background image

STEVE PERRY  STEPHANI PERRY

OBCY

WOJNA SAMIC

umaczy

Waldemar Pietraszek

Wydawnictwo “ORION”

Kielce 1994

Tytu³ orygina³u

ALIENS

THE FEMALE WAR

All rights reserved.
Copyrights © 1993 by Twentieth Century Film Corporation.
Aliens TM © Twentieth Century Film Corporation.
Cover art copyrights © 1993 by Dave Dorman.

Redaktor techniczny
Artur Kmiecik

Wszystkie prawa zastrze one
For the Polish edition
Copyrights © by Wydawnictwo „ORION” Kielce

ISBN 83-86305-02-9

Dianie;
I Ma emu Kwiatuszkowi;
Witaj w klubie;
SCP

Moim przyjacio om przyjacio om wielbicielom, mojej Mamie i bratu,
W szczególno ci za  memu wspó pracownikow,. który
Nauczy  mnie wiele w sztuce tworzenia
SDP.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

ROZDZIA  1

Ripley czu a zaciskaj ce si  kurczowo na jej szyi ramiona ma ej dziewczynki. Ponownie

nacisn a przycisk przy drzwiach windy.

Królowa by a tu  za nimi. Czy by mia y tu umrze ? My li przebiega y w jej g owie

osza amiaj cymi falami. Zacz a naciska  guzik raz za razem. Wygl da o na to,  e zgin  tutaj w tym
piekielnym, wilgotnym, sztucznym szybie na planecie, której znaczna cz

 zamieni a si  w py

podczas nuklearnej eksplozji.

- No, dalej, jed ! Podnios a wy ej dziewczynk  i obejrza a si  przez rami . Spojrza a w

ciemno . Para wydobywa a si  z jakiej  p kni tej rury, dodaj c jeszcze gor cych wyziewów do
zgni ej atmosfery mrowiska obcych. Czu a,  e tamta nadchodzi, prawie s ysza a  pieszne kroki
zbli aj cej si  matki; s ysza a pomimo rycz cych syren alarmu. Przecie  w

nie zniszczy a jej dzieci,

setki dzieci. Nie w tpi a,  e teraz królowa pragnie zg adzi  j  i ma  dziewczynk .

Popatrzy a w gór  i zobaczy a,  e dno windy obni a si  powoli, ale ci gle jest jeszcze kilka

poziomów wy ej. Teraz to tylko kwestia sekund...

Gdzie  z ty u rozleg  si  zawodz cy krzyk, krzyk nieludzki i pe en w ciek

ci. Ripley

odruchowo mocniej  cisn a bro  i podbieg a do wbudowanej w  cian  drabiny. Mo e uda jej si

apa  wind  na wy szym poziomie.

- Trzymaj si  mocno! - krzykn a.
Królowa by a tu . Wygl da a jak inni obcy, lecz by a znacznie wi ksza, jakby napuchni ta.

Nosi a ogromn  koron , co  w rodzaju wielkiego czarnego grzebienia, który ko ysa  si  w przód i w
ty  na potwornej g owie. Druga mniejsza para ramion, stercza a wyci gni ta w przód. Królowa
porusza a si  ku nim powoli,  lini c si  i sycz c.

Ripley cofn a si . Dziewczynka napr

a swe drobne, spocone r czki.

Winda! Wreszcie nadjecha a! Ripley ruszy a biegiem.
Drzwi otworzy y si , wskoczy a do  rodka. Nacisn a guzik w ob kanym po piechu...
Królowa bieg a w ich stron ... Drzwi zacz y si  zamyka ... Jeszcze sekunda i potwór dostanie

si  do  rodka.

Ripley postawi a dziewczynk  i wycelowa a miotacz p omieni w zbli aj ce si  monstrum.

Ogie  przelecia  przez zmniejszaj cy si  otwór. Paliwo by o na wyczerpaniu i tylko cienki s aby
strumie  p omieni wydosta  si  na zewn trz, ale to wystarczy o , by powstrzyma  obcego.

Królowa jakby zawarcza a. Grube pasmo  liny pociek o z rozwartych szcz k. Cofn a si .
Zewn trzne drzwi windy zatrzasn y si . Bezpieczne! S  bezpieczne!
Droga w gór  by a nieprzyjemna. Wybuchy targa y ca ym budynkiem, na dach zbyt wolno

poruszaj cej si  windy zwala y si  kawa y gruzu. Ci gle jednak jecha a w stron  l dowiska na
wierzcho ku budowli.

Kiedy drzwi otworzy y si  ponownie, mi y kobiecy g os poinformowa ,  e pozosta o im dwie

minuty na znalezienie bezpiecznego schronienia. Potem ca a przetwórnia przeniesie si  do niebytu.
Wybieg y razem z windy i...

Gdzie, u diab a jest ten statek?
Odlecia ! Ich ko o ratunkowe znikn o. Ta cholerna maszyna, ten android, zdradzi !
Ripley krzykn a z w ciek

ci, potem przyci gn a do siebie dziewczynk . P omienie by y ju

wsz dzie woko o, budynek trz

 si , wydaj c najdziwniejsze odg osy... Nagle jaki  nowy d wi k.

Ripley spojrza a w kierunku windy.

Nie! To nie mo e by  to! Królowa nie umie obs ugiwa  d wigu! Nie potrafi!

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Ale jest sprytna - odezwa  si  cichy g osik w g owie kobiety - widzia

, jak zareagowa a, gdy

chcia

 zniszczy  jej jaja. Widzia

,  e z pocz tku odes

a robotnice, trzyma a je z dala od ciebie.

Z pocz tku.

Ripley spojrza a na swój karabin. Licznik wskazywa  brak amunicji. Miotacz p omieni te  by

pusty. Rzuci a bro , chwyci a dziecko i zacz a si  cofa .

Winda zatrzyma a si , drzwi powoli stan y otworem. Ripley mocno przycisn a do siebie

dziewczynk .

- Nie patrz, kochanie - powiedzia a zamkn wszy oczy.
- Ripley? W porz dku? Ripley otworzy a oczy i popatrzy a na Billie - m od  kobiet  siedz

naprzeciwko. Wygl da a na zak opotan , a lekki grymas zmarszczy  jej brwi. Ripley lubi a j ,
polubi a j  od pierwszej chwili, od momentu, kiedy j  zobaczy a. Niezwyk e. Zaufanie by o w
obecnych czasach czym  niespotykanym, przynajmniej dla niej. Lecz historia dzieci stwa Billie by a
tak podobna do jej w asnej...

- Tak - odpowiedzia a i westchn a. - Przepraszam. Zaraz dojd  do siebie. Swoj  drog ,

ostatnia rzecz jak  pami tam jest u

enie si  do snu po LU-426. By am tam ja, jeden z 

nierzy i

cywil, oraz ma a dziewczynka. My

... s dz ,  e statek musia  odnie  w czasie drogi jakie

uszkodzenia. Nic wi cej nie pami tam. Obudzi am si  w t umie uchod ców na Ziemi sze  tygodni
temu. Wszyscy byli my w drodze tutaj. Wydawa o si  to dobrym pomys em - wszystko woko o si
wali o. Tak wi c jestem tutaj tylko oko o miesi ca d

ej ni  wy.

Billie pokiwa a g ow . - Co mówi  lekarze o utracie pami ci? To fizyczne czy psychiczne

uszkodzenie? - Nie by am u lekarzy - powiedzia a Ripley lekko si  u miechaj c. - Poza tym, czuj  si
dobrze. Wsta a i za

a r ce za g ow .

- Chcesz pój  ze mn  na obiad? Gdy sz y do sto ówki, Billie przygl da a si  starszej kobiecie.

To w

nie ona by a pierwsz  osob , przynajmniej pierwsz  znan  osob , która spotka a si  z

obcymi i prze

a. Billie by a zafascynowana sposobem bycia Ripley. By a zrelaksowana, spokojna,

wyciszona. Wydawa o si  to niezwyk e w po czeniu z tym, co przesz a. Zw aszcza,  e Billie mia a

asne do wiadczenia z obcymi. Wiedzia a, co to znaczy. Nawet po dwóch tygodniach tutaj

wydawa o jej si ,  e min y ju  miliony lat.

Sz y korytarzem w stron  najbli szej sto ówki. Jedn  ze  cian stanowi a przezroczysta p yta,

przez któr  wida  by o dwoje m odych trzymaj cych si  za r ce. S dz c po identyfikatorach, oboje
byli technikami medycznymi. Dalej Billie ujrza a panoram  prawie ca ej stacji. D ugie rury
przechodzi y w sfery i sze ciany, jakby z

one z klocków przez gigantycznego dzieciaka.

Wstrz sn  ni  zimny dreszcz, gdy przechodzi y obok jednego z w azów. Stacj  wykonano z
grubego plastiku i tanich ksi ycowych metali; ciep o wt aczane do korytarzy jednocze nie ucieka o
w niektórych miejscach na zewn trz.

Oczywiste by o,  e najnowsze dobudówki by y znacznie gorsze - nie os oni ty niczym plastik,

obskurne pomieszczenia z n dznymi urz dzeniami i s abym o wietleniem. Zosta y pozlepiane razem,
by przyj  nap ywaj cych z Ziemi uciekinierów. W tej chwili Orbitalna Stacja Wej ciowa by a
schronieniem dla 17 000 ludzi, prawie dwukrotnej liczby jak  przewidziano na pocz tku. Wi cej
miejsca ju  nie by o. Jak powiedzia a Ripley, wszystko zaczyna si  wali .

Chocia  by o jeszcze stosunkowo wcze nie, sala by a zat oczona. W po udnie przyby

transport warzyw z hydroponicznych ogrodów, a wie ci rozchodzi y si  tu szybko.

Billie i Ripley wzi y po ma ej surówce z marchewki i g ówce sa aty oraz jakie  sztuczne

mi so. Usiad y przy jednym z ma ych stolików obok wyj cia. Mimo t umów, by o spokojnie -
wi kszo  ludzi przebywaj cych tu straci a przyjació  i rodziny. Wszyscy wr cz wstydzili si

mia

lub beztrosko sp dza  czas. Billie to rozumia a.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Sama wi kszo  swego  ycia sp dzi a w ró nych o rodkach psychiatrycznych, próbuj c

udowodni  lekarzom,  e obcy naprawd  istniej . Powa na atmosfera stacji nie by a dla niej czym
niezwyk ym, przeciwnie wydawa a si  znajoma. Oczywi cie nie czu a si  tu jak w domu, ale tak
naprawd  nigdy go nie mia a. Tu przynajmniej jej  yciu nic nie zagra a. To by o co . Po podró y z
Wilksem bezpieczna przysta  wydawa a si  nierealnym snem.

Ripley wzi a mi sa do ust . Wykrzywi a twarz. - Smakuje jak  cinki izolacji.
Billie spróbowa a i kiwn a g ow .
- Przynajmniej jest gor ce - stwierdzi a.
Jad y powoli, ka da skoncentrowana na w asnym daniu. - Wi c  nisz o niej? O matce obcych?

Billie spojrza a zaskoczona na Ripley.
Ta przygl da a jej si  uwa nie.

- Bo ja tak - powiedzia a. - Przynajmniej tak by o, zanim straci am pami .

Unios a do ust kolejny k s jedzenia.

- Ja... ech. Tak, ja tak e. S ysza am,  e inni te  maj  sny... wyrzuci a z siebie Billie.

Rzeczywi cie s ysza a opowiadania, w szczególno ci o fanatykach, którzy sny o obcych zamienili w
pewien rodzaj religii. Nazywali siebie Wybra cami, którzy wiedz ,  e Dzie  S du ju  nadszed .
Usi owa a zachowa  spokój co do swoich snów, ale ostatnio...

- Mam je cz sto - wyzna a. - Prawie ka dej nocy. Ripley pokiwa a g ow .
- To samo jest ze mn . Zaczynaj  si  od wyzna  mi

ci, a potem zamieniaj  w... Czuj  w tym

pewien zwi zek. To s  przekazy. Wiem, gdzie ona si  znajduje, wiem,  e chce przygarn  wszystkie
swoje dzieci. Królowa królowych, nadrz dna si a wszystkich cholernych potworów. Wiem, gdzie j
znale  !
Odsun a gwa townie talerz.

- I wiem jak j  zniszczy  - doda a.
- Czu am,  e nie jestem jedyn  , która  ni, ale nie mia am czasu, by o tym my le . Tu w stacji

nie ma mo liwo ci zorganizowania sesji terapii grupowej.
Ripley u miechn a si  z gorzk  ironi .

- My

,  e wiem czego ona oczekuje i mam pewien pomys . Musimy znale  wi cej takich,

którzy  ni  o niej... co z Wilksem?

- Wiem,  e ma sny - Billie wzruszy a ramionami - lecz nie s dz ,  eby to by y takie same

koszmary, jak nasze. Nie wiem za du o. On o tym nie mówi. Mo emy go przecie  zapyta .
Rozejrza a si  woko o, chocia  wiedzia a,  e poszed  gdzie  popracowa . Od dwóch tygodni, odk d
byli w stacji, Wilks sp dza  wi kszo  czasu w sali gimnastycznej lub na innych, równie
wyczerpuj cych zaj ciach.

- Przypuszczam,  e spotkam go pó niej ,w barze.
- Chcia abym si  do czy  - zaproponowa a Ripley - je eli... je eli nie b dzie to wam

przeszkadza o.
Wydawa o si ,  e szczególnie starannie dobra a ostatnie s owa.

- Nie ma sprawy. B dzie nam mi o.
Billie u miechn a si , a Ripley odwzajemni a u miech. Billie poczu a,  e coraz bardziej lubi t

kobiet .

Wilks trenowa  na rowerze przez wi cej ni  godzin . Pot oblewa  mu ca e cia o. Patrzy  na

ma ego ch opca siedz cego w rogu. G ow  trzyma  podpart  na r kach, a wzrok mia  wlepiony w
ekran przed sob . Peda owanie pod obci eniem dziewi tego stopnia dawa o si  nie le Wilksowi we
znaki. Czy móg  widzie  tego ch opca wcze niej?

Sala, w której  wiczy , by a jedn  z mniejszych w Stacji, ale wola  j  od innych. W du ych

mog o pomie ci  si  nawet dwie cie osób, a zbyt wielu ludzi poc cych si  w jednym miejscu nie
mia o dobrego wp ywu na jako  powietrza. Poza tym nie lubi  t umów.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Dzieciak mia  mo e dziesi , mo e jedena cie lat, by  szczup y, blady i mia  ciemne w osy.

Jego twarz wyra

a ca kowit  oboj tno . Patrzy  w pustk , podbródek opar  na kolanach. Co  w

sylwetce ch opca przypomina o Wilksowi jego samego z czasów, kiedy mia  dziesi  lat. Mo e
budowa cia a i ciemne w osy... mo e to zapatrzenie. Móg by si  do niego przy czy .

Wilks wychowa  si  w ma ym miasteczku na Ziemi, na po udniu Stanów Zjednoczonych.

Opiekowa a si  nim ciotka; matka umar a na raka piersi, kiedy mia  pi  lat. Ojciec zostawi  ich rok
wcze niej. Ciotka Carrie by a mi a, ale nie po wi ca a mu zbyt wiele czasu. Pracowa a na nocnej
zmianie w domu wypoczynkowym, co by o mu raczej oboj tne. Ma y Davey Arthur Wilks mia  co
je  i w co si  ubra . Tak ciotka pojmowa a odpowiedzialno  za losy ch opca.

Carrie Green nie rozumia a zbyt wiele w ogóle, a z pewno ci  nie rozumia a potrzeb ma ego

ch opca.

Nie rozmawiali te  zbyt wiele o rodzicach - matka by a  wi

, która nie zajmowa a si  niczym

poza kochaniem Daveya, ojciec za  nieobliczalnym skurwysynem, który nie robi  nic poza w asnymi
interesami. Dawid, który nienawidzi  imienia Davey, nie by  zbyt przekonany co do obu postaci.
Prawie nie pami ta  ich obojga. Wiedzia ,  e matka nie wróci ju  nigdy; ale cz sto  ni  o ojcu, który
pewnego dnia zjawi si  z u miechem na jego drodze i zabierze go gdzie , gdzie b

 razem mieszka

i bawi  si . Jego Tatu  by  przystojny, silny i sprytny, i nic od nikogo nie potrzebowa .

Wydarzy o si  to w dwa dni po jego jedenastych urodzinach. Dawid le

 na pod odze ma ego,

zaniedbanego pokoju i czyta  nowy komiks z Danno Kruisem. Danno by  w trakcie rozprawiania si
z naprawd  niebezpiecznymi facetami, kiedy ch opiec us ysza  pukanie. Ciotka Carne w sypialni
„leczy a swe zm czone oczy”, wi c Dawid, spodziewaj c si  domokr cy, odezwa  si  zapraszaj co.

W drzwiach stan  wysoki m czyzna z zawini

 w kolorowy papier paczk .

- Dawid? Twarz tego cz owieka rozpaczliwie domaga a si  golenia, a

ubranie by o stare i znoszone. - Tak, dlaczego... - Ch opiec cofn  si  o krok. Nie zna  tego
dziwnego przybysza o jasnych b kitnych oczach...

- Aaa... tak... cze . Wiedzia em,  e s  twoje urodziny i... wiesz... by em w mie cie. Dla ciebie.
Obcy wyci gn  paczk  w jego kierunku.
Dawid wzi  ja i spojrza  na nieznajomego. - Kim pan jest?
- O, rany. - m czyzna u miechn  si . - Mam na imi  Ben. Jestem... by em przyjacielem twojej

mamy - Ben popatrzy  na zegarek, potem znów na Dawida. - Szcz cia w dniu urodzin, Davey.

uchaj, musz  ju  lecie . Mam spotkanie... Wiesz jak to jest.

Popatrzy  na Dawida tak jako  bezradnie.
Dawid przygl da  mu si . Nie móg  wykrztusi  ani s owa. Jego ojciec mia  na imi  Ben.  cisn

mocniej paczk . Papier zatrzeszcza  pod naciskiem. Ben!

czyzna odwróci  si  i wyszed  . Dawid sta  nieruchomo, dopóki nie zamkn y si  drzwi.

Usi owa  sobie wmówi ,  e to nieprawda,  e ten Ben nie jest jego tatusiem. Nie móg  by . Nie
móg by przecie  przyj  tutaj, rzuci  mu prezent i tak po prostu wyj . Zostawi  go. Nie móg by
tego zrobi .

- Davey?
Ciotka podnios a si  z kanapy i podesz a do niego. - Czy kto  tu by ? Co ty tam masz?
Ch opiec spojrza  na ni  i pokr ci  g ow . - To nic wa nego - powiedzia .

Wrzuci  prezent do b yszcz cego pojemnika na popió , który ciotka trzyma a razem z antycznym
piecem na drewno.

Wilks potrz sn  g ow . Znów by  w sali gimnastycznej Jezu. Niektóre z tych starych ta m

pami ci by y tak trudne do wymazania. Popatrzy  na ch opca.

- Hej, ch opcze. Nie wy wiczysz sobie  adnych mi ni, je li b dziesz tak siedzia  na ty ku.

Malec spojrza  na niego niczym przestraszony ptak.

- Podejd  tu. Poka  ci jak dzia a ta maszyna.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Nie by o to wiele, ale przynajmniej tyle móg  ch opcu ofiarowa . Nikt nigdy  nie zrobi  dla

niego takiego gestu.

miech, który pojawi  si  na twarzy ch opca, wart by  miliony. A przecie  nic to Wilksa nie

kosztowa o.

ROZDZIA  2

Amy i starzec stali przed pokrytym odchodami obcych tunelem i odrzucali gruz. Wewn trz

panowa y g ste ciemno ci.

Stary cz owiek przeci gn  dr

 r

 po bia ych w osach i wspar  si  d oni  o dziewczynk .

Amy podnios a g ow  i u miechn a si  do niego. By a  adna, pomimo szarawej skóry i zniszczonego
ubrania. Jej nieco nerwowy u miech czyni  j  jeszcze m odsz .

- U ywaj  tuneli metra do poruszania si  po mie cie - powiedzia  m czyzna, staraj c si

mówi  jak najciszej. - Wszystko jest na miejscu, ale zmienione.

Post pili kilka kroków w g b. O wietlenie by o s abe, a d ugie cienie porusza y si  i ta czy y

na  cianach w ciszy.

Starzec mówi  dalej:
- To... to trudne do sprawdzenia, ale tunele wydaj  si

czy  w jednym centralnym punkcie,

jak szprychy ko a.

Ciemne, kleiste konstrukcje obcych otacza y ich ze wszystkich stron.  ciany by y obwieszone

ludzkimi szcz tkami -szkielety wisia y przewa nie na wyci gni tych ramionach, a wi kszo  czaszek
zwrócona by a w lewo. Widocznie z prawej strony znajdowa o si  co , co mog o by  kiedy  po-
wodem przera enia.

Amy przysun a si  do starego cz owieka.
- O ile tylko si  nie myl , potwory trzymaj  si  jednego terytorium, a potem przechodz  do

nast pnego. Nasz obóz jest niedaleko.

Po

 dr

 d

 na ramieniu dziewczynki.

- Obcy s  o kilka kilometrów st d, tak przynajmniej mi si  wydaje, wiec jeste my bezpieczni.
- Mam nadziej ,  e tak jest - odezwa a si  Amy - ale nie wiem, czy mo emy by  ca kiem

spokojni. M czyzna kiwn  g ow .

- S  jeszcze ci, którzy czuj  si  spowinowaceni i poluj  dla obcych na powierzchni. Tu, na

dole, mo emy si  ich nie obawia .

Szli w g b tunelu, a  mier  otacza a ich swym niesamowitym tchnieniem. Oboje ci ko dyszeli

. Po minucie zatrzymali si , a starzec znów zacz  mówi  belferskim tonem.

- Teraz jeste my ju  niedaleko od centrum, niedaleko osi tego diabelskiego ko a. Dlatego jest

tu wi cej szcz tków. Nie wolno nam i  ani o krok dalej.

Amy wstrz sn  przenikliwy dreszcz.
- Czy mo emy ju  st d i , Wujaszku? To nie najlepiej wygl da.

czyzna rozejrza  si  wokó  z obaw , a potem u miechn  si  do dziecka.

- Dobrze. Chod my na wcze niejszy obiad. Zawrócili, a Wujaszek pozwoli  Amy prowadzi .
- Wiesz, powinienem... - zacz , gdy nagle z ciemnej  ciany wychyn a d

 i chwyci a go za

kolano. Amy wyrwa  si  cienki, przenikliwy okrzyk. Starzec upad .

W ciemno ci rozleg  si  inny g os.
- Cholera, o cholera!
W polu widzenia pojawi  si  biegn cy m ody cz owiek.
- Paul! - rykn  stary cz owiek . - Zabierz to, zabierz!

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Paul podniós  w gór  ma  latark . Jedna z ofiar obcych wisia a na  cianie bliska  mierci. Tym

razem by a to kobieta, chocia  bardziej przypomina a zwierz . Jej oczy wype nia o szale stwo.
Trzyma a mocno nog  starca.

- Wujaszku - szepn a Amy, a pier  unios a jej si  w t umionym szlochu. Po chwili zacz a

aka .

Paul i starzec bili kobiet  pi ciami po r ce, ale ta nie zwalnia a chwytu. Jej twarz by a

opuchni ta i prawie czarna. Paul spojrza  w kierunku, z którego przed chwil  przysz a Amy z
Wujaszkiem. Gdzie  tam, daleko, s ycha  by o klekocz ce d wi ki.

- S uchajcie - wyszepta a kobieta krwawi cymi ustami. - Jestem matk ...
Paul wsta  z kl czek i kopn  j  w r

. Nadgarstek p

 z trzaskiem i .stary m czyzna

uwolniony z uchwytu odczo ga  si  od umieraj cej ofiary potworów. Zdawa o si ,  e nic nie
zauwa

a, jakby w ogóle nie czu a bólu.

Starzec wsta , chwyci  Amy za r

 i razem szybko oddalili si  od oszala ej kobiety.

Ta zamkn a okropne oczy i wyszepta a zachrypni tym g osem:
- Szybko... umrze  jak najszybciej.
Przera enie malowa o si  na wszystkich twarzach ofiar, które mijali wracaj c do obozu.

Ostatnie s owa szalonej dotar y do nich jak odleg e echo.

- Paul? - odezwa  si  stary m czyzna. M ody skin  g ow .
- Zajm  si  tym.
Wyci gn  zza pasa nó . Promie  md ego  wiat a b ysn  na ostrzu. Zawróci  w g b tunelu...

Obraz na ekranie znieruchomia . Billie zacisn a d onie na brzegu fotela tak mocno,  e gdy chcia a
po chwili wyprostowa  palce, ko ci g

no trzasn y w stawach. Potrz sa a przez chwil  g ow , nie

zdaj c sobie sprawy,  e to robi. Chcia a strz sn  z siebie ca y ból Amy, swój ból...

Siedzia a sama w g ównej sa i  czno ci Stacji. Technik poszed  w

nie na obiad.

- Nigdy wi cej - szepn a do siebie.
Czu a si  jak ma a dziewczynka. Jej dzieci stwo na Rim, ze wszystkimi ucieczkami i

ukrywaniem si , jeszcze nigdy nie wydawa o jej si  bli sze ni  teraz. Wszyscy odeszli, krzycz c z
oddali przera onym g osem ludzi przeznaczonych na zjedzenie przez obcych. Potok wspomnie
uderzy  w ni  z ca  moc : kuca a w przewodzie wentylacyjnym, kiedy t usty m czyzna z
krwawi cymi uszami wy  ze strachu i bólu o kilka metrów od niej; odg os strza ów w  rodku nocy;
krew rozbryzgana po mrocznej sali; i ci

y strach, ci

a bezsilno  i pewno ,  e w ko cu zostanie

odnaleziona przez potwory. Potem b dzie zjedzona. Albo jeszcze gorzej.
Lecz Amy  yje! Jest kilka lat starsza i ci gle  yje.

Technik, starszy m czyzna o nazwisku Boyd, wspomnia  jej,  e ci gle odbieraj  nieliczne

przekazy z Ziemi.

- W wi kszo ci jest to jakie  religijne gówno - mrukn  drapi c si  za uchem.
-  adnego przekazu od pewnej rodziny? - spyta a wtedy Billie, nie spodziewaj c si  us ysze

niczego dobrego. To musia by by  cud...

- A, tak. Przychodz  na ró nych kana ach, jak przypadkowe sygna y. Dziewczyna i jej wuj,

jeszcze par  innych osób. Smutne.

Boyd wzruszy  ramionami i poszed  je , ostrzegaj c j ,  eby niczego nie dotyka a zanim nie

wróci. Billie u wiadomi a sobie,  e stary technik jest pewny, i  nic ju  w

ciwie nie mo na dla

tamtych uczyni . Z wyj tkiem... Ripley. Mo e jej plan, jaki by nie by , móg by ocali  Amy. To samo
dziecko, teraz ju  nieco starsze, widzia a w starym przekazie, na który natkn li si  w tej ob kanej
bazie wojskowej. Amy.

Billie wci gn a g boko powietrze i wypu ci a je bardzo powoli. Zobaczy a siebie w obrazie

tej ma ej dziewczynki na Ziemi. Zrobi wszystko,  eby j  uratowa . Wszystko.

Billie spó ni a si  kilka minut do Czterech  agli, bez w tpienia najbardziej obskurnego baru w

Stacji i oczywi cie jedynego, do którego chodzi  Wilks. Knajpa by a ma a i mroczna. Pijacy i

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

odurzeni chemikaliami osobnicy siedzieli przy okr

ych sto ach otaczaj cych male ki bar przy

cianie. Zgodnie z programem wywieszonym na  cianie, mia y si  tu pó niej odbywa  ta ce

erotyczne. Pary i trójki t oczy y si  ju  na podwy szeniu, przygotowuj c si  do wyst pu.

Billie spostrzeg a Ripley siedz

 przy stoliku stoj cym w rogu. Przed ni  na zachlapanym

jakim  p ynem blacie, sta o kilka szklanek.

- Wilksa jeszcze nie ma - powiedzia a Rip ey i nala a blado pomara czowego p ynu do jednej

ze szklanek. - Napijesz si ?

- Tak, dzi ki.
Billie wzi a szklank . Prze kn a po ow  zawarto ci jeszcze zanim usiad a. Ripley unios a

brew.

- Ci ki dzie ?
- Moja przesz

 mnie dopad a. Na Ziemi jest rodzina, która wysy a przekazy. Po raz

pierwszy widzia am ich na planetoidzie Spearsa. W tej rodzinie jest ma a dziewczynka, teraz ma
mo e dwana cie, mo e trzyna cie lat. Patrzenie na te przekazy... - przerwa a i poci gn a ze szklanki
-jest bardzo przygn biaj ce.

- Czy to Amy?
Billie zaskoczona podnios a wzrok.
- Widzia am j  kilka dni temu. - wyja ni a Ripley. - Znasz j ? Billie pokr ci a przecz co g ow
- Chocia  czuj , jakbym j  zna a od dawna.
- Tak, rozumiem. Amy, tak mia a na imi  równie  moja córeczka.
Do baru wszed  Wilks, skin  barmanowi i podszed  do ich stolika.
- Przepraszam, spó ni em si  - powiedzia . -Trenowa em. My

,  e straci em poczucie czasu.

miechn  si  i usiad . Nala  sobie trunku do szklanki.

Billie zauwa

a,  e by  bardziej zrelaksowany ni  zwykle, jego poznaczona bliznami twarz

wydawa a si  by  ca kiem odpr ona.

- Cze , Ripley.
Ripley pochyli a si  ku niemu.
- Potrzebujemy twojej pomocy, Wilks - powiedzia a. - Nie ma sensu owija  w bawe

,  nisz o

obcych?

- To nie wszystkim si

ni ?

- Nie w formie koszmarów - odezwa a si  spokojnie Billie. - Nie jako sygna y, przekazy.

Wiadomo ci od matki obcych, przewodniczki królowych. Ona... ona jest gdzie  w ciemnym miejscu,
w grocie lub czym  takim. I pragnie. Czeka. Nawo uje.

Billie przymkn a oczy.
- Zbli a si , a potem mówi. Mówi,  e ci  kocha i chce by  z tob . Wr cz czujesz, jak jej

pragnienia p yn  falami do ciebie...

Otworzy a oczy. Ripley kiwn a g ow , lecz wzrok Wilksa by  pe en sceptycyzmu.
- Mo e co  zjad

...?

- S uchaj, Wilks. Pami tasz ten statek kierowany przez roboty? Pami tasz sny, jakie tam

mia am?

- Tak, pami tam - kiwn  g ow .
Wtedy Billie czu a instynktownie,  e obcy s  na statku, chocia  w  aden sposób nie mog a o

tym wiedzie . Jej sen uratowa  im  ycie.

- Wi c czego ode mnie chcecie?
-  eby  dowiedzia  si  kto ma sny o matce obcych - powiedzia a Rip ey - Mia am je przez jaki

czas, ale potem urwa y si . Je eli s  one czym  w rodzaju transmisji, b dziemy mogli je wykorzysta .
Musimy wiedzie  czy kto  jeszcze  ni w ten sposób. Musimy mie  pewno . Macie jakie  pomys y?

Wilks popatrzy  w g b szklanki.
- Mo e - mrukn . - Mog  popyta  ludzi, których znam. Uwa acie,  e to co  da?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Sama jeszcze nie wiem - stwierdzi a Ripley. - Ale mo e co  z tego wyjdzie. Wilks wzruszy

ramionami.

- Pieprzy  to, ale i tak nie ma tu zbyt wiele do roboty na tej cholernej skale upa kanej

plastikiem. Do diab a, popytam tu i tam.

Wys czy  trunek do dna i wsta .
- Spotkamy si  jutro o 9.00 w pokoju konferencyjnym B2.
Ripley u miechn a si  do Billie i z ulg  wypu ci a powietrze z p uc. Amy ci gle by a na Ziemi

w jakiej  kryjówce i prawdopodobnie nic nie mo na by o dla niej uczyni . Ale mo na w ko cu co
zacz  robi .

Salk  konferencyjn  udost pniano w

ciwie tylko wojskowym, lecz by a tak ma a i tak rzadko

ywana,  e Wilks nie mia  k opotu z uzyskaniem pozwolenia na wej cie do niej. Billie i Ripley sta y

po jego bokach naprzeciw ma ego komputera. Naciska  klawisze i jednocze nie mówi :

- Ostatniego wieczoru spotka em star  przyjació

, Leslie Elliot. Zwykle wychodzi a z

facetem, którego szkoli em, a  do chwili, gdy stwierdzi a,  e jej iloraz inteligencji jest wy szy o
prawie 50 punktów. Jest bardzo dobr  w amywaczk  komputerow , ale teraz robi tylko czarn
robot  wprowadzania danych. My

,  e nie odmówi nam pomocy... nawet si  zadeklarowa a.

Czekajcie, to jest to.

Dane zacz y przewija  si  przez ekran. Nazwiska, daty, miejsca. Potem pojawi y si  obrazy.

Quincy Gaunt, dr/ Obiekt: Nancy Zetter. Obraz by  marnej jako ci i przedstawia  dwoje ludzi
siedz cych w biurowym pokoju. Kobieta opowiada a:

- Potem podesz a do mnie i us ysza am jej g os. Mówi a,  e zaopiekuje si  mn . Powiedzia a:

"Kocham ci ".

Atrakcyjna, m oda kobieta potrz sn a g ow  z obrzydzeniem.
- To, co mówi a, by o okropne.
- Czy na tym si  sko czy o? - spyta  lekarz, szczup y, m ody m czyzna o oboj tnym wyrazie

twarzy.

- Tak. Z wyj tkiem tego,  e to wci  trwa - powiedzia a kobieta. - Ja co noc  ni ...
Wilks przycisn  klawisz. Wi cej nazwisk przesun o si  po ekranie, kolejne pokoje, kolejne

osoby. Dobrze zbudowany, m ody m czyzna kr ci  si  niespokojnie w fotelu, a starszy od niego
lekarz przygl da  mu si  uwa nie.

- To by o jak... nie wiem... ona mnie pragn a - wyrzuci  z siebie m odzieniec.
- Seksualnie? M czyzna poczerwienia .
- Nie, nie ca kiem. Tak jako ... cholera, nie wiem. Jakby by a moj  matk , czy kim  w tym

rodzaju.

- Czy miewasz sny o swojej matce? - Lekarz pochyli  si  do przodu w oczekiwaniu.
Wilks ponownie nacisn  klawisz. Doktor Torchin rozmawia  z kobiet  - porucznikiem Adcox.
- ...i odczu

 jakby wo anie,  eby  z ni  zosta a-zastanowi  si  lekarz. - Interesuj ce. Wilks

dotyka  delikatnie klawiatury.

- ...to jest powracaj cy ci gle sen...
- ...kocha mnie, pragnie...
- ...mówisz,  e potwór prosi ci  o znalezienie...
- ...chce,  ebym znalaz a dla niej...
- ...wo a mnie...
Wilks wcisn  klawisz pauzy i popatrzy  na stoj ce obok dwie kobiety.
- Ilu? - spyta a Billie. Poczu a nag  sucho  w gardle.
- Nie jestem pewny, ale Les dotar a do danych z jednego tygodnia. Psychiatrów odwiedzi o

trzydzie ci siedem osób.

- A jest jeszcze wielu, którzy nigdy nie pójd  do psychiatry - odezwa a si  Ripley. Umilk a

zamy lona.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Dobra robota, Wilks - powiedzia a po chwili.
- Dok d nas to, do diab a, zaprowadzi? - spyta  Wilks i odchyli  si  w fotelu. - Co to wszystko

oznacza?

-  e królowa matka pragnie swych dzieci - odpowiedzia a Ripley. - Nie wiem, dlaczego tak

jest, ale jest. Sygna y s  przeznaczone dla nich. Robotnice nie s  wystarczaj co inteligentne by
za adowa  si  na statki i odlecie  do domu, ale gdyby my tak j  odnale li i przewie li na Ziemi ...

- Mog yby odej  wraz z ni  - powiedzia a Billie.
- Ujmuj c to najpro ciej: ta królowa królowych jest w innym systemie gwiezdnym, tak?

Chryste, znaczy to,  e przekazy odbywaj  si  z pr dko ci  wi ksz  ni  pr dko

wiat a. Jak, w ród

jakich  pieprzonych woodoo.

- A je eli to prawda? - spyta a Billie. - Co powiesz, je eli jaka  superkrólowa potrafi

przekazywa  na takie odleg

ci? Pomy l lepiej, co si  stanie, gdy zjawi si  tutaj.

- Pójd  za ni  jak lemingi - powiedzia a Ripley. - Po cz  si  razem w wielkim pochodzie.

Ka de z nich.

Wilks nie mia  naj wiatlejszego umys u, ale b yskawicznie dostrzeg  mo liwo ci tego

scenariusza. Kiedy si  odezwa , jego g os by  cichy, ale pe en przekonania:

- Mogliby my poczeka , a  si  zbior  do kupy, a potem przy pomocy  adunków nuklearnych

wys

 je do diab a.

Popatrzy  na ekran komputera, gdzie twarz pacjentki z ciemnymi obwódkami wokó  oczu

zosta a zamro ona przez stop-klatk . Przyjemne marzenie, lecz wydawa o si ,  e takim pozostanie.
Cofn  si  my

 do swego pierwszego kontaktu z obcymi, jak e dawno to by o. Przesun y mu si

przed oczami wspomnienia przesz

ci: uwolnienie Billie z o rodka psychiatrycznego, nowe

przej cia u jej boku, nowe wysi ki, by zniszczy  obcych, którzy im zagra ali - im i ludzko ci. G ówny
cel zna , lecz Wilks by  bardzo praktycznym cz owiekiem.

- Sk d masz pewno ,  e tak si  stanie? - spyta  Ripley.
- Nie jestem pewna - pokr ci a g ow . - Przynajmniej nie w sposób, który da by si  wyja ni

czy zmierzy .

- Ale wierzysz,  e wszystkie te psychiczne brednie znacz  dok adnie to, o czym tutaj mówimy?

Oznacza to dla ciebie,  e istnieje gdzie  jaka  supermamu ka, która mog aby zmusi  te wszystkie
skurwysyny do opuszczenia Ziemi?

- Tak, w to w

nie wierz .

Wilks ponownie wpatrzy  si  w ekran. Billie mog a co  powiedzie  o obcych na statku, który

ukradli wspólnie z Buellerem. On te  mia  w asne przeczucia, które uratowa y mu niejednokrotnie
dup . Nie by  zbyt religijny, nie wierzy  te  w ró ne brednie psychologów, nie musisz by
chemikiem, by rozpali  ogie . Pragmatyzm by  jego sposobem na  ycie i do diab a z
teoretyzowaniem. Je eli Billie mog a widzie  we  nie prawd , mogli to robi  i inni. To ma jaki  sens.

- Dobra. Przypu my,  e ten scenariusz zacznie dzia

 - odezwa  si  po chwili milczenia. -

Warto by sprawdzi  nieco wi cej szczegó ów. Je eli macie racj , to mamy w gar ci wielki m ot,
którego mo emy u

 przeciwko tym dupkom. Chc  popracowa  z wami i przekona  si , dok d nas

to zaprowadzi. Id  porozmawia  z przyjació mi.

- Je eli nie masz nic przeciwko temu, pójd  z tob  - zaproponowa a Ripley. -    Billie? Gdyby

mog a przekopa  si  przez te zbiory i wyci gn  nazwiska personelu wojskowego...

Billie wyj a z czytnika metalowy kr ek z zapisem informacji i schowa a go do kieszeni.
Ripley wyszczerzy a z by w szerokim, szczerym u miechu.
-  wietnie. Nie spotkaliby my si  wieczorem i porozmawiali o tym, co uda o nam si  znale ?

Billie posz a szybko do swojej kwatery. Jak to dobrze by  znów w akcji. Poza tym wiadomo ,

e inni te  maj  koszmarne sny, równie  poprawi a jej humor. Nie czu a si  ju  tak osamotniona. Ta

Ripley to silna kobieta, przywódczyni.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Skr ci a za róg i niemal biegiem zbli

a si  do robotechnika naprawiaj cego panel

wietleniowy. Zatrzyma a si  na chwil  i uwa nie przyjrza a robotowi. By a to prosta maszyna,

przystosowana jedynie do kilku nieskomplikowanych zada . Z grubsza ludzkiego kszta tu, oko o
dwóch metrów wysoka; krótko mówi c - metalowa skrzynka na dwóch nogach i o dwóch r kach.

Robot w niczym nie przypomina  androida, który  atwo móg  uchodzi  za cz owieka...
Billie nagle znalaz a si  na granicy p aczu. Mitch. Co te  si  z nim sta o, jaki los spotka  jej

sztucznego kochanka. Ow adn y ni  mieszane uczucia: z

,  e nie powiedzia  jej prawdy, obawa i

wreszcie smutek. By a te

, któr  po raz pierwszy odczu a, gdy zobaczy a go zreperowanego

na planetoidzie Spearsa, kiedy ujrza a jego pi kne cia o przytwierdzone do okropnych metalowych
nóg. Wygl da y zupe nie jak ko czyny robota, który teraz sta  przed ni . Kiedy w ko cu zrozumia a
sam  siebie, by o ju  za pó no - ona i Wilks byli ju  w przestrzeni kosmicznej, uciekli z bitwy, która
rozgorza a na planetoidzie. Mitch na niej pozosta . Ostatni raz zobaczy a go podczas transmisji
przekazanej na ich statek. Prawda by a taka,  e czymkolwiek - kimkolwiek? - by  Mitch, okaza  si
najlepsz  osob  jak  kiedykolwiek zna a. I na dodatek kocha a go.

Có , to pieprzone  ycie by o okrutnie niesprawiedliwe. By a to twarda rzeczywisto  i Billie

zbyt wiele razy si  o tym przekona a, by teraz p aka . Sp

 ca e lata w szpitalu, a z pewno ci

nauczysz si  podchodzi  do  ycia bez zb dnych emocji.

Otar a  zy z twarzy. P acz niczego przecie  nie zmieni. W swych podró ach z Wilksem

nauczy a si  jeszcze jednego: najlepsz  metod  dzia ania, by sprawy sz y jak nale y, jest zaj cie si
nimi samemu. Je eli chcesz kopn  kogo  w dup , najlepiej u yj w asnych butów. Tak trzeba
zajmowa  si  w asnymi sprawami. Siedzenie i narzekanie w niczym ci nie pomog .

Ripley o tym wiedzia a. Mia a plan. Jaki on by , to nie mia o znaczenia. Wa ne,  e istnia . A

je eli istnia a najmniejsza nawet szansa,  e si  powiedzie, Billie chcia a przy

 sw  r

 do

zniszczenia obcych. Za to wszystko, co zrobili.

Chcia a  mia  si  nad ich grobem.

ROZDZIA  3

Ripley potar a skronie i lekko zmarszczy a czo o.
- Problemy? - szepn  Wilks.
Nie chcia  przeszkadza  rozmow  kobiecie, która siedzia a przy komputerze kilka metrów od

nich.

- Ból g owy - odpowiedzia a. - Ostatnio cz sto je miewam.
Jeszcze chwil  pomasowa a skronie i rozejrza a si  po ma ym pokoju. Gustowne malowid a i

fotografie zdawa y si  nie pasowa  do taniego, plastikowego wyko czenia tego mikroskopijnego
pomieszczenia.

Technik, Leslie Elliot, zgodzi a si  im pomóc, wykorzystuj c na odszukanie potrzebnych

informacji sw  przerw  obiadow . Siedzieli w

nie w jej kwaterze i przygl dali si  jak pracuje. By a

to  adna, nieco zbyt mocno umi niona kobieta o mi ym u miechu i kasztanowych w osach, które
nosi a splecione w mnóstwo cienkich warkoczyków. Ripley zastanawia a si , co  czy o j  z
Wilksem...

- Mo e powinna  powstrzyma  go jakimi  prochami - powiedzia  Wilks, przerywaj c jej my li.
Popatrzy a na niego pustym wzrokiem.
- Twój ból g owy.
-  Aha.  Nie.  W  porz dku.  Poza  tym,  nie  bior   leków.  Wi kszo   problemów  staram  si   sama

rozwi zywa .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilks chcia  jeszcze co  powiedzie , ale w tym momencie Leslie odwróci a si  wraz z fotelem i

miechn a si  szelmowsko.

- Jeste  moim d

nikiem, sier ancie - powiedzia a.

- Znalaz

 co .

miech Leslie sta  si  jeszcze szerszy.

- Kopalni  z ota, oto co znalaz am. Po prostu trzeba zada  w

ciwe pytanie. Poczekajcie

sekund . Musimy to zabezpieczy  tam, gdzie nikt si  nie dostanie.

Ripley u miechn a si  do Wilksa.
- Mo e nie jeste  ca kiem szalona - odezwa  si  sier ant.

Szli w stron  kwatery Ripley. Metaliczny zapach powietrza wydawa  si  szczególnie intensywny w
tym w

nie korytarzu. By  tak mocny,  e móg by by  w

ciwie smakiem.

Wilks my la  o rozmowie, jak  przeprowadzili z Les.
- Tylko niektórzy ze  ni cych odznaczaj  si

cis ymi umys ami - powiedzia a Leslie - No,

wiecie, matematyczne g owy z bardziej rozwini

 lew  pó kul . Faceci tacy jak ty, sier ancie, bez

wybuja ej wyobra ni.

- Pieprzy  ci .
- Wiem,  e chcia by . Hmm, wró my do sprawy. Mo emy zatem u ci li  dane przy kre leniu

naszej mapy. Gdyby cie powiedzieli mi, czego szukali cie ostatniej nocy, zaoszcz dzi oby to wam
wiele pracy.

- Faktycznie - stwierdzi a Ripley - szybciej to znajdziemy, gdy popracujemy razem.
Jednak w ko cu mieli nazwiska ludzi, którzy potrafili opisa  planet  obcych. Zaledwie sze

osób. Podane przez nich szczegó y nie by y precyzyjne, ale Leslie mia a mapy znanych systemów i
zdo

a okre li  kilka mo liwych lokalizacji. Ripley twierdzi a,  e mogliby u ci li  po

enie, gdyby

uda o im si  porozmawia  z wybran  szóstk .

Ten telepatyczno-empatyczny chaos wydawa  si  by  kuglarsk  sztuczk , ale musieli si  przez

to przedrze . Wilks ci gle chcia  wzi  udzia  w akcji, je eli tylko do niej dojdzie. Niesamowite, lecz
to by o to.

- My la em,  e roznie li my t  planet  w py ,  e znikn a z przestrzeni - powiedzia  Wilks. -

Spu ci em na ni  po czone ze sob

adunki j drowe, które powinny przynajmniej wysterylizowa  t

pieprzon  planet .

- Niewa ne - stwierdzi a Ripley - One rozmna aj  si  gdziekolwiek si  znajd , a opanowana

planeta jest opanowan  planet .

- No, tak. Ale ta jedna, gdziekolwiek jest, wydaje si  by  j drem wszystkiego. Ciekawe jak

wiele miejsc jest zara onych...

Wilks przypomnia  sobie rozmow  ze starym 

nierzem w barze. Sapn  cicho.

- Co jest? - spyta a Ripley.
- Có . Kilka dni po przybyciu tu razem z Billie, spotka em w barze starego i bardzo pijanego

cz owieka. Nazywa  si  Crane. By  kiedy

nierzem. Chcia  kupi  za drinka jakikolwiek mundur.

Be kota  o wojennej chwale, martwych 

nierzach i takie tam brednie. Nie zwraca em na to

wi kszej uwagi, dopóki nie zacz  mówi  o obcych. Nazwa  je zabawkami wojny. Powiedzia ,  e s
zbyt doskona e by by  naturalne.

Ripley spojrza a na Wilks z nag ym zainteresowaniem.
- Interesuj ce - powiedzia a. - Mo liwo  szybkiej reprodukcji, krew w formie kwasu, odporne

na pró ni . Gdyby by y sztucznym tworem, wyja nia oby to wiele zagadek.

Wilks skin  g ow .
- Warto o tym pomy le . Oczywi cie pojawiaj  si  kolejne, gorsze pytania: Kto zaprojektowa

te pieprzone potwory? Dlaczego? Jakie s  zamiary tego artysty?

Zatrzymali si  przed drzwiami pokoju Ripley.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Z api  was pó niej, ciebie i Billie. Mam par  rzeczy do sprawdzenia.

Ripley zamkn a drzwi i pomy la a o teorii, jak  zbudowa  Wilks na podstawie jednego zdania

starego pijaka. Wojenne zabawki? Co za pomylony gatunek móg  stworzy  taki projekt, do jakiej
wojny prowadzi y te przygotowania?

Wróci  jej ból g owy.
Rozleg o si  pukanie do drzwi.
- Prosz .
Billie wesz a i rozejrza a si  po go ych  cianach pokoju: surowy i praktyczny, jak jego

mieszkanka, która w

nie podnios a wzrok znad klawiatury. Wygl da a na zm czon .

- Cze , Billie - powiedzia a. - Masz co ?
- Osiemnastk  wojskowych, oko o po owy z do wiadczeniem w walkach - odpowiedzia a.
Pochyli a si  i opar a o stolik. Sama te  by a bardzo zm czona.
- Dobrze. Wilks i ja dostali my troch  danych od jego przyjació ki-w amywa-  czki. Mo emy

wi c zaczyna . Pewne podstawowe informacje musimy jeszcze sprawdzi , a potem zdoby
transport. Im szybciej, tym lepiej.

Billie u miechn a si  na t  niewzruszon  pewno  siebie, bij

 ze s ów Ripley. To musi by

wspania e uczucie, tak panowa  nad sob .

- Nie pytam z czystej ciekawo ci - odezwa a si  - ale na jaki pomys  wpadli cie?
Ripley wsta a z fotela i nagle wyraz jej twarzy si  zmieni . By  wyra nie oznak  strapienia.
- Pami tasz, mówi am ci,  e mia am córk ?
Billie skin a g ow . |
- Mia a na imi  Amanda. Mia a niewiele lat, kiedy zacz am pracowa  na Nostromo.

Obieca am,  e wróc  na jej urodziny. Nie zrobi am tego.

Billie znów kiwn a g ow . Wiedzia a, co si  sta o. Ripley sp dzi a ca e dziesi ciolecia w

bokim u pieniu - by o o tym w starych zapisach i ka dy je zna . Szcz liwym trafem znaleziono j ,

kiedy dryfowa a w  miertelnej pustce. Billie by a ciekawa jak to jest, gdy zostawia si  dziecko, a po
powrocie okazuje si ,  e to male stwo zmar o w

nie jako stara kobieta. Córka starsza ni  babka.

Okropno .

- Lec c tutaj mnóstwo my la am o niej, o jej ca ym  yciu, które przemkn o, podczas gdy ja

spa am. Spa am i  ni am o innej matce, która chce, by jej dzieci do niej wróci y.

Ripley pokr ci a g ow  i u miechn a si  nagle, cho  w jej twarzy nie by o weso

ci.

- Dziwne porównanie. Ja i ten potworny stwór pragniemy w

ciwie tego samego.

Billie wiedzia a,  e musi co  zrobi , jaki  gest, cokolwiek. Z wahaniem wyci gn a r

 i

dotkn a d oni Ripley.

- Przykro mi - powiedzia a.
- Nie ma sprawy - Ripley cofn a r

 nie przyjmuj c wspó czucia. - Po prostu, kocha am moj

córeczk  i straci am j . Winna tego jest ta... ta rzecz. To ona mi j  zabra a.

Popatrzy a na Billie wzrokiem pe nym z

ci.

- Mój pomys  nie wzi  si  z ch ci uratowania kogokolwiek, nie z wielkiej mi

ci do ludzi. Ja

zwyczajnie nienawidz  jej i jej pieprzonego potomstwa i chc  zniszczy  je wszystkie.

Wci gn a g boko powietrze i spu ci a wzrok. Wzruszy a ramionami.
- Do  historii. Mamy wiele do zrobienia.
Billie ciekawa by a, ile lat mia o dziecko. Mo e by o w wieku Amy? Co  wspólnego tkwi o w

ca ej ich trójce: Ripley, Billie, królowej obcych. Pragn y powrotu swych dzieci... Nie, Amy nie by a
jej córk . To tylko twarz na ekranie monitora. Och, nie wolno jej my le  w ten sposób.

Billie przesun a fotel na drug  stron  sto u i usiad a obok Ripley. B dzie jeszcze czas na

zastanawianie si  nad motywami dzia ania. Teraz - tu Ripley znów mia a racj  - mia y du o pracy. Po

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

dwóch tygodniach w óczenia si  po bazie, nie wydawa o si  to z ym pomys em. Jakiekolwiek
dzia anie zawsze by o dla niej lepsze ni  nie robienie niczego.

ROZDZIA  4

Sier ant Kegan Bako by  dziesi  lat m odszy od Wilksa, a wygl da  na jeszcze m odszego.

Mia  dzieci

 twarz i jasn  karnacj . Wilks zastanawia  si  czy musi goli  si  codziennie by

utrzyma  twarz zgodn  z wojskowymi standardami.

Dwaj m czy ni w biurze Bako siedzieli przedzieleni biurkiem, którego powierzchnie

pokrywa y papierki po cukierkach i plastikowe torebki po jedzeniu. Ma y pokój by  duszny, a w
powietrzu unosi  si  zapach sosu sojowego.

- Jeste  pewny,  e nie chcesz nic z tych drobiazgów? To lepsze ni  gówno w sto ówce.
Bako manewrowa  ko o ust bambusowymi pa eczkami. Co najmniej po owa sma onego

makaronu wy lizgiwa a spomi dzy nich.

- Dzi kuj , w

nie zjad em troch  sto ówkowego gówna.

- Niedobrze. Co ci  tu sprowadza? Nie mów,  e chcesz rewan u.
- Dlaczego nie, w ostatnim tygodniu si  zbytnio nie przem cza

.

Wilks spotka  tego m odego cz owieka w sali gimnastycznej, szuka  partnera do gry w pi

.

Zagrali ze sob  kilka razy i chocia  Bako jak dot d nie wygra  ani razu, to by  niez ym zawodnikiem
i okaza  si  dobrym kumplem.

- Tak naprawd , to chc  co  sprawdzi . Z kim mam rozmawia  na temat transportu?
Bako prze kn  porcj  klusek i u miechn  si  szeroko.
- Dobry Bo e.  artujesz, prawda?
- Za

my,  e chcia bym przewie  eee... bro , która mo e zniszczy  wszystkie potwory na

Ziemi. Czy wtedy dosta bym statek?

- Jak  bro ?
- Hipotetyczn .
Bako zab bni  pa eczkami o blat biurka.
- Có , przede wszystkim musia by  udowodni  warto  tej broni, a nie tworzy  hipotez na jej

temat. Pokaza  to genera owi Petersowi, a mo e Davisonowi, uzyska  ich zgod  i znale
ochotników do za ogi. Na koniec wype ni  par  formularzy.

Bako nabra  nast pn  porcj  makaronu.
- Powinienem ci te  powiedzie ,  e b dziesz musia  mie  diabelnie du o czasu, nawet maj c

mocne poparcie.

- Dlaczego?
- W ci gu ostatnich czterech miesi cy by y trzy próby dostania si  na Ziemi  i z Ziemi. Trzy

oficjalne próby, je eli wiesz, co mam na my li.

Wilks kiwn  g ow . Oznacza o to,  e w innych czasach nikt nie chcia by o tym rozmawia .
- Pierwszy statek wróci  z tuzinem nowych cywilów, ale czwórka komandosów by a martwa

lub zagin a, tak samo jak o mioosobowa za oga. Z drugiego stracili my niemal wszystkich ludzi i
organizowali my dodatkow  wypraw  by uratowa , tych co prze yli.

- A trzeci?
- Nie wróci . Wygl da na to,  e obcy sk

 wiedz ,  e nadlatuje statek i czekaj  na niego. A

my nie mo emy sobie pozwoli  na utracenie nawet drobnego sprz tu. Miejscowe wytwórnie nie s
tym, czym by y kiedy . Niektóre ze statków s  tutaj, wi kszo  daleko st d i nikt nie wie, gdzie.

Bako po

 pa eczki na blacie i popatrzy  na Wilksa.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Planowana jest kolejna misja. Wiesz  e te d ciaki nie lubi  by  kopane w dup , chocia  nie

ode mnie to us ysza

, rozumiesz? Moje zdanie jest takie: przeznaczanie statku dla ratowania

czegokolwiek nie ma obecnie najwy szego priorytetu. Nawet ca kowity rupie  ma teraz cen  wy sz
ni  diamenty.

A Wilks chcia  mie  w pe ni wyposa ony statek gwiezdny, który móg by polecie , Bóg wie

dok d poprzez galaktyk  i umo liwi  im porwanie matki wszystkich obcych. Mówi c hipotetycznie.

Kiwn  g ow  i wsta . U miechn  si  do sier anta o dzieci cej twarzy.
- Dzi ki, Niemowlaku. Pomog

 mi troch .

- Nie nazywaj mnie tak. Kort C, jutro o ósmej?
- Pewnie. Zwi

 sobie r ce za plecami,  eby  w ko cu wygra .

Bako wybuchn  g

nym  miechem, kiedy Wilks by  ju  przy wyj ciu, ale umilk  natychmiast,

gdy tylko drzwi si  zamkn y.

Dla Wilksa informacje Bako nie by y  adn  rewelacj . Gdyby chodzi o tylko o niego, po prostu

ama by si  w odpowiednie miejsce i zabra  statek. Robi  ju  tak i wiedzia  od czego zacz . Ale

nie by  teraz sam. Kto inny dowodzi . Ripley chcia a spróbowa  zorganizowa  wszystko legalnie, a
on zrobi  ju  co tylko móg . Je eli genera  nie zacznie  ni  o superkrólowej, wszelkie wysi ki b
diab a warte.

Drzwi otworzy a Charlene Adcox ubrana w bladozielone kimono lu no przewi zane w pasie.

By a niska i prawie ch opi co szczup a. G adko uczesane w osy i ostre rysy twarzy przydawa y jej
jeszcze m skiego wygl du. Billie poczu a zapach perfum. By  lekki, kwiatowy.

- Pani Adcox?
- Tak.
- Nazywam si  Billie. Czy mog yby my przez chwile porozmawia ?
- O czym? - Adcox u miechn a si  uprzejmie.

Billie wzi a g boki oddech.

- O pani snach - powiedzia a.
Kobieta st

a, potem ruszy a w g b pokoju.

miech znikn  z jej twarzy.

Billie wesz a. Pomieszczenie by o wi ksze ni  jej w asna klitka. Na  cianach wisia y japo skie

grafiki, wokó  sta y proste meble. Adcox podsun a Billie mat  do siedzenia, sama usiad a naprzeciw
na ma ym, niskim sto eczku.

- Jak zdoby

 moje nazwisko?

Billie zawaha a si . Zbiory bada  psychiatrycznych by y poufne, ale k amstwo mog o szybko

wyj  na jaw.

- Inni te  maj  takie same koszmary - powiedzia a - W amali my si  do zbiorów. Kobieta

kiwn a g ow .

- W porz dku.

oda pani porucznik wydawa a si  teraz bardziej odpr ona. Billie to rozumia a.

- Ilu? - spyta a Adcox.
- Nie potrafimy dok adnie okre li . Co najmniej pi dziesi cioro. Zawsze  ni  to samo.

dzimy,  e s  to przekazy, nie sny. Obcy s  telepatami, lub co  w tym rodzaju. To nie mo e by

przypadek.

Adcox zdoby a si  na s aby u miech.
- Tak, rzeczywi cie na to wygl da. Czego chcecie ode mnie?
Billie wyci gn a kr ek informacyjny z kieszeni.
- Mo e mi pani powiedzie , gdzie ona si  znajduje - powiedzia a. - Jest tutaj wiele opisów

mo liwych miejsc. Tylko kilka z nich wydaj  si  odpowiada  temu, co przedstawiaj  sny. Pani jest
jedn  z osób, które to widzia y. Prosz  zrozumie , chcemy j  odszuka .

Adcox zesztywnia a.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

-  eby j  zabi ?
- Tak. J  i jej dzieci.
Kobieta pochyli a si  i wyj a kr ek z r k Billie.
- Mów mi Char - powiedzia a z u miechem.

Ripley owin a r cznik wokó  szyi i naga pad a na 

ko. Wyci gn a swe d ugie cia o na

materacu, za

a r ce za g ow , a nogi roz

a swobodnie. Spotkanie z Johnem Chinem posz o

dobrze. By  architektem, jednym z tych  ni cych "o  cis ym umy le". Zgodzi  si  przejrze  jej map .
Nie by  to typ wojownika i osobi cie w tpi a,  eby zdecydowa  si  wyruszy  z nimi, kiedy przyjdzie
czas. Pomy la a jednak,  e wystarczaj co wielu 

nierzy zgodzi si  zaryzykowa ...

Zamkn a oczy. Nie chcia o jej si  spa , gor cy prysznic otworzy  w jej mózgu szufladk

medytacji. Ciekawe, jak posz o Billie z porucznik Adcox... ile lat ma Billie? Dwadzie cia trzy,
prawda?

W pa dzierniku, w roku, kiedy uko czy a dwadzie cia trzy lata, urodzi a pi kn , pulchn ,

male

 dziewczynk  Amand  Tei. Amy...

Ripley pozwoli a ponie  si  wspomnieniom.
- Ciiii, Amando. Moja ma a, s odka Amando.
Powtarza a s owa raz za razem jak delikatn , usypiaj

 mantr . Jak ko ysank  dla noworodka,

którego trzyma a w ramionach. Szpitalny pokój by  o wietlony przy mionym  wiat em, a ca e
wn trze pomalowano delikatnymi, pastelowymi kolorami. Male stwo jeszcze nie widzia o swego
ojca i nigdy go nie zobaczy. Ripley pocz a swe dziecko w klinice, co by o bezpieczniejsze i
wygodniejsze przy jej samotnym trybie  ycia. A teraz zosta a mamusi ...

Kiedy piel gniarka w

a jej male kie dziecko w ramiona, rozp aka a si . By o takie pi kne,

takie spokojne i ma e! Male kie paluszki i paznokcie, malutka g ówka z jedwabistymi, ciemnymi

oskami.

Poród mia a ci ki i d ugi, ale warto by o.
- Ciii, moje dzieci tko, moja s odka Amando - szepta a. Zastanawia o j , w jaki sposób mo e

przekaza  swej córeczce,  e kochaj  tak bardzo,  e kochaj  mi

ci  zdoln  przenosi  góry...

Nagle tu  przed ni  pojawi a si  m ska twarz, pomarszczona, mroczna. Zobaczy a

wyci gni te ku niej r ce...

* * *

Ripley krzykn a i z szeroko otwartymi oczami usiad a na 

ku. Okry a si  r cznikiem i

rozejrza a po pokoju. Nikogo. Ale ta twarz... To by ...

skie oblicze tkwi o w jej g owie, w jej  nie na jawie. I by  to...

- Bishop?
Potrz sn a g ow . Android, jeden z 

nierzy; dziesi tki lat po urodzeniu córki, d ugo po tym,

gdy nie wróci a na urodziny Amandy.

Sk d to si  wzi o? Bishop... Nie my la a o nim od d ugiego ju  czasu. Ostatni raz... kiedy

ciwie widzia a go ostatni raz...?

Nie zbyt dobrze. Jej w drówki w czasie dziwacznie si  splataj . Mo e wszystko jest w jaki

sposób powi zane. Westchn a, zak opotana i sfrustrowana niemo no ci  poznania w asnego
umys u. Mo e mimo wszystko jest zm czona... Wsta a i si gn a po ubranie. Nie chcia a d

ej by

naga.

ROZDZIA  5

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilks zapuka  do drzwi Leslie ma  butelk  burbona, któr  w

nie kupi .

- Chwileczk !
Us ysza  st umione odg osy zbli aj cych si  do drzwi kroków, potem odg os padaj cego cia a.
- Cholera!
Po chwili drzwi si  otworzy y. Leslie z zaczerwienion  twarz  pociera a prawe kolano. Tu  za

ni  le

o przewrócone krzes o.

- Wilks, ty dupku - powiedzia a Leslie.
Mia a na sobie obszerny czarny szlafrok, a na g owie turban z r cznika. Na jej smag ej skórze

perli  si  pot. Mimo s ów, jakie przed chwil  powiedzia a, by a u miechni ta.

- To dla mnie? - spyta a.
- Je eli jeste  zaj ta...
- To zale y.
- Chcia em ci podzi kowa  za pomoc. Pomy la em,  e mogliby my si  napi , je eli tylko nie

masz innych...

Leslie u miechn a si  do Wilksa i cofn a od drzwi.
- Zawsze by

 niezwykle subtelny - powiedzia a mi kko.

- Wejd , Dawidzie.
Billie siedzia a w niewygodnym plastikowym krze le i ogl da a obraz zrujnowanej Ziemi.

ycha  by o trzaski i gwizdy i dziewczyna zastanawia a si , jak to jest mo liwe, by tak stare

przekazy by y jeszcze nadawane. Od dawna nie reklamowa y si

adne firmy, czasem pojawia  si

jaki  dokumentalny program, czasem film fabularny. Programy nadawane by y w najró niejszych

zykach. Billie od czasu do czasu naciska a jaki  klawisz, szukaj c czego  rzeczywistego, czego  z

bie cych wydarze .

Czego  takiego jak Amy.
Obraz zatrzyma  si , a potem ekran sta  si  czarny. Nagle ukaza a si  m ska twarz -  redni

wiek, brutalne przystojne oblicze, ostry nos i mocne szcz ki oraz mroczne, przenikliwe oczy. Usta

czyzny by y mocno zaci ni te, tak mocno,  e w ich k cikach pojawi y si  g bokie bruzdy.

Nieruchome spojrzenie tego cz owieka utkwione by o prosto w kamer .
Co  by o takiego w tej twarzy, co przypomina o...?

- Oto jest wyznanie wiary - powiedzia  cz owiek z ekranu
- w nowego Chrystusa i w moc, któr  Ona posiad a.

os mia  g boki i zniewalaj cy.

"Spears - pomy la a Billie - jak Spears."
Kamera odjecha a w ty  i ukaza a m czyzn  stoj cego na ma ym podwy szeniu w niewielkim,

abo o wietlonym studio. By  wysoki i nosi  obcis y kombinezon, który podkre la  jego wyrobione

mi nie ramion i klatki piersiowej. U pasa zawieszony mia  d ugi sztylet.

- Jestem Carter Dane - powiedzia  - i widz  Prawd .
Billie us ysza a pomruk aprobaty pochodz cy spoza pola widzenia obiektywu kamery.
- Moc le y w moich d oniach. Bogini pokaza a mi w

ciw  drog .

Zacz  chodzi  tam i z powrotem.
- Bogini nie sieje strachu. Bogini nie przera a. Jeste my jej dzie mi, a Ona jest nasz  matk .

Nie jeste my jej godni.

Pomruk sta  si  g

niejszy.

Dane mówi  coraz pot

niejszym g osem.

- Kiedy rozpocz o si  oczyszczenie, by em pe en obaw.
Krzycza em ze strachu, litowa em si  nad sob . Ba em si  o w asne  ycie i  ycie otaczaj cej

mnie powszechnej s abo ci.

Przerwa  na chwil . Wygl da o to na celowy zabieg maj cy zwi kszy  dramatyzm

wypowiadanych s ów.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Jestem wart nie wi cej ni  kupa  ajna.

- O, tak - rozleg  si  ryk niewidocznego audytorium.

- Bezu yteczny i obezw adniaj cy strach nape ni  mnie pustk . Nie pozwala  dzia

. By em

przez niego przywalony, jakby zwali  si  na mnie mur.

Przystan  i odwróci  si  do s uchaczy.

- Ona przemówi a do mnie. Prosi a mnie o pomoc. Bogini, Stwórczyni tak nieprawdopodobnej

pot gi prosi a mnie, niegodnego kalek . Tak samo prosi wszystkich Wybra ców. I sta em si  silny.

Nauczy em si  Jej mi

ci. Zrozumia em,  e  mier  jest niczym! Jest gównem! Jest strachem!

Billie siedzia a wpatruj c si  w ekran. Stwierdzi a,  e nie mo e si  poruszy , nie potrafi

nacisn  odpowiedniego klawisza.

"Kolejny  ni cy, na dodatek kompletnie szalony" - pomy la a.
Dane usun  si  w bok i na ekranie pojawi a si  pot

na kobieta w zniszczonym wojskowym

mundurze. Prowadzi a za sob  m odego m czyzn . R ce mia  zwi zane na plecach, a jego powolne
kroki sugerowa y,  e jest ca kowicie odurzony chemicznymi  rodkami. Kobieta w mundurze pchn a
go na pod og  obok Dane'a i odesz a w cie . Ch opak wygl da  na nastolatka, by  szczup y, ubrany
w poszarpane i brudne  achy. Le

 na boku z zamkni tymi oczami.

Dane wskaza  na wi nia, lecz wzrok mia  ci gle utkwiony w s uchaczach.
- To - powiedzia  - jest cz owiecze stwo. S abo . Obawa. On nie jest wystarczaj co mocny,

by sta  si  dawc  boskiego  ycia. Nie jest tego godny, w przeciwie stwie do was, którzy stoicie
przede mn .

Dane szerokim gestem wskaza  na t um, a potem po

 d

 na biodrze. Palce obj y

koje  sztyletu.

Wyci gn  go powoli i podniós  w gór .
- Stare cz owiecze stwo ju  si  prze

o.

Ukl

 obok ch opca. M odzieniec nie okaza  najmniejszym ruchem,  e s ysza  przemow . Nie

poruszy  si  te , gdy Dane bez widocznego wysi ku wbi  ostrze g boko w jego gard o. Krew
rozprysn a si  po ca ej platformie.

ody m czyzna otworzy  oczy, potem usta. Wydawa o si ,  e chce co  powiedzie .

Okropny, bulgocz cy charkot wydosta  si  z jego krtani, a twarz wykrzywi a w grymasie
zaskoczenia i bólu. Przewróci  si  na plecy, oczy wype nia o przera enie. Coraz wi cej krwi
wyp ywa o z rany i pokrywa o o liz  warstw  jego ciemne w osy i bia  skór . W ko cu szczup e
cia o zadr

o  miertelnym spazmem. Oczy pozosta y otwarte.

Dane przy

 ostrze sztyletu do czo a swej ofiary i powiód  nim w dó , poprzez mostek a

do krocza, tn c g boko.

Odwróci  twarz do s uchaczy i krzykn  z dzikim grymasem na ustach: - Chod cie i

po ywiajcie si ! Jedzcie cia o! Spo ywaj c stary porz dek  wiata, zjednoczycie si  z Bogini !

Rzuci  sztylet na pod og  i jedn  z zakrwawionych d oni zanurzy  we wn trzno ciach

martwego ch opca, potem podniós  j  do ust. Ciemne postaci wychyn y na podium. Obdarte kobiety

i brudni m czy ni rzucili si  na cia o. By o ich z tuzin, mo e wi cej. Oszala e twarze, g

ny

miech, wyci gni te r ce...

Dane wsta  i zacz  deklamowa  z patosem. Z ust  cieka a mu  wie a krew. G os mia

zachrypni ty.

- Jeste my Wybra cami! Stajemy si  Nimi! B dziemy...
Billie konwulsyjnie nacisn a w

ciwy klawisz i przerwa a ponure widowisko. Ekran zgas , po

chwili us ysza a tekst komercyjnej reklamy. Wzdrygn a si . Spostrzeg a nagle,  e stoi i bije
pi ciami w fotel. Ucieka a w ten sposób przed szale stwem. Po chwili przycisn a obie pi ci do ust

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

i pobieg a do kosza na  mieci stoj cego w k cie pokoju. Zwymiotowa a. Po kilku sekundach
zwymiotowa a powtórnie. I jeszcze raz.

Powoli wraca a do rzeczywisto ci. Jej spazmy przesz y powoli w dr enie cia a. Oddycha a

gwa townym krótkim oddechem.

- Uspokój si  - powiedzia a cicho do siebie. - Przesta . Uspokój si !
Przetar a za zawione oczy. Sny musia y by  zbyt ci kie do zniesienia dla tych ludzi, którzy

widzieli wal cy si

wiat, którzy widzieli ich gin ce rodziny. Ona jest inna. Tamci byli chorzy,

ot piali, a ona jest tutaj i mo e co  zmieni .

- W porz dku - powiedzia a sobie i wyprostowa a si . Kwa ny zapach wymiotów wydobywa

si  z kosza i ska

 powietrze w ca ym pomieszczeniu. Billie poczu a nag  w ciek

. Ta królowa i

jej cholerne transmisje doprowadzi y tych ludzi do szale stwa. Wywo

y niepowstrzyman  fal

zabójstw...

Wstrz sn  ni  dreszcz, gdy ociera a usta wierzchem trz

cej si  d oni. Wci gn a g boko

powietrze. Wiedzia a,  e twarz umieraj cego ch opca b dzie do niej powraca . Có , tego nie
zmieni . Teraz musi si  skoncentrowa  na tym, co zmieni  mo e.

Wilks delikatnie zamkn  d

 na jednej z j drnych, ma ych piersi Leslie. Przeci gn a si  z

rozkoszy i w asn  d

 po

a na jego. U miechn a si . Le eli nadzy w ród pomi tych,

przepoconych prze cierade . W powietrzu unosi  si  zapach ich niedawnego aktu. Wilks podpar  si
na  okciu. Czu  si  odpr ony i spokojny. Leslie by a dobr  kochank , bieg  we wszelkich
pieszczotach, lecz bez ch ci dominowania.

- Mmm - zamrucza a cicho i otworzy a oczy. - Nie le, sier ancie. Powiniene  zosta

awansowany.

Wilks u miechn  si  szeroko.
- Pewnie. My

,  e jestem dobry w musztrowaniu. Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa...

Leslie zrobi a zdziwion  min .
- Ej  e, twój  art jest dwuznaczny.
- Co? No tak, jestem dowcipnisiem.
- Choleeera.
Le eli przez chwil  bez s owa, zaj ci w asnymi my lami. Wilks przypomnia  sobie sw

niedawn  rozmow  z Bako. Sprawa istnienia królowej matki nie zaw adn a bez reszty jego
umys em, wi c udowodnienie tego komu , kto nie zna  Billie - konkretnie genera owi - mog oby
przerosn  mo liwo ci ich ma ej grupki.

- Dok d si  wybieracie, Dawidzie?

- Hmm?

- Do królowej ze snów. Pójdziecie tam, niezale nie gdzie to jest.  eby j  schwyta .

By o to stwierdzenie, nie pytanie.

- Nie wiem - powiedzia  szczerze.  - Wszystko ci gle stoi pod znakiem zapytania. Oficjalna

droga jest nie do przej cia.

Potrz sn  g ow

.

- Nawet jeszcze nie wiemy, gdzie ona jest. Zapytaj mnie, gdy b

 wiedzia  wi cej.

- Zamierzasz wybra  si  w podró  tylko na podstawie tych ulotnych wizji?

- Jeszcze mniej. Nie  ni em tych snów. Ale ty tak. Wierzysz w to?
- Tak, my

,  e to prawda. - Opar a g ow  na jego nagiej piersi. - Zrobi  wszystko, by tylko

wam pomóc.

Wilks zatacza  palcami ma e kó ka po g adkiej skórze jej brzucha, potem posun  d

 ni ej.

Lekko dotkn

ona.

- Tak? Wszystko?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Przycisn a si  do niego i zamkn a oczy. Jego cz onek wypr

 si , napieraj c na smuk e

nogi Leslie. Ona wsun a si  leniwie na niego, a delikatny u miech skrzywi  jej k ciki warg.

- Naprawd  jeste  dobry w musztrowaniu, sier ancie. A teraz opowiedz mi, co jest do

strzelania, a co do zabawy...?

Siedz ca samotnie w pokoju Ripley wy czy a komputer i ziewn a szeroko. Setki my li

przebiega o jej po g owie. By o ju  pó no, a wszystkie pigu ki, które wzi a na ból g owy, nie
podzia

y. Silniejsze  rodki wymaga y kontroli lekarza, a to nie sz o w parze z jej pogard  dla

medyków...

Zmarszczy a brwi. Swoj  drog , sk d to si  wzi o. Musia  to wywo

 ten d ugi hipersen,

albo co  posz o nie tak w szpitalu, kiedy j  wybudzano. W  aden sposób nie mog a sobie
przypomnie , czy przed tym wydarzeniem te  cierpia a na bóle g owy. W

ciwie nie by o to wa ne.

Nie by  to najwa niejszy problem. Poza tym spowodowany by  pewnie ci

ym stresem. Poczu a

zadowolenie,  e znale li t  planet . Obie osoby, z którymi rozmawia a Billie i ona sama, wskaza y na
ten sam system, Leslie okre li a go jako bardzo prawdopodobny.

Podesz a do 

ka i potar a pi ciami oczy. Potem po

a si , nie zadaj c sobie trudu

ci gni cia ubrania. Od pewnego czasu nie widzia a si  z Wilksem i ciekawa by a, czy zdoby  jakie

informacje o transporcie wojskowym. Najlepiej by oby wyruszy  maj c oparcie w Stacji, ale je eli
nie... Có , istniej  inne sposoby.

Pomy la a o swoim  nie na jawie. Twarz Bishopa zaskoczy a j  sw  realno ci . Lubi a tego

androida, pomimo swej awersji do wszelkich syntetyków. Jednak jego obecno  w my lach
oznacza a co  z ego. By a nie na miejscu, nie w jej pami ci.
Medycy i sztuczni ludzie -  wiat nauki i osobistych demonów. Mo e wszyscy s  szaleni. Mo e jej
pomys  nie by  niczym innym, tylko koszmarem ob kanej kobiety. Mo e...
Ripley zapad a w sen.

ROZDZIA  6

Peter Schell by  ci ko zbudowanym, starszym m czyzn , którego normalnym

wyrazem twarzy by a ponura, gro na mina. Nawet kiedy si  u miecha , jego brwi opada y w
dó . Ripley pomy la a,  e wygl da jakby si  napi  czego  kwa nego.

Cz owiek obok, Keith Dunstom by  o wiele m odszy, mniej wi cej w wieku Billie.

Drobnoko cisty i delikatny sprawia  wra enie nauczyciela sztuki walki, którym zreszt  by . Dunston

ucha  Wilksa z pogodnym wyrazem twarzy. Wygl da  jakby raczej ogl da  mecz tenisowy, a nie

wys uchiwa  ponurych wizji sier anta.

Ripley pozwoli a, by to w

nie Wilks przekaza  wszelkie informacje dwóm m czyznom.

Spotkali si  w prywatnym dojo, gdzie naucza  Dunston. Po krótkim wst pie; Wilks szybko
przedstawi  ich teori  i wyniki przeprowadzonych bada . Shell przerywa  mu kilka razy, zadaj c
pytania. Dunston natomiast nie wymówi  przez ca y czas ani s owa, tylko kilka razy przesun
delikatn  d oni  po rudej czuprynie.

- A co b dzie, je eli nie dostaniecie transportu? - zapyta  Shell.

Wilks wzruszy  ramionami.

- W

nie próbujemy zebra  za og . Im wi cej b dziemy mieli ludzi, którzy chc

walczy , tym wi ksza szansa,  e dostaniemy statek.

- Tak, ale gdyby cie mimo to nie dostali?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Nie demonstracyjny ukrywany sceptycyzm Shella dzia

 Ripley na nerwy. Nie spodziewa a si ,

e ten facet zamierza...

- Spalili my za sob  mosty w momencie, gdy zacz li my dzia

 - odpar  Wilks. - Jeszcze

jakie  pytania?

Na chwil  zapad a cisza. Sier ant spojrza  na Ripley, potem ponownie przeniós  wzrok na

czyzn. Siedzieli bez s owa i wida  by o,  e si  zastanawiaj .

Shell w ko cu spojrza  na zegarek. Wsta  i wyci gn  r

 do Wilksa.

- Wdzi czny jestem,  e zaprosili cie mnie do dyskusji. B dzie mi  atwiej znie  sny po tym, co

mi opowiedzieli cie. Musz  jednak to sobie przemy le  i wtedy skontaktuj  si  z wami.

Wilks zamierza  co  powiedzie , ale tylko mocno u cisn  d

 Shella.

Ten skin  g ow  Ripley i Dunstonowi, odwróci  si  i wyszed . Ripley westchn a. Nie ka dy,

z kim rozmawiali, gotów by  zaryzykowa

yciem.

- Wchodz  w to - odezwa  si  Dunston.

Ripley zaskoczona spojrza a na niego. By  tak spokojny podczas przedstawiania planu.

dzi a,  e nie jest w najmniejszym stopniu zainteresowany.

W dalszym ci gu sprawia  wra enie cz owieka, który w

nie powiedzia  co  b ahego. Siedzia

z tym samym, nieodgadnionym wyrazem na swym beznami tnym obliczu.

- Powiedzcie mi w czym móg bym pomóc.

Wilks i Ripley zgodnie u miechn li si  szeroko. Sier ant wyja ni , co zamierzali zaproponowa

genera owi Petersowi. Ripley widzia a teraz,  e Dunston ch onie ka

 informacj . Jego cia o

emanowa o spokojem i si . Dobrze by oby go mie  ze sob .
Billie siedzia a na macie u Char Adcox i s czy a powoli czarn  herbat . Czeka a na odpowied .

oda kobieta pocz tkowo wydawa a si  podchodzi  z entuzjazmem do wszystkiego, co us ysza a,

ale teraz wyra nie si  waha a. B bni a palcami w fili ank  i marszczy a brwi w g bokim zamy leniu.
Billie czeka a spokojnie, nie chcia a w  aden sposób przyspiesza  decyzji.

- Nie wiem - odezwa a si  w ko cu Char. - Brzmi interesuj co, ale w mojej sytuacji... -

zawaha a si . - Mia am na Ziemi rodzin . Du o czasu up yn o, zanim pogodzi am si  z jej utrat .
Ci ko pracowa am, by dosta  si  tutaj, gdzie teraz jestem i taka, jaka jestem. Nadal miewam jeszcze
takie poranki, kiedy boj  si  wyj  z 

ka.

Wpatrywa a si  w twarz Billie, jakby szuka a w niej oznak zrozumienia.

Billie pochyli a g ow .

- Po prostu nie mog ...-. ponownie odezwa a si  Char. S uchaj, nie potrafi . Przykro mi.

Billie usi owa a nie okazywa  zawodu, ale bez powodzenia. Porucznik Adcox wypi a . yk

herbaty. W jej oczach wida  by o zak opotanie. Billie postawi a fili ank  i wsta a.

- Wszystko w porz dku, Char - powiedzia a. - Naprawd . Nie dotarliby my tak daleko bez

twojej pomocy. L.. rozumiem ci .

Podesz a do drzwi. Cholera. Polubi a t  dziewczyn  i by a pewna,  e pójdzie z nimi.

Odwróci a si .

- Gdyby  zmieni a zdanie...

Char kiwn a g ow , ale smutny u miech na ustach mówi ,  e jej decyzja jest ostateczna. Billie

wysz a i na chwil  zatrzyma a si  w korytarzu. Potrz sn a g ow . Zrozumia a. Bior c pod uwag ,

e-ostatnie tygodnie by y jedynym okresem, kiedy mog a swobodnie odetchn , poj a, jak

poci gaj ce s : spokój i cisza. Nagle pomy la a,  e zbyt d ugo w jej  yciu zmuszano j  do spokoju,
do siedzenia w bezruchu. Nawet, kiedy potwory sta y ju  u drzwi.

- No; McQuade jest z nami - powiedzia  Wilks. - I Brewster. By

 u Falka?

Ripley kiwn a g ow .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Tak, ale straci  ca e zainteresowanie, kiedy dosz o do rozmowy o zap acie. Powiedzia ,  e

jego czas mo na tylko kupi . Wilks wzruszy  ramionami.

- Nie ka dy jest bezinteresowny.

To jednak strata. By  kilka razy u Falka, wysokiego, muskularnego faceta, jednego z tych,

których g

ny  miech mo na us ysze  wsz dzie tam, gdzie graj  w karty. Niespecjalnie  wietlana

posta , ale sprawia  wra enie cz owieka, który bardzo dobrze potrafi os ania  ci dup  podczas akcji.

Siedzieli w pokoju Ripley i rozmawiali o przypuszczalnym sk adzie za ogi. McQuade,

Brewster, Dunston i Jones. Jak dot d tylu. Jon Jones by  m odym lekarzem, który wydawa  si  by
zbyt powa ny jak na swój wiek. Ripley lekko zesztywnia a, kiedy Wilks wspomnia  o nim, ale nie
protestowa a. Medyk móg  si  przyda , oboje o tym wiedzieli.

Billie wpad a wcze niej, by powiedzie ,  e Adcox nie zgodzi a si . Wydawa a si  nieszcz liwa

z tego powodu i nie chcia a dyskutowa  o locie. Wilks przypuszcza ,  e posz a do pokoju  czno ci,
by poszuka  Amy. To stawa o si  ju  jej obsesj . Rozumia , dlaczego.

- Co z Carveyem? I Moto, ona ma do wiadczenie...

Wilks zwróci  w tym momencie uwag  na ekran monitora.  wiate ko pojawi o si  w górnym

rogu. Towarzyszy  mu cichy d wi k oznaczaj cy pocz tek przekazu.

Ripley przycisn a kilka klawiszy. To by a Billy.

- Ripley, Wilks - powiedzia a - na wojskowym kanale, 10 V, szybko!

Wy czy a si  zanim zda yli odpowiedzie . Ripley prze czy a na wskazany kana .

Obraz na ekranie by  zamazany. Wilks rozpozna  wn trze opancerzonego transportowca.

Biegn ca para nóg widoczna od kolan w dó . Potem nast pna. Wygl da o na to,  e kamera znajduje
si  na pod odze. Gdzie  w tle rozleg y si  karabinowe strza y. Histeryczny m ski g os wywrzaskiwa
rozkazy, które ledwo by o s ycha  ponad og uszaj cym ha asem.

- Broillet, Reiter, wracaæ! Hornoff, Anders, Sites, odpowiadaæ! Odpowiada , do cholery! Nie

ma... - g os umilk . Wilks skamienia . Hornoff by  jednym z m czyzn umieszczonych na li cie
psychiatrów.

Teraz na ekranie nie by o ju  niczego z wyj tkiem s abo o wietlonego pustego magazynu.

Obraz zadrga  nagle, jakby pojazd zosta  czym  uderzony. S ycha  by o jeszcze pojedy cze strza y,
ale nie rozlega y si

adne g osy ludzi.

- Co...? - Ripley zerkn a na Wilksa, potem znów na ekran. Na jej twarzy malowa y si

jednocze nie strach i gniew. Wiedzia a dok adnie, na co patrzy.

- Ziemska misja - powiedzia  Wilks ponurym g osem. Palce zbiela y mu od zaciskania w pi ci.

Bako mówi  mu,  e b dzie nast pna.

- Stara transmisja?

- My

,  e nie. Zamierza em jutro odwiedzi  Hornoffa. Sier ant spostrzeg  b ysk zrozumienia

w oczach Ripley. Przygryz a doln  warg . Nie by o sensu...

- Kto  to spieprzy  - powiedzia  Wilks.

Nagle rozleg  si  skrzek obcego. By  tak g

ny,  e musia  dochodzi  z wn trza statku.

Rykowi nie odpowiedzia y strza y. Pot

ny, paj czy kszta t przesun  si  po ekranie. By  zbyt blisko

obiektywu, by zobaczy  go wyra nie, ale Wilks i tak go rozpozna .

- O, cholera - szepn a Ripley.

Ekran zamar , potem zgas . Przez chwil

adne z nich nie mog o wydusi  z siebie ani s owa.

Po prostu wpatrywali si  w czer  ekranu. Mechaniczny, bezp ciowy g os poinformowa ,  e
wyst pi y usterki natury technicznej.

- To by  b d - odezwa  si  Wilks.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Przekaz trwa  prawie dwie minuty, je eli tylko Billie z apa a jego pocz tek. G os  wiadczy ,  e

zosta  nadany przez pomy

. 10 V by  kana em wojskowej propagandy i Wilks prawie widzia , jak

jakiemu  technikowi sp ywa teraz do butów pot przera enia. Kolosalna wpadka. Niew

ciwa ta ma

puszczona w niew

ciwym czasie. Ka dy w Stacji, kto mia  w czony ten kana , móg  to zobaczy .

Wystraszony m czyzna pojawi  si  na ekranie i zwróci  twarz w stron  kamery. Na skroniach

i górnej wardze perli y mu si  kropelki potu. Mia  twarz i uczesanie typowego 

nierza, ale ubrany

by  w zwyk y cywilny kombinezon.

Czas dla sprytnej  asicy - szepn  Wilks.

- Jeste  na wizji - dobieg  g os niewidocznej osoby. Oczywi cie, program na  ywo.

- Pragniemy, tak... pragniemy przeprosi  pa stwa za przerw ... eee... w nadawaniu programu.

Wskutek pomy ki w naszym studio zosta a nadana... eee... projekcja z ziemskiej misji... eee... sprzed
pi ciu tygodni.

czyzna przed kamer  j ka  si  wyra nie nieprzygotowany.

- Co za kupa gówna - odezwa  sie Wilks. - W  aden sposób nie powinno to ujrze

wiat a

dziennego.

- Pozwol ... eee... pa stwo,  e... eee... wrócimy do... eee... naszego normalnego programu.

Kana  10 V nada... eee... oficjalny komunikat... wyda komunikat... eee... w pó niejszym czasie.

Na ekranie pojawi  si  obraz z jakiej  ma ej naprawy w przestrzeni wokó  Stacji. Ripley

przycisn a, klawisz i wy czy a urz dzenie. Odwróci a si  do Wilksa. Twarz mia a blad   nie-
ruchom .

- Czy ludzie si  dowiedz ? Sier ant pokr ci  g ow .

- Mo e przyjaciele tych, co zgin li. Ale komu zd

 powiedzie  przed otrzymaniem wyra nego

rozkazu milczenia? Wilks stwierdzi ,  e ci gle ma zaci ni te pi ci. Wci gn  powietrze i
rozprostowa  palce.

- By a to prawdopodobnie tajna operacja i na pewno b

 to trzyma  w  cis ej tajemnicy.

Wierz  w to.

- Jaki to mo e mie  wp yw na nasze plany? - spyta a Ripley. Sier ant zmarszczy  brwi. Co

mo e si  sta ? Wojsko nie powstrzyma ludzi od plotek... To mo e w jaki  sposób zachwia  ich
staraniami.

- Nie wiem powiedzia  g

no. - My

,  e szybko si  o tym przekonamy.

Billie ju  mia a wej  do 

ka, kiedy zabrz cza  jej komunikator. Prawie go zignorowa a.

Ktokolwiek to by , b dzie próbowa  jeszcze raz. Czu a si  wyczerpan  ju  pó na noc przecie . Po
spotkaniu z Wilksem i Ripley, jeszcze raz posz a do  czno ci i przez kilka godzin szuka a Amy.

Ca a ich trójka by a zgodna co do tego,  e by  to przypadek. Kto  mia  teraz ogie  w dupie z

tego powodu. Jej uda o si  z apa  sam pocz tek transmisji i powiadomi a innych w ci gu dziesi ciu
sekund. Nikt nie straci  najwa niejszej cz ci przekazu. Tylko kamera, niestety, upad a na pod og .

Billie westchn a i wyci gn a si  wygodnie. Nie by o  adnego  ladu Amy, a teraz jeszcze kto

dzwoni  do niej w  rodku nocy.

W ko cu zdecydowa a si  odezwa . - Tak?

- Billie? Tu Char Adcox. Nie zbudzi am ci , prawda? Przepraszam,  e dzwoni  tak pó no.

Billie poczu a jak ulatuje z niej ca a senno . - Nie, jestem na nogach. Co si  sta o?

- Czy widzia

 ten przekaz dzi  po po udniu? - Tak, widzia am.

W g osie Adcox równie  s ycha  by o zm czenie.

- My la am o tym, co zobaczy am. Wróci am g boko w swoj  przesz

. My

,  e inni te

tak zareagowali. - Za mia a si  cicho do siebie. - Przepraszam, my

,  e to rodzaj ob du.

- Nie przepraszaj, Char. W porz dku.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Po drugiej stronie zapanowa a cisza. Przeci ga a si  tak d ugo,  e Billie ju  mia a si  odezwa ,

kiedy us ysza a,  e m oda pani porucznik wci ga g

no powietrze.

- Chc  lecie  z wami - powiedzia a.

W jej g osie nie by o najmniejszego wahania.

- Je eli tylko jeszcze mnie chcecie, to... ja musz  lecie . By  to g os kobiety, któr  widzia a

Billie na ta mach zbiorów bada  psychiatrycznych.

- Wspaniale. Witaj na pok adzie.
Umówi y si  na spotkanie nast pnego dnia i roz czy y si . Billie le

a na wznak i usi owa a

usn . Instynktownie polubi a i zaufa a Char Adcox. Teraz cieszy a si ,  e ta kobieta b dzie razem z
nimi. Jeszcze jeden w

ciciel takich samych snów na statku. To by o pocieszaj ce.

Odp yn a w otch anie g bokiego snu. Nawet je eli królowa matka zaw adn a jej nocnymi
marzeniami, to nic z nich nie przetrwa o do nast pnego ranka.

ROZDZIA  7

Ripley otworzy a drzwi i zobaczy a,  e stoi za nimi Falk, który podniós  w

nie r

, by

ponownie zapuka . Teraz opu ci  j  powoli. Wygl da  na niewyspanego i  mierdzia  alkoholem.

- Falk - odezwa a si  - co za mi a wizyta. W

nie wybiera am si  na  niadanie.

Spostrzeg a,  e sarkazm w jej g osie nie zrobi  na nim najmniejszego wra enia.

- Có ... tak... chcia em z tob  chwilk  porozmawia . Eee... o wyprawie. Chc  lecie .
Ripley a  cofn a si  ze zdziwienia. Falk wyra nie potraktowa  jej ruch jako rodzaj

zaproszenia; wszed  do  rodka, podszed  do sto u i opar  si  ci ko. Wzrok mia  ci gle utkwiony w
pod odze.

Przyjrza a mu si  uwa niej. Kiedy rozmawia a z nim poprzednio, nie zwróci a uwagi na jego

pot

 postur . Mia  co najmniej 195 centymetrów wzrostu i wa

 pewnie ze 100 kilogramów.

Umi niona klatka piersiowa i d ugie, muskularne nogi równie  robi y wra enie. Swoje przerzedzone

osy nosi  zwi zane w kucyk z ty u g owy. Zak opotanie nie pasowa o do jego twarzy. Wydawa o

si ,  e go ci na niej po raz pierwszy. K cik ust drga  nerwowo, a brwi zesz y si  prawie do jednego
punktu.

- Nadal nie mamy pieni dzy. - W ko cu wydoby a z siebie g os. Wyraz twarzy Falka nie uleg

zmianie.

- W porz dku. Ci gle potrzebujecie pomocy, prawda? Przepraszam,  e by em takim dupkiem.

Chc  lecie .

Ripley zmarszczy a brwi. To nie by  ten sam cz owiek, którego widzia a jeszcze wczoraj.

Ha

liwy, przem drza y i zarozumia y pirat. Przyzna ,  e miewa sny, ale lekcewa

 je. Powiedzia ,

e kobieta, która sk ada mu telepatyczne wizyty i przywo uje go, traci czas.

- Dlaczego zmieni

 zdanie? - spyta a.

Falk westchn  i podniós  wzrok, ale nie spojrza  na Ripley. - Wojskowy kana  - powiedzia

gapi c si  w sufit. - S ysza

 o tej pieprzonej historii?

- Widzia am to. .
- W

nie gra em w barze w karty, kiedy to nadali. Chcia em wywróci  do góry nogami ca

knajp , kiedy zobaczy em to gówno.

Umilk  na chwil , jakby straci  oddech.
Ripley czeka a.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- W ród tych 

nierzy by a Marla - odezwa  si  ponownie. - Powiedzia a mi,  e nie b dzie jej

przez krótki okres. Jakie  normalne  wiczenia. Powiedzia a,  ebym si  nie martwi .

W ko cu Falk spojrza  na Ripley. Zobaczy a jego przekrwione, dzikie oczy.

- Ostatniej nocy jaki  dupek w mundurze kapitana powiedzia  mi,  e na jej statku by

"nieszcz liwy wypadek" i przyszed ,  eby mnie uspokoi . Ten skurwysyn sta  i  ga  w  ywe oczy.
W czasie transmisji s ysza em jej nazwisko. S ysza em, jaki  wo aj cy j  g os...

Przerwa  i wci gn  g boko powietrze. Ca a nieufno  Ripley do tego cz owieka wyparowa a.

Wida  by o, jak mocno ten wielki m czyzna prze ywa strat  bliskiej osoby.

- Przykro mi - odezwa a si . - Chcia abym móc ci pomóc...

- Chc  lecie  - szepn  Falk. - Chc  je zabija .

Jego g os nie by  gniewny ani zdesperowany. Przeciwnie,  agodny i jakby beznami tny, jak w

czasie rozmowy o pogodzie.

- Kocha em j  - doda .
- Spotykamy si  jutro o ósmej w dojo na poziomie C.
Wyprostowa  si  i kiwn  g ow . Jego twarz by a nieprzenikniona. Ripley wiedzia a,  e nie

mo e w tym momencie zrobi  nic, co mog oby ul

 Falkowi.

- Dzi ki - rzek  jeszcze olbrzym i poszed  w stron  drzwi. - B

 punktualnie.

Nie w tpi a w to nawet przez sekund .
Wilks patrzy  na genera a Petersa przegl daj cego dane psychiatryczne, które wydoby a Leslie.

Nikt  nie  wspomnia   o  ich  poufno ci  ani  o  fakcie  w amania  si   do  bazy  danych.  By y  to  po  prostu
nazwiska ludzi, którzy  ni  o królowej matce. W zbiorze figurowa o dwana cie osób, z których
dziesi  zgodzi o si  wzi  udzia  w wyprawie.

- I mówicie,  e te sny s  identyczne we wszystkich przypadkach, sier ancie? - spyta  genera

znad wydruków.

- Tak, panie generale.
Wilks sta  na spocznij, z r kami za

onymi w ty . Biuro Petersa by o jednym z bardziej

okaza ych pomieszcze  w Stacji; dobrze o wietlone i porz dnie ogrzane. Na  cianach wisia y
akwarele, a fotele pokryto sztuczn  skór  wysokiej jako ci. Peters nie poprosi  Wilksa, by usiad .

Nikt nie uwa

 genera a za my liciela. Jego stoicki wyraz twarzy i twarde spojrzenie mówi y

wszystko - standardowy dowódca z pierwszej linii. Z jego t ustej postaci mo na by o wywnioskowa
jednak,  e ju  od d

szego czasu nie bra  osobistego udzia u w walce. Wilks s

 kiedy  pod

rozkazami takich oficerów - dupków ze zbyt ograniczonymi mózgami -  eby wierzy  w cokolwiek,
co im si  nigdy nie przytrafi o. Wyra nie traci  tutaj czas, ale Ripley chcia a spróbowa ...

- Hmm, bardzo interesuj ce - odezwa  si  Peters i popatrzy  na sier anta - ale obawiam si ,  e

naprawd  nie mog  zezwoli  na tak  wypraw . Musimy prze

 to na pó niej.

Jego ton wyra nie mówi : "Sprawa zamkni ta."
- Czy jest kto  jeszcze, z kim móg bym o tym porozmawia ? - zapyta  Wilks.
- S ucham?

Sier ant wzruszy  ramionami. Ci gle by  kim  w rodzaju komandosa. Nie wyrzucili jeszcze
wszystkich jego danych i jego status wci  nie ulega  zmianie. To dawa o mu ma  przewag  w
rozmowie z oficerami.

- Panie generale, w Zarz dzie Stacji s  równie  cywile. Mo e oni byliby zainteresowani.

Peters popatrzy  na Wilksa swymi ma ymi,  wi skimi oczkami.

- Usi ujecie by  sprytni, sier ancie?
- Nie, panie generale.

Przynajmniej nie z takim b aznem. Powiesz co  m drego i jeste  sko czony.

- Tak, s  w tutejszych w adzach równie  cywile, ale je eli chodzi o wojskow  misj  z u yciem

wojskowego sprz tu, to ja tu jestem bogiem.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilks nie odzywa  si . Czeka .

- Zapozna em si  z wasz  karier , sier ancie, i macie ca kiem bogate dossier jako notoryczny

sprawca wielu k opotów. Nie potrzebuj  wi cej zmartwie  ni  mam.
Peters sko czy  mówi  i machn  r

 w kierunku drzwi.

Wilks zrozumia ,  e nie ma  adnych szans. Gdyby nauczy  si  ca owa  prze

onych w dup ,

mo e mia by wi cej szcz cia. Dobra, pieprzy  to. Wszystko to strata czasu. Wiedzia  o tym od
dawna i gotów by  zdoby  si  na jaki  nieobliczalny gest. Musi trzyma  nerwy na wodzy. Kiedy  z
pewno ci  waln by tego frajera w z by i z u miechem czeka  na  andarmeri .

- Dzi kuj ,  e znalaz  pan dla mnie czas, panie generale.

Peters chrz kn , ale nie podniós  wzroku znad biurka. Przegl da  ju  jakie  inne papiery.
Pokusa trza ni cia drzwiami by a tak silna,  e sier ant ledwie zdo

 si  powstrzyma .

Billie spotka a Wilksa pod Czterema  aglami. Siedzia  na swym sta ym miejscu i wpatrywa  si  w
szklank . Jego pokryta bliznami twarz by a pe na napi cia.

- Ripley zawiadomi a mnie,  e spó ni si  kilka minut - powiedzia a. - Jak posz o z genera em?
- Prawie tak, jak oczekiwa em. Ma g ow  za daleko od dupy,  eby mnie w ogóle s ysza . -
Poci gn  ze szklanki. - Pieprzeni oficerowie.
Billie poczu a ucisk w 

dku. Ta sprawa by a dla niej naprawd  wa na. Jak inaczej mo e

uratowa  Amy, czym mo e karmi  sw  nadziej ,  e dziewczynka jeszcze  yje?

- Hej, co z wami? - powiedzia a Ripley. - Jeste cie gotowi do jutrzejszego spotkania?
- Tak, je eli tylko nauczymy si  lata  bez statku - cierpko stwierdzi  Wilks. - Genera  uwa a,

e oszaleli my. To by o do przewidzenia.

Billie poczu a,  e ci ko jej na sercu.
- Wygl da na to,  e gra sko czona - powiedzia a. - Chyba,  e chcecie ukra  statek.
Ripley si  roze mia a  otrowsko.
- Ju  my la am,  e nigdy o to nie zapytasz. Twarz Wilksa nagle si  rozpromieni a.
- Wiedzia em! Cholera, wiedzia em!
- Chyba nie my la

,  e t usty stary facio da nam statek, co? W najlepszym wypadku by  to

daleki strza .

Wilks kiwn  g ow .
- Pora znowu sta  si  przest pc .
- Na tak, fajnie, ale ci gle nie mamy tego, czego nam potrzeba, prawda? Czas na plan B -

powiedzia a Ripley - który jest w

ciwie dalsz  cz ci  planu A: zw dzi  to, co nam jest potrzebne.

- To ma sens - stwierdzi  sier ant. - Za nasze wyst pki.
Podniós  w gór  szklank .
Billie u miechn a si  i kiwn a g ow . W porz dku. Robili to ju  wcze niej. Chryste, s  ju

zawodowcami w kradzie y statków kosmicznych. Jeden z Ziemi do wojskowej bazy Spearsa, jeden
stamt d tutaj i jeszcze ten ma y ratunkowy stateczek. To ma sens. Ech, do diab a.

Do diab a!

ROZDZIA  8

Wilks przyjrza  si  zebranej w niewielkiej salce grupie ludzi i skin  g ow . Ka da z tych osób

mia a bojowe do wiadczenie, z wyj tkiem Jonesa - lekarza oraz Dunstona, chocia  ten naucza
sztuki walki wr cz. W

nie w jego dojo siedzieli i stali w ma ych grupkach wszyscy zebrani. Poza

tym wygl da  na cz owieka, który potrafi si  o siebie troszczy .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Brewster, Carvey, Moto, Adcox i kapitan McQuade byli komandosami i walczyli na Ziemi na

pocz tku inwazji obcych.

Ana Moto by a szczup , smutn  kobiet . Jedyn  pozosta  przy  yciu osob , która, jako

cz onek oddzia u do zada  specjalnych, bra a udzia  w odszukiwaniu mrowisk obcych na Ziemi,
zanim jeszcze sprawy przyj y z y obrót. W

nie za mia a si  z czego , co Adcox powiedzia a do

niej i Billie. Wszystkie trzy sta y razem. w k cie pokoju.

Wszyscy przyszli troch  wcze niej z wyj tkiem Falka, który wszed  do dojo dok adnie o

wyznaczonym czasie. Ripley nie wspomina a nikomu, dlaczego zmieni  zamiar. Poinformowa a po
prostu,  e Falk mimo wszystko przyjdzie.

Wilks popatrzy  na Falka, kiwaj cego g ow  do Ripley, i pomy la ,  e ten wielki facet jest

wyczerpany. Podejrzewa ,  e zmiana jego decyzji nast pi a wskutek niefortunnej transmisji i
pomy la ,  e ten olbrzym musia  zna  którego  z 

nierzy lec cych tamtym statkiem. Po prostu mia

takie przeczucie. Falk usiad  z dala od innych i wlepi  wzrok w pokryt  piankow  mat  pod og .
Wygl da  na cz owieka prze ywaj cego jaki  ogromny wewn trzny ból.

Leslie u miechn a si  do Wilksa z drugiej strony pokoju. Sta a tam i rozmawia a z Ripley i

Mari  Tully, przyjació

 obu kobiet. Tully by a do wiadczon  operatork  komputerów. Straci a na

Ziemi ca  rodzin . W tej grupie przewidziano dla niej funkcj  elektronika.

Wilks odczuwa  mieszane uczucia co do Leslie. Z jednej strony, nie chcia by jej zostawia  w

Stacji z powodów czysto osobistych. Patrz c na sprawy inaczej, gdyby by a z nim, nie móg by
ca kowicie skupi  si  na zadaniu, jakie go czeka o. W

ciwie by  zadowolony,  e Leslie nie leci z

nimi. Nie chcia ,  eby przytrafi o jej si  cokolwiek.

Odwzajemni  jej u miech. Po spotkaniu z Billie i Ripley w barze, poszed  do niej

przedyskutowa  jej udzia  w ca ym przedsi wzi ciu. Mimo,  e nie bra a udzia u w samej wyprawie,
jej rola przy zdobyciu statku by a kluczowa.

Ripley podesz a do podwy szenia, obok którego sta  Wilks, i gwar rozmów natychmiast

umilk . Billie od czy a si  od swojej grupki i do czy a do nich, chocia  ustalili,  e to Ripley
poprowadzi spotkanie. Ta kobieta by a w naturalny sposób typem przywódcy, a i pomys  wyprawy
pochodzi  od niej. Wilks by  zadowolony,  e tym razem kto  inny b dzie decydowa  o wszystkim.
Jemu b dzie przez to  atwiej.

- I có  - zacz a Ripley - wszyscy wiecie, po co tu przyszli my. Jestem Ellen Ripley, a to Wilks

i Billie. Ka dy z was posiada pewne przydatne nam umiej tno ci, które spowodowa y,  e zostali cie
wybrani spo ród innych  ni cych. Czuli cie obecno  obcej królowej niejednokrotnie. Czas z tym
sko czy .

Wszyscy skoncentrowali uwag  na jej s owach. Wilks mia  nadziej ,  e z równ  uwag  podejd

do sprawy po us yszeniu z ych wie ci.

- Zanim zaczniemy omawia  szczegó y misji, chcieliby my,  eby cie wiedzieli o pewnych

przeszkodach, jakie si  pojawi y. Wilks?

Sier ant chrz kn .

- Tak, rozmawia em wczoraj z genera em Petersem. Odrzuci  nasz  pro

 o transportowiec -

przerwa  na chwil . - Tak naprawd , to ten facet my li,  e jeste my stukni ci.

Wtr ci  si  kapitan McQuade:

- Peters to dupek - powiedzia , a dwóch komandosów stoj cych obok kiwn o potakuj co

owami. - Zaskoczy o mnie,  e w ogóle próbowali cie. Ten facet jest tak wype niony gównem,  e

sra, kiedy mu si  odbija.

Kilka osób wybuchn o  miechem. Wilks wyszczerzy  z by.

- Tak, s usznie. No i nie dostali my oficjalnego zielonego  wiat a. Próbowali my ponownie, ale

uwa am,  e to strata czasu.

Ripley ponownie przej a prowadzenie.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Dlatego zdecydowali my si  po yczy  statek - powiedzia a - a to ju  zupe nie inna zabawa.

Chc ,  eby wszyscy zrozumieli, na co si  decyduj , zanim podejm  decyzj . Gdyby my zostali
schwytani, siedzimy po uszy w gównie. Wpadniemy, poniesiemy konsekwencje. Nawet kiedy nam si
powiedzie, mog  nas ukara .

Popatrzy a w oczy ka dej z obecnych w ma ej salce osób. - Nie powiedzieli my Petersowi

gdzie konkretnie zamierzamy polecie , wi c nie z api  nas, gdy si  ju  wydostaniemy. Jednak nie
mówili my dotychczas o kradzie y statku. To nie by o cz ci  planu. Je eli chcecie zrezygnowa , to
teraz. Zrozumiemy was.

Zapad a cisza.

- Pieprz  to - odezwa  si  z kra ca pokoju Falk. - Nie robienie niczego jest znacznie gorsze.

Rozleg o si  kilka pomruków aprobaty.
Wilks rozejrza  si  po Bojo i w ka dej twarzy dostrzeg  pewien rodzaj desperackiego

decydowania. Nikt si  nie poruszy .

Po chwili Ripley zacz a mówi  dalej:

- Wspaniale. Dzi ki. Chcemy st d odlecie  w ci gu kilku najbli szych dni, a jest jeszcze wiele

do zrobienia. Przygl damy si  statkom, a Leslie - skin a w stron  w amywaczki przygotowuje nas
do odczytania kodów bezpiecze stwa, z którymi b dziemy mieli do czynienia. Mamy list  klamotów,
które b

 nam potrzebne, sprz tu, broni... I musimy opracowa  plan zdobycia statku...

Ripley mówi a dalej, a Wilks obserwowa  uczucia maluj ce si  na twarzach ludzi, z którymi

przyjdzie mu dzia

. Kilka osób odrzuci o wszelkie w tpliwo ci ju  wcze niej, a wszyscy wyra nie

czuli si  zaszczyceni,  e to ich wybrano do tej misji, do wyprawy, która mo e ich kosztowa

ycie.

Tak, to b dzie dobra za oga.

Mo e nie b yskotliwa, ale nie b

 mieli za wiele czasu na dyskusje.

Billie ju  trzeci raz sprawdza a list  sprz tu i porównywa a j  ze spisem tego, co znajdowa o

si  na pok adzie Kurtza. Wojskowy frachtowiec zosta  wybrany ze wzgl du na wielk

adowni

przeznaczon  do przewozu toksycznych p ynów. Mog o pomie ci  si  w niej 10 000 metrów
sze ciennych odpadów radioaktywnych i innych niebezpiecznych cieczy. By a hermetyczna i
dodatkowo zabezpieczona  cianami z durastali i o owiu grubymi na pó  metra. Równie  klapy

azów by y odpowiednio solidne. Wydawa o si  to a  za du o do przewiezienia bezpiecznie

królowej obcych, i do powstrzymania jej przed w drówkami po statku. Je eli tylko zdo aj  j
schwyta , je eli uda im si  za adowa  j  na pok ad, a przede wszystkim, je eli uda im si  ukra  ten

nie statek...

Billie przetar a oczy i rozejrza a si  po pokoju. By o ju  pó no i wiedzia a,  e powinna si

po

. Rano znów maj  si  spotka  w dojo,  eby ustali  pewne szczegó y dotycz ce porwania

statku. Zabezpieczenia wydaj  si  znikome, ale s . A oni nie chc  by  z apani.

Ona i doktor Jones odpowiadaj  za zaopatrzenie, chocia  lista, któr  uda o si  wykra  Leslie,

jest prawie kompletna. Kurtz zosta  zaprojektowany jako statek maj cy zapewni  wszelki komfort
dla dwudziestu osób. Mia  swój w asny l downik, a magazyny  ywno ciowe pe ne by y
koncentratów i past. Mog o im to wystarczy  na lata. "Wystarczy " by o poj ciem wzgl dnym.
Jedzenie b dzie pewnie smakowa  jak gówno, ale jest to nie do unikni cia. Statek by  te

wie o

zaopatrzony w paliwo i gotowy do lotu. Wszelkie wygody by y na miejscu. Nawet wi ksze ni  mieli
tutaj, w Stacji.

Pomimo zm czenia, Billie czu a,  e nie u nie. Jej my li by y pe ne wspomnie  i nadziei.

Wirowa o w nich wszystko, co prze

a, wszystkie twarze, które zna a. Wilks. Mitch. Ripley. No i

Amy.

Wyda o si  Billie,  e ca e swe  ycie walczy a. Znalaz a si  teraz w punkcie, gdzie nie musia a

robi  nic wi cej. Mog aby prawdopodobnie prze

 reszt

ycia w Stacji i mo e nawet umrze  w

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

dziwym wieku. Lecz ta my l nie przemawia a do niej. Tam, na Ziemi, ludzie s  zjadani  ywcem i

tak nie powinno by . Szczególnie,  e mo e to spotka  Amy.

Wi c mo e powinna lecie  i sko czy  z tym. Mo e nawet jako  uda oby jej si  prze

.

Amy. Kurtz nie by  wyposa ony w urz dzenia do odbioru transmisji na odleg

 dziel

 ich od

Ziemi. W  aden sposób nie dowie si , czy Amy i jej rodzina s  ci gle  ywi. Ostatni przekaz zosta
nadany zaledwie kilka dni temu, ale nie uda o jej si  rozpozna , czy by a to transmisja na  ywo.
Chcia a wierzy ,  e s  to naj wie sze wiadomo ci. Pod wiadomie czu a,  e Amy ci gle tam jest,  e
modli si  o wydostanie si  z Ziemi.

Odpowiedzi  b dzie plan Ripley.

Billie wróci a do pocz tku listy. Ziewn a szeroko. Wiedzia a,  e nie przeoczy a niczego, ale

chcia a sprawdzi  jeszcze raz. Nie b dzie ju  przecie  nast pnej okazji. Gdy znajd  si  na pok adzie,
nie b dzie ju  odwrotu.

Ripley siedzia a na pod odze s abo o wietlonego dojo. By a w pokoju sama, tak wczesnym

rankiem nikt jeszcze nie pojawi  si  tutaj. Chcia a przemy le  kilka spraw, a pó niej nie b dzie na to
czasu.

Wiedzia a,  e akcja przemy lana jest w najdrobniejszych szczegó ach i wszyscy s  gotowi.

Jeszcze dzie  lub dwa zaj oby im pewnie dopinanie wszystkiego, ale czas nie sta  w miejscu pora
dzia

. Zbyt d ugie my lenie rodzi dodatkowe w tpliwo ci. Zrobi  wszystko, co tylko b

 mogli.

Przebieg a wzrokiem list  uczestników wyprawy: ona sama, Billie, Wilks. Adcox i inni

komandosi. Falk, Dunstom, Tully kole anka "po fachu", Leslie. I Jones...

To by  dobry zespó . Mo e im si  powiedzie. Oczywi cie co innego dzia

 na papierze, a co

innego, w czasie rzeczywistym. Ale za oga zdaje si  by  zdolna do pokonania wszelkich
przeciwno ci. Jedyn  niepokoj

 j  spraw  by y statki patrolowe stra y. Chocia  te zwraca y

ównie uwag  na statki przylatuj ce do Stacji, zabezpieczaj c j  przed zainfekowaniem albo

przedostaniem si  kogo  niebezpiecznego, kogo  takiego, jak szalony genera  Spears, którego
pasa erami na gap  byli Billie i Wilks.

Powinno si  uda . Ripley mia a nadziej ,  e pójdzie im tak g adko, jak sobie za

yli. Jednak

ze swego do wiadczenia wiedzia a,  e rzadko kiedy tak si  dzieje.

Zaanga owa a si  tak bardzo w przygotowania,  e nie mia a czasu na relaks. Chocia

ciwie nie mia a go od chwili, kiedy zacz a ucieka  przed obcymi. Dla niej nie by  to zbyt d ugi

okres. W realnym czasie by o to jednak prawie sto lat. Ca y wiek. Teraz cholerne potwory w adaj
Ziemi , a ludzko  zosta a zepchni ta do trzeciorz dnych, bezsilnych stworze .

Jej nienawi  do tych potworów by a cz ci  niej samej, jak kolor w osów czy wzrost. By a we

wszystkim, co j  w  yciu spotyka o, by a si , która kry a si  za jej ka dym dzia aniem, by a z ni
zawsze i wsz dzie. U miechn a si  z

liwie. Gdzie si  znalaz a? Siedzi i przygotowuje si  do

poprowadzenia grupy wojowników przez ca  galaktyk . Przygotowuje si  do lotu skradzionym
statkiem i schwytania królowej królowych. I, by  mo e, do schwytania i zabicia wszystkich tych
diabelnych obcych.

Westchn a g

no. Wybory, których musia a dokonywa , by y proste, oparte na podstawowej

zasadzie moralnej: dobro lub z o. Lecz teraz by o to co  wi cej. Z y wybór móg  kosztowa

ycia

ludzkie, móg  oznacza  zag ad  dla niej samej. Zwykle umia a poradzi  sobie z odpowiedzialno ci
za  ycie ludzi, którzy j  otaczali, ale teraz czu a,  e jest inaczej.

Do cholery, zawsze by o inaczej.

Wiedzia a jedno - nie chce umiera , ale je eli dzi ki temu usunie si  t  suk  królow , mo e

po wi ci

ycie. Dokona a ju  kiedy  takiego wyboru. Po Nostromo. Tamto wydarzenie kosztowa o

 zbyt wiele. Za og . Rodzin . Ca e jej  ycie. Nie pozosta o nic, czego by oby jej  al.

Ripley przymkn a oczy i czeka a na innych.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

ROZDZIA  9

Dunston i Tully szli korytarzem w kierunku wej cia do doku D6 i g

no dyskutowali o

polityce. Kiedy skr cili za róg, znale li si  w miejscu, z którego mogliby spostrzec stra nika.

Dunston odwróci  si  i pokaza  Ripley, Wilksowi i Falkowi,  e nie ma  adnego wartownika.

Wilks by  wystarczaj co blisko, by widzie , Tully wyjmuj

 niewielk  klawiatur  i

podpinaj

 j  do p ytki zamka. Przykucn a i szybko zacz a wprowadza  kody.

- Nie wiem, ale wydaje mi si ,  e jeszcze jedna sprawa nie zosta a poruszona...
Wilks i inni wolno szli w stron  drzwi, a Tully sprawdza a na monitorze wyniki swej pracy.

Dunston narzeka  w

nie na jedzenie w sto ówce. Zgodnie z danymi z komputera Stacji, w

tym miejscu nie powinno by

adnego stra nika. Ripley nalega a by sprawdzi  to dok adnie.

Tully spojrza a w gór  z u miechem.

- Gotowe - powiedzia a spokojnym g osem.

Wilks poczu  ulg . By o bardzo wa ne,  eby nikt nie zauwa

 ich tak d ugo, jak to tylko

mo liwe. Gdyby tylko rozleg  si  d wi k alarmu, ich szanse zmala yby b yskawicznie.

Kurtz by  zakotwiczony w doku D6 i  eby si  tam dosta , nale

o pokona  trzy pary drzwi:

te, które w

nie otworzyli, hermetyczny w az doku i klap  do samego statku. Wszystkie by y

kodowane komputerowo, a z

ono  zabezpiecze  pozwala a zrezygnowa  z ludzkich stra ników.

By a to jedna z najwa niejszych przyczyn ich wyboru.

 mogli bez przeszkód dosta  si  do wn trza i wezwa  reszt  za ogi. Spektrum g osu

kapitana McQuada pozwoli im na wej cie do komputera statku. Wszystko, czego potrzebowali na
pok adzie, to licencjonowany pilot wojskowy i odpowiednie kody. Zdoby y je Leslie iTully, z
niewielkimi tylko k opotami. Mo e ze zbyt ma ymi...

Kiedy Tully od czy a ju  swój przeno ny komputer, Wilks poszed  do najbli szego

komunikatora, by wezwa  Billie i innych. Czekali dot d w pokoju Brewstera. Komandosi mieli ze
sob  tyle karabinów i granatów, ile tylko zdo ali wynie  ze zbrojowni. Zabrali bro , dzi ki
osobistemu kodowi genera a Petersa. Wilks roze mia  si  g

no, kiedy Leslie zasugerowa a jego

ycie.

Wygl da o na to,  e jednak Peters im pomóg .

Poszed  szybko korytarzem D do publicznego komunikatora i wystuka  numer Brewstera. .
- Tak?

- Brewster? Tu Wilks. Dlaczego nie mia by  wpa  na drinka?

- Brzmi wspaniale. Spotkamy si  w barze.

Wilks roz czy  si  i wróci  do pustego hallu. Jak na razie idzie nie le. Billie i komandosi b

tutaj w ci gu dwóch minut, albo jeszcze szybciej. Nareszcie zaczn ...

Hej - rozleg  si  obcy g os.

Wilks zatrzyma  si  i odwróci . M ody, pot

nie zbudowany m czyzna ubrany w mundur

stra nika zbli

 si  powoli do niego. Jego twarz wykrzywia  ponury grymas. Praw  d

 opiera  o

koje  swego og uszacza.

- Dok d to si  wybierasz, przyjacielu?

Brewster skin  na komandosów. Wstali i podnie li ci kie paczki z wyposa eniem. Bro ,

amunicj , ró ne narz dzia. Nikt si  nie odzywa .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Billie podesz a do Jonesa, by pomóc mu d wiga  jego sprz t - ma  jednostk  diagnostyczn  i

mnóstwo innych, drobniejszych narz dzi medycznych. U miechn  si  do niej b yskaj c ol niewaj
biel  z bów na tle czekoladowej twarzy.

- Ciekawe czy ju  jeste my wyj ci spod prawa? - powiedzia . Wygl da  na zdenerwowanego.

Billie odwzajemni a u miech.

- Szybko si  do tego przyzwyczaisz. I powiem ci,  e ju  to prawo z amali my. Przez

konspiracj .

Adcox wysz a pierwsza, jako szpica. Nie nios a niczego i mia a wyprzedza  reszt  grupy o pó

minuty.

Brewster i McQuade byli nast pni. Billie policzy a po cichu do dziesi ciu. Wyszli Carvey i

Moto.

W korku Billie z Jonesem przesili prxex drwi,
Serce bi o Billie jak szalone i czu a,  e pomimo ch odu, pot sp ywa jej pomi dzy piersi.

"Amy" - pomy la a. Weszli w korytarz.

Wilks u miechn  si  do stra nika.

- Próbuj  znale  biolab. To w korytarzu D2, prawda? Wydawa o si ,  e stra nik odpr

 si

nieco, ale nadal si  nie u miecha .

- Idziesz w z ym kierunku. Laboratoria s  po drugiej stronie - powiedzia  i wskaza  r

 za

siebie. - Musisz skr ci  w lewo za pierwszym rozwidleniem.

Wilks potrz sn  g ow  jakby z niedowierzaniem i ponownie u miechn  si  szeroko.

- Dzi ki.

Stra nik kiwn  g ow , przeszed  obok sier anta i skierowa  si  w stron  D6, gdzie komandosi

mieli czeka  na Wilksa.

- Jeste  pewny,  e nie w prawo? - zawo

 do stra nika, który odszed  ju  kilka kroków.

- Tak, jestem pewny. Teraz...

- Bo ju  tam chyba by em. Aha, czy na prawo dojd  do wind?

Mówi  spokojnym tonem, udaj c niezbyt rozgarni tego, ale przyjacielskiego faceta. Mia

nadziej ,  e us ysz  go nadchodz cy komandosi.

Stra nik odwróci  si  i podszed  do niego, jakby wola  rozmawia  z Wilksem z bliskiej

odleg

ci.

- S uchaj. Zawró  w tamt  stron . Kiedy dojdziesz do krzy ówki, skr  w lewo. W lewo.

Zrozumia

?

- W lewo. Hmm. Dobra.

Stra nik a  potrz sn  g ow . Nie spodziewa  si  takiej g upoty u kogokolwiek. Ruszy  w

stron  przeciwn  do D6. Wszystko sko czy o si  dobrze. Inaczej Wilks musia by sprz tn  tego

odzika.

Wypu ci  g boko powietrze i poczeka  kilka sekund, nim ponownie je wci gn . Komandosi

zgromadzili si  przy drzwiach do doku. Byli tam wszyscy z wyj tkiem Falka. To on wyszed  zza
rogu, przygotowany na wszelkie przeszkody jakie mog y go spotka . Musieli us ysze  rozmow  ze
stra nikiem.

Tully trzyma a palec na przycisku i czeka a na sygna . Ripley unios a brwi.

- Dalej, do dzie a - powiedzia  Wilks.

Zanim jednak Trully zd

a zareagowa , drzwi otworzy y si  cicho. Sta  w nich m czyzna w

roboczym kombinezonie. W d oniach trzyma  co , co wygl da o jak bro .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Billie i Jones szli w stron  hallu. Nie zamienili ani s owa. Kiedy min li pierwszy zakr t. Billie

spostrzeg a plecy Moto i Carveya. Nieco si  odpr

a. Jak dot d wszystko sz o zgodnie z planem.

Ciekawa by a, jak poradzi  sobie zespó  Ripley. Dunston wyst pi  do przodu jakby chcia  powita
zaskoczonego robotnika. Oczywi cie przedmiot w d oniach m czyzny nie by  broni , lecz jakim
narz dziem. Cz owiek w kombinezonie upu ci  je i podniós  r ce do ust. By  zaskoczony, ale bojowo
nastawiony. Nikt nie powinien si  tu znajdowa  i on o tym wiedzia .

Dunston wyci gn  r ce, trzymaj c je w taki sposób,  e ich kanty zwrócone by y w stron

robotnika. Ripley zauwa

a,  e m czyzna zamruga  stropiony...

Nauczyciel sztuk walki szybko przesun  do przodu praw  nog . Teraz prawie kuca .

Napr one palce wystrzeli y w stron  twarzy tamtego.

Robotnik chcia  zas oni  d

mi twarz i...

Dunston pad  p asko na pod og  i zrobi  szybki ruch nogami.. M czyzna j kn  i zwali  si  ci ko
na ziemi .

Wilks pochyli  si  i klepn  go w twarz. Tamten nie poruszy  si . Najwyra niej straci

przytomno .

Wszystko to wydarzy o si  w ci gu kilku sekund. - Dobry cios - odezwa  si  Wilks.

- W  rodku nie ma ju  nikogo - stwierdzi  Dunston - ale spieszmy si . Kto  nadchodzi.

Billie i lekarz dochodzili ju  do doku; kiedy us yszeli odg os szybkich kroków zbli aj cych si

w ich stron . Dziewczyna skamienia a. Po sekundzie po

a woln  r

 na ramieniu Jonesa.

Zatrzyma  si  i popatrzy  na ni . W oczach mia  strach. Nagle czas zwolni  swój bieg, ale tym
szybciej przebiega y jej przez g ow  wszelkie mo liwe t umaczenia. W

nie biegniemy do wypadku,

jestem asystentk , a on lekarzem: Nauczamy w klasie...

Przed nimi pojawi a si  Adcox. Dysza a ci ko. Billie i Jones wypu cili g

no powietrze.

Ul

o im, lecz wyraz twarzy pani porucznik natychmiast zniweczy  ich spokój. Adcox chwyci a

jedn  z ich toreb.

- K opoty - powiedzia a i ruszy a w kierunku doku.

Billie bieg a pomi dzy ni  i Jonesem. Char nie traci a czasu na wyja nienia, a ona nie pyta a.

Zreszt , szybko si  dowiedz  o co chodzi. .

Wilks wci gn  robotnika do  rodka i odwróci  si  do Dunstom.

- Kto idzie? - spyta . - Drugi robotnik.
- Jak? - Wilks zamierza  zapyta , sk d móg  si  tamten o nich dowiedzie , czy pope nili jaki

d, kiedy sam spostrzeg  powód.

W jednyn rogu wielkiej sali stal stó , gdzie z pewno ci  robotnicy jadali  niadanie. Na stole

sta y dwie tace i dwie paruj ce fili anki z ciemnym p ynem.

- To naprawd  mistyka - odezwa  si  Dunston. - Staro ytny sekret Orientu, smak wielu kaw...

Wbieg a Adcox, a tu  za ni  Billie i Jones. Wilks odwróci  si  do nich.

- Zabierzcie wszystkich do  rodka. Spodziewamy si  wizyty.
Tully ju  pracowa a przy hermetycznym w azie, Falk wyszed  na zewn trz, by pomóc innym

przenosi  sprz t. Wilks popatrzy  na Ripley i dostrzeg  w jej twarzy nieme pytanie: Ile mamy czasu?

***

Billie wbieg a do doku, a Falk zatrzasn  za ni  drzwi. Carvey natychmiast przykucn  przy

nich z palnikiem. B ysn  p omie , zbyt jasny, by móc swobodnie na niego patrze . Komandos
szybko stopi  cz

 twardego plastiku i odszed  do ty u.

Moto wyj a jeden z karabinów i wycelowa a go w zespawane drzwi.

Tully wystuka a kod zamka luku powietrznego.

- No, szybciej - rzuci a Ripley spomi dzy zaci ni tych szcz ka

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Dobra, dobra - powiedzia a Tully cicho, prawie do siebie – I... ju !

az odsun  si  powoli. Tully od czy a komputer i podbieg a do w azu Kurtza. Wetkn a

wtyczk  w zamek. McQuade poszed  za ni . Inni stali w napi ciu, gotowi do za adunku...

Za ich plecami zad wi cza  sygna  mechanizmu zablokowanych drzwi. Potem odezwa  si

ponownie, tym razem d

ej. Sygna  brzmia  tylko przez jedn  lub dwie sekundy, ale wydawa o si ,

e znacznie d

ej. Potem kto  zacz  wali  w drzwi.

- Diestler! - zawo

 kobiecy g os st umiony grubym plastikiem. - Hej, otwieraj !

czyzna le cy na pod odze zamrucza  i przekr ci  g ow . Niew tpliwie to w

nie on

nazywa  si  Diestler.

Moto skierowa a bro  w jego stron , ale nie, poruszy  si  wi cej.

Ripley i Wilks wymienili spojrzenia. Sier ant podszed  do drzwi.

Walenie nie ustawa o.

-Ty dupku! Wystygnie mi to gówno, otwieraj!

Wilks wepchn  nerwowo przycisk. Mechanizm zazgrzyta , lecz drzwi pozosta y zamkni te

- Poczekaj! - wrzasn  sier ant. - Drzwi si  zaci y!
Zapad a cisza. Ripley zacisn a z by. Mia a nadziej ,  e g os Wilksa zabrzmia  podobnie do

osu nieprzytomnego robotnika.

- Dobra - stwierdzi a kobieta z drugiej strony. - Rusz si , cudowny techniku, i napraw te

cholerne drzwi. Moje  niadanie diabli wezm , jak si  nie pospieszysz.

Ripley zauwa

a,  e wszyscy nieco si  odpr yli. Wilks zapewni  im chwil  czasu.

Tully przesta a naciska  klawisze i kiwn a na McQuada. Spokojny g os komputera rozleg  si

z monitora umieszczonego na wysoko ci twarzy.

"Pilot dowodz cy proszony jest o podanie kodu g osowego". - McQuade, Eric D., kapitan -

powiedzia  spokojnie oficer. – A – siedem – zero – pi  –o - b.

"Dzi kuj ". Tully wprowadzi a ko cowy kod. U miech pojawi  si  na jej twarzy. Z triumfuj

min  wcisn a ostatni klawisz.

Ripley równie  si  u miecha a. Prawie... Nic si  nie sta o.

"Fa szywy kod. Nie ma dost pu. Prosz  wprowadzi  nowy kod".

Wilks podniós  narz dzie, które upu ci  Diestler, i przyjrza  mu si  uwa nie. By  to rodzaj

komputerowego kodownika pod

na skrzyneczka z kilkoma klawiszami po jednej stronie.

Z drugiej strony drzwi ponownie odezwa a si  kobieta:

- Hej, Diestler. Ruszaj si ; albo si

 tu na pod odze i zjem wszystko, co nios . Twoje tak e. I

nie mów mi,  e co  zrobi

 z drzwiami, kiedy mnie nie by o.

Wilks popatrzy  ponownie na skrzynk , któr  trzyma  w d oniach. Oczywi cie!

- Diestler? Odezwij si  - teraz jej g os zabrzmia  podejrzliwie. - Co ty tam, swoj  drog ,

robisz?

- Poczekaj sekund  - krzykn . - Spróbuj  jeszcze raz.
Odwróci  si  i tak cicho jak tylko potraci , podbieg  do zamkni tego luku.

- Nie mam  adnego nowego kodu! - powiedzia a Tully. To jest to! Musieli zmieni  go od

wczoraj!

Ca a za oga zgromadzi a si  wokó  niej.

- Uzy nie mo emy wysadzi  tych drzwi? - spyta  Jones.

- Nie bez wywo ania alarmu - wyja ni  Falk. Olbrzym wygl da  na rozz oszczonego. - I nie

by oby dla nas najlepiej, gdyby my wystartowali z wielk  dziur  w pow oce.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Billie poczu a narastaj

 w ciek

. Zatrzymani przez jakie  pieprzone drzwi...

Wilks przeszed  obok niej i wcisn  skrzynk  w r ce Tully. - Pod cz to. Szybko chwyci a

urz dzenie i wetkn a przewód w jedno z wej  swego komputera.

Ripley spojrza a na sier anta. - Co... - zacz a.

- Powinien tam by  nowy kod. Genera  jest wi kszym paranoikiem ni  my leli my.

az do Kurtza stan  otworem.

McQuade i Ripley przypi li pasy w fotelach przy konsoli sterowniczej. Inni przygotowywali si

do startu. Wilks stan  obok dwójki pilotów. Przy odrobinie szcz cia kobieta po drugiej stronie
drzwi jeszcze nikogo nie zaalarmowa a. Je eli to zrobi a, zaraz zaczn  si  k opoty.

Gdy McQuade powciska  wszystkie kontrolne przyciski, w interkomie zatrzeszcza  g os.

- Pilot na Kicrtzcc. Prosz  o identyfikator.

- Tu kapitan Eric McQuade. A kto mówi? - powiedzia  spokojnie. - Panie kapitanie. Mówi

porucznik Dunn z Kirklanda. Prosz  poda  cel wyprawy i kod zezwolenia.

- Operacja "Ostrze Strza y" - g os mia  wyra nie znudzony. - Kod: P - dwa jeden – cztery -o-

dwa.

By  to kod genera a Petersa. Przez chwil  panowa a cisza.
- Panie kapitanie? Nie mamy takiej misji w naszych dartych. - Dunn wydawa  si  by  bardzo

odym i nerwowym oficerem. - Prosz  chwil  poczeka . Zawiadomi  genera a.

- Jezu Chryste. Peters wysy a kolejn  wypraw  przeciw potworom i nie musi zawiadamia

jakiego  szczeniakowatego porucznika. Czy dlatego teraz musimy czeka ,  eby znowu wyda  swoje
zezwolenie, Dzi ki, synu, nie skorzystam, Jak my lisz, po co chcemy lecie ? Dla zabawy? -
McQuade przerwa  na moment. - Dobra. Sprawdzaj, ale pomódl si ,  eby genera  by  w dobrym
humorze. Poruczniku.

Ponownie zapad a na chwil  cisza,. potem odezwa  si  niepewny g os Dunna.

- Przepraszam, panie kapitanie. Uhm. Startujcie. Lot sprawdzony i zweryfikowany.

Powodzenia, panie kapitanie.

Wilks i Ripley jednocze nie wyszczerzyli z by w szerokim u miechu. Sier ant klepn  z

rozmachem McQuada w plecy. Z ty u dobieg  ich g

ny  miech kilku ludzi. Wilks podszed  do

fotela, usiad  i przypi  pasy. Czu ,  e mu przykro z powodu tego m odzika Dunna. Do czasu, kiedy
po czy si  z genera em, oni znajd  si  poza zasi giem patrolowców. Zap aci za to ten dzieciak.
Niedobrze.

Billie u miechn a si  do niego.
- Punkt dla dobrych ch opców - powiedzia a.

Zanim odpowiedzia , usadowi  si  wygodnie w fotelu. - To by a naj atwiejsza cz

 planu.

Skin a g ow , a jej u miech zgas  nagle. Wilks opar  si  wygodnie o oparcie i wypu ci  g

no

powietrze.

Teraz ju  nie by o odwrotu.

ROZDZIA  10

Ripley by a ostatni  osob  na Kurtzu, która jeszcze nie spa a. Sprawdzi a jeszcze raz kurs

statku, trz

c si  z zimna. Mia a na sobie tylko cienki kombinezon i bielizn ; ubiór przeznaczony do

komory hipersnu. Nie zabezpiecza  on wcale przed ch odem wn trza statku. Wydajno  nagrzewnic
powietrza i wymienników zosta a ju  zredukowana do minimum. Ca y system w czy si  ponownie

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

na par  godzin przed ich obudzeniem, albo raczej zanim ona si  obudzi. Ustawi a swoj  komor  na
wybudzenie o godzin  przed innymi. Zrobi a tak bez  adnego powodu, po prostu instynktownie.

Kiedy wszystko ju  sprawdzi a, podesz a boso do komory. Cz onkowie za ogi ju  spali. Byli

ze swymi snami. Ripley mia a nadziej ,  e nic nie zak óci ich snu. Jak dot d wszyscy wiele jej
pomogli. By a zadowolona.

Ostatni rzut oka na pomieszczenie, w którym znajdowa y si  komory. Ciekawa by a, co jej si

przy ni podczas snu, który przypomina

mier ...

Cia em Ripley wstrz sn  dreszcz. Nacisn a klawisz uruchamiaj cy mechanizm komory.

Wzdrygn a si  ponownie. Tym razem nie z powodu zimna.

Wilks ju  tam kiedy  by . Pewno  tego faktu tkwi a w jego  wiadomo ci. Sta  w jakim

ciemnym miejscu, a w powietrzu kr

y strach i oczekiwanie.

- ...s  wsz dzie wokó  nas! - krzykn  kto  za jego plecami. G os wyda  si  mu znajomy,

podobnie jak ca e otoczenie.

Gdzie  z przodu, w gor cych, wilgotnych ciemno ciach rozleg  si  ostrzegawczy d wi k

alarmu. Ogromne zwoje b yszcz cej czerni pokrywa y wszystkie  ciany wokó  niego.

- Nie - mrukn  cicho.
To nie mog o by  to. On sam i wszyscy inni znale li si  na Rim. Na planecie, gdzie obcy wybili

jego oddzia , gdzie on mia  umrze ...

- Zamknijcie si ! - rykn  nagle.

Wiedzia , co musz  zrobi . Mia  w tym do wiadczenie.

-  Pilnowa   swego  pola  ostrza u!  Wszystko  pójdzie  dobrze!  Ju   o mioro  z  jego  oddzia u  nie

o. Jako kapral by  teraz najwy szy rang  i musia  wszystko kontrolowa .

Wewn trz kryjówki obcych us ysza  strza y karabinowe. Ma a dziewczynka uwiesi a si  jego

ramienia. Billie.

- Spokojnie, kochanie - powiedzia .
Gdy podnosi  j  w gór , odwróci a sw  zap akan  buzi  i spojrza a na niego. Wsz dzie wokó

skrzecza y i sycza y potwory. S ycha  by o grzechot maszynowej broni.

- Wszystko dobrze si  sko czy. Wrócimy na statek i wszystko b dzie dobrze.
Próbowa  biec, ale nogi wros y mu w plaston. Wszystko dzia o si  tak szybko, a on nie móg

si  poruszy . Wykrzycza  kolejne rozkazy, chocia  nie widzia , komu je wydaje. Którzy z jego

nierzy jeszcze  yli?

- Celowa  dok adnie. Strzela  tripletami. Nie mamy na tyle amunicji,  eby traci  j  na ci

y

ogie !.

Przed nim by y zapiecz towane drzwi: B

 musieli si  przez nie szybko przedrze . Reaktor

stopi si  niebawem, a tu  za nimi by y ca e gromady obcych.

Billie krzykn a, kiedy próbowa  j  postawi  na ziemi. Bo e, jaka by a ma a.
- Musz  otworzy  drzwi - wyja ni .
Kto  wyszed  z ciemno ci i chwyci  ma . Odwróci  si  zadowolony i...

- Leslie?

Ubrana by a w kimono. Karabin mia a zarzucony na rami . - Wezm  j  - powiedzia a z

miechem.

le, co  tu jest nie tak...

Nie ma czasu na my lenie. Wyci gn  zza pasa plazmowy przecinak i uruchomi  go. Zamek

rozp yn  si  i  ciek  jak woda pod o lepiaj cym ostrzem plazmy.

Drzwi otworzy y si .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wiedzia ,  e si  zbli a nieuniknione. Czu ,  e czeka tam na niego królowa. Kiedy  ju  o tym

ni ...

Lecz nie.

Wszed  w mroczn  pustk  korytarza. Szybko  cich y g osy dochodz ce z hallu. Zapanowa a

miertelna cisza.

Nagle stan a przed nim Billie. Nie ma a dziewczynka, któr  by a jeszcze przed chwil , lecz

doros a kobieta ubrana w wojskowy mundur. Spostrzeg ,  e obna

a jedn  ze swych ma ych piersi.

Jasna skóra po yskiwa a od potu. Dziewczyna powoli zbli

a si  ku niemu. Twarz mia a spokojn  i

pi kn .

- Dawidzie - szepn a i przylgn a do niego.

Poczu  nag e gor co w dole brzucha, a po chwili jego cz onek wypr

 si  i stwardnia .

Poczu  si  nieswojo. Nie, to nie mo e si  sta .

- Billie - odezwa  si . - Musimy si  st d wydosta . Nie mamy czasu...

Zamkn a mu usta gor cymi wargami. Przesun a po nich koniuszkiem j zyka. Zamkn  oczy,

a ona przesuwa a d

mi po jego ciele. Coraz ni ej...

Kiedy stan  ju  na progu rozleg  si  og uszaj cy ha as nowe, krzyki... rozkoszy, nagle za ich

plecami Wycie alarmów, strza y karabinowe, krzyki... Oderwa  si  od Billie i chwyci  za pas.
Otworzy  oczy. Szybko, si gn  po bro , zrobi ...

Sta  sam nieuzbrojony. Okr ci  si  wokó , rozgl daj c za Billie, szukaj c kogokolwiek,

us ysza ,  e nadchodz  potwory. Zbli aj  si , a on nic nie widzi. Mechaniczny g os komputera
oznajmi ,  e reaktor ulegnie stopieniu w ci gu pi ciu sekund.

- Nie! - wykrzykn  i upad  na kolana. - Nie, nie, nie... "Trzy sekundy. Dwie. Jedna. Stos

zaczyna si  topi ...

wiat sta  si  nagle o lepiaj co bia y.

Billie i Ripley sz y obok siebie w ciemno ciach tunelu, gdzie  na Ziemi. Nie by o tu ani zimno,

ani gor co. Powietrze by o nieruchome i ciche.

Billie kilka razy spogl da a na Ripley, ale ta mia a oczy bez przerwy wpatrzone w g bi

korytarza.

Szuka y Amy. Billie pomy la a,  e znalaz y si  w jakim  ci gu komunikacyjnym. Chcia a

spyta  Ripley, ale nie mog a wydoby  z siebie ani s owa. Nic nie powiedzia a.

Obawia a si ,  e mo e w jaki  sposób przegapi  dziewczynk . Zadowolona by a,  e Ripley z

ni  jest. Je eli ktokolwiek potrafi odnale  Amy, to z pewno ci  tym cz owiekiem jest starsza
kobieta id ca obok niej. Zreszt , niewa ne kto j  odnajdzie, byle tylko 

a...

Dosz y do miejsca, gdzie tunel si  rozwidla , a oba korytarze wiod y w mrok. Ripley bez s owa

skr ci a na lewo. Billie chcia a i  za ni , ale przecie  Amy mog a znajdowa  si  w prawej odnodze.
Wesz a sama do ciemnego korytarza.

Utrzymywa a sta e tempo od kilku, jak jej si  wydawa o, godzin. Sz a prosto. Jedynymi

wi kami by y odg osy jej kroków i oddechu. Odbija y si  cichym echem w pustce. Wiedzia a,  e

nie mo e niczego zobaczy  - tunel nie by  przecie  o wietlony - ale w jaki  dziwny sposób
rozró nia a kolejne cz ci korytarza, zanim do nich dosz a.

Nagle, gdzie  daleko przed sob , us ysza a jaki  d wi k. Zatrzyma a si  nas uchuj c. P aka o

dziecko. Samotny lament lecia  wzd

 tunelu i otacza  j  niewidzialn  otoczk . Akustyka by a tutaj

niesamowita. Billie nie potrafi a okre li  jak daleko znajduje si  p acz cy dzieciak.

- Amy ! - krzykn a. Zawodzenie nie ustawa o.

By a pewna,  e to w

nie ona. Zacz a biec. - Trzymaj si , Amy! Id  do ciebie!

wi k jej g osu zabrzmia  dziwnie p asko w przepe nionej echami pieczarze.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Bieg a d ugo, a  zobaczy a,  e tunel skr ca., Czu a,  e za zakr tem jest Amy. W ko cu...

- Amy !

Wybieg a zza rogu i zatrzyma a si . Serce wali o jej jak oszala e. Ciemno ci otacza y j

nieprzeniknion  zas on . Poczu a zimno.

Tunel rozga zia  si  w pi  kolejnych korytarzy. Gdzie  daleko ci gle s ycha  by o p acz

dziewczynki. Billie usi owa a ustali , z którego tunelu dochodzi.

- Gdzie jeste ? - zawo

a, lecz nie us ysza a  adnej odpowiedzi poza szlochem zagubionego

ma ego dziecka. Osun a si  na pod og . Obj a r kami g ow  i zacz a p aka . Czu a si  tak
samotna, jak jeszcze nigdy w  yciu. Zagubiona i przera ona, jak to niewidoczne dziecko w oddali:
Us ysza a,  e kto  wo a jej imi , lecz nie by a to Amy. Nie mia a si y odpowiedzie  i nie zale

o jej

na tym. Nigdy ju  nie odnajdzie Amy. Teraz to wiedzia a.

Otar a  zy. Nie by o nadziei. Nie by o  adnej nadziei!

ROZDZIA  11

Ripley wsun a stopy w buty i ziewn a szeroko. Czu a si  wyczerpana i jakby brudna,

skacowana od d ugiego snu. Wiedzia a,  e pr dko jej przejdzie, gdy tylko zacznie si  rusza . Z e
samopoczucie nie powstrzyma o jej od uwa nego sprawdzenia wszystkich zamkni tych jeszcze
komór, w których spoczywa a za oga. By y czasy, kiedy spanie wydawa o si  niesko czenie lepszym
wyj ciem ni  czuwanie.

Westchn a, wyci gn a r ce nad g ow , a potem z rozmachem schyli a si  do stóp. Jaki

wyrwany z pami ci obraz zamajaczy  jej w my lach - co , co mia o zwi zek ze  wie o wyklutym pta-
kiem. Dmuchawy ciep ego powietrza w czy y si  zgadnie z planem i basowy szum mechanizmów
rozlega  si  w kabinie hipersnu. Pomieszczenie nie nagrza o si  jeszcze dostatecznie i by o ci gle tak
zimne,  e oddech skrapla  si  natychmiast po opuszczeniu ust. Do czasu, kiedy inni si  obudz ,

dzie ju  cieplej. Z pewno ci  ptak, który pierwszy pojawia  si  w gnie dzie, mia  najbardziej

gor

 krew.

Jej sen by  g boki i nie zak óci y go  adne majaki. Chocia  nie obudzi a si  zbyt  wie a, mog a

od razu zaj  si  wa nymi sprawami. Jej g ówny plan zabrania królowej na Ziemi  by  w porz dku,
chocia  wydawa  si  pozbawiony zdrowego rozs dku. Jednak szczegó y ci gle rysowa y si  nieco
mgli cie. Po pierwsze, jak za adowa  potwora na pok ad - przecie  monstrum z pewno ci  nie
wskoczy samo do w azu, kiedy grzecznie poprosz :

- Przepraszam, czy nie zechcia aby pani podej  nieco w t  stron ?
Dobra, nie wszystko naraz. Znajdowali si  o trzy dni lotu od planety królowej. To du o czasu,

eby co  ustali .

Ripley pozna a rozk ad statku jeszcze w Stacji, ale mo e spacer po jego pok adzie wyzwoli

jaki  drzemi cy w pod wiadomo ci pomys .

Wysz a do przera liwie zimnego korytarza.

Kurtz by  dwuzadaniowym frachtowcem. Zbudowano go nie tylko do podró y w g bokiej

przestrzeni, ale tak e do penetracji planet i ich l dów. Mia  kszta t starodawnego bolidu z p etwami,
by  p aski na spodzie i w wi kszym lub mniejszym stopniu aerodynamiczny. Uczy a si  lata . Na
takich statkach. Swoj  licencj  pilota otrzyma a na jednym z nich. Nie ró ni  si  wiele od Kurtza.

Wy szy poziom, na którym si  teraz znajdowa a, stanowi y pokoje rozdzielone g ównym

korytarzem, który bieg  przez ca  d ugo  statku. Stanowisko dowodzenia znajdowa o si  z przodu
i po lewej, Naprzeciw niej wida  by a rz d drzwi, Prowadzi y do pokoi za ogi.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Mo e wi c ma a przechadzka? Zacz a i  w kierunku rufy.

Ka dy pokój mia  swoj  cz

azienkow , ale natrysk by  wspólny, by  atwiej regulowa

zu ycie wody. Mie ci  si  pomi dzy ostatni  kabin  a male

 salk  do  wicze . Za ni  by o

centrum medyczne, które wydawa o si  zimne i sterylne. Przynajmniej tak wygl da o przez drzwi z
pleksifleksu. Przy odrobinie szcz cia nie b

 musieli z niego korzysta .

Dotar a do ko ca korytarza i odwróci a si  w stron  dziobu. Teraz po jej lewej stronie

znajdowa a si  cz

 magazynowa, gdzie komandosi z

yli swoje wyposa enie, zanim weszli do

komór snu. Potem by a mesa. Jej 

dek skurczy  si  nagle na my l o jedzeniu. Popatrzy a na

przymocowane do pod ogi sto y i krzes a. Ten pokój mo e im s

 za sal  konferencyjn . Po

namy le przesz a dalej, postanawiaj c zje  razem z innymi.

Znalaz a si  na powrót w miejscu, z którego wyruszy a przy komorach hipersnu. Wszystko

wszystkim, to by  dobry statek. Troch  wi kszy ni  tak naprawd  potrzebowali, ale to w niczym nie
przeszkadza o. Poza tym przypomnia a sobie czyje  s owa,  e z odziej zawsze lubi wygody.

Potrz sn a g ow . Znowu ten sam problem: wygrana czy pora ka.
Posz a na stanowisko dowodzenia, mijaj c ponad dwadzie cia foteli dla za ogi. Wesz a do

oddzielonego pomieszczenia dla pilotów. Sta a przez moment i przygl da a si  konsoli, jej
kolorowym  wiate kom kontrolnym, które jarzy y si  w mrocznej kabinie. Lot przebiega
bezproblemowo. Alarmy by y nieme. Ruszy a w stron  jednego z pi ciu szybów ze schodami, by
zej  na ni szy poziom.

Min a pomieszczenie komputera i luk z l downikiem. Nie zwróci a na nie wi kszej uwagi.

Serce zacz o bi  jej mocniej dopiero przed podwójnym w azem prowadz cym do  adowni. To by o
to, co chcia a sobie obejrze . Nowy dom dla królowej. Wci gn a g boko powietrze i wesz a do

rodka.

Sta a w ogromnej komorze pokrytej grub  warstw  spieków karbonowych. Tylko o wietlenie

by o wolne od tej pow oki, lecz os oni te za to grubymi p ytami z pancernego szk a. Kwasoodporne
szare pokrycie  cian nadawa o  adowni wygl d gigantycznego jelita ogl danego od  rodka.  ciany
by y suche, ale wygl da y na mokre, wr cz o liz e. W pobli u by y dwie klatki schodowe. Jedna
prowadzi a do komór hipersnu, druga do mesy. Obydwie ko czy y si  hermetycznym w azem i do-
datkowo super grubymi drzwiami ci nieniowymi. Trzeba je b dzie sprawdzi , zanim za aduj  swój
szczególny  adunek. Ostro no ci nigdy za wiele. To miejsce mia o powstrzymywa  przed
wydostaniem si  wszelkie, najbardziej zjadliwe biologiczne, chemiczne i promieniotwórcze odpady,
jakie potrafi  wyprodukowa  cz owiek. In ynierowie, którzy zaprojektowali w az, wiedzieli,  e
zwykle tak niebezpieczny  adunek przewo ony jest w specjalnych pojemnikach w stanie sta ym lub
jako ciecz w zaplombowanych bary kach. Lecz w przypadku zagro enia drzwi mog y by  zamkni te,
a  adunek przepompowany specjalnymi rurami.  adowni  mo na by o w ten sposób zamieni  w
gigantyczne akwarium z toksycznym p ynem.

Jedynym d wi kiem przerywaj cym cisz  by  jej w asny oddech. Rozejrza a si  po komorze i

pokiwa a g ow . Odpowiednie miejsce dla tej suki. Niech spróbuje wbi  z by w t  pow ok , niech
siedzi tu jak pluskwa i my li, jaki los przypadnie jej w udziale. Pieprzy  j . Niech zdechnie.

Obejrza a wszystko, co chcia a zobaczy . Nied ugo zbudzi si  reszta za ogi. To, czego teraz

najbardziej pragn a, to zje  co  i wej  pod gor cy prysznic. Nie mia a  adnych rewelacji do
opowiedzenia, ale mo e innym przy ni o si  co  wa nego.

Ruszy a z powrotem do schodów wiod cych do pomieszcze  komputera. Pomy la a,  e mo e

blisko  planety spowoduje,  e sny b

 zawiera y wi cej szczegó ów. Mo e przyjdzie komu  do

owy pomys  daj cy si  wykorzysta . By y to tylko przypuszczenia, ale przecie  ca a ich wyprawa

nie opiera a si  na niczym innym. Grube p yty schodów dudni y g ucho pod jej butami.

miechn a si  do siebie. Powietrze sta o si  ju  cieplejsze. Mo e królowa powie im jak j

schwyta , je eli uprzejmie j  poprosz . To by aby bardziej zwariowana rzecz ni  ca a wyprawa.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilks us ysza  kilka st umionych chrz kni  dochodz cych z s siednich komór. Cz onkowie

za ogi gramolili si  na zewn trz, przeci gali, zak adali ubrania. Powoli wracali do  ycia. Sier ant
przechyli  g ow  do ty u i usi owa  usun  ból tkwi cy g boko mi dzy  opatkami. Miewa  ju
gorsze kace, ale wybudzenie si  z hipersnu zawsze wywo ywa o u niego uczucie dezorientacji i
zagubienia. Nie bardzo pami ta , czy  ni o mu si  co ...

- Dzie  dobry, Wilks - us ysza  g os Billie.

Obesz a komor  dooko a i stan a obok niego. Rozprostowywa a i zaciska a miarowo palce.

Twarz mia a blad .

- Widzia

 Ripley?

Patrz c na ni  przypomnia  sobie fragmenty snu, bardziej uczucia ni  obrazy. By o tam co  z

Billie. Seks? Odwróci  si  na chwil  od niej.

- Nie. Mam nadziej ,  e robi kaw . - Pragn , by te s owa zabrzmia y lekko i niefrasobliwie.

Kiwn a g ow  i posz a w kierunku natrysków.

Wilks naci gn  buty. Mo e pójdzie pod prysznic po  niadaniu. Ziewn  szeroko i ruszy  w

lad za innymi do mesy.

Ripley rzeczywi cie zrobi a kaw , a na dodatek wyj a kilkana cie pakietów z jedzeniem i

sztu ce. Siedzia a teraz przy jednym ze stolików i dziuba a widelcem w paruj cym daniu.

Wilks nala  sobie kawy do fili anki i wzi  tac  z pakietem opisanym jako potrawka. Usiad

naprzeciw Ripley.

- Cze  - powiedzia . - Wcze nie wsta

.

Kiwn a g ow  i popatrzy a na jego  wie o rozpakowane danie. Mimo opisu wygl da o

dok adnie tak samo, jak jej szarawa bryja z soi. Skrzywi a si .

- Powinni pomy le  o kolorowaniu tego  wi stwa - odezwa  si . - Dobrze spa

? .

- Tak jak tego oczekiwa em. Ale wy

enie z 

ka by o

potworne.. Znowu kiwn a g ow  i zacz a je . Wilks uszanowa  jej milczenie i skupi  sw  uwag
na reszcie za ogi, która w

nie przyby a do sto ówki.

MeQuade wygl da  na zmizernia ego i w ciek ego. Brewster zauwa

 to natychmiast.

- Na Budd , kapitanie, wygl dasz jak rzadkie gówno. Odwróci  si  do Carveya i doda :

- No wiesz, mówi ,  e ci ko jest podró owa  w starszym wieku.

Kapitan zmierzy  Brewstera zimnym spojrzeniem.

- W

nie, by oby lepiej dla wszystkich, gdybym si  wyspa , ale wasze dziewicze pierdni cia

wydobywaj ce si  przez ca y czas z komór nie pozwoli y mi usn .
Carvey parskn  zduszonym  miechem.

Brewster pomy la  o powrotnej drodze. Zawaha  si  przez chwil  i w ko cu wykrztusi :

- Eee.. przepraszam, panie kapitanie. Ja... McQuade przerwa  mu:
- Dobra Twoja matka ju  mnie przeprosi a. To jest dok adnie to samo, co powiedzia a mi w

mojej kwaterze, w Stacji. Tylko to powiedzia a, bo ca y czas mia a pe ne usta...

Teraz nawet Brewster si  roze mia .

Wilks te  si  u miechn . Kapral zosta  zrobiony na szaro. Moto i Falk razem wzi li tace z

jedzeniem.

- Co to jest? - spyta  olbrzym i wskaza  na talerz z jak  rozdrobnion  substancj .

- A, to. Widzisz ulubiony przez wojsko chleb z kukurydzy - odpowiedzia a Moto i po

a

kawa ek na swój talerz. Przyzwyczaisz si  do niego.

- Jak matka Brewstera - odezwa a si  Adcox i u miechn a si  s odko do komandosa.

Ten wrzuci  w

nie na talerz kawa  sojowego substratu. - Ale  mieszne, Adcox.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilksa nieco zaskoczy o to przekomarzanie si  innych, lecz jednocze nie poczu  zaprawion

gorycz  nostalgi . Urz dzanie sobie kpin z kolegów by o integraln  cz ci

nierskiego  ycia;

zwyczaje si  nie zmieni y. Ju  du o czasu up yn o od chwili, kiedy ostatni raz przebywa  w takim
towarzystwie. Teraz prawie s ysza  swych starych kumpli, jak rozmawiaj  i przerzucaj  si

artami.

Ich g osy panowa y przez chwil  nad gwar  rozmów za ogi Kurtza. Jasper, Cassady, Ellis, Quinn,
Lewis. Jak zawsze w takiej chwili, czu  gorycz pora ki. On ci gle 

, a oni odeszli.

Wesz a Billie. Podchodz c do lady z potrawami, zwi zywa a w osy w kucyk.

Wilks chcia  j  zawo

, ale ubieg a go Adcox i porwa a do swojej grupki. Billie machn a

tylko r ka sier antowi i Ripley. Potem usiad a i zacz a rozmawia  z trójk  kole anek.

Wilks s czy  kaw  i rozgl da  si  po mesie. Spostrzeg ,  e dwójka komandosów spogl da

ustawicznie w kierunku Billie. Szczególnie cz sto robi  to Brewster. U miecha  si  do niej bez
przerwy, kiedy Carvey snu  jakie  zabawne opowie ci o i barach w Stacji.

Sier ant poczu  nagle nieznan  mu dot d potrzeb  chronienia tej dziewczyny. Brewster nie by

w jej typie, tego by  pewny. Potrzebowa a kogo  dojrzalszego, kogo , kto potrafi oceni ... "Jak ja" -
przemkn o mu nagle przez my l.

mieszne. Mieli wcze niej okazj , ale zdecydowali si  i  w asnymi drogami. Wszystko, co

czu  do tej dziewczyny, to tylko przyja

, zawi zan  podczas wspólnych prze

.

"A ten sen..." - szepn  wewn trzny g os.
Odwróci  wzrok od grupki, w ród której siedzia a Billie. Dobrze,  e w ko cu znalaz a ludzi w

swoim wieku. By  mo e jego troska o ni  by a po prostu wyrazem ojcowskich uczu ... Tak, chyba
tak w

nie jest.

Billie stwierdzi a,  e bardzo polubi a Dylam Brewstera. By  nieco nie mia y, o lekko

sarkastycznym sposobie bycia i jasnym, szczerym u miechu. By  te  bardzo mi y. On i Tom Carvey
zawsze trzymali si  razem, a ich wzajemne uczucia by y dla wszystkich oczywiste. Mia a nadziej ,  e

 one jedynie wyrazem braterstwa.

Przys uchuj c si  ich rozmowom, pomy la a o Mitchu. Poczu a ból, jak w  wie o rozdrapanej

starej ranie. Ci gle my la a o nim i ci gle czu a ból z powodu jego utraty. Nie powinna siedzie  tu i
my le  o innym m czy nie.

Jezu, przecie  jad a tylko z nim  niadanie, a nie podrywa a go. Jednak za ka dym razem, gdy

Brewster popatrzy  na ni , czu a lekkie mrowienie w okolicy 

dka.

Popatrzy a w stron  Wilksa. Siedzia  i gapi  si  w g b fili anki z kaw . Kim jest dla niego?

Albo kim on jest dla niej? Czu a si  zwi zana z nim, czu a swego rodzaju...

Za du o my li. Poczu a si  zm czona rozwa aniem swoich zwi zków z innymi w nieca

godzin  od przebudzenia si . Sny równie  j  wyczerpa y. Szuka a Amy i nie znalaz a jej.
Przypomnia a sobie,  e  ycie tej ma ej dziewczynki jest teraz najwa niejsz  spraw .

Ripley wsta a i powiod a wzrokiem po siedz cej wokó  za odze.

- Przepraszam - powiedzia a - skoro wszyscy tu s , chcia abym przedstawi  kilka propozycji.

Wszyscy zamilkli. Billie nawet od

a widelec.

- Dzi ki. My

,  e nasze sny mog yby powiedzie  nam co  nowego, skoro planeta jest ju  tak

blisko. Mo e b dzie to dok adniejsza lokalizacja, mo e liczba obcych, mo e co  innego. Chcia abym,

eby cie zapami tali sny z dzisiejszej nocy, a jutro porozmawiamy o tym.

Jedna rzecz powtarza si  w danych was wszystkich: jeste cie twórczymi i wra liwymi osobami.

Pomy lcie o tym. Jestem otwarta na wszelkie pomys y, wi c gdy przyjdzie wam co  do g owy,
powiedzcie mi o tym.

Usiad a i zacz a po cichu rozmawia  z Wilksem. - My le ? Ale o czym? - spyta  Carvey.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Czy rozumiesz s owo "pomys ", Cary? To co  takiego jak my l, ale z rodzaju tych

najnowszych. - Brewster u miechn  si  wyra nie z siebie zadowolony.

- Wytrzyj sobie pod nosem, dzieciaku. Rozumiem,  e jeste  tak "wra liwy", jak moje buty...

Billie przesta a s ucha  rozmowy dwójki 

nierzy i zamy li a si  nad s owami Ripley. Ba a si

snów i sprawdzi a wszelkie medykamenty, jakie tylko by y w Stacji, by ich unikn . Teraz majaki
maj  nasili  si  i maj  by  bardziej szczegó owe. Wzdrygn a si  na t  my l. Koszmary istnia y w jej

wiadomo ci od dzieci stwa. Nie potrafi a powstrzyma  ich nawet na krótki czas. Cholera!

Potem, kiedy rozejrza a si  po bladych twarzach reszty za ogi, pomy la a,  e s  przecie

rzeczy znacznie gorsze ni  przera aj ce sny. Wszyscy tutaj to zrozumieli, ca a ludzko  o tym
wiedzia a.

Brewster pos

 jej u miech i ona równie  u miechn a si  do niego. Poczu a ciep o na

policzkach. Có , przynajmniej nie jest ju  samotna. Wszyscy tutaj byli jedn  wspólnot .

ROZDZIA  12

Keith Dunston sta  po rodku mrocznej nory królowej. Powietrze by o tu wilgotne i gor ce,

gdzie  kapa a woda. Otacza y go ciche d wi ki - szmery i trzaski - jakby kto  skroba  paznokciami
po szkle, albo szele ci y w mroku jakie  zupe nie niewidoczne stworzenia. Wiedzia  co to jest,
wiedzia  te ,  e to tylko sen.

Trzyma  d onie przed twarz . Oddycha  powoli i miarowo. By  to sposób, którego u ywa  ju

wcze niej i zawsze udawa o mu si  opanowa  szalej

 pod wiadomo . Oczywi cie, teraz by o

inaczej. Teraz nie by y to jego my li, lecz kierowanie przekazami dochodz cymi do jego mózgu nie
by o potrzebne, wystarczy o panowa  nad sob .

Ogromny cie  przesun  si  przed nim. By  bardzo blisko. Móg  ju  rozró ni  jej kszta t. By a

wy sza ni  potwory na Ziemi, pot

niejsza, bardziej wynios a.

Podejd  do mnie... ,- us ysza .

os, który rozleg  si  w jego mózgu, przepe niony by  mi

ci  i b aganiem. Jego  wiadomo

przet umaczy a transmisj  w form , któr  potrafi  zrozumie , któr  zna . Zna  od dawna.

Zamkn  oczy i skoncentrowa  si  na odpowiedzi, jak to ju  kiedy  spróbowa  zrobi . Nigdy

mu si  jeszcze nie uda o. Mo e teraz.

Gdzie jeste ? Musz  ci  odnale .
Przyjd  do mnie, kocham ci , czekam...
 Wiem. 
Czy s z tob  inni?
Dunston czeka  z zamkni tymi oczami. D wi ki nadchodz cych obcych sta y si  g

niejsze,

wyra nie da y si  s ysze  w spokojnym powietrzu. Otacza y go, by y cora  bli ej. Jej dzieci. Setki,
mo e tysi ce, odpowiada y na jego pytanie swymi ruchami, szelestami, robieniem ha asu, jak jaka
szalona hybryda szara czy i dzikiego zwierz cia z sawanny.

Wcze niej sny by y odmienne, bardziej  ywe. Wyczuwa  pod stopami twardo  pod

a w

mrowisku, czu  ciep o wydobywaj ce si  z dziwacznych konstrukcji obcych. No i zapach. Panowa
nad wszystkim i by  mieszanin  zgnilizny, wymiotów i ubikacji chemicznej. Pomimo to emocjonalny
wp yw królowej by  obezw adniaj cy. Móg  go pokona , by otworzy  si  dla niej. Matczyna mi
wstrz sn a nim, kiedy królowa z delikatno ci  gwa ciciela usi owa a si  wedrze  do jego wn trza.

Umie ci  d onie przed klatk  piersiow  i splót  palce, pozostawiaj c wypr one jedynie

wskazuj ce.. Pierwsza  z dziewi ciu kanji sztuki Kuji Kiri - Tu Mo, kana  kontroli...

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Królowa skin a na niego, potem zacz a powtórnie nalega . Dunston zwolni  rytm swego

serca i szybko  przep ywu my li. Teraz spokój. Ruch, dzia anie nadejd  pó niej.

We  nie zawsze by  czas na uspokojenie.

Falk znajdowa  si  w gor cej,  mierdz cej kloace, gdzie przebywa a ona i jej b karty.

Pieprzona królowa. By  ju  tu wcze niej, ale tym razem wygl da o to jako  inaczej. Niby podobnie,
niby widzia  to samo, ale wszystkiego by o jakby wi cej. Powietrze by o przesycone wilgoci ; niemal
ci gn o si  jak jaki  gor cy klej. Wprost lepi o si  do cia a. Otoczenie 

o, by o pe ne

najró niejszych d wi ków, jakby znalaz  si  we j wn trzno ciach gigantycznej bestii.
Czeka , pe en z

ci i strachu, a  ona przemówi do niego. Chod  do mnie...

sta ciemno  tu  przed nim poruszy a si . Podniós  r ce, d onie zwin  w pi ci i czeka .

Chcia  zniszczy , urwa  jej ten pieprzony  eb i zata czy  dziko na jej ko ciach. Jej dzieci zabra y mu
Marl ...

Poczu  jak ogarnia go smutek, jak zatapia go fala ciemnego przyp ywu samotno ci. Te

bezmózgowe; wielkie robale wyrwa y z niego  ycie, sprawi y,  e wszech wiat sta  si  mniejszy i
zimniejszy. Dlaczego w

nie Marl ? Dlaczego?

Rozumiem...

os w jego g owie by agodny i cichy, lecz pe en si y. To nie królowa, nie szept, ale jakie

nadnaturalne królewskie brzmienie. Opu ci  r ce. Poczu  w asn  bezradno .

- Marla? - spyta .

os mia  zachryp y i dr cy. To chyba z powodu tego powietrza.

- Marla? - powtórzy . To chyba niemo liwe. Kocham ci .

To by  jej g os. Zna  to brzmienie i kocha  je. Ten niski, lekko ochryp y pog os. My la ,  e

nigdy go ju  nie us yszy. Spróbowa  zrobi  krok do przodu, ale stopy odmówi y mu pos usze stwa.
Rozejrza  si  dziko dooko a, lesz nie móg  przebi  wzrokiem otaczaj cych go ciemno ci. Nie
dostrzeg by, gdyby Marla znalaz a si  jakim  cudem w tym zakazanym miejscu.

Chod  tutaj: Czekam...

Nagle Falk u wiadomi  sobie,  e przecie  nie s yszy tych s ów. Pochodz  z wn trza jego

mózgu. I to tam w

nie ci gle 

a Marla. Tam i nigdzie wi cej. Ten g os by  sztuczk  i pochodzi

od królowej. A ju  mia  nadziej ...

Jego zak opotanie znikn o w mgnieniu oka, a na jego miejsce pojawi a si  w ciek

 tak

wielka,  e wstrz sn a ca ym jego cia em. Wszystko wokó  pokry o si  nagle czerwieni , a potem
ciemno  rozdar a si  i rozjarzy a gor

 biel .

Falk zaczerpn  powietrza i wykrzycza  ca y swój ból, sw  furi . Szara zas ona spad a mu na

oczy...

Charlene Adcox sta a w zaparowanej komorze królowej i próbowa a opanowa  przera enie.

Ba a si , ale wiedzia a,  e strach w niczym jej nie pomo e. Jej w asna matka powtarza a to
wielokrotnie, a ona jej wierzy a. Chocia  wizyty u doktora Torchina pomog y jej st umi  to
negatywne uczucie, prawie wyrugowa  z jej charakteru, to jednak...

Przesta o by  to teraz wa ne. Przyjrza a si  otoczeniu, w jakim si  znalaz a. Stara a si  nie

przegapi  niczego. Miejsce by o gor ce i wilgotne jak sauna, ale powietrze dodatkowo przesycone
by o zapachem zgnilizny. By o ciemno, a jedyne  wiat o wpada o tutaj przez kilka szczelin wysoko
w sklepieniu mrowiska. S ycha  by o d wi k wody i jakie  ruchy woko o, ale wszystko
koncentrowa o si ... gdzie  poza ni , i po lewej. Tam panowa  najg stszy mrok.

Pragn  ci , kocham.,.

Królowa zbli

a si , a jej wyznania dudni y Adcox w g owie. Razem z nimi, tak jak bywa o

wcze niej, pojawi y si  obrazy. Informacja nie mia a jednak w sobie nic ludzkiego. Punkty

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

odniesienia, dane telemetryczne, mapy gwiezdne widziane jak z g bokiego tunelu i przekazywane z
bezlitosn  si . I naleganiem. Wszystko stawa o si  ja niejsze...

Adcox poczu a nagle si  uczucia, które emanowa o z królowej, ale nie podda a si  mu. Mi

by a ogromna, lecz ca kowicie bezosobowa. Jej w asne my li by y silniejsze, kontrolowa y
emocjonalny chaos  wiadomo ci.

Czekam na ciebie...
Gdy matka obcych przemówi a, Adcox zrozumia a, gdzie jest. Znajdowa a si  gdzie  w kulistej

pow oce otoczonej wod . Konstrukcja by a dzie em obcych, z

ona, lecz wykonana z organicznych

materia ów...

Skoncentrowa a si  i spróbowa a wyobrazi  sobie geograficzny plan, ale nie uda o jej si .

Nawo ywanie dzia

o na jej pierwotne instynkty i nie mog a mu si  oprze , jednocze nie obawiaj c

si  ich szalonej si y.

Nagle królowa podesz a jeszcze bli ej, wystarczaj co blisko,  eby mog a j  dotkn . Jej obawy

znik y i strach si  ulotni .
To nie mo e si  sta ...!

Krzykn a, a ca a jej zdolno  do kontrolowania widziade  znik a, gdy królowa podnios a sw

szponiast

ap , by poci gn  j  za sob ...

ROZDZIA  13

Billie siedzia a w sto ówce obok Char i powoli pi a kaw . Patrzy a na innych, którzy schodzili

si  na  niadanie. Wygl dali jak ona sama: ciemne obwódki pod oczami, blade twarze i widoczne
napi cie nerwowe.

Obudzi a si  przera ona i jednocze nie w ciek a z powodu przekazu królowej. Ciekawa by a,

na ile prawdziwe s  informacje w nim zawarte. Nie dowiedzia a si  niczego nowego, z wyj tkiem
potwierdzenia,  e planeta, na której znajd  si  ju  jutro, jest t  w

ciw , Na pewno. Ró nice w

intensywno ci odbieranych transmisji nie pozostawia y w tpliwo ci.

Billie nie usn a ju  po obudzeniu si  z koszmaru. S ysza a jak Char krzyczy od czasu do

czasu, a  do  witu. Ich kwatery s siadowa y ze sob . Spojrza a teraz na przyjació

 z obaw , ale

wygl da o na to,  e m oda porucznik wzi a si  w gar . Usiad y razem, by porozmawia  o
wszystkim z wyj tkiem snów. Na to b dzie czas w trakcie zapowiedzianego spotkania z Ripley.

Wilks przyszed  ostatni. Wygl da  jakby ca kiem nie le si  wyspa . Billie poczu a zazdro  na

my l,  e sier ant nie nale y do ludzi prze ywaj cych potworne majaki.

Ripley opar a si  o jeden ze stolików, splot a ramiona na  piersi. Kiedy Wilks usiad , zacz a

mówi :

- Dzie  dobry. Mog  przypuszcza ,  e nikt nie spa  dobrze dzi  w nocy i wszyscy wiemy,

dlaczego. Chcia abym jednak; us ysze , czy ktokolwiek z was spostrzeg  w koszmarach co  nowego.

- Có , to jest ta planeta – odezwa a si  Billie. Wszyscy prawie jednocze nie kiwn li potakuj co

owami.

- Pieprzony strza  w dziesi tk  – stwierdzi  Carvey.
- Dobrze wiedzie  – przytakn a Ripley. – Adcox, jeste  jedyn , która wczesniej wiedzia a,

gdzie ...

- Zbudowa a swój kopiec w jeziorach albo na mokrad ach – powiedzia a Char martwym

osem. – Nie potrafi  dok adnie okre li . Jakie  gor ce miejsce. Jest okr

e jak kopu a, albo jej

cz

. Ona sama jest o wiele silniejsza ni  ziemscy obcy.

Dunston skin  g ow .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Pot

niejszej postury i znacznie inteligentniejsza. I jest z ni  ca y legion innych. Setki.

Ripley westchn a.
- Obawia am si  tego. Czy ktokolwiek dok adniej ustali  lokalizacj  ?
Jones odchrz kn  g

no.

- Ona jest gdzie  w najgor tszej cz ci planety. Nie widzia em kszta tu budowli, ale jest to w

jakiej  p ytkiej wodzie, gdzie  gdzie temperatura jest stale wysoka.

- Dobrze – stwierdzi a Ripley. – To jest cenne. Co jeszcze ?
Zapad o milczenie. Billie rozejrza a si  po pokoju. Brewster przechwyci  jej spojrzenie i

miechn  si  zm czonym u miechem. Ciekawa by a, co mu si

ni o. Carvey milcza  równie . Falk

gapi  si  na swe wielkie d onie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Moto i Tully rozgl da y si  i
czeka y, a  kto  wreszcie si  odezwie.

Wilks wsta  i przerwa  napi cie.
- Jeste my wystarczaj co blisko, by zebra  dane o powierzchni planety. Mo e natkniemy si  na

jaki  szczególnie gor cy punkt. Tully, mog aby  zrobi  takie pomiary ?

Kobieta kiwn a g ow  i podnios a fili ank  z kaw .
- No, dobra – odezwa a si  Ripley. – Wiem  e to grube oszacowanie, ale zamierzamy znale

si  tam ju  jutro, a ci gle nie jeste my gotowi do kilku rzeczy. McQuade i ja zamierzamy
popracowa  nad przygotowaniem kilku mechanicznych podno ników i mo emy potrzebowa
pomocy. Spotkajmy si  przy luku za adunkowym za pó  godziny.

Spotkanie by o sko czone. Billie nie czu a si  szczególnie g odna, ale podesz a do pojemnika z

jedzeniem i wybra a jedno z da . Mo e jedzenie troch  j  pobudzi do  ycia. Na

a sobie jak

naukow  wersj  jajecznicy i wzi a kawa ek chleba.

- Kiedy pokonamy wszystkie przeciwno ci tutaj – odezwa a si  Char – to co zamierzamy robi

po powrocie na ziemi . Czy kto  my la  ju  o tej odleg ej przysz

ci ?

- Nie wiem. S dz ,  e powinni my si  martwi  o to, gdy uda nam si  zaj  tak daleko.
Adcox poruszy a wargami, jakby chcia a co  doda , ale nie odezwa a si .

Jedzenie podjecha o zapakowane w biodegradowalne opakowania. By o gor ce ale wstr tne.

Billie zacz a je  swoje nie smaczne danie i zastanawia  si  nad ostatnim pytaniem Char. Co

zamierzaj  zrobi  ? Chyba odpowiedz na nie jest najwa niejsz  cz ci  ich misji.

* * *

Ripley zaskoczy o pytanie McQuada.
- Bomby Orony – odpowiedzia a. – Czy to nie oczywiste ? Nigdy ich nie odpalono.
McQuade wzruszy  ramionami.
- Nie znam nikogo o nazwisku Orona.
Zacz li w

nie prac  przy urz dzeniach za adunkowych. Inni powinni zjawi  si  za kilka

minut. We dwójk  rozmontowali dwa pot

ne d wigi Kurtza, spodziewaj c si  zrobi  z nich cztery

nowe. Mniejsze, l ejsze i lepiej zabezpieczone. Odg osy ich pracy rozlega y si  g

nym echem w

wielkiej  adowni.

Ripley po

a na pod odze wielki klucz maszynowy i odwróci a si  do McQuada.

- Orona by  rz dowym naukowcem. To on w

nie by  autorem pomys u detonacji  adunków

nuklearnych na zainfekowanych obszarach. Wszystko ju  by o gotowe, ale zgin , zanim zd
nacisn  guzik.

- Dlaczego nie zrobi  tego kto  inny ?
Tym razem Ripley wzruszy a ramionami.
- Mo e jaka  usterka. Mo e kto  zawaha  si , kiedy nadszed  czas to zrobi . Prawdopodobnie

wszyscy którzy potrafiliby odpowiedzie  na to pytanie, nie  yj .

McQuade sapn  ze z

ci.

- Pewnie dlatego tu jeste my, kapitanie.
Podnios a klucz i zacz a przymierza  si  do jednej ze  rub d wigu.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Wi c sk d dowiedzia

 si  o tym Oronie ?

Ripley odczepi a d wigni  i u

a j  na pod odze.

- Podstawowa wiedza, przynajmniej tak my

.

- Tak. Wgl da na to,  e Korpus mia  dost p do tych informacji, a ja nigdy o czym  takim nie

ysza em ...

Ripley skrzywi a si .
- Tym jest w

nie dla ciebie wojsko. Grupa wtajemniczonych, którzy nie dopuszczaj  innych

do tego, co sami wiedz . Przechowuj  kawa ki uk adanki jak diamenty w stalowych sejfach,  eby
nikt ich nie znalaz . A ludzie o to nie dbaj . Wi kszo  tych informacji u ywana jest wy cznie do
ró nych diabelskich sztuczek. – Nagle przypomnia a sobie do kogo mówi i doda a. – Nie bierz tego
do siebie.

- Nikt nie bra  tego powa nie, zgadzam si  z tob . Udzia  komandosów w tym kryzysie by  od

samego pocz tku  le zorganizowany. Paka genera ów lata a woko o i wsz dzie wtyka a swoje
paluchy. W wyniku dostali totalne zero. Dlatego tutaj jestem.

Wrócili do pracy, odk adaj c na bok cz ci maszyn, które mia y by  pó niej posk adane w

nowe urz dzenia. Ripley lubi a McQuada. Widzia a, jak szybko i efektywnie potrafi pracowa . We
dwójk  odwalili prawie po ow  roboty, zanim ktokolwiek pojawi  si , by im pomóc. McQuade nie
wiedzia  o bombach, chocia  ...

Usi owa a przypomnie  sobie, kto jej o nich powiedzia . O planie Orony. Us ysza a to nied ugo

po drugiej wyprawie LV – 426. Na pewno przed wyl dowaniem w Stacji ...

Brewster, Carvey Adcox i Billie weszli do komory i zbli yli si  do nich. McQuade podniós

pytaj co brew.

- Dalej, rozkazuj – powiedzia a. – To s  komandosi.
Obserwowa a, jak kapitan wydawa  komendy. Billie usiad a na pod odze i zacz a sortowa

ró nych rozmiarów  ruby, a trójka 

nierzy rzuci a si  do rozbierania drugiego d wigu. Pot

ne

klucze zgrzyta y w ich r kach, zapach smarów i rozgrzanego metalu przesyci  powietrze.

Dziwne, ale McQuade raz po raz spogl da  w jej stron  w czasie komenderowania swoimi

podw adnymi. Wiedzia a,  e za oga j  w

nie uwa a za przywódc  wyprawy, ale by a zaskoczona,

e ... sama odbiera to tak naturalnie.

Zwróci a swe my li w kierunku dalszej realizacji planów i jednocze nie zanotowa a w pami ci,

e musi popyta  innych, co wiedz  o Oronie.

Wilks pochyli  si  nad barkami Tully i odczytywa  dane o planecie.
-  Atmosfera zdatna co oddychania, ale na granicy normy – odezwa a si  techniczka. – Du a

ilo  ska

, ma a tlenu.

- Mog o by  gorzej - stwierdzi  Wilks. – W drowanie w skafandrach w tym klimacie by oby

czarni .

- Du o wody. Prawie osiemdziesi t procent powierzchni stanowi ocean. Na l dach jest te

du o jezior. Pe no  ladów rozpuszczonych minera ów i prawdopodobnie lokalnego  ycia. Picie tego
roso u nie by oby chyba rozs dne.

Wilks pochyli  si  ni ej. Ci enie by o o po ow  wi ksze ni  na Ziemi. Dobrze,  e wszyscy w

grupie s  silni fizycznie.

- Nie pij wody i nie oddychaj?
-Co?
- Stary  art - wyja ni . - Co jeszcze? Klimat, ro liny, zwierz ta...
- To wietrzna planeta - powiedzia a Tully — przynajmniej w górzystych regionach.  ycie musi

opiera  si  na cieple i truciznach, bo tutejsze s

ce nie  wieci wystarczaj co mocno przez grub

warstw  chmur. Nie jest to zbyt przyjemne. Musz  tu by  jakie  zwierz ta, chocia

adnego nie

widzia am.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilks s ucha . Przecie  pieprzone potwory musz  co  je . Mog oby by  gorzej, ale i tak

znajd  si  na planecie, gdzie jest gor co i wilgotno, a bieganie przy tej grawitacji b dzie wyzwaniem
nawet dla najsilniejszych spo ród nich. Dotrze  do mrowiska i opanowa  wszechpot

 królewsk

ow  pieprzonej matki obcych na jej w asnym terenie – wspania e zadanie. Nie ma problemu.

Przecie  komandosi s  chudzi, podli i nieprzyzwoici. No w

nie.

- W porz dku - odezwa  si . - Mo e uda ci si  okre li  najgor tsze miejsce na planecie. Warto

wyl dowa  w pobli u.

Opar  si  wygodnie o  cian  i przygl da , jak Tully poszukuje informacji. Matka Królowa

niew tpliwie wybra a najbardziej czarowny punkt na swoj  rezydencj  i pewnie nie b dzie jej chcia a
opu ci  bez walki. Kolejne niedobre miejsce na umieranie. My la  ju  o tym wiele razy,  e pewnie
zginie na tej wyprawie. Wszech wiat mo e przeznaczy  tylko pewn  ilo  szcz cia dla jednego
faceta i on je ju  dawno temu wykorzysta . Ech, do diab a z tym. Je eli teraz kolej na niego, to i tak
na o nic nie poradzi. Je eli nie, to ciekaw by , co mu si  jeszcze przydarzy.

ROZDZIA  14

Billie zmierzwi a w osy Dylana i przygl da a mu si  jak  pi. Czu a jego gor ce i g adkie nogi

na swoich. Nie ba a si  zapa  w sen - jej strach ulotni  si , kiedy Brewster wszed  do 

ka.

Interesuj ce, jak seks mo e uspokoi  cz owieka. Czu a si  wyciszona, zrelaksowana, chocia  mo e
nastawiona za bardzo introspektywnie.

Dylan zamrucza  przez sen i odwróci  si  od niej. Brewster. Dylan Brewster. Pojawi  si  u niej

w drzwiach zaledwie kilka godzin temu i spyta , czy nie potrzebuje towarzystwa. Poczu a wtedy, jak
delikatny dreszcz rozkoszy sp ywa jej w dó  po kr gos upie. Jaka uprzejma by a jego propozycja
sp dzenia razem nocy. Prawdziwy d entelmen... przynajmniej taki by  na pocz tku. Potem, kiedy si
kochali, by  nami tny i dziki.

Billie pami ta a, przeczyta a to gdzie  dawno temu,  e seks jest normaln  reakcj  w przypadku

zagro enia, jako rodzaj instynktu,  firmacji  ycia. Chyba tak rzeczywi cie by o. Polubi a mimo
wszystko tego m odego 

nierza i zadowolona by a,  e jest teraz razem z nim. Lecz nie kocha a

go...

Pomy la a o Mitchu i zaskoczona stwierdzi a,  e jego wspomnienie nie boli ju  tak bardzo.

Cokolwiek czu a do niego, nie mia o najmniejszego zwi zku z tym, co robili z Dylanem. Mitch
pragn  tylko czu  jej mi

, niezale nie od tego, czy mogli si  kocha  fizycznie. W tpi a,  e

móg by jej zazdro ci  spokoju my li.

Tego ranka za oga mia a spotka  si  i przedyskutowa  ostatnie szczegó y planu. Wyl duj  na

planecie za mniej ni  dwana cie godzin. Na t  my l 

dek skurczy  jej si  gwa townie. Gdyby

wszystko posz o po ich my li, szybko znale liby si  w drodze powrotnej na Ziemi . Czu a
zdenerwowanie i jednocze nie podniecenie. Dobrze by o by  znów w uderzeniu, ponownie walczy ,
zamiast siedzie  bezczynnie lub ucieka . Mo e uda si  zmieni  los ludzi, którzy zostali na Ziemi...

Wsun a si  g biej pod cienkie nakrycie i przylgn a do swego nowego kochanka. Chcia a si

troch  ogrza . Odwróci  si  do niej i uchyli  powieki.

- Jak tam? - odezwa  si  zaspanym g osem. -W porz dku?
- Pewnie. My

 o ró nych sprawach.

Ziewn  i zamkn  oczy, ale u miechn  si  nieznacznie.
- O czym konkretnie? - zapyta  i wsun  r

 pomi dzy jej uda.

Rozchyli a nogi i podkurczy a je troch .
- My la am,  e nie b

 ci  mia a ju  przez reszt  nocy - stwierdzi a.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Jej oddech sta  si  g

niejszy, gdy poczu a, jak palec Dylana w lizguje si  do jej wn trza.

- Nadal mnie nie ma. Po prostu zignoruj to, co czujesz.
Roze mia a si  i si gn a po jego wypr ony cz onek. Zacz a przesuwa  d

 w dó  i w gór

po g adkiej jak jedwab skórze. Dylan j kn  g

no, gdy wspi a si  na niego. Poczu a, rozpalon

twardo  przenikaj

 do g bi. Przesun a cia o, by znale  swe najczulsze miejsce. Poczu a, jak

rozkosz zaczyna w niej pulsowa ... "To jest w

nie  ycie" - pomy la a i krzykn a g

no.

Ripley sta a w luku za adunkowym i przygl da a si  ludziom, którzy tu si  zgromadzili.

Patrzy a, jak ch on li informacje przekazywane im przez Tully i Wilksa. Kr

yli ju  po orbicie wokó

planety. Kurtz wyl duje i wypu ci  adownik z ma  grup  wewn trz. Sprawdz , co dzieje si  na
powierzchni i prze

 raport reszcie za ogi. Wszyscy zgodzili si ,  e jest to najlepsza forma dzia ania

przed przyst pieniem do realizacji g ównego zadania. Trzeba sprawdzi , co czeka ludzi na tej
diabelskiej planecie.

"Chyba wreszcie, wraz z wiekiem, dojrza am" - pomy la a. Teraz nie robi a ju  nic pochopnie,

bez sprawdzenia.

Moto sugerowa a wys anie na pocz tek robota, ale jej propozycja nie znalaz a uznania. Nie

dlatego,  e by  to z y pomys , ale próbniki, które posiadali, mia y bardzo ograniczone mo liwo ci.
Nie wolno by o polega  na nich; mo na by za to drogo zap aci . Robot nie potrafi  dostrzec
wszystkiego, ani wyczu  zapachu mrowiska obcych, a to móg by da  im z udne poczucie
bezpiecze stwa.

Ripley musia a si  w tym momencie u miechn . Bezpiecze stwo. No w

nie.

Wilks i Tully zako czyli swoje wyst pienia i popatrzyli na ni . Wiedzia a, czego oczekuj .
- Có  - odezwa a si . - Czy kto

ni  ostatniej nocy o królowej?

Popatrzyli po sobie i zgodnie potrz sn li przecz co g owami. Najwyra niej nikt dzi  nie mia

koszmarów.

- Czy to znaczy,  e ona wie o nas? - spyta a Adcox.
- Mo e tak. Albo po prostu strzela za daleko. Trudno powiedzie .
Porucznik skin a g ow . Paru innych zrobi o to samo. - Wiecie ju  du o o tym miejscu -

mówi a dalej Ripley. - Nie b

 nikogo prosi  o nic, do czego sama nie jestem przygotowana, wi c

 równie  na  adowniku i potrzebuj  ochotników. Wi kszo  z was by a ju  w walce, ale

niektórzy s  silniejsi fizycznie, a to zwi ksza szans  na skuteczne dzia anie. To wy jednak musicie
podj  decyzj , nie ja. Niektórzy musz  pozosta  na pok adzie. Tully, ty jeste  magiem od
komputerów i zostajesz tutaj.

- Tak sobie wyobra

am - powiedzia a Tully.

Stara a si  mówi  ca kowicie oboj tnym tonem, ale Ripley us ysza a w jej g osie cie  ulgi.
Ripley mówi a dalej: - McQuade i Brewster s  pilotami. Nie widz  mo liwo ci ryzykowania

yciem którego  z was, wi c i wy zostajecie tutaj...

Brewster przerwa  jej:
- Hej, jestem gotowy lecie ! McQuade mo e kierowa  statkiem...
- S uchaj, nie powiedzia am,  e si  nie nadajesz, Brewster. Potrzebujemy ciebie na statku. Poza

tym kto  musi pozbiera  nasze resztki, je eli spieprzymy zadanie. Zgadzasz si  ze mn ?

- Tak - odpowiedzia  tonem, z którego wynika o,  e nie odpowiada mu taki obrót sprawy.
"Diab a tam si  zgadzasz" - pomy la a Ripley.
- Jones, ty tak e zostajesz.
- Mog  wam by  potrzebny - powiedzia  i wstrz sn  ramionami.
- To prawda. Ale je eli zostaniemy ranni, zawsze mo emy u

 zestawu pierwszej pomocy.

Lepiej zosta . B dziesz móg  nas naprawi  po powrocie we wzgl dnie bezpiecznym miejscu.

"Je eli tylko wrócimy" - przemkn o jej przez my l.
Wsta  Falk.
- Zg aszam si . Id .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Ripley z rado ci  powita a pierwszego ochotnika. Skin a mu g ow  i powiedzia a:
- Wspaniale, Falk. Witaj na pok adzie  adownika.
Dunston i Carvey wstali jednocze nie. Potem Adcox i Billie. Wilks zostawi  Tully i do czy  do

nich. Za nim posz a Ana Moto.

Ripley podnios a r

.

- Wystarczy - powiedzia a. - Jak ju  wspomina am, potrzebujemy zapasowego oddzia u na

wypadek, gdyby nam si  nie powiod o. Gdyby my poszli wszyscy, nie b dzie miejsca na bro . Moto,
zostajesz. Jeste  w ród nas chyba najlepszym strategiem. Billie...

- Id  - odezwa a si  cichym g osem dziewczyna.
W oczach Billie jarzy a si  tak nieodwo alna determinacja,  e Ripley zawaha a si , a potem

kiwn a g ow .

- Dobrze.
Odwróci a si  do McQuada i gestem pokaza a,  eby stan  ko o niej. Kapitan wyszed  do

przodu, odwróci  si  frontem do reszty i zacz  wyja nia , jak dzia aj  podno niki za adunkowe.

Ripley popatrzy a na za og . S  dobrzy, wszyscy z nich s  dobrzy. Mo e si  uda , po prostu

powinno si  uda . Co tam, musi si  uda .

Wilks sta  w kabinie sterowniczej razem z McQuadem, Brewsterem i Tully. Wszyscy

przegl dali odczyty z miejsca przeznaczonego na l dowanie. Brakowa o jeszcze tylko oko o
dwudziestu minut do przyziemienia i sier ant czu , jak adrenalina zaczyna kr

 mu w 

ach.

Ponownie zd a na spotkanie z obcymi. Dopóki chocia  jeden z nich pozostanie przy  yciu i dopóki
on sam jeszcze oddycha, b dzie stawa  twarz  w twarz z tymi potworami, a  zniszczy je ca kowicie.
Nie wydaje si  to by  naj atwiejszym zadaniem, ale ju  si  przyzwyczai .

Brewster wychwyci  jaki  ruch na po udniowej pó kuli w rejonie, który Tully okre li a jako

najgor tszy na planecie. Tam wyl duj  najpierw. Nikt nie w tpi ,  e tam w

nie jest Ona. Wszyscy

zdawali si  by  tego pewni.

Po wyborze zespo u  adownika, spotkanie trwa o jeszcze przez jaki  czas. McQuade

zademonstrowa  u ycie d wigów, a Ripley zrobi a ma e dochodzenie na temat Orony. O nim i jego
bombach wiedzieli Wilks i Ana Moto. Dziwne, ale poczu a co  w rodzaju ulgi,  e kto  jeszcze wie o
tym.

Wygl da o na to,  e schodzenie do l dowania mo e by  ci kie, wi c jeszcze raz sprawdzili

statek i zabezpieczyli wszystko. G upio by oby zosta  rannym przez jak  zapomnian  fili ank
kawy.

Wilks zauwa

, jak patrz  na siebie Billie i Brewster. Nie móg  zignorowa  tych spojrze  i

mia  o nich swe w asne zdanie. Có , to nie jego interes. Nie móg  jednak przeoczy  swych w asnych
odczu . Wiedzia ,  e Billie i ten kapral kochali si . Zacisn  z by. To by o... czu  si  niezr cznie,
chocia  nie bardzo wiedzia , dlaczego. Billie by a ju  du  dziewczynk  i nie potrzebowa  troszczy
si  o ni ... My lenie o tym na kilka minut przed wyl dowaniem na planecie królowej-matki obcych
by o g upot . Jakby nie mia  si  czym przejmowa . Potrz sn  lekko g ow  i skoncentrowa  si  na
ekranie komputera. Byli o krok od wielkiego pieprzonego zam tu i powinien si  ca kowicie skupi
na tym jednym zadaniu, a nie my le  o seksualnych podbojach Billie... Powoli, z wysi kiem wypchn
z g owy niepo

dane my li. Wci gn  g boko powietrze. Czas zrobi  wreszcie to, co ma by

zrobione. Wszystko inne ma drugorz dne znaczenie. Trzeba w ko cu kopn  w t  dup , albo
samemu poczu  pot

nego kopniaka. By  gotowy na obie ewentualno ci.

Semper fidelis, skurwysyny, i niech diabe  porwie tego, kto zostanie w okopie.

ROZDZIA  15

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Moto  ci gn a ochronne okulary i odwróci a si  do Ripley.
- Je eli to jej nie powstrzyma, nic jej nie powstrzyma - powiedzia a.

nie sko czy a spawanie brzegów zamkni cia jednego z w azów do  adowni. McQuade

ci gle jeszcze pracowa  przy drugim, a Ripley sta a ze skrzy owanymi ramionami i czeka a, a
roz arzony spaw ostygnie. Powietrze przesycone by o zapachem rozgrzanego metalu i stopionego
plastiku.

 na miejscu za kilka minut i da o si  odczu  napi cie panuj ce w ród za ogi. Zadziwiaj ce,

ale sama by a dziwnie spokojna.

Kapitan wy czy  palnik.
- Gotowe - powiedzia  to odrobin  za g

no.

Ripley kiwn a g ow . Pomy la a,  e powinna by  w tym momencie bardziej podniecona; jej

stan odpr enia wygl da  prawie na dekoncentracj . Nie by o to jednak rozproszenie uwagi, raczej...
"Spe nienie - pomy la a. - Znalaz am si  tam, gdzie pragn am by ".
Po sprawdzeniu obu w azów, Ripley zabra a kapitana i Moto na wy szy poziom. Klapy wydawa y
si  by  wystarczaj co solidne, a oni zrobili wszystko, co tylko mogli. Lecz to nie b dzie jaka
zwyczajna robotnica. Ripley mia a jednak nadziej ,  e królowa królowych nie b dzie zbyt pot

na.

Mia a ju  do czynienia ze zwyk ymi królowymi obcych - by y wi ksze, silniejsze i sprytniejsze ni
zwyk y potwór. Gdzie  w zakamarkach  wiadomo ci tli a si  nadzieja,  e ta jedna, najwa niejsza, nie

dzie czym  znacznie gorszym. Zreszt , to bez znaczenia. B dzie, co ma by .

Za oga usadowi a si  ju  na swoich miejscach. Billie rzuci a Ripley przelotny, nerwowy

miech, kiedy ta wesz a do kabiny sterowniczej. Brewster sprawowa  funkcj  pierwszego pilota; za

nim siedzia a Tully. Wilks w

nie dopasowywa  pas w jednym z foteli w drugim rz dzie.

Ripley podesz a do fotela drugiego pilota i usiad a.
Wilks odwróci  si  do niej.
- Hej, Ripley. Ustalili my schemat poruszania si  po po udniowej pó kuli. Na wypadek,

gdyby my musieli l dowa  tam...

- Nie "na wypadek" - przerwa a mu. - Ona tam jest. Wiesz o tym.
Sier ant pokr ci  g ow .
- Dobra, prawdopodobnie jest. Szybko si  o tym przekonamy. Swoj  drog , Tully natkn a si

na dziwn  formacj  skaln . Nie uwierzy aby , jak wygl da. Jak jaki  trik. Jest tak e niewielki wiatr.

Brewster odwróci  si  od konsoli i skin  na Wilksa.
- Gdyby to by o takie  atwe, ka dy móg by to zrobi . Zreszt , topografia terenu to problem dla

adownika. Ja mam tylko wyrzuci  was w odpowiednim momencie.

Ripley  us ysza a  gorycz  w  jego  g osie.  Ci gle  by   ura ony,   e  nie  w czy a  go  do  za ogi

adownika.

- Owszem, ale lot nie wydaje si

atwy. Dobrze,  e to ty siedzisz za sterami, Brewster. Taki

fachowiec jak ty nie powinien mie  problemów.

Brewster nie odpowiedzia , ale Ripley zauwa

a jakby jego napi cie nieco zmala o. Bardzo

dobrze. Wchodzili w decyduj

 faz  l dowania i ostatni  rzecz , której potrzebowali, by  obra ony

pilot.

- Carvey i ja ustawili my sektory w komunikatorze  adownika - odezwa a si  Tully. - Nie

musicie wi c obawia  si  zak óce .

- Wspaniale - pochwali a Ripley.
Zerkn a na odczyty instrumentów przed sob  i d onie same jej si  zacisn y. Brak

zdenerwowania sta  si  wspomnieniem. Teraz trzeba by o tylko siedzie  i czeka .

- My

,  e jeste my gotowi - powiedzia a.

- Dobra - odpowiedzia  Brewster. - Bo ju  jeste my na miejscu, wspó rz dne 0-6...
Reszty jego s ów ju  nie us yszeli. Zgin y w szumie, kiedy nacisn  guzik i polecieli w dó .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Billie chwyci a si  kurczowo fotela i zamkn a oczy. Jak zwykle w zerowym ci eniu, 

dek

zacz  wyczynia  dziwne rzeczy. Nigdy si  do tego nie przyzwyczai. Wyobrazi a sobie,  e Kurtz
przebija si  przez ci kie chmury, a deszcz b bni o jego pow ok ...

"Przesta  o tym my le " - skarci a sama siebie, gdy poczu a md

ci. Stara a si  zmusi  do

przyjemniejszych rozmy la : "Ostatnia noc z Dylanem, jego blisko , dotkni cia, jego ruchy g boko
we mnie, spadanie... O, Panie, o tym te  nie my l"

Nagle statek jakby wjecha  do jej brzucha. To nie by o ju

agodne spadanie, lecz co  znacznie

gorszego. Otworzy a oczy. Mia a nadziej ,  e sko czy si  to niebawem. Char odwróci a si  do niej z
wymuszonym u miechem na twarzy.

- Jeszcze  yjemy - powiedzia a.
Billie kiwn a w odpowiedzi g ow  i spojrza a na najbli szy monitor. Nic nie by o wida .

Ci gle byli jeszcze zbyt wysoko.

Wilks przechyli  g ow . Wygl da  na maksymalnie napi tego.
- Lokalny wiatr wieje z pr dko ci  130 w

ów - powiedzia . - Spycha nas w dó . Lepiej

ucieka , zanim zrobi si  niebezpiecznie.

Na d wi k jego g osu Billie poczu a jak wszystkie wn trzno ci skr ci y jej si  w jeden wielki

supe . "Jak wiele przeciwno ci musimy pokonywa ". Zdusi a w sobie narastaj ce poczucie
przera enia. Poczu a,  e ca e  ycie przygotowywa a si  na t  chwil . Wierzy a,  e tak jest. Teraz
by a gotowa ryzykowa  g ow  - dla Amy, dla Wilksa i Ripley, dla innych. Ka dy z nich mia  swój

asny osobisty powód, dla którego si  tutaj znalaz . Obowi zek. Honor. Popatrzy a na Falka, na

jego pust  twarz - on jest tu, by si  m ci . To nie  mier  j   przera

a, ba a si  niepewno ci.

Lot sta  si  g adszy, prawie spokojny.
Carvey i Falk odpi li pasy i podeszli do jednego z monitorów.
"Co, do diab a" - pomy la a Billie i wsta a, by do czy  do nich.
Przelecieli ju  przez chmury i wida  by o najbardziej opuszczone miejsce, jakie kiedykolwiek

widzia a Billie. Kurtz porusza  si  zbyt szybko,  eby przyjrze  si  uwa nie, ale tak daleko jak tylko
mo na by o dostrzec, powierzchnia planety by a taka sama. Ka

e p ytkiej, szarawej wody

rozci ga y si  ca ymi kilometrami, przerywane kawa kami brudnych zwa owisk skalnych. K pki
bezbarwnej ro linno ci, cz

 z nich by a z pewno ci  czym  w rodzaju grzybów, wyrasta y na

brzegu wód. Jaki  dziwny, be owy mech wydawa  si  pokrywa  wszystko wokó . Przelecieli nad
jakimi  niecodziennymi formami  ycia ro linnego, a Billie pomy la a,  e musi je uprawia  jaki
szalony ogrodnik. Mia y poskr cane ga zie i wij ce si  odnogi, które rozpo ciera y si  na wszystkie
strony i pulsowa y na wietrze. Billie dostrzeg a w ko cu niemo liwie wysok  kolumn  ska y,
wyrastaj

 z niesko czonego ciemnego morza. Co za mi e miejsce. Odwróci a si .

- Lepiej chod my do  adownika - powiedzia a g

no.

-  W

nie  -  zgodzi   si   Carycy  i  ruszy   w  kierunku  schodów.  Za  nim  poszli  Falk  i  Dunston.

Jones poszed  w kierunku dzia u medycznego.

Billie sta a przez chwil  nieruchomo i próbowa a przygotowa  si  do tego, co mia o nast pi .
- W porz dku? - spyta a j  Char.
Dziewczyna spojrza a na przyjació

 i spostrzeg a trosk  w jej twarzy.

- Tak, pewnie. Po prostu uspokajam nerwy.
Zesz y razem na ni szy poziom. Ci gle nie mog a opanowa  strachu. Przecie  byli tylko

niewielk  cz ci  jakiego  ogromnego planu; przecie  ich przeczucie powodzenia jest fa szywe;
przecie  nie id  tam z w asnej woli, ale s  prowadzeni na smyczy przez sny...

- Na Budd , co za wspania e miejsce - odezwa  si  Brewster. - Mo e powinienem przyjecha

tu na wakacje.

Prowadzi  teraz Kurtza przez dziwne otoczenie. Porywy wichru targa y statkiem tak mocno,

e zachodzi a obawa jego rozbicia.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilks przygl da  si  widokom w milczeniu. By o to najbardziej przez Boga zapomniane

miejsce, jakie kiedykolwiek widzia . Prawie czu  lepk , g st  wilgo  powietrza i odór alkalicznej
wody. Tylko od patrzenia na to wszystko dostawa  g siej skórki.

Brewster przerwa  jego zamy lenie.
- Znalaz em miejsce, gdzie jest wzgl dnie spokojnie. Niedaleko od g ównej trajektorii.
Przez minut  nikt si  nie odzywa .
- Ludzie, albo si  decydujemy, albo nie. Nie mog  tkwi  tu, w tym wietrze, w niesko czono .
- Dobra - zdecydowa a Ripley - lecimy tam. Wilks, wracamy do reszty.
Tully u miechn a si  do nich, kiedy mijali j , id c do schodów.
- Powodzenia - powiedzia a.
Brewster równie  podniós  kciuk na szcz cie, mimo  e w

nie manipulowa  przyciskami

konsoli.

Inni zgromadzili si  ju  wokó adownika. Wilks machn , by wchodzili do  rodka, sam wszed

jako ostatni. Sprawdzi , czy wszyscy zapi li pasy, a potem poszed  do przodu pojazdu. Billie
siedzia a przy konsoli. Mog a z tego miejsca sprawdza  to, co dzieje si  na zewn trz. Zbli ali si  do
miejsca znalezionego przez Brewstera.

W interkomie zatrzeszcza  g os:
- No, dzieciaki. Prawie dojechali my. - G os nale

 do Dylana Brewstera. - Tully mówi,  e

ruch powietrza prawie usta  i wydaje si ,  e to zas uga tej formacji na zachód od miejsca, gdzie
macie wyl dowa . Dok adnie w punkcie 7-2-7.

- Czy to jaka  skalna formacja? - spyta a Billie.
- Niestety nie. Wygl da na organiczn . S uchaj, Carvey. Ci gle winien mi jeste  pieni dze, wi c

uwa aj na siebie, dobrze? Wy wszyscy te  dbajcie o siebie.

- I ty tak e - powiedzia a Billie.
- Dzi ki, Brewster - powiedzia  Wilks.

czy  systemy kontrolne pojazdu i sprawdzi  dane nawigacyjne. Wszystko wygl da o

normalnie. Maszyna wygl da a jak kawa  o owiu na ko ach i zaprojektowana zosta a do jazdy po
ka dym terenie. Wn trze by o je eli nie komfortowe, to co najmniej wygodne. Na monitorze
przedniej kamery mo na by o zobaczy  du  cz

 terenu przed pojazdem; teraz by  to obraz

wn trza doku wy adunkowego. By a te  ma a szyba z krystalicznej stali, ale widok przez ni  by
mocno ograniczony.

Na wierzcho ku  adownika zamontowano dzia ka. Wielokrotnie je sprawdzili, chocia  mieli

nadziej ,  e nie b

 musieli ich u ywa .

- Uwaga - rozleg  si  g os Brewstera.
Wilks spr

 si  ca y, gotowy do dzia ania.

Kurtz dotkn  pod

a. Sier ant a  podskoczy  od gwa townego uderzenia i poczu ,  e

powierzchnia planety trze o spód statku.  adownik posun  si  do przodu na metalowych linkach, a

az powoli stan  otworem.

-Naprzód!
Wilks  chwyci   dr ek  sterowniczy  i  wysun   w  wod   na  zewn trz  ramp   dla   adownika.  Na

powierzchni planety tu i tam wida  by o porozrzucane ska y, jakie  marne resztki ro linno ci. Jednak
prawie ca a widoczna powierzchnia zalana by a g bokim na metr oceanem. Rozci ga  si  we
wszystkich kierunkach, a  po horyzont. Wiatr marszczy  jego powierzchni , a gdzieniegdzie
pojawia y si  ma e grzywacze z bia ymi ko nierzami piany. Tylne ko a  adownika zacz y si  obraca
i pojazd zjecha  w nieznany p yn.

- Dobra robota - stwierdzi  Wilks. - Jeste my na dole. Witamy w mie cie, ludziska.
- A nas tam nie b dzie - odezwa  si  Brewster z  alem w g osie.
Odg os startuj cego statku s ycha  by o nawet we wn trzu  adownika. Brewster i inni wznosili

si  wysoko, ponad rejon wichrów. B

 czeka  na sygna  przywo awczy.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

"Je eli tylko zostanie kto , by go wys

" - pomy la  Wilks.

Co  tu by o nie tak, czu  to gdzie  w pod wiadomo ci. Znale li si  jednak tutaj i czas na

dzia anie.

- Idziemy sobie obejrze  dom królowej - powiedzia .

downik potoczy  si  naprzód.

ROZDZIA  16

Z pozycji, w jakiej zosta a zainstalowana kamera  adownika, trudno by o okre li  dok adnie,

czym jest obiekt, ku któremu zmierzali. Ekran pokazywa  tylko wod  i niebo, tak podobne w
kolorze,  e niemal nieodró nialne. Czuli si  tak, jakby podró owali przez pró ni . Billie prawie przez
ca y czas mia a wzrok utkwiony w czujnikach ruchu i Dopplerze. Odezwa a si , kiedy zobaczy a co
wartego uwagi:

- Mamy tu sze  z grubsza sferycznych obiektów. Rozstawione s  w odst pach po oko o

dwadzie cia metrów i ustawione na obwodzie ko a. Najwi kszy ma ze trzydzie ci metrów wysoko ci
i jest umieszczony w centrum pomi dzy innymi.

- Wygl da to na mrowisko ze snu Adcox - mrukn  Wilks.
- Tak - potwierdzi a Billie i odsun a w osy ze spoconego czo a.
Sch adzacz powietrza l downika robi  co móg  z gor cym powietrzem planety, ale niewiele to

pomaga o. Trz li si  i podskakiwali, gdy pojazd pokonywa  powoli zalany wod  teren.

- Moja dupa - j kn  Wilks. - To ma by  p asko. Chcia bym zobaczy , co Brewster nazywa

nierówno ci .

Dla Billie wszystko wydawa o si  snem. Serce dudni o jej w piersiach tak g

no,  e zdziwi o

,  e nikt tego nie us ysza .

- Wilks, to ma by , jak s dz , wyprawa zwiadowcza, prawda? Dlaczego zmierzamy wprost do

mrowiska? Czy nie powinni my znale  bezpieczniejszego miejsca do obserwacji...?

- Rozejrzyj si . Gdzie mieliby my je znale ?
- Mówi  tylko,  e mo emy traktowa  te potwory z nieco wi ksz  ostro no ci , spróbowa ...
- S uchaj, dziecko. Nie zamierzamy zajecha  wprost pod frontowe drzwi. Podjedziemy troch  i

zobaczymy, co si  stanie. No, jak? W porz dku? Je eli ta próba si  nie powiedzie, wy

 robota,

chocia

aden z nich nie potrafi nic robi . Nic, co nam jest potrzebne.

Billie kiwn a g ow , ale ci gle czu a niepokój.
- Wilks, to nie wygl da najlepiej.
- Tak. - Zacisn  usta. - Zauwa

em.

Billie westchn a. Ona i sier ant ju  to prze yli. Nie w tym miejscu, ale znale li si  ju  kiedy

w podobnej sytuacji. Kiedy pomy la a o tym, niespodziewanie poczu a ulg .

- Dwie minuty - powiedzia a g

no.

- B dziemy gotowi. - Gdzie , zza jej pleców zawo

a Ripley.

Billie chcia a, bardzo chcia a w tym momencie podej  do niej i powiedzie  jej o swoim

przera eniu, swoich obawach. Mo e to pomog oby jej w uporaniu si  z w asn  psychik .

Nagle l downik zatrzyma  si  z przejmuj cym zgrzytem. Pojazd przechyli  si  na lewo,

rzucaj c Billie w g b fotela.

- Co, do kurwy...? - zacz  Falk.
Ripley podnios a r

 z niem  pro

 o cisz .

- Wilks, Billie, co si  sta o?
Billie przebieg a wzrokiem wyniki testów diagnostycznych na ekranie komputera.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Zgi li my jedn  z rufowych osi. My

,  e to o to chodzi - powiedzia a Billie lekko dr cym

osem.

- W co uderzyli my? - spyta a Adcox.
- Nie wiadomo. - Rzuci  przez rami  Wilks. - Co  jest pod wod . Chyba Stracili my g sienic .

Poczekajcie, zobacz , czy uda mi si  wycofa  l downik.

Silniki zawy y. Min o kilka sekund i Wilks zdo

 uwolni  pojazd.

- W porz dku, jeste my czy ci - powiedzia  i po sekundzie dorzuci . - Popatrzcie na ekran.
Ripley spojrza a i g

no wypu ci a powietrze.

- O, Bo e - szepn a Adcox.
Stali w odleg

ci mniejszej ni  sto metrów od jakby ogromnego, kr

ego jab ka, które

usadowi o si  w ciemnej wodzie, po yskuj c ró owaw  szaro ci . Dziwne linie krzy owa y si  na
powierzchni dziwacznego obiektu.

"Jak 

y" - pomy la a Ripley.

ugi i gruby niby sznur  czy  go z drugim, wi kszym "jab kiem". To bli sze by o d ugo ci

downika i ze dwa razy wy sze.

- My

,  e najechali my na co  do czonego do tej rzeczy - powiedzia  Wilks.

- Billie, czy jest tam kto ? - spyta a Ripley.
- Nie wida

adnego ruchu. Je eli s  gdzie  w pobli u, to musieliby spa ,  eby nas nie

spostrzec. S uchajcie, sadz ,  e powinni my si  troch  cofn . Czuj ,  e nie jest tu za ciekawie.

Ripley zmarszczy a brwi.
- Jeste my, gdzie jeste my. Je eli us yszeli nasze stukanie do drzwi i nie zareagowali, uwa am,

e przez jak  minut  nic si  nie stanie.

Wszyscy wpatrzyli si  maksymalnie skoncentrowani w ekran. Nic si  nie dzia o.
Prawd  mówi c Ripley oczekiwa a,  e zobaczy hord  potworów, wy aniaj

 si  zza jednego z

"jab ek" i atakuj

 l downik. Spojrza a na Billie. Dziewczyna wpatrywa a si  uporczywie w

wykrywacze ruchu. Nic...

To Falk pierwszy przerwa  cisz .
- Chod my przyjrze  si  temu z bliska, co wy na to?
Wsta , podniós  komunikator, za

 go na ty  g owy i si gn  po buty.

Podniós  si  równie  Dunston.
Ripley pokr ci a g ow .
- My

,  e powinni my poczeka  i mo e najpierw stukn  w to l downikiem. Nie wiemy z

czym mamy do czynienia.

Falk nie przesta  si  ubiera .
- Czy nie po to tu jeste my - powiedzia  -  eby si  tego dowiedzie ?
Carvey wsta  i pomóg  Dunstonowi zatrzasn  zapi cia butów. Potem sam si gn  po

skafander.

- To dobry pomys  - powiedzia . - Po prostu wyskoczymy i rzucimy okiem. We miemy bro ,

mamy pancerze i l downik za plecami. Zajmie nam to z gór  pi  minut.

Ripley szybko przemy la a sytuacj . Wszyscy z nich wiedzieli, czym s  obcy i do czego s

zdolni. Nikt nie lekcewa

 tego, co mo e si  wydarzy . Ale w jednym Carvey mia  racj  - byli

przygotowani do tego zadania. Nie by o ono zreszt  bardziej wariackie ni  ca a misja, która mia a
coraz mniej sensu, wed ug jej osobistego zdania.

- W porz dku - powiedzia a.
- Nie! - krzykn a Billie. - Ripley, nie pozwól im wychodzi . To nic nie da. Nie czujesz tego?
Dunston wyst pi  do przodu, oci

y w skafandrze. Buty g

no stuka y o pod og , cicho

szumia a hydraulika ubioru.

- Billie - odezwa  si  spokojnym g osem. – Podj li my decyzj ,  eby tu przylecie . To, co

robimy, jest cz ci  planu.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

By o co  w jego twarzy, mo e pogodzenie si  z losem, co powstrzyma o dziewczyn  od

dalszych protestów. Odwróci a si  i posz a na przód kabiny. Nie odezwa a si  ani s owem.

Trójka m czyzn w pe nych ubraniach sta a przy wyj ciu i spogl da a na Ripley. Czekali na

ostateczn  decyzj . Ka dy z nich za

 grub  kamizelk  z os on  na g ow  i ochraniacze ko czyn.

Ka dy d wiga  standardowy karabin, tak  sam  bro , kalibru 10 mm, jak ta, któr  nauczy a si
pos ugiwa  Ripley.

- S uchajcie komunikatorów - powiedzia a. - Billie  ledzi ca e otoczenie. Na najmniejsz

oznak  k opotów, wracacie tutaj. Martwi bohaterowie nie s  nam potrzebni. Powodzenia.
Przerwa a na chwil  i zastanowi a si , co jeszcze mo e im powiedzie . Chyba nic.

- Ruszajcie.
Otworzyli w az.
Kiedy w az si  otworzy , Wilks poczu  uderzenie gor cego powietrza. Zapach by  taki, jaki

sobie wyobra

, ale jeszcze intensywniejszy - zgni a, zatruta chemikaliami  ywno . Wiatr zawy  na

brzegach odchylonej klapy wyj cia.

Wci gn  powietrze przez zaci ni te z by i popatrzy  na ekran monitora. Billie siedzia a przy

nim poblad a i napi ta. Starannie obserwowa a, co si  dzieje.

Wilks chcia by by  razem z innymi na zewn trz, ale nie móg  sobie na to pozwoli . By  po ród

nich najlepszym kierowc

adownika i gdyby co  si  sta o, b

 mogli szybko st d uciec.

- Falk, odezwij si  - powiedzia  do komunikatora.
- Zbli amy si  do tego, jeste my mo e o trzydzie ci metrów przed obiektem. Pozostaniemy po

tej stronie. Meldunek Falka rozlega  si  g

no i wyra nie.

- Chryste, co za pieprzony smród - odezwa  si  Carvey – musieli cie co  pomyli  sier ancie.
- Co ty bredzisz? Mo esz oddycha  czy nie?
- Gdybym wiedzia  wcze niej, przywióz bym latawiec. Tu musi wia  co najmniej kilka setek na

godzin .

- Sto pi dziesi t - poprawi  go Wilks. Obserwowa , jak trzej m czy ni pojawiaj  si  na

dolnym brzegu ekranu.

- No, mamy was na wizji - powiedzia . Jedna z postaci odwróci a si  i pomacha a r

.

- Cze , mamusiu!
- Przesta  b aznowa , Carvey. – Wilka wyszczerzy  z by. – Wydaje mi si ,  e jeste  tutaj tylko

zwiadowc .

Ich  arty tylko na chwil  przerwa y napi cie, ale to i tak by o co .
Postacie zbli

y si  do dziwnej sfery. Ich buty podnosi y si  i opuszcza y w si gaj cym kolan

paskudztwie. Ciemna ma  bryzga a na wszystkie strony. Stali teraz zaledwie kilka metrów od
"jab ka" - Falk wysun  si  do przodu, a Carvey i Dunston zostali nieco z ty u po obu bokach.

- Nie rozdzielajcie si  - ostrzeg  Wilks - pozosta cie w zasi gu wzroku.
- Wsz dzie na tym czym  jest jaka  pow oczka - odezwa  si  Carvey. - Jak... jak galareta.
- Wygl da na to,  e wyp ywa ze  rodka tej budowli - doda  Dunston.
-  Czym  one  s ?  -  To  znów  by   Carvey.  -  Za  du e  na  odw ok...  Mam  nadziej ,   e  nie  s   to

odw oki z jajami. Cokolwiek to jest, do diab a, s czy si  z tego jak skurwysyn. Cholera, prawie
mog  zobaczy , co jest w  rodku...

Uniós  mechaniczne rami , by dotkn  powierzchni dziwad a.
Billie sapn a i Wilks poczu , jak zadr

o mu serce.

- Cholera, co  si  poruszy o! - powiedzia a.
- Wszyscy wraca ! Ju ! - rykn  Wilks.
- Co  wychodzi ze  rodka – krzykn a Billie do komunikatora. - Ruszajcie si , uciekajcie!
Trzy postacie na ekranie odskoczy y w ty , gdy najbli szy kokon otworzy  si  jak ogromny

odw ok i gigantyczny, po yskuj cy kszta t wy oni  si  z niego.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Adcox krzykn a gdzie  za ich plecami. Robotnica o rozmiarach królowej, wi ksza ni

wszystkie jakie dot d widzia  Wilks, wyci gn a swe szpony tak szybko,  e Carvey ledwo móg
dostrzec ich ruch. Wyl dowa y na jego os onie g owy.

Potwór podniós

nierza w powietrze, jak dziecko podnosi sw  zabawk .

- Falk, Jezu, Falk, zabierz to, zabierz to ode mnie...
Krzyk Carveya urwa  si  gwa townie. To monstrum rozdar o mu pazurami gard o. Potwór

odrzuci  wyrwany kawa  cia a i wyrwa  swej ofierze r

. Tak e j  odrzuci  na bok.

Do licha...
To si  sta o tak cholernie szybko!
Dunston i Falk ledwo zd yli podnie  bro .

- Jedziemy do was! - krzykn a Ripley, ale dwójka m czyzn ju  wraca a biegiem w kierunku

adownika.

- Dalej, Wilks. Jestem przy dzia ku!
Falk wystrzeli  w robotnic . Ta upu ci a Carveya, wrzasn a i ruszy a w'kierunku komandosa.

Zasycza a i upad a w wod , gdy odezwa  si  karabin Dunstona. Mo e by y wi ksze i szybsze ni
zwyk e potwory, ale tak samo pada y trupem.

Wilks wydusza  z  adownika ca  moc.
Nagle Billie waln a pi ci  w konsol .
- Cholera, jasna cholera. Inne kokony!
Ripley w aczy a w

nie dzia ka kiedy us ysza a krzyk Billie.

- Dalej! - rykn a do Wilksa.

adownik skoczy  do przodu tylko po to, by gwa townie si  zatrzyma . Silnik zawy .

-Dunston!
To by  krzyk Falka.
Ripley popatrzy a na ekran i zobaczy a,  e obcy wy ania si  z kokonu i b yskawicznie rzuca na

nauczyciela walki. Ten u-pad  na plecy, zamortyzowa  uderzenie i wcisn  luf  karabinu w brzuch
bestii...

Falk przymierzy  si  do oddania strza u, kiedy  adownik nagle ruszy  naprzód...
- Gi ! - krzykn  Dunston.
Nic si  nie sta o. Jego bro  musia a si  zaci . Podniós  woln  r

 i u ywaj c pancernych

os on usi owa  powstrzyma  g ow  potwora, z dala od swojej...

Monstum zaskrzecza o i otworzy o swe gigantyczne szcz ki. Pochyli o si .
Stalowy pancerz chrupn  tylko jak cienka skorupka. Wewn trzne szcz ki wysun y si  i

zag bi y w twarzy Dunstona. Jasna czerwie  rozla a si  po wodzie, a nauczyciel nagle zwiotcza .
By  martwy.

- Ty skurwysynu! - rykn  Falk i otworzy  ogie . Pociski posypa y si  na obcego. Woda wokó

potwora zacz a sycze  i bulgota , kiedy jego pot

ne cielsko upad o bezw adnie na Dunstona.

Falk znikn  z ekranu, kiedy  adownik si  zatrzyma .
- Wilks! - krzykn a Ripley.
- Na mi

 bosk , nie ka cie mi puka ! - odezwa  si  w komunikatorze g os Falka.

Adcox sta a ju  przy wej ciu z broni  gotow  do strza u. Billie nacisn a guzik i Falk wpad

zdyszany do  rodka.

- Zamykajcie - krzykn .
Ripley k tem oka uchwyci a obraz jednego z potworów biegn cego szybko przez wod .

Naprowadzi a dzia ko... Billie ponownie przycisn a guzik zamykaj cy w az.

- No, podejd !
Bestia zbli

a si . Bryzgi wody spod jej nóg opryskiwa y ju  przód  adownika.

- Za blisko na strza . Mo e schlapa  kwasem ca  pow ok  – powiedzia a Ripley. W az si

zamkn .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Sytuacja alarmowa! - powiedzia a Billie do mikrofonu komunikatora. R ka dr

a jej, kiedy

usi owa a za

 na g ow  ca e urz dzenie.

- Nie mo emy l dowa  w tamtym miejscu – odezwa  si  Brewster udr czonym g osem. –

Wiej  huragaby z trzech kierunków jednocze nie. Uciekajcie od mrowiska w kierunku punktu gdzie

dowa em!

- Gówno! - krzykn a Billie.
- Billie, w porz dku? Gdzie jest...
- Nie ma czasu, Brewster - powiedzia  Wilks. - Ruszamy. B dziemy tam niebawem.
Billie wy czy a

si  i odwróci a do sier anta. Obcy byli tutaj tak ogromni i tak silni...

Sprawdzi a odczyty.

- Jest ich trójka - powiedzia a.
Wn trze pojazdu najpierw zako ysa o si , a potem poczuli uderzenie i polecieli gwa townie do

przodu. Ekran pociemnia , a ma e okienko z krystalicznej stali zosta o zachlapane mu em. Zgrzytn
metal. Co  zadudni o jak dzwon.

- Wilks - odezwa a si  szeptem Billie. Wpatrywa a si  w odczyty czujników nie wierz c

asnym oczom.

- Nasz wewn trzny system ch odzenia w

nie zosta  otwarty. – W czasie gdy to mówi a

temperatura zacz a ju  rosn .

- Zaczyna by  gor co. Wilks popatrzy  na monitor.
- Rip ey, mamy ma y k opot. Nie by o odpowiedzi.
Rip ey w

a i zapi a kamizelk . Prawie upad a, gdy  adownik si  zatrzyma . Podnios a

karabin Falka i sprawdzi a, ile ma amunicji. Wilks krzycza  co  do niej kiedy szuka a dodatkowych
magazynków. Wszystko by o porozwalane po pod odze.

- Ripley! - rozdar  si  ponownie Wilks.
Podesz a do niego ubrana w ci ki i niezbyt wygodny pancerz. Falk i Adcox opierali si  o

cian  naprzeciw w azu. Bro  trzymali gotow  do strza u.

-  Cholera  -  odezwa   si   komandos.  -  Upieczemy  si   tutaj.  Wilks  obróci   si   wraz  z  fotelem.

Obejrza  Rip ey od stóp do g owy.

- Jezu -j kn . - Oszala

!

- Tylko zerkn  na uszkodzenie...
- Nic z tego. Sterowanie r czne nie dzia a. Nasz reaktor dosta  kopa. Mo emy jeszcze jecha

w linii prostej przez oko o dziesi  minut, a potem si  rozpu cimy. Jakie  pomys y?

- Tak – powiedzia a spokojnie Ripley – U yjemy dzia ek i rzowalimy t  trójk  na zewn trz.

Teraz nie ma to ju  znaczenia czy kwas ze re  adownik czy nie. Zamknijcie w az i ruszajcie na
pe nym gazie gdy tylko wyjd . Potrzebyje paru minut, by dosta  si  do jej gniazda.

- I co masz zamiar zrobi , kiedy ju  tam b dziesz? Zaprosisz j  na herbat ? - spyta  Wilks.
- Nie przylecia am tutaj, tak daleko,  eby teraz pozwoli  jej si  wy lizn . Je eli nie b

 jej

mog a schwyta , zabij  j . Musz  spróbowa . S uchaj, dobrze si  z tob  pracowa o...

- Jeste  pieprzon  wariatk  - odezwa a si  Billie.
Rip ey wyszczerzy a z by w u miechu i posz a do tylnego w azu  adownika. Adcox posz a za

ni , by j  os ania .

Wilks uruchomi  dzia ka. Tylko jedno z nich nadawa o si  jeszcze do u ytku. Uranowe pociski

rozerwa y atakuj ce potwory.

- Przedpole czyste - oznajmi  sier ant. - Przynajmniej na razie.
- Trzymajcie si  - powiedzia a Ripley.

az otworzy  si  i Ripley wyskoczy a na zewn trz.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

ROZDZIA  17

- Wykry am kilkana cie form poruszaj cych si  z wielk  pr dko ci  w kierunku  adownika -

powiedzia a Bi lie.

Zasch o jej w ustach i pomimo gor ca panuj cego w  rodku pojazdu, poczu a, jak przenikaj

zimny dreszcz. Punkciki na ekranie falowa y i podskakiwa y, wyra nie si  zbli aj c.

- Oznacza to,  e plan Ripley dzia a - doda a.
Wilks nawet na ni  nie spojrza . Zaj ty by  kierowaniem.
- Reaktor jest prawie w stanie krytycznym,  adownik atakowany przez superpotwory i

mia bym nie mówi ,  e plan dzia a. Jeszcze troch  i mo emy ca kiem wyrzuci  nasze mózgi. Za-
oszcz dzi to czasu tym skurwysynom.

- Powinnam wezwa  ponownie Kurtza?
- Jeszcze nie. Damy Ripley te pi  minut i b dziemy jecha , a  ten z om nie padnie nam

ca kowicie.

- I co dalej? - odwróci a si  i spojrza a na niego. Oczy mia a zalane potem.
- Nie wybiega em tak daleko w przysz

.  adownik zatrz

 si . Bi lie spojrza a przez rami

na czujniki i krzykn a.

- Jezus... - powiedzia  Wilks.
Gigantyczna, szczerz ca z by paszcza obcego pojawi a si  po drugiej stronie okienka z

krystalicznej stali. Potwór podniós  do szyby ogromne, szponiaste  apy i z g uchym skrzekiem
przepchn  g ow  przez otwór. Przezroczysty metal trzasn  i rozsypa  si  na kawa ki. Obcy si gn
po Bi lie...

Wilks chwyci  za bro .
Bestia ju  wyci ga a pazury, sycz c i przepe niaj c powietrze smrodliwym oddechem, kiedy

sier ant podniós  karabin. Wszystko jakby zwolnione w czasie, jakby zahamowane przez
ogromne ci enie..

„Za pó no, za pó no..." - dudni o w mózgu Wilksa.
Eksplozja og uszy a go. Monstrum wydawa o si  wylatywa  na zewn trz z rykiem w ciek

ci

i bólu. Kwas rozprysn  si  na wszystkie strony; bulgota  i sycza  na od amkach przezroczystej stali.

Adcox z wyci gni tym przed siebie karabinem zrobi a krok do przodu.
- O, cholera - mrukn a cicho Billie.
- Wszystko dobrze? - spyta a Char. Billie popatrzy a na sw  rozdart  bluzk , a potem na kole-

ank .

-Tak.
Wilks ci ko dysza , sprawdzaj c czujniki ruchu.
- Jeden mniej - powiedzia .
Gor ce, potwornie cuchn ce powietrze wype ni o kabin . Bi lie mia a na lewym ramieniu ma e

skaleczenie od od amka stali i to by o wszystko. To,  e nie zostali poparzeni kwasem potwora, by o
zadziwiaj ce...

- Pó niej b dzie czas o tym my le  - mrukn  do siebie Wilks.
Popatrzy  na instrumenty pojazdu i stwierdzi ,  e temperatura rdzenia ci

e wzrasta.

- Uwa ajcie na ten wska nik - powiedzia .
„Czy b dzie jakie  pó niej?" - zastanowi  si  w my lach.

Ripley wpad a do p ytkiej wody, dotkn a stopami dna i natychmiast podnios a si  do

przysiadu. Przydatna by aby umiej tno  patrzenia we wszystkich kierunkach jednocze nie. Ale
potrafi a niestety kierowa  wzrok tylko w jedn  strone naraz. Nie zarejestrowa a bezpo redniego
zagro enia.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Niewielki ruch, jaki dostrzeg a, to lekko faluj

 powierzchni  oceanu. By oby  wietnie, gdyby

robotnice mog y pozostawi  sw  królow  bez opieki, nie wierzy a w to jednak.

"Wygl da na to,  e raczej nie b dzie tak spokojnie przez d

szy czas..." - pomy la a.

Wszystkie jej zmys y by y napi te. Zgni y zapach planety, w po czeniu z gor cem i znacznym

ci eniem, nieco j  osza amia . Jedynym odg osem, poza j kliwym zawodzeniem alarmu z

adownika, by  szmer uderzaj cych o jej nogi fal. Nawet wiatr niespodziewanie ucich .

Martwe, nieruchome powietrze rozdar  krzyk obcego, dochodzi  z kierunku, w którym znikn

odlatuj cy transport.

Powoli odwróci a si  w stron  grupy gniazd.
- Teraz jeste my tylko my dwie, ty i ja - powiedzia a. Ripley brn a powoli w kierunku

kokonu. W oddali zabrzmia y strza y.

- Za

 si ,  e dopadli jedno z twoich dzieci - powiedzia a g

no.

Mi nie bola y j  od pokonywania nadmiernego ci enia, czu a, jakby jej ko czyny wa

y po

sto kilo. Nawet oddychanie wymaga o wysi ku. Ale wyczuwa a królow , wyczuwa a pot

 aur

tej suki...

Za plecami plusn a woda. Odwróci a si  i unios a karabin...
Potwór by  o jakie  dwadzie cia metrów od niej. Otworzy  paszcz  i zarycza ...
Nacisn a spust i pos

a krótk  seri  prosto w opancerzon  pier  bestii. Biegn ce monstrum

zatrzyma o si . By o martwe. Jego cia o rozlecia o si , kiedy pociski eksplodowa y we wn trzu.
Upad o do wody i sycza o jak podziurawiony zbiornik
powietrza. Fala powsta a wskutek upadku pot

nego cielska dotar a do Ripley. By a tak silna,  e

kobieta ledwo utrzyma a si  na nogach. Odg os strza ów jeszcze d wi cza  jej w uszach. Powinna
za

 wyt umiacze...

Kolejny ryk po lewej. Znów skr ci a w miejscu. Tym razem potwór by  bli ej i p dzi  z

nieprawdopodobn  pr dko ci , pomimo tej cholernej grawitacji.

Strzeli a dwa razy.
Gigant upad  do ty u. Pazurzaste  apska stercza y w gór  przez sekund , a potem opad y wraz

z ca ym cia em. Pot

ny ogon uderzy  w ostatnim skurczu w wod . Krople cieczy o-pryska y twarz

Ripley.

Przykucn a i nas uchiwa a przez prawie minut : s ycha  by o tylko syk kwasu wylewaj cego

si  z ran bestii do wody.

Odwróci a si  do mrowiska.
- Czy to ju  wszystko, na co ci  sta  - spyta a. - Czy to byli twoi obro cy? Cisza.
- Dlaczego sama si  nie poka esz?
Waln a opancerzonym ramieniem swego ochronnego ubrania w jeden z  cz cych kokony

sznurów. Zako ysa  si  lekko. Poczu a, jak ogarniaj  w ciek

...

- Co, do cholery! Dlaczego nie wyjdziesz do mnie i nie wyja nisz mi wszystkiego?
Ponownie uderzy a w sznur i podesz a bli ej do centralnej kopu y.
- Wyt umacz si  z za ogi Nostromo, Sulaco. Wyt umacz si  z najazdu na Ziemi ! Wyt umacz

si  z mojej córki, ty suko!

Czeka a, ci ko dysz c.
Nagle ogromna sfera zatrz

a si . Pó prze roczysta pow oka zafalowa a. Pod

na szczelina

pojawi a si  na wierzcho ku i kokon, lekko pulsuj c, zacz  si  otwiera .

Ripley w czy a komunikator, ani na moment nie spuszczaj c z oka wielkiej kopu y.
Kurtz, tu Ripley - powiedzia a szybko. - Ustal moj  pozycj  i dawajcie tutaj swoje dupy.

Us ysza a st umiony g os Brewstera:

- Mówi em Wilksowi,  e wiatr...
- Wiatr w

nie zamar . Dawaj statek na moje wspó rz dne, szybko.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Kiedy mówi a te s owa, z kokonu zacz a wy ania  si  czer . Po yskuj cy, wyd

ony kszta t

by  ogromn , co najmniej dwumetrow  g ow . W  lad za ni  pojawi y si  trzy uzbrojone w szpony
palce, a po chwili nast pne trzy. Rozchyla y szczelin . Królowa z wolna prostowa a si  na ca
wysoko . Zasycza a na Ripley. Ze szcz k zacz a sp ywa  jej g sta ma .
Królowa. Matka wszystkich matek. Wysz a powita  go cia.

Mia a przynajmniej osiem metrów wysoko ci, a jej d ugi, jakby ko cisty ogon, dodawa  jej

jeszcze nast pnych osiem. Odw ok mia a l ni cy i wilgotny. Kr gi wystawa y na zewn trz, tworz c
zewn trzny kr gos up przypominajcy rz d stercz cych palców. Mia a cztery pary ramion i by a
najwi kszym stworzeniem, jakie Ripley widzia a w swym  yciu . By a wy sza ni  s

, którego jako

dziecko widzia a w zoo. Jezu!

Królowa kiwa a g ow  w przód i w ty . Kr

c sw  oble

 czaszk , usi owa a zobaczy  co

zak óci o jej spokój.

- No, dalej - odezwa a si  Ripley i odesz a kilka kroków do ty u. - Wyjd  i rozejrzyj si .
- Temperatura rdzenia ro nie. Stopienie stosu za siedem minut - powiedzia a Billie.

Ci gle trz

a si  ca a, ale najgorsze mia a za sob . Zdo

a opanowa  si  prawie ca kowicie.

- Powinni my pomy le  o czym  wi cej ni  tylko o stopieniu - odezwa  sieWilks. - Kiedy rdze

wypali sobie drog  do zbiornika p ynnego paliwa, zobaczymy niez  eksplozj .

- Ludzie, a wszystko sz o tak wspaniale - powiedzia a Char. Wilks przycisn  kilka klawiszy i

westchn .

- Có , silnik jeszcze pracuje i ko a si  kr

 - powiedzia . - Oznacza to,  e pojazd b dzie

jecha , a  wybuchnie. Czas opu ci  to przyj cie. Musimy dalej dra owa  na nogach.

- To nas wyko czy - stwierdzi a Char.
- Bierzemy ca  amunicj  jak  zdo amy ud wign  i uciekamy. Chyba,  e chcecie si  tu

ugotowa .

- Nowe odczyty z zewn trz - powiedzia a Billie. Popatrzy a na czujniki ruchu, a potem mocno

uderzy a d oni  w konsol .

- Biegn  tam jak jaka

ciana, Wilks!

Kiedy to mówi a, z tuzin nowych punkcików zapali o si  na ekranie.
- Co...? - zdumia a si  nagle Char. - Przebiegaj  obok nas!
- Mama zawo

a swe dzieci - wyja ni  Wilks. Billie z trudem nad

a liczy  poruszaj ce si

potwory, po chwili zrezygnowa a.

- Musz  by  ich tysi ce - powiedzia a. - Ripley... Poczu a, jak 

dek podchodzi jej do gard a.

- Zrobi a, co musia a - powiedzia  Wilks i ruszy  ku ty owi  adownika.
Billie i Char patrzy y przez kilka sekund przez otwart  os on .  mierdz cy podmuch owiewa

im twarze. Armia robotnic zbli

a si  do nich jak  ciana deszczu. Kilka ju  przebieg o obok

pojazdu,  piesz c na wezwanie królowej. Billie s ysza a ich skrzecz ce g osy poprzez g

ne wycie

silników ich pojazdu.

- Wyj cie teraz na zewn trz to samobójstwo – powiedzia a Char. - A co stanie si , gdy...
- Wiemy,  e pozostanie na pok adzie to samobójstwo -przerwa a Billie. - Mo e te skurwysyny

maj  co  w rodzaju autopilota i nawet nas nie zauwa .

Bez s owa posz y na ty , do Falka i Wilksa. Dwaj m czy ni wr czyli im za adowan  bro  i

dodatkowe magazynki. Wszyscy razem podeszli do w azu.

- Oszcz dzajcie amunicj  - odezwa  si  Wilks - i strzelajcie, tylko je eli do nas podejd .

Trzymajcie si  blisko nas.

Billie szuka a s ów, jakiego  ostatniego zdania, ale nic nie wymy li a. Wilks otworzy  klap  i

wyskoczy , przekr ci  si  w powietrzu i wyl dowa  w p ytkiej wodzie.

Billie us ysza a chór przera liwych ryków, nabra a powietrza i skoczy a.
Ripley kontynuowa a odwrót; oddala a si  od sycz cej królowej. Wydawa o jej si ,  e up yn

niesko czenie d ugi czas, zanim inny d wi k zdominowa  g os, który wydawa a ogromna bestia.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Odg os nadlatuj cego Kurtza zabrzmia  jej w uszach jak najs odsza muzyka.

- Opu cimy si  tak blisko, jak tylko si  da - zatrzeszcza  w komunikatorze g os Brewstera - a

potem... na  wi te gówno!

- Potem b dzie nagroda - powiedzia a Ripley. - Otwórzcie komor  i zbli cie si  tutaj.
- Dobra - powiedzia  Brewster - ale je eli wiatr znowu...
Królowa skupi a teraz sw  uwag  na nadlatuj cym z grzmotem silników statku. Zrobi a krok

w ty  i wyda a wysoki, zawodz cy d wi k.

-  adny statek - odezwa a si  Ripley. - Mi y,  adny stateczek.
Rzuci a szybkie spojrzenie na zbli aj cego si

Kurtza, a potem ponownie popatrzy a na

królow .

- Czy królowa-suka b dzie  askawa skorzysta  z przeja

ki tym pi knym pojazdem? Królowa

nie odpowiedzia a.
- Brewster, bli ej, no, bli ej!
Matka obcych zrobi a nast pny krok w ty , kiwn a sw  wielk  g ow . Popatrzy a na Ripley,

potem na statek.

Luk za adowczy Kurtza by  teraz dok adnie nad besti . W az si  otworzy . Trzymaj c bro

wycelowan  w królow , Ripley podnios a lew  r

 w gór . Uchwyt podno nika zatrzasn  si  na

opancerzeniu jej ramienia.

Podci gn a si  w gór , co wymaga o niema ego wysi ku. Czu a jakby rami  mia o za chwil

wyrwa  si  ze stawu.

Królowa patrzy a, ale nie wykazywa a ochoty pój cia w jej  lady.
Ripley nie wierzy a,  e potwór boi si  statku tej wielko ci. Mo e jest'zdumiony, ale przecie  te

cholerne monstra nigdy nie ba y si  niczego.

Wczo ga a si  na  okciach i kolanach do luku, potem wsta a i spojrza a w dó  na królow .
Stwór zasycza  na ni . Wszystkie jego metalicznie po yskuj ce z by by y wyra nie widoczne,

pomimo s abego o wietlenia.

Ripley u miechn a si .
- Doskonale, Brewster. Utrzymaj si  w tym po

eniu przez minut .

Wycelowa a w najbli szy kokon i wystrzeli a.
Królowa rykn a, gdy kopu a rozlecia a si  na kawa ki. Ripley trzyma a palec na spu cie i

posy

a  mierciono ne pociski w to, co jeszcze przed chwil  by o mrowiskiem. Kawa ki jakiego

po yskuj cego materia u lata y w powietrzu, spada y do wody i ton y.

Zdj a palec ze spustu. Królowa odwróci a g ow  od resztek kopu y i zawarcza a w ciekle.

Patrzy a przy tym na Ripley.

„Wie,  e to ja zrobi am - pomy la a Ripley. - Wie, czym jest karabin, chocia  nigdy pewnie go

nie widzia a".
Obserwuje.

Ripley skierowa a luf  w nast pny kokon i otworzy a ogie . Ze straszliwym skrzekiem

królowa rzuci a si  w jej kierunku.

Ripley cofn a si , gdy szponiaste, ogromne  apy zacisn y si  na luku. Potwór chwyci  za

brzeg w azu.

- W gór , teraz w gór  - krzykn a Ripley w komunikator. Kurtz uniós  si  powoli.
Królowa wgramoli a si  do luku, a Ripley pobieg a ku wewn trznym drzwiom.
- Zamkn  w az!
Ripley rzuci a ostatnie spojrzenie na potwora i prawie ca kowicie ju  zamkni

 klap  luku.

Musi mie  pewno ...

Ciemny ogon królowej wystrzeli  w jej kierunku i dosi gn ! j . Trafi  w os on  g owy, przebi

si  przez karbonowe w ókna i uderzy  w czaszk . Si a uderzenia powali a Ripley na pod og .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Komora pociemnia a. Male kie  wiate ka zapali y si  wokó  obcego. Ripley potrz sn a g ow

i zobaczy a,  e królowa odwraca si  od niej i zaczyna wali  w zamkni ty ju  w az. Po chwili
schwytane monstrum wyda o dziki ryk. Wiedzia o,  e straci o wolno .

Skrzecz cy d wi k umilk , gdy Ripley ostatkiem si  wydosta a si  za drzwi.  wiat sta  si

szary.

Wilks, Billie, Adcox i Faik stan li w kr gu twarzami na zewn trz. Dziesi tki obcych mija y ich

w szalonym p dzie ku swej matce. Rozchlapuj c wod  na wszystkie strony, bieg y przez p ycizn .
Jakby cuchn ce, pe ne chemicznych wyziewów powietrze i wilgotny upa  nie by y wystarczaj co
obezw adniaj ce, setki koszmarnych bestii dysza y wokó  nich, zamieniaj c otoczenie w prawdziwe
piek o, gorsze od tego, jakie zawsze wyobra

 sobie Wilks. Kto  wystrzeli  zza jego pleców. Obcy

zasyczeli, ale nie przerwali biegu. Wtem jedna z robotnic skr ci a ku grupce ludzi, pochyli a si ,
wyci gn a zakrzywione szpony...

Wilks nacisn  spust i powali  potwora krótk  seri . Bestia upad a w wod . Trzy, mo e cztery

potwory zbli

y si  do martwego cia a i pobieg y dalej.

Nast pny potwór rykn  i zbli

 si  do sier anta. Ten wypali  po raz drugi.

Falk zakl , kiedy kilka nast pnych potworów zatrzyma o si . Szybkco zosta y zabite.
Wilks wiedzia ,  e nie utrzymaj  si  d ugo. Nie by o sposobu,  eby przedrze  si  przez falangi

oszala ych bestii. Wycelowa  w jednego ze szczerz cych z by potworów i wystrzeli  pojedynczy
pocisk. G owa obcego eksplodowa a. Upad  w wod , która natychmiast zacz a bulgota .

- Nie uda nam si  tego zrobi ! - krzykn a Billie. Wilks wycelowa  w kolejne monstrum i

wypali .

- Jeszcze pi  minut i  adownik wybuchnie - krzykn  w odpowiedzi sier ant. - Zabierzemy

par  sztuk tych skurwysynów ze sob !

Raz za razem naciska  spust karabinu, maj c nadziej ,  e wystarczy im amunicji, zanim nast pi

wybuch i bia y b ysk sko czy wszystko...

Ogon królowej zawadzi  o nog  Ripley wystarczaj co mocno by wyprze  ból g owy.

Otworzy a oczy. Przylgn a do  ciany naprzeciw drzwi, kiedy...

„Moja g owa" - pomy la a.
Królowa dziko b bni a w zewn trzny w az, ale ten nie chcia  ust pi .
Ripley nacisn a przycisk klapy wiod cej do doku  adownika. Drzwi otworzy y si  cicho. Tam

dzie bezpieczna.

Na odg os otwieraj cego si  w azu, królowa odwróci a si . Ogon zab bni  g

no o pod og .

Wyra nie szykowa a si  do skoku.
Ripley rzuci a si  ca ym cia em w czyste powietrze doku i podci gn a nogi. Wewn trz sta a

Moto z palnikiem w r kach.

- Szybko!
Moto uderzy a w przycisk. Drzwi zamkn y si  na sekund  przed atakiem bestii. St umione

dudnienie rozleg o si  po drugiej stronie w azu, ale pot

na klapa wytrzyma a.

Ripley opar a si  o  cian  i przygl da a si , Moto zatapia wej cie. Nigdy nie my la a,  e

metaliczne powietrze wn trza statku wyda jej si  tak cudowne. A jednak tak by o. Na dodatek
prze

a...!

I maj   królow !

- Jedziemy na wycieczk , suko! - krzykn a w stron  w azu. McQuade podszed  do niej, by

pomóc zdj  ci ki ubiór.

- Chryste Panie, Ripley. Zrobi

 to! —wykrzykn . Sykn a, kiedy kapitan  ci ga  jej lewego

buta.

- Tak. A teraz musimy si  po pieszy  i zgarn  tamtych! Moto w

nie sko czy a i wsta a.

Wymieni a spojrzenie z McQuadem.
- Nie mo emy - powiedzia  kapitan. - Brewster mówi,  e musimy ucieka  z tego piek a.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- O czym ty gadasz? - warkn a Ripley. - Nie  yj ? Nagle poczu a zawrót g owy i przycisn a

 do czo a.

- Nie to nie to. Reaktor  adownika wszed  w stan krytyczny. Eksploduje w ci gu kilku minut.

Ca y oddzia ek wyskoczy  w jednej z tych w skich dolin i Brewster twierdzi,  e nie da si  ich
wyci gn .

Ripley pobieg a do schodów, zanim sko czy  mówi . Moto i kapitan ruszyli za ni . Wspina a

si  w gór  ignoruj c nieme krzyki jej obola ego cia a. Pobieg a do kabiny sterowniczej.

Brewster i Tully wyszczerzyli z by na jej widok.
- Ripley - odezwa  si  Brewster. - Mi o ci  widzie ...
- Ruszaj po reszt  ludzi, ju !
- S uchaj, nie ma  adnego sposobu! Chcia bym,  eby by  jaki , ale wiatr si  wzmaga, a tam nie

ma wystarczaj cej przestrzeni. I nie ma czasu!

- Znajd  sposób - krzykn a. - Je eli zginiemy, to zginiemy. Co by by o, gdyby  to ty tam by ?
Brewster zmarszczy  brwi.

- S uchaj... - zacz .
- Nie, to ty pos uchaj. Zabierzesz ich stamt d, albo ja to zrobi .
Ci gle mia a na sobie górn  cz

 ochronnego kombinezonu i zapi cia zgrzyta y dziko, kiedy

szarpa a je z w ciek

ci .

ody pilot sapn  g

no.

- Dobra. Pieprzy  wszystko. Trzymajcie si .
- Mam mniej ni  sto pocisków - krzykn a Char. Falk zakl  i rzuci  swój karabin.
- Pusty! - rykn  z rozpacz .
Billie przysun a si  bli ej, by go os ania . G owa rozbola a j  od ci

ego, og uszaj cego

huku wystrza ów i skrzeczenia obcych. Powietrze osza amia o j , a  wiat zdawa  si  umiera  z
okropnym krzykiem. Ledwo trzyma a si  na nogach...

Mia a nadziej ,  e Ripley si  uda o. Nic wi cej nie liczy o si  teraz. Poczu a  zy na policzkach.

Ogromna pustka otworzy a si  w jej wn trzu, kiedy zg adzi a kolejnego obcego. By a wcze niej w
tym miejscu, ale nie poznawa a go. Teraz obawia a si ,  e jest tutaj ju  ostatni raz. Ech, pieprzy  to.

Potwory nagle rozpierzch y si , uciekaj c od ich male kiej grupki. Setki ich rykn y nagle

jednym g osem i wyci gn y w niebo swe odnó a. Sta y jak og uszone. Billie, zaskoczona, odwróci a
si  do Wilksa...
Wskaza  na co  i szeroki u miech pojawi  si  na jego twarzy.

Kurtz! Nie us ysza a silników, gdy  jej uszy wype nia  jednobrzmi cy ryk obcych i wybuchy

strza ów.

Sier ant chwyci  j  brutalnie i poci gn  w bok. Sta a dok adnie na drodze zbli aj cego si

statku.

Obcy zacz li rycze  jeszcze g

niej i pobiegli w stron  ob ego pojazdu. Dziesi tki

przewraca y si  w biegu i by y wgniatane w mu  przez kolejne szeregi.

Grunt zatrz

 si  im pod stopami. Oceaniczna fala, któr  wzbudzili obcy, uderzy a w nich z

ca  si . Woda si gn a im do piersi. Char upad a, ale Falk zdo

 j  chwyci . Wilks obj  Billie

ramieniem i ruszy  przez fale. Po chwili wypali  jeszcze do potwora, który zbli

 si  do nich.

Klapa doku  adownika by a otwarta. Ripley i Moto sta y po obu stronach w azu, trzymaj c si

metalowych linek. Karabiny mia y wycelowane nad g owami brn cej przez wod  czwórki i strzela y
bez przerwy.

Billie  i  Wi ks  dotarli  do  doku.  Dziewczyna  spostrzeg a  ulg   w  twarzy  Ripley,  kiedy  taj

zobaczy a. Nagle jej usta otworzy y si  do krzyku. Kiedy wspinali si  do drzwi, Bil ie zerkn a przez
rami . Obcy biegli pod  miertelnym ostrza em w kierunku statku i padali ca ymi dziesi tkami. Falk
by  tu  tu , ale...

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Jeden z potworów chwyci  Char. Upad a w przód, a bestia run a na ni . Jak w jakiej  okrutnej

parodii sceny mi osnej, monstrum przylgn o do m odej porucznik i wcisn o jej g ow  pod wod .
Billie widzia a, jak pot

ne szpony obejmuj  szyj  Char, a g owa nagle przekr ca si  do ty u. Krew

zaja nia a czerwieni  na ciemnej, szarawej wodzie.

Okrzyk triumfu bestii by  krótki. Pociski przeci y j  na pó , ale Charlene Adcox by a martwa.
Setki robotnic rzuci y si  teraz w stron  zamykaj cego si  luku, a Ripley i Moto ci gle

strzela y przez zmniejszaj

 si  szpar . Tu  przed zatrza ni ciem si  w azu jeden z potworów

wepchn  szpony do  rodka. Rozleg  si  trzask zamka i na pod odze statku zosta y dwa odci te
potworne palce. Metal zasycza  i zadymi .

Nagle wszyscy zostali przyci ni ci ogromn  si  do pod

a. To statek gwa townie podskoczy

w gór .

-  apcie si  czegokolwiek.  adownik wybuchnie za kilka sekund! - krzykn a Ripley.
Wilks zakleszczy  si  jednym ramieniem pomi dzy metalowe pr ty, a drugim mocno przycisn

Billie.

Billie nie s ysza a wybuchu, ale nagle statek zata czy  jaki  dziki taniec. Zatoczy  si  nast pnie

w lew  stron , wyj c przera liwie. Billie i Wilks uderzyli o jedn  ze  cian.

I ju  by o po wszystkim. Kurtz uspokoi  si  nagle, wyrówna  lot. Tylko cichy szum silników

zak óca  cisz .

Billie kilka razy wci gn a g boko powietrze i zacz a szlocha , wtulona w rami  Wilksa.

Pog adzi  j  delikatnie po w osach i nie pozwoli  odej .

- Ju  dobrze. Uda o si . Wszystko w porz dku. Kolejny raz wymkn li si  z obj

mierci.

ROZDZIA  18

Wilks wycisn  szar  sztang  w gór , chrz kn  i powoli opu ci  j  na piersi. Zrobi  g

ny

wydech i podniós  ci ar raz jeszcze.

W ma ej salce gimnastycznej Kurtza by  sam. Kiedy wchodzi , by  tu jeszcze Falk. Olbrzym

skin  mu g ow  bez s owa i wyszed  pod prysznic. Wilks rozumia  jego zachowanie. Wspólny
sukces zosta  zaciemniony przez  mier  trojga wspania ych ludzi. Nikt nie chcia  o tym rozmawia .

Decyzja o od

eniu na kilka dni g bokiego snu nie wymaga a dyskusji. Byli dopiero o jeden

dzie  od planety królowej i za oga musia a oswoi  si  z tym, co si  zdarzy o. Poza tym czas w
trakcie snu stawa  w miejscu.

Wilks po

 sztang  na podpórkach i wsta . Si gn  po ci kie hantle. Robi  ju  drugi zestaw

wicze  i wszystkie mi nie dr

y lekko, kiedy zgina  i rozprostowywa  ramiona. Zm czenie cia a

nie mia o dla niego znaczenia. Skoncentrowanie si  na  wiczeniach pomaga o troch , a kiedy pot
zaczyna  sp ywa  mu po skórze, czu , jak jednocze nie sp ukuje z niego ponure my li i uczucia.
Gniew. Smutek. Poczucie winy, które tak d ugi czas go dr czy o. Do wiadczony komandos, który
nie potrafi  uchroni  swych ludzi...

Billie tkwi a samotnie w swej kwaterze. Wilks by  u niej poprzedniego wieczora, a rano zaniós

jej co  do jedzenia.

Nie s ysza a, co do niej mówi, nie odpowiada a

. Jej pierwsze  zy w doku  adownika by y

ostatnimi. Nie pojawi y si  wi cej. Wilks szuka  s ów, które móg by jej powiedzie , które

zmusi yby j  do spojrzenia na niego, ale nie potrafi  ich znale . Widzia , bez ma a, jak Billie
odtwarza w my lach obraz  mierci Char. Jak przypomina sobie raz po raz wszystkie szczegó y. To
by a jej przyjació ka. Dziewczyna czu a si  niew tpliwie odpowiedzialna za to, co si  sta o. Wilks nie

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

raz ratowa

ycie Billie, a ona jemu. Lecz jak uratowa  j  przed ni  sam ? Przed poczuciem winy

tkwi cym gdzie  w jej wn trzu. Nawet siebie nie potrafi  przed nim ustrzec. Usiad  wi c i patrzy  na
ni , dopóki jego w asna frustracja nie sta a si  tak wielka,  e wsta  i przyszed  tutaj.

„Tchórz - zaszemra  mu w my li cichy g os. - Pieprzony tchórz”.
Druga cz

 jego jestestwa zaoponowa a: „Hola! Nie jestem jakim  mózgowcem czy

psychiatr , tylko zwyk ym komandosem...”
Tak, to prawda.

Westchn  g

no i podszed  do atlasu, by po wiczy  mi nie nóg. Mo e trzeci zestaw

wyzwoli jego mózg od gorzkich rozmy la .

Billie siedzia a na 

ku i próbowa a nie my le . Byli ju  w przestrzeni kosmicznej, matka

obcych siedzia a spokojnie w  adowni. Lecieli na Ziemi , by zabi  jej potomstwo i uratowa  Amy...
...która prawdopodobnie jest ju  martwa, jak Char, jak Carvey, jak Dunston, zabita, zamordowana,
martwa... Przycisn a palce do czo a i czeka a na  zy. Nic z tego. Smutek by  zbyt wielki. Byli ju
tak blisko Kurtza, kilka cali od bezpiecznego miejsca... Carvey i Dunston. Najlepszy przyjaciel
Brewstera i cz owiek, który by  nauczycielem i dzi ki niej dokona  wyboru. By umrze . Nie zna a ich
tak dobrze jak Char. Charlene. Billie namówi a j  na wypraw , która kosztowa a  ycie.

Dwa razy przyszed  Wilks. Próbowa a co  zje , kiedy sobie poszed , ale jedzenie stawa o jej

w gardle. Zwykle nieprzenikniona twarz sier anta tym razem wiele wyra

a. Billie wiedzia a,  e

chce jej pomóc, zrobi  dla niej co tylko w jego mocy, ale nic nie powiedzia . Ka de z nich
prze ywa o sw  w asn  udr

.

Ostatniej nocy, kiedy wyszed  Wilks, przyszed  Dylan Brewster i zacz  jej t umaczy ,  e to on

powinien by  na miejscu Carveya. Carvey nigdy nie by  „prawdziwym” komandosem, mia  serce
dziecka, uleg e na ka

 pro

. Do diab a, ten dzieciak wzi  udzia  w misji tylko ze wzgl du na

Brewstera...

Billie rozumia a jego ból, ale wola a zosta  sama ze swoimi my lami. Nie poprosi a go, by

zosta  z ni . Usi owa a by  obiektywna, wmówi  sobie,  e przecie  decyzja nale

a do Char. To

by a zreszt  prawda, ale nie mia a znaczenia, bo Adcox odesz a. Pomy la a,  e posz a na wypraw
dla Amy, ale to by o tylko t umaczenie w asnego wyboru. Char Adcox mia a w asne prze ycia i
mieszanie do tego swoich d

 by o zwyk ym zarozumialstwem. Czy zako czenie usprawiedliwi

ofiary? Sk d mog a to wiedzie ? Mo e obcy powinni panowa  nad  wiatem? Kim e ona jest,  eby
walczy  przeciwko przeznaczeniu? Po

a si  i nakry a a  po brod . Mo e pó niej zdo a

porozmawia  z Ripley. Jednak nie teraz.

Ripley siedzia a oparta o  cian  doku, naprzeciw g ównej  adowni, i nas uchiwa a. Co chwila

rozlega  si  chrz st. To królowa porusza a si  wewn trz i ociera a pot

ne cia o o g adkie  ciany

swego wi zienia.

Ripley sp dzi a tutaj wi ksz  cz

 nocy. Królowa od czasu do czasu b bni a w  ciany i

rycza a, a  do wczesnego ranka.

Uszkodzenia Kurtza okaza y si  minimalne i McQuade dokona  ju  wszystkich drobnych

napraw. Jones próbowa  zabra  Ripley do dzia u medycznego, ale dobrze si  czu a, a poza tym
chcia a pos ucha , jak królowa t ucze si  w  ciany  adowni.

Ripley czu a gorycz z powodu  mierci Dunstona, Curveya i Adcox. Wszyscy oni zgin li, by

królowa mog a znale  si  na statku. Wiedzia a,  e znaczna cz

 odpowiedzialno ci za ich  mier

spoczywa na jej barkach, lecz przecie  ona tak e mog a zgin . Czy tego od niej oczekiwano?
Przecie  przybyli tu, by rozpocz  zag ad  morderczego plemienia, by schwyta  królow , która
spowodowa a  mier  tak wielu... Pal ca  dza zemsty mog aby roznie  matk  obcych na miliony
kawa ków. Nic nie mog o si  równa  z jej nienawi ci . Jej w ciek

 by a gor ca i tymczasowa,

nienawi  zimna, twarda i wieczna. Eksterminacja tego skurwysy skiego gatunku usprawiedliwi
wszystko, co stanie si  do tego momentu.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wiedzia a,  e  ycie dla zemsty nie jest najzdrowsz  form  egzystencji, ale nie dba a o to. Czu a si
coraz silniejsza z ka

 up ywaj

 chwil , z ka

 godzin , która przybli

a j  do spe nienia celu.

Pusta przestrze  przed ni  nagle rozdwoi a si . Ripley zamruga a kilkakrotnie oczami. Podwójny
obraz przeczy ci  si .

owa ci gle bola a j  w miejscu, gdzie trafi  ogon bestii, ale guz zmniejszy  si  wyra nie.

Wielki siniak na nodze równie  wydawa  si  bledn . By a po prostu strasznie zm czona i ostatnio
niewiele jad a...
My l o jedzeniu i spaniu podzia

a jak bodziec. Wsta a i odesz a od drzwi  adowni.

- Przyjd  pó niej, kupo  ajna - krzykn a przez rami .

Kiedy zacz a i  w kierunku schodów, zauwa

a,  e statek lekko przechyli  si  w prawo.

Zmarszczy a brwi i zatrzyma a si . Wyci gn a r

 i opar a j  o  cian . Ci enie nie powinno

powodowa  takiego przechy u. Zrobi a jeszcze jeden krok w stron  drabinki. Nagle poczu a jakby
stan a na  cianie. przechyli a si  i próbowa a przeciwstawi  si  niespodziewanemu zjawisku.

- Tully! - krzykn a. Nie by o odpowiedzi.
Sta o si  co  potwornie z ego. Spostrzeg a na  cianie przycisk alarmu i wcisn a go.
„Dlaczego jeszcze nie dzia a..?”
To by a jej ostatnia my l po naci ni ciu przycisku. Potem zgas y  wiat a.

ROZDZIA  19

Billie siedzia a w milczeniu w mesie. Inni te  si  nie odzywali. Po krótkich naprawach

McQuada nie by o o czym rozmawia . Czekali,  e us ysz  w komunikatorze g os Jonesa, albo
jeszcze lepiej, zobacz  Ripley wchodz

 do pokoju. Godzin  temu d wi k alarmu wyrwa  Billie ze

snu. Wypad a na korytarz przygotowana na odg osy szalej cej królowej. Lecz syreny umilk y
sekund  pó niej i Ana Moto zakomunikowa a,  e w

nie znalaz a nieprzytomn  Ripley i niesie j  do

dzia u medycznego.

Wszyscy zebrali si  w jadalni i czekali na wyja nienia.
Moto zjawi a si  po kilku minutach i oznajmi a,  e doktor w

nie uruchomi  pe

diagnostyk . Kiedy sko czy, powiadomi wszystkich o wynikach.

Billie poczu a si  tak zm czona,  e ledwo potrafi a utrzyma  otwarte oczy. Napi cie panuj ce

w pokoju jeszcze bardziej j  wyczerpywa o. Kiedy to si  sko czy? Teraz Ripley jest by  mo e
umieraj ca. Kobieta, która urodzi a si , by czu  do niej szacunek, by j  podziwia  i ochrania ...

Wilks siedzia  obok niej i powoli s czy  kaw . Jak zwykle jego twarz by a bez wyrazu. Billie

podziwia a jego opanowanie. Wydawa o si ,  e nic nie jest go w stanie poruszy  na d

ej ni  kilka

sekund. Zawsze reagowa

ywo, a potem po prostu robi  to, co nale

o zrobi . W porównaniu z

nim by a dzieckiem, zarówno ze wzgl du na wiek, jak i na emocjonalne odruchy. Jej wewn trzny

acz nad niesprawiedliwo ci

wiata by  ma ostkowy i pozbawiony sensu. I nic nie zmienia ...

Przygryz a warg  i czeka a.

Wilks bawi  si  fili ank , zastanawiaj c si , czy to dobry moment na rozmow  z Billie. Martwi

si  o Ripley, ale przecie  Jones by  fachowcem. On sam nic tu nie móg  pomóc. Prawdopodobnie w
ogóle niewiele mia  teraz do roboty.

Billie wpatrywa a si  w blat sto u, jakby patrzy a na holoprojekcj . Nawet kiedy Bueller zosta

na planecie Spearsa, potrafi a o tym rozmawia . Przynajmniej troch .

Kiedy Moto i Falk zacz li rozmawia  mi dzy sob  w drugim ko cu pokoju, by  ju

zdecydowany.

- Trzymasz si ?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Tak. Dzi ki - odpowiedzia a martwym g osem.
- Przykro mi z powodu Adcox - powiedzia , lecz nie us ysza  odpowiedzi. - Chcia bym,  eby

by a tu z nami. Gdyby by o mo na, zamieni bym si  z ni  na miejsca.

Billie zerkn a na niego.
- Dlaczego? Przecie  to nie twoja wina.
- Po tym, jak Ripley odesz a, ja dowodzi em l downikiem. Ja odpowiadam za wszystko.
- Nie przywo asz jej tu z powrotem, Wilks ! Ja... - przerwa a w pó  s owa.
Po

 d

 na jej ramieniu.

- Ty równie  tego nie potrafisz zrobi  - powiedzia . Poczu ,  e jako  nie udaje mu si

pocieszy  jej, ale nie móg  bezczynnie patrze  na t  smutn  twarz. Odzwierciedla a wszystkie
uczucia, k bi ce si  w jej duszy. On nauczy  si  wszystko ukrywa  w  rodku. Ona nie. Widzia , jak
bardzo by a zraniona.

Poczu ,  e odpr

a si  nieco pod u ciskiem jego d oni.

- To naprawd  nie twoja wina, Billie. To nie ty stworzy

  te potwory.

Przez d

sz  chwil  patrzy a wprost przed siebie i w ko cu kiwn a g ow . Spojrza a na

niego, a oczy zal ni y jej od  ez. Ponownie pochyli a g ow .

- Nie - odezwa a si  dr cym g osem. - Nie ja.
Sier ant poczu ,  e jego wewn trzne napi cie te  troch  zmala o. To by  pocz tek. Mo e

jednak nie spieprzy  tego tak bardzo...

- Hej, ludzie - zaskrzecza  komunikator - jeste cie tam?
To Jones.
Pierwsza odezwa a si  Tully.
- Co to by o? Jak si  czuje?
Wszyscy wlepili wzrok w g

nik na  cianie. Wilks zacisn  palce na ramieniu Billie.

- W porz dku - powiedzia  Lekarz. - Tak dobrze, jakby by a ca kiem nowa.
Falk i Moto podskoczyli i wyszczerzyli z by w u miechu. McQuade klepn  d oni  w krzes o i

roze mia  si  g

no.

Wilks u miechn  si  do Billie, któr  wreszcie opu ci o wewn trzne napi cie i zacz a p aka .

Za oga ledwo si  wcze niej zna a, lecz Wilks, tak jak inni, poczu  ulg . Ripley by a kim
wyj tkowym. Cholera, oni wszyscy byli wyj tkowi. Otoczy  Billie ramieniem, a ta opar a si  o niego.

zy sp ywa y jej po twarzy. p aka a teraz za wszystko, co si  wydarzy o, a on to rozumia . P acz

przynosi  ulg , wiedzia  o tym, chocia  nie mia  co do tego  adnego do wiadczenia.

Ripley powoli wyp ywa a z ciemno ci. Kto  rozmawia  w pobli u. By a zm czona i p ka a jej

owa...

- ...teraz, w  adnym razie - mówi  g os.
Gdzie  daleko kto  wybuchn

miechem. Ripley zmusi a si  do otworzenia oczu.

- Co si  sta o7 - spyta  odleg y g os...
Ten bli szy odpowiedzia :
- Odnios a obra enia g owy, prawdopodobnie uderzona przez królow .
Ripley poczu a, jak znów odp ywa jej  wiadomo . Zbyt trudno si  skoncentrowa . Ale...

królowa? Królowa! Poczu a, jak jej d onie zaciskaj  si  w pi ci.

Obud  si ! Obud !
- ... adnych uszkodze  w centralnym systemie nerwowym,  adnych z ama . Obawia em si

krwotoku wewn trznego, ale nie stwierdzi em  adnych jego objawów. My

,  e zas ab a g ównie z

powodu wyczerpania. Drobna sprawa. Ona jest naprawd  silna, silniejsza ni  si  wydaje.

To Jones, s  na Kurtzu w dziale medycznym i królowa...
Ripley j kn a i przekr ci a g ow . Otworzy a oczy.
Jones sta  przy  ciennym komunikatorze. Popatrzy  na ni , a potem zerkn  na zegarek.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Ooops. Mam tu pacjentk , któr  musz  si  zaopiekowa . Zawiadomi  was, kiedy b dzie

mog a przyjmowa  go ci.

Ripley skuli a si  i rozejrza a woko o. Zimny pokój, dziwny zapach, b yszcz ce przyrz dy.
Przera

o j  to otoczenie, chocia  sama nie wiedzia a, dlaczego.

- Gdzie jest królowa? - spyta a.
Gard o mia a przera liwie suche.
- Zamkni ta w g ównej  adowni. Nie obawiaj si . Nic si  nie sta o, po prostu zemdla

 -

powiedzia  Jones. - Wszyscy  inni czuj  si  dobrze.

Da  jej szklank  wody i podtrzyma  g ow  tak,  eby mog a si  napi .
- Jak d ugo? - zapyta a, opadaj c z powrotem na 

ko.

- Oko o dwudziestu minut, odk d Moto ci  znalaz a.
Ripley zacz a si  podnosi .
- Nie gniewaj si , Jones, ale ja nie znosz  lekarzy. Chc  wróci  do swojej kwatery.
- Wola bym,  eby  zosta a tutaj...
- A ja wola abym nie zostawa . Ze mn  wszystko w porz dku, prawda?
Wysun a nogi, zawaha a si  przez chwil , w g owie zadudni o. Musi wyj  z tego okropnego

pomieszczenia...

- W porz dku - zgodzi  si  Jones - ale pozwól,  e ci pomog . Wydaje mi si ,  e powinna  by

przebadana, kiedy wrócimy do Stacji. Nie by em przeszkolony do takich przypadków. My

,  e nie

potrafi  okre li  pewnych rzeczy bez analizy krwi.

Ripley wsta a i odtr ci a wyci gni

 d

 lekarza.

- O czym ty mówisz? My la am,  e wszystko w porz dku.
- Tak. W

ciwie to jestem zdumiony. Tak blisko, a jednocze nie tak daleko.

- Jones - zacz a zirytowana. - Co mi...?
- Nie z

 si , Ripley. Jeste  zdrowa, ale musisz odpocz . Po prostu nie rozumiem, dlaczego

nigdy mi o tym nie powiedzia

. Co by si  sta o, gdybym musia  uruchomi  procedur  wypadkow ?

Jaka  transfuzja krwi, na przyk ad?

- A plus - powiedzia a. - Nie wiesz tego?
Jones u miechn  si .
- Wiem, ale ty nie. I nie masz w ogóle czynnika Rh. Chocia  zaawansowanie zaskoczy o rnnie.

Nigdy nie dowiedzia bym si  bez mikroskopu, nawet kolor jest doskona y. Naprawd  zadziwiaj ce.
No, dalej. Pomog  ci dotrze  do pokoju.

- O czym ty, do diab a, mówisz? Co to znaczy "twoje zaawansowanie"?
- Có , s ysza em,  e zrobiono to w laboratoriach Sztucznych Osób, zanim rozpocz a si

inwazja potworów, ale ty jeste  tak podobna,  e trudno uwierzy ...
Zrozumia a. To jaki  potworny  art. Z furi  uderzy a Jonesa w r

.

- Ty dupku! To nie jest zabawne. Jak my lisz, kim ty jeste , do diab a? To nie jest  mieszne. O,

Chryste!

miech znikn  z twarzy lekarza.

- Ripley - powiedzia . - O, Bo e. Nie wiedzia

? Twierdzisz,  e... Jak to mo liwe,  e nie

wiedzia

? Cholera, przepraszam... my la em...

Zamilk . Jego ciemne oblicze by o teraz zatroskan  mask . Ripley poczu a,  e jej z

 nieco

zmala a, kiedy w twarzy doktora zobaczy a prawd . Ci ko opar a si  o  cian .

"Nie, nie... nie to... tak nie mo e by , nie!"
To nast pny z y sen, kolejny koszrnar. To nie mo e by  prawda. Nie mo e! Jestem

cz owiekiem! Nie... nie...

Androidem.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

ROZDZIA  20

Wilks otworzy  drzwi przed wygl daj

 na kra cowo wyczerpan  Ripley.

- Wiem,  e jest bardzo pó no, ale czy mog abym z tob  chwil  porozmawia ?
- Tak, pewnie. Jak si  czujesz? My leli my...
Odsun  si , kiedy przechodzi a obok niego. Usiad a na brzegu 

ka z opuszczon  g ow .

Przesun a palcami przez w osy. Pod oczami mia a ciemne wory, a rarniona uniesione w napi ciu.
Skóra twarzy mia a kolor popio u.

Unios a g ow  i spojrza a na Wilksa z wyrazem, którego nie potrafi  okre li . To by o co  jak

strach? Zawstydzenie?

- Co si  dzieje, Ripley?
- Wiem,  e oficjalnie nikt nie dowodzi t  misj , ale wszyscy jak dot d mnie s uchaj .
Wydawa o si ,  e patrzy na wskro  przez Wilksa, jakby nie by o go pomi dzy ni  a  cian .
- To prawda - przyzna . - A ty zrobi

 kawa  dobrej roboty.

- Dobra, pasuj . Teraz kolej na ciebie. Chc ,  eby  to sko czy .
Wsta a jakby zako czy a rozrnow  i ruszy a do drzwi.
- Poczekaj sekund . Co si  dzieje? W

nie wróci

 od lekarza, wygl dasz okropnie i nagle

chcesz zrzuci  na mnie odpowiedzialno  za naszego pasa era na gap ? Tak mocno dosta

 po

owie?

miechn  si ,  eby z agodzi  nastrój, ale wida  by o,  e jest zaskoczony.

- To nie jest otwarta dyskusja, Wilks. S uchaj, je eli nie chcesz tego zrobi , powiedz

McQuadowi albo Moto, albo komukolwiek. Nie obchodzi mnie to. Ja ju  sko czy am.

Policzki jej poczerwienia y, ale Wilks ci gle nie potrafi  st umi  emocji.
- Dlaczego - spyta . - Mo esz mi powiedzie 7 Co si  sta o?
Ripley spu ci a wzrok i zadr

a. Nie odezwa a si  ani s owem, ale te  nie mia a ju  zamiaru

wychodzi .

Wilks czeka  zmieszany. Od ubieg ego dnia by  jakby jej dzieckiem. Nie do ,  e w pojedynk

potrafi a uwi zi  królow  na pok adzie, to jeszcze, gdyby nie ona, Billie, Falk i on sam zmieniliby si
w py  w atomowym wybuchu. Je eli tylko nie dopad yby ich wcze niej potwory.

- Mia am po prostu d ug  rozmow  z Jonesem - odezwa a si  w ko cu.
Jej g os by  spokojny, ale nie podnios a wzroku.
- Jestem syntetykiem, Wilks. Sztuczniakiem. Falsyfikatem.
Splot a ramiona na piersi i popatrzy a na niego pustym wzrokiem.
- Nie jestem cz owiekiem i nigdy o tym nie wiedzia am.
Wilks przygl da  si  jej przez kilka sekund, jakby go zamurowa o. Android? G boko wci gn

powietrze.

- Jeste  pewna?
- Jones pokaza  mi próbki mojej krwi; razem zrobili my testy. Tak, jestem pewna.
Przycisn a d onie do czo a i zamkn a oczy.
- Nie jest to mi e dla ciebie, Ripley, ale co z tego, do cholery? Doprowadzi

 nas tak daleko

i...

- Nie rozumiesz? - spyta a dr cym, piskliwym g osem. - Kto wie, jakie jest moje zadanie.

Mo e zosta am zaprogramowana przez jak  spó

, która chcia a zdoby  królow  do swych bada .

Co b dzie, je eli mam zabi  was wszystkich po powrocie na Ziemi ? Nie jestem godna zaufania.

Ostatnie s owa powiedzia a szeptem.
- Czy mo esz... eee... dosta  si  do swojego programu?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Nie. Najwyra niej jestem zbyt zaawansowanym wytworem nauki.  adnej mechaniki,  adnych

portów wej cia-wyj cia. - Jej g os wype nia a gorzka ironia. - Jones powiedzia ,  e nigdy by tego nie
odkry  bez mikroskopów. Jestem jak cz owiek, a  do poziomu mikroskopowego.

Wilks zmarszczy  brwi.
- Zrozumia em twój punkt widzenia - powiedzia  - ale nie uwa am,  e robi mi to jak  ró nic .

Mog

 zostawi  nas na  mier , mog

 nas zabi  co najmniej kilka razy. No i kto pozosta  na Ziemi,

by prowadzi  jakie  badania? - Przerwa  na moment. - My

,  e niezale nie od tego sk d pochodzi

twój program, jest on doskona y. A skoro ró nice mo na wykry  tylko przy pomocy mikroskopu, to
o czym tu rozmawia ?

Ripley podesz a do drzwi i otworzy a je.
- O mnie - powiedzia a i wysz a na korytarz.
Wilks patrzy  na pó otwarte drzwi. Na Jezusa i Budd . Jak sobie z tym poradzi ? Wyja ni ,  e

wszyscy my

 o niej jak o cz owieku...

"Billie" - pomy la .
Ripley oczywi cie nie jest za pan brat z tym problemem.
Mo e Billie mog aby jej co  pomóc; kocha a Buellera nawet po tym, gdy dowiedzia a si

prawdy...

Wyszed  jej poszuka .

Billie zapuka a do drzwi Ripley i czeka a. Nie by o odpowiedzi. Ogrzewanie Kurtza

zmniejszy o si , jak zwykle w nocy, i dziewczyna dr

a z zimna. Zapuka a jeszcze raz, tym razem

delikatniej.

"Mo e usn a - pomy la a. - To dobrze".
Poczeka a jeszcze chwil  i odesz a od drzwi. Wróci a do swojego pokoju. Wilks wsta , kiedy

pojawi a si  w drzwiach.

-  pi - powiedzia a.
- Albo po prostu nie odpowiada - zauwa

. - Mo e uda ci si  porozmawia  z ni  jutro.

W tym momencie nie by o ju  nic wi cej do zrobienia. Sier ant wyszed  od Billie i wróci  do

swojej klitki.

Billie czu a si  zm czona, ale mia a tyle do przemy lenia. Usiad a na brzegu 

ka.

Co mog aby powiedzie  Ripley? Co powinna powiedzie ?
"Och, przykro mi, Ripley. To takie trudne. Wiesz, zakocha am si  kiedy  w pewnym 

nierzu

i okaza o si ,  e on nie by  prawdziwy. Kiedy to odkry am, czu am si  strasznie, my

... czu am si

oszukana..."

To mog oby jej pomóc.
Po

a si  i zrobi a kilka powolnych regularnych wdechów i wydechów. Patrzy a na sufit i

usi owa a policzy  plamy na plastikowej pow oce. My li kr

y jej niespokojnie po g owie.

Mitch by  zdolny do mi

ci, do kochania drugiej osoby. Teraz to wiedzia a. Lecz zanim to

dostrzeg a, ona i Wilks byli ju  na statku Spearsa.

Czy to, czego dowiedzia a si  o Ripley, zmienia cokolwiek? Pomy la a o misji. Od samego

pocz tku Ripley pragn a totalnie wyt pi  te cholerne potwory. Nie, szacunek do niej by  nadal tak
wielki, jak przedtem.

Odk d tylko j  pozna a, Ripley wydawa a si  nie potrzebowa  nikogo. Lecz teraz to si

zmieni o i w pewien sposób czyni o j  to prawdziwsz ...

Bardziej ludzk . W taki sam sposób, jak sta o si  to z Mitchem podczas ostatniej transmisji.
Billie wiedzia a o nienawi ci jak  czuj  ludzie do syntetyków. To by o cz ciowo zrozumia e.

Trudno rozmawia  z maszyn  i czu  si  swobodnie.

Czy Mitch by  maszyn ? Czy jest ni  Ripley?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Z Mitchem by o inaczej. Patrzy a na niego z innej perspektywy. Co to zreszt  jest

perspektywa? Ripley nie urodzi a si  wprawdzie w normalny sposób, ale czy to pozbawia o j  duszy?
Czy czyni o j  mniej warto ciow  od innych? Gdzie przebiega ta niewidoczna granica?

W ko cu Billie zasn a.  ni a o pytaniach bez odpowiedzi.

***

Ripley w ko cu poczu a g ód, a kiedy ju  si  pojawi , nie dawa  si  odp dzi .
"Wspaniale - pomy la a. - Jestem g odna. Wielka sprawa".
By  pó ny poranek. Spa a prawie dziesi  godzin, lecz ci gle czu a zm czenie. Le

a w 

ku

z zamkni tymi oczami.

Wszystko ju  przemy la a i teraz mog a my le  tylko o jedzeniu. Co czu a? Czy to takie

wa ne? Jej uczucia s  symulowane, fa szywe.

W ko cu jednak wyja ni y si  pewne sprawy. Jej wypadni cie z czasu po Sulaco. Nieobecno

snów a  do teraz. I przemo na niech  do lekarzy - oczywi cie zaprogramowane zabezpieczenie
przed wykryciem prawdy. Nie pozwól im chodzi  ko o siebie, to niczego nie odkryj .

Kwestia "dlaczego" by a nieuchwytna, mo e zreszt  nie mia a znaczenia. W szystkie jej

przekonania stan y pod znakiem zapytania: androidom nie mo na ufa , mog  ci  zdradzi . To le y
w ich naturze. Sposób, w jaki sama zosta a oszukana...

Sztuczniak na Nostromo by  morderc , który udawa  przyjaciela. Bishop by  w porz dku, ale...
Zmarszczy a brwi. Co  z tym Bishopem by o nie tak, jaka  dwoisto , chocia  nie mog a sobie

przypomnie , o co tam chodzi o...

Rozleg o si  pukanie do drzwi.
- Ripley? To ja, Billie. Mog  wej ?
Serce Ripley skurczy o si . Billie. M oda kobieta, która okaza a tak wiele odwagi w czasie

wyprawy. Ripley by a z niej dumna.

"Dziwne - pomy la a. - To takie ludzkie".
- Nie teraz, Billie.
- Zajm  ci tylko minutk ! Wilks chce przej  dzi  wieczorem do g bokiego snu...
- Odejd , Billie. Nie potrzebuj  towarzystwa.
Nawet rozmowa z kim  wyczerpywa a j .
Czu a wahanie po tamtej stronie drzwi. Wyobrazi a sobie Billie stoj

 tam, szukaj

ciwych s ów.

"Nikt nie dba o to - mog aby powiedzie . - Naprawd , wszystko jest w porz dku..."
My l,  e Billie mog aby litowa  si  nad ni , jeszcze bardziej j  przygn bi a. Nawet to uczucie

nie by o prawdziwe.

Cholera.
- Nie teraz.
Us ysza a,  e dziewczyna odchodzi. Zadowolona by a,  e wszyscy po

 si  do komór

hipersnu. Chcia a zosta  sama.

dek Ripley nagle g

no zaburcza . Przyci gn a kolana do piersi i zapragn a, by

wszystko znikn o.

ROZDZIA  21

Wilks czu  si  wspaniale. Usiad  w otwartej komorze hipersnu i rozejrza  si  woko o. Otacza y

go  pi ce, zimne jeszcze sylwetki reszty za ogi. Zdumiony by  nieobecno ci  ubocznych efektów
sztucznego u pienia. Zwykle bardzo go n ka y. Chocia  po chwili zda  sobie spraw ,  e w gruncie
najwa niejsze jest samopoczucie, a nie powody, dla których by o tak dobre.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Za

 ubranie i u miechn  si . Czu  si  swojego cia a. To by o cholernie cudowne uczucie.

Mo e to co  jeszcze, co  jak...

"Oczyszczenie" - pomy la . Pragn  tego ju  od dawna. Z drugiej strony by o to odrobin

dziwne,  e odczu  to tu  po przebudzeniu; ta pora by a zwykle cholernie nieprzyjemna. Sta o si  to
chyba w ten sposób,  e w czasie snu sp yn o na niego poczucie spokoju, wiedza,  e wszystko jest
takie, jakie powinno by ...

Roze mia  si  g

no i poszed  w kierunku schodów. Przez ca e lata d wiga  na sobie tak

wiele. Poczucie winy i udr ki przesz

ci wa

y tak du o. I co? Odesz y, ulotni y si  w pustk

kosmosu. Nie by o si  czemu dziwi . Po prostu by  wolny!

W jego mózgu odezwa  si  cichy, ch odny g os i poprowadzi  go do objawienia.
Wolno  - powiedzia  cicho g os. - Klucz do niej...
Pozosta a tylko jedna rzecz do zrobienia. Zszed  po schodach i przeszed  przez dok l downika.

Jego stopy ledwie dotyka y metalowej pod ogi. Tak wiele straci  czasu! Lecz teraz wszystko ju  jest
w porz dku.

Wolno ,  ycie, wyzwolenie...
Sp yn  na niego ciep y spokój i palec wyci gn  si  w stron  przycisku. Wewn trzne odczucia

sta y si  silniejsze, bardziej wyraziste.

Pozwól jej odej , pozwól mi odej ...
Zaraz. Wilks cofn  r

 w nag ej niepewno ci. Co to ma znaczy ? Gdzie...

POZWÓL MI ODEJ

...

Poczucie ogromnej mocy i okropnego strachu zatrz

o nagle sier antem. Cofn  si . Odszed

od drzwi. Znalaz  si  w pustej przestrzeni, opanowany przez jaki  niewyt umaczalny  al.

"Ona tam jest!" - krzycza y jego my li. Czu  pi kno spokoju, które...
Wyzwolenie, wolno  - g os leciutko zadrga  obietnic . I mi

ci .

Musia  tylko nacisn  przycisk.
Opar  si  o  cian  i po raz pierwszy od dzieci stwa rozp aka  si .

Billie sta a w doku l downika. Powietrze by o zimne, a  wiat a przygaszone. Przypuszcza a,  e

ma tu kogo  spotka , ale nie mog a sobie przypomnie ...

Billie!
St umiony g os przenikn  przez  ciany g ównej  adowni.
To by  g os, który zna a i kocha a.
Billie! To ja, Mitch!
Ruszy a do drzwi. Nadzieja prawie rozsadza a jej piersi.
- Mitch? - g os zadr

 jej lekko.

- Tak. Otwórz, Billie! Kocham ci .
Cofn a si  kilka kroków. Nie, to w  aden sposób nie mo e by ...
Billie! Billie, tu Char. O, Bo e. Nie pozwól im mnie dopa . Billie, prosz ...
Jak mog a pomy le ,  e to Mitch? Char ma najwyra niej k opoty, a ona jest za to

odpowiedzialna. Podbieg a do drzwi i wyci gn a r

 w stron  przycisku. Chwileczk ... Char nie

yje.

Nie pozwól im mnie zabi . Billie, nie rób mi tego. Otwórz drzwi!
- Jeste  martwa - cicho powiedzia a Billie. - Nie ma ci  tam.
Cofn a r

.

- Masz racj  - powiedzia  g os po drugiej stronie. - I ja te  mog  umrze . Nie dbasz o to, co

Billie? Zostaw mnie tutaj. To nie ma znaczenia.
To by a Ripley.

- Nie. - Wszystko by o jako  nie tak. - Ripley! Nadal mnie obchodzisz! Chc  ci pomóc, ale nie

wiem jak. Pozwól,  ebym ci pomog a...

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- G os Ripley zabrzmia  bezradnie:
Nawet nie chcesz ze mn  rozmawia , Billie. My la am,  e jeste my przyjació mi, ale nie.

Zostawi

 mnie tutaj na  mier ...

- Nie! Ja...- Dlaczego nie mia aby otworzy  tych drzwi. - Ripley! Nie mog  otworzy . Tam jest

co ... Królowa! Przypomnienie zwali o si  na ni  potwornym ci arem. Odskoczy a od drzwi, a chór

osów wo

 j , b aga : Pozwól mi wyj ... Kocham ci ... Prosz , nie...

Gdzie   w  tle  rozleg   si   ni  to  krzyk,  ni  to  p acz,  harmonizuj cy  z  reszt   odg osów.  Pot

na

muzyka, g

ne, d wi czne akordy, b bnienie, grzmoty... Run o to na ni  jak fala przyp ywu

zmywaj ca wszystko na swej drodze. Zala y j  lodowate ciemno ci.

Ripley siedzia a oparta plecami o drzwi wiod ce do g ównej  adowni. Gotowy do strza u

karabin le

 na jej skrzy owanych kolanach. Za oga spa a ju  od dwóch dni. Niebawem pewnie do

nich do czy, ale na razie siedzia a tutaj. Czeka a...

Pierwszy dzie  sp dzi a  pi c i jedz c na przemian. Pomys  sko czenia z tym wszystkim

kilkakrotnie wyp ywa  na powierzchni  jej my li. Za ka dym razem starannie rozwa

a wszystkie za

i przeciw. Kto dba  o jakiego  tam androida? Jeden mniej, jeden wi cej. Po prostu mog a wyj  przez
którykolwiek luk. Niewielka strata. Nie by a ju  teraz niezb dna. I tak plan si  powiedzie. Inni mogli
go zako czy ...

Zagl da a w

nie bezmy lnie do magazynu  ywno ci, kiedy królowa krzykn a. D wi k

rozniós  si  po cichym wn trzu u pionego statku. Ripley Chwyci a odruchowo za bro  i pobieg a do

adowni.

Przebieg a przez dok l downika, a serce trzepota o w niej dziko. Pomy la a,  e jakim

sposobem bestii uda o si  wydosta , lecz wszystko by o pozamykane. Królowa krzycza a i t uk a w

ciany, ale nadal by a uwi ziona.

To sta o si  wcze niej. Teraz od godziny matka obcych siedzia a cicho; jej napad w ciek

ci

trwa  tylko kilka minut.

Ripley zadowolona by a,  e  yje. Mia a tyle jeszcze do zrobienia, ci gle pojawia o si  co

nowego.

„Ta suka za moimi plecami tylko czeka a  umr  i zamierza zabra  swoje dzieci tam sk d
przysz a”.
Chcia aby to zobaczy . Chcia aby widzie  zako czenie.

nie. To by  wystarczaj cy powód, by 

. Czymkolwiek jest, musi 

.

Wilks zamrucza , kiedy  wiat o przedar o si  przez jego powieki. Pokrywa komory hipersnu

odsun a si  z sykiem i ciep o b yskawicznie ulecia o na zewn trz w ch ód wn trza statku.. Ca e cia o
by o obola e. Usiad  i powoli przypomnia  sobie powód swego wielkiego smutku...
Sny.

Wszyscy zosta cie na swoich miejscach – powiedzia .
Jego g os by  tylko s abym chrypni ciem.
Nikt nie wychodzi, zanim nie porozmawiamy!
Inni budzili si  powoli. Twarze mieli zm czone i oszo omione. Wilks zignorowa  wszelkie bóle,

chwyci  kombinezon i poszed  do drzwi. Ubra  si  w przejmuj co zimnym powietrzu i poczeka  na reszt .

Niektórzy poczuli ulg , kiedy zobaczyli,  e Ripley jest z nimi. Ubra a si  szybko i podesz a do

sier anta. Chcia a go wymin .

- Poczekaj, Ripley. Królowa wysy

a przekazy, kiedy spali my. My

,  e trzeba...

- Ja nie  ni am – powiedzia a. – Przepraszam.
Zamierza  jej odpowiedzie , ale zrezygnowa . Kiwn  tylko g ow  i przepu ci  j .
Brewster naci gn  koszulk  i odwróci  si  do Wilksa.
- Co jest, do cholery, Wilks?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Inni patrzyli na niego z wyczekiwaniem. Patrzy  na ich twarze, szuka  w nich jakiej  zmiany, ale

wszystkie wygl da y tak samo, jak jego w asna – by y zm czone i zirytowane.

- Czy kto

ni  o uwalnianiu królowej? – zapyta .

- Tak – prawie natychmiast odpowiedzia a Billie.
Ana Moto kiwn a g ow , tak samo jak McQuade i Jones.

Twarz Brewstera wyg adzi a si .

- Tak – powiedzia  jakby z ulg .
- Dobra. Mo emy o tym porozmawia  przy  niadaniu.
-Transmisja by a pot

na – powiedzia a Moto. – To by o co  jak cwana reklama: „Zobacz, co

mo esz wygra , kiedy otworzysz magiczne drzwi”. Nie dziwi  si ,  e chcesz nas sprawdzi . Ty nie
mia

 z tym wcze niej do czynienia.

Wilks skin  g ow .
Billie prze kn a k s  niadania i popatrzy a na sier anta, ciekawa o czym  ni .
- Chcesz pewnie wiedzie  i by  pewnym,  e  adne z nas nie zamierza prowadzi  nieuczciwej gry,

co? – spyta  Brewster.

- Co  w tym rodzaju.
- Witamy w klubie mi

ników snów – rzuci a Moto.

Wszyscy siedzieli przy jednym stole i jedli po raz pierwszy od wielu tygodni. Prawdopodobnie byli

ju  w zasi gu Stacji.

Mo e oko o dwudziestu godzin lotu od niej. Billie poczu a, jak serce zaczyna bi  szybciej na my l o

Ziemi...

Riplej przesz a obok nich i posz a ze  niadaniem do swego pokoju. Billie chcia aby,  eby chocia

jad a z nimi. Wystarczaj co smutna by a strata trzech cz onków za ogi, a Ripley przecie

a.

- Hej, gdzie jest nasza pani boss? – zawo

 Brewster. – Dlaczego si  tu nie po ywia?

- Tak – doda a Tully. – Musimy przecie  omówi  co zrobi  ze Stacj .
Billie zerkn a na Wilksa. Ten od

 widelec.

- Ripley ma jakie  osobiste problemy – powiedzia a.
- Co za osobiste problemy? – spyta  Falk.
Wilks kiwn  na Billie, by mówi a dalej.
- Musimy o tym porozmawia  – ci gn a dziewczyna. –
Nie jestem pewna... Ripley raczej nie chcia aby o tym dyskutowa , ale chce,  eby wszyscy

wiedzieli.

Jej g os brzmia  spokojnie, du o spokojniej ni  naprawd  si  czu a.
- Ripley jest sztuczn  osob . Androidem. Oczywi cie nie wiedzia a o tym, a  do momentu, kiedy

mia a zrobione pewne medyczne testy. Ta wiadomo  podzia

a na ni  okropnie.

Przerwa a i popatrzy a na s uchaj

 j  za og . W jadalni panowa a niezr czna cisza.

- Ripley spyta a mnie, czy nie przej bym dowodzenia, którego si  zrzeka – powiedzia  Willks. –

Ale musimy temu podo

 zbiorowym wysi kiem. Nie jestem typem przywódcy i...

- Jak to si  sta o, do cholery,  e nie wiedzia a? –  achn  si  McQuade. – Czy nie wszyscy wiedz ,

kim s ?

- O to chodzi – powiedzia  Jones. – Ripley nie wiedzia a.
- Zaufali my jej – cicho powiedzia a Tully.
Billie poczu a, jak rozpala si  w niej gniew.
- To wyjasnia, jak zdo

a sama poskromi  królow  – zauwa

 Falk. W jego g osie s ycha  by o

za amanie

-Gdybym wiedzia  – zacz  McQuade – nie by bym...
-Gdyby   wiedzia ,  to  co?  –  Nie  wytrzyma a  Billie.  Mimo  ch odu  czu a,  jak  od   rodka  rozpala  j

ciek

. – Ripley nie wiedzia a, dotar o to do ciebie? – odwróci a si  do Tully.-

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Ona te  wierzy a w siebie. Jak ty by  si  czu a? My lisz,  e zrobi a to specjalnie?
Odwróci a si  jeszcze do Falka.
- Ostatni  rzecz , której oczekuje od za ogi, jest wasza bigoteria!
Wzi a g eboki oddech i zmusi a si  do spokoju. Usiad a.
- Jones jest bardziej kompetentny w udzielaniu tego rodzaju odpowiedzi...
- Nie ca kiem – zaoponowa  lekarz. – Wszystko, co mog  powiedzie , ko czy si  na stwierdzeniu,

e jest tak zbli ona do cz owieka, jak nigdy wcze niej nie widzia em. I my

,  e Billie ma racj . Ripley

jest dobrym dowódc .

Przerwa , na jego twarzy pojawi  si  wyraz zak opotania.
Reszta przetrawia a us yszane informacje.
Moto powoli kiwn a g ow .
-Dobra – odezwa  si  Wilks. – Teraz najwa niejsz  rzecz  jest blisko  Stacji. My

,  e jest tam

paru ludzi, którzy chcieliby sobie uci  z nami ma  pogaw dk ...

W czasie kiedy Wilks rozwa

 ró ne mo liwo ci post powania, Billie uspokoi a si  ca kowicie.

Tully i Falk patrzyli na ni , wyra nie przepraszaj c za swoje zachowanie, ale McQuade ci gle by
naburmuszony.

Billie by a troch  zasdkoczona swoim zachowaniem, ale nie tak bardzo, jak zdarzy oby si  to kilkaa

miesi cy temu. Taki wybuch by  konieczny i oczy ci  chyba atmosfer . Ripley nie zrobi a przecie  nic

ego. Niepokoj ce by o,  e niektórzy z tych ludzi mogli przeoczy  jej si , jej inno .

Billie podziwia a ten rodzaj odwagi, jaki posiada  Ripley. Potrzebowa aby jej, by pomóc Amy...

je eli dziewczynka jeszcze  yje.

Z bij cym sercem skupi a uwag  na dyskusji.

ROZDZIA  22

Wilks siedzia  w kabinie sterowniczej razem z McQuadem i Tully. Teoretycznie statek powinien

by  jeszcze poza zasi giem czujników Stacji, ale nigdy nie wiadomo, czy jaki  fanatyk techniki nie
wycelowa  swojego teleskopu prosto na Kurtza, chocia  by o to ma o prawdopodobne.

Wilks kurczowo zacisn  d onie na oparciu fotela Tully. Mia  nadziej ,  e ich sygna  dotrze do celu.
- Teraz sobie poczekamy – oznajmi a Tully równocze nie z naci ni ciem ostatniego klawisza. –

Je eli dopisze nam szcz cie, wiadomo  szybko do niej dotrze.

- A je eli nie? – spytaa  McQuade.
- Poczekamy d

ej – odpowiedzia  mu Wilks.

Zakodowany sygna  mo e by  przes any dok adnie wybranym kana em cz stotliwo ci, je eli wiesz,

jak to zrobi . W teorii, nikt nie mo e przechwyci  tego sygna u bez starannego przeszukiwania pasma.
By o pewne ryzyko, lecz minimalne i niestety musieli je podj .

Czas up ywa .
W komunikatorze rozleg y si  trzaski i szumy. By  ju  najwy szy czas, ale...
- Prawie w por . Spodziewa am si  was tydzie  temu.
- Hej tam, Elliot! – Tully u miechn a si  szeroko. – Jak si

yje w skrzynce?

Kolejny raz pobieg y fale radiowe i trzeba by o czeka  na odpowied .
-Maria? Powinnam domy li  si ,  e b dziesz w pobli u!
Powiedz mi, uwa asz,  e wystarczaj co koduj  sygna ? To zabiera do diab a pami ci w moim

komputerze. Te dupki tutaj nie s  tak sprytne, przecie  wiesz. Jak my lisz, na ile jest to wa ne?

Wilks pochyli  si  do przodu.
- My la em,  e us yszymy co ty o tym my lisz?
- Och, och, moje serce! Czy to ten nikczemny sier ant Wilks?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Jak akcja, sier ancie?
- Nie le, Leslie. Mamy to, czego szukali my.
Tym razem cisza by a d

sza.

- Przykro mi to s ysze .
- No tak... – powiedzia  Wilks.
Tully przerwa a mu.
- Najpierw chcemy si  dowiedzie , czy kto  jeszcze nas oczekuje, Les?
- Có , par  miesi cy temu narobili cie tutaj niez ego zamieszania. Pada y takie wyra enia jak:

„wywrotowcy”, „niezrównowa eni psychicznie”. Aha, jeszcze „z

liwe intencje”. Mówi c w skrócie,

oficjalny komunikat g osi , ze grupa szale ców, powodowana nieczystymi zamiarami, ukrad a statek.

- Niezbyt wiele – powiedzia  McQuade i chrz kn .
- To wszystko? – Wilks zmarszczy  brwi.
-  artujesz, prawda? Nieoficjalnie, genera  Peters dosta  pot

nego kopa w swe grube dupsko za

nie rozpoznanie w tobie szale ca. Wszyscy macie zosta  aresztowani. Dobra wiadomo  jest taka,  e
uwa aj  was za czubków, wi c mo e zamkn  was w czy ciutkich szpitalnych izolatkach, a nie do
normalnych cel. Poza tym nie spodziewaj  si  was wcze niej ni  za jakie  sze  tygodni.

- Dlaczego akurat wtedy? – zapyta  sier ant.
- Ech, nic takiego. Odkryli w twojej kwaterze map  z zaznaczonym punktem docelowym. Le

 o

wiele dalej ni  prawidziwy.

Billie podesz a do konsoli. Twarz mia a blad  i napi

. Wilks nawet nie zauwa

, kiedy wesz a.

- Leslie, tu Billie. Jak si  maj  sprawy na Ziemi?
- Kontakt urwa  si  ju  wiele tygodni temu. Atmosfera statyczna, ro nie liczba plam na s

cu. Co

w tym rodzaju. Cokolwiek jednak robi  tam potwory, wydaje si  by  coraz gorzej.

- Co z  czno ci  satelitarn ?
Wygl da tak, jakby mia a za chwil  si  rozp aka , ale, jej g os by  silny i d wi czny.
- Ostatni sygna , jaki odebrali my, by  starym przekazem i musz  ci powiedzie ,  e nie by o to nic

dobrego. Ktokolwiek zosta  na Ziemi do tej pory, nale y do obcych. W taki czy inny sposób. Przykro mi.

Wilks po

 d

 na ramieniu Billie, ale ta strz sn a r

.

- S uchaj, zrób mi przys ug  i prze lij komunikaty z ostatnich kilku dni nadawania. Mo esz to

zrobi ?

- Bez problemu.
- Dzi kuj  – powiedzia a Billie i wysz a z kabiny.
- S uchajcie, ciesz  si ,  e was s ysz , ale na razie sko czymy. Dam wam zna , kiedy pojawi si  co

wa nego. Uwa ajcie na siebie, dobra?

- Ty te  uwa aj – powiedzia  Wilks.
Komunikator zamilk . McQuade odwróci  si  do sier anta.
- Nie wygl da na to,  eby my zdobyli jakie  nowe poparcie – powiedzia .
Wilks wzruszy  ramionami.
- Wlepiliby nam ch tnie par

adunków, kiedy tylko pojawimy si  w zasi gu ich dzia ek – stwierdzi

ponuro. – Ale mamy królow , chocia  w tpi ,  eby kto  nam pomóg  z jej powodu. Mo e jednak uda
nam si  przet umaczy ,  eby pozwolili nam wykorzysta  szans . Nawet w najgorszym przypadku nie
wysadz  nas w pró ni ; chc  mie  z powrotem Kurtza.

McQuade skin  g ow , ale nie wygl da  na przekonanego. Wilks wyszed , by porozmawia  z

reszt  za ogi. Stacja nie wykryje ich jeszcze przez najbli sze kilka godzin, wi c maj  troch  czasu na
przygotowanie kilku wersji alternatywnych planów dzia ania. Sier ant wiedzia ,  e jest najlepszy w
sytuacjach krytycznych; by  szkolony do takich celów. Ale takie gówno, w jakie wpadli...?
Cholera, dlaczego Ripley tego nie zrobi? Pieprzy  jej cz owiecze stwo, - lepiej si  dzia o pod jej
dowództwem. Zna  granice swoich mo liwo ci i teraz znalaz  si  bardzo blisko nich.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

W laboratorium medycznym przy male kim komputerze siedzia a samotnie Billie. Pokój by  zimny i

ol niewaj co bia y. Powodowa o to niewyt umaczaln  nostalgi  za szpitalem, gdzie sp dzi a wi kszo
swojego  ycia. Teraz mia a wa niejsze rzeczy na g owie, a jednak...

Wprowadzi a krótki opis postaci Amy i czeka a.
Ekran b ysn . Zamazany obraz mign  raz i drugi. W ko cu pojawi a si  m oda dziewczyna z

potarganymi, krzywo obci tymi w osami. Przez kilka sekund patrzy a na Billie oczami zbyt powa nymi
na oczy dziecka. Ile lat teraz mia a? Trzyna cie? Mo e czterna cie?

„Och dziecinko” – pomy la a.
Serce skurczy o jej si  w piersi, ale w tym samym momencie odczu a ogromn  ulg .
 - Czy to ju ?- spyta a Amy.
Jej g os by  jakby g bszy ni  ostatnio i wydawa o si ,  e ca  si  woli stara si  zachowa  spokój.
 - Zaczynaj, kochanie – powiedzia  g os niewidzialnej osoby.
 - Ja i Wujaszek jeste my w fabryce, która produkowa a mikrochipy. Znajdujemy si  w Pó nocnej

Kaliforni. Prawdopodobnie szybko st d odejdziemy. Wujcio Paul ju  odszed . Poszed  szuka
po ywienia dwa tygodnie temu i mamy nadziej ,  e po prostu gdzie  si  ukry , chocia  to niewielka
nadzieja.

Podczas gdy mówi a, jej twarz twarz stawa a si  coraz bardziej chmurna, lecz oczy ci gle patrzy y

wprost w kamer .

- Jest  coraz gor cej. Mamy nowego przyjaciela, nazywa si  Mordechaj. Mówi,  e obcy w jaki

sposób podgrzewaj  atmosfer  przy pomocy mrowisk.

miechn a si  niespodziewanie doros ym u miechem.

- Mordechaj mówi te ,  e religijni fanatycy s  teraz tak niebezpieczni, jak potwory.
Odwróci a wzrok od kamery i unios a pytaj co brwi. Oczywi cie by a to jej odpowied  na czyje

niezadowolone spojrzenie.

- Tak, powiedzia  to!
Westchnienie rozleg o si  spoza kamery.
- Wiem, kochanie. Mów dalej.
Wszystko jedno. Chcemy wam powiedzie ,  e obcy od kilku tygodni zachowuj  si  dziwnie.

Grupuj  si  razem i pozostaj  spokojni przez ca e dni. Nikt nie wie, dlaczego.

Dziewczynka zmarszczy a brwi z namys em.
- To chyba ju  wszystko – powiedzia a.

os starego cz owieka poda  jak zwykle dat  i wspó rz dne.

Ekran zgas .

Billie patrzy a w pusty monitor, a potem roze mia a si . Amy ci gle  yje! Transmisja by a

wprawdzie sprzed miesi ca, ale ta rodzina 

a ju  tak d ugo,  e musi 

 do dzisiaj.

„Wiedzia abym, gdyby umar a – pomy la a. – Wiedzia abym na pewno”.
Po czenie wywo

o podane w komunikacie zapad y jej mocno w pami .

Bomby Orony by y cz ci  staromodnego arsena u wojskowego znajduj cego si  w pó nocno-

zachodniej cz ci Stanów Zjednoczonych. Billie by a tam kiedy , gdy razem z Wilksem uciekali z Ziemi.
Potem wyl dowali na planetoidzie Spearsa. Ona, Wilks i Mitch...

Poszuka a g biej w pami ci. Z pewno ci  taki wojskowy bunkier musi mie  jak  wewn trzn

komunikacje...? Jaki  transport.

To by o mo liwe. Wszystko by o na miejscu, a to oznacza o,  e rodzina Amy mo e przetrwa .

Amy mo e prze

!

 Po raz pierwszy od opuszczenia planety królowej obcych Billie poczu a si  w pe ni rozbudzona.

Przez d ugi czas sz a za innym, przez wi kszo

ycia wybiera a narzucone jej kierunki. Teraz mia a

szans   zrobi   co   po  swojemu.  I  nie  by   to  ulotny  sen.  Nie  znaczy o  to  wiele  na  skali  ca kowitej
eksterminacji obcych, ale to by o jej dzie o, jej w asne, a to znaczy o wiele.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Siedzia a i marzy a o przysz

ci. Trzymaj si , Amy. Jeszcze tylko troch .

- Stacja Wej ciowa. Prosz  o identyfikacj .
Wilks popatrzy  na McQuada i skin  g ow .
- Tu kapitan McQuade na Kurtzu – powiedzia . – Chc  rozmawia  z twoim dowódc .
Milczenie by o d

sze ni  przerwa spowodowana odleg

ci . Sier ant wyobrazi  sobie nerwow

bieganin , któr  w

nie wywo ali i prawie si  roze mia .

- Za

 si ,  e niektórzy teraz szczaj  w spodnie.

- Panie kapitanie – odezwa  si  g os – prosz  porozmawia  z majorem Stonem.
- Tu go mamy – rzuci  Wilks.
- Kapitanie McQuade, mówi major Stone – g os oficera brzmia  dostoje stwem w adzy. – Prosz

otworzy  kana y  czno ci i dost p do komputera dla przej cia sterowania.

- Majorze, chcemy tylko porozmawia  przez minut . Mamy...
- Kapitanie, z przyjemno ci  porozmawiam z panem, kiedy znajdzie si  pan tutaj. Pan zna

procedur . Je eli pozwoli pan nam sprowadzi  was bezpiecznie, jestem pewien,  e mo emy o wszystkim
podyskutowa .

- Major Stone mówi  spokojnie i dobitnie, jak do dziecka. Albo do pó

ówka.

- Majorze Stone, tu sier ant Wilks. Nie lecimy do Stacji. Mamy na pok adzie królow  obcych i

zabieramy j  na Ziemi . Nie ma powodu  eby stacja miesza a si  do tego. Chcemy po prostu,  eby pan o
tym wiedzia . – Stara  si  nada  swojemu g osowi ton powagi i rozs dku.
 Major nie przyj  tego do wiadomo ci.

- Sier ancie, ju  wysy amy po was oddzia y, które maj  was z apa . Albo zachowacie si  jak

cywilizowani ludzie, albo wyci gniemy was kopniakami, ale zapewniam was,  e znajdziecie si  w Stacji!
Zrozumieli cie?

Wilks wy czy  komunikator.
- Tully?
- Stacja wys

a statek. Odbieram przez czujniki dalekiego zasi gu jego sygna  naprowadzaj cy.

- Dobra. Damy im nauczk . McQuade, zabieraj nas st d. – W czy  ponownie komunikator. –

Majorze, mi o si  gaw dzi o.

- Wilks, nie mo esz...
Wy czy  Stone`a i w czy  komunikatory statku.
- Pobudka! Wygl da na to,  e Stacja jedzie do nas z obiadem i nie mamy czasu. Gówno mo e nam

wpa  w wentylator.

***

Komunikat Wilksa odbi  si  echem w pustym doku l downika. Ripley zignorowa a go. Potrafi

przecie  co  wymy le . Nie ma to zreszt  znaczenia tak d ugo, jak maj  królow .

- Nie chcia aby , bestio, przegapi  powrotu do w adzy – szepn a. Nie bój si . Zabior  ci  do

domu,  eby  tam zdech a ze swoimi dzie mi. Wszyscy umrzecie.

Nic wi cej si  nie liczy.

ROZDZIA  23

- Czy mo emy im uciec? – spyta  Falk.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Nie – odpar  bez namys u Brewster. – Ich statek jest bardziej zwrotny i du o szybszy.
- Nie b

 w nas strzela , prawda? – odezwa  si  Jones.

- Nie s dz  – powiedzia  Wilks – Chc  nas mie  w jednym kawa ku, przynajmniej statek chc

mie  w jednym kawa ku. Nie uwa acie,  e to ma a ró nica?

Ca a za oga zgromadzi a si  w jadalni. Wszyscy byli wyra nie zdenerwowani. Zanim wys any

przez stacj  statek pojawi si  w polu widzenia, up ynie jeszcze oko o godziny. Billie stwierdzi a ze
zdumieniem,  e tym razem jest jej potwornie gor co. Ciekawa te  by a, gdzie teraz jest Ripley.

Tully stara a si  dok adniej odpowiedzie  na pytanie lekarza.
- Mog  spróbowa  wystrzeli  z dzia ka albo z lasera w nasz nap d,  eby tak go uszkodzi ,

by my nie mogli lecie  prosto. To jednak ma o prawdopodobne – mogliby spud owa  i zrobi  zbyt
wielk  dziur  w pow oce albo trafi  w co , co nie da si

atwo naprawi .  atwo albo tanio. My

,

e Wilks ma racj ; nie b

 ryzykowa .

- Wi c co mog  zrobi ? – odezwa  si  ponownie Jones. – Lata  w kó ko wokó  nas i brz cze ,

dopóki si  nie poddamy?

Nikt si  nie roze mia .
- Mog  unieruchomi  systemy kontrolne Kurtza przy pomocy sygna u elektromagnetycznego i

wzi  nas potem na hol – t umaczy a Tully. – To by by naj atwiejszy sposób: po prostu zbli

 si  na

odpowiedni  odleg

 i nacisn  guzik. Sama bym tak zrobi a.

- Nasza elektronika nie jest zabezpieczona? – zdziwi  si  Falk.
- Na tym przerdzewia ym kawa ku z omu?
Billie zmarszczy a brwi.
- Nie mogliby my zrobi  tego samego z nimi? – spyta a.
- Mo liwo ci bojowych akcji na frachtowcu? – odezwa  si  Brewster.- Marzenie. Ten statek

nie zosta  zaprojektowany do walki.  adnych os on, broni. Jeste my na straconej pozycji.

A co z Amy? – chcia a wykrzykn  Billie. Przecie  nie mog  tak po prostu si  podda ...
Moto westchn a g

no.

- Nie zabij  nas po powrocie do Stacji. Uwa am,  e kiedy si  tam ju  znajdziemy, zdo amy

wszystko wyja ni . Naprawd  mamy królow . Wojsko mo e j  zabra  i doko czy  za nas ca
robot . Pewnie zrobi  to  le, ale w ko cu zostanie to zrobione.

Nikt si  nie odzywa, a Billie patrzy a po twarzach, jakby szukaj c w nich akceptacji tego, co

us ysza a przed chwil . Mo e im si  to nie podoba , ale czy maj  inne wyj cie?

„To nie jest w porz dku” – pomy la a i potar a wierzchem d oni po czole. Przecie , pomijaj c

wszystkie inne, w tej akcji zgin li ludzie. Nie mo na tego tak po prostu zapomnie ...

Nagle szeroki u miech pojawi  si  na jej twarzy. Co , co powiedzia a Tully, b ysn o jej w

owie.

- Poczekajcie – odezwa a si . – Jest sposób; mam pewien pomys .
Wszyscy zwrócili na ni  zaciekawione spojrzenia.
Silniki zmieni y bieg na ja owy, a Kurtz zacz  opada  ku Ziemi, spadaj c spiral  w g b

grawitacyjnej studni, która, gdyby jej nie przerywa , sko czy aby si  wielkim pluskiem gdzie  na
Oceanie Indyjskim.

- Wszystko wy czone – powiedzia a Tully – z wyj tkiem  wiate  i  czno ci.
- Moto? Gotowa? – spyta  Wilks.
- Gotowa – pad a odpowied .
Wilks i McQuade czekali w kabinie sterowniczej na po czenie. Inni siedzieli przypi ci pasami

do foteli w cz ci przeznaczonej dla za ogi. Sier ant nie przekaza  informacji specjalnie dla Ripley,
ale wyja ni  plan przez kana y  czno ci ogólnej i mia  nadziej ,  e i ona wszystko us ysza a.

- Za oga Kurtza, prosz  si  zg osi . Tu komendant Hsu na Adamsie.
- Tu McQuade – warkn  kapitan. – Czego pan chce, do diab a? Jestem zaj ty.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Panie kapitanie – odezwa  si  uprzejmie Hsu. – Jeste my tu,  eby eskortowa  was z

powrotem do Stacji Wej ciowej. Nie ma potrzeby post powa  nierozs dnie. Otwórzcie wasz modem
i unikniecie nieprzyjemno ci...

McQuade przerwa  mu ostro:
- Nie da rady. Lecimy ku Ziemi i nic z tym nie potraficie zrobi , komendancie Hsu. Wasza bro

nie ma dla nas znaczenia; jeste my b ogos awieni! Nie powstrzymacie nas! Jeste my nie miertelni!

Z ostatnimi s owami  wiat a zamruga y i zgas y.
Min o kilka sekund i w czy y si  systemy awaryjne. Zostali unieruchomieni. Je eli ich

systemy ruszy yby teraz, po owa elektroniki mog aby zosta  zniszczona.

Wilks odwróci  si  do McQuada.
- Có , s dz ,  e jeste  oficjalnie uznany za wariata, kapitanie. Hsu trzyma w gotowo ci zespó

konowa ów, którzy maja pe ne strzykawki z trinominem. Ty dostaniesz podwójn  dawk .

Wilks postuka  w swój mikrofon.
- Moto, Tully. Do dzie a.
Nie zaj o to du o czasu. Najwy ej oko o dwudziestu minut. Potem przez statek przesz o

dr enie, Kutrz zwolni  i zatrzyma  si  w ko cu. Po chwili zacz  porusza  si  po nowej trajektorii, w
kierunku Stacji. Nie mogli tego dostrzec, gdy  wszystkie systemy zosta y wy czone.

- W czyli ju  magnetyczny hol – stwierdzi  Wilks szeptem, jakby ba  si ,  e kto  z drugiego

statku mo e go us ysze . McQuade skin  g ow .

- Ryba na lince.
„Je eli nasz plan si  nie powiedzie – pomy la  sier ant – b dziemy tkwi w tym gównie po

uszy”.

Billie siedzia  obok Jones, Falka i Brewstera. Falk za mia  si  cicho, kiedy us ysza

przemówienie McQuade, które s ycha  by o wyra nie przez cienkie przepierzenie. Teraz w ciszy
czekali na to, co si  wydarzy.

Brewster odpi  swój pas i przesiad  si  na fotel obok Billlie.
- Mog  tu usi

?

Skin a g ow  i przygl da a si , jak zapina pas i odwraca si  do niej. Wydawa  si

zak opotany.

- Jak si  czujesz? – zapyta .
- W porz dku. Mia am z e chwile, ale teraz ju  du o lepiej.
Zadowolona by a,  e uda o jej si  to powiedzie .
- Dobrze s ysze . Ja te  sko czy em w

nie zmaga  si  ze sob  – przerwa , wyra nie chc c

jeszcze co  powiedzie .

Billie u miechn a si  do niego.
- Dylan. Wiele si  wydarzy o mi dzy nami w czasie tej podró y i ci gle s  jeszcze drogi

wyj cia z tego. Uwa am,  e jeste my przyjació mi i chc ,  eby  wiedzia ,  e dobrze ci  ycz ,
niezale nie od okoliczno ci.

- Nie 

uj  niczego – powiedzia  spokojnie.

Nawet w nik ym  wietle kabiny zdo

a dostrzec,  e zaczerwieni  si  mocno. Dotkn  jej d oni.

- Ani ja – odpowiedzia a.
Ich wspólnie sp dzone noce by y mi e. Potrzyma a przez chwil  jego palce,  cisn a je lekko i

cofn a r

.

By y wa niejsze sprawy, które ich po czy y, ni  krótkie seksualne zmagania. Czu a jakby ta

chwila by a tego potwierdzeniem. Dylan jest w porz dku; ona te . Mniej wi cej.

- Trzyma  si  – zawo

 nagle Wiks.

Billie odchyli a si  na oparcie fotela i zamkn a oczy.

***

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Gotowe – zaskrzypia  w uchu Wilksa g os Tully.
Skin  g ow  na McQuada i podniós  r

. Kapitan pochyli  si  nad konsol  i czeka  na sygna .

Plan Billie by

miesznie prosty. Mieli udawa  ca kowit  bezradno  do chwili, kiedy zostan

wzi ci na hol, potem skoczy  do przodu i spróbowa  uszkodzi  nap d napastnika. Zanim Stacja
wy le nast pny, b

 daleko, lec c w kierunku Ziemi. By o to wystarczaj co b aze skie,  eby mie

szanse powodzenia.

- Przygotowa  si  – krzykn  Wilks przez rami .
Machn  r

 i rykn :

- Teraz!
Kurtz z hukiem zbudzi  si  do  ycia. McQuade wcisn  kilka przycisków i statek wystrzeli  do

przodu, skr caj c przy tym w bok.

Cielsko pojazdu trzeszcza o z wysi ku. Nagle da o si  wyczu  uderzenie i natychmiast Kurtz

zacz  porusza  si  w przeciwn  stron , uko nie do statku, w który w

nie uderzy . Magnetyczna

linia napr

a si  i p

a, a mniejszy pojazd zosta  odrzucony w wyniku zderzenia.

„Przyda oby nam si  ubezpieczenie” – pomy la  Wilks. Pami ta  stary dowcip na ten temat.
„Nie czas teraz na g upoty, Wilks” – odezwa  si  jego wewn trzny g os.
- Wy czy  wszystko – rozkaza .

Adams móg  przecie  ponownie wys

 impuls...

Wszystkie systemy zamar y; Tully i Moto wy czy y je skrupulatnie. Mia  przynajmniej tak

nadziej . Policzy  w my lach do dziesi ciu i powiedzia  do mikrofonu komunikatora:

- Maj  nas?
- Nie – odezwa a si  Tully. Jej g os zabrzmia  tak, jakby straci a oddech.
- W czy  czujniki obwodów – powiedzia  sier ant.

Kilka  wiate ek zab ys o na konsoli. Wilks prze czy  si  na ogólny kana .

- Gratulacje, Billie. Wygl da na to,  e lecimy na Ziemi .

Ripley siedzia a samotnie w swym  pokoju. Zdziwiona by a,  e ci gle s  w drodze na Ziemi .

Ci ludzie na pok adzie nie s  g upcami. Wilks okazuje si  by  ca kiem niez ym dowódc ...

Kto  zapuka  do drzwi.
- Ripley? Jeste  w domu? To ja, Billie.
Nie otrzyma a odpowiedzi i s ycha  by o, jak westchn a. Kurtz nie by  du ym statkiem i

gdzie  indziej mog aby by ?

- Przyjd  pó niej – powiedzia a.
- Nie. Musz  z tob  teraz porozmawia .
Tym razem Ripley westchn a. Wszystko jedno kiedy sobie z tym poradzi.
- Wejd .
Billie wesz a i przysiad a na brzegu 

ka.

- Jak leci?

Dla Ripley wygl da a jako  inaczej. Nie by o to onie mielenie, raczej rezerwa. Zawsze

uwa

a,  e Billie staje si  nerwowa w sytuacjach krytycznych, ale m oda kobieta, która siedzia a

przed ni , by a jaka  inna.

- Jak leci? Có , wszystko wspaniale. Cudownie. Nie mo e by  lepiej.
- Naprawd ? Mia am wra enie,  e ju  nas przesta

 lubi .

Ripley unios a brwi.

- Nie  artuj sobie, Billie.

- Dlaczego nie? Przecie  ty to robisz.

Ripley zez

ci a si .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- O tym chcia

 ze mn  pogada ? To moja sprawa i...

- ...i nie musisz si  przed nikim t umaczy . Nie musisz mi wk ada  niczego do g owy, ale ta

wyprawa to by  twój pomys . Teraz ci to nagle wisi?

Ripley nie odpowiedzia a.
„No i co? - pomy la a Billie. - Mia am swoje powody,  eby si  przy czy ".

Ripley mia a racj  - nie musi niczego wyja nia .
- Potrzebujemy ci . Ja ci  potrzebuj . Jeste  kim  bardzo dla mnie wa nym:

„Zaraz to si  stanie" - pomy la a Ripley.

- Podziwiam ci  - mówi a Billie. - My

,  e to powinnam powiedzie . Chcia abym mie  twoj

si .

- Nie powinna  u

 czasu przesz ego? - spyta a Ripley. Spostrzeg a,  e jej g os brzmi gorzkim

sarkazmem, ale kim e, do cholery, by a Billie,  eby przychodzi  do niej i wygadywa  takie rzeczy?

- Nie mnie podziwiasz, Billie. Podoba ci si  program, maszyna.

Billie patrzy a na ni  nieporuszona.

- Kocha am kiedy  maszyn  - powiedzia a cichym g osem.
- Mia a na imi  Mitch. Czy powiesz mi,  e moja mi

 by a z tego powodu nic nie warta?  e

ta mi

 by a czym  w rodzaju triku albo... albo usterk ?

Ripley odwróci a wzrok. To nie by a lito . Nie tego oczekiwa a.

- Nie jestem Mitchem - powiedzia a.

- Nie - us ysza a w odpowiedzi. - Jeste  Ripley. Widzia am przekazy o tobie na d ugo

przedtem, zanim si  spotka

my po raz pierwszy. S ysza am opowie ci o tobie. Dzia asz tak, jak

ona to robi a. I co z tego,  e jeste  sztuczn  osob ? Moje zdanie jest takie: ktokolwiek ci  zrobi

 wiedzy o tym kim by

. Jeste  swoj  w asn  kopi . Dlatego mo e nie jeste  doskona a, ale kto,

do diab a, jest? Je eli chcesz tu siedzie  i prze ywa  swój  al, bo nie czujesz si  kobiet , jak  czu
si  dotychczas, to sied  sobie. To niczego nie zmieni. I je yli spieprzymy wszystko, bo nie chcesz
nam pomóc,  to oskar aj potem tylko siebie.

Billie wsta a, popatrzy a na ni  przeci gle i wysz a bez s owa. Ripley patrzy a za ni .

Jezu! O, Jezu!

ROZDZIA  24

Zmierzali w kierunku Ziemi ju  bez dalszych przeszkód ze strony Stacji.

„To ju  przynajmniej co " - pomy la  Wilks.

Weszli w atmosfer  bez k opotów i lecieli teraz nad oceanem w stron  Ameryki Pó nocnej.

Przy konsoli sterowniczej siedzia  Brewster; w atmosferze by  on lepszym pilotem ni  McQuade.

- Przyziemienie za oko o dziewi dziesi t minut - powiedzia  w

nie.

- W porz dku - rzuci  Wilks.

Odpi  pasy i wsta  z fotela drugiego pilota. Poszed  w kierunku jadalni. Inni znajd  si  tam za

kilka minut. Zatopiony w my lach, wolno kroczy  do mesy.

Co teraz? Dolecieli do Ziemi razem z królow  obcych,  eby - mieli przynajmniej tak  nadziej  -

zmie  z powierzchni planety wszystkie potwory. Stracili trójk  ludzi, a ich przywódczyni straci a
ochot  na dowodzenie. Ka de monstrum b dzie polowa o na ich dupy, gdy tylko wyl duj .
Pomijaj c to wszystko i zak adaj c,  e im si  powiedzie, pozostaje jeszcze Stacja. Przeprowadz  im
pewnie gruntowne czyszczenie mózgów i zamkn  na czas nieograniczony.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

miechn  si  nagle szeroko, wchodz c do jadalni.

„Wszystko to jest cudowne,  cznie z  arciem tutaj" - pomy la .

- Co ci  tak  mieszy, Wilks?

Ripley sta a przy automacie z fili ank  kawy w d oni. Poza nimi nie by o tu jeszcze nikogo.

- Pomy la em sobie w

nie, i  w gruncie rzeczy, zabawne jest to,  e dotarli my tak daleko -

odpowiedzia . - Cze , Ripley. Stara  si  zachowywa  niedbale, jak zwykle, ale ucieszy  si ,  e j
zobaczy . Podszed  do maszyny wydaj cej jedzenie i za yczy  sobie stek. Cholera, przecie  to tylko
przetworzona soja, a nie prawdziwe mi so.

Danie, które otrzyma , wygl da o jak paruj ce gówno. Wilks pokr ci  g ow  i podniós  tac .

Ripley posz a za nim i usiad a naprzeciw niego.

- Wilks - zacz a - chc  ci podzi kowa  za przyst pienie do tej operacji, Teraz jeste my tu,

gdzie jeste my. W tym momencie chcia abym zaproponowa  swoj  pomoc. Chyba,  e wszystko jest
pod kontrol ... - Ostatnie zdanie zabrzmia o jak pytanie.

Sier ant dzioba  widelcem w talerzu.

- Tak naprawd , to spodziewa em si ,  e powiesz co  takiego - odezwa  si  po chwili. - Witaj

w domu. Jestem fatalnym dowódc .

- Wygl da o na to,  e dobrze sobie radzisz - powiedzia a Ripley.

Wzruszy  ramionami i zapyta : - Dlaczego zmieni

 zdanie?

- Rozmawia am z Billie. Ola a mnie równo i zacz am my le  o tym, jak sobie poradzi  ze

sob .

Patrzy a na swe r ce przez d

sz  chwil , a potem podnios a wzrok.

- Kimkolwiek bym nie by a, jest jeszcze du o do zrobienia, co? - U miechn a si , ale nie by o

w jej u miechu rado ci. Falk i Moto weszli razem do mesy. Zatrzymali si  raptownie, kiedy
spostrzegli rozmawiaj

 par .

- Hej, fajnie,  e jeste , Ripley - odezwa a si  Moto. Falk u miechn  si  do niej.

- Tak, powinna  zrobi  co ,  eby Wilks nie wygl da  jak ostatni dupek.

- Zrobi  co w mojej mocy - powiedzia a. - Ale robienie cudów jest naprawd  trudne. Wiecie o

tym, nie?

Wilks si  roze mia . By  w lepszej formie ni  po przebudzeniu z hipersnu.

Przysz a Billie. Zamacha a r

 do nich i posz a po kaw . Sier ant dostrzeg  jej jasny u miech

na widok Ripley i poczu  ciep o wdzi czno ci do niej za to, co zrobi a. Jak bardzo si  zmieni a,
odk d porwa  j  ze szpitala, By a silniejsza, bardziej odwa na i pi kniejsza...

Zamiast od razu st umi  te my li, zag bi  si  w przesz

ci i pozwoli  sobie na wspomnienia.

Billie ju  nie potrzebowa a jego opieki. Wiele razy zademonstrowa a,  e zdolna jest do decydowania
o swoim losie. On sam lubi  z ni  pracowa , ufa  jej. By a kim , kogo musia  uwa

 za przyjaciela.

A mi

?

Dlaczego by nie? Jeste  tylko tak stary, by by  jej ojcem i masz wystarczaj co du o

emocjonalnych k opotów,  eby obdzieli  nimi dwójk  ludzi. Tylko tyle. I za

 si ,  e ona skorzysta

z okazji!

-  pisz, Wilks?

Billie sta a przed nim i macha a mu r

 przed oczami. Zamruga . W jadalni byli ju  wszyscy z

wyj tkiem pilota. ...dobra pora na sny na jawie, sier ancie. Mo e zaczniesz recytowa  jakie

pieprzone wiersze, a za oga zajmie si  zrobieniem reszty...

- Przepraszam - powiedzia  i u miechn  si  do niej. - Po prostu zamy li em si .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Przypomnia  sobie nagle powiedzenie z jednego z obozów szkoleniowych sprzed wielu lat:

„Nawet z m otkiem nie b

 dupkiem".

Potrz sn  g ow  i wyrzuci  z g owy wszystkie my li. Pó niej b dzie na to czas.

- Jak mamy wy adowa  nasz  adunek i nie by  przy tym zjedzonym? - spyta a Moto.

- Albo jak nie dosta  kopniaka od nieszcz liwych dzieciaków mamusi? - doda  McQuade.

Chocia  pytania nie by y skierowane bezpo rednio do niej, Ripley czu a,  e wszyscy czekaj  na

jej odpowied .

Mam chyba dobry pomys  co do miejsca l dowania - odezwa a si  w ko cu. - Musimy zrobi

to bardzo szybko. Ona b dzie wo

 potwory, zanim dotrzemy na Ziemi .

Billie przerwa a jej.

- Ju  je wo a, jak s dz . Ogl da am jeden z ostatnich przekazów, które przes

a nam Leslie.

Pochodz  sprzed oko o sze ciu tygodni. Ludzie z Ziemi mówili,  e obcy zbieraj  si  razem i nie
atakuj  ju  tak cz sto.

- Mo e dowiedzia y si ,  e porwali my ich matk  - stwierdzi a Moto. - Wygl da na to,  e s

przygotowane.

Ca a za oga patrzy a teraz na Ripley i czeka a a  si  odezwie. Ona sama by a niezmiernie

zdumiona,  e zosta a zaakceptowana bez  adnych obiekcji. Nie mia a jednak zamiaru zastanawia  si
nad przyczynami. Jej w asne problemy nie by y w tym momencie najwa niejsz  spraw .

- Zaczynaj  si  trudno ci - odezwa a si  w ko cu. - Arsena  znajduje si  w górach. Zostawimy

królow  po drugiej stronie pasma i szybko zrobimy, co mamy zrobi , zanim wi kszo  jej dzieci
pojawi si  w miejscu l dowania. Mog  wiedzie , gdzie to si  stanie, ale niezbyt dok adnie.

- Nie to jest chyba teraz najwa niejsze, lecz to, czy kto  wie, jak odpali  bomby? - zauwa

Falk.

Ripley westchn a. Wcze niej czy pó niej musia o do tego doj .
- Zosta o to zakodowane w moim programie - powiedzia a. Poczu a si  zrezygnowana, gdy

popatrzy a na skierowane w jej stron  twarze. Nikt nie odezwa  si  przez d

sz  chwil .

- No i dobrze, na jakiego  pieprzonego Budd  - odezwa a si  Tully. - To ju  co .
- Czy my lisz,  e bunkier nie zosta  zniszczony? - spyta  Jones.
- Mo e - wtr ci  si  Wilks - ale niekoniecznie. To niedost pny teren.
Wszystkie tematy omówili bardzo szybko w kolejno ci ich pojawiania si . Ripley nagle

zrozumia a,  e nie odpowiada a tak, jak si  tego spodziewa a. Chocia  ca a za oga wyczu a to,
wydawa o si ,  e nie traktuj  jej jak sztuczniaka, przynajmniej podczas wspólnej pracy.

„Wspaniale - pomy la a - je eli tylko nie oszukam ich i nie zabij  wszystkich".

W komunikatorze zatrzeszcza  g os Brewstera:

- Hej, mo e zechcieliby cie tu przyj  i sprawdzi  wszystko, niebawem l dujemy. Wygl da to,

jakby ostatniej nocy kto  urz dzi  sobie dzik  orgi  i zniszczy  to miejsce.

Kilkoro z nich popatrzy o na Ripley. Skin a g ow .

- Mamy omówione wystarczaj co du o szczegó ów powiedzia a. - Chod my zobaczy , co to

jest.

Kiedy wychodzi a za innymi na korytarz, Billie powstrzyma a j  na moment, k ad c r

 na jej

ramieniu. Potem razem posz y za reszt .

- Pos uchaj, co z Amy? - spyta a Billie.

- Z dziewczynk  z przekazów? - Ripley zmarszczy a brwi. Billie skin a g ow .

- Musimy jej pomóc. Znajduje si  niedaleko miejsca l dowania, mo e godzin  lub dwie.

Mog abym wzi  latacza i dotrze  do niej.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Sk d wiesz,  e jeszcze  yje?

-  yje! Wiem o tym. - Billie wygl da a na zaniepokojon  i napi

.

Ripley pami ta a, jak wa na by a dla Billie ta dziewczynka, kiedy jeszcze znajdowali si  w

Stacji. Zatrzyma a si  i odwróci a do m odej kobiety. Z jednej strony doskonale rozumia a, co ona
czuje, z drugiej, przed nimi by o znacznie powa niejsze zadanie do wykonania.

- Billie - powiedzia a delikatnie - mo emy przyjrze  si  wszystkiemu, gdy ju  tam b dziemy,

ale nie b dzie zbyt wiele czasu. Czy  yje czy nie, nie wiem jak zdo amy jej pomóc. Czy uda nam si
to zrobi ? Przykro mi.

Przez sekund  na twarzy Billie wida  by o panik  i niedowierzanie jednocze nie. Te uczucia

by y tak intensywne, Ripley pomy la a,  e dziewczyna za chwil  zacznie p aka . Nagle Billie
odpr

a si  i spu ci a wzrok.

- Rozumiem ci  - powiedzia a i przeci gn a palcami przez swe d ugie w osy - ale nie ma

zamiaru zrezygnowa  bez spróbowania.

Popatrzy a na Ripley z determinacj  w oczach. - Có , zobaczymy, co da si  zrobi .

Billie ruszy a do przodu z opuszczon  g ow . Ripley poczu a  al, ale przecie  wszyscy mieli

asne sprawy do wykonania. Wa

 spraw , jedyn  wa

 by a ich misja.

Billie sta a ze skrzy owanymi ramionami i przygl da a si , jak Ziemia opowiada swoj  histori .

Kurtz lecia  wysoko nad wschodnimi stanami, zbyt wysoko, by go ym okiem zobaczy  zniszczenia,
których powi kszony obraz kamera przekazywa a na ekran monitora. M czy ni i kobiety stali
wokó  niego w ca kowitym milczeniu. Ich twarze by y nieruchome, jakby skamienia y na widok ruin
macierzystej planety.

Silne s

ce nie ukrywa o niczego. Ekran pokazywa  wymar e miasto. Tu sta o kilka

wypalonych i zburzonych budynków, które kiedy  by y drapaczami chmur, tam ci gn y si
za miecone ulice, wala y si  cz ci samochodów, a wszystko kry y zmieniaj ce si  cienie. Wsz dzie
mo na by o spostrzec rozerwane wybuchami od amki plastonu, drewna,  mieszne kawa ki
stopionego metalu, ceg y i ko ci.

Ekran zamruga  i pojawi  si  nowy obraz. Wygl da  podobnie jak ten sprzed kilku sekund -

obraz zniszczenia i opuszczenia. By  to jaki  obszar nasycony kiedy  przemys em. Wida  by o
szeregi d ugich, niskich budynków rozdartych na strz py. Billie dostrzeg a,  e kto  usi owa
zabarykadowa  si  w jednym z nich. Wielkie kawa y ró nych materia ów pokrywa y jedn  ze  cian, a
tu  obok zia a ogromna dziura na wskro  budynku. Mo e jaka  eksplozja...

Nast pny widok przedstawia  rz dy identycznych budowli z powybijanymi oknami i

wyrwanymi drzwiami. Tutaj istnia

lad  ycia. Billie spostrzeg a z niesmakiem ruch niewidocznych

dla kamery stworze . Z pewno ci  jakie  drobne gryzonie.

Kurtz przechwyci  podczas lotu przypadkowe obrazy miast, miasteczek i wsi, które by y

ca kowicie wyludnione. Za oga wydawa a si  by  wstrz ni ta. Nie by o s ycha  przem drza ych
uwag i tego normalnego dla 

nierzy, nonszalanckiego gwaru docinków. Billie wychowa a si

ciwie w szpitalach i nie by a cz ci  tego  wiata, ale pomy la a,  e tam po prostu sko czy o si

ycie...

Przy nast pnym uj ciu jej oczy rozszerzy y si  jeszcze bardziej .

- Ej e - odezwa  si  Brewster. - Czy to...

Przerwa  gwa townie. Wida  by o ma  grupk  ludzi id

 drog . W pierwszej chwili Billie

odczu a budz

 si  w niej wielk  nadziej . Potem dostrzeg a,  e cztery lub pi  osób prowadzi

jedn , zakut  w 

cuchy. Grupka ludzi potyka a si  co krok, jakby ci gle obserwowa a lec cy

statek. Billie pami ta a stary przekaz, który widzia a kiedy  w Stacji - fanatycy, poluj cy na ludzi i
dostarczaj cy ich obcym w charakterze  ywych inkubatorów. Ostatnie szale stwo ludzko ci.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Pomy la a o s owach Ripley - nie wystarczy czasu, by poszuka  Amy; poczu a,  e jej

postanowienie umocni o si . B dzie na to czas czy nie, pomo e dziewczynce i jej rodzinie, albo
umrze. Pieprzy  wszystko inne.

Odesz a od ekranu i rozejrza a si  woko o. Wszyscy wydawali si  by  nieobecni, zag bieni w

swych w asnych  wiatach. Zobaczy a,  e Moto i Falk wzi li si  za r ce i prawie si  u miechn a.
Pomy la a,  e istniej  jeszcze dobre rzeczy na  wiecie. Niewiele ich, ale zawsze.

Zobaczy a te ,  e spojrzenie Wilksa zatrzyma o si  na splecionych d oniach Falka i Moto.

Sier ant spojrza  w gór , napotka  jej wzrok i lekko u miechn  si  smutnym u miechem. Zaskoczy

 wyraz jego normalnie niewzruszonej twarzy. Kiedy odwróci  wzrok, poczu a siln  potrzeb  pocie-

szenia go. Nigdy nie my la a o tym wcze niej, ale teraz sta o si  dla niej oczywiste,  e Wilks jest dla
niej kim  niezwykle wa nym.

„Dawid" - pomy la a.

Imi  dziwnie zabrzmia o w jej my li, ale to by  w ogóle dziwny cz owiek – tak silny, a zarazem

tak niepewny uczuciowo...

Wróci a do monitora. Wa ne by o to,  e w ko cu znale li si  tutaj. W ten czy inny sposób

wszystko zdawa o si  uk ada , zmierza  do rozwi zania...

Od  strony   adowni  dobieg   ich  krzyk  schwytanej  królowej.  Rycza a  i  wali a  w   ciany  swego

wi zienia, lec c wysoko nad Ziemi  i zbli aj c si  do swego przeznaczenia. Wydawa o si ,  e
przeczuwa, co j  czeka.

Je eli tak by o w istocie, wyprzedza a ich o krok.

ROZDZIA  25

Jakby na zawo anie pojawi  si  nowy obraz. Królowa wy a bezustannie, a na Ziemi zacz y

pojawia  si  ciemne, biegn ce ogromnymi susami sylwetki. Najpierw tylko kilka, lecz ich liczba
szybko wzrasta a. Ka de uj cie ukazywa o dziesi tki potworów biegn cych w jednym kierunku -
wzd

 drogi, jak  porusza  si Kurtz.

Ripley poczu a co  w rodzaju zimnego triumfu podszytego pewn  obaw . By o tak, jak si

spodziewa a. To by  pocz tek ko ca, ale gdyby teraz co  spieprzyli...

- Na  wi te gówno - odezwa  si  McQuade. - Wygl da, j kby wybuch o powstanie.

Monitor pokazywa  setki obcych biegn cych przez mroczn  pustk  jakiego  wymar ego

du ego miasta. Nawet w tej krótkiej chwili przelotu nad ruinami gar  potworów wynurzy a si  z
gruzowisk i do czy a do innych.

- Nigdy nam si  nie uda - odezwa a si  Tully. - Jest ich zbyt du o.

Ripley ostro spojrza a na ni . Tully nie wygl da a zbyt dobrze - oczy rozszerzone, krótki,

urywany oddech.

- Tully. Zmierzamy w stron  bardzo niedost pnego terenu, otoczonego przez góry i wod .

Zajmie im du o czasu pokonanie tych przeszkód. Wi cej ni  potrzeba nam na wyl dowanie.

Maria wci gn a g boko powietrze i kiwn a g ow . - Tak, rozumiem.

- Wspaniale. Odszukaj mapy topograficzne Pó nocnej Kaliforni i Oregonu. Popatrz te  na

przyleg e ziemie. Mo esz to zrobi  w laboratorium medycznym, nie?

Tully ponownie kiwn a g ow  i wsta a. Ripley wiedzia a,  e praca jest dobrym lekarstwem na

depresj . Ju  wychodz c z kabiny, ta kobieta wygl da a lepiej.

Doktor Jones u miechn  si  do niej i poszed  za Tully. - Brewster, ile nam zosta o czasu?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Trzydzie ci minut, mniej wi cej.

- Dobra. Moto, dlaczego nie mia yby my zerkn  na narz dzia.

Moto pu ci a d

 Falka i ruszy a w stron  schodów. Kapitan McQuade usiad  w fotelu

drugiego pilota.

- S dz ,  e powinienem dopilnowa ,  eby Brewster nas nie rozbi  - powiedzia .

- Czyli nam zosta o sprawdzenie broni - stwierdzi  Wilks. - Billie? Falk?

Ripley kiwn a g ow . Dobrze. Wygl da na to,  e planeta jest w fatalnym stanie, ale oni

wszyscy mog  co  jeszcze zrobi , by zmieni  ten obraz  mierci i zniszczenia. Mog oby to si  zmieni
ju  dawno temu.

- Powiedz Tully,  eby zawiadomi a mnie, gdy tylko znajdzie w

ciwe miejsce. - Ostatnie

zdanie skierowa a do Brewstera i posz a za Moto.

Królowa rykn a w komorze poni ej. Wysy

a ci gle sygna y do swego ziemskiego

potomstwa.

Ripley u miechn a si  szeroko, gdy wesz a na schody. Ta suka b dzie mia a nied ugo lepszy

powód do wrzasku. Wilks patrzy , jak góry wyrastaj  przed Kurtzem, gdy ten zbli

 si  do punktu

przeznaczenia. Wszyscy zgromadzili si  w kabinie sterowniczej i czekali. Brewster umiej tnie ma-
newrowa  statkiem po ród pokrytych lasem wzgórz. Monitor ukazywa  na szcz cie znacznie
mniejsze zniszczenia na obszarze, nad którym przelatywali.

Królowa-matka ci gle wali a w  ciany  adowni, ale w dole nie by o wida

adnych  ladów jej

dzieci. Jeszcze ich tu nie by o.

Zobaczyli kilka mniejszych szczytów - cz

 pasma, które przebiega o w kierunku pó nocnego

zachodu. Zgodnie z tym, co znalaz a Tully, kilka z nich by o sto kami wulkanów, chocia

aden z

nich nie by  aktywny.

„To by by dopiero numer - pomy la  sier ant - l dujemy, a tu lawa."
Mogliby wypu ci  królow  do jednej z tych w skich, zamkni tych dolinek u podnó a gór

Orony, a potem polecie  do arsena u, który znajdowa  si  o kilka minut lotu na zachód. Zanim
wi kszo  potworów dosta aby si  tam z zewn trznych terytoriów, Kurtz by by bezpieczny. Wilks
mia  przynajmniej taka nadziej .

Statek lecia  powoli tu  nad szczytami drzew w kierunku majestatycznych szczytów.

- Jest dziura - powiedzia a nagle Tully. - Du a dziura. Szybko podyktowa a wspó rz dne

Brewsterowi.

Wilks wyszczerzy  z by i popatrzy  na Ripley. Królowa mo e nie b dzie mog a uciec, je eli

wrzuc  j  do jaskini. Nie by o sposobu,  eby si  o tym upewni , ale Wilks nigdy nie widzia

adnego

monstrum biegaj cego po otwartej przestrzeni, je eli by a jaka  ciemna szczelina, w której mog o si
schowa . Mogli mie  jedynie nadziej ,  e ich królowa jest pod tym wzgl dem podobna do innych.
Kiedy Ripley rzuci a ten pomys , po raz kolejny poczu  zadowolenie,  e to ona znów dowodzi.

- Wspaniale - powiedzia  McQuade. - Ta bestia zaczyna gra  mi na nerwach.

- Amen - powiedzia  Falk.

Statek porusza  si  teraz bardzo wolno. Wilks spostrzeg  grot  - ciemn  szczelin  w ska ach na

poziomie gruntu. Doskonale. By  gotowy. Gdy tylko wyrzuc  królow , po piesz  do bunkra i zaczn
swoj  robot . Je eli tylko wszystko nie zosta o zniszczone, potrafi  chyba szybko wykona  zadanie i
wysadzi  planet . To b dzie pewnie prosta praca... - Gotowi? - spyta  Brewster.

Kurtz dotar  na miejsce.

- Teraz! - krzykn a Ripley.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wszyscy skupili sw  uwag  na Brewsterze, który przycisn  guzik otwieraj cy zewn trzny

az  adowni. Od strony konsoli da o si  s ysze  lekkie brz czenie i nagle zab ys o czerwone

wiate ko.

- Cholera! - zakl a Ripley.

az si  nie otworzy . Królowa w dalszym ci gu krzycza a. - Co si , do diab a, spieprzy o? -

spyta  Wilks.

- Nie widz

adnych uszkodze  mechanicznych - powiedzia  Brewst r. Ponownie nacisn

guzik.  wiate ko zamruga o.

- Hydraulika? - spyta a Billie.

- Nie, jestem pewna - stwierdzi a Moto.

Wilks popatrzy  na Ripley. Przygryz a na sekund  warg , a potem uderzy a d oni  w konsol .

- Ona blokuje te cholerne drzwi! - wykrzykn a. -Ta g upia krowa naciska na przycisk

wewn trz  adowni i blokuje wyj cie. Odwróci a si  do schodów.

- Prze cz komunikatory na ogólny kana  i spróbuj, kiedy powiem, Brewster. Wilks; chod  ze

mn .

Sier ant ruszy  za ni  w kierunku schodów. Kiedy przechodzili przez dok l downika, huk

silników statku prawie ich og uszy .

- Ten w az jest zespawany! - krzykn  Wilks. Ripley zignorowa a jego uwag  i podesz a do

zawieszonego na  cianie pojemnika z narz dziami. Rzuci a Wilksowi du y klucz, a drugim uderzy a
w  cian  komory. Wilks do czy  do niej. Zacz li wspólnie wali  w metalow  gród .

- Hej, ty suko! Podejd  tutaj! - krzycza a Ripley. - No, chod  tu !

Wi ks bezustannie uderza  wielkim kawa em metalu w  cian . Zdziwiony by ,  e potrafi

us ysze  ten nowy d wi k poprzez ryk silników i krzyki królowej. Przez  cian  da  si  nagle s ysze

wi k skrobania. Pazury skroba y po przezroczystej stali, albo raczej po twardym stopie, z którego

wykonano  ciany.

Ripley jeszcze raz uderzy a we w az i krzykn a w komunikator:

- Teraz, szybko!

Min o kilka sekund i statek nagle uniós  si , gdy tylko królowa polecia a z krzykiem w

pustk . Wilks odwróci  si  do Ripley. Ci gle patrzy a na  cian

adowni.

- Nie jest taka sprytna, co? - powiedzia a bardzo g

no,  eby przekrzycze  odg os

pracuj cego nap du.

Wrócili do schodów. Wilks znowu przypomnia  sobie sw  niedawn  my l: niesamowicie

dobrze,  e Ripley znowu jest z nimi.

Statek dotar  na drug  stron  gór wczesnym popo udniem. Nawet pomimo napi cia, które

ci gle nie chcia o ust pi , Billie poczu a zadowolenie na widok krajobrazu, jaki tu zobaczy a.
Dotar o nagle do niej,  e tak naprawd , to nie widzia a w swym  yciu zbyt wielu przyk adów pi kna
natury. Wychowywa a si  w zimnych, odosobnionych miejscach, a zielone drzewa widywa a jedynie
podczas holoprojekcji. Tutaj by y ich tysi ce, pokrywa y ca y górzysty obszar szmaragdow  po-

ok . I by o tu tak bezludnie...

Przelecieli nad kolejnym niskim wzgórzem i zobaczyli bunkier. Teren by  tu p aski i by o

wystarczaj co du o miejsca do l dowania nawet dla dwóch takich statków jak Kurtz. Wprost przed
nimi wyrasta  niewielki pagórek, na wysoko  mo e jednej dziesi tej wysoko ci pokrytych lodem
szczytów, w ród których wyrzucili królow . Wokó  niego rozsiad o si  kilka budynków - niskich i
brzydkich budowli ustawionych w pó kole. Ogromne metalowe wrota zosta y wbudowane w
pagórek, a na ich powierzchni widnia y 

te, krzy uj ce si  linie. Ich  rodek zosta  wysadzony.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Billie poczu a,  e oddech utkwi  jej g boko w gardle, kiedy zobaczy a dwa ma e latacze i

downik stoj ce pomi dzy budynkami.

- Wszystko jest tu wymar e - odezwa a si  Tully. - Czujniki nie wykazuj

adnej aktywno ci.

- Poczekajmy - powiedzia a Ripley. - Obserwuj odczyty. Mo e nie jest to takie proste, jak

wygl da.

Py  wirowa  wokó  statku, kiedy ten opuszcza  si  na ziemi . Billie tak si  ju  przyzwyczai a

do ryku silników,  e kiedy przesta y pracowa , zrobi o si  jako  pusto.

- Tully? - spyta a Ripley.

- Nic. Je eli jest tutaj ktokolwiek, to nie porusza si .

- Te drzwi same si  nie wysadzi y - odezwa  si  Brewster. - Powinni my zabezpieczy  teren...

- Dobra, idziemy si  uzbroi - powiedzia a Ripley.

Billie posz a za innymi do magazynu na ko cu korytarza. Serce wali o jej jak m ot. Jeden z

tych lataczy mo e by  sprawny. Nie by a pilotem, ale wiele si  nauczy a obserwuj c Wilksa.

Standardowy wojskowy latacz by  zaprojektowany do kierowania przez zwyk ych 

nierzy, a ci nie

byli zbyt bystrymi osobnikami. Mog y te  lata  ca kowicie automatycznie. Podajesz wspó rz dne i

lecisz. Billie ju  po yczy a sobie kody dost pu z komputera Kurtza i mia a nadziej ,  e podzia aj .

Musi poczeka  na odpowiedni moment i wykorzysta  swoj  szans .

Wilks podawa  za odze bro , a Ripley dodatkowe magazynki i komunikatory polowe.

- Zaczynamy od pierwszego budynku i posuwamy si  dooko a - powiedzia  Wilks. -

Komandosi na przedzie. Moto, jeste  na szpicy.

- Tully, chc ,  eby  zosta a na pok adzie i obserwowa a wszystko - powiedzia a Ripley. -

Jones, pilnujesz w azu. Nie zamierzamy znika  ca kowicie z pola widzenia, wi c po prosta krzycz,
gdyby  zauwa

 co , co przegapi Tully.

Lekarz z wahaniem wzi  swój karabin i sprawdzi  go. - Wiesz jak si  nim pos ugiwa ? - spyta

Wilks.

- Tak. Ca kiem nie le. Nigdy wprawdzie nie strzela em, ale szkolili nas na kursie w szkole

medycznej.

- Wystarczy - zgodzi  si  sier ant.

- McQuade, Billie, os aniacie nasze dupy - znowu odezwa a si  Ripley.

Billie i kapitan kiwn li g owami i wzi li karabiny.

- Natychmiast, gdy teren zostanie rozpoznany, wracamy po narz dzia i zaczynamy m czy  si

z detonatorami.

Tully wróci a do kabiny sterowniczej, a reszta za ogi zgromadzi a si  w doku l downika. Stali

wszyscy przy w azie; Moto, Wilks i Brewster na przedzie, z broni  gotow  do strza u.

Ripley po

a d

 na przyciskach i popatrzy a na nich. - Jakie  pytania?

Nikt si  nie odezwa . Billie wzi a g boki oddech. W az si  otworzy .

ROZDZIA  26

Wilks wyszed  na jasne s

ce, przykucn  i skierowa  bro  w bok od statku.

Nic. Moto skupi a uwag  na budowli naprzeciw nich, Brewster os ania  drug  flank .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Jak to wygl da? - spyta  przez komunikator i jednocze nie szuka  wzrokiem cho by

najmniejszych oznak ruchu.

- Czysto - powiedzia a Tully.

- Naprzód. - To znowu by  Wilks.

Moto skoczy a do przodu z uniesion  broni , a sier ant i Brewster os aniali j . Byli bardzo

blisko szarawego budynku i dotarcie do niego zaj o jej tylko pó  minuty. Przywar a plecami do

ciany na rogu.

- Naprzód. - Po raz drugi rzuci  Wilks.

Razem z Brewsterem pobiegli przez pylisty, p aski plac. Adrenalina wyostrza a ich zmys y i

przyspiesza a rytm serc. Sier ant wiedzia ,  e Ripley i Falk os aniaj  ich, ale nie zmienia o to faktu,

e bieg po otwartej przestrzeni w nieznanym otoczeniu nie nale

 do przyjemno ci. Chocia  z

drugiej strony wiedzia , jak to zrobi  najlepiej. W tym momencie poczu  si  prawie dobrze.

Dobiegli do Moto i przesun li si  do drzwi budynku. Wilks podniós  r

, nakazuj c tym

ruchem,  eby tamci trzymali si  za jego plecami.

- Kopn  w drzwi - powiedzia . - Moto, ty z góry, Brewster z do u. Na mój sygna .

Ca a trójka stan a przy wej ciu. - Teraz!

Sier ant wymierzy  kopniaka w drzwi. Otworzy y si  z trzaskiem. Brewster wpad  do wn trza

przygi ty prawie do ziemi, Moto wyprostowana. Przesun li wzrokiem z lewa na prawo i Wilks
odetchn . Stali we wn trzu baraku, który wygl da  na zupe nie opustosza y. Przy przeciwleg ej

cianie wida  by o rz d koi poprzedzielanych szeregami wysokich szafek, które wszystkie sta y

otwarte i puste.

W pomieszczeniu panowa  ba agan; wsz dzie wala y si  prze cierad a i cz ci ubra , a

powietrze by o ci kie i czu  by o st chlizn . K by kurzu unosi y si  w powietrzu i migota y w
promieniach s

ca. Cokolwiek tu si  wydarzy o, min y od tego czasu tygodnie, mo e miesi ce.

- Wygl da czysto - powiedzia  Wilks.

Co wi cej, czu  by o,  e nie ma tu nikogo.

Brewster wyprostowa  si  i przeszed  kilka kroków. Podniós  karabin i podszed  do  ciany.

Rz d dziur po kulach bieg  równ  lini  przez szar

cian  z plastonu. Obok znajdowa a si  znisz-

czona koja. Wygl da o to tak, jakby kto  bezskutecznie usi owa  zabarykadowa  drzwi.

- Co  tu si  dzia o, ale to stara sprawa - odezwa  si  spokojnie.

- Bezpiecznie? - spyta a przez komunikator Ripley.

- Tak - potwierdzi  Wilks. - Jeszcze cztery do sprawdzenia. I musimy przyjrze  si  lataczom i

downikowi.

Wyszli z budynku.
Dwadzie cia minut pó niej sko czyli. By o troch  krwi w sto ówce,  lady walki w wi kszo ci

pomieszcze , tu i tam uszkodzenia spowodowane silnym kwasem, ale nigdzie  adnych cia  ani
widocznych oznak zagro enia. Wilks czu , jak powoli, bardzo powoli obni a si  w jego krwi poziom
adrenaliny, lecz ci gle pozostawa  czujny. Nadmierne poczucie bezpiecze stwa mog o ich drogo
kosztowa .

Kiedy Ripley sta a obok statku i przydziela a zadania, sier ant kontynuowa  badanie terenu.

Bez kieszonkowego wykrywacza ruchu by o to uci liwe, chocia  musia  przyzna ,  e im by
starszy, tym mniej polega  na ró nych mechanicznych udogodnieniach. Ziemia zosta a podbita, gdy
za du o by o techniki, a za ma o.cz owiecze stwa. Maszyny okaza y si  tylko po ywk  dla ognia.
Jako m ody, gor cokrwisty komandos inaczej na to patrzy , ale lata do wiadcze  nauczy y go,  e nic
nie jest niezawodne...

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

„Przekl ty wiek  redni - pomy la . - Mo e powinienem si  wzi  za filozofi , kiedy to

wszystko si  sko czy".
Je eli si  sko czy. Je eli uda im si  to zrobi . Planeta nie tak dawno sta a si  grobem dla miliardów
ludzi, on sam te  w

ciwie powinien by  martwy, ale gdzie , po drodze, co  si  zmieni o. By

gotowy zagra  t  parti  do ko ca, zako czy  j ...

- Gotowe - odezwa a si  Ripley i ruszy a w kierunku

wzgórza.

- Gotowe - odpowiedzia  w

ciwie do nikogo.

Ruszy  za ni .
Stali u stóp pagórka przed ogromnymi wrotami. Metalowe drzwi wygl da y tak, jakby kto

wytopi  sobie wej cie jakim  pot

nym palnikiem. Po rodku zia a wielka dziura. Ripley pomy la a o

dzia kach, kiedy zobaczy a ten otwór jeszcze z pok adu Kurtza, ale teraz widzia a,  e pomyli a si .
Brzegi by y zbyt g adkie. Ciekawa by a, co tu si  dzia o na kilka godzin przed opuszczeniem tego
miejsca przez naukowców...
Wilks pierwszy wszed  w ciemno .

Ripley odczeka a kilka sekund i posz a za nim. Przecisn a si  przez dziur  i wzi a g boki

oddech. Powietrze by o wilgotne i  mierdzia o. Szarozielone mchy i porosty pokrywa y wewn trzn
stron  drzwi. Mi e miejsce.

Ma y przedsionek, w którym si  znalaz a, wiód  do ciemnego korytarza oddzielonego

metalowymi, wpó  wyrwanymi drzwiami.

- Wilks, odezwij si  - powiedzia a.
- Jestem dziesi  metrów przed tob . Korytarz si  rozga zia. Po prawej jest znak „do

zbrojowni", po lewej „do sterowni".  adnych oznak czyjejkolwiek obecno ci.-Mech jest bardzo
gruby po obu stronach. My

,  e jeste my tu sami.

Ripley wypu ci a powietrze i przesz a przez wyrwane drzwi.
- S yszeli cie go - powiedzia a.
Moto i Tully w

nie wesz y do  rodka ze skrzynkami narz dzi.

- W razie czego daj nam zna , Falk - powiedzia a cicho. Mia  zosta  na stra y przy

metalowych wrotach. Billie, McQuade i doktor wrócili na statek.

- Dobra.
Skierowa a snop  wiat a przed siebie i ruszy a przez ciemny hali. Wilks czeka  na ni  przy

rozstaju, bro  trzyma  w pogotowiu. Skrzywi  si , kiedy po wieci a mu w twarz.

- Zosta  tutaj - powiedzia  - sprawdz  sterowni . Jego g os brzmia  metalicznie w pe nym ech

korytarzu. Ruszy  na lewo.

Ripley trzyma a swój karabin wycelowany w g b prawej odnogi, chocia  wydawa o jej si ,  e

sier ant mia  racj . Nie by o tu chyba nikogo od co najmniej kilku miesi cy. Nikogo, albo niczego.
Moto i Tul y czeka y razem z ni .

- Mo e kod odpalenia zosta  przerwany w jaki  naturalny sposób. - Pokaza a na wilgotny

mech. - Ta bro  nigdy nie by a odporna na takie rzeczy.

Wróci  Wilks.
- Czysto - powiedzia . - Niezbyt skomplikowany ten labirynt. Korytarz biegnie prosto ze

dwadzie cia metrów i skr ca do sterowni. Sprawdz  drug  stron  i b dziemy gotowi.

- B

 os ania  - odezwa a si  Ripley. - Tully i Moto, idziecie na przedzie.

cisn a mocniej karabin wilgotnymi d

mi - androidy te  si  poc  - i zaczeka a na Wilksa.

By a gotowa i w

ciwie zm czona oczekiwaniem na rozwi zanie. Billie mia a racj  -musia a

sko czy  to, co rozpocz a. Lecz kiedy si  to stanie, b dzie mia a jeszcze wi cej do roboty. Wygl da
na to,  e nigdy nie spocznie...

Wilks do czy  do niej.
- Nie zaj o ci to du o czasu.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Taki sam rozk ad po tej stronie, tylko drzwi s  zamkni te i zablokowane. Nie da si  ich

otworzy  tak po prostu. My

,  e bomby s  bezpieczne.

miechn a si .

- Wspaniale powiedziane: bezpieczne bomby. Wilks zachichota .
- Tak, zabawne. Ja...
- Hej - zatrzeszcza a w s uchawkach Moto - wygl da na to,  e mamy tu co  wi cej ni  tylko

korozj  - g os brzmia  obaw . - My

,  e kto  stale próbuje dosta  si  do mechanizmu odliczania.

Billie siedzia a w kabinie sterowniczej Kurtza i s ucha a raportu Ripley:

- ...zlokalizowali my problem, ale zajmie nam to wi cej czasu ni  s dzili my. Wszystko jest

poroz czane i jak na razie g ówny zespó  jest zablokowany.

Jej g os by  przerywany g uchymi sygna ami. Komunikatory nie zosta y zaprojektowane do

porozumiewania si  przez grub  warstw  ska y.

- Ile wam to zajmie?
- Jak dobrze pójdzie, to do zmroku.
Kontynuowa a opis sytuacji, ale Billie ju  nie s ucha a. S

ce by o ci gle wysoko, do nocy

pozosta o jeszcze oko o sze ciu godzin. Du o czasu.

Wsta a i przeci gn a si . Ripley w

nie sko czy a nadawa .

- Mam zamiar i  po par  pakietów z  arciem - powiedzia a. - To powinno im troch  pomóc.

McQuade roze mia  si .

- Mog  si  zdecydowa  na wysadzenie wszystkiego w powietrze po takim posi ku.
- Po prostu nie zano  im nic sma onego i b dziemy bezpieczni - doda  Jones. - Zawsze gdy to

jem, mam zamiar pope ni  samobójstwo.

Billie u miechn a si .
- Pój  z tob ? - spyta  kapitan. - Jones móg by uwa

 na czujniki...

- Nie. - Mia a nadziej ,  e zabrzmia o to normalnie. - Za minut  b

 z powrotem.

Posz a do jadalni i wzi a kilka samopodgrzewaj cych si  pakietów i troch  sztu ców.

Zatrzyma a si  te  na chwil  przy magazynie broni i zabra a kilka zapasowych magazynków.

Zabranie latacza nie powinno zagrozi  misji. Je eli nie wróci na czas... co tam, musi wróci .

Nie mo e pozwoli , by czekali na ni .

Przesz a przez dok  adownika i wysz a na jasne s

ce. Powietrze by o przyjemnie ch odne i

wr cz s odkie, nie do porównania z metalicznym gazem wewn trz statku. Ptaki i koniki polne gra y
na okolicznych drzewach swoje pi kne melodie. By o cudownie. Tak pi knie,  e nie chcia o si
nigdzie i .

Wybuch, który zamierzali spowodowa , zmiecie ca  okolic . Ripley wyja ni a jej to.
- Sze  miesi cy? - zdziwi  si  wtedy Falk - Dlaczego tak d ugo?
- To du a planeta. A obcy opanowali j  ca . Zak adaj c,  e potrafi  p ywa , oczywi cie lepiej,

gdyby nie potrafili, zajmie im to trzy do czterech miesi cy, zanim tutaj dotr . Mog  by  przecie  o
20 000 kilometrów st d, na drugiej pó kuli. Musz  si  przecie  zatrzymywa , by zje  i wysika  si ;
sze  miesi cy b dzie w sam raz.

Ten opis sytuacji przyniós  nast pne pytania: Dlaczego superkrólowa je wzywa? Mo e kto ,

kto zrobi  te zabawki, zamierza je zgromadzi  razem? - zapyta  kto , mo e to by  Wilks? Czy
zostan  tutaj, kiedy, ju  przyb

? Nikt nie wiedzia . Musieli robi , tak jak za

yli. Przygotowali

pu apk  i przyn

, a teraz musieli czeka , a  szczury przyjd  po ser...

Billie otrz sn a si  z rozmy la . Falk w

nie podnosi  r

 na powitanie.

- Przynios am co  do zjedzenia - powiedzia a.
- O, rany. - Wygl da  jakby si  przestraszy . - Przysz

 nas otru ?

- Nic z tego. Pomy la am,  eby zobaczy , czy nie ma czego  ciekawego w tych budynkach.
Falk wzi  od niej zapakowany w foli  pakiet i zmarszczy  brwi.
- Nie wiem, czy to dobry pomys  - powiedzia . - Czy Ripley wie...?

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Billie wzruszy a ramionami.
- Powiedz jej, jak chcesz. Jestem uzbrojona, wsz dzie tu pusto, a McQuade obserwuje

czujniki. Stukn a w swój komunikator.

- Poza tym jestem ju  chora od siedzenia na ty ku. Chc  zrobi  co  po ytecznego.
- Dobra - powiedzia  Falk - ale b

 ostro na.

miechn a si  do niego i odesz a w stron  szarych budynków. Latacze by y niewidoczne z

posterunku Falka, sta y pomi dzy dwoma barakami. Znikn a z jego pola widzenia i nieco
przyspieszy a kroku.

- Billie, co robisz? - us ysza a g os McQuada. Zamiast niej odpowiedzia  Falk:
- Usi uje znale  jakie  pozostawione tu jedzenie. Mogliby my zje  co  lepszego ni  to gówno

ze statku - powiedzia . - Oczywi cie, nie masz nic przeciwko temu?

Dzi ki, Falk! Dotar a do pierwszego z pojazdów i zajrza a do  rodka - Wilks i inni, którzy go

sprawdzali, pozostawili otwarty w az. Maszyna by a ma a, przygotowana do przewozu zaledwie
kilku ludzi. Serce niemal zatrzyma o si  jej w piersiach, kiedy zobaczy a powyrywane przewody i
strzaskan  konsol  sterownicz .

- W tych statkach nie ma nic oprócz  elaznych porcji -odezwa  si  McQuade. - Dlaczego nie

wrócisz na statek? Nie podoba mi si  to,  e w óczysz si  sama. Mo esz zak óca  moje odczyty. Poza
tym Kurtz nie zosta  bez  ywno ci...

- Jestem ju  du  dziewczynk  - odpowiedzia a i podesz a do drugiego latacza.
Stara a si  udawa  ca kowit  niefrasobliwo ; gdyby McQuade zobaczy  j  biegn

,

podniós by alarm.

- W

nie szukam jakich  dodatkowych narz dzi... - doda a.

- Billie, natychmiast wracaj na statek - us ysza a g os Ripley.

Zabrzmia o to bardzo ostro i stanowczo, nawet pomimo zak óce .

Wesz a do drugiego pojazdu i rozejrza a si  po kabinie. Wygl da o na to,  e nie jest

uszkodzony. Zamkn a w az i szybko usiad a w fotelu pilota. Wcisn a kilka guzików, pstrykn a
kilkoma prze cznikami i statek obudzi  si .do  ycia.

- Do cholery, Billie! Odezwij si ! Co ty, do diab a, robisz! Nie mo esz odlecie ! Nie mamy na

to czasu!

Zignorowa a Ripley i wprowadzi a kod dost pu do ma ego komputera. Szybko wystuka a

wspó rz dne. Dzi ki Bogu, na ma ym stateczku nie by o  adnych dodatkowych zabezpiecze . Pe ny
zbiornik paliwa, wszystko automatyczne...

- Billie, poczekaj! To by  Wilks.
- Zaczekaj chwil , lec  z tob ... - Jego g os przepe nia a bardziej trwoga ni  z

.

- Przykro mi - powiedzia a. - To jedyny sposób. Wiem,  e ona  yje. B

 z powrotem zanim

si

ciemni, je eli potrafi ...

Przycisn a ostatni guzik i latacz zacz  si  unosi . Rozumia a znaczenie wi kszo ci

przycisków i mia a nadziej ,  e te, których roli nie uda o jej si  rozszyfrowa , nie spowoduj  jakich
przykrych niespodzianek. Zdj a komunikator i wyrzuci a go z kabiny w chwili, gdy Ripley i kapitan
zacz li krzycze  do niej, a ma y stateczek unosi  si  ci gle w powietrze.

Wiedzia a,  e sikaj  tam z ze strachu o ni , ale wiedzia a te ,  e nie jest im niezb dna do

wykonania zadania. Nienawi  by a poza wszystkim, co kiedykolwiek czu a do niej Ripley, a ona
popychana by a uczuciem znacznie silniejszym. Mo e by a to mi

?

Pochyli a si  jakby w cichej modlitwie, podczas gdy latacz p dzi  na po udnie. Prosz , niech mi

si  powiedzie!

ROZDZIA  27

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Cholera - odezwa a si  Ripley -powinnam si  tego spodziewa . Powiedzia a mi,  e ma zamiar

to zrobi .

Tully i Moto nie przerywa y grzebania w przewodach w nik ym  wietle sterowni.
- Teraz nic nie mo emy zrobi  - powiedzia  Wilks.
Poczu , jak lodowate pa ce  cisn y mu serce. Czu  si  tak samo niepewnie jak Ripley i by

wprost chory ze strachu o Billie. Zna  t  m od  kobiet  d

ej ni  pozostali i wiedzia ,  e my li o

zagubionej rodzinie widzianej w przekazach prze eraj  j  od  rodka. Je eli ktokolwiek by
odpowiedzialny za to, co si  sta o, by  nim on sam.
Gdyby  tylko pomy la , móg by  j  powstrzyma .

W tym samym momencie us ysza  cichy g os Billie:
„- Odpieprz si , Wilks. Jak ci si  wydaje, kim ty w

ciwie jeste ?"

Zacisn  z by a  do bólu. Nic nie móg by zrobi . Musia  mie  tylko nadziej ,  e Billie wróci.

Gdyby sta o jej si  co ...
To co?
Nic.

Us ysza  g os Ripley:
- Masz racj . Po prostu chcia abym... Przerwa a i wzi a punktowy palnik.
- Hej, jest tam kto ? - zatrzeszcza  w komunikatorach g os McQuada. - Wykry em jaki

poruszaj cy si  obiekt. Zbli a si  od zachodu!

Wilks zdj  z ramienia karabin, odbezpieczy  go i ruszy  ku wyj ciu.
- Falk? - rzuci  w biegu do mikrofonu.
- Jeszcze nic.
- Nie mog  policzy  - odezwa  si  ponownie kapitan. - To poruszaj ca si  grupa, pi ciu, mo e

sze ciu...

Wilks dotar  do drzwi. Falk kuca  w ma ym przedsionku, os oni ty grubymi, stopionymi

wrotami. Bro  mia  wycelowan  na zewn trz.

- Zatrzymali si  za obozem. - To znów by  McQuade. - Wygl da jakby... czekajcie, kto

nadchodzi.

Wilks i Falk stali razem i czekali w napi ciu.
Samotna posta  pojawi a si  w polu widzenia, w po owie drogi pomi dzy Kurtzem i wzgórzem

Orony. Kobieta by a nie uzbrojona. Ubranie mia a obszarpane, wida  by o jedn  ods oni

 pier . Jej

twarz by a mask  przera enia.

- Hej! - zawo

a trz

cym si  g osem. - Czy jest tu kto ? Odrzuci a sko tunione, matowe

osy z oczu i rozejrza a si  nerwowo.

- Nie jestem wrogiem! Czekali my na statek,  eby odlecie ... Odwróci a si  i wyci gn a

ramiona w stron Kurtza.

- Prosz !
- Wilks? - szepn  Falk i lekko zni

 luf  karabinu.

- Nie wiem - odpar  sier ant i krzykn : - Przyprowad  tutaj reszt !
Podskoczy a na d wi k g osu, ale ramiona ci gle trzyma a w górze. Jej twarz skurczy a si  i

oda dziewczyna zacz a szlocha .

- Dobrze - powiedzia a przez  zy. - Oczywi cie!
Dwóch m czyzn i jeszcze jedna kobieta pojawili si  na otwartej przestrzeni. Wszyscy byli

równie obdarci i wyn dzniali. Wygl dali na wystraszonych i bardzo boja liwych. Nikt nie mia  broni.

- McQuade? To wszyscy? - spyta  Wilks. Chwila ciszy.
- Trudno powiedzie . Nic si  nie porusza.
Ca a czwórka sta a nieruchomo. Wszyscy dr eli lekko, jakby utrzymywanie si  w

wyprostowanej pozycji by o dla nich ogromnym wysi kiem.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- S ysza

, Ripley? - powiedzia  sier ant.

- Tak. - W g osie brzmia a niepewno . - Nie podoba mi si  to, mog  by  k opoty.
- Mamy ich na muszce - odezwa  si  Falk. - Co by cie powiedzieli, gdybym wyszed  i rozejrza

si ? Je eli maj  w krzakach przyjació , to tamci nie b

 chyba strzela  do swoich...

- Mog  strzela . - Wilks zacisn  z by.
- Mo emy tu sta  i gada  z nimi przez ca y dzie  - nie zgodzi  si  Falk - albo ewentualnie

wróci  na statek. Zróbmy co  z nimi.

Sier ant kiwn  g ow . Nie podoba o mu si  to. Ripley te  co  podejrzewa a, ale Falk mia

racj .

- Pochyl si  nisko i zostaw mi wolne pole ostrza u - powiedzia . Falk podniós  g os:
- Dobra, wychodz ! Mamy za adowan  bro , wi c nie ruszajcie si !
Pierwsza z kobiet ci gle p aka a i by  to jedyny d wi k, jaki by o s ycha . Falk przedosta  si

przez stopion  bram , karabin ca y czas trzyma  wycelowany w ma  grupk  ludzi. Podszed  do nich
powoli i ostro nie.

Wilks prze

 jedn  nog  przez dziur  i usiad  okrakiem na kraw dzi wytopionego otworu.

Skierowa  karabin w stron  k py drzew po zachodniej stronie.

Czwórka ludzi upad a nagle na ziemi  i znieruchomia a na odg os karabinowego ognia.

Billie ci gle patrzy a na odczyty komputera, kiedy latacz sun  nad Pó nocn  Kaliforni , ale

niczego nie dotyka a. Wszystko wygl da o jak najlepiej. Powinna by  na miejscu za oko o dwie
godziny, zak adaj c,  e nie wydarzy si  nic z ego...

Co mo e si  zdarzy ? Jestem doskona ym pilotem, a Amy i jej rodzina b

 w pogotowiu,

czekaj c, by wskoczy  na pok ad, kiedy tylko si  pojawi . No i mam du o czasu.

miechn a si  do siebie. W pewnym momencie pope ni a oczywiste szale stwo, ale a  do tej

chwili nie zauwa

a tego. Gdy postanowi a, b

c jeszcze w Stacji, uratowa  ma  dziewczynk ,

nie przypuszcza a,  e odb dzie si  to w ten sposób - samotnie i na skradzionym statku. Nie potrafi a
sobie przypomnie , co wtedy my la a...
Mo e by oby  atwiej, gdyby kto  zrobi  to za mnie.
Czego jednak nauczy a si  od Ripley, to regu y,  e cokolwiek mo esz zrobi  sam, musisz to zrobi
sam. G upie i wydumane, ale prawdziwe. Nie mog a przecie  siedzie  i mie  nadziej ,  e wszystko

y si  samo przez si .

Ju  nie. Dziewczynka mia a na imi  Amy, a ona by a Billie. Mog y istnie  tylko razem, albo wcale.
Do diab a...!

Wilks rzuci  si  na ziemi . Nie widzia  strzelców, ale w adowa  krótk  seri  w k

 drzew na

wysoko  piersi. Zbocze wzgórza dawa o mu cz ciow  os on , jednak nie odwa

 si  poruszy ...

McQuade krzycza  mu do ucha, ale wi kszo  s ów zgin a w huku strza ów.

- ...dwóch pieprzonych...
Metalowe wrota zadzwoni y pod uderzeniami pocisków.
Wilks wystrzeli  ponownie i spojrza  na Falka. Komandos le

 na ziemi. By  ranny, czy te

zrobi  to specjalnie? Nie by o sposobu dowiedzie  si ...

Czwórka fanatyków pozosta a nieruchoma, ale jeden z m czyzn zacz  krzycze :
- Nie zabijajcie ich! Potrzebujemy ich  ywych. Ona tego 

da...

Pozostali zacz li b aga  o zbawienie, wo aj c g

no do Wielkiej Matki.

O, ludzie...! Trzeba co  zrobi ,  eby wydosta  si  z tej matni.
Nast pna seria wystrza ów zab bni a o metal. Wilks wpad  na pomys . Krzykn  i

znieruchomia , jakby zosta  trafiony.

Nie ruszaj si , Falk. Je eli  yjesz, nie ruszaj si !

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

yn y sekundy. Wilks zerka  w stron  krzaków i czeka . Pot sp ywa  mu po szyi, a s

ce

zrobi o si  jakby gor tsze. Us ysza  za sob jaki  ruch, co  zaszura o za metalowymi wrotami. Mia
nadziej ,  e Ripley pozostanie w  rodku.

Czworo fanatyków kontynuowa o mod y wysokimi, dr cymi g osami.
Sier ant us ysza  nagle trzask ga zi. Ciemny kszta t przesun  si  na tle zagajnika.
- jeszcze nie! - Dobieg  go sycz cy g os spomi dzy drzew. – Zaczekaj!
Dwóch strzelców. Wilks wycelowa  w sylwetk  z przodu i wystrzeli  dwa razy. Posta  wpad a

w cie  i krzykn a przera liwie.

Wilks przesun  luf  w stron , sk d przed chwil  us ysza  g os, l ponownie nacisn  spust.

Niewidoczny snajper zawy  z bólu.

Na d wi k strza ów ludzie le cy obok Falka zerwali si  i pobiegli w kierunku sier anta. Jeden

z nich potkn  si  o cia o komandosa i przewróci  w pylisty grunt.

Falk przetoczy  si , usiad  i roztrzaska  czaszk  m czyzny kolb  karabinu.
Dobre wej cie, Falk!
Wilks wystrzeli  dwa razy. Obydwie kobiety upad y.
Ostatni z m czyzn zatrzyma  si  raptownie. Oczy mia  rozszerzone ze strachu. By  tak blisko,

e krew opryska a sier anta, kiedy ostatni, pojedynczy strza  trafi  go prosto w pier . Trafiony upad ,

krew wyp yn a mu z ust. By  martwy.

- Nie ruszajcie si ! - krzykn  Wilks.

adnego ruchu. Je eli strzelcy byli mimo wszystko  ywi, nie dali najmiejszego znaku,  e tak

jest. Sier ant podniós  si  powoli. Karabin trzyma  ci gle wycelowany w kierunku drzew.

- Falk, ranili ci ? - spyta  przez komunikator. Wielki m czyzna znów le

 na ziemi.

- Tak - odpowiedzia  lekko dr cym g osem. - My

,  e to nic takiego.

- Ripley?
- Jestem tutaj. Dosta

 ich? - S ycha  by o,  e jeszcze si  nie uspokoi a.

-  Prawie  pewne.  -  Star   krople  krwi  z  twarzy.  -  Chyba,   e  zastrzeli em  par   niewinnych

gapiów. Pozwól mi sprawdzi . Zosta  tam, Falk.

- Nigdzie si  nie wybieram.
Wilks pochyli  si  mocno i z broni  gotowa do strza u pobieg  w kierunku lasku. Gdyby

ktokolwiek tam si  poruszy , by by w nast pnej sekundzie martwy.

Jeden ze strzelców nie 

 - m czyzna w  rednim wieku, z wygolon  g ow . Zosta  trafiony w

gard o. Drugi 

 jeszcze i le

 kilka metrów dalej. By a to drobnej postury kobieta z fataln  ran

brzucha. Pociski zamieni y jej wn trzno ci w krwaw  miazg . Zadziwiaj ce, ale by a przytomna.
Le

a na plecach i wbija a w piach swe go e stopy, usi uj c w ten sposób odczo ga  si  jak najdalej

od obozu. Kiedy Wilks zbli

 si , otworzy a oczy, a twarz poblad a jej z bólu i w ciek

ci. Brzuch

mia a  liski odkrwi wyciekaj cej z rany.

- Umrzecie... - zdo

a wykrztusi . - Wszyscy... Zamkn a oczy. Tych kilka s ów wyczerpa o

 ca kowicie. W cieniu drzew by o ch odno, lekki wietrzyk szybko wysusza  pot na czole Wilksa.

Wycelowa  starannie.

- Có , chyba si  mylisz - powiedzia .
Odg os wystrza u d ugo wisia  w powietrzu.
Tully pracowa a przy przeno nym komputerze, a Ripley ci gle próbowa a prze ama  blokad

systemu. Oryginalny detonator zosta  zbudowany na zasadzie sekwencyjnego stopera by  zbyt
skomplikowany, by szybko go odtworzy , wi c Tully trudzi a si  nad po czeniem 

cuchowym.

Wymaga o to uporz dkowania wszystkich kabli.

Falk okaza  si  by  tylko lekko ranny. Mia  dwa skaleczenia: jedno, mniejsze, na lewym barku i

troch  powa niejszy przestrza  mi ni prawego bicepsa. Jonses ju  go opatrzy  i naszprycowa

rodkami przeciwbólowymi.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Ripley pracowa a tak szybko, jak tylko mog a. Obawia a si ,  e ten pierwszy k opot móg by

nie by  ostatnim, je eli si  nie po piesz .

- Gotowe - powiedzia a Tully - ale i tak b dziemy musieli nastroi  te skrzypce Orony, kiedy

ju  znajdziemy si  w bezpiecznym miejscu, daleko st d. Program jest zako czony. Teoretycznie, po
prostu wezwiemy ten komputer z pok adu i zegar zacznie na nasz sygna  odlicza  czas. Ripley
popatrzy a na ma  konsole i kiwn a g ow .

- Wypróbujmy to - powiedzia a. - Nie chcemy chyba polega  tylko na teorii.
- Dobra. Wprowadz  komend  i wy

 j . Je eli na ekranie pojawi si  s owo, oznacza to,  e

nasz sygna  jest czysty.

- No, to do dzie a.
Tully wzi a latark  i znikn a w ciemnym korytarzu.
Ripley popatrzy a na sploty kabli i westchn a g

no. Nie chcia a teraz o tym my le , nie by a

to odpowiednia pora, ale...

Strzeli a do cz owieka, który bieg  w kierunku bramy. Znaczy o to,  e nie mia a wbudowanego

Pierwszego  Prawa  -  obowi zkowego  u  syntetyków.  By   to  prawie  wystarczaj cy  dowód,   e  to
wszystko nieprawda,  e Jones  le odczyta  testy. Z wyj tkiem jednego - nigdy w  yciu nie
przechodzi a  adnego kursu elektroniki, a jednak wiedzia a dok adnie, gdzie i co nale y ze sob
po czy . Ta wiedza by a w niej jak umiej tno  chodzenia czy mówienia. Ciekawe, co jeszcze
potrafi, co jeszcze wie...

- Ripley? - To by a Tully.
- Mo esz sprawdza  - powiedzia a do komunikatora.
Odwróci a si  do komputera i patrzy a. Szeregi liczb przebieg y po ekranie i znikn y. Min a

sekunda i w lewym górnym rogu pojawi o si  s owo „Bum!" Zielone litery  wieci y jasno i wyra nie.

- Dzia a. - Pokiwa a g ow .
Zak ócenia zniekszta ci y  miech Tully i Ripley nagle poczu a,  e znajduje si  daleko od

wszystkiego. Daleko od cz owiecze stwa.

Wróci a do pracy.
Zosta o zaledwie kilka minut do wyl dowania. Billie nerwowo patrzy a na ekran komputera i

po raz setny sprawdza a prze czniki w karabinie.

Statek zacz  si  stopniowo obni

. Lecia  teraz nad jakim  przemys owym miastem.

Wcze niej min  kilka ma ych miejscowo ci. Billie ci gle wypatrywa a  ladów  ycia. Zobaczy a setki,
tysi ce obcych biegn cych w dole, kieruj cych si  na pó noc, ale nigdzie nie by o ludzi.

Mia a nadziej ,  e reszta radzi sobie bez niej, a ona nigdzie si  nie rozbije. Opar a d onie na

sterach i skr ci a nimi lekko w lewo. Statek skr ci  w lewo. Popchn a do przodu i dziób przechyli
si  troszeczk  w dó .

Fajnie, to jest to...
Monitor b ysn  i pojawi  si  komunikat,  e zadane wspó rz dne zosta y osi gni te. Je eli

Wujek Amy poda  w swej ostatniej transmisji z e liczby, b dzie si  mia a z pyszna. Silniki hamuj ce
latacza w czy y si  i statek zacz  opuszcza  si  w dó . Billie manewrowa a nim, usi uj c trzyma
si  nitki drogi. Jakie

mieci pofrun y na boki, kiedy pojazd osiad  lekko na powierzchni ulicy.

Billie odpi a pasy bezpiecze stwa i wy czy a silniki, zdumiona,  e to wszystko jest takie

proste. Na zewn trz nie by o  adnego ruchu.

a do torby na biodrze kilka zapasowych magazynków i par  flar, otworzy a w az.

Próbowa a st umi  narastaj cy strach. To,  e lot by  tak  atwy, tylko pogarsza o spraw . Czu a si
tak, jakby ju  wykorzysta a ca e swoje szcz cie.

Amy jest najwa niejsza. Amy, jej Wujaszek i Mordechaj, i ka dy, kto przyjdzie razem z nimi.

Wysz a z latacza z broni  gotow  do strza u. Dziwny zapach natychmiast uderzy  w nozdrza. Smród
spalonego plastiku i odór zgnilizny wyró nia y si  w tej niesamowitej mieszance.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Mo e teraz wszystkie miasta maj  taki zapach? Jednak to, w którym si  znalaz a, nie by o

przynajmniej zrujnowane. Sta o si  dla niej oczywiste,  e ci gle jeszcze s  miejsca, gdzie zamieszki i
najazd potworów nie spowodowa y zniszcze .

Obesz a statek dooko a. Nie dostrzeg a  adnego ruchu, nie s ysza a  adnych d wi ków. Czu a

si  tak, jakby by a jedyn

yw  istot  na  wiecie. Budynki wokó  niej by y wszystkie w jednym stylu i

sta y milcz ce. Wymar e.

Sk d zacz ? Podesz a do budowli po prawej stronie i przeczyta a napis umieszczony nad

wyrwanymi z futryny drzwiami: ENDOTECH MIKRO. Nazwa z pewno ci  pasowa a do wytwórni
mikrochipów, a o tym przecie  s ysza a w ostatnim przekazie. To musi by  tutaj.
Niestety, taki sam napis widnia  po drugiej stronie ulicy. To by  ca y kompleks zak adów, a nie jedna
ma a wytwórnia. Cholera!

Cisza by a denerwuj ca. Billie wesz a do  rodka. Pod jej butami zachrz ci  potrzaskany

pleksiglas. Rozejrza a si  woko o. Ciemne korytarze wiod y we wszystkich kierunkach.

Mo e powinna znale  jak  sterowni , dyspozytorni , lub co  w tym rodzaju, jakie

pomieszczenie, gdzie z pewno ci  jest dzia aj cy interkom, albo mo e znalaz aby jaki  g

nik, który

mog aby zamontowa  przy lataczu...

Cudownie, tylko w ogóle nie znasz si  na czym  takim, prawda?
Skoro potrafi a polecie  statkiem, mo e uda oby si  uruchomi  i taki system.W ka dym razie

by a pewna,  e nie ma czasu na przeszukiwanie wszystkich budynków...

Wyj a flar  z torby i potar a czubek. Z sykiem rozpali  si  na czerwono. Ciemne to by o

wiat o, ale lepsze ni

adne. Nie zauwa

a na pok adzie latacza  adnej latarki. Zakl a w my lach

na siebie,  e nie pomy la a o tym jeszcze w obozie, ale teraz i tak nic nie mo e zrobi .

Ruszy a korytarzem wiod cym na lewo. Jej kroki g

no rozlega y si  w ch odnym,

nieruchomym powietrzu - je eli ktokolwiek tu by , nie uda jej si  go zaskoczy .

W ci gu kilku sekund  wiat o dnia dochodz ce z zewn trz znikn o zupe nie. Blask flary

wietla  jedynie metr, mo e dwa, drogi przed Billie. Sz a blisko jednej ze  cian, trzymaj c wysoko

swoje n dzne  wiat o i odczytywa a s owa napisane na mijanych drzwiach. W wi kszo ci by y to
nazwiska pracowników.

Korytarz wydawa  si  niesko czony. Przeszed  j  dreszcz i poczu a nagle zimne kleszcze

strachu. St umi a go w sobie, nie chcia a wpa  w panik . Nieruchome powietrze oblepia o jej skór .
Nie wiedzia a dok d idzie, co j  czeka, czy kto  jej nie obserwuje. By o tak ciemno i to by o
najgorsze - by o tu ciemniej ni  w pustce kosmosu...

Zatrzyma a si . Chyba ca kiem zg upia a. Powinna wróci  na zewn trz i oceni  sytuacj . Tutaj

zgubi si  ca kowicie...

Nagle tu  za sob  us ysza a jaki  d wi k. Zgrzyt.
Skamienia a. Takie niewielkie skrzypni cie, to mog o by  wszystko. Napr enie materia u

albo...
Odg os otwieranych drzwi.

Billie rzuci a flar  na pod og  i przydepta a j .  wiat o przygas o, ale nie znikn o ca kowicie.

Migotliwy blask obudzi  dziko ta cz ce cienie. Zacisn a z by,  eby nie krzycze ,  renice
rozszerzy y jej si , usi uj c przebi  otaczaj ce ciemno ci. Odwróci a si  powoli, tak spokojnie, jak
tylko potrafi a. Przez mózg przebiega o jej tysi ce my li.

Cz owiek, nie potwór, mo e fanatyk... powinnam si  odezwa , czy poczeka ? Czy jest

uzbrojony? Cholera! Och, Amy...

Wycelowa a karabin przed siebie i usi owa a skupi  my li...

...a  twarde d onie nie zacisn y si  na jej twarzy...

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

ROZDZIA  28

wi k narasta  powoli. Wilks prawie nie zauwa

,  e go s yszy i co on oznacza.

Przej  pozycje Falka na zewn trz arsena u i obserwowa  wyd

aj ce si  cienie. Moto wróci a

do pracy, gdy tylko Jones upewni  j ,  e Falkowi nic nie grozi. Ca a uwaga Wilksa by a skupiona na
Billie. McQuade ci gle pilnowa  odczytów czujników, a Ripley pomaga a wszystkim z ca ych si .
Sier antowi pozosta o wi c sterczenie przy ogromnych wrotach i czekanie na Billie. I zastanawianie
si , czy dziewczyna w ogóle wróci.

McQuade wykry  statek na wschodzie, ale by  zbyt du y jak na latacza, który zabra a Billie.

Wyl dowa  niedaleko miejsca, gdzie zostawili królow -matk . Oczywiste by o,  e w ród t umu
fanatycznych wyznawców obcych znajdowali si  piloci nie byli to chyba zbyt sprytni ludzie. Przecie
potwory z pewno ci  nie b

 ich odró nia  od innych w poszukiwaniu po ywienia, kiedy przyb

tu w ogromnej liczba.

Skupi  uwag  na cichym d wi ku. By o to co  w rodzaju piskliwego zawodzenia lub s abego

skowytu.

-  piesz si , Ripley - powiedzia  do mikrofonu. - Nadchodz .
Billie krzykn a i nacisn a spust. Ciemno  zosta a rozdarta przez  wietliste smugi pocisków,

a d wi k wystrza ówwype ni  grzmotem niezbyt szeroki korytarz. Kule zagrzechota y o  cian .
Upad a na pod og  i odpe

a na bok na  okciach. K tem oka zdo

a dostrzec jeszcze kawa ek

postrz pionego ubrania...

- O, Bo e. Nie strzela ! Przesta ! - Rozleg  si  m ski g os. - Prosz , jestem normalny! Jestem

normalny...

os wydawa  si  brzmie  potwornym przera eniem. Billie znieruchomia a, wi c tamten nie

móg  jej trafi , a sama wycelowa a karabin w stron  g osu. Naciska a spust tak d ugo, a  m czyzna
odezwa  si  ponownie: .

- Prosz ! Nie zabijaj mnie. Musz  j  odnale ... J ? Nieznajomy urwa  i rozleg  si  tupot

oddalaj cych si  kroków. M czyzna bieg  w stron  wyj cia.

- Zaczekaj! - krzykn a. - Amy!
Kroki zatrzyma y si  gwa townie i ponownie us ysza a nabrzmia y podnieceniem g os

czyzny.

- Widzia

 j ? Prosz , powiedz mi, gdzie ona jest? Kim ty jeste ? Billie wsta a.

- Id  w kierunku wyj cia - powiedzia a. - Karabin trzymam wycelowany w ciebie, wi c nie rób

adnych gwa townych ruchów.

Kiedy sz a zanim, dotar o do niej prawdziwe znaczenie s ów tego cz owieka. On zna  Amy.
Stary, siwow osy m czyzna z postrz pion  brod  wyszed  na zewn trz przez po amane

drzwi. G bokie zmarszczki strachu i niepewno ci pokrywa y mu czo o. Billie podesz a do niego.

- To ty – powiedzia a - ...twoje transmisje... gdzie jest Amy?
Oczy starego cz owieka rozszerzy y si  ze zdziwienia.
- Widzia

 je? Mieli my nadziej ,  e kto ... – przerwa  nagle, lecz po chwili przemówi

ponownie. – Zabrali j  dwa dni temu. Mordechaj zgin  usi uj c ich powstrzyma . Ci fanatycy... ona
odesz a... Nie wiem, czy jeszcze  yje...

zy pojawi y si  w oczach starca.

Billie poczu a md

ci. Dwa dni!

- Gdzie j  zabrali?
- S , w tym kompleksie budynków podziemne tunele - powiedzia  siwow osy m czyzna. -

Zabrali Amy wraz z innymi. Cz

 wzi li na po ywienie, cz

 na... Po wschodniej stronie jest

mrowisko...

Mówi  szybko, jakby wszystko naraz chcia  powiedzie :

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

- Usi owa em si  tam dosta , ale nie mog em. Robotnice zwykle sta y na stra y, a dzisiaj

zacz y ucieka ... na pó noc... us ysza em statek, twój statek...

- Zaprowad  mnie tam - powiedzia a Billie.
Je eli Amy jeszcze  yje, mo e ci gle jest w mrowisku i czeka na zainfekowanie... mo e

stra niczki pobieg y na spotkanie z królow . Co prawda, pozosta o kilka do ochrony jaj, które
jeszcze si  nie wyklu y, ale mo e nie wszystko stracone.

Ripley spieszy a si .
Wyci gn li ze  ciany p yt  sterownicz  i ju  od wielu godzin rozpl tywali przewody i

wymieniali uszkodzone cz ci. A do B i do C, i tak w kó ko. Musieli to zrobi , gdy  w przeciwnym
razie ukryte o wiele kilometrów st d bomby nie detonuj . Pod czenie w z y sposób mo e te
spowodowa  zniszczenie ca ego systemu ju  przy pierwszej eksplozji. A mo e równie  nic nie
wybuchn .

Wydawa o si ,  e wreszcie wszystko jest w porz dku. Tully i Moto sko czy y swoj  prac , a

Ripley równie  pozosta o niewiele, kiedy nagle odkry a,  e co  pomin a. By a w

nie w po owie

drogi, przy siódmym prze czniku, gdy stwierdzi a,  e co  nie dzia a.

- No, nie - mrukn a do siebie.
Sprawdzi a raz, potem drugi. Trzeci panel zosta  pomy kowo po czony z pi tym. Musia a

wszystko wyci gn  i zrobi  to od nowa. Zajmie jej to dodatkowo dwie godziny.

Ile czasu up ynie zanim pierwsze potwory dotr  do doliny, do obozu? Mo e d ugo po zmroku,

a mo e za pi  minut...

Przesun a prze cznik i zacz a pracowa . Musi pozosta  na Ziemi, dopóki nie sko czy.

dzie tu tak d ugo, a  ta suka królowa i jej dzieci nie znikn  z powierzchni planety. By  mo e i ona

zniknie wraz z nimi.

* * *

Billie i stary m czyzna skradali si  ostro nie schodami. Ca a klatka schodowa poznaczona

by a odchodami obcych. G ówna komora mrowiska znajdowa a si  w piwnicach budynku
oddalonego zaledwie dwie przecznice od statku.

Jeszcze przed chwil  biegli razem pustymi ulicami, potem zatrzymali si  na chwil ,  eby

zapali  sporz dzon  ze szmat pochodni . Zaraz potem weszli do cichego budynku.

Starzec trzyma  pochodni  wysoko nad g ow , kiedy natkn li si  na schody. P omie  rzuci

wiat o na jak  ciemn , l ni

 substancj  i wyczarowa  zadziwiaj ce, z udne obrazy. Wydawa o

si ,  e schody o

y. Za ka dym krokiem jakby chwia y si  i falowa y, wywo uj c wra enie,  e id

po cia ach obcych, które zamierzaj  si  w

nie podnie ...

Im bli ej podchodzili do centrum mrowiska, tym gor tsze stawa o si  powietrze. Pokonywali

okr enie za okr eniem i schodzili coraz ni ej. Na samym dole zobaczyli wpó  otwarte drzwi
pokryte sieci  i o liz ymi pasmami czego , co przypomina o g st

lin .

Na powitanie dotar  do nich cichy pomruk, wyra nie pochodz cy z ludzkich ust. Potem

przeci

e westchnienie. Zeszli z kilku ostatnich stopni. Pot cienk  stru

 sp ywa  Billie po

kr gos upie.

- Nigdy nie dotar em tak daleko - szepn  stary cz owiek.
Billie skierowa a karabin w szczelin  drzwi i zmusi a si  do podej cia bli ej. Mrowisko nie jest

pewnie ca kowicie wymar e, kto  musi pilnowa  jaj...

Nagle drzwi otworzy y si  na ca  szeroko  i stan  w nich obcy. Pochyli  si  w ich stron ...
Billie wystrzeli a. Potwór rykn . Zd

 jeszcze k apn  z bami zanim kule rozerwa y mu

klatk  piersiow . Kwas, który wyla  si  na pod og  z plastonu zasycza  i zabulgota .

Druga bestia wystrzeli a zza martwego cia a pierwszego potwora.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Pociski Billie rozerwa y mu pod ugowat  czaszk . Szcz ki monstrum pozosta y otwarte, a

cia o upad o na schody. Krew obcego rozprys a si  dooko a.

Starzec krzykn . Trzeci potwór pojawi  si  nie wiadomo sk d. Sta  w drzwiach i z sykiem

kopa  zagradzaj ce mu drog  cia a...

Billie nacisn a spust. Jeden z pocisków rykoszetowa  i male ki ognik roz wietli  ciemno ci.
Bestia upad a do ty u, a Billie przeskoczy a nad martw  robotnic  i podbieg a do drzwi.

Siwow osy m czyzna by  tu  za ni .

- Nie wdepnij w krew! - ostrzeg a.
Przykl kn a na posadzce i wystrzeli a w ciemno . Rozleg y si  krzyki obcych. Huk

wystrza ów dos ownie og usza .

Ciemne postacie zbli

y si  do niej, a ona strzela a i strzela a...

Lewa  ydka pali a j

ywym ogniem. Ból by  g boki i przejmuj cy...

Starzec podniós  pochodni  i w krótkim b ysku  wiat a Billie dostrzeg a,  e szczerz cy z by

potwór wyci ga szpony w stron  jej ramienia. Jego wewn trzna szcz ka wysun a si  z g bi
paszczy. Billie krzykn a i wbi a karabin w brzuch bestii. Strza y wyrzuci y 

dek potwora na

drug  stron  jego cia a. Szpon zdo

 jeszcze rozerwa  jej ubranie i rozpru  skór , ale to by o

wszystko. Upad  do ty u...

Billie dysza a ci ko i wodzi a luf  karabinu z lewa na prawo i z powrotem.

Nikt wi cej si  nie pojawia ; nic si  nie porusza o. Skóra j  piek a podra niona dzia aniem ci

ego

ognia karabinowego, w uszach jej dzwoni o. Kwas obla  jej nog  i czu a jak krew s czy si  z
wypalonej rany. Jednak ci gle trzyma a si  na nogach.

Wszyscy stra nicy byli martwi.
Billie i stary m czyzna znale li si  teraz w ma ym pokoiku.  wiat o pochodni wywo

o

dr ce cienie na jego  cianach. Kilka z nich wygl da o jednak na  ywe, chocia  nieprzytomne.
Pod og  zawala y przypominaj ce paj ki szkielety i kawa ki ludzkich cia ...

- Amy - szepn  starzec.
Wszed  do pokoju tu  za Billie. Krzykn a g

no, kiedy zobaczy a dok d zmierza.

Ma a figurka zawieszona na  cianie; g owa zwieszona, krótkie rudawe w osy...
Jedna z postaci zarz zi a i podnios a do  wiat a sw  twarz...
Wycie czony m ody m czyzna z poranion  twarz  i jednym okiem wyrwanym z oczodo u.

lina wycieka a mu na zmierzwion  brod .

miechn  si  do starca, a opuch y j zyk wysun  mu si  mimowolnie spomi dzy warg.

- Jestem zap odniony - wycharcza .
Stru ki krwi pojawi y mu si  w k cikach ust.
- Gdzie oni s ? - spyta a Billie - Gdzie jest Amy?

owa m czyzny pochyli a si  do przodu. Wujek Amy chwyci  go za w osy i podniós  g ow

do góry, zbli aj c pochodni  do twarzy umieraj cego cz owieka.

- Wybrani - powiedzia  m czyzna. W jego lewym nozdrzu pojawi  si  b belek krwi i sp yn

do ust. -  ywiciele odlecieli st d... s

 Matce. - Zabrzmia o to jak "maci" - odlecieli do

jedynego... objawienia. Ona czeka...

- Nie! - wykrzykn a Billie.
Statek, który s ysza  starzec, musi by ...
Starzec odwróci  si  do niej, na twarzy mia  okropny wyraz ca kowitej rezygnacji.
- ...ziemi  wi tej... - wyrz zi  fanatyk.
- Ona jest zgubiona - szepn  stary m czyzna.
- Wracamy - powiedzia a Billie.
Wcisn a nowy magazynek do karabinu, a pusty rzuci a na pod og .
- Wiem, dok d polecieli.
Z pewno ci  tam b

: w górach Orony, w ziemi  wi tej...

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Jeszcze jedno.
Wycelowa a karabin i nacisn a spust.

Wycie zbli aj cej si  armii by o coraz bli sze. Wilks wiedzia ,  e taki odg os mog  wydawa

jedynie tysi ce obcych. Ca y czas obserwowa  niebo coraz bardziej czerwone od zachodz cego

ca. Je eli Billie niebawem nie wróci...

Kurtz móg by kr

 i czeka  przez jaki  czas, ale nie mieli zbyt wiele paliwa. Nie b

 mogli

te  l dowa  ponownie, gdy tak wiele potworów pojawi o si  w okolicy.

Rozmy laj c o tym wszystkim, zrozumia ,  e pope nili b d. Najpierw powinni uzbroi  bomby,

a nie wypuszcza  królow . Mog aby siedzie  na pok adzie statku, dopóki nie sko cz . Potem
zrzuciliby j  pomi dzy czekaj ce potwory. Nie wymy lili tego najw

ciwiej, ale nie spodziewali si ,

e te cholerne bestie zjawi  si  tak szybko. Musia o by  ich wiele w pobli u...

Cholera! Cholera!
- Gotowe! - krzykn a Ripley.
Wilks wci gn  g boko powietrze i powoli je wypu ci . Wiedzia ,  e Ripley b dzie czeka  do

ostatniej sekundy, ale ta w

nie chwila zbli

a si  z pr dko ci  b yskawicy - by o ju  prawie

ciemno.

- Wilks, mamy towarzystwo. Dok adnie na zachodzie - krzykn  McQuade.
Sier ant wycelowa  karabin w kierunku drzew i rykn  do wn trza arsena u:
- Ripley, Moto, ruszajcie si !

ny skrzek potwora rozleg  si  dok adnie w momencie, gdy obie kobiety wyskakiwa y

przez dziur  we wrotach. Rzuci y na ziemi  narz dzia i odbezpieczy y karabiny.

Ca a trójka jednocze nie ruszy a w kierunku statku.
Drzewa zatrzeszcza y i zafalowa y, ale ci gle nic nie by o wida ...
Pierwszy obcy przedar  si  przez zaro la i wbieg  do obozu. Jego d ugie cielsko pochyli o si

ku ziemi, a uzbrojone w pazury ramiona wyci ga y si  do przodu. Spodziewa  si  zobaczy  królow ,
a oni byli pomi dzy nim a ni .

Wszyscy troje jednocze nie nacisn li spusty. Potwór zawy  i przewróci  si  w piach, prawie

przeci ty na dwoje przez przeciwpancerne pociski.

Zagajnik nagle jakby eksplodowa , wyrzucaj c z siebie kilkunastu obcych naraz. Biegli w

kierunku trójki ludzi, porykuj c, gdy pociski trafia y jednego za drugim.

- Ruszajcie si ! - krzykn  kto  za nimi.
To Falk. Sta  w otwartym w azie statku. Obanda owane rami  zwisa o mu wzd

 cia a, ale

zdrow  r

 potrafi  utrzyma  karabin.

- Biegiem! - krzykn a Ripley.
Ukl

a i zacz a strzela  do pojawiaj cych si  w polu widzenia bestii. Wilks i Moto przebiegli

kilka metrów, a Ripley i Falk os aniali ich.

Wilks wskoczy  do otwartego w azu, odwróci  si  i zacz  strzela . Z zagajnika wy azi

nie nast pny tuzin potworów. Ich szale czo groteskowe cia a porusza y si  z b yskawiczn

szybko ci ...

- Ripley! - zawo

.

Wróci a do Kurtza bez ogl dania si  za siebie; w progu potkn a si  jeszcze. Wilks zastrzeli

nast pnych trzech obcych i Ripley zdo

a wskoczy  do  rodka.

Falk nacisn  przycisk. W az zacz  si  zasuwa , ale robi  to zbyt wolno. Sier ant przykl kn ,

kiedy kilka potworów usi owa o dosta  si  do  rodka. Jeden z obcych chwyci  za luf  karabinu na
sekund  przed ca kowitym zatrza ni ciem si  klapy. Strza  wbi  wyszczerzone z by bestii w jej
potworn  czaszk .

Drobne krople spad y na twarz Wilksa.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Jednak wszyscy byli ju  w  rodku. Dziesi tki obcych wali y w zamkni ty w az, a ich ryki metal

pow oki t umi  tylko nieznacznie.

- McQuade, Brewster, zabieramy si  st d! - krzykn a Ripley przez komunikator.
Wilks waln  pi ci  w klap  w azu.
Billie si  spó ni a.

ROZDZIA  29

Latacz obni

 si  powoli tu  nad wierzcho ki drzew. Billie poczu a depresj , kiedy

spostrzeg a,  e obóz opustosza  - no, prawie opustosza . Nawet w g stym mroku mog a dostrzec
ciemne sylwetki obcych rozci gni te na ziemi.

- Och, nie - szepn a.
Stary cz owiek zacisn  d onie i nie odezwa  si . Wyja ni a mu ca  sytuacj  podczas lotu.

Poniewa  nie znali wspó rz dnych i  adne z nich nie by o pilotem, najpierw wrócili do obozu. Billie
mia a nadziej ,  e komputer Kurtza pomo e im zlokalizowa  statek Amy, a teraz...

Musieli odlecie , nie mieli wyboru.
Powtarza a to sobie raz za razem.
Pomimo tego,  e zna a prawd , w gardle ci gle tkwi  jej zimny supe  - pozostawili j . Ripley

sko czy a uzbrajanie detonatorów i Kurtz odlecia . Gdyby tego nie zrobi , wszyscy zgin liby.

Billie prze kn a  lin , kiedy statek opu ci  si  na ziemi . Sama podj a decyzj  i nie

pozostawa o jej nic innego, tylko zaakceptowa  skutki swego post powania.

- Przykro mi - powiedzia a g

no.

Nie spojrza a na starca, nie chcia a,  eby dostrzeg  ból maluj cy si  na jej twarzy.
- To nie twoja wina - powiedzia  m czyzna g uchym g osem. - Próbowa

. Jestem... jestem

zadowolony,  e to szybko si  sko czy.

- Mo emy próbowa  uciec przed wybuchem - powiedzia a i natychmiast po

owa a swych

ów. Dok d mieli ucieka ? Planeta niebawem b dzie martwa, ju  jest martwa...

- Amy by a wszystkim, co mia em - odezwa  si  stary cz owiek. - Nic wi cej si  nie liczy.

zy w ko cu pojawi y si  na twarzy Billie. Skin a g ow . Rozumia a uczucia tego m czyzny.

Odwróci a si  do niego, niezbyt pewna, co ma powiedzie ...
...i us ysza a g os pracuj cych silników.
Chwyci a komunikator i wcisn a s uchawki w uszy.
- ...Billie! Odezwij si ! - To by  g os Brewstera.

acz zmieni  si  w szloch, a stary cz owiek otoczy  j  ramieniem i roze mia  si  g

no.

- Nie - powiedzia a Ripley. - Musimy st d odlecie . Teraz, ju . Je eli obcy wróc  i zaczn

demolowa  obóz, mog  zniszczy  bomby. Przykro mi.

"Jezu, co za dr twa mowa - pomy la a. Jest mi przykro, ale prawda jest taka,  e kto  musi

pilnowa ,  eby wszystko sz o zgodnie z planem".

Silniki Kurtza zarycza y. Ripley sta a w doku l downika razem z Billie i starcem. Wys ucha a

ju  ich opowiadania i szarpa y ni  sprzeczne uczucia. Pocz tkowa rado  Billie z powrotu zmieni a
si  w zawiedzione zdumienie. Potem dziewczyn  ogarn o straszliwe uczucie t sknoty.

- Nie musisz czeka  na nas - powiedzia a i star a z twarzy  zy ruchem ma ego dziecka. -

Pomó  nam tylko znale  ten statek. Z pomoc  komputera zrobisz to w ci gu minuty.

- A co potem? - spyta a Ripley. - Zamierzasz wyl dowa  po ród dziesi ciu tysi cy obcych z

niewielk  szans  na to,  e ona  yje? Rozumiem dlaczego, wiem co czujesz, ale to jest samobójstwo!

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Ripley wiedzia a,  e ma racj , ale nie wiadomo dlaczego, nie potrafi a popatrze  Billie w oczy.

Czy pami ta to uczucie?

Pieprzona hipokryzja. Co si  z ni  dzieje? Wszystko czego pragnie, to zniszczy  gatunek,

który zrujnowa  jej  ycie... zabieraj c jej córk .

- Mo e ty potrafi aby

 bez niej - odezwa a si  Billie. - Ja nie.

Ripley nie odpowiedzia a, ale my li nagle zawirowa y jej w g owie. Jej celem jest zg adzenie

potworów. Dawno temu mia a inne plany, inne d enia. Kiedy , gdy jeszcze jej zale

o...

Popatrzy a na Billie i zobaczy a znajomy wyraz twarzy.
- Statek wyl dowa  kilka godzin temu oko o dziesi ciu kilometrów na wschód - powiedzia a.
Gdy to mówi a, szale czy bieg my li uspokoi  si  raptownie.
Odwróci a si  do siwow osego starca.
- Czy zdo asz utrzyma  karabin?
- Mój wzrok nie jest najlepszy - odpowiedzia  - ale pewnie sobie poradz .
Ripley pokr ci a g ow .
- Mo e tam by  par  potworów, a w ciemno ci nie b dzie  atwo je spostrzec. - Zamilk a na

chwil . - My

,  e to ja musz  i  z Billie.

Wilks przygl da  si , jak Ripley bierze zapasowe magazynki i dwie r czne latarki i poczu

wzbieraj cy w nim gniew. W ko cu mo e na to nie pozwoli .

- Postrada

cie swoje pieprzone zmys y! - Szuka  w

ciwych s ów,  eby wyrazi  swoje

niezadowolenie. - Pomy lcie o tym!

Ripley odezwa a si  przez rami  takim g osem, jakby nie s ysza a, co do niej powiedzia :
- Zosta cie tutaj tak d ugo, jak tylko si  da, a potem przenie cie si  gdzie  w bezpieczne

miejsce w pobli u. Wrócimy. Gdyby my w ci gu godziny nie pojawi y si  w odczytach czujników,
znowu obejmujesz dowództwo.

Odwróci a si  od niego i powiedzia a jeszcze z naciskiem:
- Nie spieprz tego.
Chcia o mu si  krzycze . Kiedy McQuade dostrzeg  latacza Billie, co  w nim si  prze ama o.

Poczu  ulg . Tak, to by o w

ciwe s owo - "ulga". A teraz Billie i Ripley s  bliskie zabicia siebie

samych.

Nie. Przesta .
- Pójd  z wami - powiedzia . - Przynajmniej na to si  zgód cie...
- Nie - odpowiedzia a spokojnie Ripley i za

a karabin na rami . - Kto  musi sprawdzi ,  e

wszystko sko czy o si  pomy lnie.

- Mo esz uruchomi  odliczanie ju  teraz - powiedzia . - Za sze  miesi cy  nast pi wybuch, nie

musimy czeka ...

- Wilks... - zacz a Ripley.
- Ona nie jest waszym dzieckiem! - Spróbowa  z innej strony.
Billie i Ripley wymieni y spojrzenia, potem razem popatrzy y na Wilksa.
- W

nie jest - odezwa a si  Billie. - Naszym.

- Poza tym, nie mamy miejsca - doda a Ripley.
- Gówniane pieprzenie! To jest...
- Sko cz, Wilks. My lecimy, ty nie.
Odprowadzi  je po schodach a  do doku l downika i stara  si  wymy le , co mo e jeszcze

powiedzie . Starzec ju  na nich czeka . Moto sta a obok z karabinem w d oni.

- Gotowy? - spyta a Billie.

czyzna dotkn  jej ramienia.

- Chcia bym by  bardziej pomocny - powiedzia . Chcia  co  jeszcze doda , ale zrezygnowa .
Billie kiwn a g ow . Ripley da a jej latark , a Moto wcisn a przycisk.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Wilks spojrza  na Billie. Nie by  pewny tego, co czuje, nie wiedzia , co wydarzy oby si

pomi dzy nimi w innych warunkach, ale...

Ona równie  popatrzy a na niego, przygotowana na jego kolejne b agania. Nieust pliwa,

silna...

- Prosz , wró  - powiedzia  cicho. - Musisz wróci , dzieciaku, bo... bo...
Po

a palec na jego wargach.

- Wiem, Dawidzie.
Chryste, czu  si  tak, jakby za chwil  mia  si  rozp aka . Odwróci  si  do Ripley.
- B

 ostro na - powiedzia .

Kiwn a mu g ow .

az si  otworzy  i obie znikn y w mroku.

Lecia y na wschód, nie rozmawiaj c w ogóle ze sob . Billie by a przera ona, ale zdecydowana

na wszystko. Zauwa

a,  e Ripley zachowuje si  mniej wi cej tak samo. Nie by o o czym

rozmawia .

wiat a latacza s abo o wietla y przestrze  przed nimi, ledwo mo na by o dostrzec sylwetki

drzew i majestatyczne górskie szczyty.

Gdy zbli yli si  do gór królowej, wzmog y si  ha asy dochodz ce z do u. To wyja ni o

sytuacj . Mieszanina syków i wycia potworów niemal zag usza a ryk silników statku.

Billie zacz a ci ko dysze , kiedy  wiat a latacza o wietli y ziemi .  wietliste ko o wype ni o

si  szybko poruszaj cymi si , czarnymi kszta tami.

- Statek jest troch  bardziej na wschód - odezwa a si  Ripley. - Mo e nie b dzie tak  le.
- Mo e - mrukn a Billie.
Nigdy za bardzo nie wierzy a w bogów, ale teraz modli a si  do wszystkich, jakich zna a,  eby

Amy jeszcze 

a.

Ripley mgli cie pami ta a wspó rz dne, kiedy manewrowa a statkiem w kierunku niewielkiego

szczytu na wprost statku. Jak to sz o? Do doliny wymar ych drzew, sze set...?

Poni ej ze sto tysi cy dzieci królowej skrzecza o i wy o. Wida  by o dos ownie faluj ce morze

mierciono nych, bezrozumnych potworów. Ripley ciekawa by a, czy zdaj  sobie spraw , co tutaj

robi , albo co ma si  tutaj wydarzy . Interesowa o j  te , jak wiele ich tu jeszcze przyjdzie.

Zbli yli si  do szczytu i Ripley zwolni a lot statku. Przynajmniej tego nie musieli szuka . Teren

by  tutaj p aski i stanowi  co  w rodzaju rekreacyjnego kompleksu. Obcy statek wida  by o wyra nie
na tle gwiazd.

Dziesi tki potworów przemyka o na zachód przez kr g  wiate  l duj cego pojazdu. Ripley

doprowadzi a latacz tak blisko wi kszego statku, jak tylko by o mo na, i wyl dowa a.

Prawie natychmiast rozleg y si  uderzenia w pow ok . Przez os on  wida  by o, jak ciemne

sylwetki przebiegaj  w p dzie obok i s ucha  by o przeci

e krzyki.

Wsta y obie jednocze nie i podesz y do w azu.
- Trzymamy si  razem - powiedzia a Ripley. - Wyskakujemy, znajdujemy j  i wracamy.
Billie kiwn a g ow . Poczu a, jak pal  j  policzki.
"Dziewczynka prawdopodobnie ju  nie  yje" - pomy la a Ripley, ale nie odezwa a si  ani

owem. W ko cu s  tu po to,  eby sprawdzi .

az odsun  si  z cichym zgrzytem.

Wej cia obu statków by y otwarte i znajdowa y si  naprzeciw siebie.
Billie wyskoczy a i odwróci a si  ku wschodowi. Nacisn a spust bez celowania. Nie by o ono

potrzebne.  ciana potworów wbiega a w kule i pada a, a kwas ich krwi pryska  na wszystkie strony.
Kawa ki zewn trznego szkieletu fruwa y w powietrzu.

Ripley stan a obok niej i równie  otworzy a ogie  do nadbiegaj cych obcych.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Jedna z bestii wskoczy a na wierzcho ek latacza i wyra nie gotowa a si  do ataku. Billie trafi a

 krótk  seri  w piersi.

Ruszy y w stron  du ego statku, strzelaj c ci

ym, automatycznym ogniem. Pad o ju

wystarczaj co du o obcych,  eby ich cia a utworzy y prawdziw  barykad . Inne wspina y si  na ni  i
natychmiast gin y.

Billie wyj a pusty magazynek i wcisn a nast pny. Zrobi a to akurat w sam  por ,  eby str ci

kolejnego potwora z pow oki statku. Eksploduj ce pociski dos ownie rozerwa y besti . Inne ci gle
rycza y i bieg y.

Gdy dotar y do w azu, Ripley zacz a os ania  ty y, a Billie w lizgn a si  do  rodka.
Nagle wewn trz rozleg  si  znajomy skrzek i pojawi a si  robotnica. Wyci gn a  apy w

kierunku dziewczyny...

Krótka seria i syk kwasu na stalowych  cianach...
Ryki obcych raptownie przycich y. To Ripley zamkn a w az. Billie ruszy a do  adowni. Tylko

awaryjne  wiat a by y w czone i ledwo o wietla y dwa wyj cia...

Rykn  potwór. Wypad  z jednego z korytarzy i bieg  mocno pochylony. Strop by  tutaj na

wysoko ci zaledwie dwóch metrów...

Ripley zastrzeli a go.

owa bestii dos ownie znikn a, reszta cielska biega a jeszcze przez sekund , nie

zauwa ywszy,  e jest martwa. Potwór upad .

Rozejrza y si , szukaj c nast pnych obcych. Billie znalaz a ludzk  krew rozmazan  na jednej

ze  cian. Obok le

 strz pek ubrania, a dalej cia a.

- Amy! - krzykn a.
To by  obraz masakry. Billie naliczy a dwadzie cia zw ok le cych w rogu pomieszczenia.

Niektóre z nich by y porozrywane; zobaczy a nagie rami  oderwane od tu owia, nog  le
samotnie bez reszty cia a...

Przesz a nad rozci gni tym ogonem jednej z zastrzelonych bestii i krzykn a ponownie:
- Amy!
Nie by o odpowiedzi. S ysza a tylko uderzenia swojego serca i dudnienie okrzyków morza

obcych przebiegaj cych obok.

Ripley przygl da a si  zniszczeniom, martwym cia om wype niaj cym, wr cz za miecaj cym

statek. Opanowa a j  natr tna my l - ju  tu kiedy  by a...

Billie zrobi a krok w stron  kabiny sterowniczej i znowu zawo

a. Nic. Zbli

a si  do stosu

cia  i zacz a go przeszukiwa . Szuka a zagubionej dziewczynki. Ripley trzyma a karabin ca y czas
wycelowany w drzwi znajduj ce si  tu  obok dziewczyny.

"Lepiej  eby by a martwa ni  zainfekowana" - pomy la a, ale serce kurczy o jej si  z  alu na

widok p acz cej Billie, kl cz cej przy makabrycznym stosie. Twarz jej poszarza a.

- Nie, nie, nie - powtarza a Billie raz za razem, gdy odsuwa a kolejne ko czyny...
...w az za plecami obu kobiet otworzy  si  z metalicznym zgrzytem i krzyk potworów wype ni

przestrze ...

Billie zwymiotowa a. Ludzie ze stosu musieli si  tu zgromadzi  dla odparcia ataku. Co

najmniej dwójka z nich wci  jeszcze trzyma a bro  w martwych r kach. Co tu si  sta o? Czy

apacze" stracili panowanie nad sytuacj ? A mo e sami wreszcie zrozumieli,  e potwory nie dbaj

ani odrobin  o swych ludzkich pomocników i ich  ycie?

Niewa ne, nic nie jest wa ne. Poczu a nag y b ysk nadziei, kiedy szybko ogl da a cia o za

cia em.

Ma a twarzyczka pokryta szramami, z zamkni tymi oczami, wci ni ta prawie do po owy pod

rozerwany tu ów innego cz owieka. Billie poczu a,  e trz

 jej si  nogi, w mózgu ko ata a si  jaka

my l dochodz ca z daleka, z bardzo daleka...

Amy.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Billie odsun a zmasakrowane cia o i po

a trz

 si  d

 na czole dziewczynki... O,

Bo e. Amy...

Powieki dziecka zadrga y i oczy otworzy y si .
Rozleg  si  trzask karabinowych strza ów.
Ripley skr ci a w miejscu i wypali a. Dwa metry od niej sta  szczerz cy z by potwór. W

nast pnej sekundzie jego makabryczny u miech znikn . Bryzgi pal cego kwasu polecia y na jej
rami , kiedy wystrzeli a po raz drugi. Klatka piersiowa kolejnego potwora wylecia a w powietrze.
Cofn a si  o krok, kiedy trzecia bestia od czy a si  od nieprzerwanego strumienia innych i ruszy a
w jej kierunku...

- Billie! - krzykn a.
Ponownie otworzy a ogie ; pociski uderzy y obcego w podudzia i nogi oderwa y si  od

tu owia...

Ramiona rannego potwora wyci gn y si  w stron  Billie, gdy ta stan a obok Ripley i strzeli a

mu w brzuch. Rozleg  si  krzyk...

Amy?
Krzyk by  ludzki, by  p aczem  miertelnie przera onego dziecka. Rudow osa dziewczynka

przylgn a do Billie i krzycza a. Jej g osik gin  w huku wystrza ów.

Ripley ruszy a do przodu. Musieli dosta  si  z powrotem do latacza, wyrwa  si  nieub aganej

mierci...

...jej karabin przesta  strzela  i w tym samym momencie z w azu wysun a si  szponiasta  apa i

chwyci a j ...

...Billie strzeli a, posy aj c obcego na ziemi , a Ripley wcisn a do karabinu nowy

magazynek...

To jest ta chwila.
- Os aniam was! - rykn a Ripley. - Biegiem!
Wyskoczy a na zewn trz, posy aj c w stron  obcych ca e serie pocisków. Obawia a si , czy

Billie i dziewczynka wyskoczy y za ni  i czy biegn  do latacza. Ba a si  o to tak bardzo,  e krzycza a
z przera enia. Chrapliwy ryk wydostawa  si  gdzie  z samego wn trza jej osobowo ci. Znikn y
wszystkie my li, zmiecione nienawi ci , która teraz ni  powodowa a, która za ni  naciska a spust...

Dobieg y ju  prawie do statku...
Billie nacisn a przycisk i w az si  otworzy .
Dziewczynka wskoczy a do wn trza; Billie by a tu  za ni , a Ripley siedzia a im prawie na

plecach. Odwróci a si  jeszcze i wodzi a luf  z prawa na lewo i z powrotem, strzelaj c ca y czas...

W tym samym momencie, gdy sko czy a jej si  amunicja, w az zamkn  si  ca kowicie.
Statek ko ysa  si  na boki, a obcy przybiegali obok, potr caj c go i uderzaj c. Ryczeli przy tym

i syczeli.

Dziewczynka skuli a si  przy  cianie i szlocha a.
Billie przytuli a j  i wyszepta a:
- Ju  w porz dku, Amy. Ju  dobrze, dobrze...
Ripley usiad a w fotelu pilota i zacz a naciska  guziki. Rozleg  si  trzask, potem nast pny.
Rozrywaj

ciany...

- Trzymajcie si ! - krzykn a.
Silnik zawy  i rykn  pe

 moc . Podniós  statek na kilka metrów, ale ten z powrotem opad

na ziemi .

Wstrz s przewróci  Billie na pod og . Odwróci a si  do dziewczynki, która dr

a i krzycza a,

ale nie wydawa a si  zraniona.

Zbyt du e obci enie...
Latacz nie móg  si  unie  z uwieszonymi przy nim potworami, które ci gle rycza y i usi owa y

dosta  si  do  rodka...

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Od strony rufy dolecia  ich odg os rozrywanego metalu. Poszarpana, nierówna dziura pojawi a

si  w  cianie. Czarna  apa uzbrojona w ostre pazury zacisn a si  na jej brzegach i usi owa a
rozszerzy  otwór. Dziwny oleisty zapach wype ni  wn trze statku.

Billie wycelowa a w dziur  i w tej samej chwili pojawi a si  tam wielka czarna czaszka z

wyszczerzonymi z bami. Potwór sycza  i wpycha  si  do  rodka.

- Billie, nie...!
Dziewczyna strzeli a. Bestia znikn a, a ca y ty  statku eksplodowa  w morzu p omieni.
Ripley poczu a zapach paliwa - skurwysyny, musia y uszkodzi  zbiornik...
Zobaczy a,  e Billie podnosi karabin.
- Billie, nie! Nie strzelaj!
Jej s owa znikn y w gromie wybuchu ognia i fala gor ca zala a Ripley. Billie zosta a

odrzucona do ty u, a ma a dziewczynka polecia a razem z ni .

Obcy ci gle ryczeli.
O, kurwa...
Ripley podbieg a do w azu i nacisn a guzik. Bro  trzyma a w pogotowiu. Nic si  nie

poruszy o. Widocznie obwody elektryczne i hydraulika zosta y uszkodzone. Drzwi si  nie otworz .
Ogie  rozszerza  si  w ich kierunku, li c  ciany i wype niaj c wn trze gryz cym dymem. Upiek  si
tutaj, je eli nie...

Nacisn a przycisk awaryjnego otwierania i wybuch odrzuci  w az na bok. Ch odne powietrze

smagn o j  w twarz.

Billie ju  sta a obok niej. Kaszla a. Jedn  r

 mocno obejmowa a dziecko.

Musz  dosta  si  ponownie do tamtego statku i modli  si ,  eby uniós  si  w powietrze...
Ripley podnios a bro  i wesz a w sam  rodek koszmaru.
Billie wypchn a Amy przed siebie i dziko rozejrza a si  woko o, szukaj c celu, ale potwory

zaj te by y p omieniami. Jaki  obcy wpad  z krzykiem w p omienie, a jego tu ów natychmiast zaj
si  ogniem. Jasny, pomara czowy kolor kontrastowa  z czerni  pancerza, kiedy bestia upada a
bezsilnie na ziemi . Inne potwory oblane p on cym paliwem ucieka y od statku jak  ywe pochodnie.

Amy krzykn a i wskaza a na dach wi kszego statku. Billie wycelowa a i strzeli a w obcego,

gdy ten skoczy . Monstrum ci ko zwali o si  w dó .

- Ruszajcie si ! - krzykn a Ripley.
Pobieg a do statku, strzelaj c raz za razem do potworów, które usi owa y si  zbli

.

Co najmniej tuzin obcych zosta  pora ony wybuchem. Ogromne potwory sycza y i ta czy y w

ob kanym ta cu, roz wietlaj c mrok swoimi p on cymi cia ami. Powietrze rozgrza o si  prawie do
czerwono ci, obcy przerwali atak.

Billie pami ta a,  e te koszmarne bestie nie lubi  ognia.
Razem z Amy bieg y za Ripley w stron  drugiego statku.
"G upia, g upia!" -  aja a sama siebie.
Ripley usi owa a j  ostrzec, powinna przecie  sama rozpozna  zapach paliwa.
-  Uwa aj  na  drzwi!  -  krzykn a  Ripley  i  pobieg a  do  kabiny  sterowniczej.  Billie  wycelowa a

karabin w zniszczony w az. Pot i gor co za miewa y jej wzrok.

Amy nagle krzykn a...
Billie odwróci a si  b yskawicznie i ujrza a, jak potwór, który wy oni  si  zza rz du foteli

wyci ga  apy w stron  dziewczynki...

Seria kul powali a go na pod og . Amy znów krzykn a, patrz c w jej kierunku...
...zd

a odwróci  si  na czas,  eby zobaczy  potworn  sylwetk   pokryt  p omieniami,

biegn

 w kierunku wej cia statku.

W fotelu pilota siedzia  martwy m czyzna z rozerwanym gard em.
Ripley kopn a go i zwali  si  na bok. Cia o g ucho uderzy o o pod og . Usiad a na jego

miejscu i zacz a naciska  guziki. Silniki statku przebudzi y si  z cichym pomrukiem.

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Ulga, ch ód i powitanie  ycia opanowa y j  jednocze nie.

ysza a krzyk dziewczynki, s ysza a odg osy strza ów. Nie przerywa a jednak sprawdzania

odczytów. Ledwo wystarczy im paliwa na start, wszystko wy czone, przyrz dy l downicze
niezdatne do u ytku, os ony w

ciwie nie istniej  - b

 mia y szcz cie, je eli w ogóle si  st d

rusz .

Tylko troch , tylko odrobin  st d odlecie ...
Zadziwiaj ce - spostrzeg a nagle,  e nie chce umiera .

* * *

Potwór upad  w kierunku Billie, a jego martwe ju  szpony rozerwa y jej kombinezon. Ostry,

piek cy ból rozla  si  po ramieniu i piersiach, kiedy p omienie pal cej si  bestii do-si gn y jej cia a.

Wyci gn a przed siebie karabin i nacisn a spust...
Monstrum odfrune o w ty , siej c na wszystkie strony kawa kami p on cego szkieletu.

St umi a p omienie na swym ubraniu, zdzieraj c przy tym kawa ki spalonej skóry. My la a,  e zemdleje
z bólu i od zapachu zw glonych tkanek...

Statek zadr

 nagle pod jej stopami. Billie zatoczy a si  do ty u i upad a.

- Z ap si  czego  mocno! - krzykn a do Arny.
Zobaczy a,  e dziewczynka chwyta za jeden z zamocowanych do pod ogi foteli.
Odwróci a si  ponownie do wej cia, wszystko jakby nagle spowolnia o...
...jeszcze jeden potwór usi owa  dosta  si  do  rodka. Wystrzeli a i polecia  w ty . Dziwne, ale

widzia a tylko jego g ow ...

Podczo ga a si  na  okciach do w azu i patrzy a. Noc roz wietlona by a p on cym wrakiem

latacza. Potwory wy y i biega y woko o. Doszed  j  zapach spalonych materia ów...

Amy  yje.
By a to ostatnia my l, a potem ogarn y j  ciemno ci.
Statek zatrz

 si , kiedy Ripley nacisn a przycisk startu. Niepewnie uniós  si  w gór . Cho

jakie  cz ci odpada y, ci gle lecia .

Pieprzone wspó rz dne. Ripley chwyci a dr ek r cznego sterowania i pchn a go w przód.

Niech ten z om odlatuje st d, jak najdalej od tych potworów. Na zachód.- Mam ich! - rykn a Tully.

Wilks poczu , jak twarz skrzywia mu si  w szerokim, radosnym u miechu.
Kurtz by   w  powietrzu  i  kr

  nad  obozem.  Wilks  nie  zamierza   czeka   na  pokazanie  si

nast pnych obcych - pó  godziny przed limitem wyznaczonym przez Ripley, Brewster uniós  statek w
powietrze. Gdyby nadlecieli, lepiej  eby mieli wolne miejsce do l dowania...

Tully zmarszczy a brwi.
- Zaczekajcie, to nie oni...
- Któ by inny...? - zacz  Wilks i przerwa .
Pochyli  si  nad ramieniem Marii i sprawdzi  odczyt. To by  inny statek, wi kszy. W czasie gdy mu

si  przygl da , pojazd zbli

 si  do obozu i zni

 lot...

- Rozbije si  - odezwa a si  chrapliwym g osem Tully.
To byli oni, musieli to by  oni i byli o w os od katastrofy. Wilks zacisn  pie ci i czeka .
Statek nazywa  si Coleman,

dz c z napisów na konsoli. Dziwne,  e zauwa

a to w takiej

chwili. Obserwowa a horyzont najlepiej jak potrafi a, ale rozsypuj cy si  statek trz

 si  i zatacza

alarmuj co. Raz po raz wykrzykiwa a imi  Billie. Bez rezultatu. Nie by o czasu na panik . Na ca ej
konsoli b yska y  wiate ka alarmowe, mówi c jej,  e lot mo e zaraz zako czy  si  katasrof .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Byli ju  prawie w obozie, kiedy b yskaj ce jej nad g ow

wiate ko rozjarzy o si  jaskraw

czerwieni .

- Schodzimy w dó ! - krzykn a najg

niej jak tylko potrafi a.

Pot zmoczy  jej w osy. Obni

a lot statku, modl c si ,  eby upadek nie zabi  ich, kiedy silniki

zatrzymaj  si  zupe nie.

Statek  ci  czubki drzew i uderzy  o ziemi ,  lizgaj c si  po jej powierzchni.
- L dujemy, szybko! - zawo

 Wilks. Ca e cia o trz

o mu si  i pr

o, kiedy Brewster

sprowadza Kurtza w dó .

Bi lie otworzy a oczy. By a poraniona i bola  j

dek... Wszystko by o jakie  dziwne,

przechylone. Usiad a, potrz sn a g ow  zaskoczona...

- Amy? - skrzecz cy szept wydoby  si  z jej wyschni tego gard a.
Dziewczynka wczepiona by a w fotel po drugiej stronie pomieszczenia. Na d wi k g osu

podnios a opuchni

 od p aczu buzi  i popatrzy a na ni .

- Twój Wujaszek nas wys

 - powiedzia  Bi lie. - Jest bezpieczny.

- Naprawd ,? - oczy dziecka rozszerzy y si  nagle.
- Tak, naprawd .
Twarz dziewczynki zmieni a si . Wyraz rezygnacji nagle znikn  z jej oblicza.  zy jednak

ci gle toczy y si  po policzkach. Dziecko wsta o i przesz o przez pokój w kierunku Bi lie, która
wyci gn a ramiona. Amy rzuci a si  w nie i przytuli a mocno.

Bi lie, pomimo swych ran, nie poczu a bólu.
Tak naprawd , to nigdy w swoim  yciu nie czu a si  lepiej.
Ripley wpad a do zrujnowanego pomieszczenia i ujrza a obejmuj

 si  par . D wi k silników

Kurtza nad g ow  zdawa  si  by  pi kn  muzyk , doskona ym uzupe nieniem obrazu, jaki mia a
przed oczami.

- Zabierajmy si  st d - powiedzia a.

zy p yn y jej po policzkach po raz pierwszy, odk d pami ta a. Mog a p aka . Jest jeszcze

co , dla czego warto 

.

ROZDZIA  30

Kurtz uniós  si  w gór  i polecia  do miejsca, w które wycelowane by y  adunki Orony.
Wilks sta  w drzwiach dzia u medycznego.
Bi lie i Ripley by y ranne, ale nie tak powa nie, jak wydawa o si  na pocz tku. Obydwie mia y

poparzenia od kwasu, a Bi lie dodatkowo nawdycha a si  truj cych wyziewów pal cego si  latacza,
jednak wszystko zdawa o si  zmierza  ku lepszemu. Jones zbada , czy dziecko nie zosta o
zaimplantowane. Dziewczynka by a czysta.

Sko czone.
„Prawie" - natychmiast upomnia  si  w my lach.
Czu  si  teraz naprawd  wspaniale. Co za odmiana. Sposób w jaki u miechn a si  do niego

Bi lie przypomnia  mu,  e musi co  z tym zrobi ...
Pomy la ,  e zako czenie wywo a w nim rodzaj pustki, ale by o wr cz przeciwnie. Przecie  jest
jeszcze ca y wszech wiat. Co prawda, jest ju  stary, ale jeszcze nie martwy.
Jeszcze d ugo nie.
Dla takiego strace ca, dla cholernego komandosa, który straci  mnóstwo czasu, oczekuj c na
koniec, to co zrobi  teraz, mia o wreszcie jak  warto . Czas na jego ruch.
Tak zdecydowa .

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

background image

Billie le

a na kozetce i czu a si  strasznie  pi ca. Cokolwiek zrobi  z ni  Jones,-by o to

dobre.

Amy i jej Wujek w

nie wyszli do jadalni, trzymaj c si  za r ce. Wcze niej siedzieli przez

godzin  przy stole i opowiadali swoja histori  przerywan  milczeniem i westchnieniami. Amy prawie
przez ca y czas p aka a. Emocjonalne rany goj  si  bardzo powoli, Billie wiedzia a o tym od dawna.
By a tu jednak po to,  eby pomóc tej zagubionej dziewczynce.

Poczu a tak ogromne wewn trzne uspokojenie, jakiego nigdy dot d nie odczuwa a. Sko czy o

si  ukrywanie. Przyzwyczai a si  do ludzi nie wiele wi cej, ni  to przestraszone dziecko. Ca e jej
dotychczasowe  ycie dos ownie zalane by o  zami. Jednak uda o jej si  prze

.

Jeszcze lepiej - wszyscy prze yli. Ripley, Wilks, Amy i jej Wujek, ca a reszta. Teraz mogli

odlecie .

Dok d, nie wiedzia a. Poczu a, jak  wiadomo  powoli znika, odp ywa, ale nie obchodzi o jej

to. By a w niej mi

... do Amy, do Dawida - jak trudno by o my le  o nim w ten sposób. Dawid,

nie Wilks. Musi si  do tego przyzwyczai . Wszystko si  u

y...

Billie usn a.
Ripley nie wiadomie dotkn a plastikowego opatrunku na ramieniu i popatrzy a na pusty ekran

monitora. Siedzia a przy konsoli. Obok niej byli Tully, Wilks i McQuade.

Widz c Amy i Billie razem, przypomnia a sobie kilka wydarze  ze swojej przesz

ci. Uczucia,

które pami ta a, by y silne i wyraziste. Niewa ne czy by y sztuczne, czy nie. Odegra a znacz

 rol

w  yciu tych ludzi i odkry a co  w sobie. Co  takiego, o czym nigdy nie my la a - szacunek do

asnej osoby. Teraz naprawd  przesta o obchodzi  j , kim jest — czy mo e, czym jest. Nie by o to

ju  dla niej powodem do obaw...

- Kiedy tylko b dziesz gotowa - odezwa a si  Tully.
Ripley po

a palce na przyciskach. Nag y strumie  energii przenikn  jej cia o. Jakie s owo

powinna wpisa , jakie s owo mo e stanowi  najlepsze zako czenie tej historii? To oczywi cie nie
mia o znaczenia - ka de pi  liter wprowadzonych w kana  o odpowiedniej cz stotliwo ci wy le
sygna , który zapocz tkuje odliczanie, sygna , który uruchomi zegar. Poczu a,  e jest to jednak
bardzo wa ne, jako symboliczny gest oznaczaj cy zako czenie...
Po chwili wprowadzi a s owo  YCIE i patrzy a na nie przez kilka sekund. Tak. To by o w

nie to.

mia o wyci gn a r

 w kierunku tego jedynego przycisku.

KONIEC

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m

Click to buy NOW!

PD

F-XChange

w

w

w

.doc

u-trac

k.

co

m