background image

Autorka naleŜy do Klubu Artystycznego „Miś*

Projekt okładki Dariusz Rybicki

Opracowanie redakcyjne Maria Czernik

Opracowanie typograficzne Luiza Pindral

© Copyright by Beata Ostrowicka and Zaklad Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo

Wrocław 2002

ISBN 83-04-04617-2

Skład i łamanie

Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo www.ossolineum.pl, osso_bn@pwr. 

wroc.pl

Druk i oprawa Drukarnia TINTA, 51-315 Wrocław, ul. Kiełczowska 

62

LUTY

piątego, poniedziałek

Sześć tygodni temu umarła Mama, sześć tygodni - powtarzam półgłosem i 

wpatruję się w białawą tarczę zegara wiszącego na prawo od okna.

Trzecia dziesięć.
Siedzę w kuchni od przeszło trzech godzin i rozmyślam.
Nie płaczę.
Kiedyś ryczałam o byle głupstwo. O to, Ŝe Kukuśka dokucza, Ŝe czegoś nie 

potrafię, Ŝe Szymek przeszkadza, gdy są u mnie dziewczyny.

Nie płakałam nawet na pogrzebie Mamy.
Za to Kukuśka tak spazmowała, Ŝe aŜ zasłabła. Szymek pochlipywał, tata był 

przeraźliwie blady i drgała mu lewa powieka.

Sześć tygodni temu Mamę przejechał samochód.
Kierowca miał 2,8 promila alkoholu we krwi.
Trzecia dwadzieścia.

Wspinam się po schodach na piętro. Za środkowymi drzwiami znajduje się pokój 

background image

mój i Kukuśki. Mama nazywała go córu-siowym. Dwa kroki do przodu, lampka po 
prawej stronie. Pstryk! Świeci. Córusiowy w całej okazałości.

Moje biurko i mój tapczan po prawej stronie, Kukuśki po lewej. U mnie 

normalnie, u niej zawsze idealnie poukładane (nie wiadomo, po kim to ma). Dwie 
rozsuwane szafy (zawsze w nich za ciasno), dwie biblioteczki, mój ciemnobrązowy 
kufer z metalowymi okuciami. Dała mi go babcia Marysia. Trzymam w nim 
szpargały. Swoje Kuka upchnęła w trzech pudłach z Ikei, stojących jedno na drugim.

Jeszcze jest biurko z komputerem. Na monitorze leŜy malachitowa popielniczka i 

malachitowy słoń z obtłuczoną trąbą. Młoda wyczytała, w tych swoich kolorowych 
gazetach, Ŝe malachit neutralizuje złe promieniowanie.

Komputer to kość niezgody w naszej rodzinie. Małego interesują wyłącznie gry 

(im więcej strzelania, kopania, tym lepiej). Kuka godzinami surfuje i mailuje. Ma 
jakieś trzy przyjaciółki, których nigdy nie widziała na oczy, ale którym namiętnie 
opisuje swoje i nasze Ŝycie. Niech sobie opisuje, skoro lubi taki emocjonalny 
ekshibicjonizm, ale wtedy nikt nie moŜe się do nas dodzwonić.

Pośrodku pokoju, wzdłuŜ popielato-beŜowego dywanu, jest nasza niewidzialna 

linia demarkacyjna. Gdy byłyśmy młodsze, rozciągnięte skakanki na podłodze 
wyznaczały prywatność kaŜdej z nas.

Córusiowy jest duŜy, jasny, ale gdybym miała do wyboru klitkę bez okien i bez 

Kukuśki albo superpokój z Kukuśką, zdecydowanie wybrałabym klitkę. Młoda jest 
paskudną współlokatorką. W rankingu (przeprowadzonym wśród znajomych) 
najbardziej upierdliwego rodzeństwa, bezapelacyjnie zajmuje pierwsze miejsce.

Młoda, jak zwykle, śpi w poprzek łóŜka. Rozczochrane ciemne włosy, delikatne 

rysy, długie nogi, niezachwiana pewność dwunastolatki i parszywa natura.

Uprzytamniam sobie, Ŝe chociaŜ Kuka to dzieciak (obraziłaby się śmiertelnie o 

to!), bo przecieŜ młodsza ode mnie o cztery lata, to ostatnio funkcjonuje nawet, 
nawet. Szkoła, angielski, zbiórki, lekcje plastyki. Jest tylko bardziej opryskliwa.

Za to Mały zaczai sikać do łóŜka.
Dobiega Szymkowe kaszlenie. Dla mnie kaszel to kaszel. Mama rozróŜniała 

wilgotne, suche, krtaniowe, płytkie, głębokie. Zawijam się szczelniej szlafrokiem i 
człapię do niego. Paskudna lampka w kształcie Myszki Miki oświetla pokoik (Mały 
nie pozwala jej gasić w nocy). Wszędzie pełno klocków lego, pluszaków i 
samochodów.

Mała głowa z krótko ściętymi włosami i lekko odstającymi uszami, chude 

ramiona osłonięte granatową piŜamą i długie

nogi wystające poza krawędź łóŜka. Skopana kołdra na dywanie.

Przesuwam ręką po prześcieradle. Mokre. W drzwiach staje tata. Jest całkowicie 

nieprzytomny.

• 

Olka, co się dzieje? - Ziewa i mruŜy oczy. - Szymek chory?

• 

Zsikany - odpowiadam i wyjmuję z szafy piŜamę.

• 

Poradzisz sobie? - Znowu ziewa.

• 

Mhm. Ale nie będę zmieniała pościeli. Weź go do siebie.

• 

A jak tam się zleje?

• 

To będzie mokro.

 

Szymek śpi jak zabity. Ani nie czuje mojego przebierania (a wcale nie robię tego 

zbyt delikatnie), ani tego, jak tata go przenosi.

 

Wyłączam Myszkę. Po raz pierwszy od sześciu tygodni jest

 

zgaszona w nocy.

 

Wracam do córusiowego.

 

Zwijam się w kłębek i nakrywam kołdrą po czubek głowy. Zimno. Usiłuję liczyć 

barany. Nic z tego. Doliczam do czterdziestego dziewiątego barana, a potem znowu 
„sześć tygodni temu umarła Mama, sześć tygodni..."

background image

 

jedenastego, niedziela

 

Gdy patrzę wstecz i staram się przypomnieć sobie pierwsze tygodnie po 

pogrzebie, w głowie mam pustkę. Byłam zbyt skupiona na sobie, swoim bólu, a nie 
na tym, co dzieje się z resztą mojej rodziny.

 

Za to doskonale pamiętam pogrzeb.

 

Cały rój krewnych, znajomych, koleŜanek obsypał Mamę tonami wiązanek, które 

nie mieściły się na płycie grobu, nas -najpierw - kondolencjami (tata zapomniał 
zaznaczyć w klepsydrze, Ŝe ich nie chcemy), a potem telefonami, przypominającymi, 
Ŝ

e zawsze moŜemy liczyć, Ŝe gdyby coś się działo, i Ŝe to wszystko takie straszne.

 

Mniej więcej po trzech tygodniach telefony ustały. Na placu boju pozostały tylko 

dwie osoby - ciotka Kryśka (starsza

 

0 dwa lata siostra Mamy) i Malwinka - przyjaciółka Mamy
(jeszcze z czasów studenckich).

 

Obie sprawnie zajęły się mną, Kuka, Szymkiem i tatą. Tak, tatą teŜ. Bo ojciec, po 

załatwieniu wszystkich formalności pogrzebowych i złoŜeniu dokumentów 
potrzebnych do uzyskania renty, opadł z sił.

 

Wziął nawet kilka dni urlopu, które spędził zamknięty w pokoju Mamy.

 

Początkowo ciotka i Malwinka zaglądały do nas codziennie, potem co drugi, 

trzeci dzień. Prały, gotowały, sprzątały, przytulały, a potem biegiem wracały do 
swoich spraw. W końcu wymogły na tacie, Ŝeby porozglądał się za jakąś osobą do 
pomocy.

 

Rzeki Ŝycia ciotki i Malwinki coraz szybciej wracały do ich wcześniej ustalonych 

koryt. Za to nasza rozlewała się bez ładu

 

1składu i zaczęła nas topić w swej codzienności.

 

Szkoła, praca, angielski, lekcje, zbiórki, gimnastyka korekcyjna, Kukuśkowe 

wybuchy płaczu, Szymka nocne sikanie, ciągłe pytania o Mamę, kiedy wróci, czyją 
bolało, gdy umierała, i strach, Ŝe zaraz umrze tata, skoro jest starszy od Mamy o trzy 
lata. Ja nadal nie mogłam sypiać i nocami łaziłam po domu.

 

Tata postarzał się o kilka lat, jeszcze bardziej zamknął w sobie i chwilami się go 

bałam. OŜywał tylko w niedzielę. Zabierał nas na pizzę, a później szliśmy do Mamy.

 

Tak jest i dziś. Była pizzeria, potem bukiet róŜ i ciemna płyta grobu.

 

Teraz siedzimy w samochodzie.

 

Nie rozmawiamy.

 

JeŜeli juŜ ktoś się odezwie, to raczej mówi coś zdawkowego, Ŝe korki, chociaŜ juŜ 

późno, Ŝe ten z prawej w oplu to palant, Ŝe jutro znowu zaczyna się kierat, i Ŝe 
Szymek niepotrzebnie właził do kałuŜy.

 

Nie lubię niedziel.

 

Często chodzę sama do Mamy, ale aŜ mi skóra cierpnie, gdy idziemy tam 

wszyscy. Szymek zawsze płacze, ojciec go upomina, jakieś babcie nam się 
przyglądają, a jedna, taka w zielo-

 

nym płaszczu, traktuje nas jak swoich dobrych znajomych. Wita się, poŜycza zapałki 
i prosi, Ŝeby jej przynieść w butelce wodę z cmentarnej pompy. Nazywamy ją 
Pompową Staruszką.

 

Dom sprawia wraŜenie, jakby przed chwilą wybuchła w nim bomba. Zwały 

porozrzucanych butów pod wieszakiem, w kuchni brudne naczynia ze śniadania 
(wyszliśmy dosyć wcześnie), w duŜym pokoju kosz z wypranymi ubraniami, na stałe 
juŜ rozłoŜona deska do prasowania, zabawki Szymka, i wszędzie, gdzie tylko okiem 
sięgnąć, rzeczy nie na swoich miejscach. Na górze, w pokojach niezasłane łóŜka i 
podłoga do umycia, bo Małemu rozlał się sok.

 

Jak to moŜliwe, Ŝe Mama dawała sobie z tym wszystkim radę? PrzecieŜ jeszcze 

background image

pracowała w szkole i dawała korepetycje z matematyki.

 

Jak to moŜliwe, Ŝe nasza czwórka nagle tak zaczęła bałaganić? Za Ŝycia Mamy 

nikt by nie poszedł do szkoły, zostawiając rozbebeszone łóŜko, talerze po śniadaniu 
na stole w kuchni, czy brudne skarpetki rzucone w kąt łazienki.

 

„Kota nie ma, myszy harcują", złości się ciotka Kryśka, gdy przychodzi do nas i 

próbuje zapanować nad bałaganem i nad naszym niefrasobliwym do niego 
stosunkiem.

 

Mam szczerą ochotę wskoczyć do łóŜka, nakryć się kołdrą i nie myśleć o tym, Ŝe 

pod marmurową płytą, w tej chwili ozdobioną róŜami, leŜy Mama.

 

Nic z tego.

 

Wiem, Ŝe w szkole skończył się mój okres ochronny. CóŜ znaczy prawie dorosła 

uczennica, która straciła matkę, wobec trzech narkomanów z IV b, nakrytych przez 
policję w jednym z mieszkań, czy cięŜarnej uczennicy z III c?

 

Muszę jeszcze skończyć matematykę, poprawić ćwiczenie z angielskiego i 

doczytać o Słowackim. Na początek postanawiam uporać się z matmą.

 

Szymek, jak to on, nieprzeciętnie długo marudzi przy zdejmowaniu kurtki, 

butów, potem szuka pantofli, czerwonego resoraka, a na koniec utyka w toalecie. 
Ojciec w tym czasie juŜ dawno zmienia pilotem programy w telewizorze. Kukuśka 
gdzieś dzwoni. Ledwo kończy, telefon piszczy. Odbieram.

 

8

• 

Olusiu, to ty? - poznaję głos ciotki - Gdzieście byli?

• 

U Mamy.

• 

No tak. Ciągłe się do niej wybieram, tylko jakoś nie mogę

znaleźć czasu. Nie przyjdę do was jutro. Mam kurs BHP, po
tem wywiadówkę u Agnieszki.

• 

A Malwinka?

• 

Ma grypę. Na własne Ŝyczenie. Tyle razy powtarzałam

jej, Ŝeby się zaszczepiła, ale ona woli wydać na krem niŜ na
szczepionkę. - Głos wibruje oburzeniem.

 

Ciocia, w przeciwieństwie do Malwinki, uwaŜa, Ŝe kobieta stworzona jest tylko 

po to, by być matką i gospodynią domową. I do tego wcale niepotrzebne są jej modne 
bluzeczki czy kremy z koenzymami.

 

Zdaniem ciotki Malwinka zmarnowała sobie Ŝycie. Bo co to za Ŝycie rozwódki z 

dwoma dorastającymi synami? Na przekór mniemaniu ciotki Malwinka jest wyraźnie 
zadowolona z tego „zmarnowanego Ŝycia". Synów trzyma krótko, chodzi do kina i 
teatru, ma siwawego narzeczonego, który zwraca się do niej per „Malwisiu".

 

No i kupuje kremy.

 

Co do mnie, to Malwinkę lubię, ciotka mnie denerwuje i zawsze w jej obecności 

czuję się niepewnie.

 

- Słuchasz?
-Mhm.

• 

To z obiadem tak, jak mówiłam. Trzeba zrobić pranie,

przynieść pościel z magla. - Ciotka tłumaczy coraz mniej cier
pliwie, ja przytakuję, ale gdyby trzeba było coś powtórzyć, nie
potrafiłabym. - Przyjdę z końcem tygodnia. Pa.

• 

Kto dzwonił? - pyta tata.

• 

Ciotka.

• 

Co chciała?

 

No to mówię. Na ojcu ta wiadomość nie robi większego wraŜenia.

 

- Zaprowadzę Szymka do szkoły, Kasia go przyprowadzi,

a ty zajmiesz się obiadem. Aha, po drodze zrób jakieś zaku
py - zarządza i szura gazetą.

background image

 

Po co komu te równania kwadratowe? A co gorsza, wyglą-

 

10

 

da na to, Ŝe wcześniejsze zadanie zrobiłam do bani. I kiedy tak usiłuję się skupić, do 
pokoju wchodzi Młoda. Coś tam przekłada na swoim biurku ozdobionym kasztanami 
(wytwarzają zdrową aurę), figurkami słoni i mówi:

• 

MoŜe teraz kolacja, co? Skończysz potem.

• 

Daj mi spokój... - Jak ona moŜe ciągle myśleć o jedzeniu?!

Ledwo wyszliśmy z cmentarza, przyuwaŜyła obskurną budkę
z hot-dogami i oczywiście tata kupił jej jednego. - Albo chodź
my. - Przeciągam się.

 

Najszybsze, a przede wszystkim najprostsze, są kanapki. Mechanicznie kroję 

chleb i smaruję masłem. W głowie mam pustkę. Do kuchni wchodzi tata, po nim 
zaraz Szymek. Na twarzy ma nadal rozmazany katar.

• 

Gdzie są moje czyste koszule? - pyta tata i sięga po butel

kę mineralnej.

• 

Chyba w szafie.

• 

Nie ma.

• 

MoŜe w pralni, w koszu.

• 

Poszukam. - Wychodzi z kuchni.

• 

Pani powiedziała, Ŝe jutro muszę mieć akwarele, a sta

re juŜ się skończyły - mówi Szymek. - A sklepy juŜ pozamy
kane.

• 

Nie mogłeś o tym powiedzieć wczoraj? - warczę.

• 

Zapomniałem.

• 

Z takiego zapominania to są minusy - warczę dalej.

 

Do kuchni wpada Kukuśka. Spogląda na stół, a potem otwiera lodówkę.

• 

Nie ma Ŝadnego sera! Co będę jadła? - wrzeszczy.

• 

Jajka - odpowiadam.

 

• 

Jest tylko jedno! A co z jutrzejszym śniadaniem? Prze

cieŜ nie mogę pójść głodna do szkoły! - wścieka się moja sio-
stra-wegetarianka.

• 

Co z moimi farbami? Jeszcze naboje mi się kończą -

marudzi Szymek.

• 

Nie ma koszul! - krzyczy tata z pralni.

 

Nie wiedzieć czemu, kaŜde z nich kieruje swoje pytania i Ŝale do mnie.

 

11

• 

Unimarket jeszcze czynny - wtrąca Szymek.

• 

Nikt cię nie pytał! - wrzeszczy Kukuśka.

• 

Kończcie kanapki - mówię, jak gdyby nigdy nic, i ruszam

do pralni nastawić pralkę.

 

Parę minut po dwudziestej trzeciej Kuka i Szymek nareszcie śpią, ojciec tkwi 

przed telewizorem i ogląda film o ludziach porywanych przez UFO, a ja ziewam nad 
angielskim. Spać mi się chce coraz bardziej, więc postanawiam matmę przepisać 
jutro od Majki, aKordiana przekartkować na przerwach.

• 

JuŜ późno - szepcze tata, stając w drzwiach. Z duŜego

pokoju dobiegają odgłosy reklamy fanty Podchodzi do Kuki
i poprawia jej kołdrę. - Kończ.

• 

JuŜ zaraz.

 

- Dobranoc. Spij spokojnie.
Łatwo powiedzieć.

background image

 

dwunastego, poniedziałek

 

Budzik ćwierka. Otwieram oczy. Siódma dwadzieścia. Jezu! Pomyliłam się 

wczoraj. Miałam nastawić na szóstą dwadzieścia. Kuka jeszcze śpi.

 

- Pobudka! Pobudka!

 

Wyskakuję z łóŜka, łapię ubranie i wybiegam z pokoju. I szok! Na korytarzu stoi 
ziewający Szymek.

• 

Co tu robisz? - pytam głupio.

• 

Idę siku.

• 

A tata?

• 

JuŜ poszedł. Słyszałem, jak wychodził. - Staje przy muszli.

Tego nie przewidziałam.

• 

O której zaczynasz lekcje? - panikuję.

 

• 

A co dziś jest? - Zamknął klapę i teraz myje ręce nad

wanną.

• 

A co moŜe być po niedzieli? - nie wytrzymuję. - Środa?

• 

No, poniedziałek - odpowiada szybko. Chwilami mam

wraŜenie, Ŝe się mnie boi. - Na dziesiątą czterdzieści.

 

A ja na ósmą. JuŜ wiem! Kukuśka odprowadzi Małego do

 

12

 

ś

wietlicy. W poniedziałki ma na dziewiątą czterdzieści pięć. Na szczęście ich szkoły 

są blisko siebie.

 

- Leć się ubierać, ale juŜ. I przestań wreszcie ziewać. - Wy

pycham go z łazienki.

 

Dosłownie po sekundzie ktoś puka.

• 

Czego? - Kończę się namydlać.

• 

Pospiesz się! - miauczy Kuka.

• 

Idź na dół! - krzyczę.

• 

Chcę się umyć, a nie siku!

• 

Które bojówki? - pyta Szymek.

• 

Jakie znowu bojówki? - Spłukuję się w tempie ekspreso

wym.

• 

No... Te stare. ZałoŜyć je?

 

JuŜ mam wrzasnąć, Ŝe siedmioletni chłopak mógłby sam rozwiązać ten trudny 

problem, które spodnie wybrać, ale Mały dodaje, Ŝe przecieŜ najpierw Mama 
przygotowywała mu ubranie, a ostatnio ja. Robi mi się głupio.

 

- Zaraz przyjdę. Poczekaj.

 

Wciągam ciuchy na wilgotne jeszcze ciało. W lustrze moja twarz i Mamy 

niebieski szlafrok wiszący na ścianie. Odwracam wzrok od lustra.

 

Dokładnie wiem, jak wyglądam.

 

Nic nadzwyczajnego. Mały nos, małe uszy i małe piersi. Długie włosy i długie 

nogi. Cera jasna, włosy ciemne, oczy zielone. Ogólnie szarość i nijakość.

 

Kukuśka nadal marudzi pod drzwiami, Ŝe spóźni się przeze mnie i Ŝe powinnam 

obudzić się wcześniej, Ŝeby nie blokować teraz łazienki.

 

Zła jak osa wyskakuję na korytarz.

• 

Odprowadzisz Szymka do szkoły.

• 

Nie mogę. Umówiłam się z dziewczynami w sprawie ga

zetki.

• 

Nie zdąŜę - jęczę. - Pierwszą mam fizykę. I kartkówkę.

Nie mogę się spóźnić.

background image

• 

To niech idzie sam. - Wzrusza ramionami.

 

Szymek siedzi półgoły na dywanie i składa klocki lego. Na biurku piórnik, 

porozrzucane kredki i kilka zeszytów.

 

13

• 

Patrz, jaki pojazd! - Szczupłą buzię rozjaśnia uśmiech.

• 

Zgłupiałeś? Nie masz rozumu? Zaraz musimy wyjść.

Wszystko na mojej głowie, a ty mi jakieś pojazdy kaŜesz podzi
wiać? Pakuj się i ubieraj, raz dwa!

 

Parę minut po ósmej Szymek kończy jeść kanapkę, popijając ją mlekiem wprost 

z kartonu.

• 

Idziemy, idziemy juŜ, pospiesz się - poganiam go bez prze

rwy.

• 

Muszę do toalety.

 

To mam piętnaście minut z głowy. Za pięć dziewiąta wpycham Małego do jego 

szatni.

• 

Nie mam akwarel.

• 

Trudno.

• 

Dostanę minus.

• 

Trzeba było pamiętać. Wieszaj worek.

• 

A Mama zawsze dawała mi kanapki - niespodziewanie

zaczyna płakać - i wodę.

 

Zamykam oczy, Ŝeby nie widzieć szczupłych, zgarbionych pleców i ramion 

trzęsących się od płaczu. Szymek szlocha coraz rozpaczliwiej.

 

- Idź do świetlicy. Przyniosę ci farby i coś do jedzenia.

• 

Naprawdę?

-Mhm.

• 

A pędzel teŜ mi kupisz?

 

- DuŜy czy mały? - Rękawem kurtki wycieram mu mokre

policzki i nos.

 

- A mógłbym dwa?
-OK.

 

Pomagam mu załoŜyć nad podziw cięŜki tornister, a potem odprowadzam na 

pierwsze piętro, do świetlicy.

 

NajbliŜszy papierniczy jest na Wiślnej. Po drodze kupuję kartonik soku i rogala z 

czekoladą. Forsy starcza na farby i mały pędzel. Potem pędem do świetlicy. Szymek 
z kilkoma szczerbatymi kolegami przegląda album z kolorowymi stworkami.

• 

Masz - sapię. - Kuka przyjdzie po ciebie.

• 

Ooo! Z czekoladą? - cieszy się. - Mój ulubiony.

 

l   14

 

- Patrz, to psajdak! - woła w zachwycie jeden ze szczerbu-

li dziobiąc palcem w obrazek. Jasnobrązowy stworek z wiel
kim Ŝółtym dziobem. Coś pośredniego między dziobakiem

 

a kaczką.

 

Szymek mi macha i dołącza do kumpli.

 

Do szkoły docieram w połowie chemii. Fizyka i zapowiedziana kartkówka naleŜą 

do zamierzchłej przeszłości. LeŜą na półce opatrzonej napisem „będą z tego kłopoty".

 

-

Przepraszam - dyszę, wpadając do klasy.

Chemiczka, młoda i szczupła, odkłada kredę, wyciera pal
ce chusteczką wyjętą z kieszeni dzwonów.

• 

Korki? Czy zepsuty budzik? - pyta.

• 

Raczej zwykłe Ŝycie - mruczę pod nosem, siadając w ław

background image

ce obok Majki.

 

Czuję się podle, a przecieŜ dzień dopiero się zaczął.

 

- Aleksandra, nie dosłyszałam. Jeszcze raz, tylko głośniej.

Wstawać nie musisz.

 

Jestem spocona, zła, obraŜona na cały świat, a najbardziej na tę parszywą Kukę.

 

-No?

 

Zaciskam zęby.

 

Wiem, co powinnam. Powinnam powiedzieć prawdę. śe musiałam odprowadzić 

młodszego brata, a potem uciekł mi autobus. Ale nie mam odwagi. Wolę się skulić i 
czekać, aŜ to się skończy.

 

A w ogóle nie lubię chemiczki. Denerwuje mnie, Ŝe siada na ławce, Ŝe zwraca się 

do nas przezwiskami, Ŝe jest taka, jaką ja nigdy nie będę. Pewną siebie młodą kobietą.

 

- Jej umarła mama - mówi ktoś zduszonym szeptem za

moimi plecami.

 

Odwracam się błyskawicznie. Który to kretyn? Który? Pawłowski czy Sierdel?

 

- Siadaj, Aleksandro. Przerwałaś nam.

 

Chemica odwraca się do tablicy i pisze wzory. Na policzkach mam rumieńce. 

Czym prędzej pochylam się nad plecakiem.

 

BoŜe, czemu na świecie są tacy gruboskórni kretyni?

 

l   15

 

To tylko początek dzisiejszej katorgi. Na polskim wychodzi na jaw, Ŝe nie znam 

Kordiana, więc w dzienniku przy moim nazwisku pojawia się pała, a później w 
szatni okazuje się, Ŝe gdzieś zgubiłam polarowy szalik.

 

W parszywym nastroju wracam do domu. Nastawiam radio i nieruchomieję w 

fotelu. Niby nic się nie wydarzyło, bo jedynka to dla mnie nie pierwszyzna, a mam 
szczerą ochotę powiesić się.

 

Uświadamiam sobie, Ŝe nie mamy obiadu. Zwlekam się do kuchni. MroŜonka do 

garnka. To brązowawe, pomarszczone, to chyba pieczarki. Woda, kostka rosołowa i 
pół łyŜeczki soli.

 

Piszczy telefon.

• 

Państwo Winnicy?

• 

Tak.

• 

Dzwonię ze świetlicy. JuŜ jest wpół do piątej! Świetlica

czynna jest do szesnastej.

• 

Nie rozumiem...

 

- Szymek nadal tu jest.
A to małpa z tej Kukuśki!

 

- Bardzo przepraszam, siostra miała przyjść po niego... Będę

za piętnaście minut.

 

Gruba świetliczanka wysłuchuje jeszcze raz moich zziajanych przeprosin. 

Rozumie, ale chce, by inni zrozumieli, Ŝe ona teŜ ma dom. I Ŝe bardzo, ale to bardzo 
się śpieszy.

 

Całą drogę Mały zamęcza mnie opowiadaniami o pokemo-nach. Mam 

serdecznie dość słuchania o ewolucjach, rodzajach i o tym, co który potrafi. Z ulgą 
wchodzę do domu. Bałagan wszechobecny, a Jopek tak wyje, Ŝe aŜ szyby dzwonią.

• 

Zapomniałaś wyłączyć zupę - mówi Kuka. - Dobrze, Ŝe

wróciłam i dolałam wody.

• 

Przycisz! - nie wytrzymuję i wrzeszczę.

• 

Oj, zaraz. - Znika w córusiowym.

background image

• 

Nie odebrałaś Szymka! - Idę za nią. - Szymek, rozbieraj

się i do lekcji! - krzyczę.

 

Kuce rzednie mina. Ale tylko trochę i nie na długo.

 

l   16

 

• 

KaŜdemu moŜe się zdarzyć. Za to uratowałam zupę.

• 

Głodny jestem - odzywa się Szymek.

 

Chrobocze klucz w zamku. Wchodzi tata, trzymając przed sobą firmowe pudełko 

„Cracovii".

• 

Na deser - mówi. - Kremówki. Coś się stało?

• 

Nie odprowadziłeś Szymka, nie zostawiłeś pieniędzy -

odpowiadam.

• 

Przypomniałem sobie o tym dopiero w południe. - Ojciec

wiesza płaszcz, a Szymek obwąchuje pudełko. - Ale byłem
pewny, Ŝe moje córeczki sobie poradzą.

• 

Ja uratowałam zupę, bo Olka nalała za mało wody!

• 

Dzielna dziewczynka. - Tata cmoka Młodą w czubek gło

wy. - MoŜna na tobie polegać. Właśnie... Olusiu, nie przygoto
wałaś mi koszuli.

 

Patrzę na tatę. Ciemne spodnie, ciemna marynarka i granatowa sportowa koszulka 

z kołnierzykiem. Średnio to wygląda.

• 

Przepraszam.

• 

Tylko dziś nie zapomnij - odzywa się małpa-Kukuśka.

• 

Właśnie - przytakuje tata. - Co na obiad?

• 

Zupa i frytki. Znalazłam je w zamraŜalniku - mruczę. -

Potem trzeba iść do sklepu. Lodówka pusta.

 

Po obiedzie i kremówkach przygotowuję listę zakupów. Jest tak długa, Ŝe ojciec 

postanawia jechać do Tesco, a wcześniej do bankomatu. I proponuje Szymkowi, Ŝeby 
z nim pojechał, bo męŜczyźni muszą trzymać się razem.

 

Zamykam za nimi drzwi i idę do córusiowego. Kukuśka siedzi przy swoim 

biurku, w uszach słuchawki.

 

- Ej, chcę porozmawiać - mówię.

• 

No? - Wyłącza walkmana, co biorę za dobrą monetę.

• 

Przegięłaś dzisiaj z Szymkiem.

Od razu nastroszą się.

• 

Ale uratowałam zupę.

• 

Rób to, co zostało wcześniej ustalone!

• 

Nic nie ustalałam. Tylko ty i tata.

 

Mam szczerą ochotę wytargać ją za kudły. Szczeniara zachowuje się tak, jakby 

zjadła wszystkie rozumy. I jak pogardliwie się odzywa!

 

l   17

• 

Kuka, tak nie moŜna. Musimy jakoś przeŜyć. Razem.

• 

Ja uratowałam zupę. Bylibyśmy głodni - mówi bezna

miętnie i wsadza słuchawki w uszy.

 

dwudziestego drugiego, czwartek

 

Boli mnie kaŜdy mięsień, kaŜda kość. A w głowie szum. Nie mogę sobie z niczym 
poradzić. Z sobą, z domem, ze szkołą.

 

Doba ma za duŜo godzin na rozmyślania, a za mało na to, bym mogła zorganizować 

background image

nam jako tako Ŝycie. Dom...

 

Co innego sporadycznie ugotować zupę, usmaŜyć kotlety, nastawić białe pranie, 

wyprasować koszule dla ojca, a co innego jednocześnie pamiętać o tych stu 
tysiącach rzeczy, bez których nasze Ŝycie kuleje.

 

Szkoła...

 

Lekcje, referaty, lektury, zadania. Jak mam skoncentrować się nad 

wielomianami, romantyzmem i jamochłonami, gdy jestem zmęczona robieniem 
zakupów, gotowaniem obiadów i świadomością, Ŝe zaraz powinnam brać się za 
kolację?

 

Zapominam o tym, Ŝe trzeba kupić masło, Ŝe skończyło się mydło, Ŝe w toalecie na 
dole wisi nieświeŜy ręcznik, który trzeba koniecznie wymienić, Ŝe dwa dni temu 
miałam przygotować referat z geografii o glebach, Ŝe trzeba popilnować Szymka, 
gdy kreśli te swoje koślawe literki, Ŝe czas oddać taty spodnie do pralni, Ŝe jasne 
rzeczy powinny być juŜ dawno wyprasowane, a ciemne wyjęte z pralki. DuŜo tego.

 

Mogłabym robić wszystko, gdyby ktoś, krok po kroku, mną kierował. Zrób to, a 

teraz to...

 

Przykład?

 

Proszę bardzo.

 

Dzisiaj... Po lekcjach pędem do domu. PrzecieŜ trzeba zrobić obiad. Ziemniaki 

juŜ się gotują, gdy zauwaŜam, Ŝe pokój na dole trzeba koniecznie odkurzyć. Ktoś 
pogniótł na dywanie

 

l   18

 

paluszki. Odkurzam, gdy raptem przypomina mi się, Ŝe muszę nastawić pralkę. Ale 
jak ją nastawić, kiedy w bębnie tłoczy się uprana wczoraj pościel? Gdy wyciągam 
poszewki i prześcieradła z poszwy (jak one tam wlazły?) w domu rozchodzi się swąd 
przypalonych ziemniaków.

 

I tak do wieczora. Im późniejsze godziny, tym jestem bardziej zmęczona i 

bardziej zła.

 

Zaraz będzie północ.

 

Nie mam siły do Ŝycia i nie mam lekcji na jutro. Podobnie było wczoraj i 

przedwczoraj. Więcej przepisuję, niŜ sama robię. Kordiana nie przeczytałam, tylko 
korzystałam z bryków. Jutro w szkole będzie trudny dzień.

 

Nawet nie mam siły się myć.

 

Rzucam dŜinsy na podłogę. W koszulce i majtkach wślizguję się do łóŜka.

 

Kuka nie śpi. Czyta ostatni numer „Dziewczyny".

 

Patrzy na mnie z potępieniem.

 

Zazdroszczę jej, Ŝe o tej porze ma siłę cokolwiek wyraŜać wzrokiem.

 

Ja nie potrafię zapanować nad opadaniem powiek.

 

Zasypiam od razu.

 

dwudziestego szóstego, poniedziałek

• 

Halo?

• 

Olka, tu tata. Co słychać?

• 

Właśnie wróciłam ze szkoły. Pamiętaj, Ŝe odbierasz

Szymka.

• 

Jasne. Załatwiłem panią do sprzątania. Zaraz tam bę

dzie.

• 

Jaką znowu panią?

• 

Bochenek. Kolega mi ją polecił, sprząta u nich.

 

background image

• 

Ale co ona ma robić?

Tata jest juŜ zdenerwowany.

• 

Posprzątać. To proste.

 

Krzywo się uśmiecham. Dla niego to takie proste! Zresztą

 

nie moŜe być inne, skoro nigdy nie uczestniczył w domowych sprawach. On to z 
tych męŜów, co pensję do domu przyniesie, kran naprawi, walizki na dworzec 
zataszczy, ale codzienne mycie naczyń, pranie i sprzątanie, jako drobne prace 
domowe, zostawia Ŝonie.

 

- Niech umyje okna, zapastuje, wytrzepie dywan, zasłony są brudne... - Jasne. 

Pani Bochenek niczym Sziwa ma osiem rąk. - No, wszystko to, co robiła Mama 
przed świętami.

 

Teraz ja się denerwuję. Mama nie utrzymywała w domu nigdy idealnego 

porządku (nie to, co mieszkanie-muzeum ciotki Kryśki), ale przed świętami zawsze 
dostawała napadu sprzątania. Taty biuro tradycyjnie miało wtedy huk roboty, więc 
wracał do domu bardzo późno i omijały go uroki przedświątecznych porządków.

 

A gdy juŜ nastały święta i zmęczona Mama zapowiadała, Ŝe na kolejne nic nie 

piecze, nie gotuje i w ogóle wyjeŜdŜa, tata odpowiadał, Ŝe Mama niepotrzebnie 
histeryzuje, bo wszystko jest zrobione, makowce takie pyszne, i widać tych waŜnych 
domowych rzeczy nie było aŜ tak duŜo.

• 

Jej trzeba zapłacić, nie mam pieniędzy - mówię.

• 

Są w szufladzie w biurku.

• 

Ile dać?

• 

Musisz sama wyczuć, pa. - Odkłada słuchawkę.

Spełnia się marzenie Mamy. Pani do pomocy.
Rozglądam się po domu. Jezu, jaki bałagan. Gorączkowo

 

układam, sprzątam. Na nic. Bałagan juŜ wrósł za głęboko. W ciągu kilkunastu minut 
nic nie zrobię.

 

Pani Bochenek jest szara, cicha i nijaka. Przebiera się z sza-roburej sukienki w 

szarobury fartuch i wygląda niczym jedna z naszych szkolnych pań sprzątaczek.

 

- Co mam robić, proszę pani? - pyta cicho.

 

Sposób, w jaki się do mnie zwraca, ogromnie mnie peszy. Uśmiecham się 
niepewnie.

 

- Proszę mi poradzić...

 

- Ja tam nie wiem. KaŜdy ma inne wymagania. Robię, co

mi kaŜą.

 

l  20

 

Po co mi błyszczące okna, gdy wszędzie totalny syf? Co by Mama poleciła w 

takiej sytuacji? Pani Bochenek lituje się nad moją niewiedzą i niepewnością.

• 

Odkurzyć mogę. Potem podłogi umyję. Poukładam w sza

fach.

• 

O dobrze, dobrze. Zrobić pani kawy?

• 

Kawy nie. Herbatę. I proszę mi jeszcze pokazać, gdzie

odkurzacz, szmaty.

 

JuŜ po chwili odkurzacz warczy. Siedzę przy biurku i robię lekcje. Dziś mam 

angielski, obiecałam teŜ Majce, Ŝe potem do niej na chwilę wpadnę.

 

„Rewolucja francuska, 1789-99, rewolucja burŜuazyjna, która obaliła francuską 

monarchię absolutną i..." Po co mi to? Jak moŜna lubić historię? Nic, czytam dalej. 
Koniec. Teraz matematyka. Jak moŜna lubić matematykę? Dla relaksu tomik 
wierszy... Mogłabym tak godzinami spędzać czas.

 

Warkot nasila się. Otwierają się drzwi do mojego pokoju.

background image

 

- JuŜ kończę, mamo - mówię trochę nieprzytomnie.
I raptem błysk w głowie!

 

Mamy przecieŜ nie ma.

 

MARZEC

 

pierwszego, czwartek

 

W domu bez zmian, za to w szkole duŜo sprawdzianów i kartkówek, które nie idą 

mi najlepiej. Ale szczerze mówiąc, mało mnie to obchodzi.

 

Mam znowu „smutne dni" (to określenie Szymka).

 

Codziennie po szkole chodzę do Mamy.

 

W domu spędzam długie godziny nad pudłami ze zdjęciami i na okrągło układam 

rzeczy w pokoju Mamy.

 

A nocami, zamiast spać, łaŜę.

 

Jest mi wszystko jedno, czy reszta mojej rodziny ma czyste

 

ubrania, i czy ma co jeść. Mnie wystarczają jogurty, wytarte dŜinsy i bluzy.

 

Tata zauwaŜył mój stan, chyba rozmawiał z Kukuśką, bo ostatnio zachowuje się 

nawet wcale, wcale. Dwa razy była Malwinka (ciotka Kryśka miała grypę). 
Przyniosła swoją słynną droŜdŜówkę z kruszonką, nagotowała gary zup, gulaszów, 
posprzątała, poprasowała i kazała brać się w garść.

 

Nie mam na to wcale ochoty.

 

ś

yję w zawieszeniu i zaczyna mi to odpowiadać.

 

LeŜę zwinięta na tapczanie w pokoju Mamy. Stoi tu biurko (po dziadku), dwa 

krzesła (po ciotce z Katowic), duŜa biblioteczka (z Desy) i wielki fotel obity 
zielonym sztruksem (Mama zawsze planowała, Ŝe kiedyś będzie skórzany). Tutaj 
Mama poprawiała zeszyty, tony kartkówek i dawała „korki".

 

Pokój pachnie jeszcze perfumami, na stoliku piętrzą się ksiąŜki, a na krześle wisi 

popielata bluzka od kostiumu.

 

Patrzę w sufit i zastanawiam się, co by było, gdyby w tamten piątek Mama nie 

szła na tę kretyńską konferencję?

 

Albo gdyby nie szła do szkoły Karmelicką, tylko Rajską?

 

Albo czemu Ŝaden głos mi nie podpowiedział, Ŝeby zatrzymać Mamę w domu?

 

I gdzie był Pan Bóg, gdy w naszą Mamę wjechał Ŝółty samochód dostawczy?

 

Chrobocze zamek i do domu wchodzą Młoda i Mały. Kuka mówi coś 

przyciszonym głosem, nie rozróŜniam słów, Szymek pociąga nosem, jakby miał 
katar.

• 

Jesteś straszliwy głupek! Jak moŜna zgubić piórnik?! -

wybucha. I mówi to tak pogardliwie i wyniośle, jak tylko ona
potrafi.

• 

MoŜe wypadł mi w świetlicy. Wyciągałem wodę z tornistra.

• 

Kto pije w świetlicy? No kto? I co z tą uwagą?

• 

Beniek zaczai...

 

Zawsze tak się mówi. Gdzie stawiasz te buty, no gdzie?
Sądząc z odgłosów, przenoszą się do kuchni. Szymkowe

 

siąkanie przybiera na sile.

 

-Aha, jak jutro nie znajdziesz szalika, to... - Kukuśką waha się - to szlaban na 

oglądanie pokemonów.

 

l  22

background image

 

-Nie! -Tak!

• 

Ale u nas kradną! - płacze Szymek.

• 

Ktoś miałby się połakomić na taki stary szalik? Nie bzdurz.

 

A teraz do lekcji.

 

Szymek znika w swoim pokoju, Kuka zostaje w kuchni. W domu zalega cisza. 

Poprawiam poduszkę i nakrywam się kocem. Raptem strzelają Szymkowe drzwi. 
Mały człapie do łazienki. I naraz na tym malutkim odcinku, między komódką a 
wazonem z suchymi róŜami, mówi sam do siebie: „Ja juŜ nie

 

chcę Ŝyć!".

 

On ma dopiero siedem lat...

 

A my wszyscy traktujemy go niczym worek treningowy. Ja wyŜywam się, bo nie 

mogę poradzić sobie z domem i szkołą, a Kukuśką za coś równie waŜnego. Biedny 
szczerbul.

 

- Hej! Co tam ciekawego? - wołam głośno, wychodząc z po

koju, gdzie postanawiam zostawić bezpowrotnie swoje „smut
ne dni".

 

Rozpacz Szymka nie pozwala na to, by uŜalać się wyłącznie

 

nad sobą. Idę na dół.

 

Kuka siedzi przy stole. Nogi oparte o szafkę, w rękach

 

„Girl".

 

- Patrz, co było w gazecie. - Macha czerwoną szklaną kul

ką nawleczoną na czarną Ŝyłkę. - Wisiorek. Odlot, co? A moŜe
kupię drugą? Miałabym komplet. I na rękę, i na szyję.

 

Nie bardzo wiem, jaki dziś dzień tygodnia, a ona mi tu gada

 

0 kulkach!

 

Zaglądam do lodówki. Na szczęście są resztki z produkcji

 

Malwinki.

 

- Będzie jakiś obiad?

 

- Gryczana i gulasz. Co z Szymkiem?
Wzrusza ramionami.

 

- Nie wiem. Jest dzisiaj niemoŜliwy. - Ponownie pochyla się

nad gazetą.

 

Wracam na górę. Szymek siedzi w swoim ukochanym kąciku - między biurkiem 

a łóŜkiem. Zapłakany, w szarej bluzie

 

1 nowych dŜinsach brudnych na kolanach.

 

- Słyszałam twoją rozmowę z Kuka. Wszystko będzie do

brze. - Dotykam jego ramienia. Chciałabym pogłaskać go po
głowie, ale ani ja, ani on nie jesteśmy przyzwyczajeni do ta
kich czułości. - Czas do fryzjera - mówię Ŝartobliwie. - Ni
czym się nie martw. Masz po prostu zły dzień.

• 

Nie zły. Smutny.

• 

Minie. Będzie dobrze.

 

Nic nie odpowiada, tylko jeszcze bardziej się garbi. Wygląda jak kupka 

nieszczęścia.

• 

Ej, co ty? - Delikatnie mierzwię mu włosy.

• 

Chcę do mamy - szepcze i zaczyna płakać na nowo.

 

Obejmuję go. AleŜ jest kościsty! I cały spięty! Przypominam sobie, jak Mama 

często mnie kołysała, rytmicznie klepiąc po plecach.

 

Kołyszę szczerbulcem i klepię. Łup, łup, łup. Szymek powoli przestaje być 

background image

sztywny niczym kij od szczotki. Przytula się do mnie.

 

I naraz nad jego ramieniem widzę Kukę. Staje w drzwiach pokoju i długo 

przygląda się nam bez słowa.

 

Potem tak samo szybko i cicho jak się pojawiła, znika.

 

* * *

 

Nasz rodzinny czas zatrzymał si

ę

. Nagle. Bezpowrotnie. Nieodwołalnie. Tata, 

Kuka, Szymek i ja jeste

ś

my uwi

ę

zieni wewn

ą

trz zepsutego mechanizmu.

 

Zabrakło jednego elementu i... trach! Pozostałe nie potrafi

ą

 prawidłowo funkcjonowa

ć

Jeden element. Serce całego rodzinnego mechanizmu.

 

* * *

 

siódmego, środa

 

Lekcje skończyły się wcześniej, bo facet od PO zachorował. Dziś obyło się bez 

bandaŜowania i uczenia, które to są rany kłute, a które tłuczone.

 

|  24

 

Majka, Gośka i Krzywa wyciągają mnie na spacer do parku. Jest wyjątkowo ciepło i 

wiosennie. Przez gałęzie prześwieca słońce, na ławkach całują się pary, a po alejkach 

biegają

 

dzieci i psy.

 

Dziewczyny są w wyśmienitych humorach. Siadamy na ławce. Gośka coś paple o 

jakiejś Aśce i jakimś Krzyśku, który okazał się strasznym chamem, bo na ostatniej 
imprezie spił się i zaczął dobierać się do jakiejś Kingi.

 

Krzywa słucha i klnie jak szewc, Majka słucha i podpala, a ja wpatruję się w 

grupkę dzieci bawiących się w piaskownicy. Tylko jedno z nich ma łopatkę i 
wiaderko, więc inne patrzą na nie poŜądliwie, bawiąc się patyczkami. Na pobliskich 
ławkach mamy wystawiają twarze do słońca.

 

Zaczynam przyporządkowywać dzieci i mamy. Ciemnowłosa szczupła 

dziewczyna jest chyba od tego chłopczyka w pomarańczowej kurtce. A do tej 
rozlazłej blondynki pasuje pulchna dziewczynka w czerwonym skafandrze.

 

Do naszej Mamy najbardziej podobny jest Szymek. Ten sam uśmiech, niesforne 

włosy nad czołem, taki sam dołeczek w lewym policzku.

 

Kukuśka to wykapany tata.

 

Ja jestem ni to, ni sio.

• 

Olka, słuchasz? - Gośka szturcha mnie w plecy.

• 

Pewnie.

• 

I co ty na to?

Wzruszam ramionami.

 

• 

Kuźwa, nie słuchasz - wścieka się Krzywa. - Gośka opo

wiada takie historie, a ty co? O czym myślisz?

• 

O Mamie - odpowiadam bez zastanowienia.

 

Zalega cięŜka cisza. Dziewczyny patrzą na siebie ukradkiem, mnie omijają wzrokiem. 
Zepsułam im wiosenny spacer.

 

- Przepraszam.

 

- Daj spokój. - Majka na moment dotyka mojej ręki.
Nastrój pryska.

 

Gośka milknie, Krzywa klnie za dwóch.

 

- Muszę wracać.

 

l  25

background image

 

Gośka wstaje i obciąga spódniczkę na pulchnych biodrach.

• 

Kuźwa, ja teŜ. - Krzywa wyrzuca niedopałek i przeciąga

się. - Do jutra...

• 

Przepraszam - mruczę jeszcze raz, gdy dziewczyny są juŜ

daleko.

 

W piaskownicy pustoszeje. Pora spania albo obiadu.

• 

Oj, przestań. - Majka krzywi się.

Patrzy na mnie raz i drugi.
-No?

• 

Chciałam zrobić imprezę w najbliŜszą sobotę.

• 

W sobotę?

 

- Mhm. - Jest wyraźnie spłoszona. - Albo wiesz co? Ja ją

odwołam... - plącze się - no... przesunę na później.

 

Odwoła, przesunie? O co chodzi? JuŜ wiem! Majki urodziny były 
dziesięć dni po pogrzebie.

 

- Niepotrzebnie to zrobiłaś.

• 

Myślisz, Ŝe wtedy miałam głowę do takich pierdoł? Mną

to wstrząsnęło.

• 

Mną teŜ.

• 

Olka, nie łap mnie za słówka. Przyjdź, proszę. - Kręcę

przecząco głową. - Choć na małą chwilkę. Co to za urodziny
bez najlepszej przyjaciółki?

 

Impreza? W tej chwili brzmi to dla mnie równie egzotycznie, jak wyprawa na 

Borneo.

• 

Nie męcz mnie.

• 

Oj, przyjdź.

• 

Nie nadaję się jeszcze. Kto będzie?

• 

Ludzie z budy, z Ŝagli. Większość znasz. Twoja Mama

pewnie by powiedziała, Ŝe to ja mam rację! - wybucha.

 

Tego się nie spodziewałam.

• 

Koniec rozmowy! - Podnoszę się z ławki.

• 

Musisz Ŝyć dalej. Takie zamykanie, uciekanie nie jest ani

mądre, ani dobre. Rozumiem cię, ale...

• 

Tak ci się tylko wydaje - mówię twardo i patrzę na nią. -

Nikt mnie nie rozumie. Nikt nie wie, co czuję.

 

Niebieskie oczy mówią mi, Ŝe moja najlepsza przyjaciółka rzeczywiście nie 

rozumie.

 

|  26

 

I oby nigdy nie musiała.

 

Ale Majce naleŜy się wyjaśnienie.

 

- Wrócisz zaraz do domu, do mamy. I choćbyś się z nią co

dziennie kłóciła, a ona cię wyzywała i biła... to ona... jest.

 

Milkniemy. Słychać śpiew ptaków, szum samochodów, szczekanie psa i płacz 

dziecka.

• 

Przepraszam.

• 

Daj spokój.

• 

Nie chodzi mi o te głupie urodziny, ale ogólnie o... - Wy

konuje ręką nieokreślony ruch.

• 

Mhm. - Robię głęboki wdech. - Muszę wracać. Trzeba

odebrać Szymka, ugotować obiad.

background image

• 

Olewam angielski. Idę z tobą. Umiem robić lane ciasto.

• 

Pasuje do krupniku?

 

- Chyba nie.
Uśmiecham się.

 

To znowu jest moja Majka.

 

dziesiątego, sobota

 

Mam juŜ umyte włosy i nakręcone na kolorowe papiloty. Wygrzebałam z szafy 

popielaty top i teraz szukam do niego spódnicy. Wszystkie te zajęcia nie wzbudzają 
we mnie więcej emocji niŜ obieranie ziemniaków.

 

Ganiam po domu w papilotach, starając się jako tako posprzątać. Gdyby udało mi 

się chociaŜ połowę przedmiotów połoŜyć na swoim miejscu, odniosłabym sukces. 
Szymek i Kuka oglądają kreskówki.

 

- Wybierasz się dokądś? - chce wiedzieć tata.
Wyjątkowo nie siedzi na kanapie przed telewizorem, tylko

 

przy stole. Przegląda papiery, które przyniósł z pracy.

 

- Majka ma urodziny.

• 

Ś

miesznie wyglądasz - zaśmiewa się Szymek. Nadal pa

raduje w piŜamie. - Jak ufoludek.

• 

Idziesz na imprezę? I będziesz się bawić? - pyta Młoda

tym swoim wrednym tonem.

 

l  27

 

Ojciec leciutko się krzywi.

 

PrzecieŜ nie będę tańczyła ani robiła striptizu! - wybu

cham. - Dam prezent i wracam.

 

- Co to jest ten striptiz? - dopytuje się Szymek.

 

Wracam do łazienki. Ściągam papiloty. Wredna małpa! A tata? Jakoś się nie 

krzywił, gdy parę dni temu była w kinie (bo to film trójwymiarowy), ani jak słuchała 
na cały głos ostatniego CD Britney Spears.

 

- Nie złość się. - Szymek niespodziewanie staje obok mnie.

 

JuŜ mam krzyknąć, Ŝeby dał mi święty spokój, ale przecieŜ parę dni temu 

obiecałam sobie, Ŝe nie będę się na niego złościła.

• 

No...

• 

Zrobić Majce laurkę?

• 

Ucieszy się.

• 

A jaki kolor najbardziej lubi? - pyta powaŜnie.

• 

Czerwony - mówię bez zastanowienia.

• 

Mam duŜo czerwonych kredek. Tobie to dobrze - wzdy

cha.

• 

Czemu?

• 

Idziesz sobie. A ja cały czas tylko siedzę w domu. Do szko

ły i do domu. I tak w kółko.

 

Ma rację. A w niedzielę na cmentarz. W ramach urozmaicenia chodzimy jeszcze 

na grób dziadków ze strony Mamy. Rodzice taty są pochowani na Śląsku.

 

Podejmuję decyzję.

• 

Rób tę laurkę. Pójdziemy do Majki razem. Zjemy tort i wró

cimy.

• 

Super! - rozpromienia się.

• 

I wyleź wreszcie z tej piŜamy.

background image

 

- Mam chodzić goły? - chichocze szczerbate.
Dawno nie widziałam go tak zadowolonego.

 

Jeszcze raz patrzę w lustro. A gdyby tak zrobić sobie hennę? W szafce za 

lustrem powinna być jeszcze tubka grafitowej. Jest. Jak to Mama robiła? Kamienna 
miseczka, pasek henny, parę kropel wody utlenionej, szczoteczka i do dzieła.

 

Wytrzymuję trzy minuty. Oczy szczypią mnie coraz bardziej,

 

l  28

 

wiec czym prędzej zmywam wacikami ciemną papkę. Teraz krem nawilŜający i 
wracam do córusiowego. Lekcje czekają.

 

Nasze wyjście do Majki nie bardzo podoba się tacie. Ot tak, bez powodu. A 

Kukuśka po prostu się wścieka.

 

Atmosfera jest burzowa.

 

Na obiad podaję cztery gorące kubki knora i pierogi z serem. Ich róŜne wersje 

masowo zalegają dolną szufladę zamra-Ŝalnika. W górnej leŜą niezjadliwe pizze 
(tata kupił je, bo akurat była promocja i sprzedawano dwie w cenie jednej, a jak się 
kupiło pięć, to butelka keczupu gratis).

 

Siadam do referatu z geografii, a przed piątą zaczynam organizować nasze 

wyjście.

 

- Szymek! Spiesz się! ZałóŜ te czarne spodnie!

 

Stoję w łazience przed lustrem i rozczesuję włosy. Kukuśka siedzi na brzegu 

wanny i wytrwale daje mi w kość.

 

- Ale po co tam ciągniesz Szymka? Po co? - pyta po raz

 

setny.

 

- Bo mu się teŜ coś od Ŝycia naleŜy. Wynocha.

 

ObraŜa się i trzaska drzwiami do córusiowego.

 

Ostatnie spojrzenie w lustro. Zeszczuplałam, włosy do podcięcia, twarz do 

wymiany. Rzęsy wcale niezłe, brwi mogłyby być ciut, ciut ciemniejsze.

 

- Tato, przypomnij Kuce, Ŝeby powiesiła rzeczy. - Nadal

 

szukam spódnicy.

• 

Jakie znowu rzeczy?

• 

Z pralki. Suche trzeba poskładać. No, i są jeszcze naczy

nia do umycia - dorzucam z mściwą satysfakcją.

 

- Mam lekcje! - wrzeszczy Kuka z góry.

 

-Ja teŜ. A potem jeszcze muszę ci zrobić kolację i wyprasować twoje bluzy!

 

- Nic mi nie musisz robić! Poradzę sobie bez twojej pomo

cy! - Znowu trzaska drzwiami.

 

Tata patrzy na mnie z dezaprobatą.

• 

Co? To nie moja wina!

• 

Oj, Ola, oj...

• 

No co?

 

Znajduję spódnicę. Za fotelem.

 

l 29

 

background image

 

 

-

Jesteś starsza. Powinnaś być mądrzejsza.

 

Mam juŜ serdecznie dosyć. Czy ojciec zawsze musi brać jej stronę?

 

-

Tato, moŜe byś odkurzył, co?

 

-

PrzecieŜ odkurzałem.

 

-

W zeszłym tygodniu. No, idziemy.

 

Opatulam Szymka szalikiem, chowam prezent do kieszeni kurtki i 

wychodzimy. Znowu zimno, wieje mi po nogach.

• 

Zapomniałem laurki! - woła Szymek, gdy dochodzimy do

przystanku. - No, tej dla Majki. - Jest wyraźnie przestraszony
moim prawdopodobnym wrzaskiem.

• 

Leć. Czekam.

• 

Zaraz wracam!

 

Wraca rzeczywiście szybko. Z wymiętą laurką i bardzo, ale to bardzo 

zasmuconą buzią.

• 

Ja... ja chyba nie pójdę z tobą.

• 

Czemu?

 

Dzielnie walczy ze łzami.

 

- No, nic. Zmieniłem zdanie. Odechciało mi się.
Kucam i delikatnie nim potrząsam.

 

-Mów.

 

Łzy płyną strumieniami.

 

- Gdy wróciłem... to Kaśka powiedziała, Ŝe jak się nie ma

Mamy, to się nie powinno chodzić na zabawy. I Ŝe Mamie jest

wtedy przykro.

 

Zamieram.

 

Jak ona mogła coś takiego zrobić! Nie czuję wściekłości, tylko ogromny 

smutek. Moja siostra jest zła! Moja siostra jest zła i wredna, tłucze mi się po 
głowie.

 

Szymek ciągle płacze. Zazwyczaj takie ślimaczenie wner-wia mnie, teraz 

przytulam szczerbulca do siebie z całej siły.

 

Chwilę trwamy w uścisku.

• 

Nasza siostra jest głupia. Nie słuchaj jej - szepczę.

• 

Ja wiem. Ale nie pójdę.

• 

Pójdziesz - mówię stanowczo. - Wiesz dla kogo? - Kręci

przecząco głową. - Dla Mamy.

 

- Dla Mamy? - powtarza z niedowierzaniem.

|  30

 

- Mhm. Myślisz, Ŝe Mama by chciała, Ŝebyśmy tylko płaka

li i płakali? Rozumiesz? - pytam bez większej nadziei.

 

Jak mam to wszystko wytłumaczyć mojemu zasmarkanemu młodszemu bratu, 

skoro sama nie pojmuję?

background image

 

Ku mojemu zdziwieniu kilkakrotnie kiwa głową. Odsuwa się ode mnie, rękawem 

wyciera mokrą buzię i coś mruczy.

 

-Co?

• 

A nie powiesz im? - szepcze.

• 

Czego?

• 

Ona powiedziała, Ŝe ty powiesz, Ŝe ja sikam - mówi ledwo

dosłyszalnie.

• 

Pewnie, Ŝe nie powiem! - Ale małpa trafiła nam się w ro

dzinie! - Idziemy?

• 

Mhm. Ja tutaj, o tutaj, na wierzchu, to moŜe nie płaczę,

ale tam, w środku... - klepie się po mostku - to ciągle.

• 

Ja teŜ - mówię cicho.

 

Niesamowite jest to, jak Szymek z rozpaczy i smutku szybko przeszedł do 

prawdziwej euforii (teŜ bym tak chciała!). Widać dla siedmioletniego rozumku 
wystarczyło w zupełności, Ŝe Majka zachwyciła się laurką, kazała ją wszystkim 
podziwiać, podarowała mu komplet cienkopisów (ot tak, właśnie znalazła je w 
swoim biurku), a następnie posadziła w pokoju z butelką coli i torbą chipsów.

 

Majka i ja stoimy w kuchni obok stołu uginającego się od talerzy z koreczkami, 

kanapkami i górami chipsów. Na podłodze baterie coli, fanty i piwa.

 

Nieliczni goście (impreza dopiero się rozkręca) zajmują się Szymkiem. Zupełnie 

jakby był gadającym pluszowym zwierzątkiem.

 

„Super są takie małe dzieci, co?", mówi juŜ po r z rzędu Gośka. Są super, 

bo są tylko na chwilę.

 

- Jesteś - śmieje się Majka.

 

Wygląda zupełnie inaczej niŜ na co dzień. Le na ramiączkach, delikatny 

makijaŜ, rozpuszczon

 

l 31

 

sy sięgające ramion. Jasna cera, duŜe niebieskie oczy. Ładna jest. Zdecydowanie 
ładniejsza niŜ większość dziewczyn, które znam, ale nie potrafi tego 
wyeksponować. Bojówki, bluzy, wielkie koszule, cięŜkie buty to jej zwyczajowy 
rynsztunek.

 

- Mhm - przytakuję niewyraźnie.

 

Chcę wyŜalić się Majce. Ona potrafi słuchać i czasami coś mądrego doradzić. 

Sama o sobie nie lubi mówić. JuŜ otwieram usta, gdy raptem mnie oświeca, Ŝe to 
przecieŜ jej dzień. Nie czas na psucie nastroju.

 

- Głowa mnie boli od rana. Dla ciebie. - Wręczam pre

zent.

 

Rozrywa papier. Na podłogę wysypują się szklane gomółki. Niebieskie, 

czerwone, zielone i dwie Ŝółte (ostatnie w sklepie). Majka lubi takie bzdurki. Zbiera 
kamienie, muszelki, szklane kulki, więc te drobiazgi są jak najbardziej dla niej.

 

- Lał! - uśmiecha się. - Nawet wiem, w czym je będę trzy

mać. JuŜ je lubię.

• 

Nie gniewasz się, Ŝe wzięłam Małego?

Szturcha mnie w plecy.

• 

Gniewam. Jak wyglądam? Bo czuję się... paskudnie.

-OK.

 

- Niech będzie. Coś ty z sobą zrobiła? - Patrzy na mnie

uwaŜnie. - Teraz widzę, Ŝe masz oczy.

 

- Odczep się. Jeszcze mnie szczypią. A jak tam wielbiciel?

background image

Darek. Zakochany bez pamięci. Łazi za Majką krok w krok,

 

oczu od niej nie odrywa i jest szczęśliwy, kiedy na niego spojrzy. Poznali się na 
angielskim.

• 

Nie wkurzaj mnie.

• 

Oświadczył się? Nareszcie!

• 

Jest tu.

• 

Czemuś go zaprosiła?

 

Bawi mnie wściekła mina Majki.

 

- Miałam dzień litości. Dobra, idziemy do reszty. Zobaczysz,

co wymyślił.

 

Wchodzimy do pokoju. I szok! W wazonach, duŜych słojach, a nawet 

plastikowym zielonym wiadrze stoją wspaniałe róŜe. Wysokie, płomiennoczerwone.

 

l  32

 

Ich ofiarodawca, krępy, szeroko uśmiechnięty, stoi przy oknie. Rozjaśnia się na 

widok Majki.

• 

Ile ich jest? - pytam szeptem.

_ Sto szesnaście.

• 

Ho, ho. Będziesz miała co wspominać na siwe lata.

• 

Daj spokój.

 

Majkę bardziej by ucieszyła kapusta od Łukasza.

 

Majka ma złamane serce.

 

Ostatniego lata na Mazurach spotkała czarnowłosego studenta Łukasza. Spędzili z 

sobą sześć dni i jedną noc. Dni były cudowne, a noc niezapomniana. Majka 
zapewniła mnie, Ŝe choć nic o niej nie powie, Ŝyczy mi i wszystkim innym 
dziewczynom, Ŝeby ten pierwszy raz był podobny do tego, co ją spotkało.

 

Łukasz wrócił do siebie, chyba gdzieś w okolice Wrocławia, a Majka do siebie. 

Zakochana po uszy, na przemian w stanie skrajnego przygnębienia („bo nie dzwoni, 
nie pisze i czemu nie dał mi swojego adresu?"), to znowu w stanie idiotycznej radości 
(„gdybym miała dziecko, to z pewnością byłoby podobne do niego").

 

Od ośmiu miesięcy, czyli od Ŝagli na Mazurach, czarnowłosa miłość Majki nie 

daje znaku Ŝycia. Tłumaczyłam, Ŝe ma przestać myśleć o Łukaszu, bo to juŜ dawno 
nieaktualne, ale Majka jest oślo uparta. Cały czas pielęgnuje w sercu uczucie do 
niego, raz na tydzień pisze list miłosny, który potem chowa między majtki i skarpetki 
(„oddam mu wszystkie, gdy się spotkamy"), i jest wyjątkowo nieprzystępna dla 
chłopaków.

 

Tak bardzo chciałam, Ŝeby Majka coś więcej mi powiedziała. Ale ona uparła się, 

Ŝ

e nie.

 

ChociaŜ większość osób tu znam, jestem spłoszona.

 

Jakbym przybyła z zupełnie innej galaktyki. Dziewczyny wesołe, swobodne i 

obce. Najbardziej w oczy rzuca się Gośka. Niezbyt zgrabna, niezbyt ładna, ale za to 
na pewno efektowna. Obcisła fioletowa sukienka, ostry makijaŜ, długie paznokcie, 
wielkie piersi i jeszcze większy tyłek. Czuję się przy niej niczym szary kij od 
szczotki.

 

- Ale kurwiszon, co? - szepcze do mnie Krzywa. W ręku

trzyma butelkę piwa. - Kuźwa, ona chyba nie ma majtek. -

 

l  33

 

Przechyla butelkę do ust i idzie dalej. Teraz zatrzymuje się przy grupce 

dziewczyn. Szepcze coś do nich, wskazując ręką Gośkę.

• 

Szymek, ty gdzie? - pytam, bo Mały z cienkopisami i kart

kami wychodzi z pokoju.

background image

• 

Idę porysować.

• 

OK. Bądź grzeczny.

 

Siadam w wielkim fotelu, przepchniętym w kąt pokoju. Obserwuję wciąŜ 

napływających gości, rozmyślam o mojej głupiej siostrze, której chętnie bym 
powyrywała kudły, zastanawiam się nad kwestią majtek Gośki i próbuję policzyć 
róŜe.

 

Jacek pogłośnił muzykę, Margaryna zgasiła światło. Impreza się rozkręca.

 

Terkocze dzwonek i pojawia się trzech chłopaków. Jeden wyŜszy od drugiego. 

Znam najniŜszego. To Rura. Kumpel Majki z podstawówki.

 

Znowu dzwonek. Tym razem dwie dziewczyny. Znajome z Ŝagli. W obcisłych 

topach, króciutkich spódniczkach, z wymalowanymi paznokciami. Jakoś nie chce 
mi się wierzyć, Ŝe Majka z nimi w lecie szoruje pokład i zaŜera się konserwami.

 

W mieszkaniu robi się imprezowo. Piwo, wino, papierosy, niecenzuralne 

kawały, Gośki wyzywające kołysanie piersiami, rzyganie Krzywej (na szczęście 
dobiegła do toalety). JuŜ najwyŜszy czas, Ŝeby zabrać szczerbulca do domu.

 

Podnoszę się z fotela, ale jakoś tak nieudolnie, Ŝe prawa noga zaplątuje mi się 

w spódnicę i w efekcie tracę równowagę.

 

- Aauu - wyrywa mi się nie najgłośniej. JuŜ mam wylądo

wać na podłodze, gdy ktoś mnie podtrzymuje. - Dziękuję.

 

Stoję naprzeciwko wysokiego chłopaka. Tego najwyŜszego. Nadal trzyma 

mnie za przedramiona.

• 

Nie ma sprawy - mówi wesoło. Ma bardzo miły głos. -

Zatańczymy?

• 

Nie - odpieram niewyraźnie i próbuję uwolnić się z uści

sku.

 

Patrzy na mnie uwaŜnie. Robi mi się głupio, schylam się i smykam pod jego 
ramieniem. Ruszam na poszukiwanie Majki.

 

34

 

- Szymek gdzie?

 

Kątem oka widzę, Ŝe wysoki chłopak tańczy z Gośką, a raczej z jej biustem.

 

_ W pokoju rodziców. Czemu masz taką minę? Przed przyjaciółką nic 
się nie ukryje.

• 

Wszystko w porządku. Idziemy.

Majka krzywi się.

• 

Zostań. To się dopiero zaczyna.

• 

Nie jestem w nastroju.

 

Idę do Małego. Zawzięcie rysuje. Potem tylko dwa razy mówi, Ŝe chce jeszcze 

zostać, poza tym ubiera się całkiem sprawnie, jeśli nie liczyć szukania buta i szalika.

• 

A tu co masz? - Wskazuję na wypchaną reklamówkę.

• 

Aaa... dostałem kawałek tortu - uśmiecha się.

• 

No - potwierdza Majka.

 

- DuŜy ten kawałek. Jeszcze raz wielkie dzięki. Baw się

dobrze.

 

Po drodze myślę o wysokim chłopaku. Szymek, cały w skowronkach, opowiada i 

opowiada.

 

- Fajnie było, co? - Podskakuje. - Jeden chłopak narysował

mi czołg i samolot. W domu je pokoloruję.

 

W domu... W domu to powinnam zachować się jak starsza, mądra siostra.

 

Czyli nie krzyczeć na Kukę, tylko zrozumieć, Ŝe jest w trudnej sytuacji.

 

Ze ma dwanaście lat i Ŝe straciła Mamę.

background image

 

- Ciii, Kasia śpi - szepcze tata, ledwo wchodzimy do domu.

Mam wraŜenie, Ŝe czekał tutaj na nas. - Spłakała się i zasnęła.

 

Szymek zerka na mnie, ale nic nie mówi.

 

- Jak było? - pyta ojciec.

• 

Fajnie! - wykrzykuje Mały.

-Cii!

• 

Pranie wisi? - ziewam.

 

- Pranie? - Ojciec kilkakrotnie mruga. - Jakie znowu pra

nie. Najpierw Kasia oglądała jakiś film, a potem zasnęła.

 

Wchodzę do naszego pokoju. Kukuśka z walkmanem półleŜy na tapczanie. 

Podchodzę i wyrywam jej słuchawki.

 

l 35

• 

No co?! - wrzeszczy.

• 

Pranie czeka! - odpowiadam podobnie.

• 

Obudziłaś Kasię! - Tata jest oburzony. Stoi w drzwiach

i patrzy na mnie ze zgrozą.

 

Ona nie spała! Miała coś zrobić. Sama sobie nie poradzę.
Młoda ma tak zbolałą minę, Ŝe nic, tylko siąść i płakać.

 

Ojciec znowu się na to łapie. Najpierw głaszcze tę swoją Kasię, potem wzdycha i 

mówi:

 

- Oj, dziewczyny, oj. Zajmę się tym nieszczęsnym pra

niem. - Wychodzi.

 

Zostajemy same.

 

Dwie rodzone siostry. JuŜ nie dzieci, ale jeszcze nie dorosłe. Mieszkające w 

tym samym pokoju, mające wspólne koszulki i spódnice, a czasami majtki i 
skarpetki.

 

Ale nie mogące znaleźć wspólnego języka.

 

dwudziestego pierwszego, środa

 

Rano postanawiam, Ŝe nie pójdę do szkoły. Nikomu o tym nie 
mówię. Kolejny „smutny dzień".

 

Pospiesznie robię kanapki, poganiam Szymka i marzę o tym, Ŝeby juŜ sobie poszli i 
dali mi spokój. A tu jak na złość Mały szuka butelki na wodę i stroju na wuef, a Kuka 
koniecznie chce wiedzieć, które podpaski są najlepsze. TeŜ sobie wybrała czas na 
takie pytania! Zbywam ją, ona się obraŜa, czyli wszystko jest w normie. Wychodzą. 
Parę godzin spokoju.

 

Układam ubrania Mamy. Ciotka sugerowała, Ŝeby ich się pozbyć. MoŜe 

chciałaby dla siebie? Mama nie miała duŜo ciuchów, ale wszystko, co kupowała, 
było tak pomyślane, Ŝe pasowało do siebie.

 

Wiem, Ŝe Kuka podbiera Mamy rzeczy. Rajtki, swetry albo tę polarową spódnicę z 
kamizelką. No, poukładane. Teraz zdjęcia.

 

|  36

 

Zawsze po ich obejrzeniu mam ochotę się powiesić. Wyjmuję z szuflady biurka 

gruby album i niebieskie pudło. Na wierzchu fotka z ostatnich wakacji.

 

Krynica Morska, plaŜa, roześmiana Mama w kostiumie bikini my wokół. Patrząc 

na dziewczęcą sylwetkę Mamy, trudno uwierzyć, Ŝe nas urodziła. To był przyjemny 
wyjazd.

 

Są zdjęcia, są muszelki zebrane na plaŜy. W garaŜu wisi sieć którą ojciec kupił od 

background image

rybaka za butelkę wódki, mnie pobo-lewa prawa stopa nadwyręŜona przy upadku na 
molo.

 

A Mamy juŜ nie ma.

 

Rozmyślania przerywa piszczenie telefonu.

 

-Halo?

• 

Bochenek mówi, dzień dobry.

• 

Dzień dobry.

• 

Jedni państwo wyjechali i mam teraz wolne. Przyjść?

Nie! Chcę spokoju, a ona będzie mówiła i mówiła. Równie

 

szaro i nieciekawie, jak sama wygląda. O sąsiadach z bloku, o kwiatach, o męŜu 
nieboszczyku i o córce w Toruniu.

• 

MoŜe jutro?

• 

Zajęte mam do końca miesiąca. To co?

• 

Proszę - poddaję się.

 

Przychodzi za dwadzieścia minut. Przebiera się, nadal zwraca się do mnie „proszę 

pani", ale teraz to ona mówi, co trzeba zrobić.

 

- Dam sidoluksu na parkiet. - „Nie, tylko nie ten zapach",

myślę, ale nie mam odwagi tego powiedzieć. - Okno w kuchni

um

yJ

e

 i wypiorę zasłony z tego pokoju na dole i z sypialni.

Powiesimy mokre, to nie trzeba będzie prasować. Oj, widać, Ŝe
tu brakuje kobiecej ręki - wzdycha.

 

Chowam zdjęcia. Nie będę ich oglądać. Do tego trzeba spokoju. Atu 

podśpiewywania o Marynie i jej czarnych oczach.

 

Koło piętnastej przychodzi Majka z Gośką. Dziewczyny przynoszą ciastka i soki, 

a specjalnie dla Gośki główkę sałaty (odchudza się przed latem). Zamykamy się w 
kuchni. Majka Pije herbatę w moim kubku, Gośka wyjada z miseczki solone 
orzeszki.

 

Mówią, co było w budzie, a potem Gośka streszcza jakiś l 37

 

film. Dyskretnie sięgam po gazety Kukuśki. JuŜ po chwili czu. je, Ŝe obniŜa mi 

się iloraz inteligencji. Młoda powinna mieć szlaban na taki chłam.

 

-

Mam randkę jutro - mówi naraz Gośka.

 

-

Z tym wysokim? - pytam bez zastanowienia.

Patrzy na mnie ze zdumieniem.

 

- Jakim znowu wysokim?

 

Czerwienię się pod badawczym spojrzeniem Gośki. Z kolei Majka uśmiecha 

się niczym Mona Lisa.

• 

No... tym... tańczyłaś z nim u Majki.

• 

Aaa... Nie. A propos. Pytał o ciebie.

W jednej chwili wilgotnieją mi dłonie.
-Kto?

• 

Ten wysoki. Mateusz.

 

-1 co? - Majka wybawia mnie z kłopotu, bo przecieŜ ja nie mogę tego pytania 

zadać.

 

Chodziło mu o to, czy z kimś przyszłaś. Powiedziałam, Ŝe

z Szymkiem. Zawsze mówię prawdę. - Puszcza do mnie oko. -

Dodałam jeszcze, Ŝe Szymek to równy gość i Ŝe jest ci bardzo

bliski.

• 

Przegięłaś, Gośka. - Majka jest autentycznie wściekła.

Od paru dni zachowuje się dziwnie.

• 

Oj, rany... To był Ŝart.

• 

Masz dziwne poczucie humoru!

background image

• 

Dajcie mi spokój! - Znowu sięga po orzeszki.

Pytał o mnie! Pytał!

 

Ale tańczył z Gośka.

 

- Wiesz, ile to kalorii? - odzywa się mściwie Majka, gdy

miska jest juŜ pusta. - Co z sałatą?

 

Gośka wygląda, jakby chciała nas udusić.

 

- Zapomniałam! Nie mogłyście mi przypomnieć? - podnosi

głos.

 

-1 nie rzygaj tu przypadkiem - mówi surowo Majka. - Wystarczy, Ŝe 

narzygałaś mi na dywan.

 

- Jesteście głupie!

 

- Ona jest wkurzająca - syczy Majka, gdy Gośka trzaska

drzwiami wejściowymi.

 

38

 

• 

Po coś ją tu przyprowadziła?

• 

Sama się przyczepiła i przyszła.

 

Majka dopija herbatę. Widać, Ŝe nad czymś usilnie rozmyśla.

• 

Podoba ci się Mateusz?

Udaje mi się nie zaczerwienić.

• 

Widziałam go z pół sekundy.

• 

Ale widziałaś, Ŝe tańczył z Gośka.

Najlepszą obroną jest atak.

• 

Co ty z tym Mateuszem?

• 

Chyba pasujecie do siebie...

 

• 

PrzecieŜ go nie znasz - mówię kąśliwie. - Znasz tylko

Rurę.

• 

Pasujecie do siebie - powtarza z uporem.

• 

Niech będzie. Pasujemy.

• 

No, widzisz? - cieszy się. - Słuchaj, on chodzi do jedynki,

jest w trzeciej językowej, ma zajoba na punkcie surfingu, kom
puterów, piwa, snowboardu i...

• 

Skąd to wszystko wiesz?

• 

Od Rury. Zaproszę kiedyś Mateusza i przyjdziesz do mnie,

ot tak, przez przypadek.

• 

Ty swatką?

• 

Wypchaj się!

• 

Co? No co? Proponuję coś zdroŜnego?

 

Gdzieś z zamierzchłej przeszłości wygrzebuję obraz płowowłosego Pawła, 

którego spotykałam na angielskim. Śnił mi się kilkakrotnie, dwa razy odezwał się do 
mnie, co przyjęłam za dar niebios. A jaka byłam nieszczęśliwa, gdy kiedyś całował 
szczupłą brunetkę!

 

Takie to wszystko odległe... i śmieszne.

 

~ Majka, nie mam teraz nastroju do randek.

• 

Kto mówi o randce? - Znowu jest nie w humorze. Wstaje

i zaczyna przestawiać bibeloty na lodówce. Jak zwykle są sza
re od kurzu.

• 

O co ci chodzi?

• 

O nic.

• 

Znam cię. Mów.

background image

 

l 39

 

Podchodzi do mnie.

 

- Ola, tak się boję... Nie dostałam jeszcze okresu. Spóźnia

się juŜ tydzień.

 

Łup! Jak obuchem w głowę. Zamykam oczy. Roztrzęsiony głos dobiega z 

bardzo daleka.

• 

Ojciec mnie zabije, mama teŜ. A co ze szkołą?

• 

Po co trupowi szkoła?

• 

Nie Ŝartuj! - Tak wściekłej jeszcze jej nie widziałam.

• 

Słuchaj, ty głupia... No, nie spałaś z nikim ostatnio, nie?

• 

Co za głupoty wygadujesz? Tylko wtedy...

 

• 

I to było osiem miesięcy temu. Rozumiesz? Osiem mie

sięcy temu - powtarzam dobitnie.

• 

Wiem. Piętnastego lipca.

 

- Dziś byś była gruba jak słonica.
Twarz Majki rozświetla uśmiech.

 

- Kuźwa! Dam na mszę! To przez tę ciąŜę w budzie wszyst

ko mi się pomieszało... Od paru dni nie śpię, nie jem, tylko
rozmyślam. Wymyśliłam, Ŝe łóŜeczko by stało tam gdzie bi
blioteczka, ty byś została matką chrzestną... i Ŝe... Ŝe wcale
nie chcę tego dziecka!

• 

Nie zabezpieczyłaś się? - pytam bez zastanowienia.

Prycha.

• 

Miałyśmy nie rozmawiać.

• 

Ty zaczęłaś.

• 

Oj, przestań.

• 

Zabezpieczyłaś się, czy nie?

• 

Łukasz powiedział, Ŝe za pierwszym razem nie trzeba.

• 

Co? Jak to?

 

• 

ś

e moŜna. śe dziewica nigdy nie zachodzi w ciąŜę. Za ból

jest nagroda.

• 

To bzdura! Wiesz o tym! A ciebie... bardzo bolało?

• 

Trochę. Ale to bez znaczenia.

 

Próbuję sobie wyobrazić nagą Majkę i nagiego czarnowłosego chłopaka. Oboje 

opaleni, wakacyjni, zakochani.

• 

Słuchaj, skoro pierwszy raz jest wolny od dziecka, to cze

mu przed chwilą umierałaś ze strachu?

• 

Zrobiliśmy to dwa razy.

 

|  40

 

Majka kochała się dwa razy... Pewno były świece, romantyczne słowa, 

nastrojowa muzyka. Dwa razy.

 

Moje doświadczenia seksualne ograniczają się do całowania z Krzyśkiem 

poznanym na imprezie u Anki. Całowaliśmy się na balkonie, chociaŜ była późna 
jesień. Szumiało mi w głowie od martini. Krzysiek pachniał piwem i jakąś 
obrzydliwie duszną wodą kolońską. W pewnym momencie wsunął mi rękę pod 
bluzkę. Zesztywniałam. Ręka powędrowała w stronę brzucha, a potem do góry. 
Pisnęłam i uciekłam z balkonu jak oparzona.

 

Mam ochotę jeszcze o coś zapytać. Wstydzę się, ale wiem, Ŝe taka okazja moŜe 

juŜ się nie powtórzyć.

background image

 

- Majka, a skąd... no, jak... skąd wiedziałaś, jak się zacho

wać?

 

Wzrusza ramionami.

 

- Nie wiem.

 

- A nie... bałaś się, nie wstydziłaś? Jego? Siebie?
Patrzy na mnie z wyŜszością.

 

Mamy ten sam rok urodzenia, ale ona jest juŜ kobietą, ja nastoletnią dziewicą, 

więc moŜe sobie tak patrzeć. Coś mi jeszcze przychodzi do głowy.

• 

A jakby cię zaraził, to co? Za pierwszym razem nie

moŜna?

• 

Jakby, jakby. Przestań.

• 

Przestań, przestań - przedrzeźniam ją. - Co za idiota

z tego Łukasza! - wybucham nagle. - A ty? O AIDS nie słysza
łaś? Nie stać go było na prezerwatywę?

• 

Olka! Zabraniam ci!

• 

Co?! Kit ci wciskał, a ty go jeszcze bronisz! A to ty byś

chodziła z brzuchem! Albo z AIDS!

• 

Nie twoja sprawa!

• 

Jego teŜ nie! - wołam i widzę, jak sztywnieje jej twarz. -

Przez ponad pół roku nie raczył zadzwonić! To zwykły... su
kinsyn!

 

Cisza! Nareszcie wyrzuciłam z siebie to, co od paru miesięcy we mnie rosło. 

Majka ma łzy w oczach. śal mi jej, ale nie PokaŜę tego po sobie.

 

l 41

 

- Pewno nawet nie pamięta twojego imienia.

 

Kuli się. Gładzę ją po głowie.

 

To dla jej dobra.

 

A takich Łukaszów to się powinno wieszać.

 

I to wcale nie za szyję.

 

Późnym wieczorem wystukuję numer Majki.

 

- Słucham? - mówi zduszonym głosem.
Sto procent pewności, Ŝe płakała.
-To ja.

 

-No?

• 

Jak tam?

• 

Normalnie.

 

To ma być rozmowa przyjaciółek? Zlepki nic nieznaczą-cych słów?

• 

Przepraszam - wyrzucam z siebie. - Chodzi mi o Łuka

sza. Nie powinnam się wtrącać, nie moja sprawa.

• 

Daj spokój. - Głos jest martwy.

• 

Przepraszam - powtarzam z uporem.

• 

DuŜo myślałam. On mnie nie kochał... Wmawiałam sobie,

Ŝ

e go kocham, Ŝe on mnie kocha... Oszukiwałam sama siebie.

• 

Co ty bredzisz?

 

Majka się śmieje. To taki gorzki śmiech, nieprzyjemny, ale lepszy niŜ ten 

wcześniejszy martwy głos.

• 

Nie rozumiesz?

• 

Nie. Po co sobie wmawiałaś?

 

background image

• 

Straciłam dziewictwo z chłopakiem, który nawet nie pa

mięta mojego imienia... Jedna więcej, jedna mniej... Chciałam
sobie to uromantycznić...

• 

Nic sobie nie uromantyczniaj - odzywam się ostro. -

Najlepiej zapomnij o całej tamtej sprawie.

 

-1 o sukinsynie.

 

- I o sukinsynie - powtarzam.

 

- Nie pamiętasz przypadkiem, jak on miał na imię?

Parskam śmiechem.

 

|  42

 

• 

Nie. Śpij dobrze. I nie martw się.

• 

Pewnie. Jest zarąbiście. Nie mam brzucha ani AIDS. Hej.

• 

Hej.

 

Odkładam słuchawkę. Dobrze, Ŝe zadzwoniłam. A tak długo zastanawiałam się, 

czy to zrobić!

• 

Ola...? - Szept dobiega z kuchni.

Rozciągnięta piŜama, a w niej ziewający Szymek.

• 

Co się stało? Zsikałeś się?

 

_ Nie. Kolano mnie boli. - Masuje nogę. - Nie mogę spać. JuŜ nie sikam - mówi 

cicho.

 

- Oj, ja wiem. Tak mi się powiedziało. Wiesz? Kuka teŜ

się kiedyś zsikała do łóŜka. Śniło jej się, Ŝe jest w toalecie... -
zagaduję Małego i sięgam do szafki z lekarstwami.

 

Dwie łyŜeczki syropu przeciwbólowego i szybki masaŜ kolana. Całus juŜ w 

łóŜku.

 

-

JuŜ późno. Spij. - Otulam go kołdrą. - Spij.

Posłusznie przytula się do niebieskiego pluszaka. To któ
ryś z pokemonów.

• 

Olka, co to jest ten sukinsyn?

• 

Klawesyn. Klawesyn. Musiałeś źle usłyszeć - mówię

szybko. - Taki instrument klawiszowy. Majka rozwiązywała
krzyŜówkę.

• 

Aha. Pa.

• 

Pa.

 

Zamykam drzwi i szeroko się uśmiecham. Klawesyn Łukasz.

 

dwudziestego czwartego, sobota

 

Tata wyszedł do pracy. Wieczorem idziemy do Malwinki. Ŝde z nas ma lekcje, ja 
zaległe prasowanie i pranie. Jak na razie Kuka i ja snujemy się w piŜamach. Szymek 
wyjątkowo Jest w dŜinsach i bluzie.

 

Podłogi, schody błyszczą, zasłony pachną lawendowo, w se-etarzyku jest o jedną 

stówkę mniej, a poza tym bałagan jak °yi, tak jest. Za oknami pada.

 

l 43

 

- Chyba pójdę do Michała. - Kukuśka ziewa.

 

JuŜ zjadła śniadanie, które jej zrobiłam, i obejrzała połowę czarno-białego filmu 

na Polonii.

 

- Dziś twoja kolej robienia zakupów - przypominam i sia

dam przy stole z kartką i długopisem.

background image

 

- Ale on czeka.

 

- Jak kocha, to poczeka - mówię cicho, jednak nie na tyle,

Ŝ

eby nie słyszała.

 

Usłyszała i obraŜa się. Udaję, Ŝe nie dostrzegam wykrzywionych ust i 

zmarszczonego czoła.

• 

Jeszcze cytryny. - Dopisuję. -1 rosołki. Tylko nie wołowe.

• 

Strasznie tego duŜo - jęczy. - Nie doniosę.

• 

Doniesiesz. - Jestem twarda. - Wczoraj na ulicy nosiłaś

grubą Martę.

• 

Szpiegujesz mnie! - piszczy.

 

Powtarzam sobie w myślach, Ŝe to zagubiona smarkula i dopiero wtedy mówię:

• 

Wyrzucałam śmieci i widziałam was.

• 

Ciekawe, Ŝe ja cię nie widziałam!

• 

Oleńka, wpisz jeszcze paluszki i chipsy - prosi Szymek,

wypadając z łazienki. Na policzku ślad po paście, rękawy blu
zy mokre.

• 

Po co?

• 

Bo się juŜ skończyły - odpowiada z wrodzoną sobie lo

giką. - I jeszcze jakiś sok.

• 

O, nie! Nie będę tyle dźwigać.

• 

Spokój! Szymek, o co chodzi?

• 

To dla Mateusza.

 

• 

A Mateusz, to kto? Z twojej klasy?

-Nie.

• 

Ze świetlicy? - pytam cierpliwie.

-Nie.

 

Poddaję się.

• 

Sam powiedz.

• 

On mi wtedy narysował czołg...

Coś mi zaczyna świtać.

• 

Nie zaprasza się obcych!

 

l  44

 

- Właśnie! - włącza się Kukuśka. Do tej pory słuchała łap

czywie, nie bardzo orientując się w rozmowie, teraz jest coś,
na czym się zna. - Aleś ty głupek!

 

- To Ŝaden obcy! On zna Majkę! - rozdziera się Szymek.
Dla świętego spokoju dopisuję chipsy, wypycham Kukuśkę

 

z domu i biorę Szymka na spytki.

 

Rozmowa z minuty na minutę staje się coraz bardziej zaskakująca.

• 

Dzwoniła wczoraj Majka, ty byłaś na angielskim. Powie

działa, Ŝe wpadnie tu wczoraj... to znaczy jutro, czyli dziś.

• 

Coś kręcisz!

• 

Mówię prawdę! To spytałem, czy by nie przyprowadziła

Mateusza. Obiecał, Ŝe narysuje mi samolot. Nie był u nas,
nie zna drogi - tłumaczy. - Jak Majka to usłyszała, to strasznie
się śmiała. - Tego mogłam być pewna. - I powiedziała, Ŝe to
doskonały pomysł.

 

Skaranie boskie z tym szczerbulcem! A Majka?! Czy ona zgłupiała?

• 

Dzwonię do Majki i wszystko odwołuję! - krzyczę.

• 

O, nie! Nie masz prawa!

• 

Co ty pleciesz?

background image

• 

Mateusz przychodzi do mnie! Nie do ciebie! Do cie

bie przychodzi Majka! - wykłóca się Mały. - Ją sobie od
wołaj! - Pędem wbiega do swego pokoju, a potem trzaska
drzwiami.

• 

O której będą? - krzyczę za nim.

• 

Nie pamiętam! Ale na pewno dziś! Ubierz się, co? I mo

głabyś trochę posprzątać.

• 

Tort teŜ upiec?!

 

Co robić? MoŜe Majka Ŝartowała? Gdzie słuchawka? Jest.

• 

Dzień dobry. Mówi Ola. Czy zastałam Majkę?

• 

Witaj. Gdzieś poszła. Zaraz, zaraz, wybierała się do cie

bie. Coś się stało?

• 

Wszystko w porządku. Chciałam tylko o coś zapytać. Do

widzenia.

 

Muszę natychmiast umyć głowę. DŜinsy i bluza? A moŜe spódnica i top?

 

l  45

 

Wraca Kuka. Ledwo otwiera drzwi widać, Ŝe gradowa chmura to nic w 

porównaniu z nią.

• 

Wystarczyło ci pieniędzy? - Rozczesuję mokre włosy.

• 

Nic do mnie nie mów! Trzeba być chorym, Ŝeby mi kazać

kupować, a potem przynosić takie tony rzeczy. Rąk nie czuję!
Jeszcze zmokłam! Grypa murowana! - wrzeszczy, zdejmuje
kozaki i puchówkę, a potem rzuca się na kanapę.

 

Pstryk... Włączyła telewizor. Kolejna reklama cudownego wszystkopiorącego 

proszku. Ciekawe, Ŝe ja nadal wyjmuję z pralki przybrudzone skarpetki i zaplamione 
bluzy Szymka. A uŜywam tego samego proszku, co ta uśmiechnięta pani.

• 

Rozpakowuj siatki! - Strzepuję okruszki ze stołu. -1 wy

szoruj wannę! Szymek, odkurz dywan!

• 

Nie umiem!

• 

To się naucz.

 

Decyduję się na dŜinsy i bawełnianą beŜową koszulkę. Niezobowiązujące, a co 

najwaŜniejsze tylko to nadaje się w tej chwili do włoŜenia. Reszta niewyprasowanych 
ubrań zalega w pokoju Mamy.

• 

A ty co tak sprzątasz? - Kukuśka leŜy na kanapie, a za

kupy nadal w holu.

• 

Odczep się - warczę. - Nie moŜna wcale na tobie polegać.

Jak zawsze.

 

Frruu! Rozwścieczona przelatuje obok mnie, a potem z hukiem trzaska drzwiami 

do naszego pokoju. I dobrze. Nie mam wcale ochoty patrzeć na nią.

 

Inna sprawa, Ŝe u nas to chyba tylko ojciec nie trzaska.

 

Biegam, układając rzeczy. Jednocześnie przygotowuję makaron z sosem napoli. 

Szymek mozoli się z odkurzaczem, a Kukuśka zawodzi razem z Jopek.

 

0 czym rozmawiać? A moŜe on rzeczywiście przychodzi do

Szymka? NiezaleŜnie od tego, co wymyśliła i zaplanowała Maj
ka. Skoro przychodzi do Szymka, to nie mogę mu siedzieć nad
głową, Ŝeby nie wyglądało, Ŝe się narzucam.

 

Szymek jest tylko pretekstem. PrzecieŜ pytał o mnie! 
Pytał! Przychodzi do mnie!

 

1 46

 

Ale to pomysł szczerbulca...

 

Mam mętlik w głowie.

background image

 

Kukuśka wychodzi z pokoju wtedy, gdy pachnie oregano.

• 

A zupy nie ma? - marudzi.

• 

Jak chcesz, to sobie ugotuj. Obiad dziś w kuchni.

• 

Ho, ho, w pokoju posprzątane, nowy obrusik... To praw

dziwy cud!

• 

Zamknij się.

 

Pseudoobiad jemy w nieprzyjaznej atmosferze. Szymek próbuje być śmieszny i 

ładuje do buzi ogromne ilości makaronu, a potem to, co mu z niej wystaje, obcina 
noŜyczkami.

• 

To obrzydliwe - krzywi się Kukuśka.

Terkocze dzwonek, a ja wpadam w panikę.

• 

Kończcie... Talerze do zlewu! Szymek, wytrzyj się.

• 

To Mateusz! Mateusz! - krzyczy.

 

JuŜ po chwili, oblepiony makaronem i sosem, otwiera drzwi.

 

- Pani da na chleb, pani, ja głodna - zawodzi młoda Ru

munka. - Ja mam dzieci. Ony teŜ głodne.

 

Dać jej coś? Ile? Pięć złotych? To za mało... Nie dam. Tyle się mówi o 

Ŝ

ebrakach-oszukańcach. A jeśli rzeczywiście jest głodna? Stoję tak i rozmyślam, a 

kobieta w tym czasie wchodzi do holu.

• 

Pani, ony głodne, chore... Ja głodna...

• 

Proszę stąd wyjść! - wrzeszczy naraz Kukuśka. Podska

kuje do Rumunki, wypychają z domu, a potem z hukiem zamy
ka drzwi. Z ogródka słychać gniewne pokrzykiwania. - A gdyby
to był bandzior z noŜem? - pyta wystraszonego Szymka.

• 

Myślałem, Ŝe to Mateusz...

• 

Indyk myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli! - Kuka

wisi na oknie w kuchni. - Poszła. Teraz dzwoni do Lutowej.

 

• 

Kukuśka ma rację - wtrącam. - Musisz patrzeć przez

okno. A gdy jesteś sam, to najlepiej nikomu nie otwieraj.

• 

A jak ona była głodna?! - woła Szymek. - A jak to był

Pan Jezus? Siostra na religii mówiła, Ŝe tak moŜe być.

• 

To nie był Pan Jezus - mówi stanowczo Kukuśka.

• 

Tak? A skąd wiesz?

• 

Bo wiem.

 

47

• 

A jak ona była głodna?

• 

Nie była.

• 

Skąd wiesz?

 

Tym razem to ja pytam.

 

- Bo miała farbowane włosy. Jak ją stać na farbę, to i stać

na bułkę.

 

Znowu dzwonek.

• 

Sami sobie otwierajcie - burczy Szymek.

• 

Same - poprawiam.

 

Wychowawczo zerkam przez okno, wciskam guzik otwierający bramkę i 

wpuszczam Majkę.

• 

Gdzie Mateusz? - Szymek podskakuje. - Gdzie? Scho

wał się?

• 

Hej, wszystkim. A ja nie wystarczę?

 

Choćby mnie mieli kroić Ŝywcem, nie zdradzę, Ŝe czuję się zawiedziona.

background image

 

- No, gdzie Mateusz?

 

Majka wiesza płaszcz, a potem kuca przed szczerbulcem.

• 

Coś mu wypadło. Postara się przyjść.

• 

A o której? No, za godzinę? Za pół?

• 

Jak przyjdzie, to będzie! - huczę. - Przestań gęgać.

• 

MoŜesz sobie sam zajadać chipsy - śmieje się Kukuśka

i znika w pokoju. Po chwili wyje razem z Britney.

• 

Majka, tyś chyba zgłupiała! - wybucham w kuchni. Szy

mek, obraŜony, poszedł grać na komputerze.

• 

Wyluzuj się.

• 

Jakoś nie potrafię. - Zdejmuję naczynia z suszarki.

• 

Oj, przestań.

• 

Jak mogłaś postawić mnie w takiej sytuacji?

• 

W jakiej? Mateusza nie ma. A w ogóle to on przychodzi

do Szymka - denerwuje się. - Zje cię? Histeryzujesz ostatnio.

 

MoŜliwe.

• 

Myj - zarządza i skubie z durszlaka kilka nitek makaro

nu. - Zrób kawę, co?

• 

Sama sobie zrób. - Nadal jestem wściekła.

• 

Wkurzasz mnie. Idę do Szymka.

 

Powinien przyjść. Skoro obiecał Małemu... Rany! Nic nie

 

l  48

 

obiecywał. I szczerze mówiąc, to w tym wszystkim wcale nie chodzi mi o Szymka.

 

Zdenerwowana myję, wycieram, układam. Kuchnia dawno tak ładnie nie 

wyglądała. Za Ŝycia Mamy to było jedyne miejsce, gdzie zawsze panował idealny 
porządek.

 

Chcę wyrzucić resztki obiadu do kubła, ale okazuje się, Ŝe jest pełen.

• 

Kukuśka! Leć ze śmieciami! - wrzeszczę.

• 

Uczę się! - odwrzaskuje.

 

Mnę w ustach przekleństwo. Czapka na głowę, bo włosy jeszcze wilgotnawe. 

Niech będzie i Szymkowa, pomponem. Porywam kosz i frunę do pojemnika. Jak 
zwykle, wszystko przepełnione. Trzeba wrócić do kuchni po wielki worek i do niego 
wrzucić śmieci. A gdy przyjadą śmieciarze, trzeba im go wcisnąć (i pięć złotych za 
fatygę).

 

„Cześć", słyszę, gdy akurat z kubła wypada mi przed nogi sterta łupin 

ziemniaczanych.

 

Stoi po drugiej stronie ogrodzenia.

 

- Cześć - odpowiadam cicho.

 

Rany! Dlaczego musiał mnie spotkać akurat w takim miejscu!

 

I czemu w tej czapce!?

 

Jest jeszcze wyŜszy, niŜ zapamiętałam.

 

Ostry nos, niebieskie oczy. Nie ma harmonijnych rysów. Na pewno jest inny niŜ te 

wymuskane chłopaki z gazet dla dziewcząt. Przystojny... i bardzo męski.

• 

Coś się stało? - Patrzy na mnie niebiesko, lekko prze

krzywiając głowę.

• 

Nie, wszystko w porządku.

 

Właśnie zastanawiam się, co zrobić z czapką.

• 

Majka juŜ jest?

• 

Mhm. Poczekaj, wpuszczę cię.

 

Z kieszeni spodni wyławiam klucz i otwieram nim bramkę. Stoimy naprzeciwko 

siebie. On spokojny, ja spłoszona, zaczerwieniona, z brudnym koszem i w 
pomponiastej czapce.

background image

 

- Dawaj kosz - mówi i bierze ode mnie to brązowe paskudz

two.

 

49

 

Idziemy.

 

Do drzwi dwanaście duŜych kroków lub szesnaście małych.

 

Szymek na widok Mateusza wyje, a potem dostaje szału:

 

- Mam chipsy dla ciebie! I paluszki. Wiedziałem, Ŝe przyj

dziesz. I nowe kredki. Co z samolotem? A wiesz, Ŝe ona nie
była Synem BoŜym? Chcesz soku?

 

Brudny kosz i brat-wariat. Nieźle się prezentujemy.

 

- Szymek! Cicho! - nie wytrzymuję. - Daj Ŝyć.
Ale Mateusz się śmieje.

 

Rzuca kurtkę na wieszak, podaje rękę Małemu, a ten ciągnie go na górę, do 

swojego pokoju.

 

Nie bardzo wiem, jak się zachować. Na ratunek przychodzi Majka:

 

-

Kończ te gary, co? - Wpycha mnie do kuchni.

Wręczam Majce fartuszek Mamy, a sama siadam i rozmy
ś

lam.

• 

Iść do nich? Mam sok...

• 

Będą chcieli, to sami przyjdą. Wyluzuj się.

 

Jestem strasznie spięta. Łapię się na tym, Ŝe juŜ ze dwa razy poprawiłam włosy, a 

trzy obciągnęłam koszulkę. Majka wyczuwa mój niepokój.

 

- Mam coś dla ciebie - mówi i kiwa głową, Ŝebym do niej po

deszła. - Proszę. - Wręcza mi przypalony garnek.

 

Wchodzi Mateusz.

 

Patrzy na Majkę, a potem robi w tył zwrot. Podchodzi do wieszaka i sięga do 

kieszeni kurtki.

 

Po chwili podaje mi drewnianego tulipanka.

• 

Proszę.

• 

Dziękuję... - pospiesznie wycieram ręce w ręcznik - za

raz go wstawię do wody.

 

Mateusz chyba chce coś powiedzieć, ale akurat wczłapuje Kukuśka.

• 

To są te z Unimarketu. Po pięć czterdzieści - stwierdza

beznamiętnie. - Cześć.

• 

Cześć. Ja zapłaciłem cztery sześćdziesiąt. Zdzierają z was

w tym Unimarkecie - odpowiada podobnym tonem, na co
Majka parska śmiechem.

 

l  50

 

Kukuśka wzrusza ramionami i wynosi się. Wtykam tulipanka do doniczki z 

kaktusem.

• 

Zginęła mi kredka! - rozdziera się Szymek ze swojego

pokoju. - Nie mogę skończyć lufy!

• 

JuŜ idę! - odkrzykuje Majka i wychodzi.

 

W kuchni panuje względna cisza przerywana bulgotaniem ekspresu. Muszę zająć 

czymś ręce. Porywam ścierkę i przecieram blat szafki.

 

- Nie gniewasz się, Ŝe przyszedłem?

 

-

Nie ma sprawy. Szymek się cieszy - odpowiadam szybko.

Gdybyśmy byli bohaterami jakiegoś romansu, to on powi
nien spytać, czyja teŜ.

• 

Fajny gościu - uśmiecha się.

background image

• 

Mhm - zgadzam się bez przekonania.

 

Szymek fajny? Nigdy nie myślę o nim w tych kategoriach. Szczerbul to brudne 

kolana, mokre prześcieradła, zaganianie do lekcji, wybrzydzanie nad mlekiem, męczące 
opowiadania o pokemonach. A ostatnio zabawy, Ŝe jest małym kotkiem.

 

- MoŜe pójdziemy do pokoju? - proponuję i wyłączam eks

pres.

 

Przekrzywia głowę i patrzy na mnie badawczo. Wytrzymuję spojrzenie.

• 

Jesteś zła.

• 

Nie jestem.

• 

Jak chcesz, to ci kupię drugiego tulipanka.

• 

Tego za cztery sześćdziesiąt?

• 

Skłamałem. Za pięć dziewięćdziesiąt.

 

Wbrew sobie uśmiecham się i widzę, jak zapalają się oczy Mateusza.

• 

Soku? - pytam.

• 

Mhm. I kawę.

 

Sok, szklanki bez smug, chipsy i jakieś stare pierniczki, które znajduję w szafce. 

Jeszcze filiŜanka z kawą. Wszystko to ustawiam na tacy i przechodzimy do pokoju.

• 

Twoja? - Sięga po zniszczony egzemplarz Ani z Zielonego

Wzgórza.

• 

Siostry.

 

l  51

 

Muszę skłamać. śaden facet nie zrozumie, Ŝe jeśli dziewczyna czyta tego typu 

ksiąŜki (między innymi), to nie znaczy, Ŝe jest infantylna.

 

Odkładam ksiąŜkę pod fotel.

• 

A co ty czytasz?

• 

Najchętniej historyczne...

Cichusieńko piszczy telefon.

 

• 

Przepraszam. - Wyławiam słuchawkę spod poduszek le

Ŝą

cych na kanapie. - Słucham?

• 

Oleńko, tu ciocia Marysia.

 

Ciocia Marysia? W głowie pustka. JuŜ wiem! Przyszywana ciotka z Rabki, u 

której kiedyś byliśmy na wakacjach. Drewniany dom, pieczenie podpłomyków na 
blasze w kuchni i wielkie pierzyny, pod którymi było okropnie gorąco. Ostatnio ciot-
kę widziałam na pogrzebie.

 

- Dzień dobry.

 

- Jesteście w domu?
-Tak.

• 

Będę za jakieś pół godziny. Mam coś dla was... Pogadamy,

jak przyjdę, nie ma co niepotrzebnie wydawać pieniędzy. Pa.

• 

Dobrze, ciociu. - W moim głosie nie słychać zbytniego

entuzjazmu. - Pa, pa.

 

Mateusz patrzy na mnie uwaŜnie.

• 

Przeszkadzam, tak?

• 

Teraz jeszcze nie. Dopiero gdy ciotka przyjdzie. Niezapo

wiedziana wizyta.

 

Nie ma sprawy. Idę na chwilę do Szymka.
-Mhm.

 

Patrzę przez okno. Jednocześnie nadsłuchuję głosu Mateusza i chichotu Małego.

• 

Jakaś ciotka, tak? - Majka zbiega po schodach.

• 

TeŜ sobie wybrała czas na wizyty - mruczę.

background image

 

Stukają Szymkowe drzwi i w holu pojawia się Mateusz. Zza jego pleców wychyla

się roześmiany Mały.

• 

Przyjdziesz jutro? Przyjdziesz? - dopytuje się szczerbul.

Mateusz mierzwi Szymkowi włosy.

• 

Chłopie, czas dać zarobić fryzjerowi.

 

l  52

 

• 

Ale przyjdziesz?

• 

Kiedyś przyjdę.

• 

Obiecujesz?

 

- Szkoda, Ŝe nie jesteś taki uparty, gdy chodzi o lekcje -

jęczę, a Szymek patrzy na mnie naburmuszony. - śartowałam.

 

- Skoro mamy iść, to chodźmy. - Majka zapina płaszcz.
Stoimy przed domem. Jestem pewna, Ŝe nasza sąsiadka,

 

pani Lutowa patrzy przez okno. Mama zawsze Ŝartowała, Ŝe jakbym się miała 
całować, to nigdy przed domem.

 

Jak by to było całować się z Mateuszem?

 

Na policzkach łuna.

 

Szybko wracam do rzeczywistości.

 

- Hej. Przepraszam, Ŝe tak wyszło. - Majka i Mateusz stoją

 

juŜ za bramką.

 

- Nic się nie stało - mówi Mateusz.

 

W podłym nastroju wracam do domu. Zaprezentowałam się niebywale ciekawie! 

Nie ma co! Śmietnik, gary, opryskliwa siostra i ciotka dzwoniąca, najbardziej jak 
tylko moŜna sobie wyobrazić, nie w porę.

 

Tulipanka przenoszę na swoje biurko.

• 

Paskudny - odzywa się naraz Kukuśka ze swego kąta. -

Paskudny - powtarza. - I czemu niebieski?

• 

Zamknij się. - Sięgam po zeszyt do chemii.

 

Na poniedziałek zapowiedziana jest klasówka. Ostatnio chemia to dla mnie 

czarna magia. Tak samo jest z matmą i fizyką.

 

Jak to moŜliwe? Mama uczyła matematyki w gimnazjum i społecznej 

podstawówce. Tata skończył geologię na AGH, a ja - beztalencie matematyczno-
fizyczno-chemiczne. Na szczęście z przedmiotami humanistycznymi nie mam 
problemu.

 

Pamiętam, jak mnie Mama „doszkalała".

 

Zawsze kończyło się to straszliwą awanturą. Ona nie mogła zrozumieć, jak 

moŜna być takim bezmózgowcem. UwaŜała, Ŝe matematykę umiem, tylko 
wmówiłam sobie, Ŝe jej nie rozumiem. Ja obraŜałam się, Ŝe podnosi głos. „Jak 
moŜesz spokojnie uczyć innych? PrzecieŜ wiem, Ŝe są jeszcze głupsi ode mnie", 
zawodziłam, prawie płacząc. „Na nich mi nie zaleŜy. ZaleŜy mi na własnej córce!", 
krzyczała.

 

l  53

 

Ciotka Marysia (czterdziestoletnia, korpulentna szatynka, z grubym warkoczem 

zwiniętym na czubku głowy) zasapana, zmęczona i obładowana siatkami. Cztery 
pękate, dziwnie lekkie reklamówki.

• 

Nóg nie czuję -jęczy. - Uff...

Tupot po schodach. Biegnie Szymek.

• 

Ciocia! Masz coś dla mnie?

• 

Szymek!

 

background image

• 

Mam, mam. - Cmoka go w czubek głowy. - Oj, Szymuś,

zarosłeś. No nic, zaraz cię podetnę. Mam w tym wprawę. Ja
siek nie wie, co to fryzjer. - Jasiek to syn. Starszy od Szymka,
młodszy od Kuki. Typowy „wybijokno".

• 

Nie trzeba, ciociu, pójdę z nim do fryzjera.

• 

Po co pieniądze wyrzucać? Dajcie mi tylko ostre no

Ŝ

yczki.

• 

Aaa. Mamy znajomą fryzjerkę. Kawa?

• 

JuŜ dwie piłam. Zrób mi, Oleńko, herbaty. Okna by trze

ba umyć... A Kasi nie ma?

• 

Na górze.

• 

Zajrzę potem do niej.

 

Szymek znika w swoim pokoju. Podśpiewuje. Zadowolony do kwadratu.

 

Torebka do kubka, na to wrzątek i herbata gotowa. Stawiam ją w pokoju obok 

chipsów. Kiedy wypada zaprosić Mateusza? I czy wypada? Muszę pogadać z 
Majką. I to nie telefonicznie. Pójdę dziś do niej.

• 

Uff. - Tym razem jęk słychać, gdy ciotka kładzie się na

kanapie. - Co to znowu? - stęka i wyjmuje spod pleców samo
chodzik. - Od rana biegam. Jeden bus mi uciekł, w drugim
było tłoczno, no, ale juŜ jestem. Jak tam u was?

• 

Bez zmian.

• 

Krysia pomaga?

 

Pomaga? Raczej pomagała. Przez ostatnie dni jedynie dzwoni i to nie z radami, 

a raczej delikatnymi pretensjami (miałaś robić surówki, znowu nie kupiłaś 
Szymusiowi witamin, Kasia Ŝaliła mi się, Ŝe potrzebne są jej nowe buty).

 

- Oleńko!

 

54

 

• 

Zamyśliłam się. Oczywiście, Ŝe pomaga.

• 

Rentę załatwiliście?

-Tak.

• 

Przysyłają?

-Mhm.

• 

To dobrze. A rachunki, jak?

• 

Ojciec płaci, jak płacił.

 

- Waldek mówił mi ostatnio, Ŝe wam trudno. - Wzruszam

ramionami. TeŜ mi wielkie odkrycie! - Jemu chodziło o to, Ŝe
z pieniędzmi krucho. Wiesz, jakie teraz Ŝycie drogie? Moja
pensja ledwo na rachunki starcza.

 

To ja wygoniłam Mateusza, Ŝeby wysłuchiwać takich tekstów?

• 

PrzecieŜ mamy rentę!

• 

To tyle, co kot napłakał. Mama dawała korepetycje i za

wsze był z tego kawał grosza... Ubrań by się wam przydało,
sama mam dziecko, to wiem.

 

Ciotka coś kręci. Tylko co?

• 

Herbata - przypominam. - MoŜe ją podam?

• 

Nie... i tak wstaję.

 

Podchodzi do reklamówek i wysypuje ich zawartość na stół.

 

Ciuchy, ciuchy, ciuchy. Na pierwszy rzut oka widać, Ŝe to uŜywane.

 

- U nas na osiedlu likwidują ciucharnię. Za pięć złotych

kilo ubrań. - Z wniebowziętą miną macha mi przed nosem
pasiastą spódniczką. - Nawet są koszule dla taty. Szymuś!

background image

Kasia! Mam coś dla was!

 

Stukają drzwi i juŜ po chwili obok ciotki stoi moje rodzeństwo.

• 

Po co tyle tego? - pyta Szymek.

• 

Na pewno kaŜdemu coś się nada. - Ciotka siada przy sto

le i sięga po kubek z herbatą.

 

Co robić? Odmówić? Nie, bo się obrazi. Wziąć coś?

 

Znowu sytuacja, w której nie potrafię się znaleźć. Z jednej strony wiem, Ŝe nie 

chcę tych ubrań za Ŝadne skarby świata, z drugiej myślę o ciotce. Poszła, kupiła, 
przydźwi-

 

I  55

 

gała. Wszystko z myślą o nas. Obrazi się, jak nic nie weźmiemy.

 

Patrzę bezradnie na Kukuśkę. Stoi bez ruchu. Szymek chichocze i przykłada do 

siebie plisowaną spódniczkę.

• 

Nie zniszcz jej, Szymusiu. To dla Kasi, do szkoły.

• 

Nic z tego nie chcę - odzywa się twardo Kukuśka. - Nic.

• 

Najpierw przymierz.

• 

Nie. - Krótko i dobitnie. Skąd w tej smarkuli tyle odwa

gi? - Nie chcę. Olka moŜe sobie wziąć wszystko. - Patrzy na
mnie wyzywająco.

• 

Ja teŜ nie chcę, ciociu...

• 

Ta zielona jest śmieszna - zaśmiewa się Szymek. - A ja

kie spodnie.

• 

Szymek, cicho!

• 

To ładne rzeczy, pięć złotych za kilo. - Ciotce jest przy

kro.

 

Podchodzę i na chybił trafił coś podnoszę. Ciemnoniebieska bluzka. Wezmę ją, 

będzie święty spokój. A potem wyrzucę. Mnie nic nie ubędzie, a ciotka się ucieszy.

• 

Z czego to? - Mnę w palcach materiał.

• 

Silk. Czyli czysty jedwab. - Ciotka uśmiecha się szeroko.

Znowu jest zadowolona z Ŝycia i tryska energią. Przykłada do
mnie bluzkę. - Mnie teŜ się podoba. Jakbym była szczuplejsza,
to bym ci jej nie dała - śmieje się.

 

Odwzajemniam uśmiech.

 

Czemu nie potrafię powiedzieć, o co mi naprawdę chodzi? Czemu nie mam na to 

odwagi?

• 

Olce jest brzydko w niebieskim - odzywa się stanowczo

Kukuśka, wyrywa mi bluzkę, a potem pakuje ciuchy do re
klamówek.

• 

Kasiu, pooglądaj. To ładne rzeczy. - Ciotka znowu ma

usta w podkówkę. - W Krakowie nie ma takich sklepów?

 

-Są.

 

- To czemu tego nie chcecie?

 

Zerkam na Kukę. Niech nas ratuje, skoro zaczęła.

• 

Nie lubimy... - odzywa się Młoda.

• 

To trudno wytłumaczyć... Jak cioci cięŜko z tymi siatka-

 

56

 

mi, to tata niedługo je przywiezie - mówię szybko, Ŝeby zatrzeć złe wraŜenie.

 

Ciotka sięga po cukierniczkę. Powoli słodzi, miesza. Jej milczenie jest aŜ nazbyt 

wymowne.

 

Stoję z pochyloną głową i czuję się tak, jakby to była moja wina.

 

- Aauu! - jęczy naraz ciotka. - Chyba złamałam ząb na pierniczku. A to pech!

background image

 

Przed chwilą wróciliśmy od Malwinki. Była pyszna sałatka, wędliny, ciastka i 

siwawy narzeczony. Zabawiał nas kawałami.

 

Zaganiam Szymka do łazienki. Ma się wykąpać w tempie ekspresowym.

 

Muszę pogadać z Kuka.

 

Jest w córusiowym. Owinięta kocem, z przymkniętymi oczami i walkmanem na 

uszach. Stukam ją w ramię.

 

- No? - pyta.

 

Odbieram to jako zachętę. Siadam obok. Z tego miejsca widzę swoją część 

pokoju. Ujmując delikatnie, jest zabałaga-niona.

 

- Czemu mi nie pozwoliłaś zatrzymać tej bluzki?
Uśmiecha się leciutko.

• 

Bo jakbyś coś wzięła, to jutro by cała Rabka wiedziała, Ŝe

dzieci tej nauczycielki z Krakowa ubierają się w szmateksach.

• 

Przesadzasz.

 

- A pamiętasz, co było z tatą i z tym jej Wackiem?
Jasne! Tata i wujek Wacek poszli kiedyś na piwo, wrócili

 

podpici późnym wieczorem, a na drugi dzień ciotka opowiadała swoim kumochom, 
jakie trudne Ŝycie ma Alinka z tym swoim pijakiem.

 

- Boja wiem...

 

- Ale ja wiem. A poza tym, juŜ do końca Ŝycia zasypywała

by nas takimi ciuchami. A potem twoje dzieci, rozumiesz?

 

Jak zwykle wyolbrzymia.

 

57

 

Kiwam głową, Ŝe niby się zgadzam. Inna sprawa, Ŝe smarkula wykazuje niezwykłą 

dojrzałość jak na kogoś w tym wieku. Albo ona jest normalna, albo to ja byłam 

niedorozwinięta.

 

- Ciucholandy są fajne. - Kukuśka grzebie w koszu z kase

tami. - Moje kumpele mają odjazdowe spodnie czy bluzki z ta
kich sklepów. Ale ja chcę sama sobie coś kupić, gdy mi przyj
dzie na to ochota, a nie dostawać od dobrej cioci, bo jestem
biedną półsierotką, rozumiesz?

 

-Mhm.

 

Lata świetlne chyba nie rozmawiałyśmy tak normalnie. Zawsze pokrzykujemy, 

powarkujemy, wrzeszczymy.

 

Coś jeszcze nie daje mi spokoju. Postanawiam wykorzystać sytuację.

• 

Mhm. Słuchaj... Powiedz mi.... Jak to robisz, Ŝe tak łatwo

odmawiasz?

• 

Normalnie. Mówię to, co myślę. Ty tak nie robisz?

• 

Jasne, oczywiście, tak tylko pytałam - kwituję szorstko

i nastrój Ŝyczliwości równie szybko pryska, jak się pojawił.

 

Znowu jesteśmy nielubiącymi się siostrami.

• 

Jak ci ciotka kaŜe płacić za ząb, to dopiero będziesz miała

- chichocze z tym swoim uśmieszkiem, którego nie cierpię.

• 

Odwal się - mruczę i siadam przy biurku.

 

Nad otwartym zeszytem do chemii, ale wpatrzona w tuli-panka.

 

Ciekawe, co on sobie o mnie myśli?

background image

 

Do Majki moŜna dzwonić i w środku nocy. Tak teŜ robię. W domu juŜ wszyscy 

ś

pią. Zwijam się na tapczanie w pokoju Mamy.

 

- Miałam przyjść, ale się nie wyrobiłam - mówię na wstę

pie. -1jak?

 

-Co?

• 

Jak to wszystko wypadło?

• 

W porządku.

• 

Majka... Proszę.

 

58

 

- No... Wszystko OK. Chwalił Szymka, śmiał się z Kuki...

No wiesz...

 

Wiem.

 

Majka się boi, Ŝe zapytam, co Mateusz mówił o mnie. A on nic nie mówił.

 

To po co mi przyniósł tulipanka?

• 

Dobra, kończymy.

• 

Olka, nie martw się. Słyszałam od Rury, Ŝe Mateusz ma

teraz trudny okres.

 

- Ząbkuje?
Odkładam słuchawkę.

 

KWIECIEŃ

 

drugiego, poniedzialek

 

Postanawiam zafundować sobie psychiczny luz. Wczoraj wieczorem zadzwoniła 

Malwinka. Obiecała, Ŝe dziś odbierze Szymka ze szkoły, nakarmi, zaprowadzi do 
parku, przypilnuje, Ŝeby odrobił lekcje i wieczorem odwiezie do domu.

 

Bardzo mi to odpowiada.

 

Dla ojca jest w lodówce porcja wczorajszego kurczaka, a ewentualna pustka w 

parszywym Ŝołądku Kuki nie interesuje mnie. I tak do późna będzie na tej swojej 
idiotycznej zbiórce.

 

Majka proponuje kino. Ja mam ochotę na ploty. Idziemy do pubu. Na piwo. Będę 

piła z sokiem. Majce wszystko jedno, co Ŝłopie. Obie jesteśmy w podłym nastroju.

 

W pubie pustawo, ciemnawo, głośno i śmierdzi papierosami. Ceglaste, wysokie 

ś

ciany, metalowe wykończenia, gołe Ŝarówki, kable puszczone luzem, muzyka 

techno, srebrzysta kula u sufitu.

 

Naprzeciw nas stoi długowłosy chłopak. Wpatrzony w podłogę nie rusza się od 

dobrych paru minut. Stolik dalej siedzą dwie dziewczyny. Jedna ma na głowie masę 
warkoczyków

 

59

 

omotanych chustką, druga spodnie biodrówki, spod których widać czarne tanga i 
ponad połowę pośladków.

 

- śycie jest do dupy - mówi naraz Majka.
Podpala. Rzadko, bo rzadko, ale jednak.

• 

Co ty moŜesz o tym wiedzieć... Masz mamę, nie masz

background image

AIDS, młodszego rodzeństwa ani brzucha. Nie musisz prać,
gotować... Myśleć o wszystkim...

• 

Nie chrzań. - Strzepuje popiół obok popielniczki i sięga

po szklankę.

• 

To juŜ lepiej się zamknij.

 

Majka pije drugie piwo, ja się męczę z pierwszym. Raz juŜ mi się odbiło, chce mi 

się siku, powieki same opadają. A jaki szum w głowie! Najchętniej bym ją połoŜyła 
na stoliku. ChociaŜ na minutkę.

• 

Wielbiciel do mnie... - mamrocze.

• 

Co? - krzyczę. Muzyka jest fajna, tyle Ŝe głośna.

 

• 

Dzwonił wczoraj!

-No?

• 

Codziennie dzwoni. Chce się spotkać.

 

• 

No? - Usta mam jak nie swoje. To i tak cud, Ŝe mogę tyle

mówić.

• 

Spotkam się. A co mi tam. - Wzrusza ramionami i zapala

kolejnego papierosa. - Sukinsyn nigdy nie zadzwoni.

• 

Klawesyn.

• 

Co? Co ty bredzisz? - Patrzy na mnie uwaŜnie i raptem

wybucha śmiechem. - Oleńka upiła się piwem z soczkiem.

 

-No.

 

Gdy odsunę popielniczkę i swoją szklankę, akurat robi się tyle miejsca, Ŝe mogę 

połoŜyć plecak (w roli poduszki), a na nim głowę. Ooo! Jak wspaniale!

 

Kątem oka widzę wielkie metalowe śmigło, które powoli, bardzo powoli kręci się 

u sufitu w przyległej salce. Napływają kolejni ludzie.

 

Naraz ręka Majki wystrzeliwuje w górę.

 

- Hej! Tu jesteśmy!

 

Przymykam oczy. śeby jeszcze przestało szumieć.

 

- Cii...

 

60

 

- Tu jesteśmy! - wydziera się Majka. - Hej - mówi, na szczę

ś

cie juŜ znacznie ciszej.

 

Znajomy zapach.

 

Unoszę jedną powiekę.

 

Mateusz. Patrzący na mnie jak sroka w kość.

• 

Co jest?

• 

Spiła się piwkiem dla dzieci - chichocze Majka.

• 

No - potwierdzam.

 

Mateusz nadal patrzy na mnie uwaŜnie.

• 

Olka, zaprowadzę cię do domu - mówi stanowczo.

• 

Sama pójdę.

 

Wstaję. Zajmuje mi to tyle czasu, Ŝe Majka zdąŜyła zebrać nasze rzeczy i zapłacić. 

Idziemy w stronę wyjścia. Trzeba jeszcze wdrapać się po wąskich schodach. Uda mi 
się, jeśli będę mocno trzymała się drewnianej poręczy zakończonej wielką dłonią z 
rozcapierzonymi palcami.

 

Mam coraz słabsze nogi i coraz cięŜsze powieki.

 

Na zewnątrz Majka i Mateusz opatulają mnie polarem. Coś tam szepczą.

 

- Idę do siebie. Mateusz cię odprowadzi. Będzie dobrze. -

Majka cmoka mnie w policzek.

 

-No.

 

Do domu? To przecieŜ strasznie daleko... Nigdy tam nie dojdę. Mateusz jedną 

ręką mnie trzyma, drugą wyciąga komórkę i dzwoni po taksówkę. Jedziemy. Przed 

background image

domem szukamy w moim plecaku kluczy. Mateusz otwiera bramkę. Dwanaście 
duŜych kroków. Moich chwiejnych jest dwa razy tyle. Drzwi. Tak jak stoję, padam na 
kanapę.

 

- Ja tylko na chwilę - mruczę w poduszkę. - Tylko zamknę

oczy.

 

Pochyla się nade mną. Bierze mnie na ręce i wspina się po schodach.

 

Znajomy zapach.

 

Wchodzimy do córusiowego. Kładzie mnie na tapczanie. Czuję, jak ściąga mi 

adidasy, przykrywa kocem.

 

Zwijam się w kłębek.

 

- Miłych snów... - słyszę gdzieś nad uchem.

 

61

 

-Mhm.

 

- Hej - przesuwa dłonią po moim policzku - raczej pijaj

sam sok, co?

 

-No.

 

- Spij - powtarza. - Zatrzasnę drzwi za sobą. Odezwę się

niedługo. Hej.

 

Nic nie odpowiadam.

 

Ale całym sercem uśmiecham się do niego.

 

A na policzku nadal czuję ciepło jego palców.

• 

Co on sobie o mnie pomyśli! - zawodzę w słuchawkę. -

No?

• 

ś

e masz słabą głowę. - Majka nie ma juŜ do mnie cierpli

wości. Rozmawiamy tak ponad dwadzieścia minut, a jest po
północy. - Powiedz lepiej, co ojciec na widok pijanej córki.

• 

Powiedziałam, Ŝe znowu boli mnie głowa. Ale jak to wy

gląda! Spiłam się! Co on sobie pomyśli! - zawodzę na nowo.

• 

MoŜe w ogóle o tobie nie myśli?! - huczy wściekła. - Nic

się nie stało. Rozumiesz? No, chyba Ŝe... - nagle zaczyna chi
chotać jak wariatka.

 

-Co?

• 

Chyba Ŝe... - znów nie kończy.

• 

Mów.

• 

Chyba, Ŝe składałaś mu niemoralne propozycje. Wiesz,

jak to się mówi. Kobieta pijana...

• 

Idiotka! Idiotka!

• 

ś

artowałam. A teraz daj spać. Hej.

 

- Hej - mówię smętnie i rozłączam się.
Głupie Ŝarty jedynej przyjaciółki.

 

trzeciego, wtorek

 

Porozmawiajmy, Oluś - proponuje tata, stając w drzwiach kuchni.

 

• 

Co? - pytam nieprzytomnie. Cały czas myślę o Mateuszu

i o tym, co on myśli o mnie.

• 

Chcę porozmawiać.

• 

MoŜe tutaj, co?

background image

 

Gary, brudne talerze ze śniadania (jajecznica ze szczypiorkiem), ja w fartuchu, a 

przede mną koszyk z ziemniakami. Robię obiad na jutro. Zupa jarzynowa, ziemniaki i 
jakieś bry-zole. Według ściągawki na etykiecie wystarczy je podsmaŜyć.

 

- Zbieraj się. Wychodzimy.

 

Bardzo chętnie. Mam dość czterech ścian, bałaganu i niewesołych myśli.

 

Szymek jest u swojego szczerbatego kolegi Kacpra, Kuka na zbiórce.

 

Jestem gotowa w pięć minut.

 

Tata prowadzi mnie do chińskiej knajpki niedaleko Czarno wiejskiej.

 

Na stoliku płonie lampka oliwna, klientów mało, przyciszona oryginalna muzyka. 

Zamawiamy zupy słodko-kwaśne, kaczki po pekińsku, jedną porcję białego ryŜu i 
surówki z kiełków.

• 

Jak tam, Oleńko?

• 

Smutno.

 

- Wiem, ale musimy sobie poradzić. Będzie lepiej.
Nieprawda! JuŜ zawsze będzie smutno.
Mieszam łyŜką w zupie. AleŜ tu pływa róŜności!

• 

Oleńko, biorę jeszcze jeden etat. Ubezpieczenia samocho

dowe. Będzie więcej pieniędzy, ale...

• 

Ale nie będzie cię w domu.

• 

To najwcześniej za miesiąc.

 

Nie bardzo potrafię te wiadomości przełoŜyć na nasze codzienne Ŝycie. Więcej 

pieniędzy to dobrze, bo ostatnio ojciec daje mi coraz mniej na zakupy i strasznie się 
rzuca, gdy któreś z nas zgłasza, Ŝe potrzebuje nową bluzę, spodnie, skarpetki, zeszyty 
czy pióro i kredki.

 

Parę dni temu robiłam porządki w szafie. Okazało się, Ŝe Szymek wyrósł z 

wiosennych półbutów, kurtka Kuki nadaje się tylko do wyrzucenia, a moje dŜinsy są 
przetarte na kolanach.

 

 

 

62

 

63

 

Nie będzie go w domu?

 

Gdy jest i tak siedzi przed telewizorem. W soboty robi zakupy w Tesco i 

niedokładnie odkurza. To wszystko.

• 

Poradzimy sobie - mówię, bo coś powiedzieć trzeba. Tata

wyraźnie na to czeka.

• 

Mądra córeczka!

 

Przed nami talerze z kaczką.

• 

Aha, dzwoniła do mnie pani... pani Chlebek.

• 

Bochenek. Po co?

• 

Rezygnuje. Nie opłaca jej się u nas sprzątać.

 

A ciotka, gdy się dowiedziała, ile u nas robi i za ile, powiedziała, Ŝe pani 

Bochenek ma jak w niebie!

• 

Co będzie?

• 

Musicie radzić sobie z Kasią razem. Potem kogoś znaj

dziemy.

 

Radzić sobie z Kasią? PrzecieŜ ona nawet palcem nie kiwa i nie kiwnie.

• 

Tato, to się nie da.

• 

Mamy kłopoty finansowe.

 

Kaczka staje mi w gardle. Ile za nią zapłacimy? A ile by było za to wędliny? 

Sałatki kukurydzianej z Unimarketu, na widok której Szymek zawsze się ślini? 
Owoców dla Ku-kuśki?

 

- Wezmę chyba piwko.

background image

 

Nie rozumiem! Jednym tchem mówi, Ŝe mamy oszczędzać i Ŝe piwko?

 

- Wracajmy, juŜ późno - proponuję.

 

JuŜ nie podoba mi się muzyka, ceglaste ściany, drewniane stoły i bladobłękitne 

talerze. Odkładam pałeczki.

• 

Czemu nie jesz?

• 

Wracajmy - powtarzam.

 

- Olka, nie popisuj się. Zjadaj.
Jem, bo muszę.

• 

Szymek zaraz wróci i będzie głodny - mówię, kiedy tale

rze są juŜ puste. Siedzimy w części dla palących i ojciec rozko
szuje się papierosem.

• 

Aaa, dobrze, Ŝe mi przypomniałaś. - Przerzuca czerwo-

 

I  64

 

no-złote menu, a potem idzie do salki obok. Widzę, jak rozmawia z kelnerką w 
czerwonej jedwabnej bluzce. - Co to za mina? - pyta po chwili, gdy juŜ siedzi przy 
naszym stoliku. -Chodzi o tę panią Bochonek?

• 

Bochenek - poprawiam odruchowo.

• 

Będzie dobrze. Tylko na razie musimy ostroŜniej wyda

wać pieniądze.

 

Cały tata!

 

Wracamy do domu biegiem, bo ojciec niesie pieroŜki dla Kasi, a dla Szymka 

kurczaka i ryŜ.

 

Nawet nie chcę myśleć, ile to wszystko kosztowało.

 

Kuka zjada pierogi i mówi, Ŝe paskudne, Szymek nic nie mówi, tylko zajada, aŜ 

mu się uszy trzęsą. MroŜonki i pizze to nie jest najlepsza karma dla siedmiolatka.

• 

Chcę jeszcze kanapkę - mówi szczerbul po chwili.

• 

Pękniesz. A lekcje zrobiłeś? - pytam.

• 

Pewnie... Jeszcze tylko szlaczek w matmie i pokolorować

w zeszycie do religii.

 

• 

Rób szlaczek. Religii jutro nie masz?

-Nie.

• 

To ją sobie dzisiaj daruj.

 

Kolację mam juŜ z głowy, więc kończę przygotowanie obiadu na jutro. Lekcje 

zrobiłam. Potem szybka kąpiel i kładę się do łóŜka z ksiąŜką. To Szymborska.

 

Rany! Jak dawno tego nie robiłam!

 

Ź

le mi się dziś czyta.

 

Myślę o tacie, o tym, Ŝe Mateusz nie dał znaku Ŝycia, Ŝe nie dam sobie rady ze 

szkołą i z domem. Nawet jeśli Kuka ma mi pomóc.

 

Kukuśka juŜ śpi. Prosiłam, Ŝeby posprzątała w kuchni. WłoŜyła naczynia, garnki, 

sztućce do zlewu. Aha, jeszcze przetarła stół i blaty szafek.

 

Napracowała się dziewczyna, nie ma co.

 

Odkładam ksiąŜkę na dywan i gaszę lampkę.

 

Zamykam oczy i myślę o Mateuszu.

 

Czemu nie dzwoni?

 

Czemu nie przychodzi?

 

l  65

 

MoŜe Majka ma rację? W pubie nic się nie stało. Zwykła rzecz.

 

A kiedy juŜ prawie zasypiam, przychodzi zaspany Szymek. Coś mruczy o 

duchach i pokemonach. Zanim zdąŜę mu wytłumaczyć, Ŝe to tylko sen, włazi pod 
kołdrę, przytula się do mnie i zasypia.

 

Wsłuchana w jego miarowy oddech teŜ zasypiam.

background image

 

Ś

ni mi się Mateusz.

 

czwartego, środa

 

Za nami historia sztuki, biologia (znowu było o płaziń-cach i obleńcach!) i 

matematyka. Przed nami dwie godziny polskiego i fizyka. Środa to najtrudniejszy 
dzień tygodnia. Przerwa zaraz się skończy. Siedzimy na murku przy sklepie. To 
dosyć daleko od szkoły, więc palacze czują się tu swobodnie.

• 

Oj, zgódź się! - prosi Majka i wydmuchuje dym.

• 

Nie wkurzaj mnie! Jak sobie to wyobraŜasz?

• 

Normalnie. Jutro po szkole idziesz do mnie, nocujesz,

a rano razem do budy. - Zaciąga się.

• 

Wracajmy, co? - Kulę się i chowam zgrabiałe dłonie w rę

kawy bluzy.

• 

Oj, zaraz. Czujesz wiosnę?

 

Wiosna. Trzeba kupić buty dla Szymka, kurtkę dla Kuki, pomyśleć o zgrabieniu 

liści z trawnika. Umyć okna. ZbliŜają się święta.

• 

Idę. - Zeskakuję z murku.

Majka gasi papierosa.

• 

Starych nie ma, chata wolna. Będzie zarąbiście.

Kiwam głową. Kiedyś bardzo lubiłam nocować u Majki. Pół

 

nocy gadałyśmy i było rzeczywiście zarąbiście, choć wtedy mówiło się „super".

 

Ale kiedyś to było kiedyś.

 

Teraz jest inaczej.

 

- Nie da się.

 

66

 

• 

Co się nie da? Nawet słuŜąca miewała wychodne!

• 

Odpuść sobie te gadki!

• 

A Kuka? Co? Nie ma rąk? Zrób kanapki do lodówki, na-

gotuj garnek zupy. Olka, tobie teŜ naleŜy się odpoczynek.

 

Tak.

 

- Poradzą sobie.
Nie.

 

- Przez ten czas świat się nie zawali, a oni zobaczą, ile dla

nich robisz.

 

O tym nie pomyślałam.

 

- Dobra.

 

piątego, czwartek

 

Za radą Majki nagotowałam na dwa dni (dwie mroŜone zupy do garnka zamiast 

jednej). Kuka niech odgrzewa łopatkę, którą upiekła Malwinka.

 

Szymek był niepocieszony, więc obiecałam, Ŝe w sobotę pójdziemy z hulajnogą 

do parku (dostał dwa dni temu od taty, ot tak, po prostu).

 

Rano do plecaka pakuję majtki, szczotkę do zębów, grzebień, dezodorant i 

wychodzę. Dziś Kukuśka prowadzi szczer-bulca do szkoły.

 

Siedzimy w klasie i czekamy na polonistkę. Coś zatrzymało ją u dyrektora. Plotka 

głosi, Ŝe to ciągle sprawa narkomanów z klasy, w której jest wychowawczynią.

• 

Zmieniłaś zdanie? - pyta Majka.

• 

Mhm. Teraz dawaj angielski.

background image

 

Wyciągam z plecaka zeszyt i ksiąŜkę. Pióro znowu gdzieś diabli wzięli. 

Powinnam jeszcze mieć długopis. Naraz, na wysokości kolan, słyszę przeciągły 
gwizd.

 

- No, no, a co my tu mamy? Całkiem niezłe.

 

To Robert. JuŜ nie klęczy. W dwóch palcach trzyma moje figi. Kolesie w klasie 

ryczą.

• 

Czyje to cudo? - Robert chodzi z nimi wzdłuŜ ławek.

• 

Dawaj - mówię półgłosem.

 

67

 

- Cudo? - krzywi się Gośka. - Gdzieś ty się uchował? Cuda

są koronkowe i jest ich znacznie mniej.

 

- A znaleźne? - Staje obok mnie.
Patrzę błagalnie na Majkę.

 

- Oddawaj, co nie twoje, i przestań się wygłupiać - mówi

ostro.

 

Robert uparcie wpatruje się we mnie. Majki nie słyszy. Po wyrazie jego oczu 

jestem pewna, Ŝe ma kosmate myśli.

 

Kolesie rechoczą, jakby nigdy majtek nie widzieli. Dziewczyny szepczą. DuŜo 

wysiłku mnie kosztuje, Ŝeby nie zapaść się pod ziemię.

 

- Znaleźne - przypomina i delikatnie kołysze figami przed

moim nosem.

 

Nagle ten sprośny kretyn przytula swoją wstrętną gębę do moich ulubionych 

majtek! Czuję ogromną złość. A to bydlak!

• 

Co chcesz?

• 

Co? Coś tylko twojego, intymnego - mówi rozmarzonym

głosem i mruga do kolesiów.

 

Wiem, co myślą. Nieśmiała i ciapowata Ola zaraz spłonie ze wstydu.

• 

Coś bardzo intymnego? - pytam podobnym tonem.

• 

Jak najbardziej.

 

- Z ręki do ręki?
-Mhm.

 

Sięgam do torby. Muszę tylko wymacać boczną kieszeń. Jest. Trzymam w niej 

podpaski. Zawsze noszę na wszelki wypadek.

 

OK. Bawmy się dalej. Zwijam podpaskę i w zaciśniętej dłoni wciskam ją w 

spocone łapsko Roberta. Jednocześnie drugą zabieram majtki.

• 

No, co my tu mamy? - woła Robert i otwiera dłoń.

Rechot kolesiów wynagradza mi wszystko.

• 

Ze skrzydełkami. Coś jak najbardziej intymnego.

Podchodzę do kosza w kącie i ostentacyjnie wrzucam do

 

niego figi.

 

Kolesie klaszczą i gwiŜdŜą.

 

Zwycięstwo w majtkowej bitwie naleŜy do mnie.

 

68

 

JuŜ po lekcjach. Figowa potyczka i sprawdzian z anglika całkowicie mnie 

nadwątliły.

 

Wędrujemy po „Oczku" i kupujemy rzeczy na kolację. W plecakach mamy juŜ 

kasety z wypoŜyczalni. Same romanse.

• 

Wcale nie byłaś do siebie podobna - powtarza któryś raz

z rzędu Majka. - Ale miał minę! - chichocze.

• 

Nawet sobie nie wyobraŜasz, ile mnie to kosztowało ner

background image

wów.

• 

Warto było.

• 

Czyja wiem? - Wrzucam do koszyka pumpernikiel i tub

kę pasty kawiorowej. - Straciłam majtasy.

• 

I podpaskę - dodaje Majka i chichoczemy jak wariatki.

• 

Ze skrzydełkami.

 

Brzuch mnie boli. Dawno tak się nie śmiałam.

• 

A widziałaś, jak Maciek patrzył na ciebie?

• 

Wszyscy patrzyli.

 

- Ale on patrzył szczególnie. On w ogóle patrzy na ciebie.
Mnie teŜ tak się wydaje. Ale chudy, wiecznie rozczochrany

 

Maciek jest całkowicie nie w moim typie.

 

Odkąd poznałam Mateusza, przestałam zwracać uwagę na innych chłopaków.

 

A przecieŜ jeszcze nie tak dawno moje kolana stawały się miękkie na widok tego 

wysokiego blondyna z sąsiedniej ulicy. Jego kitka i brązowe oczy śniły mi się 
dwukrotnie. Podobał teŜ mi się ciemny chłopak, o nieco skośnych oczach, którego 
kilkakrotnie widziałam w autobusie 139.

• 

Mam ochotę na coś słodkiego - mówię, Ŝeby zmienić temat.

• 

Weźmiemy ciacha.

 

Po siedemnastej jesteśmy juŜ u Majki. Robimy sałatkę z kukurydzy, szynki, 

ogórków i majonezu, na talerz wykładamy ciastka, stawiamy soki i wino z barku 
rodziców, i zaczynamy oglądanie.

 

Na stoliku leŜą przygotowane chusteczki. Majka zawsze ślimaczy się podczas 

romansideł.

 

Ciekawe, co tam w domu.

 

- Zaraz wracam! - Podrywam się i biegnę do telefonu.

 

69

 

- Miałaś sobie zrobić emocjonalny luz. - Idzie za mną. -

A zastanawiasz się, czy Szymek umył uszy, a Kuka wyrzuciła
ś

mieci.

 

Dzwonię.

• 

Proszę? - woła zdyszanym głosem Kukuśka.

-To ja. I jak?

• 

Radzimy sobie - sapie.

• 

Szymek juŜ jest?

-Mhm.

• 

Co robisz? Meble przesuwasz?

• 

Tak jakby. Coś jeszcze?

• 

Nie. Zadzwonię później. Cześć.

• 

Cześć.

 

- Mówiłam - wzdycha. - Jak będą czegoś chcieli, to za

dzwonią. No, wracamy do pokoju.

 

Do trzeciej w nocy oglądamy perypetie miłosne, jemy, pijemy. Majka przynosi z 

barku jeszcze jakieś wino i tak je sączymy aŜ do ostatniej kropelki.

 

Majka wysmarkuje dwie paczki chusteczek. Mnie tylko raz zrobiło się wilgotno 

pod powiekami, gdy Stan obładowany róŜami płynął gondolą na spotkanie z Ann.

 

szóstego, piątek

 

Budzę się nieprzytomna, ale jestem znacznie spokojniejsza niŜ zwykle. Do szkoły 

wędrujemy w wyśmienitych humorach (ja we wczorajszych majtkach). Zadania 
przepiszemy od Maćka.

background image

 

Cały dzień nie opuszcza mnie pogodny nastrój.

 

ChociaŜ nie.

 

Nie cały.

 

Około szesnastej jestem w domu.

 

I dowiaduję się, Ŝe Kuka przeprowadziła się do pokoju Mamy.

 

Malwinka patrzy na mnie z troską.

 

- Oleńko, to dobrze. Stał pusty, wy się gniotłyście. W czym problem?

 

70

 

Nie potrafię ująć w słowa tego, co czuję.

• 

Powinna ze mną porozmawiać!

• 

Ale cię nie było! Rozmawiała z tatą. Masz pokój dla sie

bie. Dom niby duŜy, a jakiś taki nieustawny.

 

Malwinka mnie nie zrozumie.

 

Zadzwoniłam do niej w przypływie rozpaczy. Nie mówiłam, o co chodzi, ale 

widocznie wyczuła coś w moim głosie. Przyjechała prawie od razu. Sprawnie umyła 
naczynia, nastawiła zupę jarzynową, wyrzuciła zapleśniałe jabłka z koszyka, włączyła 
kolorowe pranie, a teraz ze mną rozmawia. Jednocześnie porządkuje ubrania w szafie 
Szymka.

• 

Tak się nie robi - bronię swego zdania.

• 

Oj, przestań! Właśnie tak się robi! Co? Matki pokój na

wieczną pamiątkę? Wy Ŝyjecie! śyjecie - powtarza dobitnie i ma
cha spodniami, aŜ furkoczą. - Macie układać swoje Ŝycie. A pa
mięć o matce ma się nijak do jej pokoju. I powiem ci coś jesz
cze. Pasuje do tego, o czym tu rozmawiamy. Mówiłam Waldko-
wi, Ŝeby was przestał ciągać co tydzień na cmentarz.

• 

Malwinko!

• 

Co Malwinko, Malwinko?! Wiem, co mówię. I słuchaj mnie

uwaŜnie, a nie łap za słówka. Musicie nauczyć się zapominać.
Macie Ŝyć, a nie rozpamiętywać! Rozumiesz?

 

-Nie!

 

- Zrozumiesz, jak będziesz miała moje lata. Dobrze, zoba

czymy co z zupą i wracam. Muszę odmieszkać czynsz.

 

Malwinka idzie. Jestem rozŜalona na nią, na ojca, a przede wszystkim na 

gruboskórną Kukę.

 

Chodzę po pustym domu (Kuka poszła po coś do sklepu, Szymek jest u Kacpra). 

W duŜym pokoju biurko i fotel z Mamy pokoju. Pewnie Kuce nie pasowały, więc tata 
tu przepchnął. Postoją chwilę, a potem ojciec wyniesie je do piwnicy.

 

O, nie! Przeciągam fotel do swojego pokoju. Będzie stał tam, gdzie stało biurko 

Kuki. Co z biureczkiem Mamy? JuŜ wiem. Przesuwam kanapę i ustawiam je między 
nią a oknem. Nawet nieźle.

 

Zziajana padam na dywan. A to hiena z tej Kuki! A na pogrzebie najgłośniej 

ryczała!

 

71

 

Wstaję i idę do nie-pokoju Mamy.

 

To juŜ zdecydowanie pokój Kuki. Jej biurko, pudła, jej ukochana, idiotyczna 

pościel w baranki. Na półkach słonie, dur-nostojki, na ścianie plakat Britney Spears.

 

Zaglądam do szafy. Nie ma ubrań Mamy, są ubrania jej młodszej córki. Tak samo 

w szufladach komódki. Szybko się Kuka uwinęła. Tylko gdzie są rzeczy Mamy?

 

Ktoś staje obok mnie.

 

Szymek.

background image

• 

Aleś mnie przestraszył!

• 

JuŜ nigdy nie pójdę do Kacpra. Jest głupi! - krzyczy.

Powtarza tak po kaŜdej wizycie. Potem zapomina i po

 

dwóch dniach znowu nie mogą Ŝyć bez siebie.

 

- On to samo mówi o tobie - krzywię się. - To po co łazisz

do niego?

 

Wzrusza ramionami.

 

- Masz teraz cały pokój dla siebie - zręcznie zmienia te

mat.

 

-Mhm.

 

- Jakbyś chciała... to... bo pomyślałem, Ŝe mógłbym wpro

wadzić się do ciebie. Pewnie teraz będziesz się bała sama spać.

 

Patrzę uwaŜnie na szczerbulca. Ostatnio (Ŝeby tylko nie zapeszyć) nie sika do łóŜka. 
Za to boi się w nocy.

 

- Serio? Mógłbyś?

 

Z całą powagą kiwa głową. Wygląda jak strach na wróble. Jutro nieodwołalnie 

idzie do fryzjera.

• 

Nie ma sprawy - mówi nonszalancko i pociąga nosem.

• 

Przenosimy twoją pościel?

• 

JuŜ przeniosłem - uśmiecha się szeroko.

 

- Zamienił stryjek Kukuśkę na Szymka - mruczę.
Zgrzyta klucz. Kuka. Rozradowana. Przed sobą trzyma

 

wielką donicę z zielonym chabaziem. Roślina ma drobne, błyszczące listki i 
jasnobrązowe łodyŜki zaplecione w warkoczyk.

 

- Co to za drzewo? - śmieje się Szymek wychylony przez

poręcz.

 

72

 

- Fikus beniamina - odpowiada Młoda i idzie ostroŜnie po

schodach do nie-pokoju Mamy.

 

Stawia donicę na podłodze, tuŜ obok biurka.

• 

Skąd to masz? - pytam.

• 

Kupiłam.

• 

A skąd miałaś pieniądze?

 

Kuka wzrusza ramionami. Z waŜną miną przestawia doniczkę pięć centymetrów 

w prawo, a potem w lewo.

• 

Skąd miałaś pieniądze? - powtarzam.

• 

Oj, no, poŜyczyłam...

• 

Od kogo?

• 

Wzięłam tylko trochę. Z tych za jakiś tam rachunek. Tata

zostawił, Ŝeby zapłacić. Między biurkiem a oknem urządzę
sobie zielony kącik. Kupię jeszcze inne rośliny i jakieś super
doniczki. I ratanowy fotel.

 

Z trudem hamuję się, Ŝeby nie rozwalić jej głowy tym plecionym beniaminem. To 

ja biegam dwie ulice dalej po masło, bo jest tańsze o trzydzieści groszy od tego w 
Unimarkecie, co wieczór wysłuchuję od ojca, Ŝe mamy Ŝyć oszczędnie, nie mam forsy 
na nowy stanik (stare są juŜ do niczego), kupuję tańsze podpaski, a tu smarkula mi 
wyjeŜdŜa z historiami o zielonym kątku!

• 

Nie waŜ się więcej brać nie swoich pieniędzy - mówię

głucho.

• 

PrzecieŜ oddam.

• 

Tak? Z czego?

 

Kuka wzrusza ramionami. Ten zwykły gest, tak przecieŜ częsty w naszej rodzinie, 

background image

tym razem doprowadza mnie do szału. Trzaskam donicą o podłogę. Grudki ziemi leŜą 
dosłownie wszędzie. Posypało się teŜ trochę listków.

 

Kuka ma bladą twarz.

 

Szymek oczy jak spodki.

• 

Ty wariatko! - piszczy Kuka. - Idiotko!

• 

Zamknij się!

• 

Ciebie trzeba leczyć - piszczy nadal, a przestraszony Szy

mek patrzy raz na nią, raz na mnie.

 

BoŜe, co ja zrobiłam!

 

73

 

Karczemna awantura o głupi kwiatek.

 

Schylam się po niego. Wygląda nawet nieźle. Chyba nie stało mu się nic 

powaŜnego. Gorzej z parkietem. Kilka rys i dwa większe zadrapania.

• 

Wiem, czemu się wściekasz! - mówi naraz Młoda.

• 

To dobrze. - Podnoszę się z kolan.

• 

Jesteś zazdrosna, bo to ja zajęłam pokój Mamy.

• 

Szymek! Idź do sklepu i kup sobie coś! - Podaję Małemu

garść pieniędzy, które wyjmuję z kieszeni spodni.

 

Szczerbul zdecydowanie kręci głową.

• 

Nie, zostaję.

• 

I słusznie - prycha Kuka. - JuŜ jesteś na tyle duŜy, Ŝe

moŜesz brać udział w Ŝyciu rodzinnym. I co, zazdrośnico? śal
ci pokoju? A tata powiedział, Ŝe kupi mi nowe zasłony. Co ty
na to?

 

Zabiję ją! Tu i teraz! Wredna małpa! Wredna.

• 

Nic nie rozumiesz - ledwo mówię ze zdenerwowania.

• 

To mnie oświeć. Aha, w pralni są dwa wielkie worki z Ma

my ubraniami. Weź, co chcesz, bo resztę wynoszę do kościoła,
dla biednych.

 

Nie wytrzymuję. Porywam beniamina i rozrywam go na strzępy. Fruwają liście, 

plecione gałązki są juŜ połamane.

• 

Olka! - krzyczy prosząco Szymek.

• 

Olka! - ryczy Kukuśka i szarpie mną.

 

Nie zastanawiając się wiele, uderzam ją przez plecy resztką chabazia. Czuję 

straszliwą złość.

 

Nienawidzę Kuki. Nienawidzę! To zła, perfidna smarkula.

 

Ale córka mojej Mamy.

 

Upuszczam beniamina. Najchętniej bym ich tu wszystkich zostawiła i gdzieś 

pojechała. Siadam na podłodze, plecami oparta o ścianę. Spuszczam głowę i 
przymykam powieki.

• 

Powiem tacie! Powiem mu wszystko! - piszczy Kuka.

• 

Nie wolno donosić - odzywa się Mały. - Tak mówiła Mama.

• 

Zamknij się! - wrzeszczy Kuka. - Jesteś głupek. Nic nie

rozumiesz.

• 

Rozumiem! Rozumiem. To ty jesteś głupek. I Olka teŜ!

Wy nic nie rozumiecie.

 

74

 

• 

Co ten smarkul plecie?

• 

My jesteśmy rodzina. Rodzina! Takie trzy w jednym! -

drze się histerycznie. - Takie cztery w jednym!

 

Przypadam do niego i przytulam z całej siły. Dygoce, kołnierzyk bluzki zalewa mi 

background image

katarem. Kołyszę nim i szepczę: „cii, cii, juŜ dobrze".

 

Nie zauwaŜamy, kiedy ojciec staje w drzwiach pokoju.

 

- Co to za wrzaski? Słychać was na ulicy! - Z trudem ha

muje wściekłość. - Co tu się dzieje? Olka! Kaśka! Cholera,
człowiek wraca do domu i co...

 

Wzruszam ramionami.

• 

Doniczka spadła - mówi naraz Szymek i patrzy na Kukę.

• 

To moŜe posprzątajcie, co? Nie stójcie tak! Jest jakiś obiad?

- pyta juŜ spokojniej.

• 

Zaraz podgrzeję - odpowiadam i schodzę do kuchni. Niech

Kuka sama sobie radzi z beniaminem.

 

Rodzina, ach, rodzina.

• 

Halo, Ola, przepraszam, Ŝe tak późno, ale coś mi przyszło

do głowy - Malwinka mówi szybko, to znaczy, Ŝe jest zdener
wowana.

• 

Jeszcze nie śpię, nic się nie dzieje.

• 

Zamordowałaś juŜ Kaśkę?

• 

Najpierw musiałam zrobić kolację i posprzątać.

• 

Posłuchaj, Oleńko. Rozumiem cię. Naprawdę. Ale... zro

zum teŜ Kaśkę. Ona jest... no wiesz...

• 

Wiem. Nienormalna.

• 

To jeszcze dziecko.

• 

To małpa! Wredna małpa! - wybucham.

• 

Olka!

• 

Małpa!

• 

Ta małpa to twoja siostra! - traci cierpliwość - To nie jest

twój wróg. Córka twojej mamy i twojego taty! Zastanawiałaś
się, czemu Kaśka tak się zachowuje? A ty, co? Święta? - Roz
łącza się.

 

75

 

siódmego, sobota

 

Szymek pamięta, Ŝe obiecałam mu wyjście do parku i od samego rana zamęcza 

mnie. A wstał parę minut po siódmej.

 

- Jak chcesz iść z takim katarem? Kaszlesz. Zgrzejesz się.

Zaraz dostaniesz lekarstwa - tłumaczę jak komu mądremu.

 

JuŜ jest pora obiadu, a my ciągle wałkujemy ten sam temat.

• 

Obiecałaś. - Kicha.

• 

Ale to chyba zrozumiałe, Ŝe mówiłam o zdrowym dziec

ku! - krzyczę. Jestem zła, bo chciałam się dziś wyspać, a Mały
juŜ o ósmej do mnie szeptał. - MoŜe potem pójdziemy do Uni-
marketu - poddaję się. - Kupię ci coś. - Mrugam do niego.

• 

Bez łaski!

 

ObraŜa się i idzie do siebie. Siadam do lekcji. W poniedziałek test z angielskiego. 

Dla mnie to być albo nie być.

 

Małpa Kukuśka ostatnio dostała napadów uczenia się. W domu nawet palcem nie 

ruszy. Przestała chodzić po zakupy. Jemy to, co przytaszczę.

 

W zeszłym tygodniu powiedziałam o tym tacie. Wysłuchał i poszedł porozmawiać 

z Kuka. A jak porozmawiał, to mi oznajmił, Ŝe Kasia musi ponadrabiać zaległości, Ŝe 

background image

jako mądra dziewczynka wzięła się do nauki, Ŝe muszę jeszcze trochę obyć się bez 
pomocy siostry, ale sama rozumiem. Niedługo gimnazjum, ble, ble, ble... Szkoła 
rzecz najwaŜniejsza.

 

To, Ŝe ja teŜ mam zaległości, tacie jakoś umknęło.

 

Patrzyłam na ojca i obiecywałam sobie solennie, Ŝe jak juŜ będę miała swoje 

dzieci, to na pewno będę traktowała je jednakowo.

 

Od ostatniej awantury z Kuka nie mogę się uspokoić. Kupiłam sobie butelkę 

neospasminy (tylko pięć pięćdziesiąt w aptece na rogu) i podpijam ją systematycznie.

 

Chyba pomaga, bo Kukuśki jeszcze nie udusiłam.

 

Za to w szkole sypią się złe oceny.

 

Przymykam oczy. Muszę się uspokoić. Muszę. Dla własnego dobra. Sięgam do 

szuflady biurka. Papiery, butelka zielonego atramentu i ciemna butelka. Dwa duŜe 
łyki.

 

76

 

Obok mnie staje Szymek.

 

- Chcesz mój pojazd?

 

Byłam z nim u fryzjera, więc wygląda po ludzku. Wyrósł. Wszystkie spodnie za 

krótkie. Jak ojciec dostanie wypłatę, od razu trzeba mu kupić ze dwie pary.

 

Od awantury z beniaminem unika Kuki, za to lgnie do mnie.

 

Dziwne, bo przecieŜ wtedy zachowywałam się jak wariatka.

• 

A muszę?

• 

Patrz, jaki fajny!

 

Na wyciągniętej dłoni niebiesko-Ŝółta rakieta. Z kołami, skrzydłami, najeŜona 

seledynowymi antenkami.

• 

Dawaj na biurko. I zmykaj. Muszę się uczyć. Lekcje odro

bione?

• 

Mhm. Jeszcze szlaczek w tym małym do kaligrafii.

• 

Przynieś. Tu zrobisz.

 

Idę do kuchni po sok. Przy stole Młoda. Robi kanapki. Dla siebie.

 

Nie rozmawiamy ze sobą. Tak było wczoraj i przedwczoraj. Tak będzie jutro i 

pojutrze. Zaglądam do lodówki. Wędliny nie ma, z sera został plasterek, masło 
właśnie Kukuśka kończy.

 

- Zrobisz zakupy? - pytam z przyzwyczajenia.

 

- Uczę się - odpowiada wyniośle.
No jasne, jak mogłam zapomnieć!

 

- Szymek, idę do sklepu. Idziesz? - krzyczę, wbijając się

w kurtkę i adidasy.

• 

Jestem chory - przypomina.

-OK.

• 

Kupisz mi marsa? - Podskakuje koło mnie.

• 

Jak mi pieniędzy wystarczy.

• 

Szymek, kup mi maślankę - mówi Kuka - i kefir.

• 

Nie idę - odpowiada Mały.

-Mhm.

 

Ostatnio tak się komunikujemy. Niby mówimy do Szymka, a tak naprawdę do 

siebie.

 

Wychodzę. W sklepie na szczęście pustki. Dwie wypchane reklamówki. 

Kosztowało to prawie siedemdziesiąt złotych.

 

77

 

W domu ryczy telewizor. Kukuśka na fotelu śpiewa z Bra-thankami.

• 

Co oglądasz? - drze się Szymek zbiegając z góry.

background image

• 

Jakiś koncert. Nie przeszkadzaj!

 

To ja przerywani kucie, a ona ma czas na telewizję?

• 

Kupiłeś maślankę?

• 

PrzecieŜ nie byłem w sklepie!

 

-

Przynieś, dobra? Czerwone korale, czerwone korale...

Wyjmuję półlitrowy kubek, odrywam folię i wylewam za
wartość do zlewu.

• 

Gdzie maślanka? - woła smarkul, wpadając do kuchni.

Bez słowa podaję mu kubek.

• 

Zanieś - mówię półgłosem. - Nie krzyw się. Nieś.

Posłusznie wraca do duŜego pokoju. Idę za nim niczym cień.

 

• 

Co to ma być? śarty sobie stroisz?! - wrzeszczy Kuka. -

Gdzie maślanka?

• 

W zlewie - odpowiadam spokojnie.

 

Ale to tylko udawany spokój. W środku wszystko we mnie kipi i buzuje. DłuŜej tu nie 
wytrzymam. Zrobię coś złego. Albo sobie, albo Kukuśce.

• 

Szymek, zajmij się czymś. Muszę wyjść - mówię roztrzę

sionym głosem. Wszystko leci mi z rąk. I klucze, i portfel.

• 

Kiedy wrócisz?

 

- Nie wiem. - Trzaskam drzwiami.
Byle dalej od domu, byle dalej.

 

Do Majki? Nie. Ona nie ma rodzeństwa, więc nigdy pewnych rzeczy nie 

zrozumie. Do ciotki? Do Malwinki? TeŜ nie. Od pewnego czasu ma same kłopoty. 
Choroby synów, siwawy narzeczony złamał nogę, ktoś jej okradł piwnicę.

 

Dochodzę do przystanku. Za mną ciemna bryła kościoła. Chodziliśmy do niego co 

niedziela. Ostatnio w kościele byłam w dniu pogrzebu.

 

Czemu właśnie moja Mama???

 

PrzecieŜ była młoda, zdrowa! Miała tyle rzeczy do zrobienia!

 

Czemu my?

 

78

 

Trójka dzieci i ojciec.

 

To niesprawiedliwe!

 

O proszę, tu na pobliskiej ławce siedzi dwóch obdartych i obrzyganych pijaków. 

Wyglądają jak zwierzęta. Czemu nie oni?

 

Czemu Mama?

 

Ksiądz mówił nad trumną, Ŝe taka wola BoŜa, Ŝe widocznie taki jest zamysł Pana 

Boga i nie nam, maluczkim, go oceniać. Bzdura! Gówno prawda!

 

Odwracam się na pięcie.

 

Idę na przystanek i wsiadam do jedynki. Jadę do Mamy. Pięć przystanków, potem 

parę minut pod górę w cieniu rozłoŜystych kasztanowców i jestem na cmentarzu 
Salwatorskim.

 

Główną aleją prosto, potem trzecią w prawo, drugą w prawo i dalej prosto. Po 

prawej stronie niewielki śmietnik, później ogromny czarny grobowiec z płaczącym 
aniołem i na końcu alejki ciemna płyta z napisem: „Alina... zginęła tragicznie".

 

Klękam, opierając dłonie na grobowcu. Zamykam oczy.

 

Mamo.

 

Mój świat przewrócił się do góry nogami. Czuję się tak, jakby ktoś zabrał mi moje 

dotychczasowe Ŝycie i moją rodzinę. W zamian dostałam puste Ŝycie kogoś, kto nie 
moŜe sobie z niczym poradzić, i wiecznie kłócących się bliskich.

 

Jak dalej Ŝyć? Wszyscy mówią, Ŝe będzie dobrze, Ŝe potrzeba nam trochę czasu... 

Ile to jest „trochę czasu"? Jak na razie jest tak, Ŝe nie mam ochoty wracać do domu!

 

Dlaczego najbliŜsi tak mnie denerwują?

background image

• 

Co robić? - szepczę bezgłośnie. - Jest koszmarnie... JuŜ

nie mam siły... Co robić?

• 

Nie tylko tobie jest trudno.

 

PrzeraŜona otwieram oczy. Obok mnie stara kobieta w zielonym płaszczu. 

Niebieskie, wyblakłe spojrzenie, siateczka zmarszczek na twarzy, zniszczone ręce. 
JuŜ wiem. Pompowa Staruszka.

• 

Proszę? - pytam głupio. Podnoszę się z klęczek.

• 

Obserwuję was juŜ dłuŜszy czas. Przychodzę tutaj do męŜa

i dwóch synów. - Wskazuje na pobliski grobowiec obsadzony
bukszpanem. - MąŜ zginął na wojnie, na Helu. Tu go przenio-

 

79

 

słam. Jeden z synów, ten starszy, wpadł pod samochód, drugi zamarzł w górach. 
Jestem sama na świecie jak ten palec. Wszystkich bliskich pochowałam... Jak mąŜ 
zginął, to Ŝyłam dla dzieci. Potem - szare oczy zachodzą łzami - umarł Antoś, Ŝyłam 
dla Tadzia... A jak zginął Tadzio, to.... - milknie.

• 

Czemu pani mi to mówi? - pytam.

• 

Czemu? - trzęsie głową - Ty dorosła jesteś, a twoje ro

dzeństwo to dzieci. DłuŜej byłaś z mamą. Im trudniej...

 

Akurat! Trudniej?! Hiena-Kuka juŜ mieszka w pokoju Mamy.

• 

Muszę iść. - Robię krok w tył.

• 

Masz dla kogo Ŝyć. Nie jesteś sama.

 

Właśnie, Ŝe jestem! Ojciec zapracowany, Szymek dziecinny, Kuka wredna.

 

- Myśl o mamie, dziecko, myśl. Ale nie zapominaj o rodzi

nie. - Podaje mi słoik. - Przyniesiesz wody? Pamiętaj, jest ta
tuś, siostrzyczka i braciszek. To promyczki twego Ŝycia.

 

dwudziestego pierwszego, sobota

 

Głupolowaty promyczek mojego Ŝycia budzi mnie o siódmej rano.

 

- Rany, co się dzieje?

 

Jestem całkowicie nieprzytomna, bo wczoraj do późna uczyłam się angielskiego, 

awanturowałam z drugim promyczkiem w osobie Kukuśki (nie chciała, smarkata, 
pomóc mi w domu, pomimo tego, Ŝe miała czas na oglądanie telewizji. „Ja się re-
laksuję, relaksuję!", wrzeszczała), a potem nie mogłam długo zasnąć.

 

W ogóle ostatnie dwa tygodnie były koszmarne.

 

Ś

więta Wielkanocne.

 

Ile mogłam, odsprzątałam. Upiekłam kurczaka, dwie babki droŜdŜowe. Były 

makowce od Mai winki, sernik od ciotki, pisanki, które zrobił Szymek, rzeŜucha 
wysiana przez Młodą. Tata nakupił wędlin, serów, sałatek, owoców tyle, Ŝe ledwo to 
wszystko zmieściło się w lodówce.

 

80

 

I było bardzo smutno.

 

KaŜdy kaŜdemu schodził z drogi. Odwiedziliśmy dwa razy Mamę, Malwinkę i 

ciotkę. Wszystko po to, by nie siedzieć w domu. Ojciec nawet grabił liście w 
ogródku.

 

- Mieliśmy iść z hulajnogą - szepcze Mały. - JuŜ nie kaszlę

i nie mam kataru.

 

Zawinięty w kołdrę siedzi na dawnym łóŜku Kuki. W całym pokoju przybyło jego 

rzeczy. Ostatnio nawet tutaj robi lekcje.

 

- Wiesz, która godzina? -jęczę i patrzę na zegarek.

background image

 

Przypominam sobie starą reklamę, jak to synek budził tatusia w środku nocy, bo 

ten mu obiecał wyjście do McDonalda. Wtedy sądziłam, Ŝe reklama jest całkowicie 
bezsensowna.

 

- Dobrze, dobrze - nadal szepcze. - Spij. Spij. Ja poczekam.
Zapadam w poduszki. Panuje cisza, za oknami jakieś ptaki

 

popiskują. Nagle suchy, niezbyt głośny trzask! I znowu! Trzask!

• 

Zaraz wrócisz do siebie! Na stałe! - wrzeszczę. - Co wy

prawiasz?

• 

Bawię się lego. - Jest wystraszony.

• 

Weź koc i leć na dół. O tej porze są te twoje głupie kre

skówki - mruczę z głową pod kołdrą.

 

Zalega upragniona cisza. Ale nie na długo. Rozszczekuje się zwariowany pies 

sąsiadki. On jak zacznie, to moŜe tak hałasować ze dwadzieścia minut. Czasami 
jeszcze wyje.

 

Koniec spania. Wstaję.

 

Chłodny prysznic. Nic. Dalej jestem śpiąca i zła, bo na dodatek teraz mi zimno.

• 

Idziemy? - woła Szymek.

• 

A śniadanie?

• 

Nie jestem wcale głodny.

• 

Ja jestem.

• 

Zostały makowce. I kawałek twojej babki.

• 

Na mojej babce to moŜna zęby połamać - mruczę. - Mam

jeszcze lekcje.

• 

Ja swoje odrobiłem wczoraj! - chwali się - śeby mieć dziś

wolne.

 

-A obiad? Kto zrobi obiad? - Dramatycznie rozkładam ręce.

 

- Kuka.

 

81

 

Uśmiechnięty Szymek ma na wszystko odpowiedź.

 

Ale mnie się nie chce iść do parku! Powiem to szczerbulowi i juŜ. Obrazi się, a 

potem wygonię go z hulajnogą na alejki przed dom.

 

Nie. Nie mogę tak zrobić. Jedna wredna w rodzinie wystarczy.

• 

UsmaŜę jajecznicę i wychodzimy.

• 

Znowu! - krzywi się.

• 

Jak ci się nie podoba, moŜemy nie iść - mówię bez zasta

nowienia.

 

Robi mi się głupio. Co ma jedno do drugiego? Po prostu szukam pretekstu, Ŝeby 

nie iść.

• 

Dobra, ubieraj się. Nie będzie jajecznicy.

• 

To mój szczęśliwy dzień!

 

Jak to niewiele trzeba do szczęścia.

 

Hulajnoga i nie-jajecznica.

 

Robię omlet dla Szymka, sobie przygotowuję pieczywo chrupkie z serkiem 

ziołowym, a dla Kukuśki liścik. Gdy panna hrabianka raczy pojawić się w kuchni, to 
sobie przeczyta. „Dzisiaj ty zajmujesz się obiadem. Zupa z mroŜonki, ziemniaki, 
mięso w zamraŜalniku".

 

Jak nie zrobi obiadu, to zabiorę Szymka do McDonalda. Mam jeszcze 

zakamuflowane trzydzieści złotych.

 

Park jest pełen mam, dzieci, zakochanych par, staruszków siedzących na 

background image

ławeczkach i szczerbulców na hulajnogach i rowerach. No i, rzecz jasna, całe sfory 
psów.

• 

Gdzie idziemy? - pyta Mały.

• 

W stronę Okrąglaka, a potem wzdłuŜ Błoń.

Pomiędzy dwoma klonami wypatruję złamaną ławkę.

• 

Tu zostaję. Ty sobie szalej, OK?

• 

OK. - Szura nogą raz i drugi i juŜ go nie ma.

Siadam i z plecaka wyjmuję Dziennik Bridget Jones. Nie

 

mogę go doczytać do końca. Majka zna juŜ na pamięć drugą część, a ja się morduję z 
pierwszą.

 

82

 

Czytam i kontrolnie patrzę na szczerbula. Jeździ z dziewczynką w zielonej bluzie. 

Oczy kleją mi się coraz bardziej. Nie wysiedzę. Muszę wstać i chodzić.

 

Nagle wrzask Szymka!

 

Zrywam się z ławki. Jeden z tych psów, które spacerują tu bez kagańca... Albo 

rozpędzony rowerzysta.

 

Wybiegam na alejkę.

 

Mateusz.

 

Szeroko uśmiechnięty stoi obok roześmianego Szymka.

 

Patrzy na mnie.

 

Mam miękkie nogi i szczerą ochotę dać Małemu po tyłku. Tak mnie wystraszyć! 

Podchodzę do nich.

• 

Olka, co ci jest? - pyta Mateusz. - Jesteś potwornie blada.

Próbuję się uśmiechnąć.

• 

Myślałam, Ŝe - brodą wskazuję Małego - coś mu się stało.

Mateusz bierze mnie pod rękę.

• 

Tylko nie zemdlej, co?

 

- Wtedy byś musiał zrobić sztuczne oddychanie. Metodą

usta-usta! - wrzeszczy Szymek.

 

Czerwienię się, więc szybko pochylam głowę. Mateusz źle interpretuje ten gest. 

Jednym ruchem porywa mnie na ręce.

 

- Była umowa. Miałaś nie mdleć, mała.
„Mała".

 

Zwykłe, najzwyklejsze słowo.

 

Ale jak on to ładnie powiedział.

 

Z przejęcia wstrzymuję oddech. Kątem oka widzę niebieskie tęczówki, gęste brwi, 

zmarszczone czoło, nos z kilkoma piegami, krótko ścięte ciemne włosy Czuję 
korzennie pachnącą wodę toaletową.

• 

Puść mnie - szepczę. Jestem speszona, bo ludzie na nas

patrzą.

• 

Dopiero przy jakiejś ławce.

• 

W prawo, pod klonami.

 

Siadamy. Ja na jednym brzeŜku, on na drugim. Pośrodku złamane siedzisko, pod 

nim papiery, puszki po piwie i moja ksiąŜka. Okładką do góry. Musiała upaść, gdy 
wstawałam. Sięgam po nią i chowam do plecaka.

 

83

 

Szymek jeździ jak oszalały, nawet skacze. Raz po raz do nas macha, a my mu 

odmachujemy. Zerkam na Mateusza.

• 

Co u ciebie? - pyta i patrzy na mnie niebiesko.

• 

A u ciebie?

• 

Bywało lepiej - krzywi się.

background image

 

Ale rozmowa! Uśmiecham się. Mateusz to zauwaŜa i mruga do mnie.

 

- Koniec mdlenia?
-Mhm.

 

Znowu się uśmiecham, a on patrzy na mnie, przekrzywia

jąc głowę.

/

 

- Masz niesamowicie zielone oczy. Teraz dopiero zauwaŜy

łem. Myślałem, Ŝe szare.

 

Mam niesamowicie zielone oczy i niesamowicie czerwoną twarz. Pochylam 

głowę.

 

Wiem, Ŝe nadal na mnie patrzy.

 

- Chodźmy na kawę... - proponuje. - Ale nie do Okrąglaka,

co ty na to?

 

PrzecieŜ nie mogę wiecznie siedzieć z pochyloną głową. Prostuję się.

 

- Hm... Dobrze. Szymek! Szymek!

 

Radość Małego utwierdza mnie w przekonaniu, Ŝe gdyby Mateusz zaproponował 

mu wizytę u dentysty, teŜ przyjąłby to z ogromną radością.

 

Wsiadamy do osiemnastki i jedziemy w kierunku Rynku. Instalujemy się w 

kafejce na Tomasza. Ciemne tapety, stylowe stoliki i krzesełka, biel kuchenki 
mikrofalowej, w której leŜą hamburgery. Mały mlaska na ich widok.

• 

Kuka gotuje obiad. Przyjdziesz do nas? - pyta po chwili

z pełną buzią.

• 

Innym razem. - Mateusz mruga do szczerbulca.

• 

Obiecałeś... - marudzi Mały.

• 

Przyjdę. Na pewno.

 

Bawię się serwetką. Moje usta ciągle chcą się uśmiechać. Nie wiem, jak to 

określić... W kaŜdym razie ten stan mi odpowiada. Nawet to, Ŝe czerwienię się co 
chwila, gdy czuję na sobie spojrzenie Mateusza.

 

84

 

• 

Dostałem plusa z matematyki - chwali się Szymek. - Jak

masz długopis, to ci napiszę, co było na teście.

• 

PrzecieŜ nie masz kartki - wyrywa mi się.

• 

Są serwetki - odpowiada beztrosko. Jestem pod wraŜe

niem jego niespodziewanej zaradności.

 

Mateusz i Szymek pochylają się nad stołem. Dzisiaj grafy mnie nie interesują. 

Przerabiam je kilka razy tygodniowo. Powoli sączę herbatę i pogryzam sernik.

 

Stukają drzwi. Pojawiają się dwie dziewczyny. Kolorowe, zadbane, głośne, pewne 

siebie. Wiśniowowłosa bardziej rzuca się w oczy. Smukła, ładna. Jak modelka. Druga 
to przesadnie wymalowana anorektyczka. Chwilę rozmawiają, a potem wychodzą.

• 

Aaa! - miauczy naraz Szymek - Sok się wylał.

• 

Nie się, tylko ty go wylałeś. - Pospiesznie wycieram

serwetkami blat stołu i próbuję ratować spodnie szczerbulca.
DŜinsy mają dwie wielkie plamy. - Uduszę cię. I to zaraz -
syczę.

 

- Chodźmy. - Mateusz wstaje. - Zbierajcie się. Idę za

płacić.

 

Jest jakiś dziwny, jakby podenerwowany. Trudno się dziwić. Narobiliśmy mu 

wstydu.

• 

Przepraszam - odzywam się, gdy jesteśmy na Rynku.

• 

Nie ma sprawy. Tyle Ŝe... muszę iść, coś sobie przypo

mniałem. - JuŜ nie patrzy na mnie niebiesko. Ucieka spojrze
niem w bok.

 

• 

A kiedy przyjdziesz do nas? - zaczyna Szymek.

background image

Nie wytrzymuję:

• 

Cicho! Dzięki.

 

Mam coś jeszcze powiedzieć? Zaprosić? Mateusz wybawia mnie z kłopotu.

 

- Muszę lecieć. Cześć - mówi, a potem szybko idzie w stro

nę Wiślnej.

 

Co się stało? Czemu nagle zrobił się taki oschły? PrzecieŜ go przeprosiłam. 

Szymek patrzy na mnie uwaŜnie.

 

- Pewnie zapomniał wyłączyć Ŝelazko. Wracamy? MoŜe są

jakieś bajki w telewizji.

 

85

 

- Najpierw lekcje - odpowiadam automatycznie. - Idziemy na przystanek.

 

Jest mi bardzo smutno.

 

Poduszka na głowę, na to wszystko koc. Zwinąć się jak naj ciaśniej.

 

Nie myśleć o Kuce.

 

Myśleć o Mateuszu.

 

To przychodzi mi bez trudu.

 

 

 

W domu pachnie tymiankiem i pomidorami.

• 

Spaghetti? - woła Szymek i zrzuca buty.

• 

Pomidorowa, ty głupku - odpowiada Kukuśka.

 

Ale mówi to jakoś tak, Ŝe Szymek się nie obraŜa, tylko biegnie do niej.

 

- Spotkaliśmy Mateusza i byliśmy w kafejce!

 

Siadam w kąciku obok lodówki. Kuka, w fartuszku, posypuje majerankiem 

kotlety. Minę ma nadal obraŜoną.

 

- Szymek, przebierz się. Spodnie do wanny i zalej je zimną

wodą - mówię.

• 

Dzwoniła Majka - rzuca Kuka w powietrze.

-I co?

• 

Masz zadzwonić.

 

Patrzę na nią. Znacznie sprawniej idzie jej kucharzenie niŜ mnie.

 

- Szkoda, Ŝe tak rzadko mi pomagasz - stwierdzam bez

zastanowienia.

 

Czemu zrobił się taki dziwny? Co się stało? Kukuśka parska i 
prycha.

• 

A kto robi zakupy? No kto?! - wrzeszczy.

• 

Ostatnio na pewno nie ty.

• 

Bo się uczę!

• 

Ja teŜ! - podnoszę głos. - TeŜ jestem uczennicą, tyle Ŝe ty

i tata o tym w ogóle nie pamiętacie! TeŜ się muszę uczyć!

 

- To po co łazisz do parku? A ja siedzę nad garami w kuchni!
Nie rozumiemy się.

 

ś

yjemy pod tym samym dachem, mamy wspólnych rodziców, ale patrzymy na 

ś

wiat całkowicie róŜnie. Jak to moŜliwe?

 

- Nie mam do ciebie siły...

 

- MoŜe za krótko byłaś na spacerze? - pyta z fałszywą tro

ską w głosie. - Albo zjadłaś za mało lodów?

 

Idę do córusiowego.

 

l  86

 

• 

Spotkałaś się z nim... - Majka szepcze do telefonu.

background image

• 

Skąd wiesz? - pytam apatycznie. Głowa mnie boli. JuŜ

zasypiałam, gdy zadzwoniła.

• 

Rozmawiałam z Rurą i się zgadało. Jak było?

 

Jak było? Usiłuję zebrać myśli. Dzisiejsze przedpołudnie wydaje mi się takie 

odległe.

• 

Fajnie... I raptem zrobił się taki dziwny...

• 

Powiedziałaś coś głupiego?

 

Pewnie tak. Ostatnio doszłam do wniosku, Ŝe jestem głupia.

• 

No...

• 

Ale co? Co?

 

- W ogóle nic nie mówiłam! - wybucham.
-Aon?

• 

Rozwiązywał te głupie grafy z Szymkiem. A potem zrobił

się...

• 

Obcy - podpowiada.

• 

Mówił ci?

• 

Odbiło ci? No i co? - niecierpliwi się.

• 

Nie wiem, dlaczego - skarŜę się.

• 

Spokojnie sobie wszystko przypomnij - radzi.

• 

Spokojnie? - wściekam się. - To ty go znasz. Powiedz, co

wiesz.

• 

Zaraz „znam" - prycha. - To kumpel Rury. Wtedy wi

działam go moŜe trzeci raz w Ŝyciu.

• 

Wypytaj Rurę! W końcu po coś ma się przyjaciół! A moŜe

mu się przypomniało, Ŝe ma randkę?

• 

Albo Ŝe nie kupił Ŝonie masła, a dziecku pampersów? -

kpi. - Jesteś nie do wytrzymania. Do jutra. Hej. - Odkłada słu
chawkę.

 

Teraz szybko pod koc.

 

l  87

 

- Oluś, co się dzieje? - Tata stoi obok mnie. - No co? Oluś?
Dawno tak do mnie nie mówił.

 

-Nic.

 

- Pogadamy - rzuca zachęcająco.

 

Idziemy do kuchni. Nie wiedzieć czemu, tutaj kaŜdy z naszej rodziny lubi 

przesiadywać. Mama i ja z ksiąŜkami, tata z piwem, Szymek z lego, a Kuka z tymi 
swoimi dziewczyński-mi gazetami.

 

Siadamy przy stole. Tata na swoim miejscu obok lodówki, ja na prawo od 

niego. Na krześle Mamy nikt nigdy nie siada.

 

- Mów. - Patrzy na mnie uwaŜnie.

 

Dawno tak nie było... Czuję się nieco skrępowana tą psychiczną bliskością.

• 

Nie mogę sobie z niczym poradzić. - Tylko tak potrafię

ująć w słowa to, co się ze mną dzieje.

• 

Ze szkołą?

• 

Mhm. I z domem. I z sobą.

 

Tata w zamyśleniu pociera policzek.

• 

Oluś, to minie.

• 

Mam chandrę gigant.

• 

Minie - mówi takim tonem, jak byśmy rozmawiali o ka

tarze.

• 

Nie mogę się do niczego zebrać. Do niczego.

background image

• 

Trzeba czasu.

 

„Trzeba czasu, trzeba czasu". To refren ostatnich tygodni i miesięcy. „Trzeba 

czasu", ale to nieprawda! Jest coraz gorzej! Coraz beznadziejniej i coraz smutniej.

• 

Jak tam twoje sercowe sprawy?

• 

Co? - pytam głupio.

• 

Szymek wspominał o jakimś Mariuszu.... nie, Mateuszu.

• 

Nie mam Ŝadnych sercowych spraw! - odpowiadam gło

ś

niej, niŜ zamierzałam.

• 

Tak tylko pytam. Aha, w przyszłym tygodniu przyjdzie

tu jakaś baba do sprzątania. JuŜ w porządku?

 

Ja o chandrze (w domyśle o depresji), a ojciec o pomocy do sprzątania.

 

Ręce opadają.

 

88

 

MAJ

 

siódmego, poniedzialek

 

Majka czeka na mnie w szatni.

• 

Hej. Mam dla ciebie wiadomości.

• 

Jakie?

• 

Zarąbiste. O Mateuszu.

 

Łuna na policzkach. A tu akurat wchodzi Maciek. Patrzy na moje rumieńce i 

wyraźnie się peszy. Majka chichocze, a ja czerwienię się jeszcze bardziej.

 

Na szczęście dla mnie wbiega Krzysiek i zagaduje Maćka.

 

Wraz z chichoczącą Majką biegnę na piętro. Wpadamy do klasy. Zaraz 

geografia.

• 

Ale miałaś minę! - Majka wyciąga zeszyt do matmy.

• 

Mów. - Zaczynam przepisywać zadanie. Nie pamiętam,

kiedy ostatnio sama odrobiłam matematykę.

• 

Rura powiedział, Ŝe po pierwsze - chłopaki nie plotkują.

Ze po drugie - on nic nie wie, a jeśli nawet wie, to nie powie,
patrz punkt pierwszy.

 

-1 to są te zarąbiste wiadomości? - Ze zdenerwowania mylę symbole. Muszę 

skreślać.

• 

Nie. Zarąbista jest taka, Ŝe Mateusz nie ma Ŝony i dziecka.

• 

Rura... coś jeszcze powiedział?

• 

ś

e ma jakieś kłopoty, ale tak dokładnie, to nie wie... Za

dowolona?

 

Kiwam głową. Uff. Kamień spadł mi z serca.

 

- Dzięki. - Oddaję zeszyt i uśmiecham się do Majki.
Odwzajemnia uśmiech. Rozumiemy się bez słów.

 

JuŜ po lekcjach. Majka wymogła na mnie, Ŝebym ruszyła z nią w trasę, w 

poszukiwaniu prezentu dla Aśki, jej kuzynki. Nie cierpię chodzić po sklepach bez 
pieniędzy przy duszy.

 

Obeszłyśmy chyba pół miasta. Majce nic się nie podobało.

 

89

 

Byłyśmy nawet w „Fabryce Prezentów". Wszystko tam było odjazdowe. Dla mnie. 
Majka kręciła tylko nosem.

background image

 

Teraz stoimy przed indyjskim. Na wystawie słonie, metalowy kufer ozdobiony 

agatami (cena 5500 zł), muszle, bele wzorzystego materiału i kilka prześlicznych 
sukienek.

• 

Kupię słonia, co? - pyta Majka zrezygnowanym głosem.

• 

Kup, kup - przytakuję z oŜywieniem i wpycham ją do

sklepu.

 

Wchodzimy.

 

Wszechobecny zapach kadzidełek i brzdęk dzwoneczków nad głowami. Lada, 

gruba dziewczyna z kolczykiem w nosie, a nad jej głową półka ze słoniami. Małe, 
duŜe, kamienne, mosięŜne, drewniane. Do wyboru i koloru.

• 

Ale co ona z nim zrobi?

• 

Postawi sobie na półce albo w kącie pokoju.

• 

Ma małe mieszkanie.

• 

Bierz tego z prawej.

• 

Nie, zmieniłam zdanie. Idziemy dalej.

 

Jest wyjątkowo zimno i perspektywa dalszego bezowocnego łaŜenia po mieście 

(pewnie jeszcze jutro) zmusza mnie do małego fortelu.

 

- Ta Aśka będzie stara i dzieciata, a twój słoń zostanie -

mówię.

 

Majka uśmiecha się szeroko. Sięga po portfel. Podchodzę do wieszaka ze 

spódnicami. Przydałaby mi się jakaś jasna. Coś z beŜu lub z błękitu. Ta ruda teŜ jest 
niebrzydka. Gdybym miała spotkać się Mateuszem, byłaby jak znalazł.

 

A co tu mamy, blisko ściany? Jest! Jak marzenie. Wąska, długa, błękitna, w 

niebiesko-beŜowe kwiatki. Moje kolory, mój fason. A cena? Cena nie moja. Powala z 
nóg. Stoję przed zmaterializowanym marzeniem i zastanawiam się, ile mam forsy 
(nie domowej, tylko mojej). JuŜ wiem. Wystarczy mi na jakieś dziesięć centymetrów 
spódnicy.

 

Nieustannie dźwięczą dzwoneczki. Majka ogląda spodnie. W plecaku ma juŜ 

słonia. Postanawiam kupić kadzidełka.

 

- Zgubiłam pieniądze -jęczę naraz. - Zgubiłam.

 

Majka jednym susem przypada do mnie. Wysypuję na pod-

 

90

 

łogę z plecaka ksiąŜki i zeszyty... Nie ma. Ile było w portfelu? Trzysta złotych i 
niezapłacony rachunek za telefon. I kwit z pralni. Jezu, gdzie go zgubiłam?

• 

Olka. Spokojnie! A w polarze?

• 

Zawsze noszę w plecaku! - histeryzuję. - Z kluczami!

• 

Zobacz w kurtce. - Wsuwam rękę do bocznej kieszeni. -

Czemu masz taką minę? O co chodzi?

 

• 

Skąd się tu wziął? PrzecieŜ rano pakowałam go do plecaka.

Majka spogląda na mnie uwaŜnie.

• 

Kupowałaś precle na rynku - mówi cicho. - Dla Szymka.

 

• 

Tak... Zapomniałam... Ale czemu nie pamiętałam, Ŝe port

fel schowałam do kieszeni? Czemu?

• 

Bo teŜ zapomniałaś. No, chodźmy. Koniec przedstawienia.

• 

Mam alzheimera! Oglądałam ostatnio o tym program

w telewizji. Ciągle o czymś zapominam. Nie pamiętam, czy wy
łączyłam Ŝelazko, czy zamknęłam dom... Jestem chora.

• 

Jesteś przemęczona. I to wszystko. Zapomnij o alzheime-

rze. W najbliŜszej aptece kupię ci magnez. - Pakuje rzeczy do
plecaka. - Do widzenia - mówi głośno w stronę sprzedawczyni.

 

W drzwiach wpadamy na roześmianą Gośkę i skwaszoną Krzywą.

• 

Dobrze, Ŝe jesteście - woła Gośka i zagarnia nas z powro

background image

tem do sklepu. - Poradzicie mi coś, bo ona - wskazuje na Krzy
wą -jest do niczego. - Zdejmuje z wieszaka bordową bluzecz
kę z cudownie cienkiego i przezroczystego materiału. - Rewe
lacja, co?

• 

Tandeta - parska Krzywa. - Tandeta - powtarza. - W sam

raz dla taniej dziwki.

• 

Zamknij się. Majka? - pyta Gośka.

• 

Zarąbista.

• 

Biorę! Mam czarny stanik. I kupię sobie czerwony.

 

- Po co? - Krzywa wychyla się spomiędzy wieszaków ze

spódnicami. - Przyda ci się, gdy będziesz stara.

 

Powoli uspokajam się. Majka ma rację. Jestem po prostu przemęczona.

 

Dziewczyny oglądają teraz bluzeczki. Grzebię w wielkim wiklinowym koszu 

wypełnionym kolorowymi apaszkami. Stać

 

91

 

mnie na taką kolorową szmatkę. Kupię sobie na polepszenie humoru.

 

I na pewno nie będę miała problemu, czy włoŜyć do niej stanik, czy nie.

 

Knajpka jest nieduŜa, z pięterkiem i wielkim oknem. Nad wejściem maszyna do 

szycia, obok dynda biały manekin. Przy barze na półkach metry, igły, resztki 
materiałów. Stoliki malutkie, zrobione ze starych maszyn do szycia.

 

Jestem tutaj po raz pierwszy.

 

Zajmujemy stolik na górze. Tu jest więcej miejsca, a przede wszystkim Gośka 

ma idealny widok na chłopaka pracującego na dole, w barze.

 

- Nowy - szepcze przechylona w naszą stronę. - Od tygo

dnia. Przychodzę tu codziennie. Super, nie?

 

Super. Wysoki, krótkie włosy na Ŝel, kolczyk w uchu, wielkie spodnie, wąski 

sweterek odsłaniający kawałek brzucha i oliwkowa karnacja.

 

- Co zamawiamy? - marudzi Krzywa. - Kuźwa, chcę ka

wy.

 

-Sok.

• 

Dla mnie piwo - mówi Majka.

• 

Ja teŜ piwo. - Gośka podrywa się i frunie na dół. Opiera

wdzięcznie biust o bufet. - Dwa piwa, sok, kawa.

• 

Biała czy czarna? - Głos chłopaka brzmi apatycznie.

• 

Biała! - ryczy Krzywa z góry.

• 

Szarlotki cztery?

 

- Trzy. Dla mnie nie - śmieje się Gośka.
Wraca do nas cała w pąsach.

• 

Kuźwa, jakoś nie bardzo zwracał na ciebie uwagę. - Krzy

wa uśmiecha się słodko. Bawi się atłasową poduszeczką na
igły przyczepioną do lampki.

• 

Spieprzaj - cedzi przez zęby Gośka.

• 

ZałóŜ bluzkę - radzi Krzywa. - Na pewno zrobisz na nim

wraŜenie.

 

92

 

Jestem przekonana, Ŝe Gośka zaraz ją wyśmieje. Ale nie! Łapie swoją torbę i 

zbiega z nią do toalety!

background image

 

- Ocipiała - śmieje się Krzywa. -1 ja zaraz ocipieję, jak nie

zapalę.

 

Na dole robi się gwarno. Wchodzą dwie dziewczyny. Jedna ma tak szerokie usta 

wymalowane ciemnobrązową kredką, Ŝe na jej bladej, wąskiej twarzy wyglądają jak 
wielka blizna, druga, tłusta blondynka w zielonej sukience i błękitnym minigol-fiku, 
raz za razem śmieje się perliście.

 

- Im teŜ podoba się oliwkowy piękniś - zauwaŜa półgłosem

Majka. - Co tak długo? Skoczył po piwo do sklepu na róg?

 

Strzelają drzwi do toalety. Gośka w nowej bluzce. Rozpuściła włosy i chyba 

podciągnęła spódnicę. Swobodnym krokiem podchodzi do chłopaka.

• 

Są lody? - Biust znowu na ladzie.

• 

Ona nie ma stanika - szepczę.

• 

Jaja sobie robisz, czy co? - Majka podchodzi do barierki

i przechyla się przez nią. - Rzeczywiście.

• 

Lodów nie ma.

• 

Szkoda. - Gośka wspina się po schodach. Teraz jestem

pewna, Ŝe podciągnęła spódnicę.

 

Bliznousta i minigolfik szepczą i nie spuszczają wzroku z Gośki. Majka, ja i 

Krzywa, która właśnie skończyła palić, teŜ.

 

- I co? Raczej go nie powaliło - ironizuje Krzywa.

 

-

Co jest, do kurwy nędzy?! - Gośka nie kryje wściekłości.

Skrzypią schody. Chłopak idzie do nas. Z tacą. Kawa wyla
na, soki wychlapane, twarz obojętna.

 

- Jednak poproszę szarlotkę. - Gośka uśmiecha się do nie

go i kołysze piersiami.

 

-OK.

 

Piękniś jest juŜ na dole, Gośka pudruje nos. Do knajpki ktoś wchodzi. Chłopak. 
Drobny blondynek w skórzanych spodniach i czarnym sweterku.

 

- Hej! - rzuca śpiewnie.

 

Piękniś wyszczerza niesłychanie białe zęby. Wdzięcznie opiera się o ladę. Cały 

jaśnieje.

 

- To zagadka rozwiązana. - Majka wierzchem dłoni wy-

 

93

 

ciera pianę z ust. - Mogłabyś być goła, a jego by to nie ruszyło.

 

Gośka nie odpowiada. Wyjmuje z torby sweter i wciąga go na siebie.

 

- Kuźwa, nareszcie - wzdycha z ulgą Krzywa. - Jeszcze by mnie zobaczyli 

znajomi i pytali, z jaką to ja się dziwką zadaję.

 

dziewiątego, środa

 

Dzisiaj są urodziny Mamy. Czterdzieste drugie.

 

Odkąd tylko zaterkotał budzik, kaŜde z nas ma podły nastrój i zaczerwienione 

oczy. Po południu wybieramy się na cmentarz.

 

Teraz Ŝycie musi toczyć się normalnie.

 

Szymek powinien zjeść śniadanie, Kuka potrzebuje pieniędzy na klasową 

wycieczkę. Trzeba być skoncentrowanym w szkole i dobrze wypaść na sprawdzianie 
z historii.

• 

Zrobić Mamie laurkę? - pyta naraz Szymek.

• 

Pewnie - mówi szybko Młoda.

 

Patrzę podejrzliwie. Coś knuje? Chyba nie. Wygląda jak zbity pies.

• 

Co narysować?

background image

• 

Co chcesz - burczę.

 

-

Spiesz się! - Kuka podrywa się od stołu.

Wychodzą. Mam jeszcze godzinę. Dziś nie ma matmy. Elip
sa zachorowała.

 

Chodzę po domu i bezmyślnie przekładam rzeczy z miejsca na miejsce.

 

Pierwsze urodziny Mamy bez Mamy.

 

Niespiesznie wychodzę do szkoły. Czterdzieści dwa lata. Kobieta w pełni sił. Tyle 

lat mogło jeszcze być przed Nią. Gdyby nie ten pijany klawesyn w samochodzie.

 

Na lekcjach nie potrafię się skupić. Sprawdzian z historii wypadł mi koszmarnie. 

Z dat znałam tylko pierwszą cyfrę. A na chemii wywołana do tablicy nie potrafię 
rozpisać wzoru.

 

l  94

 

- Aleksandra, co z tobą? - Chemica patrzy na mnie suro

wo. Pochylona nad dziennikiem, z piórem w ręku, zaraz wpi
sze mi jedynkę. - PrzecieŜ to nie jest trudne. Wystarczy po
myśleć.

 

Myślę. O Mamie.

• 

Przepraszam - mówię bez zastanowienia.

W klasie chichot.

• 

Spokój. Aleksandra, do ławki.

• 

Co jest? - szepcze Majka, gdy juŜ siedzę obok niej.

 

- Nic - odpowiadam niemrawo i gapię się przez okno. Na

gałęzi skrzeczy sroka.

 

Majka delikatnie dotyka mojego ramienia. Niepokoi się o mnie. Powinnam 

odwrócić głowę w j ej stronę i uśmiechnąć się.

 

Nie mogę. Jest mi całkowicie obojętne wszystko, co dzieje się obok mnie.

 

Dlaczego tak się stało?

 

Dźwięczy dzwonek. Koniec budy na dziś. Teraz jak najszybciej do domu. Coś 

zjemy i do Mamy. O dwudziestej w kościele św. Anny jest msza za Mamę.

 

Na pewno nie pójdę.

 

Jestem juŜ jedną nogą na korytarzu, gdy chemica łapie mnie za łokieć.

 

- Porozmawiajmy.

 

Wracamy do klasy. Kładę plecak na ławkę. Chemica juŜ wskoczyła na katedrę. 

Siedzi na niej i majta nogami. Czego ona ode mnie chce?

 

- Podejdź. - Kiwa na mnie. Otwiera dziennik. Powoli prze

kłada kartki. - Przypatrz się swoim ocenom. Właściwie to mo
głabyś powiedzieć, Ŝebym się nie wtrącała, bo nawet nie jestem
twoją wychowawczynią, ale czy ona rozmawiała z tobą?

• 

Raz. Na samym początku.

-I co?

• 

Powiedziała, Ŝe jej przykro i Ŝe... - urywam.

 

l  95

• 

ś

e co? - podchwytuje.

• 

Ze czas uleczy. śe trzeba czasu... - W moim głosie brzmi

gorycz. - Wszyscy mi to w kółko powtarzają - dorzucam.

 

Chemica spogląda na mnie uwaŜnie. W jej spojrzeniu widzę smutek i coś jeszcze, 

czego nie potrafię określić. Jedno jest pewne. Jej wzrok podobny jest do wzroku 
Pompowej Staruszki. Wzrok wychowawczyni nie wyraŜał nic.

background image

 

- To prawda.
-Nie.

• 

Prawda - kiwa głową, aŜ rozsypują się jej na ramionach

ciemne włosy - choć trudno ci teraz w to uwierzyć.

• 

A kiedy uwierzę? Ile czasu mi to zajmie?

• 

Mnie zajęło osiem lat. - Cisza. W głowie pustka. Za

drzwiami szkolny gwar. - Ale mnie było gorzej niŜ tobie.

• 

Gorzej?

• 

Jednocześnie straciłam oboje rodziców. Mieli wypadek.

Zostałam sama. Siedmioletnia dziewczynka. Najpierw byłam
w jednym domu dziecka, potem u ciotki, później w innym domu
dziecka... Byłam sama jak palec. Rozumiesz? Sama! Samiut-
ka! Masz ojca. I brata, tak?

• 

Jeszcze siostrę. - O Kuce nie moŜna zapomnieć.

• 

No widzisz. Nie jesteś sama... I nie będziesz smutku dźwi

gać całe Ŝycie... Uwierz mi. Ale z tym... - wskazuje na dzien
nik - musisz coś zrobić.

 

- Nie potrafię prowadzić domu i nie zawalać szkoły.
Kiwa głową, jakby oczekiwała takiej odpowiedzi.

 

- Jasne, ale jak nie wyprasujesz, nie odkurzysz czy nie

posprzątasz, świat się nie zawali. Szkoła jest najwaŜniejsza.
Dla ciebie, dla twojego przyszłego męŜa i twoich dzieci. Chcesz
iść na studia?

 

-Tak.

 

- To zacznij o tym myśleć juŜ teraz. Aleksandra? Dobrze?
-Tak.

 

Wszystko zostało juŜ powiedziane. Obie kierujemy się w stronę drzwi. Naraz 

przystaję.

• 

Dlaczego tak się stało? - pytam.

• 

Sama sobie do dziś zadaję to pytanie.

 

l  96

 

Na płycie leŜy przywiędła wiązanka Ŝółtych róŜ.

• 

To nie nasze - mówi sztywno Kukuśka. - Nasze były

czerwone.

• 

Białe. Przedostatnie były czerwone - odzywa się po chwi

li tata.

• 

Ładne - dorzuca ciotka.

 

Po powrocie ze szkoły zadzwoniłam do niej i do Malwinki. Zaproponowałam, 

Ŝ

eby poszły z nami na cmentarz. Malwinka powiedziała, Ŝe wybiera się wieczorem. 

Teraz przygotowuje obiad, bo jej chłopaki zaraz przyjdą, a ciotka, Ŝe to dobry pomysł, 
bo gdybyśmy po nią przyjechali, nie musiałaby tłuc się autobusami. Ona ma taki zły 
dojazd na cmentarz!

 

Teraz tego Ŝałuję. JuŜ na samym początku, gdy tylko nas zobaczyła, powiedziała, 

Ŝ

e Szymek ma brudne bojówki, a Kuka nie powinna nosić takich krótkich spódnic.

 

Młoda wyjmuje z plecaka znicze, układa z nich krzyŜ, a potem je zapala.

 

Tata szeleści papierami. Zdejmuje je, podaje Kuce i na środku płyty kładzie 

czterdzieści dwie bladoróŜowe róŜe.

 

- Dla ciebie, Alinko, takie jak lubisz - szepcze.
Długo, bardzo długo stoimy bez jednego słowa.

• 

Musiały słono kosztować - krzywi się ciotka i kładzie obok

krzyŜa wianuszek z suchotników.

• 

Wszystko jedno! - Ojciec reaguje ostro. - Tak ma być.

background image

• 

Pieniądze moŜna było mądrzej wydać. - Ciotka ma coś

jeszcze na wątrobie. - O, proszę - wskazuje na Szymka - chło
pakowi by się przydała nowa wiatrówka. Z tej juŜ przecieŜ
dawno wyrósł.

• 

Krysiu, przestań.

 

- MoŜna było kupić owoców albo witamin w aptece...
Urodziny Mamy.

 

A tu nad grobem głupia awantura.

 

- Krysiu! - Ojcu lata szczęka i drga lewa brew.

 

- A tak co? Jutro róŜ juŜ nie będzie. Wcześniej dopadnie je

jakaś hiena cmentarna. Zostanie tylko mój wianuszek... Mój
BoŜe. Czterdzieści dwie róŜe...

 

97

 

Nienawidzę ciotki! Nigdy za nią nie przepadałam, ale teraz mam ochotę ją 

rozszarpać. Jak ona moŜe? Ukradkiem patrzę na swoich.

 

Kuka jest blada, Szymek chlipie. Tata trzyma go za ramiona. Ma puste oczy. 

Dopiero teraz zauwaŜam, jak bardzo postarzał się przez ostatnie miesiące. Pomimo 
posiwiałych włosów wygląda niczym zagubione dziecko. Porywa mnie fala czułości. 
Impulsywnie podchodzę do niego i całuję w policzek.

 

- RóŜe, takie jak Mama lubiła - mówię. - Szymek, co z two

ją laurką?

 

Szczerbul wyciąga ją z kieszeni kurtki i kładzie na kwiatach.

 

- Daj pod spód - radzi Kuka. - Jeszcze wywieje ją wiatr.
Ciotka otwiera usta, potem je zamyka. Ogranicza się tylko

 

do westchnięcia.

 

- Idziemy. - Biorę Szymka za zimną rękę. - A za rok... Za

rok teŜ kupimy Mamie róŜe. - Patrzę zimno na ciotkę.

 

Problem rozwiązany. -Tak.

 

- Tak dalej być nie moŜe. - Zgadza się. - Musisz coś z tym

zrobić.

 

Do końca roku juŜ niedaleko. Jakoś dociągnę. Potem zajmę się Szymkiem. Będę 

pilnowała, Ŝeby nie koślawił literek, Ŝeby przy rysowaniu nie wychodził poza linie.

 

Nie zmarnuję czasu. Będę czytać, chodzić na wystawy, do teatru. No i będę miała 

kontakt ze szkołą przez Majkę.

 

-Tak.

• 

Cieszę się, Ŝe wyjaśniłyśmy pewne rzeczy. - Znowu pa

trzy na zegarek. - Aha, poproś ojca, Ŝeby przyszedł do mnie
w najbliŜszych dniach. Muszę z nim porozmawiać.

• 

Dobrze.

• 

MoŜe chcesz coś powiedzieć?

• 

Nie, pani profesor.

 

- Przypomnij ojcu, Ŝeby się ze mną skontaktował.
Po moim trupie.

 

 

 

dziesiątego, czwartek

 

Podjęłam decyzję.

 

A raczej to matematyk i polonistka podjęli ją za mnie. Pała z ostatniej klasówki, 

pała z pytania, dwójka z wypracowania. Wszystko w ciągu jednego dnia.

 

A na dodatek teraz ta rozmowa z wychowawczynią.

 

Właściwie to jej monolog. O tym, Ŝe przestałam się uczyć, Ŝe moje oceny są 

background image

najgorsze w klasie, Ŝe tak nie moŜna. Zwykłe ble, ble, ble. I oczy, które nic nie 
wyraŜają. Mimowolnie porównuję ją z chemicą.

 

-1 co będzie? - Spogląda na mnie badawczo. Przed chwilą zerknęła na zegarek. 

JuŜ po lekcjach. Najpierw biadoliła nad kaŜdą moją oceną, teraz monologuje. - 
PrzecieŜ nie radzisz sobie ze szkołą.

 

JuŜ dawno na to wpadłam. „Nie radzisz sobie ze szkołą!" Dotrwam do końca tej 

klasy, a potem zajmę się wyłącznie rodziną.

 

98

 

czternastego, poniedziałek

 

Nie mam siły. Dobrze, Ŝe oddychanie dzieje się niezaleŜnie ode mnie.

 

Chyba wiem, co mnie tak powaliło.

 

Od ponad trzech tygodni Mateusz nie daje znaku Ŝycia.

 

Wczoraj odpuściłam sobie szkołę i angielski. Padłam na kanapę przed 

telewizorem. I tak przeleŜałam do wieczora.

 

ś

ycie toczy się obok mnie.

 

Gdzieś jest Mateusz.

 

Pustka w lodówce zmusiła Kukę do zrobienia zakupów. Potem Młoda upichciła 

obiad. Tata dwukrotnie próbował ze mną rozmawiać. Skończyło się to tym, Ŝe 
nakrzyczał na mnie, Ŝe niby jestem dorosła, muszę zrozumieć, Ŝe nie tylko mnie jest 
cięŜko i Ŝe czas wszystko uleczy.

 

Czas wszystko uleczy, czas wszystko uleczy.

 

Nie mogę juŜ tego słuchać.

 

99

 

Aha, ojciec jeszcze zagroził, Ŝe jak się nie wezmę w garść, to czeka mnie wizyta u 

psychiatry. Dla mojego dobra.

 

Wieczorem zwlekam się sprzed telewizora i tak jak stoję, w bluzie i dŜinsach, idę 

spać do córusiowego.

 

szesnastego, środa

 

Dziś znowu tkwię przed telewizorem. Obok mnie słoik nutelli, łyŜeczka i butelka 

wody mineralnej. Tym się Ŝywię, tym się poję. Szymek i Kuka juŜ w szkole, ojciec w 
pracy.

 

Cały dom dla mnie.

 

Godzina mija za godziną. Nie odbieram telefonów, nie reaguję na dzwonki do 

drzwi. Na przemian śpię i bezmyślnie wpatruję się w sufit lub równie bezmyślnie w 
telewizor.

 

Czas schodzi mi do powrotu młodszych i Mai winki. Mal-winka mówi, Ŝe 

przyszła niby tak, przez przypadek, zobaczyć co u nas, ale podejrzewam, Ŝe to Kuka 
naskarŜyła na mnie.

 

- No, koleŜanko Olu, co to znowu? - Nawet nie mam siły wzruszyć ramionami. - 

Jeśli sądzisz, Ŝe będę się nad tobą uŜalała, to jesteś w wielkim błędzie. Rusz ten swój 
leniwy tyłek i obierz ziemniaki. - Malwinka wyraźnie nie ma cierpliwości do 
młodocianych w depresji. - A ja opowiem ci, jak to wstałam o szóstej rano i cały czas 
jestem na nogach.

 

Zdenerwowana idzie do kuchni, wydaje polecenia, co ma zrobić Kuka, co 

Szymek. Wyłączam telewizor i znikam w có-rusiowym. Tu mam przynajmniej 
spokój.

 

Zza drzwi dochodzą odgłosy rodzinnego Ŝycia. Szymek pokrzykuje nad lekcjami, 

background image

Kuka odkurza, Malwinka urzęduje w kuchni. Wychodzi po „Wiadomościach".

 

Z powrotem przenoszę się na kanapę. Pilot do lewej ręki, nutella juŜ otwarta, 

łyŜka do prawej. Cyk pilotem. Henryczek Iglesias, reklama czarnych podpasek, sport, 
leniwiec, durna kreskówka, przepis na zupę cebulową, jakiś przedwojenny film. 
Wymalowana brunetka płacze.

 

Pstryk i znowu od początku.

 

Nie ma juŜ Henryczka. Teraz wydziera się jakaś blondyna.

 

100

 

Chyba młodsza ode mnie. Kuka pewnie wie, co to za jedna. W tym wieku taki biust? 
Ciekawe, jak bym z czymś takim wyglądała? Co u leniwca? Pstryk. Siedzi na 
drzewie, jak siedział. A u brunetki? Pstryk. JuŜ nie płacze. Modli się do Tego, Który 
Zabiera Dzieciom Matki. Czterdzieści dwa lata. Pstryk. Zupa cebulowa skończona. 
Teraz przepis na schab ze śliwkami. Pstryk. Blok reklamowy.

 

Dzwonek. Nie ruszam się. Niech to sobie nawet będzie i prezydent.

 

Kuka, pospiesznie wycierając mokre ręce w ścierkę, wpuszcza rozeźloną Majkę.

• 

Do szkoły nie chodzisz, telefonów nie odbierasz! Co się

dzieje, do jasnej kuźwy? - ZauwaŜa Szymka i mityguje się. -
Co się dzieje, Oleńko?

• 

Daj mi spokój. - Pstryk. Jest postęp. Leniwiec zszedł

z drzewa.

• 

Robi kupę! - ryczy Szymek wpatrzony w telewizor.

• 

Idź do Kuki, co? Pogadam z Olka. - Majka pochyla się

nad Małym.

• 

Nie uda ci się. Ona tylko tak siedzi i siedzi - informuje

szczerbul.

• 

Idź, spróbuję.

• 

OK. - Znika w kuchni i starannie zamyka za sobą drzwi.

 

Co w telewizorni? Reklamy. Co jedna, to głupsza. A na trójce? O kurcze! Jakiś 

tysięczny odcinek argentyńskiej teleno-weli.

• 

Olka, nie wpieniaj mnie! - Majka wyrywa mi pilota i wy

łącza telewizor.

• 

Daj mi spokój. Wszyscy dajcie mi spokój. - Kulę się i pod

ciągam koc pod brodę. - Po coś przyszła?

• 

A jak myślisz? Słuchaj, rozmawiałam wczoraj z Rurą

o Mateuszu. Nie interesuje cię to?

 

- Nie - odpowiadam po chwili. - Zupełnie nie.
NajwaŜniejsze jest to, Ŝe ja nie interesuję Mateusza.

 

A moŜe by tak zaŜyć tę Mamy tabletkę na spanie? Mogłabym spać, spać, o niczym 

nie myśleć. Gdzie Mama trzymała swoje lekarstwa? Chyba w łazience na górze.

 

101

 

- Oleńko, co z tobą?

 

-Nic.

 

Majka patrzy na mnie i patrzy. W końcu wychodzi z duŜego pokoju. Idzie do 

kuchni. Szepcze z Kukuśką. Szymek coś tam od siebie wtrąca. Raz po raz słyszę 
swoje imię odmieniane we wszystkich przypadkach.

 

Niech gadają, na zdrowie.

 

Ciekawe, co u leniwca.

 

osiemnastego, piątek

background image

 

Rano musi być śniadanie, w południe obiad, a wieczorem kolacja. Trzeba mieć 

czyste spodnie, czystą bluzę, świeŜe majtki i skarpetki. A w lodówce powinno być 
minimum, czyli masło, ser, wędlina, mleko i jajka. No i chleb. PoniewaŜ ja się tym 
kompletnie nie zajmuję, na księŜniczkę Kukę spadają moje obowiązki.

 

Ojciec wyjechał dziś rano na jakieś szkolenie. Do Warszawy. Wraca w 

poniedziałek rano.

 

Wczoraj na mnie nawrzeszczał. śe mam się brać do Ŝycia. śe tak nie moŜna, ble, 

ble, ble. śe juŜ nie ma do mnie siły.

 

Malwinka mówi to samo. I osobiście, i przez telefon. Dodatkowo klepie mnie 

pocieszająco po łopatkach i głaszcze po głowie.

 

Aha, ojciec pozwolił mi nie chodzić do szkoły do końca tygodnia. Bez jego zgody 

teŜ bym nie chodziła. Mam ten czas poświęcić na przemyślenia.

 

Nadal poleguję przed telewizorem. Właściwie to oglądam wszystko. Oprócz 

„Panoramy", „Wiadomości" i „Teleexpressu".

 

Od czasu do czas zerkam na powtórki z reality show. O, proszę. Ona i on. Ona w 

skąpej bieliźnie, on w stroju karateki. On masuje jej plecy i okolice pośladków i 
gadają o Ŝyciu. Zasób słów porównywalny z Szymkowym, ale co za pewność w ich 
głosach! A jakie mądre uwagi... śe „Ŝycie to gówno", Ŝe „róŜnie się ludziom układa", 
Ŝ

e „szkoda, Ŝe nie moŜna cofnąć czasu".

 

To juŜ chyba wolę argentyńskie telenowele.

 

102

 

• 

Olka, do ciebie. - Obok mnie stoi Kuka i podaje mi słu

chawkę.

• 

Kąpię się.

• 

Mateusz.

 

Dwadzieścia siedem dni od ostatniego naszego przypadkowego spotkania w parku. 
Trzy tygodnie i sześć dni. Czemu dzwoni? Jeszcze nigdy nie dzwonił.

 

- Halo? - Serce bije mi jak oszalałe, mam nadzieję, Ŝe on

tego nie słyszy.

• 

Hej, przepraszam, jeśli przeszkadzam, ale zapytam

wprost. Masz czas w niedzielę?

• 

Niedzielę? - powtarzam schrypniętym głosem.

• 

Mhm. Moglibyśmy się gdzieś wybrać.

 

Słucham Mateusza i jednocześnie rejestruję, Ŝe obok mnie stoi Szymek i Kuka. 

On robi głupie miny, ona strzyŜe uszami.

• 

Ola, jesteś tam?

-Tak.

• 

To co, spotkamy się?

• 

Mhm.

• 

Pod Skarbonką. O siedemnastej. MoŜe być?

 

-Tak.

 

-Hej.

 

Odkładam powoli słuchawkę.

 

Właśnie Mateusz umówił się ze mną.

• 

Mogę pójść z tobą? Mogę? - Przypada do mnie Szymek. -

Będę grzeczny! Obiecuję.

• 

Daj spokój - wtrąca Kuka.

 

Ma surową minę, poplamiony fartuszek. Teraz ona jest panią domu. Gotuje i 

sprząta. Robi zakupy. Pilnuje, czy Szymek zrobił lekcje. Nawet odzywa się do mnie. 

background image

Nie ma teraz klimatów na obraŜanie się.

 

- Będę grzeczny.

 

- Na randki nie chodzi się z młodszym bratem - mówi

 

Kuka.

 

Randka?

 

Randka z Mateuszem.

 

Powtarzam sobie to kilkakrotnie w myślach i zastana-

 

wiam się, co czuję. Radość? OŜywienie? Upojne trzepotanie serca?

 

Raczej nie.

 

- Nie siedź tak! - wybucha naraz Kuka. Jest wściekła. -

Zrób coś z sobą. Wykąp się, umyj głowę, nałóŜ maseczkę.

 

Patrzę uwaŜnie na smarkatą. MoŜe i jest wredna, ale teraz ma rację. Wręczam jej 

pilota i idę do łazienki.

 

Gorąca kąpiel, biała ściana lawendowo pachnącej piany.

 

Myślę o niedzieli.

 

Co będzie? Czy to naprawdę randka? W co się ubrać? Dokąd pójdziemy? Do 

kina? Czemu zadzwonił? Czemu nagle sobie o mnie przypomniał? Nie potrafię się 
cieszyć. Gdzieś tkwi zadra, która psuje całą radość.

 

- Olka! Olka! - wydziera się Kuka pod drzwiami. - Telefon.
Chce odwołać randkę. Zmienił zdanie.

 

WyłaŜę z wanny i otwieram drzwi.

• 

Halo? - Mam nadzieję, Ŝe głos mi nie drŜy. - Słucham?

• 

Minął zły humorek? - pyta Majka.

 

- Mija - odpowiadam zgodnie z prawdą, a kamień spada

mi z serca (bezgłośnie) wprost na mokrą podłogę. - Dzwonił. -
Wie, o kim mowa.

 

- No, no - cmoka. - I co?
No to mówię co.

 

Majka z tej randki cieszy się chyba bardziej niŜ ja.

 

dwudziestego, niedziela

 

Sześćdziesiąt osiem minut do spotkania z Mateuszem.

 

Jestem coraz bardziej zdenerwowana. Zagoniłam Szymka do oglądania jakichś 

bajek, bo co chwila pytał, czy jednak nie moŜe ze mną pójść.

 

Kuka odgrzała resztki wczorajszego obiadu, wmusiła we mnie talerz rosołu, a 

teraz stoję przed lustrem, oglądam swoją bladą twarz i zachodzę w głowę, w co się 
ubrać. Po całym có-rusiowym poniewierają się moje ciuchy.

 

Wchodzi Kuka. Jak zwykle bez pukania. Kiedyś jej to wy-

 

I   104

 

tknęłam. Odparła, Ŝe trudno jej pukać do córusiowego, skoro tak długo w nim 
mieszkała. „Jeszcze nie wyrobiłam sobie

 

nawyku".

• 

Musisz pomału wychodzić. - Stuka palcem w zegarek.

• 

Goła? - prycham. - Na nic nie mogę się zdecydować. -

Z wściekłością kopię dŜinsy.

• 

ZałóŜ tę indyjską sukienkę.

• 

A do niej co? Wszystko albo brudne, albo mokre.

• 

Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej, zamiast leŜeć

przed telewizorem - mruczy.

background image

• 

Wyny!

• 

Rany! PrzecieŜ nie idziesz na bal do królowej. Bierz ten

 

fioletowy sweter.

 

- Wyny! Wyny!

 

Jestem wściekła na wszystko i na wszystkich. JuŜ przymierzałam sweter. Ze swą 

bladością wyglądam w nim niczym

 

topielica.

 

Młoda wzrusza ramionami i wychodzi. Ale nie na długo. Wraca po chwili. W 

rękach trzyma wie wiórkowy sweterek.

 

- Nie - mówię cicho.

 

- Co nie? Co nie? Mama sama poŜyczała ci go setki razy.
-Nie.

 

-Tak.

 

Stoimy naprzeciwko siebie, a między nami ruda szmatka. Kuka pierwsza 

przerywa milczenie.

• 

Nie masz większych problemów? - Robi krok w moją stro

nę. Szczupła buzia i błyszczące oczy, w których jest złość. - To
takie waŜne, czy pójdziesz w Mamy swetrze, czy nie, gdy aku
rat jest ci potrzebny? Albo czyja przeniosę się do pokoju Mamy,
bo juŜ mam po dziurki w nosie gniecenia się z tobą?

• 

Nie zaczynaj na nowo.

 

- Bo co? Bo co?! - teraz juŜ krzyczy. - Znowu usiądziesz

przed telewizorem na trzy dni? Znowu nic cię nie będzie in
teresowało? Wszyscy będą obchodzić się z tobą jak z jajkiem?
A co z Szymkiem? Co ze mną? Bierz się do Ŝycia!!! - Rzuca we
mnie swetrem. - Nie tylko ty masz „smutne dni"! - Wybiega
z pokoju.

 

„Nie tylko ty masz »smutne dni«!"

 

„Nie tylko ty masz »smutne dni«!"

 

Czuję się tak jak kiedyś dawno, dawno temu.

 

Szymka jeszcze nie było na świecie, a Kuka była maleńka. Miałam grypę i 

ogromnie uŜalałam się nad sobą. Domagałam się od Mamy, Ŝeby cały czas przy mnie 
siedziała, czytała, trzymała dłoń na moim rozpalonym czole. I w końcu Mama 
wykrzyknęła, Ŝe Kuka teŜ jest chora. I to znacznie bardziej niŜ ja.

 

Teraz teŜ tak jest.

 

„Nie tylko ty masz »smutne dni«".

 

Na dywanie leŜy wiewiórkowy sweterek. Schylam się po niego. Jeszcze pachnie 

Mamą. Przymykam oczy.

 

Mamo...

 

Jak cięŜko bez ciebie.

 

WłaŜę na tapczan. Nakrywam się kocem. Na poduszce obok twarzy kładę sweter.

 

Czas stanął.

 

Nie wiem, jak długo tak leŜę otulona Mamy zapachem. Minutę, pięć, moŜe 

godzinę.

 

Raptem ktoś zrywa mi z głowy koc. Blady Szymek.

• 

Olka, chodź szybko! Do kuchni! Kaśka jadła rybę i chyba

zjadła ość!

• 

Nie mogła uwaŜać? - Biegnę po schodach za Małym. -

Nic jej nie będzie - dodaję i w tej chwili słyszę, Ŝe Kuka wymio
tuje.

 

Stoi obok stołu. Ma mokre policzki, zaczerwienione oczy, chrapliwy oddech. 

background image

Przed nią, na podłodze, zwymiotowana kolacja.

• 

Boli mnie - chrypi na mój widok. - Boję się.

• 

Będzie dobrze - uśmiecham się do niej z wysiłkiem.

 

Co robić? Co? W takich przypadkach Mama kazała zjeść skórkę od chleba. 

DrŜącą ręką odkrawam piętkę i podaję Kuce.

 

- Zjedz.

 

Posłusznie zatapia zęby w skórce. Krztusi się. Znowu wymiotuje.

 

- Szymek! Przynieś papier! - wołam.

 

l   106

 

Spomiędzy filiŜanek i talerza z rozbebeszoną makrelą wyjawiam słuchawkę. 

Wystukuję numer pogotowia i jednocześnie wycieram Młodej twarz.

• 

Pogotowie, słucham.

• 

Proszę pani, moja siostra zjadła ość. Wymiotuje.

• 

Ile ma lat?

• 

Prawie trzynaście.

• 

Kłopoty z oddychaniem?

• 

Charkocze, krztusi się.

• 

Adres?

 

Podaję. I jeszcze numer telefonu. Teraz tylko musimy czekać. Kuka jest blada, 

ma spocone włosy. Związuję je frotką, chusteczką wycieram policzki. Wszystkie 
moje ruchy śledzą dwie pary wystraszonych oczu.

• 

Będzie dobrze - mówię.

• 

Co mi zrobią? - chrypi i znowu zaczyna kaszleć. A potem

zaraz wymiotuje.

• 

Wyjmą ci ość.

 

Gdzie ksiąŜeczka zdrowia? I legitymacja ubezpieczeniowa taty? Chyba wszystko 

leŜy w Mamy biurku.

 

Na ulicy rozlega się wycie karetki. Kuka blednie, Szymek szeroko otwiera oczy.

• 

To do nas? Ale heca!

• 

Bierz klucze, leć otwierać bramkę - poganiam go. -

Wszystko będzie dobrze. Nic nie będzie bolało.

• 

JuŜ są! - woła przejęty Szymek.

 

Za nim dwóch męŜczyzn w zielonych strojach. Młodszy, podobny do Brada Pitta, 

trzyma wielką, srebrną walizkę, starszy, brunet, plastikową przezroczystą rurę, z 
jednej strony zakończoną maseczką, a z drugiej duŜą gruszką.

 

- Ty dzwoniłaś? - pyta Brad Pitt. Na szyi dynda mu zawie

szone na taśmie etui, a w nim komórka. Widać, Ŝe to on jest tu
szefem.

 

-Tak.

 

- Zadławiła się ością - wtrąca Szymek.

 

Kuka nic nie mówi. Jest śmiertelnie przeraŜona.

 

- Zabieramy cię - mówi do niej lekarz.

 

l  107

• 

Panie doktorze... - ze zdenerwowania ledwo mówię. -

A moŜe tę ość da się tutaj wyjąć?

• 

Wątpię, ale mogę popatrzeć.

 

W ręku Pitta pojawia się mała latarka.

 

- Otwórz szeroko usta. Szerzej, szerzej. To bez sensu...

Jedziemy... Czekaj! Jest! Widzę!

background image

 

Potem półgłosem wydaje polecenia koledze. Ten idzie do karetki. Wraca z 

drewnianymi szpatułkami i czymś pomiędzy peseta a noŜyczkami. Kuka na ten 
widok zielenieje. Robię krok w jej stronę i biorę ją za rękę.

 

Młoda jest zasmarkana, zapłakana, wcale niepodobna do Kuki, którą znam. Po 

raz pierwszy od wielu, wielu lat budzi we mnie inne uczucia niŜ złość, wściekłość i 
rozŜalenie.

 

- Siadasz! - Lekarz wskazuje Kuce krzesło.

 

„śeby tylko się udało! śeby się udało!", powtarzam w myślach. Kukuśka 

charkocze, kaszle, o mało znowu nie wymiotuje.

• 

Jest! - Brad Pitt w pęseto-noŜyczkach trzyma długą

ość. - No, mała, nigdzie nie jedziesz. A juŜ chcieliśmy wieźć
cię na sygnale.

• 

Na sygnale? A jak zjadła drugą? - woła Szymek. - Mogę

jechać z siostrą?

 

Lekarze śmieją się, Kuka z wolna odzyskuje kolorki. Jeszcze tylko muszę 

odpowiedzieć, do której naleŜymy przychodni, gdzie pracuje ojciec i koniec. 
Zostajemy sami. Obrzygana Kuka, przejęty Szymek i ja.

• 

A twoja randka? - chrypi Kuka.

Wzruszam ramionami.

• 

Przepadła.

• 

Nie zrobiłam tego specjalnie.

 

Absurdalność tej wypowiedzi wywołuje mój chichot. Kuka patrzy na mnie 

wyniośle. Widać, Ŝe wraca juŜ do formy.

 

- Pójdę się połoŜyć - chrypi znowu i pociera ręką gardło.

 

- MoŜe najpierw kąpiel? - odzywa się Szymek i mruga do

mnie.

 

Kuka nie raczy odpowiedzieć. Wspina się po schodach. W głowie gonitwa myśli.

 

108

 

Nie spotkam się dziś z Mateuszem. Nie wiadomo, co o mnie pomyśli. MoŜe nie 

będzie chciał juŜ nigdy mnie widzieć.

 

Młodej nic nie jest.

 

Skończyły się moje „smutne dni".

 

Uśmiecham się do Małego. Odwzajemnia uśmiech.

 

I chociaŜ wiem, Ŝe do wieczora Kuka będzie się nad sobą uŜalać, Ŝe cała kuchnia 

jest do gruntownego posprzątania, czuję się tak radośnie i dziwnie lekko, jakbym 
wróciła do domu po długiej, bardzo długiej nieobecności.

 

Dwudziesta trzecia pięćdziesiąt. A on nawet nie 
zadzwonił.

 

dwudziestego pierwszego, poniedzialek

 

Wypchnęłam Kukę do szkoły, bo chciała sobie zrobić wolne („Nawet nie wiesz, 

jaka jestem zestresowana! A gardło mam całe podrapane przez tego konowała!"). 
Zaprowadziłam Małego do świetlicy, a teraz pędzę do szkoły.

 

Dzwonił ojciec. Wrócił samochodem z kolegą, pojechali od razu do pracy, jest 

zmęczony, ale wszystko OK. Co w domu? Powiedziałam, Ŝe teŜ OK. Nie będę go 
teraz martwić i opowiadać o akcji z ością.

 

Nie lubię pierwszych dni po „smutnych dniach".

 

DuŜo wysiłku kosztuje mnie wkręcenie się na nowo w dawne tryby. Wszystko, co 

background image

działo się przed, jest dziwnie odległe. A dzisiaj jestem przygnębiona.

 

Wczorajsza chwilowa radość minęła jak ręką odjął.

 

Mateusz nie zadzwonił.

 

Idę z pochyloną głową. To zwyczaj jeszcze z dzieciństwa. Mama mówiła, Ŝe jak 

coś przeskrobałam albo w jakichś sytuacjach czułam się niepewnie, od razu kuliłam 
się, starając się jak najmniej rzucać w oczy.

 

Mijam sexshop (Majka chciała, Ŝebyśmy do niego kiedyś weszły, ale 

stchórzyłyśmy), Sezam, biuro nieruchomości,

 

109

 

skręcam w lewo i jestem przed szkołą. Wielki, kremowy budynek.

 

Moja zmora. Zmora ostatnich miesięcy.

 

Mam jeszcze parę minut do rozpoczęcia lekcji. Spokojnie przepiszę zadania i 

porozmawiam z Majką.

 

Wskakuję po dwa stopnie. Wpadam na kogoś.

 

Znajomy zapach.

 

Znajomy niebieski uśmiech.

 

I znajome, zdradzieckie rumieńce.

 

-Hej!

• 

Cześć...

• 

Blokujemy wejście - zauwaŜa przytomnie. Bierze mnie

za łokieć i prowadzi na pobliski murek. - Czemu cię wczoraj
nie było?

 

• 

Nie mogłam - mówię zgodnie z prawdą. - Przepraszam.

Przekrzywia głowę. Taksuje mnie spojrzeniem.

• 

Dzwoniłem.

Co?!

• 

Jak to? - pytam niezbyt przytomnie.

• 

Cały czas było zajęte.

 

MoŜe słuchawka była źle odłoŜona... Nie! Kuka wczoraj siedziała w Internecie.

 

- Dzisiaj będziesz mogła spotkać się ze mną?

 

Chyba tak. Młoda zapowiedziała, Ŝe juŜ w Ŝyciu nie tknie ryby.

 

-Mhm.

 

- O której kończysz?

 

Zdecydowanie myślę na wolniejszych obrotach. Dziś jest wtorek, więc... Nie. 

Poniedziałek.

• 

Jaki dziś dzień tygodnia?

• 

Za przeproszeniem, jaja sobie ze mnie robisz?

-Nie.

• 

Poniedziałek.

• 

Czternasta dziesięć.

 

- Dobra. Nie mam dziś anglika i kończę wcześniej. Będę tu

czekał. Miłego dnia.

 

Przygnębienie mija. Spotkam się dziś z Mateuszem! Cze-

 

I   110

 

kał na mnie pod szkołą! Specjalnie przyszedł! Dzisiaj randka... Poniedziałek? Kuka 
ma zbiórkę... Potrząsam głową. Jest mi głupio.

• 

Muszę przyprowadzić Szymka do domu - mówię pół

background image

głosem.

• 

Przyprowadzimy razem. A potem coś wymyślimy.

 

Na skrzydłach frunę do szatni.

 

Wymarzona randka! Nareszcie! Tylko czemu pójdę na nią w bluzie i w 

dŜinsach? Wiem. Urwę się z ostatniej lekcji, pognam do domu, przebiorę i będę 
pod szkołą na czas.

 

- Cześć.

 

Podnoszę głowę. Maciek.

 

- Cześć. - Wieszam kurtkę. Jeszcze tylko wyjmę klucze

 

z kieszeni. Są. Portfel teŜ.

 

Maciek stoi, jak stał. Nie spuszcza ze mnie wzroku. Dobra,

 

teraz na górę.

• 

Zrobiłaś fizykę? - pyta naraz.

• 

Nie - kręcę głową. - Idę ją przepisać - dodaję z uśmiechem.

• 

Masz. - Podaje mi zeszyt.

 

Niech będzie. On nigdy się nie myli w zadaniach. Klękam przy ławce i 

zaczynam pisać. Nic z tego nie rozumiem. Ale to bez znaczenia.

 

-Ola?

 

-No?

 

- Słuchaj... Tak sobie pomyślałem. MoŜe wybrałabyś się ze

mną dziś na koncert bluesowy... Mam dwa bilety.

 

Ale jest zdenerwowany!

 

- Nie mogę. - Jestem na bieŜąco z telenowelami i wiem,

jak powinnam się zachować. Powinnam powiedzieć, Ŝe najle
piej będzie, gdy postawimy sprawę jasno. śe nie jest w moim
typie, Ŝe moje serce bije dla kogoś innego i niech przestanie
o mnie myśleć. śe powinniśmy zostać na etapie przepisywa
nia fizyki. Ale nie potrafię tego powiedzieć. Nie lubię Maćka,
ale Ŝal mi go. - Mam juŜ plany na dzisiaj - dodaję cicho.

• 

Nie ma sprawy - mówi szybko. - MoŜe kiedy indziej?

• 

MoŜe... - JuŜ pluję sobie w brodę, Ŝe od razu nie okaza

łam się dosyć twarda.

 

l   111

 

Oddaję mu zeszyt i pędzę do Majki. Do klasy wpadam równo z dzwonkiem.

 

-

Coś taka uśmiechnięta? Chcesz fizę? - pyta Majka.

Patrzę na nią uwaŜnie. Czarne bojówki i nowy błękitny swe
terek. Zdecydowanie nie pasuje jedno do drugiego.

• 

Chcę twój sweterek - sapię.

• 

Jasne. Spodnie, buty i majtki teŜ?

• 

Idę dziś na randkę.

• 

Mów tak od razu.

 

Wchodzi polonistka. Od drzwi widać, Ŝe ma zły humor. Lepiej jej nie podpaść. 

Dopiero gdy dźwięczy dzwonek na przerwę, moŜemy gadać.

• 

Jak tam wczorajsza randka? - pyta Majka. Pędzimy do

toalety.

• 

Będzie dzisiaj.

• 

Dlaczego? - Jesteśmy w łazience. Majka podaje mi swete

rek, ja jej bluzę.

• 

Nawet nie wiesz, co się wczoraj u nas działo. Kuka zeŜar

background image

ła ość.

• 

Pokarało ją - śmieje się. - Ładnie ci. Lepiej niŜ mnie. - Co

z randką?

 

Parskam śmiechem.

 

- Gdzieś pójdziemy. Słuchaj, nie mówiłam ci, ale się zebrał

na odwagę i zaprosił mnie na koncert bluesowy. - Grzebię
w torbie Majki. Czasami nosi ze sobą dezodorant.

 

-I co?

• 

Odmówiłam.

Majka kuca obok mnie.

• 

Dla mnie to zbyt skomplikowane.

 

Strzelają drzwi. Wchodzą dwie chude pierwszoklasistki i Gośka.

 

- Coś przegapiłam? - pyta, podchodząc.

• 

Oświeć mnie - prycha Majka. - Olka właśnie wydębiła

ode mnie sweterek na randkę. A teraz mi mówi...

• 

Z kim ta randka?

• 

Maciek mnie zaprosił - śmieję się - ale...

• 

Maciek? Nasz naukowiec zauwaŜył, Ŝe na świecie istnie-

 

I   112

 

je płeć przeciwna? No, no. Idę mu pogratulować. - Wychodzi

 

z łazienki.

• 

Poczekaj - wołam za nią, ale juŜ mnie nie słyszy.

Majka patrzy na mnie jak na wariatkę.

• 

To my mówimy o Maćku?

• 

Idę na randkę z Mateuszem. Maćkowi odmówiłam.

 

- Dzwonek. Fizyka. Przy tobie wydaje mi się dziwnie jasna

i zrozumiała.

 

Szymek wariuje na widok Mateusza.

• 

Fajnie, Ŝe jesteś! Dostałem plusa z matematyki. Strzeli

łem gola! Wiesz, Ŝe u nas wczoraj było pogotowie?

• 

Pogotowie?

• 

Do Kuki. JuŜ wszystko dobrze - wyjaśniam.

• 

Zjadła ość. Gdzie idziemy? - Szymek podskakuje wo

kół nas.

• 

Do domu - mówię szybko i poprawiam mu bejsbolówkę.

• 

Dawaj. - Mateusz bierze tornister. - Kamienie tu nosisz?

 

• 

KsiąŜki, strój na wuef i piórnik. Zagramy na kompu

terze?

• 

Dziś nie. Szymek, przebieraj szybko tymi nogami! - po

ganiam.

 

Szczerbul zatrzymuje się.

• 

Będę grzeczny.

• 

Szymek!

• 

Weźcie mnie ze sobą. - Patrzy na nas błagalnie. - Mogę

 

sam nieść tornister.

 

- Daj spokój. - Biorę go za rękę.

background image

 

- Nie! Chcę iść z wami.
Udusić go teraz czy w domu?

 

- Czy ja ci siedzę na głowie, jak przychodzą twoi kum

ple?

 

Mały wyrywa rękę. Bez słowa rusza przed siebie. I nagle

 

zaczyna biec.

 

- Poczekaj! Poczekaj!

 

- Bez łaski! - odpowiada, nie zatrzymując się. - Wypchaj

cie się.

 

Dobiegamy do niego jednocześnie.

 

Na policzkach wielkie łzy i usta w podkowę.

 

- Szymek - przesuwam dłonią po mokrym policzku - nie

moŜna tak.

 

- Nic od ciebie nie chcę - mówi hardo. - Idziemy?
Patrzę na milczącego Mateusza.

 

Co robić?

 

Iść na randkę ze szczerbulcem? Ale wtedy to nie jest randka. Zostawić go w 

domu, tak jak planowałam, i mieć wyrzuty sumienia?

 

BoŜe, aleŜ on jest smutny!

 

Kiwam na Mateusza i odchodzimy parę kroków od Małego.

• 

Mateusz - szepczę. - Nie wiem, co robić. To jeszcze fąfel.

• 

Niech idzie z nami. To dla niego waŜne.

• 

Przepraszam.

 

- Nie przepraszaj. I nie denerwuj się. Następnym razem

będziemy sami.

 

Leciutko uśmiecham się.

• 

Naprawdę?

• 

Mhm. I zadzwoń, Ŝe będziecie później. - Podaje mi ko

mórkę.

• 

Idziesz z nami, wiesz?! - wołam do szczerbulca, który nie

spuszcza z nas wzroku.

 

- Oj, Ola! Naprawdę? A gdzie? - Podbiega do nas.
Policzki jeszcze mokre, ale usta rozciągnięte w uśmiechu.

 

AŜ serce topnieje na ten widok.

 

- Zaraz coś ustalimy. - Mateusz wyciera Małemu twarz. -

Olka, szkoda czasu.

 

Dzwonię do domu. Nikt nie odbiera. Kuka jeszcze na zbiórce, ojciec w pracy. 

Dzwonię na komórkę.

• 

Tato, tu Olka. Jestem z Szymkiem. Będziemy później.

• 

To znaczy kiedy?

• 

Nie wiem, moŜe koło siódmej... Poczekaj chwilę... - Po

chylam się w stronę szczerbula, który ciągnie mnie za rękę. -
Tak, z tatą... Mały chce ci coś powiedzieć.

 

l   114

 

- Tatuś? To ja, Szymek. Wiesz co? Idę z Olą i Mateuszem

 

na randkę...

 

Słyszę, jak ojciec wybucha śmiechem. Szymek cmoka do

 

telefonu i wyłącza się.

• 

Idziemy na przystanek. - Mateusz teŜ się śmieje. - Mam

superplan. - Zarzuca tornister na ramię.

background image

• 

Powiedz, powiedz - prosi Szymek.

• 

Niespodzianka.

 

Mały łapie Mateusza za rękę. Cały jaśnieje. Naraz Mateusz pochyla się w 
moją stronę. Zanim zdąŜę się zaczerwienić, całuje mnie w usta.

 

- Jesteś wspaniała - mówi cicho. - Najwspanialsza.

 

Moja trzyosobowa randka odbyła się w Płazie. Mateusz wziął nas na trójwymiarowy 
film o Ŝyciu w morzu. Niesamowite wraŜenie. Szymek co chwila wyciągał ręce i 
próbował łapać ryby. A ja, gdy rekin machnął ogonem, pisnęłam i wcisnęłam się w 
róg fotela. Potem byliśmy w McDonal-dzie na spóźnionym obiedzie. Szymek jadł i 
jadł, jakbyśmy go głodzili od miesięcy.

 

Mateusz odprowadził nas pod dom i kiedy Szymek zniknął za drzwiami, przytulił 
mnie mocno do siebie i pocałował. „Zadzwonię. Dziękuję", powiedział i znowu 
mnie pocałował. Dziwna ta randka. Z młodszym bratem.

 

Ciekawe, który chłopak zgodziłby się na zabranie szczerbulca. Mateusz jest inny niŜ 
chłopcy, których znam. Choć metrykowo do nich podobny, wewnętrznie bardziej 
dojrzały. Zaimponował mi dziś. Teraz, podśpiewując, fruwam po domu. W ciągu 
godziny posprzątałam, nastawiłam pranie i zrobiłam cały ogrom drobnych 
czynności, które w efekcie stworzyły obraz domu nie tak znowu bardzo 
zaniedbanego.

 

Ojciec w wannie, a Szymek ciągle marudzi nad lekcjami. I teŜ sobie 

podśpiewuje.

 

l   115

 

Postanawiani porozmawiać z Kuka. Jest w nie-pokoju Mamy.

 

Siedzi w zielonym kątku (dostała od ciotki i mamy Kacpra jakieś chabaziaki). 

Obok niej na podłodze prosiakowaty, kwadratowy zeszyt.

 

Na kilometr pachnie pamiętnikiem.

 

- Od kiedy piszesz? - pytam zdumiona.

 

Nigdy bym jej o to nie podejrzewała. Ona, taka racjonalna i przyziemna!

• 

Od czterech lat - odpowiada spokojnie.

• 

Nie wiedziałam.

• 

Bo o takich rzeczach się nie trąbi - parska pogardliwie.

Milkniemy.

 

Prosiakowaty zeszyt intryguje.

 

- Kaśka... - Patrzy na mnie ze zdumieniem, bo bardzo rzad

ko tak się do niej zwracam. - O ostatnich dniach juŜ napisałaś?

 

Przygląda mi się bez słowa. Ma niesymetryczne brwi -prawa jest wyŜej - tak jak u 

Mamy. Wytrzymuję spojrzenie. Sięga po pamiętnik. Otwiera.

 

- „Wszystko na mojej głowie. Szkoła, dom, Szymek, obiady.

Ani chwilki dla siebie..." Dalej?

 

-Tak.

 

- OK. „Olka znowu wszystko olewa. Zachowuje się idio

tycznie. Wcale nie jak starsza siostra. Nie moŜna na niej pole-
gać..."

 

Łup! Jak obuchem w głowę. Tego się nie spodziewałam. Sadziłam, Ŝe usłyszę 

hymny pochwalne nad Kasią, jej dzielnością, zaradnością, a tu...

 

- Obrazisz się? - pyta buńczucznie.

• 

Nie - mówię przez ściśnięte gardło.

Kuka zagryza wargi. Stuka w pamiętnik.

background image

• 

Coś tu jeszcze mam...

-No?

 

- „PrzecieŜ nie tylko ona straciła mamę" - czyta ledwie

dosłyszalnie. - Koniec. Jeszcze napiszę o ości - dorzuca nor
malnym tonem.

 

Gonitwa myśli, suchość w ustach, pragnienie powiedzenia

 

l   116

 

kilku słów wyjaśnienia, moŜe jakiś miły gest i obawa, Ŝe mnie wyśmieje.

 

Jak się zachować?

 

Mam świadomość niepowtarzalności tych chwil. Teraz ruch naleŜy do mnie.

• 

Nie mogę sobie z niczym poradzić - mówię cicho.

• 

Co ty powiesz? - kpi.

 

Ź

le zaczęłam. Nie tędy droga.

 

- Co dla ciebie jest najgorsze? - pytam.

 

Bure oczy patrzą na mnie ze zdumieniem. Jak nic zaraz wyrzuci mnie z pokoju.

• 

Najgorsze?

• 

Mhm.

 

Oplata ramionami kolana. Ja teŜ tak siedzę! Pierwszy raz

 

to zauwaŜam.

 

Ile rzeczy w takim razie mi umyka? A ile umknęło?

 

- Najgorsze jest to - ma ciemny głos, jeszcze takiego u niej

 

nie słyszałam - Ŝe...

 

- No? - staram się jej pomóc.

 

- śe nigdy nie będzie jej przy mnie w najwaŜniejszych chwi

lach Ŝycia. Gimnazjum, matura, randki. Moje dzieci nie będą

 

znały babci.

 

Dwunastoletnia smarkata myśli o takich rzeczach?

 

W nie-pokoju Mamy jest cicho. Kuka czeka na to, co powiem. Mam pustkę w 

głowie. Potrzebne są jakieś mądre słowa pocieszenia. A ja takich nie potrafię teraz 
znaleźć.

 

A moŜe Kuce wcale nie zaleŜy na ich usłyszeniu?!

 

I tak ma pewnie dość zapewniania, Ŝe „będzie lepiej" i „trzeba czasu, trochę 

czasu".

 

- Wiesz co? - zaczynam zdecydowanie, ale pewność mnie

opuszcza. A na dodatek Kuka nie odrywa spojrzenia od moich
warg. - Wiesz, Ku... Kaśka... Lubię cię.

 

Cisza. Długa.

 

- Ja teŜ cię lubię - mówi zachrypniętym głosem - ale cza

sami mnie nieziemsko wpieprzasz.

 

Cała Kuka!

 

- Ty mnie teŜ - odpowiadam zgodnie z prawdą i usta układają mi się w uśmiech. 
Odwzajemnia uśmiech. NajwaŜniejsze zostało powiedziane. Nie zmarnowałyśmy 
tego dnia.

 

„Jesteś wspaniała. Najwspanialsza".

background image

• 

Olka! - woła Mama od progu. - Jeste

ś

?

• 

Jestem - odkrzykuj

ę

 leniwie z góry.

 

Kuki jeszcze nie ma, wi

ę

c korzystam z wolno

ś

ci. Tapczan, pu-chaty koc, czekolada, 

cisza i ksi

ąŜ

ka.

• 

Córeczko, nastaw mi kaw

ę

. Zaraz musz

ę

 wyj

ść

.

• 

Kolejna wa

Ŝ

na konferencja? - Zbiegam ju

Ŝ

 po schodach.

Na podłodze w kuchni le

Ŝą

 białe reklamówki. Z jednej wystaj

ą

pory, druga pachnie pieczonym kurczakiem.

- Ta jest bardzo wa

Ŝ

na. - Mama wchodzi do kuchni.

Pachnie „Thru". Lubi

ę

 ten zapach, cho

ć

 z pocz

ą

tku wydawał

mi si

ę

 nieco duszny. Grafitowa spódnica, czarny bli

ź

niak, na szyi srebrny ła

ń

cuszek, a 

na nim mleczny bursztyn, który tata kupił w Krynicy Morskiej. Jasne, krótkie włosy z 
baleja

Ŝ

em, zm

ę

czone bure oczy i szeroki u

ś

miech.

- O ka

Ŝ

dej tak mówisz.

- Tak uwa

Ŝ

a pani dyrektor. Nawet urwana noga nie byłaby

usprawiedliwieniem mojej nieobecno

ś

ci.

Nalewam wod

ę

 do ekspresu, sypi

ę

 kaw

ę

, wciskam guzik. Mama w tym czasie 

rozpakowuje torby.

• 

Gdzie Szymek?

• 

U Kacpra - odpowiadam. - A Kuka ma zbiórk

ę

. - Uprzedzam

kolejne pytanie.

• 

Uff... Nie wiem, w co wło

Ŝ

y

ć

 r

ę

ce. Obiad nie zrobiony, trze

ba nastawi

ć

 pralk

ę

, posprz

ą

ta

ć

. Pi

ęć

 minut dla mnie. - Siada przy

stole.

118

Ekspres ju

Ŝ

 dawno wypluł kaw

ę

. Przelewam j

ą

 do czarnej fili

Ŝ

anki i podaj

ę

 Mamie.

-

Jednak dzieci to nie tylko kłopoty - u

ś

miecha si

ę

.

Siadam naprzeciwko i przysuwam do siebie miseczk

ę

 z orze

chami nerkowca. Mama pije pospiesznie, raz czy dwa si

ę

ga do

miseczki.

• 

Zrobi

ę

 obiad. Nie przejmuj si

ę

.

• 

Ugotuj ry

Ŝ

, tylko przypilnuj. Ostatnio wyszedł ci z niego klaj-

ster. Kurczaka podgrzej. Surówki pewnie ju

Ŝ

 nie zd

ąŜ

ysz zrobi

ć

.

Aha, w lodówce jest zupa. Zagotuj i przypraw. Co jeszcze? Nasta
wi

ę

 pranie. Wyjmij potem, dobrze?

 

Zgrzyta klucz.

• 

Wróciłam! - woła Kuka. - Jest obiad? Strasznie zgłod

niałam.

• 

To nie knajpa! - wrzeszcz

ę

.

• 

Odwal si

ę

! O, Mama! Nie wiedziałam, 

Ŝ

e ju

Ŝ

 jeste

ś

 - mówi

speszona. - Dzie

ń

 dobry.

 

Mama odstawia fili

Ŝ

ank

ę

 do zlewu.

 

- Dzie

ń

 dobry, kochanie. Umyj r

ę

ce, przebierz si

ę

 i zrób su

rówk

ę

 z marchewki, dobrze?

 

Kuka, wygl

ą

daj

ą

ca idiotycznie w tym swoim szarym mundurku, krzywi si

ę

.

• 

Mam lekcje.

• 

Wiem.

• 

A Olka by nie mogła zrobi

ć

?

background image

 

- Ja te

Ŝ

 chodz

ę

 do szkoły! - Patrz

ę

 z nienawi

ś

ci

ą

 na młodsz

ą

,

która da sobie wypru

ć

 

Ŝ

yły, je

ś

li trzeba zrobi

ć

 co

ś

 dla swej uko

chanej dru

Ŝ

yny, ale palcem nie kiwnie dla nas.

 

Jak nic zaraz wybuchnie awantura. Potem si

ę

 na siebie obrazimy na kilka dni i 

wszystko b

ę

dzie normalnie.

 

- Ka

ś

ka robi surówk

ę

, Olka to, co wcze

ś

niej mówiłam. - Mama

podnosi głos. - Zaraz wychodz

ę

. Nie wiem, kiedy wróc

ę

. Potem

poprawiam kartkówki, a pó

ź

niej zajmuj

ę

 si

ę

 domem. Jakie

ś

 ewen

tualne uwagi? Za

Ŝ

alenia? - Patrzy surowo na Kuk

ę

.

 

- Nie - burczy Młoda. Wyra

ź

nie spuszcza z tonu. - Przebior

ę

 

si

ę

. - Idzie na gór

ę

.

 

Mama znika w pralni, ja skubi

ę

 orzeszki. Zupa ju

Ŝ

 si

ę

 grzeje.

  119

 

Do kuchni wchodzi Kuka. Obra

Ŝ

ona. Jej sprawa. Mama jest ju

Ŝ

 koło wieszaka. Palcami 

przeczesuje włosy. Zakłada płaszcz, jak zwykle szuka szalika, r

ę

kawiczek i kluczy.

 

- Spotkamy si

ę

 wieczorem. Pa! - Wychodzi, a my z Kuka zaczynamy si

ę

 straszliwie 

kłóci

ć

.

 

Tamtego dnia po raz ostatni widziałam Mamę.

 

* * *

 

dwudziestego szóstego, sobota

 

Rano, zaraz po obudzeniu, czuję dziwną wilgoć na udach. Okres! Dwa 

tygodnie przed czasem. Miło zaczął się dzień, nie ma co. Ja do wanny, a majtki i 
piŜama do miedniczki z vani-shem.

 

Zła na cały świat zaglądam do szafki. Na dolnych półkach ręczniki, wyŜej 

mydła, pasty, szampony (ojciec kupuje to wszystko w Makro, zgrzewkami), 
suszarka i podpaski. Nie ma podpasek! Są tylko dwa puste opakowania po nich. 
Nie ma nawet kawałeczka waty.

 

To sprawka Młodej.

 

Zawijam się ręcznikiem i drobiąc, przemieszczam do nie--pokoju Mamy. 

Kuka słodko śpi. Jedną ręką przytrzymuję ręcznik, a drugą szarpię Młodą za 
ramię.

 

Bure oczy patrzą na mnie ze złością.

• 

Ś

pię. Czego?

• 

Gdzie podpaski?

• 

Potrzebowałam.

 

Teraz jako starsza siostra powinnam jej powiedzieć, Ŝe stała się kobietą, 

pogratulować, spytać kiedy miała pierwszą miesiączkę, czy ją boli, ble, ble, ble.

 

Ale jak mam o tym myśleć, gdy znowu czuję na udzie ciepły strumyczek?

 

- Bierz tyłek w troki i leć do Unimarketu. Kup dwie paczki

ze skrzydełkami.

 

Kuka ziewa.

 

120

 

• 

Daj Ŝyć. - Naciąga kołdrę na głowę. - W szafce widziałam

stosy chusteczek.

• 

Nie chcę chusteczek! Leć do sklepu!

• 

W plecaku powinnam mieć jeszcze jedną podpaskę. Sama

sobie leć. - Odwraca się do ściany.

 

Znajduję plecak, a w nim podpaskę. Jestem wściekła i jednocześnie rozŜalona. 

background image

Jak mogła się tak wrednie zachować? Gdzie solidarność kobieca? I co? Przejść 
nad tym do porządku dziennego? Jedno jest pewne. Takiego świństwa nie 
puszczę

 

jej płazem.

 

Wychodzę do Unimarketu. Pustki, ziewające kasjerki. Robię zakupy na dziś i 

na jutrzejszy obiad.

 

Oby tylko przy kasie nie okazało się, Ŝe mam za mało pieniędzy.

 

Raz juŜ mnie to spotkało.

 

Rumieńce, spocone dłonie, gorączkowe przeszukiwanie kieszeni, za mną 

kolejka, próba przekonania młodej kasjerki, Ŝe mieszkam w pobliŜu sklepu, Ŝe 
zaraz doniosę brakującą resztę, i solenne obiecywanie sobie, Ŝe juŜ nigdy więcej 
takiego

 

wstydu.

 

Obładowana siatami wracam do domu. Szymek jest na górze, sądząc z 

odgłosów, gra na komputerze. Ojciec chyba jeszcze śpi. W kuchni Kukuśka 
zajada płatki z mlekiem.

 

Wykładam zakupy do szafek i lodówki. Kuka nie kwapi się do pomocy. 

Znowu czyta którąś z tych durnych gazet.

• 

Co na obiad? - pyta.

• 

To, co ugotujesz - odpowiadam bez namysłu.

• 

ś

artujesz? - Prawa brew podniesiona - Nie mam czasu.

Zaraz siadam do lekcji, potem idę do Magdy.

• 

Wszystko kupiłam. Aha, są frytki - mówię spokojnie.

• 

Ogłuchłaś?

• 

W lodówce masz buraczki.

• 

Nie słuchasz mnie! - wybucha. - Gówno obchodzą mnie

 

buraczki i frytki!

 

- Katarzyna! - mówi cicho ojciec. Stoi oparty o framugę. -

 

Do swojego pokoju!

 

Kuka z bladą twarzą wychodzi z kuchni.

• 

Aleksandra! Co się dzieje?

• 

Słyszałeś.

 

Te awantury z Kuka wpędzą mnie do grobu. Ojciec wygląda jak zbity pies. Nie 

mam siły na rozładowywanie sytuacji, tłumaczenie, Ŝe Kuka wstała lewą nogą, Ŝe 
wszystko będzie dobrze, Ŝe to jej kolejny zły dzień.

 

- Porozmawiam z nią.

 

O nie! Ostatnio po takim „porozmawiam z nią", dowiedziałam się, Ŝe Kasia musi 

się uczyć. Teraz pewnie usłyszę, Ŝe jest przemęczona i podenerwowana.

 

No i Ŝe dalej musi się uczyć.

• 

Kuka ma czas na wszystko, tylko nie na dom. Zostałam

jej słuŜącą. Szymek bardziej mi pomaga.

• 

Przesadzasz. Jesteś zdenerwowana. O! PrzecieŜ wczoraj

kupiła chleb.

 

Biorę głęboki wdech.

• 

Przestaję gotować obiady. - Patrzę ojcu prosto w oczy.

• 

Co? Jak to?

• 

Normalnie! Nie widzisz mojej pracy. Ani tego, Ŝe ja teŜ

mam szkołę. Widzisz tylko, Ŝe Kuka przyniosła chleb. - Wymi
jam ojca i biegnę do córusiowego.

 

Pod koc, pod poduszkę.

background image

 

Tylko wcześniej wezmę sobie pół tej tabletki na spanie.

• 

Ola, to ja.

• 

Cześć - odpowiadam i przenoszę się z telefonem do pral

ni. Tutaj mam pewność, Ŝe nikt nam nie przeszkodzi.

• 

Co u ciebie?

• 

W normie.

• 

Jesteśmy w Warszawie. Takie rodzinne sprawy. Nie spo

tkamy się jutro. Przepraszam. Rano wyjechaliśmy. Nagła de
cyzja ojca. Jesteś tam?

• 

Jestem.

 

A tak się cieszyłam! Nawet zrobiłam sobie hennę!

 

- Zadzwonię, jak wrócę.

 

l   122

 

• 

Dobrze.

• 

Nie gniewaj się. Naprawdę wolałbym być z tobą niŜ tutaj.

 

Kończę.

• 

Cześć.

• 

Myśl o mnie ciepło.

Myślę. AŜ za ciepło.

 

dwudziestego siódmego, niedziela

 

Głowa boli mnie i boli. Wypiłam juŜ kawę, po której zrobiło mi się niedobrze, 

zjadłam dwa apapy. Nic. śadnej poprawy. Marzę o łóŜku.

 

Dzień trwa i trwa.

 

Mateusz dzwonił dwa razy.

 

Będzie w Krakowie dziś w nocy. Jutro się odezwie.

 

Teraz robię kolację. Jednocześnie układam plan na następny dzień, kontrolnie 

zerkam na Szymka, jak tam jego

 

rysunek.

 

Chcę wyrzucić resztki białego sera (co za smród!), ale szafka pod zlewem 

okazuje się pusta.

• 

Gdzie kubeł? - krzyczę.

• 

Kasia poszła - odpowiada tata sprzed telewizora. - Wzię

ła butelki.

 

Niedaleko nas, na terenie miasteczka studenckiego, stoją kosze do segregacji 

odpadów. Od pewnego czasu Młoda wręcz chorobliwie zbiera plastiki i papier.

 

Zwariowała? PrzecieŜ jest po kąpieli (ostatnio kąpie się o idiotycznych porach). 

Kręciła się w kuchni, kiedy myłam naczynia. Liczę w myślach... jakieś dwadzieścia 
minut temu.

 

Do ulicy i do koszy tyle, co rzut zdechłym kotem. Wszystko powinno zamknąć 

się w pięciu minutach.

 

A jak coś jej się stało? Jak ją potrącił samochód? Parę dni temu na przejściu 

zginął rowerzysta. Blada wchodzę do duŜego pokoju.

 

- Idę po Kukę. - Głos mi się trzęsie. - Za długo jej nie ma - dodaję, widząc 

background image

pytające spojrzenie ojca.-

Zostań! - rozkazuje i juŜ go nie ma.

 

BoŜe! śeby tylko nic się jej nie stało! Biegam od drzwi do okna w kuchni. 

Czemu tak długo ich nie ma! Są! Ojciec i Kuka. JuŜ w ogródku.

 

Wchodzą.

 

On wściekły, ona blada i wystraszona.

 - Panienka sobie urządza schadzki z kawalerem. Za śmiet

nikiem!!! Gówniara! Szczeniara! Co ty sobie wyobraŜasz? Nogi
z tyłka powyrywam!

 

Patrzę na Kukę. Ona się wymalowała. Ale jak koszmarnie! Wygląda jak 

nastoletnia zdzira.

 

Ma przekichane. Malowanie się smarkul działa na ojca niczym płachta na byka. 

Ile razy widzi w telewizji małolatę z makijaŜem, nie obywa się bez komentarza, z 
którego wynika, Ŝe to przyszła puszczalska.

 

Krzyki zwabiają Szymka. Zbiega po schodach i staje obok mnie.

 

- Wiesz, która godzina? - huczy ojciec nadal. - Dziesiąta dziesięć - wymownie 

stuka palcem w zegarek - a ty po nocy na randkę uciekasz. Co tak patrzysz? Co to 
za chłopak? Mów!

 

Znam Kukę.

 

Uparła się i choćby ją teraz kołem łamali, nie odezwie się ani słówkiem. Znam ojca.

 

Zaraz wybuchnie i ukochana córeczka jak nic dostanie w tyłek.

 

Głupia smarkula. Niech teraz sama wypije piwo, którego nawarzyła.

• 

Pytam po raz ostatni. - Ojciec juŜ nie krzyczy, tylko mówi

cicho, co zwiastuje, Ŝe zaraz będzie katastrofa. - Co to za chło
pak, smarkulo jedna? Czemu w ogóle tak późno poszłaś?

• 

Wysłałam Kukę ze śmieciami - odzywam się niespodzie

wanie sama dla siebie.

• 

Po kąpieli? - Przenosi na mnie cięŜkie spojrzenie, a ja

jestem zdumiona. Jednak coś tam do niego dociera poza „Wia
domościami".

 

- Bo z kosza tak cuchnęło, Ŝe się nie dało wytrzymać.

|   124

 

- Co to za chłopak?! Odpowiadaj, do jasnej cholery! I... - na moment dosłownie 

traci głos - coś ty z sobą zrobiła? Jak ty wyglądasz? Jak dziwka! Szlaban na miesiąc 
na wychodzenie z domu, kieszonkowe obcinam na dwa. Zakaz telewizji na

 

miesiąc.

 

Kuka, na szczęście, juŜ nie jest taka blada. DrŜą jej usta, ale oślica nie kwapi się 

do mówienia. Sama sobie kopie grób.

 

Tata patrzy na nią z rosnącym smutkiem. Chyba znam jego myśli. Ta uparcie 

milcząca, krnąbrna, wymalowana smarkula ma być jego Kasią?

 

Kasiunią, dla której zawsze miał najwięcej serca, czasu i cierpliwości? Z którą 

rozumiał się bez słów?

 

„Kasiuńka tatusiuńka".

 

Gdy byłam młodsza, mniej więcej w takim wieku jak Kuka teraz, bolało mnie 

bardzo, Ŝe gdy tata myśli „dzieci", to zawsze jakoś tak najpierw myśli mu się Kasia.

 

Z czasem przebolałam, Ŝe z naszej trójki tatę najbardziej ciągnie do Kuki. Stało 

się to wtedy, gdy uzmysłowiłam sobie, Ŝe z rodziców bardziej kocham Mamę, a i 
rodzeństwa nie obdarzam taką samą miłością.

 

A Mama?

 

Jej serce najbardziej wyrywało się w kierunku Szymka. Najmłodszy, zagroŜona 

ciąŜa, długo inkubator z racji wcze-śniactwa.

background image

 

Tata idzie na górę.

 

- Jak się całowałaś, to była randka - odzywa się niespo

dziewanie Szymek.- Tyle Ŝe co to za randka w śmietniku -

 

chichocze.

 

Kuka tupie, a potem wbiega na piętro. I trzaska drzwiami.

 

- Pakuj tornister - mówię.

 

Szymek znika u siebie, a ja bez zastanowienia i bez pukania wchodzę do nie-

pokoju Mamy.

 

Kuka ryczy. MakijaŜ na policzkach, usta w podkowę. Wygląda przekomicznie. 

Jeśli teraz wybuchnę śmiechem, nie zapomni mi tego do końca Ŝycia.

 

Ale jeŜeli jeszcze nie wyrzuciła mnie z pokoju, to znaczy, Ŝe moja obecność jest 

jej potrzebna.

 

- Jak tam? - zagajam.

 

Pytanie jest, oględnie mówiąc, szerokie niczym rzeka. MoŜe dotyczyć 

wszystkiego. Od Młodej zaleŜy, z jakiej „dziedziny" odpowie.

 

-Źle.

 

Kontakt nawiązany.

 

Tyle Ŝe odpowiedź podobna do pytania. Nadal mnie nie wyrzuca.

 

- MoŜe się umyj, co?

 

Przypada do biurka i z szuflady wyciąga Mamy lusterko.

• 

Jak ja wyglądam! Koszmar! - zawodzi.

• 

Kuka, co ci strzeliło do głowy? - ryzykuję - Nie ma bar

dziej romantycznych miejsc niŜ miasteczkowy śmietnik?

 

Wierzchem dłoni przeciera policzki. MakijaŜ ma juŜ na uszach.

 

- Daj mi spokój - mówi buńczucznie.

 

- Nie zgrywaj się. PrzecieŜ musisz z kimś pogadać, nie?
Wlepia we mnie te swoje bure ślepia i patrzy, patrzy. Bez

 

jednego słowa. JuŜ chcę iść do siebie, bo szkoda mi czasu, gdy naraz przeciągle 
wzdycha.

• 

Nie umawiam się... tam - mówi ledwo dosłyszalnie. - Gdy

idzie, to wtedy tam lecę... - Nic nie rozumiem. Czy ona zna
tylko tyle słów, co nasz dwuletni kuzyn Hubert?

• 

Skąd wiesz, Ŝe idzie? - pytam cierpliwie.

• 

Widzę przez okno. On chodzi z psem. Zawsze tą samą

trasą.

 

Pomału układa mi się to w całość. Brakuje jeszcze najwaŜniejszego elementu.

 

- Kto to jest?

^ - Piotr.

 

Piotr? Nie ma tu takiego. Nasi sąsiedzi, i ci bliŜsi, i dalsi, są raczej wiekowi. 

Piotr? Zaraz, zaraz. Dom na końcu ulicy, ruchliwy foksterier. JuŜ wiem!

• 

Ale on jest starszy ode mnie! - wołam ze zgrozą.

• 

No to co? Tylko dwa lata.

• 

Kuka!

• 

Co Kuka? Co Kuka? Wcale nie wyglądam na swój wiek! -

 

l   126

 

Chcę powiedzieć, Ŝe wygląda na znacznie młodszą, niŜ wskazywałaby metryka, ale 
nie dopuszcza mnie do głosu. - Anka mówi, Ŝe dałaby mi piętnaście, ajak się 
wymaluję, to...

 

- To jesteś wymalowaną dwunastolatką - mówię twardo. -

I do tego źle wymalowaną. Oczu nie masz? Przeglądasz na

background image

okrągło te swoje gazety i co? Z taką maską na randkę? Twoje
szczęście, Ŝe przy śmietniku było ciemno.

 

Kuka znowu beczy. W tej chwili bardzo przypomina Szymka.

• 

Co wy tam robicie? - pytam.

• 

Rozmawiamy. - OŜywia się.

• 

Ooo...

• 

Wiesz, co dziś powiedział? „Hej..."

 

- AŜ tyle?
Uszczęśliwiona przytakuje.

• 

Powiedziałby jeszcze więcej, ale akurat przyszedł oj

ciec. - Ojciec? Ona zawsze mówi tata lub tatuś. - A wczoraj
to powiedział: „Nie za bardzo cię starzy wykorzystują?".

• 

Czegoś nie rozumiem. Piętnaście minut mówił „hej"?

• 

Zobaczyłam go z psem juŜ na skwerku. Jak zawsze. No

to wyszłam z domu. Ale on po drodze kogoś spotkał i z nim

 

gadał...

 

- A ty tkwiłaś przy śmietniku.

 

Takiej Kukuśki nie znam. Nawet nie przypuszczałam, Ŝe istnieje. Naiwna aŜ do bólu, 
zagubiona. Nie-Kukuśka. Nieracjonalna, niepraktyczna.

• 

Długo to juŜ trwa?

• 

Spotykamy się reguralnie od tygodnia.

„Spotykamy"! „Reguralnie"!

 

Idiotka.

 

Zaraz wybuchnę śmiechem.

 

- Umyj się.
Idę do kuchni.

 

Szymek i tata kończą kolację. Ojciec się spręŜył i zrobił

 

jajecznicę z pomidorami i z serem.

 

- I co? - pyta tata.

 

- OK. Szymek, skończyłeś? To spać.

 

l   127

• 

A muszę się dziś cały myć?

• 

Ręce, buzię, zęby.

 

Szczęśliwy szczerbul znika w łazience. Siadam naprzeciwko ojca.

• 

Tato, nic złego się nie dzieje.

• 

A to siksa! Z tobą tak nie było.

• 

Teraz teŜ nic nie ma. Wszystko w normie. Idę do lekcji.

• 

A w szkole w porządku?

 

Koniec roku za pasem, mam najgorsze oceny w klasie.

 

Wychowawczyni się czepia. śe ojciec jeszcze się do niej nie zgłosił 

(powiedziałam, Ŝe wyjechał za granicę), Ŝe się wcale nie uczę, Ŝe nie wiadomo, czy z 
takimi ocenami przejdę do następnej klasy.

 

Majka od paru tygodni teŜ mi truje, Ŝe mam się uczyć.

 

Ale na tak mimochodem rzucone pytanie, moŜe być tylko jedna odpowiedź.

 

- W porządku.

 

trzydziestego, środa

background image

 

Zaczynają się trudne dni dla Młodej.

 

Ojciec sprawdza ją dosłownie na kaŜdym kroku.

 

Gdzie była, z kim, o której skończyła lekcje. Ma absurdalny zakaz wyrzucania 

ś

mieci, co w efekcie mnie obarcza pamiętaniem o tym, Ŝeby kosz był pusty (Szymek 

nie nosi, bo zawsze mu się coś wysypie i mam tylko dodatkowe sprzątanie).

 

Kuka udaje, Ŝe ma to wszystko w nosie.

 

Nie/ogląda TV - bo nie lubi.

 

NJ£ sobie nie kupuje - bo nie ma ochoty.

 

Poza szkołą, zbiórkami i angielskim nigdzie nie chodzi -bo jej się nie chce.

 

Jest mi jej Ŝal, ale nie powiem tego głośno za Ŝadne skarby świata.

 

Taty teŜ mi Ŝal.

 

Chyba nie wie, jak się zachować. W końcu Kuka nie popeł-

 

I   128

 

niła Ŝadnego przestępstwa. Przesadził. No, ale jemu nie wypada cofać swych słów. I 
kółko się zamyka.

 

Atmosfera w domu napięta. Szymek jest cichy, nie wygłupia się po swojemu. 

KaŜdy kaŜdemu schodzi z drogi.

 

JuŜ trzy dni tak kiśniemy.

 

Kupuję dziś lody i czekoladki, Ŝeby cokolwiek nam Ŝycie umilić. Młoda 

beznamiętnie poŜera swój przydział i ponownie kryje się w nie-pokoju Mamy.

 

- Przestaję się wami zajmować! - wściekam się. - Mam

dosyć wszystkiego.

 

Strzelają drzwi u Szymka. Szczerbul biegnie po schodach.

 

- Wołałaś mnie? - uśmiecha się szeroko.

 

Aniołek z brudnymi palcami od atramentu (pierwszaki juŜ nie piszą ołówkiem, 

tylko piórem) i łopatami zamiast jedynek.

 

Zaczynam śmiać się nieco histerycznie. Szymek patrzy na mnie trochę niepewnie, 

ale po chwili chichocze.

 

- Nie porysuj zębami podłogi - mówię, a on się obraŜa.

Zapomniałam, Ŝe ostatnio jest draŜliwy na punkcie łopat.

 

Szczęka klucz w zamku i wchodzi tata. Przystojny, wysoki. Ciemna marynarka, 

elegancki krawat. A teraz jeszcze te srebrzyste skronie.

 

On na pewno podoba się kobietom!

 

W jednej chwili uśmiech mi gaśnie.

 

Nowa Ŝona?

 

Macocha?

 

Ona zamiast Mamy?

• 

Cześć. Kaśka juŜ jest?

• 

Pewnie! - Szymek podskakuje i zawisa ojcu na szyi.

• 

Co z obiadem? - pyta ojciec i łaskocze Małego, który prze

ciągle piszczy.

• 

Nie wiem - odpowiadam drętwo. - Spytaj Kukę.

 

• 

Jeszcze nie zmądrzałaś?

-Nie.

• 

Katarzyna! Katarzyna!

Przychodzi nabzdyczona Kuka.

• 

Jest obiad?

-Tak.

 

Kuka serwuje nam jarzynową z mroŜonki. JuŜ gotują się pierogi z mroŜonki, a w 

background image

dzbanku jest kompot z mroŜonki. Jemy. To znaczy ojciec udaje, Ŝe je, ale wyraźnie 
mu nie smakuje, a Kuka i Szymek tylko grzebią w talerzach. Trudno im się dziwić. 
PrzecieŜ wcześniej były lody i czekoladki.

 

- Jutro jedziecie do ciotki Marysi - odzywa się naraz tata. -

Wracacie w niedzielę.

 

To Jedziecie" i „wracacie" odnosi się do Szymka i Kuki. Ja na pewno nie jadę. 

Ciotka Marysia, Rabka.

 

Cztery dni wolnego! Nie chodzę do szkoły, nie gotuję, nie prasuję, nie sprzątam. 

Ploty z Majką. MoŜe pójdziemy do kina?

 

MoŜe zadzwoni Mateusz.

 

I spotkamy się.

 

- Super! - cieszy się Szymek. - Ciotka smacznie gotuje.

 

- A co ze szkołą? - raczy odezwać się Kuka.
Tata łypie na nią.

• 

Cieszy mnie twoja pilność. Nic się nie martw. Napiszę

wam usprawiedliwienia.

• 

To jakieś wakacje? - pyta Szymek.

 

- Potrzebny wam odpoczynek. ChociaŜ parę dni.
Rozumiem. Rabka to sposób na przerwanie tej niezręcznej

 

sytuacji, która zaistniała - z Kuka zrzuconą z piedestału ukochanej córki.

 

- Nie jadę - mówi twardo Młoda. - Nie mogę.

 

- A co? Kolejna romantyczna randka ze śmietnikowym

Romeo?

 

Cios poniŜej pasa. Ale nie znajduję w sobie odwagi, Ŝeby to powiedzieć głośno.

 

Kuka nadyma się i milknie.

 

Wie, Ŝe zanudzi się u ciotki. Ciotka nie pozwala jej nigdzie samej chodzić (bo 

jest za nią odpowiedzialna), a spacery z ciotką to coś, czego nie Ŝyczę największemu 
wrogowi. Sklepy, wizyty u kumoszek („Poznasz moją przyjaciółkę. Bardzo miła 
pani. Mówiłam jej o tobie").

 

Za to Szymek gada jak najęty. O ciotkowym Jaśku, o Pice, która na niego nie 

szczeka i o oscypkach. AŜ jaśnieje z radości.

 

130

 

• 

Zaległości w szkole nadrobicie, przyda wam się odmiana. -

Tata odsuwa talerz.

• 

Ale Ola teŜ jedzie? - pyta Mały.

• 

Nie jadę - mówię szybko - odsprzątam. Poukładam w sza

fach. Pranie w pralni kiśnie, trzeba umyć podłogi.

 

I będę czekała na telefon od Mateusza. Ale tego nie powiem.

 

- Zostanę i pomogę - odzywa się Kuka. - Niech jedzie tylko

Szymek. Pomogę Oli! - powtarza. - We dwie zrobimy więcej.

 

- Szkoda, Ŝe nie pomyślałaś o tym wcześniej. - Ojciec pa

trzy na nią zimno. - Dobrze, Ŝe mi się przypomniało. Pojutrze
ma przyjść jakaś kobieta do sprzątania. Wyjazd jutro rano,
o ósmej. Zawiozę was, a potem wracam do pracy. Co z drugim?

 

CZERWIEC

 

drugiego, sobota

background image

 

Wyjechali.

 

Szymek dzwoni codziennie, Kuka nadal obraŜona. W domu cicho, spokojnie i 

bałaganiasto jak było. Teraz posprzątam, potem młodsi przyjadą i wszystko wróci do 
stanu codziennego, czyli chaosu.

 

Postanowiłam wolny czas poświęcić sobie. Spokojne posiłki, miłe chwile z 

ksiąŜką i z magnetowidem.

 

Zastanawiałam się, czy zająć się odrabianiem zaległości w szkole, ale 

zrezygnowałam nawet z chodzenia do niej.

 

Ojciec wychodzi rano, śpię do dziesiątej albo i dłuŜej. Potem leniuchuję. Jestem 

spokojniejsza. Nie szukam kluczy, portfela, kubka z herbatą. Mam teŜ czas 
zastanowić się nad kilkoma sprawami.

 

Właściwie, to tylko nad jedną.

 

Mateusz.

 

Myślę o nim cały czas. Od czasu tamtej randki dzwonił wiele

 

razy. Ale nie spotkaliśmy się. Tłumaczył, Ŝe ma jakieś kłopoty, ale Ŝe pomału 
wychodzi na prostą.

 

Smutno.

 

Za parę minut ma przyjść Majka. Idziemy do kina, a potem do pubu na piwo. 

Zrobiłam sobie pachnącą kąpiel. Teraz w majtkach i staniku biegam po domu, 
czekając, aŜ podeschną mi włosy. Szukam sukienki na ramiączkach. Jest! Tyle Ŝe po-
twornie wygnieciona. MoŜe pójdę jednak w dŜinsach? Nie. Dziś jest wyjątkowy 
dzień. Mam wychodne. Włączam Ŝelazko. No, teraz sukienka wygląda super.

 

Pukanie do drzwi. To Majka. Ostatnio dałam jej klucz do furtki.

 

Otwieram drzwi.

 

Mateusz.

 

A ja w majtkach!!!

 

Łup! Tak strzelam drzwiami, Ŝe o mało nie wylatują z zawiasów.

 

Za co to? Czemu nie mogę spotkać się z nim normalnie? Albo śmietnik, albo 

negliŜ? Pospiesznie wciągam na siebie dŜinsy i sweter taty leŜący na kanapie.

 

Delikatne pukanie.

 

Co teraz? Otworzyć?

 

Pukanie staje się coraz bardziej natarczywe.

 

PrzecieŜ na plaŜy czy na basenie teŜ się chodzi w majtkach!

 

Otwieram.

 

- Cześć - uśmiecha się.
Niebiesko, rzecz jasna.

 

Nie stać mnie na to, by cokolwiek z siebie wydusić. Gardło mam ściśnięte. 

Gestem zapraszam go do środka. Zamykam drzwi. Idziemy do duŜego pokoju. 
Siadam w fotelu. On stoi.

 

- Jesteś na mnie zła? - Źle interpretuje moje milczenie.

 

Kulę się, bo właśnie uzmysłowiłam sobie, Ŝe jestem najgłupszą dziewczyną pod 

słońcem. Jak mogłam tak się zachować?

 

Mateusz kuca obok mnie. Bez zastanowienia przykrywam dłońmi twarz.

 

Będę tak siedziała do końca świata i o jeden dzień dłuŜej.

 

l   132

 

• 

Olka, co z tobą? Naprawdę nie mogłem się z tobą spo

tkać. - Głos mu mrocznieje. - Kiedyś ci wyjaśnię, teraz nie. -
Delikatnie dotyka moich palców. - Powiedz coś.

• 

Nie - burczę. Za zasłoną z palców czuję się nieco pewniej.

 

• 

Gniewasz się?

background image

-Nie.

• 

To o co chodzi?

 

O majtki. Ale tego nie powiem za Ŝadne skarby świata. I całe szczęście, Ŝe jak 

większość facetów, jest mało domyślny.

 

- Olka, daj spokój - mówi cicho, a ja sztywnieję. - Nic się

nie stało... Rozumiesz?

 

Z taką siłą kręcę głową, Ŝe spada frotka i jeszcze wilgotne

 

włosy zasłaniają mi twarz.

 

Nagle, jednym ruchem, odrywa ręce od mojej twarzy i więzi je w swojej dłoni. 

Drugą podnosi mi brodę. Patrzę na niego, on na mnie.

 

Przesuwa palcami po moich wargach.

 

- Nic się nie stało - powtarza dobitnie. - Przyszedłem spy

tać, czy jeszcze się ze mną umówisz.

 

Na nogi podrywa mnie pisk. Przypadam do telefonu.

• 

Halo?

• 

To ja - sapie Majka. - Sorry, ale plany się zmieniły. Nie

 

moŜemy dziś się spotkać.

• 

Coś się stało?

• 

Nie. Wszystko OK. Zadzwonię później. Miłego dnia - rzu

ca niejasno i rozłącza się.

• 

To Majka. Miałyśmy iść do kina, ale coś jej wypadło -

mówię, Ŝeby coś powiedzieć.

• 

Na co się wybierałyście?

• 

Na coś babskiego.

 

- Pójdziemy? - Podnosi się z klęczek i staje obok mnie.

 

-Nie.

 

- Nie daj się prosić.

 

A czemu nie? Nie o tym marzyłam przez ostatnie dni?

 

- Olka - znowu klęczy koło mnie - wyjaśnię ci kiedyś

wszystko. Obiecuję. Przez ten cały czas myślałem tylko o to
bie. - Odgarnia mi włosy za ucho. - Wierzysz mi?

 

razy. Ale nie spotkaliśmy się. Tłumaczył, Ŝe ma jakieś kłopoty, ale Ŝe pomału 
wychodzi na prostą.

 

Smutno.

 

Za parę minut ma przyjść Majka. Idziemy do kina, a potem do pubu na piwo. 

Zrobiłam sobie pachnącą kąpiel. Teraz w majtkach i staniku biegam po domu, 
czekając, aŜ podeschną mi włosy. Szukam sukienki na ramiączkach. Jest! Tyle Ŝe 
potwornie wygnieciona. MoŜe pójdę jednak w dŜinsach? Nie. Dziś jest wyjątkowy 
dzień. Mam wychodne. Włączam Ŝelazko. No, teraz sukienka wygląda super.

 

Pukanie do drzwi. To Majka. Ostatnio dałam jej klucz do furtki.

 

Otwieram drzwi.

 

Mateusz.

 

A ja w majtkach!!!

 

Łup! Tak strzelam drzwiami, Ŝe o mało nie wylatują z zawiasów.

 

Za co to? Czemu nie mogę spotkać się z nim normalnie? Albo śmietnik, albo 

negliŜ? Pospiesznie wciągam na siebie dŜinsy i sweter taty leŜący na kanapie.

 

Delikatne pukanie.

 

Co teraz? Otworzyć?

 

Pukanie staje się coraz bardziej natarczywe.

background image

 

PrzecieŜ na plaŜy czy na basenie teŜ się chodzi w majtkach!

 

Otwieram.

 

- Cześć - uśmiecha się.
Niebiesko, rzecz jasna.

 

Nie stać mnie na^o, by cokolwiek z siebie wydusić. Gardło mam ściśnięte. 

Gestem zapraszam go do środka. Zamykam drzwi. Idziemy do duŜego pokoju. 
Siadam w fotelu. On stoi.

 

- Jesteś na mnie zła? - Źle interpretuje moje milczenie.

 

Kulę się, bo właśnie uzmysłowiłam sobie, Ŝe jestem najgłupszą dziewczyną pod 

słońcem. Jak mogłam tak się zachować?

 

Mateusz kuca obok mnie. Bez zastanowienia przykrywam dłońmi twarz.

 

Będę tak siedziała do końca świata i o jeden dzień dłuŜej.

 

l   132

 

• 

Olka, co z tobą? Naprawdę nie mogłem się z tobą spo

tkać. - Głos mu mrocznieje. - Kiedyś ci wyjaśnię, teraz nie. -
Delikatnie dotyka moich palców. - Powiedz coś.

• 

Nie - burczę. Za zasłoną z palców czuję się nieco pewniej.

 

• 

Gniewasz się?

-Nie.

• 

To o co chodzi?

 

O majtki. Ale tego nie powiem za Ŝadne skarby świata. I całe szczęście, Ŝe jak 

większość facetów, jest mało domyślny.

 

- Olka, daj spokój - mówi cicho, a ja sztywnieję. - Nic się

nie stało... Rozumiesz?

 

Z taką siłą kręcę głową, Ŝe spada frotka i jeszcze wilgotne włosy zasłaniają mi 

twarz.

 

Nagle, jednym ruchem, odrywa ręce od mojej twarzy i więzi je w swojej dłoni. 

Drugą podnosi mi brodę. Patrzę na niego, on na mnie.

 

Przesuwa palcami po moich wargach.

 

- Nic się nie stało - powtarza dobitnie. - Przyszedłem spy

tać, czy jeszcze się ze mną umówisz.

 

Na nogi podrywa mnie pisk. Przypadam do telefonu.

• 

Halo?

• 

To ja - sapie Majka. - Sorry, ale plany się zmieniły. Nie

 

moŜemy dziś się spotkać.

• 

Coś się stało?

• 

Nie. Wszystko OK. Zadzwonię później. Miłego dnia - rzu

ca niejasno i rozłącza się.

 

• 

To Majka. Miałyśmy iść do kina, ale coś jej wypadło -

mówię, Ŝeby coś powiedzieć.

• 

Na co się wybierałyście?

• 

Na coś babskiego.

 

• 

Pójdziemy? - Podnosi się z klęczek i staje obok mnie.

-Nie.

• 

Nie daj się prosić.

 

A czemu nie? Nie o tym marzyłam przez ostatnie dni?

 

- Olka - znowu klęczy koło mnie - wyjaśnię ci kiedyś

wszystko. Obiecuję. Przez ten cały czas myślałem tylko o to
bie. - Odgarnia mi włosy za ucho. - Wierzysz mi?

background image

• 

Wierzę. - Kiwam głową.

• 

Idziemy? - uśmiecha się niebiesko.

• 

Zaraz będę gotowa - mówię juŜ na schodach.

Łazienkowe lustro ukazuje moją szczęśliwą twarz.
Kilkoma ruchami rozczesuję włosy, nakładam na powieki

 

odrobinę beŜowego cienia, a po ustach przeciągam błyszczkiem Młodej. Jeszcze 
tylko dwa psiknięcia perfumami.

 

Muszę zatrzeć wraŜenie tego półgolasa.

 

Spojrzenie w lustro.

 

Tylko nie ten sweter! I nie dŜinsy. Zbiegam do pokoju na dole, porywam 

sukienkę, rzucam Mateuszowi przepraszający uśmiech i wracam na górę. I jak?

 

Nie! Czuję się jak zdzira.

 

Pędem wracam do łazienki. Zmywam makijaŜ.

 

Jedziemy do Multikina. Mateusz kupuje colę, wielką porcję praŜonej kukurydzy i 

zagłębiamy się w miękkich fotelach. Film jak film. Trochę o miłości, trochę o 
rozterkach szlachetnego bandyty, złamanym sercu głównej bohaterki i o jej psie, 
który namiętnie brudzi się farbami.

 

Pół sali rechocze cienko, pół grubo. Mnie nie jest do śmiechu. Kątem oka widzę, 

Ŝ

e Mateusz kilkakrotnie zerka w moją stronę. On sam chyba dobrze się bawi.

 

Nagle w jasnozielonym mieszkaniu pojawia się Meggi (to ta ze złamanym 

sercem). Właśnie wróciła z pracy. Dwoma kopnięciami zrzuca czółenka. Potem rzuca 
na podłogę Ŝakiet, spódnicę i w jedwabnej koszulce i takich samych figach przy-
rządza sobie kolację.

 

Mnie wciska w fotel.

 

Mateusz pochyla, się w moją stronę.

 

Zamieram. Co powie?

 

- Jesteś od niej o niebo zgrabniejsza.

 

Od tego momentu film robi się zdecydowanie ciekawszy.

 

Siedzę przy komputerze i układam pasjansa. Ni cholery nie chce wyjść. Ja dla 

pasjansa czy pasjans dla mnie?

 

l   134

 

Klik. Pasjans do okienka. Zobaczę, czy nie ma nic nowego

 

w poczcie.

 

Cztery nowe wiadomości. Jedna o skupie zuŜytych tonerów, druga o księgarni, 

trzecia podpisana przez jakąś „Larę". To do Kuki. Internetowa przyjaciółka.

 

Czwarta do mnie. Od Majki. Majka nie lubi elektronicznej poczty. Rzadko jej 

uŜywa. Ciekawe, co napisała... Hejka:) Jak tam randka?:))) Widzialam, jak Mateusz 
skakal przez ogrodzenie. Więc się ulotnilam. Tyrknij.

 

Pewnie. Ale jak powiem o majtkach, to umrze ze śmiechu. Dlatego jeszcze nie 

zadzwoniłam.

 

trzeciego, niedziela

 

Przebrnęłam przez Dziennik Bridget Jones, ale przy drugiej części padłam.

 

Dom nawet odsprzątany. Była pani. Podczas odkurzania rozbiła wazonik stojący 

na komodzie, opowiedziała o swoim kocie i obiecała przyjść za dwa tygodnie.

 

Dziś wracają.

background image

 

Stęskniłam się za nimi. Ojciec pojechał do Rabki. Powinni

 

być najpóźniej za godzinę. Piszczy telefon.

 

- Olka? - Głos taty brzmi niewyraźnie. - Olka?

 

-Tak.

• 

Będziemy jutro.

• 

Co się stało? - krzyczę.

• 

Wjechał we mnie taki jeden gówniarz i mam samochód

u mechanika. Blacharza i lakiernika załatwię juŜ w Krakowie.

• 

Nic wam nie jest?

• 

PrzecieŜ mówię, Ŝe nie. Błotnik mam uszkodzony. Nocuje

my u Marysi. Będziemy jutro. U ciebie wszystko w porządku?

 

-Tak.

 

- Przywieźć ci oscypka?

 

- Ale białego.
-Pa.

 

135

 

-Pa.

 

Nic nikomu się nie stało. A ja mam dodatkowy dzień wolności! Hurrra! 

Wystukuję numer Majki.

• 

Zarąbiście - woła, gdy juŜ powiedziałam, z czym dzwo

nię. - Malutka imprezka.

• 

Myślałam, Ŝe ploty.

• 

Imprezka. Od dziewiętnastej. Nic się nie martw. Wszyst

ko załatwię. - Rozłącza się.

 

Znowu telefon.

• 

Masz coś do Ŝarcia?! - pyta Majka.

• 

Raczej mało.

• 

Dobra... Przyniesiemy.

• 

Kto jest z tobą?

• 

Jeszcze nikt. Ale zaraz ludzie zwalą się do ciebie.

 

Co ta wariatka wymyśliła? A zresztą! Ostatni dzień wolności. Niczym się nie 

przejmuję. Siadam z ksiąŜką na schodkach. MoŜe zadzwonić do Mateusza? Nie, 
wyjdzie na to, Ŝe mu się narzucam.

 

-

Kuźwa! Rąk juŜ nie czuję - woła Krzywa. - Ratuj!

Krzywa obładowana siatkami! A to widok. Otwieram bram
kę, biorę jedną reklamówkę. Dzwonią butelki. Zaglądam. Piwo.

• 

Po co to?

• 

KaŜdy ma coś przynieść.

• 

A kto będzie?

• 

Wszystko jedno. - Wzrusza ramionami. - Grunt, Ŝe będzie

piwo i kasety. - Mruga do mnie. - Chodź przed dom, zapalę.

 

Kolejno nadciąga reszta. Wymalowana Gośka, Rura z chudym Wieśkiem, Edem i 

Majka. Dziewczyny mają coś do jedzenia i do picia, chłopcy kilka kaset wideo. 
Majka wszystkim dyryguje.

 

- Majka, mam problem. - Łapię ją za łokieć i wciągam po

schodach na górę. Idziemy do córusiowego.

 

-No?

• 

Dzwonić do Mateusza?

• 

JuŜ dzwoniłam. Gdzieś wyjechał. Wróci jutro. - Siedzi na

tapczanie Szymka i bawi się Puchatkiem. - Za chwilę zaczy
namy oglądanie. A jakie zarąbiste filmy poŜyczył Rura!

background image

 

l   136

 

• 

Dokąd wyjechał?

• 

Mnie pytasz? - wzrusza ramionami - Ja z nim chodzę?

• 

Majka!

 

Jestem zła. Dlaczego nie zadzwonił, nie poŜegnał się? Wystarczyło jedno zdanie. 

MoŜe znowu te sprawy rodzinne?

 

- Kończ to myślenie. Idziemy na dół.

 

W duŜym pokoju obok kanapy stoją krzesła i taborety. Pierwsze do siedzenia, 

drugie w charakterze stolików. Zastawione wiaderkami z popcornem, sokami, 
puszkami piwa. Na podłodze półmiski z kanapkami i micha sałatki.

 

- Nie palimy w domu - mówi rozkazująco Majka. - Nie rzy

gamy. No, Rura. Włączaj.

 

Rura klęczy, majstrując przy wideo.

• 

Co puszczasz? - pyta Krzywa.

• 

Bąka - odpowiada Rura i rechocze na pełne gardło.

• 

Debil - podsumowuje go Krzywa.

Zaczyna się film.

 

Krwistoczerwona sypialnia, wielkie łoŜe nakryte czarną, jedwabną pościelą. Pod 

prześcieradłami coś się kłębi. Chichoty, jęki, westchnięcia, posapywania. 
Prześcieradła opadają na podłogę. Na łóŜku dwie gołe, całujące się dziewczyny. 
Szczupłe, długonogie. Staniki chyba kupują w rozmiarze „z".

 

- Niezłe - cmoka Wiesiek - szczególnie te u brunetki.

• 

Kuźwa! Wyłączcie to - wścieka się Krzywa. - Pornosów

im się zachciewa.

• 

Majka mówiła, Ŝe ma być film o miłości. - Rura nie odry

wa wzroku od telewizora. Dziewczyny przeniosły się pod prysz
nic. Skąd się biorą takie piersi?

• 

Silikonowe cycki - odzywa się z pogardą Gośka.

• 

No to co? Cycek jest cycek - mówi Ed. - Mniam, mniam. -

Przesuwa palcami po ekranie.

• 

Koniec! - Majka jest wściekła.

• 

Ktoś dzwoni! - ryczy naraz Krzywa. - Kuźwa, ogłuchliście?

• 

Majka, zapraszałaś jeszcze kogoś?

 

- Nie.

 

Sąsiadka? śe za głośno? Staję na schodkach. Ulica jest słabo oświetlona. Nic nie 

widzę.

• 

Kto tam? - pytam.

• 

Jest tam moŜe Wojtuś? - ktoś ćwierka.

• 

Nie - odpowiadam stanowczo i w tej samej chwili uzmy

sławiam sobie, Ŝe Rura chyba jest Wojtuś.

• 

Poczekaj! - wołam w kierunku dziewczyny. - Rura! Ja

kaś panienka pyta o ciebie - mówię, stając w drzwiach po
koju.

• 

Co? - Rura nadal siedzi z nosem w telewizorze. Barasz

kują juŜ trzy golaski. Ta nowa jest czarna.

• 

Narzeczona przyszła! - ryczy Krzywa.

 

Rura zrywa się na równe nogi. Ma tak głupią minę, Ŝe wybuchamy śmiechem.

 

- Wyłączcie to! Szybciej! - panikuje, ciągnąc mnie jedno

background image

cześnie za rękę do kuchni. - Olka, zapomniałem ci powiedzieć.
Zaprosiłem ją, ale nie wiedziałem, czy przyjdzie, więc ci nie
mówiłem, ale jednak przyszła...

 

Chciałabym, Ŝeby Mateusz choć w jednym procencie był tak przejęty spotkaniem 

ze mną, jak Rura z panienką.

 

- Nie ma sprawy.

 

Wciskam guzik domofonu. Rura szarmancko biegnie do bramki. Po chwili 

słychać jego baryton i ćwierkanie panienki. On duka, Ŝe się cieszy, ona go informuje, 
Ŝ

e przyszła, bo do jej koleŜanki przyjechał właśnie narzeczony.

 

KaŜde z nas strzyŜe uszami.

• 

Ona mówi na niego „Wojtuś" - szepcze konspiracyjnie

Majka.

• 

Wojtuś! - wyje Ed - Wojtuś, który zębami otwiera butelki

z piwem.

 

Rura-Wojtuś i panienka wchodzą do domu. On jest speszony, ona wygląda, jakby 

właśnie zeszła z okładki którejś Kuko-wej gazety. Anorektycznie chuda, 
czarnowłosa, purpurowousta, wymalowana do przesady, w wiśniowych rybaczkach i 
czarnej koszulce na wąziutkich ramiączkach.

 

Gdzieś juŜ ją widziałam!

• 

Cześć wszystkim - ćwierka.

• 

Hej - mówi Ed.

• 

To Natalia - sapie Rura.

 

l   138

 

Następuje ogólna prezentacja. Natalia pod ostrzałem naszych spojrzeń siada w 

fotelu.

 

- Chcesz kawę albo herbatę? - pytam. Skąd ją mogę

 

znać?

 

- Dzięki, nie. Co oglądacie? - Zakłada jedną chudą nogę na

 

drugą.

• 

Film - mówi Krzywa.

• 

Jaki?

• 

O miłości. - Majka uśmiecha się i szczypie mnie w łokieć.

• 

Zmysłowej. Jak najbardziej. - Wiesiek mruga w kierun

ku rozanielonego Rury.

• 

Lubię filmy o miłości.

• 

Rura, włącz film.

• 

Rura? Jaka rura?

• 

Teraz „Matrix"! - woła Rura i przyklęka przed magneto

widem.

 

Po chwili rzeczywiście oglądamy „Matrixa". JuŜ to kiedyś

 

widziałam.

 

- Dajcie piwo - odzywa się głośno Gośka - i sałatkę.

• 

Cii - syczy Ed - cii.

• 

Dajcie piwo. I sałatkę - Gośka tym razem szepcze. Rzuca

spojrzenie na wpatrzoną w ekran Natalię i dodaje: - Za sałat
kę dziękuję.

• 

Cicho! - wścieka się Ed - Teraz są super dialogi.

• 

On jest źle uczesany - mówi stanowczo Natalia.

• 

Kto? - pytamy chórem.

• 

Ten. Keaton. - Wskazuje palcem na Keanu Reeves'a. -

background image

Całkiem źle.

• 

To nie Keaton. To Chaplin - wtrąca Krzywa.

• 

Nie mam głowy do nazwisk... - Natalia macha niedbale

chudziutką ręką.

 

• 

Cholera jasna! Co się dzieje! - Ed wygląda, jakby miał

ochotę kogoś zamordować.

• 

Natasza mówi, Ŝe Reeves był u złego fryzjera - wyjaśnia

słodko Krzywa.

• 

Nie Natasza, tylko Natalia - prostuje Rura.

• 

Sorry, Wojtuś.

 

Ryk, kwik, śmiech. Rura jest wściekły, Natalia nadal ma kamienną twarz.

• 

Wiem, co mówię. Właściwie to wszyscy w tym filmie są

ź

le uczesani.

• 

Nie. Morfeusz jest OK - mówi Wiesiek.

• 

Morfeusz? Który to?

 

- Ten czarny i łysy. - Wiesiek ma ciągle powaŜną minę.
Rechot Eda i Krzywej.

• 

Ta dziewczyna ma nienajlepszy makijaŜ. - Natalia gesty

kuluje. - Przy jej kościach policzkowych...

• 

Teraz juŜ wiem, czemu ten film nigdy mi nie leŜał! -

wykrzykuje Wiesiek.

 

Rura czerwienieje. Reszta śmieje się mniej lub bardziej głośno.

 

- Wiele kobiet nie potrafi dobrać odpowiedniego dla siebie

makijaŜu lub fryzury. O, na przykład ty... - Wymalowana dłoń
wskazuje na Krzywą. - Twoja kwadratowa twarz wymaga
zupełnie innego podcięcia włosów.

• 

Chy, chy, chy - śmieje się Gośka. - Skąd to wiesz?

Natalia patrzy na nią z wyŜszością.

• 

Chodzę na kurs wizaŜu. Z kolei dla Marii...

• 

Majki - poprawia uśmiechnięta Majka.

 

• 

Majce radziłabym krótką, chłopięcą fryzurkę. Odrobinę

Ŝ

elu na grzywkę i...

• 

Słuchaj, a co sądzisz o makijaŜu permanentnym? - pyta

Gośka.

-——

• 

Zaraz, zaraz... Czy ja jestem w jakimś pieprzonym sa

lonie piękności? - ryczy Ed. - Chcecie gadać o pierdołach, to
nie tu!

 

Natalia i Gośka idą na górę. Reszta ogląda źle uczesanego Reeves'a. Rura raz po 

raz zerka na schody.

• 

Ej, Wojtuś, gdzieś tyją wytrzasnął? - zaśmiewa się Majka.

• 

WizaŜystka cholerna - wścieka się Krzywa.

• 

Cisza!

• 

To juŜ nie gustujesz w glanach i skórach? - pyta Wiesiek.

• 

Teraz na topie anorektyczne panienki? - dorzuca Majka

i wciąga policzki.

 

140

 

- Spadaj - warczy Rura. - Gadasz tak, bo jesteś zazdrosna.
Krzywa, Gośka i ja wybuchamy śmiechem.

 

- Masz rację, Rura - szepcze Majka. - Jestem cholernie za

zdrosna o ciebie! - Jednym skokiem ląduje mu na kolanach. -

background image

Jak chcesz, teŜ się będę malowała. Wojtuś, powiedz coś...

 

Nawet Ed przestaje nas uciszać. Patrzy na wściekłego kumpla, rozanieloną Majkę 

i rechocze.

• 

Pojebało was wszystkich? - Rura spycha Majkę na dywan.

• 

Ktoś dzwoni - woła Krzywa. - Czemu tylko ja to słyszę?

• 

Nowa panienka do Wojtusia. - Wiesiek sięga po kolejne

piwo.

 

• 

Odchrzań się - obraŜa się Rura.

Niechętnie złaŜę z kanapy.

• 

Kto tam? - wołam przez otwarte drzwi.

-Ja.

 

Mateusz.

 

Ale jakim cudem?

 

Wracam do domu i biorę klucz z szafki. Dziesięć szybkich kroków, przekręcenie 

klucza w zamku, skrzypnięcie bramki i znajomy zapach.

 

Stoimy przytuleni.

 

Jak dobrze.

 

- Bardzo stęskniłem się za tobą.

 

Czuję na policzkach, czole i powiekach jego usta.

 

- Jakby ktoś chciał zobaczyć Ŝywych całujących się, zapra

szam serdecznie! - woła Gośka. - To Ola i...

 

Wtulam głowę w ramię Mateusza.

• 

Gośka, do domu! - grzmi Majka.

• 

Palę.

 

- Właśnie skończyłaś. Do domu.
Trzaskają drzwi.

 

- Olka, powiedz coś - mruczy. - Albo nie... - Znowu błądzi

ustami po mojej twarzy i szyi.

 

Czas stanął w miejscu.

 

- Majka powiedziała, Ŝe jest impreza - mówi w pewnej

chwili Mateusz. Bawi się moimi włosami. - Czemu nie zadzwo
niłaś?

 

141

 

Zanim udaje mi się wymyślić jakąś sensowną odpowiedź, w drzwiach staje 

Majka. Uśmiech od ucha do ucha.

 

- Chodźcie na chwilę. Potem znowu sobie tu przyjdziecie -

chichocze.

 

Jesteśmy juŜ w domu. Majka łapie mnie za rękę i wciąga do kuchni.

• 

Olka, ale zarąbista niespodzianka, co?

-Mhm.

• 

Całowałaś się? - szepcze.

-Mhm.

• 

Rany, ale ci błyszczą oczy...

 

Zza drzwi słychać dziki wrzask Gośki.

 

- Zapraszam wszystkich! Wszystkich. Będzie niespodzianka.
Wchodzimy do duŜego pokoju. Tam paraduje roześmiana

 

Gośka. Wyprostowana niczym struna, ręka na biodrze. -I co? Ma nową fryzurę. 

Postrzępione boki, wygryziona grzywka.

 

- Wpadłaś pod kosiarkę? - krzyczy Krzywa.

• 

Najmodniejsza linia - ćwierka Natalia. - Radziłabym ci

jeszcze, Ŝebyś zdecydowała się na odwaŜniejsze zestawienia

background image

kolorystyczne i... cześć - rzuca w stronę Mateusza.

• 

Cześć - odpowiada oschle.

• 

Cholera! Dajcie oglądać.

• 

Chcę kawy - szepcze Gośka.

• 

Zrób sobie - mówi stanowczo Majka.

• 

Nie wiemygdzie co jest.

• 

Zrobię. Kto jeszcze pije? - Idę do kuchni.

• 

Ja! - ćwierka Natalia.

• 

I ja! - dorzuca Ed.

 

Kończę załadowywanie ekspresu, gdy staje obok mnie Krzywa.

• 

Kawa? - pytam.

• 

Daj mi wódki - zgrzyta zębami. - Kuźwa, widzimy się

pięć minut i panienka drugi raz mi mówi, Ŝe mam kwadrato
wą twarz.

• 

Krzywa, daj spokój. - Przyszedł Mateusz, więc świat jest

wspaniały.

 

l   142

 

• 

Zmieniłam zdanie - ćwierka Natalia, stając obok lodów

ki. - Napiję się kawy.

• 

Gdzie ta wódka? - pyta Krzywa i wychodzi.

• 

Nie gniewasz się, Ŝe przyszłam? Ale fajne kaktusy.

• 

Mocną? - Ekspres juŜ pluje kawą.

 

• 

Raczej nie. Albo tak. Białą.

Wbiega chichocząca Majka.

• 

Co się dzieje?

• 

Ed błysnął kawałem o blondynkach. Gdzie cola?

 

- Zmieniłam zdanie. Nie chcę juŜ kawy. Wolę colę. Masz

lód? Słuchaj... chodzisz z Mateuszem?

• 

A co? - Sztywnieję nad ekspresem.

-Nic.

• 

Znasz go? - pyta Majka. Siedzi na stole i nie spuszcza

 

wzroku z Natalii.

• 

Oczywiście.

• 

Długo?

• 

Co z kawą?! - ryczy Ed.

• 

Zarazi - odkrzykuję.

• 

Powtarzam. Znasz go?

• 

No, tak...

• 

Długo?

• 

Dwa lata. Jest lód?

-Nie.

 

Czarne oczy obwiedzione czarną kredką patrzą na mnie

 

uwaŜnie.

 

- Mam złą fryzurę? - próbuję Ŝartować.

 

- Podetnij końce. I modeluj lokówką. Chodzisz z Mateuszem

czy nie?

• 

A co? Podoba ci się? - wtrąca Majka.

Natalia prycha.

• 

Nie wiesz, o czym mówisz.

 

- To mnie oświeć. - Majka skubie orzeszki. - Tylko szybko,

background image

bo zaraz będzie kolejny film.

 

Natalia obciąga koszulkę, poprawia włosy. Wyraźnie gra na czas.

 

- Powiedz.

 

Purpurowe usta zaciskają się na moment w wąską kreskę.

• 

Nie ma o czym mówić.

• 

To po co cała ta gadka? - złoszczę się.

• 

Lepiej z nim uwaŜaj - mówi Natalia i kilkakrotnie kiwa

głową. - UwaŜaj.

 

• 

Tańczy przy rurze w klubie dla gejów?

Teraz ja prycham.

• 

To by nie było takie złe.

 

• 

Natalia, wyduś to wreszcie z siebie! - wścieka się Majka. -

Bo moŜe jednak nie ma o czym rozmawiać.

• 

MoŜe jednak jest. On zrobił dziecko mojej przyjaciółce.

Dwa miesiące temu.

 

Siedzę na podłodze oparta plecami o lodówkę. Obok mnie Majka. Coś mówi, coś 

tłumaczy, raz za razem powtarza, Ŝe „kłamstwo", Ŝe „wierutne bzdury".

 

Zza zamkniętych drzwi słychać rechot Rury i ćwierkanie anorektyczki.

 

Skrzypią drzwi. Wchodzi Mateusz. Klęka przy mnie.

• 

Mała? Zasłabłaś?

• 

Nie...

• 

Czemu tak siedzisz? Majka, co się stało?

• 

Olka ci powie - warczy i wychodzi.

-Ola?

 

Chce wziąć mnie za rękę, ale nie pozwalam na to. „Dwa miesiące temu".

 

Czyli w kwietniu. Wtedy niósł mnie na rękach do córusio-wego, dotykał mnie w 

policzek. Potem spotkaliśmy się w parku, znowu nosił mnie na rękach, byliśmy w 
kafejce, wtedy na mnie patrzył, ja się czerwieniłam...

 

Muszę zebrać siły.

 

- Natalia powiedziała, Ŝe zrobiłeś dziecko jej przyjaciółce.
Mówię to tylko po to, by zaprzeczył... Chcę usłyszeć, Ŝe „to

 

kłamstwo" i Ŝe „wierutne bzdury".

 

Mateusz milczy i patrzy na mnie smutno.

 

- Olka, wysłuchaj mnie...

 

l   144

 

Zamykam oczy. A potem mówię:

 

- Idź sobie. JuŜ cię nigdy więcej nie chcę widzieć.

 

„Olka, wysłuchaj mnie..."

 

Zamiast: „to kłamstwo" i „wierutna bzdura".

 

piątego, wtorek

 

Od przeszło godziny ojciec chodzi po pokoju i grzmi.

 

ś

e jestem gówniara! śe zawiodłam jego zaufanie! śe jestem nieodpowiedzialna! 

ś

e pod jego nieobecność się puszczam! śe jak moŜna zostawiać pety w doniczkach, 

a butelki z piwem pod kanapą! śe nie potrafię przejąć na siebie obowiązków, 
wynikających z faktu, Ŝe moje młodsze rodzeństwo nie ma matki, i nawet nie gotuję 
im obiadów!

 

I czemu zamiast go słuchać, leŜę na tapczanie i bezmyślnie wpatruję się w sufit?

background image

• 

A co ze szkołą?

• 

Dziś idę później - kłamię.

 

Ostatnio często wagaruję, jeden dzień więcej czy jeden mniej juŜ nic nie zmieni.

• 

To wstań i zacznij sprzątać.

• 

Chcę być sama - mówię półgłosem.

• 

Sama juŜ byłaś! I co? Imprezę urządziłaś! Dom poprzew

racany do góry nogami.

 

Całą noc przepłakałam.

 

Jak on mógł!!!

 

Wtedy, w kuchni, chciał mi coś tłumaczyć, ale zatkałam uszy rękoma i zaczęłam 

tak krzyczeć, Ŝe zbiegli się ludzie. Majka rozgoniła towarzystwo do domów, 
Mateusza ostentacyjnie nie zauwaŜała, potem chciała zostać, ale wcisnęłam jej 
bajeczkę, Ŝe juŜ nic mi nie jest i mam ochotę zaharować się, Ŝeby tylko nie

 

rozmyślać.

 

- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?

 

-Nie.

 

Ojciec podchodzi do mnie i wymierza mi policzek. A potem

 

trzaska drzwiami i wychodzi.

 

Skóra mnie piecze i zrobiła się gorąca. Akcja równa się

 

reakcji. Ciekawe, czy go boli ręka. Na pewno mniej niŜ mnie twarz.

 

Uderzył mnie! A przecieŜ nic złego nie zrobiłam!

 

Dostałam w twarz od własnego ojca.

 

Nie idę do szkoły.

 

Będę spała.

 

Stukają drzwi garaŜowe. Ojciec wyjeŜdŜa do pracy. Szczeka pies sąsiadki. Głośno. 

Nie zasnę. A sen by mi się przydał. Wtedy bym nie myślała o Mateuszu.

 

Muszą się pobrać!

 

Albo teraz, póki nie widać brzucha, albo dopiero po porodzie.

 

Wyśpię się, a potem ugotuję im obiad. Trzydaniowy.

 

Dwa miesiące temu.

 

Dziecko dawno ma juŜ serduszko. Ciekawe, jakie jest duŜe?

 

Dziewczynka.

 

Chłopiec.

 

Dziecko Mateusza.

 

ś

eby ten pies zdechł!

 

Telefon piszczy. A co tam. Nie odbiorę.

 

Spać! Spać! Spać!

 

Sięgam za tapczan. Torebka foliowa, a w niej dwa listki re-lanium. śółte, niewielkie 

tabletki. Ile ich razem zostało? Dziesięć. Wezmę dwie. Nie, za mało. Trzy. Jeszcze dwie. 
Na parapecie, między usychającymi bluszczami, stoi butelka z wodą. Eee, wstrętna. Ale 
przynajmniej mokra. Ile zostało? Trzy. Muszę się porządnie wyspać. Wezmę wszystkie.

 

Zasuwam Ŝaluzje, nakrywam się kocem. Poduszka na głowę. Upiekę im jeszcze 

jakieś ciasto... O Mateuszu juŜ nigdy nie pomyślę... Pozwolę się zaprosić Maćkowi... I 
dam mu się nawet pocałować. Nareszcie ten głupi kundel szczeka ciszej. Znowu telefon.

 

MoŜe to Mateusz?

 

Odbiorę i powiem mu, Ŝeby się odchrzanił ode mnie. Niech kupuje pieluchy i co tam 

trzeba... Niech się zajmuje swoją brzemienną narzeczoną.

 

Jeszcze mu powiem, Ŝe... Nie mam siły wstać.

 

l   146

 

LIPIEC

background image

 

piątego, czwartek

 

Pani Hania i ciotka Krysia patrzą na mnie z troską. One tak patrzą juŜ ponad tydzień. 

A ja ponad tydzień wegetuję w domu pani Hani, na końcu Jabłonki Orawskiej.

 

Pani psycholog powiedziała ojcu, Ŝe muszę koniecznie zmienić otoczenie. śe juŜ ze 

mną „wszystko absolutnie w porządku". Wtedy ciotka Krysia zaproponowała, Ŝe 
weźmie mnie i Małego. „Pojedziemy do mojej przyjaciółki. Jestem u niej co roku". 
Ojciec się ucieszył, Szymek rozpłakał. „Nie chcę! Tam na pewno jest nudno".

 

Ma rację. Tu jest straszliwie nudno.

 

W rezultacie Szymek jest u ciotki Marysi. Bawi się z Jaśkiem, szczeka razem z Piką 

i je smaczne ciotczyne obiady.

 

Kuka zdobywa kolejne sprawności na obozie harcerskim w Borach Tucholskich.

 

Ciotka Krysia i ja wakacjujemy w Jabłonce. Ja na pierwszym piętrze, ona przy 

gospodarzach na dole. Od lat ma tam

 

swój pokoik.

 

Na piętrze są dwa pokoje. DuŜy, paskudnie róŜowy, z dwoma tapczanami i 

mniejszy, niebieski, z jednym. Jest Ŝółta łazienka, zielona kuchenka i balkon. Poza tym 
nie ma zasłon, firanek i połowy mebli. Mnie to nie przeszkadza.

 

Niby jestem sama. Tyle Ŝe nigdy nie wiem, kiedy wpadnie ciotka. Ona wpada 

kontrolnie. Często to robi.

• 

Malinek uzbierasz, jagódek jeszcze trochę zostało. Chodź

z nami, Oleńko.

• 

Zostanę. A potem pójdę nad rzekę.

 

-

Waldek prosił, Ŝebyś duŜo chodziła - przypomina ciotka.

Prosił... A wcześniej o mało mnie nie rozszarpał z wście
kłości. Ale nie chcę o tym teraz myśleć.

 

Ciotka, pani Hania, jej piątka dzieci, których imion nie mogę spamiętać, i jakieś 

dwie szwagierki wyruszają z koszami

 

do lasu.

 

W domu nareszcie spokój. Nie biegają Konradki, Dawidki,

 

147

 

Tomusie, nie piszczą Adrianki i Izusie, a Grzesie nie trzaskają drzwiami.

 

I nikt mnie nie sprawdza.

 

Siadam na balkonie. Niskie domy, rozwalające się płoty, krowie placki na 

drodze, brązowe kury. JuŜ zdąŜyłam poznać okoliczne pola, zaśmiecony lasek za 
pagórkiem i największą tutejszą atrakcję, czyli tamę na rzece, umoŜliwiającą kąpiel 
dzieciakom.

 

Wracam do pokoju. W szafie, pod ubraniami, leŜy gruby czarny zeszyt w linię. 

Dostałam go od Kukuśki. „Porozmawiaj sama z sobą", powiedziała smarkata.

 

To nie takie łatwe.

 

Po co pisać? Czy przez takie bazgranie zmieni się coś w moim Ŝyciu?

 

Ale z drugiej strony, co mam do stracenia? I co mam lepszego do roboty w tej 

zabitej deskami dziurze? Niech będzie. Napiszę. Skoro Młoda potrafi, to ja teŜ. 
Jeszcze tylko muszę znaleźć jakiś długopis. Jest.

 

Niewiele pamiętam. Za to duŜo wiem z opowiadań ojca. (głównie polegających na 

wrzeszczeniu)...

 

Grdy dojechał do pracy, zauwaŜył, Ŝe zapomniał teczki z dokumentami.  Wrócił do 

aomu.

background image

 

Coś go tk.ne.ta; wszedł do córusiowego i dostał szału. Ja w łóŜku zamiast w szkole i 

wszędzie dziki bałagan. Zerwał ze mnie koc, poduszkę i przestraszył się mojego wyglądu. 
Bytam blada i spocona.

 

Pamiętam, Ŝe gdy zaczął mnie tarmosić za ramiona i klepać po policzkach, 

wybełkotałam, Ŝeby trzymał ręce przy sobie i niech idzie, bo będę teraz długo, bardzo długo 
spała.

 

Zobaczył puste listki po relanium. Zadzwonił po pogotowie, przyjechała erka 

reanimacyjna i na sygnale zawiozła mnie do kliniki.

 

Pamiętam chudego lekarza, który krzyczał: „ile wzięłaś? ile wzięłaś?".

 

Jak im wybełkotałam ile, to mi zrobili płukanie Ŝołądka. l   148

 

A potem przez tydzień trzymali mnie w Klinice. To się nazywa Detoksykacja". 

Crehenna.

 

Oni tam nie mogli zrozumieć, Ŝe nie chciatam popełnić samobójstwa, tylko chciałam się 

porządnie wyspać i o niczym nie myśleć. Jak długo zamierzałaś tak spać?" Wzruszatam tylko 
ramionami. A jedna pielęgniarka nazywała mnie ,Źpiącą Królewną".

 

Koszmarnie było w szpitalu, ale jeszcze koszmarnie), gdy wrócitam do domu.

 

Piszczy komórka. Dostałam ją od ojca. Mam z nią wszędzie chodzić, nawet do 

toalety. Tatuś kontrolnie dzwoni do mnie o róŜnych porach.

• 

Halo?

• 

Olka! śyjesz? Jak tam? - śmieje się Majka.

Jak dobrze ją usłyszeć!

• 

Tu jest strasznie!

 

- Nie przesadzaj. Masz wakacje. Spełniły się twoje marze

nia. Nie musisz prać, prasować. Co robisz?

 

Mam poprawkę z matmy, anglika i fizyki. Jestem na tym zesłaniu teŜ po to, by się 

uczyć do egzaminów. Jak na razie ksiąŜki tak leŜą pod stołem, jak je ojciec połoŜył.

• 

A ty? - zmieniam temat.

• 

Dopływamy do Ełku, wczoraj nas złapała gigantyczna

 

burza...

• 

Wczoraj to się pies sąsiadów urwał z łańcucha.

• 

Co robisz?

• 

Piszę pamiętnik.

• 

Całkiem ci padło na mózg?

• 

ś

artowałam - mówię szybko.

• 

Kiedy wracasz do domu?

• 

Najwcześniej za dwa tygodnie.

 

• 

OK. Trzymaj się... I Ŝadnych głupot. Słyszysz?

• 

Mhm.

• 

Uczysz się? Olka! Umawiałyśmy się.

• 

Mam jeszcze czas.

• 

Olka, nie gadaj głupot. Zadzwonię jeszcze.

 

149

 

Koniec rozmowy. Dopiero dziesiąta! Jeszcze cały dzień przede mną. Znowu 

znajomy pisk. Pewnie ojciec.

• 

Słucham.

• 

To znowu ja. Pisz ten pamiętnik. To dobry pomysł. Sły

szysz mnie?

background image

• 

Mhm.

• 

Pisz. I ucz się! Aha. Jak się spotkamy, to ci opowiem za-

rąbistą historię. Muszę kończyć. Hej!

 

domu było wysprzątane jak nigdy, w córusiowym frezje l talerzyk z czekoladkami 

Wszyscy zwracali się do mnie stodko. „Ołusiu", „Oleńko".

 

Szymek dat mi plastikowe serduszko, które przywidzi z Rabki. Zawiesiłam je sobie od 

razu na szyi (nosze do dziś), a Maty rozpłynął się w uśmiechu.

 

Smarkulowi się powiedziało, Ŝe byłam w szpitalu, bo miałam ktopoty z wyrostkiem,  

ilwierzyt.

 

LeŜatam w córusiowym, obok toczyto się Ŝycie.

 

Po dwóch dniach {frezje oklapty i coś zaczelo szwankować. Ojciec raz mnie gtaskat po 

gtowie i przynosił dziewczyńskie pisma, które porywała Kuka, a po chwili patrzył na mnie 
wilkiem i wrzeszczał bez powodu.

 

Wywalił z domu prawie wszystkie lekarstwa. Pochował co większe noŜe. Absurd,  l 

przynajmniej kilka razy dziennie powtarzał, Ŝe się na mnie zawiódł.

 

Przez pierwsze dwa tygodnie nie wolno mi było wychodzić z domu.

 

Co piątek ojciec zawoził mnie na wizytę, do pani psycholog, która, polecit mu znajomy 

(ten kolega od sprzątania).  Pani kaŜdorazowo brała  WO zł, a ojciec był zadowolony, Ŝe 
zapewnia mi fachowa, pomoc.

 

\   150

 

Pierwsza wizyta. Obcy, jasny pokój i obca, drobna kobieta, która chciała, „bym zaczęła 

od początku, bo przecieŜ musimy wszystko uporządkować, zanim wyciągniemy wnioski".  I 
„Ŝe bytam dzielna, i Ŝe ona rozumie, jak straszne musiato być to wszystko dla mnie".

 

Na kolejnych spotkaniach, ledwo przekraczałam próg jasnego pokoju, wyłączałam się.  

Wtączatam zaś' wtedy, gdy pani psycholog ściskała mi dłoń i mówita „to do zobaczenia w 
przyszłym 
tygodniu". Ojciec ptacit i zawozit mnie do domu, jednocześnie zabawiając 
niezobowiązującą 
rozmową. Do końca dnia wszyscy byli dla mnie wkurzająco mili i stodcy.

 

W soboty byto juŜ na szczęście normalniej...

 

Wtedy Kuka podarowata mi ten zeszyt.

 

„Porozmawiaj sama z sobą". Rozmawiam. Co jeszcze napisać? Która godzina? 

Trzynasta dziesięć? Niesamowite. Czas jednak ruszył z miejsca.

 

Ojciec, pani psycholog i lekarze sądzili, Ŝe śmierć Marny, ktopoty w szkole (wyszły na 

jaw moje oceny), ktopoty z prowadzeniem domu „pchnety mnie do tak nierozwaŜnego 
kroku".

 

O Mateuszu i jego dziecku wiedziała tylko Majka.

 

Ojciec wziąt ją kiedyś' na rozmowę. Zeznawata mętnie i na temat Mateusza nie pus'cita pary 

z ust. Owszem, spotykata się Olka z jakimś' chtopcem, ale to nieaktualne, i to nie byto nic 
waŜnego.

background image

 

Na początku ciotka i Malwinka wpadały częściej niŜ normalnie.  Malwinka tylko jeden 

jedyny raz dobitnie wyraziła się, co sądzi o mojej gtupocie. Ciotka przy kaŜdej wizycie dawata do 
zrozumienia, Ŝe zachowałam się idiotycznie, nieodpowiedzialnie, Ŝe to zły przykład dla Kasi, a 
teraz jeszcze te drogie wizyty.

 

Pani Kela (ta od sttuczonego wazonu) pojawita się u nas l   151

 

w dzień po moim wyjściu ze szpitala. Potem przychodziła codziennie.  Przed południem, na parę 
godzin. (Dotowała, prała, sprzątata. Mniej więcej po trzech tygodniach porzucita legginsy i bluzę, 
na rzecz obcisłych spodni i obcisłych sweterków. Zmieniła fryzurę l zaczęta przychodzić późnym 
popołudniem. Akurat wtedy, kiedy ojciec wracał z pracy. Podawała dwudaniowy obiad, kawę, 
dla „pana inŜyniera", zawsze znajdowała jakieś ciasto do niej. Mimochodem wycierała 
Szymkowi nos, a Kuke i mnie starała śle pogłaskać.

 

Ojciec wychwalał pod niebiosa obiady, kawkę, ciasta. Nie mógł się. nadziwić, Ŝe koszule 

moŜna tak ładnie wyprasować, Ŝe okna takie czyste, ble, ble, ble.

 

Kuka i ja patrzyłyśmy zezem na odmienioną panią Hele.. „Musimy na nią uwaŜać", 

szepnęła kiedyś Młoda.

 

Któregoś' dnia, miedzy drugim daniem a kawą, pani Kela zapytała, czy mogłaby cześć 

nieuŜywanych garnków wynieść do piwnicy.  Wtedy pozostałe garnki i patelnie przeniosłaby do 
szafki po lewej 
stronie, a talerze do szafki po garnkach. Ojciec odparł, Ŝe zupełnie śle na tym nie 
zna.

 

„Tak by było poręczniej".

 

„Zdaje, się całkowicie na panią.".

 

„Skoro pan tak uwaŜa", us'miechneła się miło, a Kuka kopnęła mnie pod stołem. „Chciałam 

jeszcze o coś zapytać..."

 

„Słucham, słucham".

 

„Tylko proszę mnie źle nie zrozumieć".  Kuka znowu mnie kopnęła.  Oddałam jej.

 

„Niech pani mówi śmiało".

 

„Oj, zaraz...  Mam przecieŜ babeczkę do kawy". Pani Hela postawiła przed ojcem talerz z 

droŜdŜówka..

 

„Wspaniała. Jak pani znalazła czas na upieczenie takiego cuda?"

 

„Chii, chii, chii"  zaśmiała śle pani Hela, ale uśmiech jej zniknął, gdy Kuka burknęła, Ŝe to 

babeczka Malwinki.

 

„No...  tak, tak".

 

„Tak sobie pomyślałam... Skoro pan InŜynier l dzieci przy-

 

l   152

 

chodzą, do domu o róŜnych porach, to bardzo by się przydała kuchenka mikrofalowa".

 

„Wtedy byśmy przychodzili punktualnie?", spytała grzecznie

 

Kuka.

 

„No, nie... Ale bym nie musiała tyle czasu spędzać nad

 

garnkami, Ŝeby podgrzewać".

 

Ojciec dopił kawę., zjadł droŜdŜówkę.  Na twarzy miał błogi

 

us'miech.

 

Jeszcze babeczkę? Sprawdzałam, wiem, gdzie są mikrofalówki w cenie promocyjnej... JuŜ nic 

nie mówię".

 

Tego samego dnia pojechała z ojcem do Tesco.  Ojciec wrócił po dwudziestej pierwszej.

 

,/rdzie kuchenka?.'", ryknęła Kuka.

 

„Nie było takiej, jaka. chciała pani Hela. Jutro szukamy dalej".

background image

 

„To gdzie byłeś' tak długo?"

 

„No...  Najpierw w sklepach, potem wstąpilis'my na kawę".

 

„Ona poluje na tatę", szeptała zdenerwowana Młoda tego samego dnia. Siedziałyśmy w 

córusiowym, Szymek juŜ spał.

 

„Widziałaś, jak się szarogęsi?"

 

„Olka, jesteś' starsza. Masz pomysł?"

 

„Mam",  l nie miałam Ŝadnych skrupułów. Byłam ws'ciekła na ojca, Ŝe daje się tak prostacko 

łapać na obiadki i ciasto, „Ale pod jednym warunkiem".

 

„No?"

 

„Będziesz musiała mi pomóc".

 

„Teraz?"

 

Jak nie będzie pani Heli. Bo przyjmie Inna.".

 

„OK".

 

Zadzwoniłam do pani Heli i powiedziałam, Ŝeby nie przychodziła przez kilka następnych 

dni, bo przyjeŜdŜa do nas ciocia. Tatę poinformowałam, Ŝe pani Hela nie pojawi się do końca 

tygodnia albo i dłuŜej. „Coś śle stało?", przestraszył się ojciec. „Nie. Normalka.  MąŜ jej 

zachorował. Ale to chyba nic powaŜnego".

 

l   153

 

początkiem kolejnego tygodnia, pani Kela zadzwoniła. Przeprosiłam ją w imieniu taty 

i swoim i oświadczyłam, Ŝe ciotka znalazła nam nową panią.  Redzie przychodziła na dłuŜej 
i mniej brała, co nie jest dla nas bez znaczenia.,

 

Znowu zaczęłam zajmować się. domem,  l tak jak sobie kiedyś obiecałam, 

Szymkiem.  Kuka mi pomagała.

 

Pani Hela jeszcze raz zadzwoniła. Chciała wpaść na chwile,, bo chyba zostawiła 

sweterek. Akurat napatoczyła się na Kuke. Młoda powiedziała jej, Ŝe teraz nie mamy głowy 
do sweterków, bo robimy w domu generalne porządki „Tatuś się Ŝeni 'Będziemy mieć nowa, 
mamusie.,  l nową siostrzyczkę. Albo braciszka".

 

Pani Hela juŜ nie dała znaku Ŝycia.

 

O/ciec był na rozmowie w szkole. Dowiedział się, Ŝe mam złe

oceny, Ŝe są nieusprawiedliwione nieobecności, Ŝe z pewnością,
matematyki, fizyki, chemii i angielskiego groŜą mi niedostatecz
ne.  
Ustalono, Ŝe do końca, roku szkolnego mam „zbierać się. do
Ŝ

ycia". A na konferencji nauczyciele postanowią, czy przejdę do

trzeciej z poprawkami, czy po wakacjach będę repetować
drugiej.

/

 

Było mi dokładnie wszystko jedno. śałowałam tylko tego, Ŝe nie będą chodziła z Majką.

 

Czas dzieliłam na dom, spacery i czytanie.

 

Majka odwiedzała mnie prawie codziennie. 'Była moim łącznikiem ze szkoła, i z 

dziewczynami.

 

„Bierz się. w garść i wracaj do budy".

 

„Dobrze jest, jak jest".

 

Jasne, a za rok znów będziesz czytać „Dziady". Wkuwać o obleń-cach i plazińcach i 

uczyć się., która rzeka jest najdłuŜsza w Polsce".

 

„Daj spokój".

 

„Chowasz się przed Ŝyciem".

 

Chowałam się przed Mateuszem. Cfdy słyszałam jego głos przez telefon, rzucałam 

background image

słuchawką. A dzwonił bardzo często.

 

154

 

Raz tylko nie wytrzymałam i krzyknęłam, Ŝeby pilnował cięŜarnej narzeczonej.

 

Crdy stawał przed furtką, a byłam sama w domu, nie otwierałam drzwi. Crdy ktoś był, 

kazałam mówić, Ŝe wyjechałam.

 

E-maile kasowałam na wejściu.

 

DuŜo wtedy płakałam.

 

W końcu Mateusz przestał dzwonić, przychodzić.

 

Wtedy płakałam jeszcze bardziej.

 

Nie będę pisała o nim! Na pewno nie. Wychodzę. Lepsze łaŜenie między krowimi 

plackami, niŜ rozmyślanie o tym klawesynie.

 

Zamykam dom na klucz i przez pola idę w stronę lasu. Mam tylko nadzieję, Ŝe 

nikogo nie spotkam i nie będę musiała odpowiadać na uwagi, Ŝe ciepło, Ŝe ładnie, 
skąd jestem i gdzie mieszkam.

 

Do lasu wpadam zgrzana i zziajana. O kurcze! Zapomniałam „smyczy"! A co 

będzie, jak tatuś akurat zadzwoni? Odpocznę i wracam. Nie mam siły na nowe 
awantury.

• 

Dzień dobry. - Gruby, łysiejący męŜczyzna w ciemnych

spodniach i flanelowej koszuli podchodzi do mnie. - Na
grzyby?

• 

Nie - burczę i tyłem idę w kierunku pastwiska, na któ

rym pasą się biało-czarne krowy. A jak to gwałciciel?

• 

Mam trzy prawdziwki. - Z kieszeni wyjmuje kraciastą

chustkę i wyciera nią spocone czoło.

 

Od strony pola ktoś idzie. Odwracam się. Kulawy męŜczyzna. Znam go. Mieszka 

niedaleko sklepu.

 

- Szczęść BoŜe - mówi z szacunkiem i zdejmuje brązowy

 

beret.

• 

Szczęść BoŜe. Dokąd to, panie Alojzy?

• 

Po krowy.

• 

To z Bogiem.

• 

Z Bogiem, księŜe proboszczu.

 

Ten spocony grubas to ksiądz proboszcz?

 

- Jak człowiek w domu siedzi, to mu się wydaje, Ŝe wszyst-

 

I   155

 

kie te lasy raz dwa obskoczy i kosz grzybów znajdzie. A ja ledwo tutaj doszedłem. 
Ale panienka to chyba nie stąd? - uśmiecha się. -Nie.

• 

A skąd?

• 

Z Krakowa.

 

No, koniec tej konwersacji. Co powiedzieć? Do widzenia?

 

- Na szczęście pogoda dopisała. Z rodzicami?
-Nie.

 

- Racja. Teraz jest tak, Ŝe ojciec w domu zostaje i pracuje,

a mama i dzieci letniskują.

 

Guzik prawda.

 

- Nie mam mamy - mówię twardo i robię zdecydowane dwa

kroki w stronę ścieŜki prowadzącej na pola. - Pański Bóg ją
zabrał.

background image

 

Niebieskie oczy księdza patrzą na mnie uwaŜnie.

• 

Dawno?

• 

W grudniu zeszłego roku.

• 

Obraziłaś się na Pana Boga... - stwierdza spokojnie.

• 

Teraz muszę iść. Do widzenia.

• 

Poczekaj. Pójdziemy razem.

• 

Nie.

/

• 

Nie bądź nieuprzejma.

 

Idziemy. Czekam, aŜ mi powie, Ŝe mama jest w niebie i dopiero tam jest 

naprawdę szczęśliwa. A mąŜ i trójka dzieci to była tylko taka „poczekalnia".

 

- Jaka była Mama?

 

Zdumiona zatrzymuję się na polnej ścieŜce.

• 

Jak to , jaka była"?

• 

Jesteś do niej podobna?

• 

Nie. Szymek jest podobny.

 

- Chcesz opowiedzieć?
-Nie.

 

Patrzę na góry. Widać Tatry, a po prawej, prawie na wyciągnięcie ręki, jest Babia 

Góra.

• 

Masz rodzeństwo? Oprócz tego Szymka?

• 

Siostrę.

 

l   156

 

- Jacy są?

 

- Nie wiem! - wykrzykuję ze złością. - Czemu mnie ksiądz

 

męczy?

 

- JuŜ dobrze, dobrze, idziemy. Widziałaś nasz kościół?

A znasz kościółek w Orawce?

 

Mam dosyć grubego księdza. Przed nami droga się rozdziela. W prawo do domu 

pani Hani, w lewo do miasteczka. Tu się poŜegnamy.

 

Jak na razie stoimy. Ksiądz patrzy na mnie, a ja na czarną kozę pasącą się na 

pobliskiej łące.

• 

Pomodlę się w twojej intencji. I dziś, i jutro, i pojutrze.

• 

Za moje nawrócenie? - pytam złośliwie.

• 

Nie. śebyś zrozumiała, Ŝe na kaŜdego czeka los.

• 

Nigdy tego nie zrozumiem! - Odwracam się na pięcie i bie

gnę do domu.

 

Wpadam do pokoju. Gdzie komórka? Na łóŜku, pod zeszytem. Jeden SMS, jedna 

wiadomość głosowa. Najpierw SMS. Numer ojca. Jaka pogoda? Zbieraj grzyby na 
ś

więta. Tylko tyle? Bez epitetów? Odpiszę... Miejscowe wszystko wy zbierali. Sąsiad 

proponował 40 prawdziwków za pot litra.

 

Wysyłam i odsłuchuję pocztę. „Ola? To ja, no, Szymek. Smutno mi, chciałem z 

tobą pogadać. Wiesz, Pika urwała się z łańcucha. Atu jest takie super wesołe 
miasteczko! Czekaj! Jakiś pies szczeka! To Pika!"

 

Wybieram numer ciotki Marysi.

• 

Halo?

• 

Dzień dobry. Tu Ola. Mogę rozmawiać z Szymkiem?

• 

Olusia! Jak ci tam? - Głos ciotki tryska energią.

• 

Dobrze. Szymek dzwonił i...

• 

Kasia wczoraj dzwoniła. Zadowolona. No, jest Szymuś.

background image

• 

Ola? - dyszy radośnie szczerbul. - Pika wróciła. - Fajnie

go słyszeć.

• 

Co porabiasz?

• 

Kiedy?

• 

Na przykład dziś.

 

- Byliśmy z Jaśkiem u jego kolegi. Tam są małe kotki.

Weźmiemy sobie jednego? Mnie się podoba taki czarno-biały...   157

• 

Pomyślimy o tym.

• 

Ola! Przyjedź! Sama go zobaczysz. Co? Przyjedziesz?

• 

Postaram się. Trzymaj się. Pa.

• 

Pa. Zadzwonisz jeszcze?

• 

Pewnie. Hej.

 

A tata padnie, jak zobaczy rachunek.

 

dziewiątego, poniedzialek

 

Najgorsze w Jabłonce są wieczory. Piętro niŜej Ŝycie aŜ piszczy, krzyczy i 

trzaska, u mnie cicho.

 

I smutno.

 

Przeczytałam wszystko, co do tej pory napisałam.

 

To na pewno nie jest rozmawianie z samą sobą. To spisywanie wydarzeń z 

ostatnich tygodni. Spisywanie bez Ŝadnych emocji i wyciągania wniosków.

 

Jakbym pisała o skupie Ŝywca.

 

Jestem głodna. W lodówce pustki. Nie moŜe być inaczej, skoro ostatni raz byłam 

w skłepie trzy dni temu. Głównie Ŝywię się paluszkami i krowim mlekiem, które 
kupuję od gospodarzy.

 

Całe dnie spędzam w pokoju, najchętniej w łóŜku. Słucham radia, kaset. Nie 

piszę, nie czytam. Nie ma mowy o Ŝadnym uczeniu się. DuŜo śpię.

 

Czy to są „smutne dni" w wydaniu wakacyjnym?

 

Jeśli jutro nie wybiorę się do sklepu, to będę waŜyła mniej niŜ Szymek. Pójdę, 

kupię mu jakieś autko, a pojutrze pojadę do Rabki.

 

Ciotce powiedziałam, Ŝe się uczę i dlatego siedzę w pokoju. Uwierzyła. Ile razy 

przyjdzie do mnie, zastaje mnie z nosem w ksiąŜce. Zawsze pyta, jak się czuję i czy 
czegoś nie potrzebuję. Niezmiennie odpowiadam, Ŝe wszystko jest OK i Ŝe wszystko 
mam. Do lodówki, na szczęście, jeszcze mi nie zagląda.

 

Trzask! Wrzask, krzyk, tupot. Chyba ktoś przyszedł do gospodarzy. śeby tylko 

panu Emilowi nie przyszło do głowy uhonorować gościa graniem na akordeonie! 
Wrzaski zostały na parterze. Skrzypią drewniane schody prowadzące na pię-

 

I   158

 

tro. Teraz kolej na panią Hanię. Spyta, czy czegoś nie potrzebuję, przypomni, 
Ŝ

ebym uwaŜała w łazience, bo rura pod wanną się zatyka.

 

Przygładzam włosy i łapię pierwszą ksiąŜkę, która nawija mi się pod rękę. 

Muszę stwarzać pozory. Tata dzwoni do ciotki dwa razy w tygodniu.

 

- Proszę! - wołam, gdy słyszę pukanie.

 

Czarny plecak, a za nim uśmiechnięta, opalona Majka.

 

Ś

cięła włosy.

 

- Zajmuj się mną! - mówi.- Jadę juŜ piętnastą godzinę. Co

 

masz do Ŝarcia? -Nic.

 

- Idź do gospodarzy i poŜyczaj. - LeŜy na tapczanie. - Olka,

background image

nie uśmiechaj się głupawo, tylko organizuj coś do Ŝarcia.

 

Zbiegam na dół. Kupuję dziesięć jajek, w prezencie dostaję talerz białego sera, 

trzy pomidory i ćwiartkę chleba pieczonego przez szwagierkę. Ciotka wypytuje, co 
to za dziewczyna. Mówię, Ŝe to Majka. „Ta twoja Majka?" „Mhm..." „A tata wie,

 

Ŝ

e tu jest?"

 

Wracam na górę. Majka chrupie paluszki.

• 

Chcesz mleko czy herbatę? - pytam.

• 

Mleko. Najpierw. Masz oscypki?

-Nie.

 

Patrzy na mnie surowo.

 

- Coś robiła w wyrze? Z ksiąŜką do góry nogami?
Wzruszam ramionami. Pierwsza kanapka z serem gotowa.

 

Jeszcze pokroję pomidory.

 

- Po coś przyjechała?

• 

Na wakacje. Rozmawiałam telefonicznie z twoim ojcem.

Ale masz ciotkę! Mogę tu trochę pomieszkać. Czemu jesteś
taka blada? Słońce tu ukradli?

• 

Byłaś głodna.

• 

Miałaś wypoczywać. Wyglądasz okropnie.

• 

Albo zmień temat, albo wracaj do Krakowa - odzywam

 

się ostro.

 

Majka patrzy na mnie niezraŜona.

 

- Oleńka pokazuje pazurki, ho, ho. Dawaj Ŝarcie. Rób her-

 

batę, tylko duŜo. W plecaku mam czekoladę... Nie, nie tam. Tam są brudne skarpetki, w 
tej na prawo - mówi z pełnymi ustami. - Po co te jajka? Zrobisz jajecznicę?

• 

Mhm. - Idę do kuchenki.

• 

Tylko duŜo, duŜo. Co porabiasz?

-Nic.

• 

Podziwiać, podziwiać.

 

Zjadamy wszystko, co się do jedzenia nadaje. Przygotowuję dzbanek herbaty. Majka 

znowu leŜy na tapczanie. Siadam obok.

 

- Mów. - Szturcham ją w kolano.

• 

Wyjazd jak wyjazd. Ludzie znośni. Wiesz, co? - Patrzy

na mnie błyszczącymi oczami. - Zgadnij, kogo spotkałam? -
szepcze.

• 

Nie wiem - śmieję się. Majka ma rumieńce.

• 

Nie uwierzysz. Musieliśmy uzupełnić zapasy. Idę do skle

pu, a tu... - urywa nagle i zagryza wargi.

• 

No co?

• 

Powiem ci, ale musisz mi ^oś obiecać.

• 

Co ty gadasz?

• 

Warto. Dowiesz się czegoś niesamowitego.

• 

Dobra. Obiecuję. Mów.

 

Majka złazi z tapczanu i staje na baczność.

• 

Zgłupiałaś? - zaśmiewam się do łez.

• 

To powaŜna sprawa. Nie mogę o niej mówić, ot tak, na

leŜąco. Wymaga szacunku. Spotkałam...

• 

Twojego wspaniałego, choć niewysokiego, Toma Cruise'a.

Wpadłaś mu w oko i pobieracie się za tydzień.

• 

Lepiej, lepiej! - Dalej stoi wyciągnięta jak struna. - Spo

background image

tkałam klawesyna. Spocznij.

 

Tego się nie spodziewałam.

• 

Którego? - pytam ponuro. - Mojego czy twojego?

• 

Mojego. - Siada koło mnie.- Twój to nie klawesyn.

 

- Klawesyn - mówię z uporem. - I co?
Parska śmiechem.

• 

Musisz się wczuć... Jestem w wiejskim sklepiku. Kupuję

tony masła, chleba, kiełbas. Chłopcy mają zaraz przyjść.

• 

Jacy chłopcy?

 

l   160

 

• 

Nasi. Z Ŝagli. śeby pomóc mi to zanieść... Czuję, Ŝe ktoś

na mnie patrzy. Odwracam się... a obok worków z nawozami
stoi Łukasz. I dosłownie poŜera mnie wzrokiem.

• 

Czemu?

• 

Było bardzo gorąco. Miałam na sobie tylko szorty i top -

chichocze. - Podszedł i spytał, czy sobie z tym wszystkim po
radzę. Odparłam, Ŝe nie. Zaproponował pomoc w zamian za
wspólną kawę.

 

Czegoś nie rozumiem.

 

- Nie przepraszał, nie tłumaczył?
Majka patrzy na mnie z politowaniem.

• 

Oj, Olka, jak ty nic nie kapujesz. Klawesyn mnie nie po

znał.

• 

ś

artujesz!

• 

Nie - śmieje się.

• 

I tak lekko o tym mówisz?

• 

Słuchaj dalej. Stoimy w kącie, ja taka skromna, cicha,

a on mi rzuca swój stary tekst.

• 

Jaki stary?

• 

Ten sam, którym uraczył mnie w zeszłym roku. śe jak

tylko mnie zobaczył, to poczuł, o tutaj... - zaśmiewa się i kle
pie na wysokości klatki piersiowej - błogi spokój. I Ŝe wszyst
ko jest piękniejsze, i bardziej kolorowe.

• 

Czemuś mu nie napluła w twarz?

 

- To prostackie - krzywi się. - Umówiłam się z nim na

wieczorną randkę. Dziewczyny wymalowały mnie, poŜyczyły
kieckę... Dawaj tę herbatę. Zaschło mi w gardle.

 

Stawiam na taborecie dzbanek i kubki. Majka pije i pije.

• 

Kończ juŜ. Opowiadaj - poganiam.

• 

Wypiliśmy kawę, zjedliśmy lody. Potem po piwku. On cały

czas mówił, Ŝe nie spotkał nigdy takiej dziewczyny jak ja. Ja
tylko skromnie opuszczałam oczęta. Trochę tańczyliśmy.

• 

Nie wierzę ci. Musiał cię poznać.

 

- Niby jak? Widział mnie rok temu, teraz mam krótkie

 

włosy.

• 

Ale mówiłaś, Ŝe znaliście się sześć dni!

• 

A ty się z Maćkiem znasz dwa lata. - Puszcza do mnie oko.

 

!   161

 

- To nocy teŜ z nim nie spędziłaś?

background image

 

- Spędziłam. Ale było wtedy ciemno. Mam opowiadać czy

nie?

 

-Tak.

• 

Zaproponował, Ŝebyśmy poszli do jego pokoju. Wynaj

mował u jakichś gospodarzy - dodaje szybko na widok mo
jej miny. - Straszliwie się zawstydziłam.

• 

Miał super kasety? Czy fajne znaczki?

• 

Aparat - śmieje się. - Poszliśmy. Polaroidem zrobił mi

kilka zdjęć.

 

-I co?

• 

Zaraz ci pokaŜę. - Grzebie w plecaku. - I cały czas tak

słodko do mnie mówił „Oleńko".

• 

„Oleńko"?!

• 

Jakbym powiedziała, Ŝe jestem Majka, to moŜe by mu coś

tam z aj ar Ŝyło w tej łepetynie. Znalazłam.

 

Majka niczym modelka. Króciutka, kolorowa sukienka, postrzępiona fryzurka, 

długie opalone nogi. A tu Majka i klawesyn. Ciemnowłosy i diabelnie przystojny.

• 

Co dalej?

• 

Włączył radio, tańczyliśmy, przygasił światło. Chciał się

całować, ale się wzbraniałam. Spytał, czemu nie chcę. Szepnę
łam, Ŝe chcę i to bardzo, ale obiecałam sobie kiedyś, Ŝe zrobię
to tylko z miłości. Wtedy mnie przytulił i powiedział, Ŝe mnie
kocha - mówi martwym głosem i mruga do mnie.

• 

Naprawdę? - Zwijam się ze śmiechu.

• 

Jeszcze dodał, Ŝe zawsze mnie kochał - Majka leŜy na ple

cach i kwiczy - Ŝe taka miłość jak nasza zdarza się raz na sto
tysięcy lat. Ze czekał na mnie i Ŝe zawsze będziemy razem.

• 

Miło z jego strony.

• 

Szepnęłam, Ŝe jestem szczęśliwa. Co tak patrzysz? Ja tam

cały czas szeptałam, bo mnie śmiech dusił, a on się rozpływał,
Ŝ

e jestem taka delikatna, eteryczna i zwiewna.

• 

Eteryczna! Chi, chi.

• 

Cicho! Znowu się zabrał do całowania. Szepnęłam, Ŝe mam

swoją tajemnicę. A on, Ŝe chętnie jej wysłucha.

• 

Coś mu wcisnęła? - Ze śmiechu brzuch mnie boli.

 

l   162

 

- śe jeszcze nigdy tego nie robiłam, Ŝe nawet nie umiem się

całować. Wtedy juŜ leŜeliśmy na łóŜku. On był bez koszulki
i prawie bez dŜinsów. Spytałam, czy będziemy ze sobą na
zawsze? Na dobre i na złe? Odpowiedział, Ŝe szczególnie na
złe... Jest coś jeszcze do picia?

 

No nie! Ma paskudny zwyczaj przerywania w najciekawszych miejscach. Prawie 

jak bloki reklamowe w filmach.

 

- Dostaniesz, jak skończysz.

 

Przewraca się na brzuch i bierze do ręki zdjęcia. Szturcham

 

ją w bok.

 

- Pozwoliłam się pocałować. A jak zaczai mnie rozbierać,

to szepnęłam, Ŝe mam jeszcze jedną tajemnicę. Wydyszał:
Jaką?". Powiedziałam, Ŝe w szpitalu zarazili mnie AIDS. Na
początku nie usłyszał, bo mocował się z suwakiem sukienki -
ryczy ze śmiechu. - Musiałam mu krzyknąć do ucha.

background image

• 

I co on na to?

• 

Zgłupiał. A ja ćwierkałam, Ŝe to było usunięcie wyrostka

i nawet chciałam mu pokazać bliznę. Wyskoczył z łóŜka jak
oszalały. Pobiegł do łazienki. Szorował zęby, płukał gardło,

 

0 mało się nie udusił.

 

-A ty?

• 

Zabrałam zdjęcia i poszłam.

• 

Wymyśliłaś to wszystko.

• 

Nie - wzdycha. - Tyle Ŝe potem pół nocy przepłakałam.

 

1 przez trzy dni nie mogłam się pozbierać. - Milknie i zamyka

 

oczy.

 

Na dole cicho, pewno śpią. A w ogóle, która to godzina?

 

Dwadzieścia cztery minuty po północy. Patrzę na Majkę. Zasnęła. 

Narzucam na nas koc z sąsiedniego tapczanu. Fajnie, Ŝe przyjechała.

 

dziesiątego, wtorek

 

Od przeszło godziny jesteśmy w lesie. Majka wyciągnęła mnie z łóŜka parę 

minut po szóstej. „Ubrane juŜ jesteśmy, do Ŝarcia nic nie ma, idziemy na spacer, 
potem do sklepu".

 

163

 

Pilnuję, Ŝeby trzymać pion, a Majka raz po raz smyrga w krzaki i pod drzewa. 

„Jak nazbieram grzybów, to zrobimy sobie pyszną jajecznicę".

 

Buntuję się naraz:

• 

Majka, odwrót. Muszę się napić.

• 

Procenty? Tak od rana? - Mruga do mnie i zeskakuje

z powalonego drzewa, po którym łazi.

• 

Mocna herbata! Z cytryną - burczę i ruszam w kierunku

ś

cieŜki.

 

AleŜ my jesteśmy daleko od domów! A do ryneczku ze sklepami dwa razy tyle. 

Dojdziemy tam najwcześniej w porze obiadu.

• 

Naprawdę piszesz pamiętnik? - pyta, gdy przedzieramy

się przez maliniak.

• 

Przestałam.

• 

Czemu?

^-

• 

Bo mi się odechciało. Kurcze, podrapałam się!

 

- Pytam, czemu zaczęłaś - sapie.
Wzruszam ramionami.

 

- Najpierw z nudów, potem myślałam, Ŝe sobie to wszystko

poukładam i zrozumiem.

 

Maliniak za nami. Siedzimy na trawie. Obok nas trzy jakieś brązowe grzyby i 

puszka po piwie. Majka gryzie trawę, ja skubię szyszkę.

• 

Poukładałaś?

• 

Nie. Tak. Nie wiem. Tak się czuję, jakbym z zamknięty

mi oczami łaziła po labiryncie.

• 

Błądziła - poprawia mnie.

• 

Wszystko jedno. Ostatnio doszłam do wniosku, Ŝe mam

popieprzone Ŝycie.

 

Majka prycha, przekrzywia głowę i patrzy na mnie uwaŜnie.

• 

Ola...?

background image

• 

Jak rany! - wybucham. - Tylko nie pytaj mnie, czy na

prawdę chciałam się zabić! Mam juŜ dość tych pytań.

• 

Chcę cię zapytać, czy masz jakieś pieniądze. Bo jak nie, to

musimy wrócić do domu.

 

l   164

 

trzynastego, piątek

 

Wykąpałam się, a teraz suszę włosy. Majka śpi jak zabita. Nie 

przeszkadzającej ani wrzaski dobiegające z dołu, ani stukania i pukania z 
podwórka. To gospodarz tłucze stare dachówki.

 

Zaglądam do lodówki. Pustki. Trzeba iść do sklepu. Zbudzę Majkę, bo 

inaczej padnę z głodu.

 

Wracam do pokoju. Szukam nowej koszulki i mniej brudnych spodni. Ale 

historia! Próbuję wyobrazić sobie minę pół-gołego Łukasza, gdy usłyszał te 
rewelacje. Parskam śmiechem.

 

I naraz coś sobie przypominam.

 

Kazała mi coś obiecać. Zaraz dowiem się, o co chodziło.

 

- Pobudka! Pobudka!
Otwierają się niebieskie oczy.
Przypominają mi się inne niebieskie.

 

Zalewa mnie całe morze smutku. Mam ochotę płakać, krzyczeć, kopać, 

rzucać czym popadnie, tłuc naczynia! Cokolwiek, co by mi pomogło pozbyć się 
smutku i tęsknoty, które nagromadziły się we mnie aŜ po dziurki w nosie.

 

- Olka! Co jest? - Majka jednym susem wyskakuje z łóŜ

ka i staje przy mnie. - Jesteś straszliwie blada! Będziesz

 

mdleć?

 

- Nie. To z głodu. Wstawaj.

 

Wracam do łazienki. Zimna woda na twarz. Pęknięte w rogu lustro pokazuje 

bladą, mokrą gębę i zmierzwione włosy. „Lubię twoje włosy. Są takie ciepłe, 
miękkie".

 

Lubisz?

 

Gdzie kosmetyczka? Jest. Gdzie noŜyczki? Są. Tnę włosy,

 

a po twarzy spływają mi łzy. Z hukiem otwierają się 

drzwi. PrzeraŜona Majka.

• 

Olka! Olka!

• 

Idź stąd.

 

Z prawej włosy sięgają do ucha. Teraz lewa strona.

 

- Oszalałaś? - Podbiega do mnie. - Dawaj noŜyczki.

 

- MoŜesz być spokojna. śył sobie nie podetnę!!! - wrzeszczę.
Majka patrzy na mnie bez słowa. Mocuję się z włosami,

 

z noŜyczkami. Skończone.

 

- Ola, czemu? - pyta cicho.

 

Wzruszam ramionami. I tak nie zrozumie. Nikt mnie nie zrozumie.

 

- Moje włosy, moja sprawa - mówię trochę bez sensu.
Kątem oka patrzę w lustro. BoŜe, jak ja wyglądam! Łzy

 

płyną na nowo. Tylko się zeszpeciłam.

• 

Do pokoju! - huczy naraz Majka. - Nie stój tak. -

Posłusznie siadam na tapczanie. Wciska mi na głowę swo
ją bejsbolówkę. - Zaraz wrócę. Nie ruszaj się. Słyszysz?

background image

• 

Mhm - przytakuję. JuŜ nie jestem ani buńczuczna,

ani pewna siebie. Czuję się jak balon, z którego uszło po
wietrze.

 

Wychodzi. Wraca po chwili z połówką chleba i dzbankiem mleka.

• 

Zjadaj. Raz dwa. Zaraz idziemy.

• 

Dokąd?

 

• 

Zobaczysz. Wiesz co?

-No?

• 

Jesteś naprawdę szurnięta.

 

Bejsbolówka w kieszeni dŜinsów, w kilku reklamówkach jedzenie i cztery puszki 

piwa.

 

Na głowie mam włosy długości zapałki, postrzępione, pachnące Ŝelem. Majka 

zaprowadziła mnie do miejscowego fryzjera. Wcisnęła grubej właścicielce, Ŝe sama 
chciała mnie ostrzyc, ale jak widać, nie poradziła sobie.

 

Patrząc na fryzurę właścicielki i kiczowaty wystrój zakładu, spodziewałam się, Ŝe 

kobieta załoŜy mi na głowę garnek, a potem obetnie wszystko to, co spod niego 
wystaje.

 

Zamknęłam oczy. Majka i szefowa szeptały, szeleściły kartkami Ŝurnalu. 

Fryzjerka szczękała noŜyczkami i wzdycha-

 

I   166

 

ła, Ŝe tak krzywo podciętych włosów jeszcze nigdy nie widziała.

 

Gdy spojrzałam w lustro, ujrzałam bladą, szczupłą twarz, śmieszną fryzurkę, 

duŜe zielone oczy, wyraźne łuki brwiowe i uśmiechniętą szefową.

 

Jesteśmy dopiero w połowie drogi do domu. Przed nami ta

 

gorsza połowa - pod górkę.

 

- Masz jakieś plany? - pyta Majka.

 

-Nie.

• 

Jakieś wyrywanie sobie rzęs? Wybijanie zębów?

• 

Odczep się!

 

Na pełnym gazie mija nas pomarańczowy maluch gospodarza.

 

- Mógł nas podwieźć! - wścieka się Majka. - Ale cię nie

 

poznał. I musimy tarabanić się z tym wszystkim.

• 

Mogę zanieść sama.

• 

Jasne. A mnie weź na barana. Niech mi nikt nie mówi, Ŝe

piątki trzynastego nie są feralne...

 

Bez jednego słowa dochodzimy do domu.

 

- Oleńko! A gdzie masz włosy? - woła pani Hania z balko

nu. - Krysiu! Widziałaś?

 

Ciotka, w kwiecistej sukience, na bosaka, z okularami na nosie i plikiem 

kolorowych gazet staje obok gospodyni.

• 

Ola!

• 

Dzień dobry!

• 

Co się stało?

• 

Tak wygodniej! - mówi głośno Majka.

• 

Pozazdrościłam jej - dodaję.

background image

 

- Właśnie - uśmiecha się Majka. - No, właź, co tak sto

isz? - szepcze do mnie. - Ręce mam juŜ do ziemi.

 

Wypakowuję rzeczy do szafek i lodówki. Wypijam pół kartonu soku. Majka leŜy 

na tapczanie. Wpatrzona w wiązankę wrzosów suszących się na ścianie obok okna.

• 

Herbata? - pytam.

• 

Później. Mam coś do załatwienia. - Wychodzi z pokoju.

 

Miała w ręku komórkę! Dopadam ją na 
półpiętrze.  167

• 

Nie dzwoń do ojca!

• 

Zgłupiałaś? Mam swoje sprawy. Ty się, Olka, lecz. Wracaj

i zrób parę kanapek.

 

Wracam. Ale zamiast do kuchni, idę do łazienki. Jak wyglądam? Inaczej. Chyba 

ładniej. Na podłodze włosy „ciepłe i miękkie". Trzeba to posprzątać. Gdzie szczotka 
i szufelka?

 

Kanapki zrobione, herbata w kubkach. Majkę wcięło. Wychylam się przez 

balkon. Siedzi obok krzaków porzeczek i jeszcze gada przez telefon. Widać, Ŝe jest 
wściekła.

 

Gdzie zeszyt? Powinien być w szafce. Nie ma. Poszukam potem.

 

„Stęskniłem się za tobą".

 

Nie. Inaczej powiedział.

 

„Bardzo stęskniłem się za tobą".

 

Cholera! Gdzie ona jest?

 

- Majka! Herbata wystygła! - wrzeszczę-przez okno. - Kończ.
Wpada zdyszana Majka. Patrzy na mnie zezem.

• 

ś

eby ten piątek juŜ się skończył - mruczy i sięga po ka

napkę.

• 

Do kogo dzwoniłaś?

 

- Mam swoje sprawy. Coś jeszcze?
-Nie.

 

Majka włącza radio. Siada na tapczanie. W jednej ręce zdjęcia, w drugiej 

kanapka.

 

- Ale mam pamiątkę, co? - wybucha naraz i rzuca zdjęcia

za siebie.

• 

Coś mi kazała obiecać?

Zagryza wargi.

• 

Miałam pewien pomysł, ale...

 

Piszczy moja komórka. Przyszedł SMS. Od taty? Nie. Numer, którego nie znam.

 

Pozwól sobie wytlumaczyć. Daj mi szansę. Mateusz. Podaję Majce telefon.

• 

I co? - pyta cicho. W jej głosie nie ma juŜ śladu złości.

• 

To samo, co zawsze. - Kasuję wiadomość.

• 

Czyli co?

• 

Nie istnieje dla mnie. Okłamał mnie!

 

l   168

 

• 

Rozmawiałaś z nim?

• 

PrzecieŜ wiesz, Ŝe nie. Ostatnio nawet przestał dzwonić,

 

przychodzić.

• 

Nic dziwnego. Twój szanowny ojciec nawtykał mu i zaka

zał jakiegokolwiek kontaktowania się z tobą.

• 

Skąd to wiesz? - ze zdenerwowania ledwo mówię.

background image

• 

Od niego.

• 

Od ojca?

• 

Od Mateusza - wyjaśnia niechętnie. - Przyszedł do mnie

 

kiedyś.

• 

I co? - pytam zachłannie.

• 

Nic...

 

Czegoś nie rozumiem.

 

- Dlaczego ojciec mu nawtykał? PrzecieŜ nic nie wiedział...

 

- Profilaktycznie. śeby ci nie zakłócał spokoju. Po cho

robie.

 

Nie mogę usiedzieć w miejscu. Chodzę po pokoju i próbuję

 

zebrać myśli.

• 

Skąd miał mój numer?

• 

Nie wiem - mówi szybko. - Olka, spotkaj się z nim.

 

-Nie!

 

- Naplujesz mu w twarz, kopniesz w jaja, podrapiesz. Ale

 

porozmawiasz...

 

- O płci dziecka? - pytam twardo.

 

Wstaje i sięga do swojego plecaka. Podaje mi czarny zeszyt.

• 

Piszesz głupoty o garnkach, o mikrofalówce. Ale ani słów

kiem nie wspominasz o tym, co jest dla ciebie istotne.

• 

Czytałaś...

• 

Musiałam. Z tobą nie moŜna się dogadać. Jak cię wczoraj

zobaczyłam, to mnie ścięło. A z tym - wskazuje na moje wło
sy - to przegięłaś.

• 

Odwal się! Odwal! To moje sprawy! Mój pamiętnik! Moje

 

włosy! - krzyczę.

 

Majka dopada okna i zamyka je szybko. Potem włącza radio na maksa.

 

- Olka! - Trzyma mnie mocno za nadgarstki. - Wiem, co

 

mówię. Spotkaj się z nim. Wyjaśnij. Dla swojego dobra. Ola. Proszę.

 

- Nie. On się mną bawił. Nie wybaczę mu tego nigdy.

 

szesnastego, poniedziałek

 

Patrzymy na siebie wilkiem, warczę do wszystkich. Nawet oberwało się ojcu. 

Czemu dzwoni tak wcześnie, skoro wie, Ŝe mam wakacje i chcę się wreszcie 
wyspać?

 

Dni spędzam na tapczanie.

 

Majka mnie pociesza, próbuje karmić i poić. Pić mogę, myśl o jedzeniu wzbudza 

we mnie odruchy wymiotne. Kanapki, które z taką pieczołowitością przygotowuje, 
po kryjomu wyrzucam z balkonu. Kudłaty Misiek zjada je do ostatniej okruszyny.

 

Majka cały czas patrzy na mnie zatroskanym wzrokiem.

 

W pewnej chwili nie wytrzymuję:

\

• 

Idź gdzieś. Na spacer albo do ciotki na ploty...

• 

Ciotki nie ma - odpowiada spokojnie.

• 

Wilki ją zeŜarły?

• 

PrzecieŜ wczoraj pojechała do Krakowa. Ktoś jej tam

zachorował. Ma męŜa?

 

-Ma.

background image

• 

No to mąŜ.

• 

Nic o tym nie wiedziałam.

• 

Mówiłam ci. Ale nie słuchałaś.

 

• 

Wszystko jedno. Idź. Muszę zebrać myśli.

-Nie.

• 

Majka!

• 

Zostaję.

 

Czemu ona się tak upiera? JuŜ wiem.

• 

Nie bądź idiotką - parskam - nic sobie nie zrobię.

• 

Nie wierzę ci.

 

- Jakbym chciała, to bym juŜ sobie zrobiła. Na przykład

wtedy, kiedy smacznie śpisz - mówię spokojnie.

 

Wytrzymuję jej spojrzenie. Majka bierze plecak, telefon i portfel.

 

- Jadę do sklepu.

 

l   170

 

• 

Jedziesz?

• 

Mhm. Gospodarz poŜyczy mi rower. Na co masz ochotę?

• 

Na nic.

• 

Olka, musisz jeść. Chcesz jakąś sałatkę?

 

-Mhm.

• 

Szynkę?

• 

Mięsa nie.

• 

Kupię sery. Jestem za pół godziny. Wykąp się, zrelaksuj.

Wyjątkowo jest gorąca woda. - Wychodzi.

 

Uff.

 

Zatroskane spojrzenia są dołujące.

 

ZłaŜę z tapczanu. Rany, ale jestem słaba. Z szafy biorę spodenki i świeŜą 

koszulkę. Jeszcze figi i ręcznik z balkonu.

 

Stanik sobie daruję.

 

Wchodzę pod prysznic. Gorąca woda, migdałowy Ŝel. Schudłam. I dobrze. Teraz 

ja będę podkradała Kuce ciuchy.

 

Nie mam siły się wytrzeć. Wciągam ubranie na mokre ciało. Kilkakrotnie 

przesuwam rozcapierzonymi palcami po włosach. Jestem gotowa. Czysta, pachnąca i 
wilgotna mogę znowu polegiwać na tapczanie.

 

Wchodzę do pokoju.

 

Znajomy zapach.

 

Kręci mi się w głowie, kolana robią się miękkie niczym z waty. Policzki palą, 

serce skacze.

 

Naprzeciwko mnie stoi wymizerowany Mateusz.

 

- Ola - głos ma mroczny - Ola...

 

Zaraz wrzasnę, Ŝeby stąd spieprzał, tylko niech przestanie mi być tak słabo! O, 

juŜ mogę mówić.

 

- Mateusz...

 

Chcę dodać, Ŝeby zajął się narzeczoną, ale coraz bardziej kręci mi się w głowie i 
ciemnieje przed oczami. Przypada do mnie. Jestem na jego rękach. Delikatnie 
kładzie mnie na tapczanie. Pod stopami układa

 

górkę z pościeli.

 

- Ola? Lepiej? Chcesz wody? - Przesuwa ręką po mojej

background image

 

wilgotnej głowie. - Powiedz coś. l   

• 

Spieprzaj - cedzę przez zęby i widzę, jak kąciki ust pod

noszą mu się w leciutkim uśmiechu.

• 

Chyba juŜ ci lepiej.

 

BoŜe! AleŜ on wygląda! Czuję ucisk w sercu. Tak bardzo bym chciała przytulić 

się do niego.

 

- Idź stąd.

 

Siadam. Tak czuję się pewniej, choć nadal mi słabo.

 

Naprzeciwko niebieskie oczy.

 

Bardzo smutne.

 

Podciągam nogi. Na kolanach opieram głowę.

• 

Gdzie twoje włosy? Tak mi się podobały.

• 

Dlatego je ścięłam. Wracaj do Krakowa.

• 

Najpierw mnie wysłuchaj!

 

Niedługo wróci Majka i wtedy pomoŜe mi wypieprzyć stąd Mateusza. -OK. 
Przesuwa ręką po włosach.

 

- Tyle razy przygotowywałem sobie, co ci powiedzieć...

 

- Wystarczyło wtedy w kuchni zaprzeczyć. Jak narzeczo

na? Dobrze znosi ciąŜę?

 

Mateusz pochyla się w moją stronę. Kładzie mi dłoń na ustach.

 

- Ola! Na litość boską! Ty mi wcale nie ułatwiasz!

 

Ze złości przybywa mi sił. Zrywam się z tapczanu i staję przed Mateuszem. Nie 

przeszkadza mi, Ŝe mam na sobie mokrą koszulkę i spodenki, Ŝe kapie mi na plecy, 
Ŝ

e muszę wyglądać nieciekawie.

• 

PrzecieŜ nic od ciebie nie chcę. Grzecznie pytam o narze

czoną.

• 

Nie mam Ŝadnej narzeczonej!!! Rozumiesz?

 

Nie ma? Czyli te ostatnie tygodnie pełne tęsknoty były wynikiem mojego 

bezrozumnego zachowania?

 

- Natalia skłamała? - pytam cicho.
Ucieka spojrzeniem w bok.
Rozumiem.

 

A wraz ze zrozumieniem przychodzi bezbrzeŜny smutek i słabość. Zwijam się na 

tapczanie i narzucam na siebie koc.

 

l   172

 

Nie płakać! Nie teraz. Dopiero jak wyjdzie.

 

- Pozwól mi wszystko wyjaśnić... - Zrywa koc i klęka na

podłodze. - Nie płacz... Ola... Ola...

 

Łzy płyną mi strumieniami. Zakrywam twarz dłońmi.

 

Mateusz przysuwa się i delikatnie całuje mnie po rękach. Potem odsuwa je i 

błądzi ustami po moich mokrych powiekach, policzkach i ustach.

 

Trzepot serca.

 

Brak tchu.

 

Dziwny ucisk w dole brzucha.

 

Jakby ktoś mi dolał wrzątku do krwi.

 

Mateuszowe ręce dotykają mojej szyi, przesuwają się po ramionach i plecach. 

Raz czy dwa muskają piersi.

 

JuŜ nie mam krwi. Tylko wrzątek.

 

I naraz Mateusz odsuwa się ode mnie. Trzyma mnie mocno za ręce. Otwieram 

oczy.

background image

 

- Ola - głos ma chrapliwy - najpierw mnie wysłuchaj.
Krew stygnie. Zagryzam usta.

 

Miejmy to za sobą. Siadam.

• 

Pod jednym warunkiem.

• 

Jakim?

• 

Powiesz wszystko. I nie będziesz kłamał.

Kiwa głową.

• 

Ale pod jednym warunkiem.

-Co?

• 

Wysłuchasz mnie do końca. Obiecujesz?

• 

Tak - burczę.

 

Siedzimy naprzeciwko siebie. Między nami złączone ręce.

• 

Poznałem Elwirę w pierwszej licealnej. Chodziliśmy ze

sobą. Zrywaliśmy i znowu do siebie wracaliśmy. Było coraz
gorzej. Pod koniec lutego rozstaliśmy się definitywnie. Po paru
tygodniach przyszła do mnie. Chciała zacząć wszystko od po
czątku.

• 

Zgodziłeś się? - przerywam.

• 

Nie. Wtedy zaczęła wystawać przed domem, szkołą.

Wydzwaniała do mnie, do starych... Przysyłała listy. Ze jak
do niej nie wrócę, to sobie odbierze Ŝycie. Jeden wpadł w rę-

 

I   173

 

ce jej matki. Nawet nie wiesz, co było dalej... Jej matka przyjechała do nas, 
rozmawiała ze starymi, a potem wszyscy wsiedli na mnie, Ŝe to moja wina. Ustalili, 
Ŝ

e Elwira i ja porozmawiamy...

 

Mateuszowe dłonie wilgotnieją. JuŜ od paru chwil trzyma mnie coraz mocniej.

 

Przed nami gwóźdź programu.

• 

Mateusz?

• 

Przyszedłem do Elwiry. Nikogo nie było. Przepraszała...

Piliśmy wino i...

 

I co? Pocałował ją? A teraz nie ma odwagi o tym mówić?

• 

Mów!

• 

Wróciła jej matka. I o mało mnie nie zabiła.

• 

Dlaczego?

 

- LeŜałem w łóŜku z Elwirą.
Wyrywam ręce.

 

„Pocałował ją!" „Teraz się wstydzi!" Kretynka zbolała ze mnie.

• 

Idź stąd! Idź sobie!

• 

Obiecałaś mnie wysłuchać... - Znowu trzyma moje dłonie.

• 

Kończmy tę farsę! Mów i spieprzaj.

 

• 

Nic z tego wieczoru nie pamiętam. Tylko wino, a potem

wrzeszczącą matkę Elwiry. śe jak będzie dziecko, to musi być
ś

lub. Potem zadzwoniła do starych.

• 

Spałeś z nią czy nie?!

 

- Wtedy nie! Upozorowała to! Wsypała coś do wina.
„Wtedy nie".

• 

Mogłeś jej to dziecko zrobić wcześniej. To nie ma znacze

nia. Tydzień w tę czy w tę...

• 

Spałem z nią wtedy, gdy nie znałem ciebie - mówi twar

do. - To ma znaczenie?

 

Ma. Ale tego nie powiem. Na razie muszę do końca wysłuchać tej historii niczym 

background image

z jednej z południowoamerykańskich telenowel.

 

- Olka? Zadałem ci pytanie.
Niebieskie błagalne spojrzenie.
-Mów.

 

174

 

- Potem był względny spokój. I nagle ta wariatka zaczęła

rozpowiadać wszystkim, Ŝe jest ze mną w ciąŜy.

• 

Jest czy nie jest?

-Nie.

• 

To czemu mi tego nie powiedziałeś w kuchni?! - wrzeszczę.

• 

Wtedy tego nie wiedziałem!

 

To zbyt skomplikowane dla takiej kretynki jak ja.

 

- Nie rozumiem - poddaję się.

 

- Olka... Ona mówiła, Ŝe jest w ciąŜy. Ja, Ŝe to niemoŜliwe.

Ona, Ŝe to się stało wtedy, kiedy do niej przyszedłem... Jej
matka szalała. Opowiadała, jak na własne oczy widziała wy
miotującą Elwirkę. Stary wiercił mi dziurę w brzuchu, Ŝe je
stem taki głupi, bo nie słyszałem o bezpiecznym seksie. Matka
płakała. To był koszmar. W końcu wymogłem, Ŝeby zaprowa
dzili Elwirę do ginekologa. Powiedział, Ŝe nie ma mowy o Ŝad
nej ciąŜy...

 

-I co?

 

- Koniec. Sprawa z Elwirą juŜ się skończyła. Ola, powiedz

coś.

 

Najchętniej bym mu wydrapała te niebieskie ślepia za to, Ŝe spał z Elwirą!

 

ś

e juŜ był ktoś waŜny w jego Ŝyciu!

 

ś

e ja najwyŜej będę tylko tą drugą!

 

Niebieskie proszące spojrzenie.

 

I wtedy rozdzwania się Mateuszowa komórka.

• 

Wyłączę. - Sięga do kieszeni spodni.

• 

Odbierz.

• 

Słucham? Tak. JuŜ tak. Mhm. Cześć. - Rzuca telefon na

tapczan. - Ola?

 

-Tak?

 

Mateusz bierze głęboki wdech. W tej samej chwili strzelają drzwi i wchodzi 

Majka objuczona siatkami.

 

- Co tu robisz?! Ty dzieciorobie! A ty, Olka? Odchrzań się

od mojego chłopaka! - krzyczy i wybucha niepohamowanym
ś

miechem. -Ale macie miny! Mateusz, rozpakowuj siatki, Olka

musi coś zjeść. Niedługo zostanie z niej tylko cień. - Wpycha
Mateusza do kuchni, zamyka za nim drzwi i podchodzi do mnie.

 

175

• 

Majka, co jest grane? - pytam nerwowo.

• 

Spotkałam panią Hanię. Widziała Mateusza. Wypyty

wała. Powiedziałam, Ŝe to mój chłopak - szepcze. - Dogadali
ś

cie się?

• 

Nie ma tego dziecka.

• 

To wiem - prycha. - Dogadaliście się czy nie?

 

• 

Skąd wiesz o dziecku?

Wzrusza ramionami.

• 

Rozmawiałam z nim... Ola?

background image

-Co?

 

- Tylko spokojnie, spokojnie... Pamiętasz, Ŝe mi coś obie

całaś?

 

-Tak.

 

- Chciałam wymóc na tobie, Ŝebyś zgodziła się na spotka

nie z nim... - Macha ręką w kierunku kuchni.

 

Ukartowali to za moimi plecami! „Przyjedź, ona jest taka biedna". „Niech będzie". 

„Tylko szybko. I cicho. To tajemnica".

 

- Ty go tu ściągnęłaś! - wybucham. - Taka przyjacielska

przysługa!

 

Mateusz wychodzi z kuchni.

• 

Olka! To nie tak.

• 

A jak?

• 

Sam chciałem przyjechać. - Podchodzi do mnie. - Od

Majki tylko wiedziałem, gdzie jesteś.

• 

Właśnie - burczy Majka. - Teraz się poprzytulajcie, a ja

idę do kuchni.

 

Mateusz jest za ścianą w niebieskim pokoju. Pewnie smacznie śpi. Majka pochrapuje 
na tapczanie pod oknem. Gonitwa myśli. Mieszane uczucia.

 

Czegoś mi w tym opowiadaniu Mateusza brakuje. Przewracam się na drugi bok. 
Nie ma szans. Nie zasnę.

 

176

 

Skrzypi drewniana podłoga. Ktoś idzie korytarzem. To Mateusz. Podchodzi 
do mnie.

• 

Ola - przesuwa dłonią po moich włosach - Ola.

• 

Coś się stało? - Siadam na tapczanie.

• 

Nie... Tylko...

 

Trudno rozmawiać z kimś, kogo ma się na wyciągnięcie ręki, ale którego twarzy 

nie widać.

• 

Mateusz?

• 

Muszę ci jeszcze coś powiedzieć - szepcze.

 

Ze zdenerwowania zasycha mi w ustach. Zaraz będę wiedziała, czego brakowało 

we wcześniejszym opowiadaniu.

 

Ale nie tutaj. Obecność śpiącej Majki przeszkadza mi. Bez słowa wstaję i kieruję 

się do kuchni. Mateusz idzie za mną. Po prawej stronie jest kontakt. Błyska goła 
Ŝ

arówka. Mateusz staje obok lodówki. Ma zmierzwione włosy, bose stopy, czarne 

bokserki i popielaty T-shirt.

 

- No? - Głos mi drŜy.

 

Robi krok w moją stronę. Bierze mnie za dłonie. Spuszczam głowę i patrzę na 

nasze bose nogi.

 

- Ola... Jeszcze jedna rzecz. Ja...

 

Co? Po zastanowieniu doszedł do wniosku, Ŝe jednak Elwira nadal jest waŜna?

 

- Szybko. Bo zimno - mówię trochę bez sensu.
Jednym ruchem porywa mnie na ręce. Wtula twarz w moje

 

zapałczane włosy.

• 

Ola... Kocham cię. - Niespodziewanie dla samej siebie

wybucham płaczem. Mateusz jest przeraŜony. - Ola? Co się
dzieje... Ola... proszę...

background image

• 

Mateusz, ja nie wiem...

• 

Cii. JuŜ dobrze.

 

Wyciągam rękę. Palcami delikatnie dotykam jego policzka.

 

Niebieskie oczy jaśnieją.

 

Mateusz siedzi na krześle. Jestem na jego kolanach. Mocno mnie obejmuje i 

delikatnie kołysze.

 

JuŜ nie płaczę. Wypłakałam na szary T-shirt smutek ostatnich tygodni i miesięcy. 

Czuję się lekko.

 

177

• 

Ola? Chciałem ci to wszystko wytłumaczyć wcześniej. Ale

nie pozwoliłaś - mruczy z ustami w moich włosach.

• 

Wiem.

• 

Potem twój ojciec urządził mi awanturę. Ze jesteś bardzo

chora, a ja ci przeszkadzam. Majka teŜ nie chciała nic mówić.
Co ci było?

 

-

ZeŜarłam za duŜo relanium - mówię bez zastanowienia.

Odsuwa mnie na odległość ramion. Ma bladą twarz i wy
straszone oczy.

 

- Olka!

• 

ś

ałuję, Ŝe ci powiedziałam! - Zeskakuję na podłogę.

Łapie mnie za przedramiona. I potrząsa.

• 

Coś ty zrobiła! Jak mogłaś?

• 

Chciałam tylko spać! Spać!

 

• 

„Tylko spać?" To jakieś bzdury! Dziecko jesteś? Masz

rozum! Trzeba było z niego zrobić uŜytek!

• 

Co ty wiesz? Nic... JuŜ miałam dosyć myślenia. Ciągle

tylko te same myśli... śe z niczym nie daję sobie rady, Ŝe wszyst
ko zawalam. I jakby tego wszystkiego było mało, Ŝe masz dziec
ko! - krzyczę i nie obchodzi mnie wcale, Ŝe Majka pewnie juŜ
nie śpi.

 

Mateusz nadal jest blady. JuŜ nie trzęsie mną niczym workiem gruszek.

• 

Nie wiedziałem...

• 

Pewnie. Niby skąd?

• 

O... Nie wiem, co powiedzieć. - Zagryza wargi i bierze

mnie za rękę. - Obiecasz mi coś?

 

-Co?

• 

ś

e juŜ nigdy nie zrobisz niczego podobnego. Obiecaj.

• 

Mogę obiecać.

 

Stoimy naprzeciwko siebie.

 

Między nami moja tajemnica, jego smutek i Ŝal. Między nami juŜ zawsze będzie 

jego Elwira i moje relanium.

• 

Było, minęło - mówię, Ŝeby przerwać tę cięŜką i długą ciszę.

• 

Ola? Teraz jesteś ty i ja. Razem sobie poradzimy. Będzie

dobrze.

• 

Na pewno lepiej - uśmiecham się smutno.

 

178

 

• 

Olka! Co ty bredzisz?

• 

Mnie juŜ nigdy nie będzie dobrze, tak w stu procentach.

Mój świat jest do góry nogami. Rozumiesz?

 

Patrzy na mnie w milczeniu, a potem leciutko kiwa głową. Siada i bierze mnie na 

kolana. Słucham jego oddechu i liczę uderzenia serca. Powieki same opadają.

background image

 

- Ola, zbudź się - szepcze Mateusz. - Porozmawiamy ju

tro... - Całuje mnie w kark.

 

A potem zanosi na tapczan i otula kocem.

 

„Kocham cię". „Kocham cię".

 

Jest za ścianą.

 

W jednej chwili zrywam się i biegnę do drugiego pokoju.

• 

Ola? - Głos jest cichy i niepewny.

• 

Nie chcę być sama.

 

Podchodzę do tapczanu i szybko, szybciutko, zanim zdąŜę zastanowić się nad 

tym, co robię, kładę się koło Mateusza. Obejmuje mnie, a ja w tej samej chwili 
sztywnieję.

 

- Spokojnie, spokojnie, głuptasku. - ChociaŜ nic nie wi

dzę, dam sobie obciąć resztkę włosów, Ŝe się uśmiecha. - Znam
cię. - Takiego czułego głosu jeszcze u niego nie słyszałam. -
Nie zrobię ci krzywdy... - Narzuca na mnie koc, a potem opusz
kami palców głaszcze moje powieki. - Śpij, śpij. Wszystko bę
dzie dobrze.

 

Wierzę w to z całej siły.

 

Łapię go za rękę i mocno ściskam.

• 

Mateusz... ja... nie wiem...

• 

Cii. Ja wiem. Mówiłem, Ŝe cię znam.

 

siedemnastego, wtorek

 

Budzi mnie warkot samochodu i słońce świecące prosto w twarz. Otwieram oczy.

 

Niebieskie uśmiechnięte spojrzenie.

 

- Cześć. Wyspałaś się? - Bawi się moimi włosami. - Czy one kiedyś odrosną?

 

179

• 

Mhm.

-Ola?
-Mhm?

• 

Coś się dzieje?

 

Wstydzę się, Ŝe przyszłam tutaj w nocy. śe zachowałam się tak impulsywnie. Ale 

spanie w objęciach Mateusza wydaje mi się szczytem marzeń.

• 

Myślę - burczę i wtulam głowę w jego ramię.

• 

Tak od rana? I co?

 

• 

Za szybko to wszystko się dzieje... Raz nie chcę cię wi

dzieć, potem... no... tu przychodzę. Jestem szurnięta?

• 

Jesteś wspaniała. Najwspanialsza. JuŜ ci to kiedyś mówi

łem. - Całuje mnie w czubek nosa.

 

Uśmiecham się szeroko. Cmokam go w policzek i wybiegam z pokoju. W 

drzwiach kuchni stoi Majka i pogryza pomidora. Na jej widok gaśnie mi uśmiech.

 

- Musimy porozmawiać - mówi twardo. - Mateusz, pobud

ka! - krzyczy.

 

Idziemy do naszego pokoju. Majka starannie zamyka drzwi. Patrzy na mnie 

surowo.

• 

Olka? Spałaś z nim?

• 

To moja sprawa!

 

- Mów w tej chwili! Spałaś?!
-Tak.

background image

 

Ze świstem wypuszcza powietrze.

• 

Zabezpieczyłaś się?

• 

Nie... Myśmy tylko spali.

• 

Jak to? - Patrzy na mnie z niedowierzaniem.

• 

Nie kochaliśmy się.

-Nie?

• 

PrzecieŜ mówię wyraźnie. Co?

 

• 

Takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach - stwierdza ci

cho. - Rozumiesz?

• 

Nie...

• 

Trafiłaś na właściwego faceta.

• 

Wiem. - Sięgam do szafy po ubranie. - Mnie wystarcza

całowanie i przytulanie. To normalne?

 

• 

Jak widać.

• 

Majka, czy ja zrobiłam dobrze? - pytam szeptem.

• 

Ale co?

• 

ś

e do niego przyszłam.

Wzrusza ramionami.

 

• 

Facet teŜ człowiek. Tak jak ty potrzebuje miłych słów,

gestów...

• 

Nie jestem zdzira?

 

Wybucha niepohamowanym śmiechem i otwiera drzwi.

 

- Olka, ale z ciebie dziecko. Ej, dzieciorób! - krzyczy. - Na

dywanik!

 

osiemnastego, środa

• 

Ola, jak tam?

• 

Dobrze, tato. Co u ciebie?

• 

DuŜo pracy. Nawet nie wyobraŜasz sobie, jak duszno

w mieście. Majka jeszcze jest?

• 

Pewnie.

• 

Pani Hania mówiła, Ŝe przyjechał do niej jakiś chłopiec.

• 

Mhm...

• 

Słuchaj, Krysia musi tu zostać jeszcze trochę. Wujek po-

będzie parę dni w szpitalu. Poradzicie sobie?

• 

Pewnie.

• 

Kasia dzwoniła przedwczoraj. Skręciła nogę, nie moŜe

chodzić.

 

-I co?

• 

Dzwoniłem potem do... druha Zdobysława.

• 

Ziemomysła.

 

-Właśnie. Powiedział, Ŝe noga jest nadwyręŜona i to wszystko. Szymek dzwoni?

 

- Chce kota.

• 

A ja gwiazdkę z nieba. Oluś, trzeba ci czegoś?

-Nie.

• 

Pozdrów Majkę. I ucz się. Pa.

-Pa.

 

 

 

180

background image

 

181

 

Majka w sklepie, Mateusz z gospodarzem, juŜ którąś godzinę z rzędu, próbują 

uruchomić malucha. Czyszczę grzyby, które uzbieraliśmy rano.

 

Piszczy komórka.

 

- Halo?

 

Rozpaczliwy szloch szczerbula.

• 

Szymek! Co się dzieje?

• 

Oni chcą ją zabrać jutro!

• 

Kogo! I jacy oni? - Ze zdenerwowania ledwo mogę mówić.

• 

Weronikę! Powiedzieli, Ŝe im się podoba! A ja ją pierwszy

zamówiłem! - I znowu szloch.

 

Nie mam zielonego pojęcia, o czym mówi, ale wiem, Ŝe jest głęboko 

zrozpaczony.

• 

Szymek, najpierw się uspokój. No, juŜ lepiej?

-Tak.

• 

Zaczynaj.

 

- Jutro ją zabiorą. AŜ do Sącza! - krzyczy. -A Jasiek mówi,

Ŝ

e tamten pies ją pewnie zje!

 

To nie ma sensu. Zapłakany Szymek nie nadaje się do Ŝadnej rozmowy.

• 

Jest ciocia?

• 

Poszła z nimi.

• 

Kiedy wróci?

• 

Nie wiem... Ola, pomóŜ mi, dobrze?

• 

Dobrze. Umawiamy się tak. Wycierasz nos i idziesz się

bawić.

• 

Z Jaśkiem?

• 

Z Jaśkiem. Zadzwonię później. I coś wymyślimy. MoŜe

być?

• 

Mhm. PomoŜesz mi?

• 

Jasne.

• 

Zadzwonisz? Powiesz im? Ja jej nawet parówkę swoją

kiedyś dałem.

 

- To fajnie. Uspokój się, wszystko będzie dobrze. Pa.
-Pa.

 

182

 

Co teŜ przytrafiło się szczerbulcowi, Ŝe jest taki nieszczęśliwy? Myję ręce, 

zmieniam szorty na dŜinsy. Plecak, pieniądze, komórka.

 

Zbiegam po schodach. W garaŜu rozbebeszony maluch. Mateusz i gospodarz piją 

kawę.

• 

A ty gdzie? - śmieje się Mateusz.

• 

Do Szymka. Mam za dwadzieścia minut autobus.

• 

Czemu tak nagle?

• 

Muszę.

• 

Jadę z tobą. - Mateusz juŜ stoi nad zardzewiałym zle

wem i myje ręce. - Panie Emilu, skończymy, jak wrócę.

• 

Nie ma sprawy.

 

Do autobusu wpadamy w ostatniej chwili. Muszę złapać oddech, zanim powiem 

wszystko Mateuszowi.

 

- MoŜe chodzi o jakąś koleŜankę?

background image

 

- Nie wiem. Gadał jak potłuczony.
Milczymy.

 

Zapłakany telefon Szymka rozbił bajkę, w której Ŝyłam od paru dni. Skupiona 

byłam tylko na Mateuszu. Ze czuły, opiekuńczy, Ŝe zaczyna lubić moje zapałczane 
włosy, Ŝe jest wegetarianinem, Ŝe potrafimy rozmawiać godzinami. Majka chodziła 
do sklepu, gotowała. Ja Ŝyłam tylko uczuciem do Mateusza.

 

Nikt poza nim nie był waŜny.

 

Gdzieś daleko była rzeczywistość.

 

Szymek, ojciec i Kuka ze złamanym sercem i skręconą nogą.

 

Właściwie o nich nie myślałam. Tak jak nie potrafiłam dłuŜej usiedzieć na 

miejscu, tak nie potrafiłam dłuŜej skupić uwagi na nikim innym niŜ na Mateuszu.

 

Cały mój umysł, serce, oczy pełne były jego zapachu, dotyku, niebieskich oczu, 

czułego głosu.

• 

Ola, chyba dojeŜdŜamy.

• 

Mateusz, myślisz, Ŝe mu się coś stało?

 

- Wtedy by dzwoniła ta pani, u której mieszka - odpowiada

spokojnie.

 

Autobus zatrzymuje się. Teraz w prawo, wzdłuŜ długiego Ŝółtego budynku (to 

chyba szpital), potem w lewo, pod górę

 

l   183

 

między blokami, później jest kilka alejek obsadzonych kasztanowcami i dom ciotki 
Marysi.

 

Szymek płacze i śmieje się na nasz widok. Jest opalony, z posiniaczonymi 

kolanami i z włosami na jeŜyka. Jasiek wygląda podobnie.

 

- Powiesz im? Ola? Mnie nie chcieli słuchać. Weronika woli

mnie.

 

Mateusz kuca.

• 

Powiedz mi chłopie, kto to jest ta Weronika.

-Kot.

• 

Kotka - wtrąca Jasiek.

• 

Dziewczynka - dodaje Szymek.

JuŜ wszystko jasne.

 

Szymek i Jasiek prowadzą nas do sąsiadów. Tam, w garaŜu, leŜy w koszu szara 

kocica i kilka puszystych kłębków. Szymek porywa na ręce czarno-białego kociaka.

 

- To Weronika - mówi z dumą.

• 

Coś ty! - prycha Jasiek. - Wojtka nie poznajesz? Weroni

ka jest obok Kuby.

• 

Weronika ma prawą białą łapkę, a Wojtek lewą - odpo

wiada Szymek. - Obiecałem jej, Ŝe tu przyjedziesz i pozwolisz
ją wziąć do domu.

• 

Chyba jednak nie - mówię.

• 

Ale obiecałem! - wyje Szymek. - Mateusz, powiedz jej!

• 

Oli czy Weronice?

• 

Oli! - krzyczy.

 

Mateusz podnosi się z klęczek.

• 

Ola? Słyszałaś? Szymek obiecał. To powaŜna sprawa...

• 

Gardłowa - dodaje Jasiek.

• 

Kot to nie zabawka.

• 

Tak. Trzeba poić i karmić - wymądrza się Mały z po

wagą. - Patrz, jakie ma wąsiki.

• 

Właśnie. A kwiatek w twoim pokoju usycha.

• 

Ola! Będę wszystko przy niej robił.

background image

 

Nie będzie. Pozajmuje się nią przez tydzień, a potem opieka nad kotem spadnie 

na mnie.

 

A moŜe warto spróbować? Niech ma jakieś obowiązki. Tro-

 

184

 

chę odpowiedzialności mu nie zaszkodzi. Szymka łatwo uszczęśliwić, a kociak jest 
słodki.

• 

Weronika pojedzie z nami... - mówię uroczyście.

• 

Super! - krzyczy Mały.

 

Wciska Mateuszowi kociaka i przypada do mnie. Brudna buzia jaśnieje.

• 

Wiem o kotach wszystko. Będę ją karmił, głaskał. Na

uczę ją łapać myszy. Będę dawał jej wodę.

• 

Wymieniał piasek w kuwecie - wpadam mu w słowo.

• 

Co? - Bure oczy szeroko otwarte.

 

Tłumaczę. Bure ślepka są juŜ wielkości talerzyków.

• 

Zmieniłeś zdanie? - pytam.

• 

Coś ty! Nie.

• 

Brawo.

• 

Ona będzie moja i twoja. Chcesz?

• 

Pewnie. I Kuki. I trochę taty. - Głaszczę go po jeŜyku.

• 

Ola? Kocham cię, wiesz?

 

Wilgotnieją mi oczy. Pierwszy raz to powiedział.

• 

TeŜ cię kocham.

-Ola?

• 

Co jeszcze?

 

- A... jak Weronika będzie teŜ twoja, to moŜe ty byś zmie

niała piasek w kuwecie, co?

 

Jesteśmy juŜ w Jabłonce. Przyjechaliśmy okazją. Mateusz narzucił na mnie swoją 

bluzę i teraz idziemy do domu.

 

Nic nie mówimy.

 

Raptem zatrzymuję się przy kapliczce świętego Nepomucena.

• 

Muszę zadzwonić do Kuki.

• 

Nie wziąłem komórki.

• 

Wiem. A moja się wyładowała. Wrócisz ze mną do knaj

py? Tam jest automat.

• 

Pewnie. Ola? Ten telefon nie moŜe poczekać?

 

185

 

- Mateusz... Nie zadzwoniłam do niej ani razu - mówię

cicho.

 

Wracamy na rynek. Za Sezamem w prawo, potem schodkami w dół. Obskurny, 

zadymiony lokal. W portfelu powinnam mieć kartę telefoniczną i numer do Kukuśki.

 

JuŜ wybieram ostatnią cyfrę. Jest sygnał. Naraz szybko odkładam słuchawkę.

 

-Ola?

• 

Mateusz, co jej powiem? PrzecieŜ nie będzie chciała ze mną

rozmawiać. Ma do tego prawo. Zapomniałam o niej juŜ w Kra
kowie. Sama musiała się spakować... To nie ma sensu - kończę
cicho.

background image

• 

Ola! - Podnoszę głowę. Niebieskie powaŜne spojrzenie. -

Jutro albo pojutrze będzie ci jeszcze trudniej zadzwonić. Źle
się stało, Ŝe nie zrobiłaś tego wcześniej. Zastanów się, jak to
wszystko odkręcić.

• 

Nie znasz jej.

 

• 

To twoja młodsza siostra... - zawiesza głos.

-Co?

• 

Musisz do niej dotrzeć. Jeszcze coś...

-No?

• 

Jej świat teŜ jest do góry nogami.

 

Wystukuję cyfry. Zgłasza się druh Ziemomysł. Przedstawiam się. Słyszę, jak 

woła, Ŝeby tu przyszła Kaśka, potem ktoś biegnie, ktoś śpiewa. Ktoś idzie. Kroki są 
coraz głośniejsze. To Kuka.

• 

Halo? - sapie w słuchawkę.

• 

To ja. Olka.

• 

Cześć - rzuca sztywno.

• 

Przepraszam, Ŝe nie dzwoniłam. Zbierałam się do kupy.

• 

Nie ma sprawy - mówi nonszalancko. - Coś jeszcze?

• 

Jak tam noga?

• 

Skąd wiesz?

• 

Od taty. Boli?

-Nie.

 

- Kuka? Nie gniewaj się. Wiesz co? Szymek załatwił nam

kotkę. Weronikę. Co ty na to?

 

186

 

• 

MoŜe być.

• 

Ubierasz się ciepło?

• 

Nie jestem dzieckiem - prycha. Nareszcie! JuŜ dosyć te

go martwego głosu. - Zapomniałam kurtki.

• 

To jak sobie radzisz?

• 

Aaa... no, taki kolega mi poŜyczył. - Ma wyraźnie kłopoty

z oddychaniem.

• 

Co to za kolega?

• 

Taki jeden. O rok starszy.

• 

Z Krakowa?

• 

Tu wszyscy są z Krakowa - znowu prycha.

• 

Kolega jak najbardziej zarąbisty?

• 

Wszystkim dziewczynom się podoba - wzdycha.

• 

Ale kurtkę poŜyczył tobie - mówię dobitnie. - A sam mar

znie. MoŜe po powrocie zaprosisz do nas kolegę-dŜentelmena?

• 

I co on sobie o mnie pomyśli?

• 

Ej, Kukuśka! Weź od niego adres.

• 

Zgłupiałaś? - wścieka się.

• 

PrzecieŜ musisz mu oddać wypraną kurtkę.

• 

Olka! Ty masz głowę! Muszę kończyć.

• 

To hej.

• 

Zadzwonisz jeszcze?

• 

Pewnie. Pa.

 

Wieszam słuchawkę, wyciągam kartę. Uśmiecham się do Mateusza.

• 

Zadowolona? - pyta.

• 

Jak najbardziej. Dziękuję. - Wspinam się na palce i cmo

kam go w policzek.

background image

• 

Pamiętasz, co ci mówiłem? Teraz jesteś ty i ja. Razem

sobie poradzimy. Będzie dobrze.

dwudziestego, piątek

Wybieramy się na wieczorny spacer. Jak na razie Majka utknęła w łazience, a 

Mateusz w garaŜu. Z gospodarzem naprawiają rower dla Grzesia.

187

Kroję chleb i smaruję go masłem. Zrobię jajecznicę z pomidorami. Do tego po 

kubku mleka.

- Gdzie sól? - Pukam i wchodzę do łazienki.

Majka w króciutkiej sukience, z wilgotnymi włosami, maluje sobie oczy.

• 

Nie masz pudru?

• 

Nie. Do lasu tak się stroisz?

Odkłada cienie.

• 

No, mam spotkanie...

• 

Nie mogłaś powiedzieć wcześniej?

• 

Zadzwonił pół godziny temu!

 

Rzeczywiście. Niedawno z wypiekami na policzkach mówiła coś zduszonym 

głosem do telefonu. Potem od razu wpadła do łazienki.

• 

Kto to? Zostaw ten krem. Będziesz się po nim świecić.

Majka nastroszą palcami grzywkę.

• 

Nie masz Ŝelu?

• 

Nie. Co to za chłopak?

• 

Spotkałam go parę dni temu, w sklepie.

• 

Tu? W Jabłonce?

 

- Mhm. Super jest. Wcale niepodobny do klawesyna. Przy

pomina twojego Mateusza.

 

Robi mi się ciepło na sercu. Majka grzebie w mojej kosmetyczce.

• 

Jak ma na imię?

• 

Andrzej.

 

- I co? Będziecie razem gazdować?
Chichocze.

• 

On jest z Kielc. Dostał się w Krakowie na prawo. Brać

coś cieplejszego?

• 

Brać.

 

Przechodzimy do pokoju. Majka wyjmuje z plecaka bluzę.

• 

ś

ycz mi szczęścia.

• 

ś

yczę. O której będziesz?

• 

Nie wiem. Dobrze się czujesz? - Patrzy na mnie z tro

ską. - Dziwnie wyglądasz.

• 

Nic mi nie jest - mówię szybko. - Idź, jak masz iść.

 

188

 

-Hej.

 

W drzwiach wpada na Mateusza.

• 

Pani kierowniczka ma randkę?

• 

Jasne. Dzieciorób, jak wyglądam?

• 

Zarąbiście.

Wybucham śmiechem.
Majka i Mateusz.

background image

 

Moja przyjaciółka i mój chłopak.

 

dwudziestego pierwszego, sobota

 

Mateusz jeszcze śpi. Majka, roześmiana od ucha do ucha, i ja siedzimy na moim 

tapczanie i plotkujemy.

• 

Późno wróciłaś. - Ziewam.

• 

Bardzo późno. Fantastycznie było.

• 

Co moŜna robić na takim zadupiu?

Wybucha śmiechem.

 

• 

To samo, co ty z Mateuszem. Romantyczny spacer w bla

sku gwiazd, nad brzegiem szemrzącej rzeki.

• 

Wieczorami nad rzekę nie chodzimy, bo nie widać kro

wich placków.

 

Majka rzuca we mnie poduszką.

• 

Super jest, nie?

• 

Zarąbiście - przytakuję. - Dziś teŜ będziesz gazdować?

• 

Czekam na telefon. MoŜe wybierzemy się nad jezioro.

• 

Jaki on jest?

 

Majka czerwieni się. I zaczyna energicznie kręcić głową.

• 

Nie będę nic więcej mówić, bo zapeszę. Zmieniamy te

mat. Co u ciebie?

• 

Normalka.

 

Patrzy na mnie uwaŜnie.

• 

Nieprawda. Od powrotu z Rabki jesteś jakaś inna...

• 

Jaka?

• 

Inna. Poobserwuję cię jeszcze trochę i będę wiedzieć. Olka,

ty mnie słuchasz?

• 

JuŜ nie.

• 

Pokłóciłaś się z Mateuszem?

 

189

• 

Nie. Wszystko w porządku.

• 

Martwisz się czymś? JuŜ wiem! Poprawkami! Będzie do

brze. Przysiądziemy, nauczysz się i zdasz. Olka! O co chodzi?

 

Odrzucam koc i zaczynam drapać się w stopę. PoŜarły mnie wczoraj wieczorem 

komary. Mateusz dalej siedział w garaŜu, więc poszłam sobie na spacer. Musiałam 
się nad czymś zastanowić.

• 

Olka?

• 

Ten grubas mi wszystko zburzył - rzucam.

• 

Jaki znowu grubas?

• 

Ataki...   Miejscowy. Spytał mnie kiedyś, jacy są Kuka

i Szymek.

 

Majka zrywa się na równe nogi. Jest wściekła.

• 

Słuchaj, ustalmy coś na wstępie. Jestem zarąbisto głupia

i tępa. Nic nie rozumiem. Tłumacz mi wszystko, jak chłop kro
wie na rowie. Jasne?

• 

Jasne.

• 

Zaczynaj.

 

Opowiadam o spotkaniu z proboszczem.

 

- Rozumiesz?
-Nie.

background image

• 

On mi zburzył to, co sobie poukładałam! - powtarzam

z uporem.

• 

Co zburzył? Dwie minuty z nim rozmawiałaś.

 

• 

Wystarczyło. I teraz nie mogę się pozbierać.

Majka wzdycha.

• 

PrzecieŜ on ci nic nie powiedział. Nie zdąŜył.

• 

Nic nie rozumiesz!

• 

Kiedyś z nim rozmawiała? Wczoraj?

• 

Dawno temu.

• 

I teraz ci się przypomniało? Coś kręcisz. Idę do łazienki.

Wychodzi. Zwijam się w kłębek i narzucam na siebie koc.
Muszę z kimś porozmawiać. Z Majką, z Mateuszem? Nie.

 

„Porozmawiaj sama z sobą".

 

Gdzie czarny zeszyt? Od czasu, gdy Majka go przeczytała, uŜywany jest jedynie 

do wyrywania kartek, na których zapisujemy, co trzeba kupić.

 

190

 

Zrywam się z tapczanu i z naręczem ubrań porwanych z krzesła wpadam do 

łazienki. Goła, namydlona Majka piszczy w wannie.

 

- Nie krępuj się. - Sięgam po szczotkę i pastę. - Gdzie mój

zeszyt?

• 

Ten czarny?

-Mhm.

• 

W twojej torbie. Po co ci?

 

Jedną ręką szoruję zęby, drugą próbuje wciągnąć spodenki. Krótkie włosy to 

jednak wygodna sprawa. Dwa ruchy ręką i jestem uczesana. Zanim Majka się spłucze, 
całkowicie ubrana wpadam do róŜowego pokoju.

 

Plecak, zeszyt, długopis. Nie ma! Zawsze leŜał na stole. Jest. Tyle Ŝe na podłodze. 

Co jeszcze? Ołówek. Tak na wszelki wypadek. Komórki nie biorę. Wczorajsza bułka 
i butelka mineralnej. Aha, zapałki. Powinny być w na półce, obok świeczki.

 

Z plecakiem wchodzę do niebieskiego pokoju.

 

Mateusz jeszcze śpi.

 

Tylko raz wtedy spaliśmy obok siebie. Potem juŜ nie odwaŜyłam się na to.

 

Cmokam go w policzek.

 

Uśmiecha się niebiesko.

 

- Ola? Idziesz do sklepu? Poczekaj na mnie.

 

- Nie idę do sklepu. Nie wiem, kiedy wrócę. Mam coś do

załatwienia.

• 

Pójdę z tobą.

-Nie.

• 

Ola? - Patrzy na mnie uwaŜnie. - Co to za sprawa?

• 

PowaŜna.

 

Siedzę na polance w cieniu drzew. Na kolanach zeszyt, w głowie groch z kapustą, 

przede mną panorama Tatr. Na niebieskim niebie puchate białe chmury.

 

Miałam pisać. Jak na razie zapełniłam jedną kartkę kółeczkami, a drugą esami-

floresami.

 

191

 

Spróbuję jeszcze raz...

background image

 

JuŜ wiem, gdzie widziałam Natalie.  W tej kafejce Ma Tomasza.  Czy ta druga to byta 

Elwira?

 

Mateusz powiedział, Ŝe po sprawie z  Elwirą nie miat ochoty na Ŝadne związki.  Układ 

Elwirą kosztował" go za duŜo nerwów. Spotkat mnie, spodobałam mu się., ale byt 
przekonany, Ŝe nie jestem nim zainteresowana.

 

W mordę jeŜa! Nie o tym miałam sama z sobą rozmawiać.

 

Caty czas wracato do mnie pytanie grubego księdza. Jacy są?" Jaka jest Kuka, jaki jest 

Szymek i jaka jestem ja? Bytam przekonana, Ŝe ja jestem tą dobrą, zagonioną, poświęcająca, 
się. dla rodziny, Kuka to wredna matpa, na której nie moŜna polegać, a Szymek catkiem 
nieciekawy gościu. Mtoda doprowadzała mnie do szalu, Szymek przeszkadzał. Byli, ale 
równie dobrze mogto ich nie być.

 

To byta średnia córka i jedyny syn rodziców. A nie moja siostra i mój brat.

 

Więcej wiedziałam o Majce niŜ o wtasnej siostrze, z która, przez dtugie lata dzieliłam 

pokój. Szymek? Nawet nie starałam się. go poznać. Bo czy taki smarkul moŜe być kimś' 
ciekawym?

 

Nie znałam ich wcale. Dopiero teraz powoli poznaje..

 

Nie powiem, Ŝeby taka rozmowa z sobą pomagała. Raczej mam ochotę powiesić 

się na gałęzi najbliŜszego drzewa.

 

Przejdę do tamtego maliniaka, ochłonę i znowu będę pisać. Ale robaczywe 

maliny! Która godzina? JuŜ tak późno? Jak w tym tempie będę rozmawiała sama z 
sobą, to do domu wrócę przy świetle księŜyca.

 

192

 

Do roboty.

 

Mama umarta, o Kuce i Szymku myslatam jeszcze

 

gorzej.

 

Przede wszystkim jako o osobach, których istnienie zmusza mnie do taszczenia większej 

ilości zakupów do domu, przygotowywania positków i spędzania durnych godzin nad deską 
do prasowania.

 

Mtoda i Mały to była tylko fizycznosć.

 

Do nakarmienia, ubrania, zadbania o czyste uszy i kolana. Nie zastanawiato mnie, co 

mysią, czują.  Nie znałam ich marzeń, planów.

 

Bardzo długo Ŝyłam w przekonaniu, Ŝe to umarta moja Mama. śe tylko ja nie wiem, jak 

poradzić sobie z dalszym Ŝyciem. śe smutek  i Ŝal są uczuciami, o których  Kuka nie ma 
zielonego pojęcia.  Nadal chodzila na swoje zbiórki, podczas gdy to ja miatam „smutne dni"!

 

No, to juŜ chyba jest prawdziwe rozmawianie. Dalej...

 

Z Szymkiem byto jeszcze jako tako, ale z Młodą wojowa-tam...

 

Zamykam z trzaskiem zeszyt. Kładę się na trawie.

background image

 

Co teraz?

 

Wracać do Krakowa i twardo uczyć się do poprawek. Majka i Mateusz obiecali 

mi pomóc. Jak nie zdam, to nie będę siedziała z Majką w jednej ławce, a za rok nie 
będziemy razem kuły do matury.

 

Zmusić tatę, Ŝeby poszedł do lekarza. PrzecieŜ nie moŜe cały czas boleć go 

Ŝ

ołądek.

 

Szymkowi kupić białą koszulę do szkoły i zaprowadzić do ortodonty. Nie 

krzyczeć na niego.

 

A Kuka... Tu mam pole do popisu. To juŜ nie dziecko, ale

 

193

 

jeszcze nie dziewczyna. Do tego z charakterkiem. Ale rodzeństwa się nie wybiera.

 

Kupić kotu kuwetę i coś do niej. Jakieś kamyczki? Zorganizować panią do 

pomocy. Niech nie myje okien co miesiąc, tylko odkurza i sprząta.

 

Kurcze! Chmury juŜ nie są białe. Zrobiły się jakieś takie szarobure, przybyło ich i 

zaczyna wiać.

 

JuŜ nie będę pisała. Pomalutku zaczyna mi się wszystko porządkować.

 

Gdzie zapałki? Są. Nie. Nie mogę palić w pobliŜu drzew. Za drugim maliniakiem 

jest malutki wąwóz. Na jego kamiennym dnie płynie mały strumyk.

 

Porywam plecak i ruszam do lasu. Ale się ochłodziło. Jest wąwóz. Teraz na dół. 

Uwaga na pokrzywy. Doskonałe miejsce;

 

Kartki łatwo wyrwać. Gorzej z okładką. Nie podrę jej. MoŜe spali się w całości? 

Przykładam zapałkę. Kartki palą się jak marzenie. Okładka trochę kopci, trochę pali 
się niebieskawo-zielonym płomieniem. Ładnie. JuŜ kropi. To nic, zdąŜyłam.

 

Na brzegu strumyka leŜy popiół z mojego zeszytu. Zaraz zmyją go krople 

deszczu. A ja nie będę juŜ wracała do przeszłości.

 

Koniec.

 

Muszę zająć się naszym dzisiaj i jutro.

 

Wspinam się z powrotem. Leje juŜ na całego. Czekać czy biec do domu? Jak tam 

na niebie? Czarno. Zaczyna się błyskać. Poprawiam plecak i wychodzę z lasu. Woda 
chlupie w butach, koszulka i spodenki mokre. Ślizgam się na błotnistej ścieŜce 
prowadzącej do wsi.

 

Ktoś idzie od strony domów.

 

Pewnie jakiś gospodarz po krowy. Ale sobie wybrał porę.

 

Ciemna kurtka z kapturem. Długi krok. Wysoka postać.

 

To Mateusz.

 

Biegnę do niego.

• 

Olka! - Ma spiętą twarz. - Wszystko w porządku?

• 

Zimno... - Szczękam zębami.

 

Z kieszeni swojej kurtki wyciąga moją wiatrówkę. Pomaga mi ją załoŜyć.

 

194

 

• 

Zaraz będziemy w domu.

• 

Mateusz? Szukałeś mnie?

• 

Od dwóch godzin.

 

Wyciągam rękę i dotykam jego mokrego policzka. Niebieski uśmiech. Ciepło w 

sercu.

• 

Mateusz?

• 

Wiem. Daj rękę. Biegniemy do domu.

background image

 

LeŜę na tapczanie. Ciągle nie mogę się zagrzać. Kicham i prycham. Mateusz 

zaaplikował mi juŜ podwójną dawkę aspiryny, a Majka herbatę z sokiem malinowym.

 

Mateusz nie odstępuje mnie ani na krok. Siedzi na Majko-wym tapczanie z 

ksiąŜką w ręku. Niby czyta, a naprawdę raz po raz zerka na mnie zatroskanym 
spojrzeniem.

 

Majka, otulona kurtką, pognała na spotkanie z Andrzejem.

• 

Nic mi nie jest! - wybucham nagle. - Myślę. - Narzucam

na siebie koc.

• 

A nie moŜemy porozmawiać? Umiem słuchać.

• 

Najpierw muszę sobie wszystko poukładać do końca -

mówię zduszonym głosem.

 

Słyszę, Ŝe wstaje. Gdzieś idzie. Chyba do swojego pokoju. Wraca po chwili. 

Zerkam na niego spod koca. Staje obok mnie.

• 

Wystaw rękę.

• 

Którą?

• 

Wszystko jedno. - Podaje mi coś. - śeby ci się lepiej my

ś

lało.

 

W dłoni mam coś niewielkiego i szeleszczącego. Co to? Papierowa, niebieska 

torebka. A w niej srebrny łańcuszek i srebrny wisior. Kształtem przypomina kroplę.

 

Zeskakuję na podłogę. Mateusz siedzi uśmiechnięty w fotelu.

 

Podbiegam do niego i przytulam się.

• 

Ś

liczne.

• 

Cieszę się. Zakładamy?

 

195

 

- Pewnie.

 

JuŜ po chwili łańcuszek mam zapięty na szyi, a na karku czuję ciepło 

Mateuszowych warg.

• 

Co teraz? Dalej myślisz?

• 

Mhm. Czy tobie teŜ się czasami wydaje, Ŝe ci zaraz głowa

eksploduje?

• 

Jasne.

Znowu leŜę pod kocem. W ręku trzymam wisior.

Obok siedzi Mateusz. Trzyma mnie za stopę.
Gdzieś jest Majka.
Szymek pewnie teraz bawi się z kotem.
Kuka szczęśliwa paraduje przed koleŜankami w kurtce kolegi.
Ojciec... O nim wiem mało. Muszę to zmienić.
Mam świat wywrócony do góry nogami. Tego juŜ nic nie zmieni. To prawda.
Ale jest jeszcze jedna prawda.

Ten świat to zawsze Szymek, Kuka i ojciec...
I Mateusz.

KONIEC