background image
background image

TŁO KAMPANII Z ROKU 1066 

Rok 1066 to chyba najsłynniejsza data w historii 

Anglii. Ludzie żyjący w tamtych czasach domyślali się, 
że czeka ich wiele zmian. Stary król Edward, zwany 
Wyznawcą, leżał na łożu śmierci. Ponieważ nie miał 
dzieci, nic było wiadomo, kto obejmie po nim tron. 
Sprawa była tym trudniejsza, że Edward pozostawał 
w przyjaznych stosunkach z księstwem Normandii po 
drugiej stronic kanału La Manche i chciał, by koronę po 
nim otrzymał tamtejszy władca, książę Wilhelm. 

Anglia w tym okresie była krajem bardzo różno-

rodnym pod względem etnicznym. Ludność rzymsko-
celtycka ustępowała powoli miejsca germańskim ple-
mionom anglosaskim, które w IX i X wieku musiały 
sobie radzić z ekspansją wikingów. Celtów było teraz 
najwięcej w Walii i Szkocji. Ludność skandynawska, 
głównie pochodząca z dzisiejszej Danii, osiedlała się na 
ziemiach położonych na wschód od linii biegnącej od 
Wash do Mersey, zwanych potem Danelaw. Normano-
wie także byli potomkami wikingów. Prowadzeni przez 
swojego wodza Rollona, przybyli do północnej Francji 
w X wieku i tam się osiedlili. 

Edward Wyznawca był synem króla Ethelreda II, 

któremu potem nadano przydomek Bezradny. Wobec 
stałego zagrożenia atakami plemion duńskich Edwarda 
wraz z bratem Alfredem umieszczono na dworze nor-
mandzkim. Druga żona Ethelreda, Emma, była siostrą 
księcia Ryszarda. Takie koligacje gwarantowały Ethel-
redowi przyjaźń Normanów oraz brak dostępu wikin-

background image

gów do normand/kich portów. Edward dorastał w księ-
stwie Normandii podczas krótkich rządów jego przy-
rodniego brata Edmunda Żelaznobokiego. Po nim pa-
nował Kanut, władca duński, a natępnie jego synowie: 
Harold I i Hardekanut. Po śmierci tego ostatniego ko-
ronę zaproponowano Edwardowi. 

Nowy król, który większość  życia spędził w Nor-

mandii, nie czuł się dobrze w nowej roli. Królestwem 
rządzili faktycznie możni earlowie. Mercją w środko-
wej części kraju władał Leofric, rozległą Northumbrią – 
Siward. Godwin, earl Wesseksu, był głową rodu, który 
kontrolował całą południową Anglię. Edward oskarżał 
go o śmierć Alfreda, który został oślepiony, gdy pod 
opieką Godwina wracał do Anglii w roku 1036. Córka 
Godwina, Edyta, została żoną Edwarda. Możnowładca 
miał zapewne nadzieję, że z tego związku narodzi się 
przyszły następca tronu. Godwin sprzyjał także hra-
biemu Flandrii. 

Do przełomu doszło, gdy do Anglii przybył z wi-

zytą Eustachy z Boulogne, żonaty z siostrą króla, i po-
skarżył się Edwardowi, jak ile przyjęto go w Dover, 
gdzie został zaatakowany przez mieszkańców warow-
nego grodu. Godwin otrzymał rozkaz spustoszenia mia-
sta, ale odmówił, tłumacząc się, że nie będzie atakował 
swoich własnych posiadłości, i razem z synami zbun-
tował się przeciw władcy. Północna część kraju wsparła 
króla. Anglii groziła wojna domowa. Edward i jego 
zwolennicy zdołali jednak wygnać Godwinów, a kró-
lową wysłali do klasztoru.  

 

background image

Jest wysoce prawdopodobne, że prawdziwym po-

wodem niepokojów było sympatyzowanie Edwarda 
z Normanami i brak następcy tronu. Edward nie miał 
dzieci. Jedna z plotek głosiła, że mimo zawartego mał-
żeństwa żył w celibacie. Dwaj kronikarze normandzcy, 
współcześni królowi Wilhelm z Jumièges (piszący oko-
ło roku 1070) oraz Wilhelm z Poitiers (piszący około 
roku 1073), twierdzili, że Edward zaproponował tron 
kuzynowi Wilhelmowi za pośrednictwem nor-
mand/kiego arcybiskupa Canterbury. Jest możliwe, że 
Eustachy przyjechał, by donieść, że książę wyraził 
zgodę. Niewykluczone także, że Eustachy miał zająć 
Dover, by odciąć Godwina od Flandrii i zapewnić kró-
lowi dostęp do kanału. W rękopisie D The Anglo-Saxon 
Chronicie
 (zapewne spisanym tuż po podboju) oraz w 
relacji Jana z Worcesteru (pisał prawdopodobnie w la-
tach 1124–1140) znajdziemy informację, że książę 
Wilhelm w roku 1051 osobiście przybył do Anglii. Po-
wodem mogła być chęć złożenia hołdu lennego Edwar-
dowi. Na pewno w tym czasie król Francji, zaniepoko-
jony faktem, że księciu normandzkiemu przypadną w 
udziale bogactwa Anglii, zerwał z nim sojusz i rozpo-
czął negocjacje z hrabią Andegawenii. Godwinowie 
zdołali powrócić w roku 1052. Uciekło wtedy wielu 
Normanów z otoczenia króla. Godwin zmarł w następ-
nym roku, ale jego synowie utrzymali kontrolę nad po-
łudniem kraju. Najstarszy syn imieniem Swein zmarł 
wkrótce, a earlem Wesscksu został Harold. Gdy w roku 
1055 zmarł Siward, Nothumbria przypadła w udziale 
trzeciemu synowi Godwina, Tostigowi, który cieszył 

background image

się sympatią Edwarda. W roku 1057 Gyrth, czwarty 
syn, przejął wschodnią Anglię razem z Oxfordshire, 
a jego brat Leofwine otrzymał posiadłości położone na 
północ od Londynu i w Kent. Aelfgar, który, by objąć 
władzę w Mercji, zrzekł się wschodniej Anglii, zmarł 
w roku 1062. Rządy po nim przejął jego syn Edwin. 
Drugi syn, Morcar, trzy lata później otrzymał Nor-
thumbrię po buncie przeciw nielubianemu Tostigowi. 
Władza na południu należała zatem do Godwinów, a na 
północy do synów Aelfgara. 

W roku 1054 kiążę Edward, syn Edmunda Zcla-

znobokicgo, żyjący na wygnaniu, odkąd rządy objął 
Kanut, powrócił z Węgier. Niewykluczone, iż Edward 
Wyznawca obawiał się, że pronormandzka polityka nie 
spotka się z akceptacją i chciał wybrać drugiego kan-
dydata na dziedzica (Wilhelm nic został oficjalnie mia-
nowany następcą). Istnieje także inne wyjaśnienie po-
wrotu księcia. Ponieważ większość pronormandzkich 
możnowładców uciekła, Harold mógł chcieć osadzić 
Edwarda na tronie jako władcę marionetkowego. Syn 
Edmunda zginął jednak w niewyjaśnionych okoliczno-
ściach niedługo po powrocie cło Anglii, w roku 1057. 

Edward Wyznawca utrzymał swoje poparcie dla 

Wilhelma. Prawdopodobnie w roku 1064 lub 1065 Ha-
rold wybrał się z misją do Normandii. Wizyta ta została 
uwieczniona na słynnej Tkaninie z Bayeux, którą nie-
mal na pewno skończono haftować przed rokiem 1082. 
Jeśli odbyła się w roku 1065, pozycja Harolda była już 
wówczas słabsza i Edward wykorzystał ten fakt, wysy-
łając go do Wilhelma jako posła, by zaproponował mu 

background image

tron. Brat earla, Tostig, został usunięty, a ponieważ Ha-
rold odmówił w tym udziału, stracił poparcie siostry-
królowej. Harold, w którego żyłach nie płynęła królew-
ska krew, zapewne sam nie myślał o tronie, ale chciał 
skorzystać z sytuacji, zyskać przychylność Wilhelma 
i zapewnić sobie pozycję pierwszego możnowładcy po 
objęciu tronu przez księcia. Historyk Eadmer (pisał 
około 1095–1123) podaje jeszcze jeden prawdopodob-
ny powód, dla którego do Normandii udał się właśnie 
Harold. Według Eadmera Harold mógł chcieć odwie-
dzić swojego młodszego brata oraz bratanka, którzy od 
czasu buntu w roku 1051 byli zakładnikami na dworze 
normandzkim. Earl przybił do brzegu zbyt daleko na 
wschód i natychmiast został schwytany przez Guya, 
hrabiego Ponthieu. Jeden z Anglików zdołał dotrzeć na 
dwór normandzki i powiadomić Wilhelma. Wilhelm 
rozkazał wypuścić Harolda, który wyruszył w dalszą 
podróż. Książę wyjechał na spotkanie gościa i do 
pierwszego spotkania doszło na drodze. 

Z relacji Wilhelma z Poitiers i Wilhelma z Ju-

mièges wynika, że Harold złożył Wilhelmowi hołd len-
ny i został jego wasalem, obiecując przy tym, że pomo-
że mu objąć władzę. Opowieść o tym, jakoby Wilhelm 
wymusił obietnicę podstępem, ukrywając relikwie, po-
jawia się dopiero w kronice Roberta Wacea (pisał około 
1150–1175 roku). Ze źródła tego należy jednak korzy-
stać z dużą ostrożnością. Po ceremonii Wilhelm wziął 
Harolda na kampanię do Bretanii (Tkanina z Bayeux 
pokazuje to przed sceną złożenia przysięgi). Potem 

background image

odesłał go do domu obładowanego darami i w towarzy-
stwie jednego z zakładników. 

Edward zmarł 5 stycznia 1066 roku. Na Tkaninie 

z Bayeux  przedstawiono  jego  pogrzeb  w  niedawno 
ufundowanym przez króla kościele w Westminsterze. 
Uroczystości żałobne odbyły się 6 stycznia. Tego sa-
mego dnia miała miejsce koronacja Harolda. Opis ce-
remonii znajdujemy w dziele pt. Vita Edwardi regis 
(napisanym  prawdopodobnie między rokiem  1065 
a 1067). Autor tekstu był bardzo krytycznie nastawiony 
do obecnego na koronacji arcybiskupa Stiganda. Arcy-
biskup miał powiedzieć, że król był stary i rozkojarzo-
ny, co w domyśle miało znaczyć, że nie potrafił doko-
nać właściwego wyboru następcy. W tekście znajduje-
my także informację, że kraj został „powierzony 
w opiekę” Haroldowi. Podobnie w wersjach C i D The 
Anglo-Saxon Chronicie
  użyto  słowa  „powierzyć”, 
z czego wynikałoby, że Harold miał wziąć państwo 
w tymczasowe władanie do przybycia Wilhelma. An-
glonormański kronikarz Wilhelm z Malmesbury (pisał 
około roku 1125) twierdzi, że koronacji dokonano 
przemocą. W wersji E The Anglo-Saxon Chronicie, któ-
rej autor wyraźnie sprzyjał Godwinowi, a także w dzie-
łach Jana z Worcesteru i Eadmera znajdziemy informa-
cję, że Edward wybrał w końcu Harolda na swego na-
stępcę. Nawet Wilhelm z Poitiers sugerował, że tak 
właśnie było, choć jednocześnie przyznał, że przekre-
ślało to dotychczasową politykę króla. Jednak nawet je-
śli Edward wybrał Harolda, a możnowładcy uznali go 
za najsilniejszego i przez to najodpowiedniejszego kan-

background image

dydata, Normanowie nie mogli pogodzić się z tymi 
zmianami dokonanymi w ostatniej chwili. W ich 
oczach wcześniejsze umowy były wiążące. Co więcej 
Harold złamał przysięgę złożoną Wilhelmowi. To mu-
siało skończyć się wojną. 

Wilhelm nie był jedynym kandydatem do tronu. 

Istnieje XIII-wieczna opowieść, że Kanut Surowy za-
warł traktat z Magnusem, królem Norwegii, że jeśli 
któryś z nich umrze, nie pozostawiając po sobie po-
tomka, dziedzicem zostanie ten drugi. Magnus jednak 
musiał zostać w swoim państwie, by walczyć z Duń-
czykami. Według The Anglo-Saxon Chronicie jego syn, 
znany wojownik Harald Surowy, czekał na dogodną 
okazję, by najechać Anglię. Król duński, Swen Estri-
thson, był tak zajęty wojną z Norwegią, że nie zgłaszał 
pretensji do tronu, chociaż jako bratanek Kanuta i wnuk 
Swena Widłobrodego mógłby to zrobić. Zamiast tego 
poparł Wilhelma. 

Kolejnym kandydatem był książę Edgar Aetheling, 

syn zmarłego księcia Edwarda z Węgier i wnuk Ed-
munda Żelaznobokiego. Chociaż teoretycznie pokre-
wieństwo czyniło zeń poważnego kandydata, był igno-
rowany z powodu młodego wieku (miał około 12 lat). 
Jest także możliwe, że kandydatów, którzy byli potom-
kami Edmunda, blokowała od dawna druga żona jego 
ojca, Emma, matka Edwarda Wyznawcy i Alfreda. Ed-
gar Aetheling przetrwał wstrząsy polityczne, które tar-
gały krajem, i żył potem spokojnie. 

Harold miał zatem wiele powodów do zmartwień. 

Po koronacji udał się na północ (według kronik – po raz 

background image

pierwszy w życiu), by zapewnić sobie poparcie Edwina 
i Morcara, a także zmiennych w upodobaniach miesz-
kańców północy, którym Harold silnie kojarzył się ze 
swoim nielubianym bratem Tostigem. Harold odsunął 
od siebie swoją konkubinę Edytę z Łabędzią Szyją 
i poślubił jej imienniczkę, siostrę Edwina i Morcara, 
próbując związać ze sobą oba rody. Wiedział, że grożą 
mu najeźdźcy zarówno z Normandii, jak i Norwegii, 
i że wróg może nadejść tak z południa, jak i z północy. 
Nie było tylko wiadomo, który zjawi się jako pierwszy. 
 

 

background image

DOWÓDCY  

WILHELM, KSIĄŻĘ NORMANDII 
Był nieślubnym synem księcia Roberta i córki gar-

barza, Herleve. Urodził się w Falaise około roku 1028. 
Wkrótce dostał się w wir normandzkiej polityki. Gdy 
jego ojciec wyruszał na pielgrzymkę, zostawił króle-
stwo pod opieką syna, nakazując możnowładcom zło-
żyć mu hołd lenny. Gdy w roku 1035 Robert zmarł, 
w księstwie zapanował chaos. Wilhelm, który objął 
władzę po ojcu, kilkakrotnie musiał uciekać, ponieważ 
nastawa- no na jego życie. Dorastał ze świadomością, 
że przetrwanie zależy od tego, czy uda mu się związać 
ze sobą możnowładców i umiejętnie nimi pokierować. 
Wiedział, że Normanowie szanują tylko silnych wład-
ców. Wilhelm miał 172 centymetry wzrostu i mocną 
budowę ciała. Z tyłu i po bokach głowy włosy miał 
wygolone według ówczesnej mody. Był znany z odwa-
gi. Nic bał się stawać do walki. W pierwszej bitwie, 
w której brał udział, rozegranej w roku 1047 w Val-ès-
Dunes, zdobył pochwałę za męstwo od swojego suze-
rena, króla Francji, którego wspierał przeciw bun-
townikom normandzkim. 

Bitwy były jednak bardzo ryzykownym przedsię-

wzięciem. Zwycięstwo nie zawsze przynosiło korzyści. 
Jeden błąd mógł spowodować klęskę, utratę księstwa 
lub śmierć księcia. Wilhelm był tego w pełni świadom 
i wiedział, jak skutecznie prowadzić wojny. Rozumie-
jąc, jak ogromne znaczenie mają zamki, oblegał je, by 
pokonać nieprzyjaciół, sam ryzykując jak najmniej. 

background image

Wiedział, że wiele zależy od rozpoznania. Poprowadził 
je osobiście w roku 1051 podczas oblężenia Domfront 
oraz po przybiciu do brzegów Anglii pod Pevensey. 
Podczas drugiego zwiadu miał nieść nie tylko swoją 
kolczugę, ale też kolczugę swojego wyczerpanego to-
warzysza, Wilhelma FitzOsberna. Taki wyczyn dowo-
dził tężyzny fizycznej. Wilhelm potrafił też być okrut-
ny. Gdy w wyniku zwiadu przeprowadzanego spod mu-
rów Domfront, zaatakował nocą Alençon, ci z obroń-
ców, którzy drwili z jego niskiego pochodzenia, zostali 
brutalnie okaleczeni. Miasto skapitulowało, a w jego 
ślady poszło Domfront. Wilhelm nauczył się, że krót-
kotrwałe, ale zdecydowane użycie przemocy przynosi 
mu korzyści. 

Wilhelmowi udało się jeszcze dwukrotnie zaże-

gnać niebezpieczeństwo, które groziło Normandii ze 
strony Francji i Andegawenii. Nie przyjął bitwy, ale 
utrzymywał swoje wojsko w pobliżu armii nieprzyja-
cielskiej, czekając na sprzyjający moment. W roku 
1054 połowa wojsk najeźdźców rozproszyła się, by 
grabić okolicę, i została zaatakowana przez Roberta z 
Fu. Trzy lata później straż tylna najeźdźców, oddzielo-
na od reszty armii wysoką falą na rzece Dives pod Va-
raville, została zaatakowana i całkowicie rozbita. Pa-
miętając o tych wydarzeniach, podczas najazdu na An-
glię Wilhelm celowo dążył do rozegrania bitwy. Chciał 
uchronić swoje wojsko, przebywające na obcym teryto-
rium, przed liczebną przewagą przeciwnika, głodem lub 
zasadzką. Pod Hastings stoczył drugą bitwę w życiu 
i pierwszą, w której dowodził. 

background image

HAROLD II, KRÓL ANGLII 
W roku 1066 Harold miał około 45 lat. Był drugim 

synem Godwina. Dorastał pod rządami Kanuta, służąc 
któremu, został earlem Wesseksu. Matką Harolda była 
Gytha, siostra Kanuta. To tłumaczy, dlaczego pierw-
szych czterech synów Godwina nosiło imiona skandy-
nawskie. Harold przedstawiony na Tkaninie z Bayeux 
nosi wąsy, jak zapewne nakazywała moda w Anglii 
tamtych czasów. Earlem Wesseksu został w roku 1053, 
po śmierci ojca. 

Jako żołnierz i dowódca Harold miał okazję wyka-

zać się jeszcze przed rokiem 1066, gdy wyprawiał się 
przeciw królowi Gruffyddowi z północnej Walii oraz 
jego sojusznikowi Aelfgarowi z Mercji. Gdy na począt-
ku roku 1055 nieprzyjaciel złupił Hereford, Harold 
przybył w tę okolicę z armią angielską i rozbił obóz po 
walijskiej stronie granicy. Wokół miasta wybudowano 
wały obronne. Dodatkowo, by zwiększyć bezpieczeń-
stwo, mieszkańcy miasta zostali uznani za zdolnych do 
służby wojskowej. Górzysty teren nie sprzyjał prowa-
dzeniu wojny i na pewien czas sytuacja się ustabilizo-
wała. Później jednak znów doszło do niepokojów. Pod-
czas drugiego buntu Aelfgara, w który zaangażował się 
nie tylko Gruffydd, ale także flota wikingów, Harold 
nie uległ pokusie, by pozbyć się buntownika i utrzymał 
go przy władzy. Miał nadzieję, że uda mu się pozbawić 
Gruffydda sojusznika. Aby powstrzymać ciągłe najazdy 
Walijczyków, całkowicie ich zaskoczył, wyprowadza-
jąc swoje wojska z Gloucesteru w środku zimy w roku 

background image

1062. Przeprawił się wówczas przez rzekę Dee, a kwa-
terę główną założył w Rhuddlan. Gruffydd był nieprzy-
gotowany do walki, ponieważ sezon letni, w którym to-
czono wojny, dawno się zakończył. Z trudem uniknął 
więc pojmania przez nieprzyjaciela. W maju następne-
go roku Harold zorganizował podwójny najazd. Sta-
nąwszy na czele floty, poprowadził ją z Bristolu ku 
wybrzeżom Walii, zaś jego brat Tostig zaatakował lą-
dem z północy. Postać Harolda była znana walijskiemu 
kronikarzowi Giraldusowi, który pisał około roku 1193. 
Zanotował on, że Harold kazał swoim żołnierzom iść 
za przykładem Walijczyków i zamienić kolczugi na 
lżejsze zbroje, a także używać w walce oszczepów. Tak 
zastraszył przeciwnika, że gdy Gruffydd odmówił roz-
poczęcia negocjacji, jego podwładni zabili króla, a jego 
głowę przynieśli Haroldowi. Cała kampania trwała nie-
całe trzy miesiące. Wyeliminowanie zagrożenia przy-
sporzyło Haroldowi popularności. 

Pomysłowość i skłonność do podejmowania szyb-

kich działań były dla Harolda typowe. Wilhelm musiał 
o tym wiedzieć. Earl walczył przecież u jego boku pod-
czas kampanii w Bretanii w roku 1064. Z kolei Harold 
mógł wyrobić sobie o Wilhelmie błędne zdanie po tym, 
jak zobaczył go wycofującego się spod Doi, gdy grozi-
ło mu odcięcie od linii zaopatrzenia, oraz po tym, jak 
Wilhelm zawarł pokój, gdy Conan znalazł sojusznika 
w Geoffreyu hrabim Andegawenii. Jednak co do Wil-
helma Harold poważnie się mylił. Wilhelm z Malmes-
bury podawał także inny powód przegranej Harolda 
pod Hastings. Pisał, że żołnierze odmawiali walki pod 

background image

jego rozkazami, ponieważ mieli do niego żal, że nie 
podzielił się z nimi łupami po bitwie pod Stamford 
Bridge. Harold zaś prawdopodobnie chciał zatrzymać 
statki i zapasy pokonanego przeciwnika, ponieważ mo-
gły mu się przydać w walce z kolejnym najeźdźcą. Nie 
można jednak zaprzeczyć, że Harolda ceniono za umie-
jętności dowódcze. W roku 1066 w ciągu dwudziestu 
kilku dni (co niezwykłe, jak na tamte czasy) na dwóch 
krańcach państwa stoczono trzy bitwy. Król walczył 
w dwóch z nich. Drugą przegrał, ale wynik bitwy długo 
nic był przesądzony. Pod Hastings Harolda wspierali 
młodsi bracia: Gyrth i Leofwine. 
 

 

background image

ARMIE STRON KONFLIKTU 

ARMIA KSIĘCIA WILHELMA  
W Normandii wojska dostarczali możnowładcy, 

zazwyczaj spokrewnieni z rodziną księcia. Większość 
ziem księstwa przed rokiem 1066 znajdowała się w ich 
rękach i była dziedziczona z pokolenia na pokolenie. 
Możnowładcy wysyłali na służbę do księcia rycerzy. 
Prawdopodobnie nie było ustalone, ilu powinno ich 
być. Podobny obowiązek spoczywał na biskupach. 
W tym czasie dzierżawy powoli zamieniały się w len-
na. Ziemia była nadawana przez księcia, któremu wasal 
składał hołd. Gdy system feudalny zaczął w państwie 
dominować, prawdopodobnie zaczęto określać liczbę 
wojsk, które każdy możnowładca (wasal księcia) mu-
siał dostarczyć. Od wasali wymagano służby przez oko-
ło 40 dni w roku. Część rycerzy prawdopodobnie 
mieszkała przy dworze, inni żyli w swych posiadło-
ściach. Bogatsi rycerze mogli mieć obowiązek dostar-
czenia królowi pewnej liczby piechoty, powoływanej 
z poddanych mieszkających na dworze rycerskim lub 
na nadanych im ziemiach w okolicznych wsiach. Moż-
nowładcy mieli zazwyczaj do dyspozycji więcej ryce-
rzy, niż wymagał książę. Kontyngent jazdy był podzie-
lony na oddziały zwane conrois, które, jak wskazują 
źródła, liczyły przypuszczalnie 25 lub 50 żołnierzy (na 
pewno wielokrotność pięciu). Od rycerzy wymagano 
niekiedy, by towarzyszyła im świta złożona z piechoty 
lub gorzej uzbrojonej jazdy. Wace twierdził, że książę 
zdołał wymusić na możnowładcach, by na wyprawę do 

background image

Anglii dostarczyli mu dwukrotnie więcej żołnierzy niż 
zwykle. 

System wojskowy w rodzącym się księstwie feu-

dalnym był złożony. Jeden człowiek mógł być len-
nikiem dwóch możnowładców. Gdy dochodziło między 
nimi do wojny, pojawiał się problem. Wilhelm nigdy 
nie miał w Normandii władzy tak silnej, jak później w 
Anglii, gdzie podbitemu krajowi zdołał narzucić nowy 
system feudalny, w którym cała ziemia była własnością 
króla. 

Rycerze mieli drogie wierzchowce i potrzebowali 

pomocników, którzy dbaliby o konie oraz o broń 
i ekwipunek wojenny podczas wypraw. Niewiele wie-
my o giermkach w tamtych czasach. Z pewnością jed-
nak wolni, młodzi ludzie byli przyuczani do walki 
w szeregach jazdy. Późniejsze źródła mówią, że gierm-
kowie nie musieli posiadać pełnej zbroi, a do walki 
z mieczem w dłoni ruszali dopiero po pasowaniu na ry-
cerzy. Podobnie wyglądała sytuacja gorzej urodzonych 
młodzieńców, którzy, choć dosiadali koni, towarzyszyli 
rycerzom jedynie jako służba. 

Lewe skrzydło armii Wilhelma składało się z Bre-

tończyków. Dowodził nimi prawdopodobnie Alan Fer-
gant, kuzyn hrabiego Bretanii i formalnie wasal Nor-
mandii. Towarzyszący mu rycerze spodziewali się 
oczywiście bogatych łupów na nowo podbitych zie-
miach. Rycerstwu towarzyszył jeszcze kontyngent na-
jemników skuszonych perspektywą wzbogacenia się. 
Byli to żołnierze walczący zarówno konno, jak i pieszo, 
a pochodzili głównie z sąsiednich państw, takich jak 

background image

Francja, Flandria, a nawet z Poitou i Akwitanii. Błogo-
sławieństwo papieża nadało całemu przedsięwzięciu 
podniosły charakter. 

W najeździe brała udział liczna piechota. Niektó-

rzy towarzyszyli rycerzom, innych wezwano w ramach 
pospolitego ruszenia (arrière-ban).  Pozostali byli na-
jemnikami. Wśród tych ostatnich byli włócznicy, liczni 
łucznicy i kusznicy. 

Podstawową ochronę stanowiła kolczuga zakłada-

na na tunikę. Kolczuga składała się z tysięcy kutych, 
połączonych ze sobą  żelaznych krążków. Większość 
kolczug sięgała do kolan, a rękawy – do łokci. Z tyłu, 
poniżej pleców, kolczugi miały rozcięcie, które pozwa-
lało wygodnie siąść w siodle. Niektóre kolczugi miały 
u góry doczepiony kaptur. 

Z  obrazów  i  ilustracji  wiemy,  że  bywały  także  

zbroje wykonane z metalowych, rogowych lub skórza-
nych łusek przytwierdzonych do tuniki. Możliwe, że 
używano także kamizelek z wywatowanego materiału 
albo nawet ze skóry, choć  źródła mówią na ren temat 
niewiele. Wywatowane koszule noszono czasem pod 
kolczugami, by lepiej chronić ciało przed ciosami (kol-
czugi nie odbijały uderzenia, ponieważ były giętkie). 
Jednak najstarsze świadectwa stosowania tego typu za-
bezpieczenia pochodzą dopiero z XII wieku. Jest praw-
dopodobne, że niektórzy rycerze zamiast kapturów 
z kolczugi używali kapturów z pikowanego materiału 
lub ze skóry. Niektóre kolczugi przedstawione w manu-
skryptach sięgają do bioder lub do ud. Nosiła je zapew-
ne piechota. 

background image

Niektórzy Normanowie, przede wszystkim książę 

Wilhelm, są przedstawiani w kolczugach z dodatko-
wymi rękawami, wystającymi spod tradycyjnych, krót-
kich rękawów. Na ilustracjach można niekiedy zoba-
czyć spodnie wykonane w ten sam sposób, co kolczugi. 
Buty wyrabiano ze skóry. Jeźdźcy korzystali ze strze-
mion z ostrogami. 

Hełm był w kształcie stożka. Zazwyczaj miał osło-

nę nosa oraz paski przytrzymujące go na głowie. Na 
Tkaninie z Bayeux w jednej ze scen przedstawiono ry-
cerza z paskami opadającymi na plecy niczym wstęgi 
z mitry biskupa, co prawdopodobnie oznaczało wysoki 
status przedstawionej osoby. Hełmy wiązano pod bro-
dą, by nie spadały w czasie bitwy. 

Większość walczących używała tarcz. Niektórzy 

piechurzy mieli okrągłe tarcze drewniane, obite z jednej 
lub z obu stron skórą. Żelazny guz przytwierdzony na 
środku, osłaniał miejsce, gdzie był zamocowany od 
wewnątrz żelazny uchwyt, za który trzymano tarczę. 
Większość tarcz miała zapewne jeszcze pasek, przez 
który przekładano rękę, by równomierniej rozłożyć cię-
żar, a także dłuższy pas chroniący przed upuszczeniem 
tarczy na ziemię i umożliwiający zarzucenie jej na ple-
cy albo odwieszenie. Brzegi tarczy wzmacniano za-
zwyczaj metalową obręczą lub skórą albo imitującym 
je pomalowanym drewnem. Jednak większość piechoty 
i jazdy używała tarcz w kształcie latawca, zaokrąglo-
nych na górze i szpiczastych na dole. Uważano, że taki 
kształt tarczy jest najlepszy dla jeźdźca, ponieważ osła-
nia ona całe ciało człowieka, a ułożona poziomo – cały 

background image

bok konia. Wszyscy Normanowie na Tkaninie z Bay-
eux trzymają właśnie takie tarcze. Wierzch tarcz ozda-
biano malowidłami przedstawiającymi głowy smoków, 
lwów i różnego rodzaju krzyże. Heraldyka jeszcze się 
wówczas nie wykształciła, o czym można wnioskować 
z tego, że Wilhelm jest przedstawiany z bardzo różny-
mi znakami na tarczach. Paski, za które trzymano taką 
tarczę, miały różny kształt. Zazwyczaj cztery paski 
tworzyły kwadrat (niewykluczone, że w środku znaj-
dowała się poduszka, chroniąca rękę przed obiciem). 
Tarcze te miały także długi pas, taki sam, jak w tar-
czach okrągłych. Niektóre posiadały pośrodku metalo-
wy guz, ale pełnił on jedynie funkcję dekoracyjną. 

Najbardziej rozpowszechnioną i cenioną bronią był 

prosty miecz obosieczny. Drugą, równie ważną pod 
względem znaczenia, bronią była włócznia. Drzewce 
włóczni było gładkie i miało 2,4 metra długości, a na 
nim było osadzone żelazne ostrze w kształcie liścia lub 
trójkąta. Włócznią rzucano jak oszczepem, dźgano nią 
z rozmachu albo trzymając pod prawym ramieniem 
zwracano w kierunku nieprzyjaciela. Gdy jeźdźcy na-
cierali galopem na siebie nawzajem, siła takiego ataku 
była bardzo duża. Bizantyjska księżniczka Anna Kom-
nena, która widziała szarżujących zachodnich rycerzy 
podczas pierwszej krucjaty, stwierdziła, że jeden rycerz 
wystarczyłby, żeby wybić otwór w murach Babilonu. 
Jednak w czasach najazdu Wilhelma szarże z włócz-
niami nie były częste. Pod Hastings jazda musiała wał-
czyć ze zwartymi szeregami piechoty na niewygodnym 
dla koni terenie, co utrudniało taki atak. Ze źródeł 

background image

wiemy, że ówczesna jazda atakowała w małych gru-
pach. Rycerze podążali za proporczykiem przyczepio-
nym do włóczni swojego feudalnego pana. Piechota by-
ła uzbrojona zarówno w oszczepy do rzucania o smu-
kłych ostrzach, jak i we włócznie o ostrzach szerszych. 

Warto wspomnieć o przedstawionych na Tkaninie 

z Bayeux chorągwiach. Pierwsza ma kształt półkola 
i jest na niej namalowany kruk (wcześniej sądzono, że 
to kielich, a sama chorągiew ma charakter religijny). 
Chorągiew z krukiem to tradycyjna flaga wikingów, 
używana przez Haralda Surowego, który podobnie jak 
Wilhelm najechał Anglię w roku 1066. To wyraźny 
znak, że mimo intensywnej chrystianizacji Normano-
wie mieli nadal z wikingami wiele wspólnego. Gdy 
powstawała Tkanina z Baveux, okrzyk bojowy Thorze, 
dopomóż!
 był równie popularny, co Boże, dopomóż! 
Drugą chorągiew na tkaninie trzyma Eustachy z Bou- 
logne. Tu złoty krzyż namalowano na białym tle. Za-
równo rozmiary chorągwi, jak i jej wygląd wskazują na 
to, że jest to sztandar podarowany Wilhelmowi przez 
papieża. Taki wzór miały wojenne chorągwie papie-
skie. W czasach późniejszych, gdy obowiązywały już 
zasady heraldyki, sztandar papieski wyróżniał się tym, 
że był z nimi niezgodny. To nadawało mu specjalny 
status. 

Niektórzy rycerze mogli także używać maczug. Na 

tkaninie występują ich trzy rodzaje. Jedna ma metalowe 
okucie, tak jak maczugi z okresu późniejszego. Inne, 
trzymane w dłoniach przez uciekających Anglików, są 
nabijane kolcami i przypominają metalowe maczugi 

background image

z XII wieku. Maczugi takie były nieduże, ale można 
nimi było połamać przeciwnikowi kości, nawet jeśli 
nosił kolczugę. Trzeci typ przypomina buławę (bacu- 
lum)
 i trzyma go w dłoniach książę Wilhelm oraz bi-
skup Odo. Buława miała funkcję podobną do laski 
rzymskiego centuriona. 

Konie bojowe, zwinne i silne, były specjalnie ho-

dowane. Dwa czarne konie Wilhelma były darem króla 
Hiszpanii, kraju znanego z doskonałych wierzchow-
ców. Tkanina nie pozwala nam wątpić w to, że były to 
dwa ogiery. 

Spośród przedstawionych na tkaninie łuczników 

tylko jeden odziany jest w kolczugę, a pozostali nie ma-
ją zbroi. Z niedawnych odkryć archeologicznych wyni-
ka, że łucznicy strzelali z łuków wykonanych z jednego 
kawałka drewna długości od 1,65 do 1,8 metra. Łuki te 
zapewne różniły się od łuków długich, których siłę ra-
żenia Normanowie poznali w następnym stuleciu, gdy 
najechali Walię. W łuku jednoczęściowym słabiej na-
ciągano cięciwę, prawdopodobnie tylko do klatki pier-
siowej. Przeciw rycerzom odzianym w kolczugi takie 
łuki były skuteczne, jeśli strzelano z nich z odległości 
nieprzekraczającej 90 metrów. Jeden z łuczników na 
tkaninie, ścigający konno Anglików, prawdopodobnie 
jedzie na wierzchowcu zdobytym na wrogu. Natomiast 
ostrogi przy butach mogą  świadczyć o tym, że był to 
żołnierz, który walczył pieszo i konia używał tylko jako 
środka transportu. 

Wilhelm z Poitiers twierdził, że Wilhelm miał 

w swoich szeregach także kuszników. Niestety na tka-

background image

ninie nie przedstawiono ani jednego. Charakterystyczne 
dla kusz bełty o czworościennych grotach są wspo-
mniane w utworze Carmen de Hastingae Proelio, któ-
rego powstanie datuje się na lata 1067–1075, chociaż 
niektórzy badacze sądzą, że jest to utwórz XII wieku. 
Z wyglądu kusznicy musieli przypominać  łuczników. 
Zamiast łuków mieli drewniane kusze, których zasięg 
i siła rażenia były prawdopodobnie nieco większe od 
łuków jednoczęściowych. Ładowano je, przytrzymując 
przód kuszy stopą, a cięciwę naciągając obiema ręko-
ma. Krótkie drewniane bełty zakończone żelaznymi 
grotami i pergaminowymi brzechwami noszono w koł-
czanach zawieszonych u pasa. Można się domyślać, że 
w walkach brali także udział procarze. Nie nosili kol-
czug i mieli przy sobie jedynie broń i sakiewkę z poci-
skami. Skuteczny strzał mogli oddać z odległości dwu-
dziestu kilku metrów. Z bliska byli bardzo niebezpiecz-
ni. Strzał w nieosłoniętą twarz mógł zabić lub za-
mroczyć. W średniowiecznych kronikach nie znajdzie-
my wiarygodnych danych dotyczących liczebności 
wojsk. Nawet gdy dysponujemy dużą liczbą źródeł (jak 
w przypadku bitwy pod Hastings), możemy oprzeć się 
tylko na szacunkach. Trudno wierzyć liczbom podawa-
nym w kronikach. Tak ogromnych wojsk nie dałoby się 
zmieścić na polu bitwy ani zaopatrzyć w żywność. 
W przypadku Hastings próbowano określić liczbę wal-
czących, szacując, ile osób mógł pomieścić jeden sta-
tek. Wace jest jedynym kronikarzem, który podaje do-
statecznie wiarygodną liczbę statków – 696. Trzeba 
jednak wziąć pod uwagę, że część wiozła konie i zapa-

background image

sy, dlatego nie możemy mieć pewności, czy obliczenia 
będą prawidłowe. Trzeba uwzględnić także inne czyn-
niki, choćby wielkość pola bitwy. Długość linii angiel-
skich ustawionych na grzbiecie wzniesienia może być 
pewną wskazówką, chociaż nie wiemy, jaką miały głę-
bokość. Na szczęście położenie pola bitwy znane jest 
dość dokładnie, ponieważ w miejscu, w którym zginął 
Harold, Wilhelm postawił ołtarz nowo ufundowanego 
opactwa. Mimo przekształceń, którym teren poddano 
podczas wznoszenia zabudowań klasztornych, możemy 
w przybliżeniu wyznaczyć granice pola bitwy. Z dużym 
prawdopodobieństwem też zakładamy, że przeciwnicy 
mieli armie mniej więcej tej samej wielkości (Norma-
nów mogło być nieco mniej). Jeśli weźmiemy to 
wszystko pod uwagę, możemy wysnuć przypuszczenie, 
że Wilhelm prowadził 10 tysięcy ludzi, z czego 7500 
żołnierzy i 2500 osób niebiorących bezpośredniego 
udziału w walce, między innymi żeglarzy, kucharzy 
i cieśli. Można ostrożnie przyjąć, że wśród żołnierzy 
było około 2 tysięcy jazdy, 4 tysięcy ciężkiej piechoty 
oraz 1500 łuczników i kuszników. 

ARMIA ANGIELSKA 
Angielsko-duńskie wojska królów Anglii w XI 

wieku składały się z wojsk nadwornych i z pospolitego 
ruszenia (fyrd). Królowie i możnowładcy anglosascy 
zawsze otaczali się strażą przyboczną, która towarzy-
szyła im podczas bitew i była gotowa poświęcić życie 
dla swojego pana. W roku 1018 Kanut odprawił swoich 
żołnierzy, ale utrzymał załogi 40 statków, około 3–4 ty-

background image

sięcy łudzi. Utworzył z nich gwardię królewską, która 
wyróżniała się obowiązującymi ją regułami i bogato 
zdobioną bronią. Ludzie ci jednak mieli niewiele 
wspólnego z huskarlami. Często wysuwa się tezę, że 
styl ich życia wzorowany był na stylu życia członków 
legendarnego pirackiego bractwa wikingów Jomsvi-
king, w którym obowiązywał odrębny kodeks postępo-
wania. Należy jednak wziąć pod uwagę, że zgodność 
z prawdą tego, co opisują sagi, jest mocno wątpliwa. 
Co więcej podstawowe źródła mówiące o huskarlach 
pochodzą ze Skandynawii, powstały pod koniec XII 
wieku i jak się w ostatnim czasie uważa, dla wieku XI 
nie są wiarygodne. Skoro Edward Wyznawca miał na 
podorędziu tak liczną armię, czemu nie użył jej, by 
prędko stłumić bunt z roku 1051? Wydaje się prawdo-
podobne, że huskarlowie stanowili raczej oddziały na-
dworne, podobne do anglosaskich tanów. Byli to do-
brze wyszkoleni wojownicy mieszkający przy dworze 
i opłacani przez króla czy możnowładcę. Niektórym 
nadano ziemię i wówczas tytuł huskarla zdradzał jedy-
nie obce pochodzenie takiego podwładnego. Ci, którzy 
mieli odpowiednio wysoką pozycję, prowadzili na woj-
nę dodatkowo swoich dzierżawców. Jest dość prawdo-
podobne, że huskarlów obowiązywała jakaś reguła. 
Niektórzy z nich mieszkali w Wallingfordzie nad Ta-
mizą. Choć było to miejsce istotne ze strategicznego 
punktu widzenia, nie mamy podstaw, by sądzić, że peł-
nili oni funkcję garnizonu. 

Oprócz oddziałów należących do poszczególnych 

rodów, było jeszcze pospolite ruszenie (fyrd),  które 

background image

wypełniało obowiązek służby (fyrdfaereld) w zamian 
za ziemię nadaną przez króla. Oprócz tego ludzie ci by-
li zobowiązani do prac przy budowie i odbudowie gro-
dów (burbbot)  oraz naprawach mostów (brycege-
weorc).
 Z rozdziału poświęconego Berkshire w Do-
mesday Book (Berkshire Custumal)
 wiemy, że z każ-
dych pięciu hides, czyli nadziałów ziemi wystarczają-
cych do utrzymania jednej rodziny, powoływano jed-
nego żołnierza. W tych czasach oddział złożony z pię-
ciu ludzi był oznaką zamożności. Takimi jednostkami 
mogli poszczycić się tanowie. Chłop, zwany kerlem 
(ceorl), mógł mieć kolczugę i złoty miecz, ale bez od-
powiedniej ilości ziemi pozostawał nadal chłopem. Tan 
prawdopodobnie musiał stawić się na wezwanie z kol-
czugą i hełmem. Cztery szylingi płacone od każdego 
hide
 były przeznaczone na zakup żywności i żołd. Jeśli 
w oddziale nie było tana, żołnierze składali się na za-
kup lepszego uzbrojenia dla tego kerla, który zajmował 
najwyższą pozycję. Tanowie królewscy, którzy byli 
właścicielami dużych obszarów i mieli prawa sądowni-
cze, musieli dodatkowo wystawić jeszcze po jednym 
żołnierzu od każdego posiadanego oddziału. Pospolite 
ruszenie  (fyrd) miało obowiązek walczyć poza grani-
cami kraju, a nawet za morzem, jeśli była taka potrze-
ba. Wzmianek o oddziałach powoływanych z żołnierzy 
wystawionych przez pięć hi des nie znajdziemy w roz-
dziale  Domesday Book  poświęconym  Worcesterowi 
(Worcester Custumal). Ponieważ brakuje nam źródeł, 
nie mamy pewności, czy system 5 hides lub 6 carruca-
ta
 był w Anglii powszechny. Według Worcester Cu-

background image

stumal bogaty tan, związany z rodziną królewską, tracił 
ziemię, jeśli nie wywiązał się z obowiązku służby. Niż-
szy rangą tan (zapewne podporządkowany tanowi kró-
lewskiemu), jeśli sprowadzał na swoje miejsce kogoś 
innego, płacił suzerenowi 40 szylingów kary. Jeśli nikt 
nie przybył, suzeren przyjmował pieniącdze, ale prze-
kazywał je królowi (w Berkshire Custumal było to 50 
szylingów). Miasta także miały obowiązek służby. Wy-
stawiały do 20 ludzi (zależnie od liczby posiadanych 
hides).
 

W czasie wojny pospolite ruszenie mogło być zwo-

ływane na okres do dwóch miesięcy. W okresie szcze-
gólnego zagrożenia można było zwoływać je kilkakrot-
nie w ciągu roku. Na przykład w roku 1016 uczyniono 
to pięć razy. Jeśli z armią był król, dezercję karano 
śmiercią. Prawa wprowadzone przez Kanuta przewi-
dywały za opuszczenie dowódcy karę śmierci i pozba-
wienia majątku. Z kolei jeśli ktoś zginął, walcząc u bo-
ku swojego suzerena, ten, by wywiązać się z zaciągnię-
tego wobec poległego długu (heriot), pozwalał jego ro-
dzinie dziedziczyć po nim majątek. Źródła wskazują, że 
pospolite ruszenie w ramach jednego okręgu (shire) 
dzieliło się na setki, co jest dowodem na to, że korzy-
stano już z systemu dziesiętnego. Król dowodził armią, 
a pomagali mu w tym najwięksi możnowładcy – wielcy 
earlowie. Pod nimi w hierarchii byli huskarlowie i ta-
nowie królewscy, prowadzący ze sobą pomniejszych 
tanów i kerlów. 

Jeśli krajowi groziło poważne niebezpieczeństwo, 

jak to miało miejsce w roku 1066, król mógł powołać 

background image

do służby wszystkich zdrowych, wolnych mężczyzn. 
Obowiązek takiej służby dotyczył tylko obszaru shire 
i trwał jeden dzień. Jeśli służba się przedłużała, żołnie-
rzom miano wypłacać żołd. Podczas kampanii przeciw 
Walijczykom i Szkotom służba trwała najczęściej 15 
dni. Taka „milicja” miała niewielką wartość bojową. 
Wykorzystywano ją zazwyczaj do obsadzania miast 
i obrony wybrzeża. W niektórych regionach ludność 
miała obowiązek sformować garnizon do pobliskiego 
grodu. W dwóch źródłach znajdziemy informację, że 
ludność z 16 hides (po jednej osobie z hide) musiała 
dbać o odcinek muru długości boku kwadratu o po-
wierzchni 1 akra. Takie obowiązki zwalniały z udziału 
w pospolitym ruszeniu. 

Większość huskarlów i bogatszych tanów docierała 

na pole bitwy konno, ale do walki zsiadała z wierz-
chowców. W ostatnich latach wielu badaczy próbowało 
udowodnić, że armia angielska walczyła czasem jako 
jazda i mogła tak walczyć również pod Hastings, gdyby 
Wilhelm nie wymaszerował z obozu i nie zmusił Ha-
rolda do zajęcia obronnej pozycji na wzniesieniu. Po-
nieważ walka konno wymagała wielu miesięcy ćwi-
czeń, najbardziej prawdopodobne jest, że była domeną 
huskarlów (nim ich pozycja się nie zmieniła). Jednak 
dowody na istnienie angielskiej jazdy są znikome. Je-
dyny opis takiej walki znajduje się w kronice islandz-
kiego dziejopisa Snorriego Sturlusona (Heimskringla

– 

w bitwie pod Stamford Bridge żołnierze Harolda jadą 
na stojących w linii Norwegów. Jednak Snorri (piszący 
w latach około 1223–1235) mógł korzystać ze znie-

background image

kształconych opisów taktyki Normanów pod Hastings, 
które następnie wykorzystał w opisie walk pod Stam-
ford Bridge. Przykładu, co działo się, gdy Anglicy pró-
bowali walczyć z koni, dostarcza nam The Anglo-Saxon 
Chronicie
 we fragmencie dotyczącym roku 1055. Karl 
Ralph, normański siostrzeniec króla Edwarda, walczył 
z Walijczykami wśród wzgórz pod Herełordeni i musiał 
ustąpić pod naporem przeciwnika. Anglicy uciekli, po-
nieważ zostali zmuszeni do walki na koniach (The An-
glo-Saxon Chronicie
 1055 C). 

Miasta nadmorskie Kentu i Susseksu (Pevensey, 

Dungeness, Romney, Hythe, Folkestone i Sandwich) 
musiały wystawić okręty oraz huskarlów lub zwykłych 
żołnierzy do służby na morzu. W ten sposób narodził 
się tak zwany Związek Pięciu Portów. Pospolite rusze-
nie dostarczało ludzi zarówno do służby na lądzie, jak 
i na morzu. Każde 300 hides musiało wybudować na 
swój koszt jeden okręt i przydzielić do niego 60 osób 
załogi. Niekiedy zamiast budowania okrętu można było 
zapłacić jego równowartość. Bogatsi mogli także do-
starczać okręty pod warunkiem, że kiedy nic będą wy-
korzystywane przez króla, używać ich będą właściciele. 

Pod względem uzbrojenia armia angielska przy-

pominała normandzką. Huskarlowie oraz tanowie po-
siadali analogiczne kolczugi, zwane przez nich byrnies. 
Na Tkaninie z Bayeux widać angielskich żołnierzy 
z tarczami zarówno w kształcie koła (czasem owalu), 
jak i latawca. 

Anglicy, w przeciwieństwie do Normanów, używa-

li toporów bojowych. Na tkaninie widać ich dwa rodza-

background image

je. Pierwszy to toporek duński z ostrzem długości około 
10 centymetrów, osadzonym na lekkim trzonki, którym 
można było operować jedną ręką. Bardziej rozpo-
wszechniony był jednak topór o ostrzu długości co 
najmniej 25 centymetrów, osadzonym na grubym 
trzonku długości około 90 centymetrów. Był najsku-
teczniejszy, gdy walczono nim obiema rękami. 

Na tkaninie pojawia się kilka sztandarów angiel-

skich, a wśród nich sztandar ze smokiem, symbolem 
Wesseksu, powiewający nad kwaterą Harolda. Sztandar 
miał właściwie kształt rękawa i imitował cielsko smoka 
z pyskiem oraz (prawdopodobnie) przednimi nogami. 
Pierwsze tego typu proporce spotykamy w oddziałach 
jazdy późnego cesarstwa rzymskiego. Harold miał też 
na polu bitwy osobisty proporzec przedstawiający wo-
jownika, wyszywany złotymi nićmi i wysadzany dro-
gimi kamieniami. 

W szeregach wojsk angielskich było niewielu 

łuczników. Normanowie nie mogli liczyć na to, że będą 
wykorzystywać nieprzyjacielskie strzały, które nie tra-
fiły w cel. Nie posiadamy dowodów, by w Anglii znano 
już w tym czasie kusze. Wśród żołnierzy pospolitego 
ruszenia mogli być natomiast procarze. 

Armia Harolda była prawdopodobnie nieco licz-

niejsza od armii Wilhelma. Przyjmuje się, że liczyła 8 
tysięcy zbrojnych. Oddziały nadworne Harolda i jego 
dwóch braci w pełnym składzie liczyły około tysiąca 
ludzi. Po krwawej bitwie pod Stamrord Bridge mogły 
się zmniejszyć do tylko 800 łudzi, jednak dane te opie-
rają się na szacunkach. Wojska nadworne wspierało 

background image

około 6500 żołnierzy z pospolitego ruszenia (fyrdmen). 
Pozostali to prawdopodobnie milicja z Susseksu, a mo-
że i z Kentu. Osiem tysięcy ludzi z trudem mieściłoby 
się na wzniesieniu pod Hastings, ale to, że panowała 
ciasnota, potwierdzają kronikarze opisujący bitwę.  
 

 

background image

PLANY I PRZYGOTOWANIA 

PLAN NAJAZDU KSIĘCIA WILHELMA  
Zdaniem Wace’a książę Wilhelm dowiedział się 

o koronacji Harolda podczas łowów. Do nowego króla 
wysłano oficjalny protest. Poselstwo z wpływowym bi-
skupem Hildebrandem (późniejszym papieżem Grze-
gorzem VII) stawiło się także przed obliczem papieża 
Aleksandra II. Książę dysponował mocnym argumen-
tem. Gdy po śmierci Edwarda Godwin wygnał normań-
skiego  arcybiskupa  Canterbury,  godność  prymasa 
otrzymał bliski współpracownik Godwina, Stigand. 
Okoliczności, w jakich objął tron biskupstwa Canterbu-
ry, oraz fakt, że łączył go z biskupstwem winchester-
skim, powodowały, że kolejni papieże odmawiali zdję-
cia z niego ekskomuniki i przyznania mu paliusza. 
Wilhelm wykorzystał to jako dowód, że kościół angiel-
ski wymaga odbudowy. Sceny na Tkaninie z Bayeux są 
zgodne z przekazem zachowanym w kilku normań- 
skich kronikach, których autorzy twierdzili, że Stigand 
osobiście koronował Harolda. Jedynie Jan z Worcesteru 
zapewniał, że Harold postarał się, by koronował go cie-
szący się dużym szacunkiem Ealdred, arcybiskup Yor-
ku. Jednak Jan, związany z Yorkiem i Worcesterem, 
mógł celowo przeinaczyć fakty. Papież Aleksander dał 
Wilhelmowi oficjalne błogosławieństwo i wysłał mu 
swoją chorągiew, którą książę miał podczas bitwy pod 
Hastings. Wilhelm otrzymał także drugi podarunek: 
pierścień z włosem świętego Piotra, który, według Wa-
ce’a, podczas walki zawiesił na rzemieniu na szyi. 

background image

Pozycja polityczna Wilhelma była bardzo korzyst-

na. Jego najwięksi rywale, Henryk, król Francji, i Geo-
ffrey, hrabia Andegawenii, zmarli w roku 1060. Na-
stępca Henryka, Filip I, był jeszcze dzieckiem i pozo-
stawał pod opieką teścia Wilhelma, Baldwina, hrabiego 
Flandrii. W Andegawenii wybuchła wojna domowa. 
Hrabstwo Maine, stanowiące bufor między Normandią 
a hrabstwem Andegawenii, zostało zajęte przez Nor-
manów w roku 1063. W sąsiedniej Bretanii po najaz-
dach Wilhelma w roku 1064 i 1065 powstało silne 
stronnictwo pronormandzkie. 

Region ten wsparł wyprawę Wilhelma najliczniej-

szym kontyngentem wojsk. Hrabia Eustachy z Boulo-
gne był przyjaźnie nastawiony do księcia, a od 12 lat 
kontrolował Ponthieu. Podczas wizyty w Rzymie Nor-
manowie zawarli jeszcze sojusz z cesarzem niemieckim 
i Duńczykami, którzy byli w stanie wojny z Norwega-
mi. 

Według Wilhelma z Malmesbury po otrzymaniu 

chorągwi papieskiej książę zwołał naradę w Lillebonne, 
a kolejną w Bonnevillc-sur-Touques (tę informację 
znajdujemy u Orderica Vitalisa, piszącego mniej więcej 
w latach 1109–1125). Na drugiej naradzie omawiano 
zaopatrzenie statków. Powinności feudalne nie doty-
czyły kampanii zamorskich i wielu możnowładców nie 
zdecydowało się brać udziału w wyprawie. Wace 
twierdzi, że narada zakończyła się sporem. Potem Wil-
helm indywidualnie rozmawiał z wasalami, by nakłonić 
ich do udziału w przedsięwzięciu. Wykorzystywał przy 
tym swój autorytet i proponował duże nadziały ziemi 

background image

w podbitym państwie. Wielu możnowładcom nie podo-
bał się pomysł najazdu na tak silne państwo, jakim była 
Anglia. Niewykluczone jednak, że kronikarz ubarwił 
historię przygotowań do wyprawy, by podkreślić auto-
rytet i dalekowzroczność Wilhelma. Trzecia narada 
miała miejsce w Caen w czerwcu. Wcześniej ujrzano 
na niebie znak – gwiazdę z długim ogonem. Była to 
kometa Halleya, która pokazała się na niebie 24 kwiet-
nia i rozświetlała je przez ponad tydzień. 

Gdy tylko udało się Wilhelmowi przekonać moż-

nowładców do wyprawy na Anglię, książę wydał roz-
kaz, by zebrano i zbudowano statki. Prawdopodobnie 
oparł się tu na starodawnym prawie skandynawskim 
zwanym leidangr. Przypuszcza się, że możnowładcy, 
którzy mieli posiadłości w głębi lądu, zwracali część 
kosztów budowy tym, których ziemie graniczyły z mo-
rzem. Statki wybudowane specjalnie na okazję najazdu 
miały prawdopodobnie jednakowe wymiary, by mogły 
płynąć z taką samą prędkością. 

NAJAZDY TOSTIGA 
Gdy w Normandii trwały przygotowania, w Anglii 

przeciw Haroldowi zbuntował się jego brat. Tostig, 
usunięty z posiadłości w Northumbrii w roku 1065, 
spędził zimę we Flandrii, ponieważ jego żona, Judyta, 
była przyrodnią siostrą hrabiego Baldwina. Na począt-
ku maja pojawił się z flotyllą 60 okrętów u wybrzeży 
wyspy Wight i zaczął grabić południowe wybrzeże aż 
do miasta Sandwich w Kencie. Zajął Sandwich i zaczął 
zbierać ludzi oraz okręty. To wówczas, jak podaje The 

background image

Atiglo-Saxon Chronicie, Harold po raz pierwszy zmobi-
lizował armię i flotę. Gdy Tostig usłyszał, że z Londy-
nu maszerują wojska królewskie, przeniósł się do Tha-
net, gdzie spotkał się z pozostającym na wygnaniu Co-
psigiem, który sprowadził posiłki z Orkadów. Orkady 
były pod panowaniem Norwegów. Tostig musiał więc 
nawiązać kontakty z dworem norweskim, by zawrzeć 
sojusz z Haraldem Surowym. Według cytatów z Wil-
helma z Jumièges zamieszczonych przez Orderica Vita-
lisa, Tostig próbował także zyskać przychylność księcia 
Wilhelma. Teraz jego flota popłynęła na północ wzdłuż 
wschodniego wybrzeża, plądrując po drodze nadmor-
skie miasta i wsie. W Lindsey i Northumbrii odparły ją 
wojska Edwina i Morcara. Wobec tych niepowodzeń 
i masowej dezercji Tostig odpłynął dalej na północ 
z ostatnimi 12 małymi okrętami, które mu pozostały. 
Lato spędził w gościnie u króla Szkocji, Malcolma 
Canmore a. Zapewne w tym czasie zawarł przymierze 
z Haraldem Surowym. 

KONCENTRACJA WOJSK PRZED WY-

PRAWĄ 
Do sierpnia flota Normanów była już prawie goto-

wa i 4 lub 5 sierpnia okręty zaczęły się zbierać w estua-
rium rzeki Dives w Dives-sur-Mer oraz w kilku innych 
pobliskich portach. Ile było tych okrętów – możemy się 
jedynie domyślać. Wice podaje liczbę 696, cytując 
swojego ojca, ale podważa jej wiarygodność, mówiąc, 
że nawet w czasach Wilhelma Zdobywcy nikt nic wie-
dział, ile okrętów naprawdę popłynęło. Spis okrętów, 

background image

którego wiarygodność jest żywo dyskutowana, mógł 
powstać nawet już w roku 1067. Podano w nim liczbę 
776 okrętów wystawionych przez  możnowładców. 
Prawdopodobnie oprócz tego istniała już mała flota 
książęca, a pozostałe jednostki mogli dostarczyć na-
jemnicy flamandzcy. Przypuszczalnie były wśród nich 
zarówno morskie drakkary (podobne do doskonałych 
okrętów używanych przez wikingów), jak i statki trans-
portowe o większym zanurzeniu. Wszystkie miały po-
szycie zakładkowe. Posiadały jeden duży kwadratowy 
żagiel oraz wiosła na wypadek, gdyby nie było wiatru 
lub maszt się złamał. 

Pod Dives-sur-Mer Wilhelm rozbił ogromny obóz 

o powierzchni ponad 80 hektarów. Oprócz żołnierzy 
mieszkali w nim giermkowie, służba, żeglarze, kucha-
rze, zbrojmistrze i rzeźnicy. Obóz stał przez miesiąc. 
Wilhelm z Poitiers zapewnia, że książę zapłacił za 
żywność dla wszystkich, by okoliczna ludność nie mu-
siała się bać o swoje zapasy i stada. Nawet jeśli weź-
miemy poprawkę na to, że zapatrzony w Wilhelma 
kronikarz mógł trochę przesadzić, nie można odmówić 
księciu sukcesu. Utrzymanie tak dużej liczby ludzi (za-
pewne około 10 tysięcy) w jednym miejscu przez mie-
siąc było niemałym osiągnięciem. Możemy przypusz-
czać, że Wilhelm chciał stąd wyruszyć w podróż przez 
kanał albo po prostu traktował tę okolicę jako bazę wy-
padową. Okręty przycumowano zapewne w nieistnieją-
cej już zatoce Dives, gdzie były dobrze chronione przed 
sztormami i ewentualnymi napadami nieprzyjaciela. 
Można tu było łatwo dowieźć zboże z równiny Caen, 

background image

a dookoła nie brakowało lasów, z których czerpano ma-
teriał na okręty. Nie jest wykluczone, że Wilhelma 
wcale nie opóźniły niesprzyjające północne wiatry, ale 
celowo odsunął w czasie początek wyprawy, czekając 
aż pilnującemu wybrzeża Anglii pospolitemu ruszeniu 
wyczerpią się zapasy. Wilhelm był w pełni świadomy, 
że Harold może zebrać znaczne siły, liczniejsze od jego 
własnych, oraz że oczywiste jest, że utrzymanie tak 
różnorodnej armii pod Dives stwarzało dużo trudności. 
Nie tylko należało zadbać o porządek w szeregach woj-
ska, ale także pilnować, by żołnierze i konie bojowe 
zachowali dobrą kondycję. Prawdopodobnie, by wyży-
wić armię, Wilhelm wzorował się na Rzymianach i Bi-
zantyjczykach i wybudował w środku obozu duży spi-
chlerz (ale nie magazyn na paszę). Aby zapełnić go pa-
szą, była potrzebna odgórna kontrola zakupu lub rekwi-
zycji żywności, a potem jej dystrybucja. Dwa tysiące 
koni potrzebowało dziennie 13 ton ziarna i mniej wię-
cej tyle samo siana. Trzeba było je zgromadzić nieza-
leżnie od ziarna przygotowanego dla ludzi. Do tego na-
leży doliczyć drewno i torf na ogniska oraz setki litrów 
wina. Trzeba było też znaleźć sposób na pozbycie się 
ogromnych ilości zwierzęcych odchodów, ludzie zaś 
potrzebowali latryn. Choć było lato, kroniki nie wspo-
minają o epidemii w obozie. Konie prawdopodobnie 
stały pod drewnianymi wiatami krytymi gałęziami i li-
śćmi, zaś  żołnierze z oddziałów jazdy mogli spać 
w namiotach, z których każdy mieścił 10 ludzi. 

background image

DYLEMAT HAROLDA 
Od ataku Tostig a Harold trzymał armię w gotowo-

ści na południowym wybrzeżu. Nic przygotował się 
właściwie na atak z Norwegii prawdopodobnie dlatego, 
iż był przekonany, że Normanowie nadpłyną jako 
pierwsi. Możliwe, że wolał bronić swoich posiadłości 
na południu, a obronę ziem północnych pozostawił 
Edwinowi i Morcarowi. Bardzo dużo czasu zajęło zbie-
ranie floty, zapewne dlatego, że flota królewska 
Edwarda Wyznawcy została rozwiązana i król mógł po-
legać teraz tylko na flocie z pospolitego ruszenia. Ha-
rold najpierw czekał w Sandwich, a gdy przybyły 
wszystkie okręty (prawdopodobnie około 700), przyłą-
czył się do floty i zakotwiczył u wybrzeży wyspy 
Wight. Według wersji E The Anglo-Saxon Chronicie 
Harold w pewnym momencie pożeglował na kanał, 
wypatrując floty normandzkiej. Jeśli pospolite ruszenie 
służyło na morzu dwa miesiące, po pewnym czasie 
okręty musiały wrócić do Londynu, by zmienić załogi. 
To tłumaczyłoby, dlaczego przez tak długi czas udało 
się je utrzymać na służbie. 

Ósmego września armii angielskiej skończyły się 

zapasy i Harold, chociaż dzielnie próbował utrzymać 
wojsko przez dłuższy czas niż zwykle, został zmuszony 
je rozpuścić. Ponieważ wiatr od zachodu nieco osłabł, 
król dał rozkaz, by okręty wracały do Londynu, a sam 
pojechał konno. Z powodu wysokiej fali załogi okrętów 
Harolda musiały użyć wioseł, a nie żagli. Kilka z nich 

background image

zatonęło. Plan Wilhelma okazał się skuteczny. Wybrze-
ża Anglii nie było komu bronić. 

Ponieważ kanał był już pusty, Wilhelm mógł bez-

piecznie przeprowadzić wojsko w inne miejsce. Po 
miesiącu spędzonym pod Dives armii zaczęło brakować 
pastwisk dla koni. W dodatku Wilhelm chciał zapewne 
podejść bliżej miejsca, w którym planował przybić do 
brzegu – Pevensey i Hastings. Książę przesunął zatem 
swoje okręty na wschód, do portu Saint-Valery-sur-
Somme w Vimeu, około 260 kilometrów wzdłuż wy-
brzeża. Tamtejszy możnowładca był spokrewniony za-
równo z władcami Normandii, jak i Ponthieu. Łatwiej 
tu było o wiatr z południa, a dodatkowo okrętom nie 
groziły prądy pływowe spychające je ku brzegom i ku 
ujściu Sekwany. Z powodu pływów nie można było 
wyruszyć przed 12 września, a o tej porze roku wiatry 
z zachodu były jeszcze bardzo silne. Gdy flota wyru-
szała  między  3  a  4  rano,  mogła  liczyć  na  korzystny  
prąd pływowy i spodziewać się niekorzystnego wiatru 
z zachodu. Nie obyło się bez wypadków; sztorm roz-
trzaskał kilka okrętów, a ciała ofiar pogrzebano nocą, 
by nie osłabiać morale żołnierzy. To mogłoby ozna-
czać, że flota dopłynęła na miejsce 14 września. Konie 
prawdopodobnie  przeprowadzono  lądem;  odległość 
wynosiła około 160 kilometrów, zaś droga lądowa była 
dla zwierząt znośniejsza. Kroniki nie wspominają, by 
operacja przyniosła jakieś straty. 

background image

NAJAZD NORWEGÓW 
Jak można się było spodziewać, jako pierwsi przy-

byli najeźdźcy z północy. W pierwszym tygodniu wrze-
śnia, gdy Harold pilnował południowego wybrzeża, Ha-
rald Surowy, król Norwegii, zgłosił pretensje do tronu 
Anglii. Zgromadziwszy flotę wielkości od 300 do 500 
okrętów, przepłynął Morze Północne. Na Tyne przyłą-
czył się do niego Tostig, który przypłynął ze Szkocji 
z dodatkową  flotyllą.  Razem  popłynęli  na  południe 
wzdłuż wybrzeża, plądrując nadmorskie wsie i miasta, 
a potem wpłynęli na Humber i rzeką Ouse zmierzali do 
Riccall, 16 kilometrów od Yorku. Tu rozbili obóz, a na-
stępnie ruszyli w kierunku miasta. Większość szła pie-
szo, tylko niektórzy jechali na zrabowanych koniach 
i kucach. Pod Gate Fulford (obecnie przedmieście Yor-
ku) zastąpiła im drogę armia północna earla Edwina 
i earla Morcara. Nie znamy rozmiarów wojsk żadnej ze 
stron. Możemy jedynie szacować, że liczyły od 5 do 6 
tysięcy ludzi. Tostigowi towarzyszył earl Orkadów, 
a w armii wikingów szli także Szkoci, Anglicy i najem-
nicy flamandzcy. W środę 20 września doszło do star-
cia. Jedyny opis bitwy pochodzi z mało wiarygodnego 
źródła – utworu islandzkiego poety, Snorriego. Oczy-
wiście nic możemy wykluczyć, że tekst ten jest czę-
ściowo zgodny z prawdą. Snorri pisał, że po marszu 
wzdłuż rzeki Norwegowie ustawili się w linii, lewe 
skrzydło opierając o rzekę, a prawe o rów biegnący 
równolegle do niej. Harald rozwinął nad rzeką sztandar 
z krukiem. Podczas starcia wielu Anglików utonęło 

background image

w rzece. Edwin i Morcar musieli się wycofać. Bitwa 
była krwawa i po obu stronach zginęło wielu żołnierzy. 
Earlowie z północy nic mieli teraz możliwości wsparcia 
Harolda nowymi oddziałami. 

Norwegowie weszli do Yorku i przyjęli kapitulację 

miasta. Według wersji C The Anglo-Saxon Chronicie 
(napisanej z wyraźnym nastawieniem antygodwinow-
skim) Harald namówił mieszkańców, by przyłączyli się 
do niego w marszu na południe. Należy przy tym pa-
miętać, że ludność zamieszkująca wówczas Anglię była 
bardzo zróżnicowana pod względem etnicznym. 

Harold otrzymał wieść o najeździe norweskim po 8 

września, po rozpuszczeniu armii. Natychmiast ogłosił 
nowe pospolite ruszenie i nim minęły dwa tygodnie, 
wyruszył z oddziałami, które udało mu się zebrać 
w tym czasie. Idąc starą rzymską drogą z Londynu, po-
konał dystans 306 kilometrów w pięć dni. Do Tadcaste-
ru przybył 24 września. W nocy pozwolił  żołnierzom 
odpocząć i już w poniedziałek 25 września rano ruszył 
przez York, a potem dalej do drogi prowadzącej ku od-
dalonemu o 13 kilometrów Stamford Bridge, gdzie 
znajdował się główny obóz Norwegów, wikingowie 
spodziewali się ataków ludności z najbliższej okolicy. 
Nic wiedzieli jednak, że w pobliżu może być armia. 
Ponieważ było gorąco, wielu z nich zostawiło zbroje na 
okrętach w Riccall. Według Snorriego pierwszym zna-
kiem zbliżającej się armii Harolda był tuman kurzu 
unoszący się nad drogą z Yorku. Potem można było 
dojrzeć błyski zbroi i broni. W sadze czytamy, że przy-

background image

pominały one odblask promieni słońca na pokruszonym 
lodzie. 

Zmuszony do szybkiego działania Harold zaczął 

organizować obronę. Czasu miał mało. Po raz pierwszy 
przeciwnik został dostrzeżony z grzbietu wzniesienia 
pod miejscowością Gate Helmsley, leżącą w odległości 
zaledwie półtora kilometra od obozu Norwegów. Ha-
rald wysłał jeźdźców do Riccall (19 kilometrów od ob-
ozu), do Eyesteina Orrego, dowódcy pozostawionych 
tam oddziałów pilnujących okrętów, by ten natychmiast 
dołączył do głównych sił. Większość armii najeźdźców 
rozbiła obóz na wschodnim brzegu rzeki Derwent, ale 
część znajdowała się na zachodnim i stała na drodze 
zbliżających się Anglików. Drewniany most znajdował 
się około 360 metrów dalej w górę rzeki od miejsca, w 
którym znajduje się dziś. Posterunki na zachodnim 
brzegu otrzymały trudne zadanie powstrzymania natar-
cia przeciwnika do czasu, gdy główne siły na wschod-
nim brzegu uzbroją się i ustawią na niewielkim wznie-
sieniu okalającym równinę Battle Flats. Pokonawszy 
obrońców, wojsko Harolda ruszyło w kierunku mostu. 
Napotkało tu samotnego norweskiego żołnierza, który 
stojąc na wąskim moście, skutecznie odpierał ataki An-
glików. W końcu jeden z żołnierzy Harolda (prawdo-
podobnie używając koryta jako prowizorycznej łódki), 
podpłynął pod most i ugodził Norwega włócznią, 
otwierając drogę Anglikom. Ten epizod wzmiankowa-
ny jest tylko w źródłach angielskich. Również w tym 
wypadku nie mamy żadnych wiarygodnych przekazów 
dotyczących liczebności wojsk. Biorąc jednak pod 

background image

uwagę znaczne straty w szeregach jazdy podczas walk 
pod Fulfordem oraz że Harold przybył w pośpiechu, 
wydaje się wątpliwe, by którakolwiek ze stron dys-
ponowała dużymi siłami. Norwegowie ustawili się 
w kole (albo w szyku trójkątnym). Harald, ustawiając 
żołnierzy, spadł ze swego czarnego wierzchowca, ale 
nic mu się nie stało. Snorri pisze także, że przed bitwą 
z szeregów wojsk angielskich wyjechało 20 jeźdźców. 
Poselstwo to zaproponowało Tostigowi Northumbrię 
i jedną trzecią królestwa, jeśli podda się Haroldowi. 
Gdy earl zapytał, co dostanie za to Harald, otrzymał 
odpowiedź, że przypadnie mu jedynie kawałek angiel-
skiej ziemi na grób. Gdy Harald dowiedział się, że 
w poselstwie brał udział sam król, oświadczył, że gdy-
by o tym wiedział wcześniej, nie pozwoliłby mu odje-
chać. 

Niewiele wiemy o samym przebiegu bitwy. Snorri 

twierdzi, że Anglicy atakowali z koni, ale opis ich na-
tarcia do złudzenia przypomina opis natarcia Norma-
nów w bitwie pod Hastings. Najprawdopodobniej było 
to brutalne starcie piechoty, rozpoczęte atakiem łuczni-
ków i oszczepników (Snorri pisał, że wielu Norwegów 
było uzbrojonych w łuki) i zakończone zaciętą walką 
wręcz. Anglicy próbowali przebić się przez norweski 
pierścień. W końcu Harald został  śmiertelnie ranny. 
Strzała ugodziła go w tchawicę (podobnie miał zginąć 
Harold pod Hastings). Anglicy nie chcieli okazać prze-
ciwnikowi litości i walkę podjęto na nowo. Nadszedł 
Eyestein Orre (wezwany od okrętów) ze swoimi od-
działami, ale ponieważ  żołnierze zostali zmuszeni do 

background image

szybkiego marszu w pełnej zbroi, byli bardzo zmęcze-
ni. Aby kontynuować walkę, pozbywali się zbroi 
i tarcz, przez co stawali się  łatwym celem dla prze-
ciwnika. Wraz z zapadającym zmierzchem armia na-
jeźdźcy ustąpiła pod naporem obrońców. Wielu do-
wódców, w tym Harald i Tostig, poległo. Synowi Ha-
ralda, Olafowi, który został przy okrętach, pozwolono 
odpłynąć, ale najpierw musiał przysiąc Haroldowi 
przyjaźń. Niedobitki norweskiej armii zmieściły się na 
zaledwie 24 okrętach. 

W szeregach armii angielskiej także było wielu po-

ległych. Radość ze zwycięstwa przesłaniała Haroldowi 
świadomość, że zabił swojego brata (Normanowie wy-
korzystali potem bratobójstwo, by kompromitować 
przeciwnika) oraz że nic nie chroniło kraju przed na-
jazdem od południa. Najgorsze obawy okazały się 
słuszne. Podczas świętowania zwycięstwa lub na po-
czątku października przybył posłaniec z wiadomością, 
że Wilhelm przybił do brzegu w Susseksie. 

NAJAZD NORMANÓW 
Wilhelm czekał, aż wiatr znów zmieni kierunek na 

południowy. Na próżno jednak przyglądał się wiatrow-
skazowi w kształcie koguta na wieży kościoła św. Wa-
lerego. W akcie desperacji kazał wynieść relikwie pa-
trona ze świątyni i zorganizować z nimi procesję na 
ulicach miasta. Wiatr w końcu uległ. Historycy spierali 
się, którego dokładnie dnia armia Wilhelma wsiadła na 
okręty, jednak najprawdopodobniej było to 27 wrześ-
nia. Okręty musiały podpłynąć do brzegu podczas 

background image

przypływu, żeby konie mogły wejść na pokład po ram-
pach. Przypływ zaczynał się o godzinie 15.20. Żołnie-
rze spieszyli się, by zdążyć wyruszyć przed odpływem. 
Wilhelm z Poitiers zapewnia, że okręty wypłynęły 
przed zachodem słońca, czyli musiało to być około go-
dziny 17. Odpływ w estuarium Sommy kończy się 
o godzinie 20.56. Woda jest wówczas bardzo płytka, 
dlatego okręty musiały wyruszyć znacznie wcześniej, 
gdy odpływ się zaczynał. Dzięki temu flota dopłynęła 
wczesnym rankiem następnego dnia do Pevensey 
w Anglii, oddalonego o 90 kilometrów od estuarium. 
Aby nie dotrzeć na miejsce przed świtem i dać czas po-
zostałym okrętom na ustawienie się po wypłynięciu 
z estuarium, okręty płynące na przedzie zakotwiczyły 
na krótko na otwartym morzu. Fale odpływu przez pe-
wien czas spychały okręty na zachód. Wilhelm prowa-
dził flotę na swoim okręcie („Mora”), który podarowała 
mu żona. Rufę zdobiła rzeźbiona figura chłopca dmą-
cego w róg. Wysoko na maszcie płonęła latarnia, która 
wskazywała drogę pozostałym okrętom, a dźwięk rogu 
dał znak do wypłynięcia. Niewykluczone, że wszystkie 
okręty miały latarnie, by zapobiec zderzeniom, i że 
płynęły w kilku rzędach, w równych odstępach. „Mora” 
była tak szybka, że wyprzedziła pozostałe okręty 
i o świcie okazało się, że książę jest na kanale sam. 
Dbając o morale swoich łudzi i czekając na pozostałe 
jednostki, wydał śniadanie suto zakrapiane winem, wy-
stawne jak na zamku. Stopniowo na horyzoncie zaczął 
się pojawiać las masztów i cała flota pożeglowała ku 
wybrzeżom Susseksu. 

background image

W roku 1066 zatoka Pevensey była laguną pływo-

wą, oddzieloną od morza wąskim, kamienistym pasem 
lądu. Na lagunie znajdowało się kilka małych, zago-
spodarowanych pod uprawy wysepek, podczas odpły-
wu oddzielonych płyciznami i prawdopodobnie połą-
czonych ze stałym lądem groblami. Po zachodniej stro-
nie zatoki w lagunę wbijał się półwysep, który osłaniał 
port. Na tym niespełna pięciokilometrowym pasie lądu 
Rzymianie wybudowali kamienną fortecę o nazwie 
Anderida, która w roku 1066 była już częściowo zbu-
rzona. Na półwyspie znajdowało się też małe miastecz-
ko Pevensey. 

Pierwsze okręty normandzkie dopłynęły do laguny 

prawdopodobnie tuż przed godziną 9.00 (odpływ koń-
czył się o 9.20). Aby dostać się do portu pod północ-
nym murem fortu, musiałyby przepłynąć przez szeroką 
przerwę w kamienistym brzegu laguny i ominąć płyci-
zny. Niewykluczone, że okręt księcia, statki z końmi 

okręty  wiozące  żołnierzy,  którzy  mieli  zająć 

Pevcnscy, przybiły właśnie tam. Pod koniec odpływu 
poziom wody spadał o 6 metrów. Okręty mogły osiąść 
na odsłoniętym morskim dnie. Niektórzy kronikarze 
wspominali, że wojsko wysiadało na ląd wzdłuż brzegu 
oraz że brzeg został zajęty. Chociaż nie należy przy-
wiązywać zbyt dużej wagi do takich relacji, to jest 
możliwe, że wiele okrętów podpłynęło do zewnętrzne-
go, kamienistego brzegu laguny. 

Porządek lądowania armii na wybrzeżu Anglii opi-

suje w swojej kronice Wace. I choć jest to źródło, które 
powstało sto lat po najeździe, nie ma powodu, by mu 

background image

nic wierzyć. Najpierw na ląd wychodzili łucznicy z łu-
kami gotowymi do strzału, osłaniając pozostałych żoł-
nierzy. Za nimi szli uzbrojeni rycerze, którzy ustawiali 
się, by stawić czoła spodziewanemu atakowi nieprzyja-
ciela. Nikt jednak nie bronił wybrzeża. Wojsko mogło 
swobodnie  opuszczać  pokłady  okrętów.  Wilhelm 
z Malmesbury, a za nim Wace, opowiadają, że Wilhelm 
po wyjściu na brzeg potknął się i upadł. Coś, co można 
było uznać za zły omen, okazało się dobrym znakiem. 
Przechodzący obok rycerz skomentował, że oto Wil-
helm wziął w dłonie ziemię Anglii. Konie prawdopo-
dobnie wyprowadzano ze statków na przybrzeżne pły-
cizny. 

Wyszedłszy na brzeg, Normanowie zajęli się bu-

dowaniem umocnień na gruzach rzymskiej twierdzy. 
Odcięli jeden jej róg za pomocą rowu i drewnianych 
szańców. Wilhelm  postanowił  jednak ruszyć  na 
wschód, wzdłuż wybrzeża, do Hastings. Nie wiadomo, 
dlaczego najpierw wylądował pod Pevensey. Może 
skusiła go laguna, a może prądy morskie zbyt zepchnę-
ły flotę na zachód? Dwa okręty oddzieliły się od reszty 
i przybiły do brzegu pod Old Romney, gdzie zostały 
zagrabione przez tamtejszych mieszkańców. Prawdo-
podobnie będąc jeszcze w Pevensey, Wilhelm wraz 
z 25 rycerzami bezskutecznie poszukiwał przejścia na 
wschód przez odsłonięte dno morskie i płycizny, po-
nieważ idąc dookoła laguny, wojsko musiałoby prze-
mierzyć 42 kilometry i to po niewytyczonej drodze. Je-
śli flota Wilhelma przybiła do brzegu po wschodniej 
stronie laguny, Wilhelm prawdopodobnie wydał rozkaz 

background image

wymarszu jeszcze tego samego dnia, a koni nawet nie 
wyprowadzał na ląd, lecz posłał statkami wzdłuż brze-
gu. 

Miasto z okresu saskiego leży obecnie pod wodą 

w obrębie basenu portowego. W roku 1066 w Hastings 
znajdował się wysoki półwysep, na którym Wilhelm 
rozbił obóz. Żołnierze wznieśli drewniany zamek, 
prawdopodobnie w granicach saskiego grodu warow-
nego na wzgórzu. Wysłano oddziały po zapasy, a warty 
ustawiono, by zawiadamiały o zbliżaniu się nieprzyja-
ciela. 

Idąc do Hastings, Wilhelm dał do zrozumienia, że 

będzie maszerować na Londyn drogą biegnącą od 
Dover. Szlak przez Chichester i przez South Downs za-
czynał się bowiem w Pevensey. Półwysep Hastings sta-
nowił bezpieczne miejsce na obóz, ponieważ był trudny 
do zdobycia przez nieprzyjaciela. Na zachodzie znaj-
dowała się laguna Bulverhythe, na wschodzie bagniste 
doliny rzek Brede i Rother, które skręcały na północ ku 
wielkiej puszczy zwanej Andredsweald. Las był po-
przecinany bagnistymi strumieniami i wąskimi ścież-
kami prowadzącymi do okolicznych miejscowości. 
Z Rochesteru do Hastings biegła też tamtędy zaniedba-
na droga rzymska. Na rzece Brede nie było mostu, a je-
dynie bród. Szlak jednak nie wiódł na półwysep, ale 
przechodził między korytami rzek i łączył się z drogą 
położoną dalej na północny wschód. Chociaż Wilhelm 
mógłby dotrzeć do Londynu z Rochesteru, podróżując 
przez las pozbawiłby się przewagi, którą w razie starcia 

background image

dawała mu jazda. Dlatego planował raczej iść na 
wschód ku Dover, wzdłuż wybrzeża. 

Wilhelm mógłby pośpieszyć do Londynu, by spró-

bować zająć miasto, nim Harold wróci z północy, ale 
maszerując w głąb lądu lub wzdłuż wybrzeża, ryzyko-
wałby, że Harold odetnie mu potencjalną drogę odwro-
tu. Zostając na półwyspie, do którego dostęp był ogra-
niczony, mógł czuć się bezpiecznie. Jednak Wilhelm 
nie chciał się zbyt długo ociągać. Gdy rozbito obóz, do 
księcia przybył posłaniec od mieszkającego w Anglii 
krewniaka, Roberta, syna Guimory. Powiadomił on 
księcia o zwycięstwie Harolda na północy i poradził 
pozostać w fortyfikacjach i nie stawać do bitwy na 
otwartym polu. Jednak Wilhelmowi zależało na takiej 
konfrontacji, ponieważ tylko takie starcie dawało mu 
możliwość  wykorzystania  jazdy.  Gdyby  pozostał 
w twierdzy, flota angielska mogłaby mu odciąć drogę 
ucieczki przez morze, a armia Harolda zagrodzić drogę 
do Londynu. Normanowie zostaliby uwięzieni, a rosną-
ce w siłę wojska angielskie mogłyby po prostu czekać, 
aż przeciwnikowi skończą się zapasy. Wiedząc o tym 
i znając temperament Harolda, Wilhelm celowo zaczął 
pustoszyć okoliczne ziemie, by sprowokować przeciw-
nika. Sussex leżało w posiadłościach Harolda. Król nic 
mógł zignorować tej zniewagi. Poza tym Wilhelm, plą-
drując, zdobywał nowe zapasy dla armii. 

Harold starał się jak najszybciej zebrać swoich lu-

dzi i pomaszerować na południe. Do Londynu dotarł 
już po pięciu dniach. Tam czekał z niecierpliwością, aż 
wojsko się zreorganizuje i przyłączą się nowe oddziały. 

background image

Mnich zaniósł Wilhelmowi oficjalny list (niewykluczo-
ne, że miał też wybadać obóz). Z odpowiedzią przybył 
normandzki mnich z Fécamp. Wilhelm nie chciał uznać 
przekazania królestwa Haroldowi przez umierającego 
Edwarda. Domagał się, by spór zakończył się sądem 
lub pojedynkiem. Wace twierdzi, że brat króla, Gyrth, 
zaproponował, by Harold nie przyjmował bitwy, ale 
spustoszył okolicę tak, by Wilhelm nie mógł zdobywać 
zapasów. Radził stoczenie bitwy później i by on nią 
dowodził. Harold odmówił skrzywdzenia swoich pod-
danych i zdecydował się osobiście poprowadzić wojska 
do walki. Propozycja Gyrtha była rozsądna. Im dłużej 
Harold zwlekał z wydaniem bitwy, tym jego armia była 
liczniejsza, a przeciwnik bardziej zdesperowany. Król 
odczekał jednak w Londynie jedynie pięć czy sześć dni, 
prawdopodobnie do 11 października i wyruszył z takim 
wojskiem, jakie udało mu się do tego czasu zebrać. 
Przeszedłszy około 80-96 kilometrów przez puszczę 
Andredsweald, 13 października przybył pod Caldbec 
Hill, gdzie w odległości półtora kilometra od skraju la-
su znajdował się punkt koncentracji wojsk zwany Hoar 
Apple Tree. Łączyła się tu droga z Londynu przez Ro-
chester i Dover z drogą przez Lewes i Chichester, dalej 
wspólnie biegnące ku Hastings. Zazwyczaj przyjmuje 
się, że król zamierzał zaskoczyć Wilhelma tak samo, 
jak Haralda i zaatakować jego obóz (prawdopodobnie 
nawet w nocy). Zapewnia nas o tym Wilhelm z Poi-
tiers. Jest także prawdopodobne, że Harold chciał 
uwięzić Normanów na półwyspie Hastings i odczekać, 
aż zbiorą się wszystkie jego wojska. Wilhelm z Poitiers 

background image

pisał, że na morze wysłano 700 okrętów, które miały 
blokować Normanom morską drogę odwrotu. Jednak 
Harold nie miał wyboru, ponieważ to Wilhelm wykonał 
pierwszy ruch. 

Normandzcy zwiadowcy ustawieni na warcie 11 

kilometrów od Hastings wrócili galopem do obozu z 
wieścią, że armia angielska maszeruje na południe. 
Wilhelm rozkazał, by rozpoczęto przygotowania do 
walki. Odwołano oddziały, które miały zdobywać zapa-
sy. Całą noc obóz był w stanie gotowości, a księża słu-
chali spowiedzi. Wilhelm z Malmesbury, a potem Wa-
ce zestawiali pobożność Normanów z hulankami, któ-
rym mieli się oddawać przez całą noc Anglicy. Wydaje 
się jednak mało prawdopodobne, by rzeczywiście po 
długim i wyczerpującym marszu Anglicy mieli jeszcze 
silę do zabawy. 
 

 

background image

BITWA 

Przed świtem, w sobotę 14 października, Wilhelm 

wysłuchał mszy świętej, przyjął Najświętszy Sakrament 
i zawiesił na szyi woreczek z relikwiami, na które Ha-
rold złożył przysięgę. Na niebie było widać wąski sierp 
księżyca. Do nowiu pozostało jedynie 6 dni. O godzinie 
5.20 zaczęło dnieć, a słońce wzeszło o 6.48. Kroniki 
podają, że ranek był wyjątkowo pogodny. Wilhelm za 
wszelką cenę chciał doprowadzić do bitwy z Haroldem 
na otwartej przestrzeni i pierwszy zaatakować. Ko-
lumna wyszła z obozu i ruszyła rzymską drogą, skręca-
jącą na północ ku puszczy Andredsweald. Jeśli założy-
my, że obóz Normanów znajdował się na Baldslow 
Ridge nad Hastings, a kolumna rozpoczęła marsz około 
godziny 6.00, przednie oddziały Normanów znalazły 
się pod Telham Hill godzinę później. Szczyt wzgórza, 
zwany obecnie Blackhorse Hill, znany był wówczas 
pod nazwą Hecheland. Tutaj Wilhelm zapewne kazał 
swoim wojskom zatrzymać się i przywdziać zbroje. 
Gdy książę nakładał kolczugę, stojący obok rycerze za-
uważyli, że jest odwrócona na lewą stronę. Wilhelm 
jednak wyśmiał ich, gdy uznali to za zły znak. Wilhelm 
z Poitiers dokładnie relacjonuje mowę, którą miał wy-
głosić Wilhelm do swoich żołnierzy. Biorąc jednak pod 
uwagę, że kolumna wojsk mogła być rozciągnięta na 
kilka kilometrów, można przypuszczać, że władca 
zwrócił się tylko do swoich bezpośrednich podwład-
nych. Na Tkaninie z Bayeux widać rycerza imieniem 
Vital, jednego z wasali biskupa Odona. Vital zawiada-

background image

mia księcia, że dostrzeżono nieprzyjaciela. Miejsce, 
z którego można było zauważyć Anglików, znajdowało 
się tam, gdzie teren wznosił się na wysokość 300 me-
trów n.p.m., czyli zaledwie 730 metrów od linii nie-
przyjaciela. Tymczasem zwiadowcy angielscy donieśli 
Haroldowi o wrogiej armii. 

Od Caldbec Hill droga Londyn-Hastings biegła po 

wydłużonym pagórku i dochodziła do rozległego wzgó-
rza. Wzniesienie i dolina, a właściwie siodło między 
dwoma szczytami, z których spływały na boki stru-
mienie o bagnistych brzegach, układały się prostopadle. 
Droga biegła przez siodło, pięła się po zboczach Tel-
ham Hill i dalej prowadziła do odległego o 11 kilome-
trów Hastings. To na tym rozległym wzniesieniu Ha-
rold ustawił swoje oddziały, zagradzając drogę do Lon-
dynu. Południowe zbocze wzniesienia było nazywane 
przez Anglików Santlache (Piaszczysty Potok). Nor-
manowie zniekształcali tę nazwę, tak że brzmiała jak 
Senlac (Krwawe Jezioro). To zbocze oraz zbocze 
wschodnie mogły być terenem rolniczym, ale pozostałe 
były strome. Miały nachylenie 8 procent, a w niektó-
rych miejscach nawet 25 procent. Do tego zarośla 
i drzewa rosnące u podnóży utrudniały atak od skrzy-
dła. Wilhelm nie miał wyboru – musiał atakować fron-
talnie, zboczem pod górę. Obok drogi zbocze jest na-
chylone pod kątem około 6,5 procent, najłagodniejsze 
jest zaś po stronie zachodniej, gdzie ma 3 procent. Na 
północ od zachodniego strumienia wznosił się mały pa-
górek o wysokości 4,5 metra. Chociaż pozycja na 
wzniesieniu była dla Harolda korzystna, to jego wojsko 

background image

musiało stać bardzo ściśnięte. Wilhelm z Poitiers pisał, 
że brakowało miejsca, by położyć rannych, zaś Jan 
z Worcesteru zapewniał, że wielu żołnierzy zdezerte-
rowało z powodu ciasnoty. Anglicy mogli uciekać tylko 
do tyłu. Wilhelm też był w podobnej sytuacji. Chociaż 
ukształtowanie terenu sprawiało, że mógł być pewny 
kierunku, z którego zostanie zaatakowany, ustawienie 
nieprzyjaciela na wzgórzu i brak wolnej przestrzeni 
utrudniały jeździe manewry. Później, w trakcie starcia, 
część uciekających przed nieprzyjacielem jeźdźców 
ugrzęzła w pobliskim bagnie. 

Wilhelm ubiegł Harolda i zaatakował pierwszy. 

W źródłach znajdujemy informację, że Harold był tym 
zaskoczony i nie zdążył dokończyć zbierania armii. By-
ła to jednak naturalna konsekwencja przeprowadzania 
koncentracji wojsk w zasięgu ataku nieprzyjaciela. 
Niektórzy badacze twierdzili, że pewne fragmenty 
Carmen de Hastingae Proelio
 dowodzą, iż Wilhelm za 
pomocą systemu znaków odwołał rycerzy z wysunię-
tych posterunków na Telham Hill i wysłał na wzniesie-
nie normandzkich łuczników i kuszników, by uniemoż-
liwili Haroldowi zajęcie go. Wydaje się to mało praw-
dopodobne. Anglicy byli tu zbyt liczni, by operacja za-
kończyła się pomyślnie. Jakkolwiek było, to Wilhelm 
rozpoczął bitwę i żeby przeżyć, musiał ją wygrać. 

Harold ustawił sztandar w najwyższym punkcie 

wzniesienia. Na przedzie jego linie były w miarę równe 
i ciągnęły się na długości około 730 metrów. Pozycja 
króla znajdowała się blisko centrum. Niektórzy badacze 
twierdzą, że linie od strony wschodniej były krótsze 

background image

nawet o 180 metrów. Wilhelm z Malmesbury pisał, że 
Haroldowi towarzyszyli bracia: Gyrth i Leofwine. Po-
nieważ jednak zginęli już na początku bitwy, bardziej 
prawdopodobne jest, że stali nie obok króla, lecz w li-
niach. Być może dowodzili prawym i lewym skrzy-
dłem. Byłby to kolejny dowód potwierdzający praw-
dziwość hipotezy, że najlepsze oddziały braci stały na 
przedzie, a nie otaczały Harolda. Straż przyboczna kró-
la, broniąca także sztandaru, składała się tylko z około 
500 osób. Za najlepiej uzbrojonymi wojownikami stali 
pomniejsi tanowie, a za nimi oddziały pospolitego ru-
szenia, głównie z Susseksu i może z Kentu. Cały szyk 
miał głębokość mniej więcej 10 szeregów. Dzięki na-
chyleniu zbocza Harold mógł patrzeć nad głowami 
swoich żołnierzy. Niektórzy sądzą, że skrzydła armii 
były zagięte ku tyłom, jednak nie wiadomo, czemu 
miałoby ro służyć. Spowodowałoby to tylko, że część 
ludzi stałaby w dole, pod szczytem. Gdy Harold wraz z 
dowódcami pospieszał ciągnące drogą oddziały, by do-
łączyły do żołnierzy na wzniesieniu, widział wojsko 
normandzkie schodzące z Telham Hill i kierujące się ku 
przełęczy między strumieniami. 

Aby ustawić się pod zboczem, Normanowie musie-

li iść drogą pomiędzy strumieniami. Ponieważ ziemia 
nad strumieniami była gliniasta i grząska, uważa się, że 
armia szła przez przełęcz w kolumnie i dopiero później 
sformowała szyk liniowy. To jednak oznacza, że szyk 
sformowano niemal w odległości strzału z łuku od 
wroga. Wilhelm zapewne podejrzewał, że Harold nie 
zaryzykuje utraty korzystnej pozycji na wzgórzu i nie 

background image

zdecyduje się na niespodziewany, przedwczesny atak. 
Nie możemy jednak wykluczyć, że po długiej suszy 
bagna były tak wyschnięte, że wojsko mogło ustawić 
się wcześniej i podchodzić pod wzgórze w szyku. 

Pierwsi żołnierze weszli na przełęcz około godziny 

8. Bretończycy, których kontyngent był największy po 
normandzkim, razem z żołnierzami z Andegawenii, Po-
itou i Maine skręcili w lewo i zajęli pozycje na za-
chodnim krańcu doliny. Dowodził nimi prawdopodob-
nie Alan Fergant z Bretanii, kuzyn panującego tam hra-
biego i zięć Wilhelma. Bretończycy mieli na tyłach ma-
ły pagórek, a za nim, od strony południowej, strumień 
Asten Brook. Naprawo od nich, w centrum, ustawił się 
kontyngent normandzki (który był w armii najliczniej-
szy) z księciem na czele. U boku Wilhelma, Turstin, 
syn Rollona, trzymał chorągiew papieską. Wodza ota-
czali przyjaciele i krewni. Na wschodnim krańcu doli-
ny, na najmniej licznym, prawym skrzydle, stały kon-
tyngenty z Francji, Pikardii, Boulogne i Flandrii, do-
wodzone przez seneszala Wilhelma FitzOsberna i hra-
biego Eustachego z Boulogne. Towarzyszył im młody 
Robert z Beaumont, który po raz pierwszy brał udział 
w bitwie. Zarówno centrum, jak i skrzydła były podzie-
lone na trzy linie. W pierwszej stali lekkozbrojni łucz-
nicy oraz zapewne kusznicy i nieliczni procarze. Za 
nimi, niewidoczna na Tkaninie z Bayeux, ciężkozbroj-
na piechota. Na tyłach stała jazda. Takie ustawienie 
wskazuje, że Wilhelm miał konkretny plan ataku. Naj-
pierw łucznicy mieli osłabić linie angielskie, spuszcza-
jąc na nie grad strzał. Potem do natarcia miała ruszyć 

background image

ciężkozbrojna piechota, by zrobić wyrwy w liniach nie-
przyjaciela. Na samym końcu miały zaatakować naj-
lepsze oddziały, na swoich drogocennych rumakach. 
Jazda miała zmusić przeciwnika do odwrotu i ruszyć w 
pościg za pokonanym. Obecnie uważa się, że biskup 
Odo nie brał udziału w walce. Podobnie jak Geoffrey, 
biskup Coutances, modlił się o pomoc Boga oraz po-
magał ustawiać  żołnierzy i zagrzewał ich cło walki. 
W dolnej części zbocza Telham Hill stali księża wraz 
ze służbą oraz młodymi giermkami, którzy, jak pisał 
Wace, nic brali udziału w starciu. 

Po drugiej stronie doliny, na grzbiecie wzniesienia 

armia angielska spoglądała na nieprzyjaciół. Ustawiła 
się już w „mur z tarcz”. Termin ten sprawia badaczom 
wiele trudności. Pojawia się w poemacie opisującym 
bitwę pod Maldon. Mur z tarcz ukazano także na Tka-
ninie z Bayeux, gdzie żołnierze stoją tak, że tarcze za-
chodzą jedna na drugą. Taka zapora chroniła piechotę 
przed strzałami, ale do walki wręcz żołnierze musieli 
się rozdzielić, by mieć miejsce do operowania bronią. 
Szczególnie dotyczyło to dużych toporów bojowych. 

Wace opisuje angielskie okrzyki bojowe. Żołnierze 

szli do walki, krzycząc: Krzyżu święty! lub  Boże 
wszechmogący!.
  Śpiewali też pieśń zagrzewającą do 
ataku. Uderzali przy tym w tarcze, by wzniecić w sobie 
zapał do walki i wystraszyć przeciwnika. 

Zarówno w Carmen de Hastingae Proelio,  jak 

i w kronice Henryka  z  Huntingdonu oraz  u Wace’a 
znajdziemy opowieść o minstrelu, który wystąpił przed 
księciem. Nazywał się Taillefer. Żonglując mieczem, 

background image

odśpiewał Pieśń o Rolandzie, epos o słynnym frankij-
skim bohaterze. Otrzymawszy pozwolenie, by zaata-
kować jako pierwszy, pogalopował do przodu i natarł 
na grupkę Anglików, którzy wyszli przed linie, by sta-
wić mu czoła. Przebiwszy jednego włócznią, a drugie-
go mieczem, sam został otoczony i powalony. Historia 
ta może być prawdziwa, ale może być tylko legendą. 
Wilhelm z Malmesbury wspomina, że śpiewano Pieśń 
o Rolandzie
, ale nie mówi nic o Tailleferze. 

Bitwa rozpoczęła się około godziny 9 przeraźli-

wym, donośnym dźwiękiem trąbek. Warto tu wspo-
mnieć o tym, co zauważył Edward Freeman, mianowi-
cie, że wszystkie bitwy średniowieczne zaczynały się 
zgodnie z rytmem modlitw brewiarzowych. Szeregi 
Normanów i ich sojuszników ruszyły do przodu. Nad 
zboczem pofrunęły strzały, ale nie przyniosło to spo-
dziewanych rezultatów. Tor lotu strzał i nachylenie 
zbocza spowodowały, że ostrza wbiły się w tarcze 
przedniego szeregu wojsk Harolda. Strzały posłane wy-
żej przeleciały po prostu nad głowami przeciwnika 
i spadły na tyłach angielskiej armii, nie raniąc nikogo 
prócz kilku maruderów, którzy dopiero teraz dotarli na 
pole bitwy. Anglicy mieli niewielu łuczników. Na Tka-
ninie z Bayeux przedstawiono tylko jednego. Nie mając 
koni, łucznicy nie potrafili utrzymać tempa marszu ar-
mii Harolda. Część poległa zapewne w bitwach pod 
Fulfordem i Stamford Bridge. Ponieważ Anglicy strze-
lali mało, Normanowie nie mogli wykorzystywać ich 
strzał, które nie trafiły w cel. Własnych zabrakło im już 
po kilku minutach, ponieważ w kołczanach mieli zale-

background image

dwie po 24 sztuki. Nawet jeśli dowieziono dodatkowe 
strzały, było ich na pewno zbyt mało. Na tym etapie bi-
twy łucznicy nie odegrali zatem większej roli, choć 
później sytuacja miała się zmienić. Pierwszy etap ataku 
wojsk Wilhelma zakończył się porażką. Armia nieprzy-
jaciela pozostała nietknięta. 

Wilhelm posłał teraz w górę zbocza ciężkozbrojną 

piechotę. Żołnierze wspinali się mozolnie ku zwartym 
liniom angielskim. Przywitał ich grad pocisków: strzał, 
oszczepów i kamieni. Wilhelm z Poitiers wspomina 
o toporkach. Prawdopodobnie ma na myśli mniejsze 
toporki duńskie oraz kamienie przywiązane do kawał-
ków drewna. Na Tkaninie z Bayeux widać także rzuca-
ne maczugi. Normanowie cofnęli się, ale zaraz przypu-
ścili drugie natarcie i dobiegli do nieprzyjaciela. Linie 
angielskie zachwiały się pod naporem ciężkozbrojnej 
piechoty Wilhelma. Krwawa walka toczyła się aż do 
chwili, gdy Wilhelm zdał sobie sprawę, że jego piecho-
ta nie zdoła przebić się na tyły przeciwnika. Rozkazał 
więc, by do ataku ruszyła jazda. Szczęk broni, krzyki 
rannych i kwik koni zlewały się z pokrzykiwaniem 
i śpiewem jeźdźców idących z tyłu. Hałas musiał być 
przeraźliwy. Na jazdę także posypał się grad pocisków. 
Rycerze spadali z koni, zwierzęta wpadały w panikę. 
Mimo to natarcie nie zatrzymało się, a jazda, pokonując 
nachylenie zbocza, zbliżała się do nieprzyjaciela. 

Rycerze szli za proporcem swojego suzerena. Jeśli 

stracili włócznie, wyciągali miecze, a może i maczugi, 
i szukali dogodnych miejsc do ataku: przerwy między 
tarczami, wystawionych na ciosy żołnierzy z toporami. 

background image

Jeźdźcy nie stali w miejscu, ale zbliżali się do przeciw-
nika i oddalali, atakując i wycofując się na przemian. 
Anglicy bronili się uparcie. Udało im się nawet powalić 
na ziemię tych Normanów, którzy rzucali do nich z da-
leka oszczepami. Wilhelm z Poitiers podkreślał, że An-
glikom walkę ułatwiało nachylenie terenu, zwarty szyk 
i skuteczność broni, z której korzystali. Wielkie topory 
mogły przeciąć tarczę, a dobrze celując, można było 
zabić jednocześnie konia i jeźdźca.   

O KROK OD KLĘSKI 
Kontyngent Bretończyków oraz inne oddziały so-

jusznicze na lewym skrzydle zaczęły słabnąć. Rannych 
i poległych było bardzo wielu. W końcu atakujący 
przerwali natarcie, zawrócili i rzucili się do ucieczki. 
Lewy bok oddziałów Wilhelma został niebezpiecznie 
odsłonięty. Centrum też zaczęło się cofać – częściowo 
z rozsądku, częściowo z powodu paniki, która powoli 
ogarniała szeregi. Udzieliło się to nawet żołnierzom 
francuskim i flamandzkim walczącym po prawej stro-
nie. Rozeszła się pogłoska, że Wilhelm zginął. Był to 
krytyczny moment bitwy. Anglicy z prawego skrzydła 
zaczęli zbiegać w dół zbocza, ścigając Bretończyków. 
Wielu rycerzy bretońskich wjechało na pagórek, który 
mieli za plecami podczas walki. Teraz grzęźli w bagni-
stym strumieniu i w gliniastej ziemi po południowej 
stronie pagórka. Anglicy doganiali ich i zabijali. 

Reakcja Wilhelma była natychmiastowa. Aby za-

przeczyć pogłosce o swojej śmierci, zdjął lub zsunął 
hełm, by widziano jego twarz, do tej pory zakrytą sze-

background image

roką osłoną nosa. Na Tkaninie z Bayeux widać Eusta-
chego z Boulogne, który chwyciwszy sztandar papieski, 
pokazuje księcia żołnierzom i krzyczy, że ten nie zgi-
nął, Wilhelm przypomniał swoim wojskom, że jedyna 
droga ucieczki prowadzi przez morze, a to kontroluje 
angielska flota. Jednocześnie brat przyrodni księcia, bi-
skup Odo, widząc chaos w szeregach armii, ruszył, by 
powstrzymać przerażonych młodych wojowników ga-
lopujących ku zboczu Telham Hill. Wilhelm, przeje-
chawszy na lewe skrzydło, poprowadził grupę rycerzy 
(Wace raczej rozmija się z prawdą, gdy twierdzi, że by-
ło ich tysiąc) ku Anglikom wałczącym z Bretończyka-
mi na bagnach. Rozpędzeni jeźdźcy wpadli między pie-
chotę angielską. Żołnierze z pospolitego ruszenia, nie-
noszący kolczug, padali pod ciosami rycerzy. Niektórzy 
wdrapali się na szczyt pagórka, by bronić się tam na 
straconych pozycjach przed nacierającą jazdą. Norma-
nowie rozgromili ich bardzo szybko. Kryzys został za-
żegnany. 

Niektórzy twierdzili, że gdyby Harold ruszył na 

wroga całą armią, zmiótłby go ze zbocza, zmusił do 
chaotycznego odwrotu, a część wojsk uwięził na ba-
gnach. Niewykluczone nawet, że taki kontratak się od-
był. Jedynie Wace twierdził, że Harold kazał swoim 
żołnierzom trwać na zajętych pozycjach przez całą bi-
twę. Scenę  śmierci Gyrtha i Leofwine a na Tkaninie 
z Bayeux wyhaftowano zaraz za sceną porażki jazdy 
bretońskiej pod pagórkiem. To świadczyłoby, że 
kontratak miał miejsce, ale przeprowadzono go za 
wcześnie, gdy Normanowie byli jeszcze zbyt silni. Ta-

background image

kie działanie byłoby też zgodne z niecierpliwą naturą 
Harolda. 

W tym momencie walkę przerwano na pewien 

czas. Normanowie musieli przeorganizować oddziały, 
a Anglicy ocenić straty na prawym skrzydle i wysłać 
tam odwód. Harold zapewne wykorzystał ten moment, 
by rozdać swoim żołnierzom jedzenie i picie. Norma-
nowie także musieli odetchnąć po wysiłku i napoić ko-
nie w strumieniu w dolinie. Wilhelm prawdopodobnie 
był zaniepokojony przebiegiem bitwy. Było wczesne 
popołudnie, a Anglicy nadal kontrolowali grzbiet 
wzniesienia. Gdyby Harold zdołał utrzymać się do wie-
czora, Normanowie musieliby się wycofać. Byliby 
zmęczeni, a morale żołnierzy spadłoby dramatycznie. 
Ponieważ armia angielska byłaby w pobliżu, nie mogli-
by wyruszyć po pożywienie do niesplądrowanych dotąd 
wsi. Droga ucieczki do Normandii także była zamknię-
ta. Wilhelm nie mógł sobie pozwolić na przegraną. 

POZOROWANA UCIECZKA 
Piechota i jazda znów podeszły pod szczyt wznie-

sienia i wznowiono zaciętą walkę. Jednak Normanowie 
nic potrafili złamać oporu Anglików. Nawet gdy w nie-
których miejscach udawało im się przedrzeć, głębokie 
linie angielskie wypychały napastników. Strome zbocza 
i gęsta roślinność uniemożliwiały atak od skrzydła. Je-
dynym sposobem na pokonanie nieprzyjaciela było 
wywabienie go z zajmowanych pozycji. Na pomysł 
podstępu wpadł prawdopodobnie sam książę. Wilhelm 
z Poitiers wyjaśniał, że pamiętając, jak ucieczka Bre-

background image

tończyków skłoniła Anglików do pościgu, Wilhelm 
upozorował odwrót, by osiągnąć ten sam cel. Dziesiątki 
rycerzy zawracały konie i galopowały na tyły. Zaśle-
pieni walką Anglicy rzucili się w pościg. Był to śmier-
telny błąd. Normanowie zatrzymali się, zawrócili konie 
i pogalopowali na zdezorganizowane linie przeciwnika. 
Według Wilhelma z Poitiers takiego fortelu użyto z 
powodzeniem dwukrotnie, prawdopodobnie w różnych 
częściach pola bitwy. 

Pozorowany odwrót długo był przedmiotem spo-

rów. Oponenci utrzymywali, że pisząc o nim, kronika-
rze chcieli zatuszować ucieczkę jazdy, która dopiero 
oddaliwszy się nieco od nieprzyjaciela, zdołała zreor-
ganizować szyk i ruszyć do ponownego ataku. Ponadto 
uważali, że pozorowany odwrót zachęciłby resztę armii 
do prawdziwej ucieczki, a gdyby próbowano przekazać 
informację wszystkim rycerzom, przeciwnik domyślił-
by się, co się dzieje. Z drugiej strony podczas bitwy by-
ło wiele okazji, by uzgodnić taktykę. Oddziały jeźdź-
ców nie raz zbierały się na dnie doliny, by chwilę od-
począć i przegrupować szeregi, gdy ich towarzysze 
walczyli na wzniesieniu. Trzeba pamiętać, że rycerze 
walczyli w oddziałach conrois, byli przeszkoleni do 
wspólnej walki i zdolni wykonać skomplikowany ma-
newr, jeśli było to konieczne. Teraz musieli jedynie 
zawrócić końmi i pogalopować za proporcem swojego 
suzerena, który prowadził ich do umówionego wcze-
śniej, pozorowanego odwrotu. By przygotować ten ma-
newr, trzeba było przeszkolić jedynie kilka oddziałów, 
które miały działać w porozumieniu ze sobą. Tego typu 

background image

pozorowane odwroty nieraz wykorzystywano podczas 
działań wojennych. Normanowie zastosowali je pod 
Arques w latach 1052–1053 i pod Cassel w roku 1071, 
a także pod Messyną na Sycylii w roku 1060. 

Warto zauważyć, że choć kroniki wspominają 

o przeprowadzeniu  pozorowanego  odwrotu,  osadzają 
go w różnych momentach bitwy. Niektórzy uważali, że 
na Tkaninie z Bayeux Odo dodaje odwagi młodzień-
com przeprowadzającym właśnie odwrót pozorowany, 
a nie faktycznie uciekającym Bretończykom, oraz że 
klęska zadana Anglikom na pagórku była częścią więk-
szej operacji. Taki przebieg wydarzeń sugerował Wil-
helm z Malmesbury, który pisał swoje Gesta regum na 
podstawie Tkaniny z Baveux. U Henryka z Huntingdo-
nu znajdziemy podobną opowieść. Według takiej wersji 
wydarzeń, rozbicie oddziałów Bretończyków miałoby 
miejsce po pozorowanym odwrocie. Jednak Wilhelm 
z Poitiers, który znał  łudzi walczących pod Hastings, 
wyraźnie podkreśla, że dopiero po prawdziwym od-
wrocie podjęto decyzję o odwrocie pozorowanym. 
W dodatku pagórek i bieg strumienia Asten Brook 
w zachodniej części pola bitwy idealnie pasuje do sce-
ny, w której jeźdźcy uciekają i grzęzną w błocie. Scena 
ta rozgrywa się w miejscu, w którym podczas bitwy 
stali Bretończycy. Wilhelm z Poitiers zaś dobitnie pod-
kreśla, że Bretończycy naprawdę uciekali. Wydaje się 
mało prawdopodobne, by pozorowany odwrót organi-
zowano w tym samym miejscu. Wace powtarzał za 
Wilhelmem z Poitiers, że do klęski Anglików na pa-
górku doszło podczas odwrotu Bretończyków, ale 

background image

twierdził, że wydarzyło się 10 już po odwrocie pozo-
rowanym. Podobną wersję podaje Carmen de Hastin-
gae Proelio.
 

Jesienne popołudnie miało się ku końcowi, a An-

glicy nadal trwali na wzniesieniu. Wilhelm wiedział, że 
sytuacja, w której się znalazł, jest bardzo poważna. Do 
zachodu słońca zostało mało czasu. Za każdym razem, 
gdy Anglicy opuszczali linie, by ścigać jazdę nor-
mandzką, ginęli pod ciosami rycerskich mieczy. Na 
wzgórzu było coraz mniej żołnierzy (Wilhelm z Mal-
mesbury uważa, że pozorowany odwrót przesądził 
o sukcesie Normanów). Wielu huskarlów i tanów pole-
gło. Ich miejsce zajmowali gorzej uzbrojeni żołnierze 
z pospolitego ruszenia, którzy nie stanowili takiego za-
grożenia dla Normanów. Jednak w żadnym momencie 
nie udało się najeźdźcom zdobyć mocnego przyczółka 
na grzbiecie wzniesienia. Manewry utrudniały stosy 
trupów koni i ludzi leżące teraz przed liniami angiel-
skimi i tworzące dodatkową przeszkodę. Rycerze spę-
dzili w siodłach prawie cały dzień, konie były wyczer-
pane. Wielu rycerzy straciło wierzchowce i musiało 
walczyć pieszo. Wilhelm z Poitiers pisał, że pod sa-
mym księciem Wilhelmem zabito tego dnia aż trzy ko-
nie. 

Wace, który w większym stopniu korzystał z tra-

dycji ustnych i którego przekaz należy wykorzystywać 
z dużą ostrożnością, dostarcza nam jeszcze bardziej po-
ruszających opowieści. W jego kronice czytamy o tym, 
jak Robert FitzErneis pojechał zdobyć angielski sztan-
dar, zabił jednego przeciwnika mieczem, a potem został 

background image

powalony ciosami toporów, gdy próbował przewrócić 
chorągiew; jak żołnierze z Kentu i Esseksu walczyli 
zadziwiająco dobrze; jak jakiś osiłek odskoczył przed 
ciosem księcia, a potem, nim wycofał się do linii, wy-
szczerbił jego hełm ostrzem topora, by wreszcie zginąć 
od włóczni książęcej gwardii. 

OSTATNIE NATARCIE 
Książę rzucił wszystkich swoich żołnierzy do 

ostatniego, zmasowanego natarcia na linie przeciwnika. 
Najpierw wróg został ostrzelany z łuków. Prawdopo-
dobnie dostarczono nowe strzały. Tkanina z Bayeux 
zdaje się to potwierdzać. Obok małych figurek łuczni-
ków stojących w dolnej części sceny, widać ogromne 
kołczany. W kronikach z tamtego okresu nic ma mowy 
o łucznikach strzelających bardzo wysoko, których 
strzały opadałyby na głowy stojących z tyłu żołnierzy 
pospolitego ruszenia, gorzej zabezpieczonych przed te-
go typu atakiem. Po raz pierwszy pisze o tym Henryk 
z Huntingdonu. Wace przedstawił bardziej rozbudowa-
ną wersję. Tkanina niewiele nam mówi na ten temat, 
ale z faktu, że w odpowiedniej scenie wyhaftowano 
bardzo wielu łuczników, wynika, że odegrali na tym 
etapie bitwy bardzo ważną rolę. Niektórzy strzelający 
mają łuki uniesione nieco wyżej niż ci pokazani na po-
czątku bitwy. Różnica jednak nie jest duża i prawdopo-
dobnie przypadkowa. Wycieńczone bitwą linie angiel-
skie nawet ostrzał z bliska mógł poważnie osłabić. Po-
tem ruszyła do natarcia piechota i rycerstwo. Gdy An-
glicy zaczęli się cofać, do akcji znów wkroczyli łuczni-

background image

cy. Możliwe jest jednak, że skoro poszczególne forma-
cje armii normandzkiej były teraz przemieszane, część 
wojska szła do natarcia po zboczu, a inni walczyli już 
na szczycie – łucznicy musieli strzelać wysoko, by nic 
trafić w swoich towarzyszy. Strzały spadały zatem na 
tyły linii angielskich. 

ŚMIERĆ HAROLDA 
To w tym momencie bitwy zginął król Harold. 

Niestety, Wilhelm z Poitiers niewiele nam mówi o tym 
wydarzeniu. Ogranicza się jedynie do krótkiego stwier-
dzenia i nie podaje szczegółów. Scena na Tkaninie 
z Bayeux była przez wieki bardzo różnie interpretowa-
na. Widać na niej postać przedstawioną z profilu. Męż-
czyzna trzyma strzałę, która ugodziła go w oko lub 
w czoło. Po prawej przedstawiono drugą, upadającą po-
stać. Rycerz na koniu przystawia miecz do jej uda. Nad 
postaciami widnieje napis po łacinie, który oznacza: 
Król Harold został zabity.
 Obecnie uważa się, że Ha-
rold został tu przedstawiony dwukrotnie. Najpierw, gdy 
zostaje trafiony strzałą, następnie, gdy pada pod ciosem 
miecza po tym, jak rycerze wpadli wreszcie na pozycje, 
gdzie powiewał królewski sztandar. Powściągliwość 
Wilhelma z Poitiers może wynikać z taktu, że rycerz, 
który zabił Harolda, złamał obowiązujący kodeks po-
stępowania. Według Wilhelma z Malmesbury, który 
opisuje wszystko w takiej kolejności, jak przedstawio-
no na tkaninie, strzała wbiła się Haroldowi w mózg 
i rycerz zabił go, rozcinając mu udo, gdy król leżał już 
bezbronny na ziemi. Za ten czyn książę pozbawił go ty-

background image

tułu rycerskiego i wydalił z armii. Natomiast według 
Wace’a król został trafiony nad prawym okiem i pró-
bował wyjąć grot, ale drzewce strzały pękło mu w dło-
ni. Potem został powalony ciosem miecza. W Carmen 
de Hastingae Proelio
 znajdujemy opowieść o tym, jak 
sam Wilhelm przedzierał się między szeregami hu-
skarlów wraz z trzema żołnierzami wymienionymi 
z imienia i na końcu zabił króla własnoręcznie. Jednak 
taki czyn przeszedłby do legendy i zostałby upamięt-
niony przez każdego francuskiego pisarza i barda. Jed-
na z ostatnich teorii próbuje wyjaśnić, dlaczego we 
wczesnych kronikach nie znajdujemy wzmianki o ranie 
od strzały. Otóż wydarzenie przedstawione na tkaninie 
miałoby symbolizować karę boską (oślepienie) zesłaną 
na Harolda. W wielu scenach na Tkaninie z Bayeux 
można odnaleźć symbole bożego gniewu. To wyjaśnie-
nie jest zgodne z twierdzeniem, że opowieść o strzale 
wynika z błędnego odczytania sceny na tkaninie. Wy-
daje się jednak, że ludzie żyjący w epoce wydarzeń 
przedstawionych na tkaninie, rozumieli znaczenie śre-
dniowiecznej symboliki. Poza tym, gdyby opowieść by-
ła niezgodna z prawdą, nie stałaby się tak popularna od 
razu po wydarzeniach, których dotyczyła.  

 ZWYCIĘSTWO NORMANÓW 
Po śmierci Harolda opór Anglików zaczął słabnąć. 

Sztandar z czerwonym  smokiem  został obalony, 
a sztandar królewski zdobyty i zabrany przez nieprzy-
jaciela (później wysłano go jako podarunek dziękczyn-
ny papieżowi, który dał Wilhelmowi swój własny 

background image

sztandar). Śmierć króla przyspieszyła i wzmogła dezer-
cje żołnierzy z pospolitego ruszenia, którzy uciekali 
drogą do dającego schronienie lasu. To, oraz rosnąca 
liczba rannych, zmusiło Anglików do skrócenia linii. 
Normanowie wreszcie zdobyli przyczółek na grzbiecie 
wzgórza, prawdopodobnie najpierw od strony zachod-
niej. Wreszcie mogli zaatakować nieprzyjaciela od 
skrzydła i powoli otoczyć jego pozycje. Chociaż żołnie-
rze z pospolitego ruszenia opuszczali tłumnie pole bi-
twy, nadworni żołnierze króla (huskarlowie i tanowie 
królewscy) zebrali się wokół ciała władcy i nie podda-
wali się. 

Wielu Anglików uciekało, zabierając konie stojące 

na tyłach. Z pewnością w zamieszaniu nikt nie dbał 
o to, do kogo wierzchowce należą. W zapadającym 
zmroku za wzgórzem Caldbec Hill ciemniała ściana la-
su. Tam można się było schronić, szczególnie przed 
jazdą, która bała się zapuszczać na nieznany teren. Nie-
którzy ranni kryli się wśród drzew i umierali. Innych 
znajdowano leżących obok dróg. 

INCYDENT W MALFOSSE 
Trzeba jeszcze wspomnieć o incydencie w Malfos-

se, czyli „czarcim rowie”. Według Wilhelma z Poitiers 
podczas pościgu na północ od pola bitwy normańscy 
rycerze natknęli się na grupę Anglików, broniących sta-
rego ostrokołu lub umocnień chronionych dodatkowo 
przez system fos. Mogli być to żołnierze, którzy prze-
żyli bitwę, lub ci, którzy w ogóle nie wzięli w niej 
udziału, ponieważ przybyli za późno. Normanowie dali 

background image

się zaskoczyć, (idy na miejsce przybył książę, trzyma-
jąc w ręku kikut złamanej włóczni, zastał 50 rycerzy 
Eustachego z Boulogne w odwrocie. Gdy Wilhelm obu-
rzył się na ten widok, Eustachy został trafiony między 
łopatki z taką siłą, że krew trysnęła mu z nosa i ust. 
Przeniesiono go na bok, ale nie można było mu już 
pomóc. Książę poprowadził swoich żołnierzy i zlikwi-
dował ten ostatni punkt angielskiego oporu. 

Niemal  we  wszystkich  pozostałych  kronikach 

znajdziemy inną opowieść. W niektórych wydarzenie 
to miało miejsce w trakcie bitwy i jest bardzo prawdo-
podobne, że do incydentu doszło na otoczonym bagna-
mi pagórku, na którym bronili się Anglicy. W różnych 
relacjach znajdziemy różne opisy umocnień. Orderic 
Vitalis, cytując Wilhelma z Jumièges (pisał przed ro-
kiem 1109 i później, co najmniej do roku 1113), opisu-
je starożytny ostrokół ukryty w wysokiej trawie, na któ-
ry wpadła jazda. W napisanym samodzielnie dziele Hi-
storia ecclesiastica
 (fragment dotyczący bitwy ukoń-
czony w roku 1120) Orderic próbuje łączyć relację 
Wilhelma z Poitiers ze swoją wersją historii. Według 
niego Normanowie natarli na ostrokół, szańce i system 
fos, w których to umocnieniach schroniła się grupa An-
glików. Według Orderica zginęła wówczas jedna oso-
ba: Engenulf, kasztelan Laigle. Niewykluczone, że 
opowieść o tym kronikarz usłyszał od kogoś z rodziny 
kasztelana. Dopiero w napisanej około roku 1180 Battle 
Abbey Chronicle
 pojawia się po raz pierwszy nazwa 
Malfosse dla określenia czegoś, co – jak się obecnie 
uważa – było głębokim dołem. Niestety, gawędziarz 

background image

Wace nie wspomina nic o tym wydarzeniu. Niewyklu-
czone, że były dwa incydenty: jeden na pagórku, obok 
strumienia podczas bitwy, a drugi podczas pościgu. Nie 
wiadomo jednak, dlaczego żaden z kronikarzy nie 
wspomina o obu wydarzeniach. Być może obie opo-
wieści zostały zniekształcone, a następnie połączone 
w jedną. Jeśli miał miejsce tylko jeden incydent, to na 
pewno podczas bitwy. Niestety, do tej pory nie udało 
się zlokalizować Malfosse, a pagórek nadal jest wi-
doczny. Ponadto opisy zdarzeń w Malfosse nie są tak 
spójne, jak opisy walk na pagórku. 

Tego dnia słońce zaszło o 17.04, więc na skuteczny 

pościg zostało niewiele czasu. Zawarta w kronice Wil-
helma z Jumièges informacja, że Normanowie ścigali 
Anglików aż do rana, wydaje się przesadzona. Współ-
cześnie sprawdzono, że 14 października o godzinie 
18.15 w miejscu bitwy już zupełnie ciemno, a ukształ-
towanie terenu czyni konny pościg niemożliwym. 
Księżyc, który tej nocy świecił nisko na niebie, pojawił 
się dopiero po północy. W gasnącym świetle dnia Wil-
helm cofnął się na pole bitwy, by się mu przyjrzeć. 
Wilhelm z Poitiers pisał, że Wilhelm poczuł żal na wi-
dok tak licznych poległych Anglików leżących na 
szczycie. Obok ciała Harolda znaleziono ciała Gyrtha 
i Leofwine’a. W opisującym dzieje opactwa Waltham 
XII-wiecznym dziele De Inventione S. Crucis czytamy, 
że z początku nikt nie mógł odnaleźć ciała króla. Praw-
dopodobnie dlatego, że okaleczona twarz Harolda była 
silnie zdeformowana. Aby odnaleźć ciało króla, posła-
no po Edytę z Łabędzią Szyją, pierwszą kochankę kró-

background image

la, która rozpoznała go po szczególnych znakach na 
ciele, o istnieniu których wiedziała tylko ona. Tradycja 
głosi, że Edyta czekała na południowo-zachodnich zbo-
czach Caldbec Hill, skąd było widać pole bitwy. Spro-
wadzono ją na pokryte trupami wzgórze, by spełniła 
ostatni obowiązek wobec ukochanego. Edyta odnalazła 
ciało Harolda wśród ciał innych poległych. 

Ciało króla zaniesiono do obozu Wilhelma i tam 

przekazano rycerzowi (który był pół-Anglikiem) Wil-
helmowi Maletowi, by je pochował. Matka Harolda, 
Gytha, proponowała za nie tyle złota, ile ważyło, ale 
książę odmówił wydania go jej, uważając, że przyjęcie 
takiej zapłaty byłoby niewłaściwe. Co więcej uważał, 
że Harold nie zasługuje na taki pogrzeb, jaki chciała 
wyprawić mu matka, gdy tak wielu ludzi leżało niepo-
grzebanych z powodu jego chciwości. Normanowie 
żartowali, że Harolda należy pogrzebać na wybrzeżu, 
by  nadal  go  strzegł,  jak  to  czynił  do  tej  pory.  Warto  
wspomnieć, że już w relacji Wilhelma z Malmesbury 
pojawia się informacja o odmowie przyjęcia zapłaty 
przez Wilhelma, który jednak pozwolił Gycie pogrze-
bać ciało syna w jego kościele pod wezwaniem Święte-
go Krzyża w Waltham, w Esseksie. Wace zgadza się 
z tym, ale nie podaje żadnych szczegółów. W jego cza-
sach Waltham było opactwem królewskim, pozostają-
cym pod patronatem Henryka II. Oczywiście, rozeszła 
się także pogłoska, że książę uszedł cało z bitwy. Miał 
potem prowadzić  życie pełne przygód i w końcu 
umrzeć jako pustelnik w Chesterze. 

background image

W niedzielę 15 października zajęto się grzebaniem 

poległych żołnierzy armii normandzkiej. Rodzinom 
i przyjaciołom Anglików, którzy zginęli w walce, po-
zwolono zabrać ciała. Wielu jednak pozostawiono na 
wzniesieniu, podobnie jak po bitwie pod Stamford 
Bridge, gdzie 70 lat po walkach Orderic widział stosy 
kości. Kronikarz Wilhelm z Jumièges wspomina, że 
z pola bitwy zebrano łupy. Ze scen przedstawionych na 
Tkaninie z Bayeux wynika, że zaczęto to robić, gdy 
jeszcze trwały walki. Na dolnym planie (choć są to czę-
ściowo hafty zrekonstruowane) widać postacie obdzie-
rające poległych z kolczug. Książę mógł wydać rozkaz, 
by na Caldbec Hill wzniesiono kopiec z kamieni na 
znak zwycięstwa. Wskazuje na to nazwa tego miejsca – 
Mountjoy. 

Wkrótce potem Wilhelm wrócił do obozu pod Ha-

stings. Przebywał w nim pięć dni, by zmęczeni żołnie-
rze odpoczęli i by poczekać na poselstwo od angiel-
skich możnowładców. Gdy nikt nie przybył, wymasze-
rował z wojskiem z obozu, choć na pewno pozostawił 
na miejscu silny garnizon. Po bitwie armia musiała 
znacznie się skurczyć. Zginęło od 25 do 30 procent 
żołnierzy. Pod koniec października zza kanału przybyły 
wyczekiwane posiłki. Szlak, którym przemaszerowała 
armia Wilhelma, można odtworzyć na podstawie kro-
nik oraz spisów ziem splądrowanych zawartych w Do-
mesday Book.
 Książę ruszył najpierw w kierunku 
Dover, wysyłając po drodze oddział, który miał ukarać 
mieszkańców Old Romney za zabicie albo załóg okrę-
tów, albo oddziału, który wyruszył po żywność. Dover 

background image

poddało się nowemu władcy  i Wilhelm zbudował za-
mek w grodzie na klifie. Giermkowie spalili kilka do-
mów, ale Wilhelm kazał je odbudować. W Dover wy-
buchła wśród żołnierzy epidemia czerwonki. Zosta-
wiwszy chorych na miejscu, książę pomaszerował dalej 
ku Canterbury. Przedstawiciele miasta wyszli mu na 
spotkanie i poddali się jego władzy. Ludność Kentu 
także się podporządkowała. Chociaż choroba dosięgła 
i Wilhelma, książę nie zatrzymał się, ponieważ armia 
musiała iść dalej, by zdobyć zapasy żywności. 

Gdy Normanowie zbliżali się do Londynu, w mie-

ście wybuchła panika. Stigand z Canterbury lub Eal-
dred z Yorku (niewykluczone, że obaj jednocześnie) 
wybrali na króla młodego Edgara Athelinga. Prawdo-
podobnie poparcia udzielili mu earlowie Edwin i Mor-
car. Nic istniał jednak żaden ustalony plan obrony. 
Obawiając się potęgi miasta, Wilhelm skręcił na za-
chód. Do miasta zbliżył się jedynie jeden oddział. Po 
potyczce z mieszkańcami, którzy przeszli przez London 
Bridge, podpalono Southwark. Wilhelm mógł liczyć, że 
uda mu się zająć miasto z zaskoczę nia. Możliwe też, że 
chciał odwrócić uwagę londyńczyków, by pozwolili je-
go głównym siłom minąć miasto od południa. Oddział 
przyłączył się potem do głównych sił maszerujących do 
Hampshire i Berkshire. Armia podzieliła się na kolum-
ny plądrujące wsie, przez które szły, częściowo po to, 
by zapewnić sobie żywność, a częściowo po to, by 
skłonić Londyn do uległości. Poddanie się Winchesteru 
oznaczało, że stolica Wesseksu, a także siedziba bisku-
pa oraz porty na południowo-wschodnim wybrzeżu 

background image

znalazły się pod władzą Wilhelma. Książę przeszedł 

przez Tamizę pod Wallingfordem, gdzie poddał 
mu się arcybiskup Stigand, odcinając się od Edga-

ra. Postawiwszy zamek w anglosaskim warownym gro-
dzie, Wilhelm poszedł na północ i na wschód. Potem 
skręcił na południe, przypuszczalnie do Little Ber-
khamsted w Hertfordshire. Tutaj spotkał się z Ealdre-
dem, Edgarem i kilkoma możnowładcami, w tym za-
pewne Edwinem i Morcarem. Ci ostatni odmówili 
udziału w bitwie pod Hastings, a teraz, zdaniem Wil-
helma z Malmesbury, chcieli jednego spośród siebie 
uczynić królem. Gdy to się nic powiodło, oddalili się na 
północ, licząc, że w Northumbrii będą bezpieczni. Jeśli 
rzeczywiście tak było, mogli podporządkować się Wil-
helmowi po koronacji, w Barking. 

Wilhelmowi prawdopodobnie nie spieszyło się do 

objęcia tronu. Zbyt wielu miał jeszcze w kraju nieprzy-
jaciół. W końcu namówiło go jego rycerstwo oraz po-
selstwo od Anglików, którym zależało, by mieć króla, 
i którzy argumentowali, że jako królowi Wilhelmowi 
będzie łatwiej zdusić opór przeciwników. Wilhelm 
wkroczył do Londynu i tym razem nie natrafił na opór. 
Jedynie u Wilhelma z Jumièges znajdujemy wzmiankę 
o potyczce przy bramach, zaś w Carmen de Hastingae 
Proelio
 opisano skomplikowane oblężenie i negocjacje. 
Od wyruszenia z Hastings armia Wilhelma przebyła 
ponad 560 kilometrów. 

Wilhelma koronowano na króla w Boże Narodze-

nie 1066 roku w nowym kościele wzniesionym przez 
Edwarda Wyznawcę w Westminsterze. Słysząc okrzyki 

J

background image

poparcia, normandzcy żołnierze sądzili, że oto wybucha 
nowy bunt i zaczęli podpalać okoliczne domy. Gdy 
rozpoczęła się walka, wielu ludzi, którzy byli w koście-
le, wybiegło na zewnątrz. Źródła mówią, że Wilhelm 
trząsł się jak liść osiki. Tak wiele osiągnął i tak daleko 
zaszedł, a teraz mógł to wszystko stracić. Panika i pło-
mienie mogły oznaczać, że Bóg uznał go niegodnym 
pełnienia świętej władzy królewskiej. W opustoszałym 
kościele arcybiskup Ealdred włożył na skronie Wilhel-
ma koronę angielską. 

 

background image

PO BITWIE 

Nie można powiedzieć, by bitwa pod Hastings za-

kończyła podbój. Jednak było to na pewno zwycięstwo 
decydujące. Poległ król, dwóch jego braci i kwiat an-
gielskiej arystokracji. Krwawe bitwy pod Fulfordem 
i Stamford Bridge nic tylko osłabiły Harolda, ale też 
zlikwidowały zagrożenie z północy. Ponieważ w Anglii 
przed podbojem nie było zamków, Wilhelm miał uła-
twione zadanie. Nie istniały fortyfikacje, z których od-
działy przeciwnika mogłyby organizować wypady na 
maszerujące kolumny wojsk Wilhelma lub które odci-
nałyby najeźdźcę od linii zaopatrzenia. Wilhelm zaś 
budował zamki, gdzie tylko mógł. Jednak dopiero po 
kolejnych trzech latach czuł się w swoim nowym kró-
lestwie bezpiecznie. Pierwsze bunty wybuchły tuż po 
koronacji. Powróciwszy w marcu 1067 roku do Nor-
mandii, Wilhelm pozostawił w Anglii biskupa Odona 
i seneszala Wilhelma FitzOsberna. Obaj byli bardzo su-
rowymi panami. Na zachodzie Edric Dziki spustoszył 
Herefordshire, a na wschodzie ludność Kemu nakłoniła 
Eustachego z Boulogne, by zaatakował Dover, ale 
normandzki garnizon odparł ten atak. Angielska opozy-
cja spiskowała na wygnaniu, głównie na dworze króla 
Danii, Swe- na. Miał on prawo ubiegać się o tron An-
glii, który teraz, po śmierci Haralda Surowego, wyda-
wał mu się jeszcze atrakcyjniejszą zdobyczą. 

Wilhelm powrócił do Londynu na Boże Narodze-

nie i na początku roku 1068 pomaszerował na Exeter. 
Miasto poddało się, a w jego obrębie powstał zamek. 

background image

Kasztelan zorganizował potem wyprawę do Kornwalii, 
by poddać ją pod panowanie normandzkie. Latem z Ir-
landii przybyli trzej nieślubni synowie Harolda, ale po-
konali ich żołnierze z Somerset. Gdy w kolejnym roku 
wybuchła rewolta w Devonie i Kornwalii, jej stłu-
mieniem zajęli się wierni królowi żołnierze z Exeter. 

Żona Wilhelma, Matylda, przybyła wiosną 1068 

roku. Koronowano ją w Westminsterze. Mniej więcej 
w tym samym czasie Edgar usunął się do Szkocji, zaś 
Edwin i Morcar zaczęli organizować bunt. Edwin po-
dobno domagał się, by Wilhelm dopełnił obietnicy 
i oddał mu swoją córkę za żonę. Earlowie z północy 
zawarli sojusz ze swoim siostrzeńcem Bleddynem 
z Walii. Istniało niebezpieczeństwo, że północ powsta-
nie przeciw królowi. Wilhelm wyruszył, by stawić czo-
ła wyzwaniu, budując po drodze zamki. Gdy jeden 
z nich wzniesiono w Warwick, Morcar i Edwin podpo-
rządkowali się władcy. Gdy rozpoczęto budowę zamku 
w Nottingham, poddał się York. Malcolm, król Szkocji, 
zawarł pokój z wysłannikiem króla, biskupem Durham. 
Wilhelm wzniósł gródek stożkowaty w samym Yorku, 
a później powrócił na południe, stawiając zamki w Lin-
coln, Huntingdonie i Cambridge. 

W kolejnym roku północ znów zaczęła sprawiać 

kłopoty. W styczniu Robert z Commines, pierwszy 
normański earl Northumbrii, został zabity w Durham. 
Gdy niepokoje zaczęły narastać, zginął także dowódca 
zamku w Yorku. Ze Szkocji przybył Edgar z Cospatri-
kiem i innymi Northumbryjczykami. Pomaszerowali na 
York i zaatakowali miasto oraz zamek. Wilhelm Malet 

background image

wysłał wiadomość, że nic utrzyma zamku. Wilhelm na-
tychmiast przybył do Yorku. Szedł równic szybko, jak 
Harold w roku 1066. Edgar musiał wrócić do Szkocji, 
a na drugim brzegu rzeki Ouse ustawiono kolejny za-
mek. Wilhelm wrócił na południe, ale u wschodniego 
wybrzeża dostrzeżono wkrótce duńską flotę. Liczyła od 
240 do 300 okrętów. Dowodzili nią trzej synowie i brat 
króla Swena. Plądrując po drodze takie miasta, jak 
Dover, Sandwich, Ipswich i Norfolk, Duńczycy wpły-
nęli do estuarium Humber. Znów pojawił się Edgar, 
a wraz z nim earlowie Cospatric, Waltheof i inni. Gdy 
najeźdźcy zbliżali się do Yorku, Wilhelm Malet podpa-
lił domy obok zamku, by wróg nic mógł ich wykorzy-
stać. Pożar rozprzestrzenił się aż do Minsteru. Garnizon 
zorganizował wypad, ale został pokonany, a miasto 
złupione. Król Wilhelm przybył na północ, zaś za-
ufanych dowódców pozostawił, by tłumili bunty 
w Devonie i Kornwalii, w Dorset, Somerset i Cheshire. 
Duńczycy wycofali się przez Humber do wyspy 
Axholme, a potem znów skierowali się do Yorkshire. 
Pozostawiwszy na miejscu przyrodniego brata, Roberta 
Mortaina, by miał najeźdźców na oku, Wilhelm prze-
szedł przez Góry Pennińskie w celu stłumienia buntu 
w Staffordshire,  a następnie  wrócił do Nottingham, 
skąd udał się do Yorku, z którego wycofali się Duńczy-
cy. Król świętował Boże Narodzenie w mieście, a po-
tem zajął się niszczeniem okolicy. Wskutek tego „na-
jazdu” ucierpiało nie tylko Yorkshire, ale także część 
Cheshire,  Shropshire,  Staffordshire  i  Derbyshire. 
W nowym roku Wilhelm przeniósł się nad rzekę Tees, 

background image

gdzie poddali mu się Waltheof i Cospatric. Potem mi-
mo trudnej drogi i srogiej zimy pomaszerował do Yor-
ku, a następnie ruszył przez Góry Pennińskie w równie 
niesprzyjających warunkach pogodowych, niebez-
piecznym szlakiem, z grupą buntujących się najemni-
ków w celu uwolnienia Shrewsbury i uspokojenia 
Cheshire.  Założył  wówczas  zamki  w  Chesterze 
i Staffordzie. W końcu dotarł do Salisbury i zapłacił 
żołnierzom za służbę (oprócz przywódców buntu, któ-
rym kazał zostać jeszcze 40 dni). 

I tak do wiosny 1070 roku Wilhelm skutecznie 

zdławił najpoważniejszą opozycję w kraju. Między ro-
kiem 1070 a 1071 stawił czoła spiskowcom zbierają-
cym się na mokradłach The Fens we wschodniej An-
glii. Byli wśród nich Duńczycy, earl Morcar (Edwin już 
nie żył) oraz Hereward Wygnaniec. Ich opór załamał 
się, gdy na mokradłach wybudowano groblę. Jednak 
króla bardziej martwiły niepokoje szerzące się w Maine 
i Flandrii niż ostatnie ogniska oporu w Anglii. Niepo-
koił się jedynie o spustoszoną północ, która mogła stać 
się łatwym łupem dla króla Szkocji Malcolma. W roku 
1072 Wilhelm zorganizował wyprawę, w której wzięły 
udział i flota, i wojska lądowe, w celu zmuszenia Mal-
colma do uległości i uczynienia go wasalem króla An-
glii. Edgar Aetheling musiał opuścić szkocki dwór. Od 
tej pory prawdziwych wrogów miał Wilhelm tylko 
wśród synów, możnowładców i sąsiadów po drugiej 
stronie kanału. 

Normanowie przejęli wiele ważnych instytucji an-

glosaskich: administrację, pieczęć królewską, sądow-

background image

nictwo królewskie oraz mennice. Ziemie należące do 
miejscowych możnowładców, którzy uciekli lub wy-
marli, nadawano Normanom i ich sojusznikom, szcze-
gólnie  Bretończykom  i  Flamandom.  Normanowie 
wspinali się po drabinie hierarchii kościelnej, budowali 
zamki i imponujących rozmiarów kamienne katedry. 
Anglików uważano za ludzi gorszego gatunku. Język 
angielski jednak przetrwał, ponieważ nadal używała go 
większa część ludności kraju. Kultura angielska zlała 
się z kulturą normańską, nowi władcy zasiadali kolejno 
na tronie, a Anglia zaczęła spoglądać ku zachodniej Eu-
ropie, odwracając wzrok od Skandynawii. Wilhelm 
zmarł w roku 1087 wskutek upadku z konia podczas 
oblężenia Mantes. Jego wnuki były świadkami odrywa-
nia się Normand ii od Anglii, która rozwijała się teraz 
na bazie dwóch tradycji: angielskiej i normańskiej. 
 

 

background image

POLE BITWY OBECNIE 

Miasto Battle jest położone 11 kilometrów na pół-

noc od Hastings, przy dzisiejszej drodze A2100 z Lon-
dynu na wybrzeże. Znajduje się tam małe muzeum, 
jednak nic ma w nim znalezisk z pola bitwy. High Stre-
et biegnie po wschodniej stronic podłużnego pagórka, 
prowadzącego ku wzniesieniu. Grzbiet wzgórza jest te-
raz zasłonięty budynkami klasztornymi. Wejście na te-
ren opactwa prowadzi przez parking, nieco na zachód 
od XIV-wiecznej bramy, która stoi równolegle do boku 
placyku kończącego High Street. 

Wzniesienie wygląda teraz inaczej niż w roku 

1066. Wilhelm Zdobywca kazał mnichom ustawić 
opactwo na samym szczycie zbocza (tak by ołtarz znaj-
dował się w miejscu, w którym poległ Harold), choć 
wygodniejszym miejscem byłaby płaska, zasilana stru-
mieniami dolina. Wszystkie budynki, które stoją teraz 
na wzniesieniu, pochodzą z okresu późniejszego niż 
czasy Wilhelma Zdobywcy. Dormitorium, które scho-
dzi w dół zbocza, wybudowano na fundamencie schod-
kowym. Na wschodzie podwyższono, wzmocniono 
i wyrównano teren pod budynki. Wzdłuż zbocza stoi 
klasztorna latryna, a po obu jej stronach teren także wy-
równano. Grzbiet wzniesienia był przez wieki prze-
kształcany ręką człowieka. Otwarty dziedziniec, na któ-
ry wchodzi się przez główną bramę, powstał w XVI 
wieku. Podczas budowy zasłonięto okna spiżarni, którą 
opiekował się mnich piwniczy. 

background image

W roku 1066 zbocza wzgórza były bardziej strome. 

Dzisiaj nachylenie zbocza od strony zachodniej wynosi 
3 procent, a obok drogi 6,5 procenta. Po bokach nachy-
lenie wynosi 8 procent, a od tyłu 25 procent. W naj-
wyższym punkcie wzniesienia, na północ od zabudo-
wań klasztornych, zaledwie kilkanaście centymetrów 
niżej niż poziom ziemi wokół późniejszej świątyni, 
znajdują się fundamenty wschodniego krańca pierw-
szego normańskiego kościoła. Są tu trzy kamienne 
krypty. Główny ołtarz stanął tam, gdzie poległ Harold. 
Położono w tym miejscu współczesną tablicę pamiąt-
kową, choć z późniejszych wykopalisk wynika, że oł-
tarz znajdował się kilkadziesiąt centymetrów dalej, 
w miejscu oznaczonym małym kamiennym słupkiem. 
Od strony zachodniej, gdy stoimy przed spiżarnią, wi-
dać po prawej stronie pagórek. Płynący za nim grząski 
strumień przekształcono w stawy rybne opactwa. Do 
Telham Hill także dojeżdżamy drogą A2100, której 
przebieg pokrywa się częściowo ze starym szlakiem. 
Przechodzi ona przez przełęcz między strumieniami, 
które płynęły tam, gdzie znajduje się park opactwa 
i stacja kolejowa. Jadąc dalej, docieramy do punktu, 
z którego widać było linie angielskie (teraz widok za-
słaniają drzewa). Półtora kilometra dalej współczesna 
droga przechodzi przez szczyt Blackhorse Hill, gdzie 
Wilhelm prawdopodobnie zatrzymał wojsko i kazał 
żołnierzom przywdziać zbroje. 

Wracając do miasta, warto skręcić w lewo w Po-

wdermill Lane, która biegnie tam, gdzie znajdowały się 
tyły pozycji normandzkich. Stąd rozciąga się dobry wi-

background image

dok na wzniesienie. Powróciwszy na High Street, idzie-
my nią do końca, a potem skręcamy w prawo, 
w Whadington Road. Idziemy niecałe pół kilometra i 
dochodzimy do białego wiatraka, stojącego na szczycie 
Caldbec Hill. 

Na polu bitwy linie angielskie przebiegały nieco 

poniżej spiżarni, na wschód przez dormitorium i koń-
czyły się niecałe 50 metrów na południc od budynku 
szkoły podstawowej. W kierunku zachodnim ciągnęły 
się na długości około 135 metrów, za wieżami zamku 
księżniczki Elżbiety. Lewa część skrzydła francusko-
flamandzkiego mogła znajdować się w miejscu, w któ-
rym obecnie jest wejście do parku. Kontyngent nor-
mandzki zaczynał się tutaj, a kończył na wysokości 
wież. 
 

 

background image

CHRONOLOGIA 

Wydarzenia przed rokiem 1066 
1035, śmierć króla Kanuta. Władze przejmuje jego 
syn Harold I. 
1036, oślepienie i śmierć brata Edwarda, Alfreda. 
1040, Hardekanut przejmuje tron po przyrodnim 
bracie Haroldzie I. 
1042, Edward Wyznawca wraca z wygnania i zo-
staje królem Anglii. 
1047, Wilhelm zwycięża buntowników normandz-
kich pod Val-ès-Dunes. 
1051, bunt earla Godwina i jego synów. Godwi-
nowie wygnani. Korona obiecana Wilhelmowi. 
Wilhelm prawdopodobnie przybywa z wizytą do 
Anglii. 
1052, Godwin wraca. Wielu Normanów z otocze-
nia króla ucieka. 
1054, Wilhelm zwycięża Francuzów i wojska hra-
biego Andegawenii pod Mortemer. 
1055, bunt Aelfgara z Mercji sprzymierzonego 
z Gruftyddem z Walii. Porozumienie osiągnięte. 
1057, Wilhelm pokonuje straż tylną nieprzyjaciela 
podczas drugiego najazdu wojsk króla Francji 
i hrabiego Andegawenii. 
1060, umiera król Francji Henryk oraz hrabia Geo-
ffrey z Andegawenii. 
1062,  drugi  bunt  Aelfgara  sprzymierzonego 
z Gruffyddem. Śmierć Aelfgara. Jego syn, Edwin 

background image

przejmuje władzę w Mercji. Harold wyrusza 
w środku zimy na wojnę z Gruffyddem. 
1063, Tostig i Harold atakują Walię. Gruffydd za-
bity. Normanowie zajmują Maine. 
1064 (lub 1065), Harold przybywa do Normandii. 
Wyprawa do Bretanii. Harold składa przysięgę 
Wilhelmowi przed powrotem do Anglii. 
1065, Tostig wygnany z Northumbrii. Rządy 
obejmuje brat Edwina, Morcar. 
5 stycznia 1066, umiera Edward Wyznawca. 
6 stycznia 1066, pogrzeb Edwarda. Koronacja Ha-
rolda. 

Kampania roku 1066 
Maj, Tostig atakuje południowe wybrzeże Anglii. 
Zostaje odparty i płynie do Szkocji. 
Wrzesień, Tostig i Harald Surowy wpływają na 
Humber. 
8 września, Harold rozpuszcza armię. 
12 września, Wilhelm przenosi flotę do Saint-
Valery-sur-Somme. 
20 września, bitwa pod Ciatc Fulford. Edwin 
i Morcar  pokonani  przez  Haralda  Surowego 
i Tostiga. York kapituluje. 
20–24 września, Harold maszeruje z wojskiem na 
północ. 
25 września, bitwa pod Stamford Bridge. Anglicy 
zwyciężają Norwegów. Harald Surowy i Tostig gi-
ną. 

 

background image

28 września, Wilhelm przybija do brzegu pod 
Pevensey.  
1 października, Harold dowiaduje się, że Norma-
nowie przybyli do Anglii i rusza na południe.  
6–11 października, Harold w Londynie. 
13 października, Harold przybywa na punkt kon-
centracji wojsk pod Caldbec Hill. 
14 października, bitwa pod Hastings. Zwycięstwo 
Normanów. Harold ginie, a wraz z nim jego bracia 
Gyrth i Leofwine.  
25 grudnia, Wilhelm koronowany w Westminste-
rze. 

Wydarzenia po roku 1066 
Styczeń–luty 1067, Wilhelm w Barking. Prawdo-
podobnie rusza przez wschodnią Anglię do Nor-
wich.  
Marzec 1067, Wilhelm odwiedza Normandię, Ed-
ric pustoszy Herefrordshire. 
Jesień 1067, Eustachy z Boulogne atakuje Dover, 
ale zostaje pobity. Wilhelm wraca na Boże Naro-
dzenie.  
Początek roku 1068, Wilhelm maszeruje z woj-
skiem do Exeter. Koronacja Matyldy. Pierwszy 
pobyt Wilhelma w Yorku.  
Lato 1068, synowie Harolda z Irlandii pobici przez 
wojsko z Exeter.  
Styczeń 1069, Robert z Commines zabity. Bunt na 
północy.  

background image

Luty–początek kwietnia 1069, drugi pobyt Wil-
helma w Yorku.  
Jesień 1069, pojawia się flota duńska. Znów bunt 
na północy.  
Zima 1069, trzeci pobyt Wilhelma w Yorku. Pół-
noc spustoszona. Bunty w Cheshire, Shrewsbury 
i West Country stłumione.  
1070–1071, stłumiony bunt na mokradłach The 
Fens.  
1072, wyprawa na północ i podporządkowanie 
Malcolma, króla Szkocji. Edgar wygnany ze 
szkockiego dworu.  
1087, Wilhelm Zdobywca umiera. 

 


Document Outline