background image

Williams Cathy 
 
Wbrew Rozsšdkowi 
 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

O wpół do trzeciej w nocy zadzwonił telefon. W pierwszej chwili 

półprzytomnie pomyœlała, że musiało wydarzyć się coœ złego. Coœ 

strasznego, co nie mogło czekać do bardziej przyzwoitej godziny. 

Czyż telefon w œrodku nocy może zwiastować dobre nowiny? 

Przez ułamek sekundy miała chęć nie odbierać. 

Niech dzwoni. Złe wiadomoœci zaczekajš do rana. Ale nie mogła. 

Nie leżało to w jej naturze. Jakoœ nigdy nie potrafiła umknšć 
przed rzeczywisto

œciš. 

Z ociš

ganiem podniosła słuchawkę i zaczekała, aż ktoœ się odezwie. 

œ Wiedziałem, że tam jesteœ. œ Głęboki, aksamitny glos był zimny. 
Na jego d

œwięk Christina zdrętwiała. Co prawda mówiła sobie, że 

przecież ma dwadziecia trzy lata i nie powinna się obawiać Adama 

Pabnera, ale stare nawyki trudno wykorzenić. Zawsze przyprawiał jš 
o chorobliwe zdenerwowanie. 

œ Czego chcesz? œ zapytała, choć od razu wiedziała, dlaczego 
dzwoni. 

œ Czy zdajesz sobie sprawę, która godzina? 

œ Wiem dokładnieœrozwiał jej wštpliwoœci. œAjeœli oczekujesz 

przeprosin za telefon o tej porze, to muszę cię rozczarować. Nie 

będzie żadnych przeprosin. 

Zastanawiała się, czy przyszło mu w ogóle do głowy, żę ona nie 

lubi być wyrywana ze snu o tak dziwnej godzinie. 

Widziała go oczami wyobraœni: wysoki, wyjštkowo przystojny i przy 

tym bardzo sprytny. Człowiek, który prawdopodobnie nigdy nie 
do

œwiadczył uczucia zaklopotania. Wštpiła, czy w ogóle pomyœlał, 

że to niezbyt stosowna pora na dzwonienie. 

Usiadła na posłaniu. 

œ Mogłeœ poczekać do rana œ upomniała go, starajšc się zachować 
pozory uprzejmo

œci. Równoczeœnie wyobrażała sobie Adama 

spadajšcego ze schodów lub zagubionego w samym sercu pustyni, bez 
widoków na jakškolwiek pomoc. 

œ Może według ciebie nie ma nic 

nadzwyczajnego w tym, że ktoœ o tej godzinie jest na nogach, ale 

sš też ludzie, którzy prowadzš spokojniejszy tryb życia. 

œ Kakao o dziewištej i zasypianie twardym snem o wpół do 
dziesištej? 

œ W jego głosie dało się wyczuć lekkš drwinę. 

W Christinie zawrzała krew. Bardzo chciała rzucić ciętš ripostę, 
ale 

œ jak zwykle przy takich okazjach 

œ nic nie przychodziło jej do głowy. Wzięła więc głęboki oddech i 

policzyła do dziesięciu. Wiedziała, że nie ma sensu wdawać się w 

dyskusje z Adamem Palmerem. On z takich potyczek zawsze wychodził 

zwycięsko. Najlepszš taktykš było nie dać się sprowokować. 

background image

œ Tak œ odparła cicho œ to bardzo przyjemne. Pod warunkiem, że 

nikt nie zakłóca mi spokoju nocnymi telefonami. 

œ Ekscytujšce œ zauważył tym samym ironicznym tonem. œ Jestem 

pełen podziwu dla twojego trybu życia, ale znasz powód, dla 

którego dzwonię. Gdzie, u licha, jest moja siostra? 

œ Nie mam pojęcia. 

œ Żšdam, abyœ powiedziała mi prawdę, bez wykrętów. Gdzie ona jest? 
 Rzeczywi

œcie powinna była przygotować sobie bardziej wiarygodnš 

odpowied

œ. Od kiedy Fiona zaczęła się usamodzielniać, Christina 

przypuszczała, że jej brat kiedyœ tu trafi, domagajšc się 
wyja

œnień. W końcu byfa najlepszš przyjaciółkš Fiony. Ale kłamstwo 

nigdy nie przychodziło jej łatwo. Była spokojnš, opanowanš 

dziewczynš, która odkryła, że życie bez intryg jest dużo 

łatwiejsze. 

œ Nie mogę tego zdradzić rzuciła w ciszę pełnš oczekiwania. œ 

Fiona prosiła, żebym nikomu nie mówiła, gdzie jest. 

œ Tak? Naprawdę? 

œ Adamie, Fiona nie jest już dzieckiem zaczęła poœpiesznie 

tłumaczyć, zdajšc sobie sprawę, że jego wœciekłoœć roœnie z każdš 
minutš. 

œ Ma dwadzieœcia dwa lata. Może głosować, może chodzić do 

pubów, 

może nawet wyjœć za mšż, jeœli zechce. 

œ A więc o to chodzi, prawda?! œ ryknšł, aż i musiała odsunšć 

słuchawkę od ucha. œ Małżeństwo : Z tym... tym... 

œ Jak się nie uspokoisz, podskoczy ci ciœnienie 

usiłowała rozładować sytuację. 

œ Uważaj, żebyœ ty za chwilę nie miała nadciœnienia! œ wrzasnšł. œ 

Jadę do ciebie. 

Usłyszała trzask odkładanej słuchawki. Wpatrywała się w telefon z 
narastajšcym 

przerażeniem. Perspektywa zobaczenia rozwœcieczonego 

Adama, który będzie usiłował wycišgnšć z niej to, czego nie 

chciała ujawnić, przyprawiała jš o drżenie. Tymczasem on 

prawdopodobnie mknšł już jaguarem. Myœl o tym 

natychmiast zmobilizowała Christinę do działania. 

Błyskawicznie umyła twarz, zaczesała włosy do tyłu, a następnie 

nacišgnęla na siebie dżinsy i sweter. Poczuła się dziwnie. Jeszcze 

pół godziny temu smacznie spała, a teraz stała całkiem ubrana i 
przytomna. 
Pomy

œlała, że to wszystko wina Fiony. Czy iiusiała wtajemniczać jš 

w swoje plany? 

Jednak wcale nie potrafiła się złoœcić na przyjaciółkę. Znała jš 

od piętnastu lat i już zdšżyła przyzwyczaić się do tego, że Fiona 

jest impulsywna i lubi korzystać z życia. 

Christina była całkowitym jej przeciwieństwem: 

spokojna i zrównoważona. Prawdopodobnie dlatego ich przyjaœń 

przetrwała tak długo. 

background image

Nawet wyglšdem różniły się diametralnie. Fiona była niewysoka i 

bardzo ładna. Miała kruczoczarne włosy, jak Adam, i takie same 

niebieskie oczy. Życie upływało jej na zdobywaniu mężczyzn. Często 

mówiła, że to właœnie wychodzi jej najlepiej. 
Christina za

œ była wysoka i szczupła. Nie mogła poszczycić się 

tymi wszystkimi okršgłoœciami, za którymi przepadajš mężczyœni. 

Miała opadajšce na ramiona bršzowe włosy i spokojne piwne oczy. 

Spojrzała w lustro i wydęła wargi. Nie dało się ukryć, me 

grzeszyła urodš. Ale pogodziła się z tym, a nawet zdarzało się, że 

była za swój wyglšd wdzięczna losowi. Unikała przecież problemów, 

jakie mesie ze sobš piękna powierzchownoœć. Ponieważ nie stanowiła 

zagrożenia dla innych kobiet, miała dużo przyjaciółek. Mężczyœni 

też dobrze czuli się w jej towarzystwie, bo nie musieli bawić się 

w swoje gierki. Tym sposobem wiodła spokojne i przyjemne życie. 

Jedynie Adam Palmer sprawiał, że przypominała sobie własnš 

niedoskonałoœć, choć nie był okrutny ani nie odnosił się do niej z 

ironiš. Może dlatego, że przez jego życie przewijały się same 

piękne kobiety. W jego obecnoœci zawsze czuła się tak, jakby 

została pobieżnie zlustrowana i nie wytrzymała próby. 

W ponurym nastroju czekała na przybycie Adama. Siedziała na brzegu 

krzesła jak pacjent czekajšcy 

w kolejce u dentysty. Wiedziała, że zaraz przyjedzie. Oboje 

mieszkali przecież w Londynie, choć w różnych dzielnicach. Ona 

miała skromne mieszkanko w Ciapham. Adam zaœ mieszkał w solidnym 

domu w północnym Londynie, gdzie dzięki bujnej zieleni można było 

zapomnieć, że to jeszcze miasto. 

Dom odziedziczył po œmierci rodziców siedem lat temu. Od tego 

czasu mieszkał tam z Fionš i opiekował się niš z tak nieznoœnš 
zapobiegliwo

œciš, że Christinie chciało si栜miać. Fiona zaœ 

uważała, że to okropnie 
irytujšce. 

Najpierw usłyszała pisk opon, a póœniej trzy ostre dzwonki. Z 

rezygnacjš nacisnęła przycisk domofonu, 

po czym odryglowała drzwi mieszkania. 
Adam wniós

ł ze sobš mroœny powiew zimy. Chłód 

 

tak przylgnšł do jego płaszcza, iż wydawało się, że temperatura w 

pokoju spadła o kilka stopni. Christina 

nie mogła oderwać od niego oczu, a zarazem czuła się onieœmielona, 

jakby nigdy przedtem go nie widziała. 
Za ka

żdym razem stwierdzała, że zapomniała, jaki jest przystojny. 

Zdawał się wypełniać sobš cale mieszkanie, rozsiewajšc wibrujšcš, 

niepokojšcš energię, która przywodziła na myœl uwięzione dzikie 

zwierzę. 

œ Napijesz się kawy? œ zapytała wstajšc. Przyglšdała się, jak 

zdejmuje płaszcz i zagłębia się w fotelu, zupełnie jakby był mile 
widzianym go

œciem. 

background image

œ A masz coœ mocniejszego? œ spytał, zatrzymujšc na niej 
spojrzenie. 

œ Whisky? Dżin? 

W lodówce powinno być wino. Nigdy nie trzymam w domu zapasów 

mocnych trunków 

œ powiedziała z przekšsem, chcšc dać mu w ten 

sposób do zrozumienia, że nie jest tu mile widziany. 
 

œ Rozumiem œ rzekł lakonicznie Adam, taksujšc jš takim wzrokiem, 

jakim zapewne mierzył wszystkie kobiety, niezależnie od wieku i 
wyglšdu. 

œ Nie, nie zawracaj sobie głowy winem. Napiję się kawy. 

Poproszę o mocnši bardzo słodkš. œ Potarł oczy palcami. 

œ Boże, jestem wykończony. Od szóstej rano na nogach. Wróciłem do 
domu o drugiej trzydzie

œci tylko po to, żeby znaleœć wiadomoœć od 

siostry, że odchodzi nie wiadomo gdzie. 

œ Ale stresujšce życie prowadzisz œ powiedziała Christina bez 

odrobiny współczucia. 

Wróciło wpół do trzeciej w nocy? Prawdopodobnie zabawiał się 
gdzie

œ w towarzystwie swoich licznych czarujšcych wielbicielek. 

Faktycznie musiał być 2rnęczo- ny, ale tylko dlatego, że 

niewštpliwie się nie oszczędzał. 

Christina niespiesznie poszła do kuchni. Wielokrotnie trzasnęła 

drzwiczkami szafek w nadziei, że ten hałas w końcu wywoła u Adama 

okropny ból głowy. Po dziesięciu minutach wynurzyła się, niosšc 
dwa parujšce kubki. 

œ Wiedziałaœ o tym, prawda? œ zapytał, jak tylko podała mu kawę. 

Christina nie odpowiedziała natychmiast. Podeszła do kanapy i 

usiadła. Podwinęła długie nogi pod siebie i wypiła łyk kawy. 

Adam niecierpliwie chrzšknšł. 

No więc? - ponaglił jš. Przeczesał palcami czarne włosy. œ Nie 

sied

œ tak! Odpowiedz! Wiesz wszystko o mojej siostrze i jej 

niedorzecznych planach, prawda? 

Christina paczula, jak cały jej spokój gdzieœ się ulatnia. Zawsze 

tak było w obecnoœci Adama. Pamiętała, jak doprowadzał jš do 

pasji, gdy miała naœcie lat. Tupała wtedy nogami, a on przyglšdał 

się temu wyraœnie usatysfakcjonowany. 

Teraz nie mogła tupać nogami, choć miała na to wielkš ochotę. 

œ Jesteœ teraz w moim mieszkaniu œ powiedziała asekuracyjnie - i 

będę ci bardzo wdzięczna, jeżeli 

Chcę 

przestaniesz mnie zmuszać do odpowiadania na twoje pytania. 

œ Ja? Zmuszam ciebie? œ Adam skrzywił się. œ Nie mam pojęcia, o 

czym mówisz. Zawsze byłaœ trochę przewrażliwiona. 
Pu

œciła jego słowa mimo uszu. 

œ Nie rozumiem, dlaczego zadałeœ sobie tyle trudu, żeby tu 

przyjecha㠜 rzekła, starajšc się opanować. 

œ Nie zamierzam dodać nic więcej ponad to, co już powiedziałam. 

œ Tino, do diabła! Dlaczego jš ochraniasz? tylko wiedzieć, gdzie 

jest. I że nic jej nie grozi. 

background image

œ Jest bezpieczna. Wierz mi. 

œ Lepiej nie. Gdzie ona jest? 

Przysunšł się do niej bliżej. Christina czuła, że jego ósobowoœć 

przytłaczajš. Musiała zmobilizować wszystkie siły, by trzeœwo 
my

œleć. 

Ten facet hipnotyzował jš. Umiał odkryć najdoskonalej skrywanš 
tajemn

icę. Patrzył w oczy z siłš, której nie sposób było się 

oprzeć. Zawsze w końcu dowiadywał się tego, co go interesowało. 

Nic dziwnego, że wokół Adama roiło się od kobiet. Każda chciała 

spróbować szczęœcia w połowach na największš rybę w morzu. 
Ale Christin

a nie była jednš z tych kobiet. I znała go na tyle 

długo, by rozgryœć jego taktykę. 

Spojrzała na niego i powtórzyła, że miejsce pobytu Fiony otoczone 
jest 

œcisłš tajemnicš. 

œ Gdyby chciała, żebyœ wiedział dokšd pojechała, napisałaby na 
kartce 

œ zauważyła z nieodpartš logikš. 

Adam obrzucił jš wzrokiem pełnym złoœci. 

œ Nie próbuj ze mnš swoich sztuczek! Wiesz, że nie zdradziłaby mi 

swoich planów. Nie wiadomo dlaczego uważa, iż jestem 

nadopiekuńczy. 

Przeniósł wzrok na kubek z kawš, a Christina uœmiechnęła się. 

Przypomniała sobie czasy, gdy byli młodsi. Adam nigdy nie 

ustępował, podobnie jak teraz. 

Podniósł oczy i dostrzegł jej uœmiech. 

œ Cieszę się, że cała sprawa wydaje ci się tak zabawna œ 

powiedział ze złoœciš. œ Pewnie nie będzie ci zbyt wesoło, gdy 

Fiona znajdzie się w tarapatach. Równie dobrze jak ja wiesz, jaka 

ona jest. Zawsze buja w obłokach. Idzie przez życie myœlšc, że nic 

złego nie może się jej przytrafić. I pewnego dnia się doigra. W 
tym 

œwiecie nie ma miejsca dla naiwnych. 

Christina przyzna

ła Adamowi rację. Ale miała œwiadomoœć, że 

trzymanie Fiony pod kluczem nie jest rozwišzaniem. 

Prawda była taka, że Adam Palmer nie radził już sobie ze swojš 

siostrš. Fiona pozostawała głucha na jakiekolwiek próby perswazji. 

O tak, zawsze uważnie go słuchała i przytakiwała we właœciwych 

momentach. Po czym robiła to, co uważała za stosowne. 

œ Pozwól jej na pewnš samodzielnoœć œ rzekła po namyœle. œ Fiona 

musi uczyć się na własnych błędach. Jeœli będziesz usiłował 

kierować jej życiem, zrazisz jš do siebie. 

œ Czy tak ci powiedziała? 

Christina spojrzała na niego z wyrzutem. Czuła się zmęczona tš 

rozmowš, która prowadziła donikšd. 

Mniej więcej - rzekła. 

œ Podejrzewam, że trzymasz jej stronę? œ Podszedł i pochylił się 

nad niš. Oparł ręce o kanapę po obu stronach Christiny. Poczuła 

się jak w pułapce i zaczęła nerwowo oddychać. 

background image

œ Musi popełnić własne błędy œwyjškała, speszona jegó bliskoœciš. 

Marzyła, by odsunšł się na bezpiecznš odległoœć. A najlepiej, żeby 
w ogóle opu

œcił jej mieszkanie. 

œ I uważasz, że należy jej pozwolić na œlub z Simonem Western? Z 

tš odrażajšcš pijawkš, którš interesujš w Fionie głównie 

pienišdze? Mani stać z boku i spokojnie patrzeć, jak moja siostra 

popełnia ten błšd? 

Wcišż pochylał się nad niš. Christina stwielziła, że przestała 
my

œleć. 

Odkrycie to przywołało mgliste, niemiłe wspomnienia, gdy jako 

nastolatka była w Adamie beznadziejnie zakochana. Doœwiadczała 
wtedy w jego obecno

œci tego samego, oszałamiajšcego uczucia. Młody 

Pal- 

mer, nie grzeszšcy taktem, uznał, że jej miłoœć jest 

œmieszna. Do dziœ dnia czuła niesmak. 

Na szczęœcie to było dawno temu i zdšżyła się już wyleczyć z 

dziewczęcego odurzenia. 

œ Może nie jest taki zły œ wymamrotała bez przekonania, myœlšc z 

niechęciš o najnowszym chłopaku Fiony. Spotkała go kilka razy, ale 

nie odniosła dobrego wrażenia. Rozumiała troskę Adama. 

œ Jest dokładnie taki, na jakiego wyglšda œ powiedział Adam 

prostujšc się. Zaczšł niespokojnie chodzić po pokoju. œ A nawet 

gorszy. Jak mogłaœ pozwolić, żeby z nim uciekła? Przecież jesteœ 
jej przyja

ciółkš. 

Christina wzdrygnęła się, dotknięta do żywego. 

œ Ale nie strażniczk𠜠odgryzła się ze złoœciš. 

œ Pewnie, że jej nie zachęcałam, żeby jechała do... no, nieważne 

dokšd. Chciałam Fionie to wyperswadować, ale mnie nie posłuchała. 

No cóż, w końcu to jej życie. 

Adam patrzył na niš, jakby była jakimœ egzotycznym zwierzakiem. 

Dobrze wiedziała dlaczego. Przyzwyczaił się, że wszyscy mu 

ulegajš. Tego samego oczekiwał teraz. Ta cała rozmowa o wolnoœci 

wyboru irytowała go, bo wiedział. najlepiej, co jest dobre dla 

siostry. Nie mógł zrozumieć, dlaczego nie patrzy na życie jego 
oczami. 
Christina pomy

œlała, iż najgorsze jest to, że ten facet zawsze ma 

rację. 

œ Czy powiesz mi, gdzie jest Fiona? œ zapytał miękko po chwili 
milczenia. 

œ Nigdy się nie poddajesz, prawda? Jesteœ jak pies, któryznalał 
ko

œć. 

Po raz pierwszy od chwili gdy wpadł do jej mieszkania, rozluœnił 

się iuœmiechnšł. Taki szeroki, czarujšcy uœmiech widywała na jego 

twarzy, gdy był w towarzystwie pięknej kobiety. Zawsze jš 

zadziwiało, że żadna z nich nie przejrzała tego uœmiechu. Nie 

dojrzała pod nim bezlitosnego mężczyzny, który przejšwszy po ojcu 

background image

kulejšcš firmę, postawił jš na nogi w cišgu kilku miesięcy i który 

œrodowisku ludzi interesu miał opinię twardziela. 

Musiał być bardzo dobrym aktorem, skoro żadna z kobiet tego nie 

dostrzegła. Czyżby miał nadzieję, że tym uœmiechem rozbroi również 

jš? Czy naprawdę sšdził, że jest aż tak próżna i nastawiona na 

używanie życia, jak kobiety, które wybierał? 

œ Przecież znasz mnie, Tino. œ Uœmiechnšł się 
znowu. 

œ Niestety. 

œ Chyba nie mówisz poważnie. Oprócz mojej siostry, ze wszystkich 

kobiet ciebie znam najdłużej. 
Pomy

œlała, że to brzmi, jakby była meblem, stojšcym od wieków w 

tym samym miejscu. 

œ Na twoim miejscu nie szczyciłabym się tym tak bardzo œ mruknęła 
my

œlšc, że nie słyszy, ale oczywiœcie usłyszał. Oczy Adama zwęziły 

się, choć uœmiech wcišż błškał się na ustach. 

œ To znaczy? 

œ Po co się chwalić, że zmieniasz kobiety jak rękawiczki? 

œ Nie zaczynaj prawić kazań! œ Spojrzał na niš spode łba. 

Przyszło jej do głowy, że pewnie Fiona mówi mu to samo. Choć 

zazwyczaj się nie sprzeciwiała. Może rozwijała w sobie wolę walki? 

Christina bardzo chciała w to wierzyć. O ile dobrze wiedziała, na 

œwiecie było niewiele osób gotowych powiedzieć Adamowi Palmerowi 

kilka słów prawdy. 

Pienišdze budzš w ludziach niezdrowy strach. A on był 

wystarczajšco bogaty, aby od wielu lat wywoływać ten rodzaj 

strachu. W jego przypadku bogactwo łšczyło się z bystrym, 

niepokornym intelektem, a to już było fatalne. 

œ No cóż, masz okreœlonš reputacj栜 wyszeptała słodkim głosem. 

œ Nie takš, o jakš zabiegam. 

œ Wybacz, ale jestem innego zdania. 

œ Doprawdy? œ Zmierzył jš przenikliwym spojrzeniem. œ Nie wiem, 

jak możesz być autorytetem w moich sprawach sercowych, skoro nigdy 
nie m

iałaœ w nich udziału. 

Christina zarumieniła się, ale nawet nie drgnęła. Patrzyła na 

Adama w milczeniu, zastanawiajšc się, jak to możliwe, że kiedyœ za 

nim szalała. 

œ A właœciwie œ cišgnšł dalej œ czy kiedykolwiek byłaœ autorytetem 
w sprawach sercowych? Z

nam cię od tylu lat, ale nigdy nie 

przestałaœ być zimnym stworzonkiem, które wytrwale wkuwało w 

szkole i zawsze miało dobrze poukładane w głowie. 

Christina miała wielkš chęć rzucić w niego lampš. Prosto w głowę. 

Za kogo on się uważa? Jak œmiesz wypowiadać takie insynuacje pod 
jej adresem? 

œ Nie ma w tym nic złego œ skwitowała, jednak spokój, który 

starała się zachować, gdzieœ się ulotnił. 

background image

œ Ale to niezbyt podniecajšce, prawda? 

œ Oszczędœ mi, proszę, uwag na temat tego, co, twoim zdaniem, jest 
podniecajš

ce w życiu. Jeżeli podniecajšce ma być skakanie z lóżka 

do łóżka, tak jak ty to robisz, to dziękuję bardzo. 

Niebieskie oczy Adama nabrały flglarnego wyrazu. Czyż nie był 

zmęczony? W tej chwili nic na to nie wskazywało. Robił wrażenie 

człowieka doskonale wypoczętego, gotowego do kilkugodzinnej 
dyskusji. Prawdopodobnie na temat jej spraw sercowych, a 

właœ.ciwie ich braku, co jego zdaniem było bardzo zabawne. Może to 

ukryty sposób, aby wycišgnšć informację o miejscu pobytu Fiony? 

œ Cóż za okreœlenie pełne potępienia œ powiedział. 

œ Skakanie z łóżka do lóżka? Masz bardzo bujnš 
wyobra

œnię. Może i spałem z kilkoma kobietami, ale 

z całš pewnoœciš nie mam zwyczaju wskakiwania 

i wyskakiwania z lóżek. Czy dostanę drugš kawę? 

œ Podniósł kubek, na który Christina popatrzyła 
z pogardš. 

œ Nie. Jestem zmęczona i czas najwyższy, żebyœ poszedł. Nie powiem 

ci, gdzie jest Fiona, więc możesz dać sobie spokój. 

Przygryzł wargi. 

œ Jeżeli nie powiesz, osobiœcie dopilnuję, żeby Simon West 

zapłacił za. błędy mojej siostry. 

œ Jak chcesz to zrobić? œ zapytała przytomnie. Nie wštpiła, że 

Adam zrobi dokładnie to, co zapowiada. Na pewno pocišga doœć 

sznurków, by móc spełnić swe groœby. 

œ On jest aktorem, tak? 

Przytaknęła milczšco. 

œ Zgadzasz się, że to bardzo niestabilne zajęcie? 

Znów skinęła potakujšco głowš. Czuła się jak mysz, co zabłškała 

się w pułapkę i czeka, aż pułapka się zatrzaœnie. 

œ Swego czasu szukałem teatru do kupienia... œ Na chwilę przerwał. 

œ To bardzo powišzane œrodowisko, ci artyœci. Jedno słowo o kimœ 
roz

chodzi się szybciej niż ogień w buzu. 

œ Nie zrujnujesz mu chyba kariery œ wyszeptała przerażona 
Christina. 

œ Nie możesz tak postšpić. 

œ Zrobię, co będę mógł, aby uchronić siostrę. 

œ Uderzył kubkiem o stolik, aż podskoczyła. 

Postawił jš w wyjštkowo trudnej sytuacji. Miała być cicho i 

patrzeć, jak kariera Simona Westa obraca się wniwecz? Czy 

powiedzieć wszystko i zawieœć zaufanie przyjaciółki? 

Może Simon był właœnie taki, jak opisywał go Adam. Robił wrażenie 

próżnego egoisty, który żyje w przekonaniu, że dzięki jego 
obecno

œci œwiat jest doskonalszy. Mimo to nie mogłaby spokojnie 

patrzeć, jak dzieje mu się krzywda. 

œ W porzšdku œpowiedziała znużona. œ Sš w domku w Szkocji. Tym, co 

należał do twoich rodziców. 

background image

œ Tam? œ Adam rzucił jej zdziwione spojrzenie 

i zaczšł si栜miać. œ Nie wyobrażam sobie, jak 
w czym

œ tak zrujnowanym może rozkwitać romans. 

Zwłaszcza przy takiej pogodzie. West nie wyglšda mi 

na faceta, który wie, jak przetrwać bez centralnego 
i wszystkich wygód. 

œ Fiona powiedziała, że potrzebujš swobody. 

œ Ma swobodę. Prawdę mówišc, ma tyle przestrzeni, ile trzeba. 

œ Za mało, jeœli i ty tam jesteœ œ wygarnęła mu Christina. Adam 

nie był w stanie ukryć niezadowolenia. 

œ Cóż, będę musiał wybrać się tam i spróbować przemówić jej do 
rozsšdku. Jes

tem pewien, że Fiona zamierza zrobić coœ całkiem 

szalonego. 

œ Co na przykład? œ zapytała. 

œ Na przykład wyjœć za tego półgłówka. 

Złapał płaszcz i zaczšł się ubierać. 

œ Czy nie będš potrzebować jakiegoœ zezwolenia? 

œ zaniepokoiła się. œ Poza tym Fiona ma chyba doœć rozsšdku. 

œ Ciekawe, od jak dawna planowali tę wyprawę. 

œ Spojrzał badawczo na Christinę. 
Nie wiem 

œ odparła zgodnie z prawdš. œ Dopiero wczoraj Fiona 

podzieliła się ze mnš tš nowinš. 

Wpatrywał się w Christinę, jakby o czymœ intensywnie myœlał. 

Poczuła się niezręcznie. Wstała i podeszła do drzwi. Położyła rękę 
na klamce. 
Pomy

œlała, że i tym razem dopišł swego. Oszczędziłby jej jednak 

mnóstwo czasu i nerwów, gdyby od razu przyznał, że zamierza 

wycišgnšć z niej tę informację. Bez owijania w bawełnę 

powiedziałaby prawdę. 

Adam zawsze wykorzystywał to, że lubiła dyskutować. Nawet gdy byla 

szaleńczo zakochana, gdy nie potrafiła oderwać od niego oczu, 

ilekroć znalazł się blisko, nawet wtedy nie uległa mu na tyle, by 

słuchać bez wdawania się w rozmowę. 

Podszedł teraz do drzwi i stanšł obok Christiny. 

œ Zajęta? œ zapytał, a ona gapiła się w jego niebieskie oczy, 

zaskoczona nagłš dygresjš. 

œ Owszem, troch栜 powiedziała ostrożnie. œ Dlaczego pytasz? 

œ Staram się być miły. œœ Wzruszył ramionami. 

œ Poza tym wymieniliœmy raczej niewiele uprzejmoœci od momentu, 

gdy przyszedłem. 

œ Nie pamiętam, abyœ kiedykolwiek się tym przejmował œ 

skomentowała rzeczowo. 

Podniósł brwi, ale Christina i tak wiedziała, że nie obchodzi go 
wcale. Owszem, czas spowodowa

ł pewnš zażyłoœć w ich znajomoœci. 

Jednak zawsze była tylko 

background image

przyjaciółkš jego siostry. Ot, niezbyt urodziwa dziewczynka, z 

której wyrosła kobieta przeciętnej urody. Nigdy nie patrzył i nie 

spojrzy na niš z zainteresowaniem. Nie musiał nawet udawać, że 
obchodzi go to, co ona my

œli. 

œ A jakież to ciekawe zajęcia masz w planie? Dzięki Fionie 

orientuję się na bieżšco w twojej pracy. 

œ Naprawdę? œ zapytała Christina i pomyœlała, że Adam 

niepotrzebnie się zgrywa. 

œ Co było ostatnio? Fotografowanie członka rodziny królewskiej na 

okładkę czasopisma? 

Christina przytaknęła. Zastanawiała się, dokšd z kolei prowadzš te 
pytania. 

œ To musi być bardzo wygodne. Taka niezależnoœć 

œ mruknšł, patrzšc w bok. œ Czasami chciałbym mieć podobny luksus. 

œ Co? I zrezygnować z dreszczyku emocji? œ zapytała sarkastycznie. 

œ Niemożliwe. 
Roze

œmiał się łagodnie. 

œ Pewnie masz racj栜 przyznał. - W każdym razie jesteœ paniš 
swojego czasu, prawda? 

œ Nie całkiem. 
Pu

œcił jej słowa mimo uszu. 

œ To się dobrze skiada, bo chcę, żebyœ pojechała ze mnš po Fionę 
do Szkocji. 
 

ROZDZIAŁ DRUGI 
 

œ Słucham? œ Christina popatrzyła na niego, jak na kogoœ niespełna 
rozumu. 

œ Chcę, żebyœ pojechała ze mnš do Szkocji œ powtórzył bardzo wolno 

œ po mojš siostrę. Zgadzasz się, że Fionie musiało nieœle odbić, 

skoro uciekła z tym głupcem. Kto wie, co z tego wyniknie? A jeœli 

zrobi ten błšd i wyjdzie za niego za mšż? Za wszelkš cenę muszę 
temu zapobiec. 

œ Och, oczywiœcie œ rzuciła ze złoœciš Christina. 

œ Nie spoczniesz, aż zrobisz to, co uważasz za słuszne. Ale 

proszę, żebyœ mnie nie wcišgał w swoje plany. 

Otworzyła drzwi wejœciowe. Do œrodka wpadł zimny podmuch 

powietrza, choć jej mieszkanie znajdowało się na półpiętrze. 

Adam zamknšł drzwi i oparł się o nie. 

œ Tino, musisz pojechać. Jesteœ jej przyjaciółkš... podobno. 

Zmiażdżyła go wzrokiem. Miała nadzieję, że to spojrzenie jest doœć 

wymowne, bo nie potrafiła oddać słowami swych myœli. 

œ Nie waż się szantażować mnie w ten sposób 

œ powiedziała z naciskiem. œ Możesz to robić z innymi, ale nie ze 
mnš i nie w tej sprawie. 

background image

Adam wcišż patrzył na niš w sposób nie znoszšcy sprzeciwu. Teraz 

nie żartował. Widziała to wyraœnie. 
Od 

œmierci rodziców troskliwie opiekował się Fionš. Uważał, że 

jest za niš odpowiedzialny do momen 
WBREW 
tu, gdy siostra ustatk

uje się i poœlubi kogoœ, komu spokojnie 

będzie mógł powierzyć jej przyszłoœć. 

Jego zdaniem Fionia mogła popełnić wkrótce największy błšd w swoim 

krótkim życiu. Nie zamierzał więc czekać z założonymi rękami. 

Christina dobrze wiedziała, o czym myœli Adam. Mimo to nie 

zamierzała stawać po niczyjej stronie, ponieważ gdyby znalazła się 

na miejscu Fiony, nie zachwyciłoby jš takie postępowanie 

przyjaciółki. Musiała jednak przyznać, że odwrócenie sytuacji nie 

wchodziło w grę, bo nieodpowiedni mężczyœni nigdy jej nie 
pocišgali. 

œ Nie wyjdę, dopóki nie zgodzisz się ze mnš pojecha㠜 rzeki, 

silšc się na uprzejmoœć. œ Znasz mojš siostrę równie dobrze jak 
ja. W

œcieknie się, gdy zobaczy mnie odgrywajšcego rolę starszego 

brata. Ale je

œli będziesz i ty, może chętniej posłucha rozsšdnych 

rad. 

œ Równie dobrze może nam zatrzasnšć drzwi przed nosem i 

powiedzieć, żebyœmy się nie wtršcali. 

œ To ryzyko, które musimy podjšć. 

œ Poprawka: to ryzyko, które ty musisz podjšć. 

Adam chwycił jš za ramię i przycišgnšł do siebie. 

œ Posłuchaj mnie uważnie œ rzucił ostro, tuż przy jej twarzy. œ 

Czy ci się podoba, czy nie, jedziesz ze mnš. Tu chodzi o Fionę. 
Nie o kogo

œ obcego. Spotyka się z tym chłopakiem od dawna i 

poważnie o nim myœli. 

œ Może on o niej też œ odparła bez przekonania Christina. 

Wiedziała, że ta uwaga trafi w próżnię. 

œ Oboje wiemy, że tak nie jest. Bóg jeden wie, dlaczego moja 
siostra nie dostrzega tego, co oczywiste. Ale to w tej chwili nie 

ma znaczenia. Faktem jest, że nie chcę, żeby zrobiła coœ, czego 

mogłaby żałować. 

œ Odetchnšł głęboko, ale jego pałce wcišż boleœnie wpijały się w 

ramię Christiny. œ Czy mówiłem ci, że robił rozeznanie, ile 

pieniędzy Fiona dostanie na dwudzieste pište urodziny? 

œ Nie! Niemożliwe! œ wyjškała przerażona Christina. 

œ To prawda. 

œ Powiedziałeœ o tym Fionie? 

œ Nie bšdœ œmieszna. To wywołałoby odwrotnyskutek. 
Nagle jš pu

œcił. Christina masowała zdrętwiałe ramię. 

œ Pewnie masz racj栜 zgodziła się. 

œ Czy dalej uważasz, że należy pozwalać jej na popełnianie błędów? 

background image

œ Jest dorosła œ powiedziała z wahaniem, bo informacje Adama 

odniosły jednak pożšdany skutek. 

œ Minie wiele lat, nim będzie mogła tak o sobie mówić. Zawsze była 
kapry

œna, a ja to akceptowałem. Ale nie tym razem. Ten chłopak to 

kawał drania. Może zmarnować jej życie. 
Przez 

chwilę panowała cisza. 

Christina musiała to wszystko przemyœleć. Nie przypuszczała, iż 
co

œ takiego może się wydarzyć. Wiedziała, że Adam skontaktuje się 

z niš od razu po przeczytaniu wiadomo

œci od Fiony. Ale przecież 

postanowiła nie zdradzić miejsca pobytu przyjaciółki. A tymczasem 
me do

œć, że nie dotrzymała obietnicy, to jeszcze niemaiże dała się 

przekonać, iż poœcig za Fionš aż do domku w Szkocji wcale me jest 

pozbawiony sensu. Siła perswazji tego faceta nie miała granic. 

œ No więc? œ naciskał. œ Co postanowiłaœ? 

œ Nie mogę tak po prostu wyjechać i zostawić pracy œ powiedziała, 
wysuwajšc pierwszy z brzegu argument. 

œ Nie będzie cię tylko przez dwa dni. œwiat się nie zawali. 
Pomy

œlała, że znów ma rację. Luty ni był najlepszym miesišcem. 

Pracy miała tylko tyle, żeby jakoœ zwišzać koniec z końcem. Nie 

to, co przez resztę roku. 

œ To też by cię me powstrzymało œ mruknęła ponuro. Wyglšdało nato, 

że Adam nieco się odprężył. Uœmiechał się nawet, ale to nie była 
oznaka prawdziwego humoru. 

Udało mu się jš namówić. Gdyby mogła, starłaby z jego twarzy ten 
wyraz zadowolenia. 

œ No, nie. Nie mów tak, bo czuję się jak tyran 

œ powiedział łagodnie. 

œ Czyżby? œ. Spojrzała na niego z powštpiewaniem. 

œ Ale to nie jest wcale dalekie od prawdy. Nie sšdzisz? Rozeœmiał 
si

ę. 

œ Gdybyœ była młodsza, dostałabyœ w tytek za takš bezczelnoœć. 

Christina zaczerwieniła się na samš myœl o tym, że Adam mógłby, 

jej dotknšć. 

œ Kiedy proponujesz wyjazd? œ zapytała, żeby zmienić temat. Twarz 

Adama znów się zachmurzyła. 

œ Jak najszybciej. Możemy polecieć z Heathrow do Glasgow, a 

stamtšd pojechać samochodem. Obawiam się, że to jedyny sposób, 

żeby tam dotrzeć. Jak tylko dowiem się wszystkiego, zadzwonię do 

ciebie. Możemy się spotkać na lotnisku. 

œ A pogoda? œ rzuciła niespodziewanie, bo właœnie to przyszło jej 

do głowy. Nie chciała, żeby w Szkocji spotkała jš jakaœ niemiła 

niespodzianka. Przecież domek leżał na odludziu, a ona miała 
znale

œć się tam razem z Adamem. 

œ Co masz na myœli? 

œ œnieg œ wyjaœniła. œ Nieprzejezdne drogi. A jak zostaniemy 

odcięci od œwiata? 

background image

œ Dobry Boże! œ odrzekł z nutkš szyderstwa w głosie. œ To nie może 

się nam przydarzyć, prawda? 

œ To nie jest œmieszne œ powiedziała oschle Christina. œ Nie mam 

zamiaru utkwić tam w twoim towarzystwie. œ Na samš myœl o czymœ 
tak

im dostała gęsiej skórki. 

Niewštpliwie istniały całe zastępy kobiet, które dałyby sobie rękę 

ucišć, żeby tylko znaleœć się w takiej sytuacji. Na pewno właœnie 

w tej chwili Adam też o tym pomyœlał, bo patrzył na Christinę z 
irytujšcym wyrazem rozbawienia. 

Postanowiła więc postawić sprawę 

całkiem jasno. Nie zamierza być jednš z nich! 

Będzie słuchać prognoz pogody i jeœli dowie się o opadach, 

œnieżycy lub czymœ podobnym, bez wahania zrezygnuje z wyjazdu. 

œ Był czas œ gładko odparował œ gdy taka perspektywa bardzo by cię 

ucieszyła. 

Natknęła się na jego wzrok i speszona spojrzała w bok. 
- O czym ty mówisz? - 

zapytała nieswoim głosem. 

œ Och, wiesz dobrze, Tino. Pamiętasz, jak się we mnie kochałaœ? 

Miałaœ wtedy... piętnaœcie lat? Szesnaœcie? Słodka szesnastka, a 

jeszcze się nie całowała, co? Powinno mi to wtedy schlebiać, ale 

sama wiesz, jakie to było krępujšce. 

Christinie zaschło w ustach. Pragnęła, żeby ziemia rozstšpiła się 

i pochłonęła jš. żeby stało się cokolwiek, co oszczędziłoby jej 
tego strasznego, koszmarnego wstydu. 

Musiałaœ wtedy... 

œ Przestań! œ krzyknęła. Wzięła głęboki oddech i policzyła do 

dziesięciu. Gdy przemówiła znowu, z ulgš stwierdziła, że panuje 

nad głosem. œ Byłam 

młoda i głupia. Bardzo głupia. Na szczęœcie szybko wyleczyłam się 
z t

ego. Więc nie ma powodu, żeby to wywlekać. Prawda? Oœwiadczam 

natomiast, że nie zamierzam jechać, jeœli prognoza pogody nie 

będzie sprzyjajšca. To wszystko. 

Nie potrafiła zmusić się do spojrzenia Adamowi prosto w oczy. 

Przyglšdała się więc swoim palcom. Tysišce myœli przelatywało jej 

przez głowę. Ale wszystkie sprowadzały się do przykrych wspomnień, 

których usiłowała się pozbyć. Była wtedy taka naiwna. Dosłownie 

rzuciła się na niego, a on si栜miał. Zachowanie Christiny 

zaskoczyło go, a jednoczeœnie ogromnie rozbawiło. œJesteœ 
dzieckiem

œ, powiedział wtedy. A tak naprawdę myœlał o tym, że brak 

jej naturalnego wdzięku i urody kobiet, które już wówczas go 

pocišgały. 
Rzeczywi

œcie, w porównaniu z blondynkami, brunetkami i rudymi, 

odwiedzajšcymi z niebywałš regularnoœciš dom jego rodziców podczas 

wakacji studenckich, musiała wypaœć bardzo blado. 

œ Oczywiœcie œ powiedział. œ Też bym nie chciał utkwić w 

trzymetrowej zaspie. Nie musisz również obawiać się przy mnie o 

background image

swojš cze

œć. Jesteœ przyjaciółkš Fiony i... œ urwał nagle w 

połowie zdania. 

Nie dopowiedziane słowa zawisły w powietrzu. Ich znaczenie było 

oczywiste. Chciał powiedzieć, że Christina jest nieatrakcyjna, 

więc może się nie martwić. Jednak zamiast uspokoić jš tymi 

słowami, sprawił, że łzy napłynęły jej do oczu. Przypomniała 

sobie, co czuła, gdy jej nastoletnia miłoœć została z uœmiechem 
odtršcona. 

œ Zadzwonię do ciebie. 

œ œwietnie œ powiedziała sztywno, spoglšdajšc na zegarek. 

Dochodziła pišta rano. Był tu znacznie dłużej, niż przypuszczała. 

œ A teraz, jeœli nie masz nic przeciwko temu, chcę się trochę 

przespać. Nie wštpię, że ty też chętnie byœ się zdrzemnšł. 

œ Och, chyba pójdę do biura œ rzucił od niechcenia, bioršc za 

klamkę. 

Christina szybko cofnęła rękę. Bała się, żeby przypadkiem jej nie 

dotknšł. Miała cichš nadzieję, że nie zauważył tego gestu. 

œ O tej porze? 

œ Main mnóstwo papierów do uporzšdkowania przed wyjazdem. Możesz 

wierzyć lub nie, ale nie tylko twój rozkład zajęć zostanie 
naruszony. 

œ Nigdy tak nie mówiłam œ mruknęła. 

œ Nie musiałaœ. Aluzja była wystarczajšco jasna. Zawsze umiałaœ 

wyrazić dużo więcej milczeniem niż słowami. 

Ta uwaga zaskoczyła jš. Nie przypuszczała, że Adam coœ dostrzegł. 
My

œlała, że tylko ona wie, co kryje się pod pełnym taktu 

milczeniem. Gdyby bezpardonowo mówiła to, co myœli, wiele osób 

obraziłoby się. Dlatego często milczała, dopowiadajšc w duchu to i 

owo. Adam był pierwszym człowiekiem, który przejrzał tę taktykę. 

Christina poczuła się nieswojo. Przyszło jej do głowy, że Adam 
odczytuje jej my

œli. Nie było to miłe odkrycie. 

œ Tak? œ zapytała bezdœwięcznie. œ Rozumiem, że zadzwonisz 

jeszcze. Jeżeli mnie nie będzie, zostaw wiadomoœć na automatycznej 
sekretarce. 

œ œwietnie. Ale postaraj się po południu nie wychodzić na długo. 

Będę chciał zarezerwować bilety na najwczeœniejszy lot po lunchu. 
Po wyj

œciu Adama zamknęła drzwi i poszła do sypialni. 

Nie mogła zasnšć. Czuła ię tak, jakby nagle porwała jš tršba 

powietrzna. I choć wydostała się już z jej objęć, wcišż nie mogła 
doj

œć do siebie. Jeszcze wczoraj wszystko przebiegało w sposób 

kontrolowa 

ny. Wiedziała, co będzie robić dziœ, a co za parę dni. 
 Po-

wizycie Adama sytuacja diametralnie się zmieniła. 

 

Miała teraz wzišć udział w jakiejœ idiotycznej misji ratunkowej. 

Na dodatek z człowiekiem, który wcišż powodował, że czuła się 
gorsza od innych. 

background image

Była na niego wœciekła. Czy musiał wywoływać w niej takš reakcję? 

Może stało się tak dtatego, że w jej małym mieszkanku osobowoœć 

Adama przytłaczała jš i krępowała. 

W przeszłoœci doœć często się widywali, ale zawsze w towarzystwie 

innych ludzi. Tej nocy było inaczej. Musiała stanšć z nim twarzš w 

twarz. I stwierdziła, iż brak jej zimnej krwi. Zwłaszcza w 

momeicie, gdy dał do zrozumienia, że jego zdaniem jest mało 
atrakcyjna. Pomy

œlała, że nie dba o to, bo nie jest już w nim 

za

kochana. Ale wiedziała, że musi się pilnować. Nie wolno jej było 

ponownie ulec jego urokowi. Czekała ich wspólna podróż, więc 

lepiej, żeby przez ten czas trzymała nerwy na wodzy, bo w 

przeciwnym razie będzie potrzebować pomocy lekarskiej. 

W końcu pogršżyła się we œnie. Gdy znów otworzyła oczy, było po 
dziesištej. 

Musiała odwołać dwa spotkania. Wyskoczyła z łóżka, pobiegła po 

notes i zabrała się do dzwonienia. 

Pani RalTerty, z którš była wczeœniej umówiona, potrzebowała 

zdjęcia swojego domu do swej najnowszej ksišżki. Christina bez 

problemu przełożyła spotkanie. Pani Rafferty pracowała nad ksišżkš 

już dwa lata, więc niewielkie opóœnienie nie było kwestiš życia i 

œmierci. 

Jednak z drugš klientkš nie poszło tak łatwo. Pani Mólton była 

kobietš nerwowš. Wysłuchała przeprosin i usprawiedliwień 

Christiny, po czym wrzasnęła w słuchawkę: 

œAto dopiero! 

œ Bardzo mi przykro, pani Molton œ rzekła Christina œ ale obawiam 

się, że to nieuniknione. 

œ Nieuniknione? Takiego słowa nie ma w moim słowniku! A psy? Moje 
kocha

niutkie? Czy nie sšdzi pani, że takie pozowanie do zdjęć jest 

dla nich stresujšce? Sš pięknie wypielęgnowane. Jestem pewna, że 
dzi

œ wszystko poszłoby doskonale. 

Christina pomy

œlała o swoich modelach, dwóch psach rasy corgi, 

równie nerwowych jak ich właœcicielka. Nic więc dziwnego, że jedno 

ujęcie trwało dwa razy dłużej niż powinno. 

œ Mogę zmienić termin na następny wtorek œ wymamrotała. 

œ A ja zawsze mogę zmienić paniš, młoda damo! 

œ rzuciła w słuchawkę pani Molton. œ Nie jest pani jedynym 
fotografem na 

œwiecie. Fakt, iż moja siostrzenica poleciła paniš, 

nie oznacza wcale, że muszę paniš zatrudnić. œwiat œ grzmiała 
dalej 

œjest pełen utalentowanych fotografów. Pierwszy i ostatni 

raz zgadzam się na przełożenie spotkania. Proszę to sobie 

zapamiętać! 
Christ

ina odłożyła słuchawkę i odetchnęła z ulgš. W duchu 

podziękowała z przekšsem Adamowi. Pomyœlała, że jeœli straci tę 

pracę, to tylko dzięki niemu. 

background image

Ranek upłynšł jej na pakowaniu malej torby podróżnej i machinalnym 

przeglšdaniu negatywów zdjęć, które miała oddać za tydzień. Ale 

przez cały czas coœ innego zaprzštało jej głowę. Myœlała o Adamie. 

Przypominała sobie, w jaki sposób się porusza, czuła jeszcze 

spojrzenie jego niebieskich oczu. Zastanawiała się, czy 
rzeczywi

œcie już o wszystkim zapomniała. 

Równocze

œnie była zła na siebie, że zachowuje się jak głupiutka 

nastolatka, którš już dawno me jest. Przecież uważała, iż jest 

zbyt mšdra, by da㠜ię zwieœć męskiej powierzchownoœci. Może nie 

była piękna, ale 

miała doœć rozumu i nie zamierzała dopuœcić do tego, żeby Adam 

zburzył jej spokój. 

o trzeciej po południu zadzwonił, by poinformować, że za póltorej 

godziny wyjeżdżajš. 

œ Spotkamy się na lotnisku œ rzucił szybko, jakby miał ważniejsze 

sprawy do załatwienia niż rozmawianie z niš. œ Weœ taksówkę na 
rachunek mojej firmy. 

œ Dzień mija mi œwietnie. Dziękuję, że pytasz 

œ powiedziała słodko Christina. œ Miałam male problemy z 

przełożeniem zajęć, ale nie będę zanudzać cię szczegółami. W 

każdym razie dziękuję za zainteresowanie. Owszem, mogę spotkać się 
z tobš o czwartej trzydzie

œci na lotnisku. W jakimœ okreœlonym 

miejscu? Czy mam się błškać, aż w końcu gdzieœ cię dojrzę? 

Usłyszała zniecierpliwione cmoknięcie i triumfalnie się 
u

œmiechnęła. Biedny Adam. Nie miał dla niej czasu, więc dostał za 

swoje. Ciekawa była, czy patrzy teraz na zegarek i marzy, aby ta 

głupia kobieta rozłšczyła się wreszcie. 

Adama zawsze trawił jakiœ niepokój, który nie pozwalał na 

marnowanie czasu na błahostki. O ile oczywiœcie te błahostki nie 

miały doprowadzić do wcišgnięcia wybranej kobiety do łóżka. Wtedy 

dysponował nieograniczonym czasem, który przeznaczał na uwodzenie. 

Przynajmniej takie odniosła wrażenie, gdy widziała go w 

towarzystwie kobiet. I to samo mówiła Fiona. W największej 
tajemnicy. 

œ Jestem zajęty œ powiedział wprost. œ Nie mam czasu na pogawędki. 

Spotkamy się przy odprawie bagażu. 

Natychmiast się rozłšczył, a Christina jeszcze przez chwilę 

wpatrywała się w słuchawkę. 

Co za maniery! Był zajęty, prawda? A ona? Czy przyszło mu do 

głowy, że gdyby nie on, nie byłaby tak zajęta? Wštpliwe. 

Zastanawiała się, ilu przyjaciółkom mówi, że jest zajęty i nie 

może marnować czasu na pogawędki. Ale mimo wszystko wolała jasne 

postawienie sprawy. Zawsze lepiej wiedzieć, na czym się stoi. 

Na podróż ubrała się ciepło. Założyła dżinsy, kozaczki, gruby 

sweter i bajowy płaszcz. Skrzywiła się na widok swojego odbicia w 

lustrze. Wyglšdała, jakby przybyło jej pięć kilo. 

background image

Teraz nikomu nie przyjdzie do głowy, że pod tym wszystkim kryje 

się jeden z jej najcenniejszych atutów 

œ figura. Ale nie przejęła się tym zbytnio. Przyzwyczaiła się do 

swojego wyglšdu i do faktu, że rzadko kiedy przycišgała wzrok 

mężczyzn. 

Wszyscy chłopcy, z którymi chodziła, najpierw bardzo dobrze jš 

znali, a dopiero potem zaczynali interesować się niš jako kobietš. 
Szczerze mówišc 

wolała, aby uczucia te pozostały czysto 

platoniczne. Tym bardziej, że jeszcze nikt na dobre nie zawrócił 

jej w głowie. Pomyœlała o Gregu, zawadiackim Gregu, który był tego 

bliski. Przez ostatni rok odsuwała wspomnienie o nim jak najdalej 
od siebie. Nie koc

hała go, ale wcišż miała w pamięci zjadliwe 

uwagi, wypowiedziane przy rozstaniu. Ze jest zimna i nieładna. Ze 

powinna być wdzięczna, że ktoœ się niš zainteresował. Przyznał, iż 

zaimponował mu jej intelekt i kontakty, jakie miała dzięki pracy. 
Gdyby z nim s

pała lub zapoznała go z odpowiednimi ludœmi, a 

najlepiej jedno i drugie, zgodziłby się dłużej z niš chodzić. 

Ponieważ nie spelniła żadnego z tych warunków, przestała być 

pożšdanš partiš. Co Greg niedwuznacznie dał jej do zrozumienia. 

Zacisnęła usta i zmusiła się, by odsunšć w cień niemiłe 
wspomnienia. 

Nie było jej widać dane zostać kobietš kochanš,, lecz robić 

karierę. W zasadzie nie widziała w tym nic złego. Przecież 

uwielbiała to, co robi i uważała swojš pracę za wielkie szczęœcie. 

Młodzieńcze hobby przerodziło się w wymarzony zawód, gdy jako 

siedemnastolatka wzięła udział w konkursie fotograficznym i 

wygrała darmowy kurs oraz imponujšcy sprzęt, który nadał dobrze 

jej służył. 
Oczywi

œcie, matka była zawiedziona. Piekła chleb, robiła dżemy i 

miała okropnie staroœwiecki poglšd na rolę kobiety w 

społeczeństwie. Ale Christina umiała sobie z mš poradzić. 

Znów zaczęła myœleć o Adamie i zmarszczyła czoło. Czy wcišż musi 

zaprzštać jej głowę? Być może to dlatego, że już czas wyruszyć. 

Zebrała bagaże. Po chwili przyjechała taksówka. 

Adam już czekał przy stanowisku odprawy bagażowej. Rozmawiał z 

kobietš siedzšcš za biurkiem. Christina na moment przystanęła, aby 

mu się lepiej przyjrzeć. 

Doprawdy był niewiarygodnie męski. Miał szerokie ramiona i wšskie 
biodra. Wyglš

dał, jakby wiele godzin spędzał na siłówm. O ile 

dobrze wiedziała, nie było to zgodne z prawdš. Po prostu natura 

obdarzyła go doskonałym ciałem, które nie wymagało specjalnych 
zabiegów. 

Wzięła głęboki oddech i podeszła do stanowiska odpraw. Zauważyła, 

że atrakcyjna, nienagannie umalowana i uczesana brunetka, z którš 

rozmawiał, nie odnosi się do niej równie serdecznie, jak do Adama. 

background image

œ Mam nadzieję, że nie czekasz zbyt długo œ powiedziała Christina 
z uprzejmym u

œmiechem. 

œ Dziesięć minut œ odparł œ ale to nic. Nie martw się. Nie miałem 

okazji się nudzić. 

Christina rzuciła okiem na brunetkę, pochłoniętš wypełnianiem 
dokumentów 

œ Nie martwię si栜 rzuciła przesłodzonym tonem 

œ i jestem pewna, że się nie nudziłeœ. 

Dostrzegła w jego oczach złoœliwy uœmieszek, choć twarz miał 

poważnš. Udała, że tego nie widzi. 

œ Zgłosiłeœ nas? œ zapytała. 

Przytaknšł i wzišł jš za łokieć. Ten machinalny gest sprawił, iż 

natychmiast poczuła się spięta. Powiedziała sobie, że jest głupia. 
Znowu. 

Brunetka podniosła głowę i z żalem popatrzyła na Adama. Zyczyla mu 

szczęœliwej podróży i udanego pobytu w Szkocji. Prosiła, by 

odwiedził jš, jeœli znów będzie na lotnisku, bo chciałaby go 

zaprosić na kawę. 

Christina zastanawiała się, czy ta kobieta jest równie wylewna w 
stosunku do poz

ostałych pasażerów. 

œ Jak miło z twojej strony œ wycedziła, gdy odeszli parę kroków œ 

że nie spojrzałeœ na zegarek i nie ziewnšłeœ znaczšco. 

Adam bardzo dobrze orientował się na lotnisku. Dało się zauważyć, 

że często podróżuje. Nic dziwnego. Był przecież właœcicielem 

ogromnej sieci wydawniczej, którš samodzielnie kierował. Musiał 

więc przez cały rok jeœdzić po œwiecie. 

Popatrzyli na tablicę odlotów. Christina stwierdziła z ulgš, że za 

chwilę majš samolot. Przynajmniej nie będzie się jej dłużył czas. 

œ Wyglšdałeœ œ dodała po chwili œ jakbyœ miał zamiar spędzić 

resztę dnia na rozmowie z tš brunetkš. 

A może i noc, dodała w duchu. 

Adam spojrzał na Christinę kštem oka. Bardziej wyczuła niż 

dostrzegła jego wzrok, bo wolała się nie odwracać. 

œ Zabijałem czas w oczekiwaniu na ciebie i byłem po prostu 
uprzejmy. 

œ Uprzejmy? Wolne żarty! 

œ Nie bšdœ despotk𠜠rzekł twardo. œ Możesz pić kakao i chodzić 

spać o dziewištej, ale nie myœl sobie, 

że cała reszta œwiata tak postępuje. A jeœli ktoœ żyje inaczej, to 
wcal

e nie znaczy, że jest zdemoralizowany. 

Christina zaczerwieniła się. Jak œmiał zwracać się do niej w ten 

sposób. Przecież me miała szeœciu lat. Jednak zrezygnowała z 

riposty. Czekało jš jeszcze kilka godzin w towarzystwie Adama, 

więc nie było sensu się kłócić. 

œ Jak chcesz się dostać z lotniska w Glasgow do domku? œ zapytała 
rzeczowo. 

background image

œ Zamówiłem samochód. Moja filia w Glasgow dysponuje samochodami 

służbowymi. 

œ Bardzo wygodne rozwišzanie œ mruknęła. œ Czy jesteœ w stanie 

prowadzić samochód? Rzeczywiœcie po wyjœciu ode mnie poszedłeœ do 
biura? 

œ Na oba pytania odpowiedœ jest twierdzšca œ odparł krótko. 

Przeszli przez bramkę kontroli i udali się do samolotu. 

œ A więc nie spałeœ od... 

œ Jakiegoœ czasu œ dokończył. œ Ale nie bój się, nie zasnę za 
kierown

icš. Jestem przyzwyczajony do małej iloœci snu i potrafię 

przy tym normalnie funkcjonować. 

Wierzyła mu. Wcale nie wyglšdał na zmęczonego. 
W grubym kremowym swetrze, ciemnych spodniach 

i kurtce, przerzuconej przez ramię, prezentował się jak 
okaz zdrowia 

i siły. Christina wiedziała, że gdyby jej 

trafiło się półtora dnia bez snu, wyglšdałaby jak cień. Lot miał 

trwać krótko. Christina zajęła miejsce przy oknie obok Adama, 

który natychmiast zapadł w drzemkę. Bez wštpienia obudzi się 

œwieży jak po oœmiu godzinach snu, pomyœlała. 

Perspektywa czekajšcej ich jazdy samochodem napawała jš niechęciš. 

Z poprzednich wypraw pamiętała, że droga do domku jest długa i 

ucišżliwa. Miała 
wštpliwo

œci, czy przez ostatnie lata cokolwiek zmieniło się na 

lepsze. Przecież to było całkowite odludzie, a do takich miejsc 

nie doprowadza się dobrych dróg. 

Trzeba przyznać, że podróż po wertepach, jakš odbyła majšc 
trzyna

œcie lat, utkwiła jej dokładnie w pamięci. Podejrzewała, iż 

teraz też nie będzie to szczyt marzeń. Zwłaszcza w krępujšcym 
towarzystwie Adama. 

Pracownik filii czekał przed wyjœciem z lotniska. Christina z 

poważnš minš obserwowała, jak płaszczy się przed Adamem. 

Zaprowadził ich do range rovera, który na wypadek zmiany pogody 

został zaparkowany pod dachem. 

œ Pogoda nie zmieni si栜 zapewniła Christina. 

œ Pan Palmer poinstruował kogo trzeba, że ma być sucho. 

Chłopak oblał się rumieńcem, nie bardzo pewien, do czego odnosi 

się ta uwaga, a Adam uœmiechnšł się rozbawiony. 

œ Speszyłaœ faceta jak diabli œ mruknšł, gdy wsiadali do 
samochodu. 

œ Naprawdę? œ odpowiedziała głosem niewiništka. Patrzyła na 

ponury, wietrzny krajobraz i marzyła, by znaleœć się teraz w 

Londynie i fotografować psy pani Molton. œ A już myœlałam, że 

faktycznie rozmawiałeœ z najwyższymi mocami i wydałeœ odpowiednie 

instrukcje na najbliższe trzy dni. Rozczarowałeœ mnie, Adamie! 

background image

œ Tak? A ty mnie nie. Zawsze potrafisz mnie rozœmieszyć. Nawet gdy 

jest mi zimno, padam z nóg ze zmęczenia i udaję się w podróż, na 
którš wcale nie mam ochoty. 

Christina popatrzyła na niego ze zdziwieniem. Czy naprawdę uważał, 

że jest zabawna? Dotychczas nie dał tego po sobie poznać. 

Nie bardzo wiedziała, czy to komplement, czy też raczej powinna 

poczuć się obrażona. Zastanawiała się, czy woli uchodzić za osobę 
zabawnš, czy za atra

kcyjnš, seksownš kobietę. 

Zmarszczyła czoło, zażenowana faktem, iż w ogóle œmiała pomyœleć, 

że Adam mógłby uznać jš za oobę pocišgajšcš. Było to równie 
prawdopodobne, jak ewentualno

œć, że pani Molton odda psy komuœ 

innemu. 

œ Miejmy nadzieję, że warto œ odparła beznamiętnie, ignorujšc 

uwagę Adama na temat jej osoby. Wolała przesunšć rozmowę na 
bezpieczniejsze tory. 

œ Fiona może się uprzeć i nie zgodzić, by niš rzšdził starszy 
brat. 

œ Dlatego ty tu jesteœ. Fiona ceni twoje zdanie. 

œ Wspaniale œ mruknęła Christina. œ O ile mogę być autorytetem w 
sprawach sercowych. 

œ Wiem od mojej siostry œ rzucił jej krótkie spojrzenie œ że 

między filiżankami kakao a wczesnym zasypianiem było miejsce na 

miłoœć. 

œ Słucham? œ wydukała, czerwienišc się i przysięgajšc, że udusi 

Fionę, jak tylko jš dopadnie. œ Nie, lepiej nie powtarzaj. 

Doskonale słyszałam i mogę tylko powiedzieć, że to nie twoja 
sprawa. 

œ Fakt œ zgodził się. œ Możesz to okreœlić jako naturalnš 
ciekawo

œć. 

œ Nie ma nic naturalnego we wtršcaniu się w moje prywatne sprawy. 
To nie ciekawo

œć, lecz wœcibstwo. Ja cię nie pytam, co robisz ze 

swoimi sympatiami. 

œ Tak Ale zamiast tego wiele rzeczy uogólniasz. 

Rozmowa wymykała się Christinie spod kontroli. Zaczęła manipulować 

przy radiu, aż złapała jednš z lokalnych stacji. 

œ Czy to aluzja? 

œ Nie œpowiedziała z wyraœnym sarkazmem. œAutentycznie interesujš 
mnie wiadomo

œci dla rolników. 

Wydęła usta, patrzšc uparcie przez okno. Czuła, 

że Adam szczerzy zęby w uœmiechu i miała chęć. go uderzyć. Mocno. 
 

ROZDZIAŁ TRZECI 
 

Dobrze, że przynajmniej pogoda dopisywała. Było mroœno, a w 

samochodzie panowało cudowne ciepło. W powietrzu czuło si栜wieżš 
czysto

œć, typowš dla pięknego zimowego dnia w Wielkiej Brytanii. 

background image

Christina wpatrywała się w przesuwajšce się krajobrazy. Pomyœlała, 

że Fiona nie przepada za takimi miejscami, ajuż z całš pewnoœciš 

nie odpowiadały one Simonowi. O ile dobrze go znała, gustował w 

eleganckim otoczeniu. A domek na odludziu do luksusów nie należał. 

Zanim dotarli na miejsce, zrobiło się już ciemno. 

Domek stał na końcu wšskiej alei. Wyraœnie górował nad jeziorem. 

Wiosnš i latem było tu pięknie, ale zimš robił niesamowite 

wrażenie. 

Samochód jechał powoli po wyboistej drodze. Christina rozglšdała 

się, wytężajšc wzrok. Miała wrażenie, że niemal słyszy ciszę 

panujšcš na zewnštrz. Po londyńskim zgiełku poczuła się tak, jakby 

nagle wpadła wjakšœ czarnš dziurę, zagubiona wczasie i 
przestrzeni. 
Roze

œmiała się nerwowo. 

œ Niesamowicie. Nie sšdzisz? Pamiętam, że to właœnie pomyœlałam, 

gdy byłam tu ostatnio z Fionš 

i twoimi rodzicami. I mc się nie zmieniło. 

œ To jest ponadczasowe œ zgodził się zamyœlony. 

œ Nie uważasz, że to urocze miejsce? 

œ Nie œ przyznała szczerze. œ Chyba za bardzo przyzwyczaiłam się 
do wrzawy Londynu. 

œ Dziewczyna z miasta œ mruknšł. Zabrzmiało to jak obraza. 

œ Tam jest praca œ odparła cierpko. Pomyœlała, że nie powinna 

wdawać się w tę rozmowę. 

Pokonali ostatni zakręt. Christina natychmiast dostrzegła, że 

domek pogršżony jest w ciemnoœciach. Poczuła œciœnięcie w żołšdku. 

Owładnęły niš złe przeczucia. Adam zrobił kwaœnš minę. Zatrzymał 
samochód przed wej

œciem i spojrzał na niš. 

œ Nie widz栜wiatła. A ty? 

Christina nie odpowiedziała. Rozpaczliwie rozglšdała się, czy 
gdzie

œ nie stoi samochód. Ale nic nie widziała. Ani samochodu, ani 

œwiatła, ani Fiony. 

œ Pewnie gdzieœ wyskoczyli na chwil栜 powiedziała bez 
przekonania. 

œ Wyskoczyli? Dokšd? Do miejsćowego nocnego lokalu? Tu nie ma 
gdzie pój

œć. 

Patrzył na niš z wyraœnym zniecierpliwieniem. Christina poczuła, 

że narasta w niej złoœć. 

œ Może wejdziemy? œ zaproponowała, starajšc się robić dobrš minę 

do złej gry. Wysiadła z samochodu, me dajšc Adamowi szansy na 

dalsze oskarżanie. 

Kto wie? Może Fiona i Simon byli w domku. Może urzšdzili sobie 
romantyczny wieczór przy zgaszonym 

œwietle, a samochód zaparkowali 

z drugiej strony. Może, może, może. Wiedziała, że chwyta się 

brzytwy. Tak bardzo nie chciała być sam na sam z mężczyznš, który 

background image

wcišż robił na niej wrażenie, choć usiłowała to sobie 

wyperswadować. 

Adam z ponurš minš otworzył drzwi domku. 

œ Tyle zachodu z powodu waszych cholernych, babskich tajemnic œ 

powiedział ze złoœciš. œ Ani œladu życia. A może œcišgnęłaœ mnie 

tu na polowanie na dzikie gęsi? 

Nie dał jej czasu na odpowiedœ. Zapalił œwiatło i od razu wyszedł. 

œ Dokšd idziesz? œ krzyknęła Christina, wybiegajšc za nim. 

Nie odpowiedział. Wycišgnšł tylko bagaże z samochodu i wrócił do 
domku. 

œ Nie martw się. Korci mnie co prawda, żeby cię tu zostawić, ale 

możesz być pewna, że tego nie zrobię. Ciekawe, po co mnie tu w 

ogóle cišgnęłaœ? 
R

zucił walizki na podłogę. Christina poszła za nim do kuchni, 

w

œciekła, że Adam jš obwinia za wszystko. Jš! Jakby to ona 

przywlokła go tutaj na siłę. Jakby przystawiła mu pistolet do 

głowy i domagała się współpracy. A przecież było odwrotnie! 

œ Nie cišgnęłam cię tutaj! Jak w ogóle możesz mówić coœ takiego. 
To nie moja wina! 

œ A więc czyja? Przecież powiedziałaœ, że Fiona tu jest. Prawda? A 

może wszystko to sobie z góry ukartowałaœ, wiedzšc, że moja 
siostra jest gdzie indziej... zapewne tysišce kilometrów stšd! 

Chyba oszalałem, skoro uwierzyłem twoim słowom. Mogłem 

przypuszczać, że to spisek. Może nawet to był twój pomysł, żeby 

wyjechali? Może uwagi o różnicach dzielšcych Fionę i Simona miały 

mnie tylko zmylić? Przecież jesteœ sprytna. Wiadomo, cicha woda 
brzegi rwie! 

œ Przyglšdał się jej bacznie, aż poczuła się 

nieswojo. 

œ A może był inny powód, dla którego mnie tu œcišgnęłaœ? 

œ Na litoœć boskš, o czym ty mówisz? œ wysapała nerwowo. 

œ Nie domyœlasz się? œ Skrzywił się cynicznie. 

œ Może œcišgnęłaœ mnie, bo myœlałaœ, że na tym odludziu zrodzi się 
uczucie, którego kiedy

œ pragnęłaœ... 

Czuła, jak blednie. Drżała, bliska utraty panowa-. nia nad sobš. 

Ale na to nie mogła sobie pozwolić. Trudno, niech gada, co chce. 

œ Nawet nie zamierzam odpowiadać na te bzdury. Ale wiedz, że 

trzeba być niesłychanie zarozumiałym, żeby wymyœlić coœ takiego! 

œ Pragniesz mnie jeszcze po tych wszystkich latach? 

œ No pewnie! Jakżeby inaczej! Ja... œ Wzięła głęboki oddech. œ 

Skšd mogłam wiedzieć, że Fiona zrezygnuje z przyjazdu tutaj? 

œ A kobieca intuicja? Czy to może jedna z tych rzeczy, których ci 
brak? 

Zapadła martwa cisza. Christina zarumieniła się. Jedna z tych 

rzeczy? Pewnie jeszcze wyglšd. Seksapil. Czy o to mu chodziło? Czy 

to były te rzeczy, których ponoć brakowało w jej życiu? 

Adam wyjšł z kredensu dwa kubki. Christina obserwowała w 

milczeniu, jak nalewa kawę, siada przy stole i pije. 

background image

Żadne z nich nie zdjęło płaszcza. 

œ Przyniosę trochę drewna œ oznajmił Adam 

œ i spróbuję rozpalić w kominku. W przeciwnym razie zamarzniemy. 

Christina wcišż nie mogła odzyskać równowagi. Fantastyczne domysły 

Adama odebrały jej mowę. Siedziała w milczeniu, przyglšdajšc się 

mu. Miał silne ciało, mocne ręce i szerokie ramiona. Wzbudzał 

zaufanie. Umiał sobie radzić w każdej sytuacji. Nawet takiej, jak 
ta. Je

œli powiedział, że przyniesie drewno i rozpali ogień, to 

zrobi to z pewno

œciš. Choćby w tym celu musiał œcišć drzewo. 

Od kiedy sięgała pamięciš, zawsze myœlała, że Adam potrafi 

wszystko. Imponowało jej to i pocišgało. Nawet gdy dorosła i 
zr

ozumiała, że przecież nikt nie potrafi wszystkiego, a chłodna 

logika zastapiła 

dziewczęce zadurzenie, wcišż wierzyła, że Adam Pal- mer może 

osišgnšć tyle, ile niewielu innych mężczyzn. 

Czy to samo widziały w nim inne kobiety? Tę siłę? 

Boże, gdyby Adam umiał czytać w jej myœlach, umarłby ze œmiechu. 

Na dodatek byłby przekonany, że jego domysły sš zgodne z prawdš. 

œ Zawsze możemy wrócić do domu œ odezwała się w końcu, odpędzajšc 

natrętne myœli. 

œ Nie bšdœ œmieszna. Nie uda nam się dojechać na lotnisko, aby 

złapać powrotny lot do Londynu. A poza tym muszę odpoczšć, zanim 

znów usišdę za kierownicš. 

Christina zajęła miejsce naprzeciwko Adama. Choć była w płaszczu, 

zaczynała odczuwać zimnoœ. żałowała, że nie wzięła z domu 

rękawiczek. 

œ Bardzo mi przykro, że przedsięwzišłeœ tę podróż na darmo œ 

powiedziała cicho œ ale nie ja cię na niš namawiałam. 

œ To prawda. - Przeczesał włosy palcami i oparł głowę na ręku. Od 

chwili gdy wyruszyli w drogę, po raz pierwszy wyglšdał na 

zmęczonego. 

œ Zrobić coœ do jedzenia? 

œ Nie ma dużego wyboru... œ Spojrzał na niš. 

œ Stary Frank, który od czasu do czasu tu zaglšda, pilnuje, żeby 

było coœ do jedzenia w kredensie, ale to tylko podstawowe 
produkty. 

Wstała, zadowolona, że znów przeszli na neutralne tematy. 
Zwyczajna rozmowa 

była tym, czego najbardziej potrzebowała. 

œ Nie ma sprawy. Wierz mi. Gdy jestem wyjštkowo zajęta, często nie 
jem nic. 

Odwrócona plecami do Adama, buszowała w szafkach, usiłujšc znaleœć 
co

œ odpowiedniego. 

œ To wida㠜 powiedział cicho. œ Jesteœ bardzo szczupła. 

Słowa te przyjemnie połechtały jej kobiecš próżnoœć. Na ułamek 

sekundy znieruchomiała. 

background image

Szybko postanowiła zmienić temat. Zapytala, skšd zamierza wzišć 
drewno. 

œ Z szopy. œ Wstał i przecišgnšł się leniwie. œ Miejmy nadzieję, 

że nie zawilgło i się rozpali. œ Podszedł 

do niej tak blisko, że mówił jej prosto w ucho. 

œ W przeciwnym razie będziemy musieli pomyœleć 

o innym sposobie rozgrzania się. 

Christina odwróciła się gwałtownie. 

œ Po moim trupie œ warknęła. Adam rozeœmial się. 

œ To tylko niewinny dowcip. Nie ma potrzeby chwytać za broń. Jak 

już mówiłem, twoja panieńska czeœć jest przy mnie całkiem 
bezpieczna. 

Wyszedł z kuchni, cicho chichoczšc. Christina pomyœlała, że to 
wcale nie jest 

œmieszne. Ale, widać, Adam uważał inaczej. 

Poczuła się dotknięta. Nawet przy bujnej wyobraœni trudno było 

uznać jš za kokietkę. A z pewnoœciš nie miała w sobie nic, co 

mogłoby pocišgać Adama. Jego insynuacja była tylko próbš 
na

œmiewania się z niej. Podobnie jak uwagi o piciu kakao. Drobne 

szyderstwa pod jej adr

esem. Och, powinna postarać się nie 

przejmować. 

Zajęła się przygotowywaniem czegoœ do zjedzenia. Znalazła parę 

puszek. Stwierdziła jednak, że z prażonej fasoli, peklowanej 

wołowiny i makaronu z serem nie sposób zrobić nic apetycznego. 

Usłyszała trzaœnięcie frontowych drzwi. Krzštała się w kuchni, 

obserwujšc kštem oka, jak Adam zdejmuje nieprzemakalnš kurtkę i 

rozpala ogień. Jego ruchy były szybkie i pewne. Nie minęło 

piętnaœcie minut, a miejsce przejmujšcego chłodu zaczęło wypełniać 

przyjemne ciepło. 
Chr

istina zdjęła płaszcz, a po chwili sweter. W kilka minut 

œniej Adam wszedł do kuchni. Jedzenie stało na stole. 

œ Nic lepszego nie mogłam zrobi㠜 uprzedziła jego ewentualne 
uwagi. 

œ Wartoœciowa dieta œ zauważył Adam, siadajšc. 

œ Fasola jest bardzo zdrowa. 

Usiadła naprzeciwko niego i uœmiechnęła się z przymusem. 

œ Gdybym była prawdziwš kucharkš, mogłabym zrobić z tego coœ 
bardziej apetycznego. 

œ I zmarnować szansę sprawdzenia, czy smakuje tal, jak wyglšda? œ 
U

œmiechnšł się, a jej znów przemknęła przez głowę myœl, że jest 

niewiarygodnie męski. Na jego twarzy często malowała się 

arogancja, ale kiedy się uœmiechał, trudno mu było odmówić 

wdzięku. 

œ Właœciwie to miła odmiana trafić na kobietę, która nie usiłuje 

za wszelkš cenę krzštać się po mojej kuchni i udowadniać, że jest 

wspaniałš kucharkš. 

Christina uniosła brwi. 

background image

œ Ale z ciebie szczęœciarz œ zadrwiła. œ Nie znam wielu mężczyzn, 
którzy pogardziliby czym

œ takim. 

œ To zależy. Jak chce się mieć kobietę uległš... 

œ Wzruszył ramionami. œ A czy ty kiedykolwiek byłaœ 
komu

œ uległa? œ zapytał jakby od niechcenia, patrzšc 

w talerz. 

œ Mam nadzieję, że nie œ odrzekła podobnym 
tonem. 

œ Nie œcierpiałabym myœli, że jestem plastelinš 

w czyich

œ rękach. Ale dobrze, że jest ciekło, prawda? 

œ zmieniła temat. 

œ Nie ma nic lepszego od prawdziwego ognia. Czy ty nigdy nie byłaœ 

zakochana po uszy? Nawet w... Jak on miał na imię?... Jim? Gary? 

0, nie, już sobie 

przypomniałem: Greg. Od naszej wspólnej znajcnej wiem, że trochę 

poprzestawiał twoje ukladne życie. 

œ Fiona nie miala prawa rozmawiać z tobš na ten temat œ warknęła, 
upokorzona. 

œ Może uznała, że to nie tajemnica. A była niš? 

œ Czy była czym? œ Serce Christiny boleœnie zabiło. Nie należała 

do osób lubišcych rozmawiać na swój temat, a zwłaszcza z Adamem. 

œ Tajemnicš. Wstydziłaœ się go? 

œ Oczywiœcie, że nie œ skłamała z całš gwałtownoœciš. œ Dlaczego 

miałabym się wstydzić? 

œ No cóż, raczej nie nazwałbym Grega Robinsona mężczyznš, o jakim 

każda matka marzy dla swojej córki. 

Christinie zaczynało kręcić się w głowie. Najchętniej zamknęłaby 

oczy i uznała tę rozmowę za niebyłš. Ale nie mogła. Nie w chwili 
gdy Adam prze

œwietlał jš wzrokieri. 

Znasz go? 

œ zapytała słabym głosem. 

Przytaknšł, nie odrywajšc oczu od jej twarzy. 

œ Jakiœ czas temu chciał nawišzać bliższš znajomoœć z Fionš. Nie 

udało mu się, więc dał jej do zrozumienia, że chętnie zapoznałby 
którš

œ z moich znajomych. Zaczšłem go baczniej obserwować i 

odkryłem, iż jest pozbawiony skrupułów. Pewnie dlatego Fiona 

powiedziała mi, że się z nim œpotykasz. Martwiła się o ciebie, ale 

nie chciała ci o tym mówić. 

Christiie tak zaschło w gardle, że nie mogła wydusić słowa. Adam 

Palmer wiedział o jej prywatnym życiu więcej niż ona sama. Zalała 

jš kolejna fala okropnego upokorzenia. Nienawidziła Adama. 

œ Nie rozumiem, z czym te rewelacje majš zwišzek 

œ rzekła zduszonym głosem. 

œ Zastanawiałem się, czy to dlatego rzuciłaœ się w wir pracy. 

œ Pracuję, bo tak œię składa, że to lubi栜 od-. parowała, 

starajšc się zachować spokój. œ Greg był pomyłkš. Przyznaję. Ale 
wsz

yscy je popełniamy. Mogę jedynie powiedzieć, że dał mi nauczkę. 

Jestem 

background image

œ uœmiechnęła się złoœliwie œ uodporniona na tak zwany męski 

wdzięk. 

Skończyła jeœć i zaniosła swój talerz do zlewu. Ostrożnie umyła go 

i zostawiła na suszarce. Wytarła 

ręce. 
Jak my

œlisz, o której będziemy mogli jutro wyjechać? œ zapytała. 

œ Nie lubisz, jak ci zadaję osobiste pytania, co? 

œ Patrzył na niš uważnie, aż poczuła, że ma nogi jak z waty. 

œ A kto lubi? œ odpowiedziała pytaniem na pytanie. 

œ Znamy się od lat œ rzekł, a Christina zaczęła się zastanawiać, 

czy Adam naprawdę sšdzi, że dkigoletnia znajomoœć upoważnia go do 

zadawania takich pytań. 

œ Nie rozumiem. 

œ Tak? A więc nie jesteœ tak mšdra, jak przypusz 

czałem. 

Christina pragnęła, by Adam wreszcie przestał się na niš gapić. 

Okropnie jš to żenowało. Przecież była œwiadoma własnych 

niedostatków. Kuliła się w sobie na samš myœl, że œ być może œ 
porównuje jš z innymi kobietami. 

Zapytała, czy skończył jeœć i wycišgnęła rękę, żeby zabrać talerz. 

Adam chwycił jš za nadgarstek. Ruch był tak nagły i nieoczekiwany, 

że na moment znieruchomiała. Usiłowała się uwolnić. Bezskutecznie. 

œ Nie ugryzę ci栜 mruknšł rozbawiony. 

œ Puœć mnie! 

Spełnił jej proœbę. Christina cofnęła się. Była purpurowa ze 

złoœci. Chciało jej się płakać. Ale nie mogła mu dać takiej 

satysfakcji.. Niech lepiej nie wie, jak bardzo wstrzšsnęło niš to 

dotknięcie. 

Stała, masujšc rękę i starajšc się przywrócić twarzy normalny 
wyraz. 

œ Dlaczego to zrobiłeœ? œ zapytała. 
Adam u

œmiechnšł się leniwie. 

œ Nie chciałem, żebyœ pomnie zmywała. Naprawdę nie jestem aż takim 

męskim szowinistš, za jakiego mnie uważasz. œ Wstał i pogwizdujšc 

podszedł do zlewu. 

œ Możesz iœć do saloniku. Zaraz przyniosę kawę. 

Przez kilka sekund wahała się, po czym posżła. Usiadła przy 
kominku w jednym ze starych, ale bardzo wygodnych foteli. 

Rozejrzała się wokół. Zastanawiała się, jak często korzystano z 
domku po 

œmierci rodziców Fiony i Adama. Za ich życia regularnie 

przyjeżdżano tu na wakacje. 

Wiedziała, iż Fiona rzadko tu bywa. Była pewna, że Adam też nie 

jest częstym goœciem. Nie wyglšdał na człowieka, którego kusi 

letni domek w dziczy. Poza tym nie wyobrażała sobie, by któraœ z 

kobiet, z którymi go widywała, mogła poradzić sobie w tak 
prymitywnych warunkach. 

background image

Pochłonięta myœlami, nie zauważyła wejœcia Adama. Dostrzegła go 

dopiero, gdy podał jej kubek z kawš, usadawiajšc się naprzeciwko 
niej. 

œ Jakie masz teraz plany odnoœnie Fiony? œ zapytała z 

zainteresowaniem, dmuchajšc na goršcš kawę. 

œ A jakie mogę mieć? Nie mam pojęcia, gdzie jest. Pozostaje mi 

tylko czekać, aż się pojawi. I żywić nadzieję, że ten drań w tym 

czasie nie namówi jej na małżeństwo. 

œ O tym ona decyduje - podkreœliła Christina, czujšc się nieco 

pewniej, ponieważ znowu wkroczyli na neutralny grunt. 

œ Czy pamiętasz, żeby moja siostra zrobiła cokolwiek racjonalnego? 

œ Przecież poszła na kurs dla sekretarek. 

œ Za mojš namowš. Uważałem, że powinna zdobyć pewnš niezależnoœć 
finansowš, nawet je

œli nie było to wtedy konieczne. Ludzie muszš 

œwiadomie kierować swoim życiem i mieć w nim jakiœ cel. 

œ Zgadzam się. 

œ Wiem œ powiedział przecišgle. œ W twoim życiu nigdy nie 

brakowało celu. Harowałaœ w co1lgeœu, a teraz przy zdjęciach. 

œ Mówisz tak, jakbyœ czynił mi zarzut œ zaperzyła się Christina. 

œ Podziwiam to w tobie. 
Pomy

œlała, że jest zatem przedmiotem podziwu, ale niepożšdania. 

Czyż to nie œmieszne, jak łatwo mężczyœni szufladkujš kobiety? Sš 

żony, kochanki i kobiety robišce karierę. Tym ostatnim brak 
seksapilu. 

œ Dziękuj栜 powiedziała uprzejmie. œ Wkładam w pracę dużo serca. 

To dziedzina, w której panuje ostra konkurencja. Nie mogę sobie 

pozwolić na siedzenie z założonymi rękami i czekanie, aż ktoœ mi 
co

œ zleci. 

œ A jak właœciwie zdobywasz zamówienia? œ zapytał, odstawiajšc 

pusty kubek na stół. 

œ Namawiajšc potencjalnych klientów. 
Po raz pierwszy rozmawiali o pracy Christiny. Zazwyczaj prowadzili 
tylko krótkie, uprzejme rozmowy w obecno

œci innych. Tym razem cała 

uwaga Adama była skupiona na Christinie. Dlatego czuła się dziwnie 

skrępowana. Jakby robiła coœ, czego nie powinna. 

œ Możesz nam się przydać do robienia zdję㠜 powiedział. 

œ Nie ma potrzeby. Mam pod dostatkiem pracy. 

œ Nie wštpi栜 rzekł łagodnie. œ Normalnie korzystamy z usług 
naszych fotografów. Ale jednemu z pism nie idzie ostatnio zbyt 

dobrze. Może œwieże spojrzenie mogłoby coœ zmienić. 
Christina tylko u

œmiechnęła się uprzejmie. 

Wydawnictwa, którymi kierował, oferowały szeroki wachlarz 

luksusowych czasopism. Kiedy Christina zaczynała pracę, Fiona 

sugerowała, żeby zaczepiła się u Adama. Nie chciała. Za bardzo 

pachniało to proszeniem o przysługę. A na to me pozwalał jej 
honor. 

background image

Zaczęła więc samodzielnie zdobywać klientów. Nie było łatwo, ale 

przez całe lata dawała sobie radę, co napawało jš durnš. Nie da 

się skusić Adamowi Pal- merowi, chcšcemu jej rzucić jałmużnę. 

Wcale nie zasklepiła się w pracy po fatalnej, żenujšcej znajomoœci 

z mężczyznš, którego wszyscy, oprócz niej, znali jako niegodziwca. 

Popijała więc chłodnš kawę i nie odpowiadała. Adam wcišż czekał. 

œ No co œ ponaglił j𠜠me chciałabyœ trochę popracować w mojej 

firmie? Gwarantuję doskonałe wynagrodzenie. 

œ Nie wštpi栜 odparła z rezerwš. 

œ Będziesz musiała pokazać mi swoje papiery. 

œ Jasne œ mruknęła niewyraœnie. Udała, że ziewa i wstała. œ W 

której sypialni mam się położyć? 

œ W której chcesz œ powiedział z roztargnieniem. Miała wrażenie, 

że się obraził, bo odrzuciła jego propozycję. Na myœl o tym 
u

œmiechnęła się. œ Napaliłem w obu, więc możesz wybrać. 

œ Nie zamierzasz spać? 

œ Jeszcze nie œ rzucił pożegnalnym tonem. 

Zabrała torbę i wyszła z saloniku. Adam wcišż wpatrywał się w 

ogień. 

Wybrała sypialnię, którš pamiętała z dawnych lat. Dzieliła jš 
kiedy

œ z Fionš. 

Umyła twarz nad umywalkš. Postanowiła, że wykšpie się następnego 

ranka, przed wyjazdem. Wskoczyła pod kołdrę i poczuła cudowne 
ci

epło. 

Wyjęła ksišżkę, którš zabrała w podróż. Nie przeczytała wiele, bo 

wkrótce ogarnęła jš sennoœć. Odłożyła ksišżkę i zgasiła lampkę. 

Leżała w ciemnoœci. Senne myœli kryły wokół Adama. Czy naprawdę 

podejrzewał, że zwabiła go, żeby spędzić z nim kilka godzin? 

Zdesperowana kobieta, chcšca wykorzystać chwilę słaboœci próżnego 

uwodziciela. Głos rozsšdku mówił, że nie. Przecież prowokowanie to 

domena Adama. To cecha, z którš się urodził. I choć nie dała się 

złapać na przynętę, jego insynuacje nadal nie dawały jej spokoju. 

Postanowiła pomyœleć o Fionie. Dokšd pojechała? Czy zrobiła ten 

okropny błšd i poœlubiła Simona za plecami brata? Jeœli tak, to 

musiała być bardzo odważna, bo ona sama nie potraiła wyobrazić 
sobie czego

œ straszniejszego niż wœciekły Adam. Nie zły, ale 

naprawdę wœciekły. 

Powoli zapadała w sen. 

Gdy znów otworzyła oczy, nie miała pojęcia, która godzina. Ale 

była pewna, że to nie ranek. Na dworze panowała ciemnoœć, a ogień 

w kominku jeszcze nie zgasł. 

Wysunęła się spod kołdry, drżšc z zimna. Założyła szlafrok i 

wšskim korytarzem poszła w stronę kuchni. 

W domku nie było mleka, a na kawę wcale nie miała chęci. Będzie 

musiała zadowolić się szklankš wody. 

background image

Na palcach weszła do kuchni. Zaczęła szperać w poszukiwaniu 

szklanki i ostrożnie odkręciła kran. Nie chciała hałasować, żeby 

przypadkiem nie obudzić Adama. 

Wracała już do sypialni, gdy kštem oka dostrzegła postać 

wycišgniętš na krzeœle. Zatrzymała się zdziwiona. 

To Adam spał na krzeœle. 

Podeszła bliżej, zafascynowana odkryciem, że podczas snu wygišda 

młodziej. Oddychał równo. Nie chrapał. Było w nim coœ ogromnie 
podniecajšcego. 

Delikatnie potrzšsnęła nim. Przecież jak wygaœnie w kominku, 
zmarzilie na ko

œć. Potrzšsnęła znowu. Pochyliła się nad nim tak 

nisko, że ich twarze dzieliło tylko kilka centymetrów. 

œ Adam œ wyszeptała łagodnie. œ Adam, obudœ się. Musisz iœć do 

łóżka. Nie możesz tu spać. 

Otworzył oczy i popatrzył na niš nieprzytomnie. W ciemnoœci nie 

mogła dostrzec jego miny, ale czuła, że jest zdezorientowany. 
Pomy

œlała, że był nieludzko zmęczony, skoro tak zasnšł. 

Chciała pogłaskać go po twarzy. Adam musiał odgadnšć jej myœli, bo 

przycišgnšł jš do siebie. Westchnšł, gdy zetknęły się ich usta. 

Z poczštku pocałunek był ciepły i senny. Po chwili stał się 

mocniejszy. Adam zanurzył palce w jej włosach. Jego usta miały 

moc, która rozchyliła jej wargi i wywabiła niecierpliwš, goršcš 
odpowied

œ. Christina jeszcze nigdy tak się nie czuła. Pocahnki 

Grega były całkiem inne. Miękkie i długie. Nudziły jš. 

Cichy jęk wyrwał się z jej ust. To tylko zwiększyło siłę 

pocałunku. Język Adama penetrował jej usta, póœniej szyję. 
Takiej blisko

œci we dwoje jeszcze nigdy nie doznała. Nabrzmiałe 

piersi oddalone były zaledwie o kilka centymetrów od jego ust. 

Przepełniona szalonym uczuciem wyobraziła sobie, że Adam je 

całuje. 

Ale nie spodziewała się, że to zrobi. Zaszokowanš i speszona 

cofnęła się, gdy poczuła przez koszulę wilgotne i spragnione usta. 

œ Co ty robisz? œ zapytała, cała drżšca. Niepewnym krokiem 

przeszła przez pokój i zapaliła œwiatło. 

œ Zwariowałeœ? Żeby tak mnie całować.., kochać... 

Miejsca, których dotykał, wcišż pulsowały. Christina nie patrzyła 

na Adama. Tylko przelotnie uchwyciła zdziwienie, malujšce się na 

jego twarzy. Gdy po chwili podniosła wzrok, dostrzegła zawziętoœć. 

œ Na miłoœć bosk𠜠warknšł œ przestań robić z igły widły. To był 

tylko pocałunek. Nie gwałt. 

œ Nie o to chodzi! Nie chcę, żebyœ mnie tak traktował! 

œ Przestań zachowywać się jak przestraszona dziewica. Nie jesteœ 

już nastolatkš. Jesteœ kobietš. 

To rozzłoœciło jš jeszcze bardziej. Zwœciekłoœci nie mogła znaleœć 

odpowiednich słów. 

œ To nie daje ci prawa, żeby... żeby... 

background image

Nie odpowiedział. Ale po ciemnym rumieńcu, który oblał jego twarz, 

zorientowała się, że dobrze wiedział, o co jej chodzi. 

œ Jesteœ przewrażliwiona œ mruknšł wstajšc. Christina 

automatycznie cofnęła się. Ten podœwiadomy gest zasępił go jeszcze 
bardziej. 

Mówiła sobie, że jest kobietš sukcesu i musi panować nad swoim 

życiem. Ale w tym ciemnym, obcym pokoju czuła się tak, jakby była 

we władaniu wszystkich niepożšdanych uczuć i przewrotnych myœli. 

œ Nie, nie jestem! œ wyrzuciła z siebie. œ Wszyscy jesteœcie tacy 

sami, wy mężczyœni! 

œ Nie myl mnie z tym próżniakiem, który zwabił cię do łóżka œ 

odparł krótko, ruszajšc w jej stronę. Christina cofnęła się 
jeszcz

e dalej. Plecami przylgnęła do œciany. Wiedziała, że oboje 

sš tak samo w

œciekli. 

œ A to dlaczego? œ zapytała. œ Jesteœ takim samym kobieciarzem jak 
on. 

œ Ale me wyzyskuję kobiet! 

œ Nie? Przypomnij mi, żebym poprosiła o potwierdzenie jednš z 
tych, które 

znałeœ! 

Mierzyli się wzrokiem z milczšcš wœciekłoœciš. Po chwili Adam 

odezwał się zadziwiajšco delikatnym tonem: 

œ Musiał cię naprawdę zranić. 

Te słowa ujęły jš. Patrzyła na Adama i pragnęła wyrzucić z siebie 

wszystko, choć jeszcze kilka minut temu szczerze go nienawidziła. 

œ Wykorzystał mnie œ powiedziała, patrzšc w bok. 

œ A kto lubi być wykorzystywany? 

œ Nikt œ odparł cicho. 

Christina rzuciła mu krótkie, kontrolne spojrzenie. 

œ Chyba nie mówisz na podstawie własnego doœwiadczenia œ 

zasugerowała niepewnie. 

œ Zdziwiłabyœ się, gdyby tak było œ odparował i wyszedł z kuchni, 

zanim Christina zdšżyła zastanowić się nad jego słowami. 

Wróciła do sypialni. Układajšc się do snu, pomyœlała, że 

następnego dnia wszystko wróci do normy i to przygniatajšce jš 
ko

szmarne uczucie wstydu minie. Pewnie będzie się sama z siebie 

œmiać. 

Zamknęła oczy i czekała, aby wybawił jš ranek. 
 

ROZDZIAŁ CZWARTY 
 

Dzień wstał złowieszczo szary. Ku niekłamanej radoœci Christiny 

Adam zaproponował niezwłoczny wyjazd. Było jej to wyjštkowo na 

rękę. 

œ Nie mogę dać się tutaj uwięzić w œniegu œ powiedział, wyglšdajšc 
przez okno. 

œ Jutro mam kilka bardzo ważnych spotkań. 

background image

Christina znała jeszcze parę innych, równie ważnych powodów, dla 

których nie powinni zostać. 

Wcišż nie mogła zapomnieć, jak podziałały na mš pocałunek i 
blisko

œć Adama. Nieprawdopodobne uczucie, na które czekała od lat. 

Ale nie pozwoli, by zawładnęło ono jej myœlami. Uciekała od tego 

jak spłoszony koń. 

Rozważanie wydarzeń ostatniej nocy i tak nie doprowadzi do żadnych 

wniosków. Po rozstaniu z Gregiem spędziła doœć czasu na myœleniu. 

Podjęła wtedy decyzję, że musi unikać bliższych znaj 0- moœci z 

mężczyznami. A znajomoœć z Adamem Palmerem w ogóle nie wchodziła w 

grę. Zbyt wiele ich dzieliło. Droga na lotnisko upłynęła w 
milczeniu. 

œ Przypuszczam œ rzekł Adam, gdy wsiadali do samolotu œ iż jesteœ 

zadowolona, że wyprawa się nie powiodła. Od poczštku byłaœ jej 
przeciwna. 

œ Nie sšdzę, żeby udało się nam coœ osišgnšć, nawet gdybyœmy ich 

zastali. Nie można mówić innym, co majš robić ze swoim życiem. 

Zamknęła oczy. Domyœlała się jednak, że Adam na niš patrzy. Z 
pewno

œciš wyglšdała okropnie. Postanowili natychmiast wyjechać, 

więc nie zdšżyła się wykšpać. Czuła się niechlujnie. Kosmyki 

spiętych włosów niesfornie opadały jej na twarz. Co chwilę je 

odgarniała. 

œ Może masz racj栜 zgodził się Adam. 

œ Naprawdę? œ rzekła chłodno. œ Chcesz powiedzieć, że się w czymœ 
zgadzamy? Do czego to dochodzi. 

œ Zapewne zgadzalibyœmy się również w wielu innych sprawach, 
gdyby

œ nie była przez cały czas taka najeżona. 

Christina u

œmiechnęła się słodko. 

œZabawne, że taka jestem tylko w twoim towarzystwie. 

œ Widać tracę wyczucie, jeœli chodzi o kobiety. 

Ta ostatnia uwaga była wypowiedziana całkiem serio, ale Christina 

odnosiła wrażenie, że Adam w duchu z niej szydzi. Zrobiło jej się 

głupio. Czy w ten sposób chciał przypomnieć, że ostatniej nocy 

wykazał się jednak doskonałym wyczuciem? 

œ Nigdy nie słyszałam czegoœ bardziej egoistycznego œ 

skomentowała, udajšc, że bierze jego słowa za dobrš monet栜 i 

bardziej szowinistycznego. Zakładasz, że jak użyjesz swojego 

wdzięku, to kobiety będš padać jak kręgle? 

œ Wystarczy jedno słowo, żebyœ zaczęła prawić kazania na temat 
moich diabelskich metod 

œ rozeœmiał się głoœno. 

Christina spojrzała na niego i zacisnęła zęby. Pomyœlała, że 

faktycznie Adam urnie grać na ludzkich uczuciach i zręcznie kogoœ 
podpu

œcić. Prowokował jš, po czym z rozbawieniem obserwował jej 

reakcję. 

Zachowała grobowe milczenie przez cały lot. Zamieszanie przy 

wysiadaniu też nie sprzyjało uprzejmym romiowom. 

background image

Gdy opu

œcili lotnisko, Adam zapytał, czy ma jš podrzucić do domu. 

œ Mam samochód na parkingu œ wyjaœnił. 

Christina potrzšsnęła głowš. 

œ Nie, dziękuję. Wrócę taksówkš. Nie chciałabym zajmować twojego 
cennego czasu 

œ dodała. 

Rzucił jej zniecierpliwione spojrzenie, po czym zerknšł na 
zegarek. 

œ Swietnie. W takim razie zostawiam cię tutaj. Dziękuję, że 

wybrałaœ się ze mnš do Szkocji. Nawet jeœli była to chybiona 

misja. Za to spędziliœmy parę godzin razem i uœwiadomiłem sobie, 
ile czasu 

minęło od naszej ostatniej rozmowy. œ Posłał jej zalotny 

u

œmiecli, od którego zadrżało jej serce. œ Czy też raczej... 

czego

œ w tym rodzaju. 

Zarumieniła się. Mówił, jakby wszystkie nieporozumienia były jej 

dziełem. Pewnie uważał, że powinna go za to przeprosić. 

Adam znów spojrzał na zegarek. 

œ Musimy kiedyœ się spotka㠜 mruknšł, ale myœlami był już daleko. 

Na pewno planował dzień. Myœlał o bardzo ważnych spotkaniach i w 

ogóle o swoim bardzo ważnym życiu. 

Uprzejmie przytaknęła. Przez chwilę odprowadzała go wzrokiem, po 

czym rozejrzała się za taksówkš. 

Jadšc do domu, czuła się jakoœ dziwnie. Miała wrażenie, że 

okropnie dużo wydarzyło się w cišgu ostatnich dwudziestu czterech 

godzin. A przecież, jeœli poważniej się zastanowić, właœciwie nic 

się nie stało. Wybrała się na polowanie na dzikie gęsi z 

mężczyznš, który jš ekscytował. I to bardzo. Mały epizod w œrodku 
nocy z pewno

œciš nie miał dla Adama żadnego znaczenia. Tylko jš 

wprawił w zakłopotanie. Podobnie jak kilka słów prawdy o Gregu. To 

tylko utwierdziło w Christinie brak wiary w mężczyzn. 

W domu czekały dwie wiadomoœci, nagrane na automatycznej 
sekretarce. Pierwsza od potencjalnego zleceniodawcy. Christina 

szybko zapisała, czego sobie życzył, żeby móc zgromadzić 
odpowiednie informacje, mm oddzwoni. Druga wiadomo

œć była od 

Fiony, która czeka w domu i blaga o telefon, bo musi pogadać. 

Christina natychmiast wykręciła jej numer. 

œ Gdzie byłaœ? œ zaczęła bez zbędnych wstępów. 

œ Razem z twoim bratem przeczesaliœmy kraj wzdłuż 

i wszerz, żeby cię odnaleœć i żeby Adam mógł przemówić ci do 
rozsšdku. 

Fiona była rozbawiona. Chichotała. 

œ Musisz przyznać, Chrissie, że dobrze zrobiłam, zmieniajšc zdanie 

i nie jadšc tam. Nie umiesz trzymać języka za zębami? Przecież 

prosiłam, żebyœ nie mówiła Adamowi. Wiesz, jaki on jest. 

œ Nie chciałam nic powiedzie㠜 zaprotestowała Christina œ ale 

zmusił mnie perswazjš i szantażem. 

œ Wyobrażam sobie... œ Głos Fiony był ponury. 

background image

œ Całe życie tak się zachowywał wobec mnie. A na pewno od œmierci 
rodziców. 

œ Przystšpmy do rzeczy œ ponagliła Christina, sadowišc się 

wygodnie na podłodze. œ Co z tobš i Simonem? 

Zapadła cisza. Po chwili Fiona odezwała się poważnym głosem, 

jakiego Christina od dawna u niej nie słyszała. 

œ Wszystko skończone. Polecieliœmy do Paryża. Oczywiœcie, na mój 
koszt. Przeprowadzili

œmy długš rozmowę przy bardzo drogim 

obiedzie, za który też ja płaciłam. Już przedtem miałam złe 
przeczucia, ale 

to, co powiedział... œ Westchnęła. œ Niewštpliwie liczył na moje 

pienišdze. Nawet zaczšł mówić o tym, ile zainwestuje w swojš 

karierę! 

œ Moje ty biedactwo œ ze współczuciem powiedziała Christina. 

œ Raczej jestem szczęœciarš. Adam miał rację. Jak zwykle. Czyż to 

nie przygnębiajšce? Wierz mi, że z tej nauczki wycišgnęłam 

wnioski. Nigdy więcej. 

œ Nigdy więcej mężczyzn? 

œ No, nigdy nie mów œnigdyœ œ zaœmiała się Fiona. 

œ Ale powiedz, jak układało się tobie i Adamowi. Musieliœcie 

przeżyć niezły szok. Zjawić się w domku na końcu œwiata i 

stwierdzić, że jesteœcie sšmi. No nie? Możesz się przyznać cioci 
Fi. 

Christina uznała, że czas kończyć rozmowę. Umówiły się na 

spotkanie w następnym tygodniu. 

Od razu zajęła się pracš. To było jej życie. Parę wieczorów w 
tygodniu po

œwięcała na spotkania z przyjaciółkami. Razem szły coœ 

zje

œć lub wypić. Odprężało jš to i od czasu zerwania z Gregiem 

Robinsonem całkowicie jej wystarczało. 

Miała masę roboty. Wcišż zdobywała klientów. Adam trafU w 

dziesištkę, mówišc, że szukała zapomnienia w pracy. Ale to wcale 

jej nie przeszkadzało. Bo niby dlaczego? Praca zawsze będzie czymœ 

stałym w jej życiu. A rozmaici Gregowie będš przychodzić i 

odchodzić, co nie oznacza, że popełni drugi raz ten sam błšd. 

Złapała się na tym, że myœli o Adamie. Jak to się stało, że 

dotychczas się nie ustatkował? Przyczynš nie był brak okazji. A 

przecież w życiu przychodzi taki moment, gdy przelotne flirty 

przestajš bawić i zaczyna się odczuwać potrzebę ustabilizowania w 

normalnym, stałym zwišzku. Nie przypominała sobie jednak, żeby 

Adam był kiedyœ szaleńczo zakochany. Fiona z pewnoœciš doniosłaby 
jej o tym. 

Kiedy spotkała się z przyjaciółkš, dopisywał jej humor. Niemal 

całkowicie wymazała Adama Palmera ze œwiadomoœci. Psy pani Molton 

dały się sfotografować, a zgłoszone telefonicznie zlecenie okazało 

się lukratywnym zajęciem. 

background image

Fiona czekała na niš w restauracji. Christina dostrzegła, że 

przyjaciółka promienieje. Zastanawiała się, czy przypadkiem znowu 

się nie zakochała. Ale nie. Wypiły po drinku. Rozwodziły się nad 

meksykańskš kuchniš. Fiona zapewniła, że w jej życiu nie ma 

żadnego mężczyzny. 

œ Wcišż dochodzę do siebie po ostatnim ataku zaborczej miłoœci 
Adama, skierowanej przeciwko Simonowi 

œ przyznała. 

œ A jak się miewa twój brat? œ od niechcenia spytała Christina. 

Fiona rzuciła badawcze spojrzenie, które Christina dzielnie 

wytrzymała, skupiajšc się na jedzeniu. 

œ œwietnie. Ostatnio nasze drogi nie krzyżujš się zbyt często œ 

zachichotała. œ Pewnie jeszcze nie wybaczył mi œoburzajšcego 
zachowania

œ, jak to okreœlił. 

œ Ależ ma sformułowania œ mruknęła Christina. 

œ Nigdy niczego nie owija w bawełnę. 

œ Fakt. Mówi, że cały czas się sprzeczaliœcie. Czy to prawda? 

œ No nie, było kilka chwil rozejmu œ z rezerwš odrzekła Christina. 

Ciekawe, co jeszcze o niej mówił. Z pewnoœciš nic pochlebnego. 

œ O co się sprzeczaliœcie? 

Christina wzruszyła ramionami. 

œ O różne rzeczy œ wyjaœniła mętnie. Szybko ztnieniła temat, bo 

pieczołowicie wymazywany z pamięci obraz Adama znów pojawił się w 
najbardziej irytujšcy sposób. 

Dalej rozmawiały o sprawach ogólnych. 

œ Jesteœ zaproszona na przyjęcie œ oœwiadczyła Fiona, kiedy się 

rozstawały. œ W następnš sobotę sš urodziny Adama. Mam dla niego 

bombowš niespodziankę. 

œ Nigdy czegoœ takiego nie robiłaœ œ powiedziała zaskoczona 
Christina. 

œ Nie œ zgodziła się Fiona. œ Ale tym razem to co 
innego. 

œI..? 

œ I œ wesoło cišgnęła Fiona œ niech go trochę skręci. Wchodzi do 

domu, a tu wita go tłum ludzi. 

œ Słodki rewanż? zapytała Christina z przebiegłym uœmieszkiem, a 

Fiona przytaknęła. 

œ Oczywiœcie póœniej będzie się dobrze bawił. Ale chcę zobaczyć 

jego minę, gdy wejdzie. 

œ Za żadne skarby nie przepuszczę takiej okazji. Na pewno przyjdę. 
Ta my

œl nie opuszczała Christiny przez półtora tygodnia. Gdy tylko 

czuła się zestresowana lub ztnęczona, wyobrażała sobie minę Adama, 

kiedy przekroczy próg, i natychmiast poprawiało się jej 

samopoczucie. Przypomniała sobie kilka dowcipów, które zrobił im 

wiele lat temu. Obie były za młode i miały zbyt mało wyobraœni, 

aby mu odpłacić pięknym za nadobne. 

background image

Christina specjalnie na tę okazję wybrała się po zakupy i 

starannie dobrała strój. Kupiła czarnš sukienkę, wykończonš przy 

szyi szyfonem, która ładnie podkreœlała jej figurę. 

W sobotę z zadowoleniem popatrzyła w lustro. Strój kosztował 

majštek, ale efekt był niezły. 

Pojechała taksówkš, by œ zgodnie z dokładnš instrukcjš Fiony œ 

zjawić się nie póœniej niż o siódmej trzydzieœci. Dom już pękał w 
szwach. 

Fiona pełniła rolę gospodyni. Przywitała Christinę, przedstawiła 

paru osobom, po czym zniknęła w tłumie. 

Było tam mnóstwo przystojnych mężczyzn i pięknych kobiet. Parę z 

nich Christina pamiętała z poprzednich przyjęć. Trzymały się teraz 

razem. Niewšt pliwie opowiadały sobie o spotkaniach z 
wielbicielami. Nowi go

œcie robili znacznie lepsze wrażenie i w 

cišgu niespełna godziny Christinie udało się z nimi zapoznać. 

Umiejętnoœć nawišzywania kontaktów opanowała przez lata pracy, 

choć w dalszym cišgu na poczštku sztywniała ze strachu. Właœnie 
przyja

œnie rozmawiała z dziennikarzem, który przysięgał, iż jego 

wizyta ma charakter czysto towarzyski, gdy Fiona teatralnym 

szeptem ogłosiła, że czas zgasi㠜wiatło i czekać na wejœcie 
Adama. 

Pokoje ogarnęła ciemnoœć. Jeszcze przez chwilę gdzieniegdzie 

rozlegały si栜miechy i rozmowy, by wkrótce zamienić się w 
konspiracyjne szepty. 
Christina pomy

œlała, że najlepszy numer będzie, jak Adam wystawi 

ich do wiatru i nie przyjedzie. 
Ale przyjech

ał. Po dziesięciu minutach ciszy wszyscy usłyszeli 

odgłos podjeżdżajšcego samochodu, a po chwili szybkie kroki, 

zbliżajšce się do drzwi wejœciowych. 
Christina u

œmiechnęła się, słyszšc chrobot klucza w zamku. Na 

widok Adama przeszedł jš dreszcz. Wysoki, szczupły. Jego postać 
wyra

œnie rysowała się na tle ciemnego nieba. Z hipnotycznš siłš 

przykuwał wzrok. 

Momentalnie zapaliło si栜wiatło i zrobiło się zamieszanie. 

Poleciały serpentyny. Goœcie otoczyli Adama. 

Patrzyła z daleka. Nie zamierzała ulec ogólnemu szaleństwu. 

Widziała, jak Adam z uprzejmš minš przyjmuje życzenia. Trudno 

powiedzieć, o czym naprawdę myœlał. 

Christina poszła do kuchni, która wyludniła się w momencie 

przybycia solenizanta i wcišż była pusta. 

Panował tu przyjemny chłód. Nalała sobie wody i stała, patrzšc 

przez okno. Nie zwróciła uwagi na ciche kroki za plecami. Gdy Adam 

znienacka szepnšł jej coœ do ucha, podskoczyła i oblała sukienkę 

wodš. Odwróciła się i zaczęła się szybko wycierać. Nie miała 

odwagi spojrzeć mu w oczy. Kiedy wchodził do domu, była całkiem 

spokojna, a teraz stała zdenerwowana i zalękniona. 

background image

Adam wcišż miał na sobie ciemnoszary, szyty na miarę garnitur. 

Zdjšł tylko krawat i rozpišł dwa guziki koszuli. Christina rzuciła 

okiem na jego umięœnionš pierœ i czym prędzej odwróciła wzrok. 

œ Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, Adaznie œ wyszeptała. 

œ Nie użyłbym słowa œnajlepszegoœ œ odrzekł. 

œ To sugeruje kolację w restauracji. Albo operę lub teatr. 

Przyjęcie-niespodzianka nie mlœci się w tej kategorii. 

Zrobił sobie dżm z tonikiem. Popijał stojšc i obserwujšc jš znad 
szklanki. 

œ Spodziewam się, że razem z Fionš jesteœcie okropnie zadowolone. 

œ Nie wiem, o czym mówisz œ słabo zaprotestowała Christina. Adam 

znaczšco podniósł brwi. Było w nim coœ niepokojšcego. To tkwiło w 
b

łysku oczu, układzie ust. W ogólnym wrażeniu, jakie robił. 

œ Wiesz dobrze. Zawsze dobrze wiesz, o czym mówię. Po prostu 

czasami wolisz udawać, że nie masz 

pojęcia. To jeszcze jedna z twoich zagadkowych cech. 

œ Dziękuję, że mówisz o mnie jak o stworze z innej planety œ 

odparła bez zastanowienia. œ Czy nie powinieneœ iœć do goœci? 

Spędzili tu bitš godzinę, czekajšc 
:na twoje przyj

œcie. 

œ Na pewno. Z zapartym tchem. Fiona wie, że nie .cierpię takich 

rzeczy. A podejrzewam, że ty też dobrze o tym wiesz. œ Jednym 

haustem opróżnił szklankę. 

Nagle Christinie zachciało si栜miać. Biedny Adam. Jak miło choć 

raz widzieć go w niezręcznej sytuacji. 

œ Chyba się nie domyœlam, o czym mówisz œ powiedziała, tłumišc 
rozbawienie. 

œ Ale i tak dobrze się bawię. œ Dwie lampki 

doskonałego wina uderzyły jej do głowy i czuła się pozytywnie 
nastawiona do 

œwiata. 

œ Też odnoszę takie wrażenie. Czy to dlatego, że przyjęcie jest 

udane, czy dlatego, że naœmiewasz się ze mnie? 

œ Jakżebym mogła. Nigdy nie odważyłabym się z ciebie œmia㠜 

odrzekła, usiłujšc zachować powagę. Ruszyła w stronę drzwi, ale 

zanim zdšżyła je otworzyć, Adairi zastšpił jej drogę. 

œ Ale z ciebie skomplikowana istota œ szydził. 

œ Przekonało mnie o tym nasze małe sam na sam 

w domku w Szkocji. Czyż to nie zabawne, ile można 

dowiedzieć się o kimœ w cišgu dwóch dni? 
Wyra

œnie wpatrywał się w jej usta. Christina zaczęła być naprawdę 

niespokojna. Nie była typem kokietki. A to wyglšdało jej na zabawę 

w flirt. Czy Adam liczył na to, że poruszy jš swym sugestywnym 
spoj

rzeniem? Czuła wprawdzie lekki szmerek w głowie, ale daleko 

jej było do utraty kontroli. Poza tym oboje dobrze wiedzieli, że 
ona nie jest w jego typie. 

background image

œ Zabawne œ zgodziła się chłodno, przenoszšc wzrok z jego twarzy 
na drzwi. 

œ Ale wykorzystałam już swój limit bycia z kimœ sam na 

sam w Szkocji, więc jeœli nie masz nic przeciwko... 
Twarz Adama 

œcišgnęła się bezwiednie. Sprawiło to Christinie 

ogromnš satysfakcję. Nie chciała, żeby podejrzewał, że uległa jego 
urokowi. 

œ Jesteœ twardš zawodniczkš. Prawda, T ino? œ powiedział oschle. œ 

Do wszystkiego podchodzisz z rezerwš. Co wydarzyło się między tobš 

a tym Robinsonem? Udajesz opanowanie, a tak naprawdę wrzesz. Nie 

mylę się, co? W Szkocji przez krótkš chwilę czułem tó. Czy Greg 

odkrył, że nie może tobš manipulować? Czy tak? 

œ Nie chcę tego słuchać! œ Serce Christiny ło 

motało. 

Zignorował jej protest. 

œ Co on ci zrobił? Spałaœ z nim? Byłaœ w nim zakochana? 

œ To nie twoja rzecz. œ Odwróciła się, a jej głos był ledwo 

słyszalny. œ Ja nie wtykam nosa w twoje życie. Nie pytam cię o 

kobiety, z którymi spałeœ. A jeżeli byłam zakochana w Gregu, to 

co? Może jest taki, jak mówisz. Ale i ty nie jesteœ œwietlanym 

przykładem tego, o czym marzy każda kobieta, prawda? 

œ Wiele kobiet nie zgodziłoby się z tob𠜠po- 
wiedz

iał. 

œ A gdzież one sš? œ rzuciła gniewnie. œ Nie widzę kolejki. Jeœli 
rzeczywi

œcie jesteœ tak pożšdanym kandydatem na męża, to dlaczego 

się jeszcze nie ożeniłeœ? Czy może kwalifikacje na dobrego męża 

przejawiajš się w flirtowaniu? 

œ Flirtuj栜 odrzekł metalicznym głosem œ bo nigdy nie było żadnej 

alternatywy. Z tego, co zdšżyłem zaobserwować, instytucja 

małżeństwa stawia bardzo wysokie wymagania. 

œ Twoi rodzice byli ze sobš szczęœliwi! 

œ Nic podobnego. Mój ojciec miał kochanki. Prawdę mówišc, był tak 
p

azernym kobieciarzem, że prowadzenie firmy zeszło na dalszy plan. 

Jak my

œlisz, dlaczego w przedsiębiorstwie panował taki bałagan, 

gdy obejmowałem je po jego œmierci? 

Christina otworzyła usta, ale słowa uwięzły jej w gardle. 

œ Ale... œ wyjškała œ wyglšdali na... œ Jej głos całkiem się 

załamał, gdy dostrzegła grymas na twarzy Adama. 

œ Rzeczywiœcie, wyglšdali. Nawet Fiona niczego nie podejrzewała. 

Sšdzę, że to jedna z tych rzeczy, za które powinienem być 

wdzięczny losowi. Ze przynajmniej ona nie została pozbawiona 

złudzeń. Dlatego, moja droga Tino, jakiekolwiek zaangażowanie z 

mojej strony zakrawa na żart. 

Patrzyli na siebie. Christina czuła się tak, jakby stała na 

krawędzi przepaœci. Bała się oddychać, żeby nie spaœć. 

background image

œ To jeszcze nie daje ci prawa, żeby traktować kobiety, jak ci się 

żywnie podoba œ rzekła. Wcišż kręciło jej się w głowie od tych 
rewelacji. 

œ Wierz mi, że traktuję kobiety tak, jak chcš być traktowane œ 

przerwał i posłał jej przecišgle spojrzenie. œ Możesz zaprzeczyć, 

ale dotykałem cię wtedy w Szkocji, bo tego właœnie chciałaœ. 

Zapadła długa cisza. Christina marzyła o tym, żeby wyjœć. Wydostać 

się z hipnotycznego blasku niebieskich oczu. Ale ciało odmówiło 

jej posłuszeństwa. 

œ Nie! œ próbowała zaprotestować, ale Adam łagodnie się rozeœmiał. 

œ Tak, jak chcesz tego teraz. œ Podniósł rękę i zaczšł powoli 

wodzić palcami po jej obojczyku, dekolcie obramowanym szyfonem, 

piersi. Dotykał brodawki, która stwardniała pod wpływem czułej 
pieszczoty. 

Po chwili dzika, goršca fala rozeszła się po jej ciele, 

mobilizujšc do działania. Cofnęła się i w tym momencie ktoœ z 

zewnštrz popchnšł drzwi. Christina 

szybko uciekła do salonu i zniknęła w hałaœliwym tłumie. 

Wcišż drżała. Zastanawiała się, co się z niš właœciwie dzieje. 

Przecież wszystko w jej życiu było dokładnie poukładane. Dlaczego 

więc cišgle wracała myœlami do Adama? Odtwarzała najdrobniejsze 

szczegóły, dotyczšce jego osoby. Na domiar złego jej własne ciało 

zdradziło jš, reagujšc na pieszczoty Adama zaskakujšcym 

pożšdaniem. 
Ale i tak nigdy nie da 

się zapędzić do jego haremu. Nie jest jego 

kobietš i nie zamierza niš być. 

Przez długoœć pokoju obserwowała Adama. Stał otoczony 

przyjaciółmi, a właœciwie przyjaciółkami. Jednš z nich obejmował. 

Była to wysoka blondynka o typie urody rzucajšcym na kolana 

większoœć mężczyzn. Miała krótkie włosy i delikatny makijaż. 

Jednak nie na tyle delikatny, by nie było go widać. Oczywiœcie, 

modelka. Wszystkie kobiety Adama były modelkami. Ta myœl powoli 

sprowadziła Christinę na ziemię i przywróciła jej opanowanie. 

Z tłumu wyłoniła się Fiona. 

œ Ogromny sukces œ rzekła z uœmiechem Christina. œ Powinnaœ uczyć 

innych, jak robić takie przyjęcia. Udało ci się właœciwie dobrać 
proporcje: 
odpowiednie towarzystwo, dobra muzyka, pyszne jedzenie i picie. 

Fiona zrobiła zawiedzionš minę. 

œ Liczyłam na wyraœniejszš reakcję Adama 

œ westchnęła œ a on nawet się nie zmieszał. 

Wzrok Christiny znów powędrował w drugi koniec pokoju. Czy to 

tylko działała jej wyobraœnia, czy też odległoœć między Adamem a 
blondynkš rzeczywi

œcie się zmniejszyła? Jak tak dalej pójdzie, 

najdalej za pół godziny się zrosnš. 

Odwróciła wzrok, bo ten widok sprawiał j. przykroœć. 

background image

œ Jestem pewna, że w głębi duszy jest wœciekł 

œ pocieszyła Fionę, przypominajšc sobie rozmow w kuchni. 

œ Naprawdę? Nie wyglšda na wœciekłego. 

œ Ano œ zgodziła się Christina, a jej głos stał so ton 

chłodniejszy œ rzeczywiœcie nie wygišda. Kii jest jego 

przyjaciółka? œ To pytanie wyrwało się niechcšcy. Nie zamierzała 

się zdradzić, ale mimo nie to zrobiła. 

œ Chyba Frances œ odparła Fiona. œ Spotkałam jĘ tylko raz. Jest 
modelkš. 

œ Tak? Co za niespodzianka. 
Fiona roze

œmiała się. 

œ Zawsze pocišgał go ten typ urody. 

œ Może sšdzi, że kobiety z głowš sš zbyt prze rażajšce œ 

zawtórowała jej Christina. œ Moje towarzystwo znosi tylko wtedy, 
gdy jest to absolutnie konieczne. Nie mam zresztš 

œ dodała z 

naciskiem 

œ nic przeciwko temu. Mój stosunek do niego jest analogiczny. 

œ Naprawdę? œ Fiona spojrzała na przyjaciółkę z powštpiewaniem. œ 
Kiedy

œ się w nim kochałaœ. 

Christina pomy

œlała, że chyba cały œwiat o tym wie. Zastanawiała 

się, czy do końca życia wszyscy będš jej wypominać ten epizod. 

œ Kiedyœ œ mruknęła, starajšc się ukryć irytację. 

œ Kiedyœ miałam warkoczyki. Czy to znaczy, że wcišż je mam? 

Fiona popatrzyła na niš w zamyœleniu. 

œ Z warkoczykami wyglšdałabyœ bosko œ powiedziała. œ Jak 

uczennica. Masz takš młodš twarz. 

Christina nie wiedziała, czy œmiać się, czy wyć z rozpaczy. 

Kochana, słodka Fiona. Jak Adam mógł 

być taki twardy, arogancki i tak cholernie obcesowy, koro jego 
siostra 

nie miała żadnej z tych cech? 

.Różnili się jak dzień i noc. 

œ Chciałam tylko powiedzie㠜 wymamrotała œ że nie dbam specjalnie 
o twojego brata i to uczucie jest wzajemne. 

œ Tak? œ Fiona przez moment zastanawiała się, po czym dodała: œ 

Jeżeli tak jest, to dlaczego chce cię 

lnić? 

œ Co masz na myœli? 

œ Wypytywał mnie dokładnie o twojš pracę. Powiedział, że chce ci 

zlecić zrobienie okładki jednego z czasopism. Jego zdaniem 

fotografowie, z którymi współpracuje, popadajš ostatnio w rutynę. 

Uważa, że œwieże spojrzenie może się bardzo przydać. Jego żespół 

pracuje nad innym ujęciem tematów, a ty... masz zajšć się nowš 
szatš graficznš. 

œ Nie potrzebuję protekcji twojego brata œ wycedziła Christina 

przez zęby. 

œ Myœlałam, że zawsze wybierasz niezależnš pracę. 

background image

œ To prawda œ odparła œ ale w tej chwili mam wystarczajšco dużo 

zleceń. Możesz więc powiedzieć Adamowi, by odłożył to na póœniej. 

œ W porzšdku œ rzekła z rezygnacjš Fiona. 

œ Swietnie. 

Spojrzała w stronę Adama i blondynki. W dalszym cišgu stali 

objęci, a on dłoniš lekko dotykał jej piersi. Jeszcze trochę i 
zacznie jš pie

œcić. Christinie zrobiło się niedobrze. Czy muszš 

się tak afiszować? Nie mogš zaczekać, aż znajdš się w sypialni? 
Pomy

œlała, że to niesmaczne. 

Adam nieoczekiwanie rzucił okiem na Christinę i dostrzegł jej 

spojrzenie. Pytajšco uniósł brwi. 

Christina zrobiła obrażonš minę i odwróciła wzrok. 

Jeżeli myœli, że będzie dla niego pracowała, to 

czeka go zawód. Ostatniš rzeczš, jakš mogłaby przyjšć, jest jego 
pomoc. 
 

ROZDZIAŁ PIĽTY 
 
Od tamte

go wieczoru Christina zastanawiała się, co będzie, gdy 

zadzwoni Adam. Już trzeci dzień budziła się spięta na myœl o tym, 

że w słuchawce usłyszy głęboki, aksamitny głos. Po powrocie do 

domu natychmiast włšczała automatycznš sekretarkę i z zapartym 
tchem prz

esłuchiwała wszystkie wiadomoœci. 

Przez cały czas wymyœlała dziesištki powodów, dla których nie może 

pracować dla wydawnictwa Adama. Ze ma masę zleceń, jest czymœ tam 

ograniczona, wyjeżdża za granicę, brak jej doœwiadczenia w tej 

właœnie dziedzinie. Do głowy przychodziły jej nieograniczone 
ilo

œci wymówek. 

Tak naprawdę powód był tylko jeden. Nie mogła znieœć bliskoœci 

Adama, bo go nienawidziła. Nienawidziła tego, że dla zabawy 

wywołał w niej takš reakcję. Że był tak pocišgajšcy i czarujšcy. A 
Christina nie 

zamierzała puœcić w niepamięć nauczki, jakš dostała 

od Grega. 

Oparła nogi na podnóżku i wzięła kubek w obie ręce. Myœlami 

odpłynęła daleko od programu telewizyjnego, który właœnie 

oglšdała. Rozważała, dlaczego Adamowi Palmerowi tak zależało, by 

zburzyć ład jej spokojnego życia. 
My

œlała o blondynce. Uznała, że to, co widziała, 

całkiem powinno pogrzebać Adama w jej oczach. 

Kobieciarz. Czyż to nie najgorszy typ mężczyzny? 

Zastanawiała się, jak wpłynęła na niego niewiernoœć ojca. Jak 

zmieniła go z chłopca w mężczyznę. Ciekawe, kiedy się dowiedział. 

Nikomu przedtem o tym nie mówił, ale teraz Christina przypomniała 

sobie, jak szybko przywdział maskę cynizmu, co wtedy wydawało się 

jej niewiarygodnie podniecajšce. Biedny Adam. Musiał niemało 
przej

œć. 

background image

Usiłowała stłumić współczucie. 

Podczas następneo spotkania będzie wyjštkowo ostrożna. Nie ma 

sensu udawać, że nie wzbudził w niej pożšdania. Dlatego musi 

zrobić wszystko, by nie ulec zwodniczemu urokowi, gdy znów 

przyjdzie mu do głowy, żeby zabawić się jej kosztem. 

Przecież nie jest dla niego doœć atrakcyjna. I choć ostatnio 

znacznie więcej uwagi poœwięcała wyglšdowi, byłaby niemšdra, gdyby 

nie dostrzegała własnych niedostatków. Słowa Grega wcišż odbijały 

się echem w pamięci, powodujšc zawrót głowy. 
Oczywi

œcie, to wina Adama Palmera. Naprawdę nie interesowało jš, 

co my

œli o jej aparycji. Ale było coœ takiego w jego wzroku, co 

bole

œnie uœwiadamiało braki. Zimne, niebieskie oczy oceniały 

kobietę i pozbawiały jš złudzeń w cišgu kilku sekimd. Nawet jeœli 

zachowywał się przy tym wyjštkowo czarujšco. 

Zawsze wiedziała, że to tkwi w jego naturze. 

Dawno temu zorientowała się, że Adam jest jednym z tych mężczyzn, 

których pocišgajš kobiety niezwykłej urody. Z pewnoœciš lubił się 

nimi chwalić. Z intelektualistkami stykał się tylko służbowo. 

Pewnie nie chciał, żeby mieszały mu się także w życie prywatne. W 

pracy miał doœć wysiłku umysłowego. Wolał odpoczywać w 
towarzystwie kobiety, która podnieca go fizycznie, a jednocze

œnie 

nie ocenia zalet jego umysłu. 
Zaintrygowana, zasta

nawiała się, dlaczego to wszystko tak bardzo 

jš zaprzšta. Przecież już kilka lat temu postanowiła nie myœleć o 

nikczemnikach. Na dodatek miała wystarczajšco dużo innych spraw na 

głowie. 

Gapiła się w telewizor. Usiłowała skojarzyć, co działo się na 
ekranie 

przez ostatnie dziesięć minut, gdy niespodziewanie 

zadzwonił telefon. Machinalnie podniosła słuchawkę. 

œ Tak? œ powiedziała bezbarwnym tonem. 

œ To ja, Tino. Nie przeszkadzam? 
Na d

œwięk głębokiego głosu Adama natychmiast się wyprostowała. 

œ Troch栜 skłamała. œ Właœnie pracuję. 

œ Naprawdę? œ zapytał uprzejmie. œ No cóż, nie zabiorę ci wiele 
czasu. 

Miała chęć powiedzieć, że większoœć mężczyzn zdobyłaby się na to, 

by zaproponować, że zadzwoniš póœniej. Dlaczego on nie mógłby tego 

zrobić? 

œ Zdaje mi się, że nie widziałam cię od przyjęcia urodzinowego œ 

zaczęła, żeby mieć czas na zebranie myœli. œ Było bardzo 

przyjemnie. Dobrze się bawiłeœ? Bardzo mi przykro, że nie 

pożegnałam się z tobš przed wyjœciem. 

œ Tak, tak, było bardzo miło œ odparł z nutkš zniecierpliwienia w 

głosie. œ Ja też żałuję, że cię nie złapałem, bo chciałem 

porozmawiać o projekcie, który mogłabyœ zrobić dla mojej firmy. 

background image

Miałem zadzwonić wczeœniej, ale przez ostatnie dwa dni byłem w 

Paryżu w interesach. Kiedy mogę zobaczyć twoje papiery? 

Z odgłosów w słuchawce Christina zorientowała się, że Adam coœ 

popija. Usłyszała słaby brzęk lodu w szklance. Od razu zobaczyła 
go oczami wyobra

œni, jak siedzi rozparty w fotelu ze szklaneczkš 

whisky z wodš sodowš. Na pewno w pokoju panuje półmrok, 
w któ

rym Adam wydaje się jeszcze bardziej zamyœlony niż zazwyczaj. 

Obraz był tak rzeczywisty, że czym prędzej postarała się go 

odsunšć. 

œ Och œ rzekła œ obawiam się, że z tym będzie problem. Nie mam ich 

w tej chwili. Wypożyczyłam jednemu z moich klientów. 

œ Komu? Jutro rano poœlę po nie gońca. 

Christina zastanowiła się, dlaczego nie miałaby po prostu przyjšć 

tej cholernej pracy i żyć dalej normalnie. Przecież wydaje się 

bardzo prawdopodobne, że nawet nie zobaczyłaby go podczas zdjęć. 

Był zbyt zajęty, by marnować czas na patrzenie jej na ręce. Poza 

tym nie może do końca życia unikać go tylko dlatego, że w jego 
obecno

œci czuje się skrępowana. 

œ Nie, nie œ rzuciła szybko. œ Nie ma potrzeby. Posłuchaj, nie 

musisz czuć się zobowišzany do proponowania mi pracy. Ja... 

œ Jeszcze nigdy nie czułem się zobowišzany do robienia 
czegokolwiek 

œ przerwał. œ Teraz też. A więc, kiedy mogę zobaczyć 

twoje papiery? 

œ No... œ zaczęła niepewnie. 

œ Jutro podczas lunchu? œ zaproponowal głosem nie znoszšcym 
sprzeciwu. 

œ Jestem wolny między jedenastš trzydzieœci a drugš. 

Powinna

œ mieć doœć czasu na odebranie dokumentów 

œTak, ale.. 

œ Powiedzmy o dwunastej trzydzieœci w... œ wymienił nazwę jednej z 
bardziej ekskluzywnych restauracji w Londynie. 

œ Swietnie œ powiedziała zdławionym głosem, po czym usłyszała 

trzask odkładanej słuchawki. 

Czuła się tak, jakby uderzył jš samochód. Czy zawsze był taki 
obcesowy w kontaktach z lud

œmi, czy 

też może wobec innych, bardziej wartoœciowych, zachowywał odrobinę 
dobrych manier? 

Następnego dnia wyjštkowo dokładnie przejrzała swoje papiery. Były 

dobre. Mogła to przyznać bez fałszywej skromnoœci. Rozwinęła 
wrodzone zdolno

œci i przetworzyła w coœ, co robiło wrażenie. 

Zapięła skórzanš aktówkę. Kolejnš godzinę spędziła na bardzo 
starannym dobieraniu stroju. Podkre

œlanie kobiecoœci nie miało 

sensu. Adam jednym spojrzeniem oceni jej wysiłki i rzuci jeden ze 
swoich specjalnych u

œmieszków. Poza tym to nie w jej stylu. 

Wolała coœ praktycznego i wygodnego. Na spotkania z potencjalnymi 

klientami zawsze zakładała kostium. Tym razem wybrała beżowy. 

Sięgajšca kolan spódnica i chanelowski pudełkowy żakiet, zapinany 

background image

na guziki, nadały Christinie wyglšd kobiety interesu. Spojrzała w 

lustro. Całoœć prezentowała się doœć dobrze. 

Punktualnie zjawiła się w restauracji. Uważała, że spóœnianie się 
nie jest przywilejem kobiet, lecz 

œwiadczy o najzwyklejszym braku 

wychowania. 

Z zadowoleniem stwierdziła, że Adam już jest. Gdy podeszła do 

stolika, uniósł się lekko. 

œ Jesteœ punktualnie œ zaczšł bez wstępów. œ To dobrze. Cenię to U 
ludzi. 

Gestem przywołał kelnera, który podszedł, aby przyjšć od Christiny 

zamówienie na aperitif. Poprosiła o wodę mineralnš z plasterkiem 

cytryny. Poczuła, że Adam przyglšda się jej z uwagš, i odczuła 

nieprzyjemne mrowienie. Włosy miała spięte w kok. Pomyœlała, że w 

tym uczesaniu wyglšda bezpłciowo. Postanowiła jednak wzišć się w 
gar

œć. Nie zamierzała pozwolić, by pomieszał jej szyki. Przyszła 

tu w interesach, a nie towarzysko. Musi być pewna siebie i 
opanowana. 
U

œmiechnęła się do Adama. 

œ Czy mógłbyœ mi powiedzie㠜 zapytała œ o jakiej pracy myœlisz? 

œ Tak od razu? 

œ Jak chcesz. A o czym chciałbyœ rozmawiać? O pogodzie? O twoich 
urodzinach? O stanie gospodarki? 

Kelner przyniósł menu. Christina zajęła się studiowaniem karty, 

choć od razu wiedziała, co zamówi. Dzięki temu przez chwilę mogła 

nie patrzeć na Adama, który wyglšdał uwodzicielsko. Ciemne włosy 

miał zaczesane do tyłu, a szary kolor garnituru dodawał mu jeszcze 
uroku. 

œ Rzeczowa kobieta interesu w każdym calu œ powiedział, zamykajšc 
menu. 

œ Możesz zejœć z tego piedestału. Znamy się od lat, więc nie 

musisz starać się zrobić na mnie wrażenia. 

Christina zamknęła swojš kartę. 

œ Wcale tego nie robię. Jestem tu w interesach i dlatego uważam, 

że możemy darować sobie uprzejme pogawędki. 
Podsze

dł kelner i przyjšł zamówienie. Christina dyskretnie 

obserwowała Adama. 

œ Rozmawiałaœ ostatnio z Fionš? œ zapytał. 

œ Nie odparła, potrzšsajšc przeczšco głowš. 

œ Dłuczego pytasz? Tylko mi nie mów, że masz z niš nowe kłopoty i 
potrzebujesz pomocy, bo tym 

razem umywam ręce. 

œ Nic podobnego œ rozeœmiał się. œ W każdym razie nie w tej 

chwili. Nie. Znalazła innego mężczyznę. A właœciwie ja go 

podsunšłem. 

œ Co chcesz przez to powiedzieć? œ zapytała zaintrygowana 
Christina. 

œ Po ostatniej niefortunnej przygodzie Fiony uznałem, że skoro 
sama nie potrafi znale

œć nikogo od- 

background image

powiedniego, muszę jej w tym pomóc. Przedstawiłem więc siostrze 

mojego kolegę z pracy, Terryœego Whiteœa, bo od znajomych pań 

dowiedziałem się, iż jest dobrš partiš. Odnoszę wrażenie, że Fiona 

podzida tę opinię. 

œ O rety œ wyrzuciła z siebie Christina, zapominajšc o 
zaplanowanym dystansie 

œ w życiu nie słyszałam nic równie 

przewrotnego. 

œ Fiona jest w tym zwišzku szczęœliwa œ spokojnie odparł Adam. 

œ To ty chcesz w to za wszelkš cenę wierzyć. 

Tino, nie zaczynaj kazań. Zawsze szukasz dziury w całym i 
zapominasz o rzeczywisto

œci œ powiedział twardo. 

- To nieprawda. 

Czy nie uważasz, że wspólne zainteresowania i podobne cele w życiu 

mogš silniej połšczyć dwoje ludzi niż pożšdanie? Terry i Fiona 

idealnie do siebie pasujš. I chyba sięsobie podobajš. Więc w czym 
tkwi problem? 

œ Problem polega na twojej mann ustawiania 
innych. 

œ Opiekuję się mojš siostrš. W końcu Fiona robi to, co chce. W 

twoje życie też się nie wtršcam, prawda? 

œ A jak chciałbyœ to zrobić? œ spytała zaczepnie. 

œ Na poczštku zdarłbym z ciebie ten surowy kostium. Postarałbym 

się też pozbawić cię pancerza, chronišcego przed mężczyznami. Greg 

Robinson nie jest wart takiego dowodu pamięci. 

œ Coœ jeszcze? œ warknęła. œ Dziękuję, ale wolę być taka, jaka 
jestem. Nawiasem mówišc, domy

œlałam się, że próbowałbyœ mnie też 

przerobić na jakšœ próżnš platynowš blondynkę. 

œ Nie bšdœ głupia. 

œ Nie jestem. Mówiœz o Fionie i Terrym. O znajomoœci opartej na 

podobieństwach. Skšd ty w ogóle możesz o tym coœ wiedzieć? 
Wszystkie twoje znajomo

œci z kobietami opierajš się na pożšdaniu! 

Dowodzi tego twoje postępowanie. Zresztš na przyjęciu widziałam 

cię z tš blondynkš, przyklejonš do ciebie jak druga skóra... 

Marzyła, by rozstšpiła się pod niš ziemia. Jak mogło jej się 

wymsknšć coœ takiego! 

œ Aaa, widziałaœ nas, tak? œ zapytał Adam i zadrgały mu kšciki 
ust. 

œ I oczywiœcie wycišgnęłaœ wniosek, że w wolnych chwilach na 

okršgło się kochamy, a ona ma w głowie trociny zamiast mózgu. 

œ Nic podobnego nie pomyœlałam œ niezgrabnie zaprzeczyła. œ Ale 
jest modelkš, prawda? 

œ A także skończyła fMologię angielskš. 

œ 0! œ Rumieniec oblał twarz Christiny. Widać się pomyliła. 
Wiadomo

œć ta wcale nie poprawiła jej samopoczucia. Zdecydowanie 

bardziej odpowiadała jej wersja, że blondynka jest pustš lalkš. 

background image

œ Popełniasz logiczny błšd, jeżeli uważasz, że Frances nie może 

być błyskotliwa, bo jest pięknš blondynk𠜠rzekł z uœmiechem. 

Christina miała chęć wybić mu przednie zęby. 

Kelner zabrał talerze. Po chwili przyniósł filiżanki i dzbanek 
wrzšcej kawy. 

œ Zdaje mi się, że wcale nie omówiliœmy interesów 

œ powiedział oschle Adam. œ Nalać ci kawy? 

Przytaknęła i podsunęła filiżankę. Słuchała uważnie, gdy dokładnie 
wyja

œniał, czego od niej oczekuje. Na okładkę miało pójœć zdjęcie 

Frances. Adam chciał, żeby to było coœ niezwykłego i 
przycišgajšcego wzrok. 

œ Coœ niepospolitego œ rzekł. œ Mam doœć ładnych dziewczyn, 

patrzšcych na mnie z okładek czasopism. Chcę czegoœ innego. 

œ A gdyby tak zrezygnować z modelki? œ zapytała Christina. œ Na 

okładkę mogłoby pójœć zdjęcie tematycznie zwišzane z jednym z 

głównych artykułów w numerze. 
W zamy

œleniu pokiwał głowš. Póœniej powiedział, że będzie musiała 

zrobić trochę zdjęć z modelkami na œrodkowe strony. Przytaknęła. 

Na tym dobrze się znała. Robiła już coœ takiego dla innych pism. 

œ Czy mogę zabrać ze sobš twoje papiery? œ zapytał, dopijajšc kawę 
i patrzšc na zegarek. 
Christina pomy

œlała, że czas przeznaczony dla niej wyczerpał się. 

œ Z zasady ich nie wypożyczam œ odparła bez zastanowienia, a Adam 

zmarszczył brwi. 

œ Tak? A ja myœlałem, że nie dalej jak dziœ rano odebrałaœ swoje 
cenne dokumenty od klienta. 

Christina poczuła, że znowu się rumieni. 

œ Tak, ale to wyjštek œ odparła szybko. 

œ Naprawdę? œ Adam spojrzał zdziwiony. œ Dla- 
czego? 

œ Były u mojego starego znajomego œ plštała się, zbita z tropu. œ 

Często wyœwiadczam mu przysługi. Znam go od dawna. Daje mi doœć 

dużo zleceń. 

Zamilkła. Zastanawiała się, dlaczego ucieka się do bzdurnych 

tłumaczeń, skoro równie dobrze mogłaby mu nic nie mówić. 

œ Często wyœwiadczasz mu przysługi? œ powtórzył za niš złoœliwie, 
gdy wstawali od stolika. 

Poszli do szatni. Adam pomógł założyć Christiie płaszcz, co wcale 

nie było łatwe, bo aż sztywniała ze strachu na myœl, że 

przypadkiem może jej dotknšć. 

œ Jakiego rodzaju przysługi? œ wypytywał dalej. 

œ A ja naiwnie myœlałem, że Robinson byt jedynym mężczyznš w twoim 

życiu. 

Dlaczego tak sšdził? Bo jest nieładna? Bo nie reprezentuje typu 

urody, za którym przepadajš panowie? Parę tygodni temu takie myœli 

w ogóle nie przyszłyby jej do głowy. Wrodzone poczucie wartoœci 

background image

nie pozwoliłoby jej na to. Dlatego była zła, że Adam Palmer 

wzbudził w niej coœ, co przedtem nie istniało. 

œ Dziękuję za lunch œ powiedziała, pozostawiajšc jego pytania bez 
odpowiedzi. 

œ Kiedy chcesz się ze mnš spotkać, żeby omówić 

szczegóły? 

Wyszli na ulicę. Adam zatrzymał taksówkę. Podał kierowcy adres, po 

czym otworzył drzwi. Christina szybko wœlizgnęła się do œrodka. 

œ Skontaktuj się jutro z mojš kadrow𠜠rzekł, zatrzaskujšc drzwi. 
P

ochylił się do okna. œ Będzie miała przygotowanš umowę. 

Wiatr zsunšł mu włosy na czoło. Adam przeczesał je palcami. Ten 
nie

œwiadomy, bezwiedny gest wyjštkowo działał na wyobraœnię 

Christiny. 

œ Co powiesz waszemu stałemu fotografowi? œ za- 

pytała. 

œ że przyjšłem kogoœ innego na próbę. œ Wzruszył 
ramionami. 

œ Cóż innego? Nie zamierzam niczego 

owijać w bawełnę. Mam nadzieję, że go zainspirujesz 

i wszystko potoczy się utartym torem. A jeżeli nie 

i stanie się ciężarem dla firmy, wtedy... œwiadomie nie 
do

powiedział, a Christinę przeszedł 

dreszcz. W twardym 

œwiecie biznesu nie ma miejsca dla ludzi, 

którzy nie wnoszš nic nowego. Dobrze o tym wiedziała, ale niemal 

namacalne odczucie tej prawdy zatrwożyło jš. 

Zdała sobie sprawę, że Adam Palmer nie jest człowiekiem 
tolerujšcym brak kompetencji. 

œ Wtedy go usuniesz œ dokończyła. 

œ Nie jestem członkiem mafii œ uœmiechnšł się chłodno. œ Nie 

pozbawię go zarobku. Może tylko 

zostanie przesunięty do innego działu lub wysłany na odpowiedni 

kurs. Zastanowię się nad tym, jeżeli zaistnieje taka potrzeba. 

Podniósi rękę w geœcie pożegnania i taksówka powoli ruszyła. 

Christina patrzyła przez okno, ale myœlami błšdziła daleko. 

Musiała przyznać, że było to bardzo pożyteczne spotkanie. Będzie 

wyżej ceniona, jeżeli kiedyœ napisze w życiorysie, że pracowała 

dla wydawnictwa Adama Palmera. To potężna, bardzo szanowana i 

przynoszšca duże zyski firma. Usiłowała przypomnieć sobie, jak 

prosperowała za czasów jego ojca. Czy dało się dostrzec oznaki 

stopniowego upadku? Nie pamiętała. Była wtedy zbyt młoda, żeby 

interesować się tak odległymi sprawami, jak flrmy i ich zyski. Nic 

dziwnego, że Fiona nigdy nie podejrzewała, iż coœ niedobrego 

dzieje się między rodzicami. Adam mial rację, trzymajšc siostrę z 
dala od rodzinaych niesnasek. Ale 

dlaczego zdecydował się 

wspomnieć o tym właœnie jej? Z pewnoœciš nie w dowód zaufania. 

Wróciła myœlami do teraœniejszoœci. 

Nie chciała przyjšć oferowanej przez Adama pracy, uznawszy jš za 

jałmużnę. Teraz widziała, że nie miała racji. Jak w ogóle coœ 

background image

taki

ego mogło jej przyjœć do głowy? Adam nie był typem filantropa. 

Gdyby obejrzał jej dokumenty i nie ocenił ich pozytywnie, nie 

siedziałaby teraz tutaj i nie rozważała jego propozycji. 

Warunki umowy były nie do pogardzenia. Adam zaproponował dużo 

wyższe wynagrodzenie niż to, które otrzymywała w innych 

czasopismach. Wiedziała, że nie będzie to praca nadmiernie 

stresujšca. Na dodatek poczuła się doceniona. Jej propozycja 

dotyczšca zdjęcia na okładkę wzbudziła zainteresowanie. 

Gdy następnego dnia zapukała do drzwi kadr, była pełna najlepszych 
my

œli. Kobiecy głos poprosił, by weszła. Christina otworzyła 

drewniane drzwi i znalazła się w pokoju, w którym centralne 

miejsce zajmowało ogromne biurko. Siedziała za nim 
trzydziestoparoletnia kobieta o sympatycznym, ale rzeczowym 

wyrazie twarzy. Miała na sobie ciemny kostium. 
Christina z lekkim rozbawieniem pomy

œlała, że tak wygišda idealna 

identyfikacja z miejscem pracy. A więc w swojej firmie nie 

dyskryminował kobiet. Ta, która siedziała za biurkiem i uœmiechała 

się życzliwie, zajmowała naprawdę wysokš pozycję. 

Usiadła. Kadrowa zaproponowała, by mówiły sobie po imieniu. Miała 

na imię Mallory. 

œ Pan Palmer prosił, żebyœ przyszła do niego, jak tylko podpiszesz 

umowę powiedziała, podajšc Christinie dokumenty. 

œ Po co? 
P

rzypuszczam, że chce omówić z tobš jakieœ szczegóły. œ Mallory 

u

œmiechnęła się ze szczerš sympatiš. œ Jestem pewna, iż to ważne. 

Panu Paimerowi rzadko zdarza się coœ zrobić bez wyraœnego powodu. 

œ Tak, na pewno œ przytaknęła Christina, z przymusem 
odwzajemniajšc u

œmiech. Błyskawicznie przejrzała dokumenty. 

œ Zaprowadzę ci栜 zaofiarowała się Mallory, energicznie 
podchodzšc do drzwi. 

œ Szef nie lubi czekać. To jest pierwsza 

rzecz, o jakiej zawsze informuję nowych pracowników. 

Christina była ciekawa, o czym jeszcze powinna wiedzieć, żeby z 
miejsca nie podpa

œć wielkiemu człowiekowi. 

Skierowały się w stronę windy. Po drodze Mallory podtrzymywała 

romiowę, pytajšc o pracę Christiny. 

Weszły do biura Adama. Zajęta wprowadzaniem danych sekretarka na 
moment podni

osła głowę znad klawiatury komputera, aby je 

przywitać. 

œ Zostawię cię tutaj œ powiedziała Mallory i energicznie uœcisnęła 

dłoń Christiny. œ Do zobaczenia. 

Wypadki toczyły się bardzo szybko. Christina była zaskoczona i 
zdenerwowana perspektywš ponownego spotkania z Adamem. Wcale nie 

miała na nie ochoty, ale nie mogła go uniknšć. 

Wygładziła spódnicę i przybrała odpowiedni wyraz twarzy, po czym 

weszła do gabinetu Adama, zaanonsowana wczeœniej przez sekretarkę. 

background image

Gabinet był ogromny. Niebieskie tapety we wzorki w połšczeniu z 

bardzo ciemnym kolorem mebli nadawały mu surowy wyraz. Ale poza 

tym nic nie wskazywało na to, jakiego pokroju osoba siedzi za 
biurkiem. Zad nych fotografii. Tylko jedna ro

œlina W rogu i jeden 

abstrakcyjny obraz na 

œcianie. 

Spodziewała się raczej, że œciany będš ozdobione oprawionymi w 

ramki okładkami czasopism. Najwyraœniej jednak nie zależało mu na 

tym, żeby przez cały dzień patrzyły na niego dziesištki kobiecych 
twarzy. 

œ Czy to wszystko, proszę pana? œ zapytała sek 
retarka. 
Adam pr

zytaknšł, po czym całš uwagę skupił na Christinie. Ruchem 

głowy wskazał jej krzesło. 

œ No i jak ci się podoba? œ zapytał, gdy usiadła. 

œ Co? œ Spojrzała na niego zaskoczona. 

œ Mój gabinet. Widziałem, że rozglšdasz się z wyraœnš dezaprobatš. 

œ Ja? œ Oczy miała okršgłe ze zdziwienia. 

œ Tak, ty œ powiedział krótko. œ Masz wyjštkowo wyrazistš twarz. 

N3wet gdy bardzo starasz się coœ ukryć. 

œ Pomyœlałam œ odrzekła cicho, lekko się czerwienišc œ że ten 
gabinet nic o tobie nie mówi. Równie dobrze kto

œ inny mógłby tu 

siedzieć. 

œ A co w tym złego? œ zapytał rozbawiony. 

œ Nie sšdzisz chyba, że miejsce pracy powinno być zawalone 

maskotkami i zdjęciami wszystkich członków rodziny? 

œ Raczej nie. 

œ Niepotrzebnie rozpraszajš uwag栜 wyjaœnił, postukujšc wiecznym 
piórem w wypolerowane biurko. 

œ Choć naprawdę rozprasza to, co jest w głowie, a nie na 
celuloidzie. 

œ Domyœlam się, iż mówisz o Frances œ powiedziała uprzejmie 

Christina, burzšc się w œrodku na myœl o tym, że jednak istnieje 

kobieta, która potrafiła na dobre zawrócić mu w głowie. 

Adam posłał jej zaciekawione spojrzenie. 

œ A o kimż by innym? œ zadał retoryczne pytanie. 

œ Natomiast przechodzšc do sprawy, którš mamy omówić... 

œ Tak? œ przerwała mu gwałtownie. œ Byłam zdziwiona, że chcesz 

mnie widzieć. Sšdziłam, że omówiliœmy wszystko podczas 
wczorajszego lunchu. 

œ Prawie. Ale jest jeszcze jedna czy dwie kwestie, które chcę 

uzgodnić. Po pierwsze, zastanawiałem się nad twojš propozycjš 

umieszczenia na okładce zdjęcia zwišzanego z tematem wiodšcym w 
numerze. 

œ 1? 

background image

œ I myœlę, że to dobry pomysł. œ Posłał jej chłodny uœmiech. œ Nie 

musisz udawać zaskoczenia. Od czasu do czasu potrafię zdobyć się 
na komplement. 

œ A więc chcesz mi powiedzieć, co mam fotografować, tak? 

Adam spojrzał na Christinę spod oka. 

œ I gdzie masz to robi㠜 dopowiedział gładko. 

Słowa i mina Adama obudziły w Christinie złe przeczucia. 

œ Domyœlam się, że masz paszport? œ rzeki, a gdy przytaknęła, 

dodał: œ To dobrze, bo przygotowujemy artykuł o karnawałach na 

całym œwiecie. W przyszłym tygodniu będziesz na Trynidadzie. Mam 

nadzieję, że nie skomplikuje ci to zbytnio planów.. 
 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 
 

Christina popatrzyła na Adama w zamyœleniu. 

œ Trynidad? Czy to nie jest w Indiach Zachodnich, gdzie właœnie 
teraz z pewno

œciš przygrzewa słońce? 

Przytaknšł. Spojrzała na niego badawczo. 

œ Dlaczego ja? Dlaczego nie ktoœ bardziej doœwiadczony? Nigdy 

jeszcze dla ciebie nie pracowałam. Skšd wiesz, że wysłanie mnie 

tam nie będzie stratš pieniędzy? 

œ Och, na miłoœć bosk𠜠rzucił zirytowany. Jej wahanie wyraœnie 

działało mu na nerwy. œ Czy zawsze starasz się zniechęcać 

klientów? Wolisz, żeby nie korzystali z twoich usług? 

œ Jasne, że nie.. 

œ Więc po co te wštpliwoœci? Wierz mi, że gdybym nie chciał cię 

zatrudnić, to bym tego nie zrobił. Nie znałem cię od strony 

zawodowej, więc dokładnie obejrzałem sobie twoje papiery. Poza tym 

umiem oceniać ludzi i jestem przekonany, że się sprawdzisz. 

œ Pochlebiasz mi œ powiedziała. œ Nie miałam pojęcia, że rekiny 

biznesu kierujš się intuicjš. 

Promienie zimowego słońca oœwietlały twarz Adama. W widoku tym 

było coœ szalenie pocišgajšcego. Serce Christiny zaczęło bić 
mocniej. 

œ Intuicja doprowadziła mnie do tego miejsca œ odparł chłodno. œ 

Jak już mówiłem, firma mojego ojca dogorywała, gdy zostałem 

rzucony na głębokie wody. Złe zarzšdzanie, złe inwestycje. Nie 

miałem pojęcia, 

że jest aż tak niedobrze, bo w tym czasie przebywałem za granicš. 

œ Czy wróciłbyœ do Anglii, gdybyœ wiedział? 

œ 0, nie œ uœmiechnšł się gorzko. œ Nie mogłem znieœć tego, co 

działo się między rodzicami. Z pewnoœciš nie pomógłbym wycišgnšć 

ojca z biedy, jakiej sobie napytał. 

œ Chcesz powiedzieć, że w końcu zrobiłeœ to dla 
siostry... 

œ W znacznej mierze. Zdšżyłem też polubić uroki władzy i sukcesu. 

background image

œ Masz na myœli tłumy pięknych kobiet? 

œ Gdybym nie znał cię dobrze, pomyœlałbym, że moje sprawy sercowe 
sš twojš obsesjš. 

œ Spojrzał na niš tak szyderczo, że aż się 

zarumieniła. 

œ I nie miałbyœ racji. 

Nic nie odpowiedział. Christina zastanawiała się, czy jej 

uwierzył. Dlaczego nie potrafiła lepiej panować nad sobš w 
obecno

œci Adama? Na samš myœl o głupich rumieńcach i 

beznadziejnych gafach czuła niesmak. Nie ma nic pocišgajšcego w 

nieatrakcyjnej fizycznie kobiecie, która zachowuje się jak 

płochliwa nastolatka. I to w obecnoœci takiego mężczyzny jak Adam. 

Uniosła głowę, spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała spokojnie: 

œ A wracajšc do omawianej sprawy... œ Zerknęła na zegarek. œ Mam 

parę spotkań, więc... 

œ Oczywiœcie œ mruknšł z przesadnš powagš. 

œ Wyjeżdżasz za trzy dni. W ten sposób będziesz miała parę dni 

wolnych przed rozpoczęciem karnawału. Spędzisz tam dwa tygodnie. 
To do

œć czasu na oswojenie się i zrobienie zdjęć. Będziesz 

mieszkać w Hiltonie, w samym sercu wydarzeń. Jakieœ pytania? 

œ Będę musiała przełożyć terminy niektórych spotkań œ powiedziała 

bardziej do siebie niż do Adama i zasępiła się. 

œ Tak, to prawda, bo termin wyjazdu nie podlega dyskusji. 

œ Czy moglibyœmy go przesunšć, gdyby nie chodziło o karnawał? œ 

zapytała na próbę. 
- Nie. 

œ Bo jesteœ szefem i twoje słowa sš rozkazem? 
-Tak. 
Pod przystojnš powierzchowno

œciš i głębokimi niebieskimi oczami 

kryła się natura bezwzględnego człowieka interesu. Christina 

wštpiła, czy w ogóle można z Adamem coœ wynegocjować. 

Szybko omówili resztę szczegółów. Zadzwonił telefon. Christina 
wst

ała i przez moment zastanawiała się, czy chce jej jeszcze coœ 

powiedzieć. Ale wykonał gest, który wskazywał, że skończyli 

rozmowę. Nawet nie spojrzał w jej stronę. Tak bardzo pochłonięty 

był tym, co słyszy w słuchawce. 

Christina cicho wyszła. Od sekretarki odebrała plan podróży, o 

którym wspominał Adam. 

Propozycję wyjazdu przyjęła bez entuzjazmu, ale póœniej zaczęła 

odczuwać dreszczyk emocji. Adam zatrudnił jš, lecz sam na pewno 

nie pojedzie na Trynidad. Będzie więc mogła robić swoje bez 
konieczno

œci walki z paraliżujšcym uczuciem, które ogarniało jš 

zawsze, ilekroć Adam znajdował się w pobliżu. A cóż mogło być 

bardziej porywajšcego niż dwa tygodnie na Trynidadzie podczas 

karnawału? 

Zlustrowała zawartoœć szafy, po czym z uczuciem dziecięcej radoœci 
wycišg

nęła walizkę i zaczęła zapełniać jš letnimi strojami w 

background image

ilo

œci wystarczajšcej na dwutygodniowy pobyt. Nie było tego wiele. 

Bawełniane bluzki i szorty, parę sukienek, kilka strojów 

kšpielowych i naręcze kreacji, które miały rozwišzać sprawę 
wieczornych wyj

œć. Z doœwiadczenia wiedziała, że ludzie pracujšcy 

przy zdjęciach sš na ogół niefrasobliwymi ekstrawertykami i nawet 
na pustyni potrafiš znale

œć sobie rozrywkę. Miała więc poważne 

wštpliwo

œci, czy choć kilka wieczorów spędzi samotnie. 

Na Trynidad pojadš te

ż modelki. Na pewno jednak nie będš duszš 

towarzystwa. W tym zawodzie nie można pozwolić sobie na zbyt wiele 

œmiechu, bo od tego robiš się zmarszczki. 
Pomy

œlała o Frances. Uznała, że byłoby lepiej, gdyby jak 

najszybciej zapomniała o tej jasnowłosej seksbombie z tęgim 

umysłem. 

Kolejne dwa dni upłynęły bardzo szybko. Dokończyła kilka zleceń. Z 

obłędem w oku obleciała sklepy w poszukiwaniu bardziej szykownych 

letnich strojów, co w lutym było wyjštkowo trudnym zadaniem. 

Zadzwoniła też Fiona. Z pewnym zakłopotaniem wyznała, iż 
rzeczywi

œcie spotyka się z jednym z kolegów brata. Dodała, że jest 

bardzo miły i zupełnie inny niż niektórzy chłopcy, z którymi 

widywała się przedtem. 

Christina zaczynała rozumieć, dlaczego Adam Pal- mer idzie przez 

życie z takš cholernš pewnoœciš siebie. Wyglšdało na to, że cały 

œwiat dostosowuje się do niego. 

W dniu wyjazdu padał œnieg. Według prognoz pogody zwiastował atak 
ostrej zimy. 
Na lotnisku towarzyszšca Christinie sze

œcioosobowa grupa piała z 

zachwytu nad szczęœliwym losem, który właœnie teraz rzucał ich na 

goršcš i słonecznš wyspę. 

Ekipa składała się z czterech mężczyzn i dwóch kobiet. Zgodnie z 
przewidywaniami Christiny wszyscy byli bardzo towarzyscy. 

Natychmiast wcišgnęli nowš koleżankę w rozmowę. 

œ Pomyœlcie tylko! œ rozeœmiał się jeden z oœwietleniowców, Harry. 

œ Ominš nas wszystkie sensacyjne historie o pocišgach, 

unieruchomionych z powodu zamarzniętych trakcji, i samochodach, 

które właœnie postanowiły odmówić posłuszeństwa. 
Christina u

œmiechnęła się i rozejrzała po ludziach z ekipy. 

Reprezentowali podstawowy skład, minimalnš grupę osób, potrzebnych 

do zdjęć. Za parę dni miały dołšczyć modelki. 

œ Jest nas niewielu œ wyjaœniła podczas lotu jedna z dziewczšt. œ 

Zdaniem Adama nie należy marnować pieniędzy wysyłajšc piętnaœcie 

osób, skoro połowa równie dobrze wykona robotę. 

œ Bardzo rozsšdnie œ zgodziła się Christina, przyglšdajšc się 

towarzyszce. Była to drobna osóbka o ognistorudych włosach i 

słodkiej twarzy. 

background image

œ Bardzo. Stšd nasze miejsca w klasie ekonomicznej. On też nigdy 
nie lata pierwszš klasš 

œ cišgnęła dziewczyna z podziwem w głosie. 

œ Czyż to nie wspaniałe? 

œ Zadziwiajšce œ odrzekła Christina. œ Prawdziwy wzór cnót. 

Bez wštpienia Adam Palmer cieszył się szacunkiem u pracowników. 

Zastanawiała się, czy przypadkiem władcza poza nie została 

zarezerwowana wyłšcznie dla niej. Z tego, co zdšżyła zauważyć, 

chyba faktycznie tak było. 
Po wielogodzinnym locie wylšdowali na lotnisku Piarco na 

Trynidadzie. Była pišta po południu). Na zewnštrz panował upał. 
Christina od razu po

dwinęła rękawy bawełnianej bluzki. 

œ Myœlę, że to klimat idealny dla mnie! œ oznajmiła rudowłosa 
Jennifer. 

œ Szkoda tylko, że rudzi nie mogš się opalać. 

hristina roze

œmiała się. Sama na szczęœcie bardzo łatwo się 

opalała. To była jedna z pozytywnych cech jej bladej karnacji. 

Wokół tętniło życie. Wiedziała, że teraz jest tu pełnia sezonu 

turystycznego, ale tłum przy bagażach i kolejki do odprawy celnej 

nieco jš zaskoczyły. 
Przed wej

œciem czekały dwie taksówki, które miały zabrać całš 

ekipę do hotelu. Christina czuła narastajšce podniecenie. Jak 

mogła się bronić przed perspektywš pracy dla Adama? Chyba musiała 

być nienormalna. 

Taksówki leniwie ruszyły autostradš w kierunku miasta. Z 

niedowierzaniem patrzyła na bujnš roœlinnoœć i pełne owoców 
stragany po o

bu stronach drogi. Wydawało się jej,, że zaraz 

przetrze oczy i znów znajdzie się w swoim londyńskim mieszkaniu w 
samym 

œrodku mroœnej zimy. 

W dwa dni pó

œniej twierdziła już, że z łatwoœciš przyzwyczaiłaby 

się do tamtejszego leniwie płynšcego życia. 

Dzięki pomysłQwi Adama, żeby przyjechać wczeœniej i rozejrzeć się, 

mogli się wczuć w atmosferę wyspy. Wszyscy ulegli goršczkowemu 

podnieceniu i bardziej spontanicznie reagowali na to, co działo 

się wokół nich. 

Christina zrobiła parę zdjęć, żeby uchwycić radosne oczekiwanie, 

ale wolała zaczekać na wielkie wydarzenie. Na te dwa dni, podczas 

których kto żyw wylegnie na ulicę, by oddać się orgiom muzyki i 

tańca. 

Cała ekipa udała się na plażę. Wybierano plenery do zdjęć z 

modelkami. Padajšc ze zmęczenia, wszyscy wrócili do hotelu. Byli 

znużeni wrażeniami i upałem. Marzyli tylko o tym, żeby wskoczyć do 

łóżek i się wyspać. Niestety nie mieli na to szans. Trynidadzki 

przewodnik, który oprowadzał ich po plaży, nalegał, by zwiedzali 
nie tylko w cišgu dnia, ale i wieczore

m. Pokazał im wszystkie 

miejsca, gdzie co

œ się działo: 

background image

namioty, w których stawali w szranki 

œpiewajšcy kalipso, i pola, 

gdzie rywalizowali o palmę pierwszeństwa królowie i królowe 

zespołów. Wszystko, co tętniło życiem i muzykš. 
Christina nigdy przedtem nie do

œwiadczyła czegoœ podobnego. 

W weekend poprzedzajšcy rozpoczęcie karnawału miały przyjechać 
modelki. 

œ Pewnie to, co się tu dzieje, nie zrobi na nich wrażenia œ 

wyraziła przypuszczenie Jennifer. œ Tyle widziały, że sš 
zblazowane. 
Christina przypomn

iała sobie œlicznš twarz Frances. Dobrze 

rozumiała, o czym mówi Jennifer. Idealne rysy ożywiały się tylko 

przed kamerš, na co dzień zaœ wyzierały z nich pustka i znudzenie. 

Były na basenie. Jennifer miała ogromny kapelusz, który osłaniał 

twarz przed słońcem. Christina wylegiwała się na leżaku. Czuła się 

cudownie beztrosko. Trudno było nazwać to pracš. Bardziej 

przypominało płatne wakacje. W zasadzie powinna mieć poczucie 

winy, ale nie miała. Od dawna nie czuła się taka zdrowa i pełna 

chęci do życia. Jej skóra nabrała ładnego koloru opalenizny, a 

słońce dokonało rzeczy niemożliwej 

œ dodało włosom blasku. W smutnym bršzie pojawiły się rudej złote 

pasma. Efekt był całkiem zadowalajšcy. 

Jennifer czytała na glos fragmenty z zabranego z hotelu 
przewodnika. Chri

stina z zamkniętymi oczami trochę słuchała, a 

trochę myœlała o czekajšcych jš następnego dnia zdjęciach. Zdšżyła 

już zrobić nieco ujęć królów i królowych zespołów, wspaniałych 

artystów, wyróżniajšcych się na tle pozostałych. Ich œpiew porywał 
wyobra

œnię, a stroje zadziwiały bogactwem barw. 

Była całkowicie odprężona. Nagle usłyszała głos Adama i z 

przerażeniem otworzyła oczy. W pierwszej chwili wydawało jej się, 

że chyba się przesłyszała. Ale nie. Ten glos rozpoznałaby 

wszędzie. I rzeczywiœcie. Adam stał tuż obok niej. Miał na sobie 

jasnozielone spodnie i rozpiętš pod szyjš koszulę. Christina 

natychmiast usiadła i zarumieniła się z zakłopotania. Tymczasem 

Jennifer przestała czytać i entuzjastycznie powitała swego szefa. 

Christina słyszała łomot własnego serca. Adam cały czas patrzył na 

nie, więc nawet nie mogła przybrać odpowiedniej pozy. Gdyby choć 

owinšć się w ręcznik... Ale wiedziała, że jeœli zrobi coœ 

podobnego, wywoła tylko dobrze znany uœmieszek rozbawienia. Trwała 

więc bez ruchu, œwiadoma, że ma na sobie bardzo skšpy kostium. 

Po krótkiej rozmowie z Jennifer Adam w czarujšcy sposób dał jej do 

zrozumienia, że powinna odejœć. Christina z rosnšcym przerażeniem 

patrzyła, jak dziewczyna zbiera rzeczy i odchodzi w stronę hotelu. 

Usiadł na brzegu leżaka i zapytał uprzejmie: 

œ Jak ci się podoba na Trynidadzie? 

œ Jest pięknie œ odparła speszona. Pomyœlała, że podobało jej się 

jeszcze bardziej, dopóki go nie zobaczyła. œ Co ty tu robisz? œ 

background image

wykrztusiła, silšc się na swobodny ton. œ Nie miałam pojęcia, że 
za ka

żdym razem, gdy robione sš zdjęcia do twoich pism, 

podróżujesz po œwiecie. œ Uprzejma uwaga zabrzmiała jak zarzut. 

œ Nie podróżuj栜 odrzekł. 

œ A więc dlaczego tu jesteœ? œ zapytała bez ogródek. 

œ Wyglšda na to, że moja obecnoœć cię martwi. 

œ Nieprawda. Dlaczego miałaby mnie martwić? 

œ Usiłowała się rozeœmiać, ale zabrzmiało to, jakby się 

zakrztusiła. 

œ Jak sobie radzisz z ekipš? œ rzucił od niechcenia i nie czekajšc 
na odpowied

œ, mówił dalej: œ Nie, nie musisz odpowiadać. Od dwóch 

osób, z którymi roz

mawiałem, dowiedziałem się, że œpiewajšco. Mam 

też nadzieję, iż w przerwach między życiem towarzyskim a opalaniem 

się pamiętasz, że przyjechałaœ tu pracować. 

œ Oczywiœcie œ Christina zmierzyła go oburzonym wzrokiem œ że 

pamiętam. Nie martw się, nie wyrzucasz pieniędzy w błoto! Czy po 

to tu przyjechałeœ? Żeby mnie skontrolować? 

œ Przeceniasz się. Mam ważniejsze sprawy. niż lecieć przez pół 

œwiata, żeby cię dopilnować. 

Christinie płonęły policzki. Uparcie patrzyła przed 
siebie. 

œ Po prostu to dziwne, że tu jesteœ œ nie ustępowała. 

œ Nikomu innemu nie wydaje się dziwne. Czasami opłaca się wytknšć 

nos poza biuro, żeby się zorientować, co się dzieje. Wysługiwanie 

się innymi może doprowadzić do całkowitego oderwania od 
rzeczywisto

œci. 

œ W takim razie przepraszam i zmieniam zdanie. 

Popatrzył na niš surowo. 

œ Nie podoba mi się twój ton œ powiedział z wyraœnym dystansem. œ 

Jestem twoim szefem, więc odzywaj się do mnie należycie. To, że 

znamy się prywatnie, nie ma nic do rzeczy. 

Christina poczuła dławienie w gardle. 

œ Czuję się urażona sugestiš, iż jestem tu dla zabawy i nie biorę 

pod uwagę faktu, że płacisz mi za pracę. Z pewnoœciš nikogo z 

ekipy nie obrzuciłeœ takimi oskarżeniami. 

Mówiła cichym i opanowanym głosem, choć wcale nie była spokojna. 
Wszystko go

towało się w niej z oburzenia. 

œ Znam oddanie moich pracowników œ odpowiedział chłodno œ ale ty, 

jak sama elokwentnie przypomniałaœ, jesteœ niewiadomš. Twojš pracę 
znam tylko z dokumentów i entuzjastycznej rekomendacji mojej 
siostry. 

œ Nieprosiłam o tę pracę. 

œ Wiem. I niezależnie od tego, co myœlisz, nie sugerowałem 

niczego. Chciałem tylko wyjaœnić kilka podstawowych zasad. 

Zatrzymał wzrok na półnagim ciele Christiny. 

background image

œ Czy było to naprawdę konieczne œ zapytała, choć wiedziała, że 
nie powinna podtrzym

ywać tematu. 

œ No cóż, me wyglšdasz na okropnie przepracowan𠜠wycedził. œ A 

twoja opalenizna pozwała sšdzić, że doœć dużo czasu spędzasz na 
basenie. 

W oczach Adama dostrzegła przelotne zaciekawienie. Zdenerwowała 

się. Czyżby oczekiwał, że po tej uwadze rozeœmieje się jak 

trzpiotka i zatrzepocze rzęsami? Może ze œwieżš opaleniznš 

wyglšdała bardziej pocišgajšco, ale gdzie jej do urody modelek, 

takich jak na przykład Frances. Poczuła się dotknięta 
takš imitacjš pochlebstwa. 

œ Mylisz si栜 powiedziała obojętnie, owijajšc 

się ręcznikiem. Nie dbała o to, co Adam pomyœli. 

œ Jestem na basenie drugi raz. Łatwo się opalam 

i nie muszę się wylegiwać godzinami nasmarowana 
olejkiem. 

Obrażonym spojrzeniem chciała go sprowokować, żeby powiedział 
jeszcze co

œ złoœliwego. 

œ Nie musisz owijać się ręcznikiem œ rzekł łagodnie, nie zwracajšc 

uwagi na minę Christiny. œ Dotychczas nie zwróciłem na to uwagi, 

ale muszę przyznać, że masz bardzo ładne ciało. Jak w sam raz. 

Z błyskiem rozbawienia spojrzał jej prosto w oczy. Miała ochotę go 

uderzyć. 

œ Powinnam czuć się zachwycona, słyszšc coœ takiego z ust eksperta 

od ciał kobiecych œ odparła. œ Ale nie lubię być traktowana jak 

kawał mięsa. 

œ Czy tak to rzeczywiœcie odczułaœ? œ zapytał powoli. œ Nie miałem 

pojęcia. Najwyraœniej nie potrafisz przyjmować komplementów. 

Christina chciała przecišć tę romowę, ale nie wiedziała jak. 

œ Czy to dlatego, że brak ci pewnoœci siebie? 

œ dopytywał się. 

œ Oszczędœ mi rozważań z zakresu psychologii 

œ wycedziła przez zęby. 

œ. Czy to dlatego? œ naciskał. 

Christina drżała. Nie miała odwagi wstać i pójœć do hotelu, bo nie 

była pewna, czy nogi nie odmówiš jej posłuszeństwa. 

Czy dla Adama to było zabawne? Czy uważał, że znajomoœć z niš 

upoważnia go do obraœliwych uogólnień? 

œ Jestem z siebie bardzo zadowolona œ wyrzuciła. 

œ Może nie wyglšdam jak modelka, ale w życiu sš rzeczy ważniejsze 

niż powierzchownoœć. 

œ Masz racj栜 zgodził się i rozejrzał dokoła. 

œ Basen wyglšda bardzo zachęcajšco. œ Wstał i przecišgnšł się. œ 
Masz co

œ przeciwko temu, żebym się przebrał i dołšczył do ciebie? 

Christina chciała powiedzieć, że to basen ogólnodostępny, ale jak 
wróci, na pewno jej nie zastanie. 

background image

œ Rób, jak uważasz œ mruknęła. 

Adam poszedł w stronę hotelu. 

Spokój ostatnich dni ulotnił się bezpowrotnie. Znów zacznie żyć w 

stresie. Będzie obserwować Adama, œledzić każdy jego ruch. Szybko 

wróciła do pokoju. Modliła się, by nie natknšć się na niego w 

drodze powrotnej, i jej modlitwa została wysłuchana. 

œniej dołšczyła do reszty ekipy zebranej przy barze. Zauważyła 

dwie modelki: Frances i kruczowłosš pięknoœć o imieniu Janessa. 

Adam też tam był. Rozmawiał z Samem, którego z racji wieku wszyscy 

traktowali jak ojca. Rzucił Christinie przelotne spojrzenie. 

Frances stała obok Adama. Nie dotykała go, ale wyraœnie dawała do 

zrozumienia, że sš razem. Miała na sobie obcisłš turkusowš 

sukienkę, w której wyglšdała bardzo elegancko. Christina poczuła 

się trochę nieswojo w swej szerokiej kwiecistej spódnicy i 
stonowanej bluzce. 

Nagle przyszło jej do głowy, że być może przyczyna obecnoœci Adama 

jest bardziej prozaiczna. Przecież przyleciał tu z Frances. Może 

perspektywa spędzenia w tropikach kilku dni z kochankš okazała się 

pokusš nie do odparcia? A przy okazji mógł pozałatwiać inne 
sprawy. 
Wszyscy postanowili zje

œć coœ w hotelu, a póœniej wzišć udział w 

przyjęciu dla goœci. Tylko Adam gładko się wymówił. 

Obiecałem odwiedzić paru przyjaciół - powie- 

dział. 

Christina nie była pewna, czy sprawia jej to ulgę, czy 
rozczarowuje. Z pewno

œciš bez niego przyjęcie nie będzie tak 

stresujšce. Ale czy równie ciekawe? My

œl ta zaskoczyła jš i 

zirytowała. Przywdziała więc maskę uprzejmego zainteresowania i 

żalu z powodu nieobecnoœci Adama. Pozostali usiłowali namówić go, 

żeby został, lecz Christina nie odzywała się. Zakrawałoby to na 

zbyt wielkš hipokryzję. Kiedy rzucił jej dobrze znane, szydercze 

spojrzenie, przyjęła je z zaskakujšcš obojętnoœciš. 

Miał już odejœć, gdy Frances wzięła go pod rękę. 

œ Do zobaczenia póœniej! œ zawołała takim głosem, że Christina aż 

się skrzywiła. Dobry Boże, czy to miała być ta rozumna pięknoœć? 

Raczej ptasi móżdżek w kolorowych piórkach. O czym, u licha, 
rozmawiajš, gdy sš sami? 

Christina złapała się na tym, że stoi i bezmyœlnie patrzy przed 

siebie. Reszta wieczoru była dla niej stracona. Udawała, że dobrze 

się bawi, tańczyła ze wszystkimi, ale myœlami kršżyła wokół Adama. 

W pewnej chwili zorientowała się, że pije więcej niż normalnie. 

Egzotyczne koktajle były bardzo smaczne. Dzięki nim szybko wpadła 

w szampański humor, a o północy bawiła się rzeczywiœcie œwietnie. 

Właœnie tańczyła z kimœ, kogo nie znała. Zaœmiewała się z czegoœ, 

co przy jej stanie umysłu wydawało się niewiarygodnie dowcipne. 

Podniosła wzrok i... natknęła się na spojrzenie Adama. 

background image

Stał przy drzwiach z Frances u boku. Obejmował jš w talii i 

patrzył na Christinę. 
U

œmiechnęła się do niego i pomachała rękš. Zachwiała się przy tym 

lekko. Pomy

œlała, że Adam chyba nie zrozumiał, jak dobrze się 

bawi, skoro z ponurš minš toruje sobie drogę w jej stronę. 

Zostawił Frances w towarzystwie Janessy, która przez cały wieczór 

nawet nie usiłowała zdobyć się na uprzejmš rozmowę. Z pewnoœciš 

pasowały do siebie i razem mogły sobie polamentować. Ta myœl 

jeszcze bardziej rozbawiła Christinę. Ale jej wesołoœć natychmiast 

wyparowała, gdy poczuła silny uœcisk na ramieniu. 

œ Ta pani jest ze mn𠜠wyjaœnił Adam partnerowi Christiny, który 

skinšł głowš i odszedł. 

œ Nie jestem z tob𠜠zaoponowała. 

Adam nie słuchał. Trzymał jš mocno za ramię i prowadził w stronę 
wyj

œcia. 

œ Co ty wyprawiasz? œ zapytał, gdy wyszli z sali. 

œ Za dużo wypiłaœ. Nie jesteœ przyzwyczajona do picia 

i uderzyło ci do głowy. Gdzie masz klucz do swojego pokoju? 

Christina chciała zaprotestować. Miała zamiar mu powiedzieć, że 

nikt go nie upoważnił do stania na straży jej moralnoœci, ale nie 

była w stanie. 

Wyłowiła z torebki klucz i podała go Adamowi. 

œ Nie przypuszczałem, że będę musiał coœ takiego dla ciebie robić 

œ mamrotał, prowadzšc jš do windy. 

œ Myœlałem, że masz więcej rozumu. Ze stać cię na więcej. niż 

upijanie się koktajlami. 

œ Jestem okropnie rozsšdna... œ Z niemałym trudem dobierała słowa, 

czujšc, że w tym momencie majš niewiele wspólnego z prawdš. œwiat 

wirował. Wiedziała, że rano obudzi się z koszmarnym kacem. Nie 

była to miła perspektywa. 

Adam zaprowadził Christinę do pokoju i zapalił œwiatło. 

œ Czuję si栜wietnie œ powiedziała, strzšsajšc włosy z twarzy. œ 

Po prostu rewelacyjnie. Doskonale dam sobie radę. 

œ Nie zawišzałabyœ sobie nawet sznurowadeł 

œ rzekł obcesowo, po czym zaczšł szperać po szufladach. 

œ Co robisz? œ zapytała z zaciekawieniem. 

Na moment odwrócił się. 

œ A jak myœlisz? Czy już całkiem straciłaœ zdolnoœć myœlenia? 

Zamierzam położyć cię spać. 
 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 
 

Christina zadrżała z przerażenia. 

œ Nie potrzebuję pomocy œ oœwiadczyła, siadaj4c na brzegu łóżka. 

Czuła się dziwnie. Nagle ogarnęło jš nieprzeparte pragnienie snu. 

background image

œ To nie jest najlepszy moment na dyskusje. œ Znalazł piżamę 

Christiny: szorty w biało-niebieskie paski i górę, zapinanš na 

guziki. Popatrzył na ten strój sceptycznie. 

œ Nie lubię ramišczek ani rzeczy wcišganych przez głow栜 
wyja

œniła, uprzedzajšc ewentualne uwagi. Ziewnęła szeroko, 

przecišgle. 

Położyła się na łóżku i zamknęła oczy. Bujała w obłokach, gdzie 

panowała cisza i spokój. 

Adam probował zdjšć jej buty. Christina słabo zaprotestowała. 

Zażšdała, żeby natychmiast wyszedł. Co pomyœlš wszyscy? Co pomyœli 
Frances? 

œ To nie stacja Paddington œ wyjaœnił, pomagajšc jej usišœć. œ W 

pobliżu nie ma nikogo. A jeœli chodzi o Frances, to jest bardzo 

przyjemnš częœciš mego życia... 

œ Ale tylko czasowo? 

œ Może tak œ odparł łagodnie œ a może nie. Może jest kobietš, jakš 
powinienem po

œlubić. Pięknš i nie rozkoszujšcš się spędzaniem 

wieczorów w domu przy kominku, a dni w oranżerii. Jak myœlisz? 

Te słowa zabolały jš. Poczuła to nawet przez przyjemnš mgiełkę, 

którš była otoczona. Zapiekły jš 

oczy, ale się nie rozpłakała. Zresztš i tak nigdy nie pozwoliłaby 

sobie na takš słaboœć w obecnoœci Adama. 

œ Czy dlatego przyjechałeœ? œ zapytała, głoœno wyrażajšc 
wcze

œniejsze przypuszczenia. œ Żeby sprawdzić, czy nadaje się na 

żonę? 

œ A czy to zły pomysł? 

œ Nie wiem. Nie obchodzi mnie, co robisz. Dlaczego zadajesz mi 

tyle pytań, kiedy marzę tylko o tym, żeby pójœć spać? 

œ No właœnie, dlaczego? œ mruknšł. Ale Christina znów zamknęła 
oczy i prawie go 

nie słyszała. 

Rozpišł jej sukienkę. Wiedziała, że nie powinna była do tego 
dopu

œcić. Serce waliło jej jak oszalałe. 

Pomy

œlała o wypitych czterech koktajlach. Większoœć normalnych 

ludzi pochłonęłaby dwa razy tyle i w dalszym cišgu panowałaby nad 
sobš. Al

e większoœć ludzi była bardziej przyzwyczajona do picia. 

Jej za

œ zdarzało się to sporadycznie i nawet nie miała pojęcia, na 

ile może sobie pozwolić. 

Tymczasem Adam zaczšł zdejmować z niej sukienkę. Miał minę, jakby 

był przyzwyczajony do robienia takich rzeczy. Pomyœlała, że 

rozbieranie kobiet to zapewne dla niego nic nowego. Wštpiła 

natomiast, czy miał duże doœwiadczenie w układaniu do snu pijanych 

pań. Frances, potencjalna kandydatka na żonę, nie robiła wrażenia 

osoby, której zdarza się upijać. Włosy w nieładzie? Rozmazany 

makijaż? 

background image

Na samš my

œl o tym Christina zachichotała. W tym momencie ich 

spojrzenia się spotkały. Po chwili Adam opuœcił wzrok i delikatnie 

zdjšł z niej sukienkę. 

Nie miała teraz na sobie nic oprócz majtek. Obserwowała falowanie 
swych pi

ersi. Od przyjemnego chłodu, panujšcego w klimatyzowanym 

pokoju, stwardniały jej brodawki. 

Zastanawiała się, jak by to było, gdyby ich dotknšł. Marzyła, że 
Adam jš pie

œci. Musiała walczyć ze sobš, żeby nie wydać jęku 

pożšdania, które jš przeszywało. 

œ Siadaj! œ nakazał, odwracajšc od niej wzrok. 

œ Jesteœ skrę... skrępowany œ zachichotała histe 
rycznie. 

œ Nie bšdœ œmieszna œ rzucił szorstko. œ Widywałem już nagie 
kobiety. 

Christina oddychała szybko. Nie mogła się nadziwić, że nie czuje 

się speszona swojš nagoœciš. Może nie była bosko piękna, ale na 

pewno nie musiała się wstydzić własnego ciała. Mogła być z niego 

nawet dumna: szczupła, długonoga, o wšskiej talii i ładnym, pełnym 
biu

œcie. Leżała na łóżku, opierajšc się na łokciach, i patrzyła, 

jak Adam ro

zpina wyjętš z szuflady piżamę. 

Czy to tylko działała jej rozbudzona wyobraœnia, czy też 
rzeczywi

œcie był mniej opanowany, niż w chwili gdy wchodzili do 

pokoju? 

œ Włóż tu ręce œ burknšł, przytrzymujšc piżamę i przysiadł na 

łóżku. 
U

œmiechnęła się szeroko, po czym przecišgnęła się. Od razu poczuła 

się lepiej. 

œ Nie rób tak œ wymamrotał. 

Spojrzała na niego okršgłymi ze zdziwienia ocza 
mi. 

œ Dlaczego? 

œ Po prostu ubierz się, dobrze? 

Wsunęła ręce w rękawy, zastanawiajšc się, jak to możliwe, że czuje 

się taka rozluœniona. 

œwiat wirował, ale bardzo delikatnie. Chciał zapišć jej guziki. 

Powstrzymała go. Przesunęła rękę Adama na swojš pierœ. 

Och, to było istne szaleństwo. Adam z tłumionym jękiem kršżył 

palcami wokół nabrzmiałej brodawki. 

Oddychał szybko. Nierówno. Christina czuła się jak w goršczce. 

Po chwili zaczšł namiętnie całować jej piersi. Christinę 

przechodziły dreszcze rozkoszy. A więc tak wyglšda namiętnoœć? 
Nigdy przedtem nie do

œwiadczyła czegoœ podobnego. 

Zamknęła oczy i odrzuciła głowę do tyKi. Chciała, by jak najdłużej 

odkrywał jej ciało i pieœcił. Płonęła pod dotykiem jego ršk. Usta 

Adama dopełniały rozkoszy. Christina przeżywała prawdziwe 

background image

uniesienie. Mogła tak trwać wiecznie, ale on nagle wyprostował się 

i wstał. 

Christina otworzyła oczy. Drżała. Dostrzegła, że Adam też jest 
podniecony. 

œ 0, Boże œ wymamrotał, przeczesujšc włosy palcami. Patrzył w bok. 

œ Chyba musiałem oszaleć. 

Słowa Adama podziałały na Christinę jak kubeł zimnej wody. 
Natychmiast wytrze

œwiała. 

Ze wstydem spojrzała na siebie i zaczęła zapinać piżamę. Chciała 

jak najszybciej się zakryć. Nie wiedziała, co powiedzieć. 
Oczywi

œcie mogła zrzucić wszystko na karb wypitego alkoholu, ale 

to tylko częciowo było prawdš. Gdyby rzeczywiœcie nie chciała, nic 

by się nie stało. 

Pragnęła Adama. Bardzo. I cztery koktajle nie miały tu nic do 
rzeczy. 

œ Nie chciałem wykorzystywać sytuacji œ powiedział cicho. 

Christina odwróciła wzrok. Doskonale wiedziała, że go 

sprowokowała. Teraz za wszelkš cenę starała się nie okazać swego 

pożšdania. 

œ To też moja wina œ przyznała z ocišganiem. Wsunęła na siebie 
szorty. 

Czuła się całkiem trzeœwa. Marzyła tylko o tym, by Adam wyszedł. 

œ Jeœli nie masz nic przeciwko... œ bšknęła. œ Już mi lepiej. 

Dziękuję za odprowadzenie do pokoju. 

œ Prawie jš zatkało przy tych słowach, ale starała się choć 

częœciowo zachować twarz. 

Adam zawahał się, jakby chciał jeszcze coœ powiedzieć. Christina 

wstrzymała oddech. Nie była w stanie dłużej wytrzymać jego 
obecno

œci. Zbyt dużo zobaczył. Nie chciała, żeby dostrzegł jej 

upokorzenie i wstyd. 

Odwrócił się i wyszedł, cicho zamykajšc za sobš drzwi. Wstała i 

przekręciła klucz w zamku. Potem zgasiła œwiatło i położyła się do 

lóżka. Patrzyła w sufit. Nie czuła już oszałamiajšcego wpływu 

alkoholu. Musiała więc stawić czoło trzeœwym myœlom. 

Jak mogła być taka głupia? Czy jej zachowanie było 

odzwierciedleniem zauroczenia, jakie przeżywała tyle lat temu, czy 

może Adam zawsze jš pocišgał? Nawet wtedy, gdy myœlała, że 

wyleczyła się z młodzieńczej miłoœci? 

Zresztš w tej chwili nie miało to znaczenia. Istotniejszy był 

fakt, iż zżerała jš namiętnoœć. Zamknęła oczy. Przeraziło jš, że 

sprowokowała Adama i została odrzucona. Jeszcze parę godzin temu 

nie uwierzyłaby, że coœ takiego może się wydarzyć. Na dodatek przy 

Adamie Palmerze. Przecież nigdy w życiu tak się nie zachowywała. 

Cóż, jakoœ musiała to przeżyć. Miała głębokš 

nadzieję, że Adam okaże się dżentelmenem i nie 

będzie się tym chełpił. Ale cień niepokoju pozostał. 

background image

A je

œli robi to teraz? Jeœli poszedł do pokoju Frances 

i właœnie opowiada jej o wszystkim? Frances œ kobieta, którš Adam 
chce po

œlubić. Pamiętała o tym 

z przygnębiajšcš jasnoœciš. 0, Boże. 

Wyobrażała sobie, jak Adam parska œmiechem na wspomnienie, że mała 

brzydka Tina prawie błagała, 

żeby się z niš kochał. Brzydkie kaczštko chciało zagrać rolę 

pięknego łabędzia. 

Przycisnęła ręce do twarzy i poczuła słone łzy na policzkach. 

Nigdy nie pozwoli, żeby dowiedział się prawdy. Ze ta sprawa tak 

niš wstrzšsnęła. Będzie udawała, że to œmieszny epizod bez 

znaczenia. Zażartuje, że po prostu musi unikać tego diabelskiego 
wynalazku, jakim jest alkohol. 

Zasnęła. Następnego ranka obudziła się z okropnym bólem głowy. 

Zwlekła się z łóżka, wzięła dwie aspiryny i po raz pierwszy od 

przyjazdu nałożyła makijaż. W ten sposób ukryła bladoœć i cienie 
pod oczami. 

Zastanawiała się, jak spojrzy Adamowi w twarz. Na szczęœcie nie 

musiała. Gdy zjawiła się w sali, gdzie serwowano œniadanie, 

jeszcze go nie było. 

Pozostali członkowie ekipy siedzieli przy stolikach. Frances 

obrzuciła Christinę ponurym spojrzeniem, ale się nie odezwała. 

Reszta zawzięcie dyskutowała na temat rozpoczynajšcego się 

karnawału. Postanowiono podzielić się na dwie grupy, aby 

zarejestrować jak najwięcej. W uroczystoœciach miało wzišć udział 

wiele zespołów w bajecznie kolorowych strojach i wstyd byłoby nie 

uwiecznić wszystkiego. 

Christina czuła lekkie podniecenie, które towarzyszyło jej w 

każdej nowej pracy. Ta jednak stanowiła szczególne wyzwanie; 

trzeba było nie lada zdolnoœci, żeby oddać atmosferę karnawału. 
Obie z Jennifer mia

ły pracować razem z Samem i fotografem, na 

którego miejsce została przyjęta. Zdecydowali się wyruszyć we 

czwórkę i w razie potrzeby rozdzielić. 

Wszędzie były tłumy ludzi. Na ulicach rozbrzmiewała muzyka. 

Christinie i jej towarzyszom zapierało dech na widok strojów. Od 

kolorów kręciło się w głowie. Wszędzie wirowały jaskrawe kostiumy. 

Christina wyjęła aparat fotograficzny i zanurzyła się w rozbawiony 

tłum. Całkiem zapomniała o pozostałej trójce. Byli doroœli. Mogli 

sobie radzić sami. A ona musiała korzystać z chwili i utrwalać to, 
co ulotne. 

Przywiozła tylko kilka rolek filmu, więc musiała gospodarować nimi 

ostrożnie. Nie mogła wykorzystać całego zapasu na jeden zespół, 

gdy było jeszcze tyle innych. 

Przed oczami Christiny rozgrywał się niewiarygodny spektakl, w 

którym brały udział setki ludzi, ubranych w jaskrawe kostiumy. 

Każdy zespół można było rozpoznać po charakterystycznej barwie lub 

background image

wzorach na strojach. Wszystko błyszczało w słońcu. Jeden z 

zespołów zaczšł grai. Muzyka porywała do tańca. Po chwili tłum 

falował i wirował w rytm melodii. 

Christina nie miała pojęcia, gdzie podziała się reszta grupy. 

Rozejrzała się, ale w tak wielkim zgromadzeniu trudno się było 
odnale

œć. Zrezygnowała więc z poszukiwań i dała się ponieœć muzyce 

i pracy. Pstrykała zdjęcia, starajšc się niczego nie uronić, aż 

straciła poczucie czasu. Po drodze kupiła coœ do jedzenia od 

ulicznego sprzedawcy i pracowała dalej. 

O szóstej po południu uœwiadomiła sobie, że za bardzo się 

rozpędziła, więc wróciła do hotelu. Ze zmęczenia nie czuła nóg. 
Zamiast pój

œć do pokoju, weszła najpierw do baru. Chciała napić 

się czegoœ zimnego. Bar œwiecił pustkami. Pewnie wszyscy wcišż 

jeszcze podziwiali bajecznš paradę. A może szykowali się na 

następny dzień, kiedy widowisko miało być powtórzone z jeszcze 

większym rozmachem. Przewidziano dodatkowo konkurs zespołów 

muzycznych. Christina planowała, że 
we

œmie ze sobš przynajmniej trzy rolki filmu, żeby spokojnie 

utrwalić wszystko, co najistotniejsze. 

Siedziała na stołku przy barze i powoli sšczyła sok pomarańczowy. 

œ Jak się czujesz? œ zapytał znajomy głos za jej plecami. 

Christina niechętnie spojrzała na Adama. Już prawie zapomniała o 

nocnej katastrofie. Teraz wspomnienie wróciło z całš 
wyrazisto

œciš. 

œ œwietnie, dziękuj栜 odparła sztywno. 

Adam przywołał jednego z barmanów i zamówił drinka. 

œ To dobrze œ powiedział. œ Rozumiem, że spędziłaœ dzień z 
aparatem fotograficznym. 

Traktował jš z chłodnš kurtuazjš, jak dalekš znajomš. Zniknšł ton 

poufałoœci, jaki zazwyczaj cechował ich rozmowy. 

Popatrzyła mu prosto w oczy. Wzrok Adama był uprzejmy. Po 

ostatnich starciach Christina marzyła o takiej właœnie miłej 

pogawędce. Ale teraz czuła, że to dziwnie niepokojšce. 

Zastanawiała się, czego właœciwie oczekuje od Adama Palmera. 

Natrzšsania się z wydarzeń ostatniej nocy czy dyskretnego 

milczenia? Ale z całej jego postawy przemawiała nie dyskrecja, 

lecz obojętnoœć. A to było najgorsze, co mogło jš spotkać. 

œ Tak œ odrzekła tym samym tonem. œ Nigdy nie widziałam czegoœ 

równie zdumiewajšcego: te kolory, wzory, oszałamiajšca 
wyobra

œnia... œ Napiła się soku. Przez głowę wcišż przelatywały 

wspomnienia ostatniej nocy. Tym bardziej była dumna, że udaje się 

jej zachowywać w miarę swobodnie. œ Ale podejrzewam, że dla ciebie 

to nie pierwszyzna. Bywałeœ tu przecież nieraz i na pewno wszystko 

widziałeœ. 

œ Wszystko? Sšdzę, że to niemożliwe. Co roku następujš zmiany, a 

poza tym dawno tu nie byłem. 

background image

œ Spojrzał na Christinę. œ Jakie masz plany na jutro? 

œ Takie same jak dziœ œ odparła, wzruszajšc ramionami. œ Chcę się 

wybrać na plac, gdzie odbędzie się konkurs zespołów. W ten sposób 

nic nie umknie mojej uwadze. A ty? Wychodziłeœ dzisiaj? 

œ Owszem. Razem z Frances. Udało nam się doœć dużo zobaczyć. 

Christina poczuła bolesne ssanie w żołšdku. Chyba nie była 

zazdrosna? To przecież całkiem do niej niepodobne i œmieszne. 

œ Dobrze się bawiła? œ zapytała z udawanym zainteresowaniem. Na 
my

œl o wysokiej blondynce, kołyszšcej się na ulicach w takt 

muzyki, zrobiło się jej niedobrze. 

œ Och, ona urnie się dobrze bawi㠜 zauważył 
Adam. 

œ Nie wštpię. 

œ Potrafi być bardzo spontaniczna... 

œ Tak? œ wtršciła, wyraœnie znudzona. 

œ Ale œ dodał z naciskiem œ odkryłem, że ty też umiesz się bawić. 

Przez chwilę patrzył na niš z wahaniem. 

œ Nie bardzo wiem, jak to wyrazi㠜 odezwał się w końcu œ ale 

powodem, dla którego to mówię, sš wydarzenia ostatniej nocy. œ 

Wysunšł rękę, jakby chciał, żeby mu nie przerywała. Ale Christina 

i tak nie była w stanie tego zrobić. Huczało jej w głowie i 

siedziała w milczeniu jak słup soli. œ Tino, musisz uważa㠜 mówił 

powoli, staiannie dobierajšc słowa. 

œ Wiem, że nie jesteœ przyzwyczajona do alkoholu. Pamiętasz, jak 

miałaœ piętnaœcie lat i Fiona namówiła cię na wypicie butelki 
napoju wzmacniajšcego? 

Nie wiedziałyœcie, że była w nim odrobina alkoholu. Nie mogłaœ 

œniej utrzymać się na nogach i jeszcze przez trzy dni œle się 

czułaœ. 

Christina bardzo dobrze pamiętała tamto wydarzenie. Adam akurat 

przyjechał z uniwersytetu i szykował się do podróży po Europie. 

Dzięki Fionie musiała spędzić trzy dni w ich domu. Z powodu złego 
samopoczucia. Adam nie

œle się ubawił, gdy dowiedział się o całym 

zdarzeniu. 

œ Do czego zmierzasz? œ wyszeptała. Dobrze wiedziała, ale chciała 

to usłyszeć z ust Adama. 

œ Staram się być wobec ciebie szczery œ wyjaœnił tonem, którego 

nie cierpiała. Jakby oczekiwał podziękowania za to, że tu siedzi i 

jš Óbraża. Bo oczywiœcie myœli, że robi to wszystko dla jej dobra. 

œ Mogłaœ się znaleœć w poważnych tarapatach, gdyby ktoœ inny 

odprowadził cię wczoraj do pokoju. 

œ Dzięki Bogu, to byłeœ ty œ rzuciła zraniona, bo Adam 
nie

œwiadomie rozdrapywał jej rany. œ Ale z ciebie rycerz w 

l

œnišcej zbroi! Dziękuję, że mi wytknšłeœ głupie i niestosowne 

zachowanie. 

œ Wypiła do końca sok i wstała. œ Nie musisz odgrywać 

przede mnš roli starszego brata. Zachowaj to dla swojej siostry. 

background image

Odwróciła się i ruszyła w stronę wyjœcia, ale Adam dogonił jš i 

zastšpił jej drogę. 

œ Nie próbuję cię zawstydza㠜 rzeki krótko. 

œ Chcę ci tylko dać przyjacielskš radę. 

œ Nie potrzebuję twoich przyjacielskich rad! 

Obrzuciła Adama wrogim spojrzeniem. 

œ Jesteœ tak cholernie niewinna œ powiedział szorstkim głosem. 

Zacisnęła pięœci. Miała ogromnš chęć go uderzyć. Ale wiedziała, że 

to niczego me zmieni. Tylko jeszcze bardziej jš poniży. 

œ Skończyłeœ? œ zapytała. Czuła, że za chwilę straci panowanie nad 

nerwami i zacznie dygotać. 

Nie znasz mężczyzn. Głoœno mówisz o nauczce, jakš dał ci Robinson, 

a wcišż jesteœ naiwna. Nie mówię, że masz w zwyczaju prowokować 

mężczyzn, gdy alkohol uderzy ci do głowy.. 

Boże, z każdš chwilš było coraz gorzej. Wróciła myœlami do 

wydarzeń minionej nocy i miała ochotę zapaœć się pod ziemię. Nawet 

nie mogła zaprzeczyć słowom Adama, bo wiedziała, że ma rację. 

œ Proszę cię tylko, żebyœ uważała œ dodał i rzucił jej dziwne 
spojrzenie. 

œ Nigdy jeszcze nie spałaœ z mężczyznš, prawda? Nie 

spałaœ z Robinsonem, tak? Dlatego się rozstaliœcie? 

œ Ęostaw te zgadywanki dla siebie œ ucięła. œ Razem ze swoimi 
radami! 

Odwróciła się i czym prędzej poszła do windy. Bała się, że Adam 

podšży za niš i podzieli się jeszcze paroma uwagami na temat jej 
osobowo

œci i życia intymnego. Na szczęœcie obawy te okazały się 

płonne. 

Od razu poszła do łazienki. Wzięła prysznic, chcšc otrzšsnšć się z 

wszystkich okropnych uczuć, jakie jej doskwierały. 

Musiała przyznać, że Adam w wielu sprawach mial rację. Co go 

jednak upoważniało do mówienia, jak ma postępować? Jakim prawem 

wypowiadał opinie o jej sprawach sercowych? Skšd wiedział, że jest 

dziewicš? Czy to tak bardzo rzucało się w oczy? Nie wstydziła się 
tego, ale 

œwiadomoœć, że Adam o tym wie, krępowała jš ogromnie. 

Zastanawiała się, co teraz o niej myœli. Niewštpliwie uważa jej 

ćnotliwoœć za jeszcze jednš dziwacznš, 

godnš politowania cechę. Podobnie jak poœwięcenie, 

z jakim oddawała się pracy, i fakt, że nie bywa 
w nocnych klubach. 

Czuła się zbyt wykończona, by zejœć do restauracji na obiad. 

Zjadła więc w pokoju. Po dziesištej przyszła Jennifer. Chciała 

porozmawiać i omówić najbliższe plany. 

œ Zgubiłaœ się nam œ powiedziała z wyrzutem, siadajšc na brzegu 

łóżka. 

œ Niechcšcy. Poniosło mnie trochę. To taka słaboœć, typowa dla 
fotografów. 

Przez kolejne pół godziny dzieliły się wrażeniami 

background image

z karnawału. Potem omówiły program na następny 

dzień: rano zdjęcia modelek, póœniej zaœ samodzielna 
praca na mie

œcie. Christina zastanawiała się, gdzie 

w tym c

zasie będzie Adam. 

Oczywi

œcie, powinna od razu odgadnšć! Następnego ranka był razem z 

nimi i modelkami. Christina robiła wszystko, żeby go nie 

dostrzegać. Ale, jak na złoœć, jakimœ dodatkowym, szóstym zmysłem 

wyczuwała wszędzie jego obecnoœć. Wreszcie stanšł przy niej, gdy 

fotografowała Frances wœród członków zespołu, przebranych za 

ogromne, wielobarwne motyle. Christina momentalnie zesztywniała. 

Wiedziała, że prędzej czy póœniej będzie musiała się odezwać, ale 
po wydarzeniach poprzedniej nocy nie potrafi

ła zachowywać się 

normalnie. Starała się skoncentrować na zdjęciach, uwagach 

rzucanych Frances i na współpracy z pozostałymi członkami ekipy. 

œ Po raz pierwszy widzę cię w akcji œ powiedział Adam. œ Jesteœ 
dobra. 

œ Tego wymaga moja praca œ odparła niechętnie. 

œ Nie miałabym zleceń, gdybym nie robiła tego dobrze. W tym 

zawodzie jest silna konkurencja, więc nie mogę sobie pozwolić na 
bylejako

œć. 

Przesunęła się zosłaniajšc mu sobš widok. To co, że jest szefem? 

To nie znaczy, że musi się przed nim płaszczyć. 

Przez obiektyw popatrzyła na Frances. Barwne stroje zespołu 

dodawały jej blasku i uroku. Christina miała pewnoœć, że to będš 

dobre zdjęcia, oddajšce klimat karnawału. 

Skończyła, gdy zespół zaczšł grać i zapowiedział przemarsz w 

stronę stanowisk sędziów. Starannie schowała aparat i rozejrzała 

się. Adam z kamiennš twarzš przyglšdał się Frańćes, wystawiajšcej 

twarz do słońca. Na ten widok zakłuło jš w sercu. 

Gdyby potrafiła być ze sobš całkiem szczera, przyznałaby, że 
zazdro

œci Frances siły, która przycišgała ku niej mężczyzn. Gdyby 

ona sama posiadała takš moc, to czy Adam oparłby się jej wtedy w 

pokoju hotelowym? Czy wyszedłby, a póœniej udzielał rad, jak 

powinna się prowadzić? 

Frances powoli odwróciła twarz w kierunku Adama. Zdawała sobie 

sprawę z oszałamiajšcej urody i wrażenia, jakie wywołuje u 

mężczyzn. Miała to wypisane na pięknym obliczu. 

Christina musiała przyznać, że pasowali do siebie. Oboje 

przycišgali wzrok nieskazitelnš urodš. Adam był ciemny, Frances 
jasna. 

œ Piękna, prawda? 
Christina nie 

słyszała kroków Adama. Nic dziwnego, wszechobecna 

muzyka zagłuszała wszystko. Stał tuż obok. Serce zaczęło jej znowu 

szybciej bić. 

œ Zauważyłem, że na mš patrzysz œ dodał. œ Spodziewam się, iż 

zdjęcia będš wystrzałowe. 

background image

œ Też mam takš nadziej栜 odparła Christina. 

œ Frances jest bardzo fotogeniczna. œ Popatrzyła 

w stronę oddalajšcej się blondynki. - Zdaje mi 

się, że ci ucieka. Lepiej jš dogoń, zanim zniknie 

w tłumie. 

œ No to zńiknie. œ Adam wzruszył ramionami. 

œ Jest dużš dziewczynkš i nie pcitrzebuje opieki. 

Christina nie odpowiedziała. Też chciała się oddalić, ale Adam 

uparcie szedł obok. 

œ Ja też jestem dużš dziewczynk𠜠oœwiadczyła przekornie œ i nie 

potrzebuję opieki. 

œ Wiem œ odparł Adam. œ Jeżeli coœ ci się przydarzy, obiecuję, że 

nie będę się wtršcał. Ale pójdę z tobš, żeby zobaczyć, co chcesz 

uchwycić na zdjęciach. Dzięki temu będę mógi doradzić Billowi, 
je

œli zwróci się do mnie o sugestie na temat artykułu. 

Chciała powstrzymać Adama, ale wiedziała, że to nie ma sensu. W 

końcu miał prawo towarzyszyć jej w pracy, kiedy tylko uzna za 

stosowne. Znali się od lat. Byłby zdziwiony, gdyby zaprotestowała 
przeciwko jego obecno

œci. Mógłby nawet domyœli㜠się prawdziwej 

przyczyny. 
- Oczywi

œcie - rzekła cierpko. - Chodœ. Main tylko wštpliwoœci, 

czy m

oje towarzystwo okaże się dla ciebie równie ekscytujšce jak 

spacer z Frances. 
 

ROZDZIAŁ ÓSMY 
 

To był już ostatni dzień karnawału. Poprzedniego dnia, w 

poniedziałek, panował. nastrój żywiołowego œwięta. Teraz było 
inaczej. Wyra

œniej oddzielono sektory. Oczywiœcie, nie działo się 

tak bez przyczyny. Powodem była koniecznoœć oceny zespołów. 

Christina z zaskoczeniem skonstatowała, że swobodnie rozmawia z 

Adamem, a on chętnie opowiada o genezie karnawału. Musiała 

przyznać, że zaimponował jej wiedzš na ten temat. 

Szli ulicami, przyjacielsko gawędzšc. Christina stwierdziła, że 

Adam potrafI być bardzo miłym kompanem. W zasadzie nie dziwiło jej 

to. Zawsze wiedziała, że ma poczucie humoru i jest dowcipny. 

Poczštkowe napięcie zaczęło powoli ustępować. I tak częœć dnia, 

który miała spędzić z Adamem, wypełniš zawodowe obowišzki, więc 

może œ pomyœlała z ulg𠜠nie będzie to takie krępujšce. 

Lunch był bardzo przyjemny. Zjedli roli, kupionš od ulicznego 

sprzedawcy potrawę z wołowiny i kurczaka, przyprawionš na ostro. 

Sos cieki im po brodach. Był doskonały œ ostry i zadziwiajšco 
smaczny. 
Po wyjštkowo wygórowanej cenie kupili lodowato zimne napoje. Pili 
prosto z puszek. 

background image

Przez cały czas przeciskali się przez tłumy, które wyległy nie 

tylko na głównš ulicę, ale wypełniały również boczne zaułki. 

Na każdym kroku Christina natykała się na rzeczy warte utrwalenia 
na kliszy. Fascynowali jš ludzie siedzšcy na chodnikach, dzieci na 

ramionach ojców, kołyszšce się w takt muzyki, zadziwiajšce barwy i 

wzory strojów. Aż trudno się było zdecydować, co wybrać. 

œ Ty naprawdę lubisz swojš pracę. Widać, że tym żyjesz œ 

powiedział Adam. 

œ Bo to całkiem fajne œ przyznała Christina, odwracajšc się. W 

jego oczach dostrzegła coœ, czego nie potrafiła nazwać. Poczuła 

się trochę nieswojo. œ Oczywiœcie, że uwielbiam swojš pracę, ale 
to... 

œ szerokim gestem zatoczyła koło œ to jest nadzwyczajne. Nie 

trzeba się wysilać, żeby uchwycić coœ ciekawego. Wszystko jest 
wspaniale i inspirujšce. 

œ Oczy Christiny błyszczały. Wszechobecna 

beztroska żywiołowoœć była zaraœliwa. Udzieliła się nawet jej. 

Tłum pan do przodu. Wszyscy falowali w rytm muzyki. 

Adam lekko otoczył Christinę ramieniem. Ich palce się splotły. 

Ostrożnoœć i dystans zupełnie nie pasowały do spontanicznej 
atmosfery tego miejsca. 
Christina u

œmiechnęła się, lecz kiedy Adam pochylił się i lekko 

musnšł jej usta, cofnęła się. Ale jego palce trzymały mocno. Nie 

mogła się uwolnić. Prawdę mówišć, wcale nie chciała. Pragnęła czuć 

jego rękę na ramieniu. Bliskoœć muskularnego ciała sprawiała jej 
przyjemno

œć. 

Zresztš odnosiło się wrażenie, że w roztańczonym tłumie każdy 
kogo

œ obejmuje. Było to całkiem niewinne i naturalne. Dzięki temu 

chociaż przez chwilę mogła zapomnieć o hamulcach. Przestało jš 

dziwić, że Adam wybrał jej towarzystwo. Zapomniała o brakach, 
bole

œnie uœwiadomionych przez Grega. Zapomniała nawet o istnieniu 

Frances. Zdrowy rozsšdek ekipa dobrze o tym wiedziała. Fakt, że 

nie było go u jej boku, musiał doprowadzić jš do wœciekłoœci. 

wydawał się w tej scenerii zupełnie nie na miejscu. Goršcy nastrój 

karnawału uderzał do głowy jak alkohol. 

Odprężona, przytuliła się lekko do Adama. 

Poszli w stronę stanowisk sędziowskich. Adam zdobył specjalne 

pozwolenie, dzięki któremu Christina mogła fotografować z 
uprzywilejowanego miejsca. Pu

œcił jej rękę, żeby się napić. Z 

profesjonalnš łatwoœciš pstrykała zdjęcia, a kiedy zaczšł 

wypytywać, co fotografuje, odpowiadała z zapartym tchem, aż 

zarumieniła się z przejęcia. 

œ Zaczekaj chwilk栜 rzucił Adam. Zanim zdšżyła zaprotestować, 

wzišł aparat i zrobił jej zdjęcie. 

œ Nigdy nie wspominałeœ, że jesteœ fotografem 

œ rozeœmiała się. 

œ Bo nie jestem œ odparł, oddajšc aparat. œ Więc nie spodziewaj 

się nie wiadomo czego, gdy będziesz robić odbitki. Jako mały 

background image

chłopiec miałem specyficzny dryg do fotografowania. Na zdjęciach 

ludzie wychodzili bez głów, ršk albo nóg. Od tego czasu zrobiłem 

niewielkie postępy. 
Christina roze

œmiala się. Przez cały czas odnosiła wrażenie, że 

oczy Adama chcš jej co

œ powiedzieć. Nie mogła tylko rozgryœć co. 

Pod

œwiadomie czuła, że to coœ nęcšcego. 

Odwróciła się i pstrykała dalej. Uwieczniła kobiety z zamkniętymi 

oczami i odrzuconymi do tyłu głowami, całkowicie pochłonięte 
muzykš. 

Na scenie szybko zmieniały się zespoły, podziwiane przez tysišce 

widzów. Sędziowie pracowali bez wytchnienia. Artyœci tańczyli i 

œpiewali jak w transie. 

Gdzie teraz była Frances? Niezależnie od tego, gdzie się 

znajdowała, na pewno nie czuła się szczęœliwa. Na każdym kroku 
podkre

œlała przecież, że ma prawo wyłšcznoœci na obcowanie z 

Adamem. Cała 
My

œlenie o innej kobiecie kolidowało z dobrym humorem Christiny, 

więc natychmiast odegnała niemiłe skojarzenia. Na moment odłożyła 

aparat i stanęła z rękami na biodrach. Odrzuciła głowę do tyłu i 

patrzyła na niepowtarzalne widowisko, rozgrywajšce się zaledwie 
kilka metrów od niej. 

Poczuła, że Adam stanšł tuż za niš. Położył dłonie na jej 

ramionach i zaczšł masować. Otworzyła usta, żeby zaprotestować, 

ale nie powiedziała ani słowa. Pozwoliła, aby wprawnymi ruchami 

ugniatał jej zesztywniałe mięœnie. 

Przymknęła oczy. 

œ Lepiej ci? œ zapytał. 

Miała chęć powiedzieć, że aż za dobrze, ale wtedy zdradziłaby się. 
Na samš my

œl o tym znieruchomiała. 

œ Rozluœnij si栜 szepnšł Adam. œ Patrz na zespoły me myœl o tym, 

co robię. 
Nie my

œleć o tym, co robi? Miała ochotę się rozeœmiać, ale nie 

mogła. Zaschło jej w gardle. Powoli docierało do niej dlaczego. 

Adam Palmer nie tylko jš pocišgał. Zwykły pocišg fizyczny nie 

byłby aż tak kłopotliwy i nie wywoływałby takich odczuć, ilekroć 

Adam znajdował się w pobliżu. 

Nie, przyczyna była inna. Christina kochała go. Beznadziejnie i 

namiętnie. Sama przed sobš starała się ukryć to od chwili, gdy los 

rzucił ich do domku w Szkocji. 

Jako nastolatka beznadziejnie się w nim kochała. Jej obecne 

uczucie było równie beznadziejne, ale inne. Dojrzałe. To prawdziwa 

miłoœć, zrodzona z szacunku i podziwu. Pełna pożšdania. 
My

œl ta wywołała drżenie. Jak to się mogło stać? To było 

nielogiczne i absurdalne. Czy zapomniała o młodzieńczej 

fascynacji? I o tym, jak niefrasobliwie Adam jš odrzucił? Czy była 

background image

aż takš idiotkš, żeby przypuszczać, że po latach stanie się 

bardziej wrażliwy? 

Przecież nie grzeszyła urodš. Greg uœwiadomił jej to bez ogródek. 

Kiedy pozbierała się po rozstaniu, wmawiała sobie, że właœciwie 
wy

œwiadczył jej przysługę. Dzięki niemu wiedziała, jakie ma 

szanse. 

Jak więc mogła zakochać się w Adamie? Pochodzili z odrębnych 

œwiatów i bardzo się różnili. Adama Palmera pragnęło wiele kobiet. 

Ale on z żadnš nie chciał się wišzać. Przykład rodziców stał się 
gorzkš lekcjš. 

A ona... Jej nie pragnšł nikt. Nie biegły za niš pożšdliwe 
spojrzenia. Po do

œwiadczeniach z Gregiem była przekonana, że z 

żadnym mężczyznš nie połšczy jej nic więcej niż tylko przyjaœń. 

Nic dziwnego, że z całš premedytacjš wolała zapomnieć o istnieniu 

Frances. Dlaczego nie miałaby przeżyć paru godzin, udajšc, że 
rzeczywisto

œć nie istnieje? 

Było jej niedobrze i miała zawroty głowy. Najchętniej uciekłaby, 

ale nie mogła. Nie pozostawało jej nic innego, jak tylko trwać z 
przyklejonym u

œmieszkiem na ustach i udawać, że wszystko jest w 

najlepszym porzšdku. 

Palce Adama przesuwały się w dół jej pleców, gdy Christina nagłym 

ruchem uwolniła się od dotyku jego ršk. Wolała się nie odwracać. 

Bała się, że Adam natychmiast dostrzeże, co się dzieje w jej 
duszy. 

œ Powinieneœ profesjonalnie zajšć się masażem. Robisz to bardzo 
dobrze 

œ powiedziała, silšc się na beztroski ton. 

œ Będę o tym pamiętał, jak przestanie mi się wieœć w interesach œ 

rzekł sucho. 

Ton głosu Adama sprowadził Christinę na zremię. Wzięła aparat i 

podeszła bliżej sceny, na której co jakiœ czas zmieniały się 

zespoły. 

œ O co chodzi? œ zapytał ostro. 

œ O nic œ skłamała bez zastanowienia. Czuła, iż się rumieni. Miała 

nadzieję, że Adam złoży to na karb upału. 

œ Rzeczywiœcie œ popatrzył na niš sceptycznie. 

œ Przed chwilš byłaœ całkiem rozluœniona. A teraz zachowujesz się 
jakby co

œ się stało. Wyrzuć to z siebie. Co się dzieje? 

œ Naprawdę nic œ uparcie łgała dalej. Znała Adama i wiedziała, że 

nie da się tak łatwo zbyć, więc dodała: œ Po prostu rozbolała mnie 

głowa. To pewnie przez ten hałas i upał. œ Znaczšco potarła 
skronie. 

œ Czy bardzo cię boli? Musisz natychmiast wrócić do hotelu. Zdarza 

mi się czasem cierpieć z powodu bólu głowy i wiem, że to nic 
przyjemnego. 

background image

Christina wolałaby, żeby nie okazywał jej aż tyle współczucia. 

Trochę wystarczyłoby w zupełnoœci. Nie miałaby wtedy poczucia winy 

i nie byłoby jej tak głupio. 

œ Nic mi nie będzie œ mruknęła. Uœmiechnęła się, a Adam zmarszczył 

czoło. 

œ Czy to na pewno tylko ból głowy? œ wypytywał. 

œ A cóż innego? œ zaœmiała się nieszczerze. œ Poza tym nie mogę 
teraz i

œć do hotelu. Muszę jeszcze sfotografować ostatni zespół. 

œ Jestem przekonany, że już wystarczy tych zdjęć. Nie zapominaj, 

że byłaœ tu wczoraj. A dziœ widzieliœmy prawie wszystkie zespoły. 

Nie mogę dopuœcić, żebyœ zemdlała. Nie musisz tkwić tu do samego 

końca. 

Podszedł do Christiny. Przerażenie œcisnęło jej gardło. Nie 

chciała, żęby był tak blisko. 

œ Zrobię jeszcze prę zdjęć i wrócę do hotelu 

œ poszła na kompromis. Adam przytaknšł. 

œ Parę i koniec œ powiedział ostrzegawczo. œ Nie zapominaj, kto tu 
jest szefem 

œ dodał półżartem, choć w jego oczach malowała się 

powaga. 

Christina odwróciła się. Zaczęła fotografować. Ale jej beztroski 
entuzjazm gdzie

œ wyparował. Przeœladowała jš myœl, że Adam stoi 

tuż obok. 

Całe to braterskie współczucie irytowało jš. Nie tego oczekiwała. 

Pragnęła takiej reakcji, jakš zapewne wzbudzała w nim Frances. 

Chciała, by odpowiedział na jej uczucie z takš samš siłš. 
Pomy

œlała o sobie. O swojej wštpliwej urodzie, o bladej cerze 

pokrytej teraz warstewkš opalenizny

. Gdy ładny, złocisty kolor 

zniknie, znów będzie nijaka. To było żałosne. Ona sama była 

żałosna. 

Skoncentrowała się na zdjęciach. Starała się nie myœleć o 
obecno

œci Adama. Udawała, że nie czuje jego dłoni na ramieniu, 

choć od tego dotyku przenikały jš dreszcze. 

œ Wystarczy œ usłyszała szept Adama tuż przy uchu. œ Wcale nie 

robi się chłodniej. Jak tak dalej pójdzie, za chwilę zemdlejesz. 

œ Ale nie będę opowiadać, że to przez ciebie. 

œ Powiedziałem, żebyœ odłożyła aparat. Wracamy do hotelu. œ Głos 
Adama b

ył pozbawiony wyrazu. Tak postanowił i nie zamierzał 

dyskutować. 

Wzruszyła ramionami i ostrożnie schowała aparat. Nie patrzyła na 

niego. Pragnęła, aby zamienił się w obłok dymu i zniknšł. Zeby 

znów mogła żyć jak przedtem, zanim się pojawił. 
Ruszyli w dro

gę powrotnš, przeciskajšc się przez tłum. Na 

szczęœcie hotel znajdował się stosunkowo 

niedaleko. Christina poczuta nagle, że straszliwie bolš jš nogi. 

Czy zawsze tak musiało być? Dopóki pracowała bez wytchnienia, 

background image

wszystko było w porzšdku. Ale w chwili gdy kończyła, natychmiast 

zaczynała odczuwać zmęczenie. 

W końcu wydostali się na zaœmieconš ulicę. Szli wolno, w 
milczeniu. 

Zaczynało zmierzchać. W tropiku przejœcie od dnia do nocy 

następuje bardzo szybko. Przed upływem godziny będzie całkiem 
ciemno. Chris

tina dyskretnie obserwowała Adama. Trzymał ręce w 

kieszeniach. Patrzył przed siebie. Znalš go od dziecka. Widywała 

chłopca, młodzieńca, a póœniej mężczyznę. Ale, ilekroć na niego 

patrzyła, wcišż odczuwała jakiœ niepokój, jakby sięgała po 
zakazany owoc. Nie

kiedy miała wrażenie, że jest obcym człowiekiem. 

Na ulicach nie było żywego ducha. Wszyscy wcišż podziwiali 

zespoły, występujšce na scenie. Rozejdš się, gdy zapadnie noc. O 

północy jedynš pamištkš karnawału będš tonšce w œmieciach ulice. 

œ Czuję się znacznie lepiej œ powiedziała Christina, żeby przerwać 
milczenie. 

œ To dobrze. œ Rzucił jej krótkie spojrzenie. Zastanawiała się, o 
czym my

œli. 

œ Przypuszczam, że chętnie wróciłbyœ już do Fran 
ces. 

œ Gdybym nie znał cię dobrze, pomyœlałbym, że jesteœ o niš 
zazdrosna 

œ rzekł bez ogródek. œ A może jesteœ? 

œ Nie bšdœ œmieszny œ rozeœmiała się Christina, starajšc się, by 

zabrzmiało to naturalnie. œ Osiwiałabym, gdybym zazdroœciła 

modelce, którš fotografuję, i każdej majętnej osobie, do której 
jestem zapraszana

... Gdyby tak było, nigdy nie zostałabym 

przyjaciółkš Fiony. O ile dobrze pamiętasz, moi rodzice nie 

wywodzš się z tych samych sfer, co twoi. Gdyby nie oszczędzali, 

żeby posłać mnie do prywatnej szkoły, nigdy nie spotkałabym twojej 
siostry. Pochodzimy z ró

żnych warstw społecznych. 

œ Czy to ci przeszkadzało? œ zapytał z niekłamanym 
zainteresowaniem. 
Pomy

œlała, że właœnie to jest w nim niebezpieczne. Kiedy me była 

zła na niego, oczarowywał jš z niepokojšcš łatwoœciš. Przy nim 

czuła się, jakby była kimœ ważnym. Nie miało znaczenia, że 

inteligencja i zdrowy rozsšdek podpowiadały jej, iż w ten sposób 

Adam Palmer odnosi się do każdej kobiety 

œ Nie. Miałam bardzo szczęœliwe dzieciństwo. Dlaczego uważasz, że 

powinnam być zazdrosna? 

œ Bo to leży w ludzkiej naturze. Zazdroœć nie jest szlachetnym 

uczuciem, ale któż z nas jest naprawdę szlachetny? 

œ Czy ty komuœ zazdroœcisz? œ zadała pytanie, odwracajšc tok 
rozmowy. 

œ Musiałbym się poważnie zastanowić. 

œ Szczęœciarz z ciebie œ powiedziała z sarkazmem. 

œ Jeden z nielicznych szlachetnych. 

background image

œ Nie. Mam tylko swojš filozofi栜 sprostował. 

œ Po co tracić czas i energię na zazdroœć? W ten sposób marnuje 

się życie. A ja chcę osišgnšć jak najwięcej. 

Już osišgnšłeœ, pomyœlała. Większoœć mężczyzn zrobiłaby wszystko, 

żeby mieć to, co ty: pienišdze, pozycję, siłę, aparycję i rozum. 
1, oczywi

œcie, łatwoœć, z jakš zdobywasz kobiety. 

Przez chwilę szli w milczeniu. 

œ A więc nie jesteœ typem zazdroœnicy œ Adam powrócił do tematu. œ 
Nie palisz, nie zarywasz nocy, nie sypiasz z byle kim. To jakie 

masz wady, mała Tino Reynolds? 

Zacisnęła zęby. Mniejsza o charakterystykę jej osoby. Ale mała 

Tina Reynolds? To zabrzmiało, jakby dopiero co wyrosła z 

powijaków. Bóg jeden raczy wiedzieć, co by pomyœlał, gdyby miał 
stuprocentowš pewno

œć, że nie spała z Gregiem. Aż ciarki przeszły 

jej po plecach, gdy to sobie wyobraziła. 

Mówił tak, jakby wady były czymœ ogromnie podniecajšcym. Była ich 

pozbawiona, więc wydawała się dziwna i nudna jak flaki z olejem. 

œ Nie lubię mężczyzn, którzy traktujš mnie protekcjonalnie œ 

odpowiedziała cicho, dławišc się ze złoœci. 

œ Mnie masz na myœli? œ zaœmiał się lekko. 

œ Jeœli za takiego się uważasz, to tak œ odparła. 

œ A co ty o mnie sšdzisz? œ zapytał od niechcenia. 

Nie mogła oprzeć się wrażeniu, iż zadał to pytanie tylko po to, by 

podtrzymać rozmowę. Była przekonana, że wcale nie zależy mu na 
odpowiedzi. 

œ Myœl栜 powiedziała, starannie dobierajšc słowa 

œ że jesteœ wyjštkowo inteligentny i bogaty. I dobrze 
o tym wiesz. Zdajesz sobie 

œwietnie sprawę, jakie to 

daje przywileje i korzystasz z nich. Przykładem niech 

będš wszystkie kobiety typu Frances, które przewinęły się przez 

twoje życie. 

œ A więc tu cię mam œ wycedził. œ Znowu mówisz 
o Frances... 

œ Nieprawda. To był tylko przykład. 

œ Dlaczego uważasz, że kobiety pocišga moja inteligencja? Czy może 
pienišdze? 

œ Bo... œ plštała si栜 bo... 

œ Bo to ciebie pocišga w mężczyœnie? Greg nie mial wielkich 

pieniędzy i nie grzeszył inteligencjš. Chyba że nazwiesz 

inteligencjš cwaniactwo oszusta. A więc czym cię ujšł? 

Miała dziwne wrażenie, że straciła szansę dowiedzenia się czegoœ 

więcej o charakterze Adama. Z dużš wprawš tak pokierował romiowš, 

że teraz ona musiała głowić się nad odpowiedziš. Szukała czegoœ 

gładkiego i dowcipnego, żeby pokryć zmieszanie. Chciała mu dać 

chłodno do zrozumienia, że rozmawiajš o nim, a nie o niej. 

œ Greg nie ma tu nic do rzeczy œ odrzekła sztywno. 

background image

œ A jeœli chcesz wiedzieć, to dla mnie nie ma znaczenia, ile ktoœ 
zarabia. 

œ Więc pocišga cię inteligencja? œ zapytał. A co pocišgało cię w 

Gregu? Bardzo mnie to ciekawi. Niektóre kobiety lubiš mężczyzn, 
którzy sš jak wilki w owczej skórze. Czy i ty jeste

œ jednš z nich? 

Zatrzymał się. Wolałaby, żeby szli dalej. Pragnęła jak najszybciej 
znale

œć się w hotelu, żeby nie być sam na sam z Adamem. 

œ Dlaczego cišgle wypytujesz mnie o Grega? œ Zdecydowała się 
przej

œć do ataku. œKtoœ mógłby pomyœleć, że jesteœ o niego 

zazdrosny 

œ D1azego, u licha, miałbym być o niego zazdrosny? œ Jego głos był 
podejrzanie spokojny. 

œ Czy sšdzisz, że skrycie zazdroszczę mu 

wdrapywania się coraz wyżej po plecach innych? Sšdzisz, że ja też 

tak postępuję? Czy uważasz, że jestem o niego zazdrosny, bo chciał 

cię wcišgnšć do łóżka? 

œ Ta rozmowa zaczyna być niepoważna œ mruknęła i ruszyła dalej, 

ale Adam dogonił jš i chwycił za rękę. 

œ Po co ten poœpiech? Nie odpowiedziałaœ mi. 

œ Nie musz栜 stwierdziła lakonicznie. œ A wracajšc do twojego 

pierwszego pytania: uważam, że nie ma nic złego w tym, że kobietę 

pocišga w mężczyœnie inteligencja. 

œ A pocišg fizyczny? 

œ Co chcesz wiedzieć? œ zaczęła. œ Trudno mnie nazwać pięknoœciš. 
Wiem o tym. Dlatego nigdy nie 

mogłabym się zakochać w kimœ bardzo przystojnym. Tylko piękna 

kobieta może utrzymać przy sobie takiego mężczyznę. 

œ Chyba nie myœlisz tak naprawdę? 
To pytanie ziry

towało Christinę do reszty. Czy nie mógł choć raz 

zachować się jak dżentelmen i powiedzieć jej, że jest atrakcyjna? 

Tak bardzo chciałaby to od niego usłyszeć. Nawet jeżeli to 
nieprawda. 

œ Oczywiœcie, że tak myœlę. 

œ Masz o sobie fałszywe mniemanie. 

œ Raczej zgodne z prawd𠜠sprostowała. œ Nie zrozum mnie œle. Nie 

jestem nieszczęœliwa z powodu czegoœ tak błahego, jak wyglšd 

zewnętrzny. Ale mam oczy i umiem realnie oceniać fakty. Nie 

mogłabym udawać ani przed sobš, ani tym bardziej przed kimœ innym, 

że jestem osobš, za którš ludzie oglšdajš się na ulicy 

œ Niewiele jest takich osób œ dziwnym głosem powiedział Adam. œ 

Jest ogromna różnica między szokujšcym pięknem a atrakcyjnoœciš. 

œ Jak ładnie z twojej strony, że to podkreœlasz 

œ rzekła i ruszyła w kierunku hotelu. 

Nie powinna tu być. I nie powinna prowadzić tego typu rozmowy z 

mężczyznš, który tyle dla niej znaczył. Coraz głębiej brnęła w tę 

bezsensownš miłoœć, nie majšcš żadnych szans na to, że 
kiedykolwiek zostanie odwzajemniona. 

background image

Raczej wyczuwała, niż słyszała, że Adam idzie za niš. Gdy znalazł 

się bardzo blisko, chwycił Christinę z rękę i odwrócił do siebie. 

œ Co robisz? œ rzuciła. 

œ Proponuję, żebyœmy kontynuowali rozmowę. 
Tutaj. 

œ Nie chcę. 

œAleja chcę. 

œ A ty zawsze dostajesz to, co chcesz. Prawda, Adamie? œ zapytała 

nieswoim głosem. Serce łomotało jej w piersi jak oszalałe. 

œ Nie zawsze œ zaprzeczył. œ Kiedyœ ci się podobałem. Czy nadal 

uważasz, że jestem pocišgajšcy? Czy zaliczasz mnie do tych 

mężczyzn, których twoim zdaniem może utrzymać przy sobie tylko 

piękna kobieta? 

œ Tak, jesteœ przystojny œ odpowiedziała na pierwsze pytanie. œ I 

dobrze o tym wiesz. Gotowa jestem to powtórzyć, jeżeli cito sprawi 
przyjemno

œć. Czy teraz mogę odejœć? Padam ze zmęczenia, nie czuję 

nóg i zaraz pęknie mi głowa. 

œ Bardzo przebiegłe œ skwitował. 
Naj

œmieszniejsze było, że faktycznie nie czuła się najlepiej. Adam 

wcišż œciskał jej rękę aż do bólu. Na dodatek œwidrował jš oczami. 

Od tego spojrzenia Christinie robiło się słabo. 

Jak mogła się zakochać w tym facecie? A właœciwie, jak mogła nie 

wyrzucić go z pamięci i serca dawno, dawno temu? 

Adam stał, gotów kontynuować rozmowę. Christina nagle poczuła 

przypływ zmęczenia i złoœci. 

œ To nie wybieg! œ krzyknęła.œ To prawda! Dlaczego nie pójdziesz 

dokuczać komuœ innemu? 

œ Nie mów tak do mnie! œ wysapał. Jeszcze mocniej œcisnšł jej 

rękę. 

œ Taak? œ rozeœmiała się. œ A dlaczego? Kim ty jesteœ, że mi 

mówisz, jak main się do ciebie odzywać? To, że płacisz za mój 

pobyt tutaj, nie upoważnia cię do takiego traktowania. Pracuję dla 

ciebie, ale nie jestem twojš własnoœciš! 

Nie odpowiedział. Ruszył w stronę hotelu, cišgnšc Christinę za 
sobš. 

œ Puœć mnie œ syknęła. 

œ Jeszcze nie skończyłem z tobš rozmawiać. 

œ Nie obchodzi mnie to. 

œ œAle mnie obchodzi. 

Pocišgnšł Christinę w kierunku opustoszałego basenu. Posadzil na 

jednym z leżaków i usiadł obok, uniemożliwiajšc ucieczkę. 

œ Dlaczego teraz? œ zapytała. œ Dlaczego po tylu latach nagle 

zainteresowałeœ się tajnikami mojego umysłu? œ Głos Christiny był 
naszpikowany sarkazmem. 

œ A dlaczego nie? Zawsze wiedziałem, że jesteœ interesujšca, a 

ostatnio odkryłem to na nowo. 

background image

Zawsze wiedział, że jest interesujšca? Ale dowcip! 

œ Czy przyszło ci do głowy, że to może wcale nie działać w drugš 

stronę? Że mogę nie uważać, że jesteœ interesujšcy? 

œ Nie. 

Wycišgnšł rękę i pogładził Christinę po policzku. Cofnęła się 
zaskoczona. 

œ Co robisz? 

œ Dotykam ci栜 odparł, jakby to wszystko wyjaœniało. 

Zastygła w bezruchu. Adam przesuwał palcem po jej obojczyku. 

Przeszedł jš lekki dreszcz. Czuła, jak pod podkoszulkiem 

nabrzmiewajš piersi. Gdy dotknšł ich delikatnie, Christina 

jęknęła. 

Uwodził jš. Wykorzystywał całš wiedzę o kobietach i całe 
do

œwiadczenie, żeby to osišgnšć. 

Pomy

œlała o kobietach jego życia. Ile ich było? Pewnie nawet nie 

pamiętał ich imion. Na litoœć boskš, przecież jedna z nich była w 

tym hotelu! Czy już całkiem zapomniała o jej istnieniu? 

Adam igrał z nimi tak, jak teraz igra z niš. Tylko że z tej zabawy 

właœnie ona wyjdzie zraniona i nieszczęœliwa. On jak zwykle 
wyjdzie bez uszczerbku. 

I chociaż go kochała, nie mogła dopuœcić do takiej sytuacji. 

Miłoœć mogła skłaniać jš do szaleństwa, ale nie aż takiego. 

Wyprostowała się i wstała. Stanęła kolo leżaka. Adam był 
zaskoczony. 

œ Dokšd idziesz? œ zapytał. 

œ Do pokoju œ odparła i, zanim zdšżył zareagować, dodała: œ sama. 

Adamie, nie chcę cię. Może rzeczywiœcie nagłe odkryłeœ moje 
istnienie, ale je

œli myœlisz, że twoje przelotne zainteresowanie 

zaprowadzi mnie do twojego łóżka, to się mylisz. Możesz iœć do 
diabla! 

œ Odwróciła się na pięcie i odeszła. Tym razem nie starał się jej 

dogonić. 
Przed wej

œciem do hotelu zatrzymała się na chwi 

lę. Zobaczyła, że Adam wcišż siedzi koło basenu. Z ulgš, ale i nie 
bez goryczy pomy

œlała, że nawet nie jest warta poœcigu. On bez 

wštpienia zaniesie swoje frustracje do pokoju Frances, a rano ten 

epizod nie będzie miał już dla niego absolutnie żadnego znaczenia. 
A dla niej? 
 

ROZDZIAŁ DZIEWIĽTY 
 

Christina trenowała opanowanie. Całymi godzinami uczyła się 

przywdziewać maskę uprzejmej obojętnoœci. Codziennie stwierdzała 

też, że mogła się nie trudzić, bo mijał trzeci dzień, od kiedy po 

raz ostatni widziała Adama. 

background image

Cała ekipa uwijała się jak w ukropie przy ostatnich ujęciach 

modelek, które fotografowano głównie na plaży. Po zakończeniu 

karnawału wszędzie panował spokój. Sprzštano ulice. Powoli znikały 
ostatnie 

œlady bachanaliów. 

Gdzie podziewał się Adam? Na pewno nie był z Frances, która 

większoœć czasu spędzała pozujšc do zdjęć. Pilnowała, by jak 

najmniej przebywać na słońcu. Jej porcelanowa karnacja 

zdecydowanie wyróżniała się na tle bršzowych twarzy. 

Christina, która przez cały czas chlubiła się złotym kolorem 

skóry, stała teraz na plaży i przyglšdała się Frances. 

Zastanawiała się, czy przypadkiem nie przesadziła z opaleniznš. W 
pewnym momencie p

oczuła na sobie wzrok modelki. Było w nim tyle 

jadu, że aż jš to zaskoczyło. 
Przez ostatnie kilka dni 

œwiadomie nie wchodziła w drogę pięknej 

blondynce. Teraz też miała taki zamiar, ale gdy skończyli zdjęcia, 

dostrzegła, że Frances na niš czeka. 

œ Chciałam z tobš porozmawia㠜 powiedziała, odgarniajšc włosy z 
twrzy. 

œ Może trochę póœniej œ zaproponowała Christina, zbierajšc 

pospiesznie sprzęt fotograficzny. Było jej goršco i czuła się 

zmęczona. œ Wszyscy będš na nas czekać. 

Zbliżał się wieczór i upał odrobinę się zmniejszył. Ale jeszcze 

nie na tyle, by dało się lżej oddychać. Christina od œwitu była na 

nogach, a od wczesnych godzin przedpołudniowych pracowała. 

Marzyła, by wrócić do hotelu i spokojnie liczyć godziny do 

wyjazdu. Chciała, żeby ta koszmarna praca skończyła się wreszcie. 

Z całš pewnoœciš nie była w nastroju do konfrontacji. A na to 

właœnie wskazywał wyraz twarzy Frances. 

œ To zaczekajš. Zresztš to nie potrwa długo. Chciałabym tylko 

wiedzieć, co się dzieje między tobš a Adamem. 

œ Nie mam pojęcia, o czym mówisz œ powiedziała Christina i 

zaczerwieniła się. 

œ Nie? To dlaczego jesteœ czerwona jak burak? Gdybyœ mogła się 

teraz widzieć! Czy ty naprawdę myœlisz, że możesz rzucić Adama na 
kolana? Jeste

œ niczym! œ Złoœć wykrzywiła pięknš twarz modelki. 

œ On ma mnie! A ty przy mnie jesteœ zerem! 

Czyż mogła być na to odpowiedœ? Przecież Frances mówiła jej tylko 

to, o czym ona sama doskonale wiedziała. 

œ On cię nie chce œ syczała dalej, rzucajšc szybkie 

spojrzenia przez ramię na czekajšcych członków ekipy. 

œ Więc nie wyobrażaj sobie nie wiadomo czego. Może 
i jeste

œcie starymi przyjaciółmi, ale trzymaj się z daleka 

od jego łóżka! 

œ Bo co? œ Christina musiała o to zapytać. Na twarzy Frances 

pojawiły się kolory. 

background image

œ Nie usidlisz go. œ Pięknoœć mierzyła Christinę nieubłaganym 
wzrokiem. 

œ Już ja się o to postaram. 

Odwróciła się w stronę czekajšcych kolegów. Zaczynali się już 

niecierpliwić. Posłała im uœmiech. Jeden z pierwszych, który nie 

był skierowany do obiektywu. Nikt by me odgadł, o czym przed 
chwil

š rozmawiała. 

Christina miała wrażenie, że przejechał po niej walec. Nie mogła 

sobie darować, że stała jak cielę, niezdolna do jakiejkolwiek 

riposty. Ale wybuch Frances całkowicie jš zaskoczył. Teraz jeszcze 

bardziej niż kiedykolwiek marzyła, żeby wyjechać. Była głupia i 

krótkowzroczna, że zakochała się w Adamie. Nie miała zamiaru 

dodatkowo utrudniać sobie życia i prowadzić cichš wojnę z jego 
dziewczynš. 

Wróciła do hotelu. Chciała od razu pójœć do swojego pokoju, ale 

siedzšcy przy barze Sam, prawa ręka Adama w sprawach zdjęć, dał 

jej znak, żeby podeszła. Usiadła na stołku obok, ale myœlami 

cišgle była przy Frances i Adamie. W pierwszej chwili me 

zrozumiała, o czym Sam mówi. Dopiero po jakimœ czasie dotarło to 
do niej z podwójnš wyrazisto

œciš. 

Adam był chory. Nie przeziębienie czy kac, ale prawdziwa choroba. 

Od dwóch dni leżał przykuty do łóżka. 

Christina była zaskoczona. Nie mogła sobie wyobrazić chorego 

Adama. Miał końskie zdrowie i nie imały się go przypadłoœci, które 

dotykały przeciętnych œmiertelników. 

Sam mówił cichym, zatroskanym głosem. Goršczka, skurcze żołšdka, 

patologiczne zmęczenie. Christinie kołowało się w głowie. Nie 

mogła w to uwierzyć. 

œ Co powiedział lekarz? œ zapytała, gdy Sam na chwilę przerwał. 

œ To jakiœ rodzaj febry, przenoszonej przez moskity. Nie może 

nigdzie jechać. Musi tu zostać i leżeć w łóżku. Jutro zostanie 
przetransportowany do domu przyjaciela w Marayal, ale Cliye dzi

œ 

wieczorem wyjeżdża. 

Adam będzie potrzebował kogoœ, kto się nim zaopiekuje. œ Spojrzał 

na Christinę. œ Ciebie. 

W pięć minut póœniej szla do pokoju Adama. Wiadomoœć ojego 

chorobie napehiila jš współczuciem, ale instynkt podpowiadał, że 
je

œli zostanie pielęgniarkš Adama, œcišgnie na siebie 

niebezpieczeństwo. Dlatego opieka nad nim nie wchodziła w grę. I 
tak w jego obecno

œci miękła jak wosk. Obawiała się, że na widok 

chorego Adama rozklei się do reszty. 
Pomy

œlała z nadziejš, że może nie jest aż taki chory. Sam mógł 

przesadzić. A poza tym najlepszš kandydatkš do tej pracy była 

Frances. Wyniosła, piękna i elegancka Frances... Christinie 

przemknęło przez głowę, że pewnie potrafiłaby dobrze się przy kimœ 

krzštać. Ale tylko pod warunkiem, że miałaby z tego jakšœ korzyœć. 

Zapukała. Jakiœ nieznany głos poprosił, żeby weszła. 

background image

Otworzyła drzwi i zamarła na widok postaci leżšcej w łóżku. 

Poczuła, że za chwilę przewróci się z wrażenia. 

œ Jesteœ chory œ powiedziała i podeszła bliżej. Przyjrzała się 
przera

œliwie bladej twarzy. 

œ Jasne, że jestem chory œ rzekł słabym, rozdrażnionym głosem. - 

Sam ci nie mówił? 

œMówił. 

œ Ale myœlałaœ, że to nieprawda? œ Zamknšł oczy. Przez moment 

Christinę opanował strach. Co będzie, jak straci przytomnoœć? 

Wyglšdał naprawd栜le. 

œ Nie martw si栜 odezwał się nieco łagodniejszym tonem. œTo nie 
jest zaka

œne. Oczywiœcie, o ile ten sam moskit, który mnie dorwał, 

nie zechce tobie złożyć wizyty. Ale to mało prawdopodobne. Możesz 
usiš

œć. Nie stój tak. Nikt cię nie napadnie. 

Christina usiadła na brzegu łóżka. Przedtem miała pełno pomysłów, 

jak się wykręcić. Teraz zastanawiała się, jak delikatnie dać mu do 

zrozumienia, że nie będzie mogła przy nim zostać. 

œ Sam powiedział, że chcesz, żebym zaopiekowała się tob𠜠

zaczęła. 

D ostrzegła, że twarz Adama momentalnie pociemniała ze złoœci, bo 
domy

œlił się, jakl będzie cišg dalszy 

œAle...? 

œ Adamie, nie mogę zrobić sobie przerwy w pracy. 

œ Popatrzyła na niego bezradnie. Doskonale wiedziała, 

że prawdziwa przyczyna jest inna. Bała się znów zostać 

z nim sam na sam. Zdawała sobie sprawę, że nie chce 

po raz kolejny zostać zraniona. Jednoczeœnie tak bardzo chciała 

ulżyć cierpieniom Adama. 

Nie możesz czy nie chcesz? Oczywiœcie zapłacę ci. Zostaniesz 

sowicie wynagrodzona za wszelkie niedogodno

œci. 

Znowu zamknšł oczy. Widać było, że męczy go nawet zwykła romowa. 

Oddychał płytko i nierówno. Christina patrzyła na niego z 

przerażeniem. 

œ Czy jesteœ pewien, że to nie jest poważniejsze, niż myœlisz? œ 

zapytała z troskš. œ Wyglšdasz okropnie. Może powinnam zawiadomić 

Fionę? Nie wybaczy mi, jeœli.., jeœli... 

œ Jeœli coœ mi się tu stanie? œ Popatrzył na niš spod 

półprzymkniętych powiek. œ Nie zamierzam umierać. Więc nie waż się 

dzwonić do mojej siostry. Wiesz, jaka ona jest. Przyleci tu z 

prędkoœciš dœwięku i swoimi obawami rzeczywiœcie wpędzi mnie do 
grobu. 

Przerwał, żeby zebrać siły na dalszš rozmowę. 

œ Nie mów tyle œ łagodnie poprosiła Christina. 

œ Nie zadzwonię do Fiony. œ Zamilkia, zastanawiajšc się, jak 

powiedzieć, że nie zostanie. Gdyby był zdrowy, dużo łatwiej 

przyszłoby jej ukryć miłoœć. Ale jak trzymać uczucia na wodzy przy 

background image

chorym? Teraz nawet nie mog

łaby sprowokować kłótni, żeby pokryć 

zmieszanie. 

œ Czy Frances o tym wie? Może chciałaby tu zostać i zaopiekować 

się tobš? œ zaproponowała. 

œ Jeœli nie możesz tego zrobić, to trudno œ powiedział ze złoœciš 

œ ale nie mieszaj do tego Frances. Nie chcę komplikować sobie 

życia jej obecnoœciš tutaj. 

Christina przyjęła ten wybuch ze stoickim spokojem. Wiedziała, o 

co mu chodzi. Ona nadawała się do opieki, bo była istotš 

bezpłciowš. Z Frances byłoby inaczej. Nie chciał, żeby widziała go 
chorego. Przy niej nie z

amierzał okazywać słaboœci. 

Widać było, że goršczka się podnosi. Adam wskazał stojšcš na 

stoliku fiolkę ze œrodkiem przeciwbólowym. Podała mu dwie tabletki 

i szklankę wody, przyglšdajšc się jego twarzy ze œciœniętym 

sercem. Zawsze tryskał energiš. Był zbyt zajęty, by chorować. 

œ Zaopiekuję się tob𠜠zdecydowała nagle. œ Zadzwonię do paru 
osób i poprzesuwam spotkania. Kiedy i czym zostaniesz 
przewieziony? 

œ Jutro, taksówk𠜠odparł. œ Domyœlam się, iż Sam ci powiedział, 

że Cliyeœa nie będzie. Miał wyjechać w zeszłym tygodniu, ale ze 

względu na mój przyjazd zmienił plany. œ Spojrzał na Christinę. œ 

Tylko nie mów, że moja choroba komplikuje wszystko. Nigdy nie 

choruję. To pierwszy raz odkšd sięgam pamięciš. 

œ Muszę iœć. Jeszcze się nie spakowałam œ wymamrotała. Zatrzymała 

się przy drzwiach. œ Czy ktoœ...? 

œ Sam. Będzie tu dziœ spał na kanapie. Czuję się jak jakiœ 
cholerny inwalida 

œ mruknšł z niezadowoleniem. 

œ Bo jesteœ cholernym inwalid𠜠sucho skonstatowała Christina. œ 

Musisz się z tym pogodzić. 
Wyg

lšdało na to, że Adam jest odmiennego zdania. Ale zanim zdšżył 

zebrać siły, żeby się odezwać, Christiny już nie było. Poszła do 
swojego pokoju. 

Dopiero w trakcie pakowania w pełni uœwiadomiła sobie całš 

sytuację. W cišgu miesišca po raz drugi była 
skazan

a na towarzystwo Adama. Widać los się na niš uwzišł. 

Zjadła wczeœniejszy obiad z resztš ekipy. Wszyscy żałowali, że 

muszš już wracać i zgadywali, jaka pogoda jest w Anglii. 

Zauważyła, że podczas posiłku Frances nie odezwała się ani razu. 
Po jej ostatnim a

taku Christina nastawiła się na następne. Ale nic 

się nie stało. Z kilku spojrzeń modelki zorientowała się jednak, 

że sprawa Adama pozostaje nadal otwarta. 

Ale nie było okazji do nowego ataku. Następnego ranka ekipa 

wyjechała bardzo wczeœnie. Christina była ogromnie zadowolona, że 

uniknęła spotkania z nadętš pięknoœciš. Samotnie zjadła œniadanie 

i, zgodnie z umowš, poszła sprawdzić, czy Adam jestœ gotów do 

jazdy. Okazało się, że już na niš czekał. 

background image

Wcišż œle wyglšdał. Zmizerniał. Policzki okalał mu kilkudniowy 

zarost. Był w złym humorze, bo chorował. Pewnie uważał, że już nic 

gorszego nie mogło mu się przytrafić. Miał to wyraœnie wypisane na 
twarzy. 

œ Do licha, tylko mi nie współczuj œ rzucił na powitanie. 

Christma podeszła i podała mu ramię. 

œ Nie współczuję ci œ skłamała. œ Brałeœ antybiotyki? Czy lekarz 
ci co

œ przepisał? 

œ Tylko œrodki przeciwbólowe, które wzišłem. W większej iloœci. 

œ Mam nadzieję, że nie... œ Popatrzyła na Adama przerażona. 

œ Na litoœć boskš, nie przesadzaj. 
Poszli w kierunku rec

epcji. Adam wspierał się mocno na ramieniu 

Christiny. Portier przyniósł bagaże. Wsiedli do czekajšcej już 
taksówki i pojechali. 
Do domu Cliye

œa było niedaleko. W drodze Adam zasnšł. Nawet 

choroba nie ujęła mu uroku. Wcišż był diabelnie przystojny. 
Obudzi

ła go, gdy dojechali na miejsce. Przez chwilę miała 

nadzieję, że choć częœciowo odzyskał siły. Ale gdy weszli do domu, 

widać było, że jest zmęczony. Patrzył na Christinę z bezsilnš 
irytacjš. 

œ Pogódœ się z tym œ powiedziała miękko, prowadzšc Adama do 
sypi

alni na pierwszym piętrze. Zostawiła go i poszła zanieœć swojš 

walizkę do pokoju. 

Gdy wróciła, Adam siedział na łóżku z łokciami opartymi o kolana. 

Popatrzył na Christinę. 

œ Musisz pomóc mi się przebra㠜 rzeki bezceremonialnie. 

œ Jeszcze czego œ zaoponowała. œ Nie możesz tego zrobić sam? 

œ Na miłoœć boskš, bardzo bym chciał. Ale nie mogę, więc się 

przełam. œ Położył się na łóżku. 

Christina dała za wygranš. Rzeczywiœcie, miał rację. Był nadal 

niewiarygodnie słaby i faktycznie nie mógł rozebrać się sam. 

Rozpięła mu więc pasek i trzęsšcymi się rękami zaczęła odpinać 
guziki koszuli. 

œ Nie zarażam œ mruknšł podenerwowany, mylnie odczytujšc jej 
zachowanie. 

Nie wyprowadziła go z błędu. Lepiej niech myœli, że to jest 
prawdziwa przyczyna. 

W końcu zdjęła mu koszulę. Poradziła też sobie ze spodniami. Pod 

spodem miał ciemne spodenki bokserskie. Mówiła sobie, że tyle samo 

zobaczyłaby na plaży, ale nie mogła oderwać oczu od muskularnych, 

długich nóg i szczupłych bioder. 
Wcze

œniej Adam pokazał jej, gdzie jest klimatyzacja, toteż wyszła 

na moment, żeby jš włšczyć. Chłodne powietrze wypełniło 

pomieszczenie. Od razu poczuła się lepiej. Uczucie goršca 

ustšpiło. 

background image

Wróciła do sypialni i zaczęła grzebać w walizce Adama w 

poszukiwaniu piżamy. 

œ Co robisz? œ usłyszała za plecami lekko rozbawiony głos. 

œ Usiłuję znaleœć piżam栜 odrzekła cicho. 

To bardzo ładnie z twojej strony, ale nie zawracaj sobie głowy. 

Nie noszę takich rzeczy. 
Wyobra

œnia Christiny ożywiła się natychmiast. Odgoniła więc czym 

prędzej natrętny obraz i stanęła obok łóżka. 

œ Nie możesz tak spa㠜 powiedziała. œ Miałeœ wysokš goršczkę. 
Musisz co

œ na siebie założyć. 

œ Fakt œ zgodził się. œ To bardzo sensowny argument. Przypuszczam, 

że twój zdrowy rozsšdek znajduje odzwierciedlenie w zawartoœci 
twojej szafy. 

Czy może zaskoczysz mnie stwierdzeniem, że zdarza ci 

się sypiać bez niczego? 

œ Nie zamierzam nic mówi㠜 odparła. Zastanawiała się, skšd Adam 

czerpał siły na szyderstwa. 

œ Szkoda œ mruknšł. œ Wyobraziłbym to sobie i od razu by mi się 

przyjemniej spało. 

Christina zdecydowała się puœcić tę uwagę mimo uszu. Wolała nie 

zaczynać sprzeczki, bo Adam był na to za słaby. 

œ Może twój przyjaciel ma piżamę? œ zapytała. 

Przytaknšł sennie i wskazał sypialnię piętro wyżej. Christina 

szybko poszła na górę. Udało jej się znaleœć to, czego szukała. 

Zbiegajšc po schodach, modliła się, żeby Adam już spał. Co prawda 

będzie jej ciężko ubrać go w piżamę, ale za to nie będzie musiała 

odpowiadać na zaczepki. 

Spał. Christina odetchnęła z ulgš. Mruczał przez sen, gdy 

zakładała mu górę piżamy. Przystšpiła do wcišgania dołu. Chcšc nie 

chcšc musiała dotknšć nóg. Podcišgała piżamę, gdy poczuła pod 

palcami lekkie naprężenie. Domyœliła się, że Adam wcale nie œpi 

tak głęboko, jakby sobie tego życzyła. 

Ciało Adama automatycznie zareagowało na dotyk jej ršk. Christina 

zrobiła się purpurowa. Odwróciła wzrok i natknęła się na jego 

spojrzenie. Nie odezwał się. Patrzył na niš tak poważnie, że 

zastanawiała się, czy zdaje sobie sprawę z tego, co zaszło. Adam 

natychmiast zamknšł oczy. Gdy w parę minut póœniej wychodziła z 

pokoju, lekko pociirapywał. 

Ten drobny epizod wstrzšsnšł Christinš. Kiedy poczuła mimowolnš 

reakcję Adama, jej własne ciało też nie pozostało obojętne. Oblała 

jš fala goršca. Marzyła, aby to przypadkowe dotknięcie nie 

pozostało ostatnim i jedynym. 

Zajrzała do kuchni, przeszła się po saloniku. Wyjrzała też przez 

okno na patio, wyłożone terakotš. Było urocze. 
U

œwiadomiła sobie, że to wcale nie będzie łatwe. Nie była 

pielęgniarkš, przeszkolonš w ukrywaniu uczuć. Z natury nie 

background image

nal

eżała do osób wylewnych, ale zawsze zdradzała jš twarz. A Adam 

znał jš zbyt dobrze. 

Kolejne trzy dni upłynęły na próbach ukrycia uczuć. Christina 

miała nadzieję, że Adam jest zbyt chory, żeby dostrzec, jak drżš 

jej ręce przy każdym kontakcie z jego ciałem. Starała się, aby nie 

zauważył, że wpatruje się w niego. Że każdy niespodziany ruch czy 

uwaga powoduje, iż zasycha jej w gardle. 

Była tak zaabsorbowana próbami ukrycia tego wszystkiego, że nie 

zauważyła u Adama stopniowej poprawy. Brał coraz mniej lekarstw, a 

jego cera odzyskiwała normalne zabarwienie. Choroba ustępowała. 

Jak co rano niosła tacę ze œniadaniem. Oszołomiona zobaczyła 

Adama, wychodzšcego z łazienki. Miał mokre włosy. Za całe okrycie 

służył mu ręcznik, owinięty wokół bioder. 

œ Nie rób takiej miny œ skomentował. œ Czuję się dużo lepiej. 

Poszedł za Christinš do sypialni. 

œ Czy wolno ci już wstać z łóżka? œ zapytała, stawiajšc tacę na 

stoliku. Wcišż nie mogła dojœć do siebie. 

œ Nie mogę leżeć w łóżku do końca życia. œ Odwrócił się i zaczšł 
s

zperać w szafk w poszukiwaniu ubrania. œ Pomyœlałem, że dziœ 

mogliby

œmy zaczerpnšć œwieżego powietrza. Pewnie, podobnie jak ja, 

nabawiłaœ się klaustrofobii. 

œ Prawie œ powiedziała. œ A skoro już jesteœ na nogach, czy 
mogliby

œmy pomyœleć o powrocie do Anglii? 

Christina z narastajšcš panikš patrzyła na wilgotnš, szerokš pierœ 
Adama. 

œ Moglibyœmy œ zgodził się, podchodzšc bliżej. 

œ Chcę, żebyœ wiedziała œ cišgnšł œ że doceniam to, co dla mnie 

zrobiłaœ. Trudno mi to wyznać z powodu męskiej durny, ale sam nie 

poradziłbym sobie. 

Pragnęła, żeby się odsunšł. Jego ciało odurzajšco pachniało 

œwieżoœciš. 

œ To mc wielkiego œ odparła, patrzšc w bok. 

Podniósł jej głowę. Musiała na niego popatrzeć. 

œ To bardzo dużo œ powiedział miękko œ choć starasz się umniejszyć 

swoje zasługi. A więc pod maskš zimnej kobiety sukcesu kryje się 

ogromna dobroć, zgadza się? 

œ Tak sšdzisz? œ zapytała. 

œ Tak œ odparł cicho. 

Christina powinna była przewidzieć, co się stanie za chwilę. Ale 

tym razem intuicja jš zawiodła. Nie spodziewała się pocałunku. Gdy 

usta Adama spoczęły na jej wargach, chciała się cofnšć. Ale nie 

mogła. Objęła go mocno. 

Adam pochylił jš na łóżko i obsypywał pocałunkarni. Powoli zaczšł 

rozpinać jej bluzkę. Mogła go powstrzymać, ale coœ ostatecznie się 
w niej przela

nialo. Wiedziała tylko, że go pragnie. Nie 

interesowało jš w tej chwili nic innego. 

background image

Rozsunšł bluzkę i pogładził pieszczotliwie jej piersi. Leniwie, 

delikatnie. Jakby czas należał tylko do nich. 

œ Jesteœ chory œ szepnęła bez przekonania. 

œ Wierz mi, że nigdy nie czułem się lepiej. 

Usta Adama wyznaczały krętš œcieżkę, wiodšcš zjej szyi ku 

piersiom. Język delikatnie igrał z brodawkami, rozpalajšc 

Christinę do granic wytrzymałoœci. Zanurzyła palce we włosach 

Adama. Bez zbędnych słów pojšł, że chce, by mocniej jš pieœcił. 

Nie wiadomo, kiedy zsunšł się ręcznik. Christina czuła całš sobš 

mocne, pełne pożšdania ciało. Nie mogła się oprzeć. Jej szorty i 

bielizna szybko znalazły się na podłodze, a kiedy ręka Adama 

posunęła się w górę wzdłuż jej ud, miała wrażenie, że za chwilę 

oszaleje. Tak bardzo go pragnęła. 

Cały œwiat eksplodował, gdy w końcu poczuła Adama w sobie. 
U

œwiadomiła sobie dwie rzeczy. Po pierwsze, że żaden mężczyzna 

jeszcze nigdy nie podniecił jej w takim stopniu. A po drugie, że 

będzie sypiać z Adamem tak długo, jak to możliwe. Nawet jeœli 

miałby jš kiedyœ porzucić. 

œ Wiedziałem œ powiedział póœniej, leniwie gładzšc Christinę po 
brzuchu. 

œ Chciałem być twoim pierwszym kochankiem. I zostałem 

nim. Greg nic dla ciebie nie znaczył, prawda? 
Christina o

dwróciła się i wzruszyła ramionami. W ustach Adama 

zabrzmiało to bardzo naturalnie. To, że z nikim jeszcze nie spała, 

sprawiło mu ogromnš satysfakcję. W pewnym sensie nienawidziła go 
za to. 

I nienawidziła siebie, że pogrzebała się ostatecznie. Teraz nie 
z

ostało jej już nic. Wszystko mu oddała, każdš czšstkę siebie, 

nawet dziewictwo. Ale przecież już wczeœniej miał jej miłoœć, więc 

czym był mały dodatek w postaci ciała? 
 

ROZDZIAŁ DZIESIĽTY 
 

œ Jestem w cišży. 

Na jej twarzy malował się wyraz triumfu. Na dworze padał deszcz. 

Było szaro i ponuro. Nic,tylko zwinšć się pod kocem i zapaœć w sen 
zimowy. 

Christinie huczało w głowie. Miała wrażenie, że za chwilę 

zemdleje. Bardzo chciała coœ powiedzieć, ale zaschło jej w ustach. 

W drzwiach stała Frances, ubrana w sięgajšcy kostek płaszcz w 
kolorze ko

œci słoniowej. 

œ Nie zaprosisz mnie do œrodka? œ Weszła do pokoju, nie czekajšc 
na odpowied

œ. Uniosła brwi ze zdziwienia na widok skromnego 

umeblowania. 

Christina bardzo ostrożnie zamknęła drzwi. Wszystko chciała robić 

cicho i ostrożnie. Czuła, że jeden nagły ruch i pęknie jej głowa. 

background image

Zastanawiała się, dlaczego to dla niej taki szok. Czyżby naprawdę 

uwierzyła, że Adam nagle zmieni poglšdy na życie i szczerze się 

zaangażuje? Ze na kolanach będzie błagał o jej rękę? Mało 
prawdopodobne. W takim razie, dlaczego wiadomo

œć o cišży Frances 

tak jš zaszokowała? Przecież nie miała żadnych praw do Adama 

Palmera. Dobrze wiedziała, iż nie żyje w celibacie. Czy 
rzeczywi

œcie oczekiwała, że dla niej zrezygnuje z innych 

znajomo

œci? 

Na 

Trynidadzie spędzili pięć dni. Pięć cudownych dni. Rozmawiali, 

odkrywali się wzajemnie i kochali. Przekonała się, że w tamtej 

bajkowej krainie wszystko jest możliwe. Ale w prawdziwym życiu tak 

nie było. 
Jeszcze zanim wrócili do angielskiej rzeczywisto

œci, zaczęły 

nachodzić jš pierwsze wštpliwoœci. W promieniach tropikalnego 

słońca wszystko wydawało się proste i oczywiste. Ale już w 

samolocie Christina przeczuwała, że to tylko wakacyjna przygoda, 
krótki czas uniesienia. 

Najgorsze było to, iż znała Adama. Wiedziała, że jego œwiat nie 

zmieni się z powodu znajomoœci z jakšœ brzydkš, mało atrakcyjnš 

dziewczynš. Poszedł z niš do łóżka. Trochę z wdzięcznoœci, a 

trochę dlatego, że bardzo tego chciała. 

Na lotnisku Heathrow rozstali się w poœpiechu. Po Adama przysłano 
samochód. Co

œ niedobrego działo się w firmie i konieczna była jego 

obecno

œć. Rzucił Christinie pełne żalu spojrzenie. Czuła, że już 

go traci. 

œ Będziemy w kontakcie œ powiedział i szybko poszedł w kierunku 

czekajšcego samochodu. Nawet nie zdšżyła mu odpowiedzieć. 

Złapała taksówkę i pojechała do domu. Przez całš drogę powoli, jak 

na zwolnionym filmie, odtwarzała szczegóły rozstania. Analizowała. 

Zadnych emocji. Tylko najzwyklejsza obojętnoœć. Nawet nie 

zaproponował wspólnego obiadu. Równie dobrze mogli być sobie 

całkiem obcy. 

To wszystko wydarzyło się przed tygodniem. A dokładnie mówišc, 
sze

œć dni, pięć godzin i ileœ tam minut ternu. 

Frances przechadzała się po pokoju. Podeszła do regału, przesunęła 

wypielęgnowanymi palcami po grzbietach ksišżek. W końcu oparła się 

o kominek, a kiedy odwróciła się do Christiny, jej oczy błyszczały 

zwycięsko. 

œ Mówiłam ci, że Adam jest mój œ powiedziała. Christinie zdawało 

się, że głos Frances dochodzi z daleka. Że przebija się przez 

mgłę. œ I mówiłam poważnie. Czy myœlałaœ, że jak się z nim 
prze

œpisz, to go usidlisz? Czy sšdziłaœ, że masz mu aż tyle do 

zaoferowania? 

œ Który to miesišc? Nie widać, że spodziewasz się 
dziecka. 

Idealne rysy Frances zniekształcił grymas ze złoœci. 

background image

œ Dopiero od paru tygodni. Jak ma być widać? A ty, jeœli masz choć 

odrobinę godnoœci, zostawisz go teraz w spokoju. Musisz wiedzieć, 

że Adam nigdy nie porzuciłby kobiety w biedzie. œ Frances 

zatrzepotała rzęsami, udajšc bezradnš istotę. Christina zacisnęła 

pięœci. 

œ Nie miałam zamiaru cišgnšć dalej tego, co się tam zaczęło œ 

wycedziła przez zęby. œ Więc możesz iœć do diabła razem ze swoimi 
gro

œbami. Już! 

œ Mam rozumieć, iż zdajesz sobie sprawę, że nie masz żadnych szans 
na po

œlubienie Adama? 

œ Wynoœ się! Ale już! 

Widzšc, że Christina zmierza w jej stronę, Frances zaczęła się 

cofać. 

œ Zostaw go w spokoju! œ zasyczała, zrzucajšc maskę. Porcelanowa 

lalka miała teraz twarz rozjuszonej bestii. 

œ A bierz go sobie! œ odparowała Christina, drżšc jak w febrze. œ 
Mam do

œć rozsšdku, by nie zawracać sobie Adamem głowy! Zal mi 

ciebie, je

œli zamierzasz go złapać na małżeństwo bez miłoœci! 

Szargasz kobiecš godno

œć! 

Na alabastrowej twarzy Frances malowała się wœciekłoœć. Stały i 

mierzyły się wzrokiem. Christina pomyœlała, że wyszłoby z tego 

œwietne pamištkowe zdjęcie. Ona, patrzšca, jak jej życie rozpada 

się na kawałki, i Frances, niewiarygodnie nikczemna pięknoœć. Po 

chwili Frances odwróciła się na pięcie i szybko wyszła, trzaskajšc 
drzwiami. 

Christina usiadła na kanapie, objęła głowę rękami i po raz 
pie

rwszy od powrotu do Anglii pozwoliła sobie na łzy. Długo 

szlochała. Nie miała pojęcia, ile czasu spędziła w ten sposób. Gdy 

wstała, bolały jš ręce i nogi, a za oknem panowała ciemnoœć. 
Pomy

œlała, że właœnie zamknšł się kolejny rozdział jej życia. A 

przeci

eż sšdziła, że doœwiadczenia z Gregiem czegoœ jš nauczyły. 

Tymczasem wyglšdało na to, że głupiec do końca swoich dni 

pozostaje głupcem. Usiłowała spojrzeć na całš sprawę bardziej 

filozofkznie. Mówiła sobie, że oœwiadczenie Frances niczego nie 
zniienia, a j

edynie utwierdzajš w przeczuciach, że na Trynidadzie 

Adam bawił się niš jak zabawkš. Ze była tylko małym urozmaiceniem. 

Jakkolwiek by było, nie mogła odgonić przykrej myœli, że Frances 

nosi jego dziecko. Kochajšc się z Adamem, Christina dobrze 

wiedziała, że nie zajdzie w cišżę. Ale teraz żałowała, że 

zachowała tyle trzeœwoœci umysłu i nie poszła na żywioł. Nie, 

nigdy nie powiedziałaby mu o tym. A z całš pewnoœciš nie 

usiłowałaby go szantażować swojš cišżš, ani zmuszać do œlubu. Po 

prostu chciała mieć z Adamem dziecko. Wiedzieć, że coœ cudownego i 

dobrego wyniknęłó z bezowocnej i beznadziejnej miłoœci. 

background image

Trzy dni pó

œniej Adam zadzwonił. Przepraszał, że nie odezwał się 

wcze

œniej, ale wyjeżdżał za granicę w pilnych sprawach. Christina 

była odpowiednio przygotowana do tej rozmowy. 

œ Nie wysilaj si栜 powiedziała chłodno, choć serce waliło jej jak 

młotem. œ Jestem zdziwiona, że w ogóle przyszło ci do głowy, żeby 

zadzwonić. 

œ Mówiłem ci œ powtórzył œ że byłem za granicš. A poza tym 

potrzebowałem czasu na zastanowienie. 

œ Nad czym? Mam nadzieję, że nie myœlałeœ o nas. Bo jeœli o mnie 

chodzi, to nie spędza mi to snu z powiek. œ Każde słowo 

rozdzierało jej serce. Ale nie zamierzała dopuœcić, by Adam 
pomy

œlał, że jš omotał. 

œ A to co, u licha, ma znaczyć? Ja... 

œ A jak myœlisz? œ przerwała ze złoœciš. œ Nie chcę mieć z tobš 

nic wspólnego. I nie dzwoń do mnie więcej. O ile w ogóle 

zamierzałeœ to zrobić, w co wštpię. 

œ Do diabła, Tino...! 

œ A może się myl栜 powiedziała, zamykajšc oczy i zaciskajšc dłoń 
na kablu z ta

kš siłš, że aż wpiły się jej paznokcie. œ Może to w 

twoim stylu sypiać z kim popadnie, gdy była kochanka oczekuje 
przyj

œcia na œwiat twojego dziecka. 

Adama zamurowało. Takiej ciszy po drugiej stronie linii Christina 

się nie spodziewała. Pomyœlała, że to doskonały moment, żeby 

odłożyć słuchawkę. Ale tego nie zrobiła. 

œ O czym ty mówisz? Spróbuj mi to wyjaœnić, bo nic nie pojmuj栜 

poprosił. 

œ Nie pojmujesz? A ja myœlałam, że to się rozumie samo przez się. 

Prawdę mówišc, jestem zaskoczona, ze Frances jeszcze ci nie 

powiedziała. 

œ Jak już wspominałem, nie było mnie w kraju. W tej chwili 

wszedłem do domu i nie mam zielonego pojęcia, o czym mówisz. 

Christina zwilżyła usta językiem. 

œ Sšdzę, że powinieneœ poprosić Frances o wyjaœ 
nienia. 

œ Dlaczego? Zmarnowałaœ mi całš radoœć z powrotu. Gdybyœ jednak 

zechciała mnie przez chwilę posłuchać... 

œ Nie! œ odparła z rosnšcš wœciekłoœciš. Słuchanie Adama 

wyrzšdziło jej już doœć krzywdy. œ Wykšp się, napij i poczekaj na 
przyj

œcie Frances. 

œ Posłuchaj mnie...! 

œ Nie! œ wrzasnęła w słuchawkę. œ To ty mnie 

posłuchaj! Nie chcę mieć z tobš nic wspólnegoœ! Spanie 

z tobš było największym błędem, jaki miałam nieszczęœcie popełnić. 

Nie zamierzam przypominać sobie 

o nim, spotykajšc się z tobš! Słyszysz mnie? 

background image

œ Cholernie wyraœnie. œ Rozłšczył się. Christina długo jeszcze 

trzymała w ręku słuchawkę. 

Następnego dnia postanowiła na nowo wzišć się w karby. Pomyœlała, 

że dotychczas nikt nie umarł z powodu złamanego serca, więc ona 

też jakoœ to przeżyje. Cały dzień cierpiała jednak katusze, a 

wieczorem chciało jej się po prostu wyć. Nie miała pojęcia, jak 

sobie z tym poradzić. Odejœcie Grega było niczym w porównaniu z 

tym, co przeżywała teraz. Ale przecież tamtego nigdy nie kochała. 

Upłynšł tydzień, lecz wcale nie było lepiej. Rozpaczliwie 

zastanawiała się, jak się z tego wydœwignšć. Próbowała przywołać 

dawny entuzjazm do pracy, ale nie potrafiła skonceiitrować się jak 
kiedy

œ. Nie mogła więc szukać zapomnienia w fotografowaniu. 

Wszystkie jej my

œli kršżyły obsesyjnie wokół Adama. Adama i 

Frances. Odnosiła wrażenie, że odchodzi od zmysłów. 

Siedziała i bezmyœlnie gapiła się w telewizor. Usiłowała nie 
my

œleć o czekajšcych jš długich, pustych dniach. O latach, którym 

Adam odebrał sens. Ponure rozważania przerwało pukanie do drzwi. A 

raczej walenie. Christina cmoknęła zniecierpliwiona. Jej sšsiedzi 
wyra

œnie się ostatnio uaktywnili. Oboje byli studentami uczelni 

artystycznych i mieli niepohamowany temperament. W cišgu ostatnich 

dni była mimowolnym słuchaczem rozmaitych tyrad. Zazwyczaj 

cierpliwie znosiła napady złego humoru młodych sšsiadów, ale 

akurat teraz nie była w odpowiednim 

nastroju. Przeżywała osobistš katastrofę i o jedenastej wieczorem 

nie zamierzała rozstrzygać niczyjej kłótni. Poszła otworzyć, ale 

zamiast rozdrażnionego Arthura lub zdenerwowanej Yolandy zobaczyła 

Adama. Nim zdšżyła zareagować, popchnšł drzwi i wszedł, jakby miał 

do tego pełne prawo. 

Zdjšł marynarkę, rzucił jš na krzesło i podwinšł rękawy koszuli. 

Christina obserwowała go zafascynowana. Nie mogła oderwać od niego 

oczu. Ale jej umysł zaczynał powoli pracować. 

œ Co ty tu robisz? œ krzyknęła z wœciekłoœciš. Nagle poczuła się 

jak wyglodniaiy człowiek, stojšcy kolo pełnego talerza, który 
patrzy i my

œli, jak dobrze było kiedyœ jeœć. Ta œwiadomoœć 

rozjštrzyła jš jeszcze mocniej. œ Wyjdœ stšd! œ Podeszła do drzwi 

i szeroko je otworzyła. 

œ Zamknij te drzwi! œ rozkazał i błyskawicznie znalazł się przy 

niej. Nie ustšpiła. Zatrzasnšł drzwi i podniósł jš do góry, choć 

broniła się zacięcie. 

œ Co robisz? œ zapytała z furiš. 

œ To, co chciałem zrobić od bardzo dawna, to znaczy... œ 

Bezceremonialnie rzucił jš na kanapę i przytrzymał za ręce w taki 

sposób, żeby nie mogła się ruszyć. œ Posadzić cię i zmusić, abyœ 

wysłuchała, co mam do powiedzenia. 

œ Nie zamierzam niczego słuchać. A poza tym to nie ma znaczenia. 

Już masz o kim, oprócz siebie, myœleć. 

background image

œ O czym ty mówisz? œ zapytał po chwili milczenia, zdumiony. 

Christina odważyła się spojrzeć mu w twarz. Zrobiło się jej słabo. 

œ O twoim dziecku œ przypomniała z goryczš. 
Nie b

ardzo wiedziała, jak Adam na to zareaguje, ale z całš 

pewno

œciš nie spodziewała się, że zacznie si栜miać. 

œ Może widzisz coœ œmiesznego... œ zaczęła. 

œ Ty wiedœmo œ mruknšł, gdy trochę mu przeszło. Wlepił w niš swoje 
zadziwiajšco niebieskie oczy. Bezwie

dnie gładził kciukiem jej 

przegub. Ten drobny gest wywołał przyspieszone bicie serca. 

œJa... 

œ Bšdœ cicho œ powiedział spokojnie œ i posłuchaj. 

œ Nie mam wyboru, co? Z moim... 

œ Powiedziałem, żebyœ była cicho. 

Rzuciła mu bezsilne spojrzenie, które przyjšł z rozbawieniem. 

œ Chcę ci coœ powiedzieć o Frances œ rzeki wprost. Zesztywniała. 

Zmusiła się, żeby normalnie oddychać. Nie mogła pozwolić, by 

dostrzegł, jak bardzo cierpi. Nie miała pojęcia, po co tu 

przyszedł. Ale jeżeli zamierzał na nowo rozpalić przelotnš 

namiętnoœć, to tracił czas. Nie chciała rozmawiać z nim o Frances. 

Po prostu pragnęła zostać sama ze swoim cierpieniem. 

œ Nie musisz się tłumaczy㠜 oœwiadczyła. œ Nic mi nie jesteœ 
winien. 

œ Tak? œ Glos Adama zabrzmiał tak, że Christinę przeszedł dreszcz. 

œ Po rozmowie z tobš złożyłem Frances wizytę. 

œ A więc wiesz, o czym mówi栜 powiedziała cicho. 

œ Tak, bardzo dobrze wiem, o czym mówisz. Ale jesteœ daleka od 

prawdy. Podczas naszej rozmowy powiedziałem ci, że to niepojęte. 

Ale nie miałaœ zamiaru mnie słuchać, prawda? 

W tym momencie Christina wyłšczyła się. Gdy zaczęła wierzyć, że 

może Frances wcale nie jest w cišży, natychmiast zastanowiła się 
nad czym innym: 

dlaczego miałaby kłamać? 

œ A niby po co? œ odparła, usiłujšc okazać brak zainteresowania. 

Jakie to w końcu miało znaczenie, czy coœ łšczyło go z Frances, 

czy nie? Istotne było jedynie to, że mc me będzie go łšczyło z mš. 

Że nigdy nie będzie miała nic oprócz pracy œ ani męża, ani dzieci. 
Nie dla niej przelotny flirt z Adamem. 

œ Ty wiedœmo œ rzekł z uœmiechem, a Christina nerwowo oblizała 
wargi. 

œ Przestań mnie tak nazywa㠜 warknęła, opuszczajšc wzrok. 

œ Dlaczego? Czy to zbyt bliskie prawdy, jak na twój gust? Ale 

pomówmy o Frances. Poszedłem jš odwiedzić, bo zaintrygowały mnie 
twoje s

łowa. 

œ Dlaczego? Przecież zastanawiałeœ się nad poœlubieniem jej. 
Pomy

œlałabym raczej, że będziesz zachwycony. 

œ Nie przerywaj. 

background image

œ Nie rozkazuj mi... 

Nie odpowiedział. Pogłaskał twarz Christiny z takš czułoœciš, że 

natychmiast zamilkła. 

œ Tak lepiej œ mruknšł. œ Czy pozwolisz mi wreszcie skończyć? Nie 

mogła być w cišży. A z całš pewnoœciš nie za mojš przyczynš. Ale 

to, że przyleciała z tym kłamstwem do ciebie, było 

nieprawdopodobnš podłoœciš. Poszedłem więc, żeby jej to wygarnšć. 

Chciałem zobacœyć, jak wije się jak robak na haczyku. I Bóg mi 

œwiadkiem, że tak było. Za kogo ty mnie właœciwie uważasz? Jak 

mogłaœ pomyœleć, że sypiam z innš kobietš. 

Christina była w stanie wyobrazić sobie tę scenę. Adam doprowadził 

Frances do rozstroju. Dał jej porzšdnie w koœć. 

œ Dlaczego miałaby kłamać? œ zapytała. Była zbyt wystraszona, aby 

uwierzyć w to, co mówiło serce. 

œ Jak myœlisz? Wiedziała, że mnie nie zdobędzie. Ale nie 

zamierzała pozwolić, aby udało się to tobie. Ma o sobie bardzo 

wysokie mniemanie. Uważa, iż żaden mężczyzna nie jest w stanie się 

jej oprzeć. Nie 

mogła znieœć myœli, że nie dopisze mnie do listy swoich zwycięstw. 

Nie będę ci cytował jej słów. Znaczna większoœć nie nadaje się do 
powtórzenia. 

œ Biedaczka œ zgryœliwie mruknęła Christina. 

œ Każdy głupi widzi, że nie jesteœ typem żonkosia. 

œ Ty też? œ zapytał łagodnie. 

œ Oczywiœcie. Zrozumiałam to już dawno, jeszcze zanim 

opowiedziałeœ mi o rodzicach. Posłuchaj,Adamie œ rzekła, patrzšc 
mu prosto w oczy. 

œ Naprawdę nie rozumiem, dlaczego powiedziałeœ 

mi o Frances. To nie było konieczne. Skończyło się to, co nas 

łšczyło. I muszę ci wyznać, że przyjęłam to z zadowoleniem. 

œ Dlaczego? œ Adam nie był w stanie ukryć zdumienia. 

œ Dlaczego co? œ zapytała obojętnie. 

œ Dlaczego przyjęłaœ to z zadowoleniem, skoro jesteœ we mnie 
zakochana po uszy? 

Zapadła cisza. Christina myœlała, że umrze. Nawet nie mogła 

zaprzeczyć, bo Adam patrzył na niš takim wzrokiem, jakby chciał 

zajrzeć w jej duszę. 

œ Bo jesteœ, prawda? 

Poczuła pod powiekami łzy. 

œ Jestem głupia œ wyszeptała. 

œ Wiele lat temu popełniłaœ kolosalny błšd i zakochałaœ się we 
mnie 

œ przypomniał jej z uœmiechem. 

œ Nie œmiej się. 

œ Nie œmieję si栜 rzekł cicho. Ujšł jš pod brodę. Musiała 

spojrzeć mu prosto w oczy. œ Byłem głupcem przez te wszystkie 
lat

a. Powinienem porwać cię wtedy i nie pozwolić, żebyœ 

kiedykolwiek odeszła. Obudziłaœ we mnie coœ wyjštkowego. Tylko 

background image

tobie jedynej to się udało. Gdy znaleœliœmy się w odciętym od 

œwiata domku w Szkocji, miałem wrażenie, że wróciłem do domu. 
Christina zamar

ła z wrażenia. Jeżeli to tylko sen, jeżeli 

zwariowała, niech tak zostanie. Za nic nie chciała wracać do 
rzeczywisto

œci. 

œ Co mówisz? œ zapytała. 

œ Mówię, że oszalałem na twoim punkcie. Zwano- wałem, 

zgłupiałem... możesz to nazwać, jak chcesz. Po prostu kocham cię 

nad życie. 

œ Taak? œ Teraz to już z całš pewnoœciš œniła. Ale gdy poczuła 

namiętny pocałunek Adama, zrozumiała, że to jednak jawa. Zmysłowe 

usta prowokowały jš. Delikatnie, ale przekonywajšco. 

œ Po znajomoœci z Gregiem dmuchałaœ na zimne, bojšc się kolejnej 

porażki. Dlatego powinnaœ lepiej zrozumieć moje odczucia. Czy 

wiesz, że tylko tobie wyjawiłem prawdę o moich rodzicach? Wtedy 

gdy poczułem, że dzieje się coœ dziwnego, że roztaczasz nade mnš 
jaki

œ urok. Przerażało mnie to. Nie byłem przygotowany, żeby się 

zakochać. Wiedziałem wszystko o robieniu pieniędzy. Znałem się na 

technikach miłosnych. Ale to, co poczułem do ciebie, było jak grom 

z jasnego nieba. Niespodziewanie zdałem sobie sprawę, że 
powinienem wcze

œniej postarać się, żeby cię poznać. Poznać dużo 

lepiej. Ale nasze drogi nigdy się nie krzyżowały, prawda? 

œ Tylko przelotnie œ przyznała, czujšc jak ręka Adama dotyka jej 

piersi. Wstrzymała oddech. 

œ Dlaczego tak się stało? 

œ Obracaliœmy się w różnych kręgach œ odpowiedziała z trudem. 
Pal

ce Adama delikatnie drażniły brodawkę. Wcišż nie mogla 

normalnie oddychać. 

œ Proszę cię... nie potrafię zebrać myœli, gdy to 
robisz. 
Adam u

œmiechnšł się. 

œ Przypuszczam œ odparł w zamyœleniu, wsuwajšc rękę pod jej 

sweterek i delikatnie gładzšc brzuch. 

Ostrożnie rozpišł Christinie spodnie. œ Przypuszczam, że masz 

rację. Zawsze widywałem cię z Fionš przy okazji różnych spotkań 

towarzyskich. Pamiętam niezliczone przyjęcia, gdzie z trudem 

mogłem cię dostrzec wœród tłumu goœci. Zawsze odnosiłem wrażenie, 

że mnie unikasz. 

œ Naprawdę? œ zapytała leniwie. To, co robił, było bardzo 

przyjemne, a jego słowa dopełniały uczucia rozkoszy. œ Ciekawe 
dlaczego? 

œ Rzucałaœ mi co najwyżej uprzejmy uœmiech lub zdobywałaœ się na 

krótkš pogawędkę, po której czym prędzej znikałaœ. 

œ Nie możesz mieć do mnie o to pretensji. Sam dałeœ mi do 

zrozumienia, że moja dziewczęca miłoœć jest œmiechu warta. 

œ Więc to dlatego unikałaœ mnie przez następne osiem lat? 

background image

œ Starałam się nie narzucać. 

œ No cóż, od tej chwili będziesz musiała przyzwyczaić się do mojej 
obecno

œci, bo nie pozwolę ci znowu uciec. 

œ A jak zamierzasz to osišgnšć? œ droczyła się 
Christina. 

œ Zakładajšc ci na palec małš, złotš obršczkę. Jestem gotów prosić 

tak długo, aż się zgodzisz. 

œ Adamie Paimerze, czy to propozycja małżeństwa? œ Z zapartym 

tchem oczekiwała na odpowiedœ. 

œ Rozumiem, że uczynisz mi ten zaszczyt? 

Nie musiała nic mówić. Odpowiedziały za niš oczy. 

œ Zastanawiam się, co na to powie Fiona œ odezwała się po chwili, 

gdy wreszcie zaczęło docierać do niej, że zostanie żonš Adama. 

œ O ile dobrze znam mojš siostrę, po dwóch sekundach zdziwienia 

przyjmie to, jakby spodziewała się tego od dawna. Zresztš nie 

będzie miała dla nas dużo 

czasu. Doniosła mi, że jest do szaleństwa zakochana. Jak widać, 

nadaję się na swata. 
Roze

œmiał się. Christina też się uœmiechnęła na widok figlarnego 

błysku w jego oczach. 

œ Domyœlam się, iż sšizisz, że wszystko wiesz. Zgadza się? œ 

zapytała z ironiš. 

Obrzucił jš przecišgłym spojrzeniem. 

œ Wiedziałem, że mnie kochasz. Wprawdzie nie od razu. Stopniowo, 
pod

œwiadomie zaczšłem zdawać sobie z tego sprawę. Na Trymdad 

pojechałem częœciowo za tobš, a częœciowo po to, by sprawdzić, czy 

dzięki obecnoœci Frances uda mi się spojrzeć na moje uczucia z 

dystansu. Widzisz, naprawdę nie chciałem komplikować sobie życia 

miłoœciš, choć wiedziałem, że to ode mnie niezależne. 

Zaangażowałem się jednak i stwierdziłem, że nic na to nie poradzę. 

œ Nie poradzisz? œ zapytała z udawanym niedowie 
rzaniem. 

œ Kto by przypuszczał? Kiedy wróciliœmy do Anglii, doszedłem do 

wniosku, że to wszystko jest idiotyczne. Że przecież nie wierzę w 

miłoœć i jest we mnie za dużo cynizmu, by dać się złapać w tego 

rodzaju pułapkę. Pomyœlałem, że jeœli przez pewien czas będę 

trzymał się od ciebie z daleka, wszystko wróci do normy. Okazało 

się to jednak tylko pobożnym życzeniem. Próbowałem, ale się nie 

udało. 

œ To dobrze. œ Wzięła dłoń Adama i przesunęła na swojš pierœ. 

Masował jš powolnymi, czułymi ruchami. œ Milo jest wiedzieć, że 
nie jeste

œ całkiem doskonały. 

Obrzucił jš takim spojrzeniem, że aż się zarumieniła. 

œ Cieszę się, że ta myœl sprawia ci radoœć œ rzekł łagodnie. œ Ale 

czy mogłabyœ przez chwilę być cicho? Sš przyjemniejsze rzeczy niż 
rozmowa. 

œ Z za- 

background image

pamiętaniem ucałował jej piersi. œ Długo na to czekałem œ dodał 

ochrypłym głosem. œNie zamierzam się spieszyć. Chcę delektować się 

każdš chwilš spędzonš z tobš. 

Język Adama powoli wędrował po jej brzuchu. Z wprawš zdjšł z niej 

ubranie, ani na chwilę nie przerywajšc pieszczot, które 

dostarczały Christiie trudnych do opisania odczuć. Dopiero wtedy 

rozebrał się sam. 

Odpowiedziała na jego pożšdanie całš sobš, drżšc z podniecenia i 

rozkoszy. Gdy nastšpiło spełnienie, położyła głowę na jego 
ramieniu. 

œ Skoro udało ci się zrobić ze mnie uczciwego mężczyznę, muszę cię 

uprzedzić, że pójdziemy na całego œ wyszeptał jej do ucha. 

œ Mmm? œ mruknęła cicho, pomiędzy jednym pocałunkiem a drugim. 

œ Na całego œpowtórzył. œDzieci. Mnóstwo dzieci. 

œ Trzymam cię za słowo œ westchnęła rozpromieniona. 

Koniec ksišżki.