background image

 

 

 

Przyczyny i skutki nieładu seksualnego I 

 

Jacek PULIKOWSKI 

 Tworzy się dziś propagandę rzekomej naturalności autoerotyzmu. Pojawia się 
wręcz jego reklama, niestety, nawet w podręcznikach szkolnych i w programach 
oświaty. Tymczasem jest to przygotowanie do złego współżycia w małżeństwie i 
kompletnie błędnego pojmowania dziedziny płciowości. 
 

"Normalny" etap rozwoju 

 
     W tv powtarza się ustami "autorytetów", że to jest rzekomo "normalny" etap 
rozwoju. Bo nie wolno nazywać rzeczy po imieniu, żeby młodzieży nie stresować. 
Potem kilkunastoletni chłopak ma kłopoty (normalne) z dynamicznie reagującym 
ciałem. Pytam: w imię czego ma on próbować coś z tym zrobić, odsuwać bodźce, 
opanowywać się. pracować nad sobą, skoro mu "autorytety" mówią, że to jest 
normalny etap rozwoju? Czemu on ma próbować podjąć jakikolwiek wysiłek? Nie 
ma ku temu żadnej motywacji. Nie mówi mu się, że samogwałt to klasyczne 
cofnięcie się do dzieciństwa, do fazy autoerotyzmu, zwykłe cofnięcie się w 
psychofizycznym rozwoju. Jeżeli utrwali się w postaci nałogu - a dzieje się to 
nierzadko, o czym seksuologowie wiedzą, ale nie chcą mówić - to będzie to 
nieszczęście dla niego i dla jego małżeństwa.  
 
    Znam taką sytuacje. Kilka lat próbowałem pomóc. Bardzo inteligentny chłopak, 
wykształcony, życzliwy dla ludzi, uczynny, no, naprawdę - chciałoby się powiedzieć 
- wymarzony mąż, ojciec. Ale od 12 roku życia wszedł w samogwałt. Szukanie 
doznań seksualnych stało się dla niego obsesją. Autentycznie obsesją. I w efekcie 
nałogu rozstał się z ukochaną narzeczoną - wspaniałą dziewczyną. On jest 
niepoczytalny w tej materii. Bardzo fajny, sympatyczny, miły. uczynny dla innych 
ludzi człowiek. Stracił kontrolę nad sobą. Zaczęło się "niewinnie" od samogwałtu, 
potem pornografia i wreszcie panienki z ulicy. Przerażające. A teraz - mimo 

background image

wewnętrznego odrzucenia tego stylu życia - całkowita bezradność. Ten człowiek 
naprawdę stara się powrócić do normalnego życia. I nie może. To silniejsze od 
niego. A chłopaczkom mówi się, że to "normalny etap rozwoju!" A dziewczynkom 
się mówi, że jak one się nauczą tak same ze sobą, to potem będą lepiej przeżywały 
współżycie w małżeństwie. Naprawdę ogarnia przerażenie! Siłą rzeczy następuje 
koncentracja na własnych doznaniach i to jest potem bardzo trudne do 
przeskoczenia w małżeństwie. Zauważmy przy okazji, że samogwałt wyrywa 
przyjemność seksualną z jej właściwego kontekstu: z dwupłciowości i z płodności. 
Bez wątpienia samogwałt sprzyja tworzeniu się postaw homoseksualnych, 
antykoncepcyjnych i aborcyjnych.

  

 

 

 

Feministki wystraszyły ojców

 

Rozmowa z Jackiem Pulikowskim*

 

    Faceci dobrze sprawdzają się w roli ojców, jeżeli im się na to pozwoli. A to 
m.  in.  feministki  są  winne  temu,  że  ojcowie  nie  angażują  się  w  wychowanie 
dzieci. - mówi Jacek Pulikowski w rozmowie o konserwatywnym ojcostwie. 

 

Jacek Pulikowski: Pozwoli pan, że na początek złożę oświadczenie. 

 
Jacek Kowalski: Bardzo proszę.  

 
-  Nie  czytam  "Gazety  Wyborczej".  Nie  lubię  jej,  mówiąc  oględnie.  Osobiście  uważam,  że 
podkopujecie wartości chrześcijańskie, które są mi bliskie. 

 
To dlaczego zgodził się pan na rozmowę?  

 
- Wie pan: Chrystus także rozmawiał z jawnogrzesznicami 

 
Rozumiem, że po tym wstępie możemy porozmawiać o ojcu-partnerze?  

 
- No nie, "partner" to niedobre słowo. Bardzo go nie lubię. 

 
A co ma pan przeciwko partnerstwu?  

 
- Mówiąc ojciec-partner zakładamy, że tata ma być kumplem swojego dziecka. Że będzie się 
z nim np. witał po kumpelsku, zabierze na piwo... A tak przecież nie może być. 

background image

 
Z kolei partner na płaszczyźnie małżeńskiej kryje w sobie znaczenie, że kobieta i mężczyzna 
są 

sobie 

równi. 

A przecież 

nie 

są. 

Więc 

to 

także 

nieprawda. 

 
Dlaczego nie mogę być kumplem swojego syna? 

 
- Bo  on  nie  potrzebuje  pana  jako  równego  sobie  kolegi.  Kumpla  o takim  samym  stanie 
świadomości,  sumie  doświadczeń.  Potrzebuje  opiekuna  i przewodnika,  który  będzie  mu 
objaśniał  świat.  Podsumowując:  ojciec  nie  może  być  kumplem,  ale  przyjacielem  - jak 
najbardziej. 

 
Czy taki podział wyklucza na przykład wspólne wypady z dzieckiem w góry?  

 
- Absolutnie  nie!  Wspólne  spędzanie  czasu  jest  przecież  wskazane.  Ale  po  to,  żeby  coś 
dziecku  pokazać  i objaśnić  kawałek  świata,  żeby  wspólnie  przeżyć  coś  i wzmocnić  waszą 
więź. 

 
Dlaczego  nie  mogę  być  partnerem  dla  matki  moich  dzieci?  Przecież  dzielimy  się 
obowiązkami, wspólnie podejmujemy decyzje...
 

 
- Mężczyzna  nie  jest  partnerem  dla  kobiety  w potocznym  rozumieniu  tego  słowa.  Myślę 
o równym  podziale  obowiązków.  To  nienaturalne.  Mężczyzna  i kobieta  są  tak  samo  ważni 
w związku, ale mają różne funkcje do spełnienia. To nie partnerstwo, tylko solidarność. 

 
A partnerstwo rodziców w wychowywaniu dzieci? 

 
- Po raz kolejny mówię - nie! Solidarność. Podział ról. Dopóki dziecko jest małe, zajmuje się 
nim kobieta. Mężczyzna przecież nie nadaje się do tego. On nie odróżni jednego z dwudziestu 
rodzajów  płaczu  niemowlaka,  a  kobieta  rozumie  to  bezbłędnie.  Facet  po  prostu  słyszy,  że 
dziecko płacze. Nie wie, dlaczego. Kobieta "rozumie" z jego płaczu, kiedy jest głodne, kiedy 
coś  je  boli.  Z czasem,  gdy  dziecko  podrasta,  kobieta  powinna  wycofywać  się  z jego 
wychowywania,  a dominującą  rolę  winien  przejmować  ojciec.  To  on  jest  przewodnikiem 
dorastającego  dziecka.  Objaśnia  mu  świat,  a swoim  spokojem  daje  mu  silne  podstawy  do 
rozwoju. 
 
To, co pan mówi, pewnie niektórym się nie spodoba. Na przykład feministki...  

 
- Ach,  feministki!  To  one  są  jedną  z przyczyn,  dla  których  mamy  teraz  kryzys  ojcostwa. 
Podkreślam:  jedną  z przyczyn,  nie  jedyną.  To  one,  domagając  się  dla  siebie  takich  samych 
praw, jakie mają mężczyźni, z jednej strony składają hołd męskości i dają dowód, jak bardzo 
mężczyźni  im imponują. A z drugiej  - podkopują męskość.  Żądając  równości, sprawiają, że 
mężczyźni wolą unikać odpowiedzialności. Na przykład związanej z wychowywaniem dzieci. 

background image

Stąd  już  tylko  krok  do  tego,  co  mamy  teraz:  dobrania  dodatkowej  roboty,  przesiadywania 
w pracy  po  godzinach,  jednym  słowem:  do  uciekania  ojca  z domu.  A to  nie  leży  przecież 
w męskiej  naturze.  Mężczyźni  lubią  być  odpowiedzialni  za  kogoś.  Wie  pan:  w tej  chwili  po 
morzach  i oceanach  świata  pływa  ileś  tam  tysięcy  statków.  Ich  kapitanami  są  przeważnie 
mężczyźni.  Zapewne  żaden  z nich  - w  razie  wypadku  - nie  zejdzie  z mostku,  zanim  nie 
wyciągnie  z kotłowni  ostatniego  zapijaczonego  majtka.  Dlaczego?  Bo  są  facetami,  a faceci 
mają  zakodowaną  odpowiedzialność  za  innych.  Dlatego  tak  dobrze  sprawdzają  się  w roli 
ojców, jeżeli im się pozwoli na to. 

 
 
 

Ale z drugiej strony to kobieta jest często fundamentem rodziny i radzi sobie 
wcale nie gorzej niż mężczyzna.
  

 
- Ale  nie  zastąpi  ojca  - opiekuna.  Wracamy  tu  do  owego  podziału  ról,  o którym  mówiliśmy 
przed chwilą. Nastolatek potrzebuje już mniej matki, a bardziej - ojca. A gdy go nie ma, bo 
ojciec  siedzi  częściej  w pracy  niż  w domu,  zaczyna  się  dramat.  Tu  też  ma  korzenie  mój 
sprzeciw przeciwko tzw. rodzinom homoseksualnym. Tam, gdzie są dwie matki albo dwóch 
ojców, nie ma mowy o rodzinie. Zakłócone są relacje między rodzicami a dzieckiem. Tylko 
pełne rodziny gwarantują dobry rozwój dziecka. 

 
A jeśli w takiej "normalnej" rodzinie ojciec pije i bije? Czy taka rodzina jest lepsza od 
dwóch lesbijek, które z miłością wychowują dziecko?
  

 
- Żadna  z tych  sytuacji  nie  jest  dobra.  Niech  pan  mnie  nie  próbuje  tak  podchodzić.  Dziecko 
potrzebuje trzech elementów: ojca, matki i trwałej, zdrowej więzi między nimi. 

 
Jaki powinien być dobry ojciec?  

 
- Musi być odpowiedzialny za życie swoich dzieci, i to już od momentu ich poczęcia. Ojciec 
pozwalający  na  aborcję  jest  złym  ojcem.  Aż  tak  wcześnie  powinno  się  mówić 
o odpowiedzialnym ojcostwie. 

 
Moim  zdaniem  na  takim  etapie  nie  ma  jeszcze  mowy  o byciu  tatą.  Być  może  poczucie 
ojcostwa się rodzi, ale...
  

 
- Ależ to właśnie wtedy wszystko się zaczyna! Prawdziwy ojciec, by ratować własne dziecko, 
zrobi wszystko. Więc niech pan mi nie opowiada... Owszem, powstaje pytanie, dlaczego tak 
wielu  ojców  nie  chce  bronić  życia  swojego  dziecka?  A odpowiedź  jest  prosta: 

seksualna 

przyjemność stała się dla nich ważniejsza od życia ich dziecka. Mówią, że to jeszcze nie 
jest dziecko. A kto?

 

background image

 
Płód. Wcześniej - zarodek.  

 
- Nie,  to  jest  człowiek.  Ponad  wszelką  wątpliwość  posiada  kod  genetyczny  w spadku  po 
swoich rodzicach. I tak dalej. 

 

 

Więc 

po pierwsze: ojciec musi być odpowiedzialny od najwcześniejszych 

chwil. 

 

 

Po drugie - musi mieć udział w wychowaniu, ale udział mądry. Nie 
"partnerski", tylko z mądrym dzieleniem obowiązków. 

 

 

Po trzecie - jego praca zawodowa ma służyć rodzinie, a nie niszczyć ją.

 

 
Żadnych wyjazdów za granicę, żeby utrzymać dom i dzieci?  

 
- Jeżeli  ojciec  nie  ma  wyjścia  i musi  wyjechać  za  chlebem,  to  oczywiście  - niech  jedzie. 
Trzeba jednak znać proporcje. Co innego  - praca dla chleba, a co innego  - na przyjemności. 
Jeżeli ojciec ucieka z rodziny do biura czy właśnie za granicę, żeby zarobić na nowszy model 
mercedesa 

i większy 

dom, 

to 

nie 

jest 

to 

dobry 

ojciec. 

 
Dlaczego?  Przecież  właśnie  chce  swojej  rodzinie  zapewnić  jak  najlepsze  warunki, 
a dzieciom 

jak 

najlepszy 

start 

w dorosłość. 

Co 

w tym 

złego?  

 
- Odpowiem  panu  tak  jak  Sokrates  przechadzający  się  po  agorze.  Oglądał  rozmaitości 
wystawione na sprzedaż i mówił: "Jaki ja jestem szczęśliwy, że nie muszę tego wszystkiego 
mieć". Trzeba zachować dystans do posiadania i do używania. Nie wszystko muszę mieć. Nie 
wszystko w życiu muszę przeżyć. 

 
No i czwarta cecha dobrego ojca, którą pan mi pewnie wytnie z tekstu, ale co tam. Papież Jan 
Paweł  II  napisał  w adhortacji  Familiaris  Consortio,  że  zadaniem  mężczyzny  jako  ojca  jest 
odpowiedzialność za sprawiedliwy rozwój całej rodziny. 

 
Czy mamy kryzys ojcostwa?  

 
- Tak.  Ale 

idzie  ku  lepszemu.  Mądrzy,  odpowiedzialni  ludzie  mają  coraz  więcej  dzieci. 

Przekazują im dobre postawy - uczą dobrego ojcostwa. Z kolei ludzie nieodpowiedzialni 
mają  tych  dzieci  coraz  mniej  albo  wręcz  wcale.  I tak  - prawem  naturalnym  - nie  mają 
komu  przekazywać  swojej  nieodpowiedzialności.  Z każdym  pokoleniem  będzie  więc 
coraz lepiej.

 

 

background image

*  Jacek  Pulikowski  -  autor  wielu  publikacji  katolickich  na  temat  ojcostwa  i  wychowania  (m. 
in."Warto być ojcem", "Krokodyl dla ukochanej", "Warto pokochać teściową"). Mieszka w Biskupicach 
pod  Poznaniem.  Razem  z  żoną  prowadzą  rekolekcje  i  kursy  przedmałżeńskie.  Od  ponad  30.  lat 
żonaty. Ojciec trójki dzieci: Marysi, Uli i Janka. Doktor na Politechnice Poznańskiej  - na wydziale 
budownictwa.

 

Gazeta Wyborcza 2007-11-28 18:53

 

 

Jacek PULIKOWSKI, Poznań

 

Przyczyny i skutki nieładu seksualnego II

 

 
 

Reklama i moda

 

 
     Zauważmy,  że  w  ramach  reklamowania  tego  nieładu  seksualnego  robi  się 
najróżniejsze  strategiczne  posunięcia,  żeby  tylko  możliwie  jak  najwięcej  ludzi 
wepchnąć w seksualny bałagan. Oczywiście, to czemuś służy. Myślę, że mamy tego 
świadomość. Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze... choć nie tylko. 
 
     Popatrzmy,  jaką  wytworzono  atmosferę  wokół  arcyważnego  pojęcia:  czystość. 

Czystość stała się czymś jakby żenującym, dziwacznym, wstydliwym. Nieraz mówi 
się  o  czystości  wręcz  z  pogardą.  W  potocznym  słownictwie  młodzieżowym  często 
określa 

się 

pogardliwie 

te 

dziewczyny, 

które 

nie 

współżyły. 

 

    Znam taką sytuację z południowej Wielkopolski, gdzie dwie dziewczyny z jednej 
z  klas  średniej  szkoły  zawodowej,  które  nie  współżyły,  były  wyśmiewane  przez 
koleżanki i kolegów. Dwie w klasie się ostały...  

 
     Niestety, doszło w Polsce do tego, że w ankietach na pytanie - "Czy współżyłaś?" 
-  skierowane  do  dziewcząt,  znacznie  więcej  niż  naprawdę  współżyło  odpowiada 
"tak"  (co  łatwo  jest  innymi  pytaniami  w  ankiecie  zweryfikować).  To  znaczy,  że 
dziewczyny  wstydzą  się,  że  są  normalne.  Często  nagłaśnią  się  zawyżone  "dane"  o 
liczbie współżyjącej młodzieży i jednocześnie oszukuje się, podając zaniżony wiek 
rozpoczynania  współżycia.  Że  niby  tyle  procent  w  tym  wieku  już  rozpoczyna.  Po 
prostu  chodzi  o  to,  żeby  dziewczyna  normalna  poczuła  się  nienormalną,  żeby 
chłopak normalny poczuł się nienormalnym, "opóźnionym w rozwoju" - "Bo wszyscy 
to  robią,  tylko  nie  ja.  To  jeszcze  pewnie  skończy  się  dla  mnie  chorobą..."  
 
     Trwają  przepychania  z  całym  tym  programem,  który  jedni  nazywają 
wychowaniem prorodzinnym, a drudzy z uporem edukacją seksualną. Nie chodzi tu 
o  akademicki  spór  o  nazwę  przedmiotu,  lecz  o  treści  i  sposób  ich  przekazu. 
Powstaje  zamęt.  I  o  to  właśnie  chodzi  "edukatorom  seksualnym".  Rozbudzić 
ciekawość,  pobudzić,  popchnąć  młodych  ludzi  do  współżycia.  Ktoś  może  spytać: 
"Dlaczego?".  No,  bo  jeżeli  oni  zaczną  w  wieku  13,  14,  15  lat  -  wszystko  jedno  -  i 
poza małżeństwem, potem przeżyją emocje z tym związane, to będą chcieli w ten 
sposób jak najdłużej czerpać przyjemność, a tym samym będą płacić producentom 

background image

różnych  środków  "gwarantujących"  bezkarność  działań.  Będą  płacić,  oczywiście, 
również własnym szczęściem, własnym życiem. 

Jacek PULIKOWSKI, Poznań

 

Przyczyny i skutki nieładu seksualnego III

 

Wartość współżycia

 

 
    W taki oto sposób tworzy się nieład w tej niezwykle istotnej dziedzinie. Potem 
bardzo wielu młodych ludzi uważa, że bez współżycia płciowego życie w ogóle nie 
ma sensu. Że w życiu chodzi o to, żeby współżyć jak najwięcej, jak najczęściej, z 
jak  największą  liczbą  partnerów,  w  jak  "najciekawszych"  okolicznościach.  Jest  to 
prawdziwy  dramat  współczesnej,  oszukanej  -  by  nie  powiedzieć  -  uwiedzionej 
młodzieży.  
 
     A  przecież  współżycie  ma  sens  tylko  w  małżeństwie  i  to  tylko  w  małżeństwie, 
które  jest  gotowe  przyjąć  dziecko,  choć  wcale  w  tej  chwili  nie  musi  planować 
poczęcia.  I  -  w  tym  miejscu  możemy  to  powiedzieć,  bo  to  jest  bardzo  subtelna 
nuta,  której  ludzie  "z  ulicy"  zupełnie  nie  wychwytują  - 

małżeństwo  może  nie 

planować już żadnego dziecka więcej, może mieć do tego jak najpoważniejsze 
powody,  ale  ma  być  gotowe  na  jego  przyjęcie,  jeżeli  się  jednak  pocznie

.  Tak 

więc jeżeli ludzie współżyją, uważając, że "na pewno następnego dziecka przyjąć 
nie możemy i nie przyjmiemy", to to ich 

współżycie 

jest

 przepojone lękiem, dzieli

 

ich

  zamiast  łączyć

,  jest  pożałowania  godne.  Bo  lęk  przebije  wszystkie 

przyjemności,  jakie  z  tego  płyną:  "A  co  będzie,  jak  się  pocznie?". 

Lęk

,  który 

każdej kobiecie jest obecny, choć czasem spychany do podświadomości.

 Choćby 

nie  wiadomo  ile  środków  "zabezpieczających"  naraz  stosowała.  Bo  ona  po  to  je 
stosuje,  żeby  zabić  ten  lęk.  A  ona  go  tylko  zepchnie  trochę  głębiej  -  do 
podświadomości. Tak więc dla własnego dobra, a nawet dla jakości i głębi przeżyć 
związanych  ze  współżyciem,  małżeństwo  powinno  w  każdej  sytuacji  wyrażać 
gotowość:  "Co  prawda  nie  planujemy  dziecka.  Uważamy,  że  nie  powinniśmy  go 
począć. Gdyby się jednak poczęło, to je z miłością przyjmiemy".  

Jacek PULIKOWSKI, Poznań

 

Przyczyny i skutki nieładu seksualnego IV

 

 

Prawo do dziecka

 

 
     Jest  jeszcze  jedna  rzecz  niezrozumiała  dla  ludzi  nie  przygotowanych  do 
małżeństwa.  Ludzie  dość  powszechnie  uważają,  że  oni  -  już  jako  małżonkowie  - 
mają  prawo  do  współżycia,  to  im  się  należy,  a  to,  czy  będą  mieli  dzieci  i  kiedy 
będą  mieli  dzieci,  to  jest  wyłącznie  ich  sprawa.  Niedokładnie  tak. 
 
     W  tej  materii  zostaliśmy  z  żoną  dość  nieźle  "przećwiczeni".  Przed  ślubem 
mówiliśmy: "My? Dzieci? Pełno. Zaraz po ślubie! Stado. Drużyna piłki nożnej!". Ktoś 
nam powiedział: "

Kochani, nie tak. To nie wy macie prawo do posiadania dzieci. 

Wy,  wchodząc  w  małżeństwo,  zaciągacie  obowiązek  przyjęcia  i  wychowania 

background image

wszystkich  dzieci,  które  wam  się  poczną

".  Żadnego  prawa  do  posiadania 

chociażby 

jednego 

dziecka.  

 
     Jedenaście  lat  czekania  na  poczęcie  pierwszego  dziecka  pozwoliło  nam  wiele 
przeżyć  i  przemyśleć.  I  my  już  teraz  wiemy,  że  dzieci  są  wspaniałym,  choć 
wymagającym  darem.  Nie  są  własnością,  która  nam  się  należy.  I  myślę,  że  jest 
sensowne  -  bo  to  coraz  częściej  się  zdarza  -  stawianie  przyszłym  małżonkom 
pytania: "A jak będzie wyglądała wasza miłość, gdy okaże się, że wy nie możecie 
począć  dziecka?
"  -  bo  co  czwarte  małżeństwo  w  Polsce  ma  poważne  kłopoty  z 
płodnością. Niedługo pewnie co trzecie. Na Zachodzie, w niektórych krajach, już co 
drugie.  Jest  to  zazwyczaj  zawinione,  najczęściej  przez  tę  nieszczęsną 
antykoncepcję  hormonalna  stosowaną  przez  dziewczęta  w  wieku  kilkunastu  lat. 
Wiadomo, w wieku około 21 lat stabilizuje się gospodarka hormonalna u dziewczyn 
w  naszym  kraju.  Jeżeli  przed  tym czasem one  zaczynają  rozregulowywać  w  sobie 
to, co się jeszcze na dobre nie uregulowało, to potem są problem). Aż do trwałej 
niepłodności...  

Jacek PULIKOWSKI, Poznań

 

Przyczyny i skutki nieładu seksualnego V

 

 

"Współstwarzanie"

 

    Tak,  więc  małżonkowie  mają  prawo  do  działania,  z  którego  może  się  począć 
dziecko  i  mają  obowiązek  to  dziecko  przyjąć.  I  to  nie  jest  tak.  że  ja  Panu  Bogu 
robię  łaskę,  bo  w  pewnym  momencie  decyduję  się  na  dziecko,  pierwsze  albo 
drugie.  No,  może  wyjątkowo  zrobię  Mu  łaskę  i  przyjmę  jeszcze  trzecie.  
 
     

To  On  mi  robi  łaskę,  że  mnie  dopuszcza  do  aktu,  w  którym  ja  niejako  na 

równi  z  Nim  współstwarzam  nowego  człowieka.

  Gdybyśmy  -  jako  ludzie,  choć 

trochę  wierzący  -  tak  ten  moment  współstwarzania  przeżywali  -  ów  fakt,  że 
wspólnie  z  Bogiem  stwarzamy  osobę,  która  będzie  żyła  na  wieczność  -  to 
pozostawałoby  nam  tylko  paść  na  kolana.  To  my  powinniśmy  pragnąć  jak 
najczęściej  w  takim  "czymś"  uczestniczyć.  I  tylko  rozsądek  powinien  nam  mówić: 
"No, kochany. Teraz nie. Teraz musimy zrobić przerwę". Zupełnie inna orientacja. 
My powinniśmy mieć poczucie powinności przekazania życia dzieciom. I powinniśmy 
się  niejako  przed  Panem  Bogiem  tłumaczyć:  "Panie  Boże,  teraz  naprawdę  nie 
możemy.  Teraz  już  nie  możemy.  Popatrz,  jakie  mamy  warunki".  A  nie  tak.  że  - 
wygody,  dom,  samochód,  to,  tamto  -  "No,  a  teraz  to  już  łaskawie  możemy". 
Zupełne odwrócenie rzeczy.  

 
     Odwróciło  się  nasze  patrzenie.  Współżycie  i  cała  płciowość  stała  się  terenem 
użytkowym,  handlowym,  terenem  rozrywki.  Jeśli  chcemy,  żeby  było  dobrze  w 
naszych  małżeństwach,  to  musimy  wrócić  do  prawdziwej,  ofiarnej  służby  życiu. 
Działania  płciowe  poświęcić  służbie  życia,  a  nie  użycia.  Jeżeli  ta  sfera  będzie  na 
służbie użycia, to w sytuacji wyboru "życie albo użycie", życie będzie niszczone. 

To 

jest  teren,  do  którego  należy  podchodzić  z  subtelną  troską,  chciałoby  się 
powiedzieć - na klęczkach.

 

background image