background image

 

Cerulean Sins 

Rozdział 7 

 

 

 
 Tłumaczenie: http://chomikuj.pl/scarlett13  
Korekta: Fallen 

background image

 

Musette stała koło białego murowanego kominka. To musiała być ona, 

ponieważ była ona jedyną małą blond lalką Barbie w tym pokoju, a tak właśnie 
Jason ją opisał. Jason miał wiele wad, ale opisanie kobiety w niedokładny 
sposób, nie było jedną z nich.  

Rzeczywiście była drobna. Niższa niż ja o co najmniej trzy cale. Co dawało 

jej zaledwie 5 stóp

1

 , a jeżeli pod długą białą suknią miała buty na obcasach, to 

była jeszcze niższa. Jej włosy opadały dookoła ramion jak fale koloru blond, ale 
jej brwi były czarne i tworzyły doskonałe łuki. Albo farbowała jedno bądź 
drugie, albo była jedną z tych rzadkich blondynek u których włosy na ciele i 
głowie nie pasowały do siebie. To się zdarzało, ale niezbyt często. Blond włosy, 
blada skóra, ciemne brwi i rzęsy, które oprawiały oczy tak niebieskie jak niebo 
wiosną. Zdałam sobie sprawę że jej oczy były tylko kilka odcieni bardziej 
niebieskie niż oczy Jasona. Może to ciemne brwi i rzęsy sprawiły, że wydawały 
się one dużo bardziej intensywne.  

Uśmiechnęła się ustami jak pąk róży, które były tak czerwone, że 

wiedziałam, że ma na sobie szminkę, i jak tylko je zobaczyłam wiedziałam ,że 
ma na sobie jeszcze więcej makijażu. Dobrze zrobiony, subtelne dotknięcie to tu 
to tam, które pomagało wydobyć to dziecięce piękno. 

 

Jej pomme de sang  uklękła u jej stóp jak zwierzątko. Długie brązowe 

włosy dziewczyny zostały upięte na czubku głowy tworząc skomplikowane 
warstwy loków tak że wyglądała jeszcze młodziej.  Była blada, nie wampirzo 
blada, ale blada i jej lodowo błękitna staromodna suknia nie dodawała jej 
koloru. Jej smukła szyja była gładka i nienaruszona. Jeśli Musette brała krew, to 
skąd? Czy chciałam to wiedzieć? Nie bardzo.  

Mężczyzna stał między kominkiem, a dużą białą kanapą obłożoną złotymi i 

srebrnymi poduszkami. Był przeciwieństwem Musette pod niemal każdym 
względem. Miał dobrze ponad sześć stóp wzrostu, był zbudowany jak pływak, 
barczysty, szczupły w talii, o wąskich biodrach, z nogami które wydawały się 
dłuższy niż ja. Jego włosy były czarne, czarne i tak jak moje z niebieskimi 
refleksami. Zostały związane w gruby warkocz na plecach. Jego skóra była tak 
ciemna, jak tylko może być skóra, która od wieków nie widziała słońca. 

                                                             

1

 Około 1,52 

 

background image

Obstawiałam, że łatwo się opala. On po prostu nie miał zbyt wielu okazji by 
złapać jakiekolwiek promienie słońca. Jego oczy były dziwne, niebieskozielone, 
jak woda na Karaibach. Błyszczały na jego ciemnej twarzy i powinny dodać 
ciepła i piękna. Ale one był zimne. Powinien być przystojny, ale nie był, cierpki 
wyraz jego twarzy, niweczył to wszystko. Wyglądał jakby zawsze był w złym  
humorze.  

Może to były ubrania. Był tak ubrany jakby zszedł z wiekowego obrazu. 

Gdybym musiała chodzić w rajstopach też byłabym w złym humorze.  

Chociaż miałam mężczyzn przy obu ramionach, to Jean-Claude był tym 

który pewnie prowadził nas między dwa wyściełane fotele, jeden złoty, drugi 
srebrny ze stosami białych poduszek. Zatrzymał się przed białym drewnianym 
stolikiem z kryształową misą białych i żółtych goździków. Damian także 
natychmiast się zatrzymał, stojąc nieruchomo pod dotykiem mojej ręki. Jason 
opadł z wdziękiem na złoty fotel najbliżej kominka. Asher stanął po drugiej 
stronie srebrnego krzesła tak daleko od Musette jak tylko był w stanie, nie 
wychodząc z pokoju.  

Musette powiedziała coś po francusku. Jean-Claude odpowiedział po 

francusku i w zasadzie zrozumiałam, że powiedział jej, że ja nie znam 
francuskiego. Powiedziała jeszcze coś co było dla mnie kompletną tajemnicą, 
potem przerzuciła się na silnie akcentowany angielski. Większość wampirów nie 
ma akcentu, przynajmniej tu w Ameryce, ale Musette miała dziwaczny. 
Wystarczająco ciężki miejscami, że wiedziałam, że gdyby mówiła zbyt szybko 
to mogłabym jej nie zrozumieć.  

- Damian, wiele czasu minęło odkąd zaszczyciłeś nasz dwór swoją 

obecnością.  

- Moja dawna pani nie dbała o życie dworu.  

- Ona jest dziwna, twoja pani Morvoren. 

Poczułam jak ciało Damiana zareagowało na jej imię tak jakby został 

uderzony. Pogładziłam wierzch jego dłoni w sposób, w jaki koi się zmartwione 
dziecko.  

- Morvoren jest wystarczająco potężna by rywalizować o miejsce  w radzie. 

Zaoferowano jej nawet dawne miejsce Earthmovera. Nawet nie musiałaby o nie 
walczyć. To był dar – Musette patrzyła na Damiana, studiowała wyraz jego 

background image

twarzy, jego ciało, jego reakcje – Jak sądzisz, dlaczego odmówiła takiej 
nagrody? 

Damian przełknął, jego oddech drżał– Tak jak powiedziałem – musiał 

oczyścić gardło aby skończyć -  Moja dawna pani nie nadaje się do życia 
dworskiego. Ona woli samotność.  

- Ale rezygnacja z miejsca w radzie bez walki i ryzyka to szaleństwo.  

Dlaczego Morvoren

 

to zrobiła? 

Za każdym razem gdy mówiła jej imię Damian wzdrygał się – Damian 

odpowiedział na twoje pytanie – powiedziałam – jego dawna pani ceni swoją 
prywatność.  

Musette zwróciła swoje niebieskie oczy na mnie i jej pełne 

nieprzychylności spojrzenie sprawiło że prawie żałowałam że się wtrąciłam. 

- Więc to jest ta nowa – podeszła do nas, to nie był tylko płynny krok, to 

było także kołysanie biodrami, z pewnością miała pod spódnicą pantofle na 
wysokich obcasach. Nie dało się iść wolnym krokiem bez nich.

  

Wysoki, ciemny i przerażający mężczyzna szedł za nią jak cień. Młoda 

dziewczyna wciąż siedziała naprzeciwko kominka, jej bladoniebieska sukienka, 
rozłożyła się wokół niej jakby była ułożona. Jej ręce leżały bardzo spokojne na 
kolanach. Wyglądała jakby pozowała, jak gdyby powiedziano jej „siedź tutaj w 
ten sposób” i ona siedziałaby tak tam dopóki Musette nie nakazałaby jej się 
ruszyć. Zdecydowanie paskudne.  

- Czy mogę przedstawić Anitę Blake, moją ludzką służebnicę, pierwszą 

którą kiedykolwiek wezwałem do siebie. Nie ma żadnej innej, jest tylko ona – 
Jean- Claude użył swojej dłoni zaciśniętej w mojej by przesunąć mnie na 
zewnątrz od niskiego stolika i tym samym przypadkowo od Musette. To było 
prawie jak ruch taneczny, jakbym wykonała głęboki ukłon czy coś podobnego. 
Damian podążył za nami sprawiając, że to przypominało pełną wdzięku grę z 
pęknięciem bata. Wampiry ukłoniły się, a ja uwięziona pomiędzy nimi nie 
miałam innego wyboru niż zrobić to samo. Być może był więcej niż jeden 
powód, dla którego Jean-Claude umieścił mnie w środku.  

Musette szła kołysząc się ku nam,  jej biodra sprawiały że biała spódnica 

tańczyła. 

background image

- Pamiętasz tą która mam na myśli,

 

służebnica Ashera, jak ona miała na 

imię? Spojrzenie w te niebieskie oczy powiedziało mi że cholernie dobrze 
wiedziała, jak jej było na imię. 

- Julianna – Jean-Claude powiedział głosem tak neutralnym jak tylko był w 

stanie. Ale ani on ani Asher nie mogli wypowiedzieć imienia Julianny bez 
żadnych emocji.  

- Ach tak, Julianna, ładne imię dla kogoś tak przeciętnego - podeszła i 

stanęła przed nami. Wysoki ciemny mężczyzna stanął za nią, przytłaczając samą 
swoją wielkością. Musiał być cholernie blisko posiadania 7 stóp wzrostu

2

 - 

Dlaczego Asher i ty wybieracie takie zwykłe kobiety? Przypuszczam że jest coś 
pocieszającego w dobrym mocnej budowy towarze chłopskim.  

Roześmiałam się zanim pomyślałam. Jean-Claude ścisnął moją dłoń. 

Damian zesztywniał pod moją drugą ręką. Musette nie lubiła być wyśmiewaną, 
to było jasne na jej twarzy – Śmiejesz się, dziewczyno, dlaczego? 

-Przepraszam – powiedziałam – Ale nazwanie mnie  prostaczką nie jest 

wielką zniewagą.  

- Dlaczego nie? – zapytała i wyglądała na autentycznie zdziwioną. 

- Ponieważ masz racje, każdy może prześledzić moje drzewo 

genealogiczne i są tam tylko żołnierze i rolnicy, jestem dobrym towarem 
chłopskim i jestem z tego dumna.  

- Dlaczego chcesz być z tego dumna? 

- Ponieważ wszystko co mamy wypracowaliśmy własnymi rękoma, potem 

z naszego czoła, nie inaczej. Zapracowaliśmy na wszystko co mamy. Nikt nam 
niczego nie podarował.  

- Nie rozumiem – powiedziała. 

- Nie wiem jak ci to wyjaśnić – powiedziałam. Pomyślałam, że to jak z 

Asherem który próbował wyjaśnić mi co jest winien seniorowi. Nie było nic w 
moim życiu, co przygotowałoby mnie do zrozumienia tego rodzaju obowiązku. 

                                                             

2

 7 stóp = 2,1336 metra 

 

background image

Nie powiedziałam jednak tego głośno, bo nie chciałam przywołać tematu, 

że byłam coś winna Belle Morte. Ponieważ nie czułam, że byłam.  

- Nie jestem głupia Anita, zrozumiałabym gdybyś wytłumaczyła to jasno. 

Asher wyszedł z tyłu, przesuwając się do nas, wciąż tak daleko jak tylko 

był w stanie od Musette, ale to było odważne z jego strony, by zwrócić na siebie 
jej uwagę – Starałem się wcześniej wytłumaczyć Anicie zobowiązania feudalne 
i nie mogła zrozumieć. Ona jest młodą Amerykanką, oni nigdy tutaj nie 
poznali… zalet bycia z rządzonym.  

Odwróciła głowę w bok, niepokojąco jak ptak, tuż przed zadziobaniem 

robaka – A co ma do rzeczy jej brak zrozumienia do cywilizowanych procedur? 

Ludzka istota oblizałaby usta, ale Asher pozostał nieruchomy, cichy. (Stój 

nieruchomo, a lis nie będzie wiedział, że tam jesteś) – Ty, urocza Musette, nigdy 
nie żyłaś gdzieś, gdzie nie podlegałabyś panu, lub pani, albo gdzieś gdzie nie 
rządziłabyś innymi. Nigdy nie żyłaś bez wiedzy, jakie obowiązki masz wobec 
seniora.  

Oui – zrobiła to jedno słowo zimnym, tak zimnym, jakby chciała 

powiedzieć,  no dalej, wykop sobie głębszy dół, w którym zostaniesz 
pochowany.  

- Nigdy nie śniłaś, że bycie wieśniakiem, nie zależnym od nikogo, może 

być uwalniającym doświadczeniem.  

Machnęła ręką z ostrożnie zrobionym manicure jakby oczyszczając samą 

myśl z powietrza – Absurd. Uwalniające doświadczenie, co to znaczy? 

- Wierzę – Jean-Claude powiedział  – że fakt że nie rozumiesz, co to 

znaczy, jest tym co próbował wyjaśnić Asher. 

Zmrużyła brwi na nich obu. – Nie rozumiem, więc to nie może być takie 

istotne. – Zignorowała to robiąc falisty ruch delikatną dłonią. Potem zwróciła 
uwagę z powrotem na mnie i to było przerażające. Nie byłam pewna czy 
chodziło o samo spojrzenie tych oczu, ale to zmroziło mnie do szpiku kości.   

- Czy widziałaś nasz prezent dla Jean-Claude i Ashera?  

Musiałam wyglądać na tak zdezorientowaną, jak się czułam, ponieważ 

obróciła się i starała się wskazać na coś za nią, ale wszystko co mogłam 
zobaczyć to jej olbrzymi ludzki sługa.  

background image

- Angelito przesuń się, aby mogła to zobaczyć. 

Angelito? Jakoś określenie „mały anioł” nie pasowało do niego. On 

przesunął się a ona wskazała na kominek. Tam był tylko kominek z obrazem 
powyżej, wtedy coś w obrazie przyciągnęło moją uwagę. Powinien tam się 
znajdować obraz przedstawiający Jean-Claude’a, Ashera i Juliannę w strojach 
a’la Trzej Muszkieterowie, ale tak nie było. Gdyby nie było nowych i obcych 
wampirów w pokoju jestem pewna że zauważyłabym to prędzej. O tak, 
zauważyłabym to prędzej.  

To był obraz Amora i Psyche, ta tradycyjna scena gdzie Amor śpi i w 

końcu objawia się Psyche dzierżąca świecę. Walentynki pozbawiły Amora tego 
czym był na początku. Nie był grubym bezpłciowym dzieckiem ze skrzydłami. 
On był bogiem, bogiem miłości.  

Wiedziałam kto pozował jako Amor, bo nikt inny nigdy nie miał takich 

długich złotych włosów, tak nieskazitelnego ciała. 

Miałam wspomnienia tego jak Asher wyglądał wcześniej, ale nigdy nie 

widziałam go ja, ja sama. Szłam w kierunku obrazu jak kwiat wyginający się ku 
słońcu. To było nieodparte.  

Na obrazie Asher leżał na boku, jedna ręka zgięta na brzuchu, druga 

rzucona na zewnątrz, wiotka od snu. Jego ciało świeciło złotem w blasku świec, 
tylko o kila odcieni jaśniejszym niż fala włosów, która otaczała twarz i ramiona. 

Był nagi, ale to słowo nie oddawało całości. Blask świec sprawił, że jego 

skóra jaśniała ciepłem od szerokich ramion do krągłości jego stóp. Jego sutki 
były jak ciemne aureole wobec krągłości klatki piersiowej, jego brzuch był 
płaski do granicy pępka, jakby anioł dotknął tej nieskazitelnej skóry i zostawił 
delikatny odcisk, linia ciemnozłotych włosów, prawie kasztanowych biegła w 
dół, by zakręcić się wokół niego, gdzie leżał nabrzmiały, częściowo sztywny, 
złapany pomiędzy snem a namiętnością.  

Krzywizna jego bioder była najdoskonalszym fragmentem skóry jaki 

kiedykolwiek widziałam. Ta krzywa przyciągnęła oko do linii ud, długich 
szeroko pociągniętych nóg.  

Pamiętałam ze wspomnień Jean-Claude’a, jakie to było uczucie mieć 

krągłość tego biodra pod opuszkami palców. Pamiętam dyskusje czyje biodro 
jest najmiększe i najdelikatniejsze. Belle Morte powiedziała, że linie ich ciał  

background image

były najbliższe doskonałości jakie kiedykolwiek wiedziała u człowieka. Jean-
Claude zawsze wierzył w to, że to Asher był piękniejszy, Asher myślał tak samo 
o Jean-Claude.  

Artysta namalował białe skrzydła śpiącej figurze, tak szczegółowo, że 

wyglądały tak miękko jakby można ich było dotknąć. Skrzydła były ogromne i 
przypominały mi renesansowe obrazy aniołów. Wyglądały nie na miejscu na 
tym złotym ciele.  

Psyche spoglądała zza krawędzi jednego skrzydła tak że osłoniła swoją 

górną połowę ciała, ale ukazywała ramię, brzeg jej ciała, w dół do pierwszej 
krągłości biodra, ale większa część niej ginęła za ciałem Amora. Zmarszczyłam 
brwi patrząc się na obraz. Znałam to ramię, krągłość żeber poniżej tej białej 
skóry.

 

Idąc śladem złotego blasku świec, znałam linię tego ciała. Spodziewałam 

się że Psyche to będzie Belle Morte, i byłam w błędzie.  

Popatrzyłam na długie czarne loki, które nie tyle ukrywały postać, co 

zdobiły ją, a twarz spoglądająca wokół krawędzi świecy była twarzą Jean-
Claude’a. Zajęło mi chwilę, żeby się upewnić, ponieważ wydawała mi się 
bardziej delikatnie piękna niż zazwyczaj, później zdałam sobie sprawę że miał 
na sobie makijaż, czy też jego wersję sprzed wieków. Zrobiono coś aby 
zmiękczyć linię jego twarzy, aby jego usta były bardziej pełne. Ale oczy, oczy 
pozostały niezmienione, z czarną zasłoną rzęs i tonącym głębokim kolorem.  

Obraz był zbyt duży jak dla mnie, aby stanąć obok kominka i zobaczyć to 

wszystko, ale było coś w oczach Amora. Musiałam przesunąć się bliżej, aby 
zobaczyć, że były one odrobinę otwarte, wystarczająco by pokazać zimny 
niebieski ogień, żeby zobaczyć że głód był w Asherze.  

Jean-Claude dotknął mojej twarzy i sprawił, że podskoczyłam. Damian 

cofnął się dając nam przestrzeń. Jean-Claude prześledził łzy na moich 
policzkach. Wyraz jego oczu powiedział wyraźnie, że moje łzy są za nas oboje. 
Nie mógł pozwolić sobie na słabość przed Musette. I nie mogłam w tym pomóc. 

Oboje odwróciliśmy się do Ashera, ale stał tak daleko jak tylko pokój 

pozwolił. Odwrócił się tak, że wszystko co mogłam zobaczyć to złote fale jego 
włosów. Jego ramiona były nieco zgarbione jakby został uderzony.  

Musette stanęła po drugiej stronie Jean-Claude – Nasza pani pomyślała,  że 

skoro jesteście razem jak dawniej, ucieszyłbyś się tym małym przypomnieniem 
minionych dni.  

background image

Spojrzenie które dałam jej zza barku Jean-Claude nie było przyjazne. 

Zobaczyłam dziewczynę która była jej pomme de sang po drugiej stronie 
tapczanu. Nawet nie byłam świadoma kiedy odeszła od kominka. Gdyby źli 
goście chcieli mnie zaskoczyć, mogli to zrobić, ponieważ nie widziałam niczego 
przez ostatnie kilka minut zaabsorbowana przez obraz.  

- Obraz jest naszym darem gościnnym dla naszego gospodarza ale mamy 

bardziej osobisty prezent właśnie dla Ashera. Angelito przesunął się do niej, jak 
ciemna góra, i znacznie mniejszy obraz znalazł się w jego rękach. Były tam 
resztki papieru i sznurka, które okrywał go jak usunięta skóra na podłodze. 
Obraz był o połowę mniejszy od reszty, ale oczywiście w tym samym stylu, 
realistyczny, ale w jarzących się kolorach, superrealistyczne, bardzo 
Tycjanowskie.  

Jedynym światłem na obrazie był blask ognia, blask w kuźni. Ciało Ashera 

było w kolorze złoto-bordowym, odzwierciedlające blask ognia. Znowu był 
nagi, krawędź kowadła ukryła jego pachwinę, ale prawa strona jego ciała była 
widoczna w świetle. Nawet jego włosy były związane w luźny koński ogon, tak, 
że prawej strony jego twarzy nie można było ukryć. Jego ramiona wciąż silne, 
nadawały się do wykuwania tarczy, która leżała na kowadle, ale prawa strona 
jego twarzy, prawa strona klatki piersiowej, brzuch, udo, było stopioną ruiną. 

Nie były to stare, białe blizny do oglądania których byłam przyzwyczajona, 

były to surowe czerwone przebarwienia, złe linie, jakby jakiś potwór pociął i 
żłobił jego ciało. I nagle przytłoczyła mnie pamięć która nie była moja.  

Leżący na podłodze Asher w pokoju tortur, uwolniony ze srebrnych 

łańcuchów, ludzie którzy go dręczyli wymordowani wokół niego w eksplozji 
krwi.  Wyciągnął ręce do nas, jego twarz... jego twarz.. 

Zemdlałam, i Jean-Claude i ja upadliśmy jak kłoda na podłogę, ponieważ 

doświadczałam bezpośrednio tego co pamiętał.

 

Damian i Jason podeszli do nas, 

ale Asher pozostał daleko do tyłu. I wcale mu się nie dziwię.