background image

Jan Twardowski 
Rachunek dla dorosłego 
 
 
 
          Polski Zwi

ą

zek Niewidomych 

        Zakład Wydawnictw i Nagra

ń

 

                   Warszawa 1991 
 
          Tłoczono pismem punktowym 
        dla niewidomych 
        w Drukarni PZN, 
        Warszawa, ul. Konwiktorska 9 
        Przedruk z wydawnictwa 
        "Ludowa Spółdzielnia  
        Wydawnicza", 
        Warszawa 1982 
         
         
         
         
          Pisał J. Podstawka 
        Korekty dokonali 
         St. Makowski 
         i D. Jagiełło 
 
 
 
          Od autora 
         
          Wiersze to jeszcze jeden  
        sposób mówienia do drugiego  
        człowieka - i do samego siebie.  
        S

ą

 tacy, co uwa

Ŝ

aj

ą

Ŝ

e  

        człowiek, który je tworzy, szuka  
        własnych prze

Ŝ

y

ć

. Czy o to tylko  

        chodzi? Wydaje si

ę

Ŝ

e powinien  

        odnajdywa

ć

 t

ę

 prawd

ę

, która go  

        przerasta, t

ę

, która stale si

ę

  

        mu wymyka. Prawda ta jest tak  
        obszerna, 

Ŝ

e chocia

Ŝ

 było tylu  

        wspaniałych poetów, wci

ąŜ

  

        pojawiaj

ą

 si

ę

 nowi i podejmuj

ą

  

        jeszcze raz ten sam trud.  
         
          Pochłania mnie wiara, ale  
        wiara, która nie jest statyk

ą

,  

        zatrzymaniem si

ę

, lecz ci

ą

głym  

        odkrywaniem na nowo tajemnicy.  
          Pochłania mnie pragnienie  
        zgł

ę

bienia tre

ś

ci wspólnych nam  

        wszystkim, szukaj

ą

cym odpowiedzi  

        na nasze ludzkie l

ę

ki,  

        wynikaj

ą

ce mi

ę

dzy innymi z  

        poczucia samotno

ś

ci czy trwogi  

        wobec spraw ostatecznych.  
         
          

Ś

wiat mo

Ŝ

na zaakceptowa

ć

,  

        je

ś

li si

ę

 dostrze

Ŝ

e warto

ść

 czy  

        nawet wi

ę

cej - urok dramatu,  

 

background image

 
 
 
 
 
        jaki jest składnikiem 

Ŝ

ycia.  

        Cho

ć

 to takie zadziwiaj

ą

ce.  

        Mo

Ŝ

na przyj

ąć

 tak

Ŝ

e wiele innych  

        spraw, jak na przykład  
        ró

Ŝ

norodno

ść

 typów ludzkich,  

        którym wspólna jest jednak  
        potrzeba rozwi

ą

zywania tajemnicy  

        

Ŝ

ycia.  

          Jest poznanie naukowe,  
        intelektualne, oparte na  
        ła

ń

cuchu logicznie biegn

ą

cych  

        my

ś

li, ale poezja posługuje si

ę

,  

        według mnie, poznaniem  
        intuicyjnym i dlatego mo

Ŝ

e by

ć

  

        na pozór nielogiczna i  
        zdumiewaj

ą

co trafna zarazem. Bo  

        rodzi si

ę

 z wyobra

ź

ni i  

        pod

ś

wiadomo

ś

ci, tajemniczej  

        gł

ę

bi człowieka. Potrafi od razu  

        wskoczy

ć

 w 

ś

rodek sprawy, obj

ąć

  

        cało

ść

.  

         
          Wspaniała i urzekaj

ą

ca jest  

        miło

ść

 człowieka. Dlaczego  

        jednak próbuj

ę

 mówi

ć

 o niej w  

        paradoksach? - na przykład: "S

ą

  

        tacy co si

ę

 na zawsze kochaj

ą

 i  

        dopiero wtedy nie mog

ą

 by

ć

  

        razem" albo "miło

ść

 to  

        samotno

ść

 co ł

ą

czy  

        najbli

Ŝ

szych". My

ś

l

ę

Ŝ

e stale  

        kochamy to, co jest wi

ę

ksze od  

        nas. Znowu zawsze ta wymykaj

ą

ca  

        si

ę

 prawda.  

         
          Zachwyca mnie otaczaj

ą

cy nas  

        

ś

wiat, jego kolor, d

ź

wi

ę

k,  

        zapach, ró

Ŝ

norodno

ść

. Wracam do  

        starego Linneusza, który nazywał  
        po imieniu zwierz

ę

ta, ptaki,  

        ro

ś

liny. Długo i cierpliwie  

        uczyłem si

ę

 przyrody, czytam  

        ksi

ąŜ

ki przyrodnicze. Zbieram  

        zielniki. Kiedy si

ę

 mówi tyle o  

        człowieku, o ró

Ŝ

nie pojmowanym  

        humanizmie - widz

ę

 urok szpaka,  

        wilgi, dzikiego królika,  
        szorstkowłosego wy

Ŝ

ła. Juliusz  

        Słowacki w znanej strofie z  
        "Beniowskiego" pisze, 

Ŝ

e Bóg  

        jest Bogiem rozhukanych koni, a  
        nie pełzaj

ą

cych stworze

ń

, s

ą

dz

ę

,  

        

Ŝ

e jest tak

Ŝ

e Bogiem chrz

ą

szczy,  

        mrówek, biedronek i szczypawek.  
          Czy takie widzenie przyrody  
 

background image

 
 
 
 
 
        nie uczy nas pokory?  
          Przecie

Ŝ

 to samo 

ś

wiatło pada  

        i na ludzi, i na koniki polne, i  
        na 

ś

wierszcze.  

          

Ś

wiat dany nam jest w sposób  

        rzeczywisty, a nie tylko  
        wyobra

ź

niowy. Nie istnieje jako  

        pomy

ś

lenie czy poetycka rzecz.  

        Jest zbiorem rzeczy  
        egzystuj

ą

cych. I dlatego lubi

ę

  

        nazywa

ć

 po imieniu drzewa,  

        kwiaty, kamienie. Daleki jestem  
        od operowania, tak powszechnego  
        dzi

ś

, znakami: ptak, zwierz

ę

,  

        ryba, li

ść

, kwiat. Widz

ę

 bowiem  

        dzi

ę

cioła, kosa, bociana,  

        słonia, pstr

ą

ga, 

ś

laz, borsuka,  

        wrotycz, makol

ą

gw

ę

 - konkretny,  

        nie anonimowy 

ś

wiat. Wiem, 

Ŝ

e  

        li

ść

 wi

ą

zu drapie, 

Ŝ

e gryka  

        ro

ś

nie na czerwonej łodydze, 

Ŝ

e  

        gile maj

ą

 nosy grube, a dudki  

        krzywe, 

Ŝ

e pstr

ą

gi s

ą

  

        szaroniebieskie, a wilcza jagoda  
        brunatnofioletowa.  
          Zdumiewam si

ę

 i zachwycam  

        urod

ą

 i dziwno

ś

ci

ą

 widzialnego i  

        niewidzialnego 

ś

wiata. To, co  

        widzialne, dotykalne, pozwala  
        okre

ś

li

ć

 granice niewiadomego i  

        niepoznawalnego. Bez tej jedynej  
        bliskiej miary 

ś

wiata nie dałoby  

        si

ę

 te

Ŝ

 dostrzec i poj

ąć

 jego  

        nieuchwytnych tajemnic.  
        Interesuje mnie wi

ę

c wszystko:  

        ptaki, kwiaty, owady, kamienie.  
        I zamiast o katedrach i gotykach  
        wol

ę

 pisa

ć

 o drzewach, które  

        maj

ą

 w sobie co

ś

 ze wspomnienia  

        raju. 

Ś

wiat jest naprawd

ę

  

        cudowny... 
         
          Artysta nie fotografuje  
        rzeczywisto

ś

ci. My

ś

l

ę

Ŝ

e je

ś

li  

        patrzy na przyrod

ę

, nie musi jej  

        analizowa

ć

, dostrzega jej pewne  

        elementy w zale

Ŝ

no

ś

ci od swoich  

        prze

Ŝ

y

ć

. Chłopiec, który wr

ę

cza  

        ukochanej ró

Ŝę

, nie my

ś

li o tym,  

        

Ŝ

e owad zranił si

ę

 o jej kolec.  

        Liczymy siedem, pi

ęć

 albo dwie  

        kropki na biedronce - nie  
        wiedz

ą

c, 

Ŝ

e jest drapie

Ŝ

nikiem.  

        Czy jednak jest to tylko  
        okrucie

ń

stwo? Mo

Ŝ

na dostrzec w  

 

background image

 
 
 
 
 
        przyrodzie nawet humor.  
        Pasikonik ma oczy na przednich  
        nogach, koliber leci tyłem,  
        kowalik chodzi do góry ogonem. A  
        ja lubi

ę

 humor dyskretnego  

        u

ś

miechu, który rodzi si

ę

 na  

        przykład z zestawienia rzeczy  
        nieoczekiwanych.  
         
          Obce s

ą

 mi retoryka, dydaktyka  

        i patos. Próbuj

ę

 pisa

ć

 wiersze,  

        które nie byłyby manifestami.  
        Lepiej niech nie nawołuj

ą

 i nie  

        nawracaj

ą

. Niech nios

ą

 swoje  

        tre

ś

ci w łagodnym zawieszeniu, w  

        zaufaniu, w 

Ŝ

arliwej otwarto

ś

ci  

        na 

Ŝ

ycie i jego powszednie  

        sprawy. Niech podejmuj

ą

 dialog  

        ze wszystkimi postawami. My

ś

l

ę

,  

        

Ŝ

e kto, jak kto, ale poeta  

        powinien by

ć

 towarzyszem  

        wierz

ą

cych i niewierz

ą

cych.  

        Szuka

ć

 tego, co ł

ą

czy, a nie  

        dzieli.  
          Tylko szczero

ść

 prze

Ŝ

ycia  

        zbli

Ŝ

a ludzi i mo

Ŝ

e przekonywa

ć

.  

        Nie znosz

ę

 ironicznego grymasu.  

        Czy nie podwa

Ŝ

a on czasem samego  

        faktu ludzkiej egzystencji? Jak  
        ju

Ŝ

 wspomniałem, lubi

ę

 humor.  

        Dostrzegam w nim 

ś

wiadectwo  

        pokory, wewn

ę

trzne ciepło,  

        próbuj

ę

 dystansu. Nieraz  

        wydobywa go staro

ś

wiecki rym.  

         
          Dla mnie najwi

ę

kszym dramatem  

        jest dramat wolnej woli  
        człowieka, dramat wyboru  
        pomi

ę

dzy dobrem a złem. Dramat  

        moralno

ś

ci. Jakie to  

        przera

Ŝ

aj

ą

ce, 

Ŝ

e to wła

ś

nie  

        człowiek mo

Ŝ

e mordowa

ć

,  

        krzywdzi

ć

, wywoła

ć

 wojn

ę

. Ale  

        przecie

Ŝ

 i w 

ś

wiecie upadaj

ą

cego  

        człowieka mo

Ŝ

na dostrzec tyle  

        po

ś

wi

ę

cenia, miło

ś

ci, dobroci,  

        

Ŝ

alu. Nie tylko Ojca Kolbe, ale  

        i Janusza Korczaka. Nawet na  
        dramat patrz

ę

 oczyma  

        staro

Ŝ

ytnych, którzy w dramacie  

        nie widzieli tragedii rozpaczy,  
        ale niezrozumiałe działanie.  
        Wydarzenia miały gł

ę

bi

ę

  

        perspektywiczn

ą

, były symbolem  

        niesko

ń

czono

ś

ci i ukazywały  

 

background image

 
 
 
 
 
        tajemnic

ę

. Dramat mógł by

ć

  

        oczyszczeniem, trudn

ą

 drog

ą

 do  

        dobra.  
         
          Tyle si

ę

 dzisiaj mówi o  

        pokoleniach artystów, o  
        pokoleniu młodych, 

ś

rednich i  

        starych. Pami

ę

tamy, 

Ŝ

e w okresie  

        pozytywizmu przeciwstawiano  
        starym pokolenie młodych. Jednak  
        wtedy były to tak zwane  
        pokolenia "ludzkie" w dokładnym  
        tego słowa znaczeniu. Dzisiaj  
        pokolenia niezwykle pr

ę

dko si

ę

  

        zmieniaj

ą

. Nadpływaj

ą

 jak fale.  

        Trwaj

ą

 nieraz tylko pi

ęć

 lat.  

        Mówi si

ę

: nowa albo stara fala.  

        Ci, którzy uwa

Ŝ

aj

ą

 si

ę

 za  

        lepszych od innych tylko  
        dlatego, 

Ŝ

e s

ą

 młodzi - kuj

ą

  

        przeciwko sobie bro

ń

, bo  

        przecie

Ŝ

 tak szybko nazw

ą

 ich  

        starymi. Nie patrz

ę

 wi

ę

c na wiek  

        autora, znajduj

ę

 nieraz  

        młodzie

ń

cze wiersze pisane przez  

        starych i starcze młodych. Nie  
        boj

ę

 si

ę

 form tradycyjnych. Nie  

        

ś

ledz

ę

 kierunków, nurtów i  

        tendencji przejawiaj

ą

cych si

ę

 w  

        poezji. Pisz

ę

 tak, jak mi  

        dyktuje my

ś

l. Razi mnie  

        błyszcz

ą

ce nowatorstwo po to  

        tylko, aby zadziwi

ć

. My

ś

l

ę

Ŝ

e  

        autor, który umie szczerze  
        zdumiewa

ć

 si

ę

 otaczaj

ą

cym go  

        

ś

wiatem - mo

Ŝ

e odkrywa

ć

 jego  

        stałe tajemnice, niezale

Ŝ

nie od  

        garbu lat, które d

ź

wiga.  

          Jan Twardowski 
         
 
 
 
 
 
 
          Wiersze 
         
          *  *  * 
          (Bo

Ŝ

e spraw...) 

         
          Bo

Ŝ

e spraw 

Ŝ

ebym nie zasłaniał  

        sob

ą

 Ciebie@ nie zawracał Ci  

        głowy kiedy ustawiasz pasjanse  
        gwiazd@ nie tłumaczył stale  
        cierpienia - niech zostanie jak  

background image

        skała ciszy@ nie spacerował po  
        Biblii jak paw@ nie liczył  
        grzechów l

Ŝ

ejszych od 

ś

niegu@  

        nie załamywał r

ą

k nad Okiem  

        Opatrzno

ś

ci@ 

Ŝ

eby serce moje  

        nie toczyło si

ę

 jak krzywe  

        koło@ 

Ŝ

ebym nie tupał na tych  

        co stan

ę

li w połowie drogi  

        mi

ę

dzy niewiar

ą

 a ciepłem@  

          a zawsze wiedział 

Ŝ

e nawet  

        najwi

ę

kszego 

ś

wi

ę

tego@ niesie jak  

        lich

ą

 słomk

ę

 - mrówka wiary@  

         
          Rachunek dla dorosłego 
         
          Jak daleko odszedłe

ś

@ od  

        prostego kubka z jednym uchem@  
        od starego stołu ze zwykł

ą

  

        cerat

ą

@ od wzruszenia nie na  

        niby@ od sensu@ od podziwu nad  
        

ś

wiatem@ od tego co nagie a nie  

        rozebrane@ od tego co wielkie  
        nie tylko z daleka ale i z  
        bliska@ od tajemnicy nie  
        wykładanej na talerz@ od matki  
        która patrzała w oczy 

Ŝ

eby

ś

 nie  

        kłamał@ od Polski z ran

ą

@  

          ty stary koniu@  
         
          Nie mog

ę

 trafi

ć

 

         
          Wszystko si

ę

 pozmieniało nie ma  

        małych dworów@ pachn

ą

cych  

        owocami i past

ą

 do podłóg@ z  

        zazdrostkami w oknach z lawend

ą

  

        w szufladzie@ ko

ś

ciół te

Ŝ

 nieco  

        inny. Spokojny cho

ć

 przecie

Ŝ

@  

        bez cichej i dyskretnej prababci  
        łaciny@ stara si

ę

 by Boga było  

        lepiej wida

ć

@ lecz Bóg kocha  

        naprawd

ę

 wi

ę

c jest niewidzialny@  

        dworce przebudowano ju

Ŝ

 nie mog

ę

  

        trafi

ć

@ na peron gdzie kogo

ś

  

        

Ŝ

egnałem na zawsze@ długopis  

        karierowicz nieboszczyk  
 
 
 
 
 
 
        atrament@  
          niebo morze i góry zostały te  
        same@  
         
          Co zgin

ę

ło 

         
          Szukam co było zgin

ę

ło@  

        gwiazdy nie ruszyły si

ę

 z  

        miejsca@ nie zmieniły adresu@  
        ksi

ęŜ

yc staro

ś

wiecki został po  

background image

        dawnemu@ cho

ć

 ju

Ŝ

 podeptany@  

        tak jak przedtem@ półtora  
        miliona gatunków chrz

ą

szczy@ w  

        dalszym ci

ą

gu kaczka ma  

        dwana

ś

cie tysi

ę

cy piór@ wiatr  

        kr

ę

ci si

ę

 w kółko tak stale  

        potrzebny 

Ŝ

e bezradny@ zgodnie  

        z planem w

ę

druje w marcu łoso

ś

 w  

        gór

ę

 rzeki@ niebieski i szary@  

        gryfon wystawia ptaki wodne  
        unosz

ą

c przedni

ą

 łap

ę

@ g

ęś

 tylko  

        pod skrzydło chowa głow

ę

@ je

ś

li  

        mrówki si

ę

 zgubi

ą

 to si

ę

 same  

        odnajd

ą

@ bo mrowisko zawsze  

        przy drzewie od południowej  
        strony@ podobno małp przybywa -  
        nie ubywa@ 
          tylko człowiek stale si

ę

  

        gubi@ urodzony dezerter@  
         
          Wszystko co dawne 
         
          Dlaczego dom rodzinny wida

ć

  

        cho

ć

 go nie ma@ i lamp

ę

 co  

        zgaszono trzydzie

ś

ci lat temu@  

        i psa co szczekał gro

ź

nie a  

        chciał nas powita

ć

@ wci

ąŜ

  

        rzeczywiste to co niemo

Ŝ

liwe@  

        czemu to co nie jest chlebem  
        wa

Ŝ

niejsze od chleba@ czemu ci  

        co odeszli s

ą

 bardziej obecni@  

        i nawet dawna miło

ść

 co  

        straszyła grzechem@ stroi miny  
        zabawne bo stała si

ę

 duchem@  

        miło

ść

 to samotno

ść

 co ł

ą

czy  

        najbli

Ŝ

szych@ st

ą

d czyste nawet  

        co jest zbyt gor

ą

ce@ fotografie  

        prawdziwe - bo ju

Ŝ

 niepodobne@  

        cho

ć

by

ś

 nie chciał sta

ć

 w  

        miejscu i tylko si

ę

 

ś

pieszył@  

        jak nagietki co kwitn

ą

 przed  

        dziewi

ą

t

ą

 rano@  

          czemu ból pisze wiersze@ nie  
        idiotka r

ę

ka@ wszystko po to by  

        pyta

ć

@ co nas ł

ą

czy z ciałem@ 

 
 
 
 
 
 
          Stare fotografie 
         
          Tylko fotografie nie licz

ą

 si

ę

  

        z czasem@ pokazuj

ą

 babci

ę

 jak  

        chud

ą

 dziewczynk

ę

@ z wiosn

ą

 na  

        czerwonych gał

ę

ziach wikliny@  

        jej piłk

ę

 sprzed pół wieku i  

        wróble jak li

ś

cie@ jej  

        warkoczyk tak wierny jak anioł  
        prywatny@ jej skakank

ę

 jak  

background image

        prawd

ę

 bez łez i po

Ŝ

egna

ń

@  

        biskupa w krótkich majtkach na  
        wysokim płocie@ fotografie  
        najch

ę

tniej ocalaj

ą

 dziecko@  

        wol

ą

 u

ś

miech ni

Ŝ

 ostre  

        dogmatyczne niebo@ równie

Ŝ

  

        serce co si

ę

 dyskretnie  

        spó

ź

niło@ pokazuj

ą

 wakacje  

        bezlitosne lato@ z psem  
        spotkanie pomi

ę

dzy pszenic

ą

 i  

        owsem@ zwłaszcza gdy 

Ŝ

ycie  

        ucieka jak balon@ i 

ś

limak  

        chodzi z domem swym bezdomny@  
        kamie

ń

 z twarz

ą

 królewsk

ą

 który  

        nie skamieniał@ przed dworem co  
        si

ę

 spalił siostry cienkie w  

        pasie@ dowcipne cho

ć

 zegarek im  

        płakał na r

ę

kach@ wspomnienie  

        szóstej klasy stygn

ą

ce jak  

        perła@ z dyrektorem jak ssakiem  
        niewinnym po

ś

rodku@ umarł nie  

        zmartwychwstał by odej

ść

 jak  

        człowiek@ staw po

Ŝ

ółkły jak  

        topaz i 

Ŝ

ab

ę

 z talentem@ kiedy  

        szczygieł z ogrodu przenosi si

ę

  

        w pole@ nawet traw

ę

 co zawsze  

        wykr

ę

ci si

ę

 sianem@ krajobraz  

        co ju

Ŝ

 przeszedł dawno w  

        geografi

ę

@ i oczy ju

Ŝ

 za  

        wielkie by sta

ć

 je na rozpacz@  

         
          Oda do rozpaczy 
         
          Biedna rozpaczy@ uczciwy  
        potworze@ strasznie ci tu  
        dokuczaj

ą

@ morali

ś

ci  

        podstawiaj

ą

 ci nog

ę

@ asceci  

        kopi

ą

ś

wi

ę

ci uciekaj

ą

 jak od  

        jasnej cholery@ nazywaj

ą

 ci

ę

  

        grzechem@ lekarze przepisuj

ą

  

        proszki 

Ŝ

eby

ś

 sobie poszła@ a  

        przecie

Ŝ

 bez ciebie@ byłbym  

        stale u

ś

miechni

ę

ty jak prosi

ę

 w  

        deszcz@ wpadałbym w ciel

ę

cy  

        zachwyt@ nieludzki@ okropny  
 
 
 
 
 
 
        jak sztuka bez człowieka@  
        niedorosły przed 

ś

mierci

ą

@ sam  

        obok siebie@  
         
          

ś

eby wróci

ć

 

         
          Mo

Ŝ

na mie

ć

 wszystko 

Ŝ

eby  

        odej

ść

@ czas młodo

ść

 wiar

ę

  

        własne siły@ 

ś

wi

ę

tej pami

ę

ci  

        dom rodzinny@ skrzynk

ę

 dla  

background image

        szpaków i sikorek@ miło

ść

  

        wiadomo

ść

 nieomyln

ą

Ŝ

e nawet  

        Pan Bóg niepotrzebny@  
          potem ju

Ŝ

 tylko sama ufno

ść

@  

        trzeba nic nie mie

ć

Ŝ

eby  

        wróci

ć

         
          

Ś

wi

ę

ty gapa 

         
          Kochał - ale nikt go nie  
        chciał@ 

ś

pieszył si

ę

 - nikt na  

        niego nie czekał@ kołatał - kto  
        inny otwierał@ biegł z sercem -  
        droga si

ę

 urwała@ jeszcze  

        t

ę

sknił za kim

ś

 przez furtk

ę

  

        ogrodu@  
          - nie chce nie dba 

Ŝ

artuje@  

        wró

Ŝ

yli mu z li

ś

ci@ 

          i było pusto wkoło@ jakby  
        

ś

wiat powiedział@ na wieki  

        wieków amen@ ju

Ŝ

 tylko przez  

        grzeczno

ść

         
          O stale obecnych 
         
          Mówiła 

Ŝ

e naprawd

ę

 mo

Ŝ

na  

        kocha

ć

 umarłych@ bo wła

ś

nie oni  

        s

ą

 uparcie obecni@ nie  

        zasypiaj

ą

@ maj

ą

 okr

ą

gły czas  

        wi

ę

c si

ę

 nie spiesz

ą

@ spokojni  

        poniewa

Ŝ

 niczego nie  

        wyko

ń

czyli@ nawet gdyby si

ę

  

        paliło nie zrywaj

ą

 si

ę

 na równe  

        nogi@ nie połykaj

ą

 tak jak my  

        przera

Ŝ

onego sensu@ nie udaj

ą

  

        ani lepszych ani gorszych@ nie  
        wydajemy o nich tysi

ą

ca s

ą

dów@  

        zawsze ci sami jak olcha do  
        ko

ń

ca zielona@ znaj

ą

 nawet  

        prywatny adres Pana Boga@ nie  
        deklamuj

ą

 o miło

ś

ci@ ale  

        pomagaj

ą

 znale

źć

 zgubione  

        przedmioty@ nie starzej

ą

 si

ę

  

        odmłodzeni przez 

ś

mier

ć

@ nie  

        strasz

ą

 pustk

ą

 pełn

ą

 erudycji@  

 
 
 
 
 
 
        nie ł

ą

cz

ą

 

ś

wi

ę

to

ś

ci z apetytem@  

          bli

Ŝ

si ni

Ŝ

 wtedy kiedy  

        odje

Ŝ

d

Ŝ

ali na chwil

ę

@  

        przechodz

ą

 obok z niepotrzebnym  

        ciałem@ ocalili znacznie wi

ę

cej  

        ni

Ŝ

 dusz

ę

@  

         
          Koło domu 
         
          Koło domu rodzinnego@ szła  

background image

        matka@ o pół drogi od  
        dzieci

ń

stwa@ czajka@ 

ś

wi

ę

ty  

        kaczor niezgrabna pami

ą

tka@ i  

        kukułka co ostrzega do ko

ń

ca@ z  

        gwiazd jak zawsze tylko pierwsza  
        bliska@ przez omyłk

ę

 modli si

ę

  

        do 

ś

niegu@ gdy wracałem biegły  

        do mnie drzewa@  
          wszystko było tak naprawd

ę

@  

        

Ŝ

e nie ma@  

         
          Przeszło

ść

 

         
          Kiedy nie umiałem jeszcze  
        płaka

ć

 i by

ć

 powa

Ŝ

nym@ z pani

ą

  

        od francuskiego nie mo

Ŝ

na było  

        wytrzyma

ć

@ kiedy rysowałem  

        kredk

ą

 sko

ś

ne oczy lisa@ a  

        wojna jeszcze nie spaliła szafy  
        z 

Ŝ

ółtej czere

ś

ni@  

          kiedy ławka bez oparcia w  
        parku była najwygodniejsza@  
        kiedy układali

ś

my wiersz@  

        "pewien dziad na swoich z

ę

bach  

        siadł - nagle krzykn

ą

ł  

        przera

Ŝ

ony@ kto

ś

 mi

ę

 ugryzł z  

        tamtej strony"@ kiedy psy na  
        dworze szczekały ciszej rano a  
        gło

ś

niej wieczorem@ kiedy  

        chciałoby si

ę

 do serca przytuli

ć

  

        owc

ę

 i wilka@ kiedy nie  

        mogli

ś

my si

ę

 nadziwi

ć

 

Ŝ

e mo

Ŝ

na  

        po spowiedzi@ zje

ść

 całego  

        Boga@  
          na wszystko czas był jeszcze@  
        dzisiaj ju

Ŝ

 go nie ma@  

         
          To nieprawdziwe 
         
          To nieprawdziwe trudne  
        nieudane@ ta rado

ść

 półidiotka  

        bólu nowy kretyn@ 

Ŝ

ale jak  

        byliny kwiaty zimnotrwałe@  
        rozum co nie przeszkadza 

Ŝ

adnemu  

        odej

ś

ciu@ miło

ść

 której nigdy  

 
 
 
 
 
 
        nie ma bez rozpaczy@ serce  
        ciemne do ko

ń

ca cho

ć

 jasne  

        wzruszenia@ pociecha po to  
        tylko 

Ŝ

e prawd

ę

 oddala@ 

Ŝ

uczek  

        co nas nie zł

ą

czył cho

ć

 obleciał  

        wkoło@ 

ś

nieg tak bardzo  

        wzruszony 

Ŝ

e niewiele wiedział@  

        jedna mrówka co zbiegła  
        nareszcie z mrowiska@ u

ś

miech  

        twój co za 

Ŝ

ycia mi si

ę

 nie  

background image

        nale

Ŝ

ał@  

          wszystko stało si

ę

 drog

ą

@ co  

        było cierpieniem@  
         
          Noc 
         
          Noc - gwiazd

ę

 przyprowadza@  

        smutek - biał

ą

 brzoz

ę

@ miło

ść

  

        niesie w ofierze czystego  
        baranka@ spokój - samotno

ść

  

        mrówek gdy wszystkie s

ą

 razem@  

          Wiara stale chce pyta

ć

@ lecz  

        gardło wysycha@ je

ś

li Bóg jest  

        milczeniem@ zamilcze

ć

  

        potrzeba@  
         
          Nie opowiadajcie 
         
          Nie opowiadajcie razem i  
        osobno@ 

Ŝ

e nie ma ludzi  

        niezast

ą

pionych@ bo przecie

Ŝ

  

        moja matka@ łagodna i  
        nieubłagana@ cała w czasie  
        tera

ź

niejszym niedoko

ń

czonym@  

        wychyla si

ę

 z nieba@ 

Ŝ

eby mi  

        przyszy

ć

 oberwany guzik@ kto to  

        lepiej potrafi@ w czyich  
        palcach dr

Ŝ

y igła jak drucik  

        ciepła@ gdy tyle dzisiaj uczu

ć

  

        a mało miło

ś

ci@ i tyle cudzych  

        kobiet a 

Ŝ

adna nie moja@ a  

        

ś

mier

ć

 tak bardzo wa

Ŝ

na bo si

ę

  

        nie powtórzy@ i smutek jak  
        sprzed wojny ostatnia choinka@  
          a przecie

Ŝ

 ta babcia z  

        przeciwka@ przy stoliku na  
        kółkach@ z pasjansem co nie  
        wychodzi@ tak bardzo szybko  
        

Ŝ

yła umarła pomału@ a czasami  

        tak skryta 

Ŝ

e płakała w wannie@  

          lub ta co z sercem przyszła  
        wojna j

ą

 zabiła@ razem z jasn

ą

  

        torebk

ą

 do letniej sukienki@  

        kto przywróci jej ciało kiedy  
        nie ma ciała@ jej nos na mnie  
 
 
 
 
 
 
        skrzywiony@ i kogutek włosów@ 
         
          Dzieci

ń

stwo wiary 

         
          Moja 

ś

wi

ę

ta wiaro z klasy  

        trzeciej b@ z coraz dalej i  
        bli

Ŝ

ej@ kiedy w ko

ś

ciele było  

        tak cicho 

Ŝ

e ciemno@ a w domu  

        wci

ąŜ

 to samo wi

ę

c inaczej@  

        kiedy 

ś

wi

ę

ty Antoni ostrzy

Ŝ

ony i  

background image

        zawsze z grzywk

ą

@ odnajdywał  

        zagubione klucze@ a Matka  
        Boska była lepsza bo  
        przedwojenna@ kiedy nie miała  
        pretensji do nikogo nawet zmokła  
        kawka@ a miło

ść

 była tak czysta  

        

Ŝ

e karmiła Boga@ wielka i  

        dlatego mo

Ŝ

liwa@ kiedy  

        martwiłem si

ę

 

Ŝ

eby Pan Jezus nie  

        zachorował@ boby si

ę

 komunia  

        nie udała@ kiedy rysowałem  
        diabła bez rogów - bo  
        samiczka@ prosz

ę

 ciebie moja  

        wiaro malutka@ powiedz swojej  
        starszej siostrze - wierze  
        dorosłej@ 

Ŝ

eby nie tłumaczyła@  

        - dopiero wtedy mo

Ŝ

na naprawd

ę

  

        uwierzy

ć

@ kiedy si

ę

 to wszystko  

        zawali@  
         
          Szukasz 
         
          Szukasz prawdy ale nie  
        tajemnic@ li

ś

cia bez drzewa@  

        wiedzy a nie zdziwienia@ boisz  
        si

ę

 oprze

ć

 na tym czego nie  

        mo

Ŝ

na dotkn

ąć

@ zaczynasz od  

        sukcesu wielki i zb

ę

dny@ nie  

        milczysz ale pyskujesz o Bogu@  
        chcesz by

ć

 kochany ale sam nie  

        umiesz kocha

ć

@ my

ś

lisz 

Ŝ

e sobie  

        zawdzi

ę

czasz wyrzuty sumienia@  

        nie wiesz 

Ŝ

e dowodem na  

        istnienie jest to 

Ŝ

e tego dowodu  

        nie ma@  
          inteligentny i taki niem

ą

dry@  

         
          Mrówko wa

Ŝ

ko biedronko 

         
          Mrówko co nie urosła

ś

 w czasie  

        wieków@ 

ć

mo od lampy do lampy@  

        na przełaj i najpro

ś

ciej@  

        

ś

wietliku mrugaj

ą

cy nieznany i  

        nieobcy@ koniku polny graj

ą

cy  

        nogami@ wa

Ŝ

ko niewa

Ŝ

ka@ wesoło  

 
 
 
 
 
 
        oboj

ę

tna@ biedronko nad któr

ą

  

        zamy

ś

liłby si

ę

@ nawet papie

Ŝ

 z  

        policzkiem na r

ę

ku@ 

          człapi

ę

 po 

ś

wiecie jak ci

ęŜ

ki  

        sło

ń

@ tak du

Ŝ

Ŝ

e nic nie  

        rozumiem@ my

ś

l

ę

 jak ukl

ę

kn

ąć

@  

        i nie zadrze

ć

 nosa do góry@ 

          a 

Ŝ

ycie nasze jednakowo@  

        niespokojne i malutkie@  
         

background image

          Szczegół 
         
          Wci

ąŜ

 cało

ść

 za wielka i  

        male

ń

kie sprawy@ czas jak druga  

        przestrze

ń

 i barwinek w cieniu@  

        ksi

ęŜ

yc nie doleczony i kminek  

        przydro

Ŝ

ny@ rozpacz i chłopiec  

        co bawi si

ę

 w klasy@  

          przy cierpieniu sam Pan Bóg  
        stan

ą

ł jak milczenie@ i serce  

        jak szczegół stale niespokojny@  
        boi si

ę

 

Ŝ

e małe wi

ę

cej od  

        wielkiego boli@  
         
          Z Tob

ą

 

         
          Nie cierpienie dla  
        cierpienia@ nie krzy

Ŝ

 dla  

        krzy

Ŝ

a@ nie pi

ą

tek dla pi

ą

tku@  

        nie po to aby pyta

ć

@ sk

ą

d co i  

        dalej@  
          Wszystko to bez sensu. Za  
        mało@ lecz po to by by

ć

 z  

        Tob

ą

@ Powiedz. Ba

ć

 si

ę

 i  

        zosta

ć

@ skoro Ciebie bolało@  

         
          Bez nas 
         
          Odejd

ź

my ju

Ŝ

 nie wró

ć

my@  

        nareszcie samotno

ść

 b

ę

dzie  

        sama@ miło

ść

 bez ch

ę

ci  

        posiadania@ Bóg bez pyta

ń

@  

        rozpacz bez reklamacji@ pi

ę

kno  

        bez estetyki@ niebo białe po  
        burzy po deszczu niebieskie@  
          jeszcze troch

ę

 pomarudzi  

        ostatnie słowo jak bezradny  
        baran@ jeszcze wiatr szarpnie  
        oknem bo ciepło spotka zimno@  
        poskacze zielony pasikonik który  
        porzucił wielko

ść

Ŝ

eby wybra

ć

  

        szcz

ęś

cie@ jeszcze zaboli  

        długopis co mi został po matce@  
        ale wszystko b

ę

dzie ju

Ŝ

  

        naprawd

ę

@ bo bez nas@ 

 
 
 
 
 
 
          Kto winien 
         
          To tylko nagrzeszyła  
        

ś

wi

ę

toszka maciejka@ ksi

ęŜ

yc  

        nieuleczalny co nocami bredzi@  
        piorun co w ko

ś

ciół trafił by  

        pszczoł

ę

 omin

ąć

@ i rozum  

        nierozumny słuszno

ść

 wci

ąŜ

 bez  

        sensu@ i ból tak bardzo czysty  
        

Ŝ

e ju

Ŝ

 uspokaja@ po

Ŝ

ółkła pora  

background image

        lata gdy trzeba si

ę

 

Ŝ

egna

ć

@  

        popatrze

ć

 sobie w oczy gdy dom  

        pachnie jabłkiem@ a w ulach  
        dawna cisza wytapiania wosku@  
        tak łagodna jak bo

Ŝ

ek którego  

        psy li

Ŝą

@ zabawna parasolka i  

        długie trzy po trzy@ bo gdy  
        jemy je

Ŝ

yny kolor warg si

ę

  

        zmienia@ (w takiej chwili  
        granica przyja

ź

ni niepewna)@ 

          to tylko nagrzeszyła zwyczajna  
        t

ę

sknota@ lub po prostu  

        wzajemna nasza nieznajomo

ść

@  

        

ź

rebak 

ś

wiatła co biegał  

        niezgrabnie po 

ś

cianie@ serce  

        co milczy m

ą

drze by mówi

ć

 od  

        rzeczy@ pi

ę

kno po którym cz

ę

sto  

        zjawia si

ę

 nieprawda@  

          jakimi to drogami miło

ść

 wci

ąŜ

  

        niewinna@ sama do nas  
        przychodzi i odchodzi sama@ 
         
          Jest 
         
          Jest jeszcze taka miło

ść

@  

        

ś

lepa bo widoczna@ jak  

        szcz

ęś

liwe nieszcz

ęś

cie@ pół  

        rado

ść

 pół rozpacz@ ile to  

        trzeba wierzy

ć

@ milcze

ć

  

        cierpie

ć

 nie pyta

ć

@ skaka

ć

 jak  

        osioł do skrzynki pocztowej@  
        

Ŝ

ałowa

ć

 czego nie było@ by  

        dosta

ć

 nic@ za wszystko@ 

          miej serce i nie patrz w  
        serce@ odstraszy ci

ę

 kocha

ć

         
          Ratunku 
          Eugeniuszowi Zieli

ń

skiemu 

         
          Dziki króliku, chrz

ą

szczu  

        mały@ co 

ś

wiecisz jak czerwony  

        brokat@ wiosennne czajki  
        czarno_białe@ 

ś

limaku lekko  

        ozłocony@ wierny granicie  
        zielonkawy@ d

ę

bie surowy i  

 
 
 
 
 
 
        niewinny@ dro

ź

dzie niezgodny i  

        słowiku@ co podpowiadasz cał

ą

  

        miło

ść

@ od pocałunku do  

        pobicia@ polny kamieniu  
        przem

ę

czony@ głosie oboju  

        troch

ę

 suchy@ i fletu - niski  

        ale lekki@ zapachu szałwii  
        dobrodziejki@ niby nie

ś

miały a  

        gorliwy@ i polski 

ś

niegu  

        przedwojenny@ tak podeptany 

Ŝ

e  

background image

        ju

Ŝ

 czysty@ wszystkie te

Ŝ

 wi

ą

zu  

        li

ś

cie krzywe@ jak  

        niegenialnych ludzi dramat@ i  
        po kolei pa

ń

scy 

ś

wi

ę

ci@  

        niepopularni wi

ę

c prawdziwi@  

          ratujcie mnie przed  
        abstrakcjami@  
         
          Szukałem 
         
          Szukałem Boga w ksi

ąŜ

kach@  

        przez cud niemówienia o samym  
        sobie@ przez cnoty gor

ą

ce i  

        zimne@ w ciemnym oknie gdzie  
        ksi

ęŜ

yc udaje niewinnego@ a  

        tylu po

Ŝ

enił głuptasów@ w  

        znajomy sposób@ w ogrodzie  
        gdzie chodził gawron czyli  
        gapa@ w polu gdzie w lipcu  
        zbo

Ŝ

e twardnieje i 

Ŝ

ółknie@  

        przez protekcj

ę

 ascety który nie  

        jadł@ wi

ę

c si

ę

 modlił tylko  

        przed zmartwieniem i po  
        zmartwieniu@ w ko

ś

ciele kiedy  

        nikogo nie było@  
          i nagle przyszedł  
        nieoczekiwany@ jak 

Ŝ

urawiny po  

        pierwszym mrozie@ z sercem  
        pomi

ę

dzy jedn

ą

 r

ę

k

ą

 a drug

ą

@  

          i powiedział@ dlaczego mnie  
        szukasz@ na mnie trzeba czasem  
        poczeka

ć

@  

         
          Głodny 
         
          Mój Bóg jest głodny@ ma chude  
        ciało i 

Ŝ

ebra@ nie ma  

        pieni

ę

dzy@ wysokich katedr ze  

        srebra@  
          Nie pomagaj

ą

 mu@ długie  

        pie

ś

ni i 

ś

wiece@ ma pier

ś

  

        zapadł

ą

@ nie chce lekarstwa w  

        aptece@  
          Bezradni@ rz

ą

d ministrowie  

        

Ŝ

andarmi@ tylko miło

ś

ci

ą

@ mój  

 
 
 
 
 
 
        Bóg si

ę

 daje nakarmi

ć

@  

         
          Bóg 
         
          Ukrył si

ę

 najdokładniej by  

        

ś

wiat było wida

ć

@ gdyby si

ę

  

        ukazał to sam byłby tylko@ kto  
        by 

ś

miał przy nim zauwa

Ŝ

y

ć

  

        mrówk

ę

@ pi

ę

kn

ą

 zł

ą

 os

ę

  

        zabiegan

ą

 w kółko@ zielonego  

background image

        kaczora z 

Ŝ

ółtymi nogami@  

        czajk

ę

 składaj

ą

c

ą

 cztery jajka  

        na krzy

Ŝ

@ kuliste oczy wa

Ŝ

ki i  

        fasol

ę

 w str

ą

kach@ matk

ę

 nasz

ą

  

        przy stole która tak niedawno@  
        za długie 

ś

mieszne ucho  

        podnosiła kubek@ jodł

ę

 co nie  

        zrzuca szyszek tylko łuski@  
        cierpienie i rozkosz oba 

ź

ródła  

        wiedzy@ tajemnice nie mniejsze  
        ale zawsze ró

Ŝ

ne@ kamienie co  

        podró

Ŝ

nym wskazuj

ą

 kierunek@  

          miło

ść

 której nie wida

ć

@ nie  

        zasłania sob

ą

         
          Skrupuły pustelnika 
         
          Tak zaj

ą

łem si

ę

 sob

ą

 

Ŝ

e  

        czekałem aby nikt nie  
        przyszedł@ stale prosiłem o  
        jeden tylko bilet dla siebie@  
        nawet nic mi si

ę

 nie 

ś

niło@ bo  

        

ś

ni si

ę

 dla siebie ale sny ma  

        si

ę

 dla drugich@ je

ś

li płakałem  

        - to niefachowo@ bo do płaczu  
        potrzebne s

ą

 dwa serca@  

        broniłem tak gorliwie Boga 

Ŝ

e  

        trzepn

ą

łem w mord

ę

 człowieka@  

        my

ś

lałem 

Ŝ

e kobieta nie ma duszy  

        a je

ś

li ma to trzy czwarte@  

        

ś

miałem si

ę

 z pewnego dziadka  

        który po pi

ęć

dziesi

ą

tce chciał  

        si

ę

 rozmno

Ŝ

y

ć

@ zało

Ŝ

yłem w  

        sercu tajn

ą

 radiostacj

ę

 i  

        nadawałem tylko swój program@  
        przygotowałem sobie kawalerk

ę

 na  

        cmentarzu@ i w ogóle  
        zapomniałem 

Ŝ

e do nieba idzie  

        si

ę

 parami nie g

ę

siego@ nawet  

        dyskretny anioł nie stoi osobno@  
         
          Powiedzcie to dalej 
         
          Ró

Ŝ

o powiedz ró

Ŝ

y@ szpaku  

        powiadom szpaka@ ogary  
 
 
 
 
 
 
        szczekajcie ogarom jak zwykle w  
        wielu tonacjach@ czaplo  
        wypaplaj czapli na 

Ŝ

ółtych  

        nogach stoj

ą

c@ mrówko powtórz  

        to mrówce@ miniemy. Potoczy si

ę

  

        dalej@ ziemia niebo  
        powietrze@ tylko ten kamie

ń

 na  

        polu@ ten sam wci

ąŜ

 ksi

ęŜ

yc  

        przed deszczem@ wiara co pije  
        ze skały@ bez nas zostanie  

background image

        jeszcze@  
         
          

ś

al 

          Zofii Małynicz 
         
          

ś

al 

Ŝ

e si

ę

 za mało kochało@  

        

Ŝ

e si

ę

 my

ś

lało o sobie@ 

Ŝ

e si

ę

  

        ju

Ŝ

 nie zd

ąŜ

yło@ 

Ŝ

e było za  

        pó

ź

no@  

          cho

ć

by si

ę

 teraz pobiegło@ w  

        przedpokoju szurało@ niosło  
        serce osobne@ w telefonie  
        szukało@ słuchem szerszym od  
        słowa@  
          Cho

ć

by si

ę

 spokorniało@  

        głupi

ą

 min

ę

 stroiło@ jak lew na  

        muszce@  
          Cho

ć

by si

ę

 chciało ostrzec@  

        

Ŝ

e pogoda niestała@ bo t

ę

cza  

        zbyt czerwona@ a sól  
        zwilgotniała@  
          Cho

ć

by si

ę

 chciało pomóc@  

        własn

ą

 g

ę

b

ą

 podmucha

ć

@ w rosół  

        za słony@  
          Wszystko ju

Ŝ

 potem za mało@  

        cho

ć

by si

ę

 łzy wypłakało@ 

          nagie niepewne@ 
         
          O głupim Jasiu 
         
          Tylu aniołów odeszło@ tyle  
        umarło goł

ę

bi@ lecz moje serce  

        uparte...@ 
          Ni to ze złota ni srebra@ nie  
        płonie krwawym j

ę

zykiem@  

        pragn

ę

ło lec na ołtarzu@ lecz  

        kto

ś

 je str

ą

cił patykiem@  

          Upokorzone wstydliwe@ nie  
        sposób spojrze

ć

 mu w oczy@ 

          jak głupi Jasio szcz

ęś

liwe@  

        pod Jasn

ą

 Gór

ę

 si

ę

 toczy@  

         
          Narzekania 
         
          Stale narzekamy@ na dziur

ę

 w  

 
 
 
 
 
 
        mo

ś

cie@ na pi

ą

te koło u wozu@  

        na dwa grzyby w barszczu@ na  
        kropk

ę

 bez i@ na piłk

ę

 co łamie  

        kwiaty@ na szcz

ęś

cie bez  

        dalszego ci

ą

gu@ na to 

Ŝ

e nas  

        nie wida

ć

Ŝ

e wszyscy umieraj

ą

  

        a nie tylko niektórzy@ i jak  
        nieraz wystarczy kocha

ć

 

Ŝ

eby  

        siebie zniszczy

ć

@  

          ale wci

ąŜ

 potrzeba tego co  

background image

        niepotrzebne@  
         
          Na biurku 
         
          Tu le

Ŝ

y mapa co si

ę

 cz

ę

sto  

        zmienia@ po ka

Ŝ

dej wojnie ju

Ŝ

  

        nie taka sama@ tam znaczki  
        pocztowe znowu troch

ę

 inne@  

        klej niby farba rozpuszczona w  
        wodzie@ teczka o któr

ą

 pies  

        potr

ą

cił nosem@ pióro wieczne  

        jak kłamstwo bo wcale nie  
        wieczne@ przyszły długopisy i  
        ju

Ŝ

 si

ę

 nie przyda@ ksi

ąŜ

ki  

        pami

ę

tnik damy (chyba dawno  

        temu)@ mówi

ą

 

Ŝ

e tylko trzy razy  

        jej nie było w domu@ w dniu  
        

ś

lubu w dniu chrztu dziecka i  

        swego pogrzebu@ kalendarz jak  
        nieszcz

ęś

cie - potwór liczy  

        milcz

ą

c@ tylko serce odmierza  

        czas w odwrotn

ą

 stron

ę

@ w  

        szufladzie stary pieni

ą

dz co  

        wyszedł z obiegu@ z Piłsudskim  
        - ciekawostka male

ń

ka liryka@  

        tak czysta 

Ŝ

e si

ę

 za ni

ą

 ju

Ŝ

 nic  

        nie kupuje@ a te fotografie to  
        moi umarli@ bez których  
        przecie

Ŝ

 niepodobna istnie

ć

@  

        szlachetni dzi

ś

 na pewno skoro  

        ich nie wida

ć

@  

         
          Na dobranoc 
         
          Rozgadana wiedza@ wymowna  
        poezja@ przez radio Szopen  
        mówi

ć

 do mnie b

ę

dzie@ 

          całuj

ę

 ci

ę

 na dobranoc mój  

        krzy

Ŝ

yku niemy@ bo milczy tylko  

        prawda i nieszcz

ęś

cie@  

         
          Pytania 
         
          Gdzie si

ę

 prawda zaczyna a  

        gdzie rozum ko

ń

czy@ gdzie  

 
 
 
 
 
 
        miło

ść

 mi

ę

dzy nami a gdzie ju

Ŝ

  

        cierpienie@ czy łza czy na  
        nosie ciepło zimnej wody@ dok

ą

d  

        razem idziemy by umrze

ć

 osobno@  

        czy słowo jeszcze słowem czy  
        nagle milczeniem@ czy ciało  
        wci

ąŜ

 oddala czy tylko  

        zasłania@ w którym miejscu  
        odchodzi Pan Bóg oficjalny@ i  
        nie patrzy w przepisy bo ju

Ŝ

  

background image

        jest prawdziwy@  
          o 

ś

wi

ę

ty krzy

Ŝ

u pyta

ń

 jak  

        niewiele wa

Ŝ

ysz@ gdy małe  

        głupie szcz

ęś

cie li

Ŝ

e nas po  

        twarzy@  
         
          Czekanie 
         
          My

ś

lisz - znowu si

ę

 spó

ź

nia@  

        zaraz si

ę

 obra

Ŝ

asz@ marudzisz  

        jak sikorka ta brzydsza bez  
        czubka@  
          kto miło

ś

ci nie znalazł ju

Ŝ

 jej  

        nie odnajdzie@ a kto na ni

ą

  

        wci

ąŜ

 czeka nikogo nie kocha@  

        martwi si

ę

 jak wdzi

ę

czno

ść

 

Ŝ

e  

        pami

ęć

 za krótka@ 

          miło

ść

 dawno przybiegła i  

        ukl

ę

kła przy nas@ spokojna bo  

        szcz

ęś

cie porzuciła ciasne@  

          spróbuj nie chcie

ć

 jej wcale@  

        wtedy przyjdzie sama@  
         
          Przez mikroskop 
         
          Co ty głuptasie wyrabiasz  
        najlepszego@ patrzysz przez  
        mikroskop@ na 

ś

mier

ć

 i miło

ść

  

        jednakowo ciemne@ przykładasz  
        ucho@ szukasz r

ę

k

ą

@  

        chroboczesz klamk

ą

 

Ŝ

eby  

        otworzy

ć

@ cho

ć

 serce wie co  

        teraz a nie wie co potem@  
        stajesz na głowie 

Ŝ

eby  

        udowodni

ć

@ zapalasz 

ś

wiatło@  

        w

ą

chasz teologi

ę

@ a trzeba@  

        nie widzie

ć

@ nie słysze

ć

@ nie  

        dotyka

ć

@ nie wiedzie

ć

@ i  

        dopiero wtedy uwierzy

ć

@  

         
          Dlaczego 
         
          Nie wierzysz w siebie  
        wi

ę

kszego od siebie@ w 

ś

mier

ć

  

        mniejsz

ą

 od 

ś

mierci@ w to 

Ŝ

e  

 
 
 
 
 
 
        mo

Ŝ

na zachorowa

ć

 na grzech@ w  

        to 

Ŝ

e samotno

ść

 jest zła je

Ŝ

eli  

        si

ę

 przed ni

ą

 ucieka@ w to 

Ŝ

e  

        czas krzyczy na całe gardło ale  
        go nie słyszysz albo udajesz  
        Greka@ siedzisz smutny jak  
        Sta

ń

czyk w "Hołdzie pruskim"  

        oparty na flecie@ nie wierzysz  
        w nic@ ale dlaczego si

ę

 boisz@  

         

background image

          Spotkania 
         
          Spotkania co przychodz

ą

 same@  

        tak poza nami 

Ŝ

e ju

Ŝ

 si

ę

 nie  

        dziwisz@ 

Ŝ

e b

ę

dzie dalej jak  

        miało by

ć

 wszystko@ bo duch był  

        przedtem zanim szli

ś

my razem@  

          I dobrze wraca

ć

 po nitce do  

        kł

ę

bka@ a

Ŝ

 do rodziców co te

Ŝ

  

        si

ę

 spotkali@ najpewniej po raz  

        pierwszy nic nie wiedz

ą

c o tym@  

        

Ŝ

ś

mier

ć

 nie b

ę

dzie wa

Ŝ

na tak  

        jak to spotkanie@ mo

Ŝ

e wiatr  

        zrywał matce kapelusz słomkowy@  
        jakby chciał przed mał

Ŝ

e

ń

stwem  

        jak kogut ucieka

ć

@ w wieczór co  

        si

ę

 zapomniał i stał si

ę

  

        zielony@ rado

ś

ci

ą

 najbardziej  

        mo

Ŝ

na si

ę

 przestraszy

ć

@  

          Spotkania co przychodz

ą

 same@  

        tak dokładnie konieczne 

Ŝ

e  

        zupełnie czyste@ wie o tym  
        serce jak skrzydło niezgrabne@  
        w 

Ŝ

yciu co bez 

ś

mierci byłoby  

        banałem@  
          

ś

eby odej

ść

 od siebie te

Ŝ

  

        trzeba si

ę

 spotka

ć

@  

         
          Biedna logiczna głowa 
         
          Przyjd

ź

 to co ni w pi

ęć

 ni w  

        dziewi

ęć

@ i to co trzy po  

        trzy@ przyjd

ź

 dwa razy dwa  

        wcale nie cztery@ nie tak i tak  
        dalej ale tak i nie tak dalej@  
        przyjd

ź

 wszystko do góry  

        nogami@ całkiem inaczej@ pi

ą

te  

        przez dziesi

ą

te@ godzino  

        dwunasta szukana w południe@  
          przyjd

ź

 serce razem z drugim i  

        nagle osobno@ poka

Ŝ

 naszej  

        biednej logicznej głowie@ jak  
        kotce przyuczonej do porz

ą

dku@  

        to co niemo

Ŝ

liwe i konieczne@ 

         
 
 
 
 
 
 
          Bliscy i obcy 
         
          Co to si

ę

 dzieje@ ksi

ęŜ

yc  

        płaski jak dolar@ dom bez  
        domu@ dwoje bliskich i obcych@  
        jak po grzechu ka

Ŝ

dy bardziej  

        samotny@ lato ucieka z ostatnim  
        motylem na ramieniu@ nawet  
        zachwyt nie zachwyca@ zimno po  
        ka

Ŝ

dym słowie@ jedzenie  

background image

        smutne@ dusza si

ę

 nudzi@  

        wszystko jak długa 

Ŝ

yrafa@  

          tak zawsze@ kiedy si

ę

 z  

        miło

ś

ci wymknie tajemnica@ 

         
          Telefon milczy 
         
          Telefon milczy@ jedna tylko  
        fili

Ŝ

anka na stole@ ró

Ŝ

a  

        niczyja@ serce daleko bo obok@  
        prawda tak jasna 

Ŝ

e nieludzka@  

        kalendarz si

ę

 nie 

ś

pieszy@  

        nawet fiołek na odczepnego@  
        jeszcze jest ale 

ś

wiata ju

Ŝ

 nie  

        ma@  
          Aniele bo

Ŝ

y stró

Ŝ

u mój@  

        zmówmy pacierz@ bo miło

ść

 nie  

        

Ŝ

yje@  

         
          Rymowanka 
         
          Miło

ść

 i rozpacz. Miej mnie w  

        opiece@ dwa razy ton

ę

 w tej  

        samej rzece@ ból i milczenie tak  
        jak dwie drogi@ lub z krzy

Ŝ

a  

        zdj

ę

te r

ę

ce i nogi@ na ławce w  

        parku nie trzeba wi

ę

cej@ dwie  

        ci

ę

te rany czas nasz i serce@ 

         
          Siedmiowiersz 
         
          Jak pi

ę

kna jest brzydka  

        pogoda@ zabawny spó

ź

niony  

        generał@ surowy wesoły 

ś

nieg@  

        sło

ń

ce rano podłu

Ŝ

ne w południe  

        okr

ą

głe@ jak chuda goła  

        pensja@ jak dalekie bliskie  
        serce@ jak krótkie długie  
        

Ŝ

ycie@  

         
          Który 
         
          Który stworzyłe

ś

@ pasikonika  

        jak szmaragd z oczami na  
        przednich nogach@ czerwon

ą

  

 
 
 
 
 
 
        trajkotk

ę

 z w

ą

sami na głowie@  

        bociana gimnastykuj

ą

cego si

ę

 na  

        ł

ą

ce@ kruka nios

ą

cego brod

ę

 z  

        dłu

Ŝ

szych piór@ barana  

        znaj

ą

cego tylko drug

ą

 liter

ę

  

        łaci

ń

skiego alfabetu@ kolibra  

        lec

ą

cego tyłem@ słonia  

        wstydz

ą

cego si

ę

 umiera

ć

 mo

Ŝ

e  

        dlatego 

Ŝ

e taki du

Ŝ

y@ osła a

Ŝ

  

        tak miłego 

Ŝ

e głupiego@  

background image

        kowalika chodz

ą

cego do góry  

        ogonem@ zreszt

ą

 wszystkich co  

        nie wiedz

ą

 dlaczego ale wiedz

ą

  

        jak@ kanciaste orzeszki buku co  
        p

ę

kaj

ą

 tylko na czworo@ anioła  

        po nieobecnej stronie - bez  
        własnego pogrzebu z braku  
        ciała@ 

Ŝ

ab

ę

 graj

ą

c

ą

 jak  

        nakr

ę

cony budzik@  

        nie

ś

miertelniki wi

ę

dn

ą

ce - wi

ę

c  

        prawidłowe i nieprawdziwe@  
        dyskretn

ą

 rozpacz jak pogodne  

        krakanie@ logiczn

ą

 formułk

ę

 nad  

        przepa

ś

ci

ą

@ niezawinion

ą

 win

ę

@  

        psiaka z półopadni

ę

tym uchem@  

        łz

ę

 jak skrócony rachunek@  

          chyba jeszcze nie powstał na  
        serio 

ś

wiat@ jeszcze trwa Twój  

        u

ś

miech niedoko

ń

czony@  

         
          Westchnienie 
         
          Duchu stale pobo

Ŝ

ny twardy i  

        uparty@ jeste

ś

 - a przecie

Ŝ

  

        nigdy ci

ę

 nie wida

ć

@ bo przez  

        grzeczno

ść

 udajesz 

Ŝ

e ci

ę

 wcale  

        nie ma@ chocia

Ŝ

 chcemy ogl

ą

da

ć

  

        r

ę

ce oczy uszy@ robi

ć

 miny na  

        pokaz 

Ŝ

eby si

ę

 podoba

ć

Ŝ

eni

ć

  

        si

ę

 by po kwiatach kupowa

ć

  

        jarzyny@  
          b

ą

d

ź

 ju

Ŝ

 taki jak jeste

ś

@  

        lecz nie odchod

ź

 od nas@ bo  

        czas coraz pr

ę

dszy@ a miło

ść

  

        niestała@ od samego siebie  
        najdalej do nieba@ i ciało  
        wci

ąŜ

 nie mo

Ŝ

e uspokoi

ć

 ciała@  

         
          Który stwarzasz jagody 
         
          Ty który stwarzasz jagody@  
        królika z marchewk

ą

@ lato  

        chrab

ą

szczowe@ cie

ń

 wielki  

        małych li

ś

ci@ zawilec półobecny  

        bo uwi

ę

dnie zanim go si

ę

  

 
 
 
 
 
 
        przyniesie do domu@ czosnek  
        nied

ź

wiedzi dla trzmieli@  

        smutek ro

ś

lin@ wydr

ę

 na  

        krótkich nogach@ 

ś

limaka co  

        zasypia na sze

ść

 miesi

ę

cy@  

        niezgrabny 

ś

nieg co ma wdzi

ę

k  

        wi

ę

kszy zanim zacznie ta

ń

czy

ć

@  

        serce cho

ć

by na chwil

ę

          spraw@ niech poeci pisz

ą

  

        wiersze prostsze od wspaniałej  

background image

        poezji@  
         
          Postanowienie 
         
          Postanawiam pracowa

ć

 nad tym@  

        

Ŝ

eby si

ę

 pozby

ć

@ byka  

        retoryki@ wazeliny stylizacji@  
        galanteryjnych pauz@  
        wypucowanej składni@ lirycznego  
        

ś

mietnika@ 

Ŝ

eby zim

ą

  

        przykl

ę

kn

ąć

@ i przynie

ść

 Ci  

        niewykwalifikowan

ą

 r

ę

k

ą

@  

        baranka 

ś

niegu@  

         
          O łasce zdziwienia 
         
          Naucz si

ę

 dziwi

ć

 w ko

ś

ciele@  

        

Ŝ

e Hostia Naj

ś

wi

ę

tsza tak  

        mała@ 

Ŝ

e w dłonie by j

ą

  

        schowała@ najni

Ŝ

sza dziewczynka  

        z bieli@  
          a rzesza przed Ni

ą

 upada@  

        rozpłacze si

ę

 spowiada -@ 

          

Ŝ

e chłopcy z j

ę

zykami czarnymi  

        od jagód -@ na zło

ść

 babciom  

        wylatuj

ą

c półnago -@ w ko

ś

cioła  

        drzwiach uchylonych@ milkn

ą

 jak  

        gawrony@ bo ich ko

ś

ciół  

        zadziwia powag

ą

.@ 

          I pomy

ś

l. Jakie to dziwne@ 

Ŝ

e  

        Bóg miał lata dziecinne@ Matk

ę

  

        osiołka Betlejem.@  
          Tyle tajemnic Judaszów@  
        m

ę

czennic koszyczków kwiatów -@ 

          i nowe wci

ąŜ

 nawrócenia@  

          

ś

e mo

Ŝ

na nie mówi

ą

c pacierzy@  

        po prostu w Niego uwierzy

ć

@ z  

        tego wielkiego zdziwienia.@ 
         
          Nie 
         
          Nie posypujcie cukrem  
        religii@ nie wycierajcie jej  
        gum

ą

@ nie ubierajcie w ró

Ŝ

owe  

        gałgany aniołów fruwaj

ą

cych  

 
 
 
 
 
 
        ponad wojn

ą

@ nie odsyłajcie  

        wiernych do fujarki komentarza@  
          Nie przychodz

ę

 po pociech

ę

 jak  

        po talerz zupy@ chciałem  
        nareszcie oprze

ć

 swoj

ą

 głow

ę

@ o  

        kamie

ń

 wiary@  

         
          Pytasz 
         
          Pytasz czy kochaj

ą

 umarli@ i  

background image

        biegniesz w stron

ę

 z której nikt  

        nie wrócił@ jak deszcz po  
        pierwszym 

ś

niegu speszony i  

        ciemny@ i po kolei przypominasz  
        sobie@ 

Ŝ

e kiedy

ś

 nie zd

ąŜ

yłe

ś

@  

        

Ŝ

e

ś

 kogo

ś

 porzucił@ miałe

ś

 si

ę

  

        wyrzec niestety schowałe

ś

@ cho

ć

  

        tylko 

Ŝ

ywi rozdaj

ą

 pieni

ą

dze@  

          pytasz czy pami

ę

taj

ą

 umarli@  

        sumienie 

ś

ciga jak najstarszy  

        ogie

ń

@ zagradza drog

ę

 kamie

ń

  

        małomówny@ i chcesz jak Polska  
        po Powstaniu płaka

ć

@ cho

ć

  

        biegniesz w stron

ę

 z której nikt  

        nie wraca@  
         
          Wła

ś

nie wtedy 

         
          Wła

ś

nie wtedy kiedy  

        pomy

ś

lałe

ś

Ŝ

e papugi 

Ŝ

yj

ą

  

        dłu

Ŝ

ej@ 

Ŝ

e jeste

ś

 okrutnie  

        mały@ niepotrzebny jak kominek  
        na niby@ w stołowym pokoju@  
        jak bezdzietny anioł@ lekki jak  
        20 groszy reszty@ drugorz

ę

dnie  

        genialny@ kiedy obło

Ŝ

yłe

ś

 si

ę

  

        ksi

ąŜ

kami@ jak człowiek chory@  

        nie wierz

ą

c w to 

Ŝ

e z niewiary@  

        powstaje nowa wiara@ 

Ŝ

e ci co  

        odeszli@ jeszcze raz ci

ę

  

        porzuc

ą

ś

wi

ę

ty i pełen  

        pomyłek@  
          wła

ś

nie wtedy wybrał ciebie  

        kto

ś

@ wi

ę

kszy ni

Ŝ

 ty sam@ kto  

        stworzył 

ś

wiat tak dobry@ 

Ŝ

e  

        niedoskonały@ i ciebie tak  
        niedoskonałego 

Ŝ

e dobrego@  

         
          *  *  * 
          (Dzi

ę

kuj

ę

 Ci...) 

         
          Dzi

ę

kuj

ę

 Ci po prostu za to 

Ŝ

e  

        jeste

ś

@ za to 

Ŝ

e nie mie

ś

cisz  

        si

ę

 w naszej głowie która jest  

        za logiczna@ za to 

Ŝ

e nie  

 
 
 
 
 
 
        sposób Ci

ę

 ogarn

ąć

 sercem które  

        jest za nerwowe@ za to 

Ŝ

e  

        jeste

ś

 tak bliski i daleki 

Ŝ

e we  

        wszystkim inny@ za to 

Ŝ

e jeste

ś

  

        ju

Ŝ

 odnaleziony i nie  

        odnaleziony jeszcze@ 

Ŝ

e  

        uciekamy od Ciebie do Ciebie@  
        za to 

Ŝ

e nie czynimy niczego dla  

        Ciebie ale wszystko dzi

ę

ki  

        Tobie@ za to 

Ŝ

e to czego poj

ąć

  

background image

        nie mog

ę

 - nie jest nigdy  

        złudzeniem@ za to 

Ŝ

e milczysz.  

        Tylko my - oczytani analfabeci@  
        chlapiemy j

ę

zykiem@  

         
          

Ś

pieszmy si

ę

 

          Annie Kamie

ń

skiej 

         
          

Ś

pieszmy si

ę

 kocha

ć

 ludzi tak  

        szybko odchodz

ą

@ zostan

ą

 po  

        nich buty i telefon głuchy@  
        tylko to co niewa

Ŝ

ne jak krowa  

        si

ę

 wlecze@ najwa

Ŝ

niejsze tak  

        pr

ę

dkie 

Ŝ

e raptem si

ę

 staje@  

        potem cisza normalna wi

ę

c  

        całkiem niezno

ś

na@ jak czysto

ść

  

        urodzona najpro

ś

ciej z  

        rozpaczy@ kiedy my

ś

limy o kim

ś

  

        zostaj

ą

c bez niego@  

          Nie b

ą

d

ź

 pewny 

Ŝ

e czas masz bo  

        pewno

ść

 niepewna@ zabiera nam  

        wra

Ŝ

liwo

ść

 tak jak ka

Ŝ

de  

        szcz

ęś

cie@ przychodzi  

        jednocze

ś

nie jak patos i humor@  

        jak dwie nami

ę

tno

ś

ci wci

ąŜ

  

        słabsze od jednej@ tak szybko  
        st

ą

d odchodz

ą

 jak drozd milkn

ą

 w  

        lipcu@ jak d

ź

wi

ę

k troch

ę

  

        niezgrabny lub jak suchy ukłon@  
        

Ŝ

eby wiedzie

ć

 naprawd

ę

 zamykaj

ą

  

        oczy@ chocia

Ŝ

 wi

ę

kszym ryzykiem  

        rodzi

ć

 si

ę

 ni

Ŝ

 umrze

ć

@ kochamy  

        wci

ąŜ

 za mało i stale za pó

ź

no@  

          Nie pisz o tym zbyt cz

ę

sto  

        lecz pisz raz na zawsze@ a  
        b

ę

dziesz tak jak delfin łagodny  

        i mocny@ 
          

Ś

pieszmy si

ę

 kocha

ć

 ludzi tak  

        szybko odchodz

ą

@ i ci co nie  

        odchodz

ą

 nie zawsze powróc

ą

@ i  

        nigdy nie wiadomo mówi

ą

c o  

        miło

ś

ci@ czy pierwsza jest  

        ostatni

ą

 czy ostatnia pierwsz

ą

@  

         
          O wróblu 
 
 
 
 
 
 
         
          Nie umiem o ko

ś

ciele pisa

ć

@ o  

        namiotach modlitwy znad mszy i  
        ołtarzy@ o zegarze co nas toczy  
        -@ o 

ś

wi

ę

tym przystrzy

Ŝ

onym jak  

        trawa@ o oknach które rzucaj

ą

  

        do wn

ę

trza@ motyle jak małe  

        kolorowe okr

ę

ty@ o 

ć

mach co  

        smol

ą

 

ś

wiece jak czarne  

        oddechy@ o Oku Opatrzno

ś

ci@  

background image

        które widzi orzechy trudne do  
        zgryzienia@ o włosach Matki  
        Bo

Ŝ

ej całych z ciepłego wiatru -@ 

        o tych co nawet 

Ŝ

ałuj

ą

 zanim  

        zgrzesz

ą

@  

          lecz o kim

ś

@ skrytym w  

        cieniu@ co nagle od łez lekki  
        gor

ą

cy jak lipiec@ odchodzi  

        przemieniony w czułe serce  
        skrzypiec@  
          i o tobie niesforny wróblu@  
        co Łask

ą

 zdumiony -@ wpadłe

ś

 na  

        zbit

ą

 głow

ę

@ do 

ś

wi

ę

conej  

        wody@  
         
          O u

ś

miechu w ko

ś

ciele 

         
          W ko

ś

ciele trzeba si

ę

 od czasu  

        do czasu u

ś

miecha

ć

@ do Matki  

        Naj

ś

wi

ę

tszej która stoi na w

ęŜ

u  

        jak na wysokich obcasach@ do  
        

ś

wi

ę

tego Antoniego przy którym  

        wisz

ą

 blaszane wota jak  

        meksyka

ń

skie maski@ do  

        skrupulata który stale dmucha  
        spowiednikowi w pompk

ę

 ucha@ do  

        mizernego kleryka którego karmi

ą

  

        piersi

ą

 teologii@ do mał

Ŝ

onków  

        którzy wchodz

ą

c do kruchty  

        pluszcz

ą

 w kropielnicy obr

ą

czki  

        jak złote rybki@ do kazania  
        które si

ę

 jeszcze nie rozpocz

ę

ło  

        a ju

Ŝ

 sko

ń

czyło@ do tych co  

        

ś

wi

ą

t nie prze

Ŝ

ywaj

ą

 ale  

        prze

Ŝ

uwaj

ą

@ do moralisty który  

        nawet w czasie adoracji chrupie  
        ko

ść

 morału@ do dzieci które  

        si

ę

 pomyliły i zacz

ę

ły  

        recytowa

ć

:@ Aniele bo

Ŝ

y nie  

        bud

ź

 mnie niech jak najdłu

Ŝ

ej  

        

ś

pi

ę

@ do pi

ę

ciu pa

ń

 chudych i  

        do pi

ę

ciu pa

ń

 grubych@ do  

        zakochanych którzy porozkr

ę

cali  

        swoje serca na cz

ęś

ci czułe@ do  

        egzystencjalisty który jak rudy  
 
 
 
 
 
 
        lis przenosi samotno

ść

 z jednego  

        miejsca na drugie@ do  
        podstarzałej łzy która si

ę

 suszy  

        na konfesjonale@ do ideologa  
        który wygl

ą

da jak strach na  

        ludzi@  
         
          Poka

Ŝ

 nam 

         
          Ciemna pod powiekami 

ś

wi

ę

ta  

background image

        Teresko@ nie trzymaj stale  
        ró

Ŝ

@ oklepanych arystokratek@  

        sztywnych jak wiersze na  
        imieniny@  
          poka

Ŝ

 nam le

ś

ny 

ś

nie

Ŝ

ny  

        zawilec@ najmniejszy i  
        nieostatni@ jaskółcze ziele co  
        leczy kurzajki@ 

Ŝ

ółty 

Ŝ

arnowiec  

        znad morza@ czerwon

ą

 smółk

ę

 jak  

        lep na owady@ przylaszczk

ę

  

        która z ró

Ŝ

owej staje si

ę

  

        niebieska@ wrotycz z zapachem  
        na kilka metrów@ bławatek jak  
        wianek@ nieustanny i krótki@  
        wiosenn

ą

 firletk

ę

@ polodowcowy  

        biały siódmaczek@ mlecze dla  
        nie ogolonych królików@  
        gotyckie rdzawe szczawie@  
        storczyk jak przystojnego  
        paj

ą

ka@ i wszystkie inne  

        jeszcze bo

Ŝ

e zielska@ na  

        których sło

ń

ce staje si

ę

  

        pokarmem@  
          tyle tego 

Ŝ

e nie mo

Ŝ

na si

ę

  

        połapa

ć

@ przy nich nawet ka

Ŝ

dy  

        uczony - niedouczony@ zwłaszcza  
        w lipcu kiedy wyła

Ŝą

 ma

ś

laki i  

        rydze@  
         
          Rozmowa 
         
          Czy lubisz podbiał 

Ŝ

ółty@  

        lipce z ko

ź

lakami@ konwalie w  

        kł

ą

czach stulone pod ziemi

ą

@  

        lubczyk co miło

ść

 przywraca a  

        czasem nadziej

ę

@ ksi

ęŜ

yc  

        chodz

ą

cy za nami jak ciel

ę

@  

        ceremonialny lecz bez  
        r

ę

kawiczek@ poziomki te  

        najni

Ŝ

sze kminek najpodlejszy@  

        i lato półniebieskie gdy kwitn

ą

  

        ostró

Ŝ

ki@ co przyjd

ą

 jak leniwa  

        m

ą

dro

ść

 od niechcenia@ 

Ŝ

ę

dzie  

        co si

ę

 dłu

Ŝą

 w pa

ź

dzierniku@  

        zwykły chleb co wie zawsze ile  
 
 
 
 
 
 
        bólu w hostii@ modlitw

ę

 gdy  

        Ci

ę

 prosz

ę

 o ulg

ę

 rozpaczy@  

        kota niewiernego ale z  
        zasadami@ bo najpierw myje  
        praw

ą

 nog

ę

 przedni

ą

@  

          Ale Ty Matko nie my

ś

lisz 

ź

le o  

        nikim@ zawsze tych co si

ę

  

        potkn

ą

 gotowa obroni

ć

@ mi

ę

dzy  

        prawd

ą

 a szcz

ęś

ciem najłatwiej  

        nos rozbi

ć

@ pragniesz spraw  

background image

        ostatecznych wybierasz  
        najbli

Ŝ

sze@ i szukasz pewnie  

        jednej mrówki w lesie@ tak  
        bardzo spracowanej jakby miała  
        umrze

ć

@ najzabawniej - jak  

        człowiek@ w

ś

ród wszystkich  

        osobno@  
         
          Wniebowzi

ę

cie 

         
          Nikt nie biegł do Ciebie z  
        lekarstwem po schodach@ lampy  
        nie przymru

Ŝ

ono 

Ŝ

eby nie  

        raziła@ nikt nie widział jak  
        r

ę

ka Twa od łokcia blednie@  

        pies nie płakał serdecznie 

Ŝ

e  

        pani umiera@ nawet anioł  
        zaniechał nadymania tr

ą

by@ to  

        dobrze bo 

ś

mier

ć

 przecie

Ŝ

 za  

        du

Ŝ

o upraszcza@ a ponadto zbyt  

        ludzka zła i niedyskretna@ nikt  
        nie przymkn

ą

ł Twych oczu nie  

        zasłonił twarzy@ ani w bramie  
        nie szeptał rozebranym głosem@  
        o tym co za gło

ś

no słyszy si

ę

 w  

        milczeniu@ Pan uchronił do  
        ko

ń

ca i zdrow

ą

 zostawił@ tylko  

        kiedy pukano Ciebie ju

Ŝ

 nie  

        było@ nie 

ś

mier

ć

 ale miło

ść

  

        cał

ą

 Ci

ę

 zabrała@ je

ś

li miło

ść

  

        jest prawd

ą

 to ciała nie wida

ć

@  

        dzie

ń

 był taki jak zawsze.  

        Powietrze dzwoniło@ pszczołami  
        co wychodz

ą

 rano na pogod

ę

@  

        tylko ta sama cisza - to  
        straszne milczenie@ to puste  
        miejsce przy kubku na stole@  
        cho

ć

by si

ę

 razem z ciałem  

        opuszczało ziemi

ę

@  

         
          Nie s

ą

d

ź

 

         
          Mój ty w gor

ą

cej 

ś

wi

ę

conej  

        wodzie k

ą

pany@ prosz

ę

 ci

ę

 nade  

        wszystko@ nie s

ą

d

ź

  

 
 
 
 
 
 
        przedwcze

ś

nie nikogo@ 

          ani@ ascety który prowadzi do  
        nieba sam siebie na smyczy@  
        ani@ skrupulanta który stale  
        przepisuje swoje sumienie tam i  
        z powrotem z czystego na  
        brudno@ ani@ szlachetnych a  
        nadmuchanych@ ani@ ostrz

ą

cych  

        sztylet lito

ś

ci@ ani@ 

Ŝ

mijki  

        serca@ ani@ deklamuj

ą

cych: -  

background image

        polna myszka siedzi sobie  
        konfesjonał z

ą

bkiem skrobie -@  

        ani@ stukaj

ą

cych do nieba w  

        kaloszach@ ani@ pesymizmu tak  
        gł

ę

bokiego 

Ŝ

e ka

Ŝ

e szuka

ć

@  

        ani@ tych dla których 

ś

mier

ć

  

        jest tylko ostatni

ą

 urz

ę

dow

ą

  

        formalno

ś

ci

ą

@ ani@ tych po  

        których zostaj

ą

 portrety jak  

        dostojne małpy@  
         
          Jeszcze 
         
          Jeszcze si

ę

 trzymasz własnego  

        szcz

ęś

cia za włosy@ odkładasz  

        sobie w byle garnuszku@ piszesz  
        pami

ę

tnik to znaczy stawiasz  

        sobie pomnik@ dlatego powietrze  
        karmi ci

ę

 sk

ą

po@ nie prowadz

ą

  

        niewidzialne r

ę

ce@ to co  

        wielkie nie przychodzi mimo  
        woli@ ból daremny - bo nie  
        umierasz@  
          nie umiesz odda

ć

 siebie@  

        jak

Ŝ

e masz dosta

ć

 wszystko@  

         
          Wielkanoc 
         
          - Ju

Ŝ

 ka

Ŝ

dy ból był ze mn

ą

@  

        powiedział do ucha@ wszystkie  
        rzeczy paskudne@ g

ę

by  

        nie

Ŝ

yczliwe@ krew uparta co z  

        rany potrafi biec ciurkiem@  
        czas jak ogie

ń

@ kiedy si

ę

 głow

ą

  

        chce potłuc o 

ś

cian

ę

@ rozpacz@  

          i nagle wiara jak krzy

Ŝ

yk na  

        stole@ 

Ŝ

ś

mierci wszystkie  

        chude i nierozpaczliwe@  
         
          Rozmowa 
         
          Oto jestem. Chciałbym z  
        siostr

ą

 pomówi

ć

,@ ja - ksi

ą

dz  

        byle jaki.@ - Prosz

ę

 czeka

ć

.  

        Ju

Ŝ

 idzie z ogrodu,@ chocia

Ŝ

 nie  

 
 
 
 
 
 
        chc

ą

 jej pu

ś

ci

ć

 ptaki.@ 

          Chyba ona. Nie widz

ę

 jej  

        twarzy,@ czy si

ę

 modli, czy si

ę

  

        u

ś

miecha@ za zje

Ŝ

on

ą

 Karmelu  

        krat

ą

,@ jak za łupin

ą

  

        orzecha.@ 
          - U nas wszystko tutaj dla  
        Boga.@ Nawet fartuch  
        ogrodniczki niebieski,@ nawet  
        trepki z jednym rzemykiem,@  

background image

        jakby zdj

ę

te ze 

ś

wi

ę

tej  

        Tereski.@ Czasem 

ś

nieg mamy  

        mokry we włosach@ za oknami -  
        zmarzni

ę

ty sad.@ 

          Karmelitanko bosa,@ szedłem  
        tu tyle lat.@ 
         
          Niewidoma dziewczynka 
         
          Matko - mówiła niewidoma  
        dziewczynka@ tul

ą

c si

ę

 do Jej  

        obrazu -@ poznam Ci

ę

  

        

ś

wiatełkami palców@ 

          Korona Twoja zimna 

ś

lizgam si

ę

  

        po niej jak po gładkiej szybie@  
        s

ą

 kolory tak ci

ęŜ

kie 

Ŝ

e odstaj

ą

  

        od przedmiotu@ to co złote  
        chodzi swoimi drogami i 

Ŝ

yje  

        osobno@  
          Słucham szelestu Twoich  
        włosów@ id

ę

 chropowatym  

        brzegiem Twojej sukni@ odkrywam  
        gor

ą

ce 

ź

ródła r

ą

k@ pomarszczon

ą

  

        po

ń

czoszk

ę

 skóry@ szorstkie  

        szczeliny twarzy@ 

Ŝ

wir  

        zmarszczek@ tkliwo

ść

  

        obna

Ŝ

enia@ ciepł

ą

 ciemno

ść

@  

        sprawdzam szram

ę

 jak blizn

ę

 po  

        miło

ś

ci@ zatrzymuj

ę

 tu oddech w  

        palcach@ ucz

ę

 si

ę

 bólu na  

        pami

ęć

@ zdrapuj

ę

 to co  

        przywarło ze 

ś

wiata jak 

ś

mier

ć

  

        niegrzeczna@ wydobywam  
        puszysto

ść

 rz

ę

s@ odwracam łz

ę

@  

        zbieram nosem zapach nieba@  
        odgaduj

ę

 wreszcie małego Jezusa  

        z potłuczonym spuchni

ę

tym  

        kolanem na Twym r

ę

ku@  

          Tyle tu wsz

ę

dzie spokoju  

        pomi

ę

dzy słowem a miło

ś

ci

ą

@  

        kiedy dotykam@ obraz stuka jak  
        krew@ klejnoty niepotrzebnie  
        j

ę

cz

ą

@ robaczek piszczy w  

        trzewiku@ sypie si

ę

 szmerem  

        czas@ pachn

ą

 korzonki farb@  

 
 
 
 
 
 
        milknie ucho Opatrzno

ś

ci@  

          Palce moje umiej

ą

 si

ę

 tak

Ŝ

e  

        u

ś

miecha

ć

@ mi

ę

tosz

ą

c Twój  

        staro

ś

wiecki szal@ ci

ą

gn

ą

c  

        r

ę

kaw jak ugłaskanego smoka@  

        odsłaniam z włosów kryjówk

ę

  

        słuchu@ 

Ŝ

artuj

ę

 

Ŝ

e czuwaj

ą

c  

        mru

Ŝ

ysz lewe oko@ stopy masz  

        bose - od spodu pomarszczone jak  
        podbiał@ przecie

Ŝ

 nie chodzisz  

background image

        w szpilkach po niebie@ my

ś

l

ę

 

Ŝ

e  

        Ty tak

Ŝ

e nie widzisz@ oddała

ś

  

        wzrok w Wielki Pi

ą

tek@ stało  

        si

ę

 wtedy tak cicho@ jakby

ś

  

        prostowała na zegarku ostatni

ą

  

        sekund

ę

@ i ju

Ŝ

 nie pasuj

ą

 do  

        nas 

Ŝ

adne powa

Ŝ

ne okulary@  

        oparła

ś

 si

ę

 na 

ś

wi

ę

tym Janie jak  

        na białej kwitn

ą

cej lasce@  

        piszesz dalszy ci

ą

g "Magnificat"  

        alfabetem Braille'a@ którego  
        nie znaj

ą

 teologowie bo za  

        bardzo widz

ą

@ tak Ci

ę

 sumiennie  

        zasuwaj

ą

 na noc w jasnogórskie  

        blachy pancerne@ 

Ŝ

e nie mo

Ŝ

na  

        pozna

ć

@  

          To nic@ wystarczy kocha

ć

  

        słucha

ć

 i obejmowa

ć

         
          Przemin

ę

ło  

         
          

Ś

wi

ę

ty Kopciuszku odszukany w  

        cieniu@ 

ś

wi

ę

ta Dziewczynko z  

        Zapałkami@ 

ś

wi

ę

ta Sierotko  

        Marysiu@ 

ś

wi

ę

ty Andersenie@  

        

ś

wi

ę

ta Mario Konopnicka@  

        dzieci

ń

stwo przemin

ę

ło@ stół  

        rodzinny si

ę

 spalił@ czas jak  

        zadyszana pszczoła@  
          Anioł stró

Ŝ

 ju

Ŝ

 na rencie@ bo  

        i 

ś

wiat si

ę

 zawalił@  

         
          Troch

ę

 plotek o 

ś

wi

ę

tych 

         
          

Ś

wi

ę

ci - to tak

Ŝ

e ludzie a nie  

        

Ŝ

adne g

ą

sienice dziwaczki@ nie  

        rosn

ą

 krzywo jak ogórki@ nie  

        rodz

ą

 si

ę

 ani za pó

ź

no ani za  

        wcze

ś

nie@ 

ś

wi

ę

ci bo nie udaj

ą

  

        

ś

wi

ę

tych@ na przystankach  

        marzn

ą

c przest

ę

puj

ą

 z nogi na  

        nog

ę

ś

pi

ą

 czasem na jedno  

        oko@ wierz

ą

 w miło

ść

 wi

ę

ksz

ą

 od  

        przykaza

ń

@ w to 

Ŝ

e s

ą

  

        cierpienia ale nie ma  
 
 
 
 
 
 
        nieszcz

ęść

@ nie lubi

ą

  

        deklamowanej prawdy@ ani  
        klimatyzowanego sumienia@ stale  
        

ś

piesz

ą

 kocha

ć

@ znajduj

ą

  

        samotno

ść

 oddalaj

ą

c si

ę

 od  

        siebie a nie od 

ś

wiata@ s

ą

 tak  

        bardzo obecni 

Ŝ

e ich nie wida

ć

@  

        nie l

ę

kaj

ą

 si

ę

 nowych czasów  

        które przewracaj

ą

 wszystko do  

        góry nogami@ nie chc

ą

 by

ć

  

background image

        równie

Ŝ

 um

ę

czeni w słodki sposób  

        jak na pobo

Ŝ

nych obrazkach@  

        niekiedy nie potrafi

ą

 si

ę

 modli

ć

  

        ale modl

ą

 si

ę

 zawsze@ ch

ę

tnie  

        wzi

ę

liby na indeks niejedn

ą

  

        dobr

ą

 ksi

ąŜ

k

ę

 

Ŝ

eby broni

ć

 jej  

        przed głupim czytelnikiem@ nie  
        nosz

ą

 zegarków po to 

Ŝ

eby  

        wiedzie

ć

 ile si

ę

 spó

ź

ni

ć

@ maj

ą

  

        sympatyczne wady i  
        niesympatyczne zalety@ boj

ą

 si

ę

  

        grzechu jak fotela z fałszyw

ą

  

        spr

ęŜ

yn

ą

@ nie maj

ą

 i dlatego  

        rozdaj

ą

@ tak słabi 

Ŝ

e przenosz

ą

  

        góry@ potrafi

ą

 

Ŝ

y

ć

 i nie dziwi

ć

  

        si

ę

 odchodz

ą

cym@ potrafi

ą

  

        umiera

ć

 i nie odchodzi

ć

@ mo

Ŝ

na  

        o nich o wiele m

ą

drzej pisa

ć

 ale  

        po co@ trzymaj

ą

 si

ę

 przyja

ź

ni  

        jak gawron kawki@ poznaj

ą

  

        pó

ź

ne lato po niebieskiej  

        goryczce@ słysz

ą

 na pami

ęć

  

        wilgi gwi

Ŝ

d

Ŝą

ce przed deszczem@  

        bawi

ą

 ich jeszcze grzyby  

        nieprawdziwe@  
         
          Wizytacja 
         
          Dzieci usiadły w ławkach@  
        ostrzono ołówki do religii@ za  
        oknami stukał trójwymiarowy cho

ć

  

        ogładzony deszcz@ jak piechota  
        wy

ć

wiczonych aniołów@ ksi

ą

dz  

        czarny jak kos tylko bez 

Ŝ

ółtego  

        dzioba@ rozwi

ą

zywał spadochron  

        mózgu@ podlizywał si

ę

 swemu  

        sumieniu@ wszystko byłoby jak  
        najlepiej@ tylko nagle weszła  
        Matka Boska@ załamała r

ę

ce nad  

        sucharkiem katechizmu@  
         
          Deszcz 
         
          Deszczu co padałe

ś

 w  

        ewangelii@ zarówno na dobrych  
 
 
 
 
 
 
        jak i na złych@ co dzwoniłe

ś

 o  

        dom na skale@ nie zajmuj

ą

 si

ę

  

        tob

ą

 egzegeci@  

          co prawda w 

ś

wi

ę

tym tek

ś

cie  

        ale nie na temat@ troch

ę

  

        rozmy

ś

lny chowa rozum jak  

        przysmak@  
          

ś

wi

ę

ty deszczu nie

ś

wi

ę

ty@  

        bardziej samotny od anioła@  
        u

ś

miechu niepogody@ 

ś

wiadku  

background image

        nadliczbowy@  
          przecie

Ŝ

 to ty@ obmywałe

ś

@  

        nogi id

ą

cemu Jezusowi@ jak m

ąŜ

  

        sprawiedliwy@ o wiele ciszej@  
        po m

ę

sku@ nie tak jak  

        Magdalena@  
         
          Szept 
         
          Nie poparzcie pretensjami 

Ŝ

e  

        

ź

le@ nie przemawiajcie z  

        pozycji siły@ nie wypłaszajcie  
        ciszy w której układaj

ą

 si

ę

  

        wszystkie liczby@ nie  
        przegadajcie mszy@ nie  
        dotykajcie za bardzo sumie

ń

 -  

        nie odczytacie ich paluchami@  
        przytnijcie troch

ę

 pazurek  

        teologa -@ 

Ŝ

ebym si

ę

 nie  

        zazi

ę

bił od złota -@ mały Jezus  

        prosi cichutko jak 

ś

wierszcz@  

         
          Papie

Ŝ

 

         
          Papie

Ŝ

 wyfrun

ą

ł z Rzymu@  

        samolotem jak 

ś

nieg leci -@  

        całuje prawosławnego błogosławi  
        

Ŝ

ydowskie dzieci@ bez tronu@  

        tylko łza trz

ę

sie si

ę

 jak  

        taniec@ w wielu ksi

ąŜ

kach  

        topnieje zamarzni

ę

te sło

ń

ce@  

        cieknie z gardła ususzonych  
        liter -@ heretycy grzej

ą

 w  

        ewangelii pogryzione nogi@  
        wydmuchuj

ą

 niebo na organach@  

        nadci

ą

ga cały wydział personalny  

        aniołów@  
          przedwojenny katolik@  
        rozło

Ŝ

ył papier -@ skubie pióro  

        jakby zaczepiał wron

ę

@ pisze  

        skarg

ę

 na Pana Boga@  

         
          Do pani doktor 
         
          Pani doktor@ w białym  
 
 
 
 
 
 
        fartuchu@ w podkolankach co  
        odmładzaj

ą

@ przynosz

ę

 pani  

        serce do naprawy@ Bogu  
        po

ś

wi

ę

cone@ a takie serdecznie  

        niezgrabne@ jak nie wyczesany  
        do ko

ń

ca wróbel@ niezupełne bo  

        pojedyncze@ nie do pary@  
        biedakom do wynaj

ę

cia@ od zaraz  

        i na zawsze@ niemo

Ŝ

liwe i  

        konieczne@ niewierz

ą

cych  

background image

        irytuj

ą

ce@ zdaniem kobiet  

        zmarnowane@ dla anioła stró

Ŝ

a  

        za ludzkie@ dla 

ś

wi

ę

tych  

        podejrzane@ dla teologów  
        nieprzepisowe@ dla medyków  
        niezno

ś

nie normalne@ dla  

        pozostałych 

Ŝ

adne@  

          połó

Ŝ

 je do szpitala@ i  

        nawymy

ś

laj@ 

Ŝ

eby si

ę

 cho

ć

  

        troch

ę

 poprawiło@  

         
          Aby si

ę

 stało 

         
          Gwiazdy by ciemniej było@  
        smutek by stale dreptał@ oczy  
        po prostu by kocha

ć

@  

          wiara by czasem nie wierzy

ć

@  

        rozpacz by wi

ę

cej wiedzie

ć

@ i  

        jeszcze ból by nie my

ś

le

ć

@  

        tylko z innymi przetrwa

ć

@  

          koniec by nigdy nie ko

ń

czy

ć

@  

        czas by utraci

ć

 bliskich@ łzy  

        by chodziły parami@ 

ś

mier

ć

 aby  

        wszystko si

ę

 stało@ pomi

ę

dzy  

        

ś

wiatem a nami@  

         
          Wieczno

ść

 

          Mieczysławowi Milbrandtowi 
         
          Wci

ąŜ

 wieczno

ść

 była z nami@  

        a nam si

ę

 zdawało@ 

Ŝ

e wszystko  

        jest nietrwałe wci

ąŜ

 troch

ę

 na  

        niby@ jak zaj

ą

c chroniony lub  

        trzmiel w ostró

Ŝ

kach@ 

Ŝ

e  

        ciemno

ść

 kapie z zegarka jak z  

        rany@ 

Ŝ

e czas zmarnowany stale  

        i za krótki@ ka

Ŝ

d

ą

 miło

ść

  

        zamienia na łzy bardzo drobne@  
        

Ŝ

e dawni zakochani ju

Ŝ

 si

ę

 nie  

        całuj

ą

@ bo list najpierw  

        przybli

Ŝ

a a potem oddala@  

        dopóki b

ę

dzie poczta ze skrzynk

ą

  

        czerwon

ą

@ i panny złe niezno

ś

ne  

        a dobre za nudne@ i słów  
        wszystkich za wiele bo brakuje  
 
 
 
 
 
 
        słowa@  
          wci

ąŜ

 wieczno

ść

 była z nami@  

        a nam si

ę

 zdawało@ 

Ŝ

e czas  

        wszystko wymiecie m

ą

dry i  

        niech

ę

tny@ 

Ŝ

e tylko nie odleci  

        sójka zbyt ostro

Ŝ

na@ bo po to  

        

Ŝ

eby cierpie

ć

 trzeba by

ć

  

        bezbronnym@ jak dzieci

ń

stwo na  

        wsi z królikiem przy sercu@ 
          patrz - mówiłe

ś

 - tak wszytko  

background image

        na oczach si

ę

 zmienia@ jak  

        pasikonik za szybko zielony@  
        wi

ę

c mo

Ŝ

emy nie pozna

ć

 nawet  

        swego domu@ połó

Ŝ

 chocia

Ŝ

  

        no

Ŝ

yczki na tym samym miejscu@  

        naparstka po mamusi nie oddaj  
        nikomu@ i trzymaj fotografie bo  
        Pan Bóg je zdmuchnie@ zwłaszcza  
        kiedy podbiał zamyka si

ę

 na  

        noc@ a pszczoła rzeczy wa

Ŝ

ne  

        oznajmuje ta

ń

cem@ i ka

Ŝ

da  

        chwila ju

Ŝ

 nie tera

ź

niejsza@  

        stale przeszła lub przyszła@  
        ostatnia i pierwsza@ 
          wci

ąŜ

 wieczno

ść

 była z nami@  

        a nam si

ę

 zdawało@  

           
          Cierpliwo

ść

 

         
          Modl

ę

 si

ę

 do Ciebie o  

        cierpliwo

ść

@ ale nie o tak

ą

  

        mał

ą

 w której si

ę

 mog

ą

 pomie

ś

ci

ć

  

        ci

ęŜ

kie grzechy czekania@ na  

        list@ na kogo

ś

 kto wyszedł i  

        zostawił klucz pod słomiank

ą

@  

        na oczy nieznajome lecz  
        potrzebne@ na wspomnienie  
        szkoły które ugrz

ę

zło w kredzie  

        na tablicy@ na anioła stró

Ŝ

a  

        jak na protez

ę

 -@ ale o tak

ą

  

        która czeka tylko na Ciebie@ a  
        Ty przychodzisz albo z kim

ś

  

        bliskim albo sam@ jak ciemno

ść

  

        co ja

ś

niej o

ś

wietla@ jak  

        niewinno

ść

 

ś

mierci@ wtedy staje  

        pomi

ę

dzy nami cisza niby goły@  

        piesek puszczony bez kaga

ń

ca i  

        medalu - do nieba@ nawet  
        dziurawy parasol wzrusza bo ma  
        druty tak cienkie jak dla  
        jaskółek@ i nawet nie mamy  
        pretensji@ 

Ŝ

e wieczno

ść

  

        niedoko

ń

czona@ 

Ŝ

e Biblia jest  

        nadal uparta@ jak nieostro

Ŝ

ne  

        serce@ 

Ŝ

e łza wcale nie jest  

 
 
 
 
 
 
        okr

ą

gła@ 

Ŝ

e spada ku górze@  

        tak prosta 

Ŝ

e si

ę

 znowu wymkn

ę

ła  

        rozumowaniom@  
         
          Razem 
         
          Nadzieja i rozpacz@ rado

ść

 i  

        ból@ niewiara i wiara@ czas  
        coraz szybszy@ trwanie jak  
        ciemno

ść

@ to za daleko@ i ju

Ŝ

  

background image

        niedługo@ dom pełen bliskich@  
        i bez nikogo@ człowiek co  
        szuka@ anioł co nie wie@  
          tak jak dwa je

Ŝ

e sob

ą

  

        zdziwione@ szukaj

ą

 razem  

        miejsca dla siebie@  
         
          W niebie 
         
          Trzeba min

ąć

 

ś

wi

ę

tego Piotra z  

        ci

ęŜ

kim kluczem@ Agnieszk

ę

 z  

        barankiem przy twarzy@ Teres

ę

  

        co jeszcze kaszle@ bo marzła w  
        klasztorze@ trzeba przepycha

ć

  

        si

ę

 przez m

ę

czenników@ co  

        stan

ę

li z krzy

Ŝ

ami i utworzyli  

        korek@ obok 

ś

wi

ę

tego bociana@  

        obok Agaty co cz

ę

stuje sol

ą

@  

        obok 

ś

wi

ę

tego Franciszka z  

        wilkiem@ (zdejmuje mu kaganiec  
        

Ŝ

eby mógł poziewa

ć

)@ obok  

        

ś

wi

ę

tego Stanisława z zeszytem  

        do polskiego@ i widz

ę

 wreszcie  

        moj

ą

 matk

ę

@ w nie spalonym  

        domu@ przyszywa guzik co si

ę

  

        gubił stale@  
          ile trzeba przej

ść

 nieba 

Ŝ

eby  

        j

ą

 odnale

źć

@  

         
          Jest 
         
          Chodzi ze mn

ą

 twoje ja@  

        ubiera si

ę

 na niebiesko zielono  

        w czerwon

ą

 kratk

ę

@ mówi 

Ŝ

e nie  

        wierzy@ udaje@ robi miny@  
        jest - urywa si

ę

 jak 

ś

cie

Ŝ

ka@  

        wraca znowu idziemy@ i  
        wszystkie głupie rozmowy@  
        sprzed wojny i króla 

Ć

wieczka@ 

          nagle co to zdziwienie@  
        

ś

wiatło przykl

ę

ka droga@  to  

        twoje ja prawdziwe@ przyszło tu  
        od Boga@  
         
          Ile razy 
 
 
 
 
 
 
         
          Milczenie podczas rozmowy@  
        milczenie w li

ś

cie@ milczenie w  

        ksi

ąŜ

ce telefonicznej bo numer  

        tylko został@ milczenie w  
        milczeniu@ milczenie bo wielkie  
        szcz

ęś

cie@ milczenie bo miło

ść

  

        przyszła@ a serce w klinice@  
        milczenie bo dom rodzinny si

ę

  

        przypomniał@ a spadła tylko  

background image

        mordka 

ś

niegu@ milczenie po  

        milczeniu@ milczenie przed  
        cenzur

ą

@ milczenie bo pies  

        zawył jak przed wojn

ą

@  

          ile razy@ nawet nie wierz

ą

c@  

        spotykamy si

ę

 w innym 

ś

wiecie@  

         
          Oddzieli

ć

 

         
          Kopciuszku tobie si

ę

 udało@  

        oddzieli

ć

 mak od popiołu@ przez  

        jedn

ą

 noc@ 

          powiedz jak oddzieli

ć

 kota od  

        kotki@ łz

ę

 od do

ś

wiadcze

ń

@  

        smutek od czasu@ m

ą

dro

ść

 od  

        staro

ś

ci@ i nie mie

ć

 ju

Ŝ

 słonia  

        lat@  
         
          Do samego siebie 
         
          

ś

ebym pisz

ą

c wiersze nie  

        wzywał imienia Pana Boga  
        nadaremno@ nie tłumaczył  
        Biblii na nie_Bibli

ę

@ nie  

        przychodził w wilczej skórze  
        wtajemniczonych@ nie polował na  
        pi

ę

kne słowa jak na płochliwe  

        zaj

ą

ce wci

ą

gaj

ą

ce w puste pole@  

        lub na karasie w tataraku@ nie  
        udowadniał - to znaczy nie  
        zam

ę

czał@ nie był zbyt pewny@  

        (przecie

Ŝ

 nawet biała kawa nie  

        jest biała)@ nie sadzał  
        sumienia jak spoconej babci na  
        mi

ę

kkim fotelu@ 

Ŝ

ebym nie  

        patrzył w nie jak w okrucie

ń

stwo  

        pami

ę

ci@ nie odkładał milczenia  

        na jutro@ nie kochał miło

ś

ci

ą

  

        mniejsz

ą

 od miło

ś

ci@ nie  

        uprawiał zdenerwowanej  
        teologii@ nie pocieszał bólu@  
        a nade wszystko 

Ŝ

ebym nie chował  

        twarzy do r

ę

kawa@ nie zamykał  

        si

ę

 w budce poezji -@ kiedy  

        trzeba mówi

ć

 najpro

ś

ciej@ o  

 
 
 
 
 
 
        Matce Naj

ś

wi

ę

tszej@ o  

        cierpliwo

ś

ci sakramentów  

        dłu

Ŝ

szej ni

Ŝ

 

Ŝ

ycie@ o ciepłym  

        pomruku schodów po których nios

ą

  

        nadziej

ę

 chorym -@ o 

ś

niegu  

        który padaj

ą

c na r

ę

ce - uczy  

        chyba rozdawania@ o Jezusie  
        który nieraz tak wygl

ą

da mi

ę

dzy  

        nami@ jakby chodził od nie  
        swoich do obcych@  

background image

         
          Nieobecny jest 
         
          Bóg jest tak wielki 

Ŝ

e jest  

        cho

ć

 Go nie ma@ tak  

        wszechmog

ą

cy 

Ŝ

e potrafi nie  

        by

ć

@ wi

ę

c nieobecno

ść

 Jego te

Ŝ

  

        si

ę

 zdarza@ st

ą

d czasem ciemno  

        i serce si

ę

 tłucze@ poskomli  

        nawet jak pies niecierpliwy@  
          nawet wierz

ą

cy nie wierz

ą

 po  

        cichu@ i chc

ą

 si

ę

 

Ŝ

artem  

        wymkn

ąć

 ze wzruszenia@ cho

ć

  

        tak niedawno wierzyli na  
        pami

ęć

Ŝ

e całe 

Ŝ

ycie czeka si

ę

  

        na chwil

ę

@  

          lecz Bóg tak wielki 

Ŝ

e Go  

        czasem nie ma@ mózg jak tulipan  
        chyli si

ę

 zm

ę

czony@ i my

ś

li  

        biegn

ą

 wspóln

ą

 pust

ą

 drog

ą

@ tak  

        jak biedronki co si

ę

 razem  

        schodz

ą

@ by przed rozpacz

ą

  

        ukry

ć

 si

ę

 na zim

ę

@ tylko  

        milczenie trwa i gwiazdy w  
        górze@ i ksi

ęŜ

yc sprawiedliwy -  

        bo zupełnie nagi@ a wa

Ŝ

ki tak  

        znikome 

Ŝ

e ju

Ŝ

 wszystko wiedz

ą

@  

        i li

ść

 ostatni brz

ę

czy wprost z  

        topoli@ ciemnozielony a pod  
        spodem biały@ 

Ŝ

e Nieobecny  

        jest@ bo wi

ę

cej boli@ 

         
          Spojrzał 
         
          Spojrzał@ na gotyk co stale  
        stroi 

ś

redniowieczne miny@ na  

        osiemnastowieczny ołtarz jak  
        barokow

ą

 trumn

ę

 na szczurzych  

        łapkach@ na włochate dywany  
        które zmieniaj

ą

 nasze kroki w  

        skradaj

ą

ce si

ę

 koty@ na  

        

Ŝ

yrandol jak dziedziczk

ę

 w  

        krynolinie@ na ja

ś

nie o

ś

wiecony  

        sufit@ na pyszno pokutne  
        kl

ę

czniki@ na anioła co stale o  

 
 
 
 
 
 
        jeden numer za mały@ na li

ś

cie  

        co w 

ś

wietle lampki czerwonej  

        wydaj

ą

 si

ę

 czarne@  

          stan

ą

ł w k

ą

cie załamał odj

ę

te  

        z krzy

Ŝ

a r

ę

ce@ i pomy

ś

lał@  

        chyba to wszystko nie dla mnie@ 
         
          Przyzwyczaili do siebie 
         
          

Ś

wi

ę

ty Józef 

ś

wi

ę

ty Stanisław  

background image

        Kostka 

ś

wi

ę

ty Antoni trzymaj

ą

  

        Dziecko Jezus na r

ę

ku@  

        opiekunowie wzrusze

ń

@  

        przyzwyczaili do siebie@ ale  
        kiedy

ś

 noc

ą

 kiedy penitenci  

        pookrywali ju

Ŝ

 kołdrami uszy@ w  

        sierpniu kiedy owady schodz

ą

 do  

        ziemi@ a jesiony za oknem  
        obejmuj

ą

 si

ę

 jak skrzydła@  

        ponownie kwitn

ą

 ł

ą

ki i cichn

ą

  

        ptaki@ kto

ś

 mi powiedział przez  

        sen -@ niech ksi

ą

dz we

ź

mie  

        Dzieci

ą

tko Jezus@ sam je  

        potrzyma na r

ę

ku@ ustawi si

ę

 pod  

        filarem@ serce mi zadr

Ŝ

ało jak  

        owies@ a potem l

ę

k - jakby  

        uciekały okulary -@ - ładne  
        rzeczy - ksi

ą

dz z Dzieckiem na  

        r

ę

ku w ko

ś

ciele -@ jedni  

        powiedz

ą

 - 

ś

wie

Ŝ

o upieczony  

        

ś

wi

ę

ty@ buty lampkami obstawi

ą

@  

        inni zaczn

ą

 w maszynach do  

        pisania ostrzy

ć

 litery@ anonimem  

        w kurii oparz

ą

@ krzy

Ŝ

em wska

Ŝą

  

        godzin

ę

@ skrupulanci rozpoczn

ą

  

        cedzi

ć

 w siteczku cie

ń

  

        strumienia@ a Dziecko miało  
        

ś

lipka niebieskie@ jak w  

        Betlejem podstrzy

Ŝ

one włoski@  

        bezbronne i jeszcze bez ran@ ze  
        wzruszenia na kl

ę

czkach mówiłem@  

        co

ś

 bez sensu do Matki Boskiej@ 

         
          Tak ludzka 
         
          Nie wierz

ą

 

ś

wi

ę

tej Annie  

        wszyscy wa

Ŝ

ni 

ś

wi

ę

ci@ 

Ŝ

e znała  

        Matk

ę

 Bo

Ŝą

 w sukience do kolan@  

        z dowcipnym warkoczykiem i  
        wesoł

ą

 grzywk

ą

@ w sandałach z  

        rzemykami co były niepewne@  
        (czy mo

Ŝ

e si

ę

 popl

ą

ta

ć

 to co  

        nie

ś

miertelne)@ biegaj

ą

c

ą

 jak  

        wróbel polski po podwórku@  
        zerkaj

ą

c

ą

 do studni orzechowym  

 
 
 
 
 
 
        okiem@ jak spada całe niebo bez  
        bli

Ŝ

szych wyja

ś

nie

ń

@ umiej

ą

c

ą

  

        odró

Ŝ

ni

ć

 jak pszczoł

ę

  

        najpro

ś

ciej@ zwykłe dobro na co  

        dzie

ń

 od doskonało

ś

ci@ (bo  

        zawsze s

ą

 prawdziwe rzeczy  

        mniej ogólne)@ poznaj

ą

c

ą

  

        zapachy i uparte smaki@ jak  
        słodki kwa

ś

ny słony i  

        najcz

ęś

ciej gorzki@ zwłaszcza  

background image

        gdy pies wprost z budy nie  
        archanioł dziwny@ demonstrował  
        ogonem liryzm prymitywny@  
          o córko 

ś

wi

ę

tej Anny z  

        najwy

Ŝ

szych obrazów@ tak ludzka  

        

Ŝ

e nie była

ś

 dorosł

ą

 od razu@  

         
          Nienazwane 
         
          Jak si

ę

 nazywa - to  

        nienazwane@ jak si

ę

 nazywa to -  

        co zabolało@ ten smutek co nie  
        ł

ą

czy a rozdziela@ ta przyja

źń

  

        lub inaczej miło

ść

 niemo

Ŝ

liwa@  

        to co biegło naprzeciw a było  
        rozstaniem@ to wci

ąŜ

  

        najwa

Ŝ

niejsze co przechodzi  

        mimo@  ta przykro

ść

 byle jaka  

        jak chłodny skurcz w piersi@ ta  
        straszna pustka co graniczy z  
        Bogiem@  
          to - 

Ŝ

e je

ś

li nie wiesz dok

ą

d  

        i

ść

@ sama ci

ę

 droga poprowadzi@  

         
          Podobie

ń

stwa 

         
          Miło

ś

ci podobna tylko do  

        miło

ś

ci@ prawdo podobna tylko  

        do prawdy@ szcz

ęś

cie podobne do  

        szcz

ęś

cia@ 

ś

mierci podobna do  

        

ś

mierci@ serce podobne do  

        serca@ chłopaku z u

ś

miechem od  

        ucha do ucha@ podobny do tego  
        jakim byłem kiedy

ś

@  

          przesta

ń

cie si

ę

 nareszcie tak  

        wygłupia

ć

@ przecie

Ŝ

 nawet Bóg  

        podobny tylko do Boga@ nie  
        istnieje@  
         
          Tyle wieków 
         
          Pochwalam chrze

ś

cija

ń

stwo 

Ŝ

e  

        tak długo rosło@ mój Bo

Ŝ

e tyle  

        wieków@ nawet 

ś

wi

ę

ci Twoi co  

        poczernieli ze starymi  
 
 
 
 
 
 
        deszczami@ jak turkusy umieraj

ą

c  

        zieleniej

ą

@ a ono pobiegło do  

        Matki Naj

ś

wi

ę

tszej@ graj

ą

cej  

        małemu Jezusowi na laskowym  
        orzechu@ ubogiej - jak w  
        grottgerowskiej burce@ tak  
        prawdziwej - 

Ŝ

e ju

Ŝ

 bez powrotu@  

          i skar

Ŝ

yło si

ę

 do ucha@ 

Ŝ

e  

        si

ę

 jeszcze na dobre nie  

        zacz

ę

ło@  

background image

         
          Znowu 
         
          Rozpłakała si

ę

 Matka Boska@  

        Józefowi na ucho si

ę

 zwierza@  

        zamiast - Domie złoty@ mówi

ą

 do  

        mnie - złoty@ zamiast Arko@ -  
        Miarko przymierza@ 
          znowu teraz@ jak na  
        pocz

ą

tku@ li

Ŝ

e łap

ę

 złote  

        Ciel

ą

tko@  

         
          Uparła si

ę

 

         
          Sprzed lat listy budz

ą

 si

ę

 jak  

        borsuk@ fotografie przychodz

ą

  

        rozrzewni

ć

@ nic nie doda

ć

 nie  

        uj

ąć

@ nic nie zostało@  

          jak to - mówi Matka Boska@ -  
        nie wybrzydzaj@ uparła si

ę

  

        

Ŝ

yje@ dawna miło

ść

 - stara  

        nieboszczka@  
         
          Wa

Ŝ

ne 

         
          To 

Ŝ

e wszystko dzieje si

ę

  

        inaczej@ to cierpienie t

ę

dy  

        ow

ę

dy@ ten dzie

ń

 bez kochanej  

        r

ę

ki@ ten ból i tak dalej@ ten  

        mróz 

Ŝ

e tylko jeden piec mnie  

        zrozumiał@ zwłaszcza gdy  
        kładłem serce do zimnego łó

Ŝ

ka@  

        ta jesie

ń

 lekko chora po tej  

        stronie 

ś

wiata@ ta małpa bez  

        małpy@  
          powiedz 

Ŝ

e to wła

ś

nie wa

Ŝ

ne@  

         
          Pow

ą

zki 

          Romce Lewandowskiej 
         
          Nie chodz

ę

 tam by usłysze

ć

  

        

ś

piew wilgi@ podpatrzy

ć

 jak  

        mikołajek zakwita od dołu do  
        góry@ i cie

ń

 depcze po  

        pi

ę

tach@ goni

ą

c wiewiórk

ę

 ze  

 
 
 
 
 
 
        

ś

miechem w ogonie@ jak te

ś

ciowe  

        z zi

ę

ciami porastaj

ą

 bluszczem@  

        gdy nie duch ale pomnik  
        straszy@ jak czyja

ś

 wielka  

        sława zdechła zupełnie sama@ a  
        przy nazwisku chodzi robak@  
        (smutno wci

ąŜ

 

Ŝ

ywych kocha

ć

  

        ponad miar

ę

)@ jak na grób Rydza  

        

Ś

migłego opadaj

ą

 ciernie@  

          chodz

ę

 dziwi

ę

 si

ę

 my

ś

l

ę

  

background image

        przemilczam@ ilu młodszych  
        umarło ode mnie@ 
         
          Posłuchaj 
         
          Mertonie 

ś

wi

ę

ty@ Boga  

        nazwałe

ś

@ Cisz

ą

 Milczenia@  

          to deszcz nakłamał@ tak długo  
        padał za oknem@ to chłopiec  
        zmylił@ pewnie zbyt cicho@  
        liczył króliki na palcach@ 
          posłuchaj krzy

Ŝ

a@ rozpaczy  

        serca@ wszystko inaczej@ bo  
        nie jest cisz

ą

@ głazem@  

        pytaniem@ lecz płaczem@  
         
          Pro

ś

ba 

         
          Coraz wi

ę

cej Ciebie@ bo  

        powietrze przejrzyste mi

ę

dzy  

        ulewami@ czarny las a im dalej  
        tym bardziej niebieski@ mo

Ŝ

e w  

        nim szuka grzybów stary smutny  
        anioł@ co zamiast pozna

ć

 miło

ść

  

        wkuwał j

ę

zyk grecki@  

          a teraz moja pro

ś

ba@ o Matko  

        Naj

ś

wi

ę

tsza@ by

ć

 jak t

ę

cza co  

        sob

ą

 nie zajmuje miejsca@ cho

ć

  

        biegnie jak po schodach od ziemi  
        do nieba@ Tobie derkacz w zbo

Ŝ

u  

        Tobie zaj

ą

c w polu@ mrówki co  

        si

ę

 kochaj

ą

 ale si

ę

 nie lubi

ą

@  

        pomidor z p

ę

pkiem koszyk z  

        ma

ś

lakami@ i cierpienie tak  

        wielkie 

Ŝ

e ju

Ŝ

 nie ma grzechu@  

        milczenie które my

ś

li@ rado

ść

  

        co rozumie@  
          amen - lub inaczej - niech nie  
        b

ę

dzie mnie@ 

         
          Bliscy i oddaleni 
         
          Bo widzisz tu s

ą

 tacy którzy  

        si

ę

 kochaj

ą

@ i musz

ą

 si

ę

  

        spotyka

ć

 aby si

ę

 omin

ąć

@ bliscy  

 
 
 
 
 
 
        i oddaleni jakby stali w  
        lustrze@ pisz

ą

 do siebie listy  

        gor

ą

ce i zimne@ rozchodz

ą

 si

ę

  

        jak w 

ś

miechu porzucone kwiaty@  

        by nie wiedzie

ć

 do ko

ń

ca czemu  

        tak si

ę

 stało@ s

ą

 inni co si

ę

  

        nawet po ciemku odnajd

ą

@ lecz  

        przejd

ą

 obok siebie bo nie 

ś

mi

ą

  

        si

ę

 spotka

ć

@ tak czy

ś

ci i  

        spokojni jakby 

ś

nieg si

ę

  

background image

        zacz

ą

ł@ byliby doskonali lecz  

        wad im zabrakło@  
          bliscy boj

ą

 si

ę

 by

ć

 blisko  

        

Ŝ

eby nie by

ć

 dalej@ niektórzy  

        umieraj

ą

 - to znaczy ju

Ŝ

  

        wiedz

ą

@ miło

ś

ci si

ę

 nie szuka  

        jest albo jej nie ma@ nikt z  
        nas nie jest samotny tylko przez  
        przypadek@ s

ą

 i tacy co si

ę

 na  

        zawsze kochaj

ą

@ i dopiero  

        dlatego nie mog

ą

 by

ć

 razem@ jak  

        ba

Ŝ

anty co nigdy nie chodz

ą

  

        parami@  
          mo

Ŝ

na nawet zabł

ą

dzi

ć

 lecz po  

        drugiej stronie@ nasze drogi  
        poci

ę

te schodz

ą

 si

ę

 z powrotem@  

         
          To samo 
         
          Młodzi co biegn

ą

 gromad

ą

@  

        doro

ś

li co chodz

ą

 parami@  

        starzy przy ko

ń

cu osobno@ tylko  

        wci

ąŜ

 serce to samo@ pracuje  

        jak pszczoła po ciemku@ szuka  
        miło

ś

ci w miło

ś

ci@ przed  

        

ś

mierci

ą

 czyst

ą

 i wielk

ą

@  

         
          Przepiórka 
         
          Przepiórko co si

ę

 najgło

ś

niej  

        odzywasz@ zawsze o wschodzie  
        i zachodzie sło

ń

ca@ prawda 

Ŝ

e  

        tylko dwie s

ą

 czyste chwile@ ta  

        wczesna jasna i tamta o  
        zmierzchu@ gdy Bóg dzie

ń

 daje i  

        gdy go zabiera@ gdy kto

ś

 mnie  

        szukał i jestem mu zb

ę

dny@ gdy  

        kto

ś

 mnie kochał i gdy sam  

        zostaj

ę

@ kiedy si

ę

 rodz

ę

 kiedy  

        umieram@  
          te dwie sekundy co zawsze  
        przyjd

ą

@ ta jedna biała a druga  

        ciemna@ tak bardzo szczere 

Ŝ

e  

        obie nagie@ tak poza nami 

Ŝ

e  

        nas ju

Ŝ

 nie ma@  

 
 
 
 
 
 
          W szpitalu 
         
          Ni to staruszka ni  
        dziewczynka@ wyczesały si

ę

  

        włosy@ i został jeden chudy  
        warkoczyk@ mo

Ŝ

e blizna po  

        li

ś

ciu@  

          w szpitalu oczy tak smutne jak  
        w haremie@ w listopadzie kiedy  
        chomik 

ś

miesznie zasypia@ ju

Ŝ

  

background image

        bez lekarza bo zl

ą

kł si

ę

 prawdy@ 

          mówiłem o Bogu - nie mogła  
        zrozumie

ć

@ pytałem o flirty -  

        pozapominała@ patrz

ą

c na mnie  

        jak w nadmuchany kołnierz@ 
          prosiła tylko@ abym umył jej  
        r

ę

ce@ usta twarz@ bo chce  

        umiera

ć

 czysta@ 

         
          Słowa 
         
          Do ostatniej chwili nie  
        przestawał mówi

ć

@ jakby chciał  

        j

ę

zyk wyci

ą

gn

ąć

 poza 

ś

mier

ć

@  

        kl

ę

cz

ą

c przy jego łó

Ŝ

ku  

        tłumaczyłem mu@ tam słowa ju

Ŝ

  

        nic nie znacz

ą

@ nie zawracaj

ą

  

        ludziom głowy@ nie mo

Ŝ

na za nie  

        otrzyma

ć

 

Ŝ

adnego honorarium@  

        niemodne jak wiarus dzwoni

ą

cy  

        nogami@ nie kłami

ą

 dłu

Ŝ

ej ni

Ŝ

  

        

Ŝ

yj

ą

@ nieporadne jak nie  

        oblizane jeszcze ciel

ę

@  

          tłumaczyłem mu 

Ŝ

e czeka go@  

        tylko jedno słowo które jest  
        milczeniem@  
         
          Drzewa niewierz

ą

ce 

         
          Drzewa po kolei wszystkie  
        niewierz

ą

ce@ ptaki si

ę

 zupełnie  

        nie ucz

ą

 religii@ a pies bardzo  

        rzadko chodzi do ko

ś

cioła@  

        naprawd

ę

 nic nie wiedz

ą

@ a  

        takie posłuszne@  
          nie znaj

ą

 ewangelii owady pod  

        kor

ą

@ nawet biały kminek  

        najcichszy przy miedzy@ zwykłe  
        polne kamienie@ krzywe łzy na  
        twarzy@ nie znaj

ą

  

        franciszkanów@ a takie ubogie@  
          nie chc

ą

 słucha

ć

 mych kaza

ń

  

        gwiazdy sprawiedliwe@ konwalie  
        pierwsze z brzegu bliskie wi

ę

c  

        samotne@ wszystkie góry  
 
 
 
 
 
 
        spokojne jak wiara cierpliwe@  
        miło

ś

ci z wad

ą

 serca@ a takie  

        wci

ąŜ

 czyste@ 

         
          

ś

eby si

ę

 obudzi

ć

 

         
          

ś

eby si

ę

 obudzi

ć

 rano@  

        doprowadzi

ć

 włosy do  

        opami

ę

tania@ umy

ć

 si

ę

 i ubra

ć

@  

        postawi

ć

 czajnik z gwizdkiem@  

background image

        odgarn

ąć

 z okna samotny deszcz@  

        trzeba si

ę

 oprze

ć

 na tym co  

        wymyka si

ę

 jak mokry kamyk@  

          na sekundzie której ju

Ŝ

 nie  

        ma@ na my

ś

li której nie sposób  

        dotkn

ąć

@ na sile ci

ąŜ

enia co  

        oddala tego kogo si

ę

 kocha@ bo  

        nie ku nam wszystko ci

ąŜ

y@  

          jeste

ś

my widzialni i  

        niewidzialni zarazem@ jak  
        wszyscy ludzie po kolei@ i  
        dlatego chodzimy po cieniutkim  
        czasie@ i głosimy gruby  
        realizm@ rozmawiamy z  
        umarłymi@ i wyjadamy głupie  
        komunikaty@ kochamy od razu  
        dwie osoby niemo

Ŝ

liwe do  

        kochania@ bo t

ę

 co za blisko i  

        t

ę

 za daleko@ i chyba nawet  

        dlatego umieramy@ 

Ŝ

eby nas było  

        wida

ć

 i nie wida

ć

@  

         
          Wszystko na szpilce 
         
          Chodzi anioł stró

Ŝ

 po  

        

ś

wiecie@ sprz

ą

ta po miło

ś

ciach  

        co si

ę

 rozleciały@ zbiera jak  

        ułomki chleba dla wróbli@ 

Ŝ

eby  

        si

ę

 nic nie zmarnowało@ listy  

        tam i z powrotem@ telefony od  
        ucha do ucha@ małe 

ś

mieszne  

        pami

ą

tki co były wzruszeniem@  

        notes z dat

ą

 spotkania ukryty w  

        czajniku@ blizny po 

ś

miechu@  

        sprzeczki nie wiadomo po co@ 

Ŝ

ale  

        jak pojedyncze osy@ flirtuj

ą

ce  

        osły@  
          wszystko na szpilce@ to co na  
        zawsze ju

Ŝ

 si

ę

 wydawało@  

        m

ą

dro

ść

 przy ko

ń

cu 

Ŝ

e nie o to  

        chodzi@ rado

ść

 

Ŝ

e si

ę

 kocha to  

        co niemo

Ŝ

liwe@  

         
          Gwiazda 
         
 
 
 
 
 
 
          Gwiazda według rozkładu jak  
        tam i z powrotem@ nie tylko by  
        trzem m

ę

drcom przewróciła w  

        głowie@ chodzi z teologi

ą

 po  

        wysokim niebie@ grzechem jest  
        upa

ść

 - mówi - nie splami

ę

 si

ę

  

        ziemi

ą

@  

          patrz

ą

 astry jesienne zwane  

        michałkami@ trzy rodzaje  
        skowronków dwie pary  

background image

        

ś

mieciuszek@ szczypawki królik  

        z w

ą

sem jak dreszczyk liryczny@  

        na jedn

ą

 kropl

ę

 deszczu z  

        najwy

Ŝ

szego li

ś

cia@ tak  

        niziutko upadła i taka wci

ąŜ

  

        czysta@  
         
          Poczekaj 
         
          Nie wierzysz - mówiła miło

ść

@  

        w to 

Ŝ

e nawet z dyplomem  

        zgłupiejesz@ 

Ŝ

e zanudzisz  

        talentem@ 

Ŝ

e z dwojga złego  

        mo

Ŝ

na wybra

ć

 trzecie@ w 

Ŝ

ycie  

        bez pieni

ę

dzy@ w to 

Ŝ

e  

        przepiórka 

Ŝ

yje pojedynczo@ w  

        zdart

ą

 kor

ę

 czeremchy co pachnie  

        migdałem@ w zmarł

ą

 co 

Ŝ

ywa  

        pojawia si

ę

 we 

ś

nie@ w modnej  

        nowej spódnicy i rozci

ę

tej z  

        boku@ w najlepsze najgorsze@ w  
        profesora co głaszcze kociaka po  
        r

ę

kach@ w ka

Ŝ

dego łosia co ma  

        

Ŝ

on

ę

 kl

ę

p

ę

@ w dziewczynk

ę

 z  

        zapałkami@ w niebo i piekło@ w  
        diabła i Pana Boga@ w  
        mieszkanie za rok@  
          poczekaj jak ci

ę

 r

ą

bn

ę

@ to we  

        wszystko uwierzysz@  
         
          Za szybko 
         
          Za szybko chcesz wiedzie

ć

  

        wszystko@ ju

Ŝ

 masz pretensj

ę

@  

        do samego Boga 

Ŝ

e odło

Ŝ

ył  

        słuchawk

ę

 -@ do własnego  

        aniooła stró

Ŝ

Ŝ

e nietypowy@  

        nie biały ale serdecznie rudy - 
        @ podsłuchuje spojrzenia@  
        podobno na dwóch etatach@  
        poniewa

Ŝ

 fruwa - omija pytania@  

        (a wsz

ę

dzie tyle pyskatego  

        cierpienia)@ za pr

ę

dko chcesz  

        

Ŝ

eby wszystko byxło tak proste@  

        jak seter irlandzki@ ze 

ś

wi

ę

tym  

 
 
 
 
 
 
        Franciszkiem w br

ą

zowych  

        oczach@ gdy łeb zw

ęŜ

ony poło

Ŝ

y  

        na kolanach@ ofiaruj

ą

c ogon -@  

        wypróbowany przyrz

ą

d do powita

ń

  

        i po

Ŝ

egna

ń

@  

          Tymczasem spada ciemno

ść

 jak  

        pil

ś

niowy kapelusz@ obłazi nas  

        chude milczenie@ wiedza wydaje  
        si

ę

 lizaniem@ cho

ć

 zawsze  

        wi

ę

ksza od odpowiedzi@ skomli  

background image

        chłód zrozumienia@ wszystko  
        

Ŝ

eby nie widzie

ć

 jeszcze a ju

Ŝ

  

        wierzy

ć

         
          Przezroczysto

ść

 

         
          O jedno prosz

ę

 abym nie  

        zasłaniał@ był byle jaki ale  
        przezroczysty@ 

Ŝ

eby

ś

 widział  

        przeze mnie kaczk

ę

 z płaskim  

        nosem@ 

Ŝ

ółtego wiesiołka co  

        kwitnie wieczorem@ wci

ąŜ

 od  

        pocz

ą

tku 

ś

wiata cztery płatki  

        maku@ serce co w li

ś

cie  

        wzruszenie rysuje@ (chocia

Ŝ

  

        serce chuligan bo bije po  
        ciemku)@ pióro co pisze krzywo  
        kiedy r

ę

ka płacze@ psa co  

        rozpocz

ą

ł ju

Ŝ

 wy

ć

 do sputnika@  

        mrówk

ę

 która widzi rzeczy tylko  

        wielkie@ wi

ę

c nawet jej  

        przyjemnie 

Ŝ

e jest taka mała@  

        miło

ść

 jak odległo

ść

 trudn

ą

 do  

        przebycia@ zło z którym biegnie  
        cierpienie niewinne@ bliskich  
        umarłych i nagle dalekich@  
        jakby jechali bryczk

ą

 w siwe  

        konie@ babci

ę

 co mówi do  

        dziewczynki w parku@ kiedy  
        b

ę

dziesz dorosła jeszcze mniej  

        zrozumiesz@ najkrótsz

ą

 drog

ę

 co  

        zawsze przy ko

ń

cu@  

          aby ju

Ŝ

 Ciebie tylko było  

        wida

ć

@  

         
          Wi

ę

cej powiedz

ą

 

         
          

Ś

wi

ę

ta Teresa w obrazie jak w  

        gorsecie@ anioł stró

Ŝ

 jak  

        niedyskretna religia@ ksi

ą

dz  

        Piotr Skarga z podr

ę

cznikiem  

        sejmowych kaza

ń

 w krtani@ mog

ą

  

        i

ść

 poprzez wiersze o Bogu@ nie  

        pucowani do glansu jak samowar@  
        a czasem po prostu rozpacz@  
 
 
 
 
 
 
        wielkie nic chodz

ą

ce pomi

ę

dzy  

        nami na palcach@ stary Tobiasz  
        prowadzony przez anioła i psa@  
        ból rozebrany z gałganów do  
        naga@ wi

ę

cej powiedz

ą

 o Nim@  

         
          Pami

ą

tka z tej ziemi 

         
          W miło

ś

ci wci

ąŜ

 to samo rado

ść

  

        i cierpienie@ nawet sam Pan Bóg  

background image

        nie kocha inaczej@ kocha gwizd  
        kosa co rychło ustaje@ li

ść

  

        klonu co opadnie bo ju

Ŝ

  

        poczerwieniał@ jelenia co  
        zrzuca rogi po kolei ciemne@  
        szcz

ęś

cie nieposłuszne to jest  

        to go nie ma@ kuropatwy co  
        wszystkie dokładnie pogin

ą

@  

        cho

ć

 stale powracały na to samo  

        miejsce@ patrzy w krucho

ść

 -  

        radosne 

ś

wiadectwo istnienia@  

        mi

ę

dzy tym co przemija jest si

ę

  

        wci

ąŜ

 na zawsze@ szuka tych  

        wszystkich co po 

ś

mierci  

        swojej@ ju

Ŝ

 nie potrafi

ą

 sła

ć

  

        łó

Ŝ

ek po sobie@ na listy  

        odpisywa

ć

 powraca

ć

 do domu@ tak  

        znajomych 

Ŝ

e mogli wyj

ść

 bez  

        po

Ŝ

egnania@ o tym 

Ŝ

e nie umarli  

        nie mówi

ć

 nikomu@  

          to tutaj na ziemi jest jeszcze  
        milczenie@ bo si

ę

 idzie do  

        Niego id

ą

c wci

ąŜ

 od siebie@  

          wczoraj ciebie widziałem jutro  
        nie zobacz

ę

@ tak jakbym ju

Ŝ

  

        odnalazł i znów nie mógł  
        trafi

ć

@ bo serca s

ą

 te same  

        lecz niejednakowe@ w niebie  
        tak

Ŝ

e krzy

Ŝ

 nios

ą

 pami

ą

tk

ę

 z tej  

        ziemi@  
         
          Sk

ą

d przyszło 

         
          Zło jest romantyczne a dobro  
        za nudne@ dobro wci

ąŜ

 na  

        ostatku bo zło jest ciekawe@ a  
        przecie

Ŝ

 białych kwiatów  

        najwi

ę

cej na 

ś

wiecie@ dopiero  

        po nich 

Ŝ

ółte a potem czerwone@ 

          czemu si

ę

 rozum karmi  

        tajemnic

ą

@ a chwila niepewno

ś

ci  

        wci

ąŜ

 sprzyja nauce@ po tylu  

        rewolucjach biedne ptaki boso@  
        i 

ć

ma tak bardzo mała 

Ŝ

Ŝ

yje za  

        krótko@  
 
 
 
 
 
 
          czemu deszcz słyszysz z góry a  
        

ś

nieg troch

ę

 z boku@ i sk

ą

d  

        nagle przyszło to wielkie  
        wzruszenie@ jakbym dzwonek z  
        lat szkolnych przyło

Ŝ

ył do  

        ucha@ dzieci

ń

stwo co min

ę

ło na  

        zawsze zostało@ tylko si

ę

 z  

        młodo

ś

ci zrobiła starucha@ 

         
          R

ę

ce 

background image

         
          Twoje r

ę

ce - Mamusiu@ dobre  

        jak szafirek po deszczu@ jak  
        czajki towarzyskie@ przyniosły  
        mnie na 

ś

wiat@ kołysały@  

        ustawiały na podłodze@ sadzały  
        na stołku@ mówiły 

Ŝ

e motyl  

        dzwoni@ 

Ŝ

e młodych grzybów nie  

        sposób rozezna

ć

@ uczyły trzyma

ć

  

        ły

Ŝ

k

ę

 by nie trafiała do ucha@  

        rozró

Ŝ

nia

ć

 klon od jaworu@  

        prowadziły przy oknie po  
        ciemku@ po ziemi co czernieje  
        jak szpak@  
          suche i ciepłe@ za słabe@  
        

Ŝ

eby wyprowadzi

ć

 mnie z tego  

        

ś

wiata@  

         
          Niebo 
         
          Patrzał w niebo@ bizanty

ń

skie  

        - z białej mozaiki@ gotyckie -  
        gołe i złote@ renesansowe -  
        bł

ę

kitne@ barokowe -  

        brunatno_wełniste@  
        osiemnastowieczne - szafirowe@  
        impresjonistyczne - pełne  
        powietrza@ secesyjne -  
        ondulowane@ kubistyczne -  
        kanciaste@ abstrakcyjne -  
        nieprawdziwe@ i chciał wierzy

ć

  

        w całkiem nowe@ lekkie i  
        niecałe - jeszcze nie u

Ŝ

ywane@  

         
          Aniele bo

Ŝ

         
          Aniele bo

Ŝ

y stró

Ŝ

u mój@ ty  

        wła

ś

nie nie stój przy mnie@ jak  

        malowana lala@ ale ruszaj w te  
        p

ę

dy@ niczym zaj

ą

c po zachodzie  

        sło

ń

ca@  

          skoro wygania nas@ dziesi

ęć

  

        po dziesi

ą

tej@ ostatni  

        autobus@ jamnik skacz

ą

cy na  

        smycz@ smutek jak akwarium z  
 
 
 
 
 
 
        jedn

ą

 złot

ą

 rybk

ą

@ hałas@  

        cisza@ trumna jak pałacyk@  
          ładne rzeczy gdyby

ś

my  

        stan

ę

li@ jak dwa 

ś

wistaki@ i  

        zapomnieli@ 

Ŝ

e trzeba st

ą

d  

        odej

ść

@  

         
          Jak trudno 
         
          No wiesz - mówiła matka@  

background image

        wyrzekłe

ś

 si

ę

 domu rodzinnego@  

        kobiety@ dziecka co stale biega  
        bo chciałoby fruwa

ć

@ wzruszenia  

        kiedy miło

ść

 podchodzi pod  

        gardło@ a teraz martwi ciebie@  
        kubek z niebiesk

ą

 obwódk

ą

@  

        puste miejsce po mnie przy  
        stole@ trzewiki o których  
        mówiłe

ś

 

Ŝ

e s

ą

@ tak jak  

        wszystkie - do sprzedania@ a  
        nie do noszenia@ zegarek co  
        chodzi po 

ś

mierci@  

          stukasz w niewidzialn

ą

 szyb

ę

@  

        patrzysz jak czapla w jeden  
        punkt@ widzisz jak łatwo si

ę

  

        wyrzec@ jak trudno utraci

ć

@  

         
          Koło 
         
          Chciałem wiar

ę

 utraci

ć

 lecz  

        spokój był dalej@ gwiazd

ę

  

        zgasi

ć

 - nie drgn

ę

ła cała reszta  

        

ś

wiata@ ptakom lato przedłu

Ŝ

y

ć

  

        - została sikorka@  
        jasnoniebieska zawsze na  
        pocz

ą

tku zimy@ chciałem działa

ć

  

        pozmienia

ć

 - napomniał mnie  

        kamie

ń

@ czy

Ŝ

e

ś

 zgłupiał do  

        ko

ń

ca - aktywni czas trac

ą

@  

          chciałem zw

ą

tpi

ć

 - w  

        zw

ą

tpieniu znalazłem milczenie@  

        to od czego si

ę

 wiara z powrotem  

        zaczyna@  
         
          

Ś

cie

Ŝ

ka 

         
          Modl

ę

 si

ę

 

Ŝ

eby go nie  

        ogłoszono 

ś

wi

ę

tym@ nie  

        malowano@ nie wytykano  
        palcami@ nie o

ś

miecano  

        

Ŝ

yciorysem koniecznym i  

        niepotrzebnym@ bez fotografii  
        tak dokładnej 

Ŝ

e nieprawdziwej@  

        bez reklamy 

ś

mierci@ bez wiary  

        wygładzonego szkiełka@ cnót  
 
 
 
 
 
 
        targanych za uszy@ bez  
        informacyjnej nalepki@ 

Ŝ

eby był  

        

ś

cie

Ŝ

k

ą

 jak 

Ŝ

ycie drobn

ą

@  

        schylon

ą

 jak kłosy@ przez któr

ą

  

        przebiegł Jezus@ nie

ś

miały i  

        bosy@  
         
          Jeszcze nie umiesz 
         
          R

ę

ce na krzy

Ŝ

u słabe@ nogi  

background image

        dawno omdlałe@ serce zwyczajne  
        jak serce@ 
          chodz

ę

 dokoła nie wiem@  

        

ś

piewu dotykam w 

ś

piewie@ uczy  

        mnie niska stokrotka@ jeszcze  
        nie umiesz tak kocha

ć

@ by si

ę

  

        bez siebie spotka

ć

@  

          ukl

ę

kn

ę

. W Krzy

Ŝ

 twój  

        zastukam@ otworzysz oczy by  
        słucha

ć

@ przynosz

ę

 moj

ą

 ran

ę

@  

        jak

Ŝ

e mie

ć

 miło

ść

 cał

ą

@ je

ś

li  

        tu 

Ŝ

ycie niecałe@  

         
          O wierze  
         
          Jak cz

ę

sto trzeba traci

ć

  

        wiar

ę

@ urz

ę

dow

ą

@ nad

ę

t

ą

@  

        zadzieraj

ą

c

ą

 nosa do góry@  

        asekuruj

ą

c

ą

@ głoszon

ą

 st

ą

d  

        dot

ą

d@ 

Ŝ

eby odnale

źć

 t

ę

  

        jedyn

ą

@ wci

ąŜ

 jak w

ę

giel  

        jeszcze zielony@ t

ę

 która jest  

        po prostu@ spotkaniem po  
        ciemku@ kiedy niepewno

ść

 staje  

        si

ę

 pewno

ś

ci

ą

@ prawdziw

ą

 wiar

ę

  

        bo całkiem nie do wiary@ 
         
          Jak długo 
         
          Jak długo wierzy

ć

 nie  

        rozumie

ć

@ jak długo jeszcze  

        wierzy

ć

 nie wiedzie

ć

@ ciemno  

        jak pod bukiem o gładkiej  
        korze@ poka

Ŝ

 si

ę

 cho

ć

 na  

        chwil

ę

 w ko

ś

ciele - rozebranym  

        do naga ze 

ś

wiecidełek@ jak  

        

ś

wi

ę

ci co nie maj

ą

 niczego do  

        ukrywania@ jak w promieniu  
        miło

ś

ci promie

ń

 przyja

ź

ni@  

        podaj r

ę

ce którymi odwiedzałe

ś

@  

        ani za pó

ź

no ani za daleko@ nie  

        daj nam tak długo wierzy

ć

         
          Serce 
         
 
 
 
 
 
 
          Cebulo za nerwowa@ firletko  
        wesoła@ ma

ś

laku w deszczu  

        lepki@ opie

ń

ko miodowa@  

        obupłciowa d

Ŝ

d

Ŝ

ownico wi

ę

c dwa  

        razy smutna@ biedronko kropka w  
        kropk

ę

@ jak przed pierwsz

ą

  

        wojn

ą

@ czy lat dwadzie

ś

cia  

        cztery@ czy sze

ść

dziesi

ą

t  

        dziewi

ęć

@  

          tak samo serce łazi jak  

background image

        samotna pszczoła@  
         
          Jakby Go nie było 
         
          Tak w Pana Boga naprawd

ę

  

        uwierzył@ 

Ŝ

e mógł si

ę

 modli

ć

  

        jakby Go nie było@ i widzie

ć

  

        smutek ogromny na polu@  
        pszenic

ę

 która nie zakwitła w  

        czerwcu@ i same tylko niewierz

ą

ce  

        dzieci@ jakby Pan Jezus nie  
        rodził si

ę

 zim

ą

@ i nawet serce  

        ludzkie niepotrzebne@ bo krew  
        wariatka gdzie indziej pobiegła@  
          wierzy

ć

 to znaczy nawet si

ę

  

        nie pyta

ć

@ jak długo jeszcze  

        mamy i

ść

 po ciemku@  

         
          Wierz

ę

 

         
          Wierz

ę

 w Boga@ z miło

ś

ci do  

        15 milionów tr

ę

dowatych@ do  

        silnych jak ko

ń

 d

ź

wigaj

ą

cych  

        paki od rana do nocy@ do 30  
        milionów obł

ą

kanych@ do ciotek  

        którym włosy wybielały od  
        długiej dobroci@ do  
        wpatruj

ą

cych si

ę

 tak zawzi

ę

cie w  

        krzywd

ę

 

Ŝ

eby nie widzie

ć

 sensu@  

        do przemilczanych - 

ś

pi

ą

cych z  

        tr

ą

b

ą

 archanioła pod poduszk

ą

@  

        do dziewczynki bez pi

ą

tej  

        klepki@ do wymy

ś

laj

ą

cych krople  

        na serce@ do pomordowanych  
        przez białego chrze

ś

cijanina@  

        do wyczekuj

ą

cego spowiednika z  

        uszami na obie strony@ do oczów  
        schizofrenika@ do raduj

ą

cych  

        si

ę

 z tego powodu 

Ŝ

e stale  

        otrzymuj

ą

 i stale musz

ą

  

        oddawa

ć

@ bo gdybym nie  

        wierzył@ osun

ę

liby si

ę

 w  

        nico

ść

         
          Nie płacz 
 
 
 
 
 
 
         
          Nie płacz. To tylko krzy

Ŝ

@  

        przecie

Ŝ

 tak trzeba@ 

          Nie dr

Ŝ

yj. To tylko miło

ść

@  

        jak rana w przylepce chleba@ 
          I ty jak zabawny kos@ co si

ę

  

        kosowej spodziewa@ łatwiej  
        kiedy si

ę

 nie wie@ 

          Zamy

ś

lił si

ę

 anioł@ chciał   

        zabra

ć

 głos@ lecz poszedł do  

background image

        nieba@ 
         
          Anioł powa

Ŝ

ny 

         i niepowa

Ŝ

ne pytania 

         
          Czy zostałe

ś

 aniołem dopiero  

        po dłu

Ŝ

szym namy

ś

le@ czy  

        zamiast palca serdecznego masz  
        tylko wskazuj

ą

cy@ czy  

        spowiadasz tylko z grzechów  
        ci

ęś

kich bo lekkie trudno  

        ud

ź

wign

ąć

@ czy klaszczesz w  

        dłonie patrz

ą

c na konanie jak na  

        sytuacj

ę

 przedbramkow

ą

@ czy  

        nigdy nie płaczesz 

Ŝ

eby si

ę

  

        nigdy nie u

ś

miecha

ć

@ czy  

        umiesz uwa

Ŝ

nie bez powodu  

        słucha

ć

@ czy nie przytulasz si

ę

  

        

Ŝ

eby odej

ść

@ czy nie t

ę

sknisz  

        za ciałem@ za ludzkim  
        u

ś

miechem@ za dło

ń

mi zło

Ŝ

onymi  

        w kominek@ za zi

ę

b

ą

 co we  

        wrze

ś

niu opuszcza ogrody@ za  

        

ź

rebakiem zamykaj

ą

cym powieki@  

        za chrz

ą

szczem o nogach  

        

Ŝ

ółtoczerwonych@ za ka

Ŝ

d

ą

  

        sekund

ą

 zawsze ostatni

ą

@ za tym  

        co nietrwałe i dlatego cenne@  
         
          Sprawiedliwo

ść

 

         
          Gdyby wszyscy mieli po cztery  
        jabłka@ gdyby wszyscy byli  
        silni jak konie@ gdyby wszyscy  
        byli jednakowo bezbronni w  
        miło

ś

ci@ gdyby ka

Ŝ

dy miał to  

        samo@ nikt nikomu nie byłby  
        potrzebny@ 
          Dzi

ę

kuj

ę

 Ci 

Ŝ

e sprawiedliwo

ść

  

        Twoja jest nierówno

ś

ci

ą

@ to co  

        mam i to czego nie mam@ nawet  
        to czego nie mam komu da

ć

@  

        zawsze jest komu

ś

 potrzebne@  

        jest noc 

Ŝ

eby był dzie

ń

@ ciemno  

        

Ŝ

eby 

ś

wieciła gwiazda@ jest  

 
 
 
 
 
 
        ostatnie spotkanie i rozł

ą

ka  

        pierwsza@ modlimy si

ę

 bo inni  

        si

ę

 nie modl

ą

@ wierzymy bo inni  

        nie wierz

ą

@ umieramy za tych co  

        nie chc

ą

 umiera

ć

@ kochamy bo  

        innym serce wychłódło@ list  
        przybli

Ŝ

a bo inny oddala@  

        nierówni potrzebuj

ą

 siebie@ im  

        najłatwiej zrozumie

ć

 

Ŝ

e ka

Ŝ

dy  

        jest dla wszystkich@ i  

background image

        odczytywa

ć

 cało

ść

         
          O bólu 
         
          W co si

ę

 ból mo

Ŝ

e zmieni

ć

@ w  

        gniew tupanie nog

ą

@ w otwart

ą

  

        ksi

ąŜ

k

ę

 zamkni

ę

t

ą

 powoli@ w  

        modlitw

ę

@ płacz prywatny bo  

        wprost do poduszki@ list pisany  
        pi

ęć

 razy bez zwi

ą

zku od  

        rzeczy@ milczenie przy stole@  
        chodzenie tam i nazad dookoła  
        prawdy@ dotkni

ę

cie ust  

        samotnych ły

Ŝ

eczk

ą

 herbaty@ w  

        to co niemo

Ŝ

liwe - jeszcze nie  

        ostatnie@ w t

ę

 sam

ą

 znowu  

        miło

ść

@ ko

ń

cz

ą

c

ą

 si

ę

 długo@  

          pozwól Matko wi

ę

c@ niech  

        dalej boli@  
         
          Przyjd

ź

cie 

         
          Przyjd

ź

cie potrzaskane klony  

        jasne i 

Ŝ

ółte@ obszarpany z  

        li

ś

ci grabie dyskretny@  

        

Ŝ

ołnierze z dziurami w głowach@  

        przyjd

ź

 dziewczynko spalona z  

        łopatk

ą

 do piasku@ i chłopcze  

        co

ś

 przed 

ś

mierci

ą

 grał na  

        scenie słonia@ przyjd

ź

 stara  

        kwoko na urwanej łapie@  
        przyjd

ź

cie cierpienia niewinne@  

        przyjd

ź

cie Adamie i Ewo co

ś

cie  

        za szybko chcieli wiedzie

ć

 co  

        dobre a co złe@ przyjd

ź

 cebulo  

        co w twoich trzech sukienkach  
        namawiasz do płaczu@ przyjd

ź

cie  

        i powiedzcie@ 

Ŝ

e to nie Jego  

        wina@ 
         
          Co zostało we mnie 
         
          Nie o grzechy mnie pytaj@ co  
        zostało we mnie@ ile szczero

ś

ci  

        tego co ju

Ŝ

 było dawno@ ile  

 
 
 
 
 
 
        u

ś

miechów wcze

ś

niejszych od  

        my

ś

li@ niewinno

ś

ci jak  

        długowłosego jamnika@ wiersza w  
        albumie "kto bibuł

ę

 buchnie  

        niech mu łapa spuchnie"@ snu od  
        bólu głowy@ li

ś

cia wi

ą

zu co  

        drapie@ serca widz

ą

cego bez  

        okularów@ barwy której si

ę

  

        uczyłem jak muzyki@ kamienia  
        wystrzelonego z procy który nie  

background image

        doleciał jeszcze do ziemi@  
        modlitwy szumi

ą

cej jak ogie

ń

@  

        siostry przy rodzinnym stole jak  
        niebieska ostró

Ŝ

ka@ pokazuj

ą

cej  

        mi j

ę

zyk po drugiej stronie  

        lampy@ słów wci

ąŜ

 czujnych by  

        nie u

ś

pi

ć

 krzywdy@ sumienia tak  

        wiernego jak anioł i zwierz

ę

@  

          i tego niewiadomego - co  
        dalej@ 
         
          Dzieci

ń

stwo 

         
          Zabrałe

ś

 mi dzieci

ń

stwo a ono  

        powraca@ z chłopcem który biega  
        po lesie za sójk

ą

@ co mieszka  

        raz wysoko albo całkiem nisko@  
        po przeszło

ść

 trzeba wznie

ść

 si

ę

  

        by si

ę

 przed ni

ą

 schyli

ć

@  

        zabrałe

ś

 moj

ą

 młodo

ść

 a ona si

ę

  

        zjawia@ mówi jakie nad Polsk

ą

  

        było niebo czyste@ a starczyło  
        na zawsze by spojrze

ć

 raz tylko@  

          zabierz wszystko co boli@ by  
        wróciło do mnie@  
         
          Wszystko inaczej 
         
          A on jest tak jasny 

Ŝ

e nic nie  

        tłumaczy@ bo wiedzie

ć

 wszystko  

        to nic nie wyja

ś

nia

ć

@ st

ą

d  

        cierpienia po prostu nie wiadomo  
        po co@ tak od razu bez sensu 

Ŝ

e  

        całkiem prawdziwe@ wszystkie  
        łzy jak prosiaki chodz

ą

ce po  

        twarzy@ 
          Bo miło

ś

ci tak pi

ę

kne 

Ŝ

e wci

ąŜ

  

        niemo

Ŝ

liwe@ cho

ć

 listy po  

        staremu i szept w białej  
        kartce@ spotkania po kolei  
        wiod

ą

ce w nieznane@ szcz

ęś

cia  

        co si

ę

 nagle obli

Ŝ

e jak ciel

ę

@  

        i 

ś

mier

ć

 tak punktualna 

Ŝ

e  

        zawsze nie w por

ę

@ cho

ć

 wiadomo  

        

ś

mier

ć

 miło

ść

 od 

ś

mierci ocala@  

 
 
 
 
 
 
          I jeszcze stare furtki donik

ą

d  

        i wsz

ę

dzie@ w których kiedy

ś

  

        czekałe

ś

 na to co nie przyszło@  

        wy

Ŝ

eł co chciał ci łap

ę

 podawa

ć

  

        na zawsze@ biedronka co wró

Ŝ

yła  

        

Ŝ

e wojny nie b

ę

dzie@ 

          Lecz on wie jak najlepiej -  
        wi

ę

c wszystko inaczej@ czasem  

        pro

ś

by nam spełnia 

Ŝ

eby nas  

        zawstydzi

ć

@  

background image

         
          Telefon 
         
          Przed chwil

ą

 nieznajoma nagle  

        zadzwoniła@ podała adres tego  
        co wła

ś

nie umierał@ wi

ę

c  

        poszedłem go szuka

ć

. Wieczór był  

        zbyt szorstki@ chocia

Ŝ

 troch

ę

  

        powolny i ciemny jak wrona@  
        szli przy mnie oboj

ę

tni co si

ę

  

        nie dziwili@ 

Ŝ

e sen - ciała  

        ludzi którzy 

ś

pi

ą

 - oddziela@  

        cho

ć

 le

Ŝą

 obok siebie we 

ś

nie s

ą

  

        daleko@ mo

Ŝ

e dlatego bliscy i  

        tacy samotni@ tak jakby si

ę

  

        bawili jeszcze w chowanego@  
          miło

ść

 bierze nam r

ę

ce i na  

        krzy

Ŝ

u składa@  

          szli tak

Ŝ

e niewierz

ą

cy lub  

        inaczej tacy@ którzy wła

ś

nie w  

        to wierz

ą

 w co wierzy

ć

  

        potrzeba@ biegła jeszcze  
        dziewczynka co długo krzyczała@  
        na swojego tatusia 

Ŝ

eby nie  

        umierał@  
          o wszyscy niewidzialni o nas  
        zatroskani@ - i ty telefonie  
        cymbale brz

ę

cz

ą

cy@ co masz  

        tylko z nami dost

ę

p do  

        wzruszenia@  
          mówimy wszyscy razem bo wci

ąŜ

  

        kogo

ś

 nie ma@  

         
          Nareszcie 
         
          Nie poradził sobie z własnym  
        ciałem@ wi

ę

c uciekł od niego do  

        lasu@ nareszcie@ bez r

ą

k co  

        chciały pisa

ć

 o miło

ś

ci@ bez  

        nóg zabieganych w kółko@ bez  
        serca co robi głupstwa@ bo  
        my

ś

li 

Ŝ

e jest na dwie osoby@  

        bez nerwów co wariuj

ą

 bez  

        zmysłów co grzesz

ą

@ bez łzy co  

        zasłania jak listek figowy@  
 
 
 
 
 
 
        odetchn

ą

ł jak sło

ń

 uczuciowy@  

        ale drzewa zacz

ę

ły go obmawia

ć

@  

        ani człowiek ani anioł@ cham.  
        Bez ciała przy nas stan

ą

ł@ jak  

        mo

Ŝ

na by

ć

 tak nieprzyzwoitym@  

        

Ŝ

eby si

ę

 nawet z ciała rozebra

ć

         
          Zmieniły si

ę

 czasy 

         
          Nazywamy go brzydko stró

Ŝ

em@  

background image

        ka

Ŝ

emy mu sta

ć

 pilnowa

ć

@  

        u

Ŝ

ywamy jak chłopca na posyłki@  

        kto z nas mu r

ę

k

ę

 poda@  

        po

Ŝ

ałuje 

Ŝ

e ma skrzydła za  

        du

Ŝ

e@ sumienie tak czyste 

Ŝ

e  

        niewygodne@ kolor biały całkiem  
        niepraktyczny@ 

Ŝ

ycie obce bo  

        bez pomyłek@ miło

ść

 niecał

ą

 bo  

        bez umierania@ 
          kto z nas go obejmie za  
        szyj

ę

@ słuchaj - powie -  

        zmieniły si

ę

 czasy@ teraz ja  

        ci

ę

 przed 

ś

wiatem ukryj

ę

         
          Podzi

ę

kowanie 

         
          Dzi

ę

kuj

ę

 Ci 

Ŝ

e nie jest  

        wszystko tylko białe albo  
        czarne@ za to 

Ŝ

e s

ą

 krowy  

        łaciate@ blado

Ŝ

ółta psia  

        trawka@ kijanki od spodu  
        oliwkowozielone@ dzi

ę

cioły  

        pstre z czerwon

ą

 plam

ą

 pod  

        ogonem@ pstr

ą

gi  

        szaroniebieskie@  
        brunatnofioletowa wilcza  
        jagoda@ złoto co si

ę

 godzi z  

        ka

Ŝ

dym kolorem i nie przyjmuje  

        cienia@ policzki piegowate@  
        dzioby nie tylko krótkie albo  
        długie@ przecie

Ŝ

 gile maj

ą

  

        grube a dudki krzywe@ za to@  
        

Ŝ

e niestało

ść

 spełnia swe  

        zadanie@ i ci co tak kochaj

ą

 

Ŝ

e  

        broni

ą

 bł

ę

dów@ tylko my chcemy  

        by

ć

 wci

ąŜ

 albo_albo@ i jeste

ś

my  

        na zło

ść

 stale w kratk

ę

         
          Bezdomna 
         
          Modl

ę

 si

ę

 do swej 

ś

wi

ę

tej  

        wci

ąŜ

 bezdomnej w niebie@ co  

        mówi do aniołów nie bardzo si

ę

  

        czuj

ę

@ wol

ę

 polne kamienie  

        zwykły 

Ŝ

ółty jaskier@ co  

 
 
 
 
 
 
        kwitnie tak niedługo od kwietnia  
        do maja@ t

ę

skni

ę

 za star

ą

 ły

Ŝ

k

ą

  

        i herbat

ą

 z mlekiem@ 

          a kto w niebie jest smutny ten  
        ziemi

ę

 rozumie@  

         
          Wszystkiego 
         
          Indyczek którym głowy nagle  
        czerwieniej

ą

@ leszczynowej  

background image

        

ś

cie

Ŝ

ki@ dzi

ę

cioła co nie  

        

ś

piewa tylko woła@ koguciego  

        ogona w którym jest pi

ęć

  

        kolorów@ zielony granatowy  
        czarny biały i 

Ŝ

ółty@ ba

Ŝ

anta  

        którego wiek poznasz po  
        pazurach@ motyla co porusza  
        skrzydłami pi

ęć

 tysi

ę

cy razy na  

        minut

ę

@ sasanki fioletowej na  

        wzgórzu@ pstrych ptaków co  
        przylatuj

ą

 najpó

ź

niej@ demonów  

        duszy i ciała@ serca co nie wie  
        czy było prawdziwe@ psa co  
        rado

ś

ci nie zna gdy nie ma  

        ogona@ tych co b

ę

d

ą

c dla siebie  

        pozostaj

ą

 obok@ i w ogóle  

        wszystkiego@  
          nie rozumie

ć

 do ko

ń

ca@ 

         
          Nie mów 
         
          Jest list który przybiegł jak  
        kwiczoł@ towarzyski i  
        hała

ś

liwy@ wzruszenie@ chleb  

        na stole@ struga od deszczu@  
        orzech buku czerwonobrunatny@  
        dziki królik megaloman co udaje  
        zaj

ą

ca@ szept w starym parku  

        sprzed dwustu lat@ - słowo  
        honoru 

Ŝ

e zaraz wróc

ę

@  

          

Ŝ

uk który umarł z  

        przyjemno

ś

ci

ą

@ smutek dozwolony  

        do ko

ń

ca@ ci co nie przestali  

        si

ę

 kocha

ć

 a zacz

ę

li si

ę

 lubi

ć

@  

        cietrzew co drugi raz wraca  
        przed zachodem sło

ń

ca@ kasztany  

        

Ŝ

yczliwe@ nadzieja jak 

ś

wi

ę

ta  

        krowa@ bo 

Ŝ

yły na r

ę

kach  

        zielone@ lecz linia 

Ŝ

ycia  

        ró

Ŝ

owa@  

          nie mów miło

ść

@ bo to za  

        du

Ŝ

o@ nie mów rozpacz@ bo to  

        za mało@ 
         
          O nieobecnych 
 
 
 
 
 
 
         
          My

ś

lała 

Ŝ

e został ju

Ŝ

 tylko na  

        fotografii@ z twarz

ą

 bez  

        oddechu@  
          Tymczasem w ka

Ŝ

dej chwili@  

        kiedy zapalała 

ś

wiatło@  

        nakrywała do stołu w 

ś

wiecie tak  

        małym w którym jest ju

Ŝ

  

        wszystko@ wiedz

ą

Ŝ

e zm

ę

czenie  

        jest przynajmniej połow

ą

  

background image

        miło

ś

ci@ 

Ŝ

e kocha

ć

 - to nie  

        znaczy i

ść

 w sw

ą

 własn

ą

 drog

ę

@  

        nieefektowna jak zielona cyranka  
        bez połysku@ wytrwała jak chory  
        z urojenia który ma w ko

ń

cu  

        racj

ę

@ kiedy odkrywała 

Ŝ

e mo

Ŝ

na  

        si

ę

 modli

ć

 maj

ą

c tylko czyste  

        sumienie@ kiedy odchodziła 

Ŝ

eby  

        wróci

ć

@ z sercem nie skróconym  

        przez oszcz

ę

dno

ść

@ tak znikoma  

        

Ŝ

e prawdziwa@ sama na wspólnej  

        drodze@ po obu stronach wiary@ 
          Tłumaczył@ 

Ŝ

e wieczno

ść

 jest  

        tylko jedna@ 

Ŝ

e ju

Ŝ

 s

ą

 razem  

        chocia

Ŝ

 si

ę

 nie widz

ą

Ŝ

e  

        miałby ochot

ę

 nagada

ć

 jej  

        serdecznie@ cho

ć

by w  

        przedpokoju ciepłym od ubra

ń

@  

        przecie

Ŝ

 tylko nieobecni s

ą

  

        najbli

Ŝ

ej@  

         
          Wigilia 
         
          Ju

Ŝ

 wzdychał na my

ś

l o Bo

Ŝ

ym  

        Narodzeniu@ o tym jak naprawd

ę

  

        było@ zacz

ą

ł si

ę

 modli

ć

 do  

        

ś

wi

ę

tej rewolucji w Betlejem@  

        od której liczymy czas@ kiedy  
        znowu zacz

ą

ł merda

ć

 puszysty  

        ogon tradycji@ wprosiła si

ę

  

        choinka@ elegancko ubrana@  
        mlaskały kluski z makiem@ kura  
        po wigilii spieszyła na rosół@  
        potem milczenie wi

ę

ksze ni

Ŝ

  

        

Ŝ

al@ i ju

Ŝ

 na gwiazdk

ę

 szalik  

        przytulny jak kotka@ 

Ŝ

eby si

ę

  

        nie ubiera

ć

 za cienko@ i nie  

        kasła

ć

 za grubo@ zdrzemn

ą

ł si

ę

  

        na dwóch fotelach@ wydawało mu  
        si

ę

 

Ŝ

e słowo ciałem si

ę

 stało -  

        i mieszkało poza nami@ nawet  
        usłyszał 

Ŝ

e za oknem@ przeszedł  

        Pan Jezus@ prosty jak ko

ś

ciół z  

        jedn

ą

 tylko malw

ą

@ obdarty ze  

        

ś

niegu i polskich kol

ę

d@ za  

 
 
 
 
 
 
        wcze

ś

nie za pó

ź

no nie w por

ę

         
          Drzewa 
         
          Brzozo nazbyt wie

ś

niacza aby  

        rosn

ąć

 w mie

ś

cie@ dyskretny  

        grabie w sam raz na szpalery@  
        jarz

ę

bino dla drozdów  

        dzwoni

ą

cych i szpaków@ akacjo z  

        której nie złote tylko białe  

background image

        miody@ olcho co jedna masz przy  
        li

ś

ciach szyszki@ głogu co  

        chronisz gajówk

ę

 krewniaczk

ę

  

        słowika@ jesionie co pierwszy  
        tracisz li

ś

cie zbli

Ŝ

aj

ą

c nam  

        jesie

ń

          Popro

ś

cie Matk

ę

 Bo

Ŝą

, aby

ś

my  

        po 

ś

mierci@ w ka

Ŝ

d

ą

 woln

ą

  

        sobot

ę

 chodzili po lesie@ bo  

        niebo nie jest niebem je

ś

li  

        wyj

ś

cia nie ma@  

         
          Ewa 
         
          Pn

ą

 si

ę

 cedry ku ptakom. O  

        Liban@ d

ź

wi

ę

czy potok lepszy od  

        pociesze

ń

@ po warkoczach  

        czarnych wiatr przepływa@ w jej  
        bolesn

ą

 wygna

ń

cz

ą

 jesie

ń

          Patrz, zwierz

ę

ta płosz

ą

 si

ę

  

        przy skałach@ zdumione twoim  
        płaczem tu@  
          Nie płacz, burze  

ś

piewaj

ą

  

        chorały@ do pierwszego poza  
        rajem snu@  
          Dzie

ń

 przekwita jabłoni

ą

. O  

        r

ę

ce@ blask si

ę

 potkn

ą

ł jak  

        ułudy 

ś

lad@  

          Matko, Twoje oczy dziewcz

ę

ce@  

        wypatruj

ą

 mnie z zamierzchu  

        lat@ 
         
          Dlaczego 
         
          Dlaczego@ 

Ŝ

ubr j

ę

czy@ jele

ń

  

        beczy@ lis skomli@ wiewiórka  
        pryska@ kos gwi

Ŝ

d

Ŝ

e@ orzeł  

        szczeka@ przepiórka pili@  
        drozd wykrzykuje@ słonka  
        chrapi@ sikorka dzwoni@ goł

ą

b  

        b

ę

bni i grucha@ kwiczoł piska@  

        derkacz skrzypi@ kawka  
        plegoce@ jaskółka piskocze@  
        

Ŝ

uraw struka@ drop ksyka@  

        człowiek mówi 

ś

piewa i wyje@  

 
 
 
 
 
 
        tylko motyle maj

ą

 wielkie oczy@  

        i wci

ąŜ

 jeszcze tyle  

        przera

ź

liwego milczenia@ które  

        nie odpowiada na pytania@  
         
          Na wsi 
         
          Tu Pan Bóg jest na serio pewny  
        i prawdziwy@ bo tutaj wiedz

ą

  

        kiedy kury karmi

ć

@ jak krow

ę

  

background image

        doi

ć

 

Ŝ

eby nie kopn

ę

ła@ jak  

        starannie ustawi

ć

 drabink

ę

 do  

        siana@ jak odró

Ŝ

ni

ć

 li

ść

 klonu  

        od li

ś

cia jaworu@ tak podobne  

        do siebie lecz ró

Ŝ

ne od spodu@  

        a li

ś

ci nie zrozumiesz ani nie  

        odmienisz@  
          tu wiedz

ą

 

Ŝ

e konie staj

ą

  

        głowami do 

ś

rodka@ 

Ŝ

e kos boi  

        si

ę

 bardziej w ogrodzie ni

Ŝ

 w  

        lesie@ 

Ŝ

e skowronek spłoszony  

        raz jeszcze za

ś

piewa@ kukułka  

        tutaj 

Ŝ

ywa a nie nakr

ę

cona@  

        pszczoła wci

ąŜ

 si

ę

 uwija raz w  

        prawo raz w lewo@ a mirt  
        rozkwita tylko w zimnym oknie@  
        ptaki te

Ŝ

 nie od razu wszystkie  

        zasypiaj

ą

@ zreszt

ą

 mog

ą

 si

ę

  

        czasem serdecznie pomyli

ć

@ jak  

        kto

ś

 kto bije 

Ŝ

on

ę

 by zrani

ć

  

        te

ś

ciow

ą

@ i wiadomo 

Ŝ

e sosny  

        niebieskozielone@ a dziurawiec  
        to 

Ŝ

ółte 

ś

wi

ę

toja

ń

skie ziele@  

          tu Pan Bóg jest jak Pan Bóg  
        pewny i prawdziwy@ tylko dla  
        filozofów garbaty i krzywy@ 
         
          Nie koniecznie na pewno 
         
          Jezu na krzy

Ŝ

u od nieba do  

        ziemi@ miałem mówi

ć

@ nie  

        pomy

ś

lałem 

Ŝ

e słowa umniejszaj

ą

  

        jak ka

Ŝ

da czuło

ść

@ miałem i

ść

 z  

        post

ę

pem@ ale powstrzymał mnie  

        artykuł "Moda i 

Ŝ

ycie  

        wewn

ę

trzne"@ miałem rozpacza

ć

@  

        ale s

ą

dziłem 

Ŝ

e czasem mo

Ŝ

na  

        przedosta

ć

 si

ę

 do nieba@  

        pomi

ę

dzy niepewno

ś

ci

ą

 wiedzy a  

        pewno

ś

ci

ą

 wiary@ pokazuj

ą

c jak  

        bilet ulgowy - zapłakany  
        policzek@ miałem udowadnia

ć

@  

        przeszkodziła mi 

ś

mier

ć

 - jak  

        inna ojczyzna -@ wi

ę

c trzymałem  

        si

ę

 tylko Ciebie za palec@ 

 
 
 
 
 
 
          Modlitwa 
         
          Który

ś

 si

ę

 modlił bo było Ci  

        za ciasno w pacierzu@ który

ś

  

        rozgrzeszył Magdalen

ę

 nie  

        słuchaj

ą

c jej grzechów tylko  

        łez@ który

ś

 nie tłumaczył do  

        ko

ń

ca cierpienia@ który  

        wygadanym kaznodziejom kładziesz  
        do ust g

ą

bk

ę

 ciszy@ odsłaniasz  

background image

        czas jak pi

ę

kno@ który

ś

 widział  

        na audiencji w Betlejem trzech  
        monarchów na klepisku ziemi@  
        jak trzy złote placki@ który  
        masz wi

ę

cej ni

Ŝ

 pi

ęć

 ran@ który  

        si

ę

 nie gniewasz na ceremonie  

        niewiary@  
          Prosz

ę

 Ci

ę

 o kryjówk

ę

@ w  

        cienkim k

ą

ciku Twych ludzkich  

        r

ą

k@ przed zgraj

ą

 formuł@ 

         
          Z Ziemi

ą

 kr

ąŜ

ymy 

         
          Z Ziemi

ą

 kr

ąŜ

ymy wokół  

        sło

ń

ca@ jak drzewo morze głaz@  

        jak bazalt czarny i spokojny@  
        co najmniej milion lat@ 
          z głow

ą

 nad 

ś

mierci

ą

  

        zamy

ś

lon

ą

@ z nierozpoznanym a  

        koniecznym@ w miło

ś

ci małym  

        smutkiem serca@ ze 

ś

cie

Ŝ

k

ą

  

        któr

ą

 odchodzimy@ z listem  

        wrzuconym po rozstaniu@ zamiast  
        na poczcie w skrzynk

ę

 szpaka@ z  

        miło

ś

ci

ą

 która przeszła obok@  

        samotni razem i osobno@ 
          tylko jak z tob

ą

 dot

ą

d nie  

        wiem@ dr

Ŝę

 

Ŝ

e zostajesz z tym  

        cierpieniem@ co kr

ąŜ

y tylko  

        wokół siebie@ 
         
          Uciekam 
         
          Uciekam od obrazkowych ikon@  
        mówiła Matka Boska@ od  
        papierowej o  mnie abstrakcji@  
        od pa

ń

 jak modnych lalek  

        pozuj

ą

cych do moich portretów@  

        od kanonizowanej kosmetyki@ 
          niech maluj

ą

 moj

ą

 pi

ę

kno

ść

  

        dzieci@ nie

ś

wiadomie z cudown

ą

  

        brzydot

ą

@ pospiesznym kolorem@  

        z nierównymi od wzruszenia  
        brwiami@ z ustami od ucha do  
        ucha@ z rud

ą

 mysz

ą

 zm

ę

czenia@  

 
 
 
 
 
 
        w okr

ą

głych łzach jak w  

        drucianych okularach@ r

ę

k

ą

 w  

        której tyle pierwszego  
        zdziwienia@ 
         
          O ko

ś

ciele 

         
          Ko

ś

ciele w którym wypadło mi  

        po raz pierwszy w 

Ŝ

yciu@ pi

ć

  

        ustami msz

ę

@ chowa

ć

 si

ę

 do  

background image

        konfesjonału któremu stale  
        odrastaj

ą

 uszy@ w którym Matka  

        Naj

ś

wi

ę

tsza miała złot

ą

 koron

ę

 i  

        bose nogi@ w którym obraz  
        

ś

wi

ę

tej Tereski słu

Ŝ

ył latem za  

        pla

Ŝę

 dla much@ drewniany  

        

ś

wi

ę

ty Antoni oblazł z habitu@  

        ciemny i czysty@ 
          Ko

ś

ciele w którym zieleniała  

        mied

ź

@ zasłaniano sumienie  

        listkiem brzozowym@ kolor nieba  
        wyleniał jak szelest@ smutny  
        jakby jaskółki umiały tylko  
        chodzi

ć

          Ko

ś

ciele z posadzk

ą

 od  

        pacierzy wytart

ą

 i krzyw

ą

@  

        gdzie skrzypiały obcasy@  
        pluskało korytko wody  
        

ś

wi

ę

conej@ szczekał zegar jak  

        emerytowany ludo

Ŝ

erca@ z ambon

ą

  

        tak prost

ą

 

Ŝ

e nie sposób było  

        zakry

ć

@ na niej 

Ŝ

adnym kazaniem  

        swej własnej twarzy@ 
          Ko

ś

ciele przed którym kl

ę

kał  

        las@ krzy

Ŝ

odzioby otwierały  

        szyszki@ łaskotał zaj

ę

czy  

        szczaw@ cieszyło babie lato jak  
        grzech za lekki@ fikały 

Ŝ

aby a  

        ka

Ŝ

da 

Ŝ

aba ma zawsze czkawk

ę

@  

        jesieni

ą

 czerniały coraz mocniej  

        szpaki@ zim

ą

 sikory sypiały na  

        mrozie@ parafianki rozbierały  
        si

ę

 ze 

ś

niegu@ gdzie zamykałem  

        Jezusa w tabernakulum zawsze z  
        cz

ą

stk

ą

 czyjego

ś

 płaczu@ gdzie  

        modliłem si

ę

 

Ŝ

eby nigdy nie by

ć

  

        wa

Ŝ

nym@ 

         
          Kaznodzieja 
         
          Ty co nie zbawiasz dusz  
        poro

ś

ni

ę

tych słowami@ chro

ń

  

        mnie od pi

ę

knej gładkiej wymowy  

        ko

ś

cielnej@ od homiletyki na  

        pi

ą

tk

ę

@ naoliwionych zda

ń

@  

 
 
 
 
 
 
        proroczych rymów@ zgrabnego  
        szeptu@ czasem mo

Ŝ

na przecie

Ŝ

  

        przez dziur

ę

 własnego kazania  

        zobaczy

ć

 Ciebie@ j

ą

ka

ć

 si

ę

 -@  

        chocia

Ŝ

 powiedz

ą

@ znowu wyszedł  

        stał jak rura@ czerwienił si

ę

  

        przez mikrofon@ wszystkie palce  
        sterczały - jak uszy na  
        ambonie@  
         

background image

          O maluchach 
         
          Tylko maluchom nie nudziło si

ę

  

        w czasie kazania@ stale mieli  
        co

ś

 do roboty@ oswajali  

        stercz

ą

ce z ławek zdechłe  

        parasole z zawistnymi łapkami@  
        kl

ę

kali nad upuszczonym przez  

        babci

ę

 futerałem jak  

        szczypawk

ą

@ pokazywali ró

Ŝ

owy  

        j

ę

zyk@ grzeszników drapali po  

        w

ą

sach sznurowadeł@ dziwili si

ę

  

        

Ŝ

e ksi

ą

dz nosi spodnie@ 

Ŝ

e kto

ś

  

        zdj

ą

ł koronkow

ą

 r

ę

kawiczk

ę

 i  

        ubrał tłust

ą

 r

ę

k

ę

 w wod

ę

  

        

ś

wi

ę

con

ą

@ liczyli pobo

Ŝ

ne nogi  

        pa

ń

@ urz

ą

dzali konkurs kto  

        podniesie szpilk

ę

 za łepek@  

        niuchali co w mszale piszczy@  
        pieni

ą

dze na tac

ę

 odkładali na  

        lody@ tupali na zegar z którego  
        rozchodz

ą

 si

ę

 osy minut@  

        wspinali si

ę

 jak czy

Ŝ

yki na  

        sosnach aby zobaczy

ć

@ co si

ę

  

        dzieje w górze pomi

ę

dzy  

        r

ę

kawem@ a kołnierzem@  

        wymawiali jak fonetyk otwarte  
        zdziwione "O"@ kiedy ksi

ą

dz  

        zacinał si

ę

 na ambonie@  

          - ale Jezus brał je z powag

ą

  

        na kolana@  
          
          Szukam 
         
          Szukam nie ogłoszonej jeszcze  
        

ś

wi

ę

tej@ tak autentycznej 

Ŝ

e  

        bez obrazka@ patronki pi

ę

kno

ś

ci  

        nieprzydatnej@ urody dla  
        nikogo@ przyja

ź

ni zatrzymanej w  

        listach na dnie szufladki@  
        zagubionej piłki@ pantofli na  
        sznurku@ maskotki rozci

ą

gaj

ą

cej  

        policzek w u

ś

miechu@ futerka  

        tak taniego 

Ŝ

e za drogo wyszło@  

        spraw zawi

ą

zanych gdzie

ś

 tam  

 
 
 
 
 
 
        poza nami@ zdmuchni

ę

tego  

        imienia@ tu

Ŝ

 przy aniele stró

Ŝ

u  

        który si

ę

 zamy

ś

lił@ 

Ŝ

e  

        strze

Ŝ

onego Bóg wła

ś

nie nie  

        strze

Ŝ

e@  

          Wtedy@ odnajduj

ę

  

        dwunastoletni

ą

 Małgosi

ę

@ co  

        umarła w szpitalu@ z jedn

ą

  

        

ś

ci

ę

t

ą

 minut

ą

 przy sercu@  

        pochyliła jak 

ś

wierszcz głow

ę

@  

background image

        z chrypk

ą

 w gardle@  

         
          Ankieta 
         
          Czy nie dziwi ci

ę

@ m

ą

dra  

        niedoskonało

ść

@ przypadek  

        starannie przygotowany@ czy nie  
        zastanawia ci

ę

@ serce  

        nieustanne@ samotno

ść

 która o  

        nic nie prosi i niczego nie  
        obiecuje@ mrówka co mo

Ŝ

e  

        przenie

ść

@ wierzby gajowiec  

        

Ŝ

ółty i przebi

ś

niegi@ miło

ść

 co  

        pojawia si

ę

 bez naszej wiedzy@  

        zielony malachit co barwi  
        powietrze@ spojrzenie z  
        nieoczekiwanej strony@ kropla  
        mleka co na tle czarnym staje  
        si

ę

 niebieska@ łzy podobno  

        osobne a zawsze ogólne@ wiara  
        starsza od najstarszych poj

ęć

 o  

        Bogu@ niepokój dobroci@ opieka  
        drzew@ przyja

źń

 zwierz

ą

t@  

        zw

ą

tpienie podj

ę

te z ufno

ś

ci

ą

@  

        rado

ść

 głuchoniema@ prawda  

        nareszcie prawdziwa nie  
        posiekana na kawałki@ czy  
        umiesz przesta

ć

 pisa

ć

Ŝ

eby  

        zacz

ąć

 czyta

ć

?@ 

         
          Wyznanie 
         
          Zamykałem wiedz

ę

 w  

        szufladkach@ wymieniałem  
        paj

ę

czaki stawonogi i kr

ę

gowce@  

        myliłem na niebie gwiazd

ę

  

        pierwsz

ą

 i ostatni

ą

@ nie  

        rozumiej

ą

c kamieni - nazywałem@  

        notowałem w zeszycie  
        spostrze

Ŝ

enia@ wiedziałem 

Ŝ

e  

        kiedy przylec

ą

 drozdy i 

Ŝ

ółte  

        pliszki@ mo

Ŝ

na ju

Ŝ

 spa

ć

 przy  

        otwartym oknie -@ 

Ŝ

e po wilgach  

        i derkaczach przychodzi pierwsza  
        burza@ 

Ŝ

e słonka w

ę

druje tylko  

 
 
 
 
 
 
        w nocy a wy

Ŝ

eł ma brwi nad  

        oczami@ poznawałem głuszca po  
        zielonej piersi@ zimorodka po  
        czerwonych nogach@ dostrzegłem  
        

Ŝ

e wiewiórka jest od spodu  

        biała@ 

Ŝ

e czajki kład

ą

 dzioby  

        na ziemi@ 

Ŝ

e kwiaty zapylane  

        noc

ą

 nie s

ą

 nigdy ciemne@ 

Ŝ

e w  

        maju kwitn

ą

 ro

ś

liny niskie a w  

        czerwcu wysokie@ mówiono 

Ŝ

e  

background image

        mo

Ŝ

na szuka

ć

 prawdopodobie

ń

stwa  

        i utraci

ć

 prawd

ę

Ŝ

e prac  

        doktorskich teraz si

ę

 nie czyta  

        tylko si

ę

 je liczy@ 

Ŝ

e króla  

        najłatwiej uwie

ść

 ale trudno si

ę

  

        do niego dopcha

ć

Ŝ

e wi

ę

cej  

        jest dowodów na istnienie Pana  
        Boga ni

Ŝ

 na istnienie  

        człowieka@ 

Ŝ

e piekło to po  

        prostu 

Ŝ

ycie bez sensu@  

        czytałem na cmentarzu - "Tu le

Ŝ

y  

        Maria Dymek ducha oddała Bogu@  
        ziemi - ciało, jezuitom - domek.  
        Dobrze si

ę

 stało"@ Chwytałem  

        si

ę

 jeszcze teologii za r

ę

k

ę

@  

        pytałem czy anioł spowiadaj

ą

cy  

        byłby do zniesienia@ dzieliłem  
        grzechy na 

ś

miertelne - to  

        znaczy ciche - i lekkie -  
        inaczej hała

ś

liwe@ podgl

ą

dałem  

        czysto

ść

 po obu stronach  

        

ś

niegu@ wreszcie wzruszyłem  

        ramionami: przecie

Ŝ

 wszystkie  

        słowa sprawiaj

ą

Ŝ

e si

ę

 widzi  

        tylko połow

ę

@  

         
          Daj nam 
         
          Daj nam ubóstwo lecz nie  
        wyrzeczenie@ rado

ść

 

Ŝ

e mo

Ŝ

na  

        mie

ć

 niewiele rzeczy@ i 

Ŝ

e  

        pieni

ą

dze mog

ą

 by

ć

 jak 

ś

winie@ 

          i daj nam czysto

ść

 co nie jest  

        ascez

ą

@ tylko miło

ś

ci

ą

 - tak  

        jak 

Ŝ

ycie całe@  

          i posłusze

ń

stwo co nie jest  

        przymusem@ ale spokojem gwiazd  
        co te

Ŝ

 nie wiedz

ą

@ czemu nad  

        nami chodz

ą

 wci

ąŜ

 po ciemku@  

          i daj nam sen zdrowy  
        

ś

wi

ą

teczny apetyt@ wiar

ę

 bez  

        nerwów to jest bez po

ś

piechu@ a  

        zim

ą

 jeszcze matk

ę

 mi  

        przypomnij@ w ubogim czystym i  
        posłusznym 

ś

niegu@ 

 
 
 
 
 
 
          Na szarym ko

ń

cu 

         
          Wreszcie na szarym ko

ń

cu@  

        zbaw teologów@ 

Ŝ

eby nie  

        pozjadali wszystkich 

ś

wiec i nie  

        siedzieli po ciemku@ nie bili  
        ró

Ŝ

y po łapach@ nie krajali  

        ewangelii na plasterki@ nie  
        szarpali 

ś

wi

ę

tych słów za  

        nerwy@ nie wycinali trzcin na  

background image

        w

ę

dki@ nie kłócili si

ę

 mi

ę

dzy  

        sob

ą

@ nie zaje

Ŝ

d

Ŝ

ali na  

        hipopotamie łaciny@ 

Ŝ

eby si

ę

  

        nie dziwili@ 

Ŝ

e do nieba  

        prowadzi@ bezradny szczebiot  
        wiary@  
         
          W kolejce do nieba 
         
          Powoli nie tak pr

ę

dko@ prosz

ę

  

        si

ę

 nie pcha

ć

@ najpierw trzeba  

        wygl

ą

da

ć

 na 

ś

wi

ę

tego@ ale nim  

        nie by

ć

@ potem ani 

ś

wi

ę

tym nie  

        by

ć

@ ani na 

ś

wi

ę

tego nie  

        wygl

ą

da

ć

@ potem by

ć

 

ś

wi

ę

tym  

        tak@ 

Ŝ

eby tego wcale nie było  

        wida

ć

@ i dopiero na samym  

        ko

ń

cu@ 

ś

wi

ę

ty staje si

ę

 podobny  

        do 

ś

wi

ę

tego@  

         
          Poza kolejk

ą

 

         
          Ilu umundurowanych 

ś

wi

ę

tych@  

        kanonizowanych bez poprawek@  
        moralistów na twardych  
        podeszwach@ aniołów kipi

ą

cych  

        jak mleko@ 
          chyba ci

ęŜ

ko b

ę

dzie czeka

ć

 po  

        

ś

mierci na swój s

ą

d  

        szczegółowy@ ze łz

ą

 - jak z  

        ostatnim osłem@  
          ale Ty Matko Naj

ś

wi

ę

tsza -  

        spod ci

ęŜ

kiej betlejemskiej  

        gwiazdy@ co otwierasz na nas  
        oczy jak weneckie okna@ co nie  
        przemi

ę

kła

ś

 w cierpieniu@  

        przyjmiesz poza kolejk

ą

@  

        wszystkich niepewnych którym si

ę

  

        zdawało@ 

Ŝ

e znak zapytania jest  

        dłu

Ŝ

szy od znaku krzy

Ŝ

a@ tych  

        którzy niczego nie maj

ą

 chocia

Ŝ

  

        niczego nie oddali@  
        wyczekuj

ą

cych w ogonkach@  

        narzekaj

ą

cych na lata coraz  

        szybsze@ wydeptuj

ą

cych na  

 
 
 
 
 
 
        krzywych obcasach swoje  
        zbawienie@ nawet tak zalatanych  
        

Ŝ

e nie maj

ą

c czasu@ modlili si

ę

  

        na jednej nodze@  
         
          

ś

eby nagle zobaczy

ć

 

         
          Wi

ę

c tak długo trzeba było  

        rozs

ą

dku sdi

ę

 uczy

ć

@ na pytania  

        logicznie odpowiada

ć

@ nie mówi

ć

  

background image

        bez sensu i od rzeczy@ 

Ŝ

eby  

        nagle zobaczy

ć

Ŝ

e nadzieja  

        mo

Ŝ

e by

ć

 obok rozpaczy@  

        niewiara obok wiary@ skakanka  
        dzieci

ę

ca na podłodze obok  

        trumny@ dostojnik obok  
        prosiaka@ prawda z palcem na  
        ustach@ podopieczny pod kołami  
        karetki pogotowia@ modlitwa  
        obok smutnego kotleta na  
        talerzu@ i ten krzyk: nie  
        umieraj nie odchod

ź

 jeszcze  

        oka

Ŝę

 ci serce@ z którym  

        uciekałem - obok ciszy@  
         
          Niewidzialne 
         
          

ś

ółknie pora roku@ w

ę

gorze  

        wyruszaj

ą

 w ostatni

ą

 podró

Ŝ

@  

        cisza stamt

ą

d@ wilga dawno  

        uciekła uczy

ć

 polskiego w  

        Afryce@ barwa niebieska oddala  
        a zbli

Ŝ

a ró

Ŝ

owa@ starsi  

        malej

ą

@ niewinni d

ź

wigaj

ą

  

        ci

ęŜ

ar@ grób si

ę

 zarumienił@  

        opadaj

ą

 skrzydła po locie  

        godowym@ pami

ęć

 zmienia  

        rzeczy@ kamie

ń

 usn

ą

ł ze  

        zm

ę

czenia@ li

ść

 osiki si

ę

  

        trz

ę

sie narzeka na ogonek@  

        krowa ryczy bo ma nieufno

ść

 do  

        j

ę

zyka@ ksi

ęŜ

yc kawaler stale  

        tylko jeden@  
          i jeszcze tyle  
        niewidzialnego@ bez tego nie  
        byłoby niczego wida

ć

@  

         
          Dzi

ę

kuj

ę

 

         
          Dzi

ę

kuj

ę

 Ci za miło

ść

 pr

ę

dk

ą

  

        bez namysłu@ za to 

Ŝ

e nie jest  

        całym człowiek pojedynczy@ za  
        oczy nagle bliskie i  
        niebezimienne@ za głos niedawno  
        obcy a teraz znajomy@ za to 

Ŝ

e  

 
 
 
 
 
 
        nie ma czasu by pisa

ć

 list  

        krótki@ wi

ę

c dlatego si

ę

 pisze  

        same tylko długie@ cho

ć

 pisanie  

        jest po to by szkodzi

ć

  

        pisz

ą

cym@ a miło

ść

 wci

ąŜ

  

        niezr

ę

cznym mijaniem si

ę

 ludzi@  

          

Ŝ

e nie mo

Ŝ

na Ci

ę

 zabi

ć

 w  

        obronie człowieka@  
          Dzi

ę

kuj

ę

 Ci za tyle bólu 

Ŝ

eby  

        sprawdza

ć

 siebie@ za wszystko  

background image

        co niewa

Ŝ

ne najwa

Ŝ

niejsze@ za  

        pytania tak wielkie 

Ŝ

e ju

Ŝ

  

        nieruchome@  
         
          Samotno

ść

 

         
          Nie prosz

ę

 Ciebie o t

ę

  

        samotno

ść

 najprostsz

ą

@ pierwsz

ą

  

        z brzegu@ kiedy zostaj

ę

 sam  

        jeden jak palec@ kiedy nie mam  
        do kogo ust otworzy

ć

@ nawet  

        strzy

Ŝ

yk cichnie cho

ć

 mógłby mi  

        

ć

wierka

ć

 przynajmniej jak pół  

        wróbla@ kiedy 

Ŝ

aden poci

ą

g  

        po

ś

pieszny nie 

ś

pieszy si

ę

 do  

        mnie@ zegar przystan

ą

ł 

Ŝ

eby  

        przy mnie nie chodzi

ć

@ od  

        zachodu sło

ń

ca cienie coraz  

        dłu

Ŝ

sze@  

          nie prosz

ę

 ci

ę

 o t

ę

  

        trudniejsz

ą

@ kiedy przeciskam  

        si

ę

 przez tłum@ i znowu jestem  

        pojedynczy@ po

ś

ród wszystkich  

        najdalszych bliskich@  
          prosz

ę

 Ciebie o t

ę

 prawdziw

ą

@  

        kiedy Ty mówisz przeze mnie@ a  
        mnie nie ma@  
         
          Suplikacje 
         
          Bo

Ŝ

e po stokro

ć

 

ś

wi

ę

ty mocny i  

        u

ś

miechni

ę

ty -@ i

Ŝ

e

ś

 stworzył  

        papug

ę

 zaskro

ń

ca zebr

ę

 pr

ę

gowan

ą

  

        -@ kazałe

ś

 

Ŝ

y

ć

 wiewiórce i  

        hipopotamom -@ teologów  
        łaskoczesz chrab

ą

szcza w

ą

sami -@ 

          dzisiaj gdy mi tak smutno i  
        duszno i ciemno -@ u

ś

miechnij  

        si

ę

 nade mn

ą

@  

         
          Odpowiedzi 
         
          Czy stworzyłe

ś

 serce przez  

        grubsz

ą

 pomyłk

ę

@ czy dajesz  

        miło

ść

 

Ŝ

eby j

ą

 odebra

ć

@ czy  

 
 
 
 
 
 
        kochaj

ą

cych od nas oddalasz na  

        zawsze@ czy to co rozł

ą

cza nie  

        ł

ą

czy@ czy to co dzieli nie  

        ka

Ŝ

e si

ę

 spotka

ć

@  

          czy nie odchodzimy by by

ć

 ju

Ŝ

  

        naprawd

ę

@ gdzie trwało

ść

 i  

        krucho

ść

 mówi

ą

 o wieczno

ś

ci@  

        gdzie rzeki wracaj

ą

 z chmur@  

        gdzie niebo niesie pomp

ę

@ i  

        morze nie wysycha@  

background image

         
          Miło

ść

 

         
          Jest miło

ść

 trudna@ jak sól  

        czy po prostu kamie

ń

 do  

        zjedzenia@ jest przewiduj

ą

ca@  

        taka co grób zamawia wci

ąŜ

 na  

        dwie osoby@ niedokładna jak  
        ucze

ń

 co czyta po łebkach@ jest  

        cienka jak opłatek bo wewn

ą

trz  

        wzruszenie@ jest miło

ść

  

        wariatka egoistka gapa@ jak  
        jesie

ń

 lekko chora z ksi

ęŜ

ycem  

        kłamczuchem@ jest miło

ść

 co  

        była ciałem a stała si

ę

 duchem@  

        i ta co nie odejdzie - bo znów  
        niemo

Ŝ

liwa@  

         
          Nie rozdzielaj 
         
          Miło

ść

 i samotno

ść

@ wzi

ę

ły  

        si

ę

 pod r

ę

ce jak siostry@ id

ą

  

        noga w nog

ę

@ nie rozdzielaj  

        ich@ nie szarp, łapy przy  
        sobie@ miło

ść

 bez samotno

ś

ci@  

        byłaby nieprawd

ą

@ samotno

ść

 bez  

        miło

ś

ci rozpacz

ą

@  

          stała Matka pod krzy

Ŝ

em@ jak  

        pod srebrnym obrazem@ nie  
        min

ę

ły trafiły@ do niej te

Ŝ

  

        przyszły razem@ 
          chodzi ksi

ęŜ

yc jak morał@  

        albo osioł po niebie@ je

ś

li  

        były gdzie indziej@ to i  
        przyjd

ą

 do Ciebie@  

         
          To nieprawda 

Ŝ

e szcz

ęś

cie 

         
          Ile buków opadło@ ile szpaków  
        si

ę

 zbiegło@ zim

ą

 ł

ą

czył nas  

        

ś

nieg@ potem wrzos optymista@  

        bo zakwita ostatni@ gotów był  
        da

ć

 nam 

ś

lub@  

          to nieprawda 

Ŝ

e szcz

ęś

cie@  

        najmocniejsze i pierwsze@ jak  
 
 
 
 
 
 
        król@ Niewidzialny si

ę

 zjawił@  

        krzy

Ŝ

 ogromny ustawił@ mi

ę

dzy  

        tob

ą

 a mn

ą

@  

         
          Rachunek sumienia 
         
          Czy nie przekrzykiwałem  
        Ciebie@ czy nie przychodziłem  
        stale wczorajszy@ czy nie  
        kradłem Twojego czasu@ czy nie  

background image

        uciekałem w ciemny płacz ze  
        swoim sercem jak pi

ą

t

ą

 klepk

ą

@  

        czy nie lizałem zbyt czule łapy  
        swego sumienia@ czy nie  
        prowadziłem eleganckiego  
        dziennika swoich 

Ŝ

alów@ czy nie  

        właziłem do ciepłego k

ą

ta  

        broni

ą

c swej wra

Ŝ

liwo

ś

ci jak  

        g

ę

siej skórki@ czy nie byłem  

        mi

ę

kkim despot

ą

@ czy modl

ą

c si

ę

  

        do anioła stró

Ŝ

a - nie chciałem  

        by

ć

 przypadkiem aniołem a nie  

        stró

Ŝ

em@ czy kl

ę

kałem kiedy  

        malałe

ś

 do szeptu@ 

         
          Nie tak nie tak 
         
          Moja dusza mi nie wierzy@  
        moje serce ma co do mnie  
        w

ą

tpliwo

ś

ci@ mój rozum mnie nie  

        słucha@ moje zdrowie ucieka@  
        moja miło

ść

 umarła@ moje  

        fotografie rodzinne nie 

Ŝ

yj

ą

@  

        mój dom jest ju

Ŝ

 inny@ nawet  

        piekło zmyliło bo zimne@  
          nakryłem si

ę

 cały 

Ŝ

eby mnie  

        nie było wida

ć

@ ale łza  

        wybiegła@ i rozebrała si

ę

 do  

        naga@  
         
          Notka o autorze 
         
          Ksi

ą

dz Jan Twardowski urodził  

        si

ę

 w 1916 roku w Warszawie.  

        Uko

ń

czył studia polonistyczne i  

        teologiczne. Debiutował w  
        czasach gimnazjalnych na łamach  
        "Ku

ź

ni Młodych". Utwory jego  

        drukowano w "Tygodniku  
        Powszechnym", "Twórczo

ś

ci",  

        "Kulturze", "Wi

ę

zi" i  

        "Literaturze". Opublikował:  
          "Powrót Andersena", 1936 
          "Wiersze", 1959 
          "Znaki ufno

ś

ci", 1970, 1971 

 
 
 
 
 
 
          "Zeszyt w kratk

ę

", 1973, 1977 

          "Poezje wybrane", 1979 
          "Niebieskie okulary", 1980. 
          Wiersze Twardowskiego  
        tłumaczono na kilka j

ę

zyków. W  

        1980 roku poeta otrzymał nagrod

ę

  

        P$e$n_Clubu za całokształt  
        twórczo

ś

ci. "Rachunek dla  

        dorosłego" zawiera wybór  
        publikowanych ju

Ŝ

 utworów Jana  

background image

        Twardowskiego oraz kilkana

ś

cie  

        nowych wierszy.