background image
background image
background image

Dla Lucy, Shay, Troian i Ashley

„Nikt stąd nie wyjdzie żywy”.

Jim Morrison

background image

WIELKA I WSZECHMOCNA ALI

Pamiętasz,  jak  na  zajęciach  z  literatury  pojawiło  się  słowo  „wszechmocny”?  Można  tak

powiedzieć  o  narratorze,  który  wszystko  widzi  i  słyszy.  Fajna  sprawa,  prawda?  Tak  musiał  się  czuć

Czarnoksiężnik  z  Krainy  Oz.  Wyobraź  sobie,  co  byś  zrobiła,  gdybyś  to  ty  była  wszechwiedząca.

Gdybyś  na  przykład  zgubiła  pamiętnik  w  szatni,  potrafiłabyś  go  bez  trudu  odnaleźć.  A  w  czasie

przyjęcia w zeszłym miesiącu wiedziałabyś, czy twój chłopak całował się w jednej z sypialni z twoją

największą  rywalką.  Umiałabyś  z  łatwością  odgadnąć  znaczenie  ukradkowych  spojrzeń  i  przejrzeć

najskrytsze myśli. Zobaczyć to, co niewidzialne, a nawet zupełnie nieprawdopodobne.

Cztery  śliczne  dziewczyny  z  Rosewood  też  chciałyby  być  wszechmocne.  Tylko  że  czasem  lepiej

nie  wiedzieć  wszystkiego  i  pozostawać  w  błogiej  nieświadomości.  Im  bardziej  dziewczyny  zbliżały

się do prawdy o tym, co się stało tamtej fatalnej nocy w Pocono, kiedy Alison DiLaurentis o mało ich

nie zabiła, a potem zniknęła, tym większe niebezpieczeństwo im groziło.

Pewnej zimnej lutowej nocy na opustoszałej drodze biegnącej wśród drzew w górach Pocono było

tak cicho, że z odległości kilku kilometrów słychać było każdą trzaskającą gałązkę, czyjś chichot czy

westchnienie. Jednak o tej porze roku w te okolice nikt się nie zapuszczał, dlatego Alison DiLaurentis

niczym  się  nie  przejmowała,  kiedy  razem  z  czterema  dziewczynami  stała  w  ciemnej  sypialni  na

piętrze w domku letnim należącym do jej rodziny. Ściany były cienkie, a okna nieszczelne, ale i tak

nikt by nie usłyszał ich krzyków. Za kilka minut Emily Fields, Spencer Hastings, Aria Montgomery

i Hanna Marin miały już nie żyć.

Ali nie mogła się doczekać.

Dopięła  wszystko  na  ostatni  guzik.  W  zeszłym  tygodniu  przywlokła  tu  zwłoki  Iana  Thomasa,

niewinnej  ofiary  swoich  intryg,  i  ukryła  je  w  szafie  w  sypialni  na  piętrze.  Obok  jego  nabrzmiałego

ciała kilka godzin temu położyła nieprzytomną Melissę Hastings, jego byłą dziewczynę. Przygotowała

benzynę,  zapałki,  deski  i  gwoździe,  a  potem  zadzwoniła  do  swojego  pomocnika,  żeby  umówić  się

z  nim  na  konkretną  godzinę  i  uzgodnić  wszystkie  szczegóły.  Teraz  wreszcie  udało  się  jej  zwabić

Spencer, Arię,  Hannę  i  Emily  do  domku.  Przyprowadziła  je  do  sypialni,  w  której  ukryła  ciało  Iana

i nieprzytomną Melissę.

Stała  przed  dziewczynami,  opierając  ręce  na  biodrach,  a  im  wydawało  się,  że  patrzą  na  swoją

dawną  przyjaciółkę  Alison,  dziewczynę,  którą  uwielbiały,  choć  tak  naprawdę  pod  Prawdziwą  Ali

background image

podszywała  się  jej  siostra  Courtney.  Najpierw  zajęła  miejsce  Alison,  która  trafiła  do  szpitala

psychiatrycznego, a potem ukradła jej życie.

–  Zahipnotyzuję  was  jak  za  starych  dobrych  czasów  –  zaproponowała,  posyłając  im  uśmiech,

któremu nikt nie potrafił się oprzeć.

Wiedziała,  że  się  zgodzą.  Nie  miały  innego  wyjścia.  Ali  z  trudem  ukrywała  swoje

podekscytowanie, kiedy zamykały oczy. Odliczała od stu do jednego, chodząc po niewielkim pokoju

i  słuchając  odgłosów  dobiegających  z  parteru.  Dziewczyny  nie  zorientowały  się,  że  przed  chwilą  do

domku  zakradł  się  nieznajomy  chłopak.  Teraz  oblewał  wszystko  benzyną,  zamykał  drzwi  i  zabijał

deskami okna. Realizował plan Ali.

Ali  dalej  odliczała  słodkim,  kojącym  głosem.  Dziewczyny  ani  drgnęły.  Kiedy  skończyła

odliczanie, wymknęła się z pokoju, zamknęła drzwi od zewnątrz i w szparę pod nimi wsunęła list. Na

palcach  zeszła  po  schodach  i  wsunęła  dłoń  do  kieszeni.  Zacisnęła  palce  wokół  pudełka  zapałek.

Zapaliła jedną i rzuciła na podłogę.

Wszystkie  ściany,  belki  na  suficie,  stare  gry  planszowe,  śmierdzący  stęchlizną  atlas  ptaków

i  nylonowy  namiot  błyskawicznie  stanęły  w  płomieniach.  W  powietrzu  unosił  się  ostry  zapach

benzyny,  a  dym  zrobił  się  tak  gęsty,  że  nie  było  widać  drugiego  końca  pokoju.  Alison  słyszała

paniczne okrzyki dziewczyn dochodzące z pierwszego piętra. „Dobrze wam tak, suki – pomyślała. –

Możecie płakać i krzyczeć, i tak wam to nie pomoże”.

Smród zrobił się nie do wytrzymania. Ali zasłoniła nos podkoszulkiem i ruszyła na poszukiwanie

chłopaka jej marzeń, jedynej osoby, której ufała, ale on pewnie już był w drodze do miejsca, w którym

się umówili. Szybko sprawdziła, czy dobrze zabezpieczył okna. Wykonał swoje zadanie bez zarzutu,

dziewczyny  nie  miały  szans,  żeby  się  stąd  wydostać.  Mimo  to  i  tak  chwyciła  młotek  zostawiony  na

parapecie i dla pewności wbiła jeszcze kilka gwoździ.

Nagle zatrzymała się i zadarła głowę. Wydawało jej się, że słyszy jakieś kroki i głosy. Spojrzała

na sufit. Ktoś zbiegał po schodach. Ale po których? Spojrzała na pusty korytarz. Nie znała za dobrze

tego starego, rozpadającego się domu, bo rodzice kupili go tuż przed tym, jak Courtney zamieniła się

z nią miejscami i się jej pozbyła.

Nagle  coś  ją  zaniepokoiło  i  odwróciła  się.  W  szarym  dymie  pięć  postaci  przemknęło  do  kuchni

i wydostało się na wolność. Ali nie wierzyła własnym oczom. Czuła w piersi gniew gorący jak lawa.

Ostatnia  z  dziewczyn  zatrzymała  się  i  spojrzała  na  nią  przez  dym.  Otworzyła  szeroko  niebieskie

oczy.  Potargane  blond  włosy  okalały  jej  twarz.  Emily  Fields.  Emily  podbiegła  do Ali,  na  jej  twarzy

gniew mieszał się z niedowierzaniem. Chwyciła Ali za ramiona.

– Jak mogłaś? – zapytała.

Ali wyrwała się Emily.

– Już wam powiedziałam. Zniszczyłyście mi życie, suki.

background image

Emily spojrzała na nią tak, jakby ją spoliczkowano.

– A ja cię tak kochałam.

Ali wybuchła śmiechem.

– Ale z ciebie frajerka, Emily.

Emily odwróciła wzrok, jakby nie mieściło jej się w głowie, że Ali mogła coś takiego powiedzieć.

Ali  chciała  nią  wstrząsnąć.  Już  miała  powiedzieć:  „Naprawdę?  Nawet  się  nie  znamy.  Dziewczyno,

ogarnij się”, kiedy rozległ się wybuch i ogromna siła odrzuciła je w przeciwne strony. Ali poczuła, jak

unosi  się  nad  ziemię,  a  kilka  sekund  później  wylądowała  na  kolanach  i  o  mało  nie  odgryzła  sobie

języka.

Kiedy znowu otworzyła oczy, płomienie tańczyły wokół niej jeszcze bardziej szaleńczo niż przed

chwilą.  Na  czworakach  dowlokła  się  do  drzwi  kuchennych,  ale  Emily  dotarła  tam  pierwsza.  Już

trzymała  rękę  na  klamce.  W  drugiej  miała  deskę,  na  tyle  dużą,  że  mogła  nią  zablokować  drzwi  od

zewnątrz. Wtedy Ali nigdy by się nie wydostała z domku. Ali poczuła się jak w potrzasku. Tak samo

było na początku szóstej klasy, kiedy jej siostra bliźniaczka przyjechała do domu na weekend. Mama

przyszła do niej na górę, wywlokła ją z jej pokoju i powiedziała:

– Wyłaź z pokoju siostry, Courtney. Czas na nas.

Teraz Emily popatrzyła jej prosto w oczy. Potem spojrzała na trzymaną w rękach deskę, jakby nie

wiedziała, skąd się tam wzięła. Po jej policzkach płynęły łzy. Ale zamiast położyć w poprzek deskę

i zablokować zamknięte drzwi, żeby Ali nie mogła uciec, Emily rzuciła deskę na ganek. Wylądowała

daleko  i  z  trzaskiem  uderzyła  o  podłogę.  Emily  jeszcze  raz  dziwnie  spojrzała  na  Ali  i  wybiegła

z domku, zostawiając otwarte drzwi.

Ali, kulejąc, dotarła do drzwi, lecz kiedy stanęła na progu, rozległ się kolejny wybuch. Wydawało

się  jej,  że  dwie  rozgrzane  i  silne  ręce  unoszą  ją  w  górę.  Poczuła  okropny  swąd  palącej  się  skóry

i  włosów.  Przeszywający  ból  w  nodze  nie  pozwalał  jej  biec.  Czuła  mrowienie  na  całej  skórze.

Usłyszała własny krzyk, którego nie potrafiła powstrzymać. Po czym ból zniknął jak za dotknięciem

magicznej  różdżki.  Uniosła  się  nad  własnym  ciałem,  wysoko,  wysoko  ponad  ten  piekielny  pożar

i płynęła ponad drzewami. Widziała wszystko. Zaparkowany samochód, dachy pobliskich domów i te

głupie  suki  stojące  pod  wielkim  drzewem  przed  płonącym  domem.  Spencer  płakała.  Aria  kaszlała,

zgięta wpół. Hanna nerwowo gładziła włosy, jakby się bała, że się palą. Melissa leżała bezwładnie na

ziemi. A Emily z niepokojem wpatrywała się w drzwi, przez które wszystkie uciekły. Po chwili ukryła

zatroskaną twarz w dłoniach.

Z głębi lasu wybiegł ktoś jeszcze. Ali spojrzała na niego z ogromną ulgą. Biegł do niej i upadł na

kolana przy jej leżącym na ziemi ciele.

– Ali – powiedział jej do ucha. – Ali. Obudź się. Musisz się obudzić.

Niewidzialna  lina,  na  której  wisiała,  nagle  się  zerwała  i  Ali  powróciła  do  swojego  ciała.  Ból

background image

natychmiast  dał  o  sobie  znać.  Czuła  pulsowanie  poparzonej  skóry  i  narastający  ból  w  nodze.  Choć

próbowała krzyczeć, z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk.

– Błagam – mówił ten ktoś, potrząsając nią. – Błagam, otwórz oczy.

Próbowała z całych sił, chciała zobaczyć twarz chłopaka, którego od tak dawna kochała. Chciała

powiedzieć  jego  imię,  ale  w  głowie  miała  mętlik,  a  słowa  nie  chciały  jej  przejść  przez  zaciśnięte

gardło. Jęknęła przeciągle.

– Wszystko będzie dobrze – powiedział ze współczuciem, jakby sam nie wierzył we własne słowa.

– Musimy... – Westchnął głośno. Na wzgórzu rozległy się syreny. – Cholera – szepnął.

Ali na dźwięk syren z trudem otworzyła oczy.

– Cholera – powtórzyła jak słabe echo.

Nie tak to sobie zaplanowała. Teraz mieli już być bardzo daleko. On wziął ją pod ramię.

– Musimy się stąd wydostać. Możesz chodzić?

– Nie. – Ali musiała zebrać wszystkie siły, żeby wyszeptać to jedno słowo. Bała się, że za chwilę

zwymiotuje z bólu.

– Musisz. – Chłopak próbował jej pomóc, ale ona zwinęła się w kłębek. – To niedaleko.

Ali spojrzała na zdrętwiałe nogi. Poruszenie choćby jednym palcem oznaczało przeszywający ból.

– Nie dam rady!

On spojrzał jej prosto w oczy.

– Nie są złamane. Musisz zrobić tylko kilka kroków.

Syreny  się  zbliżały.  Ali  odchyliła  głowę.  Przełożył  ją  przez  ramię,  jak  strażak  ratujący  ofiarę

pożaru,  i  zaniósł  do  lasu.  Z  trudem  utrzymywał  równowagę.  Gałęzie  drapały  Ali  w  twarz.  Liście

muskały jej poparzone ramiona. Resztkami sił odwróciła się i spojrzała w stronę domu. Te suki nadal

stały  wtulone  w  siebie,  a  ich  twarze  oświetlały  koguty  karetek.  Przecież  to  nie  one  potrzebowały

pomocy lekarza. Niczego sobie nie złamały. Nie poparzyły się. To one, a nie Ali, miały cierpieć.

Z bezsilności zaczęła krzyczeć. To było nie fair.

Chłopak,  którego  bezgranicznie  kochała,  popatrzył  w  tym  samym  kierunku  i  poklepał  ją  po

ramieniu.

–  Jeszcze  je  dorwiemy  –  powiedział  jej  do  ucha,  niosąc  ją  w  bezpieczne  miejsce.  –  Obiecuję.

Zapłacą nam za to.

Ali wiedziała, że on nie żartuje. Wtedy poprzysięgła w duchu, że choćby nie wiadomo co, razem

dorwą Spencer, Arię, Hannę i Emily. Bez względu na to, kogo będą musieli się pozbyć. Bez względu

na to, kogo będą musieli zabić. Tym razem uda im się wykonać plan.

background image

1

IM WIĘCEJ ODPOWIEDZI,

TYM WIĘCEJ PYTAŃ

– Hej. – Gdzieś obok Aria usłyszała głos. – Aria, cześć.

Otworzyła oczy. Jedna z jej najlepszych przyjaciółek, Hanna  Marin,  przysiadła  naprzeciwko  niej

na  niskim  stoliku,  patrząc  na  kubek  z  gorącą  kawą,  który  Aria  trzymała  w  rękach.  Aria  była  tak

rozkojarzona, że nie mogła sobie przypomnieć, kiedy kupiła kawę, nad którą zasnęła.

– Mogłaś się oblać i poparzyć. – Hanna wyjęła jej kubek z ręki. – Jeszcze tego nam trzeba, żebyś

wylądowała w szpitalu.

Szpital. No tak. Aria się rozejrzała. Siedziała w zatłoczonej poczekalni przy oddziale intensywnej

terapii  w  szpitalu  Jeffersona,  był  poniedziałkowy  poranek.  Na  ścianach  wisiały  akwarele

przedstawiające  zimowe  krajobrazy,  na  ekranie  płaskiego  telewizora  wiszącego  na  ścianie  właśnie

pojawił  się  poranny  talk-show.  Dwie  pozostałe  przyjaciółki,  Emily  Fields  i  Spencer  Hastings,

siedziały  obok  niej  na  kanapie,  trzymając  w  rękach  zmięte  egzemplarze  „Us  Weekly”  i  „Glamour”

oraz kubki z kawą. Po przeciwnej stronie poczekalni siedzieli rodzice Noela Kahna, tępo wpatrując się

w  rozłożony  „Dziennik  Filadelfijski”.  Pośrodku  poczekalni  mieściła  się  półkolista  recepcja,  gdzie

pielęgniarka  rozmawiała  przez  telefon.  Trzej  lekarze  w  niebieskich  kitlach  i  z  maseczkami

chirurgicznymi zawieszonymi na szyi przebiegli korytarzem.

Aria nachyliła się do przodu.

– Przegapiłam coś? Czy Noel...?

Hanna pokręciła głową.

– Jeszcze się nie obudził.

Wczoraj helikopterem przywieziono tu Noela z Rosewood, ale jeszcze nie odzyskał przytomności.

Z  jednej  strony  Aria  nie  mogła  się  doczekać,  kiedy  jej  chłopak  się  obudzi.  Z  drugiej  –  nie  miała

pojęcia, co mu wtedy powie. Choć chodzili z sobą od ponad roku, Aria odkryła, że Noel potajemnie

związał się z Ali, kiedy ta przebywała w Zaciszu. Wiedział, że bliźniaczki DiLaurentis zamieniły się

miejscami, ale nie powiedział o tym Arii ani nikomu innemu. W jednej chwili Aria całkowicie straciła

do  niego  zaufanie.  Mało  powiedziane.  Zastanawiała  się  nawet,  czy  to  nie  Noel  jest  tajnym

pomocnikiem A., sekretnym chłopakiem Ali, który pomagał jej nękać Arię i jej przyjaciółki. Potem,

zgodnie ze wskazówkami przysłanymi przez A., dotarły do opuszczonego magazynu. Były pewne, że

to  pułapka  zastawiona  przez  Noela  i Ali,  więc  zawiadomiły  policję.  Znalazły  w  środku  związanego

background image

i zakneblowanego Noela bliskiego śmierci. Wtedy dostały kolejną wiadomość od A. z informacją, że

to nie Noel jest tajnym pomocnikiem ich prześladowcy. A., czyli Ali, jeszcze raz zagrała im na nosie.

Noel padł jej ofiarą.

– Panno Montgomery?

Stał nad nią wysoki, ostrzyżony na jeża policjant.

– T-tak? – wyjąkała Aria.

Rudowłosy policjant z przedramionami jak Popeye podszedł bliżej.

– Nazywam się Kevin Gates. Pracuję dla policji w Rosewood. Czy mogą mi panie poświęcić kilka

minut?

Aria uniosła brwi.

– Wczoraj powiedziałyśmy już policji wszystko, co wiemy.

Gates uśmiechnął się łagodnie, mrużąc oczy. Miał w sobie coś z wielkiego pluszowego misia.

– Wiem, ale chciałem się upewnić, że moi ludzie zadali paniom właściwe pytania.

Aria przygryzła policzek. Teraz, kiedy z powodu A. Noelowi stała się krzywda, wydawało się jej,

że  powinna  na  wszelki  wypadek  zachować  milczenie.  Nie  chciała  nikogo  więcej  narazić  na

nieprzyjemności.

Gates  zaprowadził  je  do  pustej  części  poczekalni,  gdzie  stała  donica  z  liliami  z  daleka

wyglądającymi  na  sztuczne.  Kiedy  usiadły  na  kanapach  obitych  szorstkim  materiałem,  policjant

zajrzał do swoich notatek.

– Czy to prawda, że dostały panie wiadomość, że Noel został zamknięty w magazynie?

Choć siedziały z dala od tłumu, Arii wydawało się, że cała poczekalnia się na nią gapi. Pani Kahn

rzucała im ukradkowe spojrzenia, zasłaniając się dodatkiem kulinarnym do gazety. Chłopak w bluzie

z  emblematem  Akademii  Episkopalnej  łypał  na  nie  spod  kaptura.  Mason  Byers,  kumpel  Noela

z  drużyny  lacrosse  siedzący  przy  jednym  ze  stolików,  przestał  na  chwilę  tasować  talię  kart

i wpatrywał się w dziewczyny i przesłuchującego je policjanta.

– Ja dostałam napisany odręcznie liścik, a nie SMS-a – wyjaśniła Hanna. – Z poleceniem, żebym

pojechała do magazynu. Zadzwoniłam na policję, bo się bałam, że to poważna sprawa.

Gates zaznaczył coś w swoim notatniku.

– Słusznie pani postąpiła. Autor liściku to najprawdopodobniej osoba, która próbowała skrzywdzić

pana Kahna, a przynajmniej widziała, kto to zrobił. Ma pani przy sobie ten list?

Hanna wyglądała jak zwierzę złapane w pułapkę.

– Zostawiłam go w domu.

Gates przerwał robienie notatek.

– Czy może nam go pani jak najszybciej dostarczyć?

background image

– Uhm, no jasne. – Hanna z zakłopotaniem potarła nos.

Gates spojrzał na Arię.

–  Państwo  Kahn  twierdzą,  że  dzwoniła  pani  do  nich  kilkakrotnie  tego  ranka,  pytając,  czy  Noel

wrócił do domu. Czy miała pani powody, żeby się o niego martwić?

Aria z całych sił unikała kontaktu wzrokowego z przyjaciółkami. Dzwoniła, bo chciała donieść na

Noela i powiedzieć jego rodzicom, że to on pomaga Ali.

– Nie odbierał telefonu – odparła. – Chodzimy ze sobą.

Gates spojrzał na Spencer i Emily.

– Panie również przyjechały do magazynu, tak?

– Zgadza się – odparła nerwowo Emily, skubiąc krawędź papierowego kubka z kawą.

–  Zauważyły  panie  jakieś  podejrzane  osoby  na  terenie  szkoły?  Na  przykład  dwie  osoby,  które

mogły związać i uwięzić Noela?

Spencer i Emily pokręciły głowami.

– Widziałam tylko kilku chłopaków grających w piłkę nożną – odparła Spencer.

– Zaraz – wtrąciła się Emily – pyta pan o dwie osoby?

Gates pokiwał głową.

–  Nasi  specjaliści  gruntownie  przeanalizowali  zdjęcia  pana  Kahna  znalezione  w  magazynie.

Skrępowano go i zakneblowano w bardzo skomplikowany sposób. Musiały to zrobić co najmniej dwie

osoby.

Dziewczyny  spojrzały  po  sobie.  To  oczywiste,  że Ali  miała  pomocnika.  Teraz  nabrały  pewności,

że to nie był Noel.

– I nie wiedzą panie, kto mógł to zrobić? – zapytał z naciskiem Gates.

Zapadło głuche milczenie. Aria przełknęła ślinę. Hanna zacisnęła usta. Spencer i Emily odwróciły

wzrok od inspektora Gatesa. Na pewno natychmiast się zorientował, że kłamią, ale przecież nie mogły

powiedzieć mu prawdy.

Wreszcie Gates podziękował im i poszedł. Wpatrywały się w jego wyprostowane, sztywne plecy.

Hanna zakryła twarz dłońmi.

– Dziewczyny, i co ja teraz zrobię? – jęknęła. – Przecież nie mogę im dać tego listu.

– Wtedy nabiorą pewności, że coś ukrywamy. – Spencer odchyliła się na oparcie kanapy. – Może

powinnyśmy im powiedzieć, co się dzieje.

Aria zmrużyła oczy.

– I znowu narazić czyjeś życie?

–  Musimy  się  przede  wszystkim  dowiedzieć,  kto  pomaga A.  –  Spencer  ukradkiem  spoglądała  na

policjanta, który teraz rozmawiał z rodzicami Noela. – Wtedy powiemy całą prawdę.

background image

Hanna wpatrywała się w swoje dłonie.

– Nie mogę uwierzyć, że to nie Noel pomagał A.

Aria jęknęła jak na torturach.

– Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało – dodała szybko Hanna. – Po prostu cieszę się, że to nie

Noel. Ale wydawało mi się, że jesteśmy o krok od rozwiązania zagadki, a teraz wróciłyśmy do punktu

wyjścia.

– Wiem – powiedziała Aria i skuliła się w sobie.

Hanna patrzyła na stojący po przeciwnej stronie poczekalni dystrybutor z wodą mineralną.

–  Graham  tuż  przed  śmiercią  powiedział,  że  za  eksplozję  na  statku  odpowiada  ktoś,  czyje  imię

zaczyna się na N. Przecież jest wiele takich imion poza Noelem.

– To prawda – przytaknęła Aria.

Hanna  zgłosiła  się  na  ochotnika  do  pomocy  w  klinice  leczenia  poparzeń,  żeby  zapytać  Grahama

Pratta, chłopaka, którego poznały w czasie niedawnego rejsu po morzach południowych, czy widział,

kto zdetonował bombę, która o mało nie zabiła jego i Arii. Podejrzewały, że zrobił to pomocnik A. Ale

Graham zapadł w śpiączkę, więc Hanna mogła tylko siedzieć przy jego łóżku i czekać. Kiedy Graham

na krótką chwilę się obudził, powiedział, że bombę podłożył ktoś o imieniu zaczynającym się na N.

Potem Graham doznał wstrząsu i Hanna musiała pobiec po pielęgniarkę. Kiedy wróciła, chłopak już

nie  żył,  a  Kyla,  nowa  przyjaciółka  Hanny,  zniknęła.  Jak  się  okazało,  Kyla  wcale  nie  była  pacjentką

szpitala. To Ali się pod nią podszywała. Wczoraj za budynkiem kliniki znaleziono ciało prawdziwej

Kyli. Ali zabiła niewinną, nieznajomą dziewczynę, owinęła twarz bandażem i zajęła jej miejsce, żeby

uniemożliwić  Hannie  wyciągnięcie  najważniejszych  informacji  od  Grahama.  Łatwiej  pewnie  byłoby

jej  zabić  Grahama  przy  pierwszej  nadarzającej  się  okazji,  ale  wtedy  Ali  straciłaby  okazję  do

doskonałej zabawy. Dla niej była to kolejna gra.

–  Możliwe,  że  Graham  nie  znał  imienia  tej  osoby  –  powiedziała  Spencer  ponuro.  –  A  jeśli

pomocnik A. podał mu fałszywe imię?

Hanna podniosła w górę palec.

– W takim razie czemu Ali chciała go zabić? Najwyraźniej wiedział coś ważnego.

Drzwi  otworzyły  się  i  do  poczekalni  wbiegła  kolejna  pielęgniarka.  Powiedziała  coś  szeptem  do

swojej koleżanki w recepcji, a potem obie spojrzały na Arię z zatroskanymi minami. Aria czuła, jak

kołacze jej serce. Coś się stało Noelowi? Umarł? Pielęgniarka podeszła do Arii.

– Panna Montgomery?

Aria tylko skinęła głową.

– Noel się obudził. Chce z panią rozmawiać.

Aria  spojrzała  na  państwa  Kahn.  Wydawało  się  jej,  że  to  oni  powinni  pierwsi  porozmawiać

z synem. Ale oni pewnie zgodzili się, by to Aria poszła jako pierwsza do Noela. Pielęgniarka położyła

background image

jej dłoń na ramieniu.

– Zaczekam przy drzwiach do sali. – Odwróciła się i poszła w stronę wyjścia.

Aria spojrzała na przyjaciółki.

– Co mam zrobić?

– Idź z nim pogadać! – ponagliła ją Hanna.

–  Ali  nie  mogła  działać  w  pojedynkę  –  dodała  podekscytowana  Spencer.  –  Ktoś  musiał  jej

pomagać. Zapytaj Noela, czy coś sobie przypomina.

Aria  próbowała  zaczerpnąć  powietrza,  lecz  czuła  się  tak,  jakby  ktoś  ściskał  jej  klatkę  piersiową.

Noel mógł wszystko wyjaśnić. Jednak po tym, co razem przeszli i czego się o nim dowiedziała, czuła

się rozbita i zdezorientowana. Spencer dotknęła jej dłoni.

– Jeśli się okaże, że to dla ciebie za trudne, po prostu wyjdź. Zrozumiemy.

Aria  pokiwała  głową  i  wstała.  Dziewczyny  miały  rację,  musiała  z  nim  porozmawiać.  Wzięła

głęboki  wdech  i  ruszyła  za  pielęgniarką.  Przeszła  lśniącym  czystością  korytarzem,  w  którym  unosił

się  zapach  chloru,  i  stanęła  przed  podwójnymi,  otwieranymi  elektronicznie  drzwiami  na  oddział

intensywnej terapii. Już miała wejść, kiedy podeszła do niej kobieta w dżinsach i czarnym swetrze.

– Panno Montgomery? Nazywam się Alyssa Gaden i pracuję dla „Gońca Filadelfijskiego”.

Aria zamarła. Zeszłej nocy w poczekalni roiło się od dziennikarzy, którzy wypytywali ją o Noela,

ale pracownicy szpitala szybko ich wyrzucili. Prawie wszystkich.

– Bez komentarza – rzuciła Aria.

Na szczęście drzwi na oddział zamknęły się za nią.

W połowie korytarza pielęgniarka skręciła do jasno oświetlonej, jednoosobowej sali. Aria zajrzała

do środka i westchnęła. Noel miał całą twarz w siniakach. Wzdłuż szczęki aż do samego ucha ciągnęła

się zszyta rana. Z obu jego rąk sterczały wenflony podłączone do kroplówek, a skóra zrobiła się biała

jak kreda. Jego stopy wystawały spod kołdry. Wydawał się mniejszy i słabszy. Nigdy go nie widziała

w takim stanie.

– Noel. – Aria potrafiła wydusić z siebie tylko to jedno słowo.

– Aria. – Noel mówił zupełnie nie swoim, zachrypniętym głosem.

Pielęgniarka sprawdziła, czy kroplówka działa prawidłowo, i wyszła. Aria usiadła na krześle przy

łóżku i wpatrywała się w ułożone w szachownicę płytki na podłodze. Maszyna mierzyła puls Noela.

Gwałtowne pikanie świadczyło o tym, że serce Noela bije bardzo szybko.

– Dzięki, że się zgodziłaś ze mną spotkać – powiedział wreszcie cicho.

Aria  otworzyła  usta,  bo  już  chciała  powiedzieć:  „Nie  ma  sprawy”.  W  porę  przypomniała  sobie

jednak, że Noel ją okłamał. Kochał dziewczynę, która próbowała ją zabić. Zamknęła oczy i odwróciła

się.

– To co wiesz o Ali, może sprawić, że wpadniesz w tarapaty.

background image

– Wiem. – Noel spojrzał na nią. – Ale w tej chwili jesteś jedyną osobą, która wie to co ja. Więc

tylko ty możesz na mnie donieść. – Noel chrząknął. – Zrób to, jeśli chcesz. Zrozumiem.

Aria  wyobraziła  sobie  Noela  w  więziennym  kombinezonie,  jak  dzieli  celę  z  jakimś  brutalnym

przestępcą.  Jak  czyta  książki  z  więziennej  biblioteki.  Nie  wiedziała,  czy  tego  właśnie  chce. A  może

było to najgorsze rozwiązanie pod słońcem.

– Co się wydarzyło na cmentarzu? – zapytała bez ogródek.

–  Ktoś  zaszedł  mnie  od  tyłu  –  powiedział  powoli  Noel.  –  Uderzył  mnie  w  głowę.  Najpierw

wydawało mi się, że to Spencer. Myliłem się.

Aria pokiwała głową. Noel patrzył na swoje kościste kolana okryte kołdrą.

– Usłyszałem niski głos, ale nie widziałem twarzy.

Niski głos. Pomocnik A.

– A potem?

– Wrzucili mnie do skrzyni. Ktoś ją ciągnął po mokrej trawie. Usłyszałem, jak otwiera się zamek

i dwie osoby coś szepczą.

Dwie osoby.

– Czy jedną z tych osób była... ona?

Noelowi zrzedła mina. Doskonale wiedział, kogo ma na myśli Aria. Na cmentarzu w czasie balu

maturalnego  Aria  wpadła  w  histerię  i  w  kilku  słowach  wyjaśniła  mu,  że  Ali  chce  dopaść  ją  i  jej

przyjaciółki.

– Nie sądzę.

Tylko ją to zirytowało.

– Czemu? Bo tak ją kochasz, że nie widzisz, ile zrobiła złego?

Noel wyglądał tak, jakby go spoliczkowała.

– Wcale jej nie kocham.

Aria patrzyła na niego wyczekująco. Przecież to właśnie jej powiedział.

– Posłuchaj, kochałem kogoś, kto nie istnieje – bronił się Noel. – Ale przestałem ją kochać, kiedy

zakochałem  się  w  tobie.  –  Zdusił  płacz.  –  Przepraszam.  Wiem,  że  nie  mogę  liczyć  na  wybaczenie.

Wiem, że nie możemy być razem. Ale musisz wiedzieć, że do końca życia sobie nie daruję tego, co

zrobiłem.

Mówił tak cichym, przerażonym głosem, że serce Arii zamarło.

–  Musisz  mi  wszystko  opowiedzieć  –  oznajmiła  tak  chłodnym  tonem,  na  jaki  tylko  potrafiła  się

zdobyć w tej sytuacji. – Jak często odwiedzałeś Ali w Zaciszu? Kogo jeszcze tam spotkałeś? Co ona ci

opowiedziała? Czy mówiła... – Aria zaczerpnęła powietrza, próbując powstrzymać łzy. – Czy mówiła,

co zamierza nam zrobić?

– Nie miałem pojęcia, że ona chce was skrzywdzić, przysięgam – zapewnił ją gorąco Noel.

background image

– No dobra. To powiedz przynajmniej, dlaczego zacząłeś się z nią widywać.

Noel westchnął.

– Nie wiem. Było mi jej żal.

– Skąd się dowiedziałeś, że się leczy w Zaciszu?

Noel poruszył się nieznacznie pod kołdrą.

– Rodzice chcieli, żebym po śmierci brata porozmawiał z terapeutą, który przyjmował pacjentów

w  przychodni  znajdującej  się  na  terenie  Zacisza.  Któregoś  dnia,  wychodząc  stamtąd,  wpadłem  na

Alison, która właśnie tam przyjechała. Zachowywała się bardzo podejrzanie i wydawało mi się, że to

dziewczyna,  którą  znam  ze  szkoły.  Kiedy  pojechałem  tam  następnym  razem,  znowu  ją  spotkałem.

Wydało mi się to dziwne, bo tego samego dnia drużyna hokeja na trawie grała mecz i Mason, który go

oglądał, napisał mi w SMS-ie, że Ali zdobyła gola.

Aria pokiwała głową.

– Wszystko rozumiem.

Noel zamilkł, żeby zaczerpnąć powietrza.

–  Poukładałem  sobie  to  wszystko  w  głowie,  kiedy  zobaczyłem,  jak  Ali  wychodzi  z  gabinetu

terapeuty. Ona to zauważyła, bo zaczekała, aż skończę wizytę, i powiedziała mi, kim naprawdę jest.

Twierdziła, że jest bliźniaczką Ali, uwięzioną w szpitalu i tak dalej.

– A ty jej uwierzyłeś?

– No jasne. Nie wyglądała na wariatkę, tylko na... ofiarę.

Aria ścisnęła w palcach koniuszek nosa.

– I tak się poznaliście? Przed gabinetem psychiatry?

Noel zrobił zawstydzoną minę.

– Nie. Później... odwiedzałem ją w szpitalu.

Arię przeszył nagły ból.

– Jak często?

– Regularnie.

– Dlaczego?

Noel zacisnął na moment usta.

– Bo umiała słuchać. Przy niej czułem się ważny.

„Co za frajer”, pomyślała Aria. Ali – i Courtney – potrafiła sprawić, że ludzie w jej otoczeniu czuli

się  bardzo  ważni.  Ale  tak  naprawdę  pozwalała  im  tylko  zaspokajać  ich  najskrytsze,  egoistyczne

potrzeby.

– Niech zgadnę, przekonała cię, że tak naprawdę to Courtney ma świra? – warknęła Aria.

Noel pokiwał głową.

background image

–  I  nie  przeszkadzało  ci  to  w  normalnych  kontaktach  z  Courtney?  –  zapytała  Aria,  bo

przypomniała sobie, że Noel nie opuścił żadnej imprezy organizowanej przez Ich Ali. Siadał przy ich

stoliku  w  kafeterii  i  rzucał  w  Ali  chrupkami.  Razem  z  nią  wziął  udział  w  biegu  na  trzech  nogach

w  czasie  szkolnego  festynu  w  szóstej  klasie  i  kiedy  przewrócili  się  na  finiszu,  śmiał  się  z  nią  do

rozpuku. – Przecież w siódmej klasie nawet z nią chodziłeś!

Noel przechylił głowę.

– Nieprawda.

–  Prawda!  Wiem,  bo  Ali,  to  znaczy  Courtney,  powiedziała  ci,  że  mi  się  podobasz.  A  ty  się

przyznałeś, że ona podoba ci się bardziej. Jej też się podobałeś, ale rzuciła cię po kilku randkach.

Nigdy  o  tym  nie  rozmawiali,  ale  Aria  doskonale  pamiętała  tamte  wydarzenia.  Ali  złamała  jej

serce, kiedy oznajmiła, że Noel wybrał ją. Teraz Noel poruszył się i skrzywił z bólu, kiedy próbował

się odwrócić.

– Courtney nigdy mi o tobie nie opowiadała. Nigdy mi się nie podobała. Pewnie powiedziała ci to

tylko po to, żeby cię wkurzyć.

Ali  było  rzeczywiście  stać  na  coś  takiego,  jednak  Aria  nie  zamierzała  dać  Noelowi  satysfakcji

i przyznać mu racji.

–  Jeśli  naprawdę  uważałeś,  że  Courtney  jest  niebezpieczna,  dlaczego  nikomu  o  tym  nie

powiedziałeś?

Przez chwilę słychać było tylko odgłosy maszynerii, do której podpięto Noela.

– Bo nie wydawała mi się tak naprawdę niebezpieczna. Wolałem się nie mieszać w tę sprawę. Poza

tym Ali prosiła mnie, żebym nikomu o tym nie mówił. Dotrzymałem obietnicy.

– I dlatego nie powiedziałeś tego nawet mnie, nawet kiedy z sobą chodziliśmy.

Noel odwrócił wzrok.

– Chciałem. Wiele razy. Ale... – Westchnął. – Przepraszam.

Aria zacisnęła pięści na kolanach. „Przepraszam”?

– Więc pod koniec siódmej klasy wiedziałeś, że Prawdziwa Ali wyszła na kilka dni ze szpitala?

Noel napił się wody z kubka stojącego na tacy obok jego łóżka.

–  Na  dzień  przed  zakończeniem  roku  szkolnego  poszedłem  do  domu  DiLaurentisów.  Ale

spotkałem tylko Ali. Courtney tam nie było.

Aria  zastanawiała  się,  czy  Ich Ali  była  wtedy  w  domu.  Jeśli  nie,  to  pewnie  spędzała  czas  z Arią

i  ich  przyjaciółkami...  albo  ze  swoimi  nowymi  przyjaciółkami  z  drużyny  hokejowej.  Czy  robiła  coś

zupełnie  niewinnego,  na  przykład  poszła  na  zakupy  do  centrum  handlowego  King  James  albo

odwiedziła Spencer? Oczywiście nie miała pojęcia, że następnego dnia zginie.

– Kiedy zaginęła Courtney, podejrzewałeś, że Ali maczała w tym palce? – zapytała Aria.

–  Ale  skąd!  –  powiedział  Noel  z  przekonaniem.  –  W  tamten  weekend  wydawała  się  taka

background image

szczęśliwa. Nigdy bym nie pomyślał, że planuje coś tak szalonego. Naprawdę myślałem, że Courtney

uciekła. A kiedy wszyscy dowiedzieli się o Ianie, moje podejrzenia się potwierdziły. Widziałem, jak

Courtney z nim flirtuje. Ten facet potrafił się zachowywać jak ostatni dupek.

– Czy Ali kontaktowała się z tobą, kiedy była w Zaciszu?

Rozległo się głośne piknięcie, a Noel spojrzał na monitor stojący przy łóżku. Na chwilę pojawiło

się na nim czerwone serce.

– Napisała list, w którym wyjaśniła, że wysłanie jej do Zacisza było wyłącznie wielkim błędem.

Wydawało mi się, że bardzo się martwi z powodu zaginięcia siostry i jest przerażona tym, że nikt nie

potrafi jej znaleźć. Dałem się na to nabrać.

– A potem odwiedzałeś ją wiele razy.

–  Tak  –  odparł  Noel  z  zawstydzeniem.  –  Do  momentu,  kiedy  Iana  Thomasa  posadzono  na  ławie

oskarżonych, a Ali wróciła.

– Spotkałeś w Zaciszu Tabithę Clark?

Noel z trudem przełknął ślinę.

– Widywałem ją, ale rozmawiałem z nią tylko raz, kiedy Ali wypuszczono na weekend. Rodzice

nie chcieli jej widzieć, więc spędziła ten czas z Tabithą w New Jersey. Pojechałem do nich pociągiem

i razem poszliśmy do kina.

Aria zamknęła oczy. W zeszłym tygodniu znalazła stary bilet na Spidermana z kina w Maplewood

w stanie New Jersey, skąd pochodziła Tabitha. Z tyłu ktoś napisał odręcznie liścik: „Dziękuję, że we

mnie uwierzyłeś”. A więc jego autorką była Ali.

– Spotkałeś kogoś jeszcze w Zaciszu?

Noel wbił wzrok w sufit.

– Dziewczynę o imieniu Iris. Bardzo chudą blondynkę.

To miało sens. W zeszłym tygodniu Emily wypisała Iris ze szpitala na kilka dni, żeby wyciągnąć

z niej ważne informacje. To Iris zdradziła im, że Ali potajemnie z kimś się spotykała. Kiedy pokazały

jej zdjęcie Noela, twierdziła, że to na pewno on.

– A przyjaźniła się z jakimś chłopakiem? – zapytała Aria.

Noel zastanawiał się przez chwilę.

– Nikt mi nie przychodzi do głowy. Czemu pytasz?

– Ali miała chłopaka.

Czekała  na  jego  reakcję.  Miała  nadzieję,  że  Noel  poczuje  się  zdruzgotany  i  zdradzony.  Ale  on

tylko zamrugał.

– Nigdy go nie spotkałem.

– A mówiła o nim kiedyś?

– Nie. – Noel pokręcił głową.

background image

Aria wpatrywała się w swoje ręce.

–  W  zeszłym  roku,  kiedy  aresztowano  Iana  i  wypuszczono  Ali,  ona  się  z  tobą  skontaktowała,

prawda?

– Spotkaliśmy się raz, przed konferencją prasową.

– W Keppler Creek?

Iris  powiedziała  Emily,  że  kiedy  Ali  przebywała  w  Zaciszu,  wciąż  mówiła  o  jakimś  sekretnym

spotkaniu w parku niedaleko Delaware.

Noel przechylił głowę.

–  Nie.  U  mnie  w  domu.  Powiedziała,  że  niedługo  wszyscy  o  niej  usłyszą.  Potem  spotkała  się

z  każdą  z  was.  Byłyście  dla  niej  takie  miłe.  Uważałem,  że  to  fantastyczne.  Ona  też  wydawała  się

zachwycona. Szczęśliwe zakończenie.

Aria nieufnie zmrużyła oczy.

– A powiedziała ci, że nas okłamała? Że powiedziała nam, że to ona jest Naszą Ali?

– Oczywiście, że nie. – Noel niezdarnie próbował podnieść się na łóżku, krzywiąc się z bólu. – Już

mówiłem, o wszystkim dowiedziałem się dopiero po pożarze.

– A wasz pocałunek?

Ali i Noel całowali się w czasie balu walentynkowego, w tę noc, kiedy wybuchł pożar w Pocono.

Ali zachowywała się tak, jakby Noel ją podrywał, choć podobno było na odwrót. Aria tak się wściekła

na Noela, że razem z Ali i pozostałymi dziewczynami pojechała do domku nad jeziorem.

– Nie pomagałem jej w tej intrydze, przysięgam – zapewnił ją Noel. – To ona mnie pocałowała.

– To czemu powiedziałeś agentce Fuji, że ją okłamałam?

Noel spojrzał na nią nieufnie.

– O czym ty mówisz?

– Widziałam waszą korespondencję mailową.

– Ona pozwoliła ci przeczytać swoje maile?

–  Nie,  przeczytałam  twoje.  – Aria  bardzo  się  tego  wstydziła.  –  Poinformowałeś  Fuji,  że  ktoś  ją

okłamał  w  sprawie  zabójstwa  Tabithy.  Czemu  tak  napisałeś?  Chciałeś,  żeby  mnie  dokładniej

przesłuchała?

Noel patrzył na nią tak, jakby na środku czoła wyrosło jej trzecie ucho.

– Z agentką Fuji rozmawiałem tylko raz i powiedziałem jej, że nie znałem Tabithy i o niczym nie

wiem. To ja skłamałem. Niby czemu miałoby mi zależeć, żeby cię przesłuchała?

Aria udawała, że rozprostowuje fałdkę na swoich spodniach. Czy Noel naprawdę nie znał Tabithy?

– Mam uwierzyć, że ktoś włamał się na twoje konto mailowe i pisał z niego wiadomości do Fuji?

Noel uniósł ręce w górę.

background image

– Nie wiem. A skoro już o tym rozmawiamy, jak sądzisz, kto się włamuje do naszych komputerów,

nęka cię, a mnie o mało nie zabił? Naprawdę uważasz, że Ali żyje? Dlaczego wcześniej mi o tym nie

powiedziałaś?

Aria obrzuciła go wymownym spojrzeniem.

– Nic nie powiedziałam, żeby cię chronić.

– Ale... – Noel chciał chyba powiedzieć coś jeszcze, lecz zamknął usta.

– Ale co? – zapytała Aria.

Noel pokręcił głową.

– Nic. Nieważne.

Ciężko oddychał, a maszyna zaczęła głośniej pikać. Aria spojrzała na ekran, wdzięczna za to, że

może na chwilę odwrócić wzrok od twarzy Noela. Do sali weszła pielęgniarka i spojrzała na monitor.

– Chyba powinnaś już pójść – powiedziała do Arii.

Wyprowadziła  ją  z  sali.  Aria  spojrzała  przez  ramię  na  smutną  twarz  Noela,  lecz  nawet  mu  nie

pomachała.  Była  zdezorientowana  i  kręciło  jej  się  w  głowie.  Przez  tak  długi  czas  Noel  był  jedyną

osobą w Rosewood, dzięki której jakoś dawała sobie radę. A teraz stał się jej zupełnie obcy. Jak miała

dalej tu żyć? Czy jej się uda nadal mieszkać w Rosewood, chodzić do Rosewood Day, a nawet siedzieć

w  swoim  pokoju  i  nie  wspominać  Noela?  Musiała  się  stąd  wydostać  raz  na  zawsze.  Wyjechać

z Rosewood i nigdy już nie wrócić. Ale po kilku krokach kolana się pod nią ugięły, a jej nogi zrobiły

się ciężkie. Teraz przejście przez korytarz i powrót do przyjaciółek wydawało jej się zadaniem nie do

wykonania.

background image

2

PUSTY DOM

Spencer, Hanna i Emily zerwały się na równe nogi, kiedy Aria wróciła do poczekalni. Ona nawet

na nie nie spojrzała, tylko zgarbiona podeszła do dystrybutora z wodą.

–  Co  powiedział  Noel?  –  zapytała  Spencer,  wstrzymując  oddech  i  idąc  za  nią.  –  Widział,  kto  go

uwięził?

– Nie – szepnęła Aria, wyciągając plastikowy kubek.

– Na pewno? – zapytała Hanna. – Skąd on w ogóle znał Ali? Przyjaźnili się czy z sobą chodzili?

Aria  podeszła  teraz  do  ekspresu  do  kawy.  Miała  zaczerwienione  oczy  i  z  trudem  próbowała

powstrzymać szlochanie. Spencer nie chciała jej przypierać do muru, jednak musiały poznać prawdę

jak  najszybciej.  Aria  niechętnie  zrelacjonowała  im  to,  co  powiedział  Noel.  Opowiedziała  im,  jak

odwiedzał Ali w Zaciszu i nie poznał tam nikogo poza Tabithą i Iris.

–  Nie  poznał  ani  jednego  chłopaka?  –  jęknęła  Spencer.  –  Ali  nie  przyznała  się,  że  ktoś  jej  się

podoba?

Aria wzruszyła ramionami.

– Ali chciała chyba, żeby Noelowi wydawało się, że to on jej się podoba.

Emily jęknęła.

– To ma sens. Właśnie w taki sposób owijała sobie ludzi wokół palca.

Aria napiła się kawy.

– Noel powiedział, że słyszał męski głos, kiedy go zaatakowano. Ale to wszystko.

– Chciałabym, żebyśmy raz na zawsze załatwiły Ali i jej pomocnika. – Spencer usiadła na krześle.

– Może powinnyśmy wrócić do Zacisza? – zaproponowała Hanna. – I zapytać, czy przebywał tam

pacjent o imieniu zaczynającym się na N?

Emily chyba nie spodobał się ten pomysł.

– To dość ryzykowne.

Hanna zmarszczyła brwi.

– Chcesz się poddać?

– Może powinnyśmy to zrobić – powiedziała Spencer.

W zeszłym tygodniu, próbując złapać Ali i jej pomocnika, postanowiły pójść na całość. Przestały

używać  swoich  telefonów,  do  których  ich  prześladowca  włamał  się  już  wiele  razy,  a  nowymi

background image

posługiwały  się  tylko  w  wyjątkowych  sytuacjach.  Spotykały  się  w  schronie,  w  pokazowym  domu  na

sprzedaż  należącym  do  ojczyma  Spencer,  i  tam  się  naradzały,  próbując  rozwiązać  zagadkę  A.

Sporządziły listę podejrzanych i kiedy kogoś z niej wykluczały, otaczały jego imię obwódką. Ostatni

na liście pozostał Noel. Już myślały, że udało im się wywieść A. w pole, ale wczoraj dostały SMS-a ze

zdjęciem  przedstawiającym  ich  listę  podejrzanych.  Spencer  nie  miała  pojęcia,  jakim  cudem  lista

wpadła w ręce Ali, przecież ukryła ją pod własnym łóżkiem. Komentarz pod zdjęciem brzmiał: „A. to

Noel? Chyba śnicie!”.

–  A  co  z  policją?  –  Hanna  poprawiła  swój  kasztanowy  kucyk.  –  Mam  oddać  liścik,  który  Ali

zostawiła mi w klinice?

Spencer zastanawiała się przez chwilę. Gdyby pokazały liścik policji, Ali i jej pomocnik mogliby

uderzyć  ponownie.  Gdyby  zachowały  wiadomość  dla  siebie,  policja  mogłaby  uznać,  że  utrudniają

dochodzenie.

– A gdyby tak oddać policji liścik, a nie powiedzieć ani słowa o A.? – zaproponowała. – Przecież

podpisała się pod nim Kyla, a nie Ali. Policja nie musi wiedzieć, że to jedna i ta sama osoba. Szczerze

mówiąc, nie wiemy tego na pewno.

– Może to i dobra myśl – szepnęła Hanna.

– A co z naszymi awaryjnymi telefonami? – zapytała Aria. – Przecież do nich A. też ma dostęp.

Powinnyśmy je zatrzymać?

–  Równie  dobrze  możemy  wrócić  do  naszych  starych  telefonów  –  powiedziała  Emily.  –  Ona  nas

znajdzie, nie ukryjemy się przed nią. Może po prostu używajmy telefonów i wysyłajmy SMS-y tylko

wtedy, gdy to naprawdę konieczne?

–  Powinnyśmy  też  codziennie  zmieniać  hasło  do  naszych  skrzynek  mailowych  –  zasugerowała

Spencer. – I w mailach i SMS-ach nie wspominajmy o Ali i jej pomocniku.

–  A  jeśli  dostaniemy  nowe  wiadomości  od  A.?  –  wyszeptała  Hanna.  –  Możemy  o  tym

porozmawiać?

Spencer rozejrzała się, jakby się obawiała, że również tutaj A. je podsłuchuje.

–  Tak  –  szepnęła.  –  Wymyślmy  jakieś  hasło,  które  będzie  oznaczało,  że  chcemy  się  spotkać

i  porozmawiać  o Ali.  Może...  –  Spojrzała  na  ekran,  na  którym  pojawił  się  przystojny,  srebrnowłosy

mężczyzna. – Anderson Cooper?

– Dobra – przytaknęła Aria.

Hanna zbliżyła się do nich.

– Jak sądzicie, co teraz zrobi A.?

Spencer poczuła, jak zaciska się jej żołądek. Tyle razy próbowały już przewidzieć następny krok

A.

– Trudno powiedzieć. Na pewno nadal nas obserwuje. Musimy mieć oczy i uszy szeroko otwarte.

background image

Dziewczyny pokiwały głowami, jeszcze bardziej przerażone niż przed chwilą. Chyba wyczerpały

temat. Spencer wzięła torebkę, wyjęła z niej kluczyki i ruszyła w stronę windy. Chciała tylko wrócić

do domu i wziąć długi, gorący prysznic. Minęła kafeterię i wyszła na zewnątrz. Był piękny słoneczny

ranek.  Na  ulicy  tłoczyli  się  ludzie,  na  rogu  zebrało  się  kilka  osób  z  transparentami,  najwyraźniej

przeciwko  czemuś  protestując.  Na  niektórych  tablicach  widniała  tylko  nazwa  Rosewood,  na  innych

napis: „SERYJNY MORDERCA”.

– Chcemy bezpieczeństwa dla naszych dzieci! – krzyczeli protestujący. Jeden z nich miał na sobie

bluzę z emblematem Rosewood Day.

Spencer obserwowała ich przez chwilę z mieszanymi uczuciami. Zdziwiła się, że tylu osobom leży

na sercu sprawa, w którą ona była wplątana po same uszy. Zauważyła furgonetkę z logo wiadomości

telewizyjnych  zaparkowaną  po  drugiej  stronie  ulicy.  Miejsce  pasażera  zajmowała  dziennikarka.

Spencer schyliła głowę i szybko podeszła do swojego samochodu, w obawie że za chwilę reporterka ją

rozpozna.

– Spencer?

Zacisnęła zęby i odwróciła się. Przed wejściem do szpitala stał Chase, jej nowy przyjaciel, ubrany

w czarną poliestrową kurtkę i popielatą czapeczkę bejsbolową. Spencer podeszła do niego i zaciągnęła

go w ustronne miejsce przy wjeździe do ambulatorium.

– Co ty tu robisz? – zapytała szeptem.

Chase skubał swoje zniekształcone ucho. Kiedyś w szkole z internatem ranił go prześladowca.

– Przecież się dziś umówiliśmy. Wszędzie cię szukałem. Twoja mama powiedziała mi, gdzie cię

znajdę.

– A powiedziała ci, czemu tu jestem?

Chase pokręcił głową.

– No dobra – odparła Spencer i o wszystkim mu opowiedziała.

Wiedziała,  że  może  zaufać  Chase’owi.  Prowadził  bloga  poświęconego  nierozwiązanym  sprawom

kryminalnym i po raz pierwszy spotkali się, kiedy próbowała odszukać Ali. Na początku jednak Chase

wysłał na spotkanie z nią swojego brata Curtisa, bo twierdził, że wstydzi się swojego wyglądu, i przez

chwilę  Spencer  podejrzewała  nawet,  że  A.  to  on.  Jednak  ostatecznie  oczyścił  się  z  wszelkich

podejrzeń.

Kiedy Spencer skończyła swoją opowieść o Noelu zamkniętym w magazynie, Chase zmrużył oczy.

– Więc Noel nie chodził z Ali?

Spencer westchnęła.

– Nie. Wróciłyśmy do punktu wyjścia.

– No to ruszajmy w drogę – zakomenderował Chase, biorąc Spencer pod ramię.

Spencer ani drgnęła.

background image

– Dokąd?

Chase zamrugał.

– Musimy jechać do tego domu z nagrania z kamery przemysłowej.

Kiedy dzień wcześniej Chase ją odwiedził, pokazał jej niewyraźny zapis z kamery przemysłowej

pokazujący  dom  w  Rosewood.  Na  kilku  klatkach  widać  było  dziewczynę  bardzo  podobną  do  Ali.

Spencer  i  Chase  umówili  się,  że  pojadą  tam  dzisiaj,  lecz  zamieszanie  wokół  Noela  sprawiło,  że

Spencer o wszystkim zapomniała.

Obok nich przejechał autobus, zostawiając za sobą dym z rury wydechowej.

– Przez nas chłopaka Arii uwięziono w magazynie – powiedziała nerwowo Spencer. – Ali wie, że

depczemy jej po piętach. Nie chcę, żeby komuś jeszcze stała się krzywda.

– A  jeśli  ona  tam  mieszka?  –  zapytał  Chase.  –  Jeśli  znajdziemy  dowód  na  to,  że  ona  nadal  żyje,

przekażemy go policji i zakończymy całą sprawę raz na zawsze. Wtedy nikt już nie ucierpi z powodu

Ali.

Spencer  zacisnęła  usta.  Jakiś  cień  mignął  w  oknie  samochodu  zaparkowanego  po  przeciwnej

stronie ulicy. Przez chwilę Spencer wydawało się, że ktoś na nią patrzy. Chase miał rację. A co, jeśli

znajdą  coś  w  mieszkaniu?  Może  już  dziś  uda  im  się  skończyć  ten  koszmar.  Spojrzała  na  Chase’a

i lekko skinęła głową.

– No dobra, zróbmy to.

Dwadzieścia minut później, kiedy słońce zniknęło za niskimi chmurami, Spencer i Chase wjechali

na  osiedle  w  zachodniej  części  miasta,  gdzie  można  było  nieco  taniej  wynająć  mieszkanie.

Oczywiście,  „nieco  taniej”  to  określenie  względne.  Przy  wjeździe  na  osiedle  wielka  tablica

informowała,  że  można  tu  kupić  domy  z  parkietem  i  marmurowymi  blatami  kuchennymi.  W  oddali

połyskiwała  woda  w  basenie,  do  którego  dostęp  mieli  wszyscy  mieszkańcy.  W  lokalnym  sklepie

spożywczym karton mleka kosztował znacznie więcej niż w zwykłym supermarkecie.

– To tutaj – powiedział Chase, wskazując na rząd stojących obok siebie domów.

Wszystkie  wyglądały  identycznie.  Stały  przed  nimi  latarnie  gazowe  w  stylu  retro.  Na  każdym

poddaszu  widać  było  takie  samo  okno,  a  elewacje  ozdobiono  sztukaterią  przypominającą  kształtem

świąteczne pierniczki. Na zdjęciach z kamery przemysłowej widać było, jak Ali wchodziła do domu

na rogu.

Spencer  zatrzymała  samochód  i  popatrzyła  na  dom.  Podmuch  zimnego  powietrza  przyprawił  ją

o  dreszcze.  Dom  miał  czerwone  drzwi,  na  ganku  leżały  suche  liście.  W  oknach  nie  było  rolet.

Wydawało  się  jej,  że  Ali  powinna  zadbać  o  lepszy  kamuflaż.  Czy  aby  na  pewno  trafili  na  jej

kryjówkę?

background image

Potem spojrzała na sąsiednie budynki. Trawy nie koszono tutaj już od dłuższego czasu, na gankach

piętrzyły się stare gazety. W żadnym oknie nie paliło się światło, w żadnym domu nie szczekał pies.

Przed  wyjazdem  z  Filadelfii  Spencer  i  Chase  sprawdzili  w  księgach  wieczystych,  że  większość  tych

domów  nie  została  jeszcze  sprzedana.  Dom,  do  którego  weszła  Ali,  od  roku  czekał  na  nowego

właściciela.  Jakaś  para  siedemdziesięciolatków,  Joseph  i  Harriet  Maxwellowie,  kupiła  sąsiedni  dom

w  listopadzie  dwa  lata  wcześniej,  dokładnie  w  tym  samym  czasie,  kiedy  odbywała  się  rozprawa

przeciwko  Ianowi  Thomasowi  oskarżonemu  o  zabicie  Courtney  DiLaurentis.  Teraz  roślina  stojąca

przed drzwiami ich domu uschła, a wokół walało się mnóstwo starych ulotek.

– To idealna kryjówka dla Ali – wyszeptała Spencer. – Zupełne pustkowie. Nikt by nie widział, jak

wchodzi do któregoś z tych domów.

– Racja. – Chase chciał już wysiąść z samochodu, ale zatrzymał się i spojrzał na Spencer. – Jesteś

gotowa? Na pewno?

Spencer poczuła kamień w żołądku. Czy była gotowa? Rozejrzała się po parkingu. Choć nie stało

na  nim  żadne  auto,  ona  i  tak  czuła  się  obserwowana.  Wpatrywała  się  w  gęste  zarośla  ciągnące  się

wzdłuż  domów,  a  potem  z  niepokojem  spojrzała  na  zamknięte  biuro  pośrednika  handlu

nieruchomościami po drugiej stronie ulicy. Czy tam się ktoś ukrywał?

–  Tak  –  odpowiedziała  wreszcie.  Wysiadła  z  samochodu  i  zatrzasnęła  za  sobą  drzwi.  Musiała  to

zrobić.

Niebo było złowrogo szare, a powietrze wydawało się gęste i naelektryzowane. Spencer usłyszała

za sobą jakieś skrobanie i dostała gęsiej skórki.

– Słyszałeś?

Chase przystanął i nasłuchiwał.

– Nie.

Coś  zatrzepotało  wśród  drzew  otaczających  domy.  Spencer  wpatrywała  się  w  przestrzeń  między

drzewami.

– J-jest tu kto? – wyjąkała.

Cisza. Słychać było tylko, jak Chase z trudem przełyka ślinę.

– To pewnie zając albo jeleń.

Spencer  nerwowo  pokiwała  głową.  Na  palcach  podeszła  do  domu  na  rogu  i  zajrzała  przez  okno.

W  środku  panowały  egipskie  ciemności,  trudno  było  stwierdzić,  czy  ktoś  tam  jest.  Przyjrzała  się

drzwiom frontowym. Nie zauważyła żadnych rys, śladów ani wycieraczki. Włożyła rękawiczki, które

dostała od Chase’a – nie chcieli zostawić odcisków palców – i dotknęła ostrożnie klamki, jakby była

podłączona do bomby. Czuła mrowienie na skórze. Jeszcze raz spojrzała przez ramię na biuro handlu

nieruchomościami.  Rozległ  się  grzmot  i  zerwał  się  wiatr.  Na  głowę  Spencer  spadło  kilka  kropel

deszczu.

background image

– Przepraszam!

Spencer jęknęła i odwróciła się. W ich stronę szedł chodnikiem starszy, przygarbiony mężczyzna

z  psem.  Język  owczarka  collie  zwisał  z  pyska.  Spencer  nie  widziała,  czy  pies  jest  na  smyczy.

Mężczyzna spoglądał to na Spencer, to na Chase’a.

– Co państwo tu robią? – zapytał ostro.

Spencer zapomniała języka w gębie.

– Yyy, wydawało nam się, że tu mieszka nasza koleżanka.

–  Nikt  tu  nie  mieszka  –  powiedział  mężczyzna,  rzucając  okiem  na  dom.  –  Stoi  pusty,  od  kiedy

wybudowano to osiedle.

Chyba nie kłamał i nie miał pojęcia, kim są Spencer i Chase. To był po prostu starszy mężczyzna,

który wyprowadzał psa na spacer. Spencer ośmieliła się zadać mu pytanie.

–  Czy  nie  widział  pan,  jak  ktoś  wchodzi  do  tego  domu  lub  z  niego  wychodzi?  Może  kogoś  pan

zauważył?

–  Nie.  Nie  widziałem  nawet  światła  w  oknach  –  odparł  mężczyzna.  –  To  teren  prywatny.  Proszę

stąd odejść.

Jeszcze raz przyjrzał im się bacznie, a Spencer zastanawiała się, czy aby nie zbyt pochopnie mu

zaufała.  Potem  mężczyzna  zagwizdał  i  pies  podniósł  się  z  ziemi.  Kiedy  odchodzili,  pies  zjeżył  się

i spojrzał w kierunku biura handlu nieruchomościami po drugiej stronie ulicy. Spencer zamarła. Czy

pies  wyczuwał  czyjąś  obecność?  Ale  collie  zrobił  parę  kroków  i  obsikał  kępkę  dmuchawców.

Mężczyzna z psem zniknęli. Słychać było tylko ich kroki w oddali i pobrzękiwanie obroży. Spencer

odczekała, aż mężczyzna oddalił się na bezpieczną odległość, i spojrzała na Chase’a.

– To na pewno ten dom ze zdjęć.

– Myślisz, że Ali wie, że go znaleźliśmy? – szepnął Chase, otwierając szeroko oczy. Nagle zrobił

przerażoną minę. – A co, jeśli Ali podrzuciła nam to nagranie? Może nigdy jej tu nie było? A może

zwabiła nas tutaj, żeby nam zrobić krzywdę?

Dlaczego  wcześniej  nie  przyszło  to  Spencer  do  głowy?  Zbiegła  z  ganku,  jakby  zaraz  miała

wydarzyć się jakaś katastrofa. I choć nic się nie stało, mogłaby przysiąc, że usłyszała czyjś złośliwy

chichot.  Wytężyła  wzrok,  wpatrując  się  w  drzewa,  a  potem  z  niepokojem  spojrzała  jeszcze  raz  na

biuro  pośrednika  nieruchomości.  Wydawało  się  jej,  że  za  chwilę  zobaczy  w  oknie  Ali.  A  jeśli  ona

czaiła  się  gdzieś  w  pobliżu?  Jeśli  zobaczyła,  że  trafili  na  jej  ślad,  i  wpadła  we  wściekłość?  Spencer

chwyciła Chase’a za rękę.

– Chodźmy stąd – powiedziała pospiesznie, biegnąc do samochodu.

Nagle zaczęła się gorączkowo zastanawiać, czy nie popełnili fatalnej w skutkach pomyłki.

background image

3

HANNA WYZNAJE WSZYSTKO

Godzinę  później  Hanna  Marin  i  jej  chłopak  Mike  Montgomery  siedzieli  w  toyocie  Hanny

w  ogromnym  korku,  wracając  do  Rosewood  ze  szpitala.  Mike  co  chwila  zmieniał  stację  radiową.

Najpierw  włączył  kanał  z  rapem,  potem  wiadomości  sportowe.  Westchnął  i  wpatrzył  się  w  okno.

Chyba  był  równie  wyczerpany  jak  Hanna.  Zeszłej  nocy  do  późna  czekał  w  szpitalu  na  wiadomości

o Noelu i Hannie. Hanna nie wiedziała nawet, kiedy wyszedł, ale chyba dotarł do domu po północy.

Wrócił do szpitala rano, niedługo po tym, jak Noel się obudził.

Zadzwonił  telefon  Hanny  podłączony  do  samochodowego  systemu  Bluetooth.  Nacisnęła

odpowiedni przycisk na głównej konsoli i odebrała, nie patrząc nawet, kto do niej dzwoni.

– Hanna? – zapytał znajomy głos. – Tu Kelly Crosby z kliniki leczenia poparzeń.

–  Och.  –  Palec  Hanny  zawisł  nad  przyciskiem  „ODRZUĆ”.  Czuła,  że  Mike  ją  obserwuje.  –  O,

cześć.

– Chciałam ci tylko przekazać, żebyś nie przychodziła w przyszłym tygodniu – powiedziała Kelly.

– Klinikę zamknięto do odwołania z powodu tego... morderstwa.

Morderstwa. Hanna czuła, jak coś dławi ją w gardle.

–  Poza  tym  jutro  odbędzie  się  pogrzeb  Grahama  Pratta  –  poinformowała  ją  Kelly.  –  Blisko  się

przyjaźniliście, więc pewnie zechcesz tam być.

– Mhm, dzięki – powiedziała Hanna głośno. – Muszę kończyć!

Rozłączyła  się  i  patrzyła  prosto  przed  siebie  na  drogę  jakby  nigdy  nic.  Słychać  było  stukotanie,

kiedy samochód jechał po nierównej drodze prowadzącej do autostrady. Wreszcie Mike chrząknął.

– Czy mi się wydawało, czy mówiłaś, że Graham zdetonował bombę na statku?

Hanna  ścisnęła  mocniej  kierownicę.  Mike  podejrzliwie  podchodził  do  jej  wolontariatu  w  klinice

leczenia  poparzeń.  Najpierw  wydawało  mu  się,  że  Hanna  chce  wrócić  do  Seana  Ackarda,  swojego

byłego chłopaka. Nie potrafiła mu jednak wybić z głowy tego niedorzecznego pomysłu, bo nie mogła

powiedzieć mu całej prawdy. Wtedy musiałaby też opowiedzieć wszystko o A. Wreszcie wyznała mu,

że  Aria  i  Graham  znaleźli  się  w  maszynowni  statku,  kiedy  wybuchła  bomba,  a  ona  szpiegowała

Grahama, żeby sprawdzić, ile on wie. Ale Mike od razu zauważył, że to historia szyta grubymi nićmi.

Hanna wzruszyła ramionami.

– Musiałam powiedzieć pracownikom kliniki, że przyjaźnię się z Grahamem. W przeciwnym razie

nie pozwoliliby mi się do niego zbliżyć.

background image

– O jakim morderstwie ona mówiła?

Hanna wbiła wzrok w tablicę rejestracyjną jadącego przed nią samochodu z Delaware.

– Nie mam pojęcia.

– Nie kłam.

– Naprawdę nie wiem! – broniła się Hanna.

Oczywiście,  doskonale  wiedziała,  o  co  chodzi.  Poprzedniego  dnia  w  lesie  za  kliniką  znaleziono

zwłoki  nastolatki.  Na  nadgarstku  miała  bransoletkę  z  nazwiskiem  Kyla  Kennedy.  Nie  żyła  od  wielu

dni. Zeszłego wieczoru Hanna rozmawiała z dziewczyną, która przedstawiła się jako Kyla i leżała na

łóżku ustawionym tuż przed salą Grahama. Tylko jednej osobie zależało na tym, żeby Graham się nie

obudził. Wtedy wyszłoby na jaw, kto podłożył bombę na statku.

Ali.

Hanna nie rozpoznała jej pod kilkoma warstwami bandaży. Teraz wjechała na podjazd pod domem

mamy i zaparkowała samochód. Wysiadła i ruszyła w stronę drzwi, kiedy uświadomiła sobie, że Mike

nie poszedł za nią. Stał na podjeździe z dziwną miną.

– Mam tego serdecznie dość – powiedział cicho.

Hanna struchlała.

– Czego?

– Wiem, że znowu kłamiesz.

Hanna odwróciła głowę.

– Mike... przestań.

–  Najpierw  bawisz  się  w  domorosłego  detektywa  i  uciekasz  z  balu  maturalnego,  choć  zostałaś

królową, i jedziesz do kliniki, żeby porozmawiać z podejrzanym o atak bombowy, zamiast pozwolić,

żeby  zajęła  się  nim  policja.  –  Mike  wyliczał  na  palcach  kolejne  przewiny  Hanny.  –  Potem,  kiedy

okazuje  się,  że  on  nie  żyje,  bez  słowa  znikasz  ze  Spencer  i  resztą  waszych  przyjaciółek.  Potem

znajduję cię całą upapraną błotem.

Hanna  dotknęła  czubkiem  buta  dekoracyjnego  kamienia  obok  wycieraczki.  Ubrudziła  sukienkę

błotem,  kiedy  ona  i  jej  przyjaciółki  pospieszyły  na  pomoc  Arii,  bo  myślały,  że  Noel  próbuje  ją

skrzywdzić na cmentarzu.

–  A  potem  –  Mike  mówił  podniesionym  głosem  –  mówisz  mi,  że  przez  przypadek  trafiłaś  do

magazynu,  w  którym  policja  znalazła  Noela.  Dziś  rano  słyszałem,  jak  mówisz  policjantowi,  że

pojechałaś tam, bo dostałaś jakiś list z pogróżkami.

Hannie  zaschło  w  gardle.  Historię  o  znalezieniu  Noela  też  wyssała  z  palca.  Poza  tym  nadal  nie

wiedziała, czy powinna przekazać policji list od Kyli.

–  Zresztą  nie  tylko  w  mojej  obecności  zachowujesz  się  jak  wariatka  –  powiedział  Mike.  –

Rozmawiałem o tobie z Naomi. W czasie rejsu zachowywałyście się jak najlepsze przyjaciółki, a teraz

background image

się nawet nie spotykacie.

Hanna poczuła przypływ gniewu.

– Rozmawiałeś o mnie z Naomi? – zapytała.

Od lat toczyła z Naomi Zeigler zażarty pojedynek. Co gorsza, niedawno dowiedziała się, że Naomi

była  spokrewniona  z  Madison,  dziewczyną,  którą  z  powodu  Hanny  spotkało  zeszłego  lata  wiele

nieprzyjemności.

–  Nie  miałem  innego  wyjścia.  –  Mike  uniósł  ręce  w  geście  kapitulacji.  –  Naomi  twierdzi,  że

w czasie rejsu zachowywałaś się bardzo dziwnie. Czytałaś jej maile i uciekałaś przed nią, jakbyś się

jej bała. – Zacisnął usta. – Coś mi mówi, że to wszystko wiąże się z tym cyrkiem, który się ostatnio

wydarzył.  To  wszystko  się  z  sobą  łączy.  –  Mike  wbił  wzrok  w  Hannę.  –  Chodzi  o A.,  tak?  O Ali?

Wróciła?

Hanna zamarła.

– Nie wiem, o czym mówisz.

Mike zbliżył się do niej.

– Tylko tak to sobie potrafię wytłumaczyć. Powiedz mi prawdę. Nie ufasz mi?

Hannie trząsł się podbródek.

– Miałam powody, żeby o niczym ci nie mówić! – odparła. – Nie chcę, żeby stała ci się krzywda,

idioto! Nie chcę, żebyś skończył jak Noel!

Stali twarzą w twarz, czuła miętowy oddech Mike’a na policzkach. On chwycił ją za ręce.

– Chcę ci pomóc. Kocham cię. Nieważne, jak wiele muszę zaryzykować.

Zamknęła oczy, bo ogarnęło ją ogromne znużenie. Wiedziała, że tak łatwo się z tego nie wywikła.

Mike  wszystkiego  się  domyślił,  a  mina  Hanny  tylko  potwierdzała  jego  przypuszczenia.  Istniał  tylko

jeden sposób, żeby Mike nie zdobył więcej informacji: musiała z nim zerwać, choć nie mogła znieść

tej  myśli.  To  jednak  nie  miało  sensu.  Mike  i  tak  wiedział  za  dużo,  by  mogła  zapewnić  mu

bezpieczeństwo.

Oddychała ciężko i niespokojnie. I nagle słowa zaczęły płynąć z jej ust. Opowiedziała Mike’owi,

jak zaczęły przychodzić wiadomości od A., jedna bardziej złowieszcza od drugiej, i jak w czasie rejsu

kolejne SMS-y przypominały jej o tym, jak uciekła z miejsca wypadku, zostawiając Madison Zeigler,

kuzynkę Naomi, na pewną śmierć.

– Przez chwilę podejrzewałam, że A. to Naomi. Dlatego przeszukiwałam jej komputer. Myślałam,

że  znajdę  w  nim  dowody.  Ale  Naomi  uświadomiła  mi,  że  to  nie  ja  spowodowałam  wypadek.  Ktoś

zepchnął mnie na pobocze. Pamiętam, że coś takiego faktycznie miało miejsce, nie widziałam jednak

twarzy kierowcy. To tę osobę Naomi i Madison próbowały złapać.

Mike się skrzywił.

– W zeszłym roku miałaś wypadek i nie powiedziałaś mi o tym?

background image

Hanna wzruszyła ramionami.

– Nie mogłam ryzykować, wybacz.

Opowiedziała mu o wszystkim. Kiedy mówiła o tym, jak z przyjaciółkami doszły do wniosku, że

A. to Ali, Mike wyglądał na zdezorientowanego.

– Jesteś pewna? Myślałem, że nie przeżyła pożaru.

– Emily zostawiła jej otwarte drzwi. Wydostała się z domku.

Ze  spuszczoną  głową  wyjaśniła  mu,  jak  zginęła  Tabitha.  Bały  się,  że  Ali  pojechała  za  nimi  na

Jamajkę i zamierza zrobić im krzywdę.

–  Tabitha  wyszła  za  nami  na  taras  na  dachu  hotelu  –  powiedziała  Hanna.  –  Rzuciła  się  na Arię.

Potem  wszystko  stało  się  tak  szybko.  Aria  ją  odepchnęła,  zaczęły  się  szamotać  i  nagle  Tabitha

wypadła za balustradę. Przeżyła upadek, to wiemy na pewno. Ale kiedy zbiegłyśmy na plażę, już jej

tam nie było. Nie zabiłyśmy jej, ale ktoś próbował zrzucić na nas winę za jej śmierć.

–  Jezu  –  wyszeptał  Mike,  otwierając  szeroko  oczy.  –  Przecież  byłem  z  wami  na  tej  wycieczce.

Widziałem tę dziewczynę. Jak mogłaś zachować to przede mną w tajemnicy?

– Przepraszam – powiedziała cicho Hanna. – Tak się bałam. Wolałam udawać, że to się nigdy nie

wydarzyło. Ale kiedy znowu zaczęły przychodzić te wiadomości... – Urwała i zakryła twarz dłońmi.

Mike przysiadł na kamiennym murku otaczającym dom Hanny i wpatrywał się w dal.

– Czy dobrze rozumiem – powiedział po chwili – że to Ali albo jej pomocnik zabili też Gayle?

Hanna pokiwała głową, przypominając sobie Gayle Riggs, milionerkę, która chciała kupić dziecko

od Emily. Ona również padła ofiarą A.

– A bomba w maszynowni statku to również sprawka A.? – Mike mówił wysokim głosem.

Hanna przytaknęła.

Mike westchnął ciężko.

– To A. odpowiada za śmierć Tabithy?

– Jesteśmy tego prawie pewne.

–  Więc Ali  próbowała  już  zabić  ciebie  i  moją  siostrę  sześć  razy?  I  chce  zrzucić  na  was  winę  za

przestępstwa, których nie popełniłyście? Musimy wytropić tę sukę, i to szybko.

Hanna nerwowo rozejrzała się po podwórzu.

– Spencer i Emily uważają, że to zły pomysł. Kiedy ostatnim razem jej szukałyśmy, Noel trafił do

szpitala.

Mike kopnął kamyk na rabatce z kwiatami.

– Więc mamy siedzieć z założonymi rękami?

Hanna spojrzała na drzewa. Przyszło jej do głowy, że dom jej mamy leży na takim pustkowiu, że

bardzo łatwo można go obserwować z ukrycia. Hanna nigdy by się nie zorientowała.

background image

– Po prostu boję się, że jeśli zaczniemy deptać po piętach Ali albo jej pomocnikowi, znowu komuś

stanie się krzywda. Może tobie. Może mnie.

Mike zmrużył swoje jasnoniebieskie oczy.

–  Hanno,  obiecuję  ci,  że  ona  nic  ci  nie  zrobi.  Najpierw  będzie  miała  ze  mną  do  czynienia.  Jak

trzeba, to stanę na warcie pod twoją sypialnią, a na każdej lekcji siądę z tobą w ławce. Jak zechcesz, to

nawet wejdę z tobą do przymierzalni w Szyku.

Hanna żartobliwie go szturchnęła.

– To by ci się spodobało, co?

– No pewnie. – Mike zbliżył się do niej i pocałował ją delikatnie w koniuszek nosa.

Hanna odchyliła głowę i pocałowała go w usta. Coś w niej pękło. Po policzkach popłynęły jej łzy.

– Tak się cieszę, że wszystkiego się domyśliłeś – wyszeptała mu do ucha.

– Ja też się cieszę – powiedział Mike.

Pocałowali się jeszcze raz, długo i namiętnie. Mike pogłaskał Hannę po plecach. Ona zrobiła kilka

kroków w stronę drzwi frontowych i po kilku sekundach oboje leżeli na kanapie w saloniku, dziko się

całując. Hanna myślała tylko o delikatnych ustach Mike’a na jej ciele, o cieple jego dłoni i ciężarze

jego  ciała.  Przywarła  do  niego  jak  do  koła  ratunkowego  i  szybko  ściągnęła  bluzkę  przez  głowę.

Poczuła  gęsią  skórkę.  Mike  też  zdjął  koszulę  i  Hanna  zobaczyła  jego  muskularną  klatkę  piersiową

i mięśnie brzucha wyćwiczone podczas gry w lacrosse. Zawisł nad nią. Hanna czuła, co się za chwilę

stanie. Już od jakiegoś czasu wisiało to nad nimi, żartowali na ten temat, od kilku tygodni planowali...

ale  jakoś  do  tej  pory  tego  nie  zrobili.  Dla  obojga  miał  to  być  pierwszy  raz  i  oboje  zdawali  sobie

sprawę  z  tego,  że  powinien  to  być  szczególny  moment.  Może  właśnie  w  ten  okropny  dzień  w  tym

pustym domu nadeszła właściwa pora.

Mike obserwował, jak Hanna rozpina dżinsy.

– Na pewno? – zapytał pełnym napięcia szeptem.

– Tak – odparła Hanna, czując, jak wzbiera w niej fala emocji.

Chwyciła Mike’a i przytuliła go do siebie bardzo, bardzo mocno.

background image

4

ZAGINIONA

Po  południu  Emily  Fields  wychodziła  ze  szkoły,  gdzie  odbierała  listę  zadań  domowych  do

nadrobienia. Kiedy tylko stanęła w drzwiach, wokół rozległy się okrzyki.

– Panno Fields! Alyssa Gaden z „Gońca Filadelfijskiego”! Czy poświęci mi pani chwilę?

– Emily! Tutaj!

Błysnęły  flesze.  Reporterzy  podsunęli  jej  mikrofony.  Emily  próbowała  ich  wyminąć,  ale  nie

odstępowali jej na krok.

–  Czy  to  prawda,  że  to  wy  znalazłyście  Noela  Kahna  w  magazynie  za  budynkiem  szkoły!?  –

zawołała dziennikarka z „Gońca”.

– Czy może nam pani powiedzieć, jak panie tam się znalazły? – zapytał inny reporter.

–  Czy  zawarłyście  pakt  samobójczy?  –  odezwał  się  kolejny  głos.  –  Czy  dlatego  wyskoczyłyście

z tratwy ratunkowej?

Emily nie mogła tego słuchać. Po wybuchu bomby na pokładzie statku wszyscy wsiedli do tratw

ratunkowych.  Emily  i  jej  przyjaciółki  nie  ruszyły  jednak  w  stronę  brzegu,  tylko  wypłynęły  na  pełne

morze,  żeby  tam  zostawić  stary  naszyjnik  Tabithy.  Za  sprawą  A.  dostał  się  on  w  ręce  Arii

i  dziewczyny  nie  chciały,  żeby  ktoś  go  znalazł.  Ich  tratwa  okazała  się  dziurawa,  a  one  utknęły  na

pełnym  morzu.  Uratowali  je  rozbitkowie  z  innej  łodzi,  lecz  rozeszła  się  plotka,  że  wypłynęły  na

morze, żeby tam popełnić samobójstwo.

Ktoś położył jej dłoń na ramieniu i osłonił ją przed dziennikarzami.

– Bez komentarza, bez komentarza, bez komentarza.

To był dyrektor Appleton. Wziął Emily pod ramię i zaprowadził ją na parking dla uczniów.

– Tak mi przykro, moja droga – powiedział łagodnie.

– Dziękuję – odparła z wdzięcznością Emily.

Appleton  zostawił  Emily  w  samochodzie  i  na  odchodne  dodał  jej  otuchy.  Emily  usiadła  za

kierownicą volvo swoich rodziców. Już od kilku lat media czyhały wszędzie na nią i jej przyjaciółki.

Nakręcono  o  nich  nawet  film  paradokumentalny Śliczna  zabójczyni.  Emily  miała  tego  po  dziurki

w nosie.

„Jeśli te wrony odlecą w ciągu dziesięciu sekund, wszystko wkrótce wróci do normy”, pomyślała,

patrząc na ptaki siedzące na drutach telefonicznych nieopodal lasu. Wrony ani drgnęły. Dołączyło do

background image

nich jeszcze więcej ptaków i siedziały skulone, jak czarne plamy na szarym niebie.

Emily  westchnęła,  wyciągnęła  telefon  i  sprawdziła  skrzynkę  mailową.  Dostała  tylko  jedną

wiadomość od Hanny: „Pójdziecie jutro ze mną na pogrzeb Grahama? Potrzebuję wsparcia”. Aria się

zgodziła.  Emily  odpisała,  że  też  przyjdzie.  Zamknęła  skrzynkę  mailową  i  z  tęsknotą  spojrzała  na

tapetę  w  swoim  telefonie  komórkowym.  Zdjęcie  przedstawiało  Emily  z  jej  dziewczyną  Jordan

Richards  na  pokładzie  statku  wycieczkowego,  który  właśnie  odbijał  od  brzegu  w  San  Juan

w Portoryko.

Zamknęła oczy i powróciła pamięcią do tamtego momentu. Tak szybko połączyła je głęboka więź.

Emily  tak  bardzo  chciałaby  teraz  porozmawiać  z  Jordan,  ale  ona  uciekała  przed  FBI.  Miały  uciec

razem, lecz policja, za sprawą A., wpadła na trop Młodocianej Złodziejki. Teraz Jordan ukrywała się

gdzieś  na  Karaibach,  żeby  nie  trafić  do  aresztu.  Gdyby  tylko  Emily  mogła  się  z  nią  skontaktować

i  spotkać.  Tutaj  nie  czekało  jej  nic  dobrego.  Mogłaby  uciec  przed  A.  Ale  nie  wiedziała,  jak

skontaktować się z Jordan.

A może jednak istniał jakiś sposób?

Otworzyła  swój  profil  na  Twitterze.  „Musimy  pogadać  –  napisała  wiadomość  na  koncie,  które

potajemnie utworzyła Jordan – To ważne”.

Wysłała  wiadomość  i  czekała.  Przypuszczała,  że  Jordan  nie  odpowie.  Kilka  razy  odpisała  na

wiadomości  Emily,  ale  wciąż  powtarzała,  jakie  to  niebezpieczne.  Lecz  ku  zdumieniu  Emily  w  jej

skrzynce w ciągu minuty pojawiła się nowa wiadomość.

„Wszystko  w  porządku?  –  pytała  Jordan.  –  W  wiadomościach  mówili  właśnie  o  tym  chłopaku

z Rosewood. On chodzi z twoją przyjaciółką, prawda?”

Emily zaschło w gardle.

„Tak – odpisała. – Ale nic mi się nie stało. Ani moim przyjaciółkom”.

„To dobrze – odpisała Jordan. – Cieszę się”.

„Tęsknię za tobą. – Emily pisała bardzo szybko. – Tak bardzo chcę stąd wyjechać. Zrobiło się tu

niebezpiecznie. Gdzie jesteś?”

Po chwili na ekranie pojawiła się nowa wiadomość.

„Żałuję, ale nie mogę ci powiedzieć. Przecież wiesz. To zbyt ryzykowne”.

Emily podniosła głowę i spojrzała przez przednią szybę. Zobaczyła kilka osób idących pod górę do

swoich  samochodów.  Miała  nadzieję,  że  kiedyś,  w  dalekiej  przyszłości,  Jordan  wreszcie  powie  jej,

gdzie się ukryła.

„Zaczekam na ciebie”, obiecała jej Emily.

„To dobrze. Ja też na ciebie zaczekam”.

Jordan  podpisała  swoją  wiadomość  „XO”.  Emily  zamknęła  aplikację  i  schowała  telefon  do

plecaka. Czuła się tak jak wtedy, gdy mama podawała na kolację makaron z serem. Emily nigdy nie

background image

potrafiła  zadowolić  się  małą  porcją.  Gdyby  tylko  mogła  pogadać  z  Jordan  przez  kilka  godzin,  a  nie

kilka sekund. Gdyby tylko Jordan jej powiedziała, gdzie się ukrywa.

Odezwał  się  jej  telefon.  Otrzymała  e-maila  od  Google  Alert  z  najświeższymi  wiadomościami

o  Zaciszu  Addison-Stevens,  szpitalu  psychiatrycznym,  w  którym  leczono  Ali.  Emily  niedawno

zarejestrowała  się  w  tym  serwisie  informacyjnym,  żeby  mieć  dostęp  do  najświeższych  wiadomości.

Liczyła na to, że może pacjent, który potajemnie pomagał Ali, ucieknie z kliniki. Ten e-mail dotyczył

jednak nowego basenu do hydroterapii, który zainstalowano na terenie szpitala. Obok tekstu było też

zdjęcie.  Emily  przyjrzała  się  rozmazanym  twarzom  pacjentów  siedzących  w  basenie.  Nie  dostrzegła

wśród  nich  blondynki,  która  przypominałaby  Iris  Taylor,  dziewczynę,  którą  wyciągnęła  z  Zacisza

w zeszłym tygodniu. Emily spełniała jej zachcianki, by w zamian móc ją wypytywać o Ali, z którą Iris

dzieliła pokój. Emily wiedziała, że Iris wróciła do Zacisza po balu maturalnym. Niestety, nie wolno

było stamtąd wysyłać e-maili i SMS-ów ani dzwonić, więc Emily nie wiedziała, czy Iris na pewno jest

w klinice.

Emily się zamyśliła. W czasie krótkiego pobytu w Zaciszu Hanna poznała Iris, która zachowywała

się podejrzanie, nawet wrogo. Hanna myślała, że Iris to wspólniczka Ali. Emily poznała ją jednak od

innej  strony.  Iris  była  smutną,  niepewną  siebie  dziewczyną,  która  bardzo  chciała  zwrócić  na  siebie

uwagę.  W  świecie,  w  którym  wszyscy  w  otoczeniu  Emily  nosili  maski  i  grali  role,  Iris  okazała  się

zupełnie  w  porządku.  Nagle  Emily  zatęskniła  za  nią.  Zaświtała  jej  pewna  myśl.  „Może  powinnyśmy

wrócić  do  Zacisza?  –  zasugerowała  Hanna  w  czasie  ich  rozmowy  w  szpitalu.  –  I  zapytać,  czy

przebywał  tam  pacjent  o  imieniu  zaczynającym  się  na  N?”  Może  Iris  go  znała.  Na  samą  myśl

o wznowieniu ich śledztwa Emily przeszły ciarki, ale zarazem czuła, że w przeciwnym razie przegapią

jakiś istotny trop.

Wyjechała  z  parkingu  z  nową  nadzieją  i  energią.  Zamiast  skręcić  w  prawo,  w  stronę  swojego

domu, ruszyła w lewo, minęła budkę z lodami i wjechała na wzgórze. Na drogach nie było ruchu, więc

dojechała do Zacisza szybciej, niż się spodziewała. Kiedy wjeżdżała po stromym wzgórzu do szpitala

przypominającego twierdzę z cegły i kamienia, ozdobioną strzelistymi wieżyczkami, minął ją jadący

z  przeciwka  ambulans.  Emily  z  niepokojem  zastanawiała  się,  kogo  przewozi  karetka.  Zaparkowała

i weszła do lobby, oglądając znajome donice z roślinami i fontanny. Recepcjonista uśmiechnął się do

niej.

– Dzień dobry.

Emily tylko skinęła głową.

– Przyjechałam odwiedzić Iris Taylor. To moja przyjaciółka. Nazywam się Emily Fields.

Mężczyzna spojrzał na ekran komputera i zmarszczył brwi.

– Iris nie jest już naszą pacjentką.

Emily przechyliła głowę.

background image

– Jak to?

Czy  okrutni  rodzice  Iris  wypisali  ją?  Czy  przeniesiono  ją  do  innego  szpitala?  Recepcjonista

rozejrzał się i nachylił do niej.

– Jako przyjaciółka powinnaś wiedzieć, że Iris wczoraj zniknęła ze swojego pokoju.

Emily  zamrugała.  Iris  zniknęła?  Nie  czuła  się  dobrze  w  Zaciszu,  więc  może  uciekła,  tak  jak

w  zeszłym  tygodniu  z  Emily. Ale  napięcie  na  twarzy  recepcjonisty  świadczyło  o  tym,  że  nie  mówi

całej prawdy.

– Nic jej nie jest?

W drzwiach stanęła pielęgniarka i recepcjonista przybrał oficjalny ton.

– To sprawa prywatna – powiedział, spoglądając na pielęgniarkę. – Przykro mi.

Emily oparła się o ladę.

– A może mi pan powiedzieć, czy na oddziale dla nastolatków przebywał kilka lat temu chłopak

o imieniu zaczynającym się na N? Przyjaźnił się z Courtney DiLaurentis.

Recepcjonista zacisnął usta. Spojrzał na Emily, a potem na stojącą obok pielęgniarkę.

– Przykro mi – wyszeptał.

– A mogłabym rzucić okiem na listę pacjentów? – zapytała błagalnie Emily. – To bardzo ważne.

Pielęgniarka chrząknęła głośno. Recepcjonista bezradnie wzruszył ramionami.

Emily  się  odwróciła.  Kręciło  się  jej  w  głowie.  Iris  z  takim  optymizmem  wracała  do  Zacisza,

postanowiła  wyzdrowieć.  Dlaczego  tak  szybko  znowu  uciekła?  Emily  przyszła  do  głowy  okropna

myśl.  Iris  przekazała  Emily  i  jej  przyjaciółkom  ważne  informacje  o  Ali.  Czy  Ali  się  o  tym

dowiedziała?

Drzwi  na  fotokomórkę  rozsunęły  się  bezszelestnie  i  Emily  wyszła  na  wyłożone  cegłą  podwórze.

Kiedy  mijała  ławkę  z  tabliczką  z  napisem  „PAMIĘCI  TABITHY  CLARK”,  jej  telefon  zadźwięczał.

Wyciągnęła go z kieszeni, w nadziei że to Iris z wiadomością, że nic jej nie jest. Ale zamiast numeru

nadawcy widniał tylko szereg cyfr i liter. Emily zamarła z przerażenia.

Znowu węszysz, Scooby-Doo? Wszystkim, których wciągniesz w tę sprawę, stanie się krzywda. Tobie też.

A.

background image

5

JESZCZE JEDNA NIEWIADOMA

We wtorek po południu Aria ze spuszczoną głową poszła na zajęcia z dziennikarstwa. To była jej

ostatnia lekcja tego dnia. Podmuch wiatru uniósł w powietrze źdźbła świeżo skoszonej trawy, papierki

po gumach do żucia i jej włosy. Aria podniosła głowę i przez sekundę wydawało się jej, że widzi, jak

Noel biegnie przez szkolne boisko.

Niestety,  tylko  jej  się  wydawało.  W  czasie  obiadu  kilku  chłopaków  z  drużyny  lacrosse  mówiło

o tym, że Noela wypisano ze szpitala i teraz odpoczywa w domu. Czy czuł się samotny? Czy oglądał

telewizję? Aria co chwila sprawdzała jego konto na Twitterze, choć nie przyznałaby się do tego swoim

przyjaciółkom. Nie opublikował żadnego postu od balu maturalnego.

Czuła dojmujący ból. Tęskniła za Noelem jak wariatka. I nienawidziła się za to. Nie mogła znieść

tych wszystkich spojrzeń, którymi ludzie obrzucali ją przez cały dzień. Na przykład teraz gapił się na

nią Sean Ackard, z mieszanką współczucia i lęku. Po chwili podszedł do niej.

– To dla ciebie – powiedział, wciskając jej coś w rękę.

Aria spojrzała na ulotkę Parafialnej Grupy Wsparcia dla Trudnej Młodzieży.

– Słyszałem... – zaczął mówić Sean z troską w głosie. – Może oni ci pomogą.

Chyba chciał coś jeszcze powiedzieć, ale się rozmyślił i odszedł szybkim krokiem.

Aria  zamknęła  oczy.  Plotki  o  próbie  samobójstwa  rozeszły  się  bardzo  szybko  po  tym  fatalnym

rejsie. Wszyscy uważali, że Aria i jej przyjaciółki chciały z sobą skończyć, kiedy same wypłynęły na

pełne morze na tratwie ratunkowej. Teraz plotki te z jakiegoś powodu wróciły.

Aria  zmięła  ulotkę  i  poszła  do  domku,  w  którym  odbywały  się  zajęcia  z  dziennikarstwa.  Kiedy

dotknęła mosiężnej klamki, ktoś chwycił ją za rękę i wciągnął za róg budynku. Jęknęła i chciała mu

się wyrwać, ale wtedy zobaczyła, że to jej brat.

– Szukałem cię – powiedział Mike z wyrzutem.

Aria spuściła wzrok. Kiedy zeszłego wieczoru wróciła do domu z Kuźni Słów, gdzie przez pół dnia

gapiła  się  na  jeden  akapit  w  poradniku Biblia  rozstań,  znalazła  na  łóżku  odręczną  wiadomość  od

Mike’a: „Hanna mi o wszystkim powiedziała. Musimy pogadać”.

Wściekła  zadzwoniła  do  Hanny.  Jak  mogła  narazić  Mike’a  na  takie  niebezpieczeństwo,

szczególnie  teraz,  kiedy  postanowiły  trzymać  język  za  zębami.  Hanna  nie  odebrała.  Kilka  minut

później  Mike  zapukał  do  drzwi  pokoju  Arii,  ale  ona  nakryła  się  kołdrą  i  udawała,  że  chrapie

w najlepsze. Rano wymknęła się z domu na poranne zajęcia jogi, kiedy Mike jeszcze spał. Ale nawet

background image

rytualne zaśpiewy i Pies z głową w dół nie pomogły jej zapanować nad gonitwą myśli.

– Rozumiem, czemu mi nic nie powiedziałaś – zaczął cicho Mike. – Ale mogę wam pomóc. Jeśli

Noel  spędzał  z  nią  tyle  czasu,  może  nieświadomie  usłyszałem  od  niego  jakieś  cenne  informacje.  –

Mike się skrzywił. – Nie wiem, jak on mógł ci to zrobić. Już nigdy się do niego nie odezwę.

Aria nie spodziewała się, że Mike stanie po jej stronie. Była wdzięczna za jego lojalność, ale nie

zdawała sobie sprawy, że działania Noela w takim stopniu wpłyną na jego relacje z innymi ludźmi.

– Słuchaj, nie mieszaj się w to. Jeśli to Ali, możemy spodziewać się po niej wszystkiego.

Mike zmarszczył czoło.

– Nie boję się Ali. Nic nam nie zrobi.

Gdyby  Aria  była  w  innym  humorze,  być  może  nawet  by  się  zaśmiała.  Mike  zachowywał  się

dokładnie tak samo, kiedy byli dziećmi i chodzili razem na basen. Pięcioletni Mike stawał wtedy na

trampolinie,  trzymając  się  pod  boki,  i  oznajmiał  wszystkim,  że  niczego  się  nie  boi.  Ale  nigdy  nie

skoczył. Schodził po drabince, twierdząc, że nie chciał zamoczyć swoich nowych kąpielówek.

Aria obserwowała woźnego, który w oddali kosił trawę, zostawiając na boisku wzory. Zazwyczaj

Aria uwielbiała zapach świeżo ściętej trawy, ale dziś ją drażnił.

– Tak naprawdę mam ochotę tylko na jedno. Chcę uciec. Być zupełnie anonimowa.

– Naprawdę uważasz, że Ali ci na to pozwoli?

– Nie. Poza tym cały kraj już mnie poznał.

Jak  na  zawołanie  tuż  obok  zaparkowała  furgonetka  z  logo  stacji  telewizyjnej  Channel  4.

Prawdopodobnie w tej chwili Arię filmowano. Mike włożył ręce do kieszeni.

– Ale za granicą nikt cię nie zna.

– No i co z tego?

Mike spojrzał na nią swoimi niebieskimi oczami.

–  Słuchaj,  nie  twierdzę,  że  powinnaś  natychmiast  wyjechać.  Ale  wczoraj  w  twoim  pokoju

widziałem tę ulotkę z Amsterdamu.

Aria  dopiero  po  chwili  zdała  sobie  sprawę,  o  czym  mówi  jej  brat.  Zupełnie  zapomniała,  że  jakiś

czas  temu  dostała  zawiadomienie  z  Amsterdamu,  gdzie  zakwalifikowano  ją  do  finałowej  rundy

w  konkursie  o  staż  artystyczny.  Wtedy  zrezygnowała  z  dalszego  udziału,  bo  nie  chciała  opuszczać

Noela.

– Sama nie wiem – wyszeptała. – Zresztą pewnie i tak nie dostanę tego stypendium. Poza tym nie

jestem w nastroju do podróży.

Mike się uśmiechnął.

–  I  to  mówi  dziewczyna,  która  tak  bardzo  chciała  wrócić  do  Europy.  To  fantastyczna  okazja,

dobrze  o  tym  wiesz.  Może  jestem  trochę  samolubny.  Są  niewielkie  szanse,  że  Alison  poleci  do

Holandii, żeby tam cię nękać. Będziesz bezpieczna.

background image

„Naprawdę?”,  zastanowiła  się  Aria.  Przecież  w  zeszłym  roku  Ali  pojechała  za  nią  na  Islandię.

Kiedy jednak dłużej nad tym myślała, pomysł wyjazdu coraz bardziej jej się podobał. Tak wspaniale

byłoby uciec, nie tylko od Ali i jej pomocnika, ale od ścigającej ją prasy i od wszystkich tych miejsc,

które  przypominały  jej  o  Noelu.  O  ile  dobrze  pamiętała,  w  czasie  wyjazdu  miałaby  okazję

współpracować  z  grupą  dobrze  zapowiadających  się  artystów.  Pomagałaby  im  w  pracy  w  studio

i  chodziłaby  na  ich  wystawy.  Miałaby  też  czas  na  swoją  działalność  artystyczną.  W  Amsterdamie

spędziła  tylko  kilka  dni,  ale  wciąż  pamiętała  wąskie  uliczki,  wszechobecny  luz  i  wielki  park  na

obrzeżach miasta. Właściwie to miejsce wydawało jej się rajem na ziemi.

Przytuliła Mike’a mocno.

– No dobra, spróbuję.

Mike zmarszczył czoło, jakby zupełnie nie spodziewał się takiej reakcji.

– Jak się dostaniesz, masz mnie z sobą zabrać. Na pewno w Amsterdamie jest lepsza trawka niż

w Colorado.

Aria  zmierzwiła  mu  włosy.  Mike  marzył  o  podróży  do  Colorado,  od  kiedy  zalegalizowano  tam

marihuanę.

– Obiecuję, że zaproszę cię w odwiedziny – zażartowała.

Potem  wróciła  do  domku,  w  którym  odbywały  się  zajęcia  z  dziennikarstwa,  bo  tam  był  lepszy

zasięg. Musiała wykonać ważny telefon.

Kilka  godzin  później  Aria  wysiadła  z  pociągu  w  Henley,  mieście  oddalonym  o  dwadzieścia

kilometrów od Filadelfii, gdzie mieściła się słynna uczelnia artystyczna i odbywał festiwal filmowy.

Na  głównej  ulicy  skręciła  w  prawo  za  starym  sklepem  żelaznym  i  poszła  drogą  obok  szpitala  do

budynku,  w  którym  mieściła  się  szkoła  języków  obcych.  Mijali  ją  studenci  z  książkami  i  iPadami.

Kilka  osób  zebrało  się  pod  drzewem.  Jakiś  długowłosy  chłopak  stał  koło  straganu  z  kawą  i  grał  na

gitarze  piosenkę  Beatlesów.  Kiedy  Aria  zadzwoniła  ze  szkoły  do  domu,  Ella  podała  jej  numer  do

osoby zajmującej się stypendiami. Od niej Aria dowiedziała się, że rozmowy kwalifikacyjne odbywają

się jeszcze tylko przez dwa dni i że powinna zgłosić się do Agathy Janssen z wydziału germanistyki na

uniwersytecie  w  Henley.  Na  szczęście  okazało  się,  że  jest  jeszcze  jeden  wolny  termin.  To  był

prawdziwy łut szczęścia.

W  budynku  wydziału  filologicznego  unosił  się  zapach  stęchlizny  i  każdy  dźwięk  rozbrzmiewał

echem.  Ściany  pokryto  takimi  samymi  kafelkami  jak  w  budynku,  gdzie  odbywały  się  warsztaty

kulinarne,  na  które Aria  chodziła  razem  z  Noelem.  Poczuła  bolesne  ukłucie.  Czy  powinna  do  niego

zadzwonić?

„Oczywiście,  że  nie.  Przecież  on  cię  okłamał”.  Zacisnęła  zęby  i  odsunęła  od  siebie  tę  myśl.

background image

Powinna  raczej  myśleć  o Amsterdamie  i  swoim  nowym  życiu.  Jeszcze  nie  dostała  tego  stypendium,

ale postanowiła myśleć pozytywnie. Już sobie wyobrażała, jak w Holandii będzie robiła rzeczy, które

na  pewno  nie  spodobałyby  się  Noelowi.  Na  przykład  zamierzała  codziennie  obserwować  wschód

słońca, oglądać długie filmy bez fabuły, w których ludzie palą mnóstwo papierosów i uprawiają seks,

a także chodzić do barów z marihuaną i tam rozprawiać o filozofii.

Biuro  pani  Janssen  mieściło  się  na  końcu  korytarza.  Kiedy Aria  zapukała,  otworzyła  jej  starsza

pani  z  burzą  czarnych  włosów  na  głowie,  w  drucianych  okularach,  ubrana  w  workowatą  sukienkę,

którą uszyto z kilku jedwabnych apaszek.

– Dzień dobry, panno Montgomery! – przywitała ją. Mówiła z duńskim akcentem. – Proszę wejść!

W  biurze  unosił  się  zapach  szarlotki.  Na  ścianach  wisiały  obrazki  przedstawiające  kanały

w Amsterdamie, a także zdjęcie małej dziewczynki w wielkich żółtych chodakach.

– Dziękuję, że umówiła się pani ze mną tak szybko – powiedziała Aria, ściągając swoją wiosenną

kurtkę w kratę.

–  To  żaden  problem.  –  Pani  Janssen  wpisywała  coś  do  swojego  komputera,  a  jej  drewniane

bransolety  postukiwały.  –  Jak  pani  wie,  mam  prawo  zarekomendować  jednego  kandydata.

Rozmawiałam  już  z  uczniami  z  Nowego  Jorku,  Bostonu  i  Baltimore,  ale  pani  portfolio  jest  bardzo

interesujące. I zna pani trochę duński, to bardzo dobrze.

– Nauczyłam się w czasie pobytu na Islandii – pochwaliła się Aria. – Mieszkałam tam kilka lat.

Pani Janssen założyła kosmyk włosów za ucho.

–  Udzielamy  stypendium  na  dwa  lata.  Będzie  pani  pomagać  kilku  artystom  i  uczyć  się  od  nich.

Właściwie wszyscy, którzy wzięli udział w naszym programie, zrobili potem karierę w świecie sztuki.

– Wiem. To niepowtarzalna okazja.

Aria tego popołudnia sporo czytała o tym programie. Stypendyści podróżowali razem z artystami

po całej Europie.

Pani  Janssen  zadała Arii  kilka  pytań  o  twórczość,  którą  się  inspiruje,  o  jej  mocne  i  słabe  strony

oraz wiedzę z zakresu historii sztuki. Z każdą kolejną odpowiedzią Arii jej rozmówczyni wydawała się

coraz bardziej zadowolona i coraz życzliwiej się uśmiechała, mrużąc oczy. Ani razu nie wspomniała

o tym, że Aria to jedna ze Ślicznych Kłamczuch. Najwyraźniej nie oglądała tego niedorzecznego filmu

opartego na faktach z ich życia ani nie wiedziała, że Aria znalazła się na pokładzie statku, na którym

doszło do wybuchu. Nie miała też pojęcia, że na oczach Arii zginęła Gayle Riggs i że Aria znalazła

swojego chłopaka związanego w magazynie ledwie kilka dni wcześniej. W oczach pani Janssen Aria

była  tylko  młodą,  dobrze  zapowiadającą  się  artystką.  Arią  z  czasów,  zanim  wszystko  w  jej  życiu

zaczęło się psuć.

–  Będę  z  panią  szczera  –  powiedziała  pani  Janssen  po  chwili.  –  Świetnie  się  z  panią  rozmawia.

Zamierzam zarekomendować pani kandydaturę.

background image

– Naprawdę? – pisnęła Aria, przyciskając dłonie do piersi. – To wspaniale!

–  Cieszę  się,  że  pani  tak  uważa.  Możemy  od  razu  wypełnić  formularz,  który...  –  Urwała,

spoglądając w stronę okna. – Och.

Aria  spojrzała  w  tym  samym  kierunku.  Za  oknem  zobaczyła  trzy  samochody  policyjne  stojące

przy  krawężniku.  Ich  koguty  były  włączone.  Dwóch  umundurowanych  policjantów  weszło  do

budynku. Wkrótce na korytarzu rozległy się kroki i odgłosy krótkofalówek. Kiedy głosy słychać było

nieco lepiej, Arii wydawało się, że usłyszała swoje nazwisko. Poczuła ciarki na plecach.

Drzwi do gabinetu się otworzyły i do środka weszło dwóch mężczyzn. Mieli groźne miny.

Pani Janssen odchyliła się do tyłu.

– Czym mogę służyć?

Jeden  z  mężczyzn  pokazał  na  Arię.  Na  kieszonce  jego  munduru  widniała  plakietka  FBI.  Miał

skośne oczy i żuł gumę owocową.

– To ona.

Pani Janssen popatrzyła na Arię tak, jakby dziewczyna zamieniła się w gigantyczną ropuchę.

– O co chodzi?

–  Musimy  panią  przesłuchać  w  związku  z  przestępstwem  na  skalę  międzynarodową  –  oznajmił

agent oficjalnym tonem.

Arii zaschło w gardle.

– Jak to?

Jakby  w  odpowiedzi  zabrzęczał  telefon  w  jej  torbie.  Aria  wyciągnęła  go  z  duszą  na  ramieniu.

Dostała nową wiadomość. W rubryce „Nadawca” widniał tylko ciąg liter i cyfr.

Chcesz prać brudy? Najwyższa pora!

A.

background image

6

SPENCER JEDZIE NA POSTERUNEK

W  tym  samym  czasie  we  wtorek  Spencer  skończyła  dziesięciokilometrowy  bieg  po  szlaku

Marwyn.  Kiedyś  szły  tędy  tory  kolejowe,  a  teraz  był  tu  uroczy  park.  Kiedy  wracała  do  samochodu,

związując  włosy  w  kucyk,  wiatr  ustał.  Na  szlaku  nie  było  żadnych  biegaczy  ani  rowerzystów,  ale

Spencer wydawało się, że ktoś czai się w krzakach. Ali?

Z  jednej  z  alejek  wyszła  kobieta  z  trzema  psami.  Spencer  minął  chłopak  na  rolkach,  z  krzaków

wychynęła wiewiórka. Spencer uszczypnęła się w dłoń. „Ali nie jest wszechobecna”, pomyślała. Czy

jednak faktycznie w to wierzyła?

Wsiadła  do  samochodu,  wypiła  butelkę  wody  kokosowej  i  włączyła  radio.  Pogłośniła,  słysząc

nazwisko Noela Kahna.

–  Pan  Kahn  przeżył  napaść,  lecz  należy  go  zaliczyć  do  rosnącej  grupy  ofiar  z  Rosewood.

Przypomnijmy,  że  niedawno  zginęła  znana  w  kręgach  towarzyskich  Gayle  Riggs,  zastrzelona  na

podjeździe  przed  własnym  domem,  a  Kyla  Kennedy,  pacjentka  kliniki  leczenia  poparzeń,  została

znaleziona martwa nieopodal szpitala – powiedział spiker głębokim barytonem. – Mnożą się pytania

dotyczące  seryjnego  mordercy  grasującego  w  okolicy.  Policja  podejrzewa  jego  współudział  w  ataku

bombowym na statek wycieczkowy „Duma Mórz” kilka tygodni temu. Na jego pokładzie znajdowało

się wielu uczniów z Rosewood i okolicznych miast.

Spencer gwałtownie wycofała, prawie rozjeżdżając gęś. Gdyby tylko mogły pokazać policji SMS-y

od  A.  Wtedy  sprawa  seryjnego  mordercy  wyjaśniłaby  się  natychmiast.  Wyjechała  na  drogę,

podziwiając  wiosenny  krajobraz.  Rozkwitło  mnóstwo  kwiatów,  z  góry  spadały  białe  płatki  kwiatów

wiśni. Na widok stojącej przed jej domem furgonetki z logo wiadomości telewizyjnych nacisnęła na

hamulec. Już miała wycofać i odjechać w siną dal, kiedy z furgonetki wysiedli dziennikarze.

– Panno Hastings! – krzyczeli, pukając w szybę jej samochodu. – Mamy tylko kilka pytań! Skąd

panie wiedziały, gdzie szukać ciała Noela Kahna?

–  Czy  prosimy  o  zbyt  wiele?  –  darł  się  inny  reporter.  –  Czy  chcą  panie  popełnić  zbiorowe

samobójstwo?

Spencer schyliła głowę i wjechała na podjazd. Dziennikarze na szczęście nie poszli za nią, ale nie

przestali zadawać pytań. Range rover pana Pennythistle’a stał przed domem. Spencer się zdziwiła, bo

ledwie minęła czwarta, a on zazwyczaj wracał z pracy dopiero po szóstej. Po chwili zobaczyła go na

ganku.  Stał  i  patrzył  na  nią.  Obok  niego  z  grobową  miną  stała  mama  Spencer  w  szortach  khaki  do

background image

kolan i starej koszulce polo z logo hotelu Four Seasons w St. Barts. Na schodach siedziała przyrodnia

siostra  Spencer Amelia,  wciąż  w  szkolnym  mundurku  z  emblematem  szkoły  St. Agnes.  Spencer  nie

znała drugiej takiej osoby, która by nie zdejmowała mundurka natychmiast po przyjściu ze szkoły. Na

twarzy Amelii błąkał się złośliwy uśmieszek. Spencer zaparkowała i spojrzała na całą trójkę. Czuła, że

coś się święci.

– Cześć – powiedziała z niepokojem w głosie.

Pani Hastings zaprowadziła ją do domu.

– Dobrze, że już jesteś – wycedziła przez zaciśnięte zęby.

Spencer struchlała.

– Co się stało?

Mama wciągnęła ją do domu. Wybiegły im na spotkanie dwa labradory, Rufus i Beatrice, ale pani

Hastings  nawet  nie  spojrzała  w  ich  stronę,  a  to  oznaczało,  że  stało  się  coś  naprawdę  złego.  Mama

spojrzała na swojego narzeczonego.

– Ty jej powiedz.

Pan  Pennythistle,  wciąż  w  garniturze,  westchnął  ciężko  i  pokazał  Spencer  zdjęcie  w  swoim

telefonie.  Przedstawiało  zdewastowany  salon.  Po  chwili  Spencer  rozpoznała  ciężkie  rude  kotary

i stolik do kawy z marmurowym blatem.

– To dom pokazowy? – pisnęła.

Właśnie tam spotykała się z przyjaciółkami, żeby porozmawiać o A.

–  Wczoraj  wieczorem  zadzwonił  jeden  z  sąsiadów  –  powiedział  pan  Pennythistle  grobowym

głosem.  –  Przechodził  obok  tego  domu  z  psem  i  zauważył  plamy  na  oknach  i  rozbite  szkło  na

podłodze. Amelia twierdzi, że w zeszłym tygodniu widziała, jak kradniesz klucze z mojego gabinetu.

To twoja sprawka?

Spencer rzuciła mordercze spojrzenie Amelii, która teraz wydawała się wniebowzięta. Idiotka.

– Oczywiście, że nie. To znaczy tak. Pojechałam tam kilka razy. Ale to nie ja go zdemolowałam.

Wczoraj wieczorem byłam w domu.

Spojrzała  na  wszystkich  błagalnie,  lecz  nagle  uświadomiła  sobie,  że  była  w  domu  sama,  bo  pani

Hastings i pan Pennythistle pojechali obejrzeć występ Amelii z orkiestrą. Pan Pennythistle chrząknął,

a potem pokazał następne zdjęcie. Przedstawiało wysoką blondynkę stojącą w rogu salonu i patrzącą

na drzwi. To była Spencer.

– To niemożliwe – pisnęła Spencer. – Ktoś to zmontował w Photoshopie.

Pan Pennythistle spojrzał na nią jak na wariatkę.

– Niby komu miałoby na tym zależeć?

– Pewnie temu, kto to zrobił.

Spencer  usiadła  na  otomanie  w  salonie.  Wiedziała,  że  to  sprawka  Ali  lub  jej  pomocnika.  Ale

background image

dlaczego  to  zrobili?  Chcieli  jej  dać  do  zrozumienia,  że  od  samego  początku  wiedzieli,  co  knuje

z przyjaciółkami w schronie? Chcieli, by wpadła w tarapaty? Przypomniała sobie, że cały czas jej się

wydawało,  że  ktoś  je  obserwuje,  kiedy  naradzały  się  w  domu.  Chase  badał  tę  sprawę.  Może  Ali

dowiedziała się, że tam się ukrywały.

Oddała telefon panu Pennythistle’owi.

– Wiem, jak to wygląda, ale to nie ja. Mówię prawdę. Zadzwońcie na policję. Może znajdą odciski

palców tego, kto to zrobił.

– To nie będzie konieczne – rzekł ponuro pan Pennythistle.

–  Błagam  –  powiedziała  Spencer.  Naprawdę  chciała,  żeby  tak  zrobił.  Może  policja  znalazłaby

odciski palców Ali.

Pani Hastings przyłożyła wierzch dłoni do czoła.

– Spencer, czy chcesz, żebyśmy umówili cię na wizytę do doktor Evans?

– Nie! – krzyknęła Spencer.

W  zeszłym  roku  razem  z  Melissą  chodziły  do  doktor  Evans,  psycholożki,  i  choć  teraz  Spencer

przydałaby się terapia, nie miała najmniejszej ochoty na wizyty, w czasie których musiałaby cały czas

kłamać i zmyślać.

–  To  nie  ja  zdewastowałam  ten  dom,  ale  go  posprzątam,  jeśli  tego  chcecie  –  powiedziała

zrezygnowana.

– Od tego powinnaś była zacząć – obrażonym tonem rzekł pan Pennythistle.

Rozległo  się  pukanie.  Wszyscy  spojrzeli  na  drzwi.  Za  zasłonami  widać  było  dwie  postacie.  Pani

Hastings podbiegła do drzwi z wściekłością wypisaną na twarzy.

– Uduszę tych pismaków.

– Jest tam kto!? – zawołał ktoś oficjalnym tonem. – Policja.

Pani Hastings stanęła jak wryta. Spencer spojrzała na pana Pennythistle’a.

– Myślałam, że nie zamierzacie zawiadamiać policji – wyszeptała.

– Nie zawiadomiliśmy – odparł pan Pennythistle, mrugając z niedowierzaniem.

Minął mamę Spencer i otworzył drzwi. Na ganku stało dwóch umundurowanych policjantów.

– Jestem inspektor Gates – powiedział wyższy policjant, pokazując odznakę.

Spencer  go  rozpoznała.  To  on  zadał  im  kilka  pytań  na  temat  Noela  w  szpitalu.  Poczuła  ucisk

w żołądku. Inspektor Gates wskazał na stojącego obok niego mężczyznę.

– To mój partner, inspektor Mulvaney. Musimy zabrać Spencer na posterunek, żeby zadać jej kilka

pytań w sprawie przestępstwa, które w tej chwili badamy.

Wszyscy spojrzeli na Spencer, która skuliła się na otomanie. Czy policja już się dowiedziała o jej

kłamstwach?

– O jakie przestępstwo chodzi?

background image

Pani  Hastings  stała  przy  stoliku  obok  kanapy,  ściskając  w  dłoni  dużego  nefrytowego  misia,

którego  kupiła  z  tatą  Spencer  kilka  lat  wcześniej  w  Japonii.  Inspektor  Mulvaney,  mężczyzna

o stalowoszarych oczach i wąskich ustach, schował odznakę z powrotem do kieszeni.

–  Dowiedzieliśmy  się  od  anonimowego  informatora,  że  zeszłego  lata  pani  córka  podrzuciła

narkotyki do pokoju swojej koleżanki.

Spencer usłyszała dzwonienie w uszach. Pani Hastings wybuchnęła śmiechem.

– Moja córka nie zażywa narkotyków. A zeszłe wakacje spędziła na Uniwersytecie Pensylwanii, na

bardzo intensywnym kursie przygotowawczym.

Wyższy policjant miał na twarzy przemądrzały uśmieszek.

– Do przestępstwa doszło właśnie na kampusie tej uczelni.

Pani Hastings zadrżał podbródek. Spojrzała na Spencer, której kręciło się w głowie. Anonimowy

informator? Oskarżenie o posiadanie narkotyków? Ali.

Najwyraźniej Spencer zrobiła minę, która wzbudziła podejrzenia mamy.

– Spencer?

Spencer czuła w gardle gulę wielkości krążka hokejowego. Przed oczami stanęły jej wydarzenia,

które miały miejsce kilka tygodni po rozpoczęciu kursu. Spencer siedziała w pokoju w akademiku na

łóżku obok swojej przyjaciółki Kelsey Price, próbując opanować ogromne partie materiału na zajęcia,

kiedy rozległo się pukanie do drzwi.

– Dzięki Bogu – powiedziała Spencer, zrywając się z łóżka.

Przyszedł  do  nich  Phineas  O’Connell,  uczestnik  kursu  przygotowawczego  i  dealer.  Przytuliła

chudego chłopaka, zmierzwiła mu włosy uczesane w stylu emo i zażartowała z jego podkoszulka Def

Leppard,  który  wyglądał  jak  z  ciucharni,  choć  pewnie  kosztował  fortunę  w  drogim  butiku.  Potem

przeszła do interesów.

– No dobra, dawaj towar.

Phineas  położył  jej  na  dłoni  dwie  Łatwe  Piątki,  jedną  dla  Spencer,  drugą  dla  Kelsey.  Spencer

zapłaciła  mu  i  chłopak  wyszedł.  Kelsey  była  wniebowzięta.  Spencer  posłała  Phineasowi  całusa  na

pożegnanie.  Zażyły  pigułki,  zabrały  się  do  nauki  i  następnego  dnia  zdały  egzamin  na  piątkę.  Nic

dziwnego,  że  kiedy  Phineas  zniknął,  Spencer  szukała  innego  dealera  poza  kampusem,  choć

doprowadziło  to  do  aresztowania  Kelsey.  Na  pewno  to  nie  Phineas  na  nią  doniósł.  Przecież  był

zamieszany w tę sprawę. Kelsey? Czy policja uwierzyłaby pacjentce szpitala psychiatrycznego?

–  To  na  pewno  jakaś  pomyłka  –  powiedziała,  idąc  za  policjantami.  –  Po  prostu  odpowiem  na

wszystkie pytania, okej?

Skończyła  już  osiemnaście  lat,  a  to  oznaczało,  że  mogła  jechać  sama  na  posterunek.  Nie  miała

zamiaru rozmawiać teraz z rodziną. Im dłużej udawało się ukrywać prawdę przed mamą, tym lepiej.

Kiedy  policjanci  eskortowali  ją  do  samochodu,  dziennikarze  robili  zdjęcia  i  prosili  o  komentarz.

background image

Pomimo  wrzawy  Spencer  usłyszała  dzwonek  telefonu.  Wyciągnęła  komórkę  i  spojrzała  na  ekran.

Kiedy tylko zobaczyła wiadomość od anonimowego nadawcy, wiedziała, co się święci. Mogła się tego

spodziewać.

To dla mnie łatwizna, Spence. Chyba nie sądziłaś, że zatrzymam te informacje dla siebie?

A.

background image

7

ZERO SZACUNKU DLA ZMARŁYCH

Hanna  nigdy  nie  była  w  kościele  św.  Bonawentury  na  starym  mieście  w  Filadelfii,  ale  budynek

przypominał  jej  kościół  w  Rosewood,  ten,  w  którym  odbył  się  pogrzeb Ali.  W  powietrzu  unosił  się

zapach  kadzidła,  suszonych  kwiatów  i  zawilgłej,  stęchłej  Biblii.  Z  wysokich  okien  patrzyły  na  nią

takie same twarze o spiczastych podbródkach. Z przodu stały organy, a wzdłuż ściany biegły falliczne

rury. Na ławkach leżały takie same książeczki z pieśniami. Przed ołtarzem ustawiono otwartą trumnę

z ciałem Grahama. Hanna zagryzła usta i odwróciła wzrok od zmarłego.

Przez  olbrzymie  drzwi  wchodził  do  środka  tłum  żałobników.  Hanna  jeszcze  raz  spojrzała  przez

okno na policjantów, dziennikarzy i gapiów tłoczących się na ruchliwej ulicy. Nieco dalej zebrała się

grupa mężczyzn i kobiet w średnim wieku, którzy chodzili w tę i z powrotem z transparentami. Hanna

przyjrzała  im  się  bacznie.  Ci  ludzie...  protestowali?  Na  transparentach  widniały  rysunki

przedstawiające statek wycieczkowy i bombę.

– Panie Clark? Panie Clark?

Hanna  się  odwróciła.  Przez  nawę  biegła  długowłosa  brunetka  z  mikrofonem,  goniąc  jakiegoś

mężczyznę.  Kiedy  go  dopadła,  on  podniósł  głowę  i  Hannie  zaparło  dech  w  piersi.  To  był  pan  Clark,

ojciec Tabithy i mąż Gayle Riggs. Miał podkrążone oczy, wydatną szczękę, obwisłe policzki i siwe,

nieuczesane włosy. Nic dziwnego, że się tu zjawił. Przecież Graham chodził kiedyś z Tabithą.

Hanna wciągnęła brzuch i miała ochotę zapaść się pod ziemię. Nagle w wyobraźni zobaczyła to, co

się stało na tarasie hotelu na Jamajce, kiedy Aria zepchnęła Tabithę. Nawet jeśli jej nie zabiły, to na

pewno poważnie ją raniły.

– Panie Clark, czy może pan skomentować śledztwo w sprawie śmierci pańskiej córki? – zapytała

brunetka, podtykając mu mikrofon pod nos.

Pan Clark pokręcił głową.

– Nie ma żadnego śledztwa. Brak poszlak.

– Czy to prawda, że policja bada nagrania z kamer z sąsiednich hoteli? – Reporterka nie dawała za

wygraną. – Czy naprawdę nie natrafiono na żaden trop?

Pan Clark pokręcił głową.

– A co ma pan do powiedzenia na temat śmierci pana Pratta? Jakiś komentarz?

Pan Clark wzruszył ramionami.

–  Okazało  się,  że  to  błąd  w  sztuce  lekarskiej.  W  krwi  Grahama  znaleziono  zbyt  dużą  dawkę

background image

Roxanolu. To wszystko.

– Ale...

Dziennikarka  zaczęła  regulować  mikrofon,  kiedy  jak  spod  ziemi  wyrosło  obok  niej  dwóch

mięśniaków  w  garniturach,  którzy  wyprowadzili  ją  z  kościoła.  Mimo  to  nie  przestała  wykrzykiwać

pytań do pana Clarka, który otarł czoło i wyglądał tak, jakby zaraz miał się rozpłakać.

Roxanol? Hanna wyciągnęła telefon i wpisała tę nazwę w wyszukiwarkę. Jak się okazało, była to

handlowa  nazwa  morfiny.  Ali  bez  trudu  mogła  podać  Grahamowi  ogromną  dawkę  leku,  żeby

upozorować błąd w sztuce lekarskiej. Ktoś położył Hannie dłoń na ramieniu.

– Hej.

Emily  miała  na  sobie  czarne  wełniane  spodnie  i  czarny  sweter  z  dekoltem  w  szpic.  Złote  włosy

o rudawym odcieniu związała w kucyk i nie umalowała twarzy. Wyglądała bardzo schludnie i bardzo

młodo. Rozejrzała się.

– Gdzie Aria i Spencer?

– Nie wiem – odparła Hanna i schowała telefon do kieszeni. – Nie odzywały się do mnie.

Rozległa  się  muzyka  organowa  i  dwaj  księża  zaczęli  zapalać  świece  na  ołtarzu.  Hanna  i  Emily

zajęły miejsca w ławce mniej więcej w połowie nawy. Emily zdjęła żakiet i spojrzała na Hannę.

– Dostałaś jakieś wiadomości od A.?

Hanna pokręciła głową.

– Ale powiedziałam o wszystkim Mike’owi.

Emily otworzyła szeroko oczy.

– Co takiego? Dlaczego?

Siedząca przed nimi starsza pani odwróciła się i zmierzyła je wzrokiem.

– Bo i tak się wszystkiego domyślił – wyszeptała Hanna. – Zresztą, szczere mówiąc, uważam, że

bezczynność to najgorsze z możliwych rozwiązań.

– To opinia twoja czy Mike’a?

– Nasza wspólna. Dużo o tym rozmawialiśmy.

Trochę  mijała  się  z  prawdą.  Tego  dnia,  kiedy  szczerze  rozmawiała  z  Mikiem,  mieli  ważniejsze

rzeczy  na  głowie  niż  rozmowa.  Hanna  przez  moment  delektowała  się  wspomnieniem  tamtego

popołudnia. Spojrzała na Emily.

–  Możemy  równie  dobrze  przypiąć  sobie  tarcze  na  plecach,  żeby  ułatwić Ali  i  jej  pomocnikowi

zadanie. Wolałabym zająć się tą sprawą.

Emily założyła ręce na piersi.

– Obyś nie powiedziała tego w złą godzinę.

– Co masz na myśli?

background image

Jakby w odpowiedzi żałobnicy zaczęli się wspólnie modlić. Emily przysunęła się do Hanny.

– Byłam dziś w Zaciszu.

W oczach Hanny zabłysły ogniki.

– Zapytałaś o N?

–  Próbowałam,  ale  nie  chcieli  mi  nic  powiedzieć.  Chciałam  się  zobaczyć  z  Iris,  tylko  że  ona

zniknęła.

Hanna zmarszczyła czoło.

– Uciekła?

Emily wzruszyła ramionami.

–  Chyba  nie.  Martwię  się,  że  Ali  coś  jej  zrobiła,  bo  dowiedziała  się,  że  Iris  nam  pomogła.

Zwłaszcza że dostałam to.

Podała swój telefon Hannie, która przeczytała SMS: „Wszystkim, których wciągniesz w tę sprawę,

stanie się krzywda. Tobie też”.

– O, cholera – szepnęła Hanna.

– Musimy zakończyć nasze śledztwo – powiedziała Emily. – Koniec z pytaniami. Mówię serio.

– A  jeśli  już  jest  za  późno? Ali  już  się  zorientowała,  jak  dużo  wiemy.  Przecież  spisałyśmy  listę

podejrzanych. A ja musiałam oddać policji wiadomość od Kyli.

Hanna zrobiła to poprzedniego dnia. Uważała, że policja nie powiąże tego listu ze sprawą Ali.

– Nie powiemy ani słowa więcej. Poddajmy się.

Hanna zacisnęła usta.

–  Nie  mam  zamiaru  całe  życie  się  bać!  Nie  możemy  pozwolić,  żeby  Ali  nas  wiecznie

kontrolowała!

Emily zacisnęła pięści.

– Nie czytałaś tej wiadomości? Ali chce nas dopaść!

–  Dziewczęta!  –  Starsza  pani  odwróciła  się  do  nich  i  spojrzała  na  nie  wodnistymi,  niebieskimi

oczami. Na kołnierzyku czarnej sukni miała broszę w kształcie kota wysadzaną drogimi kamieniami.

– Trochę szacunku!

Hanna skuliła się i przewróciła oczami. Organista zaczął głośno grać Ave Maria,  a  Emily  znowu

spojrzała na Hannę.

–  Faktycznie,  to  nie  pora  na  takie  rozmowy.  –  Rozejrzała  się  nerwowo.  – A  jeśli  obserwuje  nas

Ali?

Kiedy ktoś położył Hannie dłoń na ramieniu, o mało nie zerwała się na równe nogi. Stał przed nią

znajomo wyglądający inspektor policji. To był Gates, któremu dzień wcześniej przekazała wiadomość

od Kyli. Przez chwilę wydawało się jej, że może przyjechał na pogrzeb Grahama, lecz on uparcie się

background image

w nią wpatrywał.

– Hanno – powiedział tonem, który nie wróżył nic dobrego.

– T-tak? – wyjąkała.

Gates podał jej rękę.

– Musi pani pójść z nami.

Dokładnie w tej samej chwili pojawił się za nim chudy, ciemnowłosy policjant w kurtce z napisem

FBI. Patrzył na Emily.

– Pani również, panno Fields.

Wszyscy  siedzący  w  ławkach  zaczęli  się  na  nich  gapić.  Emily  szturchnęła  Hannę  i  obie  wstały.

Kiedy  szły  nawą,  wokół  rozległy  się  szepty.  „Śliczne  Kłamczuchy,  Noel  Kahn, Alison  DiLaurentis,

pakt samobójczy”.

Kiedy zamknęły się za nimi drzwi kościoła, Hanna spojrzała na Gatesa.

– O co chodzi? Czy to ma coś wspólnego z listem na temat Noela?

Gates się nawet nie zatrzymał.

– Nie, Hanno. Chodzi o coś innego. – W jego głosie słychać było smutek.

Weszli  na  chodnik.  Samochody  jechały  bardzo  wolno  przez  Market  Street.  Zaskoczeni

dziennikarze podbiegli w stronę dziewczyn.

– Co się stało!? – krzyczeli. – Czy to ma jakiś związek ze śmiercią Grahama? Czy to wy jesteście

seryjnymi morderczyniami? Panie inspektorze, co one zrobiły?

– Bez komentarza – warknął Gates, mocno trzymając Hannę za ramię.

Zatrzymali  się  przy  czarnym  sedanie  zaparkowanym  przy  chodniku.  Z  przodu  na  dachu

przyczepiono  koguta,  który  wirował  i  świecił  się  na  niebiesko.  Nieco  dalej  stał  samochód  policyjny

z  jednostki  w  Rosewood  z  włączonym  silnikiem.  Agent  FBI  otworzył  drzwi  i  wepchnął  Emily  do

środka.  Gates  już  miał  zrobić  to  samo  z  Hanną,  kiedy  zauważył,  że  drogę  zablokowało  mu  auto

półciężarowe.

– Cholera! – zaklął, szukając wzrokiem kierowcy. Nikt jednak do niego nie podszedł.

– Możecie jechać z nami. – Do sedana podbiegł agent FBI. – Jedziemy w tym samym kierunku.

Gates  przytaknął  i  gestem  skierował  Hannę  do  tego  samego  samochodu,  w  którym  siedziała  już

Emily.  Usiadła  na  obitym  skórą  siedzeniu.  Gates  zajął  miejsce  dla  pasażera  i  zatrzasnął  drzwi.  Po

chwili  samochód  jechał  już  Broad  Street.  Dziennikarze  biegli  za  nimi,  wykrzykując  pytania.  Hanna

patrzyła  przed  siebie  i  chciało  jej  się  płakać.  Nagle  odezwał  się  jej  telefon.  Sięgnęła  do  torebki,

wyciągnęła go i spojrzała na ekran. Dostała nowego maila.

I co teraz, suki?

background image

A.

W  załączonym  pliku  mieściło  się  kilka  zdjęć.  Pierwsze  przedstawiało  bmw,  które  wjechało

w  drzewo.  Choć  zrobiono  je  w  czasie  ulewy,  widać  było  wyraźnie  twarz  Hanny  za  kierownicą.  Na

drugim, zrobionym tego samego wieczoru, Hanna stała obok samochodu i rozmawiała przez telefon.

Na  trzecim  Hanna  przenosiła  Madison  Zeigler  na  fotel  kierowcy,  ten  sam,  na  którym  przed  chwilą

siedziała.  Jednak  na  zdjęciu  nie  było  przyjaciółek  Hanny,  jakby  wszystko  zrobiła  sama.  Oczywiście

fotografia nie pokazywała też samochodu, który zepchnął Hannę na pobocze.

Hanna  zakryła  usta  dłonią.  Siedząca  obok  niej  Emily  westchnęła  cicho.  Też  patrzyła  na  ekran

swojego telefonu. Hanna spojrzała jej przez ramię i otworzyła szeroko oczy. Emily pokazała jej ekran.

Na  zdjęciu  Emily  całowała  się  ze  śliczną,  ciemnowłosą  dziewczyną  na  pokładzie  statku

wycieczkowego.

– Jordan? – wyszeptała Hanna.

Emily pokiwała głową ze smutną miną.

Inspektor z FBI popatrzył na nią we wstecznym lusterku.

– Wiemy, że kontaktowała się pani z Katherine DeLong i pomagała jej pani popełnić przestępstwo.

– Nic nie zrobiłam! – zawołała Emily.

Ich  telefony  odezwały  się  jeszcze  raz.  Hanna  spojrzała  na  obie  komórki.  Radośnie  rozświetlone

ekrany oznajmiały, że obie dostały nową wiadomość. Otworzyły ją jednocześnie. Emily jęknęła cicho.

Hanna przeczytała z grobową miną.

Czas zapłacić za grzechy.

A.

background image

8

SPOWIEDŹ I ROZGRZESZENIE

Spencer  siedziała  w  areszcie  na  posterunku  FBI  w  Filadelfii  od  ponad  godziny.  Pokój  był  mały

i ciemny. Pośrodku stał stary, zniszczony stół. Potwornie jej się nudziło – zabrali jej telefon i torebkę

– więc chodziła w tę i z powrotem. Na stole stał tylko jeden przedmiot: plastikowy kubek, w którym

podano  jej  wodę.  Na  suficie  stukał  wentylator,  a  w  powietrzu  unosił  się  dziwny  zapach

przypominający cukierki winogronowe.

Jeszcze raz obeszła pokój dookoła. Kręciło jej się w głowie. Nie wiedziała, czemu inspektor Gates

przywiózł  ją  na  posterunek  FBI.  Przecież  powinna  się  nią  zająć  lokalna  policja. A  może  posiadanie

narkotyków  było  poważniejszym  przestępstwem,  niż  jej  się  wydawało.  A  jeśli  miała  trafić  do

więzienia  federalnego?  Zamknęła  oczy  i  wyobraziła  sobie,  jak  jej  świetlana  przyszłość  w  Princeton

oddala się od niej na zawsze. Oczywiście to było następne posunięcie Ali. Tylko idiotka mogła tego

nie przewidzieć.

Drzwi  się  otworzyły  i  Spencer  zobaczyła  na  progu  Arię.  Inspektor  Gates  i  mężczyzna

z  emblematem  FBI  na  kieszeni  kurtki  wepchnęli  też  do  środka  Hannę  i  Emily.  Wszystkie  wpadły

w sidła A. Gates spojrzał na Emily i Hannę.

–  Proszę  opróżnić  kieszenie  i  oddać  mi  torebki.  Muszę  paniom  zabrać  również  klucze,  telefony

i wszelkie przedmioty osobiste.

Hanna i Emily posłusznie wykonały polecenie, a Aria tylko wzruszyła ramionami, bo najwyraźniej

już  jej  zabrano  wszystko,  co  miała  przy  sobie. Agenci  dali  im  po  kubku  z  wodą  i  wyszli  z  pokoju.

Drzwi  z  trzaskiem  się  za  nimi  zamknęły.  Dziewczyny  usiadły  przy  stole.  Spencer  dotknęła  dłoni

Emily.

– Jordan? Czy Gayle? – zapytała cicho.

Emily zwiesiła głowę.

– FBI wie, że się kontaktowałam z... – Urwała. – A jak mnie zapytają, gdzie ona jest?

– A wiesz, gdzie jest? – wyszeptała Spencer.

Emily już miała odpowiedzieć, kiedy Spencer chwyciła ją za ramię i rozejrzała się. „Tu może być

podsłuch”, wyszeptała bezgłośnie. Na jednej ze ścian wisiało lustro. Była prawie pewna, że zza niego

obserwują je agenci. Emily poruszyła się na krześle i szepnęła Spencer do ucha:

– Nie wiem.

Aria zasłoniła dłońmi usta.

background image

– Przynajmniej nie grozi ci ekstradycja – wyszeptała. – Ja mogę spędzić następne dwadzieścia lat

w islandzkim więzieniu za włamanie i współudział w kradzieży, choć obraz był falsyfikatem.

Hanna odgarnęła włosy z twarzy.

– Dziewczyny, a jeśli prasa się zorientuje, że tu siedzimy? – zapytała cicho. W jej oczach lśniły

łzy. – Kampania taty legnie w gruzach.

–  Mama  widziała,  jak  mnie  aresztowali  –  powiedziała  Spencer,  przypominając  sobie  okropną

scenę w domu. – Gdybyście widziały, jaką miała minę.

Emily spoglądała na przyjaciółki.

– Ale dlaczego teraz?

Aria położyła głowę na stole.

– Może to kara za to, że próbowałam wydobyć jakieś informacje od Noela?

– Nie, to dlatego że pojechałam do Zacisza – upierała się Emily.

Spencer spojrzała na nią zdumiona. Emily wszystko jej opowiedziała.

– Może to dlatego, że wtajemniczyłam w sprawę Mike’a? – zastanawiała się głośno Hanna.

Spencer poczuła, jak ściska ją coś w gardle.

–  To  też  moja  wina.  Znalazłam  ten  budynek  ze  zdjęcia  z  kamery  przemysłowej.  Ten,  w  którym

ukryła się Ali.

Hanna uniosła gwałtownie głowę.

– Naprawdę? I co się stało? – zapytała tak głośno, że natychmiast zakryła usta dłońmi.

– Czemu nic nam nie powiedziałaś? – szepnęła Aria.

Spencer zgarbiła się i spojrzała na dziewczyny.

– Ali nie było w środku. I chyba nigdy jej tam nie było. To pewnie jej kolejna pułapka.

–  Mogłyśmy  zostawić  tę  sprawę  w  spokoju  –  syknęła  Emily.  – Ali  nie  wystarczyło,  że  naraziła

życie Noela. Postanowiła nas też ukarać. Miała haka na każdą z nas.

– Zapomniałyśmy, jak dużo A. o nas wie – powiedziała ze smutkiem Aria.

Spencer się rozejrzała.

–  Tylko  dlaczego  sprawą  zajęło  się  FBI?  Nie  dziwi  mnie,  że  zainteresowali  się  sprawą  Emily

i Arii, ale dlaczego wszystkie tu trafiłyśmy? I dlaczego zamknęli nas w tym samym pokoju?

Emily obgryzała paznokieć.

– Przecież wiesz, kto pracuje dla FBI. Fuji.

Spencer  zacisnęła  mocno  usta.  Jasmine  Fuji,  agentka  FBI,  przesłuchiwała  je  na  okoliczność

śmierci Tabithy Clarke. „Jamajka?”, zapytała bezgłośnie.

Aria rozejrzała się nerwowo.

–  Może  dowiedzieli  się  o...  no,  wiecie.  –  Napisała  palcem  na  blacie  T,  dając  im  znać,  że  chodzi

background image

o Tabithę.

– Może Ali im powiedziała – zasugerowała Emily.

– Ale  przecież  mamy  dowód  na  to,  że  to  nie  nasza  sprawka  –  zauważyła  Hanna.  – Ali  przysłała

nam SMS-a, w którym przyznała się, że to ona ją zabiła. Wystarczy, że pokażemy go policji.

– Przecież nie możemy tego zrobić – powiedziała Emily ze łzami w oczach. Ona również napisała

coś palcem na stole. Jedną literę: A.

Spencer wiedziała, co Emily ma na myśli. Gdyby wyjawiły tę tajemnicę, komuś mogłaby stać się

krzywda.

Aria odchyliła się na oparcie krzesła, które zaskrzypiało.

–  Gdybyśmy  tylko  mogły  złożyć  zeznania,  ale  pozostać  pod  ochroną.  I  nie  mam  na  myśli

programu ochrony świadków.

Spencer oblizała wargi.

– Możemy ubiegać się o immunitet – wyszeptała. – Wymusić na nich obietnicę, że nas ochronią,

jeśli powiemy całą prawdę o A.

Emily spojrzała na nią nerwowo.

– A jeśli nam odmówią... a potem i tak wyciągną z nas zeznania?

– Albo obiecają nas chronić, ale zawiodą? – zapytała Aria.

– To chyba niezbyt dobry plan – powiedziała Hanna, przygryzając paznokieć.

– To świetny plan – upierała się Spencer. – Takie coś można obejrzeć w każdym odcinku  Prawa

i porządku.

Usłyszały  kroki  na  korytarzu.  Ktoś  nadchodził.  Drzwi  się  otworzyły  i  do  środka  weszła  kobieta.

Dziewczyny nieomal zerwały się z krzeseł.

– Cześć, dziewczyny – przywitała je agentka Fuji, jak zawsze pełna werwy.

Zamknęła za sobą drzwi. Spencer struchlała. A więc chodziło o Tabithę.

Fuji miała jak zwykle idealnie uczesane czarne włosy, lecz tym razem jej twarz zdradzała oznaki

zmęczenia. Kiedy odsuwała krzesło od stołu, złamała paznokieć.

– Musimy pogadać – powiedziała.

Kiedy siadała na krześle, spojrzała na każdą z dziewczyn, które milczały jak zaklęte. Hanna ukryła

twarz we włosach. Aria ocierała łzy mankietem. Spencer skubała skórkę kciuka. Zastanawiała się, czy

Fuji już o wszystkim wie.

Agentka  Fuji  usadowiła  się  wygodnie  i  zadzwoniła  kluczami  z  breloczkiem,  na  którym  widniało

zdjęcie west highland terriera z różową kokardką na głowie. Spencer nigdy by nie pomyślała, że ktoś

taki  jak  Fuji  może  lubić  psy.  Na  korytarzu  ktoś  zatrzasnął  drzwi.  Zadzwonił  telefon.  W  kaloryferze

coś zastukotało.

–  No  dobra  –  zaczęła  mówić  Fuji.  –  Ucieczka  z  miejsca  wypadku.  Współudział  w  kradzieży.

background image

Randki ze ściganą przestępczynią. Kradzież dzieła sztuki za granicą. A wszystko to wychodzi na jaw

w  tej  samej  chwili.  Co  za  okropny  zbieg  okoliczności.  Grozi  wam  wiele  lat  więzienia.  Kampania

twojego taty może legnąć w gruzach, Hanno. Jeśli nawet przyjęli was na uczelnię, to pewnie niedługo

podziękują wam za współpracę. Wasze życie legnie w gruzach. Zastanawiałyście się nad tym?

Żadna  z  dziewczyn  nie  ośmieliła  się  spojrzeć  Fuji  prosto  w  oczy.  Serce  Spencer  waliło  jak

młotem.

– Razem z policją lokalną i stanową pracuję nad sprawą Tabithy Clark. Moim zdaniem ukrywacie

przede  mną  ważne  informacje.  –  Fuji  złożyła  ręce.  –  Więc  najlepiej  zrobicie,  jak  zaczniecie  mówić.

Prawdę.

Hanna poruszyła się na krześle. Aria otarła kolejną łzę z policzka. Spencer chrząknęła i spojrzała

na przyjaciółki.

– Anderson Cooper – powiedziała spokojnym głosem. Hasło to oznaczało: „Ali”.

– Spence, no nie wiem... – Aria zrobiła zbolałą minę.

Hanna pociągnęła nosem.

– No tak, może powinnyśmy...

– Musimy – przerwała jej Spencer. – To jedyny sposób. Zaufajcie mi.

Dziewczyny milczały przez chwilę. Fuji czekała, wpatrując się w nie uporczywie. Wreszcie Aria

westchnęła.

– No dobra. Zróbmy to.

Po  chwili  Hanna  niewyraźnie  pokiwała  głową.  Emily  jej  zawtórowała.  Spencer  rozejrzała  się,

próbując zebrać myśli. Chciała powiedzieć całą prawdę o sprawie Tabithy. Być może za moment ich

życie miało się nieodwracalnie zmienić. Zarazem dobrze wiedziała, że postępuje właściwie. Ta sprawa

je przerosła. Potrzebowały pomocy. Nachyliła się i spojrzała na Fuji.

–  Proszę  mi  wierzyć,  dobrze  wiemy,  że  nie  postąpiłyśmy  właściwie.  Narobiłyśmy  bałaganu

i  bardzo  nam  przykro  z  tego  powodu.  Ale  nie  przyznałyśmy  się  z  wielu  istotnych  powodów.  To

prawda, mamy ważne informacje o Tabicie, ale nie mogłyśmy ich pani przekazać.

– Niby czemu? – zapytała ostro Fuji.

– Bo nie czujemy się bezpiecznie – wyjaśniła Spencer. – Ktoś stale nam grozi. Po prostu wiemy

o wiele za dużo. Możemy się podzielić tymi informacjami, ale chcemy coś w zamian.

– Mów dalej. – Fuji złożyła ręce. – Słucham.

– Musimy mieć pewność, że będziemy bezpieczne – oznajmiła Spencer. – Nie chcemy, żeby nam

albo naszym rodzinom przydarzyło się coś złego.

Fuji pokiwała głową.

– Dobrze, to się da załatwić.

–  Żądamy  też  wycofania  wszelkich  oskarżeń  wobec  nas.  Wszystko,  co  zrobiłyśmy,  narkotyki,

background image

kradzież, potajemne kontakty z przestępczynią, wypadek samochodowy, ma zniknąć z dokumentacji.

– Spencer! – zawołała Emily.

Aria zasłoniła oczy.

Ale  Spencer  nie  zamierzała  przepraszać  ani  wycofywać  swojego  żądania.  Wybrała  tę  samą

taktykę,  którą  stosowała  w  czasie  ofensywy  na  boisku  do  hokeja  na  trawie.  Wpatrywała  się

uporczywie w twarz swojej przeciwniczki. Byle tylko tamta nie dostrzegła kropel potu na jej skroni.

Nigdy się nie wycofywała.

– Takie są nasze warunki. Może to pani dla nas zrobić?

Fuji zamrugała.

– No dobrze. Mam tylko nadzieję, że wasze informacje naprawdę okażą się cenne.

Spencer zaczerpnęła powietrza. Nie sądziła, że Fuji tak łatwo da się przekonać. Potem wyjawiła jej

wszystko. Opowiedziała nawet, jak przez przypadek wypchnęły Tabithę z tarasu, ale jej nie zabiły. Nie

mogły  nikomu  powiedzieć  prawdy,  nie  wpadając  jednocześnie  w  tarapaty.  Poza  tym  dostawały

wiadomości z pogróżkami.

Agentka Fuji złożyła palce w piramidę.

– A więc ktoś znowu nęka was jako A.?

Emily spojrzała na przyjaciółki.

– Tym razem to więcej niż jedna osoba.

Fuji złożyła ręce.

– A kogo podejrzewacie?

Dziewczyny znowu spojrzały po sobie. Aria chrząknęła.

– Alison – powiedziała głośno.

Fuji otworzyła szeroko oczy.

– Aha.

Spencer  zaczęła  jej  wyjaśniać,  dlaczego  podejrzewają,  że  A.  to  Ali,  przedstawiając  wszystkie

przemawiające za tym dowody.

–  Chwileczkę  –  przerwała  jej  agentka  Fuji,  kiedy  Spencer  opowiadała  o  dziecku  Emily.  –

Uważacie, że to Alison zabiła Gayle Riggs?

Spencer pokiwała głową.

Fuji zmrużyła oczy.

– Ale na policji zeznałyście, że wydawało się wam, że A. rozmawia ze sprawcą tego morderstwa.

– Zgadza się – powiedziała Emily. – Słyszałyśmy, jak Gayle z kimś rozmawia. Powiedziała chyba:

„Co ty tu robisz?”. A potem ją zastrzelono.

Fuji zmarszczyła brwi.

background image

– Czy to możliwe, że Gayle znała Alison?

– Może – powiedziała Spencer. – A może znała jej pomocnika.

– Kto może jej pomagać?

Dziewczyny spojrzały po sobie.

– Podejrzewałyśmy kilka osób – powiedziała Spencer. – Przez chwilę myślałyśmy, że to Graham

Pratt. Potem, że Noel Kahn.

– Noel? – Fuji przekrzywiła głowę. – A co on ma z tym wspólnego?

Spencer otworzyła usta, lecz Aria chwyciła ją za ramię.

– Ten trop okazał się fałszywy – powiedziała szybko.

Zrobiła taką minę, jakby chciała powiedzieć: „Nie wciągajmy w to teraz Noela”.

Spencer wzruszyła ramionami.

–  To  bardzo,  bardzo  poważna  sprawa  –  podsumowała  agentka  Fuji.  –  Mamy  do  czynienia

z seryjnym mordercą. Cieszę się, że wreszcie powiedziałyście całą prawdę. Same nie dałybyście sobie

rady. Zresztą, nie powinnyście załatwiać takich spraw na własną rękę.

Zapadło milczenie. Spencer westchnęła ciężko.

– Jeśli pozwolicie, zatrzymam na chwilę wasze telefony. Chcę przejrzeć wszystkie SMS-y od A.

Bez  trudu  zdołamy  ustalić,  z  jakiego  numeru  je  wysłano,  a  nawet  z  którego  miejsca  w  okolicy

Filadelfii.  Może  macie  więcej  dowodów  rzeczowych  w  tej  sprawie?  Rzeczy,  których  dotykali

podejrzani? Wiecie, w jakich miejscach przebywali? Każdy trop jest na wagę złota.

Spencer się uśmiechnęła.

–  Wydaje  mi  się,  że Ali  i  jej  pomocnik  zdemolowali  dom  pokazowy  należący  do  narzeczonego

mojej mamy.

Fuji pokiwała głową.

– Może zostawili odciski palców.

– Obawiam się, że Ali zrobiła krzywdę Iris Taylor – dodała Emily i wyjaśniła, jak Ali poznała Iris,

a potem Iris zaginęła, kiedy Emily zadała jej kilka istotnych pytań.

Fuji zapisała nazwisko Iris w notatniku.

– Sprawdzimy to.

Hanna ostrożnie podniosła rękę.

–  Mamy  znacznie  więcej  SMS-ów  w  starych  telefonach,  które  zostawiłyśmy  w  domu.  Kiedy

zaczęłyśmy dostawać wiadomości od A., wymieniłyśmy komórki na nowe.

–  Zresztą  wiele  wiadomości  dostałyśmy  inną  drogą  –  dodała  Spencer.  Przypomniała  sobie,  że

pierwszą  wiadomością  od  nowego A.  była  pocztówka,  którą  znalazły  w  skrzynce  pocztowej  w  domu

Ali. „Jamajka jest piękna o tej porze roku! Jaka szkoda, że nie możecie tam wrócić”.

background image

–  Świetnie  –  powiedziała  Fuji.  –  Zbierzcie  wszystko  i  przekażcie  mi  jak  najszybciej.  Obiecuję

wam,  że  osobiście  zatroszczę  się  o  wasze  bezpieczeństwo.  Przez  okrągłą  dobę  nad  wami  i  waszymi

rodzinami będą czuwać ochroniarze, dopóki nie rozwiążemy tej sprawy. A. nic wam nie zrobi.

Aria zamrugała.

– Naprawdę puści nas pani wolno?

Fuji pokiwała głową.

– Porozmawiam z moimi partnerami i z policją stanową i poinformuję ich, że oskarżenia zostały

oddalone.

– Więc tata się o tym nie dowie? – zapytała Hanna z nadzieją w głosie.

Emily trzęsły się ręce.

– A mnie nie będzie ścigać FBI?

– Dostarczyłyście mi niezwykle cennych informacji, więc muszę dotrzymać umowy – powiedziała

Fuji,  wstając  z  krzesła.  –  Ale  jeśli  dostaniecie  jeszcze  jakieś  wiadomości  od  A.,  musicie  je

natychmiast przesłać do mnie. Nie wolno wam też nikomu opowiadać o tym, co robimy, ani dlaczego

wszędzie towarzyszy wam ochrona. Im mniej osób zna prawdę, tym lepiej. Czy to jasne?

– Tak – odpowiedziały dziewczyny chórem, a Hanna jeszcze raz podniosła rękę.

– Mój chłopak wie o wszystkim – przyznała się. – Domyślił się wszystkiego.

Fuji się skrzywiła.

– No cóż, jako brat Arii również będzie pod ochroną. – Rozejrzała się. – A., czyli Alison, a może

ktoś  inny,  zamordował  Tabithę,  Gayle,  Grahama  i  Kylę.  To  bardzo  niebezpieczna  osoba.  Osobiście

stanę na czele grupy, która się tym zajmie. To zadanie dla całego oddziału. Będziemy pracować dzień

i noc, żeby dowiedzieć się, co tu jest grane. Ten ktoś nie przechytrzy nas wszystkich. Dopadniemy ich.

Dziewczyny jeszcze raz spojrzały po sobie.

– O, Boże – pisnęła Hanna. – To...

– Fantastycznie – dokończyła za nią Emily.

Patrzyły  na  siebie  z  niedowierzaniem.  Spencer  spojrzała  na  Fuji,  a  agentka  po  raz  pierwszy,  od

kiedy się poznały, posłała jej lekki, ale szczery uśmiech. Spencer poczuła, jak spływa na nią błogość.

Czy to oznaczało, że ich problemy się skończyły? Czy nareszcie mogły liczyć na pomoc?

Wstały  i  objęły  się  mocno.  Nie  musiały  już  same  borykać  się  z  wszystkimi  tymi  problemami.

Mogły  przestać  nerwowo  oglądać  się  przez  ramię  i  nasłuchiwać  czujnie,  kiedy  tylko  na  korytarzu

rozlegną  się  kroki  albo  w  pobliżu  trzaśnie  gałązka.  Nie  musiały  już  bać  się,  kiedy  dostawały  nową

wiadomość  na  komórkę.  Nie  musiały  się  ukrywać  w  ciemnych  zakamarkach,  kiedy  chciały

porozmawiać, w obawie że Ali je podsłuchuje.

Spencer  odrzuciła  głowę  w  tył  i  roześmiała  się.  Nagle  poczuła  cudowny  przypływ  mocy.  Gdyby

tylko miała numer do Ali, natychmiast wysłałaby jej anonimową wiadomość: „I co teraz, suko?”.

background image

9

WITAJ W DOMU

Godzinę później inspektor FBI zawiózł Emily z powrotem na parking kościoła w Filadelfii, gdzie

zostawiła  samochód  przed  pogrzebem  Grahama.  Pozwolił  Emily  samotnie  przejechać  trzydzieści

kilometrów do Rosewood.

Ale  ona  wcale  nie  czuła  się  samotna.  Kiedy  wyjechała  na  drogę  szybkiego  ruchu  prowadzącą  na

przedmieścia,  spojrzała  we  wsteczne  lusterko.  Gdy  tylko  zmieniała  pas,  to  samo  robił  wielki  czarny

cadillac  escalade.  Fuji  natychmiast  wprowadziła  w  życie  program  ochrony  świadków,  instruując

ochroniarzy,  że  mają  nie  odstępować  dziewczyn  na  krok  przez  okrągłą  dobę.  Agent  przydzielony

Emily  przedstawił  się  jako  Clarence,  mocno  uścisnął  jej  dłoń  swoją  wielką  łapą  i  dał  jej  wizytówkę

z numerem telefonu.

– Razem z moim partnerem będziemy w pobliżu w dzień i w nocy – powiedział z akcentem z New

Jersey. – Ale jeśli coś panią zaniepokoi, zawsze może pani zadzwonić.

Emily  uśmiechnęła  się  od  ucha  do  ucha  i  zabębniła  palcami  w  kierownicę.  „Jeśli  coś  panią

zaniepokoi”.  Tyle  razy  umierała  ze  strachu  i  nie  miała  pojęcia,  jak  sobie  pomóc.  Teraz  mogła

spokojnie  spać  całą  noc.  Mogła  uprawiać  jogging  w  okolicy  domu,  nie  obawiając  się,  że  jakiś

nieznajomy  ją  zaatakuje.  Oczywiście,  po  tym,  co  stało  się  na  posterunku,  czuła  się  trochę  nieswojo.

Prawda wyszła na jaw, a Ali w każdej chwili mogła się o tym dowiedzieć. Emily przerażała myśl, że

mogą  ściągnąć  na  siebie  jej  gniew.  Do  tej  pory Ali  nie  przebierała  w  środkach.  Emily  stanął  przed

oczami obraz Gayle zastrzelonej na podjeździe pod domem. A jeśli Ali zrobiła coś Iris? Przynajmniej

sprawą zajęło się teraz FBI. A co będzie, jeśli znajdą ją martwą?

Emily  zjechała  z  autostrady  na  prowadzącą  do  Rosewood  drogę  numer  76  i  szybko  wjechała  na

wzgórze.  Kiedy  dziesięć  minut  później  zatrzymywała  się  przed  domem,  poczuła  ucisk  w  żołądku.

A  gdyby  rodzice  dowiedzieli  się,  że  z  kościoła  wyprowadzili  ją  agenci  FBI?  Fuji  prosiła,  żeby  nie

informowały nikogo o szczegółach operacji, ale przecież pod kościołem aż się roiło od dziennikarzy.

Czy zamierzali dochować tajemnicy? Emily nie miała najmniejszej ochoty na kolejne przesłuchanie,

i to we własnym domu.

Nerwowo  włączyła  radio  i  znalazła  KYW,  lokalną  rozgłośnię  informacyjną.  Przy  dźwięku

stukającej klawiatury spiker czytał najświeższe wiadomości. Na północy miasta miał miejsce napad.

Burmistrz nie zgadzał się na cięcia w budżecie. Na Blue Route wydarzył się wypadek. Żadnych wieści

o działaniach policyjnych. Emily odetchnęła z ulgą.

background image

Wysiadła  z  samochodu  i  ostrożnie  poszła  w  stronę  domu,  uważając,  żeby  nie  podeptać  azalii

dopiero co zasadzonych przez mamę. W domu panowała cisza. Smugi na dywanie świadczyły o tym,

że mama przed chwilą odkurzała. Na stole w jadalni nie było ani drobiny kurzu. W powietrzu unosił

się  aromat  zapiekanki  z  makaronem.  To  było  ulubione  danie  jej  siostry  Carolyn,  ale  nie  jedli  go

w domu, od kiedy siostra wyjechała na studia.

– Emily, spójrz, kto przyjechał!

Mama  weszła  do  holu.  Obok  niej  w  bluzie  z  emblematem  Uniwersytetu  Stanford  i  w  czarnych

dżinsach  stała  Carolyn.  Emily  zamrugała.  Ostatni  raz  widziała  swoją  starszą  siostrę  na  dzień  przed

tym, jak zrobiono jej cesarskie cięcie. Emily klęczała przed sedesem w akademiku u Carolyn. Przez

całe  dziewięć  miesięcy  cierpiała  na  poranne  mdłości.  Siostra  stała  w  drzwiach  i  patrzyła  na  nią

z  potępieniem.  Emily  niedawno  opowiedziała  rodzicom  o  swojej  ciąży,  a  oni  jej  wybaczyli.  Choć

twierdzili,  że  Carolyn  chce  zadzwonić  i  też  ją  przeprosić,  nigdy  do  tego  nie  doszło.  Jej  mina

świadczyła  teraz  o  tym,  że  Carolyn  nadal  nie  zamierza  wyrazić  skruchy.  Pani  Fields  popchnęła  ją

lekko.

– Carolyn przyjechała, żeby się z tobą zobaczyć.

Emily ostrożnie postawiła plecak na podłodze.

– Naprawdę?

Carolyn wzruszyła ramionami, na twarz zsunął się jej kosmyk rudawych włosów.

– Skończyła się sesja, a ja miałam do wykorzystania darmowy przejazd, więc...

– Więc zrobiła nam niespodziankę! – dokończyła za córkę pani Fields. – Rodzina musi się trzymać

razem, prawda, Carolyn? – Szturchnęła ją lekko. – Daj Emily swój prezent.

Carolyn zacisnęła usta. Wyciągnęła plastikową torbę i przesunęła w stronę Emily, która poczuła,

że w środku jest jakieś ubranie. To była taka sama bluza z emblematem uczelnianym, jaką miała na

sobie Carolyn.

– Dziękuję – powiedziała cicho Emily, przymierzając bluzę.

Carolyn sztywno pokiwała głową.

– Dobrze ci w tym kolorze. Pomyślałam, że będzie na ciebie pasowała, od kiedy...

Urwała,  ale  Emily  dobrze  wiedziała,  co  Carolyn  chce  powiedzieć.  „Od  kiedy  nie  jesteś  już

w ciąży”.

– Świetnie! – Pani Fields klasnęła. – Zostawię was same, żebyście nadrobiły zaległości.

Posłała  Carolyn  ciepły  uśmiech,  jakby  próbowała  jej  dodać  otuchy,  i  zniknęła  w  kuchni.  Emily

usiadła  na  fotelu  w  salonie.  Miała  nerwy  napięte  jak  struny.  Carolyn  stała  z  niepewną  miną.

Wpatrywała się w wiszące w korytarzu zdjęcie przedstawiające stodołę, jakby nigdy wcześniej go nie

widziała, choć wisiało w tym samym miejscu od piętnastu lat.

– Bardzo fajna bluza – powiedziała Emily, kładąc dłoń na prezencie od Carolyn, który położyła na

background image

kolanach. – Jeszcze raz dziękuję.

Carolyn zmierzyła ją wzrokiem.

– Nie ma za co. – Siostra Emily powiedziała to tak, jakby cierpiała potworne katusze.

Emily  skrzyżowała  nogi,  a  po  chwili  je  rozprostowała.  Czuła  się  fatalnie.  O  czym  miały

rozmawiać? Czemu mama doprowadziła do tej sytuacji? Czyżby Carolyn nadal się na nią gniewała?

Powinny przejść nad sprawą do porządku dziennego.

–  Jak  chcesz,  możesz  iść  na  górę  –  powiedziała  Emily.  Wbrew  jej  intencjom  w  jej  głosie

pobrzmiewało rozgoryczenie. – Nie musisz ze mną siedzieć.

Carolyn miała napiętą twarz.

– Staram się, Emily. Nie musisz się na mnie wściekać.

– Ja się wściekam? – Emily ścisnęła podłokietnik fotela. Westchnęła. – No dobra, przyznaję, może

i trochę się na ciebie wściekam. Po raz setny przepraszam cię, że zmusiłam cię do dochowania mojej

tajemnicy. Nie powinnam była tak robić. Ale myślałam, że inaczej załatwisz sprawę.

W oczach Carolyn pojawił się gniewny błysk.

–  Przygarnęłam  cię  –  powiedziała  ściszonym  głosem.  –  Dawałam  ci  bloczki  na  stołówkę.  Nie

powiedziałam ani słowa mamie. Czego jeszcze oczekiwałaś?

Serce Emily biło coraz szybciej.

–  Nie  znosiłam  powrotów  do  tego  akademika.  Byłam  w  ciąży,  a  ten  dmuchany  materac  był

naprawdę niewygodny.

– Nigdy się nie skarżyłaś – powiedziała Carolyn z desperacją w głosie.

–  Bo  uważałam,  że  nie  mam  prawa!  –  wykrzyknęła  Emily.  –  Dawałaś  mi  na  każdym  kroku  do

zrozumienia, że nie jestem mile widziana! – Nagle ogarnęło ją ogromne zmęczenie. Wstała i ruszyła

w stronę schodów. – Zresztą to nieistotne. Pójdę już.

Zacisnęła  dłoń  na  balustradzie,  powstrzymując  się  od  łez.  Kiedy  stanęła  na  pierwszym  stopniu

schodów, Carolyn chwyciła ją za ramię.

– Przestań. Nie bądź dzieckiem.

Emily  zesztywniała.  Wcale  nie  zachowywała  się  jak  dziecko.  „Dam  ci  pięć  minut”,  postanowiła.

Jeśli  jej  siostra  zamierza  nadal  zachowywać  się  jak  suka,  ona,  Emily,  pójdzie  do  swojego  pokoju.

Wróciła  na  fotel.  Carolyn  usiadła  naprzeciwko  niej.  Minęło  kilka  sekund.  Z  kuchni  dobiegał  brzęk

garnków i sztućców.

–  Masz  rację.  Zeszłego  lata  zupełnie  nie  wiedziałam,  jak  się  zachować  –  powiedziała  wreszcie

Carolyn. – Tak się bałam o ciebie i o dziecko. Zresztą w ogóle nie chciałam o nim myśleć jak o twoim

dziecku. Nie potrafiłam się na to zdobyć, to było dla mnie zbyt trudne.

Emily zagryzła wargi.

– No cóż... – Trudno jej było uznać tę wymówkę za przekonującą.

background image

Carolyn spuściła głowę.

– Tyle razy słyszałam, jak płaczesz w środku nocy...

Emily  wpatrywała  się  w  porcelanowe  figurki,  które  mama  ustawiła  w  dużej  witrynie  w  rogu

pokoju. Ona też doskonale pamiętała te noce. Przynajmniej mogła pogadać z Derrikiem, przyjacielem

poznanym w czasie pracy w restauracji z owocami morza na promenadzie w Filadelfii. On w pewnym

sensie zastępował jej Carolyn.

– Przecież to moja najbliższa krewna – skarżyła mu się pewnego razu Emily. – A nawet nie chce

na mnie spojrzeć. Kilka dni temu rozmawiała przez telefon do wpół do drugiej w nocy, a ja leżałam

obok niej na podłodze. Dobrze wiedziała, że padam ze zmęczenia, ale się nie rozłączyła.

– Zamieszkaj ze mną – zaproponował Derrick. – Mogę spać na kanapie. Nie ma problemu.

Emily  spojrzała  na  niego.  Derrick  był  tak  wysoki,  że  kiedy  siedział  na  ławce,  jego  skrzyżowane

ręce  i  nogi  przypominały  odnóża  wielkiego  owada.  Wpatrywał  się  w  Emily  ze  współczuciem  zza

okularów w drucianej oprawie. Przez chwilę Emily zastanawiała się, czy skorzystać z jego propozycji,

ale ostatecznie tylko wzruszyła ramionami.

– Nie, dzięki. I tak dostatecznie zatruwam ci życie moimi problemami. – Cmoknęła go w policzek.

– Ale dzięki za propozycję.

Carolyn westchnęła.

– Twoje problemy mnie przerosły.

Emily pokiwała głową. Trudno było się nie zgodzić z tym, co powiedziała jej siostra.

– To po co przyjechałaś? Mogłaś sobie darować tę wizytę.

Carolyn odwróciła wzrok.

– Dostałam list. Przestraszyłam się, że jeśli tym razem nie przyjadę, będzie za późno.

Emily poczuła ciarki na plecach.

– O czym ty mówisz? List? Od kogo?

– Nie wiem. Podpisano go tylko: Zatroskany przyjaciel. – Carolyn mówiła przez ściśnięte gardło. –

Ten  ktoś  twierdził,  że  jesteś  w  fatalnym  stanie  i  możesz  zrobić  coś...  irracjonalnego.  –  Carolyn

przymknęła oczy. – Bałam się, że już nigdy cię nie zobaczę.

Emily  czuła  mrowienie  na  całej  skórze.  Nie  po  raz  pierwszy  słyszała  pogłoski,  że  zamierza

popełnić samobójstwo, ale nie przyszło jej do głowy, że ktoś może napisać w tej sprawie list.

– Ostatnio w moim życiu wydarzyło się kilka katastrof, ale wychodzę na prostą – zapewniła Emily

siostrę.

Carolyn spojrzała na nią z niedowierzaniem.

– Na pewno?

–  Tak.  Oczywiście.  –  Emily  zamilkła  na  chwilę.  Wiedziała,  że  musi  ostrożnie  dobierać  słowa.  –

Możesz mi pokazać ten list? Nadal go masz?

background image

Carolyn uniosła brwi.

– Wyrzuciłam go. Nie chciałam czegoś takiego trzymać w pokoju.

– Napisano go odręcznie? Miał znaczek?

–  Nie,  na  komputerze.  Nie  pamiętam,  skąd  go  nadano.  –  Carolyn  spojrzała  na  Emily

z zaciekawieniem. – Wiesz, kto go mógł przysłać?

Emily  dotknęła  zębów  koniuszkiem  języka.  „Zatroskany  przyjaciel”.  Ali?  Jej  pomocnik?  Kto

jeszcze mógł się tak podpisać?

Do salonu zajrzała pani Fields.

– Kolację podano! – zaszczebiotała.

Emily i Carolyn poszły do kuchni. Serce Emily wciąż waliło jak młotem. Cieszyła się jednak, że

szczerze  porozmawiały.  Kiedy  szły  korytarzem,  rzuciła  Carolyn  ukradkowe  spojrzenie,  a  siostra

posłała jej niewyraźny uśmiech. Kiedy Emily podeszła do niej i otworzyła ramiona, żeby ją przytulić,

Carolyn  nie  odskoczyła.  Przytuliły  się  trochę  sztywno,  jakby  niechętnie,  ale  Emily  czuła,  że  to  krok

we właściwym kierunku.

Pani Fields podała im talerze. Nagle Emily zauważyła coś za oknem. Czarny samochód stał przy

chodniku. Za kierownicą siedział Clarence, czytając gazetę. Kiedy obok przejeżdżał samochód, agent

odłożył  ją  i  wpatrywał  się  w  auto,  póki  nie  zniknęło  za  zakrętem.  Nikt  z  domowników  tego  nie

zauważył.  Emily  wiedziała,  że  kiedyś  się  zorientują.  Postanowiła  powiedzieć  Clarence’owi,  żeby

zaparkował  w  bardziej  ustronnym  miejscu.  Ale  teraz  cieszyła  się,  że  ktoś  nad  nią  czuwa.  Clarence

wysyłał Ali, która na pewno obserwowała Emily, wyraźny przekaz: „Trzymaj się od niej z dala. Teraz

na pewno jej nie dopadniesz”.

To również był krok we właściwym kierunku.

background image

10

NOWE PERSPEKTYWY

Kiedy  samochód  z  agentami  podjechał  pod  dom  Arii,  wynajęci  do  tego  zadania  dwaj  postawni

studenci właśnie skończyli koszenie trawnika. Załadowali kosiarki na przyczepę swojego samochodu.

Pomachali  Arii,  jakby  zupełnie  ich  nie  zdziwiło,  że  we  wtorkowy  wieczór  wysiada  pod  domem

z samochodu policyjnego.

–  Czy  mam  panią  odeskortować  pod  drzwi,  panno  Montgomery?  –  zapytał  policjant,  który  ją

przywiózł, rozglądając się ostrożnie na prawo i lewo.

– Nie trzeba – odparła Aria.

– Jeśli będzie pani czegoś potrzebowała, proszę dać znać Buzzowi.

Policjant  pokazał  gestem  na  minivana,  który  zaparkował  przy  chodniku.  Na  zderzaku  miał

przyklejoną nalepkę z napisem: „MOJE DZIECKO TO PRYMUS W SZKOLE W ROSEWOOD”, a do

anteny  przyczepione  uszy  Myszki  Miki.  Ale  za  kierownicą  siedział  muskularny  mężczyzna

w okularach przeciwsłonecznych, który mógłby być dublerem Dwayne’a Johnsona.

– Dobrze.

Aria z uśmiechem szła w kierunku domu. Wydawało się jej, że unosi się w powietrzu.

– Aria?

Na ganku stała Ella. Miała na sobie żółtą tunikę w zygzaki, którą kupiła jeszcze w czasie studiów

na akademii sztuk pięknych. Swoje czarne włosy z siwymi pasmami związała w kok na czubku głowy.

Z przerażeniem patrzyła na córkę.

–  Czemu  przywiozła  cię  policja?  –  zapytała,  patrząc  na  samochód  policyjny,  który  znikał  za

rogiem ulicy.

– Ach. – Aria machnęła ręką. – To nic takiego. W każdym razie nie wpadłam w żadne tarapaty.

Ella zamrugała z niedowierzaniem.

– Miałaś dziś rozmowę kwalifikacyjną? Czy coś się stało na uczelni?

–  O,  jak  tu  pięknie  pachnie  –  powiedziała  głośno  Aria,  wchodząc  do  holu  i  usilnie  próbując

zmienić temat. – Ktoś tu chyba piekł chleb.

Ella zamknęła drzwi frontowe.

– Aria, natychmiast mi powiedz, co jest grane.

Aria westchnęła ciężko.

background image

– To długa historia, ale nie wpakowałam się w żadne kłopoty. Naprawdę. Pojechałam na rozmowę,

tylko... ją skopałam.

Ella przyjrzała się jej badawczo.

– Co się stało?

Aria wzruszyła ramionami.

– Nie do końca spełniam wszystkie kryteria. – Usiadła ciężko na kanapie. – A tak bardzo chciałam

tam jechać.

Ella usiadła obok niej i wzięła na kolana Pola, ich kota.

– A właściwie dlaczego chciałaś?

Aria spojrzała na mamę jak na wariatkę.

–  Bo  chciałabym  w  przyszłości  zajmować  się  sztuką.  Bo  spotkałabym  wspaniałych  ludzi

i pracowała przy świetnych projektach. Bo...

Ella położyła dłoń na kolanie Arii.

– A nie mogłabyś robić tego w Nowym Jorku? Filadelfii? Rosewood? Dlaczego musisz jechać aż

do Holandii?

Aria spojrzała na Ellę, która patrzyła na nią badawczo swoimi świdrującymi, niebieskimi oczami.

–  To  ma  jakiś  związek  z  Noelem?  –  Ella  nie  dawała  za  wygraną.  –  Mike  powiedział  mi,  że

zerwaliście z sobą, bo Noel cię okłamał.

Aria  zacisnęła  wargi.  W  ustach  mamy  te  słowa  zabrzmiały  tak  surowo.  Okropnie.  Ale  może

właśnie  taka  była  prawda.  Nawet  jeśli  Noela  nic  nie  łączyło  z  Ali,  okłamał  Arię.  Zamknęła  oczy,

znowu myśląc o Noelu. Tego popołudnia, jeszcze zanim wypuszczono ją z aresztu, Noel przysłał jej

krótką wiadomość, z pytaniem: „Jak się masz?”. Z pewnością nie wiedział, co jej się przytrafiło. Przez

przypadek napisał do niej akurat w takiej chwili. W drodze do domu napisała do niego SMS-a, ale go

nie wysłała. Przecież powinna przejść nad sprawą do porządku dziennego.

Spojrzała  na  stojące  na  stole  po  drugiej  stronie  pokoju  fotografie  w  ramkach.  Dawno  temu  Ella

usunęła te, na których był Byron, i teraz zostały tylko zdjęcia Arii i Mike’a. Na jednym z nich Aria

stała obok swojej bardzo starej prababci Hildy.

– Jak się poczułaś, kiedy odkryłaś, że tata ma romans z Meredith? – zapytała.

Ella jęknęła i oparła się na poduszkach.

– Okropnie. Też chciałam uciec. Ale tego nie zrobiłam.

– To oczywiste, masz mnie i Mike’a.

–  Ty  też  masz  mnie  i  Mike’a  –  powiedziała  Ella  zdecydowanym  tonem.  –  Masz  też  tatę  i  Lolę.

A  my  potrzebujemy  ciebie.  –  Chrząknęła.  –  Słyszałam  też  inne  plotki,  kochanie.  –  Wzięła Arię  za

ręce. – Nie zamierzasz... zrobić sobie krzywdy, prawda?

Mama miała łzy w oczach, a jej głos drżał. Aria spuściła głowę. Miała serdecznie dość tych plotek

background image

o ich domniemanym pakcie samobójczym.

– Oczywiście, że nie – odparła łagodnie. – Nie tak łatwo mnie złamać.

– Tak myślałam – powiedziała Ella, choć głos nadal jej się trząsł. – Chciałam się tylko upewnić.

Aria  wtuliła  się  w  ramię  Elli.  Bawełniana  bluzka  mamy  pachniała  olejkiem  z  paczuli.  Ella

pogłaskała córkę po głowie dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy Aria jako małe dziecko bała się sama

spać, bo myślała, że w jej szafie zagnieździł się wielki węgorz.

– Tak mi przykro z powodu waszego rozstania, kochanie – powiedziała mama łagodnie. – Żałuję,

że nie spełni się twoje marzenie, by jechać do Holandii. Ale jesteś silna. I nie musisz wyjeżdżać tak

daleko, żeby być szczęśliwa. Tu, w Rosewood, też nie brakuje miejsca dla dobrych artystów.

Aria pociągnęła nosem.

– No tak.

Artyści z Rosewood za szczyt awangardy uważali namalowanie martwej natury z jabłkami, które

nie były czerwone, albo z brzoskwiniami w nienaturalnej zieleni.

–  Chyba  wiem,  co  ci  poprawi  nastrój.  W  galerii  mamy  pracę  na  pół  etatu  dla  asystentki.  Jeśli

chcesz, możesz zacząć od zaraz.

Aria  powstrzymała  się  przed  uśmiechem.  Jej  mama  pracowała  w  galerii  sztuki  w  Hollis,  gdzie

sprzedawano  grzeczne,  nijakie  pejzaże  ze  starymi  stodołami  i  obrazki  przedstawiające  lokalne

ptactwo.  Arię  od  razu  bolała  tam  głowa,  bo  wszędzie  unosił  się  duszący  zapach  dochodzący

z sąsiedniego sklepu ze świecami aromatycznymi.

–  Dobrze  ci  zrobi,  jak  zmienisz  towarzystwo.  –  Ella  nie  ustępowała.  –  Przynieś  swoje  portfolio.

Może Jim oprawi twoje obrazy i zrobimy ci mały wernisaż.

Może Ella miała rację. Dzięki pracy miałaby czym się zająć po południu. Teraz, kiedy rozstała się

z  Noelem,  mogła  swobodnie  dysponować  czasem.  Choć  zapadłaby  się  pod  ziemię  ze  wstydu,  gdyby

ktoś kupił jej obraz i powiesił na ścianie obok jakiegoś emblematu drużyny hokejowej, spodobał jej

się pomysł, by zacząć sprzedawać obrazy.

– To chyba dobry pomysł – powiedziała.

–  Świetnie.  –  Ella  już  miała  wstać,  ale  spojrzała  na Arię  jeszcze  raz.  –  Na  pewno  nie  muszę  się

martwić tym samochodem policyjnym?

Aria udawała, że z zainteresowaniem wpatruje się w psychodeliczne wzroki na obiciu kanapy.

– Oczywiście, że nie – szepnęła.

– To świetnie! – Ella zrobiła taki gest, jakby ocierała pot z czoła. – Już i tak mam za dużo siwych

włosów!

Aria się zaśmiała. Mama mówiła o swoich siwych włosach, na długo zanim Aria zaczęła dostawać

te okropne wiadomości od A. Teraz jednak była pewna, że uda jej się dotrzymać słowa. Postanowiła

skończyć  z  wszystkimi  dramatami,  kłopotami  i  kłamstwami.  Może  teraz,  kiedy  już  udało  im  się

background image

wymknąć ze szponów A., Aria mogła spełnić życzenie Elli.

background image

11

NIE JEST ŹLE

W  środę  po  południu  Spencer  i  Chase  stali  na  trawniku  przed  domem  pokazowym  pana

Pennythistle’a. Żywopłot był idealnie przycięty, w ogródku nie rósł ani jeden chwast. Przy drzwiach

w  ceramicznych  donicach  żółciły  się  przepiękne  żonkile.  Wśród  gałęzi  wielkiego  dębu  rosnącego

przed  domem  szczebiotały  ptaki.  Piękny  widok  psuła  tylko  żółta  policyjna  taśma,  którą  odgrodzono

cały dom. Spencer podeszła do niej i odsunęła ją na bok. Spojrzała na Chase’a.

– Na pewno chcesz mi pomóc? W środku jest koszmarny bałagan.

– Oczywiście – odparł z przekonaniem Chase i ruszył w stronę domu, depcząc policyjną taśmę. –

Przecież po to tu z tobą przyjechałem, Spencer.

Chase zadzwonił do niej rano i zapytał, jakie ma plany. Spencer opowiedziała mu całą historię, nie

potrafiła  się  powstrzymać.  Chase  uparł  się,  że  przyjedzie  do  niej  do  Rosewood,  żeby  ją  pocieszyć.

Spencer musiała przyznać, że było jej bardzo miło.

Spencer  wyjęła  klucze,  które  pan  Pennythistle  zostawił  jej  rano,  ale  kiedy  chciała  wsunąć  jeden

z nich do zamka, drzwi same się otworzyły. Spencer zamarła, nasłuchując odgłosów z wnętrza domu.

Spojrzała przez ramię na ochroniarza, który z miną twardziela siedział za kierownicą SUV-a. Patrzył

prosto przed siebie przez ciemne okulary, a jego twarz nie zdradzała cienia emocji.

– Jest tu kto!? – zawołała z bijącym sercem Spencer, zaglądając do domu.

– Tak – odparł jakiś głos.

Rozległy  się  kroki  i  do  salonu  wszedł  inspektor  Gates,  lawirując  między  leżącymi  na  podłodze

czterema poduszkami i przewróconymi meblami. Spojrzał na Spencer ze zdumieniem.

– Co pani tu robi?

– Przyjechałam posprzątać ten bałagan – odparła Spencer. – A pan co tu robi?

– Zbieram odciski palców. – Gates uniósł ręce do góry. Miał gumowe rękawiczki. – Eksperci od

kryminologii właśnie odjechali. Ja też się zbieram.

Spencer odetchnęła z ulgą. A więc Fuji potraktowała poważnie ich umowę. Gates poszukiwał Ali.

– Znalazł pan coś? – zapytała Spencer z zaciekawieniem.

Gates przeczesał dłonią swoje krótkie rude włosy.

–  Kilka  odcisków  tu  i  tam,  ale  żadnych  twardych  dowodów.  –  Jego  telefon  zadźwięczał.  Agent

gestem  pokazał  Spencer,  by  chwilę  poczekała.  –  Słucham?  –  powiedział  do  słuchawki.  Po  chwili

background image

dodał:  –  Już  jadę.  –  Spojrzał  na  Spencer.  –  Sprawa  rodzinna,  przepraszam.  Zachowałem  kilka

dowodów,  ale  nie  wiem,  czy  to  cenne  znaleziska.  –  Spojrzał  niepewnie  na  Chase’a.  –  Okej,

skończyłem. Możecie sprzątać. – Skinął głową i wyszedł z domu.

Spencer zamknęła za nim drzwi, oparła się o ścianę i westchnęła ciężko.

– To trochę rozczarowujące.

Rozejrzała się po pokoju. Tyle razy przyjeżdżała tutaj, kiedy razem z dziewczynami zaczęły knuć

intrygę  przeciwko Ali,  ale  teraz  dom  wyglądał  zupełnie  inaczej.  Szuflady  były  wysunięte  z  biurek,

a  całe  ściany  pokryte  rysunkami  zrobionymi  kredkami.  Szyba  w  zabytkowym  zegarze  pękła.  Po

żyrandolu zostało tylko kilka drutów wystających z sufitu.

– Jak to możliwe, że Ali nie zostawiła żadnych śladów?

Chase  zajrzał  do  kuchni,  gdzie  na  podłodze  walało  się  rozbite  szkło  i  śmieci.  Śmierdziało

zepsutym mlekiem.

– Ali  to  cwaniara.  Na  pewno  świetnie  wszystko  przemyślała,  zanim  zdemolowała  to  miejsce.  –

Chase chrząknął. – Ten gliniarz patrzył na mnie tak, jakby podejrzewał, że ja to zrobiłem.

–  Nie,  po  prostu  nie  chciał  powiedzieć  nic  o Ali  –  zapewniła  go  Spencer,  podnosząc  zgniecioną

puszkę  po  coli  i  wrzucając  ją  do  kosza  na  śmieci.  –  Prosili,  żebyśmy  nikogo  nie  informowały.  –

Spojrzała na Chase’a. – Na pewno chcesz znać prawdę? To może być niebezpieczne.

Chase wzruszył ramionami.

– Przecież już wcześniej wiedziałem to, co mi powiedziałaś. Nic mi nie będzie.

Spencer odwróciła się i poszła po środki czystości do samochodu.

– Chyba pora zabrać się do roboty.

– Poczekaj! – zawołał Chase z kuchni. – Chodź tutaj.

Stał  pośrodku  kuchni,  pokazując  na  podłogę  wyłożoną  ceramicznymi  płytkami.  Coś  błyszczało

wśród porozbijanych talerzy i szklanek. Spencer uklękła i podniosła do światła srebrny breloczek bez

klucza z wygrawerowanym symbolem Acury.

– Jak Gates mógł to przegapić – zdziwiła się. – Myślisz, że należał do Ali?

– Może – odparł Chase. – A może do jej pomocnika.

Spencer wyciągnęła telefon. Przez chwilę chciała zadzwonić do Fuji, ale wybrała numer Hanny.

– Znamy kogoś, kto jeździ acurą? – zapytała, kiedy Hanna odebrała.

Hanna nawet się nie zawahała.

–  Scott  Chin.  Mason  Byers. Adwokat,  który  rozwiódł  moją  mamę.  Jeden  z  moich  sąsiadów.  Ta

pani, która...

–  Jezu  –  przerwała  jej  Spencer.  –  Nie  sądziłam,  że  znasz  wszystkich  właścicieli  acury

w Rosewood.

– To fajny samochód – odparła rzeczowo Hanna. – Czemu pytasz?

background image

Spencer wyjaśniła jej, co właśnie znalazła.

–  Myślisz,  że  któryś  z  tych  ludzi  to  jej  pomocnik?  Scott  Chin  to  gej,  na  pewno  nie  jest  tajnym

chłopakiem Ali.  Nie  wiem,  co  sądzić  o  Masonie  Byersie.  Przeprowadził  się  do  Rosewood  w  szóstej

klasie, pamiętasz? Ale nigdy nie dogadywali się z Ali.

– Spence, przecież dopiero co przekazałyśmy sprawę specjalistom na posterunku policji. Oddaj ten

breloczek Fuji i zapomnij o sprawie.

Spencer dobrze wiedziała, że Hanna ma rację, ale nie potrafiła ot tak oddać komuś innemu kontroli

nad  sytuacją.  Kiedy  w  szkole  pracowali  nad  grupowymi  projektami,  zawsze  wykonywała  lwią  część

pracy. „Inni na pewno spartaczą robotę – myślała. – Nikt nie zrobi tego tak dobrze jak ja”.

Włożyła jednak breloczek do torby i postanowiła, że kiedy tylko skończą sprzątanie, zadzwoni do

Fuji. Uznała sprawę za załatwioną i czuła się z tym świetnie. Przeszukała resztę domu, przerzucając

piankę  wyrwaną  z  kanapy,  strzępy  gazet  i  kilometry  papieru  toaletowego,  którymi  owinięty  był

żyrandol, ale nic godnego uwagi nie rzuciło jej się w oczy.

Ktoś zapukał do drzwi i Spencer zamarła.

– Uuu! – zawołała pani Hastings, wchodząc do salonu. – Spencer? Jesteś tu?

Spencer  zmarszczyła  czoło  i  podeszła  do  drzwi  frontowych.  W  holu  stali  jej  mama,  pan

Pennythistle i Amelia, wszyscy w dżinsach i podkoszulkach. Trzymali miotły, mopy i środki czystości

z samochodu Spencer.

– Co się dzieje? – zapytała Spencer.

Przyjechali tu, żeby ją poganiać i nadzorować?

Pani Hastings włożyła na głowę opaskę, żeby odsunąć do tyłu krótkie blond włosy.

– Chcemy ci pomóc w sprzątaniu, kochanie.

– N-naprawdę? – wyjąkała Spencer.

Pani  Hastings  przesunęła  palcem  po  kredkowych  bohomazach  na  ścianie.  Na  skórze  została  jej

kolorowa plama.

– Nie powinnaś tego sprzątać sama. Nie twierdzę, że dobrze postąpiłaś, zabierając bez pozwolenia

klucze  Nicholasa,  ale  zachowaliśmy  się  nie  w  porządku,  podejrzewając,  że  to  ty  zdemolowałaś  ten

dom.

Pan Pennythistle poklepał ją po ramieniu.

–  Byłaś  w  domu  tego  wieczoru,  kiedy  to  się  stało.  Sprawdziłem  nagrania  z  naszych  kamer.

Przepraszam, że niesłusznie cię oskarżyłem.

Być może Spencer powinna się zmartwić tym, że jej przyszły ojczym nie wierzył jej na słowo. Ale

nie miała na to siły. Poza tym cieszyła się, że teraz patrzył tak surowo na swoją córkę.

– Przepraszam, że na ciebie doniosłam – powiedziała Amelia, kiedy ojciec ją szturchnął.

–  Policja  wyjaśniła,  że  przez  pomyłkę  aresztowano  cię  pod  zarzutem  posiadania  narkotyków  –

background image

dodała pani Hastings, zabierając się do szorowania ściany gąbką. – Dzięki Bogu.

– Och – westchnęła Spencer. – To dobrze.

–  Zabierajmy  się  do  roboty!  –  zakomenderowała  pani  Hastings,  wręczając Amelii  miotłę.  Nagle

zauważyła Chase’a w kuchni. – Och. Dzień dobry.

– To mój przyjaciel, Chase – powiedziała Spencer. – Inny Chase – dodała, bo uświadomiła sobie,

że przed balem maturalnym przedstawiła mamie Curtisa jako Chase’a. – Pomaga mi w sprzątaniu.

– Jak miło! – zaszczebiotała pani Hastings, posyłając mu uprzejmy uśmiech. – Przyjaciele Spencer

są naszymi przyjaciółmi.

Spencer  ledwie  się  powstrzymała  przed  złośliwym  uśmieszkiem.  Mama  najwyraźniej  czuła  się

winna,  że  niesłusznie  ją  posądziła.  Spencer  ucieszyła  się,  że  mama  się  na  nią  nie  wkurzyła

i postanowiła jej pomóc.

Pan  Pennythistle  podłączył  odkurzacz  do  prądu  i  uruchomił  go.  Amelia  z  ociąganiem  zebrała

wszystkie poduszki z kanapy, a potem wepchnęła piankę z powrotem pod tapicerkę.

Spencer  posłała  Chase’owi  ukradkowy  uśmiech  i  zaczęła  zamiatać  potłuczone  szkło  w  salonie.

Nagle  poczuła,  że  jej  życie...  być  może  jest  dalekie  od  ideału,  ale  na  pewno  w  ciągu  ostatnich  dni

zmieniło się na lepsze.

I bardzo się z tego cieszyła.

background image

12

CÓRECZKA TATUSIA

Hanna w drodze powrotnej z supermarketu postanowiła wypić bardzo słodkie i z pewnością bardzo

tuczące,  ale  nieodparcie  pyszne  cappuccino.  Pomiędzy  kolejnymi  łykami  spoglądała  w  lusterku

wstecznym na jadącego za nią czarnego chevroleta. Pomachała do kierującego nim Bo, a on pomachał

do  niej.  Bo  miał  złamany  nos  i  ogromne  muskuły,  a  spod  kołnierzyka  koszuli  wystawał  mu  tatuaż

przedstawiający płomienie, ale kiedy Hanna wcześniej podeszła do niego, żeby zapytać, czy chce coś

do  picia,  usłyszała,  że  w  samochodzie  słuchał  Seleny  Gomez.  Na  lusterku  wstecznym  w  jego  aucie

wisiało zdjęcie jego córeczki Gracie.

Zadźwięczał  telefon  Hanny.  Kiedy  stanęła  na  światłach,  spojrzała  na  ekran.  Dostała

powiadomienie,  że  ukazał  się  nowy  artykuł  na  temat  Tabithy  Clark.  Serce  zaczęło  jej  mocniej  bić.

Okazało się jednak, że to nic ważnego. Policja próbowała zdobyć nagrania z kamer z wszystkich hoteli

sąsiadujących z Klifami. Jak się okazało, niełatwo było wydobyć materiały zarejestrowane tak dawno.

Telefon  zaczął  dzwonić,  a  na  ekranie  pojawiło  się  nazwisko  Mike’a.  Za  pomocą  panelu

w kierownicy uruchomiła system Bluetooth.

– Ten koleś siedzi ci na ogonie? – zapytał Mike bez zbędnych uprzejmości.

– Tak – odparła Hanna radośnie.

–  U  mnie  tak  samo!  –  powiedział  śpiewnie  Mike.  –  Ale  super.  Myślisz,  że  w  bagażniku  wożą

miotacz ognia?

Hanna prychnęła.

– To nie film o superbohaterach.

Mike  jęknął  z  rozczarowaniem.  To  zabrzmiało  tak  uroczo.  Bardzo  się  cieszyła,  że  Fuji  również

Mike’owi przydzieliła ochronę. Noel otarł się o śmierć, a Iris zaginęła. Mike z pewnością figurował

na liście Ali jako następna ofiara.

– Minąłem przed chwilą klinikę leczenia poparzeń. Aż się tam roi od policji – powiedział Mike. –

To chyba oznacza, że szukają śladów Ali, nie sądzisz?

– Pewnie tak – powiedziała Hanna. Policja musiała prędzej czy później wpaść na trop Ali. Przecież

kiedy  udawała  Kylę,  zostawiła  w  szpitalu  mnóstwo  dowodów:  włosy,  fragmenty  skóry,  krew.  –

Zjechali się już dziennikarze?

–  Tak,  już  słyszałem  raport  w  wiadomościach.  Policja  wydała  oświadczenie,  że  Kylę  zabił  ktoś,

kto uciekł ze szpitala psychiatrycznego. Ale ani słowem nie wspomnieli o Ali.

background image

– To dobrze – odparła z ulgą Hanna.

Mike chrząknął. Coś zatrzeszczało w słuchawce.

– Wszystko u ciebie w porządku?

Hanna zachichotała.

– Pytasz, czy mnie coś boli?

Zeszłego  wieczoru,  kiedy  mama  Hanny  zostawiła  ją  samą  w  domu,  postanowili  dobrze

spożytkować ten czas i przez dwie godziny nie wychodzili z łóżka.

– Nie... – Mike znowu chrząknął. – Trochę mnie zmartwił ten SMS od ciebie.

– Jaki SMS? – Hanna nie pisała do Mike’a przez cały dzień.

– No ten, w którym napisałaś, że fatalnie się czujesz przez cały ranek i masz ochotę się zabić.

– Co? – Hanna zahamowała tak gwałtownie, że jej prius zatrzymał się z piskiem opon. Ochroniarz

o mało nie wjechał w jej samochód. – Dostałeś taką wiadomość z mojego numeru?

– No tak. Za piętnaście dziewiąta.

Hannie  zakręciło  się  w  głowie.  Wtedy  była  na  lekcji  literatury.  W  ogóle  nie  myślała

o samobójstwie. Zjechała na pobocze i zatrzymała się. Chevrolet też się zatrzymał.

– Mike, to nie ja to napisałam. Ktoś ukradł mi telefon i napisał do ciebie wiadomość dla zabawy.

W słuchawce znowu rozległy się trzaski.

–  Hanno,  nie  po  raz  pierwszy  słyszałem,  że  razem  z  przyjaciółkami  chcecie  się  zabić.  Wszędzie

krążą  takie  plotki.  A  ty  masz  na  głowie  tyle  problemów.  Powiedziałabyś  mi,  gdyby  coś  takiego

chodziło ci po głowie?

Hanna oparła czoło na kierownicy. Nagle zapach kawy wydał się jej duszny i mdlący.

– Nawet nie zamierzam odpowiadać na takie insynuacje. Przekieruj tę wiadomość do agentki Fuji.

Podała  mu  numer  do  Fuji  i  się  rozłączyła.  Kiedy  wróciła  na  drogę,  czuła  takie  samo  pulsowanie

w  skroniach  jak  wtedy,  kiedy  z  Moną  Vanderwaal,  jej  najlepszą  przyjaciółką,  której  nagle  odbiło,

wypiły za dużo tequili. Po co A. przysyła Mike’owi takie wiadomości?

Kiedy zatrzymała się na podjeździe przed domem taty, zmartwiła się jeszcze bardziej. Wieczorem,

kiedy  już  wróciła  z  posterunku  policji,  przyszło  jej  coś  do  głowy. Ali  i  jej  pomocnik  na  pewno  nie

zamierzali  siedzieć  z  założonymi  rękami,  gdyby  się  dowiedzieli,  że  dziewczyny  zawiadomiły

o  wszystkim  policję.  Wszelkie  oskarżenia  oddalono,  ale  policja  nie  potrafiłaby  powstrzymać  ich

prześladowców  przed  upublicznieniem  wszystkich  tajemnic.  Gdyby  do  mediów  wyciekły  zdjęcia

Hanny z wypadku, kariera polityczna jej taty gwałtownie by się zakończyła.

Hanna  musiała  zapobiec  katastrofie,  i  to  jak  najszybciej.  Zaparkowała  samochód  pod  wierzbą

płaczącą  i  spojrzała  na  nowy  dom  taty,  zbierając  się  na  odwagę,  by  wyznać  prawdę.  Roztrzęsiona

weszła  do  środka.  Przejrzała  się  w  lustrze  w  sąsiadującej  ze  spiżarnią  łazience  na  parterze.  Jej

kasztanowe  włosy  były  miękkie  i  sprężyste,  oczy  jasne,  a  makijaż  idealny.  Przynajmniej  wyglądała

background image

fantastycznie.

Tata  i  jego  nowa  żona  Isabel  byli  w  kuchni.  Isabel,  której  cera  w  ciągu  ostatnich  miesięcy

wyraźnie pojaśniała – bez przerwy smarowała się samoopalaczem, ale pewnie specjaliści od kampanii

wyborczej  powiedzieli  jej,  że  wygląda  zbyt  pomarańczowo  w  telewizji  –  wkładała  naczynia  do

zmywarki. Pan Marin siedział przy stole, oglądając jakieś zdjęcia. Spojrzał na Hannę z promiennym

uśmiechem.

– Hanna! – zawołał, jakby nie widzieli się od miesięcy. – Jak się masz?

Hanna  spojrzała  na  niego  podejrzliwie.  Nie  codziennie  tata  witał  ją  z  takim  entuzjazmem.  „Nie

mów mu”, ostrzegał ją jakiś głos w głowie.

Jednak musiała to zrobić, zanim na ten pomysł wpadnie A. Podeszła do pana Marina.

– Tato, musimy pogadać.

Pan  Marin  odchylił  się  na  krześle  z  przerażoną  miną.  Isabel  na  chwilę  przerwała  przekładanie

naczyń.

– Co się stało?

Hanna wbiła w nią gniewne spojrzenie.

– Powiedziałam, że chcę pogadać z tatą, a nie z tobą.

Pan Marin spojrzał niepewnie na Isabel, a potem na Hannę.

– O wszystkim możemy porozmawiać w obecności Isabel.

Hanna zamknęła oczy. Kilka sekund wcześniej usłyszała kroki w korytarzu, a teraz w drzwiach do

kuchni stanęła Kate, jej przyrodnia siostra, z mokrymi włosami. No pięknie. Cała rodzina zebrała się,

żeby posłuchać o jej wyczynie.

– Hanno? – powiedział pan Marin, jakby chciał ją zachęcić do mówienia. – Co się stało?

Hanna przygryzła policzek od środka. „No, wyduś to z siebie”, pomyślała.

– Coś przed tobą zataiłam – powiedziała cicho. – To się stało w zeszłym roku w czerwcu.

Kiedy  opowiadała  o  całym  zajściu,  nie  potrafiła  spojrzeć  tacie  prosto  w  oczy.  Czuła,  jak  jego

dezorientacja  przeradza  się  w  szok,  a  potem  w  rozczarowanie.  Isabel  co  chwila  wzdychała

z przejęciem. W pewnym momencie położyła dłoń na piersi, jakby dostała ataku serca.

– Czemu właśnie teraz mi o tym opowiadasz? – zapytał tata, kiedy Hanna skończyła.

Zamilkła na chwilę. Nie mogła mu powiedzieć o A.

–  Bo  wie  o  tym  kilka  osób.  Łatwo  mogłyby  zrujnować  twoją  kampanię  wyborczą.  –  Z  trudem

przełknęła ślinę. – Wtedy wydawało mi się, że postępuję właściwie. Madison była kompletnie pijana.

Gdyby  sama  pojechała  do  domu,  na  pewno  zrobiłaby  krzywdę  sobie  i  pewnie  jeszcze  komuś.  Ktoś

celowo wjechał na mój pas. Nie wiedziałam, co robić. Kiedy doszło do wypadku, całkiem zgłupiałam.

Do  tej  pory  milczałam,  bo  nie  chciałam  narazić  na  szwank  twojej  reputacji  i  całej  kampanii.  Teraz

wiem, że postąpiłam niewłaściwie.

background image

Isabel uderzyła dłońmi w uda.

– Niewłaściwie? – pisnęła. – To mało powiedziane. Przez całą kampanię tylko przysparzasz nam

kłopotów.  Zdajesz  sobie  sprawę  z  tego,  że  na  każdym  etapie  musieliśmy  zajmować  się

rozwiązywaniem  problemów,  które  spowodowałaś?  Wiesz,  ile  pieniędzy  wydaliśmy  na  sprzątanie

bałaganu po tobie?

– Przepraszam – szepnęła Hanna. Do oczu napłynęły jej łzy.

Isabel spojrzała na pana Marina.

–  A  nie  mówiłam!  Ostrzegałam  cię,  że  otworzenie  drzwi  naszego  domu  dla  Hanny  to  poważny

błąd.

– Isabel... – Pan Marin spojrzał na nią urażony.

Isabel otworzyła szeroko oczy.

– Przecież też tak uważasz! Tak samo jak ja chciałbyś się jej pozbyć!

Hanna westchnęła.

– Mamo! – krzyknęła Kate. – Hanna to jego córka!

– Kate ma rację – powiedział pan Marin.

Hannie  zabrakło  tchu  w  piersiach.  Isabel  wyglądała  tak,  jakby  ją  spoliczkowano.  Pan  Marin

położył dłoń na czole.

– Hanno, musisz wiedzieć, że to, co zrobiłaś, jest niewybaczalne z wielu powodów. Ale to nie ma

znaczenia. Stało się. Cieszę się, że wyszłaś cało z tego wypadku.

Isabel podeszła do niego.

– Tom, co ty wygadujesz? Nie może jej to ujść na sucho.

Nawet Hanna się zdziwiła. Myślała, że tata zacznie krzyczeć i wyrzuci ją z domu. Tata spojrzał na

nią spod dłoni, którą zakrywał czoło.

– Bałem się, że chcesz mi powiedzieć coś innego. – Spojrzał na nią ze skruszoną miną. – Dziś rano

dostałem list. Wciąż nie mogę się otrząsnąć. Jego autor twierdzi, że chcesz się zabić.

– O, Boże! – westchnęła Kate. – Hanno!

Hanna otworzyła usta i natychmiast je zamknęła. Najpierw Mike, a teraz jej tata? Sytuacja robiła

się niedorzeczna.

– Dzwoniłem do twojej mamy, ale ciebie nie było już w domu. Dwa razy dzwoniłem do ciebie na

komórkę, a ty nie odbierałaś.

Hanna zacisnęła usta. Widziała, że tata do niej dzwoni. Nie odebrała, bo jeszcze nie była gotowa

na rozmowę z nim.

– Tak się bałem, że...

Urwał i zamilkł. Trząsł mu się podbródek i widać było, że mówienie sprawia mu trudność. Isabel

background image

stała w kącie z obrażoną miną, ale nie odezwała się ani słowem.

– Tato, wszystko w porządku – powiedziała łagodnie Hanna, podchodząc do niego i obejmując go

delikatnie.

Pan Marin przytulił ją mocno.

– Chcę tylko, żebyś była szczęśliwa – powiedział ze łzami w oczach. – Jeśli to z powodu tamtego

wypadku  napisałaś  ten  list,  jeśli  się  bałaś,  jak  zareaguję  na  tę  wiadomość,  to  musisz  wiedzieć,  że

niepotrzebnie się martwiłaś. – Pociągnął nosem. – Chyba za bardzo skoncentrowałem się na kampanii.

Może powinienem się wycofać?

– Tom, czy ty upadłeś na głowę!? – zakrzyknęła Isabel.

Hanna  odsunęła  się  od  taty.  Powinna  się  przyznać,  że  nigdy  nie  planowała  samobójstwa,  ale  tak

dobrze  się  poczuła,  kiedy  tata  tak  się  o  nią  zmartwił.  Poza  tym  emocje  ją  przytłoczyły.  Tak  bardzo

potrzebowała pomocy taty. I choć miała wielką ochotę poprosić go, żeby pokazał jej ten anonim, nie

chciała, żeby zaczął podejrzewać, że A. znowu ją torturuje.

–  Nie  wycofuj  się  z  kampanii  –  powiedziała.  –  Nic  mi  nie  będzie,  obiecuję.  Jeszcze  raz

przepraszam. Zrobię wszystko, o co poprosisz, byle tylko naprawić to, co zepsułam.

Pan  Marin  poklepał  Hannę  po  plecach.  Isabel  robiła  się  coraz  bardziej  czerwona,  aż  wreszcie

jęknęła  przez  zaciśnięte  zęby  i  wyszła  z  kuchni.  Kate  stała  w  drzwiach.  Hanna  posłała  jej  uśmiech

pełen  wdzięczności.  Tak  naprawdę  chciała  przytulić  swoją  przyrodnią  siostrę,  ale  bała  się  wyrwać

z  objęć  taty.  Pan  Marin  miał  zaczerwienione  i  wilgotne  oczy.  Hanna  dawno  nie  widziała  go

płaczącego.

– Dobrze by było, gdybyś postarała się jakoś zrekompensować to tej dziewczynie. Jak ona ma na

imię? Madison?

Hanna pokiwała głową.

–  Nie  wiedziałam,  jak  ją  znaleźć. Ale  kilka  tygodni  temu  odkryłam,  że  jej  kuzynką  jest  Naomi

Zeigler, moja koleżanka ze szkoły. – Myślała, że tata może pamiętać Naomi. Hanna często się na nią

skarżyła  w  czasach,  kiedy  jeszcze  rozmawiali  z  tatą.  –  Dowiem  się  od  niej,  jak  się  skontaktować

z Madison.

–  Dobrze,  koniecznie  odezwij  się  do  nich,  a  potem  spróbuj  ich  odwiedzić.  A  potem  razem

zorganizujemy  jakąś  akcję  społeczną  skierowaną  przeciwko  jeździe  po  pijanemu.  Oczywiście,  jeśli

tylko starczy ci odwagi.

Hanna zmrużyła oczy.

– Co masz na myśli?

–  Przyznasz  się  do  wszystkiego  w  telewizji.  Pojawimy  się  w  kilku  stacjach,  żeby  o  tym

porozmawiać.

– Chcesz o tym trąbić na prawo i lewo? – Tata chyba oszalał.

background image

–  Zwrócimy  na  to  uwagę  we  właściwy  sposób.  Pamiętaj,  że  w  moim  programie  wyborczym

figuruje walka z alkoholizmem wśród nieletnich. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, opowiesz swoją

historię i w ten sposób poprzesz moje starania o to, by zaostrzyć kary dla nieletnich przyłapanych na

piciu alkoholu.

Hanna  się  skrzywiła.  Tylko  kompletna  frajerka  chciałaby  zaostrzenia  kar  za  picie  alkoholu. Ale

w tej chwili nie mogła tego powiedzieć na głos.

– No dobra, mogę to zrobić.

– W takim razie mamy plan. – Pan Marin wpatrywał się w nią swoimi szarymi oczami. – Hanno,

o mały włos bym cię stracił.

Hanna  poczuła  gulę  w  gardle.  „Już  raz  mnie  straciłeś  –  pomyślała.  –  Kiedy  zostawiłeś  mnie

i mamę, znalazłeś sobie Isabel i zacząłeś nowe życie”. Ale teraz to było nieważne. Hanna postanowiła

to puścić w niepamięć.

Pan Marin otworzył ramiona.

– Chodź do mnie.

Hanna  przytuliła  go  i  położyła  policzek  na  jego  piersi,  wdychając  zapach  proszku  do  prania

i  mydła.  Uśmiechnęła  się,  wtulając  twarz  w  jego  szorstki  sweter.  Właśnie  o  takim  finale  sprawy

marzyła,  wychodząc  z  posterunku  poprzedniego  dnia.  Już  nic  więcej  nie  leżało  jej  na  sercu.  Żadna

tajemnica nie ciążyła jej i nie powstrzymywała przed działaniem.

Nagle  zauważyła  coś  za  oknem.  Odwróciła  się,  ale  zobaczyła  tylko  przesuwający  się  cień.  Czy

podsłuchiwała ją Ali? A może to jej pomocnik? Przypomniała sobie jednak, że to już bez znaczenia.

Wstała,  spojrzała  za  okno,  wystawiła  język  i  przewróciła  oczami.  „I  co,  suko?”,  powiedziała

bezgłośnie. I poczuła się naprawdę fantastycznie.

background image

13

SKRZYDLATY KOŃ

W  środowy  wieczór  Emily  włożyła  podkoszulek  z  emblematem  szkoły  Marple  Newton  i  różowe

dresy  Victoria’s  Secret.  To  był  jej  ulubiony  zestaw  do  spania.  Kiedy  podnosiła  kołdrę,  poczuła,  że

w drzwiach do jej pokoju ktoś stoi. Krzyknęła i odwróciła się, prawie pewna, że to A. Carolyn zrobiła

krok w tył.

– Boże, to tylko ja – powiedziała jej siostra urażonym tonem.

– Przepraszam – odrzekła czym prędzej Emily. – Chyba się zamyśliłam.

Przez  chwilę  stały  w  milczeniu.  Emily  myślała,  że  Carolyn  pójdzie  dalej  korytarzem,  bo  spała

w  pokoju  gościnnym,  więc  już  nie  musiały  dzielić  pokoju.  Ale  jej  siostra  stała  w  miejscu.  Emily

przestąpiła z nogi na nogę. Zastanawiała się, czy zaprosić siostrę do środka. Właściwie się pogodziły...

ale nie zdążyły się ponownie zaprzyjaźnić. Poprzedniego wieczoru po kolacji Emily poszła do salonu,

żeby  obejrzeć  zawody  snowboardowe  na  NBC  Extreme,  ulubionym  kanale  Carolyn.  Siostra  usiadła

obok  niej,  ale  nie  odezwały  się  do  siebie  ani  słowem  nawet  wtedy,  kiedy  jeden  z  uczestników

wyścigów  nieomal  wypadł  z  toru.  Czy  tak  miało  wyglądać  ponowne  nawiązywanie  siostrzanych

relacji?

Teraz Carolyn oparła się o framugę.

– Zastanawiałam się, czy nie wyskoczyłabyś ze mną do baru.

Emily tak się zdziwiła, że usiadła na łóżku.

– Teraz?

Carolyn zacisnęła zęby.

– Nie gorączkuj się. Myślałam, że mogłybyśmy gdzieś wyskoczyć, ale skoro nie chcesz...

– Carolyn! – jęknęła Emily, zrywając się na równe nogi. – Zaczekaj! Do baru? Z alkoholem?

W zeszłym roku w czasie Dnia Francuskiego w szkole pozwolono uczniom w czasie obiadu wypić

na spróbowanie lampkę wina, ale tylko tym, którzy nie zamierzali potem jechać samochodem. Nawet

wtedy Carolyn nie wzięła do ust alkoholu, tylko zamówiła colę.

Emily chwyciła siostrę za rękę.

– No pewnie, że pójdę z tobą do baru. Do którego?

Carolyn weszła do łazienki.

– To niespodzianka. Spotkamy się za dziesięć minut. Wyjdziemy tylnymi drzwiami i pojedziemy

background image

minivanem. Stoi na podjeździe.

Emily uniosła brwi. Tylne drzwi mieściły się daleko od sypialni rodziców. Nie usłyszeliby, gdyby

córki  wyszły  z  domu  i  odjechały  samochodem.  Słyszeli  tylko  silnik  samochodu  zapalany  w  garażu.

Czy  zawsze  porządna  Carolyn  zamierzała  złamać  zasady  i  wymknąć  się  z  domu?  Siostra  zamknęła

drzwi do łazienki, zanim Emily zdążyła ją o to zapytać. Uśmiechnęła się do siebie, zastanawiając się,

co to za niespodzianka. Choć tak naprawdę zupełnie jej na tym nie zależało. Cieszyła się, że jej siostra

po tak długim czasie postanowiła wyciągnąć do niej rękę.

–  Pegaz?  –  zapytała  Emily  pół  godziny  później,  kiedy  Carolyn  zatrzymała  się  minivanem  na

parkingu  przed  długim,  niskim  budynkiem  z  wielkimi  oknami  i  ogromnym  neonowym  koniem  ze

skrzydłami wiszącym nad wejściem.

W stronę wejścia szły trzy dziewczyny w identycznych kraciastych spódniczkach. W oknie stały,

trzymając  się  za  ręce,  dwie  chude  dziewczyny  w  minispódniczkach.  Emily  i  Carolyn  były

w  zachodniej  części  Hollis,  w  pełnej  zieleni  dzielnicy  zwanej  z  oczywistych  powodów  Różowym

Trójkątem.  Emily  nigdy  nie  odważyła  się  pójść  do  lesbijskiej  księgarni  Księgi  Lilith.  Nigdy  nie

zbliżyła  się  nawet  do  lesbijskiej  herbaciarni  Git  i  nigdy  nie  przestąpiła  progu  Pegaza,  jedynego

lesbijskiego baru w okolicy. Ale zawsze ją tam ciągnęło. Nie sądziła, że Carolyn zna te okolice.

Siostra Emily zaparkowała.

– Dziś będzie fajny koncert.

Przeszła przez wysypany żwirem parking do wejścia. Emily pobiegła za nią i chwyciła ją za ramię.

– Możemy iść do każdego innego baru w Hollis. Nie musimy tu zostawać.

Carolyn ściągnęła brwi.

– Moja współlokatorka z akademika jest lesbijką. Nie raz już spędziłam fajny wieczór z nią i z jej

koleżankami w Palo Alto.

Carolyn znowu mówiła takim tonem, jakby chciała dać do zrozumienia Emily, że tylko udaje, że

nie jest na nią zła, a tak naprawdę gniew jej wcale nie minął. Jakby oczekiwała, że Emily przeprosi ją

za to, że podejrzewała ją o uprzedzenia. Emily uniosła ręce w geście kapitulacji.

– No dobra, chodźmy.

Kiedy  przechodziły  przez  parking,  Emily  usłyszała  chichot.  Samochody  rzucały  długie  cienie  na

chodnik.  Za  stołem  piknikowym  coś  zaszeleściło.  „Nawet  jeśli  to Ali,  nic  mi  nie  grozi”,  pomyślała

Emily, rzucając okiem na czarny samochód zaparkowany w dyskretnym miejscu, na końcu parkingu.

Ale i tak zrobiło jej się nieswojo na myśl, że Ali może ją obserwować. Gdyby Ali podeszła teraz do

niej, czy Emily chciałaby ją ukarać i się zemścić, czy może uśmiechnęłaby się niewyraźnie i przyjęła

przeprosiny?  Od  kiedy  opowiedziały  o  wszystkim  policji,  Emily  czuła  czasem  wyrzuty  sumienia.

background image

Opowiedziała wszystko, a teraz policja szukała Ali. Emily już jej nie kochała, ale poczucie winy było

jak odruch bezwarunkowy. Zastanawiała się, jak długo jeszcze będzie się tak czuła.

Z lokalu dobiegały dźwięki gitary akompaniującej wokalistce. Emily weszła do środka za siostrą.

Z  sufitu  zwisały  srebrne  girlandy,  na  barze  paliły  się  świece  o  owocowym  zapachu,  obok  stało  duże

akwarium z tropikalnymi rybami i kilka pluszowych foteli, na których siedziały tylko dziewczyny. Z

tyłu  ustawiono  scenę,  przed  którą  znajdował  się  parkiet  do  tańca.  Kilka  par  już  się  na  nim  kręciło.

Dwie  dziewczyny  całowały  się,  siedząc  na  parapecie. Ale  poza  tym  bar  wyglądał  dokładnie  tak  jak

wszystkie inne knajpy w Hollis. Podawano tu dokładnie te same piwa, na ścianie wisiała tarcza do gry

w rzutki, a w rogu stał stół do bilardu. Na małym ekranie wiszącym nad barem można było obejrzeć

mecz hokejowy.

Carolyn  usiadła  przy  barze.  Emily  stała  obok,  nie  wiedząc,  co  powiedzieć.  Zauważyła  śliczną

ciemnoskórą dziewczynę, która podniosła rękę i pomachała do niej. Emily spuściła wzrok ze wstydu.

Carolyn nie odezwała się ani słowem. Czy miały tak tkwić przez cały wieczór?

Piosenkarka śpiewała własne wersje piosenek Beatlesów i Boba Marleya.

Nagle Carolyn odwróciła się do Emily.

– Musimy sobie poprawić nastrój. Chcesz zatańczyć?

Emily prawie się roześmiała. Carolyn nigdy nie tańczyła. Ale teraz wyglądała tak, jakby mówiła

całkiem serio. Wyciągnęła ramiona do Emily, kołysząc biodrami.

– Okej – odparła Emily.

Weszły  na  parkiet  i  zaczęły  się  poruszać  w  rytm  piosenki  reggae.  Śliczna  dziewczyna,  która  jej

przed chwilą pomachała, wzięła ją za rękę, ale Emily posłała jej tylko nieśmiały uśmiech.

– Mam dziewczynę.

– Każda z nas ma. – Dziewczyna uśmiechnęła się. Emily nigdy w życiu nie widziała tak równych

zębów.  –  To  tylko  taniec,  kochanie.  Bez  zobowiązań.  –  Wręczyła  Emily  wysoki  kieliszek  pełen

gazowanego napoju. – Mam na imię River. Napij się ze mną.

Emily  spojrzała  na  siostrę,  która  uśmiechała  się  od  ucha  do  ucha.  Nagle  wśród  tych  wszystkich

trzymających  się  za  rękę,  całujących  się  i  tańczących  powoli  par  Emily  miała  wrażenie,  że  dotyka

miękkiej dłoni Jordan i czuje jaśminowe perfumy na jej szyi. Tak bardzo za nią tęskniła. Ale przecież

chodziło o jeden taniec i kieliszek szampana. To nic wielkiego.

Następna piosenka była znacznie skoczniejsza i szybsza, z beatem techno. River chwyciła Emily

za rękę i okręciła dookoła. Emily sączyła szampana. Bąbelki sprawiły, że poczuła się lekka i wolna.

Wysoka dziewczyna z kucykami wciągnęła Carolyn do tańca w korowodzie. Teraz sunęły po parkiecie

z  czerwonymi  policzkami  i  roziskrzonymi  oczami.  Emily  i  jej  nowa  przyjaciółka  też  się  do  nich

przyłączyły.  Ktoś  zrobił  im  zdjęcie  telefonem.  Barmanka,  muskularna  dziewczyna  z  mnóstwem

tatuaży, roześmiała się, odchylając głowę.

background image

Nagle Emily zauważyła znajomo wyglądającą, wysoką dziewczynę o platynowych włosach. Iris?

Wyrwała się z korowodu i przecisnęła się przez tłum. Blondynka stała przy bankomacie, tyłem do

Emily,  która  z  bijącym  sercem  dotknęła  jej  kościstego  ramienia.  Dziewczyna  się  odwróciła.  Miała

bardziej trójkątną twarz niż Iris i brązowe, a nie zielone oczy.

– Tak? – zapytała przyjaźnie. Miała zupełnie inny głos niż Iris.

Emily nie potrafiła ukryć rozczarowania.

– Przepraszam, pomyliłam cię z kimś.

Poczuła desperację. „Błagam, niech Iris się odnajdzie – modliła się do sił kosmicznych. – Oby nic

jej się nie stało”. Wróciła do Carolyn, próbując odpędzić złe myśli. Przetańczyły jeszcze trzy piosenki

i  okropnie  się  spociły.  Wreszcie  Carolyn  odeszła  na  bok,  ciężko  dysząc.  River  cmoknęła  Emily

w policzek i zniknęła w tłumie. Emily usiadła na kanapie obok siostry i oparła się o jej ramię. Carolyn

się nie odsunęła.

– Dzięki – powiedziała Emily. – To był świetny pomysł.

Carolyn spojrzała na nią łagodnie.

– A więc... rozejm?

– Rozejm – powiedziała Emily. – Koniecznie.

Carolyn  podniosła  drinka  i  stuknęła  nim  o  pusty  kieliszek  po  szampanie,  który  wypiła  Emily.

W szklance miała ciemny napój o znajomym zapachu. Emily wybuchnęła śmiechem.

– To Dr Pepper?

– No pewnie!

Emily  wzniosła  toast,  powstrzymując  się  od  śmiechu.  Jak  się  okazało,  Carolyn  niewiele  się

zmieniła od tamtego dnia, kiedy w szkole świętowano Dzień Francuski. Ale tak naprawdę Emily wcale

nie miała jej tego za złe.

background image

14

ROZMOWA PRZY KAWIE

W  środę  wieczorem  Spencer  leżała  na  łóżku,  oglądając  zdjęcia  breloczka  z  logo  Acury,  które

zrobiła, zanim zostawiła swoje znalezisko w biurze Fuji. Czy Ali specjalnie go zostawiła? Jeśli Ali lub

jej pomocnik jeździli takim samochodem, to znaczy, że nie skarżą się na brak pieniędzy. Samochodu

na pewno nie kupili państwo DiLaurentis, którzy wpadli w tarapaty finansowe, od kiedy musieli płacić

za leczenie córki w Zaciszu. Czy to oznaczało, że to pomocnik Ali miał tyle pieniędzy? Może Spencer

powinna  zadzwonić  do  Fuji  i  zasugerować  jej,  żeby  sprawdziła,  kto  w  okolicach  Filadelfii  jeździ

acurą. Może znalazłaby jakiegoś bogatego chłopaka o imieniu zaczynającym się na N.

– Spence?

Spencer  się  poderwała.  W  korytarzu  stała  Melissa,  nadal  w  szarej  garsonce  i  szpilkach,  co

oznaczało,  że  dopiero  wróciła  z  pracy  w  dużej  firmie  inwestycyjnej  w  Filadelfii.  Ale  Melissa  nie

mieszkała już z rodziną. W zeszłym roku przeprowadziła się do domu w centrum miasta.

– Co ty tu robisz? – zapytała Spencer.

– Przyjechałam, żeby z tobą pogadać – powiedziała łagodnie Melissa. Zamknęła drzwi i weszła do

pokoju. – Słuchaj, wiem, co jest grane.

– O czym ty mówisz?

–  Ona  wróciła,  prawda?  –  powiedziała  ledwie  słyszalnym  głosem.  –  Przeżyła  pożar.  I  znowu  cię

prześladuje. A teraz sprawą zajęła się policja.

Melissa otworzyła szeroko oczy i wyglądała trochę tak, jakby opętał ją zły duch.

– Jak się domyśliłaś? – zapytała Spencer.

–  Nie  gniewaj  się.  Słyszałam,  że  cię  aresztowano  i  wypuszczono.  Wilden  ma  wciąż  sporo

znajomych  w  policji.  Poprosiłam  go,  żeby  zasięgnął  języka,  no  i  dowiedział  się,  że...  Zresztą  sama

wiesz. – Usiadła. – Chciałam poznać prawdę, Spencer. To również moja przyrodnia siostra.

Spencer wstała i spojrzała przez okno na dawny dom Ali. Nie mogła pogodzić się z tym, że Ali to

jej przyrodnia siostra.

– Nie zadawaj więcej pytań. Chyba nie chcesz znowu wylądować zamknięta w szafie z trupem.

–  Nie  chcę  też,  żebyś  ty  zginęła.  –  Melissa  podeszła  do  Spencer  i  uścisnęła  jej  ramię.  –  Jeśli

będziesz czegoś potrzebowała, pomogę ci. Nienawidzę tej suki tak samo jak ty.

Przytuliła  Spencer,  a  potem  poklepała  ją  po  ramieniu.  „Zadzwoń  do  mnie”,  szepnęła  bezgłośnie,

zamykając drzwi.

background image

Spencer  oparła  się  o  wezgłowie  łóżka,  przykrywając  się  kocem.  Co  to  miało  znaczyć?  Siostra

postanowiła  się  z  nią  sprzymierzyć?  Najwyższy  czas.  Chociaż  właściwie  wybrała  fatalny  moment.

Choć  Fuji  objęła  całą  rodzinę  Hastingsów  programem  ochrony  świadków,  Spencer  nie  czuła  się

zupełnie spokojna. Melissa powinna trzymać się jak najdalej od Ali.

Kilka  minut  później  rozległ  się  dzwonek  do  drzwi.  Spencer  poderwała  się  znowu  z  bijącym

sercem. Przyszedł Chase.

Przejrzała się w lusterku, poprawiając niedawno wysuszone włosy. Czy w tej sukience nad kolano

od Tory Burch nie wyglądała zbyt elegancko? Przecież Chase zaprosił ją tylko na kawę. Spojrzała na

dżinsy  równo  ułożone  w  szafie.  Sama  nie  wiedziała,  czemu  robi  wokół  tego  tyle  hałasu.  Tylko  się

przyjaźniła z Chase’em. On jej tylko pomagał. Owszem, był uroczy. A poza tym zaciągnęła u niego

dług wdzięczności, kiedy poprosiła go o pomoc w śledzeniu Ali. Sama nie wiedziała, czemu tak długo

się malowała i czemu na jej ustach pojawiał się ten dziwny uśmieszek, kiedy sobie przypominała, jak

kilka dni wcześniej Chase węszył w domu pokazowym pana Pennythistle’a.

Dzwonek  rozległ  się  ponownie.  Spencer  jęknęła,  włożyła  buty  na  płaskich  obcasach,  a  kiedy

schodziła po schodach, pani Hastings otworzyła drzwi.

– Dzień dobry – przywitała gościa.

Chase wszedł do holu. Na widok Spencer uśmiechnął się, a potem przyjrzał się jej sukience.

– Wyglądasz fantastycznie.

Spencer się zaczerwieniła. Chase miał na sobie bojówki i podkoszulek. Zanim jednak zdążyła go

zapytać, czy może się przebrać, Chase podał jej ramię.

– Chodźmy – powiedział. – Chcę cię gdzieś zabrać.

Otworzył  drzwi  swojej  hondy,  a  potem  uruchomił  silnik.  Wyjechał  na  autostradę  prowadzącą  do

Filadelfii, ale skręcił w kierunku dzielnicy, której Spencer nie znała.

– Dokąd jedziemy? – zapytała, rozglądając się.

Na  widok  czerwono-biało-zielonych  flag  zawieszonych  na  gankach  większości  oryginalnych

domów  z  brązowej  cegły  pomyślała,  że  chyba  połowa  ludności  Włoch  kupiła  te  domy  i  się  tu

przeprowadziła.

– Zobaczysz – powiedział Chase i zaparkował przed niewielką i przytulną kawiarnią.

Znowu otworzył Spencer drzwi i kiedy wysiadała, podał jej rękę, a potem szybko ją puścił. Kiedy

wchodzili do kawiarni, odezwały się dzwoneczki zawieszone nad drzwiami. W środku rozchodził się

aromat espresso. Podłoga była wyłożona marmurem, lada była z brązu, a stoliki i krzesła wykonano

z kutego żelaza. Z głośników płynęła muzyka operowa.

– Patrzcie, kto nas odwiedził! – zawołał ktoś, a potem zza baru wyłonił się siwowłosy mężczyzna

w garniturze w prążki.

Uścisnął Chase’a na powitanie. Pachniał cygarami.

background image

Spencer  przestępowała  z  nogi  na  nogę.  Mężczyzna  wyglądał  jak  jedna  z  postaci  z Rodziny

Soprano.

– Spencer, to Nico – powiedział Chase, kiedy już przywitał się z mężczyzną. – Nico, to Spencer.

Nico zmierzył Spencer wzrokiem, a potem chwycił Chase’a za rękę.

– Niezła, kolego.

– Och, tylko się przyjaźnimy – odparł szybko Chase, spoglądając na Spencer.

Uśmiechnęła się, a Nico puścił do niej oko, jakby nie wierzył Chase’owi. Potem pokazał gestem na

wnętrze  kawiarni.  Przy  stolikach  siedziało  kilka  osób.  Starszy  mężczyzna  w  kącie  rozwiązywał

krzyżówkę.

– Usiądźcie, gdzie chcecie.

Spencer usiadła na krześle i rozejrzała się. Na podwieszanym stelażu wisiały garnki. Na ścianach

było  mnóstwo  czarno-białych  zdjęć  przedstawiających  ponure  kobiety,  które  trzymały  na  rękach

dzieci albo gotowały. Obok nich znajdowały się włoskie reklamy i plakaty z tytułami oper, o których

Spencer nigdy nie słyszała. Czuła się tu jak w Paryżu albo Rzymie. Nachyliła się do Chase’a.

– Jak się dowiedziałeś o tym miejscu?

Chase się uśmiechnął.

– Trafiłem tutaj, kiedy badałem jedną ze spraw, o których pisałem na moim blogu. Nico dostarczył

mi mnóstwo tajnych informacji. A poza tym daje mi bilety do opery.

Spencer założyła ręce na piersi.

– Myślałam, że opera jest dla starszych pań.

– Skąd ci to przyszło do głowy? – Chase zmierzył ją wzrokiem. – Nie wierzę, że nigdy nie byłaś

w operze. Kiedyś cię zabiorę.

Spencer się uśmiechnęła.

– Byłoby super.

Jeszcze nie tak dawno potrafiła sobie wyobrazić przyszłość tylko w czarnych barwach. Myślała, że

A. w końcu je dopadnie i ukarze. Teraz czuła się tak, jakby pozbyła się wielkiego kubła pomyj, który

zajmował za dużo miejsca w jej głowie.

– O czym myślisz? – zapytał Chase.

Spencer westchnęła.

– O tym, jak nagle wszystko się zmieniło – powiedziała. – Kamień spadł mi z serca.

– Wyobrażam sobie.

– Chociaż wiem, że nie powinnam się przedwcześnie cieszyć. Oni wciąż mogą mnie obserwować.

Spencer  mimowolnie  spojrzała  przez  okno  ozdobione  witrażami.  Na  ulicy  dreptały  gołębie.

Chodnikiem szedł strażnik miejski z parkometrem.

background image

– Wiesz, jak idzie śledztwo? – zapytał Chase półgłosem.

– Oddałam im ten breloczek do acury – powiedziała Spencer. – Niech sobie teraz radzą.

Nagle poczuła dreszcz na karku. Podniosła głowę, słysząc skrzypienie drzwi. Spodziewała się, że

w progu stanie Ali. Lecz na salę weszła tylko starsza pani i zaczęła wycierać stoliki.

Spencer spojrzała na Chase’a.

– Chyba nie powinniśmy rozmawiać o Ali w miejscu publicznym.

Chase pokiwał głową.

– Rozumiem.

Nico znowu się zjawił i przyniósł im kawę w filiżankach z delikatnej porcelany.

– Grazie – powiedziała Spencer, próbując dostosować się do panującej tu atmosfery.

Podniosła filiżankę ze spodka i napiła się kawy. Jeszcze nigdy nie piła czegoś tak pysznego, o tak

pełnym, aksamitnym smaku.

– Wspaniała – powiedziała z rozmarzoną miną.

–  A  nie  mówiłem,  że  dają  tu  świetną  kawę?  –  Chase  wyciągnął  serwetkę  ze  srebrnego  stojaka

i podał Spencer.

Przez chwilę milczeli. Nico pogwizdywał, wycierając za barem malutkie filiżanki do espresso.

– Kiedyś zaprosiłem go na niedzielny obiad – powiedział Chase cicho, zerkając na Nica. – Rodzice

patrzyli na mnie, jakbym był niespełna rozumu. Chyba spodziewali się, że w każdej chwili nasz dom

otoczy policja.

– Moja mama zareagowałaby tak samo – powiedziała Spencer, podpierając brodę ręką. – Musisz

jeść z rodzicami niedzielne obiady?

Chase przesunął się nieco na krześle.

–  Mam  dużą  rodzinę,  więc  czasem  robi  się  z  tego  wielka  impreza.  Ale  gdybyśmy  przestali  się

spotykać, bardzo by mi tego brakowało.

Opowiedział  jej  o  pysznych  potrawach,  które  gotuje  jego  mama,  o  dziadku,  który  w  kółko

opowiada te same kawały, i o swoich młodszych kuzynach, którzy w czasie deseru zawsze pokazują

jakieś przedstawienie teatralne.

– Pewnie świetnie się bawicie – powiedziała Spencer. – Zawsze chciałam mieć rodzinę, która się

lubi.

Chase się uśmiechnął.

– Zawsze możesz do nas wpaść w którąś niedzielę.

Spencer poczuła, że serce zaczyna jej szybciej bić.

– Najpierw zapraszasz mnie do opery, potem na rodzinny obiad... Co dalej?

– Może bal maturalny? Ale przecież to mamy już za sobą – zażartował. – W pewnym sensie.

background image

Spencer  zachichotała.  Podobało  jej  się  to,  że  Chase  z  nią  flirtuje.  Nagle  popatrzył  na  nią  z  taką

czułością i podekscytowaniem, jakby chciał ją pocałować. Spencer wyobraziła to sobie i nachyliła się

w jego stronę.

Piip.

W sali rozległ się głośny dźwięk jej telefonu.

– Och – jęknęła Spencer, zaglądając do torebki.

Zamiast  numeru  pojawił  się  rząd  cyfr  i  liter.  Spencer  poczuła  skurcz  żołądka.  Natychmiast

otworzyła wiadomość.

Naprawdę chcesz mieć krew kolejnej niewinnej osoby na rękach, Spence? Jeśli nie, to zostaw w spokoju swojego chłoptasia.

A.

Krew odpłynęła z twarzy Spencer.

– Co się stało? – Chase dotknął jej ramienia. – Spencer?

Rozejrzała  się  po  kawiarni.  Nico  włączył  młynek  do  kawy.  Jakaś  para  karmiła  się  nawzajem

cannoli. W jednej chwili Spencer odzyskała dobry nastrój. Wiedziała dokładnie, co robić.

– Nic takiego – powiedziała.

Wyprostowała plecy, spojrzała na ekran telefonu i wybrała numer agentki Fuji. „Właśnie dostałam

kolejną wiadomość – napisała, przekierowując SMS-a od A. – Proszę sprawdzić ten trop”.

background image

15

W GALERII

W  czwartek  po  południu  Aria  pojechała  do  Old  Hollis,  gdzie  z  trudem  znalazła  miejsce  do

parkowania.  Wysiadła  z  samochodu,  zabrała  leżące  na  tylnym  siedzeniu  portfolio  i  stanęła  przed

galerią,  w  której  pracowała  jej  mama.  Stary  wiktoriański  budynek  miał  wielkie  okno  z  przodu

i  olbrzymią  werandę.  Na  szybie  wisiał  mały  ozdobny  witraż,  a  z  sufitu  zwisały  dzwoneczki  z  brązu

poruszane wiatrem. Przed domem rosły piękne tulipany. Dziś Aria po raz pierwszy przyszła do pracy

i  choć  bardzo  chciała  wzbudzić  w  sobie  entuzjazm,  odczuwała  jedynie  odrętwienie.  Portfolio  w  jej

rękach  zrobiło  się  bardzo  ciężkie.  Nie  chciało  jej  się  wierzyć,  że  Jim,  właściciel  galerii,  zacznie

sprzedawać  jej  obrazy,  ale  mama  uparła  się  i  zmusiła  Arię,  żeby  przyniosła  wszystko,  nad  czym

ostatnio pracowała.

Wyprostowała  się  i  ruszyła  w  stronę  drzwi.  Szła  bardzo  ostrożnie,  żeby  się  nie  przewrócić

w  nowych  różowych  bucikach  na  obcasach.  Kiedy  mijała  wysoki  klon  z  huśtawką  z  opony  i  ptasim

gniazdem na jednej z niższych gałęzi, usłyszała, że dzwoni schowany w torbie telefon. Wyciągnęła go.

Na ekranie widniało nazwisko agentki Fuji. Serce podeszło Arii do gardła. Czy nastąpił jakiś przełom

w sprawie?

–  Dzień  dobry, Ario.  Tu  Jasmine  Fuji  –  przywitała  się  agentka  uprzejmym,  oficjalnym  tonem.  –

W naszej rozmowie weźmie też udział Spencer. Masz chwilę?

– Jasne.

Kątem  oka  dostrzegła  jakiś  cień,  ale  kiedy  się  odwróciła,  nie  zauważyła  niczego  podejrzanego.

Nigdzie nie widziała ochroniarza galerii.

Fuji chrząknęła.

–  Przede  wszystkim  bardzo  dziękuję,  że  przekazałyście  mi  wiadomości  od  A.  Bardzo  nam  się

przydały.

– Hej, Aria. Wczoraj dostałam SMS-a – powiedziała Spencer przez ściśnięte gardło. A ty?

– Nie – odparła Aria. – Co w nim było?

– Pogróżki pod adresem Chase’a, mojego kolegi, który prowadzi blog o teoriach spiskowych. Boję

się, że grozi mu niebezpieczeństwo. Może jego też należałoby objąć programem ochrony świadków.

– Zobaczę, co da się zrobić – powiedziała Fuji. – Ale tym razem dzwonię, bo chciałabym wyjaśnić

pewną sprawę związaną z wami i Grahamem Prattem. Ario, to ty odnalazłaś Grahama, tak?

Aria oparła swoje portfolio o latarnię.

background image

– Nie. Po prostu przydzielono nas do tej samej grupy w czasie rejsu.

– Hmm. A więc dopiero później dowiedziałaś się, że Graham chodził kiedyś z Tabithą Clark?

– Zgadza się – powiedziała Aria, odwracając się, kiedy ulicą przejechała dziewczynka na rowerze.

– Dokładnie w chwili, kiedy się o tym dowiedziałam, dostałam wiadomość od A. Jakby ten ktoś mnie

obserwował.

– Okej. – Fuji westchnęła. – Żałuję, że nie udało się porozmawiać z Grahamem, zanim umarł.

– Zanim go zamordowano – poprawiła ją Spencer. – A przy okazji, czy zbadała pani sprawę tego

chłopaka o imieniu zaczynającym się na N, tego, o którym Graham mówił Hannie w klinice?

Fuji zaśmiała się cicho.

– Nie martw się, sprawdzamy wszystkie tropy.

– A sprawdziła pani listę pacjentów Zacisza, którzy leczyli się tam w tym samym czasie co Ali? –

drążyła sprawę Spencer. – To mogłoby nam wiele wyjaśnić.

–  Badamy  to  –  powiedziała  z  lekkim  zniecierpliwieniem  Fuji.  W  słuchawce  rozległy  się  jakieś

zduszone dźwięki. – Dziewczyny, muszę już kończyć. Dziękuję, że poświęciłyście mi swój czas.

– Zaraz! – krzyknęła Spencer, ale Fuji już się rozłączyła.

Aria też wyłączyła telefon, spoglądając ze zniecierpliwieniem na niebo. Spencer była neurotyczką

do szpiku kości.

– Aria! Świetnie, że przyjechałaś!

Drzwi wiktoriańskiego domu otworzyły się i na progu stanęła Ella w swoim „mundurku”: długiej

spódnicy z patchworku, bluzce z białego lnu i niebieskich aksamitnych birkenstockach. Wprowadziła

Arię do środka. W ogromnym pomieszczeniu na ścianach wisiały niezliczone obrazy przedstawiające

krajobrazy Pensylwanii ze stodołami i dzikimi zwierzętami.

– Za chwilę zjawi się tutaj nowy artysta. Zorganizujemy mu debiutancką indywidualną wystawę.

Nie mogę się doczekać

Aria  położyła  dłoń  na  starym  kołowrotku  stojącym  w  rogu  galerii,  od  kiedy  pamiętała.  Jakby  to

było kolejne dzieło sztuki.

– Jak się nazywa? – zapytała.

Ella wyjrzała przez okno.

– Asher Trethewey.

„Asher  Trethewey”.  Aria  nie  potrafiłaby  wymyślić  lepszego  nazwiska  dla  emerytowanego

prawnika, który postanowił na starość oddać się malarstwu. Wyobraziła go sobie z pudełkiem pasteli,

jak w skupieniu maluje scenę pasterską z rzeką Brandywine w tle.

– Mogę ci w czymś pomóc? – zapytała Aria.

–  Właściwie  tak.  –  Ella  spojrzała  na  zegarek.  –  Za  piętnaście  minut  umówiłam  się  na  obiad

z innym artystą. Muszę iść. Czy mogłabyś porozmawiać z panem Tretheweyem?

background image

– Ja? – Aria położyła dłoń na piersi. To brzmiało jak bardzo poważne zadanie.

– Ma odebrać od nas kilka dokumentów. – Ella pokazała na stos papierów leżący na biurku. – Po

prostu dopilnuj, żeby je dostał, okej? – Znowu spojrzała na zegarek, a potem wzięła torebkę z biurka.

– Muszę lecieć. Na pewno sobie poradzisz!

Wybiegła  z  galerii.  Aria  podeszła  do  okna  i  obserwowała,  jak  jej  mama  zbiega  po  schodach

z  werandy  i  wsiada  do  samochodu.  Silnik  zawarczał  i  po  chwili  samochód  zniknął  za  zakrętem.  Na

pustej  ulicy  zapanowała  niepokojąca  cisza.  Na  gałęzi  zamarła  wiewiórka,  z  głową  zadartą  w  górę.

Dzwoneczki  na  werandzie  zakołysały  się  pod  wpływem  wiatru,  ale  nie  wydały  żadnego  dźwięku.  Po

niebie leciał samolot, ale był zbyt wysoko, by można usłyszeć jego odgłos.

Aria rozejrzała się po wielkim pomieszczeniu. Obrzuciła wzrokiem wiszące na ścianie akwarelowe

krajobrazy,  a  potem  zaczęła  przeglądać  dokumenty  dla  pana  Tretheweya.  Nie  rozumiała  ani  słowa

z  prawnego  żargonu. A  gdyby  ten  artysta  zadawał  jakieś  pytania?  To  była  typowa  akcja  w  stylu  jej

mamy. Kiedy mieszkali na Islandii, Ella złamała nogę, próbując ściągnąć z drzewa pisklę maskonura.

Musiała  leżeć  w  łóżku  i  poprosiła  kiedyś Arię,  żeby  pojechała  ich  saabem  do  supermarketu.  Jakby

zapomniała, że jej córka miała wtedy czternaście lat.

– Nic ci się nie stanie! – uspokajała Arię. – Po prostu trzymaj się lewej strony jezdni i zatrzymuj

się na czerwonym świetle!

Ktoś  zapukał  do  drzwi  i Aria  się  odwróciła.  Wyprostowała  plecy  i  idąc,  próbowała  przygotować

się  jakoś  na  tę  rozmowę.  Nie  miała  pojęcia,  co  powiedzieć.  Kiedy  otworzyła  drzwi,  zobaczyła  na

werandzie  młodego  człowieka  w  czarnym  podkoszulku  i  wąskich  szarych  spodniach,  z  dużym

czarnym  portfolio  w  rękach.  Miał  szerokie  ramiona,  obezwładniające  niebieskie  oczy,  idealnie

ukształtowany  nos  i  podbródek  oraz  zmysłowe  usta.  Wyglądał  jak  skrzyżowanie  seksownego

brytyjskiego piłkarza i modela reklamującego wodę kolońską Polo. Aria uniosła brwi.

– Dzień dobry.

Mężczyzna wyciągnął do niej rękę.

– Dzień dobry. Nazywam się Asher Trethewey. Czy pani Ella Montgomery?

– O-och – zająknęła się Aria. Zrobiła krok w tył i nieomal straciła równowagę. – Nie, jestem jej

córką.  Mam  na  imię Aria. Ale  mogę  panu  pomóc.  Proszę  wejść.  –  Mówiła  coraz  wyższym  głosem,

a jej ostatnie zdanie zabrzmiało jak pytanie. – Mam dla pana dokumenty – powiedziała, podchodząc

do biurka.

Asher stanął pośrodku galerii, opierając dłonie na biodrach.

–  Właściwie  chciałem  pokazać  twojej  mamie  swoje  prace  i  zapytać,  które  z  nich  nadają  się  na

wystawę.

– Och. – Aria zacisnęła zęby. Wiedziała, że coś takiego się stanie. – Ona powinna niedługo wrócić.

Asher przechylił na bok głowę i uśmiechnął się do Arii.

background image

– A może ty je obejrzysz? Jeśli chcesz.

Asher  położył  portfolio  na  biurku  i  otworzył  je.  Pokazał Arii  kilka  zdjęć.  Wszystkie  wyglądały

eterycznie, były celowo rozmazane, większość przedstawiała ludzi w ruchu, biegnących, jadących na

rowerze albo skaczących z trampoliny. Aria nachyliła się nad nimi i przyjrzała się z bliska fotografii

małej  dziewczynki  przebiegającej  przez  zraszacz  do  trawy.  Właściwie  nie  była  to  fotografia,  tylko

mozaika skomponowana z malutkich kwadracików.

– Fajne. Jest pan Chuckiem Close’em ery cyfrowej.

Asher uśmiechnął się nieśmiało.

– Kilku recenzentów to zauważyło.

– To jeden z moich ulubionych fotografów – powiedziała Aria. – Próbowałam robić zdjęcia w tym

stylu, ale brak mi talentu.

Zainspirowała  ją  retrospektywna  wystawa  Chucka  Close’a  w  Filadelfijskim  Muzeum  Sztuki,

pokazywana zeszłego lata. Pojechała tam z Noelem, który nie dał po sobie poznać, jak straszliwie się

nudzi, kiedy dokładnie oglądała każde zdjęcie. „Przestań o nim myśleć”, skarciła się w myślach.

– Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale co pan robi w Rosewood?

Asher podniósł głowę i zachichotał.

– Przyjechałem do Hollis na krótkie stypendium. Wcześniej mieszkałem w San Francisco.

–  Naprawdę?  –  Aria  wzięła  do  ręki  podstawkę  pod  szklankę  ze  zdjęciem  muchy  uwięzionej

w kawałku bursztynu i zrobiło się jej żal biednego owada. – Zawsze chciałam tam pojechać.

–  Fajne  miasto.  –  Asher  wyciągnął  w  górę  swoje  długie,  żylaste  ręce.  –  Powiedz  prawdę.

Spodziewałaś się, że jestem jednym z artystów malujących osady amiszów i krowy na pastwisku?

– Może i tak – przyznała Aria i znowu zaczęła oglądać prace Ashera. – Często pan wystawia swoje

zdjęcia?

–  Mam  szczęście,  bo  mój  agent  pracuje  w  Nowym  Jorku.  –  Spuścił  wzrok.  Miał  bardzo  długie

rzęsy. – Kilku celebrytów zainteresowało się moją pracą. Dobrze mi idzie.

Aria uniosła brwi.

– Ktoś znany?

Asher zamknął portfolio.

–  Kilku  muzyków  z  alternatywnych  zespołów,  starych  wyjadaczy  w  dziedzinie  sztuki.  Moją

najbardziej znaną klientką jest Madonna.

– Madonna? – Aria nieomal krzyknęła. – Spotkał się pan z nią?

Asher się speszył.

– Nie, rozmawialiśmy przez telefon. Straszna sztywniara i na dodatek udaje brytyjski akcent.

– No tak – powiedziała Aria, próbując się opanować.

background image

– Ty też się zajmujesz sztuką?

Aria okręciła wokół palca kosmyk włosów, który wysunął się z jej kucyka.

– Ach,  nie  bardzo.  Nie  na  poważnie.  –  Popatrzyła  na  swoje  portfolio  w  kartonowej  teczce,  które

leżało  w  kącie.  Wyglądało  tak  skromnie  w  porównaniu  ze  skórzaną  teczką  Ashera.  –  Czasem  coś

namaluję.

W niebieskich oczach Ashera pojawił się błysk.

– Mogę obejrzeć?

Zanim Aria zdążyła odpowiedzieć, on już poszedł po jej teczkę i położył ją obok swojego portfolio

na biurku. Kiedy wyciągnął pierwszą pracę, Aria się  zaczerwieniła.  Kolorowy,  surrealistyczny  obraz

przedstawiał  Noela.  Miał  fioletową  twarz  i  zielone  włosy,  a  jego  ciało  rozpływało  się  w  kolorowej

kałuży.  Arii  udało  się  uchwycić  jego  oczy,  uśmiech  i  zmierzwione  włosy.  Poczuła,  że  jej  puls

przyspiesza.

Asher wyciągnął z teczki kolejny portret Noela. A potem jeszcze jeden. Aria nie potrafiła znieść

ich  widoku,  musiała  odwrócić  wzrok.  Noel  zawsze  się  z  niej  śmiał,  bo  wciąż  chciała  malować  jego

portrety.  Zapytał,  czy  dostanie  jej  obrazy,  kiedy  skończy  się  wystawa  prac  uczniów  Rosewood  Day,

organizowana zwykle pod koniec roku.

– Zabierzesz je z sobą na studia? – żartowała Aria.

– No pewnie – odpowiadał Noel. – Powieszę je w pokoju, obok plakatów z gołymi dziewczynami

mojego współlokatora.

Teraz pewnie Noel zmienił zdanie.

– Wszystko w porządku?

Aria zamrugała. Z przerażeniem zdała sobie sprawę, że do oczu napłynęły jej łzy. Próbowała się

uśmiechnąć.

– Przepraszam, to portrety mojego byłego chłopaka. Jeszcze nie przeszłam do porządku dziennego

nad naszym rozstaniem. Właściwie nienawidzę tych obrazów. Powinnam je spalić.

Asher przez chwilę przyglądał się twarzy Noela, a potem zamknął teczkę.

–  Ja  też  często  umieszczam  na  swoich  obrazach  ludzi,  których  kocham.  To  ludzka  rzecz.  –

Podszedł do Arii. – Nie pal ich. Któregoś dnia mogą mieć dużą wartość.

Aria spojrzała na niego jak na wariata.

– Akurat.

– Mówię serio. Są niesłychanie głębokie. Masz ogromny talent.

Słońce wyłoniło się zza chmury, a jego promienie wpadły do galerii przez okno. Aria patrzyła na

Ashera i nie wiedziała, czy się uśmiechnąć, czy rozpłakać.

– Dziękuję – powiedziała cicho.

Asher splótł palce.

background image

–  Zachowaj  swoje  obrazy.  Pokaż  mi  następne,  kiedy  je  już  skończysz.  Skontaktuję  cię  z  moim

agentem.

– Co? – zdumiała się Aria.

Asher tylko się uśmiechnął. Wyglądał na pewnego siebie.

–  Potrafię  rozpoznać  talent.  –  Wziął  dokumenty,  schował  do  teczki  ze  zdjęciami  i  wziął  ją  pod

pachę. – Będziemy w kontakcie. Poproś mamę, żeby do mnie zadzwoniła.

– Dobrze – odparła Aria.

Ogarnęła  ją  fala  przyjemnego  ciepła,  kiedy  patrzyła,  jak  Asher  schodzi  po  schodach  i  pewnym

krokiem  wychodzi  na  ulicę.  Miała  ochotę  zadzwonić  do  kogoś  i  pochwalić  się,  że  znany  artysta

zachęcił  ją,  żeby  więcej  malowała.  A  gdyby  naprawdę  skontaktował  ją  ze  swoim  agentem!  Nagle

uświadomiła sobie, że najchętniej zadzwoniłaby teraz do Noela.

Kiedy  Asher  zniknął  za  zakrętem,  jej  nastrój  natychmiast  się  zmienił.  Słońce  zaszło  i  na  ulicy

zrobiło  się  ciemno.  Z  przecznicy  pędem  wyjechało  auto.  Gdzieś  w  głębi  bocznej  uliczki  zamiauczał

kot.

Piip.

Telefon zawibrował w jej dłoni. Aria z niepokojem spojrzała na ekran. Dostała nową, anonimową

wiadomość. Otworzyła ją.

Nie zaprzyjaźniaj się z tym nowym, ślicznym artystą, Aria. W przeciwnym razie zrobię mu krzywdę.

A.

Aria  poczuła  ucisk  w  żołądku.  Jak  Ali  się  o  wszystkim  dowiedziała?  Podsłuchiwała?  Czy

zamierzała zabić wszystkich, których znała Aria?

Teraz mogła jednak rozwiązać ten problem. Przekierowała wiadomość do Fuji. Włożyła telefon do

torby  i  z  wysoko  uniesioną  głową  weszła  z  powrotem  do  galerii.  „Jesteś  bezpieczna  –  powtarzała

w myślach. –To już koniec. Możesz zacząć nowy rozdział w życiu”.

Przynajmniej taką miała nadzieję.

background image

16

HANNA MARIN, CÓRKA IDEALNA

Tego  samego  popołudnia  Hanna  wpatrywała  się  w  niemy  obiektyw  kamery  telewizyjnej.  Kiedy

zapaliło się czerwone światło na znak, że rozpoczęło się nagranie, uśmiechnęła się promiennie.

–  Właśnie  dlatego  w  pełni  popieram  proponowany  przez  Toma  Marina  plan  „Zero  Tolerancji”  –

powiedziała powoli i wyraźnie.

To  był  już  szósty  dubel  spotu,  w  którym  razem  ze  swoim  tatą  Hanna  prezentowała  program

„Rodziny przeciwko pijanym kierowcom”. Ta wersja miała trafić do telewizji.

Tata siedział obok niej na wysokim stołku i wypowiadał swoje kwestie głosem prezydenta. Kiedy

kamerzysta  zrobił  zbliżenie  jego  twarzy,  Hanna  przejrzała  się  w  lustrze  stojącym  po  drugiej  stronie

biura w sztabie wyborczym, które naprędce zamieniono w studio filmowe. Miała na sobie granatową,

obcisłą sukienkę i perłowy naszyjnik, pożyczony od mamy. Poszła nawet do fryzjera. Jej kasztanowe

włosy spływały falami po ramionach. Zielone oczy lśniły, a skóra promieniała dzięki bardzo drogiemu

fluidowi, który makijażystka znalazła w swojej torbie. Hanna musiała się dowiedzieć, co to za marka.

Obiektyw znowu obrócono w stronę Hanny.

–  Musimy  wspólnie  zatroszczyć  się  o  bezpieczeństwo  nastolatków  w  Pensylwanii  –  powiedziała

z  naciskiem.  –  Wiem  to  nie  tylko  dlatego,  że  tu  mieszkam,  ale  również  dlatego  że  padłam  ofiarą

prześladowania i brałam udział w wypadku spowodowanym przez kierowcę pod wpływem alkoholu.

Pauza. Uśmiech od ucha do ucha. Szczery wyraz twarzy prawdziwej patriotki.

– I... cięcie! – zakrzyknął reżyser, który siedział na krzesełku za kamerą. – Chyba nareszcie nam

się udało!

Wszyscy zebrani w gabinecie zaklaskali. Pan Marin poklepał Hannę po ramieniu.

– Dobra robota.

– Fantastycznie wam to wyszło – pochwaliła ich Kate, która podeszła do Hanny. – Zachowujesz się

tak naturalnie przed kamerą. Jestem pod wrażeniem.

– Ma to po mnie – powiedziała z dumą mama Hanny.

Nigdy  wcześniej  mama  Hanny  i  Kate  nie  przebywały  razem  na  tak  niewielkiej  powierzchni,  ale

chyba się z sobą dogadały. Natomiast Isabel stała w odległym kącie i tak mocno ściskała podkładkę

pod  notatnik,  jakby  chciała  ją  połamać  w  drzazgi.  Podszedł  do  nich  Sidney,  główny  asystent  pana

Marina.

–  Mam  pewien  pomysł.  Możemy  tak  zaprezentować  tę  sprawę,  żeby  całą  winę  przerzucić  na

background image

właściciela  baru,  który  podał  Hannie  i  Madison  alkohol.  To  się  spodoba  wyborcom,  Tom.  Pomyślą

sobie:  „Gdyby  bardziej  pieczołowicie  sprawdzano  dowody  osobiste,  nigdy  nie  doszłoby  do  tego

wypadku”.

– Racja. – Pan Marin zrobił poważną minę. – Jak się nazywał ten bar? Powinniśmy doprowadzić

do jego zamknięcia. Żeby przykładnie ich ukarać.

– The Cabana.

Hanna  przypomniała  sobie  tamtą  pechową  noc,  kiedy  postanowiły  zaszaleć  w  knajpach  na  South

Street.  Powrócił  do  niej  zapach  dymu  papierosowego,  skoczna  piosenka  country,  Madison,  od  której

czuć było alkohol, i wrażenie, że buty Hanny kleją się do podłogi w łazience.

– Zapiszę. – Pan Marin zanotował coś w swoim telefonie. – No dobra, Han. Gotowa na drugą fazę?

Hanna  poczuła  się  nieswojo.  W  fazie  drugiej  miała  przeprosić  Madison,  która  po  wypadku

przeniosła  się  na  Uniwersytet  Immaculata.  Zgodziła  się  porozmawiać  z  Hanną,  która  jednak  nadal

czuła  się  fatalnie.  Najchętniej  wycofałaby  się  z  tego  przedsięwzięcia.  Pan  Marin  chyba  wyczuł  jej

niepokój, bo objął ją ramieniem.

– Przez cały czas będę z tobą, kochanie. Obiecuję. Razem przez to przejdziemy.

Isabel podeszła do nich szybkim krokiem.

– Tom, dziś o czwartej mamy spotkanie z twoimi sponsorami.

Pan Marin zacisnął zęby.

– To je przełóż.

Isabel spochmurniała.

–  Straciłeś  potężnego  sojusznika,  kiedy  zginęła  Gayle  Riggs.  Potrzebujemy  jeszcze  mnóstwo

pieniędzy. – Chrząknęła. – A skoro już o tym mowa, słyszałeś najnowsze wieści o Gayle? W sprawie

nastąpił przełom. Policja jeszcze raz przeszukała jej dom, szukając nowych śladów.

Hanna  niecierpliwie  przestępowała  z  nogi  na  nogę.  Oczywiście,  że  nastąpił  przełom.  Dzięki  niej

i jej przyjaciółkom. Pan Marin ruszył w stronę drzwi.

– Jestem pewien, że sponsorzy mogą poczekać, Iz. Obiecałem Hannie, że to zrobię, i dotrzymam

przyrzeczenia.

–  Świetna  decyzja,  Tom  –  powiedziała  z  zachwytem  mama  Hanny,  posyłając  Isabel  pogardliwy

uśmiech.

Isabel zmarszczyła brwi tak mocno, że u nasady jej nosa pojawiły się dwie głębokie bruzdy. Hanna

obawiała się, że jeśli czym prędzej się nie rozejdą, każde w swoją stronę, dojdzie do awantury godnej

reality show.

– Będę gotowa w ciągu kilku minut – szybko powiedziała Hanna do taty. – Chcę tylko zadzwonić

do Mike’a.

Jej chłopak nie odzywał się przez cały dzień i chciała się upewnić, że nic mu nie jest. Zazwyczaj

background image

Mike pisał do niej jednego SMS-a za drugim, nawet w czasie lekcji.

Wyszła z gabinetu taty i stanęła w korytarzu, z którego rozciągał się widok na atrium z szemrzącą

fontanną.  Wybrała  numer  Mike’a.  Ponownie  włączyła  się  poczta  głosowa.  Hanna  rozłączyła  się,  nie

zostawiając wiadomości. Gdzie on się podziewał?

Nagle trzasnęły drzwi i Hanna aż podskoczyła z przerażenia. Echo niosło dźwięk, który dochodził

zza pleców Hanny. W tym budynku czuła się nieswojo. Kilka miesięcy temu A. – czyli Ali – uwięziła

Hannę  w  windzie.  Światła  zgasły,  kabina  się  zatrzymała,  a  kiedy  Hanna  wreszcie  się  wydostała

i  stanęła  na  pewnym  gruncie,  zobaczyła,  że  ktoś  otworzył  skrzynkę  sterowniczą  i  manipulował  przy

dźwigniach  i  przełącznikach.  W  powietrzu  unosił  się  drażniący  nos  Hanny  zapach  waniliowych

perfum, których zawsze używała Ali. Hanna powinna już wtedy zawiadomić policję. Teraz rozejrzała

się,  szukając  wzrokiem  Bo,  swojego  ochroniarza.  Nie  widziała  jego  samochodu  na  parkingu.

Zadzwoniła do agentki Fuji.

– Nie wie pani, co się stało z Bo? – zapytała. – Nigdzie go nie widzę.

W tle rozległo się stukanie klawiatury.

– To, że go nie widzisz, nie oznacza, że go tam nie ma – odparła Fuji.

– Dziś jeszcze go nie spotkałam.

– Hanno, nie mam czasu, żeby sprawdzać każdego z waszych ochroniarzy z osobna. Na pewno nie

ma powodu do obaw.

–  Dowiedziałam  się,  że  otworzyliście  na  nowo  sprawę  zabójstwa  Gayle  –  powiedziała  Hanna

cicho.  –  Pewnie  Ali  poczuła  się  zagrożona.  Martwię  się  o  mojego  chłopaka.  Ali  mogła  zrobić  mu

krzywdę, bo on za dużo wie.

Teraz, kiedy pomyślała o Mike’u, przypomniał jej się sen z zeszłej nocy. Zadźwięczał jej telefon,

bo dostała SMS-a od A. z informacją, że Mike’owi grozi wielkie niebezpieczeństwo. Hanna musiała

go  odszukać.  Wybiegła  na  ulicę  i  rozejrzała  się.  Dom  DiLaurentisów  w  jej  śnie  znajdował  się

w  sąsiedztwie.  Obok  niego  znowu  pojawiła  się  wielka  dziura  w  ziemi,  którą  wykopali  robotnicy

budujący  altanę.  Hanna  podbiegła  do  niej  i  zajrzała  do  środka.  Na  dnie  leżał  skulony  Mike.

Zrozumiała, że on nie żyje.

– A jeśli coś mu się stanie? – zapytała Hanna agentkę Fuji. Strach, który towarzyszył jej we śnie,

właśnie powrócił. – Jest pani pewna, że nic nam nie grozi?

– Hanno, uspokój się – przerwała jej Fuji. – Nic wam nie grozi. Każdy wasz telefon odciąga mnie

od pracy nad tą sprawą. Musicie to zrozumieć.

Na  ekranie  pojawił  się  napis  „ROZMOWA  ZAKOŃCZONA”.  Hanna  zamarła.  Sama  już  nie

wiedziała, czy agentka Fuji ją lekceważy, czy faktycznie dba o jej bezpieczeństwo. Musiała wierzyć,

że FBI dobrze wykonuje swoją robotę. Już wkrótce ten koszmar miał się skończyć.

background image

Pół  godziny  później  SUV  pana  Marina  wjechał  przez  bramę  na  teren  Uniwersytetu  Immaculata,

położonego  niedaleko  Rosewood.  Dziewczyny  w  sportowych  bluzach  i  kraciastych  spódniczkach

przechodziły przez dziedziniec. Chłopcy z kijami do lacrosse na ramionach wchodzili po schodach do

akademika. Prawie wszyscy nosili mokasyny Sperry Top-Sider.

Zaparkowali pod akademikiem Madison i wysiedli z samochodu.

– Chodźmy. – Pan Marin wziął Hannę za rękę i zaprowadził ją ścieżką do wejścia.

W zatłoczonym holu budynku mieszały się zapachy perfum.

–  To  tutaj  –  powiedział  pan  Marin,  kiedy  stanęli  przed  drzwiami  pokoju  113.  Na  białej  tablicy

widniało kilka wiadomości do Madison. Hanna przeczytała niektóre. „Kolacja o 18.00?” „Idziesz jutro

na  to  spotkanie?”  „Odrobiłaś  zadanie  z  chemii?”  Czy  to  oznaczało,  że  Madison  prowadzi  w  miarę

normalne życie?

Hanna przez chwilę nie mogła zebrać się w sobie, żeby zapukać. Strach ściskał jej klatkę piersiową

jak ciasny gorset.

– Dasz radę – powiedział pan Marin, jakby czytał jej w myślach. – Jestem przy tobie.

Hanna  była  mu  tak  wdzięczna,  że  z  trudem  powstrzymywała  wybuch  płaczu.  Zebrała  się  na

odwagę, wyciągnęła rękę i zapukała. Drzwi natychmiast się otworzyły i stanęła przed nią blondynka

o owalnej twarzy z przesadnie wydepilowanymi brwiami.

– Hanna? – zapytała.

– Zgadza się. – Hanna spojrzała na pana Marina. – A to mój tata.

Madison zmarszczyła brwi, nie spuszczając oczu z Hanny.

– Aha. Myślałam, że jesteś tą Śliczną Kłamczuchą z blond włosami.

– To Spencer.

Madison oparła się o framugę.

– Wiesz co? Zupełnie nie pamiętam tamtej nocy.

Odsunęła się na bok i wpuściła Hannę i pana Marina do pokoju. Pod oknem stało równo zasłane

łóżko z białą puchową kołdrą. Na biurku leżało mnóstwo książek i papierów, pod ścianą stał komputer

Dell. Obok drzwi do łazienki leżał stos prania, a przed szafą walało się kilka par butów.

– Mieszkasz w jedynce – powiedziała Hanna, bo zauważyła tylko jedno łóżko. – Szczęściara.

–  To  z  powodu  mojej  nogi.  –  Madison  podciągnęła  nogawkę,  pokazując  metalowy  stelaż

otaczający jej łydkę. – Chyba się nade mną zlitowali.

Hanna poczuła ogromny ciężar na barkach. Naomi powiedziała jej, że w wyniku wypadku Madison

miała zmiażdżoną nogę. Już nigdy nie będzie mogła zagrać w hokeja na trawie.

– Boli? – zapytała Hanna cicho.

background image

Madison wzruszyła ramionami.

–  Czasami.  Latem  idę  na  operację,  żeby  nastawić  kość.  Lekarze  twierdzą,  że  będę  chodziła  bez

problemu.

Operacja.  Hanna  spojrzała  na  drzwi.  Chciała  stąd  wybiec  i  nigdy  nie  wrócić.  Spojrzała  na  ojca.

Skinął głową, jakby chciał dodać jej otuchy. Hanna zrobiła głęboki wdech.

– Słuchaj, Madison. Na pewno teraz już wiesz, co się tak naprawdę stało tamtej nocy. Odwoziłam

cię do domu... i ktoś wjechał na mój pas. Miałyśmy wypadek, a ja uciekłam. Nie powinnam była cię

zostawiać.

Madison usiadła przy biurku.

– Już w porządku, Hanno. Wybaczam ci.

Hanna uniosła brwi. Nie sądziła, że pójdzie jej tak łatwo.

–  Zaraz.  Mówisz  mi  to  tak  po  prostu?  Jak  jesteś  na  mnie  wkurzona,  możesz  mi  to  powiedzieć.

Zrozumiem. Ja bym była wkurzona.

Madison obracała w palcach długopis.

–  Źle  się  stało,  że  miałyśmy  wypadek.  I  źle  się  stało,  że  uciekłaś.  Ale  uważam,  że  ta  historia

skończyłaby się dla mnie o wiele gorzej, gdybym to ja siedziała za kółkiem.

– Mogłam cię zmusić, żebyś wsiadła do taksówki. – Hanna przysiadła na krawędzi pieczołowicie

zasłanego łóżka Madison. – Wtedy nie doszłoby do wypadku.

Madison obróciła się na krześle.

–  Tego  nie  wiemy  na  pewno.  Być  może  ta  sama  osoba  spowodowałaby  wypadek.  –  Zamilkła  na

chwilę, a jej oczy się rozpromieniły. – Wiesz, że znaleźliśmy nagranie?

– Widać na nim kierowcę tego drugiego auta? – Hanna nachyliła się do przodu. – Widziałaś, kto to

był? Czy to była Ali?

–  Udało  się  odcyfrować  tylko  część  tablicy  rejestracyjnej  i  przez  chwilę  wydawało  mi  się,  że

policja dowie się więcej – odparła Madison. – Ale nie udało im się ustalić, kto siedział za kierownicą.

Na filmie widać, że to auto to acura.

Hannie pociemniało przed oczami. Acura? Przecież Spencer w zdewastowanym domu pokazowym

swojego  przyszłego  ojczyma  znalazła  właśnie  breloczek  z  logo  Acury.  Madison  ścisnęła  palcami

koniuszek nosa.

–  Szkoda,  że  nie  pamiętam  twarzy  kierowcy.  Szkoda,  że  nic  nie  pamiętam.  –  Podniosła  telefon

z biurka. – Nawet nie pamiętam, jak trafiłam do tego baru. Wcześniej wypiłam kilka drinków w tym

barze  na  końcu  ulicy,  w  którym  nigdy  nie  sprawdzają  dowodów  osobistych.  Pamiętam  tylko,  że  ten

przystojny barman bardzo, bardzo chciał, żebym weszła do środka.

Hanna się wyprostowała.

– Tak. Jackson. Mnie też zwabił do środka.

background image

Przypomniała sobie, jak tamtego dnia mijała ten bar, a Jackson stojący przy wejściu gapił się na

nią.  „Dziś  wieczorem  drinki  za  pół  ceny”,  powiedział  kuszącym  głosem,  pokazując  w  uśmiechu

równe,  białe  zęby.  Wyglądał  na  chłopaka,  który  gra  w  lacrosse  i  należy  do  szkolnej  drużyny

kajakowej.  Patrzył  na  nią  tak  drapieżnie.  Nieco  później,  kiedy  Hanna  i  Madison  zaczęły  pić  razem,

Hannie  udało  się  złapać  Madison,  zanim  ta  spadła  z  krzesła  na  podłogę.  Kiedy  podniosła  głowę,

zauważyła, jak Jackson zagląda jej za dekolt z uśmieszkiem na twarzy.

– Gdybym tylko mógł go dostać w swoje ręce – powiedział tata Hanny z wściekłością.

Madison spojrzała na niego.

– Może nie wiedział, że jestem nieletnia – rzekła z wahaniem.

Hanna otworzyła usta, ale nie powiedziała ani słowa. Jackson mógł nie wiedzieć, że Madison nie

ma  dwudziestu  jeden  lat,  ale  nalewał  jej  drinki  szybciej,  niż  ona  je  piła.  Kiedy  Hanna  poprosiła  go,

żeby wezwał taksówkę dla Madison, tylko się zaśmiał.

Pan Marin położył palec na ustach.

– Możesz go opisać?

Madison uśmiechnęła się nieśmiało, a potem sięgnęła po telefon.

– Mam jego zdjęcie. Zrobiłam je po kryjomu, bo mi się spodobał.

Hanna spojrzała na ekran jej komórki. Zdjęcie było ciemne, ale widać było na nim przystojnego,

ciemnowłosego chłopaka, uchwyconego z profilu, kiedy przygotowywał margaritę.

– Tak, to on.

Madison spojrzała na zegarek.

–  Muszę  lecieć  na  próbę  orkiestry.  –  Niezdarnie  wstała  i  wyciągnęła  rękę.  –  Miło  było  pana

poznać, panie Marin. Fajnie cię widzieć, Hanno.

– Ciebie też – odrzekła Hanna, kiwając głową. – Powodzenia... we wszystkim.

–  Mam  nadzieję,  że  wasz  apel  w  telewizji  odniesie  skutek  –  powiedziała  Madison  z  ironicznym

uśmiechem. – Ja na pewno nie nadaję się na twarz kampanii.

Hanna i jej tata szli w milczeniu korytarzem. Nagle pan Marin objął ją ramieniem.

–  Jestem  z  ciebie  dumny  –  powiedział.  –  Bardzo  trudno  stanąć  twarzą  w  twarz  z  demonami

przeszłości i naprawić swoje błędy.

Hanna czuła, że do oczu znowu napływają jej łzy.

– Dziękuję, że tu ze mną przyjechałeś.

Jej  telefon  zapikał.  Hanna  z  radością  spojrzała  na  ekran,  bo  wreszcie  napisał  do  niej  Mike.

„Przepraszam,  byłem  potwornie  zajęty”.  Hanna  odetchnęła  z  ulgą.  Nic  mu  się  nie  stało.  Zauważyła

jednak  również  drugą  wiadomość.  Spojrzała  na  ekran  i  serce  podeszło  jej  do  gardła.  Nadawca  był

anonimowy.

background image

Jak już wreszcie pogodzisz się z tatusiem, odbiorę ci wszystko, na czym ci zależy. Potraktuj to jako ostrzeżenie.

A.

– Hanna? – Pan Marin się odwrócił. – Wszystko w porządku?

Hannie  trzęsły  się  ręce.  Czy  to  była  groźba  pod  adresem  jej  taty?  Wyprostowała  plecy

i przekierowała wiadomość do Fuji. Spojrzała na tatę, który z troską patrzył na nią z drugiego końca

korytarza.

– Wszystko gra – powiedziała pewnym głosem.

Nie  kłamała.  Jeśli  Fuji  pracowała  nad  sprawą  tak  intensywnie,  że  nie  mogła  odbierać  od  nich

telefonów, to oznaczało, że ochroni je wszystkie przed A.

Tak przynajmniej wydawało się Hannie.

background image

17

KIEDY ZAWALI CI SIĘ ŚWIAT

W  piątek  rano  Spencer  i  Chase  siedzieli  w  księgarni  Kuźnia  Słów.  Wokół  rozchodził  się  zapach

świeżo  parzonej  kawy  i  lukrowanych  pączków.  Z  głośników  sączył  się  cicho  jazz,  a  na  małej  scenie

jakiś  poeta,  na  poły  improwizując,  prezentował  swoje  najnowsze  wiersze.  W  księgarni  odbywała  się

cykliczna  impreza  pod  nazwą Poranki  z  muzą.  Lokalni  pisarze  i  poeci  czytali  swoje  teksty  przed

widownią, która tak naprawdę niczego bardziej nie pragnęła niż porządnej dawki kofeiny.

–  To  było  świetne,  prawda?  –  zapytał  Chase,  kiedy  poeta  skończył  już  swój  o  wiele  za  długi

występ,  a  oni  wstali  i  ruszyli  do  wyjścia.  –  Ten  facet  ma  wspaniałe  wyczucie  metafory.  Chciałbym

umieć pisać takie wiersze.

Spencer uniosła brwi.

– Chcesz powiedzieć, że piszesz wiersze?

– Czasami. – Chase spojrzał na nią nieśmiało. – Ale wychodzą mi dość żałosne.

– Chętnie je przeczytam – powiedziała łagodnie Spencer.

Chase spojrzał jej prosto w oczy.

– A ja chętnie napiszę coś specjalnie dla ciebie.

Spencer poczuła falę ciepła, ale odwróciła wzrok od Chase’a, bo nagle ogarnęło ją poczucie winy.

Przypomniała sobie o pogróżkach A. pod adresem Chase’a. Czy powinna go ostrzec?

– Wszystko w porządku? – zapytał Chase.

– Oczywiście. – Spencer chrząknęła z zakłopotaniem. – Więc... ostatnio nic się nie wydarzyło?

Chase zmarszczył czoło.

– Co masz na myśli?

– Nie przytrafiło ci się nic dziwnego?

Spencer nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów. Przecież nie mogła zapytać go wprost: „Czy nie

masz wrażenia, że ostatnio ktoś cię śledzi?”. To by go tylko spłoszyło.

Chase wzruszył ramionami.

– Ostatnio dziwi mnie tylko to, że poświęcasz mi tak dużo czasu. – Spuścił wzrok. – Ale bardzo

mnie to cieszy.

– Lubię spędzać z tobą czas – powiedziała Spencer i się zaczerwieniła.

Powinna wszystko mu powiedzieć, ale przecież Fuji zapewniła ją, że trzyma rękę na pulsie. Może

background image

Chase’a chronili agenci tak dobrze zakamuflowani, że nawet on sam o tym nie wiedział.

–  Muszę  iść  do  szkoły  –  powiedziała  Spencer,  wstała  i  wyrzuciła  kubek  po  kawie  do

chromowanego kosza stojącego obok ich krzeseł.

Chase wyszedł z nią na ulicę. Na pożegnanie uścisnęli się niezgrabnie.

– Zdzwonimy się później? – zapytał Chase z nadzieją w głosie.

– No pewnie. – Spencer posłała mu nieśmiały uśmiech.

Z  niewinną  miną  patrzyła  na  Chase’a,  póki  nie  zniknął  za  rogiem,  gdzie  na  tyłach  księgarni

mieścił  się  parking.  Wyciągnęła  telefon,  odnalazła  numer  Fuji  i  próbowała  się  do  niej  dodzwonić.

Niestety,  włączyła  się  tylko  poczta  głosowa.  Po  raz  szósty  w  ciągu  minionej  doby  nie  udało  jej  się

połączyć z agentką.

– Dzień dobry, to jeszcze raz ja, Spencer Hastings – powiedziała po sygnale. – Chciałam się tylko

upewnić, że objęła pani ochroną również mojego przyjaciela Chase’a. Naprawdę się o niego martwię.

Poza tym wydaje mi się, że moja siostra również potrzebuje ochrony. Dostała pani breloczek z logo

Acury? I mój list?

Spencer  obawiała  się,  że  A.  może  czytać  jej  maile,  dlatego  postanowiła  dostarczyć  Fuji  do  rąk

własnych list sugerujący kilka poszlak i tropów. Napisała w nim, co Ali i pomocnik A. zrobili jej kilka

miesięcy wcześniej w Nowym Jorku, dokąd Spencer pojechała z mamą, panem Pennythistle’em i jego

dwójką dzieci. Spencer dostała wiadomość od A. tuż przed tym, jak pan Pennythistle nakrył ją i Zacha,

swojego syna, w łóżku. Może Ali i jej wspólnik również wynajęli wtedy pokój w hotelu Hudson. Może

warto  było  przejrzeć  listę  pasażerów  szybkiego  pociągu  na  trasie  z  Filadelfii  do  Nowego  Jorku

z tamtego okresu. Agenci powinni przeprowadzić śledztwo w wielu miejscach.

–  W  każdym  razie  proszę  oddzwonić,  gdy  znajdzie  pani  chwilę  –  zaszczebiotała  na  pożegnanie

Spencer.

Rozłączyła się i pojechała do Rosewood Day. Zaparkowała i brodząc w mokrej trawie, poszła na

plac zabaw pod szkołą podstawową, gdzie zawsze spotykała się z przyjaciółkami, żeby tam spokojnie

porozmawiać. Już od jakiegoś czasu nie poruszały tematu A., ale chyba nadeszła pora, by to zrobić.

Emily  kołysała  się  leniwie  na  niskiej  huśtawce,  ciągnąc  stopy  po  ziemi.  Aria  pociągała  za

sznureczki  od  kaptura  swojej  jasnozielonej  kurtki.  Hanna  otworzyła  puderniczkę  od  Chanel

i przeglądała się w lusterku. Był piękny wiosenny poranek i właściwie wszyscy czwartoklasiści wyszli

przed szkołę, czekając na następny dzwonek.

– Jakieś wieści? – zapytała Spencer, kiedy podeszła do przyjaciółek.

– No cóż, Sean Ackard postanowił zostać podglądaczem – powiedziała Aria.

Pokazała  na  kilka  osób  siedzących  na  schodach.  Sean  i  Klaudia  Huusko,  uczennica  z  wymiany

międzynarodowej  mieszkająca  u  państwa  Kahnów,  gapili  się  na  Spencer  i  jej  przyjaciółki.  Kiedy

zauważyli, że dziewczyny na nich patrzą, czym prędzej się odwrócili.

background image

– Może Sean wciąż coś do ciebie czuje – Emily droczyła się z Hanną.

– A  może  dotarły  do  niego  plotki  o  naszym  pakcie  samobójczym?  – Aria  spojrzała  na  Hannę.  –

Kilka dni temu Sean dał mi ulotkę z informacjami o grupie wsparcia w jego parafii. Patrzył na mnie

tak, jakby się spodziewał, że w każdej chwili mogę podciąć sobie żyły.

Hanna przewróciła oczami.

– Mam po dziurki w nosie tych plotek o naszym samobójstwie.

Spencer spojrzała na niebo.

– Ciekawe, czy policja przesłuchiwała Seana i zadawała mu pytania o Kylę.

Hanna wzruszyła ramionami.

– Pewnie tak. W klinice aż się roiło od policjantów.

Aria potarła dłonią podbródek.

– Może Fuji ujawniła, że Kyla to tak naprawdę Ali.

Spencer się skrzywiła.

–  Wydaje  mi  się,  że  Fuji  chciała  to  zachować  w  tajemnicy.  Wolała  nie  wywoływać  paniki,  póki

nadal szukają Ali.

– Może to oznacza, że ją znaleźli – powiedziała z podekscytowaniem Hanna.

Aria uśmiechnęła się z rozmarzeniem.

– Dziewczyny, wyobrażacie to sobie? Ali za kratkami. Tym razem na dobre.

Zamilkły  na  chwilę,  puszczając  wodze  fantazji.  Spencer  wyobraziła  sobie  Ali  w  kombinezonie

więziennym, jak w pocie czoła wykonuje jakieś przymusowe roboty, strzeżona przez okrągłą dobę. Ta

suka zasłużyła sobie na taki los.

– Jak już ją złapią, zaczniemy udzielać jeszcze więcej wywiadów – powiedziała Aria.

–  Tak,  ale  fajnych  –  dodała  Hanna.  –  Zaprosi  nas  Oprah  Winfrey  i  Jimmy  Fallon,  a  nie  jakiś

dziennikarzyna z popołudniowych wiadomości w lokalnej telewizji, której nie stać nawet na własnego

wizażystę.

Emily przestała się huśtać.

– Skoro już mówimy o naszych planach samobójczych, czy ktoś z waszych bliskich dostał może

anonimowe donosy, że zamierzamy się zabić?

Hanna otworzyła szeroko oczy i pokiwała głową.

– Mike. I mój tata. – Przewróciła oczami. – Ale nie wiem, czy to sprawka A., czy może jakiegoś

żartownisia.

Emily zrobiła zatroskaną minę.

– Moja siostra też dostała taką wiadomość. Ten ktoś twierdził, że wszystkie wpadłyśmy w głęboką

depresję i możemy w każdej chwili zrobić coś głupiego. Jak myślicie, kto to mógł napisać?

background image

Spencer machnęła nonszalancko ręką.

– Cała szkoła huczy o tym, że zawarłyśmy pakt samobójczy. To tylko głupia plotka.

– Więc uważasz, że to nie A.? – zapytała Emily.

– A jeśli nawet, to co z tego? – odrzekła Spencer.

Gdzieś za ich plecami zawyły syreny. Drogą wiodącą do szkoły pędziły cztery czarne samochody,

wymijając  szkolne  autobusy.  Wszyscy  przechodnie  zatrzymali  się  i  patrzyli.  Dzieci  z  podstawówki

przerwały  zabawę  na  placu  i  gapiły  się.  Nauczyciele  wyszli  z  klas,  bladzi  jak  ściana.  Samochody

zatrzymały się z piskiem opon przed wejściem. Spencer chwyciła Arię za rękę.

– Dziewczyny, może to już dziś. Może znaleźli Ali.

Otworzyły  się  drzwi  pierwszego  samochodu  i  wysiadł  z  niego  wysoki  agent,  który  mógłby  być

dublerem  Willa  Smitha  w Facetach  w  czerni.  Spencer  wytężyła  wzrok,  spodziewając  się,  że  zaraz

zobaczy  Ali  skuloną  na  tylnym  siedzeniu,  skutą  kajdankami.  Lecz  nie  zauważyła  w  aucie  nikogo

więcej. Drzwi drugiego samochodu otworzyły się i wysiadł z niego niższy, krępy agent w okularach

przeciwsłonecznych.  Wyglądał  bardzo  groźnie  i  z  trzaskiem  zamknął  drzwi.  Agenci  z  poważnymi

minami  szli  przez  trawę  w  kierunku  dziewczyn.  Serce  Spencer  galopowało.  Czuła,  że  zaraz  usłyszą

jakąś niezmiernie ważną wiadomość.

Sobowtór Willa Smitha wbił w nie wzrok.

– Spencer Hastings? Aria Montgomery? Emily Fields? Hanna Marin?

– Tak – odparła Spencer przez ściśnięte gardło.

Aria  mocno  ścisnęła  jej  rękę.  Hanna  otworzyła  usta.  Spencer  czuła  na  sobie  wzrok  kolegów

z  klasy.  Na  chodniku  przed  jednym  z  samochodów  stała  znajoma  postać:  agentka  Fuji,  z  rękami

założonymi  na  piersi.  Miała  na  twarzy  wypisaną  dumę  i  satysfakcję.  „Tak  –  pomyślała  Spencer.  –

Naprawdę ją znaleźli”.

Drugi agent podszedł do nich. W pierwszej chwili Spencer wydawało się, że chce jej podać rękę na

powitanie,  ale  on  trzymał  w  dłoni  lśniące  kajdanki.  Szybko  i  sprawnie  umieścił  je  na  nadgarstkach

Spencer i Arii. Will Smith skuł Hannę i Emily.

– Co tu się, do diabła, dzieje? – jęknęła Aria, odskakując w tył.

– Nawet nie próbujcie uciekać – ostrzegł je drugi agent niskim głosem. – Jesteście aresztowane za

zabójstwo Tabithy Clark.

– Co!? – wrzasnęła Spencer.

– My!? – krzyknęła Emily.

Drugi agent musiał je przekrzykiwać.

– Macie prawo do milczenia. Wszystko, co powiecie, może zostać użyte przeciwko wam w sądzie.

Agenci  popchnęli  je  w  kierunku  samochodów.  Spencer  co  chwila  się  potykała,  idąc  przez  trawę,

a potem chodnikiem. Stanęła przed obliczem Fuji wciąż uśmiechającej się z satysfakcją.

background image

– Co pani wyprawia? – pisnęła. – To jakaś pomyłka!

Fuji położyła rękę na biodrze.

– Czyżby, Spencer?

– Przecież dałyśmy pani wszystkie wiadomości od A.! – zawołała Hanna. – Powiedziałyśmy pani

całą prawdę. Co z A.?

Fuji zdjęła swoje ray-bany. Spojrzała na dziewczyny z bezgraniczną pogardą.

–  Zbadaliśmy,  skąd  pochodziły  wszystkie  SMS-y  i  maile  podpisane  przez A.  Zdjęliśmy  odciski

palców z wszystkich pocztówek i odręcznie napisanych liścików. Wiecie, co znaleźliśmy?

Spencer zamrugała. Stojąca obok niej Aria przestępowała z nogi na nogę.

– Co? – zapytała szeptem Emily.

Fuji podeszła do nich, a dziewczyny otoczyły ją kołem.

– Wszystkie wiadomości wysłano z waszych telefonów – syknęła. – Na każdym liściku i zdjęciu

znaleźliśmy wyłącznie wasze odciski palców. Nie istnieje żaden nękający was prześladowca. A. to wy.

background image

18

WIĘZIENNY BLUES

Aria  poderwała  się  i  rozejrzała.  Leżała  na  betonowej  podłodze  w  więziennej  celi.  W  powietrzu

unosił  się  ostry  zapach  moczu  i  potu,  a  zza  ścian  dochodziły  gniewne  okrzyki  i  przekleństwa.  Cela

była zamknięta na cztery spusty.

– Aria? – Spencer odezwała się z sąsiedniej celi.

– T-tak? – Aria odwróciła się do ściany.

– Mamrotałaś coś przed chwilą – szepnęła Spencer. – Zasnęłaś?

Aria  przeczesała  dłonią  zmierzwione  włosy.  Chyba  zemdlała  z  przerażenia  i  szoku.  Jednak  nie

straciła  przytomności  na  długo.  Przez  okienko  pod  sufitem  wciąż  sączyło  się  światło  dzienne.

W  nagłym  rozbłysku  stanęły  jej  przed  oczami  dwie  poprzednie  godziny.  Po  niespodziewanym

aresztowaniu  pod  szkołą  policjanci  wepchnęli  każdą  z  nich  do  innego  samochodu  i  zawieźli  do

więzienia w Rosewood.

Nie  mieściło  jej  się  to  w  głowie.  Wiedziała,  że  to  kolejna  intryga A. Ale  jak  to  się  stało? Arii

przypomniało się, jak Fuji mówiła, że wszystkie wiadomości od A. wysłano z ich telefonów. Czuła się

jak  w  jednym  z  tych  koszmarów,  w  których  próbowała  zadzwonić  na  pogotowie,  ale  kiedy  tylko

dotykała przycisków w telefonie, one znikały. Poczuła się uwięziona. Bezradna. Pozbawiona głosu.

Spojrzała  na  okienko  pod  sufitem.  Światło  nieco  przygasło.  Minęło  pewnie  kilka  godzin.  Czy

rodzice już się dowiedzieli o ich aresztowaniu? Czy powiadomiono media? Czy jej twarz pojawiła się

w  wiadomościach  CNN?  Wyobraziła  sobie  Noela  leżącego  na  kanapie  i  oglądającego

z  niedowierzaniem  serwisy  informacyjne.  Zobaczyła,  jak  Asher  dostaje  powiadomienie  na  Google

Alert, a potem blady jak ściana czyta artykuł o niej. Jej przyszłość artystyczna znikała niczym obrazek

zmazywany z tablicy gąbką. Wyobraziła sobie, jak rodzice i Mike odbierają telefon z policji, uginają

się pod nimi kolana i pogrążają się w rozpaczy.

Ktoś  załomotał  w  kraty  i  Aria  znowu  się  poderwała.  Przed  celą  stał  znajomo  wyglądający

mężczyzna w doskonale skrojonym garniturze.

– Tata? – W korytarzu rozległ się głos Spencer.

– Dzień dobry, Spencer. – Pan Hastings mówił bardzo poważnym tonem.

– Co ty tu robisz? – zapytała Spencer podniesionym głosem.

–  Moja  kancelaria  będzie  was  reprezentować.  –  Spojrzał  na  cele  dziewczyn.  –  Przyszedłem

z jednym z moich współpracowników, który właśnie składa wniosek o zwolnienie warunkowe dla was

background image

wszystkich. Nie martwcie się, wkrótce stąd wyjdziecie.

Aria  przesunęła  językiem  po  zębach.  Nie  znała  dobrze  pana  Hastingsa  –  nawet  w  czasie

weekendów był czymś zajęty, jeździł rowerem na długie dystanse, kosił trawnik albo grał w golfa –

ale zawsze wydawał się sympatyczny i troskliwy. A teraz postanowił się nimi zaopiekować.

Pan Hastings rozejrzał się po korytarzu i zbliżył do kraty.

– Musimy jednak już teraz omówić z wami kilka spraw. Mój współpracownik pan Goddard zada

wam kilka pytań. On lepiej się zna na prawie karnym. Jesteście w dobrych rękach.

Prawo karne. Arii zrobiło się niedobrze.

– Udostępniono nam salę konferencyjną na dwadzieścia minut – powiedział pan Hastings i klasnął.

Trzasnęły drzwi, rozległy się kroki i brzęk kluczy. Gates, ostrzyżony na jeża inspektor policji, po

kolei otworzył cele dziewczyn.

– Sala konferencyjna znajduje się tam – powiedział, wskazując na koniec korytarza.

Aria  wstała  z  ogromnym  trudem.  Jej  nogi  wydawały  się  słabe  i  zdrętwiałe,  jakby  siedziała

w  więzieniu  od  wielu  lat,  a  nie  od  kilku  godzin.  Poszła  z  panem  Hastingsem  do  małego,  ciasnego

pokoiku o betonowych ścianach, w którym ostatni raz znalazły się rok wcześniej, na krótko przed tym,

jak ciało Jenny Cavanaugh znaleziono w rowie za jej domem.

W pokoju było bardzo zimno. Pośrodku stołu stała karafka z wodą i kilka plastikowych kubków.

W powietrzu unosił się zapach wymiocin.

Do  pokoju  weszła  Spencer,  a  za  nią  Emily  i  Hanna.  Miały  zdezorientowane,  przerażone  miny

i  były  wyczerpane.  Usiadły  i  nawet  na  siebie  nie  spojrzały.  Pan  Hastings  rozmawiał  z  kimś  na

korytarzu, a potem do sali konferencyjnej wszedł wysoki, ciemnowłosy, trochę łysiejący mężczyzna.

– Dzień dobry – przywitał się, ściskając każdej z nich dłoń. – Nazywam się George Goddard.

Pan  Hastings  zamknął  za  nim  drzwi.  Pan  Goddard  odsunął  krzesło  i  usiadł.  Na  chwilę  zapadło

głuche milczenie.

– No więc – powiedział po chwili. – Spróbujmy ustalić, co tu się dzieje.

– Ile razy mamy powtarzać, że to nie my wysłałyśmy wiadomości podpisane przez A.!? – zawołała

ze zniecierpliwieniem Spencer. – To sprawka Ali i jej pomocnika. Wrobili nas.

Pan Goddard spojrzał na nią z niedowierzaniem.

– FBI, podobnie jak cały świat, uważa, że Alison nie żyje.

– Skąd ta pewność? – Spencer nie ustępowała.

–  Nie  wiem  –  odparł  pan  Goddard.  –  Po  prostu  są  pewni,  że  Alison  nie  żyje.  –  Patrzył  na  nie,

otwierając zamek teczki i wyciągając jakieś dokumenty. – Widziałyście ją? Kontaktowała się z wami?

Aria spojrzała na przyjaciółki.

–  Widać  ją  na  nagraniu  z  kamery  przemysłowej  –  powiedziała  Spencer.  – Albo  kogoś  bardzo  do

niej podobnego.

background image

– Macie jeszcze jakieś dowody na to, że ona żyje? – zapytał pan Goddard.

Dziewczyny pokręciły głowami.

– A co z listem od dziewczyny, która udawała Kylę? – spytała Aria, zakładając, że pan Goddard

dobrze się przygotował do tego spotkania i wiedział, o kim mowa. – Hanna przekazała go policji. Nie

znaleziono na nim odcisków palców Ali? Włosów, fragmentów skóry? Żadnego tropu?

– Nie natrafiono na żaden ślad w domu Gayle? – Emily odsunęła z twarzy pozlepiane włosy.

– A co z breloczkiem z logo Acury? – dodała Spencer.

Pan Goddard zajrzał do notatek.

–  Jak  twierdzi  FBI,  w  próbkach  pobranych  w  klinice  znaleziono  tylko  fragmenty  tkanek

prawdziwej Kyli, którą zamordowano. A na breloczku znaleziono tylko twoje odciski palców, Spencer.

– To nie ma sensu – powiedziała ponuro Aria. – Po co miałybyśmy wysyłać do siebie wiadomości

o naszych najgłębiej skrywanych sekretach?

Pan Goddard wzruszył ramionami.

– Ja tego też nie rozumiem. Ale oni uważają, że udawałyście ofiary, żeby wzbudzić współczucie.

– A po co nam ich współczucie? – Hanna spojrzała na niego jak na wariata.

–  Chciałyście  stworzyć  pozory,  że  ktoś  was  wrabia  i  próbuje  na  was  przerzucić  winę  za  śmierć

Tabithy.

– Ale to prawda! Ktoś nas wrobił! – zawołała Emily.

Aria pokiwała gwałtownie głową.

– Nigdy byśmy czegoś takiego nie zrobiły.

Pan Goddard zacisnął usta.

– Oni mają dowody wskazujące na to, że jesteście zdolne do takiego czynu. Podobno któraś z was

zepchnęła koleżankę z wyciągu narciarskiego?

Aria nie wierzyła własnym uszom. Przypomniała sobie incydent z Klaudią. Jak to możliwe, że Fuji

się o tym dowiedziała? Nagle uświadomiła sobie, że agentka przeczytała o tym w jednej z wiadomości

od A. Aria przekazała przecież FBI wszystkie SMS-y. Zasłoniła usta dłonią.

– Świadkowie zeznali, że ty, Spencer, kilka miesięcy temu pobiłaś dziewczynę o nazwisku Kelsey

Pierce  w  czasie  szkolnej  imprezy  –  powiedział  ponuro  pan  Goddard,  zaglądając  do  notatek.  –  Beau

Braswell może to potwierdzić. A teraz panna Pierce leczy się w szpitalu psychiatrycznym.

– Nie z mojego powodu! – broniła się Spencer. Jej podbródek zaczął drżeć.

Pan Goddard spojrzał przepraszająco na Emily.

– Irene Colbert może zaświadczyć o tym, że próbowałaś popełnić przestępstwo.

Emily zamrugała z niedowierzaniem.

– Mama Isaaca? Ona mnie nienawidzi.

background image

–  Twierdzi,  że  próbowałaś  sprzedać  swoje  dziecko.  –  Pan  Goddard  wypowiedział  to  zdanie  tak,

jakby prosił Emily o potwierdzenie.

Emily zrzedła mina. Jej twarz zrobiła się biała jak kreda.

Pan Goddard znowu zajrzał do notatek.

–  Na  pewno  kontaktują  się  przede  wszystkim  z  osobami,  które  uważają  was  za  niestabilne

emocjonalnie.  –  Spojrzał  na  Hannę.  –  Odkryli,  że  ukradłaś  pieniądze  z  siedziby  sztabu  wyborczego

własnego ojca, żeby przekupić szantażystę.

Hanna jęknęła cicho.

– Mój tata im powiedział?

–  Nie  musiał.  –  Pan  Goddard  ścisnął  w  palcach  czubek  nosa.  –  Znaleźli  tę  informację  w  twoim

telefonie.  Zresztą,  to  nie  ostatni  hak,  jaki  na  was  mają.  Po  śmierci  Grahama  i  Kyli  w  klinice

przeprowadzono gruntowne dochodzenie. Świadkowie twierdzą, że jako ostatnia siedziałaś przy łóżku

Grahama  Pratta.  Kilka  osób  twierdzi,  że  to  po  twoim  wyjściu  miał  atak,  który  zakończył  się  jego

śmiercią.

Hanna odchyliła się w tył.

– Nie zabiłam go!

Pan Goddard pokiwał głową.

–  Podejrzewają,  że  Graham  widział,  jak  Aria  detonuje  bombę  w  maszynowni  statku.  Gdyby

przeżył, mógłby wam zaszkodzić.

– Nie wysadziłam w powietrze statku! – krzyknęła Aria.

– Już się przyznałaś, że byłaś w maszynowni w chwili wybuchu. – Pan Goddard zrobił taką minę,

jakby  mówienie  sprawiało  mu  ogromy  ból.  –  Próbują  nawet  udowodnić,  że  miałaś  coś  wspólnego

z  zamachem  na  życie  Noela  Kahna.  Jak  się  okazuje,  on  również  współpracował  z  agentką  Fuji

i przekazał jej informacje na temat Tabithy. Chciałaś się go pozbyć.

Aria przycisnęła skronie palcami.

– To nie Noel wysłał do Fuji maile na temat Tabithy. Ktoś się włamał na jego konto mailowe. Czy

Fuji z nim w ogóle rozmawiała, czy wszystko to sobie wymyśliła?

Pan Goddard wzruszył ramionami.

– Pewnie sporo zmyśliła. Poza tym pokazano mi tylko część materiału dowodowego. Kto wie, co

jeszcze mają w zanadrzu. Wiele informacji trzymają przede mną w tajemnicy.

Hanna westchnęła ciężko.

– Nic z tego nie rozumiem. To nie my zabiłyśmy Tabithę.

– Dlaczego są tacy pewni, że myśmy to zrobiły? – zapytała Aria, próbując nad sobą zapanować.

–  Wiedziałyśmy,  że  A.  ma  swoje  sposoby,  żeby  postawić  nas  w  jak  najgorszym  świetle.  To

prawda, że zepchnęłyśmy Tabithę. Fuji o tym wie. Ale kiedy zbiegłyśmy na plażę, żeby jej pomóc, nie

background image

znalazłyśmy jej. Ktoś przeniósł jej ciało w inne miejsce.

Pan Goddard położył ręce na stole.

– Właśnie o tym chciałem z wami porozmawiać. W tej sprawie pojawiły się nowe dowody.

Zapadła głucha cisza. Hanna zmrużyła oczy.

– Jakie?

Pan  Goddard  wyciągnął  z  teczki  laptop.  Otworzył  go  i  ruszając  myszką,  aktywował  ekran,  na

którym  pojawiło  się  ujęcie  z  kamery  przemysłowej.  Obraz  był  czarno-biały  i  chybotliwy.  Fale

rozbijały się o czystą, białą plażę. W oddali łatwo było poznać wysoki budynek z balkonami. Nawet

z tej perspektywy łatwo było poznać, że to hotel Klify na Jamajce. Spencer zaparło dech w piersiach.

– Skąd pan to ma?

– To nagranie z kamery w ośrodku Rajski Ogród, sąsiadującym z Klifami. Zeszłej nocy przysłano

je z FBI.

Aria patrzyła na ekran. Po chwili coś spadło z nieba i głucho uderzyło o piasek. Aria zobaczyła na

ekranie bezwładną głowę i rękę.

– Czy to... – urwała. Słowa nie chciały jej przejść przez gardło.

– Tabitha. – Dokończył pan Goddard. – To nagranie z tamtej nocy.

Tabitha poruszyła ręką. Uniosła głowę. Poruszyła ustami, jakby chciała kogoś zawołać.

– Patrzcie! – zawołała Emily. – Ona przeżyła upadek!

Tabitha  zamykała  i  otwierała  usta,  jak  ryba  wyciągnięta  z  wody.  Potem  z  prawej  strony  wyszły

cztery  postacie.  Jedna  z  nich  była  wysoka,  miała  blond  włosy  o  ciemnym  odcieniu  i  niebieską

sukienkę  plażową.  Obok  niej  szła  dziewczyna  o  szerokich  ramionach  pływaczki,  w  podkoszulku

z  napisem  „Merci  Beaucoup”  z  przodu.  Trzecia  miała  na  sobie  sarong  i  koszulkę  na  ramiączkach.

Czwarta,  ciemnowłosa...  No  cóż.  Aria  bez  trudu  rozpoznała  własną  batikową  spódnicę  maxi.  Ale

przecież to była jakaś ściema. Dziewczyny na nagraniu otoczyły Tabithę i zaczęły ją kopać. Spencer

uderzała ją pięściami w brzuch. Emily okładała jej nogi. A Aria podniosła wielką gałąź, którą morze

wyrzuciło na brzeg, i z całej siły uderzyła nią Tabithę w głowę.

Aria odwróciła wzrok, zbyt przerażona, by oglądać dalej. Emily wydała zduszony okrzyk. Hanna

wyglądała tak, jakby zaraz miała zwymiotować. Aria patrzyła na ekran przez palce. Rzeczywiście film

nie pozostawiał wątpliwości, kto zabił Tabithę.

– To robota Ali! – powiedziała Aria. – Mści się na nas, bo opowiedziałyśmy o wszystkim policji.

Wiedziała, że musi wykonać kolejny ruch, i wytoczyła przeciwko nam ciężką artylerię.

– Dziewczyny, to nagranie stanowi bardzo mocny dowód. – Pan Goddard mówił poważnym tonem.

–  Posłuchajcie,  naprawdę  uważam,  że  najlepiej  zrobicie,  jak  przyznacie  się  do  winy.  Jako  ofiary

prześladowania  wiele  wycierpiałyście  w  zeszłym  roku.  Powiecie,  że  nie  wiedziałyście,  co  robicie.

Jeśli  posłuchacie  mojej  rady,  macie  szansę  na  złagodzenie  wyroku.  Poza  tym  w  chwili  popełnienia

background image

przestępstwa nie miałyście jeszcze osiemnastu lat, więc nie będziecie sądzone jak dorośli.

Spencer otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.

– Czy mój tata zgadza się na taką strategię?

– Jeszcze o tym z nim nie rozmawiałem, ale wydaje mi się, że przyzna mi rację.

Spencer pokręciła głową.

– Nie przyznamy się do winy i nie pójdziemy za kratki. Koniec, kropka. Jesteśmy niewinne.

– Wierzy nam pan, prawda? – zapytała Hanna ze łzami w oczach. – Będzie pan o nas walczył?

Pan Goddard zawahał się na moment, obracając obrączkę na palcu.

– Wierzę wam – powiedział niepewnym głosem. – Ale muszę was z góry uprzedzić, że czeka was

ciężkie starcie. – Wstał. – Współczuję wam. Za chwilę zostaniecie zwolnione za kaucją. Możecie tutaj

poczekać. Porozmawiamy jutro.

A potem tak po prostu wyszedł.

background image

19

ZAWSZE MOŻE BYĆ GORZEJ

Kiedy prawnik wyszedł, dziewczyny siedziały bez słowa przy stole i patrzyły na siebie. Hanna tak

się  trzęsła,  że  chybotało  się  całe  krzesło,  na  którym  siedziała.  Aria  wyglądała,  jakby  zaraz  miała

zemdleć.

–  To  się  nie  dzieje  naprawdę  –  wyszeptała  Spencer,  rozglądając  się  bezradnie.  –  No  dobra,  nie

dziwi mnie to, że A. z poplecznikami zdołali połączyć wszystkie wiadomości z naszymi telefonami.

To cwaniaki. Dla nich to pestka.

– Powinnyśmy się mieć na baczności przed ludźmi, których dotyczyły wiadomości od A. – dodała

Emily.  –  Z  mamą  Isaaca  od  początku  miałam  na  pieńku.  Oczywiście  teraz  Kelsey  odegra  się  na

Spencer.

Hanna bezwiednie dotknęła twarzy. Czuła, że ma opuchnięte oczy i potargane włosy, a na brodzie

już wyskoczyło jej milion pryszczy. Kiedy przesunęła się na krześle, poczuła w brzuchu pulsujący ból.

Nie  była  w  ubikacji  od  przyjazdu  na  posterunek,  bo  za  bardzo  się  bała,  że  policjanci  będą  ją

obserwować przez ukryte kamery.

– Ale nie mogę wyjść ze zdumienia, jak udało im się nakręcić ten film – powiedziała Spencer.

Zamilkły. Nagle odezwała się Aria.

– Myślicie, że Ali podała nam jakieś narkotyki, a potem nas zmusiła, żebyśmy to zrobiły?

–  Przecież  pamiętam  każdą  sekundę  tamtego  dnia  –  powiedziała  Hanna.  –  Kiedy  Tabitha  spadła

z tarasu, natychmiast zbiegłyśmy na dół. Nie obudziłam się zamroczona kilka godzin później. A wy?

– Nie – odparła Spencer nieobecnym tonem.

–  Może  pomocnik  A.  wynajął  cztery  podobne  do  nas  dziewczyny  –  zasugerowała  Emily.  –

A potem wziął nadmuchiwaną lalkę przypominającą Tabithę i po prostu...

– ... zainscenizował jej morderstwo? – dokończyła Hanna. – A niby jak zmusił te dziewczyny do

czegoś takiego?

– Może im powiedział, że kręci film – powiedziała Aria. – Albo zapłacił im kupę pieniędzy.

Hanna prychnęła.

–  I  co  dalej?  Mamy  szukać  na  forach  internetowych  starego  ogłoszenia:  „Poszukujemy  czterech

dziewczyn, żeby zainscenizować morderstwo na Jamajce”?

Nie  brzmiało  to  zbyt  prawdopodobnie,  ale  kto  wie?  Może  pomocnik A.,  kiedy  już  nagrał  filmik,

background image

zabił sobowtóry Hanny, Arii, Spencer i Emily, żeby uciszyć je na zawsze. Trudno było przewidzieć, do

czego zdolni są ci psychopaci.

Na korytarzu ktoś zatrzasnął drzwi. Włączył się klimatyzator i nagle w powietrzu dało się wyczuć

zapach starej kawy.

–  Ktoś  powinien  sprawdzić  hotel  Rajski  Ogród  –  powiedziała  Emily.  –  Czy  naprawdę  to  tam

nagrano ten film? Trzymali w archiwum film z morderstwem i nie zgłosili się wcześniej na policję?

–  To  oczywiste,  że  tę  taśmę  podłożono  –  odrzekła  Hanna.  – Ale  czy  możemy  liczyć,  że  ktoś  na

zewnątrz zbada tę sprawę?

„Na zewnątrz”. Jeszcze jej nie skazano, a ona już używała więziennej grypsery.

– Przepraszam. – Do sali zajrzał tata Spencer. – Zezwolono na zwolnienie was za kaucją. Możecie

wracać do domu.

– Naprawdę? – zapytała Emily, ale nie ruszyła się z miejsca.

– Rozprawa odbędzie się za miesiąc. – Pan Hastings otworzył im drzwi.

– A co potem!? – krzyknęła nerwowo Aria. – Wrócimy tutaj?

Pan Hastings zacisnął zęby.

– Nie panikujcie. Właśnie się dowiedziałem, że władze chcą doprowadzić do waszej ekstradycji na

Jamajkę.

– Co!? – wrzasnęła Spencer.

Hanna przycisnęła dłoń do piersi.

– Dlaczego?

–  Bo  tam  popełniłyście  przestępstwo.  Tam  też  odbędzie  się  proces  i  tam  odbędziecie  karę,  jeśli

zostaniecie  skazane.  Przynajmniej  do  tego  dążą  władze.  –  W  głosie  pana  Hastingsa  słychać  było

wściekłość.  –  Robimy  wszystko,  żeby  do  tego  nie  dopuścić.  To  jakiś  absurd.  Chcą  urządzić  wam

pokazowy proces.

Umysł  Hanny  eksplodował.  Perspektywa  spędzenia  reszty  życia  w  amerykańskim  więzieniu  już

była  przytłaczająca.  Ale  Jamajka?  Z  bijącym  sercem  wyszła  za  prawnikiem  z  sali  konferencyjnej.

Przeszli  przez  długi  korytarz.  Pan  Hastings  otworzył  drzwi  prowadzące  do  lobby.  Hanna  zmrużyła

oczy,  bo  raziło  ją  jasne  światło.  Na  dziewczyny  czekało  już  kilka  osób.  Pani  Hastings  na  widok

Spencer w kajdankach wybuchnęła płaczem. Obok niej, po lewej stronie, stali państwo Fields, bladzi

i wstrząśnięci, oraz rodzice Arii, bez Mike’a. Hanna zauważyła wreszcie swoją mamę. Rozejrzała się,

ale nie dostrzegła w pobliżu swego ojca. Mama podbiegła do niej.

– Chodźmy stąd, kochanie.

Ale Hanna nadal się rozglądała.

– Gdzie tata?

Pani Marin oddała funkcjonariuszowi jakieś dokumenty i wzięła Hannę pod rękę.

background image

–  Przyniosłam  ci  apaszkę,  żebyś  mogła  zasłonić  głowę.  Przed  budynkiem  aż  się  roi  od

dziennikarzy.

Serce Hanny biło coraz szybciej.

– On wie, prawda? Dlaczego nie przyjechał?

Wreszcie pani Marin zatrzymała się w połowie korytarza. Wyglądała na zupełnie załamaną.

– Kochanie, nie mógł ryzykować. Bał się złej prasy.

Hanna zamrugała z niedowierzaniem.

– Rozmawiałaś z nim? Martwi się chociaż o mnie?

Mama spojrzała na nią bezradnie i objęła ją ramieniem.

– Chodźmy do samochodu, okej?

Podała Hannie apaszkę, a potem lekko popchnęła ją w stronę drzwi. Podbiegło do nich co najmniej

dwudziestu reporterów i operatorów. Błyskały flesze, w stronę Hanny wycelowano obiektywy kamer

i mikrofony. Pytania padały jedno za drugim.

– Pani Marin, czy wiedziała pani o zbrodni popełnionej przez córkę?

– Hanno, jak się czujesz w obliczu grożącej ci ekstradycji na Jamajkę?

– Pani Marin, czy pani były mąż zrezygnuje z udziału w wyborach do Senatu?

Hanna wiedziała, że gdyby tata przyjechał, wtedy jemu zadawano by te pytania. Ale tak naprawdę

miała to gdzieś. Powinien do niej przyjechać. Kto by się troszczył o swoją kampanię w takiej chwili?

Patrzyła na nich przez łzy i przytuliła się jeszcze mocniej do ramienia mamy. Dawno nie czuła się

tak  wdzięczna,  że  ją  ma.  Ashley  Marin  jak  buldożer  przebiła  się  przez  mur  dziennikarzy,  nie

pozwalając,  by  zrobili  choćby  jedno  zdjęcie  jej  córce.  Do  złaknionych  sensacji  reporterów  mówiła

tylko dwa słowa: „Bez komentarza”. Nie zapytała Hanny, czy popełniła tę zbrodnię. Nie nakrzyczała

na nią i nie próbowała wykorzystać sytuacji do własnych celów. Hanna uświadomiła sobie, że właśnie

tak powinni zachowywać się wszyscy rodzice. Właśnie kogoś takiego potrzebowała.

background image

20

DLA NAS UMARŁAŚ

Emily  już  nie  raz  wracała  do  domu  po  trudnych  przeżyciach.  Po  pogrzebie  Ali.  Po  zawodach

pływackich, w czasie których za sprawą A. wszyscy się dowiedzieli, że jest lesbijką. Po wyprawie do

Iowa,  dokąd  została  wysłana  za  karę  przez  rodziców.  Kiedy  wyszło  na  jaw,  że  urodziła  dziecko.  Za

każdym  razem  atmosfera  w  domu  była  sztywna  i  nieprzyjemna,  ale  nigdy  Emily  nie  czuła  się  tak

fatalnie jak teraz, kiedy wracała do domu oskarżona o morderstwo.

W drodze do domu rodzice nie odezwali się ani słowem. Mama patrzyła przed siebie i nawet nie

mrugnęła,  a  tata  tak  ściskał  kierownicę,  że  kostki  jego  palców  zrobiły  się  białe.  Emily  tylko  raz

próbowała  powiedzieć  im,  że  nie  popełniła  morderstwa,  ale  oni  milczeli  jak  zaklęci.  Kiedy  odezwał

się jej telefon, spojrzała na ekran. Ze zdumieniem otworzyła wiadomość od Jordan: „Zawiodłam się

na tobie, Emily”.

Emily  struchlała.  Czy  Jordan  już  się  o  wszystkim  dowiedziała?  Uwierzyła  mediom?  Wraz

z  wiadomością  Jordan  przysłała  link  do  zdjęcia  na  Instagramie.  Emily  spodziewała  się,  że  zobaczy

klatkę z tego koszmarnego filmiku wideo. Tymczasem zdjęcie przedstawiało ją tańczącą na parkiecie,

z kieliszkiem szampana w ręce. Obok niej tańczyła czarnoskóra dziewczyna.

Bar  Pegaz.  Emily  upuściła  telefon  na  kolana.  Przypomniał  się  jej  wieczór  z  Carolyn.  Taniec

z River. Kto zrobił to zdjęcie i umieścił w internecie? Ali?

Jej  palce  zawisły  nad  klawiaturą  telefonu.  „To  nie  tak,  jak  myślisz!  –  napisała.  –  Tylko

tańczyłyśmy. Nadal cię kocham, przysięgam”.

Ale Jordan nie odpisała.

W  domu  panował  chłód  i  większość  świateł  wyłączono.  Emily  poszła  za  rodzicami  do  kuchni,

gdzie  Carolyn  pracowicie  wyciągała  sztućce  i  talerze  z  szuflad  i  szafek.  Emily  zrobiło  się  lżej  na

sercu.

Ale Carolyn nawet na nią nie spojrzała.

– Przywiozłam chińszczyznę – oznajmiła krótko, kładąc na stole dużą papierową torbę.

Pani Fields zmarszczyła czoło.

– Ile to kosztowało?

– Mamo, to nie ma znaczenia – odparła Carolyn i rzuciła na stół kilka widelców.

Emily wyjęła jeszcze kilka widelców i ułożyła je na stole. Spojrzała na siostrę.

– Przecież wiesz, że to jakieś nieporozumienie. Ktoś nas wrobił w to morderstwo.

background image

Carolyn odwróciła się, a Emily poczuła bolesne ukłucie w sercu. Poczekała, aż wszyscy wezmą na

talerz makaron lo mein i kurczaka kung pao. Nałożyła sobie odrobinę ryżu i usiadła na swoim miejscu

przy  stole.  Słychać  było  tylko  stukanie  sztućców  o  talerze.  Emily  zamknęła  oczy.  Jak  Fuji  mogła

uwierzyć, że zabiły Tabithę, a także Grahama i Gayle? Dlaczego nagle doszła do wniosku, że Ali nie

żyje?  Emily  bardzo  chciała  z  nią  porozmawiać,  ale  pan  Hastings  zabronił  im  komunikowania  się

z kimkolwiek poza jego prawnikami. Postanowiła jeszcze raz spróbować wyjaśnić wszystko Carolyn.

– Uważamy, że to sprawka Ali. Ona żyje. Wydawało się nam, że Tabitha Clark to Ali, ale okazało

się, że się mylimy i...

Carolyn spojrzała błagalnie na pana Fieldsa.

– Tato, każ jej przestać.

–  Carolyn,  mówię  prawdę.  –  Emily  czuła,  że  powinna  się  zamknąć,  ale  nie  potrafiła  nad  sobą

zapanować. – Ali przeżyła. To naprawdę jej wina.

Popatrzyła  na  swoją  rodzinę,  licząc  po  cichu,  że  ktoś  z  nich  powie,  że  ją  rozumie. Ale  oni  tylko

wbijali  wzrok  w  swoje  talerze.  Rozległ  się  dzwonek.  Wszyscy  spojrzeli  w  stronę  holu,  pan  Fields

wstał i poszedł do drzwi. Emily usłyszała jakieś szepty i trzaskające drzwi. Wstała od stołu i wyjrzała

przez okno. Na podjeździe stały dwa samochody holownicze. Mężczyzna w niebieskim kombinezonie

wziął na hol volvo, a łysiejący facet w czarnej kurtce zrobił to samo z minivanem. Pan Fields stał na

trawniku z rękami w kieszeniach i z desperacją obserwował tę scenę.

– Dlaczego zabierają nasze samochody!? – zawołała Emily do mamy siedzącej w kuchni.

Nikt jej nie odpowiedział. Wróciła do stołu. Pani Fields i Carolyn jadły dalej. Serce Emily zaczęło

szybciej bić.

– Mamo, co się dzieje?

– Dlaczego ona o to pyta? – Carolyn podniosła głos. – Nie wie?

Emily spoglądała to na mamę, to na siostrę.

– Czego nie wiem?

Pani Fields zacisnęła zęby.

– Żeby zapłacić kaucję, musieliśmy sprzedać samochody – powiedziała cicho. – Między innymi.

Emily zamrugała.

– Zrobiliście to?

Carolyn wstała od stołu i szybkim krokiem podeszła do Emily.

– Zabiłaś człowieka.

Emily czuła, że jej mózg eksploduje.

– N-nie, to nieprawda!

Carolyn ciężko oddychała.

background image

– Widzieliśmy cię na nagraniu. Wyglądałaś jak potwór.

– To nie byłam ja! – Emily spojrzała z desperacją na panią Fields. – Mamo? Nie wierzysz, że to ja,

prawda?

Pani Fields spuściła wzrok.

– Ten film był tak brutalny.

Emily spojrzała na nią błagalnie. Czy to miało znaczyć, że mama jej wierzy... czy też uważa ją za

zbrodniarkę?

Carolyn pociągnęła nosem.

– W końcu wpadłaś w sieć własnych kłamstw. A my musimy za to zapłacić. Być może stracimy

dom.

Emily wróciła do okna i spojrzała na tatę, który stał tyłem do niej i patrzył na auto holownicze.

–  Będę  musiała  iść  do  pracy,  jeśli  ktokolwiek  mnie  zatrudni  –  powiedziała  Carolyn  z  kuchni.  –

A wszystko przez ciebie, Emily. Cały świat się wokół ciebie kręci. Zawsze wszystko rujnujesz.

Pani Fields masowała skronie.

– Carolyn, proszę cię, nie teraz.

Carolyn uderzyła otwartą dłonią w stół.

– A niby czemu nie teraz? Ona musi wreszcie zrozumieć. Żyje w świecie fantazji, a ja mam tego

dość. – Spojrzała Emily prosto w oczy. – Zawsze znajdziesz jakąś wymówkę. Zabili twoją najlepszą

przyjaciółkę. Dostawałaś wiadomości z pogróżkami od Mony Vanderwaal, którą wyśmiewałyście na

całego, kiedy jeszcze żyła Ali. Sama to widziałam. Ale jak ciebie ktoś dręczy, to co innego, prawda?

Wszyscy mają rzucić to, czym się zajmują, bo ciebie trzeba traktować jak delikatny kwiatuszek.

Emily podeszła do stołu. To, co usłyszała, nie mieściło jej się w głowie.

– Żartujesz sobie? Ona chciała nas zabić.

Carolyn przewróciła oczami.

– A jak zaszłaś w ciążę, też nie potrafiłaś się zmierzyć z problemem. Uciekłaś do Filadelfii, przez

całe  lato  mnie  wykorzystywałaś,  zamieniłaś  moje  życie  w  piekło,  a  potem  jeszcze  przedstawiłaś  to

tak, jakbym to ja ciebie skrzywdziła, bo niby powinnam była zaakceptować cię taką, jaka jesteś, nie

gniewać się i się o ciebie nie bać, prawda?

Emily przycisnęła dłoń do piersi.

– Wydawało mi się, że mi to wybaczyłaś!

Carolyn wzruszyła ramionami.

– Wybaczyłam ci, bo nie wiedziałam, że ty w ogóle się nie zmieniłaś, Emily. Tymczasem okazało

się, że kogoś zabiłaś, a zrzucasz winę na kogoś innego. Ale teraz koniec z wymówkami. Przykro mi,

że Ali chciała cię zabić rok temu w Pocono. Przykro mi, że się w niej zakochałaś bez wzajemności.

Ale powinnaś już dawno przejść nad tym do porządku dziennego i wziąć odpowiedzialność za to, co

background image

robisz.

– Przejść nad tym do porządku dziennego!? – krzyknęła Emily. Wzbierał w niej gniew, jakiego do

tej  pory  nie  doświadczyła.  –  Jak  mogę  przejść  nad  tym  do  porządku  dziennego,  kiedy Ali  nadal  nas

dręczy?

–  Ona  was  wcale  nie  dręczy!  –  krzyknęła  Carolyn.  –  Ona  nie  żyje!  Przyjmij  to  wreszcie  do

wiadomości! Odeszła, a za to, co się dzieje, tylko ty ponosisz odpowiedzialność!

Emily zawyła dziko, podbiegła do siostry i chwyciła ją za ramiona.

– Dlaczego nie chcesz mi uwierzyć!? – krzyczała.

Dlaczego  siostra  nie  chciała  jej  zrozumieć?  Jak  jej  rodzina  mogła  wierzyć,  że  ona  wszystko

zmyśliła i dopuściła się takiej zbrodni?

Carolyn  odepchnęła  Emily,  która  uderzyła  z  całej  siły  o  ścianę.  Emily  jeszcze  raz  rzuciła  się  na

siostrę i nagle obie leżały na podłodze. Carolyn całym ciałem napierała na Emily i drapała jej twarz.

Emily pisnęła i kopnęła Carolyn w podbrzusze, a potem chwyciła ją jedną ręką i odepchnęła na bok.

Carolyn  spojrzała  na  nią  z  wściekłością.  Wyszczerzyła  zęby  i  z  całej  siły  ugryzła  Emily  w  ramię.

Emily wrzasnęła i wyrwała się siostrze, patrząc na ślady po zębach odciśnięte na jej skórze.

– Dziewczyny! – zawołała pani Fields. – Dziewczyny, przestańcie!

Ktoś  chwycił  Emily  obiema  rękami  w  pasie  i  postawił  ją  na  nogi.  Emily  czuła  na  karku  ciepły

oddech taty, ale była tak wściekła, że odepchnęła go łokciem. Chwyciła Carolyn za włosy. Jej siostra

krzyknęła i odskoczyła, a w dłoni Emily został kosmyk włosów. Carolyn z rozpędu popchnęła siostrę,

która zatoczyła się i całym ciężarem ciała uderzyła w witrynę, w której mama przechowywała swoją

kolekcję porcelanowych figurek. Rozległo się skrzypienie i witryna bardzo powoli zaczęła przechylać

się  na  bok.  Pani  Fields  doskoczyła  do  niej  i  próbowała  ją  chwycić,  ale  było  za  późno.  Ciężki  mebel

wysunął jej się z rąk i uderzył o podłogę.

Dom zatrząsł się w posadach. Rozległ się brzęk tłuczonego szkła i wszystkie figurki wysypały się

na  podłogę.  Nagle  zapadła  głucha  cisza.  Emily  i  Carolyn  zamarły  i  patrzyły.  Pani  Fields  upadła  na

kolana,  patrząc  na  swoją  roztrzaskaną  kolekcję.  Tak  przynajmniej  w  pierwszej  chwili  wydawało  się

Emily. Kiedy się odwróciła, zobaczyła, że mama zbladła jak ściana i z otwartymi ustami próbowała

zaczerpnąć powietrza. Z przerażeniem położyła ręce na piersi.

– Mamo? – Carolyn do niej podbiegła. – Co się dzieje?

– To... moje...

Pani Fields nie mogła wydusić z siebie nic więcej. Chwyciła córkę za lewe ramię i zgięła się wpół.

Carolyn  podniosła  szybko  telefon  bezprzewodowy  ze  stolika.  Trzęsącymi  się  rękami  wybrała

numer pogotowia.

– Pomocy! – krzyknęła do słuchawki, kiedy odebrała jakaś kobieta. – Moja mama ma atak serca!

Emily bezradnie uklękła obok mamy. Zmierzyła jej puls. Serce mamy galopowało.

background image

–  Mamo,  tak  mi  przykro  –  powiedziała  przez  łzy,  patrząc  na  szeroko  otwarte,  pełne  przerażenia

oczy mamy.

Szybkim krokiem podszedł do nich pan Fields, wsunął do ust mamy aspirynę i kazał jej połknąć.

Kilka sekund później na ulicy zawyła syrena karetki. Do domu wpadło kilku sanitariuszy w wysokich

butach i odblaskowych kurtkach. Odsunęli Emily, Carolyn i pana Fieldsa na bok, założyli pani Fields

maskę  tlenową  i  podłączyli  ją  do  aparatury.  Dwóch  silnych  mężczyzn  podniosło  ją  i  położyło  na

noszach. Błyskawicznie wynieśli ją z domu.

Pan Fields, Carolyn i Emily wybiegli za nimi i stanęli przed ambulansem. Kilku sąsiadów wyszło

na próg domu i gapiło się.

–  Możemy  zabrać  tylko  dwie  osoby  –  powiedział  główny  sanitariusz  do  pana  Fieldsa.  –  Trzecia

osoba musi jechać za nami.

Pan Fields spojrzał na Emily.

– Ty zostaniesz – warknął. – Chodź, Carolyn.

Emily wróciła do domu z miną zbitego psa. Tata nigdy nie mówił do niej takim tonem. Zamknęła

drzwi i oparła się o nie plecami, ciężko oddychając. Popatrzyła na pobojowisko, które zostało po nich

w  kuchni.  Na  stole  leżały  talerze  i  widelce.  Ekspres  do  kawy  pikał  głośno  na  znak,  że  parzenie

zakończone. W salonie na podłodze leżała roztrzaskana witryna, a wokół niej walały się porcelanowe

figurki.  Emily  podeszła  do  nich  i  uklękła.  Ulubiona  mleczarka  mamy  miała  pękniętą  głowę.  Przy

wywietrzniku  leżała  jej  urwana  ręka  trzymająca  wiaderko.  Małe  baletnice  straciły  nogi,  a  krowy

o bezmyślnych pyskach nie miały już rogów ani ogonów.

Gdyby w tej chwili Emily dopadła Ali, udusiłaby ją gołymi rękami. Mogła jednak tylko patrzeć na

to, co zostało z bezcennej kolekcji mamy, i płakać.

background image

21

ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI

Tydzień  później  Spencer  ukradkiem  poszła  do  lasu  za  domem,  gdzie  miała  się  spotkać  z  Arią,

Hanną i Emily. Zrobiło się już ciemno i musiała oświetlać drogę za pomocą telefonu komórkowego. Z

ziemi  sterczały  korzenie  drzew.  Na  jej  drodze  leżał  ścięty  pniak.  Wkrótce  dotarła  do  zabytkowej

studni życzeń, zbudowanej przez farmerów w osiemnastym wieku. Cembrowinę porastał mech. Kilka

kamieni  popękało.  Spencer  spojrzała  w  dół  i  wrzuciła  do  studni  kamyczek.  Kiedy  wpadł  do  płytkiej

wody, rozległ się cichy plusk, który powtórzyło echo.

Odwróciła się i spojrzała w dół, w stronę domu. W większości pokoi nie paliło się światło. Okno

w  piwnicy,  przez  które  się  wymknęła,  zostało  otwarte.  Tam,  gdzie  kiedyś  stał  spalony  przez  Ali

domek gościnny, nadal nie wyrosła trawa. Naliczyła siedem furgonetek z dziennikarzami dzień i noc

koczującymi na chodniku pod jej domem od chwili, kiedy ją aresztowano.

– Cześć.

Zza  wzgórza  wyłoniła  się  Emily.  Noc  była  chłodna  i  miała  na  sobie  czarną  bluzę  z  kapturem

i dżinsy. Spojrzała na studnię i westchnęła cicho.

– Naprawdę sądzisz, że ona tu wracała?

–  Chyba  tak.  –  Spencer  dotknęła  nierównej,  porośniętej  mchem  krawędzi.  Drewniana  obudowa

przegniła i po obu jej stronach rósł mech. Kilka metrów dalej leżało metalowe wiadro. – Z tego punktu

na wzgórzu mój dom widać jak na dłoni.

Emily pokiwała głową. Trzasnęła gałązka i obie się odwróciły. Aria i Hanna z mozołem szły pod

górę. Kiedy wyszły, nad ich głowami świecił już wielki księżyc. Przez chwilę wpatrywały się w siebie.

– I co teraz? – Spencer pierwsza przerwała ciszę. – Lepiej szybko pogadajmy. Zaraz wyślą za mną

psy gończe.

Nie  mogły  się  spotkać  wcześniej,  bo  po  ich  powrocie  do  domu  rozpętało  się  piekło. Ale  dzisiaj

wieczorem  Hanna  wysłała  do  wszystkich  wiadomość,  prosząc  je  o  spotkanie.  Rzeczywiście,  psy

gończe  nie  spuszczały  z  nich  oczu.  Dziennikarze  koczujący  pod  domem  Spencer  zrobili  się  tak

wścibscy  i  cwani,  że  pewnie  zauważyliby  nieobecność  Spencer,  zanim  jeszcze  jej  rodzina

zorientowałaby  się,  że  wyszła  z  domu.  Przez  tydzień  od  ich  aresztowania  pani  Hastings  prawie  nie

wychodziła z łóżka, a pan Pennythistle cały w nerwach chodził wokół Spencer na palcach, jakby się

bał, że zaraz jej odbije i zrobi coś głupiego.

–  Nikogo  nie  zamordowałam!  –  wykrzyczała  mu  Spencer  prosto  w  twarz,  ale  to  bynajmniej  nie

background image

poprawiło atmosfery w domu.

– Ja też nie powinnam wychodzić na długo z domu – szepnęła Aria. – Ale dobrze was widzieć.

– O, tak. – Emily patrzyła na nie ze łzami w oczach. – Co za koszmar.

Hanna w zamyśleniu pokiwała głową.

– Jeśli jeszcze jeden dzień przesiedzę w domu, to zwariuję.

Część  ich  kary  polegała  na  tym,  że  zabroniono  im  wychodzić  z  domu  do  czasu  ekstradycji  na

Jamajkę. Nie wyrzucono ich z Rosewood Day, ale nie pozwolono im przychodzić na lekcje.

–  Przygotowałyście  się  do  egzaminów?  –  zapytała Aria.  W  jej  głosie  nie  było  ironii.  Egzaminy

końcowe miały zdawać w domu.

–  Matura  i  tak  nie  ma  sensu  –  powiedziała  ze  smutkiem  Spencer.  Spojrzała  na  dziewczyny.  –

W  tym  tygodniu  dostałam  list  z  Princeton.  Nie  chcą  przyjąć  na  pierwszy  rok  osoby  podejrzanej

o zabójstwo.

Emily się skrzywiła.

– Do mnie przyszedł list z NC State. – Wyciągnęła kciuk i skierowała go w dół.

– A mnie wyrzucili z FIT – dodała Hanna ponuro. Zamknęła oczy i zwiesiła głowę. – To nie fair,

dziewczyny. Tak uważam. To. Nie. Fair.

– Też tak uważam – szepnęła Aria, rozkopując stopą suche liście. – Ale nic już nie możemy zrobić.

Hanna uderzyła pięścią w otwartą dłoń.

– Owszem, możemy. Spróbujmy jeszcze raz poszukać Ali.

– Odbiło ci? – Spencer oparła się o drewnianą, chyboczącą się budkę nad studnią. – A. nadal może

skrzywdzić  wiele  osób,  na  których  nam  zależy.  Poza  tym  powinnyśmy  siedzieć  cicho  i  unikać

rozgłosu w mediach.

–  Mamy  z  założonymi  rękami  czekać,  aż  nas  odeślą  na  Jamajkę?  –  pisnęła  Hanna.  –  Widziałaś

więzienia na Jamajce? Aż się w nich roi od węży. Zmuszają tam więźniów do palenia trawy z bonga.

Traktują to jako rodzaj tortury.

Spencer zmarszczyła brwi.

– To nieprawda, Han.

–  Oczywiście,  że  to  prawda.  –  Hanna  położyła  dłonie  na  biodrach.  –  Mike  dał  mi  się  kiedyś

zaciągnąć z bonga. Dostałam drgawek i halucynacji. Koszmar.

– Tata obiecał mi, że jego prawnicy znajdą sposób, żebyśmy zostały w kraju – powiedziała cicho

Spencer.

Aria westchnęła.

– Z całym szacunkiem dla twojego taty i jego prawników, ale we wszystkich gazetach piszą o tym,

że FBI chce nas przykładnie ukarać. To prawie na sto procent pewne, że nas wyślą na Jamajkę.

Spencer zacisnęła zęby.

background image

– Może Fuji dowie się, jak było naprawdę. Albo Ali powinie się noga.

–  Na  to  bym  nie  liczyła  –  powiedziała  Emily  z  rezygnacją.  –  Ali  robi  z  nami,  co  chce.  Czy

kiedykolwiek powinęła jej się noga?

–  Naprawdę  uważam,  że  nie  powinnyśmy  jeszcze  raz  rozgrzebywać  tej  sprawy  –  oświadczyła

Spencer.

– Ale mamy przecież kilka tropów – powiedziała Aria. – Na przykład ten sfabrykowany filmik. To

pewnie sprawka N.

Spencer chodziła w kółko.

– Wiem, ale...

– Twój przyjaciel Chase zna się na komputerach, prawda, Spence? – zapytała Hanna. – Może uda

mu  się  tak  rozjaśnić  obraz  na  tym  filmie,  żeby  pokazały  się  twarze  tych  dziewczyn.  Wtedy

udowodnimy, że to nie my.

Spencer się skrzywiła.

– Nie mogę go narażać na niebezpieczeństwo.

– On już jest w niebezpieczeństwie – przypomniała jej Aria.

Zapadło milczenie. W oddali na autostradzie słychać było, jak ciężarówka zmienia bieg.

– Nie zamierzam jechać na Jamajkę – powiedziała zdecydowanie Hanna. – Zostaję w Rosewood.

– Ja też – przyłączyła się do niej Aria.

Spencer  patrzyła  na  ciemne  niebo.  Aria  miała  rację.  Jeśli  Ali  zamierzała  dopaść  Chase’a,  to

pewnie  już  zaczęła  realizować  swój  plan.  Spencer  nie  kontaktowała  się  z  Chase’em  od  czasu

aresztowania,  ale  czuła,  że  on  zrobi  to,  o  co  go  poprosi.  W  oknie  jej  domu  zapaliło  się  światło,

a Spencer instynktownie się skuliła. Wydawało się jej, że za chwilę na werandzie za domem pojawi

się mama.

– Muszę lecieć. Zrobię to, Han. Skontaktuję się z Chase’em.

– Świetnie – powiedziała Hanna z ulgą.

Spencer schodziła ze wzgórza z bijącym sercem. Na szczęście po chwili światło zgasło i nikt nie

wyszedł na werandę. Obeszła dom i stanęła na podwórku, patrząc na samochód stojący na podjeździe,

a  potem  na  furgonetki  zaparkowane  przy  chodniku.  Gdyby  teraz  wyjechała,  dziennikarze  by  ją

zobaczyli.  Musiała  iść  na  przystanek  autobusowy.  Niedaleko,  jakieś  dwa  kilometry  od  jej  domu,

znajdowała się stacja miejskiej kolei. Spojrzała na swoje buty. Na szczęście włożyła trampki. „To się

źle skończy”, pomyślała. Zaczęła biec. Nie miała innego wyjścia.

Pół godziny później wsiadła do jasno oświetlonego, śmierdzącego dymem papierosowym autobusu

background image

z  Rosewood  do  Filadelfii  i  z  ulgą  zajęła  miejsce.  Naprzeciwko  niej  jakaś  kobieta  czytała  „Gońca

Filadelfijskiego”. Na pierwszej stronie widniało zdjęcie Spencer.

„O jedno kłamstwo za dużo”, głosił nagłówek. Spencer odwróciła się do okna i skuliła, żeby nie

zwrócić  na  siebie  uwagi.  Przez  cały  tydzień  nie  czytała  gazet,  bo  wiedziała,  że  natrafi  na  mnóstwo

takich  artykułów.  „Żeby  tylko  mnie  nie  rozpoznała,  żeby  tylko  mnie  nie  rozpoznała”,  powtarzała

w myślach. Kobieta złożyła gazetę. Zdjęcie Spencer zniknęło. Nikt nie powiedział ani słowa.

Chase  mieszkał  w  Morion,  na  przedmieściach  Filadelfii,  ale  znacznie  bliżej  centrum  niż

Rosewood.  Spencer  nacisnęła  przycisk  nad  drzwiami  i  wysiadła  na  następnym  przystanku.  Nigdy

wcześniej nie była u Chase’a, lecz bez trudu znalazła jego blok i podeszła nierównym chodnikiem do

wejścia. Usłyszała za sobą warkot silnika. Ulicą powoli przejechało auto policyjne. Spencer schowała

się  za  drzewem.  Samochód  oddalał  się  w  żółwim  tempie,  ale  policjant  patrzył  prosto  przed  siebie.

W końcu auto zniknęło za rogiem i Spencer znowu była bezpieczna.

Chyłkiem  przemknęła  pod  pierwsze  drzwi  i  spojrzała  na  listę  lokatorów.  Chase  mieszkał  pod

numerem  4D.  Zadzwoniła.  Minęło  kilka  sekund.  Cisza.  Spencer  zadarła  głowę  i  nasłuchiwała.

Dochodziło dopiero wpół do jedenastej, a przecież Chase przyznał się, że lubi siedzieć do pierwszej,

a nawet drugiej w nocy. Może nie było go w domu.

Kobieta  z  zieloną  torebką  pojawiła  się  nagle  na  klatce  schodowej,  rzuciła  okiem  na  Spencer

i wyszła na ulicę. Spencer przytrzymała drzwi i z bijącym sercem weszła do środka. Może Chase’owi

zepsuł się domofon i musiała zapukać do jego drzwi.

Weszła na trzecie piętro i trochę zdyszana stanęła pod drzwiami mieszkania Chase’a. Przez chwilę

nie  oddychała,  nasłuchując  dźwięków  dochodzących  ze  środka.  Gdzieś  w  oddali  dudniła  muzyka.

Potem  rozległ  się  kaszel.  Tak,  Chase  był  w  domu.  Próbowała  zadzwonić,  ale  dzwonek  był  zepsuty,

więc zapukała. Najpierw ciszej, potem mocniej.

– Chase! – zawołała. – To ja, Spencer. Musimy pogadać.

Muzyka ucichła. W korytarzu rozległy się kroki i Chase uchylił drzwi, ale nie zdjął łańcucha.

– Spencer. – Spojrzał jej prosto w oczy. – Nie możesz tu przychodzić.

Spencer nie wierzyła własnym uszom.

– Wrobiono nas. Musisz rzucić okiem na nagranie wideo z Jamajki. Alison je sfabrykowała.

Chase przełknął ślinę, a jego jabłko Adama poruszyło się w górę i w dół.

– Dlaczego nie powiedziałaś mi, że znalazłem się na liście potencjalnych ofiar?

– Co? – Spencer przypomniała sobie wiadomość od A. z pogróżkami pod adresem Chase’a. Jakim

cudem on się o tym dowiedział? – Dostałeś wiadomość od A.? Ktoś próbował cię skrzywdzić?

Chase spoglądał to w prawo, to w lewo.

– Nie – powiedział po chwili, ale było to najbardziej oczywiste kłamstwo, jakie Spencer usłyszała

w całym swoim życiu.

background image

Zakręciło  jej  się  w  głowie.  Żeby  się  uspokoić,  odwróciła  wzrok  i  wpatrywała  się  w  chropowatą

ścianę.

– Myślałam, że policja cię ochroni – powiedziała bezradnym głosem. – Myślałam, że ochroni nas

wszystkich. – Spróbowała otworzyć drzwi. – Błagam, wpuść mnie. Możemy udowodnić, że to wideo

to ściema. Potrzebuję cię.

Chase zacisnął usta, jakby powstrzymywał się od płaczu.

–  Musisz  stąd  iść,  Spencer.  Przykro  mi.  Sporo  ostatnio  przeszedłem.  To  za  wiele,  nawet  jak  dla

mnie.

– Ale...

–  Wciąż  nie  mogę  uwierzyć,  że  mnie  nie  ostrzegłaś.  –  Spojrzał  na  nią  smutno.  –  Myślałem,  że

znaczę dla ciebie o wiele więcej.

A  potem  zatrzasnął  drzwi.  Rozległ  się  szczęk  zamka,  kiedy  Chase  ryglował  drzwi.  Krok  ucichły

i  znowu  rozległa  się  muzyka,  tym  razem  głośniejsza.  Wszystkie  hałasy  zagłuszyła  piosenka  we

wściekłym, szybkim rytmie.

Spencer  poczuła  się  jak  spoliczkowana.  Odeszła  od  drzwi  i  ze  zdumieniem  poczuła,  że  do  oczu

napłynęły jej łzy. Nagle poczuła się całkowicie samotna. Nie mogła liczyć na niczyją pomoc. Dopiero

teraz  dotarło  do  niej,  w  jak  tragicznym  położeniu  się  znalazła.  Wpadła  w  pułapkę  bez  wyjścia. Ali

naprawdę zatriumfowała.

Spencer  sięgnęła  po  telefon  i  wpatrywała  się  w  ekran.  „No,  napisz  do  mnie,  suko”,  myślała

desperacko,  wściekła  na  Ali.  Tak  bardzo  chciała  dostać  teraz  SMS-a  pełnego  drwin.  Na  przykład:

„Mam  cię”  albo  „Biedna,  mała  Spencer  straciła  chłopaka”. Ali  na  pewno  miała  ogromną  ochotę  na

napisanie czegoś takiego.

Spencer wpatrywała się w ekran, czekając, aż coś się wydarzy. Wyszła przed blok i stanęła przed

bramą, żeby Ali mogła ją zobaczyć i napawać się jej cierpieniem.

– No chodź – powiedziała na głos w zupełnej ciemności. – Wyjdź z ukrycia i pokaż twarz, tchórzu.

Ale w krzakach nic się nie poruszyło. Nie było chichotu. Telefon Spencer milczał. Zamknęła oczy

i  uniosła  rękę  gotowa  roztrzaskać  komórkę  o  chodnik.  Ostatecznie  jednak  rozluźniła  ramię  i  ruszyła

w stronę przystanku autobusowego, który znajdował się trzy przecznice dalej.

background image

22

NA SAMO DNO

Dwa  tygodnie  po  aresztowaniu  Hanna  schodziła  ciężko  po  schodach  domu  mamy,  a  jej

miniaturowy  pinczer  Dot  dreptał  za  nią  krok  w  krok.  W  kuchni  paliły  się  wszystkie  światła,  choć

nikogo  tam  nie  było.  Na  stole  leżała  kartka:  „Zaparzyłam  kawę.  Muffiny  są  w  lodówce”.  Hanna

nasłuchiwała,  ale  mamy  nie  było  już  w  domu.  Pewnie  pojechała  do  pracy.  Pani  Marin  nigdy  nie

poświęcała Hannie tyle uwagi co w ostatnich dniach. Przynosiła do domu sushi, oglądała z Hanną i z

Mikiem  reality  show  o  nastolatkach,  które  zaszły  w  ciążę,  a  nawet  zaproponowała,  że  zrobi  Hannie

manicure  i  pedicure,  choć  Hanna  wiedziała,  że  mama  brzydzi  się  dotykania  cudzych  stóp.  Hanna

cieszyła się, że mama tak się stara i wspiera ją cały czas. Ale wiedziała, że i tak jest za późno. Jej los

był przypieczętowany.

Ciężko  usiadła  na  krześle,  włączyła  telewizor  i  bezwiednie  głaskała  gładką,  płaską  główkę  Dota.

Kątem  oka  zauważyła,  że  ekran  jej  telefonu  migocze.  Dostała  dziesięć  nowych  SMS-ów.  Z  nadzieją

pomyślała,  że  może  jeden  z  nich  przysłał  jej  tata,  który  nie  odezwał  się  do  niej,  od  kiedy  ją

aresztowano.  Ale  kiedy  zajrzała  do  skrzynki  odbiorczej,  znalazła  tylko  wiadomości  od  kolegów

z klasy. „Jesteś wstrętna – napisał Mason Byers. – Na pewno skrzywdziłaś też Noela, prawda?” Naomi

Zeigler nie szczędziła jej ostrych słów: „Mam nadzieję, że do końca życia będziesz gnić na Jamajce,

ty  suko”.  A  Colleen  Bebris,  była  dziewczyna  Mike’a,  napisała:  „Wiedziałam,  że  jesteś  zdolna  do

czegoś takiego”. Nawet Madison przysłała jej SMS-a: „Chyba za szybko ci wybaczyłam. Teraz sama

już nie wiem, co sądzić o naszym wypadku”.

Nic  nowego.  Hanna  co  chwila  dostawała  takie  wiadomości,  od  kiedy  opuściła  areszt.  Resztę

skasowała, nawet nie czytając. Może to i dobrze, że zawieszono ją w prawach ucznia. Gdyby wróciła

do  Rosewood  Day,  byłaby  najbardziej  znienawidzoną  osobą  w  całej  szkole.  Przez  chwilę  trzymała

w dłoni telefon, a potem kliknęła na zachowany w pamięci link. Na ekranie pojawiła się amerykańska

flaga  łopocząca  na  wietrze.  Potem  rozległ  się  głos  jej  taty:  „Nazywam  się  Tom  Marin  i  chciałem

państwu  przekazać  wiadomość”.  Hanna  obejrzała  spot  od  początku  do  końca.  Była  jedyną  osobą

w całej Pensylwanii, która obejrzała ten filmik. Wycofano go z dystrybucji, zanim trafił na ekrany.

–  Właśnie  dlatego  w  pełni  popieram  proponowany  przez  Toma  Marina  plan  „Zero  Tolerancji”  –

powiedziała radośnie Hanna na ekranie i uśmiechnęła się promiennie.

Kamera  pokazała  twarz  jej  taty,  który  patrzył  na  nią  tak,  jakby  w  pełni  ją  popierał.  Na  koniec

spojrzał na Hannę, a w jego oczach widać było miłość, dumę i lojalność.

background image

Co za farsa.

Jak  na  zawołanie  na  ekranie  telewizora  pojawiły  się  wiadomości.  Hanna  podniosła  głowę.

Dziennikarka mówiła o kampanii wyborczej jej taty, który ubiegał się o miejsce w Senacie.

– Od czasu aresztowania córki pana Marina znacznie spadło poparcie dla niego – powiedziała, a na

ekranie pojawił się wykres. Gruba czerwona linia, gwałtownie opadająca, przedstawiała zmniejszającą

się  liczbę  wyborców  popierających  Toma  Marina.  –  Zorganizowano  również  protesty  publiczne,

domagając się, by zrezygnował z wyścigu wyborczego – dodała dziennikarka.

Na ekranie pojawiła się grupa rozgniewanych obywateli z transparentami. W mediach pokazywano

ich  bez  przerwy.  Ci  sami  ludzie  protestowali  w  czasie  pogrzebu  Grahama,  a  tego  dnia,  kiedy  Hannę

wypuszczono  z  aresztu,  media  poświęciły  im  dużo  uwagi,  kiedy  protestowali  przed  sztabem

wyborczym  jej  taty.  Dziś  znowu  się  tam  zgromadzili.  Wciąż  mieli  te  same  transparenty  z  napisem

„STOP DLA SERYJNEGO MORDERCY Z ROSEWOOD”, ale teraz nieśli jeszcze tablice ze zdjęciem

pana Marina przekreślonym na czerwono oraz portrety Hanny, Spencer, Emily i Arii z dorysowanymi

diablimi rogami.

Hanna  czym  prędzej  wyłączyła  telewizor.  Zakręciło  jej  się  w  głowie,  tak  samo  jak  wtedy,  kiedy

czuła,  że  zaraz  zwymiotuje.  Pobiegła  do  łazienki  i  nachyliła  się  nad  sedesem,  a  po  chwili  mdłości

ustąpiły. Wyjęła telefon z kieszeni. Musiała pomóc tacie. Jego wyborcy powinni zrozumieć, że to nie

jego wina. On też musiał to zrozumieć.

Rozległ się dzwonek. Dot podreptał do drzwi, wściekle ujadając. Hanna wstała i powlokła się do

holu. Przez mleczną szybę w drzwiach zobaczyła, że ktoś porusza się na ganku. Przeraziła się, że to

policja,  która  przyjechała  po  nią  już  teraz  zabrać  ją  na  Jamajkę.  Może  tata  poprosił  władze,  żeby

Hannę wydalono z kraju wcześniej.

Kiedy otworzyła drzwi, stanął przed nią Mike.

–  Droga  pani,  do  roboty  –  powiedział,  podając  jej  kopertę  z  napisem  „Egzamin  maturalny

z matematyki”. – Masz dwie godziny. – Mike spojrzał na zegarek. – Pozwolili mi nawet nadzorować

przebieg egzaminu. Chcesz zacząć teraz?

Hanna  nagle  poczuła  się  zupełnie  wyczerpana.  Do  czego  miała  jej  się  przydać  matematyka

w więzieniu?

–  Zróbmy  to  później  –  powiedziała,  kładąc  kopertę  na  stoliku  w  holu.  –  Muszę  cię  prosić

o przysługę.

– Zrobię, o co poprosisz – zadeklarował Mike automatycznie.

– Muszę jechać do sztabu wyborczego taty, i to natychmiast.

Mike spojrzał na nią z niedowierzaniem.

– Nie wiem, czy to najlepszy pomysł. Chyba nie wolno ci opuszczać domu.

Hanna wbiła w niego wzrok.

background image

– Obiecałeś.

Mike zacisnął usta.

– Nie chcę, żeby znowu ktoś cię zranił.

Hanna założyła ręce na piersi. Powiedziała Mike’owi, że tata nie przyjechał po nią na posterunek

i  nie  skontaktował  się  z  nią  od  tamtego  czasu,  choć  upłynęły  już  dwa  tygodnie. A  że  była  w  dołku,

opowiedziała też Mike’owi o innych świństwach, które zrobił jej tata.

– Muszę to zrobić – powiedziała z determinacją w głosie.

Mike podszedł do niej i chwycił ją za rękę.

– No dobra – powiedział, otwierając drzwi. – Chodźmy.

Kiedy  Hanna  i  Mike  zatrzymali  się  pod  siedzibą  sztabu  wyborczego  pana  Marina,  na  chodniku

przed  budynkiem  stało  co  najmniej  pięćdziesięciu  protestujących.  Hanna  po  obejrzeniu  wiadomości

liczyła się z tym, że ich spotka, ale kiedy zobaczyła ich na własne oczy, poczuła się nieswojo.

– Nie martw się – powiedział Mike i podał jej bluzę z kapturem z tylnego siedzenia. – Włóż to,

żeby cię nie rozpoznali. Ja się nimi zajmę.

Chwycił ją za rękę i przeprowadził przez środek pikiety. Hanna szła ze spuszczoną głową, a serce

waliło jej jak młotem. Bała się, że ktoś ją zaraz rozpozna. Tłum krzyczał do Mike’a:

–  Idziecie  na  spotkanie  z  Tomem  Marinem?  Niech  się  wycofa!  Nie  chcemy  ludzi  jego  pokroju

w Waszyngtonie!

Mike objął Hannę ramieniem i wprowadził do budynku. Kiedy stanęli w atrium, z zewnątrz wciąż

dochodziły  ich  głosy  protestujących,  którzy  nadal  wykrzykiwali  te  same  hasła.  Z  bijącym  sercem

Hanna podeszła do windy i zdjęła kaptur. Żałowała, że nie została we własnym łóżku.

– Chodź – powiedział Mike, podchodząc do windy i naciskając przycisk w ścianie.

Cały  czas  trzymał  Hannę  za  rękę  i  delikatnie  ją  ściskał.  Kiedy  dotarli  na  czwarte  piętro,  Hanna

wyjrzała  przez  jedno  z  wysokich  okien,  próbując  się  uspokoić.  Nie  wszystkie  wychodziły  na

dziedziniec przed budynkiem, gdzie koczowali protestujący. Z jednego okna po lewej stronie rozciągał

się  widok  na  las.  Drzewa  rosły  gęsto,  nad  nimi  górował  rozpadający  się  kamienny  komin.  W  całej

Pensylwanii  pełno  było  takich  ruin.  Jeśli  kiedyś  spał  tam  słynny  generał  albo  w  pobliżu  odbyła  się

jakaś  bitwa,  towarzystwo  historyczne  obejmowało  je  ochroną.  Być  może  wśród  leśnej  gęstwiny  krył

się zapomniany budynek z dawnych czasów, porośnięty winoroślą niczym kokonem. Hanna też czuła

się  tak,  jakby  zamknięto  ją  w  szczelnym  pancerzu,  w  którym  się  dusiła  i  nie  mogła  się  poruszyć.

Miała ochotę zniknąć w głębi lasu.

Wzięła  głęboki  oddech  i  spojrzała  na  szklane  drzwi  prowadzące  do  biura  taty.  Otworzyła  je,

background image

a Mary, sekretarka taty, na jej widok zerwała się na równe nogi.

– Nie powinnaś tu przychodzić.

Hanna podniosła dumnie głowę.

– Przyszłam w ważnej sprawie.

– Tom ma spotkanie.

Hanna uniosła brwi.

– Proszę przekazać, że zajmę mu tylko chwilę.

Mary odłożyła długopis i szybkim krokiem przeszła przez korytarz. Po chwili w drzwiach stanął

pan Marin w granatowym garniturze, z małą amerykańską flagą w klapie. Nagle wydał się Hannie taki

małostkowy.  Jego  córce  wytoczono  proces  o  zabójstwo,  a  on  nie  zapomniał  dziś  rano  przypiąć  do

marynarki amerykańskiej flagi.

–  Hanno  –  w  głosie  pana  Marina  słychać  było  z  trudem  powstrzymywany  gniew  –  nie  wolno  ci

wychodzić z domu.

–  Chciałam  z  tobą  porozmawiać,  ale  nie  odbierasz  moich  telefonów  –  powiedziała  Hanna

piskliwym głosem, którego szczerze nienawidziła. – Chciałam cię zapytać, dlaczego nie przyjechałeś

na posterunek, kiedy mnie wypuszczono, i czemu od tamtego czasu mnie unikasz?

Pan Marin założył ręce na piersi. Pokazał na okno, z którego widać było pikietę pod budynkiem.

Właśnie pojawiła się kobieta z wielkim zdjęciem Hanny.

– Widzieli, jak tu wchodzisz?

Hanna zamrugała.

– Nie. Włożyłam kaptur.

Tata przetarł oczy.

– W drodze powrotnej wyjdź tylnymi drzwiami.

Odwrócił się i poszedł do swojego biura. Hannę zamurowało. Do akcji włączył się Mike.

– Panie Marin, Hanna nie przestała być pańską córką! – zawołał.

Pan Marin zatrzymał się i spojrzał na Mike’a ze wściekłością.

– Nie mieszaj się w nie swoje sprawy, Mike.

Popatrzył na Hannę.

– Przykro mi, ale w tej chwili nie mogę utrzymywać z tobą żadnych kontaktów.

Hanna poczuła fizyczny ból. „Utrzymywać kontakty”. To zabrzmiało tak oficjalnie.

– Mówisz poważnie?

Tata znowu patrzył przez okno na protestujących.

– Tyle razy dawałem ci szansę. Stałem za tobą murem. Ale teraz cała moja kampania stanęła pod

znakiem zapytania. Musisz radzić sobie sama.

background image

–  Martwisz  się  tylko  o  swoją  kampanię?  –  pisnęła  Hanna.  Zrobiła  kilka  kroków  w  stronę  taty.  –

Tato, posłuchaj mnie. Nikogo nie zabiłam. Ten film, który pokazują w telewizji, to fałszywka. Znasz

mnie, wiesz, że nie zrobiłabym czegoś takiego. Nie jestem morderczynią.

Szła w jego kierunku z wyciągniętymi ramionami, ale pan Marin – z przerażeniem wypisanym na

twarzy  –  cofnął  się  gwałtownie.  Zadzwonił  telefon  stojący  na  biurku,  a  pan  Marin  gestem  pokazał

sekretarce, że powinna odebrać. Mary szepnęła coś do słuchawki i spojrzała na niego.

– Tom – powiedziała, zasłaniając słuchawkę dłonią. – To dziennikarz z „Gońca”.

Pan Marin się skrzywił.

– Odbiorę w biurze. – Wbił w Hannę gniewny wzrok. – Musisz już iść.

Odwrócił  się  i  bez  pożegnania  zniknął  w  głębi  korytarza.  Hanna  stała  nieruchomo,  czując  ból

w każdej komórce ciała. Ktoś z protestujących zagwizdał. Ktoś inny głośno krzyknął. Hanna zamknęła

oczy  i  miała  ochotę  się  rozpłakać,  ale  była  zupełnie  odrętwiała.  Poczuła,  jak  Mike  ściska  lekko  jej

dłoń.

– Chodźmy – szepnął, prowadząc ją w stronę windy.

Nie  powiedziała  ani  słowa,  kiedy  Mike  wezwał  windę,  a  potem  zjechali  na  parter.  Nie  odezwała

się,  kiedy  Mike  wyciągnął  ją  z  windy  i  razem  przeszli  przez  puste  atrium  do  głównego  wejścia.

Dopiero na widok protestujących maszerujących przed budynkiem zatrzymała się i nerwowo spojrzała

na Mike’a.

– Kazał nam wyjść tylnymi drzwiami.

– Niby czemu masz go słuchać? – Mike miał czerwone policzki. Ścisnął mocniej jej dłoń. – Mam

ochotę go zabić, Hanno. Nic mu nie jesteś winna.

Hanna czuła, jak drży jej broda. Mike miał rację.

Po  jej  policzkach  płynęły  łzy,  kiedy  wyszła  przed  budynek.  Kiedy  tłum  znowu  ją  otoczył,  cicho

szlochała.  Mike  mocno  ją  do  siebie  przytulił,  przeciskając  się  przez  protestujących.  Choć  wokół

rozlegały  się  krzyki,  Hanna  miała  w  głowie  tylko  jedną  klarowną  myśl.  Nie  była  nic  tacie  winna.

Przypomniała sobie wszystkie te okropne lata, kiedy tata wolał towarzystwo Kate.

A teraz zamiast o niej myślał o całej Pensylwanii.

background image

23

NIEPROSZONY GOŚĆ

W  piątek  Emily  stała  w  lobby  szpitala  w  Rosewood.  Mijali  ją  lekarze,  zajęci  jakimiś  ważnymi

sprawami.  Emily  podeszła  do  tablicy  na  ścianie  i  znalazła  oddział  kardiologiczny,  gdzie  leżała  jej

mama  po  operacji  na  otwartym  sercu. Ani  tata,  ani  siostra  nie  informowali  jej,  jak  mama  się  czuje.

Właściwie  rzadko  pokazywali  się  w  domu.  Emily  musiała  dowiedzieć  się  wszystkiego  od

przypadkowo  napotykanych  lekarzy  i  pielęgniarek,  którzy  nie  mogli  wyjść  ze  zdumienia,  że  rodzina

o  niczym  jej  nie  informowała.  Właściwie  nie  powinna  wychodzić  z  domu.  Ale  co  powiedzieliby

policjanci, gdyby ją tutaj złapali? Że nie wolno jej odwiedzić chorej mamy?

Emily próbowała robić dobrą minę do złej gry. Zmartwiło ją to, że kaucja okazała się tak wysoka,

że rodzice musieli sprzedać samochody, a także wiele innych cennych rzeczy, które przez ostatnie dwa

tygodnie wynosiły z ich domu jakieś podejrzane typy. Zabrali bardzo stary wózek dziecięcy, należący

jeszcze do babci Emily, i figurkę Jezusa, którą Emily odzyskała dla swojej mamy, kiedy w zeszłym

roku ukradła ją grupa wandali. Ale przecież Emily nadal należała do rodziny. Poza tym rano udało jej

się  wreszcie  skontaktować  z  panem  Goddardem,  który  ją  zapewnił,  że  kiedy  proces  się  skończy,  jej

rodzice  odzyskają  pieniądze  niezależnie  od  tego,  jaki  zapadnie  wyrok.  Wtedy  odkupią  samochody,

a Carolyn wróci na studia. Nie stanie im się krzywda.

Serce  waliło  jej  mocno,  kiedy  wsiadła  do  windy  i  pojechała  na  drugie  piętro.  Gdy  weszła  na

oddział,  zauważyła  tatę  i  Carolyn  skulonych  na  fotelach  w  poczekalni.  Spali.  Tata  miał  na  kolanach

otwarte  czasopismo  „Sports  Illustrated”.  Carolyn  przykryła  się  kurtką.  Emily  uśmiechnęła  się,  bo

oboje  wyglądali  we  śnie  tak  słodko  i  łagodnie.  To  jej  dało  nadzieję.  Pomyślała,  że  może  jednak

któregoś dnia wszystko się ułoży.

Na ekranie wiszącego na ścianie telewizora pojawiły się wiadomości. „Proces za tydzień”, głosił

napis pod zdjęciem Rosewood Day. Potem pokazano fotografie Spencer, Arii i Hanny, a następnie ojca

Tabithy. W ciągu kilku ostatnich miesięcy Emily spotkała go kilka razy.

–  Ogromnie  zmartwił  mnie  rezultat  tego  śledztwa  –  powiedział  pan  Clark,  spuszczając  wzrok.  –

Chcę, żeby sprawiedliwości stało się zadość, choć nie przywróci to życia mojej córce.

Emily poczuła bolesne ukłucie. Biedny pan Clark. Wyobrażała sobie, jak tata Tabithy leży w nocy

w  łóżku  w  swoim  wielkim  domu  i  przed  oczami  staje  mu  ten  okropny  film  nagrany  na  plaży.  Ali

skrzywdziła  nie  tylko  Emily  i  jej  przyjaciółki,  ujawniając  to  nagranie.  Jej  ofiarą  padło  wiele  osób.

Zrujnowała życie tylu ludziom. Emily pomyślała o Iris. Czy Ali również ją zabiła? A może zamierzała

background image

winą za to obarczyć Emily? Przecież na jej barki spadła odpowiedzialność za wszystkie zbrodnie Ali.

W telewizji pojawiła się reklama nowego forda pickupa. Emily spojrzała na tatę i siostrę, którzy

nadal  drzemali.  Odwróciła  się  i  podeszła  pod  pokój  pielęgniarek.  Kobieta  o  zmęczonej  twarzy,

w białym fartuchu, piła kawę ze styropianowego kubka.

–  Może  mi  pani  powiedzieć,  w  której  sali  leży  Pamela  Fields?  –  zapytała  Emily.  –  Jestem  jej

córką.

Pielęgniarka bacznie się jej przyjrzała.

– Beth Fields?

Emily się zdziwiła.

– Nie. Emily. Jestem jej młodszą córką.

Pielęgniarka podniosła słuchawkę telefonu.

–  Przykro  mi,  ale  poinstruowano  mnie,  że  jeśli  przyjdziesz...  –  Przyłożyła  słuchawkę  do  ucha.  –

Wzywam ochronę.

Emily odsunęła się od jej biurka. Ochronę? Przez chwilę była zdezorientowana, ale szybko dotarło

do niej, co się dzieje. Rodzina zażyczyła sobie, żeby Emily nie dopuszczano do łóżka mamy.

Odwróciła się i stanęła jak sparaliżowana.

– Już wychodzę – powiedziała, kiedy nagle ktoś stanął w drzwiach do poczekalni.

Pan Fields patrzył na nią zaspanym wzrokiem. Jego szare, przerzedzone włosy sterczały na czubku

głowy.  Chyba  słyszał  całą  rozmowę  Emily  z  pielęgniarką.  Emily  w  milczeniu  patrzyła  na  niego

błagalnie. Miała nadzieję, że tata wyjaśni wszystko pielęgniarce.

Pan Fields spojrzał na pielęgniarkę, a potem na Emily. Miał chłodny, martwy wzrok, wydawał się

niewzruszony  i  zdeterminowany.  Odwrócił  się  i  wrócił  do  poczekalni.  „Trudno”,  pomyślała  Emily,

powstrzymując łzy. Minęła tatę, idąc do windy. Nie wiedziała, kiedy zjechała na dół, i ze spuszczoną

głową podbiegła do swojego roweru.

Kiedy odpięła go od stelaża, zadzwonił jej telefon. Wyciągnęła go i zobaczyła na ekranie nazwisko

Jordan.  Dostała  powiadomienie  z  serwisu  informacyjnego:  „Młodociana  Złodziejka  zatrzymana  na

Karaibach”.  Emily  zaparło  dech  w  piersi.  Otworzyła  link.  Na  zdjęciu  zobaczyła  śliczną,  opaloną

Jordan  w  kajdankach,  z  zaskoczoną  i  przerażoną  miną.  Policjanci  prowadzili  ją  przez  parking.

„Katherine  DeLong,  poszukiwaną  od  marca,  schwytano  wreszcie  w  niewielkiej  osadzie  rybackiej

w Bonaire. Namierzono ją, śledząc jej wpisy na Twitterze”.

Twitter. Emily jeszcze raz spojrzała na zdjęcie Jordan. Patrzyła prosto w obiektyw, jakby chciała

spojrzeć  Emily  w  oczy.  Miała  na  twarzy  wypisaną  furię.  „Wiem,  że  to  twoja  sprawka  –  mówiło  jej

spojrzenie. – To zdjęcie świadczące o twojej zdradzie doprowadziło policję do mojej kryjówki”.

Emily wsiadła na rower. Wszystko działo się za szybko. Nagle jej telefon znowu się odezwał. Ktoś

zostawił  jej  wiadomość  na  poczcie  głosowej,  choć  nie  usłyszała  sygnału.  Wybrała  numer  poczty

background image

głosowej  i  wpisała  hasło.  Kiedy  usłyszała  pierwszą  i  jedyną  wiadomość,  o  mało  nie  wypuściła

telefonu  z  ręki.  W  słuchawce  rozległ  się  przeszywający  chichot.  Jej  serce  zamarło.  Wszędzie

rozpoznałaby ten śmiech. Ali. Postanowiła ją wyszydzić, wyśmiać i sprawić jej jeszcze większy ból.

Rozejrzała się nerwowo. W pierwszej chwili chciała pojechać prosto do siedziby FBI i odtworzyć

tę wiadomość Fuji. Ale ona pewnie by nie słuchała. Wierzyła w to, w co chciała wierzyć. Uważała, że

Ali nie żyje, a dziewczyny kłamią jak z nut.

Nic  dziwnego,  że  Ali  śmiała  się  do  rozpuku.  Wiedziała,  że  zrujnowała  dziewczynom  życie,

i  bardzo  ją  to  bawiło.  Hanna  miała  rację.  Nie  zrobiły  nic,  żeby  temu  zapobiec.  Zaświtała  jej  pewna

myśl.  Napisała  SMS-a  do  Spencer,  Arii  i  Hanny,  zamiast  imienia  Ali  używając  ustalonego

kryptonimu:  „Mam  po  dziurki  w  nosie  Andersona  Coopera,  który  wszystko  niszczy.  Zamierzam

wznowić  polowanie.  Wchodzicie  w  to?”.  Wysłała  wiadomość  i  czekała,  próbując  uspokoić  oddech.

Teraz  mogła  tylko  czekać  i  mieć  nadzieję.  Modliła  się,  żeby  dziewczyny  przyłączyły  się  do  jej

poszukiwań.

background image

24

NOWY PLAN

Tego samego dnia Aria siedziała w poczekalni przed gabinetem prawnika. To znaczy, w pewnym

sensie  przed  gabinetem  prawnika.  Nigdy  jeszcze  nie  słyszała,  żeby  ktoś  otworzył  kancelarię  prawną

w  centrum  handlowym,  między  apteką  a  sklepem  sportowym.  Mike  siedział  obok  niej,  czytając

artykuł o procesie wytoczonym producentom leków.

– Hej – szepnął. – Brałaś kiedyś celebrex? Albo prozac?

– Nie – odpowiedziała cicho Aria.

– A masz międzybłoniaka opłucnej?

– Nawet nie wiem, co to jest.

–  Cholera.  –  Mike  odłożył  gazetę.  –  Gdybyś  miała,  moglibyśmy  się  starać  o  ogromne

odszkodowanie.

Aria  przewróciła  oczami.  Nie  mieściło  jej  się  w  głowie,  że  Mike’owi  zachciewa  się  teraz  takich

żartów. Zaczynała się zastanawiać, czy to spotkanie to na pewno dobry pomysł. Ze sklepu sportowego

dobiegała przez ścianę głośna muzyka techno.

Rano Mike zapukał do drzwi jej pokoju i powiedział:

–  Wstawaj.  O  dziesiątej  pogadamy  z  Desmondem  Sturbridge’em.  Jakoś  się  dostaniemy  do  jego

gabinetu.

– A kto to jest? – zapytała Aria.

Mike  wyjaśnił  jej,  że  to  prawnik,  który  zadzwonił  poprzedniego  dnia,  proponując,  że  za  darmo

podejmie  się  obrony Arii.  Próbowała  mu  wytłumaczyć,  że  zajął  się  tym  już  tata  Spencer,  ale  Mike

tylko wzruszył ramionami.

–  Zawsze  możemy  zasięgnąć  rady  kogoś  postronnego.  Poza  tym  zapłacimy  mu  tylko  wtedy,  gdy

wygramy.

Nagle drzwi się otworzyły i w progu stanął wysoki, chudy mężczyzna z przylepionym uśmiechem

i włosami tak mocno wypomadowanymi, że aż lśniły. Spojrzał na nich życzliwie.

– Panna Montgomery z przyjacielem! – powiedział gromkim głosem. – Zapraszam, zapraszam!

Aria spojrzała nerwowo na Mike’a, ale on tylko pomógł jej się podnieść z miejsca i zaprowadził ją

do gabinetu.

–  Wszystko  będzie  dobrze  –  uspokoił  ją  po  cichu,  kiedy  szli  za  Sturbridge’em  przez  korytarz.  –

background image

Wiele przemawia na twoją korzyść. A on przedstawi sędziemu prawdę. Nic złego ci nie grozi.

Aria miała nadzieję, że Mike się nie myli. Weszła do gabinetu ozdobionego figurkami z główkami

na  sprężynie  i  koszulkami  drużyny  Eagles  z  autografami.  Wszędzie  walały  się  opakowania  po

kanapkach.  Poczuła  się  trochę  lepiej,  dopiero  kiedy  zobaczyła  wiszący  na  ścianie  dyplom

Uniwersytetu Michigan.

– Dziękuję, że zgodził się pan z nami porozmawiać – powiedziała, siadając.

– Ależ nie ma sprawy! – Sturbridge’owi błysnęły oczy. – Uważam, że to bardzo ciekawa sprawa.

Mam też pewien pomysł, jak uchronić panią przed ekstradycją.

Mike  spojrzał  na  niego  spod  uniesionej  brwi.  Aria  wyciągnęła  notatnik  z  torebki  i  przesunęła

w stronę adwokata.

– Nie mamy wiele czasu. Rozprawa odbędzie się w piątek, dlatego spisałam wszystko, co wiem,

żeby mógł się pan z tym zapoznać w wolnej chwili.

W  tym  notatniku  zrobiła  też  kilka  szkiców  dla  Ashera  Tretheweya,  ale  przecież  teraz  ich  nie

potrzebowała. Sturbridge machnął tylko ręką.

– To nie będzie konieczne. Mam wszystko, czego mi trzeba.

Aria i Mike popatrzyli po sobie.

– Ale przecież nic pan nie ma – powiedziała Aria. – Nie chce pan się dowiedzieć, co się naprawdę

stało tamtej nocy?

– Chcę. – Popatrzył na nią nieśmiało. – Panno Montgomery, to bardzo skomplikowana sprawa. Są

naoczni świadkowie i to nagranie z miejsca zbrodni. Nie wygląda to najlepiej. Moim zdaniem istnieje

tylko jeden sposób, żeby wyszła pani z tego obronną ręką.

– Jaki? – zapytał Mike.

– Powoła się pani na niepoczytalność.

Sturbridge  wyglądał  na  tak  dumnego  z  siebie,  jakby  odkrył  na  nowo  prawo  grawitacji. Aria  nie

wierzyła własnym uszom.

– Ale ja nie jestem niepoczytalna.

Prawnik uniósł jedną brew.

–  Ma  pani  halucynacje  i  wierzy,  że  widziała Alison  DiLaurentis  żywą?  Wysyłała  pani  do  samej

siebie SMS-y z pogróżkami?

– To nie ja je wysyłałam! – zawołała Aria.

Sturbridge uśmiechnął się ze smutkiem.

– Policja twierdzi co innego.

Mike zwiesił głowę.

– Taką wersję rozpowszechnia internet i policja. To nie ona jest na nagraniu.

Sturbridge uniósł brew.

background image

– Ten ktoś jest bardzo do niej podobny.

– To nie ja – powtórzyła Aria. – Nie zrobiłam tego.

Sturbridge skrzyżował palce wskazujące.

–  Nie  chcę  tego  słuchać!  –  powiedział  śpiewnym  głosem.  Przesunął  w  stronę  Arii  plik

dokumentów.  –  Jeśli  chce  pani  uniknąć  więzienia  na  Jamajce,  proszę  to  podpisać.  Załatwię  pani

ekspertyzę psychiatryczną i pójdzie pani na jakiś czas do szpitala. Da się przeżyć. Są duże szanse, że

skierują panią do którejś z tych przytulnych klinik, a koszty leczenia pokryje państwo.

– Na przykład do Zacisza Addison-Stevens? – zapytała zadziornie Aria.

Sturbridge spojrzał na nią z entuzjazmem.

– O, właśnie! Podobno mają tam fantastyczne jedzenie!

Aria  zamknęła  oczy  i  próbowała  się  uspokoić,  oddychając  głęboko.  Mike  odsunął  dokumenty

w stronę prawnika.

– Dziękujemy za poświęcony nam czas, ale chyba to pan zwariował. – Zabrał notatnik i wziął Arię

za rękę. – Chodź.

– Pożałuje pani tej decyzji! – zawołał Sturbridge, kiedy biegli przez korytarz.

– Przepraszam – powiedział Mike, otwierając drzwi ze skruszoną miną. – Gdybym wiedział, że to

o to chodzi, nigdy bym cię tam nie zaciągnął.

–  Nic  się  nie  stało  –  wyszeptała  Aria,  patrząc  na  grupkę  starszych  pań  z  nadwagą,  które

zgromadziły się pod sklepem sportowym. Musiała poszukać innego rozwiązania.

Poczuła,  że  jej  telefon  wibruje.  Wyjęła  go  i  przeczytała  wiadomość:  „Zamierzam  wznowić

polowanie.  Wchodzicie  w  to?”.  Hannie  już  spodobał  się  ten  pomysł.  Kilka  minut  później  do

dziewczyn dołączyła Spencer.

– O co chodzi? – zapytał Mike, nachylając się w jej stronę.

Aria chciała zakryć ekran dłonią, ale jej brat zdążył przeczytać wiadomość. Jego twarz pojaśniała.

– Świetnie. Znowu zaczniecie ścigać Ali?

– Ciebie na pewno w to nie włączymy! – odparła czym prędzej Aria.

Mike posmutniał.

– Czemu? Przecież wiem wszystko. Mogę wam pomóc. Nie macie nic do stracenia.

Aria zamknęła oczy.

– Przykro mi. Nie mogę cię w to mieszać.

Mike spochmurniał.

– Jak słusznie powiedział ten prawnik: „Pożałuje pani tej decyzji”.

Aria  włożyła  telefon  do  kieszeni.  Jeszcze  bardziej  by  żałowała,  gdyby  pozwoliła  Mike’owi

włączyć się w poszukiwania Ali. Do tej pory straciła tak wiele. Nie mogła teraz stracić brata.

background image

Padało,  kiedy  kilka  godzin  później  pod  osłoną  ciemności  Aria  podjechała  na  rowerze  na  tyły

supermarketu.  Zauważyła  przyjaciółki  stojące  pod  zagajnikiem,  który  oddzielał  sklep  od  osiedla

apartamentowców. Ruszyła w ich kierunku, ale jej stopy utonęły w błocie. Na jej policzkach pojawiły

się  krople  deszczu.  Włożyła  kaptur  i  pobiegła.  Kiedy  były  już  w  komplecie,  Spencer,  trzęsąc  się

z zimna, zaczęła mówić.

– No dobra. Jaki mamy plan? Od czego możemy zacząć nasze śledztwo?

Zapadła cisza. Pod supermarket podjechał samochód dostawczy z mlekiem i zatrzymał się przed

wejściem. Emily chrząknęła.

– Ali zostawiła wiadomość na mojej poczcie głosowej. Śmiała się ze mnie. Z nas.

Aria otworzyła szeroko oczy.

– Ali do ciebie zadzwoniła?

– Ale po co? – zapytała Spencer, wyraźnie zbita z tropu.

– Nie wiem. – Emily położyła dłonie na biodrach. – Ale tak właśnie zrobiła.

– Może uznała, że z nas wszystkich ty jedna na nią nie doniesiesz – zasugerowała Spencer.

– No cóż, w takim razie się pomyliła.

Emily  wyciągnęła  telefon.  Dziewczyny  stanęły  w  kółku  i  odsłuchały  wiadomość.  Kiedy  Aria

usłyszała przeszywający chichot, po plecach przeszły jej ciarki.

–  Nie  wierzę  własnym  uszom  –  wyszeptała  Hanna,  blada  jak  ściana.  –  Myślicie,  że  zadzwoniła

specjalnie czy przez przypadek?

Emily zamknęła oczy.

– Nie mam pojęcia.

– Powinnyśmy to wysłać do Fuji? – zapytała Aria po chwili.

Spencer prychnęła pogardliwie.

–  Pewnie  uzna,  że  same  to  nagrałyśmy.  Założę  się,  że  przysłano  tę  wiadomość  z  któregoś

z naszych telefonów.

Aria spojrzała na Emily.

– Puść to jeszcze raz.

Emily odtworzyła nagranie i znowu rozległ się znajomy, mrożący krew w żyłach śmiech.

– Chyba dzwoniła z jakiegoś tłocznego miejsca, nie sądzicie?

– W tle słychać jakiś komunikat nadawany przez głośnik – zauważyła Hanna. – Ale nie wiem, co

ten facet mówi.

– Też na to zwróciłam uwagę – powiedziała Emily. – Gdyby nam się udało wyizolować tę część

wiadomości, może udałoby się ustalić, skąd Ali dzwoni. Może tam spędza dużo czasu.

background image

– Albo to kolejna pułapka – dodała ponuro Aria.

Hanna wbiła w nią wzrok.

– A masz lepszy pomysł?

– Przepraszam. – Aria uniosła ręce. – Ale nawet jeśli ta wiadomość zawiera ukryte wskazówki, to

co  możemy  zrobić?  Przecież  nie  wejdziemy  na  komisariat  w  Rosewood  i  nie  zapytamy:  „Hej,

pożyczycie nam swój sprzęt do badań kryminologicznych?”.

W oczach Spencer pojawił się błysk.

– Zaraz, zaraz, znam kogoś, kto pomoże nam ukraść taki sprzęt i się nim posłużyć.

Emily podniosła głowę.

– Naprawdę?

– Tak. Moja siostra i Wilden.

Hanna wybuchła śmiechem.

– Melissa? Mówisz serio?

– Obiecała mi pomóc. Poza tym Melissa chciałaby zabić Ali.

Spencer założyła ręce na piersi.

–  Pojedziemy  do  Filadelfii  kolejką  podmiejską.  Jest  późno,  nikt  nie  zwróci  na  nas  uwagi

w  pociągu.  W  najgorszym  wypadku  Melissa  zamknie  nam  drzwi  przed  nosem...  albo  zadzwoni  na

policję.

Aria wpatrywała się w budynek supermarketu, zastanawiając się nad tą propozycją. Wiatr przywiał

z pobliskiej cukierni zapach domowych pączków.

– Jeśli wy w to wchodzicie, to ja też.

– Ja też – przyłączyła się Hanna.

– I ja – powiedziała Emily z błyskiem w oku. – Ruszajmy.

background image

25

GŁOSY Z ZAŚWIATÓW

– O, cześć – powiedziała Melissa, otwierając przed Spencer i jej przyjaciółkami czerwone drzwi

do wiktoriańskiego domu przy Rittenhouse Square.

Dochodziła północ. Melissa pachniała lawendowym kremem na noc i miała na sobie sfatygowaną

koszulkę  z  logo  klubu  dyskusyjnego  z  Rosewood  Day  i  bokserki  w  pieski,  które,  jak  przypuszczała

Spencer, należały zapewne do Wildena.

– Możemy wejść? – zapytała Spencer. – To bardzo ważne.

Melissa spojrzała na pozostałe dziewczyny stojące na schodach i pokiwała głową.

– Jasne, wejdźcie.

Gestem  zaprosiła  je  do  domu  i  poprosiła,  żeby  zostawiły  swoje  rzeczy  w  szafie  w  przedpokoju

i  ściągnęły  buty.  Salon,  do  którego  weszły,  miał  ściany  w  pastelowożółtym  kolorze  i  podłogę

z  orzechowego  drewna.  Meble,  bibeloty  i  dywany  idealnie  do  siebie  pasowały.  Po  chwili  Spencer

uświadomiła sobie, dlaczego ten pokój wygląda tak znajomo. Urządzono go w dokładnie tym samym

stylu jak ich dom w Rosewood. W telewizji zaczęto właśnie nadawać wiadomości CNN. Jak zwykle

główną  atrakcją  serwisu  informacyjnego  było  morderstwo  Tabithy.  „Pierwsza  rozprawa  przeciwko

Kłamczuchom już za tydzień”, głosił napis u dołu ekranu. Nawet na ruchomym pasku informacyjnym

pojawiały się tylko wieści dotyczące tego tematu. Melissa wyłączyła telewizor.

– Spencer? Hanna?

U  góry  schodów  pojawił  się  Wilden,  również  ubrany  w  bokserki  i  podkoszulek.  Uśmiechnął  się

nerwowo.  Spencer  wciągnęła  brzuch.  Może  to  jednak  nie  był  najlepszy  pomysł.  Melissa  stała  po  jej

stronie, ale czy mogła liczyć na Wildena? Jej siostra podeszła w jego stronę.

– Darren, musimy im pomóc.

Wilden westchnął i zszedł na dół. Patrzył na dziewczyny z niepokojem i zaciekawieniem. Emily

wyciągnęła z kieszeni telefon i podała Wildenowi.

– Chciałyśmy cię prosić, żebyś sprawdził jedną wiadomość na poczcie głosowej. Jesteśmy prawie

pewne, że to Ali.

–  Masz  może  dostęp  do  sprzętu  pozwalającego  nagłośnić  część  nagrania?  –  zapytała  Spencer.  –

Może wtedy uda nam się ustalić, skąd dzwoniła.

– A  może  nawet  wyizolować  jej  głos,  żeby  udowodnić,  że  to  ona  –  dodała  Emily.  –  Policja  nie

wierzy, że Ali żyje. Musimy znaleźć na to jakiś dowód.

background image

Wilden zmrużył swoje zielone oczy.

– Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł.

– Darren, błagam. – Melissa podeszła do niego. – Chodzi o moją siostrę.

Spencer  poczuła  rosnącą  gulę  w  gardle.  Słowa  Melissy  wzruszyły  ją  do  głębi.  Wilden  patrzył  na

dziewczyny.

–  No  dobra  –  powiedział  po  chwili,  wziął  telefon  od  Emily  i  usiadł  na  kanapie.  –  Kiedy

pracowałem  na  komisariacie  w  Rosewood,  używaliśmy  programu  dostępnego  w  wewnętrznej  sieci

policyjnej.  Służył  do  analizy  nagrań  cyfrowych.  Jeśli  hasła  dostępu  do  intranetu  się  nie  zmieniły,  to

może uda mi się wejść do systemu.

– Byłoby super – powiedziała Emily z nadzieją w głosie.

Melissa  wyszła  na  chwilę  do  drugiego  pokoju.  Dziewczyny  czekały,  siedząc  na  kanapie.  Siostra

Spencer wróciła ze srebrnym laptopem MacBook Air i łączem USB. Wilden podniósł ekran i zaczął

pisać.

–  Wszedłem.  –  Podał  Emily  telefon  i  kabel  USB.  –  Wepnij  to,  a  potem  odtwórz  jeszcze  raz

nagranie.

Emily  podłączyła  komórkę  do  komputera,  weszła  na  pocztę  głosową  i  znalazła  zapisaną

wiadomość  od  Ali.  Rozległy  się  mówiące  jednocześnie,  zupełnie  niezrozumiałe  głosy,  a  potem

przerażający  chichot  Ali.  Wszyscy  zamarli.  Śmiech  trwał  pięć  sekund,  a  potem  nagranie  się

skończyło. Melissa zamknęła oczy.

– To ona, na sto procent.

Nawet Wilden miał przerażoną minę. Odtworzyli wiadomość jeszcze raz. Melissa nachyliła się do

telefonu.

– To brzmi tak, jakby wokół niej kłębił się tłum ludzi.

– Też nam się tak wydaje.

Spencer  spojrzała  na  ekran  laptopa.  Pojawiło  się  na  nim  okno  programu  służącego  do  analizy

wiadomości głosowych. Pozwalał on dzielić nagranie na sekwencje i rozkładać hałas na poszczególne

wiązki  dźwięków.  Kiedy  tylko Ali  się  zaśmiała,  wskaźnik  fal  dźwiękowych  szybował  w  górę.  W  tle

słychać  było  okrzyki  i  wiwaty.  Ktoś  ogłosił  coś  przez  megafon  i  fala  dźwiękowa  znowu  osiągnęła

maksimum.

–  Słyszeliście?  –  Spencer  pokazała  na  ten  drugi  wykres.  –  Gdybyśmy  wiedzieli,  co  to  za

ogłoszenie, może odgadlibyśmy, skąd Ali dzwoniła.

Melissa wtuliła się w róg kanapy i przysunęła kolana do brody.

– Nie mogę uwierzyć, że ma tyle tupetu, by dzwonić do ciebie w miejscu publicznym.

– Chyba że gdzieś się schowała – powiedziała Spencer.

Wilden jeszcze raz odsłuchał wiadomość, oznaczył drugi wykres i kliknął na ikonę u dołu ekranu.

background image

Hałasy w tle przycichły, a ogłoszenie było lepiej słychać, ale nadal nie dało się go zrozumieć. Gdzieś

w domu rozległo się skrobanie. Spencer się poderwała.

– Co to?

Wszyscy  zamilkli.  Hanna  zbladła,  a  Emily  skamieniała.  Coś  zaszeleściło  i  rozległo  się  cichutkie

skrzypienie. Aria zakryła usta dłonią. Melissa podniosła się z kanapy i rozejrzała.

– Ten dom ma sto lat. Kiedy wieje wiatr, wszystko tu trzeszczy.

Nasłuchiwali  jeszcze  przez  kilka  minut,  ale  w  domu  zapadła  głucha  cisza.  Wilden  spojrzał  na

ekran.

– Spróbuję jeszcze czegoś – powiedział, klikając kolejną ikonę.

Znowu rozległ się śmiech Ali. Melissa słuchała w skupieniu.

– To brzmi tak, jakby ktoś krzyczał przez megafon. A potem wiadomość się urywa.

Wilden  odtworzył  ją  jeszcze  kilka  razy.  Usłyszeli  wiwaty.  Potem  rozległy  się  krzyki  przez

megafon.

– Może to jakiś mecz? – zasugerowała Hanna.

– A Ali ukrywa się pod trybunami? – zapytała Spencer, spoglądając sceptycznie na Hannę.

Wilden  kliknął  kolejną  ikonę.  Nagle  na  ekranie  pojawiło  się  okno  z  powiadomieniem:

„Użytkownik nieznany. Odmowa dostępu”.

– Cholera – powiedział Wilden, odchylając się na oparcie. – Chyba się zorientowali, że ktoś spoza

jednostki korzysta z programu, i mnie zablokowali.

Spencer się nachyliła.

– Nie możesz się zalogować jako inny użytkownik?

Wilden zamknął laptop i pokręcił głową.

– Nie powinienem. Właściwie nie wolno mi tego robić.

Spencer spoglądała to na Wildena, to na Melissę.

– Musi być jakiś sposób.

Wilden popatrzył na dziewczyny.

– Przykro mi.

W oczach Melissy pojawiły się łzy.

– To nie fair. Nie zasługujecie na taki los. Alison nie może odnieść zwycięstwa.

–  Rozmawiałaś  z  tatą?  Mówił  ci,  jakie  mamy  szanse?  –  zapytała  Spencer.  –  Kiedy  pytam  pana

Goddarda albo jego asystentów, zaczynają ściemniać. Myślisz, że wyślą nas na Jamajkę?

Melissa spojrzała na Wildena, który odwrócił wzrok. Popatrzyła na Spencer oczami pełnymi łez.

– Tata twierdzi, że sytuacja jest bez wyjścia – wyszeptała.

Spencer poczuła skurcz żołądka. Chwyciła Arię za rękę. Emily położyła głowę na ramieniu Hanny.

background image

Sprawa była beznadziejna.

– Co teraz? – jęknęła Emily.

Wilden chrząknął.

– Tylko nie zróbcie nic głupiego. Doszły do mnie pewne... plotki.

Dziewczyny  popatrzyły  po  sobie.  Nie  musiały  nawet  pytać,  co  usłyszał  Wilden.  Wiedziały,  że

chodzi  o  ich  domniemany  pakt  samobójczy.  Nagle  pomysł  ten  wydał  się  Spencer  nie  najgorszy.  Co

innego jej pozostało?

Spojrzała znowu na Melissę, która patrzyła na nią z obawą, jakby czytała w jej myślach. Spencer

położyła  dłoń  na  dłoni  siostry,  która  przyciągnęła  ją  i  przytuliła.  Po  chwili  Aria,  Emily  i  Hanna

przyłączyły  się  do  uścisku.  Melissa  pachniała  mydłem.  Ten  świeży  zapach  uspokajał  Spencer.

Cieszyła się, że po tylu latach wzajemnej nienawiści pojednała się z Melissą. Nawet jeśli siostra nie

mogła im pomóc, dodawała im otuchy.

Dziewczyny nie mogły nic więcej zdziałać. Wstały i ruszyły do wyjścia. Melissa poszła za nimi ze

zwieszoną głową, jakby zupełnie skapitulowała. Chciała podwieźć dziewczyny na stację, ale Spencer

machnęła tylko ręką.

– Już i tak wiele dla nas zrobiłaś.

–  Zadzwoń,  jak  będziesz  czegoś  potrzebowała  –  powiedziała  Melissa.  Po  policzkach  płynęły  jej

łzy. – Nawet gdybyś chciała tylko pogadać. Możesz na mnie liczyć.

– Dzięki – odrzekła Spencer, ściskając jej dłoń.

Odwróciła  się  i  wyszła  na  ulicę.  Ochłodziło  się,  chmury  zasłoniły  księżyc.  Spencer  objęła  się

ramionami  i  poszła  z  przyjaciółkami  na  stację.  Nie  odzywały  się  do  siebie.  Cóż  jeszcze  mogły

powiedzieć? Znowu zabrnęły w ślepą uliczkę. Kolejny trop poprowadził je donikąd.

background image

26

BEZ WYJŚCIA

W  następny  czwartek  Emily  obudziła  się  z  bólem  głowy.  Niebo  przybrało  idealny  turkusowy

kolor. Emily próbowała wyjść z łóżka, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa. „Musisz wstać”, mówiła

do siebie w myślach.

Ale  po  co?  Za  godzinę  miała  rozpocząć  się  ceremonia  zakończenia  roku  szkolnego,  lecz  władze

szkoły  wyraźnie  dały  jej  do  zrozumienia,  że  Emily  nie  jest  tam  mile  widziana.  Udzielono  jej  co

prawda pozwolenia na udział, tylko po co miałaby oglądać tę uroczystość? Poza tym mama jeszcze nie

wróciła  ze  szpitala,  z  domu  zniknęło  kilka  kolejnych  cennych  przedmiotów,  a  agenci  FBI  nadal

uważali, że Ali nie żyje i że dziewczyny zabiły Tabithę. Pierwszą rozprawę zaplanowano na następny

dzień.  Potem  Emily  miała  jechać  na  Jamajkę.  Wszyscy  wokół  przygotowywali  się  do  wakacji.

Sąsiedzi  już  urządzili  przyjęcie  z  grillem,  biegali  z  psami  i  chodzili  na  długie  spacery  po  okolicy.

Tymczasem Emily na widok kwitnących kwiatów i szmaragdowej trawy odczuwała tylko przerażenie.

Wszyscy mogli cieszyć się latem, tylko nie ona.

Wyciągnęła  telefon,  weszła  na  stronę  CNN  i  jeszcze  raz  obejrzała  to  straszne  nagranie.  Poniżej

znajdowały  się  już  11  842  komentarze  od  osób,  które  uważały  Emily  i  jej  przyjaciółki  za  wcielenie

wszelkiego  zła.  W  napięciu  obejrzała  film,  na  którym  cztery  osłonięte  cieniem  dziewczyny  zabijały

Tabithę.  Rzeczywiście  bardzo  przypominały  Emily  i  jej  przyjaciółki.  Poza  tym  jeśliby  policja

podejrzewała, że to nagranie zostało spreparowane, to przecież już by to udowodnili, analizując je za

pomocą nowoczesnego sprzętu. Jak widać, Ali udało się ich wyprowadzić w pole.

„Musisz się dowiedzieć, kim jest N.”, podpowiadał jej głos w głowie. To też graniczyło z cudem.

Przecież pracownicy Zacisza nie wpuściliby na teren kliniki osoby podejrzanej o morderstwo. Zresztą

już raz ich o to zapytała, a oni ją zbyli. Mimo wszystko wykręciła numer do Zacisza, bo przypomniała

jej się jeszcze jedna sprawa. Kiedy odebrała pielęgniarka, Emily zakaszlała.

– Czy Iris Taylor już wróciła? – zapytała drżącym głosem.

–  Muszę  sprawdzić.  –  Pielęgniarka  wpisała  coś  do  komputera.  –  Nie,  Iris  Taylor  u  nas  nie  ma  –

odparła.

Emily mocniej ścisnęła telefon.

– Nie znaleźliście jej?

W słuchawce rozległ się szmer, a potem odezwał się męski głos.

– Kto mówi? Czy pani jest dziennikarką? – Rozłączył się.

background image

Na  ekranie  pojawił  się  czas  trwania  rozmowy.  Odłożyła  telefon  na  stolik  nocny  i  w  milczeniu

patrzyła przez okno. Iris wyszła na wolność. Jeśli nie żyła, winę za to ponosiła Emily.

Nagle  w  jej  głowie  odezwał  się  drugi  głos,  niższy,  hipnotyczny.  „Poddaj  się  –  mówił.  –  Zostań

w łóżku. Zamknij oczy. Wszystko straciło sens”. Na zewnątrz trzasnęły drzwi i Emily otworzyła oczy.

Z  ogromnym  wysiłkiem  wstała  i  przeszła  przez  korytarz  do  okna  wychodzącego  na  podwórze  przed

domem.  Zobaczyła,  jak  tata  pomaga  mamie  wysiąść  z  taksówki.  Carolyn  wzięła  jej  bagaże.  Wokół

nich krzątała się druga siostra Emily Beth i ich brat Jake. Widziała, jak mama z trudem podchodzi do

drzwi.  Pani  Field  posiwiała  i  wyglądała  bardzo  staro.  Nadal  źle  się  czuła.  Drzwi  otworzyły  się  ze

skrzypieniem i Emily usłyszała głosy na dole.

– Usiądź tutaj – powiedział pan Fields łagodnie. – I jak? Lepiej?

– Potrzebujesz czegoś, mamo? – zapytała Beth.

– Może piwo imbirowe? – zaproponował Jake.

– Bardzo chętnie – powiedziała pani Fields.

Mówiła  zachrypniętym  głosem,  jakby  przybyło  jej  dwadzieścia  lat.  Rozległy  się  szybkie  kroki,

a  potem  dźwięk  otwieranej  i  zamykanej  lodówki.  Emily  stała  u  góry  schodów.  Denerwowała  się

bardziej  niż  na  słupku  startowym  w  czasie  mistrzostw  stanu  w  zeszłym  roku.  Westchnęła  ciężko,

wyprostowała plecy i zeszła po schodach.

Beth  i  Carolyn,  sztucznie  uśmiechnięte,  siedziały  na  kanapie  z  dłońmi  na  kolanach.  Jake  wrócił

z kuchni z dużą szklanką piwa imbirowego. Pan Fields kucnął przed telewizorem, ustawiając dekoder,

a mama Emily z bladą, pomarszczoną twarzą siedziała na sofie.

Kiedy Emily zeszła na dół, wszyscy zamarli. Carolyn wydęła usta. Jake zerwał się na równe nogi.

Beth odwróciła wzrok, co szczególnie zabolało Emily. Podeszła do mamy.

– Dobrze, że już wróciłaś, mamo – powiedziała drżącym głosem. – Jak się czujesz?

Pani Fields wpatrywała się w swoje dłonie. Nagle zaczęła szybciej oddychać.

– Jesteś zmęczona? – zapytała Emily. – Dobrze cię karmili w szpitalu?

Pani Fields oddychała coraz ciężej. Carolyn jęknęła.

– Tato, zrób coś.

– Nie powinno jej tu być – powiedziała ostro Beth.

Pan Fields wstał. Odłączył dekoder od telewizora. Zostało im tak niewiele pieniędzy, że nie mogli

sobie pozwolić nawet na telewizję kablową?

–  Wracaj  natychmiast  na  górę  –  polecił  tata  tonem  nieznoszącym  sprzeciwu,  wbijając  w  nią

lodowate spojrzenie.

– Przepraszam was – wyrwało się Emily. – Naprawdę, bardzo was przepraszam.

Pobiegła na górę, powstrzymując łzy. Wybuchła płaczem, dopiero kiedy zamknęła drzwi pokoju.

Ekran  leżącego  na  łóżku  telefonu  zaczął  migotać.  Pojawiło  się  na  nim  powiadomienie,  że

background image

opublikowano  nowy  artykuł  na  temat  Młodocianej  Złodziejki.  Emily  przejrzała  nagłówki.  Proces

Jordan  zaplanowano  na  przyszły  tydzień.  „Eksperci  szacują,  że  oskarżonej  grozi  od  dwudziestu  do

pięćdziesięciu  lat  pozbawienia  wolności”.  Emily  rzuciła  telefonem  o  ścianę.  Czuła  się  winna,  bo  to

przez nią Jordan wpadła w ręce policji. Jej także Emily zrujnowała życie.

Nagle przypomniała sobie o Derricku, z którym zaprzyjaźniła się zeszłego lata. Tyle razy trzymał

ją za rękę, kiedy rozmawiali w przerwach od pracy w restauracji, a ona mu się zwierzała, jak bardzo

się boi urodzić dziecko. Tyle razy dzwoniła do niego w środku nocy, kiedy nie mogła spać. Widziała

go  niedawno,  gdy  w  wyniku  kolejnej  intrygi  A.  wyszło  na  jaw,  że  Emily  oddała  dziecko  Gayle.

Derrick pewnie nadal mieszkał w okolicy. Może wysłuchałby Emily i ją zrozumiał.

Podniosła telefon z podłogi i wybrała jego numer, ale od razu włączyła się poczta głosowa. Emily

rozłączyła  się,  nie  zostawiając  wiadomości.  Może  Derrick  rozpoznał  jej  numer  i  celowo  przerwał

połączenie.  Może  tak  jak  wszyscy  uważał  ją  za  morderczynię.  Może  nadal  się  na  nią  gniewał,  bo

stracił  pracę  u  Gayle,  kiedy  Emily  zdecydowała,  że  nie  odda  jej  dziecka.  Kiedy  ostatnim  razem  się

widzieli, wspomniał o tym. Na życie Derricka też miała negatywny wpływ.

Była  przeciwieństwem  króla  Midasa.  Psuła  wszystko,  czego  dotknęła,  i  niczego  nie  potrafiła

naprawić.  Nagle  uświadomiła  sobie,  że  chociaż  ma  niewielki  wpływ  na  swoje  życie,  może

uszczęśliwić  swoją  rodzinę.  Zwróci  im  pieniądze,  a  mama  wyzdrowieje.  Wystarczy,  aby  Emily

zniknęła. Sama myśl o tym ją przerażała.

Ścisnęła mocno poduszkę. Gdyby nie została w domu, mama pewnie szybciej by wyzdrowiała, bo

Emily  nie  narażałaby  jej  na  ciągły  stres.  Kiedy  myślała  o  zniknięciu,  nie  chodziło  jej  o  wyjazd

z  miasta,  ale  o  znacznie  poważniejszą  decyzję,  brzemienną  w  skutki  i  nieodwołalną.  Uratowałaby

rodzinę. Czy ktoś by za nią zatęsknił?

Na  dole  rozległ  się  śmiech.  Ktoś  zamknął  i  otworzył  drzwi.  Emily  wstała  z  łóżka  i  stanęła

pośrodku pokoju. Czuła mrowienie w koniuszkach palców. Myśl o zniknięciu nie dawała jej spokoju.

To  było  logiczne  rozwiązanie.  Nie  mogła  tak  żyć.  Nie  mogła  pozwolić,  by  jej  rodzina  przez  nią

cierpiała. Nie chciała też jechać na Jamajkę. Może krążących plotek wcale nie rozpowszechniała Ali

i jej pomocnik. Może po prostu wszyscy wokół uważali, że to kolejny logiczny krok.

Emily  zamknęła  oczy  i  zaczęła  myśleć.  Przed  oczami  stanął  jej  zadaszony  most  w  Rosewood.

Dach  zakrywał  go  prawie  w  całości,  na  ścianach  widniały  kolorowe  graffiti.  Wzdłuż  mostu,  po

zewnętrznej stronie, biegła kładka, z której było widać rwący nurt. O tej porze roku rzeka robiła się

głęboka po roztopach. Na pewno woda była przeszywająco zimna.

Z  bijącym  sercem  włożyła  dżinsy  i  podkoszulek.  Potem  zebrała  się  w  sobie,  otworzyła  okno,

wyszła  na  dach,  przeskoczyła  na  konar  wielkiego  dębu  i  zsunęła  się  po  pniu.  Zawsze  tą  drogą

wymykała się z domu. Do mostu mogła dojść w ciągu dwudziestu minut. Gdyby nawet za jakiś czas

tata zajrzał do jej pokoju – co bardzo mało prawdopodobne – jej już dawno by nie było.

background image

27

NIE SKACZ!

Tego  ranka  Spencer  i  Melissa  stały  na  boisku  szkolnym.  Stu  sześciu  kolegów  Spencer  z  tego

samego  rocznika  w  biało-granatowych  togach  i  niebieskich  biretach  z  frędzlami  siedziało  na

składanych  krzesłach  przed  prowizoryczną  sceną.  Spencer  miała  na  sobie  tylko  zwykłą,  bawełnianą

sukienkę i nie dostała biretu.

W rzędach siedzieli ludzie, z którymi spędziła ostatnie dwanaście lat życia. Phi Templeton zajęła

miejsce obok Devon Arliss, koleżanki Spencer z drużyny hokejowej. Kirsten Cullen śmiała się z Mayą

St. Germain. Noel Kahn, który jeszcze nie doszedł do siebie, usiadł w towarzystwie swoich kolegów

z  drużyny  lacrosse.  Naomi  Zeigler,  Riley  Wolfe  i  Klaudia  Huusko  szeptały  coś  do  siebie.  Spencer

zauważyła  też  wielu  kolegów  i  koleżanek,  którzy  grywali  z  nią  w  niezliczonych  szkolnych

przedstawieniach.  Niektórzy  bezwiednie  obracali  w  palcach  frędzle  przy  biretach.  Jej

współpracownicy  ze  szkolnej  kroniki  wachlowali  się  świadectwami.  Nikt  na  nią  nie  spojrzał.  Nie

zostawiono nawet czterech pustych krzeseł na znak, że Spencer, Emily, Aria i Hanna nie zjawią się na

uroczystości. Cała czwórka zniknęła z pamięci szkoły.

Spencer rozejrzała się, wypatrując którejś ze swoich przyjaciółek. Dostrzegła Arię i jej mamę po

drugiej stronie boiska. Hanna stała nieopodal trybun. Brakowało tylko Emily. Może i dobrze zrobiła,

że nie przyszła.

Dyrektor Appleton wyszedł na scenę i chrząknął.

– A teraz zapraszam do siebie najlepszego ucznia naszej szkoły, Masona Byersa.

Rozległy  się  gromkie  brawa,  Mason  wstał  z  krzesła  w  pierwszym  rzędzie  i  wszedł  na  scenę.

Spencer  pokręciła  głową  z  niedowierzaniem.  Mason  Byers?  Owszem,  był  inteligentny,  ale  Spencer

nigdy by nie pomyślała, że konkuruje z nią o miano prymusa. To ona przecież powinna stać teraz na

scenie. Już w drugiej klasie zaczęła pisać przemówienie. Znając Masona, który nigdy się niczym nie

przejmował, była pewna, że sklecił swoją mowę w ostatniej chwili. Melissa uścisnęła mocno jej dłoń.

– Wszystko będzie w porządku.

Spencer zbierało się na płacz. Cieszyła się, że towarzyszy jej teraz ktoś, kto rozumie jej ból. Nie

mogła tego wytrzymać.

– Chodźmy stąd – rzuciła przez ramię, ruszając w stronę parkingu

Melissa poszła za nią. Kiedy mijały wielką fontannę przed salą gimnastyczną, zakaszlała.

– Słuchaj, szukamy dla ciebie najlepszego prawnika na Jamajce. Darren i tata mają tam szerokie

background image

kontakty.

Spencer dotknęła koniuszka nosa. Nie mieściło jej się w głowie, że prawnicy nawet nie biorą pod

uwagę tego, że ich proces odbędzie się w amerykańskim sądzie.

– Wiesz, jak długo czeka się na rozprawę na Jamajce?

–  Trudno  przewidzieć.  –  Obcasy  Melissy  stukały  o  chodnik.  –  Niektórzy  twierdzą,  że  kilka

miesięcy. Inni, że kilka lat.

Spencer jęknęła cicho.

Na boisku rozległy się radosne okrzyki. Melissa stanęła pośrodku parkingu pełnego samochodów.

– Tak mi przykro – powiedziała ze współczuciem. Rozejrzała się i nachyliła się w stronę Spencer.

– Jak wyślą cię na Jamajkę, nie przestanę jej szukać. Nie spocznę, póki ta suka nie zdechnie.

Spencer pokręciła głową.

–  Nie  rób  tego.  Też  bym  ją  chciała  dorwać,  ale  to  niebezpieczna  morderczyni.  Ona  cię  zabije,

Melisso. Nie darowałabym sobie tego.

– Ale... – Melissa urwała i westchnęła. – To nie w porządku.

Spencer  też  uważała,  że  to  nie  w  porządku.  Jak  na  ironię  właśnie  teraz,  kiedy  jej  życie  legło

w gruzach, na nowo zbliżyła się do Melissy. Siostra stała się jej przyjaciółką.

Zadźwięczał  jej  telefon.  Na  ekranie  wyświetliło  się  imię  Emily.  Kiedy  Melissa  otwierała

samochód, Spencer odebrała. Nikt się jednak nie odezwał. W słuchawce rozległ się tylko szum wiatru.

– Halo? – powiedziała Spencer. – Em?

Nagle usłyszała płacz. Najpierw cichy, a potem coraz głośniejszy.

–  Emily!  –  zawołała  Spencer  do  telefonu.  –  Em,  jesteś  tam?  Dlaczego  nie  przyjechałaś  na

zakończenie roku?

Łkanie ucichło. Coś zaszeleściło i Emily głośno pociągnęła nosem.

– S-Spencer? – zapytała ochrypłym głosem.

W głowie Spencer zapaliło się czerwone światełko.

– Dlaczego nie przyjechałaś na zakończenie roku?

– Chciałam się z tobą pożegnać.

W słuchawce znowu zawył wiatr. Na boisku szkolna orkiestra zaczęła grać hymn Rosewood Day.

– Co się dzieje? – Spencer wydawało się, że Emily znowu płacze. Ścisnęła mocniej telefon. – Em,

co jest grane?

– Już nie mogę tak dalej żyć – powiedziała Emily bezbarwnym głosem. – Przepraszam. Po prostu

mam dość.

Spencer  przeszły  ciarki.  Już  nie  raz  słyszała  głos  Emily  w  chwilach  desperacji. Ale  tym  razem

zabrzmiał zupełnie inaczej, jakby Emily zabrnęła w ślepą uliczkę i nie potrafiła już z niej wyjść.

background image

– Gdzie jesteś? – zapytała, ściskając mocno telefon.

Melissa zamarła i spojrzała pytająco na Spencer.

– To nieistotne. – Coś zaświstało, jakby gdzieś obok przejechał samochód. – I tak już nie zdążysz.

Serce Spencer biło coraz szybciej.

–  Co  ty  wygadujesz?  –  zapytała  ostro,  choć  w  głębi  duszy  przypuszczała,  co  się  święci.  W  jej

głowie  kotłowały  się  myśli.  Czuła  się  zupełnie  bezradna.  –  Em,  nie  wiem,  co  chcesz  zrobić,  tylko

błagam, zastanów się jeszcze. Wszystkim nam jest ciężko, ale musimy to jakoś przetrzymać. Powiedz

mi, gdzie jesteś?

Emily zaśmiała się z goryczą.

–  Pewnie  nie  utonę.  Właśnie  o  tym  myślałam,  zanim  do  ciebie  przez  przypadek  zadzwoniłam.

Stoję na moście, a przecież jestem pływaczką.

– Stoisz na moście? – Spencer denerwowała się coraz bardziej. Melissa podeszła do niej, patrząc

na nią pytająco szeroko otwartymi oczami. – Na którym? Na tym zadaszonym?

– Nie – odparła szybko Emily, ale Spencer od razu się zorientowała, że kłamie. – Nie przyjeżdżaj

tu, Spencer. Rozłączam się.

– Em, nie! – zawołała Spencer.

Emily zakończyła rozmowę. Spencer próbowała do niej zadzwonić, ale po serii sygnałów włączyła

się tylko poczta głosowa.

– Cholera – zaklęła głośno Spencer.

– Co się dzieje? – zapytała Melissa.

Spencer zaschło w gardle.

– To Emily. Stoi na moście i chyba chce...

Urwała,  ale  przerażona  twarz  Melissy  świadczyła  o  tym,  że  siostra  Spencer  wszystkiego  się

domyśliła.

– Na którym moście? – zapytała Melissa.

– Na tym zadaszonym, na drugim końcu Rosewood – powiedziała Spencer, patrząc z niepokojem

na siostrę. – Pożyczysz mi samochód?

Melissa wydęła usta.

– Jadę z tobą.

Spencer się odwróciła.

– Nie chcę cię w to mieszać. A jeśli to kolejna intryga Ali? Jeśli to pułapka?

Melissa nie dawała za wygraną.

– Przestań. Jedziemy.

Na  boisku  kolejni  uczniowie  wychodzili  na  scenę  i  wśród  burzliwych  oklasków  odbierali

background image

świadectwa. Spencer wsiadła do samochodu i trzasnęła drzwiami. Melissa włączyła silnik i wyjechała

z parkingu na ulicę, która na szczęście okazała się zupełnie pusta.

– To nam nie zajmie dużo czasu – powiedziała, patrząc przed siebie.

Kiedy dyrektor Appleton wywoływał Chassey Bledsoe, Spencer wybrała numer pogotowia.

– Moja przyjaciółka chce skoczyć z zadaszonego mostu w Rosewood! – krzyknęła do operatorki. –

Proszę tam natychmiast wysłać karetkę!

Melissa  zjechała  z  drogi  prowadzącej  z  parkingu  na  dwupasmówkę.  Spencer  zadzwoniła  do Arii

i  Hanny.  Nie  chciała  tracić  czasu  na  szukanie  ich  na  szkolnym  boisku.  Hanna  odebrała  prawie

natychmiast. Spencer słyszała w tle oklaski.

– Musicie jechać na zadaszony most! – krzyknęła. – Emily potrzebuje pomocy.

– O co chodzi? – zapytała Hanna.

– Nie wiem. – Spencer zagryzła wargi. – Ale wydaje mi się, że musimy do niej jechać. Znajdź Arię

i spotkajmy się tam, okej?

– Jasne – odparła krótko Hanna i się rozłączyła.

Melissa skręciła w kolejną przecznicę. Kątem oka spojrzała na Spencer.

– A jeśli się spóźnimy?

Spencer zaczęła obgryzać paznokieć.

– Nie wiem.

Melissa pędziła drogą prosto do mostu, mijając serowarnię, ogromną posiadłość otoczoną zielenią

łąk  i  ekskluzywną  restaurację  w  zaadaptowanej  stodole.  Jeszcze  tylko  jedno  wzgórze  dzieliło  je  od

mostu. Spencer rozejrzała się wokół.

– Dlaczego karetka nie nadjeżdża? – zapytała na głos.

–  Też  sobie  zadaję  to  pytanie  –  powiedziała  cicho  Melissa,  naciskając  pedał  gazu.  –  Wszystko

będzie dobrze. – W jej głosie słychać było gniew. – Zaraz dojedziemy na miejsce.

Zjechały  na  boczną  drogę  prowadzącą  do  mostu.  „Błagam,  nie  skacz”,  powtarzała  w  myślach

Spencer. Robiło jej się niedobrze. „Błagam, błagam, błagam, Em. Nie skacz”.

W  oddali  widać  już  było  stary,  pokryty  graffiti  most.  Spencer  nie  zauważyła  w  okolicy  żadnej

karetki  ani  samochodu  policyjnego.  Kiedy  tylko  Melissa  się  zatrzymała,  Spencer  wyskoczyła

z  samochodu  i  pobiegła  w  stronę  mostu.  Popatrzyła  na  ścieżkę  dla  pieszych  po  prawej  i  po  lewej

stronie. Nikogo nie zauważyła.

– Emily? – Serce podeszło jej do gardła.

Spojrzała  na  rwący  nurt  rzeki,  spodziewając  się,  że  w  spienionej  wodzie  zobaczy  jasne  włosy

Emily. Z piskiem opon zatrzymał się samochód, z którego wysiadły Aria i Hanna.

– Tam jest! – zawołała Aria.

O ścianę mostu opierała się deska, za którą siedziała skulona Emily. Włosy rozwiane przez wiatr

background image

zasłaniały jej twarz. Po policzkach płynęły łzy. Wychyliła się za barierkę, ciężko dysząc.

– Emily! – krzyknęła Spencer. – Nie!

Emily spojrzała na dziewczyny. W jej oczach czaiła się rozpacz.

– Zostawcie mnie. Muszę to zrobić.

– Nie! Nie rób tego! – krzyczała Hanna przez łzy.

Emily wpatrywała się w wodę płynącą pod mostem.

– Nikogo nie obchodzi, co się ze mną stanie. Moja rodzina wolałaby, żebym się zabiła.

– Po prostu się na ciebie wkurzyli – przekonywała ją Spencer. – Ale tak naprawdę nie życzą ci źle.

Emily zasłoniła oczy dłońmi.

– Przyznajcie, też o tym myślałyście. Właściwie umarłyśmy za życia. Każda z nas chce, żeby ten

koszmar się skończył.

Spencer z przerażeniem spojrzała na przyjaciółki.

– Nie widzisz, co się dzieje!? – zawołała z rozpaczą Hanna. – To wszystko sprawka Ali. Ostrzegała

naszych bliskich i przyjaciół, że planujemy samobójstwo. A oni jej uwierzyli. To przecież oczywiste,

Em.

Emily wzruszyła ramionami.

– No i co z tego? To nie ma żadnego znaczenia.

–  Właśnie,  że  ma!  –  Hanna  uderzyła  pięścią  w  ścianę  mostu.  –  Przez  tyle  miesięcy,  tyle  lat

pozwalałyśmy, żeby Ali nami manipulowała. Przez nią zaczęłyśmy podejrzewać najbliższe nam osoby

o  współpracę  z  A.  Przez  nią  Aria  straciła  Noela.  Spencer  podejrzewała  nawet  swoją  mamę,

pamiętacie?  A  teraz  Ali  sączy  nam  do  ucha  jad,  próbując  nas  nakłonić  do  samobójstwa.  A  my

tańczymy, jak ona nam zagra. Naprawdę pozwolisz jej, by wykonała swój plan?

Emily spojrzała na Hannę.

– Ale dlaczego Ali chce, żebyśmy popełniły samobójstwo? Już zwyciężyła, przecież wysyłają nas

na Jamajkę!

–  Może  się  boi,  że  nas  uniewinnią!  –  krzyknęła  Spencer  w  stronę  mostu.  –  Albo  że  będziemy

kontynuować  nasze  śledztwo  z  więzienia  i  w  końcu  ją  znajdziemy.  To  dla  niej  najbezpieczniejsze

rozwiązanie. Zginiemy z własnej ręki. Ona nawet nie kiwnie palcem.

Emily drżał podbródek.

– Nie wiem, czy to ma sens. Jak mogłybyśmy prowadzić nasze śledztwo na Jamajce?

– Z moją pomocą! – krzyknęła stojąca nieco dalej Melissa. – Zrobię, co w mojej mocy!

Spencer spojrzała na siostrę z wdzięcznością, a potem odwróciła się do Emily.

– Potrzebujemy cię, Em. Musimy się trzymać razem, jeśli mamy pokonać A.

Emily zamknęła oczy. Z trudem panowała nad emocjami.

background image

– Dziewczyny...

– Błagam cię, nie! – zawołała Spencer.

Za ich plecami zawyły syreny. Nareszcie. Nad brzegiem rzeki zatrzymał się samochód na sygnale

i wysiadło z niego kilku ratowników.

– Gdzie ona jest!? – zawołał jeden z nich, młody mężczyzna z dwudniowym zarostem.

– Tam! – Melissa pokazała na most.

Ratownik  pokiwał  głową,  a  potem  zamienił  kilka  słów  z  kolegami.  Jeden  z  nich  wezwał  posiłki

przez  krótkofalówkę.  Drugi  zaczął  wyciągać  z  samochodu  sprzęt  medyczny.  Pierwszy  wyprostował

plecy  i  założył  uprząż  do  wspinaczki.  Jeden  koniec  liny  przywiązał  do  słupa  na  moście.  Potem

wyszedł na wąski gzyms.

– Chodź do mnie, kochanie – powiedział łagodnie, jak do własnego dziecka. – Nic ci nie grozi.

Emily obrzuciła go dzikim spojrzeniem.

– Weź mnie za rękę – prosił ją sanitariusz. – Błagam, nie skacz.

– Potrzebujemy cię, Em! – zawołała Hanna.

– Kochamy cię! – krzyknęła Spencer.

Dwaj  ratownicy  zostali  przy  samochodzie,  gotowi  w  każdej  chwili  rzucić  się  Emily  na  ratunek,

gdyby  skoczyła  do  wody.  Mężczyzna  na  moście  zbliżył  się  do  niej,  a  lina,  którą  był  obwiązany

w pasie, napięła się niebezpiecznie. Emily nawet nie drgnęła. Wreszcie ratownik zbliżył się na tyle, że

mógł  ją  złapać.  Emily  wczepiła  się  w  niego  z  desperacją.  On  ją  podniósł  i  powoli  niósł  w  stronę

dziewczyn.  Kiedy  stanęli  na  pewnym  gruncie,  delikatnie  postawił  płaczącą  Emily  na  ziemi.  Spencer

podbiegła do niej i przytuliła ją mocno. Aria i Hanna zrobiły to samo. Wszystkie zaczęły płakać.

– O, Boże – powtarzała Spencer.

– Jak mogłaś coś takiego zrobić? – wyszeptała Hanna.

– Mogłyśmy cię stracić – dodała Aria.

Emily płakała tak bardzo, że nie mogła wydusić z siebie ani słowa.

– Ja po prostu... nie mogłam...

Spencer  przytuliła  ją  mocno.  Hanna  okryła  ramiona  Emily  swoją  bluzą.  Jeden  z  ratowników

przyniósł  jej  koc.  Mężczyzna,  który  ją  uratował,  przez  krótkofalówkę  przekazał  wiadomość,  że

wsparcie  nie  jest  już  potrzebne,  a  niedoszłej  samobójczyni  nic  nie  grozi.  Usiadł  obok  dziewczyn

i  obejrzał  źrenice  Emily,  żeby  się  upewnić,  że  nie  doznała  szoku.  Zachowywał  się  tak,  jakby  nie

rozpoznał dziewczyn i nie miał pojęcia, co im grozi. Może nawet tego nie wiedział.

Emily  już  nie  płakała,  czasem  tylko  pociągała  nosem.  Dziewczyny  nie  wypuszczały  jej  z  objęć,

jakby  się  bały,  że  mogą  ją  znowu  utracić.  Nawet  Melissa  ją  przytuliła,  głaszcząc  po  głowie

i  powtarzając,  że  wszystko  będzie  dobrze.  Spencer  wyobraziła  sobie,  co  mogło  się  stać,  gdyby  się

spóźniły. Zabrakło jej tchu w piersi. Na samą myśl o tym ogarniał ją paniczny lęk. Gdyby jedna z nich

background image

umarła, umarłaby też jakaś część Spencer. To było szczęście w nieszczęściu, że mogły razem jechać

na Jamajkę. Nie musiały samotnie stawić czoła przeciwnościom losu.

Znowu  pomyślała  o  Ali.  Oczywiście  to  ona  zaszczepiła  w  ich  umysłach  myśli  samobójcze.

Nieomal  dopięła  swego.  Emily  stanęła  twarzą  w  twarz  ze  śmiercią.  Ali,  ta  suka,  powinna  słono

zapłacić za wszystko, co im zrobiła. Przekroczyła wszelkie granice.

Melissa  wróciła  do  samochodu,  zostawiając  dziewczyny  same  na  kilka  minut.  Drogą  nadjeżdżał

minivan.  Siedząca  za  kierownicą  kobieta  zwolniła  na  widok  samochodu  ratowników.  Spencer  nie

rozpoznała  jej.  Zauważyła  tylko  na  zderzaku  naklejkę  z  emblematem  szkolnej  drużyny  lacrosse.

Spencer westchnęła.

– Co? – zapytała zaintrygowana Aria

– Wpadłam na pomysł, jak możemy namierzyć Ali. Ale to ci się nie spodoba.

Aria uniosła brwi.

– Co chcesz zrobić?

Spencer poczuła na plecach chłodny podmuch wiatru.

– Musimy zaangażować w to Noela.

Twarz Arii stężała.

– Jak to?

– Może on wie coś jeszcze o Ali? Może nie powiedział nam wszystkiego?

Aria spojrzała na Spencer z oburzeniem.

– Chcesz, żebym z nim pogadała?

Spencer przytaknęła. Aria pokręciła głową.

– Nie ma mowy.

– Moim zdaniem to dobry pomysł. – Hanna poparła Spencer. – Może Noel wie więcej, niż mu się

wydaje. A jeśli naprowadzi nas na jakiś ważny trop?

–  Jak  ty  nie  chcesz,  to  ja  to  zrobię  –  powiedziała  ochoczo  Spencer.  –  Z  chęcią  powiem  temu

kretynowi, co o nim myślę.

Aria spuściła wzrok.

– On nie jest kretynem – rzekła cicho, niemal automatycznie. Westchnęła. – Dobra, zrobię to. Ale

tylko jeśli obiecacie, że żadna z was już nigdy nie wpadnie na tak głupi pomysł jak Emily. Już wolę

iść do więzienia, niż stracić którąś z was.

– Już nigdy tego nie zrobię – powiedziała cicho Emily.

– Ja też nie – oświadczyła Hanna.

Spencer  pokiwała  głową.  Aria  miała  rację.  Teraz,  w  tak  krytycznej,  niebezpiecznej  sytuacji,

musiały trzymać się razem za wszelką cenę. Miały wiele do stracenia.

background image

28

TAJNY KOD

–  O,  Boże!  –  pisnęła  pani  Kahn,  kiedy  po  południu  otworzyła  drzwi  wejściowe  olbrzymiej  willi

należącej do niej i jej męża.

Miała świeżo ułożoną fryzurę i perfekcyjny makijaż, a jej kaszmirowy sweterek w kolorze kości

słoniowej  idealnie  pasował  do  obcisłych  dżinsów  i  nowiuteńkich  mokasynów  Tod’s.  Miała  bladą

twarz, a na jej szyi widać było każdą żyłę. Spojrzała na Arię z przerażeniem, które świadczyło o tym,

że  mama  Noela  wierzy  we  wszystkie  informacje  rozpowszechniane  w  mediach.  Kiedyś,  w  czasie

wesela  jednego  z  członków  klanu  Khanów,  na  które  zaproszono Arię  i  Noela,  jego  mama  przytuliła

Arię i powiedziała: „Dla mnie jesteś jak rodzona córka”. To niezwykłe, jak kilka artykułów prasowych

potrafiło zmienić jej nastawienie.

W  ciągu  ostatniej  godziny Aria  sto  razy  przeklęła  siebie  samą  w  myślach  za  to,  że  zgodziła  się

wykonać tę misję. Ale teraz nie mogła się rozmyślić. Klamka zapadła. Wzięła głęboki wdech.

– Czy mogę porozmawiać przez chwilę z Noelem?

Pani Kahn zrobiła krok w tył.

– Nie sądzę.

„To niewiarygodne”, pomyślała Aria. Chwyciła za klamkę, zanim mama Noela zdążyła zamknąć

drzwi.

– Przyjechałam z mamą. Noelowi nic nie grozi.

Pokazała na subaru, w którym czekała na nią mama. Aria bardzo się zdziwiła, kiedy Ella zgodziła

się  ją  tu  przywieźć,  pomimo  że  zniknęła  z  ceremonii  wręczenia  świadectw. A  może  Ella  doszła  do

wniosku, że policja i tak już nie może bardziej zaszkodzić jej córce. Mama przez poprzedni miesiąc

wylała wiele łez, a teraz wydawała się po prostu krańcowo wyczerpana.

– Porozmawiamy tutaj, a moja mama będzie miała na nas oko – powiedziała Aria do mamy Noela.

Pani Kahn spojrzała na subaru, lecz nawet nie pomachała do Elli. Pewnie uważała mamę Arii za

współwinną zbrodni.

– Pięć minut – oznajmiła krótko. – Potem jedziemy na przyjęcie z okazji zakończenia roku.

Przymknęła drzwi. Kiedy się otworzyły, w progu stał Noel.

– Aria – powiedział łamiącym się głosem. W rękach trzymał biret, który miał w czasie ceremonii

na boisku.

background image

– Cześć – przywitała się cicho Aria. Jej puls galopował.

Czuła  się  tak,  jakby  od  ich  poprzedniej  rozmowy  upłynęły  lata.  Nagle  stali  na  ganku  przed  jego

domem  i  dzieliło  ich  od  siebie  ledwie  kilka  centymetrów.  Miała  ogromną  ochotę  objąć  go  na

powitanie. Ale  jednocześnie  bała  się,  że  on  ją  odrzuci.  Od  czasu  aresztowania  Noel  się  do  niej  nie

odezwał. Jakiś gniewny głos podpowiadał jej, żeby wzięła nogi za pas i uciekała.

Kiedy popatrzyła mu prosto w oczy, zobaczyła w nich smutek, zatroskanie i niepewność. Siniaki

na  jego  twarzy  zrobiły  się  już  żółte,  a  szwy  na  brodzie  sklęsły.  Noel  nie  przypominał  już

Frankensteina. Miał rękę w gipsie. Poza tym nie zmienił się ani na jotę. Taki jego wygląd zapamiętała.

Aria spojrzała na jego podkoszulek do lacrosse i poczuła bolesne ukłucie. Miał go na sobie tego dnia,

kiedy wróciła z Islandii. Wtedy po raz pierwszy zamienili z sobą kilka słów. Czy on też to pamiętał?

Celowo się tak ubrał?

– Czy ty... – zaczął mówić Noel.

– Ty... – powiedziała Aria jednocześnie i urwała. – Mów.

– Nie. – Noel przełknął ślinę. – Ty pierwsza.

Wpatrywała się w płytki z terakoty ułożone na podłodze werandy w skomplikowany wzór. Nagle

zabrakło jej słów.

– Gratuluję – powiedziała wreszcie, pokazując na biret.

– Dzięki.

Noel odłożył go i włożył ręce do kieszeni dżinsów. Na ich głowami rozległ się przeraźliwy krzyk

sokoła.

– Nie wierzę w to, co mówią w mediach – powiedział cicho. – Nie wiem, co się stało, i nie musisz

mi mówić, ale chyba wiem, kto za tym stoi. Zgadza się?

Aria pokiwała głową. Czuła paraliżujące napięcie.

– Dlatego potrzebuję twojej pomocy.

Noel zmarszczył brwi.

– Mojej?

– Przyjaźniłeś się z nią. Na pewno nie wiesz, gdzie ona się ukrywa?

Noel energicznie pokręcił głową.

– Nie mam pojęcia.

Aria  westchnęła.  Nad  ich  głowami  zadźwięczały  dzwoneczki  poruszane  wiatrem.  Słońce  wyszło

zza chmury, a na ogromnym podwórzu przed domem pojawiły się długie, splątane cienie.

– No dobrze – powiedziała, odwracając się od niego. – Chyba muszę już iść.

– Zaczekaj. – Głos Noela brzmiał jak woda przecinana przez wiosła.

Aria spojrzała na niego. Na jego twarzy widać było ogromny ból.

background image

– W Zaciszu nie wolno było korzystać z telefonów i internetu, dlatego kiedy Ali chciała ze mną

pogadać, używaliśmy tajnego kodu.

Aria wciągnęła brzuch.

– Używaliście go w ostatnim czasie?

–  Oczywiście,  że  nie.  Nawet  gdybym  wiedział,  że  przeżyła  pożar,  nie  próbowałbym  jej  pomóc,

tylko zaszkodzić.

Aria wróciła na werandę.

– A możesz go teraz użyć?

Noel spojrzał w stronę podwórka, jakby się obawiał, że Ali ich obserwuje.

– Nie wiem. A jeśli ona się na to nie nabierze?

Aria ścisnęła barierkę otaczającą werandę.

–  To  ona  wysyła  nam  wiadomości  jako  A.,  ale  nikt  nam  nie  wierzy.  Właściwie  zabrnęłyśmy

w  ślepą  uliczkę.  Uwierz  mi,  nie  chciałam  do  ciebie  przychodzić,  ale  jesteś  naszą  ostatnią  deską

ratunku. Nie chcemy jechać na Jamajkę.

Noel oparł się o drewniany szezlong.

– Ja też tego nie chcę.

– To nam pomóż.

Otworzyły się drzwi i pani Kahn wysunęła głowę na werandę.

– Noel? Musimy się zbierać.

Noel spojrzał z irytacją na swoją mamę.

– Chwileczkę, okej?

Pani Kahn niechętnie zamknęła drzwi, ale światło w holu świadczyło o tym, że nie odeszła daleko.

Noel  wyciągnął  telefon  i  połączył  się  ze  stroną  internetową  sklepu  z  artykułami  elektrycznymi.

Zamówił paczkę baterii alkalicznych. W zamówieniu podał imię Maxine Preptwill i adres publicznej

biblioteki w Rosewood. W rubryce z dodatkowymi komentarzami wpisał: „Dziś wieczorem o 21.00”.

– Kto to jest Maxine Preptwill? – zapytała szeptem Aria.

Noel wzruszył ramionami.

– Nie wiem. Ali to wymyśliła. – Pokazał na telefon. – Ta strona to tylko przykrywka. Służy Ali do

odbierania  wiadomości.  –  Noel  włożył  telefon  do  kieszeni.  –  Gotowe.  Umówiłem  się  z  nią

o dziewiątej w bibliotece w Rosewood.

Serce Arii biło coraz szybciej. Tę noc miała spędzić w domu Byrona. Stamtąd mogła się łatwiej

wymknąć niezauważona.

– Uda ci się urwać z imprezy?

– Coś wymyślę.

background image

Aria pokiwała głową.

– Dobra. Zaczaimy się gdzieś w pobliżu z dziewczynami.

Noel spojrzał na nią z niepokojem.

– Przyjdziecie tam same? Nie powinnyście zadzwonić na policję?

Aria pokręciła głową.

– Ali się nie zjawi, jeśli zobaczy samochody policyjne. Zastawimy na nią pułapkę. Rzucimy się na

nią i wepchniemy do bagażnika mojego samochodu. A potem zawieziemy ją na posterunek.

Noela najwyraźniej nie przekonywał ten plan.

– To bardzo niebezpieczne. Chcecie użyć przemocy?

Na  samą  myśl  o  tym,  że  zamkną  kogoś  w  bagażniku  samochodu,  poczuła,  jak  ściska  ją  coś

w gardle.

– Musimy. Nie mamy innego wyjścia. To nasza ostatnia szansa.

– Dobra, wchodzę w to. – Noel pokiwał głową i odwrócił się w stronę drzwi. Jego mama krzątała

się w holu. – Do zobaczenia wieczorem.

Aria pokiwała głową i ruszyła w kierunku czekającego na nią subaru. Już miała zejść po schodach

z werandy, kiedy Noel zawołał:

– Dlaczego nie powiedziałaś policji tego, co opowiedziałem ci o Ali?

Aria odwróciła się i spojrzała na niego. Noel otworzył szeroko oczy. Patrzył na nią bezradnie. Jego

pięknie wykrojone, delikatne, różowe usta rozchyliły się.

– Nie mogłam – przyznała się Aria. – Nie zrobiłabym ci czegoś takiego.

Noel podszedł do niej tak blisko, jakby chciał ją uściskać. Ale tylko wyciągnął rękę, dotknął lekko

podbródka Arii i uniósł jej głowę.

– Tak bardzo za tobą tęsknię – wyszeptał. – Gdybym mógł cofnąć czas! Chciałbym, żeby odnaleźli

Ali i ją zabili. A kiedy to wszystko się skończy, chciałbym, żebyś do mnie wróciła.

Patrzył Arii prosto w oczy, a jego spojrzenie wywołało w niej tysiące wspomnień. Przypomniała

sobie, jak się śmiali w czasie warsztatów gotowania, jak Noel trzymał ją za rękę, kiedy jechali kolejką

górską  w  wesołym  miasteczku.  Przypomniała  sobie,  jaką  miał  minę,  kiedy  przyjechał  po  nią  przed

szkolnym  balem.  Przypomniała  sobie  też,  jak  po  raz  pierwszy  powiedział,  że  ją  kocha.  Wyciągnęła

rękę, ale nie chwyciła jego dłoni. Jej palce na chwilę zawisły w powietrzu, kilka centymetrów od jego

ręki.  Wokół  wszystko  ucichło. Aria  widziała  tylko  gęste  brwi  Noela,  jego  ostro  zarysowaną  szczękę

i mocne ramiona.

– Też bym tego chciała – powiedziała.

Pędem pobiegła do samochodu mamy. Gdyby choć sekundę dłużej stała na werandzie, musiałaby

tam zostać na zawsze.

background image

29

ZASADZKA

Nieco  później  tego  samego  wieczoru,  kiedy  cyfrowy  zegar  na  fasadzie  banku  po  drugiej  stronie

ulicy pokazywał 20:56, Emily, Aria, Spencer i Hanna stały za gęstymi krzewami nieopodal miejskiej

biblioteki.  Budynek  z  białego  kamienia  znajdował  się  tuż  obok  centrum  handlowego  King  James.

Placyk  przed  biblioteką  oświetlały  mocne  reflektory.  Światło  paliło  się  także  przed  okienkiem,

w  którym  można  oddawać  książki.  Udekorowano  je  niebiesko-białym  transparentem  z  napisem

„GRATULUJEMY ABITURIENTOM Z ROSEWOOD!”.

Bibliotekę zamykano na noc. Wszystkie sale były puste, nikt nie siedział przy biurkach, a krzesła

zostały  zasunięte.  Na  parkingu  nie  stało  ani  jedno  auto.  Noel  podwiózł  dziewczyny  swoim

cadillakiem, którego zostawił pod centrum handlowym. Teraz siedział kilka metrów od dziewczyn na

ocienionej ławeczce, raz po raz postukując ręką w gipsie o drewniane siedzenie.

Patrząc na niego, Emily odczuwała narastającą panikę. Nie mogła uwierzyć, że zdecydowały się na

taki krok. Ale szczerze mówiąc, całe ich życie stało się ostatnio zupełnie nieprzewidywalne. Ona sama

nigdy wcześniej nie odważyłaby się nawet pomyśleć o skoku z mostu. Była wdzięczna przyjaciółkom

za  to,  że  przyjechały  jej  na  pomoc.  Już  doszła  do  siebie.  Teraz  uświadomiła  sobie,  w  jak

niebezpiecznej  sytuacji  właśnie  się  znalazła.  A  gdyby  Ali  połknęła  haczyk?  Czy  udałoby  się  im  ją

schwytać? I co dalej? A gdyby im się nie udało?

– Noel się chyba denerwuje – wyszeptała Hanna, odsuwając gałązkę.

Krzewy  miały  ciernie,  ale  dziewczyny  chciały  być  blisko  Noela,  gdyby Ali  się  zjawiła,  a  on  ich

potrzebował.

– Ja też bym się denerwowała, gdybym za chwilę miała się spotkać z osobą, która zostawiła mnie

półżywą na pastwę losu – powiedziała cicho Spencer.

Arię przeszły ciarki. Emily ścisnęła jej dłoń.

– Wszystko w porządku?

Aria  wzruszyła  ramionami.  Prawie  w  ogóle  się  nie  odzywała,  a  Emily  zauważyła,  jak  nieśmiało

Aria  i  Noel  na  siebie  spoglądają  i  za  każdym  razem  Aria  natychmiast  gwałtownie  odwraca  wzrok,

jakby się wstydziła.

Aria spojrzała na dziewczyny.

–  Powtórzmy  jeszcze  raz,  jak  wygląda  nasz  plan.  Za  kilka  sekund  się  rozejdziemy.  Kiedy  Ali

przyjdzie, Noel da nam znać i wtedy ją zaskoczymy.

background image

– Aria i ja rzucimy się na nią i zaciągniemy ją do samochodu – dodała Emily.

– A  ja  razem  z  Hanną  będziemy  wypatrywać  pomocnika Ali  –  powiedziała  Spencer.  –  Noel  ma

zadzwonić na policję.

– Jeśli zjawi się pomocnik A., uciekamy – powiedziała Aria.

– Ale najpierw musimy zrobić Ali zdjęcie naszymi telefonami – wyrecytowała Emily. – Musimy

mieć dowód, że jest żywa.

– A jak złapią którąś z nas, natychmiast zawiadamiamy policję – powiedziała Spencer.

Emily z bijącym sercem jeszcze raz spojrzała na Noela. Nie darowałaby sobie, gdyby Ali lub jej

pomocnik skrzywdzili kogoś z nich. A tego nie można było wykluczyć. Musieli brać pod uwagę każdą

możliwość.

Zegar  wybił  dziewiątą  i  dziewczyny  zajęły  swoje  pozycje.  Zapach  świeżego  torfu  i  jakiegoś

nawozu drażnił nos Emily. Rozejrzała się, ale nie zauważyła nikogo zbliżającego się w stronę wejścia

do  biblioteki.  Ulicą  jechały  auta  zmierzające  do  centrum  handlowego.  Po  torach  z  klekotem

przejechała  kolejka  podmiejska  do  Filadelfii.  Noel  wiercił  się  niespokojnie  na  ławce  i  co  chwila

sprawdzał telefon. Czas dłużył się niemiłosiernie. Na zegarze bankowym pojawiała się 21.05, potem

21.06. Arię ogarniał narastający lęk.

Nagle w oddali pojawiła się jakaś jasnowłosa postać w bluzie z kapturem i zbliżyła się do Noela.

Dziewczyny wytężyły wzrok. To była dziewczyna.

Emily  czuła  jednocześnie  tysiąc  emocji.  Niedowierzanie.  Strach.  Nienawiść.  Spojrzała  na

przyjaciółki.  Hanna  zasłoniła  usta  dłonią.  Spencer  otworzyła  szeroko  oczy.  Emily  spojrzała  na Arię.

„Na pewno powinnyśmy to robić?”, zapytała bezgłośnie.

Postać zatrzymała się przed Noelem. Dziewczyny nie widziały jej twarzy. Noel nie dał im sygnału

do działania. Miał wystawić trzy palce za plecami.

Cisza. To była Ali. Prawda?

– Idziemy – szepnęła Aria do dziewczyn, pokazując na Noela.

Wybiegły zza krzewów. Serce Emily biło coraz szybciej, kiedy zbliżały się do postaci, która nadal

rozmawiała z Noelem. „Za kilka sekund spojrzę Ali prosto w twarz”, pomyślała Aria.

Nagle  postać  odsunęła  się  od  Noela  i  zaczęła  biec.  Emily  nie  udało  się  zobaczyć  twarzy

uciekinierki, która nadal miała na głowie kaptur.

– Hej! – zawołała, biegnąc za nią.

Dziewczyny  ruszyły  w  pościg.  Zakapturzona  postać  przebiegła  przez  dwupasmową  ulicę  łączącą

bibliotekę  z  centrum  handlowym  i  zniknęła  wśród  krzewów.  „Prawie  ją  mamy”,  pomyślała

podekscytowana  Emily.  Ścigana  przez  nie  dziewczyna  nie  mogła  tak  szybko  poruszać  się  wśród

krzewów.

Przeszły  przez  ulicę  i  usłyszały  potworny  zgrzyt.  Reflektor  zaświecił  im  prosto  w  oczy.  Emily

background image

wrzasnęła na widok jadącego prosto na nią samochodu.

– O, Boże! – zawołała, widząc Hannę w światłach reflektora.

Emily błyskawicznie zepchnęła Hannę na bok, a samochód przejechał zygzakiem, zaledwie kilka

centymetrów od Emily. Upadła na trawę i zraniła się w kolano o krawężnik. Spencer upadła na ziemię

tuż obok niej, a Aria wpadła na znak drogowy. Oszołomiona Hanna siedziała pośrodku jezdni.

– Nic ci się nie stało? – zapytała Emily, wstając i biegnąc w stronę Hanny.

Hanna pokręciła głową, patrząc na oddalające się tylne światła samochodu.

– Jechał prosto na nas. Mógł nas zabić.

Emily pomogła jej wstać. Pobiegły w stronę krzewów, w których zniknęła postać. Nikogo tam nie

było. Parking też był pusty. Emily wróciła do Noela, który teraz wstał z ławki naprzeciwko biblioteki.

Patrzył przerażony na dziewczyny. Aria, Spencer i Hanna też do niego podeszły.

– To była ona? – zapytała go Aria. – Co powiedziała?

Noel w zamyśleniu pokręcił głową.

– To nie była ona. Jakaś nieznajoma blondynka, pytała mnie, czy mam ogień. Jak was zobaczyła,

zaczęła uciekać. Nic wam się nie stało?

Emily i Hanna popatrzyły po sobie.

– Nie sądzę, żeby ta blondynka zjawiła się tu przypadkiem – powiedziała Hanna nerwowo.

Noel pokiwał głową. W jego oczach czaił się strach.

– Myślicie, że to ona zastawiła na nas pułapkę?

Popatrzyli  po  sobie,  a  potem  spojrzeli  na  ulicę,  którą  przed  chwilą  przejechało  rozpędzone  auto.

Nikt nie zdążył zapamiętać numerów rejestracyjnych.

– Tak – wyszeptała Aria. – To była Ali.

Może  zapłaciła  jakiejś  blondynce,  żeby  podeszła  do  Noela  i  odwróciła  jego  uwagę.  Pewnie

przejrzała na wylot ich intrygę. Emily spojrzała na Noela z desperacją.

– Nie możesz spróbować się z nią jeszcze raz skontaktować? Może uda ci się umówić na kolejne

spotkanie jeszcze przed naszym procesem.

Noel zmierzył Emily wzrokiem.

– Ona już wie, że na nią czyhamy. Pewnie znowu spróbuje was zabić.

– Faktycznie, to nie najlepszy pomysł – poparła go Spencer.

Aria spojrzała na Noela, jakby chciała rzucić mu wyzwanie.

–  A  ja  uważam,  że  Emily  ma  rację.  Zaszłyśmy  naprawdę  daleko.  Musimy  coś  zrobić.  Błagam,

skontaktuj się z nią jeszcze raz.

Noel zwiesił głowę. Ze zrezygnowaną miną wpisał coś do telefonu. Po chwili spojrzał zaskoczony

na dziewczyny.

background image

– Nie ma takiej strony.

Pokazał im ekran telefonu.

Aria pokręciła głową.

– To na pewno jakaś pomyłka.

– Wpisałem właściwy adres strony. Na pewno się nie pomyliłem.

Aria wyjęła mu telefon z rąk i jeszcze raz spróbowała otworzyć stronę, ale na ekranie pojawił się

ten sam komunikat. Drżał jej podbródek. Emily spochmurniała.

–  Strona  zniknęła,  bo  Ali  ją  skasowała  –  powiedział  Noel  bez  cienia  emocji.  –  Następnego

spotkania nie będzie. Ali zniknęła.

Dziewczyny  nie  wierzyły  własnym  uszom.  Ich  los  był  przypieczętowany.  Zmarnowały  ostatnią

szansę.  Teraz  nic  już  nie  mogło  ich  uratować.  Następnego  dnia  miała  odbyć  się  rozprawa,  po  której

czekała je podróż na Jamajkę i wiele lat w więzieniu.

background image

30

TO JUŻ KONIEC

W piątek rano przed rozpoczęciem rozprawy Hanna stała w milczeniu pośrodku swojego pokoju,

przeglądając swoje rzeczy na półkach. Być może widziała je po raz ostatni. Zaczęła się z nimi żegnać,

jakby  była  dawną  małą  dziewczynką  mówiącą  dobranoc  wszystkim  swoim  maskotkom.  „Żegnajcie,

perfumy  od  Diora,  żegnajcie,  szpilki  od  Louboutina,  żegnaj,  wygodny  materacu  i  szkatułko

z biżuterią. Żegnaj, portrecie Ali”.

Hanna  zmarszczyła  czoło  i  wyjęła  zdjęcie  wsunięte  w  róg  lusterka.  Zupełnie  o  nim  zapomniała.

Patrzyła  na  szyderczy  uśmiech  Ali  i  jej  drwiące  spojrzenie.  Oczywiście,  zdjęcie  przedstawiało  tak

naprawdę Courtney, przyjaciółkę Hanny. Ale gdyby nie ten głupi pościg za trofeum z kapsuły czasu,

gdyby Courtney nie zamieniła się miejscami z Ali, a Hannie nie zależało tak bardzo na popularności,

nie wydarzyłoby się wiele strasznych rzeczy.

– Hanno!? – zawołała z dołu mama. – Czas na nas.

Schodząc  na  parter,  Hanna  czuła  w  gardle  rosnącą  gulę.  Przejrzała  się  w  wielkim  lustrze

w  korytarzu.  Czy  po  raz  ostatni  miała  na  sobie  sukienkę  od  Diane  von  Furstenberg,  złote  kolczyki

i skórzane botki? Jej oczy napełniły się łzami, kiedy schyliła się i przytuliła do siebie Dota, swojego

miniaturowego pinczera.

– Będę za tobą tęskniła, łobuzie – wyszeptała przez ściśnięte gardło.

Wsiadła do samochodu, w którym już czekała na nią mama.

– Gotowa? – zapytała ze łzami w oczach.

Hanna pokręciła głową. Oczywiście, że nie była gotowa.

Pani  Marin  jechała  bez  słowa  i  na  szczęście  nie  włączyła  radia.  Sąd  mieścił  się  niedaleko,  na

szczycie  góry  Kale,  tuż  obok  cmentarza  i  ogrodu  botanicznego.  Hanna  spojrzała  na  rozciągające  się

w dole Rosewood i Hollis, czując tęsknotę i osamotnienie. Widziała Rosewood Day i szkolne boisko.

Dotarło  do  niej,  że  już  nigdy  nie  obejrzy  meczu  lacrosse.  Zobaczyła  wieżę  w  Hollis  i  otaczające  ją

budynki.  Miała  już  nigdy  nie  pójść  do  baru.  Między  drzewami  widać  było  nawet  dawny  dom  Ali.

Akurat za tym miejscem by nie tęskniła. Z tym miejscem wiązały się tylko przykre wspomnienia. Po

plecach  przeszły  jej  ciarki,  kiedy  przypomniała  sobie  ostatnią  wizytę  w  sądzie  prawie  półtora  roku

temu. Kiedy wyszły z budynku, Emily zaklinała się, że widziała Ali na tylnym siedzeniu w limuzynie.

Oczywiście, wtedy jej nie uwierzyły. A powinny.

Teraz pani Marin podjechała pod wejście do sądu. Jak zwykle na chodniku maszerowali w kółko

background image

protestujący. Pod budynkiem zaparkowało kilka furgonetek z ekipami telewizyjnymi. Samochód pani

Marin natychmiast otoczyła chmara reporterów, którzy gapili się na Hannę przez okno.

– Panno Marin! Panno Marin! – krzyczeli, stukając w szybę. – Panno Marin! Czy odpowie pani na

kilka pytań?

– Nie zwracaj na nich uwagi – powiedziała mama Hanny.

Oczywiście  dziennikarze  otoczyli  Hannę,  kiedy  tylko  wysiadła  z  samochodu.  Podsuwali  jej

mikrofony  i  szarpali  za  rękawy  sukienki.  Wciąż  zadawali  te  same  pytania.  Chcieli  wiedzieć,  czy

Hanna  zabiła  Tabithę,  czy  pan  Marin  zamierza  kontynuować  kampanię  i  czy  Hanna  spodziewa  się

ekstradycji  na  Jamajkę.  Mama  objęła  ją  i  poprowadziła  w  stronę  drzwi.  Hanna  potknęła  się  na

pierwszym stopniu, ale nawet tego nie poczuła. Szła dalej. Nie czuła prawie nic.

Zobaczyła,  że  do  budynku  już  wchodzą  Aria,  Spencer  i  Emily.  Kiedy  zamknęły  się  za  nimi

dwuskrzydłowe  drzwi,  krzyki  na  zewnątrz  ucichły  prawie  zupełnie.  Hanna  rozejrzała  się  po  lobby

wyłożonym  marmurem.  Otaczały  ją  kamienne  posągi  przedstawiające  ojców  założycieli  miasta.  Na

balkonie  wisiała  flaga  amerykańska  i  flaga  stanu  Pensylwania.  Rodzice  Arii  i  mama  Spencer

opróżniali  kieszenie,  stojąc  w  kolejce  do  kontroli  bezpieczeństwa.  Przed  salą  już  czekał  zespół

prawników pod wodzą taty Spencer i pana Goddarda. Hanna zdziwiła się na widok Kate w granatowej

marynarce i spodniach w prążki. Pan Marin się nie zjawił. Hanna nie odczuwała jednak smutku z tego

powodu. Właściwie spodziewała się tego. Kiedy stanęła w kolejce, poczuła, jak ktoś bierze ją za rękę.

Mike patrzył na nią oczami pełnymi łez.

– Wiem, że próbowałyście ją znaleźć – wyszeptał. – Trzeba było poprosić mnie o pomoc.

Hanna pokręciła głową.

– Nie mogłam.

– Udało wam się?

Hanna miała ochotę szyderczo się zaśmiać.

– A jak myślisz?

Mike nic nie odpowiedział, tylko ścisnął jej dłoń trochę mocniej.

Kiedy  przeszli  kontrolę  bezpieczeństwa,  do  dziewczyn  podeszli  prawnicy  i  razem  weszli  na  salę

sądową. Kiedy pan Goddard otworzył drzwi, w ich stronę odwróciła się setka głów. Hanna rozpoznała

każdą twarz: Naomi Zeigler i Riley Wolfe, kolegów Mike’a z drużyny lacrosse i dziewczyny z zespołu

cheerleaderek,  do  którego  Hanna  też  kiedyś  należała.  Dostrzegła  także  dziewczynę  o  imieniu  Dinah,

która poznała w czasie obozu kondycyjnego w zeszłe święta, Seana Ackarda, jego tatę, Kelly z kliniki

leczenia  poparzeń,  Phi  Templeton,  Chassey  Bledsoe  i,  ku  swojemu  przerażeniu,  rodziców  Mony

Vanderwaal. Oboje bardzo się postarzeli i zmarnieli od śmierci Mony półtora roku temu.

Wszyscy patrzyli na Hannę, jakby wyrok skazujący już zapadł. Nie czuła się tak zawstydzona od

czasu, kiedy Mona jako A. umieściła w internecie filmik, na którym Hannie pękała sukienka w czasie

background image

siedemnastych urodzin Mony. Hanna nachyliła się w stronę Mike’a.

– Nie musisz przy mnie stać. Narażasz się całemu miastu. Usiądź z kolegami.

Mike uszczypnął ją w dłoń.

– Cicho.

Mike trzymał ją mocno za rękę, kiedy szli środkiem sali do pierwszej ławki. Hanna usiadła obok

swojego  prawnika,  czując  chłód  drewna  przez  cienką  sukienkę.  Mike  zajął  miejsce  za  nią.  Emily,

Spencer i Aria też usiadły w pierwszym rzędzie. Spojrzały po sobie, ale nie odważyły się powiedzieć

ani słowa. Wszystkie wyglądały tak, jakby zupełnie się już poddały. Próbowały na wszystkie sposoby

znaleźć Ali, lecz ich starania spełzły na niczym.

Ciężkie  drzwi  trzasnęły  i  woźny  kazał  wszystkim  wstać.  Gruby,  łysiejący  sędzia  w  powłóczystej

czarnej  szacie  wszedł  i  usiadł  na  krześle,  patrząc  na  dziewczyny  znużonym  wzrokiem.  Po  kilku

wstępnych słowach zabrał głos prokurator okręgowy.

–  Istnieją  przekonujące  dowody,  że  panna  Hastings,  panna  Marin,  panna  Montgomery  i  panna

Fields w kwietniu zeszłego roku zamordowały Tabithę Clark w kurorcie na Jamajce.

Sędzia pokiwał głową.

–  Ich  proces  odbędzie  się  właśnie  tam  i  tam  zostanie  wydany  wyrok.  Ekstradycja  na  Jamajkę

nastąpi w trybie natychmiastowym.

Prawnicy i sędzia mówili coś jeszcze, ale bicie serca Hanny zagłuszyło ich głosy. Zamknęła oczy

i pogrążyła się w ciemności. Kiedy je otworzyła, pan Goddard stał.

– Proszę o udzielenie pozwolenia moim klientkom na spędzenie jeszcze jednej nocy w Rosewood,

żeby mogły pożegnać się ze swoimi rodzinami.

–  Przychylam  się  do  wniosku  –  oznajmił  sędzia.  –  Oskarżone  muszą  jutro  opuścić  Stany

Zjednoczone.  Koszty  przelotu  pokryją  ich  rodziny.  Każdej  z  oskarżonych  towarzyszył  będzie

reprezentant wymiaru sprawiedliwości.

Zastukał młotek sędziowski i wszyscy wstali. Pan Goddard poprosił, żeby wszyscy przeszli z sali

sądowej do konferencyjnej, by tam w spokoju omówić kilka istotnych spraw. Dziennikarze już na nie

czyhali  w  holu.  Kiedy  Hanna  ich  mijała,  próbowali  ją  zatrzymać.  Hanna  obejrzała  się,  szukając

wzrokiem Mike’a. Chciała z nim spędzić jak najwięcej czasu przed wyjazdem z kraju. Teraz jednak

otaczały ją tylko gniewne twarze.

U jej boku pojawiła się Emily. Po chwili dołączyły do nich Spencer i Aria. Pan Goddard otoczył je

ramionami,  odgradzając  od  dziennikarzy,  i  nagle  dziewczyny  popatrzyły  na  siebie  i  wybuchnęły

płaczem.  Spencer  wtuliła  się  w  Hannę  i  mocno  ją  uścisnęła.  Aria  i  Emily  też  do  nich  przywarły.

Zanosiły  się  płaczem.  Rozbłysły  flesze.  Dziennikarze  ani  na  chwilę  nie  przestali  zadawać  im  pytań.

Hanna  nie  przejmowała  się  teraz  swoim  wyglądem.  Każdy  by  się  rozkleił,  gdyby  był  wysyłany  na

Jamajkę za przestępstwo, którego nie popełnił.

background image

– Nie wierzę, że to się stało naprawdę – szepnęła do przyjaciółek.

– Musimy być silne – powiedziała Spencer łamiącym się głosem.

Hanna spojrzała na drzwi sali sądowej, zdumiona, jak wiele osób wychodzi na zewnątrz. Rodzice

Mony zbiegali po schodach w obawie, że dziennikarze zaraz rzucą się za nimi w pogoń. Naomi i Riley

flirtowali  z  chłopakami  z  drużyny  lacrosse,  jakby  przyszły  na  szkolną  imprezę.  Kate  wyglądała  na

zagubioną, kiedy podeszła do okna. Hanna miała ochotę ją zawołać i przytulić. Pan Goddard skierował

je do sali konferencyjnej i zamknął za nimi drzwi.

–  Zaraz  wrócę  –  powiedział.  –  Chcemy  natychmiast  złożyć  apelację.  Próbujemy  znaleźć  dla  was

najlepszych prawników na Jamajce.

Zamknął  drzwi  i  dziewczyny  zostały  same.  Przez  chwilę  Hanna  siedziała  przy  stole  jak

sparaliżowana, wbijając paznokcie w drewniany stół. Nagle zauważyła coś za oknem.

– Nigdy więcej – wykrzyczał ktoś przez megafon.

– Nigdy więcej – powtórzyły gniewne głosy.

– Nigdy więcej zbrodni w Rosewood! – zawołał przewodnik pikiety.

Hanna  wsłuchiwała  się  w  krzyczące  głosy.  Już  gdzieś  słyszała  te  okrzyki.  Próbowała  sobie

przypomnieć, z czym jej się kojarzyły.

– Nigdy więcej! – powtórzył pierwszy głos przez megafon.

– Nigdy więcej zbrodni w Rosewood! – powtórzyli protestujący jak echo, wymachując tablicami

i transparentami.

Hanna zasłoniła usta dłonią.

– Dziewczyny. – Odwróciła się i przywołała je do siebie gestem.

Spencer, Aria i Emily podeszły do okna. Miały zdumione miny.

– Pikieta – powiedziała Hanna.

Popatrzyła na lewo i zobaczyła protestujących, chodzących w kółko na trawniku przed budynkiem

sądu. „Nigdy więcej zbrodni w Rosewood!”, skandowali.

– To ich słyszałyśmy w wiadomości od Ali – powiedziała Hanna.

Emily uniosła brwi.

– Naprawdę?

Hanna pokiwała głową. Nigdy w życiu nie była tak pewna.

– To te same głosy i ten sam slogan. Słyszałyśmy tylko kawałek, zanim Ali się rozłączyła. Ale to

ta sama pikieta.

Spencer się skrzywiła.

– Ali maszerowała z ludźmi, którzy protestowali przeciwko popełnionym przez nią zbrodniom?

– Może stała gdzieś obok – powiedziała Hanna.

background image

Spencer zaczęła chodzić po sali.

– W ciągu mijającego tygodnia takie pikiety odbywały się w całym Rosewood. Kiedy dostałaś tę

wiadomość, Emily?

– W zeszły piątek.

Aria spojrzała na Spencer.

– Istnieje jakiś sposób, żeby się dowiedzieć, gdzie wtedy odbywał się protest?

Hanna coś sobie przypomniała.

– Wiem gdzie.

Kiedy  ostatnim  razem  pojechała  do  biura  taty,  on  nie  martwił  się  jej  losem,  tylko  tym,  czy

demonstranci widzieli, jak Hanna wchodzi do budynku. Powiedziała o tym przyjaciółkom.

– Jesteś tego pewna? – zapytała z niedowierzaniem Spencer.

–  Na  sto  procent.  –  Serce  Hanny  biło  coraz  szybciej.  –  Ali  znajdowała  się  w  pobliżu  siedziby

sztabu wyborczego mojego taty.

Hanna  patrzyła  na  przyjaciółki,  czując,  jak  na  nowo  rozpala  się  w  niej  nadzieja.  Dopiero

następnego dnia wyjeżdżały na Jamajkę. Miały całą noc na poszukiwanie Ali. Musiały jakoś wymknąć

się z domu, choć wiedziały, że nie będzie to łatwe. Kiedy patrzyła na zdeterminowane twarze swoich

przyjaciółek, wiedziała, że myślą o tym samym.

Spencer spojrzała na drzewa za oknem.

– O pierwszej?

Hanna pokiwała głową.

Miały kolejny plan.

background image

31

NA TROPIE ALI

Dwadzieścia  pod  dwunastej  zadzwonił  budzik  na  nocnym  stoliku  przy  łóżku  Spencer.  Otworzyła

oczy i od razu poczuła przypływ energii. Choć w pokoju nie paliło się światło, a Spencer leżała pod

grubą kołdrą, miała na sobie czarną bluzę z kapturem, czarne legginsy, a nawet czarne adidasy New

Balance, znalezione w szafie w dawnym pokoju Melissy. Była gotowa.

Odsunęła  kołdrę  i  na  palcach  podeszła  do  drzwi.  W  domu  panowała  cisza.  Mama  i  pan

Pennythistle chyba spali po zażyciu końskiej dawki xanaksu. Spencer podeszła do okna wychodzącego

na frontowe podwórze. Przed domem nie stało żadne auto policyjne.

Ułożyła  poduszki  na  łóżku  i  przykryła  je  kołdrą,  by  ktoś,  kto  wejdzie  do  pokoju,  myślał,  że

Spencer  nadal  śpi.  Po  cichu  zeszła  na  dół,  otworzyła  skrzynkę  z  programatorem  alarmu

i  dezaktywowała  czujniki  przy  drzwiach.  Wyłączyła  urządzenie,  zanim  rozległo  się  automatyczne

powiadomienie,  które  mogłoby  obudzić  domowników.  Wreszcie  zeszła  na  dół,  do  zagraconego

pokoiku w suterenie, gdzie stały skrzynki wina i lodówka przydająca się w czasie większych przyjęć.

Zazwyczaj Spencer niechętnie wchodziła do tego pomieszczenia. Unosił się w nim zapach pleśni, a po

ścianach  chodziły  pająki.  To  tutaj  Melissa  „więziła”  Spencer,  kiedy  w  dzieciństwie  udawały  Złą

Królową  i  jej  Poddaną.  W  rogu  pokoju  znajdowały  się  schody  prowadzące  do  niewielkich  drzwi  na

podwórze  za  domem.  Tędy  mogła  się  wymknąć  niezauważona.  Policja  nie  wiedziała  o  tym  tajnym

wyjściu.

Serce  waliło  jej  jak  młotem,  kiedy  w  ciemności  wchodziła  po  schodach  do  drzwi.  Wstrzymała

oddech,  gdy  popchnęła  je  lekko  i  otworzyła.  Zraszacz  do  trawy  posykiwał  cicho.  Po  lewej  stronie

woda szemrała w jacuzzi. Spencer schyliła się i na ugiętych nogach pobiegła w stronę lasu, próbując

unikać światła lamp ulicznych. Odetchnęła dopiero, gdy osłoniły ją drzewa.

Musiała  przejść  sześć  kilometrów  do  kwatery  głównej  sztabu  wyborczego  pana  Marina

mieszczącej  się  w  budynku  przy  Lancaster  Avenue,  niedaleko  dworca  kolejowego.  Spencer  chciała

nawet  pojechać  tam  na  rowerze,  lecz  w  ciągu  dnia  nie  miała  czasu,  żeby  ukryć  go  w  lesie,  dlatego

musiała  iść  piechotą.  Przeszła  przez  sąsiednie  osiedle,  biegiem  przemierzając  ulice,  chowając  się

w bocznych uliczkach na dźwięk nadjeżdżającego samochodu. „Musimy dopaść Ali, musimy dopaść

Ali”, myślała gorączkowo w rytm własnych kroków.

Przejście  przez  Lancaster  Avenue  okazało  się  znacznie  trudniejsze.  Pomimo  późnej  pory  ulicą

nadal jechały samochody i Spencer próbowała trzymać się z dala od ulicy. Na widok zbliżającego się

background image

auta  chowała  się  za  drzewo  albo  drogowskaz  prowadzący  do  centrum  handlowego.  Kiedy  zobaczyła

samochód  policyjny  stojący  na  skrzyżowaniu,  wskoczyła  do  rowu.  Udało  jej  się  jednak  dotrzeć  pod

biuro pana Marina kilka minut przed pierwszą. Była cała spocona i ubłocona. Chyba skręciła kostkę,

kiedy wskakiwała do rowu. Ale to nie miało żadnego znaczenia. Najważniejsze, że dotarła na miejsce.

Patrzyła  na  swoje  odbicie  w  oszklonej  ścianie  biurowca.  Nad  drzwiami  paliły  się  światełka,  ale

poza  tym  w  atrium  panowała  ciemność.  Spencer  spojrzała  w  stronę  podziemnego  parkingu,  na  las

rosnący za budynkiem, a potem na neon wiszący nad pobliskim sklepem z kostiumami, gdzie często

zaopatrywali się aktorzy ze szkolnego kółka teatralnego. Czy to możliwe, że kryjówka Ali znajdowała

się gdzieś w pobliżu? Jak jej się udało tak długo ukrywać w publicznym miejscu?

– Chyba wiem, o czym myślisz.

Obok Spencer stała Hanna, ubrana na czarno i zdyszana, jakby też przybiegła tutaj z domu.

–  Ali  tu  nie  ma,  prawda?  Nie  ukryłaby  się  w  pobliżu  biurowca  w  samym  centrum  Rosewood,

prawda?

Spencer wzruszyła ramionami.

– To chyba mało prawdopodobne.

Hanna przysiadła na kwietniku obok głównego wejścia.

– Tu odbywała się demonstracja w piątek. Stąd Ali zadzwoniła do Emily.

Kilka  minut  później  Aria  i  Emily  przyjechały  na  rowerach.  Spencer  podzieliła  się  z  nimi

wątpliwościami.

– Też mi się wydaje, że możemy się mylić – przyznała Aria, ostrożnie chowając rower w krzakach.

– A jeśli się mylimy, co zrobi policja, jak nas tu znajdzie?

– I tak nie mogą nas już bardziej ukarać – powiedziała Spencer grobowym głosem.

Emily spojrzała na Hannę.

– A jeśli Ali była tu tylko przez chwilę? Może uświadomiła sobie, że możemy wpaść na jej ślad,

i zadzwoniła do nas stąd, żeby naprowadzić nas na fałszywy trop?

– A jeśli było inaczej? – zapytała w odpowiedzi Hanna. – Warto zaryzykować.

Spencer nacisnęła klamkę. Drzwi ani drgnęły.

– I co teraz? Przecież nie wejdziemy do środka, żeby sprawdzić wszystkie biura.

–  I  tak  byśmy  jej  tam  nie  znalazły  –  powiedziała  Hanna  w  zamyśleniu.  –  Znam  to  miejsce

i wszystkich, którzy tutaj pracują. Na pewno nikt nie ukrywa Ali w schowku na miotły.

– Może w piwnicy? – zasugerowała Emily.

Hanna pokręciła głową.

– W ciągu dnia ochrona dokładnie sprawdza każdy kąt. Nie sądzę, aby Ali ukryła się w budynku.

Spencer  położyła  ręce  na  biodrach  i  rozejrzała  się  wokoło,  jeszcze  raz  spoglądając  uważnie  na

biurowiec, parking i ulicę. Hanna wpatrywała się w sąsiedni budynek.

background image

– A tam?

Dziewczyny odwróciły się i spojrzały w tym samym kierunku.

– Sklep z kostiumami? – zapytała Emily.

– Nie, chodzi mi o ten budynek, który stoi bliżej nas.

Hanna  pokazała  na  drzewa  oddzielające  biurowiec  od  parkingu  przed  sklepem  z  kostiumami.

Nagle Spencer dość daleko od ulicy zobaczyła dach domu górujący nad koronami drzew.

– O, Boże – jęknęła Aria.

–  Zauważyłam  ten  dom  kilka  dni  temu,  kiedy  przyszłam  tutaj,  żeby  porozmawiać  z  tatą  –

wyszeptała Hanna. – Ale nie wiem, co tam jest.

Podeszły  bliżej  ścieżką  ukrytą  w  wysokiej  trawie.  Jakieś  sto  metrów  dalej  majaczył  budynek

osłonięty  wysokimi  drzewami.  To  mogła  być  rozpadająca  się  stodoła  albo  stary  opuszczony  dom

z kamienia, który powoli popadał w ruinę. Spencer włączyła aplikację, dzięki której iPhone’a można

użyć jako latarki. Oświetliła rozpadającą się fasadę, rozbite okno i walające się wokół śmieci. Bujne

chwasty świadczyły o tym, że domem nikt się nie opiekuje od wielu lat. Hanna zmarszczyła nos.

– Ale tu ohydnie.

Dziewczyny  zamilkły.  Patrzyły  na  ponurą  ruinę.  Spencer  poczuła  ciarki  na  plecach.  Wreszcie

postanowiła działać.

– Wejdźmy do środka – zakomenderowała.

background image

32

KIM JEST TEN CHŁOPAK?

Dziewczyny  kolejno  przecisnęły  się  przez  żywopłot.  Z  bliska  dom  wyglądał  jeszcze  gorzej  niż

z  parkingu.  Deski,  którymi  zabito  okna,  były  przegniłe,  cały  ganek  pokrywały  pajęczyny  i  warstwa

śmieci.  Na  dachu  zardzewiały  wiatrowskaz  w  kształcie  kogucika  obracał  się  powoli,  skrzypiąc  przy

każdym podmuchu wiatru. Wydawało się, że winorośl i mech porastające ściany chcą pochłonąć cały

dom. Z wnętrza dobiegał odór gnijącego mięsa. Hanna zasłoniła nos mankietem bluzy.

– Jak ona mogła tu mieszkać?

– Ona zabiła pięć osób – przypomniała jej Aria. – To wariatka.

Spencer  weszła  po  rozpadających  się  schodkach  i  stanęła  przed  drzwiami  frontowymi.  Stare

zawiasy  ustąpiły  szybko  pod  naciskiem  i  drzwi  otworzyły  się  z  głośnym  skrzypieniem.  Hanna

skrzywiła  się  i  zasłoniła  rękami  głowę,  jakby  spodziewała  się  wybuchu  bomby.  Po  kilku  sekundach

ośmieliła  się  otworzyć  oczy.  Drzwi  stały  otwarte  na  oścież.  W  środku  nikogo  nie  było.  Przerażona

Spencer  zatrzymała  się  w  progu  jak  skamieniała.  Emily  weszła  po  schodkach  i  stanęła  obok  niej.

Hanna poszła za nią i w końcu wszystkie zajrzały do środka. W domu panowały egipskie ciemności.

Smród gnijącego mięsa był jeszcze bardziej intensywny, wręcz obezwładniający.

– Och – westchnęła Hanna, odwracając głowę.

– Ohyda – powiedziała Spencer ze wstrętem.

Emily  zasłoniła  nos  kołnierzykiem  koszuli.  Aria  wyciągnęła  telefon  i  oświetliła  pokój.  Całą

podłogę  pokrywał  kurz,  brud,  odłupane  kawałki  tynku  i  połamane  deski.  Kiedy  snop  światła  padł  na

róg pokoju, coś tam zachrobotało i pisnęło. Dziewczyny krzyknęły i cofnęły się o krok.

– To tylko mysz – syknęła Spencer.

Hanna wstrzymała oddech i ostrożnie weszła do pokoju. Kiedy poczuła twardy grunt pod nogami,

odważyła się zrobić kilka kroków. W pokoju zauważyła stary metalowy zlew i czarny piecyk na trzech

nóżkach. Tak mogłaby wyglądać chatka Baby Jagi z Jasia i Małgosi. Obok wielkiej dziury w ścianie,

gdzie kiedyś mieściły się pewnie tylne drzwi, leżała gazeta. Hanna podniosła ją i wytężyła wzrok, by

przeczytać nagłówki. Jednak druk tak wyblakł, że nie zdołała go odcyfrować.

Zajrzała do łazienki. W rogu stała zardzewiała wanna, a obok niej sedes bez deski klozetowej. Po

umywalce została tylko dziura w ścianie i kilka popękanych kafelków. Przez otwarte okno wpadało do

środka  chłodne  powietrze.  Hanna  wycofała  się.  Nieświeże  powietrze  wydawało  jej  się  zatrute.

Pozostałe  dziewczyny  też  chodziły  po  pokojach  i  zaglądały  do  szaf.  Przed  wyjściem  na  pierwsze

background image

piętro powstrzymywały je zmurszałe schody.

– Nikogo tu nie ma – wyszeptała Spencer. – Zupełna pustka.

– Myślisz, że jest tu piwnica? – zapytała Emily.

Spencer wzruszyła ramionami.

– Nie widziałam schodów na dół.

Aria odwróciła się z otwartymi szeroko oczami.

– Słyszałyście?

– Co? – zapytała Hanna drżącym głosem. Zamarła.

Dziewczyny  milczały  przez  chwilę.  Hanna  nasłuchiwała  w  skupieniu.  Panowała  zupełna  cisza.

Rozejrzała się po ciemnym, pustym pokoju i znowu przeszły ją ciarki.

– Może jednak się pomyliłyśmy – powiedziała. – Nie widzę tu żadnych śladów Ali.

Spencer westchnęła.

– To chyba ślepa uliczka.

Nad ich głowami rozległo się stukanie, jakby gałęzie uderzały o dach.

– Chodźmy stąd – powiedziała Emily, idąc na palcach w stronę drzwi. – Boję się.

Dziewczyny  pokiwały  głowami  i  ruszyły  za  nią.  Nagle  usłyszały  za  plecami  kroki.  Bardzo

wyraźne. Hanna odwróciła się, czując, jak naprężają się wszystkie jej mięśnie. Nagle w ciemności po

drugiej stronie pokoju zamajaczyła jakaś postać.

Wszystkie  się  odwróciły.  Spencer  westchnęła. Aria  pisnęła  cichutko.  Emily  asekuracyjnie  oparła

się o ścianę.

– Jest tu kto? – zapytała Hanna, zastanawiając się, kim jest tajemnicza postać.

Ktoś  włączył  latarkę  i  w  ciemności  pojawił  się  snop  żółtawego,  rozproszonego  światła.  Mysz

znowu pisnęła i czmychnęła do dziury. Rozległ się świst i pojękiwanie wiatru. Postać uniosła latarkę

i oświetliła samą siebie.

– Cześć, dziewczyny – usłyszały męski głos.

Hanna  przyglądała  się  twarzy  stojącego  przed  nimi  chłopaka.  Miał  brązowe  oczy,  garbaty  nos

i  ostro  zarysowany  podbródek  bez  śladu  zarostu.  Mierzył  do  nich  z  pistoletu.  Kiedy  stanął  prosto,

Hanna natychmiast uświadomiła sobie, skąd go zna. Niedawno Madison pokazała jej jego zdjęcie.

–  Jackson!?  –  wykrzyknęła.  Barman,  który  upił  Madison  i  wyśmiał  Hannę,  kiedy  chciała

zadzwonić po taksówkę.

Ale co on tu robił?

– Derrick? – wycedziła Emily stojąca obok Hanny.

Hanna zmarszczyła czoło, patrząc na zszokowaną Emily. Jaki Derrick?

Spencer też go rozpoznała.

background image

–  Phineas  –  powiedziała  z  niedowierzaniem,  wpatrując  się  w  chłopaka.  –  Sprzedawca  Łatwych

Piątek z Uniwersytetu Pensylwanii.

– Olaf – powiedziała Aria dokładnie w tym samym momencie.

Dezorientacja Hanny narastała. Jej mózg pracował na pełnych obrotach.

– Zaraz. Olaf z Islandii?

– Tak – powiedziała powoli Aria, zasłaniając usta. – To on.

Hanna gwałtownie pokręciła głową.

– To nie Olaf. Przecież go spotkałam.

Przecież  impreza  w  barze  w  Filadelfii  miała  miejsce  tuż  przed  wyjazdem  na  Islandię.  Hanna

poznałaby  przecież  chłopaka,  który  najpierw  upił  Madison  tamtej  nocy,  gdy  wydarzył  się  wypadek,

a potem podrywał Arię na drugim końcu świata. Ale... czy na pewno by go rozpoznała? Przyglądała

się  ciemnym  brwiom  i  wąskim  ustom  Jacksona.  To  prawda,  przypominał  Olafa.  Nigdy  by  jej  nie

przyszło do głowy, że dziwny Islandczyk i przystojny amerykański barman to jedna i ta sama osoba.

– Nic nie rozumiem – powiedziała Spencer ochrypłym głosem.

– Co tu się, do cholery, dzieje? – zapytała jednocześnie Hanna.

Chłopak podszedł do nich.

– Mam na imię Jackson – powiedział. – I Derrick. I Phineas. A nawet Olaf. Tak naprawdę mam na

imię Nick. Przyjaciele mówią na mnie Tripp. Tripp Maxwell.

Emily zamrugała z niedowierzaniem.

– Tripp – wyszeptała. – O mój Boże.

Spencer spojrzała na nią.

– Kto to jest Tripp?

Emily drżał podbródek.

– Iris podkochiwała się w chłopaku o imieniu Tripp. Poznała go w Zaciszu.

– Och, Iris. – Nick przewrócił oczami. – Ależ ona się we mnie zabujała.

Hannie  kręciło  się  w  głowie.  Nick  leczył  się  w  Zaciszu,  jego  imię  zaczynało  się  na  N  i  był

chłopakiem Ali. To o nim mówił Graham. To on zranił Noela. Zabił Gayle. Zamordował Kylę. To on

pomagał A.

Poczuła  narastającą  panikę.  Obejrzała  się  przez  ramię.  Stały  tylko  kilka  kroków  od  drzwi.  Może

udałoby  im  się  uciec  i  Nick  by  ich  nie  dopadł.  Chwyciła  Spencer  za  rękę  i  pociągnęła  ją  za  sobą.

Emily  i  Aria  też  wzięły  nogi  za  pas.  Hanna  jednym  krokiem  doskoczyła  do  drzwi,  chwytając  za

rozchwierutaną klamkę. Nagle ktoś wyskoczył z ciemności i stanął w drzwiach, zagradzając im drogę.

– Nie tak szybko – odezwał się lodowaty głos.

Hanna rozpoznała go od razu. W powietrzu unosił się teraz zapach perfum. Serce Hanny przestało

background image

na moment bić. To były perfumy o zapachu wanilii.

Powoli, w napięciu Nick skierował snop latarki na stojącą w drzwiach postać. Jej szyję i ramiona

pokrywały blizny. Nadal miała wielkie, niebieskie oczy i sercowatą twarz, ale teraz miała w sobie coś

złego  i  okrutnego.  Była  wymizerowana,  wyczerpana  i  zniszczona,  jakby  długo  i  ciężko  chorowała.

W  jej  lodowatych  oczach  nie  było  już  radości.  Czaiło  się  w  nich  tylko  okrucieństwo.  Hanna

wstrzymała oddech.

– Cześć, suki – wyszeptała Ali, wyciągając pistolet. – Pójdziecie z nami.

background image

33

SŁODKI ZAPACH ŚMIERCI

Emily cała się trzęsła, kiedy Ali wbiła w nią swoje zimne, mordercze spojrzenie. A więc znalazły

ją.  Prawdziwą.  Żywą.  Była  schorowana  i  wychudzona,  dżinsy  wisiały  jej  na  biodrach,  miała  ręce

cienkie jak patyczki, a na szyi wyszły jej grube żyły. Miała ubrudzoną twarz i tłuste włosy, a kiedy się

uśmiechnęła,  pokazała  zepsute  przednie  zęby.  Wyglądała  jak  piękny  portret,  który  ktoś  celowo

zniszczył.  Ta  piękna,  najpiękniejsza  dziewczyna,  którą  wszyscy  podziwiali  i  w  której  Emily  się

zakochała,  teraz  wyglądała  jak  cień  człowieka.  Jak  świr.  Emily  odwróciła  się  i  spojrzała  na  Nicka.

Derrick. Jak to możliwe? Emily nie mieściło się w głowie, że to jej powiernik, chłopak, który pomagał

jej  przez  całe  lato  w  najgorszych  momentach  jej  życia.  Zaproponował  nawet  Emily,  żeby  u  niego

zamieszkała.  Teraz  patrzył  na  nią  zimnym  wzrokiem,  ze  złośliwym  uśmieszkiem,  którego  Emily

nigdy  wcześniej  nie  widziała.  Uświadomiła  sobie  coś  jeszcze.  Derrick  znał  Gayle.  Tamtego  lata

pracował dla niej jako ogrodnik. To dlatego słyszały, jak Gayle tuż przed śmiercią rozmawia z kimś

znajomym. Pewnie się zastanawiała, co Derrick robi w środku nocy przed jej domem.

Ali nadal stała w drzwiach, zagradzając im jedyną drogę ucieczki.

– W rogu są drzwiczki do piwnicy. Idźcie tam, no już – powiedziała, pokazując im kierunek ręką,

w której trzymała pistolet.

Dziewczyny pod eskortą Ali i Nicka podeszły do drzwiczek. Nick pociągnął za zardzewiały skobel

i otworzył je. Schody prowadziły do piwnicy. Snop światła padał na dywan. Z piwnicy wydobywał się

dziwny, słodkawy zapach. Emily zakaszlała.

– Co to za zapach? – zapytała.

– Żadnych pytań. Schodźcie na dół – rozkazała Ali, wciskając lufę pistoletu w plecy Arii.

Emily  była  tak  roztrzęsiona,  że  schodząc  do  piwnicy,  dwa  razy  o  mało  nie  spadła  ze  schodów.

Spencer,  Aria  i  Hanna  szły  za  nią.  Kiedy  Emily  stanęła  na  dole,  rozejrzała  się.  Były  w  wąskim

korytarzu.  Otaczały  je  tylko  cztery  puste  ściany.  Słodki  zapach  był  coraz  silniejszy,  duszący,

obezwładniający.  Rozległ  się  syk,  jakby  w  powietrzu  rozchodziło  się  jeszcze  więcej  trującego  gazu.

Emily zakaszlała, ale czuła się coraz gorzej. Spencer ciężko oddychała. Aria zbladła.

Widziały, jak Ali i Nick schodzą za nimi po schodach i zamykają drzwiczki.

– Dziewczyny – powiedział Nick, szczerząc zęby jak krokodyl. – Nadal nie możecie się połapać,

co tu jest grane?

Żadna nie odważyła się odezwać. Emily czuła, że jej przyjaciółki są tak samo zdezorientowane jak

background image

ona.

– Pojechałeś za mną na Islandię – powiedziała Aria.

Nick wzruszył ramionami.

– Tak.

– Ty też tam byłaś? – Aria popatrzyła na Ali, której sylwetka majaczyła w przytłumionym świetle.

Ali tylko się uśmiechnęła. Wiedziała, że nie musi odpowiadać na żadne pytania.

– To wy zamknęliście Noela w magazynie? – wyszeptała Aria ze łzami w oczach.

Nick z drwiącym uśmiechem założył ręce na piersi. Emily chrząknęła.

– Ukradłeś pieniądze Gayle i ją zabiłeś. Potem wyruszyłeś z nami w rejs i doniosłeś na Jordan do

FBI.

– I podłożyłeś bombę w maszynowni – dodała Aria. – Mogłam zginąć.

– Zabiłeś Grahama – powiedziała oskarżycielsko Hanna.

Nick i Ali z dumą popatrzyli na siebie, jakby zaraz mieli się roześmiać. Emily chwyciła Arię za

rękę.  Kiedy  dotarło  do  niej,  jak  wiele  zła  wyrządzili  Nick  i Ali,  poczuła  się  tak,  jakby  przeszyło  ją

rozgrzane do czerwoności ostrze. Już to, co zrobili Noelowi, wołało o pomstę do nieba. Ale przecież

oni  zabili  też  Iana  i  Jennę.  Nick  pomógł  Ali  wzniecić  pożar  w  domku  gościnnym  Spencer.

Najprawdopodobniej  był  też  w  Pocono,  kiedy Ali  próbowała  je  zabić.  To  on  pomógł  jej  w  ucieczce.

Wszystko  to  nie  mieściło  się  Emily  w  głowie.  Choć  wydawało  jej  się  to  czystym  szaleństwem,  ten

chłopak jednocześnie udawał cztery osoby.

–  Tak  ci  ufałam  –  wyszeptała  Emily,  patrząc  na  Nicka.  –  Przez  ciebie  nieomal  oddałam  moje

dziecko wariatce.

Nick wbił w nią wzrok.

–  Nikt  ci  nie  kazał  dobijać  z  nią  targu,  Emily.  Zrobiłaś  to  z  własnej  woli.  Czy  to  nie  piękne?

Owszem, wpakowałem was w tarapaty, ale ostatecznie to wy przypieczętowałyście swój los.

Dziewczyny popatrzyły po sobie z potępieńczymi minami. Nick miał rację. Wina spoczywała na

ich barkach. Nick wyczuł ich słabe punkty i je wykorzystał.

– Zabiliście Tabithę, prawda? – zapytała Emily.

Nick spojrzał na Ali, która uśmiechnęła się szyderczo.

– Zrobiliśmy to, co trzeba – odparł Nick.

– A co z Iris? – szepnęła Emily.

Nick wzruszył ramionami.

– Dość tych pytań. Zamykamy sprawę.

Przeszedł  obok  nich  i  odnalazł  na  ścianie  jakiś  włącznik.  Przekręcił  go  raz,  westchnął  ciężko,

ściana  się  przesunęła  i  nagle  oczom  dziewczyn  ukazał  się  ukryty  pokój  oświetlony  pojedynczą

żarówką zamontowaną w kącie.

background image

– Wchodzić – zakomenderował, popychając Emily i jej przyjaciółki.

Emily niepewnie weszła do środka. W małym, wilgotnym pokoju w suterenie śmierdziało pleśnią.

Prócz  tego  w  powietrzu  unosił  się  wciąż  ten  okropny,  słodki  zapach.  Pod  ścianą  z  cegieł  stała  stara

kanapa obita wełną i niewielki stolik. Zdjęcia Ali pokrywały wszystkie ściany.

Były to stare fotografie z siódmej klasy, zdjęcia z albumu rocznego z czwartej i piątej. Niektóre

zrobiono  po  powrocie  Ali  do  Rosewood,  kiedy  odbywał  się  proces  Iana.  Kilka  portretów  wisiało

w holu w domu DiLaurentisów. Na jednym uśmiechała się jedna z bliźniaczek. Brakowało jej zęba na

przedzie. Ściany były zupełnie zakryte fotografiami, wyciętymi z gazet artykułami o powrocie Alison

do  Rosewood,  jej  śmierci  w  pożarze  w  Pocono  i  poszukiwaniach  prowadzonych  w  całym  kraju.

Niektóre  zdania  były  zaznaczone  na  kolorowo,  inne  zakreślone  czerwonym  długopisem.  Na  jednej

ścianie  u  góry  widniał  wykonany  kolorowymi  literami  napis:  „KOCHAMY  CIĘ,  ALI”.  Na

przeciwległej ścianie napisano: „TĘSKNIMY ZA TOBĄ, ALI”.

Emily zrobiła krok w tył.

– Co to ma znaczyć?

– Podoba wam się? – Ali stała za nimi, mierząc do nich z pistoletu. – To dobrze. To wasze dzieło.

Emily przekrzywiła głowę. Nie czuła nóg.

– Jak to?

– Kiedy was znajdą – wyjaśniła Ali słodkim głosikiem – uznają, że to świątynia ku mojej czci.

Spencer spojrzała na nią dziko.

– Nigdy nie oddawałyśmy ci czci.

– Daj spokój. – Ali przewróciła oczami. – Kochacie mnie. Zawsze mnie kochałyście. Przez kilka

ostatnich  lat  myślałyście  tylko  o  mnie.  Do  takiego  wniosku  dojdą  śledczy,  kiedy  znajdą  tu  wasze

zwłoki. Uznają, że wykonałyście swój samobójczy plan, oddając mi hołd.

Emily  odwróciła  się  z  ogromnym  wysiłkiem  i  z  przerażeniem  spojrzała  na  przyjaciółki.  Powoli

dopasowała do siebie wszystkie elementy układanki. Policja. Kapliczka ku czci Ali. Samobójczy plan.

Gdyby  znaleźli  je  policjanci,  uznaliby,  że  popełniły  samobójstwo  z  powodu Ali.  Żeby  w  ten  sposób

uczcić jej pamięć. Ona je oczarowała i zawładnęła nimi bez reszty.

Emily chwyciła się za głowę. Czuła nieznośne pulsowanie w skroniach.

– Co wy wyprawiacie!? – zawołała. – Wpuściliście tu jakiś gaz? Truciznę, która nas zabije?

– Może tak, może nie – droczył się z nią Nick.

– Nie mogę oddychać – powiedziała Spencer. – Przestańcie.

Nick  pokręcił  głową  i  wyciągnął  zza  pleców  coś,  co  wyglądało  jak  maska  gazowa.  Włożył  ją.

Drugą  podał  Ali.  Rozluźnili  się,  kiedy  tylko  zaczerpnęli  czystego  powietrza.  Plastikowa  osłona

zaparowała. Nick oddychał rytmicznie, jakby drwił z dziewczyn.

Nadchodził  koniec.  Spencer  westchnęła  bezradnie. Aria  upadła  na  podłogę,  na  wpół  przytomna.

background image

Widać było tylko białka jej oczu. Nick i Ali klaskali i podskakiwali jak dzieci. Bawili się w najlepsze.

Emily  patrzyła  na  nich.  Barbarzyńcy.  Zwierzęta.  Nagle  poczuła  przypływ  energii  i  rzuciła  się

w  stronę  Nicka  z  wyciągniętymi  ramionami.  On  wrzasnął  i  przewrócił  się  na  plecy.  Błyskawicznie

ściągnęła  mu  maskę  i  rzuciła  ją  na  drugi  koniec  pokoju.  Potem  wyrwała  mu  z  ręki  pistolet,  który

poszybował  daleko.  Nick  leżał  z  głową  odchyloną  na  bok,  z  zamkniętymi  oczami  i  rozchylonymi

ustami. Oddychał miarowo i spokojnie. Stracił przytomność.

W oddali połyskiwał pistolet. Emily nie wiedziała, skąd w niej tyle energii. Skoczyła i chwyciła

broń obiema rękami. Była cięższa, niż się spodziewała. Ścisnęła chłodny metal.

– Patrzcie, patrzcie. Co za twardzielka.

Emily spojrzała w górę. Stała nad nią Ali w masce gazowej.

– Zejdź mi z drogi! – Emily skierowała pistolet w stronę Ali.

Ali wzruszyła ramionami i wycelowała swój w Emily.

– Spokojnie, Em – powiedziała słodkim, spokojnym głosem.

Zdjęła maskę i uśmiechnęła się, obnażając okropne, zepsute zęby. Uklęknęła obok Emily.

– To się nie musi tak skończyć. Możemy znowu się zaprzyjaźnić, prawda?

Emily czuła na policzku jej gorący, kwaśny oddech. Zamarła na samą myśl o tym, że Ali zaraz jej

dotknie.  Spojrzała  na  leżącego  na  podłodze  Nicka.  Ani  drgnął.  Leżące  na  podłodze  przyjaciółki

patrzyły na Emily mętnym wzrokiem, zbyt słabe, by się poruszyć.

– Strzelę – powiedziała ostrzegawczo Emily.

Ali z powrotem włożyła maskę i przewróciła oczami.

– Nie strzelisz, Em. Wiem, co do mnie czujesz. Moja uroda trochę ostatnio ucierpiała, ale to nadal

ja, Ali. Wiem, że wciąż o mnie myślisz. Ja o tobie też myślałam. Szczególnie ostatnim razem, kiedy

się widziałyśmy. Kiedy wypuściłaś mnie z płonącego domu, tuż przed wybuchem. Nigdy ci za to nie

podziękowałam.

Emily czuła, jak coś dławi ją w gardle. Ścisnęła mocniej pistolet Nicka i odepchnęła Ali.

– Trzymaj się ode mnie z daleka.

Ali usiadła i spojrzała na Emily z rozbawieniem.

–  Biedna  mała  Emily  już  mnie  nie  kocha?  –  zaszczebiotała  jak  małe  dziecko.  Maska  gazowa

tłumiła jej głos. Emily popatrzyła Ali prosto w oczy.

– Nigdy cię nie kochałam – syknęła.

Ali zamachnęła się i uderzyła Emily w twarz. Emily pociemniało w oczach. Poczuła na policzku

falę gorąca. Odchyliła się do tyłu. Pistolet wypadł jej z ręki na podłogę. Emily sięgnęła po niego, lecz

Ali złapała ją i pociągnęła w swoją stronę z ogromną siłą.

– Przyznaj, że nigdy nie przestałaś o mnie myśleć – warknęła Ali, przystawiając pistolet do skroni

Emily.  Jej  maska  się  poluzowała  i  zsunęła  się  na  szyję.  Musiała  ją  przytrzymać.  Ciężko  dyszała.  –

background image

Przyznaj, że zdradziłabyś najlepszą przyjaciółkę, żebym tylko do ciebie wróciła.

Emily czuła pieczenie na policzku. Nie potrafiła wydobyć z siebie ani słowa. Jeszcze raz spojrzała

na Spencer, Arię i Hannę. Traciły przytomność. Ich skóra poszarzała. Ledwie oddychały. Patrzyły na

Emily i rozpaczliwie chciały jej pomóc, ale nie mogły się ruszyć. Pistolet leżał w kącie, zbyt daleko,

by mogły po niego sięgnąć.

–  No,  wyduś  to  z  siebie  –  syknęła  Ali.  –  Powiedz  swoim  przyjaciółkom,  jak  bardzo  chciałaś,

żebym przeżyła. Powiedz, że je zdradziłaś. Zobaczymy, czy wtedy nadal będą cię tak kochały.

– My już wiemy, Alison – powiedziała Aria cicho. – To nieistotne. Emily to nadal nasza najlepsza

przyjaciółka.

Ali przycisnęła pistolet do głowy Emily.

– Powiedz to.

– Daj mi spokój – odrzekła Emily drżącym głosem.

Choć wiedziała, że to już koniec, choć czuła, że za kilka minut umrze, a Ali znowu ucieknie, nie

chciała, by jej ostatnie słowa były kłamstwem. Nie kochała Ali. Wcale. Rozległo się kliknięcie, kiedy

Ali odbezpieczyła pistolet.

–  No,  powiedz  to  –  warknęła.  –  Powiedz,  jak  się  cieszyłaś,  kiedy  zaczęłyście  mnie  szukać.

Powiedz, jak bardzo chciałaś mnie znaleźć i znowu mnie pocałować.

– Przestań! – krzyknęła Emily, zwijając się w kłębek.

Ali wciąż celowała z pistoletu w skroń Emily.

– W takim razie pożegnaj się z przyjaciółkami.

Emily  zaczęła  płakać.  Czuła  drżenie  wszystkich  mięśni.  Rozejrzała  się,  patrząc  najpierw  na

przyjaciółki,  na  leżące  obok  bezwładne  ciało  Nicka,  a  potem  na  te  straszne  zdjęcia Ali  na  ścianach.

Wreszcie podniosła wzrok i popatrzyła na Ali.

– Nienawidzę cię – wyszeptała.

– Co to ma znaczyć? – zasyczała Ali. W masce gazowej wyglądała jeszcze bardziej przerażająco.

Emily  chciała  to  powtórzyć,  ale  usłyszała  na  górze  jakiś  hałas. Ali  zadarła  głowę  i  spojrzała  na

sufit.  Emily  też  popatrzyła  w  górę.  Hałas  narastał.  Emily  rozpoznała  dźwięk  syren  policyjnych. Ali

westchnęła. Wbiła wzrok w Emily.

– Wezwałyście gliny?

Emily  spojrzała  na  przyjaciółki.  Czy  policjanci  przyjechali  tu  po  nie?  Jak  się  dowiedzieli  o  ich

nocnej wyprawie? Czy zdążą na czas?

Ale  syreny  wciąż  były  tak  daleko.  Nawet  jeśli  za  chwilę  policjanci  podjadą  pod  dom,  nigdy  nie

znajdą pokoju w piwnicy. Po policzkach Emily płynęły łzy. Pomoc nadchodziła, lecz one były u kresu

sił. Ali znowu triumfowała.

– Niestety, spóźnili się – powiedziała Ali łagodnie, przyciskając lufę pistoletu do głowy Emily. –

background image

Pożegnaj się, kochana.

Emily zamknęła oczy i próbowała pomyśleć o czymś dobrym i czystym. Nagle rozległ się huk, od

którego  zatrzęsły  się  ściany.  Emily  upadła  na  podłogę,  przerażona  siłą  strzału.  Potem  ogarnęła  ją

ciemność.

background image

34

GDZIEŚ DALEKO

Aria  pływała  w  szmaragdowym  oceanie  pośród  kolorowych  ryb.  Prądy  morskie  kołysały

koralowcami. W oddali ktoś brodził w wodzie. Aria popłynęła w jego kierunku. Kiedy się wynurzyła,

zobaczyła  Noela.  Słońce  oświetlało  jego  kości  policzkowe.  W  jego  oczach  pojawiły  się  iskierki.

Patrzył na Arię z melancholijnym uśmiechem, a w oczach miał łzy.

– Aria – powiedział głosem pełnym smutku.

– Noel! – Aria podpłynęła do niego. – Tak bardzo za tobą tęskniłam. Bałam się, że już nigdy cię

nie zobaczę.

Noel zamknął oczy i zacisnął usta.

– Właśnie o to chodzi, że już nigdy mnie nie zobaczysz. To ostatni raz.

– Co to ma znaczyć? – zapytała.

Dlaczego Noel patrzył na nią z takim współczuciem? Nagle wróciły do niej wspomnienia. Piwnica

pełna zdjęć Ali. Trujący gaz. Ali i Nick z pistoletami. Ogłuszający huk. Wspomnienia przyprawiły ją

o zawrót głowy. Z przerażeniem spojrzała na Noela. Otaczały ich łagodne fale.

– Czy ja umarłam?

Noel patrzył na nią smutno. Po policzkach płynęły mu łzy.

–  Nie!  –  wykrzyknęła Aria,  wymachując  rękami  i  z  trudem  łapiąc  oddech.  –  To  niemożliwe,  że

umarłam. Czuję się pełna życia. Jeszcze nie jestem gotowa.

W  napięciu  wpatrywała  się  w  swojego  byłego  chłopaka.  Nie  była  gotowa.  Chciała  żyć  i  chciała,

żeby Noel do niej wrócił. Miała w nosie Ali i jej intrygi. Wszyscy kłamią. Wszyscy popełniają błędy.

Mogła poradzić sobie z przeciwnościami los. Zawsze sobie radziła. Szukała wzrokiem Noela, ale on

zniknął pod wodą.

–  Noel!  –  wołała,  lecz  on  się  nie  wynurzył.  –  Noel!  –  Zanurkowała,  ale  pod  wodą  panowały

nieprzeniknione ciemności. Nie widziała już ani ryb, ani koralowców.

– Ario? Kochanie?

Aria  zamrugała.  Kiedy  wreszcie  otworzyła  oczy,  leżała  na  łóżku  w  jasnym  pokoju,  przykryta

kołdrą.  Obok  cicho  pikał  monitor.  Ktoś  nad  nią  stał,  ale  nie  widziała  wyraźnie  twarzy.  Dopiero  po

chwili  rozpoznała  agentkę  Fuji.  Aria  oblizała  suche  usta.  Znowu  miała  halucynacje?  Faktycznie

umarła i trafiła do czyśćca?

background image

– Co się stało? – zapytała.

Agentka Fuji obejrzała się przez ramię. Do łóżka zbliżyły się dwie kolejne osoby, Byron i Ella.

– O, Boże! – zawołali, chwytając Arię za ręce. – Kochanie, tak się martwiliśmy.

Do łóżka podszedł też Mike.

– Cześć – przywitał się nieśmiało. – Fajnie cię widzieć.

Aria  z  trudem  przełknęła  ślinę.  Kiedy  próbowała  się  poruszyć,  poczuła  pulsowanie  w  skroniach.

Czy po śmierci dopadał człowieka ból głowy?

– Ja... żyję? – zapytała z niedowierzaniem.

– Oczywiście, że żyjesz – powiedział ktoś stojący z boku.

Aria  odwróciła  głowę  i  zobaczyła  Emily  opartą  o  poduszkę,  z  szeroko  otwartymi  oczami

i uśmiechem na twarzy. Obok niej stała jej siostra Carolyn ze łzami w oczach. Hanna leżała na boku,

a  jej  mama  i  Kate  trzymały  ją  za  ręce.  Spencer  miała  zabandażowaną  głowę  i  wyglądała  na

nieprzytomną,  ale  kiedy  tylko Aria  na  nią  popatrzyła,  Spencer  pomachała  jej  ręką.  Przeżyły.  Jakimś

cudem im się udało?

– Jak długo byłam nieprzytomna? – zapytała Aria z niepokojem.

– Dwa dni – powiedział Mike. – Ale nam się wydawało, że to dwa lata.

Fuji stanęła przed łóżkiem Arii.

–  W  ostatniej  chwili  wyciągnęliśmy  was  z  tego  pokoju.  Stężenie  cyjanku  w  powietrzu  osiągnęło

bardzo wysoki poziom. Kilka minut później już byście nie żyły. Dobrze, że tamtej nocy mieliśmy was

na oku. Ktoś jechał za wami. Nie wychodziłyście, więc nasz agent wezwał posiłki. – Poklepała Arie po

udzie. – Ale dorwaliśmy go, kochanie. Trafił do aresztu. To koniec.

– Jego? – powiedziała cicho Aria.

Nicka.  Przypomniała  sobie  jego  dziwny,  wilczy  uśmiech  i  pistolet  w  jego  dłoni.  Potem  upadł,

kiedy Emily powaliła go na ziemię.

– Prawie udało mu się was zabić – powiedziała Fuji. – Chyba doszedł do wniosku, że depczecie mu

po  piętach.  Kilku  ekspertów  z  mojego  zespołu  trafiło  na  jego  ślad  dokładnie  w  chwili,  kiedy  was

zamknął w piwnicy. Natychmiast nas o tym powiadomili.

– Jak do tego doszliście? – zapytała Aria.

Fuji przetarła oczy.

–  Grupa  kryminologów  badała  ślady  pozostawione  w  sieci  i  wyśledziła  IP  z  telefonu  Nicka.

Znaleźli  nie  tylko  wszystkie  wiadomości  od  A.,  ale  także  ślady  świadczące  o  tym,  że  wysłano  je

z  waszych  telefonów.  –  Spojrzała  na  Spencer.  –  Posłuchaliśmy  twojej  rady.  Sprawdziliśmy  listę

pacjentów  Zacisza,  szukając  podejrzanych  na  terenie  szpitala.  Nick  znalazł  się  na  naszej  liście.

Zbadanie śladów DNA poświadczyło, że to on był zamieszany w sprawę. Mieliśmy próbki jego DNA,

bo  popełnił  już  kiedyś  przestępstwo,  zanim  trafił  do  Zacisza.  Zidentyfikowaliśmy  też  trzecią  osobę,

background image

która  znalazła  się  w  maszynowni  statku,  kiedy  wybuchła  bomba.  Zeszłej  nocy  znaleźliśmy  też  Iris

Taylor  uwięzioną  w  lesie,  na  wpół  żywą.  Zeznała,  że  to  Nick  próbował  ją  zabić.  To  on  stał  za  całą

intrygą.

– Iris!? – zawołała Emily. – Nic jej nie jest?

– Wyjdzie z tego – powiedziała Fuji. – Ale niewiele brakowało...

– Zaraz. – Aria nie mogła poukładać tego wszystkiego. – A co z Ali? Znaleźliście ją?

Byron i Ella popatrzyli po sobie. Fuji zacisnęła usta.

– Ali tam nie było.

Aria próbowała podeprzeć się na poduszkach. Czuła pulsowanie w głowie.

– Owszem, była. Wszystkie ją widziałyśmy. Twierdzi pani, że agenci obserwowali dom. Musieli

słyszeć jej głos.

– Kochanie – powiedziała Ella łagodnie. – Jesteś jeszcze zdezorientowana.

–  Nie,  Aria  mówi  prawdę  –  zachrypiała  Spencer.  –  Ali  próbowała  nas  zabić.  Współpracuje

z Nickiem.

– Postrzeliła mnie – powiedziała Emily, dotykając głowy. Aria nie zobaczyła jednak żadnej rany. –

Przynajmniej tak mi się wydawało – dodała Emily po chwili.

Fuji westchnęła.

–  Dziewczyny,  Nick  otruł  was  mieszanką  bardzo  niebezpiecznych  toksyn.  Zobaczyłyście Alison,

bo  to  jej  się  najbardziej  obawiacie.  Poza  tym  na  ścianach  wisiały  jej  zdjęcia.  To  Nick  zbudował  tę

kapliczkę. Po jej śmierci dostał obsesji na punkcie Ali i chciał się na was zemścić.

– Nick i Alison z sobą chodzili. – Do rozmowy włączyła się Melissa Hastings siedząca przy łóżku

Spencer.  –  On  postanowił  was  zabić,  bo  wy  zabiłyście  jego  przyjaciółkę.  Znał  Tabithę  Clark.

Zaprzyjaźnili się w Zaciszu. Namówił ją, żeby udawała Ali. Chciał was w ten sposób nastraszyć. Tak

to się zaczęło.

–  Ale  Iris  twierdziła,  że  od  wielu  lat  nie  widziała  Trippa,  czyli  Nicka  –  upierała  się  Emily.  –

Musiałam razem z nią jechać do jego domu.

– Każdy czasem kłamie – powiedziała Fuji. – Poza tym Iris nie do końca możemy ufać.

Aria patrzyła na nią z niedowierzaniem.

– A co z tym nagraniem z Jamajki? Na którym rzekomo zabijamy Tabithę?

Fuji spojrzała na Arię.

–  Kiedy  wymknęłyście  się  z  domu,  w  nasze  ręce  trafiło  drugie  nagranie,  dowodzące  waszej

niewinności. Widać na nim jedną osobę, która zabija Tabithę tamtej feralnej nocy na Jamajce. Zrobił

to  Nick.  Nasi  eksperci  od  kryminologii  i  informatycy  ustalili,  że  to  prawdziwe  nagranie.  To  drugie

zostało sfabrykowane.

Aria nie mogła wyjść ze zdumienia.

background image

– Kto przysłał ten drugi film?

– Nie wiem. – Fuji pokręciła głową.

Aria popatrzyła na przyjaciółki. One również wyglądały na zszokowane.

– A jeśli to sprawka Ali? – zawołała Emily. – To logiczne. Pewnie trzymała to nagranie na czarną

godzinę i wysłała je, żeby wrobić Nicka, kiedy grunt zaczął jej się palić pod nogami.

–  A  co  z  waszą  hipotezą,  że  dwie  osoby  uwięziły  Noela?  –  zapytała  Aria.  –  Kto,  jeśli  nie  Ali,

pomagał Nickowi?

–  To  mógł  być  każdy  –  powiedziała  Fuji.  –  Nick  miał  wielu  przyjaciół.  Mógł  skłamać

i powiedzieć, że Noel go wkurzył albo że chce mu zrobić głupi kawał.

Aria  zamknęła  oczy  i  przypomniała  sobie  tę  noc,  kiedy  próbowały  z  pomocą  Nicka  złapać  Ali

przed  biblioteką.  Ta  blondynka  miała  odwrócić  ich  uwagę.  Pewnie  wysłał  ją  Nick.  A  jeśli  w  tej

krwawej intrydze faktycznie pomagała mu jakaś inna osoba?

To niemożliwe. Przecież ją widziały. Rozmawiały z nią. Aria była tego pewna.

Fuji włożyła ręce do kieszeni.

– Dziewczyny, dajcie spokój. Wiem, że chcecie rozwiązać tę zagadkę, ale uwierzcie mi, że Ali tam

nie było. Nasi eksperci przeszukali piwnicę wzdłuż i wszerz, ale jestem pewna, że nie znajdą śladu po

Alison. Ona nie żyje i to od bardzo dawna. Uważam, że powinniście się wreszcie z tym pogodzić. –

Popatrzyła na Arię i jej przyjaciółki. – Odpocznijcie. Już wkrótce będziecie musiały odpowiedzieć na

wiele pytań dziennikarzy.

Wyszła  z  sali  i  zamknęła  za  sobą  drzwi.  Aria  popatrzyła  na  swoje  najlepsze  przyjaciółki.

Spoglądały na nią w osłupieniu. Teraz, w obecności swoich rodzin, nie mogły szczerze porozmawiać.

Wszyscy i tak by im wmawiali, że uległy zbiorowej halucynacji. Może faktycznie powinny dać sobie

spokój? Może rzeczywiście ta okropna historia dobiegła końca?

Drzwi  znowu  się  otworzyły  i  Aria  już  się  bała,  że  stanie  w  nich  jakiś  wścibski  reporter,  który

zasypie  ją  pytaniami.  Tymczasem  do  sali  wszedł  Noel.  Na  widok  Arii  zrobił  przerażoną  minę

i podbiegł do jej łóżka. Byron i Ella odsunęli się, robiąc mu miejsce.

– Cz-cześć – przywitał się drżącym głosem.

– Hej – powiedziała Aria.

Nagle powrócił do niej jej sen, w którym tonęła w oceanie, nie mogąc znaleźć Noela. Tak bardzo

się bała, że już nigdy go nie dotknie. Chwyciła go za rękę i ścisnęła ją kilka razy. Noel nachylił się do

niej i kiedy Aria zobaczyła nad sobą jego twarz, myślała, że on chce ją pocałować. Ale on chciał jej

coś powiedzieć na ucho.

– Widziałyście ją, prawda? – wyszeptał.

Aria otworzyła szeroko oczy. Pokiwała głową i spojrzała na drzwi, za którymi zniknęła Fuji.

– Nikt nam nie wierzy.

background image

– Ja wam wierzę. Zawsze wam wierzyłem.

Noel  odsunął  się,  a  Aria  patrzyła  na  niego  z  niedowierzaniem  i  wdzięcznością.  „Dzięki”,

powiedziała bezgłośnie. Do oczu napłynęły jej łzy.

Chciała  powiedzieć  Noelowi,  żeby  zapomniał  o  Ali.  Chciała,  żeby  wszyscy  o  niej  zapomnieli.

Nagle poczuła, że znowu pochłania ją ciemność. Fuji twierdziła, że w pokoju w suterenie nie znajdą

żadnych  śladów Ali.  Nagle  do Arii  dotarło,  że  to  prawda.  Nie  zidentyfikują  jej  odcisków  palców  na

pistolecie. Nie znajdą na podłodze jej krwi ani długich blond włosów. Nie dlatego, że Ali tam nie było,

ale dlatego że potrafiła ich wszystkich przechytrzyć.

Do sali zajrzała pielęgniarka i na widok gości zmarszczyła czoło.

–  Proszę  państwa  o  opuszczenie  sali  –  powiedziała  głosem  nieznoszącym  sprzeciwu.  –  Pacjentki

potrzebują teraz spokoju.

Noel pogłaskał Arię po dłoni.

– Poczekam na zewnątrz – powiedział.

Aria  pokiwała  głową.  Wszyscy  wyszli.  Pielęgniarka  przygasiła  światło  i  przez  chwilę  w  sali

panowała  cisza.  Hanna  sięgnęła  po  pilota  i  włączyła  telewizor  wiszący  na  ścianie.  „Aresztowanie

seryjnego  mordercy”,  głosił  napis  u  dołu  ekranu.  W  wiadomościach  CNN  oczywiście  mówiono

głównie o tej sprawie.

Kamera pokazywała teraz stary, rozpadający się dom. Policjant wepchnął Nicka na tylne siedzenie

samochodu. Nick miał ręce skute z tyłu. W tle widać było karetki. Pewnie jedna z nich przywiozła do

szpitala nieprzytomną Arię.

–  Nienawidzę  go  –  wycedziła  Spencer  przez  zęby,  kiedy  na  ekranie  pojawiło  się  zdjęcie  Nicka

zrobione na komisariacie.

Aria pokiwała głową w milczeniu. Nick zasłużył na swój los. Ale aresztowanie go załatwiało tylko

połowę problemu. Gdyby policja złapała także Ali...

Na  ekranie  samochód  policyjny  odjechał,  ale  kamera  przez  chwilę  pokazywała  jeszcze,  co  się

dzieje  w  starym  domu.  Wokół  niego  chodzili  policjanci,  eksperci  od  kryminologii  i  psy.  Aria

nasłuchiwała,  czy  wśród  syren  nie  rozlegnie  się  znajomy,  wysoki  chichot,  który  dowiódłby,  że  Ali

nadal żyje. Ale nic nie usłyszała. Oczywiście, Ali znowu wywiodła wszystkich w pole.

– Co teraz? – zapytała, kiedy na ekranie pojawiły się reklamy.

Spencer westchnęła.

– Trudno powiedzieć. Straciłyśmy wszystko. Ale może teraz uda nam się coś wymyślić.

Ale co? Patrzyły na siebie, w ciszy zastanawiając się nad możliwością dalszego działania. Hanna

wyjęła z kieszeni telefon i spojrzała na ekran.

– Wydaje mi się, że za chwilę zadzwoni.

– I przyjdzie jedna z tych wiadomości – dodała szeptem Spencer.

background image

Aria patrzyła na swój telefon, ale nie przyszedł do niej żaden SMS. To oczywiste. Ali nie była tak

głupia, żeby w tej sytuacji się z nimi kontaktować. Aria spojrzała nerwowo na swoje przyjaciółki.

– Myślicie, że jeszcze kiedyś do nas napisze?

Hanna pokręciła głową i zrobiła pewną minę.

– Nie. To koniec.

– Definitywny koniec – poprawiła ją Spencer.

Jednak Arii nie chciało się w to wierzyć. Ali mogła im dać spokój na chwilę. Być może nawet na

dłużej. Ale  na  pewno  nie  zniknęła  z  ich  życia  na  zawsze.  Uciekła,  a  one  przeżyły.  To  oznaczało,  że

jeszcze nie dopięła swego. A przecież zawsze dostawała to, czego chciała. Aria wiedziała, że Ali nie

spocznie, póki ich nie zabije. To tylko kwestia czasu.

background image

UCIECZKA ALI

Alison biegła tak długo, że bolały ją wszystkie mięśnie, a w płucach czuła ogień. Im dłużej biegła,

tym  mniej  myślała,  a  im  mniej  myślała,  tym  mniej  ją  to  wszystko  obchodziło.  Kiedy  wreszcie  się

zatrzymała, coś sobie przyrzekła. To było jedyne rozwiązanie. Tylko tak mogła się uratować.

Dotarła do kryjówki, którą przygotowała kilka tygodni temu, nie wtajemniczając Nicka. Tylko ona

wiedziała  o  tym  miejscu.  Wyciągnęła  klucz  z  kieszeni  dżinsów  i  otworzyła  drzwi.  Weszła  do

ciemnego holu, a potem rzuciła się na świeżo posłane łóżko. Nawet nie spojrzała na stos listów, który

zostawiła  tutaj  ostatnim  razem,  zaadresowanych  do  Maxine  Preptwill.  Takie  sobie  wymyśliła

nazwisko.  Zawsze  ją  śmieszyło,  bo  kojarzyło  jej  się  z  nazwiskiem  „Nick  Maxwell”.  Poza  tym

posługiwała się tym pseudonimem, kiedy kontaktowała się potajemnie z Noelem.

Długo  zastanawiała  się  nad  tym,  jaka  powinna  być  Maxine.  Wyobraziła  sobie  cichą  dziewczynę,

która stroniła od towarzystwa. Miała przyjazną twarz typowej  dziewczyny  z  sąsiedztwa.  Wyróżniała

się  w  tłumie  studentów  uczelni,  na  którą  Ali  chciała  się  zapisać,  korzystając  z  pieniędzy,  które

zostawił jej Nick. Kiedy tu przyjeżdżała, przywoziła z sobą niewielką sumę. W ten sposób uzbierała

sporo pieniędzy. Postanowiła pójść do dentysty i fryzjera. Chirurg plastyczny powinien usunąć blizny

z jej twarzy. Chciała znowu stać się piękna, by kogoś oczarować i zniewolić.

Leżała  w  łóżku  bardzo  długo,  gapiąc  się  na  sufit.  Przypominała  sobie  wydarzenia  całego  dnia.

Kiedy przed oczami stanął jej Nick, nic nie poczuła. No cóż, lepiej nic nie czuć. Nie żałować. Z nikim

się nie wiązać. Teraz była wolna.

Chciała  włączyć  telewizor.  Owinęła  antenę  folią  aluminiową,  żeby  wzmocnić  sygnał

i przynajmniej odbierać wiadomości. Nie była jednak pewna, czy chce zobaczyć ruiny, które po sobie

zostawiła.  „Aresztowano  podejrzanego  o  zabójstwo  Tabithy  Clark.  Śliczne  Kłamczuchy  wreszcie

mówią  prawdę”.  Spodziewała  się,  że  w  telewizji  pokażą  zdjęcie  Nicka  z  kartoteki  policyjnej.  Nie

chciała  widzieć  jego  pustych  oczu  bez  wyrazu.  Był  najsprytniejszym  facetem,  jakiego  kiedykolwiek

spotkała, ale i tak nie domyśliłby się, dlaczego wpadł w ręce policji.

No dobra, musiała przyznać sama przed sobą, że nie tak to zaplanowała. Nie mogła znieść myśli,

że te suki jej się wymknęły i że to przez nią Nick wpadł w ręce policji. Ale wiedziała też, co by się

stało,  gdyby  próbowała  go  ocalić.  Wpadła  w  panikę,  słysząc  syreny  policyjne.  Wyobraziła  sobie,  że

policja odnajduje ich oboje...

Nie mogła do tego dopuścić.

Dlatego  uciekła.  Kiedy  policja  znalazła  Nicka  nieprzytomnego  na  podłodze  w  piwnicy, Ali  była

background image

już  bardzo  daleko.  Pewnie  opowiedział  im,  że  to  wszystko  jej  sprawka.  Zresztą  taka  była  prawda.

Gdyby Ali nie dostarczyła twardych dowodów winy Nicka, policja pewnie by ją dopadła. Na szczęście

mogła przypieczętować los swojego wspólnika.

Jeszcze jedno nagranie. Nick nie wiedział, że je zrobiła. Musiała działać w tajemnicy, jeśli chciała

przetrwać.  Zawsze  miała  asa  w  rękawie.  Kolekcjonowała  sekrety  i  ujawniała  je  w  odpowiednim

momencie.

Kiedy jednak zamknęła oczy, zobaczyła twarz Nicka. Kiedy po raz pierwszy spotkali się w czasie

terapii grupowej, rzucił do niej zwiniętą karteczkę, żeby nakłonić ją do rozmowy. To on pokazał jej

ten pokój na poddaszu kliniki, do którego dostęp mieli tylko najfajniejsi pacjenci. Na jednej ze ścian

pękatymi  literami  napisała  imię,  którym  zwracali  się  do  niej  wszyscy  poza  Nickiem.  Courtney.

Zawsze  uważnie  jej  słuchał,  kiedy  opowiadała  tę  okropną  historię  o  zamianie  miejsc  z  siostrą.

Przysiągł, że pomoże jej dokonać zemsty.

Przypomniała sobie, jak stali razem nad dołem wykopanym obok domu jej rodziców tamtej nocy,

kiedy zginęła Courtney. Kiedy ją zabili, Nick przytulił Ali mocno, powtarzając w nieskończoność, że

ją kocha i jest z niej bardzo dumny. Chyba tak właśnie wyglądała prawdziwa miłość. Dla ukochanej

osoby  można  dopuścić  się  nawet  morderstwa.  I  to  kilka  razy.  Albo  pójść  na  koniec  świata,  żeby

dopaść jej wrogów.

Teraz jednak czuła, jak jej serce obraca się w kamień. „Tylko najsilniejsi przetrwają”, upewniła się

w  myślach.  Nawet  gdyby  Nick  w  trakcie  procesu  zeznał,  że  Ali  żyje,  policja  nie  znajdzie  żadnych

śladów. Ali zawsze o to dbała. Poza tym to on zabił Tabithę. Nagranie nie kłamało.

Przewróciła się na bok i dotknęła koniuszkiem języka dziury po zębie.

–  Mam  go  gdzieś  –  powiedziała,  wsłuchując  się  w  swój  głos.  –  Czas  na  zmiany.  Mam  na  imię

Alison i jestem fantastyczna!

Nagle  dotarło  do  niej,  że  teraz  uda  jej  się  zrobić  wszystko,  co  postanowi.  Któregoś  dnia,  gdy  te

suki będą się najmniej spodziewały, dopadnie je. Wiedziała jednak, że jest w gorącej wodzie kąpana

i chwila ta nadejdzie już wkrótce. Już się nie mogła doczekać.

background image

PODZIĘKOWANIA

Książka ta nie powstałaby bez nieocenionej pomocy zespołu z Alloy Entertainment: Lanie Davis,

Sary  Shandler,  Josha  Banka  i  Lesa  Morgensteina.  Kristin  Marang  wykonała  wspaniałą  robotę  wraz

z zespołem ekspertów komputerowych. Nie wiem, jak bym sobie bez was poradziła. Dziękuję też Kari

Sutherland z wydawnictwa Harper za jej wnikliwe uwagi.

Pozdrawiam  moją  rodzinę,  przede  wszystkim  Mindy,  Shepa,  Ali  i  Kristiana,  który  już  wie,  jak

mówi koń, i chyba już nie boi się krowy. Dziękuję Michaelowi za jego poczucie humoru, cierpliwość,

wszystkie  projekty  książek,  które  dla  mnie  wymyśla  i  wszystkie  inne  wynalazki.  Ogromnie  cenię

twoją kreatywność. Ciepło ściskam wszystkich czytelników serii, którzy towarzyszą mi od tak dawna.

Uwielbiam spotykać się z wami i czytać wasze listy. To dla was wciąż piszę!

Chcę  również  gorąco  pozdrowić  cztery  aktorki:  Lucy  Hale,  Shay  Mitchell,  Troian  Bellisario

i Ashley Benson, które grają Arię, Emily, Spencer i Hannę w produkowanym przez stację ABC Family

serialu Słodkie kłamstewka na motywach mojej serii. Od początku uważałam, że idealnie pasujecie do

swoich ról. Ogromną radość sprawia mi przyglądanie się, jak dojrzewacie i zmieniacie się z każdym

odcinkiem. Wiele wam zawdzięczam i jestem waszą największą fanką.

background image

W SERII UKAZAŁY SIĘ:

Kłamczuchy. Pretty Little Liars 1

Bez skazy. Pretty Little Liars 2

Doskonałe. Pretty Little Liars 3

Niewiarygodne. Pretty Little Liars 4

Zepsute. Pretty Little Liars 5

Zabójcze. Pretty Little Liars 6

Bez serca. Pretty Little Liars 7

Pożądane. Pretty Little Liars 8

Uwikłane. Pretty Little Liars 9

Bezlitosne. Pretty Little Liars 10

Olśniewające. Pretty Little Liars 11

Rozpalone. Pretty Little Liars 12

Skruszone. Pretty Little Liars 13

Pretty Little Liars. Sekrety

Pretty Little Liars. Tajemnice Ali

background image

Sara  Shepard  jako  nastolatka  chciała  być  gwiazdą  oper

mydlanych,  projektantką  klocków  Lego  lub  genetykiem.

Inspiracją bestsellerowych powieści z serii Pretty Little Liars

oraz The  Lying  Game  stały  się  jej  wspomnienia  z  czasów

szkolnych.

background image

Spis treści

Karta tytułowa

Wielka i wszechmocna Ali

1. Im więcej odpowiedzi, tym więcej pytań

2. Pusty dom

3. Hanna wyznaje wszystko

4. Zaginiona

5. Jeszcze jedna niewiadoma

6. Spencer jedzie na posterunek

7. Zero szacunku dla zmarłych

8. Spowiedź i rozgrzeszenie

9. Witaj w domu

10. Nowe perspektywy

11. Nie jest źle

12. Córeczka tatusia

13. Skrzydlaty koń

14. Rozmowa przy kawie

15. W galerii

16. Hanna Marin, córka idealna

17. Kiedy zawali ci się świat

18. Więzienny blues

19. Zawsze może być gorzej

20. Dla nas umarłaś

21. Za zamkniętymi drzwiami

22. Na samo dno

23. Nieproszony gość

24. Nowy plan

25. Głosy z zaświatów

26. Bez wyjścia

27. Nie skacz!

28. Tajny kod

29. Zasadzka

30. To już koniec

31. Na tropie Ali

32. Kim jest ten chłopak?

background image

33. Słodki zapach śmierci

34. Gdzieś daleko

Ucieczka Ali

Podziękowania

Karta redakcyjna

background image

Tytuł oryginału: Deadly. A Pretty Little Liars Novel

Copyright © by Alloy Entertainment and Sara Shepard.

Published by arrangement with Rights People, London

Copyright © for the translation by Mateusz Borowski

Projekt okładki: Eliza Luty

Fotografie na okładce: jabłko – © 

iStockphoto.com

 / Hirkophoto; diamenty – © 

iStockphoto.com

 /

Jezperklauzen; kryształowy kamień – © 

iStockphoto.com

 / amnachphoto; zielony płyn – ©

iStockphoto.com

 / sidsnapper; fotografia z filmu – Key Artwork © 2014 Warner Bros. Entertainment

Inc. All Rights Reserved

Napis Pretty Little Liars na okładce i s. 1, 3: Hand Lettering by Peter Horridge

Fotografia autorki: © Daniel Snyder

Opieka redakcyjna: Anna Małocha

Ozdobnik we wnętrzu książki: © 

iStockphoto.com

 / Olha Shvachych

Korekta: Bogumiła Ziembla / Wydawnictwo JAK,

Joanna Hołdys / Wydawnictwo JAK

ISBN 978-83-7515-801-4

www.moondrive.pl

Zamówienia: Dział Handlowy, ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków,

tel. 

(12) 61 99 569

Zapraszamy do księgarni internetowej Wydawnictwa Znak,

w której można kupić książki Wydawnictwa Otwartego: 

www.znak.com.pl

Wydawnictwo Otwarte sp. z o.o.,

background image

ul. Smolki 5/302, 30-513 Kraków. Wydanie I, 2014.

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com


Document Outline