background image

Psychopaci nas fascynują, ale i przerażają. Ale czy są 
rzeczy, których moglibyśmy się od nich nauczyć? 

Psycholog Kevin Dutton 

twierdzi, że jak najbardziej.

Ekspert: Kevin Dutton, doktor psychologii społecznej, 
badacz w Depertment of Experimental Psychology na 
Uniwersytecie w Oxfordzie. Autor "Mądrości 
psychopatów" (Muza 2014). Sam temat zna od 
podszewki - jego ojciec i najlepszy przyjaciel z 
dzieciństwa byli psychopatami.

Joanna Olekszyk, redaktor miesięcznika "Sens": 
Chcielibyśmy żyć bez lęku. Po przeczytaniu pana książki
"Mądrość psychopatów" mam jednak podejrzenie, że 
gdybyśmy niczego się nie bali, byliby psychopatami.

Kevin Dutton: Pierwotnym zadaniem strachu jest 
chronić nasze życie. Gdyby nasi przodkowie nie 
reagowali nim na coś poruszajacego się w krzakach, to 
nie przewidzieliby ataku dzikiego zwierzęcia, które się w 
nich kryje i straciliby życie. W ten sposób rasa ludzka 
raczej nie przetrwałaby do naszych czasów.
Z drugiej strony potrzebujemy też osób, które na widok 
podrygujących krzaków nie uciekają, tylko mocno stoją 
na nogach i mówią: "Ok, to coś może jest w stanie mnie 
zabić, ale i ja mogę być w stanie zabić to coś". W życiu 
musimy zachować równowagę, nie reagować strachem 
na wszelkie niespodziewane sytuacje. Owszem, 
psychopaci nie odczuwają strachu, ale to tylko jedna z 
cech dla nich charakterystycznych. Aby być 
psychopatą, trzeba mieć jeszcze kilka innych, czyli: 
koncentrację na celu, bezwzględność, urok osobisty, 
odporność psychiczną, narcyzm, słonność do 
manipulacji i nastawienie na działanie.
Poza tym psychopaci nie są jedynymi osobami, które 

background image

nie odczuwają lęku. Jako badacz miałem do czynienia z 
pacjentami, którzy mieli uszkodzone pewne struktury w 
mózgu odpowiedzialne za odczuwanie strachu, 
zwłaszcza ciało migdałowate, umieszczone dokładnie 
pośrodku i związane z kontrolowaniem emocji. Takie 
osoby trafiają zwykle do szpitali z poważnymi 
poparzeniami czy uszkodzeniami ciała, bo organizm nie 
ostrzega ich przed niebezpieczeństwem. Na przykład 
wiedzą, tak na rozum, kognitywnie, że nie powinni 
zbliżać się do ognia, ale poniważ nie dostają od ciała 
emocjonalnego "kopa" w postaci sygnału: "Uważaj, 
może ci się stać krzywda", to i tak wkładają rękę w 
ogień. Tak naprawdę wszyscy czasem robimy rzeczy, 
których nie powinniśmy robić, ale mówimy sobie: "A co 
tam, zrobię".

Psychopatą trzeba się urodzić? A może doświadczyć 
jakiejś traumy w dzieciństwie?

Tak naprawdę potrzeba i jednego, i drugiego. W czasach
kiedy byłem studentem, na uczelniach rozgrywała się 
wielka batalia o to, co ma większy wpływ na naszą 
osobowość: geny czy wpływ środowiska? Obecnie 
istnieje już gałąź genetyki – epigenetyka, która łączy te 
dwa stanowiska. Bada bowiem, jaki wpływ może mieć 
środowisko na geny.
Bardzo dobrą metaforą, którą często się posługuję, jest 
ta z kulą i pistoletem. Wyobraźmy sobie, że kula jest 
naszym DNA, tym wszystkim, co mamy zapisane w 
genach. Żeby kula wydostała się na zewnątrz, ktoś lub 
coś musi pociągnąć za spust. W przypadku 
psychopatów tym czymś, co pociąga za spust, jest 
zwykle traumatyczne zdarzenie z dzieciństwa lub 
dorastanie w patologicznym środowisku. Z drugiej 

background image

strony samo traumatyczne doświadczenie nie czyni 
nikogo psychopatą. Pewnie każdy z nas zna osoby, 
które w dzieciństwie doznały przemocy psychicznej czy 
fizycznej, a mimo to stały się najcudowniejszymi 
osobami pod słońcem. Ja – z racji moich zainteresowań 
badawczych – miałem z kolei do czynienia z osobami 
pochodzącymi z ciepłych, kochających się rodzin, które 
zostały brutalnymi mordercami. Nie zawsze da się łatwo 
przełożyć te zależności.
Epigenetyka to stale rozwijająca się dziedzina i dopiero 
jesteśmy na bardzo wstępnym etapie wiedzy o wpływie 
wychowania na nasze geny. Na razie możemy 
powiedzieć jasno, że aby zamienić się w brutalnego 
psychopatę, musisz mieć genetyczne skłonności plus 
traumatyzujące doświadczenie z bardzo wczesnego 
dzieciństwa, które uwolni ten "ładunek". Jeśli masz 
predyspozycje, ale twoje dzieciństwo będzie szczęśliwe,
możesz stać się kimś, o kim mówimy "dobry" czy 
"funkcjonalny" psychopata, czyli kimś, komu cechy 
psychopatyczne pomagają głównie zawodowo, np. w 
byciu skutecznym wojskowym, adwokatem, sprzedawcą
czy biznesmenem.

No dobrze, czyli mamy geny i traumatyczne dzieciństwo,
ale co sprawia, że psychopata staje się seryjnym 
mordercą, a co decyduje o tym, że ktoś o podobnym 
DNA zostaje skutecznym adwokatem, biznesmenem czy 
chirurgiem? Okazja?

Jeśli spojrzymy na to, co odróżnia dobrych 
psychopatów od złych, zauważymy kilka czynników. 
Dwa najistotniejsze to inteligencja i naturalna skłonność
do przemocy. W powszechnym rozumieniu psychopata 
kojarzy się z kimś, kto stosuje przemoc, ale to nie jest 

background image

cała prawda. Skłonność do przemocy nie musi 
cechować psychopatów.
Drugą bzdurą jest przekonanie o tym, że każdy 
psychopata jest geniuszem, jak Hannibal Lecter. 
Spotkałem wyjątkowo inteligentnych psychopatów, ale 
spotkałem też wyjątkowo głupich. Jak zatem inteligencja
i uciekanie się do przemocy warunkują bycie 
psychopatą?
Załóżmy, że jestem psychopatą, który miał kiepski 
życiowy start, ma dosyć niską inteligencję i naturalną 
skłonność do przemocy – moje perspektywy 
przedstawiają się dość gównianie. Prawdopodobnie 
skończę jako kryminalista najniższego sortu albo 
seryjny morderca, w każdym razie na pewno trafię do 
więzienia i to dość szybko.
Jeśli z zestawu genów, skłonności do przemocy i niskiej
inteligencji wyjmiemy skłonność do przemocy – 
perspektywy się poprawiają, ale niewiele. Zostanę 
przypuszczalnie drobnym złodziejaszkiem czy 
oszustem, i znów trafię do więzienia.
Ale powiedzmy, że jestem psychopatą, który miał dobry 
start w życiu, nie jest skłonny do przemocy i do tego 
cechuje mnie wysokie IQ – i mamy kompletnie inną 
historię. Mogę zostać odnoszącym sukcesy 
biznesmenem.
Najciekawszy zestaw to szczęśliwe dzieciństwo, 
wysokie IQ i wysoka skłonność do przemocy. Wtedy 
możesz zostać agentem służb specjalnych albo szefem 
grupy przestępczej, a jeśli masz jeszcze w sobie 
seksualny magnetyzm i potrzebę podbojów – drugim 
Jamesem Bondem. To, jakim będziesz psychopotą, 
zależy więc od wielu czynników.

Najbardziej boimy się chyba tych z pozoru spokojnych 
psychopatów. Nagle ze względnie normalnego 

background image

człowieka zmienią się w mordercę, bo coś pociągnie w 
nich za spust.

No właśnie ciekawe jest to, że niekoniecznie przemoc 
wchodzi wtedy w grę. Oni traktują ją czysto 
instrumentalnie, jako jeden ze sposobów na załatwienie 
problemu, ale niekoniecznie najlepszy. Jeden z 
psychopatów zwierzył mi się kiedyś: "Wiesz co, Kevin, 
ja nigdy nie chciałem celowo kogoś skrzywdzić. Oni po 
prostu weszli mi w drogę". Osoby, które chcą kogoś 
celowo skrzywdzić, to sadyści, psychopaci jeśli 
krzywdzą, to dlatego, że wykorzystali już inne sposoby, 
by osiągnąć swój cel, i one zawiodły.
Powiedzmy, że jemy razem obiad, ja jestem psychopatą,
ale ty o tym nie wiesz. Masz przy sobie 3 tys. euro, które
chcę ci zabrać. Nie jestem głupim psychopatą, nie otruję
cię, żeby je zdobyć. Najpierw będę starał cię przekonać, 
żebyś sama mi je dała. Nie udało się? Mogę poczekać, 
aż pójdziesz do łazienki i spróbować ci je ukraść. Jeśli i 
to nie podziała, a ja nadal będę chciał zdobyć te 
pieniądze, wtedy mogę cię zaatakować.
Wiele osób, którym opowiadałem, że byłem na oddziale 
zamkniętym dla psychopatów, z przerażeniem 
komentowało: "To musi być najbardziej niebezpieczne 
miejsce na ziemi". No właśnie nie jest. Najbardziej 
niebezpiecznym miejscem są oddziały dla psychicznie 
chorych, czyli na przykład schizofreników. Oni są 
niebezpieczni, bo są nieprzewidywalni. Gdy wchodzisz 
na oddział dla psychopatów, pierwsze, co czujesz, to 
zimno i emocjonalna sterylność, niczym na sali 
chirurgicznej. Panuje tam niesłychany spokój i 
emocjonalny chłód, tak jakby wszystko działo się w 
zwolnionym tempie. Nie ma tam niczego 
nieprzewidzianego, zwariowanego. Myślę, że 

background image

psychopatów boimy się z innych powodów – wiemy, że 
nie boją się posunąć do żadnej granicy.

Ale potrafią być też bardzo czarującymi ludźmi, 
zdobywać serce i uwagę odbiorcy, czego sam pan 
doświadczył. A czy mają poczucie humoru?

Poznałem psychopoatów z dużym poczuciem humoru, 
ale to była zwykle ocena innych ludzi, oni sami siebie 
tak nie postrzegają. Nie potrafią też śmiać się z siebie. 
Mogą udawać, czyli podejść do tematu bardziej 
aktorsko, ale nie mają dystansu do siebie. Ktoś, kto 
zażartuje z nich, może znaleźć się w wielkim 
niebezpieczeństwie. I wiem, co mówię, bo sam tego 
doświadczyłem.
Na oddziale zamkniętym rozmawiałem z psychopatą – i 
to złym typem psychopaty. Powiedział, że pokaże mi 
swój pokój, po czym objął mnie ramieniem i dorzucił: "I 
obiecuję, że cię nie zabiję". Kiedy kończyłem już moją 
wizytę, odprowadził mnie do drzwi i rzucił: "Widzisz, 
obiecałem, że cię nie zabiję i tego nie zrobiłem". 
Zacząłem się śmiać, bo pomyślałem, że to miał być taki 
żart. I w tym momencie jego twarz się zmieniła, był to 
najbardziej przerażający moment w moim życiu. Bo on 
nie żartował, on naprawdę miał na myśli to, co 
powiedział, a mój śmiech odebrał jako brak szacunku. 

Mam wrażenie, że większość współczesnych seriali jest 
o psychopatach. "Dexter", "Breaking Bad", "House of 
Cards".

Tak się składa, że znam Michaela Dobbsa, czyli faceta, 
który napisał "House of Cards", jest znanym brytyjskim 
politykiem. Robiłem z nim kiedyś wywiad. W oryginalnej,

background image

brytyjskiej wersji serialu na podstawie jego książki, 
główny bohater ma na imię Francis Urquhart. To 
niesamowicie inteligentny i skuteczny polityk, który nie 
cofnie się przed niczym, by osiągnąć cel. Spytałem go, 
czy poznał Francisa naprawdę. Odpowiedział, że ten 
bohater łączy w sobie cechy wielu ludzi, których poznał 
podczas swojej politycznej kariery. Ale zdecydowanie 
Francis i Frank – jego amerykański odpowiednik, są 
psychopatami. Czy dobrymi czy złymi? Na pewno byli 
zdolni do robienia dobrych, jak i złych rzeczy.
Zgadzam się, wielu bohaterów popularnych seriali czy 
serii filmowych spełnia warunki bycia psychopatą. Mnie 
samego ciekawiło bardzo, co James Bond, gdyby żył 
naprawdę, napisałby w kwestionaruszu badającym 
cechy psychopaty. I jaki byłby jego wynik: wysoki czy 
niski? Pomyślałem, że mógłbym podesłać takie 
kwestionariusze do scenarzystów filmów o Bondzie i 
aktorów grających tę postać i poprosić, by w imieniu 
Jamesa Bonda je wypełnili. I tak też zrobiłem. Zresztą 
obecnie prowadzę takie badania nad trzema bohaterami:
Jamesem Bondem, Doktorem Who i Sherlockiem 
Holmesem, którego ostatnio zagrał Benedict 
Cumberbatch. Po wstępnej analizie kwestionariuszy 
okazuje się, że wszyscy trzej zyskują bardzo wysokie 
wyniki. Co oczywiście nie dziwi (śmiech). Kiedyś 
rozmawiałem też z Michaelem C. Hallem, grającym 
Dextera w serialu o tym tytule – podręcznikowego 
psychopatę zresztą, czy gdyby mógł ukraść jedną z 
cech Dextera, to co by to było. Michael myślał o tym 
chwilę, a potem odpowiedzieł: "Umiejętność 
zachowania zimnej krwi w bardzo stresujących 
sytuacjach". Dexter im bardziej koło niego robi się 
gorąco, tym spokojniej reaguje.

No właśnie, twierdzi pan, że od psychopatów możemy 

background image

się wiele nauczyć. Że pewne ich zachowania czy cechy 
moga nam pomóc w życiu. Jakie?

Kiedy w Anglii i Stanach ukazała się "Mądrość 
psychopatów", czytelnicy pisali do mnie, że książka 
bardzo im się podoba, ale jest za mało praktyczna, że 
oczekiwali konkretnych rad. Stąd powstała: "The good 
psychopats guide to success". Podaję w nich konkretne
wskazówki, jak zaprzyjaźnić się ze swoim wewnętrznym 
psychopatą i poprawić jakość swojego życia. Pytasz, 
jakie cechy moglibyśmy w sobie wykształcić? Jest ich 
całe mnóstwo, ale opowiem ci może o jednej.
Wyobraź sobie, że jesteś na wakacjach w jednym z 
egzotycznych kurortów. Leżysz nad basenem i chcesz 
sobie troche popływać. I teraz tak, możesz zachować się
na dwa sposoby. Są ludzie, którzy od razu wskoczą do 
wody i ci, którzy wchodzą powolutku, ochlapując się co 
chwila i wydając z siebie różne dźwięki. Kilka lat temu 
przeprowadzono badanie, który z typów odczuwa 
najwięcej bólu i dyskomfortu. Okazało się, że ludzie, 
którzy wchodzą powoli, bardziej męczą się niż 
"skoczkowie". To – wydawałoby się błahe 
doświadczenie – ma wielkie przełożenie na codzienne 
życie. Wyobraź sobie, że musisz zadzwonić do kogoś, 
kogo lubisz, i go zwolnić. Co robi większość ludzi? 
Przekłada telefon ze złą wiadomością w 
nieskończoność. W ten sposób jednak jedynie 
dodajemy sobie cierpienia. Lepiej od razu chwycić za 
słuchawkę. Tak postępują psychopaci. Potrafią 
oddzielić emocje od zachowania. Jaka płynie z tego dla 
nas lekcja? Jeśli musisz zrobić coś, co będzie 
kosztowało cię dużo wysiłku i trudnych emocji, zrób to 
jak najszybciej i miej to z głowy. Wskocz od razu do 
wody.

background image

Sądzi pan, że psychopaci są wyższym szczeblem 
ewolucji? Że są bardziej przystosowani do dzisiejszych 
czasów?

To bardzo kusząca teoria, ale się z nią nie zgadzam. 
Jeśli weźmiemy psychopatę, który wszystkie cechy 
składające się na osobowość psychopatyczną ma 
podkręcone do granic, nie będzie on człowiekiem, który 
będzie odnosił życiowe sukcesy. Ewolucja polega na 
adaptacji, a taka strategie zachowania nie jest 
adaptatywna. Ludzie, którzy odnoszą prawdziwy sukces 
w życiu, potrafią podkręcać niektóre cechy, a inne 
tonować. To tak, jak z pedałem gazu i hamulcami – 
dobry kierowca korzysta z nich naprzemiennie. Jeśli 
masz przed sobą szeroką, prostą drogę – dodaj gazu, 
ale jeśli stoisz w korku i masz mało miejsca – depnij na 
hamulce. Na tym w skrócie polega życiowa mądrość. Źle
robią ci, którzy na autostradzie trzymają nogę na 
hamulcu i ci, którzy po zakorkowanym mieście 
poruszają się z prędkością 100 km/h.