 

Przeznaczenie jest siłą potężniejszą od bogów. Ludzie mówią nieraz, 

borykając się z przeciwnościami: "taki los" albo "co ma być, to będzie", albo 

też "nie igraj z przeznaczeniem", "nie wiadomo, co komu pisane", "co ma 

wisieć nie utonie". Podobne wnioski wypływały z filozofii Demokryta. Nie 

znaczy to, że zabobonnie wierzył w przeznaczenie. Utrzymywał tylko, że nic 

nie dzieje się przypadkiem ani dowolnie, bo wszystko ma swoją przyczynę. 

~AŃGUGHPt PtZZYCZYNOWO-SKIIT'KONEGO N~~ Z@RW1E ŻflDN,~ 

Demokryt uważał, że wirujące i łączące się ze sobą atomy podlegają stałym 

prawom. To znaczy nie mogą poruszać się ,jak chcą", lecz "tak jak muszą"; 

podobnie jak jabłko odrywające się odgałęzi "musi" spaść z powodu 

przyciągania ziemskiego. Prawo grawitacji jest właśnie takim prawem. 

Oczywiście Demokryt o nim jeszcze nie myślał. Uważał natomiast, że choćby 

się waliło i paliło, po przyczynie musi nastąpić skutek. Nie ma więc sensu 

walczyć z koniecznością, tak jak i z przeznaczeniem. Dla podkreślenia 

niewzruszonej mocy tej zasady, określamy ją często mianem łańcucha 

przyczynowo-skutkowego. Nie zerwie go żadna siła. 

Czy Demokryt miał rację? Czy ludzie istnieją w taki sam sposób, jak śrubki w 

zegarku lub aktorzy na scenie, którzy odgrywają powierzone im role? Gdyby 

tak miało być, chyba nie warto byłoby nic robić, do niczego dążyć, pragnąć, 

marzyć, a tylko czekać, co nam los przyniesie. Kłóci się to z naszym 

odczuciem,  że przecież wiele zależy od naszej woli popartej wysiłkiem i 

cierpliwością. Jesteśmy zadowoleni i dumni, jeśli uda nam się zrobić coś 

pięknego i pożytecznego. Artyści, budowniczowie i uczeni podpisują swoje 

dzieła, jakby chcieli powiedzieć: to moja zasługa, to mój wysiłek, to moje 

urzeczywistnione pragnienie. Nie godzą się tym samym na oddanie 

wszystkiego w ręce losu lub poddanie wszechwładnej konieczności. 

background image

Sam Demokryt nie składał wcale życia w ręce losu. Nie gnębiła go 

bynajmniej myśl o przeznaczeniu. I tak go przecież nie poznamy. Lepiej 

skupić się na tym, co możemy odkryć w samym świecie - tu zaś natrafiamy 

na wszechobecne, małe cząsteczki - składniki całej rzeczywistości. "To, 

co_w rzeczach naprawdę istnieje - mówił - to tylko atomy i próżnia". 

No dobrze, można zapytać, ale skąd my to właściwie wiemy? Odpowiedź 

Demokryta na to pytanie świadczy o jego wierze w moc rozumu. Patrzymy, 

dotykamy, smakujemy - powiada - czy jednak wiedzy, którą zdobywamy przy 

pomocy oczu, uszu, dotyku, możemy zaufać w pełni? Czy doświadczenie 

nas nie oszukuje? Demokryt nie ufał doświadczeniu. Z rzeczy widocznych 

ludzie nie potrafiąpoznać ukrytych" - mówił. Nie widzimy świata jakim jest. Do 

prawdy o nim możemy dotrzeć jedynie przy pomocy rozumu. A więc starał 

się  śledzić to, co niedostępne dla ludzkiego oka, bowiem "prawda leży w 

głębi". 

46 ~I 4~ 

 

Z tej głębi wydobył wiedzę o niepodzielnych i niezniszczalnych składnikach 

rzeczywistości. 

Dwa światy 

Od zarania dziejów myśli greckiej po czasy Demokryta filozofowie kierowali 

wiele pytań pod adresem otaczającego ich świata. Pytali o jego początek, 

budowę, zasadę porządku, pochodzenie ruchu. Jeśli spróbujemy ująć ich 

wysiłki jednym zdaniem, możemy powiedzieć,  że przez cały ten czas 

nurtowało ich to samo zagadnienie: jaki świat jest n ap r a w d ę ? Jest to 

tylko z pozoru niewinne pytanie. Kryje się za nim domysł,  że  świat jest być 

może inny niż na to wygląda, że prawdziwa jego postać różni się od tego, co 

widzimy. Czy miałoby to znaczyć, że żyjemy w dwóch światach? 

Pierwsi filozofowie otwarcie nie wyrażali takiej myśli. Rzeczywistość była dla 

nich zawsze jedna, jednorodna i wspólna dla wszystkich. Już Heraklit 

background image

stwierdzał: "tylko nieliczni mają jeden wspólny świat", a Parmenides odróżniał 

świat wiedzy od świata ludzkich mniemań. Dla ich następców 

przypuszczenie,  że rzeczywistość jest inna niż się wydaje, stało się bardzo 

realne. Empedokles, Anaksagoras i Demokryt poświęcili się badaniu tajemnic 

ukrytej postaci świata. Wszyscy trzej przyjęli,  że obok "niejawnej prawdy" 

istnieje "świat pozoru". Odtąd w filozofii greckiej utrwalił się pogląd,  że nie 

należy dowierzać oczom i uszom, że  świat, w którym żyjemy ma 

podwójnąpostać: jedną, widocznąchoć  złudną i drugą, ukrytą, lecz 

prawdziwą. Musiało to nasunąć pytanie: dlaczego nie widzimy rzeczy takimi, 

jakie są naprawdę? 

Anaksagoras wyjaśniał ten fakt słabością ludzkiego wzroku. Odwrotnie niż 

Empedokles, choć równie tajemniczo, stwierdzał, że widzimy "to, co od nas 

różne". Czy miało to znaczyć,  że nie widzimy tego, co podobne? Demokryt 

wyrażał się jaśniej. Uznał, że w nas samych powstaje pozorny obraz rzeczy, 

który oddziela nas od rzeczywistości złożonej z atomów, przeinaczając ich 

właściwy wygląd. Barwy, zapachy i smaki-mówił-nie istnieją; to tylko złudna 

postać, jakąprzyjmujądla ludzkich oczu pewne cechy atomów. Przytaczał 

nawet przykłady takich złudzeń. Oto atomy gładkie mielibyśmy widzieć jako 

białe, szorstkie 

zaś jako czarne. Tak czy inaczej oznaczało to, że  świat doznawanych 

wrażeń nie jest prawdziwy. 

Zapoczątkowane przez tych trzech myślicieli rozważania o sposobach 

spostrzegania  świata miały tłumaczyć trudności w docieraniu do prawdy o 

nim. Uwzględnienie problemów pomóc miało w jej znalezieniu. Zarazem 

jednak roztrząsania te podkopały naiwną wiarę, że to, co widzimy jest takie, 

jak nam się przedstawia. Rodziło się podejrzenie, że skoro ludzie widzą 

rzeczy innymi niż są, być może widząje też na różne sposoby. Możliwe więc, 

że ludzie nie tylko mają różne poglądy, ale też "własne"  światy i "własne" 

prawdy. 

background image

Warto zajrzeć 

W.F. Asmus, Demokryt, Książka i Wiedza, Warszawa 1961. 

W.K.C. Guthrie, Filozofowie greccy od Talesa do Arystotelesa, "Znak", 

Kraków 1996. 

A. Krokiewicz, Zarys filozofii greckiej, "Aletheia", Warszawa 1995. 

J. Legowicz, Filozofia starożytna. Wybrane teksty z historii filozofii, PWN, 

Warszawa 1970, cz. I, r. VI. 

K. Leśniak, Materialiści greccy w epoce przedsokratejskiej, Wiedza 

Powszechna, Warszawa 1972. 

B. Markiewicz, Filozofia dla szkoty średniej. Wybór tekstów, WSiP, 

Warszawa 1987, s. 16-17. 

A. Sikora, Spotkania z filozofią, WSiP, Warszawa 1995, r. II, s 39-42. 

Można zapytać 

1. Jeśli uznamy za Empedoklesem, że "ginięcie i powstawanie jest 

złudzeniem", czy będziemy mogli mówić, że coś się zaczęło albo skończyło? 

2. Demokryt twierdził,  że cząstki są niepodzielne, Anaksagoras przeciwnie, 

że dzielą się w nieskończoność. Któremu z nich dziś skłonni bylibyśmy 

przyznać rację? 

3. Przekonanie o powszechnym działaniu przyczynowości określamy mianem 

determinizmu. Jeśli jest ono prawdziwe, czy oznacza to, że nic od nas nie 

zależy? Dlaczego w takim razie nie psuło humoru Demokrytowi to, iż 

nazywano go nawet "śmiejącym się filozofem"? 

48 ~ 49 

 

4. Spróbujmy wyrobić sobie własne zdanie w kwestii: dlaczego nie widzimy 

rzeczy takimi, jakimi są one naprawdę? A może należy powiedzieć, że rzeczy 

są takie właśnie, jakimi je widzimy? Co przemawia za każdym z tych 

rozwiązań? 

Rozdział III 

background image

Z NIEBA NA ZIEMIE 

50 

Rozważania o naturze wszechświata, jego budowie i pochodzeniu, nie 

należą do tych, które zaprzątająnas na co dzień. Z pewnościąi starożytnych 

Greków pochłaniały zazwyczaj całkiem inne sprawy. Zwykły człowiek nie 

zawracał sobie nimi głowy. No, może czasem, gdy siedział przy ognisku w 

letnią noc i spoglądał w gwiaździste niebo lub gdy żeglował po bezkresnym 

morzu. Znacznie częściej stawał przed innymi problemami: jak żyć, jak 

postępować,  żeby nie szkodzić innym, czego należy wymagać od siebie i 

innych. 

Filozofowie-przyrodnicy, obok swych głównych zainteresowań, próbowali 

odpowiadać i na takie pytania. Nigdy jednak nie wyróżniali jakiejś osobnej 

dziedziny, która zajmowałaby się  życiem i problemami moralnymi. Ich 

refleksje w tych sprawach szły dwoma torami. 

Po pierwsze, mogły przyjmować postać rozproszonych pouczeń, zaleceń i 

rad. Tales nakazywał szanować rodziców i opiekować się nimi na starość, 

zalecał umiar. Umiar cenił również Pitagoras. Uważał,  że każdy człowiek 

powinien codziennie przed snem podsumować swój dzień. Powinien 

pomyśleć, co zrobił dobrego, a co złego, czy wywiązał się z zadań, jakie mu 

powierzono, zastanowić się, czy nie zmarnował dnia. Pitagoras nakazywał 

szanować wszystkich bogów, oddawać im cześć i składać ofiary. Był 

tajemniczy, surowy i chłodny jak kapłan, nie przepadał za śmiechem i 

zabawą. 

Demokryt uważał,  że  życie jest niewiele warte, gdy się nie ma przyjaciół. 

Również bogactwo i sława niewiele znaczą, gdy się nie posiada rozumu, 

wszystko, co piękne i dobre, wymaga nauki i pracy. Ale potrzebny jest w 

życiu uśmiech i pogoda ducha. W starożytności nazywano Demokryta 

"śmiejącym się" filozofem. Nie dlatego, że  śmiał się bez przerwy i z byle 

czego, ale że był zawsze pogodny i uśmiechnięty. 

background image

51 

 

W przeciwieństwie do takiego - na przykład - Heraklita, który bywał zgryźliwy, 

często łajał swoich rodaków i zżymał się na ludzką głupotę. 

Czy krótkość tych wypowiedzi o człowieku uprawnia nas do wniosku, że dla 

filozofów przyrodników sprawy ludzi były czymś drugorzędnym? Zrobilibyśmy 

wielki błąd, gdybyśmy uznali, że tak było naprawdę. O tym, co sądził w tych 

sprawachAnaksymander, Pitagoras czy Heraklit, bardzo wiele można się 

dowiedzieć uważnie czytając ich wypowiedzi na temat praw rządzących 

światem. 

To był drugi tor ich myślenia o rzeczach ludzkich. Widzieliśmy, jak 

Anaksymander w świecie przemian kosmicznych umieszcza zasadę 

sprawiedliwości. Heraklit w świecie zjawisk dostrzegał takie elementy, jak 

walka czy rozumność; nie stronił też od wypowiedzi o ludzkiej duszy wcale 

nie ograniczających się do prostych rad i zaleceń. Mówił na przykład: "Dusza 

posiada rozum zwiększający sam siebie", mając na myśli, że człowiek może 

się uczyć, rozwijać duchowo i wzbogacać wewnętrznie, a każdy dokonany na 

tej drodze krok zwiększa jego możliwości rozwoju. Heraklit dodaje też,  że 

człowiek nie może "znaleźć granic duszy", nie może jej do końca poznać, 

choć nigdy się z nią nie rozstaje "tak głęboki jest jej rozum". Również u 

Empedoklesa myśli o człowieku splatały się z rozważaniami o naturze świata. 

Miłość i nienawiść były dla niego zasadami kierującymi zarówno przemianami 

w przyrodzie, jak i ludzkim losem. A gdy Pitagoras chciał rozpoznać  ład 

panujący w świecie, czynił to, aby zaprowadzić go w życiu i na jego wzór 

kształtować człowieka. 

Już wkrótce rozważania nad problemami ludzi miały stać się osobnym 

zagadnieniem. Zaczęto uważać te sprawy nawet za ważniejsze od 

przyrodniczych dociekań, bo bardziej obchodzące każdego człowieka. Nie 

background image

doszło jednak do jakiegoś otwartego starcia między tymi dwoma zespołami 

poglądów. W tym czasie w Grecji zatriumfowała sofistyka. 

SŁOWNE ZABAWY SOFISTÓW I CO Z NICH WYNIKŁO 

Jeszcze za życia Demokryta wydarzyło się w Grecji coś ważnego, coś, co 

poważnie wpłynęło na sposób myślenia Greków, zwłaszcza zaś na ich 

sposób prowadzenia dyskusji, a nawet zwykłych rozmów. Grecy 

dostali nową zabawkę. Było nią myślenie oparte na dowodzeniu i sztuce 

przekonywania. Ci, którzy opanowali tę nową umiejętność, cieszyli się niąjak 

dzieci, byli całkowicie pod jej urokiem. W czasach Sokratesa takich 

zauroczonych można było spotkać wszędzie. Wdawali się chętnie w utarczki 

słowne i tylko patrzyli, jak tu zrobić, żeby ich rozmówca wyszedł na głupca. 

Zyskiwali w ten sposób znaczną sławę i uznanie. Nazywano ich sofistami. 

Człowiek ma prawo... 

Od czasów Parmenidesa i Zenona z Elei myślowe zabawy stały się bardzo 

modne. Coś się jednak zmieniło. Eleatom sztuka przekonywania służyła 

dowodzeniu prawd swojej filozofii. Sofiści natomiast podejmowali się 

udowodnić każde twier 

dzenie, aby już za chwilę dowodzić czegoś wręcz przeciwnego. 

Przeprowadzanie takich dowodów stało się ich zawodem. Chwalili się,  że 

potrafią nauczyć tej sztuki każdego i za pieniądze udzielali lekcji wszystkim, 

gotowym za taką wiedzę zapłacić. A na brak klientów 

nie mogli narzekać. Umiejętność ośmieszenia przeciwnika mogła się przydać 

w procesie sądowym, a i przyjemność popisania się zręcznością wymowy w 

towarzyskiej rozmowie była nie do pogardzenia. Greków coraz bardziej 

bawiły sprzeczności,  łamigłówki, niczego nie dowodzące dowody i 

wynikąjące z nich niedorzeczne wnioski. 

Łatwość, z jaką godzono się wówczas na żonglerkę  słowami, miała swoje 

głębsze podstawy. Sofiści zwątpili w możliwość dotarcia do jakiejś jednej i 

niezmiennej prawdy. Większość z nich, lekceważąc dociekania ukrytej 

background image

postaci rzeczy, jakie prowadzili Anaksagoras czy Demokryt, uznała, że świat 

jest taki, jaki nam się wydaje. Twierdzili, że nie ma innych prawd poza 

ludzkim mniemaniem, że nie istnieje nic, co można by z pewnością ustalić. 

Każdy więc niech pozostanie przy swo.leJ prawdzie. Znamienny jest tu 

pogląd Protagorasa. Jego hasło brzmia 

52 ~ S3 

 

SKt.e~ MI ,już DoWtoDŁ.EŚ, ~~ ~E51"~M Bo4Ac~E~, ~tr~ Nl115t52 ~St~ 

MAIĆTW1G` (c) SWd~I~ ZIEł~tAT'~, . 

s h r 

--~..____ __ 

ło: "Człowiek jest miarą wszystkich rzeczy, istniejących,  że są, nie 

istniejących, że nie są". To człowiek decyduje, co jest prawdziwe, tylko on ma 

prawo określać co jest, a czego nie ma. Najpełnej skorzysta) z tego prawa 

Gorgiasz z Leontinoi. Napisał dzieło, które zdumiewa już samym tytułem: O 

niebycie, czyli o przyrodzie. Dowodził w nim, że nic nie istnieje, a nawet 

gdyby cokolwiek istniało, nie można by o tym nic powiedzieć, nikomu tego 

wytłumaczyć. 

Z tą chwilą ludzka przygoda z myśleniem mogłaby się niechlubnie 

zakończyć. Gdyby wnioski Gorgiasza potraktować poważnie, znaczyłoby to, 

że lepiej jest zamilknąć, skoro i tak nic ważnego nie da się powiedzieć. Na 

szczęście nikt chyba, nawet sam Gorgiasz, nie traktował tego pomysłu 

poważnie. On i jemu podobni zaczęli jednak mimowolnie uświadamiać 

innym, że pusta gra słów i myślowe zabawy prowadzą donikąd. Trzeba przy 

tym pamiętać,  że sami sofiści nie ograniczali się wyłącznie do czczej 

gadaniny. Wielu z nich zajęło się podstawami gramatyki, retoryki i logiki. 

Gorgiasz był  wśród pierwszych (obok Demokryta), którzy zastanawiali się 

nad twórczościąi odbiorem sztuki. Od niego pochodzi między innymi pojęcie 

oczyszczenia poprzez sztukę (katharsis). 

background image

...obyć się bez prawa 

Protagoras pierwszy odróżniał prawo naturalne od ustanowionego przez 

ludzi. Wedle Protagorasaprawa obowiązujące w ludzkich zbiorowościach, 

plemionach, miastach, państwach powstały w drodze umowy między ludźmi. 

To właśnie były prawa stanowione. Prawem natury było dla Protagorasa po 

prostu prawo silniejszego. Jego zdaniem, dopóki panuje prawo siły, życie w 

społeczeństwie jest nazbyt trudne i niebezpieczne, aby zapewnić harmonijny 

rozwój grupy. Dlatego ludzie dobrowolnie zrzekają się części swych pragnień 

i możliwości na rzecz innych. Oznacza to, że prawo natury, prawo siły, 

zostaje poważnie ograniczone. Odtąd silni nie prześladują już bezkarnie 

słabych, co przyczynia się do rozkwitu całego społeczeństwa. Tylko dzięki 

temu wszyscy obywatele miasta-państwa mogą  żyć i rozwijać swe 

możliwości. 

Prawa nie były już więc  święte i niepodważalne. Można było i należało je 

zmieniać. Z drugiej strony były konieczne, gdyż powrót do praw natury goził 

zniszczeniem organizacji społecznej. Tak wyglądało to w oczach 

Protagorasa, jednak inni sońści tak nie myśleli. Skoro - twierdzili - prawa 

ludzkie uznać trzeba za ustalenia dowolne, wymyślone przez słabych, aby 

powstrzymać rozwój silnych jednostek, to ktoś kto potrafi się o b e j ś ć b e z 

p r a w a , powinien je przekraczać. Silni wiedzą lepiej, jak kierować innymi 

ludźmi, słabi powinni im się podporządkować lub zginąć. 

Te i inne, skupiające się wokół spraw ludzkich zagadnienia, rozszerzyły 

dotychczasowy krąg zainteresowań greckich filozofów. Powoli torowało sobie 

drogę przekonanie, że nie ma tematów zakazanych, i że nie istnieją sprawy 

tak przyziemne, aby nie warto im było poświęcić uwagi. To między innymi 

sofiści sprawili, że myśliciele i uczeni poza gwiazdami i figurami 

geometrycznymi zaczęli także dostrzegać człowieka. Dzięki nim zaświtała 

Grekom myśl,  że można lepiej wykorzystać swe umiejętności, zajmując się 

pytaniami, które dla każdego są ważne. A pytań ta 

background image

kich przecież nie brakowało. 

Kim jest człowiek? Czym różni się od innych istot? Co czyni go szczęśliwym? 

Czy jest w stanie kształtować swój los? Jak ma żyć, jak postępować wobec 

innych? Czym jest dobro i zło? Sąto pytania zawierające problemy nie mniej 

trudne, a może nawet trudniejsze niż tajemnice gwiazd. ~ pierwszego 

filozofa, który przywiązywał największą wagę do podobnych pytań, uważa się 

Sokratesa. Poszukiwanie prawdy o człowieku było dla niego zajęciem 

naprawdę godnym filozofa, gdyż - jak uważał - aby zrozumieć i poznać 

cokolwiek innego, człowiek musi najpierw zrozumieć 1 poznać samego 

siebie. 

54 ~ 55 

 

NIEWYGODNY CZŁOWIEK. 

JAK SOKRATES POZNAWAŁ SIEBIE SAMEGO 

Hasło "Poznaj siebie samego" widniało nad wejściem do świątyni Apollina w 

Delfach. Tę  mądrą radę dał Grekom Chilon ze Sparty, jeden z siedmiu 

mędrców greckich - pierwszych ludzi, o których pamięć przechowano ze 

względu na ich wiedzę i rozum. 

Za myślą Chilona krył się zapewne cel praktyczny. Chodziło mu o to, aby 

każdy wiedział, na co go stać, czego potrafi dokonać i na co może sobie 

pozwolić. Jeśli ktoś porywa się, by podnieść stukilogramowy ciężar, będąc na 

to o wiele za słabym, widocznie nie zna swych sił, nie zna siebie samego. To 

samo, gdy ktoś próbuje innych pouczać lub poprawiać, na przykład w 

gramatyce czy ortografii, a sam popełnia podstawowe błędy. Prędzej narazi 

się na śmieszność, niż zyska uznanie, o które być może mu chodziło. Aby 

takich sytuacji uniknąć, dobrze jest "znać samego siebie", czyli swoje 

możliwości. Sokrates chciał poznać siebie do głębi, chciał wiedzieć na 

przykład, od czego ostatecznie zależy jego dobre lub złe postępowanie. 

background image

Czym się kieruję, gdy komuś pomagam w nauce, zamiast spędzać czas na 

zabawie? Co mi zabrania winić 

kogoś za to, czego nie zrobił, a tym samym oceniać go sprawiedliwie? Czy 

można czerpać zadowolenie z cudzej krzywdy lub nieszczęścia? Co mnie 

przed tym powstrzymuje, dlaczego uznaję to za niewłaściwe, niegodne? 

Skąd w człowieku biorą się i jak powstają te wszystkie przekonania? Jak 

sprawdzić, czy są  słuszne? A skąd biorą się w nas pewne cechy, które 

cenimy, i inne, których chcemy się pozbyć? Dlaczego na 

przykład niektórzy ludzie są odważni, inni zaś tchórzliwi? Czy to tylko taka 

cecha charakteru, której nie można zmienić? A jeśli można, to jak? Czy 

mamy rację, uznając niektóre cechy za właściwe i dobre, a inne za złe? Do 

takich pytań zachęciło Sokratesa hasło Chilona wypisane na murach świątyni 

w Delfach. 

Sokrates miał jeszcze inny związek z wyroczniądelficką. Pewien jego 

znajomy zapytał kiedyś wyrocznię, kto jest najmądrzejszym człowiekiem w 

Grecji. Odpowiedź brzmiała: Sokrates. Kiedy dowiedział się o tym sam 

zainteresowany, nie mógł z początku uwierzyć. Dlaczego ja? -zapytywał sam 

siebie. Zaczął wówczas chodzić między ludźmi, którzy na czymś się dobrze 

znali i rozpytywać, co też czyni ich mądrymi. Kiedy jednak zadawał coraz 

wnikliwsze pytania, okazywało się,  że nie potrafiąznaleźć odpowiedzi. A 

kiedy je ponawiał, tracili cierpliwość. Nie stracił jej jednak Sokrates. 

Wypytywał nadal, wypytywał każdego, kto się na to godził, był dociekliwy, 

rzeczowy i bardzo uważny. Zwracał uwagę na to, co wynika z udzielanych 

mu odpowiedzi. I nie pozwalał zbyć się byle czym, upewniał się, czy dobrze 

rozumie, co do niego mówiono, "ważył każde słowo". 

Szukanie dziury w całym 

Kto kiedykolwiek szukał dziury w całym, ten wie, jak bardzo takie 

poszukiwania są uciążliwe dla otoczenia. Taki poszukiwacz denerwuje 

wszystkich naokoło. Próbuje siać zwątpienie tam, gdzie nikt nie ma 

background image

wątpliwości. Wyjaśniać coś, czego wyjaśniać nie potrzeba. Pytać, gdy 

pytania wydają się zbędne. Nie szanuje utartych poglądów i oczywistych 

prawd. Kpi sobie z autorytetów. Nic tedy dziwnego, że zwykle nie jest 

lubiany. Mówi się o nim, że filozofuje albo, pogardliwie, że mędrkuje.  Łapie 

ktoś taki za słowa, wytyka pomyłki z ironicznym uśmiechem na ustach daje 

wszystkim do zrozumienia, iż mówią od rzeczy i na niczym się nie znają. Nie 

lubimy takich mędrków, co to są jak osy lub natrętne muchy, drażniące i 

mącące spokój. 

Takim poszukiwaczem dziur w całym był Sokrates. Może nie on jeden w 

starożytności. Ale Sokrates te dziury naprawdę znajdował. Chodząc tak od 

jednego do drugiego wśród ludzi, którzy uważali się 

56 ~ 57 

 

za mądrych, umiał wykazać,  że to, co wydaje im się "całe", wcale takie nie 

jest. Przeciwnie: ich poglądy na życie są pełne luk, niedomówień, błędnych 

mniemań i niedorzeczności. Zarazem zaś przekonywał, że taka całość musi 

istnieć. Sądził jednak, że aby do niej dojść, trzeba najpierw usunąć z pola 

widzenia wszystko to, co nie pozwala nam jej zobaczyć. Niesłychanie to 

żmudny sposób dochodzenia do prawdy. Ale kto powiedział,  że to ma być 

łatwe? 

Sokrates szukał swej prawdy wśród ludzi. A ludzie są wszędzie podobni. 

Podobne mająkłopoty i radości. Dlatego, aby znaleźć prawdę, nie trzeba 

jeździć po świecie. Wystarczy uważnie przypatrywać się sobie samemu i 

ludziom, wśród których żyjemy. Sokrates mówił przeto, że "szuka prawdy na 

ateńskim bruku". Chodził po Atenach i rozmawiał z ludźmi. A wiemy, jak to z 

ludźmi jest: niejednemu wydaje się,  że pozjadał wszystkie rozumy. A gdy 

jeszcze ktoś taki piastuje jakieś ważne funkcje, jest sołtysem lub 

prezydentem, to sam się nie może nadziwić, skąd się bierze u niego tyle 

mądrości. 

background image

Sokrates uświadomił sobie, że z prawdą jest jak ze złotem. Wiele wysiłku 

trzeba włożyć, aby ją odnaleźć. Trzeba też być ostrożnym, nie wyciągać 

wniosków przedwcześnie i pochopnie. I jak poszukiwacze złota mozolnie 

przesiewają piasek, aby uzyskać kilka grudek, tak i prawdę trzeba starannie 

oddzielić od fałszywych mniemań. Ludzie na ogół nie chcą się tak trudzić. 

Nie zwracają uwagi na słowa, mówią, co im ślina na język przyniesie. Dlatego 

wydaje im się tylko, że coś wiedzą. Tak naprawdę wiedzą niewiele albo nic. 

Bywa,  że nawet fachowiec w swojej dziedzinie potrafi wypowiadać się 

nieskromnie o sprawach, na których się nie zna. Biolog, na przykład, może 

uważać, że skoro jest cenionym naukowcem, to automatycznie, w cudowny 

sposób posiadł wiedzę o moralności. Tymczasem nawet jego wiedza 

biologiczna może budzić  wątpliwości. Malarz nieraz wygłaszał opinie o 

filozofii i filozofach, nie znając uzasadnienia takich czy innych filozoficznych 

poglądów, sam zaś nie potrafi podać powodu, dla którego tak a nie inaczej 

przedstawia malowane przezeń twarze i przedmioty. 

Męczydusza 

Tak więc - myślał Sokrates - każdy naprawdę wie niewiele, a właściwie nic 

nie wie, a tylko wydaje mu się,  że wie. Dlatego pierwszym warunkiem 

dochodzenia do prawdy jest uświadomienie sobie własnej niewiedzy. "Wiem, 

że nic nie wiem" - mówił Sokrates - i chyba dlatego wyrocznia uznała mnie za 

najmądrzejszego,  że może ja jeden zdałem sobie z tego sprawę. Jeśli 

naprawdę - tłumaczył sobie - jestem od innych mądrzejszy, to może o tyle 

tylko, "że jak czego nie wiem, to i nie myślę, że wiem". A skoro tak jest, to nie 

można siedzieć z założonymi rękami, ale trzeba starać się dowiedzieć 

czegoś więcej. Czyż nie tak właśnie powinien postępować filozof? Filozof nie 

jest przecież tym, który po prostu zna prawdę, lecz tym, który jej 

niestrudzenie poszukuje, nie jest mędrcem, lecz miłośnikiem mądrości. 

~~~t~ st~ ~, MlIMt r ~~~~~t~~~ ~ ct,~~ ~~BKĆ. p~~Gi~ p C~ 

WJEM j Z~ NIG NIE WIEM 

background image

Sokrates więc dalej szukał swojej "dziury w całym". Nie dla samego szukania 

i nie tylko po to, aby ośmieszyć innych, jak czyni mędrek, ale po to, aby 

ludzie mogli uświadomić sobie własną niewiedzę, aby skło 

58 ~ 59 

 

nić ich do głębszego namysłu. Posłuchajmy, w jaki sposób Sokrates próbuje 

wyciągnąć z rozmówcy, do czego to potrzebna jest sprawiedliwość. 

Sokrates: Jak chodzi o kładzenie cegieł i kamieni, to sprawiedliwy wię_ cej 

się przyda i będzie lepszym wspólnikiem niż murarz? 

Polemarch: W żadnym razie. 

Sokrates: Więc do jakiejże spółki sprawiedliwy będzie lepszym wspólnikiem 

niż kitarzysta - tak jak kitarzysta to lepszy wspólnik niż sprawiedliwy, kiedy 

chodzi o grę na kitarze? 

Polemarch: Do spółki pieniężnej; ja przynajmniej tak uważam. Sokrates: 

Wiesz, Polemarchu, że tak, ale oprócz tych przypadków, gdy chodzi o 

używanie pieniędzy. Kiedy za pieniądze trzeba kupić konia albo sprzedać, 

wtedy lepszy ten, uważam, co się zna na koniach. Polemarch: Zdaje się. 

Sokrates: Więc kiedy do czego trzeba srebra albo złota wspólnie użyć, 

sprawiedliwy więcej się przyda niż inni? 

Polemarch: Kiedy je trzeba u kogoś złożyć i być o nie pewnym, Sokratesie. 

Sokrates: Więc ty mówisz, że wtedy, kiedy nic nie trzeba z nim robić, tylko 

żeby leżało? 

Polemarch: No, tak. 

Sokrates: Więc kiedy pieniądze niepotrzebne, wtedy do nich potrzebna 

sprawiedliwość? 

Polemarch: Może i tak. 

Sokrates: I tarczy, powiesz, i liry, kiedy trzeba strzec i nie używać ich do 

niczego, to sprawiedliwość się przyda, a jak używać, to już sztuka walki w 

zbroi i muzyka? 

background image

Polemarch: Koniecznie. 

Sokrates: I tak w ogóle jest ze wszystkimi innymi rzeczami: jak tylko którejś 

potrzeba, to sprawiedliwość się nie przydaje, a jak tej rzeczy nie potrzeba, to 

sprawiedliwość potrzebna? 

Polemarch: Gotowo tak być. 

Sokrates: Nieprawdaż więc, przyjacielu, że sprawiedliwość to może nie 

będzie nic takiego poważnego, jeżeli to jest właśnie coś potrzebnego do 

rzeczy niepotrzebnych. 

Jak widać, rozmowy Sokratesa nie były jakimiś swobodnymi gawę~ darni. 

Lubił zadawać ludziom mnóstwo pytań. I nigdy nie zadowalał się 

jednąodpowiedzią, ale przyglądał się uważnie, co z niej wynika.A wtedy 

zadawał kolejne pytanie, potem znów następne, aż wreszcie jego rozmówca, 

jak tym razem Polemarch, sam się na tym łapał, że pierwsza odpowiedź była 

nieprzemyślana. 

W takiej chwili mówimy, że "robi się komuś  głupio". Jak mogłem palnąć 

podobne głupstwo? - pytamy samych siebie, i ogarnia nas wstyd. Jeśli mamy 

trochę odwagi, chętnie podejmujemy następną próbę, aby zmazać 

poprzednie wrażenie. Ale co będzie, gdy i następnym razem non się nie 

uda? Może pożałujemy,  że nie skończyło się na jednym razie? Czyżbyśnry 

naprawdę mieli się okazać głupcami? 

Gdyby Sokrates kończył na takim wniosku, niewiele by się różnił od sofistów. 

Mędrek poprzestawał na wykazaniu swemu rozmówcy, że jego wypowiedzi 

są wzajemnie sprzeczne lub że wynika z nich coś nie do przyjęcia. Mogło to 

przybrać formę krótkiego żartu. Powiedz no, jakich masz bogów? - pytał na 

przykład. I obojętnie jakiego boga wymieniał rozmówca, mędrek dopowiadał: 

- Skoro ich masz, to możesz ich sprzedać. 

Sokrates postępował inaczej. Skorośmy się zgodzili, że tak być nie może - 

mówił w takim momencie - to zacznijmy od nowa. I wracał do pierwszego 

pytania. I czynił to dopóty, dopóki nie uzyskał zadowalającej odpowiedzi. 

background image

Jak przebrała się miarka 

Można zrozumieć,  że ludzie chętniej wybaczali żarty sofistom niż 

Sokratesowi. Näwet jeśli w rozmowie z sofistą "wychodzili na głupców", mieli 

poczucie, że nie chodzi tu o nic naprawdę poważnego. No i było z czego się 

pośmiać. Inaczej rzecz się miała z Sokratesem. Skoro uparcie powracał do 

raz zadanego pytania, sugerował, że jest to pytanie ważne. Niejednokrotnie 

wyraźnie to zaznaczał. Tematy, jakie podejmował, nigdy nie były błahe. 

Wypytywał ludzi, czym jest dla nich dobro i zło obowiązek, męstwo, 

szczęście. Kiedy więc nie znajdowali, jak im wykazywał, właściwej a nawet 

choćby sensownej odpowiedzi, wcale nie było im do śmiechu. Tu już nie tylko 

"wychodzili na głupców», ale czuli się do głębi głupcami. A ile się przy tym 

jeszcze namęczyli, bezradnie wysilając mózgownicę! 

60 ~ 61 

 

Gdyby byli uczciwi i szczerzy wobec samych siebie, przyznaliby zapewne, że 

warto posiąść taką "wiedzę". Warto się przekonać,  że poglądy, jakie 

bezmyślnie powtarzamy, niewiele sąwarte. Można je wtedy poważnie od 

nowa przemyśleć. Zwłaszcza, gdy zgodzimy się już,  że dotyczą spraw 

obchodzących nas osobiście i dla nas samych ważnych. Może lepiej skupić 

się na tych własnych problemach, zanim się spróbuje pouczać i 

uszczęśliwiać innych. Nigdy jednak nie brakuje takich, co rwą się do władzy. 

Niejaki Glaukon bardzo pragnął zostać ważną osobistością w państwie. 

Znajomi nie mogli go przekonać, że się do tego nie nadaje. Posłuchajmy, jak 

Sokrates odwiódł go od tego zamiaru. 

Sokrates: Skąd państwo bierze pieniądze i ile ich ma w przybliżeniu? 

Glaukom Nie myślałem o tym, ale może na przykład zabierać wrogom. 

Sokrates: A czy wrogów nie trzeba pokonać? Czy w związku z tym trzeba 

znać siły swoje i wroga? Wiesz ile mamy wojska i ile okrętów? Glaukom 

Trudno to zapamiętać. 

background image

Sokrates: To może zapisałeś sobie? Glaukom Nie. 

Sokrates: A czy pomyślałeś, jakie zapasy powinniśmy mieć w razie jakiejś 

klęski, żeby ludzie mieli co jeść? 

Glaukom Za dużo ode mnie wymagasz, Sokratesie. 

Sokrates: Uważaj, Glaukonie. Jeśli chcesz się cieszyć szacunkiem ludzi, 

musisz pracować nad sobąi wiele się uczyć. Szczególnie w tej dziedzinie, w 

której pragniesz działać. 

W tym wypadku Sokrates ma z góry wyrobiony pogląd i próbuje wyłożyć go 

Glaukonowi. Ale bywało i tak, że Sokrates sam nie wiedział, gdzie leży 

prawda. "Bądź przekonany - zwracał się wtedy do rozmówcy - że gdy 

rozmawiam z tobą, wtedy do niczego innego nie zmierzam, tylko zawsze 

chcę to rozpatrzyć, co mi samemu sprawia trudność i kłopot". Ludzie nie 

zawsze to rozumieli. Cóż, jeśli ktoś woli zapomnieć o swoich problemach, 

wraca do próżnego mędrkowania. Obrócenie wszystkiego w żart, jak czynili 

mędrkowie, pozwala zapomnieć o przykrym wrażeniu, kiedy to przez chwilę 

"było nam głupio". 

Gorzej, gdy ktoś nam stale przypomina, jak żałosny jest stan naszych 

umysłów i jak niewiele robimy, aby to zmienić. W pewnej chwili ludzie 

majątego dość. Nie myślą już o niczym innym, tylko o tym, jak się pozbyć 

natręta. 

W końcu stało się. Meletos, Lykon i Anytos-poeta, nauczyciel i polityk - 

oskarżyli Sokratesa przed sądem ateńskim o bezbożność i psucie młodzieży. 

Były to poważne oskarżenia, za które groził najwyższy wymiar k~-y - śmierć. 

W istocie do skazania Sokratesa poważnie przyczynili się jego przeciwnicy 

polityczni. Sokrates krytykował ówczesne porządki W państwie. Uważał,  że 

stwarzają możliwość wyboru na ważne stanowiska ludzi niekompetentnych i 

przypadkowych. Wielu sędziów i oskarżycieli, z Meletosem na czele, nie 

miało pojęcia o prawie. Podczas procesu Sokrates kpił sobie z sędziów, 

obnażał ich niewiedzę, dawał do zrozumienia, że nie uznaje takiego sądu. W 

background image

ten sposób podpisał na siebie wyrok śmierci. Niemałe jednak znaczenie w tej 

sprawie miało ogólne wrażenie, jakie wywierała na ludziach jego filozoficzna 

postawa. 

Owoc z drzewa wiadomości 

Sokrates do końca nie zamierzał zmieniać swojego stanowiska. Przed 

sądem stwierdził wyraźnie, że gdyby go uwolniono, będzie robił dokładnie to 

samo, co dotąd. Nie czuł się winny. Do końca dyskutował o rzeczach, które 

go obchodziły. W drodze na rozprawę spotyka wieszczka Eutyfrona, który 

również zmierza do sądu. Ale nie aby bronić się przed oskarżeniem, lecz aby 

samemu oskarżać. Jego ojciec rozkazał wychłostać niewolnika, który zabił 

człowieka. Podczas chłosty niewolnik zmarł. Teraz Eutyfron zamierza obwinić 

o zabójstwo własnego ojca. 

Eutyfron sądzi, że tak nakazuje mu "zbożność". Dodaje argument, że nie jest 

ważne,_kim jest osoba popełniająca przestępstwo. Nie powinniśmy wahać 

się przed potępieniem ojca lub brata, jeśli  źle postępują. Z tego powodu 

Eutyfron uważa się za wzór sprawiedliwości. Sokrates nie myśli temu 

zaprzeczać. Zachowuje się tak, jakby szukał u Eutyfrona rady. Tłumaczy, że 

sam będzie miał proces o bezbożność, a więc rady Eutyfrona bardzo mu 

pomogą. A przecież ktoś, kto skarży własnego ojca o zabójstwo, kierując się 

tym, co zbożne, musi doskonale wiedzieć, czym owa zbożność jest. Eutyfron 

bez wahania udziela odpowiedzi: zbożne jest to, co podoba się bogom. 

Sokrates wytrąca go z równowagi pozornie prostym pytaniem: Czy to, co 

zbożne, dlatego jest zbożne,  że to bogowie lubią, czy też bogowie to lubią 

dlatego, że jest zbożne? Dalej, 

62 ~ 63 

 

poprzez kolejne pytania, Sokrates doprowadza Eutyfi-ona do zaprzecze_ nia 

swej pierwszej odpowiedzi. Teraz Eutyfron gotów jest zgodzić się,  że 

background image

bogowie lubią coś, bo jest zbożne, aby za chwilę powrócić do pierw. szej 

tezy. W końcu, ogłupiały i ośmieszony, ucieka z "pola bitwy". 

Swoim pytaniem Sokrates poruszył podstawowy problem etyczny. czy coś 

jest dobre, słuszne lub sprawiedliwe dlatego, że ktoś je za takie uznaje? Czy 

też odwrotnie: jest zmuszony je za takie uznać, bo takie właśnie jest? 

Sokrates przekonuje, że prawdziwa jest ta druga możliwość. A więc dobro, 

słuszność czy sprawiedliwość nie mogą zależeć od czyichś upodobań lub 

umowy między ludźmi. Wartości etyczne, mówi Sokrates, nie są dowolnie 

uznawane, ale rozpoznawane. Nasze postępowanie ma zatem taką, a nie 

inną wartość etyczną- jest dobre lub złe, sprawiedliwe lub niesprawiedliwe - 

niezależnie od tego, czy się to komuś podoba czy nie podoba, choćby tym 

kimś był sam Zeus. Jeśli tak, to ocena każdego czynu, jak i wybór 

postępowania, jest sprawą wiedzy, nie gustów lub upodobań. 

Dla Sokratesa wiedza była sprawąnąjważniejszą. Dlatego szczegółowo 

rozważał, czym jest, na przykład, sprawiedliwość, kiedy mamy z nią do 

czynienia i od czego jest zależna. Po czym poznać sprawiedliwego człowieka 

i sprawiedliwe postępowanie? Sokrates uważał,  że aby zachować się 

sprawiedliwie, trzeba po pierwsze wiedzieć, czym jest sprawiedliwośe. Nie 

można być sprawiedliwym, szlachetnym lub dobrym przez przypadek lub "z 

charakteru"; a jeśli nawet tak, niewiele jest warta taka sprawiedliwość. Nie 

daje bowiem żadnej pewności, że jeśli ktoś raz postąpił słusznie, będzie tak 

postępował zawsze. 

Wiedza jest więc warunkiem nie tylko mądrego, ale i dobrego postępowania. 

Im więcej człowiek wie, tym lepszym się staje i tym bardziej szlachetnym. 

Jeśli wie, co dobre i co złe, nie może źle postępować. Rozumiałby wtedy, że 

czyniąc zło, szkodzi również samemu sobie, psuje i paczy swój charakter. 

Według Sokratesa wszelkie zło wynika z niewiedzy i fałszu. Dobro natomiast 

jest ściśle związane z prawdą. 

background image

Niełatwo zgodzić się z takim poglądem. Dla Sokratesa niewiedza jest 

grzechem głównym, a właściwie jedynym. Było to szczególnie przykre dla 

ludzi niechętnych rozmyślaniom. Jeśli sofiści dowodzili komuś,  że jest 

ograniczony lub tępy, mógł jeszcze odpowiedzieć: "aie jestem dobry, jestem 

sprawiedliwy i pobożny. Na cóż mi wasza mądrość?". Tym 

czasem nauka Sokratesa brzmiała w uszach Ateńczyków mniej więcęj ter; 

jesteście głupcami najgorszymi z możliwych. Nie wiecie, co to 

sprawiedliwość, dobroć i szlachetność. Nie wiecie, co to odwaga, 

wielkoduszność ani moralność. A więc jesteście niesprawiedliwi, źli, podli, 

tchórzliwi, małoduszni i niemoralni. Oto, co wynika z waszej głupoty. 

Aby więc nie okazać się  złym i występnym, trzeba nieustannie dociekać 

prawdy o moralności i wartościach. Nie znamy prawdy ostatecznej, 

najwyższej, która dałaby nam gotowąodpowiedź na każde pytanie. Trzeba 

więc pytać wciąż od nowa, pytać samego siebie, zwracać uwagę na głos 

sumienia. W ten sposób - mówił Sokrates - poznajemy samych siebie. 

Uczymy się też od siebie nawzajem. "Ja się przecież bardzo lubię uczyć - 

powiadał - a krajobrazy i drzewa niczego mnie jakoś nie chcą nauczyć, tylko 

ludzie w mieście". Sokrates sprowadził filozofię z nieba na ziemię - 

powiedział wiele lat później Cicero. Dzięki temu uczeń Sokratesa, wielki 

Platon, mógł się już zająć i "niebem", i "ziemią". 

Warto zajrzeć 

A. Krokiewicz, "Protagoras i Gorgiasz" (w:) K. Kumaniecki (red.), Epoka 

Per~~klesa, PZWS, Warszawa 1949. 

A. Krokiewicz, Sokrates, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa1958. I. 

Krońska, Sokrates, Wiedza Powszechna, Warszawa 1983. Ksenofont, Pisma 

sokratyczne, PWN, Warszawa 1967. 

J. Legowicz, Filozofia starożytna. Wyb~°ane tekstu z historii filozofii, PWN, 

Warszawa 1970, cz. II, r. I "Sofistyka", r. II "Sokrates". 

background image

B. Markiewicz, Filozofia dla szkoty średniej. Wybór tekstów, WSiP, 

Warszawa 1987, s. 18-22. 

Platon, Eutyfron - Obrona Sokratesa - Kriton, PWN, Warszawa 1982. A. 

Sikora, Spotkania z filozofią, WSiP, Warszawa 1995, r. III, s. 43-51 

Slownik pojęć filozoficzrTych pod red. W. Krajewskiego, Wydawnictwo 

Nauko~'e "Scholar", Warszawa 1996; hasla: intelektualizm etyczny, sofiści. 

Można zapytać 

1 ~ Czy można udowodnić komuś coś, w co sami nie wierzymy Czy robiąc to 

dowiemy się czegoś od niego lub od siebie samych? 

64 65 

 

2. Gdy Sokrates mówi "wiem, że nic nie wiem", to naprawdę nic nie wie, czy 

jednak coś wie? Czy w zdaniu tym przeczy sam sobie, czy też mówi nam coś 

ważnego? 

3. Dwaj rozmówcy różnią się w ocenie pewnego czynu - jeden z nich uznaje 

ten czyn za dobry, drugi za zły. Jeżeli obąj przyjmą, że coś jest uznawane za 

dobre dlatego, że jest dobre - jak wytłumaczą różnicę zdań między sobą? 

Jeżeli, przeciwnie, przyjmą, że coś jest dobre, bo je za takie uznajemy - czy 

będzie możliwa dyskusja między nimi? 

Rozdział IV OLIMPIJSKIE PRAWDY. 

WIECZNE WZORCE PLATONA 

Platon był  młodszym bratem tego samego Glaukom, któremu marzyła się 

władza. On sam nie był wolny od podobnych marzeń. Uważał jednak, że 

rządy powinni sprawować filozofowie. Aby rządzić, trzeba najpierw poznać 

prawdę o świecie i ludziach. Jak jednak do niej dojść? Patrząc na świat, 

Platon widział, jak wszystko 

zmienia się i przemija, jak powstają i giną rzeczy. Zadawał sobie pytania: czy 

może być prawdziwe to, co jest tak chwiejne i ulotne? Czy prawda może 

przemijać? Nie mógł się z tym pogodzić. Uważał,  że prawda musi być 

background image

wieczna, niezniszczalna, nieprzemijająca. Nie było to niczym nowym, 

podobny był pogląd pitagorejczyków i eleatów. W przeciwieństwie jednak do 

filozofów Italii, Platon uważnie przysłuchiwał się temu, co mają do 

powiedzenia jego filozończni przeciwnicy. Nie myślał zaprzeczać, jak eleaci, 

istnieniu zmienności rzeczy 

1 powszechnego ruchu. Pod tym 

względem zgadzał się z Heraklitem. Ale nie mógł dopuścić myśli,  że płynie 

naprawdę wszysto. Uznał,  że zmienność nie może dotyczyć prawdy. Gdzie 

tej niezmiennej prawdy szukać, jeśli wszystko wokół jest nie 

tt'wałe? Wszystko, co możemy zobaczyć, czego możemy dotknąć i usły 

66 ~ 67 

 

szeć, jest kruche i niestałe. Widocznie tego, co wieczne i prawdziwe nie 

można zobaczyć, usłyszeć i dotknąć. Już przed Platonem filozofowie 

dopuszczali tę myśl. Jako pierwszy wypowiedział ją Heraklit. Po nim znaleźli 

się tacy, którzy to niezniszczalne "coś" określili i nazwali. Dla Demokryta były 

to atomy. Dla Anaksagorasa - duch. Platon poszedł inną drogą. 

IDEE 

Wyobraźmy sobie budowniczego, krawca, szewca czy pisarza. Zanim 

stworzą dom, ubranie, buty czy książkę, muszą najpierw pomyśleć, 

wyobrazić sobie, jak ich dzieło będzie wyglądać. To wyobrażenie nazywamy 

pomysłem, projektem, planem albo ideą. Otóż coś takiego, jak pomysł, idea, 

wzór istnieje według Platona dla wszystkiego, z czym się stykamy. Istnieje 

więc idea drzewa, idea góry, idea psa, konia, idea człowieka, miłości, 

sprawiedliwości, przyjaźni, dobra, piękna i prawdy. Co więcej, choćbyśmy 

zniszczyli wszystkie drzewa, psy i konie na Ziemi, to ich idee pozostaną. 

Choćby nikt nikogo na świecie nie kochał, to pozostanie idea miłości. Choćby 

nie było sprawiedliwych wyroków w sądach, to idea sprawiedliwości 

istniałaby nadal. Oto odpowiedź na pytanie, gdzie szukać nieprzemijającej 

background image

prawdy: wśród idei. Wszystko bowiem przemija oprócz nich. Tylko one są 

niezniszczalne i wieczne. One są prawdą. 

Mógłby ktoś zaprzeczyć i powiedzieć, że gdyby wszyscy ludzie zniknęli, nie 

miałby kto mieć idei - pomysłu, gdyż idee są w głowach ludzi. Uwaga 

zasadna, dopóki słowu "idea" nadajemy współczesne znaczenie. Platon 

używał go w nieco innym sensie. Dla Greków "idea" oznaczała kształt lub 

wzór jakiejś rzeczy. Wiedząc o tym, łatwiej będziemy mogli zrozumieć pogląd 

Platona. Uważał on, iż idee istniejąniezależnie od tego, czy ktokolwiek o nich 

pomyśli. Gdyby nawet nie było nic innego, idee by pozostały. Gdzie? Platon 

mówi: w świecie idei, w świecie prawdy. 

Wynikałoby z tego, że oprócz świata, który obserwujemy na co dzień, i który 

jest nieprawdziwy, bo przemijający, jest jeszcze świat idei, świat prawdy 

wiecznej i niezmiennej. Co więcej,  świat przez nas widziany jest zaledwie 

cieniem, odbiciem świata prawdziwego. Wszystkie piłki 

na wszystkich stadionach świata, choćby były najpięknięjsze, nie 

dorównaląpiłce idealnej. Sątylko do piłki idealnej podobne, jak cień człowieka 

jest podobny do człowieka. Czyli wszystko, co cielesne, materialne jest 

odbiciem tego, co niecielesne, idealne. 

Gdyby było inaczej, powiada Platon, zagubilibyśmy się  wśród rozmaitości 

rzeczy. Wszystko, co widzimy, co napotykamy wokół - każda rzecz, lody 

człowiek, każda właściwość - zmienia się; nie ma stałych cech. Liść raz jest 

zielony, raz żółty, raz wisi na drzewie, a raz leży na ziemi. Może być duży lub 

mały, może mieć równe lub ząbkowane brzegi. Skąd wiedzielibyśmy,  że to 

liść, jeśli nie mielibyśmy pojęcia, co to takiego, jeśli nie znalibyśmy idei liścia? 

A gdy znów mówimy o kimś,  że jest egoistą, czy nie musimy wcześniej 

wiedzieć, kto to jest "egoista"? 

Aby stwierdzić, czym coś jest, musimy rzecz porównać z naszą ideą tej 

rzeczy. A więc idea musi być wcześniejsza niż rzecz. Bez idei nie 

poznalibyśmy świata. 

background image

Dla Platona oznaczało to, że  świat zewnętrzny jest czymś wtórnym, 

niesamodzielnym, powstałym na podstawie swojego idealnego wzorca. Do 

prawdy o świecie  łatwiej zatem dotrzeć przez poznanie idei, według której 

powstał, niż rozważając jego ukrytą budowę. Platon nie mógł więc zgodzić 

się z opisem świata, jaki zaproponował Demokryt. Zwalczał jego poglądy, jak 

mało kto, a wybrał broń najgroźniejszą: przemilczenie. W pismach Platona 

ani razu nie pojawia się imię Demokryta, jest natomiast obecna krytyka jego 

poglądów. Pomimo to wiele tych dwóch filozofów łączy: obaj uważali, że przy 

pomocy samych oczu i uszu prawdy nie poznamy. Do prawdziwego, 

niewidzialnego świata można się wspiąć po drabinie myśli. Ale dla każdego z 

nich znaczyło to coś innego. Niewidzialnym światem Demokryta były atomy. 

Trwałość niepodzielnej cząstki i niewzruszoność praw jej ruchu - te dwie 

rzeczy były dla Demokryta wystarczającą ostoją stałości w zmiennym 

świecie. Ale nie dla Platona. Jeśli nasze życie i kształt świata miałyby zależeć 

od poruszeń niewidzialnych cząstek, to nadal tkwilibyśmy wśród rzeczy, 

których trwałości nic nie gwarantuje. Skąd możemy wiedzieć, czy 

niespodziewany ruch atomów nie spowoduje rozpadu rzeczy, a tym samym i 

całego naszego świata? Platon nie myślał zaprzeczać istnieniu atomów. 

Uważał jednak, że musi istnieć coś więcej, coś, co nadawałoby sens 

naszemu życiu. Prawa konieczności przestawiąjącęj atomy w świecie 

68 / 69 

 

stawiałyby pod znakiem zapytania możliwość rozumnego i celowego 

działania człowieka. O wszystkim przecież decydowałaby konieczność. A 

czyż sam Demokryt nie kierował się rozumem, gdy wymyślił atomy? Przecież 

ich nie widział, a mimo to był bardziej pewny ich istnienia, niż tego, o czym 

zapewniały go własne oczy i uszy. Według Platona Rozum może odnaleźć 

prawdę w sobie. Bo i człowiek, ten z krwi i kości, także ma swoją prawdę-

background image

ideę. Jest nią rozum, będący wedlug Platona najważniejszą częścią duszy. 

Rozum jest prawdą, która nie przemija. 

Trzy drogi do prawdy 

Co dzieje się, gdy się czegoś uczymy? Każdy chyba się zgodzi, że 

dowiadujemy się czegoś, czegośmy wcześniej nie znali. I przyjmujemy to za 

prawdę. Lecz tu właśnie Platon dostrzega problem: na jakiej podstawie 

oceniamy, że prawdziwe jest coś, czego nie znamy? Aby to roz 

poznać, musielibyśmy już wcześniej coś o tym wiedzieć. Widać już, co stąd 

wynika: nie można nauczyć się czegoś, czego by się juź wcześniej nie 

wiedziało! Wypada przyjąć, że wiemy coś, o czym nie wiemy, znamy, czego 

nie znamy. Czy nie jest to niedorzeczność? Nie, poucza Platon; u( 

' przecież z taką  właśnie sytuacją mamy do czynienia, gdy sobie coś 

przypominamy. Wiedzieliśmy 

~,J o czymś, a potem wypadło nam ~~~~1 z głowy, już tego nie wiemy. Ale 

w-- ~~ - -~~ ~ ~ gdy przypomnimy sobie - znów wiemy to, czego nie 

wiedziliśmy. 

~+aYgA ~~tź To Gt~tIEŚ WtDttA~kEM. I tak właśnie jest z każdą wiedzą: 

wiemy wcześniej o wszystkim, znamy wszystkie rzeczy i wszystkie pojęcia, a 

tylko zapomnie' 

liśmy o nich. Skąd je znamy? Ze świata idei, świata prawdy. Teraz trzeba 

tylko sobie ten świat przypomnieć. Uczenie się, zdaniem Platona, jest 

przypominaniem. Dlatego jeśli człowiek chce poznać prawdę, powinien jej 

szukać we własnym umyśle. Powinien starać się przypomnieć sobie prawdy, 

jakie oglądał w świecie idei. Bo, według Platona, dusza każdego z nas 

przebywała w świecie idei na długo przed naszym narodzeniem, i po śmierci 

do niego powróci. 

Łatwo powiedzieć: szukajcie prawdy we własnym rozumie. Ale jak to zrobić? 

Niezawodną metodą poszukiwania prawdy jest rozmowa z innymi lub samym 

sobą. Może ona wyglądać na przykład tak. 

background image

Filippos i Hippogenes zastanawiają się, jak najlepiej określić konia. Filippos: 

Koń jest zwierzęciem czworonożnym, roślinożernym i szybko biegającym. 

Hippogenes: Wiele jest takich zwierząt. Roślinożerne i czworonożne są też 

kozy i owce. A szybkobiegaczami mogą być azjatyckie wielbłądy. Filippos: 

Niech więc koń będzie zwierzęciem czworonożnym, roślinożernym, prędkim i 

zdolnym do noszenia jeźdźca. 

Hippogenes: Jeźdźców jednak nosząrównież muły, a i osioł potrafi unieść 

człowieka. Dodałbym więc, że koń jest także zwierzęciem, które rży. Filippos: 

Świetnie, Hippogenesie. Tu chyba jesteśmy bliżej prawdy. Jakoż istotnie 

rżenie jest cechą, która odróżnia konia od innych zwierząt. A co powiesz, aby 

dodać jeszcze grzywę i ogon z włosia, z którego wyrabiać można pędzle i 

szczotki? 

Hippoogenes: Na ogon i grzywę zgoda, gdyż o ile wiem, mająje wszystkie 

konie. Ale dajmy pokój szczotkom. Są inne materiały, z których je można 

wytwarząć. 

Filippos: A maść? Jakiej maści będzie nasz koń idealny? Myślę,  że 

najpiękniejsze są gniadosze... 

Hippogenes: Co też ty mówisz, Filipposie! Mamy przecież określić konia ,jako 

takiego", który będzie wzorcem dla wszystkich koni. Maść jest tu nieważna. 

Są konie różnej maści: gniade, siwe, kare i bułane. Ważniejsze jest określić 

wzrost konia, jego przeciętną wagę, jego zwyczaje... 

Być może długo jeszcze dyskutowali Hippogenes z Filipposem, dochodząc 

do prawdy o koniu. Jest wiele elementów, które musieliby wziąć pod uwagę, 

aby odnaleźć zadawalające określenie. Nie jest to taka prosta sprawa. 

Najważniejsze jednak jest to, by we właściwy sposób, przy 

70 ~ 71 

 

pomocy rozumu wspinać się do świata prawdy. Wystarczy, jeśli zrozu_ 

mierny,  że określając, czym jest jakaś rzecz, trzeba zwracać uwagę na jej 

background image

istotne cechy, cechy które odróżniająjąod innych, podobnych, po drugie zaś 

towarzyszą jej zawsze, a nie tylko przypadkowo. To, co konieczne w 

rzeczach do tego, aby były tym, czym są, mówi nam, jak wygląda Idea 

rzeczy, jej wieczny wzór. Ideą konia byłoby to, co czyni go koniem, czyli - jak 

często mówił Platon - po prostu "końskość". Dopiero rozu_ miejąc, czym jest 

"końskość", zrozumiemy, czym jest każdy poszczególny koń i nie pomylimy 

go z czymś innym. 

Aby zobaczyć ideę w całej okazałości potrzebne jest oglądanie jej z wielu 

stron, a o to najłatwiej tam, gdzie toczy się rozmowa. Platon uważał,  że 

właśnie rozmowa jest odpowiednią drogą dochodzenia do prawdy. 

Uczestnicy dialogu kontrolują się wzajemnie i uzupełniają. Mogą w ten 

sposób dochodzić do sedna problemu. Platon tak dalece cenił tę metodę, że 

swoje dzieła pisał wyłącznie w formie dialogów. W jego wykonaniu były one 

nie tylko wzorem filozofowania, ale i przykładem wielkiego kunsztu 

artystycznego. Platońskie dialogi były często zapisem rozmów, które odbyły 

się w rzeczywistości. Ich autor porządkował je później i ubarwiał, nadając im 

niepowtarzalny ton. Najważniejszą dla niego sprawąbyło jednak pokazać w 

swoich dziełach, jak człowiek może przez rozmowy z innymi dotrzeć do 

prawd, które kryjąsię w nim samym. Rozum, według Platona, jest przydatny 

nie tylko wtedy, gdy poszukujemy prawdy w sobie. Oto rozglądamy się po 

świecie, słyszymy dźwięki, widzimy kształty i kolory, wąchamy zapachy. To 

drugi rodzaj poznawania, jakim się możemy posłużyć, choć Platon twierdzi, 

że bardziej niejasny i mylący. Za pośrednictwem zmysłów obcujemy przecież 

tylko z cieniami idei. 

Nie on pierwszy zwrócił uwagę,  że zmysły mogą nas mylić. Platon dodał 

jeszcze jeden argument przeciwko zmysłom. Patrząc na przedmioty, 

zauważamy nie tylko ich kształty, kolory, wielkości; zauważamy 

podobieństwa między nimi, a także różnice. "Widzimy" (na przykład)  że 

Łukasz i Andrzej są do siebie podobni albo że Tomek jest niższy od Marka. 

background image

Ola i Ania są blondynkami, ale "widzimy", że Ola ma włosy jaśniejsze od Ani. 

Czy to także spostrzegamy wzrokiem lub słuchem? Jaki kolor lub kształt ma 

podobieństwo? Czy niższość jest twarda czy też miękka i ciastowata? Jak 

pachnie różnica? A może wydąje dźwięk dzwoneczków lub ma słodki smak? 

Na jakiej zasadzie w ogóle coś rozpoznajemy? Skąd, na przykład, wiemy, że 

widzimy konia? Przecież konie nie są takie same. A jednak większą trudność 

sprawia nam odróżnienie dwóch koni niż konia od osła. Nie mamy wielkiego 

kłopotu, aby stwierdzić: to jest koń, a to już nie, to zwykły osioŁ Nie mówi 

nam tego zmysł wzroku, a więc rozpoznawanie przedmiotów, spostrzeganie 

różnic i podobieństw jest możliwe dzięki Rozumowi. Jest on obecny także 

przy zmysłowym oglądaniu  świata. Bez jego udziału w obserwacji nie 

odróżnimy jamnika od wyżła ani łyżki od widelca. Nie zauważymy 

podobieństwa między myszą a szczurem, ba, nawet między dwiema 

myszami! 

Dla Platona istniał jeszcze jeden, trzeci rodzaj poznania. Niekiedy "czujemy", 

że coś zrozumieliśmy - od razu, bez prowadzenia szczegółowych badań, bez 

rozważania rozmaitych "za i przeciw". Wniosek pojawił się sam, już gotowy i 

"przemyślany", narzucający się jako oczywisty. Chętnie uznajemy go 

wówczas za prawdę. Nie możemy wyjaśnić, jak do niej dotarliśmy, a jednak 

jesteśmy pewni, że jąznamy. Nazywamy to intuicją Intuicja była dla Platona 

najdoskonalszym sposobem docierania do prawdy, ponieważ przez intuicję, 

jego zdaniem, docieramy do prawdy bezpośrednio. Intuicja jest oglądaniem 

idei bez pośrednictwa rozumowania. Wtedy oglądamy samą prawdę, zamiast 

domyślać się jej na podstawie niedoskonałych odbitek w rzeczach 

zmysłowych. 

Porządek Idei 

Gdy człowiek myśli, odkrywa rzecz ciekawą. Oto wszystkie idee są  ładnie 

poukładane. Ich sposób ułożenia widać najlepiej na przykładzie idei 

Znajomości, Koleżeństwa, Przyjaźni i Miłości. Znajomość jest najniżej, nad 

background image

nią Koleżeństwo, bo jest ono również znajomością Jeszcze wyżej Przyjaźń, 

gdyż ta jest zarówno Znajomością, Koleżeństwem, jak i czymś więcej. 

Najwyżej jest Miłość, gdyż jest Przyjaźnią, Koleżeństwem i Znajomością i 

zarazem czymś o wiele ważniejszym. Podobnie ułożone są wszystkie inne 

idee. Wygląda to jak wieża z klocków, na której szczycie jaśnieje idea Dobra. 

Bo właśnie Dobro jest najważniejsze i najpięknięjsze. Nawet Sprawiedliwość 

jest niżej. Niżej jest Miłość i Prawda. 

72 ' ~ 73 

 

A to dlatego, że Dobro "wystarcza samo sobie". Możemy przecież 

powiedzieć: prawda jest dobra, miłość jest dobra, gdyż prawda i miłość 

"potrzebują" pojęcia "dobra", żeby siebie określić. Ale gdy chcemy 

powiedzieć, jakie jest dobro, nie możemy powiedzieć,  że jest mądre lub 

prawdziwe. Mówimy, że dobro jest dobre, albo czasem, że jest piękne. 

Dlatego, zdaniem Platona, Dobro i Piękno są tym samym, tym, co jak 

gwiazda  świeci na naszej wieży z klocków-idei. Z tej wysokości oświeca i 

wspomaga wszystkie inne idee. Jest obecne w każdej z nich. Mówimy, że 

jabłko jest dobre, dobry jest dom, dobra jest sprawiedliwość, miłość i 

odwaga. Różne mogąbyć postacie, w jakich dobro się nam ukazuje. Możemy 

je poznać pod postacią"dobrej" herbaty, "dobrego" zdrowia, "dobrych" ocen 

czy dobrego postępowania. W ten sposób Dobro towarzyszy nam od 

początku we wszystkich wysiłkach, prowadzi do celu. Gdy wzmacnia się w 

nas i krzepnie - cel osiągamy, gdy słabnie tracimy go z oczu. 

Aby dopiąć celu, trzeba "być dobrym". Jest to możliwe dzięki  ćwiczeniom i 

doskonaleniu się. Olimpijski zawodnik, jeśli chce być "dobry" w swojej 

dyscyplinie, powinien być  mężny, piękny i sprawiedliwy. Musi walczyć o 

zwycięstwo, ale walczyć uczciwie i nie zapominać o elegancji. Wszystkie te 

cechy są dobre, a więc są potrzebne naprawdę dobremu zawodnikowi. 

Rozumiał to każdy Grek. Starożytni w sporcie cenili nie tylko wynik. 

background image

Zachwycało ich piękno zdrowego ciała i właściwa sportowa postawa. Dla 

Platona wszystko to wynikało z istnienia wyższego  świata idei, które są 

wzorcami wszystkich rzeczy. 

Podobnie jak szybkobiegacz zmierza do mety, a zapaśnik do zwycięstwa w 

walce, tak każde ludzkie działanie ma swój cel, do którego dąży. Ale zarówno 

meta, jak zwycięstwo, to tylko etapy w długiej drodze. Tak jak tylko etapem w 

dalszej nauce jest pomyślnie zdany egzamin. Za nim pójdą następne, a 

żaden nie będzie celem ostatecznym. Poza wszystkimi celami, jakie sobie 

możemy w życiu postawić, stoi pewien cel nadrzędny, wyższy. Celem 

najwyższym, skrywającym się na końcu każdej słusznie wybranej drogi, jest 

nic innego jak samo Dobro. Gdy już je poznamy, wtedy jak ze szczytu góry 

spoglądamy wokół i wiemy, czym naprawdę jest wszystko, co nas otacza. 

Według greckiej mitologii nieśmiertelni bogowie mieszkali na Olimpie, 

wysokiej górze w środkowej Grecji. Stamtąd patrzyli na świat od 

dzieleni odeń warstwą chmur. O Platonie mówiono, że w miejsce bogów 

osadził na Olimpie swoje wieczne Idee. A więc i w tym znaczeniu można by 

nazwać go olimpijczykiem. Zupełnie jakby wdarł się na Olimp i ogłosił światu: 

nie bogowie tu mieszkąją, lecz Prawda. Taką wiecznąi niezmienną Prawdą 

człowiek pragnie się podzielić z innymi. Ale nie jest to rzecz łatwa, gdyż 

większość ludzi zadowala się tym, co zobaczy i usłyszy. Ani im w głowie 

wspinać się myślą ku ideom. Zazwyczaj gdy usłyszą prawdę, nie dowierzają 

tym, którzy ją głoszą. Wyśmiewają ich, prześladują, a nawet zabijają. Tak też 

tłumaczył sobie Platon śmierć swojego mistrza, Sokratesa. 

SWIAT I JEGO STWÓRCA 

Platon utrzymywał,  że idee są wieczne, a rzeczy widzialne przemij ające i 

nietrwałe. Skoro rzeczy nie są wieczne, to może kiedyś ich wcale nie było? A 

jeśli tak, to skąd się w ogóle wzięły? Jak powstał ten świat? "Ponieważ bóg 

chciał - pisze Platon - aby wszystko było dobre, dlatego wziął cały zasób 

rzeczy widzialnych, które nie były w stanie spokoju, lecz w bezładnym i 

background image

chaotycznym ruchu i wyprowadził je z nieporządku do porządku". W innym 

miejscu mówi, że świat "powstał dzięki połączemu konieczności z rozumem". 

Przekonać konieczność 

Jak to należy rozumieć? Dla Platona konieczność była związana ze światem 

widzialnym, z tym światem. Tym, kto c h c e, jest Stwórca; konieczność 

niczego nie chce, wszystko robi "z konieczności". To ona właśnie panuje w 

świecie widzialnym. Tu każde zjawisko ma swojąprzyczynę. Kamień spada, 

bo jest ciężki, słyszymy gwizd, bo ktoś zagwizdał. Dla Demokryta takie prawo 

panowało w całym świecie. Widzieliśmy, co z tego wynikało: każde zdarzenie 

było z góry wyznaczone przez konieczność. To, co się dzięje, musi się stać. 

Wolność człowieka staje się zatem problematyczna. 

L.IIi; '. 

74 / 75 

 

Ale Platon miał jeszcze inne zastrzeżenie do poglądu Demokiyta. Czy ten 

stan rzeczy można nazwać rozumnym? - zapytał. Czy to mądre, gdy nic nie 

możemy zrobić, bo wszystko za nas "robi" konieczność? A jaki sens miałoby 

nasze myślenie? Mądre i rozumne jest tworzenie czegoś w określonym 

zamiarze, w jakimś celu, tak jak artysta tworzy obraz, według z góry 

założonego planu. Musi więc działać w świecie także inna przyczyna, oprócz 

ślepego następstwa zdarzeń wywołanych jedno przez drugie 

siłąkoniecznośei. Konieczność nie zna celu ani planu. Jest więc siłą 

bezrozumną. Była taka i wówczas, zanim ten świat w ogóle powstał. Przed 

nim już istniała konieczność. Miała tylko nieco inny charakter. Można by rzec, 

że od tego czasu zmieniła się nieco na lepsze. Tylko jak do tego doszło? 

Na szczęście konieczność nie była jedyną siłą działającą u progu powstania 

świata. Istniał przecież stwórca, bóg. Wyjaśnijmy tu, zanim posuniemy się 

dalej,  że bóg Platona nie był Bogiem w naszym pojęciu, urobionym przez 

dwa tysiąclecia chrześcijaństwa. Grecy używali określenia "bóg" o wiele 

background image

swobodniej, mniej jednoznacznie; chodziło im raczej o pewną moc, która 

objawia w jakimś zjawisku czy osobie. Bogiem dla Greka mogła być nie tylko 

postać znana z mitologii. Takimi boskimi mocami były dla niego również 

pewne rzeczy lub uczucia. Grek mówił: "Ciepło jest bogiem", "Miłość jest 

bogiem", mając na myśli,  że są to cudowne, wspaniałe, boskie siły. Dzięki 

temu, na przykład, Tales mógł powiedzieć, że "wszystko jest pełne bogów". 

Równie dobrze mógł mówić: wszystko jest boskie, cudowne, we wszystkim 

tkwi jakaś niepojęta moc. Mocą taką jest bóg Platona - tym razem szło o moc 

stwórczą. AIe na tym sprawa się nie wyczerpuje, bo Platon zamierzał określić 

bliżej, jaki jest charakter tej stwórczej mocy. 

Stwórca nie tylko chciał, ale "chciał dobrze". I chciał rozumnie. Ale co zrobić, 

skoro konieczność utrzymuje ten świat w bezładzie i nieporządku? Wewnątrz 

tego  świata nie ma żadnej siły, która wyprowadziłaby go z tak opłakanego 

stanu. To, co rozumne, dobre i piękne przebywa przecież w i n n y m świecie, 

w świecie idei. 

Okazuje się jednak, że przy dobrej woli można p r z e k o n a ć nawet 

konieczność. Rozum, zdaniem Platona, tak bardzo górował nad 

koniecznością,  że udało mu się  ją przekonać do popchnięcia  świata ku 

dobremu, w kierunku porządku. Gdyby tak się nie stało, żylibyśmy, po 

i ~ir . i, wiada Platon, w ponurym świecie Demokryta, gdzie nasze marzenia, 

zamierzenia i plany nie miałyby za grosz sensu. Na szczęście prawo 

bezwzględnej konieczności nie stosuje się do świata rozumu. Rozumowi 

zawdzięczamy naszą wolność i swobodę wyboru. 

Brzmi to wszystko jak bąjka, mit lub przypowieść. Bo też Platon często 

posługiwał się wymyślonymi przez siebie mitami, aby przedstawić w 

poglądowym skrócie bardzo ważny dla niego problem filozoficzny. To, co w 

jednym dialogu opowiadał w formie przypowieści, gdzie indziej rozważał 

szczegółowo. 

Myśl o przewadze rozumu przydatna była Platonowi w dyskusji 

background image

z sofistami. Szło o pewność, jaką dać mogą ustalenia rozumu. Czy I,I;I w 

ogóle możemy być pewni jakiejś racji, pytał Platon, czy też każdy ma 

swojąrację, jak chcieli sofiści? I, po drugie, czy w związku z tym moż- i liwe 

jest ustalenie praw bezwzględnie słusznych, to jest takich, których 

słuszność musiałby uznać każdy człowiek? Przypomnijmy sobie, że sofiści 

przeciwstawiali prawa natury prawom wymyślonym przez ludzi. Protagoras, 

choć uznawał potrzebę obowiązywania praw ludzkich, nie dopuszczał myśli, 

aby mogły one być czymś niewzruszonym, nieodmiennym. Prawa stworzone 

według ludzkiego zamysłu wydawały mu się czymś nietrwałym, zmiennym i 

dowolnym, choć niezbędnym. Stałe i niewzruszone było prawo natury, to zaś 

sprowadzał do prawa siły. 

Z tym właśnie nie chciał się zgodzić Platon. Prawo siły sofistów w świecie 

społecznym jawiło mu się jako odpowiednik Demolnytejskiej ślepej ko- a 

nieczności w przyrodzie. Było równie bezduszne, nierozumne ` 

i niesprawiedliwe. Przede wszystkim zaś nie wiadomo było, dokąd może nas 

zaprowadzić. Trudno z góry określić, jaki będzie wynik ludzkich zmagań, gdy 

dysponujemy tylko siłą przeciw innej sile. W tym sporze również był mu 

potrzebny rozum, jako moc przynajmniej równorzędna wobec ślepej gry sił. 

Dlaczego w ogóle - pytał - to, co wymyślone przez ludzi, miałoby być czymś 

mniej trwałym, bardziej chwiejnym i wątpliwym niż to, co pochodzi od natury? 

Każdy wytwór ludzkiej myśli - nauka, sztuka czy prawo - jest dziełem rozumu, 

a rozum również pochodzi z natury. Czyżby sofiści chcieli twierdzić, że rozum 

jest czymś nienaturalnym? Skoro tak nie jest, to nie ma przeciwieństwa 

między naturą a rozumem. 

Wyciągnąć stąd należy wniosek, przekonuje Platon, że nie istnieją jakieś 

specjalne "prawa natury", naturalne są bowiem wszystkie prawa. 

76 ~ 77 

 

background image

Istniejątylko prawa dobre lub złe, właściwe lub chybione, pomocne lub 

szkodliwe, sprawiedliwe bądź niesprawiedliwe. Powiedzieć nawet trzeba, że 

to owe wymyślone prawa są dla człowieka czymś bardzięj naturalnym niż 

ślepe prawo siły. To prawa siły poddająnas konieczności, zdając na 

niepewny wynik w walce z silami innych ludzi. Prawa rozumu, przeciwnie, 

wyzwalają nas, pozwalając zaplanować i ułożyć wspólną przyszłość. 

Pamiętajmy o tym, gdy będziemy niebawem przyglądać się Platońskiej 

propozycji zorganizowania państwa. Być może nie wyda się ona wówczas 

czymś tak dowolnym. 

Platon chciał oprzeć ludzkie życie na zasadach rozumu. W rozumie zaś 

dopatrywał się czegoś boskiego. Ożywiała go myśl, że u podłoża wszystkich 

zjawisk leży pewna boska i stwórcza moc. Cały widzialny świat 

ukształtowany jest siłami boskiego rozumu, na podstawie wiecznych wzorów 

znanych nam rzeczy - idei. W całym  świecie obecny jest ów rozumny 

porządek zaprowadzony przez Stwórcę. 

Tylko dlatego możemy dotrzeć do Idei, obserwując  świat wokół siebie. 

Wszystko w nim, choć jest tylko marnym odbiciem swych wiecznych wzorów, 

zachowuje przecież pewne do nich podobieństwo. Powstaje pytanie: jak to 

było możliwe, dzięki czemu to podobieństwo udało się zachować? I pytanie 

drugie: czym był  świat przed powstaniem owych podobieństw, obrazów 

rzeczy wiecznych? I czy był to w ogóle świat? 

Czy można aż tak nie przeszkadzać? 

Gdy Platon wpadł na pomysł odrębnego świata idei, wzorów, według których 

bóg-stwórca nadał kształt wszystkim rzeczom, pojawiła się w jego umyśle 

również myśl o czymś, jakimś podłożu czy miejscu, w którym te rzeczy by 

umieścił. Jeśli tworzymy jakiś dzban lub amforę, nadajemy im kształt według 

wzoru, jaki mamy w myśli. Ale potrzebne nam jest również tworzywo, glina, 

którąmożna by ukształtować. Podobnie do stworzenia stołu potrzebne nam 

drewno, do stworzenia posągu marmur lub brąz, i tak ze wszystkim. Platon 

background image

nie dopuszczał do siebie myśli,  że cokolwiek mogłoby powstać bez użycia 

tworzywa. Był na tym punkcie nieodrodnym synem Grecji. Myśl o świecie 

stworzonym z niczego była Platonowi równie obca jak jego poprzednikom. 

78 

a. I Zrozumiał jednak, że tworzywo, z którego buduje się wszystko - nie 

tylko dzbany, stoły lub posągi, ale i kamienie, rośliny, konie czy ludzi, 

Wszystko cokolwiek widzimy - takie tworzywo musi mieć całkiem spe- ' ['~' 

cjalne właściwości. A może nie powinno mieć żadnych?! Bo przecież 

Wszystkie te rzeczy, jakie bóg formuje z owego powszechnie występującego 

tworzywa, są obrazami wiecznych idei. Muszą być jak nąjbardzięj do nich 

podobne. Nic nie powinno zakłócać owego podobieństwa. 

,; , Z tego powodu Platon uznał, że to coś, w czym wszystkie obrazy idei ~'~ I 

zostają odbite, nie może być ani wodą, ani ziemią, ani powietrzem czy 

ogniem. Każda z tych rzeczy, mając swą  własną naturę, swe własne 1 ' 

określone cechy, psułaby obraz wzoru. 

Platon wyrozumował w ten sposób konieczność istnienia materii. Ale od razu 

zaznaczmy,  że myśl ta wydała mu się niejasna i trudna. Pisał o owym 

wszechpodłożu, wszechtworzywie, że "trudno weń można uwierzyć". Jakże 

bowiem wyobrazić sobie coś, co całkowicie i zupełnie pozbawione jest 

jakichkolwiek cech? Demokryt pozbawił swoje atomy wielu znanych z 

obserwacji własności: smaku, koloru; uczynił je niewidzialnymi. Ale przyznał 

im przynajmniej pewną wielkość, kształty, pozycje. Otoczył je próżnią- czymś, 

od czego mogły się odróżniać. Materia Platona nie mogła mieć  żadnych 

właściwości. Nie tylko koloru czy zapachu, ale i kształtu czy gęstości. Miała 

przecież służyć jako tworzywo dla wzorów rzeczy o najrozmaitszym kolorze, 

kształcie i gęstości. Jej głównym "zadaniem" było biernie przyjmować w 

siebie, czy na siebie, każdy taki wzór. I nie przeszkadzać! A przy tym migla 

być równie wieczna, niezniszczalna jak Idee i sam bóg. Była dla Platona tym, 

w czym się coś rodzi, w czym rodzi się wszystko. O ile świat idei porównywał 

background image

do ojca wszystkich rzeczy, o tyle materia byla ich matką. Wszystkie inne 

rzeczy były więc dziećmi Idei i materii, rozumu i konieczności. Takim 

dzieckiem rozumu i konieczności był również człowiek. 

O częściach duszy, miłości i pięknie 

Kim jest człowiek? Platon mówi nam, że człowiek istnieje jako ciało i dusza; 

przez ciało należy do świata materialnego. Jest nietrwały i prze 

a 79 

 

mijający, jak wszystko, co do tego świata należy. Poprzez rozum należy do 

świata idei, nieprzemijającego i prawdziwego. A czym jest dusza? Jaką ma 

naturę? Przed Platonem sądzono,  że dusza to życiowe tchnienie, które po 

śmierci opuszcza ciało. Według jednych rozprasza się wówczas w powietrzu, 

według innych błąka się po zaświatach, słaba i nieświadoma. Dusza w 

wyobrażeniach Greków to życie, ale też niewiele poza tym. Za nasze 

widzenie, słyszenie, mowę i myślenie była odpowiedzialna, ich zdaniem, 

cielesna strona ludzkiej natury. 

Platon przyznał duszy o wiele więcęj uzdolnień. To dzięki niej, mówił, 

możemy spostrzegać  świat, badać go i rozumieć. Bez duszy nasze oczy 

byłyby  ślepe, usta nieme, a w głowie nie zrodziłaby się  żadna myśl. Co 

ważniejsze, dusza może obejść się bez oczu, uszu i ust - gdy po śmierci 

oddzieli się od ciała. Na zawsze jednak zachowa rozum, bo dusza nigdy nie 

umiera. Wiarę w nieśmiertelność duszy przejął Platon od pitagorejczyków. 

Chciał jednak ten pogląd uzasadnić. 

Gdyby Platon żył w średniowieczu lub później, kiedy próbowano konstruować 

peYpetuum mobile, z pewnością wyśmiałby taki pomysŁ Dla niego, jak i dla 

innych Greków, idea maszyny, która mogłaby się poruszać w 

nieskończoność bez zewnętrznych  źródeł energii, byłaby niedorzecznością. 

Zdaniem starożytnych, rzecz poruszająca się musiała mieć źródło ruchu poza 

sobą. A jednak Platon mówił o czymś bardzo podobnym, jakkolwiek nie 

background image

zamierzał konstruować skomplikowanych maszyn. Dla niego pei petuum 

mobile była dusza. Skoro dusza służy do ożywienia ciała, myślał, skoro jest 

jego motorem, poruszycielem, to jest jedyną rzeczą na tym świecie, która 

potrafi sama siebie pobudzić do ruchu. Nie może go przecież czerpać z 

martwego otoczenia. A w tym, co nie musi być wprawiane w ruch przez coś 

innego, nigdy też ruch nie ustanie. Oto i dowód nieśmiertelności duszy. Gdy 

znamy już powód jej wiecznego życia, możemy przyjrzeć się budowie tego 

motoru, który - zdaniem Platona - odpowiada za każde poruszenie naszego 

ciała. 

Ostrożnie prowadź swój rydwan 

Nieraz z błahego powodu ogarnia nas gniew, w złości wygadujemy głupstwa 

albo też niszczymy to, co zrobili inni i w co włożyli niemało 

80 

Wysiłku. Bywamy łakomi i zachłanni, nie liczymy się z potrzebami innych. 

Sami się sobie później dziwimy. To nasza dusza - mówi Platon a ściślej 

mówiąc jedna z jej części, zwana pożądliwą, odezwała się w nas i pędzi na 

oślep, bezmyślnie, prowadzi do złego. Na szczęście inna część duszy, 

zwana rozumną, pilnuje, aby dusza pożądliwa nie wiodła nas na manowce. 

Opamiętał się - powiadamy - oparł się pokusie. To właśnie zasługa duszy 

rozumnej. Nie zawsze udaje się jej zapanować nad duszą pożądliwą, a 

wtedy nieszczęście gotowe. 

Jest jeszcze jedna część duszy, nazwana przez Platona popędliwą Gdy ta 

bierze górę, wtedy stać nas na wiele. Jesteśmy odważni aż do brawury, 

marzą się nam wielkie czyny, dalekie, niebezpieczne wyprawy. Chcielibyśmy 

bić rekordy we wszystkich dyscyplinach sportowych i trenujemy bez pamięci. 

Niecierpliwimy się, chcemy jak najszybciej osiągnąć upragniony cel, który 

przyniesie nam sławę i uznanie. Nie jest dobrze gdy i nad tą częścią duszy 

nie panuje rozum. Niejeden z tego powodu popadł w tarapaty. Niejeden 

stracił zdrowie i życie. Tak nie można - poucza Platon - o każdej sprawie 

background image

należy decydować rozważnie, z "olimpijskim spokojem". Mówimy o kimś, że 

zachowuje olimpijski spokój wtedy, gdv nie daje się ponieść emocjom. Nie 

unosi się nigdy, lecz wszystko traktuje jak gdyby "z góry". Tak zachowywał 

się sam 

8ł 

' ,~'i 

ZASYp~A, '. ~~DZ~EMY MaGt.! po~RYKhct . 

 

Platon. Pewnego razu wszedł do domu Platona Diogenes, filozof, który 

nauczał,  że należy wyzbyć się bogactwa i pogoni za próżną  sławą. Gdy 

stąpając po leżących tam dywanach, powiedział: "Depczę pychę Platona", 

ten odrzekł: "Tak, ale własną pychą". Wskazał w ten sposób Diogenesowi, że 

pycha nie musi wiązać się z bogactwem czy sławą. Wywyższanie się nad 

innych i pochopne wydawanie o nich ujemnych są dów również wynika z 

nadmiernej popędliwości. 

Według Platona popędliwa część duszy tkwi w piersiach. Część pożądliwa w 

brzuchu. A najważniejsza, rozumna, w głowie. Dusza nasza jest jak rydwan 

zaprzężony w dwa konie. Jeden z nich jest czarny, drugi biały. Koń czarny to 

pożądliwa część duszy, koń biały symbolizuje część popędliwą. Oba konie są 

niespokojne, szarpią zaprzęgiem, każdy ciągnie w swoją stronę. Dokąd 

pojedzie ten rydwan? W jakim kierunku? Jak przeżyjemy życie? To zależy od 

części rozumnej, która powozi rydwanem. Im lepszym okaże się ona 

woźnicą, tym lepszą drogą potoczą się koła rydwanu, tym lepsze, piękniejsze 

czeka nas życie. Rozum powinien powstrzymywać oba konie, a w 

odpowiedniej chwili dodać im bodźca-tak, aby rozwinęły w sobie te 

właściwości i cnoty, dzięki którym staną się piękne i dobre. 

Każda z części ludzkiej duszy może uzyskać przewagę nad pozostałymi, 

przez co wypaczy nasz charakter. Człowiek stanie się wówczas 

nieopanowany, chciwy, lubieżny, zuchwały, tchórzliwy lub przemądrzały. 

background image

Dlatego najlepiej jest, gdy każda z nich rozwija właściwąjej cnotę, która 

uczyni wartościową całego człowieka. Cnotą najwłaściwszą dla pożądliwej 

części duszy jest panowanie nad sobą. 

Brawura jest odwagąbezmyślną, szaleńczą. Natomiast rozumna odwaga 

nazywa się  męstwem. Woźnica-rozum kieruje białym koniem w stronę 

męstwa. Również rozumowi wyznaczył Platon cnotę, która powinna go 

cechować - jest nią mądrość. Ma ona służyć radąi pomocą dwóm pozostałym 

częściom duszy. Gdy wszystkie części rozwiną w sobie odpowiednie cnoty - 

człowiek staje się harmonijną całością. Dopiero wówczas, stosując się do rad 

rozumu, działając mężnie i z umiarem, osiąga cnotę sprawiedliwości. 

Sprawiedliwym może być tylko ten, kto zaprowadził w duszy porządek, 

sprawiedliwie rozdzielając wśród jej części to, co należy się każdej z nich. 

Dlatego sprawiedliwość jest, zdaniem Platona, cnotąnajwyższą. Dzięki niej 

zbliżamy się do idei Dobra 

i piękna, dzięki niej jesteśmy szczęśliwi. Ale czy można mówić o szczęściu 

nie wspominając o miłości? 

Na skrzydłach miłości 

Człowiek styka się w życiu z wieloma rzeczami pięknymi. Podobają mu się 

piękne przedmioty i chce je oglądać. Człowiek pożąda rzeczy pięknych, 

zachwyca się nimi, budzi się w nim miłość do nich. Ale może przede 

wszystkim podobają mu się ciała innych ludzi, wtedy gdy są piękne? Pragnie 

bliskości z nimi i trudno mu się oderwać od ich widoku. 

Ale nie tylko piękno jest dla miłości pociągające. Jest też w człowieku 

naturalna tęsknota do wieczności, chęć przedłużenia własnego  życia. Nie 

może tego zrobić całkiem dosłownie, lecz osiąga to na naturalnej drodze 

rozmnażania się, płodzenia potomstwa. Dzięki temu trwa nadal w swoich 

dzieciach, w potomkach. Jego dzieci będą rodzić następne. Tak wytwarza się 

jakiś rodzaj nieśmiertelności. W tym ukryta jest głębsza strona miłości. Miłość 

background image

sprawia,  że człowiek pragnie, jak mówi Platon, płodzić w pięknie. Pragnie 

tworzenia w pięknie, bo twórczość jest pewnego rodzaju rodzeniem. 

Mówimy nieraz, że w pracowni artysty "rodzą się piękne dzieła". Również na 

tej drodze człowiek zdobywa jakiś rodzaj nieśmiertelności. Czyż genialnych 

obrazów i książek nie nazywamy "dziełami nieśmiertelnymi"? Wielcy poeci, 

pisarze, genialni wodzowie nieraz mówili, że pragną "sławy, co przetrwa 

wieki". O tych powiada Platon, że wybrali część najlepszą. Ich "dzieci" nigdy 

nie przeminą. Poza tym powstają z rzeczy najlepszych - z idei. 

Zachwyt nad pięknymi przedmiotami i ciałami jest tylko początkiem drogi 

miłości. Także piękne uczynki wzbudzajązachwyt i miłość. Jeszcze 

większąmiłość, zdaniem Platona, powinny w nas budzić nauki i filozofia. To 

one pokazująnam drogę ku Prawdzie i innym wiecznym ideom. A co 

ostatecznie sprawia, że podobają nam się te wszystkie piękne rzeczy? Czy 

nie to, że jest w nich zawarte piękno? Poprzez miłość ku rzeczom pięknym 

zmierzamy ku miłości najwznioślejszej - miłości samego Piękna, ku Idei 

Piękna, której tamte rzeczy są tylko odbiciem. Ktoś, kto to 

82 83 

 

odkrył, nie odczuwa już pożądania czy chęci zawładnięcia pięknymi rzeczami 

lub ciałami. Jego zachwyt budzi piękno idealne. Chce przy nim jak najdłużej 

przebywać, obcować najdelikatniej, jak tylko można. Taką miłość do dziś 

nazywamy "miłością platoniczną". 

Komu więc objawi się Piękno samo, ten niewiele już zwraca uwagi na jego 

skrawki porozrzucane po świecie. "On ogląda piękno wieczne, które nie 

powstaje i nie ginie, ani nie jest z jednej strony piękne, a z drugiej szpetne, 

ani raz tylko takie, a drugi raz odmienne". Czuje wtedy wielkie uniesienie i 

chce, aby trwało i potęgowało się w nieskończoność. Mówimy nieraz o 

zakochanych, że "unoszą ich skrzydła miłości". Dla Platona to unoszenie się 

prowadzi zakochanego w pięknie do świata najpiękniejszego, 

background image

pozazmysłowego  świata idei. Przechodząc od jednych rzeczy pięknych do 

drugich, coraz bardziej podziwia on to, co w nich wspólne, co czyni je 

pięknymi - samą ideę Piękna. I tak wznosi się coraz wyżej i wyżej, jakby to 

właśnie skrzydła go unosiły. Aż odkrywa wewnętrzne piękno idei najwyższej, 

piękno samego Dobra. A gdy już pozna ten najwyższy porządek i z góry 

popatrzy na ludzkie życie, może zapragnie urządzić je nieco inaczej? 

PAŃSTWO 

Nie byłby Platon sobą, gdyby zajmował się społeczeństwem i państvwem 

realnym, tzn. tym, w którym żył i które oglądał na własne oczy. Nie znaczy to, 

aby mu się uważnie nie przyglądał. Przeciwnie, obserwował je z uwagą i 

doskonale znał panujące w nim porządki, ale patrząc na współczesne mu 

Ateny i inne państwa greckie, odwracał wzrok z oburzeniem i niesmakiem. 

Zbyt wiele w nich było zepsucia i oszustwa, łamania praw i ludzkich 

nieszczęść. Dlatego Platon zastanawia się nad ideą państwa 

sprawiedliwego, zmierzającego ku dobru. Jego cieniem, odbiciem zaledwie 

sąpaństwa istniejące realnie. A więc trzeba rozstrzygnąć, jak powinno 

wyglądać państwo idealne, najlepsze. Rzeczywiste państwa powinny 

przystosować się do ideału. Jak przystało na olimpijczyka, Platon i tu głosił 

zdecydowane poglądy. 

Przerażający ideał 

Idealne państwo składa się z trzech grup ludzi. Jedną grupę stanowią ludzie 

o duszach, w których część pożądliwa przeważa nad innymi częściami. 

Sąnimi rolnicy i rzemieślnicy. Na ich barkach spoczywa żywienie całego 

społeczeństwa. Do grupy drugiej należą ludzie, u których dusza popędliwa 

bierze górę nad pozostałymi częściami duszy. Ci ludzie to żołnierze i 

strażnicy. Ich zadaniem jest obrona państwa oraz pilnowanie porządku. 

Natomiast przewaga części rozumnej charakteryzuje dusze filozofów. To oni 

powinni rządzić państwem, bo są jego rozumem i jak zręczny woźnica kierują 

innymi w imię sprawiedliwości i szczęścia wszystkich. 

background image

Zdarza się nieraz spotkać  mądrego rolnika, rzemieślnika lub żołnierza, 

których mądrość wykracza daleko poza przeciętną. Można też spotkać 

rządzącego państwem, który nie grzeszy rozumem. Platon powiedziałby, że 

ludzie ci nie są na właściwych miejscach. Niejeden rolnik mógłby rządzić 

państwem i na odwrót: niejeden władca lepiej nadawałby się do uprawy roli 

niż do zarządzania innymi. Dlatego państwo idealne powinno zająć się 

wychowaniem dzieci i młodzieży, a gdy dorosną kierować je do wykonywania 

zadań, do których najbardziej się nadają. W ten sposób uniknie się 

tragicznych pomyłek. Państwu przyznał Platon ogromny zakres uprawnień. 

Pojedynczy ludzie powinni być, jego zdaniem, posłuszni władzy i 

obowiązującemu prawu. Nie mogą robić, co im się żywnie podoba, lecz to, co 

jest potrzebne i pożyteczne dla państwa jako całości. Państwo, ze swej 

strony, interesuje się wszystkim, co robią obywatele, jest obecne przy ich 

narodzinach i śmierci, czuwa nad ich życiem, kontroluje ich dochody i 

wydatki. Przykład procesu Demokryta pokazał,  że nie była to myśl obca 

ówczesnym Grekom. Platon jednak szedł znacznie dalej. Według niego 

państwo ma decydować o tym, kto i kiedy może mieć dzieci, jak je należy 

wychowywać, w jaki sposób karać i nagradzać ludzi, kto i czym ma się 

zajmować, a nawet co może czytać i jakiej słuchać muzyki. 

Wielu ludzi przeraża dziś idealne państwo Platona. W rządzonym przez 

filozofów państwie na straży porządku stoi bezwzględne prawo, a jego 

wskazania skrupulatnie wypełniająstosowne urzędy, żołnierze i pełniący rolę 

policji strażnicy. I wszyscy oni mają pilnować biednego, szarego 

84 ~ 85 

 

człowieka, rozkazywać mu, co ma robić, a czego nie? Oni mają wiedzieć 

lepiej, czego człowiekowi potrzeba do szczęścia? A wolność? Czy człowiek, 

któremu nie pozwala się palcem ruszyć bez zgody państwa, może czuć się 

wolny i szczęśliwy? 

background image

Platon z pewnościąbroniłby swej idei państwa. Powiedziałby,  że prawa i 

państwo nie są po to, aby ten czy ów człowiek był szczęśliwy, aby szczęśliwa 

była jakaś grupa ludzi, lecz po to, aby szczęśliwi byli wszyscy. Kłóciłaby się z 

tym zbyt daleko posunięta swoboda poszczególnych ludzi. Nadmierna 

swoboda prowadzi do powstawania dużych różnic majątkowych, a wtedy 

interesy części społeczeństwa mogąwziąć górę nad interesami pozostałych. 

Jeśli każdy myśli głównie o sobie, nie jest zdolny do prawdziwej przyjaźni czy 

miłości i ludzie nie ufają sobie nawzajem. 

Zdaniem Platona nie każdy może bez ograniczeń decydować, co ma w życiu 

robić. Są ludzie gotowi korzystać ze swej wolności w sposób 

nieodpowiedzialny. Ich swoboda więcej przyniesie szkód ogółowi niż im 

samym pożytku. I tacy ludzie mieliby być dopuszczeni do władzy? Platon 

dość się napatrzył na rządy "ciemnego tłumu". Widział, jak ateńska 

demokracja uśmierciła Sokratesa. Widział, jak bardzo "władza ludu" 

uniemożliwia działanie ludziom zdolnym, rozsądnym, którzy wiedzą jak 

zadbać o sprawy państwa jako całości. Uważał, że oddanie steru rządów w 

ręce mądrej, celowo dobranej grupy wyjdzie na pożytek wszystkim, także 

tym, którzy się na to nie godzą. 

Platon rozumiał,  że nie wszystkim to się spodoba. Na możliwe zarzuty 

odpowiadał z przekąsem: 

- Jeśli przyznacie, że rządzenie ludźmi jest umiejętnością, to nie ma innego 

wyjścia. Do sprawowania władzy potrzeba tylko dwóch rzeczy: zdolności i 

wiedzy. W moim państwie do rządu trafią najzdolniejsi. Wychowanie zapewni 

im niezbędną wiedzę i umiejętność kierowania ludźmi. Czy może być lepsze 

rozwiązanie? 

Zwykła rzeczywistość 

W niejednej sprawie trudno dzisiaj się z Platonem zgodzić. Niektóre jego 

poglądy wydają się nam niedorzeczne, inne wręcz przerażające, 

background image

jak na przykład ten, głoszący konieczność zabijania dzieci chorych i 

upośledzonych. A przecież  mądrość i szlachetność nie muszą cechować 

wyłącznie głów umieszczonych między szerokimi ramionami. 

Trzeba jednak pamiętać, że Platon, jak każdy filozof i człowiek, był dzieckiem 

swoich czasów. Do swych projektów politycznych wprowadzał rozwiązania 

znane i stosowane w świecie greckim. Pod wieloma względami bardziej 

przypadł mu do gustu ustrój Sparty niż rodzinnych Aten. Stamtąd też czerpał 

niektóre wzorce. W Sparcie zaś naprawdę zabijano dzieci niedołężne. Biorąc 

za wzór spartańskie obyczaje, Platon nie odbiegał od pojęć przyjętych w jego 

otoczeniu. W myśl ówczesnych przekonań miał prawo sądzić, że dla zdrowia 

całej społeczności słusznie jest pozbyć się osób niepełnosprawnych, 

niezdolnych do noszenia broni. 

Weźmy inny przykład. Państwa greckie w IV wieku p.n.e. to małe miasta. 

Ludzi wolnych było niewielu, a i z nich nie wszyscy byli obywatelami 

posiadającymi pełnię praw. Platon nie myśli tego zmieniać. W swym 

idealnym państwie ogranicza liczbę obywateli do 5040. Również w innych 

kwestiach dostosowuje się do zwyczajów i poglądów współczesnych mu 

Greków, nawet jeśli jemu samemu wydaje się,  że obcuje tylko z wiecznym 

ideałem. 

Nie zmienia to faktu, że Platon okazał się myślicielem niezwykle 

przenikliwym. Jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na podział pracy w 

społeczeństwie. Dziś doskonale zdajemy sobie sprawę,  że ludzie muszą 

dzielić się pracą. Jedni drugim są potrzebni, a władza państwa jest coraz 

bardziej rozległa. Platońska propozycja odbierania dzieci matkom, by oddać 

je na wychowanie państwu, może dziś szokować. A przecież nikogo nie 

dziwi, że dzieci chodzą do przedszkoli i szkół, spośród których wiele należy 

do państwa. 

W wielu innych sprawach społeczeństwa współczesne idą za radami 

Platona. Według prawa, czyli zgodnie z wolą państwa, można zawierać 

background image

związki małżeńskie dopiero w określonym wieku. A więc państwo decyduje, 

w jakim wieku można mieć własne dzieci. Państwo prowadzi spisy ludności i 

kontroluje urodziny. O każdym z nas państwo wie, gdzie mieszka oraz gdzie i 

kiedy się urodził. Bez państwowego paszportu nie można wyjechać za 

granicę. Państwo decyduje o tym, w jakie miejsca możemy jechać na 

wczasy: gdzie rozbijać namioty, gdzie się kąpać i łowić 

8G '~ 87 

 

ryby. Państwo, określa jaką część pieniędzy w formie podatku musimy oddać 

na_jego rzecz, a jakąmożemy zachować dla siebie. Podobnie jak u Platona, 

państwo decyduje jak i gdzie chować zmarłych, nagradza i karze obywateli. 

Długo jeszcze można by wyliczać uprawnienia państwa w stosunku do 

obywateli. W wielu sferach są one daleko większe niż w idealnym państwie 

Platona. A mimo to nie uważamy, iżby należało państwo pozbawić tych 

uprawnień. Nie uważamy, aby odbierały nam wolność. Rozumiemy 

konieczność wielu ograniczeń, jesteśmy bowiem świadomi zagrożeń we 

współczesnym  świecie, w którym istnieją tysiące miast, a wiele z nich liczy 

więcej ludności niż cała Grecja antyczna. Spór o to, jak dalece państwo 

może rozporządzać  życiem obywateli, wciąż trwa, jak w czasach Platona i 

Demokryta. Pojawiły się nowe problemy, które dotyczą całego  świata. W 

sprawach związanych z ochroną ziemi, mórz i atmosfery, poszczególne 

państwa muszą się podporządkować prawu międzynarodowemu. 

Starożytność nie znała jeszcze tego rodzaju problemów. Jak widać, wiele z 

jego myśli o państwie idealnym zostało wcielonych w życie. Tym sposobem 

"olimpijskie" idee Platona zstąpiły na ziemię. Jedno tylko jego marzenie 

pozostało nie zrealizowane. Filozofowie nigdy nie rządzili państwami. Raz 

tylko filozof zasiadł na tronie. Był nim rzymski cesarz Marek Aureliusz. Ten 

jednak, wierząc w siłę przeznaczenia, niewielkich dokonywał zmian w 

organizacji państwa, a sprawowanie rządów traktował jak przykry obowiązek. 

background image

Natomiast uczeń Platona, Arystoteles, stał się nauczycielem największego 

wodza starożytności, założyciela potężnego imperium, dzięki czemu miał 

pewien wpływ na jego rządy. 

Warto zajrzeć 

W.K.C. Guthrie, Filozofowie greccy od Talesa do Arystotelesa, "Znak", 

Kraków 1996. 

A. Krawczuk, Pan i jego filozof rzecz o Platonie, Wydawnictwo Poznańskie, 

Poznań 1984. 

A. Krokiewicz, Zays,filozofii greckiej, "Aletheia", Warszawa 1995. 

J. Legowicz, Filozofia starożytna. Wi~brane teksty z historii filozofii, PWN, 

Warszawa 1970, cz. II, r. III. 

K. Leśniak, Platon, Wiedza Powszechna, Warszawa 1993. 

g, Markiewicz, Filozofia dla szkoty średniej. Wybór tekstów, WSiP, Warszawa 

1987, s. 23-41. 

Platon, Gorgiasz i tl~enon, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1991. 

Platon, Państwo, "Alfa", Warszawa 1994. 

Platon, Timajos, PWN, Warszawa 1986. Platon, Uczta, PWN, Warszawa 

1988. 

A. Sikora, Spotkania z filozofą, WSiP, Warszawa 1995, s. 52-63. 

Slownik pojęć filozoficznych pod red. W. Krajewskiego, Wydawnictwo 

Naukowe "Scholar", Warszawa 1996; hasła; demiurg, idea, platonizm. 

Można zapytać 

1. W jaki sposób możemy dowiedzieć się czegoś nowego? Skąd w ogóle 

wiemy to, co wiemy? Czy wiedza jest nam przekazywana w gotowej postaci, 

jako zbiór informacji? Czy też dokonujemy wśród nich wyboru -uznając jedne 

informacje za godne wiary, inne nie? Na czym opieramy swój wybór? 

2. Czy - u Platona - "prawa konieczności" są prawami rozumu, czy też nimi 

nie są? Czy może istnieją dwojakie "prawa rozumu" - jedne konieczne, inne 

niekonieczne? 

background image

3. Spróbujmy ustalić, czy aby rządzić innymi: a) potrzebne są umiejętności? 

b) wystarczą same umiejętności? 

Jakie konsekwencje dla rządzonych wynikają z różnych odpowiedzi na 

pytanie b)? 

88 I 89 

 

Rozdział V 

MIF~DZY MATERIAt I FORMr~. ARYSTOTELES ZAPROWADZA 

PORZAtDEK 

Uczniowie Likejonu określali się mianem scholastyków (szkolarzy), j ako że 

tworzyli j edyną tak systematycznie zorganizowaną szkołę. Wiele wieków 

później nazwa ta miała przylgnąć do uczonych średniowiecza, którzy tworzyli 

równie skrupulatnie działający system nauczania. W starożytności Grecy 

woleli nazywać arystotelików perypatetykami, od zwyczaju ich mistrza 

przechadzania się podczas wykładów i dyskusji, przyjętego także wśród jego 

uczniów (peripateo - przechadzam się). 

JAK, Z CZEGO, PO CO I DLACZEGO? 

Arystoteles, jeden z najbardziej wszechstronnych umysłów swoich czasów, 

miał nie mniejsze od Platona zasługi w badaniach nad społeczeństwem i 

państwem. Nie to jest jednak jego głównym tytułem do sławy. Jego filozofia i 

nauka stały 

się pewnego rodzaju podsumowaniem dotychczasowej greckiej myśli. 

Arystoteles potrafił rozwinąć to, co ciekawe i cenne u innych. Znajdował 

rozwiązania, które uwzględniały spostrzeżenia i myśli poprzedników. Przez 

dwadzieścia lat był uczniem Platona, żeby wreszcie założyć własną szkołę - 

Likejon. 

Szkoła Arystotelesa nie była miejscem swobodnych dyskusji i 

przypadkowych spotkań, była szkołą zorganizowaną. Miała własne 

background image

pracownie, sale wykładowe, bibliotekę - podobnie jak dzisiejsze uniwersytety. 

Można by jąnazwać instytutem naukowym. Zajmowa 

no się w niej fizyką, matematyką, astronomią, zoologią, anatomią i innymi 

dziedzinami. Nie było tam miejsca na swobodne rozważania. Likejon to 

raczej ośrodek badawczy, gdzie gromadzono wiedzę i przeprowadzano wiele 

doświadczeń. Duży nacisk kładziono tam na logiczne myślenie. 

Czego potrzeba, aby cokolwiek powstało? Czego, na przykład, potrzeba, aby 

zaistniał stół? Z pewnościąpotrzeba jakiegoś materiału: drewna, kamienia, 

metalu lub innego tworzywa. Po drugie, musi być pomysł stołu, wzór albo 

projekt, czyli idea. To ona określa, czym istotnie stanie się jakaś rzecz. 

Inaczej mówiąc, nadaje mu jego istotę - w tym znaczeniu, jak wówczas, gdy 

mówimy: "taka jest istota rzeczy". To coś, co nadaje rzeczy jej istotę, 

Arystoteles nazywa również formą, bo formuje ona materiał w określony 

kształt. Oprócz materiału i istoty potrzebna jest jeszcze siła, która sprawi, 

żeby stół powstał. Czy to wszystko? Nie wszystko. Niezbędny jest jeszcze 

cel. Bo przecież stół robi się nie dla niego samego, lecz w jakimś celu. "Po co 

robimy to, czy owo?" - pytamy. Oprócz stołów ludzie robią jeszcze wiele 

innych rzeczy i chyba nie 

znaleźlibyśmy takiej, która nie powstałaby w określonym celu. 

°.~ Lecz poza tworami człowieka istniejąinne, których człowiek nie stworzył. 

Czy one równieź istnieją w jakimś celu? I na to 

-- SPRAWCń pytanieArystoteles odpowiadał twier 

90 ~ 91 

 

dząco. Wszystko, co jest, ma swój cel: stół i góra, czajnik i pustynia, dom i 

kwiaty na łące, a nawet wojny i choroby. Aby więc istniało cokolwiek, 

potrzebne są zawsze cztery przyczyny: 

materia (materiał), forma (istota), 

siła sprawcza (sprawca), cel. 

background image

Gdyby zabrakło choć jednej z nich, żadna rzecz nie powstanie. Aby kamień 

stał się posągiem (materia uzyskała formę), musi zjawić się i rzeźbiarz ze 

swoimi umiejętnościami, zręcznością i wyobraźnią, no i oczywiście cel, jaki 

przyświeca rzeźbiarzowi w tym zamierzeniu. 

Nie można było tak od razu? 

Nauczając o czterech przyczynach rzeczy, Arystoteles porządkował 

dociekania swych poprzedników. Jakiej bowiem zasady poszukiwali 

filozofowie jońscy? Według Arystotelesa, Tales, Anaksymenes czy Heraklit, 

poszukując przyczyn powstawania, odnajdowali tylko to, z czego coś 

powstaje. W ten sposób wskazywali wyłącznie przyczynę 

materialnąpowstawania rzeczy. Czy nie zdawali sobie z tego sprawy? 

Widocznie sami jeszcze nie wiedzieli, o czym mówią. Nie znane im było 

pojęcie materii ani przyczyny. Arystoteles musiał im pokazać, jak to się robi, 

jak mówić jasno i bez niedomówień. Odnosimy wrażenie, jakby chciał 

westchnąć: panowie, nie można było tak od razu? 

Nie miał jednak czasu na załamywanie rąk. Z innymi też miał pełno roboty. 

Weźmy Empedoklesa. Gdy ten wymienia jako zasadę mieszania się 

elementów Miłość i Nienawiść, odnajduje to, co powoduje zmianę, a więc 

źródło ruchu. Dodaje tym samym zasadę drugą, a mianowicie przyczynę 

sprawczą. Podobnie u Anaksagorasa przyczynąsprawcząjest Duch. Bo to on, 

sam nie poruszony, staje się przyczyną ruchu świata. 

Z kolei pitagorejczycy wskazując na liczbę, jako zasadę porządku i harmonii 

świata pokazują, jak świat jest ukształtowany. Można powiedzieć,  że tym 

samym określająjego istotę. Również nieporuszone i niezmienne Jedno 

Parmenidesa może być uznane za taką zasadę. Wreszcie jest ona obecna 

także u Platona. Jego Idee bowiem określają rzeczy 

w tym, co stanowi ich istotę, czyli formę. We wszystkich tych przypadkach 

mamy więc do czynienia z przyczyną formalną rzeczy. 

background image

Tylko ostatniej z wymienianych przez siebie przyczyn nie zauważa 

Arystoteles u wcześniejszych filozofów - przyczyny celowej. Z tą, według 

niego, mamy do czynienia dopiero u Platona. Widać to najwyraźniej 

wówczas, gdy Platon na czele wszystkich idei umieszcza Ideę Dobra. W ten 

sposób dobro, do którego dążą wszystkie inne rzeczy, nadaje im pewien cel, 

do którego zmierzają. 

Zauważmy,  że Arystoteles przekazał nam tutaj pierwszą, skrótową historię 

filozofii. Po raz pierwszy ktoś zajął się wyjaśnianiem myśli swoich 

poprzedników nie po to, aby się z nimi sprzeczać, ale by zrozumieć i jasno 

przedstawić to, co w nich uznał za ważne. 

Papużki nierozłączki 

Co wynika z uznania, że istnieją cztery zasady-przyczyny? Oto na przykład 

idea, wzór, pomysł czy - jak mówi Arystoteles - forma, jest ściśle związana z 

rzeczą, tkwi jakby w rzeczy. Arystoteles bardzo szanował Platona, ale 

mawiał,  że prawda jest dla niego ważniejsza. Dlatego nie we wszystkim 

zgadzał się ze swym mistrzem. Nie mógł się pogodzić z poglądem, jakoby 

wszystko, co istnieje było tylko cieniem, odbiciem wiecznych prawd-idei. 

Uważał,  że idea, czyli forma, jest nieodłączna od rzeczy. Jeśli chcemy ją 

odnaleźć, powinniśmy jej szukać w samej rzeczy. Inaczej mówiąc, nie jest 

tak, że świat oglądany przez nas jest odbiciem jakiejś wiecznej prawdy. Świat 

przez nas doświadczany jest jak najbardziej prawdziwy. 

Problem polega jedynie na tym, jak tę prawdę w świecie rozpoznać. 

Szukanie prawdy o lc°bniu nie polega na rozmyślaniu o nim "z zamkniętymi 

oczami", lecz na oglądaniu koni, dosiadaniu ich, pracy przy ich pomocy, 

doglądaniu. Gdy już doświadczymy konia na różne sposoby, możemy 

zastanowić się nad pytaniem, co to jest koń. Zastanawiając się, co przesądza 

o byciu koniem, dochodzimy do prawdy-formy. Myślimy więc dzięki 

doświadczeniu, na podstawie wrażeń dostarczanych przez zmysły: oczy, 

background image

uszy, powonienie, smak, dotyk. Dla poznania prawdy jest więc potrzebne 

zarówno doświadczenie, jak i rozum. 

92 I 93 

 

Platon, widząc tylko w rozumowaniu drogę do prawdy, był zbyt jednostronny. 

Dociekając prawdy, człowiek ma do czynienia jedynie z tym, co 

zaobserwował w świecie, i wcale nie ma powodu, aby przyjmować istnienie 

idei-prawd niezależnych od widzialnego świata. W samym świecie zawiera 

się wszystko, czego rozumowi potrzeba do jego poznawania. To wszystko 

ma nieodmiennie tę samą postać: uformowanej materii. Ale uwaga! Każda 

rzecz już ukształtowana może stać się materią dla czegoś innego. Deski, 

które są już rzeczami uformowanymi jako połączenie materii (drewno) i formy 

(kształt), mogą jako materiał zostać użyte do zrobienia szafy, stołu lub domu. 

O RZECZACH WIECZNYCH 

Można zapytać, czy w takim razie istnieje materia nieuformowana - coś, co 

nie byłoby domem, górą, rzeką ani drewnem, a tylko tworzywem dla 

wszystkiego, jak atomy u Demokryta? Owszem, mówi Arystoteles, ale można 

tylko o niej pomyśleć. Jest ona podłożem wszystkich rzeczy. Nie powstaje i 

nie ginie. Jest wszędzie, ale nie można jej opisać. To nie woda ani ogień czy 

też powietrze, jak mówili jończycy. Jest to coś, co może się stać i wodą, i 

ogniem, i powietrzem lub substancją delikatną jak mgła, zwaną eterem, z 

którego powstało niebo i gwiazdy. Materia jest wieczna, ale wieczny jest i 

ruch, sprawca przemieszczania się rzeczy, ich powstawania, wzrastania i 

umierania. Świat nie ma początku i nie będzie miał końca. 

Nieporuszony poruszyciel 

Chociaż  świat nie ma końca ani początku, to jednak istnieje "pierwszy 

poruszyciel" - przyczyna wszelkiego ruchu. Pierwszy poruszyciel to Bóg, 

który nie stworzył świata ani nawet nie kieruje nim, a tylko światem jak gdyby 

"potrząsnął", tchnął weń ruch i życie. Czy Bóg również składa się z materii i 

background image

formy? Otóż nie. Bóg jest ideą formą czystą. Jest niematerialny jak 

Platońskie idee. 

Niektórzy filozofowie współcześni zarzucająArystotelesowi brak 

konsekwencji. Kiedy nazywamy kogoś niekonsekwentnym? Wtedy, gdy ktoś 

nie działa planowo lub nie jest wytrwały w postanowieniach. Gdy przyjmuje 

pewne zasady postępowania, a później je łamie. Gdy wreszcie mówiąc coś, 

sam sobie zaprzecza. Powody niekonsekwencji mogą być rozmaite. Może to 

być zwykła słabość charakteru lub nieświadomość. A może brak wiedzy lub 

niedostateczne przemyślenie problemów, o których się mówi? 

Wszelako sam Arystoteles broniłby się przed takim zarzutem. Moja 

niekonsekwencja - powiedziałby - jest tylko pozorna. Gdy Parmenides 

zarzucał filozofom jońskim, że poszukująpoczątku dla wiecznego świata, miał 

zapewne rację dostrzegając w tym sprzeczność. Ten argument nie stosuje 

się do mnie, bo czyż istnienie pierwszego poruszyciela-Boga nie wypływa z 

moich rozważań nad zjawiskiem ruchu? Popatrzmy: ruch jest wieczny. Ale z 

drugiej strony to, co się porusza, zawsze "musi być poruszane przez coś". 

Zatem wieczny ruch może być spowodowany tylko przez coś wiecznego - 

przez Boga. 

Wynika stąd jednak, że pierwszy poruszyciel nie mógł wykonać "pierwszego 

ruchu", na przykład takiego, jaki czynimy, przewracając kostki domina stojące 

jedna za drugą. I nie wykonał takiego ruchu mówiArystoteles. Nie jest więc 

tak,  że Bóg "popchnął" ten świat i odtąd wszystko się kręci. Co więcej, nie 

było właśnie  żadnego "odtąd". Nie było momentu, w którym czas "zaczął 

płynąć". Bo również i czas w filozofii Arystotelesa jest wieczny. Bóg, ruch, 

świat i czas są więc współwieczne - mówi Arystoteles. Co w takim razie 

oznacza ostatecznie jego powiedzenie, że Bóg jest pierwszym 

poruszycielem? Jak mógł cokolwiek poruszyć, jeśli nie był wcześniejszy od 

świata? Jeśli wyobrazimy sobie, że kiedyś powstał pierwszy ruch, od którego 

background image

"wszystko się zaczęło", zaprzeczymy zasadzie wieczności ruchu. Znajdziemy 

się więc w sytuacji bez wyjścia. 

I tu znów przychodzi Arystotelesowi z pomocą rozróżnienie czterech 

przyczyn. Okazuje się bowiem, że Bóg-poruszyciel wprawia świat w ruch nie 

jako sprawca, lecz jako cel. Nie jest przyczyną sprawczą, a przyczyną celową 

Jeśli jest "pierwszy" to nie jako ten, który był, gdy niczego nie było, ale ten, 

który stoi na czele, do którego wszystko dąży. Wprawia w ruch, bo przyciąga, 

a nie popycha. A mówiąc słowami samego Ary 

94 ~ 95 

 

stotelesa: "Bóg-umysł wprawia w ruch tak, jak to, co miłowane". 

Bóg jest bowiem formą doskonałą, do której dąży wszystko w świecie. 

Poruszając wszystko, sam Bóg zostaje nieporuszony. Skoro jest formą w 

pełni zrealizowaną, nie może w Nim być żadnego ruchu, gdyż ruch jest dla 

Arystotelesa dążeniem nieuporządkowanej materii do uzyskania formy. Bóg 

zaś jest porządkiem idealnym - oto dlaczego nie może być w Nim miejsca dla 

materii. 

Cel zmian i ruchu 

Arystoteles był przekonany, że każde działanie jest podejmowane w jakimś 

celu. A więc przyczyna sprawcza jest podporządkowana celowej. Obie zaś te 

przyczyny realizują się dzięki formie. Forma jest celem wszystkich rzeczy. 

Gdy rzeźbiarz dąży do celu - stworzenia posągu celem tym jest ostateczna 

forma, jaką nada rzeźbionej bryle kamienia, drewna czy metalu. Zatem i 

wszystkie poruszenia jego ręki, które "sprawiają",  że powstaje posąg, są 

podporządkowane wcześniejszemu wzorowi, formie, jaką pragnie uzyskać. 

Nie inaczej dzieje się w naturze. Z pestki wiśni wyrasta drzewo. Rosnąc, 

dąży ono do uzyskania formy, która wcześniej była "zapisana" w pestce. A 

więc i przyczyna sprawcza - wzrost - jest zależna od formy. Przyczyną zaś 

celową okazuje się tu sama forma. W ten sposób forma okazuje się nie tylko 

background image

kształtem, ale i siłą, która powoduje przemiany w świecie, właściwym 

sprawcąpowstawania i rozwoju, urzeczywistnienia rzeczy. Forma jest w 

rzeczach czymś najistotniejszym, tym, co umożliwia ich ruch, decyduje o ich 

najważniejszych funkcjach. Dlatego Arystoteles może na przykład 

powiedzieć,  że właściwą formą oka wcale nie jest jego kształt - jest nią 

widzenie. Materia jest w rzeczach stroną bierną, samym tworzywem. 

Urzeczywistnia się, staje się czymś określonąrzeczą-dzięki formie. 

Dążenie do uzyskania formy jest w naturze powodem ruchu. Bo ruch w 

przyrodzie to dla Arystotelesa nie tylko zwykła zmiana miejsca. Ruchem jest 

wzrost, rozwój roślin czy zwierząt, ruchem jest w ogóle każda zachodząca w 

świecie zmiana. W ten sposób Arystoteles uznał Heraklitejskąpowszechność 

zmiany, ruchu, stawania się rzeczy. Nie trak 

tował już zmienności jako zasady - podporządkował  ją formie nadają cej 

zmianom cel. Zmiany nie były już przypadkowe, były drogąrozwoju ku 

formom coraz doskonalszym. 

Na pozór zgodził się także z Demokrytem, dostrzegając w świecie 

powszechnąprzyczynowość. Rozumiał  jąjednak całkiem inaczej, gdyż 

najważniejszą, "kierowniczą" rolę przyznał przyczynie celowej. Gdyby nie 

istniał cel, światem rządziłaby  ślepa konieczność. Tak rzecz wyglądała dla 

Demokryta - dlatego słyszę  dźwięki gitary, że ktoś uderza w struny. To 

prawda, ten ktoś "jest przyczyną" dźwięku. Ale nie zagrałby, dodaje 

Arystoteles, gdyby nie miał w tym jakiegoś celu. Podobnie możemy 

powiedzieć: "zwierzę lub człowiek je, bo odczuwa głód". I na tym zakońezyłby 

Demokryt - głód jest powodem sięgnięcia po pożywienie. Ale oprócz tego - 

dodaje Arystoteles - zwierzę je, aby ów głód zaspokoić, aby utrzymać się 

przy  życiu. Głód nie jest niczym więcej, jak ostrzegawczym dzwonkiem: 

"uwaga, trzeba uzupełnić pokarm". A więc i tu widzimy, że przyczyna 

sprawcza jest podporządkowana pewnemu celowi. 

background image

Według Demokryta, roślina rozwija się dlatego, że wchłania ożywcze 

składniki z gleby i promieni słonecznych. Skutek, jakim jest wzrost rośliny, 

jest wyznaczony przez przyczynę: jest nią czerpanie pokarmu z gleby, wody i 

słońca. Inaczej dlaArystotelesa-rozwijająca się roślina dąży do osiągnięcia z 

góry wyznaczonego celu, urzeczywistnienia wyznaczonego jęj wzoru - formy. 

To dlatego z pestki wiśni wyrasta nie dąb lub grusza, a zawsze wiśnia. 

Składniki odżywcze sątylko środkiem do realizacji tego celu. W przeciwnym 

razie musielibyśmy uznać, że w świecie rządzi przypadek. Gdyby nie istniał 

cel wszystkich rzeczy, aby przewidzieć jakiekolwiek zdarzenie musielibyśmy 

poznać nieskończony  łańcuch przyczyn, które do tego zdarzenia 

doprowadziły. Zdarzenie takie byłoby dla nas nieprzewidywalne, a więc z 

naszego punktu widzenia przypadkowe. 

Przeto Arystoteles dochodzi do wniosku, że sama przyczyna sprawcza nie 

wystarcza do wytłumaczenia prawidłowości wśród zachodzącydr zjawisk. 

Należy zatem uznać,  że wszystko w świecie dąży do jakiegoś celu. Tylko 

dlatego powstająrzeczy, dlatego rosnąi rozwijają się rośliny, zwierzęta, 

człowiek,  że mają jakiś cel. "Przyczyna celowa jest w najwyższym stopniu 

dobrem i kresem wszystkich innych rzezy". Cel, wyznaczany przez formę, 

powoduje w świecie ruch 

96 ~ 97 

 

i dążenie stworzeń do zaistnienia, do jak najpełnięjszego, najdoskonalszego 

urzeczywistnienia. 

Dwóch na jedną 

Wszystko, co żyje, ma duszę. Rośliny i zwierzęta też mają dusze, tylko mniej 

doskonałe. Dusza jak motor wprawia ciało w ruch. Sprawia, że się 

odżywiamy, rośniemy i wywołuje w nas rozmaite popędy. Jest trwale 

zrośnięta z ciałem, podobnie jak wszelka forma z materią. Dusza, jako forma 

ciała, jest więc śmiertelna, przemija wraz z nim. W każdym ciele istnieje tylko 

background image

jedna dusza, lecz umysły są  aż dwa. Arystoteles rozróżnia umysł czynny i 

bierny. Umysł bierny trwa krótko i bez swego czynnego kolegi nawet nie 

myśli. Jest czymś w rodzaju niezapisanej tablicy. Myśli pojawiają się w nim 

za sprawą umysłu czynnego, podobnie jak słowa na tablicy za sprawą tego, 

kto je pisze. Ten "tablicowy" umysł umieszczony jest w duszy i rozwija się 

wraz z nią. Dlatego nie ma prawd, z którymi się rodzimy, które posiadamy 

zanim zaczniemy doświadczać. Tablica naszego umysłu zapisuje się powoli, 

gdy, jedno po drugim, przyswajamy sobie kolejne pojęcia. Gdyby nie umysł 

czynny, nie byłoby to możliwe. Ten zaś przychodzi z zewnątrz, nie jest 

częścią duszy jak umysł bierny, nie łączy się z niątrwale, po śmierci zaś 

odchodzi. A tylko on zasługuje w pełni na nazwę rozumu. 

Z tym czynnym rozumem ma Arystoteles pewien kłopot. Rozum nie przemija, 

jest nieśmiertelny. Jeśli może on istnieć bez ciała, czyli materii, to jest samą 

formą. A przecież wcześnięj mówił o nierozerwalnym związku materii z 

formą. Czyżby kolejny wyjątek? Tak, bo związek materii i formy obowiązuje 

tylko w sferze świata zmysłowego. Widzieliśmy już, że Bóg jest formą czystą, 

tj. obywającą się bez materii. Podobnie ma się sprawa z rozumem. Jest on 

jakby boskim pierwiastkiem w człowieku. Nie powstaje i nie ginie - on również 

jest wieczny. 

Arystoteles znał swoich poprzedników, jak mało kto. Dostrzegał u wszystkich 

myśli godne uwagi i takie, z którymi nie mógł się zgodzić. Pragnął w swej 

filozofii uwzględnić to, co uważał za najlepsze u jończyków i Demokryta z 

jednej strony, oraz u eleatów, Platona i Pitagorasa z drugiej. Dlatego mówi o 

czterech zasadach-przyczynach wszyst 

i ia kiego, a zarazem o istnieniu rozumu czy pierwszego poruszycieli-Boga, 

nie podlegających tym zasadom. Wynikało to z przekonaniaArystotelesa o 

panującej w świecie celowości. Wieczny ruch wymagał nieporuszonego 

poruszycieli, jako ostatecznego celu. Niematerialny, niezmienny rozum 

zapewniał rozumność i celowość zmian w świecie. Tak oto Arystoteles godził 

background image

poglądy Heraklita i Demokryta z nauką Platona. Pragnął znaleźć filozofię 

złotego środka mogącą pogodzić przeciwstawne filozofie, zaprowadzić w tej 

dziedzinie trwały, rozumny porządek. Porządkował nie tylko myśli swych 

poprzedników, chciał zarazem uporządkować całą dostępną wówczas 

wiedzę. 

Plan zajęć 

Istnieje dzisiaj tak wiele rozmaitych nauk, że trudno byłoby je wszystkie 

wymienić. Znamy fizykę, matematykę, geografię, historię, astronomię. 

Wszyscy słyszeliśmy o socjologii, ekonomii, psychologii, genetyce lub 

geologii, ale już mało kto wie coś o takich naukach, jak parazytologia, 

semiotyka, malakologia, aktynometria, genologia czy sfragistyka. Jest ich tak 

dużo,  że nie sposób wymienić wszystkich. Można je jednak poukładać w 

grupy, w których znalazłyby się takie, które zajmowałyby się podobnymi 

tematami. O podobieństwie nauk decyduje to, co one badają, czyli przedmiot 

badań (może to być na przykład przyroda czy społeczeństwo) lub też to, jak 

się bada, czyli sposób. 

Dziś najczęściej nauki dzieli się na matematyczne-przyrodnicze - takie jak 

matematyka, informatyka, fizyka i biologia, które pośrednio lub bezpośrednio 

zajmują się przyrodą, oraz nauki humanistyczne, które zajmująsię 

człowiekiem i społeczeństwem. Już przedArystotelesem rozmaicie dzielono 

nauki, ale dopiero on starał się dokładnie pokazać, jakie są podobieństwa i 

różnice między naukami i dlaczego jedne są zależne od drugich. Arystoteles 

zaczął od spostrzeżenia, że ludzie poznają świat w różny sposób, z różnych 

stron i zawsze pod określonym względem. Sposoby poznawania 

będądlaArystotelesa ważnąpodstawąpodziału nauk. Zacznijmy od 

najprostszego. 

Czy dzieci, które naśladują dorosłych, bawiąc się w sklep lub w policjantów i 

złodziei, muszą myśleć o tym, co robią? Niewątpliwie tak. 

98 ~ 99 

background image

 

Nie wiedzą jednak wszystkiego o handlu, o pracy policjantów i zwyezajach 

złodziei. Bawiąc się, naśladują jedynie czynności ludzi, które zaobserwowały 

z zewnątrz lub tylko o nich słyszały. Poznanie, polegające na zwykłym 

naśladowaniu i niczym więcej, jest najprostszym rodzajem wiedzy. Takim 

rodzajem poznania są sztuki naśladowcze, na przykład malarstwo lub sztuka 

aktorska. 

Nieco wyżej stawia Arystoteles poznanie, które polega na tym, iż się wie, jak 

należy to czy owo zrobić. Jest ono pomocne w zdobyciu konkretnych 

umiejętności. Na przykład szewc wie jak zrobić buty, a krawiec jak uszyć 

ubranie. Gdyby zapytano szewca, nie mającego przy sobie narzędzi i 

materiału, jak się robi buty, to trudno byłoby mu odpowiedzieć. On wolałby 

pokazać. Miałby jeszcze większy kłopot z pytaniami typu: czym jest 

szewstwo? Po co właściwie robi się buty? Dlaczego jedni chodząw butach a 

inni nie? Być może zdenerwowałby się i posłał nas do wszystkich diabłów. 

"Nie filozofujcie" - powiedziałby. Trzeba jednak pamiętać, że bywają szewcy, 

którzy również filozofują. 

Trzeci rodzaj poznania jest bardzo ważny. Jest to wiedza teoretyczna. 

Teoretyk tylko myśli, jak matematyk czy fizyk, wiele rozumie, wszystko może 

wyliczyć, ale niewiele potrafi zrobić. Wie na przykład, że aby zrobić huśtawkę 

na podporze, trzeba podporę zamocować dokładnie na środku, tak aby 

ramiona huśtawki były równe. Mógłby nawet obliczyć, jaka długość ramion 

jest najlepsza, aby huśtawka była dobra. Gdyby jednak przyszło mu zrobić 

huśtawkę, nie dałby sobie rady. Mogłoby mu zabraknąć wiedzy praktycznej, 

jaką dysponuje stolarz czy ślusarz. Jednakże i tu trzeba pamiętać,  że 

bywająmatematycy, którzy potrafiąrobić huśtawki. 

Czwarty, najwyższy stopień wiedzy, Arystoteles nazywa mądrością. Jest to 

umiejętność myślenia o najwyższych zasadach wszystkiego, co jest. Wiedzę 

o najważniejszych zasadach wszystkiego nazywa się "filozofią pierwszą". 

background image

Mędrzec, mówi Arystoteles, posiada wiedzę o wszystkich rzeczach, mimo iż 

może niewiele wiedzieć o każdej rzeczy z osobna. 

Ze względu na rodzaje poznania, przedmiot oraz zakres dociekań, 

Arystoteles podzielił nauki na kilka grup. Na przykład polityka i etyka należą 

do tak zwanych nauk praktycznych, zajmujących się postępowaniem 

człowieka. Do tych nauk zalicza Arystoteles również medycynę. 

Celem tak zwanych nauk wytwórczych (lub twórczych) jest stworzenie tego, 

co piękne i pożyteczne. Należy do nich sztuka wygłaszania mowy. Grecy 

przywiązywali do niej wielkąwagę. Dzięki tej umiejętności można było wiele w 

życiu osiągnąć. Sztuka pięknego mówienia dotyczyła sposobu przemawiania 

do słuchaczy, wyrażania się i umiejętności przekonywania. Dobry mówca 

musiał wiedzieć, kiedy mówić głośniej, kiedy ciszej, jakiego języka używać w 

zależności od tego, do kogo się mówi, jak rozbudzać emocje słuchaczy. 

Niejednemu dzisiejszemu politykowi przydałyby się takie umiejętności. 

Jednąz nauk twórczych jest poetyka. Arystoteles uważał,  że przyczyną 

twórczości poetyckiej jest wrodzone nam pragnienie naśladowania. 

Naśladowanie sprawia ludziom radość. Wszelka sztuka ma swoje źródło w 

naśladowaniu. Za najważniejsze Arystoteles uznawał jednak nauki 

teoretyczne: matematykę, fizykę i oczywiście filozofię pierwszą, jako 

najważnięjsząz nich. Celem tych nauk jest sama prawda. Rozum, dzięki 

filozofii, dociera do tego, co najdoskonalsze w całym wszechświecie. Tym, 

których nie stać na filozofowanie, należy tylko współczuć. 

Jest u Arystotelesa ciekawa myśl, przy której warto się zatrzymać. Gdy mówi 

on o różnych umiejętnościach człowieka, zwraca uwagę na to, że zawsze 

mająone na celu jakieś korzyści. Natomiast wiedza teoretyczna jest tylko dla 

samej siebie, to znaczy jej celem jest jedynie prawda, a nie jakakolwiek 

korzyść. Taka wiedza pojawia się, zdaniem Arystotelesa, wtedy dopiero, gdy 

ludzie mają dużo wolnego czasu (dlatego egipscy kapłani tak bardzo 

rozwinęli matematykę - rozporządzali czasem wolnym). 

background image

Wśród nauk teoretycznych Arystoteles nie umieścił dziedziny, która wydaje 

się szczególnie wyraźnie nastawiona na odkrywanie "czystej" prawdy - logiki. 

Była ona dla niego praktyczną umiejętnością, mającą na celu przekonywanie 

w dyskusji i zachowanie poprawności wnioskowania. Poświęcił jej jednak tyle 

miejsca i pracy, dokonał w niej tylu odkryć, jak nikt przed nim, a rzadko kto po 

nim. Biorąc pod uwagę stan wiedzy logicznej w czasach wcześniejszych, 

można powiedzieć, że to Arystoteles stworzył logikę. 

100 ~ 101 

 

MYŚLEĆ POPRAWNIE 

Co to jest logika? 

Często używamy określeń: "myślenie logiczne", "Piotr myśli logicznie", "Jan 

myśli nielogicznie". Mówi się o logice lub jej braku w czyichś wypowiedziach. 

Gdy mówimy "logika", chodzi nam o myślenie poprawne. Od czego zależy 

poprawne bądź niepoprawne myślenie? Wspominaliśmy już o konsekwencji i 

niekonsekwencji, mając na myśli przestrzeganie i łamanie przyjętych 

założeń. Tu moglibyśmy dodać, że trudno o zachowanie konsekwencji tam, 

gdzie zabraknie logicznego myślenia. 

Logiczne myślenie to przestrzeganie pewnych zasad, ale nie takich, które 

sobie dowolnie ustaliliśmy, lecz takich, których musimy przestrzegać, jeśli nie 

chcemy narazić się na zarzut, że myślimy niepoprawnie, błędnie. 

Powie ktoś: "Mogę sobie myśleć jak chcę, to moja sprawa. Nikt mi nie będzie 

narzucał  żadnych zasad". To prawda, ale czy wtedy można skutecznie 

działać i osiągać zamierzone cele? Oto Jola chciała się spotkać z Markiem. 

Od rodziców Marka otrzymała wiadomość: "Marek na pewno jest w domu lub 

na podwórzu". Jola weszła do domu i nie zastała Marka. Jak powinna 

myśleć, aby jej myślenie było logiczne? Z pewnością tak: "Jeśli Marek jest w 

domu lub na podwórku, i na pewno nie ma go w domu, to musi być na 

podwórku". Gdyby Jola nie kierowała się logiką, mogłaby pomyśleć,  że 

background image

Marek jest w kinie. Ale wątpliwe, czy by tam Marka znalazła. Gdyby nawet 

spotkała go w kinie, fakt ten nie przeczyłby logicznej poprawności wniosku: 

"Marek jest na podwórzu". Fałszywą okazałaby się tylko wiadomość 

przekazana przez rodziców. 

Dla Arystotelesa logika była narzędziem, którym powinny posługiwać się 

wszystkie inne nauki. Matematyk musi myśleć logicznie, fizyk również, filozof 

tym bardziej, ale i przedstawicieli nauk praktycznych logika też obowiązuje. 

Trzeba wiedzieć, kiedy nasze myślenie jest pewne, a kiedy mniej pewne. 

102 

Zasada zasad 

Najważniejszą i najpewniejszą ze wszystkich zasad jest zasada 

sprzeczności. Kto się chce zająć czymkolwiek, powinien przedtem poznać tę 

zasadę. Brzmi ona następująco: "To samo temu samemu nie może 

przysługiwać i nie przysługiwać w tym samym czasie i pod tym samym 

względem". Mówiąc prościej, znaczy to, że coś nie może być jakieś i 

zarazem takie nie być. 

Jak pamiętamy, już Parmenides myślał podobnie. Arystoteles nie zgadzał się 

zatem z Heraklitem, dla którego coś mogło być i nie być jednocześnie. Dalej 

wynika z tego, że jeśli mamy dwie wypowiedzi sprzeczne, np. "Janek jest 

piłkarzem" i "Nieprawda, że Janek jest piłkarzem", to jedna z nich jest na 

pewno prawdziwa, a druga na pewno fałszywa. Zdanie: "Istnieją istoty 

rozumne poza Ziemią" jest prawdziwe bądź fałszywe - to wiemy od razu. Nie 

musimy sprawdzać. Nie wiemy czy jest prawdą, czy fałszem, lecz wiemy, że 

na pewno jest tak albo tak. 

Arystoteles w swęj logice mówił również o konieczności stosowania opisu 

badanych przedmiotów. Zwrócił uwagę, że ludzie wyrażają się często w taki 

sposób, jakby "samo przez się" było zrozumiałe, co chcą powiedzieć. Nie 

wysilają się, aby np. określić temat rozmowy. Używają słów, które mogą mieć 

dwa różne znaczenia. Próbują czegoś dowodzić, jednak ich "dowody" bywają 

background image

wątpliwe lub błędne. Okazuje się nieraz, że prowadzi to do przykrych 

nieporozumień. 

Arystoteles wielką wagę przywiązywał do tych zagadnień. Poznając poglądy 

swoich poprzedników, przekonywał się,  że nie zawsze jest jasne, co 

właściwie mają na myśli. Spierają się, nie zdając sobie sprawy, że nie tyle 

różnią się poglądami, ile mówią o całkiem innych sprawach. Potrafią mówić 

rzeczy zajmujące, myśleć przenikliwie i mądrze, wpadać na genialne pomysły 

i rozwiązania, ale brak w ich wypowiedziach porządku. To więc należało 

zmienić. Po pierwsze więc trzeba zawsze 

Wiedzieć, o czym się mówi 

W tym celu należy dokładnie określić, czego dotyczy słowo, którego 

używamy. Takie określenie nazywamy definicją pojęcia. Na przykład 

103 

 

Mnkumba jest kimś konkretnym. Ale kim właściwie jest Mnkumba? Mówimy, 

że jest Murzynem z Afryki o tym właśnie imieniu. Określamy, czyli 

definiujemy, kim jest Mnkumba, odwołując się do pojęcia ogólnięjszego. Bo 

"Murzyn" to pojęcie ogólniejsze. Istnieje cały ciąg takich, coraz ogólniejszych 

pojęć. Bo, z kolei, Murzyn jest człowiekiem. Każdy Murzyn jest człowiekiem, 

choć nie każdy człowiek jest Murzynem. Tak właśnie opisujemy zakres 

pojęcia. Pojęcie o większym stopniu ogólności obejmuje większą liczbę 

przypadków. Niewątpliwie więcej jest ludzi "w ogóle" niż Murzynów. 

Definiując pojęcie "Murzyna" mówimy więc,  że jest to człowiek o czarnej 

skórze. 

Nie zawsze jednak możemy posłużyć się definicjami. Definiując coraz 

ogólniejsze pojęcia, dojść musimy do pojęć tak ogólnych, że nie będzie już 

możliwe odwołanie się do jeszcze ogólniejszych. Jak zdefiniować nazwy 

takie jak "coś", albo "wszystko"? Są to pojęcia niedefiniowalne. 

Czy pies jest prawdziwy? 

background image

Drugą rzeczą, od której zależy dokładność naszych wypowiedzi, jest to, co 

jest wypowiadane. Określamy to mianem sądu. Sąd jest właśnie tym, co w 

jakimś zdaniu stwierdzamy. Kiedy więc wypowiadamy dwa zdania 

stwierdzające to samo, zawarty w nich sąd jest jeden. Jeżeli Janek mówi na 

przykład: "Oho, deszcz pada", a za chwilę Kasia powie: "Rzeczywiście, pada 

deszcz", to wypowiedzieli dwa różne zdania. Oboje jednak stwierdzili t o s a 

m o - że pada deszcz. A więc wypowiedziany przez nich sąd był jeden, 

wspólny dla obu zdań. 

Zdaniem Arystotelesa, prawdziwość  bądź fałszywość może dotyczyć 

wyłącznie sądów, jakie wypowiadamy. Pies, kamień lub śnieg nie może być 

prawdziwy bądź nieprawdziwy. Jeśli nawet czasem mówimy: "Wreszcie spadł 

prawdziwy  śnieg", albo "To nie jest prawdziwe srebro", to wyrażamy się 

metaforycznie. Mamy wtedy na myśli,  że  śnieg czy srebro jest lub nie jest 

"takie jak być powinno", to znaczy pełnowartościowe. Snieg ma dla nas pełną 

wartość, kiedy jest sypki, gęsty i nie rozpuszcza się zaraz na ziemi. Nie może 

natomiast być prawdziwy w tym znaczeniu, że przekazuje zgodną z prawdą 

wiadomość. T'o może uczy 

nić tylko sąd lub zdanie, które ten sąd zawiera, bo tylko one o czymś nas 

powiadamiają lub coś twierdzą. 

Prawdziwość może dotyczyć także zdań, ale nie wszystkich. Aby zdanie 

miało szansę ubiegać się o miano prawdziwego, musi zawierać  sąd. 

Zdaniami, które nie mogą być prawdziwe ani fałszywe, są na przykład 

pytania. Gdy pytam: "Czy Tomek był wczoraj w kinie?", nikt nie może 

rozpoznać, czy mówię jakąś prawdę. W zdaniu tym bowiem niczego nie 

stwierdzam. A więc nie ma w nim żadnego sądu. Dopiero gdy powiem: 

"Tomek był wczoraj w kinie", można doszukiwać się w takim zdaniu 

prawdziwości. 

Wyciąganie wniosków 

background image

Przypuśćmy,  że zależy nam, aby kogoś o czymś przekonać. Nie chcemy, 

żeby nam po prostu uwierzył. Chcemy dać mu niezbity dowód, który nie 

pozwoliłby mu wątpić w to, co mówimy. Jak się do tego zabrać? Czy bijąc się 

w piersi damy słowo honoru? Czy powołamy się w tej sprawie na zdanie 

kogoś znanego i mądrego? Raczej nie, potrzebne nam jest uzasadnienie. 

Trzeba więc zmusić rozmówcę do przyjęcia naszego wniosku na podstawie 

rozumowania, któremu nie mógłby zaprzeczyć. Posługujemy się wtedy 

wnioskowaniem. Jak na przykład dowieść, że wieloryb nie jest rybą, komuś, 

kto o tym nie wie? Może zaczniemy od stwierdzenia, że wszystkie ryby mogą 

oddychać pod wodą, a żaden wieloryb tego nie potrafi. Z tego już wynika 

niezbicie to, co chcieliśmy udowodnić - że wieloryb nie jest rybą. 

Znajdowaniem takich "żelaznych" zasad wnioskowania zajmuje się 

logikaArystotelesa. Sądy, jakie wypowiadamy, mogąprowadzić do pewnego 

wniosku. Mogą go ponadto uzasadniać. Dokładnie tak stało się w naszym 

przykładzie z wielorybem. Stworzyliśmy ciąg zdań zakończony wnioskiem. 

Co więcej, było to wnioskowanie poprawne. DIaArystotelesa zdania 

występujące we wnioskowaniu muszą jednak spełnić pewne dodatkowe 

warunki. Po pierwsze, każde z nich powinno składać się z dwóch terminów i 

być zbudowane tak, aby za pomocąjednego z nich "orzekało" coś o drugim. 

Nie chodzi tu o orzeczenie w znaczeniu gramatycznym, lecz logicznym. W 

tym sensie, gdy mówimy, że jeden 

104 1 105 

 

z terminów orzeka coś o drugim, znaczy to tylko, że mówi coś na jego temat, 

w pewien sposób go określa i precyzuje. Tak jak w zdaniu: "Ryby są 

zwierzętami", za pomocą terminu "zwierzę" właśnie orzekamy coś o rybach, 

a więc mówimy coś na temat ryb. 

To jednak nie wszystko. Mówiąc "Ryby są zwierzętami", wyrażamy się w 

sposób nieporządny. Nie określamy jasno, czy mamy na myśli wszy_ stkie 

background image

ryby, czy tylko niektóre. Domyślamy się,  że chodzi raczej o wszystkie ryby. 

Aby uniknąć nieporozumień należy to jednak dopowiedzieć do końca. Użyte 

przez nas zdanie powinno mieć więc prawidłowąpostać: "Wszystkie ryby są 

zwierzętami" bądź też: "Każda ryba jest zwierzęciem". Z takich właśnie zdań 

Arystoteles buduje swoje wnioskowania. Istnieją tylko cztery typy takich 

zdań. Można więc powiedzieć: 

Każda ryba jest zwierzęciem. Żadna ryba nie jest zwierzęciem. Niektóre ryby 

są zwierzętami. 

lub: Niektóre ryby nie są zwierzętami. 

Wśród tych zdań tylko dwa-pierwsze i trzecie- sąprawdziwe, a więc tylko one 

nadają się do wyko 

rzystania we wnioskowaniu. Arystoteles przedstawił wiele typów wnioskowań. 

Każde z nich składa się z dwóch przesłanek i wniosku. Wniosek jest sądem, 

którego chcemy dowieść. Musimy więc znaleźć dwa takie twierdzenia, o 

których wiemy, że są prawdziwe, i ułożyć je w takim porządku, 

aby wynikał z nich sąd trzeci. NcE VłtsZY~cY Moi,.. Użyjmy znów przykładu. 

Oto BYc` t'N Dyń tu~t:M~ trzy zdania, które tworzą wnioskowanie prawdziwe. 

Jeżeli prawdą jest, że: 

Żaden Murzyn nie jest Indianinem, i: Niektórzy ludzie są Murzynami, to: 

Niektórzy ludzie nie są Indianami. 

Trzecie zdanie stanowi wniosek wynikający z dwóch poprzednich. Zdania te 

sątak ułożone,  że jeśli dwa pierwsze z nich (nazywamy je przesłank~i) są 

prawdziwe, to możemy mieć pewność, że i wniosek jest słuszny. 

Arystoteles twierdził,  że istniejąwnioskowania doskonałe i takie, które mogą 

być zawodne. Wiele z nich jest nawet jawnie błędnych. Wówczas niczego 

nam nie dowiodą. Wnioskowania doskonałe, jako oczywiste, nie 

wymagajądalszego dowodu. Według Arystotelesa istniejątylko dwa takie 

sposoby wnioskowania. Wszystkie pozostałe dają się dowieść za pomocą 

tych dwóch. 

background image

Oto one, przedstawione za pomocą przykładów. Pierwszy: 

Każda małpa jest ssakiem. Każdy gibon jest małpą. 

a więc: Każdy gibon jest ssakiem. 

Ten wniosek jest rzeczywiście bardzo oczywisty. Popatrzmy na drugi 

przykład: 

Żadne dziecko nie jest prezydentem. Każdy chłopiec jest dzieckiem. 

a więc: Żaden chłopiec nie jest prezydentem. 

Genialnym rozwiązaniem Arystotelesa było to, że wprowadził do swoich 

dowodów zmienne, dokładnie tak, jak czynimy to w zadaniach 

matematycznych. Z tąróżnicą,  że tu, zamiast liczb, pod zmienne 

podstawiamy pewne nazwy. Zdanie pierwsze z drugiego przykładu możemy 

więc zapisać: "Żadne A nie jest B", gdzie A oznacza dziecko, a B prezydenta. 

Całe wnioskowanie możemy przedstawić w następujący sposób: 

Żadne A nie jest B. Każde C jest A. 

więc: Żadne C nie jest B. 

Teraz pod A, B i C możemy podstawiać dowolne terminy. Jeśli tylko 

będziemy pamiętać o tym, że dwa pierwsze zdania muszą być prawdziwe, to 

z pewnością i trzecie zdanie będzie również zawsze prawdziwe. A więc 

spróbujcie. Na Arystotelesie można polegać. 

106 I 107 

 

PIRAMIDA STWORZENIA 

Platon układał idee w pewnym porządku. Arystoteles również tworzy 

porządek, ale nie z idei, lecz ze wszystkiego, co istnieje, co jest uformowaną 

materią Podstawę stanowiąkamienie, skały, piaski, żwiry, czyli jak dziś 

mówimy - przyroda nieożywiona. Wyżej są mchy, trawy, rośliny, kwiaty, 

krzewy i drzewa, mogące odżywiać się, rosnąć, rozmnażać i umierać. 

Jeszcze wyżej są zwierzęta mające właściwości roślin, a ponadto mogące 

background image

odczuwać za pomocą zmysłów i w ograniczonym zakresie zapamiętywać. Na 

samym szczycie stoi istota rozumna - człowiek. 

Pomimo uznania wiecznego ruchu powstawania i ginięcia, Arystoteles 

uważał,  że przyroda nie ulega zmianie. Nie zmienia się w takim sensie, w 

jakim zmianę pojmują współcześni przyrodnicy, tzn. jako stopniowe 

przekształcanie się tworów przyrody, zmianę gatunków w inne gatunki. 

Arystoteles nie podzielałby przekonania, że w dalekiej przyszłości rośliny, 

zwierzęta i człowiek przekształcą się w coś odmiennego. Dla Arystotelesa 

człowiek zawsze będzie człowiekiem, krowa krową, a drzewo drzewem. 

Współczesna nauka nie może wykluczyć,  że za miliony lat istota, w którą 

przeobrazi się człowiek, wcale nie będzie podobna do dzisiejszego 

człowieka, ani też, że inne istoty nie będąrównie rozumne. 

Dla Arystotelesa człowiek jest celem przyrody. Znane jest jego powiedzenie: 

Człowiek to zwierzę społeczne 

Po grecku brzmi to: zoon p o I i f i k o n. Aby zrozumieć, co się kryje za tymi 

słowami, trzeba prześledzić poglądy Arystotelesa na społeczeństwo i 

państwo. Platon, jak pamiętamy, zajmował się państwem idealnym, czyli 

wyobrażał sobie, jakie powinno ono być.Arystoteles więcej uwagi zwraca na 

to, czym państwo jest. Mniej planuje, a bardziej bada i analizuje. 

Trzeba wiedzieć,  że w Grecji starożytnej państwo i społeczeństwo były w 

zasadzie tym samym. Słowo "polityczny" (politikon) znaczyło dla Greków 

również: społeczny, dotyczący społeczeństwa, wspólnoty ludzi. Człowiek jest 

więc istotą społeczną, żyje wśród innych, w rodzinie, grupie, 

narodzie. Zaspokaja swoje potrzeby wespół z innymi i dzięki innym. Poza 

społeczeństwem człowiek nie mógłby żyć. No, a pustelnicy albo Robinson? - 

zapyta ktoś. Rzeczywiście może się tak zdarzyć, iż przez pewien czas 

człowiek będzie  żył samotnie. Jednak przedtem musiał  żyć w 

społeczeństwie, w którym zdobył pewną wiedzę i umiejętności. Mógł je 

wykorzystać znalazłszy się na odludziu. Społeczeństwo "nie opuszcza" go 

background image

nawet wtedy. Robinsonowi społeczeństwo przychodzi nawet z pomocą: 

wydobył przecież z wraku okrętu rozmaite narzędzia, których sam nigdy by 

nie wykonał. 

Pewnie dlatego tak dotkliwąkarąw starożytności było wygnanie, które 

odczuwano nawet jako karę surowszą niż śmierć. Arystoteles mówi, że poza 

społeczeństwem mogą  żyć jedynie bogowie i zwierzęta. Naturalny rozwój 

doprowadził do powstania państwa. Dopiero w państwie ludzie w pełni stają 

się ludźmi. Są zdolni do tworzenia kultury i nauki. Rozwijają wszelkie 

umiejętności, doskonalą prawa i moralność. Dlatego każdy powinien się 

starać, aby jak najlepiej służyć społeczeństwu i państwu. 

Platon uważał, że dla dobra państwa ludzie powinni jak najmniej się różnić. 

Arystoteles przeciwnie - że powinni jak najwięcej się różnić. Im bardziej 

bowiem poszczególni ludzie się różnią, tym więcej mogą sobie nawzajem 

pomagać, aby czynić swe życie ciekawszym i szczęśliwszym. Platon 

twierdził, na przykład,  że dla dobra państwa ludzie, a przede wszystkim 

wojownicy i filozofowie, nie powinni mieć własności. Wtedy zamiast myśleć o 

dobru państwa działaliby tak, aby tę  własność pomnażać. Arystoteles zaś 

pochwalał istnienie własności pojedynczych ludzi. Gdyby wszyscy posiadali 

coś cennego, troszczyliby się o to i także państwo na tym by korzystało. 

Dostrzegał również niebezpieczeństwa związane z posiadaniem nadmiernej 

własności. Kto ma wielkie bogactwo, może poczuć się samowystarczalny i 

przestanie myśleć o dobru ogółu. Źle jest i wtedy, gdy istnieją ludzie, którzy 

nic nie mają. Wtedy buntują się, aby poprawić swój los. I trudno im się dziwić. 

Dlatego państwo chcąc uniknąć konfliktów powinno dbać, aby obywatele 

mieli własności tyle, ile trzeba - nie za dużo, nie za mało. 

W każdym państwie istnieje określony porządek i organizacja życia. Ludzie w 

różny sposób zdobywają środki do życia: pracują na roli, handlują, trudnią się 

rzemiosłem, są kapłanami, żołnierzami, rybakami. 

108 ~ 109 

background image

 

W każdym państwie istnieje władza podejmująca ważne decyzje, na 

przykład: gdzie i jak budować drogi, których obywateli otaczać opieką, od 

kogo wymagać  służby wojskowej, z jakimi państwami zawierać umowy i na 

co wydawać zgromadzone pieniądze. Określony porządek i organizacja życia 

w państwie nazywa się ustrojem. Dla Arystotelesa dobre sąte ustroje, w 

których władza rządzi z myślą o wszystkich. Ustrój królewski, w którym 

panujący dba o dobro każdego obywatela, jest dobry; ustrój arystokratyczny, 

w którym grupa wyróżniających się ludzi troszczy się o pomyślność innych, 

jest dobry; politea, w której większość panuje w interesie ogółu, jest również 

dobra. 

Każdy z ustrojów może się jednak przekształcić w ustrój zły. Ustroje psują 

się, gdy rządzący zapominają o wspólnym dobru, a tylko zabiegają o swój 

własny interes. Król, który myśli tylko o sobie, jest tyranem, a ustrój w którym 

taki król panuje, nazywa się tyranią. Ustrój arystokratyczny, w którym grupa 

rządząca dba wyłącznie o własne interesy, to oligarchia zła, krzywdząca 

większość, forma ustroju. Rządy większości również  są  złe, gdy większość 

nie ma na względzie dobra wszystkich, a więc i mniejszości. Jeśli na przykład 

większość obywateli, wyznając określoną religię, nie pozwala mniejszości 

praktykować swojej, to taki ustrój jest również zły. 

Mówiące narzędzie 

W czasach Arystotelesa niewolnictwo było nieodłączną cechą wszystkich 

znanych ustrojów. W państwach takich jak Persja, Egipt, Grecja i Rzym 

dostatnie  życie ludzi wolnych opierało się  głównie na pracy niewolników. Z 

niewolnictwem mamy do czynienia tam, gdzie jedni ludzie są  własnością 

innych. Właściciele niewolników mogą nimi dowolnie rozporządzać, tak jak 

rozporządzamy wszystkim, co do nas należy. Mogą niewolnika sprzedać, a 

nawet zabić. Niewolnik nie może postępować zgodnie ze swoją wolą, musi 

background image

spełniać wolę  właściciela i służyć mu swoją pracą. W państwie nie ma on 

żadnych praw - jest poza prawem. Nie jest przecież obywatelem. 

Dla Arystotelesa niewolnictwo nie było, jak uważamy dzisiaj, czymś 

nienaturalnym lub złym. Uważał on, że istnienie właścicieli i niewolni 

ków jest warunkiem istnienia państwa. Niewolnik dla Arystotelesa to zwykłe 

narzędzie pracy, jak koń, wół czy siekiera. Nazywał niewolnika "mówiącym 

narzędziem" (zwierzęta były narzędziami "na pół obdarzonymi głosem", a 

narzędzia takie, jak siekiera czy młotek, to narzędzia "nieme"). Pogląd o 

konieczności niewolnictwa był powszechny w tej epoce. Człowiekowi 

wolnemu nie wypadało wykonywać ciężkiej pracy. Sami niewolnicy nie 

wyobrażali sobie, aby mogło być inaczej. Liczne bunty i powstania 

niewolników nie były protestami przeciw niewolnictwu. Buntujący się 

niewolnicy chcieli tylko zmienić swoje własne położenie. Wielu z nich nie 

miałoby nic przeciwko temu, aby samemu zostać właścicielem niewolników. 

CzyArystoteles i inni myśliciele byli tak mało wrażliwi, czy brakowało im 

wyobraźni? Wydaje się, że ani jedno, ani drugie. I w naszych czasach ludzie 

często pracują bardzo ciężko za nikłe wynagrodzenie. Ich życie niewiele się 

różni od życia niewolników. A jednak trudno nam sobie wyobrazić, aby mogło 

być inaczej. Nie ma innych możliwości, aby wydobywać  węgiel. Ktoś musi 

drążyć tunele pod ziemią. Można stąd wyciągnąć wniosek, że po 

udoskonaleniu narzędzi, tak ciężka i wyniszczająca praca nie będzie już 

koniecznością. W tym też kierunku szło rozumowanieArystotelesa. "Gdyby 

tak czółenka tkackie same tkały - mówił - a pałeczki od kitary same grały, to 

panowie nie potrzebowaliby niewolników, a budowniczowie pomocników". 

W zdaniu tym można dopatrzyć się wizji przyszłości, wizji - dodajmy - 

sięgającej tak daleko, że wciąż zaledwie w części zrealizowanej. Wygląda 

jednak na to, żeArystoteles po prostu wyśmiewał poglądy niektórych 

współczęsnych mu poetów i filozofów, którzy potępiali niewolnictwo. 

background image

Wówczas były to tylko mrzonki. Arystoteles we wszystkim kierował się 

zdrowym rozsądkiem, a ten podpowiadał, że są one nie do zrealizowania. 

BYĆ CZŁOWIEKIEM 

Państwo, zdaniemArystotelesa, musi być sprawiedliwe. Powinno działać tak, 

aby zapewnić wszystko to, co jest niezbędne i pożyteczne dla swych 

obywateli. Powinno kierować się szczęściem wszystkich ludzi. Dobro i 

szczęście pojedynczego człowieka jest jego celem najwyższym. 

110 ~ 111 

 

Przeciwnie niż Platon, który wszędzie dążył do ideału, Arystoteles 

rozważając problem dobra, zastanawia się nad tym, co większość ludzi za 

dobre uznaje. I dochodzi do wniosku, że "dobro" oznacza dla ludzi szczęście. 

A czym z kolei jest szczęście? 

Mówiąc dziś o szczęściu, mamy na myśli coś w rodzaju najwyższego 

zadowolenia. Arystoteles rozumiał je nieco inaczej - jako stan wewnętrznej 

równowagi i doskonałości. Szczęśliwi jesteśmy wtedy, gdy cieszy nas to, co 

robimy, gdy coś daje nam radość. Jak więc należy  żyć, aby osiągnąć 

szczęście? Arystoteles powiedziałby krótko: trzeba żyć jak przystało na 

człowieka, tak aby być godnym miana człowieka. "Zachowuj się jak człowiek" 

mówimy czasem, gdy chcemy, aby ktoś postępował  właściwie, zgodnie z 

przyjętymi zasadami. Aby osiągnąć szczęście, człowiek musi realizować się 

najpełniej, najdoskonalej. Pamiętajmy,  że istota-prawda człowieka, jego 

forma, polega na byciu rozumnym. Życie człowieka powinno więc być 

zgodne z rozumem. Można oczywiście  żyć inaczej. Ale wtedy nasze życie 

upodobni się do życia nierozumnych stworzeń. Ktoś, kto myśli tylko o 

jedzeniu i piciu, na pewno nie jest podobny do człowieka. 

Człowiek, według Arystotelesa, musi być aktywny, musi pracować, uczyć się, 

działać tak, aby coraz pełniej stawać się człowiekiem. Bo szczęście, jego 

zdaniem, nie jest czymś, co osiągamy dzięki przyjemnościom, sławie czy 

background image

pieniądzom. Szczęście jest stanem, który towarzyszy naszym działaniom, 

bez względu na to, jakie one są: czy jest to zabawa, przygoda czy praca. 

Gdy ktoś spełnia się, realizuje w swojej pracy - jest szczęśliwy. Nie dzięki 

temu, co osiąga przez pracę, lecz właśnie podczas niej oczywiście tylko 

wtedy, gdy potrafi "cieszyć się pracą". 

Dlatego też dla każdego szczęście może wyglądać inaczęj. Jedni odnajdą 

szczęście w sportowym wysiłku, inni w ciekawej rozmowie, dla jednych 

będzie nim spacer po lesie w cichej zadumie czy praca w twórczym 

skupieniu, dla innych kierowanie zespołem ludzi lub podejmowanie dalekich 

wypraw i ryzykownych przedsięwzięć. Platon wszystkim zalecał jedną drogę 

ku dobru, a tym, którzy jej nie odkryli, radził podporządkować się 

mądrzejszym od siebie. Arystoteles godzi się z faktem, że ludzie są różni. 

Ale czy owo pogodzenie z różnorodnością ludzkich pragnień i dążeń nie ma 

żadnych granic? Czy zatem każdy może dążyć do szczęścia w sposób 

dowolnie przez siebie wybrany, choćby i ze szkodą dla innych? 

Czy jeśli złodziej czerpie radość z wykonywania swojego "zawodu", jeśli się 

w nim "realizuje", mamy to uznać za dobre i słuszne? Oczywiście, nie: 

złodziej bowiem kradnie, aby się wzbogacić - poświęca dobra duchowe jak 

szlachetność, uczciwość, na rzecz czysto materialnych. Tymczasem za 

dobra najwyższe, dobra we właściwym znaczeniu, uznajeArystoteles dobra 

duchowe. Nie znaczy to, z drugiej strony, że należy się do nich tylko 

ograniczyć, a resztę odrzucić. Do szczęścia bowiem, mówi Arystoteles, jak i 

do doskonałości, potrzebna jest takźe pomyślność. Bez niej nie jesteśmy 

szczęśliwi i brak nam środków, aby się doskonalić. 

Złoty środek 

W działaniu powinniśmy kierować się umiarem, ponieważ działanie rozumne 

polega na unikaniu skrajności. Źle jeśli "za dużo", źle jeśli "za mało". Najlepiej 

"tyle, ile trzeba" - ani za dużo, ani za mało. Dotyczy to zwłaszcza naszych 

dobrych i złych uczynków, czyli naszych zachowań moralnych. Nie naleźy 

background image

być ani rozrzutnym, ani skąpym, ani strachliwym, ani zuchwałym, ani 

niezdecydowanym, ani zaborczym. Trzeba być hojnym, odważnym i 

stanowczym. 

Czy wobec tego umiar należy zachowywać zawsze i we wszystkim? Czy na 

przykład odrzucając nienawiść, mamy również unikać miłości? Czy 

wyrzekając się  głupoty, mamy również odrzucić  mądrość na rzecz 

przeciętności? Arystoteles odrzekłby, oczywiście, że mądrość polega właśnie 

na unikaniu skrajności. A w sprawie uczuć, jak miłość czy nienawiść, 

pouczyłby nas, że namiętności nie należą do cnót etycznych i nie mogą być z 

tego punktu widzenia oceniane. 

Zasada złotego  środka daje się bowiem zastosować tylko do postępowania 

moralnego. Łącznie z pozostałymi zasadami etyki wynikała u Arystotelesa z 

rozważenia czterech przyczyn. Można to wyjaśniać tak: 

siłąsprawcząmoralnego działania jest człowiek, materią jest samo to 

dz~iałanie, jego formę stanowi rozumność i umiar, a celem jest szczęście i 

doskonałość. Aby więc zachowywać się moralnie człowiek musi po pierwsze 

"być człowiekiem", musi działać, i to działać rozumnie - unikając skrajności - 

wreszcie dążyć w działaniu do doskonałości, realizować swoją istotę. 

112 j 113 

 

Ładnie to wszystko brzmi, lecz jeśli przyjrzymy się tym zasadom bliżej, 

można mieć szereg zastrzeżeń. Po pierwsze wybór "złotego  środka" nie 

wszystkim musi odpowiadać. Niektórzy potrzebują "chwili szaleństwa", 

mocnych wrażeń, przeżycia sytuacji skrajnych. Jeśli alpinista odczuwa 

szczęście dopiero wówczas, gdy z największym trudem, mobilizując 

wszystkie swe siły, osiąga szczyt w Himalajach - trudno to nazwać 

drogąumiaru. A przecież z drugiej strony pozostaje w zgodzie z 

radąArystotelesa, by osiągać szczęście w działaniu, poprzez samorealizację i 

doskonalenie się. 

background image

A czy w samej etyce "złoty  środek" rozwiązuje wszystkie problemy? Czy 

można znaleźć drogę pośrednią między kłamstwem a prawdą, uczciwościąa 

podłością? Czyżby "złoty  środek" w tych przypadkach miał oznaczać 

półprawdę i połowiczną uczciwość? Czy mielibyśmy może radzić komuś, aby 

zachował umiar w znęcaniu się nad dziećmi? Arystoteles zdawał sobie 

sprawę z niedorzeczności takich konsekwencji i przyznawał, że nie może być 

mowy o umiarze w zawiści, kradzieży, zabijaniu. Problem w tym, że w takim 

razie zasada środka nie może być niewzruszoną podstawą do oceny 

zachowań moralnych. Jeśli najważniejsze z nich wymykają się regule, to 

reguła jest nieprzydatna. 

Zastrzeżenie takie mógłby skierować pod adresem Arystotelesa jego dawny 

mistrz a późniejszy przeciwnik - Platon. Mógłby też nabrać podejrzeń, że tak 

naprawdę Arystoteles nie rozważa zagadnień ściśle moralnych. Cóż z tego, 

że potępia zabójstwo lub kradzież, jeśli nie znajduje zasady, która każe mu 

tak uczynić? Ktoś inny może je pochwalić, i co wtedy? Aby temu zapobiec, 

należy więc określić "naturę dobra". Dobro zaś, to nie to samo, co szczęście 

lub zadowolenie z życia, a zalecanie "umiaru" dotyczyć może naszych 

postaw, nastawień, cech charakteru, nie może natomiast służyć do oceny 

konkretnych czynów, jako dobrych lub złych, słusznych bądź niesłusznych. A 

więc nie daje się odnieść do tych właśnie spraw, które uważamy za 

specyficznie moralne. Według Platona również w sprawach etyki trzeba 

stosować zdecydowane rozwiązania. Istniejązachowania, które muszą być 

bezwzględnie zakazane lub nakazane. Czy będziemy dyskutować z 

mordercą o wpływie zabijania na szczęśliwość zabójcy? A jeśli ktoś  będzie 

upierał się, że morderstwo rozwija go duchowo? Jak mamy go przekonać, że 

jest w błędzie? 

114 

Z kolei Arystoteles mógłby odpowiedzieć: "Platon odbiera ludziom prawo 

wyboru narzucając własne, wymyślone reguły. Czyż w wyniku swych 

background image

dociekań «natury dobra» nie doszedł do wniosku, że jedynie nielicznym 

udaje się  jąpoznać i określić? Aż nabrał przekonania, że większość ludzi 

winna podporządkować się owym nielicznym. Tymczasem, aby postępować 

moralnie, trzeba mieć swobodę wyboru. Ludzie ubezwłasnowolnieni nie 

odpowiadają za swoje czyny. Zarówno Platon, jak jego mistrz, Sokrates, 

błądzili uzależniając dobre czyny od wiedzy o dobru. To nie wystarcza - aby 

być dobrym, trzeba by jeszcze tę wiedzę zastosować. Zresztą, czy jesteśmy 

w stanie określić dobro tak, jak równanie matematyczne? Wszystko, co 

możemy zrobić, to dociekać, jak je ludzie powszechnie rozumieją. A to 

zacząłem robić dopiero ja, Arystoteles". 

Inni myśliciele w tym czasie nie byli równie skromni w swoim pragnieniu 

odkrycia zasad ludzkich działań. Starali się nie tyle zrozumieć, jak ludzie 

postępują, ile wynaleźć sposób na szczęście. 

Warto zajrzeć 

DziełaArystotelesa: Metafizyka, księgiA i Z, (w:)Arystoteles; Dziela wszystkie, 

Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1990, t. II; "Etyka nikomachejska" 

(w:) Arystoteles, Dziela wszystkie, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 

1996, t. V 

W.K.C. Guthrie, Filozofowie greccy od Talesa do Arystotelesa, "Znak", 

Kraków 1996. 

A. Krokięwicz, Zarys filozofii greckiej, "Aletheia", Warszawa1995. 

J. Legowicz, Filozofia starożytna. Wybrane tekstu z historii filozofii, PWN, 

Warszawa 1970, cz. II, r. IV. 

K. Leśniak, Arystoteles, Wiedza Powszechna, Warszawa 1987. 

B. Markiewicz, Filozofia dla szkoły średniej. Wybór tekstów, WSiP, Warszawa 

1987, s. 43-61. 

A. Sikora, Spotkania z fzlozofc~ WSiP, Warszawa 1995, s. 64-76. 

background image

Slownik pojęć filozoficznych pod red. W. Krajewskiego, Wydawnictwo 

Naukowe "Scholar", Warszawa 1996; hasła: arystotelizm, hylemorfizm, logika 

nazw, pierwszy poruszyciel, zloty środek. 

115 

 

Można zapytać 

1. Czy Arystoteles zachował konsekwencję przyjmując istnienie 

niematerialnego Boga i Rozumu? Czy jeśli ktoś jest w pełni konsekwentny, 

tym samym nie może się mylić? Jeśli uznamy, że może, na czym mogłaby 

polegać jego pomyłka? 

2. Czy zdarza się,  że "nie wiemy, o czym mówimy"? Jaki sens nadajemy 

temu wyrażeniu w mowie potocznej i co oznacza ono dla Arystotelesa? Kiedy 

może zajść taki przypadek, że nie wiemy, o czym mówimy? Jak można go 

uniknąć? 3. Czy wnioskowanie, które Arystoteles nazywa pewnym, musi 

prowadzić do prawdziwego wniosku? 

4. Czy niewolnik mógłby - według Arystotelesa - dokonywać czynów 

podlegających moralnej ocenie? Jeżeli nie, czy powinien pozostać bezkarny, 

gdy popełni przestępstwo? Spróbujmy ten sam problem rozważyć na 

przykładzie zwierząt. 

Rozdział VI 

SZKOŁA SZKOLE NIEJEDNAKA. GRECKIE RECEPTY NA SZCZFŚCIE 

Nadchodzące czasy nie sprzyjały gruntownym badaniom przyrodniczym i 

logicznym, jakie prowadził Arystoteles. W następnych wiekach Arystotelesa 

znano głównie z jego wczesnych poglądów, które spisał jeszcze jako uczeń 

Platona. Szczegółowe dociekania z pism późniejszych nie były dostępne 

ogółowi. Służyły głównie uczniom założonej przez niego szkoły. Trzeba 

pamiętać,  że był to czas licznych wojen między greckimi miastami. Wojny 

osłabiły wszystkich. Najpotężniejsze dotąd państwa, Ateny i Sparta, 

wycieńczone wzajemnym konfliktem, straciły dawną świetność. 

background image

Od północy sąsiadowała z Grecją Macedonia. Król Macedonii Filip II stworzył 

silną armię i w roku 338 p.n.e. podbił całą Grecję. Syn Filipa, Aleksander, od 

dziecka uważał się za Greka. Jego marzeniem było dokonać wielkich 

czynów, a przede wszystkim złamać potęgę państwa perskiego, które 

zawsze zagrażało Grecji. 

Marzenia Aleksandra szybko się ziściły. Mając dwadzieścia lat, stanął na 

czele armii grecko-macedońskiej i podbił wszystkie państwa leżące na 

wschodnich wybrzeżach Morza Śródziemnego. Bezpowrotnie rozbił potęgę 

Persji. Stworzył ogromne mocarstwo sięgające aż do Indii. Lecz niedługo 

było mu dane cieszyć się władzą nad światem. Aleksander zmarł w młodym 

wieku, a jego imperium rozpadło się na kilka zwalczających się wzajemnie 

państw. Nastąpił okres zażartych walk o władzę i strefy' wpływów. Wojna nie 

oszczędziła również Aten. Tym razem nie grały one w niej roli 

pierwszoplanowej. W porównaniu z nowo powstałymi państwami, leżącymi 

na ogromnych obszarachAzji i Afryki, były krajem małym i biednym. Ludzie 

nie byli tu pewni swego losu i nie czuli możliwości wielkiego wpływu na 

zmianę sytuacji. 

116 117 

 

W tych warunkach szczególnie gorliwie poszukiwali odpowiedzi na pytanie: 

jak żyć? Co robić, aby niepewność losu nazbyt natrętnie nie dawała się we 

znaki? Jak chronić się przed zagrożeniami? Czy odgrodzić się od 

gwałtownych wydarzeń w świecie i w zaciszu domowym oddawać się 

przyjemnościom prywatnego życia? Czy obojętnie znosić kaprysy 

przeznaczenia i wypełniać, co do nas należy, nie oglądając się na otoczenie? 

Czy może dobrowolnie ograniczyć wymagania i potrzeby, aby skupić się na 

najważniejszym? Ale co w końcu jest najważniejsze w życiu? W pojęciu 

Greków były to podstawowe pytania e t y c z n e. Dziś skłonni jesteśmy 

główny problem etyki dostrzegać w pytaniu o to, co dobre i złe. Dla 

background image

starożytnych etyka (od starogreckiego ethos - mieszkanie, zwyczaj) 

oznaczała tyle, co właściwe zachowanie w miejscu przebywania, w świecie i 

w  życiu. Dlatego główne zagadnienie etyczne widziano znacznie szerzej. 

Było nim zagadnienie obecności człowieka w świecie, właściwego sposobu 

postępowania w życiu, osiągalności szczęścia. 

Wokół takich zagadnień skupiała się myśl grecka poAleksandrze Wielkim. 

Zrodziły one setki nie kończących się sporów. Powstawały nowe szkoły 

filozoficzne, które przez kilka następnych stuleci miały prowadzić ze sobą 

nieustanny dialog. Szło w nim nie tylko o udzielenie zadowalających 

odpowiedzi na pewne pytania. Szło o coś więcej o całościową postawę 

wobec życia i świata. 

PIESKIE ŻYCIE ALBO CZY CYNIK BYWA CYNICZNY 

Już w czasach Platona żyli filozofowie, którzy starali się odpowiedzieć 

inaczej na pytania: Jak żyć? Czym jest szczęście? W jaki sposób szczęście 

osiągnąć? Podobnie jak 

Sokrates, mniej zajmowali się innymi problemami. Podobnie jak on starali się 

żyć i postępować zgodnie ze swojąfilozofią. Byli między nimi cynicy. 

Początek szkole dał Antystenes, uczeń Sokratesa. Choć trudno tu właściwie 

mówić o szkole  

cynicy nie gromadzili się nigdy, aby nauczać - można by określić ich jako 

pewien ruch, jako że było ich wielu. Najczęściej  żyli i nauczali samotnie, 

mając co najwyżęj po paru uczniów, którzy uczyli się bardzięj przez 

naśladowanie mistrza niż pobieranie nauk. 

Czy potrzeby są potrzebne? 

Nazwa "cynik" pochodzi od słowa kynikós, co znaczyło po grecku "psi" lub 

"pieski". Dzisiaj używamy często tego słowa. Słyszymy nieraz, jak o kimś 

mówią,  że jest cyniczny, o kimś innym znów, że cynicznie się  uśmiecha. 

Cynikiem nazywamy kogoś, kto drwi z innych, kpi sobie z tego, co dla innych 

jest ważne i cenne. Czasami cynik może spełnić pożyteczną rolę. 

background image

Szczególnie wtedy, gdy dzięki niemu uświadamiamy sobie, że niektóre 

sprawy bierzemy zbyt poważnie. Nie zawsze to, co traktujemy z wielkim 

przejęciem, jest tego warte. Nie zmienia to faktu, że cynik to bardzo 

niesympatyczna osoba. Ma bowiem jeszcze jedną, nieznośną wadę - potrafi 

kogoś "cynicznie wykorzystać". Gdy tak o kimś mówimy, chcemy przez to 

powiedzieć,  że ukrywa swoje prawdziwe zamiary, podaje nieprawdziwe 

powody swojego postępowania, licząc na korzyść, jaką mu to przyniesie. 

Otóż tak z pewnością nie postępowałby starożytny cynik, i na tym polega 

różnica między nim a człowiekiem cynicznym. Cynik także wykpiwał wiele 

ludzkich zachowań. Także posługiwał się szyderstwem, bywał nieprzyjemny i 

zjadliwy. Ale tu podobieństwo się kończy. Po_ pierwsze, cynik nikogo 

"cynicznie" nie wykorzystywał. Przeciwnie, zawsze chciał polegać tylko na 

sobie, aby uniezależnić się od zewnętrznych okoliczności. Był człowiekiem 

głęboko moralnym. Jeśli kpił, to nie ze wszystkiego. Starał się oddzielić 

prawdziwą wartość od jej zewnętrznych pozorów. Jego kpina i szyderstwo 

kierowały się  właśnie przeciw owym pozorom. Na swój sposób pomagał 

innym. Nie materialnie, na przykład pożyczając pieniądze, bo z reguły ich nie 

miał, ale przez uświadamianie, co jest w życiu ważne i potrzebne do 

szczęścia. 

Starożytni cynicy lekceważyli prawie wszystko, o co zabiegali inni ludzie. 

Wynikało to z ich rozumienia szczęścia, które uważali za cel 

118 ' 119 

 

ludzkiego  życia. Na czym polega szczęście? Cynicy zgadzali się z 

powszechnym odczuciem, że niewątpliwie szczęśliwi są bogowie. Są 

doskonali i nie odczuwają cierpienia, bo niczego im nie brak. No tak, ale 

bogowie mogą zaspokoić każdą swoją zachciankę. Człowiek jest w innej 

sytuacji. Nigdy nie jest w stanie zaspokoić wszystkich swoich pragnień. W 

background image

jaki więc sposób można upodobnić się do szczęśliwych bogów? Należy 

wyzbyć się potrzeb-mówią cynicy. Należy starać się mieć ich jak najmniej. 

Cynicy uważali,  że ograniczanie potrzeb jest zgodne z naturą człowieka, a 

ich mnożenie przeciwne naturze. Żyli więc nędznie, jak żebracy, ale - jeśli 

wierzyć opowieściom - czuli się wolni i szczęśliwi. To właśnie z powodu ich 

pieskiego życia przezwano ich cynikami. Byli to ludzie, którzy niejednokrotnie 

z własnej woli prowadzili tak nędzny tryb życia. Wielu z nich było wcześniej 

ludźmi bogatymi. Rozdali swoje majątki i nauczali szacunku dla wszystkich 

ludzi. Nawet dla biednych i bezdomnych, bo wartość  życia nie polega na 

używaniu bogactwa, ale na zachowaniu wewnętrznego spokoju i unikaniu 

cierpień. A skąd się bierze cierpienie? 

Ludzie cierpią właśnie dlatego, mówili cynicy, że wciąż czegoś pragną, ciągle 

im czegoś brakuje. Najczęściej nie mogą zaspokoić swych potrzeb i właśnie 

dlatego są nieszczęśliwi. Bogaci cierpią z tego powodu nie mniej niż biedni. 

Biedny cierpi, bo nie ma pieniędzy na nowe buty, a bogaty, bo właśnie się 

trapi,  że może mu umknąć "sprzed nosa" nowy, korzystny interes. Według 

cyników najlepiej niczego nie pragnąć lub pragnąć jak najmniej. 

Sokrates szalony 

Właśnie dlatego jeden z nich, Diogenes z Synopy, mieszkał w beczce - nie 

potrzebował domu. Chodził boso - nie potrzebował butów. Pewnie by nie 

uwierzył, że w przyszłości ludzie będą wyrzucać nie znoszone do końca buty 

i wciąż kupować nowe, jak to dziś czynimy. Diogenesowi potrzebny był 

jedynie płaszcz do okrycia ciała, torba na jedzenie (żywił się głównie bobem i 

solonym mięsem - najtańszym pożywieniem starożytnej Grecji) i kubek do 

czerpania wody. Ale i tego okazało 

się za wiele. Pewnego dnia zobaczył dziecko pijące wprost ze źródła. 

Wykrzyknął: "Dziecko prześcignęło mnie w ograniczaniu potrzeb!". Odtąd 

czerpał wodę dłonią- nie potrzebował już kubka. 

background image

Diogenes uważał, że większość osób zajmuje się tysiącami spraw zbędnych. 

Jak inni cynicy kpił z ludzkich zabiegów o pozyskanie bogactwa. Mówił,  że 

złoto jest bladożółte "ze strachu przed ludźmi, którzy stale na nie czyhają". 

Tkwiła w tym powiedzeniu gorzka ironia. Bo w rzeczywistości to ludzie, 

zdaniem Diogenesa, powinni mieć większe powody do obaw. W pogoni za 

pieniędzmi, sławą, uznaniem, zabawą i przyjemnością tracą z oczu to, 

co dla nich najważniejsze. Nie troszczą się już o rozpoznanie prawdziwych 

wartości i zachowanie spokoju ducha. Zapominają, co czyni ich naprawdę 

ludźmi. Kiedyś, gdy wracał ze stadionu, gdzie odbywały się igrzyska 

olimpijskie, zapytano go, czy dużo ludzi obserwowało zawody. "Tłum był 

wielki - odpowiedział Diogenes - ale ludzi mało". Innym razem w biały dzień 

chodził po rynku z latarnią Gdy go spytano, po co to robi, odparł: "Szukam 

człowieka". Nigdy nie przebierał w słowach. Mówił, że aby żyć, trzeba mieć 

rozum albo stryczek w pogotowiu. '^~ Podobnie jak Sokratesa, nie zaj(,j/ 

mowały go dociekania przyrodniJ ^v.~ 

~i eze. Interesował się wyłącznie człowiekiem i jego problemami. K 

y ~S , Wyrażał się lekceważąco o dyskusjach, jakie prowadził Platon i jego 

uczniowie. Przychodził czasem do Akademii, szkoły Platona, by posłuchać 

uczonych rozmów. Najczęściej je wtedy wykpiwał. Był 

,;,~BY~'~'c; ~x~~~ ,nfr~t~ ~eo~'t~,~1 kiedyś świadkiem poszukiwania ~#t~Q 

:sT.c~cz~~ ,W vtt~~Tr~Wf~' przez uczniówAkademii dokładnej 

120 ~ 121 

 

definicji człowieka. Po długiej dyskusji ustalono, że człowiek, to "istota 

dwunożna, nieopierzona." Diogenes wyszedł, nieopodal złapał koguta, 

oskubał go i rzucił między zaskoczonych platoników ze słowami: "Macie 

waszego człowieka!". 

Sam Platon dostrzegał podobieństwo między poglądami Sokratesa i 

Diogenesa, lecz widział i różnicę. Co prawda obaj spędzali większość czasu 

background image

na ulicach, wśród ludzi, nie zabiegając o sławę i poklask tłumu, ale Diogenes 

nie spodziewał się już, jak tamten, odnaleźć prawdę w cudzych 

wypowiedziach. Nie zadawał wciąż nowych pytań, nie badał, co myślą ludzie. 

Mało go to obchodziło. Zajmował się wyłącznie jednym: jak żyć godnie i 

szczęśliwie. Jeśli pobudzał innych do stawiania sobie pytań, to tylko w tej 

jednej sprawie. Sam jednak miał ustalone poglądy na ten temat. Zwracając 

się do swych rozmówców, mówił zagadkami lub drwił, obrażał, szokował. Nie 

tylko w słowach. Równie szokujące i obraźliwe dla przyjętych zwyczajów było 

jego zachowanie. Dlatego Platon nazwał go "Sokratesem szalonym". 

Czy naprawdę Diogenes był szalony? Oprócz zewnętrznych pozorów nic na 

to nie wskazuje. W jego postawie można odnaleźć  głębszą myśl. Stracił 

chyba wiarę, tak charakterystyczną dla Sokratesa, że można ludzi 

przekonać, tłumacząc im długo i cierpliwie, jakie są ich powinności. Czyż nie 

zaprzeczał temu los samego Sokratesa? Diogenes doszedł do wniosku, że 

aby ludzie coś zrozumieli, aby dotarło do nich cokolwiek z prawdy o życiu, 

trzeba nimi wstrząsnąć. A dokonać tego można prędzej przez działania 

praktyczne, niż siłą przekonywania i dowodzeniem swych racji. Pytał więc: 

"Czym zajmująsię filozofowie?", a gdy mu odpowiadano, że poszukiwaniem 

wiedzy, mówił ze smutkiem: "A kiedyż oni zdążą  tę wiedzę praktykować?". 

Dlatego nie interesowały go zawiłe kwestie ówczesnej filozofii. On sam chciał 

nie tylko d o w i e d z i e ć się, jak żyć, ale przede wszystkim pragnął ż y ć 

szczęśliwie, i uważał, że znalazł na to sposób. 

nemu z nich dopomógł. Zabierał ich ze sobą na wyprawy wojenne. Zawsze 

któryś z nich znajdował się przy nim, gdy odpoczywał po trudach bitewnych. 

Wysłuchiwał ich rad, brał udział w ich dyskusjach. Słyszał również wiele o 

Diogenesie i bardzo go podziwiał. Gdy zjawił się w Atenach, przyszedł, aby 

go poznać osobiście. Podsłuchajmy ich rozmowę. 

Pierwszy odezwał się władca. 

background image

- Jestem Aleksander, Wielki Król - powiedział. -A ja jestem Diogenes, pies - 

odrzekł filozof. 

Musiała chyba urazić Aleksandra taka odpowiedź, a co najmniej bardzo go 

zdziwiła. Był przecież najpotężniejszym władcą Grecji, a ten człowiek 

najwidoczniej nic sobie z tego nie robił. Może więc trzeba mu o tym 

przypomnieć. 

- Czy się mnie nie boisz? - zapytał groźnie Aleksander. 

-A czym ty jesteś? - odparł spokojnie Diogenes. - Czymś dobrym, czy czymś 

złym? 

- Czymś dobrym, oczywiście - odparł zaskoczony król. - Czemuż więc 

miałbym się bać tego, co dobre? 

Coraz bardziej podobał się królowi spokój Diogenesa i jego niewzruszone 

rozumowanie. Zapragnął mu w czymś dopomóc, jak wielu innym. 

- Czy mogę coś dla ciebie zrobić? - spytał. Diogenes odpowiedział: 

- Odsuń się, bo zasłaniasz mi słońce. 

Ta krótka rozmowa wywarła naAleksandrze ogromne wrażenie. Podobno 

powiedział później: "Gdybym nie był Wielkim Aleksandrem, chciałbym być 

Diogenesem". Czy jeden tylkoAleksander był wówczas w stanie odczytać 

mądrość Diogenesa, która przecież nie wyrażała się w słowach? 

Arystyp w pogoni za uciechami 

Gdybym nie był Aleksandrem 

Podobno kiedyś przybył do Diogenesa sam Aleksander Macedoński. 

Aleksander interesował się filozofiąi tymi, którzy ją uprawiają Niejed 

Nie wszyscy w owym czasie zgadzali się,  że jedynym sposobem na 

szczęście jest droga wyrzeczeń. Niektórym takie podejście wydawało się 

niedorzeczne. Zakładać, mówili, że mamy pozbawić się uciechy z życia, tylko 

po to, aby uniknąć przykrości, jakie mogą się przy tym 

122 123 ~~I 

 

background image

nadarzyć, to przysłowiowe "odwracanie kota ogonem". Co ciekawe, ta 

postawa wręcz przeciwna cynickiej, również wywodzi się od ucznia 

Sokratesa. Był nim Arystyp z Cyreny - greckiej kolonii w Afryce - stąd 

założoną przezeń szkołę zwano cyrenajską. 

Arystyp uważał,  że wszystkie rzeczy i sprawy, z jakimi się stykamy, znamy 

jedynie z doświadczenia, za pośrednictwem naszych własnych przeżyć. 

Przeżyciom tym towarzysząrozmaite wrażenia, lecz jedna rzecz jest w nich 

obecna zawsze: każde z naszych doświadczeń możemy określić jako 

przyjemne bądź przykre. Cały nasz świat, to świat przykrych 

lub przyjemnych przeżyć. 

Jeśli zadamy sobie teraz pytanie, co w życiu powinniśmy wybrać, to okaże 

się,  że podstawą wyboru może być tylko nasza przykrość i przyjemność. A 

kto wybierałby rzeczy przykre? Musi to nas przekonać, zdaniem Arystypa, że 

przyjemność jest powszechnie uważana za największe dobro. Co więcej, jest 

to dobro jedyne. Arystyp nie wdawał się w rozróżnienia między rodzajami 

dóbr, co zajmowało wielu współczesnych mu filozofów. Myśl jego była 

niezwykle prosta: jest tylko jedno dobro - przy 

jemność - i nie ma sensu rozważanie, czy ważniejsze są dobra duchowe, czy 

cielesne. Różnią się one - mówił - tylko tym, że jedne są przyjemniejsze od 

innych. Wybierajmy więc te, które przyniosą nam więcej radości i 

zadowolenia. Jeśli większą przyjemność sprawi nam zabawa i tańce niż 

ciekawy wykład - idźmy na tańce. 

To bowiem, co określamy wzniosłą nazwą "szczęścia", jest - według 

cyrenaików-tylko sumąrozmaitych przyjemności, a życie szczęśliwe, to po 

prostu takie, które wypełnia jak największa ich ilość. Tego więc nie tylko 

rzeczywiście w życiu pragniemy, ale i powinniśmy pragnąć. Cynicy uważali, 

że taka pogoń za przyjemnością naraża nas na niepotrzebne cierpienia, w 

zamian dając nikłą satysfakcję. Arystyp - odwrotnie - sądził, że 

background image

lepiej korzystać z chwili radości, niż skupiać się na unikaniu kłopotów. Po cóż 

nam skomplikowane zabiegi, aby nie narazić się na przykrość, jeśli 

zaspokojenie naszych pragnień może nam "osłodzić" każdą niedogodność w 

ich zdobywaniu? A jeśli w dodatku mamy dobrowolnie czegoś sobie 

odmawiać, toż jest to przysparzanie cierpień sobie samemu. 

Można zapytać, czy tego rodzaju teoria jest w stanie dać nam wskazówkę w 

przypadkach, gdy chodzi o wybory o charakterze moralnym. Czy na przykład 

powinniśmy przerwać przyjemny odpoczynek na słonecznej plaży, aby 

ratować tonącego przyjaciela? Arystyp musiałby odpowiedzieć: "To zależy od 

tego, jakich przyjemności jest w stanie nam dostarczyć uratowany przyjaciel. 

Jeśli większych niż chwila błogiego lenistwa w słońcu - ratuj go; jeśli nie - 

zostaw go swemu losowi". Takie wyjaśnienie jest sprzeczne z wewnętrznym 

odczuciem większości ludzi. Wydaje się nieludzkie ocenianie przyjaciela 

według zadowolenia, jakiego może nam dostarczyć. Czy przyjaźń i 

przyjemność można mierzyć jedną wspólną miarką? Czy wartość ludzkiego 

życia ma zależeć od przyjemności, jakie ktoś sprawia innym? Cyrenaicy 

powiedzieliby,  że nie godząc się na taką wspólną miarę nieświadomie 

"uświęcamy" korzyści i radości, jakie czerpiemy z przyjaźni. Tak naprawdę, 

jeśli uznajemy za ważną przyjaźń lub cudze życie, to tylko dlatego, że 

dostarczają nam one przyjemności, które wysoko cenimy. 

Stanowisko to nazwano później hedonizmem (od grec. hedone-

przyjemność). Hedonista to ktoś, dla kogo liczą się w życiu jedynie 

przyjemności, nic go więc innego nie zajmuje, jak tylko stałe dostarczanie 

sobie coraz to nowych uciech. Często mylono tę postawę z nieco odmiennym 

podejściem do życia, jakie zaproponował Epikur. Temu filozofowi świat nie 

wydawał się już tak prosty. 

ZYĆ W UKRYCIU - EPIKUREJSKA NAUKA O SZCZĘŚCIU 

Po  śmierciAleksandra praktyczne nastawienie do filozofii coraz mocniej 

dawało o sobie znać. Myśliciele zyskiwali sławę i uznanie bardziej dzięki 

background image

postawie, jaką zajmowali wobec życia, niż dla głoszonych poglą dów. Stali 

się teraz postaciami popularnymi. Mówiono o nich powszechnie: na rynku i 

ulicach, w pałacach i urzędach. Opowiadano o nich aneg 

124 i 125 

 

doty, przytaczano co trafniejsze powiedzenia i przykłady zachowań. 

Rozgłosu nabierała część ich poglądów poświęcona ludzkiemu życiu. Część 

teoretyczna, zawierająca uzasadnienie proponowanej postawy życiowej, nie 

wychodziła najczęściej poza krąg wtajemniczonych. A trzeba przyznać,  że 

uzasadnienia te sięgały zazwyczaj bardzo głęboko. Znajdowały oparcie w 

rozważaniach na temat natury rzeczywistości, umysłu, boga i kosmosu. 

Obejmowały całość zagadnień filozoficznych. Regułą stało się jednak, że 

problemem centralnym była sprawa życia człowieka, jego powinności, 

doskonałości - i najbardziej każdego poruszająca - kwestia szczęścia. 

A szczęście pojmowano na wzór Arystotelesa. Gdy Grecy mówili o szczęściu 

myśleli nie tylko o przeżywaniu beztroskich chwil - mieli raczej na uwadze 

trwałe nastawienie, które zapewnia pomyślność. Można je osiągnąć dzięki 

rozwinięciu pełni człowieczeństwa - nie ma tu miejsca na szczęśliwy traf. 

Szczęście i wewnętrzna doskonałość w języku greckiej filozofii znaczyły to 

samo. Kto mówił "człowiek szczęśliwy", myślał też "pełny, zrealizowany, 

autentyczny i mądry". Bo życie szczęśliwe było oznakąmądrości, a 

zagadnienie szczęścia zadaniem dla mędrca. Oto prosta odpowiedź na 

pytanie, dlaczego rozstrzygnięcia problemu "Jak być szczęśliwym?" 

oczekiwano właśnie od filozofów. 

Cierpienie i strach 

Jednym z tych, którzy wychodzili tym oczekiwaniom naprzeciw, był Epikur. 

Zajmował się wszystkimi dziedzinami wiedzy. Ale nie dla nich samych. 

Matematyka, fizyka, logika są ciekawe i ważne, ale pod warunkiem, że 

pomogąodpowiedzieć na pytanie: jak żyć? Jak żyć w świecie pełnym chaosu 

background image

i zamętu, w świecie licznych wojen, powstawania i upadku wielkich państw? 

Co ma czynić zwykły człowiek, gdy burze szaleją wokół niego? Kim jest 

człowiek w ogromnym świecie? Co jest dla niego najważniejsze? 

Cynicy zdawali się mówić: "Mamy tego dość, to wszystko nie ma sensu. 

Goniliśmy, pędziliśmy nie wiadomo za czym, zachłanni, nienasyceni. Wciąź 

było nam wszystkiego za mało. Nie tędy wiedzie droga do szczęścia. 

Pozbądźmy się próżnych ambicji i złudnych pożądań. 

Wróćmy do życia prostego, do natury". Epikur miał podobne rozterki. Doszedł 

do wniosku, że tylko szczęście pojedynczego człowieka ma sens. Po co 

wkraczać w życie wielkiego świata, po co zajmować się polityką? Człowiek 

mądry powinien się trzymać od tych spraw z daleka. Wystarczy popatrzeć na 

ludzi małego ducha, władców i polityków, którym wydaje się, że władza, bo 

gactwo, sława przyniosą im szczęście. Zwalczają się i szarpią nawzajem, aby 

osiągać cele, które ich małym rozumom wydają się najważniej sze. 

W  świecie współczesnym Epikurowi popełniono niejedną zbrodnię dla 

zdobycia władzy lub poszerzenia wpływów. W walce o władzę przegranych 

jest zawsze więcej niż zwycięzców, a i tym nie jest dane długo cieszyć się 

sukcesem. Dobrym tego przykładem mogą być losy królów panujących w 

podzie 

lonym imperium Aleksandra. Antygonos I Jednooki zginął w bitwie. Jego syn 

Demetrios o groźnym przydomku Zdobywca Miast nie miał już tyle 

"szczęścia". Został zgładzony w niewoli u Seleukosa I. Ten ostatni ginie 

zamordowany podczas wyprawy przeciw Macedonii w tym samym roku (280 

p.n.e.). Na stopniach wiodących do tronu krew nigdy nie wysycha. 

Zdaniem Epikura na tej drodze nie odnajdziemy szczęścia. Jest ono 

głównym celem człowieka, ale polega na tym, aby żyć przyjemnie i pogodnie. 

Każdy człowiek dąży do przyjemności i stara się unikać tego, co przykre. Jest 

to zgodne z jego naturą i nie ma w tym nic złego. Pamiętajmy jednak, że 

natura jest rozumna. Dlatego szczęściem dla człowieka są jedynie 

background image

przyjemności zgodne z rozumem. Nie jest mądre korzystać z przyjemności, 

których następstwem będzie przykrość. Dlatego nie jest to zgodne z naturą. 

Przyjemnie jest się opalać, leżąc w słońcu. Ale nie można przebrać miary, 

jeśli nie chcemy potem cierpieć. A przecież cierpieć nie chcemy. Zróbmy 

więc wszystko, aby się przed tym zabezpieczyć. Według Epikura unikanie 

cierpienia jest nawet waż 

126 ; 127 

 

niejsze niż poszukiwanie przyjemności. Dlaczego? Bo samo życie jest już 

radością. A więc brak cierpienia zapewni nam szczęście. 

Drugim wrogiem człowieka jest strach. Jeśli i strach pokonamy, nic już nam 

nie przeszkodzi w rozkoszowaniu się  życiem. Wystarczy więc  żyć godnie, 

patrzeć z boku na ten zwariowany świat, unikać przykrości i nade wszystko 

nie  żyć w strachu, który nieustannie zakłóca nam szczęście. Człowiek, 

zdaniem Epikura, najbardziej boi się przeznaczenia, bogów i śmierci. Od 

strachu należy się wyzwolić za wszelką cenę. Nie jesteśmy bezbronni, 

ponieważ posiadamy rozum, potężną broń, która potrafi sobie poradzić z 

przeznaczeniem, z bogami i ze śmiercią. 

Wolni od wyroków losu 

Epikur poznał w młodości zarówno poglądy Platona i jego zwolenników, jak i 

poglądy Demokryta. Bardziej odpowiadała mu filozofia Demokryta. Kto wie, 

może wpływ miał na to jego nauczyciel Nauzyfanes, wyznawca atomizmu? 

Być może nauczyciel filozofii Platona, Pamfil, miał mniejszy dar 

przekonywania. Epikur był człowiekiem myślącym samodzielnie. Innych 

poglądów nigdy w całości nie odrzucał, ani nie potępiał. Ale też potrafił 

znaleźć wady i słabości filozofii, z którą się zgadzał. Cenił nauki Demokryta, 

ale nie mógł pogodzić się z jego wiarą w przeznaczenie. "Zaiste, lepiej by 

było uznać mitologiczne bajki o bogach, niż stać się niewolnikiem 

przeznaczenia przyrodników. Mitologia dopuszcza bowiem przynajmniej 

background image

możliwość przebłagania bogów przez oddawanie im czci, przeznaczenie 

natomiast jest nieubłagane". 

W świecie, w którym panuje przeznaczenie, człowiek nie byłby wolny. A czy 

człowiek, nie będąc wolny, może odpowiadać za swoje czyny? Nie-mówi 

Epikur-swoim niedbalstwem, lenistwem, złymi uczynkami obarczalibyśmy los. 

Moglibyśmy nie przygotować się do egzaminu i powiedzieć później: 

widocznie los tak chciał, nic na to nie poradzę. Nawet za zbrodnię nie 

wypadałoby nikogo karać, jeśli tak się musiało stać. Wiara w przeznaczenie 

była silna w starożytnej Grecji. Wielkączcią otaczano świątynię Apollina w 

Delfach, gdzie nawiedzona przez boga kapłanka Pytia odkrywała Grekom 

tajemnice przyszłości. I dziś ludzie kładą karty, leją wosk, chodzą do wróżki, 

słuchają Cyganki. Wróżbici 

i jasnowidze posiadają własne biura i pokaźne dochody, co świadczy o silnej 

i dość powszechnej wierze w potęgę losu. 

Epikura przerażała niewesoła perspektywa, jaką otwiera przed człowiekiem 

wiara w przeznaczenie. Zarazem nie chciał zrezygnować z atomistycznej 

teorii  świata. Należało więc do poglądów Demokryta wprowadzić pewne 

poprawki. Otóż zdaniem Epikura, niektóre atomy będą ce, jak inne, w 

nieustannym ruchu i jak inne poruszające się według stałych praw, mogą 

czasem spłatać figla. Może się zdarzyć,  że jakiś atom ni stąd, ni zowąd 

odskoczy w bok, nie trzymając się prawideł, jakie powinny go obowiązywać. 

Taki "odskok" pociąga za sobą całą lawinę nieprzewidzianych połą czeń, a 

więc zdarzeń i zjawisk przypadkowych. Nie wszystko zatem "musi" się stać. 

Mogą pojawiać się zdarzenia wymykające się  żelaznej sile przeznaczenia. 

Jeśli tak, to nieprawda, że człowiek bez reszty tkwi w szponach 

nieubłaganego losu. Jeśli tak, to człowiek przez pracę i czyny również 

kształtuje swój los. Zwłaszcza, gdy się wie - o czym pouczał Epikur-że 

właśnie umysł ludzki składa się z atomów o wybitnych uzdolnieniach do 

nieprzewidzianych figli i podskoków. 

background image

Umysł jest zatem obdarzony szczególnąniezależnością. Owszem, człowiek 

nigdy nie będzie mógł bez ograniczeń robić tego, co mu się podoba, ale też 

nie jest całkiem bezradny. Człowiek jest więc również wolny. A wolność 

związana jest z odpowiedzialnością. Człowiek jest odpowiedzialny za swoje 

czyny. Jeśli inżynier zrobi błąd w obliczeniach, na skutek czego zawali się 

most, czy może się  tłumaczyć,  że jakieś wyższe siły odebrały mu jasność 

myśli, a więc że to one są odpowiedzialne za katastrofę? Owszem, zdarzają 

się sytuacje trudne do przewidzenia, na przykład most może zostać 

zniesiony przez powódź, jakięj nie było od stu lat, czego projektant mostu nie 

wziął pod uwagę. Nie poradzimy nic na okoliczności, ale również wiele zależy 

od naszej decyzji i naszego działania. 

I dziś ludzie mają  tę samą skłonność do popadania w skrajności. Z jednej 

strony, gdy winą obarczają innych, zachowują się, jakby wierzyli, że wszystko 

jest w mocy człowieka i wystarczyłoby mieć tylko dobrą wolę, aby uniknąć 

błędów i wykroczeń. Gdy jednak sami są pociągani do odpowiedzialności, 

tłumaczą się, że byli bezradni i musieli działać tak, nie inaczej - pod wpływem 

okoliczności, z braku czasu lub środków. Tak jakby w jednych sytuacjach 

myśleli, że człowiek może 

128 I 129 

 

wszystko, w innych zaś, że nie może nic. Co ciekawsze, wielu ludzi, mówiąc 

raz tak, a raz inaczej, nie zawsze zdaje sobie sprawę z rozbieżności 

własnych poglądów. 

Boska szczęśliwość 

A oto jak Epikur radził sobie z bojaźnią wobec bogów. Podobnie jak 

wcześniej cynicy, twierdził,  że bogowie są doskonali i szczęśliwi. Ale czy 

zajmują się sprawami tego świata? Nie, wystarcza im ich własny mówi 

Epikur. Niektórym wydaje się, że bogowie wtrącają się w ludzkie sprawy, że 

mogą nam w czymś pomóc lub w czymś przeszkodzić. Myślą też, że bogowie 

background image

patrzą na nasze czyny i będą nas za nie sądzić. Dlatego zanoszą błagalne 

modły, składają ofiary i proszą o to czy tamto. 

Zdaniem Epikura bogowie pozostają obojętni wobec ludzkiego losu. Czy to 

możliwe, aby w świecie było tyle zła, gdyby było inaczej? - pyta Epikur. 

Zastanówmy się - wywodzi dalej - czy bogowie są wszechmocni? Każdy, kto 

w nich wierzy, przyzna, że tak. A więc są niesprawiedliwi - wnioskuje - 

jakżeby inaczej mogli dopuścić, aby tyle nieszczęść, cierpienia i bólu 

gromadziło się na tym świecie, jeśli w swej wszechmocy mogliby temu 

zaradzić? 

A co, jeśli znów przyznamy, że bogowie są sprawiedliwi? A zatem nie są 

wszechmocni - dowodzi Epikur - są bezradni, jeśli nie potrafią zaradzić złu na 

tej ziemi. Jeśli więc nie chcemy bogów oskarżać o bezsilność lub 

niesprawiedliwość, pozostaje uznać, że los świata nic ich nie obchodzi. I tak 

też z pewnością jest - dopowiada dalej - ich udziałem jest szczęście, i to - jak 

na bogów przystało - szczęście doskonałe. A czy można z obrazem 

doskonałego szczęścia pogodzić troskę o los świata, wysiłki i zabiegi o jego 

naprawę, wreszcie cierpienie, gniew lub obawę? 

Między bajki więc włożyć należy - dochodzi do wniosku Epikur opowieści o 

"gniewie bożym" czy "smutku" bogów z powodu ludzkich poczynań. Mało 

tego, obrazy takie uznaje on wręcz za bezbożne, zaprzeczałyby bowiem 

doskonałości bóstwa, a ta polega na wiecznym przeżywaniu niczym 

niezmąconego szczęścia. Nie sposób dopuścić nawet myśli, aby coś mogło 

ten spokój bogów czy bóstwa zakłócić. I choć, zdaniem Epikura, jak wszystko 

inne i bogowie składać się muszą z atomów, 

te jednak będą oddzielone od atomów tego świata. Istnieją w osobnej, 

oddzielonej sferze, co chroni bogów przed wszelkim niepokojem. 

Wyciągnąć stąd można i tę naukę, że bogowie nie są w najmnięjszej mierze 

odpowiedzialni za to, co się w świecie dzieje. W szczególności nie może już 

być mowy o kierowaniu światem przez bożą wolę lub opatrzność. Byłby to 

background image

taki sam zamach na ludzką wolność, jakiego próbowało dokonać 

przeznaczenie Demokryta. Świat rządzi się więc swoimi prawami. Za to, co 

dzieje się w świecie ludzi, oni sami ponoszą odpowiedzialność. A jeśli mogą 

mieć jakikolwiek "pożytek" z nieśmiertelnych bogów, to tylko wtedy, gdy 

zaczną ich naśladować w dążeniu do szczęścia. 

Śmierć 

Dusza, zbudowana z atomów delikatnych jak mgła albo dym, umiera wraz z 

ciałem i jak dym rozprasza się w powietrzu. Człowiek słusznie lęka się 

cierpienia, lecz bezpodstawnie uważa,  że sprowadza je śmierć. Cierpienie 

jest związane z odczuwaniem. Śmierć oznacza brak odczuwania, a więc i 

brak cierpień. Co więcej,  śmierć nie jest czymś, co nas dotyczy. Dopóki ja 

jestem-mówił Epikur-nie ma śmierci, kiedy przyjdzie śmierć, mnie już nie 

będzie. 

Nawet gdyby zgodzić się,  że dusza pozostaje po śmierci, to i tak nie może 

cierpieć, będąc oddzielona od ciała. Tylko ciało odczuwa ból. Ci, którzy 

opowiadająo cierpieniach duszy, nie wiedzą, co mówią W tej sprawie 

wszystko przemawia za zależnością duszy od ciała. Duch słabnie, gdy ciało 

słabe. Gdy wbijemy sobie w palec igłę lub zadrę pod paznokieć, ma to 

niedobre skutki także dla ducha- odbiera mu spokój. Nie potrafimy już 

spokojnie rozważać czegokolwiek, gdy myśli się plączą. 

Jesteśmy częścią natury: wszyscy podlegamy niezmiennym prawom 

przyrody, rodzimy się i umieramy, jak wszystko inne, ale tworzywo, z którego 

powstało nasze ciało - atomy - jest niezniszczalne. Powstaną z nich nowe 

organizmy, zdolne do życia. Cieszmy się tą chwilą wolności i szczęścia, jakiej 

możemy zaznać. Po co martwić się upływem czasu? Chwytaj dzień! - wołał 

Epikur. Wykorzystaj czas, jaki masz, bo innego przecież miał nie będziesz. A 

gdy przyjdzie pora umierać, będziesz czer 

130 i 131 

 

background image

pał pociechę z dobrze przeżytego  życia. Człowiek, który umiał korzystać z 

życia jak należy, był pożyteczny dla innych, miał przyjaciół i duchowy spokój, 

nie obawia się  śmierci, bo rozumie jej konieczność. Z natury się wynurzył i 

zanurzy się w niej na powrót, godnie i z uśmiechem. 

Nie śmierci więc należy się obawiać, a wyłącznie cierpienia. Lęku przed nim 

nie udaje się nigdy do końca pokonać. Jest ono jedynym złem, jakiego 

człowiek zaznaje. Dlatego i śmierć ma swą stronę pozytywną, jako 

wyzwolenie od cierpień. Stąd też epikurejczycy pochwalali skracanie 

przedśmiertnej męczarni w chwili, gdy nie ma już nadziei na ratunek. Nie 

śmierć, a cierpienie, jakie może jąpoprzedzić, jest tym, czego trzeba się 

wystrzegać. 

Pożytek z atomów 

Epikur z ochotą przystał na pomysł Demokryta dotyczący wyjaśnienia 

budowy  świata. A przecież obaj filozofowie wykorzystali atomizm w celach 

nie tylko innych, ale wręcz przeciwstawnych. Demokryt wszędzie dostrzegał 

bezwzględne prawo koniećzności. Epikur robił co mógł w obronie wolności. 

Każdy ruch atomu Demokryta był z góry zaplanowany przez konieczność. 

Wraz z atomami cała przyroda i człowiek musiały słuchać jej rozkazów. 

Atomy Epikura były o wiele mniej uległe rozkazom przeznaczenia. Okazały 

się za to o wiele bardziej "posłuszne" swemu twórcy. Usłużnie spełniały 

szereg poleceń. Gdy potrzeba było uzasadnić ludzką wolność, zaczęły 

"brykać" w sposób swobodny i nieprzewidywalny. Potrafiły uzasadnić 

szczególną pozycję ludzkiego umysłu w świecie przyrody. Odegrały też 

niemałą rolę w wyzwoleniu człowieka od trzech lęków, które mu zagrażały: 

przed śmiercią, bogami i losem. Śmierci odebrały jej groźną realność, bogom 

pomogły się od świata odłączyć, zerwały  ścisłą współpracę z 

przeznaczeniem. Z ich pomocą Epikur "oczyścił"  świat z zaludniających go 

strachów, zerwał pęta ograniczeń i otworzył drogę do szczęścia. 

background image

Współcześnie używamy określenia "epikurejczyk", mając na myśli kogoś, kto 

goni za uciechami życia, nie lubi się przemęczać, marzy tylko o zabawie i 

pełnym brzuchu. Jak widać, jest to określenie niezbyt 

trafne, a nawet krzywdzące dla Epikura, który za przewodnika na drodze 

życia obrał rozum. Epikur nie gonił za uciechami, był raczej głosicielem 

radości życia wyłącznie dla niego samego. 

Wątpliwości w filozofii Epikura budzić może coś innego. Czy rzeczywiście 

najlepszą receptą na życie szczęśliwe jest stanie na uboczu? Czy odcinąjąc 

się od zła i niepokoju świata, naprawdę stajemy się wolni i szczęśliwi? Czy 

moralne jest takie stanie z boku i przyglądanie się światu, jakbyśmy sami do 

niego nie należeli? Poeta i filozof rzymski, Lukrecjusz, gorący zwolennik 

epikureizmu, w poemacie przekazującym myśli tej filozofii pisze: 

Miko w czas burzy morskiej, gdy życia sam nie narażasz, Patrzeć na trudy 

wichrem gnanego żeglarza, 

Nie stdd, że cudza męka radość ci może przynieść, 

Lecz że przykrości widzisz, które gdy zechcesz - ominiesz. 

Jeśli  życie jest morzem, to na jakim brzegu stanąć ma mędrzec i ze 

spokojem na nie spoglądać? Czy taki brzeg istnieje? 

~~~~'~ ~ 

pp W `9 

1 0 

8 ~L._~~~, e 

n _ a 

~o~~N~s ~~ ~~`Nopl~ 

p °~.~ ś 

ó 0 

a,(r) '~` 

~ENow °ao z KytaN 0oe 

~.. -.._~e4a~,a~ 

background image

132 I 133 

 

JAJKO FILOZOFII - RZECZ O STOIKACH 

Pewien fenicki kupiec z Cypru wybrał się w rejs do Aten z ładunkiem farb. 

Niedaleko od portu statek zatonął. Kupiec zdołał się uratować. Gdy przybył 

do Aten, pozbawiony zarobku i środka transportu, 

zamieszkał u pewnego księgarza. Tam wpadła mu w ręce książka opisująca 

życie Sokratesa. Zapytał księgarza, czy można jeszcze spotkać takich ludzi. 

Traf chciał,  że w tym czasie przechodził ulicą Krates - cynik, uczeń 

Diogenesa. Księgarz wskazał mu go i powiedział: "Idź za nim". Kupiec 

natychmiast wybiegł na ulicę, dogonił Kratesa i rozpoczął naukę pod jego 

okiem. Kupcem tym był Zenon z Kition. Stykając go z Kratesem, los 

zadecydował 

o jego dalszym życiu. Mówił później: "Właśnie dlatego, że mój okręt zatonął, 

udała mi się podróż". 

Los miał wielkie znaczenie w filozofii stoików. Głęboko wierzyli w 

przeznaczenie. Podobnie jak wcześniej Demokryt, uważali,  że każde 

zdarzenie jest z góry wyznaczone. Nie mająwięc sensu próby odmiany 

swojego losu. Jedyne, co możemy zrobić, to znosić go z godnością Cała ich 

filozofia była więc nastawiona na wytworzenie w sobie hartu ducha, który 

pozwoliłby niewzruszenie stawiać czoła przeciwnościom, na które i tak nie 

mamy wpływu. 

Cztery wieki później w Rzymie (I/II w. n.e.) żył inny wyznawca stoicyzmu, 

Epiktet. W młodości był niewolnikiem. Pewnego dnia jego pan wysłał go do 

łaźni ze zleceniem przygotowania kąpieli. Ale po drodze napotkała Epikteta 

straż miejska. 

- Dokąd to idziesz? - zapytali strażnicy. - Nie wiem - odpowiada Epiktet. 

- Nie wiesz, gagatku? To pewnie jesteś włóczęgą. 

background image

Zaprowadzono więc Epikteta do aresztu. Wkrótce jednak wyjaśniono, kim 

jest "gagatek", dokąd szedł i na czyje zlecenie. Strażnicy nie 

mogli się jednak nadziwić, dlaczego powiedział im, że nie wie dokąd idzie, 

skoro miał jasno określone zadanie. 

-A czy nie miałem racji? - zapytał wtedy Epiktet. - Chciałem iść do łaźni, a 

znalazłem się w areszcie. 

W odróżnieniu od strażników, Epiktet nie sądził,  że możemy swobodnie 

rozporządzać swoim losem. To nie my, lecz on kieruje naszymi krokami. 

Wszystko, co możemy zrobić, to zachować spokój w drodze, obojętnie dokąd 

nas ona zaprowadzi - do sławy i bogactwa czy też do aresztu lub nawet na 

śmierć. Tego bowiem nigdy nie wiemy. 

Podobnie uważał już Zenon z Kition. Obojętności na sprawy świata uczył się 

od cyników, lecz w przeciwieństwie do nich nie starał się prowokować 

otoczenia. Raczej unikał towarzystwa, próbował nawet zniechęcić ludzi do 

przebywania w jego pobliżu. Nie odrzucał, jak cynicy, bogactwa, zdawał się 

w tej sprawie na los. Nie to jest ważne - mówił czy będziemy mieszkać w 

dużym domu czy w beczce, ani czy jeść będziemy sam bób, czy wymyślne 

frykasy. Ważne jest tylko to, w jaki sposób będziemy podchodzić do naszej 

własności. Chodzi wyłącznie o to, abyśmy się nie przywiązywali do tego, co 

posiadamy. Biedak, który zamartwia się stanem swego odzienia lub troszczy 

o to, jaki też jutro zdobędzie posiłek, czyni większy błąd niż człowiek 

zasobny, który godzi się z tym, że jutro może stracić wszystko, co posiada. 

Wszyscy znamy określenia "stoik", "zachować stoicki spokój". Dziś znaczą 

one dla nas mniej więcej tyle, co niewzruszony, opanowany, nieugięty, 

odporny na przeciwności losu. Stoicy bardzo wysoko cenili te cechy 

charakteru, co wynikało z poglądów, jakie głosili. Życie było dla nich czymś w 

rodzaju podróży po wzburzonym morzu. Nie można uspokoić fal ani wichru. 

Można jedynie niewzruszenie panować nad okrętem, którym sterujemy i nie 

ulegać panice. Tym okrętem jest człowiek, morze to okoliczności, na które 

background image

nie ma wpływu. Takie zasady głosiła szkoła założona przez Zenona. Z 

czasem uzyskała największą popularność w całym świecie starożytnym. W I i 

II w. n.e., za czasów Cesarstwa Rzymskiego, wyznawcami i kontynuatorami 

stoicyzmu byli Lucius Anneus Seneka, Kajus Muzoniusz Rufus, wspomniany 

wyżej Epiktet i cesarz Marek Aureliusz. Sam Zenon żył  długo i doczekał 

późnej starości. Pewnego dnia, na krótko przed śmiercią, potknął się i upadł 

na ziemię. Leżąc, zawołał: "Sam idę, po co mnie wołasz?". 

134 ~ 135 

 

Zapisane w górze. Dialog o przeznaczeniu 

Ludzi, którzy we wszystkim upatrują  ręki przeznaczenia, nazywamy 

fatalistami. Termin ten pochodzi od łacińskiego słowa fatum - los. Fatalista to 

właśnie ktoś taki, dla kogo każde zdarzenie ma tylko jednąprzyczynę i 

ostateczny powód - przeznaczenie. 

Przyglądając się uważnie zapatrywaniom stoików na rolę przeznaczenia w 

ludzkim  życiu możemy dopatrzyć się niekonsekwencji. Jak to? Skoro 

wszystko jest z góry przewidziane przez los, a my nie możemy nic w nim 

zmienić, to czy możliwe jest, abyśmy mogli wybrać, jaką postawę przyjmiemy 

wobec wydarzeń, w których bierzemy udział? Czy i ona nie jest z góry 

wyznaczona? 

Naprawdę konsekwentny fatalista powinien utrzymywać,  że nic nie zdarza 

się dlatego, że tego chcemy lub nie chcemy, ale że tak zostało "zapisane w 

górze". Wyobraźmy sobie, że ktoś je właśnie obiad z fatalistą Ten próbuje go 

przekonać do swojego poglądu. Natrafia jednak na opór. Jego przeciwnik 

próbuje przywrócić fataliście zdrowy rozsądek. Rozmowa ta mogłaby 

przebiegać na przykład tak: 

Ktoś: Czy nie dlatego jesz smaczny obiadek - kotlecik, kartofelki i popijasz 

zsiadłym mlekiem, bo jesteś  głodny i masz na to apetyt? Fatalista: Nie 

background image

dlatego jem, że mam apetyt, ale że zarówno mój głód, jak apetyt i jego 

zaspokojenie (w postaci kotlecika) były mi przeznaczone. 

Teraz "ktoś" próbuje z innej beczki. 

- Jak się zdenerwuję - mówi - to ci tak przyłożę, że od razu zrozumiesz kto 

ma rację! 

Fatalista: Nie ja będę rozstrzygał czy i dlaczego mi przyłożysz. Jeśli jest 

zapisane,  że mnie uderzysz, to nic na to nie poradzę. Jeśli jest zapisane 

inaczej - daremne twoje wysiłki. Jeden taki kłuł mnie nawet szpilkątylko po to, 

aby podważyć  słuszność moich przekonań. Było jednak zapisane w górze, 

że oddam mu z nawiązką. Do dziś mnie omija z daleka. 

Ktoś: Skoro jest tak, jak mówisz, to nie warto się starać i zabiegać o 

spełnienie pragnień. Pozostaje założyć ręce i czekać na to, co przyniesie los. 

Fatalista: Mylisz się. Nie jest to bowiem sprawa mojego wyboru. Jeśli jest 

zapisane,  że będę siedział bezczynnie, to tak się z pewnością stanie. Ale 

jeśli przypadkiem jest zapisane odwrotnie, to wstanę i będę robił 

wszystko to, co mi zostało przeznaczone. 

Ktoś decyduje się na dłuższy wykład: no dobrze. Lecz jeśli los czy 

przeznaczenie odbierają nam możliwość decydowania o sobie, to traci sens 

mówienie o odpowiedzialności za swoje czyny. Gdy pobiję kogoś lub 

oszukam - nie będzie w tym żadnej mojej winy. Według ciebie, morderca czy 

złodziej zabija i kradnie nie dlatego, że chce, lecz że inaczej nie może. Nie 

posiadając wolności wyboru, nie może być za swoje czyny rozliczany. Nie ma 

wolności, więc nie ma i zasad moralnych. Wszystko staje się pustązabawą: 

nie istnieje odpowiedzialność, zasługa, wina ani kara, bo wszystko to 

odrzuciłeś, uznając jedynie przeznaczenie. 

Fatalista: Chwileczkę, nie tak prędko. Jeśli jest zapisane, że zasady moralne 

sądla mnie ważne, to nie w mojej mocy je odrzucić. Powiem ci historyjkę. 

Kiedyś Zenon stoik złapał  złodzieja na gorącym uczynku. Ten, znając 

poglądy Zenona, bronił się słowami: "Kraść jest mi przeznaczone". A Zenon 

background image

dodał: "I dostawać baty". I cóż, tak się właśnie stało. A między nami mówiąc - 

był to jedyny przypadek, gdy Zenon był do końca konsekwentny. 

Uff, dość już. Rozmowa z fatalistą to zabawa trochę denerwująca. Pozwala 

za to zrozumieć,  że nie sposób przekonać fatalistę, jeśli ten będzie wiernie 

obstawał przy' swym stanowisku. Kłopotliwe dla niego może być tylko to, że i 

on nie może nikogo naprawdę przekonać. Bo nawet gdyby ktoś miałby mu w 

końcu uwierzyć, to przecież tylko dlatego, że tak zostało zapisane w górze. 

Sam idę, po co mnie wołasz? 

Gdyby stoicy chcieli wyciągać wnioski z myśli o przeznaczeniu równie 

skrupulatnie, jak nasz fatalista, ich nauka o życiu szczęśliwym byłaby pustą 

igraszką. Tymczasem ta właśnie nauka o życiu stanowi główną myśl stoików. 

Gdy Zenon bezlitośnie zakpił sobie z wymówki złodzieja, wskazał nie tylko na 

nieubłaganą surowość przeznaczenia; nie tylko pouczał,  że nie można się 

usprawiedliwiać, powołując się na swój los. Jego zdaniem, możliwe jest w 

pewnej mierze odczytanie wyroków losu. Nie jest to sztuka łatwa, lecz w myśl 

zasad stoicyzmu możliwa. 

136 ~ 137 

 

Stoicy dostrzegali w świecie dwie zasady: aktywny, czynny Rozum i 

całkowicie poddaną mu, bezwladną materię. Cały świat wraz z czlowiekiem 

jest cielesny. Wszystko jest materią, lecz równie dobrze można nazwać to 

wszystko Bogiem, gdyż Bóg znaczy dokładnie to samo, co świat.  Świat 

podlega stalym, boskim i niezmiennym prawom. Wszystkie zdarzenia są w 

nim spięte nie kończącym się  łańcuchem przyczyn i skutków. Na początku 

tego łańcucha stoi wszechobecny Rozum. To on włada siłami przeznaczenia. 

Kieruje biegiem zdarzeń w dramacie życia i pisze role dla wszystkich jego 

aktorów. Jest siląi zasadą świata - wiecznym ogniem, z którego wszystko się 

wyłania i do którego wszystko powraca. 

background image

Pomysł przenikającego wszystko, ognistego rozumu wzięli stoicy od 

Heraklita. Boski, rozumny ogień jest "tchnieniem", które daje życie 

wszystkiemu, rozgrzewa jak krew krążąca w żyłach. Dusza, która mieszka 

we krwi, jest cząstkątego boskiego ognia-rozumu i po śmierci czlowieka 

zlewa się z nim w jedno. Rozum bowiem wypełnia świat, przenika każdą jego 

część, ale - jak mówili stoicy - "pewne części więcej, inne zaś mniej". Częścią 

natury, w której jest, a przynajmniej powinno go być najwięcej, jest ludzki 

umysl. Nam wydać się to może dość dowolną teorią, wymagającą dalszych 

wyjaśnień, lecz dla Greków mogło uchodzić niemal za zwykły opis rozumu. 

Rozum to Logos, który miał dla nich funkcję zbierania i łączenia spraw oraz 

rzeczy obecnych w naturze. Naturalne było dla nich to, że owe połączenia 

dochodzą do glosu poprzez czlowieka i w nim się gromadzą. 

Stoicy więc, podobnie jak niegdyś Heraklit, starali się odczytać ukrytą 

mądrość świata. Odczytać i według niej postępować. Pomagal im w tym ich 

wlasny, ludzki rozum, który ich zdaniem można tak wytrenować, aby zgadzał 

się i współgrał z rozumem świata i natury. To dlatego mówili, że "życie 

zgodne z rozumem słusznie wydaje się życiem zgodnym z naturą". Zgodność 

tę pojmowali inaczej, niż mogłoby się nam wydawać. Gdyby komuś przyszło 

do głowy,  że posługując się owąprzydzieloną mu przez naturę częścią 

rozumu, może odmienić coś w następującym z bezwzględną koniecznością 

łańcuchu wydarzeń, dowiódłby tylko, że zły robi użytek z rozumu. Jest on na 

to zbyt słaby. Wszystko na co nas stać, to zachować spokój. Na nic się nie 

zda krzyk lub użalanie się na niesprawiedliwość losu. Przede wszystkim więc 

nie należy się 

buntować przeciw zdarzeniom, ale we wszystkim się z nimi zgadzać. 

Kimkolwiek jesteśmy, królami czy niewolnikami, biednymi czy bo 

gatymi, powinniśmy pogodzić się z losem. Zdaniem stoików nie oznacza to 

wcale wyrzeczenia się wolności. Wręcz przeciwnie - bo nie jest wolny ten, kto 

zmaga się z wiecznymi prawami, których nie da się zmienić, ale ten tylko, kto 

background image

przyjmuje  świat taki, jaki jest, kto sam siebie przystosował do świata, nie 

świat do siebie. Zmienianie świata jest próżnym, bezowocnym wysiłkiem. 

Czlowiek nie zdobywa wolności przez gromadzenie rzeczy, zaszczytów i 

przywilejów, lecz poprzez uwolnienie duszy, której nic nie jest w stanie 

zniewolić. Należy więc pozbyć się próżnych pragnień, chciwości,  żądzy 

sławy, wszelkich ambicji, które jedynie zachęcająnas do pozbawionej sensu 

walki z losem. 

Nawet jeśli los odbierze nam wszystko: majątek, rodzinę, przyjaciól; gdy 

wrogowie zakują w kajdany lub wtrącą do lochu, to naszej myśli nie ujarzmi 

nikt. Naprawdę 

wolni możemy być jedynie we 

wnątrz samych siebie. Wie o tym ~~ ~" _. c._._-., prawdziwy mędrzec i 

dlatego nie 

zna strachu, nic nie jest w stanie ~,~~ ~ 1 wyprowadzić go z równowagi. 

Wolność polega na panowaniu nad ( 

hl .I a sobą samym. Nie można zmienić t , 

nic w świecie zewnętrznym. Tu ~~ `. bezwzględnie panuje prawo ko 

nieczności, ale w duszy czlowie 

ka rozciąga się królestwo wolno- TO WY JESiESCIE ści. ZAMI(NI~CI 

Zadaniem człowieka jest "sa 

memu iść" za głosem rozumu i natury, zachowując przy tym "stoicki spokój". 

Rozbrzmiewający w nas głos natury nie nawołuje do uciech i zabawy. Jej 

zgodnym z rozumem celem jest bowiem zachowanie życia. I naszym 

głównym zadaniem jest to samo - przetrwanie. A w odpowiedniej chwili - 

ustąpienie miejsca innym. 

138 ' ~ 139 

 

Po co nam rozum? 

background image

Życie, Natura, Rozum - oto trzy rzeczy, nad którymi warto się zastanawiać. 

Sąone wzajemnie ze sobą sprzęgnięte. Stanowiąciąg-od ukrytego w świecie 

rozumu poprzez obecny w naturze łańcuch przyczyn do wyznaczonego przez 

nie  życia człowieka. Stąd stoicy wyróżniali w filozofii trzy działy, które 

zajmowały się tymi dziedzinami. Etyka zajmowała się życiem, fizyka naturą, 

logika rozumem. Porównywali filozofię do jajka. Miejsce centralne zajmuje w 

nim  żółtko - to etyka. Fizyka jest pożywnym białkiem, nauką o życiodajnej 

naturze - pośredniku między zasadami rozumu a życiem. Logika stanowi 

spinającą całość skorupkę. Jej prawidła są równie sztywne, obejmujące 

całość, jak powierzchnia jaja. Najważniejsze dla człowieka jest szczęście. 

Lecz jak je osiągnąć, jeśli w świecie nic nie można zmienić? Aby być 

szczęśliwym, należy postępować  mądrze, a do tego potrzebna jest 

znajomość "spraw boskich i ludzkich". Bez wiedzy niewiele zdziałamy. 

Dlatego stoicy nie zaniedbywali astronomii, meteorologii, historii i geografii. 

Ze względu na własne szczęście trzeba więc poznawać  świat. A co 

napotykamy w świecie, gdziekolwiek się nie obrócimy? Życie - mówili stoicy. 

Wszystko wokół nas jest ożywione, nawet woda czy kamienie. Wszystko 

przecież przeniknięte jest ożywiającym, boskim tchnieniem. Dzięki temu 

możliwy jest w przyrodzie ruch. I nie ma w przyrodzie nic więcej, oprócz 

materii i ruchu. Także poruszające każdą rzecz rozumne tchnienie jest 

rodzajem materii, tyle że bardziej delikatnej. 

Skoro tak, to należy zrozumieć, że cokolwiek się w świecie pojawia, ma swój 

sens i cel. Nie ma nic niepotrzebnego czy złego. Poszczególne zjawiska 

mogą się nam wydawać złe lub zbędne, ale one muszą istnieć, aby w całym 

wszechświecie panował porządek. Seneka, filozof rzymski żyjący w I w. n.e., 

powiada,  że można je nazywać, jak się chce: przeznaczeniem, bogiem, 

naturą, światem - obojętne. Ważne jest, aby wiedzieć, że "niczyja prośba ich 

nie wzruszy, nie zmieni ich ani litość, ani łaskawość. Kroczą swoją 

nieodwracalną drogą, płyną według wyznaczonego porządku". Nie byłoby 

background image

przyjemności, gdyby nie było bólu i cierpienia. Musi być zimno, aby było i 

ciepło. Nie ma dnia bez nocy. Nawet muchy i robaki sąpotrzebne. Potrzebni 

sątchórze, aby mogli być bohaterowie. Bez głupich nie byłoby mądrych. Tu 

znów natrafiamy na zasadę przywoływaną już przez Hera 

klita: przeciwieństwa nie mogą istnieć osobno. Sprawiedliwość może 

zaistnieć tylko tam, gdzie poznano i niesprawiedliwość. 

Aby właściwie wykorzystać  tę cząstkę rozumu, jaka "płynie nam we krwi", 

trzeba ustalić przede wszystkim, jaki związek zachodzi między rzeczami i 

zjawiskami, które obserwujemy, a ideami, słowami-pojęciami. Zdaniem 

stoików Platon i Arystoteles nie mieli w tej sprawie racji. Idee nie tkwią w 

rzeczach, jak mówi Arystoteles. Nie istnieją również poza nimi, jak chciał 

Platon. Sąto jedynie nazwy tworzone przez ludzi na podstawie tego, co 

zaobserwowano w świecie. 

Człowiek na podstawie wrażeń może również tworzyć nowe obrazy, na 

przykład krasnoludka, syreny czy smoka. Człowiek widzi rozmaite drzewa, 

które rosną wokół niego, i aby nie mówić o każdym z nich z osobna, gdy nie 

ma takiej potrzeby, używa słowa "drzewo". Takie słowa-pojęcia składająsię 

na nasząwiedzę. Istniejąone, jak wszystko inne. Istnieje konkretne drzewo, 

rosnące koło domu sąsiada, i istnieje słowo "drzewo". Gdy mamy już pojęcia-

słowa, możemy przy ich pomocy myśleć i wyciągać wnioski. 

Skorupka 

Chryzyp, jeden z następców Zenona z Kition, najgłębiej wśród stoików zajął 

się sprawą poprawności myślenia i wnioskowania. Stworzył "logikę stoicką", 

w której główną rolę pełniły zdania. Arystoteles uważał,  że podstawą do 

wyciągania wniosków jest sąd o postaci: "A jest B". Miał więc na uwadze 

zdania takie, jak: "Jamnik jest psem", "Pies jest ssakiem", w których z 

pomocą czasownika "jest" jedna nazwa opowiada nam jakby coś o drugiej. O 

jamniku możemy powiedzieć,  że jest rasą psa, o psie, że należy do grupy 

zwierząt nazywanych ssakami. Stoicy traktowali każdy sąd jako 

background image

nierozkładalną całość. Nie poszczególne terminy, ale wyrażony w zdaniu sąd 

posiada swój jeden i niepodzielny sens. 

Chryzyp doszedł do przekonania, że wnioskowaniaArystotelesa przydają się 

tylko w niewielu sytuacjach. Potrzebne nam są takie wnioskowania, które 

możemy stosować w dowolnych zdaniach. Dlatego w pierwszej kolejności 

należy zająć się zdaniami złożonymi, które same już zawierają jakiś sposób 

wnioskowania. Interesowały go więc zdania 

140 ~ 141 

 

o postaci: "JeżeliA to B", gdzie jedno wynika z drugiego. Za A i B można 

podstawiać zdania proste, według przykładu: "Jeżeli masz gorączkę, to 

jesteś chory". Zwrot "Masz gorączkę" sam może być zdaniem lub sądem, coś 

przecież stwierdza. W zdaniu złożonym o postaci "jeżeli... to..." jest on 

podporządkowany nadrzędnej całości. 

Chryzyp dociekał, jak przekonać się o prawdziwości takich właśnie zdań 

złożonych. Zauważmy, że jeśli biorąc pod uwagę powyższe zdanie, uda się 

ustalić, że ktoś rzeczywiście ma gorączkę, to narzuci się wniosek, iż jest on 

naprawdę chory. Zdania uporządkowane w ten sposób, że jedno narzuca się 

jako wniosek z pozostałych, nazywamy "schematem wnioskowania". Tak 

więc schemat wnioskowania podanych wyżej zdań byłby taki: 

1. Jeżeli masz gorączkę, to jesteś chory. 2. Masz gorączkę. 

zatem: 3. Jesteś chory. 

We współczesnej logice schemat ten znany jest jako sposób wnioskowania 

stwierdzający przez potwierdzenie. Wniosek "Jesteś chory" stwierdza 

bowiem coś zgodnego z prawdą dzięki temu, że wcześniej potwierdzono 

prawdziwość zdania "Masz gorączkę". A oto dwa inne przykłady praw 

wnioskowania, odkrytych przez stoików: 

1. Jeżeli zgasiłeś światło, to jest ono zgaszone. 2. Światło nie jest zgaszone. 

3. Nie zgasiłeś światła. 

background image

I drugi przykład: 1. Albo jesteś głodny, albo najedzony. 2. Jesteś najedzony. 

zatem: 3. Nie jesteś głodny. 

Prawa te do dziś  sąznane w logice, jako sposób wnioskowania 

zaprzeczający przez zaprzeczenie i zaprzeczający przez potwierdzenie. 

Logika stoików trwale zapisała się w nauce. Odkryte przez nich metody 

wnioskowania uzupełniono później o wiele innych. Nadano im nową formę 

zapisu. Zachowały jednak swoje miejsce w ramach tzw. rachunku zdań. 

ROZMOWA PANA EPIKUREWICZA Z PANEM STOICKIM 

Stoicy i epikurejczycy żyli i nauczali w tym samym czasie. Często 

dyskutowali, prowadzili spory, a nawet kłócili się, aby dowieść swych racji. Na 

podstawie tego, co już wiemy o jednych i drugich, spróbujmy wyobrazić sobie 

taką dysputę. Pan Epikurewicz i pan Stoicki spotykają się na jednej z 

ateńskich ulic. Idą wolno w stronę rynku i rozmawiają. Początkowo nie mówią 

o niczym szczególnym, ale później zaczynają poruszać sprawy ważniejsze. 

Epikurewicz: Sam widzisz do czego doprowadzili władcy. Najlepiej zaszyć się 

gdzieś w kącie i nie zawracać sobie głowy polityką. 

Stoicki: Człowiek powinien brać udział w życiu publicznym. Pamiętaj: nigdzie, 

gdziekolwiek jesteś, nie ma nic pewnego. Ani w życiu publicznym, ani 

prywatnym. Czy myślisz, że stojąc z boku unikniesz przeznaczenia? 

Epikurewicz: Przeznaczenia? To niedorzeczność. Nie wątpisz chyba, że 

człowiek, nie będąc wolnym, nie może być szczęśliwy. Jakże pogodzić 

wolność z przeznaczeniem? To okropne być nic nie znaczącym pionkiem, 

którym los pomiata jak chce. 

Stoicki: Owszem, jeśli nie jest się odpowiednio przygotowanym, aby mężnie 

znosić przeciwności losu. Na spotkanie z przeznaczeniem człowiek powinien 

się odpowiednio przygotować. Wolność nie leży poza nami, lecz w nas. Być 

wolnym znaczy znosić cierpliwie rozmaite przeciwności. 

background image

Epikurewicz: Nie uważasz, że to złudzenie? Cierpliwe znoszenie niewoli jest 

nadal  życiem w niewoli. Łudzimy się tylko, że jesteśmy wolni, jeśli 

zamkniemy się w sobie. Nie można udawać, że świat nie ma do nas dostępu. 

Stoicki: Jeśli się spojrzy z zewnątrz, rzeczywiście może się tak wydawać. Ale 

ważniejsze jest nasze wewnętrzne odczucie. A czyż odczuwanie, jako 

najbliższe nam, nie jest czymś najprawdziwszym? Poza tym, to właśnie wy 

zamykacie się we własnym ogródku. Tymczasem pewnego dnia do waszego 

zacisznego miejsca za miastem, gdzie żyjecie sobie tak błogo, mogą przybyć 

źli ludzie i w jednej chwili zniszczyć wasze szczęście. Takie "szczęście" 

bardzo łatwo zburzyć. Tym bardziej, że wiążecie je z przyjemnością ciała. Dla 

nas, stoików, warunkiem szczę 

142 ~ 143 

 

ścia jest życie zgodne z naturą A czyż naturą człowieka nie jest rozum? 

Epikurewicz: A czy my mówimy coś innego? Oczywiście,  że trzeba 

postępować zgodnie z rozumem, co jest zarazem postępowaniem zgodnym 

z naturą. Nie twierdzimy jednak, jak wy, że tylko doskonalenie duszy jest 

ważne. Dla nas ciało jest równie ważne, jak dusza. Duszy wcale nie 

zaniedbujemy. Przyjemności duszy są szczęściem dla człowieka, ale dusza 

jest przecież natury cielesnej. Dlatego dbałość o ciało  łączy się z troską o 

duszę - jedno nie wyklucza drugiego. 

Stoicki: Nam chodzi o to, aby człowiek był wolny od strachu, aby był 

szczęśliwy i spokojny. 

Epikurewicz: Nam idzie o to samo. Ale wy tak naprawdę nie uwalniacie ludzi 

od niczego, przeciwnie, wpędzacie ich bez możliwości wyboru w największe 

trudy, troski i zmartwienia. My zaś uwalniamy ich od zmyślonych strachów: 

przed bogami, śmiercią i losem. 

Stoicki: Karmicie ich tylko złudzeniami. Zamiast uczyć ich stawiać czoło 

przeciwnościom, które i tak prędzej czy później ich dosięgną, namawiacie do 

background image

ucieczki od świata. Bardzo łatwo jest wytłumaczyć sobie: "niczego się nie 

boję", dopóki mi nic nie zagraża. Ale rzecz inaczej wygląda, gdy nadejdzie 

czas próby. Nieszczęśni ci, którzy wam wierzą. Pewnego dnia staną 

bezbronni wobec nieuniknionych wydarzeń. 

Za obu panami od dłuższej chwili szedł przedstawiciel trzeciej szkoły 

filozoficznej, pan Sceptycki. W tym momencie włączył się do rozmoSceptycki: 

Pozwólcie panowie, że się wtrącę. Idąc za wami, przysłuchuję się rozmowie i 

przyznam się,  że zdumiewa mnie wasza pewność siebie. Jako sceptyk, 

całkowicie się z wami zgadzam, że najbardziej czło- , wiekowi potrzebne jest 

szczęście. Zresztą, jak sami wiecie, my Grecy, od dawna tak uważamy. Nie 

ma filozofa, nie ma szkoły czy zwykłego człowieka, który byłby innego 

zdania. Jednak inaczej pojmuję szczęście niż wy obaj . Zadziwia mnie wasz 

upór i to niezachwiane przeświadczenie, że posiedliście prawdę. 

Według mnie wasz spór do niczego nie prowadzi. Sprzeczacie się komu 

raczę] dać wiarę, Epikurowi, czy Zenonowi z Kition? Skoro jeden myśli 

inaczej niż drugi, to może obaj są w błędzie? Dlaczego nie zaufać Platonowi 

lub Arystotelesowi? Ale i oni nie są ze sobą zgodni. Jeden widzi idee poza 

światem zmysłowym, drugi widzi je w rzeczach. 

Wasz Zenon zaprzecza, że w ogóle istnieją. Trzech filozofów i trzy różne 

poglądy! 

Może więc nie należy trwać uparcie, jak osioł, przy swoich przekonaniach. 

My, sceptycy, nie chodzimy od człowieka do człowieka i nie mówimy: "wiemy, 

co jest prawdą", "wiemy, co jest najlepsze". Nie walczymy o swoje prawdy 

tak, jak czynicie to wy i ci, którzy tylko swoich bogów uznają, a cudzych 

mająza nic. Czy tak ma wyglądać stoicki spokój i cierpliwość, albo 

epikurejskie  życie w ukryciu? I wy, i inni, jak zwolennicy Platona czy 

Arystotelesa, wymyślacie sobie jakieś prawdy. Nie potraficie ich udowodnić. 

A mówicie z takim przekonaniem, jakbyście sami byli bogami. Dla nas wasze 

prawdy wcale nie są tak oczywiste. Nazywamy je dogmatami, a was 

background image

dogmatykami. Zapraszam do naszej szkoły. Są tam uczniowie Pyrrona. 

Dowiecie się panowie, że nie bez powodu surowo was oceniamy. 

Warto zajrzeć 

Epiktet, Diatryby. Encheiridion, PWN, Warszawa 1961. 

Epikur, "List do Menojkeusa" (w:) Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy 

slynnych filozofów, PWN, Warszawa 1988. 

A. Krokiewicz, Zarys filozofii greckiej, "Aletheia", Warszawa 1995. 

J. Legowicz, Filozofia staro 'rytm. Wybrane teksty z historii filozofii, PWN, 

Warszawa 1970, cz. III, r. I-III. 

Lukrecjusz, O naturze wszechrzeczy, Państwowy Instytut Wydawniczy, 

Warszawa 1957. 

Marek Aureliusz, Rozmyślania, PWN, Warszawa 1984. 

B. Markiewicz, Filozofia dla szkoty średniej. Wybór tekstów, WSiP, 

Warszawa 1987, s. 62-70. 

Ch. Param, Marek Aureliusz, PWN, Warszawa 1962. Seneca, Myśli, 

Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989. 

A. Sikora, Spotkania z frlozofic~ WSiP, Warszawa 1995, s 77-79. 

Slownik pojęć filozoficznych pod red. W. Krajewskiego, Wydawnictwo 

Naukowe "Scholar", Warszawa 1996; hasła: cynicy, epikureizm, 

eudajmonizm, hedonizm, stoicyzm. 

144 ! 145 

 

Można zapytać 

1. Epikur przyjął atomistycznąteorię Demokryta. Skrytykował jednak wynikają 

ce z niej konsekwencje, dotyczące wszechwładzy przeznaczenia. Czy była to 

tylko krytyka, czy także objaw krytycyzmu? 

2. Czy można nie przejmować się śmiercią przyjmując argument Epikura, że 

śmierć nas nie dotyczy? Czy możemy znaleźć inną argumentację, która 

oswoi nas z faktem umierania? 

background image

3. Czy można przekonać fatalistę? Jeśli nie, to czy należy przyznać mu 

rację? Wyobraźmy sobie inne typy rozmówców, których nie sposób 

przekonać. Czy pogląd, którego nie można obalić, jest na pewno prawdziwy? 

Rozdział VII 

WAtTPIENIE I EKSTAZA. POMIF~DZY SCEPTYCYZMEM A NAJWYŻSZAz 

PRAWDAt 

Większość spośród powstałych w Grecji szkół rozpowszechniła się również w 

starożytnym Rzymie. Lecz nie od razu do tego doszło i nie obyło się bez 

pewnych oporów. Sprzeciwiała się temu dawna rzymska tradycja 

wychowania w prostocie i surowości, poszanowaniu wierzeń i obyczajów 

kultywowanych przez przodków. 

Jeszcze Katon Starszy (II w. p.n.e.), przysłuchując się wystąpieniu Greka 

Karneadesa w rzymskim senacie, użalał się nad zgubnym wpływem, jaki 

mogąmieć na młodzież poglądy greckich filozofów i ich swobodny sposób 

roztrząsania zagadnień. Niebezpieczną wydała mu się myśl,  że prawo, 

zdaniem Greka, jest ustanowione przez ludzi i że, wobec tego, 

sprawiedliwość nie jest bynajmniej "rzeczą świętą". Głupotą byłoby, twierdził 

Karneades, trzymać się tej idei, gdyby miała nam samym szkodzić. Trudno 

stwierdzić, na ile poważnie brał swoje twierdzenie grecki filozof. Karneades 

był wówczas przełożonym Platońskiej Akademii, a tam popularny stał się 

sceptycki pogląd, że o wszystko można się spierać, w istocie bowiem nie ma 

nic bezwzględnie pewnego. Niektóre sądy można uznać jedynie za wysoce 

prawdopodobne. Dla Katona cała ta argumentacja była tylko niebezpieczną 

zabawą. 

Mimo rzymskiego przywiązania do tradycji, takie myśli wywierały znaczny 

wpływ na młodzież powstającego imperium. Przez długi czas udawało się ten 

wpływ hamować. Owszem, interesowano się filozofią, ale bardziej w celach 

praktycznych. Sztuka argumentacji przydawała się w popisach oratorskich i 

background image

publicznych wystąpieniach, na przykład w sądzie lub w Senacie. Dopiero w 

czasach pierwszych cezarów Rzymianie po 

146 147 

 

ważniej zajęli się filozofią Nigdy jednak nie stworzyli myśli w pełni oryginalnej, 

może poza jednym Plotynem. Zanim jednak do niego dojdziemy, 

zatrzymajmy się przy filozoficznej koncepcji, którą rzymski senator, Katon 

Starszy, uznał za tak niebezpieczną, a która również przybyła do Rzymu z 

Grecji - skorzystajmy z zaproszenia do szkoły sceptyków. 

ZWIERZENIA O WAtTPIENIU, CZYLI CZEGO MOŻNA SIĘ DOWIEDZIEĆ W 

SZKOLE SCEPTYKÓW 

Kim byli sceptycy? Musieli mieć nie lada argumenty i wiedzę, skoro odważyli 

się na krytykę takich znakomitości, jak Platon i Arystoteles. Co ich skłaniało 

do podania w wątpliwość tak interesujących poglądów, jakie mieli 

epikurejczycy i stoicy? 

Podobnie jak inni filozofowie w tym czasie, sceptycy starali się rozstrzygnąć, 

czym jest szczęście i jak je osiągnąć. Aby odpowiedzieć na te pytania, 

należy, ich zdaniem, wyjaśnić najpierw jaki jest świat i jakie są rzeczy w 

świecie. Ludzie powiadają na przykład, że jedne rzeczy są przyjemne a inne 

nie. W jaki jednak sposób je odróżnić, jeżeli jedne istoty na ziemi "żywią się 

trawą a inne krzewami, jedne pasą się w lasach a inne jedzą ziarno, jedne 

pożerają mięso a inne karmią się mlekiem, jedne rozkoszują się padliną a 

inne świeżym pożywieniem...". Sekstus Empiryk, sceptyk z III w, n.e., zebrał i 

przedstawił wiele obserwacji mogących wzbudzać w tej sprawie wątpliwości. 

Nazywano go empirykiem, bo był lekarzem nie dowierzającym ówczesnym 

teoriom na temat przyczyn powstawania schorzeń. Leczył wyłącznie na 

podstawie doświadczenia. 

A oto jego sceptyczne uwagi: "(...) jeśli te same przedmioty są dla jednych 

stworzeń nieprzyjemne a dla innych przyjemne, to w stworzeniach powstają 

background image

różne wyobrażenia za sprawą tych samych przedmiotów". Wynika stąd,  że 

nigdy nie będziemy w stanie określić, co jest naprawdę przyjemne, a co nie. 

Możemy tylko określić, co nam się w y d a j e przyjemne bądź nie. 

Byłoby pół biedy, gdyby przynajmniej wszystkim ludziom wydawało się 

jednakowo. Ale tak nie jest. Co innego cieszy Hindusa, mówi Sekstus, co 

innego Rzymianina. "Niektórzy trawią łatwiej wołowinę niż 

-- .~--a 

.---rs l ! t '1 ~j'! i'S '1 l .i 111 i~~ 

GO INAtć4~ G/ESZY ~IlNOVSI~ , G,p 1 NNFrGO R? YMI~4HlAlR 

rybki skaliste. Etiopowie (...) jedząbez  żadnego niebezpieczeństwa 

skorpiony, węże i podobne gady". Pojedynczy ludzie też mająróżne odczucia. 

"Pewien lekarz dostawał biegunki, gdy poczuł zapach pieczonych sumów. A 

cesarz Tyberiusz widział w ciemności". Jakie są rzeczy naprawdę? O 

odpowiedź niełatwo, zwłaszcza  że pojawiająsię dalsze trudności. Nasze 

zmysły inaczej reagują na te same rzeczy. Na przykład balsam ma przyjemny 

zapach, lecz jest nieprzyjemny w smaku. Tam, gdzie dotykiem wyczuwamy 

gładkość, oczom może się wydawać,  że są zagłębienia i wypukłości. 

Niewidomi mogą odczuwać jabłko różnymi zmysłami, oprócz wzroku. Nie 

wierzą, że można doświadczać jabłka jakoś inaczej niż dotykając, smakując, 

wąchając, słysząc jak spada z jabłoni. Jeśli tak, to może jabłko posiada 

jeszcze inne właściwości, których nigdy nie poznamy, gdyż nie posiadamy 

zmysłów, którymi moglibyśmy je odbierać? Pies słyszy dźwięki, których my 

nie znamy. 

Pozostanie dla nas tajemnicą, mówią sceptycy, jakie jest jabłko naprawdę. 

Inaczej widzimy świat, gdy jesteśmy głodni, inaczej gdy syci, inaczej gdy 

chorzy, inaczej gdy zdrowi. A więc i stan, w jakim się znajdujemy, wpływa na 

nasze doznania. Poza tym te same rzeczy widziane z różnych stron różnie 

wyglądają. "Ten sam statek wydaje się z daleka mały i nieruchomy, z bliska 

background image

zaś wielki i ruchomy". Ludzie mają różne obyczaje, wierzenia, prawa i 

poglądy. Według jednych dusza jest nie 

148 ~ 149 

 

śmiertelna, według innych śmiertelna. Według jednych istnieją bogowie, 

według innych nie. Dla jednych nawet rozum jest materialny, dla innych 

prawdziwymi są tylko twory bezcielesne, idealne. Komu w takiej sytuacji dać 

wiarę? Platonowi? Epikurowi? Zenonowi z Kition? 

Gadająca papuga i lekarze 

Przytoczone przykłady  świadczą o tym, zdaniem sceptyków, że nigdy nie 

możemy być pewni sposobu, w jaki poznajemy świat, niezależnie od tego, 

czy będziemy kierować się rozumem, czy doświadczeniem. Tym bardziej 

niepewne będą wyniki naszego poznania. Nie możemy 

wiedzieć, kto mówi prawdę, a kto się myli, gdzie jest prawda, a gdzie fałsz. 

Co w takim razie nam pozostaj e? 

Założyciel szkoły, Pyrron z Elidy, mówił, że człowiek może zrobić tylko jedno: 

niczego nie twierdzić. Należy wstrzymać się od wypowiadania sądów w 

jakiejkolwiek sprawie. Dzięki temu uzyskamy spokój i będziemy szczęśliwi. 

Ci, 

którzy coś twierdzą, nie lubią inaczej myślących. Za wszelką cenę chcą 

nakłonić innych do swych przekonań. My, sceptycy - powtarzali za Pyrronem 

jego uczniowie z Grecji i Rzymu - nie wiemy, czy jest tak, czy inaczej. A 

może ani tak, ani inaczej. Niczego nie twierdzimy i dobrze nam z tym. 

Prawdziwi filozofowie wolą raczej milczeć, niż pochopnie wyciągać wnioski. 

Wolą raczej badać rzeczy od różnych stron, myśleć wciąż na nowo, 

uwzględniać coraz to inne okoliczności. Dzisiejsi badacze postępują 

podobnie. Pracują żmudnie i cierpliwie, są ostrożni w wyciąganiu wniosków. 

Wiedzą bowiem, jak złożony jest świat. Tylko dogmatycy nie mają 

background image

wątpliwości. Wiedzą wszystko najlepiej i starają się narzucić innym swoje 

poglądy. 

Ale to jeszcze nie wszystko. Wielu filozofów greckich nie miało zaufania do 

zmysłów. Niektórzy nie całkiem też dowierzali rozumowi. Scep 

tycy zaatakowali rozum "na całej linii" - podważyli samą możliwość dojścia do 

prawdy. Jeśli nie chcemy, aby nasze sądy były wątpliwe mówili - to musimy 

mieć pewność,  że są prawdziwe. Pewność, to znaczy, że nie wystarczy 

wypowiedzieć  sąd prawdziwy, trzeba jeszcze wiedzieć,  że jest on 

rzeczywiście prawdziwy. Nawet papugę można nauczyć, by powtarzała: 

"Ziemia kręci się wokół Słońca". Jest to zdanie prawdziwe, ale czy papuga o 

tym wie? Otóż i my, nauczają sceptycy, jesteśmy takimi papugami, póki nie 

wiemy, i to z całkowitą pewnością,  że zdanie, które wygłaszamy, jest 

prawdziwe. 

A skąd brać taką pewność? Potrzebne byłoby coś, jakaś zasada, która 

pozwoliłaby nam niezawodnie odróżnić prawdę od fałszu. Taką zasadę 

nazywamy kryterium prawdy. Kryterium to coś, co pozwala nam zawsze 

stwierdzić, co jest prawdąa co fałszem. Przypuśćmy nawet-mówili dalej 

sceptycy - że znajdziemy takie kryterium. Lecz na jakiej - tym razem - 

zasadzie stwierdzamy, że jest ono właściwe? Że na pewno pozwala odróżnić 

prawdę od fałszu?Aby to ustalić, potrzebne byłoby nowe kryterium, dla 

ustalenia tego znów kolejne i tak w nieskończoność. 

Nigdy więc, dowodzili sceptycy, nie uzyskamy godnego zaufania kryterium 

prawdy. Bez tego zaś na nic się nie zdadzą najdoskonalsze choćby sposoby 

wnioskowania, jakie sporządzili Arystoteles i Chryzyp. Nie kto inny, jak 

właśnie Arystoteles twierdził,  że nawet niezawodne wnioskowanie tylko 

wtedy prowadzi do prawdy, gdy opiera się na prawdziwych przesłankach. 

Lecz aby stwierdzić prawdziwość przesłanek potrzebne nam będzie 

niepodważalne kryterium prawdy. 

background image

Sceptycy nie byli pierwszymi, którzy wątpili w możliwość uzyskania pewności. 

W swoich naukach powoływali się na Demokryta i Ksenofanesa z Kolofonu, 

założyciela szkoły eleatów. Demokryt miał gdzieś powiedzieć,  że "w 

rzeczywistości nie wiemy nic, prawda bowiem jest głęboko ukryta". 

Ksenofanes napisał  słowa, które mogłyby wyjść spod pióra jakiegoś 

sceptyka: "Choćby się nawet komuś zdarzyło powiedzieć coś trafnego, to 

sam o tym wiedział nie będzie, albowiem tylko rojenie jest wszystkich ludzi 

udzialem". 

I jak tu uwierzyć tym rzekomym "dowodom", którymi przerzucają się 

arystotelicy, stoicy, epikurejczycy, skoro nie sposób ustalić sprawy 

najbardziej podstawowej. Nie wiemy, czym jest prawda, nawet wtedy gdy 

zdarzy się nam ją wygłosić - mówili. Czy wobec tego 

150 151 

 

panowie dogmatycy postępują rozsądnie, wytrząsając dosłownie jak z 

rękawa tyle zasad, praw i reguł? Chyba nie. Sprawiają raczej wrażenie 

obłąkanych lub pijanych swoimi prawdami. Dla ich własnego dobra należy 

więc ich otrzeźwić, wylać na rozpalone głowy kubeł zimnej wody. Dlatego 

uczniowie Pyrrona prześcigali się w wynajdywaniu wciąż nowych 

"argumentów sceptycznych", mają cydr uzasadniać niemożność twierdzenia 

czegokolwiek z całkowitą pewnością. Mówili, że tym sposobem leczą 

dogmatyków z ich szaleństwa. Ich argumenty to jakby skład apteczny, półka 

z lekarstwami przeciw chorobie umysłowej, jaka opętała  świat w wyniku 

filozoficznęj działalności dogmatyków. 

Większość sceptyków była lekarzami. Wśród lekarzy w owym czasie także 

istniały różne szkoły. Sceptycy, między nimi i Sekstus Empiryk, należeli do 

grupy zwanej empirykami. Nic więc dziwnego, że wpadli na pomysł, aby 

leczyć nie tylko choroby ciała, ale i umysłu. Najpoważniejszą z tych chorób 

był dla nich dogmatyzm. 

background image

Trucizna fałszu 

Ale i do stanowiska sceptyków można mieć wątpliwości. Gdyby, na przykład, 

człowiek idąc do lasu na grzyby, zadawał sobie pytanie: "A skąd mam 

pewność, że grzyby tam w ogóle są?", gdyby chciał mieć wcześniej całkowitą 

pewność, to nigdy by się do lasu nie wybrał. I tak ze wszystkim - nie mógłby 

nic zrobić. Musiałby bowiem wątpić w sens każdego przedsięwzięcia. 

Sceptycy mieli odpowiedź na taki zarzut. Jeśli myślimy, zastanawiamy się, to 

powinniśmy bezwzględnie powstrzymywać się od wypowiadania 

ostatecznych sądów. Człowiek jednak również działa. I w działaniu może 

kierować się  sądami. Nie powinien jednak uznawać ich za ostateczne 

prawdy, a jedynie za p r a w d o p o d o b n e domysły. Nie musimy być 

pewni czy są grzyby w lesie, wystarczy, że prawdopodobnie są. Tak więc w 

myśleniu powstrzymujemy się od wydawania sądów, a w działaniu kierujemy 

się prawdopodobieństwem. Taki pogląd głosiła wówczas Akademia pod 

kierownictwem Karneadesa i jego następców. Bardziej zdecydowani 

sceptycy nazywali go 

"akademickim" w odróżnieniu od zwalczanych przez nich szkół 

dogmatycznych. W całej ówczesnej filozofii widzieli tylko trzy kierunki: ich 

własny, czyli sceptycki, umiarkowanie sceptyczny (akademicki) i 

dogmatyczny, do którego należeli według nich wszyscy pozostali filozofowie. 

Sceptycy poza Akademią zwracali uwagę,  że  żadne prawdopodobieństwo 

nie chroni nas od błędu. Kierując się nim, podejmiemy być może właściwą 

decyzję w większości przypadków, mimo to nie poznamy wcale prawdy. 

Nawet dokonując trafnego wyboru, nadal nie będziemy pewni, że wybór jest 

trafny, a więc dokonamy go jakby przypadkiem. 

Nie jest to zarzut błahy, gdy uświadomimy sobie, że są sprawy poważniejsze 

niż dobre miejsca grzybobrania. Przypuśćmy,  że znajdujemy grzyb jadalny, 

bardzo smacznego rydza lub borowika. Dopóki jednak nie wiemy, że jest to 

grzyb jadalny, nie będziemy go próbować. Chcemy mieć w tej sprawie 

background image

całkowitąpewność. Chodzi przecież o życie. Podobnie, według sceptyków, 

jest z prawdziwymi sądami. Jeśli, jak chcą dogmatycy, nasze życie ma 

zależeć od prawd i zasad, jakie wyznajemy, to należy się upewnić. Sceptycy 

postępowali w tej sprawie trochę tak, jak gdyby fałsz był trujący. Ich zdaniem 

tak właśnie było - fałszywe zasady mogą "zatruć nam życie". Jeśli stoicy i 

epikurejczycy wprowadzają nas w błąd, ich poglądy mogą nam przynieść 

szkody nie do naprawienia. Lepiej na zimne dmuchać. 

Tu pojawia się jeszcze inna wątpliwość. Jeśli ktoś mówi, że nie można 

stwierdzić, jakie są rzeczy, to zdanie: "Nie wiemy, jakie są rzeczy" jest 

przecież takim samym twierdzeniem, jak inne. Sceptyk, wbrew temu co 

mówi, jednak coś twierdzi. On jeśt przecież przekonany, że jego twierdzenie 

jest słuszne. Niektórzy czynili im zarzut, że w związku z tym sceptycyzm 

konsekwentny jest niemożliwy, bo musi zaprzeczyć sam sobie. I z tego 

sceptycy zdawali sobie sprawę. Utrzymywali więc, że niczego nie twierdzą a 

tylko mówią szczerze o tym, co im się wydaje, tylko rozważają, zwierzają się. 

Stąd też pochodzi nazwa "sceptycyzm" - po grecku skeptomai znaczy między 

innymi "zwierzać się", choć także "rozważać" lub "badać". 

152 153 

 

Niedościgły wzór 

Sceptyków  łączył z innymi szkołami wspólny cel, którym jest dobro i 

szczęście człowieka. Różniła ich droga, jaką wybrali. Skupili swą uwagę na 

rozważaniach dotyczących ludzkiej wiedzy. Chcieli odpowiedzieć, na ile jest 

ona wiarygodna, a na ile nie. Według sceptyków powstrzymywanie się od 

jednoznacznych twierdzeń chroni człowieka od niepokojów, uspokaja nerwy. 

Człowiek spokojny, pogodny to człowiek szczęśliwy. Ale i inne szkoły 

utrzymywały podobnie. Gdy cynicy zalecali ograniczenie potrzeb, a 

epikurejczycy unikanie cierpień i przykrości - w obu przypadkach efektem 

background image

miał być brak trosk i uspokojenie. A zatem na czym polega różnica między 

postawą sceptyków a postawami innych szkół tego okresu? 

Mimo różnicy zdań na temat pewności wiedzy, postawa sceptycka ma 

najwięcej wspólnego ze stoicką. Jeśli jednak stoicy twierdzili, że człowiek z 

obojętnością powinien znosić przykrości lub zło, takie jak choroba, ból czy 

ubóstwo, to Pyrron poszedł nawet dalej, mówiąc,  że "mędrzec ich w ogóle 

nie odczuwa". Co więcej, powiadał,  że nie tylko nie zauważa cierpień i 

przykrości, ale i przyjemność traktuje równie obojętnie. To może najbardziej 

odróżnia postawę Pyrrona od innych szkół. O ile i on poszukiwał szczęścia, o 

tyle musiał wyobrażać je sobie inaczej niż tamci, nawet niż stoicy. To już nie 

obojętność, która może jeszcze dopuszczać drobne przyjemności - to 

całkowite nieodczuwanie postawa, wedle której nawet przyjemność czy 

radość jest czymś nieodpowiednim lub zgoła złym. Trudno tu chyba znaleźć 

inny odpowiednik poza postawą wyrzeczenia się wszelkich dóbr, właściwą 

ascetom. 

Być może zresztą nieodczuwanie, swoista ślepota na okoliczności życia nie 

jest wyłączną "własnością" sceptyków. Wiadomo, że postawa Pyrrona służyła 

za wzór innym, niezależnie od różnic w poglądach. Jego nauczyciel 

Anaksarchos, sam wcale nie sceptyk, zachowywał się podobnie. To on 

pierwszy pochwalił Pyrrona, gdy ten minął go obojętnie, choć widział,  że 

mistrz wpadł w bagno. Sam Anaksarchos okazał równą "nieczułość" wobec 

śmierci. Schwytany przez nienawidzącego go tyrana Cypru i skazany na 

okrutną śmierć przez zatłuczenie w ogromnym moździerzu, miał powiedzieć: 

"Tłucz wór, w którym przebywa Anaksarchos, samego Anaksarchosa nawet 

nie dotkniesz". A gdy przed śmiercią tyran rozkazał wyrwać mu język, sam go 

sobie odgryzł i plunął nim w twarz prześladowcy. 

Historia to niemal niewiarygodna. Ale nie o to idzie, czy była prawdziwa. 

Ważne, że takie opowieści przekazywano sobie wówczas z ust do ust. Takie 

wzory zachowań wobec samowoli zdziczałych władców przyjmowano jako 

background image

godne pochwały. Ważne i to, że podobne zachowanie można było z 

powodzeniem przypisać któremuś z cyników lub stoików. Tak powstawała 

legenda mędrca, nieczułego na "sprawy tego świata", polegającego tylko na 

sobie i na swojej wewnętrznej prawdzie. Później podobne cechy odnaleźć 

można między innymi w zachowaniu prześladowanych chrześcijan. W III 

wieku p.n.e. w postawie obojętności wobec zmiennych kolei życia przodował 

Pyrron. Nawet nauczyciel Epikura, atomista Nauzyfanes, własną  życiową 

postawę wzorował na pierwszym sceptyku. Ba, i sam Epikur, mimo iż 

dokonał innego wyboru, żywo interesował się osobąPyrrona i wyrażał się o 

nim z podziwem. 

Pyrron wzbudzał w Grekach powszechny szacunek nie tyle z uwagi na 

głoszone poglądy, ile właśnie ze względu na swojąnieugiętąpostawę wobec 

życia. Pięćset lat później Sekstus Empiryk i inni sceptycy starożytnego 

Rzymu z jego nauk wyciągnęli ten wniosek, aby nie dowierzać żadnej z teorii 

głoszonych przez szkoły, nazywane przez nich dogmatycznymi. Głównie 

mieli tu na myśli stoików, których nauka cieszyła się szczegónym 

powodzeniem wśród rzymskich warstw wyższych, a ich poglądy głoszono ze 

zdecydowanąpewnościąsiebie. Sceptyczna ostrożność okazała się jednak 

wzorem mniej godnym naśladowania od sceptycznej obojętności na los. 

Zainteresowania większości ludzi w świecie Cesarstwa Rzymskiego szły w 

całkiem odmiennym kierunku. 

WIZJONER. PLOTYM W DRODZE DO ABSOLUTU 

Platonizm, epikureizm, stoicyzm czy sceptycyzm były szkołami, które 

przetrwały najdłużej. Bezsprzecznie panowały bowiem w świecie starożytnym 

przez blisko osiemset lat. Która z dzisiejszych szkół filozoficznych może 

pochwalić się równą długowiecznością? Chyba tylko filozofie chrześcijańskie 

- one to właśnie w ćzasach Plotym zaczynały nabierać coraz większego 

znaczenia. 

background image

Wiara chrześcijan miała ostatecznie zatriumfować, lecz już dwa wieki przed 

Chrystusem rozpoczął się okres wybitnego ożywienia 

154 155 

 

religijnego. Wiele różnych odłamów wiary znajdowało wówczas łatwy dostęp 

do serc i umysłów licznych narodów zamieszkujących wybrzeża Morza 

Śródziemnego. Wiąże się to z ważną przemianą w sposobie widzenia świata, 

jaka zaszła wśród ludów starożytnych w epoce hellenizmu. Świat Greków 

rozszerzył się wówczas gwałtownie, ogarniając swym wpływem wielkie 

obszary starożytnego Wschodu. W zamian Grecy coraz częściej przejmowali 

religijne obyczaje jego mieszkańców. Z Persji, Syrii, Palestyny, Egiptu, 

popłynął w kierunku zachodnim szeroki strumień rozmaitych wyznań i 

religijnych obrządków. 

W  świecie Cesarstwa Rzymskiego jeszcze wyraźniej dawało się odczuć 

potrzebę wiary. Zjawisko to nie ograniczało się tylko do sekt religijnych, 

obejmowało niemal wszystkich ludzi, wszystkie poglądy i szkoły. Także 

filozofia ulegała wpływom myśli religijnej, a nawet mistycznej. Mistycyzmem 

nazywamy pogląd, według którego możliwy jest bezpośredni kontakt z 

Bogiem. Mistycyzm głosi, że celem każdego człowieka jest zjednoczenie się 

z Bogiem. Każdy mistyk miewa wizje, widzenia czy ekstazy, w czasie których 

już za życia "łączy się" chwilowo z Bogiem. Wizje te dają jakby przedsmak 

całkowitego zjednoczenia z Najwyższą Istotą. 

Miejscem, w którym najczęściej  ścierały się i mieszały ze sobąwpływy 

greckie, chrześcijańskie i bliskowschodnie była Aleksandria. Tu chrześcijanie 

poznawali filozofię Greków, a Grecy mistyczne prądy Wschodu. Stąd 

pochodził myśliciel, który miał nadać nowy, bardziej zgodny z duchem. tych 

czasów kształt filozofii Platońskiej. 

Ono Jedno 

background image

Choć w życiu skryty i tajemniczy, w sprawach dotyczących filozofii był Plotyn 

niezwykle otwarty. Swoich uczniów zachęcał do stawiania pytań i żadnego z 

nich nie pozostawiał bez odpowiedzi. Rozwaźanymi przez siebie kwestiami 

zajmował się niezwykle szczegółowo. Zostawił po sobie zwarty, 

uporządkowany pogląd, biorący pod uwagę niemal wszystkie podejmowane 

wówczas problemy. Przyjrzyjmy mu się nieco dokładniej. 

156 

Według Plotym cały  świat powstał z Boga, choć może "Bóg" nie jest 

najszczęśliwszym określeniem. Plotyn woli nazywać Jednym coś, z czego 

wszystko nieprzerwanie powstaje. Jedno, To Jedno lub Ono Jedno, jak sama 

nazwa wskazuje, jest przede wszystkim absolutną jednością Jest Absolutem, 

to jest czymś całkowi 

cie bezwzględnym, gdyż nie ma w nim niczego, co istniałoby ze względu na 

coś innego. Nos jest po to, aby nim wąchać, gra w piłkę istnieje dlarozrywki, 

a kolory... powiedzmy, że kolory istnieją, aby cieszyć oczy. Natomiast Jedno 

nie istnieje ani "po coś", ani dla czegoś", ani w ogóle ze względu na 

cokolwiek. To właśnie oznacza, że jest Absolutem. Boski Absolut jest 

najwyższym i doskonałym bytem, który cechuje "bezbrzeżne" dobro, i tak jak 

u Platona, z powodu tego dobra powstaje świat. Będąc jakby 

nabrzmiały swoim dobrem, nie może go przy sobie zatrzymać. Wylewa się 

ono z Niego lub promieniuje, przyjmując postać wszelkiego bytu. Tak jak 

słońce nieustannie wysyła światło, które wszędzie dociera, 

tak Absolut wyłania z siebie całą rzeczywistość. Robi tak nie dlatego, że 

chce, ale dlatego że musi. Dzieje się tak z konieczności. Jedno Plotym 

stapiało się z tym światem, było niemal nim samym, bo przecież z Niego 

świat powstawał. Świat był wieczny, był bowiem Jego "częścią". Ściśle biorąc 

świat powstaje cały czas, staje się, bo byt bezustannie "wypływa" z Absolutu. 

Byt próbuje do Niego powrócić, połączyć się z Nim na nowo, a gdy wraca, 

Ono Jedno ma okazję przyjrzeć się sobie samemu. Podczas tego 

background image

przyglądania się sobie powstaje Umysł, gdyż - jak mówi Plotyn - to, co samo 

siebie poznaje, może być tylko umysłem. Samopoznanie jest naczelną cechą 

umysłu. 

Umysł z kolei wydaje z siebie czyste idee, pojęcia rzeczy. Zatrzymuje je 

jednak przy sobie. Obrazowo przedstawia to Plotym przywołując 

157 

 

postać jednego z pierwszych bogów greckich, Kronosa. Plotyn tłumaczy imię 

Kronosa jako koros noos (po grecku: syty umysłu). Istniał mit opowiadający, 

że Kronos połknął  własne dzieci. Tak też Umysł miał "połknąć" własne 

"dzieci" - idee, aby zatrzymać je przy sobie. 

Umysł wyłania z siebie również duszę. Nie chodzi tu o jednostkową duszę 

ludzką, ale o duszę  świata, będącą kolejnym skutkiem promieniowania 

Jednego. Poszczególne ludzkie dusze są z nią połączone, zawierają się w 

niej, nawet jeśli o tym nie wiedzą. Dopiero Dusza Świata stwarza cały świat 

widzialny, wszystkie istoty i rzeczy. Dokonuje tego według wzorów idei 

zachowanych w Umyśle. 

Wreszcie, na samym końcu, powstaje materia. Tu natrafiamy na pewien 

problem. Jak mogąpowstać rzeczy, zanim powstanie materia? Czyż rzeczy 

nie są materialne? Nie należy jednak zapominać,  że wszystkie twory 

Absolutu, umysł, idee i dusza, istniały od początku. Nie potrzebująwięc 

materii, aby w ogóle istnieć. Potrzebująjej dopiero w chwili, gdy mają 

zaistnieć jako ciała. Wraz z powstaniem ciał powstaje więc i materia. Rzeczy 

i ciała są zatem "złożeniem" idei i materii, są jakby zmieszane z tych dwóch 

elementów. Ale tu niespodzianka: to rzeczy są cielesne, nie zaś sama 

materia. 

Pochyleni nad otchłanią 

Ludziom wydaje się na ogół, że powiedzieć, iż rzeczy są cielesne, lub że są 

materialne, oznacza-to samo. Plotyn mówi nam: materia "jest niecielesna". 

background image

Tak, gdyż pozbawiona jest wszelkich jakości - nie tylko barwy, zapachu czy 

smaku, ale także wielkości i gęstości. Materia nie rozciąga się stąd dotąd, 

czy stamtąd do tamtąd, jak pierwszy lepszy znany nam przedmiot. Jest ona 

bezkształtnym podłożem dla wszystkich przedmiotów. Wielkość ani gęstość 

nie może cechować materii, pojawia się dopiero w chwili połączenia idei i 

materii. 

Arystoteles zakładał, że nie istnieje materia bez formy ani na odwrót, przeto 

nie miał  kłopotu. Plotyn przyjął osobne istnienie idei i materii. Podobnie jak 

Platon, wyobrażał sobie on materię jako całkiem bezkształtną. Kształt to 

idea, a więc to idea "ma wielkość i wymiar". Co pozostaje dla samej materii? 

Właśnie, nic, i gdybyśmy chcieli ją okre 

ślić, to chyba tylko jako całkowitą n i e o k r e ś I o n o ś ć . Nie może być 

inaczej, dowodzi Plotym bo cokolwiek określonego przyznalibyśmy materii, 

będzie już jakimś ukształtowaniem czyli wytworem połą czenia z ideą Jak 

pamiętamy, już Platonowi myśl o materii wydawała się szczególnie trudna, i 

rzeczywiście, niełatwo to sobie wyobrazić. Ale Plotyn nie martwił się tym tak, 

jak jego mistrz. Bardzo mu to nawet odpowiadało - pasowało do całości jego 

wizji świata i dawało się zgodnie z nią wyjaśniać. 

Jeśli wydaje się to niepojęte lub trudne, powiada Plotym nie przejmujmy się 

tym, bo takie właśnie ma być! Jasne jest spostrzeganie przedmiotów lub 

myślenie o ich własnościach. Kiedy patrzymy na jabłko, widzimy jego 

błyszczącą skórkę, rumieńce, czujemy zapach, odczuwamy twardość 

powierzchni, ale nic z tych własności nie jest materią. Jeśli mówimy, że w 

jabłku jest jakaś materia, to nie jest nią ani skór 

y ka, ani jego miąższ, ani ogryzek. Jeśli rozetniemy jabłko, również jej nie 

zobaczymy, materia zawsze się przed nami ukrywa. Nie możemy jej nie tylko 

spostrzegać, ale nawet jasno pomyśleć czy wyobrazić sobie. Materia jest w 

rzeczach niewidzialna, jest jak całkowita ciemność dla wzroku. Dlatego i 

myślenie o niej musi być "ciemne" i niejasne. 

background image

Podobnie jest i z duszą- dodaje Plotyn - jest równie nieokreślona jak materia, 

bo przecież bezcielesna. Nie jest także czysto idealna, umysłowa. Stanowi 

tylko podłoże rozmaitych własności: woli, pamięci, przede wszystkim zaś 

Rozumu. Bez rozumu dusza nie myślałaby ani nie spostrzegała. Dobrze, ale 

czy w takim razie dusza sama może coś widzieć? - pyta Plotyn. Jeśli w 

ogóle, "to tylko tak, jak brak kształtu i barwy, jak to, co nie ma światła, i jak na 

koniec to, co nie ma wielkości". 

Czyżby więc dusza w tym stanie, będąc jakoby bez rozumu, w i d z i a ł a 

materię? Tak, bo myślenie o materii nie jest w ogóle rzeczą rozumu. Umysł, 

czyli rozum, materii po prostu "nie widzi". Dusza zaś wprawdzie ją widzi, ale 

bez jego pomocy "nie rozumie" materii, i to jest powód, dla którego "o tej 

mętnej i ciemnej reszcie dusza myśli mętnie i ciemno". A nawet, powiedzieć 

należy,  że nie jest to żadne myślenie. Myślimy rozumem, a rozum może 

myśleć jedynie o tym, co pochodzi od idei, co daje się ująć w jakoś 

ukształtowanej postaci. Bezkształt mu umyka. Tak też i każda "myśl" o 

materii lub jej wyobrażenie prędko nam umyka, gubi się w niejasności. Bo w 

myśli o materii otwiera się 

158 159 

 

przed nami otchłań niebytu. Szybko więc odwracamy wzrok. Tak jakby 

dusza, mówi Plotym obawiała się spotkania z niebytem. 

Bo materia jest prawie niczym. Przyjmując na siebie kształty przedmiotów, 

osłabia je, rozrzedza i ostatecznie niweczy. Stąd też bierze się ginięcie 

rzeczy, ich rozkład i unicestwienie. Jak w nocy światło latarki rozprasza się i 

znika w mroku, tak każde istnienie musi prędzej czy później zginąć, 

rozpraszając się w nicości. Taki los czeka wszystkie rzeczy i ciała, ale nie 

duszę; bez różnicy - zwierzęcą czy ludzką. Dusza bowiem jest częścią duszy 

świata i po śmierci ciała do niej powróci. 

Powrót 

background image

Tak jak Absolut po owym przelaniu się "przez własne brzegi" zawraca ku 

sobie, a wówczas może siebie oglądać i na tej drodze powstaje umysł, tak i 

sam umysł może poznawać sam siebie, ma samoświadomość. 

Samoświadomość jest dla Plotym niezwykle ważna, bo właśnie na niej opiera 

się, jego zdaniem, wszelka wiedza. To, że czegoś się dowiadujemy o 

"przedmiotach umysłowych", zawdzięczamy samopoznaniu umysłu. Bo idee 

są w nim. Umysł od siebie samego dowiaduje się więc,  że dwa i dwa to 

cztery, a suma kątów w trójkącie równa jest połowie kąta pełnego. 

Dusza traci zdolność samoświadomości. Może poznawać tylko to, co ma na 

zewnątrz siebie. Widzi i poznaje przedmioty, świat zjawisk, ale bez pomocy 

umysłu nie potrafi ich uporządkować ani myśleć. To jest także powodem, że 

poznanie zmysłowe jest niejasne i mylące, z czym zgadzała się większość 

Greków. Co więcej, dusza nie zna siebie, aby więc dowiedzieć się 

czegokolwiek o sobie, musi skorzystać z pomocy umysłu. W przeciwnym 

razie  łatwo się może w tym świecie zagubić, związać z nim trwale przez 

pożądania i zachwyt nad rzeczami zmysłowymi. 

Każda dusza, przebywając w tym świecie, może się skłaniać bardziej ku 

światu cielesnemu bądź ku umysłowemu. Jeśli zwróci się "w dół", ku 

zmysłom, grzęźnie w świecie i wciąż  będzie doń powracać. Prawdziwe 

szczęście polega jednak na wyzwoleniu z ciała, należy się więc zwracać ku 

umysłowi, aby tą drogą, już za życia, przyzwyczajać duszę 

do istnienia oddzielonego od ciała, do powrotu tam skąd pochodzi. Im 

bardziej dusza odrywa się od tego świata, im wyżej wznosi się ku umysłowi, 

tym jej poznanie jest jaśniejsze i napełnia ją większą radością. A gdy całkiem 

straci z oczu świat zmysłowy,  łączy się z umysłem i widzi teraz wszystkie 

rzeczy jakimi są, a nie jakimi się wydają 

W tych rzadkich chwilach dusza popada w ekstazę, czyli wychodzi z ciała. 

Doznaje przy tym szalonej radości, przeżywa wizje i może oglądać to, co 

najwyższe, Absolut, który wszystko zrodził. Takie momenty są chwilami 

background image

najwyższego szczęścia, jakie przeżyć może człowiek. Pisma Plotym, oprócz 

tego,  że były opisem Absolutu i świata, miały na celu ułatwić także innym 

doznawanie podobnych wizji. Miały do nich przygotować i odpowiednio 

nastawić do ich przyjęcia. 

Sam Plotyn podobno wielokrotnie doświadczył wizji i na nich oparł swoją 

naukę o Najwyższym Bycie. Ale nie były to wizje obrazowe, jakieś widzenie 

Boga "twarzą w twarz". Ich istotą było oderwanie się od zewnętrznego świata 

skażonego przez cielesność, obarczonego błędem i niepewnością poznania 

zmysłowego. Unosząc się w ekstazie nie oddajemy się fantazjom, ale 

wkraczamy w świat czystego umysłu. Będąc mistykiem, Plotyn chce 

pozostać w zgodzie z rozumem. To rozum właśnie, a nie wyobraźnia, ma nas 

doprowadzić do oglądania Absolutu. 

Takie czysto umysłowe oglądanie świata i prawdy nazywa Plotyn poznaniem 

koniecznym. Koniecz 

nym, a więc takim, któremu nie można zaprzeczyć. Kiedy dusza przebywa w 

świecie, potrzebuje ~a~'1~ jeszcze przekonania. "Konieczność 

v, ,. jest w umyśle, a przekonanie ' s 

w duszy" - mówi Plotyn. Nasze przekonania bywająjednak rozma 

ite, przekonują nas nieraz. różne, . często fałszywe, poglądy i mme 

mania. Tylko wówczas dusza przestaje błądzić, gdy daje się przekonać 

rozumowi, dla którego wszy 

stko jest wiecznie takie samo, nie- A AcNlE To NtE p~Z~KoNuJE zmienne i 

prawdziwe. 

160 161 

 

O to jednak musi zabiegać już sama dusza. Dziwny to przypadek, gdy ten, 

kto ma być przekonany, stara się, by go przekonano, a przekonujący nie 

troszczy się o to. Taki już jest porządek rzeczy, dowodzi Plotyn. Rozum 

wystarcza sam sobie. Dusza nie jest samowystarczalna. Twory doskonalsze 

background image

nie zajmują się tworami mniej doskonałymi, bardziej oddalonymi od 

Najwyższego Dobra. Tak więc Ono Jedno nie zajmuje się umysłem, a umysł 

duszą ani dusza materią Dlatego twory mniej doskonałe powinny ze 

wszystkich sił zwracać się ku doskonalszym, aby nie stracić z nimi związku. 

Dusza więc powinna zwracać się ku umysłowi, nie ku materii, która jest nie-

bytem, a przez to duszy zagraża. Jako nie-byt materia jest zła, ale nie jest zła 

całkowicie, gdyż nie jest zupełną nicością, a tylko nicość mogłaby być  zła 

całkowicie. Nie ma więc zła całkowitego, jak nie ma nicości całkowitej. Zło 

jest tylko brakiem dobra, a od Dobra wszystko pochodzi. Dobro jest bytem 

najwyższym, a kolejne, coraz bardziej oddalone od Niego twory, są tylko 

"mniej dobre". Są też coraz mniej rozumne i coraz mniej "istniejące". 

W takim ujęciu Dobro, Umysł i Byt okazująsię w pewnym sensie tym samym. 

Choć Plotyn powołuje się na dzieła Platona (jego filozofię określa się mianem 

neoplatonizmu), to pod wieloma względami przypomina Parmenidesa. 

Jedność bytu i myślenia to główny punkt filozofii eleatów, a opisując Boga 

Plotyn używa często tego samego słowa, co Parmenides, gdy ten mówi o 

bycie - Jedno. To Jedno jest u obu filozofów podobne: wieczne, niezmienne, 

nieruchome. Różnica jest ta, że u Plotym Jedno "wyszło poza siebie". Jako 

byt poza sobą jest już czymś innym, nie tyle trwa, co się staje. Stawanie się 

charakteryzuje całą rzeczywistość, a nie tylko rzeczy materialne. Dzięki temu 

Plotyn uzyskiwał pełną jedność swojego obrazu świata. Nie było w tym 

świecie  żadnych cięć ani podziałów. Jeden byt wypływał z poprzedniego, 

tworząc nieprzerwany ciąg pomiędzy Bytem Najwyższym a zanikającą w 

niebycie materią. 

Dla wielu, szczególnie dla chrześcijan, Jedno Plotym było po prostu Bogiem. 

Sam Plotym choć posługiwał się również takim określeniem Absolutu, 

zaznaczał,  że nie jest ono najwłaściwsze. Jedno było dla niego czymś 

najwyższym, najdoskonalszym, wobec czego każda nazwa byłaby chybiona. 

background image

Dlatego też używał nazw różnych (Dobro, Moc, Absolut, Jedno, Bóg), które 

mogłyby się nawzajem uzupełniać. 

162 

Warto zajrzeć 

L. Joachimowicz, Sceptycyzm grecki, Wiedza Powszechna, Warszawa 1972. 

A. Krokiewicz, Sceptycyzm grecki od Pirrona do Karneadesa, Instytut 

Wydawniczy PAX, Warszawa 1964. 

J. Legowicz, Filozofia starożytna. Wybrane teksty z historii filozofii, PWN, 

Warszawa 1970, cz. III, r. III. 

B. Markiewicz, Filozofia dla szkoły średniej. Wybór tekstów, WSiP, Warszawa 

1987, s. 73-76. 

Plotym Enneady, PWN, Warszawa 1959. 

Sextus Empiryk, Zarysy pyrrońskie, Polska Akademia Umiejętności, Kraków 

1931. 

Slownik pojęć filozofcznych pod red. W. Krajewskiego, Wydawnictwo 

Naukowe "Scholar", Warszawa 1996; hasła: absolut, emanacja, 

neoplatonizm, pyrronizm, sceptycym. 

Można zapytać 

1. Po przeczytaniu rozdziału "Zwierzenia o wątpieniu" odpowiedzmy sobie na 

pytanie: czy wiedza prawdziwa jest tym samym, czym wiedza pewna? 

2. Czy ktoś, kto - jak starożytni sceptycy - twierdzi, że niczego nie twierdzi, 

może przekonać innych, że się mylą? 

3. Jaki kształt w teorii Plotym przyjęło dawne greckie hasło "poznaj samego 

siebie"? Zastanówmy się na własny użytek: czego możemy dowiedzieć się 

od samych siebie, a czego nie? 

163 

 

Zakończenie GRECKIE DZIEDZICTWO 

background image

Chociaż w filozofii Plotym można dostrzec jego własne, oryginalne pomysły, 

choć widać w niej również piętno czasu, w którym powstała, to jednak w 

żadnym punkcie nie podważała ona podstawowych przekonań wspólnych 

całej tradycji grecko-rzymskiej. Jej mistyczny charakter nie przekreślał 

właściwej Grekom wiary w rozum i wieczność  świata. Niezmienność 

Najwyższej Istoty i powszechne w świecie zjawisk stawanie się, połączone 

trwałym związkiem, można uznać za kolejne rozwiązanie prastarego już 

wówczas sporu między Parmenidesem a Heraklitem. Jak widać, pierwsze 

filozoficzne spory mędrców greckich nie straciły swej wagi i wciąż odżywały 

na nowo. 

Myśliciele starożytni potrafili spierać się niemal o wszystko, o zakres zmian w 

świecie, o to, co jest w nim zasadąporządku, o możliwość uzyskania wiedzy 

pewnej, o to, na czym polega szczęście i wiele innych spraw. A jednak 

zachowali pewne stałe zasady, od których żaden z nich nie odstąpił. 

Pierwszą taką zasadą jest uznanie, że wszechświat jest wieczny, że nie 

powstaje coś z niczego. Co do tego zgadzali się ze sobą filozofowie tak 

różniący się poglądami, jak Parmenides i Heraklit, Anaksagoras i Demokryt. 

Nawet największe umysły starożytności, Platon i Arystoteles, nie podawały 

tej zasady w wątpliwość. 

Drugąniewzruszonązasadąfilozofii greckiej było założenie,  że  świat jest 

uporządkowaną całością. Przynajmniej od czasu Pitagorasa filozofowie 

starali się wykazać,  że w całym kosmosie panuje nieskazitelna harmonia. 

Pitagoras z pomocą liczb, Empedokles dzięki równowadze elementów, 

Anaksagoras za sprawą ducha - wszyscy oni starali się na rozumnych 

podstawach oprzeć wewnętrzny ład świata. Już pierwsi jończycy poszukiwali 

stałej, niewzruszonej zasady, która mogłaby przetrwać dokonujące się w 

świecie przemiany. Anaksymander gotów 

164 

background image

był nawet w przeciwieństwach widzieć zasadę równowagi. Pragnienie 

ujrzenia w świecie nieodmiennego porządku kazało eleatom zaprzeczyć 

istnieniu ruchu i zmienności. Ale nawet dla Heraklita, widzącego  świat w 

wiecznym, niepowstrzymanym ruchu, rozum pozostawał wewnętrznym 

prawem wszystkich rzeczy. Zmiany, o których mówił filozof z Efezu, nie były 

jakimiś wielkimi wydarzeniami, które mogłyby odmienić raz ustalony obraz 

świata. To były tylko nieustanne przemiany, którym podlega wszystko: każda 

rzecz, każde zwierzę, roślina czy człowiek. W ciągłych przemianach rzeczy 

nawet przeciwieństwa okażą się być tym samym, bo harmonia rodzi się w ich 

walce, a jej zasady ustala rozum. 

Heraklit nie miał bezpośrednich uczniów, lecz pod tym względem wszyscy 

greccy myśliciele stali się jego dłużnikami. Widząc konieczność uznania 

zmian i różnorodności wśród rzeczy, "oswajali" je na swój sposób, 

podporządkowywali niewzruszonym prawom. Jak Demokryt uzależniali je od 

przepływu niezmiennych cząstek bądź, jak Platon, dowodzili ich pozorności i 

wtórności wobec niezmiennych Idei. Cały ich myślowy wysiłek zdawał się 

zmierzać w jednym kierunku, wskazanym przez "ciemnego" Heraklita: aby 

"poznać rozumną myśl, która rządzi wszystkim poprzez wszystko". 

Wtórował mu głos Demokryta. Niemal każdy z filozofów greckich podpisałby 

się chętnie pod jego hasłami: "z rzeczy widocznych ludzie nie potrafią poznać 

ukrytych" i "prawda leży w głębi". Starali się w y r o z u m o w a ć spójną 

wizję  świata nie przejmując się zbytnio jego obrazem, narzucającym się 

wszystkim na co dzień, a nawet go lekceważąc, co dziś byłoby nie do 

przyjęcia. Jednakże temu właśnie uporezywemu wysiłkowi, aby świat uczynić 

zrozumiałym, by dostrzec ukryty jego sens i zapisać go w jasnej, klarownej 

formie, należy przypisać zdumiewającą trwałość greckich prądów 

filozoficznych, ich nieustającą zdolność do inspirowania następnych pokoleń. 

Zainteresowanie praktyczną stroną życia znajdowało u Greków ujście przede 

wszystkim w myśli politycznej i etycznej. Przez całą grecką filozofię przewija 

background image

się zagadnienie szczęścia, które w jej późnym okresie zdominowało 

pozostałe problemy. Pytanie, jak zaspokoić ludzkie pragnienie szczęścia, 

stało się jednym z głównych celów dociekań. Odtąd wszelka wiedza służyć 

miała życiu szczęśliwemu i wewnętrznej do 

165 

~~1 

 

i skonałości człowieka. Epikurejczycy i stoicy podporządkowali temu za 

daniu wszelkie swoje wysiłki, a i dla sceptyków było to zagadnienie niemniej 

ważne. Pragnienie życia szczęśliwego i próba filozoficznej odpowiedzi na 

pytanie jak je osiągnąć, cechować będzie również myśl chrześcijańską, choć 

przybierze w niej kształt całkiem odmienny. Opowiemy o tym w następnej 

wyprawie w świat filozofii. 

i I 166 

Spis treści 

PRZEDMOWA............................................................................... s Wstęp 

ZACZYNA SIF~ OD ZDZIWIENIA ............................................. 7 

Rozdział I 

COŚ. POSZUKIWANIE PRAZASADY PRZEZ 

 FILOZOFÓW 

JOŃSKICH I ITALSKICH ...............................12 

 WSZYSTKO 

WYSZŁO Z WODY.   

 

TALESA POSZUKIWANIE POCZĄTKU ...........................................

 ........... 

I3 

 ANAKSYMANDER 

1 BEZKRES ..............................................................

 ........... 

15 

 PITAGORAS 

WŚRÓD LICZB 

................................................................... ........... 

20 

background image

 NIEZNISZCZALNA 

KSIĘGA HERAKLITA ...........................................

 ........... 

25 

 "JEDNO" 

PARMENIDESA .......................................................................

 ........... 

29 

 Rozdział II   

 

ABY WILK BYŁ SYTY I OWCA CAŁA, CZYLI JAK   

 POGODZIĆ HERAKLITA Z PARMENIDESEM......... .........3s 

 "ELEMENTARZ" EMPEDOKLESA ........................................................

 ........... 

36 

 

WSZYSTKO WE WSZYSTKIM TO NIE WSZYSTKO. 

 

 ANAKSAGORAS 

ZADAJE 

NOWE PYTANIA ....................................

 ........... 

40 

 

ALFABET PRZYRODY WEDŁUG DEMOKRYTA................................

 ...........43 

Rozdział III 

Z NIEBA NA ZIEMIF~ ................................................................. 5I SLOWNE 

ZABAWY SOFISTÓW I CO Z NICH WYNIKŁO ............................. 52 

NIEWYGODNY CZŁOWIEK. 

JAK SOKRATES POZNAWAŁ SIEBIE SAMEGO ....................................... 56 

Rozdział IV OLIMPIJSKIE PRAWDY 

WIECZNE WZORCE PLATONA.............................................67 IDEE 

....................................................................................................................... 

68 SWIAT I JEGO STWORCA 

.................................................................................. 75 PAŃSTWO 

............................................................................................................. 84 

167 

 

Rozdział V 

MIĘDZY MATERIA I FORMA. 

background image

ARYSTOTELES ZAPROWADZA PORZ~DEK ..................... 90 JAK, Z 

CZEGO, PO CO I DLACZEGO? .............................................................. 9 I O 

RZECZACH WIECZNYCH .............................................................................. 

94 MYŚLEĆ POPRAWNIE 

..................................................................................... 102 PIRAMIDA 

STWORZENIA ................................................:.............................. 108 BYĆ 

CZŁOWIEKIEM ........................................................................................ 111 

Rozdział VI 

SZKOŁA SZKOLE NIEJEDNAKA. 

GRECKIE RECEPTY NA SZCZF~ŚCIE ................................. 11'7 PIESKIE 

ŻYCIE ALBO CZY CYNIK BYWA CYNICZNY .............................. 118 ZYĆ W 

UKRYCIU - EPIKUREJSKA NAUKA O SZCZĘŚCIU ...................... 125 

JAJKO FILOZOFII - RZECZ O STOIKACH ..................................................... 

134 ROZMOWA PANA EPIKUREW1CZA Z PANEM STOICKIM 

....................... 143 

Rozdział VII WAtTPIENIE I EKSTAZA. POMIFDZY SCEPTYCYZMEM 

A NAJWYŻSZAr PRAWD ....................................................... 14~ 

ZWIERZENIA O WĄTPIENIU, CZYLI CZEGO MOŻNA SIĘ 

DOWIEDZIEĆ W SZKOLE SCEPTYKÓW .................................................... 

148 WIZJONER. PLOTYN W DRODZE DO ABSOLUTU 

..................................... 155 

Zakończenie GRECKIE DZIEDZICTWO....................................... 

168 

........ 164