background image
background image

Melanie Milburne

Tego nie było w umowie

Tłumaczenie: Ewa Pawełek

HarperCollins Polska sp. z o.o. 

Warszawa 2021

background image

Tytuł oryginału: His Innocent’s Passionate Awakening

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2020

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2020 by Melanie Milburne

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub

całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo

do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie

przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami

należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego

licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do

HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane

bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

background image

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-7410-4

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / 

Woblink

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Artemisia Bellante popatrzyła na prawnika swojego ojca z przerażeniem

w oczach.

–  To  musi  być  jakaś  pomyłka.  Castello  Mireille  należy  do  nas  od

pokoleń.  Ojciec  nigdy  nie  zastawiłby  rodowej  posiadłości.  Nigdy  nie
wspominał też, że jest dłużny bankowi pieniądze.

–  Bo  nie  o  bank  tu  chodzi.–  Prawnik  położył  na  blacie  biurka  plik

dokumentów  z  grobowym  wyrazem  twarzy.  –  Słyszała  pani  o  Luce
Ferrantellim?  Odziedziczył  i  rozwinął  przedsiębiorstwo  po  zmarłym  ojcu.
Jest także znanym producentem wina i oliwek. Interesują go nowe odmiany
winogron, niektóre z nich znajdują się na terenie Castello Mireille.

Artie  opuściła  wzrok  na  leżące  przed  nią  dokumenty.  Po  kręgosłupie

przeszedł jej nieprzyjemny dreszcz.

–  Tak,  słyszałam  o  nim…  –  Mimo  że  przez  lata  nie  wychylała  nosa

z  rodzinnej  posiadłości,  wiedziała,  kim  jest  ten  przystojny  milioner,
i widziała jego zdjęcia w gazetach. Ona również nie pozostała obojętna na
jego  wdzięk,  podobnie  jak  większość  kobiet  w  wieku  od  piętnastu  do
pięćdziesięciu lat. Był wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną. Znów podniosła
wzrok na prawnika. – Ale jak do tego doszło? Wiem, że tata odprawił kilku
ogrodników,  by  ograniczyć  wydatki,  ale  nie  wspominał  o  pożyczaniu
pieniędzy od kogokolwiek. Nie rozumiem, dlaczego signor Ferrantelli stał
się  właścicielem  posiadłości?  Dlaczego  ojciec  nie  powiedział  mi  o  tym
przed śmiercią?

background image

Czuła się oszukana i głęboko zraniona. Czy to był sposób, by zmusić ją

do opuszczenia domu, którego w ogóle nie chciała opuszczać? Jak ma teraz
znaleźć wyjście z tej katastrofalnej sytuacji?

Bruno nasunął okulary na grzbiet rzymskiego nosa.
–  Najwyraźniej  twój  ojciec  i  ojciec  Luki  mieli  w  przeszłości  jakieś

powiązania  biznesowe.  Poza  tym,  gdy  pod  koniec  zeszłego  roku  burza
zniszczyła  dach  zamku,  musiał  poszukać  pożyczki,  bo  jego  polisa
ubezpieczeniowa wygasła. Wiedział, że nie da rady utrzymać posiadłości.

Artie zamrugała szybko.
–  Ubezpieczenie  wygasło?  Dlaczego  mi  o  tym  nie  powiedział?

Jestem… byłam jego jedynym dzieckiem, jedyną rodziną, jaka mu została.
Jak mógł nie ufać mi na tyle, by powiedzieć prawdę o finansach?

Bruno Rossi wzruszył ramionami.
– Duma. Zakłopotanie. Wstyd. Z pewnością nie było mu łatwo przyznać

się do klęski. Musiał obciążyć posiadłość hipoteką, by zapłacić za remont.
Luca Ferrantelli wydawał się ostatnią deską ratunku, biorąc pod uwagę zły
stan  zdrowia  twojego  ojca.  Niestety  plan  spłaty  nie  poszedł  zgodnie
z planem, co stawia cię w niekorzystnej sytuacji.

Artie  zmarszczyła  brwi,  czując  przeszywający  ból  z  tyłu  głowy.  To

musiał być koszmar. Za chwilę się obudzi i okaże się, że cała ta sytuacja
jest  tylko  złym  snem.  Błagam,  to  nie  może  być  prawda,  powtarzała
w myślach.

– Tata na pewno wiedział, że prędzej czy później będzie musiał spłacić

pożyczkę? Zawsze był bardzo skrupulatny w rachunkach. Nie ryzykowałby
niepotrzebnie. A może to signor Ferrantelli wykorzystał sytuację? Może od
samego początku dążył, by przejąć majątek?

Bruno westchnął, pochylając się nad biurkiem.

background image

–  Twój  ojciec  był  dobrym  człowiekiem,  Artie,  ale  nie  radził  sobie

z finansami, zwłaszcza od czasu wypadku. Twoja matka była jedyną osobą,
która  potrafiła  trzymać  rękę  na  pulsie  i  zarządzać.  Po  tym,  jak  zginęła,
wszystko spadło na twojego ojca. Niestety nie zawsze słuchał rad swoich
księgowych  i  doradców  finansowych.  –  Zamilkł  na  moment.  –  Muszę  ci
wyznać,  że  ten  wypadek  bardzo  go  zmienił.  Stał  się  drażliwy  i  nieufny.
Zwolnił trzech ostatnich księgowych, bo mu powiedzieli, że trzeba zmienić
sposób  zarządzania  majątkiem.  Przykro  mi,  Artie,  ale  jeśli  nie  znajdziesz
pieniędzy  na  spłatę  kredytu  hipotecznego,  posiadłość  przejmie  Luca
Ferrantelli.

Po  jej  trupie!  Nie  odda  rodzinnego  domu  bez  walki,  nawet  jeśli

oznaczało  to  nierówne  starcie  Dawida  z  Goliatem.  Znajdzie  sposób,  by
uratować  posiadłość.  Musi  znaleźć.  Ignorowała  zimne  krople  potu  na
plecach  i  bolesne  pulsowanie  za  gałkami  ocznymi.  Nie  mogła  jednak  nie
zauważyć,  że  pod  wpływem  stresu  podłoga  pod  jej  stopami  zaczęła  się
chybotać jak papierowa łódka.

– Kiedy i gdzie ojciec spotkał signora Ferrantellego? Przez ostatni rok

nie odstępowałam ojca nawet na moment. Nie przypominam sobie, żeby ten
człowiek nas odwiedził, chociaż raz.

– Może był tutaj, gdy akurat gdzieś wyszłaś?
Gdzieś wyszła? Ona nigdzie nie wychodziła. Nie przypominała innych

ludzi, którzy spotkali się z przyjaciółmi w kinie czy w restauracji. Dla niej
trójka była już tłumem.

– Może… – przyznała cicho.
Jej  fobia  była  gorsza  od  więzienia  o  zaostrzonym  rygorze.  Nie

opuszczała zamku, od kiedy skończyła piętnaście lat. Dziesięć lat. Dekada,
prawie połowę życia spędziła ukryta przed światem. Kiedy ktoś przyjeżdżał
do ojca, zazwyczaj unikała spotkań. W ostatnich dwóch latach nie pojawił

background image

się  nikt  nowy,  poza  lekarzem  i  fizjoterapeutą.  Jego  tak  zwani  przyjaciele
szybko przestali się nim interesować. Teraz, gdy się okazało, że ojciec był
bankrutem,  rozumiała  dlaczego.  Nie  było  nikogo,  do  kogo  mogłaby  się
zwrócić.  Od  kilkunastu  lat  uczyła  się  w  domu.  Nie  miała  żadnych
znajomych. Jej jedyną przyjaciółką była Rosa, gospodyni.

Wzięła  głęboki  oddech.  Musiała  spojrzeć  prawdzie  w  oczy.  Traciła

ukochany  dom,  azyl,  kryjówkę.  Nigdy  nie  pracowała,  opiekowała  się
jedynie ojcem, nie da rady zarobić tyle, by spłacić długi. Odsunęła od siebie
dokumenty.

– A co z funduszem powierniczym matki? Nie zostało na nim żadnych

pieniędzy?

– Zastało tyle, żebyś mogła żyć przez kilka miesięcy, ale to wszystko.
– Ile mam czasu? – Nie wyobrażała sobie życia bez Castello Mireille.

To był jej dom, kotwica, cały świat.

Bruno z powrotem podsunął dokumenty w jej stronę.
–  Rok.  Najwyżej  dwa.  Pamiętaj,  że  posiadłość  wymaga  licznych

nakładów,  dom  potrzebuje  remontu.  Kosztownego  remontu.  Zeszłoroczna
burza  obnażyła  liczne  słabości  rezydencji.  Dach  w  północnym  skrzydle
nadal jest w fatalnym stanie. Potrzebne są miliony euro, aby…

– Tak, wiem, wiem.
Artie  wytarła  wilgotne  dłonie  o  uda.  Castello  niszczało.  Widziała  to

każdego  dnia,  ale  wyprowadzka  z  domu  była  nie  do  pomyślenia.
Niemożliwa.  Nie  mogła  tego  zrobić.  Ogarniała  ją  coraz  większa  panika.
Ucisk  narastał  w  jej  klatce  piersiowej,  miażdżący  ciężar  napierał  na  jej
płuca.  Zagrożenie  wyłoniło  się  z  mrocznych  cieni  jej  świadomości,  by  ją
pochwycić  i  ostatecznie  pokonać.  Złowrogi  lęk  podążał  za  nią,  od  kiedy
wróciła ze szpitala po wypadku, w którym straciła matkę i który z jej ojca

background image

zrobił  inwalidę  na  wózku.  Wypadek,  do  którego  nie  doszłoby,  gdyby  nie
ona.

– Jest coś jeszcze – dodał prawnik, chropawym głosem.
– Co takiego? – spytała, drżąc na całym ciele.
–  Signor  Ferrantelli  zaproponował  plan  spłaty.  Jeśli  spełnisz  jego

warunki, odzyskasz zamek w przeciągu sześciu miesięcy.

Uniosła wysoko brwi. Jej niepokój stał się ostry jak brzytwa i trzepotał

w jej żołądku, raniąc ją boleśnie. Przecież w tak krótkim czasie nie da rady
spłacić długu. Czego on, u licha, chce?

–  Plan?  Co  za  plan?  –  Jej  głos  był  napięty  i  przypominał  piszczącą

zabawkę.

–  Nie  upoważnił  mnie  do  rozmowy  na  ten  temat.  Chce  z  tobą

porozmawiać osobiście. Sam ci wszystko wyjaśni. Zaproponował spotkanie
w  Mediolanie,  w  swoim  biurze,  w  poniedziałek  o  dziewiątej  rano.
Przedyskutujecie spokojnie różne możliwości.

Możliwości?  A  jakie  tu  były  możliwości?  Żadnych.  Albo  spłaci  dług,

albo straci dom. Czego Ferrantelli mógł od niej chcieć? Od kobiety, której
w  ogóle  nie  znał?  O  dziewiątej,  w  jego  biurze,  w  Mediolanie.  Wszystko
wskazywało na to, że ten człowiek wydawał rozkazy i przyzwyczajony był
do  posłuszeństwa.  Nie  mogła  jednak  pojechać  do  Mediolanu.  Nie
w  poniedziałek.  Nigdy.  Wystarczało,  że  zbliżała  się  do  bramy,  a  już
ogarniała  ją  panika.  Złapała  za  oparcie  krzesła.  Jej  serce  waliło,  jakby
przygotowywało się do udziału w igrzyskach olimpijskich.

– Przekaż mu, by spotkał się ze mną tutaj. Nie stać mnie na podróż, na

taksówkę…

–  Signor  Ferrantelli  jest  niezwykle  zajętym  człowiekiem.  Wyraźnie

powiedział, żebym ci przekazał…

Artie uniosła wysoko podbródek.

background image

– Przekaż mu, by spotkał się ze mną w poniedziałek o dziewiątej tutaj.

W przeciwnym razie w ogóle nie dojdzie do spotkania.

Luca  Ferrantelli  podjechał  swoim  maserati  pod  zardzewiałą  bramę

rezydencji  Castello  Mireille  w  poniedziałkowy  poranek.  Posiadłość  miała
w sobie coś z baśni braci Grimm. Wiekowy, kamienny budynek porośnięty
bluszczem  otoczony  był  ogrodem,  który  wyglądał,  jakby  nikt  go  nie
doglądał  od  lat.  Zarośnięte  żywopłoty,  niepoprzycinane  róże,  ścieżki
porośnięte  chwastami  i  stare  drzewa,  które  przypominały  surowych
wartowników.  Rezydencja  była  na  skraju  upadku,  ale  on  nauczył  się
dostrzegać brylanty w popiele.

A skoro mowa o brylantach… Spojrzał na aksamitne pudełko leżące na

siedzeniu  obok,  które  zawierało  pierścionek  zaręczynowy  jego  zmarłej
babci,  i  uśmiechnął  się  w  duchu.  Artemisia  Bellante  będzie  idealną
tymczasową  żoną.  Jej  ojciec,  Franco,  zdążył  przesłać  mu  przed  śmiercią
zdjęcie córki z prośbą, by opiekował się nią, gdy jego zabraknie. Wizerunek
dziewczyny  zasiał  w  jego  umyśle  ziarno,  które  wypuściło  korzenie
i  zakwitło  niespodziewanym  pomysłem.  Nie  mógł  się  już  doczekać
spotkania, by przedstawić plan, który dla nich obojga był bardzo korzystny.
Artie była młodą, niewinną, nieśmiałą kobietą – dokładnie taką, jaką jego
konserwatywny  dziadek  chciał  widzieć  u  jego  boku.  Przyszła  pani
Ferrantelli nie mogła być byle kim. Czas uciekał. Pozostało niewiele czasu,
by przekonać dziadka do leczenia. Jeśli to mogło mu pomóc, zrobi to. Zrobi
wszystko.  Ożeni  się  nawet  z  biedną  dziedziczką.  W  końcu  to  on  ponosił
winę  za  to,  że  jego  dziadek  stracił  chęć  do  życia.  Był  mu  coś  winien  za
zniszczenie rodziny.

Zacisnął powieki, ale nie dał rady powstrzymać wspomnień. Bezwładne

ciało  ojca  i  jego  starszego  brata  Flavia.  Widział  ich  martwe  ciała
wyciągnięte  z  morskich  fal.  A  wszystko  przez  niego.  Przez  lekkomyślne

background image

zachowanie  nastolatka.  Dwa  życia  zostały  zmarnowane,  a  szczęście  jego
dziadka i matki nieodwracalnie zniszczone. Od tamtej pory nic już nie było
takie samo. Nic! Nie mógł cofnąć czasu ani szkód, jakie wyrządził rodzinie.
Jego babcia zmarła rok temu i wtedy dziadek stracił całą chęć do życia. Nie
chciał  podjąć  leczenia,  choć  jego  rak  był  stosunkowo  łatwy  do
wyeliminowania. Odmówił przyjęcia chemii i zupełnie się poddał. Dlatego
przyprowadzi do domu młodą żonę, by dać dziadkowi nadzieję, że jego ród
nie wygaśnie. Nawet jeśli byłaby to tylko ułuda z baśni braci Grimm.

Artie  patrzyła  przez  okno,  jak  Luca  wjeżdża  przez  bramę  potężnym

samochodem.  Silnik  mruczał  jak  rozdrażniony  lew.  Przyciemnione  szyby
uniemożliwiły  jej  wnikliwsze  oględziny.  Dzięki  internetowi  wiedziała,
z  kim  będzie  miała  do  czynienia.  Luca  Ferrantelli  prowadził  z  sukcesami
przedsiębiorstwo  i  łamał  serca  kobietom  na  całym  świecie.  Nie  minął
tydzień, od kiedy sieć zalały jego zdjęcia z piękną blondynką wiszącą mu
na ramieniu.

Potężny  sportowy  samochód  zatrzymał  się  na  podjeździe.  Artie

wstrzymała oddech, gdy zobaczyła, jak mężczyzna wysiada. Zdjęcia nieco
fałszowały  rzeczywistość.  Na  żywo  prezentował  się  jeszcze  lepiej.
Atletycznie  zbudowany,  wysoki  i  przystojny  jak  diabli.  Jej  puls  trzepotał
jak  rój  motyli.  Dobra  wróżka  nie  szczędziła  mu  darów.  Czarne  włosy,
zaczesane niedbale do tyłu, odsłaniały wyjątkowo piękną twarz. Jak zniesie
jego obecność?

Luca musiał wyczuć jej spojrzenie, bo zdjął okulary i spojrzał w okno.

Zastygła zaskoczona, z trudem łapiąc oddech. Szybko odskoczyła od okna
i oparła się o sąsiednią ścianę, przyciskając dłoń do gardła. Ciepło wypełzło
na policzki. Minęło kilka minut, zanim gospodyni Rosa wprowadziła gościa
do salonu, ale ona wciąż nie potrafiła opanować drżenia. A jeśli zauważy,
że się zarumieniła? A jeśli spostrzeże, że jest rozdygotana? A jeśli…

background image

–  Signor  Ferrantelli,  do  ciebie  –  oznajmiła  gospodyni,  kiwając  głową

w kierunku mężczyzny, po czym wycofała się za drzwi.

Pierwszą rzeczą, na jaką Artie zwróciła uwagę, były jego włosy, które

wcale  nie  były  tak  czarne,  jak  jej  się  zdawało.  Na  skroniach  widniały
srebrnoszare  kosmyki,  które  nie  licowały  z  młodą  twarzą.  Jego  oczy,
brązowozielone  otoczone  były  gęstymi  i  ciemnymi  jak  atrament  rzęsami.
Szczęka  była  gładko  ogolona,  ale  wokół  ust  widoczny  był  ślad  ciemnego
zarostu. Czuła się oszołomiona jego władczą prezencją, wibrującą energią,
nieziemskim wyglądem.

– Dzień dobry, signora Bellante.
Jego  głos  przypominał  pomruk  silnika  sportowego  samochodu.  Był

niski,  głęboki,  mocny.  Z  wahaniem  podała  mu  rękę.  Uścisk  był  silny,
a  jednocześnie  delikatny.  Ciemne  włosy  na  dłoni  znikały  pod  mankietem
markowej  koszuli  i  równie  markowego  garnituru.  Domyśliła  się,  że  to
Armani. Woda po goleniu o wyraźnej cytrusowej nucie drażniła jej zmysły.

– Dzień dobry, signor Ferrantelli.
Puściła  jego  rękę,  jakby  się  sparzyła,  ale  wciąż  nie  była  w  stanie

odwrócić  wzroku  od  męskiej  twarzy.  Było  w  nim  coś  magnetyzującego,
hipnotyzującego, czarującego… Jego oczy zdawały się wydobywać z niej
wszystkie tajemnice, nie zdradzając własnych.

– Po pierwsze, proszę przyjąć najszczersze kondolencje w związku ze

śmiercią pani ojca.

– Dziękuję. Proszę usiąść. – Wskazała sofę. – Poproszę Rosę o kawę.

Jaką pan sobie życzy?

– Czarną i mocną.
No  tak.  Mogła  się  domyślić.  Nacisnęła  guzik  intercomu  i  poprosiła

gospodynię  o  kawę,  ukradkiem  patrząc  na  mężczyznę.  Wszystko  w  nim
było mocne i silne. Mocna, zdecydowana szczęka, silne, inteligentne oczy.

background image

Mocne  i  umięśnione  ciało  wskazywało,  że  to  człowiek,  który  nie  bał  się
przekraczać  granic  wytrzymałości.  Człowiek,  który  wyznaczał  sobie  cele
i  nie  pozwalał,  by  ktokolwiek  powstrzymał  go  przed  osiągnięciem  ich.
Usiadła  na  sofie,  w  bezpiecznej  odległości.  On  zaś  rozparł  się  wygodnie,
jedno  ramię  opierając  na  zagłówku  w  swobodnej  pozie.  Zazdrościła  mu
tego. Ona musiała położyć ręce na udach, by powstrzymać drżenie kolan.
Nie ze strachu, ale z dziwnego podniecenia. Starała się nie patrzeć na jego
nogi, dobrze uformowane mięśnie pod miękkim materiałem spodni, płaski
brzuch, ale jej wzrok płynął po męskim ciele wbrew jej woli. Zastanawiała
się,  czy  te zaciśnięte  usta  łagodniały, gdy  całował  kobiety…  Co się z nią
działo? Ledwie zamieniła z nim słowo, a już rozbierała go oczami.

–  Mam  nadzieję,  że  przyjazd  z  Mediolanu  nie  był  dla  pana  zbyt

kłopotliwy? – spytała uprzejmie.

– Nie był, ale nawet gdyby był, nie pozostawiła mi pani wyboru.
–  Signor  Ferrantelli,  nie  należę  do  kobiet,  które  dostosowują  się  do

życzeń mężczyzn.

W jego oczach pojawił się błysk.
–  Tym  razem  będzie  się  pani  musiała  dostosować,  bo  praktycznie

posiadam Castello Mireille, chyba że mnie pani spłaci.

W jego głosie zabrzmiało ostrzeżenie „nie zadzieraj ze mną”.
– Prawnik poinformował mnie o układzie finansowym z moim ojcem.

Dziwię się, że od razu nie przejął pan posiadłości.

– Pani ojciec umierał. Zasłużył sobie na cień nadziei.
Artie uśmiechnęła się cynicznie.
– Mam wierzyć, że zdobył się pan na współczucie wobec niego? Choć

dzień po dniu przejmował pan jego dom, wszystko, co kochał?

Luca  nie  zmienił  pozycji.  Dalej  opierał  się  nonszalancko  na  sofie,  ale

jego wzrok stwardniał.

background image

– Pani ojciec zwrócił się do mnie z prośbą o pomoc pod koniec zeszłego

roku.  Udzieliłem  mu  jej,  ale  nie  jestem  instytucją  charytatywną.
Zawarliśmy umowę. Czas, aby się z niej wywiązać – oznajmił stanowczo.

Artie  zerwała  się  z  sofy,  jakby  ktoś  poraził  ją  prądem.  Popatrzyła  na

niego z wściekłością.

– Nie może pan zabrać mi domu. Nie pozwolę na to!
Spojrzenie Luki było twarde jak diament.
–  Nie  jestem  bez  serca.  Mogę  zwrócić  pani  posiadłość,  ale  pod

pewnymi warunkami. Wszystko ma swoją cenę – zawiesił tajemniczo głos.

– Jaką cenę? Przecież pan wie, że jestem bez pieniędzy.
– Nie chodzi o pieniądze. Nie przejmę domu, jeśli zgodzi się pani być

moją żoną przez sześć miesięcy.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Artie patrzyła na niego z otwartymi ustami i sercem, które tak łomotało,

jakby  chciało  uciec  z  piersi.  Czy  dobrze  zrozumiała,  czy  też  wyobraźnia
płata jej figle? Nie mógł tego powiedzieć! Żona? Tak się wyraził? Kobieta,
którą się wybiera, by spędzić z nią resztę życia w miłości i wierności?

– Słucham? – wydukała.
–  Słyszała  pani  dobrze  –  powiedział  spokojnie.  –  Potrzebuję  żony  na

sześć miesięcy i wyłącznie na papierze.

Jej niechęć do niego jeszcze bardziej wzrosła. Na papierze?
– Ma pan na myśli małżeństwo na pokaz?
– Ależ oczywiście!
Dla niej nie było w tym nic oczywistego. Nawet jeśli było to śmieszne,

poczuła się obrażona tą niezwykłą propozycją. Z miejsca została odrzucona
jako  potencjalna  kochanka,  co  wcale  nie  było  miłe.  Zaraz  jednak  jakiś
szyderczy głos przywołał ją do porządku. Kto by cię chciał? Zabiłaś swoją
matkę i okaleczyłaś ojca. A wszystko dlatego, że koniecznie chciałaś jechać
na głupią imprezę.

W  tym  momencie  do  salonu  weszła  Rosa,  niosąc  tacę  z  filiżankami

i dzbankiem kawy. Artie odstawiła filiżankę na stolik, nie ufając trzęsącym
się  dłoniom.  Tak,  nie  powinna  się  obrażać.  Wciąż  jednak  nie  rozumiała
motywów Luki.

– Mogę spytać, dlaczego to mnie spotkał ten zaszczyt? – spytała. – Na

pewno nie brakuje na świecie bardziej odpowiednich kandydatek do tej roli.

background image

Celebrytki, modelki, aktorki, a nie takie wystraszone kurczątko jak ona.
Luca odstawił filiżankę na spodek.
– To pani ojciec podsunął mi ten pomysł.
– Mój ojciec? – powtórzyła niczym echo.
– Martwił się o pani przyszłość. Nie był pewien, jak sobie pani poradzi

po jego śmierci. Chciał, by miała pani zabezpieczenie, ale przecież zdawał
sobie sprawę, że sytuacja finansowa majątku jest katastrofalna. Ja z kolei
pieniędzy mam pod dostatkiem, za to potrzebuję żony. To dobry układ dla
obu stron, nie uważa pani? Castello za sześć miesięcy małżeństwa na niby.

Artie  poczuła,  że  słabnie,  ale  nie  chciała  usiąść  obok  niego.  Wolała

zachować dystans.

– Ale dlaczego pan chce, żebym… została pańską żoną?
Jej  umysł  opanowały  niechciane  obrazy.  Ona  i  on  razem,  przed

ołtarzem. Jego ramię oplata ją w pasie i przyciąga bliżej, do umięśnionego
ciała. Usta opadają powoli, by przysięgę przypieczętować pocałunkiem…

– Jest pani dokładnie taką kobietą, jakiej chciałby dla mnie mój dziadek.
Jego  wzrok  powędrował  na  chwilę  do  jej  warg,  jakby  i  jemu  nieobce

były myśli o całowaniu i dotykaniu.

Artie uniosła brwi.
– Naprawdę? To znaczy jaką?
Jego usta wygięły się w ironicznym uśmiechu.
–  Słodką,  niewinną,  posłuszną  i  nieśmiałą,  a  przynajmniej  tak

przedstawił panią ojciec.

O  czym  jeszcze  opowiedział?  Wyjawił,  że  cierpi  na  fobię  społeczną?

Złamał  daną  jej  obietnicę?  To  był  ich  sekret.  Choć  zachowała  kamienny
wyraz  twarzy,  w  środku  kipiała  ze  złości.  Jak  ojciec  śmiał  knuć  za  jej

background image

plecami? Wystawiać ją na sprzedaż jak rzecz? I dlaczego Luca Ferrantelli
tak bardzo chce zadowolić dziadka?

– Przykro mi, ale chyba doszło do nieporozumienia, signor Ferrantelli.

Nie widzę żadnego powodu, dla którego miałabym brać udział w tej farsie.
Nie zostanę pańską żoną.

– Chyba jednak nie jest pani tak słodka i posłuszna, jak twierdził pani

ojciec – zakpił z szerokim uśmiechem. – Ale to nieważne. Zrobi pani to, co
mówię.

Wyprostowała ramiona. Jej spojrzenie stało się tak lodowate, że jeszcze

chwila, a rzęsy zmieniłyby się w sople lodu.

– Proszę wyjść – rzuciła chłodno. – Nie mamy już o czym rozmawiać.
Luca  nie  ruszył  się  z  miejsca.  Wciąż  siedział  na  sofie,  w  irytująco

zrelaksowanej pozie. W jego oczach czaił się jednak niebezpieczny błysk.
Artie  zawahała  się.  Nie  miała  żadnego  doświadczenia  z  mężczyznami
i  powinna  być  ostrożniejsza.  Jej  starcie  z  tym  mężczyzną  było  niczym
walka Dzwoneczka z tytanem.

– Nie ma pani dużego wyboru. Jeśli nie zgodzi się pani na ślub, przejmę

castello, a pani wyląduje na bruku.

Artie zacisnęła dłonie w pięści. Tylko tyle mogła zrobić, by nie rzucić

się na niego z pazurami. Wyobraziła sobie, jak robi zamach, by wymierzyć
mu  policzek,  a  on  łapie  ją  za  nadgarstek,  przyciąga  do  siebie  i  namiętnie
całuje…  O  nie!  Naoglądała  się  „Przeminęło  z  wiatrem”,  naczytała
romantycznych opowieści i takie są efekty!

Wskazała na drzwi władczym gestem.
– Proszę wyjść.
Luca podniósł się z wdziękiem lwa i stanął naprzeciw niej. Walczyła ze

sobą,  żeby  nie  wykonać  kroku  w  tył,  nie  okazać,  że  onieśmiela  ją  swoją

background image

magnetyczną  obecnością.  Musiała  wyciągnąć  szyję,  by  móc  mu  spojrzeć
w twarz.

–  Dam  pani  dwadzieścia  cztery  godziny  na  przemyślenie  mojej

propozycji. Proszę się spokojnie zastanowić.

Artie uniosła podbródek.
– Już to przemyślałam. Jutro moja odpowiedź będzie taka sama. Proszę

nie tracić czasu i więcej tu nie przychodzić.

–  Ma  pani  dużo  do  stracenia,  signorina  Bellante.  –  Omiótł  wzrokiem

pokój.  –  Naprawdę  chce  pani,  żeby  rodowa  siedziba  przepadła  z  powodu
głupiej dumy?

–  Duma  nie  ma  nic  wspólnego  z  moją  decyzją.  Jeśli  wyjdę  kiedyś  za

mąż, to z miłości.

W jej głowie rozległ się głośny rechot. Z miłości? A jak chcesz znaleźć

męża,  skoro  umierasz  ze  strachu  za  każdym  razem,  gdy  widzisz  obcego
człowieka? I kto by cię chciał? Myślisz, że ktoś cię pokocha?

Wzrok  Luki  powędrował  do  jej  ust  i  zatrzymał  się  tam  na  dłuższą

chwilę.

–  Kocha  pani  to  miejsce,  prawda?  Jest  w  pani  rodzinie  od  pokoleń.

Nasze małżeństwo byłoby więc związkiem z miłości. Z miłości do domu,
którego przecież nie chce pani stracić. – Melodyjny ton jego głosu podziałał
na  nią  hipnotyzująco.  Musiała  zmobilizować  wszystkie  siły,  żeby  stawić
opór.  To  byłoby  takie  proste  powiedzieć  „tak”.  Wszystkie  jej  problemy
zostałyby rozwiązane.

– Oczywiście, że kocham to miejsce. To jedyny dom, jaki mam.
Ich oczy się spotkały.
– Proszę za mnie wyjść, a nie straci go pani. Biznes to biznes. Jeśli będę

musiał,  nie  będę  miał  skrupułów,  by  odzyskać  to,  co  moje.  Nigdy  nie

background image

pozwalam,  by  emocje  przesłoniły  zdrowy  rozsądek.  Proszę  o  tym
pomyśleć.

Starała się zignorować cyniczny błysk w jego oku, zignorować śliskie

węgorze  paniki  wijące  się  w  jej  brzuchu.  Nie  mogła  stracić  domu.  Nie
mogła  pozwolić,  żeby  rezydencja  została  przekształcona  w  luksusowy
hotel,  żeby  obce  osoby  przechadzały  się  po  pokojach,  naruszały  spokój
wiekowych  murów,  które  przechowywały  najpiękniejsze  wspomnienia  jej
rodziny.

– Nie wyrzuci mnie pan stąd. Ja też mam chyba jakieś prawa, prawda?
–  No  cóż,  to  pani  ojciec  błagał  mnie  o  pomoc  –  przypomniał

nonszalancko. – To ja jestem w prawie.

–  I  dlatego  mam  spełnić  pańskie  życzenie?  Oczekuje  pan,  że  tak  po

prostu się zgodzę? Czy kiedykolwiek ktoś panu odmówił?

–  Raczej  nie.  –  Wyjął  z  kieszeni  aksamitne  pudełko  i  wyciągnął  dłoń

w jej stronę. – Może to pomoże pani podjąć decyzję.

Artie  popatrzyła  z  niesmakiem  na  pudełko,  jakby  miał  z  niego

wyskoczyć karaluch.

– Myśli pan, że przekupi mnie diamentami?
– Jeszcze pani nie wie, czy w środku są diamenty.
Delikatnie podniósł kciukiem wieczko.
– Proszę przymierzyć. Mam nadzieję, że będzie pasował.
– Nie, dziękuję.
Zapadła cisza. Luca zatrzasnął wieczko, pudełeczko położył na stoliku

do kawy. Jeśli nawet obraziła go stanowczą odmową, nie dał tego po sobie
poznać.

– Wrócę jutro. Mam nadzieję, że zmieni pani zdanie. Ciao!

background image

Ukłonił się, jakby z niej szydził, po czym opuścił salon, zamykając za

sobą drzwi.

Artie wypuściła z płuc palący oddech. Jej ciało zwiotczało po napięciu

napędzającym jej organizm adrenaliną i kortyzolem. Usiadła z powrotem na
sofie,  zanim  do  reszty  straciła  czucie  w  nogach.  Szantażowano  ją,  by
poślubiła  obcego  mężczyznę,  jeśli  chciała  uratować  dom.  Zupełnie  jak
w jakiejś dziewiętnastowiecznej powieści. Co ojcu przyszło do głowy, by
coś takiego sugerować Luce Ferrantellemu? Dla niego był to tylko biznes,
a dla niej kwestia życia i śmierci. Rezydencja była dla niej czymś więcej
niż  tylko  budynkiem.  To  było  jej  bezpieczeństwo,  jej  przyszłość,  jej
dziedzictwo. Jak Luca śmiał ją szantażować?! Nie zamierzała być pionkiem
w jego grze. Jeśli miał ją za słodką, posłuszną idiotkę, która przyjmie ofertę
z otwartymi ramionami, to pokaże mu, że się pomylił.

Rosa wróciła do salonu, żeby zabrać filiżanki.
– Twój gość już wyszedł – stwierdziła. – Czego chciał? – Jej wzrok padł

na aksamitne pudełeczko. – Och, co to jest?

Artie podniosła się z sofy, przeczesując włosy palcami.
– Nie uwierzysz, gdy ci powiem. Ledwie się powstrzymałam, żeby go

nie  uderzyć.  To  najbardziej  obrzydliwy  facet,  jakiego  kiedykolwiek
spotkałam. Łajdak. Zwykły łajdak.

Rosa posłała jej rozbawione spojrzenie.
– Mówisz tak, jakbyś ich nie wiadomo ilu spotkała. – Uniosła wieczko

i aż gwizdnęła. – Mamma mia! Przecież to pierścionek zaręczynowy.

Artie wyrwała jej pudełko i zatrzasnęła wieczko.
– Mogę się tylko cieszyć, że nie miałam do czynienia z takimi draniami.

Wiesz,  co  mi  zaproponował?  Chce  się  ze  mną  ożenić.  Sześć  miesięcy
fikcyjnego małżeństwa i tego typu bzdury. A wiesz, co jest najgorsze? To

background image

ojciec  podsunął  mu  ten  pomysł.  Luca  Ferrantelli  umorzy  mój  dług,  jeśli
zostanę jego żoną. Tylko wtedy odzyskam posiadłość.

– I co mu powiedziałaś?
– A jak myślisz? Odmówiłam.
Rosa zastygła, ustawiając filiżanki na tacy.
– A gdyby zaproponował ci prawdziwe małżeństwo, a nie na papierze,

zgodziłabyś się?

– Nie, oczywiście, że nie – odparła z nieco nadmiernym oburzeniem.
–  W  takim  razie  nie  rozumiem,  w  czym  problem.  Boisz  się,  że  nie

dotrzyma słowa?

Artie oparła ręce na biodrach, ignorując fakt, że kanty pudełka wbijają

jej się w dłoń.

–  Chyba  nie  mówisz  poważnie.  Uważasz,  że  powinnam  przyjąć  jego

szaloną  propozycję?  Rozum  straciłaś?  –  Artie  zmrużyła  oczy.  –  Zaraz!
A  może  wiesz  coś  o  tym?  Mówił  ci  ojciec,  że  chce  mnie  przehandlować
obcemu facetowi?

Rosa  podniosła  tacę  z  filiżankami.  Wyraz  jej  twarzy  zdradzał

pragmatyczne podejście do życia.

– Twój ojciec martwił się o ciebie. Nie wiedział, co zrobisz i jak sobie

poradzisz  ze  wszystkim,  gdy  jego  już  zabraknie.  Poświęciłaś  mu  ostatnie
lata  swojego  życia,  ale  teraz  przyszedł  czas,  by  wszystko  zmienić.  Masz
szansę  odzyskać  swoje  dziedzictwo  i  swoje  życie.  A  co  do  Luki
Ferrantellego… Nie jest on zupełnie obcym facetem, skoro twój ojciec mu
zaufał i poprosił o pomoc. Sześć miesięcy to przecież nie tak dużo. Dopóki
wszystko jest zgodne z prawem, masz wiele do zyskania i nic do stracenia.

Artie rzuciła pudełko na sofę.
–  Nie  mogę  uwierzyć  w  to,  co  mówisz!  Naprawdę  uważasz,  że

powinnam poślubić tego wstrętnego szantażystę?

background image

–  Nie  możesz  tu  tkwić  do  końca  życia  jak  w  grobowcu.  To  nie  jest

normalne, a zważywszy na katastrofalną sytuację finansową, nie będzie to
również możliwe. Powinnaś przyjąć ofertę. Twój ojciec by tego chciał. Nie
możesz się wiecznie obwiniać.

Artie prychnęła z irytacją.
–  Ja  nie  mogę  stąd  odejść.  Przecież  mnie  znasz.  Wiesz,  że  umieram

z strachu, ilekroć zbliżam się do bramy. Nie mam na to wpływu i nic na to
nie poradzę.

Rzeczywiście,  nic  nie  pomogło.  Leki,  sesje  z  psychoterapeutą,

medytacje.  Nic  nie  uwolniło  jej  od  tej  przeklętej  fobii.  Pogodziła  się
z myślą, że życie spędzi w izolacji. Cóż innego jej pozostawało? Musiała
zaakceptować swój los.

Rosa popatrzyła na nią swymi brązowymi oczami.
– Jeśli nie wyjdziesz za tego człowieka, będziesz musiała stąd odejść.

Stracisz castello. Stracisz dom, zastanów się.

Na  samą  myśl  o  opuszczeniu  rodzinnej  posiadłości  dostawała  gęsiej

skórki.  Nawet  jeśli  w  skrytości  ducha  marzyła  o  tym,  by  znów  być
normalną,  otwartą  na  świat  kobietą,  zdawała  sobie  sprawę,  że  życie  poza
domem było całkowicie poza jej zasięgiem. Zerknęła na małe pudełeczko
rzucone w przypływie złości na sofę.

– Luca Ferantelli to znany playboy. Co tydzień zmienia kochanki. Jaki

z niego materiał na męża?!

– Nie dowiesz się tego, jeśli go nie poślubisz. Poza tym to i tak będzie

małżeństwo  tylko  z  nazwy  –  rzekła  Rosa.–  Przekonaj  go,  żebyście  wzięli
ślub tutaj, w castello. Wtedy nie będziesz musiała nigdzie wychodzić. Na
miesiąc  miodowy  też  nikt  nie  każe  ci  wyjeżdżać.  Za  sześć  miesięcy
odzyskasz  dom,  a  na  pamiątkę  po  tej  transakcji  zostanie  ci  wyjątkowo
piękny pierścionek. Problem z głowy.

background image

Artie  wzdrygnęła  się.  Nawet  nie  pomyślała  o  miesiącu  miodowym.

Luca  pewnie  też  nie,  bo  nie  o  taką  pannę  młodą  mu  chodziło…  prawda?
Poczuła znajome mrowienie w dolnej części ciała. Jego usta przyciśnięte do
jej  ust.  Jego  ciało  przy  jej  ciele.  Dłonie,  które  robiłyby  jej  to,  o  czym
niekiedy fantazjowała, ale czego nigdy nie doświadczyła.

Przycisnęła  palce  do  skroni,  kiedy  Rosa  opuściła  pokój.  Myślała,  że

gospodyni podzieli jej obawy, a tymczasem namawiała ją, żeby wyszła za
mąż. Wypuściła z płuc urywany oddech i rozejrzała się po salonie. Czarne
aksamitne puzderko leżące na białej sofie oznaczało szansę. Przed oczami
miała  atletyczne  ciało  Luki,  rozparte  na  kanapie  w  nonszalanckiej  pozie.
Powietrze wciąż pachniało cytrusową nutą wody po goleniu. Jej tętno nadal
nie  wróciło  do  normy  i  nie  była  pewna,  czy  to  się  kiedykolwiek  stanie.
Spotkanie z Lucą Ferrantellim obudziło w niej kobiecość, którą od tylu lat
ignorowała.  Jej  ciało  nabrało  życia,  było  pobudzone  jak  nigdy  wcześniej.
Wiedziała, że Luca to najgorszy człowiek, jakiego kiedykolwiek spotkała,
ale ciało zdawało się nie mieć dostępu do tej wiedzy. Reagowało w sposób
nieprzewidziany  w  scenariuszu.  Spojrzenia  mężczyzny  rozgrzały  jej  krew
i wyobraźnię.

Wzięła  puzderko  i  zacisnęła  na  nim  mocno  palce,  myśląc  o  tym,  że

schowa  je  do  sejfu  i  przechowa  do  jutrzejszego  dnia,  by  zwrócić
właścicielowi. Niespodziewanie jednak palcami uniosła wieczko. Pierścień
zalśnił  w  całej  okazałości,  jakby  kusił,  żeby  go  włożyć.  To  był
najpiękniejszy  pierścionek,  jaki  kiedykolwiek  widziała.  Nie  oglądała  co
prawda  wystaw  sklepowych,  ale  wielokrotnie  przeglądała  różne  strony
w internecie. Przesunęła opuszką palca po misternym splocie, oszołomiona
pięknem  klejnotu.  Luca  zapewne  myślał,  że  na  widok  olbrzymiego
brylantu, padnie przed nim plackiem i od razu zgodzi się na ślub. Obróciła
pudełko,  patrząc,  jak  światło  mieni  się  w  drogocennych  kamieniach.  Nie

background image

miała  zamiaru  go  przymierzyć.  Pewnie  i  tak  byłby  na  nią  za  duży.
Przygryzła dolną wargę. Przecież nic się nie stanie, jeśli go włoży na palec,
tylko  dziś,  wyjątkowo.  Nikt  nie  musi  o  tym  wiedzieć.  Ostatni  raz
przymierzała biżuterię w tradycyjnym sklepie jubilerskim wieki temu, gdy
matka  kupowała  jej  kolczyki.  To  mogła  być  jedyna  okazja,  żeby  założyć
zaręczynowy  pierścionek.  Wsunęła  go  na  serdeczny  palec  lewej  ręki.
Pasował  idealnie.  Blask  brylantów  i  głęboki  błękit  szafiru  zaparł  jej  dech
w piersi.

–  Nie  przyzwyczajaj  się!  –  rzuciła  ostrzegawczo  do  pierścienia  –  Nie

zamierzam cię zatrzymać.

Szafir  błysnął  na  nią,  jakby  chciał  powiedzieć:  Jesteś  pewna?  Artie

zdjęła  pierścionek,  włożyła  go  z  powrotem  do  aksamitnego  pudełeczka
i zatrzasnęła wieczko.

– Już na ciebie nie patrzę, nie chcę cię, rozumiesz?
Zostawiła  pudełeczko  na  stoliku  do  kawy  i  ruszyła  do  kuchni,  gdzie

Rosa skrobała warzywa do zupy.

– I jak? Pierścionek pasował? – spytała gospodyni.
Artie zacisnęła usta.
– Skąd wiesz, że go przymierzyłam?
Rosa uśmiechnęła się dobrotliwie.
– Każda dziewczyna chciałaby przymierzyć tak wspaniały pierścionek.
Artie zmarszczyła brwi.
–  Sądziłam,  że  będziesz  stała  po  mojej  stronie.  Nie  martwi  cię  ani

trochę moja sytuacja?

–  Oczywiście,  że  martwi,  i  dlatego  uważam,  że  powinnaś  skorzystać

z  oferty,  którą  złożył  ci  Luca  Ferrantelli.  W  przeciwnym  razie  stracisz
wszystko. – Rosa oparła dłonie na biodrach. – Naprawdę są gorsze rzeczy

background image

niż  małżeństwo  z  przystojnym  i  bogatym  mężczyzną,  który  wobec  ciebie
nie ma żadnych oczekiwań. Sądząc po pierścionku, będzie cię rozpieszczał.

– A jeśli ja nie chcę, żeby mnie rozpieszczał?
Rosa uniosła cebulę, obracając ją w palcach.
–  Widzisz?  Mężczyźni  tacy  jak  Luca  Ferrantelli  są  jak  cebula.  Ty

dostrzegasz tylko pierwszą warstwę, fasadę. Zdejmij warstwy, a zobaczysz,
co się kryje pod maską. Nigdy nie wiadomo, co tam znajdziesz. Możesz być
jeszcze mile zaskoczona.

– A jeśli odrywanie kolejnych warstw doprowadzi mnie wyłącznie do

łez, tak jak to się dzieje z cebulą?

–  Zawsze  istnieje  takie  ryzyko,  gdy  się  do  kogoś  zbliżamy.  –  Rosa

przekroiła cebulę na pół. – I Bóg jeden wie, że siedząc zamknięta w tym
domu,  nigdy  nie  będziesz  miała  okazji,  by  się  do  kogoś  zbliżyć.  Ten
mężczyzna  rzucił  ci  koło  ratunkowe  i  będziesz  niemądra,  jeśli  go  nie
chwycisz. Dobrze cię radzę.

Rosa  miała  rację.  Jeśli  nie  poślubi  Luki  Ferrantellego,  będzie  musiała

opuścić castello i to na zawsze. Straci dom, straci wszystko. Nie mogła do
tego dopuścić.

Wróciła do salonu i chwyciła puzderko z pierścionkiem, by odnieść je

do sejfu, ale znów nie potrafiła się powstrzymać i otworzyła wieczko. Co ja
mam  robić?  –  rozmyślała  gorączkowo.  Wreszcie  wsunęła  pierścionek  na
palec.  Postanowiła,  że  ponosi  go,  tak  dla  własnej  przyjemności,  a  jutro
zwróci  właścicielowi.  A  może  nie?  Powinna  go  poślubić  czy  posłać  do
diabła?  Przez  całe  popołudnie  roztrząsała  tę  kwestię,  a  wieczorem  zdała
sobie  sprawę,  że  pierścionka  nie  ma  na  jej  palcu.  Skoczyła  jak  oparzona
i rozejrzała się bezradnie wokół siebie. Co się mogło stać? Gdzie on jest?
W którym momencie zsunął jej się z palca? O Boże, Boże! Pierścionek wart

background image

fortunę!  I  co  ona  teraz  zrobi?  Żołądek  ścisnął  jej  się  ze  strachu.  Zaczęła
przerzucać poduszki na sofie w nadziei, że zaraz ujrzy blask brylantów.

W tym momencie do salonu weszła Rosa.
–  Rozumiem,  że  sytuacja  finansowa  jest  fatalna,  ale  nie  znajdziesz

pieniędzy pod narzutą.

Artie spojrzała na nią szeroko otwartymi oczami, bliska paniki.
–  Nie  mogę  znaleźć  tego  cholernego  pierścionka  –  zawołała

roztrzęsiona.

Rosa zmarszczyła brwi.
– Miałaś go umieścić w sejfie.
–  Tak,  ale  założyłam.  Chciałam  go  tylko  trochę  ponosić.  –  Zrzuciła

wszystkie poduszki na podłogę. – I co ja teraz zrobię?

Rosa przyłączyła się do poszukiwań.
– Musisz sobie przypomnieć, gdzie byłaś. Wychodziłaś na zewnątrz, do

ogrodu?

– Nie, nie. Byłam tylko w domu.
Artie sięgnęła po koszyk z przyborami do szycia i wysypała na podłogę

całą  zawartość.  Między  naparstkami,  szpulkami  nici  i  igłami  nie  było
jednak pierścionka.

–  Musi  gdzieś  tu  być!  Boże,  gdzie  on  jest?  Jak  mogłam  go  zgubić!  –

Wepchnęła  przybory  z  powrotem  do  koszyka,  kłując  się  przy  tym  igłą
w palec. – Au! – Włożyła palec do buzi i wyssała krew, rzucając złowrogie
spojrzenie Rosie. – Nie miał prawa dawać mu tak drogiego pierścionka. To
jego wina. Będę teraz musiała wyjść za niego za mąż.

Jakiś głos w głębi duszy odezwał się nieproszony. Przecież chcesz tego,

prawda? Małżeństwo z Lucą Ferrantellim pozwoli ci odzyskać kontrolę nad

background image

życiem, o której marzyłaś od dawna. Pieniądze, wolność i przystojny mąż,
tylko na papierze.

Rosa pochyliła się i raz jeszcze obejrzała wnętrze koszyka.
– Ach, oto jest! – Wręczyła Artie pierścień. – Lepiej włóż go do pudełka

i odłóż w bezpieczne miejsce, zanim znów się zgubi.

Oddać?  Stracić  jedyną  szansę  na  to,  by  zatrzymać  dom?  Wsunęła

pierścionek na palec, czując nagły przypływ jasności umysłu.

–  Nie  oddam.  Może  masz  rację.  To  szansa,  być  może  jedyna,

i zamierzam ją wykorzystać. W końcu to tylko sześć miesięcy. Cóż mam do
stracenia?

Rosa uniosła brew.
– Serce?
–  To  niemożliwe.  To  będzie  umowa  wyłącznie  biznesowa.  Jeśli  Luca

Ferrantelli  potrafi  podejść  do  tego  na  chłodno,  to  i  ja  będę  potrafiła.
Wychodzę za mąż.

Luca  nie  pamiętał,  kiedy  ostatni  raz  z  taką  niecierpliwością  czekał  na

spotkanie.  Liczył  minuty,  żeby  zobaczyć  Artemisię  Bellante,  kiedy
następnego dnia jechał do Castello Mireille. W tej dziewczynie było coś, co
mocno  go  intrygowało,  a  niełatwo  było  go  zadziwić.  Spodziewał  się,  że
będzie posłuszna i uległa, a tymczasem okazała się niepokorna i stanowcza,
co było miłą odmianą po tych wszystkich pochlebcach, którzy gotowi byli
spełnić nawet najmniejszy jego kaprys. Nie mógł oderwać od niej oczu, od
szczupłej, ale kobiecej sylwetki, błyszczących brązowych oczu, kręconych
włosów,  zgrabnego  nosa,  zdecydowanego  podbródka  i  czerwonych  ust.
O  mało  nie  zaproponował  jej  prawdziwego  małżeństwa,  ale  w  porę  się
opanował. Dla niego nie istniało prawdziwe małżeństwo. Nie chciał ani nie
potrzebował  miłości.  Uważał,  że  to  nic  niewarte  emocje,  które  powodują

background image

same szkody. Miał okazję się o tym przekonać. Sześciomiesięczna umowa
to zupełnie co innego. Nie mógł uratować ojca i brata, ale zamierzał ocalić
dziadka. A poślubienie Artemisii Bellante było sposobem, żeby to osiągnąć.
Jedynym  sposobem.  Franco  Bellante  zapewniał  go,  że  jego  córka  jest
bardzo  nieśmiała  w  stosunku  do  mężczyzn.  On  jakoś  nie  dostrzegł  tej
nieśmiałości.  Widział  pewną  siebie,  zdecydowaną  i  bardzo  atrakcyjną
kobietę. Jej wzrok błądzący wokół jego ust pozwalał sądzić, że nie miałaby
nic  przeciwko  prawdziwemu  małżeństwu.  Stop.  Nawet  o  tym  nie  myśl!
Luca wiedział, jak kontrolować swoje impulsy. Życie nauczyło go, że musi
dwa  razy  pomyśleć,  zanim  podejmie  decyzję.  Artemisia  Bellante  może
i jest najbardziej ponętną dziewczyną, jaką spotkał, ale umowa to umowa.
Małżeństwo na papierze potrwa sześć miesięcy i ani dnia dłużej. Lekarze
dawali  jego  dziadkowi  najwyżej  rok  życia,  jeśli  nie  rozpocznie  leczenia.
Zegar tykał nieubłaganie. Musiał działać szybko.

Gdy  przybył  na  miejsce,  gospodyni  zaprowadziła  go  do  salonu,  gdzie

czekała  Artemisia.  Stała  przy  dużym  oknie.  Ręce  zaplotła  za  plecami,
spoglądała  na  niego  z  napięciem.  Wyglądała  jak  dumna  królowa,  chociaż
miała  na  sobie  codzienne  ubranie,  niebieskie  dżinsy  i  białą  koszulę
z  kolorową  apaszką  zawiązaną  na  szyi.  Spodnie  podkreślały  smukłe  nogi
i  krągłe  biodra,  a  biel  koszuli  uwydatniała  gładką  cerę  w  kolorze  kości
słoniowej.  Podbródek  uniosła  wysoko.  W  ciemnobrązowych  oczach
błyszczała  niechęć.  To  jednak  zamiast  go  odstraszyć  jeszcze  mocniej
podniecało.  Umawiał  się  z  wieloma  kobietami,  ale  te  spotkania  coraz
bardziej go nużyły. Były nudne i przewidywalne. W Artemisii Bellante nie
było nic nudnego ani przewidywalnego. Spokojnie, stary. Przywołał się do
porządku.  Pamiętaj  o  celu.  Masz  ratować  dziadka,  a  nie  romansować.
Ukłonił się i uśmiechnął ciepło.

– Dzień dobry, Artemisio. Podjęła już pani decyzję?

background image

Jej głos przypominał syk osaczonego kota.
– Tak.
–  I?  –  Na  chwilę  wstrzymał  oddech.  Chciał,  żeby  została  jego  żoną.

Musiał zdobyć tę dziewczynę, choć nie do końca rozumiał, dlaczego aż tak
bardzo mu na tym zależy.

– Wyjdę za pana.
Zaskoczyła go. Był przekonany, że powie „nie” i będzie musiał znów

wytoczyć cały arsenał argumentów, żeby ją przekonać do zmiany decyzji.

– Cieszę się – zawołał z ulgą.
Uniosła wysoko brwi.
– Stawiam jednak pewne warunki.
– Słucham.
Miała na nogach brązowe botki, które dodawały jej kilka centymetrów,

ale  i  tak  była  dużo  niższa  od  niego.  Gdy  uniosła  rękę,  którą  poprawiła
włosy, dostrzegł na jej palcu pierścionek zaręczynowy jego babki. Pasował
idealnie,  jakby  został  zaprojektowany  specjalnie  dla  niej.  Musiał  uważać,
by się nie poddać sentymentalnym uczuciom. Ich związek miał być jedynie
umową biznesową. Oczywiście, mógł podarować Artie nowy pierścionek,
ale  pragnął  tym  gestem  wzruszyć  dziadka  i  uwiarygodnić  ich  relację.  To
dziadek był sentymentalny, a nie on.

–  Proszę  usiąść  –  zaproponowała  uprzejmie,  ale  spojrzenie  pozostało

surowe.

Luca wskazał na sofę.
– Panie przodem.
Artie zajęła miejsce, zaciskając mocno kolana.
–  Zdecydowałam  się  przyjąć  pańską  ofertę,  pod  warunkiem,  że  ślub

odbędzie  się  tutaj.  Chciałabym  też  cichego  i  skromnego  wesela  z  jak

background image

najmniejszą liczbą gości.

Zaskoczyła  go.  Przecież  każda  dziewczyna  marzy  o  tym,  by  na  jeden

dzień stać się bohaterką bajki, prawdziwą księżniczką. Co druga kochanka
dawała  mu  do  zrozumienia,  że  marzy  o  hucznym  przyjęciu,  sukni  od
projektanta,  której  będą  jej  zazdrościły  wszystkie  kobiety,  i  najdroższym
pierścionku zaręczynowym.

– Czy jest jakiś szczególny powód, dla którego ślub ma się odbyć tutaj,

a nie w kościele?

–  Tutaj  odbył  się  pogrzeb  mojego  ojca,  mojej  matki  również.  Wielu

moich przodków jest tu pochowanych.

– Rozumiem, ale my nie urządzamy pogrzebu, prawda? – zażartował.
– Uważam inaczej. To nie będzie prawdziwe małżeństwo. Czułabym się

niekomfortowo,  wypowiadając  fałszywą  przysięgę  w  kościele.  To  byłby
brak  szacunku.  Nie  chcę  też  wystawnego  wesela,  bo  niedawno  straciłam
ojca. Chyba pan to rozumie.

– W porządku. Pobierzemy się tutaj. Formalności proszę zostawić mnie.

Pani  ojciec  przed  śmiercią  wysłał  mi  potrzebne  dokumenty.  Wszystko
zorganizuję.

–  A  więc  był  pan  pewien,  że  przyjmę  pańską  propozycję.  Nie

rozumiem, przecież widział mnie pan tylko raz w życiu. Wczoraj.

Wzruszył jednym ramieniem.
– Pani ojciec pokazał mi pani zdjęcie i dużo opowiedział. Uznałem, że

będzie pani odpowiednia.

– A jeśli bym się nie zgodziła?
Luca się uśmiechnął.
– Znalazłbym sposób, żeby zmieniła pani zdanie. A tak w ogóle, może

mówmy sobie po imieniu. W końcu mamy być małżeństwem.

background image

– Tylko na papierze – przypomniała mu. – Nie mogę uwierzyć, że mój

ojciec zachęcał cię do ślubu ze mną. Kiedy się z nim spotkałeś? Nigdy cię
tu nie widziałam.

– Odwiedziłem twojego ojca w szpitalu, kiedy zachorował na zapalenie

płuc.  Miałem  nadzieję,  że  cię  tam  spotkam.  Tyle  o  tobie  opowiadał.  Ty
jednak nie pojawiłaś się ani razu. Twój ojciec wyjaśnił mi, że od wypadku
nie  przepadasz  za  szpitalami.  Potem  dzwoniliśmy  do  siebie
i wymienialiśmy mejle. Udało nam się nawet zaprzyjaźnić.

Przygryzła wargi i odwróciła wzrok.
– Co o mnie mówił?
–  Że  jesteś  bardzo  nieśmiała.  Nie  przepadasz  za  imprezami  i  życiem

towarzyskim. Jesteś typem odludka.

Parsknęła gorzkim śmiechem.
– Cóż, nie mogę zaprzeczyć.
Luca wstał i podszedł do kredensu, na którym ustawione były zdjęcia

w ramkach. Podniósł jedno z nich, przedstawiające małą Artie na kolanach
młodej kobiety.

– Twoja matka była bardzo piękna. Z tego, co wiem, była Angielką, czy

tak?

– Tak – przyznała cicho.
Luca odstawił zdjęcie i zwrócił się w jej stronę.
– Musiało ci być bardzo ciężko po jej śmierci. Byłaś jeszcze dzieckiem.
Wiedział,  co  to  znaczy  stracić  kogoś  bliskiego.  Wiedział  też,  co  to  są

wyrzuty sumienia. To on sprowadził na ukochane osoby śmierć. Nigdy nie
pogodził  się  z  ich  utratą.  Wciąż  torturował  się  myślami  „co  by  było,
gdyby…”. Ich oczy się spotkały.

– Straciłeś ojca i starszego brata, gdy byłeś nastolatkiem, prawda?

background image

Luca  wiedział,  że  informacje  o  wypadku  wciąż  można  znaleźć

w internecie. Wciąż widział te nagłówki: „Dyrektor generalny dużej firmy
i jego spadkobierca zginęli na morzu w Argentynie”. Nikt nie napisał o roli
Luki  w  utonięciu  bliskich  i  dopiero  później  dowiedział  się,  że  to  dzięki
dziadkowi,  który  pociągnął  za  odpowiednie  sznurki,  by  go  chronić.  Tym
większy miał wobec niego dług wdzięczności. Musiał go ratować nawet za
cenę małżeństwa z obcą dziewczyną.

– Tak, miałem wtedy trzynaście lat – przyznał z ociąganiem.
– Bardzo mi przykro. Czy twoja mama żyje?
– Tak. Mieszka teraz w Nowym Jorku.
– Wyszła ponownie za mąż?
–  Nie  –  rzucił  krótko  takim  tonem,  jakby  już  nie  chciał  dłużej  o  tym

rozmawiać.

Zapadła cisza. Luca nie wyjaśnił, dlaczego matka wyjechała z Włoch,

nie przyznał, że nie potrafiła poradzić sobie z tragedią. W jej życiu powstała
wyrwa, której nic nie było w stanie naprawić. Tamtego koszmarnego dnia
stracił nie tylko ojca i brata, ale całą swoją rodzinę. Matka nie była w stanie
na niego patrzeć. Dziadkowie starali się okazywać mu troskę i wsparcie, ale
sami byli poranieni tragedią. Jego dalsza rodzina, ciotki, wujkowie i kuzyni
odsunęli się od niego.

–  Dlaczego  zmieniłaś  zdanie  co  do  małżeństwa  ze  mną?  –  spytał,

kierując  rozmowę  na  inne  tory.  –  Niech  zgadnę.  Skusił  cię  zaręczynowy
pierścionek? – zażartował.

Jej policzki zarumieniły się.
– W pewnym sensie tak.
Luca nie podejrzewał, żeby Artie dała się kupić za biżuterię, ale to był

naprawdę wyjątkowo piękny pierścionek. Zatrzymał wzrok na jej ręce.

background image

– Dobrze na tobie wygląda. Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że jest

używany? Należał do mojej babci. Zapisała mi go w testamencie.

Jej oczy zrobiły się wielkie i okrągłe jak dwa spodki.
– Twoja babcia? O mój Boże… Dobrze, że…
– Tak? – spytał, zaciekawiony.
Posłała mu spłoszone spojrzenie.
– Przestraszyłam się wczoraj, że go zgubiłam. Nie powinieneś był mi

dawać tak cennego pierścionka. To przecież rodzinna pamiątka. Co ty sobie
myślałeś? Oczywiście zwrócę ci go po sześciu miesiącach.

– Nie chcę, żebyś go zwracała. – Machnął ręką.– To prezent dla ciebie.
–  Nie  mogę  go  zatrzymać.  Pomijam  jego  wartość  rynkową,  która

zapewne  jest  niebotyczna,  ale  tu  chodzi  przede  wszystkim  o  wartość
sentymentalną.

Luca wzruszył ramionami.
–  Nie  przejmuj  się.  To  tylko  pierścionek.  I  tak  nie  zrobiłbym  z  niego

użytku. Nic dla mnie nie znaczy.

– A co ma dla ciebie znaczenie poza zarabianiem pieniędzy?
Luca wykrzywił usta w cynicznym uśmiechu.
– Pieniądze otwierają wiele drzwi.
– A inne zamykają. Skąd masz wiedzieć, czy ktoś ceni ciebie, czy twoje

pieniądze?

– Potrafię rozpoznać nieszczerych pochlebców.
W jej oczach zalśniła odraza.
– Nie wątpię.
– A mówisz tak, jakbyś jednak wątpiła. Powiedz, co naprawdę myślisz.
– Nie ma znaczenia to, co myślę. Oboje chcemy ubić interes i liczę na

to, że uda nam się osiągnąć cel.

background image

Leniwy uśmiech Luki sprawił, że zadrżała.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Artie nawet na torturach nie przyznałaby się do tego, że Luca Ferrantelli

porusza  jej  zmysły.  Za  każdym  razem,  gdy  rozmawiali,  ogarniała  ją
ekscytacja.  Luca  był  bez  wątpienia  mężczyzną  inteligentnym,  bystrym
i  czarującym.  Nie  mogła  zrozumieć,  dlaczego  dał  jej  pierścionek
zaręczynowy babci. Dobrze, że go nie zgubiła.

–  Musimy  porozmawiać  o  miesiącu  miodowym  –  oznajmił.  –  Dokąd

chciałabyś pojechać?

Odruchowo przycisnęła dłoń do gardła.
– Miesiąc miodowy? Ale dlaczego? Przecież mamy być małżeństwem

tylko na papierze.

– Nie przeszkadza mi cichy ślub, ale nalegam na podróż. Powinniśmy

uwiarygodnić nasz związek.

Miałaby wyjechać? Pokazywać się publicznie? Przebywać w otwartych

przestrzeniach? Pędzące tłumy. Ruch drogowy. Hałas! O mało nie zatoczyła
się do tyłu.

–  Nie!  Nie  mogę  tego  zrobić!  To  nie  będzie  prawdziwe  małżeństwo.

Nigdzie nie pojadę.

Oddychaj! Oddychaj! Nie panikuj! Tylko spokojnie. Oddychaj!
– Przecież cię nie wykorzystam – zapewnił ze śmiechem.
– Nigdzie z tobą nie pojadę. Nawet cię nie lubię.
–  Artemisio,  musimy  się  pokazywać  publicznie.  Ludzie  muszą

uwierzyć,  że  jesteśmy  prawdziwym  małżeństwem.  Będziemy  spędzali  ze

background image

sobą dużo czasu.

Jej żołądek zrobił salto.
– Mamy razem mieszkać?
– Ależ oczywiście.
Zadrżała.  Przecież  nie  mogła  opuścić  domu.  Może  powinna  mu

powiedzieć o swojej fobii? Może by zrozumiał? Nie, mało prawdopodobne.
Zerwie umowę i zabierze jej castello.

–  A  nie  mógłbyś  się  wprowadzić  tutaj?  To  ogromny  dom.  Miałbyś

swoje  pokoje  i  nawet  nie  musielibyśmy  się  widywać.  Nikt  by  się  nie
dowidział, że nie jesteśmy naprawdę…

– Nie! – Jego ton był stanowczy.
Artie  ze  wszystkich  sił  starała  się  odzyskać  kontrolę  nad  oddechem.

Kręciło jej się w głowie, do gardła podchodziły mdłości. Nie mogła teraz
zemdleć. Nie przed tym człowiekiem! Odetchnęła głęboko.

– Nie mam zamiaru opuszczać domu dla twojej wygody kosztem mojej.

Dopiero co pochowałam ojca i chciałabym przeżyć żałobę spokojnie, poza
zasięgiem opinii publicznej.

Tęskniła  za  ojcem  i  to  nawet  nie  tylko  dlatego,  żeby  byli  ze  sobą

szczególnie mocno związani, ale ponieważ opieka nad nim stanowiła sens
jej życia.

Luca  przyglądał  jej  się,  ale  wyraz  jego  twarzy  nie  zdradzał  żadnych

emocji.

–  W  porządku.  Możemy  przełożyć  miesiąc  miodowy  –  powiedział

wreszcie.

Odetchnęła z ulgą, odgarniając włosy z twarzy.
– Dziękuję.

background image

Od wypadku nie jechała samochodem, nie leciała samolotem. Całe jej

życie toczyło się między kamiennymi ścianami i nic nie wskazywało na to,
by w najbliższym czasie miało się to zmienić.

Luca zmniejszył dystans między nimi.
– Zdaję sobie sprawę, że sytuacja finansowa twojego ojca musiała być

dla ciebie szokiem. I rozumiem, że nie jest ci łatwo, ale jednej sprawy nie
odpuszczę.  Mój  dziadek  musi  uwierzyć,  że  jesteśmy  prawdziwym
małżeństwem.

– Dlaczego to dla ciebie takie ważne?
– Ma raka i nie chce podjąć leczenia.
– Och, tak mi przykro! – zawołała ze szczerym współczuciem.
–  Mnie  również.  Umrze  w  ciągu  roku,  jeśli  nie  zgodzi  się  na  terapię.

Zawsze  marzył,  żebym  się  ustatkował  i  ożenił  z  jakąś  miłą,  skromną
kobietą.  Nie  pochwala  mojego  swobodnego  stylu  życia  i  przypomina  mi
o  tym  przy  każdej  okazji.  Chcę,  żeby  nabrał  chęci  do  życia,  i  myślę,  że
moje małżeństwo mu w tym pomoże. Będzie szczęśliwy, gdy się dowie, że
znalazłem odpowiednią pannę młodą.

Odpowiednia panna młoda. Gdyby tylko wiedział, jak bardzo się mylił.

Gdyby tylko wiedział o jej fobii.

– Czy twój dziadek da radę przyjechać na ślub?
– Mam nadzieję.
Artie  przygryzła  wargę.  Źle  się  czuła  z  tym,  że  nie  powiedziała  Luce

prawdy o sobie, ale nie mogła ryzykować utraty domu. Wiedziała już, że to
twardy,  pozbawiony  sentymentów  biznesman,  który  z  pewnością  nie
pochyliłby się ze zrozumieniem nad jej psychicznymi problemami.

–  Skąd  wiesz,  że  jestem  odpowiednia?  Może  mój  ojciec  przesadził

w  pochwałach?  Może  jestem  najgorszą  osobą  na  świecie?  Może  tak
naprawdę nie nadaję się na żonę?

background image

Leniwy uśmiech pojawił się na jego wargach.
– To, co do tej pory widziałem, bardzo mi się podoba.
Artie  czuła,  że  jej  policzki  pokrywają  się  szkarłatnym  rumieńcem.

W dole brzucha poczuła dziwną ciężkość. Jego spojrzenie zatrzymało się na
jej  ustach  i  mimowolnie,  czubkiem  języka  dotknęła  warg.  Co  się  z  nią
dzieje?  Co  za  potężną  władzę  miał  nad  nią  Luca  Ferrantelli?  Nigdy  nie
miała  takiej  świadomości  swojego  ciała.  Czuła  cytrusowe  nuty  wody  po
goleniu.  Niepewnie  spojrzała  mu  w  oczy.  Serce  podskoczyło  jej  w  piersi,
gdy  Luca  podniósł  dłoń  do  jej  twarzy  i  przesunął  palcem  po  policzku.
Każdy nerw w jej ciele pulsował ogniem.

– Jesteś o wiele piękniejsza niż na zdjęciu, które dostałem od twojego

ojca, Artemisio.

Głos Luki był szorstki i jednocześnie miękki. W jego oczach był miód

i ostry żwir, pokusa i niebezpieczeństwo.

– Nikt nie mówi do mnie „Artemisia” tylko „Artie”.
Na litość boską! Nie mogła powiedzieć czegoś mądrzejszego?
Luca uśmiechnął się.
– Artie… Słodko. Podoba mi się. Artemisia brzmi nieco groźnie. Takie

imię  nosiła  królowa  Halikarnasu.  Była  sojuszniczką  króla  perskiego
i słynęła z odwagi.

– To imię wybrała mi mama. Pasjonowała się grecką historią.
Jego wzrok ponownie spoczął na jej ustach.
–  Będziemy  musieli  wiarygodnie  odegrać  zakochanych.  Poradzisz

sobie?

– O czym mówisz?
– O pocałunkach, przytulaniu, trzymaniu się za ręce.

background image

Jej  podbrzusze  zaczęło  pulsować  dziwnym  rodzajem  bólu.  Jak

zniosłaby  jego  bliskość?  Jak  poradziłaby  sobie  ze  zwykłym  muśnięciem
jego  dłoni?  Z  silnym  ramieniem  wokół  talii?  Z  jego  ustami  na  swoich
ustach? Nikt nigdy nie dotykał jej w ten szczególny sposób. Nikt jej nigdy
nie całował, a teraz przytłaczało ją pragnienie, by ten mężczyzna pieścił ją
jak kochanek.

–  Poradzę  sobie  –  zapewniła,  nie  wierząc  własnym  słowom.  Chyba

zwariowała. Tak, zwariowała przez pożądanie, które wzbudzał w niej Luca.
Reagowała  na  niego  tak,  jak  nie  powinna.  Nawet  go  nie  lubiła.  Był
arogancki,  pewny  siebie  i  irytujący.  Czy  oparłaby  mu  się,  gdyby  ją
pocałował?

Luca  wciąż  się  w  nią  wpatrywał  z  zapierającą  dech  w  piersiach

intensywnością.

– Czyli pozwolisz mi… spróbować teraz?
–  A  niby  dlaczego?  Jesteśmy  tu  sami.  Nie  musimy  odgrywać

przedstawienia. – Artie była dumna ze swojego oponowania i spokoju, choć
w środku wszystko w niej płonęło.

Luca musnął kciukiem jej górną wargę.
– Widzę, jak na mnie patrzysz – powiedział głębokim szeptem.
– A jak patrzę?
– Przecież wiesz.
Dotknął  jej  twarzy  rozgrzaną  dłonią.  Przymknęła  oczy,  rozdygotana

pożądaniem, a wtedy on cofnął rękę.

– No dobrze, poczekamy do ślubu. Co byś powiedziała na ten weekend?
Artie udało się stłumić westchnienie.
– W ten weekend? Tak szybko?
– Nie jestem fanem długiego narzeczeństwa.

background image

–  Ale  to  za  szybko!  Skąd  wezmę  sukienkę?  A  może  mam  wystąpić

nago?

W jego oczach pojawił się niebezpieczny błysk.
– Dobry pomysł!
– Zapomnij! Nigdy nie zobaczysz mnie nagiej.
Uśmiechnął się leniwie.
– A czy jakikolwiek mężczyzna widział cię nago?
Cofnęła się, zła na siebie, że nie zrobiła tego wcześniej. Nie potrafiła się

oprzeć jego zmysłowej sile.

– Nie mam zamiaru rozmawiać z tobą o swoim prywatnym życiu. To

nie twoja cholerna sprawa.

– Musimy coś o sobie wiedzieć. W przeciwnym razie nikt nie uwierzy,

że jesteśmy prawdziwym małżeństwem.

–  Masz  zamiar  udawać,  że  mnie  kochasz?  Nikt  w  to  nie  uwierzy.

Jesteśmy jak ogień i woda.

– Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają, prawda?
Choć  jego  uśmiech  roztapiał  upór,  zrobiła  surową  minę  i  zmroziła  go

wzrokiem.

– Wiem, że to może być zaskoczeniem dla kogoś z rozbuchanym ego,

ale nie jestem tobą zainteresowana.

– W takim razie będziesz musiała wykazać się aktorskimi zdolnościami,

by przekonać mojego dziadka, że jest inaczej. Myślisz, że sobie poradzisz,
cara mia?

To pieszczotliwe określenie mało nie zwaliło jej z nóg. Uniosła brodę.
–  A  ty  sobie  poradzisz,  panie  cyniczny?  Potrafisz  udawać,  że  jesteś

namiętnie zakochany w swojej żonie?

Utkwił w niej bezczelne spojrzenie.

background image

– To będzie bardzo łatwe.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Artie  stała  przed  lustrem  i  taksowała  wzrokiem  swoje  odbicie.  Mogła

założyć  ślubną  kreację  matki,  ale  zdecydowała  się  na  kremową  suknię
balową  z  miękkiej  satyny.  Klasyczny  fason  z  tiulową  halką  podkreślał
zgrabną  talię,  a  dopasowana  góra  uwydatniała  piękny  biust,  pomimo
skromnego dekoltu.

Nie  chciała  profanować  sukni  ślubnej  matki  małżeńską  farsą.  Jej

rodzice pobrali się z miłości i żyli razem szczęśliwie, dopóki nie uparła się,
by  ją  zawieźli  na  urodziny  do  koleżanki,  gdy  miała  piętnaście  lat.
Przygryzła wargę, aż ją zabolała. Dlaczego tak się wtedy uparła na tę głupią
imprezę?  Gdzie  są  teraz  jej  przyjaciele?  W  szpitalu  odwiedziła  ją  ledwie
garstka  znajomych.  Nikt  nie  przyjechał  do  castello,  by  zapytać,  dlaczego
nie wraca do szkoły. Nikt nie przyszedł na pogrzeb jej matki. Odsunęła złe
wspomnienia. Dziś był dzień jej ślubu. Wyjdzie za Lucę, by ratować dom.
Oby  nie  była  to  kolejna  decyzja,  której  będzie  żałowała  do  końca  życia.
Spojrzała  na  pierścionek  zaręczony.  Im  dłużej  go  nosiła,  tym  bardziej  go
lubiła i w jakiś dziwny sposób czuła się związana z babcią Luki. Staruszka
chyba przekręciłaby się w grobie, wiedząc, że jej wnuk żeni się bez miłości,
by oszukiwać jej męża.

Do sypialni weszła Rosa, niosąc bukiet kwiatów z ogrodu.
–  Wyglądasz  pięknie.–  Artie  zaciągnęła  się  zapachem  róż.  –  Nie

założyłaś welonu?

– To nie jest prawdziwy ślub.
Rosa zmarszczyła brwi.

background image

– Ale jednak ślub. Co ci szkodzi wyglądać jak prawdziwa panna młoda.

Niech twój przystojny mąż patrzy na ciebie i się zachwyca. – Podeszła do
dużej  szafy  i  wyciągnęła  pudło  z  suknią  ślubną.  Delikatnie  wyjęła
zabezpieczony  bibułą  haftowany  welon,  który  miała  na  swoim  ślubie  nie
tylko matka, ale także babka Artie.

– Zrób mi tę przyjemność, proszę.
Artie przewróciła oczami, ale ustąpiła, pozwalając, by Rosa umocowała

welon na włosach. Gospodyni cofnęła się, by ocenić dzieło.

– Luca Ferrantelli padnie z wrażenia, gdy cię zobaczy. Jesteś piękna.
Artie odwróciła się do lustra, by ocenić efekt. Rzeczywiście, wyglądała

jak prawdziwa panna młoda.

– Powiedz, że nie robię największego błędu w swoim życiu, drugiego

co do wielkości.

Rosa chwyciła ją za rękę.
– Straciłaś w życiu tak wiele, nie możesz stracić domu. Robisz to, co

musisz. Tak trzeba. – W jej oczach pojawiły się łzy. – Śluby dziwnie mnie
wzruszają. Zawsze na nich płaczę. Na swoim pewnie też bym płakała.

– A chciałaś  kiedyś  wyjść  za mąż?  – Artie  jakoś  nigdy  wcześniej  nie

wpadła  na  pomysł,  by  o  to  zapytać.  Rosa  miała  sześćdziesiąt  lat  i  była
związana  z  castello,  odkąd  sięgnęła  pamięcią.  Była  częścią  rodziny
i kochała ją jak krewną, ale nigdy nie myślała o życiu miłosnym gospodyni,
czy też raczej jego braku.

– Dawno temu byłam zakochana, ale… nie wyszło.
– Co się stało?
–  Ożenił  się  z  inną.  Nigdy  potem  nie  poznałam  nikogo,  z  kim

chciałabym być. Dawne dzieje.

– Przykro mi.

background image

Rosa się zaśmiała.
– Zaoszczędziłam sobie dużo bólu. Ten mężczyzna zdążył się już trzy

razy rozwieść. – Jej twarz przybrała poważniejszy wyraz. – Twoi rodzice
mieli szczęście, że na siebie trafili. Wiem, że nie spędzili ze sobą tyle czasu,
ile  by  chcieli,  ale  lepiej  przeżyć  rok  z  właściwym  człowiekiem  niż
pięćdziesiąt lat z niewłaściwym.

A jak przeżyć sześć miesięcy z mężczyzną, który jednym spojrzeniem

sprawiał, że krew szybciej krążyła jej w żyłach?

Luca stał w kaplicy rezydencji, czekając, aż pojawi się Artie. Dziadek

nie czuł się dobrze i nie mógł przybyć na ślub, ale Luca planował, by jak
najszybciej przedstawić mu swoją żonę. Przedtem jednak zamierzał spędzić
z  Artie  trochę  czasu.  Powinni  wyglądać  wiarygodnie  jako  para
nowożeńców  i  czuć  się  swobodnie  w  swoim  towarzystwie.  Ta  zadziorna
dziewczyna  stanowiła  dla  niego  prawdziwe  wyzwanie.  Jej  obojętność  na
jego  niewątpliwy  urok  intrygowała  go  i  pobudzała.  Rozumiał,  co  znaczy
słowo „nie”, i potrafił znieść odrzucenie, bo tak naprawdę nigdy poważnie
nie  zaangażował  się  w  żaden  miłosny  związek,  ale  opór  Artie  był
zastanawiający.  Przecież  wyraźnie  wyczuł  jej  zainteresowanie,  tę
wyjątkową  chemię,  która  elektryzowała  powietrze.  Z  jednej  strony  miał
ochotę zaryzykować i przekroczyć warunki umowy, z drugiej jednak, gdyby
Artie  chciała  więcej,  niż  mógłby  jej  dać,  wpadłby  w  prawdziwe  kłopoty.
Gdyby się w nim zakochała, wszystko by się zmieniło. A co jeśli on by się
zakochał…?  Odsunął  tę  myśl,  przeskoczył  nad  nią  jak  nad  urwiskiem.
Miłość to niebezpieczna pułapka. Jego serce wzdrygało się przed uczuciem
niczym  narowisty  koń  przed  skokiem  przez  przeszkodę.  To  zbyt
ryzykowne. Zbyt bolesne.

background image

Usłyszał  szmer  i  odwrócił  się  w  stronę  wejścia  do  kaplicy.  Stłumił

westchnienie, gdy jego płonący wzrok ogarnął cudowną postać w kremowej
sukni  i  welonie.  Szczupłą  sylwetkę  oświetlało  wpadające  przez  okno
słońce, nadając jej wygląd anioła. Gdy podeszła do niego z bukietem róż
w dłoni, musiał się niemal zmusić do spokojnego oddechu. Im była bliżej,
tym  mocniej  biło  mu  serce,  tym  głośniej  dudniła  mu  krew,  a  klatka
piersiowa  wypełniała  się  jakimiś  dziwnym  i  przyjemnym  ciepłem,  które
topiło  to,  co  było  w  nim  zamrożone  i  twarde.  Gdyby  mógł,  wymierzyłby
sobie  policzek,  żeby  otrząsnąć  się  z  tego  stanu.  To  była  tylko  umowa
biznesowa. Nic więcej. Cóż z tego, że Artie wyglądała pięknie jak anioł?
I co z tego, że jego ciało płonęło z tęsknoty, żeby jej dotknąć? Nie chodziło
tu przecież o niego, tylko o jego dziadka, aby walczył o życie, aby podjął
leczenie.

Kiedy  Artie  stanęła  obok  niego,  mimo  welonu  zasłaniającego  twarz

dostrzegł  na  jej  policzkach  rumieńce.  Delikatny  makijaż  podkreślał  jasną
cerę  i  głęboki  brąz  oczu,  otoczonych  czarnymi  rzęsami.  Usta  muśnięte
błyszczykiem  lśniły  apetycznie  i  kusiły  go,  by  sprawdzić,  czy  smakują
równie  słodko,  jak  wyglądają.  Czuł  zapach  jej  perfum  –  upajającej
mieszanki  świeżych  kwiatów,  które  przypominały  mu  o  nadchodzącej
wiośnie po długiej i ponurej zimie.

–  Wyglądasz  oszałamiająco  –  powiedział,  biorąc  ją  za  rękę.  Ścisnęła

jego dłoń palcami i w tym momencie znów ugodziły go zdradzieckie strzały
pożądania. Na samą myśl, że mogliby skonsumować małżeństwo… Szybko
się opanował. Nie, nie, nie! Nie nadawał się na prawdziwego męża, a ich
relacja to farsa, a nie bajkowy romans.

– Denerwuję się – szepnęła drżącym głosem.
Luca delikatnie ścisnął jej palce.

background image

– Spokojnie. – Jego głos był szorstki i ciężki. Nie chciał tego przyznać,

ale także był zdenerwowany. Nie samym ślubem. Traktował to jak kolejny
interes, kolejne dokumenty do podpisania. Denerwował się obietnicą, którą
złożył. Ich małżeństwo miało istnieć wyłącznie na papierze. Uśmiechnął się
lekko.

–  Zróbmy  to  –  powiedział,  po  czym  zwrócił  się  twarzą  w  stronę

kapłana.

– Ja, Artemisia, biorę sobie ciebie za męża i ślubuję ci… – powtórzyła

Artie  drżącym  głosem  –  …w  zdrowiu  i  chorobie…  –  Przełknęła  ciężko
i kontynuowała, świadoma mrocznego spojrzenia Luki.

Nie  była  szczególnie  religijna,  ale  gdy  wypowiadała  słowa  przysięgi,

wiedząc,  że  ich  nie  dotrzyma,  zastanawiała  się,  czy  nie  zostanie  rażona
piorunem.  Nic  się  jednak  takiego  nie  stało,  a  jedyny  piorun,  który
przeniknął jej ciało, związany był z bliskością Luki. Gdy wziął ją za rękę,
boleśnie  czuła  każdą  komórkę  w  ciele.  Ubrany  w  jasnoniebieski  garnitur
wyglądał, jakby zszedł z bilbordu reklamującego markową odzież męską.
Jego  zapach  drażnił  zmysły.  A  niech  to!  Jak  można  być  tak  cholernie
pociągającym?! Jak mogła godzić się na ten ślub?

Luca wziął ją za lewę rękę, muskając palcem obrączkę.
– Ja, Luca, biorę sobie ciebie…
Mrugnęła, by powstrzymać łzy. Składał przysięgę w sposób niezwykle

przekonujący.  I  patrzył  na  nią  tak,  jakby  była  najcudowniejszą  kobietą,
która chodzi po ziemi. To gra, ostrzegła samą siebie. Nie daj się nabrać.

– Możesz pocałować pannę młodą – usłyszała słowa księdza.
Wciągnęła  gwałtownie  powietrze,  zanim  ręce  Luki  spoczęły  na  jej

biodrach,  Jego  usta  nieubłaganie  sunęły  w  stronę  jej  ust.  Pierwszy  nacisk
warg  wywołał  w  jej  ciele  elektryczny  wstrząs,  który  przemknął  po

background image

kręgosłupie i rozprzestrzenił się poprzez żyły. Czas zatrzymał się na krótką
chwilę.  Luka  cofnął  się  na  ułamek  sekundy,  dając  jej  czas,  by  złapała
oddech, po czym pocałował ją mocno. Jedną rękę położył na jej policzku,
w geście czułości. Artie poddała się bez wahania. Jego usta były czystym
grzechem. Kuszące, drażniące, namiętne. Rozchyliła wargi, pozwalając, by
ich  języki  złączyły  się  w  tańcu.  Jej  wnętrze  pulsowało  tęsknotą
i pożądaniem. Przylgnęła do niego mocno, obejmując go za szyję. Czuła się
jak kwiat, który pod wpływem słońca rozkwita. Oszałamiała ją moc, której
nie była świadoma aż do teraz.

Ksiądz  chrząknął  znacząco  i  wtedy  Luca  odsunął  się  z  wyrazem

oszołomienia  na  twarzy.  Patrzyła  na  niego  nie  mniej  wstrząśnięta.
Odruchowo oblizała wargi, wciąż czując smak pocałunku. Luca zamrugał
kilkukrotnie, po czym zawołał z przesadną wesołością:

– Cóż, teraz jesteś panią Ferrantelli. – Jego głos był dziwnie zduszony,

patrzył na nią, jakby wciąż nie wierzył w to, co stało się między nimi przed
chwilą. Podziękował księdzu, a następnie wziął Artie za rękę, ciągnąc ją do
ogrodu, gdzie Rosa przygotowała poczęstunek.

– Dziś odpoczniemy – powiedział. – Jutro zaś pojedziemy do mojego

dziadka.

– Tak szybko? – przestraszyła się.
– Jest w złym stanie. Muszę cię przedstawić jak najszybciej.
Artie przygryzła wargę i spuściła wzrok.
–  Rozumiem,  ale  potrzebuję  więcej  czasu,  by  się  przyzwyczaić…  do

bycia twoją żoną. Nie chciałabym powiedzieć czegoś nieodpowiedniego, co
wzbudziłoby jego podejrzenia.

Luca posłał jej łobuzerskie spojrzenie.
– Jeśli pocałujesz mnie tak, jak przed chwilą, nie będzie miał żadnych

podejrzeń.

background image

Artie poczuła, jak płoną jej policzki.
– Podążałam tylko za tobą. Nigdy wcześniej się nie całowałam i…
– Naprawdę? – Uniósł brwi w zdumieniu.
Odsunęła się od niego.
– No dalej, kpij sobie ze mnie, że w wieku dwudziestu pięciu lat jestem

dziewicą.  Muszę  być  dziwadłem  w  oczach  kogoś,  kto  zmienia  kochanki
codziennie.

Mało nie zapadła się pod ziemię ze wstydu. Jak mogła mu wyznać, że

jest dziewicą! Idiotka z niej.

–  Posłuchaj,  z  tego,  co  mówił  twój  ojciec,  wywnioskowałem,  że  nie

masz dużego doświadczenia, ale nie zdawałem sobie sprawy, że nigdy nie
miałaś chłopaka. Ojciec ci zabraniał, czy co?

Artie odwróciła wzrok.
– Nie. Byłam zajęta opieką nad nim i nie miałam czasu na randki.
– Nie mógł wynająć pielęgniarki albo opiekunki?
– To był mój wybór. Chciałam się nim opiekować. Byłam szczęśliwa, że

mogę to robić.

Luca położył ręce na jej ramionach i obrócił ją twarzą w swoją stronę.

W jego orzechowych oczach nie było szyderstwa tylko czułość i troska.

– Byłaś tylko dzieckiem, gdy zdarzył się ten wypadek. Twój ojciec nie

powinien był ci pozwolić na takie poświęcenie. To niesprawiedliwe. A co
ze szkołą?

–  Skończyłam  ją  online.  Nie  chciałam  zostawiać  ojca  pod  opieką

obcych ludzi. To był naprawdę mój wybór. Nikt mnie do tego nie zmuszał.

Jego  dłonie  zaczęły  się  przesuwać  ku  szyi,  masując  lekko  napięte

mięśnie.

background image

– To, co zrobiłaś  dla  swojego  ojca,  jest  godne  podziwu,  ale nadal  nie

mogę się oprzeć wrażeniu, że cię wykorzystał. Powinnaś była mieć czas dla
siebie, spotykać się ze znajomymi, chodzić na randki.

Wyswobodziła  się  z  uścisku,  podążając  wzrokiem  za  Rosą,  która

podnosiła butelkę szampana.

–  Powinniśmy  porozmawiać  z  gośćmi  –  mruknęła  i,  nie  czekając  na

odpowiedź, podeszła do gospodyni, której towarzyszył kapłan i ich ślubny
świadek, pracujący w castello. To byli jedyni goście na ślubie.

Luca  patrzył,  jak  Artie  podnosi  z  tacy  kieliszek  szampana.  Wyraz  jej

twarzy był spokojny, ale domyślał się, że wspominając o opiece nad ojcem,
dotknął czułego punktu. Podejrzewał, że jest dziewicą, jej ojciec dawał to
do  zrozumienia,  ale  nie  spodziewał  się,  że  ma  zerowe  doświadczenie,  że
nigdy  nie  była  na  randce,  nigdy  nie  miała  chłopaka,  nikt  jej  nigdy  nie
całował.

Przesunął językiem po ustach, smakując słodką, owocową pozostałość

błyszczyka.  Wciąż  czuł  nacisk  miękkich  warg,  pulsowanie  w  pachwinie,
mrowienie  w  udach  i  dreszcze  wzdłuż  kręgosłupa.  Pocałował  w  swoim
życiu wiele kobiet, ale wiedział, że nigdy nie zapomni pocałunku z Artie.
To  doświadczenie  wryło  mu  się  w  pamięć.  Miękkie  usta,  dotyk  języka,
smak  poziomki  i  wanilii.  Nie  powinien  tak  myśleć.  Za  sześć  miesięcy
zwróci jej wolność. A fakt, że była niedoświadczona, stanowił jeszcze jeden
powód, by trzymał ręce przy sobie. Nie mógł Artie zaoferować nic, czego
taka  młoda  i  niewinna  dziewczyna,  by  oczekiwała.  Nie  wchodził  w  tego
typu  relacje,  bo  wymagało  to  zaangażowania  i  odpowiedzialności,  a  on
tych,  których  kochał,  narażał  tylko  na  same  nieszczęścia.  Lepiej  było  nie
kochać,  nie  cierpieć,  nie  tęsknić.  Łatwiej  trzymać  emocje  pod  kontrolą,

background image

zamrożone  na  twardą  bryłę.  Głupotą  byłoby  myślenie,  że  odrobina
pożądania jest w stanie rozpuścić ten lód w piersi, a on głupi nie był.

A jednak, gdy spojrzał na Artie, coś ścisnęło go za gardło. Stała obok

zabytkowej kamiennej fontanny. Szemrząca woda i śpiew ptaków stanowiły
idealne  tło  dla  jej  wyjątkowej  urody.  Światło  słoneczne  wydobywało
niezwykły połysk z jej ciemnobrązowych włosów, a lekka bryza bawiła się
jej lokami wokół twarzy. Spojrzała na niego, przyłapując go, jak się w nią
wpatruje.  Na  jej  policzkach  natychmiast  pojawił  się  rumieniec.  Czy
popełnił błąd, wybierając ją na żonę? Była taka niewinna, cudowna, jakby
wróżka  za  pomocą  czarów  przeniosła  ją  z  klasycznej  baśni.  Chodź  jego
umysł  krzyczał  „nie”,  ciało  wrzeszczało  pierwotnym  głodem.  Zakochanie
się  w  tej  niewinnej  i  słodkiej  istocie  byłoby  najbardziej  lekkomyślną
i głupią rzeczą, jaką zrobił. Już kiedyś zapłacił za lekkomyślność. Odebrał
surową lekcję od życia, gdy jedna spontaniczna decyzja kosztowała życie
jego bliskich. Tym razem musi się mieć na baczności.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Artie świadoma była tego, że Luca nie spuszcza z niej wzroku. Starała

się  na  niego  nie  patrzeć,  ale  i  tak  nieustannie  myślała  tylko  o  tym,  jakie
wywołuje w niej napięcie. Wystarczyło najdelikatniejsze muśnięcie palców,
by rozpalić w jej ciele ogień, który dręczył jej sekretne miejsca. Zupełnie
jakby żarzyły się w niej węgle, które tylko czekały na lekki oddech tlenu,
by  zapłonąć.  Tamten  pocałunek…  Powinna  o  nim  zapomnieć.  Mieli  żyć
w platonicznym związku, ale to, czego doświadczyła w jego objęciach, nie
było  platoniczne.  Zbudziło  się  w  niej  coś,  co  domagało  się  zaspokojenia.
Przez ułamek sekundy do umysłu wkradła się zdradziecka myśl, że może
powinna  poprosić  Lucę  o  zmianę  reguł  w  ich  małżeństwie.  To  byłaby
idealna okazja, by zdobyć doświadczenie. Sześć miesięcy, podczas których
mogłaby  się  oddawać  rozkoszom  ciała.  Co  miała  do  stracenia  poza
dziewictwem?  Dumę?  Ciśnienie  jej  podskoczyło.  Tak,  dumę!  Nie  była
nawet  w  typie  tego  playboya.  Czy  byłaby  w  stanie  zadowolić  go  chociaż
przez sześć minut, nie mówiąc już o sześciu miesiącach?

Luca wziął kieliszek szampana od Rosy i podszedł do Artie, która wciąż

stała przy fontannie.

– Ojciec Pasquale najwyraźniej przepada za kuchnią twojej gospodyni.

Ona długo tu pracuje?

– Odkąd byłam dzieckiem. Ten dom jest także jej miejscem na ziemi.
– To co by zrobiła, gdybyś sprzedała castello i wyprowadziła się stąd?
Artie uniosła brodę.

background image

–  Nigdy  nie  sprzedałabym  rezydencji.  Nie  chcę  mieszkać  w  innym

miejscu.

Nie mogę mieszkać w innym miejscu.
Luca przez dłuższą chwilę patrzył jej w oczy.
–  Jak  dasz  radę  utrzymać  posiadłość?  Wymaga  ogromnych  nakładów

i chyba zdajesz sobie sprawę, że prędzej czy później…

Opróżniła kieliszek i posłała mu cierpkie spojrzenie.
– Czy to właściwy moment na takie rozmowy? To dzień naszego ślubu.
Zmarszczył brwi.
– Chyba nie muszę ci przypominać charakteru tego małżeństwa?
–  Nie.  Ale  może  ja  tobie  powinnam  przypomnieć?  Na  pocałunek

zareagowałeś zbyt entuzjastycznie jak na kogoś, kto nalegał na papierowe
małżeństwo.

– Być może, ale przyznaj, że odwzajemniłaś pocałunek, cara.
Mówił tonem tak głębokim i szorstkim, że zaraz poczuła ciarki wzdłuż

kręgosłupa. Chciała się od niego odsunąć, ale złapał ją za rękę. Przeszył ją
ciepły dreszcz, promieniujący na całe ciało.

– Co robisz? – wydusiła z siebie, bardziej zdziwiona niż oburzona. Jego

kciuk masował puls na jej nadgarstku.

–  Jesteśmy  małżeństwem,  cara.  Odegrajmy  więc  dobrze  tę  rolę.  Jako

zakochani powinniśmy się dotykać.

– Nie jestem do tego przyzwyczajona – mruknęła.
Luca musnął delikatnie jej policzek.
– Ale lubisz, gdy cię dotykam, prawda? – Potarł palcem dolną wargę,

wyczuwając drżenie. – O tak, bardzo to lubisz.

Artie chciała zaprotestować, ale nie była w stanie. Siła woli całkowicie

ją  opuściła.  Pragnęła  jego  dotyku,  jak  uzależniona.  Zaciągnęła  się

background image

urywanym oddechem.

–  Przepraszam,  jeśli  wysłałam  sprzeczne  sygnały.  Nie  było  to  moim

zamiarem.

Podniósł jej rękę do ust i ucałował mocno.
– Nie ty jedna wysyłasz sprzeczne sygnały. – Puścił dłoń i uśmiechnął

się ze smutkiem. – Nie zamierzam zmieniać warunków umowy. To byłoby
nieuczciwe wobec ciebie.

– Martwisz się, że mogłabym się w tobie zakochać? – zapytała, zanim

zdążyła ugryźć się w język. Jego ciemne oczy na moment spoczęły na jej
ustach.

– Byłabyś niemądra, gdybyś to zrobiła.
– Czy ty kiedykolwiek kogoś kochałeś?
– Nie. – Jego odpowiedź była natychmiastowa i krótka.
– Naprawdę? Jak dałeś radę tego uniknąć? Przed miłością nie można się

ukryć. Ona po prostu trafia w człowieka i jest. Może nie spotkałeś jeszcze
odpowiedniej kobiety?

– Nie o to chodzi. Mnie po prostu nie interesuje ten rodzaj relacji.
– Dlaczego? – dopytywała zaciekawiona.
Wzruszył ramionami. Jego spojrzenie pozostało nieodgadnione.
–  Nie  nadaję  się  do  stałego  związku.  Nie  potrafiłbym  być  dla  kogoś

bratnią duszą, jestem zbyt wielkim egoistą.

Artie nie była tego taka pewna. Poślubił nieznajomą kobietę, by ratować

życie  dziadka.  Czy  to  był  przejaw  egoizmu?  I  za  sześć  miesięcy
małżeństwa  był  gotów  oddać  jej  olbrzymią  posiadłość.  To  nie  były
działania samolubnego człowieka.

W tym momencie podeszła do nich Rosa z tacą.

background image

–  Jeszcze  jeden  łyczek  przed  ślubnym  zdjęciem?  –  spytała  ze

śmiechem.– Fotograf czeka już w ogrodzie.

Artie odłożyła pusty kieliszek i sięgnęła po nowy.
– Grazie.
– A pan? – Rosa zwróciła się do Luki.
Potrząsnął głową.
–  Ja  dziękuję.  Proszę  mi  mówić  Luca.  –  Chwycił  Artie  za  rękę.  –

Chodźmy. Niech fotograf nie czeka.

Po  sesji  ślubnej,  Artie  pomogła  gospodyni  posprzątać  po  posiłku.

Wkrótce  ksiądz  i  fotograf  opuścili  posiadłość,  więc  mogła  pogrążyć
w myślach. Dlaczego Luca tak bardzo się bał miłości? I jak udawało mu się
kontrolować uczucia? Nie miała żadnego doświadczenia w tej kwestii, ale
przecież  widziała  swoich  rodziców,  oglądała  filmy,  czytała  książki
i wiedziała, że są emocje, nad którymi nie można zapanować. Ona tęskniła
za  miłością,  ale  zdawała  sobie  sprawę,  że  nikt  nie  byłby  w  stanie
odwzajemnić  jej  pragnień.  Nie  po  tym,  jaką  tragedię  spowodowała.  Luca
wyraźnie ostrzegł, żeby się w nim nie zakochała, ale jak utrzymać w ryzach
uczucia? Przy tym mężczyźnie stawała się zupełnie bezbronna. Odruchowo
dotknęła nadgarstka, przypominając sobie uścisk jego palców. Był dla niej
uosobieniem  pokusy,  a  ona  byłaby  naprawdę  głupia,  gdyby  uległa
emocjom.  Dlaczego  więc  znów  pragnęła  znaleźć  się  w  jego  objęciach,
dlaczego znów pragnęła poczuć jego usta na swoich?

Po  skończonej  pracy  usiadła  w  salonie  i,  chcąc  czymś  zająć  ręce,

sięgnęła  po  przybornik  do  szycia  i  zajęła  się  haftowaniem  niewielkiej
serwetki. To zajęcie zawsze ją odprężało. Po chwili do pokoju wszedł Luca.
Jego  włosy  wyglądały  na  potargane  wiatrem.  Zamiast  ślubnego  garnituru
miał  na  sobie  dżinsy  i  bawełnianą  koszulę,  z  rękawami  podwiniętymi  do

background image

łokci.  Biel  materiału  kontrastowała  z  oliwkową  opalenizną.  Niebieskie
spodnie podkreślały mięśnie nóg.

Odłożyła  robótkę  do  koszyka,  czując  rosnące  napięcie.  Odruchowo

skrzyżowała nogi.

– Nie byłam pewna, jakie masz plany na dziś, ale na wszelki wypadek

poprosiłam  Rosę,  by  przygotowała  dla  ciebie  pokój  gościnny  na  piętrze,
z pięknym widokiem na winnicę.

Jego spojrzenie spoczęło na niej z palącą intensywnością.
– Więc twoja gospodyni wie, że nasze małżeństwo to lipa?
Artie oblizała wargi.
–  No  tak.  Wiesz,  ja  nie  jestem  najlepszą  aktorką  i  nie  potrafiłabym

przed nią udawać. Musiałam jej powiedzieć prawdę.

–  Wolałbym,  żebyś  już  nikomu  nie  mówiła  o  tym,  że  to  fikcja  –

oświadczył  stanowczo.  –  Nie  chcę,  żeby  jakieś  głupie  plotki  dotarły  do
mojego dziadka.

–  Mam  do  Rosy  pełne  zaufanie.  Ona  nas  nie  zdradzi,  możesz  być

spokojny.

Luca  podszedł  do  sofy  i  wziął  do  ręki  serwetkę,  którą  wyszywała.

Przesunął palcem po kwiatowych pąkach i listkach.

– To jest piękne. Od dawna haftujesz?
Artie  siliła  się  na  obojętność,  ale  pochwała  sprawiła  jej  ogromną

przyjemność. Nikt nie miał okazji widzieć jej prac, z wyjątkiem ojca i Rosy.

–  Od  kiedy  wyszłam  ze  szpitala.  To  takie  tam  moje  hobby,  nic

specjalnego.

Luca  sprawdził  lewą  stronę  serwety,  gdzie  szwy  były  równe

i precyzyjne.

background image

– Za mało się cenisz, cara. To świetna robota. Mogłabyś nieźle na tym

zarobić. Wielu ludzi chciałoby mieć ręcznie haftowane rzeczy. Załóż stronę
w internecie, a zobaczysz, że zaraz znajdą się chętni kupcy.

– Pomyślę o tym – rzekła wymijająco, wkładając serwetę do koszyczka.
– Pomyśl, koniecznie. Co cię powstrzymuje?
Nie  mogła  mu  wyznać,  że  strach.  Potworny  lęk  przed  zewnętrznym

światem. Jak miałaby prowadzić nawet najmniejszy biznes, skoro siedziała
zamknięta w castello?  Napotkała  jego  badawcze  spojrzenie  i  natychmiast
odwróciła wzrok. Co by o niej pomyślał, gdyby się dowiedział o jej fobii?

– Haftuję dla przyjemności. Obawiam się, że gdybym musiała szyć na

zamówienie i trzymać się terminów, straciłabym całą radość z tego zajęcia.

–  À  propos  terminów.  Chciałbym,  żebyśmy  jutro  z  samego  rana

pojechali do mojego dziadka. On szybko się męczy, więc najlepsza pora dla
niego na przyjmowanie gości to przedpołudnie.

Artie mrugnęła nerwowo. Jej oddech stał się szybki. Skóra pokryła się

zimnym potem. Wstała z sofy na chwiejnych  nogach i podeszła do okna.
Przytrzymała się parapetu.

– Może powinieneś pojechać do niego sam. Ja potrzebuję więcej czasu,

żebym…

– Nie ma czasu. On umiera.
Artie  przełknęła  gulę  w  gardle,  jeszcze  mocniej  zaciskając  dłonie  na

parapecie.

– Nie mogę z tobą iść.
Zapadła  krótka,  złowieszcza  cisza,  tak  gęsta,  że  zdawała  się  oblepiać

cały pokój.

– Co masz na myśli? Jak to nie możesz? Zawarliśmy umowę i oczekuję,

że wypełnisz warunki. – Jego głos przepełniała frustracja. – Bądź gotowa
o siódmej trzydzieści. Nie przyjmuję odmowy.

background image

Artie puściła parapet i zwróciła się w jego stronę. Żołądek jej falował

jak przy chorobie morskiej.

–  Luca,  proszę,  nie  rób  mi  tego.  –  Ton  jej  głosu  przypominał  papier

ścierny.

Zmarszczył brwi.
–  O  czym  mówisz?  Oczekuję  tylko,  że  wypełnisz  warunki  umowy.

Podpisałaś dokumenty, pamiętasz?

Artie przyłożyła dłonie do policzków, starając się kontrolować oddech.
– Nie chodzi o to, że nie chcę jechać.
– Więc o co?
Opuściła ręce i zacisnęła usta, żeby powstrzymać ich drżenie.
– Nie powiedziałam ci… czegoś ważnego.
Luca podniósł się z miejsca i przeszedł przez pokój w jej stronę. Wziął

ją  pod  brodę,  zmuszając,  by  spojrzała  mu  w  oczy.  Nie  był  zły,  raczej
zmartwiony.

– Co się dzieje? – Jego dotyk był niewiarygodnie delikatny i kojący. –

Powiedz mi, cara.

– Ja… nie byłam za murami posiadłości, odkąd skończyłam piętnaście

lat. Nie chodzi o to, że nie chcę, tylko nie mogę…

Odsunął rękę od jej twarzy.
– Dlaczego nie możesz? W czym problem?
Zaśmiała się gorzko i wskazała na swoją klatkę piersiową.
–  We  mnie!  –  Owinęła  się  ramionami.  –  Cierpię  na  fobię.  Paraliżuje

mnie już sama myśl o spotykaniu obcych ludzi, o ruchu ulicznym. Dostaję
ataku paniki. Przepraszam – dodała cicho. – Powinnam była wcześniej ci to
powiedzieć, ale się wstydziłam.

background image

–  Nie  przepraszaj.  –  Jego  głos  był  ochrypły,  na  twarzy  malowała  się

troska.  –  Dlaczego  twój  ojciec  nic  mi  nie  powiedział?  Pozwolił,  bym
wierzył, że jesteś…

– Normalna? – Uniosła brwi. – To chciałeś powiedzieć? Przykro mi, że

cię zawiodłam.

– Daj spokój, nie w tym rzecz. Badał cię lekarz?
– Cztery razy.
– I?
Artie rozłożyła ręce.
–  I  nic.  Leki  nie  pomogły.  Otępiały  mnie  tylko.  Medytacje  działały

początkowo,  ale  nie  na  tyle,  bym  potrafiła  opuścić  posiadłość.  Terapia
przynosiła  efekt,  ale  nie  miałam  pieniędzy  na  kontynuowanie  jej,  a  poza
tym  nie  miałam  czasu.  Musiałam  zajmować  się  ojcem.  –  Westchnęła
ciężko. – Spotkania z psychologiem były dla mnie bardzo trudne, jeśli mam
być szczera. Mówienie o tym, o czym nie chciałam mówić.

– Wypadek?
Artie kiwnęła głową.
– A więc teraz już wiesz.
Luca pogłaskał ją po policzku.
– Spójrz na mnie, cara.  –  To  był  rozkaz,  ale  wypowiedziany  czułym,

życzliwym głosem. Uniosła wzrok.

–  Przepraszam,  że  wprowadziłam  cię  w  błąd.  Pewnie  byś  mnie  nie

poślubił,  gdybyś  wiedział.  Byłam  tak  zdeterminowana,  żeby  odzyskać
castello. To nie tylko mój dom. To moje schronienie i gdybym musiała stąd
odejść… – Zagryzła wargę. – Wolałabym umrzeć.

Delikatnie dotknął kciukiem jej ust.

background image

–  Przestań  to  robić.  Zaczniesz  krwawić.  –  Jego  spojrzenie  było

zaskakująco ciepłe. – Znajdziemy sposób, by sobie z tym poradzić.

–  Jak?  Twój  dziadek  jest  zbyt  słaby,  by  podróżować,  a  ja  nie  dam

rady…

–  Na  szczęście  z  pomocą  przychodzi  technologia.  –  Poklepał  kieszeń

spodni,  gdzie  trzymał  telefon.  –  Połączymy  się  przez  funkcję  Face  Time.
Dziadek nie przepada za iPhonami, ale lepsze to niż nic.

–  Jesteś  bardzo  wyrozumiały.  Nie  miałabym  pretensji,  gdybyś  podarł

umowę.

Luca położył dłonie na jej ramionach.
– Nie martw się. Nie zrobię tego. Razem sobie poradzimy.
–  Skąd  ta  dobroć?  Mówiłeś,  że  jesteś  egoistą,  ale  ja  tego  jakoś  nie

widzę.

Zrobił kwaśną minę.
– Potrafię być skrajnie samolubny, żeby dostać to, czego chcę.
Jego  spojrzenie  powędrowało  do  jej  ust.  Patrzył  na  nią  ciemnymi,

lśniącymi  od  emocji  oczami,  długo  i  intensywnie.  Powietrze  wibrowało
dziwną energią.

– Luca? – Jej głos przeszedł w słaby szept. Uniosła dłoń i dotknęła jego

porośniętej  zarostem  szczęki,  czując  ukłucia  pod  palcami.  Przesunęła
opuszką  po  konturach  górnej  i  dolnej  wargi.  Usłyszała  jego  gwałtowny
oddech,  jakby  ten  dotyk  go  podniecał.  Chwycił  ją  za  nadgarstek  i  chwilę
później przykrył jej usta swoimi.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Luca  wiedział,  że  powinien  przerwać  pocałunek,  zanim  sytuacja

wymknie  się  spod  kontroli.  Wiedział,  że  nie  powinien  przyciskać  jej  do
siebie, bo w sekundę zagotowała się w nim krew. Wiedział, że głupotą jest
zmiana reguł ich dziwnego małżeństwa. A jednak w tej chwili wszystko, co
mógł  zrobić,  to  całować  jej  miękkie  usta  i  pozwalać  zmysłom  sycić  się
słodkim, kuszącym smakiem.

Artie  otworzyła  się  przed  nim,  wzdychając  cicho.  Poczuł  mrowienie

wzdłuż  kręgosłupa,  gdy  spotkały  się  ich  języki.  Przytulił  ją  mocniej
i  pocałował  głębiej,  żeby  zapomnieć  o  regułach,  jakie  sami  ustalili.  Być
może  był  lekkomyślnym  głupcem,  ale  umarłby  bez  tych  słodkich  ust,
odpowiadających  na  jego  pocałunki.  Ciało  Artie  przylgnęło  do  jego  ciała
z taką łatwością, jakby było stworzone specjalnie dla niego. Chciał zbadać
miękkość  jej  piersi,  chłonąć  zapach  jedwabistej  skóry,  smakować  ją
w  najbardziej  intymny  sposób.  Złapał  ją  za  biodra,  ale  wtedy  powrócił
zdrowy rozsądek i cofnął się nieznacznie, przerywając pocałunek.

– Wiesz, że to się nie może zdarzyć – oświadczył szorstkim głosem.
Spojrzała na niego błyszczącymi z podniecenia oczami.
– Dlaczego nie? Oboje jesteśmy dorośli.
Luca złapał ją za nadgarstki i zdjął jej ręce z szyi.
– Wiesz, dlaczego.
Jej usta się zacisnęły. Rumieniec na policzkach stał się jeszcze bardziej

widoczny.

background image

– Ponieważ jestem dziewicą? O to chodzi?
Odsunął się od niej na bezpieczną odległość.
– Nie chodzi tylko o to.
– A więc jestem dla ciebie za mało atrakcyjna? Nie pociągam cię?
Luca westchnął głośno.
– Uważam, że jesteś bardzo atrakcyjna i pociągająca, ale nie dlatego się

z  tobą  ożeniłem.  Nie  taka  była  umowa.  To  nam  tylko  niepotrzebnie
skomplikuje sytuację.

–  Skąd  wiesz?  Nie  wierzysz  w  niezobowiązujący  romans?  Przecież

jesteś ich mistrzem. Nie musimy się od razu w sobie zakochiwać.

Choć zachowywał dystans, miał wrażenie, że Artie przyciąga go niczym

magnes.

– Jesteś młoda i niedoświadczona. W ciągu dziesięciu lat nie spotykałaś

się z żadnym mężczyzną. Nie wiesz, czym jest romans bez zobowiązań.

Wyraz jej twarzy świadczył o tym, że poczuła się zraniona.
– A więc uważasz mnie za dziecko w ciele dorosłej, tak?
Luca  zacisnął  wargi,  walcząc  ze  sobą.  Ta  dziewczyna  była  dla  niego

uosobieniem pokusy, ale nie mógł tego zrobić, skoro wiedział, jak bardzo
była  niewinna.  Był  pierwszym  mężczyzną,  który  ją  pocałował,  dotknął,
rozbudził  seksualnie,  a  ona  przypominała  nastolatkę,  zauroczoną  po  raz
pierwszy  w  życiu.  Powinien  przerwać  to,  zanim  jeszcze  na  dobre  się
zaczęło.

– Zrozum, nie jestem dla ciebie odpowiednim mężczyzną.
– Rozumiem. Nie będę ci się więcej narzucała. Przepraszam, nie wiem,

co mnie napadło. Zaskoczyłam samą siebie.

Luca uśmiechnął się krzywo.

background image

–  Powinniśmy  ograniczyć  publiczne  całowanie  do  absolutnego

minimum – oznajmił stanowczo.

Artie  wzruszyła  obojętnie  ramionami,  ale  nie  zdołała  ukryć

rozczarowania.

– W porządku. Pasuje mi takie rozwiązanie.
Zapadła cisza, którą Luca czuł każdą komórką ciała. Tak łatwo było to

wszystko zmienić. Mógł wziąć ją w ramiona, by ukoić tęsknotę, która paliła
jego  ciało  gorącymi  językami  ognia.  Wiedział,  że  byłoby  im  wspaniale.
Z nikim nie odczuwał takiej elektryzującej chemii, nigdy aż tak nie pożądał
żadnej kobiety. Najchętniej rzuciłby ją na sofę, by zatopić się w jej miękkim
ciele.

– Jeśli nie masz nic przeciwko temu, pójdę się położyć do łóżka. – Artie

zdała sobie sprawę z dwuznaczności tych słów i dodała szybko: – Sama. To
nie było zaproszenie, nie martw się.

– Nie martwię. Dobranoc, cara.

Artie biegła po schodach, jakby ścigała ją zjawa. Jak mogła to zrobić?!

Prawie błagała, żeby się z nią kochał. Zawsze była skromna i powściągliwa,
co  ją  więc  napadło?  Co  z  nią  jest  nie  tak?  Oto  skutki  izolacji.  Jej  ciało
obudziło  się  w  chwili,  gdy  Luca  ją  pocałował  podczas  ślubu.  Jego  usta
sprawiły, że pojawiły się pragnienia, których wcześniej nie miała.

Zamknęła za sobą drzwi sypialni, wypuszczając z płuc urywany oddech.

Idiotka. Idiotka. Idiotka. Przecież wiedziała, na co się pisze. To miała być
wyłącznie  umowa  biznesowa.  A  jednak,  ciepło  jego  dotyku  sprawiło,  że
chciała  więcej.  Czuła,  że  on  też  jej  pragnie.  Dlaczego  więc  odmawiał  im
obojgu fizycznej przyjemności, której chcieli? Bo tak naprawdę wcale cię
nie chce, usłyszała w głowie szyderczy głos.

background image

Usiadła  na  łóżku  z  kolejnym  westchnieniem.  Była  zbyt

niedoświadczona dla takiego światowca jak Luca. Kiedy jednak ją całował,
wreszcie poczuła się kobietą, a nie tylko córką czy opiekunką. Zerknęła na
obrączkę,  symbol  ich  zaślubin.  Łączyło  ich  prawo,  ale  nie  miłość.
Akceptowała  to,  ale  nie  miałaby  nic  przeciwko  temu,  by  poza  prawem
łączyło  ich  wzajemne  odkrywanie  tej  elektryzującej  chemii.  Zeskoczyła
z  łóżka  i  poszła  do  łazienki.  Zaczęła  wpatrywać  się  w  swoje  odbicie
w lustrze, nad umywalką. Oczy jej błyszczały, usta wciąż były nabrzmiałe
po pocałunku. Dotknęła dolnej wargi, zdumiona wrażliwością na najlżejsze
muśnięcie,  jakby  odtajały  zamrożone  połączenia  nerwowe.  Znów
westchnęła.  Luca  ją  odrzucił.  Teraz  rozumiała,  co  się  wtedy  czuje.
Upokorzenie  i  wstyd.  Dlaczego  nieustannie  prześladuje  mnie  pech?
Dlaczego nie mogę zaznać choć odrobiny szczęścia?

Luca nie pił dużo alkoholu, ale w tym momencie miał ochotę opróżnić

butelkę szkockiej i rozbić ją o ścianę. Chciał pójść do sypialni Artie, wziąć
ją w ramiona i pokazać, jak bardzo jej pragnie. Chciał wdychać jej zapach,
całować słodkie usta, pieścić dłońmi piękne ciało. Historia z ojcem i bratem
nauczyła go jednak, by nie działać bez zastanowienia i by nie robić rzeczy,
których można potem żałować. Jedna noc z Artie zmieniłaby charakter ich
związku, a do tego nie mógł dopuścić. Zaskoczyła go wyznaniem, że cierpi
na  fobię,  ale  teraz  wszystko  składało  się  w  jedną  całość.  Rozumiał  już,
dlaczego  nigdy  nie  spotkał  jej  w  szpitalu,  dlaczego  nalegała  na  ślub
castello, a nie w kościele, dlaczego była taka czujna i niespokojna w jego
obecności. Wciąż jednak trudno mu było uwierzyć, że spędziła dziesięć lat
w zupełnej izolacji. Dziesięć lat! Nie do pomyślenia dla kogoś takiego jak
on,  kto  nieustannie  podróżował.  Częściej  przebywał  w  hotelach  niż
w  swojej  rezydencji,  w  Toskanii.  Gdy  zbyt  długo  siedział  w  jednym
miejscu,  zaczynał  rozmyślać  o  przeszłości.  Dlatego  nieustannie  rzucał  się

background image

w  wir  pracy.  To  było  panaceum  na  wszystkie  dolegliwości.  Rozbudował
przedsiębiorstwo  ojca.  Prowadził  międzynarodowe  interesy,  miał  więcej
pieniędzy, niż potrafiłby zliczyć. Nie dało mu to szczęścia, ale dzięki temu
zyskał wolność. Wolność od związków, które prowadzą donikąd.

Podszedł  do  okna  i  popatrzył  na  księżyc  w  pełni,  który  rzucał

przytłumione światło na wielowiekowe drzewa, będące świadectwem tego,
jak  wiele  żyło  tu  pokoleń.  Artie  kochała  to  miejsce.  Miłość…
Najtrudniejsza  z  emocji.  Dostrzegł  tłukącą  się  o  szybę  ćmę.  Natura  pod
płaszczem księżyca wciąż nie spała. Spojrzał na oświetlony ogród. Był dość
zaniedbany,  ale  winorośl  była  najlepszego  gatunku.  Z  takich  winogron
można  by  produkować  najlepsze  wino.  Oczywiście,  wymagałoby  to
pieniędzy. Dużo pieniędzy, których Artie nie miała. Pomoże jej. Niech to
będzie  prezent  na  zakończenie  ich  małżeństwa,  za  sześć  miesięcy.  Jeden
dzień już minął i przyniósł niespodziewane rewelacje. Okazało się, że jego
żona zmaga się z fobią i nigdy nikt jej nie całował. Dwudziestopięcioletnia
dziewica.  Prawdziwa  Śpiąca  Królewna,  która  czekała  na  przebudzenie  do
fizycznej satysfakcji. Przestań myśleć o seksie, upomniał się. Ale jak, skoro
wciąż czuł na ustach smak pocałunku. Nie mógł sobie poradzić z frustracją
niezaspokojenia.  Castello  było  ogromne  i  jego  sypialnię  od  pokoju  Artie
dzielił długi korytarz, ale świadomość, że jest niedaleko, nie pozwalała mu
spać. Jeszcze nigdy nie musiał tak ze sobą walczyć. Co takiego było w tej
dziewczynie,  że  miał  ochotę  złamać  swoje  zasady?  Jej  niewinność?
Zmysłowy  urok?  Zjawiskowa  uroda?  Odwrócił  się  od  okna  z  jękiem
frustracji.  Gdyby  miał  ze  sobą  laptop,  zająłby  się  pracą,  ale  zostawił  go
w samochodzie. Prawdziwy pan młody zajęty by był swoją oblubienicą. On
jednak  nie  był  prawdziwym  panem  młodym  i  lepiej,  żeby  o  tym  nie
zapominał.

background image

Kiedy  nazajutrz  z  samego  rana  Artie  weszła  do  kuchni,  zastała  tam

Rosę przygotowującą śniadanie. Gospodyni krzątała się jak zawsze, ale bez
wigoru. Na bladej twarzy wokół oczu widoczne były wyraźne zmarszczki
i cienie.

– Wszystko w porządku? – spytała Artie, podchodząc bliżej.
– Okropnie boli mnie głowa. Mam atak migreny.
– W takim razie zostaw to i idź do łóżka. Zaraz zadzwonię do lekarza.
– Nie, nie trzeba. Nic mi nie będzie, to tylko ból głowy. Nieraz już tak

miałam.

Artie zmarszczyła czoło.
– Źle wyglądasz. Proszę, połóż się. Poradzę tu sobie. Najwyższy czas,

żebyś  miała  trochę  czasu  dla  siebie.  Nawet  nie  pamiętam,  kiedy  byłaś  na
urlopie. – Artie wreszcie musiała przyznać, że uzależniła się od obecności
Rosy. Nie wiedziała, jak by sobie bez niej poradziła.

– Jesteś pewna? – spytała, rozwiązując troki fartucha.
– Marsz na górę. Natychmiast. Jeśli nie poczujesz się lepiej, zadzwonię

po lekarza.

–  Dobrze,  dobrze,  signora  Ferrantelli  –  zażartowała,  wychodząc

z kuchni.

Artie westchnęła, siadając przy stole. Apetyt nagle ją opuścił. Rosa była

nie  tylko  jej  przyjaciółką  i  gospodynią,  ale  także  łącznikiem  ze  światem
zewnętrznym. Gdyby coś jej się stało… Nawet nie chciała o tym myśleć.
Masz przecież teraz męża, usłyszała kpiący głos. Odwróciła się za siebie,
słysząc  kroki.  Luca  szedł  sprężystym  krokiem.  Jego  włosy  były  nadal
wilgotne  po  porannym  prysznicu,  twarz  miał  gładko  ogoloną,
a w powietrzu rozniósł się zapach cytrusowej wody. Na pierwszy poślubny
dzień wybrał ciemne dżinsy i biały t-shirt, który mocno opinał muskularną
klatkę piersiową.

background image

– Dzień dobry. – Jej ton zradzał napięcie. – Dobrze spałeś?
–  Dzień  dobry.  –  Usiadł  naprzeciwko  niej,  rozkładając  serwetę  na

kolanach.  –  Tak,  spałem  dobrze,  dziękuję.  Widziałem  Rosę,  jak  szła  na
górę. Źle wyglądała. Jest chora?

Artie nalała do szklanek sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy.
– Wysłałam ją do łóżka. Ma silny ból głowy.
Podała  mu  sok,  ale  on  pokręcił  głową  i  sięgnął  po  dzbanek.  Bogaty

aromat palonej kawy wypełnił powietrze.

–  Nie  myślała  o  przejściu  na  emeryturę?  To  ogromna  posiadłość.

Przydałby jej się ktoś do pomocy.

Artie spuściła wzrok.
–  Musieliśmy  zwolnić  część  personelu  jakiś  czas  temu.  Ja  będę  jej

pomagać.  Opiekowała  się  mną  przez  całe  życie.  Czas,  żebym  się
odwdzięczyła.

–  A  w  jaki  sposób  się  tobie  opiekuje?  Co  robi?  –  rzucił  jej  czujne

spojrzenie.

–  Chociażby  zakupy,  jeśli  nie  mogę  czegoś  zdobyć  przez  internet.

W ogóle jest z moją rodziną od dawna. Tu jest jej dom, przy mnie.

Luca odstawił filiżankę z brzękiem na lekko wyszczerbiony spodek.
–  Nie  może  tu  zostać  na  zawsze,  Artie.  I  ty  też  nie.  –  Jego  ton  był

łagodny, ale stanowczy, gdy mówił prawdę, której ona bała się stawić czoło.

Odsunęła krzesło i wstała od stołu.
– Wybacz, zajrzę do Rosy, czy wszystko w porządku.
– Usiądź, cara – rzekł tonem nieznoszącym sprzeciwu. A gdyby tak się

zbuntowała?  Czy  próbowałby  ją  powstrzymać,  gdyby  mimo  wszystko
chciała  wyjść  z  kuchni?  Co  by  zrobił?  Chwyciłby  ją  za  nadgarstki?

background image

Przyciągnął do swego twardego ciała? Puls jej przyśpieszył od tych wizji.
Usiadła z powrotem, rzucając mu cierpkie spojrzenie.

–  Mam  nadzieję,  że  nie  będziesz  mi  rozkazywał.  Nie  jestem  twoją

niewolnicą.

– Chcę z tobą tylko porozmawiać o Rosie. Rozumiem, że jest ci bliska,

że  możesz  na  niej  polegać,  ale  może  jej  obecność  blokuje  cię  przed
niezależnością?  Wiesz,  że  w  razie  czego  ona  wszystko  załatwi.  Może
gdybyś  była  zdana  tylko  na  siebie,  przełamałabyś  ten  lęk,  który  cię
paraliżuje.

Artie wydęła dolną wargę.
– Nie wiedziałam, że do spisu twoich imponujących osiągnięć doliczyć

trzeba też dyplom z psychologii.

–  Nie  potrzebuję  dyplomu  z  psychologii,  żeby  zobaczyć,  co  tu  się

dzieje.  –  Wziął  łyżeczkę  i  zamieszał  kawę,  choć  nie  słodził  i  nie  używał
mleka. – Wiem, że jest ci ciężko, ale…

–  Nic  nie  wiesz!  –  Uderzyła  ręką  w  stół.  Zagrzechotała  porcelana

i  sztućce.  –  Nie  jesteś  mną,  nie  znasz  moich  myśli,  nie  wiesz,  co  czuję!
Tylko ja to wiem! – Miała wrażenie, że żelazna obręcz zacisnęła jej się na
klatce piersiowej. Oddech stał się ciężki, skóra pokryła się potem. Panika
wspięła się po kręgosłupie. Serce waliło mocno.

Luca podniósł się ze swojego miejsca i przykląkł przy jej krześle. Wziął

ją za rękę i uścisnął.

–  Oddychaj,  cara.  Weź  powolny,  głęboki  wdech  i  wypuść,  licząc  do

trzech. Raz, dwa, trzy i znowu. Bardzo dobrze. Tak dobrze. No, jeszcze raz.
Raz, dwa, trzy.

Artie  skoncentrowała  się  na  oddechu,  trzymając  się  jego  dłoni  jak

kotwicy,  czerpiąc  pociechę  z  czułych  słów.  Panika  powoli  ustępowała,
wycofując się niczym poskromiona bestia. Westchnęła głęboko.

background image

– Już dobrze… Myślę, że…
Chciała  wyswobodzić  rękę,  ale  on  jej  nie  puszczał,  gładząc  skórę

palcami.

– Spokojnie, mia piccola. Daj sobie czas.
Arrtie zerknęła w jego zatroskane oczy.
–  Pewnie  myślisz,  że  oszalałam.  Wariatka,  która  nie  potrafi  wyjść  za

bramę posiadłości.

Luca wziął ją pod brodę. W jego ciemnych oczach dostrzegła brązowe

plamki  na  tęczówkach,  które  wraz  z  ciemną  zielenią  tworzyły  piękną
mozaikę.

– Wcale tak nie myślę – odparł ze smutkiem. – Kiedy mój ojciec i brat

utonęli,  przez  miesiąc  nie  wychodziłem  z  domu  po  pogrzebie.  To  był
okropny czas.

Artie odwzajemniła uścisk dłoni.
–  Bardzo  ci  współczuję.  To  musiała  być  potworna  tragedia  dla  ciebie

i twojej matki. Jak sobie z tym poradziłeś?

Uniósł kąciki ust, co pewnie miało być uśmiechem, ale nie wyszło zbyt

wiarygodnie.

–  Nie  wiem,  czy  sobie  poradziłem.  Rzuciłem  się  w  pracę,  żeby  nie

rozpamiętywać. Uczyłem się, zdawałem egzaminy i robiłem praktyki, żeby
przejąć firmę ojca. Staram się odsuwać myśli o tamtych chwilach. Nic mi
nie  zwróci  bliskich.  Mam  tylko  nadzieję,  że  ojciec,  gdzieś  tam
w  zaświatach,  jest  ze  mnie  dumny.  Nigdy  nie  miałem  zamiaru  zarządzać
przedsiębiorstwem. To było marzenie mojego brata. Po ich śmierci zająłem
się wszystkim. Nie mogłem dopuścić, by zmarnowała się praca ojca.

– A co z twoją mamą? Doszła do siebie po tej tragedii?
Luca  puścił  jej  dłoń  i  wstał.  Artie  miała  wrażenie,  że  dotknęła

wrażliwego punktu. Najwyraźniej wspomnienie o matce bolało go bardziej,

background image

niż chciał przyznać.

–  Dość  tych  smutków  –  oświadczył  z  werwą.  –  Dokończ  śniadanie,

cara. Potem zadzwonimy do mojego dziadka i przedstawię cię.

Jej żołądek drgnął z nerwów.
–  A  jeśli  mnie  nie  zaakceptuje?  Jeśli  uzna,  że  nie  jestem  dla  ciebie

odpowiednia?

Luca pogłaskał ją ramieniu.
–  Nie  martw  się.  Jestem  pewien,  że  pokocha  cię  od  pierwszego

wejrzenia.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Luca usiadł z Artie na sofie, obejmując ją ramieniem, po czym wybrał

numer dziadka. Jej zapach drażnił jego nozdrza, miękkie włosy łaskotały go
w  szczękę,  kiedy  pochyliła  się  bliżej  ku  niemu.  Po  chwili  twarz  dziadka
ukazała się na ekranie iPhona. Natychmiast poczuł, że ciało Artie napięło
się jak struna. Uścisnął ją delikatnie i uśmiechnął się ciepło.

– Mam dla ciebie niespodziankę, dziadku – zawołał entuzjastycznie. –

Pozwól,  że  ci  przedstawię  moją  piękną  żonę,  Artemisię,  w  skrócie  Artie.
Pobraliśmy się wczoraj.

Starszy mężczyzna zmarszczył krzaczaste brwi.
–  Twoja  żona?  Żarty  sobie  ze  mnie  stroisz,  czy  co?  Przecież  zawsze

powtarzałaś, że nigdy się nie ożenisz, a teraz mówisz, że masz żonę?

– Nie żartuję. Naprawdę się ożeniłem.
–  To  dlaczego  nie  przyprowadziłeś  jej  do  mnie,  żebym  mógł  poznać

twoją wybrankę?

– Jesteśmy w podróży poślubnej, dziadku, ale wkrótce cię odwiedzimy.
– Buongiorno, signor Ferrantelli – przywitała się Artie, przywołując na

twarz najpiękniejszy uśmiech. – Luca bardzo chciał, żeby był pan na ślubie,
ale podobno nie czuje się pan najlepiej. Walka z chorobą musi być dla pana
frustrująca.

– Powiem ci, dziecko, co jest frustrujące. Posiadanie wnuka playboya,

który  zawsze  bardziej  cenił  beztroską  wolność  niż  stabilizację
i  małżeństwo,  a  przecież  wie,  że  przed  śmiercią  chciałbym  jeszcze

background image

zobaczyć  prawnuka.  To  jego  obowiązek,  by  przedłużyć  rodowe  nazwisko
i tworzyć nowe pokolenie.

Luca zaśmiał się lekko.
–  Pracujemy  nad  tym,  dziadku.  Daj  nam  trochę  czasu  –  powiedział

i  nagle  uświadomił  sobie,  że  chciałby,  aby  te  kłamstwa  stały  się  prawdą.
Chciał  spędzać  z  Artie  jak  najwięcej  czasu,  poznać  ją  lepiej,  pomóc  jej
pokonać  paraliżujący  lęk.  Odkąd  ją  pocałował,  nie  potrafił  myśleć  o  ich
małżeństwie jak o czystym biznesie. Pragnął obudzić jej ciało, dzielić z nią
rozkosz,  ale  domowe  ciepełko?  Dzieci?  Nowa  generacja  Ferrantellis?
O nie! Nic z tego!

– Zmarnowałeś mnóstwo czas – sarkał dziadek. – Twój ojciec w twoim

wieku był już od dawna żonaty i miał Angela i ciebie.

–  Tak  wiem  –  odparł,  próbując  zignorować  ukłucie  bólu  w  klatce

piersiowej  na  wspomnienie  ojca,  brata  i  oczywiście  matki.  Wciąż  nie
pozbył się poczucia winy, że zniszczył jej życie. Może wnuki złagodziłyby
ból, ale on nie miał zamiaru mieć dzieci. Życie rodzinne nie było dla niego.

–  My  też  zamierzamy  mieć  przynajmniej  dwoje  maluchów  –  wtrąciła

Artie  z  taką  szczerością,  że  aż  mu  serce  mocniej  zabiło.  –  Luca  jest
wymarzonym mężem i cieszę się, że na mnie zaczekał.

–  Dałeś  jej  pierścionek  zaręczynowy  babci?  –  spytał  starszy  pan,

zwracając się do wnuka.

– Si.
Artie uniosła dłoń, żeby była widoczna w ekranie iPhona.
–  Uwielbiam  go.  To  najpiękniejszy  pierścionek,  jaki  kiedykolwiek

widziałam.  Czuję  się  niezwykle  zaszczycona,  że  mogę  go  nosić.  Bardzo
żałuję,  że  nie  mogłam  poznać  pańskiej  żony.  Musi  pan  za  nią  bardzo
tęsknić.

background image

–  Codzienne  –  przyznał  mężczyzna.  Jego  czoło  przecięła  pionowa

zmarszczka. – Musisz się pośpieszyć, Artie, jeśli chcesz mnie poznać. Nie
zostało mi dużo czasu.

–  Miałbyś  go  więcej,  gdybyś  posłuchał  swojego  lekarza  –  wtrącił

cierpko Luca.

– Bardzo chcę pana poznać – powiedziała Artie. – Luca wiele mi o panu

opowiadał.

–  Cóż,  szkoda,  że  on  o  tobie  nic  mi  nie  powiedział  –  stwierdził

z dezaprobatą. – Jak się poznaliście?

–  Przez  jej  ojca  –  pośpieszył  Luca  z  wyjaśnieniem.  –  Od  razu

wiedziałem,  że  to  ta  jedyna.  –  Spojrzał  na  Artie.  To  nie  było  kłamstwo.
Kiedy  ją  poznał,  nie  miał  wątpliwości,  że  to  ta  jedyna.  Jedyna,  która
spodoba się jego dziadkowi.

Starszy mężczyzna chrząknął.
– Mam nadzieję, że będziesz potrafiła sobie z nim poradzić, Artie. To

typowy  Ferrantelli,  a  my  nie  jesteśmy  łatwi  we  współżyciu.  Skoro  go
kochasz, to wierzę, że dasz radę.

–  Myślę,  że  jest  pan  najbardziej  niezwykłym  człowiekiem,  jakiego

kiedykolwiek poznałam. – Artie uśmiechnęła się szczerze. – Proszę o siebie
dbać,  signor  Ferrantelli.  Mam  nadzieję,  że  wkrótce  się  zobaczymy  się  na
żywo.

Najbardziej  niezwykły  człowiek,  jakiego  kiedykolwiek  poznała?  Luca

zaśmiał się w duchu. Artie spotkała w swoim życiu tak niewielu mężczyzn,
że  wcale  nie  było  trudno  jej  zaimponować.  Bardzo  chciał  jej  pomóc
w  pokonaniu  fobii  i  nie  chodziło  tylko  o  dziadka.  Wiedział,  że  gdy
przełamie lęk, otworzą się przed nią nowe możliwości. Czy jednak pozwoli
sobie pomóc?

background image

Artie popatrzyła na Lucę, gdy zakończył połączenie. Silne ramię wciąż

obejmowało ją w talii.

– Myślisz, że go przekonaliśmy?
– Kto wie? – rzekł w zamyśleniu. Po chwili jednak napięte mięśnie jego

twarzy rozluźniły się. – Dobrze się spisałaś. Miłym akcentem był tekst, że
jestem  mężczyzną  twoich  marzeń.  Nawet  się  trochę  przestraszyłem,  bo
brzmiałaś bardzo przekonująco. – Odgarnął zbłąkany kosmyk włosów z jej
twarzy.  Jego  spojrzenie  pociemniało.  Artie  widziała,  że  patrzy  na  jej  usta
i serce zaczęło jej bić mocniej. Zmarszczyła brwi, spoglądając na obrączkę,
która połyskiwała obok pierścionka.

– Czuję, że cię zawiodłam, bo nie mogliśmy pojechać, żeby spotkać się

z nim osobiście.

– Nie zawiodłaś mnie – zapewnił ciepło. – Chciałbym ci pomóc. Może

zaczniemy  powoli,  od  drobnych  kroków,  i  zobaczymy,  dokąd  nas  to
zaprowadzi?

– Przecież próbowałam już i nic nie pomogło.
–  Bo  nie  próbowałaś  ze  mną.  –  Uśmiechnął  się  i  wziął  ją  za  rękę,

gładząc kciukiem jej dłoń. – Daj mi szansę.

Ogarnął ją znajomy niepokój.
– Ale… teraz?
– A na co czekać?
Zacisnęła wargi, kontrolując oddech.
– No… nie wiem.
Uniósł jej podbródek.
–  Zaufaj  mi,  cara.  Tylko  krótki  spacer.  Nie  będę  naciskał,  jeśli

poczujesz, że nie dasz rady. Kilka małych kroczków.

Artie wypuściła powietrze z płuc.

background image

– W porządku. Spróbuję, ale nie miej do mnie żalu, jeśli nie zajdę zbyt

daleko.

Pochylił się i pocałował ją w czoło.
–  Nie  martw  się,  nie  urwę  ci  głowy,  mia  piccola.  Jestem  bardzo

cierpliwym człowiekiem.

Kilka  minut  później  stali  na  schodach  rezydencji.  Artie  spoglądała

z  napięciem  na  mosiężną  bramę.  Bardziej  niż  kiedykolwiek  chciała
pokonać swój lęk. Chciała poznać dziadka Luki i wywiązać się z umowy.
A  co,  jeśli  znowu  zawiedzie?  Za  każdym  razem,  gdy  próbowała  opuścić
castello,  ulegała  panice.  Miała  wrażenie,  że  od  wolności  dzieli  ją  gruba
szyba.  Widziała,  co  jest  po  drugiej  stronie,  ale  nie  potrafiła  rozbić
przeszkody. Na terenie posiadłości była bezpieczna. Tutaj nikt nie mógł jej
skrzywdzić i ona nie mogła wyrządzić krzywdy.

Luca uśmiechnął się i wziął ją za rękę.
–  Gotowa?  Krok  po  kroku.  Nie  śpiesz  się.  Powoli.  Wszystko  będzie

dobrze.

Artie wzięła głęboki wdech i ruszyła drogą, ściskając jego dłoń.
– Próbowałam wiele razy i nigdy mi się nie udało – jęknęła żałośnie.
–  Nie  wmawiaj  sobie,  że  tym  razem  się  nie  uda,  cara  –  upomniał  ją

łagodnie. – Uwierz, że możesz to zrobić. Jeśli nie uda się dziś, uda się jutro.

–  Łatwo  ci  mówić.  –  Artie  rzuciła  mu  szybkie  spojrzenie.  –  Jesteś

pewnym  siebie,  odnoszącym  sukcesy  biznesmanem.  A  ja  co?  Nic!  Nigdy
nie pracowałam, nie robiłam tylu rzeczy…

Luca zatrzymał się i położył ręce na jej ramionach i zwrócił ją ku sobie.
– Przez dekadę opiekowałaś się ojcem. Pewnie przedłużyłaś mu życie.

Poza  tym  jesteś  utalentowaną  hafciarką.  Nigdy  nie  widziałem  tak  pięknej
i precyzyjnie wyszytej serwety. Musisz zacząć w siebie wierzyć, cara.  Ja
w ciebie wierzę.

background image

Artie spojrzała ponad jego szerokim ramieniem na bramę. Strach ścisnął

jej wnętrze. Wzięła głęboki oddech, zanim spojrzała mu w oczy.

– No dobrze, kontynuujmy. Ja muszę to zrobić. Chcę to zrobić.
– Brawo! Moja dzielna dziewczynka – odpowiedział, biorąc ją za rękę.–

Jestem z tobą. Nie bój się.

Artie  zrobiła  dwa  krok,  trzy,  kolejne,  aż  straciła  rachubę.  Brama  była

coraz  bliżej.  Coraz  bliżej  był  zewnętrzny  świat  i  wolność.  Nagle  jakiś
spłoszony  ptak  wyleciał  z  zarośli  i  zakwilił  głośno.  Przestraszyła  się,
potknęła i pewnie by upadła, gdyby Luca jej nie przytrzymał.

– Och! – zawołała.
– Spokojnie, nic się nie dzieje. To tylko ptak.
Artie spojrzała na bramę.
– Myślę, że na dziś wystarczy.
–  Nie  chcesz  spróbować  jeszcze  trochę?  Jesteśmy  prawie  na  miejscu.

Jeszcze tylko kilka kroków.

–  Przepraszam.  –  Dyszała  ciężko.  –  Dziś  już  nie  dam  rady.  Spróbuję

ponownie jutro. Obiecuję.

Luca pogłaskał ją po głowie.
– Dobrze się spisałaś, mia piccola.
Rzuciła mu smutne spojrzenie.
– Poniosłam porażkę.
Pogłaskał ją po policzku leniwym gestem.
– Porażka byłaby wtedy, gdybyś się poddała na starcie, a ty próbowałaś.

Nie  przejmuj  się.  Uczyniłaś  pierwszy  krok  i  to  dosłownie,  by  pogonić
demony.

Kiedy wrócili do domu, Artie raz jeszcze podjęła temat.
– To nie jest tak, że nie chcę wychodzić na zewnątrz.

background image

Luca podał jej szklankę wody mineralnej.
– Czego się boisz najbardziej?
Wzięła szklankę, zaciskając palce na szkle.
– Boję się, że kogoś skrzywdzę.
– Ty? Dlaczego miałabyś kogoś skrzywdzić?
Podniosła wzrok.
– To moja wina, że mieliśmy wypadek.
Luca zmarszczył brwi, usiadł na sofie przy niej, biorąc ją za rękę.
–  Ale  przecież  nie  prowadziłaś  samochodu.  Miałaś  dopiero  piętnaście

lat.

–  Chciałam  jechać  na  imprezę  do  koleżanki.  Rodzice  nie  byli  tym

zachwyceni,  ale  tak  długo  ich  męczyłam,  że  wreszcie  ustąpili.  Zawieźli
mnie.  Wcale  nie  bawiłam  się  dobrze.  A  potem,  kiedy  rodzice  przywozili
mnie  do  domu…  Cóż,  mój  ojciec  był  bardzo  zmęczony,  było  późno  i  do
tego padał deszcz. Zjechał na sąsiedni pas. – Na chwilę zamknęła oczy. –
Obudziłam  się  w  szpitalu  po  miesiącu  bycia  w  śpiączce.  Mama  nie  żyła,
a ojciec był sparaliżowany.

Luca objął ją ramieniem i przytulił do siebie.
–  Bardzo  ci  współczuję.  Wiem,  że  nie  ma  słów,  które  mogłoby  cię

pocieszyć, ale byłaś dzieckiem. Uwierz, że rozumiem twoje poczucie winy.

Artie cofnęła się, by spojrzeć mu w oczy.
– Nigdy nie spotkałam nikogo, kto by mnie naprawdę rozumiał. – Jej

wargi wykrzywił grymas. – Nie żebym spotkała wielu ludzi przez ostatnie
dziesięć lat, ale ty… chyba naprawdę rozumiesz.

Tym razem to ona pogłaskała go po policzku.
– Nie znasz mnie. – Jakiś cień przemknął mu po twarzy. W jego głosie

była nuta wstrętu do samego siebie. – Nie wiesz, co zrobiłem!

background image

Zerwał się z sofy, poruszony.
– O czym mówisz? – spytała, patrząc na niego z niepokojem.
–  Nie  powiedziałem  ci,  w  jakich  okolicznościach  zginęli  mój  brat

i ojciec.

– Opowiesz mi? – podsunęła ostrożnie, cichym szeptem.
–  Utonęli  przeze  mnie  –  zaczął,  nie  patrząc  na  nią.  –  Byliśmy  na

wakacjach  w  Argentynie.  Poszliśmy  na  dziką,  odosobnioną  plażę,  bo
słyszałem,  że  tam  są  najlepsze  fale.  Uwielbiałem  surfować.  Na  początku
wszystko było dobrze, ale potem warunki się zmieniły. Ojciec ostrzegał, ale
go  nie  posłuchałem.  Złapałem  deskę  i…  –  Skrzywił  się  z  bólu  na
wspomnienie tamtego dnia. – Przeceniłem swoje możliwości. Ojciec rzucił
mi się na ratunek. Potem brat… Ja przeżyłem, a oni zginęli. Nigdy sobie
tego  nie  wybaczyłem.  Byłem  lekkomyślny  i  samolubny.  Utonęli  przeze
mnie. Zabiłem ich.

Artie podeszła do niego i położyła mu ręce na ramionach.
– Och, Luca. Przecież byłeś dzieckiem. Nastoletni chłopcy już tacy są.

Nie  możesz  się  winić,  ale…  rozumiem  cię.  Ja  też  siebie  winię  za  śmierć
matki i niepełnosprawność ojca.

–  Tak,  wiesz,  co  czuję.  –  Jego  oczy  były  pełne  bólu.  –  Były  chwile,

kiedy  żałowałem,  że  to  nie  ja  umarłem.  Jestem  pewien,  że  myślałaś
podobnie. Nie mogliśmy jednak cofnąć czasu, prawda?

– Tak. – Oparła głowę na jego piersi, obejmując go w pasie. – Dziękuję

ci.

– Za co?– Jego niski głos rozległ się przy jej uchu.
– Za wysłuchanie, za zrozumienie, za to, że mnie osądziłeś. – Wzięła

oddech,  zanim  dodała:  –  I  że  pokazałeś  mi,  że  można  mnie  pragnąć
pomimo tego, co zrobiłam.

Luca popatrzył na nią, pocierając kciukiem jej wargi.

background image

–  Pragnę  cię.  Próbowałem  zaprzeczać,  ignorować  to,  ale  nie  mogę

dłużej.

Oblizała usta, dotykając językiem jego palca.
–  Ja  też  cię  pragnę.  –  Pogłaskała  go  po  brodzie.  –  Nie  rozumiem,

dlaczego  musimy  trzymać  się  umowy.  Przecież  oboje  tego  chcemy.
Dlaczego  nie  skorzystać  z  tego,  co  możemy  mieć?  Jesteś  moją  jedyną
szansą, bym zdobyła doświadczenie. W końcu jestem twoją żoną, prawda?

Nie mogła zrozumieć, skąd u niej ten przypływ odwagi. Luca objął jej

twarz dłońmi. Jego oczy płonęły.

– Naprawdę tego chcesz? Chociaż wiesz, że po sześciu miesiącach się

rozstaniemy?

Może  się  nie  rozstaniemy.  Nie  powiedziała  tego  na  głos,  ale  ta  myśl

wyraźnie rozbłysła w jej głowie. Po wypadku porzuciła marzenia o miłości.
Zniszczyła swoją rodzinę, więc nie miała prawa, by tworzyć nową. Kiedy
poznała  Lucę,  uświadomiła  sobie,  ile  przegapiła.  Zbyt  długo  ignorowała
naturalne potrzeby ciała.

–  Chcę  wiedzieć,  jak  to  jest  kochać  się  z  mężczyzną  –  powiedziała

zdecydowanie. – Chcę, żebyś to ty był tym mężczyzną. Ufam ci. Wiem, że
zrobisz to, jak należy.

Odgarnął jej włosy z czoła.
–  Nigdy  nikogo  nie  pragnąłem  tak  jak  ciebie,  ale  nie  chciałem,  byś

pomyślała,  że  chcę  cię  wykorzystać.  Posłuchaj,  muszę  być  szczery.  Nie
chciałbym  dawać  ci  złudnej  nadziei,  że  między  nami  możliwe  jest  coś…
trwałego.

Objęła go za szyję.
–  Przestań  się  tym  martwić.  Rób  to,  co  mówi  ci  serce,  a  nie  głowa.

Kochaj się ze mną, Luca.

Położył jej ręce na biodrach.

background image

– Jesteś pewna? Masz jeszcze czas, by zmienić zdanie.
Pocałowała go raz, drugi, trzeci.
– Nie zmienię zdania. Pragnę cię. Chcę się z tobą kochać.
– Chodźmy na górę.
Pociągnął  ją  za  sobą  do  sypialni.  Cicho  zamknął  drzwi  i  objął

spojrzeniem  Artie.  Ona  sądziła,  że  będzie  onieśmielona,  skrępowana,  ale
gdy tylko zaczął rozpinać guziki jej bluzki, drżała z tęsknoty, by wreszcie
poczuć jego ciało przy swoim.

Całował ją długo, nie śpiesząc się, językiem drażniąc jej usta i zmysły.

Westchnęła  cicho,  gdy  jego  wargi  dotknęły  wrażliwej  skóry  pod  uchem.
Ręce  wsunęły  się  pod  jej  bluzkę  w  poszukiwaniu  piersi.  Dotyk  był
delikatny,  a  mimo  to  wywołał  burzę  w  jej  ciele.  Sutki  stwardniały,  nogi
osłabły pod wpływem pożądania.

– Chcę cię pieścić całą. – Mówił szorstkim, seksownym tonem, który

niczym wir wciągał ją w eksplozję doznań.

– Ja też chcę cię pieścić.
Wyciągnęła  t-shirt  ze  spodni,  by  dostać  się  do  jego  nagiej  klatki

piersiowej.  Ciepłe  i  twarde  ciało  wydawało  jej  się  czymś  egzotycznym,
z czym do tej pory nie miała do czynienia. Badała owłosiony tors dłońmi,
podziwiając  napięte  mięśnie.  Różnica  między  ich  ciałami  była  czymś
fascynującym. To ją podniecało i zachęcało, by odkrywać więcej.

Luca odpiął jej stanik i wpatrywał się w nią pożądliwie.
– Jesteś piękna.
Jego  palce  zaczęły  pieścić  nabrzmiałe  sutki.  Artie  po  raz  pierwszy

pomyślała o piersiach jak o strefie erogennej, po raz pierwszy doświadczyła
przyjemności płynącej z dotykania ich. Ciało mrowiło i rozgrzewało się pod
wpływem  pieszczot,  zaczynało  być  świadome  pierwotnej  potrzeby,  aby
poczuć w sobie męską twardość.

background image

Wciągnęła  gwałtownie  powietrze,  gdy  szorstki  język  zaczął  pieścić

sutki.

– Och, och – pojękiwała, drżąc.
Luca uniósł głowę i uśmiechnął się.
– Lubisz to?
– Uwielbiam – potwierdziła. – Nigdy nie będę miała dość.
Zsunął  dłonie  do  paska  jej  spodni,  odpiął  klamrę,  przez  cały  czas  nie

spuszczając z niej wzroku. Wreszcie wsunął rękę, próbując przedostać się
przez koronkową zaporę bielizny. Jej ciało zareagowało zapraszająco.

– Nie mogę się tobą nacieszyć – wyznał. – Zrobimy to powoli, nie będę

cię poganiał. Chcę, żeby ci było dobrze.

Artie położyła rękę na pasku jego dżnsów.
– Mogę?
Jego oczy błyszczały.
– Oczywiście.
Wstrzymała oddech, odpinając guziki, potem zsunęła bieliznę, by ujrzeć

nabrzmiałą męskość.

Luca  oddychał  z  trudem,  gdy  jej  palce  pieściły  twardy  członek.

Pocałował  ją  mocno,  delektując  się  smakiem  ust.  W  ciągu  kilku  chwil
zrzucili z siebie ubrania i położyli się wygodnie na łóżku. Przygarnął ją do
siebie, ale niespodziewanie jego zamglony wzrok stał się zupełnie trzeźwy.

–  Musimy  pamiętać  o  zabezpieczeniu,  zwłaszcza  biorąc  pod  uwagę

naszą sytuację.

Artie wiedziała, że to odpowiedzialne i rozsądne, ale wzdrygnęła się na

przypomnienie, że ich związek ma ściśle określone ramy początku i końca.
Przypadkowa  ciąża  zmieniłaby  wszystko.  Związałaby  ich  ze  sobą  na
kolejne lata, może nawet na zawsze.

background image

– Rozumiem, ja też nie chcę… wpadki – powiedziała, choć w jej głowie

pojawiła  się  wizja  wspaniałego,  ciemnowłosego  dziecka.  Dziecka  Luki.
Zapomnij o tym. To tylko sześć miesięcy. Nie licz na nic więcej. Wkrótce
w te rozmyślania ponownie wdarło się podniecenie. Luca gładził jej udo.

– To dla mnie ważne, żeby ci było przyjemnie. Chcę, żebyś się czuła

komfortowo, więc mów, jeśli coś ci się nie podoba.

– Wszystko mi się podoba.
Uśmiechnął się, wziął ją za rękę i ucałował wszystkie palce.
– Jeszcze nigdy nie kochałem się z dziewicą.
– Denerwujesz się?
– Trochę – przyznał.
–  Niepotrzebnie.  –  Pocałowała  go  w  usta.  –  Chcę  się  z  tobą  kochać.

Mam wrażenie, że czekałam na to całe życie.

Tym  razem  Luca  przylgnął  do  jej  warg  w  sposób,  który  odurzył  jej

zmysły.  Pieścił  ją  dłońmi,  językiem,  ustami,  aż  zaczęła  dyszeć
z niecierpliwości. Pulsujący ból między nogami zintensyfikował się, palił ją
żywym  ogniem.  Luca  całował  ją  po  piersiach,  brzuchu,  a  potem  dotknął
językiem  centrum  jej  kobiecości.  Pieszczotami  domagał  się  odpowiedzi
i  doczekał  się,  bo  wkrótce  z  jej  ust  wyrwał  się  krzyk  przeżywanego
orgazmu.  Kołyszące  fale  rozkoszy  przeniosły  ją  w  inny  wymiar,  a  potem
ogarnął ją błogi spokój.

–  Nie  miałam  pojęcia,  że…  tak  może  być.  –  Ledwie  mogła  mówić

i nagle ogarnęła ją nieśmiałość.

Luca pocałował ją mocno.
– Nie wstydź się, cara.
Przygryzła wargę.

background image

– Łatwo ci mówić. Ty doświadczałeś tego setki razy, a ja jestem zupełną

nowicjuszką.

Odsunął włosy z jej twarzy i popatrzył na nią poważnie.
– Nie wierz we wszystko, co wyczytałaś w gazetach. Nie jestem aż taki

rozwiązły,  jak  ci  się  wydaje.  Niestety  mój  dziadek  myśli  inaczej.  –
Wykrzywił  wargi  w  smutnym  grymasie.  –  Miałem  kilka  przelotnych
romansów,  ale  zawsze  starałem  się  tak  postępować,  żeby  nie  skrzywdzić
żadnej kobiety. Nadal tego chcesz?

Pogłaskała go po ustach.
– Chcę. Kochaj się ze mną. Naucz mnie tego.
Jego  usta  dotknęły  jej  ust.  Ich  nogi  się  splotły,  ciało  wciskało  się

w  ciało.  Artie  powiodła  dłonią  w  dół  po  twardym  torsie  i  dotknęła
nabrzmiałej  erekcją  męskości.  Luca  cofnął  się  na  chwilę,  by  założyć
prezerwatywę.

–  Postaram  się  zrobić  to  powoli,  ale  jeśli  będziesz  chciała,  żebym  się

wycofał, powiedz. Nie chcę ci sprawić bólu.

– Nie sprawisz mi bólu.
Delikatnie rozchylił ją palcami i zaczął się wsuwać. Jej ciało powitało

go bez oporu i bez bólu.

– Wszystko w porządku? – zapytał, zatrzymując się.
–  Jest  cudownie  –  westchnęła,  obejmując  dłońmi  jego  pośladki

i przyciskając go do siebie.

Pchnął  głębiej,  nadal  jednak  nad  sobą  panując.  Jej  ciało  przeniknęły

strzały  przyjemności.  Wysunęła  się  ku  niemu,  żeby  mógł  wejść  głębiej.
Została  wciągnięta  w  jego  rytm,  napięcie  rosło.  Wspinała  się  na  szczyt,
dążąc  do  całkowitego  spełnienia,  choć  nie  wiedziała,  jak  to  zrobić.  Luca
sięgnął  dłonią  między  ich  ciała  i  dodatkowo  stymulując  ją  palcem,
pociągnął aż do orgazmu. Spirale intensywnej przyjemności przeniknęły ją

background image

gwałtowną  falą.  Zmysły  wpadły  w  wir  obłędnej  rozkoszy,  myśli  się
rozpierzchły. Luca osiągnął szczyt chwilę potem. Udręczony jęk wyrwał się
z  jego  gardła,  gdy  ciało  ogarnęły  konwulsje.  Artie  objęła  go  i  leżała  pod
nim  spokojna,  dryfując  w  błogim  nasyceniu  jak  po  oceanie.  Rozmyły  się
granice między tym co fizyczne a tym co emocjonalne. Wiedziała, że ten
moment  zapamięta  jako  kluczowy  w  jej  życiu  jako  kobiety.  Luca
Ferrantelli. Jej mąż. Jej pierwszy kochanek. Eksplozja przyjemności wciąż
odzywała  się  echem  we  wszystkich  komórkach.  Jak  mogła  pomyśleć,  że
Luca jest arogancki i podły? Potraktował ją jak księżniczkę, z ostrożnością
i  szacunkiem.  Na  każdym  kroku  dbał  o  to,  żeby  było  jej  dobrze.
Powstrzymywał się, żeby to ona pierwsza osiągnęła orgazm. Mogłaby się
w nim zakochać. To byłoby łatwe, ale znała zasady i akceptowała je.

Luca oparł się na łokciu, wycofując się powoli z jej ciała. Dyskretnie

pozbył się prezerwatywy.

– Jak się czujesz? – spytał zachrypniętym głosem.
– W porządku.
Zmarszczył brwi.
– Nie bolało cię?
– Ani trochę.
Wygładziła mu zmarszczkę na czole opuszką palca.
– Dziękuję, że byłeś taki delikatny.
– Twoje doznania są dla mnie na pierwszym miejscu. Pamiętaj, że nie

musisz potrzeb mężczyzny stawiać ponad swoje.

– A tobie było dobrze?
Wziął ją pod brodę i pocałował mocno.
– Bardzo dobrze. Nigdy nie traktowałem kobiet jak trofea do zdobycia,

ale  muszę  przyznać,  że  to  dla  mnie  zaszczyt,  że  mogłem  być  twoim
pierwszym.

background image

– Ja też się czuję zaszczycona. Byłeś wspaniały.
Przez chwilę zapanowała cisza. Luca pogłaskał ją po plecach.
– Chyba powinienem pozwolić ci wstać i się ubrać.
Uśmiechnęła się do niego figlarnie.
– Naprawdę tego chcesz?
W odpowiedzi popchnął ją na plecy i przygwoździł swoim ciałem.
– Nie chcę – odparł, całując ją mocno.

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Luca  musiał  się  zmuszać,  żeby  wstać  z  łóżka.  Nie  pamiętał,  kiedy

ostatni  raz  tak  przyjemnie  spędził  poranek.  Seks  z  Artie  przeszedł  jego
najśmielsze oczekiwania. Pasja, która ich połączyła, przekraczała wszystko
to, czego doświadczył do tej pory. I to było bardzo niepokojące. Dlaczego
to  doświadczenie  aż  tak  mocno  nim  wstrząsnęło?  Ponieważ  ona  była
niedoświadczona,  a  on  myślał  przede  wszystkim  o  niej,  a  nie  o  sobie?
A  może  chodziło  o  dotyk  jej  ust?  Jej  westchnienia?  Przy  niej  poczuł  się
prawdziwym  mężczyzną.  Zaufanie,  jakie  mu  okazała,  poruszyło  go  do
głębi.  Na  szczęście  nie  zawiódł  jej,  a  przy  okazji  on  sam  wspiął  się  na
zupełnie nowy poziom doznań, jakby wcześniej jego ciało pogrążone było
we śnie. Każdy pocałunek zapisał się w jego umyśle i skórze. Chciał, by to
trwało, a dotychczas nie spotykał się z nikim dłużej niż dwa tygodnie. Na
emocje  zamknął  się  dawno  temu  i  nie  spodziewał  się,  że  ktoś  w  nim
poruszy tę wrażliwą strunę.

Za  każdym  razem,  gdy  Artie  patrzyła  na  niego  tymi  wielkimi,

brązowymi oczyma, ogarniało go dziwne, szarpiące duszę uczucie. Jeszcze
żadna kobieta nie obudziła w nim takiego pożądania i takiej czułości. Gdy
się uśmiechała, miał wrażenie, że jasne słońce rozświetla ciemność.

Luca podniósł się z łóżka, zanim uległ pokusie, by kochać się z Artie po

raz trzeci.

– Wstawaj, cara – zawołał. – Czas na kolejną sesję terapii.
–  A  nie  lepiej  zostać  tutaj?  –  Jej  oczy  błyszczały,  gdy  przeciągała  się

pod kołdrą. – Będzie przyjemniej.

background image

Popatrzył na nią jak surowy nauczyciel.
– Cara, nie zwlekaj, bo będzie ci trudniej.
Jej  spojrzenie  straciło  figlarną  iskrę,  usta  się  zacisnęły.  Sięgnęła  po

prześcieradło, żeby ukryć nagość.

–  Wolałam,  kiedy  byłeś  moim  tymczasowym  mężem  i  kochankiem,

a nie terapeutą. Nie podoba mi się to, że próbujesz mnie zmienić.

Luca powstrzymał westchnienie frustracji.
– Nie próbuję cię zmienić, próbuję ci pomóc. Chciałbym, żebyś znalazła

w  sobie  odwagę,  by  uczynić  kolejny  ważny  krok  na  drodze  do  wolności.
Będę przy tobie przez cały czas i nie zmuszę cię do niczego wbrew twej
woli. Zaufaj mi, proszę.

– Posłuchaj, wiem, że chcesz dobrze, ale przecież próbowaliśmy i się

nie udało.

– Ale to nie znaczy, że dziś nie może się udać. Nie poddawaj się.
Nastąpiła chwila ciszy.
– No dobrze. Spróbuję jeszcze raz – rzekła. – Nie masz nic przeciwko,

żebym najpierw wzięła prysznic?

Luca wskazał na łazienkę.
–  Śmiało.  Spotkamy  się  na  dole  za  pół  godziny.  –  Musiał  walczyć

z pokusą, by nie dołączyć do niej pod prysznicem.

– Czy kochałeś się ze mną tylko dlatego, żeby mnie łatwiej namówić na

wyjście za bramę?

– Kochałem się z tobą, bo chciałem i ty też tego chciałaś.
– Mam nadzieję, że nie zawiodę cię tym razem.
Podszedł do niej i złożył delikatny pocałunek na jej ustach.
– Nigdy mnie nie zawiodłaś.

background image

Artie  dopadały  coraz  większe  wątpliwości.  Dlaczego  tym  razem

miałoby  się  udać?  Panika  mroziła  umysł  i  ciało.  Przez  kręgosłup
przechodziły zimne ciarki. Pocieszała ją jedynie myśl, że Luca będzie przy
niej,  będzie  ją  wspierał,  by  stawiła  czoło  największym  lękom,  z  którymi
żyła od tak dawna, że stały się częścią jej tożsamości. Kim byłaby bez tego
strachu? Godziny spędzone w ramionach Luki ośmieliły ją, by wyjść poza
strefę  komfortu.  Jej  skóra  wciąż  nosiła  ślady  pocałunków,  całą  magię
namiętnego dotyku.

Gdy zeszła na dół, Luca już na nią czekał.
–  Gotowa?  Nasz  plan  na  dzisiaj  to  przejść  troszkę  dalej.  Nie  musimy

wychodzić za bramę. Artie zadrżała, jej serce zabiło mocniej.

– Brzmi rozsądnie. Dobrze, spróbujmy.
Świeciło  słońce  i  białe,  puszyste  chmury  przemykały  po  niebie.

Powietrze pachniało różami kwitnącymi w ogrodzie.

Luca  trzymał  Artie  za  rękę,  dając  jej  wsparcie.  Spojrzała  na  niego

z ciepłem w oczach.

– Dziękuję za cierpliwość.
Objął  ją  ramieniem  i  trzymał  mocno,  gdy  szli  brukowaną  alejką  do

bramy z kutego żelaza.

–  Nie  śpieszmy  się.  Za  pierwszym  razem  narzuciłem  ci  za  szybkie

tempo.

Artie  starała  się  skoncentrować  na  coraz  wyraźniejszym  zapachu  róż,

zamiast  na  lęku  pełzającym  po  skórze.  Czuła  się  pewniej,  otoczona
muskularnym ramieniem.

– Pewnie uważasz, że to śmieszne. Gorzej ze mną niż z dzieckiem.
Uścisnął ją mocniej.
–  Wcale  tak  nie  uważam.  Strach  to  bardzo  silna  emocja  i  może

paraliżować. Strach przed porażką, strach przed sukcesem, strach przed…

background image

– Zaangażowaniem?– podsunęła.
– Tak, to też – potwierdził, po chwili pauzy.
– Strach przed miłością? – Była tak zaabsorbowana rozmową, że nawet

nie zauważyła, że zbliżają się do bramy.

Nastąpiła  kolejna  cisza,  zakłócona  jedynie  ćwierkaniem  ptaków

w zaroślach.

–  Strach  przed  niemożnością  kochania.  –  Jego  ton  zawierał  nutę

smutku.

–  Dlaczego  myślisz,  że  nie  potrafiłbyś  nikogo  pokochać?  Przecież

kochasz swojego dziadka, swoją matkę, prawda?

Luca uśmiechnął się cierpko.
– Rodzinna miłość to co innego. Nie potrafiłbym jednak kogoś kochać

do końca życia. Nie byłbym zdolny do takiego uczucia. Prędzej czy później
zraniłbym bliską osobą.

–  Ale  czy  kochanie  kogoś  to  kwestia  wyboru?  –  spytała  Artie.  –  To

znaczy, ja jeszcze nigdy nie byłam zakochana, ale z tego co wiem, to taki
rodzaj uczucia, który nie poddaje się kontroli. To się po prostu dzieje.

Złapał luźny kosmyk włosów i włożył jej z powrotem za ucho. Dotyk

był lekki, a jednocześnie elektryzujący, w jego ciemnych oczach błyszczała
tajemnica.

– Nieliczni szczęściarze znajdują miłość na całe życie, to prawda. A gdy

ukochany  człowiek  odchodzi,  miłość  staje  się  torturą  dla  tego,  kto  dalej
żyje.

Artie przystanęła.
– Czy to właśnie stało się z twoją mamą?
Spojrzenie Luki powędrowało w dal.

background image

– Nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy, gdy dowiedziała się o śmieci

mojego  ojca  i  brata.  Przez  kolejne  miesiące  i  lata  nie  potrafiła  na  mnie
patrzeć bez łez. Dlatego starałem się trzymać od niej na dystans. Ona nie
potrafiła znieść mojej obecności. Ja też z trudem na nią parzyłem, bo była
dla mnie żywym wyrzutem sumienia.

Artie przywarła do niego, obejmując go w pasie.
– Och, Luca, musisz sobie wybaczyć. Jestem pewna, że twoja matka cię

nie  obwinia.  Byłeś  nastolatkiem,  dzieckiem.  To  był  wypadek.
Prawdopodobnie  było  jej  lżej,  że  przynajmniej  ty  ocalałeś.  Przecież
mogliście wszyscy utonąć.

Odsunął się, ponuro spoglądając jej w oczy.
– Były chwile, gdy żałowałem, że nie zginąłem wraz z nimi. Ale potem

zdałem  sobie  sprawę,  że  moim  obowiązkiem  jest  żyć  dalej,  by  o  nich
pamiętać.

Artie  słyszała  w  jego  opowieści  echa  własnej  historii.  Wyrzuty

sumienia, których nie można uciszyć, życie bez miłości, życie w strachu…
Spojrzała na frontową bramę, biorąc drżący oddech.

– Luca, nie dam rady dziś pójść dalej. Przepraszam.
Wziął ją za rękę i raz jeszcze uścisnął ramieniem.
– Dasz radę. Poradzisz sobie. Jesteśmy już prawie na miejscu. Jeszcze

tylko kilka kroków…

– Nie! – Artie wyrwała się z jego objęć i pobiegła w stronę domu. – Nie

mogę! Nie dam rady!

Luca dogonił ją i złapał za nadgarstek, odwracając ją przodem do siebie.
– Zwolnij albo skręcisz sobie nogę.
Nie mogła zaczerpnąć  oddechu. Żołądek jej się ścisnął, skóra pokryła

się  kroplami  potu.  Zamknęła  oczy,  ale  ławica  ryb  płynęła  jej  pod

background image

powiekami.  Miała  wrażenie,  że  umiera,  że  jeszcze  chwila  i  pochłonie  ją
ciemność.

Luca przyciągnął ją do siebie, gładząc po plecach.
– Oddychaj, cara. Raz, dwa, trzy i znowu. Raz, dwa, trzy. Jeszcze raz,

piccola. Raz, dwa, trzy. Już dobrze. Jesteś bezpieczna.

Jego  delikatne  słowa  uciszyły  burzę  szalejącą  w  jej  wnętrzu.  Strach

ustępował,  tlen  powrócił  do  krwioobiegu.  Czuła  jego  kojący  dotyk,
spokojne ruchy dłoni, bicie serca i cytrusowy zapach wody kolońskiej.

–  Byłaś  bardzo  dzielna.  To  dopiero  nasza  druga  próba,  a  udało  ci  się

podejść prawie pod bramę. Spróbujemy ponownie jutro.

– A jeśli nigdy mi się nie uda? A jeśli ja…
Uciszył ją, przyciskając palec do jej ust.
– Nie wmawiaj sobie, że się nie uda, cara. Wiem, że możesz to zrobić.

Chcesz to zrobić, a to już połowa sukcesu.

Artie uśmiechnęła się, pokrzepiona jego wiarą, cierpliwością i troską.
–  Bardzo  tego  chcę.  Mam  dosyć  życia  w  zamknięciu,  w  izolacji,

w samotności.

–  Nie  mogę  się  doczekać,  żeby  ci  pokazać,  jak  cudowny  jest  świat

zewnętrzny.  Jest  tak  wiele  rzeczy,  które  możemy  razem  zrobić.  Kolacje
w restauracjach, taniec, zwiedzanie, narty. Z radością pokażę ci wszystkie
moje ulubione miejsca.

–  W  takim  razie  muszę  się  postarać  pokonać  lęk,  żebyśmy  zdążyli

zrobić razem to wszystko, zanim upłynie sześć miesięcy.

Przez  jego  twarz  przemknął  cień,  jakby  nie  chciał  pamiętać,  że  ich

związek jest tylko tymczasowy.

–  Najważniejsze,  żebyśmy  odwiedzili  dziadka.  Nie  mogę  go  zwodzić,

że jestem w podróży poślubnej przez kolejne miesiące.

background image

– Może poczuje się lepiej i przyjedzie do nas? – rzekła z nadzieją.
– Nie możemy na to liczyć. Poza tym mam swoją pracę. Nie mogę tu

zostać.

–  Nie  powstrzymuję  cię  przed  powrotem  do  pracy.  W  każdej  chwili

możesz wyjechać.

– Chcę, żebyś była ze mną. – Wsunął dłoń pod kaskadę włosów, patrząc

na  jej  usta.  Po  kręgosłupie  przeszedł  jej  dreszcz  podniecenia.  –  Nie
sądziłem, że mogę kogoś tak bardzo pragnąć.

Oparła mu dłonie na klatce piersiowej.
– Ja też ciebie pragnę.
–  To  dla  ciebie  za  wcześnie  po  pierwszym  razie.  Będziesz  obolała  –

mówił cicho, trzymając ją za biodra.

Artie pocałowała go lekko.
– Nie będę obolała. Byłeś bardzo delikatny.
Jęknął i przyciągnął ją bliżej, przyciskając usta do jej ust. Otworzyła się

na  rozkazujące  pchnięcie  języka.  Pocałunek  wprawiał  jej  ciało  w  stan
wrzenia. Poczuła ogniste mrowienie, gdy położył dłoń na jej piersi, a potem
wsunął  ją  pod  bluzkę  i  miseczkę  stanika.  Pogłaskał  napięty  sutek,  a  po
chwili  przylgnął  do  niego  wargami.  Szarpał  go  delikatnie  zębami,
sprawiając, że Artie jęknęła z rozkoszy.

Wtedy rozległ się dźwięk telefonu. Luca zaklął i natychmiast sięgnął do

kieszeni  spodni.  Artie  obciągnęła  bluzkę,  przysłuchując  się  rozmowie.
Z coraz większym niepokojem rejestrowała kolejne słowa. Dziadek upadł
i  został  zabrany  do  szpitala  z  podejrzeniem  złamania  biodra.  Luca
powiadomił pielęgniarza, że natychmiast jedzie na oddział. Włożył telefon
z powrotem do kieszeni, posyłając Artie poważne spojrzenie.

– Słyszałaś, co się stało?
Kiwnęła głową, kładąc mu dłoń na ramieniu.

background image

– Tak mi przykro. Co z nim będzie?
Wzruszył ramieniem.
– Nie wiem. Ma osiemdziesiąt trzy lata. To poważny wiek, a złamanie

biodra  może  mieć  konsekwencje.  Muszę  natychmiast  jechać  do  szpitala.
Powinienem porozmawiać z chirurgiem ortopedą. Chcę mieć pewność, że
dziadek  ma  najlepszą  opiekę.  –  Wbił  w  nią  spojrzenie.  –  To  może  być
ostatnia szansa, żeby mógł cię poznać.

Zdawała sobie sprawę, jaki wysiłek musiał włożyć w to, by jego głos

brzmiał spokojnie. Nozdrza mu się rozszerzały, gdy kontrolował oddech.

– Chciałabym z tobą pojechać. Naprawdę. Wybacz mi.
Sięgnął po jej dłoń i uścisnął krótko, ukrywając rozczarowanie.
– Wrócę najszybciej, jak będę mógł.
– Pozdrów go ode mnie i przekaż życzenia zdrowia. – Artie wiedziała,

że  to  bezużyteczne  frazesy.  Luca  potrzebował  jej  u  boku,  by  ratować
dziadka, a tymczasem nie mogła mu pomóc. I znów zawiodła.

Patrzyła, jak odjeżdża, i serce rozrywało jej się na pół. Patrzyła teraz na

castello nie jak na dom, ale jak na więzienie. Jeszcze nigdy strach aż tak
bardzo jej nie ciążył. Dlaczego nie mogła z nim pojechać? Czy przez resztę
życia miała być uwięziona w tych murach? Luca jej potrzebował, a ona nie
mogła  z  nim  być,  a  pragnęła  tego  najbardziej  w  świecie,  w  każdym
możliwym  sensie.  Kochała  go.  Nie  mogła  dłużej  zaprzeczać,  nie  mogła
wypierać  się  uczuć.  Zakochała  się,  choć  ją  ostrzegał,  choć  miała  się
trzymać umowy. Luca zdobył jej serce, gdy pocałował ją po raz pierwszy.
Wybudził ją z emocjonalnej śpiączki, dał jej drugie życie, a ona zawiodła
go w chwili, kiedy potrzebował jej najbardziej.

Rosa podeszła, osłaniając oczy przed słońcem.
– Wiesz, kiedy wróci?
Artie westchnęła zgnębiona.

background image

– Nie. Źle się czuję z tym, że nie mogłam z nim pojechać. Co ze mnie

za żona?

Rosa zamyśliła się.
– Musisz zdecydować, co jest silniejsze: strach czy chęć, by z nim być.
Artie  próbowała  powstrzymać  zalew  negatywnych  myśli.  Jesteś

beznadziejna. Do niczego się nie nadajesz. Miała ochotę zwinąć się w kulkę
i ukryć, tylko co by to dało? Ukrywała się przecież od dziesięciu lat i nic się
nie  zmieniało.  Czy  na  pewno?  Coś  się  jednak  zmieniło.  Luca  ją  zmienił.
Obudził w niej uczucia, które uważała za niemożliwe. Luca był światłem
w  ciemności,  obietnicą  życia  poza  rezydencją,  był  jej  bramą  do  świata
zewnętrznego, któremu nie ufała, ale ufała Luce. Jej miłość do niego była
większa  niż  strach,  a  przecież  miłość  potrafiła  zwyciężać  wszystkie
przeszkody, prawda? Miała szansę, żeby to udowodnić.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Luca  dotarł  do  szpitala,  zanim  dziadek  został  przewieziony  na  salę

operacyjną.  Wziął  pomarszczoną  dłoń  w  swoją,  spoglądając  na  popielatą
twarz mężczyzny i wielki siniec pod okiem.

– Będę tutaj cały czas – próbował go pocieszyć. – Kiedy się wybudzisz

po  operacji,  będę  przy  twoim  łóżku.  Nic  się  nie  martw.  Zajmę  się
wszystkim.

Dziadek skrzywił się z bólu, oczy zaszły mu łzami.
– Kiedy wreszcie poznam twoją żonę? Lepiej przyprowadź ją do mnie,

zanim przeniosę się na tamten świat.

– Wkrótce ją przyprowadzę – zapewnił, mając nadzieję, że będzie mógł

spełnić  to  życzenie.  –  Musisz  tylko  wydobrzeć.  Chyba  nie  chcesz  jej
straszyć tymi wszystkimi siniakami?

– Dobrze, że się ustatkowałeś, Luca. Martwiłem się o ciebie, od dawna.
– Tak, wiem – odparł, klepiąc go po dłoni. – Po prostu czekałem na tę

jedyną, tak jak ty czekałeś na babcię.

–  Tak…  To  była  cudowna  kobieta  –  rzekł  z  tęsknym  spojrzeniem.  –

Tęsknię za nią każdego dnia.

– Wiem, dziadku. Ja też za nią tęsknię.
Kolejny  powód,  by  nie  kochać.  Ból  po  stracie  bliskiej  osoby  był

nieustającą torturą. Najgorsze było to, że on już tęsknił za Artie, choć nie
widział jej zaledwie kilka godzin. Chciał, żeby mu towarzyszyła w szpitalu,
nie tylko przez wzgląd na dziadka. Naprawdę lubił jej towarzystwo, co było

background image

dla niego nowym doświadczeniem. Z żadną kobietą nie czuł się tak dobrze.
Kochając  się  z  nią,  miał  wrażenie,  że  on  także  robi  to  po  raz  pierwszy.
Pragnął jej teraz. Ileż by dał, żeby znów zobaczyć jej uśmiech, wtulić się
w jej ciało.

Dziadek zwrócił ku niemu twarz.
–  Byłem  dla  ciebie  surowy,  Luca,  przez  te  wszystkie  lata.  Widzę  to

teraz,  kiedy  już  jest  za  późno,  by  cokolwiek  zmienić.  Dużo  od  ciebie
wymagałem.  Za  dużo.  Musiałeś  tak  szybko  dorosnąć  po  śmierci  ojca
i Angela. – Westchnął, krzywiąc się z bólu. – Ciężko pracowałeś. Wiem, że
ojciec byłby dumny z twoich osiągnięć. Kontynuowałeś jego dziedzictwo.
Sprawiłeś, że Ferrantelli Enterprises odniosło ogromny sukces. – Posłał mu
zmęczony  uśmiech.  –  Zawsze  chciałem,  żebyś  był  szczęśliwy.  Sukces
zawodowy  jest  ważny,  ale  najważniejsza  jest  rodzina.  Dobrze,  że  się
ożeniłeś. Spełniło się moje marzenie.

Zwierzenia przerwał sanitariusz, który przyjechał po pacjenta, by zabrać

go na salę operacyjną.

– Trzymaj się, dziadku. Będę na ciebie czekał. – Po raz ostatni uścisnął

mu dłoń. Gdy został sam w prywatnym pokoju, usiadł na fotelu i zamknął
oczy. Przebywanie w miejscu, które wiązało się z chorobami i śmiercią, źle
na  niego  działało.  Powracały  do  niego  wspomnienia  związane  z  utratą
najdroższych  osób.  Chciał  jednak  tu  być,  okazać  dziadkowi  wsparcie,
pokazać  mu,  że  nie  jest  sam.  Nagle  wstrzymał  oddech.  Jeśli  dziadek
przetrzyma operację…

Artie wrzuciła torbę do bagażnika. Wzięła głęboki oddech i w myślach

policzyła  do  trzech.  Podeszła  do  drzwi  od  strony  pasażera.  W  porządku,
mogę  to  zrobić.  Muszę  to  zrobić.  Dla  Luki,  dla  siebie,  dla  jego  dziadka.

background image

Wsiadła do samochodu i zapięła pasy bezpieczeństwa. Serce waliło jej jak
młotem, skóra pokryła się kłującymi kroplami potu.

Rosa uruchomiła silnik i wrzuciła bieg.
– Jesteś pewna?
Artie skinęła głową z ponurą determinacją.
– Jestem pewna. To nie jest łatwe, ale chcę być z Lucą. Muszę z nim

być. Jedźmy.

Rosa  ruszyła  przed  siebie,  włączając  przycisk,  który  automatycznie

otwierał bramę. Artie skupiła się na oddechu, próbując zignorować strach,
który był jak tysiące małych mrówek, pełzających po jej skórze na lepkich
nóżkach. Rosa popatrzyła na nią badawczo.

– Wszystko w porządku?
Artie chwyciła się pasa bezpieczeństwa.
– W porządku. Jedź. Już prawie jesteśmy ze bramą.
Artie w napięciu czekała, aż pojawi się znajoma panika, ale w głowie

cały  czas  słyszała  spokojny  głos  Luki:  „Oddychaj,  cara.  Raz,  dwa,  trzy
i  znowu”.  Nie  on  pierwszy  uczył  ją  kontrolowania  oddechu,  robiło  to
dwóch terapeutów, ale on jeden zrobił to skutecznie. To Luca dał jej siłę, by
pokonać strach. Spojrzała na Rosę i zaśmiała się.

– Zrobiłam to! Udało się!
Rosa otarła łzę.
– Tak, moja kochana.
Podróż  nie  należała  do  łatwych.  Musiały  zatrzymywać  się  wiele  razy,

żeby  Artie  mogła  opanować  nie  tylko  lęk,  ale  także  mdłości.  Starała  się
skupić  uwagę  na  widokach  za  oknem.  Sądziła,  że  już  nigdy  nie  zobaczy
tych  krajobrazów.  Zielone  pola,  góry,  winnice  i  oliwkowe  gaje  Umbrii.

background image

Przed oczami przewinęły jej się sceny z dzieciństwa. Nadszedł czas, by iść
dalej. Luca dał jej siłę i motywację, żeby zmieniła życie.

Szczęśliwie  dotarły  do  szpitala,  ale  wtedy  pojawił  się  problem,

o  którym  zapomniała.  Lekarze,  pacjenci,  tłumy,  umierający,  cierpiący,
ranni…  Nagle  znów  ujrzała  wyraźnie  posiniaczone  ciało  matki  i  ojca  na
wózku  z  potrzaskanym  kręgosłupem.  A  wszystko  przez  nią.  Przez  nią!
Zniszczyła swoją rodzinę. Artie złapała się siedzenia.

– Nie mogę tam wejść!
Rosa zaparkowała samochód i wyłączyła silnik.
– Przebyłaś tak daleką drogę.
–  To  był  błąd.  –  Artie  zamknęła  oczy.  –  Nie  mogę  tego  zrobić.  Nie

jestem gotowa.

– A jeśli pójdę po Lucę, żeby tu przyszedł do ciebie?
Artie  otworzyła  oczy  i  odetchnęła.  Luca  był  w  tym  budynku,  dzieliło

ich tylko kilkadziesiąt metrów. Wykonała olbrzymią pracę, a wszystko po
to, by dostać się niego.

– Nie musisz. Zrobię to sama. Możesz wrócić do domu. Zadzwonię do

ciebie,  gdy  się  dowiem,  co  z  dziadkiem.  –  Wytarła  wilgotne  dłonie
o spodnie. – Jestem gotowa. Idę. Życz mi powodzenia.

Rosa uśmiechnęła się, ocierając łzy wzruszenia.
– Powodzenia.

Luca  otworzył  oczy,  słysząc,  że  drzwi  do  pokoju  się  otwierają.

Spodziewał się pielęgniarki, a tymczasem ujrzał Artie. Przez chwilę myślał,
że  śni.  Zamrugał  kilkakrotnie,  po  czym  dopadł  do  niej  i  chwycił  ją  za
ramiona, by się przekonać, że nie jest wymysłem jego wyobraźni.

– Cara? Nie wierzę własnym oczom!
Uśmiechnęła się, oczy jej błyszczały, policzki pokryły się rumieńcem.

background image

– Rosa mnie przywiozła. Chciałam być z tobą. Nawet nie wiesz, jak się

bałam! Droga była okropna, ale oddychałam, tak jak mnie uczyłeś, i jakoś
się udało.

Luca  przyciągnął  ją  do  siebie,  wdychając  kwiatowy  zapach  włosów,

które łaskotały go w brodę. Pokonała lęki, z którymi żyła od dziesięciu lat,
dla niego! Sam nie wiedział, co czuje. Był zachwycony, wzruszony i bardzo
szczęśliwy.

– Wykazałaś się wielką odwagą, mia piccola. Cieszę się, że jesteś tu ze

mną. Nie mogę uwierzyć!

– Ja też nadal w to nie wierzę. – Odwzajemniła uśmiech.
–  Dziadek  bardzo  chciał  cię  poznać.  Będzie  miał  niespodziankę.

Ucieszy się.

– Jak on się czuje? Rozmawiałeś z nim przed operacją?
– Był obolały. Zdążyliśmy zamienić słowo. – Wciąż nie wypuszczał jej

z objęć. – Tęskniłem za tobą.

–  Ja  też  za  tobą  tęskniłam.  –  Patrzyła  na  niego  rozpromienionym

wzrokiem.

Po  chwili  zamknęła  oczy,  pozwalając,  by  ich  usta  złączyły  się

w  pocałunku.  Jej  usta  miały  smak  truskawek  z  cynamonem,  słodkie
westchnienia były muzyką dla jego uszu i jeszcze mocniej podsycały jego
pożądanie,  które  uderzało  w  niego  falami.  Jak  jeden  pocałunek  mógł
wywołać taki pożar w ciele? Mógł, ponieważ to był jej pocałunek. Oderwał
się i popatrzył w zarumienioną twarz i błyszczące oczy.

–  Gdybyśmy  nie  byli  w  szpitalu,  pokazałbym  ci,  jak  bardzo  za  tobą

tęskniłem.

Zaśmiała się lekko, uszczęśliwiona takim powitaniem.
– Wysłałam Rosę do domu. Chcę z tobą zostać. Mogę, prawda?
Luca uśmiechnął się.

background image

– Oczywiście. Kiedy już się dowiemy, co z dziadkiem, pojedziemy do

mojej willi. Jest tylko pół godziny drogi stąd.

Pogładziła jego twarz.
– Dziękuję, że pomogłeś mi przezwyciężyć mój strach. Wiem, że jest

jeszcze  za  wcześnie,  by  mówić  o  sukcesie,  pewnie  jeszcze  wiele  porażek
przede mną, ale czuję, że wreszcie zmierzam we właściwym kierunku.

Luca miał wrażenie, że na jego serce rozlano płynny, ciepły miód.
–  Jestem  z  ciebie  bardzo  dumny.  Pierwsze  kroki  zawsze  są

najtrudniejsze, potem będzie łatwiej. Przekonasz się.

– Kiedy tu jechałam, myślałam o tobie, i to mi pomogło. Wiedziałam,

że powinnam ci pomóc, i ta potrzeba stała się silniejsza niż strach.

Objął jej twarz, patrząc uważnie w rozpromienione oczy.
–  Nie  mogę  się  doczekać,  żeby  przedstawić  cię  dziadkowi.  Będzie

zachwycony.

Wspięła się na palce, by pocałować go lekko w usta.
– Ja też się nie mogę doczekać.

Niedługo potem dziadek został przywieziony do pokoju. Artie ściskała

mocno  rękę  Luki,  zdenerwowana  spotkaniem,  ale  mężczyzna  u  jej  boku
sprawiał,  że  czuła  się  silna.  Miała  wrażenie,  że  jest  między  nimi  jakoś
inaczej.  Pojawiła  się  jakaś  subtelna  zmiana,  która  pozwalała  jej  mieć
nadzieję. Może jej nie kochał, ale tęsknił za nią i chciał ją przy sobie mieć,
a tu już dużo. Miłość do niego pojawiła się nagle, niektórzy mogliby rzec,
że za szybko, ale przecież z niektórymi ludźmi tak już jest. Jedno spotkanie,
silny  pociąg,  którego  nie  można  pohamować  i  pewność,  że  to  właśnie  ta
osoba. Luca nie wierzył, że może kogoś pokochać. Ona też nie wierzyła, że
da radę przekroczyć bramę posiadłości, a jednak się udało. Znalazła w sobie
odwagę, żeby to zrobić. Dlaczego więc on nie miałby pokonać ograniczeń?

background image

– Luca? – Dziadek otworzył z trudem jedno oko, leżąc na łóżku.
– Jestem tutaj, dziadku. Artie też tu jest.
Dziadek obrócił lekko głowę, a jego senne spojrzenie pojaśniało.
–  Ach,  moja  droga  dziewczynko.  Tak  się  cieszę,  że  mogę  cię  poznać

osobiście.  Mam  nadzieję,  że  będziecie  tak  szczęśliwi,  jak  ja  z  moją
Mariettą.

Artie podeszła bliżej.
– Buongiorno, signor Ferrantelli. Tak miło jest pana wreszcie zobaczyć

twarzą w twarz.

Staruszek chwycił ją za rękę.
– Nazywaj mnie dziadkiem. Jesteśmy teraz rodziną, prawda?
Rodzina… Gdyby znał prawdę… Artie uśmiechnęła się i odwzajemniła

uścisk dłoni.

– Tak, dziadku. Jesteśmy rodziną.

Godzinę później Luca wiózł Artie do rozległej posiadłości w Toskanii,

kilka  kilometrów  od  miejscowości  San  Gimignano,  która  słynęła  ze
średniowiecznych  warowni.  Roztaczający  się  przed  nimi  krajobraz
wypełniony był stromymi wzgórzami, na zboczach których rosły oliwkowe
gaje,  zielonymi  dolinami  i  łąkami  z  kwitnącymi  czerwonymi  makami.
Wysokie sosny spoglądały na pola, a zachodzące słońce rzucało złoty blask,
nadając  ziemi  spektakularny  wygląd.  Artie  napawała  się  pejzażami,
wzruszona tym pięknem do łez. Szybko otarła oczy i przełknęła gulę.

– To niesamowite. Te kolory, światło. Nie mogę uwierzyć, że widzę to

naprawdę, a nie w ekranie telewizora czy komputera. – Zwróciła się w jego
stronę. – Nie masz nic przeciwko temu, żebyśmy się na chwilę zatrzymali?
Chciałabym posłuchać odgłosów natury.

background image

– Jasne. – Luca zjechał na pobocze i zgasił silnik. Następnie podszedł

do drzwi pasażera, otworzył je i wyciągnął rękę. Uśmiechnął się, marszcząc
powieki. – To przepiękny zakątek, prawda?

–  Oczywiście.  –  Stanęła  przy  nim  i  uniosła  twarz  w  kierunku

zachodzącego  słońca,  chcąc  poczuć  na  twarzy  taniec  wieczornej  bryzy.
Wdychała  zapach  sosen  i  ziół,  zasłuchana  w  ptasi  świergot.  Patrzyła,  jak
rybitwa krąży w powietrzu, zataczając koła.

– Nie sądziłam, że kiedykolwiek to zobaczę – szepnęła. – Myślałam, że

życie się dla mnie skończyło.

Luca objął ją ramieniem i przyciągnął bliżej do siebie.
–  Jestem  z  ciebie  naprawdę  dumny.  Wiem,  że  nie  było  ci  łatwo,  ale

warto było, prawda?

Spojrzała na niego z uśmiechem.
– Nie wiem, jak ci dziękować.
– Znam sposób. – Jego oczy pociemniały, gdy pochylił się, by złożyć na

ustach długi pocałunek. – Lepiej jedźmy, zanim zrobi się ciemno.

Kiedy wrócili do samochodu, wziął ją za rękę.
– Dziękuję, że byłaś taka słodka dla dziadka. On już cię kocha. Myślę,

że przypominasz mu moją babcię.

Artie ucieszyła się z komplementu.
– Jaka ona była? Byliście ze sobą blisko?
Spochmurniał jak niebo na zewnątrz.
– Tak, do czasu tamtego wypadku. Potem utraciła chęć życia i już nigdy

jej  nie  odzyskała.  –  Jego  ręce  zacisnęły  się  mocno  na  kierownicy.  –
Podobnie  stało  się  z  moją  matką.  Przebywanie  ze  mną  przypominało  jej
tych, których straciła, dlatego odczuwała ulgę, gdy wyjechałem do szkoły
z internatem, a potem na studia.

background image

Poklepała go pocieszająco po udzie.
– Mogę sobie tylko wyobrazić, jakie to musiało być dla was wszystkim

trudne. A co z twoją matką? Mówiłeś, że mieszka w Nowym Joru. Widujesz
ją czasem?

– Rzadko. Kiedy jestem w podróży służbowej. – Wykrzywił usta. – Te

spotkania są dla niej trudne. Dla mnie zresztą też.

– Nie rozumiem. Przecież jesteś taki kochany i… – Przygryzła wargę,

bo  jeszcze  trochę,  a  wyznałaby  mu  spontanicznie  miłość,  a  tego
z  pewnością  nie  chciałby  usłyszeć.  To  nie  mieściło  się
w sześciomiesięcznym kontrakcie. Koniec. Kropka.

Luca zerknął w jej stronę i uśmiechnął się ciepło.
– Ty też jesteś kochana.
Jego  silny,  niski  głos  sprawił,  że  tym  bardziej  zatęskniła  za  jego

ramionami. Chciała poczuć tę zmysłową moc jego ciała. Pragnęła go, ale
przede wszystkim kochała.

–  Czy  poznam  twoją  matkę?  To  znaczy,  czy  masz  jakieś  życzenia

związane z jej osobą i ze mną? – spytała.

Zmarszczył brwi i westchnął cicho.
–  Nie  wiem,  czy  fakt,  że  się  ożeniłem,  w  jakikolwiek  sposób  jej

pomoże. Szczerze wątpię.

– A jeśli ja chciałbym ją poznać?
Rzucił jej krótkie spojrzenie.
– A dlaczego?
– Straciłam matkę, gdy miałam piętnaście lat, i ciągle mi jej brakuje.
– I myślisz, że uleczysz relacje z moją matką? To się nie uda.
– Przynajmniej nadal ją masz.
Luca chrząknął, ściskając mocniej kierownicę.

background image

–  Słuchaj,  wiem,  że  próbujesz  pomóc,  ale  te  sprawy  lepiej  zostaw

w spokoju. Nic się nie da zrobić.

– Tak samo myślałam o strachu przed opuszczaniem castello. Straciłam

dziesięć  lat  życia,  ulegając  lękom.  Zamiast  je  kontrolować,  pozwoliłam,
żeby  one  kontrolowały  mnie.  Sądziłam,  że  tak  już  będzie  zawsze,  ale  ty
pomogłeś mi zobaczyć, że można żyć inaczej. Może podobnie jest z tobą
i twoją mamą? Nie powinieneś rezygnować z prób naprawienia relacji tylko
dlatego, że to trudne. Spotkała cię straszna tragedia, straciłeś bliskich, ale
nadal masz rodzinę, Luca. Matkę i dziadka, a ja nie mam nikogo.

Luca podniósł jej rękę do ust i pocałował palce.
–  Masz  mnie,  cara.  –  W  jego  głosie  słychać  było  czułość,  która

sprawiała  jej  radość  i  ból.  Jak  długo  będzie  go  miała?  Sześć  miesięcy?
Potem znowu zostanie sama. Nie chciała teraz o tym myśleć. Choć przez
chwilę  pragnęła  zapomnieć  o  tym,  co  się  stanie  w  przyszłości,  i  żyć
teraźniejszością,  cieszyć  się  chwilą  i  obecnością  mężczyzny,  którego
kochała.

Niedługo  potem  Luca  wjechał  za  bramę  posiadłości  i  zatrzymał  się

przed  zabytkową,  imponującą  willą.  Zbudowana  na  wzór  fortecy
czterokondygnacyjna,  z  centralną  kopułą  i  wieżyczkami,  otoczona  była
ogrodami, w których wzrok przykuwała kamienna fontanna.

– Niech cię nie zwiodą pozory – powiedział Luca, wyłączając silnik. –

Tylko  z  zewnątrz  prezentuje  się  tak  ponuro.  W  środku  przeprowadziłem
gruntowną renowacją.

– Staram się nie oceniać książki ani ludzi po okładce – odparła. – Co

prawda, nie spotkałam zbyt wielu ludzi, ale mam nadzieje, że teraz to się
zmieni.

Oczy Luki rozbłysły.

background image

– Nie jestem pewien, czy chcę cię tobą dzielić. Wolę cię mieć tylko dla

siebie. To w końcu nasz miesiąc miodowy, prawda?

Dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie. Posłała mu nieśmiały uśmiech.
– Więc będziemy tu sami? Tylko ty i ja?
Pochylił się w jej stronę, opierając rękę na skrzyni biegów.
– Tylko ty i ja – powtórzył, zbliżając usta do czerwonych ust.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Artie  obudziła  się  następnego  rana,  z  głową  na  piersi  Luki  i  z  jego

ramionami  wokół  talii.  Czuła  dłoń  gładzącą  ją  powolnym  ruchem  po
kręgosłupie i natychmiast zrobiło jej się cieplej. Ręka mężczyzny zsunęła
się  niżej,  do  krzywizny  pośladków,  i  każdy  nerw  ciała  wykonał  radosny
obrót. Jej wnętrze obudziło się pod wpływem dotyku, przypominając sobie
magię  poprzedniej  nocy  i  pragnąc  więcej.  Wciąż  nie  miała  dosyć.  Jego
pieszczoty  były  delikatne,  a  mimo  to  wywoływały  burzę  doznań.  Luca
obrócił ją na plecy i pochylił się nad nią.

–  No  proszę,  a  kto  to  śpi  w  moim  łóżku!  –  Jego  głos  był  seksowny,

lekko ochrypły i natychmiast ją rozpalił.

Artie przesunęła palcem po jego policzku i szczęce.
–  Chyba  nie  było  mowy  o  spaniu.  A  może  śniłam,  że  się  ze  mną

kochasz? Ile to było razy?

Jego oczy pociemniały.
–  Trzy.  –  Delikatnie  dotknął  dolnej  wargi.  –  Mogły  być  i  cztery  razy

albo i pięć, ale bałem się, że będzie cię bolało. To wszystko jest dla ciebie
nowe i…

Artie palcem wygładziła mu zmarszczkę na czole.
– Nowe, ale cudowne. – Spojrzała mu głęboko w oczy. – Nie sądziłam,

że może być aż tak cudownie. Zawsze tak jest?

Luca uchwycił jej spojrzenie. Uśmiechnął się tajemniczo.
– Nie, nie zawsze jest aż tak dobrze.

background image

– Naprawdę? A może mówisz to tylko po to, żebym poczuła się lepiej?
Podniósł jej dłoń i ucałował z czułością.
– Mówię tak, ponieważ to prawda. Z tobą jest… inaczej.
– W jaki sposób?
– Nie potrafię tego wyjaśnić. Po prostu jest inaczej. Lepiej.
– A może to przez mój brak doświadczenia? To musi być coś nowego

dla mężczyzny, który był z wieloma kobietami.

Uniósł jej brodę i popatrzył w oczy. Powietrze wypełniło napięcie.
–  Nie  mam  zamiaru  wypierać  się  przeszłości.  Nie  byłem  święty  i  nie

ukrywam,  że  lubię  seks,  nawet  z  kobietami,  których  twarzy  potem  nie
pamiętałem.  Z  tobą  jednak…  mam  wrażenie,  że  odkrywam  seks  po  raz
pierwszy. Wchodzę na jakiś inny poziom. Wyższy poziom.

– Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego pierwszego kochanka.
Jego usta objęły jej wargi, sprawiając, że puls jej przyśpieszył. Palcami

przeczesywał  jej  włosy,  język  figlarnie  tańczył  z  jej  językiem.  Jej  łono
drżało  z  tęsknoty,  by  połączyć  się  z  nim  w  najbardziej  intymny  sposób.
Luca  miażdżył  swym  torsem  jej  piersi,  sutki  napięły  się,  gdy  poczuła
pieszczącą  je  dłoń.  Stopione,  rozlane  ciepło  lizało  ciało.  Rozchyliła  nogi
w zaproszeniu, desperacko chcąc go w sobie poczuć.

–  Jesteś  bardzo  niecierpliwa,  cara.  –  Zaśmiał  się,  sięgając  po

zabezpieczenie. Jego oczy lśniły pożądaniem, które doskonale rozumiała.

– Tak bardzo cię pragnę, to aż boli.
– Ja też cię pragnę. Rozpaczliwie. – Pocałował ją natarczywymi ustami.
Zszedł  niżej,  całując  jej  piersi,  brzuch  i  sekretne  serce  jej  kobiecości.

Pieścił  ją  językiem,  aż  zaczęła  pojękiwać  z  rozkoszy.  Fala  przyszła  nagle
i rozbiła się w jej wnętrzu, przynosząc na chwilę spokój, ale już po chwili
zaczęła  się  kolejna,  gdy  wszedł  w  nią  powolnym,  głębokim  pchnięciem.

background image

Uda  jej  drżały,  nie  mogła  zaczerpnąć  tchu.  Niezwykłe  doznania  falowały
coraz mocniej, w rytm szybkich pchnięć. Jego dotyk trawił ją ogniem, krew
pulsowała  szybko,  a  gorąca  fala  rosła,  napędzana  erotycznym  tarciem
męskiego ciała. Artie uniosła biodra, żeby Luca zabrał ją poza świadomość,
ale wciąż czekała na spełnienie.

– Jestem tak blisko, tak cholernie blisko…
– Spokojnie, mia piccola, nie walcz z tym.
Luca  wsunął  dłoń  między  ich  ciała  i  palcem  pogłaskał  jej  wrażliwy

punkt,  sprowadzając  na  nią  gigantyczny  orgazm,  który  przewyższał
wszystko, z czym miała do tej pory do czynienia.

Pod  powiekami  wybuchła  seria  gwiazd.  Eksplodowały  fajerwerki,

a gorąco wypełniło ją po czubki palców.

– O Boże! O Boże! – krzyczała, wstrząsana ekstazą. Wtedy także Luca

przestał się powstrzymywać i dał upust napięciu. Całe jego ciało naprężyło
się,  a  potem  jęknął  i  zalała  go  rozkoszna  gorączka.  Musiało  minąć  kilka
długich chwil, zanim ochłonął i się uspokoił.

Artie pogłaskała go plecach, mokrych od potu i usianych gęsią skórką.
Jego  oddech  łaskotał  ją  w  szyję,  ale  nie  chciała  się  poruszyć,  by  nie

zniszczyć tej chwili bliskości. Próbowała sobie tłumaczyć, że to nie potrwa
długo. Najwyżej sześć miesięcy, ale teraz uznała to za kiepski żart. Chciała
być z tym mężczyzną do końca życia. Nie potrafiłaby już pokochać nikogo
innego.  Jej  serce  należało  do  Luki  i  tylko  do  niego,  od  chwili,  gdy
pocałował ją po raz pierwszy.

Musiał  wyczuć  subtelną  zmianę  jej  nastroju,  bo  odsunął  się,  szybko

pozbył prezerwatywy, a następnie oparł się na jednym łokciu, odgarniając
jej włosy z twarzy.

– Co się stało?
Zmusiła się do uśmiechu.

background image

– Nic.
Patrzył  na  nią  uważnie,  szukając  szczerej  odpowiedzi  w  jej  oczach.

Kciukiem zaczął gładzić jej dolną wargę.

– Z doświadczenia wiem, kiedy „nic” znaczy „coś”. Powiedz mi, cara,

co cię martwi?

– Ja tylko… zastanawiam się, czy kiedykolwiek znajdę kochanka, który

sprawi,  że  będę  się  czuła  tak  cudownie  jak  przy  tobie.  To  znaczy,
w przyszłości, kiedy się rozstaniemy…

Zapadła cisza. Luca westchnął i opadł na plecy, ramieniem zasłaniając

twarz.

–  To  ostania  rzecz,  o  jakiej  mógłbym  teraz  myśleć.  Ty  z  innym

mężczyzną… – mówił szorstko, niemal z gniewem.

– Ale pewnego dnia do tego dojdzie – powiedziała  cicho. – Któregoś

dnia każde z nas pójdzie w swoją stronę. Przecież taka była umowa, tego
chciałeś, prawda?

Zdjął rękę z twarzy i usiadł, napinając mocno mięśnie brzucha. Postawił

stopy na podłodze, jego głowa i ramiona pochyliły się, jakby się zmuszał do
kontrolowania emocji. Nastąpiła kolejna chwila ciszy.

–  Luca?  –  Wyciągnęła  dłoń  i  pogłaskała  go  między  łopatkami.

Wzdrygnął się, jakby ten dotyk go palił. – Coś nie tak? Co się dzieje?

– Nic.
Uśmiechnęła się.
– Wiesz, przed chwilą ktoś powiedział mi, że „nic” znaczy „coś”.
Luca roześmiał się.
– Trafna odpowiedź. – Odwrócił głowę, by na nią popatrzeć. Wziął jej

rękę i delikatnie ugryzł koniec palca wskazującego, a następnie wsunął go
do ust i zaczął ssać. Zadrżała, czując, jak przepływa przez nią fala gorąca.

background image

–  Czasami  się  zastanawiam,  czy  dobrze  zrobiłem,  pozwalając,  by

sprawy  między  nami  zaszły  tak  daleko.  –  Kciukiem  nacisnął  wnętrze
dłoni. – Nie potrafię się jednak powstrzymać. Tak bardzo cię pragnę.

Przysunęła się do niego, opierając dłonie na twardym torsie.
– Możesz mnie mieć, kiedy chcesz. – Pocałowała go w usta. – Mamy

dla siebie sześć miesięcy – rzekła lekko.

– Wykorzystajmy więc ten czas jak najlepiej – odparł, przylgnąwszy do

jej warg.

Następnego  dnia  pojechali  do  dziadka,  do  szpitala,  a  następnie  Luca

zabrał  ją  na  kolację  do  restauracji  w  San  Gimignano,  ze  spektakularnym
widokiem.  Artie usiadła  przy stoliku  naprzeciwko  niego,  podekscytowana
pierwszym  posiłkiem  poza  domem.  Upiła  łyk  białego  wina  o  rześkim
smaku, a następnie zaczęła przeglądać menu.

– Tyle do wyboru…
– Nie śpiesz się – rzekł, rozumiejąc, że to dla niej nowa sytuacja.
Gdy złożyli zamówienie, Artie przygryzła wargę, onieśmielona.
–  Boję  się,  że  mogę  użyć  złych  sztućców.  Tak  dawno  nie  byłam

w restauracji. Cieszę się, że jest tu tak pusto. W ogóle nie ma ludzi, dziwne.

Sięgnął po jej dłoń i przytrzymał.
– Zadbałem o to. Znam właściciela i poprosiłem, żeby zarezerwował tę

część restauracji tylko dla nas.

Artie zamrugała, zdziwiona.
– Naprawdę? Ale czy nie straci przez nas części dochodów?
Luca wzruszył ramionami.
– Nie martw się. Dobrze na tym zarobił.
Wzruszyło ją to, że zadał sobie tyle trudu, by czuła się komfortowo.
– Z całą pewnością randka ze mną dużo cię kosztuje.

background image

– Jesteś warta o wiele więcej, cara. Mój dziadek jest tobą zachwycony.

Widziałaś,  dzisiaj  już  czuł  się  lepiej.  Spotkanie  z  tobą  dodało  mu  sił.
Wreszcie  zgodził  się  na  leczenie.  Już  jest  umówiony  na  chemioterapię.
Dałaś mu powód, by żyć. Nigdy ci tego nie zapomnę.

–  Bardzo  się  cieszę.  Mam  nadzieję,  że  leczenie  nie  będzie  zbyt

wyczerpujące. Nie jest już młodym człowiekiem.

–  Nie,  ale  to  twardy  facet.  Prawdziwy  Ferrantelli.  –  Pogłaskał  ją  po

dłoni. – Bałem się, że go stracę. Jest moim łącznikiem z bratem i ojcem,
oczywiście poza matką.

Artie  widziała,  jak  Luca  mocno  kocha  dziadka,  i  miała  nadzieję,  że

któregoś  dnia  będzie  gotowy,  by  przyjąć  miłość  romantyczną.  Miłość  na
całe życie. Jej miłość.

– Czy twoja mama była ostatnio u dziadka?
Jego usta wykrzywił grymas.
–  Rozmawiają  czasami  przez  telefon.  Mama  nienawidzi  latać

samolotami. Przypomina jej to powrót z Argentyny, z ciałami mojego brata
i ojca. – Puścił jej rękę i podniósł kieliszek, wpatrując się w złoty płyn, ze
zmarszczonym wyrazem twarzy.

–  Mogę  sobie  tylko  wyobrazić,  jak  byliście  wszyscy  zdruzgotani

podczas tamtej podróży. Pamiętam, jak wracałam ze szpitala do domu. Do
ostatniej  chwili  łudziłam  się,  że  mama  wyjdzie  nam  na  spotkanie,  że  jej
śmierć to jakaś koszmarna pomyłka. Ojciec zamknął się w sobie. Stał się
zupełnie innym człowiekiem. Winiłam siebie, tak jak ty to robiłeś i nadal
robisz.

Luca chwycił jej obie dłonie.
– Spotkała nas straszna tragedia. Nic nie zmieni przeszłości. Stało się.

Nie cofniemy tego. Ważne jest to, byśmy zaczęli żyć teraźniejszością.

Artie spojrzała na ich złączone dłonie.

background image

–  Ja  zaczęłam  żyć  teraźniejszością  dzięki  tobie.  Mam  wrażenie,  że

spałam przez ostatnie dziesięć lat. – Popatrzyła mu w oczy. – Nie zdawałam
sobie sprawy, jak bardzo strach przejął nade mną kontrolę. A potem, gdy się
zorientowałam,  było  już  za  późno.  Dzięki  tobie  odzyskałam  swoje  życie.
Naprawdę, nie wiem, jak ci dziękować.

–  Nie  musisz  mi  dziękować.  Sama  tego  dokonałaś.  Świetnie  sobie

poradziłaś.  Nie  potrafię  opowiedzieć,  jaki  byłem  zachwycony
i zszokowany, gdy zobaczyłem cię w szpitalu. Myślałem, że śnię.

– Byłam chora z przerażenia, ale myśl, że czekasz na mnie, dodała mi

odwagi. Byłeś moim celem, do którego dążyłam.

Luca  uśmiechnął  się,  puszczając  jej  dłonie.  Następnie  wyjął  płaskie

pudełeczko z kieszeni marynarki.

– Mam coś dla ciebie. – Położył pudełko na stole. – Otwórz.
Artie  podniosła  wieczko  .  W  środku,  na  aksamicie  leżały  naszyjnik

z brylantami i szafirami oraz pasujące do niego kolczyki.

– Och, Luca! To jest przepiękne! – Podniosła jeden kolczyk. – Mają ten

sam wzór co pierścionek zaręczynowy twojej babci. Czy to znaczy…

– Tak. Należały do niej. Chcę, żebyś miała całą kolekcję.
– Ale to przecież bezcenne pamiątki. Dlaczego mi je dajesz?
– Nie uważasz, że na nie zasłużyłaś?
Odłożyła kolczyk i przesunęła palcem po złotym łańcuszku.
–  Nic  takiego  nie  zrobiłam  –  odparła.  –  Czuję  się  nieswojo.  Jesteś

bardzo  hojny,  a  przecież  za  pół  roku  się  rozstaniemy.  Jestem  chyba
największą  beneficjentką  w  tym  układzie.  Dostanę  castello  i  tę  piękną
biżuterię, a ty co dostaniesz?

Popatrzył na jej usta.
– Niezapomniane wspomnienia. Nie mówiąc już o zdrowiu dziadka.

background image

Artie zmarszczyła brwi.
– A nie chcesz czegoś więcej?
– Czego jeszcze mógłbym chcieć?
Mnie. Możesz mnie mieć na zawsze. Artie nie powiedziała tego głośno,

ale miała nadzieję, że w dzwoniącej ciszy usłyszy jej myśli.

–  Nie  chcesz  zachować  biżuterii  babci  na  wypadek,  gdybyś  spotkał

kobietę, z którą pragnąłbyś się ożenić?

– To się nie wydarzy. – Upił łyk wina. – Nie mam tego w planach.
To  się  nie  wydarzy.  Słowa  te  dzwoniły  w  jej  umyśle  przez  cały  czas,

gdy jedli kolację. To się nie wydarzy. Jak mógł być tego taki pewny? Jak
mogła mieć wciąż nadzieję, że pewnego dnia się w niej zakocha?

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Kiedy  kolacja  dobiegła  końca,  Luca  poprowadził  ją  z  powrotem  do

samochodu obok klubu, z którego dobiegała głośna muzyka. Słodkie szepty
znanej miłosnej piosenki wypełniły nocne powietrze.

Luca spojrzał na Artie i dostrzegł tęskną minę.
– Masz ochotę wejść na chwilę?
Zaczęła przestępować z nogi na nogę, rozdarta między chęcią ucieczki

a ciekawością.

– Nigdy wcześniej nie słyszałam muzyki na żywo. I nigdy z nikim nie

tańczyłam.

Wziął ją za rękę i pociągnął lekko.
– To chodź, zatańczymy.
Niedługo  potem  objęci  poruszali  się  w  rytm  melodii.  Głowa  Artie

spoczywała na jego piersi, jej włosy łaskotały go w podbródek, kwiatowy
zapach szamponu drażnił nozdrza. Zgrali się tak, jakby tańczyli ze sobą od
dawna.  Naturalność  ich  ruchów  przypominała  mu  sposób,  w  jaki  się
kochali. To samo dopasowanie, ta sama harmonia. Byli dla siebie idealnymi
partnerami.  Idealny  partner?  Partnerka?  Na  chwilę  wybił  się  z  rytmu
i w ostatniej chwili uniknęli zderzenia z inną parą.

– Przepraszam – bąknął speszony. – Zdekoncentrowałem się.
I chyba straciłem rozum, dodał w myślach. Przez chwilę pomyślał o ich

wspólnej  przyszłości,  ale  właśnie  tego  nie  mógł  jej  dać.  A  jednak,  kiedy
proponował  jej  sześciomiesięczny  związek,  wydawało  mu  się,  że  to

background image

strasznie  długo,  a  teraz  miał  wrażenie,  że  dramatycznie  krótko.  Unikał
myślenia  o  ich  nieuchronnym  rozwodzie,  o  niej  w  ramionach  innego
mężczyzny.  Robił  się  chory,  gdy  wyobraził  sobie,  że  mogłaby  się  kochać
z kimś innym. A przecież nigdy nie był zazdrosny o swoje kochanki.

Artie spojrzała na niego błyszczącymi oczami.
– Uwielbiam tańczyć. Czy możemy tu wrócić jutro?
Luca pochylił się, żeby ją pocałować.
– Oczywiście. Dla ciebie wszystko.

Następne  tygodnie  mijały  szybko  jak  sen.  Artie  miała  wrażenie,  że

wręcz  unosi  się  nad  ziemią.  Jeździli  do  szpitala,  żeby  zobaczyć  się
z dziadkiem, który robił duże postępy po operacji biodra, a potem spędzali
czas  na  łonie  natury,  urządzali  pikniki  pośród  wzgórz  i  dolin.  Luca
wprowadził ją w tajniki produkcji wina, pokazywał swoje gaje i winnice.
Co wieczór zabierał ją na kolacje do znanych, wielokrotnie nagradzanych
restauracji, ale także do tych mniej znanych, gdzie atmosfera była równie
wspaniała, a jedzenie przepyszne.

Artie  miała  także  okazję  zrobić  wreszcie  zakupy  w  stacjonarnych

butikach. Luca sprezentował jej piękne stroje, w tym kostiumy kąpielowe
i  bieliznę.  Artie  jednak  najbardziej  lubiła  spędzać  czas  w  domu,  gdy  po
prostu  rozmawiali,  słuchali  muzyki  albo  oglądali  filmy.  Opierała  wtedy
głowę  na  jego  ramieniu  i  myślała  o  tym,  że  tak  mogłoby  wyglądać  ich
wspólne  życie.  Widziała,  że  Luca  się  zmienił.  Choć  często  prowadził
służbowe  rozmowy,  odbierał  mejle  i  prowadził  telekonferencje,  wydawał
się bardziej zrelaksowany niż wcześniej. Często się śmiał i żartował. Czy to
dlatego,  że  terapia  dziadka  przynosiła  efekty?  A  może  dlatego,  że  dzięki
niej Luca zrozumiał, że poza pracą też jest życie i to całkiem przyjemne, że
nie trzeba się bać romantycznych uczuć? Wielokrotnie musiała ugryźć się

background image

w  język,  żeby  nie  wyznać  mu,  co  czuje.  Wyznawała  mu  miłość  w  inny
sposób,  pieszczotami,  ustami,  dotykiem.  Pragnęła  to  jednak  wykrzyczeć.
Chciała,  żeby  usłyszał  od  niej  słowa:  „Kocham  cię”.  I  to  samo  chciała
usłyszeć od niego.

Któregoś  wieczoru  siedzieli  obok  siebie  na  sofie  i  obserwowali  przez

okno salonu, jak wschodzi księżyc. Światło odbijało się w wodzie basenu
na tarasie i oświetlało oliwny gaj. Jej głowa spoczywała na jego ramieniu.
Dźwięki  romantycznej  ballady  poruszały  jej  serce.  Oddałaby  wiele,  żeby
ich wspólny czas nie miał końca.

– Luca?
– Tak? – spytał, bawiąc się jej włosami.
Artie przechyliła głowę, żeby na niego popatrzeć.
– Luca, chcę z tobą o czymś porozmawiać.
– Jestem gotów w każdej chwili, możemy iść do sypialni – powiedział,

nachylając się nad jej ustami, ale odwróciła głowę.

– Nie żartuj. Naprawdę chcę porozmawiać. To ważne.
Jego  oczy  w  sekundę  pociemniały.  Udał,  że  odgarnia  włos  z  jej

policzka.

–  Mów.  –  W  jego  głosie  słychać  było  niepokój,  ale  to  jej  nie

zniechęciło.

–  Jestem  z  tobą  taka  szczęśliwa.  Rozpieszczasz  mnie  jak  księżniczkę.

Okazujesz  mi  tyle  cierpliwości  i  czułości.  Pomogłeś  mi  odbudować
pewność siebie.

Uśmiechnął się lekko, ale z jego oczu nie zniknęła powaga.
– Lubię patrzeć, jak rozkwitasz, cara. Jesteś piękną kobietą, która zbyt

długo ukrywała się przed światem.

Dotknęła jego twarzy dłońmi.

background image

–  Nigdy  nie  myślałam,  że  spotkam  kogoś  takiego  jak  ty.  I  nie  chodzi

tylko o to, że zostałam zamknięta w castello. Po prostu nie miałam pojęcia,
że mogą istnieć tak cudowni ludzie jak mój mąż.

Luca mocno chwycił ją za ramiona i uściskał.
–  Nie  rób  ze  mnie  jakiegoś  bohatera,  Artie,  bo  daleko  mi  do  niego.

Wiem,  do  czego  zmierzasz.  Wydaje  mi  się,  że  bierzesz  pociąg  seksualny
za… inne uczucia.

–  Luca…  –  Wzięła  głęboki  wdech.  –  Nie  chcę,  by  nasz  związek  się

zakończył i myślę, że ty też tego nie chcesz.

Jego ręce opadły. Pośpiesznie wstał z sofy.
– Mylisz się. Zawarliśmy porozumienie…
Artie również wstała i stanęła naprzeciw niego.
– Tak, zawarliśmy porozumienie, a potem zmieniliśmy charakter naszej

relacji. Jesteśmy razem w każdy możliwy sposób i kocham cię. Nie jestem
z tobą dla castello. Kocham cię.

Luca westchnął, opierając dłonie na biodrach.
–  Jesteś  młoda  i  niedoświadczona.  To  normalne,  że  myślisz,  że  twój

pierwszy  kochanek  jest  także  twoją  miłością,  ale,  wierz  mi,  to  błąd.  Nie
jestem właściwym facetem.

Wyraz  jego  twarzy  przypominał  otoczoną  murem  fortecę.  Zamkniętą

i niedostępną.

–  Jesteś.  –  Słowa  i  emocje  wezbrały  w  jej  gardle.  –  Jesteś  nim  od

pierwszej  chwili,  gdy  pocałowałeś  mnie  na  ślubie.  Wiedziałam  to,
czułam…

– Słyszysz, co mówisz? – Jego głos ciął ostrzej niż nóż. – Opowiadasz

jakieś  bajkowe  fantazje,  które  nie  mają  nic  wspólnego  z  prawdziwym
życiem. Zrobiłaś ze mnie romantycznego bohatera, księcia na białym koniu,
który spełnia twoje wszystkie życzenia, a to dlatego, że w ogóle nie masz

background image

doświadczenia.  Kiedy  zaczniesz  się  spotykać  z  innym  mężczyznami,
zyskasz  szerszą  perspektywę.  W  końcu  mi  za  to  podziękujesz.  Związanie
się  ze  mną  do  końca  życia  byłoby  błędem.  Pożałowałabyś  tego  bardzo
szybko. – Odwrócił się do niej plecami, starając się, by jego głos brzmiał
łagodnie. – Nie mówmy już o tym. Nie chcę, żebyś była smutna.

Artie przełknęła ciężko. W kącikach oczu zapiekły ją łzy.
–  Już  jestem  smutna.  Jest  mi  przykro,  że  odrzucasz  moją  miłość.

W  dodatku  robisz  ze  mnie  małą  dziewczynkę,  która  nic  nie  wie,  nie
rozumie i nie ma pojęcia, co czuje. Nie potrafię zaprzeczyć emocjom, tak
jak ty to robisz.

Luca odwrócił się w jej stronę.
– Posłuchaj, jesteś jedną z najwspanialszych osób, jakie kiedykolwiek

spotkałem,  cara.  Masz  wiele  do  zaoferowania  i  chcę,  żebyś  była
szczęśliwa, naprawdę. Ja jednak nie dam ci szczęścia. Nie potrafię kochać,
nie potrafię odwzajemnić twoich uczuć. Ja nie chcę tego, czego ty.

Artie na chwilę zacisnęła usta, żeby powstrzymać drżenie.
–  A  ja  myślę,  że  chcesz,  tylko  nie  potrafisz  się  do  tego  przyznać.

Uważasz, że nie zasługujesz na miłość po tym, co się stało z twoją rodziną.
Rozumiem  to  lepiej  niż  ktokolwiek  inny,  bo  sama  przez  to  przeszłam.
Wiem, co to poczucie winy. Zmagam się z nim od dziesięciu lat. Uwięziło
mnie,  zniewoliło,  ale  spotkanie  z  tobą  sprawiło,  że  się  zmieniłam.
Uwolniłeś mnie od strachu, dałeś mi drugie życie. – Położyła mu dłoń na
ramieniu.  –  Wiem,  że  są  w  tobie  głęboko  ukryte  uczucia.  Czuję  to  za
każdym razem, gdy mnie całujesz. Czuję to za każdym razem, gdy się ze
mną kochasz.

Luca obrzucił surowym spojrzeniem jej rękę na swym ramieniu, jakby

spoczywał tam insekt.

background image

–  Mylisz  seks  z  uczuciami  –  oświadczył  szorstko.  –  To  częsty  błąd

u  niedoświadczonych  kobiet.  Z  czasem,  gdy  zaczniesz  spotykać  się
z  innymi  mężczyznami,  zrozumiesz,  że  to,  co  było  między  nami,  to
zauroczenie, które nie może trwać wiecznie.

– Nie muszę mieć doświadczenia, żeby wiedzieć, co czuję. Wiem to.
–  Ja  też  wiem,  co  czuję  i  niestety  nie  jest  to  miłość.  Nie  ta,  o  której

mówisz.  Przykro  mi.  –  Przesunął  dłonią  po  jej  policzku.  –  Oczywiście
zależy  mi  na  tobie.  Lubię  ciebie,  twoje  towarzystwo,  pragnę  cię  i  nic
więcej.

Serce  Artie  przeszył  bolesny  skurcz.  Zależało  mu  na  niej,  pragnął  jej

i  tyle?  To  wszystko?  Miał  ją  za  niedoświadczoną  dziewczynkę,  która  nie
posiada  rozeznania  w  swych  własnych  uczuciach.  Jak  miała  do  niego
dotrzeć? Jak miała mu udowodnić, że naprawdę go kocha? A może, nawet
gdyby  uwierzył,  to  i  tak  niczego  by  to  nie  zmieniło?  Może  naprawdę
zakochała  się  w  iluzji,  sądząc,  że  Luca  będzie  w  stanie  odwzajemnić
miłość? Może on naprawdę nie był do niej zdolny?

–  Pokonałam  dla  ciebie  swój  strach  i  opuściłam  castello. Dlaczego ty

nie  możesz  zmierzyć  się  ze  swoimi  lękami?  Rozumiem,  jakie  to  trudne
przyznać,  że  ci  na  kimś  zależy.  Wiem  też,  że  nie  chcesz  podejmować
decyzji lekkomyślnie i spontanicznie, ale naprawdę nie zamierzasz dać mi
szansy?  Mamy  ze  sobą  tyle  wspólnego,  nie  widzisz  tego?  Jesteśmy  dla
siebie stworzeni.

Luca odwrócił się, krzyżując ramiona.
–  Przestań,  Artie.  Ta  rozmowa  prowadzi  donikąd.  Bierzesz  mnie  za

kogoś, kim nigdy nie będę. Niepotrzebnie robisz sobie nadzieję.

Artie  przesunęła  językiem  po  ustach,  czując  metaliczny  smak

rozczarowania. Wezbrały w niej szalejące emocje.

background image

–  Nigdy  nie  będziesz  wolny,  jeśli  nie  uwolnisz  się  od  przeszłości,

dopóki  będziesz  kontrolował  emocje,  dopóki  nie  otworzysz  serca.  Ja  dla
ciebie  otworzyłam  swoje.  Dlaczego  nie  możesz  tego  zrobić  dla  mnie?  –
Wzięła głęboki wdech. Popatrzyła mu uważnie w oczy. – Jeśli nie zmienisz
zdania,  nie  widzę  sensu,  żeby  kontynuować  naszą  znajomość.  To  byłoby
niesprawiedliwe. Nie chcę takiej nierównej relacji.

– O czym tym mówisz? – Mierzył ją surowym wzrokiem. – Nierówna

relacja?  Oboje  otrzymujemy  to,  na  co  się  umówiliśmy.  Po  sześciu
miesiącach  dziadek  zakończy  leczenie,  a  ty  otrzymasz  castello.  To
korzystne dla obu stron.

Potrząsnęła głową.
– To porażka, ale ty nie jesteś w stanie tego dostrzec. Wolałabym twoją

miłość od rodowej posiadłości. A tak w ogóle, jak zamierzasz wytłumaczyć
dziadkowi nasze rozstanie?

Wzruszył lekceważąco ramionami.
– Małżeństwa się rozpadają, nic nowego. Za pół roku reakcja dziadka

nie będzie już ważna. Najważniejsze, że wyzdrowieje. – Mówił spokojnie,
bez emocji, jakby omawiał biznesowy plan.

Artie zakryła twarz. Nagle dopadły ją wątpliwości. On naprawdę jej nie

kochał. Nie była godna jego miłości, nie była wystarczająco dobra. Nigdy
nie  odwzajemni  jej  uczuć.  Była  dla  niego  tylko  środkiem  do  osiągnięcia
celu,  nikim  więcej.  Jej  stary,  znany  przyjaciel,  a  raczej  wróg  –  panika  –
nieproszony podkradł się i zaczął szeptać: Nie poradzisz sobie sama. Zostań
z  nim  na  jego  warunkach.  Zamknij  się,  bo  wszystko  stracisz.  Strach
wślizgnął się do brzucha i owinął wokół jelit, zaciskając się mocno. Stracisz
castello, jeśli go teraz zostawisz. Artie słyszała ten głos, ale nie zamierzała
znów zamknąć się w więzieniu, a trwanie w małżeństwie bez miłości było
czymś  gorszym  niż  zamknięcie  w  domu.  Nie  mogła  znów  zmienić  się

background image

w  niepewną  siebie,  wystraszoną  osobę.  Luca  dał  jej  siłę,  by  żyć,
i zamierzała z tego skorzystać. Wyprostowała się, zaczerpnęła powietrza.

–  Nie  sądzę,  żeby  było  sens  to  ciągnąć.  Im  dłużej  z  tobą  będę,  tym

trudniej będzie mi potem odejść. Najlepiej, jeśli wyjadę już teraz.

Zacisnął dłonie w pięści.
–  Teraz?  Oszalałaś?  Nie  możesz  wyjechać.  Mamy  umowę.  Podpisałaś

ją. Stracisz wszystko, jeśli ją zerwiesz!

Artie westchnęła głośno.
– Nie mogę być z tobą, skoro mnie nie kochasz. Zrozum, że to dla mnie

krzywdzące.  Znów  zaczęłabym  myśleć,  że  jestem  nic  niewarta,  że  jestem
winna wszystkiemu, co mi się przydarza. Muszę zostawić tę część życia za
sobą i zacząć coś nowego, jako dorosła kobieta, które wie, czego chce, i nie
boi się o to prosić.

Luca  przeczesał  ręką  włosy,  mamrocząc  pod  nosem  przekleństwo  po

włosku.

–  Nie  mogę  cię  siłą  zatrzymać,  ale  wiedz,  że  to  nie  przejdzie  bez

konsekwencji.  Nie  zamierzam  oddać  ci  posiadłości,  jeśli  nie  dotrzymasz
warunków umowy. Przekształcę castello w hotel, a potem go sprzedam. –
W  jego  oczach  błysnęły  zielone  iskry  gniewu.  Wściekłość  była  tak
namacalna, że aż trzaskała w powietrzu. Artie pohamowała złość.

– Rób to, co musisz, Luca. Nie będę stawała ci na drodze i tego samego

oczekuję od ciebie. Zadzwonię do Rosy, żeby po mnie przyjechała.

– Nie bądź śmieszna – rzucił szorstko. – To zajmie wiele godzin.
– W takim razie odwieziesz mnie?
Jego oczy przypominały zimny kamień.
– Chyba sobie żartujesz.
– To co proponujesz?

background image

Znów zaklął.
– Zorganizuję ci kierowcę – powiedział, wyjmując z kieszeni telefon.
Po  chwili  przekazał  swojemu  pracownikowi,  że  ma  ją  odwieźć  do

Umbrii.  Mówił  spokojnie,  w  jego  głosie  nie  było  słychać  nic,  co  by
sugerowało, że jest zraniony. Był wściekły, ale nie smutny. Nie kochał jej,
więc nie było powodu, by rozpaczał. Denerwował się, bo popsuła mu plany,
i nic więcej.

–  Gotowe.  –  Luca  schował  telefon  z  powrotem  do  kieszeni.  –  Emilio

będzie tu za pięć minut.

Artie  zwilżyła  językiem  usta,  suche  jak  pergamin.  Czy  to  się  działo

naprawdę? Pozwalał jej odejść bez walki? To utwierdzało ją w przekonaniu,
że  podjęła  słuszną  decyzję.  Lepiej  się  wycofać,  zanim  zainwestuje  zbyt
wiele  w  związek.  Problem  w  tym,  że  ona  już  zdążyła  zainwestować
wszystko.  Kochała  go  całą  sobą,  a  on  traktował  ją  wyłącznie  jak  część
biznesowej umowy. Dla niej to było za mało.

– Dziękuję. Pójdę spakować swoje rzeczy.
Odwróciła  się  i  zaczęła  iść  w  stronę  drzwi,  z  nadzieją,  że  jednak  ją

zatrzyma.  Zwolniła  nawet,  by  dać  mu  więcej  czasu.  Jeden  krok,  dwa,
cztery…

– Artie!
Serce  jej  zadrżało.  Zmienił  zdanie?  Będzie  błagał,  żeby  została,  żeby

przemyślała decyzję? Proszę, zrób to! Powiedz, że nie chcesz mnie stracić,
że mnie kochasz!

– Tak?
Wyraz jego twarzy przypominał wykutą w kamieniu maskę. Nie było na

niej widać żadnych emocji.

–  Uważaj  na  siebie  –  powiedział  szorstkim  tonem,  jakby  wydawał

polecenie pracownikowi.

background image

Ból  w  piersi  i  lawina  emocji  uniemożliwiły  jej  złapanie  oddechu.

Zapiekły  ją  oczy,  ale  ze  wszystkich  sił  starała  się  powstrzymać  łzy.  Nie
będzie płakać. Nie teraz. Powinna zachować choć resztki godności. On był
chłodny  i  spokojny,  więc  ona  również.  Ich  kontrakt  dobiegł  końca.  Tak
powinna na to patrzeć.

–  Ty  też.  I…  dzięki  za  wszystko.  –  Ściągnęła  z  palca  pierścionek

i obrączkę. – Kolczyki i wisiorek są na górze. Zostawię je na toaletce.

– Zatrzymaj biżuterię.
– To rodzinna pamiątka…
– Powiedziałem, zatrzymaj je.
Artie  pokręciła  głową.  Odłożyła  pierścionek  na  stolik,  a  potem

odwróciła  się  i  wyszła  z  pokoju,  zamykając  za  sobą  cicho,  ale
zdecydowanie drzwi.

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Gdy  tylko  samochód  zniknął  z  pola  widzenia,  Luca  pośpiesznie

wciągnął  powietrze,  które  boleśnie  przeorało  mu  gardło,  jakby  to  były
wilcze  pazury.  Czego  od  niego  oczekiwała?  Że  pobiegnie  za  nią?  Że  na
kolanach  zacznie  ją  błagać,  by  została?  Przecież  wszystko  było  jasne.
Ustalili  warunki  już  na  samym  początku.  Dał  jej  jasno  do  zrozumienia,
gdzie  się  granice.  Tylko  że  to  nie  ona  je  przesunęła.  Sam  to  zrobił.  Spał
z nią. Noc w noc, dzień w dzień. Zakrył twarz dłońmi, czując obrzydzenie
do samego siebie. Tak, przesunął granice, a przecież znał życie i powinien
był  wiedzieć,  czym  to  się  może  skończyć.  Artie  była  młoda
i  niedoświadczona.  Ubzdurała  sobie  wielką  miłość,  a  on  nie  był  w  stanie
sprostać jej romantycznym wizjom. Byli zupełnie różni. On był ciemnością,
a  ona  światłem.  Ją  cechowała  naiwność  i  ufność,  jego  wyrachowanie
i cynizm. Ona nie skrywała swych uczuć, a on nie był do nich zdolny. To
był kod, język, którego nie znał i nie chciał znać.

Podniósł ze stolika pierścionek i obrączkę. Zamknął dłoń, by nie patrzeć

na kpiące, oskarżające go brylanty. Przez chwilę grzechotał nimi, po czym
rozwarł palce i z powrotem rzucił na stół z głośnym przekleństwem.

Nie  zamierzał  za  nią  jechać.  Gdyby  nie  wypadek,  gdyby  był  inny,

pewnie  wbiegłby  po  schodach,  zanim  zdążyła  się  spakować,  padłby  na
kolana  i  błagał,  żeby  została.  Nie  był  jednak  już  tamtym  lekkomyślnym
nastolatkiem.  Potrafił  panować  nad  emocjami  i  myśleć  logicznie.  Czy  na
pewno?  Przecież  kochał  się  z  dziewczyną,  która  miała  być  żoną  tylko  na
papierze. Czy to było rozważne i logiczne? Zrobił, co zrobił, i cieszył się

background image

z każdej chwili. Było mu dobrze, jak z żadną inną kobietą. Coś się w nim
zmieniło  i  nie  był  pewien,  czy  może  to  cofnąć,  ale  zamierzał  spróbować.
Odzyska kontrolę nad uczuciami, o ile je w ogóle posiadał.

Artie przez pierwszy miesiąc po tym, jak wróciła do domu, na próżno

czekała  na  telefon  od  Luki.  Tęskniła  za  jego  głosem,  dotykiem
i pieszczotami. Czuła się jak narkoman na odwyku, który musi się nauczyć
żyć bez używek dających mu szczęście i zapomnienie. Nocami szukała go
po drugiej stronie łóżka, ale jej dłoń napotykała jedynie chłodną poduszkę.
Teraz  dopiero  rozumiała,  przez  co  musiał  przejść  jej  ojciec,  jak  bardzo
cierpiał po stracie żony, którą kochał całym sercem. Utrata Luki bolała nie
mniej od śmierci. Odszedł z jej życia, a ona nie mogła nic na to poradzić.
Przez  krótki  czas  był  mężem,  o  jakim  mogła  jedynie  pomarzyć,  czułym,
troskliwym, spełniającym jej najskrytsze fantazje. Rozumieli się, bo oboje
przeszli  przez  podobną  tragedię.  Nie  potrafił  jej  jednak  pokochać,  a  ona
wiedziała, że nie może się zadowolić namiastką uczucia. Oddała całe serce
i oczekiwała tego samego.

Od rana siedziała w salonie i haftowała ubranko do chrztu dla dziecka

jednego z pracowników. Robiła to z pewnym smutkiem, bo myślała o tym,
że  pewnie  nigdy  nie  zostanie  matką.  Nie  wyobrażała  sobie,  by  ktoś  inny
poza Lucą mógł jej dotykać. To z nim chciała mieć dzieci.

Twierdził, że powinna się spotykać z innymi mężczyznami, aby nabrać

doświadczenia.  Nie  musiała  mieć  porównania,  by  wiedzieć,  czym  jest
prawdziwa miłość.

Uporała  się  z  kolejnym  równiutkim  ściegiem,  zastanawiając  się,  co

teraz  Luca  robi.  Bez  wątpienia  działa.  Nie  potrafił  nic  nie  robić.  Pewnie
odwiedza dziadka, pracuje i spędza noce z kolejną kochanką. Buntowała się
na  myśl,  że  mógłby  zastąpić  ją  inną  kobietą.  Postanowiła  skupić  się  na

background image

hafcie i nie torturować się dłużej. Chciała ze swojego hobby uczynić pracę,
na której mogłaby zarabiać. Założyła konto w mediach społecznościowych
i  stronę  internetową.  Zamówienia  posypały  się  lawinowo,  tak  że  ledwie
nadążała. To jednak pomogło jej oderwać się od czarnych myśli i wypełnić
tęsknotę.

Do salonu weszła Rosa, niosąc tacę z napojami. Odstawiła ją na stół, po

czym przysiadła na sofie obok Artie.

– Od pewnego czasu noszę się z pewnym zamiarem – zaczęła, sięgając

po filiżankę herbaty. – Chciałabym wyjechać na krótkie wakacje. Wiem, że
to nie najlepszy czas, biorąc pod uwagę twoją sytuację, ale pomyślałam, że
nadarza  się  okazja,  by  zobaczyć  kawałek  świata,  skoro  stałaś  się  bardziej
niezależna.

Artie odłożyła ubranko, owijając je wcześniej muślinem, które chroniło

tkaninę przed zabrudzeniem.

– Ależ oczywiście, Roso. Wspaniały pomysł. Od dawna mam straszne

wyrzuty sumienia, że skazałam cię na siedzenie tu razem ze mną. Teraz nie
musisz się już o mnie martwić. Poradzę sobie. Sama widzisz, że zaczęłam
coraz częściej opuszczać posiadłość. Byłam już trzy razy w kawiarni i za
każdym razem jest mi łatwiej.

–  Bardzo  się  cieszę.  –  Rosa  westchnęła  i  po  chwili  kontynuowała.  –

Kiedy  byłaś  z  Lucą,  zdałam  sobie  sprawę,  że  nie  wspierałam  cię
wystarczająco mocno. Nie zrozum mnie źle, chciałam ci pomóc, ale chyba
moje powody nie były tak altruistyczne, jak myślisz.

Artie popatrzyła na nią uważnie, marszcząc brwi.
– Co masz na myśli?
– Kiedy przeżyłam zawód miłosny, wiele lat temu, zaczęłam pracować

w  posiadłości  dla  twojej  rodziny.  To  był  mój  sposób,  by  zapomnieć
i  uniknąć  kolejnego  zranienia.  Tutaj  czułam  się  bezpieczna.  Bardzo  was

background image

wszystkich pokochałam. Obawiam się, że może nieumyślnie zatrzymałam
cię przy sobie i uzależniłam.

– To nieprawda – zaprotestowała  Artie. – Nie ponosisz winy za moje

lęki i traumy. Na szczęście powoli wychodzę na prostą. A tobie nie wiem,
jak  dziękować  za  te  wszystkie  lata,  kiedy  mnie  wspierałaś.  Nie
poradziłabym sobie bez ciebie.

Rosa rzuciła jej czujne spojrzenie.
– Miałaś jakieś wieści od Luki?
Artie pokręciła głową ze smutkiem.
– Nie.
– Dzwoniłaś do niego? Wysłałaś mu wiadomość?
Artie sięgnęła po filiżankę.
– Po co? Nie byłoby sensu. Wszystko zostało już powiedziane. Muszę

żyć dalej. Bez niego.

– Co zrobisz, gdy sprzeda castello?
– Znajdę inne miejsce, inny dom. Nie mogłabym tu mieszkać sama. To

niepraktyczne.  –  Zamilkła  na  moment.  –  Pozostaną  mi  wspaniałe
wspomnienia, związane z ojcem i mamą, z czasem przed wypadkiem, gdy
byłam tu taka szczęśliwa.  Nadszedł jednak moment, by iść dalej, by ktoś
inny mógł cieszyć się tym miejscem.

Rosa poprawiła fałdy sukienki na kolanie.
–  Nie  powiedziałam  ci  wszystkiego  –  rzekła  z  zawstydzeniem.  –  Te

wakacje… Nie jadę sama tylko z… przyjacielem.

Artie odstawiła filiżankę, jej oczy wyrażały zdziwienie.
– Z jakim przyjacielem?
Policzki Rosy pokryły się szkarłatem.

background image

– Pamiętasz, jak ci mówiłam o miłości mojego życia? Cóż, Sergio i ja

spotkaliśmy  się,  kiedy  byłaś  u  Luki.  Zaczęliśmy  spędzać  ze  sobą  coraz
więcej  czasu  i  poprosił,  żebym  z  nim  wyjechała  na  krótkie  wakacje.
Powiedziałam, że muszę uzgodnić to z tobą. Gdybyś mnie potrzebowała…

Artie objęła mocno Rosę.
–  Tak  się  cieszę.  –  Popatrzyła  jej  w  oczy.  –  Zawsze  będę  cię

potrzebowała, Roso, ale tak jak potrzebuje się przyjaciółki, a nie opiekunki.

Rosa się skrzywiła.
– Nie sądzisz, że jestem za stara na randki i miłość?
– Nie, jeśli go kochasz i on cię kocha.
– Kocha mnie. I jestem z nim szczęśliwa.
– I to jest najważniejsze. Miłość.
Szkoda, że Luca tego nie rozumiał.

Luca  na  początku  nie  zdradził  dziadkowi,  że  rozstał  się  z  Artie.

Zamierzał taić prawdę tak długo, jak to tylko możliwe, ale nie mógł tego
robić  w  nieskończoność.  Kiedy  dziadek  został  umieszczony  na  oddziale
onkologicznym, zdobył się na szczerość.

– Zostawiła mnie.
Te  dwa  słowa  były  jak  rany  postrzałowe  w  pierś.  Staruszek  nie  mógł

w to uwierzyć.

– Ale dlaczego? Co się stało? Przecież jest dla ciebie idealna. Dlaczego

pozwoliłeś jej odejść?

– Dziadku, minęły czasy, kiedy samiec może złapać kobietę za włosy

i przyprowadzić z powrotem do jaskini – odparł nieco zniecierpliwiony. –
Nie mogłem jej zmusić, żeby ze mną została. To była jej decyzja.

Dziadek popatrzył na niego surowo.

background image

–  Nie  rozumiem.  Pokłóciliście  się?  To  się  zdarza  w  najlepszych

małżeństwach.  Można  jeszcze  wszystko  naprawić.  Jeśli  kochasz  ją  tak
mocno  jak  ja  twoją  babcię,  to  zrobisz  wszystko,  by  ją  odzyskać.
Zakochanemu  mężczyźnie  kobieta  nie  odmówi.  Zwłaszcza  zakochana
kobieta.

Luca poluzował guzik przy kołnierzyku koszuli i oparł łokcie na udach.
–  Dość  o  mnie.  Powiedz,  jak  się  czujesz  i  czy  mogę  coś  dla  ciebie

zrobić.

Pokręcił głową i zamknął oczy.
– Dobrze. Po prostu muszę dużo wypoczywać.
Luca wstał i położył mu rękę na ramieniu.
– Wrócę jutro. Śpij dobrze.
Kiedy  wracał  ze  szpitala,  usłyszał  wibracje  telefonu.  Zerknął  na

wyświetlacz i strach chwycił go za gardło. Odebrał natychmiast.

– Mama?
– Luca, co z dziadkiem? Próbowałam się do niego dodzwonić, ale musi

mieć wyłączony telefon. Jego pielęgniarz powiedział mi, że miesiąc temu
upadł i miał operację na biodro. Powiedział też, że się ożeniłeś. To prawda?
Dlaczego nie zaprosiłeś mnie na ślub?

–  Dziadek  czuje  się  dobrze.  Rozpoczął  terapię,  a  jeśli  chodzi  o  moje

małżeństwo, to długa historia i bez szczęśliwego zakończenia.

– Och, Luca – zawołała z żalem. – Co się z nami stało? Dlaczego nie

chciałeś, żebym uczestniczyła w twoim ślubie?

Chrząknął, starając się przełknąć gorzką gulę w gardle.
– Nie chodzi o ciebie. To ja. Problem tkwi we mnie.
– Jesteś dla siebie zbyt surowy. Przypominasz mi swojego ojca, nawet

nie wiesz jak bardzo. Wasze podobieństwo jest niesamowite. – Westchnęła

background image

ze  smutkiem.  –  To  dlatego  przebywanie  w  twoim  towarzystwie  było  dla
mnie  takie  trudne.  Kiedy  patrzyłam  na  ciebie,  widziałam  twojego  ojca
i przypominałam sobie o swoim udziale w tym, co się stało.

Luca zmarszczył brwi.
– O czym ty mówisz? To ja się uparłem, żeby surfować tamtego dnia.

Nie było cię z nami na plaży.

– Nie. – Słyszał jej drżący głos.– Nie było mnie. Poszłam na zakupy,

zamiast spędzić ten dzień z rodziną, o co prosił mnie twój ojciec. Nawet nie
wiesz, jak bardzo tego żałuję. Gdybym była z wami, wezwałabym pomoc.
Nie  mogę  znieść  myśli,  że  biegałeś  wzdłuż  plaży,  ledwie  żywy,  próbując
znaleźć kogoś, kto wezwie ratowników. – Zaczęła szlochać. – Zawsze, gdy
na ciebie patrzyłam, widziałam swoją winę i to, jak bardzo zawiodłam jako
żona i matka.

Luca zamrugał, by pozbyć się piekącej wilgoci pod powiekami.
–  Mamo,  proszę,  nie  płacz.  Przepraszam,  że  nie  zadzwoniłem.

Przepraszam, że nie powiedziałem ci o ślubie. To było samolubne.

– Nie jesteś ani trochę samolubny – zaprotestowała. – Twój ojciec był

taki  sam.  Dobry,  życzliwy  i  odważny.  Chciał  uczynić  świat  lepszym
miejscem. Powiedz mi, co miałeś na myśli, mówiąc, że twoje małżeństwo
nie  ma  szczęśliwego  zakończenia?  Tak  bardzo  bym  chciała,  żeby  ci  się
układało,  tak  jak  mnie  z  twoim  ojcem.  Jestem  wdzięczna  losowi  za  lata
spędzone z nim.

– Mamo, wolałbym o tym nie mówić przez telefon. Jak będę w Nowym

Jorku, wszystko ci opowiem przy obiedzie, dobrze?

– Bardzo bym tego chciała, synku. Uściskaj ode mnie dziadka.
– Dobrze, mamo. Wkrótce się odezwę.

background image

Luca starał się nie myśleć o Artie i próby te przeważnie kończyły się

sukcesem.  Przeważnie.  Stłumił  wspomnienie  jej  uśmiechu,  pocałunku
i dotyku, narzucając sobie nieludzkie tempo w pracy. Ze zmęczenia padał
na łóżko, przekonany, że szybko zaśnie, ale wtedy zaczynały się prawdziwe
tortury.  Poczucie  pustki  można  było  odeprzeć  w  dzień,  ale  nie  w  nocy.
Przewracał się z boku na bok, wiercił, walił pięścią w poduszkę i zawzięcie
ignorował tę stronę łóżka, gdzie kiedyś leżała Artie. Jej zapach wciąż unosił
się  w  powietrzu  i  w  żaden  sposób  nie  mógł  się  go  pozbyć.  Pozwolił  jej
odejść. Musiał to zrobić. Oczekiwała więcej, niż on mógł dać. Odrzucił ją,
bo  pragnął  wolności,  ale  teraz  zrozumiał,  że  nie  chce  takiej  wolności.
Tęsknił  za  Artie.  Bał  się  również,  bo  pojawiły  się  w  jego  sercu  uczucia,
które tłumił przez długie lata. Przerażała go perspektywa bycia z kimś, bo
to oznaczało otworzenie się, a to z kolei wiązało się z ryzykiem zranienia.
Rozmowa  z  matką  sprawiła,  że  nie  potrafił  się  już  dłużej  oszukiwać.
Odezwało  się  w  nim  coś,  co  było  martwe.  Potrzeba  kochania  i  bycia
kochanym.

Nagle w jego głowie odezwał się wyraźny głos. Kochasz ją. Przystanął

na moment, odchylając głowę. Tak, kocham ją. Przez jego ciało przepłynęła
pozytywna energia. Kocham ją. Pośpiesznie wsiadł do samochodu i ruszył
do  domu.  Chciał  zabrać  ze  stolika  pierścionek  zaręczynowy  i  obrączkę.
Biżuteria  powinna  się  znaleźć  z  powrotem  na  palcu  Artie.  Dziadek  miał
rację.  Nie  można  odmówić  zakochanemu  mężczyźnie.  Nic  go  nie
powstrzyma przed odzyskaniem kobiety, którą kocha.

Artie usłyszała ryk samochodu wjeżdżającego za bramę i aż ścisnęło ją

w piersi. Wyjrzała przez okno w salonie i zobaczyła potężną sylwetkę Luki.
Serce łomotało jej w niespotykanym tempie, skóra mrowiła. On jest tutaj.
Przyjechał!  Podeszła  do  drzwi  frontowych  z  najbardziej  obojętnym
wyrazem twarzy, na jaki potrafiła się zdobyć. Nie powinna sobie robić zbyt

background image

wielkich  nadziei.  W  końcu  nie  podjął  żadnego  wysiłku,  żeby  się  z  nią
skontaktować w ciągu ostatniego miesiąca.

– Luca, co cię tutaj sprowadza? – Była dumna ze swojego chłodnego

i uprzejmego tonu.

–  Ty  mnie  sprowadzasz,  cara.  Ty  i  tylko  ty.  –  Stał  z  rękami

opuszczonymi  wzdłuż  ciała.  Wyglądał  na  zmęczonego.  Miał  kilkudniowy
zarost. – Muszę z tobą porozmawiać.

Artie cofnęła się o krok.
– O czym chcesz rozmawiać?
Chwycił ją za ramiona.
–  Byłem  strasznym  głupcem.  Zajęło  mi  to  trochę  czasu,  żeby

uświadomić sobie, że… – Ścisnął ją mocniej. – Kocham cię, mia piccola.
Kocham cię tak cholernie, że aż boli. Nie mogę uwierzyć, że pozwoliłem ci
odejść.  Czy  kiedykolwiek  mi  wybaczysz?  –  Artie  nie  wierzyła  własnym
uszom.  Ze  zdziwieniem  spostrzegła  w  jego  oczach  łzy.  –  Popełniłem
straszny błąd. Żałuję, że nie powiedziałem ci tego wcześniej, ale tak bardzo
się  bałem.  –  Przyciągnął  ją  do  siebie.  –  Powiedz,  że  nie  jest  za  późno.
Kocham  cię  i  chcę  resztę  życia  spędzić  z  tobą.  Proszę,  powiedz  „tak”.
Powiedz,  że  do  mnie  wrócisz.  Proszę,  daj  mi  szansę,  żebym  mógł  ci
udowodnić, jak cię uwielbiam.

Artie uniosła dłoń i pogłaskała go po zarośniętym policzku.
– Nie wierzyłam, że kiedykolwiek usłyszę od ciebie te słowa. Straciłam

już nadzieję. Mijały tygodnie, a ty się nie odzywałeś.

Przytulił ją mocno.
– Nie przypominaj mi. Byłem upartym głupcem. Nie dzwoniłem, bo się

bałem,  że  gdy  usłyszę  twój  głos…  Bardzo  cię  przepraszam.  Żałuję,  że
sprawiłem ci tyle bólu. Tak tęskniłem.

Artie cofnęła się, by spojrzeć mu w oczy.

background image

– Najważniejsze, że tu jesteś. Tylko to się liczy. Ja też bardzo za tobą

tęskniłam. Bez ciebie czułam się na wpół martwa.

Objął jej twarz dłońmi.
–  Jesteś  spełnieniem  moich  marzeń.  Dzięki  tobie  jestem  lepszy,  chcę

być  lepszy.  Nie  potrafię  opisać  słowami,  ile  dla  mnie  znaczysz.  Kocham
cię.

– Ja też cię kocham, bardziej, niż myślisz.
Luca przylgnął ustami do jej ust. W jej wnętrzu eksplodowała radość.

Był  tutaj  i  kochał  ją.  Chciał  z  nią  spędzić  życie  i  potwierdził  to
pocałunkiem,  który  zawierał  wszystkie  niewypowiedziane  emocje.  Nawet
bicie jego serca zdawało się mówić: kocham cię, kocham cię, kocham cię!

Po  chwili  Luca  oderwał  się  od  jej  ust  i  wyjął  coś  z  kieszeni  spodni.

W dłoni trzymał pierścionek i obrączkę.

– Czas, żeby to się znalazło na właściwym miejscu, nie uważasz?
–  Tak,  proszę,  zrób  to.  –  Podała  mu  rękę,  a  on  wsunął  pierścionek

i obrączkę na serdeczny palec.

– Nigdy więcej ich nie zdejmę – zapewniła ze wzruszeniem.
Luca uśmiechnął się.
– Chcę, żebyś poznała moją mamę. Polecisz ze mną do Nowego Jorku?
Artie uniosła brwi, zachwycona i zdumiona.
– Rozmawiałeś z nią?
Jego twarz jaśniała radością.
–  Tak.  Okazało  się,  że  przez  lata  źle  interpretowałem  jej  zachowanie.

Teraz  nasze  relacje  mają  szansę  być  naprawdę  dobre.  Nie  mogę  się
doczekać,  kiedy  się  poznacie.  Jestem  pewny,  że  cię  pokocha  tak  jak
dziadek.

background image

– Ja też się nie mogę doczekać, żeby ją poznać. – Uniosła głowę, żeby

go  pocałować.  Serce  rozpierała  jej  miłość.  Smutne  życie  zmieniło  się
w bajkę. Uwolniła się z więzienia, na które się sama skazała, a mężczyzna
jej marzeń kochał ją i chciał z nią być.

Luca spojrzał na nią z czułością.
–  Czy  po  tym,  jak  odwiedzimy  moją  matkę,  pojedziemy  w  podróż

poślubną?

– Spróbuj mnie powstrzymać!
Pogładził ją po policzku.
– Nie miałem zamiaru sprzedać castello.
Artie uśmiechnęła się i przytuliła do niego mocno.
– Gdzieś w głębi serca wiedziałam, że nie mógłbyś tego zrobić. Dopóki

mam ciebie, nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba. Nieważne, gdzie będę
mieszkała, najważniejsze, że z tobą.

Luca cały promieniał.
– Przez całe dorosłe życie bałem się kogoś pokochać, żeby potem nie

cierpieć.  Kiedy  cię  poznałem,  zaprzeczałem  uczuciom,  które  we  mnie
wzbudziłaś.  Nie  chciałem  się  przyznać,  jak  bardzo  mi  na  tobie  zależy.
Odrzucałem pragnienie, by kochać i być kochanym. Nie mogę uwierzyć, że
miałem tyle szczęścia, że cię poznałem. – Znów ją pocałował.

– To ja miałam szczęście. Gdyby nie ty, nadal tkwiłabym w więzieniu

własnych lęków. Przywróciłeś mnie światu.

Luca rzucił jej figlarne spojrzenie.
–  Wiem,  że  za  wcześnie,  by  o  tym  mówić,  ale  może  czas  pomyśleć

o dzieciach, których dziadek tak się nie może doczekać?

– Naprawdę? – zawołała z przejęciem. – Chcesz mieć dzieci?

background image

– Dlaczego nie? – Pocałował ją w czubek nosa. – Tworzenie wraz z tobą

rodziny  to  będzie  wspaniałe  doświadczenie.  Będziesz  najlepszą  matką  na
świecie.

– A ty będziesz najlepszym ojcem – zapewniła ze łzami w oczach. – Nie

mogę  się  doczekać,  kiedy  wezmę  nasze  dziecko  w  ramiona.  Nigdy  nie
myślałam o posiadaniu rodziny, dopóki ciebie nie spotkałam. To wszystko
jest jak sen, który się spełnił.

Luca popatrzył na nią z miłością.
– Dziękuję ci, że taka jesteś. Urocza, słodka, niesamowita i moja.
Artie posłała mu kpiący uśmieszek.
– Więc już nie uważasz, że jestem naiwną marzycielką?
–  Jesteś  idealna  –  odparł,  całując  ją  w  usta.  –  A  jeśli  chodzi  o  twoją

niewinność… Cóż, zaraz się tym zajmiemy.

Arie zaśmiała się, zarzucając mu ramiona na szyję.
– Zrób to. Natychmiast.

background image

SPIS TREŚCI:

OKŁADKA
KARTA TYTUŁOWA
KARTA REDAKCYJNA
ROZDZIAŁ PIERWSZY
ROZDZIAŁ DRUGI
ROZDZIAŁ TRZECI
ROZDZIAŁ CZWARTY
ROZDZIAŁ PIĄTY
ROZDZIAŁ SZÓSTY
ROZDZIAŁ SIÓDMY
ROZDZIAŁ ÓSMY
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
ROZDZIAŁ JEDENASTY
ROZDZIAŁ DWUNASTY


Document Outline