background image

 

„ All I Ever Wanted ” 

 

Autorka : manyafandom 

Link do oryginału :  http://www.fanfiction.net/s/5107945/1/All_I_Ever_Wanted 

Tłumaczenie : Dzwoneczek (Madzia_SJ) 

AH/OOC,  Zdecydowanie +18 

Kategoria : Romance/Friendship. Slash   

Ta sama historia, co „ All I Ever Knew”, ale z punktu widzenia Edwarda. 

 

Edward POV 

Rozdział 1. 

 

beta : offca 

 

Zawsze myślałem, że będę sam. Nie sądziłem, że ktoś naprawdę mnie zrozumie. Wydawało mi się, że 
nikomu na mnie nie zależy, z wyjątkiem tych, których zobowiązywały do tego przeszłość lub 
pokrewieństwo. Byłem pewien, że było mi przeznaczone kroczyć po tym świecie samemu. Uważałem, 
że jestem zadowolony z mojego samotnego życia, ba, nawet szczęśliwy, i że pragnę, by toczyło się ono 
dalej tak samo – po prostu tylko ja. 

Okazało się, że się myliłem. 

Przekonałem się o tym w najbardziej nieprawdopodobny sposób. 

To była najlepsza rzecz, jaka mi się kiedykolwiek przydarzyła. 

 

Przewracałem się i rzucałem na łóżku przez większość nocy. W końcu poddałem się i wstałem. Zostało 
mi kilka godzin na przygotowanie się do pierwszego dnia nowego roku akademickiego, więc 
doszedłem do wniosku, że bieganie mogłoby pomóc zmniejszyć uczucie podenerwowania, które 
towarzyszyło mi od kilku tygodni. Nie wiedziałem skąd się wzięło… No cóż, to było kłamstwo. 
Wiedziałem doskonale. Po prostu nie potrafiłem o tym myśleć. 

Chyba raczej nie chcesz o tym myśleć. 

background image

 

Nie, nie jestem w stanie. 

Robisz uniki, Eddie. 

Nie znosiłem, gdy mój wewnętrzny głos nazywał mnie Eddie’m. To znaczy, wiedziałem, że to ja sam 
tak na siebie wołam, bo to moja podświadomość czy też inne gówno tego typu. Zdawałem sobie 
sprawę, że to trochę nienormalne, prowadzić rozmowy sam ze sobą, jednak nic nie mogłem na to 
poradzić. Często przez wiele dni nie wypowiadałem nawet jednego słowa do drugiej osoby i nie 
przeszkadzało mi to. Przypuszczam, że głos w mojej głowie był sposobem na radzenie sobie z różnymi 
rzeczami. To się zaczęło zaraz po tym jak… cały mój świat rozpadł się na kawałki i roztrzaskał na proch 
u moich stóp. 

Przestań! Nie myśl o tym. Wiesz, dokąd to prowadzi. Albo w końcu otrząśnij się z tego, ty tchórzliwa 
cipo. To już trzy pieprzone lata. Bądź silny i nie oglądaj się za siebie. 

Prychnąłem na to z pogardą. Jak niby miałem „nie oglądać się za siebie”? Próbowałem, naprawdę 
próbowałem, ale po prostu nie dawałem rady. Nie potrafiłem odłożyć na bok tamtej części mojego 
życia. Chciałem, by  wróciła, a jednocześnie bałem się tego. W głębi duszy tęskniłem za tym, ale 
powtarzałem sobie, że tak było dla mnie bezpieczniej. Bez bólu, który był nieodłącznym elementem 
istnienia bliskich ci osób, którym na tobie zależało. Lubiłem stan zobojętnienia, który towarzyszył 
mojej egzystencji. 

Im bardziej starałem się oddalić od ludzi, którzy pozostali w moim życiu, tym bardziej oni nie zgadzali 
się pozostawić mnie samemu sobie. Rosalie i jej rodzice nie chcieli mnie opuścić i pozwolić bym 
pogrążył się  w samotności, której zarówno pragnąłem jak i nienawidziłem. Sam też miałem kłopot, 
żeby się od nich odciąć. Nieważne jak bardzo miotałem się i usiłowałem ich odepchnąć, zawsze 
kończyło się to tym, że z powrotem przyciągałem ich do siebie. 

To było błędne koło. Oni nie chcieli się poddać i spisać mnie na straty, a ja, w ukrytych zakamarkach 
mojej duszy też także tego nie chciałem. Wiedziałem o tym, ale i tak ich odtrącałem, tylko po to, by 
znów przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Miałem wrażenie, że poczuwają się do odpowiedzialności 
za mnie. I to było właśnie sednem sprawy – nie chciałem być dla nikogo ciężarem.  

Potrzebowałem uwolnić się od tych myśli, więc założyłem na siebie dres i wyszedłem frontowymi 
drzwiami, żeby pozbyć się wewnętrznych demonów dzięki wysiłkowi fizycznemu. Wskoczyłem do 
Volvo i odjechałem w stronę bieżni. Okrężny bieg wzdłuż toru wydawał się być lepszym pomysłem w 
moim obecnym stanie umysłu, niż bieganie po okolicy. Poza tym, nie mógłbym teraz znieść 
spoglądania na szczęśliwe życie rodzin, które mnie otaczały. 

Tor był niemalże opuszczony, z wyjątkiem dwóch samotnych biegaczy. Idealnie. Podczas rozgrzewki 
zastanawiałem się, jaki jest mój dzisiejszy grafik. 

Grafik, tak? To brzmi jakbym miał dzień wypełniony spotkaniami i różnymi obowiązkami. 

Tak, plan zajęć. Wykłady się dzisiaj zaczynają, matole. 

Taak, to będzie zajmujące. 

background image

 

Nie byłem jakoś szczególnie obciążony przedmiotami w tym semestrze - historia, literatura, 
psychologia i biologia. Nie będę musiał wkładać wiele wysiłku w naukę. Być może mój rozkład 
przedmiotów, który był dla mnie łatwizną, też przyczyniał się do uczucia niepokoju. Chyba 
potrzebowałem jakiegoś wyzwania, potrzebowałem motywacji. 

Włożyłem słuchawki do uszu i rozpocząłem bieg, pozwalając myślom błądzić w eterze, w pustce, 
która towarzyszyła mi, ilekroć biegałem lub pływałem. Wewnątrz niej panowała cisza, nie istniał tam 
żaden wewnętrzny głos, nie było żadnych wątpliwości ani bólu, w każdym razie innego niż ten 
spowodowany wysiłkiem fizycznym. 

Gdy skończyłem biegać, słońce stało już wysoko na niebie, tor zapełnił się ludźmi, a ja ociekałem 
potem. Tym razem zmusiłem mięśnie do cięższej pracy niż zwykle, próbując pozbyć się roztrzęsienia, 
które mnie ostatnio nękało. Wyczerpanie fizyczne było w stanie zmniejszyć lub wygasić to uczucie, 
które zupełnie mi się nie podobało. Przyprawiało mnie o dreszcze i zawsze miałem wrażenie, że 
powinienem znajdować się w innym miejscu, niż to, w którym  przebywałem. Byłem rozdygotany i 
nerwowy niczym narkoman na głodzie. 

Podczas gdy dochodziłem do siebie po wysiłku, rozmyślałem o wyzwaniu na dziś, które postawiła 
przede mną Rose. Musiałem je podjąć, bo ta suka miała jakieś nadprzyrodzone zdolności i 
wiedziałaby, gdybym tego nie zrobił. W piątkowy wieczór poszliśmy do Necto , gdzie po raz kolejny 
usiłowała doprowadzić do tego, bym wreszcie kogoś zaliczył. Oczywiście znowu poniosła porażkę i 
skończyło się na tym, że wylądowała w łóżku z jedynym hetero, jaki był w klubie tej nocy, która w jej 
mniemaniu miała być „przełomowa”.  Po tym wydarzeniu, Rosalie zdecydowała, że trzeba mnie 
trochę przycisnąć. Nakazała mi flirt podczas pierwszego dnia zajęć na uczelni. 

To wcale nie była dla mnie drobnostka. Nigdy wcześniej z nikim nie flirtowałem. Nigdy w życiu nie 
byłem na randce, nie uprawiałem z nikim seksu ani nawet nikogo nie pocałowałem, poza Rosalie. 
Byłem typowym dwudziestojednoletnim gejem, niemalże prawiczkiem, całkowicie 
niedoświadczonym, z olbrzymią kolekcją porno. To znaczy, jeżeli było w tym coś typowego. 

Wsiadłem do samochodu i w drodze do domu wstąpiłem do Starbucks, po obowiązkową dawkę 
kofeiny. Zajebiście jej potrzebowałem, choć nie pomagała na moje rozchwianie. To była jedyna 
rozpusta, na którą sobie pozwalałem, no cóż, oczywiście poza chroniczną masturbacją. Dwa grzeszki. 
Żaden z nich nie mógł mi poważnie zaszkodzić, więc nie widziałem w tym nic złego. 

Gdy skończyłem moją ulubioną, legalną używkę, rozebrałem się i wszedłem pod prysznic. Pozwalając 
gorącej wodzie rozluźnić zmęczone mięśnie, zrobiłem w myślach listę tego, co muszę zabrać na 
zajęcia i tego, co powinienem zrobić po szkole. Miałem już wszystkie podręczniki i inne pomoce 
naukowe, ale wątpiłem, by były mi potrzebne dzisiaj. Musiałem wstąpić do administracji, żeby 
podrzucić formularz zgłoszenia do drużyn rezerwowych. Lodówka była pusta, więc wyprawa do 
sklepu spożywczego też wydawała się koniecznością. A potem… nic. 

Moje życie można było nazwać co najmniej żałosnym. Nawet nie nazwałbym tego życiem, co 
najwyżej egzystencją. Chciałem, żeby było inaczej. Wolałbym, by było pełne wypadów z przyjaciółmi, 
śmiechu i szczęścia, ale się bałem. 

Obawiałem się, że zostanie mi to znowu zabrane. Bałem się bólu, który nieodłącznie towarzyszył 
posiadaniu bliskich osób. 

background image

 

Przestań, Edward. Po prostu przestań. Wcale nie musi tak być… 

Ostatnim razem tak właśnie było. 

To co innego. Nie chcesz żyć w ten sposób i do cholery, wiesz o tym. 

Może. 

Może, głupku. Tak bardzo pragniesz ludzi w swoim życiu, że masz na tym tle obsesję. Zrób coś z tym. 

Wyzwanie, które postawiła przede mną Rosie miało być pierwszym krokiem na drodze, by mieć 
„prawdziwe” życie. Cholernie mnie to przerażało, ale to, co mogło z tego wyniknąć, przewyższało mój 
strach. Byłem osobą zamkniętą w sobie, izolującą się od innych i czułem, że muszę to zmienić albo 
zeświruję. Ten styl życia przestał funkcjonować. Byłem ponury i uprzykrzałem życie tym kilku osobom, 
które pozostały blisko mnie. 

Lato spędziłem u Hale’ów w Winnetce

1

, z przerwą na dwutygodniową wycieczkę kampingową. Ja i 

Rosalie wybraliśmy się do Misiowych Wydm

2

Po tym jak wróciliśmy z Misiowych Wydm, Lily i Martin – rodzice Rose, pomogli nam opróżnić i 
wysprzątać dom. Zatrzymałem bardzo niewiele rzeczy. Większość biżuterii mamy podarowałem Lily i 
Rose, pozostawiając sobie tylko pierścionek zaręczynowy i perły, które tato dał mamie, gdy mnie 
urodziła. Przekazałem jakiejś organizacji pomocy wszystkie ubrania, sprzedałem meble 
antykwariuszowi i zachowałem srebra oraz chińską porcelanę jako przyszły prezent ślubny dla 
Rosalie. Zawsze podziwiała je, gdy moja mama ich używała, więc pomyślałem, że doceni ten prezent. 
Ja na pewno nie miałem zamiaru się żenić w najbliższym czasie, a najprawdopodobniej nigdy. 

To były nasze pierwsze wakacje odkąd… odkąd to się 

stało. Starałem się być w dobrym nastroju, dla niej, ale wyjazd z nią przywoływał wspomnienie innych 
wakacji razem – tych ostatnich. Oprócz tego wypadu z Rose, musiałem wreszcie uporządkować 
sprawy związane z posiadłością rodziców. Dom, w którym się wychowałem stał cichy i opuszczony od 
dwóch lat. Nie pojechałem tam od pogrzebu rodziców, pozostawiając wszystko tak, jak było. Raz w 
miesiącu przychodziła sprzątaczka i poza sprzątaniem, sprawdzała, czy wszystko w porządku. 
Niemniej nadszedł czas, by się z nim rozstać. Wiedziałem, że nie byłbym w stanie znowu tam 
zamieszkać. Wiązało się z tym zbyt wiele wspomnień, zbyt wiele rzeczy, o których usiłowałem 
zapomnieć. 

Gdy segregowaliśmy rzeczy rodziców, starałem się być obojętnym i patrzeć na nie, jakby to były 
rzeczy obcych ludzi. Próbowałem wejść do ich sypialni, ale nie potrafiłem. Zostawiłem to Lily i Rose. 
Co dziwne, gabinet ojca okazał się dla mnie najłatwiejszym pomieszczeniem, dopóki nie znalazłem w 
nim kilku swoich dziecięcych rysunków, wykonanych kredkami. Rysunków, które tato zachował. 
Ryczałem jak jakaś beksa przez resztę dnia. Po tym wydarzeniu, Hale’owie sami dokończyli porządki, a 
ja skupiłem się na załatwieniu spraw z agentem nieruchomości i prawnikami. 

Gdy w czerwcu skończyłem dwadzieścia jeden lat, został mi przekazany fundusz powierniczy oraz 
masa spadkowa po sprzedaniu posiadłości rodziców. Zamiast szaleć, kupiłem jedynie mały domek, 
który wynajmowałem już od dwóch lat. To był teraz mój dom i to, że stałem się jego właścicielem 
dało mi poczucie stabilizacji, którego brakowało mi od śmierci rodziców. Pieniądze ze sprzedaży 
                                                           

1

 

Winnetka – miejscowość w stanie Illinois, 23km od Chicago, jedna z najbogatszych w tym stanie. 

2

 

Misiowe Wydmy – Sleeping Bear Dunes National Lakeshore, rezerwat przyrody w stanie Michigan, nad jeziorem Michigan.

 

background image

 

domu i mebli wpłynęły na to samo konto, co mój fundusz powierniczy i spadek. Byłem teraz bogaty, 
nie jakoś przesadnie zamożny, ale na tyle, że gdybym był oszczędny i dobrze zainwestował, nie 
musiałbym już nigdy pracować. Wyglądało to sympatycznie w teorii, ale wiedziałem, że nie jest to 
coś, czego bym chciał. 

Hale’owie wspierali mnie i podnosili na duchu podczas całego tego procesu, ale czułem się, jakby 
mnie niańczyli i byłem tym przytłoczony. Często na nich wybuchałem i to bez powodu. Atmosfera 
była już bardzo napięta i wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, gdy nadszedł początek roku akademickiego i 
ja oraz Rose musieliśmy wyjechać. Kochałem Hale’ów, byli dla mnie jak rodzice, ale w tym rzecz – jak 
rodzice. Nie byli nimi i nikt nie mógł zająć ich miejsca w moim sercu. To miejsce wypełniło się pustką, 
gdy odeszli i ta pusta przestrzeń sprowadzała mrok na inne zakamarki mojej duszy. 

To właśnie wydarzenia tego lata spowodowały mój stan ducha. Sprzedając dom i pozbywając się 
rzeczy należących do mamy i taty, poczułem się, jakbym na zawsze zatrzaskiwał drzwi, odgradzające 
mnie od jakiejkolwiek przynależności – do czegoś, do kogoś, do rodziny. Teraz już naprawdę byłem 
sam. 

Woda zrobiła się zupełnie zimna, w czasie gdy wspominałem to okropne lato. Dziś jednak był 
pierwszy dzień nowego semestru i prawdopodobnie pierwszy dzień nowego Edwarda. Wyszedłszy 
spod prysznica, owinąłem się ręcznikiem. Przejechałem dłonią po brodzie i postanowiłem, że będę 
leniwy i się nie ogolę. Zresztą, nie było nikogo, na kim musiałbym zrobić wrażenie. Nikogo na kim 
chciałbym zrobić wrażenie. Być może, jeśli będę niechlujny i zaniedbany, to facet, z którym spróbuję 
flirtu nie będzie zainteresowany.  

Wiedziałem, że jestem gejem niemal od początku okresu dojrzewania, ale nigdy nikt nie podobał mi 
się na tyle, bym coś z tym zrobił, zmusił się do jakiegokolwiek działania. Pewnie, byłem przez cały 
okres szkoły średniej zadurzony w Jacobie Blacku, ale wolałem zostawić to tak, jak było. Nie 
spieszyłem się, by ujawnić moją orientację seksualną, nie chciałem się narazić na udrękę i ciągłą 
krytykę, które się z tym wiązały.  

Teraz już się z tym nie kryłem i czułem się dobrze ze swoją seksualnością. Zdarzało się, że mężczyźni 
mnie zaczepiali, ale nie byłem zainteresowany żadnym z nich. Ostatnio nawet zastanawiałem się czy 
w ogóle istniał ktoś taki, kim mógłbym się zainteresować. Może miałem nigdy nikogo takiego nie 
znaleźć. Wiedziałem, że nie jestem typem faceta, któremu odpowiadałby przelotny romans bądź 
niezobowiązujący seks. Rosalie chciała, żebym wyszedł gdzieś czasem i „po prostu żył”, jak to 
sformułowała. Co dla niej znaczyło pieprzenie każdego chłopaka, który by się nawinął. Jednak musiała 
zaakceptować to, że nie byłem taki. 

Po tym, jak umyłem zęby i włożyłem szkła kontaktowe, skierowałem się do sypialni. Usłyszałem, jak 
moja komórka wibruje na stoliku nocnym, wskazując na przyjście sms-a. Domyślając się, że pewnie 
był od Rosie, zignorowałem go i zacząłem się ubierać. Dopiero gdy zawiązałem buty, spojrzałem na 
wyświetlacz, żeby przeczytać wiadomość. 

Lpj zrb to Eddo! Bde wdzła jsl  tgo nie zrbsz. uściski – suka. 

Chichocząc, napisałem odpowiedź. 

Psłchj dzwko, zrbę to tlko dltgo, bo mnie zmszsz. bję się twgo srpwgo. kchm cię,mrau – dupek. 

background image

 

Rosalie uderzyła mnie porządnie tylko raz w życiu. W dziesiątej klasie, gdy powiedziałem Royce’owi, 
chłopakowi, w którym była zakochana, że jej się podobał. Od tamtego czasu starałem się pozostawać 
z nią w zgodzie i nie narażać się na jej gniew. 

Patrząc na zegarek, zauważyłem, że robi się późno i muszę się pospieszyć. Wrzuciłem do kieszeni 
komórkę, zebrałem rzeczy, których potrzebowałem na dzisiejsze zajęcia, cisnąłem je do torby, 
chwyciłem iPoda i klucze, a następnie skierowałem się do drzwi. 

Bez problemu znalazłem wolne miejsce na szkolnym parkingu. To chyba cud. Jednak pomimo cudu i 
tak byłem spóźniony. Starałem się nadrobić stracony czas, biegnąc w kierunku budynku Sztuk 
Wyzwolonych. Kiedy dopadłem sali wykładowej, jakiś chłopak stał w drzwiach, rozglądając się jak 
kretyn. 

Odchrząknąłem, mając nadzieję, że ten głupek albo wejdzie do środka, albo usunie się z przejścia. 
Przesunął się na prawo o kilkanaście centymetrów, ale nadal zagradzał przejście. 

Co za kutas! 

Pieprzyć to. 

Ponieważ facet już się nie poruszył, przecisnąłem się koło niego, ocierając klatką piersiową i barkiem 
o jego plecy, w nadziei, że następnym razem będzie bardziej uprzejmy. Zaraz jednak poczułem się 
winny, więc obejrzałem się przez ramię, mamrocząc „przepraszam” i poszedłem znaleźć miejsce. 

Wszedł profesor z asystentem, na którego prawdopodobnie mieliśmy być skazani do końca roku. Nie 
byłem właściwie zainteresowany tymi wykładami, ale załatwiały mi punkty zaliczeniowe z historii i 
przedmiotów humanistycznych i o to chodziło. Starałem się uważać, gdy profesor omawiał konspekt 
zajęć i to, czego będzie od nas wymagał, ale nie dałem rady. Byłem wykończony po bezsennej nocy i 
obawiałem się, że raczej niczego dzisiaj nie przyswoję. Głupie wyzwanie Rosalie kołatało się ciągle na 
progu mojej świadomości, drwiąc ze mnie swoim absurdem. 

Przez cały wykład czułem się niespokojny i dręczyła mnie paranoja. Miałem wrażenie, że ktoś mnie 
obserwuje. Odchyliłem szyję i próbowałem się rozciągnąć, siedząc na krześle, aby pozbyć się tego 
wrażenia. Jednak ono pozostało, dodając się do mojego zmęczenia. Pod koniec zajęć, myślałem że 
wyjdę ze skóry, żeby uwolnić się od tego uczucia.  

Wstałem i wyciągnąłem ręce nad głowę, obracając tułowiem, żeby rozruszać mięśnie pleców, 
zesztywniałe od siedzenia na niewygodnym krześle. Ziewnąłem, marząc o tym, by zwiać z zajęć, pójść 
do domu i uciąć sobie drzemkę, ale musiałem zachowywać się odpowiedzialnie. 

Odwracając się, żeby zabrać kurtkę, znowu poczułem na sobie czyjś wzrok. Podniosłem głowę i 
zobaczyłem tamtego kretyna, który wcześniej zagradzał wejście do sali. Patrzył na mnie, jakby był 
tłustym dzieciakiem, a ja ostatnim kawałkiem ciasta. Jego spojrzenie było czystym pożądaniem i 
pragnieniem, wprost pożerał mnie wzrokiem. Czułem to spojrzenie na całym ciele, od podeszew stóp 
po czubek mojego fiuta. Nikt jeszcze nigdy tak na mnie nie patrzył. Moje serce przyspieszyło, a dłonie 
pokryły się potem, gdy starałem się uspokoić oddech. 

Nie mam pojęcia, jak długo tak staliśmy, gapiąc się na siebie nawzajem. Mimo że uporczywie się w 
niego wpatrywałem, nie mógłbym powiedzieć nic o jego wyglądzie ani o tym co działo się wokół 

background image

 

mnie. Jedynie to, że jego oczy były szarozielone, częściowo przysłonięte przez faliste ciemno-blond 
włosy, i że po raz pierwszy w życiu, ktoś naprawdę mnie pociągał. 

Trzasnęły drzwi i ten dźwięk przerwał nasz kontakt, ale nadal patrzyłem na niego, gdy zakładałem na 
siebie kurtkę i torbę na ramię. Wiedziałem, że muszę iść, ale moje oczy nie chciały porzucić tego 
widoku. Ciało skręciło się w kierunku wyjścia, ale głowa pozostała w miejscu. To była ta chwila – 
właściwy moment na flirt. Moja szansa, by wykonać głupie zadanie Rose i być może, po raz pierwszy 
poderwać faceta.  

Umm… co powinienem zrobić? Zagadnąć do niego czy najzwyczajniej się uśmiechnąć? Cholera, jestem 
kompletnie niedoświadczony w tej dziedzinie 

Może uśmiech albo „oczko”. Taak, mrugnę. To będzie zarówno śmiałe jak i słodkie, a przy tym taki 
gest świadczyłby o pewności siebie. 

Mrugnięcie. Mogę to zrobić… tak sądzę.  

Poczułem uśmiech formujący się na moich wargach i adrenalinę, krążącą w żyłach, gdy opuściłem 
powiekę, mrugając prawym okiem do tego chłopaka. Zanim cokolwiek miało szansę się wydarzyć, 
odszedłem wolno w kierunku drzwi, skupiając się na tym, żeby się nie potknąć i przypadkiem nie 
upaść. Gdy tylko znalazłem się za drzwiami, puściłem się biegiem przez korytarz, w poszukiwaniu 
odosobnionego miejsca. Potrzebowałem go, by pozwolić adrenalinie przepłynąć przez moje ciało i 
uspokoić się, do cholery. 

Oparłem plecy o ścianę i zgiąłem się, trzymając dłonie na kolanach i ciężko dysząc. Pozwoliłem, by 
ekscytacja z powodu tamtej chwili zawładnęła mną całkowicie. Zrobiłem to. Odważyłem się na flirt. I 
to nie w stosunku do byle kogo, tylko do kogoś, komu chyba się podobałem. Kogoś, kto mnie 
pociągał. Nie wiedziałem, czy cokolwiek z tego wyjdzie, ale dokonałem tego i to się liczyło. 

Prostując się, westchnąłem ciężko, by po chwili ześlizgnąć się plecami po ścianie i usiąść na podłodze. 
Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer Rosalie. Usłyszałem sygnał dwa razy, zanim odebrała. 

- Zrobiłeś to, mam rację? –  niemal wykrzyczała Rosalie ze słuchawki, tak samo podniecona jak ja. 

- Tak, Rosie, zrobiłem to – wyszeptałem pośpiesznie. 

Cokolwiek miało się zdarzyć, było to bez znaczenia. Wykonałem pierwszy krok by stawić czoło moim 
lękom i być może już nigdy nie być samotnym. 

 


Document Outline