background image

Courtney Brown

Kosmiczna podróż

(Cosmic Voyage / wyd. orygin. 1996)

„Chociaż nie zawsze zdawaliśmy sobie sprawę z ich obecności,
to istoty pozaziemskie niejednokrotnie w historii pomagały nam.
Prawdziwym testem naszej dojrzałości będzie to,
czy potrafimy spojrzeć poza siebie i okazać współczucie
innym istotom potrzebującym pomocy.
Czy jesteśmy w stanie wziąć udział w wielkim spotkaniu
międzygwiezdnym, które zdarza się raz na tysiąclecia,
w tym wielkim akcie pomocy innym gatunkom
zmagającym się z ewolucyjnymi trudnościami?”

Spis treści:

O autorze
Podziękowania
Prolog

Część I: Sprawy wstępne

Rozdział 1: Krótka historia programu militarnego Stanów Zjednoczonych, dotyczącego 
wojny psychologicznej
Rozdział 2: Teleobserwacja
Rozdział 3: Podróż przez Akaszę

Część II: Tam, gdzie ludzki umysł jeszcze nie dotarł

background image

Rozdział 4: Moja pierwsza wizyta na Marsie
Rozdział 5: Teleobserwacja porwań przez UFO
Rozdział 6: Ocaleni Marsjanie
Rozdział 7: Szczyt cywilizacji Marsjan
Rozdział 8: Pomocnicy z subprzestrzeni
Rozdział 9: Strzał z nieba
Rozdział 10: Federacja Galaktyczna
Rozdział 11: Umysłowość Szarych
Rozdział 12: Przechowalnia ludzi
Rozdział 13: Sprawdzian wiarygodności 1
Rozdział 14: Przełom dyplomatyczny
Rozdział 15: Jezus
Rozdział 16: Przyczyna upadku wczesnej cywilizacji Szarych
Rozdział 17: Star Trek a transformacja ludzkiej kultury
Rozdział 18: Powrót do Jezusa
Rozdział 19: Nie wszyscy Szarzy są równi
Rozdział 20: Adam i Ewa
Rozdział 21: Guru Dev
Rozdział 22: Bóg
Rozdział 23: Kapłaństwo Marsjan
Rozdział 24: Incydent w Roswell
Rozdział 25: Przyszłe środowisko na Ziemi
Rozdział 26: Organizacja Szarych w ramach Federacji
Rozdział 27: Budda
Rozdział 28: Kultura Marsjan na Ziemi
Rozdział 29: Sprawdzian wiarygodności 2
Rozdział 30: Santa Fe Baldy
Rozdział 31: Oficjalne spotkanie z Marsjanami
Rozdział 32: Niższe formy życia na Ziemi
Rozdział 33: Wydarzenie, które zniszczyło Marsa
Rozdział 34: Przyszła kultura na Ziemi

Część III: Uczestnictwo ludzi w polityce galaktycznej

Rozdział 35: Szkolenie dyplomatów
Rozdział 36: Zaangażowanie ludzkiego rządu

Słowniczek niektórych wyrażeń

O autorze

Wykorzystując   „naukową   teleobserwację”   (SRV),   stanowiącą 

współczesną   wersję   techniki   opracowanej   przez   armię   amerykańską   do 
odbierania   oddalonych   w   czasie   i   przestrzeni   danych,   Courtney   Brown 
znalazł dowody istnienia inteligentnego życia pozaziemskiego.

Ta rewolucyjna książka odpowiada na zasadnicze pytania dotyczące ET 

i   zjawiska   „porwań”.   Dowiadujemy   się   na   przykład,   że   starożytną 
cywilizację na Marsie zniszczyła katastrofa planetarna. Wysoko rozwinięte 
istoty   zwane   „Szarymi”   (często   wzmiankowane   w   literaturze   na   temat 

background image

porwań)   uratowały   Marsjan   i   przesiedliły   ich   na   dzisiejszą   Ziemię.   Wspólnym   wysiłkiem, 
marsjańscy uchodźcy i Szarzy pomogą nam przygotować się do pozytywnej współpracy z innymi 
sąsiadami galaktycznymi – będzie to ogromny krok w naszej ewolucji.

Teleobserwacja dostarcza również wstrząsającego wglądu w ludzką egzystencję. SRV działa na 

zasadzie   bezpośredniej,   kontrolowanej   łączności   z   najgłębszą   częścią   umysłu.   To   ogniwo   z 
„niefizyczną” jaźnią stanowi pierwszy, dający się uchwycić dowód istnienia ludzkiej duszy.

Poszerzająca   horyzonty   i   inspirująca   w   swoim   przesłaniu   „Kosmiczna   podróż”   stanowi 

doskonałą   lekturę   dla   wszystkich   zainteresowanych   literaturą   UFO   i  New  Age'u.   Jednocześnie 
szeroki wachlarz poruszonych w niej zagadnień sprawia, że książka ta wykracza poza ramy obydwu 
gatunków.

Czytelnicy mogą skontaktować się z autorem wysyłając listy pod podanym niżej adresem. Jeżeli 

ktoś pragnie dowiedzieć się czegoś więcej na temat profesjonalnego szkolenia w zakresie SRV, 
powinien   zwrócić   się   bezpośrednio   do   Instytutu   Telepatii,   który   mieści   się   pod   tym   samym 
adresem.

Courtney Brown
The Farsight Institute
P.O. Box 49243
Atlanta, GA 30359

Podziękowania

Książka taka jak ta nie mogłaby powstać bez pomocy wielu ludzi. Bez wsparcia i porady moich 

nauczycieli, którzy poprowadzili mnie po zupełnie nie znanych mi ścieżkach świadomości, w ogóle 
nie zacząłbym swoich badań. Pokierowali oni moim rozwojem, ukazując wiele ważnych aspektów 
istnienia, na które przedtem pozostawałem całkiem ślepy. Moja świadomość, kim jestem i kim 
wszyscy jesteśmy, bardzo dojrzała od tamtego okresu kompletnej niewiedzy.

Specjalne podziękowania należą się mojej agentce i przyjaciółce, Sandrze Martin. Zaofiarowała 

się wylansować moją książkę, kiedy ta pozostawała jeszcze w sferze zamysłów, i wspierała moje 
wysiłki w niepewnym, trudnym okresie przed jej ukończeniem. Wierzyła we mnie, a jej wiara 
dodawała mi odwagi, by skończyć przedsięwzięcie, które, jak mogłem się spodziewać, wywoła 
lawinę krytyki ze strony mych akademickich kolegów.

Jestem   wdzięczny   mojemu   wydawcy   z   Penguin   USA,   Edwardowi   Stacklerowi   za   to,   że 

zaryzykował publikację książki, kiedy inni wydawcy nie chcieli o niej słyszeć. Doceniam też jego 
cenne wskazówki, by porzucić akademicki styl na rzecz prostoty i jasności. Robert Durant, Jo 
Lenore Jordan i Dale Stevens również udzielili mi wielu cennych rad.

Moja   żona   i   syn   pomogli   mi   na   swój   własny   sposób.   Od   kiedy   zaczęło   się   to   wszystko, 

prowadzenie prostego, „normalnego” życia okazało się niemożliwe. Mimo to moja żona wspierała 
mnie dzielnie przez cały ten czas. Co do syna, to pomógł mi dostrzec prawdziwy sens życiowych 
wysiłków, co pozwoliło mi osadzić moje badania w szerszym kontekście. Podziękowanie jestem 
winien również istotom pozaziemskim. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Nie zebrałbym 
danych ani nie napisał książki, gdyby ET nie współpracowali ze mną i na swój sposób nie popierali 
moich wysiłków badawczych. Właściwie, książka ta jest w równym stopniu ich dziełem, co moim. 
Przynajmniej w tym sensie, że opowiada ich prawdziwą historię.

Na koniec pragnę z góry podziękować wszystkim Czytelnikom, którzy zrozumieją i docenią to, 

co zrobiłem. Zawsze będą osoby gotowe do krytyki nowatorskich badań – postaram się jakoś znieść 
ich krytykę. Jest dla mnie wielką niewiadomą, jak wielu ludzi przyjmie tę książkę ciepło i uzna ją 
za użyteczną. Możecie być jednak pewni, że bez względu na to, ilu Was będzie, pozostanę Wam 
głęboko wdzięczny. Jeżeli Wasze życie w jakikolwiek sposób wzbogaci się dzięki temu, co tu 
napisałem, mój wysiłek warty był zachodu.

background image

Prolog

„Kosmiczna   podróż”   to   książka   opisująca   dwa   społeczeństwa   znanego   inteligentnego   życia 

pozaziemskiego. Praca ta jest wynikiem całych lat obserwacji obcych kultur, które w wyraźny 
sposób zaznaczyły na Ziemi swoją działalność. Przedstawia historię dwóch innych światów, które 
przeżyły katastrofę i zdołały ocalić swą cywilizację po przybyciu na Ziemię. Pozostali przy życiu, 
mają ogromne potrzeby i wymagają pomocy. Ale okazuje się, że wymagamy jej również my – 
ludzie,   a   nasze   trzy   rasy   dzielą   wspólne   przeznaczenie.   Łączy   nas   wspólnota   doświadczeń   – 
podobnie jak istoty pozaziemskie, my również doznamy wkrótce ekologicznej katastrofy na skalę 
planetarną. To od ET nauczymy się, jak przetrwać na zniszczonej planecie kurzu.

Badania   przedstawione   w   tej   książce   prowadzone   były   przy   użyciu   rygorystycznych, 

precyzyjnych   protokołów   teleobserwacji,   opracowanych   dla   celów   wywiadu   armii   Stanów 
Zjednoczonych.   Dane   uzyskane   tą   metodą   dokładnie   odzwierciedlają   rzeczywistość,   a   nie,   jak 
niektórzy   mogą   sądzić,   wyobrażenia   czy   obrazy   alegoryczne.   Obrane   przeze   mnie   metody   są 
nowymi, ale wyjątkowo wiarygodnymi narzędziami badawczymi, niezależnie od tego, czy inni 
naukowcy uznają je czy nie.

W  niniejszej   pracy   opisuję   to,   czego   dowiedziałem   się   o   istotach   pozaziemskich   w   trakcie 

mojego   szkolenia   i   w   miesiącach,   które   nastąpiły   potem.   W   części   I   książki   przedstawiam 
zagadnienie i  historię teleobserwacji. Opisuję  również własne przeżycia,  związane z rozległym 
programem szkoleniowym w zakresie teleobserwacji i innych zaawansowanych technik poszerzania 
świadomości. Sedno książki zawarte jest w części II, gdzie podaję szczegóły wszystkich zebranych 
przez   siebie   danych   i   analiz   dotyczących   istot   pozaziemskich.   Postanowiłem   ująć   materiał 
chronologicznie, żeby Czytelnik mógł przynajmniej częściowo dzielić ze mną dreszczyk emocji 
związany z odkrywaniem nowych rzeczy. W części III książki dokonuję analizy sytuacji rodzaju 
ludzkiego   na   tle   szerszej   społeczności   galaktycznej.   Przedstawiam   pewne   propozycje   odnośnie 
naszego uczestnictwa w międzygatunkowej dyplomacji, w tym kurs dla dyplomatów, którzy będą 
reprezentować   ludzi   w   Federacji   –   kolektywnej   organizacji   galaktycznej.   Życie   pozaziemskie 
istnieje, i to w dużej różnorodności. Książka ta udostępnia szerokim kręgom naszą obecną wiedzę 
na temat dwóch cywilizacji pozaziemskich, które odwiedzają Ziemię. Nie są to spekulacje, lecz jak 
najbardziej   miarodajne   fakty.   Przedstawiam   tu   wyniki   badań   w   tej   dziedzinie,   opatrzone   moją 
interpretacją.

Jest rzeczą naturalną, że nowatorskie badania nie trafiają do przekonania skostniałych umysłów. 

Szerokie uznanie przychodzi z czasem; co do tego nie mam wątpliwości. Wkrótce wyrośnie nowe 
pokolenie uczonych, którzy będą w stanie świeżym spojrzeniem ogarnąć poruszane tu zagadnienia. 
W tak zwanym międzyczasie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby stosować nowo odkryte metody, o 
ile tylko korzysta się z nich zgodnie z rygorami naukowych norm.

Metody używane do zbierania danych w tej książce były kontrolowane tak samo rygorystycznie, 

jak w przypadku każdego innego badania naukowego. Nie chcę przez to powiedzieć, że ściśle 
przestrzegano   tych   samych   zasad   naukowych   w   procedurach   zbierania   danych.   Jak   później 
wyjaśnię, odnosi się to zwłaszcza do zasady odtwarzalności wyników.

Ludzie odznaczają się zadziwiającą zdolnością odrzucania informacji, które nie pasują do ich 

wcześniej wyrobionych pojęć na temat rzeczywistości. Ponieważ naukowcy są ludźmi, cierpią z 
powodu tej samej sztywności umysłu, co każdy inny. W niektórych kręgach owe z góry powzięte 
poglądy na temat świata znane są jako obowiązujące paradygmaty. Są to wzorce informacyjne, coś 
w rodzaju szablonów, według których ocenia się wszelkie informacje z zewnątrz. Informacje te 
mogą pochodzić z gazety, od przyjaciela, wykładowcy na uniwersytecie, z książki, czy z jakiegoś 
innego źródła. Jeśli nie pasują one do przyjętego wzorca informacyjnego, ludzie po prostu nie dają 
im wiary. Można nawet odnieść wrażenie, że dobra jest każda wymówka, o ile tylko spełnia swój 
cel: utrzymanie w mocy raz przyjętego paradygmatu.

Z powodu tego zjawiska w społeczeństwie ludzkim mnożą się sprzeczności. Znajdziecie na 

przykład bardzo wielu fizyków, twierdzących, że nie ma żadnych dowodów na poparcie tezy, iż 

background image

telepatia   jest   możliwa.   Z   drugiej   strony,   równie   łatwo   ustalić,   że   ci   sami   fizycy   regularnie, 
przynajmniej raz na tydzień, uczęszczają ze swoimi rodzinami do miejsc kultu, właśnie po to, by 
nawiązać telepatyczną łączność z istotami niefizycznymi. W rzeczywistości, a stanie się to dla Was 
jasne po przeczytaniu tej książki, ogromna większość naukowców, którzy nie uznają takich zjawisk 
jak telepatia czy teleobserwacja za realne, w najlepszym wypadku jest po prostu źle poinformowana 
lub,   co   bardziej   prawdopodobne,   zbyt   uprzedzona,   żeby   spojrzeć   na   zagadnienie   w   sposób 
obiektywny.

Ale żeby nie było żadnych nieporozumień w tym względzie: przedstawiciele konserwatywnej 

społeczności   naukowej   są   w   pełni   świadomi   istnienia   przynajmniej   niektórych   zjawisk 
telepatycznych.   Można   podać   wiele   przykładów   ich   naukowej   weryfikacji.   W   1994   roku,   w 
styczniowym   wydaniu  Biuletynu   Psychologicznego  ukazał   się   szczególnie   godny   uwagi   raport 
dwóch psychologów, Daryla J. Berna i Charlesa Honortona, na temat komunikacji telepatycznej, 
jaką zaobserwowano między ludźmi w serii ściśle kontrolowanych eksperymentów. Oczywiście 
wielu naukowców pozostaje sceptycznych. Jednak nie ma wątpliwości co do ostatecznego wyniku 
debaty. Wraz z upływem czasu coraz więcej uczonych zacznie „odkrywać” szeroki zakres zjawisk 
telepatycznych.

Wielki   fizyk,   Max   Planck   zauważył   kiedyś,  że   największy   postęp   w   nauce   ma   miejsce   nie 

dlatego,   że   ktoś   dokonuje   ważnego   odkrycia,   a   wszyscy   pozostali   ochoczo   przyjmują   nowe 
koncepcje. To raczej zmiana w myśleniu całego pokolenia przyczynia się do postępu nauki.

Starsi naukowcy na ogół trzymają się intelektualnych paradygmatów, które obowiązywały w 

czasie, gdy oni sami prowadzili badania i robili kariery. Społeczeństwo czeka więc, aż tych starych 
uczonych zastąpi nowa generacja badaczy, którym przełamanie schematów myślowych przyjdzie 
znacznie łatwiej, bowiem od początku swojej naukowej drogi są zaznajomieni z pewnymi nowymi 
koncepcjami.

W ciągu ostatnich piętnastu lat, naukowe rozumienie teleobserwacji – zdolności dokładnego 

odbioru informacji z dużych odległości, zarówno w przestrzeni, jak i w czasie – zrobiło ogromny 
postęp,  chociaż  szerokie  rzesze  naukowców   nie  wyraziły  jeszcze  swojej  pozytywnej  oceny.  W 
historii ludzkości raz po raz zdarzały się jednostki obdarzone specyficznym darem widzenia na 
odległość. Osoba taka potrafiła na przykład „oczami umysłu” zobaczyć dom znajdujący się po 
drugiej stronie globu. Zjawiska tego typu kwestionowane są tylko dlatego, że nauka nie potrafi 
wyjaśnić, dlaczego przytrafiają się jedynie niektórym „utalentowanym” osobom. Obecnie jednak 
wszystko uległo zmianie. Okazało się, że nie musimy już polegać na uzdolnionych jednostkach. 
Najbardziej znaczącym odkryciem ostatnich piętnastu lat jest to, że telepatii można się nauczyć, a 
następnie z powodzeniem zastosować ją w różnych badaniach, uzyskując określone wyniki. Co 
więcej, wiarygodność wyszkolonych osób jest na ogół dużo większa niż wiarygodność najlepszego 
telepaty   naturalnego.   Kompetentnie   przeprowadzone   badania   mogą   dać   odtwarzalne   wyniki, 
gwarantujące niemal stuprocentową dokładność.

Tej formy teleobserwacji nauczyli się oficerowie wywiadu i członkowie prestiżowej jednostki do 

zadań   specjalnych   w   armii   amerykańskiej.   Pierwotnym   celem   szkolenia   tych   „telepatycznych 
wojowników” było  szpiegowanie  domniemanych wrogów  Stanów  Zjednoczonych. Jednakże  po 
zakończeniu szkolenia, teleobserwatorzy zaczęli badać cele, które na ogół były bardziej interesujące 
niż, powiedzmy, silosy z pociskami czy spotkania w murach Kremla. Członkowie grupy poddawali 
teleobserwacji   niezidentyfikowane   obiekty   latające,   próbując   rozwiązać   zagadkę   istot 
pozaziemskich.

Moja   współpraca   z   nimi   zaczęła   się,   kiedy   już   odeszli   z   wojska,   w   nadziei   szerszego 

wykorzystania nowo nabytych umiejętności badawczych. W trakcie ich badań nad UFO uderzyło 
mnie, jak bardzo koncentrowali się oni na istotach pilotujących statki. Moim zdaniem powinni byli 
raczej skierować wysiłki na zrozumienie społeczeństw, które te statki wysyłały. Zaoferowałem im 
swoje usługi jako socjolog, w nadziei, że będę w stanie przyczynić się do uzyskania odpowiedzi na 
szerszy   zestaw   pytań   związanych   ze   strukturą   życia   w   naszej   galaktyce.  Taka   była   geneza   tej 
książki.

Aż   do   teraz,   niewielu   ludzi   znało   historię   tego,   co   na   temat   zjawiska   UFO   odkryto   dzięki 

background image

teleobserwacji.   Książka   ta   stanowi   próbę   złożenia   układanki   na   podstawie   dostępnej   obecnie 
wiedzy. Nie jest to książka tylko i wyłącznie o UFO czy istotach pozaziemskich (ET). Jest to raczej 
próba   podjęcia   badań   przy   użyciu   nowego   zestawu   narzędzi   do   zbierania   danych.   Można   się 
spodziewać, że inni badacze, wykorzystujący te same narzędzia, dokonają dalszych odkryć, oraz że 
nasze rozumienie życia ET będzie coraz lepsze i pełniejsze.

Wybór gatunków

Książka   ta   bada   społeczeństwa   i   światy   dwóch   cywilizacji   pozaziemskich.   Jedna   z   nich   – 

starożytna cywilizacja, która kwitła na Marsie w czasie, gdy po Ziemi chodziły dinozaury, obecnie 
jest populacją mocno zdziesiątkowaną; druga to grupa istot nazywanych Szarymi. Ich wybór do 
prezentacji   w   niniejszej   książce   nie   został   podyktowany   tym,   że   teleobserwatorzy   nie   znaleźli 
żadnych   innych   form   życia.   Owszem,   znaleźliśmy.   Skupiam   się   na   tych   dwóch   cywilizacjach 
dlatego, bo odgrywają one szczególnie doniosłą rolę w ewolucji naszego gatunku na Ziemi.

Również pewne kwestie praktyczne przemawiają za tym, że Marsjanie oraz cywilizacja Szarych 

stanowią obecnie odpowiednie cele do badania. Mars fizycznie znajduje się niedaleko nas i ludzie 
w naturalny sposób interesują się historią tej planety. W najbliższej przyszłości będziemy mogli 
odwiedzić   Marsa.   Pozwoli   nam   to   dokładnie   zbadać   archeologiczne   ruiny   tej   cywilizacji,   co 
dostarczy  fizycznych  dowodów  potwierdzających  przedstawione  tu  dane  z  teleobserwacji.  Jeśli 
chodzi o Szarych, to od dłuższego czasu są oni ściśle związani zarówno z Marsjanami, jak i z 
ludźmi.

Ta książka oparta jest na faktach, nie na fikcji. Wielokrotnie sprawdzałem dokładność swoich 

obserwacji w różnorodnych warunkach zbierania danych, a w połowie 1995 roku inni wyszkoleni 
teleobserwatorzy niezależnie potwierdzili wiele, być może nawet większość moich podstawowych 
odkryć. Tak więc, odtwarzalność stanowi ważny element poczynionych przeze mnie twierdzeń. 
Nadal pracuję z teleobserwatorami, żeby uzyskać dalsze potwierdzenie danych.

Każda   zdrowa   na   umyśle   osoba   może   obecnie   odbyć   szkolenie,   konieczne   do   niezależnego 

odtworzenia moich wyników (szczegółowo opisuję ten program szkoleniowy w Rozdziale 35). 
Odtwarzalność stanowi podstawowe kryterium wszelkiej nauki. Naukowiec dokonujący odkrycia 
musi jasno wytłumaczyć procedury, jakich użył podczas badania, po czym inni badacze powinni 
dokładnie powtórzyć te procedury w celu zweryfikowania osiągniętych rezultatów. Żadna krytyka 
uzyskanych wyników nie ma racji bytu, o ile nie została podjęta próba powielenia pierwotnych 
doświadczeń. Odnosi się to do moich badań w równym stopniu, co do badań fizyka, który twierdzi, 
że odkrył nową subatomową cząstkę przy użyciu akceleratora cząstek.

To,   co   odkryłem   w   trakcie   sesji   teleobserwacji,   okazało   się   bardziej   niezwykłe   niż   fabuła 

jakiejkolwiek powieści science fiction. Nigdy nie wymyśliłbym równie niesamowitej historii, jak 
to, co dane mi było zobaczyć. Ta nowa wiedza postawiła pod znakiem zapytania wszystkie moje 
wcześniejsze zapatrywania. Musiałem  zmienić  wiele swoich poglądów  na temat tego,  co mnie 
otacza, a proces ten wcale nie był łatwy.

Publikując te materiały nie jestem naiwny. Doskonale zdaję sobie sprawę z ostrzału krytyki, jaki 

z   pewnością   dosięgnie   mnie   po   opublikowaniu   tych   odkryć.   Co   więcej,   moja   pozycja   na 
uniwersytecie   może   zostać   przez   to   mocno   nadszarpnięta.   Cieszę   się   godną   pozazdroszczenia, 
zasłużoną   reputacją   z   racji   twórczych   badań,   w   których   stosuję   skomplikowane   nielinearne 
matematyczne modele zjawisk społecznych. Bynajmniej nie chcę stracić tej reputacji, ale osoba 
prawdziwie oddana nauce musi przyjąć odpowiedzialność, która się z nią wiąże. Praca badacza nie 
polega na głoszeniu tego, co popularne czy, jak to teraz modnie ujmują, „politycznie poprawne”. 
Naukowiec musi zdawać relację z prawdy, jakakolwiek by ona nie była, a potencjalna reakcja 
innych   na   tę   prawdę   nie   powinna   wpływać   na   jego   decyzję   o   opublikowaniu   bądź   nie 
opublikowaniu w pełni weryfikowalnych wyników kompetentnie przeprowadzonych badań.

Gatunek ludzki znajduje się na rozdrożu swej historii. Niedługo mamy wejść do sfery życia 

galaktycznego jako pełnoprawni członkowie społeczności światów. Wobec tak wielkiej sprawy, 
osobista kariera jakiegokolwiek naukowca nie ma większego znaczenia.

background image

Wierzę, że badania będą trwać nadal. Inni uczeni dorzucą swoje cegiełki do moich odkryć i 

poprawią popełnione przeze mnie błędy. Jestem jednak pewien, że zasadnicze aspekty mojej analizy 
zostaną podtrzymane, a ci, co ośmielą się posłać swe umysły tam gdzie ja, odnajdą prawdę, która 
broni się sama.

Rozdział 1

Krótka historia programu militarnego Stanów Zjednoczonych, dotyczącego 

wojny psychologicznej

Książka  ta opowiada  o dwóch  cywilizacjach pozaziemskich, które  wkrótce wywrą ogromny 

wpływ na życie ludzi na Ziemi. Nie jest to praca na temat naukowej teleobserwacji, ale ponieważ 
przedstawione   tu   dane   uzyskano   właśnie   tą   metodą,   wydaje   mi   się   właściwym,   aby   pokrótce 
naszkicować historię zagadnienia. W ten sposób Czytelnicy będą mogli lepiej zrozumieć techniki 
zastosowane w tych badaniach (Pełniejszy opis wydarzeń zarysowanych w tym rozdziale można 
znaleźć w książce Jima Marrsa pod tytułem „Tajemne akta: prawdziwa historia amerykańskiego 
programu psychicznych działań wojennych”, Harmony 1995).

Zainteresowanie rządu Stanów Zjednoczonych parapsychologią wynikło z potrzeby zbierania 

informacji na temat wrogów państwa. Pierwotne zainteresowanie tematem zrodziło się w CIA w 
latach siedemdziesiątych ale ogromną część badań przeprowadzał wywiad armii amerykańskiej, 
poczynając od ściśle tajnego projektu, którego celem było wyszkolenie najlepszych oficerów.

Poważny problem, wynikający ze zbierania danych przez wywiad wojskowy stanowiło ryzyko, 

jakie ponosili jego agenci w związku z trudnościami przekazywania informacji do kwatery głównej. 
Urządzenia techniczne, nawet najlepszej jakości, mogły być w każdej chwili odkryte, a życie agenta 
jak i sama informacja narażone na niebezpieczeństwo. Potrzebny był nowy sposób komunikacji z 
Waszyngtonem – funkcjonujący bez pomocy urządzeń fizycznych.

Zrodził   się   zatem   pomysł   opracowania   jakiegoś   telepatycznego   nadajnika,   który   mógłby 

przekazywać   informacje   do   Pentagonu   z   dużej   odległości,   powiedzmy   z   Moskwy.  Agentowi 
powierzano by zadanie zdobycia podstawowej informacji, którą można by wyrazić odpowiedzią tak 
lub nie. Załóżmy, że wojsko amerykańskie chce wiedzieć, czy Sowieci mają nowy typ broni. Szpieg 
dysponujący takim telepatycznym nadajnikiem ma wszelkie szansę, by doskonale wywiązać się z 
zadania, gdyż nawet w przypadku śledzenia go przez KGB trudno zdobyć dowód, że przekazuje on 
informacje.

Kolejnym bodźcem do badań w tym kierunku była obawa wojska amerykańskiego, że Sowieci 

dysponują  już psychiczną bronią  militarną.  Amerykanie nie  chcieli  pozostawać w  tyle  i w  ten 
sposób narodziła się zimna wojna psychologiczna.

Ciekawe   jest   to,   że   Rosjanie   faktycznie   dysponowali   już   programem   psychicznych   działań 

wojennych.   Obrali   jednak   inną   metodę   działania   –   zrezygnowali   z   tworzenia   odpowiedniego 
programu   szkoleniowego   w   tym   względzie,   a   zaczęli   testować   ludność   w   celu   wyłowienia 
jednostek o największym potencjale zdolności telepatycznych. Kiedy jednak udało im się zebrać 
odpowiednią drużynę, natrafili na te same problemy, które trapiły armię amerykańską – mianowicie 
na opór najwyższych rangą urzędników. Po obydwu stronach starano się nie dopuścić do badania 
pewnych szczególnych celów, takich jak UFO. Z drugiej strony problem miał również szerszy 
charakter – sprzeciwiano się samej metodzie zbierania danych.

Wielu dowódców, tak po stronie amerykańskiej jak i rosyjskiej, reprezentuje konserwatywny 

system   wartości,   często   natury   religijnej.   Nawet   niereligijne   sprzeciwy   nie   pozostawiały 
wątpliwości,   że   wielu   ludzi   uznaje   wykorzystanie   takich   możliwości   technicznych   za 
niedopuszczalne. Opór wyszedł poza dziedzinę wojskowości i objął szerokie kręgi. Sam słyszałem 
o   pewnym   wysoko   postawionym   polityku   cywilnym,   podlegającym   bezpośrednio   ministerstwu 
obrony, który zawzięcie protestował podczas poufnej odprawy na temat UFO, gdzie podnoszono 

background image

kwestie   techniki   pozaziemskiej   i   informacji   uzyskiwanych   na   drodze   telepatii.   Urzędnik   ten 
twierdził, iż wiedzę taką posiądziemy po śmierci, w chwili dostania się do nieba, a do tego czasu 
nie  należy  zgłębiać  tego typu  zagadnień.  Najwyraźniej u Rosjan sytuacja  wyglądała  podobnie. 
Urzędnicy bali się tematu niczym zjawy i projekt nie zyskał odpowiedniego poparcia.

Początkowe zaangażowanie CIA w  sprawy przekazu na drodze telepatycznej zaczęło się od 

pracy z naturalnymi telepatami. Z chwilą, gdy tajne zaminowanie portów nikaraguańskich przez 
CIA   zwróciło   uwagę   amerykańskiego   Kongresu,   agencja   dokonała   czystki   we   wszystkich 
jednostkach   i   projektach,   mogących   prowadzić   do   dalszych   skandali   politycznych.   Na   tym 
skończyło się zainteresowanie CIA wojną psychologiczną.

Chociaż program opracowania telepatycznego nadajnika nigdy się nie powiódł, wysiłki do niego 

zmierzające zaowocowały badaniem zastosowań technik parapsychologicznych w pracy wywiadu. 
Szczególnie godne uwagi są tutaj dwa przedsięwzięcia. Pierwsze z nich to praca profesora Roberta 
Jahna z laboratorium Uniwersytetu w Princeton (PEAR), która, choć nie dotowana przez wojsko 
czy wywiad, wzbudziła spore zainteresowanie w kręgach tego ostatniego. Jednakże największą 
uwagę armii zwróciły badania w Laboratorium Teleobserwacji w Międzynarodowym Instytucie 
Badawczym Stanforda pod kierownictwem dr. Harolda Puthoffa.

Armii amerykańskiej nie nękały takie troski jak CIA. Dla wojska liczy się jedynie wykonanie 

zadania. Podczas gdy CIA uwikłała się w problemy parapsychologiczne, wojsko zaczęło tworzyć 
ukryte, czyli „czarne” jednostki, które miały pomóc w rozwiązaniu niektórych trudnych problemów 
wywiadowczych.

Jedna z tych jednostek specjalnych nosiła kryptonim Oddział G (od nazwy „Płomień Grilla”) i 

nie figurowała na żadnym schemacie organizacyjnym wojska. Pierwotnym zadaniem Oddziału G 
było   badanie   zastosowań   technik   telepatycznych   w   celu   penetracji   najbardziej   tajnych   planów 
wrogów Stanów Zjednoczonych.

Ze   względu   na   niezwykły   charakter   owej   jednostki,   zebrane   przez   nią   informacje   docierały 

jedynie do najwyższych rangą oficerów i polityków. Wkrótce stało się jasne, że przedsięwzięcie 
dostarcza   potrzebnych   informacji.   Żeby   dojrzeć,   projekt   musiałby   jednak   wyjść   poza   ustalone 
granice. Problem z rozszerzeniem projektu polegał na tym, że zjawisko teleobserwacji nie zostało 
uznane przez naukę. Wojsko musiało znaleźć jakiś sposób nadania mu większej wiarygodności 
naukowej, dzięki której wzrosłyby fundusze na ten cel. Zaczęto więc sponsorować doświadczenia 
naukowe, zmierzające do uwiarygodnienia zjawiska.

Owe   wczesne   badania   naukowe   nie   obejmowały   teleobserwacji   w   jej   dzisiejszej   postaci. 

Polegały one zwykle na tym, że telepata leżał na łóżku z przyłożonymi do głowy i stóp elektrodami. 
Używano   sprzętu   elektronicznego   w   celu   wykazania,   że   biegunowość   napięcia   ciała   badanego 
przesunęła  się   o  180  stopni,  co  zwykle   wskazywało   na  osiągnięcie   przezeń   odmiennego   stanu 
świadomości. Inna osoba w pokoju, zwana „monitorem”, miała za zadanie nakierować telepatę na 
cel i notować jego spostrzeżenia.

Jakkolwiek eksperymenty te dostarczały cennych informacji, dane zbierane w ten sposób nie 

zawsze pokrywały się z innymi sesjami czy informacjami dostarczanymi przez innych badaczy. 
Żeby   nabrać   przekonania   do   wartości   materiałów,   wojsko   potrzebowało   większego   stopnia 
wiarygodności.

W  1982   roku   naturalny   telepata   Ingo   Swann   dokonał   wielkiego   przełomu   w   teleobserwacji 

poprzez   opracowanie   protokołów   potwierdzających   zbieranie   wiarygodnego   wywiadu.   Swann 
dokonywał   swoich   odkryć   przez   wiele   lat,   kiedy   uczestniczył   w   szerokich   eksperymentach 
przeprowadzanych w różnych instytutach naukowych, w tym w Badawczym Instytucie Stanforda 
(Swann   1991,   str.   92-94).   Opracował   on   formę   teleobserwacji,   opartą   na   zastosowaniu 
współrzędnych   geograficznych.   Forma   ta   znana   jest   pod  nazwą   „teleobserwacji   współrzędnej”. 
(Innym   naturalnym   telepatą,   który  pracował   z  SRI   Intemational   jest   Joseph   McMoneagle.   Pan 
McMoneagle opublikował ostatnio bardzo poczytną książkę na temat teleobserwacji. Praca ta, pt. 
„Wędrujący umysł” zawiera rozdział opisujący jego własne obserwacje przeszłej cywilizacji na 
Marsie.   Moje   własne   badania   prowadzone   w   kontrolowanych   warunkach   potwierdzają   wiele 
spostrzeżeń McMoneagle'a dotyczących starożytnej cywilizacji marsjańskiej.)

background image

Potem Swann dostał kontrakt na przeszkolenie w tych technikach ponad tuzina ludzi – niektórzy 

z   nich   byli   wojskowymi,   inni   –   cywilami.   Pierwotne   szkolenie   trwało   rok.  Aby   wprowadzić 
kursantów w temat zmienionej świadomości, wysyłano ich do Instytutu Monroe'a w Wirginii, gdzie 
szkolili się w osiąganiu stanów wychodzenia z ciała.

Waszyngton nie byłby Waszyngtonem, gdyby raz na jakiś czas nie wybuchł w nim skandal 

przyciągający   uwagę   prawników   i   prasy.   Za   każdym   razem   po   większym   skandalu   czynniki 
decyzyjne   podejmują   działania   by   uniknąć   takich   incydentów   w   przyszłości.   W   czasie   fiaska 
operacji Iran-Nikaragua – Oliver North, minister obrony wszczął wśród podległych sobie wojsk 
poszukiwania   wtyczki   lub   organizacji,   które   ze   względu   na   brak   właściwej   kontroli   mogłyby 
okazać się politycznie kompromitujące dla prezydenta. Znalazł oddział teleobserwacji i nakazał 
inspektorowi generalnemu przeprowadzić śledztwo. Ponieważ zespół teleobserwacyjny miał być 
jednostką badawczą, cywilni inspektorzy uznali jego działalność za „normalną”.

Od tego momentu sprawy operacyjne przybierały coraz gorszy obrót dla najlepiej wyszkolonych 

teleobserwatorów.  Ich  wpływy  w  Waszyngtonie,  które  nigdy  nie  były  zbyt  silne,  malały  coraz 
bardziej.

Jednak wszyscy członkowie zespołu wiedzieli już wtedy, że są obdarzeni niezwykłym darem – 

darem widzenia, który pociągał za sobą odpowiedzialność wykraczającą poza kwestie narodowe. 
Świadomość tego faktu i potrzeba służenia większej sprawie sprawiły, iż ludzie ci zwrócili swe 
wewnętrzne wejrzenie ku górze, w kierunku gwiazd. Kiedy cała ta historia zaczęła się w latach 
osiemdziesiątych,  nikt  z  nich  nie  przypuszczał,  że  jest  to  droga  do misji,  która  może  zmienić 
ewolucyjny bieg samej ludzkości.

Rozdział 2

Teleobserwacja

Historia

Najlepszym źródłem informacji na temat historycznych początków teleobserwacji (tzn. samych 

protokołów, a nie wojskowego programu ich użycia) wydaje się być książka napisana przez Ingo 
Swanna,   człowieka,   który   opracował   pierwszą   wersję   aktualnych   protokołów   teleobserwacji, 
używanych przez armię amerykańską. W książce tej, pt. „Ponad umysł i zmysły”, Swann opisuje 
teoretyczne podstawy działania teleobserwacji. Należy zaznaczyć, że poglądy Swanna to jedynie 
hipoteza czy też teoria teleobserwacji. Swann jest artystą (malarzem) i niezwykle utalentowanym 
naturalnym telepatą, ale nie jest naukowcem. Nie umniejsza to jednak wartości jego poglądów, 
stanowiących zbiór intuicyjnie zebranych pomysłów w tej materii.

Czytelnicy   powinni   zrozumieć   na   wstępie,   że   teleobserwacja   (w   takim   znaczeniu,   w   jakim 

używa   się   jej   tutaj)   nie   przypomina   w   niczym   komercyjnych   pokazów   medialnych.   Jest   to 
wymagająca dyscyplina, która obejmuje ściśle określony zbiór protokołów; wykorzystywać ją do 
celów   zbierania   danych   może   jedynie   osoba   przeszkolona   przez   kompetentnego   nauczyciela. 
Czytelnikom   radzę   by,   przynajmniej   chwilowo,   powstrzymali   się   od   opinii   (za   lub   przeciw), 
opartych na swojej wcześniejszej wiedzy czy doświadczeniach z naturalnymi telepatami. Książka 
niniejsza,   zarówno   pod   względem   metodologii   jak   i   treści,   zawiera   informacje,   które   dla 
przytłaczającej większości Czytelników, stanowić będą całkowitą nowość.

Naukowa teleobserwacja

W wyniku postępu i udoskonaleń teleobserwacja ewoluowała od sztuki do nauki; i na odwrót – 

rozwój teleobserwacji przyczynił się do usprawnień w technice i do wyjaśnienia pewnych zjawisk. 
W   latach   osiemdziesiątych   do   procedur   teleobserwacyjnych   wprowadzono   innowację,   która 

background image

polegała na wyeliminowaniu potrzeby użycia współrzędnych geograficznych. Stosując nowoczesną 
wojskową wersję teleobserwacji, można zebrać więcej danych, które jakościowo przewyższają dane 
zbierane metodą wyznaczania współrzędnych.

Interesujące jest to, że prywatne firmy stosują procedury opracowane w wojsku. Co więcej, 

procedury te są różnie nazywane, w zależności od tego, kto je wykorzystuje. Nawet mój nauczyciel 
zmienił nazwę. Jednak z tego co wiem, owe różnie nazywane procedury są identyczne bądź prawie 
identyczne z tymi, które zostały opracowane i do dziś pozostają w użyciu armii amerykańskiej.

Formę teleobserwacji, jaką wykorzystałem do przeprowadzenia badań dla celów  tej książki, 

nazwałem   „naukową   teleobserwacja”.   Naukowa   teleobserwacja   (SRV)   to   również   technika 
wywodząca się z procedur opracowanych w wojsku. Różnią się one jednak sposobem i celem, do 
jakiego są używane. SRV pokrywa się z nowoczesnymi technikami wojskowymi pod względem 
struktury,   jednakże   sięga   znacznie   dalej,   umożliwiając   dwustronną   komunikację   pomiędzy 
teleobserwatorem a istotami zdolnymi do odbioru telepatycznego. Wojskowa wersja teleobserwacji 
polegała   zawsze   na   technice   biernego   pozyskiwania   danych   –   nigdy   nie   wykorzystano   jej   do 
porozumiewania   się.   Tym   niemniej,   w   poniższym   omówieniu   będę   opisywał   strukturę 
teleobserwacji, nie zaś jej użycie. Tak więc, odwołując się do struktur SRV, będę zarazem robił 
bardziej ogólne odniesienia do nowoczesnych technik, opracowanych w wojsku.

SRV stanowi zbiór protokołów czy też procedur pozwalających „nieświadomemu umysłowi”, 

jak go się często określa, na komunikację z umysłem świadomym, dzięki czemu następuje przekaz 
cennych informacji z jednego poziomu świadomości do drugiego. Informacje pochodzące z umysłu 
nieświadomego uważa się na ogół za intuicję, czyli odczucie w stosunku do spraw na, których 
temat nie mamy żadnej określonej wiedzy. Typowy przykład stanowi matka, która po prostu wie, że 
jej dzieci znajdują się w poważnych kłopotach. Czuje to niejako w kościach, nawet jeżeli nie ma 
żadnych konkretnych podstaw, żeby tak sądzić. Intuicja działa w czasie i przestrzeni bez pomocy 
jakiegokolwiek fizycznego środka przekazu informacji. SRV systematyzuje odczytywanie intuicji i 
pozwala na jej dokładne przełożenie na papier, w celu późniejszej analizy.

SRV  pozwala   na  rejestrację   informacji   pochodzących   z   nieświadomości,   zanim   zostaną   one 

zakłócone   przez   normalne   procesy   intelektualne   stanu   czuwania,   takie   jak   racjonalizacja   czy 
wyobraźnia. Niektóre z tych protokołów przypominają obrazy odległych przedmiotów, opisanych w 
ocalałych źródłach historycznych (zobacz Swann, str. 73-114). Istotnie, obrazy rysunkowe stanowią 
podstawowy komponent pierwszej i trzeciej fazy SRV, a teleobserwatorzy szkoleni są w kierunku 
ich odszyfrowywania, co pozwala na zdobycie podstawowych informacji na dany temat (tzn. na 
temat obiektu poddanego teleobserwacji).

Zasadniczo   informacje   na   temat   obiektu   napływają   do   wyszkolonych   jednostek   poprzez   ich 

nieświadome umysły. W trakcie sesji teleobserwatorzy szybko je zapisują, trzymając się cały czas 
ścisłej   procedury   protokołów.   Zasady   SRV   umożliwiają   teleobserwatorowi   oderwanie   się   od 
intelektualnych   procesów   świadomego   umysłu   do   czasu   zakończenia   sesji.   Nawet   nieznaczne 
odstępstwo od protokołów może spowodować ingerencję świadomego umysłu. Postępowanie takie 
mogłoby okazać się fatalne w skutkach, jako że świadomy umysł próbowałby od razu interpretować 
dane,   pobudzając   w   ten   sposób   wyobraźnię   umysłu.   Z   doświadczeń   wynika,   iż   tego   rodzaju 
praktyki mają duży wpływ na dokładność danych – to właśnie dlatego niewyszkoleni telepaci na 
ogół nie są wiarygodni jako jasnowidze.

Naczelna   zasada   SRV   to   nieanalizowanie   danych   przed   ich   zebraniem.   W   przypadku   jej 

nieprzestrzegania teleobserwacja niewiele różni się od fantazji na jawie. (Dodatkowe informacje na 
temat roli nieświadomości w przekazie informacji Czytelnicy znajdą w pracy Targa i Puthoffa z 
1977 roku, Wilbcra z 1977 i Mavromatisa z 1987 roku.)

Kolejny punkt, który chcę poruszyć, jest bardzo ważny. Nie proszę nikogo, aby wierzył w to, co 

opisuję w niniejszej książce, tak jak wierzy się w zbiór prawd religijnych. Książka ta stanowi 
relację z moich badań. Jak każde inne badanie naukowe, moje również podlega odtworzeniu i 
sprawdzeniu przez każdego, kto przeszedł przeszkolenie w zakresie protokołów SRV. Zatem inni 
naukowcy mogą potwierdzić wszystko, co zostało tu napisane. Poza tym, zadałem sobie dużo trudu 
zbierając   i   potwierdzając   wszystkie   przytoczone   tu   informacje.   Sposób,   w   jaki   to   robiłem, 

background image

przedstawię w dalszej części rozdziału, natomiast w tym miejscu pragnę mocno podkreślić, że w 
badaniu naukowym nie ma miejsca dla wiary. Jedyne, co się tutaj liczy, to dane oraz ich inteligentna 
interpretacja. W swej książce przedstawiam i interpretuję duży zasób danych, które z łatwością 
mogą potwierdzić inni naukowcy, o ile tylko znane im są protokoły SRV.

Współrzędne celu

Naukowa teleobserwacja zawsze obiera sobie jakiś cel. Cel ten stanowić może jakakolwiek rzecz 

bądź osoba, o której chcemy się czegoś dowiedzieć. Na ogół są to miejsca, wydarzenia i ludzie, ale 
można się również pokusić o trudniejsze cele, takie jak ludzkie sny czy nawet Bóg. Nieświadomość 
dostarcza potrzebnych informacji w taki sposób, aby zrozumiał je umysł świadomy.

Sesja SRV zaczyna się od przeprowadzenia kilku procedur przy użyciu współrzędnych celu. Na 

ogół są to dwie wybrane na chybił trafił czterocyfrowe liczby przydzielone celowi, przy czym 
teleobserwator   nie   musi   wiedzieć   jaki   cel   one   reprezentują.   Do   współrzędnych   wygodnie   jest 
używać liczb, ale mogą być również litery. Oczywiście współrzędne te nie wskazują geograficznego 
położenia celu. Same liczby nie mają żadnego znaczenia dla świadomego umysłu teleobserwatora.

Użycie liczb zamiast nazwy celu pomaga świadomemu umysłowi i wyobraźni oderwać się od 

procesu zbierania danych, dzięki czemu utrudnione jest zgadywanie, czy inne formy zaśmiecania 
danych. Co więcej, jak się okazało, nieświadomy umysł natychmiast rozpoznaje cel, nawet gdy zna 
tylko jego liczby współrzędne. Niepotrzebne są żadne dodatkowe informacje. Na podstawie tych 
danych teleobserwator stosuje następnie protokoły SRV w celu uzyskania informacji na temat celu, 
przy czym tożsamość tego ostatniego pozostaje dla niego nie znana aż do czasu zakończenia sesji.

Stosując współrzędne celu, teleobserwator przez cały czas trwania sesji przestrzega protokołów 

SRV.   Umysłowa   łączność   z   celem   tworzy   coś   w   rodzaju   sygnału.   Teleobserwator   informacje 
pochodzące   od   celu   jest   w   stanie   odróżnić   od   szumów   (takich   jak   wyobraźnia)   na   zasadzie 
rozpoznania mentalnego „tonu” informacji.

Pod   koniec   każdej   sesji   przedstawia   się   teleobserwatorowi   faktyczny   opis   obserwowanego 

obiektu  w   celu   porównania  go  z  danymi  uzyskanymi  na  drodze   teleobserwacji.  W  ten  sposób 
kontroluje się proces zbierania danych.

Protokoły SRV

Protokoły SRV mają siedem charakterystycznych etapów. W każdym stadium uzyskuje się różne 

rodzaje informacji na temat celu. Poszczególne fazy wprowadzane są do sesji SRV w kolejności od 
1 do 7, aczkolwiek często sesja kończy się na wcześniejszym etapie, o ile tylko zostały zebrane 
potrzebne informacje.

Siedem faz protokołów SRV przedstawia się następująco:

•   Faza   1:   Fazy   1   i   2   noszą   nazwę   „wstępnych”,   a   celem   ich   jest   ustanowienie   wstępnego 

kontaktu z miejscem. Dane o celu uzyskane w Fazie 1 – na przykład czy z miejscem celu wiąże się 
jakaś struktura ludzka – są niekompletne.

• Faza 2: Faza ta zwiększa kontakt z miejscem. Informacje z tej fazy obejmują kolory, fakturę 

powierzchni, temperaturę, smaki, zapachy i dźwięki związane z celem.

• Faza 3: Faza ta dostarcza wstępnego szkicu celu.
• Faza 4: Na tym etapie kontakt z celem jest całkiem bliski. W Fazie 4 nieświadomość cieszy się 

pełną władzą w „rozwiązywaniu problemu”. Pozwala się jej kierować przepływem informacji do 
świadomego umysłu.

• Faza 5: Tutaj uzyskuje się szczegóły dotyczące poszczególnych struktur, takie jak na przykład 

meble w pokoju. Fazę tę zwykle pomija się w sesjach SRV, chyba że potrzebne są szczegółowe 
informacje na temat celu.

•  Faza   6:  Na  tym   etapie  teleobserwator  może  dokonywać  kontrolowanego  badania  miejsca. 

Może on sobie  pozwolić  na pewną, ograniczoną aktywność intelektualną w  celu  pokierowania 

background image

nieświadomością w wypełnianiu określonych zadań. To tutaj dokonuje się analizy wykresu czasu i 
położenia geograficznego. W fazie tej rysowane są również zaawansowane szkice.

• Faza 7: Ten etap dostarcza informacji słuchowych związanych z miejscem, takich jak np. jego 

nazwa.

Kategorie danych teleobserwacji

Nie wszystkie dane z teleobserwacji są tego samego rodzaju. Faktycznie istnieją różne typy 

danych, uzyskiwanych w bardzo różnych warunkach. Teleobserwacja w żadnych warunkach nie jest 
łatwym zadaniem. Nie polega ona na tym, że zamyka się oczy i nagle „widzi się” cel. Sesja trwa 
około godziny, a żeby dobrze określić obiekty, istoty, poglądy i inne dane dotyczące celu, trzeba na 
ogół przeprowadzić wiele sesji.

Występuje sześć różnych typów danych teleobserwacyjnych. Cechą wyróżniającą różne typy jest 

ilość informacji, jaką teleobserwator ma na temat celu przed rozpoczęciem sesji. Inną podstawową 
cechę charakterystyczną stanowi to, czy teleobserwator pracuje z osobą zwaną monitorem, co za 
chwilę bliżej wyjaśnię.

W zależności od celu sesji, może być, powiedzmy, sześćset rzeczy do zrobienia – jedna po 

drugiej – obejmujących do siedmiu faz protokołów. Podstawowym założeniem, kryjącym się za 
tymi wszystkimi zadaniami jest możliwie jak najszybsze zarejestrowanie (na papierze) informacji o 
celu, zanim analityczna część umysłu zdąży je zniekształcić, zinterpretować czy w inny sposób 
zanieczyścić.   Pod   koniec   sesji   teleobserwator   ma   około   dwudziestu   kartek   papieru   z   różnymi 
formami   danych,   które   następnie   są   odszyfrowywane,   interpretowane   i   streszczane.   Kontakt   z 
celem podczas SRV ma czasami charakter intymny. Często zdarza się, że mniej więcej w połowie 
sesji teleobserwator zaczyna doświadczać bilokacji, tzn. czuje, że znajduje się w dwóch miejscach 
na raz. W tym punkcie dane otrzymywane na drodze sygnału telepatycznego napływają bardzo 
szybko i teleobserwator musi zanotować możliwie jak najwięcej w stosunkowo krótkim przedziale 
czasu.

Dane Typu 1

Kiedy teleobserwator sam przeprowadza sesję, warunki zbierania danych określa się mianem 

50/0.   Natomiast   dane   otrzymane   podczas   sesji   solo,   w   której   teleobserwator   wybiera   cel 
(dysponując w ten sposób wcześniejszą wiedzą) nazywane są danymi Typu 1.

Posiadanie   uprzedniej   wiedzy   na   temat   celu   określa   się   mianem   wstępnego   naładowania. 

Wstępne   wprowadzanie   danych   jest   często   konieczne;   niekiedy   teleobserwator   po   prostu   musi 
wiedzieć coś na temat celu. Problem związany z tego typu sesją (dotykający głównie nowicjuszy) 
polega na tym, że wyobraźnia teleobserwatora może łatwo zniekształcić dane o celu, na którego 
temat ma on już być może z góry wyrobiony pogląd. Dlatego niezwykle ważne jest dokładne 
przestrzeganie   procedury   protokołów   teleobserwacji,   co   pozwala   na   ograniczenie   tego   typu 
zniekształceń.   Ryzyko   zanieczyszczenia   danych   zmniejsza   się   znacznie   w   miarę   nabywania 
doświadczenia i ścisłego trzymania się protokołów.

Dane Typu 2

W   przypadku   początkującego   teleobserwatora,   ryzyko   zniekształceń   ogranicza   Drugi   Typ 

danych. Na sesji tego typu teleobserwator pracuje solo, ale nie wybiera konkretnego celu. Cel 
wybierany jest przez komputer na chybił trafił z wcześniej ustalonej listy celów; komputer podaje 
teleobserwatorowi   same   współrzędne.  Teleobserwator   może   być  zaznajomiony   z   listą   celów   (a 
nawet   uczestniczyć   w   ich   wyborze),   ale   tylko   komputer   wie,   jakie   współrzędne   ma   dany   cel. 
Ponieważ świadomy umysł teleobserwatora nie posiada tej wiedzy, w celu zdobycia wszelkich 
informacji o badanym obiekcie musi on wykorzystywać swą nieświadomość. Mówi się wtedy, że 
teleobserwator przeprowadza sesję w ciemno, co oznacza, iż nie ma on żadnej wiedzy na temat 

background image

celu.

Dane Typu 3

W przypadku danych Typu 3 mamy do czynienia z jeszcze innym rodzajem solowej sesji w 

ciemno.   Tutaj   nie   teleobserwator   określa   cel,   lecz   ktoś   z   zewnątrz.   Na   przykład   agencja 
teleobserwacyjna może ze swej kwatery głównej rozesłać wiadomość dotyczącą współrzędnych 
celu   do   grupy   wyszkolonych   teleobserwatorów,   mieszkających   w   różnych   częściach   Stanów 
Zjednoczonych. Kierownictwo zna cel, ale poszczególni teleobserwatorzy nie mają o nim pojęcia. 
Nie utrzymują oni ze sobą żadnego kontaktu. Mogą otrzymać tylko pewne skąpe informacje na 
temat celu – na przykład czy jest to miejsce, czy wydarzenie. Teleobserwatorzy ci przeprowadzają 
sesje   wykorzystując   jedynie   współrzędne,   a   wyniki   przesyłają   następnie   faksem   do   kwatery 
głównej. Doświadczenie uczy, że informacje potwierdzone przez wielu teleobserwatorów wykazują 
zwykle sto procent dokładności. Co więcej, ponieważ teleobserwatorzy mogą „wpadać na cel” w 
różnych punktach czasu czy przestrzeni, różne sesje mogą odsłonić komplementarne aspekty celu, 
co pozwala na uzyskanie poszerzonego obrazu.

Jednak przeprowadzanie sesji solo ma swoje wady. Kiedy teleobserwatorzy sami przeprowadzają 

sesje, protokoły uniemożliwiają im pełne wykorzystanie analitycznej części umysłu. W ten sposób 
mogą oni widzieć cel i nie wiedzieć, co robić dalej. Sesje solo dostarczają cennych informacji na 
temat   celu,   lecz   informacje   bardziej   szczegółowe   i   dogłębne   można   uzyskać,   kiedy   ktoś   inny 
prowadzi   nawigację.   Drugą   osobę   nazywa   się   wtedy   pomocnikiem   czyli   monitorem,   zaś   sesja 
monitorowana może stanowić niezwykle interesujące wydarzenie.

Dane Typu 4

Istnieją  trzy  typy  monitorowanych  sesji  SRV. Kiedy  monitor  zna  cel,  ale  teleobserwatorowi 

podaje   jedynie   jego   współrzędne,   mamy   do   czynienia   z   danymi   Typu   4.   Sesje   tego   typu   są 
wykorzystywane w dużym stopniu podczas szkolenia. Dane Typu 4 mogą być bardzo pomocne z 
perspektywy badań, jako że monitor posiada maksymalną ilość informacji, za pomocą których 
kieruje teleobserwatorem. Na sesjach tych monitor mówi teleobserwatorowi, co ma robić, gdzie 
patrzeć, dokąd iść, a nawet o co pytać, w przypadku nawiązania kontaktu z istotą posługującą się 
telepatią.   Pozwala   to   teleobserwatorowi   na   prawie   całkowite   nieangażowanie   zdolności 
umysłowych, podczas gdy monitor przeprowadza całą analizę.

Monitor i teleobserwator nie muszą znajdować się w tym samym pokoju podczas sesji. W celu 

umożliwienia komunikacji słownej często używa się słuchawek. Dzięki temu monitorowana sesja 
może   się   odbyć   nawet   wtedy,   gdy   monitor   i   teleobserwator   znajdują   się   w   całkiem   różnych 
miejscach,   oddalonych   od   siebie   o   tysiące   mil.   Niekiedy   podczas   takich   sesji   można 
teleobserwatorowi przesłać faksem dane diagramowe w celu zapewnienia kontroli nad przepływem 
informacji.   Sytuacje   takie   określa   się   mianem   sesji   monitorowanych   na   odległość.   Wiele 
zamieszczonych w tej książce informacji pochodzi z takiego właśnie źródła.

Dane Typu 5

W   sytuacjach   szczególnie   krytycznych   badacze   mogą   życzyć   sobie   danych   zebranych   bez 

pomocy monitora.

W przypadkach tych zarówno teleobserwator jak i monitor działają po omacku, a współrzędne 

celu są im dane z zewnątrz przez agencję bądź wybiera je program komputerowy z listy celów (Nie 
ma   znaczenia   czy   monitor   i   teleobserwator   znają   zawartość   listy,   o   ile   jest   ona   długa. 
Doświadczenie uczy, że jeżeli lista jest odpowiednio długa, świadomy umysł porzuca wszelkie 
próby zgadywania tożsamości celu). Dane zebrane w ten sposób określa się mianem danych Typu 5. 
Sesje przeprowadzane w tych warunkach cechuje wysoki stopień wiarygodności. Natomiast ich 
wada polega na tym, że pochłaniają więcej czasu niż inne typy teleobserwacji i nie pozwalają 

background image

monitorowi na wybranie najbardziej użytecznych informacji podczas sesji. To tak jakby prosić 
nawigatora   lotu   o   rozpoczęcie   pracy   po   wystartowaniu   samolotu.   Lot   będzie   prawdopodobnie 
przebiegał mniej burzliwie, jeżeli jego ogólny plan ustali się przed startem. Tym niemniej, dane 
Typu 5 są niezwykle użyteczne w niektórych sytuacjach i mogą przydać wiarygodności ogólnym 
wynikom.

Dane Typu 6

Ostatni   rodzaj   danych   –   dane  Typu   6   pochodzą   z   sesji,   na   których   zarówno   monitor   jak   i 

teleobserwator są wstępnie „naładowani informacjami” na temat celu. Ten typ sesji przeprowadza 
się   jeśli   teleobserwator   musi   zebrać   więcej   informacji   na   temat   konkretnego   celu,   ale   nie 
odpowiadają mu sesje solo. W takim przypadku monitor przejmuje kontrolę nawigacyjną, jednak 
wcześniej porozumiewa się z teleobserwatorem co do celów sesji.

Streszczenie typów danych

W skrócie kategorie teleobserwacji przedstawiają się następująco:

• Typ 1: Solo, wstępne podanie danych, cel wybierany przez teleobserwatora.
• Typ 2: Solo, w ciemno, cel wybierany przez komputer na chybił trafił z listy celów ustalonej z 

góry.

• Typ 3: Solo, w ciemno, cel określany przez kogoś z zewnątrz.
• Typ 4: Sesja monitorowana, teleobserwator nie zna danych, monitor ma podane dane wstępne.
• Typ 5: Sesja monitorowana, ani teleobserwator, ani monitor nie znają danych, cel wybierany 

przez komputer na chybił trafił z listy celów ustalonej z góry.

• Typ 6: Sesja monitorowana, zarówno monitor jak i teleobserwator mają wstępnie podane dane.

Żaden typ danych nie jest lepszy od innych, a każdy z nich ma swoje zalety i wady.

Lista celów

Ogromna większość sesji SRV, które dostarczyły danych do tej książki, została przeprowadzona 

w warunkach Typu 4. Oznacza to, że ja – teleobserwator, działałem w ciemno, podczas gdy mój 
monitor znał cel. Większość celów została wybrana na chybił trafił z listy czterdziestu pozycji, 
które   opracowaliśmy   wspólnie   z   monitorem.  W  trakcie   badań   poprosiłem   monitora   o   dodanie 
piętnastu innych pozycji i nieinformowanie mnie na ich temat. Monitor mój nie udzielił mi żadnej 
wskazówki co do tego, czy cel, z jakim miałem nawiązać łączność telepatyczną pochodził z listy 
pierwotnej, czy tej uzupełnionej o nowe, nie znane mi pozycje.

Po   rozpoczęciu   sesji,   celowo   nie   chciałem   zaglądać   na   listę   czterdziestu   celów;   pragnąłem 

uniknąć śledzenia listy. A zatem zbieranie danych w ciemno nie oznacza, że nigdy nie widziałem 
listy celów. Oznacza jedynie, że nie miałem pojęcia, z jakim celem będę miał do czynienia w 
trakcie danej sesji.

Z punktu widzenia protokołów SRV chodzi o to, by z góry przekonać świadomy umysł, że próby 

odgadywania informacji na temat celu są pozbawione sensu. W ten sposób zmusza się go do tego, 
by   całkowicie   polegał   na   danych   dostarczanych   przez   umysł   nieświadomy.   Kroki   te   nie   są 
konieczne w przypadku doświadczonych teleobserwatorów, biegłych w przekazywaniu tylko tych 
informacji, których dostarcza nieświadomość, niezależnie od typu danych. Zważywszy jednak na 
kontrowersyjną naturę przedmiotu tej książki, w celu uzyskania jak największej wiarygodności, 
postanowiłem we wstępnym etapie badań w miarę możliwości oprzeć się na danych Typu 4.

background image

Krytycyzm zrodzony z niewiedzy

Krytycy teleobserwacji skupiają się zwykle na monitorowanych danych, twierdząc, że dane takie 

(typy od 4 do 6) mogą być zniekształcane przez uprzedzenia i interpretacje samego monitora. W 
szczególności wysuwają oni zastrzeżenia co do sytuacji, w której monitor prowadzi teleobserwatora 
w sposób bardzo zbliżony do tego, w jaki ruchy ręki terapeuty, celowo bądź bezwiednie, prowadzą 
do   porozumienia   dzieci   autystycznych.   Krytyka   tego   rodzaju   służy   najczęściej   do   całkowitego 
zdyskredytowania danych zbieranych na drodze SRV. Oskarżenia te są jednak bardzo płytkie.

Należy   pamiętać,   że   większość   danych   SRV,   wykorzystujących   cele   ziemskie,   może   zostać 

potwierdzona   w   sposób   niezależny,   co   zresztą   miało   miejsce   na   szeroką   skalę   w   trakcie 
opracowywania   protokołów.   Tak   więc   nie   mamy   tutaj   do   czynienia   z   kwestiami   wiary   bądź 
niewiary. Dane po prostu są dokładne albo niedokładne. Jeżeli informacji na temat celu nie sposób 
sprawdzić   środkami   fizycznymi,   zawsze   można   poprosić   kilku   innych   teleobserwatorów   o 
przeprowadzenie   niezależnych   sesji   solo   i   w   ciemno   (dane  Typu   3),   które   potwierdzą   lub   nie 
prawdziwość   zebranych   danych.   Prawdopodobieństwo   uzyskania   przez   wielu   teleobserwatorów 
tych samych informacji w warunkach danych Typu 3 jest nieskończenie małe i znacznie przewyższa 
statystyczne wymagania, przyjmowane zwyczajowo w naukowych badaniach empirycznych.

Cóż, krytycyzm zawsze towarzyszy odkrywcom nowych zjawisk. Weźmy na przykład Jamesa 

Bruce'a – jednego z pierwszych europejskich badaczy, którzy wkroczyli na teren Afryki znany 
obecnie   jako   Etiopia.   Jego   odkrycia   miały   miejsce   w   drugiej   połowie   osiemnastego   wieku   i 
obejmowały doświadczenia, w które współcześni mu Brytyjczycy po prostu nie mogli uwierzyć. 
Ludzie   nazywali   go   kłamcą   twierdząc,   że   to   niemożliwe,   by   istniało   tak   dziwne   miejsce.   Nie 
zmieniło to faktu, że Etiopia była Etiopią, a późniejsi badacze natrafili dokładnie na to samo, na co 
natknął się James Bruce (patrz Hibbert 1982, str. 21-52). Chociaż było to pozbawione sensu, ludzie 
jednak   nadal   nazywali   Bruce'a   kłamcą,   nie   mając   żadnych   ku   temu   podstaw   prócz   własnego 
przeświadczenia,   nie   opartego   na   żadnym   doświadczeniu.   Jedynym   sensownym   krokiem   w   tej 
sytuacji byłoby sprawdzenie tego, co mówił Bruce.

Niewiara   tych,   którzy   nigdy   nie   uczestniczyli   w   bezpośrednim   badaniu   jest   powszechnym 

zjawiskiem,   które   towarzyszy   nam   od   zawsze.   Spieranie   się,   czy   coś   jest   możliwe   czy   nie, 
argumentacja w obronie jakiegoś doświadczenia, co do którego są wątpliwości, nie ma większego 
sensu. Najlepsze, co można uczynić w takiej sytuacji to poddać owo doświadczenie sprawdzeniu.

Ograniczenia SRV

Naukowa teleobserwacja ma swoje ograniczenia. Niektóre z nich zdają się wynikać z natury 

samego celu. Na przykład, wyszkolony teleobserwator może oczami umysłu zobaczyć książkę i 
mieć pewne pojęcie na temat jej treści, ale czytanie jej może okazać się niemożliwe. Ja osobiście 
widziałem  insygnia   na  mundurze   ET.  Udało   mi  się   stwierdzić,   że  mundur   jest  biały,  ale  żeby 
zobaczyć   dokładny  zarys  symbolu   na  emblemacie,  musiałem   poświęcić   sporo  czasu.  Podobnie 
trudno   jest   odczytać   znaki   drogowe   i   nazwy   ulic,   chociaż   teleobserwator   o   wysokim   stopniu 
wyszkolenia jest w stanie tego dokonać.

Kolejne ograniczenie teleobserwacji wiąże się z określeniem miejsca w stosunku do jakiegoś 

znanego   punktu.   Na   przykład   łatwo   jest   namierzyć   drogę   do   ojczyzny   cywilizacji   istot 
pozaziemskich, ale trudno ją określić w stosunku do naszego systemu słonecznego. Teleobserwator 
może śledzić statek ET z Ziemi do ojczyzny ET, nie znając dokładnej drogi, jaką ten się posuwa. 
Ograniczenia tego typu można pokonać, ale „cena” informacji (w kategoriach czasu, wysiłku i 
nakładów) jest ogromna. Podam jeszcze inny przykład. W trakcie naszych badań ustaliliśmy, że 
jedna grupa ET ma podziemną bazę na Ziemi, usytuowaną pod okrągłą górą. Dzięki wspólnemu 
wysiłkowi wielu teleobserwatorów, w końcu ustaliliśmy prawdopodobne miejsce bazy, ale było to 
zadanie niełatwe.

Przy   odpowiedniej   ilości   czasu,   wysiłku   i   nakładów,   można   przezwyciężyć   większość 

ograniczeń   SRV.  Ale   do   niedawna   musieliśmy   znosić   ograniczenia   całkiem   odmiennej   natury. 

background image

Czasami teleobserwatorowi zabraniano z zewnątrz nawiązywania łączności telepatycznej z jakimś 
celem. Na przykład w literaturze na temat UFO niektóre istoty pozaziemskie określane są mianem 
„Szarych”.   Istoty   te   są   niskie,   szczupłe,   mają   poszarzałą   cerę   i   według   doniesień   często 
przeprowadzają   badania   medyczne   i   dokonują   operacji   ginekologicznych   na   istotach   ludzkich, 
zabieranych na pokład statku kosmicznego. U wyszkolonych teleobserwatorów, którzy próbowali 
przeniknąć do statków Szarych, następowała „blokada” widzenia, a dokładniej, podsuwana im była 
wizja zastępcza.

Zwykle łatwo jest wykryć oszukańczy sygnał. Na przykład, kiedy Szarzy wytwarzają zastępczą 

wizję, wielu teleobserwatorów otrzyma, o ile w ogóle się to stanie, bardzo niewielkie potwierdzenie 
danych; nic nie będzie się pokrywać. (Ostatnio, co wyjaśnię w rozdziale 14, cofnięty został nawet 
zakaz telepatycznego wywiadu na temat porwań przez UFO).

Ostatnie ograniczenie, o którym warto wspomnieć to problem rozumienia. Teleobserwatorzy 

przychodzą na sesję „tak jak są”. Przypomina to bardzo sytuację kogoś, kto mając zawiązane oczy 
trafia do zupełnie obcego miasta. Ściąga opaskę i rozgląda się dokoła. Nie ma pojęcia, gdzie jest, 
ale zauważa budynki, ludzi, słyszy obce języki i doznaje wielu odczuć fizycznych. Może wszystko 
postrzegać, ale niczego nie rozumieć.

Żeby było jasne, wszystkie dane uzyskane na podstawie teleobserwacji muszą się mieścić w 

zasięgu intelektualnego doświadczenia teleobserwatora. Podczas gdy nieświadomy umysł próbuje 
uczynić informację zrozumiałą dla umysłu świadomego, praca przebiega łatwiej, jeśli świadomy 
umysł rozumie już podstawowe pojęcia związane z tymi danymi. Na przykład, ja nie przydałbym 
się na wiele, próbując dotrzeć do szczegółów nowoczesnej techniki pozaziemskiej. Po prostu nie 
wiedziałbym na co patrzę. Przy największych wysiłkach, mój nieświadomy umysł prawdopodobnie 
nie   byłby   w   stanie   przekazać   memu   umysłowi   świadomemu   nic   więcej   ponad   podstawowe 
informacje na temat techniki. Natomiast wyszkolony inżynier mógłby objąć myślą wszelkie ważne 
informacje, włącznie ze szczegółami technicznymi. Techniczne wykształcenie inżyniera pomogłoby 
mu w zrozumieniu postrzeganej rzeczywistości. Z drugiej strony, ponieważ jestem socjologiem, 
mogę być bardzo pomocny w badaniu pozaziemskich społeczeństw. Łatwiej będzie mi zrozumieć, 
w jaki sposób organizują się i sprawują rządy. To znaczy, mój świadomy umysł bez trudu zrozumie 
to, co ukaże mu umysł nieświadomy, a ja będę w stanie wytłumaczyć to innym. Podsumowując, 
nieświadomy umysł może postrzegać dosłownie wszystko, ale żeby zrozumieć to, co się postrzega, 
trzeba oprzeć się na umyśle świadomym.

Ogółem   biorąc,   ograniczeń   teleobserwacji   jest   stosunkowo   niewiele,   a   ponieważ   są   one 

konsekwencją naszych umiejętności i wyszkolenia, prawdopodobnie nie będą stanowić problemu 
dla   przyszłych   pokoleń   lepiej   wyszkolonych   teleobserwatorów.   Jeśli   chodzi   o   ograniczenia 
narzucane nam przez istoty pozaziemskie, należy stwierdzić, że występują one sporadycznie, a ich 
celem wydaje się być niedopuszczenie do ingerencji w ich życie, a także ochrona nas – Ziemian 
przed czymś, na co nie jesteśmy w pełni przygotowani. Myślę, że nawet te ograniczenia zostaną 
pokonane, gdyż rodzaj ludzki powoli dojrzewa do tego, by stanąć w obliczu czegoś, co według 
naszej dzisiejszej wiedzy stanowi dość silną społeczność galaktyczną.

Uprzedzenia występujące w obszernej literaturze na temat UFO

W porównaniu z obecnym stanem naszej wiedzy o działalności istot pozaziemskich na Ziemi 

bądź   w   jej   pobliżu,   rozległa   literatura   na   temat   UFO   zawiera   liczne   nie   poparte   naukowo 
uprzedzenia.  Wiele fałszywych  wniosków, jakie można znaleźć  w owej  literaturze, nie  wynika 
bynajmniej z niekompetencji. W trakcie prowadzenia badań przedstawionych w niniejszej pracy, 
czytałem książki i rozmawiałem z piszącymi je inteligentnymi ludźmi, którzy naprawdę próbują 
rozwiązać niezwykle zawikłany problem. Zagadkę UFO trudno zrozumieć, nawet jeżeli dysponuje 
się danymi zebranymi na drodze SRV. Natomiast bez tych danych w ogóle nie sposób jej zgłębić. 
Jedyne dostępne publicznie źródła informacji opierają się na naocznych relacjach obserwacji UFO, 
raportach z porwań – uzyskiwanych zazwyczaj od osób zahipnotyzowanych – bądź na informacjach 
pochodzących z channelingu, w którym przyjaźni kosmici rozmawiają z popierającymi ich istotami 

background image

ludzkimi, przy czym te ostatnie znajdują się w stanie podobnym do transu.

Jeżeli   chodzi   o   naoczne   zeznania   z   obserwacji   UFO,   raporty   te   po   prostu   nie   zawierają 

odpowiedniej liczby informacji, żeby mogły być użyteczne z naukowego punktu widzenia. Co 
można bowiem powiedzieć o takim zeznaniu prócz tego, że zauważono niezwykły latający obiekt? 
Nadal   nie   mamy   żadnych   informacji   na   temat   użytkowników   statku;   nie   wiemy   też   nic   o 
społeczeństwach, z których oni pochodzą.

Problemy   związane   z   relacjami   porwań   są   znacznie   bardziej   skomplikowane   i   wymagają 

szerszego omówienia. Nie ma wątpliwości, że ludziom, którzy twierdzą, iż zostali porwani przez 
UFO i zabrani na pokład ich statku, przydarzyło się to naprawdę. Obecnie dysponujemy danymi 
SRV, potwierdzającymi wiele relacjonowanych wydarzeń.

Głównym wątkiem przewijającym się w tych relacjach jest to, iż ludzie są porywani i wbrew 

swojej   woli   wykorzystywani   jako   inkubatory   w   czasie   trzech   pierwszych   miesięcy   ciąży 
genetycznie   spreparowanego   potomstwa,   które   w   części   jest   ludzkie,   w   części   zaś   kosmiczne. 
Literatura sugeruje jakoby Szarzy, niezadowoleni ze swej obecnej postaci, poszukiwali dla siebie 
nowych ciał. W ogromnej większości przypadków porwań u porwanego występuje pewien stopień 
amnezji, którą dobry terapeuta może pokonać na drodze hipnozy. Usystematyzowane raporty na 
temat tego zjawiska można znaleźć w pracach dwóch naukowców: w „Porwaniu” napisanym przez 
harwardzkiego profesora Johna E. Macka (1994) oraz w pracy profesora z Tempie University – 
Davida Jacobsa pod tytułem „Sekretne życie: udokumentowane relacje z pierwszej ręki na temat 
porwań przez UFO” (1992).

Dr Mack, profesor psychiatrii na Harwardzkiej Akademii Medycznej, zasugerował – opierając 

się na spisach ludności – że ponad milion Amerykanów mogło być porwanych co najmniej raz w 
życiu (Jacobs 1992, str. 9), a doświadczenia takie nie ograniczają się do mieszkańców Stanów 
Zjednoczonych. Niektóre osoby, usiłują poradzić sobie z emocjonalnym szokiem, szukając pomocy 
– zwykle w formie poradnictwa psychologicznego. Liczba tych ludzi jest stosunkowo niewielka, ale 
powiedziano   mi,   że   według   nieformalnych   szacunków   niektórych   terapeutów   sięga   ona   około 
czterdziestu   pięciu   tysięcy   w   samych   Stanach   Zjednoczonych.   Nie   wiem,   na   ile   liczby   te   są 
dokładne.

Wydaje się całkiem możliwe, a nawet prawdopodobne, że ludzie szukający porady to przede 

wszystkim ci, którzy w szczególny sposób zostali poruszeni spotkaniem z istotami pozaziemskimi 
(Kwestia ta została podniesiona również przez Whitleya Striebera (1995) w książce zatytułowanej 
„Przełom:   następny   krok”).   Mogło   się   tak   zdarzyć,   gdyż   niektóre   ze   spotkań   istot   ludzkich   z 
pozaziemskimi z niewiadomych przyczyn nie przebiegają gładko, choć zdecydowana ich większość 
nie   ma   charakteru   traumatycznego.   Jeżeli   tak   jest,   literatura   na   temat   porwań   nie   może   być 
nastawiona życzliwie do mieszkańców kosmosu. To pierwsze z pięciu głównych uprzedzeń, jakie 
znajduję   w   opracowaniach   na   temat   UFO.   Literatura   ta,   wykorzystując   niereprezentatywne 
przypadki   porwań,   nagina   wyniki   badań   w   kierunku   interpretacji   pełnych   strachu   urazów.   Jak 
można przewidzieć, lwią część takich dzieł (wyłączając pracę Macka) wypełniają ostrzeżenia przed 
złymi   kosmitami,   którzy   porywają   dorosłych   i,   niczym   naziści,   wyrywają   płody   w   celu 
przeprowadzania genetycznych eksperymentów. Nie chodzi o to, czy tak jest czy nie, ale o to, że nie 
da  się określić  prawdziwego charakteru istot pozaziemskich,  opierając  się jedynie na relacjach 
tendencyjnie wybranych jednostek, które doznały szoku. Bardziej wyważony wybór przypadków 
obejmowałby te z nich, w których wzajemne relacje między ludźmi a przybyszami przebiegały 
gładko. Jednakże podobne przypadki nie są znane terapeutom, gdyż osoby takie nie szukają porad 
specjalisty.

Kolejne   uprzedzenia   w   literaturze   dotyczącej   porwań   nagromadziły   się   wokół   kwestii 

wykorzystywania hipnozy. Nie mam wątpliwości, że hipnoza jest bardzo pomocna porwanym w 
ożywianiu wspomnień. Jeżeli jednak Szarzy posiadają zdolność wywierania tak głębokiego wpływu 
na   wywoływanie   wspomnień,   co   sugeruje   się   w   tego   typu   literaturze,   istnieje   duże 
prawdopodobieństwo, iż owe wspomnienia również są niereprezentatywne. Co więcej, na wierzch 
wypływają najprawdopodobniej wspomnienia, które zawierały największy ładunek emocjonalny, 
czyli te związane z momentem szoku.

background image

Tak   więc   mamy   sytuację,   w   której   niereprezentatywną   próbkę   wspomnień   ożywia   się   w 

umysłach niereprezentatywnej grupy porwanych. Na podstawie takich danych, nawet jeżeli są one 
dokładne, nie sposób wyciągnąć ogólnych wniosków w stosunku do intencji istot pozaziemskich. 
To tak jakby przybysze z kosmosu próbowali dowiedzieć się czegoś na temat ludzi jedynie na 
podstawie   wywiadów   z   ofiarami   wypadków   samochodowych.   Wyniki   takiego   badania 
wskazywałyby, że ludzie to istoty nieuważne, często pijane, sadystyczne, zły gatunek, któremu 
sprawia   radość   przysparzanie   sobie   cierpień.   Sytuacje   takie   mogą   się   zdarzyć,   jednak   uznanie 
cierpienia jako reprezentatywnego dla całej kultury ludzkiej byłoby w najwyższym stopniu mylące.

Trzecie uprzedzenie w literaturze na temat porwań ma związek z punktem widzenia samych 

naukowców.   Łatwo   jest   sympatyzować   z   osobami,   które   uważają   się   za   ofiary   porwania   i 
nadużycia.   Jesteśmy   gatunkiem   wysoce   uczuciowym,   który   identyfikuje   się   z   ofiarami 
traumatycznych wydarzeń. Nienawidzimy łajdaków i szukamy zemsty. Badacze, kiedy prowadzą 
sesję hipnozy i przywołują ukryte wspomnienia, znajdują się jak gdyby w emocjonalnej zupie wraz 
z ofiarami, a niewielu z nich ma odpowiednie przygotowanie (wyłączywszy oczywiście Macka), by 
utrzymać uczuciowy dystans w stosunku do relacji swoich pacjentów. Jedynie dobrze wyszkoleni 
fachowcy w dziedzinie poradnictwa psychologicznego potrafią w sposób kompetentny pracować z 
tego   typu   stłumionymi   wspomnieniami,   zachowując   przy   tym   postawę   obiektywną.   Emocje   są 
prawdziwe i należy się z nimi obchodzić w sposób jak najbardziej kontrolowany i profesjonalny. 
Jest to wskazane nie tylko ze względu na zdrowie pacjentów, ale i z punktu widzenia interpretacji 
ich przeżyć. Wyciąganie wniosków na podstawie danych zebranych przez osoby nie posiadające 
odpowiednich   kwalifikacji   terapeutycznych   stanowi   jedynie   zaproszenie   dla   licznych 
nieporozumień.

Kolejne uprzedzenie ma związek z klimatem kulturowym w którym rodzą się wzmiankowane 

relacje.   Jesteśmy   społeczeństwem   uwielbiającym   przemoc.   Widać   to   wyraźnie   w   naszych 
codziennych programach informacyjnych. Rzadko można tam usłyszeć o spokojnych, emocjonalnie 
zdrowych   wydarzeniach.   W   wiadomościach   dominują   doniesienia   o   gwałtach,   morderstwach   i 
wszelkiego rodzaju zbrodniach. Ofiary przedstawiane są zwykle w sposób patetyczny, natomiast 
prawie nigdy nie wzmiankuje się o okolicznościach usprawiedliwiających sprawcę przestępstwa. 
Na przykład o tym, że dana osoba stała się psychicznie niestabilna po przeżytym w dzieciństwie 
wykorzystaniu seksualnym, czy też po tym, jak została ofiarą zbiorowego gwałtu, dokonanego 
przez gang pośród slumsów. Rzadko pytamy dlaczego wydarzyła się zbrodnia. Zadajemy raczej 
pytanie, jak karać tych, którzy ją popełnili, w niedojrzały sposób odmawiając sobie wyrobienia 
bardziej wyważonego punktu widzenia na temat zawiłych ścieżek życia.

W dodatku, kultura nasza znajduje przyjemność w rozwodzeniu się nad szczegółami zbrodni, 

zarówno prawdziwej jak i wyimaginowanej. Przemoc to jeden z najbardziej kasowych produktów 
przemysłu   filmowego   w   Hollywood.   Przenika   do   ogromnej   ilości   ekranowych   hitów.   Jeżeli 
kiedykolwiek dojrzejemy jako społeczeństwo, umiłowanie przemocy będzie jedną z pierwszych 
rzeczy,   jakim   będziemy   musieli   stawić   czoło.   Nie   chcę   przez   to   powiedzieć,   że   porwani   nie 
doświadczyli  tego,  co  postrzegają  jako  nadużycie  dokonane  na  swej  osobie.  Być  może  jednak 
istnieje druga strona tej historii, którą przeoczyliśmy, skupiając się tylko na relacjach o nadużyciu i 
rozdmuchując je do najwyższych granic, podczas gdy nigdy nie zadajemy pytania, czy może istniał 
jakiś powód dla którego stało się tak a nie inaczej. Pozwolę sobie użyć porównania. Podobnie jak 
dzieci nieuchronnie czują, że naruszona została ich nietykalność osobista, kiedy są zabierane do 
lekarza   na   szczepienia,   tak   my   –   istoty   ludzkie   możemy   się   czuć   wykorzystani   przez   istoty 
pozaziemskie,   jeżeli   nie   rozumiemy   szerszego   tła   na   jakim   dokonują   się   pewne   czynności. 
Powtórzę   raz   jeszcze   –   nie   jest   moim   zamiarem   pomniejszanie   doświadczeń   porwanych   osób. 
Nawołuję jedynie do przerwania nawałnicy strachu i nienawiści w celu wypracowania bardziej 
wyważonego poglądu, który uchroni nas od wyciągania pochopnych wniosków co do rzekomych 
ataków kosmitów.

Ostatnie uprzedzenie, o jakim chcę wspomnieć jest prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjne 

i wielu ludzi może emocjonalnie zareagować na moje poglądy. Uprzedzenie to dotyczy stereotypów 
rasowych.   Chciałbym   być   dobrze   zrozumiany.   Nie   twierdzę,   że   porwane   osoby   są   rasistami. 

background image

Problem stanowi to, jak społeczeństwo widzi istoty, które są inne od nas samych.

Według   pokaźnej   części   literatury   na   temat   porwań,   istoty   pozaziemskie   zamieszane   w   tę 

działalność są dosłownie całkiem szare. Są małe, chude, mają duże zaokrąglone oczy, skórę twardą 
jak podeszwa i na dodatek brakuje im uczuciowej głębi. Nie są wysokimi blondynami o niebieskich 
oczach.   Moim   zdaniem,   te   zauważalne   różnice   wyzwoliły   w   naszych   umysłach   automatyczny 
proces  stereotypizacji  w   stosunku  do  istot  pozaziemskich.   Nie  podnosiłbym   tej   kwestii,  gdyby 
nasze   społeczeństwo   było   wyzbyte   rasizmu.   Jeżeli   jednak   mamy   być   uczciwi   w   stosunku   do 
samych   siebie,   musimy   przyznać,   że   ludzkie   społeczeństwo   dręczy   nieustanny   problem 
niesprawiedliwych zasad traktowania, opartych na rasizmie. Jeżeli prawdą jest, że traktujemy źle 
innych przedstawicieli naszego gatunku, jakiej reakcji możemy spodziewać się w stosunku do istot 
nie będących ludźmi?

Porwane   osoby   przynależą   do   naszej   kultury,   która   zwykle   nie   postrzega   innych   istot   w 

pozytywnym świetle. Trudno się więc dziwić, że istoty te przedstawiane są jako uosobienie zła. Z 
tej perspektywy istnieje duże prawdopodobieństwo, że my, ludzie, zabarwiamy otrzymywane dane 
swoimi   kulturowymi   uprzedzeniami.   Jeżeli   mamy   odgrywać   poważną   rolę   w   społeczeństwie 
galaktycznym, będziemy prawdopodobnie musieli uczciwie rozprawić się z własnymi problemami 
psychologicznymi   oraz   nauczyć   się   patrzeć   na   inne   kultury   przez   pryzmat   większego 
obiektywizmu.

Pozwólcie, że podam typowy przykład rodzajów stereotypizacji, jakie nieustannie pojawiają się 

w literaturze, a które świadczą o tym, że rasizm stanowi poważny problem w naszym postrzeganiu 
wszechświata. Przykładem tym nie chcę wyróżniać negatywnie jednego konkretnego pisarza. Nie 
stanowi on wyjątku, a jego nazwisko przytaczam jedynie w celu nakreślenia bardziej ogólnego 
problemu. Przykład pochodzi z niedawno opublikowanej książki C. Andrewsa. Autor przedstawia 
relację porwanego pisząc, że inni porwani potwierdzają wiele jego spostrzeżeń. Twierdzi on, że 
Szarzy kontaktowali się z Hitlerem, że produkują pożywienie z wydzielin gruczołów okaleczonych 
zwierząt, pracowali z CIA i nazistami w celu wyodrębnienia wirusa HIV i robili wiele innych złych 
rzeczy.   Natomiast   ich   wrogowie   (to   jest   dobrzy   przedstawiciele   istot   pozaziemskich)   mają 
szwedzką   urodę   „wysokich   blondynów”.   Istoty   te   są   na   ogół   piękne   i   przystojne,   niczym 
bohaterowie westernów. Blondyni denerwują się na ludzi, ponieważ nasze rządy współpracują z 
Szarymi, ich złymi, śmiertelnymi wrogami (Andrews, 1993, str. 41-64).

Tego typu uprzedzenia rasowe i stereotypowe uogólnienia są szczególnie nieprzydatne, jeżeli 

chcemy dobrze zrozumieć zjawisko istot pozaziemskich. Jeszcze raz powtórzę: jedyne co się liczy 
to uzyskanie dokładnych danych i ich inteligentne odczytanie. Do tej pory otrzymywaliśmy na ogół 
dane   pełne   uprzedzeń,   których   interpretacja   została   poważnie   zniekształcona   przez   praktyki 
badawcze   i   nasze   własne   problemy   kulturowe.   Żeby   rozwiązać   zagadkę   istot   pozaziemskich, 
musimy porzucić uprzedzenia i wypracować bardziej kompletny obraz zjawiska.

Ostatnią  metodą  zbierania  danych,  o  której  wspomniałem,  jest  channeling,  przez  niektórych 

uznawany za alternatywę w stosunku do teleobserwacji. Postaram się wytłumaczyć, dlaczego tak 
nie jest. Channeling ma miejsce wtedy, gdy osoba popada w stan podobny do transu, w czasie 
którego   porozumiewa   się   telepatycznie   z   obcą   istotą.   Czasami   twierdzi   się,   że   aby   osiągnąć 
porozumienie, istota ta chwilowo „przejmuje kontrolę” nad ciałem i umysłem osoby w transie.

Poza   paroma   wyjątkami,   nie   stwierdziłem   aby  channeling   dorównywał   dokładnością   danym 

uzyskanym na drodze SRV. Na ogół, telepaci channelingowi przedstawiają ludzi ich pozaziemskim 
siostrom i braciom, którzy mieniąc się dobrymi, ostrzegają przed złymi przedstawicielami swego 
gatunku.   Istoty,   z   którymi   nawiązano   łączność,   udzielają   następnie   różnorodnych   informacji 
dotyczących przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, opatrzonych ostrzeżeniami i napomnieniami. 
Jednakże   materiał   taki   na   ogół   nie   zgadza   się   ani   z   informacjami   uzyskanymi   przez   innych 
telepatów   channelingowych,  ani   z  wynikami   otrzymanymi   przez  teleobserwatorów.   Za  pomocą 
teleobserwacji,   badacze   mogą   kontrolować   zarówno   obiekt   obserwacji   jak   i   wyszkolenie 
obserwatora oraz warunki, w jakich uzyskuje się dane. Za pomocą precyzyjnego ekranowania i 
procedur sprawdzających można wyizolować i odrzucić niedokładne dane. Channeling nie pozwala 
na żadną z tych rzeczy. Po prostu wierzy się telepacie lub nie, a wierzenia nie są zadowalającym 

background image

substytutem obiektywnej obserwacji, która podlega niezależnej weryfikacji.

Rozdział 3

Podróż przez Akaszę

Moja praca w zakresie teleobserwacji istot pozaziemskich właściwie zaczęła się w styczniu 1992 

roku, aczkolwiek wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Od tamtego czasu doświadczyłem wielu 
spotkań   z   całym   szeregiem   istot   pozaziemskich.   Na   ogół   nawiązywałem   kontakt   na   drodze 
teleobserwacji. Nie sądzę jednak, bym zbliżył się do istot pozaziemskich w sposób niezależny, bez 
ich wiedzy. Tak naprawdę żywię silne podejrzenie (chociaż nie mam na to dowodu), że pewne 
sugestie   zostały   mi   podsunięte,   a   ja   początkowo   nie   zdawałem   sobie   sprawy,   że   moje 
zainteresowanie sprawami świadomości ostatecznie doprowadzi mnie do ET. Nie jestem pewien, 
kto mógł to zrobić, ale intuicja wyraźnie podpowiada mi (a przemawia za tym sporo dowodów 
pośrednich), że byłem kierowany czy też popychany w tym kierunku.

Moje badanie ludzkiej świadomości obejmowało trzy fazy szkolenia. Zacząłem od nauczenia się 

zaawansowanej wersji Medytacji Transcendentalnej zwanej  Sidhis. Drugi etap szkolenia stanowił 
tygodniowy kurs w Instytucie Monroe'a w Faber, w Wirginii. Kolejnym krokiem było szkolenie w 
zakresie teleobserwacji. Każdy etap miał bezpośredni związek z moimi badaniami dotyczącymi 
istot pozaziemskich, co wyjaśniam poniżej.

Sidhis

W   1991   roku   zacząłem   szkolenie   w  Programie   Medytacji   Transcendentalnej   (MT)   Sidhis

Podobnie   jak   Medytacji   Transcendentalnej,  Sidhis  nauczają   nauczyciele   wyszkoleni   przez 
Maharashiego Mahesh Yogi. Omawiam tu swoje doświadczenia medytacyjne z dwóch powodów. 
Po   pierwsze,   w   trakcie   badania   istot   pozaziemskich,   natknąłem   się   na   grupy   kosmitów,   które 
najwyraźniej praktykują coś w rodzaju medytacji Sidhis. Po drugie, w trakcie sesji teleobserwacji 
raz po raz doświadczałem świadomości pewnej grupy istot pozaziemskich, która posiada zbiorową 
umysłowość. Owa grupowa świadomość kosmitów – można by ją nazwać „zbiorowym umysłem” – 
przeżywa subiektywne doświadczenie zbliżone do tego, jakiego ludzie doznają w czasie ćwiczeń 
Programu Medytacji Transcendentalnej Sidhis.

Moje początkowe zainteresowanie tym programem korespondowało z publikacją niezwykłego 

raportu w prestiżowym czasopiśmie naukowym. W 1988 roku, w grudniowym numerze Dziennika 
Rozwiązywania   Konfliktów
  ukazał   się   artykuł,   w   którym   twierdzono,   że   grupy   praktykujące 
Medytację Transcendentalną, a zwłaszcza program Sidhis, mogą mieć wpływ na poziom konfliktów 
w   otaczającym   ich   terenie   (Orme-Johnson   i   inni,   1988).   Zjawisko   to   nazwano   „efektem 
Maharashiego” na cześć Maharashiego Mahesha. W chwili jego opublikowania, artykuł uważano za 
kontrowersyjny. Z reakcji ludzi wynika, że nadal wzbudza on dużo emocji.

Po   ukazaniu   się   artykułu   na   temat   Efektu   Maharashiego,   z   całą   otwartością   swego   umysłu 

zdecydowałem   się   zbadać,   czy   medytacja   rzeczywiście   może   przyczynić   się   do   zmniejszenia 
konfliktów w świecie. W tym celu zwróciłem się do Uniwersytetu Emory o dotację na badania. 
Poprzez nauczenie się programu Sidhis chciałem zbadać efekt Maharashiego. Przyznano mi dotację 
i wkrótce potem zostałem Sidhą (zaawansowanym medytującym).

Na samym początku pragnę wyraźnie podkreślić, że z ruchem Medytacji Transcendentalnej nie 

łączy mnie żadna formalna więź. W żaden sposób go nie reprezentuję. Nigdy nie otrzymałem od 
ruchu żadnych pieniędzy czy innych dóbr materialnych. W niniejszej książce prezentuję wyniki 
jako   niezależny   socjolog,   prowadzący   badania   na   własną   rękę.   Wszystkie   moje   komentarze 
odnośnie   medytacji   stanowią   odzwierciedlenie   moich   własnych   myśli   i   doświadczeń,   jako   że 
dotyczą one moich badań nad cywilizacjami pozaziemskimi. Żeby zrozumieć, o co tutaj chodzi, 

background image

opierałem się jedynie na własnych umiejętnościach naukowca i wyszkolonego obserwatora.

Subiektywne doświadczenia z Programem MT-Sidhis

W normalnej świadomości czuwania, umysł zalewany jest przez dane wejściowe pochodzące z 

pięciu zmysłów fizycznych: wzroku, słuchu, zapachu, smaku i dotyku. Nasza aktywność umysłowa 
w większości wykorzystuje informacje z tych zmysłów. Surowe dane wejściowe uzyskiwane przez 
zmysły, karmią aktywność intelektualną podobnie jak logika czy wyobraźnia. Jednak w trakcie 
medytacji,   natężenie   owych   doznań   zmysłowych   stopniowo   zmniejsza   się   w   umyśle,   aż   do 
całkowitego ich wyciszenia. W tym punkcie ustają również logika i wyobraźnia. To co zostaje, nie 
jest   pustym   umysłem.   Naprawdę   jest   to   połączenie   umysłu  z   czymś,   co   medytujący   nazywają 
„polem   świadomości”,   które   może   pulsować   aktywnością.   Z   subiektywnego   punktu   widzenia 
wydaje się, że pole to zarówno zawiera, jak i odzwierciedla wewnętrzną świadomość wszystkich 
ludzi. W stanie głębokiej medytacji ludzie w sposób bezpośredni doświadczają tego pola.

Empiryczny kontakt z nim przesłaniają zwykle sygnały pochodzące zarówno z pięciu fizycznych 

zmysłów, jak i z myśli, wspomnień i emocji. Trzeba więc „przekroczyć” świadome przetwarzanie 
wrażeń zmysłowych przez odwrócenie uwagi świadomości od zmysłów i skierowanie jej w stronę 
tego, co niefizyczne. To, co niefizyczne jest oczywiście z definicji pozbawione cech fizycznych, 
tym niemniej posiada pewną obiektywną rzeczywistość, którą można dokładnie zobaczyć, o ile 
tylko   ma   się   odpowiednio   wrażliwy   system   nerwowy.   Spostrzeżenia   takie   nie   są   wytworem 
wyobraźni osoby uprawiającej medytację.

Ostatecznym celem medytacji jest ćwiczenie umiejętności odczuwania pola świadomości, aż do 

osiągnięcia   zwiększonej   percepcji   tego,   co   niefizyczne.   Po   ukończeniu   tego   procesu,   nie   ma 
potrzeby   dalszej   medytacji.   Osoba   taka   ma   wysoce   rozwiniętą   świadomość   i   doznała 
samorealizacji.   Oznacza   to,   iż   nie   prowadzi   ona   już   podwójnego   życia,   w   którym   normalna 
świadomość ograniczona jest do postrzegania zewnętrznych zmysłów fizycznych, a nie sięga jaźni 
wewnętrznej. Człowiek, który osiągnął samorealizację ma tylko jedną połączoną (to jest wzajemnie 
połączoną) świadomość. Ponieważ pole świadomości łączy wszystkie aspekty życia, postrzeganie 
pięciu fizycznych zmysłów jest zabarwione tym, co człowiek widzi z szerszego poziomu. Bez tego 
rozumienie wszelkiego życia jest upośledzone. Medytacja wtapia poczucie wewnętrznego istnienia 
w codzienną, normalną świadomość. W trakcie swoich badań odkryłem ważną rzecz, mianowicie, 
że   podstawową   cechą,   która   odróżnia   typowe   istoty   ludzkie   od   wysoko   rozwiniętych   istot 
pozaziemskich jest to, iż kosmici w większej swej części osiągnęli samorealizację, podczas gdy u 
ludzi zdarza się to nader rzadko.

W pełni zrealizowana osoba szybko uświadamia sobie różnorodność współistniejącego z naszym 

życia   niefizycznego.   Wszelkie   życie,   zarówno   fizyczne   jak   i   niefizyczne,   zamieszkuje   pewną 
przestrzeń. Niestety, angielskie określenie space – przestrzeń (tak jak outer space – w przestrzeni 
zewnętrznej) ogranicza się do tego, co fizyczne. Szerszy termin definiujący przestrzeń, obejmujący 
swym znaczeniem tak życie fizyczne jak i niefizyczne, znajdujemy w sanskrycie – to słowo akasza
Wszyscy istniejemy w  akasha  i wszystkie nasze podróże zawierają się w  akasha, niezależnie od 
tego   czy   podróżujemy   statkiem   kosmicznym   czy   przy   pomocy   wyszkolonej   świadomości.  Tak 
naprawdę, starożytni jasnowidze byli pierwszymi wielkimi astronautami, ponieważ przy pomocy 
swoich umysłów nieomal dosłownie wędrowali po niebiosach. Na ogół osoby zaawansowane w 
medytacji, podobnie jak istoty pozaziemskie, patrzą na naszą egzystencję z szerszej perspektywy 
życia w akaszy.

Moje   pierwsze   doświadczenia   z  Programem   MT-Sidhis  w   dużej   grupie   nastąpiły   podczas 

medytacji na Międzynarodowym Uniwersytecie Maharashiego w pierwszym tygodniu 1992 roku. 
Zebrało się tam wtedy ponad dwa tysiące medytujących osób. Wszyscy ćwiczyliśmy Program MT-
Sidhis
.

Obecny  Program   MT-Sidhis  jest   dość  zagmatwany   i   nie   ma   potrzeby,   żeby   w   tym   miejscu 

wdawać   się   w   dokładny   opis   poszczególnych   jego   procedur.   Powszechnie   wiadomo,   że   część 
programu   obejmuje   tak   zwane   „latanie   jogina”.   Odbyło   się   wiele   publicznych   pokazów   tego 

background image

zjawiska, a niektóre z nich były nawet transmitowane w telewizji. Na poziomie powierzchniowym, 
latający   jogini   wyglądają,   jak   gdyby   podskakiwali   po   całym   pokoju   w   pozycji   kwiatu   lotosu, 
niejako przypominając żabę. Jednak nie chodzi tutaj o uprawianie gimnastyki, a o to, by uprawiając 
specjalny typ aktywności pozostawać w stanie medytacji ściśle związanym z polem świadomości.

W trakcie „nielatających” części tych medytacyjnych eksperymentów doznawałem szczególnych 

odczuć,   takich   jak   uspokojenie,   zatapianie   się,   przemieszczanie   świadomości.   Moja   własna 
świadomość zdawała się gdzieś wędrować, bez jakiegokolwiek wysiłku z mej strony. Rzeczywiście, 
jednym z najważniejszych aspektów właściwej medytacji jest to, że nie może się ona odbywać w 
atmosferze   wysiłku.   Wysiłek   bowiem   uaktywnia   związane   ze   stanem   czuwania   czynności 
przetwarzania informacji, które z kolei przytłumiają postrzeganie jakiegokolwiek sygnału z pola 
świadomości.   Po   osiągnięciu   tego   nowego   stanu,   następowało   charakterystyczne   postrzeganie 
różnicy między stanem świadomości medytacyjnej a normalnym stanem czuwania świadomości. 
Opisywanie wszystkich aspektów tej różnicy wykraczałoby poza potrzeby niniejszej pracy, ale kilka 
uwag na pewno się przyda.

W stanie świadomości medytacyjnej miałem wyraźne poczucie mojej własnej jaźni, która była 

czymś różnym od moich myśli. Pojawiały się w tym stanie myśli, ale było ich niewiele. Co więcej, 
myśli   jawiły   się   jako   coś   obcego   mojej   zasadniczej   jaźni.   W   rzeczywistości,   dominującym 
aspektem percepcji było poczucie rozszerzonej świadomości. Z perspektywy osoby trzeciej, moja 
świadomość nie tyle myślała myślami, ile po prostu była świadoma siebie.

Jednakże ten stan poszerzonej świadomości nie pozostawał bezczynny. Wyraźnie doświadczałem 

jakiegoś   miejsca,   a   moja   własna   świadomość   nie   była   jedyną,   która   dzieliła   owo   doznanie. 
Doświadczenie to  nie było też chwilowe.  W rzeczywistości,  trwało  dobrych parę minut zanim 
program przeszedł do następnego punktu, to jest do „latania jogina”.

Panuje   opinia,   że   z   punktu   widzenia   stanu   normalnego   czuwania   świadomości,   stan 

świadomości,  którego doświadcza się w  trakcie medytacji, jest bardzo  subtelny. Moje  osobiste 
doświadczenia wydają się to potwierdzać. Jednak z perspektywy stanu poszerzonej świadomości 
czynności w polu świadomości nie zawsze są subtelne. Właśnie podczas „latania” pierwszy raz 
dostrzegłem coś, co można by nazwać „falą świadomości” i muszę przyznać, że uderzyło mnie to 
niczym tona cegieł.

Fala   świadomości   powstaje,   kiedy   osoby   medytujące   w   jednym   miejscu   manipulują   polem 

świadomości w taki sposób, że wszyscy medytujący postrzegają falę wpływu w tym samym czasie. 
Doświadczenie   to   trudno   ująć   w   słowa.   Mogę   jedynie   stwierdzić,   że   przypomina   ono   wielki 
przypływ energii.

Oczywiście   nie   wyszkolony   uczestnik   eksperymentu   może   odrzucić   takie   subiektywne 

obserwacje. Ja jednak jestem wykształcony w zakresie obserwacji ludzkich zachowań i pozostaję w 
wysokim   stopniu   uwrażliwiony   na   potrzebę   odróżniania   rzeczy   zmyślonych   od   rzeczywistych. 
Jestem   głęboko   przekonany,   że   w   budynkach   Uniwersytetu   Maharashiego   działo   się   coś 
obiektywnego. Nie będę utrzymywał, że rozumiem fizykę owego eksperymentu, ale był on dla mnie 
tak realny, jak gdybym dostał pięścią w twarz (przy czym oczywiście, o wiele przyjemniejszy).

Dokładnie pamiętam swą początkową reakcję po pierwszym doświadczeniu medytacji w dużej 

grupie. Żałowałem, że w budynkach tych nie byli obecni naukowcy z całego świata wraz z całym 
możliwym zestawem narzędzi laboratoryjnych. Uważałem, że nauka powinna zainteresować się 
zjawiskiem, które mnie tak poruszyło. Nie było ono fizyczne, ale jak najbardziej prawdziwe i miało 
wpływ na obiekty fizyczne (na przykład na mnie). Wówczas byłem przekonany, że coś tak silnego 
nie   może   umknąć   naukowemu   badaniu.   Jednak   nie   potrafiłem   znaleźć   żadnej   odpowiedzi   na 
pytanie:   co   się   właściwie   stało?   Mój   umysł   zdawał   się   przemieszczać   na   subtelny   poziom 
świadomości, z którego czułem wielką aktywność i potężne fale energii.

Instytut Monroe'a

W dwadzieścia jeden miesięcy po tym, jak ukończyłem kurs  Programu MT-Sidhis, tuż przed 

rozpoczęciem szkolenia w zakresie SRV, uczęszczałem na tygodniowy kurs programu „Wędrówki 

background image

przez Bramę” w Instytucie Monroe'a w Faber, w Wirginii. Program ten uczy osiągania odmiennych 
stanów świadomości poprzez technikę ładowania fal mózgowych. Zanim zapisałem się na ten kurs, 
spotkałem   osobę,   która   miała   uczyć   mnie   teleobserwacji   i   zostać   moim   monitorem   w   trakcie 
relacjonowanych tu badań. Otóż osoba ta powiedziała mi, że kurs w Instytucie Monroe'a stanowi 
warunek wstępny szkolenia w teleobserwacji dla celów wojskowych. Chcąc powielić znaną drogę 
wojskowego   programu   szkoleniowego,   zapisałem   się   też   na   kurs   programu   „Wędrówki   przez 
Bramę”.  Przedstawię  ten   kurs  pokrótce.  Ludzie  w  Instytucie  Monroe'a  wynaleźli  nieinwazyjny 
sposób wytwarzania fizycznych zmian w mózgowych sygnałach elektrochemicznych. Ich technika 
oparta jest na wykorzystaniu dźwięków w celu spowodowania różnych częstotliwości rezonansu 
między prawą a lewą półkulą mózgową. Robert Monroe nazwał swą opatentowaną technikę Hemi-
Sync
. Polega ona na tym, że umieszcza się jeden ton w jednym uchu (na przykład ton 100-hercowy) 
i   drugi   ton   o   częstotliwości   tylko   nieznacznie   różnej   od   tonu   pierwszego   w   drugim   uchu 
(powiedzmy, ton 104-hercowy). W wyniku tego powstaje wibracja o bardzo niskiej częstotliwości, 
którą nazywa się częstotliwością uderzenia (w tym przypadku 4 herce). Częstotliwości uderzeń 
właściwie nie słyszy się w uszach, ale umysł może je rozpoznać. Sam mózg tworzy je na drodze 
mieszania   osobnych   częstotliwości   audio.   W   ten   sposób   używa   się   dźwięku   do   wywołania 
elektrochemicznych   zmian   w   mózgu,   który   rezonuje   przy   częstotliwości   niewykrywalnej   dla 
ludzkiego ucha (z racji swej niskiej częstotliwości).

Naukowcy z Instytutu Monroe'a opracowali szereg wymyślnych mieszanek dźwięków  Hemi-

Sync, które są niezwykle użyteczne w osiąganiu odmiennych stanów świadomości przez słuchające 
ich   osoby.   Sporządzili   oni   „mapy”   elektrochemicznej   aktywności   fal   mózgowych   wielu   osób, 
zdolnych   do   osiągania   odmiennych   stanów   świadomości.   Dopasowując   mapy   do   zmian,   jakie 
zachodzą w technice Hemi-Sync, mogą oni, dosłownie za pomocą naciśnięcia guzika, spowodować 
taki  mechaniczny  rezonans   umysłu,  jaki   występuje  u  wielkiego  jasnowidza  czy   mistyka,   który 
badaniu   granic   świadomości   poświęcił   całe   swoje   życie.   Najbardziej   interesujące   osiągnięcie 
Instytutu   Monroe'a   stanowi   odkrycie   zestawu   częstotliwości,   pozwalającego   postrzegać   pełną 
bujnego życia sferę egzystencji niefizycznej.

Używam słowa, które być może słyszeliście w telewizyjnym serialu  Star Trek  oraz w innych 

filmach   opisujących   to   miejsce:   „subprzestrzeń”.   Jakaś   część   każdego   z   nas,   podobnie   jak   w 
przypadku   innych   istot,   istnieje   w   subprzestrzeni.   Ludzie,   którzy   nie   zamieszkują   już   naszej 
przestrzeni fizycznej „żyją” w subprzestrzeni. Określanie więc zmarłych mianem „martwych” czy 
„nieżyjących” jest z gruntu niewłaściwe.

Na   kursie   „Bramy”   w   Instytucie   Monroe'a   podstawowy   stan   świadomości,   pozwalający   na 

wejście do subprzestrzeni, nazywany jest stanem skupienia  Focus 21. W tym stanie świadomości 
można głęboko  wniknąć w  subprzestrzeń  i porozumieć się  z przebywającymi  tam  istotami. W 
trakcie mojego drugiego doświadczenia ze stanem skupienia  Focus 21, wydarzyła się niezwykła 
rzecz, która zmieniła moje poglądy na temat istot pozaziemskich.

Leżałem   na   plecach   w   małym   pokoju   z   łóżkiem   i   niezbędnym   sprzętem   elektronicznym, 

słuchając   przez   słuchawki   dźwięków  Focus   21.   Doznałem   subiektywnego   doświadczenia 
umysłowego   przeniesienia   w   jakieś   miejsce.  Wykorzystywana   technika   nie   wymaga   ze   strony 
słuchacza   żadnego   wysiłku   wyobraźni.   Umysł   automatycznie   dostraja   się   do   częstotliwości 
generowanej przez tony i przenosi się „tam”. Po kilku minutach wydawało mi się, że przybyłem w 
jakieś miejsce, które miało wejście, coś w rodzaju drzwi. Rozkład obrazów nie był doskonały, ale 
mogłem odczuć, co się działo. Znajdowałem się u jakichś bram.

Przeszedłem przez wejście i znalazłem się w pokoju, który sprawiał wrażenie, jakby brakowało 

w nim jednej ściany. Wszędzie było światło, jasne światło. Rozejrzałem się dookoła i po swojej 
lewej   stronie   zobaczyłem   jakąś   istotę.   Jej   ciało   sprawiało   wrażenie   fluoryzującego   i   lekko 
przezroczystego. Wydawało się, że osobnik ten mnie obserwuje, tak jakby nadzorował moją wizytę. 
Wszedłem do pokoju i, ku swojemu niezmiernemu zdziwieniu, spotkałem trzech innych znanych mi 
ludzi. Byli tam mój dziadek, babcia i babcia stryjeczna (siostra babci).

Na poziomie emocjonalnym, nie posiadałem się z radości. Wszyscy okazywali zadowolenie, że 

mnie widzą. Mojego szczęścia nie da się wyrazić słowami. Miałem niejasne poczucie, iż z mojego 

background image

ciała fizycznego wydobywają się łzy, ale świadomość pozostawała z krewnymi. Niedawno zmarła 
moja   inna   ciotka   (druga   siostra   babci),   więc   rozejrzałem   się   wokół   siebie,   pytając   gdzie   jest. 
Dokładnie pamiętam swoje pełne troski pytanie: „Ale gdzie jest Elsie?”

W tym momencie poczułem, jak jakaś inna – najwidoczniej potężna – subprzestrzeń pokrywa 

mnie ciemną osłoną. Następnie zostałem podniesiony i przeniesiony w inne miejsce. W trakcie tej 
wycieczki zapytałem, dlaczego nie mogę zobaczyć tego, co jest na zewnątrz. (Zadałem to pytanie 
po prostu przez pomyślenie.) W momencie w którym je zadałem, podniósł się róg osłony i ujrzałem 
najjaśniejsze światło, jakie kiedykolwiek dane mi było widzieć. To przypominało patrzenie prosto 
w   słońce.   Co   więcej,   czułem   przemożne   pragnienie   rozpłynięcia   się   w   tym   świetle.   Wtedy 
ponownie opadła zasłona i zrozumiałem. Chroniono mnie przed światłem. Odniosłem wrażenie, że 
wystawienie na bezpośrednie działanie światła mogłoby być dla mnie szkodliwe, ponieważ nadal 
prowadziłem życie fizyczne.

Wkrótce potem, podróż w subprzestrzeni skończyła się i zasłona została podniesiona. Moim 

oczom ukazało się coś, co przypominało setki tysięcy Szarych. Były to istoty pozaziemskie, a żyły 
w subprzestrzeni tak jak ludzie. Przybliżyłem się i wyciągnąłem rękę w ich kierunku. (W jakiś 
sposób wydawało mi się, że jest to właściwe w tym momencie.) To, czego doznałem, przyprawiło 
mnie o zawrót głowy. Odczułem intensywny ból, psychiczny i uczuciowy – nie fizyczny. Cofnąłem 
się szybko z powrotem do na wpół otwartej zasłony. Jednak nie chciałem przepuścić takiej okazji, 
więc   spróbowałem   ponownie.   Tym   razem,   zamiast   odbierać   nowe   wrażenia   swymi   ludzkimi 
zmysłami zrobiłem wysiłek, żeby odczuć świadomość Szarych, tak jak odczuwali ją oni. Ku mojej 
uldze, doznanie było teraz inne.

Poczułem spokój, bezruch, milczenie. Czułem też, że moją świadomość w tym momencie można 

by przyrównać jedynie do umysłowości dr. Spocka ze  Star Trek. To było tak, jakby nie istniały 
żadne powierzchowne emocje, a tylko sama głębia. Wtedy zdałem sobie sprawę, że moje pierwsze 
wrażenie bólu ukazywało, jak czułby się mój umysł, gdyby był zmuszony żyć w świadomości 
Szarych. Proces przejściowy był zbyt ostry. Nadal czułem głęboki ból, ale jeszcze nie wiedziałem, 
czy pochodził on od Szarych, czy ode mnie samego. Odnosiłem niejasne wrażenie, że zarówno od 
jednego jak i od drugiego, ale wtedy nie byłem w stanie tego określić.

Wówczas   usłyszałem   głos   i   już   wiedziałem,   kto   przyprowadził   mnie   do   Szarych.   Głos 

powiedział: „Tam są stworzenia, którym chcesz pomóc”. Był to głos cioci Elsie.

Jeden z Szarych zbliżył się do mnie i zapytał, czy przyszedłem, aby im pomóc. Nie wiedziałem 

co powiedzieć. Czułem, że mają problemy, ale początkowo odnosiłem wrażenie, iż problemy te leżą 
daleko poza granicami moich możliwości pomocy.

Odpowiedziałem,   że   nie   wiem.   Zacząłem   coś   mamrotać.  Wspomniałem,   że   może   spróbuję. 

Może będę mógł wrócić. Nie wiedziałem, jakie zadanie mam do wykonania. Cokolwiek jednak to 
było, czułem się przytłoczony. Kurczyłem się i odczuwałem smutek, głęboki smutek. Ale czułem 
też, że nie jest to czas na niesienie pomocy i że muszę opuścić Szarych.

Znowu okryła mnie zasłona i zostałem odstawiony do drzwi wejściowych, gdzie czekali na mnie 

krewni. Właściwie w ogóle nie zobaczyłem ciotki, ale już tego nie potrzebowałem. Pożegnałem się 
i udałem do wejścia, gdzie nadal stała samotna istota subprzestrzenna, którą widziałem na samym 
początku. Potem, ku swojemu zdziwieniu, ujrzałem około dwudziestu ludzi trzymających się za 
ręce; ludzie ci minęli mnie i weszli przez drzwi do czegoś na kształt tunelu prowadzącego w dół. 
Uznałem to za dziwne, ale nie rozmyślałem wtedy na ten temat.

W moim umyśle zaczęły się zmieniać sygnały dźwiękowe. Opuszczałem Focus 21. Po powrocie, 

którego nie zakłóciły już żadne wypadki, usłyszałem przyjemny głos z budki kontrolnej.

„Witamy z powrotem! Jesteś teraz całkowicie rozbudzony i czujny. Prosimy, dołącz do nas w 

sali odpraw”.

Wkrótce potem grupa biorąca udział w kursie „Bramy” spotkała się w dużej sali instytutu, w 

celu omówienia swych doświadczeń. Pierwszą rzeczą, która pojawiła się w dyskusji było to, że 
wielu uczestników zdecydowało się przejść przez doświadczenie jako grupa, niejako trzymając się 
za ręce. Opowiadali o swych podróżach i powrocie przez bramę i już wiedziałem, kogo ujrzałem 
przy wejściu do tunelu.

background image

Jeśli   chodzi   o   mnie,   byłem   zbyt   odrętwiały   żeby   cokolwiek   mówić.   Po   prostu   słuchałem, 

zastanawiając się, co się jeszcze wydarzy.

Moje szkolenie w zakresie teleobserwacji

Z racji kontrowersyjnego charakteru moich badań i natury szczegółów dotyczących wojskowych 

operacji   teleobserwacyjnych,   zdecydowałem   się   utrzymać   w   sekrecie   tożsamość   mojego 
nauczyciela.   Być   może   w   pewnym   momencie   człowiek   ten   sam   zechce   ogłosić,   że   był   moim 
nauczycielem i monitorem w trakcie tych badań, ale będzie to jego decyzja. Póki co, będę nazywał 
go „moim nauczycielem” lub „monitorem”. W przypadkach, gdy formy językowe zmuszą mnie do 
użycia zaimka osobowego, będę używał określenia „jego” czy „jemu” jedynie dla wygody, nie 
należy więc wyciągać z tego żadnych wniosków co do płci mego nauczyciela.

Człowieka,   który   miał   zostać   moim   nauczycielem   teleobserwacji   (były   członek   wojskowej 

jednostki teleobserwacyjnej) spotkałem po raz pierwszy na konferencji. Długo z nim rozmawiałem, 
dałem   mu   swą   wizytówkę   i   błagałem,   aby   wziął   mnie   na   przeszkolenie   w   teleobserwacji. 
Powiedział   mi,   że   w   obecnej   chwili   jest   to   niemożliwe.   Nie   miał   też   większej   nadziei   na 
rozpoczęcie  nowego  programu   szkolenia.   Szkolenie   organizowano  nadal  według   początkowych 
wzorów,   opracowanych   przez   Ingo   Swanna   dla   kursantów   wojskowych.   Mówiąc   krótko, 
kosztowało to za dużo pieniędzy, czasu i potencjału ludzkiego. Brakowało nauczycieli.

Mimo wszystko zachowałem numer telefonu tego człowieka, chociaż wiedziałem, że wkrótce się 

zmieni ze względu na jego przeprowadzkę. Ale powiedział mi dokąd zamierza się przenieść. Nie 
licząc literatury, jaką przysłał mi parę tygodni po konferencji, nie miałem od niego wiadomości 
przez ponad rok.

Uczestniczyłem   w   tamtej   konferencji   tylko   przez   jeden   pełny   dzień,   aż   do   lunchu   dnia 

następnego. Moja żona była w tym czasie w ciąży i żeby jej nie niepokoić, zdecydowałem się nie 
mówić,   że   idę   na   spotkanie   fachowców   zainteresowanych   istotami   pozaziemskimi   i   UFO.  Nie 
pamiętam dokładnie, co jej w końcu powiedziałem, ale było to coś o konferencji związanej z moimi 
badaniami.

Kiedy   po   konferencyjnym   lunchu   wróciłem   do   domu,   zastałem   swoją   żonę   bardzo   czymś 

poruszoną.   Chciała   koniecznie   wiedzieć,   co   robiłem.   Powiedziała   mi,   że   podczas   mojej 
nieobecności miała gościa. Intuicyjnie czuła, że jego wizyta związana była z moją działalnością, 
cokolwiek by to było. Opowiedziała mi jak siedziała sobie na ławce na dworze, gdy nagle poczuła 
za   swoimi   plecami   czyjąś   obecność.   Moja   żona   jest   Sidhą   i   nauczycielką   Medytacji 
Transcendentalnej,   więc   wiedziałem,   że   posiada   wysoce   rozwinięte   zdolności   dokładnego 
postrzegania. Stałem zatem spokojnie i słuchałem jej relacji.

Powiedziała mi następnie, że istota ta próbowała ją uśpić, żeby móc na nią popatrzeć. Czuła, że 

to zainteresowanie wzbudziła jej ciąża, co jej się bardzo nie spodobało. Oparła się przemożnej chęci 
spania   i   zamiast   tego   zaczęła   obracać   się   w   kierunku   owej   istoty.  W  tym   momencie   istota   ta 
pojawiła się przed moją żoną, tak że zdążyła ją zobaczyć. Po chwili pomknęła szybko za pobliskie 
drzewo i najwyraźniej zniknęła. Opis istoty, jaki podała moja żona, pasował do obrazu typowego 
Szarego. Należy zaznaczyć, że nigdy wcześniej nie rozmawiałem z nią na te tematy.

Pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy było, że niektóre istoty pozaziemskie są w stanie 

kontrolować   rozmowy   między   ludźmi.   Mogłem   się   jedynie   domyślać,   że   ktoś   słuchał   mojej 
rozmowy na konferencji, w której wspominałem, że chciałbym się dowiedzieć czegoś więcej o 
istotach   pozaziemskich,   a   dokładniej,   pragnę   napisać   książkę   o   nich   i   ich   cywilizacji. 
Podsłuchawszy rozmowę, istota pozaziemska przyszła dowiedzieć się czegoś więcej na mój temat. 
Powiedziałem żonie wszystko o spotkaniach, na które chodziłem.

W jakieś piętnaście miesięcy po konferencji, medytowałem w swoim nowym mieszkaniu w Ann 

Arbor, w Michigan. Zazwyczaj każdego lata jeżdżę na Uniwersytet w Michigan, żeby prowadzić 
kurs matematyki nielinearnej dla socjologów, którzy przyjeżdżają tam z różnych krajów. W trakcie 
mojego   porannego   programu   medytacyjnego   miałem   wyraźne   odczucie,   jakby   ktoś   kazał   mi 
posłuchać jednej z taśm Instytutu Monroe'a zaraz po zakończeniu medytacji. Miałem wrażenie, że 

background image

powinna  to być taśmy  wykorzystująca  stan skupienia  Focus  12. Uznawałem ją  za szczególnie 
użyteczną w ułatwianiu łączności telepatycznej, bowiem pozwalała ona na jednoczesne utrzymanie 
ścisłego kontaktu z rzeczywistością, w przeciwieństwie do  Focus 21, gdzie świadomość nieomal 
całkowicie przemieszcza się do sfery niefizycznej. Zaraz po skończeniu medytacji, poszedłem do 
sypialni   i   cicho   (żeby   nie   przeszkadzać   śpiącej   żonie)   wyjąłem   taśmę   i   wróciłem   do   pokoju 
gościnnego.   Nastawiłem   taśmę   w   przenośnym   magnetofonie,   założyłem   słuchawki,   nacisnąłem 
guzik i oparłem się, żeby posłuchać i wypocząć.

Zaraz po tym, jak skończył się wstęp, zacząłem dostrzegać mentalny obraz świetlanej istoty. Był 

to osobnik płci męskiej, ubrany w białą szatę. Miał dla mnie wiadomość. Powiedział mi, że teraz 
nadszedł odpowiedni czas na skontaktowanie się z moim znajomym teleobserwatorem wojskowym 
i na odbycie przeszkolenia w zakresie SRV. Podkreślił, że powinienem zrobić to teraz. Taśma się 
skończyła, a ja zastanawiałem się, co począć.

Po zajęciach porannych, poszedłem do swego biura, żeby skontaktować się z teleobserwatorem, 

którego tak dawno nie widziałem. Poprzednio, ile razy dzwoniłem, nigdy nie udawało mi się z nim 
porozmawiać,   gdyż   zawsze   natrafiałem   na   automatyczną   sekretarkę.   Zresztą   nic   dziwnego   – 
uprzedził mnie, że często nie ma go w biurze. Nie miałem jego nowego adresu w mieście, pod który 
miał się przeprowadzić i nawet nie wiedziałem, czy faktycznie się tam przeniósł. Nie mając innego 
wyboru, zdecydowałem się zadzwonić do informacji telefonicznej. Ku mojemu zdumieniu, mieli na 
liście jego numer. Zadzwoniłem więc, usłyszałem jego głos na sekretarce, zostawiłem swój numer i 
zacząłem przygotowywać wykład na następne zajęcia.

Wkrótce zadzwonił. Powiedziałem mu, jak bardzo jestem szczęśliwy, że mogę z nim rozmawiać 

i spytałem, czy jest jakaś szansa, żeby teraz uczył mnie teleobserwacji. Wspomniałem o swym 
pragnieniu   napisania   książki   na   temat   zjawiska   istot   pozaziemskich   oraz   o   tym,   że   potrzebuję 
teleobserwacji jako narzędzia zbierania danych. Ku mojemu niezmiernemu zdziwieniu oznajmił, że 
właśnie skończył aktualizować program szkolenia w  teleobserwacji, dzięki czemu będzie mógł 
nauczyć mnie podstaw w trakcie siedmiodniowego intensywnego kursu, po sześć godzin dziennie. 
Mogłem   być   drugim   uczniem   na   jego   nowym   kursie,   który   miał   się   zacząć   za   około   siedem 
tygodni. Podał cenę i oznajmił, że będzie mnie uczył. Fakt, że to on będzie moim nauczycielem, 
miał dla mnie duże znaczenie, bo w jego towarzystwie dobrze się czułem. Powiedziałem, żeby mnie 
zapisał i ustalił kwestie finansowe. Po odwieszeniu słuchawki pomyślałem o świetlistej istocie, 
która telepatycznie zbliżyła się do mnie podczas mej porannej sesji z taśmą Monroe'a. Odnosiłem 
wrażenie,   że   to   jeszcze   nie   koniec   niespodzianek   i   powiedziałem   sobie,   że   lepiej   się   do   tego 
przyzwyczaić.

Czas na szkolenie w teleobserwacji był doskonały. W czasie tygodni przed szkoleniem mogłem 

uczęszczać   na   jednotygodniowy   intensywny   program   „Wędrówki   przez   Bramę”   w   Instytucie 
Monroe'a. Tamtego lata udało mi się również zrobić oferowany przez instytut domowy kurs o 
nazwie „Doznanie Otwarcia Wrót”. Jest to kurs wykorzystujący niektóre z taśm używanych w 
trakcie tygodniowego kursu stacjonarnego. Tamtego lata spędziłem więc dużo czasu słuchając taśm 
Focus 12. Domowy kurs bardzo wzbogacił moje doznania w okresie jednotygodniowego programu 
stacjonarnego. Całe doświadczenie jakie zdobyłem w Instytucie Monroe'a pomogło mi przygotować 
się na to, co miałem zobaczyć podczas kursu teleobserwacji.

Moje szkolenie odbywało się w skromnym otoczeniu. Pokój szkoleniowy byt zasadniczo szary, 

podobnie jak budynek, w którym się mieścił. W zasięgu wzroku kursanta nie było żadnych jasnych 
kolorów. Nauczyciel nosił ubrania w naturalnych, stonowanych barwach, żeby uniknąć pobudzania 
wyobraźni wizualnej swego ucznia, co prowadziłoby do zniekształcania danych.

Ode mnie wymagano, abym w trakcie szkolenia był wypoczęty i nie głodny. Jest to bardzo 

ważne,   ponieważ   teleobserwacja   wykorzystuje   niektóre   aspekty   autonomicznego   systemu 
nerwowego. Wszystko, co wpływa negatywnie na ten system (na przykład głód) może pogorszyć 
ogólną jakość danych.

Mój nauczyciel był niezwykle cierpliwą osobą. Ważne jest, aby budować u ucznia pewność 

siebie, pozwalającą mu nabrać na tyle zaufania do zbieranych danych, aby przed przeniesieniem ich 
na papier nie uległy zmianie bądź nie zostały odrzucone przez jego wątpiący, świadomy umysł. 

background image

Byłem więc szczególnie wdzięczny za troskę, z jaką instruktor mój prowadził szkolenie podczas 
tych pierwszych trudnych dni.

Stwierdziłem, że to, co dzieje się w trakcie teleobserwacji, jest ściśle związane z doznaniami w 

trakcie Medytacji Transcendentalnej, a nawet z wrażeniami uzyskiwanymi pod wpływem procesów 
dźwiękowych Hemi-Sync w Instytucie Monroe'a. W świadomości umysłowej przebija się i uzyskuje 
przewagę ta część umysłu, która podczas normalnego stanu czuwania nie jest wykorzystywana. W 
rzeczywistości,   dla   medytującego   Sidhy   SRV   to   tylko   sposób   dokładnego   zapisu   informacji   – 
protokół zapisu.

Organizacja części drugiej

W tym miejscu należy skreślić parę stów na temat sposobu, jaki wybrałem, aby przedstawić 

materiał   w   niniejszej   książce.   W   drugiej   części   relacjonuję   wyniki   wielu   sesji   SRV 
przeprowadzonych   w   okresie   dwóch   lat.   Aby   ułatwić   prezentację   materiału,   wyniki   te 
przedstawione są w formie przypominającej zapisy. Nie zamieszczam opisów licznych procedur 
(stosowanych zarówno przy pomocy umysłu jak i pióra i papieru), które wykonywałem w czasie 
sesji   zgodnie   z   protokołami   SRV.   Procedury   te   byłyby   niejasne   dla   niewyszkolonych   osób,   a 
omawianie ich w tym miejscu utrudniałoby zrozumienie sesji.

Ponieważ niewyszkolone osoby mogą nie rozumieć, w jaki sposób jakieś procedury miałyby 

wpływać na dostęp do informacji, niektóre z nich być może uznają je za czysty wymysł i same 
zechcą sprawdzić dokładność moich relacji. Proszę, zrozumcie, że jedynym powodem dla którego 
inni ludzie nie mogą ujrzeć tych rzeczy jest fakt, iż nie przeszli odpowiedniego przeszkolenia. 
Należy pamiętać, że szkolenie SRV, chociaż publicznie dostępne, nie jest ani łatwe ani tanie. Ja 
zainwestowałem sporo czasu, wysiłku i pieniędzy, żeby nauczyć się jak dokonywać tego, co tu 
prezentuję. Nikt nie powinien oczekiwać, że moje doświadczenia staną się jego udziałem, o ile nie 
osiągnął podobnego do mojego stopnia wyszkolenia.

Druga   część   tej   książki   przedstawia   ogrom   danych   i   zaproponowanych   przeze   mnie   ich 

interpretacji. Miałem do wyboru, ułożyć książkę tematycznie według kategorii istot pozaziemskich, 
albo   w   sposób   chronologiczny,   uwzględniający   mój   proces   odkrywania.   Wybrałem   podejście 
chronologiczne,   jako   że   daje   ono   Czytelnikowi   pewną   namiastkę   dreszczyku   emocji,   jaki   sam 
odczuwałem.

Kosztem tego podejścia rozdziały są cokolwiek chaotyczne z tematycznego punktu widzenia. Z 

perspektywy czasu jednak wydaje mi się to łatwe do zaakceptowania; może denerwować jedynie 
tych, którzy posiedli już dokładną wiedzę w kwestii istot pozaziemskich i ich związku z naszą 
planetą. Tematyczna organizacja książki tego typu będzie miała sens dopiero za kilka lat, kiedy 
ludzie zrozumieją podstawowe dane.

Zanim Czytelnik przystąpi do dalszego czytania, proponuję by przejrzał krótką listę terminów 

SRV i innych słów, pomieszczonych w słowniczku na końcu książki. Terminy te pojawiają się w 
opisach i analizach sesji SRV przedstawionych w drugiej części mojej pracy.

Rozdział 4

Moja pierwsza wizyta na Marsie

Znajduję się w biurze, które mój nauczyciel wykorzystuje do szkolenia w teleobserwacji. Jest tu 

bardzo niewiele rzeczy, które mogłyby odciągnąć moją uwagę. Dominującym kolorem jest szary. 
Na stoliku przede mną leży tylko pióro i ryza papieru. Pogoda jest wyśmienita. Kurs przebiega 
dobrze. Mój ostatni cel stanowił most nad rzeką w Wietnamie podczas wojny. Wybór celów jest 
urozmaicany po to, by mój umysł uniknął zgadywania. Za każdym razem aż do zakończenia sesji 
nie wiem co i gdzie będę obserwował.

background image

Mój nauczyciel rozpoczyna dzisiejszą sesję, podobnie jak inne. Siedzi naprzeciwko mnie przy 

stoliku szkoleniowym. Pyta mnie czy jest mi wygodnie i czeka na moment, kiedy trzymane przeze 
mnie   pióro   znajdzie   się   na   kartce   papieru.   Mówię   mu,   że   jestem   gotowy,   a   on   podaje   mi 
współrzędne celu.

Data: 29 września 1993
Miejsce: Sala szkoleniowa
Dane: Typ 4
Współrzędne celu: 5987/9221 

Zapisuję współrzędne na papierze, po czym przesuwam pióro na prawo od numerów. W tym 

punkcie, mój autonomiczny system nerwowy zaczyna poruszać moją ręką i natychmiast zaczynam 
szkicować   rysunek.   Rysunek   ten   jest   następnie   analizowany.   Wszystko   to   wchodzi   w   skład 
Pierwszej Fazy protokołów SRV.

Przechodząc   do   Fazy   Drugiej   protokołów,   zaczynam   zbierać   informacje   dotyczące   kolorów, 

faktury powierzchni, dźwięków, temperatury, smaków i zapachów związanych z celem. Procedury 
Pierwszej i Drugiej Fazy pomagają mi ustalić umysłowy „klucz” do sygnału celu. Na razie jestem 
nowicjuszem, więc wydzielenie sygnału pochłania mi trochę czasu. W końcu, po jedenastu stronach 
danych wstępnych zaczynam doznawać bilokacji.

COURTNEY BROWN:  Wydaje się, że jest tu coś w rodzaju góry. Otaczający ląd stanowi 

płaski, piaszczysty obszar. W miejscu tym wyczuwa się pewne poczucie wielkości. W tej chwili nie 
widzę żadnych ludzi. Wygląda na to, że na płaskim obszarze znajduje się budowla wzniesiona przez 
człowieka.

MONITOR: W porządku. Zrób szkic Trzeciej Fazy. Zapisz to wszystko i przejdź do Fazy 4.
C.B.: W porządku. Jestem w matrycy... Wszystko tu jest brązowe i piaszczyste. Widzę dom. Co 

tu robi piramida? Pozwól, że wpiszę piramidę do kolumny AOL. To na pewno moja wyobraźnia.

MONITOR: Niczego nie oceniaj. Po prostu zapisz AOL.
C.B.: Dom jest długi i wąski. Chyba jest zrobiony z drewna. Przykro mi, ale znowu widzę tę 

piramidę. Jest naprawdę ogromna.

MONITOR:  Notuj   dalej   dane.   Zapisz   to   wszystko   w   wyraźnych   kolumnach.   Co   jeszcze 

widzisz? Nadal trzymaj się matrycy.

C.B.: Oho, teraz są ludzie. Mnóstwo ludzi. I zwierząt. Ludzie i zwierzęta... zapisuję wszystko na 

matrycy. Ta piramida związana jest z jakimś rodzajem kultu. To chyba nieuchwytne, co?

MONITOR: Tak. Kontynuuj.
C.B.:  Piramida   jest   wysoka,   kamienna,   twarda.  Wokoło   jest   piasek   i   wieje   wiatr.   Piramida 

sprawia wrażenie solidnej, ale jest spróchniała. O rany, ależ ona jest wysoka.

MONITOR:  OK.   Wykonamy   operację   przeniesienia.   Przygotuj   pióro.   W   środku   piramidy 

powinno coś być.

C.B.: Widzę odcienie brązu. Powierzchnie są nierówne, piaszczyste, kamienne. Jest chłodno, ale 

nie zimno. Znajduję się w środku pokoju. Co my tu mamy? Podłoga, kamienne ściany. Jakiś stolik, 
a na nim szklany kształt.

MONITOR: Zapisz to wszystko we właściwych kolumnach.
C.B.:  Cel tego miejsca ma jakiś ponury charakter. Daje się odczuć determinację, wynikłą z 

konieczności. Hmm. Widzę tunele. Przede mną znajduje się tunel.

MONITOR: Idź wzdłuż tunelu.
C.B.: Wszędzie na podłodze jest brud. Tunel jest ciemny. Prowadzi na zewnątrz. Jestem teraz na 

zewnątrz, na powierzchni budowli. Widzę drogę otoczoną piaskiem. Znowu odnoszę wrażenie, że 
cel tej konstrukcji jest jakiś mroczny.

Widzę teraz dużo ludzi. Wyraźnie czuję, że budowla ta albo coś w jej pobliżu miało związek z 

wielkim   budowlanym   przedsięwzięciem,   wymagającym   pomocy   i   wielu   nakładów.   W   trakcie 
budowy musiało zginąć wielu ludzi.

background image

W pobliżu jest miasto. O Boże. Widzę też górę, z której wylewa się lawa. Co się tam dzieje? Nic 

mi nie wiadomo o wulkanach w pobliżu piramidy. Wygląda to jak Pompeje, ale koło Pompei nie ma 
przecież piramid.

MONITOR: Nie analizuj. Po prostu notuj, co widzisz. Idź dalej.
C.B.:  Dużo ludzi umarło i nadal umiera. Panuje zamieszanie. Ludzie biegają chaotycznie w 

różnych kierunkach. Dominuje poczucie beznadziejności. To jest okropne!

(Zaczynam rysować szkic sceny. Wulkan znajduje się chyba na wschód od miasta, a większość 

ludzi biegnie na północ.)

Przemieściłem   się   trochę   w   czasie.   Ci,   którzy   przeżyli   budują   w   pobliżu   miasteczko.   Nie 

otrzymali znikąd pomocy. Panuje przeraźliwa nędza. Są tu chaty i namioty. To naprawdę okropne.

Hmm. Teraz widzę jakichś nowych ludzi odbudowujących miasto. Nie wyglądają na tubylców. 

Chyba   odbudowują   miasto   dla  nowej   grupy  ludzi.  Nadchodzą  inni.   Ci  nowi  ludzie  przybyli  z 
bardzo daleka i sprawiają wrażenie, jakby za wszelką cenę chcieli pomóc poprzednim mieszkańcom 
miasta. Z punktu widzenia tubylców ta akcja przybyszy przypomina kandydowanie na posła w 
nieznanym okręgu wyborczym.

MONITOR: W porządku. Na razie wystarczy. Zapisz godzinę i zakończymy sesję.
C.B.:  Gdzie   to   mogło   być?   (Mój   nauczyciel   podsuwa  mi   folder.   Otwieram   go   i   wyciągam 

zrobione przez satelitę zdjęcie Cydonii na Marsie. Jak na dłoni, widnieje tam piramida. Na prawo 
(wschód) od piramidy widoczne są oznaki aktywności wulkanicznej.) Chyba żartujesz. Wysłałeś 
mnie poza Ziemię? Na Marsa?

MONITOR: Czemu by nie? Lubię tam wysyłać uczniów. To utrzymuje ich w czujności.

Komentarz

Wtedy po raz pierwszy dopuściłem myśl, że Mars rzeczywiście mógł kiedyś być zamieszkany. 

Przedtem   był   to   temat,   który   zaliczałem   do   science   fiction.   Przez   resztę   dnia   i   cały   wieczór 
próbowałem   przyzwyczaić   się   do   tego,   że   byłem   świadkiem   prawdziwego   fragmentu   historii 
Marsjan.

Rozdział 5

Teleobserwacja porwań przez UFO

Nauczyciel mój wspominał przy wielu okazjach, że teleobserwatorom na ogół nie udawało się 

zobaczyć przypadków porwań ludzi przez UFO. Z nielicznymi wyjątkami, za każdym razem, kiedy 
tego próbowali, zamiast danych o porwaniu otrzymywali sygnały zastępcze. Często dane te można 
było odczytać jedynie w sposób symboliczny. Teleobserwator widział coś, ale nie był to cel.

Na   dobrą   sprawę   zebrane   informacje   mogły   w   ogóle   nie   przypominać   celu.   Gdy   inni 

teleobserwatorzy próbowali zobaczyć ten sam cel, w wynikach występowały rażące rozbieżności. 
W paru przypadkach nie uzyskano żadnych danych.

Rozdział ten przedstawia relację z sesji, w której obiektem teleobserwacji było porwanie ludzi 

przez   istoty   pozaziemskie.   Incydent   stanowiący   cel   zaczerpnięty   został   z   książki   Jacobsa   pod 
tytułem „Tajemne życie”.

Chociaż mój nauczyciel nigdy nie dawał teleobserwatorom takiego celu, był przekonany, że 

zamiast porwania zostanę uraczony fałszywym sygnałem. Tymczasem otrzymałem sygnał, dający 
symbolicznie   do   zrozumienia,   że   istoty   pozaziemskie   pragną,   abym   je   zrozumiał.   Być   może 
myślały, że samo porwanie zostałoby źle odebrane, przekazały więc symbole wskazujące na cel i 
znaczenie kryjące się za porwaniem.

Oczywiście   nie   zostałem   poinformowany   co   do   charakteru   faktycznego   celu   aż   do   czasu 

zakończenia sesji.

background image

Data: 30 września 1993
Miejsce: Sala szkoleń
Dane: Typ 4
Współrzędne celu: 2864/0576

Dane wstępne wskazywały, że cel znajduje się na suchym lądzie.

C.B.: Występują tutaj kolory ziemskie. Brązy, biele, kolor dębu. Jest ciepło. Jak na pustyni.
MONITOR: Przejdź do szkicu w Fazie 3.
C.B.: Widzę budynek, płot i coś w rodzaju linii kolejowej. (Zrobiłem rysunek. Mój nauczyciel 

kazał mi następnie wykonać trzy operacje przemieszczenia, żebym zobaczył miejsce z różnych 
perspektyw.)   To   sprawia   wrażenie   obiektu,   w   którym   się   coś   przechowuje.   Jest   tu   płot. 
(Narysowałem nieco zakrzywiony plot.)

MONITOR: W porządku. Przejdź do matrycy w punkcie 4.
C.B.: Tak, z całą pewnością jest tutaj płot. To płaski, brudny obszar. Jakieś miejsce pracy. Za 

ogrodzeniem znajdują się zwierzęta i kilkoro ludzi. To biali ludzie. Sprawiają wrażenie zajętych 
robotą. Jeśli chodzi o zwierzęta, to widzę konie. To na pewno jest środowisko pracy, a ci ludzie 
wykonują powierzone im zadania. Są przekonani, że muszą wykonać tę pracę. Daje się odczuć silną 
determinację. Przychodzi mi na myśl walka byków.

MONITOR: Zapisz to jako AOL linii sygnału: „jak walka byków”. Nie interpretuj. Po prostu 

zapisz dane.

C.B.:  Na   zagrodzonym   terenie   są   też   ludzie.   Odnoszę   wrażenie,   jakby   popełniono   jakieś 

nadużycie. Ale są tu również rzędy ławek i widzowie. Ludzie patrzą na okrągły plac otoczony 
płotem. Bardzo mi się to nie podoba.

MONITOR: OK, Courtney. Zrób sobie przerwę.

Po przerwie.

C.B.: W porządku. Jestem z powrotem w tym miejscu. Słychać wrzaski, krzyki, ale też śmiechy. 

Ludzie na widowni to nowocześni, zwykli ludzie. Otacza ich aura rozrywki. Dla nich to jakby 
rozgrywki sportowe w sobotni wieczór.

(Nauczyciel każe mi wykonać operację przemieszczenia na wysokości pięciu tysięcy stóp nad 

tym miejscem.)

Nie do wiary, tutaj jest inaczej. Srebrne i metalowe przedmioty. Szybki ruch. Odbieram silne 

AOL statków kosmicznych ET. Co mam robić dalej? Zdaje się, że tam są pojazdy.

(Mój   nauczyciel   poleca   mi   wykonać   technikę   śledzenia   miejsca.   Wykorzystując   ją,   mogę 

podążyć za pojazdami aż do punktu, z którego wyruszyły.)

Statki przypominają samoloty, błyszczące, metalowe samoloty. Wygląda na to, że ich załoga ma 

jakąś misję do spełnienia. W porządku, namierzyłem dwóch ludzi na pokładzie. Sprawiają wrażenie 
nieprzystępnych. Punktem startowym jest miasto. W mieście jest dużo ludzi. Najwyraźniej ludzie z 
samolotu w jakiś sposób krzywdzą ludzi z miasta. Tubylcy stanowią cel i wcale im się to nie 
podoba.   Jest  tu   również  dużo   budynków.  Mokro  i  chłodno.  Widzę  lotnisko,  z  którego   startują 
samoloty.

Wróciłem do pierwszego miejsca. Zwierzęta wyraźnie czują się zagrożone. Wygląda na to, że 

ludzie bawią się zwierzętami, które sprawiają wrażenie spanikowanych. Teraz czuję wyraźnie, że 
ludzie za ogrodzeniem nie chcą skrzywdzić zwierząt. Są one dla nich źródłem pewnego rodzaju 
rozrywki.

MONITOR: Skup się na celu, jaki przyświeca tym ludziom.
C.B.:  Oni   próbują   sprawować   nad   zwierzętami   kontrolę,   tak   jakby   je   wypasali.   To   obóz 

szkoleniowy. Trenują zwierzęta do jakichś celów.

MONITOR: Przenieś się trochę w czasie.

background image

C.B.: Zwierzęta już nie panikują. Trenerzy je karmią i kochają.
MONITOR: OK. Zakończmy sesję. Oto twój cel.

Komentarz

Najlepsze, co mogę uczynić, to przedstawić moją własną interpretację tej sesji SRV. Być może 

Czytelnicy zechcą inaczej odczytać moje doświadczenie. Tego typu sesja odbyła się tylko w dwóch 
znanych mi sytuacjach. Pierwsza dotyczyła porwań przez UFO. Druga miała miejsce wtedy, gdy 
teleobserwatorzy   wojskowi   usiłowali   zaobserwować   urządzenie   z   niebezpieczną   energią.   W 
obydwu przypadkach ktoś podstawił fałszywy sygnał, najwidoczniej nie chcąc, by ludzie uzyskali 
dostęp do pewnych informacji.

Wydaje   się,  że   w   tej   sesji   zwierzęta   symbolizowały   ludzi.   Osoby   za   ogrodzeniem   to   istoty 

pozaziemskie, które pracują z ludźmi, żeby przeszkolić ich do jakiegoś celu. Natomiast ludzie w 
ławkach na widowni to być może widzowie z galaktyki. Samoloty przedstawiają statki kosmitów, 
które prawdopodobnie mają związek z działalnością trenerów za ogrodzeniem. Możliwe, że załoga 
statków wspiera tych, którzy działają na lądzie.

Jest   to   jedyny   cel   tego   typu,   jaki   przedstawiam   w   niniejszej   książce.   Wszystkie   inne   cele 

stanowią faktyczne obserwacje, które można poddać bezpośredniej analizie, bez uciekania się do 
symboli.

Wiem teraz, że niektóre istoty pozaziemskie mogą tworzyć sygnał zastępczy, dostosowując go 

do umysłu danego teleobserwatora w taki sposób, że przekaz staje się dlań bardziej zrozumiały. 
Jednak przypadki takie są bardzo rzadkie.

Rozdział 6

Ocaleni Marsjanie

W dalszym ciągu przechodzę szkolenie. Siadam na krześle. Mój nauczyciel trzyma zamknięty 

plik, zawierający nowy cel. Nadal kusi mnie, żeby zgadywać co stanowi cel, ale powstrzymuję się. 
Nauczyciel wyjaśnia, że wkrótce, w miarę jak mój umysł przyzwyczai się do tego, że otrzymuje 
bezpośrednie informacje, moja chęć zgadywania zaniknie w sposób naturalny. Przypuszczam, że 
cierpliwość   to   cnota   wyuczona.   Wczoraj   rano   kazał   mi   obserwować   dziwaczną   wystawę   w 
muzeum, gdzie ze ściany wystawał widelec. Żartuję sobie, zastanawiając się czy zamierza mnie 
wysłać do oczyszczalni ścieków w Fort Meade, w Maryland, o której niekiedy wspomina. Siada po 
przeciwnej strome stolika i pyta mnie, czy jestem gotowy. „Jestem gotowy. Mów”.

Data: 1 października 1993
Miejsce: Sala szkoleń
Dane: Typ 4
Współrzędne celu: 5664/1821
Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest z górą.

C.B.: Widzę brązy i zielenie. Wieje wiatr i jest zimno. Słyszę jakieś świsty i furczenie. Czuję 

zapach drzew. Hmm. Coś się tam dzieje.

MONITOR: W porządku, Courtney, przejdź do szkicu Fazy 3.

Na czystej kartce papieru rysuję okrągłą górę. Wierzchołek góry jest łysy, ale trochę niżej widać 

drzewa. Szczyt góry smaga wiatr. Przechodzę do Fazy 4.

C.B.: Idę teraz według matrycy. Hmm. Są tu ludzie. Biali ludzie. Mam jakieś przeczucie. Widzę 

background image

ubrania tych ludzi. Znowu ta góra, i wiatr. O rany! Wyczuwam silny strach, podniecenie i ulgę. 
Wygląda na to, że kłębią się tu różne emocje, różni ludzie doznają różnych uczuć. Dostrzegam coś 
w rodzaju pojazdów przewiezionych drogą lotniczą. Jakąś szaleńczą działalność.

MONITOR: Wykonasz teraz operację przemieszczenia. Przygotuj się. Z wysokości tysiąca stóp 

nad górą powinno być coś widać.

Wykonuję polecenie.

C.B.:  Odbywa   się   tu   jakaś   działalność,   bardzo   aktywna   działalność.   Trudno   wyczuć,   o   co 

chodzi.

MONITOR: W porządku. Wracaj do ludzi. Co widzisz?
C.B.:  Znowu jakieś zamieszanie, ale tym razem to ludzie się ruszają. Są bardzo podnieceni. 

Hmm. Zaangażowani są w jakąś działalność, możliwe, że nie oni ją zaplanowali. Znowu widzę 
górę. Ci ludzie naprawdę realizują jakiś plan, chociaż nadal nie wiem czy plan ten jest ich własnym 
wymysłem. Są tam pojazdy. Widzę około dziesięciu ludzi.

MONITOR: Przemieść się jeszcze raz. Instruuje mnie, jak dostać się na szczyt góry.
C.B.:  Dostrzegam   ruch   pętlowy,   bardzo   szybki.   Schodzi   na   szczyt   góry.   To   rodzaj   ruchu 

spiralnego. Przypomina liść  opadający  na wietrze albo  ptaki  krążące w  porywistym wietrze w 
trakcie   obniżania   lotu.   O   rany!   Lepiej   zapiszę   to   jako  AOL.   Natrafiłem   na   statek   kosmitów. 
Metalowy, błyszczący i ciepły.

MONITOR: Zapisz to i przejdź do szkicu w Fazie 6.
C.B.: Widzę teraz dużo gór. Wiele z nich jest okrągłych. Otaczają szczyt, na którym się teraz 

znajduję. Po jednej stronie widać płaski obszar, dolinę oddzielającą mój szczyt od innych gór. Na 
wschód rozciągają się płaskowyże, a wokół mnie, zwłaszcza na północ i południe, wszędzie widzę 
góry.

MONITOR: Kolejna operacja przemieszczenia. Wewnątrz obiektu powinieneś coś zobaczyć.
C.B.: W porządku. To przypomina lustro. Jest błyszczące i wypolerowane. Jest tu dużo świateł. 

Ciepło. Czuję jakiś słodki, mdły zapach. Znowu pojawia się dźwięk furczenia. No nie, to się rusza!

MONITOR: Szkic Fazy 6.
C.B.: To coś idzie wprost na górę! Przelatuje na wylot! Co to jest?!
MONITOR: Trzymaj się procedury. Po prostu notuj dane. Zapisz wszystko. Przejdź do matrycy 

Fazy 6.

C.B.: W porządku. Widzę istoty na statku. Nie wszystkie są tego samego rodzaju. Są tu ściany. 

Urządzenia.   Odbieram   coś   z   umysłów   tych   stworzeń.  To   wyprawa   po   zapasy.   Nic   wielkiego. 
Wykonują rutynową misję. Istoty te przypominają laborantów. Wygląda na to, że każda z nich nosi 
uniform.

Jestem teraz w środku jakiejś jaskini czy dziury wewnątrz góry. Statek wylądował na środku. To 

chyba hangar lub coś w tym rodzaju. Nie wiedzą, że tu jestem. Zdaje się, że niosą jakiś cenny płyn. 
Wygląda obrzydliwie, jak szlam. Ten płyn ma jakieś znaczenie biologiczne. Jest dla nich bardzo 
ważny. Konsystencją przypomina olej silnikowy.

Rozglądam się dokoła. Pracuje tu dużo istot. Czuję, że mężczyźni wykonują ważną pracę, która 

ma   związek   z   przeprowadzaniem   tych   operacji.   Istoty   płci   żeńskiej   nie   wykonują   prac 
technicznych. Spełniają chyba jakąś inną, mniej ważną funkcję. Są otoczone opieką przez istoty 
męskie.

Nadal się przemieszczam. Widzę dzieci. Są chore, bardzo chore. Kobiety panikują. Siedzą cicho, 

ale są strasznie zdenerwowane. Bardzo przestraszone. Znowu widzę mężczyzn. Wiesz, to chyba 
jakaś kultura naznaczona seksizmem.

MONITOR: Zróbmy sobie przerwę, Courtney. Zapisz godzinę.

Dalszy ciąg sesji po lunchu.

C.B.:  Wróciłem   do   kobiet   w   żłobku.   Dzieci   nic   nie   mówią.   Są   przygnębione,   senne   albo 

background image

nieszczęśliwe.   Coś   tu   nie   gra.  Widzę   grupę   młodych   chłopców   i   dziewcząt.  Wydaje   się,   że   z 
młodzieżą wszystko jest w porządku. Ale nie jest jej dużo. O wiele więcej jest dzieci, chorych 
dzieci. Młodzi ludzie są nieświadomi problemu. Ale matki chyba wiedzą, co się dzieje.

Istoty te sprawiają wrażenie, jakby musiały uciekać od swojej kultury czy więzi społecznych; 

jakby zostały zamknięte w więzieniu. Sytuacja wymaga jakiegoś nowego elementu czy składnika. 
Odnoszę wrażenie, że pomóc mógłby tu czynnik ludzki.

(Nauczyciel mój koncentruje się następnie na rozwiązywaniu problemu.)
To problem genetyczny. Zdaje się, że nadal dokonywane są zmiany genetyczne w ich ciałach. 

Wydaje   mi   się,   że   istoty   te   to   Marsjanie   –   ci,   którzy   przeżyli.   Nie   mogą   ustalić   swojego 
genetycznego wzorca. To stanowi ich wielki problem. Panuje ogólna desperacja.

Ich zasoby i sprzęt nie są wystarczająco nowoczesne, żeby rozwiązać ten problem bez pomocy z 

zewnątrz. Jeżeli chodzi o kobiety, to wydaje się, że utraciły już nadzieję. Po prostu siedzą czekając, 
aż   rozwiązanie   znajdą   mężczyźni.   Mężczyźni   natomiast   ograniczają   się   do   swych   prac.   Są 
rozzłoszczeni i zawzięci. Chodzi o przetrwanie. Boże, te istoty są zrozpaczone!

MONITOR: Courtney, dowiedz się czegoś więcej na temat płynu.
C.B.:  Płyn pochodzi z Marsa. Może powinienem to zapisać jako AOL. Nie wiadomo, kim ci 

ludzie naprawdę są. Po prostu kojarzę ich z Marsem.

MONITOR: Trzymaj się procedury. Po prostu zapisz. Nie analizuj.
C.B.: Płyn jest brzydki. Brzydko pachnie i jest tłusty. Ale dla tych ludzi ma taką wartość jak dla 

nas nasza krew. Płyn znajduje się w dużych cysternach. Pilnują go specjalne oddziały.

MONITOR: Zobacz, gdzie produkują ten płyn.
C.B.: O rany! Gdzie ja jestem? Katapultowałem się dokądś. To było jak trzaśniecie z bicza, jak 

gdyby ktoś wystrzelił mnie niczym pocisk. To miejsce jest czerwone, piaszczyste. Znajduje się tu 
jakaś budowla. Chyba widzę zaplombowane drzwi. Czy mam wejść do środka?

MONITOR: Najpierw powiedz mi coś więcej o otoczeniu budynku.
C.B.: To pustynia. Nic tu nie rośnie. Goło i zimno. Budynek sprawia wrażenie domu z cegły. W 

środku   znajdują   się   metalowe   i   plastikowe   powierzchnie.   Wszystko   się   błyszczy.   To   zakład 
produkcyjny.

MONITOR:  Teraz   się   przemieścisz.   (Pauza.)   Pięć   kilometrów   na   wschód   od   budynku 

produkcyjnego powinno być coś widać.

C.B.:  Hej, znowu jeden z tych statków. Przy obniżaniu lotu wykonuje jakieś szalone ruchy – 

spirale i pętle. Wylądował dokładnie na szczycie budynku. Przeleciał przez dach!

MONITOR: Wróć do budynku i śledź pojazd. Dokąd on zmierza?
C.B.: Jestem już w budynku. Hmm. Statek wylądował. Pod budynkiem jest dużo podziemnych 

pomieszczeń. Istoty na statku nie lubią wychodzić na zewnątrz budowli. Tam na pewno jest dużo 
czerwieni i brązu. Nadal mam wrażenie, że to Mars.

MONITOR: Wejdź do podziemnych pomieszczeń.
C.B.:  Miejsce jest nowoczesne, ale nie supernowoczesne. Widzę mężczyzn, jednak żadnych 

kobiet. To pracownicy. Nie panują tu najlepsze warunki pracy. Ludzie ci są tutaj po godzinach. 
Schodzę jeszcze niżej.

Oni tu mieszkają. To jakby miasto. Widać dużo jaskiń i tuneli. Tutaj jest wygodniej niż w 

jaskiniach   pracy   powyżej.   Można   tu   żyć   w   spokoju.   Wyczuwam   jednak   strach   związany   z 
opuszczeniem tego miejsca.

MONITOR: Dokąd oni wyjeżdżają?
C.B.: Nie ma tu dla nich przyszłości. To miejsce jest wymarłe.
MONITOR: Opisz jak wyglądają ludzie.
C.B.: Widzę teraz mężczyzn. Mają twarze podobne do ludzkich, ale są pozbawieni włosów. Nie 

wyglądają jak zwykli ludzie. Sprawiają wrażenie innej rasy. Wydaje mi się też, że posiadają coś w 
rodzaju urządzeń, które w jakiś sposób są podłączone do ich świadomości. Nad tymi urządzeniami 
sprawują kontrolę za pomocą swoich umysłów. Same istoty mają jasną skórę; w porównaniu z 
ludźmi wydają się dość kruche.

MONITOR: OK. Kończymy sesję. Na razie wystarczy.

background image

C.B.: Fiu! Długo to trwało. Dobra, powiedz mi teraz gdzie byłem?
MONITOR: W oczyszczalni ścieków w Fort Meade, w Maryland.
C.B.: Co?
MONITOR: Żartowałem. Oto teczka. Rzuć okiem.

Otwieram teczkę i wyciągam kartkę papieru z takimi słowami: „Ocaleni Marsjanie”. Następuje 

długa pauza.

MONITOR: Dobrze się czujesz?

Komentarz

Trochę później tego samego dnia omawialiśmy szczegółowo kwestię Marsjan. Mój nauczyciel 

wyjawił mi, że ma pewną koncepcję co do położenia góry, opartą na opisach jakich dostarczyłem 
mu ja i inni teleobserwatorzy. Zasugerował, żebym przyjrzał się zdjęciom pewnych gór niedaleko 
Santa Fe, w Nowym Meksyku. Kiedy to uczyniłem, doznałem wewnętrznego olśnienia. Kolejne 
sesje   SRV,   przeprowadzone   przez   innych   teleobserwatorów   zdawały   się   potwierdzać   to 
przypuszczenie. Materiały SRV wskazują mianowicie, że góra, o którą chodzi, to Santa Fe Baldy, 
położona wewnątrz parku narodowego, niedaleko Santa Fe w Nowym Meksyku.

Marsjanie są na Ziemi, ale zanim naciśniemy guzik alarmowy, należy pomyśleć o implikacjach 

takiego   czynu.   Marsjanie   ci   są   zrozpaczeni.   Najwidoczniej   na   Marsie   panują   bardzo   surowe 
warunki życia. Nie mogą żyć na powierzchni. Ich dzieci nie mają żadnej przyszłości na Czerwonej 
Planecie. Ich dom jest zrujnowany; to planeta kurzu. W ostatnim rozdziale tej książki przedstawiam 
swoje poglądy na temat pomocy, jakiej my, ludzie, moglibyśmy udzielić Marsjanom w momencie, 
kiedy jej tak potrzebują.

Rozdział 7

Szczyt cywilizacji Marsjan

Szkolenie   przebiegało   znakomicie.   Wczorajszego   popołudnia   mój   nauczyciel   kazał   mi 

obserwować Zatokę Monterey w Kalifornii, co zakończyło się podglądaniem żaglówki. Jednak tego 
ranka sesja ma inny charakter. Mamy przeprowadzić sesję w warunkach Typu 6, w której zarówno 
monitor jak i teleobserwator dysponują pewnymi wstępnymi informacjami na temat celu.

Ponieważ   miałem   znać   cel   z   góry,   wybrałem   czas   i   miejsce,   które   pragnąłem   zobaczyć: 

cywilizację   Marsjan   u  szczytu   jej   rozkwitu.   Chciałem   się   dowiedzieć,   jakiego   rodzaju   było   to 
społeczeństwo, zanim się rozpadło. (W jednym z kolejnych rozdziałów opisuję katastrofę, która 
spowodowała ten upadek.)

To, co nastąpiło w trakcie sesji, przeszło moje wszelkie oczekiwania. Jedną z wielu nauk, jaką 

miałem   wynieść   z   owej   sesji   było   to,   jak   ważną   osobą   jest   doświadczony   monitor,   kiedy 
przytrafiają się takie niespodzianki!

Data: 2 września 1993
Miejsce: Sala szkoleniowa
Dane: Typ 6
Współrzędne celu: 8567/7258

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest z suchym lądem i sztucznymi budowlami.

C.B.: Widzę brązy i czerwienie. Jest tu piasek i wieje wiatr. Występują wahania temperatury: od 

background image

ciepła do chłodu. Słyszę głosy, muzykę, rozmowy. Słychać też gwar i jakieś bębnienie. Atmosferą 
miejsce   to   przypomina   nieco   Stare   Miasto   Mombassy,   starożytne   miasto   portowe   Swahili   na 
wschodnim wybrzeżu Kenii.

MONITOR: Przejdź do szkicu Fazy 3.
C.B.: Mamy tu drogę, z budynkami po jednej stronie. Jakaś osoba stoi koło okrągłej budowli, 

która sprawia wrażenie małego amfiteatru.

MONITOR: W porządku. Zapisz to na razie jako AOL: „jak amfiteatr”. Przejdź do Fazy 4.
C.B.: Natrafiłem teraz na ludzi, sporą grupę ludzi. Na razie widzę samych mężczyzn. Skupiam 

się na ich twarzach. Nie mają włosów, a ich oczy są większe od naszych. Ich skóra jest jasna. 
Dostrzegam  domy.  Wydają  się   być  zrobione   z  gliny   lub  wypalonej   cegły.   Ludzie   ci  są  biedni 
według   naszych   ziemskich   norm,   ale   sprawiają   wrażenie   szczęśliwych.   Ogólnie,   jest   to   chyba 
ciężkie   miejsce   do   życia.   Wszędzie   tu   pełno   wody.   Ci   ludzie   chyba   lubią   wodę.   Dysponują 
podstawowymi   narzędziami.   Ich   sposób   porozumiewania   się   wydaje   się   być   dosyć   prosty. 
Przypomina mi to Afrykę.

MONITOR: Zapisz w kolumnie AOL: „jak Afryka”.
C.B.:  Skupiam   się   teraz   na   ich   umysłach.   Ci   ludzie   mają   pewne   zdolności   telepatyczne. 

Zlokalizowałem kobiety i dzieci. Większość kobiet przebywa w domach. Nie wychodzą zbyt często 
z dziećmi.

MONITOR: Możesz powiedzieć coś na temat ich kultury?
C.B.: Chyba organizują jakieś spotkania, coś w rodzaju wiejskich zebrań. Przyjrzę się jeszcze 

mężczyznom.

MONITOR: Zróbmy przerwę.

Dalszy ciąg sesji pół godziny później.

C.B.: Widzę teraz domy. Wchodzę do jednego z nich. Są tu trzy pokoje. Toaleta. Tutejsi ludzie 

uważają to za wygodne życie. Widać naczynia, filiżanki. Mieszka tu rodzina. W porządku, mam 
czworo ludzi, mężczyzn i kobiety. Odnoszę wrażenie, że panuje tu poligamia.

MONITOR: Sprawdź, czy nie ma jakichś symboli.
C.B.: Co się stało? Przeniosłem się w czasie. Zostałem przerzucony do innego okresu. To było 

jak trzaśniecie z bicza. Co się dzieje?

MONITOR: Nie analizuj. Zapisuj dane. Co widzisz?
C.B.:  Patrzę na insygnia. Wokoło są błyszczące białe powierzchnie, metal, oraz w powietrzu 

czarny i szary dym. W porównaniu z miejscem, w którym byłem wcześniej, nastąpił tu niezwykle 
szybki postęp techniczny.

Teraz widzę inne istoty. Są mniejsze, niższe. Sprawiają wrażenie pracowników, wypełniających 

jakąś misję. O rany, ależ oni mają motywację. Z jakiegoś powodu odczuwają przemożną potrzebę 
szybkiego działania. Te inne istoty dysponują statkami, statkami kosmicznymi. Noszą mundury z 
insygniami. Niektóre z nich są pilotami. Nie widzę teraz żadnych Marsjan.

MONITOR: Spróbuj się dowiedzieć, gdzie są Marsjanie.
C.B.: Otóż to. Marsjanie zniknęli. Ich domy opustoszały. Nadal jestem na Marsie, ale nie licząc 

tych   niskich,   rozwiniętych   istot,   to   wymarłe   miasto.   Niskie   istoty   zbudowały   swoje   domy.   Są 
nowoczesne, przypominają pudełka. W ich wnętrzach znajdują się jakieś urządzenia techniczne. 
Widzę pokoje, też nowoczesne.

MONITOR: Skup się na celu, jaki przyświeca niskim istotom.
C.B.: Ich pobyt tutaj związany jest z pierwszą fazą większego przedsięwzięcia.
MONITOR: W porządku. Przejdźmy do wykresu czasu w Fazie 6. Zaznacz na linii szczyt ery. 

(Pauza.) Teraz zaznacz punkt przybycia innych.

Okres szczytowy umieszczam po lewej stronie linii, a czas przybycia innych w połowie strony 

na   prawo.   Na   polecenie   mojego   nauczyciela   spędzam   sporo   czasu   na   rysowaniu   insygniów 
widniejących na mundurach niskich istot. Mają one kształt serca walentynkowego ze zwiniętym w 

background image

środku wężem. Obramowanie serca jest złote, wewnętrzne tło – białe, a głowa węża – czerwona.

MONITOR: Dobrze. Teraz przejdź do matrycy Fazy 6.
C.B.: Wyczuwam dwa różne typy istot. Sami Marsjanie uważali tych ludzi za inne marsjańskie 

plemię, a nie przybyszów z kosmosu. Kiedy przybyły małe istoty, zapanowała panika i rozpacz. 
Marsjanie postrzegali je jako bogów. Widzę czerwony płyn. Małe istoty wykorzystują go w jakiś 
sposób. Tak czy inaczej Marsjanie pakują się, przygotowując na jakąś zmianę. To dziwne. Wygląda 
na to, że małe istoty planują dokonać jakichś fizycznych zmian w ciałach Marsjan i w tym celu na 
pewien czas umieszczają ich w zimnej przechowalni. Te małe, niskie istoty wyglądają jak Szarzy.

MONITOR: W porządku, Courtney. Kończymy sesję. Zapisz czas zakończenia.

Komentarz

Wskazówka, jakiej udzielił mi mój nauczyciel, abym poszukał symbolu, zaprowadziła mnie – 

poprzez czas – w zupełnie niespodziewanym kierunku, do insygniów na mundurach Szarych. Od 
tamtej pory miałem wiele takich doznań. Uczucie to przypomina gwałtowny ruch fizyczny, ale w 
istocie jest to całkiem co innego. Czuje się nagłe przyspieszenie, po którym następuje spokój i 
chwilowe poczucie dezorientacji.

U szczytu swego rozwoju społeczeństwo Marsjan dorównywało pod względem technicznym 

starożytnemu Egiptowi. Byli to ludzie, którzy egzystowali w ciężkich warunkach. Ale potrafili 
wyżywić   swoje   rodziny,   żyli   w   miastach,   tworzyli   społeczności.   Kobiety   i   mężczyźni   pełnili 
odmienne funkcje w  społeczeństwie. Nie było  ono egalitarne.  Kobiety na  ogół pozostawały  w 
domach z dziećmi. Co ciekawe, wydaje się, że ten aspekt ich kultury pozostał nie zmieniony do 
dnia dzisiejszego.

Społeczeństwo   Marsjan   doświadczyło   jakiejś   wielkiej   katastrofy.   Wielu   Marsjan   umarło,   a 

niektórych uratowano, chociaż nie jestem pewny, czy warunki owego ocalenia przypadły im do 
gustu.

Wybawcami były istoty, które znamy jako Szarych. Przybyli oni w ostatnich chwilach upadku 

cywilizacji Marsjan. W jakiś sposób udało im się zachować genetyczną strukturę ginącego gatunku.

Wszystko   to   wydarzyło   się   miliony   lat   temu.   Po   tej   sesji,   zastanawialiśmy   się   z   moim 

nauczycielem,   w   jaki   sposób   Marsjanie   przybyli   na   Ziemię.   Bowiem   wszystkie   dane   z 
teleobserwacji   wskazują,   że   Marsjan   poddano   genetycznej   „przebudowie”   właśnie   w   celu 
umożliwienia im życia w cięższej grawitacji i innych warunkach na naszej planecie.

Rozważaliśmy   też   postęp   techniczny   Marsjan.   Dzisiejsi   Marsjanie   dysponują   nowoczesną 

techniką, ale nie dorównuje ona technice Szarych. Obecnie wiemy, że Szarzy posiadają technikę, 
umożliwiającą ich statkom przekraczanie czasu i ogromnych odległości, to znaczy, odległości na 
skalę galaktyczną. Marsjanie nie mają takich statków – gdyby tak było, wróciliby na swoją planetę, 
cofając się do czasu przed katastrofą. Ich statki wykorzystują nowoczesną technikę napędową, która 
umożliwia im przenikanie przez materię stałą.

Z tamtej sesji wyciągnęliśmy parę wstępnych wniosków:

(1) Marsjanie zostali uratowani przed całkowitym wyginięciem przez Szarych.
(2)   Marsjanie   zostali   odtransportowani   do   czasów   współczesnych   po   dokonaniu   w   ich 

organizmach zmian genetycznych, okazały się one jednak niedoskonałe, powodując śmierć wielu 
ich dzieci.

(3) Marsjanie zostali wyposażeni w technikę, która wyprzedza naszą o jakieś 150 lat.
(4) Obecnie Marsjanie poza Ziemią nie mają innego miejsca schronienia.

W   tym   punkcie   moich   badań   zacząłem   się   zastanawiać,   czy   istnieje   powód,   dla   którego 

Marsjanie mają nad nami pewną przewagę techniczną. Można odnieść wrażenie, że ktoś celowo tak 
zaaranżował   sytuację,   aby   pomiędzy   ludźmi   a   Marsjanami   nastąpiła   współpraca.   Bowiem 
wzajemnie siebie potrzebujemy.

background image

Przypomnijmy,   że   Szarzy   przyszli   Marsjanom   na   ratunek   dopiero   w   ostatniej   chwili.   Jeżeli 

mielibyśmy przepowiadać przyszłość, opierając się na danych z przeszłości, można by przewidzieć 
katastroficzny   kryzys   na   Ziemi.   Kryzys   taki   zmusiłby   ludzi   do   wyciągnięcia   ręki   po   pomoc, 
skądkolwiek   by   miała   nadejść.   W   takiej   sytuacji   technika   Marsjan   mogłaby   stać   się   naszym 
ratunkiem.

Rozdział 8

Pomocnicy z subprzestrzeni

Tego   samego   dnia,   1.30   po   południu.  Właśnie   wróciliśmy   z   moim   nauczycielem   z   lunchu. 

Odwiedziliśmy wyśmienitą, niedrogą restaurację chińską ze zdrowym jedzeniem wegetariańskim. 
Był to dobry sposób na oderwanie myśli od intensywnej sesji z Marsjanami, jaką odbyliśmy rano. 
Zacząłem sobie zdawać sprawę, że sytuacja istot pozaziemskich była dużo bardziej skomplikowana 
niż   początkowo   sądziłem.   Nie   była   to   już   tylko   kwestia   kosmitów,   krążących   wokół   Ziemi. 
Wiedziałem, że przynajmniej niektórzy Marsjanie doświadczali niemałych trudności.

Zastanawialiśmy się jak im pomóc. Przez długi czas mieszkali pod ziemią, uciekając od ciężkich 

warunków   swojego   nowego   naturalnego   środowiska   i   ludzkiej   wrogości.   Marsjanie   nie   mieli 
środków   na   poprawę   swojej   sytuacji,   ale   żaden   z   nas   nie   potrafił   określić,   czego   dokładnie 
potrzebowali – wiedzieliśmy tylko, że potrzebowali szybkiej pomocy.

Ten rozdział przedstawia sesję SRV, w której mój nauczyciel wybierał cel, a ja działałem na 

ślepo.

Data: 2 września 1993
Miejsce: Sala szkoleniowa
Dane: Typ 4
Współrzędne celu: 8976/6643

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest ze złożonymi budowlami, wzniesionymi przez 

człowieka.

C.B.: W porządku. Widzę dużo kolorów. Niebieski, czerwony; podstawowe kolory, przeważnie 

odcienie   czarnego   i   zielonego.   Powierzchnie   fakturą   przypominają   farbę.   Są   gładkie, 
wypolerowane, błyszczące. Słyszę przemieszczające się powietrze. Jest tu ciepło, wygodnie. Hmm. 
To   miejsce   sprawia   wrażenie   cywilizowanego.   Jest   dla   mnie   całkiem   nowe   i   czuję   się   trochę 
niezręcznie, tak jakbym tu miał i zarazem nie miał być.

MONITOR: Przejdź do szkicu Fazy 3.
C.B.: W porządku. Rozejrzyjmy się. Widzę coś czarnego i prostokątnego. Ruch na górze. Dużo 

prostokątnych przedmiotów. Kurczę, tu jest jak w mieście.

MONITOR: Zapisz to w kolumnie AOL „jak miasto”. Przejdź do Fazy 4.
C.B.:  Widzę   rozliczne   budowle.   Wszędzie   są   budynki.   Dominuje   tu   jakby   poczucie   celu. 

Wyczuwam też podniecenie pochodzące od czegoś lub od kogoś. I... to jest dziwne.

MONITOR: Nie analizuj, tylko wypełnij matrycę. Zapisz swoje dane.
C.B.: Ale właśnie odbieram sygnały, że cel ma dla mnie jakieś szczególne znaczenie. Nigdy 

przedtem tego nie było. Wyczuwam czyjąś obecność, jakiejś istoty bezcielesnej.

MONITOR: OK, zróbmy teraz krótką przerwę. Zapisz godzinę.

Po pięciu minutach.

C.B.: Jestem znowu w pobliżu budynków. Są tu inne istoty. Wyczuwam u nich determinację w 

background image

dążeniu do jakiegoś celu.

MONITOR: Jak sądzisz, gdzie powinieneś być?
C.B.: Czuję, że najpierw powinienem skierować się w stronę budynków.
MONITOR: W porządku. Zacznij od budynków. Trzymaj się matrycy.
C.B.: Jestem przy budynkach. Czuję, że miejsce to ma coś wspólnego z ratowaniem. To jakby 

stacja ratownicza. Chyba powinienem wejść do środka.

MONITOR: W takim razie wejdź do środka. Nadal trzymaj się matrycy. Wszystko zapisuj.
C.B.: No nie! Tu naprawdę są jakieś istoty. To nie są istoty ludzkie. Można widzieć przez nie na 

wylot. Co to za miejsce?

MONITOR:  Zostań w matrycy. Nie analizuj. Szybko przeleć wzrokiem kolumny danych. Idź 

dalej.

C.B.:  No cóż, jestem w pokoju. Są tu ściany, a przez ściany przedostaje się światło. Białe 

światło. Teraz wydaje mi się, że już tu byłem, ale nie wiem kiedy. Oho. Robią mi powitanie. Te 
istoty wiedzą, że tu jestem. Patrzą prosto na mnie. Bardzo się tym denerwuję.

MONITOR: Zostań w strukturze. Trzymaj się matrycy.
C.B.: Widzę drzwi. Oni tu mieszkają. Pracują. W pokoju znajduje się stół.
MONITOR: A co jest na zewnątrz budynku? Co widzisz?
C.B.: Miasto. Są tu ulice, dużo ulic. Na zewnątrz jest głośno.
MONITOR: Wróć do pokoju. Czym zajmują się te istoty?
C.B.: Promieniuje od nich jakieś podniecenie, być może z powodu mojego przybycia. Tak, jakby 

spodziewali się, że przyjdę. Jeden z nich ma wielką ochotę odpowiedzieć na moje pytanie. Wydaje 
się, że pracują z ludźmi. Ojej! Mówią mi, że pracują z duszami. To istoty o wysokim stopniu 
rozwoju. Daje się odczuć duże podniecenie. Spotkanie z takimi istotami to chyba nie lada gratka dla 
teleobserwatora.

MONITOR: Trzymaj się struktury. Co to za praca?
C.B.: Pełno tu światła. Oni nie używają narzędzi fizycznych. Mówią mi, że ich celem jest iść 

naprzód, rozwijać się w sensie ewolucyjnym.

MONITOR: W porządku. Zróbmy na chwilę przerwę. Wstań i rozprostuj kości. Możemy wyjść 

na powietrze.

Po dwudziestu minutach.

MONITOR: Dowiedz się czegoś więcej na temat ich przedsięwzięć.
C.B.:  Wygląda na to, że w przeszłości nazywano ich aniołami, ale to nie są anioły. Jestem 

kierowany do korytarza i innych pomieszczeń. Znajdują się tu inne istoty. Ale są też ludzkie ciała 
eteryczne czy też ciała subprzestrzenne.

MONITOR: Dowiedz się, co zamierzają robić w przyszłości?
C.B.: Wygląda na to, że są tutaj nie z własnej woli. Hmm. Mówią mi, że nadchodzą złe czasy, 

okres wielkiej walki. W tym czasie technika będzie się rozwijać powoli. Ludzie wrócą do rzeczy 
podstawowych, ale nie prymitywnych.

MONITOR: Zapytaj o Marsjan.
C.B.:  Mówią mi, że ludzie spotkają się z Marsjanami niedaleko siedziby tych ostatnich – w 

pobliżu jaskiń Nowego Meksyku. Marsjanie odczuwają wielki strach. My, ludzie, musimy pomóc 
im   wyjść   z   jaskiń.   Istoty   te   mówią   mi,   że   uwalniając   Marsjan,   musimy   być   asertywni,   a 
jednocześnie bierni. Należy postępować bardzo ostrożnie. To trudne zadanie. Marsjanie nie chcą 
wyjść.   Obawiają   się   agresji.   Najwyraźniej   z   ich   punktu   widzenia   nie   jesteśmy   całkiem 
cywilizowani. Jednak musimy z nimi rozmawiać, negocjować.

W porządku, rozmawiają ze mną bardzo bezpośrednio. Konieczne będą oficjalne rozmowy z 

Marsjanami.

MONITOR: Gdzie odbędą się te rozmowy?
C.B.:  W domu, w domu należącym do ludzi. Ludzie wejdą do jaskiń dopiero wtedy, kiedy 

Marsjanie będą gotowi do wyjścia, nie wcześniej. Mówią mi, że sami musimy tworzyć asertywne 

background image

kontakty. Musimy próbować je zbudować. Nie wolno nam ustawać w wysiłkach. Jednak należy 
poruszać się małymi krokami. Wyraźnie dają mi do zrozumienia, że Marsjanie w żaden sposób nam 
nie zagrażają. To my mamy do nich przyjść, a nie oczekiwać, że oni przyjdą do nas.

MONITOR: Jak mamy postępować?
C.B.: Mamy zacząć od szkolenia większej liczby ludzi. Wygląda na to, że szkolenie jest bardzo 

ważne. Teleobserwacja stanowi jego część, ale to nie wszystko.

MONITOR: Na razie wystarczy. Podziękuj im. Zakończmy tę sesję. Możesz teraz popatrzeć na 

cel.

Przysuwa mi kopertę. Otwieram ją i wyciągam kartkę papieru. „Midwayerowie” – czytam ze 

zdumieniem.

C.B.: Kim u diabła są „Midwayerowie”?
MONITOR: To długa historia. Może zaczniemy od początku?

Komentarz

Przy obiedzie mój nauczyciel powiedział mi o początkach swoich kontaktów z Midwayerami. W 

pierwszych   latach   wojskowych   badań   nad   teleobserwacją,   niektórzy   członkowie   grupy 
teleobserwacyjnej   chcieli   zbadać   pewne   niefizyczne   cele,   z   których   jeden   pochodził   z  Księgi 
Urantii
, książki na temat odkryć w dziedzinie duchowości. Grupa ta obrała sobie za cel istoty z 
subprzestrzeni, zwane „Midwayerami”. Chociaż według Księgi Urantii gęstość tych istot zbliżona 
jest do gęstości ludzi, nigdy nie przybierają one formy fizycznej, a ich ciała znajdują się poza 
zasięgiem   naszego   postrzegania.   Owi   „Midwayerowie”   przypisani   są   Ziemi,   żeby   towarzyszyć 
ludziom w sprawach dotyczących ludzkiej ewolucji duchowej.

Odkrycie, że Midwayerowie istnieją naprawdę stanowiło szok, który odbijał się na świadomości 

wojskowej  grupy SRV przez  kilka  lat.  Z  jednej  strony,  informacje  na  temat  ich  istnienia  były 
niewiarygodnie ważkie. Z drugiej jednak strony, nie było wiadomo, jak wytłumaczyć to wszystko 
generałom, których bardziej obchodziło obliczanie ostrych naboi w silosach pociskowych.

Samych Midwayerów nie można zaliczyć do istot pozaziemskich, jako że ich stałą siedzibę 

stanowi Ziemia. Ale nie są też ludźmi, ani nie przyjmują ludzkiej postaci w sensie fizycznym. Są to 
istoty subprzestrzenne, które żyją i pracują w ludzkim środowisku.

Midwayerowie pracują na Ziemi, ale ich dowództwo nie pochodzi z tej planety. Jak się wydaje, 

stanowią   oni   jedną   z   wielu   grup   subprzestrzennych,   które   mają   wiele   zadań   do   wypełnienia. 
Midwayerowie   pracują   razem   jako   jednostka   na   wzór   drużyny   wojskowej.   Nie   są   jednak 
militarystami. Współpracują z subprzestrzennymi postaciami ludzi, żeby pobudzać ich potencjalny 
rozwój ewolucyjny. W bardzo realnym sensie wydają się spełniać „dobre uczynki”, a ja w żadnej 
mierze nie mogę pojąć, jaką mają motywację, aby nam pomagać. Wygląda na to, że pracują dla 
wspólnego celu, ważnego tak dla nich samych jak i dla innych, włącznie z ludźmi.

Upłynęło   trochę   czasu,  zanim  udało   nam  się   wymyśleć,  w   jaki   sposób  moglibyśmy  pomóc 

Marsjanom wyjść z jaskiń. Skłonienie ich do oficjalnych rozmów  z ludźmi wydaje się wielką 
sztuką. Midwayerowie wyraźnie dali do zrozumienia, że w sprawie Marsjan powinniśmy działać w 
sposób asertywny, a zarazem im nie zagrażający, co zakrawa na sprzeczność samą w sobie. Po kilku 
tygodniach mojego szkolenia w SRV, przyszło mi na myśl, że jednym ze sposobów zdopingowania 
Marsjan do bezpośredniej współpracy z ludźmi byłoby rozpowszechnienie wiedzy na temat ich 
działalności,   m.in.   ujawnienie   geograficznego   położenia   ich   domów   w   jaskiniach,   w   których 
chowają   się   przed   ludźmi.   Rozumowałem   następująco:   jeżeli   ludzie   mieliby   dowiedzieć   się 
czegokolwiek na temat Marsjan i gdyby za każdym razem mogli ich zlokalizować oraz śledzić ich 
ruchy,   Marsjanie   nie   mieliby   już   powodu   dłużej   się   ukrywać.   Rzeczywiście,   w   takich 
okolicznościach jedynym rozsądnym wyborem działania byłoby rozpoczęcie negocjacji z ludźmi.

Jedną rzeczą jest jednak nakłonić Marsjan do rozmów z ludźmi, a całkiem inną namówić ludzi 

background image

do tego, by współpracowali z Marsjanami. Obydwaj z moim nauczycielem obawialiśmy się, że ten 
ostatni problem będzie o wiele trudniejszy. Czuliśmy, że potrzebujemy pomocy w rozwiązywaniu 
„ludzkiej   strony”   tego   równania.   Ale   głęboko   na   poziomie   intuicyjnym   byliśmy   spokojni   i 
przekonani, że wyjście się znajdzie. W jakiś sposób odnosiliśmy wrażenie, że istnieje ktoś, kto 
obserwuje nasze poczynania i kiedy nadejdzie właściwy czas, udostępni nam odpowiednie środki. 
Na razie, mogliśmy jedynie posuwać się naprzód, a posuwanie się do przodu oznaczało wówczas 
zbieranie danych i układanie planu książki na ten temat.

Rozdział 9

Strzał z nieba

21 sierpnia 1993 roku wystrzelona przez NASA sonda kosmiczna zbliżała się do Marsa, gdy 

nagle między nią a kontrolą naziemną zanikł kontakt (New York Times, 24 sierpnia 1993). Sonda o 
nazwie Mars Observer („Obserwator Marsa”) przeznaczona była do robienia szczegółowych zdjęć 
dużej,   niemal   całej   powierzchni   Marsa,   w   tym   również   obszarów,   gdzie   poprzednie   zdjęcia 
satelitarne   ukazywały   twory   na   powierzchni,   w   których   można   się   było   dopatrzeć   budowli   w 
kształcie piramid i geologicznych rzeźb, przypominających twarze. Naukowcy i inżynierowie z 
NASA nie potrafili wytłumaczyć niespodziewanego zerwania łączności z satelitą, który do tej pory 
funkcjonował bez zarzutu.

Parę dni po tym wydarzeniu, New York Times donosił, że niektórzy ludzie z NASA zastanawiali 

się wręcz, dlaczego Mars przynosi pecha. Pośród innych tajemniczych wypadków dotyczących 
Marsa, można by wspomnieć radzieckiego satelitę, który zamilkł w podobnych okolicznościach, w 
czasie zbliżania się do jednego z księżyców planety. Niektórzy ludzie w agencji snuli podejrzenia – 
i nie był to do końca żart – że za serią niezwykłych awarii technicznych w związku z Marsem kryją 
się   istoty   pozaziemskie.   Po   miesiącach   badań,   agencja   ogłosiła,   że   sonda   prawdopodobnie 
eksplodowała na skutek jakiejś awarii w związku z paliwem. Badacze jednak nie byli pewni swej 
diagnozy i nie mieli żadnych danych na poparcie postawionej tezy. Sprawa pozostała w sferze 
domysłów, ale w tamtym czasie nie można było zrobić nic więcej.

Niniejszy rozdział wyjaśnia, co naprawdę stało się z  Mars Observerem. Pragnę przypomnieć 

Czytelnikom, że nie otrzymałem z góry żadnej informacji na temat natury celu, ani przed sesją ani 
w jej trakcie. Co więcej, dane zostały zebrane podczas sesji monitorowanej na odległość. Znaczy to, 
że sesja była monitorowana przez mojego nauczyciela, który przebywał u siebie w domu, podczas 
gdy ja siedziałem w swoim biurze na Uniwersytecie Emory w Atlancie, w Georgii. Monitorowanie 
takie wiąże się zarówno ze słowem, jak i z obrazem. Po obydwu stronach używa się słuchawek, 
żeby   utrzymać   stały   kontakt   między   monitorem   a   teleobserwatorem.   Ponadto,   w   trakcie   sesji 
przesyła się faksem wyniki pośrednie (włącznie ze szkicami i surowymi danymi), natomiast po jej 
zakończeniu wyniki końcowe. Tak jak w przypadku wszystkich danych Typu 4, informacje na temat 
celu zostają udostępnione teleobserwatorowi dopiero po skończonej sesji.

Data: 7 lutego 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 6421/9054

Moje dane z Fazy 1 wskazywały na zbudowaną przez człowieka konstrukcję, z którą wiązał się 

jakiś ruch.

C.B.: Panuje tutaj duży ruch. Coś pędzi z ogromną prędkością. Hmm. Chyba widzę dwa obiekty 

naraz. Jeden jest mały, twardy, solidny. Porusza się bardzo szybko. Drugi to duży, bardziej złożony 

background image

obiekt o nieregularnym kształcie. To dziwne. Zdaje się, że pod żadnym z nich nie ma ziemi. Nie 
wiem dlaczego nie widać ziemi.

MONITOR: Przejdź do matrycy Fazy 6 i zrób szkic. Zaznacz położenie obiektów za pomocą X. 

Prześledź ruchy obiektów.

C.B.: Mały obiekt wyłonił się z boku. Podążam teraz za nim do punktu wyjścia.
MONITOR: Co masz? Trzymaj się struktury. Wejdź do matrycy.
C.B.:  To   statek.   Mały   obiekt   pochodzi   ze   statku   pozaziemskiego.   Najwyraźniej   został 

wystrzelony ze statku jak pocisk i uderzył w inny, większy cel, ten o nieregularnym kształcie. Po co 
oni mieliby to robić?

MONITOR: Nie analizuj, tylko zbieraj dane. Co widzisz?
C.B.: Wchodzę teraz do środka statku. Hmm. Widzę jakieś istoty. Są łyse, chyba wszystkie są 

łyse. Mają oczy. Szkicuję teraz ich twarze. Cały statek wygląda jak wielka metalowa budowla. 
Znajduję się w pokoju. Są tu jakieś przedmioty, dużo przedmiotów, to akcesoria techniczne. Oprócz 
tego krzesła, stoły, terminale komputerowe, i kilka istot.

MONITOR:  W   porządku.   Teraz   zrobimy   przerwę.   Zapisz   godzinę,   prześlij   mi   faksem 

dotychczasowe wyniki i zadzwoń do mnie. Na razie.

C.B.: Dobra. Daj mi kilka minut.

Po przerwie.

MONITOR: Courtney, wróć do swojego szkicu w Fazie 6. Chcę, żebyś prześledził ruch statku z 

powrotem do jego punktu wyjścia.

C.B.:  OK. Mam punkt wyjścia. To dziura w ziemi, jaskinia. W jaskini znajduje się metalowy 

pojazd. Te istoty wsiadają i wysiadają z pojazdu.

MONITOR: Wyjdź na powierzchnię. Co widzisz?
C.B.:  Wychodzę. Są tu czerwone piaszczyste powierzchnie, nierówny teren. Wygląda, że to 

Mars.

MONITOR: Zapisz to jako AOL. Przejdź przez matrycę. Notuj same dane. Wróć do jaskini.
C.B.: W tej jaskini są istoty, dużo istot. Wyglądają na Szarych. Pracują.
MONITOR:  Courtney, chcę, żebyś wybrał którąś z tych istot i wniknął do jej umysłu. Masz 

coś?

C.B.: W porządku. Mam jednego z nich. O rany!
MONITOR:  Zapisz to jako wrażenie estetyczne – AI. Kontynuuj. Dowiedz się czegoś na ich 

temat. Dowiedz się, czy oni śpią.

C.B.: A niech to. Teraz widzę wyraźnie. Szary wie, że tutaj jestem. Chyba nie ma nic przeciwko 

temu. Możliwe, że nie śpi w taki sposób jak my. Dzieje się coś innego. Można by to porównać do 
bardzo głębokiego cofania się świadomości. Nie jestem pewien, co to oznacza. Czy mam śledzić 
jego świadomość?

MONITOR: Tak. Trzymaj się matrycy.
C.B.: Uuuu. To bardzo, bardzo daleko. To próżnia – pustka, przestrzeń. Nie jest źle, ale nie wiem 

co tu robić. Co mi radzisz?

MONITOR: Cofaj się w czasie razem z nim aż do punktu narodzin. Skąd on pochodzi?
C.B.: Teraz go mam. W pojemniku przypominającym kanister leży niemowlę. Znajduję się teraz 

w nowym miejscu. Nie wiem gdzie to jest, ale wygląda jak laboratorium.

MONITOR: Wyjdź na zewnątrz. Co widzisz?
C.B.: To świat bez atmosfery. Widzę gwiazdy, kratery, skały. Lepiej zapiszę to jako AOL – to 

wygląda jak Księżyc. Światło jest nieprawdopodobnie jaskrawe. Dużo gwiazd – bardzo jasnych! 
Wszystko jest tu niesamowicie wyraźne. Rozglądam się. Na niebie jest jakaś planeta. Wygląda, że 
to Ziemia. Widzę nawet chmury i wodę. Planeta jest niebieska. Dobra, zapiszę w kolumnie AOL 
„jak Ziemia”.

MONITOR: Wróć do niemowlęcia w pojemniku. Co dokładnie znajduje się w pojemniku?
C.B.: Po prostu niemowlę, wyglądające na duży płód i gęsty płyn. Płyn jest zielony.

background image

MONITOR: Spróbuj tego płynu. Jak on smakuje?
C.B.: Fuj. Okropny, jak ropa.
MONITOR: W porządku. Wróć z powrotem do istoty w jaskini, tam gdzie był statek. Dowiedz 

się czegoś więcej na temat pracy i osobowości tej istoty.

C.B.: Ten Szary – będę go nazywał Szarym, bo na takiego wygląda – według naszych norm nie 

jest   szczęśliwy.   Pracuje.   Wnikam   teraz   do   jego   umysłu.   Wydaje   się   beznamiętny.   Odnoszę 
wrażenie, jakby ktoś skrzywdził go psychicznie. Nie mam dobrego odczucia w stosunku do tej 
istoty. Coś tu nie gra.

MONITOR: Naszkicuj go.
C.B.: OK. Skórę ma białą i twardą. Pomimo chudości, wydaje się całkiem silny. Odczuwam dla 

niego dziwne współczucie. Znalazł się w przykrej sytuacji. Czuję to.

MONITOR: W porządku. Musimy teraz zakończyć sesję. Zaczynasz wczuwać się w tę istotę, a 

to może zniekształcić nam dane. Ale do tej pory było bardzo dobrze. Zapisz godzinę zakończenia.

C.B.: No cóż, ta sesja jest dla mnie prawdziwą zagadką. Nie mam pojęcia, jaki mógł być cel.
MONITOR: To był Mars Observer, zaginiony w 1993 roku.
C.B.: Żartujesz?
MONITOR: Nie. To był Obserwator.
C.B.: A więc to był ten obiekt o nieregularnym kształcie. Został trafiony przez pocisk. Ale po co, 

u diabła, mieliby to robić?

MONITOR:  Dobre pytanie. Najwyraźniej nie chcieli, żeby satelita krążył i robił zdjęcia. Nie 

wiem czego. Użycie urządzenia podobnego do armaty może wydawać się dziwne w dobie laserów 
itd... Ale nie zapominaj, że radziecka sonda również zamilkła w tajemniczych okolicznościach, a 
ostatnią telemetryczną informacją przesłaną przez nią był obraz zbliżającego się obiektu, czy też 
źródła energii. Wydaje mi się, że istoty pozaziemskie nie chciały dopuścić do przecieku danych, 
więc fizycznie usunęły intruza. Zrobiono to tak, by ludzie mogli podejrzewać uderzenie meteoru.

C.B.: Wciąż jestem trochę odrętwiały. Trudno w to uwierzyć, ale wszystko pasuje.
MONITOR: Dobra sesja.
C.B.:  Tak. Pozwól, że teraz chwilę odpocznę. Pogadamy później. Po prostu wciąż nie mogę 

przejść nad tym do porządku dziennego.

MONITOR: OK. Czekam na twój faks. Do usłyszenia wieczorem. Trzymaj się.

Komentarz

Ta   sesja   przyniosła   mnóstwo   informacji.  Mars   Observer  został   zniszczony   przez   pocisk 

wystrzelony z urządzenia znajdującego się w pobliżu statku ET. Statek powrócił do podziemnego 
hangaru,   najprawdopodobniej   na   Marsie.  W  hangarze   były   jakieś   istoty,   zajmowały   się   czymś 
aktywnie. Niektóre z nich (choć nie wszystkie) przypominały typ małych Szarych. „Śledziłem” 
jednego z nich do czasu jego narodzin i przekonałem się, że „urodził się” w laboratorium. Być 
może stworzono go po to, by pracował. Trudno powiedzieć, czy on sam czuje się wykorzystywany i 
zniewolony. Podczas okresów pozornego snu (w takim znaczeniu, jak rozumieją to Szarzy) ich 
świadomość przebywa w jakimś pustym miejscu, próżni przypominającej kosmos. Wydaje się, że 
istota,   którą   obserwowałem,   nie   doznawała   żadnych   marzeń   sennych.   Laboratorium,   gdzie   się 
urodziła,   znajduje   się   chyba   na   naszym   Księżycu,   w   podziemnej   budowli,   stanowiącej   bazę. 
Przypominające   płód   niemowlę,   jest   odżywiane   składnikami   zanurzonymi   w   zielonej   cieczy   o 
konsystencji oleju.

Ta sesja postawiła tyle samo pytań, co dała odpowiedzi. Wiemy już, co stało się z sondą, którą 

NASA wysłała na Marsa. Wciąż jednak nie wiemy, dlaczego ET nie chcieli, żeby satelita coś odkrył 
czy sfotografował. Nie jest jasne, czy Szarzy z bazy na Marsie współpracowali w innym miejscu z 
innymi   Szarymi.   Z   obserwacji   zdawało   się   wynikać,   że   Szarzy   są   pracownikami,   a   inne 
humanoidalne istoty sprawują nad nimi kontrolę. Niestety, nie udało mi się stwierdzić, co to za 
stworzenia.

background image

Rozdział 10

Federacja galaktyczna

Rozległa   literatura   na   temat   UFO,   oparta   na   relacjach   porwań,   nawiązuje   często   do 

pozaziemskiej organizacji, nazywanej „Federacją Galaktyczną”. Uważa się, że jest to organizacja 
przypominająca ONZ, tyle że swym zasięgiem obejmuje całą galaktykę. Ta sesja teleobserwacji 
miała nam dostarczyć więcej danych na ten temat. Jej wyniki były dla nas takim zaskoczeniem, że 
przedstawiam je tutaj bez wstępnych komentarzy. Sesja opierała się o dane Typu 4, co oznacza, że 
aż do jej zakończenia nie wiedziałem, że badam Federację.

Dane: 9 lutego 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 3114/0029

Dane   wstępne   sugerowały,   że   cel   związany   jest   ze   sztuczną   konstrukcją,   ruchem   i   dużym 

natężeniem energii.

C.B.: Wyczuwam tu dużo energii. Sygnał ten wydaje się szczególnie silny. Widać bardzo dużo 

jasnych   świateł   –   żółtych,   białych,   niebieskich.   Miejsce   robi   wrażenie   gładkiego,   a   nawet 
puszystego.   Panują   zarówno   wysokie   jak   i   niskie   temperatury;   daje   się   odczuć   ekspansywną, 
promieniującą energię.

MONITOR: W porządku. Przejdź do szkicu Fazy 3.
C.B.:  Rysuję   coś   twardego   i   okrągłego   w   środku,   otoczonego   przez   jasne   światło   –   żółte, 

niebieskie i białe. Wokół światła unosi się coś puszystego, jakby chmury. Ta rzecz w środku jest 
metalowa albo ma w sobie, bądź na sobie, coś metalowego. Cały ten obiekt przywodzi mi na myśl 
tornado,  bo wokół twardego jądra wyczuwam  jakieś  zawirowania. To chyba  wir energetyczny. 
Niesamowita energia.

MONITOR: W porządku. Zapisz „tornado” w kolumnie AOL i przejdź do Fazy 4.
C.B.:  Znowu   widzę   dużo   światła.   Coś   okrągłego.   Odbieram   też   świadomość.   Jakąś   istność 

duchową.

MONITOR:  Zapisz to wszystko w  matrycy, a potem zrobimy przerwę.  Prześlij mi faksem 

dotychczasowe dane i zadzwoń.

C.B.: W porządku. Pogadamy za kilka minut.

Po przerwie.

MONITOR:  Courtney,   przenieś   się   na   powierzchnię   twardego   obiektu,   a   potem   kontynuuj 

matrycę Fazy 4.

C.B.: Wykonuję... O rany! Muszę zapisać to wszystko na AOL. Bardzo silna energia.
MONITOR: Dobrze. Poczekaj aż minie to wrażenie i kontynuuj.
C.B.: Znowu widzę ulotne światło, niebieskie i białe. Znowu dużo energii. Znajduję się teraz na 

powierzchni. W jakimś miejscu. Być może tamten okrągły obiekt był planetą. Wszystko spowija 
mgła. Światło znajduje się powyżej. Na powierzchni panuje chłód. Wyczuwam w powietrzu gorzki 
smak amoniaku. Widzę rzeczy, które unoszą się do góry. Niech no przyjrzę się bliżej... Jestem teraz 
koło czegoś, co jest twarde i metalowe. To budynek albo jakaś inna konstrukcja. Spełnia szczególny 
cel. Widzę wejście, może to drzwi. Czy mam tam wejść?

MONITOR: Zanim to zrobisz, cofnij się trochę żebyś mógł ogarnąć wzrokiem całą konstrukcję.
C.B.:  Już   to   robię...   Ta   budowla   naprawdę   jest   bardzo   duża,   powiedziałbym   niebotyczna. 

background image

Wykonano ją chyba z metalu. Nie widzę w pobliżu innych budynków.

MONITOR: W porządku. Teraz wejdź do budowli.
C.B.: Jestem z powrotem przy wejściu. Wchodzę do środka... OK, są tu jakieś istoty, dużo istot. 

To dziwne miejsce. Oni wszyscy są łysi.

MONITOR: Trzymaj się struktury. Uważaj z AOL. Wypełnij matrycę.
C.B.: Wszystkie te istoty noszą białe szaty przypominające szlafroki. Mają bardzo gładką skórę, 

a cerę białą lub kremową. Mam wrażenie, że to ważne miejsce.

MONITOR: Naszkicuj twarz jednego z nich.
C.B.: Dobra... Te istoty są podobne do ludzi, a miejsce przypomina mi klasztor Zen.
MONITOR: Zapisz to w odpowiedniej rubryce: „jak klasztor Zen”. Idź dalej.
C.B.:  Oni porozumiewają się telepatycznie i słownie. Czuję wyraźnie, że to jakiś rodzaj rady, 

która   ma   scentralizowaną   strukturę.   Wydają   się   nie   wiedzieć,   że   ich   obserwuję.   Są   chyba 
zaprzątnięci sprawami państwa czy rządu.

Skupiam się teraz bardziej na członkach rady. Ci ludzie dobrowolnie wykonują swoją pracę. To 

bardzo prestiżowa praca, którą niełatwo otrzymać.

Teraz odkryłem, że jest tu przewodniczący, który kieruje całą radą. Inni go popierają. Można by 

go nazwać prezydentem, przewodniczącym lub premierem.

MONITOR: Co się dzieje?
C.B.: Wygląda na to, że myliłem się, sądząc, że oni nie zdają sobie sprawy z mojej obecności. 

Witają mnie. Cieszą się, że przybyliśmy. Mówią mi, że od tej chwili stajemy się pełnoprawnymi 
członkami rady. Prowadzą mnie do przewodniczącego. Patrzy mi prosto w twarz. Siedzi na krześle i 
ma na sobie biały czy może niebieskawo-biały szlafrok. Sprawia wrażenie trochę ociężałego.

MONITOR: Jesteś teraz sam, Courtney. Po prostu trzymaj się struktury. Notuj wszystko.
C.B.:  Ten gość jest poważny, ale gdzieś w środku wyczuwam u niego poczucie humoru. Nie 

zagraża mi w najmniejszym stopniu. Wiesz, to tak jakbyś miał spotkanie z mistrzem duchowym, 
takim jak Budda.

MONITOR: Zapisz to w kolumnie AOL. Słuchaj jego wskazówek.
C.B.: On mnie wita w swoim umyśle. Chce, żebym wniknął do jego umysłu, ponieważ jest to 

najłatwiejszy sposób porozumiewania się. Co mam robić?

MONITOR: Wejdź do jego umysłu. Skup się na pojęciu „przewodnictwa” i zobacz, co on zrobi.
C.B.: Jak tylko wniknąłem do jego umysłu, ponownie znalazłem się w przestrzeni. Znajduję się 

poza Mleczną Drogą i spoglądam na nią z zewnątrz. Nad obrazem narysowane są kropkowane linie, 
które dzielą galaktykę. Dowiaduję się, że potrzebują pomocy. Potrzebują nas. Odnoszę wrażenie, że 
potrzebują nas w jakimś galaktycznym sensie, ale chyba to do mnie nie trafia. Oni są o wiele 
potężniejsi od ludzi; nie mam pojęcia, dlaczego mieliby nas potrzebować.

Przywódca wyczuwa mój opór i kieruje mnie z powrotem na Ziemię. Mówi mi, że w przyszłości 

ludzie opuszczą swoją planetę. Teraz tłumaczę gesty na słowa. Wynika z nich jasno, że ludzie na 
Ziemi są obecnie zbyt niepohamowani i przykrzy. Wymagają „obróbki”. Nie ulega wątpliwości, że 
zanim opuścimy Ziemię, musimy się zmienić.

MONITOR: Zapytaj, czy mają jakieś praktyczne sugestie co do tego, jak możemy im pomóc.
C.B.: Mówią mi, że mam bezwzględnie ukończyć książkę. Inni zrobią resztę. Zaangażowanych 

w ten plan jest wielu ludzi. Wiele gatunków, przedstawicieli, grup.

MONITOR:  Zapytaj, z kim jeszcze powinniśmy się spotkać przy pomocy teleobserwacji lub 

innej techniki?

C.B.: Tylko z Marsjanami. Mówią mi, że nasz kontakt z istotami pozaziemskimi ograniczy się 

na razie tylko do Marsjan, przynajmniej w najbliższej przyszłości.

MONITOR: Zapytaj, czy są jakieś nowe informacje, coś, o czym powinniśmy wiedzieć, a czego 

jeszcze nie wiemy?

C.B.:  Ten gość jest bardzo cierpliwy. Wie, że to dla mnie trudne. Mówi, iż czeka nas wiele 

problemów. Z całą pewnością wydarzy się katastrofa planetarna, a może powinienem powiedzieć 
katastrofy. Nastąpi chaos, niepokoje, koniec obecnego porządku politycznego. Będąc takimi, jakimi 
jesteśmy obecnie, nie poradzimy sobie z tą nową rzeczywistością. Mówi wręcz, że jeżeli chcemy 

background image

posunąć się naprzód, w centrum naszego zainteresowania winna znaleźć się świadomość.

On teraz podsłuchuje twoje (mojego monitora) myśli. To tak jakby cię namierzał, czy coś w tym 

rodzaju. Twierdzi, że ty spełniasz w tym wszystkim bardzo ważną rolę. Musimy tu wrócić – do ich 
świata – w późniejszym terminie. Będziemy przedstawicielami ludzi, wybranymi z racji naszej 
świadomości. To świadomość zdecydowała o naszym przybyciu do nich w tym punkcie. I jeszcze 
coś. Nie jesteśmy zbawcami, a tylko wstępnymi reprezentantami. Chce, żeby co do tego nie było 
wątpliwości.

Zależy   mu   na   tym,   abyśmy   zrozumieli,   że   ponosimy   odpowiedzialność   za   godne 

reprezentowanie naszego gatunku. Nie należy zwlekać. To nasze zadanie na teraz. Każdy z nas ma 
jakąś rolę do spełnienia. Do mnie na przykład należy zapisywanie wszystkiego, co tu doświadczam.

Podoba mu się twoje poczucie humoru. Mówi, że w przyszłości będzie okazja do podobnych 

spotkań. Na razie jednak musimy skupić się na książce. Książka jest ważna, bo oni ją wykorzystają.

MONITOR: Podziękuj mu. Musimy teraz kończyć.
C.B.: Podziękowałem. On już zresztą wiedział, że czas na mnie.
MONITOR: Zapisz godzinę zakończenia, Courtney.

Długa pauza.

C.B.: Mógłbyś mi już powiedzieć, jaki był cel.
MONITOR: (Śmieje się nerwowo.) Federacja.
C.B.: Rozumiem.

Komentarz

Implikacje tej sesji sięgają sfery praktycznej, lecz także wzniośle filozoficznej. Czytelnicy sami 

zdecydują, jak ocenić moją interpretację.

Istnieje galaktyczna organizacja rządowa. Nie wiem, jak zhierarchizowana czy scentralizowana 

jest jej władza, ani ile gatunków czy kultur planetarnych ją reprezentuje. Nie wiem też, czy jakieś 
grupy   lub   kultury   zdecydowały   się   nie   wstąpić   do   organizacji,   ani   czy   komuś   odmówiono 
członkostwa. Czuję jednak wyraźnie, że ludzie z Ziemi przygotowywani są do dołączenia do niej. 
Wygląda na to, że moje pierwsze wystąpienie w radzie zostało odczytane jako pozytywne. Być 
może jedną z dróg prowadzących do członkostwa jest świadome poszukiwanie tej organizacji przy 
pomocy odpowiednich środków. Rzeczywiście, na podstawie tego, co powiedziałem, ludzie mogą 
już   w   jakimś   sensie   uważać   się   za   przedstawicieli   Federacji,   chociaż   wątpię,   żebyśmy   –   mój 
monitor czy ja – czuli się szczególnie dobrze, reprezentując kogoś więcej niż samych siebie.

Członkowie Federacji odznaczają się bardzo wysokim poziomem świadomości. Znaczy to, że 

całkowicie rozumieją świadomość – zarówno w jej aspekcie fizycznym jak i subprzestrzennym. 
Uważają   oni,   iż   ogólne   podniesienie   ludzkiego   rozumienia   świadomości   jest   niezbędnym 
warunkiem naszego uczestnictwa w życiu galaktyki. Jeszcze raz pragnę podkreślić, jak ważne było 
w   czasie   obecnej   sesji   poczucie   rozwiniętego   rozumienia   świadomości.   Niewykluczone,   że   to 
właśnie   mój   wzrost   świadomości   pozwolił   mi   dotrzeć   do   rady,   ale   nie   dysponuję   żadnym 
obiektywnym miernikiem, aby ocenić, na ile jest to prawdą. Nie ulega jednak wątpliwości, że 
według członków Federacji, rozwój świadomości stanowi cel, do którego wszyscy powinniśmy 
dążyć. To najpilniejsza potrzeba i wymóg, jakiemu musimy sprostać. Co więcej, wygląda na to, że 
ludzie powinni zacząć badać świadomość z bardziej praktycznej i naukowej perspektywy, a nie 
patrzeć na nią przez zniekształcające dwuogniskowe soczewki intelektu, które oddzielają nasze 
rozumienie rzeczywistości fizycznej od niefizycznej. Moim zdaniem, dopóki nie wyrośniemy z 
krótkowzroczności   w   tej   kwestii,   pozostaniemy   najprawdopodobniej   dość   prymitywnym 
społeczeństwem, a z punktu widzenia planetarno-kulturalnego – „galaktycznym wstecznikiem”.

Literatura   dotycząca   porwań   przez   UFO   pełna   jest   relacji   spotkań   ET   i   ludzi,   w   których 

przedmiot   rozmowy   stanowią   przyszłe   katastrofy   planetarne   na   Ziemi.   Przyczyny   katastrof   są 
zwykle natury ekologicznej lub nuklearnej, a częstotliwość, z jaką te ostrzeżenia się pojawiają, 

background image

budzi wątpliwości. Ta sesja dostarczyła mi z bezpośredniego źródła wskazówki, że takie problemy 
istotnie mogą wystąpić. Jednak w tym punkcie moich badań nie byłem w stanie określić, w jaki 
sposób łączyły się one z ewentualnym opuszczeniem Ziemi przez ludzi.

Pod koniec sesji, pierwszą rzeczą, co do której zgodziliśmy się z moim monitorem było to, że 

aby   zrozumieć   tę   coraz   bardziej   komplikującą   się   sytuację,   potrzebujemy   więcej   danych. 
Dziwiliśmy   się,   jak   mogliśmy   być   tak   naiwni,   gdy   zaczynaliśmy   nasze   badania.   Pomysł 
zidentyfikowania latających w spodkach ET wydawał się teraz bardzo płytki.

Rozdział 11

Umysłowość Szarych

Żeby   poznać   sposób   myślenia   Szarych,   zdecydowaliśmy   się   dokonać   teleobserwacji   ich 

świadomości, co wymagało z mojej strony wniknięcia do umysłu przynajmniej jednego z nich. 
Przygotowując się do monitorowanej sesji (Typ 4), postanowiłem najpierw sam zbadać pojęcie 
zbiorowej świadomości Szarych. Proszę pamiętać, że przy danych Typu 4, monitor nie informuje 
teleobserwatora na temat celu aż do czasu zakończenia sesji. Może to być cel wybrany na chybił 
trafił z opracowanej wcześniej listy, bądź całkiem inny, wybrany przez monitora cel, o którym 
teleobserwator nie ma najmniejszego pojęcia.

Jednak przy danych Typu 1, pracuję sam i z góry wiem, jaki jest cel. W czasie takiej sesji solo, 

kiedy podane są wstępne warunki związane z Typem 1, bardzo ważne jest, aby ściśle trzymać się 
procedury protokołów SRV. Narzuca to pewne ograniczenia na to, co mogę robić po zlokalizowaniu 
celu.

W tym rozdziale przytaczam wyniki dwóch sesji – w trakcie jednej z nich sam obserwowałem 

cel – „zbiorowy umysł Szarych”, druga sesja była monitorowana, a cel niemal identyczny. Materiał 
z sesji solo przedstawiam w formie dialogu wewnętrznego.

Data: 27 listopada 1993
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 1
Współrzędne celu: 7119/5108

Piętnaście minut danych wstępnych wskazywało na duży ruch i energię. 
Dostrzegam kolory szary i biały. Powierzchnie są błyszczące, przypominają stal. Odczuwa się 

tutaj intensywne ciepło. Słyszę dziwny ćwierkający dźwięk.

Co   do   wymiarów,   wyczuwam   coś   bardzo   szerokiego   i/lub   otwartego.   Wydaje   się   to 

nieskończone, czy może ekspansywne, uniwersalne albo po prostu ogromne. Odnoszę nieodparte 
wrażenie, że to coś, cokolwiek to jest, trwa i trwa. To coś nieskończonego, nieograniczonego.

Dostrzegam ruch. Wygląda to tak, jakby przedmioty i/lub energia wchodziła i wychodziła z 

centralnego miejsca.

Teraz odbieram coś, co trudno przełożyć na słowa. Można by użyć określeń miłość i troska, ale 

pojęcia   te,   tak   jak   je   na   ogół   rozumiemy,   w   żaden   sposób   nie   oddają   tego   szczególnego, 
niepomiernie bardziej wszechogarniającego doznania. Wyczuwa się obecność opiekuna, matki lub 
właściciela czegoś cennego. Jest to swego rodzaju dom, dom przekraczający wymiary, w którym 
panuje poczucie nieskończonej wolności.

Posuwając się dalej, odkrywam również troskę o bezpieczeństwo. Coś  jest nie w porządku. 

Panuje tu strach, i to dosyć silny. Coś się dusi. Dostrzegam ruch statków, bardzo nowoczesnych 
statków. I znowu czuję strach i troskę o bezpieczeństwo innych.

Odnoszę   wrażenie,   że   Szarzy   ugrzęźli.   Przypomina   to   narodziny,   podczas   których   dziecko 

utknęło w kanale rodnym. Strach związany jest z tym stanem uwięzienia. Poczucie strachu otacza 

background image

jednak płaszcz spokoju.

Komentarz

Zbiorowa świadomość Szarych ochrania ich i odżywia. Jednocześnie, od wewnątrz paraliżuje 

ich głęboki strach, który wiąże się z poczuciem uwięzienia. To tak jakby Szarzy bezskutecznie 
usiłowali wyłonić się z jakiegoś stanu. Cisza otaczająca strach w jakiś sposób stabilizuje zbiorowy 
intelekt (umożliwiając przetrwanie fizyczne) i pozwala na mniej straszną codzienną egzystencję. 
Poczucie miłości i ochrony dobywające się z ich umysłu jest nieomal przytłaczające z ludzkiego 
punktu widzenia. Ja osobiście zareagowałem na nie smutkiem i chyba współczuciem.

W dwa i pół miesiąca po tej sesji mój monitor postanowił, że będę pracował nad celem w 

ciemno. Jak Czytelnicy będą mieli okazję zaobserwować, pod koniec tej sesji zmienił on pewien 
szczegół dotyczący celu, zachęcając mnie w ten sposób do nieco innego podejścia do sprawy. Po 
podłączeniu się do słuchawek, gawędziliśmy sobie jak zwykle (to znaczy gadaliśmy o wszystkim, 
poczynając od nowego kawału, który usłyszał mój monitor, do perspektyw znalezienia wydawcy 
dla mojej książki), a potem zaczęliśmy sesję.

Data: 11 lutego 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4 sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 4384/8296

Dane wstępne wskazywały na poczucie płynności i ruch.

C.B.: OK. Widzę kolory w rodzaju turkusu i niebieskiego. Dużo płynu. Powierzchnie skaliste i 

gładkie. Odczuwam zarówno ciepło, jak i chłód. Czuję smak czegoś słonego i jakby zapach ryb. 
Cokolwiek   to   jest,   robi   wrażenie   szerokiego   i   ogromnego,   bardzo   głębokiego.  Wyczuwam   też 
energię.

MONITOR: Faza 3.
C.B.: Robię rysunek... Naszkicowałem linię poziomą w poprzek kartki. W rubryce AOL zapisuję 

„ryba i ocean”.

MONITOR: W porządku. Zapisz AOL. Faza Czwarta.
C.B.:  Widzę płyn. Dużo płynu. Ten płyn to żywe środowisko. Odnoszę wrażenie, że jest to 

miejsce narodzin. Tutaj jest życie. Organizmy. To miejsce podlega ochronie.

Poniżej płynu widzę jakiś pokój. To chyba laboratorium. Zapiszę to jako AOL.
W porządku. W pokoju jest Szary. Wpatruje się we mnie. Szkicuję teraz jego twarz. Wygląda na 

osobnika męskiego. Czuję, że powinienem wejść do jego umysłu. Co mam robić?

MONITOR: Pozwól, żeby ten problem rozwiązała twoja nieświadomość.
C.B.: W porządku. Wchodzę... O rany!
MONITOR: Trzymaj się struktury. Zostań w matrycy. Co widzisz? Zapisz to.
C.B.:  Panuje   tutaj   pustka.   Głęboka   pustka.   Ale   jednocześnie   umysł   przepełnia   wielka 

świadomość, powiedziałbym nawet uczucie totalnej świadomości, czymkolwiek ona jest. Ten gość 
ma   do   wykonania   zadanie.   Jest   pochłonięty   pracą.   Nie   odczuwam   tu   obecności   żadnych 
powierzchownych   uczuć   charakterystycznych   dla   ludzi.   Kiedy   myślę   o   jakimś   porównaniu, 
przychodzi mi na myśl Stan Skupienia Focus 15 w Instytucie Monroe'a.

MONITOR: Czy wyczuwasz jakąś wyższą istotę?
C.B.: Sam umysł jest zwierzchnikiem. To zbiorowa umysłowość. Zbiorowa umysłowość pełni 

funkcję kontrolującą. Żaden umysł nie jest ważniejszy od innych. Wszyscy Szarzy mają ten sam 
umysł. Są jednym i wszystkim.

MONITOR: Czy mają jakiś cel?
C.B.: Podstawowy cel to przetrwanie i ewolucja. To jeden zbiorowy organizm, więc przetrwanie 

stanowi dla niego wartość nadrzędną, tak jak w przypadku każdego organizmu. Nie istnieją żadne 

background image

różnice między poszczególnymi osobnikami.

MONITOR: Przejdź do Fazy 6. Zrób wykres. Zaznacz linię czasu w miejscu, w którym teraz 

jesteś z tą istotą. Potem zaznacz punkt rozpoczęcia tej sesji. Umieść na linii czasu ważne punkty, a 
następnie przejdź do matrycy Fazy 6.

C.B.:  W porządku... (Pauza.) Jestem teraz w matrycy. Odnoszę wrażenie, że znajduje się tu 

zbiorowość wielu Szarych. Teraz czuję bardzo silne oddziaływanie. Tak jakby chcieli uwolnić się 
od swoich fizycznych ciał. To desperackie dążenie które oznacza dla nich życie lub śmierć. Sprawa 
absolutnie najwyższej wagi dla przetrwania ich umysłu ...organizmu. Umysł jest teraz zamknięty. 
Bezwzględnie musi uciekać. Gdzieś bardzo głęboko zbiorowość ta odczuwa panikę, ale nie jest to 
panika w naszym rozumieniu tego słowa.

Szarzy pracują z ludźmi i innymi na rzecz ucieczki. To przypomina wydostawanie się z tonącego 

statku. Z całą pewnością towarzyszy temu panika.

MONITOR: Jakie środowisko spełniałoby ich potrzeby?
C.B.: Będą mieć swoją planetę. Nie Ziemię. Oni mają zdolność tworzenia planet i podróżowania 

w każde miejsce. Nie wyrzucą ludzi z Ziemi. Wszechświat jest na to za duży.

MONITOR: A co z ich współpracą z Federacją?
C.B.: Szarzy są cieszącymi się dużym poważaniem członkami Federacji. Uczestniczą w wielu 

przedsięwzięciach.   Na   swój   sposób   są   dumni   ze   swej   umiejętności   współpracy   z   wieloma 
gatunkami Federacji.

MONITOR: Czy ludzie mogą pomóc w ewolucji Szarych?
C.B.: Nie technicznie. Konieczna pomoc leży w zakresie genetyki. Widzę również, że istnieją 

inne sposoby pomocy, ale Szarzy nie są ich świadomi.

MONITOR: Czy Szarzy znają pojęcie wolnego czasu?
C.B.: Nie rozumieją oni pojęcia wolnego czasu tak jak my. Dla Szarych czas stanowi continuum. 

Czas wolny nawiązuje do potrzeby odpoczynku. W tym względzie dysponują oni czymś innym.

MONITOR: Jaka jest długość ich życia według naszych norm?
C.B.:  Szarzy mają pełną świadomość tego, że nie umierają. Ich ciała fizyczne są przez nich 

postrzegane jak ubranie albo skorupa. Śmierć nie jest dla nich tak znaczącym pojęciem, jak dla nas.

MONITOR: Jak długo żyje zatem ciało typowego Szarego?
C.B.: To zależy. Za średnią można jednak uznać dwieście lat życia na Ziemi.
MONITOR: Skup się raz jeszcze na idealnym środowisku dla Szarych.
C.B.: Cóż, nie jest to fizyczna planeta – taką mogliby mieć w każdej chwili. Idealne środowisko 

to ewolucyjnie nowy zestaw indywidualnych ciał. Szarzy przechodzą proces powtórnych narodzin. 
Przygotowują   się   do   wyjścia   ze   zbiorowej   tożsamości,   którą   zastąpią   połączone   ze   sobą,   lecz 
indywidualne istoty.

Wchodzę teraz głębiej... To interesujące. Oni odczuwają strach i zdziwienie w związku z tym, że 

ludzie istnieją i prosperują jako indywidualne jednostki. Wiedzą coś na ten temat i potrzebują tego, 
ale jednocześnie są przerażeni.

MONITOR: Spróbuj się dowiedzieć czegoś na temat fizycznych spotkań Szarych z ludźmi.
C.B.:  Odbywa się  obecnie  wiele  takich  spotkań,  ale  na ogół ludzie  nie uczestniczą  w  nich 

świadomie.

MONITOR: Jakie są warunki takiego spotkania, dotyczące miejsca i wymagań?
C.B.: Nawet Szarzy nie mają jasności w tej sprawie. Wiedzą, że spotkanie jest konieczne, ale nie 

wiedzą,   co   zrobić,   żeby   do   niego   doszło.   Na   swój   sposób   obawiają   się   obcowania   z   ludźmi-
barbarzyńcami.   Nie   cha   zrezygnować   z   poczucia   kontroli   czy   też   władzy.   Zdają   sobie   jednak 
sprawę, że potrzebują pomocy, bo utknęli w martwym punkcie.

Właśnie mnie zapytali, czy nie wiem, jak taka pomoc powinna wyglądać. Co im odpowiedzieć?
MONITOR: Powiedz, że nad tym popracujemy.
C.B.: W porządku. Powiedziałem. Na swój sposób to doceniają.
MONITOR: Zapytaj, czy w tę pomoc powinni też zaangażować się Marsjanie?
C.B.: Z ich strony nie może nadejść żadna pomoc, gdyż Marsjanie muszą uporać się z własnymi 

problemami.   Są   chorzy   i   mają   za   mało   czasu   i   środków,   aby   pomóc   w   tak   skomplikowanym 

background image

przedsięwzięciu.

Właśnie zaproponowałem Szarym spotkanie na neutralnym gruncie, ale moja propozycja została 

odrzucona.

MONITOR: Zapytaj, czy wobec tego nie zechcieliby spotkać się z nami na warunkach, które 

sami by określili.

C.B.:  Przystali   na   ten   pomysł.   Z   entuzjazmem.   Powiedzieli,   że   od   razu   zabiorą   się   za 

opracowywanie planu.

MONITOR: Dobra, Courtney. Czas uciekać. Zapisz końcowy czas.
C.B.:  Fiu! To było coś. Będę potrzebował chwili wytchnienia po tej sesji. Dobra, możesz mi 

teraz powiedzieć, jaki był cel?

MONITOR: Świadomość Szarych.
C.B.: Nie jestem zaskoczony.
MONITOR: Tak. Musimy to przemyśleć.
C.B.:  Pozwól,  że  zrobię  sobie  przerwę  i  zadzwonię  później.  Zaraz  prześlę  ci  dane  faksem. 

Wkrótce pogadamy.

Komentarz

Chociaż nie rozumiem dlaczego, wydaje się, że planeta, na której wylądowałem na początku 

sesji, ma duże znaczenie dla Szarych. Faktycznie, pod wieloma względami przypomina ona świat 
Szarych, zwłaszcza jeśli chodzi o oceny. Nie wiem jednak, czy to naprawdę to samo miejsce. 
Odnoszę również wrażenie, że planeta ta jest w jakiś sposób połączona ze świadomością tych istot, 
ale nie wiem na jakiej zasadzie.

W oparciu o własne badania teleobserwacyjne, jak również na podstawie licznych relacji porwań 

przez   UFO   twierdzę,   że   Szarzy   porozumiewają   się   telepatycznie.   Z   grupami   Szarych   często 
utożsamia się poczucie zbiorowego umysłu czy zbiorowej świadomości. O ile kiedykolwiek mamy 
współpracować z Szarymi, musimy postarać się zrozumieć ich mentalność. Jeżeli Szarzy naprawdę 
są zaangażowani w program inżynierii genetycznej, obejmujący zarówno ludzi jak i inne gatunki, 
być może potrzebują ludzkiej pomocy podczas tego szczególnie trudnego okresu swej ewolucji. 
Dlatego musimy mieć otwarte umysły i pozbyć się w tym względzie wszelkich uprzedzeń.

Tak jak z całą pewnością twierdzę, że świadomość Szarych ma charakter mentalności zbiorowej, 

widzę też wyraźnie, że muszą oni ewoluować i przejść do nowego etapu. Zbiorowy intelekt Szarych 
ma   wiele   aspektów   pozytywnych.   Najwyraźniej   poszczególni   członkowie   ich   społeczności   nie 
rywalizują ze sobą w ewolucyjnej, darwinowskiej batalii o przewagę. Po prostu toną albo płyną 
razem. Ludzie mogliby się tego od nich nauczyć.

Biorąc pod uwagę sposób, w jaki literatura (patrz Jacobs, 1992 i Mack, 1994) opisuje spotkania 

ludzi z Szarymi, trudno się dziwić, że działalność tych ostatnich z punktu widzenia Ziemian może 
być   odbierana   jako   wroga.   Równie   dobrze   może   się   jednak   okazać,   że   Szarzy   bardziej 
przypominają   uciekającą   kawalerię   niż   nacierającą   armię.   Być   może   robią   rzeczy,   których   nie 
rozumiemy, bądź nam się nie podobają, ale nie są źli – tego jestem pewien. Po prostu, jak na razie 
nie rozumiemy tego gatunku.

Moje   doświadczenia   w  zakresie  teleobserwacji  w  żaden   sposób  nie   wskazują  na  to,   jakoby 

Szarzy byli do nas wrogo usposobieni. Być może obawiają się ludzi i tego, co reprezentujemy, ale 
tak samo nas potrzebują, zarówno w sensie duchowym, jak i fizycznym. Jeśli nie osądzimy ich zbyt 
pochopnie, być może pomogą nam w naszym ewolucyjnym przetrwaniu.

Krótko mówiąc, musimy dowiedzieć się znacznie więcej o nich, o sobie i o roli, jaką mamy do 

odegrania w tym interesującym dramacie. Myślę, że postąpimy mądrze nie osądzając innych ras 
przynajmniej do czasu, gdy zapoznamy się z całą galaktyczną społecznością istot rozumnych.

Rozdział 12

background image

Przechowalnia ludzi

Zarówno ja, jak i mój monitor słyszeliśmy wiele relacji porwanych osób, które utrzymywały, że 

przynajmniej część istot pozaziemskich pochodzi z gwiazdozbioru Plejad. Nie wiedzieliśmy, skąd 
wzięła się ta informacja, o ile w ogóle była to informacja, nie zaś nie poparta niczym pogłoska. W 
ramach   testu,   zdecydowaliśmy   się   więc   dokonać   teleobserwacji   gwiazdozbioru   Plejad   w 
poszukiwaniu zdolnego do odczuwania życia. Jak się okazało, był to wysiłek warty zachodu.

Data: 10 marca 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 2805/2070

Dane wstępne wskazywały na silną energię i solidne, sztuczne konstrukcje.

C.B.: Widzę bardzo jasne światło. Ostrą biel i żółć. Panują wysokie temperatury. Czuję smak 

spalenizny i zapach dymu. Słyszę też jakiś płacz. Gdziekolwiek jestem, miejsce to wydaje się 
olbrzymie, przestronne, obdarzone dużą energią, promienne i okrągłe. W jakiś sposób jest ważne i... 
dziwne.

MONITOR: Faza 3.
C.B.: Szkicuję horyzont; coś pali się na ziemi, a niebo jaśnieje dziwnym blaskiem.
MONITOR: Przejdź do Fazy 4.
C.B.:  W   porządku.   Jestem   w   matrycy.   Nadal   odbieram   światło,   spaleniznę   i   wysokie 

temperatury. To coś na niebie jest okrągłe i ogniste. Jestem teraz na ziemi. Wypatrzyłem dwa typy 
istot. Jeden typ znajduje się na ziemi, a drugi w powietrzu, prawdopodobnie w jakimś pojeździe.

Teraz odbywa się tu jakaś intensywna praca. Istoty w powietrzu, blisko światła, są bardziej 

rozwinięte niż te na ziemi. Ależ to światło jest jasne! Nie mogę wykoncypować, co oni tam robią. 
Być może są w jakimś pojeździe, ale za każdym razem gdy spoglądam w górę, poraża mnie światło.

Skupiam się teraz na ziemi; jest tu kurz, trawa i ludzie noszący zwykłe amerykańskie ubrania. 

Pozwól, że to sprawdzę. Tak. Spodnie, skarpety, buty... Ludzie są dość wzburzeni. Wyczuwa się 
strach i słychać płacz. Ludzie sprawiają wrażenie oślepionych i przerażonych świecącym na niebie 
obiektem.

Nadal jestem z ludźmi na ziemi. Wygląda na to, że tworzą rodzinę – kobieta, mężczyzna i 

dziecko. Dziecko płacze.

Patrzę teraz w górę i śledzę inne istoty... Znajdują się w obiekcie, nie w tym świecącym czymś. 

Wchodzę teraz do środka. Obiekt ma okrągłe wnętrze. Widzę istoty i przybliżam się, żeby im się 
przyjrzeć. Przypominają Szarych.

MONITOR:  Courtney, przejdź do Fazy 6. Zrób wykres czasu. Zaznacz czas celu na linii, a 

potem nanieś czas bieżący. (Pauza.) Teraz zaznacz rok 2000. (Zaznaczam rok 2000 nieco później 
niż   czas   celu.)   Wejdź   do   matrycy.   Teraz   skoncentruj   się   na   jakichś   ważnych   wydarzeniach 
dotyczących ludzi.

C.B.: Wygląda na to, że ludzie tu wyemigrowali.
MONITOR: A co z tym płaczem?
C.B.:  Płacz mogło wywołać pojawienie się obiektu świetlnego. W każdym razie, kiedy ludzie 

patrzą   w   górę,   są   zdenerwowani.   Chociaż   niewykluczone,   że   denerwuje   ich   pojazd   Szarych. 
Cokolwiek by to nie było, jest związane z czymś na niebie.

MONITOR: Opisz ludzi.
C.B.: Mają białą skórę. Wyglądają na farmerów, ale nie są prymitywni. Jest im wygodnie, być 

może   mieszkają   tu   lub   odwiedzają   pobliskie   miasto   czy   wioskę.   Naprawdę   przypominają 
przeciętnych Amerykanów.

MONITOR: Wróć do tego, co jest na niebie.

background image

C.B.:  Jest   to   albo   jeden   bardzo   jasny   pojazd,   chociaż   to   mało   prawdopodobne,   albo   dwa 

oddzielne obiekty, z których jeden jest pojazdem, a drugi czymś bardzo jasnym. Trudno stwierdzić, 
ponieważ to coś góruje nad wszystkim. Cokolwiek to jest, pojazd jest zawieszony ponad ludźmi na 
lądzie, a istoty nim kierujące, nie zamierzają nikogo krzywdzić.

MONITOR: Spróbuj poznać zamiary istot w pojeździe.
C.B.:  One spełniają tu jakąś misję. To dla nich rutynowa praca. Czy mam wrócić do wnętrza 

pojazdu?

MONITOR: Zamiast tego skup się na zadaniu „odwiedzanie innych miejsc i czasów”.
C.B.: W porządku... O rany! Odrzuciło mnie na dużą odległość. Tak jakby ktoś pociągnął mnie 

za sznurek. Jestem teraz tysiące mil od powierzchni planety typu Ziemia. Są tu chmury, woda, 
oceany i ląd. Nie do wiary! Pierwszy i drugi cel wydają sią być oddzielone od siebie czasem, 
przestrzenią, wszystkim.

MONITOR:  Na diagramie  Fazy 6 za  pomocą  małego  kółka zaznacz  położenie tej planety. 

Potem postaw kółko na papierze w miejscu, gdzie, jak ci się wydaje, znajduje się cel pierwotny. 
(Przerywa, podczas gdy ja rysuję.) Teraz zbadaj piórem, w którym miejscu na kole znajduje się 
nowa planeta i powiedz mi, ile ma słońc.

C.B.: Tylko jedno.
MONITOR: W porządku. Teraz zbadaj, gdzie znajduje się pierwotny cel i powiedz, ile on ma 

słońc.

C.B.: Do licha. Ma dwa słońca, jedno duże, żółte, i mniejsze, białe, karłowate. Jak to możliwe?
MONITOR: Nie analizuj. Trzymaj się struktury. Courtney, wróć do swojego diagramu z Fazy 3, 

na którym miałeś jasny obiekt na niebie. Zbadaj ten obiekt i wrzuć dane do matrycy Fazy 6.

C.B.: Poczekaj... Kiedy spoglądam w górę, wygląda to jak meteor. Emituje dużo energii. To jest 

jasne, jaśniejsze od naszego słońca.

MONITOR: Zróbmy sobie przerwę. Prześlij mi faksem dotychczasowe dane, a potem zadzwoń.
C.B.: W porządku. Zadzwonię za parę minut.

Po przerwie.

MONITOR: Courtney, chcę żebyś zdobył więcej informacji na temat ludzi na lądzie.
C.B.: W porządku... Znów jestem z ludźmi. Oni nie dostrzegają mojej obecności. To rodzina: 

mężczyzna, kobieta i dziecko. Dziecko znowu płacze. Wyglądają i odczuwają tak samo jak ludzie, a 
nawet Amerykanie. Mężczyzna ma brodę, długą, kędzierzawą brodę. Kobieta ma blond włosy. 
Noszą   kolorowe   ubrania.   Panuje   tu   przyjemna   temperatura,   jest   ciepło.   Mężczyzna   jest   teraz 
zdezorientowany. Naprawdę nie rozumie, co się dzieje.

MONITOR: Dobrze. Teraz skup się na istotach w obiekcie.
C.B.: To są Szarzy. Oczywiście wiedzą o ludziach. Hmmm. To dziwne. Szarzy wiedzą, że tutaj 

jestem. Właśnie zwrócili na mnie uwagę. Próbują przekazać mi jakieś informacje. Jak dla mnie, 
trochę za szybko.

Szarzy są odrobinę zdezorientowani. Tak jakby coś innego zajęło ich uwagę. Wygląda na to, że 

się w czymś nie zgadzają. Być może usiłują wymyśleć jakiś sposób przekazania mi informacji.

Wszystko się wyjaśniło. Ci ludzie pochodzą z Ziemi. Przesiedlili ich tutaj Szarzy. Ludzie nie 

wiedzą wszystkiego. Nie wiedzą nawet, gdzie się znajdują.

MONITOR: Jaki jest powód przesiedlenia?
C.B.:  Stawką jest przetrwanie gatunku. Po katastrofach klimatycznych potrzebne będzie nowe 

miejsce do życia.

MONITOR: Badaj dalej. Dowiedz się czegoś więcej.
C.B.: W punkcie czasowym celu nadal odbywa się przesiedlanie, ale w naszym czasie bieżącym 

jeszcze do niego nie doszło. Obecnie trwają tylko przygotowania. Czekając, aż ludzie sami się 
zniszczą, Szarzy przygotowują planetę klasy M.

MONITOR: Co jeszcze jest przesiedlane?
C.B.: Dominuje materiał genetyczny. Potrzebują zróżnicowanego materiału genetycznego, żeby 

background image

zapewnić przetrwanie bardziej rozwiniętego banku genów.

MONITOR: Idź za wskazówką „konieczne zmiany genetyczne”.
C.B.:  Musi nastąpić silniejsza łączność pomiędzy duchem a ciałem. Obecnie istniejące geny 

pomniejszają tę więź. Taka struktura genów była konieczna do przetrwania w przeszłości, ale na 
obecnym etapie wzrostu i przetrwania potrzebne będą nowe lub zmodyfikowane geny.

MONITOR: W porządku, Courtney, zakończymy w tym miejscu. Zapisz czas zakończenia.
C.B.: Zrobione. No dobra, co to było?
MONITOR: To był gwiazdozbiór i kultury Plejad.

Tu nastąpiła długa przerwa w naszej rozmowie.

C.B.: Nie żartujesz?
MONITOR: Słowo. To były Plejady.
C.B.: Czy zdajesz sobie sprawę, co to oznacza?
MONITOR: Courtney, jestem w tym biznesie na tyle długo, że nic mnie już nie dziwi. Ale to 

jest naprawdę coś.

Komentarz

Cel tej sesji doprowadził nas do planety klasy M, okrążającej podwójne słońce około roku 2000. 

Przed   tą   sesją   miałem   wątpliwości,   czy   w   zasięgu   podwójnej   gwiazdy   może   istnieć   życie. 
Niewykluczone, że Szarzy umieścili jakiś rodzaj ochrony środowiskowej na planecie lub w jej 
pobliżu, tak aby można ją było zamieszkiwać.

W bliskiej przyszłości na planecie tej znajdą się ludzie, przesiedleni tam z Ziemi przez Szarych. 

Nie wiem, czy inni mieszkańcy Ziemi będą tego świadomi w trakcie lub po tym wydarzeniu. Może 
się to odbyć po cichu, a wtedy jedynym źródłem informacji na temat tego nowego świata może 
okazać się  teleobserwacja. W badanym przez  nas  punkcie  czasowym ludzie byli  przestraszeni, 
zdezonentowani i nie wiedzieli gdzie się znajdują.

Celem   przesiedlenia   jest   zachowanie   banku   genów   ludzi,   to   znaczy   utrzymanie   możliwie 

największego zasobu genetycznego. W późniejszym okresie konieczna będzie pewna manipulacja 
genetyczna,   by   u   przyszłej   rasy   ludzkiej   nastąpiło   wzmocnienie   łączności   pomiędzy   ciałem   a 
umysłem.   Ten   brak   łączności   jest   prawdopodobnie   skutkiem   naszych   obecnych   tendencji 
destrukcyjnych,   tendencji,   które   prowadzą   całą   ludzkość   do   ekologicznych   i   klimatycznych 
katastrof   na  skalę   całej   planety.  Wygląda   więc   na   to,   że   niektórzy   wybrani   znajdą   bezpieczne 
schronienie w kosmosie, podczas gdy reszta ludzkości dopełni żywota w bratobójczych walkach na 
Ziemi.

To   był   pierwszy   raz,   gdy   od   jednego   z   Szarych   otrzymałem   informacje   na   temat   naszych 

przyszłych problemów, niestety nadal nie znam dat zagrażających ludzkości katastrof. Mój monitor 
zapoznał mnie z innymi danymi teleobserwacyjnymi, potwierdzającymi, że Szarzy zaopatrują się 
także   w   próbki   ziemskich   roślin   i   zwierząt.   Jeżeli   to   prawda,   należy   sądzić,   iż   dokonują 
biologicznej adaptacji planety w systemie Plejad.

Zachodzę   w  głowę,   ile  gatunków   w  naszej  galaktyce   skorzysta   z  takich  międzygwiezdnych 

akuszerek jak Szarzy. I co stanie się z ludźmi, którzy pozostaną na Ziemi? Czy zginą, czy będą 
ewoluować w inny sposób niż przesiedleni na Plejady ich bracia i siostry?

Rozdział 13

Sprawdzian wiarygodności 1

Dotychczas   opisałem   wyniki   dziesięciu   sesji   SRV.   (Dwie   sesje   zostały   zaprezentowane   w 

background image

rozdziale na temat umysłowości Szarych). Przedstawiłem tak wiele nowych koncepcji i odkryć, że 
Czytelnicy   zapewne   zastanawiają   się,   czy   to   wszystko   nie   jest   przypadkiem   wytworem   mojej 
fantazji. Również teleobserwatorzy są zaskoczeni. W odpowiedzi na ewentualne zarzuty tego typu 
obraliśmy cel, który nazywamy „skalowaniem celu”. To coś, co można z łatwością sprawdzić i 
służy przede wszystkim jako miernik wiarygodności protokołów SRV.

Postanowiliśmy   z   moim   monitorem   poddać   analizie   kilka   celów   skalujących.   Obecna   sesja 

zawiera dane Typu 4, co oznacza, że nie miałem żadnej informacji na temat celu, ani przed, ani w 
trakcie sesji. Sesja była monitorowania na odległość, a trwała około dwudziestu pięciu minut.

Data: 1 maja 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 4933/4876

Dane wstępne wskazywały na złożoną budowlę, wzniesioną przez człowieka.

C.B.: Widzę odcienie brązu. Powierzchnie są nierówne, jak cement. Jest ciepło. Dostrzegam coś 

masywnego, ciężkiego, nawet ogromnego. Domyślam się, że to miasto, więc pozwól, że zapiszę to 
jako AOL.

MONITOR: Faza 3.
C.B.: W porządku. Mam diagram, który wygląda jak plan miasta. W środku znajduje się główna 

budowla, a dwie inne po bokach.

MONITOR: Dobra. Znajdź budowlę celu i wykonaj operację przemieszczenia.

Długa pauza.

C.B.:  Dostrzegam teraz kolory – szary i biały. Powierzchnie są gładkie i błyszczące. Panuje 

przyjemne   ciepło.   Słyszę   jakieś   dźwięki   –   furkotania   albo   bzyczenia.   Figury   są   różne:   niskie, 
szerokie, wąskie, a nawet pękate.

MONITOR: Faza 3.
C.B.:  Właśnie   zrobiłem   szkic   kwadratu.  To   może   być   wszystko,   poczynając   od   pokoju,   na 

pudełku kończąc.

MONITOR: Faza 4.
C.B.:  Wypełniam teraz matrycę. Widzę rzeczy przypominające papier. Jest tu coś płaskiego i 

poziomego. Wygląda na biuro.

MONITOR: Idź za wskazówką „działalność”.
C.B.:  W   porządku.   W   pobliżu   chodzą   ludzie.   Mają   na   sobie   ubrania   biznesmenów.   Tak 

mężczyźni jak i kobiety noszą marynarki i spodnie. W pokoju znajduje się biuro. Zdaje się, że na 
nim leży jakaś księga. Przy biurku siedzi mężczyzna. O rany! To ważny gość.

MONITOR: Wpisz to „o rany” do kolumny AOL i idź dalej.
C.B.: Tak, lepiej zapiszę to jako AOL. Gapię się na prezydenta Clintona. Patrzę mu prosto w 

twarz, kiedy tak siedzi przy swoim biurku.

MONITOR: Przerywamy sesję. Celem był „Gabinet Owalny – Biały Dom, Waszyngton”.

Chichot po obu stronach słuchawki.

C.B.: To by było na tyle, jeśli chodzi o utrzymanie tajemnic państwowych.
MONITOR:  Mogłem   kazać   ci   wniknąć   do   umysłu   prezydenta,   ale   byłoby   to   naruszenie 

prywatności. Poza tym, wypełniliśmy właściwy cel tej sesji.

C.B.: Materiał zaraz prześlę ci faksem.
MONITOR: Świetnie. Doskonała sesja, Courtney. Trzymaj się.

background image

Komentarz

Implikacje tej sesji w sprawach dotyczących utrzymania tajemnic państwowych są oczywiste. 

Ale jest i inna kwestia. Teraz powinno być jasne, skąd ET wiedzą o nas tak dużo, a my na ich temat 
tak niewiele.

Trudno o coś bardziej zakłócającego spokój agencji rządowych niż fakt, że cały nasz obecny 

tajny aparat jest przestarzały. Podejrzewam, że istoty pozaziemskie chcą, byśmy doznali niepokoju 
w tym względzie. Niepokojąc nas, zwracają naszą uwagę na coś, co jest bardzo ważne dla naszego 
rozwoju. Jeżeli rzeczywiście mają taki plan, mogę tylko stwierdzić, że wydaje się on w najwyższym 
stopniu   sprytny   w   swoim   zamyśle.   Zastanawiam   się,   nie   bez   nadziei,   jakie   są   szansę   jego 
powodzenia.

Rozdział 14

Przełom dyplomatyczny

Pewnego dnia mój monitor doniósł mi, że w trakcie sesji SRV pewnej kobiecie udało się dotrzeć 

do   własnego   porwania.   (Najwidoczniej   została   porwana   przez   UFO,   wiele   lat   wcześniej,   w 
klasyczny sposób.) Sesja, do której nawiązywał mój monitor, została przeprowadzona w  ściśle 
kontrolowanych warunkach danych Typu 4 (teleobserwator nic nie wie, monitor zna wstępne dane). 
Niezwykłe   w   tej   sesji   było   to,   że   w   ogóle   udało   się   zaobserwować   porwanie   przez   UFO. 
(Poprzednio nie było to możliwe, gdyż za każdym razem otrzymywano fałszywy sygnał.) Wówczas 
nie wyciągaliśmy jeszcze żadnych wniosków z tego wydarzenia. Kilka dni po naszej rozmowie, 
dowiedzieliśmy się, dlaczego stało się to możliwe.

Data: 31 maja 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 3701/5475

Dane   wstępne   wskazywały   na   cel   związany   z   suchym   lodem   i   budowlą   wzniesioną   przez 

człowieka.

C.B.:  Widzę   odcienie   brązu,   nierówne,   drewniane   powierzchnie.   Przyjemnie   ciepło.   Czuję 

zapach jakby terpentyny, dochodzący z zewnątrz, od strony lasu. Zapiszę to na AOL jako „las”.

MONITOR: Przejdź do Fazy 3, a potem do Czwartej.
C.B.: Widzę drewnianą budowlę, coś jakby dom. Wchodzę do środka. Jest tu drewniany stół, nie 

pierwszej  młodości. Wewnątrz  miejsce  to przypomina  kwadrat,  no,  może  prostokąt.  To bardzo 
proste mieszkanie.

MONITOR: Przejdź do Fazy 6. Wykonaj operację przemieszczenia.

Przenoszę się na wysokość 500 metrów nad budynkiem.

C.B.: Niedaleko budowli znajduje się góra i droga. W pobliżu jest również rzeka i wodospad. 

Chcesz, żebym to zbadał?

Monitor nakazuje mi wykonać różne procedury, mające na celu określenie położenia budowli 

względem pobliskich punktów orientacyjnych.

MONITOR:  Courtney, wróć do Fazy 4 i wejdź do budowli. Pozwól rozwiązać ten problem 

background image

nieświadomości.

C.B.:  Daj mi sekundę. Dobra, wewnątrz domu czuję silny strach. Jest noc; doznałem małego 

przemieszczenia w czasie. Wyczuwam działalność ET – chodzi o porwanie. Zapisuję to jako AOL, 
ale z linii sygnału.

MONITOR: Trzymaj się struktury. Kontynuuj.
C.B.:  Nadal  widzę  stół  i  drewnianą  podłogę.  Ale teraz  pełno  tu  Szarych.  Niektórzy  z  nich 

wydają się unosić w powietrzu. Noszą uniformy i przemieszczają się szybko, tak jakby mieli do 
wykonania jakiś plan, który wypełniają w wielkim pośpiechu.

Dostrzegłem   teraz   kobietę.  Wygląda   na   to,   że   znajduje   się   w   centrum   ich   zainteresowania. 

Lewitują ją przez okno. Nie wydaje mi się żeby okno było otwarte. Ona przez nie przeniknęła! 
Wychodzę na zewnątrz za nią i za Szarymi. Świeci tu bardzo jasne światło. Rozglądam się. Szarzy 
zabierają kobietę na duży statek ET. Szkicuję teraz statek. Rysuję też scenę, jaka rozegrała się 
wewnątrz domu.

MONITOR: Przeniknij do umysłu jednego z Szarych. Dowiedz się, co zamierzają.
C.B.: Poczekaj. To projekt przetrwania, to ich praca. Oni z tego żyją.
MONITOR: Teraz wejdź do umysłu kobiety. Zostań w matrycy Fazy 4.
C.B.: Ona przeżywa tę sytuację na kilku poziomach. Na zewnątrz wydaje się spokojna. W głębi 

jest   przerażona.   Dalej   w   głąb,   na   poziomie   podświadomości,   jest   szczęśliwa,   można   nawet 
powiedzieć, że nie posiada się z radości.

MONITOR: Jakie są kryteria selekcji?
C.B.: Ona sama siebie wybrała. Zgłosiła się na ochotnika.
MONITOR: Wejdź na pokład statku. Zostań w Fazie 4.
C.B.: Wchodzę. O rany!
MONITOR: Wrzuć wrażenia estetyczne do matrycy i idź dalej.
C.B.:  Pełno   tu   Szarych.   Widzę   dużo   stołów   operacyjnych.   To   rozległe   miejsce,   o   dużej 

aktywności. Wszyscy Szarzy są bardzo zajęci. Na pokładzie znajdują się inni ludzie, najwyraźniej 
wszyscy zostali przywiezieni przez Szarych.

MONITOR: Czy na pokładzie są jakieś inne rodzaje istot pozaziemskich?
C.B.: Na tym statku są tylko ludzie i Szarzy. Kobieta z drewnianego domu leży teraz na stole. 

Krzyczy. Wysoki Szary zagląda jej między nogi. Badają ją i coś robią.

Wygląda na to, że zostałem zauważony. Ktoś chce żebym zobaczył pewne rzeczy. Czuję się tak, 

jakby mnie przepychano przez przejście lub przez drzwi. Mam wrażenie, że ktoś usilnie chce, 
żebym coś zobaczył.

Znajduję się teraz w macicy kobiety. Jest tu płód. Wyczuwam światło, być może sztuczne, które 

oświetla to miejsce. Płód znajduje się u wylotu. Przyglądam się usuwaniu płodu. Płód jest już poza 
ciałem kobiety. Ona jest bardzo spokojna, wyczerpana, być może bezradna. Możliwe, że zemdlała. 
Płód zostaje szybko umieszczony w czystym zbiorniku z płynem.

MONITOR: Jak długo płód przebywa w zbiorniku?
C.B.: W tym konkretnym przypadku krótko. Informuje mnie o tym Szary, który wciąż stoi obok 

mnie. Spełnia chyba funkcję pielęgniarki albo akuszerki – swego rodzaju stróża. Szary mówi mi, że 
dzieci są wyciągane, kiedy dojrzeją. Potem idą do wielkiego zbiornika i pozostają tam aż do chwili, 
gdy są całkowicie gotowe. Ostatecznie, wyjęcie przypomina normalny poród.

MONITOR: Od jak dawna to trwa?
C.B.:  Dowiaduję   się,   że   ostatnio   nastąpił   wielki   przełom   w   stosunkach   z   ludźmi.   Podjęto 

decyzję,   żeby   wyjaśnić   ludziom   (to   znaczy   nam)   całe   przedsięwzięcie.   Szarzy   nie   będą   już 
przeszkadzać   w   naszych   próbach   teleobserwacji.   Możemy   teraz   do   woli   oglądać   tak   zwane 
porwania. Oni mają nadzieję na zmianę stosunków między ludźmi a Szarymi i ze swojej strony 
robią to wielkie ustępstwo (chociaż może nie jest to najlepsze słowo). Chcą współpracować z 
Ziemianami.   Ich   obecna   wzmożona   działalność   wiąże   się   z   nową   operacją.   Przedsięwzięcie 
przyjęło   nowy   kierunek,   który   pozwoli   Szarym   i   ludziom   na   samostanowienie.   Najwidoczniej 
zmiana ta została podyktowana nowymi decyzjami Federacji. Od Szarych wymaga się niesienia 
pomocy ludziom. Panuje absolutne poczucie wdzięczności za to, co ludzie – dobrowolnie – zrobili 

background image

dla Szarych.

MONITOR: W porządku, na razie wystarczy. Kończ sesję.
C.B.: Trochę to trwało. Jestem wyczerpany. Dobra, powiedz mi, jaki był cel.
MONITOR: Federacja – obecnie operacja na Ziemi.
C.B.: Hmm. Zdaje się, że wszystko od tej pory będzie wyglądało inaczej.

Komentarz

Należy zauważyć, że sesja ta odbyła się zaledwie w parę tygodni po wypuszczeniu na rynek 

książki   Johna   Macka   na   temat   zjawiska   porwań   przez   ET.   W   obszernej   literaturze   tego   typu 
podejście   Macka   wyróżnia   się   przychylnym   nastawieniem   do   Szarych.   Być   może   Szarzy 
zdecydowali się na zmianę taktyki w stosunku do teleobserwacji, ponieważ doszli do wniosku, że 
jesteśmy   już   w   stanie   zrozumieć   zjawisko   porwań   bez   strachu,   tak   typowego   dla   naszych 
poprzednich reakcji na ich działalność. Może też stwierdzili, że nie da się ukryć ich działalności 
przed teleobserwatorami wziąwszy pod uwagę fakt, że tak dużo informacji zostało już odkrytych 
przy   pomocy   podstawowego   narzędzia   badawczego,   jakim   jest   hipnoza.   Pozostaje   jednak 
możliwość, że Szarzy pozwolą nam śledzić swoje poczynania dzięki pozytywnemu wydźwiękowi 
książki Macka, w przekonaniu, że mogą teraz liczyć na uczciwą ocenę swoich działań.

Po tej sesji mój monitor współpracował z wieloma teleobserwatorami, którzy badali porwania 

przez ET w ściśle kontrolowanych warunkach Typu 4. Wynika z nich, że w maju 1994 roku Szarzy 
zmienili swoje podejście do współpracy z ludźmi, co stanowi bardzo ważny akt, świadczący o 
ewolucyjnej zmianie w ich sposobie myślenia o ludziach. Teraz w większym stopniu uważają nas za 
równych sobie, przynajmniej w tym sensie, że możemy dowolnie obserwować ich działalność. 
Podejrzewam, że jest to zwiastun dużo bardziej rozbudowanej współpracy w przyszłości.

Być może najważniejsze w tej całej sesji było to, że przynajmniej jedna porwana osoba poddała 

się   porwaniu   dobrowolnie.  W skomplikowanej  strukturze  świadomości   tej   kobiety   można  było 
wyróżnić kilka warstw. Na głębokim poziomie zdawała sobie sprawę z porwania i chciała w nim 
uczestniczyć.   Jednak   jej   świadomy   umysł   nie   pamiętał   żadnej   uprzedniej   zgody   na   takie 
uczestnictwo, ani nie chciał brać udziału w dalszym ciągu tego, co wydawało się jej okropne.

Biorąc pod uwagę wielowarstwową strukturę ludzkiej świadomości, jestem w stanie zrozumieć 

pewną dezorientację Szarych i to, że ich sposób dokonywania porwań może nam się wydawać 
bezduszny. Możliwe, że Szarzy nie przejmują się ludzką paniką, ponieważ pozostają świadomi 
pierwotnej   zgody   danej   osoby   na   uczestnictwo   (która   mogła   mieć   miejsce   jeszcze   przed 
narodzinami fizycznymi). Prawdopodobnie zakładają, że zostanie im to wybaczone, jak tylko umrze 
fizyczne   ciało   porwanego,   a   jego   osobowość   uwolni   się   od  poplątanego   wpływu  świadomości 
fizycznej.

Wygląda na to, że ostatnie działania ludzi zachęciły Szarych do zmiany w zachowaniu. Jeżeli 

Szarzy naprawdę starają się pomóc ludziom tak samo jak sobie, mogą dużo zyskać, traktując nas 
jak aktywnych partnerów w swoim przedsięwzięciu.

Rozdział 15

Jezus

W miarę jak nasze badania posuwały się naprzód, coraz bardziej stawało się dla mnie jasne, że 

ich implikacje będą fundamentalne dosłownie dla całej ludzkości. Postanowiłem więc dodać do 
naszej listy parę nowych celów. Cele te stanowiły osoby, które prowadziły ludzkość w krytycznych 
momentach naszej historii – nauczyciele, do których wielu zwracało się o radę. Jedną z takich osób 
był bez wątpienia Jezus.

Na  początku  mój   monitor   wahał  się,   czy  należy  to   uczynić.   Myślę,   że  miał  ku  temu  kilka 

background image

powodów.   Podchodziłbym   do   celu   w   ciemno,   w   tym   sensie,   że   znałbym   jedynie   numery 
współrzędne sesji, mogłoby się więc wydawać, że nie jest to najwłaściwszy sposób zwracania się 
do Jezusa. Najbardziej jednak obawialiśmy się tego, że Jezus mógłby nie zechcieć wziąć udziału w 
naszych badaniach i że zignorowałby naszą prośbę o rozmowę. Szczerze mówiąc, nie wiedzieliśmy 
co może się wydarzyć.

Problem jeszcze bardziej komplikował fakt, że rozszerzyliśmy cel SRV w stosunku do jego 

pierwotnej struktury. Pierwotnym celem SRV było uzyskanie opisowej informacji na temat miejsca 
fizycznego   poprzez   bierny   akt   obserwacji.   Z   chwilą,   gdy   zaczęliśmy   poddawać   teleobserwacji 
istoty myślące, świadomie staraliśmy się z nimi porozumieć. Nie było powodu, żeby przypuszczać, 
że nie da się tego dokonać, ponieważ byliśmy w stanie nawiązać kontakt z istotami niefizycznymi, 
na które przypadkowo natknęliśmy się podczas teleobserwacji. Jednak nigdy przedtem dialog nie 
stanowił celu sesji. Zatem sesja ta pomogła dokonać znaczącego postępu w rozwoju SRV. Obecnie 
wiemy   z   całą   pewnością,   że   naukowej   teleobserwacji   można   z   powodzeniem   użyć   jako 
wiarygodnego środka komunikacji.

Rozdział ten obejmuje dane z dwóch sesji, w których naszym celem był Jezus. Prawdę mówiąc, 

druga sesja okazała się konieczna, ponieważ mój monitor pod koniec sesji stracił głowę. Zanim 
zdążyłem zadać Jezusowi choćby jedno pytanie – przerwaliśmy doświadczenie. Gdy potem podał 
mi identyfikację celu, ja również byłem zaskoczony. Nie mogliśmy się nadziwić, że Jezus nie ma 
nic przeciwko temu, że zwracamy się do niego o radę w ściśle kontrolowanych warunkach Typu 4. 
Zainteresowało nas również to, że chętnie przystał na rolę nauczyciela w ramach protokołów SRV, 
w tym sensie, że zanim spotkaliśmy się z nim twarzą w twarz, urządził dla nas swego rodzaju 
pokaz.

Data: 2 czerwca 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 8863/8473

Dane wstępne początkowo wskazywały, że cel związany jest z mocną budowlą, wzniesioną 

przez człowieka.

C.B.: Słyszę jakąś maszynerię. Jest ciepło, czuć gorzki smak i zapach dymu. Wyczuwam tutaj 

dużo   energii   i   aktywności,   skupionych   w   jednym   miejscu.   Zapisuję   to   na  AOL  jako   „miejsce 
budowy”. Przechodzę do szkicu Fazy 3. Rysuję scenerię z budowlami. dymem, pojazdami i czymś 
w rodzaju szybu.

MONITOR: Zapisz to jako własne wnioski i przejdź do Fazy 4.
C.B.: W porządku. Czuję dym, spaleniznę, smród. Miejsce wydaje się zatłoczone. Odbywa się tu 

jakaś działalność. Jeśli chodzi o atmosferę emocjonalną, odczuwam gorączkowy niepokój.

Widzę teraz co najmniej jeden pojazd. W środku są jakieś istoty. Noszą ubrania – robocze rzeczy, 

dżinsy. Na głowach mają kapelusze. Co do emocji, to znowu odbieram panikę związaną z tym 
miejscem. Nadal wydaje mi się, że jest to miejsce budowy. Zapiszę to jako AOL linii sygnału.

MONITOR: Skup się na budowli.
C.B.:  Poczekaj... Ci ludzie coś robią. Budowlani się spieszą. Przenoszę się teraz w czasie do 

przodu... Widzę duży, błyszczący budynek. Odbieram silne AOL linii sygnału. To wygląda jak ta 
nowa przychodnia, którą budują tutaj w Uniwersytecie Emory.

MONITOR: Wejdź do budynku i przeniknij do umysłów ludzi, których tam spotkasz.
C.B.: Mają tu ważki problem zdrowotny, zmartwienie na skalę planety. Wydaje się, że istnieje 

jakieś połączenie między umysłami tych ludzi a Centrum Kontroli Chorób. Doznaję bardzo silnego 
AOL. Znam ten budynek. To nowy szpital, który jest w budowie w Emory, zaraz obok CDC.

MONITOR: Możesz to zapisać jako AOL. Potem zajmij się problemem zdrowia.
C.B.:  Jest   wiele   problemów   w   wielu   miejscach   świata.   To   połączenie   głodu   z   chorobą. 

Rozwinęły się nowe choroby, nowe formy bakterii, nowe wirusy, nawet mutacje popromienne. 

background image

Ludzie w szpitalu usiłują wymyśleć jakieś sposoby opanowania sytuacji, która wymyka im się spod 
kontroli.

MONITOR: Skup się na motywie przewodnictwa/pomocy.
C.B.: OK. Poczekaj. Ludzie muszą wrócić do podstaw życia. Wychodzi na to, że doraźna pomoc 

techniczna na nic się nie przyda.

Poczekaj, coś się dzieje. Teraz widzę, że informacje z całej sesji pochodzą od jakiejś istoty. 

Podchodzę do niej. Hmm. Jest półprzeźroczysta. Ma na sobie szatę, a jej włosy sprawiają wrażenie 
utkanych ze światła. Czuję potężną obecność duchową. Ten człowiek to chyba Jezus. Zapiszę to 
jako AOL linii sygnału. Odczuwam teraz wielką miłość, promieniującą od tej postaci. Mówi mi, że 
sytuacja została tak zaaranżowana, by nie istniało żadne rozwiązanie problemu. Chodzi o to, żeby 
wyrwać ludzi z ich fizycznej matni i w ten sposób ocalić rasę.

Komentarz

W   tym   punkcie   sesji   dało   się   zauważyć   zmianę   w   głosie   mojego   monitora.   Wydawał   się 

zdenerwowany i szybko zdecydował o zakończeniu sesji. Zapytałem go, jaki był cel, a on po chwili 
odpowiedział: „Jezus”.

Wciąż jeszcze będąc w stanie bilokacji, odparłem:
„Jezus? Nie żartujesz? Tym celem naprawdę był Jezus? Co on tam robił?”
Mój monitor powiedział mi tylko, że to wielka chwila w jego życiu i w rozwoju teleobserwacji, 

oraz że musi przerwać rozmowę telefoniczną i przemyśleć następstwa tego wydarzenia.

Zanim   odłożył   słuchawkę,   wypaliłem:   „Ale   ten   człowiek   wydawał   się   raczej   przyjazny   i 

wyczułem   u   niego   poczucie   humoru.   Miałem   też   wrażenie,   że   chciałby   się   ze   mną   spotkać 
ponownie. Przecież nie zdążyłem Go zapytać ani o Marsjan, ani o Szarych!”

Mój   monitor   chciał   się   wyłączyć   i   przemyśleć   to   wszystko,   więc   się   wycofałem.   Kiedy 

powróciłem ze stanu bilokacji, zacząłem sobie zdawać sprawę z doniosłości tej sesji. Po pierwsze 
pokazała, że można z powodzeniem obrać za cel osobę, która kiedyś istniała fizycznie i umarła. Po 
drugie okazało się, że SRV to świetny sposób porozumiewania się między dwoma istotami (to 
znaczy między teleobserwatorami i kimś innym). Po trzecie stało się oczywiste, że obierana za cel 
osoba może czasami kontrolować przepływ informacji jakie docierają do teleobserwatora. W tym 
konkretnym   przypadku,   Jezus,   zanim   się   ujawnił,   zabrał   mnie   w   podróż   ukazującą   zdrowotne 
problemy   planety.   Chciał   nauczyć   nas   czegoś   przy   pomocy   doświadczenia,   a   nie   wykładu, 
zaaranżował więc pouczającą sytuację. Zdawałem sobie sprawę, że również inne osobistości, które 
dodaliśmy do listy mogą zdecydować się na zastosowanie podobnych technik porozumiewania się. 
Nie miałem pojęcia, kiedy mój monitor zaskoczy mnie nowymi celami, ale byłem pewny, że mogę 
oczekiwać kolejnej niespodzianki.

Zaprezentowana nam lekcja sama w sobie ma ogromne znaczenie. Najwyraźniej istnieje jakiś 

związek pomiędzy problemami zdrowotnymi, jakim ludziom przyjdzie stawić czoło, a działalnością 
na Ziemi ET. Wydawało się, że ktoś rozpisał już role w tym skomplikowanym przedstawieniu 
obejmującym wiele postaci i grup. A chodzi o to, by zmusić ludzi do zmiany zachowania i podejścia 
do pewnych spraw, aby potem wprowadzić ich do szerszej społeczności galaktycznej i wdrożyć do 
obowiązków   obywateli   galaktyki.  Ale   wówczas   były   to   jedynie   spekulacje.   Żeby   wyciągnąć 
ostateczne wnioski, musiałem dowiedzieć się czegoś więcej.

W około dwa tygodnie po pierwszej, monitorowanej sesji, której celem był Jezus, zdecydowałem 

się ją powtórzyć, tym razem w warunkach danych Typu 1 (solo i w oparciu o dane wstępne). W tym 
czasie   już   dość   biegle   posługiwałem   się   protokołami   SRV,   a   moje   umiejętności   uzyskania 
dokładnych   danych   Typu   1   nie   pozostawiały   wątpliwości.   Tak   jak   podczas   innych   sesji 
wykorzystujących dane Typu 1, przedstawiam informacje w formie narracji.

Data: 14 czerwca 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia

background image

Dane: Typ 1

Moje początkowe wrażenia wiązały się z kolorami: niebieskim, białym i żółtym. Miejsce było 

przestronne.  Wyczułem   coś   rozległego   i   łukowatego.  W  późniejszych   etapach   sesji   odbierałem 
ogromną energię, której towarzyszyło niezwykłe poczucie spokoju. Początkowy obraz stanowiło 
duże okrągłe ciało, tworzące świetlną i promieniującą energią poświatę. Podążyłem za sygnałem do 
światła.

Niedługo   potem,   zacząłem   dostrzegać   istoty   i   wyraźnie   zrozumiałem,   że   na   mnie   czekają. 

Znowu owładnęło mną panujące wokół poczucie spokoju. Czułem się, jakbym przebywał w jakiejś 
strefie chronionej, miejscu zdrowienia (z czego, nie wiem).

Idąc dalej za sygnałem, zbliżyłem się do twarzy przypominającej ludzką. Było tam pięć innych 

istot.  Wszystkie   nosiły   białe,   prześwitujące   szaty,   przez   które   wszystko   można   było   zobaczyć. 
Namierzyłem centralną postać i zadałem pytanie, czego ode mnie chcą. Dali mi do zrozumienia, że 
chcą mnie gdzieś zabrać i żebym poszedł za nimi.

Udaliśmy się do dużego pomieszczenia o półprzeźroczystych ścianach. Było tam wiele innych 

istot.   W   tym   momencie   doznałem   silnego  AOL,   że   była   to   kwatera   główna   Federacji,   którą 
odwiedziłem wcześniej. Zdałem sobie sprawę, że obraz, jaki pojawił się na początku sesji w formie 
dużego, okrągłego, promieniującego energią ciała przypominał ciało, które dostrzegłem, zbliżając 
się do kwatery głównej w poprzedniej sesji. Wszyscy w pokoju nosili takie same półprzeźroczyste 
szaty jak owe pięć istot, które spotkałem wcześniej.

W tym momencie doznałem dwóch silnych impulsów typu AOL. Po pierwsze, wydawało mi się, 

że była to jakaś główna sala dowodzenia. Po drugie, odniosłem nieodparte wrażenie, że była to 
kwatera   główna   typu   wojskowego,   w   której   wydawano   rozkazy   i   sprawowano   kontrolę   nad 
różnymi działaniami. W sali były też stoły i krzesła.

Stanąłem twarzą w twarz z tym samym ociężałym człowiekiem, przypominającym Buddę, z 

którym miałem do czynienia w czasie mojej poprzedniej wizyty w kwaterze głównej Federacji. 
Odniosłem wrażenie, że w jakiś sposób zarządzał tym miejscem. Kazał mi przeniknąć do swego 
umysłu, co zaraz uczyniłem.

Po wejściu do jego umysłu, znalazłem się jednocześnie w innym wymiarze czy innej sferze. To 

było tak, jakby jeden wymiar znajdował się za drugim. W tym innym miejscu skupiłem się na 
pojęciu   przewodnictwa,   gdyż   to   właśnie   ono   doprowadziło   moją   nieświadomość   do   Jezusa   w 
trakcie poprzedniej sesji. Wtedy ujrzałem jego twarz. Czułem wyraźnie, że był zadowolony, iż sam 
wróciłem, żeby się z nim spotkać (to znaczy w sesji solo).

Żeby   uzyskać   informacje   od   Jezusa   w   ramach   struktury   protokołów   SRV,   skupiłem   się   na 

stosunkach   ludzi   z   Szarymi.   Odpowiedź,   jaką   otrzymałem,   była   bardzo   wyraźna,   a   nawet 
autorytatywna.   Powiedział,   że   wszelkie   spotkania   ludzi   z   innymi   istotami   leżą   w   jego   planie. 
Następnie stwierdził, że mamy pomóc jego dzieciom, kiedy do nas przyjdą.

Nie rozumiałem, co Jezus miał na myśli, mówiąc o „swoim planie” czy „swoich dzieciach”. Być 

może użył słów zrozumiałych dla szerszego grona, z którego część uważa go za postać religijną. 
Podejrzewam, że znaczenie jego słów nie było takie proste czy dosłowne. Czytelnicy mogą je 
różnie interpretować.

Jezus  powiedział  następnie,  że my – ludzie  jesteśmy obdarzeni  wolną  wolą i umiejętnością 

wyboru, która sprawi, że będziemy wiedzieć, jak postąpić z Szarymi. Odniosłem jednak wyraźne 
wrażenie,   że   wybory,   jakich   dokonamy,   w   dużym   stopniu   określą   naszą   przyszłość. 
Skoncentrowałem   się   następnie   na   naszych   relacjach   z   Marsjanami   i   uzyskałem   podobną 
odpowiedź, jak w przypadku Szarych.

Potem skupiłem uwagę na pojęciu umysł i  Sidhis. Jezus dał na to bardzo jasną odpowiedź. 

Powiedział, że istnieją niezliczone sposoby doprowadzania ducha do źródła. Przypomina to rzekę i 
jej dopływy. Nie ma jednej drogi, a praktykowanie Sidhis nie stanowi jedynego sposobu duchowej 
ewolucji człowieka. Dodał jednak, że medytacja jest korzystna dla ludzkiego umysłu, aczkolwiek 
niektóre  jego  typy  widzą   niefizyczną   rzeczywistość   bez  uciekania   się  do  ćwiczeń  typu  Sidhis
Metoda Sidhis jest zdecydowanie pożyteczna dla ludzi, natomiast nie dowiedziałem się, czy ma ona 

background image

zastosowanie w układach pozaludzkich.

Skierowałem teraz nieświadomość na niebezpieczeństwa i otrzymałem odpowiedź, że chciwość 

jest śmiercią dla człowieka. Nie idzie w parze z pozostałymi sferami życia. Miłość i chciwość są jak 
olej i woda – nigdy się ze sobą nie zmieszają. Nie odniosłem wrażenia, jakoby Jezus moralizował. 
To było zwykłe stwierdzenie życiowej prawdy.

Jeżeli chodzi o ekologię, Jezus powiedział, że Bóg może tworzyć i odtwarzać życie. Celem życia 

jest ewolucja. Podążając tym tropem, zapytałem o Federację Galaktyczną. Jezus odrzekł, że istoty 
zaangażowane w Federację stoją na wyższym poziomie ewolucyjnym niż ludzie. Pracują one nad 
podniesieniem   własnej   ewolucji,   a   działalność   ich   jest   tak   samo   ważna   jak   nasza.   Co   więcej, 
podkreślił, że nie pracują one specjalnie dla niego. Pracują dla siebie, dla swojego wzrostu. Jednak 
w większym stopniu niż ludzie postrzegają swój postęp jako drogę prowadzącą do przeznaczenia 
boskiego.

Zapytałem następnie Jezusa,  dlaczego  znalazłem do niego  drogę poprzez  istoty z  Federacji. 

Odparł, że stało się tak z powodu książki, którą piszę. Chciał mi w tym pomóc, ponieważ stanowi 
ona mój wkład w ewolucję. Poczułem, że jest to mały czyn, który może pomóc wielu innym. Nikt 
nie może posunąć się do przodu, o ile nie pomoże innym, którzy chwilowo pozostają w tyle. To 
prawo ewolucji; egoizm i chciwość są jego przeciwieństwem.

Zapytałem następnie, czy ludzie powinni współczuć Szarym i Marsjanom. Odpowiedź brzmiała: 

tak. To idea pomocy innym. Chęć niesienia pomocy nie powinna znać żadnych granic. To jedno z 
najbardziej podstawowych przykazań. Uprzedzenia – rasowe, gatunkowe czy jakiekolwiek inne – 
po prostu nie mają prawa bytu u bardziej rozwiniętych form. Oto wyzwanie dla ludzi: wyrosnąć 
ponad własne intelektualne ograniczenia i nawyki przeszłości, które w ostatecznym rozrachunku 
okaleczają naszą wolność.

W tym momencie podziękowałem Jezusowi i zakończyłem sesję. W moich notatkach z sesji 

podkreśliłem, że ogólny jej wydźwięk miał przełożenie praktyczne.

Komentarz

Jezus jest mocno zatroskany ewolucyjnym wzrostem ludzi. Co więcej, gotów jest bezpośrednio 

uczestniczyć   przynajmniej   w   niektórych   ludzkich   przedsięwzięciach,   mających   na   celu 
ustanowienie kontaktu.

Z racji tego, że jest on ważną postacią historyczną, posługując się SRV, zasięgnąłem jego opinii 

co do doniosłych wydarzeń naszych czasów. Z odpowiedzi, jakiej mi udzielił, wynikało, że nic 
wielkiego się nie dokonało, a wyniki, które uzyskałem, w żaden sposób nie stanowią wyzwania dla 
istniejących koncepcji religijnych. Na przykład, nie trzeba koniecznie wierzyć, że Jezus stanowi 
chrześcijańską koncepcję Boga, żeby uznać jego poglądy za interesujące. Wiara taka niczego tu nie 
zmienia. Jezus istniał kiedyś na Ziemi jako istota fizyczna, a jego postać subprzestrzenna nadal żyje 
i  ma  się  dobrze.  Zjawisko  to  dotyczy  zresztą  każdego  z  nas  –  nasze  subprzestrzenne  postacie 
przeżyją swoje fizyczne ciała.

Następne rozdziały przedstawiają dane dotyczące spotkań z takimi postaciami, jak Budda i Guru 

Dev. Mój stosunek do nich wynika częściowo z szacunku dla roli, jaką odegrali w rozwoju ludzkiej 
kultury na przestrzeni wieków. Przede wszystkim jednak uważam, że mądrze jest pytać o radę 
światłych ludzi.

W dalszych rozdziałach kontynuuję wątek rad, jakich udzielił nam Jezus odnośnie ET i sposobu, 

w jaki możemy wpływać na własną ewolucję. Na razie niech wystarczy, jeśli powiem, że nie milczy 
w tej sprawie. Pragnie, abyśmy współpracowali z Szarymi i Marsjanami, przy czym nie powiedział 
mi, że to jest po prostu dobry pomysł. Otrzymałem bardzo wyraźne przesłanie, którego nie sposób 
porównać do żadnych przekazów, jakie do tej pory udało mi się uzyskać w trakcie teleobserwacji. 
Rzecz nie w tym, że powinniśmy współpracować z ET. My musimy to robić.

background image

Rozdział 16

Przyczyna upadku wczesnej cywilizacji Szarych

Jednym z podstawowych celów moich badań jest zrozumienie wczesnej cywilizacji Szarych. 

Chciałem   dowiedzieć   się   czegoś   o   ich   świecie,   najważniejszych   wydarzeniach   w   ich   historii   i 
największych wyzwaniach, jakie stanęły przed nimi jako kulturą.

Rozdział ten prezentuje dane z trzech oddzielnych sesji. Pierwsza z nich była monitorowaną 

sesją w ciemno (dane Typu 4), w której hasło brzmiało „Szarzy – wczesna cywilizacja”. Dwie 
pozostałe   sesje   zostały   przeprowadzone   solo   w   ramach   danych   Typu   1.   Druga   sesja,   którą 
relacjonuję, była w zasadzie pierwsza w kolejności – miała miejsce około sześć miesięcy przed 
sesją w ciemno, którą odbyłem z monitorem.

Data: 16 czerwca 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 4923/8216

Dane wstępne wskazywały na złożony cel, na który składał się suchy ląd, ciało płynne i sztuczne 

budowle.

C.B.: Widzę kolory niebieski i czarny. Powierzchnie są mokre i błotniste. Chłodno. Czuję smak 

soli. Unosi się zapach ryb i słychać odgłosy rozbryzgującej się wody. Na płaskiej powierzchni 
znajduje się jakaś budowla. Rysuję ją w szkicu Fazy 3. Powierzchnia wydaje się mokra; to chyba 
zbiornik wody. Budowla jest mocna. (Monitor każe mi się przemieścić na szczyt budowli.) Pod 
budowlą wyczuwam silną spiralną energię. Jakby przewód wentylacyjny.

Rysuję kolejny szkic Fazy 3, przedstawiający konstrukcję na powierzchni wody. Pod konstrukcją 

widać duży wir spiralnej wody, przypominający wir wodny. Woda wokół konstrukcji (na zewnątrz 
wiru) jest bardzo wzburzona.

MONITOR: Courtney, przejdź do Fazy 4.
C.B.: W porządku. Jestem teraz w matrycy. Nie ma wątpliwości. To jest wir. Pełno tu wody i 

dużo mocy. Są tu również jakieś istoty. Odnoszę wrażenie, że wykonują określoną robotę związaną 
z przystosowaniem środowiska. Posuwam się w kierunku wiru. Uwalnia się tu ogromna energia 
spowodowana olbrzymią objętością wody. Wir zasysa w dół.

Te istoty przypominają ludzi. Wchodzę teraz na konstrukcję. To jakiś obiekt ET, może statek, ale 

niekoniecznie   kosmiczny.   Wracam   do   istot.   Ich   praca   związana   jest   z   oceanami.   Dotyczy 
zróżnicowania   ryb   w   zależności   od   środowiska   oceanicznego.   Chodzi   o   uratowanie   lub 
przechowanie   czegoś,   albo   przygotowanie   się   do   jakiejś   zmiany.  Wyczuwam   pewien   niepokój 
związany z niszczeniem środowiska biologicznego.

Jestem teraz w budowli, przyglądam się jej od wewnątrz. Znajduje się tu komputer czy tablice 

kontrolne, ale nie tak skomplikowane jak na innych statkach ET. Wygląda na to, że wnętrze statku 
jest gościnne i sterylne. Pachnie czystością.

Przyglądam się teraz istotom. To z całą pewnością humanoidzi. Przybliżam się. Przypominają 

Szarych, chociaż w ich wyglądzie jest jakaś różnica. Nie mają takich dużych oczu, ale to na pewno 
Szarzy. Ich oczy są zapadnięte.

Chyba mnie zauważyli. Wydają się zaskoczeni moją obecnością. To niezwykle. Nigdy przedtem 

nie dziwiłem żadnego Szarego. Mam wrażenie, że odnoszą się do mojej wizyty z szacunkiem i że 
zostali pouczeni przez zwierzchników, żeby ze mną współpracować.

MONITOR: Co możesz powiedzieć na temat ich ubrania? Co oni noszą?

background image

C.B.: Mają na sobie uniformy, a nawet insygnia. Szkicuję je teraz. Hmm. Takie same insygnia 

widziałem na mundurach Szarych, którzy uratowali Marsjan na Marsie. Coś o kształcie serca z 
wężem w środku. Insygnia te są symbolem ich jednostki albo korpusu.

Wnikam teraz do ich umysłów. Czuję jakąś pustkę, tak jakby moje rozumienie nie pasowało do 

ich mentalności. Ale to poczucie pustki nie jest tak silne jak w przypadku Szarych, z którymi 
miałem do czynienia wcześniej.

MONITOR: Spróbuj wydobyć od nich informację, gdzie przebywają.
C.B.:  W   porządku...   Są   trochę   zaniepokojeni.   Obawiają   się,   że   taka   informacja   mogłaby 

spowodować jakieś zamieszanie i być może przysporzyłaby im kłopotów. Nie naciskam, ale czuję, 
że mógłbym to zrobić. W każdym razie nie jest to Ziemia.

(Monitor każe mi się przemieścić do macierzystego portu statku.)
Mam coś na kształt miasta, o dużych przestrzeniach, które widać z mojej obecnej perspektywy. 

Są tu budynki, gładkie i błyszczące. Wiele budynków kończy się szpicem, jak wieże. Unosi się 
cierpki zapach sadzy. Odbieram silne AOL, że to jest dom Szarych.

MONITOR: Courtney, zbadaj znaczenie insygniów na mundurach.
C.B.: Insygnia stanowią symbol korpusu ratowniczego. Wydarzyła się jakaś katastrofa/klęska i 

ta jednostka próbuje coś uratować. Wyczuwam wyraźnie, że ta konkretna jednostka lub korpus ma 
swoje początki w okresie upadku wczesnej cywilizacji Szarych.

MONITOR: Zbadaj ten upadek.
C.B.:  Poczekaj.   Czuję   zapach   spalenizny,   ostry   i   śmierdzący.   Tu   następuje   jakieś   ogromne 

zanieczyszczenie środowiska.

MONITOR: A co z ich przewodnictwem?
C.B.: To społeczeństwo Szarych ma orientację bardzo egoistyczną. Zinstytucjonalizowało pogoń 

za zyskiem. Panuje przekonanie, że to normalne brać, czego się pragnie, nie zważając w ogóle na 
dobro   ogółu.   Odbieram   dziwne  AOL.  Wydaje   mi   się,   że   w   subprzestrzeni   nastąpił   jakiś   bunt. 
Zapiszę to jako AOL linii sygnału, „coś podobnego do Buntu Lucyfera”.

Niektórzy teleobserwatorzy uzyskali dane, z których wynika, że Lucyfer i Szatan są (a może 

byli) dwiema prawdziwymi, oddzielnymi istotami zamieszanymi w wojnę w subprzestrzeni, co nie 
wyszło im na dobre. Wcześni mistycy najwyraźniej widzieli niektóre z tych wydarzeń i odnotowali 
je w swoich pismach. Później włączono je do wierzeń religijnych.

MONITOR:  Po prostu to zapisz. Nie próbuj niczego interpretować. Idź dalej. Zbadaj pojęcie 

klęski/ratunku/wyzdrowienia.

C.B.:  Społeczeństwo   same   zmobilizowało   korpus   ratowniczy.  To   ci,   którzy   nosili   insygnia. 

Poczekaj, coś się zmienia... Złapałem teraz bezpośredni kontakt z Szarym, który ma za zadanie 
pomóc mi zrozumieć, co się dzieje. Spostrzegł, że jestem trochę zdezorientowany w tej sesji i 
uważa, że Szarzy powinni wyjaśnić mi najważniejsze sprawy. Znowu widzę budynki. Robię teraz 
lepszy szkic tego miejsca.

Podążając   za   sygnałem,   skupiam   się   na   upadku   środowiska.   Ma   tu   miejsce   totalne 

zanieczyszczenie.   Te   istoty   dosłownie   pływają   w   swoich   odchodach.   Cała   ich   świadomość 
skierowana jest na samozadowolenie.

Badam teraz kwestię seksu. Wygląda na to, że ma on dla nich znaczenie podstawowe.
Teraz jedzenie. Jedzenie produkuje się masowo. Dużo istot trzeba wyżywić, dosłownie biliony. Z 

czasem jedzenie na skutek stosowania nowoczesnych technologii zaczęło odbiegać od pożywienia 
naturalnego. Pierwotnie źródłem pożywienia były oceany. Wydaje mi się, że oni jedzą ryby.

Znowu   podążam   za   sygnałem.   Czuję,   że   te   istoty   uległy   demoralizacji   z   powodu   jakiejś 

subprzestrzennej   wojny.   Tak   jakby   uwiódł   je   jakiś   arogancki,   buntowniczy   i   bardzo   potężny 
przywódca. Potem poczuli się zdradzeni, ale zniszczenie posunęło się już za daleko. Sami musieli 
leczyć się z ran.

MONITOR: W porządku, Courtney. Zakończmy sesję.
C.B.: A celem było...?

background image

MONITOR: Szarzy – wczesna cywilizacja.

Przedstawione   powyżej   dane   zostały   potwierdzone   w   sesji   solo   (dane   Typu   1),   którą 

przeprowadziłem, nagrałem sześć miesięcy później, 3 grudnia 1993 roku. Podczas poprzedniej sesji 
widziałem bardzo przeludnione i zanieczyszczone miasto. Panująca w świecie Szarych atmosfera 
wydawała się przykra, według norm ziemskich nawet zgryźliwa i to było nienaturalne.

Jeśli   chodzi   o   samych   Szarych,   to   w   ich   wczesnym   społeczeństwie   odnotowałem   pewne 

wyrażenia dźwiękowe. Z ich ust wydobywały się ciekawe, szczebiocące dźwięki. Odniosłem też 
wrażenie, że psychika Szarych tamtej ery była bardziej zbliżona do psychiki ludzkiej.

Wcześniejsi Szarzy mieli oczy mniejsze niż Szarzy działający obecnie na Ziemi. Ich skóra była 

jasna i gładka, i marszczyła się pod wpływem dotyku. Nie zauważyłem u nich żadnych włosów. Co 
do seksualności, wcześni Szarzy odznaczali się bardzo silnym temperamentem, co zawężało ich 
wrażliwość na inne sfery życia.

W   trakcie   poprzedniej   sesji   zobaczyłem   też,   że   dzieci   Szarych   mają   kłopoty   zdrowotne   w 

wyniku  zanieczyszczeń  środowiska.  Szarzy  zaczęli  odczuwać  problemy  związane  z  prokreacją. 
Rodzili, lecz z wielką trudnością. Poza tym, nie zdawali sobie dokładnie sprawy z sytuacji, w jakiej 
się znaleźli, ponieważ stanowili społeczeństwo dość naiwne, jeśli idzie o świadomość własnych 
problemów (podobnie jak ludzie dzisiaj).

Po monitorowanej sesji, zdecydowałem się już po raz trzeci obrać ten sam cel, aby uzupełnić 

parę   istotnych   szczegółów,   które   umknęły   mi   wcześniej.   Tak   więc,   w   warunkach  Typu   1,   20 
czerwca 1994 roku ponownie namierzyłem cel „Szarzy – wczesna cywilizacja”.

Na początku sesji ponownie zlokalizowałem wir w  oceanie, który widziałem w  czasie sesji 

monitorowanej.   Bardziej   szczegółowe   badanie   ujawniło,   że   było   to   urządzenie   do   produkcji 
pożywienia. Skupiając się na Szarych w budowli, stwierdziłem, że według ziemskich norm, mają 
dość małe genitalia. Zarówno mężczyźni jak i kobiety pracowali razem, na, jak się wydawało, 
partnerskich układach. Prowadzili co najmniej ożywione życie seksualne. Rzeczywiście, aktywność 
seksualna   ludzi   zdecydowanie   blednie   wobec   seksu   Szarych,   tak   pod  względem   częstotliwości 
współżycia,   jak   i   ilości   partnerów.   Szarzy   mieli   znakomicie   rozwiniętą   telepatię,   co   znacznie 
wzbogacało akt seksualny.

Co   do   samego   świata,   w   którym   żyli,   zauważyłem,   że   została   skażona   atmosfera.   Zdrowie 

Szarych było wystawione na duże niebezpieczeństwo, nie tylko z powodu zanieczyszczenia, lecz 
również wskutek promieniowania.

W tym punkcie sesji solo, zacząłem badać przyczynę problemów Szarych ze środowiskiem. 

Było   jasne,   że   zaszła   jakaś   pomyłka   ewolucyjna.   Skupienie   się   na   jaźni   w   celu   osiągnięcia 
samozadowolenia,   doprowadziło   do   dysfunkcji   w   zachowaniu   ogromnej   większości   Szarych. 
Wydaje się, że nie istniało nic, co mogłoby zrównoważyć pęd w kierunku fizycznej przyjemności, 
jaki dominował w ich psychice.

Podążając   dalej   za   sygnałem,   skupiłem   się   na   duchowości.   W   tym   momencie   sesja   uległa 

zmianie. Zacząłem dostrzegać świetlaną istotę z subprzestrzeni. Czułem, że ta bezpostaciowa istota 
była bardzo potężna w jakiś nie znany mi sposób. Początkowo dostrzegałem w niej zarówno ciemne 
jak i jasne miejsca, przy czym sama istota nie wydawała się życzliwa.

Następnie skoncentrowałem się na czynnikach zewnętrznych, odpowiedzialnych za problemy 

Szarych i doznałem przemieszczenia. Znalazłem się w miejscu, które potrafię opisać jedynie jako 
warstwę życia subprzestrzeni, w którym przebywały tłumy istot niefizycznych. W tej warstwie 
życia panował ogromny ruch, przypominający scenę z Grand Central Station na Manhattanie w 
godzinie   szczytu.   Ogrom   tej   aktywności   i   chaos,   jaki   panował   w   tej   warstwie   życia,   był 
przytłaczający. Badając związek między tymi subprzestrzennymi istotami a Szarymi, doszedłem do 
wniosku, że istoty owe były Szarymi przed ich narodzinami w ciałach fizycznych.

Odkryłem strukturę organizacyjną wśród istot zamieszkujących subprzestrzeń i podążając w tym 

kierunku, odkryłem, że panuje u nich sztywny i hierarchiczny porządek społeczny. Kontrola ich 
życia w ramach tej hierarchii miała nieomal charakter wojskowy. Otrzymywali rozkazy i wypełniali 

background image

je. Co dziwne, nakazywano im pobłażanie samym sobie i unicestwienie (zarówno w subprzestrzeni 
jak i po narodzinach fizycznych).

Idąc   dalej   za   sygnałem,   natrafiłem   na   przywództwo   organizacji.   Znalazłem   się   w   centrum 

dowodzenia i kontroli subprzestrzeni. W tym czasie było tam około dziesięciu istot. Wydawało się, 
że  cztery  lub pięć z nich  sprawuje większą władzę niż  pozostałe.  Wewnętrzny układ  budynku 
zorganizowany był na podobieństwo biura i stało się jeszcze bardziej oczywiste, że dominuje tu 
sztywny wojskowy dryg. Podążałem dalej za sygnałem, aż dotarłem do przywódcy organizacji. 
Była to ta sama bezpostaciowa istota o jasnych i ciemnych cechach, którą widziałem wcześniej.

Wniknąłem do jej umysłu i stwierdziłem, że jest on niewiarygodnie mroczny. Coś tu nie grało. 

Tak jakby istota ta była psychicznie chora.

Zacznę od tego, że patologicznie bała się śmierci. W swoim sposobie myślenia uważała, że 

walka militarna i podbój są koniecznymi elementami przetrwania. Wiedziała, że zostały popełnione 
błędy i bała się kary. Przywódca ten zdawał się być niezdolny do obmyślenia planu pojednania, 
bowiem na przeszkodzie stał jego strach. Potem stało się dla mnie jasne, że był on terrorystą.

Badając dalej umysł subprzestrzennego terrorysty dowiedziałem się, że miał zamiar zniszczyć 

świat Szarych. Jego celem było zaszczepienie strachu w innych częściach królestwa, co osłabiłoby 
siły opozycji. Strach był jego kluczową bronią. Intencje przywódcy można by wyrazić, porównując 
dusze Szarych do zakładników, przetrzymywanych w czasie kryzysu. Ów ciemny umysł chciał 
wynegocjować układ, dający mu prawo do zachowania osobowości, a jednocześnie dokonywania w 
niej   dowolnych   zmian.   Sprawowałby   kontrolę   nad   swą   własną   dominacją.   Chciał   uczynić   się 
władcą – absolutnym dyktatorem.

Naprawdę przywódca pragnął uwielbienia swojej osoby. Potrzeba ta wiązała się ze słabością w 

strukturze jego osobowości. Potrzebował uwielbienia, żeby dopomóc swej rozdartej osobowości. 
Miał problemy z niską samooceną.

Gdy dokonywałem obserwacji, poczułem, jak istota ta zwraca na mnie swą uwagę. Żeby mnie 

odnaleźć, musiała przenieść się w czasie i przestrzeni. Potem poczułem jak „zstępuje” do mojego 
biura, niczym ciemna plama i otacza mnie siedzącego przy biurku.

Ku swojemu zaskoczeniu, nie czułem żadnego strachu. Po prostu ją badałem, a ona badała mnie. 

Po paru sekundach obserwacji (może po trzydziestu) odeszła. Byłem dla niej byle kim, istotką bez 
znaczenia, która nie zagraża jej działalności czy rządom. Krótko mówiąc byłem dla niej chwastem.

Komentarz

Upadek cywilizacji Szarych ma najwyraźniej związek z subprzestrzenią. Chociaż nie rozumiem 

wszystkich wydarzeń, które doprowadziły do upadku, nie mam wątpliwości, że to Szarzy „zabili” 
swoją   planetę.   Potem   musieli   obmyśleć   strategię   przetrwania.   Ponieważ   ich   obecny   wygląd 
fizyczny różni się od tego we wcześniejszym okresie, należy przypuszczać, że za tę metamorfozę są 
odpowiedzialne późniejsze doświadczenia. Wzrost wielkości ich oczu sugeruje, że zaczęli żyć w 
ciemniejszym środowisku, np. pod ziemią, co wydaje się logiczne, zważywszy, że środowisko na 
powierzchni ich świata znajdowało się w stanie rozkładu.

Obecny brak aktywności seksualnej Szarych sugeruje, iż pozbyli się oni tego fizjologicznego 

procesu. Rzeczywiście, sprawiają wrażenie genetycznie wykastrowanych. Być może powodem tego 
była konieczność kontrolowania populacji. Jednakże oznacza to również, że rozwinęli inne sposoby 
prokreacji, wykorzystując najróżniejsze środki podtrzymywania płodu. Koncepcja ta koresponduje 
z   relacjami   o   dzieciach   z   probówek   i   płodach   w   inkubatorach,   które   pojawiają   się   ciągle   w 
literaturze na temat porwań przez UFO (patrz Mack, 1993 i Jacobs, 1992).

Być może jednak skreślili oni seksualność z innego powodu. Bo nie tylko przestali rozmnażać 

się   seksualnie,   ale   także   wykorzenili   psychiczny   popęd,   który   kazałby   im   angażować   się   w 
działalność   seksualną.   Według   mnie,   doświadczenia   Szarych   w   czasie   upadku   ich   wczesnej 
cywilizacji zmusiły ich do przemyślenia, co kryło się za tą dysfunkcyjnością. Prawdopodobnie 
uznali, że był to nadmierny popęd seksualny, że to on doprowadził do tych kłopotów. Projekt 
manipulacji   genami   –  początkowo   mający   na  celu   szybką  adaptację   do  nowego,   trudniejszego 

background image

środowiska – mógł zostać rozszerzony na seksualne funkcjonowanie ich umysłów.

Na   koniec   pragnę   zauważyć,   że   niektóre   z   moich   obserwacji   i   analiz   korespondują   z 

koncepcjami Royala i Priesta (1992), którzy oparli swe badania na danych z channelingu.

Pozostaje wiele pytań związanych z upadkiem wczesnej cywilizacji Szarych. Mało wiemy na 

temat przywódcy buntu, który, jak się wydaje, układał scenariusz upadku. Wygląda na to, że sam 
upadek był aktem terroru. Ale przeciwko komu walczył przywódca buntu? Jakie popełniono błędy, 
że szukał on sposobu przetrwania właśnie w buncie? Pozostaje również niejasne, w jaki sposób 
aktywność subprzestrzeni uległa przełożeniu na świat fizyczny. Możliwe, że fizjologia wczesnych 
Szarych pozwalała na bardziej swobodne przenikanie z jednego wymiaru do drugiego.

Trudno   również   stwierdzić,   kim   były   istoty,   które   wykonywały   rozkazy   terrorysty.   Formą 

przypominały   nieco   ludzi,   ale   nie   da   się   tego   powiedzieć   o   samym   przywódcy   buntu.   Czy 
bezpostaciowa forma w większym stopniu umożliwiała przywódcy szerzenie terroru?

Po prostu nie znam odpowiedzi na te pytania. Ale jedna rzecz jest pewna. Upadek wczesnej 

cywilizacji Szarych nie był procesem prostym. Złożyły się nań zarówno aspekty fizyczne jak i 
subprzestrzenne. A my postąpilibyśmy mądrze, gdybyśmy przez wzgląd na własne przetrwanie, 
wyciągnęli lekcje z wszystkich ich błędów. W obydwu wymiarach.

Rozdział 17

Star Trek a transformacja ludzkiej kultury

Podczas   ostatnich   dwóch   lat,   w   czasie   których   prowadziłem   badania   do   tej   książki,   często 

uderzały   mnie   podobieństwa   między   wieloma   koncepcjami,   prezentowanymi   w   telewizyjnym 
serialu  Star Trek: następne pokolenie  a danymi o działalności prawdziwych ET, uzyskanymi na 
drodze teleobserwacji. Po telewizyjnej transmisji ostatniego odcinka wiosną 1994 roku, poprosiłem 
mojego   monitora   o   wpisanie   na   naszą   listę   nowego   celu,   który   pomógłby   rozwiązać   kwestię 
wpływu ET na serial Star Trek.

Moim pierwotnym zamiarem było dowiedzieć się, czy ET w jakiś sposób manipulują umysłami 

pisarzy, podsuwając im pomysły. Przypuszczałem, że istoty pozaziemskie pragną, by ludzka kultura 
stała się bardziej otwarta na zawiłości życia galaktyki, a popularny telewizyjny hit był jednym ze 
sposobów, w jaki mogły one pośrednio kształtować zbiorową mentalność szerszej publiczności w 
tym względzie. Oglądany przez tak wielu młodych ludzi Star Trek był filmem, który świetnie się do 
tego   nadawał.   Pojawiające   się   w   nim   koncepcje   trafiały   do   przekonania   i   w   jakiś   sposób 
kształtowały świadomość ludzi. Jak się okazało, mój monitor podejrzewał tego typu manipulację 
ET na hollywoodzkich produkcjach już od dłuższego czasu, a niektórzy członkowie wojskowej 
grupy teleobserwatorów podzielali jego zdanie.

Rozdział   niniejszy   przedstawia   wyniki   dwóch   sesji   teleobserwacji.   Pierwsza   z   nich   to 

monitorowana sesja w ciemno, w której w warunkach Typu 4 wyznaczono mi cel związany ze Star 
Trek
. Druga to sesja solo, przeprowadzona w układzie Typu 1. Przeprowadziłem ją, żeby uzyskać 
odpowiedzi na parę ważnych pytań, które wynikły podczas pierwszej sesji.

Data: 1 lipca 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 8074/7435

Dane wstępne (tym razem aż do początku Fazy 4) wskazywały, że są dwa miejsca bezpośrednio 

związane z celem. Jednym z nich był świat Szarych. Monitor polecił mi najpierw skierować uwagę 
na drugie miejsce.

background image

C.B.:  Widzę  kolory:  czarny,  szary  i  brązowy.  Powierzchnie  są  nierówne  i  gładkie,  niektóre 

płaskie, inne o bogatym ulistnieniu. Jest ciepło, a w niektórych miejscach chłodno. Czuję lekki 
smak soli i zapach kurzu.

(Szkicuję   scenę   z   konstrukcją   przypominającą   budynek   oraz   jakieś   ulistnienie,   a   następnie 

przechodzę do Fazy 4, żeby uzyskać bardziej szczegółowe dane.)

W porządku. Mamy tu drzewa. Jakiś lasek, nieduży. Jest tu również woda, przypominająca rzekę 

lub strumień. Nurt jest dość silny. Widzę też jakąś budowlę. Wchodzę do niej. Widzę jakieś istoty. 
Dużo istot. To ludzie. Wszyscy noszą modne garnitury biznesmenów. Hmm. Rozszerzam teraz 
świadomość, gdyż zauważyłem, że w pokoju znajduje się też wiele istot niefizycznych. O rany, ile 
tu aktywności subprzestrzennej. Czuję, że niefizyczne istoty wiedzą, że się tu znajduję, ale nie 
jestem   w   centrum   ich   zainteresowania.   Są   zajęte   pracą   z   ludźmi.   Wygląda   na   to,   że   istoty 
subprzestrzenne interesują się nie tyle znajdującymi się w budowli ludźmi, co czynnościami, które 
oni wykonują. W jakiś sposób działalność ta wiąże się ze zmianami na Ziemi, zarówno na lepsze 
jak i na gorsze.

MONITOR: Ile jest istot subprzestrzennych?
C.B.:  Dużo. Może dziesięć lub więcej. Wyglądem przypominają ludzi. Noszą białe, świecące 

szaty.

Monitor nakazuje mi przenieść się do drugiego miejsca, wskazanego we wstępnych procedurach 

sesji. To miejsce również znajduje się w świecie Szarych. Docierając tam, doznaję przemieszczenia 
w   czasie.   Czytelnikom   pragnę   przypomnieć,   że   w   subprzestrzeni   czas   jest   symultaniczny   i 
wydarzenia   z   przeszłości   lub   przyszłości   w   jednym   miejscu   mogą   bez   trudu   oddziaływać   na 
teraźniejszość w miejscu zupełnie innym. W Fazie 6, zaczynam badać, co łączyło świat Szarych z 
istotami niefizycznymi i ludźmi w budowli na Ziemi.

C.B.:  Istoty   niefizyczne   znajdujące   się   w   budowli   były   kiedyś   ludźmi.   Widzę,   że   ściśle 

współpracują z Szarymi w przedsięwzięciu dotyczącym fizycznych ludzi na Ziemi.

Ze   świata   Szarych   widzę   ogromną   ilość   subprzestrzennej   energii,   jaką   wyzwala   się   w   celu 

wsparcia przedsięwzięcia. Wiąże się z tym dużo białego światła. Nie mam pojęcia, co to wszystko 
znaczy.

Poczekaj, te subprzestrzenne istoty w pomieszczeniu zwróciły teraz uwagę na mnie. Wszystko 

się zmienia. Ktoś kazał im poinformować mnie, co się tutaj dzieje. Są naprawdę zajęci i odnoszę 
wrażenie,   że   zmagają   się   z   trudnym   zadaniem.   Nie   mają   ochoty   porzucić   tego   co   robią,   ale 
przekazano im, że najpierw muszą mnie oświecić. Reszta może poczekać.

Dobra, wiem już co się dzieje. Mówią mi, że w najbliższej przyszłości Ziemia nie będzie dobrym 

miejscem   do   ewolucji,   jeżeli   nie   zostanie   naprawione   środowisko   biologiczne   –   w   szerokim 
znaczeniu tego słowa. Musimy pilnie współpracować z Szarymi, aby skierować ludzką świadomość 
na stojące przed nami problemy planety i naszego społeczeństwa.

MONITOR: Skup się na sprawie ludzkiej świadomości.
C.B.:  Najważniejszym   elementem   w   tej   przyspieszonej   transformacji   ludzkiej   kultury   jest 

rozbudzenie   świadomości   życia   niefizycznego.   Właśnie   się   dowiedziałem,   że   strona   fizyczna 
istnieje po to, by pomóc w ewolucji subprzestrzeni, a nie na odwrót.

Teraz zajmę się kwestią energii w świecie Szarych. Wydaje się, że maszyneria potrzebna do 

obsługi   takiej   ilości   energii   dostępna   jest   jedynie   w   świecie   Szarych.   Statki   ET   nie   są 
wykorzystywane do generowania energii o takiej mocy. Do przenoszenia energii ze świata Szarych 
na Ziemię wykorzystuje się skomplikowaną technikę; po to, by mogli jej użyć ludzie niefizyczni. 
Energia przekazywana jest swego rodzaju rurociągiem czy kanałem do sfery subprzestrzeni ludzi. 
Między   dwoma   grupami   zachodzi   aktywna   współpraca.   Szarzy   w   krótkim   czasie   potrafią 
wyprodukować energię potrzebną do transformacji całej planety.

Energia wykorzystywana jest dosłownie do kąpania całej Ziemi w subprzestrzennej poświacie. 

Można powiedzieć, że nasza planeta jest napromieniowywana energią subprzestrzenną, co ma na 
celu   zwiększenie   intuicji   u   ludzi   fizycznych,   aby   mogli   odbierać   więcej   informacji   ze   swych 

background image

niefizycznych   jaźni.   Chodzi   o   to,   że   ludzie   fizyczni   nie   są   w   stanie   rozpoznawać   własnych 
subprzestrzennych jaźni, a udzielana im energia wzmacnia ich bardzo słabą łączność pomiędzy 
ciałem a umysłem.

Poczekaj, właśnie dostałem dziwną informację. Wygląda na to, że ludzie w jakiś sposób zostali 

zdeprawowani   przez   tę   słabość.  To   brzmi   dziwnie,   ale   czuję,   że   w   subprzestrzeni   były   jakieś 
zakłócenia i ludzie zeszli ze swojej ścieżki ewolucji. Odbieram coś w rodzaju buntu albo Incydentu 
z Lucyferem jako AOL linii sygnału.

MONITOR: Wróć do ludzi w budowli.
C.B.:  Ci   ludzie   to   prawdziwe   szychy.   Są   do   szpiku   zepsuci.   Żyją   w   fałszywym   świecie 

samozadowolenia. Wygląda na to, że przysparzają innym sporo problemów. Istoty w subprzestrzeni 
niepokoją się ich przyszłością, ale nie ma to teraz pierwszoplanowego znaczenia. Oni (fizyczni 
ludzie w budowli) mogą się zabić, jeśli chcą, ale nie wolno im niszczyć innych. To wszystko jest 
konsekwencją czegoś, co można by określić Buntem Lucyfera. Nie proś mnie o wyjaśnienie; po 
prostu to czuję. Ci ludzie są bardzo podobni do Szarych sprzed upadku ich wczesnej cywilizacji, 
kiedy na skutek chaosu w subprzestrzeni ich świat się zawalił.

MONITOR:  Courtney,   skup   się   na   wpływie,   jaki   istoty   z   subprzestrzeni   wywierają   na 

fizycznych ludzi przebywających w budowli.

C.B.:  Chodzi o to, by uzyskać zmianę paru ich decyzji. Istoty z subprzestrzeni wprowadzają 

pewne myśli w podstępne, chytre i złe umysły ludzi fizycznych. Zaszczepione idee będą żyły 
bardzo krótko, tylko w czasie tego spotkania. Wkrótce znów zatriumfuje egoizm, ale przynajmniej 
ludzie podejmą kilka ważnych i słusznych decyzji, nie wiedząc nawet, czemu tak zrobili.

Istoty z subprzestrzeni wykonują wiele różnych zadań. Nasycenie planety subprzestrzennym 

światłem to również ich działalność. Całe przedsięwzięcie polega na tym, by poprzez zwiększanie 
środowiska subprzestrzeni oddziaływać pozytywnie na jak największą liczbę ludzi, a jednocześnie 
uniemożliwiać   złym   jednostkom   podejmowanie   decyzji,   które   mogłyby   zniewalać   i   niszczyć 
innych.

MONITOR: Dobra, Courtney. Zakończmy sesję. Oto twój cel „Star Trek – geneza pomysłu”.

Komentarz

Zaraz po sesji zrobiłem streszczenie z interpretacji otrzymanych danych. Zrobiłem to od razu, 

kiedy   sesję   miałem   jeszcze   świeżo   w   pamięci.   W   streszczeniu   tym   i   komentarzach 
interpretacyjnych   zanotowałem,   że   nasycanie   Ziemi   pochodzącym   ze   świata   Szarych   światłem 
subprzestrzennym zmierza do tego, by ludność (a zatem i widownia) w większym stopniu umiała 
odbierać idee Star Treku i im podobne. O tym, jaki zafundować show, decydują grube ryby. Mój 
monitor zauważył po sesji, że ludzie mający głos w branży rozrywkowej często spotykają się na 
osobności i w miejscowościach turystycznych, gdzie podejmują decyzje. Bez widoków na zysk, 
żaden show nie dostanie funduszy na produkcję. Decydenci nie mają żadnego powodu, by wspierać 
programy takie jak Star Trek, jeżeli nie wyjdą na tym dobrze i nie nabiją kasy.

Opisaną wyżej sesję należy interpretować ściśle w  kategoriach konkretnego celu. Chodzi tu 

raczej o oddziaływanie całego serialu, a nie pojedynczych jego odcinków. Wydaje mi się, że istoty 
pozaziemskie wymyśliły serial Star Trek po to, by w jakiś sposób wpłynąć na zmianę mentalności 
rodzaju ludzkiego. Jednocześnie zadbały o to, by swoim pomysłom nadać ciekawą, trafiającą do 
przekonania formę, która zapewniłaby pozytywny oddźwięk u szerokiej widowni.

Być może niektórzy Czytelnicy sprzeciwią się mojej analizie, twierdząc, że serial Star Trek nie 

był oglądany przez całą planetę, a więc nie mógł mieć znaczącego wpływu na transformację i 
rozwój kultury ludzkiej. Moim zdaniem, założenie, że  Star Trek  stanowi jedyny przejaw wpływu 
ET, czy innych istot subprzestrzeni, jest błędne. Wyniki tej sesji należy potraktować jako analizę 
zaledwie jednego z prawdopodobnie wielu sposobów manipulowania naszą kulturą.

Moja sesja nie wyjaśniła, czy i jak istoty pozaziemskie bezpośrednio wpływają na konkretne 

treści   programów   telewizyjnych   takich   jak  Star   Trek,   które   ukazują   się   regularnie   w   formie 
odcinków. Postanowiłem uzyskać dokładniejsze dane i przeprowadziłem dodatkową sesję solo. Tak 

background image

więc obrany przeze mnie cel brzmiał „Star Trek: następne pokolenie – geneza pomysłu”.

Data: 11 września 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 1
Współrzędne celu: 3850/3054 

Kierując się danymi wstępnymi SRV, zacząłem dostrzegać odcienie brązu. Powierzchnie były z 

drewna i z cementu. Było ciepło i unosił się jakiś cierpki zapach. Odniosłem wrażenie, że znalazłem 
się w płaskim i rozległym miejscu. Mój szkic z Fazy 3 przypominał rozbudowane miasto.

W   Fazie   4   ujrzałem   przeludnione   miasto   i   doznałem   silnego  AOL,   że   to   Los  Angeles,   a 

konkretnie   Hollywood. Wykonałem   operację   przemieszczenia   do   miejsca   znajdującego   się   trzy 
stopy za celem i znalazłem się w sypialni obok śpiącego białego mężczyzny. Wykonałem jego 
szkic.

Kiedy wniknąłem do umysłu tego człowieka, przekonałem się, że śni. W jego mózgu odkryłem 

wszczepiony obiekt i zacząłem go badać uważniej. Próbowałem określić, w jaki sposób obiekt ten 
znalazł się w mózgu mężczyzny. Kiedy cofnąłem się w czasie udało mi się stwierdzić, że został on 
tam umieszczony przez Szarego, przy użyciu długiej igły chirurgicznej w trakcie porwania przez 
UFO.

Powróciwszy do śpiącego mężczyzny, ponownie wniknąłem do jego umysłu i obserwowałem 

stan jego snu. Był kontrolowany, w tym sensie, że dominowały w nim informacje pochodzące od 
wszczepionego obiektu. Urządzenie to regularnie emitowało różne myśli, przy czym większa część 
jego   aktywności   przypadała   na   czas   snu.   Człowiek   ów   nie   wiedział,   skąd   bierze   się   u   niego 
natchnienie, nie miał też najmniejszego pojęcia o urządzeniu w swoim mózgu.

Po   przebudzeniu   mężczyzna   ten   czuł   zawsze   ożywienie   w   związku   z   nowymi   pomysłami. 

Zasługi przypisywał oczywiście własnym zdolnościom twórczym.

Przemieściłem się następnie do miejsca, które znajdowało się tysiąc stóp od punktu wyjścia 

transmisji, przekazywanych do umysłu człowieka. Znalazłem się blisko jakiegoś jasnego, okrągłego 
światła.   Na   początku   myślałem,   że   jest   to   światło   na   statku   ET,   jako   że   miało   wyraźną   linię 
sygnalną   nowoczesnego   urządzenia   pozaziemskiego.   Jednak   po   dokładniejszym   zbadaniu 
zobaczyłem, że jest to raczej małe (jak na statek ET) urządzenie mechaniczne, nie do zobaczenia w 
normalnym sensie fizycznym. Urządzenie było zbudowane z materii o gęstości niezauważalnej dla 
ludzkiego oka. Odznaczało się zdolnością szybkiego poruszania i miało dostęp do imponującej 
ilości energii.

Kiedy   wniknąłem   w   nie   swoim   umysłem,   wyczułem   wyraźnie   obecną   tam   świadomość.  W 

urządzeniu nie było żadnych istot, ale ono samo działało na zasadzie korytarza transmitującego 
świadomość (czy też może myśli). Był to swego rodzaju aparat przekaźnikowy.

Przechodząc   do   Fazy   6,   śledziłem   transmisje   nadawane   z   okrągłego,   świecącego   jasno 

urządzenia do śniącego umysłu śpiącego mężczyzny. Prześledziłem drogę powrotną do urządzenia, 
a następnie podążyłem za przepływem transmisji do punktu wyjścia.

Na tym etapie znalazłem się w budowli na jakiejś planecie. Były tam istoty, zarówno Szarzy jak i 

inni humanoidzi, przy czym niektórzy z nich całkiem przypominali ludzi z Ziemi. Podczas gdy 
Szarzy wyglądali na zbudowanych z materii, większość tych innych stanowiły różne świetlne istoty, 
co oznaczało, iż generalnie pochodziły one z subprzestrzeni. Nie będący Szarymi humanoidzi mieli 
na sobie białe szaty. Odniosłem wrażenie, że odbywa się tu jakaś operacja Federacji. Udało mi się 
ustalić, że operacja ta była wspólnym przedsięwzięciem wielu gatunków.

Badając   dalej,   ustaliłem,   że   samo   miejsce   było   formalnie   związane   z   władzami   Federacji. 

Rzeczywiście, istoty zaangażowane w przedsięwzięcie zdawały relację bezpośrednio do kwatery 
głównej Federacji. Czułem wyraźnie, że faktycznie znajduję się w kwaterze głównej, tyle że w 
innym pokoju, niż kiedyś w przeszłości.

Skierowałem uwagę na treść samej transmisji i ustaliłem, że przekaz zawiera ogromną liczbę 

szczegółów. Transmisja  obejmowała  pomysły  na fabułę,  postaci,  konkretne  sceny,  wyobrażenia 

background image

planet, statków i istot. Zawartość stanowiły dane, które później trafiały do pisanego przez ludzi 
scenariusza konkretnego odcinka Star Trek: następne pokolenie. Nie chodziło o to, by ukazać ET w 
postaci,  w  której  faktycznie  występują,  ale  by po  prostu  przyzwyczaić  ludzi  do różnorodności 
kosmicznych form i kultur.

Komentarz

Pragnę wyraźnie podkreślić, że nie mam pojęcia, kim była obserwowana przeze mnie osoba z 

implantem w mózgu. Nie wiem, czy człowiek ten jest scenarzystą czy kimś innym, związanym z 
procesem produkcyjnym serialu  Star Trek: następne pokolenie. Mógł on być nawet przyjacielem 
lub małżonkiem kogoś związanego z tworzeniem fabuły. To też pozwalałoby sugerować fabułę i 
inne pomysły ludziom bezpośrednio tworzącym serial. Nie wiem, do którego odcinka odnosiła się 
ta sesja SRV. Mogła dotyczyć jednego lub wielu odcinków. Nie badałem dokładniej tej kwestii.

ET z całą pewnością są zaangażowani w kształtowanie opinii publicznej na Ziemi w taki sposób, 

który   ułatwi   uznanie   przez   nas   życia   pozaziemskiego   i   skłoni   do   współpracy.   Żywię   silne 
przekonanie, że serial Star Trek to jeden z wielu przekazów, zaaranżowanych przez ET. Pragną oni 
pomóc ludziom przyzwyczaić się do myśli, iż nie jesteśmy sami we wszechświecie i zrozumieć, że 
wraz z innymi tworzymy wielkie społeczeństwo galaktyczne.

Czytelnicy powinni wiedzieć, że w związku z tym przedsięwzięciem nie zauważyłem żadnych 

drastycznych prób kontroli umysłu. ET wsłuchiwali się raczej w koncepcje rodzące się w umyśle 
pisarza   i   podczas   snu   niejako   karmili   go   nowymi   pomysłami.  Autor   nie   był   w   żaden   sposób 
zmuszany do akceptowania owych pomysłów. Mając wolną wolę, mógł je przyjąć, bądź odrzucić, 
ale   dobrowolnie   decydował   się   je   wykorzystać   ze   względu   na   zainteresowanie   widowni.   W 
rzeczywistości nie posiadał się z radości, gdy po przebudzeniu miał gotową koncepcję scenariusza. 
Nie podejrzewał nawet, że pomysły zostały mu podsunięte.

Trudno mi określić, w jakim stopniu ET ingerują w ludzką kulturę. Na podstawie własnych 

obserwacji mogę stwierdzić, że prawdopodobnie istnieje znacznie więcej przypadków angażowania 
się   istot  pozaziemskich  w   sprawy  telewizji  czy   produkcji   filmów   science   fiction.   Zbadanie  tej 
kwestii mogłoby stanowić wyzwanie dla następnego pokolenia uczonych – teleobserwatorów.

Rozdział 18

Powrót do Jezusa

Na tym etapie moich badań, Szarzy wprowadzili mnie w dezorientację. Mogłem zrozumieć, że 

ich program genetyczny służy różnorodnym ważnym celom. Ale wszystkie moje wysiłki zbadania 
sprawy   na   drodze   teleobserwacji   wskazywały,   że   uzyskanie   różnych 
elektrycznych/chemicznych/mechanicznych form związane było z czymś więcej niż tylko z dobrą 
zabawą.   Tak   naprawdę,   kiedy   obserwowałem   umysłowość   Szarych,   przekonałem   się   że   jest 
dotknięta paniką. Jakby chodziło o sprawę życia lub śmierci.

Pragnąłem   teraz   bezpośredniej   rozmowy   na   temat   tego,   co   przygotowywali   Szarzy. 

Potrzebowałem pomocy w interpretacji niektórych danych z moich poprzednich sesji. Chciałem 
otrzymać jakąś mądrą radę. Dowiedzieć się, na czym tak naprawdę zależy Szarym? Przygotowując 
się   do   tej   sesji,   opracowałem   listę   pytań,   które   pomogłyby   mi   zrozumieć   sens   rozwijania 
partnerskich   układów   pomiędzy   ludźmi   a   Szarymi.   Zasadniczo   chciałem   wiedzieć,   czy   ludzie 
powinni pomagać Szarym. Mówiąc bez ogródek, jaki ludzkość ma w tym interes?

Żeby   uzyskać   odpowiedzi   na   te   pytania,   postanowiłem   raz   jeszcze   zwrócić   się   do   Jezusa. 

Ponieważ   już   wcześniej   miałem   kontakt   z   celem,   zdecydowałem,   że   będzie   to   sesja   solo,   w 
warunkach Typu 1. Kiedy ostatnio rozmawiałem z Jezusem, nie zadałem pytań, na które teraz 
potrzebowałem odpowiedzi. Czułem, że jest to istotny moment w moich badaniach. Potrzebowałem 

background image

porady,   która   z   ostatnio   uzyskanych   informacji   na  temat   Szarych,   pomogłaby   mi   złożyć   jakąś 
całość.

Czytelnicy powinni wiedzieć, że musiałem sformułować pytania przed sesją, ponieważ w trakcie 

sesji SRV nie można angażować świadomego umysłu w takim stopniu, jaki byłby wymagany do 
natychmiastowego   ułożenia   pytań,   bez   narażania   jakości   danych.   Tak   więc   rozpocząłem   sesję 
poszukując odpowiedzi na pytania z listy. Nie miałem żadnych oczekiwań co do wyniku sesji. Jak 
przystało na prawdziwą sesję SRV, byłem gotowy przyjąć dane każdego rodzaju, analizę odkładając 
na potem.

Data: 11 lipca 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 1
Współrzędne celu: 8863/8473

Tym razem dane wstępne wskazywały, że spotkam Jezusa w odległej przeszłości. W Fazie 4 

zobaczyłem go jako świetlaną istotę, ale wydawał się być otoczony ludźmi fizycznymi. Jak się 
okazało, prowadził czy też obserwował w tym czasie jakieś  spotkanie. Wyszedł ze spotkania i 
spojrzał prosto w moją subprzestrzenną twarz. Czułem wyraźnie, że wiedział o moich pytaniach i 
gotów był na nie odpowiedzieć.

Zacząłem   od   pytania,   czy   Jezus   chce,   abyśmy   [my   –   ludzie]   brali   udział   w   genetycznym 

przedsięwzięciu   Szarych.   Jego   odpowiedź   zabrzmiała   jak   rozkaz.   Kategorycznie   stwierdził,   że 
musimy z nimi współpracować. Oni są dziećmi Boga tak samo jak my, ludzie.

Zapytałem go, czy przedsięwzięcie Szarych ma coś wspólnego z większym celem ewolucyjnym, 

jak połączenie się z Bogiem. Odpowiedział twierdząco. Program ma umożliwić im odzyskanie 
fizyczno-umysłowej równowagi, niezbędnej do indywidualnego rozwoju osobowości. Rozwój taki 
jest konieczny, by osiągnąć świadomość Boga, aczkolwiek, na swój sposób. Szarzy są już blisko 
Jezusa i Boga.

Czując, że za tą odpowiedzią coś się kryje, zapytałem, czy osiągnięcie pełni indywidualnego 

rozwoju   osobowości   jest   warunkiem   ewolucji   Szarych   w   kierunku   Boga.   Odpowiedź   na   to 
brzmiała: tak i nie. Bóg ich kocha i będzie się o nich troszczył. Dokonali wyboru ewolucji, żeby być 
blisko   Niego.   Bóg   nie   pozwoli   im   zginąć.   Ale   wybrali   drogę   indywidualizacji   osobowości. 
Zaimponowało im życie indywidualności, z którymi mieli do czynienia i dla siebie pragną takiej 
samej drogi spełnienia. Koniecznie chciałem zrozumieć, co dokładnie oznacza „połączenie się z 
Bogiem”. Zadałem Jezusowi pytanie, jak to jest połączyć się z Bogiem. Odparł mi, że nie wiąże się 
to z żadną natychmiastową zmianą osobowości. Podstawowa różnica tkwi w stopniu rozszerzenia 
percepcji człowieka.

Zapytałem, czy stopienie się z Bogiem to to samo, co osiągnięcie boskiej świadomości czy też 

świadomości Boga jako siły odczuwającej życie we wszystkich jego przejawach. Jezus powiedział 
na to, że świadomość Boga jest jedna, nieważne w jaki sposób osiągnięta. Albo się Boga postrzega, 
albo nie. Nie można postrzegać Boga, nie będąc połączonym z Bogiem.

Zapytałem, czy medytacja może prowadzić do stopienia się z Bogiem. Odparł, że medytacja 

prowadzi   do   celu,   ale   nie   stanowi   jedynego,   a   nawet   pierwszego   sposobu,   w   jaki   go   można 
osiągnąć.   Normalna   droga   obejmuje   wiele   doświadczeń   życiowych   i   wymaga   długiego   czasu. 
Medytacja jest wartościowa tylko w tym sensie, że skraca ów proces. Dotyczy to zarówno ludzi, jak 
i innych istot.

Powracając do tematu Szarych, zapytałem, czy oni w pełni połączyli się z Bogiem. Jezus odparł, 

że   jeszcze   nie.   Nie   osiągnęli   odpowiedniego   stopnia   rozwoju   osobowości,   by   w   pełni   dzielić 
doświadczenie Boga. Muszą odmienić swoją sytuację, żeby w pełni złączyć się z Bogiem.

Powiedziałem następnie Jezusowi, że tak do końca nie rozumiem czym jest chrześcijaństwo. Czy 

nie-chrześcijanie muszą wierzyć w Jezusa, aby w pełni się rozwinąć? Jego odpowiedź wskazywała 
na rozdrażnienie, a był to jedyny raz, gdy widziałem go tak zdenerwowanego. Dość gwałtownie 
stwierdził, że nazwa nic nie znaczy. Wszystko zależy od rozwoju osobowości, na który składa się 

background image

zdolność głębokiego postrzegania i miłości. Pod tym względem Sidhis są wartościowi, a przecież 
nie   mają   nic   wspólnego   z   chrześcijaństwem.   Liczy   się   rozumienie   i   miłość   Boga.  To   one   są 
motorem ewolucji.

W  tym   momencie   czuję,   że   powinienem   dodać,   iż   Jezus   nie   powiedział   mi   dokładnie,   jak 

dochodzi się do miłości Boga, ani nawet kim lub czym Bóg jest. Czułem jednak wyraźny przekaz 
od Niego, że twierdzenie, iż jest On cudowny, nie ma nic wspólnego z tym, o czym Jezus mówi. 
Niestety, przed rozpoczęciem sesji nie przyszło mi do głowy zapytać o te rzeczy, w związku z czym 
nie   byłem   w   stanie   wymyśleć   ich   na   poczekaniu,   w   trakcie   sesji   (z   powodu   strukturalnych 
ograniczeń SRV).

Zapytałem potem, czy  Bóg chce  połączenia z  Szarymi,  a Jezus  stwierdził,  że to  Szarzy go 

pragną. Jest to największy akt ich wolnej woli. Bóg oferuje możliwość pojednania, ale Szarzy 
dobrowolnie dokonali takiego wyboru. Następnie Jezus stwierdził z naciskiem, że przeznaczenie 
Szarych   jest   jasne:   oni   połączą   się   z   Bogiem.   (Używane   przeze   mnie   określenia,   takie   jak 
„połączenie” czy „stopienie się” (z Bogiem) nie są ścisłe i wynikają przede wszystkim z ograniczeń 
językowych. Gdy robię takie odniesienia, mam na myśli zdolność postrzegania i produktywnego 
obcowania z wszystkimi poziomami życia, nawet z tymi, które nie mieszczą się w sferze istnienia 
fizycznego i subprzestrzennego.)

Rozdział 19

Nie wszyscy Szarzy są równi

Kolejna sesja była nie planowana, w tym sensie, że cel nie znajdował się na liście celów. Mój 

monitor postanowił, że będzie to sesja w ciemno, monitorowana, przeprowadzana w warunkach 
Typu 4, gdyż intuicja podpowiadała mu, że powinniśmy dowiedzieć się czegoś więcej na temat 
porwań.   Ciekawa   rzecz,   kiedy   stało   się   jasne,   że   możemy   już   bez   przeszkód   przeprowadzać 
teleobserwację porwań przez UFO, zainteresowanie tego typu celem znacznie spadło tak u niego, 
jak i u mnie. Być może działo się tak dlatego, że mój monitor pragnął zrozumieć głębsze pobudki 
kryjące się za porwaniami. Moja własna nieświadomość podeszła do celu w sposób, który odsłonił 
nam nowy, nieznany wcześniej aspekt społeczności Szarych. Sesja ta dała coś więcej niż tylko 
zrozumienie   zjawiska   porwań.   Pomogła   pełniej   zrozumieć   niektóre   zawiłości   społeczeństwa 
Szarych i odkryć, dlaczego istnieje tak szerokie spektrum doświadczeń związanych z porwaniami.

Data: 13 lipca 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 7646/1231

Dane wstępne wskazywały wyraźnie, że znajduję się na planecie z dużym oceanem słonej wody. 

Moim początkowym miejscem była powierzchnia wody. W zasięgu wzroku nie było żadnego lądu. 
Postępując zgodnie ze wstępnymi procedurami sesji, odkryłem istoty pracujące pod powierzchnią 
wody. Potem natknąłem się na podwodną budowlę.

C.B.: To jakaś budowla. Jest metalowa i wygląda jak komora. Wewnątrz są rury i podłoga. Na 

widok tego miejsca przechodzą mnie ciarki. Jest naprawdę dziwne. Lepiej zapiszę to jako wrażenie 
estetyczne (A i L). Cała konstrukcja przypomina łódź podwodną. Właściwie jest to całkiem silne 
AOL linii sygnału.

Mam teraz więcej szczegółów... Powierzchnie w środku są głównie metalowe, ale występuje też 

jakiś materiał skórzany. Wewnątrz budowli przebywają cztery istoty. To chyba ludzie. Badam teraz 
ich   ubrania.   Mają   ubrania   robocze;   podkoszulki   bez   rękawów,   zwykłe   spodnie   itp....   Z   całą 

background image

pewnością wykonują jakąś ciężką pracę; pocą się.

MONITOR: Skup się na ich działalności. Na czym polega ich zajęcie?
C.B.: Poczekaj... Ryby. To ma coś wspólnego z rybami. Wszyscy pracownicy są mężczyznami. 

Właściwie tak naprawdę nie rozumieją nic z tego, co robią, czy w co są zaangażowani. To bardzo 
skomplikowane. Oni pracują jak roboty. Nie są nawet świadomi swego otoczenia.

Monitor nakazuje mi przejść do Fazy 6, gdzie badam czas, w którym się to dzieje. Wcześniej na 

linii   czasu   napotykam   na   jednostki   o   normalnym   stanie   umysłu.   Potem   cofam   się   w   czasie   i 
namierzam je przed narodzinami w ciałach fizycznych. Następnie wnikam do umysłów ludzi w 
budowli, żeby uzyskać bardziej wyraźny obraz ich stanu umysłowego.

C.B.: Ryby znajdują się na zewnątrz budowli, a ludzie się nimi zajmują. Ale wyczuwa się w tym 

jakiś fałsz. Oni myślą, że opiekują się rybami, lecz prawdziwy cel ich działalności jest inny. Nie ma 
bezpośredniego  związku  pomiędzy  rybami  a  ludźmi.  Ludzie  ci  mogą  być  jeńcami.  Ich  własne 
umysły nie kontrolują ciał. Nie sprawują kontroli ani nad sobą, ani nad swym otoczeniem. Ich 
umysły sprawiają wrażenie pogrążonych w transie. Pracują gorączkowo, ale ich świadomość o tym 
nie   wie.   Są   wykorzystywani.   Przypominają   niewolników,   chociaż   może   lepszym   określeniem 
byłyby świnki morskie.

W   porządku,   poszerzam   teraz   widzenie.   Wyczuwam   obecność   istot   pozaziemskich.   Jest   tu 

bardzo duży statek ET, mający związek z tymi ludźmi. Istoty pozaziemskie to Szarzy. Statek jest 
bardzo nowoczesny i ma wiele technicznych gadżetów. Właściwie technika jest nieco dziwna, w 
tym   sensie,   że   nie   jest   aż   tak   nowoczesna,   by   ludzie   mieli   problemy   ze   zrozumieniem 
oprzyrządowania. Nie zawsze odnosiłem takie wrażenie w przypadku statków Szarych. Tak czy 
owak, kontrola znajduje się na statku.

MONITOR: Courtney, skup się na pierwszych kontaktach między Szarymi a ludźmi.
C.B.: Było to porwanie, przynajmniej w przypadku jednego z tych ludzi. Był on wtedy bardzo 

młody. Tak samo mogło to wyglądać w przypadku innych, ale teraz skupiam uwagę na tym jednym. 
Wygląda na to, że Szarzy mieli do czynienia z tym człowiekiem, kiedy był on jeszcze w fazie 
prenatalnej.   Idąc   za   sygnałem,   znalazłem   jego   matkę.   Jestem   teraz   w   miejscu,   które 
prawdopodobnie znajduje się na Ziemi, niedaleko wybrzeża. Szarzy umieszczają płód w łonie. 
Hmm. To stosunkowo prymitywni Szarzy. Fizycznie włożyli płód do łona. Do jego wszczepienia 
nie użyli żadnych skomplikowanych narzędzi. Była to raczej prymitywna operacja ginekologiczna, 
jaką ludzie mogli przeprowadzać w odległej przeszłości.

Ci Szarzy wydają się stać na niższym szczeblu ewolucji. Mają tendencję do popełniania błędów 

w stosunkach z ludźmi, bezwiednie ich raniąc. Oni po prostu nie rozumieją. W jakiś sposób są 
pozbawieni ludzkiego współczucia.

MONITOR: Skieruj nieświadomość na koncepcję DNA.
C.B.: Hmm. Wygląda na to, że eksperymentują z ludzkim genotypem. Ich DNA jest prawie w 

stu procentach pochodzenia ludzkiego, ale część jest inna, prawdopodobnie pochodzi od Szarych.

Poczekaj. Szarzy uświadomili sobie teraz moją obecność. Dziwne, jak długo to trwało.
Badam dalej Szarych... Pracują nad niewielkimi zmianami w strukturze genetycznej ludzi. Nowe 

geny niekoniecznie pochodzą od Szarych. Równie dobrze mogą być skądkolwiek. Ale zmiany są 
naprawdę małe i wybiórcze. To ten sam program genetyczny, który widzieliśmy już wcześniej, ale 
przeprowadzany na bardziej prymitywnym poziomie. Być może są to ich próby wstępne.

MONITOR: Chcesz powiedzieć, że są różne grupy Szarych?
C.B.: Nie do końca chodzi o frakcje, ale są różni. Ta grupa jest najbardziej prymitywna spośród 

wszystkich grup pracujących z ludźmi. Wykorzystują ludzi jak świnki morskie, żeby obserwować, 
jak przebiegają owe małe zmiany genetyczne. Te zmiany są bezpośrednio zorientowane na kontrolę 
umysłu i/lub porozumiewanie telepatyczne.

MONITOR: Po co oni to robią?
C.B.: Żeby zmodyfikować ludzki genotyp tak, by na dłuższą metę pomógł im wyprodukować 

nowy nośnik Szarych. Właściwie, słowo nośnik ma większy sens niż słowo ciało. Wygląda na to, że 

background image

Szarych przede wszystkim interesuje rozwijanie świadomości grupowej w ludzkich genach, tak 
jakby zakładali olbrzymi ludzki telefon towarzyski. To wydaje się stanowić bezwzględny priorytet.

MONITOR:  W porządku, zakończmy sesję. Cel brzmi „natalna/prenatalna łączność między 

ludźmi a Szarymi”.

C.B.: Huh. Skąd się wziął taki cel?
MONITOR: To była jedna z moich niespodzianek, żebyś pozostawał czujny.

Komentarz

Dane   z   tej   sesji   wskazały   na   dwa   fascynujące   elementy   w   zjawisku   porwań.   Po   pierwsze, 

niektóre porwania nie są tak łagodne jak inne. Nie mam żadnych danych dowodzących złośliwości 
ze strony Szarych. Łatwo pomylić niekompetencję ze złośliwością; osoby porwane mogą czuć, że 
ich spotkanie z Szarymi jest po prostu złe, dla tych ostatnich zaś może to być bez znaczenia. 
Wydaje się, że niekompetencja niektórych Szarych stanowi powód nie najlepszych stosunków, jakie 
mają oni z ludźmi. Oni nie robią krzywdy świadomie; rzecz w tym, że przynajmniej niektórzy 
Szarzy nie umieją obcować z emocjonalnie złożonymi istotami, jakimi są ludzie. Prawdopodobnie 
nie widzą niczego złego w swoich działaniach, które nam kojarzą się z łapaniem do niewoli i 
eksperymentowaniem na świnkach morskich. Biorąc pod uwagę, że Szarzy, jakich obserwowałem, 
odznaczają się pewnym brakiem emocjonalnej elastyczności, należy przyjąć, iż traktują oni ludzi 
mniej więcej tak samo jak traktują samych siebie. Czytelnicy zechcą sobie przypomnieć, że pojęcie 
jednostkowego samookreślenia jest im zupełnie obce.

Drugi fascynujący element, jaki wyłonił się z tej sesji to fakt, że najwidoczniej istnieją różne 

kategorie   Szarych   obcujących   z   ludźmi.   Moglibyśmy   wymienić   kategorię   (1)   prymitywną,   (2) 
rozwiniętą   i   (3)   superrozwiniętą.   (Do   czasu   tej   sesji   nie   zaobserwowałem   jeszcze   żadnych 
superrozwiniętych   Szarych,   ale   natknąłem   się   na   nich   w   sesji   późniejszej.)   Szarzy   w   tej   sesji 
sprawiali wrażenie prymitywnych, ale nie należy ich mylić z bardzo wczesną odmianą Szarych, 
którzy żyli we własnym, pierwotnym świecie przed upadkiem swej cywilizacji. Z tego, co wiem, ci 
bardzo wcześni Szarzy w ogóle nie mieli do czynienia z ludźmi.

Czy wszystkie trzy podstawowe typy Szarych obcują ze sobą? Jak się organizują? Kiedy się ma 

do czynienia z istotami, które bez najmniejszych trudności technicznych podróżują w czasie, aż 
korci, aby wyobrazić sobie ich wszystkich w jednym miejscu. Mogę tylko zgadywać, że ET, którzy 
osiągnęli wysoki poziom techniczny, są przyzwyczajeni do takich sytuacji i w końcu ustalą robocze 
protokoły wzajemnego porozumienia.

Zakończyłem tę sesję w głębokim przekonaniu, jak wiele, my – ludzie, musimy się jeszcze 

dowiedzieć   na   temat   złożoności   życia   galaktycznego.   Nie   chodzi   tylko   o   to,   by   poznać   inne 
społeczeństwa,   rozsiane   po   całej   galaktyce.   Musimy   również   zrozumieć,   w   jaki   sposób   różne 
gatunki i kultury oddziaływują na siebie na przestrzeni czasu.

Rozdział 20

Adam i Ewa

We   wcześniejszym   rozdziale   relacjonowałem   monitorowaną   sesję,   w   której   celem   byli 

Midwayerowie. W czasach wojskowej teleobserwacji, pomysł namierzenia Midwayerów brzmiał 
jak dobry żart. Ktoś przeczytał Księgę Urantii, zapis domniemanych rewelacji na temat organizacji 
życia   w   subprzestrzeni,   i   postanowił   przeprowadzić   test.   W  Księdze   Urantii  Midwayerowie 
stanowią grupę istot subprzestrzennych, które żyją i pracują na Ziemi. Nikt w wojsku nie wiedział, 
czy   pomysł   ten   traktować   poważnie.   Ale   ku   zaskoczeniu   wszystkich,   wielokrotne   próby 
przeprowadzone   w   warunkach   danych   Typu   4   potwierdziły   te   informacje.   Okazało   się,   że 
subprzestrzenne istoty naprawdę istnieją. Odkrycie tych stworzeń wśród wyższego rangą personelu 

background image

wojskowego doprowadziło do szeregu problemów związanych z wiarygodnością. Ludziom pokroju 
generałów i admirałów było już wystarczająco ciężko wytłumaczyć, że wyszkoleni w SRV telepaci 
potrafią   policzyć   pociski   w   silosie.  Ale   przekonać   ich,   że   istnieje   grupa   niewidzialnych,   acz 
przyjacielskich ludzików, które chcą pomagać ludziom w ich ewolucji – to przekraczało możliwości 
perswazyjne teleobserwatorów.

Pragnę wyraźnie zaznaczyć, że w żaden sposób nie podpisuję się pod Księgą Urantii. Nie wiem, 

na ile jest ona prawdziwa. Moje własne badania w tej kwestii wskazują, że duża część zawartych w 
niej   informacji   się   potwierdza,   choć   nie   wszystkie.   Książka   wydaje   się   zawierać   informacje 
fałszywe poprzetykane prawdziwymi, a jedne od drugich trudno oddzielić bez rozległych badań 
teleobserwacyjnych. Przykładowo, autor rozpisuje się, zaprzeczając możliwości przeszłego życia, 
co według danych SRV (nie zamieszczonych tutaj) absolutnie nie jest prawdą.

Tym niemniej, ponieważ dyskusja nad Adamem i Ewą w Księdze Urantii wyraźnie wskazuje na 

działalność ET, postanowiliśmy z moim monitorem wciągnąć tę słynną parę na naszą listę celów. 
Jeżeli książka nie myliła się w swoich sądach na temat Adama i Ewy, wyjaśniłoby to długofalową 
interwencję ET w sprawy ewolucji na Ziemi, a namierzenie takiego celu okazałoby się co najmniej 
warte   zachodu.   Był   to   ryzykowny   strzał   w   ciemno,   w   tym   sensie,   że   dysponowaliśmy 
ograniczonym czasem i zmarnowanie sesji na jakąś oszukańczą historię byłoby nieodżałowane. Jak 
się   jednak   okazało,   historia  Adama   i   Ewy   w  Księdze   Urantii  ukazana   jest   zgodnie   z   prawdą. 
Przytaczam   tutaj   dwie   sesje,   w   których   cel   stanowili   Adam   i   Ewa.   Jedna   z   nich   została 
przeprowadzona   w   warunkach   danych   Typu   4,   a   druga   w   warunkach   Typu   1.   Drugą   sesję 
przeprowadziliśmy po to, by znaleźć odpowiedzi na kilka pytań, jakie nasunęły wcześniejsze dane.

Niektórzy Czytelnicy mogą się zastanawiać, czemuż to religijne postaci Adama i Ewy stanowią 

przedmiot   badań   w   książce   na   temat   cywilizacji   pozaziemskich.   Główny   powód   mojego 
zainteresowania   tym   tematem   zasadza   się   na   hipotezie,   że   wiele   ludzkich   mitów   może   mieć 
podstawy w historii. Nie chodzi o to, że mity ściśle odpowiadają faktycznemu biegowi wydarzeń, 
ale że zawierają pewne dane na temat ludzi i wydarzeń, o których wczesne cywilizacje miały nikłe 
pojęcie. Badanie mitów przy użyciu teleobserwacji może czasami wyjaśnić subtelne zależności 
pomiędzy   faktyczną   przeszłością   a   historiami   na   jej   temat,   które   przekazywano   na   przestrzeni 
wieków.  Księga   Urantii  potwierdza   to   na   przykładzie  Adama   i   Ewy.   Było   moim   pragnieniem 
znaleźć taką analogię pomiędzy mitem a rzeczywistością, która mogłaby pomóc wyjaśnić niektóre 
kwestie   podniesione   w   literaturze   naukowej   na   temat   nagłych   zmian   w   ewolucyjnej   ścieżce 
ludzkości.

Nie zakładam, że Czytelnikom znana jest historia Adama i Ewy z Księgi Urantii. Nie uważam 

też,   aby   było   to   konieczne.   Wspominam   o   książce   tylko   w   celu   określenia   źródła   mojego 
pierwotnego pytania.

Data: 14 lipca 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 5328/6080

Dane wstępne aż do szkicu w Fazie 3 wskazywały, że początkowo cel wiązał się z zalesionym 

obszarem w pobliżu góry. Nad górą znajdowała się szybko poruszająca się konstrukcja.

C.B.: Dostrzegam jakiś obiekt, który ma związek z energią. Jest szybki i okrągły. Porusza się po 

zakrzywionym torze z góry na dół, zmierzając do czegoś, co wygląda jak częściowo zalesiona góra. 
Widzę jodłę. Odbieram AOL linii sygnału, że może to być miejsce koło Santa Fe Baldy w Nowym 
Meksyku. Sam obiekt jest sztuczną konstrukcją. Mocną i estetyczną. Są tu okna i tarasy widokowe. 
Widzę   teraz   pilotów   w   środku.   To   nie   są   Szarzy.   Poczekaj.   Nie   są   to   również   Marsjanie. 
Przypominają ludzi, ale nie współczesnych.

MONITOR: Skup się na płci.
C.B.: To są zarówno kobiety jak i mężczyźni. Mają na sobie mundury. Zapiszę „rozwinięte istoty 

ludzkie” jako AOL linii sygnału. To chyba ludzie z przyszłości.

background image

MONITOR: Skoncentruj się na celu.
C.B.:  Ci  ludzie  są  tu   dla  celów   obserwacyjnych.  W żaden   sposób  nie   interweniują   ani  nie 

kontaktują się z ludźmi. Zdają raporty bezpośrednio przed Federacją. Nie są też świadomi tego, że 
ich obserwuję.

MONITOR: Co jeszcze widzisz w związku ze statkiem?
C.B.: Statek wypełnia głównie aparatura umożliwiająca lot. Jedyny sprzęt medyczny, jaki się tu 

znajduje trzymają na wypadek, gdyby coś się stało.

MONITOR: Wróć do ludzi. Dowiedz się, dlaczego tam są i jak żyją.
C.B.: Ci ludzie znajdują się na wysokim stopniu rozwoju, ale nie różnią się aż tak bardzo od nas. 

Najwyraźniej są wegetarianami. Zaopatrzyli statek w jedzenie w swojej bazie. Żywność pochodzi z 
organicznych źródeł wegetatywnych, z ogrodów w przestrzeni kosmicznej i na planetach oraz ze 
znajdujących   się   tam   magazynów.   Zdobycie   jedzenia   na   Ziemi   przedstawia   dużo   problemów. 
Kłopoty wynikają z chorób.

Monitor   każe   mi   przejść   do  Fazy   6,   gdzie   na   linii   czasu  umieszczam   punkt   czasowy  celu. 

Obecny czas sesji jest bardzo bliski czasowi celu. Zaczynam badać pojęcie czasu w odniesieniu do 
tych istot.

C.B.: Oni nie dysponują możliwością podróżowania w czasie. Nie są tacy jak Szarzy. Odbywają 

regularne wizyty obserwacyjne na Ziemi, jednak w porównaniu z Szarymi, nie zajmują się tym 
regularnie.

MONITOR: Zaznacz na linii czasu ich pierwszą wizytę.
C.B.:  Poczekaj. O rany! To dopiero AI! Dostaję mocne AOL linii sygnału Adama i Ewy. Te 

istoty bywają na Ziemi i obserwują nas od dłuższego czasu.

MONITOR: Skup się na ich pierwotnym kontakcie z Ziemią.
C.B.: Początkowo ludzie ci byli bardzo naiwni, niewyszkoleni. Mieli niewielkie doświadczenie. 

Właściwie, ich poprzednie ludzkie ciała nie różnią się wiele od tych które mają obecnie. Wydaje 
się, że nastąpiły nieznaczne zmiany ewolucyjne. Naprawdę czuję, że to naukowi menadżerowie 
albo jacyś inżynierowie.

Mój umysł wędruje teraz w stronę konkretnej pary. Doznaję bardzo silnego AOL linii sygnalnej 

Adama i Ewy. Nie wiem, czy mogę kontynuować sesję przy tak silnym AOL.

MONITOR: W porządku. Możemy zakończyć sesję. Oto cel: „Adam i Ewa”.

Parę   minut   później   wciąż   czułem,   że   potrzebuję   więcej   informacji   na   temat  Adama   i   Ewy. 

Chciałem wiedzieć, kim byli i co robili? Przeprowadziłem więc sesję solo w warunkach danych 
Typu 1, której celem był „Adam i Ewa – pierwotna działalność na Ziemi”.

Data: 16 września 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 1
Współrzędne celu: 6957/4096

Dane wstępne wskazywały, że z celem związane jest znaczne przemieszczenie w czasie, stały ląd 

i parę budowli, wzniesionych przez człowieka. Temperatury dość wysokie. Towarzyszył mi zapach 
ludzi. Słyszałem dźwięk głosów.

Podążając za danymi wstępnymi, zauważyłem, że klimat był przyjemny i zasadniczo suchy. 

Miejsce przypominało Bliski Wschód, basen śródziemnomorski. Zauważyłem dwa typy ludzi, o 
jasnej i ciemnej skórze.

Niedługo potem poczułem, że w pobliżu miejsca celu znajduje się potężne źródło ogromnej 

energii. AOL linii sygnału wskazywało na reaktor nuklearny.

Wraz z myślą o skoncentrowanej energii, pojawiło się poczucie, że niektóre z istot koło tego 

miejsca   być   może   nie   są   szczęśliwe.   Otrzymałem  AOL  linii   sygnału   o   obozie   niewolników   i 

background image

represjach. Nie podążyłem za tą myślą, a AOL nie wróciło już do końca sesji.

Wokół   miejsca   znajdowały   się   jakieś   niewielkie   maszyny,   kamienie   i   budynki.   Większość 

mieszkańców wydawała się wieść spokojne życie. Nie odczuwało się żadnego kryzysu. Wszystko 
toczyło się spokojnie, ale w powietrzu wisiało jakieś napięcie.

Skupiłem się na tym napięciu i zlokalizowałem świetlaną istotę związaną z tym miejscem. Ten 

ktoś wyglądał na przywódcę wojskowego. W pobliżu były też inne istoty subprzestrzenne.

Z przywódcą wiązała się myśl, że ostatnio nastąpił rozłam. Z linii sygnału odebrałem AOL 

wojny. Wybuchł jakiś gorący spór i wielu ludzi opowiedziało się po jednej ze stron.

Planeta   znajdowała   się   bardzo   daleko   od   cywilizacji,   jaką   znały   owe   istoty.   Jedna   strona 

uważała, że sami powinni o sobie stanowić, lekceważąc odległą władzę. Utworzyły się dwa obozy. 
Obóz mniejszościowy pozostawał lojalny w stosunku do dalekich władz i wykazał się znaczną 
dzielnością w stosunkach z drugą stroną konfliktu. Nastąpił długi okres rezerwy, jako że obie strony 
zerwały ze sobą kontakty.

Wykonałem następnie operację przemieszczenia, która umieściła mnie trzy stopy od konkretnego 

celu. Znalazłem się na czymś, co przypominało plażę nad morzem. Byli tam kobieta i mężczyzna. 
Trochę dalej ujrzałem cały szereg innych rozwiniętych i, jak się wydawało, miłych istot.

Skierowałem myśli na umysł mężczyzny. W jakiś sposób czuł się odizolowany. Był samotny, 

zakochany, ale nie na sposób szczenięcy. Cechowała go dojrzałość. Gdy skupiłem się na umyśle 
kobiety,   dowiedziałem   się,   że   spełniała   funkcję   jakby   menedżera.   Była   bardzo   dobrym 
pracownikiem,   a   zarazem   oddaną   żoną.   Z   drugiej   jednak   strony,   odczuwała   silną   potrzebę 
popychania męża do robienia większej kariery; uważała, że nie posuwa się naprzód wystarczająco 
szybko.

Następnie skupiłem się na sytuacyjnym problemie w tym miejscu. Nastąpiło jakieś zakłócenie 

subprzestrzeni.   Znajdowali   się   tam   desperaci,   którzy   czuli   potrzebę   przerwania   sprawnego 
przebiegu operacji. Kiedy zbadałem pojęcie przywództwa, wyczułem strukturę militarną, a AOL 
linii   sygnału   wskazywało   na   Bunt   Lucyfera.   Nie  poszedłem   za   tą   myślą,   ale   miałem   wyraźne 
poczucie, iż miejsce to jest odległe od centrum władz, a bunt ma przede wszystkim charakter 
oportunistyczny. Kierując uwagę z powrotem na kobietę i mężczyznę na plaży, dostrzegłem, że 
obydwoje   byli   wyszkoleni   i   zorganizowani.   Idąc   za   tym   sygnałem,   odkryłem,   że   pracują   z 
miejscowymi   humanoidami.   Uczyli   przedmiotów   związanych   z   zachowaniem   prokreacyjnym   i 
dobieraniem   się   w   pary.   Nauczali   też   praktycznych   umiejętności,   głównie   po   to,   by   wzbudzić 
zainteresowanie lekcjami na temat prokreacji. Mieli dobre intencje jako nauczyciele, w tym sensie, 
że nie przejawiali żadnej złośliwości, ale ich celem było wychowywanie w innym porządku niż 
naturalny.

Skoncentrowałem się na celu ich działalności i odkryłem, że chcieli wykreować nową, unikalną 

rasę. Nie mogli po prostu złożyć w banku swoich własnych genów. Planowali raczej przyspieszenie 
procesów naturalnych bez wymuszania nadmiernej kontroli nad ewolucją; jednym pociągnięciem 
chcieli uzyskać wynik wielu naturalnych mutacji i selekcji.

Problem polegał na tym, że program wymknął się spod kontroli. Przedsięwzięcie od początku 

zostało   źle   zaplanowane.   Był   to   wysiłek   o   niewielkim   nakładzie   i   bardzo   małym   lub   żadnym 
nadzorze. Pokładano zbyt dużo zaufania w jednostkowej lojalności i zdrowym rozsądku. Ludzie 
zostali ulokowani na prowincji i stracili intelektualną orientację.

Kiedy skupiłem się na celu programu, odniosłem wyraźne wrażenie, że istoty te bawiły się w 

Boga.   Chciały   w   pośpiechu   zmienić   rzeczy   według   własnych   upodobań.  Ale   głęboko   w   ich 
umysłach czaił się również strach.

Bały się, że Bóg, pozostawiony sam sobie, może stworzyć istoty od nich większe. W projekcie 

ich   przedsięwzięcia   tkwiła   pewna   pompatyczność.   Napięcie,   które   potem   eksplodowało   miało 
swoją   przyczynę   w   rysie   na   pierwotnym   planie.   Motywacja,   leżąca   u   podstaw   przyspieszenia 
ewolucji była błędna. Spowodowało to kryzys w zbiorowej świadomości owych istot, tak że pewna 
ich część wpadła w prawdziwy nałóg produkowania rozwiniętych istot czujących. Istoty te uległy 
chorobie i zepsuciu, mijając się z pierwotnym celem ewolucji. W jakimś sensie chore jednostki 
chciały przekonać tak siebie, jak i innych o swojej wartości przez forsowanie ewolucji innych ras w 

background image

podobnym kierunku. Uważały siebie za końcowy produkt ewolucji.

Adam i Ewa byli po stronie mniejszości, która pozostała lojalna wobec odległej władzy. Bunt był 

krótkotrwały.

Komentarz

Adam   i   Ewa   byli   menadżerami   przedsięwzięcia   w   programie   genetycznej   korekty   ludzi   na 

Ziemi. Nie byli nagimi, biegającymi po lesie prostaczkami. Mity, które ich otaczają zrodziły się z 
przeczuć   jasnowidzów,   którzy   posiadali   naturalne   zdolności   widzenia   na   odległość,   lecz   nie 
potrafili zrozumieć „działalności pierwszej pary”. Świat poznał ich jako założycieli ludzkiej rasy. 
Myślę, że w pewnym sensie odpowiada to prawdzie, bowiem ostatecznie byli oni zaangażowani w 
przedsięwzięcie przebudowy ludzkiego zasobu genetycznego.

Adam i Ewa nadal żyją, zarówno w subprzestrzeni jak i fizycznie. Prawdopodobnie nie ingerują 

w działalność Szarych z powodu zasad Federacji. Przejawiają jednak głębokie zainteresowanie 
wynikiem   naszej   obecnej   drogi  genetycznej.   Oczywiście   ich   ciała   nie   wyglądają   tak   samo  jak 
kiedyś. Ciekawe jednak, że nie odnotowałem znaczącego postępu ewolucyjnego ich fizycznych 
form.

Wyraźnie czułem, że coś z nimi jest nie tak, chociaż nie jestem pewien, czy by się ze mną 

zgodzili.

W każdym razie jedno jest pewne. Genetyczna manipulacja gatunkiem ludzkim nie stanowi 

novum. Trwa od bardzo dawna. Co więcej, być może jest jednym z najważniejszych powodów 
zjawiska, określanego przez biologów mianem ewolucji przerywanej, w której tor ewolucji dość 
niespodziewanie   obiera   nowy   kierunek.   Należy   przeprowadzić   znacznie   więcej   badań 
(wykorzystując zarówno teleobserwację, jak i tradycyjne metody naukowe) w celu potwierdzenia 
tej wstępnej hipotezy.

Rozdział 21:

Guru Dev

W trakcie naszych badań, obydwaj z moim monitorem zaczynaliśmy nabierać przekonania, że w 

przedsięwzięciu tym chodziło o coś więcej niż tylko o dochodzenie, kto lata w spodkach. Do lata 
1994   roku   otrzymaliśmy   metodą   SRV   potwierdzenie   zjawiska   porwań,   i   już   dość   dobrze 
poznaliśmy zasadnicze założenia programu genetycznego Szarych oraz problemy, wobec których 
stanęli Marsjanie. Po długich dyskusjach zgodziliśmy się dołączyć kolejne cele. Na naszej liście 
obok Jezusa znalazły się inne mądre osoby, mogące dopomóc nam w interpretacji danych. Rozdział 
ten jest wynikiem spotkania z jedną z takich postaci, w trakcie przeprowadzonej przeze mnie sesji 
solo w układzie Typu 1.

Guru Dev był nauczycielem medytacji Maharashiego Mahesh Yogi. Podczas wielu miesięcy 

moich badań w zakresie SRV czułem wyraźnie, że muszę zadać Guru Devowi parę pytań. Inni 
teleobserwatorzy namierzyli grupę Marsjan, którą nazwali „duchowieństwem”. Wydawało się, że 
Marsjanie ci praktykowali podróże poza ciało i posiadali zdolności telepatycznego porozumiewania 
się, a mój monitor uważał, że być może uprawiają oni Sidhis. Marsjańskie kapłaństwo znajdowało 
się   na   naszej   długiej   liście   celów   i   wiedziałem,   że   wcześniej   czy   później   dostanę   ten   cel   do 
zbadania. Zanim to jednak nastąpi, chciałem zdobyć trochę informacji na ich temat. Jeżeli uprawiali 
Sidhis, musiałem o tym wiedzieć, i to szybko. Tak więc, pewnego ranka latem 1994 roku w Ann 
Arbor, w stanie Michigan, obrałem za cel Guru Deva. Jako że była to sesja solo, relacjonuję ją w 
formie narracji, omijając w ten sposób niemal cały żargon protokołów SRV.

Data: 24 lipca 1994

background image

Miejsce: Ann Arbor, Michigan
Dane: Typ 1
Współrzędne celu: 3745/4021

Dane wstępne wskazywały na energię, ląd i coś, co zostało wykonane przez człowieka.
Najpierw zarejestrowałem kolory: niebieski, biały i brązowy. Powierzchnie były przestronne. I 

znowu,   podobnie   jak   we   wszystkich   rodzajach   sesji,   niezależnie   od   typu   danych,   nie   miałem 
pojęcia, jak dotrę do Guru Deva czy w jakim znajdę go otoczeniu. Protokoły SRV ustanowiono po 
to, by zmusić do podejmowania decyzji nieświadomość. Można powiedzieć, że mój świadomy 
umysł, biernie uczestniczył w tej przejażdżce.

Panowała przyjemna temperatura. Zacząłem odczuwać słodki smak i słyszeć dźwięki muzyki 

hinduskiej, zwanej Gandarvą. W „powietrzu” subprzestrzeni unosił się delikatny zapach kadzidła. 
Zacząłem chichotać pod nosem: wyglądało na to, że Guru Dev przygotowuje scenę.

W   miarę   jak   posuwałem   się   z   protokołami,   znalazłem   się   w   miejscu,   które   przypominało 

bardziej   subprzestrzeń   niż   wymiar   fizyczny.   Topografia   sprawiała   wrażenie   regularnie 
ukształtowanej,   z   pochyleniami   i   dziurami,   niczym   baseny   odpływowe   wzdłuż   plaż   Afryki 
Wschodniej. Ale nie było wody. Nad głową ujrzałem niebo.

Nieco z boku mojego pola widzenia, patrzyła na mnie świetlana istota. Zobaczyłem, że jest to 

mój cel i przybliżyłem się. Czułem, że to naprawdę jest Guru Dev. Czekał na mnie.

Zanim   wdałem   się   z   nim   w   rozmowę,   rozejrzałem   się   dookoła.   Uważnie   obserwowałem 

otaczające mnie środowisko. Było dosyć kolorowe i złapałem się na tym, że to miejsce wydaje mi 
się dziwne. Ogólna atmosfera była bardzo przyjemna, ale nigdy przedtem nie wyobrażałem sobie 
miejsca, które byłoby tak fizyczne i subprzestrzenne zarazem. Z całą pewnością było to miejsce o 
specjalnym znaczeniu, chociaż do dzisiaj nie wiem, gdzie się znajdowało.

Kiedy ponownie skierowałem swoją uwagę na Guru Deva, zauważyłem, że owinięty jest białym 

materiałem. Właściwie nie był to idealnie biały kolor. W rzeczywistości, szata mieniła się wieloma 
odcieniami świetlnych barw. Telepatycznie przekazałem mu, że mam parę pytań. Wydawał się o 
tym wiedzieć i dał mi do zrozumienia, że mogę zaczynać.

Pozostając   w   granicach   protokołów   SRV,   zapytałem   Guru   Deva,   czy   istnieje   kapłaństwo 

Marsjan.   Odpowiedź   była   jasna:   tak,   istnieje.   Zapytałem   następnie,   czy   ich   kapłani   uprawiają 
Sidhis. Najwyraźniej nie. Natychmiast zadałem pytanie, jaki kult uprawiają. Interesująca rzecz. 
Guru   Dev   zasugerował,   że   powinienem   dowiedzieć   się   tego   od   nich   samych.   Uważał,   że 
powinienem doświadczyć tego bezpośrednio.

Zapytałem potem Guru Deva, czy członkowie rady Federacji uprawiają Sidhis. Wyczułem, że w 

tym momencie spoważniał i poinformował mnie, że robią coś podobnego, ale niezupełnie jest to 
Sidhis. Praktykują coś, co odpowiada ich poziomowi i doświadczeniu.

Kontynuując, zapytałem Guru Deva, czy medytacja Sidhis przydałaby się w kursie dyplomacji 

dla ludzkich przedstawicieli rady Federacji. Na to pytanie otrzymałem jednoznaczną odpowiedź. 
Guru Dev z naciskiem odparł: tak. Rzeczywiście, ćwiczenie Sidhis bardzo pomoże ludziom w ich 
kontaktach z członkami rady Federacji. Otrzymałem coś w rodzaju ostrzeżenia, że nie powinniśmy 
zawracać   głowy   Federacji,   przysyłając   do   kwatery   głównej   byle   kogo.   To   tak   jakby   Stany 
Zjednoczone wysłały niewyszkoloną osobę, aby została ambasadorem w Moskwie. Nikt nie brałby 
takiego   człowieka   serio,   a   Rosjanie   zaczęliby   się   w   końcu   zastanawiać,   czy  Amerykanie   są 
poważnym   narodem.   Do   izb   Federacji   ludzie   muszą   wysłać   reprezentantów,   aktywnie 
zaangażowanych w swój własny przyspieszony rozwój świadomości. Dojrzali i szybko ewoluujący 
przedstawiciele ludzkości będą w stanie godnie przemówić w imieniu obywateli Ziemi.

Zapytałem następnie Guru Deva, czy widzi on jakieś problemy związane z wykorzystywaniem 

SRV jako sposobu porozumiewania między reprezentantami a radą Federacji. Odparł, że ta metoda 
komunikacji nie jest optymalna i zmieni się, w miarę dojrzewania ludzkiego społeczeństwa. Na 
razie jednak to jedyny możliwy sposób.

W tym momencie zabrakło mi pytań. Po prostu spojrzałem na niego i zapytałem, czy ma dalsze 

uwagi. On również spojrzał na mnie, a właściwie we mnie. Był spokojny, bardzo, bardzo spokojny. 

background image

Podziękowałem mu i zakończyłem sesję.

Komentarz

Po tej sesji nabrałem pewności, że jestem w stanie opracować ogólny kurs dla dyplomatów, 

którzy będą reprezentować w Federacji ludzkie interesy. Ludzie nie są jeszcze pełnymi członkami 
Federacji,   ale   mając   dobrze   wyszkolonych   dyplomatów   moglibyśmy   pokusić   się   wkrótce   o 
utworzeniu oficjalnego przedstawicielstwa. Opracowany przez siebie kurs dyplomacji galaktycznej 
nakreśliłem w ogólnych zarysach w jednym z kolejnych rozdziałów.

Rozdział 22

Bóg

Muszę coś wyznać moim Czytelnikom: ani ja, ani mój monitor nie potrafiliśmy ominąć tego 

tematu. Przez długi czas staraliśmy się trzymać z dala od zagadnień religijnych. Ale gdzie byśmy 
nie spojrzeli, pojawiała się idea ewolucji w kierunku pewnego centralnego punktu. Co więcej, 
motywy religijne nakładały się na to co, jak myśleliśmy, stanowiło tylko zagadnienie ET.

Wcześniej, monitor mój nie miał odwagi, by za cel sesji SRV obrać Boga. W końcu jednak 

nabrał śmiałości i w ciemno dał mi zestaw liczb współrzędnych i monitorował sesję, której cel 
stanowił Bóg.

Okazało się jednak, że pojęcie Boga jest tak złożone i szerokie, że bezpośrednie informacje na 

Jego temat nieświadomość może przekazać naszemu świadomemu rozumieniu jedynie za pomocą 
metafor i przykładów. Najwyraźniej Bóg nie jest starcem z długą białą brodą siedzącym na tronie w 
pałacu.   Zachęcam   Czytelników,   aby   wykazali   cierpliwość   zapoznając   się   z   wynikami   jakie 
otrzymaliśmy. Inni teleobserwatorzy będą pracować nad tym celem w niedalekiej przyszłości i 
nasza   wiedza   o   Nim   zapewne   wzrośnie.   Na   razie   jednak   wszystko   co   mamy   to   sesja,   którą 
prezentuję poniżej.

Data: 27 lipca 1994
Miejsce: Ann Arbor, Michigan
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 3590/6110

Dane wstępne wskazywały, że początkowo cel związany był ze sztucznymi konstrukcjami i 

płynem.

C.B.: Widzę kolory: brązowy, niebieski i biały. Jest błotniste, brudno i miękko. Ciepło. Czuję 

smak soli. Unosi się zapach spalenizny, gryzący, podobny do dymu. Słyszę jakąś maszynerię. 

Naszkicowałem konstrukcję koło zbiornika wody.

MONITOR: Przejdź do Fazy 4.

Przez pozostałą część sesji mówił bardzo niewiele.

C.B.:  W  porządku.   Dostrzegam   Szarego   –   a   właściwie   wielu   Szarych.  Tutaj   dzieje   się   coś 

niezwykłego. Ci Szarzy to chyba wcześni Szarzy. Ich oczy są nieco mniejsze, a skóra na twarzy 
trochę dziobowata. Mają genitalia. Pracują.

O rany. Właśnie uchwyciłem wrażenie emocjonalne. Oni są w rozpaczy. Panuje ogromny strach i 

background image

poczucie desperacji. Odbieram od nich mieszaninę emocji. Są przekonani, że „świat się wali”. 
Czuję   wyraźnie,   że   ten   moment   swej   historii   uważają   za   koniec   swojego   świata.   Nie   ma 
wątpliwości, że nastąpiła tu katastrofa.

O Boże, żal mi tych istot. Zapisuję to jako własne wrażenie estetyczne i idę dalej.
O rany, tutaj panuje prawdziwe piekło. Następuje gwałtowny rozpad ekosystemu ich planety, a 

oni nie potrafią sobie z tym poradzić. Toczy się powszechna walka. Tak, toczą się jakieś wojny. Nie 
takie jak u ludzi, ale jednak wojny.

Trwa wojna biologiczna. Odbieram poczucie pustki.
Właśnie   doznałem   nagiego   przemieszczenia   w   czasie.   Do   przodu.   Nie   wiem   dlaczego. 

Kontynuuję.

Jestem teraz w opuszczonym świecie. Wydaje się, że w pobliżu było trochę wody, ale wyschła. 

Znajduję się na lądzie. Szarzy odeszli z powierzchni planety. Są tu podziemne mieszkania. Szarzy 
przenieśli się do podziemi. Walki ustały, a wojujące strony ogłosiły rozejm. Teraz w gorączkowym 
tempie chcą ulepszyć technikę. Ostatecznie pragną przenieść całą planetę.

O rany. Na swoim poziomie cywilizacyjnym oni są pozbawieni możliwości rozwoju. Badają swą 

zasadniczą naturę. To właśnie wtedy zaczęli modyfikować strukturę swoich genów. Poznali nowe 
sposoby   generowania   energii,   zarówno   fizycznej   jak   i   subprzestrzennej.   Są   również   bliscy 
wynalezienia subprzestrzennego transportu. Szukają jakiejś ucieczki z tej sytuacji i świata, w jakim 
się znajdują.

Szarzy żyją teraz pod ziemią i odczuwają ogromną chęć ujrzenia światła. Tu na dole nie ma 

żadnego   naturalnego   źródła   światła,   więc   naukowcy   badają   „światło   wewnętrzne”.   Odkrywają 
nowy wszechświat w subprzestrzeni, czysty i pierwotny, gdzie, jak się wydaje, cywilizacje są lepsze 
i   bardziej   zrównoważone   niż   ich   własna.   Są   przekonani,   że   poprzez   ucieczkę   do   tego   innego 
wymiaru, uda im się pozbyć swych fizycznych bolączek. Że nie dotkną ich wcześniejsze kłopoty. 
Popełnili błąd, sądząc iż ich podstawowy problem leży w ich fizycznym istnieniu i inne wymiary 
uwolnią ich od wszelkich trosk. Odnoszę wrażenie, że oni chcą uciec do subprzestrzennego nieba.

W porządku. Coś nowego. Obserwuje mnie teraz ten sam stary, mądry Szary, który pojawiał się 

w wielu moich sesjach. Ale nie uczestniczy czynnie w sesji. Po prostu patrzy.

Skupiani się teraz na planie ucieczki. OK. Początkowo panuje euforia. Widać tu wielki postęp 

duchowy. Ale oni zabrnęli w ślepą uliczkę. Przypominają kulturystę, który ćwiczy mięśnie tylko 
jednej nogi czy ręki, podczas gdy druga jest w atrofii. Istoty te są teraz nieszczęśliwe. Widzą u 
innych rozwiniętych istot szczęście i spełnienie, którego im brakuje. Uważają, że nie ma dla nich 
innego wyboru jak ruszyć w długą i niebezpieczną (z ich punktu widzenia) podróż do własnej 
przeszłości. Ale zobowiązują się nie wracać do swego poprzedniego stanu. Boją się przeszłości. Nie 
dadzą się już złapać w ewolucyjną pułapkę.

Mam wrażenie, że genetyczne przedsięwzięcie tych istot stanowi nowy rodzaj bardzo długiego 

exodusu. Przypominają mi się Izraelici na pustyni podczas długoletniej ucieczki z Egiptu.

Skupiam   się   teraz   na   pojęciu   rasy/przeznaczenia.   (Jednosekundowa   przerwa.)   Właśnie 

przeniosłem się w czasie do przodu. O rany! Co to jest? Poczekaj. Jakie piękne istoty! Nie do 
wiary!   Całe   to   miejsce   przepełnia   mnie   mnóstwem   wrażeń   estetycznych.   To   niesamowite!   Ci 
Szarzy z przyszłości wyglądają prawie tak jak ludzie, a jednocześnie są inni od wszystkich ludzi, 
jakich kiedykolwiek spotkałem. Oni mają zdolności telepatyczne. Ale to nie wszystko. Nauczyli się 
kochać. To podstawowe uczucie na jakie kładli nacisk w swoim genetycznym przedsięwzięciu. 
Istoty   te   wypełnia   przytłaczająca   miłość.   Tę   ich   potrzebę   spełnia   teraz   elektrochemiczna 
maszyneria.

Odbieram AOL Jezusa. Nie w takim sensie, że Jezus jest tu obecny, ale tak jakby cała planeta 

była pełna Jezusów. Główna różnica polega na tym, że kiedy dokonywałem teleobserwacji Jezusa, 
miał on poczucie panowania czy władzy, podczas gdy ci Szarzy po prostu emanują miłością, bez 
tego dodatkowego elementu.

Widzę tu mężczyzn i kobiety. Nie są pozbawieni płciowości. Są bardzo zdrowi, a kobiety rodzą 

same (to znaczy nie ma narodzin w zbiornikach). Ludzie ci stoją na wysokim szczeblu rozwoju 
ewolucyjnego i są duchowo zjednoczeni.

background image

MONITOR: W porządku, Courtney, możesz teraz zakończyć sesję. Tak na marginesie, to jedna 

z najpiękniejszych sesji, jakie słyszałem w twoim wydaniu. Przeprowadzona z niesamowitą werwą. 
Co o tym myślisz?

C.B.:  Prawdę mówiąc było bardzo ciekawie. Ale nie mam pojęcia, co mogło być celem. Nie 

wyglądało to na żaden cel z naszej pierwotnej listy. Co to było?

MONITOR: Oczyszczalnia ścieków w Fort Meade, w Maryland.
C.B.: Dobra, dobra. Co to było?
MONITOR: Bóg.
C.B.: Co?
MONITOR: Bóg. Taki był cel.

Komentarz

Moim zdaniem, Bóg może mieć wiele postaci, które, na swój sposób, możemy tylko częściowo 

poznać   w   danym   czasie.   Nasza   zdolność   rozumienia   każdej   postaci   Boga   zależy   od   poziomu 
ewolucji w kierunku tego, co niektórzy nazywają „świadomością Boga”.

Wydaje się, że Bóg jest istotą czującą i że dosłownie istnieje w każdej formie ewoluującego 

życia i w każdym innym miejscu. Tak jakby czerpał On radość z tworzenia materii i życia z własnej 
substancji, a potem przeżywania tego życia poprzez doświadczenia różnych gatunków. Sesja ta 
pozostawia otwartą kwestię, w jaki sposób Bóg stworzył sam siebie w pierwszej chwili kreacji.

Jedną   z   charakterystycznych   cech   Boga   wydaje   się   być   objawiająca   się   na   różne   sposoby 

inteligencja.   Inteligencja   może   być   świadoma,   w   sensie   myślenia,   ale   też,   z   naszego   punktu 
widzenia jako obserwatorów, automatyczna, co przejawia się w automatycznej naturze naszego 
systemu odpornościowego czy w kosmicznym tańcu gwiazd.

Inteligencja  ta  wyłania  się w  formie  fragmentarycznej  w  postaci  żywych  i  myślących  istot. 

Kiedy   już   się   to   stanie,   żywe   stworzenia,   po   osiągnięciu   pewnego   progu   samoświadomości, 
zaczynają odczuwać pragnienie połączenia się ze swoim źródłem. Dziwną rzeczą jest to, że owe 
żywe istoty początkowo wydają się być zupełnie nieświadome, że dosłownie powstały z substancji 
źródła. Tak więc mniej rozwinięte stworzenia wydają się nie rozumieć, że bać się Boga znaczy tyle 
samo,   co   bać   się   samego   siebie.   Jednak   ewolucję   istot   czujących   ostatecznie   określa   się   w 
kategoriach ich zdolności do odkrywania związku między pierwotnym źródłem Boga a własną 
jaźnią. Kiedy to następuje, motywem przewodnim staje się miłość. Można kochać samego siebie i 
wszystkich pozostałych, ponieważ wszystko inne utkane jest z tego samego materiału. W jakiś 
sposób, miłość jest motywem Boga, klejem, który spaja wszechświat. Ale tylko wysoko rozwinięte 
istoty zdają sobie sprawę z pełnego zasięgu rzeczywistości.

Nie twierdzę, że wiem, dlaczego miłość jest spoiwem wszechświata. O miłości jesteśmy skłonni 

myśleć   jak   o   uczuciu   bzdurnym.   Z   moich   sesji   SRV,   dotyczących   wysoko   rozwiniętych   istot, 
wynika, że ludzkie pojęcie miłości jest bardzo prymitywne, ale naprawdę nie znam żadnego innego 
słowa, które mogłoby oddać to, co odczuwam. Cokolwiek oznacza miłość dla tych rozwiniętych 
istot, nie jest ona bzdurna. Idzie w parze z jasnym myśleniem i efektywnymi czynami. Można im 
tylko pozazdrościć wspaniałego życia.

Ponieważ miłość jest przyjemna, uważam, że mamy dużo szczęścia. Z moim ograniczonym 

rozumieniem   egzystencji,   nie   widzę   żadnego   logicznego   powodu,   dla   którego   Bóg   nie   miałby 
odczuwać innych emocji – nawet nienawiści – jako uniwersalnej stałej, poza tym, że mogłoby się to 
skończyć samozagładą istnienia. Jestem pewien, że istnieje ważny powód dominacji miłości. Po 
prostu go nie znam. Ale mam pewną wskazówkę.

Wydaje się, że Bóg doświadcza istnienia poprzez swoją kreację. Ponieważ wszystko powstaje z 

substancji Boga, nasze uczucia i doświadczenia są jego udziałem. W jakimś prymitywnym sensie, 
jesteśmy   niczym   komórki   w   nieskończenie   wielkim   ciele,   a   owo   nieskończenie   wielkie   ciało 
doświadcza   wszystkich   aspektów   istnienia   każdej   komórki.   Miłość   jest   przewodnim   motywem 
wszechświata,   ponieważ   dla   Boga   jest   naturalną   rzeczą   kochać   samego   siebie   (cokolwiek   to 
znaczy), nie na zły, lecz zdrowy, konstruktywny i ekspansywny sposób.

background image

Proszę zauważyć, że w trakcie mojej sesji Szarzy okazali się wysoko rozwiniętymi istotami, 

przepełnionymi uczuciem miłości, co było dla mnie nieco przytłaczające. Ale zwróćcie, proszę, 
uwagę, że Szarzy nie rozpłynęli się na powrót w swoim źródle ani nie przestali istnieć, kiedy zdali 
sobie sprawę, iż stanowią część większej istoty. Stali się raczej podobni Bogu w jego najskrytszej 
naturze i nadal przejawiali się we wszechświecie jako oddzielne jego fragmenty.

Wnioskuję z tego, że Bóg nie nosi się z zamiarem zniszczenia różnorodności, naturalnej przy 

jego   rozległej   jaźni.  Wydaje   się   raczej,   że   plan   Boga   zakłada   dalszą   ekspansję   wszechświata, 
pełnego małych oczyszczonych cząstek Boga.

Co więcej, proces  ewolucyjny może nie mieć końca. Dlaczego miałby się skończyć? Jeżeli 

wszystko stanowi cząstkową manifestację Boga, czemu Bóg miałby chcieć przerwać ekspansję 
własnego istnienia? Czyż nie ma większego sensu stwierdzenie, że będzie On chciał wzrastać w 
swej różnorodności przez całą wieczność?

Są   to   jedynie   spekulacje.  Ale   opierając   się   na   wszystkich   swoich   obserwacjach   SRV,   nie 

dostrzegam we wszechświecie niczego, co miałoby wskazywać, iż Bóg planuje zakończyć swą 
działalność.   Ostatecznie   najbardziej   rozwinięte   istoty   wiedziałyby   coś   na   ten   temat. 
Doprowadziłoby to do ogólnej frustracji i prób przeciwstawienia się planowi Boga. Byłoby to jak 
rak, prowadzący do ogólnych tendencji samobójczych.

Nigdzie   jednak   nie   widzę   oznak   takiego   zjawiska.   Gdziekolwiek   nie   spojrzę,   widzę   istoty 

usiłujące się doskonalić, znaleźć znaczenie istnienia. I zawsze napotykam rozwinięte istoty, których 
życie opromienia intuicyjne poczucie miłości, a nie panika, będąca nieuniknioną konsekwencją 
strachu przed śmiercią.

Myślę,   że   Bóg   ma   zamiar   zatrzymać   nas   na   zawsze.   Wniosek   ten   opieram   na   swych 

obserwacjach. Dostrzegam, że my sami stanowimy przejaw Boga w bardzo realnym sensie. Być 
może obecnie jesteśmy prymitywni w porównaniu z niektórymi bardziej rozwiniętymi istotami we 
wszechświecie, ale znajdujemy się na ścieżce prowadzącej w górę, a nasza walka na śmierć i życie 
w fizycznej egzystencji wytwarza w nas silne pragnienie zrozumienia istoty swej natury, kierując 
tym samym naszą uwagę w kierunku źródła, a ostatecznie w kierunku naszych jaźni w kosmicznym 
lustrze.

Szczerze mówiąc, nie dowiedziałem się dużo więcej na temat Boga. Podejrzewam, że z radością 

będę   podejmował   próby   zgłębienia   tego   problemu   w   najbliższej   przyszłości.   Żywię   szczerą 
nadzieję, że tajemnice Boga są nieskończone, bo gdybym czuł, że wiem wszystko o Bogu, a zatem i 
o sobie, jaki sens miałoby dalsze życie? Teraz jednak przypominam sobie, że naprawdę nie mam 
pojęcia, jakie niespodzianki przyniesie dzień jutrzejszy.

Rozdział 23

Kapłaństwo Marsjan

Dawno   temu,   kiedy   wojskowi   teleobserwatorzy   zaczęli   śledzić   tor   statków   marsjańskich 

przylatujących   z   Czerwonej   Planety   na   Ziemię,   zauważyli   grupę   Marsjan,   która   odgrywała 
wyjątkową rolę w marsjańskim społeczeństwie. Wyglądali na lekarzy albo szamanów. Cieszyli się 
ogromnym   szacunkiem   i,   co   mogło   wydać   się   dość   złowrogie,   zdawali   się   posiadać   zdolność 
odrywania   swej   subprzestrzennej   postaci   od   ciała   fizycznego,   pozwalającą   im   uczestniczyć   w 
zebraniach podobnych im istot. Prawdę mówiąc, wystraszyło to armię amerykańską.

W końcu zbadałem te tajemnicze istoty, które w kręgach teleobserwatorów uzyskały przydomek 

marsjańskich kapłanów. (Guru Dev powiedział mi, że nie uprawiają oni  Sidhis, ale poza tym nie 
wiedziałem nic na ich temat.) Sesja ta była monitorowana w normalnych warunkach Typu 4.

Data: 27 lipca 1994
Miejsce: Ann Arbor, Michigan

background image

Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 8711/3454

Dane wstępne sugerowały, że cel znajduje się na suchym lądzie i w sztucznych budowlach.

C.B.: Widzę czerwienie i brązy. Teren wydaje się piaszczysty i kamienisty. Jest zimno, zimno, 

zimno. Wygląda to na Marsa. Pozwól, że zapiszę to jako AOL.

Jestem w szkicu Fazy 3. Widzę jakieś niskie pagórki, niewielkie obniżenie terenu z przodu i z 

mojej prawej strony oraz jakiś kanał przebiegający ukośnie przez środek. Może koryto rzeki lub coś 
w tym stylu. Czy mam sprawdzić wodę?

MONITOR: Po prostu przejdź do Fazy 4.
C.B.: W porządku. Jestem teraz w matrycy. Widzę dużo skał, czerwonych skał. To zasadniczo 

płaski obszar, to znaczy nie ma stromych gór. Nie ma tu powietrza. Na ogołoconej powierzchni 
brak   oznak  jakiegokolwiek   życia.  To  bardzo  surowe   środowisko.  Właściwie  czuję  teraz  trochę 
powietrza. Jest bardzo rzadkie i suche. Muszę dodać, że miejsce to jest surowe i bardzo piękne, ale 
raczej dla wycieczkowicza.

Dostrzegam teraz jakieś istoty. To nie są Szarzy. Prędzej Marsjanie. Zapisuję to jako AOL linii 

sygnału. Widzę kobiety i mężczyzn. Są bardzo chudzi, drobni i mają trochę wiotkich włosów. 
Spróbuję teraz ustalić ich miejsce. Poczekaj.

Są w pomieszczeniach. Znajduję się teraz w jednym z nich. Miejsce to nie jest zbyt nowoczesne. 

Widać tu rzeczy niezbędne do przetrwania. Te mieszkania znajdują się pod ziemią. Co mam robić?

MONITOR: Skup się na władzy.
C.B.:  W  porządku.  Te   istoty   mają   prymitywną   strukturę   organizacyjną.   Nie   uczestniczą   na 

szeroką   skalę   w   polityce.   Panuje   tu   chyba   hierarchia   klanowa.   Starsi   cieszą   się   szacunkiem   i 
sprawują władzę. Warunki przetrwania nie pozwalają na tworzenie mechanizmów demokracji. To 
hierarchiczna,   apodyktyczna   struktura.   Szczebel   sprawowanej   władzy   uzależniony   jest   od 
zdobytego doświadczenia oraz głosowania wśród starszej elity.

MONITOR: Spróbuj dowiedzieć się czegoś na temat ich religii.
C.B.: Odbywają się tu praktyki religijne. Cementują one społeczeństwo, zważywszy na trudne 

warunki fizycznej egzystencji. Dzieci potrzebują religii, podobnie matki. Jednak starszyzna nie jest 
do niej przekonana. Ale wypowiadają frazesy, żeby wspierać innych, a także w nadziei, że pomoże 
to podtrzymać tradycje. Tak więc religia w jakimś stopniu pomaga każdemu, tyle że na różnym 
poziomie.

Skupiam się teraz na kwestii przywództwa religijnego, gdyż czuję sygnał z tego kierunku. Oni 

przypominają księży lub zakonników. Stoją na szczycie społecznego słupa totemicznego. Czuję, że 
używają symboli i magii. Mają prymitywne, lecz prawdziwe rozumienie, że istnieje coś więcej niż 
sfera fizyczna. Odnoszę wrażenie, że pod pewnymi względami przypominają irańskich mułłów, 
zwłaszcza   jeżeli   chodzi   o   organizację   wewnętrzną.   Mają   wpływ   zarówno   na   rząd,   jak   i   na 
społeczeństwo. Ale wydają się być bardziej szamanami aniżeli rozwiniętymi duchowo istotami.

Podążam   za   kwestią   ich   magii.   Poczekaj.   Są   tu   przedmioty,   jak   totemy   czy   fetysze.   Tak, 

wyglądają jak totemy z Afryki Zachodniej. Praktykują również wychodzenie z ciała, co wydaje się 
wzmacniać ich wierzenia religijne. Wygląda na to, że jeden z takich księży właśnie zorientował się, 
że go obserwuję.

MONITOR: Zlokalizuj przywództwo religijne.
C.B.: Oni są wszędzie, lecz pozostają w ukryciu. Spełniają również rolę aparatu bezpieczeństwa. 

Przy użyciu własnego wywiadu szpiegują innych, by utrzymać kontrolę nad masami. To ciekawe. 
Pozwól, że sprawdzę granice kontroli tego przywództwa. Czekaj... Istnieją dwie warstwy społeczne. 
Przywódcy   religijni   sprawują   kontrolę   nad   niższą   z   nich.   Biurokratyczno-techniczna   hierarchia 
toleruje ich, gdyż nie ma obecnie żadnej innej zastępczej struktury wiary dla mas.

Jeżeli chodzi o ich miejsce pobytu, są również na Ziemi. Poczekaj... to interesujące. W czasie 

przeprowadzki z Marsa na Ziemię wywiązuje się walka. Na Ziemi Marsjanie mogą całkowicie 
opuścić swoich przywódców religijnych. To autentyczna walka o utrzymanie marsjańskich tradycji. 

background image

Oni obawiają się zniszczenia tradycji, która powoduje, że są tym kim są, to znaczy Marsjanami.

MONITOR: Dowiedz się, co dla przeciętnego kapłana oznacza wyjście poza ciało.
C.B.: Dobra, daj mi chwilę... Podobnie jak ludzie, mają trudności z działaniem między dwoma 

poziomami, fizycznym i subprzestrzennym. Subprzestrzeń używana jest do porozumiewania się, 
chociaż   kapłani   porozumiewają   się   też   fizycznie.   Stan   wyjścia   poza   ciało   służy   wzmacnianiu 
jedności stanu kapłańskiego oraz utrzymywaniu pospólstwa w bojaźni. Pomaga również wzmocnić 
poczucie   odrębności   w   odniesieniu   do   tradycji   ludzkich.   Zdaje   się,   nauczają,   że   stan   ten   jest 
specyficzną zdolnością ich gatunku. Wiedzą, że to nieprawda, ale pozwala im to kontrolować masy.

MONITOR: A co z symbolami przywództwa?
C.B.: Widzę je teraz. Zrobię rysunek... Zabawne, to chyba ten sam symbol, co na mundurach 

Szarych, którzy dawno temu przyszli na ratunek Marsjanom. Ciekawe, skąd to mają?

MONITOR: Skup się na spotkaniach ludzi i Marsjan.
C.B.:  Kapłaństwo   Marsjan   jest   raczej   prymitywne.   Chyba   nie   lubią   nas   –   ludzi.   Chcą 

odizolować   swoją   ludność   na   Ziemi.   Hmm.  Wygląda   na   to,   że   są   zdenerwowani   przebiegiem 
wydarzeń, nad którymi tracą kontrolę.

W   porządku,   mam   coś.   Spotkanie   nastąpi   wkrótce.   Będzie   to   spotkanie   z   biurokratyczno-

techniczną hierarchią, a nie z duchowieństwem. Odnoszę wyraźne wrażenie, że ta hierarchia nie 
chce, abyśmy mieli do czynienia z kapłanami, gdyż nie sprzyjałoby to dobrym stosunkom między 
ludźmi   a   Marsjanami.   Dla   ludzi   kontakt   z   duchowieństwem   marsjańskim   oznaczałby   tyle,   co 
spotkanie Marsjan z papieżem, zamiast z ONZ.

MONITOR: W porządku, Courtney, dobra robota. Zakończ sesję.
C.B.: A celem było...?
MONITOR: Marsjańskie duchowieństwo.

Komentarz

Sesja   ta   dostarczyła   odpowiedzi   na   szereg   pytań,   które   od   jakiegoś   czasu   nurtowały 

teleobserwatorów.   Po   pierwsze,   duchowieństwo   nie   stanowi   oficjalnego   aparatu   władzy   w 
społeczeństwie   Marsjan.   Nie   wiem,   w   jakim   stopniu   konkurencyjne   w   stosunku   do   siebie 
duchowieństwo i świecka biurokracja podzieliły społeczeństwo. Intuicyjnie czuję, że wpływy wśród 
mas przechylają się bardziej w kierunku przywódców świeckich, ale ci ostatni nadal nie mogą 
ignorować duchowieństwa.

W   tym   punkcie   moich   badań,   dysponuję   jedynie   tym   szkicem   podwójnej   władzy   w 

społeczeństwie Marsjan. Jednak wydaje się oczywiste, że istnieją dwa odrębne poziomy mas oraz 
że dominująca strefa wpływów duchowieństwa sięga warstwy niższej. Pozostaje dla mnie niejasne, 
co określa obydwie warstwy. Nie wygląda na to, by kryterium stanowiło bogactwo. Jest to jakiś 
inny   czynnik.   Mógłbym   w   tym   miejscu   spekulować,   że   o   przynależności   do   danej   warstwy 
decyduje wykształcenie, ale mogę się mylić, jako że nie ma powodu, by Marsjanie odmawiali 
równego   prawa   do   wykształcenia   wszystkim   członkom   swojego   społeczeństwa,   zważywszy   na 
konieczność   przygotowania   wszystkich   do   ostatecznej   (przynajmniej   teoretycznie)   migracji   na 
Ziemię.

Rozdział 24

Incydent w Roswell

Doniesienia   w   środkach   masowego   przekazu   sugerowały,   jakoby   w   okolicach   Roswell,   w 

Nowym Meksyku, doszło w 1947 roku do katastrofy latającego spodka, którego pasażerowie – 
kosmici zostali wzięci do niewoli przez armię amerykańską. Niektórzy twierdzili, że co najmniej 
jeden przybysz, zanim zmarł z niewyjaśnionych przyczyn, przez długi czas przetrzymywany był 

background image

jako więzień w bazie wojskowej, oraz że przynajmniej jeden statek przewieziono do laboratoriów 
wojskowych w celu dokonania jego badań.

Będąc   w   wojsku,   mój   monitor   próbował   kiedyś   dowiedzieć   się   z   wojskowych   źródeł,   czy 

Incydent w Roswell rzeczywiście miał miejsce. Największy problem polegał na tym, że nie można 
było znaleźć ciał kosmitów ani ich statku. Jednak bardzo wielu ludzi na terenie Nowego Meksyku, 
a także niektórzy wojskowi wydawali się całkiem szczerzy, przywołując na pamięć ów incydent. To 
go zaintrygowało.

W końcu, wojskowym teleobserwatorom przydzielono zadanie zbadania Incydentu w Roswell. 

Początkowo nie wszystko szło dobrze. Kiedy teleobserwatorzy badali wydarzenie, zobaczyli nie 
statki,   lecz   świetlne   kule,   krążące   nisko   po   niebie.   Dało   się   jednak   odczuć   obecność   istot 
pozaziemskich, co sugerowało, że w jakiś sposób były one w incydent zamieszane.

Po przełomie, jaki nastąpił w przypadku porwań, postanowiliśmy z moim monitorem dodać do 

naszej długiej listy celów Incydent w Roswell. Logika podpowiadała, że skoro istoty pozaziemskie 
zmieniły zdanie, pozwalając nam zobaczyć, co działo się podczas porwań, zapewne zmieniły też 
zdanie co do innych rzeczy.

Data: 28 lipca 1994
Miejsce: Ann Arbor, Michigan
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 7633/4128

Dane   wstępne   wskazywały,   że   cel   związany   jest   z   płaskim,   suchym   lądem   i   sztucznymi 

budowlami.

C.B.:  Widzę   głównie   odcienie   brązu.   Powierzchnie   są   piaszczyste,   zalesione.   Wieje   wiatr. 

Ciepło. Gdziekolwiek się znajduję, to miejsce jest piękne. Naszkicuję je teraz w Fazie 3. (Mój 
monitor każe mi się przemieścić na pozycję pięciuset stóp nad celem.) W porządku, to miejsce jest 
piaszczyste i skaliste, całkiem suche, ciepłe i gorące. Narysuję jeszcze jeden rysunek w Fazie 3.

(Szkicuję rysunek konstrukcji w powietrzu oraz innej konstrukcji na ziemi. Szkicuję też niektóre 

ważniejsze cechy topograficzne. Monitor każe mi wykonać operację przemieszczenia, przenoszącą 
mnie do konstrukcji, która znajduje się w powietrzu.)

Dominują kolory czarny i zielony oraz lśniące i czyste, wypolerowane, gładkie powierzchnie. 

Słyszę  głosy. Toczy  się rozmowa,  ale  nie wiem  o czym.  Miejsce wydaje  się bardzo  ruchliwe. 
Bardzo   gęsto   zorganizowane   na   małej   powierzchni,   ciasno   upakowane.   (Rysuję   kolejny   szkic 
wnętrza konstrukcji, potem monitor sugeruje, żebym przeszedł do Fazy 4 protokołów SRV.) Hmm. 
Są tu jakieś pokoje. Z całą pewnością zamieszkują je istoty. Pracują i to gorączkowo, nie panikują, 
ale są tego bliscy. Odbieram silne AOL, że to Incydent w Roswell.

MONITOR: Trzymaj się struktury. Daj to na matrycę jako AOL i idź dalej.
C.B.: Widzę tu cztery istoty. Są naprawdę przerażone. Coś się stało. Zepsuły się maszyny. To 

Szarzy i mam nieodparte wrażenie, że chodzi o Incydent w Roswell.

W tym momencie wydaje się, że moja nieświadomość nie pozwoli na dalszy przebieg sesji, o ile 

nie dostanie potwierdzenia, że celem jest rzeczywiście Incydent w Roswell. Ponieważ doświadczam 
już bilokacji, nie ma żadnej innej możliwości, jak potwierdzić rzecz oczywistą.

MONITOR: Tak, to Incydent w Roswell. Trzymaj się struktury. Przejdź szybko przez Fazę 4. 

Wrzuć szkic do matrycy wnętrza statku.

C.B.: W porządku. (W słuchawkach na chwilę zalega cisza, podczas gdy ja szkicuję tak szybko, 

jak   tylko   potrafię.)   Spodek   zachowuje   się   nieprawidłowo.   Tracą   kontrolę.   Odczuwają   strach. 
Wiedzą, że nie można ich uratować.

MONITOR: Wrzuć to do matrycy i przejdź do Fazy 6. W swoich notatkach z Fazy 6 narysuj na 

środku strony małe kółko o średnicy jednego cala. Zaznacz je jako punkt wyjścia misji. Następnie 

background image

narysuj   strzałkę   w   kierunku   punktu   przeznaczenia.   Zbadaj   to,   a   potem   wrzuć   to   co   masz   do 
matrycy.

C.B.: W porządku. Badam punkt wyjścia. To skaliste miejsce, kratery. Znowu mam silny sygnał 

potwierdzający AOL. To jest Księżyc. Jestem tam teraz i spoglądam w górę. Ziemia znajduje się na 
niebie. W porządku. Podążam teraz torem do punktu przeznaczenia. Wiem tylko, że była to misja na 
Ziemi.

MONITOR: Skup się na celu misji.
C.B.: Poczekaj. To dziwne. Wydaje się, jakby misją miała być katastrofa. Przeznaczeniem była 

Ziemia,   a   cel   stanowiło   rozbicie   się   statku   i   skłonienie   ludzi   do   podjęcia   badań   nad   istotami 
pozaziemskimi. Nie mogę wprost w to uwierzyć.

MONITOR:  Nie   analizuj.   Wrzuć   to   do   kolumny   wrażeń   estetycznych:   „Wprost   trudno 

uwierzyć”. Idź dalej.

C.B.: Ideą misji było pokazać, że ET są po pierwsze: istotami fizycznymi, po drugie: podatne na 

zranienie, po trzecie: naprawdę nie różnią się od ludzi i po czwarte: mogą popchnąć błędy. Znali 
przyszłość, a więc wiedzieli, że się rozbiją. Ale wiedza na temat przyszłości niekoniecznie zmienia 
bieg niepomyślnych wydarzeń. Maszyna zepsuła się naprawdę, a ET naprawdę panikowali, rozbili 
się i fizycznie umarli.

MONITOR: Przenieś się w czasie do przodu i zapisz, co widzisz.
C.B.: Teraz mam ludzi na ziemi. To wojskowi. Sprawiają wrażenie bliskich paniki. Jeden z nich 

dosłownie biega dookoła i zbiera każdy kawałek rozbitego statku. Wkładają te rzeczy do pudeł i 
toreb.

Panuje przekonanie, że jest to sprawa najwyższej wagi. Ludzie na stanowiskach robią wszystko, 

żeby utrzymać wydarzenie w sekrecie. Mam wrażenie, że opracowują plany zatuszowania całej 
sprawy. Sięga to najwyższych kręgów wojskowych. Wydaje mi się, że ustnie poinformowano też 
prezydenta.

MONITOR: W notatkach z Fazy 6 narysuj linię czasu z trzema punktami: A, B i C. Punkt A 

zaznacz tam, gdzie ET panikowali, punkt B to moment katastrofy, a punkt C nanieś w miejscu, 
kiedy na ziemi nie było już żadnych szczątków. Potem wykonasz operację przemieszczenia. 

Przenoszę się do punktu C na wykresie czasu, tysiąc stóp nad celem.

C.B.:  Czuję palące się ciało. Słyszę silniki. Nad ziemią błądzą pojazdy. Wojskowe pojazdy. 

Odkryłem również w powietrzu pojedynczy statek ET. Zapisuję to na szkicu Fazy 3.

Przenoszę się do statku. Wydaje się, że jego załoga nie potrafi bądź nie chce interweniować. 

Statek porusza się bez zakłóceń. Jego pasażerowie wpadli w panikę z powodu tego, co dzieje się na 
dole. Odnoszę wrażenie, że obserwują jak „barbarzyńcy” zabierają ich kolegów.

Komentarz

Przez pozostałą część sesji monitor kazał mi badać koncepcję zakładającą, że ET być może 

manipulowali czasem wydarzenia. Po sesji wyjaśnił mi, że wojskowi nie mieli żadnych fizycznych 
dowodów katastrofy. Zasugerował jakoby ET znając przyszłość pozwolili, by wypadek obył się bez 
interwencji. Ale potem, kiedy to się stało, wrócili w czasie, by zapobiec katastrofie i wyeliminować 
wydarzenie.

Ostro protestowałem przeciwko tej hipotezie, gdyż przeprowadziłem teleobserwację wydarzenia 

i   widziałem   to,   co   widziałem.   Jednak   nauczyciel   mój   nadal   twierdził,   że   mogły   istnieć   dwa 
wymiary czasu, jeden, w którym wydarzenie miało miejsce i dzięki temu mogłem je zobaczyć, oraz 
drugi,   w   którym   wydarzenie   nie   nastąpiło   i   w   związku   z   tym   nie   było   żadnych   dowodów 
rzeczowych.

Znowu   zaprotestowałem,   że   nie   mogło   tak   być,   bo   przecież   ludzie   wciąż   żywo   pamiętają 

incydent, tak jakby wydarzył się w ich własnym życiu. Na to mój monitor odparł, iż niefizyczne 
postaci tych ludzi mogły doświadczyć obydwu wymiarów czasowych, jeden po drugim, i w ten 

background image

sposób zapamiętać wydarzenie. Byłoby to raczej zjawisko deja vu niż wyraźne wspomnienie.

Nadal nie zgadzałem się z tą hipotezą, ale musiałem przyznać, że istoty pozaziemskie, ze swoją 

znajomością   podróży   w   czasie,   były   w   stanie   tego   dokonać.   Pomyślałem,   że   jest   bardziej 
prawdopodobne, iż ET potajemnie odzyskali później resztki pozostałe po katastrofie, wraz z ciałami 
poległych kolegów. Jeżeli mogli potajemnie porywać ludzi w środku nocy, z całą pewnością mogli 
też odzyskać rozbity statek, gdziekolwiek nie byłby on przechowywany.

Pozostało   wiele   pytań,   ale   ani   ja,   ani   mój   monitor   nie   planowaliśmy   pracować   nad   tym 

problemem w celu włączenia go do książki. Chcieliśmy po prostu sprawdzić, czy wydarzenie w 
ogóle miało miejsce. Miało. ET mogą popełniać błędy i się rozbić, a Incydent w Roswell był 
prawdziwy.

Mój monitor poinformował mnie również, że ostatnio dwaj inni teleobserwatorzy dokładnie 

namierzyli   Incydent   w   Roswell,   potwierdzając   uzyskany   przeze   mnie   materiał.  W  jaki   sposób 
„wymazano” wydarzenie i dlaczego nie ma po nim żadnego fizycznego śladu, pozostaje dla nas 
zagadką. Moglibyśmy iść tropem wydarzenia, ale szczerze mówiąc, wydaje się ono raczej mało 
istotne w porównaniu z innymi kwestiami, które próbujemy zbadać. Jestem pewien, że pewnego 
dnia historycy teleobserwacji odnotują wszystkie szczegóły wypadku w Roswell. Z biegiem czasu i 
wysiłku, teleobserwatorzy znajdą też odpowiedź na pytanie, czy ET manipulowali czasem w celu 
„zlikwidowania” wydarzenia, czy ukryli dowody katastrofy w jakiś mniej drastyczny sposób.

Postscriptum do Incydentu w Roswell

Na pierwszej stronie krajowego wydania  New York Times,a  z 18 września 1994 roku został 

opisany Incydent w Roswell. W artykule przytacza się źródła rządowe, które twierdzą, że teraz 
mogą ujawnić prawdę na temat tego tajemniczego wydarzenia. Utrzymują, iż pierwotna, oficjalna 
wersja wydarzenia, jakoby była to katastrofa balonu była oszustwem, ale prawdą jest, że kraksę 
spowodował inny rodzaj balonu, który wykorzystywano w tajnym planie obrony o nazwie Mogul
Dalej artykuł opisuje, jak to naukowcy zaangażowani w projekt, przez całe lata musieli milczeć na 
temat swej działalności, co spowodowało, iż zaczęły mnożyć się i rozkwitać historie o rzekomym 
latającym spodku. W końcu jednak nie można było dłużej ukrywać prawdy.

Nie twierdzę, że projekt obrony Mogul nigdy nie istniał. Nie twierdzę też, że balon rządowy się 

nie rozbił. Istnieje jednak duża różnica pomiędzy nie wiem jak skomplikowanym balonem a obcym 
statkiem kosmicznym z żywymi czy martwymi istotami pozaziemskimi. Nie jest możliwe, aby ktoś 
pomylił przypominającego człowieka ET z fragmentem balonu.

Rozdział 25

Przyszłe środowisko na Ziemi

Niemal w każdej poważnej dyskusji na temat istot pozaziemskich, pojawia się temat zniszczenia 

środowiska   ziemskiego   przez   ludzi.   Jest   to   główna   cecha   pochodzących   od   ET   informacji   w 
„Porwaniu” Johna Macka (1994). Jest to również jeden z powodów, dla których zdecydowałem się 
dokonać teleobserwacji.

Kilka   lat   wstecz   paru   teleobserwatorów   wzięło   udział   w   prywatnie   sponsorowanym 

przedsięwzięciu,   które   badało   długofalowy   wpływ   na   nasze   życie   powiększającej   się   dziury 
ozonowej. W trakcie przedsięwzięcia, teleobserwatorzy byli świadkami radykalnej przemiany życia 
na planecie oraz wydatnego zmniejszenia populacji ludzkiej. Donosili również o dużych kopułach, 
ulokowanych w środowiskach pustynnych, które chroniły pozostałych przy życiu przedstawicieli 
Homo sapiens. Szczegóły projektu nadal są utajnione, a jego fundatorzy nie udostępnili ich opinii 
publicznej. Wzmiankuję o tym, by Czytelnicy zrozumieli pobudki, jakie popychały nas do badania 
długofalowej przyszłości naszego środowiska.

background image

Jak   zwykle   w   przypadku   danych   Typu   4,   nie   otrzymałem   z   góry   żadnej   wskazówki.   Nie 

wiedziałem, że celem sesji jest przyszły ekosystem naszej planety.

Data: 28 lipca 1994
Miejsce: Ann Arbor, Michigan
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 6121/6026

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest z ruchem i sztucznymi budowlami.

C.B.: Widzę kolory czarny i biały. Powierzchnia przypomina chodnik. Wahania temperatur: od 

chłodu do mrozu. Czuję jakby smak smoły i zapach spalenizny. Słyszę też odgłosy ognia. Moje 
wstępne   odczucia   krążą   wokół   energii   i   szybkiego   ruchu.   Muszę   to   zapisać   jako   wrażenie 
estetyczne: nie podoba mi się atmosfera tego miejsca. Na AOL zapisuję „atmosfera śmierci”.

MONITOR: Faza 3.
C.B.: Robię rysunek. Mam dwie ukośne strzałki biegnące ostro w dół do czegoś okrągłego lub w 

kształcie elipsy. Na AOL odbieram „koniec Ziemi”.

MONITOR: Zapisz to jako AOL i przejdź do Fazy 4.
C.B.: W porządku. Na początek, badam strzałki z Fazy 3. Mam coś w matrycy Fazy 4. To coś 

jest   szybkie,   błyszczące,   szare,   jakby   ze   stali.   W   konstrukcji   znajdują   się   jakieś   istoty, 
pomieszczenia. Wygląda to na zbiornik. Gwałtownie uderza w powierzchnię. Zaraz po zderzeniu 
następuje pożar. Istoty przeżyły, ale cierpią.

MONITOR:  Przejdź do Fazy 6 i zbuduj wykres czasu. Nanieś na nim bieżący czas, a potem 

zaznacz wydarzenie, które widzisz. Przy użyciu metody przyrostu oszacuj różnicę czasu.

Długa przerwa.

C.B.: Wydarzenie nastąpi za około 290 lat od chwili obecnej.

Monitor   każe   mi   się   przenieść   do   okresu,   który   stanowi   jedną   czwartą   drogi   między 

teraźniejszością a czasem wydarzenia. Zaznaczamy to jako punkt A na linii czasu. Potem daje mi 
kolejne polecenie przemieszczenia; tym razem do czasu wydarzenia, w miejsce znajdujące się nad 
celem, co pozwoli mi opisać wrażenia zmysłowe.

C.B.: To miejsce śmierdzi. Teraz jest inaczej. Naprawdę odbieram silny sygnał AOL, że to Los 

Angeles. Jest bardzo zanieczyszczone, czuć smak spalenizny, słychać dźwięki silników, klaksonów, 
hałas   miejski.   To   środowisko   miejskie,   które   niczym   pajęczyna   cały   czas   się   rozrasta.   Mam 
odczucie wielkiego marnotrawstwa.

MONITOR: Przesuń się dalej na linii czasu, do połowy drogi między czasem tej sesji a czasem 

kryzysu. Zaznacz to jako punkt B. Wrażenia zmysłowe z tego punktu wrzuć do matrycy.

C.B.:  Powierzchnia przypomina błoto, jest czarna. Temperatury dość wysokie: od ciepła do 

gorąca. Czuję smak spalenizny i amoniaku. Śmierdzi tu jak w piekle. Nie widzę oznak życia. To 
opuszczone, wymarłe miejsce.

MONITOR:  Wróć   do  punktu  A  na  linii  czasu   i  skup  się  na  pięciu  głównych   przyczynach 

zmiany, która nastąpi od czasu obecnego do punktu A. Wykonaj to tak szybko, jak tylko potrafisz. 
Utrzymaj tempo.

C.B.:  W porządku. Skupiam się na pierwszej przyczynie. Wnioskuję, że to Los Angeles; w 

każdym razie jest to na pewno miejsce na Ziemi. Widzę dużo ludzi, ruch. To bardzo ruchliwe 
miasto. Teraz przyczyna numer dwa. Jest za dużo ludzi – system nie może temu podołać. Występują 
problemy zdrowotne, wysoki poziom zachorowań; choroby rozwinęły się wskutek zanieczyszczeń, 
ludzie cierpią na całkiem nowe schorzenia. Przyczyna numer trzy: problem z żywnością. Wygląda 
na to, że nie ma wystarczająco dużo surowców, żeby wyżywić ludzi i zapewnić im mieszkania. 

background image

Przyczyna   numer   cztery:   problem   promieniowania.   Rośliny   i   zwierzęta   nie   rozwijają   się 
prawidłowo. Wiele miejsc zamienia się w pustynie. Szerzy się niszczenie drzew, glonów, planktonu, 
ryb, całego łańcucha pokarmowego. Przyczyna numer pięć: problemy z energią. Stwarza to sytuację 
przypominającą „paragraf 22”. Im gorsze są inne problemy, tym więcej potrzeba energii do ich 
rozwiązania, co z kolei stwarza dalsze problemy. Największy problem stanowi ludzka pogarda dla 
każdej   innej   formy   życia,   innej   niż   własna.  Wszędzie   załamuje   się   ekosystem,   a   ludzie   nadal 
próbują podtrzymać wadliwy układ.

MONITOR: Spróbuj zlokalizować jakieś sanktuarium, które może istnieć w punkcie A na linii 

czasu.

Od razu czuję silny zryw w kierunku nowego sygnału.

C.B.: Widzę kolor beżowy, cementową powierzchnię. Temperatury są zróżnicowane: od chłodu 

do ciepła, słyszę odgłos furkotania. Co do wymiarów, to występują kształty kwadratowe, kanciaste i 
bardzo duże.

Następnie monitor poleca mi przenieść się do miejsca położonego tysiąc stóp nad sanktuarium. Z 

tej perspektywy robię szkic jakiejś  ogrodzonej murem budowli czy kompleksu. Wydaje się on 
rozciągać głęboko pod ziemią i łączyć z licznymi tunelami. Konstrukcja ta ma jakby pokrywę. 
Przechodzę następnie do wyszczególniającej fazy SRV i zaczynam wrzucać dane szczegółowe.

C.B.:  To   bardzo   złożona   konstrukcja.   Sprawia   wrażenie   świeżo   zbudowanego   podziemnego 

miasta. Jest otoczona murem. Mur służy do ochrony mieszkańców przed najeźdźcami. Na linii 
sygnału AOL mam scenariusz „Szalonego Maksa”. Zapisuję to. Miejsce to wybudowano w celu 
ochrony mieszkańców przed włóczącymi się gangami.

Zauważam u siebie dziwną reakcję. Czuję, że w jakiś sposób nie podoba mi się ten plan. Zapiszę 

to jako wrażenie estetyczne. Idę dalej... O tym, kto zamieszkał w budowli, zdecydowała elita. 
Wygląda   na   to,   że   Szarzy   mieli   swój   udział   w   planie   budowli   i/lub   wyborze   mieszkańców. 
Rozważali kwestię z genetycznego punktu widzenia. Z kolei ludzie decydowali, kto ma żyć w 
sanktuarium. Inni, na zewnątrz, zdani na samych siebie musieli sobie jakoś radzić.

W tym momencie mój monitor musiał zakończyć sesję, gdyż wzywały go jego własne sprawy. 

Powiedział   mi,   że   celem   był   „Ekosystem   Ziemi   w   bliskiej   przyszłości”.   Ponieważ   jednak 
osiągnąłem już stan bilokacji, postanowiłem kontynuować sesję solo. Pozostałe dane dotyczące celu 
zostały zebrane w warunkach sesji solo.

Powróciłem   do   kompleksu,   który   znalazłem   w   punkcie  A  na   linii   czasu.   Stwierdziłem,   że 

wybudowano go niedawno. Został wzniesiony, by umożliwić długofalowe przetrwanie wybranej 
grupie ludzi. W związku z tym ogarnęło mnie przykre uczucie kontroli sprawowanej przez elitę. To, 
że jednych wybrano, a drugich nie, prawdopodobnie było związane z zamożnością i wpływami tych 
pierwszych.

Wróciłem do swego początkowego szkicu strzałek i do elipsy, wskazującej na jakąś katastrofę. 

Musiałem się dowiedzieć, co działo się w tym punkcie czasu – sam fakt, że odkryła go moja 
nieświadomość, świadczył o tym, że był on ważny.

Badając   kształt   elipsy,   który   pojawił   się   w   szkicu   Fazy   3,   odkryłem   pomieszczenia   i   salę 

dowodzenia. Niektórzy mieszkańcy nosili mundury, była tam też broń i jakieś bunkry.

Badając dwie ukośne strzałki skierowane na elipsę, natknąłem się na pojazd, właściwie statek 

kosmiczny, znajdujący się na torze kolizyjnym z salą dowodzenia. Wewnątrz pojazdu panowała 
atmosfera desperacji.

Przemieszczając się z powrotem do kompleksu w punkcie kryzysu, stwierdziłem, że urządzenie 

było stare, a ludność rozważała wyjście na powierzchnię planety. Strzałki w kierunku elipsy nie 
oznaczały ataku, lecz nieudaną próbę lądowania. Nie było żadnego poczucia wrogości. Katastrofa 

background image

miała miejsce na górze lub w pobliżu kompleksu. Załoga statku pochodziła z grupy w kompleksie.

Punkt katastrofy na wykresie czasu (za 290 lat od teraz, czyli 1994 roku) to moment wyjścia 

mieszkańców   sanktuarium   na   powierzchnię   planety.   Skupiłem   się   na   misji   statku   przed   próbą 
lądowania i stwierdziłem, że członkowie załogi zajmowali się obserwacją stanu biosfery planety. Z 
orbitalnego   statku   dokonywali   pomiarów   warunków   powierzchniowych,   odczytów 
atmosferycznych, poziomu napromieniowania i czystości wód. Najwyraźniej kraksa nie zniszczyła 
kompleksu w poważnym stopniu. Przemieszczając się nieco w czasie do przodu, zauważyłem, że 
kompleks został nie zmieniony, a mieszkańcy zajęci byli zwykłymi, codziennymi sprawami.

Komentarz

Sesja ta miała dla mnie ogromne znaczenie. Pół godziny później odpoczywałem na łóżku, będąc 

jeszcze w stanie lekkiej bilokacji. Miałem wrażenie, że Marsjanie i Szarzy nauczą nas jak przetrwać 
pod ziemią. Ale faktycznie żyć pod ziemią będziemy z Marsjanami.

Implikacje tej sesji, jeśli chodzi o mój pogląd na ewolucję ludzkości, były ogromne. Wydaje się, 

że   naprawdę   zmierzamy   ku   ciężkim   czasom.   Wykorzystując   metodę   przyrostu   w   SRV,   mogę 
oszacować, że punkt A na linii czasu nastąpi za około siedemdziesiąt dwa lata. Oznaczałoby to, że 
około   roku   2065   sytuacja   pogorszy   się   do   tego   stopnia,   że   konieczne   okaże   się   zbudowanie 
sanktuarium. W kolejnym stuleciu nastąpi seria katastrof, jedna po drugiej. Do 2150 roku zapanuje 
chaos. Nie wiem, co ostatecznie zmniejszy liczbę ludności; najpewniej wojna, choroby i głód. Ale 
wydaje się jasne, że populacja ludzka nie utrzyma się na swoim obecnym wysokim poziomie. Za 
trzysta lat ludzie ponownie pojawią się na powierzchni Ziemi, żeby rozpocząć odbudowę biosfery. 
Niektórzy teleobserwatorzy widzieli Szarych, jak zbierali dużą i być może kompletną kolekcję 
próbek biologicznych z całej planety. Mogę się jedynie domyślać i mieć nadzieję, że materiał ten 
zostanie wykorzystany do wskrzeszenia życia na całym globie.

Ciekawe   czy   długi   okres   życia   pod   ziemią   przyzwyczai   ludzi   do   tego   typu   środowiska 

mieszkalnego. Robert Monroe donosi, że podczas jednej ze swoich wędrówek poza ciało widział 
ludzi (a dotyczy to okresu za tysiąc lat) nie mieszkających na powierzchni Ziemi (Monroe, 1994 i 
1985). Według relacji Monroe'a, mieszkali oni w podziemiu, odwiedzając regularnie powierzchnię, 
gdzie istniało pierwotne, naturalne środowisko życia. W tej chwili nie wiem, na ile okaże się to 
prawdą. Nie przeprowadzałem jeszcze teleobserwacji w tak odległym czasie.

To smutne, że ludzie będą musieli zapłacić taką cenę, zanim nauczą się cenić inne formy życia. 

Nie   zrozumcie   mnie   źle.   Jestem   w   pełni   świadomy   faktu,   że   ludzie   są   mocno   zaniepokojeni 
sposobem traktowania środowiska. Niektórzy próbują aktywnie wpływać na bieg naszych spraw, 
żeby   uniknąć   przyszłości,   która,   jak   intuicyjnie   czują,   nieuchronnie   się   zbliża.   Ale   takich 
wrażliwych ludzi jest niewielu, a ich wysiłki nie są wystarczające, zważywszy na zasięg zjawiska. 
Naprawdę,   nie   widzę   nic,   co   mogłoby   zmienić   nieszczęsną   wizję   naszej   bliskiej   przyszłości. 
Wydaje   się,   że   ciężkie   doświadczenia   są   przeznaczeniem   naszej   rasy,   że   jest   ona   skazana   na 
zniszczenie swego świata po to, by zrozumieć jego wartość.

Cudownie będzie doczekać dnia, kiedy ludzie zapomną o chciwości i walkach w imię egoizmu, a 

zaczną   poszukiwać   innego   sensu   życia,   który   połączy   nas   z   resztą   stworzenia.   Moment   ten 
zwiastować będzie jaśniejszą przyszłość naszego gatunku. Z pewnością nie ominie nas cierpienie, 
ale   zmiana   zbiorowej   świadomości,   jaka   się   dzięki   temu   dokona,   doprowadzi   nas   do   lepszej 
egzystencji, wypełnionej sensem istnienia wszelkiego życia. Przynajmniej taką mam nadzieję.

background image

Rozdział 26

Organizacja Szarych w ramach Federacji

Jak   ukaże   to   niniejszy   rozdział,   Szarzy   mają   złożoną   strukturę   organizacyjną.   Jestem 

socjologiem i analiza jakiejkolwiek grupy jednostek z punktu widzenia ich zbiorowych działań nie 
jest mi obca. Typowe problemy socjologiczne dotyczą istot, które porozumiewają się za pomocą 
telefonu,   gazet,   telewizji   i   radia.   Rządzenie   w   takich   okolicznościach   jest   stosunkowo   proste. 
Społeczeństwo tworzy pewną instytucję, taką jak parlament, którą uznaje się za ciało rządzące, a 
socjolog pragnący badać takie społeczeństwo rozpoczyna swe zadanie od obserwacji rządu. Zbiera 
dane przez normalne kanały komunikacyjne, takie jak publikacje i wywiady z przywódcami rządu, 
a potem bada też analizy głosowania ludności.

W przypadku Szarych sytuacja nie jest jednak tak prosta. Ponieważ nie wiedziałem za bardzo, od 

czego   zacząć,   postanowiłem   dodać   do   naszej   listy   ogólny   cel,   mający   pomóc   w   rozpoznaniu 
podstawowych aspektów organizacji społeczeństwa Szarych. Cel ten brzmiał „Szarzy – obecna 
organizacja   rządów”.   Nie   miałem   żadnych   oczekiwań   i   nie   wiedziałem,   jak   zacząć   analizę 
otrzymanych   danych.   Na   szczęście,   a   jest   to   charakterystyczna   cecha   teleobserwacji,   moja 
nieświadomość ułożyła materiał w taki sposób, że ostatecznie nabrał on sensu również w moim 
świadomym umyśle.

Sesja ta była monitorowana i jak zwykle w tego typu przypadkach nie otrzymałem żadnych 

wstępnych informacji na temat celu. Przedstawione tu dane są na tyle złożone, że Czytelnicy z 
łatwością   zrozumieją,   jak   użyteczne   jest   monitorowanie   w   przypadku   takich   ogólnych   celów. 
Podczas sesji nieświadomość przeniosła mnie do właściwego miejsca, ale do zebrania wszystkich 
potrzebnych szczegółów, potrzebna okazała się pomoc monitora, który w prowadzenie mnie włożył 
sporo wysiłku.

Data: 30 lipca 1994
Miejsce: Ann Arbor, Michigan
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 1443/7114

Dane wstępne od razu wskazywały, że cel znajduje się w innym czasie lub wymiarze. Z celem 

związane było niebieskie i białe światło, a także pojęcie ekspansywności i nieskończoności.

W szkicu Fazy 3 rysuję światło. Wydaje mi się, że jestem w pobliżu kwatery głównej Federacji. 

Dostaję   polecenie   wykonania   operacji   przemieszczenia,   która   przenosi   mnie   do   środka   celu. 
Przechodzę do Fazy 4.

C.B.:  Jestem   w   dużej   budowli   i   wszystko   wydaje   się   znajome.   Odbieram   silne  AOL  linii 

sygnału,   że   to   kwatera   główna   Federacji.   Jestem   teraz   wewnątrz   budynku.   Stoję   przed 
wyglądającym na Buddę Szarym, z którym miałem wcześniej do czynienia. On z całą pewnością 
wie, że tutaj jestem.

MONITOR: Skup się na związku między Federacją a Szarymi.
C.B.: Mówi mi, że nie powinienem tak bardzo wątpić w to, co mówią Szarzy. Wydaje się być 

szczęśliwy, ale również nieco rozdrażniony naszym powolnym postępem.

W   tym   momencie   wyrażam   swoją   irytację.   Uważam,   że   posuwam   się   całkiem   szybko, 

zważywszy na moje inne obowiązki. Wygląda na to, że „Budda” nie zwraca uwagi na mój wybuch.

MONITOR: Skup się na formacji władzy.
C.B.: W porządku. Szarzy są członkami Federacji. Faktycznie cieszą się dużym respektem. Cała 

background image

Federacja zaangażowana jest obecnie w akcję pomocy Szarym. Z nawiązką spłacili swoje długi. 
Zasługują na szansę. Ogromnie pomogli ludziom, zarówno teraz, w niezmiernie ważnej kwestii 
ewolucji duchowej, jak i w przeszłości. To bardzo dobrze zachowujący się gatunek, który ewoluuje 
na pięknych i jeszcze bardziej wartościowych członków i przywódców Federacji.

(Przechodzę do Fazy 6 SRV.)
Ten stary mądry Szary, z który pracowałem wcześniej, właśnie włączył się do rozmowy.

Stosuję zaawansowaną technikę SRV, w której badam strukturę organizacji Szarych względem 

Federacji (zobacz rysunek 1.). Na szkicu przedstawiam strukturę rządów trzech oddzielnych grup 
Szarych, wszystkie w relacji do Federacji. Górne szczeble owych trzech grup Szarych to władze, 
odpowiednio reprezentujące swoje populacje. Ogólnie, Szarych, którzy obecnie mają do czynienia z 
ludźmi,   można   sklasyfikować   jako   prymitywnych,   nowoczesnych   i   rozwiniętych.   Każda   grupa 
współpracuje z Federacją niezależnie od dwóch pozostałych.

Rysunek 1: Struktura organizacji Szarych, w ramach Federacji

C.B.:  Odnoszę   wrażenie,   że   jest   jeszcze   parę   mniejszych   grup   renegatów,   które   w 

przeciwieństwie do trzech dużych grup Szarych, nie pracują z Federacją. Wydaje mi się również, że 
te trzy podstawowe grupy Szarych oddzielają poziomy ewolucyjne. To znaczy są to ci sami Szarzy, 
ale pochodzą z różnych punktów w czasie. Jednak wszystkie trzy populacje działają symultanicznie 
tutaj, na Ziemi.

MONITOR: Courtney, zbadaj populację Szarych oznaczoną numerem jeden.
C.B.: O rany! To na pewno jest AI (wrażenie estetyczne)! Pozwól, że zapiszę to w matrycy. W 

tej kategorii mieści się największa liczba Szarych. Są stosunkowo prymitywni. Mają duże oczy i 
odczuwają bardzo powierzchowne emocje. Odznaczają się mentalnością mrówek. Obsługują bardzo 
duże statki i bardzo niewielu z nich pozostaje we własnym świecie.

MONITOR: Zbadaj rządy w tej populacji.
C.B.: Właściwie mają rządy hierarchiczne. Postrzegam tu wyższych i niższych rangą.
MONITOR: Zbadaj populację numer dwa.
C.B.:  Tych też jest bardzo dużo. Różnią się fizycznie od pierwszej grupy. Ci Szarzy czasami 

pracują z ludźmi i innymi stworzeniami, czego nie można powiedzieć o grupie pierwszej.

MONITOR: Zbadaj ich sposób rządzenia.
C.B.: Rządy są „pełniejsze” niż w przypadku pierwszej grupy. We wszystkich sprawach istnieje 

porozumienie telepatyczne. Osiąga się consensus. Nadal nie ma pojęcia indywidualnych opinii, 
wymagających głosowania. Jednak i tu występuje hierarchia, tak jak w grupie numer jeden.

MONITOR: Zbadaj populację Szarych numer trzy.
C.B.: Jest ich wielu, ale nie tak dużo jak w pierwszej czy drugiej grupie. Od innych grup różnią 

background image

się także pod względem charakteru. Zdobyli bądź odzyskali pewną elastyczność emocjonalną. Nie 
są tacy jak ludzie, ale bardzo im bliscy.

MONITOR: Zbadaj rządy tej populacji.
C.B.:  Ich   indywidualność   jest   na   tyle   rozwinięta,   iż   mają   zróżnicowane   opinie   i   ciekawe 

osobowości. Głosują w pewien telepatyczny sposób, ale ogólne tendencje zmierzają do consensusu.

MONITOR:  Zbadaj   obowiązki   i   wymogi   członkostwa   Federacji   w   przypadku   pierwszej 

populacji Szarych.

C.B.:  Postarali się o członkostwo. Najpierw nadano im status tymczasowy. Pracowali przez 

bardzo   długi   czas,   pomagając   w   wielu   akcjach.   Zwrócili   się   o   pomoc   w   swoim   własnym 
przedsięwzięciu.   Zaczęli   od   obserwacji   innych,   bardziej   rozwiniętych   gatunków   Federacji. 
Zobaczyli możliwość uzyskania zdolności, umiejętności i potencjalnego rozwoju, jakimi cieszą się 
inne istoty. Ale pragnęli czegoś wyjątkowego. Cenią się i czują, że pewna korekta genów pomoże 
im stworzyć biologiczną maszynę, która okaże się przydatna tak dla nich samych, jak i dla innych. 
Federacja zgodziła się na ich plan. Na główny bank genów wybrano Ziemię.

W tym momencie mój monitor musiał zakończyć sesję i zająć się innymi sprawami. Ponieważ 

znajdowałem się już w stanie bilokacji, postanowiłem kontynuować sesję solo.

Wróciłem przed oblicze gościa z Federacji, który przypominał Buddę i próbowałem uzyskać 

informacje dotyczące struktury rządów Federacji. Powiedział mi, że to skomplikowana organizacja. 
Odbywają się realne fizyczne spotkania. Nie takie jak w przypadku Narodów Zjednoczonych na 
Ziemi. Nie jest to silna władza centralna, lecz zorganizowana współpraca gatunków, światów, grup 
itd...   Wpływy   Federacji   nie   sięgają   całej   galaktyki.   Istnieją   inne   organizacje   galaktyczne,   ale 
kontakt z nimi jest ograniczony. Sytuacja przypomina tę znaną ze Star Trek: następne pokolenie.

Federacja powoli się rozwija. Członkowie Federacji pragną, by w jej szeregach znaleźli się 

Ziemianie.  Taki   jest   cel.   Żeby   tak   się   jednak   stało,   Ziemia   musi   mieć   światowy   rząd.   Jest   to 
najważniejsze   kryterium   członkostwa   w   Federacji.   Federacja   nie   chce   mieć   do   czynienia   z 
planetarnymi   odłamami.   Jest   to   wbrew   zasadom   Federacji,   chyba   że   owe   odłamy   –   tak   jak   u 
Szarych – istnieją w różnym czasie.

Chciałem   teraz   dowiedzieć   się   czegoś   na   temat   przywództwa.   Szary   o   wyglądzie   Buddy 

powiedział mi, że sytuacja jest nagląca. Wykształceni ludzie muszą nauczać na temat Federacji. Już 
niedługo wydarzenia na Ziemi potoczą się w szybkim tempie. Podstawowe więzi z Federacją należy 
zadzierzgnąć teraz, tak by można było utrzymać kontakt w latach walki, śmierci i chaosu. Zostałem 
z naciskiem poinformowany, że Federacja nie rozwiąże naszych problemów, ale udzieli nam rady, 
jeśli o nią poprosimy.

Idąc dalej za sygnałem zrozumiałem wyraźnie, że musimy wkrótce ubiegać się o członkostwo w 

Federacji. Starania można zacząć na wiele sposobów. Światowy rząd musi po prostu podjąć w myśli 
decyzję, że chce członkostwa w Federacji, a Federacja zajmie się całą resztą. Federacja zacznie 
wtedy działać otwarcie.

Podziękowałem podobnemu do Buddy Szaremu i zakończyłem sesję.
Później tego dnia zadzwoniłem do mojego monitora i dowiedziałem się, że celem byli „Szarzy – 

obecna organizacja rządowa”.

Komentarz

Kluczem do zrozumienia społecznej struktury Szarych jest uznanie faktu, że w subprzestrzeni 

nie   ma   czasu   linearnego.   Czas   linearny   stanowi   jedną   z   wielu   postaci   naszej   egzystencji   we 
wszechświecie   fizycznym.   Ale   ma   on   sens   tylko   w   obrębie   struktury   fizycznej.   Rozległa 
teleobserwacja, praktykowana na przestrzeni lat przez wielu teleobserwatorów pokazała, że czas 
linearny   nie   istnieje   poza   światem   fizycznym.   Wszystkie   wydarzenia   toczą   się   jednocześnie. 
Koncepcja taka jest dla większości z nas trudna do przyjęcia, bowiem na Ziemi czas ma charakter 
ciągły.

background image

Teleobserwatorzy mogą przenikać czas równie łatwo jak przestrzeń, a obserwowanie wydarzeń 

w różnych punktach czasowych daje odczucie faktycznego bycia w danym miejscu i w danym 
czasie. W rzeczywistości teleobserwator może się stać częścią wydarzenia, zaś inny teleobserwator 
oglądający   to   samo   wydarzenie,   może   dostrzegać   subprzestrzenną   postać   pierwszego 
teleobserwatora, bowiem on również ogląda to wydarzenie.

Wiemy teraz, że Szarzy od dawna dysponują technicznymi możliwościami przemieszczania w 

czasie   swych   statków   oraz   ciał.   Nie   rozumiem   jak   się   to   odbywa,   ale   możliwe,   że   chodzi   o 
tymczasowe przesunięcie obecności z przestrzeni fizycznej do subprzestrzeni, wykonanie ruchu 
zarówno   w   czasie   jak   i   w   przestrzeni,   i  ostateczne   pojawienie   się   w   nowym   czasie   i   miejscu 
fizycznego wszechświata. Teleobserwatorzy nie dysponują żadnymi danymi, które sugerowałyby, 
że ET mają zdolności pokonywania ograniczeń prędkością światła w fizycznym wszechświecie bez 
uprzedniego opuszczenia tego ostatniego. Zatem, z czysto fizycznej perspektywy, napotykają na te 
same relatywistyczne prawa co my.

Ponieważ   społeczeństwo   Szarych,   rozumiane   w   sposób   linearny,   ma   techniczne   możliwości 

poruszania się w czasie, nie jest pozbawiona sensu teoria, iż odwiedzają nas grupy Szarych z 
różnych przedziałów czasowych. Co jest jednak najbardziej interesujące to to, że ewolucja czy 
oddzielenie w czasie wydaje się działać na istoty fizyczne podobnie jak oddzielenie geograficzne. 
Wygląda   na   to,   że   stosunkowo   prymitywni   Szarzy   nie   są   zachwyceni   współpracą   z   Szarymi 
nowoczesnymi, a żadna z dwu wcześniejszych grup Szarych nie współpracuje z grupą rozwiniętą. 
Generalnie, trzy poziomy Szarych przypominają do złudzenia różne narodowości pośród ludzi.

Często stwierdzamy, że nasze wspólne doświadczenia narodowe pozostają niezrozumiałe dla 

innych nacji. Występują różnice językowe i zwyczajowe, a czasami po prostu inaczej patrzymy na 
świat niż bliźni po drugiej stronie granicy. Podobnie Szarzy z jednego czasu nie rozumieją w pełni 
Szarych z innego okresu, a kiedy spotykają się w tym samym punkcie czasowym, tak jak obecnie 
na Ziemi, zachowują między sobą dystans.

Spróbuję   osadzić   to   zjawisko   w   szerszej   perspektywie,   która   przyda   naszej   dyskusji   nieco 

jasności.   Teleobserwatorzy   wiedzą   obecnie,   że   Ziemię   odwiedzają   też   inni   goście.   Są   to 
prawdopodobnie ludzie z przyszłości, którzy również posiedli techniczne możliwości podróżowania 
w czasie. Zatem jest całkiem możliwe, że żyjący teraz ludzie mogą być świadkami lotu statku, 
pilotowanego przez późniejszą wersję samych siebie. Gdyby taki statek miał wylądować na moim 
podwórku,   a   z   jego   luku   miałaby   się   wyłonić   moja   przyszła   jaźń,   nie   jestem   pewien,   czy 
wiedziałbym, co robić. W zależności od tego, z jak dalekiej przyszłości pochodziłaby moja przyszła 
jaźń, nie wiem, na ile dobrze bym się czuł, obcując z nim lub nią.

Nie ulega wątpliwości, że należy przeprowadzić więcej badań na tym polu. Powoli zaczynamy 

sobie uświadamiać, jak złożone są nasze kontakty z Szarymi i z Federacją. Musimy teraz poszerzyć 
swą wiedzę na temat kultur oddzielonych od nas nie tylko przestrzenią, ale i czasem. Zrozumienie 
czasowej   symultaniczności   kontaktów   galaktycznych   może   okazać   się   naszym   największym 
wyzwaniem intelektualnym.

Rozdział 27

Budda

We   wczesnym   okresie   naszych   badań   nad   zagadką   ET,   w   tym   samym   czasie,   kiedy 

zaproponowałem mojemu monitorowi przeprowadzenie przy pomocy SRV wywiadu z Jezusem, 
postanowiliśmy dołączyć do listy celów Guru Deva i Buddę. Sam Budda był mi nie znany. Prawdę 
mówiąc,   chciałem   go   wpisać   na   listę,   ponieważ   interesowały   mnie   rozmowy   z   największymi 
przywódcami   duchowymi.   Nie   znaczy   to   jednak,   że   cokolwiek   o   nim   wiedziałem.   Chociaż 
przeczytałem kilka książek na temat Buddy i buddyzmu, nie oświeciły mnie one w kwestii roli, jaką 
odegrał on na Ziemi. Mówiąc krótko, był mi nie znany i chciałem mieć go na liście celów jedynie z 

background image

uwagi na Jego reputację wybitnego przywódcy duchowego. (Czuję się nieco zażenowany tym, że 
moje pierwotne pobudki były tak płytkie.)

Budda nie wydawał się jednak urażony moim brakiem wiedzy co do jego osoby. Co więcej, z 

tego co wiem, wielu buddystów może uznać, iż mój kontakt z nim nie był przypadkowy. W moim 
rozumieniu zawsze stanowił on jakąś tajemniczą osobę. W trakcie sesji, którą przedstawiam w 
niniejszym rozdziale, pozostaje taką osobą, lecz jednocześnie uczy o znaczeniu istnienia więcej, niż 
mógłbym nauczyć się sam w ciągu całego swego życia. Słowem sesja SRV, na której oparty jest ten 
rozdział, była najpiękniejszym doświadczeniem, jakiego doznałem w czasie teleobserwacji.

Była to sesja w ciemno. Jak Czytelnicy zauważą, mój monitor był na początku nieco zaskoczony. 

Budda to prawdziwy mistrz. Byliśmy kompletnie nie przygotowani na to, co wydarzyło się pewnej 
letniej nocy w Michigan.

Data: 30 lipca 1994
Miejsce: Ann Arbor, Michigan
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 1842/3355

Dane wstępne wskazywały, że cel znajduje się w miejscu bardzo gorącym.

C.B.:  Widzę kolory: czarny, biały i beżowy. Cokolwiek to jest, wydaje się płaskie, szerokie, 

okrągłe   i   bardzo   rozległe.   (Rysuję   prosty   szkic   w   Fazie   3,   na   który   składa   się   duży   owal.) 
Przechodzę   do  Fazy   Czwartej.   Mam  czerń   i  biel,   gorąco   i   zimno,   dużo   kontrastu   w   świetle   i 
temperaturze.  To   jest   okrągłe,   szybkie,   energiczne,   a   teraz   dostrzegam,   że   wiruje.   Czuję   jakąś 
spaleniznę, jakby dym. Ale ten dym jest w wirze. To może być coś innego niż dym, ale to jest w 
wirze. Przynajmniej tak to odbieram.

MONITOR: Skup się na wirze i na tym, co jest w środku.
C.B.:  W porządku. O  RANY! Jakie wrażenie estetyczne!  Odbieram  coś, o czym  słyszałem 

dawno temu – rozszerzanie się świadomości Buddy do wielkich rozmiarów, a potem gwałtowne jej 
kurczenie się do rozmiarów molekuł. Czuję, że moja świadomość naprawdę się rozszerza, to znaczy 
jest rozciągnięta tak, jak świadomość Buddy. Odbieram też bardzo silną energię.

Mam wrażenie, że znajduję się na bardzo dużym obszarze, prawie tak dużym jak galaktyka, a 

dookoła wirują jakieś małe cząstki. Czuję się jakbym był rozciągnięty, ale nie jest to niewygodne. 
Odnoszę wrażenie, że ten obraz dany mi jest po to, żebym coś zrozumiał. Doznaję również czegoś 
na kształt alegorycznego AOL. Mam wstępny obraz Szarego z kwatery głównej Federacji, który 
przypominał Buddę. Obecna sytuacja przypomina mi, jak wniknąłem w jego umysł, a on pokazał 
mi obraz galaktyki.

Ale   to   obecne   odczucie   nie   dotyczy   galaktyki.   To   bardzo   dziwne.   Wiąże   się   raczej   ze 

stwarzaniem.   Nie   ma   jeszcze   życia.   Obecna   jest   istota   życia,   ale   samo   życie   jeszcze   się   nie 
pojawiło. Nastąpi to wkrótce. Co mam teraz robić?

MONITOR: Sam nie wiem. Masz jakiś pomysł?
C.B.: Zapytam mojej nieświadomości. Skupię się na pojęciu sugestii w matrycy.
MONITOR: Idź za głosem intuicji. Nigdy wcześniej tego nie robiliśmy.
C.B.: Chyba należałoby skupić się na Bogu. Tak zrobię. Poczekaj... Odnoszę teraz wrażenie, że 

idę do osobistości, którą znam, do Jezusa. Kieruję nieświadomość na Jezusa. W porządku. Mam 
Jezusa. Skupiam się na tym, gdzie się obecnie znajduje. Sygnał jest wyraźny. Jestem w punkcie, w 
którym zaczęło się życie. Spróbuję się dowiedzieć, dlaczego tu jestem.

Poinformowano mnie, że muszę poznać pierwotną przyczynę życia. To bardzo silny sygnał. 

Skupiam się teraz na pytaniu, co powinienem robić.

Jezus   mówi   mi,   że   powinienem   się   wyzwolić.   Powinienem   wejść   w   wir.   Dobrze,   że   cię 

poznałem, bracie. Wchodzę do środka. O Boże. Co za wrażenie estetyczne! Jestem teraz w środku. 
Bóg spędził całą wieczność w samotności. Jego ewolucja sięgnęła takiego pułapu, w którym nie 
mógł   już   znieść   odosobnienia.   Ostatnią   deską   ratunku   było   stworzyć   siebie   na   nowo, 

background image

zapoczątkowując tym samym tworzenie nowych bogów, nowych własnych jaźni, istot, które by o 
Niego dbały i o które On by się troszczył. Kocha nas, ponieważ przerwaliśmy jego samotność, 
której wprost nie sposób opisać słowami.

Temu, co stworzył nigdy nie pozwoli zginąć, gdyż wróciłby tym samym do swojej przeszłości, a 

to oznacza więzienie. Przyszłość jest skazana na wieczną ekspansję.

O rany. To zwala z nóg! Właśnie doświadczyłem gwałtownego przemieszczenia. Są tu galaktyki, 

nieskończona różnorodność, wszystko się rozszerza. Panuje  ogromna radość,  radość  w nowym 
istnieniu Boga. Wielka radość!

Pytam   teraz,   czy   jeszcze   coś   powinienem   wiedzieć.   Jestem   wstrząśnięty.   Nie   wiem,   czy 

powinienem kontynuować. Jezus mówi mi, że to koniec. Mogę teraz odpocząć. Żegna się. Dokąd 
mnie posłałeś tym razem?

MONITOR: ,Courtney, to nie ja cię posłałem. Celem był Budda.
C.B.: Budda?!

Zaraz po zakończeniu monitorowanej sesji, kontynuowałem krótką sesję solo. Skupiłem się na 

facecie z Federacji, który przypominał Buddę. Odczuwałem bijące od niego ciepło.

Trzymając się protokołów SRV, zapytałem go, czy jest Buddą. Pozostawił to bez odpowiedzi. 

Powiedział mi, że nie ma sensu udzielenie konkretnej odpowiedzi, bo każdy powinien odnaleźć go 
sam na swój własny sposób. Lecz mój świadomy umysł miał w tym względzie jasność. To był 
Budda, a ja obcowałem z nim od dawna, zupełnie o tym nie wiedząc.

Spytałem go, czy powinienem zamieścić o nim informację w swojej książce. Odparł, że sam 

powinienem   zdecydować.  Włączyłem   więc   ten   wątek,   chociaż   nigdy   nie   będę   w   stanie   oddać 
słowami błogości, jakiej doznałem w trakcie tamtej pamiętnej sesji.

Komentarz

Budda nie chciał powiedzieć mi wprost, kim Jest; chciał, bym doświadczył odpowiedzi na swoje 

pytanie. Chociaż może się to wydać nieprawdopodobne, Budda zasiada w radzie Federacji, która 
pomaga kontrolować sprawy ludzi na Ziemi. Do dnia dzisiejszego sprawuje nad nami pieczę.

Budda chciał, żebym się sam wyzwolił, tak bym mógł się rozwijać i doświadczać esencji Boga, 

jaką jest tworzenie i moment tworzenia. To ta intymna wiedza oparta na doświadczeniu przekonała 
mnie, że Budda i mój nauczyciel/przyjaciel z Federacji to jedna i ta sama osoba. Dzięki niemu 
uświadomiłem sobie pewną ogólną zasadę: Objawienie się to infantylna droga do wiedzy. Drogą 
dojrzałą jest doświadczenie.

Najwyraźniej Budda czuł, że muszę znać przyczynę samego życia. Przesłanie zawarte w tym 

rozdziale stanowi odpowiednik przesłania z rozdziału na temat Boga. Dowiedziałem się, że życie 
istnieje, ponieważ Bóg pragnął je stworzyć, by w ten sposób zakończyć swą samotność. Poczucie 
samotności,   jakiego   doświadczyłem   w   trakcie   tej   sesji,   było   niewypowiedzianie   głębokie   i 
przejmujące;   było   to   doznanie,   którego   nigdy   wcześniej   nie   potrafiłbym   sobie   wyobrazić. 
Natomiast radość, jaką odczuwał Bóg, gdy stwarzał czas, materię fizyczną i nas, przypominała 
najczystszą, najbardziej cudowną radość, jaka może istnieć.

Teraz rozumiem, co znaczą słowa, że jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga. Nie oznacza to, 

że Bóg ma ręce i stopy. Znaczy to, że odczuwa tak jak my odczuwamy, albo raczej my odczuwamy 
tak  jak On. Uczucie, bogata  krew  doświadczenia, pochodzi  od Boga. Teraz  można  zrozumieć, 
dlaczego Szarzy tak bardzo chcą ewoluować, jeśli idzie o ich ciała fizyczne i mózgi – pragną 
doświadczać   emocji,   zwłaszcza   miłości.   Chcą   posunąć   się   w   kierunku   swego   ostatecznego 
przeznaczenia – zjednoczenia z Bogiem.

Na podstawie wszystkich moich doświadczeń w teleobserwacji, mogę z całym przekonaniem 

stwierdzić, że Szarzy wiedzą dużo na temat faktycznej, „naukowej” struktury Boga. Ale wiedza to 
nie wszystko. Ci sami Szarzy pragną i potrzebują doświadczać Boga, a tego nie udało im się jeszcze 
dokonać.

Jakże   inaczej   patrzę   teraz   na   ewolucyjne   wysiłki   Szarych,   zmierzające   do   rozwoju.   Mają 

background image

technikę, która jest cudem galaktyki, a jednak ich nie zadowala. Posiedli zdolność przemieszczania 
się w czasie i przestrzeni, ale podróże te ich nie cieszą. Potrafią doskonale porozumiewać się za 
pomocą telepatii, lecz od swoich umysłów oczekują czegoś więcej. Mają wszystko, co wprawia nas 
w pełne obawy zdumienie, a poruszyliby niebo i ziemię, aby posiąść pewną naszą cząstkę. Oni 
znowu pragną czuć. A Bóg znowu pragnie czuć poprzez nich.

Teraz jest to dla mnie bardziej zrozumiałe niż kiedykolwiek przedtem. My i wszelkie życie 

zostaliśmy stworzeni jakby z ciała Boga. Ponieważ jesteśmy cząstkami Boga, doświadcza On życia 
poprzez nas, a my doświadczamy życia, bo taka jest natura Boga. Kiedyś bałem się, że pewnego 
dnia   Bóg   zechce   cofnąć   się   do   swego   pierwotnego   stanu   i   że   wtedy   moja   egzystencja 
subprzestrzenna na zawsze się skończy. Mój strach oparty był na przekonaniu, że nieskończoność to 
wystarczająco długi czas, by mogło się wydarzyć dosłownie wszystko.

Teraz już się tego nie boję. Bóg nie cofnie się do punktu wyjścia, ponieważ wróciłby wtedy do 

swej samotności, którą cierpiał całą wieczność. Ponieważ ja nie chciałem tracić swego istnienia. 
Bóg również tego nie chciał. Bóg nie wróciłby dobrowolnie do własnego piekła.

Przyszłością Boga jest raczej wieczna ekspansja, ciągłe przejawianie swej złożoności poprzez 

nieskończoność. Bóg będzie rozwijał się w miarę jak my się rozwijamy i być może to stanowi 
odpowiedź na pytanie, dlaczego nas – ludzi pociąga bardziej rozwój niż stagnacja. Naturą Boga jest 
rosnąć i rozszerzać się w swej ewolucji. Ponieważ jesteśmy stworzeni z Jego ciała, jest to również 
udziałem   naszej   natury.   Głęboko   w   naszej   świadomości   tkwi   ten   sam   strach   przed   izolacją   i 
samotnością, która jest przeciwieństwem wzrostu, kreacji i ekspansji. Jesteśmy, całkiem dosłownie, 
wykapanymi dziećmi Boga. Jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo. Postępujemy tak jak 
On postępuje. Poszukujemy jeszcze nie znanych możliwości istnienia. W rzeczywistości, nasza 
walka o przetrwanie jest walką Boga o to, by być.

Rozdział 28

Kultura Marsjan na Ziemi

Jako socjolog interesuję się kulturą. Jedną z pierwszych rzeczy, o jakich wspomniałem mojemu 

monitorowi, kiedy się z nim poznałem, było to, że w moim przekonaniu teleobserwację mogliby 
wykorzystać   socjolodzy   do   badania   innych   kultur.   Odnosiłem   wówczas   wrażenie,   że   militarna 
orientacja   mojego   nauczyciela   zawęziła   nieco   jego   horyzonty.   Wojskowi   teleobserwatorzy 
wydawali się bardziej zainteresowani logistyką operacji ET – kto co pilotował, gdzie i jak – niż 
społeczeństwami, które te operacje przeprowadzały.

Kierując się swymi naturalnymi zainteresowaniami socjologicznymi, jako jeden z pierwszych 

celów   na  naszej   liście   umieściłem  współczesną  kulturę  Marsjan.  Chciałem  się  dowiedzieć,   jak 
obecnie wygląda społeczeństwo Marsjan. Wiedzieliśmy, że Marsjanie pilotują statki kosmiczne, 
czyli   osiągnęli   wysoki   poziom   rozwoju   technicznego.   Ale   np.   Stany   Zjednoczone   również 
dysponują rozwiniętą techniką, co jednak komuś z zewnątrz niewiele mówi na temat życia ludzi w 
miastach  Ameryki.   Tak   więc   potrzebowałem   więcej   informacji.   Pragnąłem   też   dowiedzieć   się 
czegoś więcej na temat zwykłych ludzi – kim są, gdzie mieszkają, co robią?

Pod koniec lipca 1994 roku, mój monitor wyznaczył mi kulturę Marsjan jako cel. Oczywiście 

była to sesja w ciemno. Chodziło o to abym rozpoczął sesję bez przewodnika, nieświadomy tego, że 
cel miał cokolwiek wspólnego z kulturą Marsjan.

Po   zakończeniu   tej   sesji   monitor   powiedział   mi,   że   inni   pracujący   z   nim   teleobserwatorzy 

potwierdzili   uzyskane   przeze   mnie   dane.   Następnie   podał   mi   wiele   szczegółów   dotyczących 
sposobu   wspierania   obserwowanych   przeze   mnie   Marsjan   i   zakończyliśmy   sesję   miłym 
stwierdzeniem jak to dobrze współpracuje się ekspertowi logistyki z socjologiem.

Data: 31 lipca 1994

background image

Miejsce: Ann Arbor, Michigan
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 4731/8279

Dane wstępne wskazywały, że z celem związany jest ruch i solidna sztuczna budowla.

C.B.:  Kolory szary i stalowy. Błyszczące powierzchnie. Panuje bardzo wysoka temperatura. 

Widzę coś, co się szybko porusza; odbieram też pojęcie linearności – być może ruch – i silną 
energię.

(W szkicu Fazy 3 rysuję coś, co wygląda na szybko poruszający się statek ET. Przechodzę do 

Fazy 4, gdzie zbieram niewielką, lecz wystarczającą liczbę danych potwierdzających, iż konstrukcja 
znajduje   się   na   statku   ET.   Wykonuję   operację   przemieszczenia,   w   wyniku   której   trafiam 
pięćdziesiąt stóp powyżej punktu docelowego statku.)

Pod sobą mam jakąś złożoną konstrukcję. Przeważają brązy i odcienie czerwieni. Powierzchnie 

są zarówno gładkie, jak i chropowate. Ciepło. Czuję, że coś się pali; dym. Panuje tu dość duży 
hałas. Jeśli chodzi o ogólne odczucia, to jest tu szeroko i płasko. Pode mną widać dużo krzywych 
linii.

(Robię nowy szkic Fazy 3. Wygląda to na kompleks jednopiętrowych domków, ulokowanych w 

sąsiedztwie pustego obszaru.)

Przechodzę znowu do Fazy 4. Odnoszę wrażenie, że miejsce to jest jakieś surowe, a nawet 

prymitywne. Jest tu dużo istot, a z linii sygnału odbieram AOL wskazujące na starą wioskę z 
dawnych czasów. Nie twierdzę jednak, że dzieje się to w  przeszłości. Po prostu takie sprawia 
wrażenie.   Budowle   to   domy   mieszkalne   o   drewnopodobnej   fakturze.   Przybliżam   się.   Tak,   to 
stosunkowo prymitywne domy mieszkalne.

Z samymi istotami wszystko wydaje się w porządku, to znaczy są spokojne. Życie toczy się tu 

wolno i bez zakłóceń – nie ma żadnego bezpośredniego zagrożenia.

Z   perspektywy,   miejsce   to   wygląda   na   umiarkowanie   duże   miasto,   zamieszkane   przez 

przypominające ludzi istoty. Jednak gdy przyjrzeć im się uważniej, widać, że nie są to zwykli 
ludzie. Jest coś dziwnego – poczekaj... Oni są jakby niżsi, ale to nie wszystko.

(Wykonuję kolejną operację przemieszczenia, dzięki której jestem teraz na wysokości dwustu 

stóp nad tym, co okazuje się być miastem. Znowu wracam do Fazy 4, gdzie wchodzę do środka 
jednej z budowli. Pozwalam, by nieświadomość sama zadecydowała, do którego budynku mam 
wejść.)

Jestem teraz w dużym pokoju. Być może jest to budynek o jednym dużym pomieszczeniu. 

Przynajmniej ten pokój dominuje nad całą resztą. To jakiś magazyn. Przechowuje się tu drewniane 
pudła. Pudła mają skoble. Badam jedno z nich. Czy mam zajrzeć do środka?

MONITOR: Spróbuj.
C.B.:  Są tu lekarstwa, przybory medyczne, tego typu rzeczy. Ktoś je tu przywiózł w ramach 

akcji pomocy. Jest to coś w rodzaju amerykańskiego wsparcia dla Somalii.

(Monitor każe mi wrócić do szkicu Fazy 3 i zbadać, co znajduje się we wnętrzach kilku innych 

jednostek mieszkalnych.)

W budynkach tych mieszkają ludzie, którzy wiodą bardzo proste życie. Mają rodziny, dzieci. 

Gotują. Środki medyczne w pierwszej budowli pochodzą prawdopodobnie od bardziej rozwiniętej 
kultury.

(Przechodzę do Fazy 6, gdzie rysuję schematyczne wyobrażenie lotu pierwotnego statku ET od 

jego   startu   do   punktu   przeznaczenia.   Następnie   podążam   za   statkiem   z   powrotem   do   punktu 
wyjścia.)

To   bardzo   nowoczesne   urządzenie.   Są   tu   jakieś   istoty,   które   noszą   mundury.   Urządzenia 

przypominają te, których używali ocaleni Marsjanie w jaskiniach Nowego Meksyku.

(Wracam do punktu docelowego statku, lokując się tysiąc stóp ponad obserwowanym terenem.)
Jest tu dużo roślinności, prawie jak w dżungli. W pobliżu widać góry, być może stary wulkan. 

Jest też dużo polanek. Wygląda to na obszar w pobliżu lasu tropikalnego. Domy mieszkalne są 

background image

niskie i proste. Położone są w zalesionym, odizolowanym od ludzi środowisku. Odbieram silne 
AOL  linii   sygnału,   że   jest   to   obóz   marsjańskich   uchodźców.   Położony   jest   chyba   gdzieś   na 
południu, może w Ameryce Łacińskiej.

MONITOR: Umieść to wszystko w odpowiednim miejscu w matrycy i kontynuuj. Pamiętaj, że 

jesteś w Fazie 4. Niech twoja nieświadomość rozwiąże ten problem.

C.B.: Badam koncepcję obozu/wioski. Tak, to uchodźcy. Są trochę zaniepokojeni, ale wiedzą, że 

wszystko   idzie   jak   najlepiej,   przynajmniej   na   razie.   Wiedzą   kim   są,   ale   chyba   nie   wiedzą 
wszystkiego. Możliwe, że celowo wymazano im część pamięci, aby mogli lepiej przystosować się 
do otoczenia.

Z rysów twarzy przypominają Indian południowoamerykańskich. Domy mieszkalne wzniesiono 

po to, by zamaskować przedsięwzięcie. W pewnym momencie w ich umysłach coś się wyzwoli i 
ich wspomnienia wrócą z całą siłą. To naprawdę fascynujące: noszą swą kulturę ukrytą głęboko w 
umysłach i nie znają jej.

W tym punkcie, mój monitor był prawie gotów zakończyć sesję. Kazał mi przejść do notatek 

Fazy 6, gdzie narysowałem flagę kraju, w którym znajduje się wioska. Potem zakończył sesję i 
powiedział mi, że celem byli „Marsjanie – obecna kultura”.

Komentarz

Monitor powiedział mi, że sesje SRV przeprowadzone przez innych teleobserwatorów, zarówno 

monitorowane jak i solo, dostarczyły takich samych danych. Właściwie moja sesja potwierdziła to, 
co już wiedzieliśmy: jakie jest ogólne położenie wioski.

Oczywiście   nie   chcę   powiedzieć,   że   cała   rasa   ludzi   zamieszkująca  Amerykę   Łacińską   to 

Marsjanie. Jest to raczej mała grupka (może paręset istot) pozostająca w sprytnie przygotowanym 
ukryciu i zintegrowana z większą populacją ludzi.

Moją pierwszą reakcją po sesji było iść do biura podróży, zakupić bilet i od razu tam lecieć. Ale 

przypomniano mi w czas, że trwały tam akurat polityczne zamieszki. Zagrożenie stanowili też 
dobrze zorganizowani i uzbrojeni handlarze narkotyków, którym trudno byłoby wytłumaczyć, że 
podróżujemy po ich terytorium w poszukiwaniu Marsjan. Przypomniałem sobie, że mam rodzinę i 
postanowiliśmy poczekać na inną okazję, kiedy będziemy mogli odwiedzić społeczność Marsjan 
bez narażania życia. Jedno było pewne. Marsjanie wybrali doskonałe miejsce. Nie zagrażali im 
turyści,  nawet ci,  którzy  wiedzieli kim  są i gdzie przebywają. Nie mogliśmy do nich  dotrzeć, 
chociaż żyli na naszej planecie.

Marsjanie,   których   obserwowałem   w   południowo-amerykańskiej   wiosce   nie   są   jedynymi 

żyjącymi przedstawicielami swej rasy. Wygląda na to, że są oni wspierani przez innych, bardziej 
technicznie zorientowanych rodaków. Moja własna analiza wskazuje, że Marsjanie z wioski są 
ochotnikami w akcji podjętej w celu ocalenia pierwotnej marsjańskiej kultury. Początki tej kultury 
prawdopodobnie sięgają zniszczenia ekosystemu Marsa i ratunku udzielonego im przez Szarych. 
Ich pełne dziedzictwo kulturowe zachowane jest w umysłach, a oni sami czekają na sygnał, który 
uwolni te wspomnienia.

Plan jest zadziwiająco dobrze skonstruowany. Marsjanie muszą przetrwać. Ale co dokładnie 

wymaga ocalenia? Wydaje się, że nie ma powodu, dla którego subprzestrzenne postaci Marsjan nie 
mogłyby się ponownie narodzić jako ludzie. Ale wtedy byliby ludźmi, a wszystko, co pierwotnie 
marsjańskie,   by   przepadło.   To,   co   wymaga   ocalenia   to   wspomnienia   Marsjan.   Musi   zostać 
zachowana pierwotna kultura Marsjan oraz niektóre aspekty ich genetyki. Niestety, ich ciała na 
Ziemi   zaadaptowały   się   już   do   nowych   warunków.   Spowodowała   to   panująca   tu   większa 
grawitacja.   Co   do  kultury,   ta   miała   szansę  przetrwać   w   mniej   więcej   nienaruszonym   stanie   w 
ukrytych wspomnieniach, do których nie miałoby dostępu silne środowisko ludzkie.

Ulokowanie   tych   Marsjan,   powiedzmy,   w   środku   Nowego   Jorku   spowodowałoby 

prawdopodobnie taką lawinę nowych bodźców psychologicznych, że wszelki plan wskrzeszenia ich 
marsjańskiej tożsamości spaliłby z pewnością na panewce. Natomiast wioska rolnicza, w której 

background image

kontakty z ludźmi są w naturalny sposób ograniczone, stanowiła świetne miejsce dla uchodźców. 
Osobiście uważam tę wioskę za skansen kultury Marsjan.

Wygląda więc na to, że marsjański plan emigracji na Ziemię jest dość złożony. Z jednej strony, 

zainstalowano tu bank kultury, historii i tożsamości, mający służyć zachowaniu wiedzy o tym, kim 
byli Marsjanie i skąd się wywodzili. Z drugiej strony wiemy, że są inni Marsjanie, zaangażowani w 
inne   rodzaje   migracji.   To   ci,   którzy   latają   supernowoczesnymi   statkami   i   zajmują   się 
rozwiązywaniem problemów genetycznych.

Należy przypomnieć, że według danych z innej sesji SRV, pewnego dnia duża flotylla statków 

marsjańskich wyląduje z uchodźcami z Marsa na Ziemi. Wielu z tych Marsjan przebywa obecnie w 
podziemnych   schronach   na   Marsie   i   ochoczo   wyczekuje   sygnału   podróży.   Wielu   z   nich   nie 
osiągnęło wysokiego poziomu technicznego. Ich ulubiony styl życia (włączając upragniony klimat) 
przypomina do złudzenia życie w wiosce marsjańskiej na Ziemi, które obserwowałem w trakcie tej 
sesji.

Tak więc można chyba założyć, że przebudzenie kulturowe Marsjan z wioski nastąpi tuż przed 

przybyciem ich rodaków z Marsa. Osiadli na Ziemi Marsjanie będą świetnymi nauczycielami dla 
nowo   przybyłych   ziomków.   Będą   w   stanie   przekazać   im,   jak   przetrwać   na   tej   planecie.   Będą 
stanowić kulturową oazę w obcym świecie.

Postanowiłem nie podawać do publicznej wiadomości, gdzie znajduje się owa wioska. Sytuacja 

bowiem   jest   tam   całkiem   różna   od   sytuacji   Marsjan,   mających   bazę   w   Nowym   Meksyku,   w 
podziemiach góry Santa Fe Baldy. W przypadku bazy, żywię nadzieję, że ujawnienie jej położenia 
zachęci Marsjan do poszukiwania otwartego dialogu z rządowymi przywódcami. Inaczej rzecz się 
ma w przypadku Marsjan z wioski. Nie chciałbym narażać na szwank ich działalności. Publiczne 
ujawnienie położenia wioski mogłoby poważnie zagrozić bezpieczeństwu jej mieszkańców. Poza 
tym,   podstawową   racją   jej   istnienia   jest   zachowanie   kultury   marsjańskiej.   Gromada   ludzi 
wkraczających   w   tę   misternie   przygotowaną   przystań   jest   ostatnią   rzeczą,   jakiej   potrzebują. 
Sytuacja   taka   mogłaby   uniemożliwić   technicznie   wyszkolonym   Marsjanom   udzielenie   wiosce 
koniecznej pomocy.

Żywię nadzieję, iż pewnego dnia będę w stanie wyperswadować ważnym politykom ze Stanów 

Zjednoczonych lub z innych krajów, że dyskretna wizyta w marsjańskiej wiosce może okazać się 
pomocna w nawiązaniu dyplomatycznych kontaktów pomiędzy ludźmi a Marsjanami. Uzyskanie 
zgody na taką wizytę od technicznie rozwiniętych Marsjan z Santa Fe nie powinno przedstawiać 
większego problemu.

Rozdział 29

Sprawdzian wiarygodności 2

Rozdział ten opisuje drugą z dwu sesji SRV, w której wykorzystałem cel skalowania. Celem 

pierwszej takiej sesji był Gabinet Owalny w Białym Domu. Przypominam, że celów skalowania 
używa się po to, by sprawdzić dokładność protokołów SRV. Cele takie podlegają łatwej weryfikacji, 
a sesje SRV w tych warunkach spełniają funkcję dostrajania teleobserwacji.

Był to jeden z ostatnich celów, nad którymi pracowałem w trakcie pobytu w Ann Arbor, w 

Michigan podczas lata 1994. W czasie dwóch tygodni poprzedzających tę sesję przeprowadziłem 
dużo sesji teleobserwacji, doświadczając wszystkiego – od radości ostatecznego przybycia Marsjan, 
gdy ich flotylla kierowała się ku Ziemi, do intensywnej miłości Boga, kiedy stwarzał wszechświat. 
Mój   system   nerwowy   wchłonął   ogromną   ilość   danych   z   nieświadomości.  Teraz   nadszedł   czas 
odpoczynku.

Mój monitor powiedział, że ma prosty cel. Jedyną informacją, jakiej mi udzielił było to, że rzecz 

dotyczy przeszłości. Nie powiedział mi, czy jest to miejsce, wydarzenie, osoba czy coś innego. 
Czekała mnie niespodzianka, a sama sesja powiedziała nam wiele na temat współpracy pomiędzy 

background image

stanem czuwania świadomości a umysłem nieświadomym.

Data: 31 lipca 1994
Miejsce: Ann Arbor, Michigan
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 3102/2137

Dane   wstępne   wskazywały,   że   cel   znajduje   się   na   suchym   lądzie.   Na   lądzie   były   sztuczne 

obiekty, ale nie wyglądały na budynki.

C.B.: Widzę kolory beżowy i brązowy. Powierzchnie są brudne, suche, ale jest też coś mokrego. 

Ciepło.

(W   Fazie   3   rysuję   szkic   dużej,   otwartej   przestrzeni   z   przecinającym   ją   ruchem.  Wykonuję 

operację przemieszczenia, żeby dostać się do środka miejsca celu.)

Widzę te same kolory i powierzchnie, co przedtem, ale teraz słyszę też głosy.
(Na   wysokości   tysiąca   stóp   nad   celem,   robię   podobny   do   poprzedniego   szkic   Fazy   3   i 

przechodzę do Fazy 4.)

Dostrzegam ludzi. Odbieram jakieś AOL linii sygnału, ale nie może się przebić. Przypomina mi 

się gra w piłkę nożną, ale wiem, że nie o to chodzi, więc po prostu zapiszę to jako AOL. Jest tu coś 
dziwnego. Schodzę na powierzchnię tego miejsca. Są tu ludzie. Noszą jakieś mundury. Widzę dużo 
kolorów. Uprawia się tu również jakąś działalność. Nie wyczuwam u tych ludzi żadnych emocji. 
Kompletna pustka. Tak jakby byli kompletnie wyprani z uczuć. Biegają w kółko, próbując zaradzić 
jakimś kłopotom.

Czuję teraz, że coś się pali. Czuję też smak potu i słyszę krzyki. Tu na dole panuje ogromne 

zamieszanie i dezorientacja. Nie ma jednego spójnego sygnału. Wielu ludzi wykonuje jakieś dziwne 
rzeczy, ale nie dzieje się nic konstruktywnego. Odbieram teraz silne AOL linii sygnału, że to jakaś 
bitwa.

(W tym punkcie mój monitor sugeruje, żebym zbadał coś innego.)
No cóż, nadal widzę ludzi w jakichś kostiumach. Są tu wszystkie kolory. Nadal panuje ogólna 

dezorientacja i napięcie. Kłopot w tym, że ci ludzie nie wiedzą, co tu właściwie robią. Następuje 
jakiś konflikt i walka. Wszystko jest pomieszane. Trwa ogólny chaos.

Zbadam   teraz   cel   tej   aktywności.   Odnoszę   wrażenie,   że   nastąpił   jakiś   wybuch.   Pomimo 

trudności ludzie usiłują coś zmienić. Czuję, że wielu z nich poniesie klęskę. Ale oni tego nie widzą. 
Przypomina mi to sytuację, kiedy oszukiwane jednostki wierzą, iż wydarzy się jakiś cud. Ale cud 
nie następuje.

Mój umysł opiera się, odmawia przyjęcia tych danych. Cokolwiek to jest, nie chce tego oglądać. 

Przesuwam się nieco do przodu w czasie, żeby wyrwać się z tego zamieszania. Poczekaj... To była 
bitwa. Ilu martwych! Są wszędzie. Ciała na polu, broń, mundury.

Odbieram silne AOL linii sygnału, że jest to związane z Konfederacją. To była najważniejsza 

bitwa wojny. Znam tę scenę. To największa bitwa Wojny Domowej, w której zginęło więcej ludzi 
niż w jakiejkolwiek innej bitwie. To Getysburg!

MONITOR: W porządku, Courtney. Zakończ sesję. Cel brzmiał „Bitwa pod Getysburgiem”.

Komentarz

Poza tym, że z powodzeniem zidentyfikowałem cel skalowania, w sesji tej mój nieświadomy 

umysł współpracował z umysłem świadomym, by ochronić mnie przed bezpośrednimi doznaniami 
z pola bitwy. Ciekawe, że nie potrafiłem dokładnie zidentyfikować sceny aż do czasu, gdy bitwa się 
zakończyła, a emocje opadły. Dopiero wtedy mój nieświadomy i świadomy umysł na tyle otwarły 
się na dialog, że mogłem zobaczyć i odczuć wszystko, co działo się na miejscu. Mówiąc krótko, nie 
byłem przygotowany na to, co zaistniało na początku sesji i musiałem poczekać, aż mój umysł 
znajdzie takie położenie w czasie i przestrzeni, które pozwoli przekazać potrzebne informacje, a 

background image

jednocześnie nie przeciąży mojego systemu nerwowego. Należy podkreślić, że wszystko to działo 
się automatycznie, bez podejmowania jakichkolwiek świadomych decyzji z mojej strony.

Ostatnia   rzecz   dla   historyków.   Rzeczywista   bitwa   pod   Getysburgiem   była   dużo   gorsza   od 

wyobrażenia   o   niej.   Była   to   naprawdę   straszna   rzeź,   którą   trudno   wyrazić   słowami.   Szczerze 
mówiąc, żeby ją zrozumieć, należałoby tam być. Osobiście uważam, że historycy mogliby pokusić 
się o ponowne zbadanie tego strasznego wydarzenia przy pomocy SRV.

Rozdział 30

Santa Fe Baldy

Pod Santa Fe Baldy, górą w Nowym Meksyku, niedaleko Santa Fe znajduje się baza Marsjan, 

która służy za centrum ich operacji planetarnych. W poprzednich rozdziałach przedstawiłem dużo 
danych na poparcie tej tezy. Żeby to jednak udowodnić, postanowiłem zrobić coś specjalnego. 
Dodałem mianowicie do listy cel, który identyfikował samą górę, a nie tylko Marsjan. Miało to 
wyeliminować   możliwość,   że   ja   i   inni   patrzymy   na   coś,   co   wygląda   bardzo   podobnie,   ale   w 
rzeczywistości nie jest górą Santa Fe Baldy.

Przeprowadziliśmy sesję w ciemno, w warunkach Typu 4. Oceniając te dane, należy pamiętać, że 

nieświadomość  jest   bardzo  inteligentna.   Nie  wykonuje  tylko   poleceń   dotyczących  danych;  wie 
dobrze, czego potrzebuje teleobserwator. Zawsze nakieruje go na właściwą odpowiedź, nawet jeżeli 
świadomy umysł nie uważa jej za prawidłową. W tym konkretnym przypadku, chciałem wiedzieć, 
czy Santa Fe Baldy faktycznie jest górą, pod którą znajduje się baza. Tymczasem nieświadomość 
doprowadziła mnie do tej informacji na drodze fascynującego strumienia danych, który wyszedł 
poza wąskie ramy geograficznej precyzji i niespodziewanie odsłonił przed nami związaną z bazą, 
szeroko pojętą działalność ludzi i Marsjan.

Data: 2 sierpnia 1994
Miejsce: Ann Arbor, Michigan
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 4471/3621

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest z suchym lądem i sztucznymi budowlami.

C.B.: Dostrzegam kolory: czerwony, brązowy i beżowy. Powierzchnie są chropowate, a niektóre 

gładkie. Jest chłodno. Nie czuję na razie żadnego zapachu.

(Mój  szkic   z  Fazy  3  przedstawia  obszar,   który  wydaje  się   być  pokryty  szeregiem   budowli. 

Przemieszczam się następnie na wysokość stu stóp nad cel.)

Znajduję się nad budynkiem o okrągłym kształcie.
(W  kolejnym   szkicu   Fazy   3   rysuję   zarys   budynku,   który   wielu   teleobserwatorów   łączyło   z 

Marsjanami. [Inne, nie przytaczane tu sesje, wskazywały, iż w budynku tym odbędą się rozmowy 
na   wysokim   szczeblu   pomiędzy   ludźmi   a   Marsjanami.]   Monitor   każe   mi   następnie   przejść 
bezpośrednio do Fazy 6, gdzie rysuję małą podobiznę budynku na środku kartki papieru. Następnie 
badam   miejsce   wokół   budynku,   żeby   zorientować   się   w   otaczającym   środowisku.   W   pobliżu 
okrągłej budowli znajdują się inne, mniejsze budynki. Kilka mil na wschód od grupy budynków 
natrafiam na las i górę. Centrum mieszkalne leży na zachód. Góra wydaje się być ściśle związana z 
okrągłą budowlą.)

Wchodzę teraz do dużego okrągłego budynku. Wewnątrz znajduję urządzone na wzór biura 

przestronne pomieszczenie. Ściany biura, tak jak cały budynek, są zakrzywione. W pokoju są drzwi, 
które   prowadzą   do   korytarza,   mieszczącego   dużo   małych   biur.   Po   powrocie   do   dużej   sali, 
zauważam, że znajduje się tu miejsce na prezentacje, tak jakby przód audytorium. Są też rzędy 

background image

pochyłych krzeseł.

Skupiam   teraz   uwagę   na   ludziach   w   pokoju.   Noszą   zwykłe   garnitury   biznesmenów.   Sam 

budynek wydaje się być związany z jakąś produkcją. Odnoszę wrażenie, że przynajmniej część 
prowadzonej tu działalności związana jest z oprogramowaniem komputerowym.

Na   linii   czasu   zaznaczam   dzień   dzisiejszy   i   cztery   ważne   punkty   w   przyszłości.   Badając 

oddzielne punkty czasu, w drugim punkcie (około dwa lata od chwili obecnej) pod konstrukcją w 
pobliżu okrągłego budynku znajduję dużą, nowoczesną prostokątną budowlę. Niektóre mniejsze 
budynki zostały rozebrane, żeby zrobić miejsce dla tej nowej większej budowli. We wszystkich 
dalszych punktach na linii czasu, prostokątna budowla wyraźnie dominuje nad otoczeniem.

Wracając do teraźniejszości, zauważam plan konstrukcji większego budynku.

MONITOR: Courtney, wróć jeszcze raz do dużej budowli w przyszłości i dowiedz się, co robią 

w niej ludzie.

C.B.: Dobra. Poczekaj... Jestem teraz w dużym prostokątnym budynku. W środku znajdują się 

terminale   komputerowe,   stoły   laboratoryjne,   przewody   i   sprzęt   laboratoryjny.   To   laboratorium 
naukowe. Mam wrażenie, że przedmiot badań obejmuje genetykę i biotechnologię.

Monitor każe mi śledzić jednego z pracowników, gdy ten wychodzi z budynku pod koniec 

dniówki. Musi przejść przez frontową bramę dużego kompleksu, przy której stoi strażnik. Podążam 
za pracownikiem, kiedy jedzie do domu, położonego na zachodzie, w dużym centrum mieszkalnym. 
Krajobraz wzdłuż drogi daje mi silne AOL linii sygnału, że miejsce to znajduje się niedaleko Santa 
Fe.

MONITOR:  Wróć jeszcze raz do dużej budowli i dowiedz się, co znajduje się na każdym z 

pięter.

C.B.: Moja nieświadomość ciągnie mnie do podziemia.
MONITOR: OK.
C.B.: O rany. Dużo tu martwych ciał, skąpo odzianych w kolorowe ubrania. To nie jest dobre 

miejsce. Śmierć tych ludzi ma pozostać w sekrecie. Zginęli, wypełniając swoje obowiązki. Inni 
musieli składować ciała, żeby szybko usunąć je z drogi. To oni ostatecznie zdecydują, co zrobić z 
ciałami. Problem stanowi tutaj kwestia bezpieczeństwa.

MONITOR: Co masz na myśli mówiąc „zginęli wypełniając obowiązki”?
C.B.: To byli naukowcy. Zabiła ich praca.
MONITOR: Co robili?
C.B.: Zajmowali się jakimiś niebezpiecznymi eksperymentami naukowymi. Znali ryzyko, ale to 

ich nie powstrzymało. Nie byli nadzorowani przez nikogo z zewnątrz. Tę działalność prowadzono 
w zaciszu, nawet w sekrecie.

MONITOR: Co to była za działalność?
C.B.: Badania obejmowały promieniowanie i genetyczne mutacje organizmów. Tych ludzi zabiły 

produkty lub produkty uboczne z ich własnych laboratoriów. Wygląda na to, że brakowało im 
właściwego BHP. Mój umysł ciągnie mnie teraz na wschód, do góry.

MONITOR: A więc idź tam.
C.B.:  Jestem teraz w górze. Są tu jaskinie, a w jaskiniach jakieś istoty. To baza Marsjan, ale 

widzę zmiany. Teraz w jaskiniach znajdują się pojazdy na kołach. Miejsce jest nowoczesne, ale nie 
supernowoczesne. W tej chwili nie ma tu statków ET. Widzę tunel. Prowadzi na zachód i łączy się z 
powierzchnią, a na zewnątrz jest zamaskowany. Na razie tunel wykorzystywany jest jako otwór 
odpowietrzający, ale jest bardzo duży. Bez problemu przejechałyby przez niego pojazdy.

Jest tu dużo pracowników. Wyglądają prawie tak jak ludzie. Właściwie oni są ludźmi! Mają na 

sobie jednoczęściowe białe uniformy.

O rany, to ciekawe. Zapiszę to jako AI. Wydaje się, że suterena ze zmarłymi połączona jest z 

pomieszczeniami na górze. To miejsce jest bardziej aktywne, niż kiedykolwiek przedtem. Jest tu 

background image

dużo budowli. Wygląda na to, że pracownicy je rozbudowują.

Przemieszczam się teraz w czasie do przodu. W bliskiej przyszłości budowa zostaje zakończona, 

lecz nikt tam nie mieszka, jeśli nie liczyć nadzorujących. Jeszcze dalej w przyszłość jest pełna 
Marsjan – uchodźców. Niektórzy z nich są brudni. Słychać dużo głosów, prawdziwa paplanina, 
tumult, coś się dzieje. Marsjanie zapełniają pomieszczenie dziećmi i dorosłymi, którymi targają 
silne emocje – strach, podniecenie, ale i nadzieja. Marsjanie chcą wydostać się na powierzchnię. Są 
naprawdę szczęśliwi i podekscytowani!

MONITOR: Courtney, wróć do obecnego czasu i zobacz, czy ludzie w okrągłej budowli wiedzą 

coś na temat tego, co ma się wydarzyć. Potem przenieś się do przyszłości i zbadaj, kiedy nastąpi 
świadomość zmiany.

C.B.: Obecnie ludzie w okrągłej budowli nie wiedzą nic. W drugim punkcie na linii czasu, rząd 

podjął  decyzję  umieszczenia  osiedla  niedaleko  Santa  Fe. W tym  czasie  napływają  spore  ilości 
pieniędzy. Rodzi się pomysł, by wykorzystać rozbudowaną podziemną bazę Marsjan jako ośrodek 
przyjmowania nowych Marsjan.

MONITOR:  W porządku, Courtney. Wystarczy. Zakończmy sesję. Celem był ostatni wieczór 

kawalerski Hugh Hefhera...

C.B.: Daj spokój...
MONITOR: Cel brzmiał „Santa Fe Baldy (Ocaleni Marsjanie – jaskinie w Nowym Meksyku”.

Komentarz

Wtedy pierwszy raz zobaczyłem, gdzie przybędą uchodźcy marsjańscy i jak baza Marsjan pod 

Santa Fe Baldy zostanie przekształcona w imigracyjny ośrodek przyjęć. Wielu z tych Marsjan 
wyglądało na całkiem zwyczajnych. Ogólnie, nie były to typy stojące na wysokim szczeblu rozwoju 
technicznego   –   matki,   dzieci,   przeciętni   dorośli   Marsjanie   i   tak   dalej.   Właściwie   odniosłem 
wrażenie, że ich imigracja do Stanów Zjednoczonych pod wieloma względami nie różni się wiele 
od  imigracji  innych  grup etnicznych.  Jestem  pewien,  że  kiedy  ludzie  przywykną  do sytuacji  i 
przestanie być ona nowością, Marsjanie mają wszelkie szansę, by traktowano ich jak przyjaznych 
sąsiadów.

Rozdział 31

Oficjalne spotkanie z Marsjanami

W umyśle Czytelnika rodzi się zapewne pytanie, w jaki sposób zaczniemy porozumiewać się z 

Marsjanami. Jak już wspominałem, ludzie nawiążą oficjalne kontakty z Marsjanami wcześniej niż z 
Szarymi,   chociaż   nie   jestem   w   stanie   określić,   ile   czasu   upłynie   między   jednym   a   drugim 
wydarzeniem. Otwarta propozycja Narodów Zjednoczonych, by spotkać się z Szarymi, mogłaby 
wszystko   przyspieszyć.   Jednak   spotkanie   z   Marsjanami   nastąpi   jako   pierwsze,   a   to   znacznie 
przyczyni się do zwrócenia ludzkiej świadomości w kierunku gwiazd.

Pierwotnym zamierzeniem sesji, na której opiera się niniejszy rozdział było dowiedzieć się, w 

jakim   stopniu   Marsjanom   udało   się   zintegrować   z   kulturą   ludzką.   Nie   tylko   dostarcza   ona 
odpowiedzi na to pytanie, ale, jak w przypadku wielu doświadczeń teleobserwacyjnych, odsłania 
całe bogactwo innych ważnych informacji. Te dodatkowe dane zawierają wskazówki, jak powinny 
(lub będą) wyglądać pierwsze kroki w oficjalnym spotkaniu Marsjan z ludźmi.

Sesja prowadzona była w ciemno, w warunkach Typu 4, a miała miejsce po dłuższej przerwie w 

monitorowanej   obserwacji,   która   była   mi   potrzebna,   by   odpocząć.   Teraz,   wracając   do 
teleobserwacji,  czułem  się naładowany  nową  energią  i  byłem  ciekaw,  co  też  niezwykłego  tym 
razem wyciągnie na światło dzienne moja nieświadomość.

background image

Data: 26 września 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 6068/0004

Dane wstępne wskazywały, że z celem związana jest wzniesiona przez człowieka budowla na 

suchym lądzie.

C.B.:  Widzę odcienie brązu. Powierzchnie są z drewna i cementu. Ciepło, naprawdę bardzo 

ciepło.   Czuję   smak   potu   i   słyszę   ludzkie   głosy.   W   miejscu   celu   dostrzegam   coś   okrągłego   i 
płaskiego.

Przechodzę do Fazy 3, żeby zrobić szybki szkic czegoś, co wygląda na okrągłą budowlę z 

płaskim dachem.

MONITOR: Przejdź do Fazy 4.
C.B.:  Jestem   teraz   w   matrycy.   Dokładnie   widzę   budynek.   Słyszę   głosy   w   budynku,   więc 

wchodzę. Toczy się tu rozmowa. Rozmawiają ludzie. Budynek jest okrągły i mam wrażenie, że już 
go kiedyś widziałem. Na chwilę przenoszę się na zewnątrz. Wokół budynku rosną drzewa. Już 
jestem z powrotem.

O rany! Jakie wrażenie estetyczne! Właśnie skupiłem uwagę na ludziach rozmawiających w 

budynku – to bardzo wpływowa grupa. Odbywa się tu spotkanie na najwyższym szczeblu. Pozwól, 
że przeniknę do ich umysłów. Poczekaj... Oni mówią o istotach pozaziemskich.

Ci ludzie mają na sobie mundury wojskowe. Są to generałowie, admirałowie, elita wojskowa; 

jest również cywil. Wygląda jak prezydent Stanów Zjednoczonych. Pozwól, że znowu napiszę „O 
RANY!” w kolumnie AI.

MONITOR: Dobra. Wrzuć to do kolumny AI i kontynuuj. Utrzymaj szybkie tempo. Dobrze ci 

idzie.

Monitor każe mi przejść od razu do Fazy 6. Wydaje mi polecenie zastosowania techniki SRV, 

która oddziela pierwotne elementy tematu od obserwowanej rozmowy.

C.B.:  Dyskusja   toczy   się  na   bardzo   praktycznym   poziomie.  W  centrum   uwagi   znajduje   się 

kwestia,   jak   nawiązać   kontakt   z   ET.   Ludzie   wiedzą,   że   można   tego   dokonać   za   pomocą 
świadomości,   ale   chcą   czegoś   bardziej   fizycznego.   Cała   zabawa   zaczęła   się   od   kontaktu 
świadomości, ale teraz potrzebują czegoś innego. Pada między innymi propozycja użycia radia. 
Próbują wymyśleć, jak to zrobić.

Przedmiotem rozmowy nie są Szarzy. Ci ludzie mówią o Marsjanach. To prawdziwy problem 

komunikacji międzyplanetarnej. Teraz skupiają się na radiu.

(Konstruuję linię czasu Fazy 6, za pomocą której mogę zbadać naukowe punkty w przyszłości.)
W porządku, znalazłem punkt, w którym ludzie zaczęli rozmawiać z Marsjanami. Nazwę go 

punktem komunikacji. Wydaje się, że używają radioteleskopów – nie jednego, lecz wielu. Są one na 
całym   świecie.   Ludzie   zaczynają   od   nastawienia   radioteleskopów   na   Marsa   i   nasłuchiwania. 
Wygląda na to, że usłyszeli niewiele. Potem zmieniają taktykę i zaczynają nadawać. Istnieje wiele 
kwestii, które wymagają rozwiązania. Podstawowa kwestia to w jakim języku się porozumiewać. 
Potem trzeba opracować protokoły komunikacji.

Szarzy   obserwują   to   wszystko,   ale   nie   uczestniczą   aktywnie.   Sprawiają   wrażenie 

zainteresowanych, ale w sposób bierny. Ludzie próbują również nadawać do baz ET na Księżycu. 
Jednak większość wysiłków kierują na Marsa. ET na Księżycu milczą.

Początkowo Marsjanie na Marsie też milczą. Czują, że zostali odkryci i zastanawiają się, co 

robić i jaka będzie reakcja ludzi. Zawsze wiedzieli, że w końcu nastąpi taki dzień. Czują się nieco 
zagubieni.

background image

Przesuwając się w czasie do przodu, widzę, że Marsjanie postanawiają podjąć dialog. Przesyłają 

sygnał, głośny i wyraźny. Wykorzystują chyba te same protokoły radiowe, które zapoczątkowali 
ludzie. Jestem trochę wstrząśnięty wyglądem tych Marsjan. Podążyłem za sygnałem radiowym na 
Marsa i teraz jestem tutaj. Marsjanie są humanoidami i w tej chwili bardzo przypominają ludzi. 
Mają nawet włosy. Ci konkretni Marsjanie to w przeważającej części osobnicy płci męskiej. Noszą 
jakieś mundury, ale nie stanowią żadnej walczącej grupy militarnej. Agresja nie leży w ich naturze. 
Cała ich obrona wydaje się być zbudowana wokół ukrywania się, a nie walki. Ich skóra jest jasna. 
W sensie subprzestrzennym Marsjanie ci nie różnią się chyba od swoich przodków, ale mają ciała 
porównywalne z ciałami ludzi na Ziemi.

MONITOR: Przesuń się w czasie do przodu. Gdzie są Marsjanie?
C.B.:  Poczekaj... Są na Ziemi. Pracują ze swoimi tubylczymi grupami, tymi, które migrowały 

wcześniej. Dostają wsparcie od rządu ludzi, po to by mogli kontynuować swą pracę. Pracują teraz 
na zewnątrz, na otwartym powietrzu. A niech to! Oni naprawdę wyglądają jak ludzie.

MONITOR: Gdzie są Szarzy?
C.B.:  Szarzy   zajmują   się   własnymi   sprawami.   W   tym   punkcie   czasu   w   przyszłości   ich 

przedsięwzięcie genetyczne jest już wykonane lub bliskie końca. Zostały tylko drobne poprawki. 
Jeszcze nie komunikują się z ludźmi bezpośrednio.

MONITOR:  OK,   Courtney.   Mamy   to,   czego   potrzebowaliśmy.   Celem   byli   „Marsjanie   – 

przyszła kultura”.

Komentarz

Marsjanie, z którymi przyjdzie nam obcować w przyszłości będą do nas bardzo podobni, być 

może nawet nie do odróżnienia. Prawdziwe różnice w porównaniu z ludźmi mieszkającymi na 
Ziemi ujawnią się w technice i kulturze. Jeżeli zależy nam na udanych kontaktach z Marsjanami, 
będziemy musieli zrozumieć ich potrzeby. Ale oni nie przyjdą do nas jako „małe zielone ludziki”. 
Nie   musimy   obawiać   się   pierwszego   spotkania   z   kulturą   pozaziemską,   przynajmniej   pod   tym 
jednym fizycznym kątem. Istoty pozaziemskie będą wyglądać tak jak my.

Rozdział 32

Niższe formy życia na Ziemi

Poniższą   sesję   przeprowadziłem   bez   żadnej   wcześniejszej   wiedzy   na   temat   celu,   który   tym 

razem stanowiły „Formy elementarne”. Był to jeden z kompletnie nie znanych mi celów spoza listy, 
które mój monitor wyznaczał mi dosyć często. Nigdy nawet nie omawiał ze mną ogólnego tematu. 
Powodem, dla którego tak robił było dodatkowe zabezpieczenie danych przez powstrzymywanie 
mnie od prób zgadywania cech celu, co mogłoby prowadzić do mylnego AOL. W praktyce jednak 
mój własny poziom dyscypliny umysłowej w trakcie teleobserwacji jest już na tyle wysoki, że mój 
monitor   rzadko   martwi   się   o   jakość   zdobytych   przeze   mnie   danych.   Tym   niemniej   woli   się 
zabezpieczyć, a jego praktyka podrzucania mi niespodziewanych celów faktycznie utrzymuje mnie 
w stanie czujności podczas sesji.

Monitor obrał dla mnie taki cel, ponieważ od dawna frapowało go, co dzieje się z pozostałą 

częścią życia subprzestrzennego, w czasie, gdy ludzie tak bardzo niszczą środowisko fizyczne. 
Wszystkie nasze wysiłki w SRV skierowane były na istoty przypominające człowieka. Ale mojego 
monitora obchodził też los wielu innych, niehumanoidalnych subprzestrzennych stworzeń, które 
osobiście   widział   podczas   własnych   sesji   teleobserwacji.   Jemu   jawiły   się   one   jako   „Formy 
elementarne”.   To   określenie,   jakiego   używa   w   odniesieniu   do   większości   stworzeń 
niehumanoidalnych. Większość tych istot jest mniejsza od ludzi, a ich zachowanie często odznacza 
się nieprzewidywalnością. Nie wiedział, czy stworzenia te mają odpowiedniki fizyczne ani czy 

background image

same występowały kiedyś w postaci fizycznej (co może oznaczać jedno i to samo). Wiedział tylko, 
że żyją wokół nas i zastanawiał się, czy ludzka działalność w jakikolwiek sposób im szkodzi. 
Krótko   mówiąc,   czy   ludzka   destruktywność   w   stosunku   do   środowiska   fizycznego   wpływa 
negatywnie na większą społeczność życia w subprzestrzeni. Mój monitor martwił się, że jeżeli 
okazałoby się to prawdą, mógłby to być zaledwie czubek góry lodowej, kryjącej ogrom zniszczenia 
planety, dokonującego się tak obecnie, jak i w przyszłości.

Oczywiście, sesja ta została przeprowadzona w warunkach Typu 4. Zaraz po danych wstępnych, 

zdałem sobie sprawę, że jest to cel całkowicie niespodziewany. Nie wiedziałem, że nie figuruje na 
liście celów. Po prostu zauważyłem, że nie miałem żadnych wcześniejszych oczekiwań co do tego, 
gdzie kieruje mnie nieświadomość. Cokolwiek to było, poczułem od razu, że zobaczę coś, czego 
nigdy wcześniej nie widziałem.

Data: 28 września 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 3660/1161

Dane wstępne wskazywały, że cel obejmuje powierzchnię pomiędzy suchym lądem a cieczą.

C.B.:  Widzę kolory niebieski i biały. Powierzchnie są błotniste i mokre. Dość zimno. Czuję 

jakby smak ryby i zapach wody morskiej. Gdziekolwiek jestem, to miejsce jest szerokie, rozległe, 
płaskie i bardzo głębokie.

(Rysuję następnie szkic Fazy 3, który wydaje się przedstawiać suchy kawałek lądu obok dużego 

zbiornika   płynu.   Zaczynam   też   dostrzegać   i   rysować   coś,   co   wygląda   na   rodzaj   sztucznej, 
podwodnej budowli.)

Przechodzę do Fazy 4 i wciąż widzę dużo cieczy. To wygląda jak wielki ocean. No cóż, mogę 

przynajmniej powiedzieć, że znajduję się na jakiejś planecie. Ta planeta wydaje mi się znajoma, ale 
nie odwiedzałem jej wcześniej w tym punkcie czasowym. Ten płyn to chyba woda, bardzo głęboka.

W pobliżu znajduje się suchy kawałek lądu. Udaję się tam. Badam ...Ziemia jest jałowa. Nic na 

niej nie rośnie. Jest naturalna, ale odnosi się wrażenie, że znajduje się pod silnym wpływem jakiejś 
cywilizacji.   Miejsce   jest   jałowe   niczym   Mars,   ale   to   nie   Mars.   Występują   inne   kolory   i   jest 
atmosfera.

Wracam teraz do wody. W wodzie znajduje się chyba jakaś konstrukcja. Jest naprawdę wielka. 

Wchodzę do wody, żeby ją zbadać. Poczekaj...

Konstrukcja jest dość nowoczesna, ale nie według norm ET. Zbudowana jest przede wszystkim z 

metalu   i   chyba   ze   stali   nierdzewnej.  Widać   nowoczesną   technikę,   bardziej   zaawansowaną   niż 
obecnie na Ziemi, ale nie jest to poziom najwyższy.

W budowli znajdują się istoty. Wchodzę do środka, żeby im się lepiej przyjrzeć. Hmm. Oni mają 

na sobie zwykłe ludzkie ubrania. Skupiam teraz uwagę na samych istotach. Mają ludzkie twarze, 
zarówno mężczyźni jak i kobiety. Oczy są małe, jak u ludzi. Wygląda na to, że to są ludzie, ale nie 
rozumiem scenerii. Nie znam miejsca tego typu, w którym przebywaliby ludzie.

W budowli jest wiele pięter. Znajdują się tu podobne do wind kanały do pionowego ruchu w 

budowli. Są też duże otwory, prowadzące na zewnątrz do wody.

MONITOR: Powstrzymaj się od analizy. Po prostu umieść dane w matrycy i idź dalej.
C.B.: Ludzie się martwią, odczuwają strach. Ta budowla przypomina wielką łódź podwodną o 

śmiesznym kształcie. Skupiam się teraz na czynnościach ludzi. Wydaje się, że nie są szczęśliwi, 
robiąc   to,   co   robią.   To   harówka,   związana   ze   zdobywaniem   i   przetwarzaniem   jedzenia,   żeby 
przetrwać.   Pracują,   bo   nie   mają   wyboru,   a   jeśli   już,   to   jest   on   ograniczony.   Ich   praca   z   całą 
pewnością związana jest z przetrwaniem.

Wydaje się, że istnieje wyższy cel ich działalności. Kłopot polega na tym, że ludzie ci mogą nie 

dożyć   czasów,   gdy   zostanie   on   osiągnięty.   Ich   sytuacja   jest   raczej   beznadziejna.   Pracują   dla 
następnej generacji, swoich dzieci i dzieci ich dzieci.

background image

MONITOR: Wróć na ląd. Co widzisz?
C.B.: W porządku. Ziemia nie może podtrzymać życia. Jest to wynikiem zagłady. Jest jałowa, po 

prostu sam kurz i kamienie. Powierzchnia jest naturalna, ale nosi znamiona sztucznej ingerencji. 
Moja nieświadomość popycha mnie z powrotem ku budowli w wodzie.

MONITOR: Więc idź tam.
C.B.: Na zewnątrz konstrukcji nie widzę żadnego życia. Woda jest tak jałowa jak ląd. Nie ma tu 

nic, zupełnie nic. Czuję, że powinienem przenieść się w czasie do przodu.

Hmm. Teraz to miejsce roi się od życia, przynajmniej w wodzie. To ciekawe. Występuje tu 

zarówno subprzestrzeń, jak i życie fizyczne. Sprawdzam jeszcze raz w pierwotnym czasie. Nie było 
ani subprzestrzeni, ani życia fizycznego. Dziwne. Tam gdzie nie ma życia fizycznego, nie ma też 
subprzestrzeni. Tak jakby te dwa światy istniały równolegle, współpracowały ze sobą. Jeden nie 
istnieje bez drugiego, albo przynajmniej życie subprzestrzenne nie pojawia się, jeśli nie ma życia 
fizycznego.

MONITOR: Co masz na myśli mówiąc „życie w subprzestrzeni”? Jakiego rodzaju życie?
C.B.: Wszędzie są małe zwierzęta subprzestrzenne. Wyglądają jak duchy ryb. To duchy ryb czy 

też   ich   subprzestrzennych   postaci.   Między   zwierzętami   fizycznymi   a   ich   subprzestrzennymi 
postaciami istnieje silny związek. To tak jakby należały do jednego stada albo trzody, w zależności 
od zwierzęcia. Kiedy zostało zniszczone środowisko fizyczne, ucierpiało zarówno życie fizyczne 
jak i subprzestrzenne. Gdy środowisko doszło do siebie, obydwa światy znów mają się dobrze. 
Wydaje   się   również,   że   działalność   ludzi   w   budowli   miała   coś   wspólnego   z   uzdrawianiem 
środowiska. Nie zdołali zrobić wszystkiego, ale mieli swój udział w szczęśliwym zakończeniu.

MONITOR: W porządku. Courtney, celem były „Formy elementarne”.
C.B.: Co? Przecież tego nie ma na liście! Co to są formy elementarne? Wiesz, że nie mam już 

czasu na takie ciekawostki. Książka musi być wkrótce złożona u wydawcy i... Co to są formy 
elementarne?

MONITOR: Wytłumaczą ci, Courtney. To bardzo ważne, byśmy rozumieli formy elementarne. 

Ja widzę je od lat. One występują wszędzie i nie można ich ignorować tylko dlatego, że nie są 
humanoidami.

Mój   monitor   przechodzi   do   wyjaśnienia,   czym   są   formy   elementarne   i   dlaczego   się   nimi 

interesuje. Pochłania mi to pozostałą część dnia, ale w końcu uświadamiam sobie, że jego troska 
jest uzasadniona, oraz że muszę wspomnieć o tych formach życia w mojej książce. Uzyskałem 
również dane SRV, które sugerują, że wiele istot pozaziemskich w równym stopniu troszczy się o te 
inne formy życia, co o nas.

Komentarz

Literatura na temat porwań przez UFO ciągle donosi, jakoby Szarzy mówili ludziom, że nie 

mogą bezczynnie przyglądać się, jak niszczymy życie fizyczne i toczące się obok, związane z nim 
życie „w innym wymiarze”. Szczerze mówiąc, dotychczas nie rozumiałem, co to oznacza. Wydaje 
się,   że   ludzie   są   ogólnie   nieświadomi   tego   szerokiego   spektrum   niższego   poziomu   życia 
niefizycznego   i   pozostają   całkiem   ślepi   na   subtelną   więź,   jaka   istnieje   między   fizycznymi   i 
niefizycznymi postaciami tego życia.

Po   części,   ludzka   niewiedza   wynika   z   problemów,   jakie   sprawia   nam   postrzeganie 

subprzestrzennego (lub niefizycznego) życia w ogóle. W wielu kręgach kwestia, czy ludzie mają 
dusze czy nie, pozostaje kontrowersyjna. Większość ludzi, gdy ich o to zapytać, odpowiada, że 
dusza   istnieje,   ale   naukowcy   rzadko   próbowali   ją   zbadać.   Przy   takim   wysokim   stopniu 
dezorientacji,   jaki   panuje   wśród   elity   naukowej   w   kwestii   naszych   ludzkich   postaci 
subprzestrzennych, nie należy się dziwić, że nawet nie zaczęliśmy zadawać pytania, czy inne formy 
życia mają niefizyczne odpowiedniki.

Ludzie ogólnie nie postrzegają samych siebie jako strażników życia na tej planecie; skłonni są 

raczej uważać się za właścicieli ogrodu, który mają do dyspozycji. Nic dziwnego, że przy takich 

background image

poglądach   na   inne   życie,   kwestia   istnienia   subprzestrzeni   całego   życia,   tak   ludzkiego   jak   i 
nieludzkiego, jest rzadko podnoszona. Ale teraz wiem, że pytanie to jest na tyle ważne, by je 
zadawać. Poznałem też na nie odpowiedź.

Całe   życie   subprzestrzenne   zależy   od   życia   fizycznego.   Nie   znam   wszystkich   aspektów   tej 

zależności, ale wiem, że ona istnieje. Gdy niszczymy nasze środowisko fizyczne, gdy niszczymy 
gatunki,   utrudniamy   życie   lub   zadajemy   ból   innym   niż   ludzka   formom   istnienia,   hamujemy 
zdolność   subprzestrzennego   życia   do   ewoluowania.   Życie   fizyczne   i   niefizyczne   przebiegają 
równolegle; jedno nie toczy się bez drugiego. Jeżeli my – ludzie mamy stać się prawdziwymi 
obywatelami galaktyki, będziemy musieli zmienić swoje poglądy na inne życie, na całe życie. A 
może się to okazać trudniejsze do zaakceptowania niż fakt, że istnieją istoty pozaziemskie.

Rozdział 33

Wydarzenie, które zniszczyło Marsa

Jeżeli   na   Marsie   istniał   kiedyś   ekosystem,   to   co   go   zniszczyło?   Dane   SRV   z   okresu 

poprzedzającego jego zagładę nie wskazują na to, że Marsjanie posiadali technikę zdolną zniszczyć 
całe   swoje   środowisko,   nie   mówiąc   już   o   atmosferze   planety.   Opierając   się   na   danych 
przedstawionych w poprzednich rozdziałach, wiemy już, że Szarzy zniszczyli swój świat przez 
nierozważne działania, oraz że ludzie najwyraźniej idą podobną drogą. Ale Mars to co innego. Jak 
wydaje się od samego początku naszych badań, upadek środowiska tej planety związany jest z jakąś 
katastrofą naturalną. Wielu różnych teleobserwatorów doszło do wniosku, że katastrofa nastąpiła po 
jakimś astronomicznym wydarzeniu, związanym być może z kometą lub asteroidem.

Obraliśmy zatem cel, który miał zidentyfikować przyczynę upadku cywilizacji Marsjan. Jak się 

okazało, ta sesja SRV była jedną z dwu ostatnich, które przewidzieliśmy dla celów tej książki. 
Przypomnę   Czytelnikom,   że   po   opracowaniu   wstępnej   listy   celów   wiele   miesięcy   wcześniej, 
skrupulatnie   unikałem   zaglądania   na   listę,   żeby   nie   pobudzać   swego   świadomego   umysłu   do 
formułowania opinii przed faktycznymi sesjami. Nasza skłonność do ciągłego powiększania listy 
przez dodawanie celów  ad hoc  była jednak na tyle silna, że nigdy nie kusiło mnie, by myśleć o 
celach, które nie zostały mi jeszcze przydzielone. Ale kiedy nadszedł czas  przedostatniej sesji, 
pamiętałem,   że   jeszcze   nie   korzystałem   z   celu   identyfikującego   upadek   cywilizacji   Marsjan 
(sytuacja, która nie zdarzyła mi się przy żadnym innym celu). Kiedy sesja się zaczęła, wstępny 
sygnał  od  celu  wskazywał,  że  celem  sesji  faktycznie  byli  Marsjanie. Tak więc,  sesja  ta,  która 
zaczęła się w warunkach Typu 4, faktycznie przeprowadzona została w warunkach mieszanych 
Typu 4 i Typu 6.

Data: 29 września 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 5966/2695

Dane wstępne wskazywały, że cel związany jest z ruchem i twardym, naturalnym lądem.

C.B.: Dostrzegam kolory brązowy i beżowy. Powierzchnie są kamieniste, a temperatura bardzo 

niska. Słyszę niesamowite odgłosy wiatru, jakby huraganu. Dostrzegam też coś okrągłego i na AOL 
odbieram katastrofę na Marsie.

MONITOR: Po prostu trzymaj się struktury i przejdź do Fazy 3.

Mój szkic Fazy 3 jest prostym wyobrażeniem dwu okrągłych obiektów.

background image

C.B.:  Przechodzę  do Fazy  4. Wydaje  się,  że  przynajmniej  jeden  z  okrągłych  obiektów   jest 

planetą. Nadal widzę brązy, kamieniste powierzchnie i wyczuwam coś zimnego. Odczuwam też 
silne zaburzenia atmosferyczne, zwłaszcza ruch wirowy. Z planetą tą związani są ludzie, którzy 
obecnie znajdują się w stanie panicznego przerażenia. Tu na dole panuje niesamowite poruszenie. 
Odbieram na AOL dwie rzeczy, obydwie z linii sygnału. Jedna z nich przypomina księżyc lub 
asteroid, a druga to Mars.

MONITOR: Courtney, przejdź od razu do Fazy 6. Masz właściwy cel. To katastrofa na Marsie. 

Po prostu zostań w strukturze i kontynuuj.

Monitor każe mi naszkicować planetę i mniejszy z obiektów. Zaznaczam Ziemię w stosunku do 

tych dwóch obiektów i wykorzystuję technikę SRV, która pozwala mi zidentyfikować kierunek 
ruchu mniejszego obiektu względem Marsa. Rysuję również linię czasu tego wydarzenia.

C.B.:  Mniejszy   obiekt   ma   nieregularny   kształt,   jest   przechylony.   Ma   niezmiernie   rzadką 

atmosferę,   mierzalną   jedynie   na   poziomie   molekularnym.   Obiekt   ten   przeszedł   przez   krawędź 
atmosfery większego obiektu. Atmosfera planety była stosunkowo gęsta i obiekt przebił się dalej 
przez stratosferę. Obszar, gdzie obiekt przebił atmosferę będę nazywał obszarem przecięcia.

Badam teraz planetę. Początkowo nie było wielkiego zniszczenia atmosfery. Duże zaburzenia 

występowały w pobliżu obszaru przecięcia. Gdzie indziej prawie nic się nie działo, występowało 
jedynie drżenie atmosfery całej planety. W miarę zbliżania się do obszaru przecięcia, nasila się 
poziom zaburzeń.

Po początkowej turbulencji, obiekt spowodował falowanie atmosfery, podobnie jak wrzucony do 

wody kamień tworzy na niej rozbiegające się kręgi. Ta fala rozrosła się do atmosferycznej fali 
pływowej.

Zaburzenia   atmosferyczne   początkowo   nie   miały   większego   wpływu   na   zjawiska 

powierzchniowe. Nie przypominało to trzęsienia ziemi, w którym wszystko ulega zniszczeniu od 
razu. Fala przeszła przez atmosferę i spotkała się z drugim swoim końcem. Odbiła się lub przeszła 
przez samą siebie, a następnie wróciła do obszaru przecięcia i powtórzyła zjawisko odbicia czy 
przejścia, wytwarzając wibrujące drganie. Wywołało to rezonans. Rezonans stał się podstawowym 
motorem zmiany warunków atmosferycznych. Zagłuszył wszystkie inne źródła wpływu, takie jak 
np. ciepło słoneczne. Najwyraźniej, grawitacja nie była na tyle silna, by szybko wytłumić drgania. 
Tak więc trwały one przez długi czas.

Istoty   na   planecie   były   atakowane   stopniowo.   Zmieniły   się   wszystkie   wzorce   pogodowe. 

Warunki na planecie zaczęły się powoli pogarszać. Wyżywienie stało się problemem, ponieważ nie 
rosły żadne zboża. Problem przedstawiał też deszcz. Początkowo były zarówno powodzie jak i 
susze.

Atmosfera przez długi czas była na tyle gęsta, że pozwalała na oddychanie, ale ciągłe falowanie 

stopniowo   rozrzedzało   atmosferę.   Siła   przyciągania   planety   nie   była   w   stanie   przeciwdziałać 
kinetycznej energii falowania.

MONITOR:  W porządku, Courtney. Wystarczy. Cel brzmiał „Marsjanie – upadek cywilizacji 

(wydarzenie)”.   To   fascynujące.   Będzie   to   całkiem   nowy   obszar   poszukiwań   dla   naukowców, 
badających turbulencję i dynamikę cieczy w atmosferach planet.

Komentarz

Proces, którego byłem świadkiem, był absolutnie fascynujący. To coś po prostu nie mogłoby 

wydarzyć się na Ziemi, ze względu na większą grawitację, jaka tutaj panuje. Grawitacja szybko 
wytłumiłaby fale atmosferyczne, powstałe w wyniku przejścia asteroidu czy komety. Na Marsie 
jednak, duże fale powstawały przez dłuższy czas, być może cale lata. Wystarczyło więc czasu, aby 
Marsjanie zdali sobie sprawę, że  z ich  planetą dzieje się  coś  poważnego, a Federacja  wysłała 
złożoną z Szarych brygadę ratunkową.

background image

Rozdział 34

Przyszła kultura na Ziemi

Poniższy rozdział prezentuje dane z ostatniej sesji, którą wykorzystaliśmy do naszych badań. 

Chociaż cel znajdował się na pierwotnej liście celów, opracowanej przeze mnie i mojego monitora 
w   trakcie   tej   sesji,   w   przeciwieństwie   do   poprzedniej,   dotyczącej   Marsa,   zupełnie   o   nim 
zapomniałem. Wyniki sesji zaskoczyły mnie, jak się okazało, przyjemnie. Muszę przyznać, że do 
czasu jej zakończenia miałem dość pesymistyczną wizję przyszłości ludzi na Ziemi. Zastanawiałem 
się nawet, dlaczego istoty pozaziemskie wkładają tyle wysiłku w pomaganie nam, skoro jesteśmy 
gatunkiem   zmierzającym   do   samobójstwa.   Na   szczęście,   wiem   teraz,   że   istnieje   powód   ich 
wysiłków.

Data: 30 września 1994
Miejsce: Atlanta, Georgia
Dane: Typ 4, sesja monitorowana na odległość
Współrzędne celu: 4395/0241

Dane   wstępne   do   Fazy   2   wskazywały,   że   cel   związany   jest   z   suchym   lądem,   płynem   i 

sztucznymi konstrukcjami. Od razu miałem też wrażenie przemieszczenia w czasie.

Mój szkic w Fazie 3 przypomina wirującą kulę. Wykonuję operację przemieszczenia SRV, która 

przenosi   mnie   bezpośrednio   na   miejsce   celu.   Znajduję   się   w   gęstym   i   skomplikowanym 
środowisku.

C.B.:  Mam   poczucie   złożonego   ekosystemu.   Są   tu   istoty,   jacyś   humanoidzi.   To   miejsce 

przypomina dżunglę z obfitą roślinnością. Wszystko jest powiązane czy uzależnione od reszty, jak 
w naczyniach połączonych lub w środowisku biologicznym dżungli. Odbieram AOL Ogrodu w 
Edenie, ale nie jest to Ogród w Edenie. Po prostu sprawia takie wrażenie. Miejsce jest zadbane.

(Przechodzę do Fazy 6, gdzie konstruuję i badam linię czasu. Zaznaczam czas celu i trzy inne 

ważne punkty pomiędzy czasem celu a dniem sesji.)

Wydaje się, jakby między chwilą obecną a czasem celu była różnica trzystu lat. W punkcie 

czasowym celu widzę, że humanoidzi to z całą pewnością ludzie. Noszą zwykłe ubrania i zdaje się, 
wykonują pracę związaną ze środowiskiem.

Pierwszy pośredni punkt w czasie wskazuje na poważną degenerację środowiska na szeroką 

skalę. W punkcie trzecim następuje początek regeneracji środowiska. Poczekaj chwilę, sprawdzę 
inne punkty...

W   punkcie   czasowym   celu   ekosystem   zaczyna   się   umacniać,   w   tym   sensie,   że   staje   się 

samowystarczalny.   Wrażenie   złożoności,   jakie   odniosłem   na   początku   sesji   związane   było   z 
dosłowną złożonością roślinności w ekosystemie.

Nadal jestem w punkcie czasowym celu; nie wygląda na to, żeby ludzie mieli jakieś schrony na 

powierzchni.  Poruszają   się  bez   pomocy  pojazdów   o  napędzie  benzynowym.   Już  nie  dewastują 
środowiska. Doglądają go. Ich mentalność zorientowana jest na przetrwanie, a nie eksploatację. 
Mają   głębokie   poczucie,   że   przeszli   przez   najgorszy   okres,   a   teraz   mogą   odbudować   planetę. 
Wcześniej zawsze istniały jakieś wątpliwości.

MONITOR: Skup się na różnorodności biologicznej.
C.B.:  Nie ma tyle gatunków, co obecnie, ale powiedzmy tyle, ile było sto lat przed punktem 

czasowym celu. Ludzie kierują swoje wysiłki głównie na stworzenie złożonego, interaktywnego 
systemu planetarnego.

MONITOR: Skup się na kwestii Federacji – wzajemnego oddziaływania.
C.B.: Współdziałanie między tymi ludźmi a Federacją trwa przez cały okres od chwili obecnej 

background image

do   punktu   czasowego   celu.   Wygląda   na   to,   że   Federacja   obserwuje   i   ofiarowuje   swe 
przewodnictwo, ale jeszcze nie pomaga ludziom wyjść z kłopotów. Ludzie muszą zrobić to sami.

MONITOR: Skup się na kwestii przedstawicielstwa.
C.B.: W punkcie czasowym celu, jak również wcześniej, istnieje subprzestrzenna reprezentacja 

ludzi. Ale wkrótce po naszej obecnej sesji, nastąpi dialog pomiędzy fizycznymi ludźmi a Federacją. 
W miarę upływu czasu, fizyczni ludzie staną się działaczami, przedstawicielami, czy może ścisłymi 
współpracownikami Federacji. Mam wrażenie, że ludzie upodabniają się do pierwotnego Adama i 
Ewy, menedżerów gatunków we wczesnym projekcie genetycznej ewolucji na Ziemi. Tym razem 
jednak owi menedżerowie będą wywodzić się z naszej planety.

W punkcie czasowym celu, ludzie przestają być właścicielami Ziemi, a stają się jej strażnikami. 

Jeszcze nie nastąpiła całkowita regeneracja planety, ale widać już ogrody, połacie kwitnącego życia, 
które będą coraz większe. Ekosystemy są na ogół otwarte, ale tworzy się też enklawy dla jeszcze 
nie wprowadzonych gatunków.

MONITOR: Skup się na środowiskach ludzkich.
C.B.: Poczekaj... W czasie obecnej sesji nie ma żadnych szczególnych środowisk. W pierwszym 

punkcie   pośrednim   na   linii   czasu   następują   kłopoty,   ale   ludzie   dopiero   zaczynają   myśleć   o 
stworzeniu   specjalnych   sanktuariów.  W  punkcie   następnym   zaczyna   się   scenariusz   „Szalonego 
Maksa”. Następuje krańcowe spustoszenie terenu. Nadal występuje życie, ale na ogół pustynne lub 
w   najlepszym   wypadku   w   środowisku   zbliżonym   do   sawanny.  W  punkcie   trzecim   pełną   parą 
działają specjalne ludzkie środowiska typu sanktuarium.

MONITOR: Skup się na ludzkich protokołach do dialogu z Federacją.
C.B.:  W   porządku.   Kieruję   nieświadomość   na   protokoły...   Nic   specjalnego.   Federacja   zna 

angielski, podobnie jak inne języki. Nie oczekują niczego nadzwyczajnego. Federacja przygotuje 
wszystkie ogniwa potrzebne do porozumienia. Ludzie muszą tylko zasygnalizować, że są gotowi.

MONITOR: Zbadaj bezpośrednio koncepcję pomocy ze strony Federacji.
C.B.:  Oni   udzielają   jedynie   nieformalnej   pomocy.   Ludzie   sami   muszą   znaleźć   wyjście   z 

zaistniałej sytuacji. Wkład Federacji jest bierny, w tym sensie, że ona jedynie obserwuje; ale i 
czynny,   bo  jednocześnie   ukazuje   ludziom   cel,   do  którego  powinni   dążyć.  Nie   uwolnią  nas  od 
problemów wpłacając kaucję. Musimy być gatunkiem dojrzałym i pomocnym, a nie zależnym od 
innych, dojrzałość zaś przychodzi wraz z doświadczeniem.

MONITOR:  W   porządku.   Jeśli   zechcemy   poznać   przeznaczenie   będziemy   chyba   musieli 

poczekać do następnego projektu. Zakończmy sesję. Courtney, znowu jest nadzieja. Celem była 
„Ziemia – przyszła kultura”.

C.B.: Naprawdę? Całkiem o tym zapomniałem; upłynęło sporo czasu, od opracowywania listy 

„Ziemia – przyszła kultura”... Wygląda na to, że moja nieświadomość wiedziała, co jeszcze będzie 
mi potrzebne do książki. Ludzkość otrzyma drugą szansę. Dobra nasza!

Komentarz

Ludzie się zmienią. Będziemy świadkami zniszczenia naszej własnej planety – naszego domu. 

Dla ludzkości nastąpi długi okres ciężkich doświadczeń. Jednak strata ta nie pójdzie na marne. 
Wspólnie nauczymy się czegoś. Niektórzy Czytelnicy mogą nie przyjmować do wiadomości, że 
Ziemia stanie się planetą kurzu, po czym, pod rządami ludzi mądrzejszych, odrodzi się niczym 
Feniks z popiołów. Nie zmienia to jednak faktu, że dane SRV wyraźnie wskazują, iż taka faza 
nastąpi, a gdyby rozpatrzeć sprawę z punktu widzenia logiki i wiedzy na temat ludzkiego umysłu, 
wniosek musiałby być taki sam. Problem nie polega na tym, że na Ziemi żyje za dużo ludzi w 
stosunku do jej ograniczonej powierzchni. Planeta mogłaby utrzymać o wiele większą populację niż 
obecnie. Kłopot w tym, że z natury swej ludzie pragną życia co najmniej tak dobrego, jakim cieszą 
się zamożne elity. Będziemy bez opamiętania eksploatować surowce naturalne, żeby zaspokoić 
wyszukane pragnienia.

Nikła łączność pomiędzy naszym umysłem świadomym a jego subprzestrzenną postacią nie 

pozostawia nam innego wyboru, jak gonić za szczęściem na drodze fizycznych zmysłów. Większa 

background image

część ludzkości będzie nadal walczyć, by w nieskończoność polepszać swój fizyczny dobrobyt, aż 
w końcu nasza planeta odmówi nam posłuszeństwa, niszcząc dużą część ludzkości. Na szczęście 
nie całą. To w tym momencie zacznie się tak zwany scenariusz „Szalonego Maksa”, a ludzie zaczną 
rozważać swoje życie w kategoriach przetrwania.

Federacja nas nie uratuje. Jeżeli nie powstrzymała Szarych od autodestrukcji, dlaczego miałaby 

robić   to   w   przypadku   ludzi?  Ale   spójrzmy   na   sprawę   z   innego   punktu   widzenia.   Ile   dobrego 
wynikło z obecnego kierunku ewolucji Szarych, dzięki ich przeszłym doświadczeniom? Z takich 
trudów rodzi się wielkość, która z całą pewnością jest też przeznaczeniem naszego gatunku.

Zdaję   sobie   sprawę,   że   większość   Czytelników   widzi   czarno   ten   scenariusz   najbliższej 

przyszłości.  Ale   prawda   jest   taka,   że   nasza   przyszłość,   jako   gatunku,   jest   świetlana.   Ciężar 
nadchodzących wyzwań nie powinien przesłonić wizji czekającej nas potem chwały. Niemal we 
wszystkich sesjach SRV, jakie przedstawiłem w niniejszej książce, skupiałem uwagę na problemach 
ściśle związanych z naszą obecną sytuacją. Problemy te obejmują kłopoty ze środowiskiem, słabość 
więzi   pomiędzy   umysłem   a   ciałem   u   naszego   gatunku   oraz   wzajemne   relacje   między   ludźmi, 
Federacją, Szarymi a Marsjanami. Rzeczywiście, wszystko, czego byłem świadkiem podczas sesji 
SRV, wiąże się z ogólną ideą wielu gatunków, próbujących rozwiązać wspólne problemy. Było to 
konieczne, acz chyba zrozumiałe, ograniczenie moich badań.

Jednakże obecna sesja każe nam spojrzeć dalej w przyszłość. Gdzieś około roku 2000 my – 

ludzie w znacznym stopniu otrząśniemy się z problemów, jakie sobie sami stworzyliśmy. Jako 
grupa lepiej sobie z nimi poradzimy; staniemy się dojrzalszym gatunkiem. Skierujemy uwagę na 
otaczający nas wszechświat, i tak jak kiedyś, będziemy pomagać walczącemu życiu. Nauczymy się 
też kochać w szerzej pojętym sensie tego słowa.

Ponieważ   nie   posłałem   swego   umysłu   dalej   niż   trzysta   lat   od   chwili   obecnej,   mogę   tylko 

przypuszczać, że taki nowy i mądrzejszy gatunek ludzki nie będzie siedział z założonymi rękami. 
We wcześniejszych sesjach członkowie Federacji dali mi do zrozumienia, że pragną, by ludzie 
dołączyli   do   szeregów   organizacji   jako   jej   pełnoprawni   członkowie   i   pomagali   Federacji   w 
zasiedlaniu galaktyki. U istot, które obserwowałem podczas ostatniej sesji, wyczułem świadomość, 
która  nie  pasowała  do  wojowniczego  typu  badaczy  galaktyki.  Byli  to raczej  „czciciele”  życia. 
Kiedy przyszli ludzie staną się łagodnymi, ale nie biernymi istotami, a destruktywność nie będzie 
już ich wiodącą cechą, nasza dobrowolna więź z Federacją stanie się pełnowartościowa.

Podejrzewam, że ludzie roku 2000 stanowią prototyp jeszcze bardziej rozwiniętych istot, które, 

jak ufam, do 3000 roku osiągną szczyty rozwoju. Trudno wyobrazić sobie rolę, jaką przyjdzie nam 
odgrywać w dramatach galaktycznych, które odsłonią się przed nami w miarę obcowania z innymi 
gatunkami. Czuję się mały, kiedy pomyślę, w jak niewielu miejscach i czasach był mój umysł. Nie 
mam pojęcia, w co my, ludzie, zaangażujemy się za dwa tysiące lat albo w jeszcze odleglejszej 
przyszłości.   Czy   zostaniemy   w   końcu   przywódcami   Federacji?   Czy   pomożemy   Federacji   w 
zasiedleniu pozostałej części Mlecznej Drogi? Czy ostatecznie sięgniemy po inne sfery naszego 
wszechświata, które leżą w odległych i obcych galaktykach?

Wszystkie moje wysiłki w teleobserwacji przekonały mnie, nie pozostawiając co do tego cienia 

wątpliwości, że naprawdę jesteśmy czymś więcej niż tylko ciałami fizycznymi. Nasze połączone 
osobowości,   fizyczna   i   subprzestrzenna,   nigdy   nie   zakończą   swego   ewolucyjnego   marszu. 
Odczuwam czystą radość, gdy pomyślę o całym szeregu nieznanych jeszcze możliwości istnienia. 
Gdy  poradzimy   sobie   z   wyzwaniami   i   trudami,   czeka   nas   pełna   cudów,   bezkresna   przyszłość. 
Doprawdy, Bóg był hojny, dając ludziom w podarunku życie.

Za kilka lat nauczymy się żyć z Marsjanami. Potem zaczniemy otwarcie nawiązywać kontakty z 

innymi gatunkami, nie wyłączając Szarych. W końcu, przy pomocy własnych statków odważymy 
się opuścić Ziemię, przywróciwszy ją wcześniej do stanu kwitnącego zdrowia i pełni życia. Nie 
wiem,   co   jeszcze   będziemy   robić.  Ale   będę   tam,   podobnie   jak   każdy   z   was,   a   pewnego   dnia 
wszyscy razem odkryjemy dalszą przyszłość. Na razie nadszedł czas, by uwolnić się od strachu i 
niechęci i spojrzeć w kierunku Marsa. To następny krok w ewolucji naszego gatunku. (Być może 
dane   z   teleobserwacji   mogłyby   pomóc   w   określeniu   natury   przyszłych   wydarzeń.   Wówczas 
wystarczyłoby   zmienić   swoje   zachowanie   tak,   by   stworzyć   nowy   wymiar   czasu,   w   którym 

background image

wydarzenia   te   nie   doszłyby   do   skutku.   Biorąc   jednak   pod   uwagę   obecną   genetyczną 
dysfunkcjonalność ludzi – zwłaszcza naszą słabą łączność pomiędzy ciałem a umysłem – wątpię, 
abyśmy byli w stanie odsunąć ponure widmo katastrofy ekologicznej.) W ten sposób zbliżymy się 
do wielkiej galaktycznej rodziny... Jak najszybciej podjąć dialog z Marsjanami – to nasze najbliższe 
zadanie.

Rozdział 35

Szkolenie dyplomatów

Jeżeli ludzie kiedykolwiek mają wejść do sfery galaktycznej, kwestią o podstawowym znaczeniu 

jest uznanie, że istnieją (co najmniej) dwie formy życia – fizyczna i subprzestrzenna. Jesteśmy 
istotami   mieszanymi.   Nasze   formy   fizyczne   zamieszkują   formy   życia   subprzestrzeni.   Fizyczne 
formy życia to tymczasowe stworzenia, w tym sensie, że ostatecznie umierają. Subprzestrzenne 
postaci tych form nie umierają nigdy. Nasze ludzkie „dusze” to po prostu subprzestrzenne jaźnie, 
które żyją nadal, kiedy nasze fizyczne ciało ulegnie rozkładowi.

Zdolne do odczuwania, rozwinięte rasy rozumieją to wszystko i aktywnie porozumiewają się tak 

w   sferze   fizycznej,   jak   i   niefizycznej.   Mogą   one   postrzegać   obydwa   światy   równocześnie, 
wykorzystując   swe   fizyczne   i   subprzestrzenne   systemy   nerwowe.   Ludzie,   być   może   na  skutek 
unikalnej struktury genetycznej, normalnie nie dysponują takimi zdolnościami, ale mogą wyrobić je 
w sobie na drodze treningu. Kompetentne i profesjonalne szkolenie nie jest tanie, dlatego radzę 
podejmować je tylko tym, którym przyda się ono do komunikacji i zbierania danych. Dyplomaci 
galaktyczni są idealnymi kandydatami do takiego szkolenia. Naukowcy i historycy to kolejne grupy, 
które mogłyby z niego skorzystać.

W   rozdziale   niniejszym   przedstawiam   zarys   kursu   wzajemnej   komunikacji   fizyczno-

subprzestrzennej. Kurs składa się z trzech oddzielnych części. Pierwsza z nich obejmuje naukę 
specyficznej   techniki   medytacji   i   polecam   ją   jako   wstępny,   minimalny   poziom   szkolenia   dla 
każdego,   kto   pragnie   sięgać   dalej,   poza   zmysły   fizyczne.  W   tym   wstępnym   szkoleniu   nie   są 
potrzebne żadne środki ostrożności. Wydaje mi się nawet, że na tym etapie byłoby dobrze zacząć 
szkolić dzieci. Być może doszłyby do wniosku, że jest to bardziej „klawe” niż pojedynkowanie się 
za pomocą „laserowych strzelawek”.

Drugi poziom nauki polega na wprowadzaniu uczniów w odmienne stany świadomości. Armia 

amerykańska uważała to za warunek wstępny szkolenia w teleobserwacji. W zakres tego drugiego 
etapu kursu wchodzi praca z opracowaną przez Instytut Monroe'a techniką Hemi-Sync.

Trzeci poziom szkolenia to formalny instruktaż w SRV.
Pragnę   zwrócić   uwagę   Czytelników,   że   żadna   z   instytucji   czy   grup,   które   formalnie   bądź 

nieformalnie tutaj wymieniam, nie podpisuje się pod proponowanym przeze mnie programem. Nie 
jest to również reklama ich produktów jako pomocnych w badaniu UFO i ET. Niniejszy program 
szkoleniowy zrodził się w wyniku moich własnych badań. Żadna z firm czy grup nie szkoli ludzi na 
galaktycznych   dyplomatów.   Mimo   to   doświadczenie   wskazuje,   że   umiejętności,   których   uczą, 
można   połączyć,   osiągając   dobry   efekt   końcowy.   Podkreślam   jednak,   że   to   moje   opinie   w   tej 
kwestii, a nie grup faktycznie prowadzących szkolenia.

Poszczególne  części  kursu, które  przedstawiam  poniżej,  świetnie  się  uzupełniają,  ale  należy 

praktykować   je   oddzielnie.   Muszę   też   ostrzec   Czytelników,   że   kompletny   kurs   może   zawierać 
pewne   ryzyko.   W   przypadku   niektórych   jednostek   zachodzi   bowiem   możliwość   niedobrego 
wpływu szkolenia, a nie wiem, na ile zjawisko to jest częste. Tak więc pełnemu kursowi powinny 
poddawać się tylko osoby, mające wsparcie instytucji, które dają właściwy wgląd psychologiczny 
we wszystkie sprawy związane z rozwojem ucznia. Szkolenie otwiera człowieka na takie rodzaje 
doznań, które całkowicie odbiegają od standardowych doświadczeń w naszym życiu. Na przykład, 
niektórzy   studenci   mogą   przeżyć   szok,   gdy   doświadczą   telepatycznego   odbioru   myśli.   Bez 

background image

właściwego   przewodnictwa,   uczeń   może   popaść   w   paranoję,   podejrzewając,   że   wszystkie   jego 
myśli   w   rzeczywistości   są   manipulowane   przez   niewidzialne   istoty.   Ludzie   muszą   być   na   to 
przygotowani, a po zakończeniu szkolenia, pozostawać pod uważną obserwacją, aby w szczególnie 
trudnych chwilach mogli uzyskać właściwą poradę doświadczonych nauczycieli.

Poniższy opis programu proszę potraktować jak wzór na przyrządzenie prochu strzelniczego. 

Wzór ten jest dostępny dla każdego, a wobec braku nadzoru, zawsze może trafić w ręce ludzi, 
którzy będą go mieszać we własnej piwnicy i niechcący wysadzą się w powietrze. Encyklopedia, w 
której wzór został podany, nie ponosi winy za ich nieszczęście, ponieważ w wolnym społeczeństwie 
samej wiedzy nie można i nie należy ukrywać przed opinią publiczną. Podobnie każdy, kto odbywa 
przedstawiany tu  przeze  mnie  kurs, powinien  mieć  zapewniony  odpowiedzialny nadzór. Każda 
grupa, firma czy instytucja zachęcająca do tego kursu lub stawiająca go jako warunek zatrudnienia 
musi po prostu wliczyć koszt nadzoru w ogólne koszty całego programu. Grupy, które faktycznie 
przeprowadzają szkolenie, na ogół nie zapewniają nadzoru. Trenujący i pracodawcy muszą tego 
dopilnować.

Wszystkie   osoby   podejmujące   kurs,   robią   to   na   własne   ryzyko.   Nie   jestem   wyszkolonym 

psychiatrą   ani   nie   mam   żadnego   formalnego   przeszkolenia   w   sprawach,   które   pozwoliłyby   mi 
dostrzec u kogoś cechy wskazujące, że kurs stanowi zagrożenie dla jego lub jej stanu umysłowego. 
Tym niemniej, zaprojektowałem kurs w taki sposób, by był on jak najbardziej bezpieczny, a w 
obecnej chwili nie znam nikogo na Ziemi, kto zbadał te kwestie bardziej dogłębnie niż ja.

Opracowałem ten kurs na własne ryzyko. Nie miałem żadnego psychiatry, który obserwowałby 

moje   postępy.   Z   drugiej   jednak   strony,   byłem   bardzo   ostrożny,   mając   na   uwadze   własną 
świadomość. Najpierw nauczyłem się Medytacji Transcendentalnej, która dała mi wgląd we własną 
złożoność subprzestrzenną. Następnie przeszedłem przeszkolenie w programie MT-Sidhis, a dopiero 
potem sięgnąłem po możliwości, jakie oferował Instytut Monroe'a. Na końcu opanowałem SRV. 
Jednak pomimo tego stopniowania doświadczenia te wstrząsnęły mną do szpiku kości. W przeciągu 
zaledwie dwóch lat, runęła cała fasada moich wyobrażeń na temat świata. Dotarło do mnie, że nie 
jesteśmy sami we wszechświecie i że tę wymiarową rzeczywistość dzielą ze mną niefizyczne istoty. 
Dowiedziałem   się,   że   w   niedalekim   sąsiedztwie   powstawały   i   upadały   cywilizacje   istot 
pozaziemskich, a niektóre z nich podróżują w czasie z taką łatwością, jak ja przechodzę przez ulicę. 
Musiałem na nowo zdefiniować swoje rozumienie Boga i całej religii. Nie sposób zrelacjonować, 
jak bardzo musiałem się przystosować i rozwinąć, żeby stawić czoło otwierającej się przede mną 
rzeczywistości.

Tak więc, mam konserwatywne podejście do rozwoju, a program pomyślany jest w taki sposób, 

by pozwolić na stopniowe doświadczanie osobistego wzrostu. Ta bezpieczna droga jest również 
drogą najbardziej efektywną. Kurs zaczyna się od bezpiecznego i bezpośredniego doświadczenia 
własnej egzystencji niefizycznej, dalej rozwija świadomość w kierunku telepatii i wychodzenia z 
ciała, a kończy się profesjonalnym programem SRV. Jeszcze ostatnia uwaga. Zaprojektowałem kurs 
w sposób ciągły, gdzie po każdej części następuje kolejna, ale nie wiem, czy jest to absolutnie 
konieczne. Jak sądzę, ważne jest, by studenci ukończyli wszystkie trzy części w rozsądnym okresie 
czasu, nawet gdyby szkolenie w SRV wypadło jako pierwsze.

Kurs na galaktycznych dyplomatów

Część I

Zachęcam   studentów,   by   nauczyli   się   Medytacji   Transcendentalnej   i   programu  MT-Sidhis

Istnieje wiele form medytacji, ale tylko niektóre z nich faktycznie prowadzą do bezpośredniego 
doznania własnej niefizycznej jaźni. Pewne czynności, określane mianem medytacji to po prostu 
wyobrażenia   mentalne   lub,   co   gorsza,   wywołujące   stres   praktyki,   które   mogą   doprowadzić   do 
nieszczęścia.   MT   i   jego   zaawansowana   wersja   w   postaci   programu  MT-Sidhis  służą   do 
wprowadzania człowieka w stan bezpośredniej świadomości swojej własnej jaźni. Praktykowanie 
tej   medytacji   jest   naprawdę   pozbawione   stresu   i   daje   szereg   naukowo   udokumentowanych 

background image

pozytywnych skutków ubocznych, takich jak poprawa równowagi umysłowej, większe zadowolenie 
z życia, poprawa fizjologii i lepsza intuicja.

Nauczyciele MT są świetnie wyszkoleni, a kurs przebiega identycznie, bez względu na to, kto 

jest nauczycielem, czy gdzie odbywa się nauka. Standaryzacja instruktażu i dostępność kursu to 
elementy o podstawowym znaczeniu w każdym większym programie, w którym konsekwencja 
stanowi podstawowy czynnik.

Organizacja MT może się nie podpisać pod moją propozycją wykorzystania MT do pomocy 

osobom w ich stawaniu się obywatelami galaktyki. To raczej moje osobiste obserwacje wskazują, 
że ludzie praktykujący MT osiągają świadomość bardzo zbliżoną do świadomości rozwiniętych 
istot   pozaziemskich   i   ludzi   przyszłości.   Na   wykładach   publicznych,   wielu   nauczycieli   MT 
tradycyjnie   skupia   uwagę   na   fizjologicznych   korzyściach,   płynących   z   uprawiania   Medytacji 
Transcendentalnej. Wynika to prawdopodobnie z ich doświadczeń, w których natrafiają na opór w 
stosunku do niefizycznych aspektów oddziaływania medytacji. W naszym społeczeństwie łatwiej 
jest powiedzieć ludziom, że uprawianie MT poprawi ich ciśnienie krwi niż oznajmić im, że wkrótce 
staną się świadomi własnych dusz.

Tym   niemniej,   prace   Maharashiego   Mahesh   Yogi   nie   pozostawiają   wątpliwości   w   tym 

względzie. Według Maharashiego, wszystkie istoty, fizyczne i niefizyczne, zamieszkują sferę życia 
zwaną  relatywną. W sferze  tej  istnieją  różne  poziomy.  Przy  takim  założeniu,  zarówno poziom 
fizyczny,   jak   i   subprzestrzenny,   mieszczą   się   w   obrębie   sfery   względnej.   Maharashi   wyróżnia 
również   pole,   nazywane   absolutem,   z   którego   biorą   początek   wszystkie   rzeczy   na   poziomach 
względnych. Co więcej, konsekwentnie nawiązuje on do potrzeby połączenia dwóch oddzielnych 
postaci (postaci względnej i absolutu) istnienia każdego człowieka. Jeżeli nauczyciele MT nie kładą 
na to nacisku podczas instruktażu, nie jest to ich winą ani próbą ukrycia czegokolwiek. Każdy musi 
poznać   swą   całkowitą   jaźń   przez   bezpośrednie   doświadczenie.   MT   to   praktyka   empiryczna. 
Ponieważ zwykła percepcja większości z nas ogranicza się do fizycznych zmysłów, mówienie o 
własnej subprzestrzeni i postaciach absolutu jest dla większości ludzi nie znających doświadczenia 
medytacyjnego pozbawione sensu.

W MT każdy dzień zaczyna się i kończy dwudziestominutową medytacją. Chociaż medytacja 

nie przedstawia większych trudności, bardzo ważne jest, aby nauczyć się jej od kompetentnego i 
wykwalifikowanego   nauczyciela.   Poza   tym,   kurs   MT   obejmuje   sesje   powtórkowe,   które 
gwarantują, że wszystka odbywa się właściwie.

Przydarzyło mi się kiedyś, że jakaś kobieta zapytała mnie, dlaczego ma płacić za kurs medytacji, 

skoro może to robić sama we własnym domu za darmo. Najpierw jej nie zrozumiałem. Myślałem, 
że pyta mnie, dlaczego w ogóle należy płacić za instruktaż. Powiedziałem jej, że nauczyciele MT 
zarabiają w ten sposób na życie i muszą się utrzymać, jak każdy inny. Ale potem zdałem sobie 
sprawę, że pytanie miało na celu zupełnie coś innego. Kobieta ta zakładała, że medytacja to coś, co 
można   samemu   wymyśleć   przy   pomocy   swojej   jaźni   lub   wyczytać   w   książce.   Tak   więc 
odpowiedziałem jej nieprawidłowo.

Czytelnicy tej książki muszą zrozumieć, że właściwe uprawianie medytacji nie jest czymś, co 

można samemu wykoncypować, ani czymś, czego można nauczyć się z książki. Kurs MT wyłonił 
się z prób i błędów na przestrzeni całych stuleci. MT to prosta, lecz zarazem wysoce wyrafinowana 
i   subtelna   praktyka.   Ci,   którzy   usiłują   opracować   swoją   własną   procedurę,   próbują   na   nowo 
wymyśleć koło, kiedy dokoła jeżdżą sportowe samochody.

Czytelnicy  muszą   zrozumieć,  że   uprawianie   MT  i  programu  MT-Sidhis  bardzo  różni   się  od 

teleobserwacji. W teleobserwacji uzyskuje się bezpośrednią wiedzę z innego miejsca i/lub czasu 
przez wykorzystanie połączenia mentalnego między subprzestrzenią a danym miejscem. Można 
tego   dokonać   jedynie   dlatego,   że   jesteśmy   również   istotami   niefizycznymi.   Jednakże   w   MT  i 
programie MT-Sidhis nie wykorzystuje się tego połączenia. W trakcie medytacji, człowiek na bazie 
własnego   doświadczenia   uczy   się   być   świadomym   swej   całej   jaźni,   zarówno   fizycznej   jak   i 
subprzestrzennej. Zatem regularna medytacja prowadzi do rozwoju osobowości kompletnej, w tym 
sensie, że staje się ona świadoma całego swojego zakresu. Ta empiryczna wiedza może dostarczyć 
w   życiu   dużo   osobistego   zadowolenia,   ponieważ   nie   trzeba   już   gonić   za   fizycznymi 

background image

przyjemnościami poprzez zmysł dotyku, wzroku, powonienia, słuchu czy smaku, by doświadczyć 
wewnętrznego poczucia szczęścia, spełnienia i satysfakcji. Do sfery subprzestrzennej nie można 
dotrzeć   bezpośrednio   przez   zmysły,   tak   więc   fizyczna   pogoń   ostatecznie   ponosi   klęskę. 
Bezpośrednie   doświadczanie   własnej   drugiej   połowy   dwa   razy   na   dzień   jest   niezwykle 
odprężającym   uczuciem   i   może   przyczynić   się   do   tego,   że   następne   doświadczenia   fizyczne 
przyniosą więcej zadowolenia, ponieważ nie będą już podszyte ukrytym pragnieniem kontaktu z 
subprzestrzenią.

Dla celów kursu dyplomacji galaktycznej, uczniowie powinni przeszkolić się zarówno w MT, 

jak   i   w   programie  MT-Sidhis.   Kursy   odbywają   się   w   centrach   MT   (które   ostatnio   zostały 
rozszerzone   i   przyjęły   nazwę  Wedyjskich   Uniwersytetów   Maharashiego)   w   większości   dużych 
miast w wielu stanach w całym kraju. Nauka odbywa się wieczorami lub w weekendy. Cały kurs 
trwa około tygodnia, natomiast program MT-Sidhis zajmuje trochę więcej czasu.

Po   nauce   MT   (nie   trzeba   czekać   na   ukończenie  Sidhis)   należy   przeczytać   dwie   książki 

Maharishiego. Pierwsza z nich to „Nauka bycia i sztuka życia”, dostępna we wszystkich ośrodkach 
MT i w większości księgarń. Radzę czytać ją powoli, nie więcej niż dwadzieścia stron na dzień. 
Ważne   punkty   w   tej   książce   na   pierwszy   rzut   oka   sprawiają   wrażenie   nieistotnych,   a   szybkie 
czytanie może przynieść tylko frustrację. Druga książka to tłumaczenie i komentarz Maharashiego 
do pierwszych sześciu rozdziałów Bhagawad-Gity. Obydwie pozycje zawierają dużo informacji na 
temat złożonej natury ludzkiej egzystencji.

Część II

Ta część składa się z dwóch etapów. Pierwszy to wysłuchanie w domu trzydziestu sześciu taśm 

oferowanych przez Instytut Monroe'a, znajdujący się w Faber, w Wirginii. Taśmy noszą wspólną 
nazwę „Otwieranie Bram”, a z mojego doświadczenia wynika, że stopniowo prowadzą one ucznia 
poprzez wstępne doświadczenia telepatii do technik komunikacji subprzestrzennej i manipulowania 
energią. Zalecam słuchanie każdej z taśm dwukrotnie, jeden raz rano, a drugi wieczorem. Pierwszą 
naszą czynnością po przebudzeniu powinna być medytacja, ale słuchanie taśm w dogodnym czasie 
po medytacji to dobry pomysł.

Przy założeniu, że przestrzegamy zasady codziennego słuchania dwa razy tej samej taśmy i 

mamy czas na odpoczynek i nieprzewidziane okoliczności, kurs domowy winien zamknąć się w 
okresie dwóch, trzech miesięcy. Potem proponuję wysłuchanie dwóch szczególnych taśm, każdą 
jeden raz w ciągu dnia przez kolejne trzy do czterech tygodni. Między słuchaniem jednej i drugiej 
taśmy powinna być przerwa kilku godzin, żeby umysł zdążył oczyścić się z jednego doświadczenia, 
zanim wejdzie w następne. Zatem idealny rozkład zakłada słuchanie jednej taśmy rano, a drugiej po 
południu   (bądź   wieczorem).   Taśmy   oznakowane   są   jako   „Misja   12”   i   „Dalecy  Wędrowcy”,   i 
obydwie znajdują się w zbiorze trzydziestu sześciu taśm domowego kursu „Otwierania Bram”. 
Opierając się na własnym doświadczeniu mogę powiedzieć, że wielokrotne wysłuchanie taśmy 
„Misja 12” pomaga rozwinąć zdolności telepatycznego porozumiewania się, a regularne słuchanie 
„Dalekich Wędrowców” pomaga intuicyjnie zaznajomić się ze zmianą biegunowości, tak częstą w 
odmiennych stanach świadomości.

Po miesiącu intensywnego poddawania się działaniu tych dwu taśm, radzę na stałe zaniechać ich 

używania, żeby uniknąć wytworzenia się uzależnienia od nich. Również w przypadku pojawienia 
się psychicznego stresu w trakcie ciągłego korzystania z taśm, należy natychmiast przerwać ich 
słuchanie i zasięgnąć porady przed powzięciem decyzji, czy kontynuować pozostałą część kursu.

Druga faza szkolenia obejmuje faktyczne odwiedziny w Instytucie Monroe'a i odbycie kursu 

„Wędrówka przez Bramę”. Wyższych poziomów świadomości, jakich naucza się na tym kursie, nie 
można osiągnąć przy pomocy taśm kursu domowego. Doświadczanie tych stanów wymaga nadzoru 
wyszkolonego   personelu   w   instytucie.   Całkowicie   popieram   tutaj   zakaz   sprzedaży   tych   taśm 
szerokim kręgom. Wyższe poziomy świadomości zamieszkuje cały szereg istot niefizycznych. Nie 
chodzi   o   to,   że   istoty   te   są   niebezpieczne,   ale   że   spotkanie   z   nimi   może   być   dla   niektórych 
prawdziwym szokiem. Ogólnie rzecz biorąc, wyższe poziomy świadomości obejmują stany, których 

background image

normalnie doznaje się po śmierci fizycznej. Stacjonarny kurs w instytucie w bezpieczny sposób 
uczy, jak doświadczać tych stanów na długo przed ostateczną podróżą w zaświaty.

Jeżeli chodzi o lekturę dodatkową, polecam trzy książki Roberta Monroe'a. Są to „Podróże poza 

ciałem”,   „Dalekie   podróże”   i   „Najdalsza   podróż”   (wydane   również   w   Polsce).  Wszystkie   trzy 
książki można dostać w księgarniach lub zamówić w Instytucie Monroe'a.

Część III

Trzecia   część   tego   kursu   składa   się   z   dwóch   etapów.   Pierwszy   etap   obejmuje   tygodniowy 

intensywny kurs SRV, prowadzony przez wykwalifikowanego nauczyciela. Wielu teleobserwatorów 
zatrudnionych   wcześniej   w   wojsku,   obecnie   indywidualnie   naucza   wojskowej   wersji 
teleobserwacji.   Również   Instytut   Telepatii,   szkoła   SRV   w  Atlancie,   może   z   dobrym   skutkiem 
kształcić studentów. Instytut ten oferuje programy monitorowania i szkolenia nauczycieli.

Następnie,   wykwalifikowany   monitor   pracuje   z   uczniem   nad   przeprowadzeniem   własnego 

projektu.   Monitor   pomaga   uczniowi   przejść   przez   co   najmniej   dziesięć   do   piętnastu 
monitorowanych sesji. Nie ma znaczenia, czy sesja jest monitorowana na miejscu czy na odległość. 
Doświadczenie   pracy   z   monitorem   przez   większą   liczbę   sesji   SRV   pomaga   osiągnąć   poziom 
profesjonalizmu, potrzebny w przyszłej naukowej i dyplomatycznej pracy.

Ostatni powód użycia całego programu

Przy   namierzaniu   łatwo   rozpoznawalnych   celów   fizycznych   (takich   jak   Gabinet   Owalny   w 

Białym Domu), teleobserwacja dostarcza strumienia danych z rzeczywistości. Zbieranie informacji 
o takich celach jest na ogół prostą sprawą. Nieświadomy umysł dociera na miejsce i widzi się, to, co 
się widzi.

Jednak cele ET nie zawsze są równie łatwe. Dane SRV są prawdziwe, ale zdarza się, że cel 

przedstawia głębsze pojęcie, które tylko nieświadomość potrafi zrozumieć. W takich przypadkach 
nieświadomość często dostarcza danych, które stanowią odpowiedź na ukryty program, kryjący się 
za   określonym   celem.   Teleobserwator   musi   umieć   spojrzeć   na   dane   z   większej   perspektywy. 
Ponieważ nieświadomość ma dostęp do wszystkich informacji, zarówno w świecie fizycznym jak i 
nie   fizycznym,   uzyskane   przez   nią   dane   mogą   wydać   się   tajemnicze,   o   ile   teleobserwator   nie 
osiągnął   poszerzonej   świadomości.   Owa   poszerzona   świadomość   stanowi   strukturę,   do   której 
trafiają wszelkie informacje zdobyte na drodze teleobserwacji. Naiwnemu teleobserwatorowi dane 
takie   mogłyby   się   jawić   jako   symboliczne   czy   alegoryczne,   podczas   gdy   w   rzeczywistości 
nieświadomość jest jak najbardziej dosłowna. Zatem, żeby zrozumieć dane, trzeba odznaczać się 
rozwiniętą świadomością, i od tego wymogu naprawdę nie ma odwołania.

Rozdział 36

Zaangażowanie ludzkiego rządu

Jedną z najczęstszych skarg, jakie padają z ust ludzi zainteresowanych UFO jest milczenie rządu 

w tej sprawie. Jedyną rzeczą, która wprawia ich w jeszcze większą wściekłość są próby rządu, 
zmierzające do ośmieszenia, stłumienia bądź odrzucenia relacji o UFO. Ja też przeszedłem przez 
etap, w którym uważałem, że rząd nie czyni swojej powinności, utrzymując informacje na ten temat 
w tajemnicy przed ludźmi, którzy, bądź co bądź, przyczynili się do jego wyboru. Zmieniłem jednak 
zdanie i może dobrze będzie, jeśli przedstawię swój punkt widzenia w tej materii.

Na początku pragnę przypomnieć Czytelnikom, że jestem profesorem nauk społecznych. Jedną z 

moich   specjalności   w   ramach   tej   dyscypliny   stanowi   opinia   publiczna   i   zachowania   mas,   co 
bezpośrednio wiąże się z niepokojem rządu w kwestii ET i UFO. Rząd z całą pewnością jest 

background image

świadomy działalności ET na Ziemi i w jej pobliżu. Zostało opublikowanych kilka książek, które 
podają informacje odtajnione przez rząd amerykański na mocy Aktu Wolności Informacji (patrz np. 
Good, 1987). Ale nie trzeba daleko sięgać, by uzyskać potwierdzenie, że władze zdają sobie sprawę 
z faktu, że ET działają na naszej planecie.

Osobiście rozmawiałem z emerytowanymi wojskowymi, którzy bez ogródek twierdzili, że sami 

byli zamieszani w prowadzoną na wysokim szczeblu tajną działalność zbierania danych na temat 
UFO, oraz że rząd starał się jak mógł opanować cały ten bałagan – niestety bez powodzenia. 
Rozmawiałem   ponadto   z   członkami   personelu   lotniczego,   którzy   opowiedzieli   mi,   jak   to   za 
odrzutowcami   wielokrotnie   pojawiało   się   UFO.   W   niektórych   przypadkach,   po   wylądowaniu, 
pilotów nachodzili wysoko postawieni agenci służb bezpieczeństwa. Wówczas na odprawach piloci 
otrzymywali ścisłe wytyczne, by o tych sprawach z nikim nie rozmawiać. Niektórzy piloci nie 
zastosowali się do takich rozkazów, ale inni to robili.

Rząd wie o istotach pozaziemskich, ale nie mówi o tym swoim obywatelom. Dlaczego miałby to 

robić? Weźmy na przykład rząd w moim kraju. Uważnie rozważcie sytuację, w jakiej znaleźlibyście 
się na miejscu prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jesteście świadomi, że istoty pozaziemskie, nie 
prosząc o pozwolenie, dowolnie najeżdżają wasze terytorium. Co więcej, przynajmniej niektóre z 
nich   robią   waszym   obywatelom   coś,   co   nie   bardzo   im   się   podoba,   a   rząd   –   z   całym   swoim 
wojskiem i aparatem bezpieczeństwa – nie może na to nic poradzić. Absolutnie nic. Co byście 
zrobili? Czy wystąpilibyście w telewizji i ogłosili przybycie ET? Co jeszcze moglibyście dodać do 
stwierdzenia: „Oni tutaj są, a wy możecie panikować według własnego uznania?”

Moglibyście ewentualnie ujawnić, jacy goście przybyli i powiedzieć, że rząd stara się nawiązać z 

nimi otwarte stosunki dyplomatyczne. Ale jak długo można by się tym wykręcać, gdyby istoty 
pozaziemskie nie podejmowały rozmów?

Być może nie była to właściwa strategia, ale pozwalała uniknąć rozdmuchania problemu do 

czasu, gdy rząd będzie miał  okazję  uporać się z  tą kwestią  z większym powodzeniem.  Żaden 
przywódca państwowy nie chce ogłaszać klęski, o ile nie ma najmniejszej nadziei na sukces.

Nie wiem dokładnie, jak dużo wiedział rząd przez całe lata. Ale wiem, że przywódcy narodu nie 

posiadają   pełnych   informacji,   które   udało   nam   się   zebrać   na   drodze   teleobserwacji.   Zatem 
informacje zawarte w tej książce mogą okazać się pomocne w ustanowieniu nowej fazy stosunków 
między   ludźmi   a   istotami   pozaziemskimi.   Nie   widzę   jednak   żadnej   korzyści   w   atakowaniu 
obecnych   i   poprzednich   urzędników   państwowych   z   racji   niegdysiejszej   polityki   w   sprawie 
zjawiska ET. Możliwe, że popełniano błędy, ale biorąc pod uwagę okoliczności, trudno doszukać 
się tu jakiegoś idealnego wyjścia.

Z drugiej strony, mocno wierzę, że nadszedł czas, by poważnie rozważyć zmianę poprzedniej 

polityki zaprzeczania. Historycznie rzecz biorąc, ludzie zawsze byli bierni w kontaktach z ET. 
Obserwowaliśmy, jak przelatują ich statki, a niektórzy z nas zostali nawet porwani. Ale to ET 
zawsze do nas przychodzili, a my tylko patrzyliśmy, co się dzieje. Teraz mamy możliwość przejść 
do etapu działania w badaniu życia międzygwiezdnego. Wraz z tą nową możliwością musi przyjść 
nowe   pojmowanie   naszej   potrzeby   odpowiedzialnego   uczestnictwa   w   ramach   większego 
społeczeństwa. Tak jak istoty pozaziemskie badały nasze społeczeństwo, teraz my możemy zacząć 
badać   ich.   Informowanie   szerokich   kręgów   na   temat   ET   stanowi   pierwszy   krok   w   kierunku 
ustanowienia wzajemnych stosunków dyplomatycznych.

Marsjanie

Kolejny krok w kierunku aktywnego uczestnictwa ludzi w kontaktach z istotami pozaziemskimi 

należeć musi do naszych przywódców rządowych. Wspomniałem już, że będzie to fizyczny kontakt 
z   ocalonymi   Marsjanami,   a   nie   z   Szarymi.   Kiedyś   w   przyszłości   przyjdzie   nam   bezpośrednio 
współpracować z Szarymi, na odpowiadających nam warunkach, ale dzień ten jeszcze nie nastał. 
Obecnie natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nawiązać porozumienie z Marsjanami.

Po pierwsze należy zrozumieć, że jakikolwiek kontakt z Marsjanami musi być, przynajmniej 

częściowo, usankcjonowany przez przywódców naszego planetarnego rządu, jak słaby by on w 

background image

danej chwili nie był. W sprawie tych kontaktów należy skonsultować się przynajmniej z ONZ. Co 
więcej,   żadna   próba   spotkania   z   Marsjanami   się   nie   uda,   o   ile   naród   czy   organizacja   w   nie 
zaangażowana,   nie   będzie   przekazywała   relacji   z   porozumienia   bezpośrednio   do   Rady 
Bezpieczeństwa   Narodów   Zjednoczonych.   Skoro   tylko   spotkanie   takie   zostanie   przedsięwzięte, 
muszą być poinformowane o tym wszystkie państwa członkowskie.

Nie jest to moje widzimisię, lecz podstawowy warunek sukcesu. Marsjanie chcą przybyć na 

Ziemię,  ale   nie   przyznają   się  do  swego  istnienia,  dopóki   nie  uzyskają   pewności,  że   pracują   z 
przedstawicielami   całej   planety.   Ich   najlepszą   obroną   przed   zmiennym   i   często   gwałtownym 
gatunkiem, do którego należy człowiek, zawsze było milczenie i tajność. Utrzymają tę linię obrony, 
jeżeli   nie   będą   widzieli   szansy   osiągnięcia   swych   celów   poprzez   akceptację   większej   części 
ludzkości. Nie zechcą  narażać  swego przyszłego bytu  na Ziemi przez sprawianie  wrażenia,  że 
paktują tylko z jednym narodem lub z jedną frakcją.

Jednak   przy   wszystkim,   co   tu   powiedzieliśmy,   jest   tylko   jeden   naród   na   Ziemi,   mający 

wystarczającą bazę polityczną i możliwości techniczne, aby nakłonić Marsjan do wyjścia z ukrycia. 
Moim zdaniem narodem tym są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Dane z teleobserwacji 
sugerują, że wstępny oficjalny kontakt z Marsjanami odbędzie się za pośrednictwem radia. Stany 
Zjednoczone posiadają już potrzebny do takiego przedsięwzięcia sprzęt, a w razie potrzeby mogą 
uzyskać pomoc innych narodów. Próbując nawiązać otwarty dialog z Marsjanami, można skierować 
radioteleskopy zarówno na Marsa, jak i na Księżyc. Z moich danych wynika, że jeśli na Księżycu 
mają bazę jakieś istoty pozaziemskie, to będą one milczeć; mimo to należy włączyć je do obwodu 
transmisji,   ponieważ   Marsjanie   na   Marsie   prawdopodobnie   zechcą   skontaktować   się   z   nimi   w 
sprawie jakiejkolwiek transmisji z Ziemi.

Proponuję, by prezydent Stanów Zjednoczonych przygotował (przy aprobacie ONZ) apel do 

Marsjan uwzględniający zaproszenie ich do bezpośrednich rozmów z ludźmi na Ziemi. W apelu 
takim należy dać do zrozumienia, że ludzie ciepło przyjmą pomysł współdziałania z Marsjanami w 
sprawach   interesujących   obie   strony.   Przesłanie   winno   też   sugerować,   że   szybka   odpowiedź 
Marsjan potraktowana zostanie jako wyraz ich chęci podjęcia sąsiedzkiej współpracy z ludźmi, oraz 
że byłoby to bardzo pomocne w przyszłych stosunkach pomiędzy dwiema planetarnymi kulturami. 
Podejście takie można uznać za uprzejmy, dyplomatyczny sposób wykręcenia im rąk, ale nie mamy 
dużego wyboru. W naturze Marsjan leży postawa tajności i trzeba ich przekonać, by się przełamali i 
zaczęli współpracować z nami otwarcie.

Pozostaje kwestia, który prezydent ma przygotować apel. Czuję wyraźnie, że powinno to się 

odbyć   jak   najprędzej,   tak   więc   byłoby   stosowne,   by   uczynił   to   aktualny   prezydent   Stanów 
Zjednoczonych.   Jednak   niezależnie   od   tego,   kto   będzie   urzędował   w   Białym   Domu   w   czasie 
transmisji   apelu,   jedno   jest   pewne.   Przywódca,   który   zainicjuje   udane   porozumienie   pomiędzy 
ludźmi a Marsjanami wywrze wielki wpływ na rozwój ludzkiej kultury, a wpływ ten będzie trwać 
przez tysiąclecia.

Nie   ma   wydarzenia,   które   bardziej   wpłynęłoby   na   przyszłość   ewolucji   ludzi   niż   kontakt   z 

cywilizacją pozaziemską. Kto okaże się na tyle odważny, by zaryzykować tak niezwykłą rzecz jak 
nadawanie na Marsa prośby o rozpoczęcie planetarnego dialogu, będzie długo pamiętany zarówno 
na   Ziemi,   jak   i   w   całej   galaktyce.  Akt   ten   ostatecznie   da   sygnał   wyczekującej   społeczności 
galaktyki,   że   ludzie   są   już   wystarczająco   dojrzali,   by   stać   się   pełnoprawnymi   członkami 
galaktycznej   społeczności.   Członkostwa   tego   nie   dostaje   się   w   podarunku   –   trzeba   na   nie 
zapracować, to znaczy wykazać zbiorową dojrzałość i przyjąć do wiadomości fakt, kim jesteśmy: 
bardzo złożonymi istotami we wszechświecie wypełnionym życiem.

Po transmisji i ewentualnej odpowiedzi Marsjan, trzeba będzie pomyśleć o przyjęciu Marsjan, 

których jeszcze na Ziemi nie ma. Proponuję, by zaoferować przekształcenie obecnej podziemnej 
bazy Marsjan w Nowym Meksyku na ośrodek przyjęć. Jestem pewien, że marsjańska technika 
medyczna stoi na wystarczająco wysokim poziomie, by zagwarantować, że w wyniku przyjazdu 
Marsjan na Ziemię nie rozniosą się nowe choroby. Gdyby faktycznie miały wystąpić jakiekolwiek 
problemy zdrowotne, już by to nastąpiło, jako że wielu Marsjan od dawna u nas mieszka. Nie 
oznacza   to   jednak,   że   mamy   pozostawać   bierni.   Nasi   lekarze   powinni   być   w   pełni   świadomi 

background image

zawiłości fizjologii i psychiki Marsjan. Zatem będziemy musieli przyjąć uchodźców marsjańskich 
tak samo, jak przyjmujemy uchodźców z innych kultur na Ziemi.

Wystąpi   kwestia   obywatelstwa.   Najpierw   należy   uznać,   że   wszystkie   marsjańskie   dzieci 

urodzone na Ziemi powinny automatycznie uzyskać obywatelstwo kraju, w którym się urodziły. Na 
przykład Marsjanie urodzeni w jaskiniach pod Santa Fe Baldy w Nowym Meksyku automatycznie 
staliby się obywatelami Stanów Zjednoczonych. Ponadto, ich bezpośredni krewni (tacy jak np. 
rodzice)   mają   prawo   do   przyspieszonego   stałego   zamieszkania   w   Stanach   Zjednoczonych. 
Podobnie   Narody   Zjednoczone   muszą   wywierać   nacisk   na   inne   rządy,   by   przyznawały 
obywatelstwo  Marsjanom  urodzonym   na  ich   terytorium  i   rozszerzały   prawo  stałego   pobytu  na 
członków rodzin tychże Marsjan. ONZ stanie wobec kwestii wielu Marsjan – imigrantów, którzy 
nie mają dzieci urodzonych na Ziemi, a nasze światowe rządy będą musiały wspólnie opracować 
plan   stałego   lokowania   i   przyjmowania   tych   podróżników,   ożywionych   nadzieją   znalezienia 
nowego domu.

Należy z całą mocą podkreślić, że zachowanie ludzi na tym nowym etapie naszego życia na 

Ziemi   jest   bardzo   ważne.   Dosłownie   cała   galaktyka   będzie   obserwować,   jak   my   –   ludzie 
zachowamy się w stosunku do naszych planetarnych sąsiadów będących w potrzebie. Chociaż nie 
zawsze zdawaliśmy sobie z tego sprawę, istoty pozaziemskie niejednokrotnie pomagały nam w 
naszej historii. Prawdziwym testem naszej dojrzałości będzie to, czy potrafimy spojrzeć poza siebie 
i okazać współczucie innym istotom potrzebującym pomocy. Czy jesteśmy w stanie wziąć udział w 
wielkim spotkaniu międzygwiezdnym, które zdarza się raz na tysiąclecia, w tym wielkim akcie 
pomocy innym gatunkom zmagającym się z ewolucyjnymi trudnościami?

Z przeprowadzonej przeze mnie teleobserwacji wynika, że obecnie jesteśmy w stanie osiągnąć 

ten poziom altruistycznego zachowania. Z całego serca żywię nadzieję, że nie pomyliłem się w tej 
delikatnej kwestii.

Szarzy

Moim zdaniem Szarzy nie są jeszcze gotowi, by fizycznie pracować z większą liczbą ludzi. Mają 

niezwykle rozwinięte  zdolności  telepatyczne i trudno  byłoby im  przywyknąć do intensywności 
naszych emocji. Poza tym, kiedy znajdujemy się w pobliżu Szarych, od razu jesteśmy skłonni 
reagować niepohamowaną paniką, trudno się więc dziwić, że telepatycznie wrażliwe istoty, jakimi 
są   Szarzy,   nie   znajdują   przyjemności   w   przebywaniu   w   naszym   bliskim   sąsiedztwie   w   nie 
kontrolowanym środowisku.

Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy podejmować innych prób nawiązania kontaktu z 

Szarymi.  W  rzeczywistości   jak   najszybszy   kontakt   wyjdzie   na   korzyść   tak   nam   samym,   jak   i 
Szarym.   Jako   sposób   komunikacji   z   Szarymi   polecam   dyplomatom   naukową   teleobserwację. 
Uważam,   że   ludzie   powinni   nawiązać   kontakt   zarówno   z   subprzestrzennymi,   jak   i   fizycznymi 
Szarymi spośród wszystkich ewolucyjnych typów, jakie działają dzisiaj w pobliżu Ziemi.

Z   prowadzonych  doświadczeń   wynika,   że  Szarzy   całkiem   dobrze  znoszą   również  kontakt  z 

subprzestrzennymi ludźmi. Oznacza to, że ludzie są w stanie „dogadać się” z Szarymi bezpośrednio 
na drodze tego niefizycznego kontaktu. Byłoby to szczególnie użyteczne, bo jeżeli Szarzy mają 
przerwać   swój   dawny   zwyczaj   potajemnej   pracy   z   ludźmi,   muszą   się   przekonać,   że   mają   do 
czynienia z istotami w pełni świadomymi. Szarzy potrzebują naszej pomocy tak samo, jak my ich, 
przy czym oni w przeszłości wykazali już dobrą wolę i włożyli sporo wysiłku, by ulżyć naszym 
kłopotom.   Na   wypadek   gdybyśmy   nie   pamiętali   ich   zasług,   pozwolę   sobie   przypomnieć,   że 
dysponujemy materiałami, zebranymi przez różnych teleobserwatorów, które świadczą o tym, iż 
Szarzy   dbają   o   utrzymanie   tak   skutecznie   niszczonego   przez   nas   środowiska,   skrzętnie 
przechowując próbki naszych roślin i zwierząt. W przyszłości, kiedy zaczniemy odbudowywać 
naszą planetę, będziemy im bardzo wdzięczni za te depozyty. Związek pomiędzy ludźmi a Szarymi 
jest bardzo złożony i wymaga dużo cierpliwości i wytrwałości z naszej strony, żeby doprowadzić do 
otwartego porozumienia.

Być może najlepszym sposobem przyspieszenia komunikacji pomiędzy ludźmi a Szarymi jest 

background image

użycie   naukowej   teleobserwacji   i   zapytanie   Szarych   wprost,   jak   moglibyśmy   im   pomóc   w 
genetycznym przedsięwzięciu, związanym z ewolucją ich własnego gatunku. W przeszłości nie 
było mowy o świadomej i dobrowolnej pomocy ze strony ludzi. Szarzy musieli pracować z ludźmi, 
którzy w ogóle lub tylko w niewielkim stopniu rozumieli złożoność życia subprzestrzennego.

Podejrzewam, że takie próby porozumienia nie zaowocują natychmiastową odpowiedzią Szarych 

– ich statki nie wylądują koło budynku ONZ w momencie, gdy usłyszą pytanie dyplomaty, czy 
możemy im jakoś pomóc. Jednak wielokrotne próby mogą przynieść dobre efekty. W końcu Szarzy 
już od długiego czasu czekają byśmy dojrzeli na tyle, aby spokojnie się z nimi porozumieć.

Federacja Galaktyczna

Tak   jak   w   przypadku   Szarych,   będziemy   musieli   wykorzystać   SRV   do   ustanowienia   stałej 

ludzkiej reprezentacji w Federacji Galaktyki. Istnieją fizyczne sposoby, za pomocą których ludzie 
mogliby skontaktować się z władzami Federacji i jestem pewien, że środki te zostaną niedługo 
użyte.   Jednakże   SRV   jest   niezbędne   w   tej   chwili   z   jednego   ważnego   powodu:   Federacja 
Galaktyczna to przede wszystkim organizacja subprzestrzenna.

Jest   wprost   niemożliwe,   by   galaktyką   rządziły   istoty   fizyczne,   ponieważ   są   one   jedynie 

efemerycznymi stworzeniami, które uczestniczą w życiu fizycznego świata przez bardzo krótki 
okres. Ponadto, dużą część życia tych fizycznych istot pochłania dzieciństwo i starość, i na dobrą 
sprawę zaledwie parę lat dorosłości można uznać za naprawdę produktywne, nawet w przypadku 
ludzi długowiecznych. Z drugiej strony, galaktyka ewoluuje w obrębie czasu, którego nie sposób 
ogarnąć z perspektywy pojedynczego ludzkiego życia. Żeby kontrolować i pomagać w ewolucji 
życia galaktyki, trzeba mieć aktywną pamięć, która obejmuje znacznie więcej niż, powiedzmy, 
siedemdziesiąt lat. Dramaty ewolucji jednego tylko gatunku trwają na przestrzeni tysiącleci i jeżeli 
Federacja angażuje się w pomoc gatunkom, to istoty biorące udział w tym przedsięwzięciu muszą 
być aktywne przez bardzo długi czas. Leży to poza zasięgiem możliwości istot fizycznych.

Życie fizyczne to coś, w czym wszyscy bierzemy udział. Czasami nazywa się je szkołą, w której 

istoty niefizyczne uczą się, jak stać się lepszymi pod jakimś względem. W rzeczywistości jednak 
życie fizyczne to dużo więcej niż szkoła dla subprzestrzennych stworzeń. To bardzo realny wymiar 
istnienia. Podstawowa różnica między egzystencją fizyczną a niefizyczną polega po prostu na tym, 
że ta pierwsza jest jedynie chwilowa i każdy przeżywa ją w pośpiechu, by potem odejść z tego 
świata. Tym niemniej jest to autentyczny sposób życia, niezależnie od tego, jak tymczasowy jest w 
nim nasz udział.

Umieszczenie Federacji Galaktycznej w ramach fizycznego wszechświata byłoby samobójstwem 

tak dla organizacji, jak i dla wielu gatunków. Zważywszy na kaprysy fizycznej ewolucji społecznej, 
kto   może   przewidzieć   jak   zmienią   się   fizyczne   społeczeństwa?   Istoty   fizyczne   mogą   szybko 
zmienić   zdanie,   jeżeli,   powiedzmy,   któregoś   roku   ich   gospodarka   przestanie   prawidłowo 
funkcjonować. Galaktyką nie mogą rządzić tak niestałe osobowości. Rządzenie galaktyką wymaga 
dłuższej perspektywy, a jedynymi istotami, które mogą to zapewnić dzięki swej długowieczności są 
formy   niefizyczne.   Zatem   nie   jest   przypadkiem,   że   Federacja   Galaktyczna   to   organizacja 
subprzestrzenna. Nie mogło być inaczej.

Nadejdzie czas, kiedy ludzie osiągną technikę, która przerzuci most między sferą fizyczną a 

niefizyczną. Ale dopóki to nie nastąpi, do nawiązania kontaktu z władzami Federacji musi nam 
wystarczyć   nasz   własny   system   nerwowy,   przeszkolony   w   postrzeganiu   sfery   nie-fizycznej. 
Właściwie można uznać, że nasza obecność w Federacji zaczęła się z chwilą, gdy do komunikacji z 
nią zaczęliśmy wykorzystywać naszą ludzką świadomość. Obydwaj z moim monitorem byliśmy 
jednymi   z   pierwszych   uczestników   w   tym   procesie.  Teraz   nadszedł   czas,   by   fizyczne   władze 
formalnie   autoryzowały   takie   przedstawicielstwo.   Nastała   chwila,   by   kosmiczni   wędrowcy   i 
badacze, tacy jak ja i moi koledzy przeprowadzający teleobserwację, ustąpili miejsca wyszkolonym 
przedstawicielom ludzkiego rządu planetarnego. Nadszedł czas, by Narody Zjednoczone formalnie 
usankcjonowały oficjalne rozmowy pomiędzy ludźmi a Federacją.

Żeby nie było tu żadnej niejasności. Marsjanie, Szarzy ani władze Federacji nie zrobią nic, żeby 

background image

zmusić nas do dialogu. Czekają, aż wykonamy pierwszy krok. Nasza zdolność do uznania, kim 
jesteśmy   i   wśród   kogo   żyjemy   będzie   sygnałem   dla   całej   galaktyki,   że   jesteśmy   gatunkiem 
wystarczająco dojrzałym, by zasłużyć na formalny głos w społeczności światów. Nie jesteśmy już 
dziećmi.   Jesteśmy   gatunkiem,   który   ma   przeznaczenie.   Przekroczmy   dumnie   tę   nową   granicę 
naszego przeznaczenia. Porzućmy cynizm i strach. Przemówmy w końcu do tych, którzy tak długo i 
cierpliwie na nas czekają.

Słowniczek niektórych wyrażeń

AOL linii sygnału (AOL/S) – AOL, które obserwator postrzega jako pochodzące bezpośrednio ze 
strumienia danych, napływających w trakcie sesji teleobserwacji. Zwykle AOL tego typu niesie ze 
sobą znaczenie w szczególny sposób powiązane z interpretacją celu. Bardzo często wskazuje ono na 
cel właściwy.

Atmosfera emocjonalna (El)  – termin ten odnosi się do emocji związanych z miejscem, które 
mogą pochodzić od przebywających w nim istot. Zdarza się jednak, że atmosfera emocjonalna 
wiąże się z przeszłym wydarzeniem, bądź z wydarzeniami, które dopiero nastąpią. El zwykle nie 
odnosi   się   do   emocji   doświadczanych   przez   teleobserwatora.  Te   ostatnie   określane   są   mianem 
wrażeń estetycznych (AI).

Bilokacja – stan, osiągany w trakcie sesji SRV, w którym uwaga teleobserwatora jest tak mocno 
skupiona   na   celu,   że   jego   świadomość   doznaje   rozdwojenia   i   przebywa   w   dwóch   miejscach 
jednocześnie – w jego/jej miejscu fizycznym, oraz w miejscu celu.

Cel – obiekt, na którego temat chcemy uzyskać informacje przy pomocy SRV. Typowe cele sesji 
SRV stanowią miejsca, wydarzenia i ludzie. Trudniejsze cele mogą obejmować fantazje jakiejś 
osoby, przyczynę wydarzenia czy nawet Boga.

Energetyka – odczucie, że w miejscu celu wydzielana jest duża ilość energii. Może to być energia 
każdego   typu,   na   przykład   kinetyczna   (tak   jak   w   przypadku   szybko   poruszającego   się   statku 
kosmicznego), czy świetlna (pochodząca z jakiegoś źródła energii, na przykład słońca).

Fazy 1 do 7 – oddzielne fazy protokołów SRV. Konkretne fazy przedstawiają się następująco:

• Faza 1: Fazy 1 i 2 określane są w tej książce mianem „wstępnych”, a ich zadaniem jest 

ustalić wstępny kontakt z celem. Dane uzyskane w Fazie 1 mają charakter ogólny: mówią 
na przykład, czy z celem związana jest budowla wzniesiona przez człowieka.

•  Faza 2:  Ta faza zwiększa kontakt z celem. Informacje uzyskane w Fazie 2 obejmują 

kolory, fakturę powierzchni, temperaturę, smaki, zapachy i dźwięki.

• Faza 3: W zakres tej fazy wchodzi rysowanie wstępnego szkicu celu.
• Faza 4: W tej fazie kontakt z celem jest już dość bliski. Pełną władzą w „rozwiązywaniu 

problemu” cieszy się nieświadomość. Pozwala się jej kierować przepływem informacji do 
świadomego umysłu.

• Faza 5: Faza ta dostarcza szczegółów dotyczących poszczególnych struktur, np. mebli w 

pokoju.

• Faza 6: W tej fazie teleobserwator może dokonywać kontrolowanego badania celu. Może 

on   pozwolić   sobie   na   pewną   ograniczoną   aktywność   intelektualną,   kierując 
nieświadomością w celu wypełnienia pewnych określonych zadań. To tutaj dokonuje się 
analizy wykresów czasu oraz położenia geograficznego. W fazie tej rysowane są również 
bardziej złożone szkice.

background image

• Faza 7: W fazie tej uzyskuje się informacje słuchowe związane z miejscem celu, takie 

jak na przykład nazwa celu.

Matryca – zbiór oznakowanych rubryk na kartce papieru. W trakcie sesji wprowadza się dane do 
odpowiednich kolumn.

Operacja przemieszczenia  – procedura SRV przenosząca teleobserwatora do nowego położenia 
względem współrzędnych celu.

Potwierdzenie  AOL  –   silne  AOL,   wskazujące,   że   dokonano   właściwego   rozpoznania   obrazu 
mentalnego. Zdarza się to dosyć rzadko.

SRV – naukowa teleobserwacja.

Struktura  – formalne procedury SRV. „Pozostawanie w strukturze” oznacza, że teleobserwator 
ściśle trzyma się tych procedur w trakcie sesji SRV.

Sygnał/linia sygnału  – strumień danych pochodzących z nieświadomego umysłu podczas sesji 
SRV.

Warstwa analityczna (AOL) – wniosek, jaki nasuwa się w trakcie sesji SRV. Zazwyczaj wynika 
on z „logicznej” analizy, która niekoniecznie musi być poprawna. Protokoły SRV wymagają, żeby 
teleobserwator   informował   o   wszystkich   swoich   wartwach   analitycznych,   co   pozwala   na 
oczyszczenie z nich umysłu.

Wskazówka  – jedno lub więcej słów używanych w  różnych fazach sesji SRV w  celu takiego 
pokierowania   nieświadomością,   by   uzyskała   ona   informacje   dotyczące   celu   lub   jakiegoś 
konkretnego jego aspektu. Początkowo wskazówki wiążą się z numerami współrzędnymi, których 
używa się w Fazie 1 protokołów SRV. Kolejne wskazówki wprowadza się do matrycy SRV w celu 
udoskonalenia strumienia danych. Stosuje się je dopiero po osiągnięciu przez teleobserwatora stanu 
bilokacji w miejscu celu. W niniejszym tłumaczeniu termin „iść za wskazówką” stosowany jest 
zamiennie ze słowem „skupiać się”.

Wydarzenie  –   wskazówka   używana   do   kierowania   nieświadomości   na   miejsce   celu   podczas 
zachodzenia jakiejś ważnej aktywności.