background image

KATHIE DENOSKY

Dom na wzgórzu

Cykl: Przeżyj to inaczej

Getaway

Tłumaczyła: Renata Stasińska-Soprych

background image

PROLOG

Szanowni  państwo,  prosimy  o  uwagę.  Wszystkie  loty  z 

Międzynarodowego  Lotniska  O’Hare  zostają  odwołane  z  powodu  bardzo 
intensywnych  i  ciągle  nasilających  się  opadów  śniegu.  Powiadomimy 
pasażerów, kiedy pasy startowe znowu będą czynne.

W  hali  odlotów  rozległy  się  pomruki  niezadowolenia.  Na  trzy  dni  przed 

świętami Bożego Narodzenia chicagowskie  lotnisko było po  brzegi  wypełnione 
podróżnymi.

Większość zrezygnowanych pasażerów spacerowała niespiesznie po hali. 

Trzy siedzące niedaleko siebie kobiety, w tym jedna z dzieckiem, patrzyły przez 
wielkie okna na padający na zewnątrz śnieg.

W końcu odezwała się jedna z nich.
– No to ładnie nam się zaczynają święta, co? – rzekła.
Pozostałe dwie zwróciły się w jej stronę.
–  Nazywam  się  Megan  –  ciągnęła.  –  Mieszkam  w  Springfield  w  stanie 

Illinois  i  wybieram  się  do Knoxville  w  Tennessee.  Mam  niewielki  domek 
niedaleko  Parku  Narodowego  Smoky  Mountains  i  postanowiłam  spędzić  tam 
święta. – Po chwili spojrzała na siedzącą po prawej stronie brunetkę. – A pani?

–  Mam  na  imię  Kayla  i  mieszkam  w  Salem  w  stanie  Oregon.  Lecę  na 

tydzień do St Croix na Wyspach Dziewiczych, by spotkać się z kimś, kogo znam 
ze szkoły – odpowiedziała i nerwowo spojrzała na zegarek. – Mam na dzisiejszą 
noc  zarezerwowany  pokój  w  hotelu  w  Miami.  Samolot  na  wyspy  wylatuje 
dopiero jutro wczesnym rankiem. Mam nadzieję, że na lotnisku w Miami już nie 
będzie takich komplikacji.

Po chwili odezwała się siedząca po lewej stronie Megan kobieta z  małą 

dziewczynką.

– A ja nazywam się Greta, a to moja córka, Lilly – rzekła, patrząc czule 

na  dziewczynkę.  –  Mieszkamy  w  Kennebunk  w  stanie  Maine,  a  lecimy  do 
Houston odwiedzić dziadków Lilly.

– Tak, lecimy do dziadków – potwierdziła dziewczynka. – Nie byłyśmy tam 

bardzo, bardzo długo. Od śmierci taty.

Kobiety spojrzały na Gretę z sympatią.
– To musi być dla pani bardzo trudny okres – zauważyła Kayla. – Kiedy 

odszedł pani mąż?

– Trzy lata temu. To stało się tak nagle. Miał zaledwie trzydzieści osiem 

lat.  Obie  bardzo  za  nim  tęsknimy.  Trudno  mi  widywać  się  z  teściami,  choć 
nalegali,  by  ich  odwiedzić  kilka  miesięcy  po  jego  śmierci.  Głupio  mi,  że  tak 
długo zwlekałam z zabraniem do nich Lilly – wyjaśniła Greta, spoglądając przez 
okno. – Mam nadzieję, że teraz, kiedy wreszcie się wybrałyśmy, uda nam się do 

background image

nich dotrzeć.

Kayla spojrzała na zegarek, by przerwać krępującą ciszę.
–  Nie  wiem,  jak  wy,  ale  ja  chętnie  bym  coś  przegryzła.  Chodząc  po 

lotnisku,  widziałam  parę  restauracji.  Jestem  pewna,  że  uda  nam  się  znaleźć 
miejsce  w  którejś  z  nich.  Będzie  nam  wygodniej  niż  tu,  w  hali  odlotów.  Może 
macie ochotę mi towarzyszyć?

Megan wstała.
– Bardzo  chętnie  –  odparła.  –  Chodźmy  tam,  napijemy  się  czegoś.  Jak 

długo można tak siedzieć i patrzeć na burzę śnieżną?

Kobiety  udały  się  do  najbliższej  restauracji  –  „Admiral”.  Po  kilku 

godzinach poznały się na tyle dobrze, że mogły porozmawiać ze  sobą o  swych 
prywatnych sprawach.

–  Czy  ktoś  z  rodziny  wyjdzie  po  ciebie  w  Knoxville?  –  spytała  Kayla, 

zwracając się do Megan.

– Nie. Mój dziadek zbudował ten domek, a kiedy zmarł, odziedziczyłam go 

po  nim.  Będę  więc  tam  sama  –  westchnęła.  –  Czułam,  że  muszę  wyjechać  ze 
Springfield na jakiś czas. Ostatnie miesiące były dla mnie bardzo ciężkie. Parę 
tygodni  temu  zwolniono  mnie  z  pracy,  a  wierzcie  mi,  koniec  roku  to  nic 
najlepszy okres na szukanie nowej roboty. A do tego niedawno rozstałam się z 
mężczyzną, z  którym spotykałam się przez ostatnie dwa lata. Nie jestem z  tego 
powodu zrozpaczona, ale muszę przyznać, że rozstanie uraziło moją dumę.

Spojrzała na Kaylę.
– A kim jest ten twój stary znajomy? Jakąś miłością sprzed lat?
Kayla roześmiała się.
–  Ależ  skąd!  To  moja  przyjaciółka,  Karyn.  Znamy  się  od  trzeciej  klasy 

podstawówki.  Kiedy  zrobiłyśmy  maturę,  jej  rodzina  przeprowadziła  się  na 
Wschodnie  Wybrzeże,  ale  na  szczęście  utrzymywałyśmy  kontakt  telefoniczny  i 
mailowy.  Odwiedziłam  ją  też  parę  razy.  Karyn  znalazła  świetną  pracę  na 
Manhattanie. I chociaż jesteśmy w stałym kontakcie, nie widziałyśmy się od kilku 
lat. Chcemy to nadrobić.

– To wspaniale, że masz przyjaciółkę od tak dawna – rzekła Greta. – Mnie 

tak  pochłonęło  małżeństwo  i  wychowywanie  córeczki,  że  straciłam  kontakt  ze 
wszystkimi znajomymi z liceum. A ty co robiłaś po maturze?

– Poszłam na studia – odpowiedziała Kayla. – Zresztą wcale ich jeszcze 

nie  skończyłam.  Jestem  na  prawie  i  mam  wrażenie,  że  nigdy  nie  uda  mi  się 
zrobić dyplomu.

Nagle  podano  kolejną  informację  o  tym,  że  udało  się  uruchomić  część 

pasów  startowych.  Kobietom  było  trudno  się  rozstać,  ponieważ  przez  te  kilka 
godzin rozmowy poczuły do siebie wielką sympatię. Każda z nich cieszyła się, że 
mogła  podzielić  się  swymi  przeżyciami,  porażkami  i  obawami  z  osobami, 
których zapewne już nigdy w życiu nie zobaczy.

background image

– Słuchajcie, skoro wszystkie wracamy tego samego dnia przez Chicago, 

może  w  drodze  powrotnej  choć na  chwilę  uda  się  nam  tu  spotkać  i  podzielić 
wrażeniami? – zaproponowała Kayla. – Byłoby fajnie!

–  Ja  już  teraz  mogę  wam  powiedzieć,  jak  będzie  wyglądał  mój  urlop  

zapewniła  Megan.  –  W  górach  zapadnę  w  sen  zimowy  i  prześpię  cały  pobyt. 
Może obudzę się dopiero na wiosnę?

Kayla zwróciła się do Grety.
– A może ty z Lilly chciałabyś się ze mną spotkać w drodze powrotnej?
– Oczywiście – odpowiedziała z uśmiechem. – Chętnie wysłucham twojej 

relacji z St Croix.

– Ja  też  –  zawtórowała  Megan.  –  Spodziewajcie  się  mnie  na  tym 

spotkaniu. Chętnie się dowiem, że przynajmniej wy miałyście udany urlop.

Kobiety uściskały się na pożegnanie, a następnie ruszyły przez zapełnioną 

halę odlotów i udały się do odpowiednich bramek.

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Ciepły  strumień  powietrza  owiewał  Megan  Bennett,  jadącą  wynajętym 

jeepem,  nie  dopuszczając  do  wnętrza  auta  chłodu  zimnego  grudniowego 
wieczoru.  Ten  ciepły  strumień  nie  mógł  jednak  rozwiać  jej  ponurego  uczucia 
pustki. Westchnęła głęboko. Po raz pierwszy w swoim dwudziestosześcioletnim 
życiu miała zamiar samotnie spędzić święta.

Jechała  teraz  przez  Harmony  Falls,  urokliwe  miasteczko  w  stanie 

Tennessee. W zmierzchu wczesnego wieczoru migające światełka, którymi były 
przystrojone  drzewa  po  obu  stronach  głównej  ulicy,  wiecznie  zielone  wieńce 
przewiązane  dużymi  czerwonymi  kokardami,  zawieszone  na  prawie  każdych 
drzwiach,  i  elektryczne  świeczki  błyszczące  w  oknach  większości  domów, 
przypominały jej malarstwo Thomasa Kinkade.

Przyjechałam tu, żeby uciec od świąt Bożego Narodzenia i wylądowałam 

w  samym środku  świątecznej scenerii,  pomyślała  z  ironią,  skręcając w  wąską, 
ośnieżoną drogę wiodącą prosto w górę Whisper Mountain.

Gdy  światła  miasteczka zostały  z  tyłu,  Megan  skupiła  całą  uwagę,  żeby 

nie  ześlizgnąć  się  w  dół  ze  stromej,  krętej  drogi.  Zamiast  spędzania  świąt  w 
odosobnionym  domku  na  stokach  Smoky  Mountains,  mogłaby  spędzić  je  w 
Illinois,  w  Springfield,  w  towarzystwie  jednego  ze  swoich  przyjaciół,  lub 
przyjąć  zaproszenie  rodziców  na  wyprawę  do  dżungli  w  Costa  Rica,  gdzie 
zamierzali  podpatrywać  życie  egzotycznych  ptaków.  Zważywszy  jednak 
wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, nie miała ochoty 
na  jakiekolwiek towarzystwo  ani  świętowanie czegokolwiek. Wszystko,  czego 
pragnęła,  to  jakoś  przetrwać  te  święta,  z  nadzieją,  że  nadchodzący  rok  będzie 
lepszy od tego, który właśnie się kończył.

W  ciągu  ostatnich  dwunastu  miesięcy  los  boleśnie  ją  doświadczył. 

Rozstała się  z  mężczyzną,  z  którym spotykała  się  od  dwóch lat,  uznawszy, że 
ich  związek  nie  ma  przyszłości.  Wskutek  załamania  się  koniunktury  została 
zwolniona  z  biura  podróży,  gdzie  pracowała  jako  agentka.  Ale  największym 
ciosem była niespodziewana śmierć jej ukochanego dziadka, który zmarł na udar 
mózgu.

Gdy  w  świetle  reflektorów samochodu  zobaczyła  pierwszy  słupek  płotu 

okalającego niewielki dom, zwolniła, by wjechać na niezwykle stromą ścieżkę 
wiodącą  już  bezpośrednio  do  celu.  Nigdy  tu  nie  była,  ale  dziadek  Bennett  w 
swoich  opowieściach  o  wyprawach  na  połów  pstrągów  przedstawiał  jej  to 
miejsce tak dokładnie, że trafiłaby tutaj nawet bez mapy.

Zaparkowała samochód na pozbawionej drzew i zarośli przestrzeni przed 

zadaszonym  szerokim  gankiem,  zbudowanym  z  drewnianych  bali.  Jakiś  czas 
siedziała  w  samochodzie,  starając  się  ogarnąć  wzrokiem  domek,  który 

background image

odziedziczyła po dziadku. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy uzmysłowiła sobie, że 
od piątego roku życia spędzała w jego towarzystwie każde Boże Narodzenie.

Chociaż dziadek nie celebrował świąt w tradycyjny sposób, dziewczynka

zawsze  z  niecierpliwością  oczekiwała  na  ferie  świąteczne,  podczas  których 
miała go dla siebie cały czas. Zaraz po uroczystym odpakowaniu prezentów jej 
rodzice  wyjeżdżali,  a  ona  siedziała  razem  z  dziadkiem  przy  kominku  w  jego 
gabinecie, piła gorące kakao i zajadała się pysznymi ciasteczkami, które piekła 
jego  gospodyni.  Starszy  pan  opowiadał  o  swoich  wędrówkach  po  Smoky 
Mountains  i  o  cudownym  spokoju,  którego  doznawał  za  każdym  razem,  gdy 
wracał do swojego domku. Dziewczynka słuchała i  marzyła o  dniu,  w  którym 
będzie mogła zobaczyć to wszystko na własne oczy.

–  Mam  nadzieję,  że  zaznam  tutaj  tego  samego  spokoju,  którego 

doznawałeś  ty,  dziadku  –  szepnęła  Megan,  po  czym  wysiadła  z  samochodu  i 
weszła na schodki ganku.

Piętnaście minut później na kominku płonął ogień, w dzbanku parzyła się 

kawa,  a  większość  rzeczy  zdołała  już  wnieść do  domu.  Stojąc  we  frontowych 
drzwiach,  rozglądała  się  po  przytulnym  wnętrzu  chaty.  Uznała,  że  dokonała 
słusznego wyboru, decydując się na spędzenie świąt właśnie tutaj. Będzie mogła 
nie  tylko  w  spokoju  zastanowić  się  nad  swoją  przyszłością  i  obmyślić  plan 
szukania  nowej  pracy,  ale  poczuje  się  tak  jak  dawniej,  jakby  znowu  była  ze 
swoim ukochanym dziadkiem.

Rzuciwszy ostatnie spojrzenie na pokój, wyszła na zewnątrz sprawdzić, w 

jakim  stanie  technicznym  znajduje  się  domek,  który  stał  zupełnie  pusty  od 
ponad  roku.  Ale  gdy  odnalazła  skrzynkę  z  głównym  wyłącznikiem  prądu  i 
włączyła zasilanie, stwierdziła z ulgą, że wszystko działa bez zarzutu.

Przyszło  jej  na  myśl,  że  zanim  powróci  do  Illinois,  będzie  musiała 

odwiedzić przyjaciela dziadka, Lucasa McCabe, by podziękować mu za opiekę 
nad  domkiem.  Zależało  jej,  aby  starszy  pan  nadal  go  doglądał,  więc  chciała 
udzielić mu dalszych instrukcji w tej sprawie. Tymczasem musiała przynieść z 
samochodu  resztę  bagaży,  w  których  znajdowała  się  żywność  zakupiona  po 
drodze  w  Pigeon  Forge.  Potem  Odgrzeje  w  piekarniku  pizzę,  oblecze  świeżą 
pościel i nareszcie usiądzie przed kominkiem z filiżanką dymiącej, aromatycznej 
kawy  i  książką,  którą  kupiła  w  kiosku  z  upominkami  na  lotnisku  O’Hare  w 
Chicago, kiedy oczekiwała na zapowiedź opóźnionego rejsu jej samolotu.

Pogrążona  w  myślach,  wyciągnęła  ostatnie  dwie  torby  z  bagażnika 

samochodu, zatrzasnęła klapę i skierowała się w stronę domu. Zrobiła zaledwie 
kilka kroków, gdy z gęstwiny drzew otaczających dom wyskoczył mężczyzna ze 
strzelbą w ręku.

– To teren prywatny. Co pani tu robi? Zaskoczona Megan upuściła torby, 

a z jej ust wyrwał się okrzyk przerażenia.

background image

Lucas  McCabe  nie  wiedział,  co  myśleć,  gdy  wyszedłszy  ze  swojego 

warsztatu  stolarskiego,  zobaczył  smużkę  dymu  nad  domkiem  Sama  Bennetta. 
Czym  prędzej  sięgnął  po  swoją  nieco  staroświecką  strzelbę  i  skrywając  się  w 
gęstwinie  lasu,  pobiegł  w  górę  stromizny.  Dotarcie  do  domu  Sama,  żeby 
przepędzić  intruza,  zajęło  mu  trochę  czasu,  ale  ostatnią  osobą,  której  się  tam 
spodziewał,  była  drobna  i  pełna  wdzięku  blondynka,  która  swym  krzykiem  z 
pewnością obudziła wszystkie niedźwiedzie, od dawna pogrążone w zimowym 
śnie.

– Halo, proszę pani! Niech się pani uspokoi!
– zawołał z nadzieją, że jego głos przebije się przez wrzask kobiety.
–  Kim...  kim  pan  jest?  –  Dziewczyna  cofnęła  się  o  krok.  –  Czego  pan 

chce? Nie mam gotówki przy sobie, ale proszę, niech pan... niech pan weźmie 
moje czeki podróżne i... karty kredytowe – zaproponowała uprzejmie, po czym 
rozejrzała się dokoła w poszukiwaniu drogi ucieczki.

–  Nie  chcę  pani  pieniędzy,  czeków  ani  kart  kredytowych  –  oznajmił 

Lucas,  pomagając  sobie  przeczącymi  ruchami  głowy  dla  większej  czytelności 
tego komunikatu.

Starał się ze wszystkich sił nie potęgować jej przerażenia, oczywiście na 

ile było to możliwe dla mężczyzny o jego posturze, w dodatku trzymającego w 
ręku  dużą  strzelbę  zdolną  powalić  łosia,  więc  podchodził  do  niej  powoli, 
podczas  gdy  ona  cofała  się,  dając  mu  wzrokiem  do  zrozumienia,  że  zaraz 
zacznie wrzeszczeć jak schwytana w sidła dzika kotka.

Lucas westchnął głęboko. Tylko tego brakowało. Po dwunastu godzinach 

spędzonych  w  warsztacie,  gdzie  robił  zabawki  na  prezenty  dla  dzieci,  wśród 
których  były  drewniane  pociągi  i  kołyski  dla  lalek,  marzył  tylko  o  szklance 
zimnego  piwa,  gorącym  prysznicu  i  kilku  godzinach  bezczynnego  oglądania 
telewizji. Zajmowania się rozhisteryzowaną kobietą w ogóle nie przewidywał w 
dniu dzisiejszym.

–  Musiała  się  pani  zgubić  albo  zabłądzić  –  zauważył,  starając  się  o 

naturalny ton głosu. – Nie ma tu nigdzie w tej okolicy żadnego wolnego lokum 
do  wynajęcia  na  święta,  a  ten  dom  należy  do  rodziny  Bennettów.  Tak  więc 
będzie musiała pani opuścić to miejsce – dodał, żeby nie robiła sobie żadnych 
nadziei.

Po takim wyjaśnieniu dziewczyna cofnęła się jeszcze kilka kroków.
– Pan znał Sama Bennetta? – zapytała z niedowierzaniem.
Lucas zmarszczył czoło.
– Kim pani jest, proszę pani? – odpowiedział pytaniem.
– A kim pan jest

?

– zapytała, zadzierając butnie podbródek.

– Pierwszy zapytałem.
Kobieta  westchnęła  z  rezygnacją,  co  Lucas  odebrał  jako  zgodę  na 

proponowaną przez niego kolejność pytań i odpowiedzi.

background image

–  Jestem Megan  Bennett.  Sam Bennett  był  moim dziadkiem –  objaśniła 

nieznajomego.

– Niemożliwe. Pani jest za stara na jego wnuczkę – oświadczył.
Reakcja Megan była natychmiastowa.
– A skąd pan wie, ile mam lat?
Lucas  roześmiał  się  głośno.  Kimkolwiek  by  była  ta  mała  osóbka, 

pomyślał,  trzeba  jej  przyznać,  że  potrafi  trzymać  fason.  Przeżywszy  bowiem 
spory szok z powodu jego niespodziewanego wychynięcia z lasu, przypominała 
teraz zajadłego małego pieska, który właśnie zapędził szopa pracza na drzewo. 
Niewiele  kobiet  na  świecie,  o  jej  delikatnej  aparycji,  zgodziłoby  się  stanąć 
twarzą  w  twarz  z  nieznajomym  mężczyzną,  wyższym  od  nich  o  przynajmniej 
trzydzieści pięć centymetrów i cięższym o jakieś czterdzieści kilogramów, który 
w dodatku trzyma w ręku dwulufowy karabin na bizony.

– Sam wiele razy opowiadał mi o swojej małej wnuczce. Nie mogła mieć 

więcej niż jakieś dziesięć, no, może jedenaście lat. Najwyżej dwanaście – dodał 
z przekonaniem.

– Jak pan widzi, jestem starsza.
– Bardzo odkrywcze... – powiedział, zanim zdołał się powstrzymać.
Dziewczyna gwałtownie potrząsnęła głową.
– Mój wiek nie ma tu nic do rzeczy. Kim pan jest i skąd pan znał mojego 

dziadka?

–  Widzi  pani,  Sam  Bennett  i  ja  byliśmy  przyjaciółmi  –  zaczął,  bo 

pomyślał,  że  może  ta  dziewczyna  mówi  prawdę.  –  Mój  ojciec  doglądał  tego 
domu dla Sama przez dwadzieścia lat. A potem, po jego śmierci, robię to ja.

– Pan się nazywa McCabe? – spytała, trzęsąc się z zimna. Miała na sobie 

tylko  gruby  czerwony  sweter,  który  nie  dawał  skutecznej  ochrony  przed 
mrozem.

– Mam na imię Lucas. – Kiwnął głową w kierunku domku. – Niech pani 

wejdzie do środka i ogrzeje się trochę, a ja tymczasem pozbieram pani zakupy i 
wniosę je do domu. A potem porozmawiamy.

– To nie... n... nie jest konieczne, panie M... McCabe – zapewniła go, ale 

bez przekonania, czując, jak jej zęby uderzają o siebie niczym kastaniety.

Tymczasem  McCabe  z  ufnością  wręczył  jej  swoją  broń  i  delikatnie 

popchnął ją w stronę ganku.

– Proszę wejść do domu, zanim nabawi się pani zapalenia płuc.
Trzymając strzelbę, jak uśpionego jadowitego węża, który może obudzić 

się  w  każdej  chwili,  obrzuciła  go  nieufnym  spojrzeniem,  po  czym  jednak 
zdecydowała się pójść za jego radą.

Lucas  odprowadził  ją  wzrokiem,  potem  odwrócił  się  i  zabrał  się  do 

zbierania  leżących  w  śniegu  zakupów.  Podniósł  ostatnią  puszkę  kukurydzy, 
wszedł do domku i otarłszy się o Megan, złożył wszystko na ladzie kuchennej.

background image

Postanowił, że gdy tylko upewni się, czy ta młoda dama jest rzeczywiście 

tym,  za  kogo  się  podaje,  to  albo  powie  jej,  żeby  zabierała  stąd  swój  zgrabny 
tyłeczek  i  nigdy  więcej  nie  pojawiała  się  w  tych  stronach,  albo...  albo  to  on 
wyniesie  się  czym  prędzej  do  własnego  domu  i  spróbuje  zapomnieć  o  jej 
istnieniu.

–  Dziękuję  panu  –  powiedziała  miękko,  co  wywołało  u  niego  jakiś 

niepokojący dreszcz.

– Cieszę się, że przynajmniej tyle mogłem dla pani zrobić, tym bardziej że 

to  ja  jestem  sprawcą  tego  bałaganu  –  odpowiedział  z  galanterią.  Kobieta 
wręczyła mu swoje prawo jazdy.

–  Proszę,  żeby  już  więcej  nie  było  żadnych  nieporozumień  co  do  mojej 

tożsamości  –  oznajmiła  stanowczo.  –  Myślę,  że  teraz  nie  będzie  miał  pan  już 
wątpliwości, że naprawdę jestem Megan Bennett.

Oniemiały ze zdumienia Lucas wziął z jej rąk dokument i przez dłuższą 

chwilę studiował go niczym policjant z drogówki.

–  Przepraszam  panią  za  to  moje  niedowiarstwo,  ale  dziadek  pani  ciągle 

powtarzał, że jego wnuczka jest małą dziewczynką.

Dziewczyna  przygryzła  dolną  wargę,  a  jej  ładne,  szmaragdowe  oczy 

wypełniły się łzami.

– Myślę, że dziadek nie chciał pogodzić się z tym, że stałam się dorosła.
Na kilka minut zapanowało milczenie. Przerwał je Lucas.
– Przykro mi z powodu odejścia Sama. Był bardzo dobrym człowiekiem i 

obaj  spędziliśmy  mnóstwo  czasu  na  łowieniu  ryb  we  wszystkich  okolicznych 
strumieniach.  –  Chrząknął  znacząco  i  zaczął  przeciskać  się  w  kierunku  drzwi. 
Uznał  bowiem,  że  będzie  lepiej,  jeśli  natychmiast  znajdzie  się  na  świeżym 
powietrzu,  gdyż  nie  wiadomo,  z  jakiego  powodu  poczuł  przemożną  chęć,  by 
wziąć dziewczynę w ramiona i jakoś ją pocieszyć.

– Przywiozę... hmm... jutro trochę drewna do kominka.
– Czy chce pan, żebym zapłaciła za nie teraz? – zapytała Megan, sięgając 

po leżącą na stole portmonetkę.

Lucas, który właśnie otwierał drzwi, odwrócił się nagle.
– Nie, i nie będzie mi pani płaciła za nie ani teraz, ani jutro.
– Ale...
Energicznie pokręcił głową.
–  Sam  i  ja  zawsze  byliśmy  dobrymi  przyjaciółmi.  Na  pewno  życzyłby 

sobie, żebym się panią opiekował.

Zanim  Megan  zdążyła  oznajmić  mu,  że  nie  potrzebuje  niczyjej  opieki, 

Lucas podniósł swoją dwulufową strzelbę z miejsca, w którym ją położyła, i nie 
oglądając się, zniknął za drzwiami. Wtedy dopiero odetchnęła pełną piersią.

Spodziewała się, że przyjaciel dziadka będzie dużo starszy i zupełnie nie 

była przygotowana na spotkanie z kimś takim, jak Lucas McCabe.

background image

Miał  proste  włosy  w  kolorze  tytoniowego  brązu,  które  zawadiacko 

opadały  mu na  prawą stronę  czoła, sięgając brwi,  ciemne oczy, które  zdawały 
się przenikać ją na wskroś, i ciepły uśmiech, który mógłby stopić połowę czap 
lodowych na szczytach gór. Był jednym z najprzystojniejszych mężczyzn, jakich 
do tej pory spotkała w swoim życiu.

Ale nie tyle jego niepospolita uroda zrobiła na niej największe wrażenie, 

ile władcza postura.

Gdy  wszedł,  wypełnił  sobą  niemal  cały  domek.  Miał  ponad  metr 

osiemdziesiąt  wzrostu,  szeroką  pierś  i  długie  ramiona,  w  których  mógł  utulić 
każdą kobietę przekonaną, że właśnie zawalił się jej świat.

Serce  Megan  podskoczyło  nagle,  gdy  w  pewnej  chwili  zdała  sobie 

sprawę, o czym ona w tej chwili myśli.

Przecież  wcale  nie  potrzebowała  mężczyzny,  który  wspierałby  ją 

emocjonalnie.  Nathan  Kennedy  skutecznie  pomógł  jej  to  zrozumieć.  Myślała 
bowiem  naiwnie,  że  mężczyzna,  z  którym  była  przez  dwa  lata,  wesprze  ją  w 
trudnym  dla  niej  czasie,  zaraz  po  śmierci  dziadka.  Ale  Nathan  szybko 
wyprowadził ją z błędu, gdy oznajmił, że jej emocjonalne przeżycia powodują 
jego  dyskomfort  psychiczny  i  poprosił,  żeby  skontaktowała  się  z  nim  po 
pogrzebie, gdy wszystko powróci już do normy.

Tak  było  sześć  miesięcy  temu  i  od  tego  czasu  nie  zamieniła  z  nim  ani 

słowa. Wprawdzie dzwonił do niej kilka razy, nagrywając się na automatycznej 
sekretarce  i  prosząc  o  kontakt,  ale  prędzej  doczekałby  się  zamarznięcia  piekła 
niż wiadomości od niej.

Ona tymczasem uzmysłowiła sobie, że straciła wystarczająco dużo czasu i 

energii w swoim życiu na to, by dowiedzieć się, jak bardzo można zawieść się 
na  mężczyznach.  Była  młodą,  niezależną  kobietą  o  silnej  osobowości,  mocno 
stąpającą  po  ziemi  i  dającą  sobie  radę  ze  wszystkim,  co  życie  stawiało  jej  na 
drodze.

Później  jednak,  gdy  zasypiając  w  przytulnym  łóżku  przymknęła  oczy  i 

wyobraziła sobie wysokiego ciemnowłosego mężczyznę o ciepłym spojrzeniu i 
zniewalającym  uśmiechu,  który  zapraszał  ją,  żeby  położyła  głowę  na  jego 
ramieniu – zapomniała o całym bożym świecie.

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

Lucas  rozpoczął  następny  dzień  od  załadowania  na  ciężarówkę 

obiecanego drewna do kominka i właśnie dorzucił na pokaźny stos jeszcze jedną 
kłodę,  kiedy  z  jego  ust  wyrwało  się  soczyste  przekleństwo.  Nagle  bowiem 
pomyślał  o  swoim  poczuciu  odpowiedzialności.  Miał  przecież  pilną  pracę  do 
wykonania na gwiazdkowe przyjęcie dla dzieci z Harmony Falls, a doglądanie 
teraz  wnuczki  Sama  bynajmniej  nie  sprzyjało  terminowemu  wywiązaniu  się  z 
tego  zadania.  Tocząc  w  sobie  walkę  między  wyrzutami  sumienia  a 
świadomością odpowiedzialności, nadal jednak rzucał polana na samochód.

W  dzieciństwie  rodzice  wpoili  mu  zasadę  pomagania  bliźnim,  ale  z 

drugiej  strony  był  przekonany,  że  Sam  Bennett  chciałby,  żeby  pomógł  jego 
wnuczce,  dopóki  będzie  tu  przebywała.  Zatrzasnął  więc  klapę  i  wsunął  się  za 
kierownicę.

Tej  nocy  źle  spał.  Przewracał  się  z  boku  na  bok,  a  jego  myśli  błądziły 

wokół  kobiety,  która  zatrzymała  się  w  domku  jego  przyjaciela.  Jednakże  w 
chwili,  w  której  podniósł  się  z  łóżka,  doszedł  do  wniosku,  że  chyba  postradał 
zmysły.

Megan  Bennett  w  niczym  nie  przypominała  jego  żony.  Sue  Ellen  była 

wysoką  i  bezsprzecznie  atrakcyjną  kobietą  o  łagodnym  usposobieniu.  Miał  w 
niej  oddaną  przyjaciółkę  i  kochankę,  a  chociaż  ich  małżeństwo  być  może  nie 
było oparte na wielkiej namiętności, Lucas nie miał wątpliwości, że spędziliby 
ze  sobą  resztę  życia,  gdyby  tylko  Sue  Ellen  żyła.  Do  dziś  nie  mógł  ani 
zrozumieć tego, co się stało, ani pogodzić się ze śmiercią żony.

Megan była  dokładnym  przeciwieństwem  Sue  Ellen.  Co  więcej,  kobiety 

w  jej  typie  wcale  go  nie  pociągały.  Była  drobnej  budowy,  trochę  nerwowa  i 
bardzo sprytna. Dlatego Lucas zupełnie nie umiał wytłumaczyć sobie, dlaczego 
od momentu, kiedy ujrzał ją wrzeszczącą wniebogłosy, nie może przestać o niej 
myśleć.

Skręciwszy na  ścieżkę  prowadzącą do  domku Sama, odetchnął  głęboko. 

Wykona  to,  czego  Sam  oczekiwałby  od  niego  i  dopilnuje  Megan  w  czasie  jej 
pobytu w Whisper Mountain, następnie pożegna ją, uda się w drogę  powrotną 
do Illinois i zajmie własnymi sprawami.

Zadowolony  ze  swojego  postanowienia,  zaparkował  ciężarówkę  jak 

najbliżej domku, wysiadł z kabiny i zaczął układać polana w zgrabną stertę pod 
gankiem. Zrobił wszystko, co było w jego mocy, żeby przestać zaprzątać sobie
głowę  wnuczką  Sama  Bennetta  i  skoncentrować  myśli  na  swoim  warsztacie  i 
czekających  na  wykończenie  drewnianych  zabawkach,  co  jednak  nie 
przeszkodziło mu zauważyć jej natychmiast, kiedy wyszła na ganek.

–  Czy  na  pewno  nie  muszę  zapłacić  panu  za  drewno  do  kominka?  –

background image

upewniła się i posłała mu nieśmiały uśmiech.

Na  dźwięk  jej głosu  poczuł  w  żyłach  falę  gorąca.  Ciężkie  polano,  które 

wyciągnął  właśnie  z  ciężarówki,  wypadło  mu  z  rąk,  gdyż  Megan  wyglądała 
lepiej, niż ją sobie zapamiętał. Jej długie blond włosy niczym pasemka złotego 
jedwabiu układały się na miękkiej granatowej bluzie, a pięknie wykrojone usta 
właśnie obdarzały go pięknym i przyjaznym uśmiechem, który omal nie powalił 
go na kolana. Zakłopotany, schylił się po upuszczone bierwiono.

–  Jak  powiedziałem  już  wczoraj  wieczorem,  Sam  zobowiązał  mnie, 

żebym zapewnił pani wszystko, cokolwiek pani potrzebuje.

–  No  cóż,  jeśli  nie  chce  pan  pieniędzy  za  drewno,  niech  pan  przyjmie 

przynajmniej  zaproszenie  na  kawę  i  ciasteczka,  które  właśnie  wyjęłam  z 
piekarnika.

Skrzyżowała ramiona, podkreślając tym gestem swój piękny, pełny biust, 

na  który  natychmiast  zwrócił  uwagę.  Widok  koniuszków  jej  piersi, 
uwypuklonych przez dotkliwe zimno przenikające przez jej bluzę, przyprawił go 
o zawrót głowy.

–  Musi  pani  być  zimno  w  tej  bluzie  –  zauważył. –  Jest  na  pewno  kilka 

stopni poniżej zera – zapewnił ją pośpiesznie, chociaż czuł, że temperatura jego 
ciała podnosi się gwałtownie. – Niech pani wejdzie do domu, a ja przyjdę, gdy 
skończę układać drewno.

– Rzeczywiście jest dość chłodno – odpowiedziała, rozcierając ręce. – Ile 

czasu to panu zajmie?

– Nie dłużej niż pięć, może dziesięć minut. Uśmiechnęła się i zawróciła 

do środka.

– Przygotuję kawę.
Lucas  odprowadził  ją  wzrokiem.  Był  przekonany,  że  z  taką  ilością 

adrenaliny,  jaką  miał  już  w  żyłach,  mógłby  rozładować  samochód,  zanim 
zdążyłaby zamknąć za sobą drzwi.

Zaklął  siarczyście,  niezadowolony  z  siebie  i  swoich  buzujących 

hormonów. Sięgnął po następne polano, zastanawiając się nad przyczynami tego 
typu  gorących  doznań.  Dlaczego  ta  mała  kobietka  działa  na  niego  w  tak 
niezwykły sposób?

Nie  mógł  powiedzieć,  że  po  śmierci  żony  żył  jak  mnich.  Miał  za  sobą 

wiele randek i chociaż nie był nigdy z tego szczególnie dumny, zdarzyło mu się 
kilka  razy  wylądować  w  łóżku  z  kobietami  jedynie  po  to,  żeby  zaspokoić 
potrzebę  fizyczną. Megan jednak, w  żadnym wypadku,  nie  mogła być jedną  z 
nich. Co więcej, zwykle w ogóle nie zwracał uwagi na kobiety w jej typie.

Nagle,  pod  wpływem  jakiejś  myśli,  w  kąciku  jego  ust  pojawił  się 

uśmiech.  Jeżeli  zajęła się  pieczeniem  czegoś,  najprawdopodobniej zrobiła  to  z 
myślą o kimś bliskim, kto prawdopodobnie wkrótce ją tu odwiedzi.

Byłoby  dobrze.  Gdyby  bowiem  miała  kogoś  przy  sobie,  nie  musiałby 

background image

przez cały czas się o nią troszczyć. A zatem, gdy tylko ułoży tę stertę, wykręci 
się  jakoś  z  zaproszenia  na  kawę,  pojedzie  do  domu  i  zaszyje  się  w  swoim 
warsztacie.

A Megan Bennett i jej gość będą mogli sami zadbać o siebie.

Megan właśnie wyciągała z piekarnika blaszkę pełną świeżo upieczonych, 

gorących rogalików, kiedy usłyszała mocne pukanie do drzwi.

– Proszę wejść! – krzyknęła przez ramię. Odłożyła blaszkę i odwróciwszy 

się, zobaczyła go stojącego w zakłopotaniu w drzwiach i pokazującego na swoją 
ciężarówkę.

– Co się stało?
– Muszę... eeeee... już wracać. Mam sporo pracy.
Zaproszenie na kawę było jedynie formą rewanżu za drewno, za które nie 

chciał  przyjąć  pieniędzy.  Właściwie  powinna  się  ucieszyć, że  odmawia.  Ale  z 
jakiegoś niezrozumiałego powodu poczuła się rozczarowana.

–  Pamiętam,  jak  dziadek  mówił,  że  wykonuje  pan  piękne  meble  na 

zamówienie – powiedziała, starając się,  by jej ton  zabrzmiał naturalnie. –  Czy 
pracuje  pan  teraz  nad  czymś  specjalnym?  Skinął  głową,  potwierdzając  jej 
domysł.

– Mam trochę rzeczy do zrealizowania na Gwiazdkę.
–  Czy  jest  pan  przekonany,  że  nie  ma  pan  czasu  nawet  na  wypicie 

filiżanki  kawy  i  zjedzenie  kilku  moich  rogalików?  –  zapytała.  –  Bardzo  mnie 
interesuje pana opinia na temat... – urwała.

Z wahaniem zsunął z rąk rękawiczki i wepchnął je do kieszeni kurtki.
– Na jaki temat?
– Na temat moich rogalików. – Wzięła do ręki blaszkę i zsunęła ciastka na 

półmisek.  –  Przepis  pochodzi  jeszcze  od  gospodyni  dziadka  i  właśnie  po  raz 
pierwszy odważyłam się upiec je właśnie według tego przepisu.

Zamknął za sobą drzwi i wszedł do środka.
– A czy nie może pani zapytać o to kogoś, dla kogo piecze pani te rogaliki 

i z kim zamierza pani spędzić te święta?

Zwróciła ku niemu zdziwioną twarz.
– A dlaczego uważa pan, że ktoś koniecznie miałby tu ze mną być?
– Chce pani spędzić tu święta zupełnie sama? – spytał z niedowierzaniem.
– Tak. – Załadowała piekarnik nową porcją rogalików. – Będę tylko ja i 

ostatnia powieść mojego ulubionego pisarza. Zdecydowałam się nie obchodzić 
świąt w tym roku.

Kiedy  znów  na  niego  spojrzała,  zauważyła,  że  przesunął  się  w  głąb 

kuchni.

– Nie zamierza pani nawet ubrać choinki?
–  Nie.  –  Omal  nie  parsknęła  śmiechem,  zobaczywszy  niemal  dziecinne 

background image

zdziwienie  na  jego  męskiej  twarzy.  –  W  tym  roku  uciekam  przed  świętami  i 
dlatego przyjechałam tutaj.

– Dlaczego?
–  A  dlaczego  nie?  –  Uśmiechnęła  się  dyskretnie,  widząc,  jak  zdejmuje 

roboczą kamizelkę i wiesza ją na poręczy krzesła. W swej czerwonej kraciastej 
koszuli,  dżinsach  i  ciężkich  roboczych  butach  przypominał  teraz  drwala,  ale 
skojarzenie  to  prysło,  gdy  zobaczyła,  jak  odpina  mankiety,  podwija  rękawy 
koszuli,  odsłaniając  muskularne  ręce  i  usiadłszy  przy  stole,  sięga  po  podaną 
filiżankę kawy.

W  tym  samym  momencie  uświadomiła  sobie,  że  ten  mężczyzna 

całkowicie  zmienił  jej  wyobrażenia  o  pięknie  męskiego  ciała.  Z  wrażenia 
przełknęła ślinę i czym prędzej zajęła się czynnościami kuchennymi.

– Nie lubi pani świąt? – drążył.
– To nie tak – wyjaśniła pośpiesznie, wzruszając nerwowo ramionami. –

Nie  miałam  ochoty  walczyć  z  komarami  w  lasach  na  Costa  Rica,  tylko  po  to, 
żeby przez moment zobaczyć arę szkarłatną lub tukana.

– No  dobrze,  ale  nadal  nie  rozumiem,  dlaczego  spędza  pani  święta 

Bożego Narodzenia sama?

Uśmiechając się, przysunęła sobie krzesło i usiadła po przeciwnej stronie 

stołu.

–  Właśnie  dlatego,  że  moi  rodzice  wolą  przedzierać  się  przez  dżungle 

Ameryki  Środkowej  w  poszukiwaniu  rzadkich  lub  zagrożonych  wyginięciem 
ptaków,  niż  spędzać  święta  w  Springfield,  skąd  większość z  nich  odleciała  na 
zimę.

–  Sięgnęła  po  rogalik.  –  Zaprosili  mnie,  żebym  pojechała  z  nimi,  ale 

znając moje szczęście, pewnie złapałabym jakieś tropikalne choróbsko.

– No, a przyjaciele? – zapytał, częstując się rogalikiem.
–  Nie  chciałam  się  narzucać  ze  swoim  towarzystwem.  –  Wzruszyła 

ramionami i podniosła się, żeby wyjąć z piekarnika następną blaszkę. – A poza 
tym większość z nich postanowiła spędzić tegoroczne święta w taki sam sposób 
jak  ja.  Kilka  tygodni  temu  wszyscy  straciliśmy  pracę,  bo  biuro  podróży,  w 
którym pracowaliśmy, zostało zlikwidowane.

– Gdy skończyła układać nową partię na półmisku, usiadła z powrotem i 

przysunęła  do  siebie  filiżankę  z  kawą.  –  W  każdym  razie,  nigdy  jakoś 
szczególnie nie celebrowałam świąt Bożego Narodzenia. Dziadek nie przykładał 
wagi do przestrzegania tradycji.

Sama  zdumiała  się  własną  szczerością.  Dlaczego  opowiadała  temu 

facetowi o czymś, o czym nie rozmawiała nawet z najbliższymi przyjaciółmi?

– Czy chce pani powiedzieć, że nie miała choinki nawet wtedy, kiedy była 

dzieckiem

?

– zapytał z dezaprobatą.

background image

–  Oczywiście,  że  miałam.  –  Ugryzła  kawałeczek  gorącego  rogalika.  –

Mama i tata zawsze ubierali drzewko na kilka tygodni przed świętami. Lecz gdy 
tylko  rozpoczynały  się  ferie,  wręczali  mi  jakiś  absurdalnie  drogi  prezent, 
rozbierali choinkę i po drodze na lotnisko podrzucali mnie do dziadka.

– Nigdy nie spędzali z panią świąt? Dokąd jeździli? – dopytywał.
Zanim jednak  utwierdził  się  w  krytycznej opinii  o  jej rodzicach, Megan 

pośpieszyła z wyjaśnieniem.

–  Obawiam  się,  że  z  mojej  winy  odniósł  pan  mylne  wrażenie  o  moich 

rodzicach. Miałam cudowne dzieciństwo, tylko że było ono niekonwencjonalne. 
– Uśmiechnęła się do siebie na myśl o nieortodoksyjnych rodzicach. – Zawsze 
upewniali  się,  czy  zdaję  sobie  sprawę,  że  jestem  dla  nich  najważniejsza  i  czy 
wiem, że mnie bardzo kochają. Ale ojciec jest profesorem ornitologii, a matka 
pasjonatką  obserwowania  przyrody,  oczywiście  w  szczególności  ptaków. 
Wszystkie przerwy w zajęciach szkolnych były jedynymi  okazjami, w których 
podejmowali  swoje  przyrodnicze  wycieczki,  żeby  odnajdywać  i  fotografować 
rzadkie i egzotyczne ptaki.

Lucas  sięgnął  po  jeszcze  jednego  rogalika,  równocześnie  rozważając to, 

co powiedziała.

– Chce pani powiedzieć, że zawsze spędzała wakacje z Samem?
Przytaknęła.
–  Cudownie  spędzaliśmy  ze  sobą  czas.  To  była  nasza  własna  tradycja. 

Siadaliśmy  ze  skrzyżowanymi  nogami  przy  kominku  w  jego  jaskini,  piliśmy 
gorące  kakao  i  jedliśmy  takie  rogaliki  jak  te,  a  on  opowiadał  mi  o  swoich 
wyprawach  i  przygodach.  –  Zaczęła  nerwowo  skubać  rożek  papierowej 
serwetki. – To będą moje pierwsze święta Bożego Narodzenia bez dziadka.

Widząc  wzruszoną  Megan,  Lucas  z  najwyższym  trudem  opanował 

przemożną  chęć  wzięcia  jej  w  ramiona...  Oczywiście  tylko  po  to,  aby  ją 
pocieszyć...

– Czy pani wie, czego pani potrzeba? – zapytał, ująwszy jej drobne ręce 

swoimi potężnymi dłońmi. Chociaż  chciał tylko  tym gestem dodać  jej otuchy, 
poczuł nagle gorąco, które przez jego stwardniałą od pracy skórę rąk popłynęło 
aż  do  ramion,  po  czym  rozlało  się  po  jego  szerokiej  piersi.  Dobrze  pamiętał 
swoje  pierwsze  święta  po  śmierci  Sue  Ellen.  Było  to  jedno  z  najgorszych 
przeżyć w jego życiu i nie był pewien, jak poradziłby sobie wtedy bez pomocy 
swoich przyjaciół.

Zmarszczywszy czoło, potrząsnęła przecząco głową.
–  Nie  potrafię  teraz  o  niczym  myśleć  i  nie  mam  pojęcia,  czego  mi 

potrzeba.

–  Dobrze  to  rozumiem  –  powiedział  i  podniósł  się  z  krzesła,  nie 

uwalniając  jednak  jej  rąk  ze  swoich  dłoni.  –  Powinna  pani  zacząć  obchodzić 
święta na własny sposób... całkiem inaczej niż do tej pory.

background image

– Dlaczego?
– A dlaczego nie

?

 Niech pani założy kurtkę i buty.

– Ale po co

Roześmiał się.

–  Mówi  pani  jak  jedna  z  tych  papug  z  Ameryki  Środkowej,  za  którymi 

uganiają  się  teraz  pani  rodzice.  Proszę  się  ciepło  ubrać.  Ma  sypnąć  śnieg,  a 
temperatura już spadła o kilka stopni.

Założył  roboczą  kamizelkę  i  był  już  pewien,  że  postradał  swój  zdrowy 

rozsądek. Początkowo nie miał zamiaru pić kawy z Megan ani rozmawiać z nią 
o  tym,  jak  spędzała  w  przeszłości  święta.  Jednak  kiedy  po  otwarciu  drzwi 
domku  jego  wzrok  spoczął  na  jej  rozkosznym,  zgrabnym  tyłeczku,  gdy  zajęta 
wyjmowaniem blaszki z rogalikami, pochyliła się nad piekarnikiem, poczuł, że 
przestaje myśleć racjonalnie. Potem, kiedy zaczęli rozmawiać i dowiedział się, 
jak  bardzo  tęskni  ona  za  Samem,  i  że  nigdy  nie  miała  tradycyjnych  świąt 
Bożego Narodzenia, po prostu nie mógł pozostać obojętny.

Jego przyjaciele pomogli mu przeżyć pierwsze święta bez żony. Teraz on 

powinien  pomóc  Megan,  która  znalazła  się  w  podobnej  sytuacji.  Przynajmniej 
tym tłumaczył swoje zachowanie wobec wnuczki Sama Bennetta.

– Co będziemy robili

?

– zapytała z nutą niechęci w głosie, wkładając buty.

– Jedziemy po choinkę dla pani. – Uśmiechnął się szeroko, po czym zdjął 

z wieszaka przy drzwiach kurtkę Megan i szarmancko pomógł jej się ubrać.

Zamarła na chwilę.
– Nie potrzebuję drzewka.
– Czy przywiozła pani może ze sobą jedną z tych sztucznych choinek? –

zapytał.

– No nie, ale...
Wyprowadził ją na ganek, a potem w dół po schodkach, ale zanim zdołała 

zaprotestować, wyjął z samochodu siekierę i skierował się do lasu.

– Zatem potrzebne jest pani drzewko.
– Chwileczkę, proszę mnie posłuchać – nalegała, starając się nadążyć za 

nim, gdy brnęli przez śnieżne zaspy.

– Słuchałem pani uważnie przez cały czas. Dlatego teraz tutaj jesteśmy. –

Przystanął, żeby dać jej możliwość zrównania się z nim. – Nie może pani mieć 
tradycyjnych świąt bez prawdziwego drzewka...

– Wcale mnie pan nie słuchał – przerwała. – Gdyby tak było, pamiętałby 

pan, że nie obchodzę świąt w tym roku.

–  Ależ  pamiętam.  –  Uśmiechnął  się.  –  Powiedziała pani,  że  przyjechała 

tutaj, żeby uciec przed świętami.

– No właśnie. Ale nie mogę tego zrobić, skoro nalega pan, żebym miała tę 

głupią choinkę.

– Zatrzymała się nagle i podparła pod boki. – A właściwie, dlaczego tak 

się pan uparł?

background image

Lucas  wzruszył  ramionami.  Nie  umiał  wytłumaczyć,  dlaczego  zależało 

mu na poprawieniu nastroju wnuczki Sama Bennetta.

–  Powiedzmy,  że  wiem, jak  to  jest,  kiedy  spędza  się  święta po  odejściu 

kogoś bliskiego.

–  Upływ czasu  złagodził wprawdzie ból  po  stracie  Sue  Ellen, ale  wciąż 

jeszcze  pamiętał,  jak  się  czuł,  kiedy  nadeszły  pierwsze  samotne  święta.  –
Miałem  przyjaciół,  którzy  podtrzymali  mnie  na  duchu  po  śmierci  żony.  Pani 
przyjaciół tutaj nie ma, więc spróbuję ich zastąpić.

–  Och,  Lucas,  przepraszam.  –  Dotknęła  jego  ramienia.  –  Nie  zdawałam 

sobie sprawy. Kiedy to było?

–  Ponad  pięć  lat  temu.  –  Zatrzymał  się  przed  niedużym  cedrem, 

zastanawiając się, czy na pewno tylko pięć lat. – W pewnym sensie wydaje się, 
jakby upłynęło dużo więcej czasu – rzekł po namyśle.

– Co się stałoś – Białaczka. Dowiedzieliśmy się w maju.
–  Podniósł  siekierę  i  wykonał  ukośne  nacięcie  u  podstawy  pnia.  –  W 

sierpniu było już po wszystkim.

– Chyba była bardzo młoda. Przytaknął.
–  Umarła  na  trzy  tygodnie  przed  swoimi  dwudziestymi  piątymi 

urodzinami.

Megan nagle zawstydziła się. Litowała się nad sobą z powodu nieudanego 

roku, ale nie przeżyła czegoś tak silnie destrukcyjnego, jak śmierć małżonka lub 
któregoś z rodziców. Lucas doświadczył już jednego i drugiego.

–  Teraz  rozumiem,  jak  panu  musiało  być  ciężko  –  powiedziała  ze 

współczuciem.

Wykonał  kilka  ukośnych  nacięć  po  drugiej  stronie  pnia,  po  czym 

chwyciwszy  jego  górną  część,  zaczął  naginać  drzewko,  które  w  pewnym 
momencie złamało się z głośnym trzaskiem i upadło na miękki śnieg.

– Były chwile, kiedy nie chciało mi się żyć.
–  Wyprostował  się  i  spojrzawszy  uważnie  na  nią,  dodał:  –  Ale 

przetrwałem,  ponieważ  moi  przyjaciele  nie  pozwolili  mi  się  poddać. 
Uzmysłowili mi, że muszę się podnieść i iść naprzód. I mieli rację.

–  Chyba  nie  rozumie  pan  tego,  o  co  mi  chodzi  –  powiedziała  Megan, 

chcąc wyjaśnić mu swoją postawę. – Nie usiłuję schować się przed życiem. Ja 
tylko nie mam ochoty na pewne celebracje.

–  Skoro  pani  tak  mówi.  –  Uniósł  jedną  ręką  pień  drzewka  i  trzymając 

siekierę  w  drugiej,  zaczął  je  ciągnąć  za  sobą  po  śniegu  w  kierunku  domu.  –
Zakładam się, że gdy je postawimy, poczuje się pani zupełnie inaczej.

Wlokła się za nim i piorunowała wzrokiem jego szerokie plecy. Dlaczego 

mężczyźni  są  przekonani,  że  zawsze  znajdują  najprostsze  i  najlepsze 
rozwiązanie w każdej sytuacji?

Zła jak osa, pochyliła się, żeby nabrać pełną garść śniegu, ulepiła twardą 

background image

kulę i rzuciła ją w niego, trafiając w sam środek pleców.

– Ma pan rację, panie McCabe – przyznała radośnie. – Już czuję się dużo 

lepiej.

Wypuścił z ręki siekierę i położył drzewko.
– Wiesz, co to oznacza? – zapytał z udawaną powagą.
–  Że  zrezygnowałeś  z  pomysłu  przystrojenia  mojego  domu?  –  zaśmiała 

się przekornie, sięgając po następną porcję śniegu – Nie! – Figlarny uśmiech na 
jego  twarzy  zapowiadał  odwet.  –  To  oznacza  wojnę.  –  Miękka  kula  śniegowa 
trafiła ją z przodu i rozpadłszy się, oprószyła buty.

–  Masz za swoje! – Wycelowała i patrzyła z przyjemnością, jak kolejna 

kula  śniegu  ląduje  na  jego  ramieniu.  –  Nie  chcę  żadnych  świątecznych 
dekoracji.

Sięgnął  po  jeszcze  jedną  garść  śniegu  i  zrobił  w  jej  kierunku  kilka 

kroków. Odwróciła się, żeby uciec, ale zaczepiła butem o coś znajdującego się 
pod śniegiem i w momencie, kiedy jego pocisk trafił ją w plecy, przewróciła się 
w zaspę.

Lucas natychmiast znalazł się przy niej.
– Megan, nic ci się nie stało?
Objęła go ramieniem, gdy pomagał jej się podnieść.
–  Wszystko  w  porządku  –  uspokoiła go  i...  wsunęła  swoją  pełną  śniegu 

rękę w okolice kołnierza jego rozpiętej flanelowej koszuli.

Ku jej zaskoczeniu, nawet się nie wzdrygnął.
–  O,  jak  miło.  Tylko  że  następnym  razem  musisz  zrobić  to  bardziej 

precyzyjnie, bo nasypałaś mi śniegu między koszulę a kamizelkę.

Wstrzymała  oddech, gdy  zobaczyła  w przeciągłym spojrzeniu jego  oczu 

niepokojący błysk. Nagle spoważniał.

– Chodźmy – powiedział. – Musimy wrócić do domu i ubrać choinkę.
–  Myślisz,  że  zawsze  możesz  postawić  na  swoim,  tak?  –  zapytała 

zaczepnie, gdy podniósł siekierę i dźwignął drzewko.

Wzruszył ramionami i zaczął iść w kierunku domu.
– Nie zawsze.
Megan otrzepała się ze śniegu i posłusznie szła za nim. Być może wygrał 

pierwszą bitwę, ale nie wygra wojny. Nie miała zamiaru robić niczego, na co nie 
miała ochoty. Łącznie z przystrajaniem choinki.

– Kiedy będę robił stojak, ty przygotuj jakieś dekoracje – poprosił Lucas, 

gdy weszli do środka.

– O rany. Nie przywiozłam żadnych ozdób, więc myślę, że powinniśmy 

dać  sobie  spokój  z  tą  choinką  –  powiedziała  beztrosko,  nie  kryjąc  cienia 
złośliwego uśmiechu.

Jego chłopięcy uśmiech spowodował, że omal nie przewróciła się o swoje 

background image

własne, wyłożone futrem zimowe buty.

– Doskonale.
–  Nie  rozumiem...  –  Miała  niejasne  podejrzenie,  że  on  doskonale  zdaje 

sobie  sprawę,  iż  w  domku  nie  znajdzie  się  nic,  co  chociaż  z  daleka  mogłoby 
przypominać ozdobę choinki.

Pomógł jej zdjąć kurtkę i powiesił ją na wieszaku.
– Prawdziwej, tradycyjnej choinki nie przystraja się ozdobami kupionymi 

w  sklepach  ani  żadnymi  połyskującymi  łańcuchami  –  oznajmił  zdumionej 
dziewczynie.

– No to czym?
–  Kruchymi  ciastkami  posypanymi  cukrem,  prażoną  kukurydzą, 

wstążkami...  czymkolwiek,  co  jest  dostępne  w  domu.  –  Dotyk  jego  ręki,  gdy 
lekko popchnął ją w stronę kuchni, wywołał w niej rozkoszny dreszcz. – Więc 
lepiej zajmij się pieczeniem.

– A jeśli nie mam już składników? – zapytała, starając się opanować swój 

nienaturalny ton.

– Nie wierzę – odparł i roześmiał się. – Masz wszystko, czego ci potrzeba 

–  dodał  miękko,  przyprawiając  ją  o  mocniejsze  bicie  serca.  –  Mąkę,  cukier  i 
masło. Wystarczy na dwie blaszki.

– Ale nie mam foremek – oznajmiła prawie z triumfem.
– Nie będą ci potrzebne – odpowiedział z takim przekonaniem, że miała 

ochotę  wrzeszczeć  ze  złości.  –  Nożem  poodcinasz  kawałki  ciasta,  a  szklanką 
poodciskasz koła. – Sięgnął do  wewnętrznej kieszeni swojej kamizelki i  wyjął 
ołówek.  Z  metalowej  oprawki  na  jego  końcu  zdjął  gumkę,  wręczył  go  coraz 
bardziej zdumionej dziewczynie. – A tego możesz użyć do wycinania dziurek na 
brzegu  każdego ciastka. Kiedy będą  gotowe, dziurki  zmniejszą się  w  sam raz, 
żeby  przewlec  przez  nie  sznureczki.  Proste?  Posłała  mu  pełne  wściekłości 
spojrzenie.

– Nie zamierzasz się poddać, prawda?
–  Oczywiście,  że  nie!  –  Uśmiechnął  się  szeroko  i  wskazał  na  piecyk.  –

Bierz się do roboty. Gdy wrócę z oprawioną choinką, pierwsza porcja już będzie 
stygnąć.

Kiedy  zamknęły  się  za  nim  drzwi,  Megan  z  najwyższym  trudem 

powstrzymała się, żeby czymś w nie nie rzucić. Nie potrzebowała i nie chciała, 
żeby Lucas McCabe ingerował w jej świąteczne plany, a raczej w ich brak. I nie 
miała  najmniejszego  zamiaru  pozwolić  mu,  żeby  zmuszał  ją  do  wykonywania 
czegokolwiek, czego nie chce robić.

A  jednak,  wygłaszając  w  myślach  prelekcję  na  temat  wszystkich 

upartych,  pewnych  swych  racji  mężczyzn,  i  mrucząc  do  siebie  ważniejsze 
fragmenty  tego  wykładu,  sięgnęła  do  torby  z  mąką  i  zaczęła  odmierzać  ilość 
potrzebną do przygotowania dwóch blaszek kruchych ciasteczek.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

Jesteś,  McCabe,  osłem  dziewiątej  kategorii,  powtarzał  sobie  Lucas, 

taszcząc oprawioną choinkę w kierunku domku.

Przyjechał do posiadłości  Bennetta tylko po  to,  żeby dostarczyć drewno 

do palenia w kominku i sprawdzić, czy wnuczka Sama niczego nie potrzebuje. 
Następnie  planował  czym  prędzej  wrócić  do  warsztatu,  żeby  skończyć  partię 
drewnianych  zabawek  dla  dzieci,  które  miały  znaleźć  się  na  gwiazdkowym 
przyjęciu  w  Harmony  Falls.  A  tymczasem  pomaga  jej  w  przygotowaniu 
świątecznych dekoracji.

Po osadzeniu drzewka w surowo wyglądającym stojaku udał się do swojej 

ciężarówki  po  strzelbę,  która  leżała  w  kabinie,  po  czym  zawrócił  do  lasu.  Na 
jaki pomysł wpadł tym razem? Otóż postanowił zestrzelić gałąź jemioły, którą 
zauważył  na  wielkim  dębie,  niedaleko  miejsca,  gdzie  znalazł  drzewko  na 
choinkę.

Megan  wystarczająco  jasno  dała  mu  do  zrozumienia,  że  przyjechała  do 

Whisper Mountain, żeby uniknąć bożonarodzeniowego zamieszania, a on mimo 
to za wszelką cenę chciał stworzyć jej świąteczny nastrój.

Zazwyczaj  nie  mieszał  się  w  życie  innych  ludzi  i  gdyby  rzeczywiście 

wierzył, że ona wie, czego chce i zdaje sobie sprawę z tego, co mówi, zabrałby 
się stąd i zostawił ją w spokoju.  Nie postąpił tak jednak, ponieważ uważał, że 
ona  wcale  nie  ucieka  przed  świętami,  lecz  obwinia  je  o  swoją  samotność.  I 
nawet nie jest tego świadoma.

Zastanawiał się, skąd wzięła się u niego przemożna chęć uszczęśliwienia 

tej  dziewczyny.  Przecież  nie  pragnęła  jego  pomocy.  Oczywiście,  kiedy  jego 
przyjaciele  nie  pozwolili  mu  zostać  samemu  podczas  pierwszych  świąt  po 
śmierci  Sue  Ellen,  czuł  się  tak  samo  jak  Megan.  Odsyłał  ich  wszystkich  do 
diabła  i  bojkotował  ich  pomysły.  Ale  Sam  na  pewno  by  nie  chciał,  żeby  jego 
wnuczka była nieszczęśliwa. I z pełnej szacunku pamięci o nim Lucas zamierzał 
zrobić, co tylko było w jego mocy, żeby temu zapobiec.

Wszedł do domku.
– Jak tam? Ciasteczka gotowe? – zapytał od progu, siląc się na wesołość.
– Bardziej gotowe być nie mogą – wycedziła i wzrokiem wskazała leżącą 

na  stole  tacę.  –  Jednak nóż  w  roli  wykrojnika do  ciasta  nie  dał  oczekiwanego 
przez ciebie efektu.

Oparł drzewko o drzwi i podszedł bliżej, żeby ocenić jej starania.
– Co to jest? – Wskazał na ciasteczko o niezidentyfikowanym kształcie.
Spojrzenie, jakie mu posłała, świadczyło, że nie ma najlepszego zdania na 

temat jego inteligencji.

– A jak myślisz?

background image

– Gwiazdka?
Przewróciła oczami dla podkreślenia najwyższego stopnia zdumienia, po 

czym wskazała na obiekt poddawany jego krytyce.

– To przecież domek. Nie widzisz komina

?

– Och, rzeczywiście. – Nie dostrzegał nic, co przypominałoby komin, ale 

wolał się do tego nie przyznawać.

–  Wyglądałyby trochę  lepiej,  gdybym  miała  trochę  farbek  spożywczych 

do kolorowania wypieków lub czegoś do ich dekorowania.

Lucas usłyszał rozczarowanie w jej głosie i zrobiło mu się jej żal. Objął ją 

ramieniem i przytulił na pocieszenie.

– Zobaczysz, jak fajnie będą wyglądały, jak je zawiesimy na drzewku.
Nie  przypuszczał  jednak,  jakie  wrażenie  zrobi  na  nim  ten  z  pozoru 

niewinny  przyjacielski  gest  i  że  objąwszy  ją,  dozna  czegoś  w  rodzaju 
elektrycznego  wstrząsu.  Niewiele  też  brakowało,  żeby  przytulił  ją  jeszcze 
mocniej i pocałował.

– Gdzie będzie stała choinka – zapytał, przytomniejąc w porę.
– Nie... nie jestem jeszcze pewna – odpowiedziała zmieszana.
–  Jest niewysoka –  zastanawiał się głośno –  więc może na  tym stoliku? 

Przeniosę go w kąt pokoju.

Poczekał,  aż  Megan  zabierze  stojącą  na  nocnym  stoliku  lampę  i  małą 

statuetkę czarnego niedźwiedzia, po czym przeniósł stolik na wybrane miejsce.

–  Masz  coś,  żeby  położyć  na  spodzie?  –  spytał  jeszcze,  umieszczając 

drzewko na blacie.

Megan zastanowiła się przez chwilę.
– Może znajdę jakieś prześcieradło. Będzie się nadawało?
W  zamyśleniu  przygryzała  dolną  wargę  i  wyglądała  przy  tym  tak 

ponętnie,  że  uznał  za  bezpieczniejsze  natychmiast  się  od  niej  odsunąć. 
Przytakując, skierował się do drzwi.

– To ja w takim razie poszukam jakiejś nitki albo sznurka.

Dwie  godziny  później  Megan  siedziała  po  turecku  na  podłodze  przed 

kominkiem i przewlekała nitkę przez ostatnie, chyba milionowe, ziarno prażonej 
kukurydzy. Zawiązawszy nitkę, poddała swą pracę oględzinom Lucasa.

– Gotowe – oznajmiła z ulgą.
Po tę kukurydzę Lucas specjalnie pojechał do domu. Przywiózł ogromną 

torbę z żółtymi ziarnami i jakiś przedpotopowy przyrząd z długą rączką, służący 
do  ich  prażenia.  Uparł  się  też,  że  najlepszy  do  wykonania  tej  tradycyjnej 
czynności będzie kominek. Wszystko to stanowiło w oczach Megan niezwykły, 
acz interesujący eksperyment.

Uniósł  wzrok  znad  gwiazdy,  którą  właśnie  wycinał  z  kawałka kartonu  i 

potaknął z uznaniem.

background image

– Zrobiłaś świetną robotę. Teraz zawieś to na drzewku.
Spojrzała  krytycznie  na  wijące  się  na  podłodze  pasma  kukurydzianych 

koralików.

– Są chyba za długie na taką małą choinkę. – Są idealne. Zobaczysz.
Podniosła  się  z  podłogi  i  z  dreszczem  emocji  zaczęła  wieszać  długi 

łańcuch, oplątując drzewko dookoła z dołu do góry. Ku jej miłemu zaskoczeniu, 
łańcuch skończył się dokładnie na wierzchołku choinki.

– Masz miarkę w oczach? – zapytała, nie mogąc ochłonąć ze zdumienia.
– No widzisz, mówiłem ci, że nie będzie za długi. – Wziął do ręki rolkę 

folii  aluminiowej  i  oderwał  kawałek  odpowiedniej  długości.  –  Jeszcze  tylko 
obłóż tym gwiazdę i umieść ją na wierzchołku drzewka. I gotowe.

– Nie możesz tego zrobić sam? Przecież to wszystko to nie mój pomysł. 

Zapomniałeś?

Roześmiał się, po czym wstał i skierował do drzwi.
– O, nie. Ja mam jeszcze coś do zrobienia – odpowiedział tajemniczo.
– Co takiego?
Mrugnął  do  niej  okiem,  co  sprawiło,  że  jej  serce  zabiło  mocniej...  –

Zobaczysz.

Po chwili wrócił z naręczem zielonych gałązek w jednej ręce i z młotkiem 

w drugiej.

– A to co? – zdumiała się.
–  Jemioła  –  wyjaśnił  i  przyłożył  gwóźdź  do  jednej  z  belek  sufitu  przy 

drzwiach wejściowych.

Po kilku uderzeniach młotkiem gałąź znalazła się pod pułapem.
– Dla mnie wygląda to bardziej na jakiś chwast niż na jemiołę – oznajmiła 

z przekąsem.

Lucas uniósł swą ciemną brew.
– To dzika jemioła. Nie widziałaś jej nigdy? Uśmiechnęła się niepewnie.
– Przyznam, że nie.
–  No,  to  ją  masz  u  siebie.  Prawdziwą  jemiołę.  Możesz  się  jej  teraz 

przyjrzeć. – Wyciągnął rękę i pomógł jej wstać.

Kiedy poczuła mocny uścisk jego twardej dłoni, wstrzymała oddech.
– Przyjrzeć? – spytała nieswoim głosem.
Ich  spojrzenia  spotkały  się.  Megan  nie  umiałaby  określić,  jak  długo 

patrzyli sobie w oczy, zdawało się jej bowiem, że czas się zatrzymał.  Dopiero 
trzask palącego się w kominku polana przerwał chwilę zauroczenia na tyle, że 
szybko wyrwała rękę z jego dłoni.

– To może ja... ja już zawieszę tę gwiazdę – zaproponowała niepewnie. –

Tylko że nie mam pojęcia, jak ją umocować.

Zachowując pozorną obojętność, Lucas podszedł do wieszaka na płaszcze 

i sięgnąwszy do kieszeni kamizelki, wyciągnął drut do czyszczenia fajki i rolkę 

background image

samoprzylepnej  srebrnej  taśmy.  Z  drutu  zrobił  otwarte  małe  kółeczko,  które 
przymocował z tyłu gwiazdy kawałkiem taśmy i wręczył ją Megan.

– Powinno spełnić swoje zadanie.
Gdy  brała  od  niego  gotową  do  zawieszenia gwiazdę,  ich  palce  spotkały 

się.  Jego  dotyk  wywołał  u  niej  tym  razem  uczucie  silnego  mrowienia  w  całej 
ręce.  Obróciwszy się  w  stronę  choinki,  wspięła się na  palce,  żeby zamocować 
ozdobę na szczycie drzewka, ale okazało się, że do wykonania tego zadania jest 
po prostu nieco za niska.

–  Musisz  mi  pomóc  –  westchnęła,  usiłując  wręczyć  mu  z  powrotem 

gwiazdę.

–  W  żadnym  wypadku  –  odrzekł  z  wyszukaną  galanterią.  –  Ta  choinka 

jest twoja, więc sama musisz zawiesić na niej gwiazdę.

Gdy objął ją w talii, aż podskoczyła.
– Co ty... sobie wyobrażasz? – Pytanie zamarło jej na ustach, gdy uniósł 

ją jak piórko do góry na odpowiednią wysokość.

– Dosięgniesz teraz?
Poczuła na plecach jego ciepły oddech. Bez protestu zagięła ciasno drut 

wokół czubka choinki.

–  Z...  zrobione.  –  Jej  serce  wykonało  kilka  nadprogramowych  uderzeń,

kiedy jej pupa otarła się o jego szeroką klatkę piersiową, gdy powoli opuszczał 
ją na podłogę.

– Teraz wygląda naprawdę ładnie – powiedział, zrobiwszy dwa kroki do 

tyłu, bardzo pomocne w opanowaniu męskich emocji. Stali oboje w milczeniu, 
przez  kilka  niespokojnych  sekund,  zanim  ostatecznie  odwrócił  się  i  ruszył  do 
drzwi. – Robi się późno. Muszę wracać do domu.

Megan odprowadziła go do wyjścia.
– Dziękuję, że poświeciłeś mi tyle czasu... Naprawdę to doceniam.
– Nie żartuj. – W szerokim uśmiechu pokazał białe zęby, założył płaszcz, 

a następnie delikatnie oparł ręce na jej ramionach. – Przecież wiem, że miałaś 
ochotę wyrzucić mnie stąd razem z tą nieszczęsną choinką.

Megan uśmiechnęła się blado.
– No cóż, przyznaję, że jej nie chciałam, ale wygląda naprawdę wspaniale 

i pięknie pachnie w całym domu. Ale ciastka wyglądałyby dużo lepiej, gdybym 
miała foremki zamiast noża.

– Użyjesz ich w przyszłym roku.
– W przyszłym roku? Pokiwał głową.
– Pamiętaj! To początek twojej własnej świątecznej tradycji.
Patrzyła na niego coraz bardziej zaskoczona, starając się zrozumieć jego 

intencje, gdy zsunął dłonie z jej ramion i ujął jej ręce.

– Stoimy pod jemiołą, Megan.
Podniosła głowę, jakby chciała upewnić się, że to, co mówi jest prawdą.

background image

– Rzeczywiście.
–  Czy  mógłbym  zatem  uczynić  zadość  zwyczajom  i  cię  pocałować?  –

zapytał nieśmiało.

– T... tak.
– Jesteś pewna?
– Nie. – Zaprzeczyła ruchem głowy. – To znaczy, tak.
–  Czyli? –  Musnął płatek  jej ucha. –  Czy chcesz,  żebym  cię  pocałował, 

czy nie? – Tym razem ton jego głosu był rzeczowy, a pytanie skonstruowane w 
sposób klarowny.

Nawet  przelotny  dotyk  jego  ust  był  dla  jej  delikatnej,  wrażliwej  skóry 

wystarczająco  silną  podnietą,  żeby  pośpiesznie  sformułować  jednoznaczną 
odpowiedź.

– Myślę... że chciałabym.
Cofnął  się,  żeby  ją  zobaczyć  i  odsunął  palcem  kosmyk  włosów,  który 

opadł jej na policzek.

–  Cieszę  się,  ponieważ  spędziłem  z  tobą  całe  popołudnie,  żeby  to  się 

stało.

– T... tak?
Nie  odpowiedział,  tylko  nagle  pochylił  się  i  ustami  dotknął  jej  warg. 

Megan przymknęła oczy i zapomniała o bożym świecie, o choince, ozdobach i 
krzywych  ciastkach.  Lucas  delikatnie  gryzł  jej  wargi  i  przesuwał  po  nich  usta 
tak, że czuła jego pocałunek niemal każdą komórką swojego ciała. Powoli, lecz 
zdecydowanie przyciągnął ją do siebie.

Jego  potężna  i  mocna  klatka  piersiowa  oraz  silne  długie  ręce,  którymi 

obejmował  ją  w  talii,  kontrastowały  z  jej  drobną  postacią  przenikniętą  teraz 
nieznanym rozkosznym dreszczem oczekiwania. Kiedy ich języki się zetknęły, 
Megan rozchyliła usta. Nikt nigdy dotąd nie całował jej w taki sposób.

Obejmując  rękami  szyję  Lucasa,  poddawała  się  odważnie  jego 

pocałunkowi  i  coraz bardziej lgnęła  do  niego.  Dopiero  po  chwili zorientowała 
się,  że  opuściwszy  niżej  ręce,  uniósł  jej  biodra  i  przyciągnął do  siebie  tak,  że 
poczuła  jego  podniecenie  i  ogarniającą  ją  falę  gorąca.  Chwyciwszy  kurczowo 
flanelową koszulę na jego szerokiej piersi, jakby bała się, że mięknąc i topiąc się 
od nadmiaru ciepła, spłynie z niego na podłogę, przestraszona swoją pośpieszną 
reakcją, usiłowała odepchnąć go od siebie.

– P... proszę cię, nie...
– W porządku, kochanie. – Uwolnił ją z uścisku, trzymając jednak nadal 

w objęciach. – To był tylko pocałunek.

Potrząsnęła przecząco głową i spojrzała mu wymownie w oczy.
– Nie, nie sądzę.
– Lepiej będzie, jak sobie pójdę – powiedział i sięgnął do gałki u drzwi. –

Mam jeszcze coś do skończenia w warsztacie.

background image

– Dziękuję – odpowiedziała niepewnie, nie wiedząc, co jeszcze chciałaby 

powiedzieć.

– Cała przyjemność po mojej stronie. – Uśmiechnął się zagadkowo i tak 

miło, że znowu poczuła, jak mięknie jej serce. – Mam nadzieję, że tobie też było 
miło.

Wiedziała dobrze, że ma na myśli ich pocałunek.
–  To  znaczy...  dziękuję  za  drewno  do  kominka  i  za  choinkę  –  dodała 

pospiesznie, lekko zawstydzona.

– Rozumiem. – Otworzył drzwi, zachowując nad wyraz pogodne oblicze. 

– Cieszę się, że mogłem ci pomóc.

Zanim zdołała wykrztusić cokolwiek, mrugnął do niej porozumiewawczo 

i wyszedł.

Megan  patrzyła  jeszcze  przez  chwilę  w  oszołomieniu  na  drzwi,  które 

zamknęły się za nim, zadając sobie pytanie, co, u licha, zmusiło ją do przyjazdu 
tutaj? Nie dość, że jednak nie uda jej się uniknąć świątecznego zamieszania, to 
jeszcze  musi  mieć  do  czynienia  z  najbardziej  upartym  facetem,  jakiego 
kiedykolwiek spotkała.

Gdy  spojrzała  na  jemiołę  wiszącą  u  góry,  jej  serce  zatrzepotało  jak 

złapany w potrzask ptak. W porządku, jest nieznośny, ale całuje świetnie. Co do 
tego nie miała cienia wątpliwości.

Dość tego, zganiła się w duchu. Nie obchodzi cię ani Lucas McCabe, ani 

żaden inny mężczyzna.

Położyła  się  na  tapczanie  i  zwinąwszy  w  kłębek  jak  kot,  patrzyła  w 

zamyśleniu na  trzaskające w  ogniu kominka polana.  Trzeba było położyć kres 
wszelkim  niedorzecznościom  i  nonsensom.  Nie  była  typem  kobiety  skłonnej 
poddać  się  przelotnym  flirtom,  bez  względu  na  to,  jak  bardzo  kuszące  czy 
przyjemne byłyby pocałunki mężczyzny.

Do tej pory z nikim nie udało jej się stworzyć udanego związku. I chyba 

nie potrafiła właściwie oceniać mężczyzn. Ze swoim chłopakiem spotykała się 
przez dwa lata i przez ten czas nie zauważyła, że jest on płytkim egocentrykiem. 
Odkryła to dopiero w chwili, kiedy uświadomiła sobie, że nie ma już ochoty go 
widywać.

Widok  żarzących  się  głowni  w  kominku  wprowadzał  nastrój  spokoju, 

sprzyjający  wszelkim  refleksjom.  Megan  pomyślała,  że  Nathan  Kennedy 
mógłby  brać  u  Lucasa  lekcje  postępowania  z  kobietami.  Nathan  wycofał  się 
natychmiast,  gdy  dała  mu  do  zrozumienia,  że  oczekuje  od  niego  wsparcia  i 
psychicznego  ukojenia,  podczas  gdy  Lucas  wręcz  zmusił  ją,  by  przyjęła  jego 
pomoc  i  uzmysłowił  jej,  że,  paradoksalnie,  pragnie  właśnie  tego,  przed  czym 
uciekała.

Westchnęła  głęboko  i  przykryła  stopy  kolorową  narzutą  z  prawdziwej 

afgańskiej  wełny.  Nic  wielkiego  się  nie  stało,  myślała,  ale  nie  będzie  już 

background image

żadnych  pocałunków  pod  jemiołą  i  kolejnych  wizyt  Lucasa.  Przyjechała  tutaj 
tylko  po  to,  żeby  przemyśleć  i  przygotować  sobie  plan  szukania  pracy  i 
odpocząć od kłopotów. Na pewno nie po to, żeby ich sobie przysparzać.

Około północy Lucas pogasił światła w warsztacie i wyszedł na zewnątrz. 

Ogarnęła  go  cisza  spokojnej,  mroźnej,  zimowej  nocy.  Udało  mu  się  pokryć 
bejcą  drewniane  kołyski  dla  lalek,  lecz  pociągi  musiały  jeszcze  poczekać  na 
montaż aż do jutra rana. Czuł się bardzo zmęczony i z przyjemnością myślał o 
tym, że nareszcie położy się spać.

Spojrzawszy  do  góry  w  kierunku  domu  Bennetta,  zobaczył  przebijającą 

się przez ciemności niewyraźną smużkę światła. Drzewa, które oddzielały jego 
posesję  od  domu,  w  którym  teraz  znajdowała  się  Megan,  nie  pozwalały  mu 
zorientować się, czy pochodzi ono z wnętrza, czy od lampy oświetlającej ganek. 
Tak czy owak, nie miało to znaczenia. Wiedząc, że niedaleko od niego, w domu 
Sama  Bennetta,  jest  teraz  kobieta,  która  w  dziwny  sposób  zaprząta  mu  myśli, 
zastanawiał się, czy kiedykolwiek odzyska spokój.

Początkowo usiłował wmówić sobie, że tylko stara się pomóc jej przeżyć 

pierwsze  święta  bez  ukochanego  dziadka.  Ale  gdzieś  pomiędzy  dwoma 
zdarzeniami:  zabawą  w  śnieżki  i  zamieszaniem  wywołanym  zawieszaniem 
bezkształtnych ciastek na  choince  – przyznał się,  że  w  jego  postępowaniu jest 
coś więcej niż tylko chęć bezinteresownej pomocy. Dokonał nawet dokładnego 
rachunku  sumienia.  Najpierw  w  drodze  po  prażoną  kukurydzę,  a  potem  już 
wieczorem. Uznał wówczas, że nie ma żadnego powodu, dla którego oboje nie 
mogliby cieszyć się swoim towarzystwem, tu w Whisper Mountain, jako dwoje 
przyjaciół.

Było  też  więcej  niż  prawdopodobne,  że  Megan  nie  pragnie  poważnego 

zaangażowania  się  w  jakikolwiek  związek.  Miała  zamiar  być  sama  podczas 
świąt i on także. Ale dlaczego nie mieliby spędzić tego czasu razem i dobrze się 
przy  tym  bawić?  Potem  ona  wróci  do  Illinois,  a  on  zostanie  tutaj,  w  Whisper 
Mountain.  Będzie  nadal  pracował  spokojnie  w  swoim  warsztacie  i  miło 
wspominał czas, który razem spędzili. Nie docenił jednak magii pocałunku pod 
jemiołą.  W  pierwotnym  zamiarze  miał  być  lekki  i  przyjemny  –  pocałunek 
między dwojgiem przyjaciół. Ale w chwili, gdy dotknął jej ust swoimi, poczuł 
żywy ogień. Cholera, nawet tylko wspomnienie tego pocałunku wystawiało go 
na ciężką próbę.

Wziąwszy głęboki wdech mroźnego nocnego powietrza w celu obniżenia 

wewnętrznej temperatury, zaczął zastanawiać się, dlaczego tak silnie reaguje na 
Megan. Do Sue Ellen zalecał się przez rok, był jej mężem przez pięć lat i nigdy 
nie  doświadczył  takiej  namiętności  w  czasie  jednego  pocałunku.  Intuicja 
podpowiadała mu, że Megan również nie przeżyła dotąd niczego podobnego.

Pogrążony w myślach, ciągle patrzył na światło sączące się z domu Sama. 

Nagle  zrobiło  się  ciemno.  Domyślił  się,  że  pewnie  poszła  spać.  Oczyma 

background image

wyobraźni widział, jak włożywszy na siebie piżamę czy koszulkę, wsuwa się do 
łóżka i nagle zapragnął znaleźć się przy niej, objąć ją i przytulić.

Kolejny raz podniecił się, niczym nadpobudliwy nastolatek, mocno więc 

zawstydził się i zganił odpowiednimi słowami własną, jak to określił, głupotę.

Nieważne, co wiedzie ich na pokuszenie, i nie chodzi o bolesną cenę, jaką 

może  zapłacić  za  pragnienie  zdobycia  Megan.  To  się  nie  ma  prawa  zdarzyć, 
powiedział  sobie  bardzo  wyraźnie.  Pominąwszy  fakt,  że  była  wnuczką  jego 
przyjaciela,  Sama  Bennetta,  Lucas  mógłby  przysiąc,  że  w  jego  ocenie 
dziewczyna  absolutnie  nie  była  typem  kobiety  nadającej  się  na  przelotny 
romans. A on nie miał do zaoferowania nic więcej.

On i Sue Ellen byli bez wątpienia szczęśliwym małżeństwem. Ale Lucas 

McCabe  nie  był  aż  tak  głupi,  żeby  myśleć,  że  szczęście  w  życiu  musi  się 
powtórzyć. Szanse, żeby znalazł drugą kobietę, która byłaby szczęśliwa, wiodąc 
spokojne, wiejskie życie przy jego boku, były praktycznie równe zeru.

Wchodząc  na  schodki  swojego  domu,  odwrócił  się  jeszcze  raz,  żeby 

spojrzeć  na  dom  Sama  Bennetta.  Zrobi,  co  tylko  w  jego  mocy,  żeby  umilić 
Megan  święta.  Uczyni  to  dla  Sama,  to  wszystko.  Ale  nie  będzie  już  żadnych 
grzesznych, pożądliwych pocałunków pod  jemiołą,  czy pragnień,  by objąć  ją i 
przytulić.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

– Odejdź – mamrotała przez sen Megan, zakopując się głębiej w pościeli.
Kiedy pukanie do frontowych drzwi domu stało się głośniejsze, odrzuciła 

kołdrę na bok, podniosła się i  usiadła na skraju łóżka. Pomimo  rozespania, od 
razu domyśliła się, kto o tak nieludzkiej porze puka do drzwi. Postanowiła, że 
niezwłocznie da mu do zrozumienia, że jest tym zaledwie średnio zachwycona. 
Jej  podróżny  budzik  nastawiony  był  na  godzinę  siódmą  rano.  Wprawdzie 
jeszcze  niedawno  wstawała  o  szóstej,  żeby  zdążyć  do  biura,  ale  teraz  nie 
pracowała, a nawet gdyby było inaczej, znajdowała się właśnie na urlopie.

Zetknąwszy  się  bosymi  stopami  z  twardą,  zimną  podłogą,  zaczęła 

piszczeć i podskakiwać, rozglądając się za pantoflami.

– Czekaj, McCabe, niech no tylko otworzę drzwi...
W końcu ciepłe, podbite czerwonym futerkiem pantofle znalazły się pod 

łóżkiem  i  Megan  pośpiesznie  wsunęła  w  nie  zimne  nogi.  Była  już  na  to 
najwyższa pora, gdyż pukanie do drzwi rozlegało się nie tylko w domu, ale też 
w najbliższej okolicy.

– Megan, jesteś tam?!
–  Przestań  hałasować...  –  zrzędziła  pod  nosem.  Przebiegła  przez  pokój, 

otworzyła  energicznie  drzwi  i  omiotła  go  wzrokiem.  –  Czy  wiesz,  która  jest 
godzina?–  Dzień  dobry!  –  zawołał  wesoło  i  spojrzał  na  zegarek.  –  Ósma  –
oznajmił radośnie.

Zdziwiona potrząsnęła głową z grymasem niezadowolenia.
– Nieprawda, siódma.
– Zmieniłaś strefę czasową – wykrzyknął tryumfalnie. – Tu jest godzina 

później niż w Illinois.

–  A  niech  to  diabli...  –  Wstrząsnął  nią  dreszcz  wskutek  zimnego 

podmuchu  od  uchylonych  drzwi.  –  Co...  co  sprowadza  cię  tu  o  tak  wczesnej 
porze, panie...?

Wydawał się rozkojarzony.
– Co... co takiego?
Podążyła za jego wzrokiem. No tak, wszystko jasne. W pośpiechu, żeby 

nie  zdemolował  drzwi,  zapomniała  nałożyć  szlafrok.  Pomimo  że  nie  miała  na 
sobie  przeźroczystego,  zwiewnego  peniuaru,  tylko  nocną  koszulę  z  flaneli,  jej 
piersi  odznaczały  się  pod  nią  tak  wyraźnie,  że  ich  sterczące,  wskutek  zimną, 
koniuszki zdawały się przebijać miękki materiał.

Założyła ręce i skuliła ramiona, jakby chciała obronić się przed zimnem, 

chociaż czuła gorąco na policzkach.

– Co tu robisz? – Oderwał od niej wzrok i spojrzał jej w oczy.
– Ja rozpalę ogień, a ty ubierz się w tym czasie – zaproponował.

background image

– Wolałabym wrócić do łóżka. – W jej głosie brzmiał upór.
–  Nie  możesz.  –  Przesunął  się  obok  niej,  żeby  położyć  na  kuchennym 

stole zielone gałęzie, które przyniósł ze sobą, po czym umieścił na ladzie worek 
z  artykułami  spożywczymi  i  diabli  wiedzą  z  czym  jeszcze.  –  Mamy  mnóstwo 
roboty.

– O czym ty, u licha, mówisz

?

– Zatrzęsła się cała z oburzenia. – I... i co 

to za las na moim stole?

– Marzniesz. – Położył swoje wielkie dłonie na jej ramionach i obrócił ją, 

kierując  w  stronę  sypialni.  –  Przyrzekam,  że  wszystko  ci  wyjaśnię,  jak  się 
ubierzesz.

Widząc, że dalszy opór nie ma sensu, Megan udała się do sypialni, żeby 

założyć  na  siebie  bluzkę,  dżinsy  i  ciepłe  skarpety.  Kiedy  wróciła  do  salonu, 
Lucas umieszczał właśnie ekran ochronny przed buzującym w kominku ogniem.

– Za chwilę będzie ciepło – obwieścił zadowolony. – Zaparz kawy, a ja 

tymczasem pójdę do samochodu po drut.

– Chwileczkę. – Ujęła się pod boki. – Może najpierw wyjaśnisz mi, co ty 

znowu kombinujesz? – Wskazała na stos zieleni na stole.

– Musisz mieć wieniec nad drzwiami – wyjaśnił jej z taką powagą, jakby 

właśnie uzasadnił, dlaczego Ziemia musi krążyć dokoła Słońca.

– Nie chcę żadnego wieńca.
–  Bo  nie  wiesz,  że  chcesz.  Tak  samo,  jak  z  choinką.  –  Uśmiechnął  się 

szelmowsko. – Ale teraz podoba ci się, co, może nie?

Spojrzała  na  drzewko  i  wiszące  na  nim  ozdoby  –  ciastka  i  prażoną 

kukurydzę.

– No cóż, nie wygląda najgorzej, ale myślałam, że na tym koniec.
Potrząsnął głową i skierował się do drzwi.
–  Jak  zawiesimy  wieniec,  zajmę  się  oświetleniem  ganku.  Umocuję 

światełka wzdłuż poręczy, a ty w tym czasie zrobisz piernik z imbirem.

–  Nie  mam  produktów  –  pośpieszyła  z  odpowiedzią,  ciesząc  się,  że 

storpedowała przynajmniej jeden jego zamiar.

– Ależ masz. – Wskazał na torbę, leżącą na ladzie. – Wziąłem w obroty 

Margie  Lou,  szefową  największego  sklepu  w  Harmony  Falls  i  kazałem  jej 
wrzucić  tu  wszystko,  co  może  ci  się  przydać.  Łącznie  z  przepisem  na 
przepyszny piernik.

– Widzę teraz, że angażujesz do swojej świątecznej krucjaty wszystkich w 

okolicy – jęknęła Megan. – Czy to, że pozwoliłam na postawienie świątecznego 
drzewka, to mało?

–  Bynajmniej.  –  Mrugnął  do  niej  porozumiewawczo.  –  Pamiętasz? 

Budujesz  własną  tradycję  spędzania  świąt.  Choinka  jest  tylko  jednym  z  jej 
elementów.

Kiedy  wyszedł  po  ten  swój  drut,  rzuciła  okiem  na  zielone  gałązki 

background image

pozostawione na stole i zabrała się do robienia kawy.

– Co za natręt... – westchnęła z ciężkim sercem.
Megan zmarszczyła czoło na widok wieńca w kształcie elipsy.
– Czy przypadkiem nie powinien być okrągły? – rzuciła nieco kąśliwie.
–  Myślę,  że  wygląda  całkiem  nieźle  –  oznajmił,  bardzo  z  siebie 

zadowolony,  wręczając  jej  szeroką  rolkę  czerwonej  aksamitnej  wstążki.  –  Ale 
następnym razem na pewno będzie lepiej.

– A ileż to takich wieńców wykonał pan osobiście, panie „złota rączka”? 

– zapytała ironicznie, odmierzając długość wstążki z nadzieją, że wystarczy jej 
na przyzwoitą kokardę.

– No cóż, prawdę mówiąc... – Zarumienił się trochę.
Gdy jego głos załamał się, Megan wybuchnęła śmiechem.
– Aha. Czyli debiut...
– Coś w tym rodzaju. – Uśmiechnął się rozbrajająco.
Gdyby  w  tym  momencie  zmierzyć  temperaturę  Megan,  pewnie  nie 

wystarczyłoby skali na takim specjalnym termometrze, który mierzy erotyczne 
podniecenie.  Przyrzekłszy  sobie,  że  nie  odezwie  się  już  ani  słowem,  położyła 
wstążkę na stole i buntowniczo ujęła się pod boki.

– A czy ty masz u siebie w domu wieniec?
– zapytała zaczepnym tonem.
Kiedy  skwapliwie  przytaknął,  zauważyła,  że  ma  przynajmniej  na  tyle 

przyzwoitości, by nie patrzeć jej bezczelnie w oczy.

–  Zawsze  kupuję  jeden  w  Pigeon  Forge  lub  w  Gatlinburgu  jeszcze  w 

listopadzie, kiedy odstawiam swoje meble do jednego z tamtejszych sklepów –
wyjaśnił.

–  Kupujesz?  No  pięknie!  –  wykrzyknęła  z  udawanym  oburzeniem  i 

zaczęła się śmiać.

– Ładnie się śmiejesz – zauważył Lucas, wyciągnął ręce i nagle posadził 

ją sobie na kolanach.

Czując jego twarde jak dwa konary dębu uda i silne ręce, którymi objął ją 

w talii, z wrażenia niemal przestała oddychać.

– Lucas... co ty robisz?
–  Nie  mam  pojęcia  –  odpowiedział  bez  większego  sensu.  Jego  gorący 

oddech na jej szyi wprawiał ją w zmysłowe drżenie. – Ale przynajmniej wiem 
teraz jedno.

– Co takiego?
–  Wiem,  że  chcę  cię  znowu  pocałować.  –  Jego  głos  stał  się  miękki  i 

aksamitny.

– To chyba nie jest dobry pomysł – odparła równie delikatnym tonem.
Położył palec wskazujący na jej policzku i potrząsnął głową.
– Chyba nie. – Uśmiechnął się rozbrajająco. – Ale konwenanse i to, czego 

background image

pragniemy, nie zawsze idą w parze, prawda, kochanie?

– Nie zawsze – powtórzyła szeptem.
– Czy chcesz mnie pocałować, Megan?
Przecież  już  obiecała  sobie,  że  nie  będzie  żadnych  pocałunków  z  tym 

facetem, bez względu na okoliczności. A jednak tym razem jej pragnienie było 
silniejsze od postanowienia.

Jego  brązowe  oczy  nabrały  barwy  ciemnej  czekolady,  gdy  pochylił  się 

nad nią, żeby dotknąć ustami jej warg.

– Och, jak miękko, jak słodko... – Pieścił słowami wargi Megan, zanim je 

dotknął koniuszkiem języka.

Dreszcz  rozkoszy  przebiegł  przez  ciało  Megan.  Rozchyliła  zapraszająco 

usta. Lucas docenił to zaproszenie i delikatnie wsunął swój język w głąb jej ust. 
Serce dziewczyny biło jak szalone, tłocząc w jej żyły fale gorącej krwi. Siedząc 
na jego kolanach, przesunęła się tak, żeby być jeszcze bliżej niego, zarzuciła mu 
ręce na szyję i wplotła palce w jego włosy. Mimo że miała zamknięte oczy, raz 
po raz pojawiały się w nich oślepiające rozbłyski, a serce podskakiwało i gubiło 
rytm, gdy poczuła napierającą na jej udo jego podnieconą męskość.

Kiedy uniósł jej bluzę i wsunął pod nią dłoń, sięgając aż do koronkowego 

biustonosza  opinającego  krągłe  piersi,  zdawało  się  jej,  że  roztopi  się  niczym 
garstka  śniegu.  Drżącymi  palcami  usiłowała  jeszcze  rozpiąć  guziki  jego 
miękkiej  flanelowej  koszuli,  ale  gdy  stawiły  opór  jej  rozdygotanym  palcom, 
nagle oprzytomniała. Co, u licha, wyprawia i do czego to prowadzi? Coś takiego 
nie zdarzyło się jej dotąd nigdy w życiu.

–  Spokojnie,  kochanie  –  powiedział  Lucas,  któremu  najwidoczniej 

udzielił się jej nastrój. Delikatnie wycofał rękę i poprawił jej bluzę. – Nie musisz 
się martwić. Nie pozwolimy sobie na więcej.

Zmieszana  swoim  zachowaniem  i  bardzo  zażenowana  z  tego  powodu, 

starała się uniknąć jego badawczego spojrzenia.

– Normalnie... to... ja jeszcze nigdy... tak.. – zająknęła się.
Ujął  jej  twarz  w  obie  dłonie,  a  ona  czuła  się  tak,  jakby  dotykał  ją  całą 

swoimi twardymi spracowanymi rękami. Jej policzki płonęły i żałowała, że nie 
może teraz zapaść się pod ziemię.

– Wszystko w porządku, Megan. – Pocałował ją tak czule, że w jej oczach 

pokazały się łzy.

–  Zawiąż  tę  kokardę,  a  ja  tymczasem  wbiję  gwóźdź  w  drzwi,  żeby 

zawiesić wieniec.

Megan  aż  zesztywniała  ze  zdumienia.  Jak  można  tak  od  razu  być 

gotowym  do  tak  prozaicznych  czynności  po  tym  wszystkim,  co  między  nimi 
zaszło? Widocznie wszystko spłynęło po nim jak woda po kaczce!

Po  chwili  namysłu  zdecydowała,  że  najlepszy  sposób  na  opanowanie 

emocji  będzie  wykonanie  kilku  głębokich  oddechów,  po  czym  potakująco 

background image

skinęła głową.

– Dobrze. Ale nie obiecuję, że ta kokarda będzie udana.
Kiedy chciała powstać z jego kolan, objął ją ramionami.
– Właśnie! Wiesz co? Ja też nie obiecuję...
– Masz na myśli ten wieniec?
–  Nie.  –  Przytulił  ją  na  moment  do  siebie  i  postawił  na  nogi,  po  czym 

podniósł się i pochyliwszy się nad nią, uśmiechnął się szeroko. – Nie obiecuję, 
że nie pocałuję cię znowu – wyszeptał jej do ucha.

Wyszedłszy  na  zewnątrz,  Lucas  zaczerpnął  dla  uspokojenia  spory  haust 

zimnego  powietrza.  Igrał  z  ogniem  i  cholernie  dobrze  zdawał  sobie  z  tego 
sprawę.  W  świecie,  w  którym  żyła  Megan,  on  zdawał  się  nie  mieć  wyboru. 
Powiedział już sobie, że sprawy pomiędzy nimi mają utrzymywać się w lżejszej 
konwencji, nic więcej ponad przyjaźń. Ale nie mógł powstrzymać się, żeby nie
wziąć jej w ramiona, dokładnie tak samo, jak nie mógł przestać oddychać. I jeśli 
nawet pomyślał, że ich wczorajszy pocałunek pod jemiołą był dla niego jedynie 
nic nie znaczącym epizodem, to teraz nie mógł wyobrazić sobie nawet w części, 
co będzie czuł, kładąc się do łóżka dziś wieczorem.

Gdy  sięgnął  po  młotek,  pudło  z  gwoździami  i  zestaw  migoczących 

lampek,  które  nabył  przy  okazji  kupowania  niezbędnych  składników 
potrzebnych do zrobienia piernika, zastanawiał się, jak długo można wytrzymać 
bez  snu.  Przez  ostatnie  dwie  noce  bowiem  przewracał  się  z  boku  na  bok  z 
powodu kobiety, która wywróciła jego świat do góry nogami.

I  gotów  byłby  założyć  się,  że  nie  dane  mu  będzie  zaznać  przyzwoitego 

odpoczynku, dopóki ona stąd nie wyjedzie.

Kręcąc  z  dezaprobatą  głową,  rozwiesił  pośpiesznie  światełka  wzdłuż 

poręczy  ganku,  a  następnie,  ująwszy  palcami  jednej  ręki  stosowny  gwóźdź, 
drugą  chwycił  pokaźny  młotek.  Właśnie  wziął  zamach  i  chciał  wykonać 
fachowe  uderzenie,  gdy  Megan,  pod  wpływem  sobie  tylko  wiadomej  myśli, 
uchyliła drzwi,  wskutek czego obuch młotka rozminął się z główką gwoździa. 
Nie rozminął się za to z kciukiem i palcem wskazującym Lucasa.

– Mam tę kokardę... – nagle urwała, zakrywając dłonią usta.
– Kur... A niech to... – Gwóźdź wypadł z ręki Lucasa, który na szczęście 

w  porę  zdał  sobie  sprawę  z  tego,  na  co  się  zanosi  i  zdążył  nieco  osłabić 
uderzenie.

– Och, Lucas, bardzo przepraszam. Bardzo boli? – Megan troskliwie ujęła 

jego rękę. – Pokaż.

Oba  palce,  dzięki  jego  zawodowemu  refleksowi,  nie  ucierpiały  aż  tak 

bardzo, lecz gdyby nawet uległy rozklepaniu niczym srebrna blaszka, udawałby, 
że  nic  się  nie  stało,  uśmiechając  się  przy  tym  promiennie.  Jak  mogłoby  być 
inaczej?  Megan  miękko  ujęła  jego  dłoń  i  głaszcząc  palce  Lucasa,  szukała 

background image

miejsca  urazu,  co  sprawiało  mu  z  każdą  sekundą  coraz  większą  rozkosz  i 
odwracało jego myśli od miejsca bólu.

– Wszystko porządku – oznajmił nienaturalnym głosem.
–  Nieprawda.  –  Megan  pokazała  mu  ślady  jego  krwi  na  koniuszkach 

swoich palców.

Wzruszył  ramionami,  nie  rozumiejąc,  dlaczego  robi  tyle  zamieszania 

wokół paru głupich zadrapań.

– Daj spokój. Przeżyłem już o wiele gorsze rany.
–  Wejdźmy  do  środka.  Poszukam  bandaża.  Pomimo  że  jego  ręka 

wielkości  niedźwiedziej  łapy  była  dwa  razy  większa  od  jej  dłoni,  trzymała  ją 
tak, jakby to była kosztowna filiżanka z kruchej porcelany.

Rozbawiony, zaczął tłumaczyć jej, dlaczego nie powinna kłopotać się tak 

banalnym przypadkiem, ale nie słuchała go i kazała mu usiąść przy stole.

–  Zaraz  wrócę,  tylko  poszukam  jakiejś  apteczki.  Patrzył,  jak  Megan 

gorączkowo  przeszukuje  łazienkę.  Rozpamiętywał  czuły,  pieszczący  dotyk  jej 
palców na swojej dłoni i oczekiwał niecierpliwie, kiedy wróci i podejmie znowu 
rolę pielęgniarki.

Dawno  nie  miał  w  swoim  otoczeniu  kobiety,  która  otaczałaby  go  taką 

troską, tak się nim interesowała. Kiedyś jego matka robiła to, co zwykle czynią 
wszystkie  troskliwe  matki,  ale  żona  była  już  zbyt  praktyczna  i  pragmatyczna, 
żeby  nadmiernie  przejmować  się  czymkolwiek.  Przypomniał  sobie  teraz,  ku 
swemu zaskoczeniu, że Sue  Ellen nie była nadmiernie skłonna do okazywania 
współczucia i że czasami bezskutecznie oczekiwał od niej przejawów troski czy 
choćby najmniejszego zainteresowania.

Zawsze  myślał,  że  Sue  Ellen  ma  bardzo  spokojną  naturę.  Ale  może  tak 

naprawdę była po prostu zbyt chłodna?

–  Tak  mi  przykro  z  tego  powodu  –  powiedziała  Megan,  śpiesząc  z 

powrotem, i uklękła, żeby zająć się opatrunkiem.

Lucas  otrząsnął  się  ze  swoich  myśli  i  próbował  jeszcze  raz 

zbagatelizować całe zdarzenie.

– Nie przejmuj się. To nic takiego.
–  Ja  tylko  chciałam  zapytać  cię,  czy  jesteś  gotów,  żeby  zawiesić  ten 

wieniec. Nie chciałam cię zranić.

– I nie zrobiłaś tego. To ja trzymałem w ręku młotek.
Obserwował,  jak  delikatnie  przeciera  jego  skaleczenia  antyseptyczną 

ściereczką,  a  potem  aplikuje  jakąś  przeciwbakteryjną  maść  na  uszkodzenia  i 
wszelkie otarcia skóry.

–  Ale  gdybym  nie  otworzyła  drzwi  właśnie  w  tym  fatalnym  momencie, 

nic  by  ci  się  nie  stało.  –  Wyjęła  z  pudełeczka  dwa  kawałki  samoprzylepnego 
bandaża, którymi w przemyślny sposób owinęła zranione miejsca.

Poczuł  ogarniające  go  od  wewnątrz  ciepło,  którego  nie  umiał  sobie 

background image

wytłumaczyć i które nie dawało mu żadnego komfortu. Ogarnęło go przemożne 
pragnienie,  żeby  nagle  pochwycić  Megan  w  ramiona,  ale  na  razie,  wysiłkiem 
woli, zdecydował, że najlepiej będzie, jeśli trochę się od niej odsunie.

–  Dzięki.  –  Podniósł  się,  pomógł  jej  wstać  i  wyciągnął  obandażowany 

kciuk w kierunku drzwi. – A teraz pójdę wbić ten nieszczęsny gwóźdź, dobrze?

Uśmiechnęła się w sposób, który spowodował u niego gwałtowny wzrost 

ciśnienia krwi, zakłócił miarową pracę serca i spokojny oddech.

– Nie chcesz, żebym ci pomogła?
Och,  tak,  bardzo  potrzebował  jej  pomocy,  ale  nie  takiej,  jaką  właśnie 

oferowała.

– No, to może zajmij się piernikiem.
–  Już  się  robi  –  oznajmiła  z  dumą.  –  Ciasto  chłodzi  się  w  lodówce  od 

godziny. – Spojrzała na zegar umieszczony na piekarniku. – Wyjmę je za jakieś 
dziesięć minut, żeby przygotować wszystkie elementy na domek z piernika.

Lucas  zatrzymał  się  w  drodze  do  drzwi  i  na  chwilę  zaniemówił  z 

wrażenia.

– Czyżbyś wzięła sprawy w swoje ręce? – zapytał z podziwem.
– Nie tak szybko. Najpierw zawieś na drzwiach wieniec, a potem przyjdź 

mi pomóc.

– Uśmiechnęła się obiecująco.
Poczuł gwałtowny skurcz w okolicy serca i suchość w gardle. W co, do 

cholery, się wpakował?

– Ale... ja... nie mam pojęcia, jak robi się domek z piernika.
–  Wszystko  to  twój  pomysł,  nie  pamiętasz?  Poza  tym,  chcę  tylko  od 

ciebie, żebyś dopilnował właściwych wymiarów ścian – długości i wysokości. –
Przygryzła w zamyśleniu dolną wargę.

– Z pewnością znajdziesz w samochodzie coś do mierzenia, na przykład 

taką zwijaną metalową taśmę, prawda?

–  A  tak,  mam  w  samochodzie.  To  się  nazywa  taśma  miernicza.  –

Roześmiał się z ulgą.

–  W  porządku.  A  więc  wyobraź  sobie,  ze  bierzesz  udział  w  ważnym 

stolarskim przedsięwzięciu.

Godzinę później Lucas już szykował się do wyjścia, gdy jego wzrok znów 

natknął  się  na  jej  kształtne  pośladki.  Dziewczyna  pochyliła  się  bowiem  nad 
piekarnikiem,  by  wyjąć  blaszkę  z  piernikiem,  a  kiedy  wyprostowała  się, 
wyglądała niemniej ponętnie z czerwonymi od gorąca policzkami i jedwabistym 
kosmykiem włosów, opadającym na czoło.

Westchnął ciężko i podniósł się z trudem. Był mężczyzną o wystarczająco 

silnej  woli  i  dostatecznym  krytycyzmie,  żeby  zdać  sobie  sprawę,  na  ile  może 
sobie pozwolić. Spędził cały dzień na walce o pohamowanie żądzy i utrzymanie 

background image

swych  rąk  przy  sobie,  z  miernym,  jak  to  ocenił,  skutkiem.  Oprócz  tego 
naprawdę musiał wrócić do pracy. Bo jeśli natychmiast nie wróci do warsztatu, 
diabli wezmą zabawki, które ma skończyć na jutrzejsze przyjęcie.

– No, to wszystko gotowe – skwitował, sięgając po swoją kamizelkę. – A 

mnie czeka robota po powrocie do domu.

– Gdybyś chciał, mogłabym coś przygotować na obiad – zaproponowała z 

uśmiechem, kładąc na ladzie kuchenną rękawicę. – Jeśli jesteś głodny...

Przełknął  ślinę,  chociaż  jego  głód  nie  miał  nic  wspólnego  z  jedzeniem. 

Potrząsnął przecząco głową i skierował się do wyjścia.

– Dzięki za propozycję, ale nie jestem głodny.
–  Zanim  wyjdziesz,  chciałabym  cię  o  coś  poprosić  –  zagadnęła, 

odprowadzając go do drzwi.

–  O  co  takiego?  –  zapytał  z  nadzieją,  że  nie  straci  ostatniej  krztyny 

rozsądku, jaka mu jeszcze została i zdoła utrzymać ręce przy sobie.

–  Chciałabym,  żebyś  nie  budził  mnie  jutro  ze  zdrowego  snu  z  powodu 

jakiejś jeszcze innej świątecznej tradycji, o której sobie przypomnisz, dobrze?

W  jej  oczach  błysnęły  szelmowskie  ogniki  i  w  tym  momencie  jego 

mocne, jak mu się wydawało, postanowienie prysło jak bańka mydlana. Wziął ją 
w  ramiona  i  przyciągnął  do  siebie,  pochylając  się  tak,  żeby  ich  głowy  się 
zetknęły.

–  Myślę,  że  zadbaliśmy  o  wszystko,  z  wyjątkiem  tego...  –  Przykrył 

swoimi wargami jej miękkie kształtne usta.

Nie  opierała  się.  Ta  drobna,  pełna  wdzięku,  apetyczna  kobietka 

przyprawiała  go  o  zawrót  głowy.  Oplotła  jego  szyję  ramionami  i  z  całej  siły 
naparła na niego swym drobnym ciałem. Serce Lucasa tłukło się w klatce jego 
żeber  jak  dziki  ptak.  Czuł  narastające  podniecenie,  cudowną  słodycz,  która 
najprostszą  drogą  spłynęła  mu  z  krwią  aż  do  pachwin.  Jęknął,  przytłoczony 
swym  podnieceniem,  przesuwając  w  dół  jej  pleców  ręce,  żeby  ująć  nimi  jej 
rozkoszną  pupę  i  podnieść  ją  ku  sobie.  Kiedy  cała  drżąca  w  jego  uścisku, 
wyszeptała  jego  imię,  omal  nie  upadł  na  kolana.  Jeszcze  nigdy  w  życiu  tak 
mocno nie pragnął żadnej kobiety. I jeszcze nigdy nie bał się tego tak bardzo.

Starając  się  oprzytomnieć,  ucałował  ją  w  czoło.  Zauważył,  że  jest 

oszołomiona tym, co się stało, dlatego powstrzymał się, żeby znów nie wziąć jej 
w objęcia.

– Muszę już jechać – wyszeptał drżącym głosem.
– Tak chyba będzie najlepiej – odparła zakłopotana.
–  Uważaj  na  siebie,  kochanie  –  powiedział  jeszcze,  otwierając  drzwi  i 

wychodząc na ganek.

– Wesołych świąt, Lucas.
Popatrzył  na  nią  przez  kilka  długich  chwil,  przeżywając  jeszcze  raz 

wszystko, co między nimi zaszło.

background image

– Wesołych świąt, Megan.
Lekko  chwiejnym  krokiem  zszedł  po  schodkach  ganku  i  wsiadł  do 

samochodu.  Kiedy  już  wyjechał  na  drogę  prowadzącą  do  domu,  w  uszach 
zabrzmiały  mu  jak  echo  jej  słowa  na  pożegnanie.  Wiedział,  że  nie  złoży  jej 
kolejnej wizyty, i pomyślał, że ona także o tym wiedziała.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

Rzuciwszy  książkę  na  poduszkę,  Megan  z  trudem  powstrzymywała  się, 

żeby  nie  zalać  się  łzami.  Dlaczego  czuła  się  taka  samotna?  Przecież  przybyła 
tutaj, do Smoky Mountains, właśnie po to, żeby być sama.

Jednak  gdy  popatrzyła  na  niewielką  choinkę  znajdującą  się  w  kącie 

pokoju,  a  potem  na  krzywą  chatkę  z  piernika,  stojącą  na  gzymsie  kominka, 
zrozumiała, że samotność jest ostatnią rzeczą, której pragnie. Serce zabolało ją, 
gdy uświadomiła sobie, że Lucas wyraźnie dał jej do zrozumienia, że nie wróci. 
Brakowało jej jego towarzystwa, choć trudno jej było się do tego przyznać.

W odróżnieniu od jej poprzedniego chłopaka, Nathana, który nie miał dla 

niej  czasu,  gdy  najbardziej  go  potrzebowała,  Lucas  rzucił  wszystko,  żeby  jej 
pomóc, mimo iż nawet nie przeszło jej przez myśl, by go o to prosić. Co więcej, 
perfekcyjnie  ją  rozszyfrował.  Przejrzał  jej  wymówki  i  zorientował  się,  że  ona 
wcale nie ucieka przed świętami Bożego Narodzenia, a wręcz przeciwnie...

To on uzmysłowił jej, że przyjechała do Smoky Mountains – miejsca, o 

którym  dziadek  opowiadał  jej  z  tak  wielką  miłością  –  ponieważ  usiłowała 
jeszcze raz przeżyć wszystko, czego doznawała, kiedy spędzali święta razem. I 
to dlatego powiedział jej, że musi przestać tkwić w przeszłości i zacząć budować 
własne życie.

Nerwowo otarła łzę, która spłynęła jej po policzku. Cały problem polegał 

na tym, że nowe zwyczaje, o których mówił, miały związek z nim samym. Teraz 
nie  miała  wątpliwości,  że  ile  razy  spojrzy  na  jakąś  choinkę  lub  zawiąże  dużą 
czerwoną kokardę na jakimś wieńcu, przed jej oczami pojawi się Lucas.

Dlatego najlepiej będzie, jeśli przestaną się widywać.
Rozmyślania  Megan  przerwało  pukanie  do  drzwi.  Poderwała  się  z 

miejsca. To musi być Lucas. Był przecież jedyną osobą, którą znała w Whisper 
Mountain.

Wzięła głęboki wdech i sięgnęła do gałki przy drzwiach.
– Dzień dobry, Lucas.
Na jego twarzy malowała się powaga.
– Czy coś się stało – zaniepokoiła się.
– Można tak powiedzieć.
– Wejdź. – Wykonała zapraszający gest i szerzej otworzyła drzwi.
Wyraźnie nieswój, potrząsnął głową i nerwowo potarł ręką kark.
–  Nie  jestem  przyzwyczajony  do  takich  rzeczy,  ale  nie  mam  wyboru. 

Potrzebuję twojej pomocy.

– Co się stało – Ujęła go pod ramię i wprowadziła do środka. – Dobrze się 

czujesz?

Spojrzał na nią w osłupieniu. – Bardzo dobrze. Dlaczego pytasz?

background image

–  Myślałam...  –  Nagle  zrobiło  jej  się  po  prostu  głupio.  –  Nieważne.  A 

teraz powiedz, o co chodzi?

Lucas  patrzył na  nią przez  chwilę, po  czym jego  urodziwą  męską twarz 

ozdobił promienny uśmiech.

– Martwisz się o mnie? – Nie.
– Kłamczucha – skwitował bardzo zadowolony.
– Czy powiesz mi wreszcie, co się dzieje?
– zapytała speszona, że rozszyfrował ją z taką łatwością.
– Potrafisz malować? – Ton pytania był jak najbardziej poważny.
–  To  zależy.  W  zeszłym  roku  pomalowałam  sama  moje  mieszkanie  i 

wyszło całkiem nieźle.

– Zaśmiała się. – Ale na zajęciach plastycznych w mojej szkole średniej 

pan od rysunków zawsze twierdził, że nigdy nie będę drugim Rembrandtem czy 
Picassem.

– Załóż kurtkę. Trzeba pomalować tuzin pociągów i musimy uporać się z 

tym do popołudnia... I właśnie taka jest moja prośba.

Lucas obserwował z przyjemnością, jak Megan założyła kosmyk swoich 

jedwabistych blond włosów za ucho, po czym wzięła do ręki wagonik i zaczęła 
malować  go  czerwonym  akrylowym  lakierem.  Nie  miał  zamiaru  prosić  jej  o 
pomoc przy pracach wykończeniowych,  ale kiedy zorientował się,  że w  żaden 
sposób  nie  zdąży  przygotować  zabawek  na  dzisiejszy  wieczór,  zwrócił  się  do 
osoby odpowiedzialnej za to opóźnienie.

Jadąc  do  niej,  powiedział  sobie,  że  prosi  ją  o  pomalowanie  pociągów 

jedynie dlatego, że to przez nią nie skończył roboty na czas. W końcu, gdyby nie 
zmitrężył  tyle  czasu  na  wyciągnięcie  jej  z  domu  i  szukanie  drzewka,  a  potem 
ozdabianiu  jej  domu,  wszystko  już  dawno  byłoby  gotowe.  Musiał  jednak 
przyznać przed sobą, że była to tylko częściowa przyczyna jego prośby. Reszta 
bowiem wiązała się z czymś nieuchwytnym, a zarazem głęboko odczuwalnym. 
Otóż w pracy najzwyczajniej na świecie przeszkadzała mu... tęsknota za Megan. 
Nie  namyślał  się  długo.  Zadowolony,  że  znalazł  pretekst  do  kolejnej  wizyty, 
wskoczył  do  ciężarówki,  uruchomił  silnik  i  popędził  drogą  wznoszącą  się 
stromo w kierunku jej domu.

Megan odłożyła pomalowany wagonik i sięgnęła po kolejny.
–  Jak  długo  zajmujesz  się  produkcją  zabawek  dla  dzieci  w  Harmony 

Falls?

–  Od  dwudziestu  lat.  –  Kończył  właśnie  malowanie  złotą  farbą  kół 

parowozu.  –  Każdy  w  mieście  robi  coś  na  to  przyjęcie.  Ja  daję  drewniane 
zabawki  dla  dzieci.  Margie  Lou,  szefowa  centralnego  magazynu  handlowego, 
robi większą ilość domowych dżemów dla kobiet. Jim Ed ze stacji benzynowej 
daje w prezencie wszystkim palącym mężczyznom nowe fajki, które wykonuje z 

background image

kolb kukurydzy. Nikt nie wychodzi z przyjęcia bez prezentu.

–  Rozumiem,  że  Harmony  Falls  nie  ma  zbyt  wielu  mieszkańców  –

powiedziała zaskoczona sympatycznym miejscowym zwyczajem.

– Jakieś sto pięćdziesiąt osób – objaśnił. – Dlatego robimy tego tak dużo. 

Dla niektórych ta impreza to ich całe święta.

Przestała na chwilę malować i popatrzyła na niego z powagą.
– To bardzo miłe i wygląda bardziej na zebranie rodzinne niż spotkanie 

publiczne.

Oboje milczeli przez chwilę.
–  Mogłabyś  dołączyć  do  nas  –  zaproponował  dwornie,  poważnie 

odchrząknąwszy, niczym urzędnik magistratu, który ma właśnie zabrać głos na 
zebraniu rajców miejskich.  Miał zamiar zaproponować jej to już poprzedniego 
wieczoru, ale ich ostatni pocałunek sprawił, że zapomniał o całym świecie. – To 
na pewno lepsze niż samotne spędzanie Wigilii – objawił jej oczywistą prawdę. 
Megan  odłożyła  pomalowany  wagonik  obok  pozostałych  i  potrząsnęła  głową 
przecząco.

–  Dzięki,  doceniam  zaproszenie,  ale  lepiej  będzie,  jeżeli  z  niego  nie 

skorzystam. – Wstała od stołu i podeszła do umywalki znajdującej się w kącie 
warsztatu,  żeby  zmyć  z  rąk  ślady  akrylowej  farby.  –  Prawdopodobnie  trochę 
poczytam, a potem położę się wcześniej spać – jeżeli zmienisz zdanie...

– Nie zmienię. – Zdjęła z wieszaka kurtkę i założyła ją pośpiesznie. Nagle 

zapragnęła zostać sama, choćby przez chwilę. – Pamiętasz? Przyjechałam tutaj, 
bo nie mam ochoty na to całe świąteczne zamieszanie – powiedziała, starając się 
nadać swoim słowom ton  rozbawienia. – Nie wywiązałabym się  z danej sobie 
obietnicy, gdybym wzięła udział w takim przyjęciu.

Lucas skierował się do umywalki.
– Odwiozę cię do domu.
–  Nie! –  Nie  chciała,  żeby  zabrzmiało to  tak  opryskliwie.  Zobaczywszy 

grymas  niepewności  i  dezorientacji  na  jego  twarzy,  uśmiechnęła  się,  chcąc 
zatrzeć szorstkość swojej odmowy. – Stąd mam do domu tylko kilkaset metrów, 
a trochę ruchu dobrze mi zrobi. – Zanim jednak otworzyła drzwi, dodała jakby 
na pocieszenie. – Baw się dobrze.

Szła szybko do góry ścieżką, którą wskazał jej Lucas, ale zdołała przebyć 

zaledwie  kilka  metrów,  gdy  jej  oczy  napełniły  się  łzami.  Dlaczego  jego 
zaproszenie  na  przyjęcie  wzbudziło  w  niej  uczucie  osamotnienia,  jakiego  nie 
doznała nigdy dotąd? – Czy nie powinna wykorzystać szansy uczestniczenia, w 
bądź  co  bądź  sympatycznej  imprezie,  rozmyślała,  brnąc  przez  kopny  śnieg. 
Nagle  dotarło  do  niej,  że  zna  odpowiedzi  na  wszystkie  te  pytania,  a  także 
przyczynę smutku, który nagle wypełnił jej duszę. Otóż Lucas zaproponował jej, 
żeby  przyłączyła  się  do  nich,  ale  nie  poprosił,  aby  poszła  tam  jako  jego 
towarzyszka.  I  za  to  powinna  być  mu  wdzięczna.  Właśnie  dlatego  było  jej  o 

background image

wiele łatwiej odrzucić zaproszenie.

Otarła policzki z łez i kroczyła dzielnie wśród drzew w drodze do domu. 

Teraz zrozumiała, dlaczego jej dziadek tak dobrze wyrażał się o Lucasie. Silny, 
pracowity, troskliwy i opiekuńczy, był typem mężczyzny, który potrafił dostrzec 
kogoś będącego w potrzebie i natychmiast oferował swą pomoc. Ale najbardziej
niezwykłą  jego  cechą,  odróżniającą  go  od  wszystkich  mężczyzn,  z  którymi 
miała do czynienia, było to, że zdołał całkowicie zburzyć jej spokój ducha.

Boże,  jaka  ja  jestem  głupia,  strofowała  się  za  to,  że  ani  na  chwilę  nie 

przestaje o nim myśleć.

Lucas, zajęty ładowaniem pudełek z zabawkami do swojego samochodu, 

doszedł  do  wniosku,  że  gdyby  miał  piasek  w  ilości  równoważnej  jego 
rozumowi,  nie  napełniłby  nim  nawet  naparstka.  Jest  kompletnym  idiotą,  więc 
nic dziwnego, że Megan odrzuciła jego propozycję. Zamiast poprosić ją, tak jak 
początkowo zamierzał, żeby poszła na to przyjęcie razem z nim, rozmawiał z nią 
w  taki  sposób,  jakby  mu  na  jej  obecności  w  ogóle  nie  zależało.  Bez  względu 
więc na to, jak bardzo źle czuł się teraz, musiał przyznać, że postąpił sobie na
przekór.

Zatrzasnął  klapę  skrzyni  ciężarówki  i  skierował  się  do  kabiny.  Zamiast 

jednak  wsiąść  do  samochodu,  stanął  przy  nim  i  zaczął  tęsknie  patrzeć  na 
migocące słabo światełka domu na wzgórzu.

Nie, nie pozwoli jej samotnie spędzić Wigilii. Bez niej nie pójdzie na to 

przyjęcie. Wsunął klucze od domu do kieszeni spodni i zasiadł za kierownicą.

Silnik  odezwał  się  niczym  konie  u  sań  rwące  się  do  jazdy,  więc  czym 

prędzej  włożył  odpowiedni  bieg  i  wyjechał  z  podwórka.  Nawet  gdyby  nie 
zastanawiał  się,  i  tak  skierowałby  samochód  na  drogę  prowadzącą  do  domu 
Megan. Niech się dzieje co chce, pomyślał, Megan musi być na tej imprezie.

Pięć  minut  później  zatrzymał  samochód  przed  jej  domem,  wysiadł  z 

samochodu,  dostojnym  krokiem  wszedł  po  schodkach  na  ganek  i  uroczyście 
zapukał do drzwi.

– Prawdopodobnie wcześniej każe mi iść do diabła – wymamrotał, tracąc 

nieznacznie  pewność  siebie.  –  Wcale  nie  będę  miał  o  to  do  niej  pretensji  –
dodał, nie wiedząc, kogo chciałby w ten sposób usprawiedliwić.

–  Co  tu  robisz

?

–  zapytała  uprzejmie,  otwierając  drzwi.  –  Czyżbyś 

zrezygnował z tej wspaniałej imprezy? – Wyglądała na cokolwiek zdziwioną.

– Przyjechałem, żeby cię zabrać.
Chociaż  patrzyła  na  niego  jak  na  wariata,  wyglądała,  jego  zdaniem, 

bardzo pociągająco.

– Nigdzie nie jadę!
Lucas powiódł ją do środka, zamykając za sobą drzwi.
– No, to ja także – oświadczył wesoło.

background image

–  Ale  ty  musisz.  –  Zacisnęła  obie  piąstki  i  oparła  je  na  kształtnych 

biodrach  dla  wywołania  wrażenia  stanowczości.  –  Zrobiłeś  te  wszystkie 
zabawki. Dzieciaki nie będą miały prezentów, jeśli tam nie pojedziesz.

Lucas wzruszył ramionami z doskonale udawaną obojętnością.
– Wygląda na to, że w tym roku niczego nie dostaną.
Na jej twarzy pojawił się grymas ogromnej dezaprobaty.
– Nie możesz im tego zrobić – oświadczyła z całą mocą.
– W takim razie będzie lepiej, jeśli założysz kurtkę.
– Dlaczego? – zapytała tak zdumiona, że omal się nie roześmiał.
– Ponieważ bez ciebie nigdzie się nie wybieram – powiedział poważnie.
–  Nie  bądź  śmieszny,  Luca-a-a-s!  –  Wykrzyknęła  z  przerażeniem,  gdy 

nagle  pochylił  się,  objął  rękoma  jej  nogi  wokół  kolan  i  podniósł  ją  wysoko, 
przewiesił sobie wygodnie przez ramię. – Co ty sobie wyobrażasz?

– Zdejmij z wieszaka kurtkę – powiedział uprzejmie, otwierając drzwi. –

Założysz ją w samochodzie.

– Co się z tobą dzieje? – Zachowujesz się jak jakiś jaskiniowiec – sapnęła 

z wściekłością i sycząc jak kobra, zerwała kurtkę z wieszaka.

– Działam jak stary zbój z Tennessee, moja droga – wyjaśnił jej, gdy już 

siedziała w samochodzie.

– Jak kto?!
Zaśmiał  się  na  widok  wyrazu  zaskoczenia  malującego  się  na  jej  ładnej 

buzi.

–  Nie  widziałaś  nigdy  na  kreskówkach  zbója,  który  niesie  na  ramieniu 

porwaną dziewczynę?

– Może, ale co to ma do rzeczy...?
–  Ponieważ  nie  chciałaś  jechać  ze  mną,  więc  musiałem  uciec  się  do 

stosowanej przez różnych opryszków metody wywierania nacisku – powiedział, 
zamykając  drzwi  po  jej  stronie,  po  czym  obszedł  z  przodu  samochód  i  zajął 
miejsce za kierownicą.

Megan obrzuciła go wściekłym spojrzeniem.
– Nie jestem odpowiednio ubrana. Wziął ją za rękę.
– Meg, to jest Harmony Falls. Mieszkają tu zwyczajni, bezpretensjonalni 

ludzie. To, co masz na sobie jest w porządku – zawyrokował krótko. – Jak to? 
Dżinsy i bluza mają być odpowiednim strojem na przyjęcie? – Minę miała taką, 
jakby kazał jej uwierzyć, że Księżyc jest zrobiony z sera.

–  No  jasne.  –  Uścisnął  delikatnie  dłoń  Megan,  by  dodać  jej  otuchy.  –

Wierz mi, że będziesz czuła się bardzo dobrze.

– Bardzo w to wątpię.
Przepełniony optymizmem, uruchomił silnik i nareszcie ruszyli.
– Zawrzyjmy umowę. Jeśli nie będziesz się dobrze bawić, natychmiast cię 

stamtąd zabiorę i przywiozę do domu. Co ty na to?

background image

Megan  odetchnęła  z  ulgą,  gdy  weszła  do  udekorowanej  sali  szkoły 

podstawowej  w  Harmony  Falls  i  rozejrzała  się  wokół.  Lucas  nie  kłamał, 
mówiąc, że wszyscy ubrani będą w codzienne stroje.

– Och, jakże cieszę się, że nareszcie mam okazję cię poznać – zaczepiła ją 

jakaś  kobieta  w  średnim  wieku.  –  Twój  dziadek  zawsze  zaglądał  do  mojego 
magazynu w drodze ze swoich rybackich wypraw. Tak mi przykro, że nie ma go 
już wśród nas – To powiedziawszy, uścisnęła ją serdecznie.

–  Dziękuję  pani  –  odpowiedziała  Megan,  poruszona  jej  naturalną 

szczerością.

– Megan, to jest Margie Lou Smith – powiedział Lucas, szczerząc zęby, 

gdy pomagał jej zdjąć kurtkę. – Poznajcie się, panie, a ja tymczasem przyniosę 
zabawki dla dzieci.

–  Nie  przeszkadzaj  sobie  i  rób,  co  do  ciebie  należy  –  oznajmiła  z 

nadzwyczajną  swobodą  Mary  Lou,  machając  niedbale  ręką  w  stronę  drzwi.  –
Zabieram Megan ze sobą. Chcę ją wszystkim przedstawić.

Dziesięć  minut  po  wejściu  na  salę  Megan  stała  przy  stole  z  zakąskami, 

zachwycona otaczającymi ją ludźmi; bezpośrednimi i przyjacielskimi. Wszyscy 
serdecznie wspominali jej dziadka, wyrażali żal z powodu jego odejścia i radość, 
że mogą nareszcie poznać jego wnuczkę.

– Jak się bawisz? – zapytał Lucas, podchodząc do niej.
Uśmiechnęła się zadowolona i wzięła z jego rąk kubek z aromatycznym 

ponczem.

– Trudno mi samej w to uwierzyć, ale cieszę się, że mnie tu zaciągnąłeś.
–  Czy  to  oznacza,  że  nie  chcesz  wrócić  do  domu

?

–  uśmiechnął  się 

promiennie.

–  Nie ma mowy. –  Zatoczyła wzrokiem po  wystrojonej sali. –  Ludzie z 

Harmony Falls są cudowni.

–  Lucas,  czy  zechciałbyś  uroczyście  otworzyć  imprezę  i  wręczyć 

dzieciom  prezenty

?

–  zwrócił  się  do  McCabe’a  jakiś  mężczyzna  w  kraciastej 

flanelowej koszuli i  kombinezonie, który właśnie  podszedł do nich  z  drugiego 
końca sali.

– Wygląda na to, że jesteś pilnie potrzebny.
– Ich ręce zetknęły się, gdy odbierała mu szklankę z ponczem.
Musiał odczuć to w taki sam sposób, co spostrzegła po wyrazie jego oczu 

i ekscytującym uśmiechu.

– Będę z powrotem za kilka minut – obiecał. Jej serce zabiło mocniej, gdy 

zobaczyła, jak idzie przez salę w kierunku dużej choinki stojącej po przeciwnej 
stronie, wokół której zgromadziła się grupka dzieci i z jaką radością rozdaje im 
prezenty. Uśmiech, który nie schodził mu z twarzy, wyrażał więcej, niż mogłyby 
wyrazić słowa. Był to mężczyzna, dla którego można było stracić głowę. W tej 

background image

chwili uświadomiła sobie, jak blisko jej do zakochania się w tym człowieku.

– Wszystko w porządku? – Pytanie Lucasa przerwało jej myśli.
Zmieszana  nieco  i  zaskoczona  jego  szybkim  powrotem,  skinęła  głową, 

obserwując  jakiegoś  mężczyznę,  który  wręczał  fajki  kilku  starszym 
dżentelmenom.

– Co będzie teraz? – odpowiedziała pytaniem.
–  Dopiero  zacznie  się  prawdziwa  zabawa  –  oznajmił  jej  z  tajemniczym 

uśmiechem.

– Na prawdę? – Pociągnęła łyk ponczu. – A co to będzie?
– Zagra Leroy Barker ze swoją kapelą – objaśnił. – Gdy dzieciaki zajmą 

się swoimi nowymi zabawkami lub pójdą spać, dorośli będą tańczyć.

– Lubisz tańczyć?
– Tylko powolne tańce.
–  Tak  jak  znakomita  większość  męskiej  populacji.  –  Uśmiechnęła  się, 

rozbawiona.

Lucas podszedł bliżej i pochylił się nad nią.
–  Jestem  pewien,  że  gdy  oboje  znajdziemy  się  na  środku  parkietu  i 

przytulimy do siebie, ty także polubisz wolne tańce – wyszeptał jej do ucha.

Kiedy  ostatnie  prezenty  zostały  rozdane  i  Lucas,  ująwszy  rękę  Megan, 

wyszedł  z  nią  na  środek  sali,  musiała  przyznać,  że  miał  absolutną  rację. 
Nieważne  było,  jaki  kawałek  country  właśnie  gra  kapela,  nie  miały  znaczenia 
słowa piosenki. Wolny, nastrojowy taniec z Lucasem był cudowny i liczyło się 
tylko  to,  że  trzyma  ją  bardzo  blisko  siebie.  Ktoś  mądry  przygasił  światła,  co 
stworzyło intymny nastrój. Ukryta w jego szerokich ramionach, które oddzielały 
ją od całego świata, czuła się tak, jakby na sali byli tylko oni we dwoje.

Megan, podtrzymywana przez jego silne ręce, pozwoliła nieść się w tańcu 

niczym na falach.

Kiedy  jeszcze  bardziej  przyciągnął  ją  do  siebie,  jego  umięśnione  uda 

zdawały się generować w niej ładunki elektryczne, które rozpływały się każdym 
nerwem  po  całym  ciele.  Poczuła  jego  twardą  męskość,  która  napierała  na  jej 
brzuch  i  wpiła  palce  w  miękki  materiał  jego  flanelowej  koszuli,  żeby  nie 
krzyczeć  z  rozkoszy.  Kołysząc  się  w  takt  muzyki,  nie  potrzebowali  żadnych 
słów.  Milcząco  dał  jej  do  zrozumienia,  jak  bardzo  jej  pragnie,  a  ona  już  nie 
kryła, że potrzebuje go równie mocno.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

–  Dziękuję  ci,  że  namówiłeś  mnie  na  to  przyjęcie.  –  Zwróciła  się  do 

niego, gdy zajechali na podwórko przed jej domem.

– Namówiłem

?

 To chyba nie jest odpowiednie określenie.

–  No  cóż,  chyba  nie  sądzisz,  że  podziękuję  ci  za  porwanie  –  odparła 

zadowolona.

Popatrzyła  na  prezenty,  które  trzymała  na  kolanach,  czekając  aż 

wysiądzie z samochodu i otworzy jej drzwi.

–  Poważnie,  Lucas.  Bawiłam  się  cudownie.  I  jestem  wzruszona 

wspaniałomyślnością tych ludzi.

–  Mówiłem  ci,  że  nikt nie  wychodzi z tego  przyjęcia z  pustymi  rękami. 

Cieszę się, że ci się podobało.

Popatrzyła na niego wymownie.
– Wejdziesz do środka

?

 Napijemy się kawy.

Ich  spojrzenia  spotkały  się,  gdy  musnął  końcami  palców  jej  policzek  –

Bardzo chciałbym wejść, Megan. Ale nie chcę kawy.

Wstrzymała oddech.
– Ja...  ja  chyba też nie  chcę kawy –  powiedziała, zastanawiając  się,  czy 

ten kobiecy głos, który słyszy, na pewno należy do niej.

– Na pewno chcesz, żebym wszedł?
– Tak – odpowiedziała bez wahania.
Jego twarz pojaśniała, gdy ujął ją pod rękę.
– Jesteś pewna, kochanie? Jeśli oboje znajdziemy się w tym domu, to...
Megan położyła palec na jego ustach.
– Wiem, Lucas.
Spędziła cały wieczór, tańcząc z nim i przytulając się do jego szerokiej, 

męskiej  klatki  piersiowej,  dlatego  wiedziała,  że  teraz  nastąpi  ciąg  dalszy. 
Słusznie, czy nie, pragnęła kochać się z tym fantastycznym facetem.

Lucas  pochylił  się  i  pocałował  ją  czule.  Weszli  do  domu.  Powiesił  ich 

rzeczy na wieszaku i właśnie zamykał drzwi na klucz, gdy Megan podbiegła do 
choinki i położyła pod nią prezenty, którymi została obdarowana na przyjęciu.

Kiedy odwróciła się do niego, popatrzył na nią tak, że ugięły się pod nią 

kolana. Wyciągnął do niej rękę, zaprowadził ją do sypialni, zapalił lampę stojącą 
przy łóżku i delikatnie przyciągnął do siebie.

–  Masz  tremę,  kochanie?  –  Jego  przytłumiony  baryton  wywołał  u  niej 

dreszcz nieznanego podniecenia.

– Trochę.
– Nie bój się. – Musnął wargami jej usta.
– Przysięgam, że nigdy cię nie skrzywdzę.

background image

– Wiem.
Ich usta połączyły się w długim pocałunku. Megan delektowała się jego 

smakiem i upajała jego siłą. Lucas wsunął dłonie pod jej bluzę i sięgnąwszy do 
jej  piersi,  zaczął  delikatnie  drażnić  ich  stwardniałe  koniuszki.  Jej  podniecenie 
narastało aż do bólu, wywołując cichy jęk rozkoszy.

– Spokojnie, kochanie. – Gryzł delikatnie jej szyję i płatki uszu, po czym 

odpiął haftkę stanika.

– Mamy przed sobą całą noc. Nie musimy się nigdzie spieszyć.
– Całą noc? – zapytała z niedowierzaniem.
– Nie byłam... to znaczy, nie wiedziałam... że to aż...
– Chłopcom z twoich stron przydałaby się lekcja poglądowa – zażartował, 

a  Megan  przyznałaby  mu  rację,  gdyby  tylko  była  w  stanie  wydobyć  z  siebie 
głos.

Zapragnęła  dotykać  go,  więc  trzęsącymi  się  palcami  zaczęła  rozpinać 

guziki  jego flanelowej koszuli, całując przy  tym każde  odsłaniane miejsce. Jej 
usiłowania przyniosły  szybszy  efekt,  niż się  spodziewała, bo nagle  drgnął,  a z 
jego piersi wydobył się jęk.

–  Kochanie,  jeśli  utrzymasz  takie  tempo,  zrobisz  ze  mnie  największego 

kłamcę.

Rozpięła mu koszulę i zaczęła głaskać jego umięśnioną klatkę piersiową.
– Co masz na myśli? – zapytała. Zaczął całować koniuszki jej palców.
– Będziemy musieli poczekać, aż odzyskam siły, żebym mógł pokazać, co 

to znaczy kochać się przez całą noc.

Jej  wzrok  powędrował  wzdłuż  jego  klatki  piersiowej  i  zatrzymał  się 

poniżej sprzączki paska spodni.

– Ach, tak... rozumiem... masz mały problem.
– Mały? – parsknął.
–  O,  Boże!  –  Jej  policzki  oblały  się  purpurą.  –  Powiedziałam...  nie,  nie 

miałam na myśli... niczego złego. Naprawdę nie chciałam cię urazić...

Ku jej zaskoczeniu, roześmiał się głośno.
– Kochanie, czy ty masz pojęcie, jaka jesteś atrakcyjna?
Zaprzeczyła gwałtownym ruchem głowy, zbyt zawstydzona, żeby zdobyć 

się na odpowiedź.

Pochwycił ją  w  ramiona  i  zaczął całować tak,  że mocno wczepiła się w 

niego palcami.

–  Nie  chcę,  żebyś  czuła  się  zażenowana,  czy  myślała,  że  mnie 

czymkolwiek  obraziłaś.  –  Podniósł  jej  bluzę  do  góry  i  jednym  sprawnym 
ruchem zdjął ją z niej razem z biustonoszem. Objął jej nagą kibić, pochylił się 
do jej ponętnych piersi i zaczął wodzić po nich ustami. – Jesteś cudowna.

Drżąc z podniecenia, zaczęła pośpiesznie ściągać z niego koszulę.
–  Jesteś  piękny  jak  bóg.  –  Delikatnie  przesunęła  palcami  po  jego 

background image

umięśnionych ramionach i falującym torsie.

–  Faceci nie  są piękni.  Jesteśmy  skonstruowani  w niewyszukany,  prosty 

sposób.  Linie  proste z  zachowaniem kilku  kątów  dla  poprawienia  wizerunku i 
prawie  zero  zaokrągleń.  –  Uklęknął,  żeby  zdjąć  jej  buty  i  skarpety.  Kiedy  się 
podniósł, jego czekoladowe oczy błyszczały pożądaniem, które natychmiast jej 
się  udzieliło,  objawiając  się  wzmożonym  biciem  serca  i  coraz  płytszym  i 
szybszym  oddechem.  –  Prawdziwe  piękno  jest  zaklęte  w  idealnych,  boskich 
krągłościach – powiedział mentorskim tonem znawcy i konesera, choć skądinąd 
wiedział,  że  wie  o  tym  byle  głupek  noszący  spodnie.  –  Takich  jak  twoje.  –
Sięgnąwszy do haftki jej spodni, rozpiął ją i zsunął spodnie Megan wzdłuż jej 
bioder.

Jego  szorstkie  dłonie  pieściły  jej  jedwabiste  uda  i  wilgotniejące 

zagłębienie w miejscu, gdzie się łączą. Czując, że zaraz zawiodą ją własne nogi, 
zarzuciła mu na szyję ramiona.

Gdy  z  kolei  sięgnął  do  zapięcia  swoich  dżinsów,  odsunęła  jego  rękę  i 

przejęła inicjatywę.

– Ja się tym zajmę, dobrze? – Spojrzała mu pytająco w oczy. – Chcesz?
– Och, tak.
Wstrząsnął  nim  dreszcz  rozkoszy,  gdy  rozpiąwszy  mu  spodnie, 

przesuwała palcami po jego bawełnianych bokserkach.

–  Nie  doprowadź  mnie  do  końca  za  szybko  –  poprosił  zdławionym 

głosem i  chwycił ją za przegub dłoni. – Nie mam szansy nad tym zapanować, 
więc uważaj.

– Hmm. Wygląda na to, że problem staje się coraz większy – powiedziała 

z uśmiechem.

Zaśmiał się, po czym szybko zsunął z siebie dżinsy i spodenki.
Gdy  ujrzała  go  w  całej  męskiej  okazałości,  z  jej  ust  wyrwał  się  jęk 

zachwytu. Ten mężczyzna miał imponująco wspaniałe ciało.

–  Możesz  sobie  nie  myśleć,  że  jesteś  piękny,  bo  wystarczy,  że  ja  tak 

myślę – wykrztusiła.

Potrząsnął głową i znowu wziął ją w ramiona.
– Ty jedna jesteś piękna.
Kontrast  pomiędzy  jego  owłosioną,  szorstką  skórą  a  jej  delikatną  i 

kobiecą  zachwycił  ją  i  jeszcze  bardziej  podniecił.  Oplotła  rękoma  jego  tors, 
jakby chciała zawiesić się na nim.

– Nie mam już siły... – jęknęła i poddała się miękko.
– Połóżmy się, dobrze? – zaproponował.
Odgarną  kolorową  kołdrę  i  ku  jej  zaskoczeniu,  wziął  ją  na  ręce  i 

delikatnie  położył  na  środku  dużego  łóżka.  Zobaczyła,  jak  wyciągnął  coś  z 
kieszeni  leżących  na  podłodze  spodni,  wsunął  to  pod  poduszkę  i  położył  się 
obok niej.

background image

Leżąc w jego uścisku, zamknęła oczy, oddając się przyjemności bycia tak 

blisko niego.

– Mmm... jak cudownie – wyszeptała szczęśliwa.
–  Obiecuję  ci,  że  będzie  jeszcze  cudowniej,  kochanie  –  powiedział, 

wplatając palce w jej włosy.

Gorący pocałunek, który znowu połączył ich wargi, był tak namiętny, że 

zdawał się ogarniać ją płomieniem. Lucas całował teraz jej szyję i obojczyk, po 
czym zaczął całować piersi, aż dotarł ustami do twardych sutek. Gdy dotknął ich 
językiem, wpiła mu palce w ciemne włosy.

Ssąc  je  i  gryząc  leciutko,  wsunął  rękę  między  jej  gorące  uda.  Megan 

poddała  się  jego  pieszczotom  bez  reszty.  Nagle  poruszyła  się  niecierpliwie  i 
gwałtownie do niego przycisnęła.

– Lucas, p... proszę... – jęknęła spazmatycznie.
– Co, kochanie? – Uniósł głowę.
– Chcę ciebie...
– Teraz?
– Tak!
– Ale mamy kochać się całą noc – powiedział i nagle odsunął się od niej.
Zobaczyła, jak otwiera foliowe opakowanie. Do świtu spalę się na węgiel 

– szepnęła namiętnie.

– Nie pozwolę, żeby tak się stało – odpowiedział, rozdzieliwszy delikatnie 

swoim kolanem jej nogi. Wszedł między jej uda i uśmiechnął się.

–  No,  pokaż  mi  teraz,  jak  bardzo  mnie  pragniesz,  Megan  –  poprosił 

namiętnym szeptem.

Był  oczarowany,  gdy  przejęła  inicjatywę,  prowokująca  i  gotowa  go 

przyjąć.

– Kochaj mnie teraz, Lucas.
Objął  ją  ramionami  i  zaczął poruszać się w  niej  powoli,  a ona, ulegając 

narastającemu pożądaniu, wtopiła się w niego, trzymając mocno zaplecione ręce 
na  jego  szerokich  plecach,  aż  nagle  targnął  nią  spazm  rozkoszy.  Usłyszała 
jeszcze, jak wypowiedział jej imię, by po chwili dołączyć do niej.

Głęboka czerń nocy przybladła niepostrzeżenie i przeszła w perłowoszare 

światło świtu.

Megan patrzyła z przyjemnością na przystojnego mężczyznę, który leżał 

obok  niej,  obejmując  ją  lekko  rozluźnionym  w  czasie  snu  ramieniem  i 
uśmiechała  się,  gdy  od  czasu  do  czasu  wypowiadał  przez  sen  jej  imię  albo 
podświadomie przyciągał ją mocniej do siebie.

W ciągu  tej długiej zimowej nocy Lucas  wykazywał wielką  troskę o  to, 

żeby  czuła  się  wspaniale.  I  udało  mu  się,  bo  nigdy  w  całym  swoim 
dwudziestosześcioletnim życiu nie było jej tak dobrze jak teraz, gdy trzymał ją 

background image

w swoich silnych ramionach.

Obserwowała go pogrążonego we śnie oczami pełnymi łez szczęścia. To 

nic, że znała go dopiero od kilku dni. Czuła, że kocha go z całego serca.

Delikatnie dotykając koniuszkami palców jego policzka, rozpamiętywała 

wszystko, co zrobił dla niej w ciągu tych kilku dni. Pokazał jej, że święta to coś 
dużo,  dużo  więcej  niż  czas  wolny  z  racji  ferii  i  drogie  prezenty.  Wspólna 
wyprawa  do  lasu  wśród  śniegu  po  kolana  po  świąteczne  drzewko,  siedzenie 
razem przed kominkiem, roztaczającym ciepło na cały dom, i robienie łańcucha 
z prażonej kukurydzy albo  wycinanie gwiazdy z kartonu i owijanie jej srebrną 
folią  –  wszystko  to  składało  się  na  cudowny  czas  i  tworzyło  prawdziwie 
świąteczną atmosferę.

Megan zdała sobie teraz sprawę, jak wiele Lucas zrobił dla niej, i musiała 

ze wstydem przyznać, że wcale mu tego nie ułatwiała, a wręcz przeciwnie, sama 
uczyniła  dla  niego  bardzo  mało.  Ale  co  mogła  zrobić?  W  jaki  sposób  mogła 
odwdzięczyć mu się za to wszystko?

Wysunęła się spod jego ręki, wstała z łóżka,  włożyła pantofle, zarzuciła 

na  siebie  szlafrok  i  weszła  do  salonu.  Gdy  rozpalała  ogień  w  kominku,  żeby 
przegonić chłód poranka, który, nieproszony, zdążył już rozgościć się w domu, 
wpadła na pomysł, co zrobić dla niego.

Kiedy jej spojrzenie powędrowało do kuchni, w kącikach jej ust pojawił 

się  uśmiech.  Poda  mu  śniadanie  do  łóżka.  Tak,  to  na  pewno  sprawi  mu 
przyjemność.

Byle  tylko  nie  obudził  się,  zanim  wszystko  nie  będzie  gotowe...  Czym 

prędzej przystąpiła do działania i po niedługim czasie pojawiła się w drzwiach 
sypialni,  trzymając  w  rękach  tacę,  na  której  znajdowały  się  dwie  filiżanki 
dymiącej aromatycznej kawy i dwa talerze pełne rozmaitych pyszności.

– Wesołych świąt, śpiochu.
–  Wesołych  świąt,  kochanie  –  mruknął  Lucas  i  po  omacku  poklepał 

materac obok siebie. Dopiero wtedy skonstatował z przerażeniem, że nie ma jej 
w łóżku. W napięciu obrócił się na wznak. – Która godzina? – zapytał, zrywając 
się z posłania.

– Nie wstawaj. Dostaniesz dziś śniadanie do łóżka.
– Szalona kobieto! – wykrzyknął przejęty. – Niepotrzebnie zadałaś sobie 

tyle  trudu  –  dodał,  podniósłszy  się,  żeby  wziąć  z  jej  ręki  tacę.  –  Nikt,  nigdy 
przedtem nie podawał mi śniadania do łóżka – powiedział wzruszony.

– Kiedyś musi być pierwszy raz – Wręczyła mu widelec. – Mam nadzieję, 

że lubisz jajecznicę.

Z nadzwyczajną ostrożnością, żeby nie zrzucić całej zawartości talerza na 

podłogę, czy, co gorsza, na pościel, nachylił się, żeby ją pocałować.

– Mało rzeczy na świecie jest lepszych od jajecznicy – oznajmił i omal się 

nie oblizał. – Ale tu jest więcej pyszności! – zawołał odkrywczo.

background image

Megan podniosła do ust grzankę.
–  Zasłużyłeś  sobie  na  to  wszystko.  Chcę  ci  pokazać,  że  jesteś  dla  mnie 

kimś wyjątkowym.

Gdyby  uśmiech  mógł  podnosić,  Lucas,  znalazłby  się  na  orbicie 

okołoziemskiej.  –  Dziękuję,  kochanie  –  powiedział  tylko,  nie  wiedząc,  co 
mógłby  dodać.  O  ile  bowiem  pamięć  go  nie  myliła,  nigdy  w  całym  swoim 
długim,  trzydziestodwuletnim  życiu  nie  zaznał  takiej  troski  jak  w  tym 
momencie.

Skonfundowany, postanowił zmienić temat rozmyślań.
– Kiedy twoi rodzice wracają z tej swojej wyprawy? – zapytał.
–  Nie  wcześniej  niż  w  połowie  stycznia  –  odpowiedziała,  popadając  w 

zadumę. – Wiesz, moi rodzice są niekonwencjonalni i bardzo ich za to kocham, 
ale  kiedy  będę  miała  własną  rodzinę,  chcę  spędzać  każde  święta  z  mężem  i 
dziećmi. Chcę, żeby zawsze wiedzieli, że są najważniejszą częścią mojego życia 
i że najcenniejszym prezentem jest czas, który możemy dzielić razem ze sobą. –
Uśmiechnęła  się  i  pocałowała  go  w  policzek.  –  Muszę  ci  podziękować,  że 
uzmysłowiłeś mi to wszystko, Lucas.

Z wrażenia omal nie udławił się kawałkiem przysmażonego, chrupiącego 

boczku.

– Mnie?!
– Tak, tobie. – Obdarzyła go wdzięcznym spojrzeniem, które przyprawiło 

go o wyraźniejsze bicie serca. – Poświęciłeś swój czas, żeby pokazać mi, czym 
są święta Bożego Narodzenia.

Uczucie w piersi Lucasa rozrosło się tak, że omal nie rozsadziło mu klatki 

piersiowej. I to go bardzo wystraszyło.

Potrzebował  dystansu  i  zaczął  zastanawiać  się,  jak  to  zrobić,  żeby  nie 

zranić jej uczuć. Decydując się na połowiczną prawdę, spojrzał na jej podróżny 
zegarek, stojący na nocnym stoliku.

–  Cholera!  Muszę  jechać  do  domu.  Piętnaście  minut  temu  miałem 

zadzwonić do mamy i złożyć jej świąteczne życzenia.

–  Gdzie  ona  mieszka?  –  zapytała  Megan,  zabierając  tacę  z  pustymi 

talerzami.

–  Wyprowadziła  się  na  Florydę  zaraz  po  śmierci  ojca,  żeby  być  blisko 

swojej siostry – powiedział, wstając z łóżka.

Trochę  zawstydzony,  zabrał  się  do  zbierania  swoich  rzeczy,  które,  w 

porywie  namiętności,  porozrzucał  wczoraj  po  podłodze.  Jego  matka 
rzeczywiście mieszkała ze swoją siostrą w Orlando i rzeczywiście miał do niej 
zadzwonić z życzeniami. Tyle, że niekoniecznie właśnie teraz.

Kiedy skierował się w stronę drzwi, zobaczył Megan i zatrzymał się jak 

wryty.  Robiła  wrażenie  kompletnie  załamanej,  jakby  właśnie  była  świadkiem 
jego  odejścia.  Na  nieszczęście,  im  bardziej  chciał  zostać,  tym  bardziej 

background image

potrzebował czasu dla siebie, żeby wszystko przemyśleć.

Wykonał głęboki oddech, podszedł do niej i pocałował ją, z najwyższym 

trudem opierając się pragnieniu wzięcia jej znowu do łóżka. Poprzestał tylko na 
dotknięciu końcami palców jej atłasowego policzka.

–  Dziękuję ci  za  wczorajszy  wieczór  i  za dzisiejszy poranek. Nawet  nie 

wiesz, jak dużo to wszystko dla mnie znaczyło.

– Cieszę się – szepnęła nieswoim głosem. Pomyślał, że jeśli nie zmusi się 

do wyjścia, nie wyjdzie od niej już nigdy.

– Przepraszam, kochanie, ale muszę iść.
– Rozumiem – odpowiedziała spokojnie. Nie miał pojęcia, jakim kosztem 

udało jej się zachować obojętność.

Gdy  znalazł  się  na  zewnątrz,  jego  poczucie  winy  wzrosło 

dziesięciokrotnie i poczuł się jak palant. Ale nic nie można było na to poradzić. 
Potrzebował czasu, żeby poradzić sobie z uczuciami, które mogły spowodować 
całkowity rozpad jego poukładanego świata.

Nie  było  sensu,  żeby  im  zaprzeczyć,  czy  je  zlekceważyć.  Próbował  je 

okiełznać, ale teraz zrozumiał, że prowadził z góry przegraną bitwę.

Lucas zakochał się w Megan.
Nadeszła chwila, w której musiał poważnie zastanowić się, co dalej zrobić 

z tą miłością.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Lucas oparł się o poręcz ganku swojego domu, spoglądając w zadumie na 

światła  w  domu  Bennetta.  Po  tym,  jak  niczym  pies  z  podwiniętym  ogonem 
uciekł  z  miejsca,  w  którym  przebywała  Megan,  spędził  cały  dzień  w  swoim 
warsztacie, myśląc tylko o tym, że się w niej zakochał.

A więc co zamierza z tym zrobić? Co może z tym zrobić?
Nie był pewien, co tak naprawdę myśli o nim Megan. Wiedział tylko, że 

w jakiś sposób zależy jej na nim. Nie była typem kobiety, która poszłaby z nim 
do łóżka, gdyby było inaczej. Ale czy to znaczy, że go kocha? Kiedyś myślał, że 
jego zmarła żona kocha go tak, jak on ją. Ale teraz, myśląc o tym z perspektywy 
czasu, wcale nie był tego taki pewien.

Sue Ellen kochała go tak, jak była w stanie. Ale też, musiał to przyznać, 

ich małżeństwo dalekie było od doskonałości.

Gdy tak się gapił w stronę domu na wzgórzu, przypomniał sobie coś, co 

Megan powiedziała dziś rano, i co dało mu do myślenia. Pomimo że jej rodzice 
kochali  ją,  zawsze  przedkładali  swoje  wakacje  nad  jej  sprawy.  To  wyjaśnia, 
dlaczego  ona  chce  spędzać  każde  święta  z  rodziną,  by  pokazać  mężowi  i 
dzieciom, że są dla niej najważniejsi.

Poczuł kamień na sercu i zrobiło mu się niedobrze. Byłoby szaleństwem 

utrzymywać, że przez te kilka dni poznali się oboje bardzo dobrze. Ale dotarło 
do niego ponad wszelką wątpliwość, że to on chce być tym mężem i ojcem tych 
dzieci.

Niestety, były też inne rzeczy, które należało wziąć pod uwagę. Jej życie 

toczyło  się  w  Illinois,  a  jego  miejscem  na  ziemi  było  Whisper  Mountain. 
Wygląda  na  to,  że  tutaj,  owszem,  podoba  się  jej,  ale  jest  tylko  gościem.  Czy 
byłaby szczęśliwa, gdyby zamieszkała tu na stałe?

Lucas  czuł, że ta  sytuacja go przerasta. Nie był wcale mądrzejszy teraz, 

niż  gdy  wychodził  z  jej  domu  dziś  rano.  Ale  jedno  nie  ulegało  wątpliwości. 
Musi zobaczyć ją znowu, nawet gdyby miał jej powiedzieć tylko „do widzenia.”

Rezygnując  z  próby  czytania  czegokolwiek, Megan nawet  nie  usiłowała 

się  oszukiwać.  Zgasiła  lampę  przy  łóżku  i  usiadła,  pogrążona  w  ciemności, 
objąwszy rękoma podciągnięte kolana.

W  kominku  dopalały  się  polana,  rzucając  na  ściany  czerwone,  drgające 

cienie, a ona myślała, że nadszedł czas spojrzenia prawdzie w oczy. Lucas nie 
wróci tu dzisiaj, ani jutro, ani... nigdy.

W  oczach  Megan  co  chwila  pojawiały  się  łzy.  Najwidoczniej  jej 

znajomość mężczyzn pozostała na poziomie sprzed sześciu miesięcy. Pomyliła 
się co do Nathana Kennedy’ego, a teraz okazało się, że także co do Lucasa.

background image

Niecierpliwym  gestem  otarła  po  raz  setny  łzy.  Spędziła  cały  dzień, 

zastanawiając się, czy Lucas poszedł z powodu jakiejś jej niezręcznej uwagi, czy 
też doszedł do wniosku, że ich intymny kontakt okazał się nieporozumieniem, o 
którym  trzeba  jak  najszybciej  zapomnieć.  Nie  mógł  już  szybciej  wyjść  z  jej 
domu dziś rano, myślała z ironią, ani nie zapomniał powiedzieć, że zaraz wróci.

Czuła, że jej serce rozpadło się na kawałki, gdy zdała sobie sprawę z tego, 

ile Lucas dla niej znaczy mimo tak krótkiego czasu ich znajomości.  Nigdy już 
nie  doświadczy  tyle  dobrego  z  innym  mężczyzną,  i  do  końca  życia  nie 
przeboleje tej miłości.

Najlepiej zatem będzie, jeśli jutro rano opuści Whisper Mountain. W ten 

sposób nie narazi się na ryzyko zobaczenia go znowu i definitywnie skończy z 
torturowaniem siebie uczuciami, które nie dają widoków na przyszłość.

– Megan? Nie śpisz?
Na  odgłos  pukania  do  drzwi,  podskoczyła  tak,  jakby  żarząca  się  w 

kominku głownia wpadła nagle do jej łóżka.

– Odejdź, Lucas! – zawołała przez cały dom. Nawet jeżeli kochała go z 

całego  serca,  był  w  tym  momencie  ostatnią  osobą  na  świecie,  którą  chciałaby 
zobaczyć.  Jedno  jego  spojrzenie  wystarczyłoby,  żeby  zorientował  się,  że 
zakochała się w nim bez pamięci.  Była jednak zbyt dumna, żeby pokazać mu, 
jaka była głupia.

– Megan, co się stało?
– Nic. Idź sobie.
–  Cholera!  –  wrzasnął.  –  Kochanie,  masz  dwie  możliwości.  Albo 

otworzysz drzwi, albo je wykopię.

– Nie ośmielisz się.
– No to uważaj. – Ton jego głosu nie pozostawiał żadnych wątpliwości, 

że to zrobi.

Podeszła i energicznie otworzyła drzwi.
– Czego chcesz, Lucas – Nic ci nie jest? – Nie czekając na zaproszenie, 

przeszedł obok niej. – Dlaczego nie chcesz mnie widzieć?

– No właśnie. – Zamknęła drzwi, żeby resztki ciepła nie uciekły z domu. 

Westchnęła  głęboko i  odwróciła się  do  niego.  –  Jest  jakiś  powód,  dla  którego 
zatrzymałeś się tutaj?

–  Jest.  Musimy  porozmawiać  –  powiedział  twardo,  zdejmując  kurtkę. 

Wyjął coś z kieszeni kurtki, po czym powiesił ją na wieszaku.

–  To  może  jutro.  Jestem  naprawdę  zmęczona  i...  –  Przeczącym  ruchem 

głowy potwierdziła niechęć do jakiejkolwiek rozmowy i... do wszystkiego.

– Płakałaś – powiedział, podchodząc do niej. Zanim zareagowała, objął ją 

ramionami i przyciągnął mocno do siebie. – Co się stało, kochanie?

– N... nic. – Próbowała wyłuskać się z jego ciepłego uścisku, a przy tym 

bardzo się starała, by nie wybuchnąć spazmatycznym szlochem.

background image

– Widzę, że tak. – Poprowadził ją w kierunku kanapy, usiadł i wziął ją na 

kolana. Chciała wstać, ale przytrzymał ją. – No powiedz, Megan. Rozmawiaj ze 
mną.

– Roz... rozmyślałam o moim biednym dziadku.
– Mów prawdę. – Potrząsnął głową. Obtarł łzę na jej policzku. – Chcesz 

wiedzieć, co myślę?

– Nie.
–  Myślę,  że  płakałaś  przeze  mnie  –  powiedział  miękko.  –  Wiem,  że 

uraziłem cię swoim zachowaniem dziś rano.

Jego niski, aksamitny głos  wywołał w niej dreszcz podniecenia, ale całą 

siłą woli starała się to zignorować.

–  Nieważne...  sprawa  zamknięta.  –  Skłamała.  Powstrzymywanie  się  od 

płaczu było z każdą sekundą coraz trudniejsze.

– Warto o tym porozmawiać, kochanie. – Zobaczył jeszcze jedną łzę na 

jej policzku i Scałował ją. – Chcę ci opowiedzieć pewną historię, Megan. I chcę, 
żebyś mi obiecała, że wysłuchasz jej do końca, zanim cokolwiek powiesz.

– Niech ci będzie – zgodziła się.
–  Kilka  dni  temu  pracowałem  do  późna  w  moim  warsztacie,  gdy 

zauważyłem  smugę  dymu  unoszącą  się  z  komina  domu  mojego  starego 
przyjaciela, Sama Bennetta. Kiedy udałem się na miejsce, żeby zbadać, co tam 
się dzieje i wyszedłem z lasu, zobaczyłem najpiękniejszą blondynkę na świecie, 
która na mój widok zaczęła wrzeszczeć wniebogłosy. – Przełknął ślinę. – Gdy 
udało  mi  się  nakłonić  ją,  żeby  zrezygnowała  z  próby  obudzenia  wszystkich 
niedźwiedzi w Whisper Mountain, dowiedziałem się, że jest wnuczką Sama.

A więc uważał, że jestem piękna? – pomyślała ze zdziwieniem. Zagryzła 

dolną wargę, żeby zamaskować jej drżenie.

– Skończyłeś?
W odpowiedzi pocałował ją w czoło.
–  Tak  czy  owak,  pomyślałem,  że  Sam  życzyłby  sobie,  żebym 

zaopiekował się jego wnuczką podczas jej pobytu w jego domu.

A więc odwiedzał ją jedynie z powodu respektu, jaki miał dla dziadka.
–  Proszę...  wolałabym  nie...  słuchać  tego...  więcej  –  powiedziała 

zrezygnowana.

–  Nie  przerywaj,  bo  teraz  będzie  najważniejsze.  –  Lucas uspokajającym 

gestem  pogładził  jej  plecy  swoją  szeroką  dłonią.  –  Gdy  odkryłem,  jak  bardzo 
tęskniła  za  Samem,  i  że  przyjechała  w  góry,  ponieważ  był  to  pewien  sposób, 
żeby  znowu  poczuć  się  bliżej  niego,  postanowiłem  pomóc  jej  przetrwać 
pierwsze święta bez niego.

– Ja... nie zdawałam sobie sprawy aż do wczoraj... że jest to powód, dla 

którego tu przyjechałam – przyznała.

–  Wiem,  kochanie.  –  Przyciągnął  ją  do  siebie.  –  Lecz  pomiędzy 

background image

szukaniem  dla  ciebie  drzewka  na  choinkę  a  wspólną  zabawą  na  przyjęciu  w 
Harmony Falls zdarzyło się coś, co... Czy chcesz wiedzieć, co się stało?

– Ja... nie, nie jestem pewna, czy... – Jej głos załamał się zupełnie.
– Spójrz mi w oczy.
– Nie! – Wiedziała, że jeśli to uczyni, wybuchnie płaczem.
Ujął delikatnie jej podbródek i przekręcił go tak, żeby ich spojrzenia się 

spotkały.  Wyraz  jego  ciemnych,  brązowych  oczu  zdawał  się  uprzedzać  jego 
słowa i spowodował, że serce omal nie wyskoczyło jej z piersi.

– Zakochałem się w cudownej wnuczce Sama. Na ułamek sekundy serce 

Megan przestało bić.

– Naprawdę?
– Nie może być już chyba nic bardziej prawdziwego na świecie.
–  Och,  Lucas,  ja  ciebie  także  kocham  –  powiedziała,  zarzucając  mu 

ramiona na szyję. – Tak bardzo...

Pocałował ją czule.
– Ale historia nie kończy się na tym, kochanie.
– A co jest dalej? – zapytała, uśmiechając się przez łzy.
–  To  zależy  od  wnuczki  Sama.  –  Wręczył  jej  przedmiot,  który  wyjął 

wcześniej  z  kieszeni  swojej  kurtki.  Było  to  pudełeczko  opakowane  w  grube, 
workowe  płótno  i  przewiązane  czerwoną  wstążką.  –  Ale  najpierw,  chciałbym, 
żebyś je otwarła.

Drżącymi  palcami  rozwiązała  wstążkę  i  zdjęła  opakowanie.  Kiedy 

podniosła wieczko, zobaczyła w środku maleńką, misternie wykonaną kołyskę.

– Och, Lucas, jakie to cacko. Czy ty sam to zrobiłeś

?

Skinął głową.
–  Zaraz  po  naszym  rozstaniu,  dziś  rano.  Resztę  dnia  spędziłem  w 

warsztacie. Tam mi się najlepiej myśli.

–  Ale  co  to  ma  wspólnego  z  dalszą  częścią  twojej  historii?  –  zapytała, 

wodząc opuszkiem palca po prześlicznych ornamentach.

–  Mam  nadzieję,  że  wnuczka  Sama  zgodzi  się  zostać  moją  żoną  –

powiedział lekko zachrypniętym z przejęcia głosem. – I jeśli się zgodzi, zrobię 
jej dużą kołyskę, żeby nasze dzieci miały w czym spać.

Łzy płynęły po policzkach Megan. Nie mogła wydobyć z siebie głosu.
Lucas  wyjął  z  przepaścistej bocznej kieszeni  spodni olbrzymią kraciastą 

chustkę i osuszył z łez jej twarz.

– Mam nadzieję, że są to łzy szczęścia. – Kiedy skwapliwie przytaknęła, 

obdarzył ją w sposób, w jaki tylko on mógł to zrobić, jeszcze jednym, męskim, 
szerokim  i  szczerym  uśmiechem.  –  Nie  spodziewałem  się,  że  cię  znajdę, 
kochanie.  Ale  teraz,  gdy  już  cię  mam,  nie  pozwolę  ci  nigdy  odejść.  Czy 
zechcesz  wyjść  za  mnie,  Megan  i  pozwolisz  mi  zrobić  kołyskę  dla  naszych 
dzieci?

background image

–  T...  tak  –  wykrztusiła  wzruszona.  –  Kocham  cię  bardziej,  niż 

kiedykolwiek zdołasz to sobie wyobrazić, Lucas.

– I ja cię kocham, skarbie.
Gdy trzymał ją tak blisko siebie, zadała mu niezwykle rzeczowe pytanie:
– Będziemy mieszkali u ciebie, czy u mnie?
– Czy myślisz, że mogłabyś być szczęśliwa, żyjąc tu, w górach?
Delikatnie ujęła w dłonie jego twarz.
–  Uwielbiam  to  miejsce.  Nie  chcę  mieszkać  nigdzie  indziej.  Spróbuję 

znaleźć pracę w Pigeon Forge lub w Gatlinburgu, a jeśli mi się to nie uda, będę 
szczęśliwa, mogąc zostać w naszym domu z naszymi dziećmi.

– Czy chcesz poczekać ze ślubem do powrotu twoich rodziców?
–  Tak.  Być  może,  to  zainspiruje  ich  do  zrobienia  tego  samego  –

uśmiechnęła się do swych myśli.

– Kochanie, ja chyba musiałem coś przeoczyć  – powiedział speszony. –

Chcesz, żeby twoi rodzice odnowili przyrzeczenia małżeńskie?

Wybuchnęła śmiechem.
– Pamiętasz

?

 Mówiłam ci, że są dość niekonwencjonalni. – Są ze sobą od 

prawie trzydziestu lat, ale nigdy nie czuli potrzeby, by się pobrać.

Lucas  wyglądał  na  nieco  zaskoczonego,  co  nie  zdziwiło  jej  nadmiernie, 

zdążyła bowiem zauważyć, jak wielką wagę przywiązuje on do tradycji.

– Ale ty się zgadzasz zostać moją żoną? – zapytał lekko zaniepokojony.
– Oczywiście!
Na jego przystojnej twarzy odmalował się wyraz ulgi.
– Będę musiała pojechać do Springfield, żeby spakować się i zlikwidować 

moje mieszkanie, ale wrócę – jak tylko będę mogła najszybciej. Chcę, żebyśmy 
jeszcze  w  tym  miesiącu  rozpoczęli  przygotowania  do  naszego  ślubu.  –
Uśmiechnęła się pod wpływem jakiejś nagłej myśli.  – Nie mogę się doczekać, 
żeby zobaczyć miny Grety i Kayli, gdy spotkam się z nimi w Chicago.

– Czy to twoje przyjaciółki?
–  Poznałyśmy  się  kilka  dni  temu,  kiedy nasze  loty  z  lotniska  O’Hare  w 

Chicago  zostały  odwołane  niemal  w  tym  samym  czasie  z  powodu  burzy 
śnieżnej. Przegadałyśmy kilka godzin i od razu się polubiłyśmy...

Jego  wargi,  cały  czas  wędrujące  po  wrażliwej  skórze  Megan,  nie 

ułatwiały jej koncentracji i wciąż budziły rozkoszne dreszcze.

– Gdy okazało się, że wracamy tego samego dnia, obiecałyśmy sobie, że 

spotkamy się i każda z nas opowie o tym, jak się jej udało uciec od świętowania, 
a także od trudnej codzienności...

–  To  miły  pomysł  –  przyznał  i  delikatnie  pocałował  ją  za  uchem.  –  A 

wiesz, że ja też coś sobie obiecałem?

– T... ty obiecałeś sobie? – zapytała, nie skrywając ciekawości.
Tuląc  ją  do  swojej  szerokiej  piersi,  nagle  wstał  i  trzymając  ją  w 

background image

ramionach, skierował się do sypialni.

– Obiecałem sobie, że zaraz pokażę ci, jak zamierzam kochać się z tobą 

każdej nocy przez resztę naszego wspólnego życia.

–  Mmm...  podoba  mi  się  ta  obietnica  –  mruknęła,  przeciągając  się  jak 

zadowolona kotka.

background image

EPILOG

Lustrując wzrokiem zatłoczony hol Międzynarodowego Lotniska O’Hare, 

Megan  namierzyła  Kaylę,  Gretę  i  jej  małą  córeczkę  Lilly,  siedzące  we  wnęce 
nieopodal wejścia.

– Czyżby panie czekały na mnie? – zagadnęła je wesoło.
–  O,  jesteś!  –  powitała  ją  radośnie  Kayla.  –  Właśnie  zaczęłyśmy  się 

zamartwiać, czy przypadkiem nie przegapiłaś swojego lotu.

–  A  potem  przyszło  nam  do  głowy,  że  może  skróciłaś  swoją  świąteczną 

eskapadę, żeby jak najszybciej znaleźć się w domu – dodała Greta.

Megan usiadła przy stoliku naprzeciwko obu koleżanek.
–  Mój  lot  z  Knoxville  rzeczywiście  opóźnił  się  trochę  z  powodu  burzy  –

wyjaśniła im.

Dziewczyny roześmiały się. Wszystkie były w znacznie lepszych nastrojach 

niż przed ponad tygodniem.

– No  to  opowiadajcie  o  swoich  świętach.  Kayla,  jak  się  miewa  twoja 

przyjaciółka w St Croix? Jak potoczyły się sprawy w Houston, Greta?

– Zanosi się na to, że wuj Brodie będzie moim nowym tatusiem – ogłosiła 

Lilly  i  ziewając,  wdrapała  się  na  kolana  Grety.  –  Będziemy  mieszkać  w 
prawdziwym forcie.

– Naprawdę? – zapytały jednocześnie Megan i Kayla, po czym oderwały 

wzrok od małej i skierowały go na jej matkę.

– Mów, Greta! – zażądała Kayla. Greta nie dała się prosić.
– Brat mojego zmarłego męża, Brodie, nauczył mnie, że miłość jest darem 

zbyt cennym, żeby go odrzucić. Mamy więc zamiar pobrać się. Gdy tylko Lilly i 
ja spakujemy wszystko, natychmiast przyjedziemy do niego do Luizjany. On jest 
wojskowym w stopniu kapitana i został oddelegowany do szkolenia żołnierzy w 
Fort Polk.

– Moje gratulacje – powiedziała Kayla i uśmiechnęła się promiennie.
Megan z całego serca przyłączyła się do gratulacji Kayli.
–  Naprawdę  podzielam  waszą  radość.  –  Gdy  zauważyła  ten  sam 

promienny  wyraz  szczęścia  na  twarzy  Kayli,  zapytała:  –  Czy  ty  też  masz  w 
zanadrzu jakąś niespodziankę, Kayla?

–  Faktycznie – śmiejąc się, przyznała Kayla. – Moja przyjaciółka nawet 

się  nie  pokazała  na  tej  egzotycznej  wyspie.  Zamiast  siebie  przysłała  swojego
brata. Spryciara. Domyśliła się, że od dawna jestem zakochana w Marku, więc 
postanowiła wystąpić w roli swatki. No i udało się jej. Pobieramy się w czerwcu, 
tuż po mojej sesji. On pracuje w Dystrykcie Kolumbii, dlatego przenoszę się do 
Georgetown na semestr jesienny.

– W ten  sposób twoja najlepsza przyjaciółka będzie teraz również twoją 

background image

szwagierką – zauważyła Megan. – To wspaniale!

– Wszystkiego najlepszego, Kayla – dorzuciła Greta. – No, ale co z tobą, 

Megan? Czy spędziłaś święta tak, jak chciałaś? W ciszy i samotności?

– Szczerze mówiąc, nie.
–  Nie  wystawiaj  na  próbę  naszej  cierpliwości  
– poprosiła  Greta.  –

Powiedz, co się wydarzyło?

– Pewnie i ty też kogoś spotkałaś – odgadła Kayla.
Megan uśmiechnęła się tajemniczo.
– Spotkałam absolutnie fantastycznego mężczyznę. Ma na imię Lucas. Nie 

pozwolił  mi  rozczulać  się  nad  sobą.  Nalegał,  żebym  spędziła  normalne, 
tradycyjne święta, no i...

–  Przeprowadzasz  się  do  Tennessee,  czy  on  przyjedzie  do  Illinois?  –

zainteresowała się Greta.

–  Ja  zamieszkam  w  Tennessee,  gdy  tylko  zlikwiduję  swoje  mieszkanie  –

oznajmiła uszczęśliwiona Megan. – Lucas i ja planujemy się pobrać, gdy tylko 
wrócą moi rodzice z tej swojej egzotycznej wyprawy.

–  Cudownie  słyszeć,  że  i  twoje  sprawy  ułożyły  się  tak  dobrze,  Megan  –

powiedziała Kayla.

– A ja się cieszę, że wszystkim nam się udało – dorzuciła Greta i zerknęła 

na  zegarek.  –  Szkoda,  że  nie  możemy  zostać  z  wami  dłużej,  ale  zaraz  mamy 
samolot.

– Ja też. – Megan sięgnęła po swoją torbę podróżną.
– Dajcie mi wasze adresy – zaproponowała Greta. – Ja podam wam mój. 

Bardzo  chciałabym,  żebyśmy  pisywały  do  siebie  i  może  jeszcze  nieraz  się 
spotkały? Co wy na to?

– To  wspaniały pomysł. – Megan wyciągnęła ze swojej torebki notesik i 

długopis. – Zapiszę wam mój nowy adres w Tennessee – powiedziała z dumą.

Po  wymianie wszystkich adresów i  solennym obiecaniu sobie nawzajem, 

że  na  pewno  będą  utrzymywały  kontakt,  uściskały  się  i  pobiegły.  Każda  do 
swojego wyjścia.

Ich  świąteczne  wakacje  okazały  się  stokroć  lepsze,  niż  mogły  to  sobie 

wyobrazić. Czy był to uśmiech losu? Cenny prezent pod choinkę! Przecież każda 
z  nich  znalazła  swoją  miłość,  szczęście,  no  i...  dwie  nowe  przyjaciółki.  A 
wszystko dzięki temu, że zbuntowały się i postanowiły nie obchodzić w tym roku 
świąt Bożego Narodzenia w sposób tradycyjny. Chciały uciec od rutyny, uciec w 
nieznane...

Ale tak naprawdę, to od czego uciekały? Czy tylko od świątecznej rutyny? 

Czy może od nieciekawej, pozbawionej miłości, codzienności?