background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

Rozdział 16 

 
- Poczekaj, - wyszeptał Jake. - Popatrz.  
Pociągnął Cassie, aby ta zatrzymała się na podeście górującym nad wielką salą. 
Obydwoje ukradkiem spojrzeli nad pozłoconą poręczą. 
 
Keiko była wciąż zauważalna - plama kurzu na błyszczącej, marmurowej podłodze. 
Jakaś postać stanęła nad jej zwłokami. W ciemnościach trudno było zauważyć kim jest 
ta osoba ledwo widoczna pod kątem, ale Cassie była pewna, że to Marat. Majordomus 
miał przyciśnięty do ucha telefon komórkowy, a jasna płachta  powiewała na jego 
ramieniu. Rozmawiając ściszonym głosem przez telefonu, oglądał salę; raptem 
podniósł swoją brzydką głowę do góry, aby przeszukać wzrokiem cienie głównych 
schodów. Cassie cofnęła się gwałtownie do tyłu, ciągnąc za sobą Jake'a. 
 
Światło rozbłysło, drzwi się otworzyły, chór głosów stał się głośniejszy.  
Zaryzykowali jeszcze jedno spojrzenie nad poręczą, zobaczyli na podłodze płachtę  
bieli w ciemności. Cassie i Jake wymienili ze sobą spojrzenie. Marat musiał przykryć  
lnianym prześcieradłem, to co zostało z Keiko.  
Cassie zadrżała. 
- Chodźmy.  
 
 

*** 

 
 
- Gdzie byłaś?- Isabella zerwała się na równe nogi, gdy Cassie wciągnęła Jake'a do  
pokoju i zamknęła mocno drzwi.- Co się stało? Tak się martwiłam. Co się dzieje,  
Cassie? Jake?  
 
Cassie potarła czoło. Gwałtownie mrugała, powstrzymując cisnące się łzy. Nie było 
czasu na okazywanie słabości.  
 
- Isabella! Twoja rozmowa? Jak ci poszło?  
- W porządku. Dobrze. -  powiedziała Isabella.- Piliśmy napoje. A oni byli całkiem 
przyjaźnie nastawieni. Rozmawialiśmy. Na miłość boską, Cassie, co...?  
- Jak długo tam byłaś? - przerwała Cassie.- Jak długo to trwało? 
 
Isabella spojrzała na ich zdezorientowana.  
- Godzinę, dwie? Nie zwróciłam uwagi,  czas minął tak prędko. Ale coś się wydarzyło 
i mnie zostawili.- Przerwała.- Więc wróciłam tutaj, żeby ciebie znaleźć, Cassie. Teraz 
powiedzcie mi co tu się dzieje? 
- Keiko nie żyje,- wyrzucił z siebie Jake.  
 
To uciszyło Isabellę, ale tylko na moment. 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

- Umarła? Masz na myśli, że nie żyje?  
- A jak myślisz, że co to oznacza?- Warknął Jake. Był cały blady.  
 
Cassie położyła ostrzegawczo rękę na jego ramieniu.  
- To był wypadek. Trudno to  wyjaśnić... 
Isabella przyłożyła rękę do ust, by po chwili chwycić się za gardło. Przełknęła ślinę. 
- Spróbuj. 
- Nie chcieliśmy. Ja nie chciałem …Zrozum, ona próbowała zabić Cassie!- Jake oparł 
głowę na dłoniach.- Cassie, co się stało wcześniej, zanim przyszedłem? 
 
Otworzyła usta, ale się zawahała. To wyglądało jak koszmarny horror i sama nie mogła 
w to uwierzyć, a co dopiero opowiedzieć te historię na głos.  
Jake był blady i oszołomiony, Isabella zła i ciekawa.  
Cassie wzięła głęboki oddech. 
 
- Poszłam do pokoju Keiko. I otworzyłam zamek.  
- Co zrobiłaś? - wybuchnął Jake. 
- Chciałam znaleźć coś o Few. Chciałam zobaczyć czy jest gdzieś coś zapisane, czy 
znajdę jakieś dokumenty. I martwiłam się o Alice.  
 
Cassie zacisnęła wyzywająco usta. 
- Sądzę, że chciałeś zrobić to samo. Panie Lunatyku.  
- Chciałem, tylko nie miałem odwagi. Próbowałem wcześniej dostać się do ich 
świetlicy, ale nigdy do ich własnych pokojów. Wiesz jakie to było niebezpieczne?  
- O tak. Teraz wiem. Keiko jadła Alicję.  
- Co?- Krzyknęła Isabella.- Cassie!  
- Ja nie żartuję. Przysięgam. Weszła Keiko i musiałam się ukryć, ale obserwowałam. 
Była … to było tak jakby ona karmiła się Alice, czy coś w tym stylu. 
- Tak jak wampir?- Mina Isabelli wyrażała odrazę.- To dziwne. Dzieciaki widzą takie 
rzeczy w Internecie, a one... 
- Nie - powiedziała niecierpliwie Cassie.- Myślę, że żywiła się jej energią. Wysysała ją 
z niej. Widziałam je obydwie i przysięgam one nie udawały, to nie była żadna gra. 
Keiko praktycznie wysysała życie z Alice. Żadnej krwi, nie w ten sposób. Tylko … jej 
życie. I wtedy mnie zobaczyła. A następnie - Cassie przełknęła ślinę - rzuciła się na 
mnie z nożem. 
 
Isabella wpatrywała się w nią.  
- Jakim nożem? 
 
Jake sięgnął do koszuli. 
- Tym nożem...  

 

Ktoś grzmocił pięścią w drzwi. Cała trójka popatrzyła na siebie; znieruchomieli. 
- Jake, - wyszeptała Isabella.- Jake musisz się ukryć. Już.   
- Cassie Bell! Wiem, że tam jesteś. Otwórz te drzwi, słyszysz mnie? 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

Cassie bezgłośnie zaklęła.  
Katerina. 
 
- Łazienka -szepnęła Isabella i złapała Jake’a za ramię. 
 
Cassie nie miała czasu, żeby zaprzeczyć, nie zdążyła powiedzieć, że łazienka to 
kiepska kryjówka. Jake wślizgnął się i spłukał toaletę, Cassie głośno zamknęła drzwi i 
kiwnęła głową Isabelli. Robiąc głęboki wdech, Isabella otworzyła drzwi od sypialni, 
które aż drżały pod naporem pięści. 
 
Stojąca w drzwiach, jak zawsze elegancka a teraz na dodatek jeszcze wściekła, 
Katerina wyglądała jak tlący się lód. Sprawiała wrażenie wyższej niż dotychczas, 
pomyślała Cassie, i wcale nie zauważała Isabelli. Jej niebieskie oczy były utkwione w 
Cassie. 
 
- Gdzie byłaś? - Syknęła.  
- Racja, nie wiesz gdzie byłam.- Cassie uśmiechnęła się do niej idiotycznie. - Lepiej 
nie dotykaj mnie bez długiego kija.  
- Nie wymądrzaj się, Miss Stypendium. Co robiłaś dziś wieczorem? Gdzie byłaś?  
 
Isabella złożyła ramiona i spiorunowała wzrokiem Katerinę. 
- Cassie nie czuje się dobrze. Ma rozregulowany żołądek.- Przekrzywiła głowę przy 
dźwięku napełniającego się rezerwuaru.  
 
Cassie potarła ręką twarz. 
- Boże, o tak. Nie wiem, kto robił crêpes* na obiad ale... 
- Nie obrażaj mojej inteligencji.- Pierś Kateriny zafalowała. 
 
„Dlaczego by nie”.  
Cassie udało się nie powiedzieć tego głośno. 
 
- Oczywiście, jakżebym mogła.- Krzywiąc się, złapała za żołądek.- To znowu 
nadchodzi.  
- Cassie, kochanie. - Z wyrazem współczucia na twarzy, Isabella objęła ją ramieniem. - 
Mam przyprowadzać pielęgniarkę? 
- Nie, nic mi nie będzie - Wysapała.- Ohhhhh!  
 
Katerina zacisnęła zęby, ale popatrzała niepewnie to na jedną, to na drugą. Ludzka 
słabość odpychała ją. 
- Jeśli znajdę - syknęła, - jeśli kiedykolwiek stwierdzę, że dziś wieczorem zobaczyłaś 
coś, czego  nie powinnaś zobaczyć, Cassie, będzie to dla ciebie bardzo niezdrowe. 
Rozumiesz?  
 
* crêpes - Francuskie naleśniki robione z białej pszennej mąki, jajek, masła i mleka. 
Podawane są na deser z cukrem, konfiturami lub kremem z kasztanów. 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

- Hmm? Czego nie powinnam zobaczyć? - Cassie pamiętała by wzdrygnąć się w 
wyimaginowanym skurczu żołądka. 
- Myślę, że wiesz, mała cwaniaro.- Katerina skrzywiła się. - Jesteście żałosne, wy i ten 
mizdrzący się, durny Jake Johnson, zawsze węszący tam gdzie nie powinien. Uważaj 
na to czego szukasz, stypendystko. Pewnego dnia możesz to znaleźć. - Posłała Cassie 
nieprzyjemny uśmieszek.- I wtedy będzie ci przykro. Tak okropnie przykro, ale 
niestety będzie już za późno.  
- Jest mi szalenie przykro, już teraz, ale muszę cię przeprosić.- Cassie położyła jedną 
rękę na klamce łazienki, drugą zasłoniła usta.  
- Nie popełniaj błędu, myśląc że jestem głupia - wyrzuciła z siebie Katerina, wolno 
oddalając się od Cassie.- Jeżeli miałaś coś wspólnego z tym, co zdarzyło się Keiko 
dziś wieczorem, obiecuję, że za to zapłacisz. Rozumiesz mnie? 
- Nie.- Cassie otworzyła na cal drzwi od łazienki, cały czas wytrzymując nieugięte, 
lodowate spojrzenie.- Co się zdarzył Keiko?  
 
Zniesmaczona Katerina wyszła, trzaskając drzwiami. 
Cassie oparła czoło o framugę drzwi. Powinni się teraz śmiać. Powinni triumfować, że 
pozbyli się Kateriny. Pamiętając jednak o losie Keiko, Cassie nie miała ochoty na 
śmiech, podobnie jak Isabella. Nieszczęśliwa, zobaczyła jak jej przyjaciółka się 
rozpłakała. 

 

- Isabella.- Cassie ścisnęła jej zimne palce.- Tak mi przykro. Przysięgam, na Boga, że 
to był wypadek. Tak bardzo mi przykro, że to się zdarzyło, ale ona zaatakowała mnie i 
jeśli by Jake nie... 
- Nie współczuję Keiko.- Powiedziała przez łzy, oburzona Isabella.- Próbowała cię 
zabić! Oh, Cassie, a co by było, gdyby się jej udało? 
- Ale się nie udało.- Jake wyszedł z ciemnej łazienki. Ciągle drżał, oparł się więc o 
drzwi i wpatrywał w miejsce gdzie stała Katerina. 
- Dzięki tobie - przyznała Cassie.  
- Pewnie. Może nie jestem takim całkowicie mizdrzącym się dupkiem co?- Rozłożył 
ręce. 
- O, Jake.- Isabella objęła się, wbijając palce w ramiona, jakby chciała uniknąć 
przytulenia się do niego.- Przepraszam. Naprawdę. Przykro mi, że to usłyszałeś. 
 
Naprawdę się zmartwiła, pomyślała Cassie rozbawiona. Wrażliwy południowy kwiat 
był zmartwiony jego uczuciami. Była w nim cholernie mocno zadurzona.  
 
- Już dobrze.- Jake wzruszył ramionami. - Myślę, że jestem miłym, chodzącym z 
głową w chmurach chłopcem, prawda? 
- Zgadza się, taki właśnie jesteś. - Potwierdziła gwałtownie Isabella.- Nie jesteś taki 
jak ona! Nie śniłoby ci się nawet, że ludzie mogą być okrutni i niedobrzy, nie knujesz 
… intryg. To nie jest twój sposób działania! 
-To miło, że tak mówisz, Isabella.- Posłał jej słaby uśmiech i wzruszył ramionami.- 
Ale myślę, że jestem po prostu głupi, wiesz? Może mój mózg jest na dole w moim ... 
- Nie! - wykrzyknęła  zawstydzona Isabella.- Nie mów tak o sobie! 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

Ooo! Jakie to głębokie!  
 
- Um, - powiedziała sucho Cassie.- Czy wy dwoje moglibyście przerwać na minutkę? 
- OK.- Jake uśmiechnął się.  
Cassie nabrała tchu.  
- Co ty wyczyniasz, Jake Johnsonie? 
  
Klnąc, potarł skronie palcami. 
- Mam na myśli to, - ciągnęła dalej Cassie, - że każdy ma tutaj coś na sumieniu. Ale 
nie ty, nawet jeżeli masz upierdliwy problem z „chodzeniem we śnie”, myślę że nie 
byłbyś zdolny do czegoś naprawdę złego. Prawda?- Przygryzła wargę zębami. 
 
Jake usiadł na podłodze i splótł ręce na szyi. Po chwili powiedział. 
- Coś jest nie tak w tej szkole.  
Cassie prychnęła. 
- Tyle to i ja wiem. 
- Jake.- Isabella osunęła się na łóżko i pochyliła ku niemu z niepokojem. - Chodzi o  
Jessicę, prawda?  
 
Skinął głową. 
- Co? Jake.?  
- Muszę się dowiedzieć kto ją zabił. Co ją zabiło. -Milczał przez minutę.- OK? Muszę 
wiedzieć.  
Cisza była tak gęsta, że Cassie chciała rozsunąć energicznie okno i wpuścić nocne 
powietrze. 
 
- Jake, - powiedziała łagodnie Isabella.- Wiem jaki zmartwiony jesteś, ale czy to… - 
Wzięła głęboki oddech i szepnęła. - Czy to mógł być wypadek.? 
- To nie był wypadek. Ktoś ją zabił.- Spojrzał poważnie na Cassie. - Coś ją zabiło.  
- Ale nie możesz brać tego na siebie... 
- Tak? Więc kto? Darke? Policja? Kambodżańska policja nie była zainteresowana. Nikt 
nie jest. Była tylko stypendystką, czyż nie?  
 
Cassie zadrżała.  
- Jess nie była pierwsza. - Powiedział Jake.  
- To szkolny pech - wtrąciła Isabella.- Przekleństwo. Oto co mówią.  
- Ktoś przynosi pecha. 
-  A sir Alric, posłuchaj, nie możesz go obwinić. Był strasznie zdenerwowany gdy to 
się stało. I dał ci stypendium, Jake, ku jej pamięci. 
- Chciał uciszyć moją rodzinę. Dla naprawy uszkodzonego wizerunku szkoły. Mama 
mogła się dać nabrać na ten numer, ale ja nie. Wziąłem stypendium, by dowiedzieć się 
co zdarzyło się Jess. 
- I co odkryłeś?- Zapytała Cassie.  
- Niedużo. - Głos Jake był pełen goryczy.- To ma coś wspólnego z Few, to wszystko co 
wiem. Jeden z nich ją zabił i myślę, że wiem kto. Muszę tylko tego dowieść to 
wszystko.  

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

- Jeśli udowodnisz morderstwo, - powiedziała Isabella, - jeśli się okaże, że student  
został tutaj zabity i zostało to zatuszowane, to będzie koniec Akademii.  
- Aha.- Jake wzruszył ramionami.- Chcę zamknąć to miejsce, Isabella, taka jest 
prawda. Dlatego nie oczekuję, że spodoba ci się to, co robię. Tylko proszę, nic nikomu 
nie mów.  
 
Isabella skoczyła na równe nogi. 
- Myślisz, że jestem rozpieszczoną dziedziczką? Że wszystko wypaplam? 
Rzeczywiście! Powinnam cię trzepnąć, Jake Johnsonie.  
- No ja...  
- Myślisz, że pokrzyżuję ci mapy?     
- Plany. - Powiedziała z roztargnieniem Cassie. 
- Tak, tak. Myślisz, że nie zrobię tego dla ciebie, ponieważ lubię swoją szkołę? Jessikę 
lubiłam dużo bardziej. Gdyby ktoś ją zabił pragnę żeby go…, ją…, ich…, złapano. 
Jeśli myślisz, że jest tutaj coś groźnego, Jake, jeśli myślisz, że ktoś z Akademii był 
odpowiedzialny za to, co zdarzyło się Jessi, nie będziesz mnie trzymał od tego z 
daleka.  
 
Speszony powiedział. 
- Poczekaj chwilkę... 
- Zamknij się, - powiedziała lakonicznie.- Głupi Amerykanin. Nie bądź taki dumny. 
Nie izoluj się od nas. Zamierzamy ci pomóc. Prawda, Cassie?  
- Tak.- Cassie uśmiechnęła się do Jake'a.- Ona ma rację, wiesz o tym, prawda?  
- Ja zawsze mam rację.- Isabella pociągnęła nosem. 
 
Cassie szturchnęła ją w bok. 
- Troje szybciej zrozumie, niż jeden. To oczywiste, hmm? Możemy zrobić trzy razy 
więcej. A po tym, co zobaczyłam dziś wieczorem?- Zadrżała. - Myślę, że potrzebujesz 
każdej pomocy, jaką możesz dostać, Jake.  
- Ja jestem małą księżniczką z bogatym ojcem i dobrymi kontaktami. 
 
Jake odruchowo zacisnął zęby na kłykciu.  
- Może być niebezpiecznie. 
- Ryzyko! - Isabella odrzuciła włosy do tyłu. - Jest moim drugim imieniem. 
- OK. OK! - Jake niespodziewanie uśmiechnął się.- Wiesz co? Cieszę się, że wpadłem 
na ciebie dziś wieczorem, Cassie. 
- Nawet nie w połowie tak, jak ja, - powiedziała sucho.- Jake, kto według ciebie zabił 
Jess?  
- Nie wiem. Nie mogę tego dowieść na pewno. Ale Ranjit wiedział gdzie była tej nocy. 
 
Żołądek Cassie się skurczył.  
- Wiedział? Jesteś tego pewny?  
- Tak. Ranjit i Jess byli …, byli razem. Może się kłócili, może tam był ktoś jeszcze i  
stał się zazdrosny, nie wiem. To jest najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie, prawda? 
Prosiłem go, by mi to wyjaśnił, ale on nie chce o tym rozmawiać. Nie chce omówić 
tego z Few. On coś ukrywa. Może jest po prostu chory? 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

Cassie zrobiło się niedobrze.  
- Co miałeś na myśli mówiąc: ”Wiedział gdzie była ”?  
Twarz Jake zesztywniała. 
- Bo to on ją znalazł. Ranjit znalazł ciało Jess.  
 
 

Rozdział 17 

 
- Czuję się winna. Gdybym nie była chora, to kto wie? Zauważyłabym może, że coś 
jest nie tak. Może byłabym w stanie jej pomóc.   
 
Płaczliwy głos z angielskim akcentem był znajomy. Cassie zatrzymała się i szybko 
obróciła się w kierunku tablicy ogłoszeń. Głosy były tuż za rogiem, zbliżały się przez 
hol.  
 
- Nie możesz się obwiniać, Alice.- Druga dziewczyna miała śpiewny akcent. Ayeesha? 
- Nie mogę sobie z tym poradzić. Zrobiła taką straszną rzecz. Musiała być 
zrozpaczona, powinnam to zauważyć. Przy śniadaniu ktoś powiedział, że źle 
wyglądała, tak jak nie ona. Oh, powinnam to zauważyć … 
- Już dobrze, dobrze.- Tak, to na pewno była Ayeesha. -  Ludzie bardzo umiejętnie  
ukrywają takie rzeczy, a Keiko musiała być bardzo zdesperowana. Skoczyć z drugiego 
piętra! Proszę, Alice. Nic nie mogłaś zrobić. 
 
Cassie patrzyła uważnie na ogłoszenie o Świątecznym Balu, gdy dwie dziewczyny 
wyszły zza rogu; Ayeesha zatrzymała się i położyła rękę na jej ramieniu. 
- Cześć Cassie! -  Uśmiechnęła się. 
- Ayeesha! Zamyśliłam się.- Oh kochana, pomyślała Cassie: to nie było nazbyt 
przekonywujące. - Hello, Alice.- Przełknęła z zakłopotaniem ślinę.- Wszystko w 
porządku? 
- Tak, przypuszczam, że tak.- Alice miała łzy w oczach. Jej twarz wyrażała 
zaskoczenie i panikę. - Nie. Strasznie. Właśnie dlatego idę na lekcję.  
- Ale dzisiaj? Jesteś pewna, że to dobry pomysł?  
- Muszę się czymś zająć. Czuję się opuszczona, a to zajmie mnie na chwilę.  
Ayeesha potrząsnęła głową. - Myślę, że odwołają zajęcia, Alice. Ale musimy być  
punktualne. Chodź, Cassie.  
 
Cassie szła obok Alice.  
- Przykro mi z powodu Keiko.  
- Mnie też.- Łzy spływały z policzków Alice. 
 
Do diabła, pomyślała Cassie zdumiona. Było oczywiste, że Alice nie pamięta, co 
Keiko próbowała jej zrobić wczoraj wieczorem. 
- Czujesz się jednak lepiej? Na  pewno? Mam na myśli to, że przeszłaś tą …?  

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

- Mononukleozę zakaźną.- Alice wydmuchała nos.- Nie mogła zdarzyć się w gorszym 
momencie, prawda? Słyszałam jak martwi się o mnie Mamusia. Jak Tatuś zatrudnił 
prywatnego nauczyciela, aby pomógł mi nadgonić materiał w wakacje. Rozmawiałam 
z nimi przez telefon o wpół do szóstej dziś rano, ale oni nie przejmowali się Keiko. 
Tylko mną. Ze mną wszystko w porządku, a biedna Keiko… - Alice zakryła usta ręką. 
 
Cassie przypatrywała się Ayeeshy, ale ona okazywała szczere współczucie Alice. 
- Może nie dotarło to jeszcze do nich, bo byli tak tobą zmartwieni?  
- Boże, pewnie tak. Mamusia musiała zarezerwować sobie spa na tydzień. Żeby ukoić  
swoje nerwy, wiesz?  
Ayeesha rzuciła okiem na Cassie, i zaprowadziła Alice do klasy Herr Stolz’a.  
- Ty też potrzebujesz tygodnia dla siebie. Chodź i usiądź, Alice. 
 
Ona nie żartuje, pomyślała Cassie i usiadła przy Isabelli. Alice wciąż wyglądała 
okropnie – wychudła, blada i zmęczona, jednak już nie tak krucha jak poprzedniego 
dnia; śmierć Keiko zaczęła przywracać ją od razu do zdrowia. Cassie mogła zrozumieć 
dlaczego ona musiała wrócić do normalności, dlaczego musiała wyjść ze swojego 
pokoju. Prawdopodobnie zrozumiała motywy Alice lepiej niż ona sama by to zrobiła. 
Mononukleoza zakaźna i rzekome samobójstwo współlokatorki; nie mogła przed tym 
wszystkim uciec. 
 
Herr Stolz zakasłał, uciszając szepty studentów i od razu przeszedł do rzeczy. 
 
- Jesteście wszyscy świadomi tej strasznej tragedii, która miała miejsce wczoraj w 
nocy.- Był blady i całkowicie wstrząśnięty.- Nie będziecie więc zaskoczeni, 
dowiadując się, że lekcje są odwołane dzisiaj i jutro.  
 
Wszyscy słuchali w ciszy, również członkowie Few. Cassie zauważyła, że brakuje 
Ranjit’a. Znowu? Była jednak Katerina, która z pozbawioną emocji twarzą wyglądała 
przez okno. Głos Herr Stolz'a wyraźnie przygasał. Nie mogła się skupić; było zbyt 
wiele pytań, zbyt wiele na wpół zapamiętanych rozmów, które zaczynały się łączyć. 
Dlaczego na przykład Ranjit, był takim szczególnym przypadkiem? Wydawało się, że 
traktuje szkołę jako swój osobisty folwark, nawet bardziej niż reszta z Few; zachowuje 
się tak, jakby lekcje były dla zwykłych śmiertelników. Jakoś to nie pasowało, że 
Jessica była jego dziewczyną. Jeśli Jess była podobna do Jake'a, nie mogła wyobrazić 
sobie jej z Ranjitem.  
To byłoby tak samo dziwne jak wyobrażanie sobie siebie i Ranjita … 
Ciarki przebiegły jej po plecach. Wyglądała jak Jess: każdy tak mówił. 
 
„To co czuję? Nie mogę tego zaakceptować, Cassandro”.  
 
Co to znaczyło? Nie chciał tego zaakceptować, ponieważ był zakochanym w Jess? 
Albo ponieważ to on ją zabił?  
Ranjit ostrzegł Cassie. Ranjit nie chciał jej w grupie Few, nawet gdy złośliwa Katerina 
była skłonna ją zaakceptować. Co sprawiało, że on jej tak bardzo nie lubi? Nieczyste 
sumienie? 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

Jess poszła w nocy do Angkor Wat i nikt już nigdy nie zobaczył jej żywej. Jak się 
czuła sama i wystraszona w ciemności dżungli? Słysząc miękkie kroki zabójcy 
zbliżającego się w nocy … 
„Znalazł ciało Jess”. 

 
- … 

i wszyscy będziemy za nią tęsknić.  

 
Cassie poskoczyła. Zabrało jej chwilę, zanim zdała sobie sprawę, że Herr Stolz mówił 
o Keiko. 
- Świąteczny Bal nie zostanie odwołany, ale zacznie się on minutą ciszy. Sir Alric 
poprosił mnie bym wam powiedział, że data nabożeństwa żałobnego zostanie podana 
w późniejszym terminie. W tym czasie, każdy student, który czuje potrzebę 
porozmawiania ze starszym pracownikiem, powinien to zrobić. Alice.- Uśmiechnął się 
życzliwie do Angielki. - To jest dla ciebie szczególny wstrząs. Wiem, że jesteś chętna 
do nadrabiania swoich zaległości w nauce i praca pomoże ci jakoś przetrwać ten okres. 
Proszę, zostań na kilka minut. Reszta z was jest wolna i może spędzić  dzisiejszy i 
jutrzejszy dzień jak chce. Naturalnie, bez żadnych żywiołowych zachowań. - Z 
poważną miną zlustrował wszystkich wzrokiem. – Może wasza wizyta  w kaplicy albo 
w katedrze będzie odpowiedniejsza niż wyprawa na aleję Montaigne**? 
 
Jake pochylił się do Cassie i Isabelli, jak zbierały książki, a szum plotek i spekulacji 
wzmagał się wokół nich. 
- W takim razie Nôtre Dame***?  O jedenastej?  
Cassie miała minę pełną wątpliwości.  
- Połowa szkoły może tam być po tym przemówieniu. 
Jake skrzywił się.  
- Połowa szkoły będzie w alei Montaigne nadwyrężając swoje  złote karty kredytowe, 
cokolwiek Stolz by nie powiedział. 
- A co powiecie o Bois de Boulogne****? - zaproponowała Isabella. - Spokojne 
miejsce na myślenie i refleksje, no nie? Mnóstwo przestrzeni. Mnóstwo prywatności. 
- Dobry pomysł. Spotkamy się na Lac Inférieur.- Jake mrugnął do Isabelli.- Tylko 
załatw łódź. 
 
 
* Angkor Wat – największa, najważniejsza i najbardziej znana świątynia w kompleksie 
Angkor, p
ołożonym w prowincji Siem Reap w Kambodży. Świątynia Angkor została 
zbudowana przez Surjawarmana II 
(1113-1150 n.e.) ku czci hinduskiego bóstwa Wi-
sznu.
 
** aleja Montaigne - Avenue Montaigne Paryż - najsłynniejsza w Europie ulica buti-
ków i perfumerii 
*** Notre Dame - Notre-Dame de Paris – Katedra gotycka w Paryżu. 
Jedna z najbar-
dziej znanych katedr na świecie, między innymi dzięki powieści „Dzwonnik z Notre 
Dam”, francuskiego pisarza Viktora Hugo.  
****Bois de Boulogne – jest to park usytuowany wzdłuż zachodniego brzegu 16 
dzielnicy Paryża.  
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

*** 

- Marznę - jęknęła Isabella.- Zamarznę na śmierć. 
- Uśmiechnij się, mój południowy kwiatku.- Jake wiosłował. - To był twój genialny  
pomysł. W każdym razie, możesz efektownie umrzeć na zapalenie płuc i ktoś napisze 
o tobie wielką tragiczną operę. 

 

Isabella posłała mu grymas i wyszczerzyła zęby, ale jej mina zamieniła się już w 
marzycielską i daleką. jakby wyobrażała sobie ostatnią rozdzierającą arię. Cassie 
odchrząknęła ze złością. 
- Możemy nie rozmawiać o efektownych śmierciach? 
 
Uśmiech Jake'a przygasł, oparł wiosła w dulkach. 
- Myślę, że musimy, prawda?  
- Jak ktoś może uwierzyć, że Keiko się zabiła? - poskarżyła się Isabella, zawijając 
swój szal z wikuny* jeszcze raz dookoła szyi i wkładając dłonie pod pachy. - 
Myślałam, że mówiłaś, że miała nóż w gardle?  
 
- Nie wtedy kiedy ją znaleziono. -  Mała łódź dryfowała pod kasztanami, a Jake 
wygrzebał z wnętrza kurtki nóż. Jego ostrze zostało owinięte pasami oderwanymi ze 
starej  bawełnianej koszulki i chwilę mu zajęło rozwinięcie ich. Pokazał im go, 
trzymając go dwoma rękoma. Dziewczyny wpatrywały się w niego, oniemiałe. 
 
- Marat przykrył jej ciało zanim ktokolwiek przyszedł. - powiedziała Cassie do 
Isabelli.- Widzieliśmy, jak to zrobił. Po tym, jak wszystkich odesłano z powrotem do 
łóżka, musiał je szybko przenieść. 
- Oni musieli je przenieść. - poprawił Jake. - Marat nie brał w tym udziału sam. Ktoś 
jeszcze musiał widzieć ciało. 
- A kim są ci oni? – mruknęła pod nosem Cassie 
 
Jezioro było nieruchome, ale łódź nie robiła dużych postępów; zamiast wiosłować 
bardziej trzęśli się z zimna. Pióra lodu powstawały na powierzchni, Isabella drżała. 
Cassie nie czuła tak chłodu, jednak wzdrygnęła się, badając ostrze noża. Miał jakieś 
sześć cali długości, lekko wygięty, gładki i lśniący w mroźnym świetle grudnia. 
Grudzień. Już jest pierwszy dzień grudnia. Cassie nie mogła w to uwierzyć. Była już w 
Darke Akademy niemal cały semestr. O rany, ile się już nauczyła … 
 
- Spójrz na rączkę - powiedział Jake.- Jest dziwna. Nigdy czegoś takiego nie 
widziałem. 
- Ani ja, - przyznała Isabella.- A Papa zbiera zabytkowe miecze, sztylety, i takie tam 
rzeczy. Jestem pewna, że mógłby nam coś o tym powiedzieć, ale nie widziałam 
niczego takiego jak to, w jego kolekcji 
 
 

* Wikuna – lama z Ameryki Południowej, produkująca niewielkie ilości bardzo cienkiej wełny, jest 
bardzo  droga ponieważ zwierzę jest strzyżone co 3 lata. Narodowe zwierze Peru. 

 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

Cassie wyciągnęła rękę żeby dotknąć rękojeść. Była stara, bardzo stara. 
Skomplikowane wzory,  wygładzone przez wieki, lśniące patyną czasu. Powiodła  
palcem wskazującym wzdłuż nich. Trzeba było obejrzeć uchwyt z bliska, by dostrzec  
szczegóły, ponieważ wszystkie figury, bestie i ornamenty zostały splecione: węże, 
syreny, kariatydy, warczące demony, pokręcone rzeczy, które mogły być zarówno 
kotami jak i wilkami. 
 
- Założę się, że wart jest fortunę - zauważyła. - Wiecie, w nocy wyglądało to 
niesamowicie. Jak swego rodzaju złudzenie optyczne. Ryty wydawały się poruszać.  
- Są takie realistyczne, nieprawdaż? -  Isabella dotknęła noża i szybko cofnęła rękę.-  
Nie podoba mi się. 
- Mnie też -  powiedziała Cassie. 
- Nie podoba mi się ta rzecz i czuję do niej niechęć. - Jake ponownie zawinął ostrze i 
włożył z powrotem do kurtki. -  To dowód na wszystko. 
-  Dowód na co? - powiedziana Cassie.- To nie jest dowód na nic, chyba że głupie 
DNA  Keiko jest na nim. Albo nasze. A to stawia ciebie i mnie w kłopotliwym 
położeniu, kowboju.  
- Wiem, wiem.

 

Ale czuję, że to nam może powiedzieć coś więcej. 

 
Isabella pociągnęła nosem i gwałtownie go potarła. Zaczerwienił się.  
- Dobrze. Jak się tego dowiedzieć? Od czego zacząć? 
- Potrzebujemy jakiegoś kontaktu z Few, to oczywiste. - Jake zmarszczył brwi. - Oni 
są w samym sercu tego wszystkiego. 
 
Isabella wzruszyła ramionami.  
- Cassie i ja miałyśmy rozmowy. Przynajmniej jedna z nas musi być wybrana.  
 
Pokręcił głową.  
- Nie podoba mi się ten pomysł. 
- Tak, ale nie ty dyktujesz warunki. - Powiedziała Cassie. - Co gorszego jeszcze może 
się zdarzyć? Jedna z nas zostaje członkiem, dowiaduje się ile może, później powie, że 
to był błąd, że nie ma czasu, musi się uczyć … coś takiego. I odchodzi z Few. 
- Nie sądzę, że można tak po prostu odejść z Few - powiedział Jake.  
- Ja też nigdy o tym nie słyszałam.- Zgodziła się z nim Isabella.  
 
Wzięła głęboki oddech.  
- A co z Ranjitem?  
 
Jake zamarł.  
- A z nim co? 
- On jest najważniejszy. On jest szefem. Wszyscy się go boją, nie zauważyłeś? I myślę, 
że on lubi Cassie. On jest, jak to się mówi, napalony na nią.  
- Mylisz się. - Wymamrotała Cassie. - Nigdy nie może się doczekać by odejść z 
mojego towarzystwa.  
- Wiesz nie sądzę, żeby to była prawda. Widziałam jak na ciebie patrzy. 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

- To z powodu jej wyglądu – powiedział gorzko Jake. - Ona jest jakby drugim 
wcieleniem Jess. W żadnym razie Cassie nie może się z nim związać. To zbyt 
niebezpieczne. Kto wie co może jej zrobić, gdyby stała się mu zbyt bliska? Może to 
samo co... - Zamilkł.  
 
Isabella potarła ręcę.  
- Więc Richard? 
 
Wzdychając, Cassie podążyła palem przez lodowatą wodę dopóki nie zdała sobie 
sprawę, że oni w ciszy, wciąż na nią patrzą.  
- Posłuchajcie, Richard nie ma dużego wpływu, - zaprotestowała. - Niektórzy z Few 
nie uważali tego za właściwe, że to on wysuwa moją kandydaturę. Ranjit go nie lubi, a 
Katerina traktuje jak domowe zwierzątko. On prawdopodobnie nie wie nic, co my 
byśmy chcieli wiedzieć. 
- On wciąż jest naszym jedynym kontaktem - powiedział Jake. - I z pewnością ciebie 
lubi. Jeśli on nie jest wysokim członkiem Few,  dzięki niemu będziesz mogła 
zaprzyjaźnić się z innymi.  
- Może pozwolisz mu się zabrać na Świąteczny Bal - zasugerowała Isabella. - To nie 
powinno być trudne.  
- Tak? - Rzuciła Cassie. - Jeśli to takie proste, może Jake go zaprosi na ognisty 
świąteczny bal? Richard też ma na niego ochotę, prawda? 
- Słuchaj, wiemy, że czujesz się podle, wykorzystując go - powiedział Jake - ale on 
zrobiłby to samo, gdyby musiał. Taki już jest. Nawet na moment by się nie zawahał, 
Cassie. 
- Nie jestem tego taka pewna. On jest w porządku.- Policzki jej płonęły, mimo 
mroźnego powietrza.  
- To będzie bezpieczniejsze niż próba wyciągnięcia wiadomości od Ranjita. - ostro 
odpowiedział Jake.  
 
Cassie westchnęła, pokonana.  
- Spróbuję, dobrze? Ale nie obiecuję niczego.  
- Doceniam to. Dziękuję, Cassie.- Podnosząc wiosła, Jake zaczął kierować łódź w 
kierunku brzegu. - Wiecie, że tylko my jak idioci płyniemy łodzią? 
- Nie jestem zaskoczona - Isabella pociągnęła nosem. - Przewoźnik pomyślał, że 
jesteśmy szaleni. 
- Jesteśmy szalonymi ludźmi, - mruknęła Cassie. - Nawet nie wiemy w co się 
pakujemy. 
- Do diabła, nie! - Jake uśmiechnął się. - Życie jest wyzwaniem, prawda?  
 
Głośny dzwonek telefonu przestraszył ich wszystkich, a łódź zakołysała się  
nieznacznie. Cassie próbowała sięgnąć po niego zimnymi rękoma do kieszeni 
płaszcza. 
- Sorry - powiedziała z zakłopotaniem, wyciągając telefon i wpatrując się w 
wyświetlacz. Podniosła brwi. - Nie uwierzycie kto dzwoni. - Otworzyła gwałtownie 
klapkę. - Cześć Richard. 
 

background image

POOLE GABRIELLA 

 DARKE ACADEMY

 

Praca : Killari i anku35 

Jake pochylił się do przodu, pozwalając wiosłom swobodnie unosic się na wodzie.  
Isabella przysunęła się bliżej Cassie, starając się nie dzwonic zębami zbyt głośno.  
 
- Bois de Boulogne, możesz w to uwierzyć? Tak, tu jest cholernie zimno.- Cassie 
roześmiała się i przegryzła wargę. - Z Isabellą … - chwilę się zawahała. - … i 
Jake’m... Tak nie widziałam ciebie, po tym gdy lekcje zostały odwołane. Tak 
oczywiście patrzyłam. Nie było cię.- Robiąc minę do Jake'a, skrzyżowała palce. 
Nastała chwila milczenia po drugiej stronie i Cassie przycisnęła komórkę bliżej ucha, 
trochę niespokojna. - Oczywiście, że ciebie nie unikam. Gdzie byliście?  O! Nôtre 
Dame! -  Cassie uniosła brew w kierunku Jake'a i sugestywnie otarła z czoła 
wyimaginowany pot.- Nie myślałam, że będziesz tak posłuszny. 
 
Po kolejnej pauzie, zaśmiała się ponownie.  
- Oczywiście, że chcę. O której godzinie? Brzmi wspaniale Richardzie. W każdym 
razie, do zobaczenia później.  
 
Zamknęła i odłożyła telefon.  
- Misja wykonana – powiedziała ze smutkiem w głosie.  
- Misja w toku - odpowiedział ponuro Jake. - Ledwo się zaczęła. Gdzie masz randkę? 
- Łuk Triumfalny. Jutro. Mówił, że to naprawdę specjalny dzień. Chce pokazać mi coś 
spektakularnego. Czuję się podle.  
 
Isabella poklepała ją w rękę.  
- Słuchaj, wybadaj go ostrożnie, dobrze? Może nawet zechce nam pomóc.  
- Może.  
 
Jake pociągnął mocno wiosłami.  
- Dziękuję, ci Cassie. Bardzo. Robisz to co trzeba, wiesz o tym. 
- Wiem. - Niespokojnie badała wzrokiem park w zimowej osłonie.  
- Więc się nie martw. - Drażnił ją Jake. - To tylko randka. Co jest w tym złego?  Nie 
musisz robić nic, na co nie masz ochoty.  
- Tak. Wiem. – Cassie oblizała wargi; były suche i pękały w mroźnym powietrzu. -  
Wiecie co? Mam naprawdę złe przeczucie, jeśli chodzi o jutrzejszy dzień.