background image

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

„Tak mówi Pan, który ustanowił

prawa dla księżyca i gwiazd”.

(Jr 31,35)

Rozpoczynamy naszą wędrówkę  poprzez  wieki  chrześcijaństwa w  poszukiwaniu  czerpania inspiracji z  nauk
ścisłych   i   przyrodniczych   przez   wyznawców   Ewangelii.   Tego   typu   naukami   w   europejskiej   starożytności
zajmowali   się   pogańscy  uczeni   greccy.   Kiedy  pojawiło  się   chrześcijaństwo,  świat   grecko-rzymski   znał   już
wyniki   ich   refleksji   i   odkryć   w   dziedzinie   arytmetyki,   geometrii,   astronomii   i   mechaniki.   Trzeba   jednak
zauważyć, że w początkach rozprzestrzeniania się Ewangelii w państwie rzymskim w tych dziedzinach wiedzy
od   setek   lat   panował   już   zastój.   Szczyt   rozwoju   nauk   matematyczno-przyrodniczych   przypadł   bowiem
wcześniej: na okres od VI do III wieku przed Chrystusem, a polityczna dominacja Rzymu w całym rejonie
Morza Śródziemnego, począwszy od II wieku, wyraźnie wpłynęła na nie hamująco. Pozostaje jednak faktem,
że   wybitne   osiągnięcia   naukowe   dokonane   przez  poprzednie   pokolenia   były  u   początków   chrześcijaństwa
dostępne dla każdego, kto pragnął je poznać. Były to dokonania Pitagorasa (w matematyce), Demokryta (w
teorii atomizmu), dalej wyniki, do których doszli kolejno Eudoksos, Kalippos i Arystoteles (sformułowali oni
teorię   kosmosu   z   kulą   ziemską   pośrodku   i   kolejnymi   sferami   niebios   wokół   niej).   Niedościgłym   wzorem
precyzji, systematyczności i ogromu potraktowanego materiału była wówczas geometria Euklidesa. Znano też
obliczenia Arystarcha z Samos oraz Eratostenesa z Cyreny, którzy zadziwiająco dokładnie wyznaczyli obwód
Ziemi,  całkiem   dobrze  obliczyli   odległość   Księżyca  od   Ziemi  i   podali   (niestety  radykalnie  niedoszacowane)
pozostałe odległości  kosmiczne. Słynne  stały  się również osiągnięcia mechaniki  Archimedesa.  I chociaż po
okresie   największej   dynamiki   rozwoju   nauk   matematycznych,   astronomicznych   i   mechanicznych,   który
nastąpił   mniej   więcej   w   latach   600-200  p.n.e.,  później   mamy  do  czynienia   ze   stopniowym   przygasaniem
dawnej   świetności,   to   jednak   wciąż   pojawiali   się,   choć   rzadziej,   wielcy   uczeni.   Byli   to   na   przykład
aleksandryjczycy:   Heron   (I   w.   n.e.)   i   Ptolemeusz   (II   w.   n.e.).   Jednak   w   miarę   upływu   czasu   ludzie
zdecydowanie  częściej  zadowalali  się  zestawianiem   osiągniętych   dawniej  naukowych   wyników  niż  śmiałym
sięganiem po nowe odkrycia.

 

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

1 z 30

2011-03-06 23:00

background image

 

 

Rys.   2.   Szkic   kosmosu   według   astronomicznego   systemu   Ptolemeusza

[1]

.   Kulistą   Ziemię   otaczają   coraz

większe sfery kosmiczne wraz z kolejnymi ciałami niebieskimi: Księżycem, planetami, Słońcem i gwiazdami

 

 

Stajemy teraz przed fascynującym zagadnieniem: Jaką postawę przyjęli chrześcijanie wobec zastanego przez
siebie   świata   greckiej   nauki?   Czy   starożytna   wiedza   przyrodniczo-matematyczna   stała   się   dla   nich
przedmiotem niechęci i wrogości? A może źródłem fascynacji i inspiracji? Może też po prostu zlekceważyli ją i
przeszli obok niej obojętnie?

Na tak postawione pytanie można odpowiedzieć tylko w jeden sposób: sięgając do źródeł. To właśnie stanie
się przedmiotem naszych poszukiwań w pierwszym rozdziale, w którym zaczynając od pochodzącej z końca I
wieku   księgi  

Didache

,   a   kończąc   na   uwagach   poczynionych   przez   słynnych   teologów   prawie   pięćset   lat

później, będziemy poszukiwali śladów spotkania wiary i nauki. Interesować nas będzie zwłaszcza to, na ile
dane   naukowe   i   naukowa   metoda   przyrodnicza   stały   się   elementem   inspiracji   dla   chrześcijańskiej
duchowości, a więc intensywnego przeżywania relacji człowieka z Bogiem.

a. Aby lepiej poznać Boga, bądź matematykiem

Pierwsza   lektura   najstarszego   pobiblijnego   tekstu   chrześcijańskiego   w   celu   znalezienia   śladów   łączenia
duchowości z wiedzą ścisłą może być dla nieprzygotowanego czytelnika raczej zniechęcająca. Oto w 

Didache

(tekst napisany ok. 100 r.), znajdziemy coś, co wygląda raczej na 

przestrogę

 przed zajmowaniem się naukami

ścisłymi: „Nie bądź matematykiem”! Nieprzyjemna niespodzianka wyjaśni się na szczęście po konsultacji ze

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

2 z 30

2011-03-06 23:00

background image

specjalistami   w   zakresie   greki   I   wieku   ery   chrześcijańskiej:   występujące   tu   słowo   „matematyk”   (grec.

mathēmatikos

)   powszechnie   tłumaczy   się   jako   „astrolog”,   gdyż   takie   nadawano   mu   wtedy   znaczenie.

Potwierdzi   to   zresztą   argumentacja   tekstu  

Didache

  uzupełniająca   cytowane   ostrzeżenie:   „Nie   bądź

matematykiem,   gdyż   daje   to   początek   bałwochwalstwu”

[2]

.   W   naszym   studium   tekstów   starożytnych

dotyczących astronomii i astrologii warto zwrócić uwagę na tę terminologię: jeszcze Klemens Aleksandryjski
nazwie obserwacje astronomiczne „teorią matematyczną” (grec. 

mathēmatōn theōria

)

[3]

.

Zdecydowanie   więcej   materiału   znajdziemy   w   pochodzącym   z   94   roku   liście   św.   Klemensa   Rzymskiego,
biskupa Rzymu. List, spisany w czasach, gdy  mógł  żyć  jeszcze  Apostoł Jan,  a  kierowany do chrześcijan  w
Koryncie,   zawiera   między   innymi   takie   również   wezwanie:   „Utkwijmy   wzrok   w   Ojcu   i   Stwórcy   całego
wszechświata”.  Na  razie  nie  wydaje  się  to  jeszcze  jakoś  specjalnie  prowadzić   do  spotkania  wiary  i  nauki.
Zobaczmy jednak, jak owo wpatrywanie się w – niewidzialnego przecież! – Boga ma przebiegać:

 

„Patrzmy na Niego w myśli i oglądajmy oczyma duszy Jego wielką cierpliwość […]. Niebiosa obracają się pod
Jego ręką i w pokoju są Mu posłuszne. Dzień i noc odbywają drogę przez Niego wyznaczoną, nigdy sobie nie
przeszkadzając.  Słońce,  księżyc   i   chóry  gwiazd   biegną   w   zgodzie   po  wyznaczonych   im   orbitach   i   ani   na
chwilę z nich nie zbaczają. Ziemia brzemienna we właściwych porach rodzi zgodnie z Jego wolą przeobfite
pożywienie  dla  ludzi  i  zwierząt  […],  nie  buntuje  się  ani  nie  próbuje  zmieniać   tego,  co  On   postanowił. W
niezgłębionych otchłaniach przepaści i niezbadanych krainach podziemia te same rządzą prawa. Bezkresne
morze   […]   nie   przekracza   granic,  w   których   je  zamknął,  ale  jak  mu   rozkazał,  tak  postępuje.  […]   Ocean
nieprzebyty dla człowieka i znajdujące się w nim światy słuchają tych samych rozkazów Pana”

[4]

.

 

Znajdujemy   tu   najstarszy  pobiblijny  hymn   chrześcijański   opiewający   działanie   Boga   w   stworzonym   przez
Niego  świecie.  Stwórca  działa  poprzez  nadane światu Boże prawo, którym  jest prawo  natury.  Jest  ono tu
opisane jako „Boży rozkaz”, którego natura „nie próbuje zmieniać”. Co najbardziej godne uwagi w logice tego
tekstu, to wyraźna i rytmicznie powtarzająca się wskazówka, aby Boga szukać w Jego zwykłych i codziennych
działaniach, widocznych w najzupełniej powszednim rytmie przyrody. Moglibyśmy bowiem domniemywać, że
wspólnota   pierwszych   chrześcijan   będzie   miała   raczej   tendencję   doszukiwać   się   działania   Boga   przede
wszystkim   w   tym,  co  niezwykłe   i   niecodzienne,  co  cudowne   i   odbiegające   od   naturalnej   normy,  jednym
słowem: w tym, co 

przekracza prawa natury

. Jednak w przypadku tekstu Klemensa tak nie jest: to właśnie

istnienie przyrodniczych 

regularności

, przewidywalność działania niezmiennych praw przyrody, otwiera ową

zachwycającą drogę do Boga.

Godny zauważenia jest tu obraz 

całego

 kosmosu objętego Bożymi prawami przyrody: w jego skład wchodzi

niebo,   ziemia   i   podziemie.   Z   jednej   strony  „słońce,  księżyc   i   chóry   gwiazd   biegną   po   wyznaczonych   im
orbitach”, a więc po torach wyznaczonych przez Boże prawo, z drugiej zaś to samo prawo obowiązuje na
powierzchni   ziemi   (skoro   „ziemia   we   właściwych   porach   rodzi   zgodnie   z   Jego   wolą”),   a   nawet   w   tych
podziemnych   regionach,   które   są   całkiem   niedostępne   dla   człowieka.   Chociaż   nikt   tam   nie   był,   to  i   tak
wiadomo, że muszą tam obowiązywać te same prawidła, co na powierzchni: „w niezgłębionych otchłaniach i
niezbadanych krainach podziemia te same rządzą prawa”. W sumie otrzymujemy zadziwiająco nowoczesny
obraz działania praw natury:

–   są   to   prawa  

powszechne

  (gdyż   obowiązują   wszędzie   i   logicznie   zakłada   się   ich   konieczność   nawet   w

regionach niedostępnych – przynajmniej na razie – dla ludzkich badań);

– są 

stałe

 (gdyż ciała niebieskie „nigdy nie zbaczają”);

–   przynajmniej   niekiedy   dają   się   wyrazić  

w   matematycznych   formułach

  (słowo   „orbita”   wyraźnie   na   to

wskazuje);

– dotyczą 

całego świata

 przyrody (zarówno ożywionej, jak i nieożywionej).

Prawa te są pierwszą i najłatwiej dostępną drogą do poznania charakteru Boga, a przynajmniej niektórych
Jego   przymiotów.   Jak   się   wydaje,   Kościół   drugiego   pokolenia   chrześcijan   otrzymał   w   piśmie   Klemensa
praktyczne zastosowanie recepty podanej kilkadziesiąt lat wcześniej przez św. Pawła Apostoła w jego Liście
do Rzymian:

 

„To,  co  o  Bogu   można  poznać,  jawne  jest  wśród   nich,  gdyż  Bóg   im   to  ujawnił.  Albowiem   od   stworzenia
świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego  potęga  oraz  bóstwo – stają  się widzialne 

dla umysłu

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

3 z 30

2011-03-06 23:00

background image

przez Jego dzieła” (Rz 1,19-20).

 

Jak zobaczymy później, w starożytności chrześcijańskiej oraz w średniowieczu nader często uciekano się do
tego fragmentu Nowego Testamentu, aby uzasadnić, że droga do poznania Boga wiedzie poprzez badanie
natury stworzeń. W każdym razie wnioski wyciągnięte z orędzia Kościoła przez drugie pokolenie uczniów już
zapowiadają przyszłe zainteresowanie chrześcijan naukami przyrodniczymi jako metodą poznawania śladów
Bożego działania w stworzonym świecie.

Osiemdziesiąt   lat   po   napisaniu   listu   Klemensa   Rzymskiego   do   Koryntian   kolejny   starożytny   pisarz
chrześcijański, Atenagoras z Aten, chcąc podkreślić, jak piękny jest świat stworzony przez Boga, odwołuje się
około roku 177 nie tylko do wrażeń estetycznych, ale także do danych otrzymanych z badań naukowych:

 

„Świat jest piękny, imponuje wielkością i układem gwiazd znajdujących się na ekliptyce i na północnej półkuli
nieba, oraz swoim kulistym kształtem”

[5]

.

 

Znajomość   konstrukcji   kosmosu   i   jego   rozmiarów   jest   według   Atenagorasa   istotnym   elementem   metody
poznania Boga. Dlaczego? Gdyż istnieje analogia między budowlami wznoszonymi przez ziemskiego władcę a
światem   stworzonym   przez   Boga

[6]

:   podobnie   jak   cesarz   zostawia   ślady   swojego   panowania   w   postaci

wzniesionych przez siebie miast i fortec, tak śladem Bożego panowania są stworzenia i rządzące nimi prawa.
Ta myśl Atenagorasa jest godna podkreślenia z dwóch powodów. Pierwszy z nich prawdopodobnie bardziej
rzuca się w oczy: stworzony świat zawiera ślady „osobowości Boga”, tak jak ziemska budowla odzwierciedla
coś z upodobań budowniczego, który ją skonstruował.

Drugi   powód   jest   raczej   ukrytą   sugestią:   cesarz   rzymski,   z   którym   Atenagoras   porównuje   Boga,   jest
budowniczym w bardzo szczególnym sensie. Przecież władca państwa ani nie wznosi fizycznie murów, ani
nawet nie musi szczegółowo decydować na co dzień o przebiegu prac. Ślady jego wpływu na budowlę nie
polegają  na  odciskach   palców   na   cegłach   ani   na  poprawkach   osobiście  nanoszonych   na  architektoniczne
plany. Władca „buduje” przede wszystkim poprzez wyrażenie swojej woli, natomiast materialna jej realizacja
następuje   przez   konkretną   pracę   innych   osób,   które   wprowadzają   w   życie   wolę   twórcy.   Dlatego
architektoniczny  zamysł   cesarza   da   się   odkryć   tylko  na   podstawie   stopniowego  zrozumienia   całościowego
sensu wzniesionej  przez  niego  budowli;  na tym  poziomie  trzeba szukać dowodów działania  imperatora na
placu budowy. Podobnie szuka się śladów Boga w świecie: przecież Stwórca pozostawia wiele miejsca dla
działania przyczyn wtórnych, które składają się w sumie na wprowadzanie Bożego planu w życie. Jeśli świat
jest placem budowy, to nie znajdziemy śladów Boga na składowych cegiełkach konstrukcji świata w postaci
jakichś  „odcisków   Bożych   palców”,   ale   będzie   możliwe   odkrycie   zamysłu   Bożego  w   całościowej   harmonii
stworzenia i w sensie istnienia całego kosmosu. Trzeba jednak przyznać, że w tekście Atenagorasa ta druga
idea pozostaje jedynie na poziomie sugestii, jest na razie zaledwie możliwością interpretacyjną, natomiast w
pełni dojdzie do głosu dopiero u św. Augustyna ponad dwieście lat później.

Istotna   jest   też  znajdująca   się   zaraz  obok  w  

Prośbie  za   chrześcijanami

  analogia   działania   świata   do  gry

instrumentu muzycznego:

 

„Jeśli   świat   jest   harmonijnym   instrumentem   znajdującym   się   w   rytmicznym   ruchu,   to   kłaniam   się   nie
instrumentowi, ale temu, kto nastroił i trącił struny, kto nuci melodyjną pieśń”

[7]

.

 

Aby  w   pełni   zrozumieć   wymowę   tego  porównania,  musimy  sobie   uświadomić   odmienne  niż  współczesne
traktowanie   muzyki   w   starożytności.  Dziś  muzyka   –  jako  jedna   z  dziedzin   tak  zwanych   sztuk  pięknych   –
znajduje   się   na   przeciwległym   biegunie   specjalności   niż   nauki   ścisłe.   Cóż   może   być   odleglejszego   od
zdolności   rozwiązania   jakiegoś   problemu   z   fizyki   teoretycznej   niż   umiejętność   oceny   piękna   muzycznego
utworu? W  starożytności sprawy miały się  jednak  inaczej. Choć może nas to  dziwić, matematykę  dzielono
wtedy na cztery działy: arytmetykę, geometrię, astronomię – i muzykę właśnie. Owe dziedziny wiedzy zwano
w sumie 

quadrivium

, co oznaczało po łacinie „poczwórną ścieżkę” do mądrości. Studentów uczono muzyki na

bazie   matematycznego   opisu   proporcji   występujących   w   niej   dźwięków.   Dla   czytelnika   Atenagorasa
porównanie harmonii fizycznego świata – przede wszystkim zapewne jego astronomicznych regularności – z
harmonią   muzyczną   pozostaje   wciąż   w   obrębie   tej   samej   dziedziny   ludzkiej   wiedzy   ścisłej,   mianowicie

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

4 z 30

2011-03-06 23:00

background image

matematyki.  Kosmos  działa   więc   według   harmonijnych   zasad   matematyki,   a   człowiek  może   tę   harmonię
odkryć, co prowadzi go do podziwu dla Bożego artysty:

 

„Jeśli  według   Platona  świat  jest  sztuką  Bożą,  to  podziwiam   jego  piękno,  ale  zwracam   się  do  Artysty  […],
jestem pełen podziwu dla nieba i żywiołów jako wytworów sztuki”

[8]

.

 

Bóg jest ostatecznym twórcą kosmicznej harmonii, On tchnął stwórczą moc w matematyczne proporcje, tak
że   zaistniały   w   postaci   obserwowanego   dziś   przez   nas   świata.   Kto   poznaje   ów   matematyczny   sposób
organizacji i ruchu kosmosu, ten odkrywa stwórczy zamysł samego Boga.

W tym samym czasie, a więc przy końcu II wieku, w Aleksandrii powstało anonimowe dzieło chrześcijańskie

List   do   Diogneta

.   Jego   autor,   pisząc   o   Synu   Bożym   posłanym   na   świat,   nazywa   go   „Architektem   i

Budowniczym wszechświata”. Następnie zaś opisuje udział Chrystusa w dziele stworzenia jako misję Dawcy
praw przyrody:

 

„Przez  Niego  to  Bóg   stworzył  niebo,  przez  Niego  zamknął  morze  w   określonych   granicach,  do  Jego  praw
tajemniczych stosują się wszelkie żywioły. On też słońcu wyznaczył miarę, jaką musi zachowywać w swoich
dziennych   podróżach,   Jemu   posłuszny   jest   księżyc   […],   Jego   słuchają   gwiazdy   towarzyszące   w   drodze
księżycowi, od Niego wszechświat bierze swój porządek i granice”

[9]

.

 

Podobnie jak sto lat wcześniej w 

Didache

, tak i tu podstawowym sposobem oddziaływania Boga na świat są

prawa   natury.   Są   one   wszechobejmującą   ramą   kosmosu,   porządkują   ruch   ciał   niebieskich,   kształt
powierzchni ziemi czy wreszcie granice „wszelkich żywiołów”. Świat jawi się jako scena uporządkowana przez
plany   stwórczego   zamysłu   Bożego.   Znowu   odkrywamy   tu   źródła   późniejszej   chrześcijańskiej   fascynacji
badaniem owego porządku w ramach matematyki, które w pełni doszło do głosu na późnośredniowiecznych
uniwersytetach czy za czasów Kopernika i Galileusza. Jeśli bowiem Chrystus „Słońcu wyznaczył miarę” jego
ruchu, to opisując za pomocą geometrii i arytmetyki ruchy Słońca, można będzie odkryć przynajmniej część
pierwotnego   zamysłu   Chrystusa.   Naukowe   badanie   świata   jest   częścią   poznawania   Boga,   gdyż   –   jak
pamiętamy – „od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają
się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1,20).

 

 

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

5 z 30

2011-03-06 23:00

background image

 

Rys. 3. Ta pochodząca z trzynastowiecznego manuskryptu ilustracja dobrze ilustruje ideę stwarzania świata
według   matematycznego   wzorca.   Wyobrażony   tu   Bóg   Stwórca   posługuje   się   cyrklem   przy   stwarzaniu
kosmosu

[10]

 

 

Refleksje  analogiczne  do  tych   zawartych   w  

Liście  do  Diogneta

  prezentował   kilkadziesiąt  lat  później,  około

roku 200, rzymski autor, św. Hipolit. On również podziwia matematyczny plan stworzenia odzwierciedlony w
odkrytych przez astronomów prawidłach kosmicznych:

 

„Stwórca przekazał swą niezmierną moc okrężnemu ruchowi [ciał niebieskich]”

[11]

.

 

Jakby ubiegając współczesnych  fizyków,  którzy  elegancję  i  prostotę matematycznych  równań  traktują  jako
ważne  kryterium   poprawności   teorii   fizycznej,  Hipolit  wyraża  podobne  myśli.  Zastanawia  się  nad   różnymi
starożytnymi   teoriami   astronomicznymi:   Platona   (†   347   p.n.e.),   Archimedesa   († 212   p.n.e.),   Hipparcha
(† ok. 120 p.n.e.), Ptolemeusza († 175 n.e.). Odpowiadając na pytanie, które teorie są trafniejsze, ucieka się
do   kryterium   matematycznej   elegancji:   wybrać   należy   te,   które   są   odzwierciedlone   w   piękniejszych
formułach   matematycznych.   Pisząc   o   odległościach   między   sferami   niebieskimi,   czyli   według   naszej
współczesnej   terminologii:   o   odległościach   między   różnymi   ciałami   kosmicznymi,   stwierdza,   że   „należy
zachować   naukę   o   zbudowaniu   wszechświata   w   harmonii,   według   zgodnych   zasad   regulujących   owe
odległości”. Co więcej, gdyby któraś z astronomicznych teorii nie pociągała za sobą matematycznej harmonii
świata, teorię tę trzeba by odrzucić:

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

6 z 30

2011-03-06 23:00

background image

 

„Nie jest ani wiarygodne, ani możliwe, aby ich odległości miały nie być zgodne z jakimś rozumnym planem i
były niezależne od harmonijnych oraz proporcjonalnych zasad”

[12]

.

 

Ta zasada dotyczy całego obserwowanego i badanego kosmosu: „zarówno cały świat, jak i jego części są pod
każdym względem uporządkowane co do proporcji i harmonii”

[13]

.

Hipolit  uznaje,  że  znajomość  ustaleń  astronomów  jest  jak  najbardziej  pożyteczna  dla  rozwijania  właściwej
duchowości:  przecież  gdyby  budowniczowie  wieży  Babel  znali  prawdziwe  rozmiary  kosmosu,  nie  podjęliby
swego nierozumnego pomysłu, który był niewykonalny! Autor ten podaje dalej za Ptolemeuszem (zmarłym
jakieś trzydzieści lat wcześniej) odległość od Ziemi do gwiazd: odpowiada ona według dzisiejszych jednostek
setkom milionów kilometrów. Jest to wprawdzie o wiele mniej, niż wskazuje nam dzisiejsza astronomia, ale
wystarczająco dużo, aby zrozumieć bezsensowność zamiaru dosięgnięcia gwiazd przez zbudowanie wieży:

 

„Ptolemeusz,   staranny   badacz   tych   spraw,   nie   wydaje   mi   się   bezużyteczny;   smuci   nas   tylko,   że   będąc
urodzony niedawno, nie mógł pomóc tym […], którzy nie znając się na owych sprawach, na próżno usiłowali
zbudować wieżę [Babel].  Gdyby  Ptolemeusz  żył  w  tamtych   czasach  i  wyjaśnił  im  rozmiary [kosmosu],  nie
podjęliby niepotrzebnie swojego pomysłu”

[14]

.

 

A   zatem   Hipolit  uważa  obiektywną  wiedzą  przyrodniczą  za  pomocną  w   kształtowaniu   poprawnej   postawy
duchowej wobec Boga. Żałuje, że poprzednie pokolenia nie uchroniły się od błędów wskutek nieznajomości
najnowszych   teorii   astrofizycznych   (słynny   astronom   Ptolemeusz   żył   mniej   więcej   w   latach   85-161   w
Aleksandrii, a Hipolit urodził się prawdopodobnie w końcowych latach życia Ptolemeusza). Tym bardziej jest
to godne zauważenia, że – jak dostrzega Hipolit – wiedza astronomiczna jest autonomiczna wobec wiary, a
wiarygodność   danych   astronomicznych   leży   w   samej   sile   dowodowej   obliczeń   matematycznych,   zupełnie
niezależnie od religii: „gdyby ktoś wyznał, że nie ma zaufania [do obliczeń astronomów], niech przekonają go
odpowiednie pomiary; gdyż co do ludzi niedowierzających tym sprawom nie znajdzie się lepszego dowodu
niż właśnie ten”

[15]

.

Ta sama reguła działa też w drugą stronę: znajomość reguł prawidłowej relacji człowieka do Boga skłania do
zdecydowanego odrzucenia, jako herezji, prób wykorzystywania matematyki do horoskopów i proroctw

[16]

czy   wręcz   do   uzasadniania   pseudoreligii.   W  

Odrzuceniu   wszelkich   herezji

  Hipolit   wymienia   na   przykład

herezje   „arytmetyków”   oraz   „geometrów”.   Na   czym   polegały   te   błędy   w   wierze?   Gnostycki   „geometra”
Szymon,   nawiązując   powierzchownie   do   matematycznej   terminologii,   na   przykład   do   definicji   punktu,
odcinka, płaszczyzny i bryły, głosił: „To, co małe jak punkt, będzie wielkie, a wielkie stanie się nieskończone”.
„Arytmetycy”   podobnie   żonglowali   rozmaitymi   liczbami,   wyciągając   z   tego   mało   wiarygodne   wnioski
mistyczne

[17]

.

 

b. Przygotuj swą duszę przez geometrię

Z Rzymu św. Hipolita przenosimy się teraz do egipskiej Aleksandrii, powszechnie uważanej w starożytności za
stolicę  światowej  nauki.  W  II   i  III   wieku   po  Chrystusie  istniała  tam   również  słynna  chrześcijańska  szkoła
teologiczna.   Dzisiaj   często   jednoznacznie   kojarzy   się   ją   jednostronnie   z   przesadną   metodą   alegoryczną
stosowaną   do   interpretacji   Pisma   Świętego.   Dlatego   warto   zasięgnąć   informacji,   jaką   dziedzinę   wiedzy
chrześcijańscy   mistrzowie   teologii   z   Aleksandrii   uważali   za   przydatną   w   pierwszym   etapie   formacji
intelektualnej, a przynajmniej za nieodzowny jej element. Okazuje się, że była to matematyka.

Oto jak około roku 200 opisuje właściwą postawę chrześcijanina wobec nauk ścisłych Klemens Aleksandryjski.
Najpierw zauważa, że za jego czasów nierzadko można się było spotkać w gronie wierzących z nieufnością
wobec tych dziedzin wiedzy: „większość obawia się filozofii helleńskiej, jak dzieci straszydeł, i doznaje lęku, że
może ona ich uwieść”

[18]

. Tymczasem – zdaniem Klemensa – greckie nauki ścisłe powinny pozostać stałym

wyposażeniem   wykształconego   chrześcijanina,   którego   Klemens   zwyczajem   swojego   aleksandryjskiego
środowiska nazywa „gnostykiem” (nazwa ta nie ma nic wspólnego z heretyckimi gnostykami, gdyż oznacza po
prostu chrześcijańskiego mędrca). Taki chrześcijański gnostyk ma się cechować szerokością intelektualnych
horyzontów i objąć swoimi zainteresowaniami także cztery podstawowe działy matematyki:

 

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

7 z 30

2011-03-06 23:00

background image

„[Gnostyk]  z  każdej  nauki  wydobywa  treść  przydatną  dla  prawdy.  Śledzi  więc  w

 muzyce

  właściwe  relacje

zharmonizowanych   dźwięków;  w  

arytmetyce

  obserwuje  narastanie  i  zmniejszanie  się  liczb   i  ich   wzajemne

relacje, oraz jak rzeczy nawet największe podlegają układom liczbowym; w 

geometrii

 upatruje samą istotę

bytu i przyzwyczaja się pojmować umysłowo przestrzeń i byt niezmienny, który jest czymś zupełnie innym niż
byt cielesny. 

Astronomia

 go pouczy, jak wznosić się myślą ponad ziemię i sięgać wspólnie do nieba, i razem

krążyć po orbitach gwiezdnych”

[19]

.

 

Co ciekawe, przykładem takiego postępowania jest dla Klemensa patriarcha Abraham, który przecież usłyszał
od   Boga   polecenie:   „Spójrz   na   niebo   i   policz   gwiazdy,   jeśli   zdołasz   to   uczynić”   (Rdz   15,5).   Dla
aleksandryjskiego   teologa   ów   tekst   z  pierwszej   księgi   Pisma   Świętego  jest   jakąś   antycypacją   naukowych
zainteresowań astronomią. Innym biblijnym przykładem stawianym przez Klemensa za wzór chrześcijanom
jest   Mojżesz.   Nie   musimy   wchodzić   w   dyskusję   na   temat   wiarygodności   podawanych   przez   Klemensa
informacji o Mojżeszu, gdyż interesuje nas tutaj tylko prezentowana przez niego ocena wartości nauk ścisłych
w   rozwoju   duchowym   człowieka:   „Gdy   Mojżesz   doszedł   do   właściwego   wieku,   uczono   go   arytmetyki,
geometrii, rytmiki i harmonii u wybitnych Egipcjan”

[20]

.

Kontakt z naukami ścisłymi powinien zacząć się jak najwcześniej: Klemens pisze o tym w pewnym miejscu
swoich  

Kobierców

,  gdzie  zajmuje   się   raczej   kształceniem   początkowym,  gdyż  udzielanym   kandydatom   do

chrztu,   czyli   katechumenom.   Zaczyna   od   spostrzeżenia,   że   spośród   innych   stworzeń   człowieka   wyróżnia
racjonalność:  „kto  wybiera  to,  co  pożyteczne  dla  korzyści   katechumenów,  nie  powinien   jak  dzikie  zwierzę
stronić od miłości wiedzy”. Potem zaś, obok innych dziedzin nauki, wychwala zalety 

geometrii

:

 

„Ta nauka przygotowuje duszę w najwyższym stopniu do prawidłowego wyciągania wniosków, uzdalnia do
rozpoznawania   prawdy   i   do   wykazywania   fałszu   […].   [Geometria]   pobudziła   nas   do   stworzenia   pojęcia
długości   bez   szerokości,   powierzchni   bez   głębokości,   niepodzielnego   punktu   i   przenosi   nas   od   rzeczy
podległych postrzeganiu zmysłowemu do zjawisk dostępnych tylko myśli”

[21]

.

 

Jaki   jest   powód   łączenia   przez   Klemensa   tej   dziedziny   matematyki   z   duchowością,   co   dla   dzisiejszego
czytelnika   jest   zdecydowanie   zaskakujące?   Tą   cechą   geometrii,   która   stanowi   szczególną   pomoc   w
przygotowaniu   duszy   do   odkrywania   prawd   duchowych,   jest   wdrażanie   studenta   w   umiejętność
abstrakcyjnego  myślenia  matematycznego:  człowiek  stopniowo  przyzwyczaja  się  do istnienia  rzeczywistości
innych niż te, które postrzega się zmysłami. Zaczyna się od uzmysłowienia sobie, że figury geometryczne i
rządzące   nimi   prawa   należą   do  innej,   idealnej   sfery  rzeczywistości.   Prowadzi   to  do  pytania   o  możliwość
istnienia   kolejnych   bytów   ponadzmysłowych,   a   także   o   Twórcę   wszystkich   rzeczy,   widzialnych   i
niewidzialnych.

Klemens  nie  zapomina  też  o  innej   nauce,  która  jest  już  zastosowaniem   geometrii   do  zjawisk  przyrody,  a
mianowicie o astronomii:

 

„[Astronomia]   nie   tylko  bada   zjawiska   na   niebie,  lecz  także   usiłuje   dociec   kształtu   całości   wszechświata,
obiegu gwiazd oraz zbliża duszę do stwórczej potęgi”

[22]

.

 

Już  sam   fakt  podnoszenia  zalet  nauk  ścisłych   w   kontekście  przygotowywania  katechumenów   do  przyjęcia
wiary   jest   nader   interesujący.   Ten   wątek   katechezy   starochrześcijańskiej   wydaje   się   w   naszych   czasach
zupełnie  zagubiony.  Jeszcze  bardziej  jednak  intryguje  kierunek  myśli  Klemensa:  najwyraźniej  dostrzega  w
tych naukach zdolność otwierania człowieka na Boga, widzi w nich element formacyjny bezpośrednio ważny
dla duchowości chrześcijańskiej. W matematycznych pojęciach geometrycznych widzi siłę formującą duszę, a
w zastosowaniu wyników abstrakcyjnego rozumowania do zjawisk kosmicznych – drogę zbliżającą do Boga.
Jest  to  więc,  używając   współczesnej   terminologii,  kształtowanie  duchowości  chrześcijańskiej  o  elementach
scjentystycznych.

Dowiadujemy się też od Klemensa, że oczywiście nie wszyscy za jego czasów podzielali te poglądy, uważając
widocznie, że nauki ścisłe winny być oddzielone od teologii tak wyraźną barierą, iż w umyśle chrześcijanina
nie   powinno   się   ich   w   żaden   sposób   łączyć.   „Niektórzy   podają   jednak   w   wątpliwość   pożytek   płynący   z
poznania przyczyn ruchu Słońca i innych ciał niebieskich oraz z rozmyślań nad zasadami geometrii”, zauważa

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

8 z 30

2011-03-06 23:00

background image

Klemens,   dodając:   „ich   zdaniem   nie   przyczynia   się   to   do   zrozumienia   naszych   [chrześcijańskich]
obowiązków”. Ale „na tego rodzaju zarzuty odpowiedzieć należy”

[23]

, ripostuje, po czym podejmuje z taką

postawą  energiczną  dyskusję.  Jak  widać,  w   pierwotnym   chrześcijaństwie  debata  o  idei   spotkania  wiary  z
naukami matematyczno-przyrodniczymi była żywa i obejmowała zarówno entuzjastów matematyki, jak i jej
sceptyków.

Istotny też jest ogólniejszy problem, a mianowicie, jak Klemens oceniał prawdy odkryte przez filozofię grecką,
wraz z wiedzą przyrodniczą i matematyczną, kiedy należało je skonfrontować z istnieniem prawdy objawionej
przez Boga w Jezusie Chrystusie i w natchnionych Pismach świętych. Ów aleksandryjski uczony dokonuje w
tej   dziedzinie   niezmiernie   pouczających   rozróżnień.   W   swoich  

Kobiercach

  starannie   oddziela   podany   w

naukowych  księgach  greckich  „posiew darowany  Hellenom  przez Boga”  od  „bezwartościowego  owocu”, do
którego zalicza „krzewicieli ateizmu epikurejskiego i światopoglądu hedonistycznego”

[24]

.

Jest   to   wątek,   który   łatwo   rozpoznamy   od   najwcześniejszych   pism   chrześcijańskich,   takich   jak  

Didache

,

poprzez   wielkie   dzieła   Augustyna,   aż   po   kres   średniowiecza:   cierpliwe   rozgraniczanie   tego,   co   w
osiągnięciach   pogan   jest   racjonalnym   odkryciem   praw   logiki,  matematyki   i   przyrody,  i   tego,  co  ma  tylko
pozór naukowej prawdy, a jest filozofią fałszywą. Św. Augustyn będzie później wskazywał w tym kontekście
bardziej konkretnie i szczegółowo na przykład na zalety astronomii i fałsz astrologii; Klemens – jak widzimy –
koncentruje   się   raczej   na   przestrogach   przed   całymi   systemami   filozoficznymi,   nie   do   pogodzenia   z
Objawieniem   chrześcijańskim.   Takim   kryterium   wykluczającym   przyjęcie   jakiegoś   filozoficznego   systemu
przez chrześcijan może być ateizm lub zaprzeczanie podstawom chrześcijańskiej moralności.

Klemens przypomina, że rozróżnianie to ma podstawy biblijne. Św. Paweł również przeciwstawiał pożyteczne
nauki   filozofów   naukom   błędnym,   a   tym   naukom,   które   uznał   za   pożyteczne,   przyznawał   odpowiednie
miejsce  w   hierarchii  prawd.  W  tym   właśnie  duchu   Klemens  wyjaśnia  krytyczne  wobec   filozofii  pogańskiej
fragmenty  listów  św. Pawła  (np. „Baczcie, aby  ktoś was nie zagarnął  w  niewolę  przez  tę  filozofię  będącą
wierutnym oszustwem” – Kol 2,8). Podchodzi do nich w ten sposób: „Nawet Paweł w listach nie potępia, jak
się  wydaje,  filozofii,  wymaga  tylko,  żeby  […]  nie 

cofać się

  na  stopień   filozofii  greckiej”.  Co  to  znaczy?  Że

osiągnięcia   nauk   filozofów   „mają   charakter   wstępny”   i   „stanowią   naukę   przygotowawczą   do   przyjęcia
prawdy” o zbawieniu w Chrystusie

[25]

. Dlatego o ile są pożyteczne na drodze do chrześcijaństwa, to byłoby

czymś niedorzecznym porzucić chrześcijaństwo na rzecz któregoś z greckich systemów filozoficznych. Byłoby
to  zawróceniem   z  drogi   ku   jej   wcześniejszym   etapom.  Klemens  nie   odrzuca   więc   mądrości   Greków   jako
bezwartościowej w świetle Biblii, przypomina jedynie o hierarchii prawd: biblijne nauki duchowe mają walor
najwyższy, natomiast filozofia grecka ma charakter przygotowawczy.

Niemniej jednak Klemens podkreśla, że to Bóg jest Stwórcą intelektu każdego człowieka, niezależnie od jego
wiary. Dlatego ostatecznie sam Bóg pozwolił poganom zdobyć tak wielki zasób rzetelnej wiedzy naukowej:
„Pan [był] z nimi przez różne sposoby nauczania, wiodące do sprawiedliwości u Hellenów”. Przekonuje, że
nawet gdy niektórzy chrześcijanie polemicznie twierdzą, iż „filozofia została wynaleziona przez Hellenów za
pomocą świadomości [jedynie] ludzkiej”, to przecież sam „może powołać się na Pismo, głoszące, że [także ta]
świadomość została zesłana przez Boga”

[26]

. Ostatecznie więc wszystkie intelektualne osiągnięcia człowieka

pochodzą   od   Boga.   Klemens  zdobywa   się   w   końcu   na   niecodzienną   śmiałość   i   nawet   nazywa   zdobycze
greckiego rozumu pewnym wstępnym przymierzem z Bogiem.

Posługując   się   ulubioną   w   tym   czasie   przez  aleksandryjskich   chrześcijan   egzegezą   alegoryczną,   wyjaśnia
tekst  z  Księgi  Przysłów  „Po cóż zachwycać się obcą?” (Prz  5,20) i  odnosi  go do „obcych”  nauk  pogańskiej
filozofii. Alegorię rozwija w taki oto sposób: „Pismo radzi zaprzyjaźnić się z kulturą świecką, ale nie poświęcać
jej swojego czasu i nie zatrzymywać się na jej poziomie”. Prawdziwa mądrość polega na tym, aby zrozumieć,
że  nauki takie jak geometria  czy  astronomia  są  pożyteczne,  ale  dla  chrześcijanina  mają  charakter   jedynie
pomocniczy.  Celem   ostatecznym   człowieka   wiary  jest  przecież  dojście   do  umiłowania  mądrości   Bożej,  do
prawdziwie chrześcijańskiej „filozofii”: „niektórzy przynęceni urokiem służek, poniechali panią, to jest filozofię,
i zestarzeli się, jedni w muzyce, inni w geometrii, inni jeszcze w gramatyce”

[27]

. Wymienione nauki mają

swoje miejsce w całości intelektualnego życia chrześcijańskiego, ale jest to miejsce służebne. Kto postawiłby
je na poczesnym miejscu, straciłby okazję do spotkania z „panią”, którą jest ostatecznie nauka o poznaniu
Boga.

Jeśli jednak ktoś ma świadomość hierarchii pożytku z rozmaitych nauk, to „wybierając z geometrii, muzyki,
gramatyki,   a   nawet   samej   filozofii   to,   co   dla   niego   pożyteczne,   zabezpiecza   wiarę   przed   wszelkimi
atakami”

[28]

. Bynajmniej nie przeszkadza w tym fakt, że nauki te pochodzą od nieznających Boga pogan.

Klemens   jest   wyraźnie   świadomy,   że   „Egipcjanie   pierwsi   przynieśli   ludzkości   astronomię”,   „oni   są   także

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

9 z 30

2011-03-06 23:00

background image

twórcami   geometrii”

[29]

.   Ale   ponieważ   tego   typu   dziedziny   wiedzy   pochodzą   z   rozumu   naturalnego,   a

Stworzycielem natury jest Bóg, to ostatecznie to, co w mądrości pogan jest wartościowe, swe źródło ma w
Nim. „Geometria zawierająca pewne twierdzenia i hipotezy oraz astronomia, wprawdzie różnią się od samego
[najwyższego] dobra, są jednak drogami do niego”

[30]

. Wyrażenie „droga” jest tu niezmiernie ważne, gdyż

wskazuje na istotne miejsce matematyczno-przyrodniczej wiedzy w formacji chrześcijańskiej. Tego typu nauki
szczegółowe otwierają przystęp do nauki najwyższej, czyli do mądrości Bożej:

 

„Choć jedna jest prawda, to w geometrii zawarta jest prawda geometrii, w muzyce prawda muzyki […]; ale
jedna  jest  tylko  prawda,  ta  naczelna   i   nienaruszalna,  to  jest   ta,  której   się  uczymy  od   Syna  Bożego.  […]
Filozofia jest […] czynnikiem współdziałającym w uchwyceniu prawdy”

[31]

.

 

Poświęciliśmy  nieco  więcej  miejsca  na  lekturę  dzieł Klemensa  Aleksandryjskiego, gdyż  na  jego  przykładzie
widać, jak wcześnie, bo już około roku 200 ujawniła się umiejętność harmonijnego łączenia tych zdobyczy
rozumu ludzkiego, które dotyczą wiedzy naturalnej – niezależnych przecież od wiary danego naukowca – z
danymi   specyficznie   chrześcijańskiego   Objawienia   Bożego.   Przejdziemy   teraz   do   innych   mistrzów   życia
duchowego, takich jak Grzegorz Cudotwórca i teologowie z Kapadocji z IV wieku, aby przekonać się, że i u
nich   można   znaleźć   podobne   idee.   Znany   nam   już   z   dzieła   Klemensa   wątek   traktowania   ścisłego
rozumowania naukowego jako jednego z aspektów odróżniających człowieka od zwierząt, powraca także u
Orygenesa. Sam Orygenes jest autorem tak oryginalnych i ważnych idei na temat roli nauki w duchowości,
że  trzeba  mu   będzie  poświęcić   osobny  paragraf   naszych   rozważań.  Tu   zauważymy  tylko,  że  jeden   z  jego
uczniów, św. Grzegorz Cudotwórca (ok. 213-270), biskup Pontu, tak pisze o stylu nauczania, z jakim zetknął
się w Orygenesowej szkole, przebywając w niej około 235 roku:

 

„[Kiedy]   niczym   nierozumne   zwierzęta   nie   potrafiliśmy   wyjaśnić   sobie   nawet   najdrobniejszego   zjawiska,
[Orygenes] zaczął budzić w nas tę część naszej duszy i kształtować ją za pomocą nauk przyrodniczych”

[32]

.

 

Użyte   w   dalszej   kolejności   słowa   są   nawet   jeszcze   mocniejsze:   w   oczach   Grzegorza   Cudotwórcy
przekazywana   mu   przyrodnicza   wiedza   naukowa,   odkryta   wysiłkiem   ludzkiego   rozumu,   w   jakiś   sposób
pochodziła wprost od Boga oraz bezpośrednio do Niego prowadziła:

 

„Jest to bowiem wzniosła i przez Boga natchniona wiedza, którą niosą ze sobą powszechnie szanowane nauki
przyrodnicze. A czyż muszę mówić o naukach matematycznych: o lubianej powszechnie, ścisłej geometrii i o
astronomii, która zajmuje się badaniem zjawisk niebieskich? […] Geometria, która jest nauką ścisłą, stała się
dla nas najpewniejszym fundamentem, a przez astronomię [Orygenes] powiódł nas w górę, niby po jakiejś
drabinie wiodącej do niebios, a obie te nauki miały nam rzeczywiście otworzyć drogę do nieba”

[33]

.

 

Śmiałość   tych   wyrażeń   zawstydza   dzisiejszego  czytelnika,  skłonnego  raczej   do  strzeżenia   autonomii   nauk
eksperymentalnych i do oddzielania wyników nauk czysto teoretycznych lub przyrodniczych od kwestii wiary.
Natomiast   dla   tego   starożytnego   autora   wiedza   „przez   Boga   natchniona”   to   nie   tylko   nadprzyrodzona
dziedzina teologii, ale jak najbardziej naturalne rozważania przyrodników. Oczywiście jest to natchnienie w
innym   znaczeniu   niż  natchnienie  przypisywane  na  przykład   księgom   biblijnym,  niemniej  pozostaje  realne:
Bóg udziela człowiekowi zdolności intelektualnych przez swoje stwórcze tchnienie. Do tego geometria okazuje
się   tu   edukacyjnym   fundamentem   teologii,   zapewne   przez   przyzwyczajanie   umysłu   do   pojęcia
nieskończoności oraz do trzymania się linii rozumowania wyznaczonej przez aksjomaty, definicje, twierdzenia
i   dowody.   Astronomia   zaś   staje   się   niemal   Jakubową   drabiną   do   nieba   –   jak   się   domyślamy   –   jako   że
wskazuje na matematyczny ład stworzenia, który wprawdzie jest  ukryty, a  jednak możliwy do uchwycenia
przez   wystarczająco  cierpliwy  i   lotny   umysł.   Jedna   i   druga,   geometria   i   astronomia,   otwierają   w   jakiejś
mierze   dostęp   do  poznania   charakteru   Boga,  Jego   umysłu   odzwierciedlającego  się   po  części   w   procesie
stwarzania świata.

Nieco na marginesie dodajmy tu, już tylko tytułem ilustracji, pewną myśl chrześcijańskiego pisarza, Metodego
z Olimpu, przedstawioną niedługo po roku 250 w jego 

Uczcie

. Tytuł ten nawiązuje do wcześniejszego o kilka

wieków utworu Platona. W subtelnej debacie teologicznej podczas uczty uczestniczą, co ciekawe, same tylko

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

10 z 30

2011-03-06 23:00

background image

kobiety. Jedna z nich, Teofila, mówi o nieustannym działaniu Boga w świecie, nie mając przy tym wcale na
myśli 

nadzwyczajnych

 interwencji Bożej w świat natury (w postaci cudów), ale 

zwyczajne

 działanie Boże w

świecie   natury,   właśnie   zachowującej   się   zgodnie   z   przewidywalnymi   i   możliwymi   do   odkrycia   prawami
przyrody:

 

„Bóg  nadal  pracuje, modelując  świat, zgodnie zresztą z  pouczeniem  Pana, zawartym  w tych  oto  słowach:
«Ojciec mój działa aż do tej chwili» […]. Obecnie człowiek musi jeszcze współdziałać przy tworzeniu obrazu
Boga [w człowieku], skoro świat jeszcze istnieje i jest budowany”

[34]

.

 

Skoro  Bóg   wciąż  działa,  podtrzymując   świat   w   istnieniu   i   doskonaląc   go  za   pomocą   praw   przyrody,  to  i
człowiek winien trudzić się nad doskonaleniem obrazu Bożego w swoim sercu.

Po   tej   pobieżnej   konsultacji   tekstów   św.   Grzegorza   Cudotwórcy   i   Metodego   z  Olimpu   znacznie   uważniej
wypada nam  wczytać  się w  to, jak  św. Grzegorz,  biskup Nyssy  (ok. 335-394), w  swoim 

Dialogu o duszy i

zmartwychwstaniu

 opisuje intelektualne rezultaty spotkania w 379 roku ze swoją siostrą, św. Makryną (ok.

330-380).  Co  ciekawe,  choć   dziś  Grzegorz  uchodzi  za  uosobienie  zdolności  wyrażania  najgłębszych   prawd
wiary,   to   jednak   w   całym  

Dialogu

  to   raczej   Makryna   występuje   jako   autorytet,   odpowiada   na   pytania

Grzegorza i poucza go o drogach prawdy. Zresztą św. Grzegorz z Nyssy nazywa ją po prostu Nauczycielką –
co   w   połączeniu   z  kobietami   debatującymi   w  

Uczcie

  Metodego  daje   nam   ciekawy  obraz  chrześcijańskiej

kobiety w starożytności.

Tematem dialogu rodzeństwa, Grzegorza i Makryny, jest między innymi zagadnienie, czy człowiek ma duszę.
Makryna   wyjaśnia   bratu,   że   możliwe   jest   intelektualne   uzasadnienie   istnienia   duszy,   choć   jest   ona
niewidzialna,  powołując   się  na  analogiczne  osiągnięcia  rozumu   w   innych   dziedzinach   wiedzy.  Zaczyna  od
podania dwóch powszechnie wówczas znanych przykładów: przecież astronomowie odkryli, że Słońce jest o
wiele   większe   od   Ziemi   oraz   że   Księżyc   świeci   tylko   jak   zwierciadło,   czyli   odbija   światło   słoneczne,   nie
posiadając światła własnego. Te astronomiczne szczegóły zostały dalej użyte na poparcie jej tezy: przecież
człowiek nie może bezpośrednio dotknąć ani Słońca, ani Księżyca, a jednak tyle pewnych wiadomości można
zdobyć na ich temat. Jak to możliwe? To rozum „patrzy poprzez oczy i używa danych zdobytych przez zmysły
jako   przewodników   na   drodze   od   tego,   co   widoczne,   do   tego,   co   niewidzialne”.   Tym   niewidzialnym
elementem   są   najpierw   prawa   przyrody.   Analogicznie   dochodzi   się   do   stwierdzenia   istnienia   duszy   i   do
niektórych   prawd   wiary  chrześcijańskiej.  W   tych   rozważaniach   metody  wiedzy  ścisłej   wspomagają   rozum
człowieka: „metody geometrii prowadzą nas krok za krokiem od widzialnych rysunków do prawd, które leżą
poza   zasięgiem   wzroku”,   mówi   Makryna.   Dodaje,   że   są   także   „niezliczone   inne   przykłady   dowodzące,   że
[intelektualne] zrozumienie jest dziełem rozumnej natury zakorzenionej głęboko w nas, ale działającej przez
operacje zmysłów cielesnych”

[35]

.

W ten sposób siostra św. Grzegorza z Nyssy i św. Bazylego wskazywała, że można prowadzić rozumowanie,
wychodząc   od   harmonii   kosmosu,   którą   łatwo   zaobserwować   w   ruchach   planet   i   gwiazd,   i   dojść   do
Stworzyciela, który jest Autorem tego porządku. Warunkiem jest jednak, aby to rozumowanie odbywało się
według   dokładnie   określonych   metod   nauk   ścisłych.   Nie   chodzi   tu   o   zachwycanie   się   pięknem   kosmosu
zamiast   wykonywania   solidnej   pracy   badawczej,   ale   o   refleksję   nad   precyzyjnymi   wynikami   badań
naukowych.   Refleksja   ta   ma   prowadzić   do   pytania:   Co  wynika   z   faktu,   że   świat   przyrodniczy   rządzi   się
prawami,   możliwymi   do   odkrycia   przez   ludzki   rozum?   Albo   co   wynika   z   tego,   że   badanie   figur
geometrycznych   prowadzi   do   odkrycia   niezmiennych   praw   matematycznych   obowiązujących   zawsze   i
wszędzie?

Św. Grzegorz częściej zresztą pisał o naukach ścisłych, że są godnym podziwu rezultatem pracy ludzkiego
rozumu.   Wszystkie   dziedziny   intelektualnej   aktywności   naukowej   są   dla   niego   dowodem   powszechnej
zdolności   rodzaju   ludzkiego   do   używania   rozumu   oraz   argumentem   za   metafizyczną   jednością   duszy.
Wprawdzie   gdy   Grzegorz   szuka   sztandarowych   przykładów   intelektualnej   twórczości,   które   mogłyby   mu
posłużyć za ilustrację racjonalnych zdolności człowieka, najpierw przychodzą mu na myśl takie dziedziny, jak
ontologia,   nauka   o   ideach   czy   filozoficzne   spekulacje.   Ale   nie   tylko,   z   tymi   typowymi   dla   starożytności
przejawami aktywności rozumu zestawia też geometrię, arytmetykę, nauki logiczne i fizyczne.

 

„Ktoś dokonał odkryć w geometrii i ten sam człowiek, przypuśćmy, dokonał również odkryć w astronomii, a
także   w   medycynie,  w   gramatyce,   w   rolnictwie   i   w   naukach   wszelkiego  typu.  Czyż   z  tego   wyciągniemy

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

11 z 30

2011-03-06 23:00

background image

wniosek, że duszę mamy uważać za byt złożony?”

[36]

.

 

Co   więcej,   dołącza   do   nich   też   to,   co   dziś   nazywamy   techniką:   „wynalazki   mechaniczne,   przedziwne
urządzenie do mierzenia czasu za pomocą tarczy z brązu oraz zegar wodny”. Wszystko to stawia obok siebie
w jednym szeregu, aby wyciągnąć wniosek: „Czyż te wszystkie osiągnięcia pożyteczne dla życia ludzkiego nie
zostały zdobyte mocą rozumowego pojmowania?”.

 

c. Na Zachodzie bez zmian

Przerwiemy   teraz   na   chwilę   bieg   naszej   refleksji   nad   zainteresowaniami   matematyczno-przyrodniczymi
teologów   chrześcijańskiego   Wschodu.   Ich   myśli,   światłe   i   otwarte   na   bogactwo   filozofii   pogańskiej,
skonfrontujemy  z  ojcem   łacińskiej  teologii  chrześcijańskiej,  Tertulianem   (ok.  160-230).  Ten   najwybitniejszy
przedstawiciel   chrześcijańskiego   Zachodu   był   twórcą   zdecydowanie   innego   stylu   mówienia,   pisania   i
rozumowania na temat spotkania wiary z myślą pogan.

Rozeznanie  się  w   stosunku   Tertuliana  do  wyników   pogańskiej   nauki  –  jako  dziedziny  filozofii  –  to  twardy
orzech do zgryzienia. To on jest przecież autorem często cytowanych zdań: „Cóż mają Ateny wspólnego z
Jerozolimą? Cóż ma wspólnego Akademia z Kościołem?”

[37]

. Wydawałoby się więc, że nie należy się u niego

spodziewać skierowanych do ludzi Kościoła specjalnych zachęt do korzystania ze zdobyczy pogańskiej nauki
akademickiej.   Jednak   spojrzenie   na   bliższy   kontekst   tych   słów   pozwoli   nam   je   być   może   nieco   lepiej
zrozumieć.

Z  jednej   strony  Tertulian   wielokrotnie  powtarza,  że  pogańska  filozofia  jest  źródłem   wszystkich   herezji.  To
właśnie filozofia jest według niego ową biblijną „nauką demonów” (1 Tm 4,1), która jest głupotą tego świata:
„czyż nie uczynił Bóg mądrości świata głupstwem?” (1 Kor 1,20); dlatego „herezje są wynikiem filozofii”

[38]

.

Szczególnie  wyraźny  przykład   tej  postawy  znajdziemy  w  

De prescriptione haereticorum

,  dziele  napisanym

około roku 200.

Z drugiej  jednak  strony  przykłady  szkodliwości  nauk  filozoficznych  podawane  przez  Tertuliana  dotyczą  nie
tyle   nauk   ścisłych,   co   raczej   światopoglądowych   systemów   konkurencyjnych   wobec   chrześcijaństwa.
Wspomina   więc   teorię   emanacji   eonów,   szkołę   Walentyna   († ok.   160   n.e.)   i   Platona   oraz   nauki
epikurejczyków; ale nie wymienia ani Euklidesa (ok. 300 p.n.e.), ani Archimedesa († 212 p.n.e.). Tertulian
zdecydowanie odrzuca taką filozofię, która uczy o przygodności Boga, śmiertelności duszy czy materii będącej
Absolutem. Ale nie oznacza to, że ostrze swojej polemiki kieruje przeciw zasadom logiki czy też wzywaniu do
surowej moralności, co przecież również wchodziło w skład niektórych nurtów starożytnej filozofii pogańskiej.
Tym bardziej nie kierował swoich gwałtownych polemik przeciw nauce geometrii czy badaniu biegu gwiazd.

Gdy użala się przy tym nad użytkiem zrobionym z myśli Arystotelesa, odnosimy wrażenie, że ostrze tej krytyki
zwraca  się  głównie  przeciw  wykorzystaniu   opracowanej  przez  tego  filozofa  sztuki  rozumowania  do  obrony
systemów metafizycznych lub moralnych nie do pogodzenia z wiarą chrześcijańską. To prawda, że Tertulian
w  polemicznym   zapale  woła:  „Biedny  Arystoteles!”.  Ale  bezpośrednią  przyczyną  tego wezwania  jest  to,  że
wyposażył   heretyków   w   oręż  logicznej   argumentacji

[39]

  –  wykorzystali  go  oni   do  szerzenia  błędów.  Stąd

pochodzi „zajmowanie się baśniami i genealogiami bez końca” (1 Tm 1,4) oraz „nauka, która jak gangrena
szerzy się wokoło” (2 Tm 2,17) – tak Tertulian odnosi biblijne nauczanie do realiów pogańskiego środowiska,
w którym żyje.

W tym kontekście Tertulian z całą mocą przypomina fragmenty św. Pawła skierowane przeciw filozofii, nie
wdając   się   w   subtelności   Klemensa,   który   –   jak   widzieliśmy   –   starannie   rozważał,  

jaką

  filozofię   Apostoł

odrzuca.  Tertulian   z  satysfakcją  przypomina  tylko  stosowny  fragment  Listu   do  Kolosan:  „Baczcie,  aby  ktoś
was nie zagarnął w niewolę przez tę filozofię będącą wierutnym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji”
(Kol 2,8). Te właśnie biblijne cytaty bezpośrednio wprowadzają jego sławetne, wspomniane wcześniej słowa
o sprzeczności między Akademią a Kościołem.

Warto zwrócić uwagę, że słynne zdanie Tertuliana o Atenach i Jerozolimie jest komentarzem do opisanej w
Dziejach   Apostolskich   wizyty   św.   Pawła   w   Atenach,   a   konkretnie   do   wspomnianego   tam   helleńskiego
bałwochwalstwa:  „Czekając   na   nich   w   Atenach,  Paweł   burzył   się   wewnętrznie  na   widok  miasta   pełnego
bożków.   […]   Niektórzy   z   filozofów   epikurejskich   i   stoickich   rozmawiali   z   nim”,   czytamy   w   Dziejach   (Dz
17,16.18).   Nawiązując   do   tej   biblijnej   sceny,   Tertulian   pyta:   „Cóż   wobec   tego   mają   Ateny   wspólnego   z
Jerozolimą?   Cóż  ma   wspólnego  Akademia  z  Kościołem?   Cóż  heretycy  z  chrześcijanami?”

[40]

.  Okazuje  się

więc, że problem jest bardzo jasny: przedmiotem sporu jest treść wiary. „Skoro wierzymy, nie potrzebujemy

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

12 z 30

2011-03-06 23:00

background image

innej wiary”

[41]

, konkluduje Tertulian

.

 Nie wydaje się, aby miało to cokolwiek wspólnego z naukami ścisłymi.

Ten sam autor jest przecież także autorem słów: „My, chrześcijanie, głosimy, że Boga należy najpierw poznać
z [obserwacji] przyrody, a potem poznać Go głębiej z [chrześcijańskiego] nauczania: z natury poznaje się Go
przez Jego dzieła, a z nauczania – przez głoszenie”

[42]

. Tetulian przypomina, że to heretycy „przeczą, iż Bóg

jest znany wszystkim: Izraelowi jak przyjacielowi, a ludom pogańskim na podstawie natury”

[43]

.

Ciekawym   uzupełnieniem   tego  wątku   myśli   Tertuliana  może  być   zakończenie  jego  mowy 

O   płaszczu

  (

De

pallio

).   Wyjaśnia   tam   mieszkańcom   Kartaginy,   dlaczego   zmienił   swoją   togę   na   płaszcz  filozofa   (

pallium

).

Poważnym kłopotem w powoływaniu się na ten tekst jest fakt, że jest on – jak twierdzą znawcy przedmiotu –
jednym z najdziwniejszych stylistycznie tekstów napisanych nie tylko przez Tertuliana, ale w ogóle w całym
łacińskim piśmiennictwie. Jest zapisem orędzia wygłoszonego żywym słowem około roku 200 w afrykańskiej
Kartaginie.   Dla   nas   interesującym   aspektem   całej   sytuacji   jest   to,   że   Tertulian   w   swojej   argumentacji
powołuje   się  na  zwyczaj   noszenia  specjalnego  płaszcza  przez  ludzi   nauki   i   kultury,  gdyż  taki   płaszcz  był
symbolem adepta wszelkich nauk. Ten strój filozofów sam zresztą przemawia na końcu Tertulianowej oracji:

 

„Mną  odziani  są zarówno  ci, co  pierwsi uczą  stawiania liter   i  wymawiania  dźwięków, nauczyciele podstaw
arytmetyki, ale też gramatyk, retor i sofista, dalej również lekarz, poeta i muzyk, i ten, kto gwiazdy wyjaśnia,
i ten, kto lot ptaków śledzi”

[44]

.

 

Trzeba   przyznać,  że  Tertulianowi,  niezbyt   zainteresowanemu   naukami   praktycznymi,  nie  sprawia  większej
różnicy, czy mówi o nauce czytania i liczenia, czy o sztuce przemawiania i muzykowania, czy też o badaniu
ruchów   gwiazd   i  ptaków   –  jak  się  wydaje,  w   celach   wróżebnych.  Ale  prawdę  mówiąc,  jeszcze  w   okresie
renesansu odróżnienie nauk ścisłych od magii sprawiało wielu uczonym niemałe trudności.

Ten   niezbyt   jasny,   co   trzeba   przyznać,   wywód   kończy   się   czymś,   co   wreszcie   może   sprawiać   wrażenie
niezmiernie rzadko u Tertuliana spotykanego docenienia roli nauk tego świata: „Raduj się, płaszczu filozofów,
i ciesz się! Lepsza filozofia zaszczyca cię teraz, odkąd zacząłeś przyodziewać chrześcijanina”

[45]

.

Zapewne  chcielibyśmy  móc   wydobyć   więcej  z  tekstu   Tertuliana  na  temat  pokrewieństwa  między  naukami
ścisłymi   a   teologią.   Ale   mamy   przecież   do   czynienia   z   autorem,   którego   główną   misją   teologiczną   było
właśnie podkreślanie dramatycznej 

różnicy

 dzielącej objawioną wiarę chrześcijańską od wielorakich systemów

filozoficznych   z   ich   pogańskimi   naukami   o   duszy,   Bogu   i   wieczności   materii.   Ponadto   sięgnęliśmy   do
przemowy 

O   płaszczu

,  jednego  z  dziwniejszych   łacińskich   tekstów.  Poza  tym   zapewne  nie  da  się  znaleźć

więcej śladów zainteresowania Tertuliana naukami ścisłymi.

Na   marginesie   omówienia   postawy   Tertuliana   warto   prześledzić   kilka   innych   przykładów   tego   wątku
starożytnego   nauczania   chrześcijańskiego,   który   można   by   określić   jako   podchodzenie   z   rezerwą   do
intelektualnych skarbów starożytności pogańskiej. W historii bowiem zdarzało się, że autorzy chrześcijańscy
wykazywali niekiedy pewien dystans wobec przyrodniczej czy matematycznej wiedzy pogańskiego otoczenia.
Jakie były powody takiej postawy? Jednym z motywów mogła być chęć podkreślenia, że pierwszym uczniom
Jezusa, którzy dokonali dzieła skutecznej ewangelizacji mimo braku takiej wiedzy, musiała zatem towarzyszyć
moc Ducha Świętego. Pisarzom mogło też przyświecać uwypuklenie faktu, że niekiedy autentyczna wiedza o
przyrodzie  sprowadza pokusę  samowystarczalności  egzystencjalnej  i  w  ten   sposób   staje  się  przeszkodą na
drodze do Boga.

Dobrym   przykładem   będzie   bardzo   wczesny   pisarz   i   wielki   apologeta   chrześcijański   z   II   wieku,   Justyn
Męczennik   († ok.   165).   Wyznaje   on,   że   w   początkach   poszukiwania   właściwej   filozofii   zniechęciła   go
wymagana   u   pitagorejczyków   znajomość   matematyki.   Po   wstępnych   naukach   u   stoików   i   perypatetyków
przeszedł do pewnego słynnego pitagorejczyka, od którego usłyszał:

 

„Czy znasz muzykę, astronomię i geometrię? Czy spodziewasz się pojąć to, co prowadzi do życia szczęśliwego,
jeśli wpierw nie zapoznasz się z tymi zagadnieniami, które przyzwyczajają dusze do odrywania się od rzeczy
zmysłowych, uzdalniają ją natomiast do tego, co ukazuje się umysłowi, tak że człowiek może kontemplować
istotę tego, co szlachetne i dobre?”

[46]

.

 

Na takie słowa Justyn wyznał swoją ignorancję w dziedzinie nauk ścisłych, po czym „rozmyślając o wielkiej
ilości   czasu,  jaki   musiałby  poświęcić   na   te   dziedziny  nauki”,  zdecydował,  że   nie  może   sprawy  już  dłużej

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

13 z 30

2011-03-06 23:00

background image

odkładać i poszedł po nauki gdzie indziej, do platoników.

Z kolei Sozomen (ok. 380-450), autor wielotomowej 

Historii kościelnej

, piszący w późnym antyku i związany

ze środowiskiem mnichów chrześcijański świecki historyk grecki, przeciwstawiał prostotę Apostołów i braki w
ich wykształceniu mocy duchowej, dzięki której głosili Ewangelię:

 

„[Apostołowie]   nie  posiadali   mowy  wyostrzonej   w   precyzji   ani   pięknej   w   wyrażeniach,  nie  mieli   też  daru
przekonywania słuchaczy okrągłymi zdaniami czy też matematycznymi dowodami, a jednak wykonali zlecone
im zadanie”

[47]

.

 

Nawet   wielki   biskup   Jan   Chryzostom   (ok.  350-407)  posługiwał   się  taką  retoryką,  aby  podkreślić,  że  życie
poświęcone  

wyłącznie

  naukom   ścisłym   i   przyrodniczym   –   bez   odniesienia   do   Boga   –   byłoby   życiem

zmarnowanym.  Postawa  ludzi   poświęcających   się  filozofii,  jak  Platon,  w   tym   także  specjalizujących   się  w
matematyce,  jak  Pitagoras,  prezentowana  jest  tu   jako  mniej   wartościowa  niż  poświęcanie  życia  sprawom
wiary:

 

„Czyż   Grecy   nie   byli   pełni   wszelkiej   mądrości   pogan?   Dlaczego   więc   nie   mogli   oprzeć   się   rybakom   i
wytwórcom namiotów, ludziom nieuczonym? Czyż nie dlatego, że ci pierwsi wszystko oparli na dyskusji, a ci
drudzy   na   wierze,   i   dlatego   odnieśli   zwycięstwo   nad   Platonem   i   Pitagorasem   –   nad   wszystkimi,   którzy
zbłądzili? Przerośli wszystkich, których życie spełzło na astrologii, geometrii, matematyce oraz arytmetyce i
którzy byli wysoko wykształceni w nauce wszelkiego rodzaju. Okazali się o tyle wyżsi od tych pierwszych, o ile
prawdziwi filozofowie wyżsi są od ludzi z natury głupich i nierozumnych”

[48]

.

 

Podobnie biskup Euzebiusz z Cezarei (263-339) w swojej 

Historii kościelnej

 przeciwstawiał niekiedy mądrość

Ewangelii mądrości płynącej z rozumu ludzkiego. Pisząc o ludziach popadających w odstępcze spory z nauką
Kościoła i o ich uczonych  autorytetach, oceniał  ich tak: „będąc z ziemi i mówiąc po ziemsku,  i  nie znając
Tego,  który  z  góry  przychodzi,  zapomnieli   o  świętych   Pismach   Bożych   i   poświęcili   się  geometrii”.  W   tym
kontekście wymienił nawet z imienia kilka wybitnych postaci nauki greckiej: Euklidesa, Arystotelesa, Teofrasta
oraz Galena, o którym napisał, że „niektórzy mu nawet cześć oddają”. Podchodząc w ten sposób do nauk
filozoficznych   wraz   z   praktycznymi   dziedzinami,   jak   geometria   czy   medycyna,   uznał   je   za   „nauki   ludzi
niewierzących”,   które   przez   heretyków   bywają   wykorzystywane   do   rzekomego   „poprawiania   Pisma
Świętego”

[49]

.

Ten sam autor, Euzebiusz, w swojej 

Mowie pochwalnej ku czci Konstantyna

, wygłoszonej na trzydziestolecie

panowania   cesarza,   ganił   Egipcjan,   że   z   jednej   strony   szczycą   się   odkryciem   geometrii,   astronomii   i
arytmetyki, a z drugiej – uważając się za mądrych – „nie rozumieją, jak poznać moc Bożą ani jak obliczyć
Jego niezmierną wielkość, przekraczającą naturę bytów nierozumnych i śmiertelnych”

[50]

. Tu raczej – jak się

wydaje   –   Euzebiusz   ocenia   nauki   ścisłe   pozytywnie,   gani   tylko   to,   że   nie   doprowadziły   ich   adeptów   do
odkrycia Boga.

Podobnie chrześcijański pisarz Arnobiusz († ok. 330) uważa znajomość nauk ścisłych za wartość względną,
stojącą niżej od wiary: „wiele mówią o rozmaitych liczbach, wiele też o muzyce, a przez swoje twierdzenia i
dowody rozwiązują problemy  geometrii  […]. Ale dobrym  nauczycielem nie  nazwiemy  tego, który jasno się
wyraża, lecz tego, kto swoje tezy potwierdza mocą Bożych dzieł”

[51]

.

Tyle krótkiego przeglądu przykładów zaczerpniętych z tekstów autorów, którzy wykazywali zdecydowany brak
zapału do nauk ścisłych, a niekiedy wypowiadali o nich sądy dość lekceważące. Od razu rzuca się w oczy, że
ten nurt myślenia starożytnych chrześcijan, jakkolwiek obecny, jest zdecydowanie uboczny. Nie dość, że ma
niewielu reprezentantów, to jeszcze sama liczba ich wypowiedzi na ten temat jest doprawdy skromna.

 

d. Wykłady dla aniołów i świętych

Powracamy   teraz   do   całkiem   innej   atmosfery   intelektualnej,   do   środowiska   chrześcijan   w   Aleksandrii   –
światowej   stolicy   naukowej   schyłku   starożytności.   Bardzo   śmiałe   myśli   wskazujące   na   rolę   nauk
matematyczno-przyrodniczych znajdziemy u najsłynniejszego kontynuatora tamtejszej chrześcijańskiej szkoły
teologicznej, mianowicie u Orygenesa (ok. 185-254). Był jednym z największych umysłów chrześcijańskich III
wieku, a w roku 245 udzielał korespondencyjnie rad św. Grzegorzowi Cudotwórcy (ok. 213-273) w zakresie

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

14 z 30

2011-03-06 23:00

background image

doboru nauk przydatnych w chrześcijańskiej formacji. Spójrzmy na nieco dłuższy fragment z jego listu, w
którym   znajdziemy   wzmiankę   o   przedmiotach   ścisłych   jak   najbardziej   potrzebnych   chrześcijaninowi.
Orygenes jednak nie byłby sobą, gdyby w drugiej części cytowanego fragmentu nie odwołał się do swojej
ulubionej   alegorycznej   formy,   aby   uzasadnić   korzystanie   w   teologii   z   autonomicznych   przecież   nauk
przyrodniczych:

 

„Chciałbym,   abyś   wszystkie   możliwości   swojego   talentu   wykorzystał   z   doskonałym   skutkiem   dla   celów
chrześcijaństwa.  Dlatego pragnąłbym,  abyś […] z geometrii  i astronomii zapożyczył  te ich  elementy, które
okażą   się   przydatne   do   interpretacji   Pism   świętych,   tak  abyśmy  zdania   filozofów,   iż  geometria,   muzyka,
gramatyka,  retoryka  i   astronomia  są  pomocnicze  dla  filozofii,  mogli  wypowiedzieć   także  o  roli,  jaką  sama
filozofia   spełnia   wobec   chrześcijaństwa.   Być   może   taką   myśl   kryje   w   sobie   zapisane   w   Księdze   Wyjścia
polecenie,   […]   aby   oznajmiono   synom   Izraela,   iż   mają   zażądać   od   sąsiadów   i   towarzyszy   srebrnych
przedmiotów   i   szat,   by   ograbiwszy   Egipcjan,   mieli   z   czego   sporządzić   przedmioty   kultu   Bożego.   […]
Mieszkając w Egipcie, tę korzyść wynieśli synowie Izraela, że zyskali obfitość tak cennego materiału na użytek
służby Bożej”

[52]

.

 

Wspomniana   tu   scena   z   Księgi   Wyjścia   dotycząca   Paschy   Izraela   oddana   jest   w   Biblii   takimi   słowami:
„Synowie   Izraela   […]   wypożyczali   od   Egipcjan   przedmioty  srebrne   i   złote   oraz  szaty.  […]   W   ten   sposób
[Izraelici]   złupili   Egipcjan”   (Wj   12,35-36).   Analogia   zaproponowana   przez   Orygenesa   kieruje   nasze
skojarzenia w następującą stronę: lud Egiptu nie wyznawał prawdziwej wiary w Boga, a przecież w oczywisty
sposób był zdolny do wytworzenia wielu cennych przedmiotów. Posłużyły one później Izraelowi w ich życiu
zgodnym   z  wolą  Bożą,  a  nawet  znalazły  zastosowanie  w   przygotowaniu   przybytku   dla  kultu   Boga  Izraela.
Podobnym   wytworem   są   cenne   idee   nauk   matematycznych   czy  przyrodniczych.   Są   dziełem   pogańskiego
umysłu, co wcale nie umniejsza ich wartości, są  przecież obiektywnie „złotymi i srebrnymi przedmiotami”.
Obowiązkiem  chrześcijańskiego  intelektualisty jest przyjęcie całego tego dobra i wykorzystanie  go na Bożą
chwałę   –   jak   uczy   Orygenes   –   wymieniając   z   nazwy,   co   charakterystyczne,   trzy   z   czterech   ówczesnych
działów matematyki: geometrię, astronomię i muzykę.

W nieco ogólniejszej formie Orygenes omawia ten problem, komentując słowa Listu do Rzymian:

 

„To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Od stworzenia świata
niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego
dzieła” (Rz 1,19-20).

 

Zauważa   najpierw,   że   wynika   stąd   możliwość   poznania   pewnych   prawd   o   Bogu   „dzięki   naturalnym
zdolnościom, które Bóg wszczepił w duszę”. Podstawowy okazuje się tu pewien dar Ducha Świętego: „dar
roztropności”. Dzięki niemu „na podstawie tego, co widzialne, to znaczy dzięki obserwacji stworzenia, można
poznać to, co jest wiadome o Bogu”. Następnie podaje bardziej precyzyjne sformułowanie wyjaśniające tekst
Rz 1,19-20:

 

„Słowa   te   odnoszą   się   wprawdzie   do   wszystkich   ludzi,   którzy   mają   wrodzony   rozum,   zwłaszcza   jednak
dotyczą mędrców tego świata oraz tak zwanych filozofów, którzy umieją badać stworzenia świata i wszystko,
co   zostało   w   nim   stworzone,   oraz   na   podstawie   spraw   widzialnych   potrafią   wnioskować   o   sprawach
niewidzialnych”

[53]

.

 

Aby dobrze zrozumieć te słowa, należy stale pamiętać o innym zakresie pojęcia filozofii w starożytności w
porównaniu z czasami dzisiejszymi. Dziedzina wiedzy nazywana filozofią obejmowała wtedy także nauki ścisłe
i przyrodnicze. Sens wypowiedzi Orygenesa jest więc taki: to właśnie odkrycia matematyków i przyrodników
są dowodem na to, że Bóg obdarzył człowieka darem rozumu. Jak się wydaje, takie właśnie znaczenie niesie
myśl Orygenesa z jego polemiki z Celsusem: oto Apostoł Paweł „mówi o niektórych mędrcach greckich […],
że poznali Boga, a ponieważ poznanie Boga nie może przyjść bez Bożej pomocy, powiada: «Gdyż Bóg im to
ujawnił»”

[54]

. W podobny sposób także chrześcijanie „od stworzeń tego świata wznoszą się ku górze, a skoro

już je dostatecznie poznali, dążą «ku wiecznej Jego mocy», czyli po prostu do Jego Bóstwa”

[55]

.

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

15 z 30

2011-03-06 23:00

background image

Analizując   różne   rodzaje   wiedzy  wzmiankowane   w   tekstach   biblijnych,  Orygenes  odróżnia   „mądrość   tego
świata”   od   „mądrości   władców   tego   świata”   (por.   1 Kor   2,6).   Ta   pierwsza   wprawdzie   nie   pozwala   na
bezpośrednie poznanie Bóstwa ani też na „podjęcie dobrego i szczęśliwego życia”, ale jest ze wszech miar
pożyteczna: „w jej skład wchodzi cała sztuka poetycka i gramatyka, retoryka, geometria czy muzyka, a może
nawet   da   się   tu   zaliczyć   medycynę”

[56]

.   Natomiast   „mądrość   władców   tego   świata”   ma   charakter

demonicznego zwiedzenia i obejmuje wszelki okultyzm i magię: „do niej należy tak zwana tajemna i sekretna
filozofia egipska, astrologia chaldejska, nauka indyjska oraz […] opinie Greków na temat Bóstwa”

[57]

. Widać,

że Orygenes odróżniał naturalne ludzkie zdolności naukowe, które należały do „tego świata”, od wiedzy złych
duchów, które nazywał „władcami tego świata”. To rozróżnienie jest jak najbardziej zrozumiałe i dla nas. Jest
przecież   poważna   różnica   między   obiektywną   i   możliwą   do   weryfikacji   wiedzą   naukową   –   czy   to
humanistyczną,   czy   przyrodniczą,   czy   też   matematyczną   –   a   pseudowiedzą   opartą   na   okultystycznych
wierzeniach i praktykach.

W jaki jednak sposób owo pożyteczne w kwestiach praktycznych poznanie świata przyrody może prowadzić
do poznania Boga? Jak ćwiczenie się w geometrii ma otwierać umysł na zrozumienie prawd Bożych? Otóż
dzieje się tak dlatego, że Boski Twórca zostawił bardzo wiele swoich śladów w procesie stwarzania świata i
podtrzymywania go w istnieniu. W niezwykle śmiałym porywie myśli Orygenes wyraził to nawet około roku
220 tak: „Cały świat należy uznać za jakiś jeden olbrzymi organizm, obejmowany mocą i rozumem Bożym
niczym jedną duszą”

[58]

.

Najobszerniejszy   wykład   tego   poglądu   Orygenes   zostawił   nam   w   drugiej   księdze   swego   arcydzieła  

O

zasadach

. Odwołuje się tam do przejrzystego porównania:

 

„W  zakresie  sztuk  rzemieślniczych   w   umyśle  [rzemieślnika]  zawiera  się  istota  tego,  co,  jak  i  w  jakim   celu
powstaje;  natomiast  wynik pracy rąk  objawia  się  w  działaniu.  Podobnie trzeba  myśleć   również  o  dziełach
stworzonych przez Boga”

[59]

.

 

Jak   to   rozumieć?   Bóg,   działając   przy   stworzeniu   analogicznie   do   rzemieślnika,   najpierw   powziął  

ideę

racjonalnego   świata,   następnie   zaś   wcielił   tę   ideę   w  

materię

  stworzenia.   Dlatego   odkrywanie   zasad

funkcjonowania świata materialnego pozwala człowiekowi przynajmniej częściowo poznać pierwotny stwórczy
zamysł Boga, a więc dostąpić pewnego wglądu w ideę Bożego umysłu.

 

„Gdy oko nasze ogląda dzieło artysty, to umysł, ujrzawszy w nim coś szczególnie kunsztownego, bezustannie
pragnie dowiadywać się, co, jak i dla jakiego pożytku zostało wykonane. O wiele bardziej i nieporównywalnie
silniej  umysł  płonie  niewysłowionym   pragnieniem   poznania  istoty  rzeczy,  które  –  jak  wiemy  –  są  dziełem
Bożym”

[60]

.

 

Naukowa   pasja,   rozpalająca   człowieka   niepohamowanym   pragnieniem   wiedzy   o   świecie,   ma   więc   ścisły
związek z wiarą. Kto poznaje istotę rzeczy stworzonych i rządzące nimi prawa, ten poznaje dzieło Boga. A od
znajomości   dzieła   już   tylko   krótka   droga   do   początków   poznawania   Twórcy.   Zaraz   potem   Orygenes
przechodzi   do   bezpośredniego   powiązania   procesu   zdobywania   wiedzy   naukowej   z   duchowością.
Odmalowuje przy tym przed oczami czytelnika kolejne  porównanie: chrześcijanin zdobywający tu na ziemi
wiedzę  jest   podobny  do  malarza.  Artysta  taki   najpierw   szkicuje  zarys  kształtu   mającego  później   powstać
dzieła,   a   później   barwami   wypełnia   początkowy   kontur   i   tworzy   ostateczny   kształt   obrazu.   Powstawanie
dzieła artysty plastyka ma więc dwa etapy. Odwołując się do tego, Orygenes takimi oto podniosłymi słowami
kończy swoją metaforę:

 

„Podobnie   ci,   którzy   w   obecnym   życiu   z   najwyższym   wysiłkiem   poświęcili   się   pobożnym   i   bogobojnym
zamiłowaniom, chociaż niewiele tylko czerpią z tylu niezmierzonych skarbnic Bożej wiedzy […], jednak wielkie
osiągają korzyści. […] Wiadomo, że tym, którzy już w obecnym życiu dysponują jakimś konturem prawdy i
wiedzy, w przyszłym życiu ma być dodane piękno doskonałego obrazu”

[61]

.

 

Owszem, mówiąc o zdobywaniu wiedzy, Orygenes z pewnością na  pierwszym miejscu ma  na myśli naukę
teologiczną, dotyczącą interpretacji Objawienia Bożego w Piśmie Świętym. Ale nie tylko. Dowodzą tego jasno

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

16 z 30

2011-03-06 23:00

background image

następujące zaraz potem słowa dzieła 

O zasadach

:

 

„Na   przykład   w   czasie   pobytu   na   ziemi   widzieliśmy   zwierzęta   i   drzewa,   dostrzegaliśmy   zarówno   różnice
między nimi, jak i istotne dysproporcje pomiędzy ludźmi. Widząc to, jednak nie rozumieliśmy ich istoty […].
Jeśli jednak już tu na ziemi pojawiła się chęć i pragnienie tego poznania, to po śmierci będzie nam dana
również pełnia poznania i zrozumienie tego problemu […]. Wówczas w dwojaki sposób zrozumiemy to, co
widzieliśmy na ziemi”

[62]

.

 

W   porywach   zachwytu   nad   wiedzą   naukową   zdobywaną   na   ziemi   i   pogłębianą   w   przyszłym   życiu   ludzi
zbawionych   Orygenes  nie  waha  się  nazwać   raju   „salą  wykładową  i   szkołą  dusz”,  gdzie  „święci   otrzymają
naukę   o   tym   wszystkim,   co   dzieje   się   na   ziemi”.   Zbawionych   czeka   nawet   zdobycie   wiedzy   o   częściach
wszechświata leżących poza naszą planetą. Aleksandryjski uczony kreśli przed naszymi oczami intelektualną
wędrówkę   poznawczą   przez   kolejne   regiony   stworzenia,   abyśmy   otrzymali   jakby   nadprzyrodzoną   lekcję
astronomii. Cały czas przypomina nam przy tym, że wiedza przyrodnicza czekająca na człowieka po śmierci
wcale  nie  zwalnia od  poznawczego wysiłku  za życia. Wręcz  przeciwnie, tym  bardziej  trzeba  starać się  już
tutaj, aby posiąść wiedzę – również przyrodniczą – by nakreślić w sobie wspomniany kontur, który w życiu
wiecznym wypełni się barwami pełnego poznania całej stworzonej rzeczywistości:

 

„Kto będzie «czysty w sercu», oczyszczony w umyśle i wyćwiczony w myśli, ten prędzej się rozwijając, szybko
też  się   wzniesie.  […]   Przechodząc,  że  tak  powiem,  przez  poszczególne  miejsca,  które  Grecy  określili   jako
«sfery», czyli kręgi, a które Pismo Boże nazywa «niebiosami», najpierw ujrzy to, co się tam dzieje, a potem
pozna przyczyny tych działań”

[63]

.

 

Korzystając  z  przykładu  problemów,  które  zaprzątały  wówczas umysły  przyrodników,  Orygenes snuje  dalej
swoją refleksję: „święci dostrzegą już dokładnie istotę gwiazd i dowiedzą się, czy są one istotami ożywionymi,
czy  czymś  innym;  zrozumieją  też  zasady  innych   dzieł  Boga,  które  On   im   odkryje”

[64]

.  Ostatecznie  święci

dostąpią udziału w zrozumieniu jakiejś ostatecznej teorii fizycznej, wyjaśniającej wszystko, co dotyczy materii
i kosmosu, będzie to pełne poznanie zamysłu Bożego, czyli praw przyrody stojących u podstaw stworzenia, a
wszystko   to   będzie   uzupełnieniem   intelektualnego   wysiłku   poznawczego   na   ziemi.   Ujęte   jest   to   w   nieco
dłuższym wywodzie, który jednak jest tak porywający, że warto zapoznać się z jego obszerniejszą partią:

 

„Bóg jako synom ujawni im przyczyny rzeczy i moc swego stanu, pouczając ich, dlaczego określona gwiazda
została   umieszczona   w   określonym   miejscu   nieba   i   dlaczego   od   innej   gwiazdy   oddziela   ją   tak   wielka
przestrzeń. Wyjaśni im na przykład, co by się stało, gdyby gwiazdy leżały bliżej siebie, a co by było, gdyby
odległość między nimi była większa. Pouczy ich, dlaczego wszechświat nie byłby taki, jaki jest, lecz wszystko
przybrałoby jakąś inną postać, gdyby ta gwiazda była inna od tamtej. A zatem przeszedłszy przez wszystko,
co się zawiera w naturze gwiazd i w sposobie istnienia ciał niebieskich, dojdą również do tego, «czego nie
widać»”

[65]

.

 

Niezrównany  w   swoim   alegorycznym   stylu   Orygenes  nawet  dziś  zachwyca  tym,  jak  sugestywnie  zachwala
duszpasterskie   atuty   wynikające   ze   znajomości   nauk   przyrodniczych.   Docenia   ich   zalety   informowania   o
strukturze świata, w jakim żyjemy, ale do najwyższych wzlotów pisarskich dochodzi dopiero wówczas, gdy
opiewa możliwości ewangelizacyjne, jakie otwierają przed nami zainteresowania naukowe. Czyni to w stylu
polemicznym, zapewne odpowiadając na zastrzeżenia wobec pogańskich nauk przyrodniczych, spotykane w
łonie   chrześcijańskiej   wspólnoty.   Biblijnym   pretekstem   do   poruszenia   tego   tematu   stało   się   dla   niego
omówienie tekstu o kolejnym małżeństwie Abrahama: patriarcha po śmierci Sary zawarł związek z Keturą i
miał z nową żoną liczne potomstwo.

Wszystko to jest tematem jedenastej homilii Orygenesa o Księdze Rodzaju

[66]

. Wyjaśnia tam, że jeśli oprócz

reguł   prawa   Bożego  poświęcimy  się  „dziedzinom   świeckim,  takim   jak  […]   geometria  i   arytmetyka,  i   jeśli
włączymy te dziedziny do naszego programu studiów w ramach poświadczenia [Bożego] Prawa, to ktoś może
powiedzieć,   że   wzięliśmy   sobie   za   żonę   kobietę   z   innego   narodu   lub   konkubinę,   czego   Biblia   wyraźnie
zabrania”. Ale przecież – kontynuuje – jest najzupełniej możliwe, że „taki związek doprowadzi do lepszego

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

17 z 30

2011-03-06 23:00

background image

wyrażenia naszych idei lub do głębszej dyskusji i do odparcia zarzutów, a skutkiem tego będzie nawrócenie
kogoś do wiary”. W takim przypadku w relacjach z poganami „jesteśmy zdolni władać ich własną wiedzą i ich
metodami [naukowymi] lepiej niż oni i przez to przekonać ich do prawdziwej filozofii Chrystusa”. Orygenes –
jak  widać   –  nie  tylko  zachęca  do  poznania  osiągniętych   przez  pogan   zdobyczy  naukowych,  ale  nawet  do
operowania naukową metodą jeszcze lepiej od nich. W kulminacyjnym momencie finalnym swojego wywodu
odwołuje   się   swoim   zwyczajem   do  alegorycznej   interpretacji   Biblii   jako  argumentu   koronnego:  „w   takim
przypadku można  powiedzieć, że  za pomocą logiki i  retoryki  spłodziliśmy dzieci niczym z kobietą z innego
narodu”

[67]

.

Należące do sztuk wyzwolonych nauki, takie jak geometria, arytmetyka i logika, są porównane z kobietami
obcej narodowości: nauki te nie pochodzą przecież z Biblii i zostały opracowane przez pogan. A jednak nie
przeszkadza  to  chrześcijaninowi   w   korzystaniu   z  nich,  a  może  to  nawet  przynieść   „potomstwo”  w   postaci
nawrócenia  kogoś  do  wiary i zrodzenia go w  ten  sposób  do nowego,  duchowego  życia

[68]

.  Nauka  pogan

może  na  tej  drodze  przyczynić   się  do  przyjścia  na  świat  nowych   dzieci  Kościoła  i  do  przyjęcia  przez  nich
sakramentu   chrztu.   W   formie   alegorycznej,   nieco   obcej   naszej   dzisiejszej   mentalności,   Orygenes   wyraził
przed   osiemnastoma   wiekami   nadzwyczaj   aktualne   myśli   o   związku   skutecznej,   ewangelizującej   wiary   z
dobrym rozeznaniem w wynikach nauk szczegółowych.

Tytułem uzupełnienia warto napomknąć o jeszcze jednym aspekcie Orygenesowej idei spotkania duchowości
z nauką, mianowicie o relacji niezmiennego tekstu biblijnego do rozwijającej się wciąż nauki o przyrodzie.
Chrześcijanin  XXI  wieku  często  staje  przecież zakłopotany  wobec  pytań  o  zgodność  Biblii z  nauką,  równie
często  wydaje  mu   się,  że   jest   to  problem   czysto  nowożytny  i   że  dopiero  w   ostatnich   czasach   zmieniono
zasadę dosłownej  lektury Biblii  w kwestiach  przyrodniczych. Bardzo wiele możemy  się  pod  tym  względem
nauczyć od naszego najwybitniejszego teologa chrześcijańskiego początków III wieku.

Omawiając   tego   typu   kwestie,   Orygenes   sygnalizuje   od   razu,   że   właściwa   lektura   Biblii   nie   jest   czymś
łatwym:   „ludzie,   którzy   nieprawidłowo   odczytują   lub   rozumieją   Pismo,   popadają   w   rozliczne   błędy”,   a
„wyłączną   przyczyną   ich   fałszywych   wyobrażeń   jest   fakt,   że   pojmują   oni   Pismo   Święte   nie   w   sensie
duchowym,   lecz   dosłownie”

[69]

.   Większość   problemów,   na   jakie   wskazuje   Orygenes,   odnosi   się   do

wyobrażeń na temat samego Boga oraz do roli Chrystusa, ale niektóre dotyczą też kwestii przyrodniczych.
Emocjonalny charakter niektórych wypowiedzi na ten temat świadczy o tym, jak ważne w oczach Orygenesa
były poruszane tu zagadnienia. Czujemy, że nie są to czysto teoretyczne rozważania, ale że odnoszą się one
do konkretnych sytuacji życiowych, może do dyskusji z uczniami, a może do debat w gronie aleksandryjskich
filozofów. „Czyż znajdzie się taki prostak, który by sądził, że Bóg, niby jakiś rolnik, «zasadził drzewa w raju, w
Edenie na wschodzie» oraz posadził «drzewo życia»,  to  znaczy widzialne i dotykalne drzewo?”

[70]

, zadaje

retoryczne pytanie, a my czujemy się jak świadkowie jakiegoś intelektualnego sporu, który Orygenes z kimś
wiódł i który tu oto znajduje swój finał.

Podobnie dla tego aleksandryjskiego uczonego nie ulega wątpliwości istnienie wielu innych miejsc biblijnych,
których z całą oczywistością nie należy interpretować jak kronikarskiej relacji, ale raczej uważać za literacki
przekaz  głębszej   prawdy  duchowej.  Z   opisu   stworzenia  przytacza  inny  przykład   dowodzący  niemożliwości
literalnego rozumienia początku Księgi Rodzaju. „Czyż rozsądny człowiek będzie sądził, że pierwszy, drugi i
trzeci dzień, wieczór i poranek, były bez słońca, księżyca i gwiazd, a ów jakoby pierwszy dzień upłynął nawet
bez  nieba?”

[71]

,  pisze,  odwołując   się  do  faktu,  że  stworzenie  ciał  niebieskich   wspomniane  jest  w   Księdze

Rodzaju dopiero przy relacji z wydarzeń czwartego dnia. Nie przedstawia przy tym swojego alegorycznego
sposobu   czytania   Pisma   Świętego   jako   jakiejś   rzadko   spotykanej   hipotezy,   ale   raczej   jako   oczywisty   dla
wszystkich wykształconych chrześcijan sposób jej lektury:

 

„Co się tyczy opowiadania, że «Bóg po południu przechadzał się po raju» i że «Adam skrył się pod drzewem»
(Rdz 3,8), zaiste sądzę, że nikt nie ma wątpliwości, iż Pismo przedstawiło je przenośnie, aby w ten sposób
wskazać na pewne tajemnice”

[72]

.

 

Teolog   ów   na   podstawie   przytoczonych   przykładów   formułuje   nawet   ogólniejszą   zasadę   interpretacyjną:
„każdy, kto ma ochotę, może łatwo zebrać z Pisma Świętego różne fakty opisane tak, jakby się wydarzyły, a
jednak wiara, że mogły się one wydarzyć w sensie historycznym, nie byłaby poprawna i rozsądna”

[73]

.

Następne pokolenia chrześcijan zachowały taki właśnie obraz Orygenesa: męża uczonego w teologii (często,
trzeba  przyznać,  kontrowersyjnej),  ale  biegłego  też  w  naukach   ścisłych.  Powołamy  się  tu   przykładowo  na

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

18 z 30

2011-03-06 23:00

background image

dwa   świadectwa   tego   dziedzictwa   Orygenesa.   Pierwsze   pochodzi   od   znakomitego   historyka   starożytnego
Kościoła, biskupa Euzebiusza z Cezarei. Pisarz ten urodził się zaledwie kilkanaście lat po śmierci Orygenesa.
Drugie świadectwo pochodzi od wielkiego doktora Kościoła, św. Hieronima (ok. 347-420), który z kolei urodził
się niedługo po śmierci Euzebiusza.

Euzebiusz w swojej 

Historii kościelnej 

tak przedstawia nam powody do sławy Orygenesa:

 

„Wielu innych uczonych pociągał powszechny rozgłos Orygenesa […]. On zaś tych swoich uczniów, w których
dostrzegał odpowiednie zdolności, wprowadzał w wiedzę filozoficzną, wykładał im geometrię, arytmetykę i
inne  nauki  przedwstępne,  potem   prowadził  ich   dalej do  rozmaitych   systemów   filozoficznych,  wykładał  ich
pisma”

[74]

.

 

Natomiast Hieronim podkreśla raczej katechetyczny zamysł Orygenesa, który nauczał literatury świeckiej, aby
pociągnąć kandydatów do wiary:

 

„Nieśmiertelny  geniusz  Orygenesa  rozumiał  dialektykę  równie  dobrze  jak  geometrię,  arytmetykę,  muzykę  i
gramatykę.   Dlatego   nauczał   on   wszelkich   szkół   filozoficznych   tak   dobrze,   że   miał   również   wielu   pilnych
studentów   literatury  świeckiej,  dla  których   codziennie  wygłaszał   wykłady.  Ogromne  tłumy  garnęły  się  do
niego.   Przyjmował   ich   w   nadziei,   że   za   pomocą   świeckiej   literatury   doprowadzi   ich   do   wiary   w
Chrystusa”

[75]

.

 

Tytułem uzupełnienia można dodać, że owe Orygenesowe tradycje kontynuowali w Aleksandrii i inni. Niech
przykładem stanie się najpierw żyjący tuż po Orygenesie Anatol z Aleksandrii (ok. 230-280), późniejszy biskup
w Palestynie i w Azji Mniejszej. Euzebiusz pisze o nim, że „z pochodzenia także aleksandryjczyk, a dla swej
uczoności,  dla swego wykształcenia greckiego i swej wiedzy  filozoficznej  zajmował bezsprzecznie  pierwsze
miejsce  wśród   najwybitniejszych  osobistości  naszych  czasów.  Otóż w  arytmetyce,  geometrii,  astronomii,  w
teorii  dialektyki i fizyki, w znajomości retoryki doszedł do najwyższego  stopnia doskonałości”

[76]

. Sądząc z

fragmentów   podręcznika   do   arytmetyki,   jaki   po   sobie   zostawił,   był   to   specjalista   najwyższej   klasy.
Matematykę   dzielił   na   teoretyczną   i   praktyczną   (ten   drugi   dział   nazwalibyśmy   dziś   zastosowaniami
matematyki w naukach praktycznych). Część teoretyczna obejmowała arytmetykę i geometrię. Praktyczna zaś
rachunkowość, geodezję, optykę, muzykę teoretyczną, mechanikę i astronomię

[77]

. Godne pozazdroszczenia i

naśladownictwa  było  łączenie  przez  św.  Anatola  zdolności   ściśle  teologicznych   z  autorytetem   w   sprawach
nauk ścisłych. Ślad tego znajdziemy w jakże zachęcającej opinii o Anatolu zawartej w dziele Hieronima 

O

sławnych mężach

:

 

„Anatol   z   Aleksandrii,   biskup   Laodycei   w   Syrii,   który   zasłynął   za   cesarzy   Probusa   i   Karusa,   był   mężem
przedziwnie uczonym w arytmetyce, geometrii, astronomii, gramatyce, retoryce i dialektyce. O wielkości jego
umysłu możemy się dowiedzieć z jego dzieła 

O świętach paschalnych

 oraz z dziesięciu tomów jego 

Podstaw

arytmetyki

[78]

.

 

Przykład drugi  to szeroko  znany niewidomy teolog, Didym Ślepiec (313-398).  Ten  świecki kierownik szkoły
teologicznej, nie mogąc czytać ani pisać, zasłynął ze zdolności uczenia się ze słuchu, i to tak skutecznej, że
głośno   o   nim   było   w   całym   chrześcijańskim   świecie.   Ale   nie   tylko   teologia   była   przedmiotem   jego
zainteresowań:

 

„Zasłynął   podówczas   Didym,   pisarz   kościelny   i   przełożony   w   szkole   świętych   nauk   w   Aleksandrii.   Znał
wszelkie gałęzie nauki, obeznany był z poezją i retoryką, z astronomią i geometrią, z arytmetyką i z różnymi
dziedzinami   filozofii.  Uczył  się  tylko  ze  słuchu,  ale  tak  prędko  czynił   postępy,  że  szybko  zrozumiał  trudne
twierdzenia matematyczne”

[79]

.

 

Inny  autor  kościelnej historii,  biskup  Cyru   imieniem  Teodoret

 

(† ok.  460),  podkreśla  z  kolei,  że  Didym   nie

tylko poznał nauki ścisłe, ale że traktował je jako nauki pomocnicze dla teologii:

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

19 z 30

2011-03-06 23:00

background image

 

„Didym, choć od dziecka pozbawiony był wzroku, był wykształcony w poezji, retoryce, arytmetyce, geometrii,
astronomii,  logice  Arystotelesa i w  erudycji Platona.  Wszystko to poznał  jedynie  ze  słuchu,  wprawdzie  nie
jako dziedziny niosące prawdę, ale raczej jako broń używaną przez prawdę przeciwko fałszowi”

[80]

.

 

Didym   traktował   więc   nauki   świeckie   jako   narzędzie   obrony   chrześcijaństwa,   a   więc   w   celach
apologetycznych.

 

* * * * *

 

Na  tym   kończymy  nieco  dłuższy  fragment   poświęcony  związkom   nauk  ścisłych   z  wiarą  chrześcijańską   i   z
ewangelizacją   w   starożytnym   środowisku   kontynuatorów   Klemensa   Aleksandryjskiego.   Przykłady   takich
powiązań   prześledziliśmy   w   dziełach   Orygenesa   oraz   innych   teologów   związanych   ze   środowiskiem
Aleksandrii. Nie dziwi nas, że ten wątek duchowości rzuca się szczególnie w oczy właśnie u ludzi działających
w owej egipskiej metropolii. Skoro Aleksandria stanowiła światową stolicę nauk ścisłych późnej starożytności,
to w naturalny sposób mieszkający tam chrześcijanie czerpali z zapałem z panującej wokoło kultury.

Już   teraz   można   pokusić   się   o   pewien   wniosek   wynikający   z   porównania   tej   atmosfery   intelektualnej   z
zupełnie   innym,   znacznie   bardziej   zdystansowanym   podejściem   charakteryzującym   Tertuliana   i   jego
naśladowców.   Tertulian   był   synem   zachodniej   części   cesarstwa,   gdzie   zainteresowania   naukami
matematycznymi i przyrodniczymi były słabe. Rzymianie nigdy nie wnieśli przecież nic istotnego do greckiego
skarbca   nauk.   Stąd   tak   wyraźna   różnica   między   łacińską   kulturą   rzymskiego   Zachodu   i   grecką   kulturą
rzymskiego  Wschodu.  Stanie  się   to  szczególnie   istotne  –  jak  później   zobaczymy  –  w   chwili   ostatecznego
rozłamu kultury zachodniej i wschodniej po upadku cesarstwa w V wieku.

 

e. Przez astronomię ku Stwórcy niebios

Powracając jeszcze  na chwilę do postaci Euzebiusza z Cezarei, zauważymy,  że zasłynął wprawdzie  przede
wszystkim jako ojciec historii Kościoła (napisał znakomite dzieła historyczne o wczesnym chrześcijaństwie),
ale  na marginesie swoich głównych  zainteresowań wspominał  też  o naukach  przyrodniczych.  Wśród  wielu
darów Bożych wymieniał na przykład dar zgłębiania wiedzy ścisłej. Wprawdzie argumenty, z jakimi łączy to
w swoim dziele 

Praeparatio evangelica

 (

Przygotowanie ewangeliczne

), mogą się nam dziś wydać raczej mało

przekonujące,   ale   na   tym   miejscu   interesuje   nas   tylko   jedno,   mianowicie   twierdzenie,   że   nauki   ścisłe
pochodzą ostatecznie  od Boga.  Bóg jest  źródłem  tych  nauk, ale pośrednio. Nie  objawia ich wyników, lecz
pozwala, by ludzki rozum  odkrywał  je  zgodnie  z  Bożym  zamysłem.  Oto pierwszym  generacjom   ludzi  „Bóg
udzielał   dłuższego   życia,   mając   na   względzie   ich   cnoty   oraz   użyteczność   odkrytych   przez   nich   sztuk,
astronomii i geometrii”

[81]

. Rangę przypisywaną przez Euzebiusza naukom ścisłym rozpoznajemy też po tym,

że w ludzkiej zdolności do ich rozwijania upatruje on dowodów istnienia duszy:

 

„Zapytaj  sam,  czy  natura  cielesna  może  zrozumieć   strukturę  świata,  działanie  pierwszych   elementów,  […]
roczne obroty, ustalony porządek gwiazd i sam nie wiem ile jeszcze innych rzeczy, które ludzie wykazali przez
eksperymenty oparte na zasadach geometrii, przez obliczenia i rachunki. Wyniki te są przecież bezcielesne, a
rozważanie ich jest czysto rozumowe”

[82]

.

 

Powróćmy teraz jeszcze na chwilę do myśli wspomnianego wyżej ojca Kościoła z IV wieku, św. Grzegorza z
Nyssy († 394).  Pisarz  ten  z  najwyższą  gorliwością  zachwalał  nauki ścisłe  – nie  tylko  dlatego,  że  przynoszą
oczywiste  pożytki   w   dziedzinie  przyrodniczej.  Kształcenie  się  w   tych   dziedzinach   wywiera  także  niezwykle
korzystny wpływ na duchowy rozwój chrześcijanina. Stąd Grzegorz mówi o „naukach, które mogą wyostrzyć
umysł  ku   moralnej  doskonałości,  czyli  o  geometrii  i  astronomii,  oraz  o  znajomości  tej  prawdy,  którą  daje
nauka o liczbach”

[83]

.

Stosuje   też   umiejętnie   przykłady   z   dobrze   pojętej   astronomii   –   uważając   przy   tym   widocznie,   że   takie
przykłady  będą  jasne  dla  przeciętnego  czytelnika.  Popularne  wiadomości   o  kosmosie  odnosi   do  duchowej
sytuacji człowieka:

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

20 z 30

2011-03-06 23:00

background image

 

„Ludzie wykształceni w astronomii mówią nam, że wszechświat pełen jest światła, a ciemność to tylko cień
rzucany przez bryłę Ziemi, i że ciemność tylko w ten sposób jest oddzielona od promieni słonecznych. Dalej,
że Słońce przewyższa wielokrotnie rozmiarami Ziemię i tak otacza ją swoimi promieniami ze wszystkich stron,
że   strumienie  światła   spotkają   się   [po  drugiej   stronie   Ziemi]   na   wierzchołku   utworzonego  w   ten   sposób
stożka.   Dlatego   gdyby   ktoś  był   w   stanie   znaleźć   się   poza   rozciągającym   się   cieniem   [Ziemi],   na   pewno
znalazłby się w świetle niezakłóconym przez ciemność. To właśnie możemy odnieść i do samych siebie: że
przekraczając granice zakreślone przez zło, znowu znajdziemy się w sferze światła, jako że natura dobra w
porównaniu z miarą zła jest nieporównanie bardziej obfita”

[84]

.

 

 

Rys. 4. Poglądowa ilustracja wielkości cienia rzucanego przez Ziemię: zło jest znikome wobec światła Bożej
obecności, tak jak znikomy jest cień Ziemi wobec ogromu przestrzeni wypełnionej światłem

 

Grzegorz z Nyssy  rozumował zatem w ten  sposób:  ludziom na  Ziemi  wydaje  się, że światło  i ciemność to
równorzędne żywioły dzielące między siebie świat po połowie. Jednak astronomia uczy nas, że jest to iluzja.
Prawie cały świat jest wypełniony światłem Słońca, a ciemność to tylko cień Ziemi, który w skali kosmicznej
jest   całkiem   niewielki:  swoim   stożkowatym   kształtem   sięga  nieco  w   przestrzeń   pozaziemską  i   kończy  się,
pozostawiają   całą   resztę   skąpaną   w   świetle.   Podobnie   jest   z   dobrem   i   złem:   człowiekowi   wydają   się
równorzędnymi żywiołami, naprawdę jednak zło to tylko „cień” wytworzony przez odwrócenie się od Boga.
Poza niewielką sferą grzeszności cała rzeczywistość przeniknięta jest światłem Bożej obecności.

Ponieważ  tego  typu   podobieństwa  stosowane  są   w   religijnej   literaturze  pobożnościowej   w   tym   celu,  aby
przez   poglądowe   odwołanie   się   do   oczywistości   ułatwić   czytelnikowi   zrozumienie   jakiegoś   trudniejszego
zagadnienia duchowego, można wyciągnąć stąd wniosek, że zarysowany wyżej obrazu kosmosu w IV wieku
był powszechnie zrozumiały. W każdym razie Grzegorz z Nyssy ewidentnie uważa znajomość nauk ścisłych za
bardzo cenną pomoc w zrozumieniu – przez analogię – prawideł rządzących życiem duchowym.

Autor ten podjął również aleksandryjską tradycję interpretacji „złupienia bogactw Egipcjan”, których Izraelici
użyli potem do ozdobienia swojej świątyni. Odnoszono to alegorycznie do przejęcia intelektualnych bogactw
pogan   w   celu   chrześcijańskiej   interpretacji   świata.  Dlatego  św.  Grzegorz  pisze,  że  należy  poznawać   takie
nauki,  jak  geometria,  astronomia  i  logika,  oraz  jakiekolwiek  inne,  opracowane  przez  ludzi  spoza  Kościoła.
Wszystko   to   przyda   się   chrześcijaninowi,   skoro   ta   świątynia   Boża,   jaką   jest   Kościół,   winna   zostać
przyozdobiona przez bogactwa rozumu. Podsumowując: „teologia kapadocka zintegrowała nauki przyrodnicze
z religią i z życiem duchowym”

[85]

.

Najlepszy przykład takiej udanej integracji znajdziemy w krótkich rozważaniach wstępnych św. Grzegorza z
Nyssy  w   jego  dziele   o  stworzenia   człowieka

[86]

.   W   pierwszym   rozdziale,  zanim   przeszedł   do  problemów

antropologicznych, zastanawia się nad niektórymi szczegółami budowy wszechświata. Grzegorz cytuje biblijny

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

21 z 30

2011-03-06 23:00

background image

tekst  według   greckiej   wersji  

Septuaginty

:  „Oto  księga  stworzenia  nieba   i   ziemi”  (Rdz  2,4)   i   wyjaśnia  go,

używając   pojęć   fizyki   ogólnie   przyjętych   wtedy   w   kręgach   akademickich.   Środek   kosmosu   „zajęły   byty
cielesne,  ciężkie  i   skierowane  ku   dołowi”,  pisze  o  kuli   ziemskiej,  znajdującej   się  w   centrum   starożytnego
wszechświata. A „wokół tego, co z natury ciężkie i nieporuszone” (czyli Ziemi), „odbywa się niewyobrażalnie
szybki  kolisty  ruch   biegunów”,  co  odnosi  się  do  sfer   zawierających   planety  i  gwiazdy.  Grzegorz  zgrabnym
zdaniem łączy teologiczny przekaz biblijny z przyrodniczą nauką swoich czasów:

 

„Wielki Mojżesz, mówiąc, że na początku Bóg stworzył niebo i ziemię, miał na myśli, jak sądzę, że z ruchu i
spoczynku powstały z woli Bożej wszystkie rzeczy widzialne”

[87]

.

 

W jego oczach nasze rozumienie tekstu Mojżesza powinno zatem być wspomagane aktualnym stanem wiedzy
przyrodniczej, w tym wypadku astronomicznej i fizycznej.

Co ciekawe, Grzegorz podkreśla, że nie wszystkie poszczególne kategorie stworzeń powstały, jak określono to
później,  

ex   nihilo

,   czyli   z   nicości.   Wręcz   przeciwnie,   życie   pojawiło   się   na   Ziemi   i   rozkwitło   mnogością

gatunków raczej pośrednio, wskutek dynamizmu zawartego z Bożej inicjatywy w przyrodzie nieożywionej. Jak
później   zobaczymy,   tak   sformułowane   myśli   o   dziejach   stworzenia   świata   powrócą   w   średniowieczu:   z
nicości, czyli 

ex nihilo

, Bóg stworzył tylko początkowe elementy materii. Natomiast te rozmaite formy życia,

które dziś widzimy naokoło nas, są raczej wynikiem przekształcania się i rozwijania możliwości tkwiących w
pierwotnej  materii: „ziemia została ozdobiona różnorodnymi  roślinami i zwierzętami,  które ożywiona z woli
Bożej wydała wszystkie jednocześnie”

[88]

.

Równie   cenne   odniesienia   do  nauk  przyrodniczych   znajdziemy  w   tekstach   św.  Bazylego,  biskupa   Cezarei
Kapadockiej. Ten wielki ojciec Kościoła okres od piętnastego do dwudziestego pierwszego roku swojego życia
(czyli lata 346-351) spędził na studiach w Konstantynopolu. Nauka odbywała się tam według programu tzw.

audytorium

,   czyli   rodzaju   starożytnego   uniwersytetu   założonego   przez   cesarza   Konstantyna   niewiele

wcześniej,  bo  w  roku  330.  Program   studium,  nazywany 

quadrivium

  (od  czterech   głównych  przedmiotów),

obejmował   trzy   dziedziny,   które   dziś   nazwalibyśmy   przedmiotami   ścisłymi:   arytmetykę,   geometrię   i
astronomię,  oraz  jako  czwartą  muzykę.  Wtedy  jednak  –  jak  pamiętamy  –  wszystkie  te   dziedziny,  wraz  z
muzyką,  łączono  jako  pokrewne  sobie  gałęzie  matematyki

[89]

.  Jaką  syntezę  akademickiego  doświadczenia

Bazyli   przedstawiał   w   swoich   homiliach   i   katechezach?   Przyjrzyjmy   się   nieco   dokładniej   nauczaniu   tego
wielkiego doktora Kościoła wschodniego.

Po   pierwsze,   św.   Bazyli   zachęcał   do   krytycznego   spojrzenia   chrześcijan   na   różne   dziedziny   wiedzy   i   do
rozróżniania  tego,  za  czym   warto  pójść,  i   tego,  co  zasługuje  raczej   na  odrzucenie.  Najbardziej   oczywistą
kandydatką do bezwzględnego odrzucenia była wiedza pozorna, do której Bazyli zaliczał astrologię. Pisał o
tych, którzy śledzą planety wchodzące w różne znaki zodiaku, by zbadać, jaki układ przyjmują na niebie, i
wróżą z tego przyszłość. Ale nie miał nic dobrego do powiedzenia o tej „próżnej nauce”:

 

„Ci,  co  oddają  się  tej  wyimaginowanej  nauce  [tj.  astrologii],  i  ci,  co  ich   słuchają  z  otwartymi  ustami,  jak
gdyby można było w ten sposób poznać przyszłość, są śmieszni w stopniu najwyższym”

[90]

.

 

Mniemanie, jakoby gwiazdozbiory wpływały na nasze losy, jest dla niego „twierdzeniem komicznym”

[91]

.

O ile fałszywa pseudowiedza spotkała się z radykalnym i bezwarunkowym odrzuceniem przez tego doktora
Kościoła, to nauka autentyczna, która dostarcza prawdziwej wiedzy o świecie, zasługuje na ocenę bardziej
wyważoną, choć wcale nie jednoznacznie pozytywną. Pamiętajmy, że cały czas przemawia duszpasterz, a nie
kierownik laboratorium przyrodniczego, kiedy czytamy następujące słowa:

 

„Tak wielu mierzy odległości między gwiazdami i opisuje je […], dzieli północną półkulę nieba i kręgi zodiaku
na   nieskończoną   liczbę   cząstek   i   obserwuje   z   wielką   dokładnością   bieg   gwiazd,   ich   stałe   pozycje,   ich
nachylenie, ich powrót i czas, jakiego potrzebują, by dokonać pełnego obrotu. Ludzie ci odkryli wszystko –
poza jedną rzeczą: poza faktem, że Bóg jest Stworzycielem wszechświata i Sędzią, który wynagradza czyny
życia według ich zasług”

[92]

.

 

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

22 z 30

2011-03-06 23:00

background image

Jak widać, również autentyczna wiedza przyrodnicza zasłużyła sobie w ocenie Bazylego na miano „próżnej
wiedzy”, jeśli nie prowadziłaby do celu, jakim jest spotkanie z Bogiem. Nie wolno nam zapominać, że misją
Bazylego było w końcu szerzenie wiary, a nie rozwijanie nauk fizycznych.

 

„Jaki pożytek z geometrii, z obliczeń arytmetyki, ze studium ciał stałych oraz ze sławetnej astronomii – z całej
tej   pracowitej   marności,  jeśli   ci,  co  się   jej   oddają,  mniemają   potem,  że   ten   świat   jest   współwieczny  ze
Stwórcą?   Jeśli   temu   skończonemu   światu   i   jego  materialnym   składnikom   przypisują   tę   samą   chwałę,  co
niepojętej i niewidzialnej naturze [Bożej]?”

[93]

 

Bazyli nie odrzuca, rzecz jasna, ani geometrii, ani astronomii: dokonuje jedynie porównania ich wartości z
wartością spotkania z Bogiem. Nic dziwnego, że w takim zestawieniu nauki ścisłe wydają mu się znikome.
Staje   się   to   jeszcze   wyraźniejsze,   kiedy   od   astronomicznej   i   geometrycznej   ścisłości   przechodzi   do
wydumanych   nauk   starożytnych   filozofów   o   cyklach   pożarów   świata,   po   których   kosmos   miałby   się
nieustannie   odradzać   na   nowo.   Wtedy   „niech   nikt   nawet   nie   porównuje   dociekliwych   debat   filozofów   o
niebiosach   z   prostym   i   jasnym   charakterem   wypowiedzi   Ducha   Świętego”

[94]

,   zawartych   w   Biblii   i

traktujących o jednorazowym stworzeniu świata.

Najlepiej uchwycimy stosunek Bazylego do nauk ścisłych, gdy wsłuchamy się w słowa wygłoszone na jego
pogrzebie przez św. Grzegorza z Nazjanzu:

 

„O astronomii, geometrii i proporcjach liczb miał tak dobre pojęcie, że nie mogli go zawstydzić ci, co dobrze
rozeznają się w tych naukach. Ale nadmiernym ich stosowaniem gardził, jako że jest to bez pożytku dla tych,
którzy dążą do pobożności. Dlatego możemy podziwiać bardziej to, co wybrał, niż to, co odrzucił”

[95]

.

 

Po  tych   nieco  chłodniejszych   wypowiedziach   na  temat  nauk  przyrodniczych   czas  przejść   do  zawartych   w
tekstach św. Bazylego akcentów bardziej pozytywnych. Prowadząc słuchaczy swoich homilii do zadziwienia
faktem, że kula ziemska jak gdyby wisi, niczym niepodparta, w centrum kulistego kosmosu, najpierw podaje
wyjaśnienie   tego   fenomenu,   przekazane   przez   przyrodników   za   Arystotelesem.   Zachęca   tedy:   „podziwiaj
źródło tego doskonałego porządku, czyli mądrość Bożej”. Jest to prowadzenie słuchacza do poznania praw
przyrody   oraz   do   rozważania,   kto   jest   źródłem   tych   praw   –   jest   nim   przecież   sam   Bóg.   A   gdyby   ktoś
niesłusznie   poczuł   się   rozczarowany   tym,   że   prawa   fizyki   jasno   tłumaczą   tajemnicze   przedtem   zjawisko,
Bazyli śpieszył z wyjaśnieniem: „Przejmujące zjawiska nie zadziwiają nas mniej, kiedy odkryliśmy coś z ich
niezwykłego   mechanizmu.   Czyż   i   tu   tak   nie   jest?   Ale   w   każdym   razie   i   tak   wolimy   prostotę   wiary   od
wyjaśnień rozumu”

[96]

.

Czas   przejść   do   jeszcze   bardziej   pozytywnych   wypowiedzi   Bazylego   co   do   możliwości   ludzkiego   rozumu.
„Rozum   jest   władzą,   która   wyróżnia   człowieka,   a   samo   słowo   «człowiek»   oznacza   byt   obdarzony   tym
darem”

[97]

. Posługując się rozumem w naukach ścisłych, odkrywamy prawdę o świecie stworzonym. To z

kolei prowadzi nas do prawdy większej, prawdy o Bogu. Przyrodoznawstwo jest tu wielką pomocą, ponieważ
przyzwyczaja człowieka, że prawda jest czymś głębszym niż tylko rezultatem doznań zmysłowych. Tak jak na
przykład   rozmiarów   ciał   niebieskich   nie   można   zobaczyć,   ale   można   je   przecież   obliczyć,   tak   samo
rzeczywistości duchowych nie można spostrzec, ale często można poznać ich istnienie na drodze rozumowej.
Oto jak przeprowadza tę analogię św. Bazyli:

 

„Wiele jest odkryć dotyczących rozmiarów Słońca i Księżyca i ich odległości. Każdy, kto się odda poważnym
badaniom   ruchów   tych   ciał   niebieskich   i   ich   cech,  może   do  tego  dojść   za  pomocą   rozumu.  Dlatego  nie
mierzymy Księżyca za pomocą oka, ale za pomocą rozumu. […] Ale starczy już mówienia o Słońcu i Księżycu.
Ten,  który  dał  nam   rozum   dla  rozpoznania  w   najmniejszych   nawet  przedmiotach,  które  stworzył,  wielkiej
mądrości   Pomysłodawcy,   niech   pozwoli   nam   zdobyć   w   ogromnych   ciałach   kosmicznych   jeszcze   większe
pojęcie o ich Stworzycielu”

[98]

.

 

Aby w pełni odkryć zasady kierujące kosmosem, należy wysuwać hipotezy naukowe, nawet jeśli miałyby się
sprzeciwiać   potocznemu   doświadczeniu.   Choć   Słońce   wydaje   się   małe,   to   jednak   rozum   odkrywa   na
podstawie analizy danych obserwacyjnych, że w rzeczywistości jest większe od Ziemi. Ten pierwszy krok od

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

23 z 30

2011-03-06 23:00

background image

wrażenia   wywołanego   przez   bezpośrednie   dane   zmysłowe   do   umysłowego   oglądu   prawdziwego   kształtu
wszechświata powinien pociągnąć za sobą krok drugi, jeszcze ważniejszy: wzniesienie się od praw natury do
osoby Prawodawcy, czyli do Boga. Z tej wiedzy św. Bazyli korzysta w swoich homiliach. Zachęca wiernych do
podziwiania wielkości i wspaniałości stworzenia, gdyż to prowadzi do kontemplacji Stwórcy:

 

„Jeśli  nocą  wpatrywałeś  się  czujnym   okiem   w   niewypowiedziane  piękno  gwiazd,  to  pomyślałeś  o  Stwórcy
wszystkich rzeczy […]. Jeśli za dnia badałeś cuda światła, jeśli wzniosłeś się od rzeczy widzialnych do Bytu
niewidzialnego,  wtedy  jesteś  dobrze  przygotowanym   słuchaczem  […];  poprowadzę cię  po wielkich  cudach
tego miasta, jakim jest wszechświat”

[99]

.

 

Bazyli   wyjaśnia   więc   na   przykład   mechanizm   zmienności   faz   Księżyca   w   zależności   od   jego   położenia
względem Słońca i Ziemi. Wyjaśnia, że noc jest tylko cieniem rzucanym przez Ziemię, która zasłania sobą
świecące Słońce: takie właśnie – jak stwierdza – jest znaczenie słów: „Bóg oddzielił światło od ciemności”
(Rdz 1,4)

[100]

. Dalej ze sposobu rozchodzenia się światła Księżyca i Słońca wnioskuje o tym, że oba te ciała

niebieskie muszą mieć rozmiary porównywalne z Ziemią. O astrologii zaś wypowiada się lekceważąco.

Na   marginesie   można   dodać,   że   tak   samo   traktowano   astrologię   w   kościelnym   prawodawstwie   tamtych
czasów.   Na   przykład   wymagania   wobec   katechumenów   ubiegających   się   o   dopuszczenie   do   sakramentu
chrztu   brzmiały:  „Jeśli   zgłosi  się  […]  astrolog”,  to  „należy  go  przyjąć   dopiero  wówczas,  gdy  zmieni  swoje
życie”

[101]

.

Wracając   zaś  do  zainteresowania  św.  Bazylego  naukami   ścisłymi:  jeśli   ich   ostatecznym   rezultatem   będzie
spotkanie   z   Bogiem,   wtedy   zajmowanie   się   przyrodoznawstwem   może   okazać   się   wartościowe.   Boża
„inteligencja rozumna ma zwierzchność nad światem widzialnym”, dlatego też:

 

„Świat jest szkołą, w której ćwiczą się rozumne dusze; jest placem ćwiczeń, gdzie uczą się one poznawać
Boga. Przez widok rzeczy widzialnych i dotykalnych umysł prowadzony jest, jakby za rękę, do poznawania
rzeczy niewidzialnych. Gdyż jak powiedział Apostoł: «niewidzialne przymioty Boga – wiekuista Jego potęga
oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła» (Rz 1,20)”

[102]

.

 

Porównanie   nauk   przyrodniczych   z   treningiem   sportowców   przygotowujących   się   do   zawodów   lub   ze
szkoleniem żołnierza do boju powraca u Bazylego częściej. W 

Przemowie do młodzieży

 mówi (odnosząc się,

co prawda, bardziej do nauk humanistycznych niż do przyrodoznawstwa):

 

„Skoro nasza niedojrzałość stoi na przeszkodzie zrozumienia głębi myśli biblijnej, to ćwiczymy się na pismach
świeckich [filozofów], gdzie spostrzegamy jakby cienie i odbicia prawdy. Naśladujemy w ten sposób tych, co
przechodzą   szkolenie   wojskowe,   nabywając   tężyzny   przez   gimnastykę,   a   potem   w   boju   zbierają   owoce
swojego  treningu.  […]  Tak  i   my  musimy  poznać   poetów,  historyków,  retorów   i   wszystkich   innych,  którzy
mogą się przyczynić do zbawienia naszej duszy”

[103]

.

 

Pośród  tych „wszystkich innych” filozofów na pewno znajdzie  się miejsce dla matematyków i astronomów,
których wiedza – jak widzieliśmy wyżej – może pomóc wiernym w drodze do odkrycia wielkości Boga. Nauka
Greków   przychodzi   zresztą   chrześcijaninowi   z   pożytkiem   zarówno   wtedy,   gdy   jest   zbieżna   z   nauką
chrześcijańską   („jeśli   jest   podobna,   jej   znajomość   powinna   być   użyteczna   na   drodze   do   prawdy”),   jak   i
wtedy, gdy jest rozbieżna („przez podkreślenie różnicy z niemałym pożytkiem przyczyni się do ugruntowania
naszych poglądów”).

Za biblijny przykład ludzi, który zaczerpnęli prawdziwą wiedzę z pogańskich źródeł, św. Bazylemu posłużyli
Mojżesz i Daniel. Obaj najpierw wykształcili się w naukach, które odkryli poganie, a potem pomogło im to w
osiągnięciu biegłości w nauce Bożej:

 

„Ów Mojżesz, którego imię jest synonimem mądrości, wybitnie wyćwiczył swój umysł przez kształcenie się u
Egipcjan,  a  to  uzdolniło  go  do  przyjęcia  prawdy  o  Bóstwie.  […]  Podobnie,  w   późniejszych   dniach,  Daniel
studiował nauki Chaldejczyków w Babilonie, a potem podjął nauki święte”

[104]

.

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

24 z 30

2011-03-06 23:00

background image

 

Bazyli, wielki doktor Kościoła, wyraził też ogólniejsze zasady dotyczące związków nauki wiary chrześcijańskiej
z   naukami   pogańskich   filozofów.   Zagadnieniu   temu   poświęcił   nawet   całą   osobą   pracę   skierowaną   do
młodzieży,  a  zatytułowaną  stosownie  do  podjętej   problematyki  

O   czytaniu   ksiąg   pogańskich

[105]

.  Jest   to

przemowa  do  młodzieży  na  temat  właściwego  spożytkowania  greckiej  literatury. Św. Bazyli  poucza  w  niej
młodzież o wewnętrznej postawie przy czytaniu pogańskich mędrców:

 

„Radzę wam, abyście nie poddawali się ich wpływom bez zastanowienia, tak jak okręt poddaje się sterowi.
Nie idźcie za nimi, dokąd oni was prowadzą, ale przejmując to, co mają wartościowego, rozeznawajcie też,
co mądrze należy odrzucić”

[106]

.

 

Przekonuje tam, że tylko umysł dobrze wykształcony w naukach świeckich będzie w stanie przyjąć w pełni
naukę Bożą. Wiedzę pogańskich filozofów porównuje ze światłem słońca odbitego w wodzie: najpierw trzeba
przyzwyczaić   wzrok  do  tego  blasku,  aby  potem   móc   spojrzeć   bezpośrednio  na  tarczę  słoneczną,  jaką  jest
Boże Objawienie

[107]

.

 

„Jeśli księgi święte mają coś wspólnego z księgami tego świata, to poznanie ich wszystkich będzie dla nas
pomocne […]. Nauczanie spoza Kościoła nie jest bezużyteczne dla naszych dusz”

[108]

.

 

Wynika  z  tego  jasno,  że  Bazyli  ceni  wiedzę  pogan   i  traktuje  ją  jako  istotne  źródło  poznawania  prawdy  o
świecie stworzonym przez Boga. Przecież światło odbite od powierzchni wody też pochodzi od słońca, tyle że
pośrednio. Podsumowując: „umysł jest czymś wspaniałym i to on czyni nas obrazem Stwórcy”

[109]

. Dlatego

też   „choć   umysł   posiada   swoje   ograniczenia,   to   jego   osądy   są   dane   nam   dla   dobrego   celu,   jakim   jest
poznanie Boga”

[110]

.

Wydaje się, że Bazyli mówił o tych sprawach w dużej mierze z własnego doświadczenia. Pamiętamy, że św.
Grzegorz z Nazjanzu zapewniał około roku 380, że św. Bazyli „o astronomii, geometrii i proporcjach liczb miał
tak dobre pojęcie, że nie mogli go zawstydzić ci, co dobrze rozeznają się w tych naukach”, chociaż z drugiej
strony   oczywiście   nie   spodziewał   się,   że   akurat   te   dziedziny   wiedzy   będą   prowadzić   do   zbawienia:
„bezużyteczne są dla tych, których celem jest uświęcenie”

[111]

. Zdaje się też, że tego typu zainteresowania

były powszechniejsze wśród wybitnych teologów chrześcijańskiej starożytności. Ten sam autor, czyli Grzegorz
z  Nazjanzu,  chwaląc  w  369  roku  swego  brata  Cezarego,  pisał  o jego dobrej  znajomości  nauk  ścisłych  i o
umiejętnym oddzielaniu ich od zwiedzenia astrologią:

 

„Z   geometrii   i   astronomii   […]   zebrał   wszystko,   co   pożyteczne;   harmonia   i   porządek   ciał   niebieskich
prowadziły   go   do   oddawania   czci   ich   Twórcy.   […]   Któż   byłby   tak   zarozumiały,   aby   w   arytmetyce   i
matematyce […] uważać go za niższego od siebie?”

[112]

.

 

Nawet  mało  zainteresowany  naukami  przyrodniczymi Hieronim   ewidentnie  uważał, że  ich  zgłębianie  może
być realizacją Bożego daru. W swoim 

Dialogu przeciw pelagianom

 wyjaśnia, że „Bóg dał rodzajowi ludzkiemu

władzę  poznawania  wszelkich  sztuk”,  które obejmują  nie  tylko  praktyczne  rzemiosła,  ale  i  wiedzę  bardziej
wyrafinowaną: obok gramatyki i retoryki oraz trzech tradycyjnych działów filozofii: fizyki, etyki, logiki, także
„geometrię, astronomię, astrologię, arytmetykę i muzykę, które również są częścią filozofii”

[113]

.

Skoro   jesteśmy   przy   św.   Hieronimie,   skorzystamy   z   tego,   że   ów   doktor   Kościoła   zasłynął   na   pierwszym
miejscu  jako  tłumacz  i  komentator   Biblii.  Zobaczymy, jak  odnosi  się  do następującego fragmentu  proroka
Jeremiasza:

 

„To  mówi   Pan,  który  ustanowił   słońce,  by  świeciło  w   dzień,  [ustanowił]  prawa  dla  księżyca  i   gwiazd,  by
świeciły  w   nocy,  który  spiętrza  morze,  tak  że  huczą   jego  bałwany;  imię  Jego  Pan   Zastępów!   «Jeśliby  te
prawa przestały działać przed moim obliczem – wyrocznia Pana – wtedy i pokolenie Izraela przestałoby być
narodem przed moim obliczem na zawsze»” (Jr 31,35-36).

 

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

25 z 30

2011-03-06 23:00

background image

Hieronim w swoim komentarzu przypomina, że prawa Boże mają rozmaity charakter i że w tym fragmencie
nie mówi się o Prawie Mojżeszowym. Mowa tu o prawach przyrody: 

constitutio et ordo naturae

. Co ważne,

prawa te obejmują całe stworzenie: zarówno to, co otacza nas tu na ziemi, jak i ciała niebieskie. Nadane
przez   Boga   prawa   są   więc   uniwersalne,   regulują   bieg   wydarzeń   obiektów   ziemskich   i   kosmicznych.   Są
niezmienne,  a  jeśli   nawet  Pismo  Święte   wspomina   możliwość   ich   uchylenia,  to  tylko  w   ramach   cudu:  w
normalnym biegu rzeczy cała przyroda jest posłuszna prawu natury

[114]

.

Natomiast przypadkiem szczególnym jest żyjący tuż potem Synezjusz z Cyreny (373-414). Ten biskup z Libii
nie był raczej wzorem ortodoksji chrześcijańskiej i wydaje się, że motywy wybrania go do służby pasterskiej
były mocno zmieszane z argumentami czysto doczesnymi. Ale wart jest naszego zainteresowania z całkiem
innych   względów.   Był   uczniem   słynnej   pogańskiej   uczonej,   Hypatii   (ok.   350-415),   zajmującej   się   na
uniwersytecie   w   Aleksandrii   filozofią   i   astronomią

[115]

.   Prowadził   z   nią   korespondencję   i   był   świadkiem

napięć,  jakie  doprowadziły  później   do  tragedii   jej   zamordowania  w   czasie  rozruchów.  Synezjusz  nie  tylko
wygłosił  mowę  ku   czci  przyrządu   astronomicznego  zwanego  astrolabium,  ale  wypowiedział  również  wtedy
słowa   stawiające   matematykę   za   wzór   poprawnego   rozumowania   i   za   narzędzie   ćwiczenia   umysłu   na
potrzeby kolejnego etapu wiedzy, teologii:

 

„Astronomia  sama  w   sobie   jest   boską   formą   wiedzy  i   może   stać   się   punktem   wyjścia   do  czegoś  jeszcze
większego. Uważam ją za naukę, która otwiera nam drogę do niewymownej teologii. Podchodzi do swoich
problemów jasno i wyraźnie, czyni użytek z arytmetyki i geometrii, swoich pomocników, z dyscyplin, które
można słusznie nazwać probierzem prawdy”

[116]

.

 

Trzeba jednocześnie przyznać, że Synezjusz był bardziej typem przyrodoznawcy niż duszpasterza: uważał na
przykład, że podczas gdy prosty lud powinien być karmiony dosłownie pojmowaną wiarą chrześcijańską, to
biskup filozof może hołdować innym poglądom w Kościele, a innym w domu

[117]

.

Już   tylko   tytułem   uzupełnienia   zajrzyjmy   pobieżnie   do   pism   teologicznych   Pseudo-Dionizego   Areopagity.
Autor, który przed rokiem 532 zasłynął na chrześcijańskim Wschodzie (prawdopodobnie w Syrii) ze swojego
neoplatońskiego  mistycyzmu,  jest  jednak  także  świadkiem   nieustannego  szacunku   dla  intelektualnej   drogi
wiodącej od  odkrycia  kosmicznego  porządku  do jego  Twórcy, nawet  jeśli  – zgodnie z  filozoficzną  manierą
swoich czasów – pisze o Nim w bezosobowej formie: „Dobro”:

 

„Dobro  [tj.  Bóg]  jest  przyczyną  niezmienności   ciał   niebieskich,  bezszelestnego  ruchu   […]  ogromnych   sfer
niebieskich, a także gwiezdnego ładu i piękna, światła i stałości, i wielokrotnie złożonego ruchu zmiennego
gwiazd   błądzących   [czyli   planet].   Jest   Ono   stwórcą   okresowego   powrotu   na   to   samo   miejsce   [Słońca   i
Księżyca], które wyznaczają i określają nasze dnie i noce, miesiące i lata, oznaczają i odliczają, porządkują i
czynią niezmiennym kolisty ruch czasu i rzeczy w czasie”

[118]

.

 

f. Ze Wschodu na Zachód

Na   tym   kończymy   naszą   refleksję   nad   przykładami   duchowości   połączonej   z   żywym   zainteresowaniem
naukami   ścisłymi,   zaczerpniętymi   głównie   ze   strefy   Kościoła   wschodniego.   Mówiący   i   piszący   po   grecku
autorzy  zasłynęli   wtedy  najbardziej   w   Aleksandrii,  chociaż  ich   oddziaływanie   wydało  pozytywne  owoce  w
całym Kościele. W następnym rozdziale przejdziemy już do pism największego spośród starożytnych myślicieli
łacińskiego chrześcijaństwa, do św. Augustyna. Rozmach jego myśli i trwające całe dziesięciolecia szczególne
zainteresowania   przyrodniczym   aspektem   opisu   stworzenia   z   Księgi   Rodzaju   wymagają   osobnego
potraktowania.

Dlatego też w tym miejscu – tytułem wprowadzenia do problematyki św. Augustyna – na zakończenie tej
części   naszej   pracy  skorzystamy  jeszcze  pobieżnie  z  kilku   przykładów   zaczerpniętych   z  pism   trzech   mniej
znanych   pisarzy  chrześcijańskich,   dwóch   pochodzących   z   Zachodu   i   jednego   ze   Wschodu.   Wszyscy   trzej
napisali   swoje  komentarze  do  Listu   do  Rzymian   i   każdy  z  nich   dorzucił   też  swoją  cegiełkę  do  zagadnień
relacji wiary i nauk ścisłych.

Pierwszy ze wspomnianych pisarzy to brytyjski teolog Pelagiusz (354-420), który pisał, że chociaż, co prawda,
Bóg   sam   w   sobie  „jest  niepojęty  i  nieuchwytny  rozumem”,  to  jednak  „w   sposób  przyrodzony  (

naturaliter

)

można dowiedzieć się czegoś o Bogu: że istnieje i że jest sprawiedliwy”

[119]

. Pelagiusz powołuje się tu na

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

26 z 30

2011-03-06 23:00

background image

Księgę  Mądrości:  „Bo  z  wielkości   i   piękna  stworzenia   poznaje  się  przez  podobieństwo  ich   Sprawcę”  (Mdr
13,5).

Tradycję  dostrzegania  Bożego  działania  w   prawidłowościach   praw   przyrody  kontynuował  Teodoret  z  Cyru
(393-460). On również, komentując ten sam list św. Pawła, podkreślał:

 

„Stworzenie  i   wszelkie   zjawiska,  jakie  się  dokonują  w   stworzeniu,  a  więc:  bieg   godzin,  zmiana  pór   roku,
następstwo  nocy  i   dnia,  powstawanie   chmur,  powiewy  wiatrów,  zawiązywanie   się   owoców   i   nasion   oraz
wszelkie tego rodzaju sprawy pouczają nas w sposób oczywisty, że Bóg jest Stwórcą wszystkiego i że mądrze
kieruje stworzeniem”

[120]

.

 

Podobnie wypowiadał się Ambrozjaster (tym imieniem określa się piszącego w IV wieku anonimowego autora
komentarzy do listów Pawłowych):

 

„[Bóg] stworzył tak piękne gwiazdy, by ludzie mogli poznać, jak wspaniały jest ich Stwórca, oraz by czcić
jedynie   Jego.   Stąd   napisano   w   psalmie:   «Niebiosa   głoszą   chwałę   Boga,   dzieło   rąk   Jego   obwieszcza
nieboskłon». […] Ludzie mogli poznać dzięki prawom przyrody, że należy miłować jedynie Boga Stwórcę, a
potwierdza to stworzenie świata. […] Przymioty [Boże] stają się dostępne dla umysłu na podstawie budowy
świata”

[121]

.

 

Po  tych   drobniejszych   przykładach   ilustrujących   ciągłość   interesujących   nas  tu   zagadnień   w   teologicznej
myśli   Kościoła   starożytnego  czas  na   zadanie   znacznie   trudniejsze  i   poważniejsze:  wniknięcie   w   podstawy
nauki św. Augustyna o przyrodniczych aspektach biblijnego opisu stworzenia świata z Księgi Rodzaju. Czeka
nas  też   coś  jeszcze   bardziej   pasjonującego:  odkrycie,   jak   te   Augustynowe   rozważania   wpłynęły   na   jego
duchową postawę wobec Boga i na jego osobistą przygodę wiary.

[1]

 Ilustracja za: en.wikipedia.org/wiki/Image:Ptolemaicsystem-small.png (2008).

[2]

 

Didache

, III, 4 (w tłum. A. Świderkówny: „nie zajmuj się […] astrologią”, s. 34).

[3]

 Klemens Aleksandryjski, 

Wypisy z Theodota

, 75.

[4]

 Klemens Rzymski, 

List do Kościoła w Koryncie

, XIX, 3 – XX, 8.

[5]

 Atenagoras z Aten, 

Prośba za chrześcijanami

, 16.

[6]

 Atenagoras z Aten, 

Prośba za chrześcijanami

, 16.

[7]

 Atenagoras z Aten, 

Prośba za chrześcijanami

, 16.

[8]

 Atenagoras z Aten, 

Prośba za chrześcijanami

, 16.

[9]

 

List do Diogneta

, VII, 1.

[10]

 Ilustracja za: darkwing.uoregon.edu/~klio/sci/med_univ.htm (2008).

[11]

 Hipolit, 

Refutatio omnium haeresium

, VIII.

[12]

 Hipolit, 

Refutatio omnium haeresium

, X.

[13]

 Hipolit, 

Refutatio omnium haeresium

, XI.

[14]

 Hipolit, 

Refutatio omnium haeresium

, XII.

[15]

 Hipolit, 

Refutatio omnium haeresium

, XII.

[16]

 Hipolit, 

Refutatio omnium haeresium

, XIV.

[17]

 Hipolit, 

Refutatio omnium haeresium

, IV, 51.

[18]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, VI, X.

[19]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, VI, X.

[20]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, I, XXIII.

[21]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, VI, XI.

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

27 z 30

2011-03-06 23:00

background image

[22]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, VI, XI.

[23]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, VI, XI.

[24]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, VI, VIII.

[25]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, VI, VIII.

[26]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, VI, VIII.

[27]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, I, V.

[28]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, I, IX.

[29]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, I, XVI.

[30]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, I, XIX.

[31]

 Klemens Aleksandryjski, 

Kobierce

, I, XX.

[32]

 Grzegorz Cudotwórca, 

Mowa na cześć Orygenesa

.

[33]

 Grzegorz Cudotwórca, 

Mowa na cześć Orygenesa

.

[34]

 Metody z Olimpu, 

Uczta

.

[35]

 Grzegorz z Nyssy, 

De anima et resurrectione

.

[36]

 Grzegorz z Nyssy, 

Odpowiedź na drugą księgę Eunomiusza

.

[37]

 Tertulian, 

De prescriptione haereticorum

, VII

[38]

 Tertulian, 

De prescriptione haereticorum

, VII.

[39]

 Tertulian, 

De prescriptione haereticorum

, VII.

[40]

  „Quid   ergo   Athenis   et   Hierosolymis?   quid   academiae   et   ecclesiae?   quid   haereticis et   christianis?”,

Tertulian, 

De prescriptione haereticorum

, VII.

[41]

 Tertulian, 

De prescriptione haereticorum

, VII.

[42]

 Tertulian, 

Adversus Marcionem

, I, 18.

[43]

 Tertulian, 

Adversus Marcionem

, IV, 25.

[44]

 Tertulian, 

De pallio

, VI, 2.

[45]

 Tertulian, 

De pallio

, VI, 2.

[46]

 Justyn, 

Dialog z Tryfonem

, II.

[47]

 Sozomen, 

Historia kościelna

, II, 1.

[48]

 Jan Chryzostom

Homilie o Ewangelii św. Jana

, 63,3.

[49]

 Euzebiusz, 

Historia kościelna

, V, 28,14-15.

[50]

 Euzebiusz, 

Mowa pochwalna ku czci Konstantyna

, 13,4.

[51]

 Arnobiusz, 

Przeciw poganom

, II, 11.

[52]

 Orygenes, 

List do Grzegorza Cudotwórcy

.

[53]

 Orygenes, 

Komentarz do Listu św. Pawła do Rzymian

, I, 16.

[54]

 Orygenes, 

Przeciw Celsusowi

, III, 47.

[55]

 Orygenes, 

Przeciw Celsusowi

, VII, 46.

[56]

 Orygenes, 

O zasadach

, III, 3,2.

[57]

 Orygenes, 

O zasadach

, III, 3,2.

[58]

 Orygenes, 

O zasadach

, II, 1,3.

[59]

 Orygenes, 

O zasadach

, II, 11,4.

[60]

 Orygenes, 

O zasadach

, II, 11,4.

[61]

 Orygenes, 

O zasadach

, II, 11,4.

[62]

 Orygenes, 

O zasadach

, II, 11,6.

[63]

 Orygenes, 

O zasadach

, II, 11,6.

[64]

 Orygenes, 

O zasadach

, II, 11,7.

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

28 z 30

2011-03-06 23:00

background image

[65]

 Orygenes, 

O zasadach

, II, 11,6.

[66]

 Orygenes, 

Homilie o Księdze Rodzaju

, XI.

[67]

 Orygenes, 

Homilie o Księdze Rodzaju

, XI; por. O. Pedersen, 

The Two Books: Historical Notes on Some

Interactions between Natural Science and Theology

, Vaticano 2007, s. 72.

[68]

 Por. O. Pedersen, 

The Two Books…

, s. 72.

[69]

 Orygenes, 

O zasadach

, IV, 2,1-2.

[70]

 Orygenes, 

O zasadach

, IV, 3,1.

[71]

 Orygenes, 

O zasadach

, IV, 3,17 (wersja z 

Filokalii

).

[72]

 Orygenes, 

O zasadach

, IV, 3,1.

[73]

 Orygenes, 

O zasadach

, IV, 3,1.

[74]

 Euzebiusz z Cezarei, 

Historia kościelna

, VI, 18,2-3.

[75]

 Hieronim, 

De viris illustribus

, 54.

[76]

 Euzebiusz z Cezarei, 

Historia kościelna

, VII, 32,6.

[77]

 Anatol z Aleksandrii, 

Fragmenty ksiąg o arytmetyce

.

[78]

 Hieronim, 

De viris illustribus

, 73.

[79]

 Sozomen, 

Historia kościelna

, III, 15.

[80]

 Teodoret z Cyru, 

Historia kościelna

, IV, 26.

[81]

 Euzebiusz z Cezarei, 

Praeparatio evangelica

, IX, XIII.

[82]

 Euzebiusz z Cezarei, 

Theophania

, I, 47.

[83]

 Grzegorz z Nyssy, 

De infantibus qui praemature abripiuntur

.

[84]

 Grzegorz z Nyssy, 

De opificio hominis

, XXI, 3.

[85]

  D.E.   Stramara   jun.,  

Surveying   the   Heavens:   Early   Christian   Writers   on   Astronomy

,   „St.   Vladimirs

Theological Quarterly” 462 (2002), s. 155.

[86]

 Grzegorz z Nyssy, 

O stworzeniu człowieka

, I.

[87]

 Grzegorz z Nyssy, 

O stworzeniu człowieka

, I.

[88]

 Grzegorz z Nyssy, 

O stworzeniu człowieka

, I.

[89]

 D.E. Stramara jun., 

Surveying the Heavens…

, s. 152.

[90]

 Bazyli, 

Hexaemeron

, VI, 5.

[91]

 Bazyli, 

Hexaemeron

, VI, 6.

[92]

 Bazyli, 

Hexaemeron

, I, 4.

[93]

 Bazyli, 

Hexaemeron

, I, 3.

[94]

 Bazyli, 

Hexaemeron

, III, 8.

[95]

 Grzegorz z Nazjanzu, 

Mowa 43

, 23.

[96]

 Bazyli, 

Hexaemeron

, I, 10.

[97]

 Bazyli, 

Hexaemeron

, IV, 5.

[98]

 Bazyli, 

Hexaemeron

, VI, 11.

[99]

 Bazyli, 

Hexaemeron

, VI, 1.

[100]

 Bazyli, 

Hexaemeron

, VI, 2-3.

[101]

 

Konstytucje

 

apostolskie

, VIII, 32,6.11.

[102]

 Bazyli, 

Hexaemeron

, I, 6.

[103]

 Bazyli, 

Przemowa do młodzieży

, II.

[104]

 Bazyli, 

Przemowa do młodzieży

, III.

[105]

 Bazyli, 

De legendis gentilium libris

.

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

29 z 30

2011-03-06 23:00

background image

[106]

 Bazyli, 

Przemowa do młodzieży

, I.

[107]

 O. Pedersen, 

The Two Books…

, s. 72.

[108]

 Bazyli, 

De legendis gentilium libris

, 565, 568.

[109]

 Bazyli, 

List

 

233

, 1.

[110]

 Bazyli, 

List

 

233

, 2.

[111]

 Grzegorz z Nazjanzu, 

Mowa

 

43

, 23.

[112]

 Grzegorz z Nazjanzu, 

Mowa 7

, 7 (

Mowa pochwalna ku czci jego brata, św. Cezarego

).

[113]

 Hieronim, 

Przeciw pelagianom. Dialog między katolikiem Attikusem a heretykiem Critobulusem

, I, 21A.

[114]

 Hieronim, 

Commentariorum in Jeremiam libri sex

, PL 24, 884D; por. S.C. McCluskey, 

Astronomies and

Cultures in Early Medieval Europe

, Cambridge 1998, s. 31-35.

[115]

  Hypatia   została   zamordowana   w   czasie   rozruchów   w   415   r.   z   powodów   politycznych.   Jak   podaje

historyk Sokrates Scholastyk, który miał w czasie tego zabójstwa ok. 35 lat: „Wszyscy ją podziwiali z powodu
jej   godności   i   nadzwyczajnych   zasług.   Ale   padła   ofiarą   politycznej   zazdrości,   powszechnej   w   tamtych
czasach.   Rozpuszczono   plotki,   że   to   ona   przeszkadza   w   pojednaniu   [cesarskiego   prefekta]   Orestesa   z
biskupem Cyrylem. Dlatego […] zamordowano ją. […] Nic nie może być dalsze od chrześcijaństwa niż tego
typu   czyny”,  Sokrates  Scholastyk, 

Historia  kościelna

,  VII,  XV.  Jak  często  bywa  w   takich   sprawach,  z  tych

skromnych   historycznych   informacji   źródłowych   wyrosły  fantastyczne   legendy  na   temat   tego  wydarzenia.
Wbrew   świadectwu   historyka,  który  żył   w   jej   czasach   i   wyraźnie  napisał,  że  „wszyscy  ją  podziwiali”,  dziś
zapewnia   się:   „jej   działalność   i   osoba   kłóciły   się   ze   światem   religii   chrześcijańskiej   (rządzonym   przez
mężczyzn)”, por: pl.wikipedia.org/wiki/Hypatia_z_Aleksandrii (2008).

[116]

 Synezjusz z Cyreny, 

Sermo de dono astrolabii

, za: D.E. Stramara jun., 

Surveying the Heavens…

, s. 156.

[117]

 Por. B. Altaner, A. Stuiber, 

Patrologia

, Warszawa 1990, s. 386.

[118]

 Pseudo-Dionizy Areopagita, 

Imiona Boskie

.

[119]

 Pelagiusz, 

Komentarz do Listu św. Pawła do Rzymian

, 1,19-20.

[120]

 Teodoret z Cyru, 

Komentarz do Listu św. Pawła do Rzymian

, 20.

[121]

 Ambrozjaster, 

Komentarz do Listu św. Pawła do Rzymian

, 18-20.

 

Rozdział I "Z linijką i cyrklem na drodze do Boga"

http://www.tillit.pl/siema.1/index.php?view=article&catid=50:ciek-nau...

30 z 30

2011-03-06 23:00