background image

 
 
 
 
 
 
 

SALLY WENTHWORTH 

 
 
 
 

Duch z przeszłości 

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

Widok zmarłej żony, zbliżającej się cmentarną alejką - to musi 

być  szok  dla  każdego.  Dla  Alexa  też.  Twarz  mu  po  bladła  i 

wyraźnie zesztywniał. Po chwili zrozumiał, kim była ta kobieta i 

z  ulgą  rozluźnił  ramiona.  Ulga  to  może  niewłaściwe  słowo. 

Może  to  było  rozczarowanie.  Czy  chciałby,  by  to  ona  była 

martwa, a jego żona żyła? 
-  Ginny! - 

Matka zobaczyła ją i pośpieszyła w jej stronę. 

W  jej  objęciach  Ginny  poczuła  znajomy  zapach perfum, 

wiosenny kwiatowy zapach, zupełnie nieodpowiedni dla kobiety 

w średnim wieku. 
-  

Tak  się  cieszę,  że  udało  ci  się  przyjechać.  Ojciec  też  byłby 

zadowolony. 

Ginny nie widziała ojca ponad dziesięć Jat. Jego nowa rodzina, 

pogrążona w smutku, oczekiwała na zdjęcie trumny z karawanu. 

Ginny popatrzyła na nich, a potem prawie z niechęcią zwróciła 

głowę w stronę Alexa. Nie przypuszczała, że go tu spotka. Nie 

background image

chciała go widzieć. Minęło już ponad pięć lat od ich ostatniego 
spotkania i rozstania, ale czas n

ie zatarł wspomnień. 

-  

Cześć, Alex! - Próbowała powiedzieć to normalnie, ale słowa 

zabrzmiały zimno i odpychająco. 

Bez  słowa  skłonił  głowę  i  rozmyślnie  odwrócił  się  do  niej 

plecami, podając matce ramię. 
-  

Wygląda na to, że zaczynają. 

Rozpoczęła  się  msza.  Ginny  stała  razem  z  matką.  Alex  zajął 

sąsiednie  miejsce  obok  matki  i  trzymał  jej  książeczkę  do 

nabożeństwa,  gdy  ocierała  oczy  koronkową  chusteczką.  Matka 

nie mogła powstrzymać się od płaczu, mimo że rozwiodła się z 

mężem  ponad  szesnaście  lat  temu.  Ginny  opłakała  ojca,  gdy 

tylko nadeszła wiadomość o jego śmierci i teraz stała, nie roniąc 

łzy, wysoka i szczupła, cała w czerni. 

Ojciec Ginny został pochowany w miejscowości, w której jego 

rodzina  żyła  od  pokoleń  i  gdzie  się  wychował.  Tu  sprowadził 

swoją  pierwszą  żonę,  więc  do  dziesiątego  roku  życia  Ginny  i 

Venetia też tu mieszkały. Po rozwodzie rodziców wyprowadziły 

się  razem  z  matką.  Ale  po  swojej  tragicznej  śmierci,  Venetia 

została pochowana tutaj, na cichym przykościelnym cmentarzu 
pod ciemnymi cisami. Gin

ny nie była na jej pogrzebie. Gdy stała 

w tym starym, kamiennym kościele, uświadomiła sobie, jak to 

musiało  wyglądać.  Żal  nad  młodym  życiem,  tak  gwałtownie 

przerwanym,  głęboki,  otępiający  ból  i  rozpacz  tych,  którzy 

kochali  jej  siostrę  i  którzy  ją  utracili.  Miała  wrażenie,  jakby 

kamienne ściany przesiąkły tym smutkiem i takie już pozostały. 

Alex  też  musi  być  nim  wypełniony.  Zerknęła  na  niego  ponad 

głową  matki.  Jego  twarz  niczego  nie  wyrażała,  widoczny  był 

tylko  zewnętrzny  kontur  bez  najmniejszego  śladu  skłębionych 

uczuć, kryjących się w środku. 

John Barclay został pochowany w rodzinnym grobie w pobliżu 

background image

swych  przodków.  Uroczystość  przebiegała  skromnie  i  bez 

pośpiechu. Po jej zakończeniu wdowa podeszła do nich. 
- Pójdziecie z nami, dobrze? 

Żałobnicy  zaczęli  się  rozchodzić,  lecz  Ginny  zwlekała.  Kiedy 

została  sama,  przeszła  kilka  metrów  i  znalazła  się  przy  innym 

grobie. Prosty biały kamień został położony niedawno. 
 
Venetia Warwick, córka Johna i Maureen Barclay, ukochana 

żona  Alexa.  Zmarła  w  wieku  2  lat,  razem  z nienarodzonym 
dzieckiem. 
 

Ginny  stała  zapatrzona,  starając  się  poczuć  obecność  siostry, 

lecz jej duch już stąd uleciał. Doświadczała tej bliskości często i 

początkowo bardzo silnie, prawie tak, jakby Venetia była w jej 

wnętrzu. Były tak blisko siebie jak kiedyś w łonie matki. Jednak 

stopniowo  Venetia  oddalała  się  od  niej,  aż  Ginny  pozostała 

sama, z dojmującym uczuciem żalu i smutku. 

Ginny  nie  była  przesadnie  religijna,  jednak  w  tym  spokojnym 

miejscu,  jeszcze  wyraźniej  niż  w  kościele,  odczuła  potrzebę 
modlitwy.   

Boże, miej w opiece moją siostrę. Niech odpoczywa w pokoju 

wyszeptała i poczuła, jak słowa ulatują z wiatrem. Po chwili 

otworzyła  torbę  i  wyjęła  pojedynczą  żółtą  różę,  starannie 

zapakowaną w plastikowe pudełko. Venetia zawsze lubiła żółty 
kolor, 

a  róża  była  jej  ulubionym  kwiatem.  Rozwinęła  folię  i 

schyliła się, żeby położyć kwiat na grobie. 

Nagle usłyszała za sobą jakiś krzyk i znienacka ktoś wyrwał jej 

różę.  Zaskoczona,  wyprostowała  się  gwałtownie  i  ujrzała  za 

sobą  Alexa,  patrzącego  na  nią  z  wściekłością.  Z  nieukrywaną 

nienawiścią zamachnął się i odrzucił różę od siebie. Przeleciała 

ponad grobem i upadła na stertę zbutwiałej trawy i zielska. 

background image

-  

Trzymaj się od tego miejsca z daleka - zasyczał ze złością. - 

Nie waż się hańbić grobu. Nawet nie raczyłaś przyjechać na jej 
pogrzeb! 

Przerażona i zaskoczona jego reakcją wytrzeszczyła oczy. 
-  

Byłam  chora  -  powiedziała  obronnym  tonem.  Zaśmiał  się  z 

pogardą. 

Chyba  zbyt  zajęta  własną  karierą.  Dzwoniłem  do  twojej 

agencji  w  Nowym  Jorku,  żeby  dowiedzieć  się,  co  się  z  tobą 

dzieje. Powiedzieli, że wyjechałaś na kontrakt. 

Nie było sensu wyjaśniać, że powiedzieli tak na jej prośbę. Nie 

chciała,  by  ktokolwiek  przeszkadzał  jej  w  tych  ciężkich 
chwilach. 
-  

Nie  przypuszczałam,  że  zadzwonisz.    Dlaczego  nie 

dzwoniłeś do mnie do domu? 
-  

Dzwoniłem, ale ciągle  było zajęte.  -  Postąpił  krok  do    tyłu, 

jakby  nie  mógł    znieść  jej    bliskiej  obecności.  -  Po  cholerę  w 

o g ó l

e  z  to bą  rozmawiam.  Wyno ś  się  stąd.  Nie  jesteś  tu  n am 

potrzebna. 

Nam?  Czy  to  znaczy,  że  zmarła  żona  ciągle  jest przy nim? 

Minęły  już  prawie  dwa  lata  od  chwili,  gdy  Venetia  zginęła  w 
tym koszmarnym wypadku samo

chodowym  w  gęstej  mgle  na 

autostradzie. Myślała, że zdołał już wrócić do normalnego życia, 

ale  najwyraźniej  cierpiał  nadal  równie  mocno  jak  ona. 
Dzisiejsze 

przyjście  do  tego  samego  kościoła  musiało  być  dla 

niego ciężkim przeżyciem. Ginny odwróciła się, by jeszcze raz 

spojrzeć  na  grób  swojej  bliźniaczej  siostry,  ale  Alex 

niecierpliwie schwycił ją za ramię i odepchnął. 
-  

Już dobrze, idę. 

Wyswobodziła się z jego uchwytu, próbując utrzymać zaciśniętą 

dłoń, jednak kropla krwi kapnęła na jego płaszcz. 

Otworzył szeroko oczy i po chwili złapał ją za rękę, zmuszając, 

background image

mimo oporu, do rozluźnienia palców. Mocno wbity kolec róży 

zostawił głębokie zadrapanie. Zbladł i pomyślała, że widok ran 
przypomina mu o wypadku. 
-  

Dlaczego nic nie powiedziałaś? 

-  

Nic  się  nie  stało.  -  Próbowała  zabrać  rękę,  ale  trzymał  ją 

mocno. 

Proszę.  -  Z  wewnętrznej  kieszeni  wyjął  czystą  chusteczkę  i 

podał ją Ginny. 

Owinęła  chusteczkę  wokół  dłoni  i  próbowała  zawiązać  końce, 

ale jedną ręką trudno było to zrobić. Odebrał jej chustkę, szybko 

owinął  dłoń  i  związał  starannie.  Zajęło  to  tylko  kilka  chwil. 
Ginny po

chyliła  głowę.  Dotyk  jego  ciepłych,  silnych  rąk 

spowodował gwałtowny napływ wspomnień. Większość z nich 

dotyczyła nocy, którą spędzili razem wiele lat temu. Nocy, która 

zajmowała niezmienne miejsce w jej sercu. Ręka jej zadrżała i 

Alex spojrzał na nią ostro. Być może też pamiętał, lecz dla niego 

to było coś innego. Gdy tylko węzeł był gotowy, odepchnął jej 

rękę, jakby budziła w nim wstręt. 

Ten gest obudził jej dumę. Z zimnym „dziękuję" uniosła głowę i 

odeszła,  poruszając  się  z  wdziękiem  długonogiej  zawodowej 
modelki. 

Większość  żałobników  już  zniknęła.  Matka  Ginny  stała 

pogrążona  w  rozmowie  z  grupą  sąsiadów,  których  znała  z 

dawnych  czasów.  Ginny  przedstawiła  się,  choć  nie  było  to 

konieczne. Wiedziano, że jest bliźniaczką Venetii. Wyrazili jej 

współczucie,  obrzucając  ukradkowymi,  pełnymi  ciekawości 
spojrzeniami. Przy

wykła do tego, odkąd stała się znana, przede 

wszystkim jako modelka, a poza tym jako „ktoś". 
-  

Chcesz iść do nich? - spytała matkę, gdy pozostały same. 

-  

Chyba tak. Nie na długo, ale chciałabym zobaczyć niektórych 

ludzi. 

background image

-  

Może  pójdziemy  na  piechotę  jak inni? Ale jak chcesz, to 

mam samochód. 
-  

Wolę iść - odrzekła. - Chcę zobaczyć, czy coś się zmieniło. - 

Rozejrzała się. - A gdzie Alex? 
-  

Z  Venetią  -  odpowiedziała  krótko.  Matka  rzuciła  jej 

przenikliwe spojrzenie. 
-  

Był wściekły, że nie przyjechałaś  na pogrzeb Venetii. 

-  Jest do tej pory. 

Ruszyły  przez  kościelny  dziedziniec,  przeszły  przez  krytą 

dachem  cmentarną  bramę  i  wyszły  na  drogę,  dołączając  do 

reszty  idącej  grupkami  i  parami.  Szły  z  wiatrem  i  Maureen 

Barclay podniosła kołnierz płaszcza. 
-  W

iesz co, myślę, że to sztuczne futerko, które mi przysłałaś, 

nie jest tak ciepłe jak prawdziwe. Dlaczego tak jest, że futro jest 

czymś okropnym właśnie teraz, kiedy wreszcie mogłabym sobie 

na nie pozwolić? 
-  

Chyba  nie  chciałabyś,  żeby  ludzie  z  ruchu  obrony praw 

zwierząt obrzucili cię obelgami albo oblali farbą? 
-  

O Boże! Czy tak się dzieje w Ameryce? 

Tam  i  w  większości  innych  krajów.  Rozmawiały  o   

nieistotnych rzeczach,      starannie unikając drażliwych tematów, 

aż do chwili, gdy pani Barclay ujęła jej dłoń. 
-  

Naprawdę  bardzo  się  cieszę,  że  przyjechałaś.  Ale  co  sobie 

zrobiłaś w rękę? 
-  

Dotknęłam kogoś, kto kłuje. 

-  

To pewnie Alex. Wiesz, nikt by nie przypuścił, że ktoś taki 

opanowany  i  spokojny  jak  on  może  przeżywać  tak  silnie  i 

głęboko. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak rozpaczał, jak on 

po śmierci  Venetii.  Było  mu  jeszcze ciężej  z  powodu dziecka. 

Tak na nie czekali. Ale nie okazywał swych uczuć. Minął dzień 

czy  dwa  i  wszystko  zdusił  w  sobie.  Jestem  pewna,  że  jeszcze 

background image

wszystkiego nie przebolał. 
Ginny t

eż  była  o  tym  przekonana.  Kochała  Venetię  równie 

mocno, a może bardziej niż Alex. Czas nie ukoił tęsknoty i bólu 
po jej utracie. 
-  Co on teraz robi? 
-  Pracuje naukowo na uniwersytecie w Bristolu. Ten jego 

kolega, Jeff Ferguson, też jest tutaj. Chyba ci o tym pisałam. 
-  

Mamo,  przecież  dobrze  wiesz,  jak  jest  z  twoimi  listami. 

Dostaję  od  ciebie  najwyżej  kartki  z  wakacji,  na  Boże 
Narodzenie i urodziny - 

a od śmierci Venetii to i tych nie. 

-  

Bo to jakoś nie pasuje życzyć ci szczęśliwych urodzin, gdy to 

były i jej urodziny. 
-  

W porządku, przecież rozumiem. Zresztą dzwoniłaś. 

-  

Ale  ty    nigdy  nie  pytałaś  o    Alexa    i    Venetię.  Zawsze  się 

zastanawiałam,  co  wydarzyło  się  między  wami,      dlaczego     

tak      nag le      wyjechałaś      i      zerwałaś  wszystk ie      k o ntakty.     
Zaw

sze      byłyście      takie    zżyte. 

-  

Zabrzmiała  w  tym  nuta  ciekawości,  ale  Ginny  nie 

zareag o wała.      Gło s      matki      p rzyb rał      twardszy      to n . 
-  

Cokolwiek    się  wydarzyło,    nie  mogę  zrozumieć,  dlaczego 

nie przyjechałaś na jej pogrzeb. Wiem, że nie miałaś czasu, ale 

to przecież była twoja siostra... 
-  

Byłam chora - powtórzyła to po raz drugi tego dnia. 

-  Nigdy nie chorujesz - 

powiedziała oskarżycielsko. 

To Venetia miała zapalenie wyrostka, a nie ty. I ona... 

-  

Czy musimy teraz o tym mówić? Dzisiaj powinnyśmy myśleć 

o ojcu. 

Pani  Barclay  skierowała  na  nią  uparte  spojrzenie,  w  końcu 

rozejrzała się i rzekła: 
-  

Alex już idzie. Miał w samochodzie kwiaty na grób Venetii. 

Nie dogonił ich, mimo że nie szły zbyt szybko. Gdy weszły do 

background image

domu,  Ginny  poprosiła  siostrę  ojca o podręczną  apteczkę. 

Ciotka  oczyściła  zadrapanie  i  przykleiła  plaster.  Sprała  nawet 

ślady krwi z chusteczki. 
-  

Zapakuję ci ją do foliowej torebki. Czyja to chusteczka? 

Ktoś mi pożyczył. Oddam mu później. Odebrała chusteczkę i 

przed schowaniem do 

torebki złożyła ją starannie. Uświadomiła 

sobie,  że  wcale  nie  ma  zamiaru  jej  zwrócić,  przynajmniej  nie 
teraz. 

W pokoju byli już wszyscy. Alex, który prawie nikogo nie znał, 

stał  samotnie  ze  szklanką  czegoś,  co  wyglądało  na  dżin  z 

tonikiem. Po jej wejściu przez chwilę panowała cisza. Była do 

tego przyzwyczajona, choć to w Ameryce znano ją bardziej niż 

w Anglii. Oczywiście tu uważano ją za swoją, jednak jej ubiór, 

sposób  bycia  i  pewność  siebie  świadczyły  o  osiągniętym 

sukcesie i wzbudzały ciekawość. 
Ginny po

deszła  do  wdowy  po  ojcu  żeby  złożyć  kondolencje. 

Druga  pani  Barclay  przyjęła  ją  chłodno.  Nigdy  nie  zachęcała 

męża  do  utrzymywania  kontaktu  z  córkami  z  pierwszego 

małżeństwa i po rozwodzie dziewczynki bardzo rzadko gościły 
w domu ojca. Wszyscy obecni umiera

li z ciekawości, dlaczego 

nie przyjechała na ślub siostry, lecz ona nie miała najmniejszego 

zamiaru tego tłumaczyć. Była to tajemnica jej i Venetii i nawet 

matka  nie  znała  przyczyn.  Alex  naturalnie  wiedział,  ale  był 

ostatnią osobą, która chciałaby mówić na ten temat. 

Jej  przyrodnia  siostra  i  brat,  nastolatki,  stali  koło  matki. 

Przywitała  się  z  nimi  i  próbowała  nawiązać  rozmowę,  ale  byli 

zbyt  przejęci  całą  sytuacją.  Z  dwiema  siostrami  ojca  poszło 

gładko. 
-  

Ojciec  był  bardzo  dumny  z  twoich  sukcesów  w  Ameryce  - 

powiedziała  jedna  z  nich.  -  Zbierał  wycinki  z  gazet  na  twój 

temat  i  pokazywał  wszystkim  wokół.  Ednie  to  się  zbytnio  nie 

background image

podobało - dodała z przekąsem, patrząc na wdowę. 

Widząc,  że  ciotki  nie  darzą  wdowy  sympatią,  Ginny  chciała 

zmienić temat, lecz druga ciotka dodała: 

Ojciec  tak  czekał  na  narodziny  dziecka  Venetii  i  na  chwilę, 

kiedy zostanie dziadkiem.    Po ślubie nieraz zapraszał ją i Alexa 

na parę dni i na weekendy. I nagle taka tragedia. 
-  Tak - 

odrzekła Ginny, z twarzą zastygłą jak piękna maska. 

Cio

tka  już  otworzyła  usta,  by  zapytać  ją,  dlaczego  nie 

przyjechała  na  pogrzeb  Venetii,  lecz  gdy  zobaczyła  wyraz  jej 

twarzy, nie powiedziała nic. Pośpiesznie zmieniła temat. 
-  

Wiesz, że ojciec podarował Venetii dom w Bath jako prezent 

ślubny? 
-  Nie, nie wied

ziałam. 

Nie  chcąc  już  dłużej  mówić  o  siostrze,  Ginny  zaczęła 

wypytywać o nieobecnych kuzynów i wkrótce rozmowa zeszła 
na bezpieczne rodzinne tematy. 

Jakąś  godzinę  później,  gdy  już  zaczęła  myśleć  o  wyjściu, 

podeszła do niej matka. 
-  

Nie  miałyśmy  jeszcze  okazji,  żeby  pogadać.  Gdzie  się 

zatrzymałaś? 

Na  razie  nigdzie.  Pożyczyłam  samochód  na  lotnisku  i 

przyjechałam prosto do kościoła. 
-  To pojedziesz do mnie - 

powiedziała stanowczo pani Barclay. 

Jak długo zostaniesz w Anglii? 

-  Jeszcze nie wiem -  odpowie

działa ostrożnie Ginny. Cieszyła 

się,  że  widzi  matkę,  ale  z  doświadczenia  wiedziała,  że  nie 

wytrzymają  ze  sobą  dłużej  niż  kilka  dni.  W  dodatku  pani 

Barclay  miała  zwyczaj  planować  przyjęcia  albo  przyjmować 

zaproszenia w imieniu Ginny, nie pytając jej uprzednio o zdanie. 
-  

To pojedziemy razem. Powiem AIexowi. Pewnie ucieszy się, 

że może już iść. 

background image

Ginny  patrzyła  za  matką,  jak  przechodziła  przez  pokój, 

zatrzymując  się  na  kilka  słów  przy  grupkach  znajomych. 

Wreszcie podeszła do Alexa. Była niższa od córki i rozmawiając 

z  nim  musiała  podnosić  głowę.  Po  kilku  minutach  Alex 

wyprostował  się  i  z  daleka  spojrzał  na  Ginny.  Nie  odwracając 

oczu  wytrzymała  jego  pogardliwy  wzrok.  W  końcu  matka 

kiwnęła na nią. 
-  

Ginny.    zostawiłam    parasolkę w    samochodzie Alexa. Czy 

mogłabyś  ją  zabrać?  Przy  okazji  możesz  przyprowadzić 
samochód. 

Zostawiając  ich  w  niezręcznej  sytuacji,  odwróciła  się,  by 

pogadać ze starą, niewidzianą od szesnastu lat przyjaciółką. 
-  

Czy już wychodzisz? - Z niechęcią kiwnął głową. 

Poczekaj chwilę, wezmę płaszcz. 

Wyszli z domu, kierując się w stronę kościoła. Czuła wyraźną 

wrogość. Szli w milczeniu. Ginny przerwała ciszę. 
-  

Matka  mi  mówiła,  że  nadal  pracujesz  z  Jeffem.  Co  u  niego 

słychać? 
-  Chyba  pytasz  tylko  tak  sobie,  bez  powodu -  

odezwał  się  z sarkazmem. -  Gdyby  to  cię  choć  trochę 

obchodziło,    to  chyba  odpisałabyś  na  listy,  które  wysyłał  po 

twoim wyjeździe. 
-  

Odpowiedziałam  mu    na  kilka.    Nie  przypuszczałam,  że  go 

jeszcze  zobaczę,  więc  to  nie  miało  sensu.  Lepiej  przerwać  od 
razu - 

odparowała. 

Poza tym, jego listy zawsze były pełne wiadomości o Venetii i 

Aleksie, wiadomości, których nie chciała znać. 
-  

Więc dobrze, pracuję z nim, a on nadal się nie ożenił. Czy to 

chciałaś wiedzieć? 

Po jego szorstkich słowach zamilkła, bojąc się, że cokolwiek by 

powiedziała, doprowadzi go do furii. Nic nie przychodziło jej do 

background image

głowy,  wszystko  łączyło  się  ze  wspomnieniami  bolesnymi  dla 

obojga. Był jeden wyjątek, ale i to wiązało się z oszustwem. 
-  

Matka mówiła, że jeszcze nie wiesz, jak długo tu zostaniesz. 

-  Jeszcze nie mam planu - 

odrzekła zaskoczona. 

Mam  kilka  spraw,  które  chciałbym  omówić  z  tobą,  zanim 

znów wyjedziesz do Ameryki. 
-  Jakich spraw? 
-  

Mój  prawnik  pisał  do  ciebie  po  śmierci  Venetii.  -  Ostatnie 

słowa  powiedział  normalnie,  ale  w  oczach  pojawił  się  wyraz 
bólu. - 

Jesteś wymieniona w jej testamencie. 

-  

Tak, pamiętam. 

Ale nie odpowiedziałaś - powiedział szorstko. 

- Nie. 

Nie było sensu wyjaśniać mu, że przez kilka tygodni była zbyt 

chora,  żeby  cokolwiek  zrobić,  a  gdy  już  doszła  do  siebie,  nie 
mog

ła się zmusić, żeby odpowiedzieć na ten list. 

-  

Przypuszczam,      że      teraz,      gdy      odniosłaś      takie 

sukcesy    i  jesteś    bogata,    rzeczy,    które    zapisała    ci 

Venetia, nie mają dla ciebie żadnej wartości. Ale dla niej wiele 

znaczyły i chciała, żebyś je miała. 

Ginny  zadrżała,  podniosła  wyżej  kołnierz  płaszcza  i  ukryła  w 

nim twarz. Mocno zacisnęła trzymaną w kieszeni rękę, wbijając 

paznokcie aż do bólu. 
-  

Co  mam  zrobić?  -  spytała  szybko,  nie  chcąc  pokazać  po 

sobie,  jak  mocno  ją  zranił.  Uważał  ją  za  osobę  bez serca, 

niczego nie rozumiał. 

Zabierz  wszystko, jeśli  znajdziesz chwilę  czasu,  zanim  znów 

wystartujesz do swojej strasznie ważnej kariery - zadrwił. 

Poczuła  nagłą  złość.  Dodało  jej  to  sił.  Z  błyskiem  w  oczach 

zwróciła się w jego stronę. 
-  

Masz  rację,  dla  mnie  jest  bardzo  ważna.  Tak  jak  twoja  dla 

background image

ciebie.  A  ty  co  teraz  robisz,  Alex?  Nadal  wykładasz  na 

uniwersytecie? Nadal wygłaszasz referaty o laserach na nudnych 

konferencjach? Ciągle te same rzeczy od tylu lat? 

Jej szyderstwa dotknęły go. Zacisnął usta. 
-  

To    prawda.    Ciągle  szukam    sposobów,    żeby  poprawić 

świat dla takich jak ty pasożytów. 

Było jasne, że nie wygra w tej kłótni. Podeszła do samochodu i 

zatrzymała się. 
-  

Myślę, że matka ma twój telefon. Zadzwonię do ciebie, gdy 

będę mogła przyjść i zabrać wszystkie rzeczy. 
-  

Umów się z moim prawnikiem. 

Wyjął wizytówkę z portfela i na odwrocie napisał nazwę firmy. 

Podał  jej,  ale  nie  odchodził.  Na  jego  twarzy  pojawiło  się 
wahanie. 
-  

Czy jeszcze coś? 

Włożył  ręce  do  kieszeni  płaszcza  -  Zauważyła,  że twarz ma 

mizerniejszą  niż  kiedyś.  Również  jej  wyraz  się  zmienił  -  miał 

bruzdy  wokół  ust,  brakowało  też  entuzjazmu  i  radości  życia, 

którą poprzednio promieniował. Była pewna, że teraz nie mruży 

oczu w uśmiechu, jak to robił przedtem. We włosach pojawiły 

się siwe pasemka, których nie było pięć lat temu. 

Venetia  zapisała  ci  swój  cały  osobisty  majątek.  Obejmuje  to 

również dom, który dostała od ojca w prezencie ślubnym. 
-  

Jesteś pewien? - Spojrzała na niego z niedowierzaniem. 

Aż za dobrze! - Zacisnął usta. - Prawo własności powinno być 

przeniesione na ciebie, bo dom jest od waszego ojca. Ale - 

chciałbym go odkupić. 
-  Dlaczego? 
-  Zawsze pytasz dlaczego - 

parsknął  ironicznie.  -  Pomyśl,  w 

tym domu Venetia i ja mieszkaliśmy razem. Z nim wiąże się tyle 
wsp

omnień. Nie chciałbym, żebyś je zniszczyła. Nie zniósłbym 

background image

myśli,  że  sprowadzasz sobie kochanków do miejsca, gdzie 

byliśmy szczęśliwi. 

Każde  słowo  było  jak  pchnięcie  nożem,  ale  Ginny  była  zbyt 

dumna, by pokazać to po sobie. 
-  

To ciekawe, nie wiedziałam, że mam tu jakichś kochanków - 

powiedziała z drwiną. 
-  

Jesteś  w  Anglii  dopiero  pół  dnia,  więc  jeszcze  nie  zdążyłaś 

sobie znaleźć - odciął się. 
-  

Myślałam, że jesteś inteligentny i nie wierzysz we wszystko, 

o  czym  piszą  gazety.  A  poza tym,  powinieneś  się  nauczyć  nie 

obrażać ludzi, z którymi chcesz coś załatwić. 

Zadowolona  z  riposty  zaczęła  otwierać  samochód,  ale  zanim 

przekręciła  klucz,  Alex  podbiegł  do  niej,  schwycił  za  ramię  i 

obrócił. 
-  

Nie    wyobrażaj      sobie,      że    chcę...!    -  krzyknął 

doprowadzony  do  pasji.  - 

Sprawiłaś  Venetii  tyle  bólu, 

odwracając  się  od  niej.  To  była  jedyna  rzecz,  która  mąciła  jej 

szczęście. A miała tak mało czasu, tylko kilka lat... 

Te słowa znów pogrążyły ją w bólu, serce jej się ścisnęło. Aby 

to  ukryć,  powiedziała  pierwszą  rzecz,  jaka  jej  przyszła  do 

głowy, i zrobiła to z nonszalancją. 
-  

Venetia  zawsze  była  kiepskim  kierowcą.  Twarz  Alexa 

wykrzywiła  wściekłość.  Podniósł  rękę  i  mocno  uderzył  ją  w 

policzek. Zadrżał i zrobił krok do tyłu, zaciskając ręce, żeby się 

opanować. 
-  

O Boże! Pierwszy raz uderzyłem kobietę, i to taką lafiryndę 

jak ty! 

Odwrócił  się  i  odszedł  chwiejnym  krokiem,  jakby  był  chory. 

Doszedł  do  samochodu  i  oparł  się  o  niego,  po  chwili  wyjął 

klucze  i  otworzył  drzwi.  Nie  spojrzał  na  nią  więcej.  Wsiadł  i 

odjechał  szybko,  z  kamienną  twarzą  i  dłońmi  zaciśniętymi  z 

background image

całej siły na kierownicy. 

Ginny popatrzyła za nim, a potem powoli weszła do samochodu. 

Kołnierz  płaszcza  w  znacznym  stopniu  osłabił  uderzenie,  ale 

gdy  spojrzała  w  lusterko,  na  policzku  dostrzegła  różowy  ślad. 
Sta

rannie  poprawiła  makijaż  i  gdy  ponownie  przestąpiła  próg 

ojcowskiego  domu,  była  tylko  nieco  bardziej  opalona.  Matka 

oczywiście  niczego nie zauważyła.  Kiedy  wreszcie  wsiadły  do 

samochodu, rozejrzała się wokół. 
-  A gdzie moja parasolka? 
- Co takiego? Ach, parasolka! - 

Popatrzyła na nią nieprzytomnie 

i      wybuchnęła      prawie    histerycznym śmiechem. 
 

Po  kilku  dniach  zadzwoniła  do  prawnika  Alexa.  Musieli 

kontaktować się ze sobą, bo wszystko o niej wiedział. 

Pani  szwagier  zlecił  mi  złożenie  oferty  kupna  domu  i 

przekazanie należnych pani rzeczy. 

Rozmawiał z nią rzeczowo, podał proponowaną kwotę dodając, 

że cena domu została ustalona przez niezależnego agenta. Ginny 

tyle czasu przebywała za granicą, że zupełnie nie orientowała się 
w cenach. 

Sam  pan  rozumie,  że  nie  mogę  się  zdecydować,  dopóki  nie 

zobaczę domu. 
-  

Mogę  przysłać  pani  kopię  wyceny.  Jeśli  chciałaby  pani 

wysłać kogoś, by dokonał oceny, ustalimy termin, kiedy mógłby 

obejrzeć dom. 
-  

Dziękuję, ale wolałabym zrobić to sama. 

-  

Naprawdę nie musi się pani fatygować. Mogę wysłać pani... 

Proszę pana, to mój dom, prawda? - przerwała, zaczynając się 

denerwować. 
-  

Tak, oczywiście. Ale pan Warwick... 

Urwał i Ginny domyśliła się, że Alex polecił mu nie dopuścić jej 

background image

do domu i załatwić wszystko listownie. 

Jutro rano przyjadę obejrzeć dom - powiedziała stanowczo. - 

Proszę dopilnować, żeby o jedenastej ktoś czekał na mnie. Jaki 
to adres? 

Niechętnie podał jej adres i objaśnił drogę. 
-  

Możliwe, że pan Warwick zechce wysłać kogoś ze swojego 

biura - 

powiedział i położył słuchawkę. 

 

Zimny  wiatr  ustał  i  jazda  do  Bath  przez  skąpaną  w  słońcu 

okolicę  była  przyjemnością.  Ginny,  przyzwyczajona do ruchu 

prawostronnego,  prowadziła  bardzo  ostrożnie.  Szło  jej  dobrze, 

tylko  na  rondach  i  drogach  dwukierunkowych  miała  trochę 

problemów.  Bath  było  pięknym  miastem.  Znała  je  dobrze  i 

zawsze  lubiła.  Gdy  były  małe,  często  zabierano  je  do  Bath, 

pokazywano muzea, rzymskie łaźnie i piękne kamienne budynki 

z  czasów  króla  Jerzego  I,  zbudowane  dla  przyjeżdżającej  tu 

korzystać z wód leczniczych szlachty i ziemiaństwa. 

Przyjechała za wcześnie i przez jakiś czas jeździła po mieście,   

podziwiając    doskonałość architektury Queen's Sąuare, Circus i 

Royal  Crescent.  Za  dziesięć  jedenasta  wyjechała  z  centrum. 

Kierując  się  wskazówkami prawnika, znalazła  się  na  ulicy 

zabudowanej małymi domkami, do których wejścia prowadziły 

wprost z chodnika. Zatrzymała się przy numerze 2. Popatrzyła 
na dom. Kilka podniszczonych kamiennych schodków 

prowadziło do białych drzwi frontowych. Nad nimi było małe, 

półkoliste okienko. Po prawej stronie od wejścia znajdowało się 

drugie  okno.  Dom  był  taki,  jak  się  spodziewała.  Venetia  na 

pewno  go  lubiła.  Wyobraziła  sobie  siostrę  malującą  okna, 

wieszającą zasłony, wybierającą meble i dywany, tworzącą dom 
dla siebie i Alexa. 
Nie 

spiesząc  się,  wysiadła  z  auta  i  stanęła  na  chodniku  przed 

background image

domem,  próbując  odnaleźć  ducha  siostry.  Czuła  jej  bliskość, 

nawet  wyraźniej  niż  przy  grobie,  choć  nie  była  pewna,  czy 

Venetia byłaby zadowolona z jej obecności tutaj. 

Nikt na nią nie czekał. Wyprostowała się, podeszła do drzwi i 

zadzwoniła.  We  wgłębieniach  i  na  framudze  dostrzegła  kurz, 

okien też dawno nikt nie mył. Widocznie Alex nie przejmował 

się zbytnio domem albo stracił do niego serce. 

Spodziewała  się  zobaczyć  kogoś  z  biura,  ale  drzwi  otworzył 

Alex. Zaskoczona, zaczęła się wycofywać. 
-  Spokojnie  - 

odezwał  się  szorstko.  -  Nie  masz  się  czego 

obawiać. - Otworzył szerzej drzwi i cofnął się nieco. - Proszę, 

wejdź. 

Weszła powoli, przyglądając mu się uważnie. Wyglądał, jakby 

miał za sobą bezsenną noc. 
-  

Słuchaj, nie musisz sam pokazywać mi domu... 

-  

Przepraszam,      że    cię      uderzyłem    -  powiedział 

martwym głosem. 
-  

W porządku - odrzekła wzruszając ramionami. - Nic się nie 

stało. 

Skrzywił usta. 

Też  tak  myślę.  -  Zanim  zrozumiała,  o  co  chodzi,  dodał:  -  

Mimo    wszystko      przepraszam. To było niepotrzebne. 

Zabrzmiało to dziwnie. 
-  

Ja  też  przepraszam.  Nie  chciałam  cię  zdenerwować.  Wiesz, 

mogę sama obejrzeć dom, nie musisz... 
-  Nie  - 

zdecydowanie potrząsnął głową. - Chcę być przy tym. 

Nie  chcę,  nie  mogę  znieść  myśli,  że  będziesz  grzebać  w  jej 

życiu. 

Ciągle jeszcze Stali w przedpokoju. Ginny zrobiła kilka kroków 

naprzód i odwróciła się. 

Ona była moją siostrą,    Alex. Ja    również ją kochałam. 

background image

Naprawdę? - W jego głosie zabrzmiała ironia. 

Naprawdę. I ona mnie też kochała. Czy inaczej zapisałaby mi 

ten dom i swoje rzeczy? 

Zostawiła to tobie, bo czuła się winna. Winna twojego wyjazdu 

i zerwania. 

Ginny zmarszczyła brwi i potrząsnęła głową. 
-  

Nie, nie wierzę. Tak nie było. 

-  

Skąd możesz wiedzieć, co ona czuła?- powiedział szyderczo. 

Nawet nie raczyłaś do niej napisać. 

Nie warto było próbować tłumaczyć mu, jak  silne były więzy, 

które je łączyły, niemal telepatyczna zdolność wczuwania się w 

przeżycia  drugiej  osoby  -  nikt,  kto  tego  nie  doświadczył, nie 

będzie  w  stanie  zrozumieć.  Zresztą  może  ma  rację.  Może 

rzeczywiście  Venetia  miała  jakieś  poczucie  winy.  W  ostatnim 

roku przed jej śmiercią trochę się od siebie oddaliły. 
-  

Pokażesz mi dom? 

Niechętnie  skinął  głową  i  wprowadził  ją  do  pokoju  po  prawej 
stronie. 
-  To salon. 

Był  to  przyjemny  pokój  z  jasnymi  tapetami  i  zasłonami, 

wygodna kanapą przy oknie i fotelami po obu stronach kominka. 

Wiszące  na  ścianach  obrazy  i  ozdobne  gzymsy  dopełniały 

nastroju.  Wszystko  było  pokryte  cienką  warstewką  kurzu,  z 
wyj

ątkiem fotela i prowadzącej do niego ścieżki, wydeptanej na 

dywanie. Instynktownie poczuła, że Alex przychodzi tu opłaki-

wać utraconą żonę i dziecko. 
-  Nie mieszkasz tu teraz - 

powiedziała szybko, chcąc zachować 

pozory normalności. 
-  Nie. Mam mieszkanie przy uniwersytecie. -  Ot

worzył 

podwójne drzwi. - 

Tam jest jadalnia. Kiedyś z    okien    roztaczał   

się    wspaniały    widok    na    pola  i  wzgórza,  ale  teraz...  sama 

background image

widzisz. 

Ginny  podeszła  do  okna,  popatrzyła  na  leżący  niżej,  nieco 
zapuszczony ogródek, otoczony wysokim murem i widoczne 

wyżej dachy nowoczesnych magazynów. 
-  Kuchnia jest na dole. 

Wrócili  do  przedpokoju,  Alex  pierwszy  zszedł  po  stromych 

schodach.  Pomyślała,  że  dom  jest  zbudowany  na  zboczu 

wzgórza,  bo  od  ulicy  nie  było  widać  niższej  kondygnacji.  W 
c

zasach, gdy dom był zamieszkany, kuchnia musiała być ciepła i 

przytulna.  Dodatki  były  z  naturalnego  drzewa,  a  na  ścianach 

wisiały  przedmioty  z  miedzi  i  brązu,  wyraźnie  dawno  nie 
polerowane. 
-  

Tu  był  pokój  do  zmywania  naczyń,  przerobiliśmy  go  na 

pralnię, a w tej służbówce trzymamy różne rupiecie. 

Głos Alexa był zupełnie pozbawiony uczuć, gdy otwierał przed 

nią kolejne drzwi. Wrócili do schodów i weszli na samą górę. 
-  

Tu są tylko dwie sypialnie i łazienka. 

-  

A co jest tam wyżej? 

Ginny wskazała na wąskie schodki między pokojami. Nie była 

nawet  specjalnie  ciekawa,  ale  odczuła  wzrastające 
zdenerwowanie Alexa. 
-  

Poddasze. Kiedyś to była sypialnia dla służby, a teraz są tam 

zbiorniki na wodę. 

Ginny  skinęła  głową  i  czekała  na  otwarcie  drzwi  do  sypialni, 
gdy Ale

x nagle wybuchnął. 

Proponowałem ci więcej niż dobrą cenę za dom. Dlaczego się 

nie zgodziłaś? Przecież nie masz żadnego powodu, przyszłaś tu 

tylko, żeby zaspokoić swoją ciekawość! 
-  

Możliwe.  -  Zaskoczyła  go.  -  Chciałam  zobaczyć  miejsce, 

gdzie mieszkała Venetia. Chciałam się upewnić, czy jest tak, jak 

to sobie wyobrażałam. 

background image

Wyobrażałaś sobie? - Zmarszczył brwi. 

- Tak. 

Przecież  nawet  do  siebie  nie  pisałyście.  Nie  mogłaś  widzieć 

żadnych fotografii. Chyba, że twoja matka... 

Potrząsnęła głową. 
-  

Nie chodzi o fotografie. To obrazy, które powstały w mojej 

wyobraźni.  -  Spostrzegła  drwinę  w  jego  oczach  i  powiedziała 

łagodnie: - Nie mogłeś chyba sądzić, że nie tworzę sobie obrazu 

domu mojej siostry. Przecież wiesz, jakie byłyśmy sobie bliskie. 
Zobac

zyła grymas niesmaku na twarzy Alexa. 

-  

To drzwi do większej sypialni? - zapytała. 

-  

A  te  do  frontowej,  trudno  zgadnąć,  co?  Domyślam  się,  że 

chcesz tam wejść. 
-  

Jak nie chcesz, to może innym razem, gdy będę sama... 

-  

Nie,  skończmy  już  z  tym  -  odparł  ostro.  Pchnął  drzwi  i 

wszedł do środka. 

W pokoju były bladoniebieskie ściany i biały dywan. Ogromne, 

staromodne,  chyba  wiktoriańskie  łóżko,  całe  z  politurowanego 

drzewa,  było  przykryte  narzutą  zszytą  z  kawałków  w  różnych 

odcieniach  niebieskiego,  najwyraźniej  roboty Venetii. Ginny 

szybko odwróciła wzrok, zdając sobie sprawę, jak przykra jest ta 

sytuacja  dla  Alexa.  To  miejsce  przypominało  mu 

najintymniejsze, 

najszczęśliwsze 

chwile 

Venetią. 

Przypominało mu też tę jedyną noc, którą spędził tu dawno temu 
z Ginny

.  Spojrzała  na  podłogę.  Takie  same  jak  na  dole  ślady 

prowadziły  do  łóżka,  na  którym  jeszcze  pozostało  lekkie 
wgniecenie. 
-  Dlaczego nie dbasz o dom? - 

zaatakowała  go  z 

nieoczekiwaną    gwałtownością. - Venetii    byłoby przykro... 
-  

Pilnuj własnych, cholernych spraw. 

Nie  słuchała.  Podeszła  do  ściennej  szafy,  otworzyła  ją.  Była 

background image

pełna  ubrań  i  butów  Venetii.  Na  toaletce  przy  oknie  leżała 

kosmetyczka,  stały  buteleczki  perfum.  Nad  kominkiem  wisiał 

portret Venetii, jeszcze z czasów panieńskich, kiedy pracowała 
jako 

modelka. Ginny ledwie rzuciła na niego okiem - identyczną 

twarz widziała codziennie w lustrze. 
-  

Zamieniłeś ten dom w świątynię - powiedziała ze złością. 

-  Nie - 

rzucił krótko. 

Uniósł  dłonie  i  przetarł  twarz,  jakby  chciał  zetrzeć  z  niej 
uczucia. Podniós

ł głowę. 

-  

Odkąd Venetia nie żyje, nic mi po tym miejscu. Zapisała je 

tobie, razem z resztą rzeczy, ale ty nawet nie raczyłaś odpisać na 

mój  list,  więc  miałem  związane  ręce.  Zabrałem  tylko  swoje 

rzeczy i zatrzasnąłem drzwi. 
-  

Ale wróciłeś. 

Bruzdy wokół ust pogłębiły się, skinął głową. 
-  

Przychodziłem  tu  wspominać.  Byliśmy  tu  tacy  szczęśliwi.  - 

Urwał nagle. - Łazienka jest z tyłu. 

Łazienka  była  urządzona  praktycznie,  a  duża  staroświecka 

wanna  na  wygiętych  nóżkach  wyglądała  zabawnie.  Alex 

zawahał się przed drzwiami do drugiej sypialni. 
-  To pokój dziecinny - 

powiedziała nagle Ginny. - Nie zdążyła 

go wykończyć. 

Spojrzał na nią dziwnie, jakby z lękiem. 
-  Tak.  - 

Powoli  nacisnął  klamkę  i  popchnął  drzwi.  Zrobiła 

krok, zatrzymała się na progu i odwróciła gwałtownie. Nie miała 

po  co  wchodzić  -  już  znalazła  to,  czego  szukała.  Venetia  była 

obecna duchem w tym niewykończonym pokoju dla jej dziecka. 
-  

Czyżbyś    nie chciała wejść? - zadrwił. - Nie powiesz mi, że 

wreszcie coś odczuwasz. 

Odwróciła się z wściekłością. 
-   

Może  to  dziwne  dla  ciebie,  ale  nie  tylko    ty  cierpisz.  Moja 

background image

jedna połowa umarła razem z Venetią. 

Roześmiał się głośno z gorzkim niedowierzaniem. 
-  Ach, tak - 

szydził - tak głęboko odczułaś jej stratę, że nawet 

nie mogłaś przyjechać na pogrzeb. 
-  

Właśnie - odparowała - właśnie dlatego nie przyjechałam na 

pogrzeb.  Odczułam  jej  utratę.  Czułam  jej  ból  i  cierpienie. 

Czułam wszystko to, co ona czuła w czasie wypadku. Wiem, że 

próbowała walczyć, ale rany były śmiertelne. - Zniżyła głos aż 
do szeptu, w jej oczac

h pojawiła się rozpacz. 

-  

A kiedy umarła, kiedy poczułam, że życie z niej uchodzi, też 

chciałam  umrzeć.  Nie  miałam  już  po co żyć.  Zawsze  byłyśmy 
sobie tak bardzo bliskie. Wszys

tko  miałyśmy  wspólne.  Nie 

chciałam żyć bez niej. 

Zmarszczył brwi, oczy utkwił w jej twarzy. 
-  O czym ty mówisz? 

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się gorzko. 

Nie  przyjechałam  na  pogrzeb  Venetii,  bo  miałam  załamanie 

nerwowe.  Lekarze  jakoś  to  nazwali,  ale  prawdziwą  przyczyną 

było  to,  że  przeżyłam  wszystko  to,  co  Venetia  -  głos  jej  się 

załamał - i też prawie umarłam. 

ROZDZIAŁ DRUGI 

 
 
-  

Załamanie nerwowe! 

-  Tak  - 

przytaknęła  i  podniosła  rękę  do  twarzy.  -  Przez kitka 

tygodni,  zanim  odzyskałam  równowagę,  przebywałam  w 
klinice. 
-  

Nie wierzę. - Zaskoczony potrząsnął głową. 

-  Nie musisz. - 

Odwróciła się i zbiegła po schodach. 

Dogonił ją, chwycił za ramię i obrócił do siebie. 
-  

Gdybyś rzeczywiście miała kryzys nerwowy, to twoja matka 

background image

by o tym wiedziała! 
-  

Była wystarczająco załamana śmiercią Venetii. Nie chciałam 

dodatkowo  jej  martwić,  więc  poprosiłam  mojego  agenta,  żeby 

wszystkim pytającym o mnie mówił, że wyjechałam na kontrakt. 

Wzdrygnęła się i na moment zamknęła oczy. Po chwili uniosła 

głowę i popatrzyła na Alexa. 

Nie wierzysz mi! Do cholery, Alex, czy naprawdę myślisz, że 

coś  innego  mogłoby  powstrzymać  mnie  od  przyjazdu  na  jej 
pogrzeb? 

Nie wierzę w to, że mogłaś fizycznie odczuwać to, co Venetia. 

Byłaś kilka tysięcy kilometrów stąd. Jak to możliwe? - Spojrzał 

na nią z ukosa. 
-  Nie wiem - 

ucięła ze złością. - Wiem tylko, że tak było. 

-  

Ale to niemożliwe. 

Spojrzała na niego z urazą. 
-  

Oczywiście.  Tak  jak  powiedziałeś,  to  niemożliwe.  Zmienił 

się na twarzy. 
-  

Zawsze  miałaś  bujną  wyobraźnię.  A  może  taki  pomysł 

spodobał się tobie albo twojemu agentowi? W twoich kręgach to 
pewnie by

ła dobra historia. Poczerwieniała. 

-  

Powiedziałam ci o tym tylko z powodu twoich obsesyjnych 

ataków  na  mnie,  że  nie  przyjechałam  na  pogrzeb.  Teraz  już 
wiesz, dlaczego. 
-  

Każdy powód do rozgłosu jest dobry, co? 

Nikt  więcej  o  tym  nie  wie  -  powiedziała  z  narastającą   

wściekłością,      zaciskając    pięści.    -  Nikt, tylko  ty.  I jest 
mi    wszystko jedno, czy wierzysz mi, czy nie. 

Otworzyła  drzwi  i  wybiegła  na  ulicę.  Podszedł  do  niej,  gdy 

przetrząsała torebkę, szukając kluczy. 
-  

Co będzie z domem? 

Spojrzała  na  niego  piorunującym  wzrokiem,  potem  odwróciła 

background image

się w stronę domu. 
-  

Jest mój, prawda? I wszystko w środku? 

-  

Tak. Z wyjątkiem kilku mebli. 

Więc  usuń  wszystkie  swoje  rzeczy  do  końca  tygodnia.  Nie 

zamierzam  sprzedać  ci  domu  i  chcę,  żebyś  się  wyniósł.  I  każ 
swojemu prawnikowi natych

miast przesłać mi komplet kluczy. 

-  

Ginny, nie możesz... - Twarz mu pobladła. 

Właśnie mogę. Przecież sam powiedziałeś, że jestem zdolna do 

wszystkiego. Jeśli mogłam udawać kryzys nerwowy, to równie 

dobrze mogę i to zrobić! 

Wsiadła do samochodu i odjechała. 

Alexowi  za  bardzo  zależało  na  domu,  żeby  tak  to  zostawić. 

Ledwie  Ginny  przyjechała  do  matki,  zatelefonował  jego 

prawnik, proponując podniesienie sumy. 
-  

Proszę  mu  przekazać,  że  to  mnie  nie  interesuje  -  odparła   

stanowczo.  - 

W przyszły    poniedziałek o dziesiątej    rano będę 

u  pana  w  biurze  odebrać  klucze.  -  I  nie  słuchając  dalszych 

wyjaśnień, odłożyła słuchawkę. 
 

Zadzwonił jeszcze dwa razy, ale nie zmieniła zdania. 

W  czwartek  wieczorem  przyjechał  Jeff  Ferguson.  Poznała  go 

pięć lat temu. Wykładał historię na tym samym uniwersytecie, 

gdzie  pracował  Alex.  Zaczęło  się  od  wieczoru  spędzonego  w 

czwórkę z Venetią i Alexem. Lubili się wzajemnie. Może z jego 

strony  byłoby  coś  więcej,  ale  szybko  się  zorientował,  że  obie 

bliźniaczki  zwariowały  na  punkcie  Alexa.  Jeff  był  dla  niej 

oparciem w ciężkich chwilach i do tej pory zachowała dla niego 

ciepłe  uczucia.  Gdy  przyjechał,  siedziała  przy  oknie  w  salonie 

matki z notesem na kolanach, ale nie mogła skoncentrować się 

na  pisanym  liście.  Usłyszała  zatrzymujący  się  samochód  i 

zobaczyła  wysiadającego  Jeffa.  Była  dopiero  szósta  po 

background image

południu. Nisko zachodzące słońce oblewało wszystko ciepłym 

blaskiem.  Jeff  zatrzymał  się  i  popatrzył  na  dom.  Nadal  był 

szczupły,  ale  już  nie  wyglądał  na  uczniaka.  Może  sprawiał  to 

dobrze  skrojony  garnitur,  chyba  znalazł  dobrego  krawca. 

Odgarnął  włosy  z  czoła  i  poprawił  okulary.  Pamiętała  ten 

nerwowy  gest.  Uśmiechnęła  się,  rzuciła  notes  i  podbiegła  do 
drzwi. 
-  

Cześć Jeff Co słychać? - Wyciągnęła ręce. Przytrzymał je z 

uśmiechem. 
-  

Dziękuję, w porządku. Wyglądasz jeszcze ładniej niż kiedyś. 

-  

Uważaj,    pochlebstwem    daleko    nie    zajedziesz. Wejdź. 

Wprowadziła go do salonu. 
-  

Musimy to uczcić. Czego się napijesz? 

-  

Może dżinu z tonikiem. 

Zrobiła  drinka  i  podała  mu  szklankę.  Patrzył  na  nią,  szczupłą, 

ubraną  w  spodnie  i  puszysty  biały  sweter.  Zarumienił  się,  gdy 

zobaczył, że to spostrzegła. 
-  

Słyszałam,    że jesteś    teraz    w    Bristolu    razem z Alexem - 

powiedziała, żeby go rozluźnić. 
-  

Ściągnął mnie tutaj chyba jakiś rok po swoim ślubie. 

-  

I  jak  ci  się  podoba?  -  Znów  usiadła  przy  oknie  i  gestem 

zaprosiła go, by się przyłączył. - Musisz mi opowiedzieć. 
-  

Z przyjemnością. Najlepiej gdzieś przy kolacji. Ale najpierw 

muszę ci coś powiedzieć. No więc, nie przyszedłem tu tylko po 

to, żeby cię zobaczyć. Zostałem wysłany. 
-  

Przypuszczam, że przez Alexa. - Wypiła łyk. 

-  Tak.  - 

Zawahał  się.  -  Pewnie  domyślasz  się,  po  co.  Chce, 

żebym cię przekonał do sprzedaży domu. 
-  

Myślisz, że to ci się uda? 

-  

Skądże. Ale to jego ostatnia szansa. - Roześmiał się. 

-  

Ale mimo to zgodziłeś się spróbować? Kiwnął głową. 

background image

-  

Jak mówiłem, chciałem cię zobaczyć. 

-  A przede wszystkim pomóc AIexowi - 

powiedziała ostro. 

Poprawił okulary i usiadł obok niej. 
-  

Nie  widziałaś  go  po  śmierci  Venetii.  Spojrzała  na  niego 

przenikliwie, ale ani w głosie, ani w wyrazie twarzy nie znalazła 

potępienia, jedynie rodzaj żalu. 
-  

Najpierw  był  w  szoku.  Wszystko  zdusił  w  sobie.  Jeśli  ktoś 

nie wiedział, co zaszło, to widząc go w pracy, w kontaktach z 

ludźmi, nigdy by się nie domyślił. Ale, w miarę upływu czasu, 

widać było zmiany, jakie w nim zaszły. Rozpacz zżerała go od 

środka. Zamknął dom i wyprowadził się. Udało mi się ściągnąć 

go  tutaj  pod  jakimś  pretekstem.  Chyba  tylko  to  pomogło  mu 

dojść do siebie. 
-  Dobry z ciebie przyjaciel - 

powiedziała miękko. 

Zrobiłem,  co  mogłem.  On  zrobiłby  to  samo.  -  Wyglądał  na 

zaskoczonego. 

Nie ożeniłeś się, nie zaręczyłeś czy coś takiego? 

-  Nie.  - 

Skrzywił się lekko. - Nie odwodź mnie od tematu.    -  

Spoważniał.  -  Alexowi ten dom jest potrzebny. To miejsce, 

gdzie może pójść i rozpaczać w spokoju i samotności. 

Spojrzała na niego zamyślona, rozważając te słowa, ale w końcu 

potrząsnęła głową. 
-  

Słu ch aj,    min ęły    p o nad    dwa    lata.      Czy    byłeś  w  tym 

domu?  Zamienił  go  w  jakąś  świątynię.  To  nie  jest    normalne.   

Jeśli    chce  ją    opłakiwać,    może  to  robić  w  głębi  duszy,  nie 

musi mieć specjalnego miejsca. 
-  Nie jestem pewien. 
-  

Ale  ja  jestem.      Jeśli      tracisz    b lisk ą      o so b ę

,      to 

odczuwasz  jej    brak    stale,    nie  możesz  się  z  tego  otrząsnąć. 

Przez długi czas dochodzi to do twojej świadomości znienacka, 
w najdziwniejszych momen

tach,  potem  uczysz  się  nad  tym 

background image

panować. Jeśli chcesz, możesz rozpaczać w samotności, ale nie 

musisz  mieć  do  tego  specjalnego  miejsca.  Możesz  to  robić  w 

nocy  leżąc  w  łóżku,  lecąc  samolotem,  spacerując  po  parku. 
Gdziekolwiek. 
-  

Mówisz, jakbyś wiedziała. 

-  Bo wiem - 

odpowiedziała z nagłym gniewem. - Venetia była 

moją  bliźniaczą  siostrą.  Nikt  nigdy  nie  będzie  mi  bliższy  niż 
ona. 
-  Przepraszam. - Pop

rawił okulary. - Mam dziwne uczucie, gdy 

patrzę  na ciebie.  Obie jesteście...  byłyście...  takie  podobne. To 

zupełnie tak, jakby zmartwychwstała. 
-  

Chyba często ją widywałeś? 

Tak,  często  zapraszała  na  kolację  mnie  i  jeszcze  jakąś 

dziewczynę. - Uśmiechnął się. - Zawsze próbowała mnie ożenić. 

Pewnie było jej mnie żal. 
-  

Może  chciała,  żebyś  był  szczęśliwy,  tak  jak  ona  i  Alex  - 

powiedziała łagodnie. 
-  Tak. - 

Odwrócił się nieco, tak że patrzył prosto na nią. - A co 

u  ciebie?  Jesteś  zadowolona  ze  swojej  kariery? A z Alexem - 

czy już ci przeszło? 

Na to była przygotowana. 

Po takim czasie? Oczywiście. W moim zawodzie spotyka się 

wielu atrakcyjnych mężczyzn. 
-  

No tak. Teraz jesteś sławna. 

-  

Przypuszczam, że raczej w tym złym znaczeniu. Przyznaj się, 

czytujesz plotki w gazetach? 
-  

Często łączą cię z facetami o znanych nazwiskach. 

-  

Oczywiście. Ale to tylko dobra reklama. - Mówiła lekko i z 

humorem, ale bez uśmiechu w oczach. 
-  

Po Nowym Jorku Anglia pewnie wydaje ci się nudna. 

Spojrzała  na  niego.  Znów  zeszli  na  osobiste  tematy.  Położyła 

background image

mu rękę na ramieniu. 
-  

Może  zaprosisz  mnie  gdzieś  na  kolację  i  opowiesz  o 

wszystkim,  co  się  z  tobą  działo,  od  czasu  gdy  wyjechałam. 

Nadal nabierasz turystów, tak jak wtedy na tej wystawie? Ciągle 

to pamiętam. 
-  Tak, 

to  był  piękny  dzień.  -  Jeff  uśmiechnął  się.  W   

restauracji   w   Cheltenham,   przy   indyjskich potrawach, 

zatopili się we wspomnieniach. Nie widzieli się jednak długo, a 

przedtem spotkali się tylko kilka razy, więc wspomnień nie było 

zbyt wiele. Życie, jakie Jeff prowadził, było raczej monotonne, 

w dodatku nie chciał wiele mówić o swych osiągnięciach nauko-
wych. 

W tym roku w lecie wybieram się na wykopaliska do Włoch. 

Próbowałem namówić Alexa, żeby ze mną jechał, ale nie chciał. 

Ginny  nie  mogła  wyobrazić  sobie  Alexa,  spędzającego  długie 

godziny  na  grzebaniu  w  ziemi.  Zwłaszcza  w  czasie  wakacji. 

Miał na to zbyt wiele energii. 
-  Co on zwykle robi? - 

spytała. 

-  

Zimą  wyjeżdżali  na  narty,  a  latem  nad  wodę,  żeglować  na 

desce.  Byłem  z  nimi  kilka  razy,  ale  zawsze  udawało  mi  się 

znaleźć jakieś ruiny i wyrwać się na trochę. 
-  

Byliście bardzo zaprzyjaźnieni. Cieszę się z tego. 

-  Mm...  - 

Popatrzył  na  nią  ze  smutkiem.  -  Nie  mam  żadnej 

rodziny, a z nimi byłem bardzo zżyty. Nigdy nie dali mi odczuć, 

że przeszkadzam. - Spojrzał jej prosto w oczy. - Venetia tęskniła 

za  tobą.  Próbowała  ukryć  to  przed  Alexem,  ale  ja  widziałem. 

Często  opowiadała  mi  o  tobie,  szczególnie  jeśli  pisali  coś  w 

gazetach  albo  były  jakieś  zdjęcia.  Była  dumna  z  twoich 
sukcesów. 
-  

To miłe. - Ginny popatrzyła w dal. 

Jeff  zawahał  się,  patrząc  na  jej  odwrócony  profil,  wreszcie 

background image

przemówił: 
-  

Venetia  powiedziała  mi,    dlaczego    wyjechałaś.  Alex 

odkrył,  że  spędził  noc  z  tobą,  a  nie  z  nią.  Opowiedziała  mi  o 
wszystkim  - 

że  to  ty  najpierw  poznałaś  go  w  samolocie, a w 

Londynie,  gdy  starał  się  ciebie  odnaleźć,  ona  udała  ciebie. 

Wiem,  że  obie  się  w  nim  kochałyście,  ale  dopiero  gdy  mi  to 
powie

działa, zrozumiałem, że ty, jakby to powiedzieć, miałaś do 

niego większe prawa. 
-  

Czy  powiedziała  ci,  jak  ustaliłyśmy,  która zostanie, a która 

ma wyjechać? 
-  Tak. - 

Skinął głową. - Powiedziała, że rzucałyście monetą. 

Posłała mu zamyślone spojrzenie spod drugich rzęs. 
-  

Czy Alex wiedział o tym? 

-  

Nie jestem pewien. Nigdy mi o tym nie wspominał. 

-  

Nie  sądzę,  żeby  wiedział.  Nie  wyobrażam  sobie,  żeby 

Venetia  mogła  mu  to  powiedzieć.  Mimo  że  ją  kochał,      na     

pewno      byłby    wściekły    -  powiedziała zamyślona. 

Jeff patrzył na nią, gdy mówiła o Aleksie, ale z jej twarzy nie 

mógł  nic  wyczytać.  Była  zawodową  modelką  i  potrafiła  nie 

ujawniać żadnych uczuć. 
-  

Jeśli  już  nie  zależy  ci  na  Aleksie,  to  dlaczego  nie  chcesz 

sprzedać mu domu? - zapytał z ciekawością. 

Popatrzyła na niego przez chwilę. 
-  

Czy  żaden  z  was  nie  pomyślał,  że  może  Venetia  celowo 

zapisała    mi    dom?  Oczywiście  wiem,    Alex  uważa,  że  to 

dlatego, bo czuła się winna, że to ja wyjechałam, ale może miała 
inny powód? 
-  Jaki? 

Nie chcąc być do końca szczera, wzruszyła ramionami. 
-  

Dostała ten dom od naszego ojca i chciała, żeby pozostał w 

naszej rodzinie. 

background image

-  

Rozumiem.  A  nie  dlatego,  że  zakładała,  że  może  wrócisz 

tutaj i będziesz razem z Alexem? - zapytał domyślnie. 

Uniosła podbródek i odrzekła zimnym tonem. 
-  

Raczej  trudno  mi  sobie  wyobrazić,  żeby  Venetia  mogła 

myśleć w ten sposób. 
-  Dlaczego? A czy nie t

o  miałaś  na  myśli?  Przez  chwilę  nie 

wiedziała,  czy  ma  się  rozzłościć,  w  końcu  westchnęła  i 

uśmiechnęła się. 
-  

Zawsze potrafiłeś mnie rozszyfrować. 

-  

Teraz  to  już  nie  jest  takie  proste.  Pięć  lat  temu  byłaś  jak 

otwarta księga, a teraz... - znów poprawił okulary przyglądając 

się  jej  -  teraz  zbudowałaś  mur  wokół  siebie.  Jesteś  zimna  i 

opanowana.  Zrobiłaś  karierę.  Ale  myślę,  że  teraz  jesteś  mniej 

odporna na ciosy niż byłaś. 
-  Psycholog - 

powiedziała sarkastycznym tonem. Jednak ocenił 

ją trafnie. 

Więc to dlatego nie chcesz pozbyć się domu? Dlatego, że może 

ty i Alex... 
-  Nie  - 

przerwała  ostro.  -  Jeśli  koniecznie  chcesz  wiedzieć,  to 

zatrzymam  ten  dom,  bo  jestem  wściekła  na  Alexa.  Gdyby  nie 

był  dla  mnie  taki  nieprzyjemny,  to  pewnie  zostawiłabym  mu 
dom nawet bez 

oglądania.  Ale  teraz,  gdy  już  go  widziałam, 

zdecydowałam się. Nie chcę, żeby nadal był taki zaniedbany. 
-  

Mam mu to powiedzieć? 

Rzeczywiście.  Zapomniałam,  że  przyszedłeś  w  konkretnej 

sprawie.  Oczywiście,  powiedz  mu.  I  niech  nie  traci  swojego  i 
mojego 

czasu, aby odwieść mnie od tego. 

-  

On  chodzi  tam,  gdy  jest  załamany.  Dla  niego  to  rodzaj 

sanktuarium. 
-  

Więc już czas, żeby z tym skończyć - powiedziała stanowczo.   

To    też  mu  powiedz.    -  Odepchnęła  krzesło  i  wstała.  - 

background image

Możemy iść? 
 

W  poniedziałek  rano  zapakowała  samochód,  pożegnała  się  z 

matką  i  wyruszyła  do  Bath.  Od  Alexa  nie  było  żadnych 

wiadomości,  więc  miała  nadzieję,  że  zrezygnował.  Jednak  gdy 

weszła  do  biura  prawnika  odebrać  klucze,  Alex  siedział  w 

poczekalni. Odłożył gazetę i wstał. 
Ginny zatrzy

mała się gwałtownie. 

-  

Na miłość boską, już ci powiedziałam... 

W  porządku,  nie  denerwuj  się  -  odparł  krótko.  -  Jako  

wykonawca      testamentu      muszę    być    przy  przepisaniu 
domu na ciebie. 
-  Rozumiem. - 

Rozluźniła ramiona. 

Usiadła  po  drugiej  stronie  poczekalni,  krzyżując  w  kostkach 

długie,  zgrabne  nogi.  W  dobrze  uszytym  kostiumie  z  krótką 

spódniczką  w  kolorze  głębokiej  czerwieni  i  z  upiętymi  z  tyłu 

włosami zachwycała urodą i niewymuszoną elegancją. 

Alex  nie  siadał.  Przyglądał  się  jej  przez  chwilę,  podszedł  do 

okna i odwrócił się, wyglądając na zewnątrz. 

Chyba  jest  tam  coś  bardzo  ciekawego?  -  zapytała  Ginny 

przerywając ciszę. 

Po  twarzy  przemknął  mu  lekki  uśmiech,  który  znikł,  gdy 

odwrócił się do niej. 
-  

Jeff  przekazał  mi  twoją  decyzję.  Wygląda  na  to,  że  sam 

jestem sobie winny. Robisz to z przekory. 

Kiedy nie odpowiedziała, nagle wybuchnął. 

Przecież  nie    będziesz    miała    z    tego  żadnego  pożytku. 

Niedługo  wyjedziesz  do  Ameryki  i  co  wtedy  stanie  się  z 

domem?  Wynajmiesz  go?  A  może  sprzedasz?  Dom,  gdzie 
mie

szkaliśmy,  gdzie  byliśmy  szczęśliwi.  Pozwolisz  obcymi   

ludziom    spać w naszym łóżku, dotykać rzeczy Venetii? 

background image

Jeszcze nie wiem, co zrobię z domem - odrzekła spokojnie. - 

Dam ci znać, jak się zdecyduję. A jeśli będę chciała go sprzedać, 

to oczywiście ty będziesz pierwszy. 

Wyglądał na zaskoczonego, nie spodziewał się po niej aż tyle. 
-  A do tego czasu? 

Poproszono  ich  do  środka,  więc  nie  musiała  odpowiadać. 

Formalności  nie  trwały  długo.  Na  koniec  Alex  wyjął  komplet 

kluczy  i  wyciągnął  rękę  w  jej  stronę,  ale  nagle  cofnął  ją  i 

położył  klucze  na  biurku.  Ginny  spojrzała  na  nie  i  powoli 

podniosła. Miała dziwne uczucie, że jest to jedna z tych chwil, 

które  decydują  o  dalszym  życiu.  Tak  jak  rzut  monetą  pięć  lat 

temu. Ścisnęła je mocno. 
-  

Czy  to  wszystko?  Dziękuję.  -  Wstała,  podała  rękę 

prawnikowi i wyszła. 

Alex dogonił ją na ulicy. - Jedziesz prosto do domu? 
-  Tak. 
-  

Pojadę  z  tobą.  Jest  kilka  rzeczy,  które  powinienem  ci 

pokazać. 
-  Dobrze.  - 

Znów była chłodna i energiczna. - Mój samochód 

jest tam, na parkingu. 
Szli 

obok  siebie,  uważając,  by  się  nie  dotykać.  Ginny 

zastanawiała się, który to już raz idą razem. Poznała go lecąc na 

zdjęcia  do  Paryża,  skąd  on  miał  samolot  do  Sztokholmu  na 

konferencję naukową. 

Wyszli razem z samolotu, ale ich drogi się rozdzieliły. Mieli się 

spotkać po odprawie celnej, ale Alexowi nie pozwolono opuścić 
sali tranzytowej. Ginny nie do

czekała się przesłanej przez niego 

informacji. Ale on nie zrezygnował. Choć nie znał jej nazwiska, 

szukał jej po wszystkich agencjach modelek w Londynie. Ginny 

była  jeszcze  za  granicą,  gdy  przyszedł  list  od  niego  i  Venetia 

poszła na spotkanie z nim, nie zdradzając, że to nie ją poznał w 

background image

samolocie. 

To  był  pierwszy  raz.  Potem  umawiali  się  jeszcze  na  wspólne 

bieganie,  ale  prawdziwy  następny  raz  był  później,  wtedy  gdy 

oszukała  go  i  udając  Venetię,  umówiła  się  z  nim  na  wspólny 

wieczór.  Miała  później  przyznać  się  do  tej  zamiany,  ale 

wspaniały wieczór zamienił się w cudowną miłosną noc. Ginny 

wiedziała, że nigdy nie powie mu prawdy. 

Jednak  w  jakiś  sposób  odkrył  prawdę  i  wściekły  na  obie,  nie 

chciał ich więcej widzieć. Właśnie wtedy wpadły na pomysł, jak 

go odzyskać. Postanowiły, że jedna    z    nich    musi      wyjechać   

i    nigdy nie wracać. 

O  tym,  która  zostanie,  miał  zdecydować  rzut  monetą. 

Wspominając  te  chwile  Ginny  wzdrygnęła  się,  ale  niczego  po 

sobie nie pokazała. Wiele osób im się przyglądało, ale widzieli 

jedynie  poruszającą  się  z  gracją  wysoką,  pozornie  pogodną 

młodą  kobietę  i  wyższego  od  niej,  przystojnego  bruneta  o 

nieprzeniknionej twarzy i lekko zaciśniętych ustach. 

Doszli do samochodu. Otworzyła drzwi. Krótką drogę do domu 

przebyli w milczeniu. Część mebli zniknęła - w salonie nie było 

sofy,  w  jadalni  stołu  i  krzeseł,  ale  i  tak  dużo  rzeczy  zostało, 

nawet wielkie łóżko w sypialni. 
-  

Nie zabierasz łóżka? 

-  Nie jest mo

je.  Venetia  kupiła  je  na  aukcji  i  sama  odnowiła. 

Lubiła to robić. 
-  

Jak  mieszkałyśmy  razem  w    Londynie,    to    też  tak  było. 

Miałyśmy kilka mebli, które sama odnowiła. 
-  

Wszystkie są tutaj, razem z innymi. 

-  

Ale kupiła je za twoje pieniądze. - Odwróciła się i spojrzała 

na niego. 
-  

Nie.  Miała  swoje.  Dawała  lekcje  dla  modelek.  Ginny  nie 

wiedziała o tym. To trochę zmieniało postać rzeczy. Wyobraziła 

background image

sobie  siostrę  z  radością  przynoszącą  wynalezione  gdzieś  na 
aukcjach przed

mioty,  którymi  upiększała  mieszkanie,  nadając 

mu niepowtarzalny klimat. 
-  

Odeśle ci to łóżko. - I zanim zdążył coś powiedzieć, dodała: - 

Czy zabrałeś już wszystkie swoje rzeczy? 
-  

Tak.  Ale  jest  jeszcze  kilka  rzeczy,  które  należą  do  ciebie.   

Zabrałem  je  stąd,    bojąc  się  włamania  i  dzikich  lokatorów.  - 

Wziął  aktówkę,  którą  miał  ze  sobą,  otworzył  ją  i  wyjął  kilka 

małych pudełeczek. 
-  

To  biżuteria  Venetii.    Należy  do  jej    osobistego  majątku, 

wiec przechodzi na ciebie. 

Zaczął  otwierać  pudełeczka  i  ustawiać  je  na  małym  stoliku. 

Ginny patrzyła z niedowierzaniem. Niektóre rzeczy poznawała. 

Na urodziny i gwiazdkę często dostawały identyczne prezenty. 

Ale  był  też  medalion,  naszyjnik  z  pereł,  kilka  złotych 

łańcuszków  i  bransoletek,  które  musiała  dostać  po  ślubie.  Z 

pewnością  od  Alexa.  Jedna  z  bransoletek  była  zrobiona  ze 

złotych  ogniwek,  do  których  były  umocowane  malutkie  złote 

drobiazgi. Domyśliła się, że pewnie na każdą okazję i rocznicę 

ślubu  kupował  jej  kolejny  drobiazg  -  dlatego  było  ich  tak 

niewiele,  zaledwie  kilka.  Na  koniec  otworzył  pudełeczko z 

pierścionkiem zaręczynowym. 
-  

Zatrzymałem jej ślubny pierścionek - powiedział z wyraźnym 

napięciem w głosie - ale zapłacę ci tyle, ile kosztował. 

Przestań.  Nie  miałam  pojęcia,  że  te  rzeczy  też  wchodzą  w 

skład darowizny. Zabierz je, Alex, zabierz wszystkie. 
-  

Zapisała je tobie. 

Więc popełniła błąd. Jestem pewna, że chciałaby, żebyś to ty je 

zachował. 

Na  chwile  w  jego  oczach  pojawił  się  upór  i  już  się  bała,  że 

rozpocznie  sprzeczkę,  ale  gdy  znów  spojrzał  na  pierścionek, 

background image

twarz mu się zmieniła. 
-  

Naprawdę tak myślisz? 

-  

Tak. Zapewniam cię. 

Spojrzała na niego, ale nie mogła znieść widoku bezgranicznego 

cierpienia  malującego  się  na  jego  twarzy,  gdy  sięgał  po 

pierścionek. Odwróciła się i zbiegła na dół. 

Zszedł po kilku minutach. Stała przy oknie, patrząc na ogród. 
-  

Dziękuję  ci  -  powiedział  beznamiętnie.  -  Jestem ci bardzo 

wdzięczny. 

Odwróciła się, by spojrzeć na niego. 
-  

Nie,  nie  jesteś  -  powiedziała  patrząc  przenikliwie. 

-

Nienawidzisz mnie za to, że tu jestem i nie oddałam ci domu. 

Nienawidzisz 

mnie,  bo  wyglądam  tak  samo  jak  Venetia  i 

przypominam  ci  ją  za  każdym  razem,  kiedy  mnie  widzisz.  A 

najbardziej dlatego, że ja żyję, a ona umarła. 

Otworzył szeroko oczy, ale niczego nie potwierdził; 
-  

Jeff przekazał mi wszystko, co powiedziałaś. Łącznie z tym, 

że  najwyższy  czas,  żebym  się  otrząsnął.  -  W  jego  głosie 

zabrzmiała uraza. 
-  

Nie powinieneś był go przysyłać, jeśli nie chciałeś usłyszeć 

kilku słów prawdy - odpaliła. 

Wyglądał,  jakby  chciał  odpłacić  jej  czymś  podobnym,  ale 

opanował się. 
-  Przeprasza

m,  nie  miałem  zamiaru  znów  się  kłócić. 

Zwłaszcza,  gdy  mi  to  zwróciłaś  -  gestem  wskazał  aktówkę.  - 

Naprawdę jestem bardzo wdzięczny. Jestem ci winien... 
-  

Nic  mi  nie  jesteś  winien  -  przerwała.  -  Miałeś  mi  coś 

powiedzieć na temat domu. 
-  No tak. - Z widocz

ną ulgą przyjął zmianę tematu. - Powinnaś   

wiedzieć,      gdzie      są    zawory    do    wody  i  wyłącznik  prądu. 

I jak obsługiwać zbiornik ciepłej wody. Pokażę ci. 

background image

Zeszli do piwnicy. Pokazał jej, gdzie są kurki odcinające dopływ 

wody i odkręcił je. Zdjął marynarkę i poszedł na strych upewnić 

się, czy zbiorniki dobrze się napełniają. 
-  

Powinnaś  zainstalować  nowy  zbiornik  na  ciepłą  wodę  - 

zawołał  do  Ginny.  -  Miałem  zamiar  to  zrobić,  ale  jakoś  nie 

mogłem  się  zebrać.    Dlatego  zamknąłem  dopływ  i  spuściłem 

wodę z instalacji. Bałem się, że może przecieknie i zaleje dom. 
Przy

g o t

u j      się,      żeby    p o b

iec    n a      d ół    i      zak ręcić   

kurek, jeśli zawołam. 
-  

Mogę ci w czymś pomóc? 

-  

Patrz uważnie na ten drugi zbiornik. 

Woda powoli wypełniała instalację i z rur zaczęły wydobywać 
s

ię dziwne odgłosy. Ginny, zaplątana w pajęczynach, nachyliła 

się nad zbiornikiem. 
-  

Chyba wszystko w porządku. 

-  

Zobacz,  czy  nie  przecieka  pod  spodem.  Spisując    rajstopy   

na straty, uklękła i obejrzała zbiornik od dołu. 
-  

Nic nie widzę. 

-  To dobrze, ch

yba wszystko działa. 

Wyprostowali  się  jednocześnie.  Ostrzegające  „uważaj"  Alexa 

przyszło za późno i Ginny mocno uderzyła głową o sufit. 
-  Ojej! - 

Zachwiała się i złapała ręką za głowę. 

-  

Dobrze się czujesz? - Podbiegł do niej i schwycił za ramię. 

-  

Tak, chyba tak. Ale jestem głupia. 

-  

Lepiej zejdź na dół. Poczekaj, pójdę pierwszy, może zrobić ci 

się słabo. 

Zaczął  schodzić,  a  Ginny  za  nim,  opierając  się  o      ścianę.     

Miała      wyso kie      o bcasy,    a      sch o d

y      były  stro me.     

Nagle      poczuła      gwałtowny    zawrót      głowy  i  zatrzymała 

się. 
-  Alex! - 

W jej głosie zabrzmiała trwoga. 

background image

-  

W porządku, już jestem. 

Objął ją w talii i zniósł na półpiętro. Posadził ją na stojącej przy 
oknie kanapce. 
-  

Zobaczymy, co z twoją głową. - Odgarnął jej włosy. - Nieźle 

się uderzyłaś. Trochę krwawi. Poczekaj, przyniosę coś, żeby to 

przemyć. 

Przyniósł watę i wodę utlenioną. Ginny cofnęła głowę. 
-  

Będzie szczypać? 

-  

Nie bądź tchórzem. - Uśmiechnął się. - To dla twojego dobra, 

Vene...  - 

zbladł  i  urwał  gwałtownie.  Wbił  w  nią  osłupiałe 

spojrzenie, oboje zamarli. 

Ginny poczuła, jak serce ściska się jej z żalu. Chciała pogłaskać 

go dłonią i pocieszyć, ale czuła, że była to ostatnia rzecz, jakiej 

by sobie życzył. Udało jej się opanować. 
-  

Już się zastanawiałam, ile czasu minie, zanim tak się do mnie 

odezwiesz. I tak się dziwię, że dopiero teraz. - Spojrzał na nią z 

wyrzutem, więc dodała ostrzej. - Czy zajmiesz się moją głową? 

Zaczyna naprawdę boleć. 
-  Co takiego? - 

Jakoś  się  opanował.  -  Ach  tak,  oczywiście.     

Wiesz,    chyba      byłoby    łatwiej,      gdybyś rozpuściła włosy. 

Wyjęła  spinki,  dotknęła  guza  na  głowie  i  skrzywiła  się  lekko. 

Gęste, brązowe włosy spłynęły w dół lśniącą kaskadą, sięgającą 

połowy  pleców.  Miękko  układające  się  loki  przywodziły  na 

myśl portrety prerafaelitów. 
Alex p

opatrzył  na  nią  z  napięciem,  wreszcie  zajął  się 

opatrzeniem skaleczenia. 

Dotyk jego rąk przyniósł falę słodkich wspomnień tej odległej w 

czasie wspólnej nocy. Przypomniała sobie, jak zanurzał dłonie w 

jej włosach, całował je w zachwycie. Być może też to pamiętał, 

bo ręka mu zadrżała. Mocne pieczenie przerwało te rozmyślania. 

Już wystarczy, zabierz to. - Jęknęła. 

background image

Przepraszam,  ale  trzeba  to  zdezynfekować.  -  Wyprostował   

się,    gdy    skończył.    -  Powinno  już  być  w  porządku.  Plaster 
chyba jest niepotrzebny. 
-  

Dziękuję.  -  Wyjęła  z  kieszeni  chusteczkę  i  otarła  łzy,  które 

napłynęły jej do oczu. - Mam wrażenie, że to ci się podobało. 
-  

Nie chciałem sprawić ci bólu. 

-  

Naprawdę?  -  Wyraźnie  mu  nie  wierzyła.  -  Nic na to nie 

poradzę, że wyglądam tak samo jak Venetia. 
-  

Ale mogłaś    tu    nie    przychodzić - powiedział ostro. Zrobił 

gwałtowny  gest.  -  Przepraszam,  miałaś  prawo  zrobić,  co 

chciałaś. Kiedy cię widzę, czasami zapominam i myślę, że ona 

żyje. 

Zszedł do łazienki. Usłyszała, że myje ręce. Po chwili wrócił. 
-  Ja

k się teraz czujesz? 

-  

Trochę      boli      mnie      głowa,      poza      tym      dobrze.  - 

Oczekiwała,  że  teraz  sobie  pójdzie,  ale  zawahał  się,  coś  go 

jeszcze dręczyło. - Czy jeszcze coś w sprawie domu? 
-  Nie.  - 

Spróbował  zrobić  kilka  kroków,  ale  podest  był    zbyt   

wąski.      Wyglądał jak      zwierzę    uwięzione w klatce. 

Chciałem  wyjaśnić  coś  do  końca.  Kiedy  widzieliśmy  się 

ostatni raz, przed twoim wyjazdem do Ameryki, gdy 

dowiedziałem  się  prawdy  -  wtedy  powiedziałaś,  że  jesteś  we 
mnie zakochana. 

Przeczuwając  co  nastąpi,  Ginny  opuściła  głowę,  próbując 

uciszyć  bicie  serca.  Wreszcie  podniosła  wzrok  i  zapytała 

chłodno. 
-  

Więc? 

-  

Więc  chciałbym  wiedzieć,  co  czujesz  teraz.  Popatrzyła  na 

niego, starając roześmiać się z niedowierzaniem. 
-  

Chcesz wiedzieć, czy nadal cię kocham? 

-  Tak. 

background image

Poczuła  ucisk  w  piersiach,  aż  trudno  jej  było  złapać  oddech. 

Broniąc się, zaatakowała. 
-  Dlaczego? 

Uśmiechnął  się  gorzko  i  usiadł  na  stopniach  naprzeciw  niej. 

Wciąż  był  bez  marynarki,  z  podwiniętymi  rękawami,  trochę 

zakurzony.  Nadal  był  szczupły  i  wysportowany,  może  tylko 

nieco chudszy niż wtedy, gdy go poznała. Większość mężczyzn 

zwykle  tyje  po  ślubie  -  nawet  jeśli  tak  było  z  Alexem,  to  nie 

zostało po tym ani śladu. 
-  

Przyszło  mi  do  głowy,  że  może  dlatego  tu  wróciłaś  - 

powiedział niepewnie. - I może dlatego chcesz zatrzymać dom.   

Drgnęła  mu    szczęka,    ale    oczy  pozostały    zimne.    -  

Pomyślałem,    że    może    chcesz  rozpocząć    wszystko      na     

nowo,      od      miejsca,      gdzie przerwaliśmy. 
-  

A  jeśli  nawet?  -  Nie  spuszczała  oczu  z  jego  twarzy,  tylko 

palcami nerwowo skubała wypłowiały materiał kanapy. 
-  

To szczerze ci mówię, że nic z tego - powiedział z mocą. - 

To,  że  kiedyś  mi  się  podobałaś,  nie  znaczy,  że  tak  jest    teraz.   

A  to,    że  jesteś siostrą  Venetii  i  wyglądasz  dokładnie  jak  ona, 

nie robi żadnej różnicy. W gruncie rzeczy wprost przeciwnie... - 

urwał,  chcąc  podkreślić  wagę  słów.  -  Twój widok jedynie 
przypo

mina  mi  Venetię,  moją  żonę.  A  kiedy  myślę  o  niej,  to 

naprawdę nie pragnę nikogo innego. 

Nagle  pomyślała,  jak  absurdalna  jest  ta  sytuacja  -  siedzieć  na 

zakurzonym  półpiętrze  i  prowadzić  taką  rozmowę;  on  w 

poplamionej  koszuli,  ona  z  guzem  na  głowie.  Ta  myśl  nieco 

złagodziła  napięcie  i  pomogła  jej  utrzymać  kontrolę  nad  sobą. 

Udało się jej roześmiać. 
-  

No  cóż,  cieszę  się.  Już  Jeff  coś  takiego  mi  powiedział. 

Myślisz,  że  to  młodzieńcze  zauroczenie  trwa  nadal?  Alex,  od 

tego czasu minęły lata! Jestem teraz zupełnie inna. Przyznaje, że 

background image

wtedy całkiem straciłam dla ciebie głowę, ale wyjazd z Anglii 

był  najlepszym  posunięciem,  jakie  kiedykolwiek  wykonałam. 

Dopiero  w  Ameryce  naprawdę  zrobiłam  karierę.  Życie  w  No-

wym  Jorku  to  zupełnie  coś  innego  niż  tu.  To  niesamowite 

miejsce, szczególnie jeśli odnosisz sukcesy. 

Przyglądał się jej badawczo, aż się roześmiała. 

Naprawdę sądzisz, że dlatego wróciłam? 

- Sama powiedz. 

Przykro mi cię rozczarować, ale wiele się zmieniło, również w 

moim życiu prywatnym. 
-  

I      p rzez      ten    czas      miałaś    wielu    -   powiedział  z 

okrucieństwem. 

Oczy jej zabłysły, lecz tylko obojętnie wzruszyła ramionami. 
-  Nie twoja sprawa. 
Pod

niósł rękę i przeciągnął dłonią po twarzy. 

-  Chyba nie. Przepraszam - 

dodał  krótko.  -  Twoje  życie  to 

twoja prywatna sprawa. - 

Złapał się na tym, że popełnił nietakt i 

zerknął na nią. 

Nieoczekiwanie Ginny roześmiała się i pochyliła w jego stronę. 
-  

Słuchaj Alex, jesteś moim szwagrem i zawsze będę mieć dla 

ciebie ciepłe uczucia za to, że uczyniłeś Venetię szczęśliwą. Ale 

co było, minęło.    Gdybym miała jakieś zakusy na ciebie, to czy 

nie przyjechałabym wcześniej? Jakbym wróciła natychmiast po 

jej śmierci, wślizgnęłabym się w twoje życie tak, że nawet byś 

się nie zorientował. 

Otworzył  usta,  chcąc  zaprotestować,  ale  uciszyła  go 

machnięciem ręki. 
-  

Możesz  protestować,  ile  chcesz,  ale  to  prawda.  Przecież 

nawet dzisiaj nazwałeś mnie Venetią, tak czy nie? 
-  

Tak,  ale  tylko  dlatego,  że  się  skaleczyłaś  i  przez  chwilę 

zapomniałem... - odrzekł z niechęcią. 

background image

-  

Gdybym      p rzyjech ała      wcześn iej      i      d o b r

ze      się 

postarała,  to  takie  chwile  byłyby  częste.  -  Potrząsnęła  głową, 

twarz jej zadrgała. - Nie zrozum mnie źle. Jesteś miłym facetem, 

ale ja nie zamierzam do końca życia udawać własnej siostry. 

Wreszcie przekonany, Alex wyraźnie się rozluźnił. 

To dla mnie ulga. Muszę przyznać... 

Szczęściarz  z  ciebie  -  zadrwiła.  -  Przyjechałam  na  pogrzeb 

ojca, tylko dlatego. 

Jeśli tylko o to ci chodziło, to po co ci dom? 

Podoba  mi  się.  Myślałam  też  o  matce.  Teraz,  gdy  zabrakło 

Venetii,  powinnam  częściej  ją  widywać.  Ale  po  tych  kilku 

dniach  u  niej  wiem,  że  nie  mogłabym  mieszkać  razem  z  nią. 

Bath jest w idealnej odległości od Cheltenham, dosyć blisko, ale 

i wystarczająco daleko, więc nie byłabym od niej uzależniona za 

każdym razem, kiedy przyjadę. 

Alex uśmiechnął się. Naprawdę się uśmiechnął! 

Więc  chcesz  tu  mieć  swoje  miejsce.  Dlaczego  wcześniej  nie 

powiedziałaś? 
-  

Mówiąc  szczerze,  od  pierwszej  chwili  byłeś  dla.  mnie  taki 

niegrzeczny  i  nieprzyjemny,  że  nie  miałam  zamiaru  ci  się 

zwierzać. 

Skinął głową, przyjmując naganę. 
-  

Przykro  mi,  ale  musisz  przyznać,  że  okoliczności  mnie 

usprawiedliwiają.    Cieszę  się  z    tej    rozmowy,  atmosfera  się 

oczyściła. Zresztą, to był pomysł Jeffa. 
-  

Naprawdę?  -  spytała  oschle.  Skrzywił  się,  słysząc  ton  jej 

głosu. 
-  

Myślę,  że  przez  te  lata  jego  uczucia  do  ciebie  się  nie 

zmieniły. 

Jeśli tak, to niestety jest zakochany tylko we wspomnieniach, 

bo 

ja zmieniłam się całkowicie. 

background image

-  To prawda - 

potwierdził  zamyślony.  -  On  cię  już  nie 

obchodzi? 
-  

Chyba  zawsze  tak  było.  Przypomniawszy  sobie  powód  tej 

obojętności, Alex z dezaprobatą wzruszył ramionami. - No tak. 
To szkoda. - 

Podniósł się. - Lepiej już pójdę. 

Gdzie mam odesłać łóżko? 

Łóżko? - Popatrzył przez otwarte drzwi sypialni, zawahał się. - 

Zatrzymaj  je.  Rzeczy,  które  zabrałem,  oddałem  na  aukcję.  Nie 

mam gdzie postawić tego łóżka i chyba nie będzie mi potrzebne. 

Mimo  wszystko  dziękuję.  -  Popatrzył  na  nią,  gdy  wstawała.  - 

Jak się czujesz? Jesteś trochę blada. 
-  

Trochę  boli  mnie  głowa.  Może  mógłbyś  przynieść  z 

samochodu moje bagaże? 
-  Naturalnie.  -

Przyniósł  wszystko,  poruszając  się  jakby  lżej. 

Stojąc  na  najwyższym  stopniu  wyciągnął  rękę.  -  To do 
widzenia. 
-  Do widzenia Alex. - 

Podała  mu  dłoń  i  pochyliła  się  lekko, 

całując  go  w  policzek.  -  Jeśli  kiedykolwiek  miałbyś  ochotę 

wpaść, zawsze będziesz miłym gościem. 
-  

Dziękuję.  Doceniam  to,  ale  chyba  nie  skorzystam.  Kiwnęła 

głową, a on odwrócił się i odszedł. Patrzyła za nim dziwiąc się, 

jak łatwo uwierzył w te wszystkie kłamstwa. 
 

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Nie  zważając  na  ból  głowy,  Ginny  przebrała  się  w  dżinsy  i 

sweter,  przewiązała  włosy  chustką  i  zabrała  się  za  sprzątanie. 

Zaczęła  od  salonu  i  sypialni.  Skoncentrowała  się  na  ciężkiej 

pracy,  zadowolona,  że  nie  ma  czasu  myśleć  o  czymś  innym. 

Najgorsze  tylko  było  to,  że  stale  natykała  się  na  rzeczy,  które 

przypominały jej Venetię - zeszyt z wycinkami z gazet, koszyk 

background image

do robótek ze zrob

ionym  do  połowy  malutkim  sweterkiem. 

Poczuła łzy w oczach, ale zdecydowanym ruchem włożyła go do 

torby  na  śmiecie,  razem  z  czasopismami  i  gazetami  sprzed 

dwóch lat. Uświadomiła sobie, że czas zatrzymał się tu wraz ze 

śmiercią Venetii i Alex nie mógł znieść ciężaru wspomnień. 

Ginny  odkurzała,  czyściła,  polerowała,  aż  do  chwili,  gdy 

poczuła  się  zupełnie  wyczerpana.  Zmieniła  pościel  i  z  ulgą 

wyciągnęła  się  na  łóżku.  Leżąc  tak  w  pokoju  oświetlonym 

jedynie  światłem  księżyca,  poczuła  się  dziwnie.  Zaczęła  robić 
p

lany na następny dzień, usilnie starając się nie myśleć o Venetii 

i Aleksie, ich nocach w tym łóżku. Zdecydowała, że na pierwszy 

ogień pójdzie kuchnia, żeby mogła zacząć z niej korzystać. Dziś, 

wracając z pralni, kupiła coś na wynos w chińskiej restauracji. 

Oddała  do  czyszczenia  zasłony  z  całego  domu  i  teraz  księżyc 

oświetlał wszystkie wnętrza, stwarzając niesamowity nastrój. 

W głowie jej pulsowało i nie mogła zasnąć. Przez kilka godzin 

przewracała  się  z  boku  na  bok,  wreszcie  wstała  i  poszła  do 

łazienki,  poszukać  środków  przeciwbólowych.      Nagle     

doszedł    do      niej      odgłos lekkiego stukania. Skurczyła się ze 

strachu, ale po chwili pojęła, że to kapanie wody. Odetchnęła z 

ulgą  i  na  moment,  żeby  uspokoić  rozdygotane  nerwy,  mocno 

zacisnęła ręce na umywalce. 
Z

biornik  na  wodę  zaczął  przeciekać  i  woda  sączyła  się  z 

łączącej go rury, tworząc na strychu powiększającą się kałużę. 

Ginny  zeszła  do  pralni  w  piwnicy  i  zakręciła  wszystkie  kurki, 

żeby zabezpieczyć instalację. Nabrała wody do wiaderek i misek 
na rano, star

annie  wytarła  kałużę  i  włączyła  elektryczne 

ogrzewanie,  żeby  przesuszyć  strych.  Wreszcie  znalazła  się  w 

łóżku i zapadła w głęboki sen. 

Telefon  w  domu  był  wyłączony.  Po  umyciu  się  w  zimnej 

wodzie, Ginny usiadła i zaczęła robić spis rzeczy do załatwienia 

background image

pierwszej  kolejności.  Przede  wszystkim  musi  podłączyć 

telefon.  Wyszła  z  domu.  Kiedy  przechodziła  obok  sąsiedniego 

wejścia,  pulchna  kobieta  w  różowej  podomce  właśnie  schylała 

się  po  stojące  na  schodach  mleko.  Spojrzała  na  nią,  zbladła  i 

gwałtownie upuściła butelkę. 
-  Venetia! 
-  

Już dobrze! - Ginny podbiegła do niej. - Jestem jej siostrą. 

-  

O  Boże!  Ale  się  przeraziłam.  -  Położyła  rękę  na  sercu  i 

wpatrywała się w nią z niedowierzaniem. - Pani jest dokładnie 
taka jak ona. 
-  

Tak.  Jesteśmy...    byłyśmy...    identycznymi  bliźniaczkami.  - 

Spojrzała  na  potłuczone  szkło  i  rozlane  mleko.  -  Przepraszam 

panią za to. Pomogę posprzątać. 
-  

Słucham?  Ach    nie,  ja    to    zrobię.    Jeszcze    nie  doszłam 

do siebie... - 

Opanowała się. - Jestem Clare Kennedy. 

-  Ginny Barclay. -  Wy

ciągnęła  dłoń,  tamta  ujęła  ją  jeszcze 

drżącą ręką. 
-  

Cieszę się, że nie jesteś duchem — powiedziała z ulgą. - Och, 

wybacz,  przecież  Venetia  była  twoją  siostrą.  Pamiętam,  że 

mówiła  o  tobie.  Jesteś  modelką,  prawda?  Chyba  mieszkasz  w 
Ameryce? 
-  

Tak. Wygląda na to, że dobrze znałaś Alexa i Venetię. 

-  

Tak,      byliśmy      sąsiadami.      Teraz      pilnowaliśmy  trochę 

domu, a Alex wpadał do nas, jak tylko tu był. - Spojrzała na nią 
z zainteresowaniem. - 

Czyżbyś się tu wprowadziła? Wprawdzie 

uprzedzał  nas,  że  może  coś  się  zmieni,  więc  gdy  usłyszałam 

wczoraj  jakiś  ruch  za  ścianą,  myślałam,  że  Alex  sprząta  dom 

przed sprzedaniem czy wynajęciem. 
-  

Wprowadziłam się. Na razie chwilowo, jeszcze nie wiem, na 

jak długo. 
-  

Może wpadniesz na filiżankę kawy? 

background image

-  

Dziękuję,  ale  mam  mnóstwo  spraw  do  załatwienia.  Może 

kupić ci mleko, jak będę robić zakupy? 
-  

Och, dobrze. To miło z twojej strony. Pierwsze kroki Ginny 

skierowała  na  pocztę,  żeby  podłączyć  telefon,  ale  gdy  już 

wypełniła  wszystkie  formularze,  dowiedziała  się,  że  potrwa  to 
p

rzynajmniej  tydzień.  Potem,  przy  pomocy  książki 

telefonicznej, próbowała znaleźć hydraulika, ale szybka naprawa 

okazała się niemożliwa. To Anglia, nie Ameryka, cierpliwości - 

napominała  siebie,  próbując  dalej.  Najwcześniejszy  termin  był 
za dwa tygodnie. Ja

k  wytrzymać  dwa  tygodnie  bez  wody? 

Przecież  to  śmieszne!  Zawahała  się,  ponownie  podniosła 

słuchawkę  i  wykręciła  numer  Alexa.  Tym  razem  się  udało, 

akurat miał przerwę w zajęciach. 
-  

Alex? Tu Ginny. Przepraszam, że przeszkadzam, ale w nocy 

zbiornik zaczął przeciekać i... 
-  

Czy zakręciłaś zawór i spuściłaś wodę z instalacji? 

Tak,  ale  nie mogę  znaleźć  żadnego hydraulika, żeby założyć 

nowy zbiornik. 
-  

Gdzie próbowałaś? 

-  

Dzwoniłam  do  wszystkich  po  kolei.  Wydałam  już  prawie 

wszystkie pieniądze na telefony. W Nowym Jorku hydraulicy są 

na wagę złota, ale tu są chyba na wagę platyny! 
-  

Zostaw  to  mnie.  Spróbuję  coś  zrobić  -  powiedział  wyraźnie 

rozbawiony. 
-  

Ale jak się ze mną skontaktujesz? British Telecom potrzebuje 

tygodnia na podłączenie telefonu! 

Zawahał się, w końcu powiedział: 
-  

Nie martw się, jakoś dam ci znać. Dziś wieczorem będziesz 

w domu? 
-  

Na pewno. Przemarznięta, spragniona i nieumyta, ale będę. 

Roześmiał  się  i  położył  słuchawkę,  nie  mówiąc,  co  zamierza 

background image

zrobić. 

Ginny wymieniła w banku trochę dolarów, zrobiła zakupy, nie 

zapominając  o  kilku  butelkach  wody  mineralnej  i  mleku  dla 

sąsiadki.  Wróciła  do  domu  zostawiając  po  drodze  mleko  na 
progu Clare. Prze

brała  się  w  dżinsy  i  zabrała  za  sprzątanie 

kuchni. Gdy usłyszała dzwonek, pobiegła do drzwi, myśląc, że 

to hydraulik przysłany przez Alexa. Na progu stała Clare. 
-  

To  ja.  Przyniosłam  powitalne  ciasto.  To  chyba  zwyczaj 

amerykański? 

W  środowisku  Ginny  akurat  nie,  ale  była  zbyt  dobrze 

wychowana, żeby to powiedzieć. 
-  Och, to cudowne z twojej strony! D

ziękuję. Może wejdziesz? 

Z pewnością tylko na to czekała, weszła natychmiast i jednym 

spojrzeniem obrzuciła wszystko wokół. 
-  

Właśnie sprzątałam kuchnię. Napijesz się kawy? 

-  

Z przyjemnością. 

Ginny gestem wskazała jej salon, ale Clare zerknęła tam tylko i 

podążyła za nią do kuchni. 
-  

Dawniej  często  przychodziłam  na  kawę  do  Venetii.  Latem 

siadywałyśmy w ogrodzie. Zawsze był piękny, pełen kwiatów. 

W naszym jest zawsze pełno dziecięcych zabawek i rowerów. 
- Macie dzieci? 

Dwójkę.  -  Popatrzyła  na  nią  badawczo.  -  Venetia  często 

zostawała z nimi. 

Nie chcąc się wiązać, Ginny nie podjęła tematu. 
-  

Przyjaźniłyście się? 

-  

Tak.  Pomagałyśmy  też  sobie.  Obie  trochę  pracowałyśmy. 

Venetia miała lekcje, a ja kuchnię. 
-  To twój zawód? 
-  Spróbuj ciasta. - 

Uśmiechnęła  się.  Ginny  wzięła  duży 

kawałek. 

background image

-  Przepyszne!  - 

wykrzyknęła z zachwytem. Clare wypytywała 

ją o życie w Nowym Jorku. 

Ginny  zauważyła,  że  mimo  wścibstwa  jest  bardzo  miła.  Poza 

tym przyszło jej do głowy, że skoro opiekowała się domem dla 

Alexa, może zechce robić to też dla niej, gdy wyjedzie. 
-  

Musisz  koniecznie  poznać  mojego  męża  Richarda  i  dzieci. 

Wiesz co, w sobotę wydajemy małe przyjęcie. Przyjdź, poznasz 

nowych sąsiadów. 
-  

Dziękuję, chętnie. Czy to jakaś szczególna okazja? 

-  

Ależ nie - powiedziała lekko. - Spotykamy się tak od czasu 

do czasu. 
-  

Mam nadzieję, że do tej pory naprawią mi ten zbiornik. 

Nagle  Clare  przypomniała  sobie  o  ciastkach  zostawionych w 

piecyku.  Po  jej  wyjściu  Ginny  znów  wzięła  się  za  sprzątanie. 

Żaden hydraulik się nie pokazał, widocznie Alex nie miał więcej 

szczęścia niż ona. Ale koło szóstej zadzwonił dzwonek i zamiast 

hydraulika zobaczyła Alexa i Jeffa. Jeff był w garniturze, a Alex 

miał  na  sobie  stare,  poplamione  farbą  dżinsy.  W  samochodzie 

zobaczyła nowy zbiornik na wodę. 
-  

Cześć! Jak świetnie! - Wybiegła im na spotkanie. 

-  

Zamówiłem    go    i    po    pracy    odebraliśmy    go  z 

magazynu  - 

wyjaśnił  A]ex.  -  Ale  nie  wchodził  do  mojego 

samochodu i musieliśmy wziąć samochód Jeffa. 
-  A co z hydraulikiem? 

Ja  go  zastąpię.  Jeśli  chcesz  mieć  to  naprawione  dzisiaj,  to 

nikogo lepszego nie znajdziesz. 
-  Och, bardzo chce! - 

powiedziała  błagalnym  tonem.  -  Cześć 

Jeff, jak się masz? - Pocałowała go w policzek. 

Wnieśli  zbiornik  do  domu  i  poszli  na  strych.  Po  chwili  Jeff 

zszedł na dół. 

Chciałbym  zostać  i  pomóc  Alexowi,  ale  niestety  musze  iść. 

background image

Mam  odczyt  w towarzystwie  historycznym  w miejscowości za 
Bristolem. 
-  

Dziękuję. - Podeszła bliżej i powiedziała półgłosem: - Wiem, 

że  on  zna  się  świetnie  na  samochodach, ale czy jest równie 
dobrym hydra

ulikiem?  Może  połączy  coś  źle  i  wszystko 

wybuchnie? 
-  

Sama  się  przekonasz.  -  Spojrzał  na  zegarek  i  powiedział  z 

żalem.  -  Niestety,    muszę  już  iść.  Zaczyna  się  o  siódmej 

trzydzieści. Około jedenastej przyjadę zabrać Alexa. 
-  

Ależ    nie,      nie    ma      sen su ,    żebyś    tu    p o      n ieg o 

przyjeżdżał. Odwiozę go do Bristolu. 

Zawahał się, wzruszył ramionami. 
-  

Dobrze, dziękuję. To do zobaczenia. 

Gdy  odjeżdżał,  pomachała  mu  i  poszła  na  strych,  ostrożnie 

pochylając głowę. Alex przerwał pracę, gdy ją zobaczył. 
-  

Mogę w czymś pomóc? 

-  

Jak twoja głowa? 

-  

Dziękuję, dobrze. 

Na razie jeszcze trochę postukam, ale przydasz mi się, jak będę 

instalować nowy zbiornik. 

Wróciła, gdy skończył stukać młotkiem. 
-  Jak idzie? 
-  

Dobrze.    Przygotowałem  wszystkie  połączenia,  więc 

podn

iesiemy  go  na  chwilę,  żeby  sprawdzić,  czy  wszystko 

pasuje. 
-  A jak nie? 
-  

To jeszcze poprawię. 

Pomogła  mu  podnieść  i  ustawić  zbiornik.  Musiał  jeszcze  coś 

poprawić,  więc  usiadła  na  podłodze  i  z  uwagą  śledziła  jego 
wprawne poczynania. 
-  Prawie gotowe. 

background image

-  

Pewnie jeszcze nie jadłeś? - Domyśliła się i zeszła do kuchni 

po kawę i kanapki. 

Jadł  z  apetytem.  Ginny  wzięła  kanapkę  i  ogarnęło  ją 

zadowolenie,  że  tak  siedzi  z  nim  po  wspólnej  pracy.  Żaden 

galowy wieczór w Nowym Jorku czy Hollywood nie dawał się z 
porówn

ać  z  tą  ch wilą  na  strychu  p ełnym  k u rzu.  I  wszystkie, z 

takim  trudem  osiągnięte  sukcesy  i  sława,  nie  dały  jej  tyle 

przepełniającej serce radości, co zwykłe bycie razem z nim. 
-  

Zamyśliłaś się. 

Myślałam    o  Jeffie  -  skłamała.  -  Naprawdę  żałował,  że  nie 

może ci pomóc. 
-  

Tak, on to lubi. Myślę, że on lubi się brudzić. Pewnie dlatego 

zajął się archeologią - nie musi szukać wymówek, żeby grzebać 

w śmieciach. 
-  

Dla  mnie  zawsze  był  wyrośniętym  uczniakiem.  - 

Uśmiechnęła się. 
-  

Pewnie dlatego ci się nie podobał. 

-  

Co masz na myśli? 

-  

Ktoś,    kto    wygląda    na    uczniaka    i    wzbudza 

macierzyńskie  uczucia,  nie  może  być  w  twoim  typie.  Chociaż 
Jeff wcale taki nie jest. 

Dlaczego  uważasz,  że  nie  mam  macierzyńskich  uczuć?  - 

spytała z oburzeniem. 
-  

Interesuje  cię    tylko kariera. -  Roześmiał  się.  Każdy  to 

powie. Gdyby ci zależało na domu i rodzinie, już dawno byś coś 

zrobiła w tym kierunku. 
-  

Mam  dopiero  dwadzieścia  sześć  lat  i  mnóstwo  czasu  przed 

sobą. 

Ale  nie  zrezygnujesz  z  kariery.  Gdybyś  miała  dzieci,    to   

miałabyś  związane    ręce.    Poza    tym,    to  mogłoby  ci  popsuć 

figurę. 

background image

Nie  wiedziała,  czy  powinna  czuć  się  tym  dotknięta,  czy  może 

ucieszyć się, że zauważył jej figurę. 
-  

Przecież Venetia chciała mieć dzieci. 

Venetia  chciała  mieć  rodzinę,  podczas  gdy  ty  chciałaś...  - 

Urwał  gwałtownie.  -  Przepraszam,  nie  mam  prawa  cię 

krytykować. 
-  Nie, nie masz. A poza tym, w dzisiejszych czasach kobieta 

może mieć rodzinę i jednocześnie robić karierę. 
-  

Taką jak twoja? 

-  

A  dlaczego  nie?  Zresztą,  jeszcze  najwyżej  pięć  lat  będę   

m

odelką.    To    praca    dla    młodych    i    stale    są  potrzebne 

nowe twarze. Dlatego staram się przestawić na aktorstwo i pracę 
w telewizji. 
-  

To  dlatego  twoje  nazwisko  zawsze  pojawia  się  w 

towarzystwie męskich osobistości? 
-  

To  pomaga,    oczywiście  -  przyznała    szczerze.  -  Ale  

wystarczy,    pokazać    się    z    kimś    kilka      razy  i  gazety  są 

pełne najgorszych plotek na twój temat. 
-  A to tylko plotki? 

Co ci się stało? Dlaczego jesteś taki zły? - Postawiła kubek z 

kawą i spojrzała na niego. 

Mnie  nic  się  nie  stało.  Ale  Venetia  była  twoją  siostrą. 

Powinnaś  pomyśleć  o  tym,  zanim  zaczęłaś  chodzić  z  połową 
znanych facetów w Nowym Jorku. 
-  

Do jej śmierci mojego nazwiska nigdy nie łączono z żadnym 

mężczyzną. Powinieneś o tym wiedzieć. 

Zmroził ją wzrokiem. 
-  A ten foto

grafik... jak on się nazywał... Blake? 

-  

Chodzi ci o Simona Blake'a? Był moim sponsorem, a potem 

menażerem. 
-  

Dlaczego był? Już nie jest? 

background image

-  

Nie, nasze drogi się rozdzieliły. - Odwróciła wzrok. 

-  

Może  nie  podobało  mu  się  życie, jakie prowadzisz? - 

stwierdził sucho. 
-  

A może to mnie nie podobało się życie, jakie on prowadził?     

Zanim      zaczniesz      krytykować    innych,  powinieneś  znać 

fakty. A może nie jesteś w stanie się powstrzymać od robienia 

mi przykrości? 

Odwrócił  wzrok  i  przeciągnął  ręką  po  twarzy.  Ten  gest  już 

znała. Wzruszył ramionami. 
-  

Myślę, że nienawidzę cię od momentu, kiedy nie przyjechałaś 

na jej pogrzeb. Dwa lata to dużo czasu. Weszło mi to w nawyk. - 

Odwrócił  się  i  popatrzył  na  nią.  -  Nie  mogę  tylko  zrozumieć 

tego, co powiedziałaś o wypadku. Tego, co ty doświadczyłaś. 
-  

Byłyśmy  sobie  bardzo    bliskie.  Zawsze  każda  z  nas 

wiedziała, co odczuwa druga. To dlatego Venetia wiedziała, że 

byłam z kimś tej nocy. - Spojrzała na niego i zobaczyła, że to 

przypomnienie było błędem. 
-  

Czy  nie  cierpiałeś,  gdy  dowiedziałeś  się,  co  jest  z  Venetią? 

Czy    nie  byłeś  niemal    fizycznie  chory  z  rozpaczy,  gdy  ona 

umarła? 
-  

Naturalnie, ale nie ma w tym nic dziwnego. Ty zaś starasz się 

mnie przekonać, że przeżyłaś coś zupełnie irracjonalnego. 

Popatrzyła    w    dal.      Oparła      głowę    na    kolanach  i  utkwiła 

wzrok w ścianie poddasza. Myślami była daleko. Zaczęła cicho. 
-  

Byliśmy  na  nartach,  kiedy  to  się  stało.  Miałam  właśnie 

rozpocząć  zjazd,  gdy  nagle  poczułam  gwałtowny,  paraliżujący 
strach

.  Nigdy  w  życiu  tak  bardzo  się  nie  bałam.  Chciałam 

krzyczeć,  ale  nie  mogłam.  Nagle  coś  z  ogromną  siłą  uderzyło   

mnie w bok i zaraz potem w głowę. Poczułam straszny ból. 

Twarz  mu  zadrgała.  Patrzył  na nią  z  napięciem,  ale  Ginny  nie 

spojrzała na niego, dopóki nie zaczęła znów mówić. 

background image

-  

Potem zapadłam w ciemność. Gdy po jakimś czasie doszłam 

do siebie, powiedzieli mi, że zasłabłam i spadłam w dół stoku. 

Twierdzono,  że  to  dlatego  czułam    ból,      ale  ja    wiedziałam,   

że    było    inaczej.  Wiedziałam,  że  coś  strasznego  stało  się  z 

Venetią. 

Przerwała i zwilżyła językiem wyschnięte usta. 
-  

Lekarze  nie  mogli  wytłumaczyć,  dlaczego  byłam  w  takiej 

depresji,  bo,  oprócz  kilku  siniaków,  nie  stało  mi  się  nic 

poważnego. Ale na moją prośbę Simon zadzwonił do matki i od   
niej dowi

edzieliśmy    się o wszystkim. 

-  

Byłaś na nartach z Simonem? 

-  Tak.  - 

Rzuciła mu szybkie spojrzenie. Zamyśliła się. - Matka 

powiedziała,  że  Venetia  jeszcze  żyje  i  żebym  przyjeżdżała  jak 

najszybciej,  ale  ja  wiedziałam,  że  już  za  późno.  Chciałam 

przekazać Venetii całą moją siłę, dać jej znak, że dzielę z nią ból 

i  cierpienia,  tak  jak  to  zawsze  robiłyśmy.  I  wiem,  że  ona  to 

czuła. 
-  

Wmawiasz  to  sobie,  żeby  ci  było  lżej.  Nie  możesz  tego 

wiedzieć. 
-  Nie? - 

Odwróciła głowę i spojrzała na niego. - Więc dlaczego 

chwili śmierci wypowiedziała moje imię? 

Otworzył szeroko oczy, twarz mu pobladła. 
-  

Skąd o tym wiesz? Tylko ja byłem wtedy przy niej. Spojrzała 

na  niego  ze  smutkiem,  potem  bez  słowa  zabrała  puste  kubki  i 

talerze.  Czy  wierzył  jej,  czy  nie,  nie  mogła  powiedzieć  mu 

więcej nic, co mogłoby go przekonać. 
-  

Daj mi znać, kiedy mam puścić wodę. 

Słucham? - Spojrzał na nią nieprzytomnie. - Ach tak, dobrze. 

Już mi niedużo zostało. 

Zeszła na dół. Minęło jakieś pół godziny, kiedy zawołał. Woda 

powoli  wypełniała  rury,  tak  jak  dzień  wcześniej.  Pobiegła  na 

background image

górę. 
-  No i jak? Nie przecieka? 
-  

Poczekajmy, aż się napełni. 

Mówił  już  normalnym  głosem  i  gdy  ukradkiem  spojrzała  na 

niego,  z  ulgą  zobaczyła,  że  twarz  ma  pogodną.  Westchnęła. 

Może Alex nigdy nie będzie w stanie zrozumieć tego, co było 

między  nią  i  Venetią,  ale  przynajmniej  będzie  myśleć  o  tym 

inaczej niż dotychczas. 

Upewniwszy  się,  że  zbiornik  nie  przecieka,  Alex  obszedł  cały 

dom i sprawdził, czy kaloryfery nie są zapowietrzone. 
-  

Rzeczywiście wszystko wysprzątałaś. 

-  

Dziękuję. Pewnie chciałbyś wziąć prysznic. Położyłam czyste 

ręczniki w łazience. 

Spojrzał na nią z niechęcią, niezadowolony, że mówi mu, co ma 

robić,  jednak  poszedł  do  łazienki.  Wrócił  dwadzieścia  minut 

później, z głową jeszcze mokrą. 
-  

Zrobiłam kawy. Tym razem będzie lepsza, ze świeżej wody. 

Wyglądało na to, że chciał odmówić, więc szybko dodała: 
-  

Jest też trochę ciasta od sąsiadki. 

-  

Od    Clare? Wyobrażam    sobie, jaka    była    zaskoczona, gdy 

cię zobaczyła. 

Myślała,  że  widzi  ducha  -  zgodziła  się  z  uśmiechem.  -  Już 

pewnie wszyscy sąsiedzi wiedzą o mnie. 
-  

Dobra z niej kobieta, ale niezła plotkara. Pewnie dobrze cię 

wypytała. Co jej powiedziałaś? 
-  

Wszystko, co chciała - o moim życiu w Nowym Jorku. 

Kiwnął głową. Wziął kawałek ciasta i spróbował. 

Może  to  dlatego  Jeff  był  taki  zawiedziony.  Nigdy  nie  mógł 

sobie odmówić ciasta od Clare. 
-  

Ty, jak widzę, też. Zabierz je lepiej ze sobą. 

-  A ty? 

background image

-  

Nie    zapominaj,    że  jestem    modelką.      Ale    to  się  pewnie 

skończy, jeśli będę mieć za ścianą kogoś, kto piecze takie ciasta. 
Na pewno zaraz okropnie utyje. 

Zrobiła  żałosną minę  i  Alex  roześmiał  się  głośno.  Zaskoczony 

swoim zachowaniem, zmieszał się, skończył kawę i wstał. 
-  

Lepiej już pójdę. 

Nie starając się go zatrzymać, zapakowała ciasto, a on pozbierał 

narzędzia. 
-  

Ile jestem ci winna za zbiornik? Potrząsnął głową. 

-  

Gdyby  dom  nadal  należał  do  mnie,  i  tak  musiałbym go 

wymienić. 
-  

Nie, Alex, tak nie może być. 

-  

Powiedziałem nie - powtórzył stanowczo. - Chodźmy już. 

Założyła  żakiet  i  wyszli.  Prowadziła  samochód,  a  Alex 

wskazywał jej drogę do miasteczka uniwersyteckiego i domu, w 

którym mieszkał. Nie zaprosił jej do środka. 
-  

Dziękuję  za  zbiornik  i  czas,  który  poświeciłeś.  Jestem  ci 

bardzo wdzięczna - powiedziała ciepło. 
-  

W porządku. Ginny, wiem, że to był wyjątkowy powód, ale 

myślę, że będzie lepiej, jeśli więcej się nie spotkamy. 

Zacisnęła mocniej ręce na kierownicy. 
-  

Nigdy? To masz na myśli? - zapytała, starając się pozbawić 

głos wszelkich emocji. 
-  

Tak. Każde z nas ma własne życie, całkowicie odmienne, a 

teraz nie mamy ze sobą już nic wspólnego. Więc nie dzwoń do 

mnie za każdym razem, kiedy przyjedziesz do Anglii, bo twoje 

kurtuazyjne telefony będą tylko stratą czasu. 

Musiał  przygotować  to  sobie  wcześniej.  Mówił  tak,  jakby  to 

była jak najbardziej racjonalna decyzja, ale w jego glosie było 

wyraźne napięcie. 
-  Rozumiem. - 

Odetchnęła głęboko. - A co, jeśli zdecyduję się 

background image

sprzedać dom? 
-  

Nasi prawnicy dadzą sobie radę. 

-  

No tak, oczywiście. - Odwróciła się i popatrzyła na niego. - 

W

ięc to jest pożegnanie? 

-  Tak.  -  

Zawahał    się    szukając    słów,      wreszcie 

powiedział  szybko:  -  Życzę  ci  powodzenia,  Ginny.  Mam 

nadzieję, że dostaniesz od życia to wszystko, czego chcesz. 

Skinęła głową. Kiedy otwierał drzwi, powiedziała: 
-  Nie zapomnij 

o cieście. 

Odjechała, gdy tylko wysiadł. Pamiętała, żeby nie obejrzeć się 

za  siebie.  Już  tyle  razy  robiła  to  w  przeszłości  i  nigdy  nie 

znalazła  niczego  poza  smutkiem.  Nie  mogę  się  obejrzeć,  nie 

mogę. Nie pierwszy raz miała zranione serce. 
W domu przygotow

ała  sobie  kąpiel.  Leżała  w  wannie, dopóki 

woda  nie  ostygła.  Zaczęła  rozpamiętywać  zdarzenia  tego 

wieczoru. Czy przypomnienie tamtej nocy sprawiło, że nie chce 

jej  więcej  widzieć?  Ale  może  przyczyny  były  inne,  może  to 
widok wy

sprzątanego  i  znów  przytulnego domu? Wszystko 

jedno.  Założyła  nocną  koszulę  i  położyła  się  do  łóżka. 

Zapatrzyła się w jasne miejsce na ścianie nad kominkiem, gdzie 

przedtem  wisiał  portret  Venetii.  Alex  zabrał  go  razem  z 

meblami.  Muszę  inaczej  urządzić  ten  pokój,  a  właściwie  cały 
dom. 

Przynajmniej  się  czymś  zajmę.  Albo  wrócić  do  Nowego 

Jorku i zabrać się do pracy. Chociaż tamto życie jakoś straciło 
swój poprzedni urok. 

W  Bath  o  malarzy  było  tak  samo  trudno,  jak  o  hydraulików. 

Wydzwaniała z budki przez dłuższy czas, wreszcie zniechęcona 

poddała  się  i  kupiła  kilka  puszek  farby.  Kiedy  mieszkały  z 

Venetią  w  starym  mieszkaniu  w  East  Finchley,  same  robiły  w 

nim  wiele  rzeczy.  Na  początku  czuła  się  trochę  dziwnie,  ale 

włączyła radio, by odegnać wspomnienia i praca ją wciągnęła. 

background image

Kilka  dni  później  niespodziewanie  wpadł  Jeff.  Ginny  akurat 

malowała sufit w salonie, stojąc na desce umieszczonej między 

krzesłem i drabiną. 
-  

Cześć! Wchodź! - przywitała go. - Jestem cała w farbie, jak 

widzisz. - 

Ze śmiechem starła z czoła krople farby. 

-  Nie przypuszcz

ałem, że zastanę cię przy przy czymś takim - 

powiedział ze zdumieniem. 
-  

Nie? A na co liczyłeś? Poprawił okulary. 

-  

Hm,  zapytałem  Alexa,  czy  nie  wybiera  się  do  ciebie 

zobaczyć, czy zbiornik działa, a on powiedział… 

Zawahał się. 

Że  nie  ma  zamiaru  tu  więcej  przychodzić  -  dokończyła  za 

niego. 

Tak.  Pomyślałem,  że  dowiem  się,  czy  u  ciebie  wszystko  w 

porządku. 

Pewnie myślałeś, że załamana będę płakać nad sobą, przyznaj 

się. -Spojrzała z rozbawieniem. Przyszło jej to nadspodziewanie 

łatwo. - Przecież ci mówiłam,, że już dawno mi przeszło. Jeśli 

on  nie  chce  przychodzić  dlatego,  że  ja  tu  jestem,  to  jest  to 

zupełnie zrozumiałe. 
-  

To niedokładnie to, co on powiedział. 

-  

Powiedział, że to mnie nie chce więcej widzieć, to masz na 

myśli? No cóż, to też można zrozumieć. To nie jest szczególnie 

miłe mieć obok siebie kogoś, kto wygląda dokładnie tak samo 

jak kobieta, którą kochał. 

Odwróciła się, wdrapała na deskę i zanurzyła pędzel w puszce 

z  farbą.  -  Zresztą  może  to  i  dobrze,  że  więcej  nie  przyjdzie. 
Teraz, gd

y nie ma już tego domu, nic więcej go tu nie trzyma i 

może zacznie życie na nowo. 
-  

Potrafisz przegrywać, Ginny - powiedział szczerze. 

-  No pewnie. - 

Roześmiała  się  gorzko  i  mocniej  przycisnęła 

background image

pędzel do sufitu. Na pokój rozprysnęły się kropelki farby. 
-  

Może mógłbym ci trochę pomóc przy malowaniu? Popatrzyła 

na  niego.  W  tej  chwili  wolałaby,  żeby  tu  nie  przychodził  - 

niepotrzebnie rozbudził uczucia, stłumione z takim trudem. Ale 

z  drugiej  strony  miał  jak  najlepsze  intencje.  Opanowała  się  i 

uśmiechnęła z wdzięcznością. 
-  

Oczywiście.  Zwłaszcza,  że  masz  takie  długie  ręce.  Ale  co 

będzie z twoim ubraniem? Przecież się zmarnuje, 
-  

Mam  w  samochodzie  trochę  starych  ciuchów,  które  zwykle 

zabieram na wykopaliska. 
-  

Świetnie.  W  takim  razie  zostawiam  ci  sufit  i  biorę  się  za 

ściany. 

Rozmawiali  niewiele,  koncentrując  się  przede  wszystkim na 

malowaniu. Poszło im całkiem nieźle i skończyło się kolacją w 

restauracji. Następnego dnia Jeff znów przyjechał po południu i 
zapro

ponował  swoją  pomoc  w  czasie  weekendu,  ale  Ginny 

postanowiła pojechać do matki na dwa dni. W poniedziałkowe 

popołudnie był znowu i razem wzięli się za przedpokój i schody. 

Było  to  dużo  trudniejsze,  musieli  używać  drabin  i 

prowizorycznych  rusztowań.  Ginny  zrozumiała,  że  sama  nie 

poradziłaby sobie. 

Clare wpadła na chwilę. Znali się z Jeffem z dawnych czasów i 

z przyjemnością znów się spotkali. Jeff kupił od niej dwa ciasta 

przekładane  kremem,  żeby  zabrać  ze  sobą  do  domu.  W  tym 

tygodniu Ginny zostawiła dla niego najtrudniejsze prace, a sama 

zajęła  się  kuchnią  i  łazienką,  gdzie  były  mniejsze  płaszczyzny 

do  malowania.  Skończyli  w  czwartek  wieczorem  i  z  dumą 

przyjrzeli się efektom swojej pracy. 
-  

A co z drugą sypialnią? - zapytał. - To nie jest dużo roboty. 

-  J

eszcze nie wiem, co z nią zrobię. - Potrząsnęła głową. 

Popatrzyła na niego i uśmiechnęła się z rozczuleniem. Stare, już 

background image

wcześniej  poprzecierane  dżinsy,  teraz  były  całe  pochlapane 

farbą,  głównie  białą.  Był  w  nich  podobny  do  lamparta,  tym 

bardziej,  że  włosy  też  wyglądały,  jakby  nagle  i  przedwcześnie 

posiwiał. 
-  

Czy jutro coś planujesz? 

-  

Dlaczego pytasz? Czy chciałabyś, żebym    coś zrobił? 

-  

Chciałabym, żebyś zmył z  siebie  tę  farbę, założył  najlepszy 

wieczorowy  garnitur  i  dał  się  zabrać  na  kolację,  która  będzie 

podziękowaniem za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. 
-  

Och, to zupełnie niepotrzebne. Całkiem mi się podobało. 

Postawiła na swoim i następnego dnia pojechała wieczorem do 

Bristolu,  żeby  go  zabrać.  Kiedy  dotarła  do  miasteczka 

uniwersyteckiego,  było  jeszcze  dość  jasno.  Wysiadła  z 

samochodu, żeby zastukać do drzwi, ale Jeff wychylił się przez 

okno i zawołał, że już schodzi. Kiwnęła głową i pomachała mu 

ręką,  wysoka  i  bardzo  szczupła,  w  długiej,  kremowej,  mocno 

wyciętej  sukience,  która  podkreślała  jej  figurę  i  kalifornijską 

opaleniznę.  Gdy  Jeff  zamykał  okno,  Ginny  kątem  oka 

spostrzegła lekki ruch w sąsiedztwie. Instynktownie poczuła, że 

to Alex. Nie pomachała ręką, ale nie wchodziła do samochodu, 

dopóki  Jeff  nie  zszedł  na  dół.  W  garniturze  wyglądał  bardzo 
p

rzystojnie, choć był nieco speszony. 

-  

Dokąd  jedziemy?  -  zapytał,  gdy  już  znaleźli  się  w 

samochodzie. 

Opuszczali  właśnie  teren  uniwersytetu,  kiedy  Ginny 

powiedziała: 
-  

Wiesz,    znalazłam    miejsce,    gdzie    podają    rybę  z 

frytkami  i  najlepszy  na  świecie  pudding z groszku i   siekane   

kotlety      z    wątróbki...    -  i      wybuchnęła  śmiechem,  widząc 
komiczny wyraz konsternacji na jego twarzy. 

Popędziła  autostradą  do  Londynu.  Po  kolacji  w 

background image

czterogwiazdkowej  restauracji  poszli  potańczyć  do  nocnego 
klubu, a potem pog

rać do kasyna. 

-  

Zawsze tak się bawisz? - zapytał o czwartej nad ranem, gdy 

wreszcie dotarli do samochodu. 
-  

Kiedyś tak - przyznała. - Ale po jakimś czasie zrozumiałam, 

że  muszę  z  tym  skończyć,  jeśli  nadal  chcę    być    modelką.   

Więc    u sp o k o i

łam    się    i    znów  zaczęłam  chodzić  wcześnie 

spać. 
-  

Może  ja    poprowadzę?  -  zaproponował,    gdy  podeszli  do 

samochodu, lecz Ginny potrząsnęła głową i usiadła na miejscu 

kierowcy.  Zrobiła  to  automatycznie  i  dopiero  po  chwili  zdała 

sobie sprawę, że Alex wcale by jej nie pytał o zdanie, tylko od 

razu  usiadł  za  kierownicą.  Mogła  panować  nad  Jeffem,  ale  z 

Alexem to było nie do pomyślenia, jeśli sam tego nie chciał. 
Przez poprzednie wieczory, kiedy razem z Jeffem odnawiali 

dom,  nie  wspominali  Alexa,  ale  teraz,  wracając  po  ciemku do 

Bristolu, nie mogła odegnać od siebie myśli o nim. Jeff trochę 

drzemał, półleżąc w sąsiednim fotelu. Nagle, jakby zgadując jej 

myśli, powiedział: 
-  

Wiesz,  chociaż  Alex  nie  ma  już  żadnych  praw  do  domu, 

nadal się nim interesuje. Ciągle mnie wypytuje, co robimy, jakie 

zmiany wprowadziłaś... 
-  

Naprawdę? - Starała się, żeby pytanie zabrzmiało zwyczajnie. 

-  

Tak. Oczywiście powiedziałem mu, że chcesz tylko na nowo 

pomalować  dom.  -  Jeff  zaśmiał  się,  rozluźniony  po  winie  i 
kolacji.  - 

Wiesz,  wydaje  mi  się,  że  on  myśli,  że  ty  i  ja  znów 

moglibyśmy  się  zaprzyjaźnić.  Ilekroć  wracam  później,  zawsze 
wpadam na niego. 
-  

No  to  dzisiaj  się  naczekał  -  powiedziała  sucho,  aż  Jeff 

wybuchnął śmiechem. 
-  

Pewnie  się  zastanawia,  co  zaszło.  -  Popatrzył  na  nią  i 

background image

westchnął.  -  Przypuszczam,  że  nic  nie  zajdzie  -  odpowiedział   
sam  sobie.  - 

Oczywiście,    że    nic.  Wiedzieliśmy  o  tym  od 

początku. 
-  Przykro mi, Jeff. - 

Na  chwilę  zdjęła  rękę  z  kierownicy i 

dotknęła jego dłoni. 
-  

Czy dasz się gdzieś zaprosić jutro, a właściwie dzisiaj, tylko 

później? 
-  

Niestety,  już  jestem  umówiona.  -  Spojrzał  na  nią  pytająco,   

ale zamiast się    tłumaczyć,    powiedziała: 

Wiesz o tym, że zawsze jesteś miłym gościem. Może wpadłbyś 

do mnie na kolację w przyszłym tygodniu? 

Aż  do  Bristolu  prawie  nie  rozmawiali.  Gdy  Jeff  żegnał  się  i 

wysiadał, Ginny zerknęła na okna Alexa. Tak jak przypuszczała, 

w pokoju było ciemno, ale zasłony były rozsunięte. Jeśli leżał i 

nie spał, mógł zobaczyć światła samochodu. Jeśli nie spał. Jeśli 
to go 

w  ogóle  obchodziło.  Ale  przecież  wypytywał  Jeffa,  co 

robią. Chociaż możliwe, że chodziło mu tylko o dom. 

Wieczorem  starannie  wybrała  strój  na  przyjęcie  do  Clare 

Kennedy.  Coś  zbyt  wyszukanego,  „nowojorskiego",  byłoby 

przesadą  na  zwykłe  spotkanie,  jednak  z  drugiej strony, zbyt 

skromną  kreację  Clare  mogła  odebrać  jako  lekceważenie.  W 

końcu  wybrała  jedwabne  wieczorowe  spodnie  w  kolorze 

głębokiej czerwieni i odpowiednią do nich bluzkę bez rękawów, 

a długie, gęste włosy przewiązała apaszką w tym odcieniu. Na 
go

łe  stopy  założyła  sandałki  z  rzemyków.  Paznokcie  już 

wcześniej  pomalowała  czerwonym  lakierem.  Przez  większą 

część  dnia  odpoczywała,  więc  wyglądała  świeżo,  a  makijaż 

doskonale zatuszował ślady zmęczenia. Na koniec użyła swoich 
ulubionych perfum Joy i spojr

zała na zegarek. 

Ósma czterdzieści. Przyjęcie miało się zacząć około ósmej, ale 

Ginny nie chciała przyjść pierwsza. Jako modelka wiedziała, jak 

background image

zrobić odpowiednie wejście. 

Zupełnie  gotowa  czekała  w  sypialni  i  przez  uchylone  okno 

słyszała,  jak  drzwi  wejściowe do domu Clare kilkakrotnie 

otwierały  się  i  zamykały.  Zastanawiała  się,  ile  przyjdzie  osób. 

Wzięła torebkę i zbiegła na dół po butelkę wina. Upewniła się, 

że  wszystko  dobrze  zamknęła  i  przeszła  kilka  metrów  do 

sąsiedniego wejścia. 

Otworzył jej mężczyzna. 
-  

Witam!  Chyba  jesteś  Ginny  Barclay.  Spojrzał  na  nią  z 

wyraźną  aprobatą,  dość  przeciętny,  dobrze  po  trzydziestce,  z 

początkiem brzuszka. 
-  A ty Richard Kennedy. 
-  Tak, to ja. - 

Był  zadowolony,  że  pamiętała  jego  imię.  - 

Proszę, wejdź. Bardzo się cieszę, że udało ci się przyjść. 
-  

Nie  mogłabym  przepuścić  takiej  okazji  -  zapewniła  go  i 

podała mu butelkę. - To mój udział. 
-  

Och,  naprawdę,  niepotrzebnie  zawracałaś  sobie  głowę.  Ale 

tak  czy  inaczej,  dziękuję.  -  Postawił  butelkę  na  stole  w 
przedpokoju.  -  Pozw

ól,  że  zaprowadzę  cię  do  Clare,  a  potem 

przyniosę ci drinka. 

Otworzył  drzwi  do  salonu.  Przyjęcie  dopiero  się  zaczęło  i 

przybyli  nie  czuli  się  jeszcze  zupełnie  swobodnie.  Za  mało 

jeszcze wypili, żeby hałaśliwie rozprawiać i śmiać się głośniej 

niż  zwykle,  w  każdym  razie  gwar  nie  był  aż  tak  duży,  żeby 

zagłuszyć  rozlegającą  się  gdzieś  dalej  muzykę.  Gdy  Richard 

wprowadził ją do środka, w salonie było około dwudziestu osób. 
-  Clare -  

powiedział,      przerywając    ciszę, jaka zapadła, gdy 

zebrani odwrócili się, patrząc na nią. - Przyszła    Gin ny.    Czeg o   

się napijesz? - zapytał, podczas gdy Clare szła w ich stronę. 
-  

Poproszę białe wino. 

-  

Cześć Ginny! Chodź, poznam cię z ludźmi. To nasi sąsiedzi z 

background image

drugiej strony. 

Clare  pocałowała  ją  w  policzek  i  poprowadziła  przez  pokój, 

przedstawiając  jej  gości.  Ginny  uśmiechała  się,  witała,  ale 

nazwiska do niej nie docierały. I choć jej wzrok jedynie przez 

moment prześlizgnął się po nim, w jej świadomość zapadł obraz 

wysokiego mężczyzny ze szklanką w ręku, stojącego samotnie 
przy 

oknie w kącie pokoju. Był ostatnią osobą, do której Clare ją 

przyprowadziła. Roześmiała się, wyraźnie zadowolona z siebie. 

~  Nareszcie  ktoś,  kogo  nie  musze  ci  przedstawiać! 

Postanowiliśmy  zrobić  ci  niespodziankę.  Zaprosiliśmy  go,  bo 

pomyśleliśmy,  że  będziesz  się  lepiej  czuła,  jeśli  będzie  ktoś, 

kogo znasz. Och, wybaczcie, znów ktoś dzwoni. 

Clare  odeszła  i  nagle  zostali  zupełnie  sami  w  pokoju  pełnym 

ludzi.  Ginny  zwilżyła  językiem  nagle  wyschnięte  usta  i 

powiedziała: 

Cześć Alex. 

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Choć Alex miał czas na otrząśnięcie się z początkowego szoku, 

to  gdy  odpowiadał  na  jej  powitanie,  w  jego  głosie  pozostało 

jeszcze napięcie. 
-  

Cześć Ginny. 

W  pierwszej  chwili  nie  wiedziała,  co  powiedzieć,  ale  na 

szczęście nadszedł Richard Kennedy z kieliszkiem wina. Chciał 

pogadać,  ale  Clare  przywołała  go  z  powrotem,  więc  znów 
zostali sami. 
-  

Nie spodziewałem się, że tu będziesz - powiedział krótko. - 

Jeff mówił, że masz jakieś spotkanie. 

A więc sprawdził. 
-  

To właśnie to. 

Wypiła łyk wina i odwróciła się nieco od niego, żeby spojrzeć 

background image

na  pokój.  Gdy  tylko  to  zrobiła,  poczuła,  że  jest  obserwowana. 

Większość  osób  znała  Alexa  i  Venetię,  więc  ich  widok 

wzbudzał ogólną ciekawość. 
-  

Czy Clare często robi takie rzeczy? - spytała Alexa. 

-  

Myślisz o przyjęciach? Kilka razy w roku. 

-  

Nie. Myślę o takich niespodziankach. 

-  Och, o to ci chodzi - 

roześmiał  się.  -  Sądzę,  że  nie  miała 

powodu myśleć, że nie będziemy zachwyceni. - Przerwał, jakby 

ważąc coś w myślach, wreszcie wydusił: - Słyszałem od Jeffa, 

że sama odnawiasz dom? 
-  

Tak, nie udało mi się znaleźć nikogo, kto mógłby to zrobić w 

miarę szybko. 
-  

Ale podobno już skończone? 

-  

Tak, z ogromną pomocą Jeffa. 

-  

Szkoda,  że  nie  zwróciłaś  się  do  mnie,  poleciłbym  ci  kogoś, 

kogo już wcześniej zatrudnialiśmy. 

Pozostawiła  to  bez  komentarza.  Wypiła  łyk  wina.  Przyszło 

jeszcze  kilka  osób  i  w  pokoju  zrobiło  się  ciasno.  Clare, 

prowadząc  jakąś  parę,  zbliżała  się  w  ich  kierunku.  Ginny 

uśmiechnęła się do niej, gdy nagle usłyszała; 
-  

Chciałbym  zobaczyć,  co  się  zmieniło  w  domu.  Oczywiście, 

jeśli nie masz nic przeciwko temu. 

Spojrzała na niego ze zdziwieniem, ale zaraz odwróciła się, żeby 

powitać nowo przybyłych. Clare dokonała prezentacji. 
-  

Modelka! I bliźniaczka twojej żony! Niesamowite.   

Wreszcie poszli sobie. 

Już  mam  tego  dosyć.  -  Alex  ciągle  był  spięty.  -  Nie 

powinienem tu przychodzić. 
-  

To po co przyszedłeś? Zaskoczony, zmieszał się trochę, 

-  Clare i Richard to moi przyjaciele - 

odrzekł  po  chwili.  - 

Wiele dla mnie zrobili, gdy potrzebowałem pomocy. 

background image

-  

Ale to nic powód, żeby przychodzić, jeśli nie masz ochoty. 

-  

Może już czas, żeby znów zacząć normalnie żyć. Ciągle mi to 

mówią. 
-  

To bez sensu, jeśli sam nie czujesz takiej potrzeby. Nie ma co 

się zmuszać, to błąd. 
-  

Mówisz,  jakbyś  sama  to  przeżyła.  -  Spojrzał  na  nią 

badawczo. 
-  

Czyżby? - Przyglądała się, jak Clare otwiera drzwi do jadalni 

i  zaprasza  do  stołu.  -  Nareszcie,  jestem  strasznie  głodna.  - 

Odwróciła się do niego. - Mógłbyś przynieść mi jeszcze jednego 

drinka? Białe wino. 

Gdy  wrócił,  zastał  ją  z  talerzem  pełnym  jedzenia,  pochłoniętą 

rozmową  z  dwiema  młodymi  kobietami.  Nie  przerywając 

podziękowała mu, odbierając kieliszek. Żadna z kobiet nie znała 

Venetii,  co  ułatwiało  sytuację.  Mieszkały  razem,    obie    były 

niezamężne.    Zaczynały  w  różnych  zawodach,  a  teraz 

pracowały w przemyśle rozrywkowym i były wspólniczkami w 

firmie  zajmującej  się  dużymi  imprezami  sportowymi.  Obie 
bardzo zaan

gażowane i ambitne, próbowały namówić Ginny na 

zbadanie  sytuacji  w  tej  dziedzinie  na  rynku  amerykańskim. 

Ginny  całkiem  nieźle  orientowała  się  w  tych  sprawach  i 

rozmowa  toczyła  się  wartko,  nawet  wtedy,  gdy  włączono 

muzykę  i  wszyscy  zaczęli  tańczyć.  Richard  Kennedy  podszedł 
do nich. 
-  

No,  dziewczęta  -  powiedział  żartobliwie,  choć  z  pewną 

dezaprobatą w glosie - nie pozwolimy, żeby nasze biznesmenki 

przegadały cały wieczór. Która pierwsza zatańczy ze mną? 

Wszystkie trzy wiedziały, że większość obecnych tu mężczyzn 

rozprawia wyłącznie o interesach i nikt im tego nie wypomina, 

więc zimno przyjęły jego propozycję. Richard nachylił się i ujął 
Ginny 

za rękę. Chcąc nie chcąc, wstała. Zaczęli tańczyć. 

background image

-  

Czym się zajmujesz, Richard? 

-  

Jestem doradcą finansowym - powiedział, jakby było to coś 

zupełnie  wyjątkowego.  -  Pracuję  dla  kilku  dużych  firm  i 
niektórych bogatszych osób z Bath i okolicy. 

Spojrzał na nią taksująco. 

Mógłbym  ci  pomóc,  jeśli  chciałabyś  zainwestować  w  Anglii 

trochę pieniędzy. 

Posłała mu oszałamiające spojrzenie. 
-  

Wybacz,  ale  sam  powiedziałeś,  że  nie  lubisz  gadania  o 

interesach. Miałeś rację, to takie nudne. 

Zamrugał oczami, nie wiedząc, czy mówi serio, czy nabija się z 

niego,  ale  Ginny  szybko  zmieniła  temat,  wypytując  go  o  inne 

zainteresowania.  Płyta  się  skończyła  i  Ginny,  nie  czekając  na 

nowy utwór, podziękowała za taniec i odeszła. Richard był dość 

miły,  ale  nieco  męczący.  Poszła  poszukać  swojego  kieliszka. 

Musiała  przeprosić  Alexa i  rozmawiającego z nim  mężczyznę, 

którzy utrudniali jej dostęp do półki. 
-  

Przepraszam, chciałabym wziąć mój kieliszek. 

Mężczyzna odsunął się, ale Alex ani drgnął. Spojrzała na niego 
ze zdziwieniem. Je

go twarz miała dziwny, jakby przestraszony 

wyraz. Nagle odezwał się szorstko: 
-  

Zatańczymy? 

Nie  usprawiedliwiając  się  ani  słowem,  że  tak  pozostawia 

swojego  rozmówcę,  ujął  ją  za  ramię  i  po  kilku  schodkach 

poprowadził na środek pokoju. 

Tańczyli  zachowując  dystans  między  sobą,  ale  sam  fakt,  że 

zrobił  coś  takiego,  zupełnie  ją  oszołomił.  Przedtem  tańczyła  z 

nim tylko jeden raz, gdy razem z Jeffem przyszedł na wydaną 

przez firmę kolacje, obejrzeć przygotowany przez nią i Venetię 
kabaret. Wtedy jeszcze nie byli wrogami - 

był miły i przyjaciel-

ski,  traktował  ją  jak  siostrę  swojej  dziewczyny.  To  właśnie  w 

background image

czasie tamtego tańca zrozumiała, że jest w nim zakochana i że 

on  będzie  jedyną  i  największą  miłością  jej  życia.  I  wtedy 

odszedł do jej siostry. 

A  teraz?  Nie  mogła  zrozumieć,  dlaczego  poprosił  ją  do  tańca, 

ale  nie  odzywała  się  ani  słowem,  byle  tylko  tego  nie  popsuć. 

Bojąc się, że nawet najmniejsze zdziwienie może nagle zmienić 

jego  nastrój,  lekko  złożyła  rękę  w  jego  dłoni  i  tańczyła,  nie 

patrząc  na  niego.  Ale  nawet  i  to  nie  wystarczyło,  bo  po  kilku 

minutach mruknął. 
-  Nie masz ochoty na taniec? 

Podniosła oczy i popatrzyła na niego, starając się uciszyć bicie 
serca. 
-  Dlaczego? 
-  Zawsze odpowiadasz pytaniem na pytanie? Dopiero co 

rozmawiałaś  z  Richardem.  Mogłaś  nie  opowiadać  mu  tego 

wszystkiego, co mi powiedziałaś. 
-  

Słuchaj,  wiem,    że  powiedziałam  dużo    niepotrzebnych 

rzeczy  - 

przyznała  ze  skruchą  -  ale  tak  naprawdę      wcale    z     

nim      nie      rozmawiałam,      tylko słuchałam tego, co on mówi. 

Po jego twarzy przemknął błysk rozbawienia. 
-  

Pewnie proponował ci pomoc przy inwestowaniu pieniędzy, 

co? 

Zgadłeś,  ale  myślę,  że  nie  zrobiłby  tego  bezinteresownie. Za 

darmo mógłby mi tylko poradzić, jakimi sportami mogłabym się 

zająć, co czytać i jaki mieć samochód. 

Roześmiał się głośno. 
-  

Venetia też za nim nie przepadała. Za to lubiła Clare. 

-  

Jest bardzo miła - powiedziała ciepło, dodając w zamyśleniu: 

Możliwe, że Richard zazdrości jej popularności. 

-  

Być może. 

-  

Jeff  mi  opowiadał,  że  pracujesz  teraz  nad  zastosowaniem  

background image

laserów    w    medycynie.  I  że  zostałeś  profesorem  i  objąłeś 

katedrę fizyki na uniwersytecie. - czy to się tak nazywa? 
-  

Jeff  za  dużo  gada.  Ale  na  pewno  nie  powiedział  ci,    że 

zaproponowano    mu    prestiżowe    stanowisko w Oxfordzie? 
-  

Nie, nic nie mówił. I co, zdecydował się? 

-  

Będzie ostatnim głupcem, jeśli tego nie zrobi - odpowiedział 

szczerze. - 

Ale ma jakieś idiotyczne przekonanie, że ja nie dam 

sobie rady bez niego. 
-  

I dlatego tu przyszedłeś - domyśliła się. 

-  

Jesteś  bardzo  bystra  -  potwierdził  patrząc  na  nią.  -  Zresztą, 

zawsze byłaś. Masz rację, to jeden z powodów, dla których tu 

przyszedłem.  Jeff  musi  zrozumieć,  że  mogę  się  obejść  bez 

niańki. 
-  

A jakie są te inne powody, skoro nie miałeś zbytniej ochoty 

tu przychodzić? 
-  

Nie  wiem.  Może  chciałem  choć  raz  wyrwać  się  z  kręgu 

znajomych z uniwersytetu. Może poznać nowych ludzi? 
-  

I  sprawdzić,  czy  możesz  tu  znów  przyjść  -  sam?  - 

zaryzykowała. 
-  

To chyba też. Na takim przyjęciu, nie jest łatwo samotnemu 

mężczyźnie. 
-  Kobiecie jest jeszcze trudniej  - 

w  jej  głosie  zabrzmiała 

niezamierzona gorycz. 

Rzucił jej szybkie, badawcze spojrzenie, ale nie podjął tematu. 
-  Opowiedz mi o swojej pracy - 

poprosiła Ginny, przerywając 

ciszę. 
-  

Zanudzę cię - odrzekł krótko. 

-  Ciebie to nudzi? 
-  

Nie, oczywiście że nie. - Wyglądał na zaskoczonego. 

-  

Więc  dlaczego  dla  mnie  miałoby  być  nudne?  Zawsze  warto 

posłuchać, jak fachowiec mówi o swojej dziedzinie. 

background image

Już teraz wiem, jak skłoniłaś Richarda do gadania. 

Potrząsnął  głową.  -  To  nie  jest  temat  na  rozmowę  w  czasie 

tańca. Może kiedy indziej ci opowiem. 

Przyciągnął  ją  trochę  mocniej.  Czuła  uniesienie  i  podniecenie, 

bo wreszcie sprawy zaczynały układać się inaczej. Alex mówił 

tak, jakby dopuszczał możliwość, że jeszcze kiedyś się spotkają. 

Chwyciła  się  tego,  choć  obawiała  się  wybiegania  myślą  w 

przyszłość. Ale to na razie nie było ważne, liczyło się tylko to, 

że trzymał ją w objęciach w tym zatłoczonym, głośnym pokoju, 

pełnym obcych ludzi. Wystarczało jej, że czuje na plecach dotyk 

jego silnej dłoni i to nie jest sen. A drugą ręką trzyma jej dłoń i 

jeśli  tylko  podniesie  oczy,  zobaczy  jego  twarz,  szczupłe 

policzki,  pełne  usta  i  szare  oczy  ocienione  długimi  rzęsami. 

Twarz, którą pamiętała tak dobrze i o której tak długo marzyła, 

nie mając nadziei, że jeszcze kiedyś ją zobaczy. 

Muzyka zmieniła się na szybszą i dopiero wtedy się rozdzielili. 

Jeszcze  oszołomiona,  Ginny  odnalazła  swój  kieliszek  i  została 

zagarnięta przez poznane wcześniej dziewczyny. Zaprosiły ją na 

lunch  następnego  dnia.  Nie  miała  nic  lepszego  w  planie,  więc 

przyjęła  zaproszenie.  Przez  następną  godzinę  wypiła  kilka 

drinków i porozmawiała z wieloma gośćmi. Czuła się wspaniale, 

odprężona i szczęśliwa, ale wewnętrzne napięcie nie ustępowało 

i  w  miarę  upływu  czasu  dochodziło  do  niego  jeszcze  jakieś 
oczekiwanie. 
O

koło  północy  młode  małżeństwa,  które  musiały  zwolnić 

dziewczyny  pilnujące  dzieci,  zaczęły  się  rozchodzić.  Ginny 

zerknęła przez salę na Alexa, jakby dając mu sygnał, jaki często 

stosowały  małżeństwa.  Skinął  lekko  głową,  po  kilku  minutach 

oddalił się od swoich rozmówców i podszedł do niej. 
-  

To co, pokażesz mi, jak pobieliłaś dom? 

-  

Czyżby Jeff tak słabo to ocenił? 

background image

Lepszy z niego archeolog niż malarz pokojowy. Pożegnajmy 

się z gospodarzami. 

Wychodząc nie zwrócili uwagi na ciekawe spojrzenia, które ich 
od

prowadzały. 

-  

Zdajesz sobie sprawę, że natychmiast zaczną to komentować? 

zapytała Ginny, gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi. 

Wzruszył ramionami. 
-  

Musieliby  naprawdę  bardzo  chcieć  plotkować.  Wyjął  z   

kieszeni    pęk    kluczy    i    otworzył    zamki  w  drzwiach jej 

domu. Widząc, że nie oddał jej wszystkich kluczy, nie odezwała 

się, nie będąc pewna, czy jest z tego zadowolona, czy nie. Alex 

wszedł  do  salonu  i  rozejrzał  się  wokół.  Pokój  nie  tylko  był 

pomalowany,  ale  Ginny  dokupiła  kilka  brakujących  mebli, 
przest

awiła te, które już były, a na ścianach powiesiła kupione w 

miejscowej galerii obrazy. 
-  

Wygląda  zupełnie  inaczej.  -  Jego  głos  nie  wyrażał  żadnych 

uczuć, więc nie wiedziała, co o tym naprawdę myśli. 

Zaczął  oglądać  resztę  domu,  ale  Ginny  nie  przyłączyła  się  do 

niego, zeszła do kuchni i wróciła do salonu z kawą. 
-  

Nie  zmieniłaś  niczego  w  małej  sypialni  -  powiedział 

niepewnie. 
-  Nie. 
-  

Z  jakiegoś  szczególnego  powodu?  Wziął  od  niej  filiżankę  i 

usiadł w fotelu. 
-  

Jeszcze  nie  wiem,  co  tam  będzie  -  odpowiedziała  szybko, 

zawahała  się  i  dodała:  -  Nie,  to  nieprawda.  Gdy  weszłam  tam 

pierwszy  raz,  wtedy  gdy  pokazywałeś  mi  dom,  miałam 

wrażenie, że Venetia tam jest. Od tej pory tam nie byłam. 

Otworzył szeroko oczy. 

Ja nic takiego nie czułem, kiedy tam wszedłem. Wcześniej też 

nie. 

background image

Może już tam nic nie ma. Ale na wszelki wypadek niczego nie 

będę ruszać. 

Spojrzał na nią dziwnie. 

Nie sądziłem, że coś takiego mogłoby cię powstrzymać. Kiedy 

Jeff  powiedział  o  odnawianiu  domu,  pomyślałem,  że  chcesz 
usu

nąć ślady Venetii. A może też moje - dodał rozmyślnie. 

-  

Nie mam żadnych powodów, żeby chcieć o niej zapomnieć. 

Ani o tobie. 

Popatrzył  na  nią  przeciągle  i  odstawił  filiżankę.  Pochylił  się, 

splótł palce i opuścił wzrok. 
-  

Odkąd  przyjechałaś,  nie  byłem  dla  ciebie  zbyt  miły    -  

mówił      szorstko,      co    nieco  osłabiało  nutę  przeprosin.  - 

Myślałem  o  tym  przez  kilka  ostatnich  tygodni  i  doszedłem  do 

wniosku, że w stosunku do ciebie zawsze czułem się winny. To 
dlatego. 
-  Winny? - 

Głos jej zadrżał. 

-  Tak.  Wiedzi

ałem,    że    obie    byłyście    we    mnie 

zakochane. Powiedziałaś mi o tym ostatniego dnia przed twoim 

wyjazdem.  A  ja  byłem  tak  bardzo  zakłopotany  tym,  co 

odkryłem. Venetia powiedziała mi kiedyś, że byłem zakochany 

w was obu i zupełnie nie zdawałem sobie z tego sprawy. Chyba 

miała  rację.  Oczywiście  powinienem  natychmiast  zerwać  z 

wami  obiema,  ale  nie  zrobiłem  tego  i  pozwoliłem  na  to,  aby 

Venetia  weszła  w  moje  życie,  bo  tak  naprawdę  nie  byłem  w 

stanie się tego wyrzec. A. ponieważ ty wyjechałaś i nie zrobiłaś 
najmn

iejszego  gestu,  żeby  nawiązać  kontakt,  łatwiej  przyszło 

udawać, że nic się nie stało, ożenić się i żyć tak, jakby cię nigdy 

nie  było.  -  Podniósł  oczy  badając  jej  reakcję.  -  Próbowałem 

zapomnieć o tobie - i prawie mi się udało. 

Nie spuszczał wzroku z jej twarzy, ale tylko bez słowa kiwnęła 

głową, nie chcąc mu przerywać. 

background image

-  

Ale były chwile, kiedy nie mogłem. Gdy widziałem Venetię, 

stojącą w słonecznym blasku, przed oczami miałem twój obraz, 

jak  po  wspólnej  nocy  stałaś  na  tle  porannego  słońca,  zupełnie 
naga i 

niewiarygodnie piękna.      I jeszcze      mnóstwo      innych     

rzeczy,      nawet  drobiazgów,  które  mi  ciebie  przypominały. 

Dlatego  czułem  się  winny.  Tej  nocy  dałaś  mi  siebie  tak  po 

prostu,  tak  naturalnie  i  wspaniałomyślnie.  To  była 

najcudowniejsza noc w całym moim życiu. 

Wykrzyknęła coś cicho. Oczy miała otwarte szeroko, bezbronne. 

Odpowiedział na niewypowiedziane przez nią pytanie. 
-  

Tak,  to  prawda.  Czasami  udawało  mi  się  odegnać  myśli    o 

tobie. A czasami    myślałem, że te plotki o tobie i tych facetach - 

to też moja wina, że robisz to ze złości albo z chęci zemsty. 

Popatrzyła na niego przeciągle, z sercem wypełnionym radością 

na wieść, że myślał o niej przez te wszystkie lata i, tak jak ona, 

nie mógł zapomnieć tej nocy. Martwiło ją tylko poczucie winy, 

które miał w stosunku do niej. To było niepotrzebne. Jeśli była 

przed  nimi  jakaś  przyszłość,  chciałaby  zbudować  ją  tylko  na 

miłości. W głowie jej wirowało. 

Cieszę  się,  że  pamiętasz  tę  noc.  Dla  mnie  to  też  było  coś 

niepowtarzalnego, zupełnie wyjątkowego. Ale dlaczego czujesz 

się  winny?  Przecież  nie  mogłeś  poślubić  nas  obu.  Uczyniłeś 

Venetię szczęśliwą. 

Mam  nadzieję.  Biedactwo,  miała  tak  mało  czasu.  Czasami 

czułem się winny, bo będąc z nią myślałem o tobie. - Roześmiał 

się cierpko. - Sama widzisz, to szaleństwo. Choćbym nie wiem 

jak  starał  się  usunąć  ciebie  z  moich  myśli,  to  po  prostu  nie 

mogło się udać. - Zakrył twarz dłońmi. - Gdy umarła, całe moje 

życie  legło  w  gruzach.  Byłem  nawet  zadowolony,  że  nie 

przyjechałaś  na  pogrzeb.  Zacząłem  myśleć,  że  poczucie  winy, 
któr

e  miałem  w  stosunku  do  ciebie,  nie  było  niczym 

background image

usprawiedliwione,  że  jesteś  zazdrosną  intrygantką,  od  której 

udało  nam  się  uwolnić.  Musiałem  kogoś  lub  coś  nienawidzić. 

Zacząłem  cię  nienawidzić,  co  przyszło  mi  tym  łatwiej,  że  nie 

zrobiłaś najmniejszego kroku, żeby nawiązać kontakt. 
-  

Kiedy  byłam  już  w  stanie  coś  napisać,  było  za  późno. 

Cokolwiek bym wtedy powiedziała, byłoby nieodpowiednie. 
-  

Tak by było, masz rację - westchnął. - Kiedy zobaczyłem cię 

na pogrzebie twojego ojca, poczułem wściekłość. Myślałem, że 

potrafię panować nad sobą, przez jakieś poprzednie półtora roku 

byłem  jak  martwy.  To,  co  wtedy  poczułem,  zupełnie  mnie 

zaskoczyło. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje, chciałem cię 

bić bez opamiętania, bo byłem pewien, że kariera była dla ciebie 

ważniejsza od Venetii, bo wyglądałaś dokładnie jak ona i przez 

to  jeszcze  boleśniej  poczułem  jej  utratę.  -  Urwał  i  po  chwili 

dodał:   

A  przede  wszystkim  dlatego,  że  twój  powrót  oznaczał  dla 

mnie,  że  muszę  znów  przemyśleć  mój  stosunek  do  ciebie.  Nie 

chciałem tego robić. To dlatego powiedziałem, że nie chcę cię 

więcej  widzieć.  Chciałem,  żeby  wszystko  zostało,  jak  było. 

Byłem  bezpieczny,  gdy  niczego  nie  odczuwałem.  Nikt  już  nie 

mógł mnie zranić. 
-  

A teraz? Wzruszył ramionami. 

-  Przez te kilka ostatnich tygodni 

próbowałem  zapomnieć  o 

tobie  i  wrócić  do  dawnego  życia,  ale  oczywiście    to    było   

niewykonalne.      Raz wyrwany z apatii, znalazłem się w pułapce 

bez  wyjścia.  W  dodatku  Jeff  codziennie  opowiadał  mi  o 

kolejnych zmianach, które wprowadzałaś w domu, więc było mi 
jeszcze trudniej. - 

Popatrzył  na  nią.  -  Tego wieczoru, kiedy 

zabrałaś go na kolację, myślałem, że na pewno spędzi tę noc z 

tobą. Wstyd mi się przyznać, ale zupełnie nie podobał mi się ten 

pomysł. 

background image

Serce  jej  zadrżało  i  pochyliła  głowę,  aby  ukryć  nagły  blask, 

który rozjaśnił jej oczy. 
-  Dlaczego? 
-  

Chyba nadal nie mogę się od ciebie uwolnić. Może to głupie, 

ale przez te jedną wspólną noc mam poczucie, jakbym miał do 

ciebie jakieś prawa. Nie zmieniły tego nawet wszystkie plotki na 
twój temat. 
-  

Czy wreszcie przestałeś czuć się winny? - zapytała łagodnie. 

Przecież naprawdę nie powinieneś. 

-  

A ty? Przecież nie tylko odeszłaś ode mnie, ale utraciłaś też 

Venetię. Zerwałaś z nami zupełnie. 
-  

Właśnie tak miało być. Tak się umówiłyśmy - zapewniła go. 

-  

Zanim  zaczęłyście  rzucać  monetą,  żeby  zdecydować,  która 

ma zostać, a która odejść? 

Popatrzyła na niego ze zdumieniem. 
-  

Venetia  powiedziała  ci  o  tym? Potrząsnął  głową, zmuszając 

się do uśmiechu. 
-  

Nie, zachowała to w tajemnicy. 

-  

Więc jak... ? 

-  

Przyglądałem się wam przez okno w hotelu. Wiedziałem, że 

zawsze  w  ten  sposób  dokonujecie  wyboru,  a  nie  było  trudno 

zgadnąć,    o co wtedy chodziło. 
-  

Ob ie  myślałyśmy,  że  byłby ś  wściek ły,  g dy byś  się  o  tym 

dowiedział. 
-  

Na  początku  byłem,  ale  dzięki  Bogu  miałem  wystarczająco 

dużo  rozumu,  żeby  wiedzieć,  że  moje  życie  byłoby  zupełnie 
puste bez jednej z was. 

Znów popatrzył jej w oczy. 
-  

Masz  na  myśli  -  bez Venetii -  poprawiła  go.  -  Ja  też  nie 

jestem    bez  winy.    Powinnam    wycofać  się  natychmiast,  gdy 
tylko zd

ałam  sobie  sprawę,  co  łączy  ciebie  i  Venetię.  I  wtedy 

background image

wieczorem nie powinnam była udawać, że jestem nią. 

Powiedziała to, ale zaraz powróciła uporczywa myśl, której nie 

mogła odpędzić. Jak inaczej mogło potoczyć się jej życie, gdyby 

na  samym  początku  Venetia  nie  spotkała  się  z  Alexem, 

podszywając się pod nią. 

Zniecierpliwiona potrząsnęła głową i wstała. 
-  

Nie  ma  sensu  wspominać  tego,  co  minęło  -  powiedziała  z 

irytacją.  -  Nie  można  już  niczego  zmienić,  więc  najlepiej  o 

wszystkim zapomnieć. 
-  

Czy tak właśnie robisz - żyjesz z dnia na dzień? 

-  A czy jest inny sposób? - 

Uśmiechnęła się. 

-  

Mówisz, jakbyś nie miała złudzeń. 

-  

Naprawdę? 

Podeszła  do  okna,  zasłoniła  zasłony,  tłumiąc  dobiegające 

jeszcze  odgłosy  przyjęcia  u  Clare.  Odwróciła  się  do  niego  i 

rzekła stanowczo: 
-  

Nie ponosisz żadnej odpowiedzialności za to, co się ze mną 

stało. Gdybym cię nie poznała, to też pojechałabym do Ameryki 

i została modelką. Nasze drogi z Venetią też by się rozdzieliły. 

Moje  życie  nie  różniłoby  się  wiele  od  tego,  jakie  teraz 

prowadzę. 
-  Nie? 
-  Nie  - 

potwierdziła. - To, co zaszło miedzy nami, wydarzyło 

się dawno temu. Bardzo szybko udało mi się zapomnieć o tobie. 

Musiałam zapomnieć, bo nie było w tym najmniejszego sensu. 

Lubiłam  moją  pracę  i  podobało  mi  się  takie  życie.  Chociaż 

oczywiście strasznie mi brakowało Venetii. 

A gdy umarła? Czy to wtedy zaczęłaś bywać z mężczyznami? 

zapytał szorstko. 

Wyjaśnijmy  to  do  końca,  Alex.  Nie  bywam  z  mężczyznami, 

przynajmniej  nie  w  tym  znaczeniu,  o  którym  myślisz.  Widują 

background image

mnie  z  nimi,  a  to  zupełnie  coś  innego.  A  śmierć  Venetii  nie 

miała  na  to  żadnego  wpływu.  -  Zawahała  się  i  westchnęła, 

zdając  sobie  sprawę,  że  nie  ma  sensu  niczego  ukrywać.  - 

Zaczęłam spotykać się z różnymi mężczyznami kilka miesięcy 

po  śmierci    Venetii.  Mogłam    zacząć  to    robić,    bo  właśnie 

wtedy dostałam rozwód. 

Gwałtownie  odrzucił  głowę  i  zdumiony  popatrzył  na  nią  z 
niedowierzaniem. 
-  

Rozwód? Czy chcesz powiedzieć, że byłaś mężatką? 

Wydaje mi się, że aby dostać rozwód, musisz najpierw wziąć 

ślub - powiedziała z wymuszoną wesołością. 
-  

Ale  z  kim?  Czy  Venetia  wiedziała?  Nigdy  mi  nawet  nie 

wspomniała! - Zerwał się na nogi. 
-  

Nie  wiem,  czy  wiedziała,  czy  nie.  Matka  wiedziała,  więc 

myślę, że powiedziała Venetii, ale ona z pewnością uważała, że 
ty nie chc

iałbyś o tym wiedzieć. 

-  

Powinna była mi powiedzieć. 

-  Po co? - 

zapytała    łagodnie. - Przecież dziś wieczorem sam 

mówiłeś,    że  starałeś  się  wymazać  mnie  ze  swojej  pamięci. 

Venetia  wiedziała  o  tym  i  zdecydowała,  że  lepiej  nic  ci  nie 

mówić. 
-  To by zmieni

ło  wiele  rzeczy  -  upierał  się.  -  Kto  to  był? 

Amerykanin? 
-  Nie  - 

potrząsnęła  głową.  -  Wyszłam  za  Simona  Blake'a, 

fotografika, który ułatwił mi start. 

Myślałem,  że  on  jest  od  ciebie  dużo  starszy.  -  Zmarszczył 

brwi. 
-  

Prawie dwadzieścia lat. 

-  To dlateg

o się nie ułożyło? 

-  

Były  tysiące  powodów.    Przede  wszystkim  nie  mogliśmy 

pojąć,  dlaczego  w  ogóle  się  pobraliśmy.  Przez  kilka  lat 

background image

próbowaliśmy  to  ustalić,  ale  w  końcu  poddaliśmy  się  i 

wzięliśmy rozwód. 
-  

Mówisz  o  tym  tak  zwyczajnie.  Nie  mogę  w  to  uwierzyć  - 

przyznał wyraźnie zaskoczony. 

To wcale nie było takie łatwe, kiedy wreszcie zdecydowali się 

na  rozwód.  W  tym  też  tkwiła  jedna  z  przyczyn  jej  kryzysu 

nerwowego, ale nie chciała mu o tym opowiadać. 
-  

To  było  nieporozumienie  od  samego  początku.  Oboje 

wie

dzieliśmy  o  tym,  ale  wtedy  wydawało  nam  się,  że  tak 

właśnie powinniśmy zrobić. 
-  

Czy  rozwód  był  bardzo...  -  szukał  odpowiedniego  słowa  - 

nieprzyjemny? 

Podeszła do kredensu. 
-  

Masz ochotę na drinka? Może likier czy coś innego? 

-  

Chcesz powiedzieć, żebym zajął się własnymi sprawami? 

-  Chyba nie. - 

Uśmiechnęła się. 

Nalała sobie trochę likieru i usiadła na kanapie. 
-  

To    nie    było  jakieś    straszne    przeżycie,    raczej  smutne. 

Nawet  dla  takiego  nieudanego  małżeństwa  jak  nasze,  rozwód 

jest  porażką  i  pozostawia  wrażenie  pustki.  Byliśmy 

przyjaciółmi,  zresztą  nadal  jesteśmy.  Nawet  przez  jakiś  czas 

byliśmy wspólnikami, aż do... - chciała powiedzieć, aż do czasu 

mojej choroby, ale zręcznie zmieniła - aż do chwili, gdy Simon 

postanowił powrócić do Anglii. 

Nie chciała mówić, że, podobnie jak wielu mężczyzn, Simon nie 

znosił choroby. Była w klinice, a on oddalał się od niej i choć 

zasypywał ją listami i kwiatami, oboje wiedzieli, że to naprawdę 

koniec  i  że  on  odejdzie.  A  gdy  już  wrócił  do  Anglii,  listy  i 
kwiaty przesta

ły przychodzić. 

-  

Domyślam się, że nie mieliście dzieci? Spojrzała na kieliszek. 

-  

Nie, to nie był taki rodzaj małżeństwa. 

background image

-  I on jest teraz w Anglii? 
-  

Tak. I, jak wiem, całkiem dobrze mu się wiedzie. 

-  

Nie widziałaś się z nim? Potrząsnęła głową, 

-  

Zadzwoniłam  do  niego  w  zeszłym  tygodniu,  gdy  wreszcie 

podłączyli  mi  telefon,  ale  jego  sekretarka  powiedziała,  że 

wyjechał na kontrakt. 
-  

Nie zadzwonił potem do ciebie? 

-  

Myślę,    że zadzwoni, jak    będzie miał ochotę -  powiedziała 

zwyczajnie. Teraz nic go do tego nie zmusza. 
-  

Ale z niego głupiec! - Zmarszczył brwi. Popatrzyła na niego 

ze zdziwieniem i wybuchnęła śmiechem. 
-  

Rzeczywiście miałeś rację. Naprawdę jesteś zaborczy! 

Wyglądał  na  zaskoczonego,  ale  po  chwili  po  jego  twarzy 

przebiegł błysk rozbawienia. 
-  

No, teraz to już naprawdę chcesz, żebym przestał. 

Potrząsnął głową. - Nadal nie mogę uwierzyć w to wszystko. 

Ale cieszę się, że mi to powiedziałaś. Pomyśl, cały czas czułem 

się  winny,  podczas  gdy  ty  zupełnie  o  mnie  zapomniałaś  i 

wyszłaś  za  kogoś  innego.  To  tylko  świadczy,  jaki  ze    mnie 

egoistyczny głupiec. 

Rozejrzał się. - Czy jest jeszcze trochę kawy? 

Oczywiście. 

Z  pełną  filiżanką  przysiadł  koło  niej  na  kanapie.  Był 

rozluźniony, a z jego twarzy zniknęło napięcie. 

Całą  historię  Ginny  opowiedziała  lekkim  tonem,  ale  był  to 

trudny i bardzo nieszczęśliwy okres w jej życiu. Starała się jak 

mogła,  ale  Simon  szybko  się  zorientował,  że  oddała  serce 

in n emu  i  był  na  tyle  bystry,  że  wszystk ieg o  się  d o myślił.  I 

chociaż lubili się bardzo, nie należał do mężczyzn, którzy mogli 

się  zadowolić  drugim  planem.  Byli  sobie  bliscy  i  łączyło  ich 

wiele dobrych chwil, ale oboje wiedzieli, że ich związek nie ma 

background image

przyszłości 

Śmierć Venetii przyśpieszyła koniec, posłużyła jako wymówka 
do ostatecznego rozstania, którego  oboje oczekiwali i któremu 

nie  starali  się  zapobiec.  Simon,  być  może  celowo,  powiedział 

kilka  słów,  które  ją  zraniły  i  chciała,  żeby  odszedł.  Jakoś  to 

wszystko  przeżyła  i  rozwód  przeprowadzili  polubownie,  oboje 

wystarczająco  zamożni,  by  uniknąć  problemów  finansowych. 

Simon,  który  był  urodzonym  optymistą,  wplątał  się  w  kolejne 

małżeństwo z modelką. 

Był to okres w jej życiu, o którym nie lubiła mówić, choć była 

zadowolona, że Alex dowiedział się o wszystkim. Dzięki temu 

napięcie miedzy nimi osłabło i znów wszystko mogło się zacząć 

od nowa. Odchyliła się na sofie i uśmiechnęła do niego. 
-  Opowiedz mi teraz o swojej pracy. 

Gdy wychodził, była druga w nocy. Muzyka obok ucichła, choć 

światła były jeszcze zapalone. Podeszła z nim do wyjścia. 
-  Dobranoc.  - 

Stała  na  najwyższym  stopniu,  splotła  nagie 

ramiona, broniąc się przed nagłym chłodem. 
-  Dobranoc, Ginny - 

zawahał  się,  potem  pochylił  i  lekko 

pocałował ją w policzek. - Idź do domu, zmarzniesz. 

Została  i  patrzyła  za  nim,  jak  szedł  do  samochodu,  weszła  do 

środka  dopiero  wtedy,  gdy  pomachał  jej  po  raz  ostatni.  Mimo 

późnej  pory  nie  czuła  się  zmęczona,  a  nadzieja  i  oczekiwanie 

napełniały  ją  uniesieniem.  Nie  byli  już  dłużej  wrogami,  być 

może  zostaną  przyjaciółmi,  ale  czy  znów  połączy  ich  miłość? 

Byłoby to coś tak cudownego, że aż bała się o tym myśleć. Już 

tyle  razy  z  Alexem  układało  się  źle,  że  nie  chciała  zapeszyć. 

Była zbyt podekscytowana, żeby położyć się spać albo czytać. 

Umyła kieliszki i filiżanki i niespokojnie krążyła po domu. Nie 

wiedziała, jak to się stało, że w pewnej chwili znalazła się pod 

drzwiami pokoju dziecinnego. Powoli ujęła klamkę i weszła do 

background image

środka. 

Światło  księżyca  wpadało  przez  odsłonięte  okno  i  oświetlało 

zabawne wzory na tapetach i stojące w rogu dziecinne łóżeczko. 

W pokoju panował niezmącony spokój i atmosfera oczekiwania 

na  coś,  co  nigdy  się  nie  spełniło.  Zrobiła  kilka  kroków,  nie 

zapalając  światła.  Nie  czuła  już  tutaj  obecności  Venetii. 

Podeszła  do  okna,  usiadła  na  szerokim,  zakurzonym  parapecie     

i    p rzyciągając    n o g i     o p arła      się    p lecami  o  ścianę.  Nagle 

poczuła, że Venetia jest obok. 

Nie  czuła  już  chłodu.  Ogarnęło  ją  dziwne  ciepło  i    myślami 

znalazła  się  w  minionym  świecie  ich  lat  dziecinnych,  kiedy 

zawsze  były  razem  i  wszystko  było  wspólne.      Napłynęły     
wspomnienia   dawno   zapomn

ianych  zdarzeń,  szczęśliwych 

chwil, gdy wszystko je łączyło. Przypomniała sobie i ten smutny 

okres, kiedy rodzice się rozwodzili, a one stały się sobie jeszcze 

bliższe. Odpędziła złe myśli. Wyobraziła sobie, że jest w jakimś 

pięknym,  zalanym  słońcem  miejscu,  skąd  patrzy  na  siebie  i 

Venetie,  jak  z  dziewczynek  wyrastają  na  młode  kobiety, 

znacznie bardziej ze sobą zżyte niż zwyczajne    siostry. Kolejny 

żywy    obraz    stanął jej przed oczami. Piękny, słoneczny dzień, 

kiedy we dwie urządziły sobie piknik. Wtedy jeszcze nie znały 
Alexa. 

Był  to  chyb a  ostatn i  raz,  k iedy  były  tylk o  we  d wie.  Mg liste 

początkowo  wspomnienie  nabierało  barw  i  zaczęła  dokładnie 

przypominać  sobie  wszystkie  szczegóły  -  jak  były  ubrane, 

miejsca,  które  oglądały,  nawet  nazrywane  do  domu  kwiaty. 

Słońce  świeciło  tak  mocno,  że  aż  oślepiało.  Zobaczyła,  że 

Venetia  odwraca  się  do  niej  i  z  uśmiechem  podaje  bukiet 
polnych kwiatów. 

Ginny  odwzajemniła  uśmiech  i  wyciągnęła  rękę,  lecz  nagle 

poczuła  przenikliwy  chłód  i  otworzyła  oczy.  Siedziała  na 

background image

parapecie w dziecinnym pokoju. To tylko sen - 

pomyślała 

rozglądając  się  wokół  -  musiałam  zasnąć.  Ale  wspomnienia 

wypełniły  ją  dziwnym  ciepłem,  wewnętrznym  spokojem  i 

pewnością, że Venetia cieszyła się z jej powrotu. 

Resztę  nocy  przespała  twardym  snem.  Wstała  późno,  z 
w

łaściwym  wiośnie  i  młodości  gwałtownym  uczuciem  radości 

istnienia. Wyskoczyła z łóżka, wzięła prysznic i wyszła na długi 

spacer.  W  sięgającym  kostek  płaszczu  przeciwdeszczowym  i 

męskim  kapeluszu  chodziła  po  mieście,  a  wiatr  rozwiewał  jej 

rozpuszczone  włosy.  Na  straganie  koło  opactwa  kupiła  całe 

naręcze  białego  bzu  i  czerwonych  goździków.  Zaczęły  bić 
dzwony, zoriento

wała się, że to południe i pośpieszyła w stronę 

domu. 

Dochodziła już, gdy wymijający ją samochód zatrzymał się przy 

krawężniku. Zobaczyła wysiadającego Alexa. Uśmiechnął się do 

niej, gdy podeszła bliżej. 
-  

Czy to czyjeś urodziny? 

-  

Tak, natury. To już wiosna - odparła. 

-  Wiosna? - 

zapytał zdziwiony. - Tak, rzeczywiście już wiosna. 

Będziesz miała dom pełen kwiatów. 
-  To nie tylko dla mnie. Chc

ę dać trochę Clare za wczorajszy 

wieczór. 
-  

Ja też tu dlatego jestem - pokazał na pakunek w samochodzie. 

Wiesz  co,  może  jak  wstawisz  już  kwiaty  do  wazonów, 

pójdziemy razem na lunch? 

Znam pub niedaleko stąd, gdzie warto pójść w niedzielę. Założę 

się,  że  od  lat  nie  jadłaś  przyzwoitej  pieczeni  i  puddingu 
Yorkshire. 

Rzeczywiście  nie.  Świetnie!  To  poczekaj,  aż...  Och, 

przepraszam cię, bardzo mi przykro, ale nie mogę. Umówiłam     

się już    na    lunch,    wczoraj      na przyjęciu. 

background image

-  No tak. 

Jego  twarz  miała  znów  ten  wyraz,  który,  sądziła,  minął 
bezpowrotnie. 
-  

Może umówimy się na kiedy indziej? W następną niedzielę? 

-  

Jeff  już  coś  planuje  na  następny  weekend.  Zamknął 

samochód i ruszyli w kierunku domu. 

Zatrzymał się przy wejściu Clare. 
-  

Może zadzwonię do ciebie, jeśli będę wybierał się kiedyś w 

tę okolicę - powiedział naciskając na guziczek dzwonka. 

Drzwi otworzyły się prawie natychmiast. Wszedł do środka, nie 

żegnając się z nią. Ginny przełożyła kwiaty, by uwolnić rękę i 

wyjąć  klucze  i  weszła  do  domu.  Zostawiła  kwiaty w zlewie i 

pobiegła  do  sypialni,  żeby  się  przebrać.  Po  chwili  usłyszała 

hałas  zamykanych  drzwi.  Podbiegła  do  okna  i  zobaczyła 

wracającego  do  samochodu  Alexa.  Nie  oglądając  się  wsiadł  i 

odjechał.  Patrzyła  za  nim  z  ciężkim  sercem  i,  nie  mogąc 
opanowa

ć  złości  i  żalu,  urywanym  szeptem  powtarzała:  - 

Cholera! cholera! cholera! 

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

W normalnej sytuacji spotkanie z osobami w zbliżonym wieku i 

o podobnych poglądach byłoby dla Ginny dużą przyjemnością, 

jednak  teraz  nie  mogła  przestać  myśleć  o  tym, jak Alex 

odchodził,  czując  się  odrzucony  i  samotny.  Gdyby  tylko 

zadzwonił do niej wcześniej, mogłaby wymówić się od lunchu i 

wszystko byłoby dobrze. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, 

że  pierwszy  podmuch  mógł  zerwać  tę  kruchą  więź,  nawiązaną 

między nimi wczorajszej nocy. Westchnęła próbując odegnać od 

siebie  natrętne  myśli  i  skupić  się  na  rozmowie.  Chociaż 

spotkanie było zaimprowizowane w ostatniej chwili, po krótkiej 

rozmowie dziewczyny przedstawiły Ginny swoją propozycję. 

background image

-  

Zamierzamy      rozwinąć    działalność  i  szukamy  wspólnika. 

Kogoś,  kto  mógłby  zainwestować  jakiś  kapitał,  choć  to  nie 

najważniejsze.  Ważne,  żeby  miał  odpowiednie  kontakty.  Ktoś 
taki jak ty. 
-  

Nie    zajmuję    się    interesami    -  zaprotestowała  -  jestem 

modelką. Idę tam, gdzie jest praca. Nie ma mowy, żebym mogła 

cały dzień siedzieć w biurze. 
-  

Myślimy  o  czymś  innym.  Potrzeba  nam  kogoś,  kto  by  się 

zajmował kontaktami z przedstawicielami innych firm i robił na 

nich odpowiednie wrażenie. Ty byłabyś świetna. 

Może tak by było. Pomyślała i przyznała, że to dobry pomysł. 

Jednak po chwili potrząsnęła głową. 
-  

Niedługo      muszę      wracać    do      Stanów.      Jeszcze 

zupełnie nie wiem, co będę robić. 
-  

Ale czy pomyślisz o tym, jeśli zostaniesz w Anglii? 

-  

Dobrze, ale tylko wtedy, jeśli będzie to rodzaj zlecenia. Nie 

mogę być związana, gdybym dostała jakiś atrakcyjny kontrakt. 

Jej zgodę przyjęły z entuzjazmem. 

Kiedy  wróciła  do  domu,  dochodziła  piąta.  Wcześniej  wzięła 

trochę kwiatów jako podziękowanie za lunch, teraz zapakowała 

jeszcze kilka i poszła do Clare. 
-  

Dziękuję za wczorajszy wieczór - podała jej bukiet. 

-  

Och, to mile z twojej strony. Są piękne. Wejdź, napijemy się 

kawy. 
-  

Nie chciałabym przeszkadzać. 

-  

Wejdź,  proszę.  Richard  śpi,  a  dzieciaki  są  u  mojej  mamy  i 

wrócą dopiero wieczorem. 
N

ie  chciały  budzić  Richarda,  więc  po  cichu  zeszły  do  kuchni. 

Zapaliły światło i siedziały przy kawie. Stale włączony piec do 

wypieku  ciasta  dodawał  ciepła  i  przytulności.  Z  wczorajszego 

przyjęcia  zostało  mnóstwo  jedzenia  i  Clare  co  chwilę  coś 

background image

podgryzała. 
-   

Tak      bym    chciała      by ć    tak a      szczu p ła  jak      ty  - 

powiedziała  z  zazdrością,  rozsmarowując  pasztet  na  kromce 

bułki. - Problem w tym, że nie lubię, jak się coś marnuje. 
-  

To dlatego nie możesz schudnąć - podsumowała Ginny. 

Clare popatrzyła na nią ze zdziwieniem i roześmiała się. 

Jesteś taka sama jak Venetia. - Ugryzła kanapkę. 

Wydaje mi się, że Alex teraz wygląda lepiej. 

-  

Tak.  Dobrze  się  bawił.  Ja  też.  Niektórzy  sąsiedzi  są  bardzo 

mili. 

Clare nie dała za wygraną. 
-  

Chyba jesteście z Alexem w dobrych stosunkach. Szkoda, że 

wyszliście tak wcześnie. 

Musieliśmy  porozmawiać  o  rodzinnych  sprawach  - 

powiedziała gładko. 

Nagle  światło  zamigotało,  na  chwilę  uspokoiło  się  i  znów 

mignęło. 
-  

Co się stało? 

-  To  pewnie  wiatr -  

Clare    zmarszczyła      brwi.  - 

Instalacja jest stara i światło gaśnie z byle powodu. Dzieci miały 

myszki,  ale  uciekły  z  klatki  i  nie  możemy  ich  złapać.  Teraz 

zdarza się, że przegryzają gdzieś kable i wtedy robi się zwarcie. 

Richard  oczywiście  jest  zupełnie  nieprzydatny  w  takich 
przypadk

ach, a ja wydaję majątek na elektryka. 

-  

I założę się, że musisz na niego czekać tygodniami. Ale myśli 

Clare  zaprzątało  coś  innego.  Zdążając  do  celu,  zapytała 
niewinnie. 
-  

Ciekawe,  czy  byłaby  z  was  dobra  para?  Gdyby  Alex  chciał 

znaleźć  sobie  kogoś,  kto  mógłby  mu  zastąpić  Venetię,  to  już 

lepiej nie mógłby trafić. Czy to nie byłoby romantyczne? Stracić 

ukochaną, a potem zakochać się w jej bliźniaczce. 

background image

-  Bardzo romantyczne - 

zgodziła  się  Ginny  -  ale  mało 

prawdopodobne.  - 

Podniosła  się.  -  Dziękuję  za  kawę.  Niestety 

muszę już iść, czeka mnie kilka telefonów. 
-  Do Ameryki? - 

zapytała z ciekawością. Ginny zastanowiła się 

i kiwnęła głową. 
-  Tak, do Kalifornii. 

Pomachała  ręką  i  wyszła,  zostawiając  Clare  pod  wrażeniem. 

Była  pewna,  że  zaraz  powróciła  do  kuchni,  do  jedzenia i 

tygodników,  zadowolona  z  siebie  i  z  tego.  że  chciałaby  być 

szczupła. 

Wzięła telefon i usiadła na kanapie. Zawahała się. Miała kilka 

zaległych  telefonów,  ale  tak  naprawdę  była  tylko  jedna  osoba, 

do której chciała zadzwonić. Nie była tylko pewna, czy dobrze 

zrobi telefonując tak od razu. Nie chciała, żeby domyślił się, jak 

bardzo jej na nim zależy. Może byłoby lepiej trochę poczekać i 

dać mu czas, żeby zadzwonił pierwszy. 

Po  zastanowieniu  zdecydowała,  że  jeszcze  poczeka,  ale  dni 

mijały, a on nie dawał znaku życia. Telefonował za to jej agent, 

dowiedzieć się, kiedy wraca do pracy. Dom w zasadzie był już 

gotowy  i  Ginny  powoli  zaczynała  się  nudzić,  więc  chętnie 

zgodziła  się,  żeby  rozejrzał  się  za  czymś  dla  niej,  ale  raczej 

gdzieś w Europie, bo jeszcze nie chciała wracać do Stanów. 

Licząc  się  z  tym,  że  teraz  więcej  czasu  będzie  poza  domem, 

kupiła  telefoniczną  sekretarkę  i  gdy  tylko  wracała  do  domu, 

natychmiast  z  niecierpliwością  przesłuchiwała  taśmę.  Niestety 

Alex  nie  dzwonił,  choć  kilka  razy  ktoś  telefonował  i  odkładał 

słuchawkę  bez  zostawienia  wiadomości.  Po  tygodniu,  gdy 

wróciła z pokazu, a Alex nadal się nie odezwał, zdecydowała, że 

nie będzie dłużej czekać. Jeżeli nie przychodzi sam, to musi go 

jakoś zwabić. 

Nie  zdejmując  płaszcza  usiadła  na  kanapie,  próbując  coś 

background image

wymyślić. Zaczynało się ściemniać. Sięgnęła ręką, żeby zapalić 

lampę.  Światło  zamigotało.  To  przypomniało  jej  niedawną 

rozmowę  z  Clare  o  myszach,  które  uciekły  z  klatki.  Oczy  jej 

zajaśniały,  zamyśliła  się.  W  którym  miejscu  myszy  mogłyby 

przegryźć  druty?  Najlepsza  byłaby  pralnia.  Łatwo  znalazła 

gniazdko, przy którym tynk był lekko pokruszony. Powiększyła 

nieco  otwór,  a  po  wyłączeniu  prądu  kilka  razy  przebiła 

śrubokrętem  kable.  Włączyła  z  powrotem  prąd  i  zrobiło  się 
zwarcie. Zadowolona p

obiegła na górę. Po chwili zadzwoniła do 

Bristolu. 
-  

Alex,  przepraszam,  że  ci  zawracam  głowę,  ale  właśnie 

wróciłam do domu i coś stało się z elektrycznością. Nie wiem, 

co zrobić, żeby to naprawić. 
-  

Nic.  Niczego  nie  dotykaj.  Zaraz  przyjadę.  Czekając  na   

niego,    Ginny  znalazła    kilka    świec  i  zapaliła  je  w  salonie. 

Pokój  wypełnił  się  ciepłym,  miękkim  światłem.  Pomyślała,  że 

tak musiał wyglądać w czasach, kiedy dom został zbudowany. 

Spróbowała wyobrazić sobie ludzi, którzy tu mieszkali. Bardzo 

mało wiedziała o historii tego domu, ale z pewnością mieszkało 

w nim dużo ludzi, którzy przybyli do Bath z nadzieją, że tutejsze 

lecznicze  źródła  przywrócą  im  zdrowie.  O  tym,  że  dla  wielu 

były to  tylko  płonne  nadzieje,  świadczyło  mnóstwo  inskrypcji, 

pokrywających  ściany  i  kolumny  największego  kościoła  w 

mieście, który dokładnie obejrzała jakiś tydzień temu. 

Pogrążona  w  takich  myślach  usiadła  na  kanapie,  ale  wkrótce 

wróciła  do  teraźniejszości.  Wprawdzie  Alex  natychmiast 

zaofiarował  się  z  pomocą,  ale  jak  będzie  się  do  niej  odnosić? 

Czy  potraktuje  ją  z  rezerwą?  Czy  ten  pierwszy  krok,  który 

zrobili,  został  zmarnowany?  To  wszystko  było  takie  dziwne. 

Właściwie  wcale  go  nie  znała.  Poza  pierwszym  spotkaniem 

widywała go rzadko i zwykle z Venetią. Nie mówiąc nic wprost, 

background image

próbowa

ła dać mu do zrozumienia, że jest w nim zakochana, ale 

Alex  źle  to  zrozumiał  i  uważał,  że  chce  stanąć  między  nim  i 

Venetią.  Był  na  nią  wściekły,  a  ona  w  desperacji  postanowiła 

udać  siostrę  i  spędzić  z  nim  jedną  cudowną  noc.  I,  będąc 

wrogami, przez tę noc zbliżyli się do siebie tak, jak blisko może 

być ze sobą dwoje ludzi. Choć byłoby lepiej, gdyby do tego nie 

doszło, bo tamtych wspomnień teraz oboje nie mogą wymazać z 

pamięci. 

Przyjechał  akurat  wtedy,  gdy  już  zaczęła  się  obawiać,  że  się 

rozmyślił. 

Cześć! Dziękuję, że przyjechałeś. 

Przecież  nie  mogłem  zostawić  cię  w  ciemnościach.  Wieczór 

był chłodny. Alex był w ciemnym swetrze i dżinsach. 
-  

Chciałam  poprosić  o  pomoc Richarda,  ale  Clare  mówiła, że 

on zupełnie się nie zna na takich rzeczach. 
-  

Zawsze miał dobrą wymówkę - powiedział udając powagę. - 

Taką jak ta: Doradcy finansowi nie zajmują się takimi rzeczami. 
-  

Tak jak prawdziwi mężczyźni nigdy nie piją mleka. 

-  

Dokładnie  tak.  -  Roześmiał  się  i  był  to  najwspanialszy 

dźwięk  na  świecie.  -  Ale  ponieważ  jestem  tylko  zwykłym 

profesorem, a nie doradcą finansowym, może lepiej zobaczę, co 

się stało. 
Kiedy tylko zechcesz - 

pomyślała,  ale  opanowała  się, 

uświadamiając  sobie,  że  nadal  stoją  w  pogrążonym  w 

ciemnościach  przedpokoju,  oświetlonym  jedynie  wpadającym 
pr

zez okienko nad wejściem światłem ulicznej latarni. 

-  

Mam latarkę. A może najpierw sprawdzisz bezpieczniki? 

-  

Od tego trzeba zacząć. 

Znalezienie  poprzerywanych  przewodów  w  pralni  nie  zabrało 

mu dużo czasu. Ginny opowiedziała historyjkę Clare o myszach, 

ale popatrzył tylko na otwór. 

background image

-  

Jakieś myszy! 

Nie wiedziała, czy domyślił się, że to ona przerwała kable, ale 

było  jej  wszystko  jedno.  Świeciła  latarką,  podczas  gdy  Alex 

łączył druty. Po półgodzinie wszystko było gotowe. 
-  

Przyjadę jutro i zagipsuję tę dziurę - powiedział kucając, żeby 

dokładniej  obejrzeć  otwór.  -  Nie  chcemy,  żeby  jakieś  myszy 

znów się do tego dobrały. 

Wyprostował  się  i  spojrzał  na  nią,  po  chwili  przyjrzał  się  jej 

jeszcze dokładniej. 
-  

Wyglądasz naprawdę wspaniale. 

-  

Słucham? 

Dopiero po 

chwili zdała sobie sprawę, że ma na sobie strój ze 

srebrnej  lamy,  w  którym  właśnie  występowała  na  pokazie 
telewizyjnym. 
- To ubranie z pracy. 
- A co robisz? 

Opowiedziała  mu  o  wszystkim  przy  filiżance  kawy.  Wyglądał 

na naprawdę zainteresowanego. 
-  A co z A

meryką?  Nie  musisz  wrócić?  Nie  boisz  się,  że 

zapomną o tobie? 

Ściągnęła twarz i uniosła wyżej podbródek. 

Chodzi  ci  o  to,  że  zapomną,  jeśli  zbyt  długo  w  gazetach  nie 

będą pisać o mnie i jakichś facetach? 

Spojrzał na nią zagadkowo. 

Nie, nie to miałem na myśli. Chodziło mi o twoją pracę. Nie 

jesteś związana jakąś umową czy czymś takim? 

Pracuję  dla  kilku  domów  mody,  przeważnie  na  zlecenie. 

Dlatego mogłam przyjechać do Anglii. Pomyślałam, że skoro tu 

jestem, to też mogę coś robić. I będą mnie znać po obu stronach 
Atlantyku. - 

Uśmiechnęła się. - Nawet w Bath proponowano mi 

pracę. 

background image

Naprawdę? Jako modelka? 

Niezupełnie. 

Opowiedziała mu o poznanych dziewczynach i ich firmie. 

Byłam  z  nimi  w  niedzielę  na  lunchu  i  zaproponowały  mi, 

żebym  została  trzecim wspólnikiem. Wykorzystując  moje 

kontakty, chcą rozwinąć działalność firmy, a ja byłabym kimś w 
rodzaju przedstawiciela. 

W niedzielę po przyjęciu u Clare? To z nimi byłaś na lunchu? - 

spytał zdziwiony. 

Tak, przecież ci mówiłam. Potrząsnął głową. 

- Ni

e, powiedziałaś tylko, że jesteś umówiona na lunch. 

A on przypuszczał, że z jakimś mężczyzną. Teraz już było jasne, 

dlaczego  był  taki  zły.  Na  pewno  pomyślał,  że  jest  wyjątkowo 

szybka,  skoro  spędzając  z  nim  prawie  cały  wieczór,  zdążyła 

jeszcze umówić się z jakimś innym mężczyzną. 
-  

I co, przyjęłaś ich propozycję? 

Nie  do  końca.  Powiedziałam,  że  mogę  pracować  jedynie  w 

ramach  zlecenia,  a  poza  tym  nie  wiem  jeszcze,  jak  długo 

pozostanę w Anglii. 
-  

To znaczy, że nie wiesz, kiedy wracasz do Stanów? 

Zastanawiała się, o co naprawdę mu chodzi. Czy chciałby, żeby 

wyjechała, czy może wolałby, żeby została? A może pytał tylko 

z uprzejmości? Spróbowała mówić normalnym tonem. 

Jeszcze o tym nie myślałam. To miło być znów w Anglii po 

tak  długim  czasie.  Tu  jest  spokojnie, nie ma tego szalonego 
tempa... A mój agent w Londynie ma dla mnie sporo propozycji 
pracy tutaj i w Europie. 

Odstawił filiżankę na stoliczek obok krzesła. 
-  

Czy jeszcze nikt nie wziął cię za Venetie? 

Nie wiedziała, jak mu powiedzieć, że pięć lat, które minęły od 

zakończenia  przez  Venetię  kariery  modelki,  to  wystarczająco 

background image

dużo, by została zupełnie zapomniana. Potrząsnęła tylko głową. 
-  

Nie, jeszcze nikt mnie nie pomylił. 

-  

Po ślubie Venetia rzuciła pracę modelki. 

-  Tak, wiem. 
-  

Czy to też było w waszej umowie? 

-  Tak. - 

Zawahała się. - Venetia nie powiedziała ci o tym? 

-  

To były tematy, których oboje unikaliśmy. - Rozejrzał się po 

pokoju,  widać  było,  że  myślami  cofnął  się  do  czasów,  które 

minęły. - Chciałem kupić Venetii domek na wsi, ale wasz ojciec 

uparł się, że da jej w prezencie ślubnym ten. Venetii on bardzo 

przypadł do gustu. Zresztą, zawsze lubiła Bath. Stała się częścią 
tego domu. 
-  

Tak już zostanie - zaświadczyła żarliwie, mając w pamięci to 

uczucie bliskości z Venetią, którego doświadczyła tamtej nocy 
w pokoju dziecinnym. 

Alex  wstał  i  na  moment  wpadła  w  panikę,  bojąc  się,  że  znów 

powiedziała coś złego. 
-  Nie jestem odpowiednio ubrany do eleganckiej restauracji, a 

twój strój nie nadaje się do pubu. Jedno z nas musi się przebrać, 

jeśli mielibyśmy pójść gdzieś coś zjeść. 

Coś  mi  mówi,  że  to  o  mnie  chodzi.  -  Roześmiała  się  i 

wyciągnęła  rękę  w  jego  stronę,  żeby  pomógł  jej  wstać.  Przez 

chwilę byli tak blisko siebie, że niemal się dotykali - i Alex się 

nie  odsunął.  Nagły  dreszcz  przebiegł  przez  jej  ciało  i  szybko 

zabrała rękę, bojąc się, że to zauważy. 
-  

Daj mi piętnaście minut - powiedziała lekko i skierowała się 

w stronę drzwi. 
-  Tak? Zobaczymy. 

Zmyła telewizyjny  makijaż,  umalowała  się  delikatnie,  założyła 

dżinsy i sweter ze znanego domu mody. Złapała żakiet i torebkę 

i  zbiegła  na  dół.  Wkrótce  znaleźli  się  w  samochodzie  i 

background image

skierowali  na  drogę  prowadzącą  za  miasto.  Ginny  była 

zachwycona powodzeniem swojego planu. Żeby osiągnąć to, co 

już jej się udało, mogłaby bez zastanowienia wyłączyć prąd w 
c

ałym  mieście.  Jednocześnie  nie  mogła  sobie  darować,  że  nie 

powiedziała  mu  jasno,  z  kim  wybierała  się  wtedy  na  lunch. 

Stracili  przez  to  dwa  tygodnie,  a  ona  zaoszczędziłaby  sobie 

niepokoju i niepewności. 

Pub,  do  którego  ją  zabrał,  znajdował  się  w  niewielkiej 

miejscowości  leżącej  kilka  kilometrów  od  głównej  drogi 

prowadzącej z Bath do Wells. Był to typowy wiejski pub - sufit 

był  tak  nisko,  że  wchodząc  do  środka,  oboje  musieli  pochylić 

głowę.  Alex  był  tu  chyba  częstym  gościem,  bo  gdy  tylko 

podszedł do baru zamówić drinki, powitał go właściciel. 
-  

Witamy! Pan Alex Warwick, nie mylę się, prawda? W którąś 

niedzielę zagrał pan z nami w krykieta, kiedy zabrakło jednego 

gracza. Zawsze pamiętam twarze. Mieliśmy szczęście, że akurat 

wtedy  przyjechał  pan  na  lunch.  To  chyba  było  jakieś  trzy  lata 

temu. Jeszcze zanim pana żona... Bardzo nam przykro. 

Zniżył głos, jak zwykle, gdy mówi się o umarłych, ale po chwili 

znów się ożywił. 
-  

Cieszę się, że znów pana widzę. Czym mogę służyć? 

-  

Poproszę  piwo,  a  dla  pani  dżin  z  tonikiem.  Właściciel 

popatrzył na Ginny i zamarł. 
-  

Jestem  jego  szwagierką  -  powiedziała  szybko,  patrząc  z 

zakłopotaniem na Alexa. - Venetia, jego żona, była moją siostrą 

bliźniaczką. 

-  

O psiamać, ale się nabrałem! 

-  

Napijmy się - zaproponował ze spokojem Alex. - A jak tam 

krykiet w tym roku? 

Porozmawiali  kilka  minut,  wreszcie  Alex  wziął  drinki  i 

poprowadził  ją  do  małej  sali  restauracyjnej.  Ani  słowem  nie 

background image

skomentował  tego,  co  zaszło,  ale  Ginny  nie  chciała  tego  tak 

pozostawić. 
-  

Chyba często tu przychodziłeś z Venetią? 

-  

To było jedno z naszych ulubionych miejsc. Teraz jestem tu 

po raz pierwszy od czasu, kiedy wyprowa

dziłem się z Bath. 

-  

Może    byłoby    lepiej,    gdybyśmy    poszli    gdzieś indziej, w 

jakieś nowe miejsce. - Nie mogła ukryć zakłopotania. 

Rzucił jej szybkie spojrzenie. 
-  

Czy czujesz się nieswojo, że przyszliśmy tutaj? Jeśli tak, to 

przepraszam. 
-  

Nie, myślałam, że może ty... Potrząsnął głową. 

-  

To  jest  coś,  czego  trzeba  się  nauczyć.  Tego,  że  idę  gdzieś 

sam.  Na  początku  w  ogóle  nie  mogłem  się  na  to  zdobyć. 

Zagrzebałem  się  w  pracy,  cały  wolny  czas  spędzałem  w 

mieszkaniu, zaniedbałem dom. To Jeff mnie z tego wyciągnął. 

Zabierał  mnie  na  tenisa,  squasha  i  inne  sporty.  Kilka  razy 

spędziliśmy  razem  wakacje.  Stopniowo  zacząłem  odwiedzać 
miejsca, gdzie wcz

eśniej  bywałem  z  Venetią.  Chociaż  akurat 

tutaj jestem pierwszy raz. Może dlatego, że tu jest dużo bliżej    z   

Bath      niż    z    Bristo lu .      -  Spojrzał    na    nią z wymuszonym 

uśmiechem. - Obawiam się, że musisz się przygotować, że będą 

cię mylić z Venetią, jeżeli i będziemy pokazywać się razem w 
tych stronach.     

Ginny  poczuła  falę  radości  wypełniającą  jej  serce.  Wszystko 

było aż zbyt piękne. Po raz pierwszy od wielu lat zaczęła mieć 

nadzieję,  że  i  do  niej  uśmiechnie  się  szczęście.  Może  nie  od 
razu, ale przynajmn

iej  była  taka  możliwość.  Była  razem  z 

Alexem, zostali przyja

ciółmi i duch Venetii nie stał już między 

nimi.  To  był  dobry  początek  i  teraz  już  wszystko  mogło  się 

zdarzyć  i  zdarzy  się,  jeśli  tylko  pragnienia  się  spełniają. 

Wiedziała,  że  teraz  musi  być  bardzo  ostrożna,  zostawić  w 

background image

spokoju  jego  przeszłość  i  przekonać,  że  jest  przed  nimi 

szczęśliwa przyszłość. 

Po  kolacji  Alex  odwiózł  ją  do  domu.  Zapraszała  go,  ale  nie 

chciał  wejść  do  środka.  Przyjechał  za  to  następnego  dnia  i 

spędził cały wieczór na uzupełnianiu tynku w „mysiej dziurze" i 

innych naprawach. Gdy skończył, usiedli w kuchni przy kawie i 

kupionym od Clare cieście. 
-  

Zrobiłaś już coś w małej sypialni? Zauważyła, że nigdy nie 

nazwał tej sypialni pokojem dziecinnym. Nigdy też ani słowem 

nie wspomniał o dziecku. 
-  

A czy chciałbyś, żebym tam coś zmieniła? - spytała ostrożnie. 

-  Tak - 

powiedział zdecydowanym głosem. - Miałaś rację,    że 

zamieniłem    ten  dom  w  świątynię.  Było  w  tym  coś 

niezdrowego. Teraz, jak razem z Jeffem wszystko odnowiliście, 

czuję się tu zupełnie inaczej, dużo lepiej.    Ten    dom    odbieram 
inaczej - 

jako miejsce, gdzie przez kilka lat mieszkałem. 

-  Jako jeden z wielu, którzy tu mieszkali. 
-  Tak. - 

Skinął głową, zadowolony, że go rozumie. 

Myślałam o tym wczoraj, kiedy siedziałam przy świecach. O 

tych  wszystkich  ludziach,  którzy  w  przeszłości  zamieszkiwali 

ten dom. Ile rzeczy tu się musiało wydarzyć. Ludzie się rodzili, 

zakochiwali, przeżywali... 
-  

Większość  z  nich.  korzystała  z  leczniczych  źródeł,  płacąc 

najwyższy czynsz, jaki właścicielowi udało się ustalić. 
-  

Nie jesteś zbyt romantyczny. 

-  

Venetia też mi to zawsze mówiła. - Spojrzał jej w oczy. - To 

co - 

zrobisz coś z tą sypialnią? 

-  

Dobrze. A co zrobić z... ze wszystkimi rzeczami? 

-  

Wyrzuć je - powiedział stanowczo. - Daj komuś, komu mogą 

się przydać albo opiece społecznej czy coś takiego. 
-  A ubrania Venetii? 

background image

-  

Jeszcze tu są?- zapytał ze zdziwieniem. Skinęła głową. 

-  

Też je wyrzuć. - Zawahał się. - Raczej bym nie chciał, żebyś 

je zatrzymała i sama nosiła. 
-  

Nie  zrobiłabym  tego.  Zajmę  się  tym  pokojem  w  czasie 

weekendu. 
-  

Daj mi znać, jak już pozbędziesz się wszystkiego, to przyjdę 

ci pomóc. 
-  

A co z Jeffem? Pomyśli, że odbierasz mu chleb. 

-  

Na  razie  co  innego  mu  w  głowie.  Jego  dawna  studentka 

przeprowadziła  się  w  te  strony  i  odszukała  go.  Jeff  jest  teraz 

bardzo zajęty oprowadzaniem jej po Bristolu. - Uśmiechnął się 
szeroko. 
-  

Naprawdę?  -  Ginny  natychmiast  się  tym  zainteresowała.  - 

Jaka ona jest? Myślisz, że mu się podoba? 

Wybuchnął śmiechem. 
-  

Chciałabyś      go    ożenić!      Jesteś      taka      sama  jak 

Venetia.  - 

Spoważniał,  twarz  mu  się  zmieniła.  -  Przepraszam, 

nie powinienem tak mówić. 
-  

Dlaczego? Byłyśmy do siebie bardzo podobne, i to nie tylko z 

wyglądu.  -  Uśmiechnęła  się.  -  I w przeciwieństwie  do  ciebie 

obie byłyśmy bardzo romantyczne. 

Podniósł ręce, jakby się poddawał. 
-  

Dobrze już, dobrze. Nic nie wiem o tej jego znajomej, wiem 

tylko, że na imię ma Kay, skrót od Katherine, skończyła historię 
i pracuje w Bristolu. 
-  

To znaczy, że jest inteligentna. 

Ten ton znał już wcześniej i spojrzał na nią zaskoczony. 
-  

Co,      ty    też?    Venetia    zawsze    miała      kompleks 

niższości  w  stosunku  do  osób,  które  skończyły  studia.  Zawsze 

jej powtarzałem, że jest równie dobra jak one. 
-  

Masz  rację.  Ale  w  moim  przypadku  jest  tak,  że  większość 

background image

takich  osób,  kiedy  tylko  się  zorientuje,  że  nie    chodziłam    do   

college'u,      natychmiast    dumnie eksponuje swoją wyższość. 

Popatrzył na nią ze zdumieniem i roześmiał się z podziwem, 
-  

Świetnie!  Jesteś  dużo  bardziej  bezpośrednia  niż...  jesteś 

niemożliwie  bezpośrednia.    To  chyba  wpływ  pobytu  w 
Ameryce. I twoich sukcesów. 
-  

Nikomu niczego nie muszę udowadniać, jeśli o to ci chodzi. 

-  

Nie,  nie  sądzę,  żebyś  musiała.  -  Zamyślił  się.  -  Nigdy 

przedtem  nie  miałem  do  czynienia  z  kimś  tak  znanym  jak  ty. 
Nawe

t trudno mi myśleć o tobie w ten sposób, o tym, że jesteś 

za  pan  brat  z  bogatymi  i    sławnymi.  Przypuszczam,  że  ty  też 

jesteś bogata i sławna? 
-  

Ja  tak  o  sobie  nie  myślę.  Po  prostu  udało  mi  się  osiągnąć 

sukces w wybranej przeze mnie dziedzinie. 
-  Jestem p

rzekonany,  że  to  zbyt  skromnie  powiedziane. Z 

pewnością musiałaś włożyć dużo ciężkiej pracy, żeby dojść do 
tego, co masz. 
-  To prawda - 

przyznała - to była ciężka praca. 

-  

Ale odpowiednio opłacana. Pewnie gdybyś chciała, mogłabyś 

już jutro przestać pracować? 

Trudno  było  znaleźć  odpowiedź  na  takie  pytanie,  bo  nie 

wiedziała, co chciał usłyszeć. Uśmiechnęła się tylko. 
-  

Dwadzieścia sześć lat to trochę za wcześnie, żeby myśleć o 

emeryturze. 

Szybko zmieniła temat. 

Następnego  dnia  usunęła  wszystkie  dziecinne  rzeczy  z  małej 

sypialni  i  zawiozła  je  do  sklepu  opieki  społecznej  w 

Cheltenham,  wystarczająco  daleko,  żeby  mieć  absolutną 

pewność, że Alex więcej ich nie zobaczy. Popołudnie spędziła u 

matki. Do domu wróciła wieczorem i przez cały następny dzień 
pracowic

ie  usuwała  tapety  w  kolorowe  misie.  Kiedy  Alex 

background image

przyjechał  w  weekend  pomóc  jej  przy  odnawianiu,  nie  było 

żadnych  śladów,  świadczących  o  poprzednim  przeznaczeniu 

pokoju. Alex wszystko zauważył, ale nic nie powiedział i wziął 

się za malowanie sufitu. 
Ginny p

ostanowiła  wykleić  pokój  tapetą,  więc  zajęło  im  to 

więcej czasu niż malowanie. Przez weekend i kolejne wieczory 

pracowali  wspólnie.  Poznali  się  lepiej  i  ich  przyjaźń  okrzepła. 

Ginny czuła, że Alex jest jej wdzięczny za usunięcie tapet, ale 

jednocześnie  zdawała  sobie  sprawę,  że  nie  może  zapomnieć, 

czym miała być ta sypialnia. W czasie pracy dużo rozmawiali, 

trochę  o  minionych  latach,  o  tym,  co  robili  do tej  pory.  Tylko 
czasem wspo

minali  Venetię  i  Simona,  jak  osoby,  z  którymi 

łączyła ich przeszłość. 
-  

Muszę zamówić nowe zasłony i kupić meble do tego pokoju - 

stwierdziła  Ginny  z  entuzjazmem,  gdy  wreszcie  pokój  był 
gotowy. 
-  

Nie możesz sama uszyć? 

Ginny  była  już  tak  wyczulona  na  jego  nastroje,  że  zauważyła 

minimalną  przerwę,  którą  zrobił  po  zakończeniu pytania. 

Domyśliła  się,  że  chciał  powiedzieć,  iż  Venetia  zawsze  sama 

szyła firanki, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. Pomyślała, 

że to dobry znak. To znaczy, że myśli o niej. 
-  

Nie umiałabym tego dobrze zrobić - przyznała szczerze. - W 

szyciu nigdy nie by

łam  dobra.  Poza  tym    nie    mam    czasu. 

Cały    przyszły    tydzień    będę  pracować  w  Londynie,  chyba 

pamiętasz? 
-  

Zostaniesz tam przez cały tydzień? 

-  

Tak.  Nie  opłaca  mi  się  przyjeżdżać  tu  tylko  na  noc.  Alex 

dokończył pracę i wyprostował się. 
-  

No, jak ci się podoba? 

-  

Wygląda wspaniale. Zrobiłeś świetną robotę. 

background image

-  

Oboje  zrobiliśmy  -  uśmiechnął  się  do  niej  -  i chyba 

zasłużyliśmy na drinka. 

Wieczór  był  przyjemny,  więc  wyszli  do  ogrodu.  Alex  popijał 

piwo, Ginny wolała koktajl. W ciągu tych dwóch tygodni, kiedy 

była  jak  zawieszona  w  próżni,  czekając  na  telefon  od  Alexa, 

zrobiła  dużo  w  ogrodzie,  ale  znów  wszystko  zarosło  i  zostało 

jeszcze sporo do uporządkowania. Przeszli się po ogródku. Alex 
poka

zywał  jej  różne  rośliny,  mówił,  kiedy zostały  posadzone i 

gdzie były kupione. 
-  

To  kupiliśmy,  żeby  upamiętnić  pierwszą  rocznicę  ślubu  - 

powiedział,  wskazując  na  obsypany  żółtymi  kwiatami  krzak 

pnącej róży. 

Przez  chwilę  poczuli  smutek,  ale  Ginny  ucieszyła  się,  że  w 

końcu rozluźnił się i zaczął z nią rozmawiać o Venetii. 
-  

Trzeba go trochę przyciąć - zauważyła. 

-  To prawda. 

Nie  powiedziała  tego  celowo,  ale  Alex  poszedł  do  pralni, 

przyniósł drabinę i zardzewiały sekator i zaczął ścinać odrosty. 

Ginny w ogrodniczych rękawicach zbierała ścięte gałązki. Nagle 

kolec przebił rękawiczkę i wbił się w jej palec. 
-  Ojej! 
-  

Skaleczyłaś się? 

-  Tak. - 

Ostrożnie ściągnęła rękawiczkę. 

-  

Poczekaj,  ja  zobaczę.  -  Zszedł  na  dół  i  uważnie  obejrzał 

kciuk. - 

Trzeba wziąć pincetkę. 

-  

Mam w łazience. 

Zapadał już zmrok. Poszli do kuchni, gdzie światło było lepsze. 

Alex  oczyścił  skaleczenie  wodą  utlenioną,  potem  spróbował 

pincetką usunąć kolec. 

Nie  bój  się,  to  nie  będzie  bolało.  Zawsze  byłaś  małym 

tchórzem. - 

Pocałował ją w czubek nosa. 

background image

Pamiętasz,  jak  kiedyś...  -  Ujrzał  nagły  błysk  szczęścia  w  jej 

oczach  i  urwał  gwałtownie.  Ręka,  którą  ujmował  jej  dłoń 

gwałtownie zadrżała. 
-  

Już  wszystko    dobrze,    Alex.    -  Ginny    szybko  schwyciła 

jego dłoń w swoje ręce. 

Na  chwilę  zapomniałem,  kim  jesteś.  Myślałem,  że  jesteś...  - 

Twarz mu zbielała. 

Tego się nie da uniknąć - nie pozwoliła mu skończyć. 

Tak myślisz? 

Uwolnił  dłoń  i  zacisnął  pięść.  Nie  mógł  opanować  drżenia 

szczęki. Odwrócił się, żeby odstawić wodę utlenioną. Po chwili 

popatrzył na nią ze smutkiem. 
- Nie wiem, c

zy dobrze robimy, Ginny. Gdy cię widzę, jestem z 

tobą,  w  dodatku  w  tym  domu,  to  przed  oczami  ciągle  mam 

Venetię. 

Poczuła nagle ukłucie strachu, ale udało się jej powiedzieć: - To 
chyba nieuchronne. 
-  Ale to nic dobrego nam nie przyniesie – 

wybuchnął  - 

szcz

ególnie  tobie.  Zasługujesz  na  coś  lepszego  niż  być  braną   

za    kogoś innego,    nawet przez chwilę. 

Przeciągnął  ręką  po  włosach.  -  Nie  chcę  myśleć,  że  tak  po 

prostu zajmujesz miejsce Venetii. 
-  

Ja również nie. 

-  

Może to też jest nieuniknione. Może oboje popełniamy duży 

błąd    sądząc,    że  możemy  zostać  przyjaciółmi.  -  Popatrzył  na 

nią zamyślony. 
-  

A  czy  nie  jesteś  teraz  szczęśliwszy?  -  Przygryzła  wargi, 

starając się opanować. 

Z niechęcią pokiwał głową, ale odpowiedział szczerze. 
-  

Jestem, przyznaję. Tylko myślę, że to nie jest w porządku. To 

tak, jakbym zdradzał jej pamięć. 

background image

-  To bzdura  - 

odrzekła  z  taką  stanowczością,  że    aż   

poderwał    głowę.    -  Czy    naprawdę    sądzisz,  że  Venetia 

chciałaby,  żebyś  do  końca  życia  pozostał  pogrążony  w   

smutku?    Rozpaczać    po jej  utracie, tak.  Ale  to  nie  

znaczy,    że    nie    masz już prawa do szczęścia. 
-  

Czy myślisz, że o tym nie wiem? Łatwo powiedzieć, ale jest 

zupełnie  inaczej,  gdy  chcesz  to  zastosować  w  praktyce.  - 

Potrząsnął  głową.  -  Nie  wiem,  Ginny.  Od  śmierci  Venetii nie 

byłem  taki  szczęśliwy,  jak  jestem  teraz.  Może  dlatego,  że 

zaczynam  brać  się  w  garść  i  dobrze  się  czuję  w  twoim 

towarzystwie, a może dlatego, że podświadomie myślę o tobie 

jako  o  Venetii  i  udaję  przed  sobą,  że  ty  jesteś  nią?  I  że  ona 

ciągle żyje? 
-  

Och, przestań, nie rób tego, Alex! 

-  

Myślisz, że  chcę? -  W  nagłym  porywie  złapał  ją za  ramię i 

ścisnął mocno. - A zresztą, może chcę. Może chcę właśnie tego. 

Udawać, że nic się nie stało. Wymazać z pamięci te ostatnie lata. 

Żyć tak jak dawniej. - Nie spuszczał z jej twarzy oczu pełnych 

smutku i    udręczenia.    - Więc co, jeśli chodzi    mi właśnie o to, 

Ginny? Czy zgodzisz się na takie życie? 

Tak łatwo byłoby natychmiast powiedzieć: tak, tak, kocham cię 

i zrobię wszystko, co zechcesz. Ale to doprowadziłoby tylko do 

szaleństwa i samozniszczenia. Wyrwała się i chwytając krzesło 

odgrodziła się nim od Alexa. 

Nie,  nie  można  wracać  do  przeszłości!  To  niemożliwe. 

Zaczniemy się nienawidzić. Zastanów się. 

Masz  rację.  -  Zacisnął  zęby  i  na  chwilę  zamkną! oczy. - 

Oczywiście, masz rację. Przepraszam. 

Odwrócił się i podszedł do zlewu umyć ręce. Stanęła za nim i 

położyła  rękę  na  jego  ramieniu.  Poczuła,  że  zesztywniał 

gwałtownie. Ze ściśniętym sercem zaczęła go przekonywać. 

background image

Każdy  w  twojej  sytuacji  ma  podobne  problemy  i  przeżywa 

podobne rozterki. Tak samo czuje, że dopuszcza się zdrady, gdy 

pozna  kogoś  nowego.  To,  co  odczuwasz,  nie  jest  czymś 

wyjątkowym. 

Zaśmiał się krótko. Wziął ręcznik i odwrócił się do niej. 

To  może  nie  jest  wyjątkowe,  ale  wyjątkowa  jest  ta sytuacja. 

Popatrz  na to  ze  swojego  punktu  widzenia,  Ginny.  Każdy,  kto 

widzi  nas  razem,  z  pewnością  uważa,  że  dążę  do  tego,  żebyś 

zajęła miejsce Venetii. Czy naprawdę chcesz tego? 
-  

Nie obchodzi mnie to, dopóki mam pewność, że ty wiesz, iż 

tak nie jest. 
-  

Ale    to    tak    wyg ląda.    - Ze    złością    wzruszył ramionami. 

Nie  wiem.  Znów  jesteśmy  w  punkcie  wyjścia.  Może  byłoby 

lepiej, gdybyśmy przez jakiś czas przestali się widywać? 

Serce  jej  zamarło,  gdy  pomyślała  o  tych  dwóch  tygodniach, 
kiedy daremnie czeka

ła na jego telefon. 

Nie sądzę, że to cokolwiek zmieni. Przynajmniej jeśli chodzi o 

mnie.  Nie  widzę  powodu,  dlaczego  nie  moglibyśmy  być 

przyjaciółmi. 

Przyjaciółmi?  -  Popatrzył    na    nią  zamyślony.  -  Zaczynam 

myśleć, że zwykła przyjaźń nie wchodzi w grę. Oboje wiemy o 

tym. Po tym, co zaszło między nami w przeszłości, teraz może 

być tylko albo wszystko, albo nic. 

Możliwe - przyznała z bijącym sercem. - Ale to nie znaczy, że 

nie możemy spróbować. Ja osobiście nie śpieszę się, żeby znów 

wpaść  w  jakiś  stały  układ  i,  mówiąc  szczerze,  wcale  nie  mam 

takiego  zamiaru.  Przy  następnym  razie  muszę  mieć  całkowitą 

pewność, oczywiście, jeśli w ogóle będzie następny raz. 
-  

Dla ciebie musi być następny raz - powiedział z mocą. - Nie 

możesz być sama, jesteś na to zbyt młoda i zbyt piękna. Jesteś 

stworzona  do  miłości,  Ginny.  I  zasługujesz    na  to,  by  być 

background image

szczęśliwą. 

Westchnął.  -  I  może  to  straszny  egoizm  z  mojej  strony,  że 

trzymam cię, a sam chce jeszcze wszystko przemyśleć, kiedy ty 

powinnaś spotkać kogoś, kto mógłby pokochać cię bez żadnych 
warunków. 

W oczach Ginny pojawił się błysk rozbawienia. 
-  

A może przywiązujesz za dużą wagę do własnej osoby. Jak 

poznam cię lepiej, to może sama nie będę chciała zostać. 

Uśmiechnął się nagle uśmiechem, który znała kiedyś. 
-  Och! Ale 

mnie  zastrzeliłaś!  Może  naprawdę  masz  rację.  - 

Popatrzył na nią, jakby coś rozważał. - Nie będzie cię tu przez 

cały  następny  tydzień.  Przez  ten  czas,  dla  naszego  dobra, 

przemyśl jeszcze raz wszystko, zastanów się, czego oczekujesz i 
czy jest przed nami ja

kaś szansa na przyszłość. 

-  Nawet najmniejsza? 

Chyba  tak.  Ale  chciałbym,  żebyś  myślała  o  sobie,  Ginny. 

Oboje  się  zmieniliśmy.  Może  byłoby  dla  nas  najlepiej, 

gdybyśmy to skończyli. 

A ty? Też masz zamiar to przemyśleć? 

Wątpię, czy mógłbym myśleć o czymkolwiek innym - skrzywił 

się. - To każe się, że zacznę wypisywać twoje imię na tablicy w 

sali wykładowej. 

Dopóki to będzie moje imię, a nie Venetii... -  nie mogła się 

powstrzymać, pełna rozpaczy i rozczarowania. 

Znów  jesteśmy  w  tym  samym  miejscu.  -  Oczy mu 

pociemniały.    Skierował się do wyjścia. - Do widzenia, Ginny. 

Miłego pobytu w Londynie. 
- Alex! - 

Pobiegła za nim do przedpokoju. - Czy dasz mi znać? 

Musisz mi to obiecać! 

Oczywiście. I ty też. - Oboje wiedzieli, że to on zdecyduje. - 

Kiedy wracasz? 

background image

W przyszły piątek. Wieczorem, chyba koło dziewiątej. 

Dobrze. Będę tutaj - albo zostawię ci list. Cześć! 

 

Czuła  się  zupełnie  wyczerpana.  Ten  tydzień  wykończył  ją 

fizycznie i psychicznie. Nie mogłaby po raz drugi przeżyć tych 
dni, w czasie któ

rych bezustannie myślała o Alexie, o tym, co on 

myśli  i  co  postanowi.  Chciała  zadzwonić  do  niego,  ale  nie 

odważyła  się.  Bała  się,  że  to  obróci  się  przeciwko  niej. 

Pracowała dużo, znajdując w pracy ucieczkę i chwilę spokoju. 

Sprawy  zawodowe  szły  bardzo  dobrze.  Rozmawiała  ze  swoim 

agentem,  poszła  na  lunch  z  producentem,  który  widział  ją 

wcześniej  w  telewizji  i  chciał  zaproponować  udział  w  swoim 

programie.  Ginny  odwiedziła  też  starych  znajomych  i,  po 

krótkim wahaniu, zadzwoniła do Simona. Spotkali się i okazało 

się, że nadal są przyjaciółmi. Ginny lubiła go jak dawniej, ale to 

było  wszystko.  Rozstali  się  w  zgodnie.  Pozostało  jej  już  tylko 
czekanie na koniec tygodnia. 

Wreszcie  nadszedł i znalazła  się  w  pociągu  do Bath.  Najlepiej 

by było, gdyby Alex czekał na nią na stacji, ale nie przyszedł. 

Właściwie  nie  powiedziała  mu,  którym  pociągiem  przyjedzie. 

Pociąg  się  spóźnił,  a  taksówka  wlokła  się  niemożliwie.  Było 

jeszcze  widno,  gdy  wreszcie  dotarła  do  domu  i  trudno  było 

zgadnąć, czy Alex jest w środku. Taksówkarz wniósł jej bagaże 

i aż zaniemówił ze zdziwienia, kiedy zobaczył hojny napiwek. 
-  

Alex!  Alex!  Już  jestem!  -  pobiegła  do  salonu,  a  potem  do 

kuchni.  Dom  wyglądał  tak,  jak  go  zostawiła.  Spojrzała  na 

zegarek. Kwadrans po dziewiątej. Wolno weszła po schodach na 

rę.  Na  stoliku  w  przedpokoju  leżało  kilka  listów,  na  pewno 

położonych  tam  przez  Clare,  gdy  przyszła  podlać  rośliny.  Na 

wycieraczce  leżała  samotna  koperta  bez  znaczka,  której  nie 

zauważyła,  gdy biegiem  wpadła  do  domu.  Powoli, z  niechęcią 

background image

pochyliła się, żeby ją podnieść. 

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Drżącą ręką wzięła list. Jej oczy wypełniły się łzami i nie mogła 

rozpoznać pisma. Otworzyła kopertę i w tym samym momencie 

usłyszała  dźwięk  zamka  w  drzwiach.  Zamarła.  Drzwi  się 

otworzyły i na progu stanął Alex. 

Widząc ją, na chwilę zatrzymał się zdumiony, wreszcie wszedł i 

zamknął za sobą drzwi. 
-  

Cześć, Ginny! 

Popatrzył na jej bladą, zmęczoną twarz i oczy mli pociemniały. 

Słowa przychodziły mu z wysiłkiem. 

Przyszedłem,  żeby  ci  powiedzieć,  że  wiele  przemyślałem  i 

chciałbym zacząć wszystko na nowo. Ale wygląda na to, że ty 

masz  inne  zdanie.  Oczywiście  mogę  to  zrozumieć.  -  Skulił 
ramiona. - 

Jesteś bardzo mądra. Pójdę już i... 

Pierwszy szok minął i Ginny odzyskała poczucie rzeczywistości. 

Alex, zamknij się, dobrze? - Rzuciła się w jego ramiona. 

W pierwszej chwili objął ją, zaskoczony nagłą zmianą, ale zaraz 

odsunął się nieco i popatrzył jej w oczy. 

Jesteś pewna? 

Tak. Nigdy nie miałam żadnych wątpliwości. 

Dobrze wiedzieć. Przez chwilę... 

Czy wreszcie mnie pocałujesz? - Poruszyła się niecierpliwie. 

Roześmiał się uszczęśliwiony i ustami dotknął jej warg. Nie był 

to  nawet  pocałunek,  raczej  mgliste  przypomnienie  czegoś,  o 

czym  już  dawno  zapomniał.  Dotyk  jego  ust  był  chłodny, 

delikatny  i  pełen  niezdecydowania. Ale Ginny to nie 

wystarczało. Po paru chwilach zarzuciła mu ręce na szyję, całym 

ciałem mocno przytuliła się do niego i pocałowała go tak, że nie 

mógł  się  jej  oprzeć.  Westchnął,  objął  ją  mocniej  i  nie  mogąc 

background image

opanować  drżenia,  zaczął  całować  ją  namiętnie.  Z  uczuciem 
sz

częścia  Ginny  poddała  się  temu,  gubiąc  się  w  uścisku  jego 

ramion,  nie  przestając  jednak  w  duchu  modlić  się  żarliwie:  - 

Boże, spraw, żeby myślał o mnie, spraw, żeby myślał o mnie, a 
nie o Venetii. 

Pierwszy raz Alex świadomie całował ją, a nie jej siostrę. Dla 

Ginny  była  to  tylko  krótka  chwila,  ulotne  mgnienie.  Alex 

wyprostował  się  i  odsunął  ją  lekko.  Drżał,  a  nad  górną  wargą 

zobaczyła drobniutkie kropelki potu. 

Przepraszam.  Dostałem  więcej,  niż  na  to  zasłużyłem.  - 

Popatrzył jej w oczy chcąc, by go dobrze zrozumiała. - To było, 

to było piekło, od dawna. 

Wiedziała,  o  czym  mówi.  Z  nią  było  tak  samo.  Pięć  lat 

oczekiwania  i  tęsknoty  za  czymś,  czego  już  nigdy  nie 

spodziewała się odnaleźć. W tym czasie był oczywiście Simon, 

ale  to  nie  było  to.  Simon  znał  kobiety  i  umiał  się  z  nimi 

obchodzić,  a  seks  z  nim  dostarczał  dużo  przyjemności.  Jednak 

będąc  z  nim  nigdy  nie  odczuła  tego  obezwładniającego 

pragnienia,  radości  dawania,  wszechogarniającego  ciepła  i 

miłości. Z Alexem było inaczej. Odnalazł miłość i szczęście, nie   

miał    za      sobą      niszczących      lat    wyczekiwania  i  tęsknoty. 

Była  pewna,  że  od  śmierci  Venetii  nie  zbliżył  się  do  żadnej 

kobiety.  Byłoby  to  dla  niego  czymś  zupełnie  niemożliwym.   

Nawet  wspomnienie  tamtej  wspólnej  nocy  było  dla  niego 
przykre. Dlatego musz

ę    być    opanowana - pomyślała.    Niech   

Alex przyzwyczai się do tej myśli i niech wszystko potoczy się 

własnym  biegiem.  Czekała  tak  długo,  że  jeszcze  trochę  może 

poczekać. Uśmiechnęła się do niego. 

Okazuje się, że to dobrze, iż się spóźniłeś. Już myślałam, że 

nie  przyjdziesz.  Byłam  pewna,  że  to  list  od  ciebie.  -  Pokazała 

mu  kopertę,  którą  cały  czas  trzymała  w  ręku.  -  Była  na 

background image

wycieraczce. 
-  

Dopiero przyjechałaś? 

-  

Tak, były spore korki. 

-  

Wiem, dlatego się spóźniłem. - Uśmiechnął się. - Jadłaś już 

coś? 
-  Od lunchu jeszcze nie. 
-  

To  co  zrobimy?  Możemy  gdzieś  pójść  albo,  jeśli  wolisz, 

wyjdę i kupię trochę chińskiego jedzenia na wynos. 
-  

Chodźmy gdzieś. Dom dzisiaj nie wygląda zbyt zachęcająco. 

Kiwnął  głową  i  Ginny  pomyślała,  że  chyba  jest  zadowolony, 
ja

kby jej decyzja przyniosła mu ulgę. Najwyraźniej nie palił się 

do  szalonego,  gwałtownego  romansu.  Zgarnęła  resztę 
korespondencji i weszli do samochodu. Do wiejskiego pubu 

było już za późno, więc pojechali do restauracji w Bath. 
-  Od kogo jest ten list? - 

zapytał, gdy już złożyli zamówienie. 

Wyjęła list z torebki i szybko przebiegła po nim wzrokiem. 
-  

Od tych dwóch    dziewcząt.    Pytają,    czy mogę popracować 

na  przyjęciu,  urządzanym  podczas  rozgrywek tenisowych w 

Wimbledonie    przez firmę produkującą stroje sportowe. 
-  

I co o tym myślisz? 

-  

Dobrze płacą, a ja teraz jestem wolna. 

-  

Podoba  mi  się  twoje  podejście.  -  Roześmiał  się.  Ginny 

przejrzała resztę listów. 
-  

To już same rachunki. - Włożyła je z powrotem do torby. - 

Bardzo byłeś zajęty, gdy mnie nie było? 
-  Nie.  - 

Popatrzył  jej  w  oczy.  -  Tęskniłem  za  tobą.  Serce  jej 

mocniej  zabiło  i  rozjaśniły  się  oczy,  ale  powiedziała  tylko 
lekkim tonem: 
-  

To miło. 

Myślałem  o  tobie.  To  było  coś  zupełnie  innego  niż  tamto 

uczucie  samotności,  które  nie  opuszczało  mnie  od  śmierci 

background image

Venetii. Tęskniłem za twoją radością życia i entuzjazmem, który 

wnosisz do każdej rzeczy. 
-  

Jeszcze bardziej mi miło - powiedziała łagodnie. - Dziękuję, 

cieszę się. 

Wyciągnęła  rękę  przez  stół, a  on  bez  wahania ujął  ją  w  swoje 

dłonie. Było wspaniale. 

Opowiedz mi teraz o tych wszystkich fascynujących rzeczach, 

które robiłaś w Londynie. 

Wcale    tak    nie    było,    cały    czas    ciężka    praca. 

Najważniejszy był pokaz mody. Razem z próbami i występem 

dobroczynnym  trwał  cztery  dni.  Jeden  dzień  pracowałam dla 
ilustrowanego magazynu jako foto-

modelka  i  wystąpiłam  w 

programie  telewizyjnym,  ale  pokażą  go  dopiero  za  jakiś  czas. 

Poza tym odwiedziłam starych znajomych, byłam na kolacji z - 

przez chwilę zawahała się - z innym starym znajomym. 
-  Z Simonem Blakiem? - 

Popatrzył badawczo. 

-  Tak. - 

Niechętnie kiwnęła głową. 

-  

Czyj to był pomysł, twój czy jego? 

-  

Prawdę  mówiąc,  mój.  W  gruncie  rzeczy  nadal  go  lubię. 

Chciałam się upewnić, czy z nim wszystko w porządku. 
-  I jak mu leci? 

Roześmiała się i wzruszyła ramionami. 

Wiedzie  mu  się  lepiej  niż  kiedykolwiek  przedtem.  Znów  się 

ożenił, z modelką, i na razie wygląda na to, że jest szczęśliwy. 

Ale myślę, że to nie potrwa długo. Za bardzo tęskni za dziećmi i 

życiem  rodzinnym.  Tak  naprawdę,  to  nie  powinien  był 
rozst

awać  się  z  żoną.  Miał  romans  z  modelką,  żona  się  o  tym 

dowiedziała  i  zamiast  to  jakoś  przeboleć,  postawiła  mu 
ultimatum - 

albo ona i dzieci, albo on się wynosi. Zachował się 

jak  głupiec  i  odszedł.  Ale  w  głębi  serca  od  początku  tego 

żałował,  tylko  oczywiście  był  zbyt  dumny,  żeby  się  do  tego 

background image

przyznać. 
-  

Szkoda, że nie zdawałaś sobie z tego sprawy, zanim wyszłaś 

za niego. 
-  

Też tak myślę. 

Rzucił jej ostrożne spojrzenie. 
-  

Nie żałujesz, że za niego wyszłaś? 

-  

Biorąc pod uwagę tamte okoliczności to nie. 

-  

Jakie okoliczności? 

Potrząsnęła głową. Nie chciała mu mówić, dlaczego wyszła za 

Simona. Po utracie Alexa pogrążyła się w takiej rozpaczy, że w 

końcu  chciała  przekonać  samą  siebie,  że  nadal  jest  przed  nią 

jakieś życie i prawo do szczęścia. Nie rozumiała wtedy, że sama 

sobie  wyrządza  krzywdę,  a  w  związku  z  Simonem  stale  miała 

poczucie winy, choć on nigdy nie wypomniał jej, że wyszła za 

niego  z takich  pobudek.  Powiedział  o  tym  dopiero  w  ostatnim 

okresie,  kiedy  oboje  mieli  świadomość,  że  ich  związek  się 
rozpada i jest to nieuniknione - 

i  za  to  do  końca  zachowa  dla 

niego wdzięczność. 

Alex  popatrzył  na  nią  zamyślony,  ale  nie  oponował,  gdy, 

zmieniając temat, zapytała o Jeffa i jego nową dziewczynę. 

Nadal z nią chodzi. A co byś powiedziała, gdybyśmy wybrali 

si

ę gdzieś razem z nimi? Nasz znajomy ma w Bristolu żaglówkę 

i  często  z  Jeffem  pożyczamy  ją  od  niego.  Moglibyśmy  trochę 

pożeglować w jakiś weekend. 
-  Wspaniale! - 

zachwyciła się. - Kiedy? 

-  

Może w następny weekend, jeśli Kay będzie mogła. 

-  

To muszę sobie kupić coś odpowiedniego. 

-  

Jesteś taka sama jak Venetia. - Roześmiał się. 

Ona  też  zawsze  musiała  mieć  coś  odpowiedniego  na  każdą 

okazję. 
-  

A co w tym złego? 

background image

Przyniesiono  zamówione  potrawy  i  Ginny  zabrała  się  za 

jedzenie,  pogrążona  w  myślach  o  planowanej eskapadzie. 

Cieszyła się na nią, bo oprócz przyjemnego spędzenia czasu, po 

raz pierwszy będą z kimś, kto nigdy nie znal Venetii i nie będzie 

się dziwić, widząc ją razem z Alexem. 

Po kolacji Alex odwiózł ją do domu. Wymówił się od wejścia 

mówiąc, że Ginny musi się rozpakować. 

Zadzwonię jutro i dam ci znać, co z weekendem. Ujął jej dłoń i 

po chwili wahania przyciągnął ją bliżej i pocałował. Nie był to 

jakiś specjalny pocałunek i Alex uśmiechnął się smutno. 
-  

Umiem to robić trochę lepiej. 

-  Wiem - 

uśmiechnęła się łagodnie. 

-  To dobrze. - 

Delikatnie dotknął jej policzka. 

Uważaj na siebie, Ginny. 

-  

Ty też. 

Wysiadła z samochodu i machała, póki nie odjechał. Weszła do 

domu lekka i aż nieprzytomna ze szczęścia. 

Termin  wycieczki  został  ostatecznie  ustalony  na  przyszły 

weekend. Alex zadzwonił do niej następnego dnia rano. 
-  

Wypływamy  w  sobotę  rano,  wracamy  w  niedzielę 

wieczorem. Czy to ci pasuje? 
-  

Tak,  świetnie,  -  Jednak  poczuła  się  zaskoczona.  Nie 

przypuszczała, że zostaną na łódce przez noc, spodziewała się, 

że pojadą tylko na jeden dzień. 

Dzień był piękny i ciepły. Ginny nastawiła pranie i z filiżanką 

kawy wyszła do ogrodu. Wyglądał trochę inaczej niż przed jej 

wyjazdem. Trawnik był świeżo wystrzyżony, a zbyt wyrośnięte 

rośliny pnące się po murze przycięte i podwiązane. Alex musiał 
tu przycho

dzić  w  czasie  jej  nieobecności.  Kwiaty  wokół 

trawnika  były  w  pełnym  rozkwicie,  a  pnące  róże  obsypane 

żółtym kwieciem tworzyły jasne plamy na tle starego ceglanego 

background image

muru.  Usiadła  na  ogrodowym  krześle,  wystawiając  twarz do 

słońca i rozkoszując się spokojem ogrodu i zapachem róż. Żółte 

róże  były  ulubionymi  kwiatami  Venetii.  Myśl  o  siostrze  przez 

moment wypełniła jej serce nagłym chłodem. Jak często Venetia 

siadywała  tutaj,  ciesząc  się  życiem,  jak  ona  teraz,  i  z  radością 

patrząc  w  przyszłość?  Jej  życie  było  takie  krótkie.  Tłumiąc  w 

sobie  nieprzyjemne  uczucie  lęku,  Ginny  szybko  dopiła  kawę  i 

poszła do Clare. 

Na  weekend  Ginny  kupiła  kilka  ciuchów  w  dobrym  sklepie  w 

Cfteltenham,  kiedy  pojechała  odwiedzić  matkę  -  praktyczne 

dżinsy, szorty, podkoszulek w paski i zabawną bluzę z napisem 

na  plecach.  Wybrała  też  wycięty  kostium  kąpielowy,  który 

świetnie  podkreślał  jej  figurę,  teraz  nieco  pełniejszą  niż  na 

początku  pobytu  w  Anglii.  Nie  martwiła  się  tym,  bo  właśnie 
takich modelek ostatnio najbardziej poszukiwano. 

Umówili  się  w  sobotę  wczesnym  rankiem.  Ginny  miała 

przyjechać  do  Bristolu  i  tam  spotkać  się  z  resztą.  Odnalazła 

Alexa  i  Jeffa  w  porcie  zajętych  wnoszeniem  na  łódkę  takich 

ilości  jedzenia,  jakby  wybierali  się  przynajmniej  na  tydzień. 

Ginny uśmiechnęła się, wyjęła torbę z samochodu i podeszła do 

nich dziwiąc się, jak chłopięco i wesoło wyglądają. 
-  

Cześć! - Alex odebrał jej    torbę.    Nachylił się i pocałował ją 

w usta. Był to znaczący krok naprzód, bo zrobili to na oczach 
Jeffa. 
-  

Cześć!  -  Posłała  uśmiech  przeznaczony  tylko  dla  niego, 

potem przywitała się z Jeffem, całując go na powitanie. 
-  

A gdzie jest Kay? Nie mogę się doczekać, kiedy ją poznam! 

-  

Powinna    być lada    moment.      Umówiliśmy    się o siódmej. 

-  J

uż  chyba  nie  ma  gorszej  pory!  -  Powiedziała  tak,  ale 

naprawdę ucieszyła ją poranna jazda samochodem przez uśpioną 

okolicę. - Czy mogę wam pomóc? 

background image

-  

Jeśli chcesz, to możesz poukładać jedzenie w środku. 

Alex  opisał  jej  jacht  wcześniej.  Wiedziała,  że  ma  dziewięć 

metrów,  nazywa  się  Lydian,  ale  nie  przypuszczała,  że  łódka 

będzie  tak  piękna.  Kuchnia  mieściła  się  na  środku  i  była 

wyposażona  w  najnowszy  sprzęt:  lodówkę,  kuchenkę 

mikrofalową,  zmywarko-suszarkę.  Nie  będzie  tak  źle,  jak 

myślała. Zajęła się rozlokowaniem jedzenia, ale po chwili Alex 

zawołał: 
-  

Kay już nadchodzi! 

Przeszła nad pojemnikiem z puszkami piwa, wyszła na pokład i 

zeszła na nadbrzeże. Kay była w jej wieku, miała bujną, ciemną, 

kręconą czuprynę i miły uśmiech. Miała jakieś sto sześćdziesiąt 
c

entymetrów wzrostu i gdy podeszła, wszyscy nad nią górowali. 

-  No nie! - 

jęknęła  w  taki  sposób,  że  wszyscy  wybuchnęli 

śmiechem. 

To  był  miły  początek,  szczególnie,  gdy  po  chwili  Ginny 

stwierdziła: 

Kay, uwierz mi, tutaj twój wzrost to naprawdę duży atut - z nas 

wszystkich tylko ty będziesz mogła wyprostować się w środku. 

Wypłynęli  z  portu  na  silniku  zaraz  po  zapakowaniu  łódki. 

Płynęli  wzdłuż  stromych  ścian  wąwozu  Avon  Gorge  i  pod 

wiszącym  mostem  Clifton,  ulubionym  przez  samobójców. 

Potem przez ujście rzeki River Severn skierowali się na otwarte 

morze. Ginny, ciesząc się słońcem, siedziała razem z Alexem na 
dziobie. 

Chyba ty i Jeff wiecie, jak prowadzić taką łódkę? 

Ale sobie przypomniałaś! - Potargał jej włosy i obejmując w 

talii przyciągnął do siebie. 
D

zień zaczął się wspaniale. Ginny szybko przyzwyczaiła się do 

kołysania  i  żegluga  jej  się  podobała,  ale  Kay  nie  czuła  się 

najlepiej  i  kiedy  wypłynęli  na  morze,  kilka  razy  znikała  pod 

background image

pokładem.  Ginny  zeszła  na  dół,  upewnić  się,  czy  z  Kay 

wszystko w porządku i zorientować się, jak zaaranżować nocleg. 

Łódka  była  przeznaczona  dla  ośmiu  osób  -  miała  trzy 

dwuosobowe  kabiny,  w  tym  jedną  z  podwójnym  łóżkiem,  a  w 

kokpicie  były  dwie  dodatkowe  koje.  Torby  mężczyzn  leżały 

rzucone w jednej z kabin, ale ponieważ nie były rozpakowane, 

nic to nie znaczyło. 

Żeglowali  wzdłuż  wybrzeża  Somerset  i  północnego  Devon. 

Wiatr wypełniał żagle i szybko popychał ich naprzód. 

Ginny zabrała się za robienie kanapek na lunch i Kay zeszła na 

dół, żeby jej pomóc, ale usiadła tylko, zielona na twarzy. 

Czy  oni  często  żeglują?  -  zapytała  z  desperacją.  Czując,  że 

twierdząca  odpowiedź  mogłaby  oznaczać  koniec  dla  Jeffa, 

Ginny odrzekła stanowczo: 

Myślę, że bardzo rzadko. Gdyby rzeczywiście to lubili, to już 

dawno  kupiliby  sobie  żaglówkę,  zamiast  pożyczać  od  kogoś. 
Spróbuj tego - 

podała jej butelkę brandy - w celach leczniczych. 

Blade policzki Kay nabrały trochę koloru. 
- Chyba od dawna znasz Jeffa? 

Tak, ale nie widziałam go przez pięć lat, odkąd przeniosłam się 

do Ameryki. 

Ale kiedyś chodziliście ze sobą? 

W  pierwszej  chwili,  zajęta  robieniem  kanapek,  Ginny  nie 

zorientowała  się,  do  czego  Kay  zmierza.  Nagle  zdała  sobie 

sprawę, że jest w podobnej sytuacji, w jakiej ona była z Alexem 

i Venetią. 

Kilka razy spotykaliśmy się w czwórkę - odrzekła starając się, 

by zabrzmiało to zwyczajnie. 
-  

Wygląda na to, że on cię bardzo lubi. 

Kiedyś, gdy przeżywałam ciężkie chwile, był dla mnie bardzo 

miły. 

background image

- Ale wolisz Alexa? 

Ginny odwróciła się do Kay i uśmiechnęła się. 

Tak, wolę Alexa. 

To rozproszyło jej wątpliwości. Spróbowała się uśmiechnąć. 

Chciałabym nie czuć się tak źle. 

Wiesz,  może  są  tu  jakieś  tabletki    przeciwko  chorobie 

morskiej. Poszukaj. 

Udało  się  znaleźć  potrzebne  leki  i  wkrótce  Kay  dołączyła  do 

reszty.  Rzucili  kotwicę  w  zatoce  Lynton  i  siedząc  na  zalanym 

słońcem  pokładzie,  zjedli  lunch.  Kay  siedziała  z  nimi,  ale  nie 

mogła  się  zmusić  do  jedzenia.  Nie  chciała  niczego  po  sobie 

pokazać, ale wyraźnie czuła się nie najlepiej. 

Może wrócimy? - zasugerowała Ginny. 

Nie, nie. Zaraz poczuję się lepiej. Te tabletki mi pomagają. 

Odbili po południu. Kay znów zeszła na dół i Ginny znalazła ją 

z butelką brandy. 

Jesteś pewna, że się dobrze czujesz? Przecież możemy zmienić 

kurs i wracać do domu. 

Nie, wszystko w porządku, naprawdę czuję się dobrze. 

Mężczyźni chcieli spędzić noc na wodzie i przygotować posiłek 

na łódce, ale Ginny wyszła na pokład i przywołała ich do siebie. 

Kay  naprawdę  źle  się  czuje,  ale  nie  chce  nic  mówić.  Może 

lepiej przycumujemy do brzegu i zjemy coś na lądzie. 
Ulga, jaka odmalow

ała  się  na  twarzy  Kay,  gdy  przybili  do 

brzegu  w  Bideford  i  wyszli  na  suchy  ląd,  warta  była  kilku 

godzin żeglugi. 

Pospacerowali  po  mieście,  w  końcu  znaleźli  małą  restaurację 

koło  portu  specjalizującą  się  w  potrawach  ze  świeżo 

wyłowionych  ryb  i  owoców  morza.  Nie  było  to  szczególnie 
eleganckie miejsce - 

zwykłe  obrusy  w  kratkę  na  drewnianych 

stołach,  twarde  ławy,  a  na  ścianach  wokół  wędkarskie  trofea. 

background image

Wyglądało  na  to,  że  właściciele  zajmują  się  zawodowo  i 

amatorsko żeglarstwem, a samo miejsce promieniowało ciepłem 

i gościnnością. 

Restauracja była pełna, a obsługa niespieszna, ale zdawało się to 

nikomu  nie  przeszkadzać.  W  powietrzu  wirowały  strzępki 

rozmów i śmiech, dochodziły kuchenne zapachy. Ścisnęli się w 

czwórkę  przy  stoliku  między  dwoma  innymi  stołami  i  już  po 

chwili  wdali  się  w  pogawędkę  z  gośćmi  przy  sąsiednich 

stolikach.  Czekając  na  potrawy,  wypili  karafkę  wina,  potem 

następną  do  posiłku.  Głośne  rozmowy  przy  stolikach 

przekształciły  się  w  jedną  wspólną  zabawę.  O  dziesiątej 

przyszedł  mężczyzna  z  akordeonem  i  rozpoczęło  się  wspólne 

śpiewanie szantów. Wszyscy przyłączyli się do chóru, podnosili 

w górę kufle z piwem i stukali się z sąsiadami. 

Wyszli  dopiero  koło  północy,  gdy  zaczęto  zamykać  lokal, 

żegnając  się  głośno  ze  wszystkimi,  nagle  zaprzyjaźnionymi 

ludźmi,  wiedząc,  że  pewnie  więcej  się  nie  spotkają.  Czuli  się 

świetnie, jakby to miejsce stało się oazą naturalności i wesołości 

w tym zbyt cywilizowanym świecie. Alex objął Ginny w talii. 

Taka piękna dziś noc. Pójdziemy na spacer? 

Zawołał do Jeffa, że wrócą później, i skręcili w stronę zatoki. 

Noc była piękna, prawie tropikalnie gorąca, gwiazdy błyszczały 
na czystym niebie. Noc dla kochanków - 

pomyślała  Ginny,  z 

tęsknotą  przepełniającą  serce.  Czy  tej  nocy  nadejdzie  czas?  - 

pytała  samą  siebie,  nie  pozwalając  sobie  nawet  na  ulotną 

nadzieję. Czy Alex zabierze ją do pogrążonej w mroku kabiny? 

Czy  wreszcie    spełni    się  marzenie,    by    wspomnienia    tej 

cudownej,  na  zawsze  zapamiętanej  nocy  sprzed  lat,  stały  się 

rzeczywistością?  Czy  połączy  ich    miłość?  Alex  był  teraz 

zupełnie  rozluźniony.  Podziwiali  widok  na  zatokę.  Woda  była 

srebrna od blasku księżyca, i było tak pięknie, że aż dławiło w 

background image

gardle.                   
-  

Zawsze  powinno  być  tak  jak  teraz  -  powiedziała 

marzycielsko Ginny. 
-  Uhm. 

Alex oparł się o pień drzewa i przyciągnął ją do siebie. Odnalazł 

jej  usta  i  zaczął  obsypywać  je  szybkimi  pocałunkami.  Ginny 

odchyliła  głowę,  całował  jej  szyję,  czuła  na  skórze  gorący 

oddech. Jęknęła i przycisnęła się do niego biodrami, nie broniąc 

się  przed  wypełniającą  ją  falą  pragnienia  i  pożądania.  Znów 

przywarł  do  jej  ust.  Tym  razem  całował  ją  coraz  mocniej  ze 

wzrastającą namiętnością, jego ręce przytrzymywały ją w talii, 

nie zwalniając  uścisku.  Ginny obejmowała jego  głowę,  I  tuliła 

się do niego, z radością i nienasyceniem przyjmując upragnione 

pocałunki. 
-  Ginny, Ginny! - 

szeptał  jej  imię  prawie  bez  oddechu,  tak 

jakby wymawiał je po raz pierwszy. 

Jego ręce delikatnie dotknęły jej piersi. Zawirowało jej w głowie 

i już nie wiedziała, co się dzieje. Chciała krzyczeć, że chce być 

jego,  zaraz,  natychmiast!  Pragnęła  tylko,  by  przewrócił  ją  na 

trawę, zdarł z niej ubranie i kochał ją z dziką, obezwładniającą 

namiętnością. 
-  Ginny? 

Westchnęła  przypominając  sobie  poniewczasie,  że  miała  jemu 

pozostawić  pierwszy  ruch.  Nie  może  być  zbyt  szybka, zbyt 
spragniona. 
-  

Ale jestem gorąca! 

-  Powiedz to jeszcze raz. - 

Roześmiał się głośno. 

-  

Może wrócimy? 

-  Dobrze. - 

Pocałował ją jeszcze raz. 

Muszę zapomnieć o tamtej nocy - powtarzała sobie Ginny, gdy 

tak szli razem objęci. Nie możemy się śpieszyć. Trzeba zostawić 

background image

czas  na  zaloty,  to  dawne  określenie  długiej  drogi,  która 
prowadzi do poznania, wzajemnej akceptacji i uczucia, które 

przetrwa  burze.  W  jej  przypadku  umysł  musi  wziąć  górę  nad 
prag

nieniem.  A  w  przypadku  Alexa?  Może  najpierw  trzeba 

ujar

zmić umysł, żeby zwyciężyło pragnienie. Chociaż dzisiejszy 

wieczór jest dobrym początkiem - pomyślała uśmiechając się. 

Co cię tak śmieszy? - Alex ścisnął ją lekko. 

Jestem szczęśliwa - powiedziała po prostu. -A ty? Zaskoczyło 

go pytanie, a jeszcze bardz

iej własna odpowiedź. 

Tak. Myślę, że tak. 

Nagle oczy mu pociemniały i wiedziała, że pomyślał o Venetii. 

Skąd znasz te żeglarskie piosenki? - Zapytała szybko. - Razem 

z Jeffem znaliście wszystkie teksty. 

Już  trochę  żeglowaliśmy  wcześniej.  Rozmawiali  tak, dopóki 

nie doszli      do      łódki. 

W kuchni i w kabinie na rufie paliło się światło. 
-  

Kay chyba poszła spać - stwierdził Alex. 

Po  cichu  wślizgnęli  się  na  łódkę.  Zakołysała  się  pod  ich 

ciężarem. Jeff siedział w kuchni, przed nim stał kubek kakao. 
-  Jak tam Kay? 
-  Nie najlepiej - 

odpowiedział z ponurym uśmiechem. - Chyba 

wino jej zaszkodziło. 

Nie tylko wino, ale też „lecznicza" brandy - pomyślała Ginny, 

ale nic nie powiedziała. 
-  

Zostanę z nią.    Wydaje mi się, że czeka ją ciężka noc. 

-  

Ja mogę z nią zostać - zaproponowała Ginny. Jeff stanowczo 

potrząsnął głową. 
-  

Ja    za    nią    odpowiadam    i ja    się    nią    zajmę. - Popatrzył 

na Alexa. - 

Obawiam  się  tylko,  że  będę  cię  budzić,  jeśli 

będziemy spać w jednej kabinie. 

Alex  wzruszył  ramionami,  potem  popatrzył  na Ginny i wolno 

background image

powiedział: 
-  

To  może  przeniosę  się  do  Ginny,  jeśli  się  zgodzi.  Skinęła 

głową, zbyt zaskoczona, żeby coś powiedzieć. 

No  to  w  takim  razie  ja  się  wprowadzam  do  twojej.  -  Jeff 

podniósł się i uderzył głową w sufit. Zaklął, co mu się nigdy nie 

zdarzało, a Ginny i Alex wybuchnęli śmiechem. 

Poczekajcie, aż was to spotka! 

Ginny wyszła z malutkiej łazienki i poszła do kabiny szykować 

się do snu. Przypuszczała, że będzie mieć kabinę razem z Kay i 

wzięła ze sobą krótką bawełnianą piżamę z więzienną pieczątką 

i  ukośnym  napisem  „Recydywista"  na  piersi.  Szczotkowała 

włosy, gdy Alex zastukał do drzwi. 

Ginny? Mogę wejść? 

Tak.  Proszę.  -  Poczuła  gwałtowne  bicie  serca.  Widząc  jej 

piżamę wybuchnął śmiechem i wszystko wróciło do normy. 
-  Przypuszcza

łem,  że  założysz  coś  bardziej  wyrafinowanego, 

jedwabnego... 

Lubię śmieszne rzeczy. - Zmarszczyła nos. 

Jesteś duży dzieciak. - Roześmiał się. 

W kabinie było podwójne łóżko, ale śpiwory były pojedyncze. 

Ginny  wślizgnęła  się  do  swojego.  Alex  sięgnął  nad  nią,  żeby 

otworzyć okienko, które było po jej stronie. Miał na sobie tylko 

podkoszulek  i  szorty,  ale  gdy  wchodził  do  śpiwora,  zdjął 

koszulkę. Starała się nie patrzeć na jego ciało, nie wywoływać 

dawnych wspomnień. Zgasił światło i położył się. 
-  Dobranoc  - 

powiedziała  w  ciemności.  Odszukał  jej  rękę  i 

podniósł ją do ust. 

Dobranoc, Ginny. Moja słodka Ginny. 

Serce  topniało  jej  ze  szczęścia.  To  nic,  że  ciągle  powtarza  jej 

imię, przypominając sobie, kim ona jest. Są tak blisko. Czuła się 

niewiarygodnie szczęśliwa. 

background image

Chciała tak pozostać, trzymać go za rękę i żeby ta chwila nigdy 

się nie skończyła. Ale zasnęła prawie natychmiast. Obudziła się 

po kilku godzinach. Kabina była mała i w śpiworze było bardzo 

gorąco. Alex spał odwrócony do niej tyłem. Ostrożnie rozpięła 

suwak.  Z  kuchni  dobiegł  ją  jakiś  dźwięk,  a  potem  odgłos 

odkręconej wody. Na myśl o wodzie poczuła pragnienie. Jeszcze 

chwilę  leżała,  ale  w  końcu  ostrożnie  przeszła  nad  Alexem  i 

wyszła z kabiny. W kuchni Jeff szykował okład z lodu. 
- Co z Kay? 

Uśmiechnął się, widząc jej piżamę. 

Niedobrze. Chyba z powodu słońca. A wino i choroba morska 

też swoje zrobiły. 

Znów źle się czuje? Kiwnął głową. 

Pójdę do niej. 

Kay nie spała, leżała blada i rozgrzana, ale czuła się już nieco 
lepiej. 

Niedługo mi przejdzie. Przepraszam za to całe zamieszanie - 

powiedziała słabym głosem. 

Chcesz, żebym została z tobą? 

Wszedł Jeff i delikatnie położył na czole Kay ręcznik z lodem. 

Spojrzała  na  niego  z  wdzięcznością,  a  Ginny  wymknęła  się  z 

kabiny  czując,  że  nie  jest  tu  potrzebna.  Jeff  znalazł  nareszcie 

kogoś, kim mógłby się opiekować, i chociaż Kay nie wiedziała o 

tym, ta nagła choroba była najlepszą rzeczą, jaka mogła się jej 

przytrafić. 

W kuchni Ginny opłukała ręce i twarz chłodną wodą i wyjęła z 
lodówki zimny napój. 

Alex leżał na śpiworze, nie spał, światło było zapalone. 

Czy wszystko w porządku? 

Kay nie czuje się zbyt dobrze, ale Jeff się nią zajął. Popatrzył 

na nią badawczo wiedząc, co miała na myśli. 

background image

-  

Trzymaj,  przyniosłam  ci  coś  do  picia.  -  Podała  mu  napój  i 

przeszła  nad  nim  na  swoją  połowę  łóżka.  Spojrzał  na  nią  z 
uznaniem. 

Skąd wiedziałaś, że nie będę spać? 

I tak się dziwiłam, jak możesz spać w takim upale. Oparci o 

ścianę, siedzieli popijając napój. 
-  

Właściwie  mógłbym  mieć  taką  łódkę.  Poczuła  radość,  że 

wreszcie zaczął myśleć o przyszłości. 
-  

Dziwię się, że do tej pory nie kupiliście sobie z Jeffem jakiejś 

żaglówki. 
-  

Można by to zrobić, ale na razie nie ma sensu. Jeśli Jeffowi 

coś wyjdzie z Kay, to myślę, że nie pożegluje. 
-  Chyba nie. Biedna Kay. 

Obawiam  się,  że  raczej  nie  będzie 

mogła jutro płynąć. 
-  

Może Jeff wynajmie samochód i odwiezie ją do domu, a my 

wrócimy sami. - 

Ujął jej dłoń. - Zostaniesz moją załogantką? 

Na  myśl,  że  zostaną  tylko  we  dwoje,  przeszyło  ją  gwałtowne 

uczucie szczęścia, ale jedynie zawołała ze śmiechem: 
-  Tak jest, kapitanie! 

Skończyli picie i Alex wziął od niej pustą puszkę. 
-  

Lepiej jeszcze pośpijmy. 

Zgasił  światło  i  położył  się,  nie  wchodząc  do  śpiwora.  Ginny 

zrobiła to samo. Nieoczekiwanie Alex przyciągnął ją do siebie, 

przytulając  się  do  jej  pleców.  Lekko  pocałował  ją  w  łopatkę  i 

przez  kilka  minut  Ginny  ledwie  odważyła  się  oddychać,  nie 

wiedząc,  czy  nie  posunie  się  dalej,  ale  nie  zrobił  nic  więcej  i 
znów zapadli w sen. 

Obudził  ich  warkot  uruchamianego  w  pobliżu  silnika. Ginny, 

jeszcze  senna,  odwróciła  się,  ale  szybko  się  rozbudziła,  gdy 

poczuła obejmującą ją rękę Alexa. Poruszył się i otworzył oczy. 
-  

Cześć,  kochanie  -  zamruczał  i  przybliżył  się,  żeby  ją 

background image

pocałować.  Nagle  zamarł  i  z  przerażeniem  szeroko  otworzył 
oczy. O

dsunął  się  gwałtownie.  Przez  kilka  chwil  po 

przebudzeniu myślał, że jest z Venetią. Starając się niczego po 

sobie nie pokazać usiadła i powiedziała z ożywieniem: 
-  

Ja  pierwsza  zajmuję  łazienkę.  Ciekawa  jestem,  jak  Kay  się 

czuje. Przesuń się trochę, to szybciej wyjdę. 

Porwała  kosmetyczkę  i  kilka  ciuchów  i  zostawiła  go  samego, 

dając  mu  czas  na  dojście  do  siebie.  Ubrała  się  i  zajrzała  do 

kabiny  Kay.  Nie  zdziwiła  się, widząc  Jeffa  śpiącego  w  wolnej 

koi. Kay też spała. Ginny poszła do kuchni i po cichu zaczęła 

szykować śniadanie. 

Po kwadransie pojawił się Alex. 
-  A gdzie reszta? 
-  

Jeszcze śpią. Zrobiłam ci jajecznice na grzance. Lubisz? 

-  Uhm, bardzo. 

Usiedli i zaczęli jeść, rozdzieleni stojącym na stoliku ekspresem 

do  kawy.  Dookoła  panował  spokój,  prawie  nie  czuło  się 

kołysania łódki. 
-  

To  jaki  mamy  plan?  Kiedy  odpływamy?  -  zapytała  z 

ożywieniem. 

Popatrzył na zegarek. 
-  

Za jakąś godzinę będziemy gotowi. 

Właśnie kończyli śniadanie, gdy do kuchni wkroczył Jeff. 
-  

Czuję  zapach  kawy  -  powiedział,  węsząc  nosem  jak  głodny 

królik. 
-  

Zaraz  ci  naleję.  Kay  też  chyba  się  napije.  -  Po  patrzyła  na 

Jeffa. - 

Sądzisz, że będzie mogła popłynąć? 

-  

Nie,  jeśli  tylko  można  tego  uniknąć.  Spróbuję  wynająć 

samochód albo złapać taksówkę, chociaż w niedzielę mogą być 
problemy. 

Alex wstał, pochylając głowę, żeby się nie uderzyć. 

background image

-  

Zobaczę, co się da zrobić. 

Dla  kogoś  innego  może  byłoby  to  trudne  zadanie,  ale  Alex 

wkrótce był z powrotem. Dogadał się z właścicielem innej łódki, 

który  zgodził  się  odwieźć  Jeffa  i  Kay  do  Bristolu,  jeśli  będą 

gotowi  za  pół  godziny.  Zadowoleni  prawie  w  biegu  zjedli 

śniadanie  i  odjechali.  Ginny  i  Alex  zostali  sami.  Przez  chwilę 

poczuli  się  nieswojo,  ale  to  uczucie  szybko  zniknęło,  kiedy 

zajęli się szykowaniem łódki do żeglugi. Dzień znów był piękny 
i tak 

gorący,  że  po  jakiejś  godzinie  Ginny  zeszła  na  dół  i 

przebrała  się  w  kostium.  Alex  rozebrał  się  już  wcześniej  i  w 

samych szortach stał przy sterze, szczupły i brązowy od słońca. 

Uśmiechnął się na jej widok i wyciągnął rękę. 
-  Hej, Ginny - 

powiedział  ciepło  i  pocałował ją.  W  mgnieniu 

oka świat znów stał się piękny, szczególnie gdy dodał: - Jesteś 

taka czarująca. 

Dalsza  żegluga  upłynęła  w  idyllicznym  nastroju.  Ginny 

wiedziała, że ten dzień zapamięta na zawsze. Alex był wyraźnie 

szczęśliwy,  droczył  się  z  nią,  kiedy  myliła  liny,  przytulał  ją  i 

całował.  Pozwolił  jej  sterować  i  gdy  trzymała  koło  sterowe, 

stanął za nią, z ręką delikatnie opartą na jej ramieniu. Czuła tuż 

obok siebie jego prawie nagie ciało, a lekki wiatr owiewał ich 
twarze. W drodze powrotnej mus

ieli  halsować,  więc  podróż 

trwała nieco dłużej niż w tamtą stronę. Był już prawie wieczór, 

gdy z żalem zrzucili żagle i na silniku popłynęli do portu. 

Wyładowanie  i  sklarowanie  łódki  zajęło  im  następną  godzinę, 

więc  kiedy  wreszcie  wyruszyli  do  Bath,  było  już  późno  i 

zupełnie  ciemno.  Po  dwóch  dniach  na  świeżym  powietrzu  i 

krótkim  śnie  w  nocy  oboje  czuli  się  zmęczeni.  Alex  ziewnął, 

gdy  czekali  na  skrzyżowaniu  na  zmianę  świateł  i  Ginny 

powiedziała impulsywnie: 

Naprawdę musisz dziś wracać do domu? Jeśli chcesz, możesz 

background image

przenocować u mnie. 

Stłumił kolejne ziewnięcie i roześmiał się. 

To bardzo ponętny pomysł. 

Ucieszyła  się,  że  tak  łatwo  się  zgodził.  Wszystko  jedno  czy 

spędzą  tę  noc  tak  jak  na  łódce,  czy  też  Alex  przenocuje  w 
wolnym pokoju - 

liczyło się tylko to, że będą razem. 

Zaparkowali  przed  domem  i  Ginny  nachyliła  się  do  tyłu,  żeby 

sięgnąć po swoją torbę, gdy usłyszała Alexa. 

W salonie pali się światło. Chyba je zostawiłaś wczoraj rano. 

Nie pamiętam, żebym wczoraj w ogóle była w tym pokoju. - 

Zaskoczona 

spojrzała na dom. 

Popatrzyli na siebie i Alex szybko wysiadł z samochodu. 
-  

Zostań tutaj. 

Stanęła tuż za nim, gdy otwierał drzwi. 

W  pokoju  był  mężczyzna,  ale  zupełnie  nie  wyglądał  na 

włamywacza.  Siedział  w  fotelu,  z  nogami  na  stołeczku, 
drinkiem na stoli

ku  obok  i  oglądał  telewizję.  Gdy  wpadli  do 

salonu, popatrzył na nich, jakby nic się nie stało. 
-  

Cześć, Ginny. 

-  Simon! 

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

-  Co  tu robisz?! - 

krzyknęła  ze  zdumieniem.  Poczuła,  że   

stojący  obok  niej    Alex  sztywnieje,  i  serce  jej  zamarło,  gdy 

zobaczyła wyraz niezadowolenia na jego twarzy. W obawie, że 

zaraz się odwróci i odejdzie, uspokajająco położyła rękę na jego 
ramieniu. 

Simon dostrzegł ten gest. 
-  

Przejeżdżałem  w  pobliżu  i  pomyślałem,  że  poproszę  cię  o 

nocleg. - 

Popatrzył na Alexa. - Ale może przeszkadzam? 

-  

Zupełnie nie - odrzekł sztywno. 

background image

Ledwie hamując wściekłość, Ginny zapytała: 

Simon, chyba nie miałeś okazji poznać mojego szwagra, Alexa 

Warwicka? 

Ach,  to  pan  był  mężem  Venetii  -  podniósł  rękę  w  geście 

powitania,  ale  nie  ruszał  się  z  miejsca.  Badawczym  wzrokiem 

zmierzył Alexa. 

Jak się tu dostałeś? - zapytała chcąc, by Alex wiedział, że nie 

dała Simonowi kluczy. 

Przypomniałem  sobie,  że  opowiadałaś  o  sąsiadce,  więc 

zastukałem do niej i wpuściła mnie. 

Tak po prostu cię wpuściła? 

No,  powiedziałem  jej,  że  jestem  twoim  mężem  -  odrzekł 

gładko, zadowolony z siebie. 

Pięknie ci dziękuję! 

Nadal  trzymała  rękę  na  ramieniu  Alexa,  ale  poczuła,  że  on 

oddala się od niej. Świetnie wiedziała, co sobie teraz myśli, ale 

nie miała zamiaru pozwolić mu znów odejść. 

Dlaczego nie zadzwoniłeś, by mi powiedzieć, że przyjeżdżasz? 

Próbowałem,      ale      ciągle    włączała      się      taśma. 

Popatrzył  na  nią  żałośnie,  ale  w  jego  oczach  czaiła  się 

wesołość. - Wygląda na to, że nie cieszy cię mój widok. 
Sp

róbowała wziąć się w garść. Nie uda mu się wyprowadzić ją z 

równowagi. Zdjęła rękę z ramienia Alexa i zrobiła kilka kroków. 

Przecież wiesz, że zawsze jesteś miłym gościem - powiedziała 

lekko. - 

Nie mogłeś mnie zastać, bo wyjechaliśmy na weekend. 

Wybraliśmy się ze znajomymi na żaglówkę. - Zacisnęła palce na 

poręczy krzesła. - Może się czegoś napijemy? Alex, na co masz 

ochotę? 

Potrząsnął głową. 
-  

Zostawiłem otwarty samochód. Przyniosę twoje rzeczy. 

Wyszedł, a Simon podszedł do niej i pocałował ją. 

background image

-  Czy 

zjawiłem się tu bardzo nie w porę? 

-  

Trochę - przyznała. 

-  Przykro  mi. - 

Łagodnie  położył  rękę    na  jej  ramieniu,  ale 

zdjął ją szybko, gdy Alex wszedł z torbą do pokoju. 
-  

Alex, pozwól, że ci coś naleję. Czego się napijesz? 

-  

Dziękuję, ale prowadzę. 

Sp

ojrzał  na  Ginny.  Poczuła  nagły  ucisk  w  sercu,  widząc,  że 

oddalają się od siebie coraz bardziej. 

Pewnie  macie  sporo  rzeczy  do  omówienia,  więc  lepiej  was 

zostawię. Dobranoc, Ginny. Do zobaczenia. 

Szybko skinął głową w kierunku Simona i zniknął za drzwiami. 

Ginny wybiegła za nim. Dopadła go na chodniku. Obróciła go, 

żeby spojrzeć mu w oczy. 

Alex, nie zapraszałam go tutaj. I nic się nie zmieniło. I ja się 

nie zmieniłam. Nadal jestem tą samą osobą, jaką byłam dzisiaj 

po południu. 
-  Tak, wiem - 

odrzekł szorstko. 

-  

To  dlaczego  traktujesz  mnie  tak,  jakbym  nagle  stała  ci  się 

obca? Jak kogoś, kogo nawet nie lubisz. 

Zacisnął zęby, westchnął. 

Sądzę, że dopóki on był tylko imieniem, łatwiej było mi o nim 

nie myśleć, ale zobaczyć mężczyznę, który był twoim mężem, 

wyobrazić sobie was razem - to już nie tak łatwo znieść. 

Spojrzała na niego ze zdumieniem. 
-  

O Boże! Chyba jesteś zazdrosny! Był równie zdziwiony jak 

ona. 
-  

Oczywiście, że nie jestem zazdrosny. 

-  

To  czemu  tak  pędzisz?  -  Omal  nie  zapytała,  dlaczego  tak 

ucieka. 

Zobaczyła błysk złości w jego oczach. 

Wcale  nie.  Ale  nie  chcę  wam  przeszkadzać,  gdy  będziecie 

background image

wspominać dawne czasy. 

Jesteś zazdrosny! To wspaniale! - Uśmiechnęła się promiennie. 

Wpatrywał się w nią targany sprzecznymi uczuciami. W końcu 
poc

zucie humoru zwyciężyło i roześmiał się. 

Już dobrze, może trochę jestem. - Położył rękę na jej ramieniu, 

odwrócił do siebie i mocno pocałował w usta. - On jest za stary 
dla ciebie! 

Wsiadł  do  samochodu  i  szybko  odjechał.  Patrzyła  za  nim, 

dopóki  nie  zniknął,  przepełniona  radością,  że  potrafi  go 

oczarować.  Czuła  się  tak,  jakby  pomyślnie  pokonała  pewną 

barierę i teraz jej życie ułoży się zupełnie inaczej. 

Masz zamiar tak tu stać całą noc? - Dobiegający z holu głos 

Simona przywołał ją do rzeczywistości. Roześmiała się i poszła 

w jego stronę. 

Domyśliła się, że wizyta Simona nie była przypadkowa. Należał 

do  ludzi,  którzy  zawsze  wiedzą,  że  w  razie  potrzeby  czeka  na 
nich zarezerwowany hotel. Weszli do salonu. 

No dobrze, teraz mów, co cię tu sprowadza. 

-  Ach  t

a    przenikliwość  i    bezpośredniość  mojej  eksżony!  - 

Roześmiał się. 

Czy to długo potrwa? 

Możliwe - przyznał. 

To  najpierw  wezmę  drinka.  -  Przygotowała  sobie 

bezalkoholowy    napój    i  ponownie    napełniła  jego  kieliszek. 

Usiadła na kanapie podwijając nogi. - No dobrze, zaczynaj. 

Jeśli jesteś zupełnie pewna, że będzie ci dobrze... Roześmiała 

się, przypominając sobie, że to właśnie poczucie humoru zawsze 

u niego ceniła. 

No już, Simon. Zdaje się, że masz problemy z żoną. 

Zgadza się, ale nie takie, jak myślisz. Janet się rozwodzi. 

Spojrzała  na  niego  naprawdę  zaskoczona.  Janet  była  jego 

background image

pierwszą żoną i matką jego dzieci, teraz już zupełnie dorosłych. 

O Boże, zawsze myślałam, że jest zadowolona. 

Widać nie. Zabrała ze sobą bagaże i meble, zarzekając się, że 

nigdy nie wróci. 

Popatrzyła na niego przenikliwie. 

A ty byś nie miał nic przeciwko temu, żeby to wszystko razem 

z nią znalazło się u ciebie? 

Miałaś rację, gdy mówiłaś, że nie powinienem jej zostawiać. 

Ale jest jeden problem. 

Żona numer cztery? Sonia? 

- T-a-

k. A poza tym jeszcze to, że był numer dwa i numer trzy. 

No tak; Janet ma przewagę. I co zamierzasz zrobić? 

Chyba  po  raz  pierwszy  w  życiu  Simon  wyglądał  na 
niezdecydowanego. 

Nie wiem. Boję się ją spłoszyć, a zarazem obawiam się, że jak 

nic  nie  zrobię,  to  może  znaleźć  sobie  kogoś  innego  albo 

rozmyślić się i wrócić do domu. Chciałbym, żeby wiedziała, że 

nadal mi na niej zależy. 

To rzeczywiście masz problem. Pokiwał głową. 

Dlatego wpadłem na pomysł, że pogadam z tobą. Ty też chyba 

jesteś w      podobnie delikatnej sytuacji, co? 

W duchu przyznała mu rację. Zamyśliła się. 

Musisz być bardzo ostrożny. Nie rób niczego za szybko. Ale 

jeśli chcesz jej powiedzieć, że nadal ci na niej zależy, to Janet 

musi  mieć  pewność,  że  tym  razem  to  będzie  na  dłużej. 

Powinieneś  ją  przekonać,  że  już  więcej  nie  będzie  żadnych 
skoków w bok. 

Popatrzyła na niego i uśmiechnęła się. 
-  

To    może    nawet    byłby    niezły    pomysł,    gdyby  udało  ci 

się przekonać ją, że już się wyszalałeś i chcesz się ustatkować. 

Zwrócił się w jej stronę, a ona roześmiała się. 

background image

I oczywiście nie wygadaj się, że spędziłeś u mnie noc 

No pewnie, że nie. Chociaż może nie byłoby źle, gdyby Sonia 

się jakoś o tym dowiedziała. 
- Och, nie! - 

zawołała prostując się na kanapie. - Jeśli dlatego tu 

przyszedłeś,  to  wychodź  stąd  zaraz.  Moja  własna  przyszłość 

może być zagrożona, gdybyś chciał posłużyć się mną w sprawie 
rozwodowej. 

Uspokój się, nie zrobię tego - popatrzył na nią przenikliwie. - 

Alex chyba się nie ucieszył, widząc mnie tutaj. 

Inni  też  by  się  nie  ucieszyli  - powiedziała  zgryźliwie,  ale  po 

chwili  złagodniała.  -  Mówiłam  ci,  że  trzeba  patrzeć  pod  nogi, 

żeby nie wdepnąć w błoto. 
-  

A    p rzed e      mn ie    czu jesz    się,  jak by    ci      się    to 

przytrafiło? 
-  

Tak, ale mam nadzieje, że będzie dobrze. 

-  

Pójdę, jeśli chcesz. 

-  Nie  - 

stanowczo    potrząsnęła    głową.  -  Alex  wie,  że 

jesteśmy przyjaciółmi. Musi się z tym pogodzić. 

To  dobrze.  Nie  bardzo  by  mi  się  uśmiechało  iść  i  szukać 

noclegu o tej porze. 

Rozmawiali  jeszcze  długo,  głównie  o  matrymonialnych 

problemach  Simona,  a  właściwie  to  on  mówił,  a  ona  słuchała. 

Była  to  jedna  z  rzeczy,  która  ich  zbliżała,  jej  umiejętność 

słuchania i zadawania pytań, dzięki którym łatwiej udawało się 

podjąć  właściwe  decyzje.  Było  już  po  północy,  kiedy  Ginny 
stw

ierdziła, że trzeba iść spać. 

Porozmawiamy o tym jeszcze rano, dobrze? Potrząsnął głową. 

Już  nie  trzeba.  Wiem,  co  mam  robić.  Uśmiechnęła  się  do 

niego. 

Wiedziałeś    cały    czas,    ale    chciałeś się jeszcze upewnić, że 

będziesz miał odwagę to zrobić. - Wstała. - Przygotuję ci łóżko. 

background image

Simon też się podniósł i znajomym ruchem objął ją w talii. 

Czy  to    konieczne?  Może  byśmy  -  po  starej  znajomości...  - 

pytanie zawisło w powietrzu. 
-  Nic z tego - 

powiedziała stanowczo. - Już i tak  wystarczy ci 

kłopotów. 

Chyba  masz  rację.  Ale  naprawdę  szkoda,  bo  wyglądasz 

prześlicznie. - Westchnął. 

Idź do łóżka, Simon. - Roześmiała się i popchnęła go naprzód. 

Odjechał  do  Londynu  koło  dziewiątej  rano.  W  kilku  oknach 

dostrzegła  nieznaczne  poruszenia  firanek,  u  Clare  również. 

Domyśliła  się,  że  niedługo  cała  ulica  będzie  wiedzieć,  że  była 

mężatką.  Clare  zapewne  sądziła,  że  nadal  nią  jest,  Simon  z 

pewnością  nie  powiedział,  że  rozwiedli  się  prawie  dwa  lata 

temu. Wróciła do domu i wzięła się za sprzątanie. Czekała 
na Clare i n

a telefon od Alexa, chociaż co do tego czy zadzwoni, 

nie miała aż takiej pewności. 

Clare nie dała na siebie długo czekać, zastukała koło dziesiątej. 

Ginny szczerze opowiedziała jej o Simonie i po jakiejś godzinie 

Clare  poszła,  zadowolona,  że  ma  o  czym  opowiadać. 

Oczekiwany  telefon  od  Alexa  był  dopiero  wieczorem  i  na 

dźwięk jego głosu serce jej zabiło. 

Pojechał? 

Oczywiście. 

A czego chciał? - Widać Alex też przejrzał jego wymówkę. 

Z ożywieniem opowiedziała mu o wszystkim. 

A jak tam Kay, wiesz coś? - zapytała, usuwając Simona z ich 

życia. 

Już czuje się całkiem dobrze. Po prostu kiepski z niej żeglarz. - 

i tak świetnie się trzymała. 
-  

Jeff  chyba  też  tak  uważa.  Wygląda  na  to,  że  tym  razem 

połknął haczyk. 

background image

-  

To wspaniale, bardzo się cieszę. 

-  Co dzisi

aj robiłaś? 

-  

Chowałam składane łóżko, na którym spał Simon. 

-  

Naprawdę? 

-  

Pomyślałam, że chętnie się o tym dowiesz. 

-  

Mo że      p rzyjechałabyś    tutaj      i      p o s

zlibyśmy      na 

kolację? 
-  

Już jadę. - Westchnęła ze szczęścia. 

Kilka  następnych  tygodni  należało  do  najszczęśliwszych chwil 

w  życiu  Ginny.  Widywała  się  z  Alexem  dwa  lub  trzy  razy  w 

tygodniu,  chyba  że  akurat  wyjeżdżała  w  związku  z  pracą. 

Czasami  wychodzili  gdzieś  w  czwórkę  z  Jeffem  i  Kay,  ale 

częściej  zostawali  sami.  Była  pełnia  lata,  najlepszy  czas  na 

pogłębienie łączącego ich uczucia. Powoli poznawali się coraz 

lepiej,  odkrywali  się  wzajemnie.  Ginny  upewniła  się,  że  nie 

tylko  kocha  Alexa,  ale  też  bardzo  go  lubi.  Alex  uświadomił 

sobie,  że  Ginny  nie  jest  sobowtórem  kobiety,  którą  kiedyś 

kochał i utracił, ale zupełnie inną istotą. Bywały jeszcze chwile, 

kiedy  nazywał  ją  Venetią  i  wtedy  na  moment  odżywało 

napięcie, ale z upływem czasu zdarzało się to coraz rzadziej. 

Po wakacyjnej przerwie na uniwersytecie Alex miał pojechać z 

referatem na konferencję do Mediolanu. 
-  

Żałuję teraz, że się na to zgodziłem. 

Byli w jego mieszkaniu, w ostatni wieczór przed wyjazdem 

Alexa. Wrócili z kolacji i w doskonałych nastrojach siedzieli na 
skórzanej kanapie. 
-  

Wyjeżdżasz tylko na tydzień. 

-  

Tak,  ale  chyba  nie  zdążę  wrócić  przed  twoim  odlotem  do 

Ameryki. 
-  

Nie  mogę  nic  zrobić.  To  pokaz  mody  przygotowany przez 

projektanta,  któremu  mnóstwo  zawdzięczam. Bardzo mi 

background image

pomógł,  gdy  stawiałam  pierwsze  kroki  w  Nowym  Jorku  i  nie 

mogę go teraz zawieść. 

Mocniej objął ją w talii. 

Trochę się boję, że będzie cię kusiło, żeby zostać w Ameryce. 

Obiecujesz, że wrócisz? 

Przecież wiesz, że tak. 

Pochylił się i zaczął ją całować, ręce opuścił na jej piersi. Czuła 

jego usta przyciskające jej wargi w namiętnym pocałunku, dotyk 
jego palców na skórze, piesz

czoty,  które  budziły  w  niej  takie 

emocje, że aby opanować krzyk, wbiła mu paznokcie w plecy. Z 

trudem  łapała  oddech,  a  jej  ciało  wyginało  się  pod  dotykiem 

jego  rąk.  Nie  spali  jeszcze  ze  sobą,  ale  z  każdym  mijającym 

dniem narastała w nich pewność, że ta chwila jest coraz bliżej. 

Jesteś  taka  piękna  -wyszeptał.  Rozpiął  jej  bluzkę  i  zaczął 

całować  piersi.  Zajęczała,  zanurzyła  dłonie  w  jego  włosach  i 

nagle  w  tym  momencie  rozległo  się  stukanie  do  drzwi.  Alex 

wyprostował się. 
- Cholera! - Popraw

ił włosy i wstał, a Ginny pośpiesznie zapięła 

bluzkę. - Już? 

Kiwnęła  głową,  otworzył  drzwi.  Zobaczyli  Jeffa  i  Kay.  Stali 

objęci  wpół  z  tak  promiennymi  twarzami,  jakby  spotkało  ich 

jakieś nieprawdopodobne szczęście. 

Przepraszamy  za  najście,  ale  musimy  wam  coś  powiedzieć  - 

właśnie się zaręczyliśmy! 
-  

To wspaniała wiadomość! - Alex wciągnął ich do pokoju. - 

Nie mogliście mnie bardziej ucieszyć. - Ucałował Kay i uścisnął 

rękę Jeffa. - Moje gratulacje. 

Ginny złożyła im życzenia, a Alex otworzył butelkę szampana. 
-  

Trzymałem go przez dziesięć lat właśnie na taką okazję. Na 

pewno już nabrał mocy. 

Wypili za zdrowie i szczęście narzeczonych, Alex wzniósł toast 

background image

i głos mu nawet nie zadrżał. 
-  Jakie macie plany? - 

wypytywała Ginny. - Kiedy ślub? 

-  

Jeszcze nie było czasu, żeby o tym pomyśleć. Zaręczyliśmy 

się dopiero dzisiaj. 
-  

Ale już ją namówiłem, żeby pojechała ze mną do Włoch na 

wykopaliska! - 

wtrącił się Jeff. 

Ginny  szczerze  cieszyła  się  z  jego  szczęścia.  Sama  czuła  się 

podniecona  na  myśl  o  wspaniałej  przyszłości,  która  się  przed 

nimi otwierała. Spojrzała na Alexa i dostrzegła, że jakaś część 

jego istoty nie bierze udziału w tym, co się dzieje. Wiedziała, że 

Alex myśli o Venetii, wspomina dzień, kiedy się zaręczyli i też z 

nadzieją patrzyli w przyszłość. Poczuł jej wzrok i      zmarszczył   

brwi.      Z    wysiłkiem      oderwał    się    od wspomnień. Mrugnął 

do niej, uśmiechnęła się w odpowiedzi, ale smutek pozostał w 
jej oczach. 

Jeff i Kay byli tak podekscytowani, że zostali do późna w nocy. 

Siedzieli  na  kanapie,  trzymając  się  za  ręce,  snuli  plany  na 

przyszłość- 

Zostaniesz moim drużbą, dobrze? - zapytał Jeff. - W końcu to 

wszystko zrobiłem dla ciebie. 

Czy  mógłbym  powiedzieć  nie  na  tak  zgrabnie  sformułowane 

zaproszenie? - 

Alex roześmiał się. 

Kay popatrzyła na Ginny. 
- Ma

rzę, żebyś została moją druhną - zawahała się - ale... 

Jeśli masz trochę zdrowego rozsądku, to nie proś mnie o to - 

dokończyła  za  nią  Ginny.  -  Jestem za wysoka. Do ciebie 

najbardziej pasują małe słodkie dziewczynki w sukieneczkach i 
pantalonach. 
Kay rozp

romieniła się. 

Och,  to  cudowny  pomysł!  A  pomożesz  mi  wybrać  suknię 

ślubną? 

background image

Oczywiście. 

Rozśmieszając  mężczyzn,  zaczęły  omawiać  wzory  sukien 

ślubnych. W końcu Alex się podniósł. 
-  

Nie obraźcie się, ale mam samolot wcześnie rano i muszę was 

wygonić. 

Pożegnali się i poszli do mieszkania Jeffa, a Alex odprowadził 
Ginny do samochodu. 
-  

Dobrej podróży do Mediolanu. 

-  Uhm. - 

Wyglądało na to, że zaprząta go coś innego. - Ginny? 

Położył jej ręce na ramionach. 

-  Tak? 

Zawahał się i potrząsnął głową. 
-  Do zo

baczenia, jak wrócę. Na pewno możesz prowadzić? 

-  Tak. Dobranoc. 

Pocałował ją lekko, ale nagle gwałtownie przycisnął ją do piersi 

i mocno pocałował w usta. Poczuła, że zawsze będzie miał nad 

nią władzę. 
-  Och!  - 

Spojrzała  na  niego  zaskoczona,  ale  Alex  już  otwierał 

samochód. Wsiadła i odjechała, pomachał jej ręką. 
 

Alex  kilka  razy telefonował  do niej  z  Mediolanu, ale  mimo  to 

tydzień  był  męczący  i  pełen  niepokoju.  Były  chwile,  kiedy 

pragnęła go aż do bólu. Zamęczała się grą w tenisa, gimnastyką, 

chodziła na basen, znów zaczęła biegać. To wszystko świetnie 

wpłynęło  na  jej  figurę,  jednak  nie  stłumiło  pragnienia.  Wie-

działa, że Alex potrzebuje czasu, ale była bardzo zakochana. Jej 

młode, zdrowe ciało domagało się swoich praw. Czasami było 

jej  ciężko,  tym  bardziej  że  wiedziała,  czego  może  spodziewać 

się po Alexie. 

Cieszyła się, że Alex jest szczęśliwy. Coraz rzadsze były chwile, 

przynajmniej  gdy  byli  razem,  w  których  oddalał  się  od  niej  i 

background image

pogrążał we wspomnieniach i smutku. Ale do tej pory nie zabrał 
jej do swojej 

rodziny ani, choć go zapraszała, nie towarzyszył jej 

w  wizytach  składanych  matce.  Domyślała  się  powodów  -  nie 

chciał,  by  wyciągnięto  wniosek,  który  się  sam  nasuwał  -  że 

Ginny ma mu zastąpić Venetię. Rozumiała go, ale zdawała sobie 

sprawę,  że  nie  przedstawi  jej  rodzinie,  dopóki  sam  nie  będzie 

całkowicie przekonany. 

Któregoś  dnia  Ginny  zaprosiła  Kay  na  kolację.  Rozmawiały  o 

ślubie i oglądały wzory sukien. Kay czuła się bardzo szczęśliwa 

i chciała, żeby i Ginny dzieliła jej uczucia. 

Może niedługo ty i Alex też: będziecie szykować się do ślubu. 

Koniecznie  musisz  mieć  białą  suknię,  będziesz  wyglądać 

prześlicznie. 

Ginny uśmiechnęła się. 

Może  kiedyś  przyjdzie  taki  dzień,  ale  myślę,  że  jeszcze 

nieprędko. 

Dlatego, że Alex jest wdowcem? Ależ wy jesteście dla siebie 

stworzeni! 

Naprawdę tak myślisz? - Popatrzyła na Kay badawczo. 

Oczywiście. Wszyscy tak uważają. - Roześmiała się. -I ja będę 

mogła być twoją druhną, bo jestem od ciebie dużo niższa! 

Myślę,    że  nawet  jeśli    kiedyś  się  pobierzemy,  to    będzie  to   

tylko  szybka    rejestracja  w  urzędzie.  Chociaż  byłoby 

przyjemnie  znów  brać  ślub  w  białej  sukni  -  powiedziała 

marzycielsko, zapatrzona gdzieś w dal. 
-  Znów?  - 

Kay  szeroko  otworzyła  oczy.  -  Czy chcesz 

powiedzieć, że już byłaś mężatką? 

Giny popatrzyła na nią i zdała sobie sprawę, że jeśli miałaby na 

dłużej  zaprzyjaźnić  się  z  Kay,  to  nie  może  przed  nią  niczego 

ukrywać. 

Tak, jestem rozwiedziona. Chyba nie wiesz, że miałam siostrę, 

background image

identyczną bliźniaczkę, a Alex był jej mężem. I dlatego teraz są 
problemy. 

Wydało jej się dziwne, że tak wiele zawarła w kilku zdaniach. 

Wszystko  wyglądało  tak  banalnie,  gdy  uczucia  ujmowała  w 

zwyczajne słowa. Nie powiedziała nic więcej, a Kay była zbyt 

dobrze  wychowana,  żeby  zadawać  pytania.  Nagle  Ginny 

zobaczyła  wszystko  inaczej.  Da  Alexowi  czas  do  Bożego 

Narodzenia  i  jeśli  do  tej  pory  nic  się  nie  zmieni  w  ich 

wzajemnych  stosunkach,  każe  mu  podjąć  jakąś  decyzję.  Być 

może tego oczekiwał - pomyślała z niepokojem. Może sam nie 

mógł się zdobyć na zdradzenie pamięci Venetii. 
Alex sam wró

cił z lotniska do domu i natychmiast zadzwonił do 

Ginny, czy może przyjechać. 

Oczywiście, przyjeżdżaj. Czy chcesz się gdzieś wybrać? 

Może pospacerujemy po okolicy? 

Świetnie. To do zobaczenia. 

Szybko  wzięła  prysznic,  założyła  bawełnianą  spódniczkę  i 

wyciętą  bluzkę,  sandałki,  związała  włosy,  Alex  właśnie 

nadjechał. Zbiegła na dół, żeby go przywitać. Popatrzyła mu w 

oczy. a on delikatnie ujął jej ręce i lekko pocałował. Pojechali 

do  Avebury,  Spacerowali  wokół  ustawionych  w  szeroki  krąg 
kamieni, w dawnym 

miejscu  kultu.  Trzymał  ją  za  rękę,  długie 

cienie  kładły  się  na  trawie,  słońce  było  nisko  na  niebie,  byli 

zupełnie sami. 

Przez  chwilę  spacerowali  w  ciszy,  ale  oboje  czuli  narastające 

napięcie. Alex chował coś w zanadrzu. 

W  ciągu    tego    tygodnia    dużo    przemyślałem  -  powiedział 

w końcu, przerywając milczenie. - Gdy zobaczyłem Jeffa i Kay, 

jacy są szczęśliwi i poczułem, jak bardzo mi ciebie brak, kiedy 

byłem  z  dala  od  ciebie  -  zrozumiałem,  jak  bardzo  ciebie 

potrzebuję, Ginny. 

background image

- Potrzebujesz mnie? - zatrzyma

ła się i spojrzała na niego. 

- Tak. - 

Objął ją w talii obiema rękami i wpatrywał się w nią z 

napięciem. - Ginny, czy wyjdziesz za mnie? 

Poczuła ucisk w gardle i musiała przełknąć ślinę, żeby wydobyć 

głos. Szczęście było tuż-tuż, ale jeszcze musi poczekać. 

Ale dlaczego, Alex? Dlaczego chcesz się ze mną ożenić? 

Nie takiej odpowiedzi oczekiwał i zaskoczony lekko zmarszczył 
brwi. 

Dobrze nam ze sobą, moglibyśmy spędzić resztę naszego... - 

przerwał.    -  Moglibyśmy  być  razem.  I  z  tych  wszystkich 
powodów, dla kt

órych ludzie się pobierają. 

Patrzyła  na  niego  wyczekująco,  ale  słowa,  które  chciała 

usłyszeć, nie padły. 

Powiedziałeś,  że  brakowało  ci  mnie.  Czy  dlatego  jestem  ci 

potrzebna, bo jesteś sam i już dłużej nie chcesz być samotny? 

Z tego powodu również. 

-  Ró

wnież?  -  Z  wysiłkiem,  starając  się  nie  ulec  emocjom, 

zapytała:  -  A  czy  ten  inny  powód  to  to,  że  wyglądam  jak 
Venetia? - 

Odsunęła    się    od niego i zakryła twarz dłońmi. 

Nie!  Przecież  sama  świetnie  wiesz!  –  Pochwycił  jej  ręce  i 

odciągnął  od  twarzy.  -  Chcę,  żebyś  została  moją  żoną,  bo 

potrzebuję ciebie i kocham cię! 
-  

Kochasz? Mnie? Czy jesteś pewien? 

-  

Oczywiście.  -  Potrząsnął  nią  lekko.  -  Och,  Ginny,  przecież 

sama wiesz, że zawsze cię kochałem, od samego początku.    Od 

pierwszego dnia,    kiedy cię poznałem. 
- Wtedy w samolocie? - 

Otworzyła szeroko oczy. Kiwnął głową. 

I dlatego zawsze byłem dla ciebie taki przykry, bo nie mogłem 

zapomnieć o tobie, bez względu na to, jak bardzo się starałem. - 

Uśmiechnął się do niej, mrużąc oczy, tak jak    lubiła. - To jak, 
kochanie, wyjdziesz za mnie? 

background image

To było to, czego zawsze pragnęła, o czym marzyła przez tyle 

długich  lat,  ale  nagle,  nie  wiadomo  dlaczego,  poczuła,  że  nie 

może  tak  po  prostu,  bez  żadnych  zastrzeżeń,  powiedzieć  tak. 

Niepewnie potrząsnęła głową. 
- Nie wiem, Ale

x. Myślę, że gdybyś naprawdę tego chciał,      to   

nie    miałbyś    żadnych      wątpliwości, nie musiałbyś wyjeżdżać 

i rozmyślać nad tym. To niepodobne do ciebie. Zawsze dobrze 

wiesz, czego chcesz. Mam nadzieję, że nie robisz tego dlatego, 

bo sądzisz, że ja tego oczekuję, a ty jesteś mi coś winien. 
-  

Pragnę tego bardziej niż czegokolwiek innego - zapewnił ją. - 

Ale  musisz  zrozumieć,  że  potrzebowałem  trochę  czasu,  żeby... 

żeby  się  z  tym  oswoić.  Z  każdą  inną  kobietą  byłoby  dużo 

prościej,  ale  ty  jesteś  siostrą  Venetii, w dodatku moje 

wcześniejsze uczucia do ciebie... 

Ale  czy  masz  pewność,  że  już  się  z  tym  oswoiłeś?  Przecież 

jeszcze  do  tej  pory  nie  spaliśmy  ze  sobą  -  dodała  z  bólem  w 

głosie. 
-  

To się da łatwo naprawić. - Spoważniał. - Ginny, kochanie, 

okazałaś tyle cierpliwości i wyrozumiałości, że zawsze będę ci 

za to wdzięczny. Ale nadszedł czas, żebyśmy się pobrali - albo 

przynajmniej zaręczyli. 
-  

I poznasz mnie ze swoją rodziną? 

-  

Oczywiście. - Nie wahał się. 

-  

Mogą być przeciwni. 

Więc  po  prostu  będą  musieli  się  do  tego  przyzwyczaić  - 

powiedział krótko. 

To jej się spodobało. Roześmiała się. 

Myślę,  że  lepiej  będzie,  jeśli  ich  uprzedzisz.  A  czy  w  ogóle 

wiedzą o moim istnieniu? 

Oczywiście.  -  Pokiwał  głową.  -  Ale  masz  rację,  lepiej  ich 

uprzedzę. 

background image

Żadne  z  nich  słowem  nie  wspomniało  o  duchach,  ale  oboje  o 

tym pomyśleli. 

Więc odpowiedź brzmi tak? Wyjdziesz za mnie, Ginny? 

Odeszła kilka kroków i położyła rękę na jednym z antycznych 

kamieni. Pod dłonią poczuła szorstką chropowatość. 

Wahała  się  kilka  minut,  próbując  zebrać  myśli.  Czuła,  że  coś 
jest nie tak - 

może  ta  propozycja  była  nie  w  porę,  może  jej 

przyczyny...  Była  zbyt  przemyślana,  nie  było  w  niej  radości. 

Zwróciła się do niego. 

Alex,  ty  miałeś  czas,  żeby  to  przemyśleć.  Ja  też  potrzebuję 

namysłu. Dam ci odpowiedź po powrocie z Ameryki. 

Nie wcześniej? 

Nie,  Alex.  Przykro  mi,  ale  nie  chcę  angażować  się  w  nowe 

małżeństwo, jeśli nie jestem absolutnie przekonana. 
- Rozumiem. - 

Nie mógł jednak ukryć rozczarowania. 

- Opowiedz mi o konferencji. - 

Pośpiesznie wzięła go pod rękę. 

Zostało mniej niż tydzień do jej wyjazdu. W tym czasie widzieli 

się kilka razy, ale nie poszli do łóżka. 

Czuli,  że  doszli  do  pewnej  bariery,  którą  najpierw  muszą 

pokonać.  Mimo  to  Ginny  była  pewna,  że  gdyby  Alex  nagle 

porwał ją na ręce, zaniósł do sypialni - to wszystkie wątpliwości 

natychmiast by się rozwiały. Ale nie zrobił tego i stąd wiedziała, 

że nie jest jeszcze w stu procentach przekonany. 

Nowojorski  pokaz  bardzo  się  udał.  Jednocześnie  Ginny 

załatwiła kilka innych spraw. Wynajęła mieszkanie i swój dom 

na  kalifornijskim  wybrzeżu,  wystąpiła  kilka  razy  jako  gość  w 

programach  telewizyjnych,  odświeżyła  znajomości  i  upewniła 

się, że w każdej chwili może tu wrócić. 

Gdy  wyjeżdżała,  w  Anglii  były  upały,  podobnie  w  Ameryce. 

Wróciła  ubrana  w  lekkie  letnie  rzeczy.  W  Anglii  powitał  ją 

deszcz,  lato  się  skończyło.  Zanim  przeszła  przez  odprawę  i 

background image

znalazła Alexa, zupełnie przemarzła i drżała z zimna. 

Załóż    to.  -  Zdjął    płaszcz    przeciwdeszczowy  i  zarzucił  jej 

na  ramiona,  całując  ją  jednocześnie.  Popatrzył na  wyładowany 

bagażami wózek. - Nieźle! 

Zabrałam ze sobą trochę rzeczy - wyjaśniła. 

Nie  dziwię  się  teraz,  że  samolot  się  spóźnił.  Roześmiał    się,   

uśmiechnęła    się w    odpowiedzi. 

Odebrał od niej wózek i pchał go przed sobą. Ginny przywarła 

do  jego  ramienia,  opowiadała  mu  o  podróży.  W  samochodzie 

nie  przestawała  mówić,  choć  nie  słuchał  jej  uważnie, 

koncentrując się na prowadzeniu. Ściemniało się, a deszcz stał 

się tak ulewny, że wycieraczki nie nadążały z usuwaniem wody. 

Długo już tak leje? 

-  Dopiero od dzisiaj. Na drogach jest fatalnie, prawdziwy 
koszmar. 

Jakby na potwierdzenie jego słów, po kilku minutach jazdy, już 

na  peryferiach  Bath,  przejechali  koło  wypadku  -  jeden 

samochód leżał na dachu, drugi był doszczętnie rozbity. Zrobił 

się  korek,  policja  kierowała  ruchem.  Ginny  wychyliła  się  zza 

Alexa  i  dostrzegła  sylwetki  leżących  osób,  jedna  z  nich  była 

przykryta czyimś płaszczem przeciwdeszczowym. Alex odjechał 

szybko, ale po chwili zjechał na pobocze. Ginny odwróciła się. 

Alex siedział z twarzą bladą i spiętą, drżał cały. 
-  Alex!  - 

Szybko  odpięła  pas  bezpieczeństwa  i  zaniepokojona 

objęła go ramieniem. - Co ci jest? 
-  Przepraszam.  - 

Gwałtownie próbował się opanować. - To ten 

wypadek. Nagle wszystko mi się przypomniało. Venetia. 

Och, nie myśl już o tym. proszę. Próbowała go uspokoić, ale 

bez  rezultatów.  Nie  mógł  opanować  dreszczy.  Pomyślała,  że 

musi go stąd zabrać. Zajęła jego miejsce i pojechali do Bath. W 

domu  dała  mu  mocną  kawę  z  brandy.  Czuła  się  bezradna,  nie 

background image

wiedziała, co dalej robić. 

Alex  poczuł  się  trochę  lepiej,  ale  nadal  był  blady  i  mocno 

zaciskał palce. 

Przepraszam  cię  za  to  wszystko,  ale  to  pierwszy  wypadek, 

który widziałem od czasu, kiedy Venetia... 
-  

Chcesz  powiedzieć,  że  byłeś  świadkiem  tamtej  tragedii?  - 

zapyta

ła z trwogą. 

Potrząsnął głową. 
-  

Nie świadkiem, ale byłem tam tuż po wypadku. Zawahał się 

przez chwilę, ale mówił dalej niskim, łamiącym się głosem, tak 

jakby każde słowo sprawiało mu ból. Ginny już podnosiła rękę, 

żeby mu przerwać, ale powstrzymała się przeczuwając, że nigdy 

przedtem o tym nie mówił i teraz musiał z siebie wyrzucić. 

Braliśmy udział w meczu tenisowym na uniwersytecie. Mecz 

był  wieczorem  i  pojechałem  tam  prosto  po  pracy,  a  Venetia 

przyjechała  swoim  samochodem,  więc  do  domu  wracaliśmy 
od

dzielnie.  Padało  tak  jak  dzisiaj,  taka  gwałtowna  wiosenna 

ulewa po długim okresie pięknej pogody. Ja jechałem pierwszy i 

szybko  dotarłem  do  domu.  Czekałem  na  Venetie,  ale  nie 

przyjeżdżała,  więc  po  paru  minutach  zacząłem się  martwić, że 

może popsuł się jej samochód i pojechałem jej szukać. 

Przerwał,  zacisnął  dłonie  na  poręczach  krzesła  zapatrzony  w 

przeszłość, z pociemniałą twarzą. 
-  

Kiedy dojechałem, na miejscu była już policja i straż pożarna.   

Próbowali    mnie    zatrzymać,    ale  wyrwałem  się  i  skoczyłem 
do 

niej.  Była  uwięziona  w  samochodzie,  próbowali  ją 

wyciągnąć.  Na  początku  była  przytomna.  Otworzyła  oczy  i 

wiedziała, że jestem przy niej, że ją trzymam. Ale potem coś jej 

dali, żeby można było ją uwolnić i właściwie dopiero po kilku 
dniach w szpitalu odzysk

ała przytomność. 

Dokończył zachrypniętym, chropowatym głosem. 

background image

-  

Wtedy już wiedzieliśmy, że nie ma dla niej ratunku. Myślę, 

że  ona  też  wiedziała.  Próbowała  nie  poddawać  się,  ale 

brakowało jej siły. Tak chciała żyć. Biedaczka, mówiła do mnie, 

wypowiedziała  też  twoje  imię.  Próbowała...  próbowała 

uśmiechnąć się do mnie... 
-  

Och, przestań już, proszę! - Podbiegła do niego. Nie była w 

stanie znieść więcej i nie mogła patrzeć na jego ból. Objęła go 

mocno,  starając  się  go  uspokoić,  gładziła  go  po  włosach, 

szeptała: - Mój biedny Alex, mój biedaczek. 

Wstrząsnął nim nagły dreszcz. Ujął dłoń Ginny. Czuła drżenie 

jego ręki, gdy z napięciem popatrzył jej prosto w oczy. 
-  Ginny  - 

powiedział  chrapliwie  -  potrzebuję  cię.  Zrozumiała 

od  razu.  Nie  tak  to  sobie  wyobrażała,  ale  kochała  go.  Była 
gotowa na wszystko. Wypros

towała się i trzymając go za rękę, 

poprowadziła na górę. 

.                                  ROZDZIAŁ OSMY 

 

Deszcz  nie  ustawał.  Ginny  zapaliła  nocną  lampkę  i  szybko 

zaciągnęła  zasłony,  odgradzając  sypialnię  od  burzy  za  oknem. 
Al

ex  na  chwilę  przystanął  w  drzwiach,  popatrzył  na  nią,  po 

czym wszedł zamykając za sobą drzwi. Czekała, że podejdzie i 

weźmie  ją  w  ramiona,  ale  nie  zrobił  tego,  więc  powoli  sama 

zaczęła rozpinać bluzkę. 

Ubranie  opadło  na  podłogę,  nie  schyliła  się,  żeby  je  podnieść. 

Stała  wiotka  i  zgrabna,  bardzo  szczupła  z  wyjątkiem  kobieco 

zaokrąglonych  piersi,  ze  stopami  zanurzonymi  w  zwojach 

jedwabiu  i  bawełny.  Alex  nadal  się  nie  poruszał,  W  świetle 

Lampy  jego  twarz  wydawała  się  jakby  nieobecna,  wyprana  z 

uczuć  - ciemne oczy intensywnie  wpatrywały  się  w  przestrzeń 
-

Wolno  podeszła  do  niego,  ujęła  jego  twarz  w  obie  dłonie  i 

pocałowała  go  namiętnie.  Westchnął  głęboko  i Ginny  poczuła, 

background image

że  wstrząsnął  nim  dreszcz,  ale  Alex  nie  poruszył  się  i  nie 

dotknął jej. 

Połóż się - powiedział stłumionym głosem. 

Zaniepokojona  popatrzyła  mu  w  oczy,  ale  odwrócił  wzrok. 

Usłuchała go i podeszła do łóżka. Zadrżała pod dotykiem zimnej 

pościeli. Próbowała odegnać od siebie myśli, że coś jest nie tak, 

że  oboje  powinni  być  teraz  tak  rozpaleni,  że  nawet by nie 

zauważyła chłodu prześcieradła. Rozumiała, dlaczego zapragnął 
jej teraz - 

widok  wypadku  uświadomił  mu,  jak  kruche  i  nie-

trwałe  jest  ludzkie  życie.  Potrzebował  czyjejś  bliskości, 

fizycznego  zespolenia,  by  odzyskać  wiarę,  że  życie  toczy  się 
dalej- 

Nie  patrzyła  na  niego,  gdy  zdejmował  ubranie.  Po  chwili  był 

obok  niej.  Odwróciła  się  w  jego  stronę  i  zobaczyła,  że  znowu 

drży. 

Już  wszystko dobrze.  -  Przytuliła  się  do  niego,  czując ciepło 

jego ciała. 

O  Boże!  Tak  długo  na  to  czekałem!  -  Westchnął  głęboko i 

objął ją wpół tak mocno, że aż poczuła jego palce. 

Znów  go  pocałowała,  jęknął  i  tym  razem  zaczął  całować  ją 

namiętnie,  przyciskając  do  poduszek.  Odetchnęła  z  ulgą, 

uszczęśliwiona, objęła go mocno ramionami, przytulając się do 

mego, czując narastającą tęsknotę za jego ciałem. 

Alex! Alex! Tak cię kocham! 

Zobaczyła kropelki potu na jego skórze. Oddychał chrapliwie, z 

trudnością łapiąc powietrze. Poczuła dotyk jego dłoni, gorącej i 

drżącej. 

Obsypywał  pocałunkami  jej  oczy  i  szyję,  a  ona  jęczała z 

rozkoszy i oczekiwania. Czuła, że jej ciało płonie z podniecenia, 

miłości i przepełniającego ją tak długo tłumionego pragnienia. 

Całowała  go  coraz  namiętniej,  ciało  wyginało  się  w  łuk  pod 

background image

dotykiem  jego  rąk,  nie  mogła  opanować  ogarniającego  ją 

pożądania, pragnęła jego miłości błagalnie i desperacko. 

Och, Alex, tak ciebie pragnę! Tak długo czekałam! Uniósł się 

na ramieniu, ale nie przywarł do niej, jak oczekiwała. 

Na  miłość  boską,  zgaś  lampę!  Zmroziła  ją  szorstkość  jego 

głosu. 
- Alex. - 

Otworzyła oczy i    spojrzała na niego strwożona, ale on 

tylko  coś  zamruczał,  wyciągnął  nad  nią  rękę  i  gwałtownym 

szarpnięciem wyłączył światło. 

W ciemności, która zapanowała tak nagle, poczuła dziwny chłód 

i obcość. Serce jej zamarło. 
- Alex? 

Nie  odpowiedział,  całował  ją,  ale  spontaniczność  zniknęła. 

Próbowała  zagłuszyć  to  dziwne  uczucie,  odnaleźć  poprzedni 

nastrój.  Zamknęła  oczy  i  wmawiała  sobie,  że  wszystko  będzie 

dobrze. Niech tylko ją kocha, jeśli chce, żeby wszystko odbyło 

się powoli, z czułością, to i tak będzie dobrze. Ale nagle poczuła 

jakieś  napięcie,  a  jego  pocałunki  stały  się  natarczywe, 

wymuszone. Czuła, że całuje ją z jakąś desperacją, jakby chciał 

na nowo rozbudzić w sobie namiętność. 

Po kilku minutach podniósł głowę. 
- Przykro mi, Virginio. Ja - po prostu ni

e mogę. Nigdy przedtem 

nie  zwracał  się  do  niej  pełnym  imieniem  i  to,  że  teraz  tak 

uczynił, wprowadziło jakiś dystans i obcość miedzy nimi. 

Dziś wieczorem przeżyłeś szok, to... 

Na  miłość  boską,    tylko  nie  mów,  że  to  nic  takiego  - 

powiedział z nagłą złością. 

Chciałam powiedzieć, że to zrozumiałe - próbowała łagodzić. - 

Połóż się na chwilę i odpocznij. Nie musimy się śpieszyć. Cała 
noc przed nami. 

Z niechęcią położył się obok, ale nadal czuła przepełniające go 

background image

napięcie.  Leżąc  obok  Alexa,  przemawiała  do  niego czule, 

wspominała weekend na żaglówce. Opowiadała mu o Ameryce, 

starając  się  odwrócić  jego  myśli  od  dzisiejszego  wieczoru. 

Gładziła jego rękę, potem dotknęła piersi, szyi, ramion. Poczuła, 

jak  powoli  napięcie  ustępuje,  mięśnie  z  wolna  rozluźniają  się. 

Obsypywała  delikatnymi,  lekkimi  pocałunkami jego ramiona i 

piersi,  nie  zbliżając  się  do  ust, rękoma  pieszczotliwie  dotykała 

jego ciała, coraz niżej, niżej... 

Po  chwili  uniosła  się  nieco  i  przytuliła  do  niego,  nieśmiało 

dotykając  nogami  jego  nóg.  Alex  gwałtownie  zadrżał  i  przez 

krótką  cudowną  chwilę  pomyślała,  że  już  wszystko  będzie 

dobrze, ale była to tylko powtórna 

fala  napięcia,  nie  pragnienia.  Zdała  sobie  sprawę,  że  wszystko 

stracone. Alex też to wiedział. Usiadł. 

Nie mogę - powiedział gwałtownie. - Nie w tym pokoju. Nie w 

tym łóżku. 

Przecież  to tylko  łóżko.  Tylko  pokój.  I  poza  nami  nie  ma tu 

nikogo. 
- Przepraszam. - 

Potrząsnął głową. 

Możemy    pójść    do    hotelu    -  zaproponowała, 

wspominając, jak kiedyś dawno temu skłoniła go, by zabrał ją 
do ho

telu, bo nie chciała być z nim w łóżku Venetii. Historia się 

powtarza - 

pomyślała smutno. 

To nie ma sensu. Lepiej pójdę. - Znów potrząsnął głową. 

Zaśnijmy  i  poczekajmy  do  rana  -  powiedziała  przymilnie.  - 

Teraz jesteś zbyt spięty, ale może jutro rano... 
- Nie! - 

wybuchnął. - Na Boga, Ginny, nie bądź taka racjonalna i 

opiekuńcza. Jestem dorosły. 

Poczuła złość wynikłą z frustracji i rozpaczy. 

To był twój pomysł, nie mój. 

Wiem.  Przepraszam.  Pójdę  już.  -  Wstał  z  łóżka  i  zaczął  się 

background image

ubierać. 

Z sercem pełnym rozczarowania zwróciła się do niego. 

Przed  moim  wyjazdem  do  Ameryki  pytałeś,  czy  wyjdę  za 

ciebie. Czy chcesz usłyszeć moją odpowiedź? 

Zakładał właśnie koszule i zamarł gwałtownie, 

Może powinniśmy to teraz rozważyć - powiedział sztywno. 

-  Masz chole

rną rację, że powinniśmy! - Czuła się odrzucona i 

przez to złość była jeszcze bardziej gorzka. Przyklękła, owijając 

się  prześcieradłem.  -  Na  jakie  małżeństwo  liczyłeś,  Alex? 

Platoniczne? Czy tylko małżeństwo z nazwy? Miłe i przyjemne 

koleżeństwo?  Więc  przykro  mi,  ale  nic  z  tego!  Potrzebuję 

mężczyzny, a nie... 

W porządku! - przerwał jej z mocą. - Wystarczy! To wszystko 

było nie w porę i w złym miejscu i może my też nie jesteśmy dla 
siebie. 
-  Nie, nie my - 

odrzekła gwałtownie. - Nie, jeśli zechcesz być 

mężczyzną. 

Raczej łamagą, to miałaś na myśli - powiedział z goryczą. 

Nie.  Być  mężczyzną  to  znaczy  znać  swoje  słabe  strony  i   

przezwyciężać je. A ty nie potrafisz się zdecydować, czy chcesz 

żyć  przeszłością,  czy  wybrać  przyszłość.  Venetia  nie  żyje  - 
powiedz

iała brutalnie. 

-  

Jeśli chcesz żyć nadal    z jej    duchem,    to twoja sprawa. Ale 

nie licz na to, że ja będę czekać, aż postanowisz zacząć żyć na 

nowo. Mam jedno życie przed sobą i muszę je sobie znów jakoś 

ułożyć. 

Pięknie to ujęłaś - zadrwił, wpychając koszulę w spodnie. 

Przynajmniej staram się żyć i nie roztkliwiam się nad sobą. 

Popatrzył  na  nią,  równie  wściekły  jak  ona.  Niepowodzenie 

potęgowało jego złość. Chciał ją zranić. 

To nic dziwnego, że mi się nie udało z osobą tak doświadczoną 

background image

jak ty. 
-  Jest

eś  podły!    -  Zerwała    się    i    o win ięta    p rześcieradłem 

wskazała mu drzwi. - Wynoś się stąd! I nie wracaj, dopóki nie 

będziesz wiedział, czego chcesz! 

Z przyjemnością - warknął, zakładając    buty. 

A kiedy znajdę kobietę, z którą zechcę się przespać, to ja nią 

pokieruję. 

Usłyszała,  jak  zbiegł  po  schodach,  zatrzasnął  drzwi  i 

natychmiast odjechał. 

Nadal  stała,  przepełniona  wściekłością,  ale  nagle  złość  jej 

minęła.  Rozejrzała  się  po  pokoju,  nie  wierząc,  ze  to  wszystko 

wydarzyło  się  naprawdę  i  Alex  odjechał.  Krzyżując    nogi     

p o wo li      u siadła      na    łóżk u .     Wró ci  -  pomyślała.  Nie  może 

odejść w taki sposób. Uspokoi się i wróci. Jednak nie wrócił i 

kiedy  przemyślała  wszystko  jeszcze  raz,  zrozumiała,  że  duma 
mu na to nie pozwoli. Niepowodzenie seksualne jest chyba 

najbardziej  upokarzającym  przeżyciem  dla  mężczyzny. 

Nieważne,  że  wszystko  sprzysięgło  się  przeciwko  niemu.  Czul 

się przygnębiony, obawiał się tej nocy. Sam powiedział, że tak 

długo na to czekał, z pewnością bał się, że po tak długim czasie 
organizm go zawiedzie. 

Próbowała zrozumieć, dlaczego tak się stało, i w końcu doszła 

do wniosku, że powinna go jeszcze powstrzymać albo zabrać do 

hotelu, do miejsca, które nie wiązałoby się ze wspomnieniami. 

Popatrzyła  na  pokój,  starając  się  zobaczyć  go  oczami  Alexa. 
Zm

ieniła, co mogła, ale dla niego to zawsze będzie łóżko, które 

dzielił  z  Venetią,  jej  portret  zawsze  będzie  wisiał  nad 

kominkiem,  a  jej  zapach  będzie  wypełniać  powietrze.  Jutro 

wystawię ten dom na sprzedaż - zdecydowała. Powinnam była 

zrobić to natychmiast, jak tylko tu  przyjechałam. Wyprowadzę 

się i wynajmę mieszkanie. 

background image

Leżała  oparta  o  poduszki,  zastanawiając  się,  co  się  dalej 

wydarzy. Czy Alex nadal będzie taki wściekły, taki upokorzony, 

że już nie wróci? Może byłoby lepiej, gdyby nie wracał - Może 

nie są sobie przeznaczeni? Kołdra spadła na podłogę, podniosła 

ją, żeby się okryć i ogrzać. Spojrzała na zegarek. Minęły prawie 

dwie godziny od jego wyjścia. Już pewnie dojechał do Bristolu, 

może  zadzwoni.  Ale  telefon  milczał  i  tylko  tykanie  zegara 

przerywało ciszę, aż do chwili, gdy Ginny zaczęła cicho płakać. 

W końcu zasnęła. 

Męczyły ją niespokojne sny i obudziła się wcześnie zaskoczona, 

że  jest  naga.  Natychmiast  przypomniała  sobie  wydarzenia 

poprzedniej  nocy  i  poczuła  się  nieszczęśliwa  i  śpiąca.  Wyszło 

zmęczenie  po  długim  locie  przez  Atlantyk.  Wzięła  prysznic  i 

gdy  chciała  się  ubrać,  znienacka  uświadomiła  sobie,  że  jej 

bagaże  zostały  w  samochodzie  Alexa.  Przez  moment 

zaniepokoiła  się,  ale  zaraz  poczuła  radość.  To  znaczyło,  że 

będzie  musiał  przywieźć  jej  rzeczy  i  znów  go  zobaczy.  Może 

wtedy  wszystko  się  ułoży.  Podniesiona  na  duchu  poszła  do 

łazienki umyć i wysuszyć włosy, potem przebrała się w brązowe 

spodnie,  kremową  jedwabną  bluzkę  i  luźny  blezer.  Najlepsze 

kosmetyki  zostały  w  walizce,  ale  jakoś  poradziła  sobie  z 

makijażem.  Czekając  na  telefon  zjadła  śniadanie  i  poszła 

ogarnąć sypialnię. 

Ścieliła łóżko, gdy niechcący popchnęła coś nogą. Nachyliła się 

i  na  podłodze  znalazła  portfel  Alexa.  Popatrzyła  na  niego  i 

uśmiechnęła  się  rozmyślając,  czy  zostawił  go  tu  przypadkiem 
czy celowo. Wszystko jedno - 

pomyślała,  tym  bardziej  musi 

przyjść. Włożyła portfel do nocnej szafki i pogwizdując zeszła 

na dół z budzącą się nadzieją. 

Półtorej  godziny  później  ktoś  zadzwonił  do  drzwi.  Przyszła 

Clare.  Wszystko  się  zgadzało.  Wczoraj  z  Alexem  tak  się  na 

background image

siebie  wydzierali,  że  z  pewnością  musiała  słyszeć.  Ale 

wyglądało  na  to.  że  ściany  są  grubsze,  niż  przypuszczała,  bo 

Clare wypytała ją tylko o pobyt w Stanach. Rozmawiały jakąś 

godzinę, Ginny czuła wzrastające napięcie i ciągle nasłuchiwała 

dźwięku kluczy w zamku. 

Clare  poszła  wreszcie,  ale  Alex  nie  nadchodził.  Ginny  zrobiła 

sobie  kanapkę,  ale  nie  mogła  jeść.  Krążyła  po  domu,  nie 

oddalając się od telefonu, czekając na znak od Alexa, wiedząc, 

że teraz on powinien wyciągnąć rękę. Jednak czas mijał i powoli 

zaczęła  wpadać  w  rozpacz.  Przecież  on  musi  zdawać  sobie 

sprawę,  że  wczorajsza  noc  to  skutek  najbardziej 

niesprzyjających okoliczności. Teraz, kiedy miał czas wszystko 

przemyśleć, musiał zrozumieć, że w innych warunkach to już się 
nigdy nie powtórzy. 

Pamiętając  o  swoim  postanowieniu  zadzwoniła  do  agencji  i 

zleciła natychmiastowe wystawienie domu na sprzedaż. Obiecali 

jak  najszybciej  przysłać  kogoś,  żeby  obejrzał  dom.  Odłożyła 

słuchawkę  zadowolona,  że  opowie  o  tym  Alexowi,  gdy  tylko 
nadejdzie. 

O  czwartej  po  południu  usłyszała  dzwonek. 

Przypuszczała,  że  to  agent  w  sprawie  domu.  Za  drzwiami  stał 
taksówkarz. 
-  Pani Blake? 

Zmarszczyła brwi. W Anglii nigdy nie używała tego nazwiska, 

zresztą w Ameryce też bardzo rzadko. Przywykła posługiwać się 

panieńskim nazwiskiem w sprawach zawodowych i wróciła do 
niego po rozwodzie. 
-  Tak. Pan w jakiej sprawie? 
-  

Pan  Warwick  z  Bristolu  przysyła  pani  walizki.  Kilka  razy 

chodził do samochodu, wynosząc bagaże. 

Ginny  stalą  z  boku,  bez  słowa,  z  sercem  w  rozterce, dlaczego 

Alex  sam  nie  przyjechał.  Taksówkarz  złożył  bagaże  w 

background image

przedpokoju. 
-  

Pan  Warwick  przesyła  też  list.  Powiedział,  że  mam  coś  dla 

niego odebrać. 

Powoli, drżącymi rękoma, Ginny wzięła kopertę. 
-  

Proszę chwilę poczekać. 

Zostawiła  go  w  holu  i  weszła  do  salonu,  zamykając  za  sobą 

drzwi, żeby w samotności odczytać jego list. Był bardzo krótki. 

„Ginny, to oczywiste, że nic nam się nie układa. Było błędem z 

naszej  strony  wierzyć,  że  to  nam  się  kiedykolwiek  uda.  Nie 

widzę  żadnego  sensu,  żebyśmy  znów  się  spotkali.  Proszę,  nie 

rób sobie żadnych wyrzutów, to wszystko moja wina. Życzę ci 
powodze

nia  we  wszystkim,  co  zrobisz  w  przyszłości.  Proszę, 

przyślij mi mój portfel przez taksówkarza. Alex" 

Szorstki  i  oschły  ton tego listu doprowadził ją do  wściekłości. 
Tak 

naprawdę to nawet jej nie przeprosił, po prostu stwierdził, 

że to jego wina. To oczywiście prawda - pomyślała ze złością. 

Tchórz! Nawet nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy. Szarpnęła 

szufladą, wysypując jej zawartość na podłogę, znalazła długopis. 

Chwyciła  jego  list  i  zaczęła  pisać  na  odwrocie.  „Jeśli  chcesz 

swój portfel, to odbierz go sam!" Wbijała pióro w papier, jakby 

zadając  ciosy  Alexowi,  co  sprawiło  jej  przyjemność.  Włożyła 

list z powrotem do koperty i oddała go taksówkarzowi. 
-  

Proszę to oddać panu Warwick, osobiście. Złość jej nie mijała 

i  przez  następną  godzinę  krążyła  po  domu,  rozmyślając,  co 
powie Alexowi, kiedy wreszcie przyjdzie. Wtedy powiem mu 
wszystko  - 

mówiła  sobie  w  duchu,  wtedy  ja...  Nagle  tęsknota 

wypełniła  jej  serce.  I  wtedy  zejdziemy  razem do samochodu, 

pojedziemy do jakiegoś spokojnego hotelu, pójdziemy do łóżka 

i  będziemy  się  kochać  przez  całą  noc.  I  tym  razem  będzie 

dobrze, znów będzie cudownie. Musi tak być, bo przecież oboje 

się kochamy i ten następny raz musi się udać. 

background image

Minęło prawie pięć godzin, kiedy ostatecznie straciła nadzieję, 

że Alex przyjedzie. Ale nawet wtedy nie mogła w to uwierzyć. 

Usiadła w fotelu i siedziała nieruchomo aż do późnej nocy. 

Po dziewiątej rano przyjechał agent w sprawie domu. Otworzyła 
mu. Ciemne cienie pod oczami po nieprzespanej nocy 

podkreślały  delikatne,  jakby  nieziemskie  piękno  jej  twarzy. 

Przeszli nad stertą walizek i bagaży w przedpokoju. 
-  

Czy pani już się wyprowadza? 

-  

Nie, właśnie wróciłam z podróży.   

Obejrzał  dom,  wymierzył  pokoje,  ustalił  cenę  i  zapewnił  o 

jakości usług jego firmy. Wreszcie poszedł. Nie dotarło do niej 

wiele z tego, co mówił. Nawet nie zaproponowała mu filiżanki 

kawy.  Kiedy  wyszedł,  zmusiła  się  do  wniesienia  na  górę 

walizek.  Powoli  zaczęła  je  rozpakowywać.  Myślała,  że  osiedli 

się  w  Anglii  i  przywiozła  z  Ameryki  wszystkie  swoje  ciuchy. 

Było tego mnóstwo i wkrótce zapełniła nimi całą ścienną szafę, 

którą  Alex  opróżnił  dwa  lata  temu.  Szafy  Venetii  były 

nietknięte,  nadal  znajdowały  się  w  nich  jej  rzeczy.  Ginny 

rozpakowała  jedną  z  walizek  i  zapełniła  ją  rzeczami  Venetii, 

starając  się  nie  przyglądać  im  zbytnio.  Ale  na  końcu  szafy 

zobaczyła suknię, starannie zapakowaną w długą foliową torbę. 

Biała suknia. To ślubna suknia Venetii, uświadomiła sobie nagle 

i serce się jej ścisnęło. 
Nie b

yła  na  ślubie  siostry  i  nawet  nigdy  nie  widziała  jej 

ślubnych  fotografii,  bo  Alex  od  razu  je  zabrał.  Nie  mogąc  się 

powstrzymać,  wyjęła  sukienkę  i  rozłożyła  na  łóżku.  Była 

naprawdę piękna. Uszyta z delikatnego białokremowego atłasu 

miała na wierzchu koronkę i dopasowaną, wspaniale haftowaną 

górę, krótkie rękawy rozchylały się jak płatki kwiatów. Stroik, 

welon  i  atłasowe  pantofelki  na  wysokim  obcasie  dopełniały 

całości.  Gdy  podnosiła  suknię,  kilka  confetti  w  kształcie 

background image

podkówek  upadło  na  dywan  i  Ginny  poczuła  nagłą  złość. 

Dlaczego  ludzie  muszą  umierać?  Dlaczego?  Nie  powinno  tak 

być! Śmierci nie powinno być! 

Ale takie jest życie. Popatrzyła w lustro i pomyślała, że życie też 

jest  okropne.  Przyłożyła  suknię  do  siebie,  próbując  wyobrazić 
sobie, jak Venetia w niej 

wyglądała. Jaką miała fryzurę, włosy 

upięte  czy  rozpuszczone?  -  zastanawiała  się.  Chyba 

rozpuszczone. Założyła na głowę stroik i welon, wypróbowując 

obie fryzury. Ale nie wyglądało to dobrze do dżinsów i swetra. 

Ściągnęła  ubranie  i  założyła  suknię,  zapięła  suwak  z  tyłu. 

Natychmiast poczuła bliskość Venetii, zapach jej perfum, mogła 

wyobrazić  sobie,  co  czuła,  gdy  oglądała  się  w  lustrze.  Suknia 

leżała  świetnie,  ale  była  trochę  za  długa,  dopóki  nie  założyła 

pantofli.  Tak,  Venetia  z  pewnością  miała  rozpuszczone  włosy. 

Dla pełnego efektu opuściła welon na twarz. 

Stała przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze, zagubiona we 

wspomnieniach,  rozmyślając,  jak  inaczej  mogło  potoczyć  się 

życie.  W  końcu  westchnęła  i  obróciła  się.  W  tym  momencie 

usłyszała jakiś dźwięk dobiegający z dołu. Podeszła do podestu i 

zobaczyła otwierające się drzwi. Na progu stanął Alex. Zamknął 

drzwi  i  przez  chwilę  stał  niezdecydowany,  patrząc  w  kierunku 

salonu,  ale  musiała  coś  poruszyć,  bo  popatrzył  na  górę.  Jak 

rażony  gromem  zamarł  w  gwałtownym niedowierzaniu, twarz 

mu nagle pobladła. Po chwili doszedł do siebie i zrozumiał, co 

się stało. 
-  Zdejmuj to natychmiast! - 

wykrzyknął  z  wściekłością,    nie 

panując  nad    sobą.      Zanim    zdążyła    się  odwrócić  i  uciec, 

wbiegł  po  schodach  i  dopadł  ją  w  sypialni.  -  Zdejmuj to! Ty 

dziwko! Jak śmiałaś założyć jej suknię! 

Śmiertelnie  przerażona  chciała  go  usłuchać,  ale  chwycił  za 

welon  i  zerwał  go,  szarpiąc  jej  włosy.  Zaczęła  krzyczeć,  ale 

background image

czując ból wpadła we wściekłość. Zamierzyła się i uderzyła go 
w policzek. 
-  

Ty tchórzu! Wynoś się stąd! 

Zaryczał z gniewu i zaczęli walczyć ze sobą, Ginny drapała go 

paznokciami, a on z zaciśniętymi ze złości ustami próbował ją 

pochwycić.  Złapał  ją  za  nadgarstek,  ale  nie  poddawała  się, 

krzycząc mu prosto w twarz. 

Nienawidzę cię! Żałuję, że w ogóle się spotkaliśmy! Och, ty 

podły tchórzu bez charakteru! 

Z trudem złapała oddech, bo Alex nagle pociągnął ją do siebie, 

aż straciła równowagę. 

Ty dziwko! Już ja cię nauczę! 

Wyciągnął  ręce  próbując  rozpiąć  jej  sukienkę.  Ginny  uwolniła 

jedną rękę i przeciągnęła paznokciami po jego twarzy. Zaklął, a 

delikatna tkanina pękła w jego rękach. Z wściekłością zdzierał z 

niej  suknię.  Podarty  materiał  został  mu  w  ręku,  a  ona 

gwałtownie  przewróciła  się  na  łóżko.  Skoczył  na  nią  i  znów 

zaczęli walczyć, tarzając się po łóżku, wydzierając się na siebie i 

przeklinając. 

Spróbowała  go  ugryźć  i  Alex  krzyknął  ze  złości.  Złapał  ją  za 

włosy i odciągnął głowę. 
-  Och, ty... 

Popatrzył  na  nią,  wykrzywił  usta  -  i  nagle  przycisnął  je  do  jej 

ust,  całując  ją  z  furią.  Przez  chwilę  jeszcze  niczego  nie 

rozumiała i dalej próbowała go odepchnąć, ale to tylko dodało 

mu  sił.  Tarzali  się  po  łóżku,  już  nie  walcząc  ze  sobą,  ale 

połączeni gwałtowną namiętnością. Znów zaczął zrywać z niej 

sukienkę,  potem  resztę  rzeczy,  odrzucając  je  z  zapamiętaniem. 

Szybko  ściągnął  ubranie  i  zaczął  się  z  nią  kochać,  dziką  i 

prymitywną,  zrodzoną  z  wściekłości  miłością,  ale  była  to 

miłość, mimo wszystko. 

background image

Przepełniona  wdzięcznością  oddała  mu  się  bez  reszty.  Gorący 

żar  ogarnął  jej  ciało  i  czuła  kolejne,  narastające  fale 

podniecenia.  Dzika  namiętność  doprowadziła  ich  oboje  do 
ekstazy. 
-  Ginny! Ginny! - 

opadł  obok  niej  i  znów  zaczął  ją  całować. 

Czuła kropelki potu na jego skórze. 
-  Och, Ginny, Ginny, moja ukochana! 

Leżeli jeszcze jakiś czas, trzymając się w objęciach, serca biły 

im mocno i z trudem łapali powietrze. Wreszcie Alex pozbierał 

swoje rzeczy, a Ginny schowała do szafy resztki ślubnej sukni. 

W łóżku znów wziął ja w ramiona i mocno przytulił. 
-  

Chyba trochę mnie poniosło - roześmiał się. 

-  Uhm - 

przytuliła się. - Możesz to robić częściej. 

-  

Z przyjemnością. 

Nie  mówiła  tego  dosłownie,  ale  najwyraźniej  Alex  tak  to 

zrozumiał  i  tym  razem  było  tak  cudownie,  jak  tej  nocy,  którą 

zapamiętała  sprzed  lat.  Kochał  ją  najpierw  delikatnie  i  czule, 
pote

m z coraz większą namiętnością i nienasyceniem. 

Później Ginny bezpiecznie wtulona w jego ramiona westchnęła. 

Dzięki Bogu, że wróciłeś. Tak się bałam, że nie przyjdziesz. 

Już myślałam, że na zawsze cię utraciłam. 

Pod wpływem tych słów jej oczy wypełniły się łzami. Przytulił 

ją i całował. 

Już  dobrze,  kochanie.  Już  wszystko  dobrze.  Oparła  się  na 

łokciu i popatrzyła mu w oczy. 

Czy po to wróciłeś? 

Powoli potrząsnął głową, uśmiechnął się smutno. 

Nie, chciałem tylko odebrać mój portfel i powiedzieć ci, że już 

nigdy więcej się nie spotkamy. O Boże, jaki byłem głupi! 

Ginny mogła pozwolić sobie na wielkoduszność. 

Czy wiesz, że powinnam cię za to ukarać? 

background image

- Tak? A jak? - 

Uniósł lewą brew z nadzieją w oczach. 

Uśmiechnęła się. 

Co powiesz na to, na początek? 

N

ie zasłonili okien. Poranne słońce zajrzało przez szybę i jego 

promienie  padły  na  twarz  śpiącej  Ginny.  Obudziła  się.  Leżała 

kilka minut w złocistym blasku, dziękując w duszy za cud, który 

znów ich połączył. Alex jeszcze spał. Wyślizgnęła się z łóżka, 

żeby zasłonić okno, bojąc się, że słońce go obudzi. Potrzebuje 
snu  - 

pomyślała  z  uśmiechem  zadowolenia.  Gdy  Alex  doszedł 

do siebie, nie mógł się nią nacieszyć. 

Ujęła firankę i nagle usłyszała swoje imię. Odwróciła się. 

Alex westchnął głęboko. 

Taką  cię  zawsze  pamiętam  -  stojącą  w  słonecznym  blasku. 

Taką piękną. Taką doskonałą. - Wyciągnął do niej rękę. - Chodź 
do mnie, moja kochana. 

Dochodziło południe, gdy wyszli do zalanego słońcem ogrodu. 

Krzak żółtej róży, który Alex posadził dla Venetii, był w pełni 

rozkwitu. Ginny dotknęła rozwiniętego kwiatu, płatki zostały w 

jej  dłoni,  popatrzyła  na  nie  przez  chwilę,  potem  wyprostowała 

palce  i  przyglądała  się,  jak  płatki  powoli  opadają  aa  ziemię. 

Odgadł jej myśli. 

Ona jest szczęśliwa, że tak się stało. 

-  Mam wr

ażenie,  że  tak  to  sobie  zaplanowała.  -  Ginny 

uśmiechnęła się. 

Roześmiał  się,  objął  ją  w  talii  i  zaczął  całować  w  szyję,  aż 

zamruczała z rozkoszy. 

Uważaj, to cię może szybko zmęczyć - ostrzegł ją. 

Przekonaj się. - Spojrzała na niego prowokująco. Pochylił się, 

chcąc ją podnieść, ale wyślizgnęła mu się. 

Poczekaj, mamy jeszcze mnóstwo czasu przed sobą. 

Spoważniał nagle i mocno ujął ją za rękę. 

background image

- Nigdy tak nie mów. 
- Dobrze. - 

Pogłaskała go po twarzy. - Obiecuję, że już nigdy tak 

nie pomyślę i będę cenić każdą darowaną chwilę. Pocałowała go 

namiętnie. 

Puścił ją i uśmiechnął się. 
-  

Coś  mi  się  przypomniało.  Czy  teraz  zgodzisz  się  przyjąć 

moje oświadczyny? 

Popatrzyła na niego. Wreszcie nie obawiała się, że na jej twarzy 

zobaczy  wyraz  niezmiennej  miłości,  ukrywanej  w  głębi  serca 
przez te wszystkie lata. 

No,  może  zlituję  się  nad  tobą  i  zgodzę  się.  Wyglądał  na 

zadowolonego. 

No cóż, przynajmniej teraz mogę ci wynagrodzić ten przegrany 

rzut monetą, kiedy musiałaś ustąpić mnie Venetii. 

Szczęście przepełniało jej serce, ale nie chciała, żeby wpadł w 

samozadowolenie. Przekręciła głowę na bok i spojrzała na niego 

prowokująco. 
-  

Dlaczego sądzisz, że przegrałam? Otworzył szeroko oczy. 

-  

Ginny, czy chcesz powiedzieć, że... Roześmiała się. 

-  

A nie chciałbyś się dowiedzieć?