background image

              

      

      

Niniejszy e-book pochodzi ze strony 

www.chomikuj.pl/e-Darmo 

                       Licencja: Creative Commons BY-NC-SA 3.0 PL

                                          
                                              Internet 2014-2015

background image

                                          Kim byli święci

    Bardzo często wspomina się o świętych, czy to w kościele, czy w 
życiu codziennym, modli do nich, czy za ich wstawiennictwem prosi 
się Pana Boga o różne łaski,  czasem nawet podaje się za przykład 
któregoś z nich,  aby  pobudzić  wiarę  wiernych. Nie często jednak 
zastanawiamy się nad istotą samej świętości. Nie uważamy święty-
ch za zwykłych ludzi.  Bardziej kojarzą się nam z istotami podobny-
mi  do aniołów,  które  przebywają  w  niebie  i  cieszą się bliskością 
Pana Boga.
    Kiedy  zagłębimy się  w  temat z większą  uwagą  stwierdzimy ze 
zdziwieniem,  że każdy ze świętych był swego czasu zwykłym czło-
wiekiem,  może  czasami  nieco  trochę  bardziej  rozmodlonym  od 
innych,  lub przeciwnie:  był  wielkim grzesznikiem,  który opamiętał 
się i diametralnie zmienił swoje życie.  Pomiędzy świętymi,  kanoni-
zowanymi przez Kościół,  są  bowiem zarówno królowie jak i żebra-
cy, przedstawiciele każdego zawodu, niewolnicy,  pustelnicy,  matki 
rodzin,  kalecy,  żołnierze, każdej narodowości  i  pochodzenia. We 
wczesnym  chrześcijaństwie  świętość  przypisywana  była na przy-
kład przez tradycję religijną,  mianowicie,  wszyscy  męczennicy  od 
razu po śmierci byli uznawani za świętych. Z czasem wypracowano 
szczegółowe  normy  dotyczące ogłoszenia  danej osoby świętą. W 
tej  chwili  oficjalne  uznanie za świętego poprzedza skomplikowany 
proces kanonizacyjny,  który może rozpocząć się dopiero po beaty-
fikacji danej osoby, czyli po uznaniu go za błogosławionego.Kandy- 
dat  na  świętego musi odznaczać się cnotami heroicznymi, a także 
za jego przyczyną musiał się wydarzyć cud  (czyli zjawisko o chara-
kterze nadprzyrodzonym)   uznany  przez  Kościół.  Do  kanonizacji 
wymaga się jednego cudu, który nastąpił po beatyfikacji.
    Spróbujmy więc sprecyzować co to znaczy być świętym.  Najkró-
cej można powiedzieć, że bycie świętym to upodobnić się we wszy-
stkim  do  Chrystusa:  w  myślach,  uczuciach,  słowach  i  czynach. 
Pisze o tym chociażby święta Faustyna:  "Ojciec Niebieski o tyle 
dusze  nasze  uwielbi  i  uzna  je,  o  ile będzie w nas widział 
podobieństwo do Syna Swego".  
Najbardziej charakterystyczną 
cechą świętości jest miłość do ludzi,  a  przede wszystkim do Boga, 

background image

która determinuje każdą myśl i każdy czyn człowieka.  Świętej Marii 
od Krzyża,której pewna dusza czyśćcowa na polecenie Pana Boga 
pomagała   w  drodze  do  świętości  powiedziała  na  przykład  tak: 
"Jezus chce, byś wszystko czyniła wyłącznie dla Niego i dla 
Jego  chwały,  byś  też  uznała  Go  za  powiernika we wszy-
stkich  radościach  i  smutkach;  żebyś  nie  robiła  niczego, 
choćby najmniejszej rzeczy, bez proszenia Go o radę i świa- 
tło;  żebyś chciała  mieć  tylko  Jego,  jako nagrodę za wszy-
stko co będziesz czyniła"
,   oraz    "Miej tylko jedno pragnie-
nie:  kochać dobrego Boga wciąż coraz bardziej,  jednoczyć 
się z Nim coraz pełniej. Oto twoje główne zadanie:  stałe po-
głębianie  życia  wewnętrznego i coraz doskonalsze  zjedno-
czenie z twoim Jezusem. Powinnaś żyć w głębi  swej duszy, 
zjednoczona  z  Jezusem  przez  cierpienia fizyczne i ducho-
we, a  zwłaszcza  przez miłość".  
Ten typ miłości  odnajdujemy 
u świętej Faustyny: "O Jezu mój,  Tyś  życiem  życia  mojego. 
Ty wiesz  dobrze,  że nie pragnę niczego prócz chwały Imie-
nia Twego,  i aby dusze poznały dobroć Twoją. Czemu  stro-
nią dusze od Ciebie Jezu – nie  rozumiem  tego.  O,  gdybym  
mogła  serce  moje  posiekać  na  najdrobniejsze  części  i w 
ten sposób ofiarować Ci Jezu,  każdą  cząstkę  jakoby serce 
całe, aby ci, choć w cząstce wynagrodzić za serca, które Cię 
nie kochają.  Kocham  Cię  Jezu  każdą  kroplą  krwi  mojej  i 
przelałabym  chętnie  za  ciebie,  aby Ci dać dowód szczerej 
swej  miłości.  [...]  Niczym  jest  wszystko  w  porównaniu  z 
Tobą. Cierpienia,  przeciwności,  upokorzenia,  niepowodze-
nia,  posądzania,  jakie mnie spotykają,  są drzazgami, które 
rozpalają miłość moją ku Tobie Jezu".

  

Czytając żywoty  świę-

tych, można wnioskować,  że są dwa typy świętych:  tacy, co się 
oddają  kontemplacji  i  tacy, co życie poświęcają pracy czynnej. 
W  rzeczywistości  wszyscy  oni  byli  podobni  do  siebie.   Życie 
wszystkich  było  przepojone modlitwą. Modlitwa była ich główną 
czynnością. Ich dobre uczynki były cenne dlatego,  że  wypływa-
ły z modlitwy, oraz z miłości.
    Czy zatem każdy może zostać  świętym?  Oczywiście.  Każdy 
człowiek  jest  powołany  do  świętości  i  bez  względu na to,  że 

background image

może się wydawać,  iż nasze życie do świętości się nie nadaje – 
otrzymujemy  łaskę dostateczną,  jeśli z nią  współdziałamy, aby 
dojść  do  świętości.  Potwierdza  to  święta  Faustyna  w  swoim 
"Dzienniczku duchowym":  "Niech żadna dusza nie wątpi, cho-
ciażby  była najnędzniejsza, póki żyje–  każda może się stać 
wielką świętą, bo wielka jest moc łaski Bożej. Od nas zależy 
tylko nie stawiać oporu działaniu Bożemu".   
Nie jest to łatwe 
zadanie, wręcz  przeciwnie:  -mówiąc żartem-  jest piekielnie tru-
dne,  ale  dlatego  też  tylko  nieliczni  zostają uznanymi za świę-
tych.  Z  drugiej  jednak  strony w Piśmie świętym czytamy słowa 
Boga:  “Jarzmo moje jest słodkie, a ciężar lekki”.  Mówi o tym 
dusza czyśćcowa:   "Nie ma świętości bez cierpienia!  Gdy je-
dnak pozwolisz swobodnie działać w sobie łasce, gdy Jezus 
posiądzie twą wolę,  a ty pozwolisz Mu być nad sobą Panem 
absolutnym– wówczas krzyże, choćby były ciężkie, nie będą 
już ciążyły.  Miłość  wszystko  pochłonie.  Do tego czasu bę-
dziesz cierpiała,  i to  nawet niemało".
   Święta Terasa z Avilla 
dodaje:  "Pokój wewnętrzny jest tak głęboki, że słodycze czy 
przykrości  nie  mają  prawie żadnej  siły,  by go zamącić..."

oraz:  "W  niemałych utrapieniach,  prześladowaniach i prze-
ciwieństwach,  jakie miałam do zniesienia w ciągu tych mie-
sięcy  Bóg  mi  dodawał  wielkiej  odwagi,  tym  większej, im 
większa  na  mnie  uderzała  burza,  tak  iż  zgoła  mi  się nie 
przykrzyło cierpieć".
 Błogosławiona Aniela Salawa pisze wręcz 
tak:  "Gdybyście  mogli  ujrzeć  ten  ogrom  przyszłej chwały 
przyznany  cierpieniom  ludzkim  na  ziemi,  wtedy prosiliby-
ście sami o więcej krzyży i cierpień".
    To, co  jest  takie trudne w drodze do Boga  to bezwarunkowa 
miłość i pokora.  Nasza zwierzęca natura ostro buntuje się kiedy 
ma "nastawić drugi policzek", kiedy ma kochać swoich krzywdzi-
cieli.  Nie zgadzamy się także na to, aby naszym jedynym celem 
w życiu był Pan Bóg. Chcemy przecież dobrze się bawić, dobrze 
zjeść, mamy tysiące niepotrzebnych zajęć i zainteresowań, tele-
wizję, komputer, internet... Nie chcemy z tego rezygnować. Tego 
jednak  świętość  wymaga: całkowite  ogołocenie  się z tej ziem-
skiej natury. W  końcu mamy być  (i po śmierci będziemy)  istotą 

background image

duchową.  Jedyną  więc  wartość  w  oczach Boga mają wartości 
duchowe: miłość, wiara, pokora, ufność Bogu. Dusza czyśćcowa 
prowadząca  św. Marię od Krzyża powiedziała,  że w oczach Bo-
ga  wartość  mają  tylko te uczynki,  które  były wykonane z miło-
ścią. Pozostałe są bez wartości.
    Skoro  święty  ma  upodobnić  się  do  Jezusa,  więc rozumie i 
zgadza się,  że  największy  hołd  odda  Jezusowi  i Bogu wtedy, 
kiedy  będzie  -tak, jak jego Mistrz-  cierpiał w pokorze i w cicho-
ści.  Musi to być jednak jego dobrowolna decyzja, ponieważ Pan 
Bóg nie chce wpływać na naszą wolną wolę.  Pisze o tym błogo-
sławiona Aniela Salawa:  "Czuję,  że  Pan  Bóg nie przymusza, 
ale  mile  zaprasza i zachęca do przyjmowania dobrowolnych 
cierpień, jakby dla ulżenia tego, co Sam cierpi, ale wolę zosta-
wia i czeka zezwolenia..."
.  Tutaj też leży cała tajemnica naszej 
wiary.Sami od siebie niewiele jesteśmy w stanie  zrobić,  potrze-
bujemy  pomocy i łaski bożej,  ale  to my musimy zrobić ten pier-
wszy krok. Kiedy otworzymy swoje serce na Boga i zgodzimy się 
na Jego kierownictwo,  wtedy obsypuje nas różnymi łaskami, nie 
jednakowymi,  tylko każdy otrzymuje zgodnie z bożą wolą i Jego 
planem  względem  nas.  Oczywiście  znoszenie w cichości cier-
pień jest bardzo trudne do zaakceptowania, wręcz przerażające. 
Nawet przyszli święci,  czy  błogosławieni  czasem  boją się tego 
tak,  jak  na  przykład  wspomniana  wyżej  Aniela Salawa:  "Tak 
było powiedziane, że gdybym się zgodziła na to, to by dał Pan 
Bóg  tak  wielkie  cierpienie i zupełnie ukryte, i dla nikogo nie 
zrozumiane,  a  dla  mnie bardzo bolesne, dotkliwe i zupełnie 
bez  ograniczenia  jak  długo  trwające.  I  nic  zewnętrznego 
tylko wewnątrz organizmu.  I tak Pan Jezus przemawiał, że to 
by  było  zupełnie  za  odpokutowanie,  za czyściec.  Ale tak to 
odczułam,  żem  się  bardzo przeraziła i na żadną stronę nie 
nachyliła.  Ale  tak  zostać nie może".
  Wspomina o tym także 
św. Teresa  z  Avilla  w  swoich  "Sprawozdaniach  duchowych": 
"Pewnego  dnia  Pan  rzekł  do  mnie:  Ciągle pragniesz cier-
pień, a z drugiej strony od nich się uchylasz. [...]  Bądź męż-
ną,  bo widzisz,  że Ja cię wspieram".  
Rozumie jednak, że nie 
ma innej drogi: "Na modlitwie i w każdym niemal, na jakie się 

background image

zdobędę,  choć  krótkim rozmyślaniu, nie potrafię, choćbym 
się starała, pragnąć ulg i pociech i Boga o nie prosić. Widzę 
bowiem, że Jego życie całe było jednym cierpieniem i męką; 
więc i dla siebie proszę Go,  aby  mi dawał cierpienia i łaskę 
mężnego ich znoszenia".  
Żali się Pan Bóg  mistyczce  siostrze 
Anieli:  "Mam w ręku kielich rozkoszy.  Chciałem go wylać na 
dusze,  ale  żadna  z  nich  nie  chce  go  przyjąć. Odmawiają  
przyjęcia!  Wszyscy  boją  się  Mnie i  mego Krzyża.  Unikają 
Mnie;  jak  gdybym to Ja sam był przyczyną zła na  świecie"

oraz  Zofii  Nosko:  "Nikt  dziś  nie  chce  pokutować, nikt  nie 
chce przyjąć krzyża,  który  jest proporcjonalny do jego siły. 
Każdy ucieka przed cierpieniem,  przed  odpowiedzialnością 
za swoje grzechy i przed krzyżem.  A  przecież  ten  krzyż Ja 
daję z wielkiej miłości,  by  zbawić twą duszę.  Jest na miarę 
twoich sił".  
Podsumowuje to św. Maria od Krzyża:  "Cierpienia 
fizyczne i duchowe są udziałem  przyjaciół  Jezusa w czasie 
ich  pobytu na ziemi.  Im  bardziej  Jezus  kocha  duszę, tym 
więcej  pozwala  jej  uczestniczyć  w  męce, którą  poniósł  z 
miłości ku nam. Szczęśliwa dusza tak uprzywilejowana!  Ileż 
zasług  może  zdobyć! Jest  to  najkrótsza z dróg prowadzą-
cych  do  nieba.  Nie  bój  się,  więc  cierpienia,  przeciwnie - 
kochaj je, bo ono zbliża do Tego, którego kochasz".  
Przyszli 
święci nie czują się więc pokrzywdzeni przez to, niektórzy nawet 
potrafią z tego żartować tak, jak Matka Teresa z Kalkuty: Kiedyś 
jeden z dziennikarzy  powiedział do niej:  „Słyszała Matka  zape-
wne takie powiedzenie,  że  jeśli Bóg kogoś kocha,  to zsyła  mu 
krzyże.  Co  Matka  o  tym  sądzi?”  W odpowiedzi Matka Teresa 
pokiwała twierdząco  głową  i  powiedziała:  „To prawda, dlatego 
czasami proszę Go, żeby kochał mnie choć odrobinę mniej”.
     Poprzez  życie  przepojone  modlitwą  i  cierpieniem  przyszły 
święty  jednoczy  się  z  Jezusem  tak  bardzo,  iż  zyskuje sobie 
niespotykane  do  tej  pory  dla  niego łaski.  Jedną z nich są sty-
gmaty. Są  to  trudno gojące się rany,  bardzo  bolesne  i  często 
krwawiące,   w  tych  miejscach,  w  których  miał  je  Jezus  przy 
swojej  męczeńskiej śmierci,  a więc:  na rękach,  nogach i boku. 
Człowiek upodobnił się do Jezusa tak bardzo,  że  ten, w sposób 

background image

fizyczny  odbił na jego  ciele  piętno  swojej  męki,  niejako dopu-
szczając go tym do współcierpienia.  Nie  jest  to  jednak przypa-
dek  powszechny.   Większość  świętych  nie  miała  widocznych 
stygmatów.  Niektórzy posiadali je,  ale duchowo,  w sposób nie-
widoczny dla innych. Pisze o tym św. Faustyna: "Często odczu-
wałam  Mękę  Pana  Jezusa  w  ciele  moim, chociaż to  było  
niedostrzegalnym,  cieszę  się  z  tego,  bo  Jezus  tak  chce. 
Jednak  trwało to krótki okres.  Cierpienia te zapalały  duszę 
moją  ogniem  miłości  ku  Bogu  i  duszom  nieśmiertelnym. 
Miłość zniesie wszystko, miłość przetrwa śmierć, miłość nie 
lęka się niczego...". 

  

  Stygmaty na rękach           Fot:

www.commons.wikimedia.org  

               Stygmaty ojca Pio

    
     Znacznie częściej Jezus dopuszcza umiłowanych do swojego 
wnętrza, aby poznały,  w jaki sposób odczuwa On każdy grzech, 
czy niedoskonałość.  Dzieli  się  swym cierpieniem szukając ulgi, 
pocieszenia, współczucia...  Oddajmy znowu głos św. Faustynie: 
"Dziś  weszłam  w  gorzkość Męki  Pana  Jezusa;  cierpiałam 
czysto duchowo, poznałam,  jak straszny jest grzech. Dał mi 
poznać  całą  odrazę  do  grzechu.  Wewnętrznie w głębi mej 
duszy  poznałam,  jak straszny jest grzech,  chociażby,  naj-

background image

mniejszy,  i bardzo  dręczył duszę Jezusa. Wolałabym tysiąc 
piekieł cierpieć,  niż popełnić chociażby najmniejszy grzech 
powszedni".  
W  podobnym  tonie  pisze  błogosławiona  Aniela 
Salawa: "Często bardzo Pan Jezus z wielkiej dobroci odciąga 
duszę  od  gwaru  świata  i  wprowadza  do tajników Swego 
Serca i mówi:  „Patrz duszo  jak  bardzo ukochałem  każdą 
duszę i co dla każdej z osobna  uczyniłem,  a  oni  jak  się  ze 
mną obchodzą?"  I  daje  odczuć  całą  zniewagę obrazy i całą 
potęgę  miłości".  
Oczywiście tego typu doświadczenia nie mogą 
pozostać  bez echa we wrażliwości człowieka.  Poznawszy ogrom 
cierpienia  Jezusa wywoływany przez nasze grzechy,  choćby naj-
mniejsze,

  

człowiek  bardzo  stara  się  tego  już  więcej nie  robić. 

Bynajmniej nie ze strachu,  tylko  z miłości.  Z  tej  wielkiej  miłości 
jaka  pojawiła  się  w  nas  nie chcemy w żaden sposób zranić na-
szego ukochanego Mistrza:  "Lepiej  jest dla mnie znosić wszy-
stkie cierpienia i udręczenia, i oschłości i pokój, i ciemności  
i głód,  i zimno  i  wszystkie  fizyczne cierpienia,  niż najmniej-
szym grzechem Pana Boga obrazić.  Bo cokolwiek cierpię, to 
mimo tego marne w duszy zadowolenie,  a  jak  jestem w naj-
mniejszej rzeczy niewierna,  to  zaraz  daje mi Pan Bóg po-
znać i odczuć zniewagę  swojej  świętości.  A to odczuwam 
bardzo  boleśnie,  gorzej  niż  wszystkie cierpienia fizyczne i 
duchowe" 
(bł. Aniela Salawa).Doznania te pomagają przyszłym 
świętym  lepiej  zrozumieć  siebie,  swoją wiarę,  miłość,  a nade 
wszystko  samego Jezusa.  W  pismach i dziennikach  świętych, 
mistyków  i  błogosławionych  aż  roi  się od relacji na ten temat. 
Zapoznajmy się z jedną z wizji św. Faustyny: W pewnej chwili 
zostałam  wezwana  na  Sąd  Boży.  Stanęłam  przed  Panem 
sam na sam.  Jezus był takim,  jakim jest w Męce.  Po chwili 
znikły te Rany,  a  pozostało tylko pięć,  w rękach,  nogach  i 
boku.  Natychmiast ujrzałam cały stan duszy swojej,  tak jak 
Bóg na nią patrzy.  Jasno  ujrzałam  wszystko,  co  się Bogu 
nie podoba.  Nie wiedziałam, że nawet z takich cieni drobny-
ch  trzeba  zdawać rachunek przed Panem".  
Ta bliskość dusz 
w miłości i cierpieniu sprawia,  że  Jezus  otwiera się przed czło-
wiekiem.  Ma  to też wymierne korzyści dla człowieka,  jak  pisze 

background image

św. Maria od Krzyża:  "Dusze,  które  doszły do doskonałości, 
jakiej  Jezus od nich żąda, władają Jego sercem:  nie odma-
wia  im niczego. Kiedy dojdziesz do tego,  Jezus i ty będzie-
cie stanowili jedno. Będziecie mieli te same uczucia,te same 
myśli, takie same pragnienia". 
Jeżeli Bóg  dopuszcza do takiej 
bliskości  i  zażyłości  ma w tym swój cel.  Zazwyczaj  jest  to  je-
szcze  większe  uświęcenie człowieka,  aby w ten sposób poznał 
swoją  niedoskonałość  i  mógł w porę zmienić się:  "Z  każdego 
prawie widzenia,  jakie miałam,  odniosłam pożytek i postęp 
ku  lepszemu.  Jeśliby  to  miało  być  oszukanie  diabelskie, 
zdaję się  w tym na moich spowiedników"
  (św. Teresa z Avil-
la).  Często  też  Pan Bóg,  czy  Jezus wprost mówią co przyszły 
święty robi źle, surowo upominając go, lub czule radząc: "Jezus 
daje mi poznać często,  co Mu się w duszy mojej nie podoba 
i nieraz strofował mnie za takie na pozór drobiazgi, a jednak 
w rzeczy samej miały wielkie znaczenie,  przestrzegał mnie i 
ćwiczył jak Mistrz". 
(św. Faustyna).
    W  zażyłości  ze  swym  wybrańcem  Bóg objawia mu też taje-
mnice wiary,  lub mówi o rzeczach,  które dopiero mają nastąpić. 
Na  temat informacji o sprawach  przyszłych, które  św. Teresa z 
Avilla  otrzymywała  z  Nieba pisze tak:  "Z wszystkiego, cokol-
wiek  słyszałam na modlitwie,  chociażby  dwa lata naprzód, 
nie ma ani jednego  punktu,  który  by  się  rzeczywiście  nie 
spełnił". 
    Bardzo  dużo  świętych  po  wybraniu drogi duchowej zaczyna 
doznawać  objawień i różnego rodzaju wizji duchowych,  lub rze-
czywistych,  na  jawie. Ponieważ  są  to  zjawiska nie rozumiane 
przez otoczenie,  więc  osoby  podlegające tym doznaniom ukry-
wają je przed innymi,  zrzucając  często winę na chwilową niedy-
spozycję. W swoich  "Sprawozdaniach duchowych" św. Teresa z 
Avilla pisze na przykład tak: "Widzenia i objawienia nie ustały, 
ale są o wiele  wyższe.  [...]  Zachwycenia  spotęgowały  się; 
przychodzą one nieraz  jawnie,  gdy  jestem w towarzystwie, 
nagle  i  z  taką  niepowstrzymaną  siłą,   że  nie  zdołam  ich 
zewnętrznie  opanować,  skutkiem  czego obecni to widzą.  I 
nie ma sposobu ich ukrywać-  chyba, że uda mi się złożyć je 

background image

na moją chorobę sercową- aby patrzący sądzili, że to zwykłe 
omdlenie;  choć  staram  się  ze  wszystkich  sił oprzeć się z 
początku, często jednak nie mogę".
   W  wizjach ukazują się im 
święci,  aniołowie,  Matka  Przenajświętsza,  Jezus,  a nawet  -choć 
dosyć rzadko- sam Pan Bóg. Zapoznamy się teraz z kilkoma wizja-
mi opisanymi przez świętych i mistyków:  "Widziałam jakby przez 
mgłę,  czy  też  przez lekkie chmury,  niepojętą  chwałę  Bożą 
i słyszałam coraz to inne zastępy wychwalające Boga.  Słysza-
łam głos ich i rozumiałam,  że  coraz  to  inne  zastępy  były i 
bardzo a bardzo się dziwiłam,  jak  oni  wychwalali Pana Boga, 
który  był  maleńką  dzieciną   
(Pan  Jezus  często  ukazuje  się 
świętym  właśnie  pod  postacią  niemowlęcia-  R.T.).  A w duszy 
zrozumiałam, że ta maleńka dziecina rządzi całym światem. A 
gdy przyszłam do siebie, to byłam cała w Panu Bogu zatopiona 
i podziwiałam, jak potrzeba uwielbiać Pana Boga.  Słyszałam 
także,  jak święci cudnymi hymnami wielbili Pana Boga. Usta-
wicznie  (po tym)  napady  przeróżnych  potworów  w  stra-
szny,  niebezpieczny sposób i strasznie przerażająco i prze-
konywająco,  że już wszystko stracone.  Okropne skutki i nie-
bezpieczeństwa.  I  znów czuła miłość.  Co zupełnie w zwątpie-
nie  wprowadza.  I  to  wszystko na jawie."  
(bł.Aniela Salawa), 

"

Jeszcze  i  dzisiaj  rano   byłam  w  tym  udręczeniu,   aż  na 

modlitwie  przyszło  na  mnie wielkie zachwycenie i zdało mi 
się,  że Pan,  porwawszy do nieba mego ducha,  przedstawił 
mię swemu Ojcu mówiąc Mu:  Oto ta,  którą Mi dałeś, oddaję 
ją Tobie.  Ojciec zaś,  tak czułam,  przygarniał mię do siebie. 
Nie było to widzenie przez wyobraźnię, ale rzecz sama zupe-
łnie była wyraźna i pewna,  a tak wysoko duchowa, że żaden 
opis  jej  nie określi.  Ojciec,  gdy tak byłam blisko przy Nim, 
mówił mi słowa, których nie pamiętam;  niektóre z nich były 
o łaskach, jakie mi miał uczynić" 
(św.Teresa z Avilla),  "Wtem 
ujrzałam  przy  sobie  jednego  z  siedmiu  duchów,   tak  jak 
dawniej  rozpromienionego,  w  postaci  świetlanej; stale go 
widziałam przy sobie, kiedy jechałam pociągiem, widziałam. 
Widziałam  jak na każdym z mijanych kościołów  stał  Anioł, 
jednak w bledszym świetle od ducha tego, który mi towarzy-

background image

szył w podróży.  A  każdy z duchów, którzy strzegli świątyń, 
skłaniał  się  duchowi  temu,   który   był   przy  mnie.  Kiedy 
weszłam do furty w Warszawie, duch ten znikł; dziękowałam 
Bogu za Jego dobroć,  że  nam  daje Aniołów za towarzyszy. 
Ach,  jak  mało  się  nad tym ludzie zastanawiają,  że zawsze 
mają  przy  sobie  takiego  gościa  i  zarazem świadka wszy-
stkiego. Grzesznicy,  pamiętajcie, że macie świadka czynów 
swoich" 
(św. Faustyna).
    Jakby  mało było w życiu  przyszłego  świętego  cierpienia, je-
szcze  i  szatan  dorzuca  swoje  trzy  grosze.   Widząc   bowiem 
szczególne  rozmiłowanie  Boga w takim człowieku i mając roze-
znanie  jak  wiele ludzi swoim życiem taki święty może wyrwać z 
jego  szponów,  zaczyna go atakować i straszyć.  Choć  czasami 
ataki te są bardzo  przerażające,  do tego stopnia,  że  -jak pisze 
św. Faustyna-  czasami  nawet  strach o tym sobie przypominać, 
to  jednak  przeważnie  święci,  umocnieni  swoją  wiarą i opieką 
Boga niewiele sobie z tego robią. Nic im się nie dzieje. Oddajmy 
znowu głos św. Faustynie:  "Dziś wieczorem,  kiedy pisałam o 
tym  wielkim miłosierdziu Bożym,  i  o  wielkim  pożytku  dla 
dusz, wpadł  do  celi  szatan z wielką złością i furią,  chwycił 
parawan  i  zaczął  go  kruszyć  i  łamać.  W pierwszej chwili 
trochę  się  zlękłam,  ale  zaraz  uczyniłam  krzyżykiem  znak 
krzyża  świętego,  natychmiast  bestia się uspokoiła i znikła. 
Dziś  nie  widziałam  tej  potwornej  postaci,  ale  tylko złość 
jego,  straszna  jest  złość szatana;  jednak ten parawan, nie 
był  pokruszony  ani  połamany;  z  całym spokojem pisałam 
dalej.  Wiem  dobrze,  że  bez  woli Bożej nędznik ten nie do-
tknie się  mnie,  ale,  do  czego się bierze?  Jawnie  zaczyna 
napadać na mnie i to z taką złością i nienawiścią,  ale ani na 
chwilę nie mąci mi spokoju, a ta równowaga moja, doprowa-
dza go do wściekłości".  
Innym  razem opisuje takie zdarzenie: 
"Po  skończonej  adoracji w połowie drogi do celi,  obstąpiło 
mnie  mnóstwo  psów  czarnych,  wielkich skacząc  i  wyjąc,  
chcąc mnie poszarpać w kawałki. Spostrzegłam, że nie są to 
psy, ale szatani.  Jeden  z  nich  przemówił ze złością: za to, 
żeś nam odebrała tej nocy tyle dusz,  to my cię poszarpiemy 

background image

w kawałki.  Odpowiedziałam,  że  jeżeli  taka  jest wola Boga 
najmiłosierniejszego,  to  szarpcie mnie w kawałki,  bo na to 
słusznie  zasłużyłam,  bo  jestem  najnędzniejsza z grzeszni-
ków , a  Bóg jest zawsze święty,  sprawiedliwy i nieskończe-
nie miłosierny.  Na  te  słowa  odpowiedzieli  wszyscy razem 
szatani:  uciekajmy,  bo nie jest sama, ale jest z nią Wszech-
mocny. - I znikły, jako pył, jako szum z drogi, a ja spokojnie, 
kończąc Te Deum,  szłam do celi rozważając nieskończone i 
niezgłębione Miłosierdzie Boże".
 
    Inna  cecha  świętych,  także tych jeszcze żyjących,  to możli-
wość czynienia cudów,  czy innych niezwykłych rzeczy. Oczywi-
ście  święci  sami z siebie niewiele mogą. Wszelkie cuda i cudo-
wne  uzdrowienia  jakie  czynią  pochodzą od Boga,  który za ich 
wstawiennictwem okazuje  swą  łaskę  człowiekowi.  Żaden więc 
święty nigdy nie powie,  że to on uzdrowił.  Zawsze będzie kazał 
dziękować  samemu  Panu  Bogu.  Do niezwykłych umiejętności, 
jakie  święci  czasem posiadają należy między innymi czytanie w 
ludzkich  sercach.  Patrząc na człowieka święty zaraz wie co tak 
naprawdę dzieje się w jego wnętrzu:  Jaki  jest,  co myśli i czuje. 
Niektórzy  święci  posiadali  dar  bilokacji,   czyli  jednoczesnego 
przebywania  w  dwóch  miejscach  naraz.  Pisze  o  tym między 
innymi św. Faustyna:  "Nagle  znalazłam się w nieznanej  cha-
cie,  gdzie  konał starszy już człowiek w strasznych mękach. 
Wokół  łoża  było  mnóstwo  szatanów  i   płacząca  rodzina. 
Gdym się zaczęła modlić,  rozpierzchły się duchy ciemności 
z  sykiem i odgrażaniem mi;  dusza  ta  uspokoiła się i pełna 
ufności spoczęła w Panu.  W  tej samej chwili ujrzałam się w 
swym pokoju. Jak się to dzieje  –  naprawdę nie wiem?".
 Inni 
wyczuwali potrzebę ludzi,  aby pomodlić się za nich, szczególnie 
kiedy  prośby  te  pochodziły od osób umierających. Taki dar po-
siadała  także wspominana już św. Faustyna:  "Dziś wieczorem 
poznałam,  że  potrzebuje pewna dusza mojej modlitwy;  go-
rąco się pomodliłam,  ale jeszcze czułam, że to jest za mało, 
więc trwałam dłużej w modlitwie.  Na drugi dzień dowiedzia-
łam się,  że  właśnie  o  tej porze zaczęło się konanie pewnej 
duszy i trwało do rana. Poznałam, jak ciężkie walki przecho-

background image

dziła. Dziwnie Pan Jezus daje mi poznać, że dusza konająca  
potrzebuje  modlitwy  mojej.  Czuję  tego ducha,  który mnie 
prosi o modlitwę, żywo i wyraźnie". 
Oprócz tego św. Faustyna 
wyczuwała  także  grzeszne  intencje  człowieka i często  wypra-
szała  u  Boga,  aby  nie  dopuścił  do  tego  upadku,  przyjmując 
na siebie w zamian cierpienie:  "W  pewnym momencie pozna-
łam osobę, która zamierzała popełnić  grzech ciężki.  Prosił-
am Pana,  aby  na  mnie  dopuścił  udręki największe, ażeby 
owa  dusza  została  uratowana.  Wtem  nagle  uczułam stra-
szny ból korony cierniowej na głowie. Trwało to dość długo, 
jednak osoba  ta  została  w  łasce  Bożej.   O Jezu  mój,  jak 
łatwo można się uświęcić  – potrzeba  tylko odrobinę dobrej 
woli". 
     Wśród  Czytelników  może  powstać  pytanie,  po co  w ogóle 
potrzebne  jest  tyle  cierpień  i  przeciwności  w  życiu świętego. 
Przecież,  skoro kochamy Boga,  to  powinniśmy  żyć w szczęśli-
wości,  ciesząc się z Jego opieki tak,  jak dawniej Izraelici.  Otóż 
tak było kiedyś.  Z  chwilą  obdarowania ludzi swoim Synem Bóg 
powołał  ich  do  bardziej  świadomej  wiary  niż  byli  to w stanie 
ludzie dawniej pojąć i przyjąć. Stąd też Pan Bóg uważa nas w tej 
chwili  za  swoje  dzieci,  a  nie  sługi.  Stąd  też mamy w sposób 
bardziej mistyczny przeżywać swoją wiarę.Zostaliśmy wykupieni 
z  grzechu  pierworodnego  męczeńską  śmiercią  Syna Bożego, 
Jezusa  Chrystusa,  w  związku z tym poprzez cierpienie udowo-
dniamy swoją wiarę i hart ducha.  Siostrze  Anieli  Bóg mówi tak: 
"Jestem Bóg zazdrosny i wymagający,  doświadczam dusze, 
by przekonać, czy dają Mi szczere złoto, bo Ja im się oddaję 
cały". 
  Tą  samą  myśl  odnajdujemy  także  w  wielu  miejscach 
Pisma Świętego.  Wprost jest też powiedziane, że jest to najkró-
tsza droga do Nieba,  gdyż  poprzez  cierpienie  dajemy zadość-
uczynienie za nasze grzechy,  błędy  i  niedoskonałości  już tutaj 
na ziemi.  Po  śmierci  możemy więc uniknąć Czyśćca i udać się 
prosto do Nieba,  gdzie wstęp  mają   tylko  dusze  nieskazitelnie 
czyste.  W  swoim  dzienniku błogosławiona Aniela Salawa pisze 
tak:  "W  chwili  wielkiej  miłości byłam zapewniona, że tu na 
ziemi   mam  wytrzymać  czyściec,  ażeby  co  pilno z Nim  się 

background image

połączyć, kiedy rozkaże mi umrzeć.  I tak mi było powiedziane, 
że  wiele mam  i  mieć  będę  cierpień  fizycznych,  które nie 
będą zrozumiałe ani dla spowiednika,  ani dla lekarza. A z 
braku  takiego zrozumienia  od  spowiednika będzie podwojo-
nym  cierpienie.  I  to  ma być ten akt heroiczny,  którego  Pan 
Bóg żąda od (mojej)

 

 duszy.  Mam  dobrowolnie zgodzić się na 

to,  a  wtenczas okaże się szczególna opieka Boża nad duszą 
Mu oddaną. Czy mam w ten sposób postąpić?". 

 

Z ostatniego 

zdania, jak i innych miejsc dzienników świętych dostrzegamy ten 
pierwiastek ludzki przyszłych świętych:  Dopiero patrząc wstecz, 
z pozycji czasu można powiedzieć o swoim życiu,  że  nasz krok 
był  słuszny.  Przeżywając  jednak  poszczególne  jego  etapy na 
bieżąco  nic  nie  jest  takie  proste  i  oczywiste. Także i przyszli 
święci  z  początku nie dowierzają  boskim natchnieniom, często 
zastanawiając  się  na przykład, czy to nie szatańskie zwodzenie 
lub  objaw choroby psychicznej.

  

O  Czyśćcu  i  innych  tematach 

związanych  z  wiarą i duchowością będziemy jeszcze mówili nie 
raz w kolejnych wydaniach tej książki.
    Na zakończenie prezentujemy życiorysy kilku świętych,  które 
w sposób reprezentatywny pokażą nam zawiłości ludzkiego losu 
i krętej czasem drogi do świętości.

    

Jeżeli podoba Ci się ta książka, wesprzyj finansowo Autora. 

  Sam ustal wysokość datku. (patrz szczegóły na końcu książki)

 

background image

                               Św. Bazyli Wielki  (329 – 379)

    Urodził się w Cezarei Kapadockiej 
(obecnie w Turcji)  w rodzinie znako-
mitej, zamożnej  i  głęboko  religijnej, 
czego  dowodem  jest  fakt,   że z tej 
rodziny  pochodziło aż siedmiu świę-
tych:  babka  Bazylego- św. Makryna 
Starsza, rodzice, św.Emmelia  (Emi-
lia) i św. Bazyli,  jego  bracia - święty 
Grzegorz  z  Nyssy  i  święty  Piotr  z 
Sebasty,  oraz jego siostra-  św. Ma-
kryna. Jest to wyjątkowy fakt w dzie-
jach Kościoła.

    Ojciec  św. Bazylego  był retorem i
prowadził własną szkołę, więc począ- 

 

Fot: www.commons.wikimedia.org

                 tkowo  do  niej  posyłał syna. Później

                                             wyjechał  Bazyli na studia do Konsta-

ntynopola, a  następnie  do  Aten,  gdzie  spotkał  św. Grzegorza  z 
Nazjanzu,  z  którym się zaprzyjaźnił.  Nauczyciele i uczniowie Aten 
dokładali wielkich  starań,  aby  Bazyli  pozostał u nich gdyż bardzo 
cenili  jego  wiedzę  i  mądrość;  on  jednak  sądząc,  że  usługi swe 
winien  poświęcić  ojczyźnie,  powrócił  do  Cezarei i założył  szkołę 
wymowy,  występując przy tym niekiedy w sprawach prawnych jako 
adwokat. 
    Chrzest przyjął w wieku 28 lat,  gdyż  taki  był  wówczas zwyczaj, 
aby chrzest  przyjmowano w wieku  dorosłym,  w  pełni  rozeznania 
obowiązków  chrześcijańskich.  Po  przyjęciu  chrztu  wybrał  się  w 
podróż do Egiptu, Palestyny i Syrii, odwiedzając przy tej sposobno-
ści najsławniejszych pustelników, aby nauczyć się od nich prawdzi-
wej ewangelicznej mądrości. 
    Przemieniwszy  się  w  nowego  człowieka rozdzielił po powrocie 
swój  majątek  między  ubogich i podążył na puszczę,  gdzie matka 
jego i siostra z kilku dziewicami  z dala od świata wiodły życie asce-
tyczne w klasztorze na wzór  egipskich  mnichów.  Niedługo  potem 

background image

zebrało się około  niego  kilku  pustelników,  między nimi i przyjaciel 
św. Grzegorz z Nazjanu,  aby  trawić  czas  na  pokucie i rozmyśla-
niach.  Cztery lata spędził Bazyli w tym zaciszu,  po czym powołany 
został  przez biskupa Dianiusza w rodzinne strony,  gdzie  otrzymał 
urząd lektora.  W  dwa  lata  później został wyświęcony na kapłana. 
Częstym  tematem jego kazań była miłość,  która  powinna  owoco-
wać miłosiernymi czynami,zwłaszcza względem ubogich. Zachęcał, 
by bogaci pozostawiali sobie to, co konieczne jest do życia,a resztę 
majątku przekazywali biednym i potrzebującym. Porywającą wymo-
wą zwalczał arianów, czyli zwolenników herezji Ariusza negującego 
bóstwo Chrystusa,  oraz  wzmacniał wiernych wyznawców siłą wła-
snego przykładu i pociągał ku sobie serca wszystkich łagodnością i 
hojnością jałmużny. Gdy bowiem w roku 367 i 368 zapanował srogi 
głód,  Bazyli  porozdzielał  chętnym  sercem pomiędzy głodnych bli-
źnich cały  majątek  odziedziczony po matce i wszystkie własne do-
chody.
    Po objęciu urzędu arcybiskupa Cezarei,  w  pałacu  arcybiskupim 
żył jak najuboższy zakonnik,  a znaczne dochody obracał na kształ-
cenie kapłanów,  budowę szkół i olbrzymiego,  w całym ówczesnym 
świecie sławnego szpitala dla ubogich, chorych i sierot,  bez wzglę-
du na religię;  w  szpitalu  tym  znajdowały  się  również szkoły i wa-
rsztaty.  Jako  arcybiskup  wykazał  talent  wielkiego  męża  stanu  i 
wyróżnił  się  jako  doskonały  administrator i duszpasterz,  dbający 
troskliwie o dobro swojej owczarni.
    Wszystkie  te  uczynki  ściągnęły na Bazylego nienawiść cesarza 
Walensa,  heretyka arianina.  Najpierw posłał do Bazylego prefekta 
Modesta.Ten nakłaniał Bazylego do łagodności względem arianów, 
a gdy święty opierał się namowom,  zagroził mu gniewem  cesarza. 
Bazyli odpowiedział ze spokojem:  "Gniewu cesarza nie obawiam 
się, albowiem  pojąć  nie  mogę,  czym  by mnie mógł dotknąć; 
jeżeli mnie pozbawi biskupich dochodów,  to tych nie mam dla 
siebie;  moją  wyłączną  własnością  jest  tylko  kilka  książek  i 
kawał razowego chleba,  wreszcie kilka szmat dla mego niego-
dnego  ciała,  na co się cesarz pewnie nie złakomi.  Jeżeli mnie 
zechce  wypędzić,  toć  cały  świat  jest dla mnie miejscem wy-
gnania,  bo  tylko  Niebo  uważam  za  przyszłą  moją ojczyznę. 

background image

Tortur  się  nie  obawiam,  albowiem  ciało  me  jest  tak wątłe i 
słabe,  iż pierwsze  już  ciosy  śmierć  mi  zadadzą.  Jeśli  mnie 
zechce zabić to i owszem,  bo  tym sposobem prędzej dostanę 
się  do  Boga,  któremu  jedynie  chcę  służyć;  powiedz  zatem 
cesarzowi,  że  się  go  nie  obawiam".  
Modest zdziwiony odparł: 
"Tak odważnie jeszcze nikt do mnie nie  przemawiał".  Rzekł na 
to Bazyli: "W  takim  razie  widocznie nie miałeś jeszcze do czy-
nienia  z  biskupem  katolickim"
.  Cesarz  Walens  przybył zatem 
sam do Cezarei, lecz spokój i wzniosła powaga arcybiskupa tak mu 
zaimponowały,  że porzucił złe zamiary,  z jakimi przyjechał. Arianie 
jednak  tak  długo  podszczuwali go kłamstwem i oszczerstwem, aż 
cesarz uległ i skazał Bazylego na wygnanie.  W  chwili kiedy podpi-
sywał wyrok, zachorował mu śmiertelnie syn. Cesarzowa twierdziła, 
że to kara Boska za wyrok przeciw Bazylemu, kazał więc przywołać 
biskupa do łoża syna. Bazyli rzekł: "Syn twój żyć będzie,  jeśli go 
dasz  ochrzcić  w  religii  katolickiej".
  Walens  święcie  przyrzekł 
tego dopełnić i jego syn zaraz wyzdrowiał,  gdy  jednak potem przy-
rzeczenia  nie  dotrzymał i syna dał ochrzcić biskupowi  heretykowi, 
nowochrzczeniec umarł.  Arianie,  korzystając  ze  smutku cesarza, 
wmawiali weń,  iż jedynym winowajcą śmierci jego syna jest Bazyli. 
Cesarz  dał  się  obałamucić  i  wydał  wyrok  powtórny,   skazujący 
Bazylego  na  wygnanie.  Kiedy  jednak  miał  ów  wyrok  podpisać, 
złamały  mu się w ręku  trzy  pióra;  zażądał  czwartego,  gdy  wtem 
ręka  strasznie  mu  drżeć  poczęła.  Poznał,  iż w tej sprawie działa 
wyższa potęga,  tedy pełen przestrachu przedarł pismo i pozostawił 
biskupa w spokoju.
    Bazyli, wycieńczony postami, pracą i cierpieniami,  żył już niedłu-
go. Umarł dnia 1 stycznia 379 roku, mając zaledwie 50 lat.  Trumnę 
jego  otaczało ze sto tysięcy ludzi wszelkich wyznań i narodowości, 
chrześcijan, żydów, pogan,a wszyscy wołali w wielkim żalu: "Ojciec 
nasz nie żyje!"   Cały  świat  chrześcijański w uznaniu jego  zasług i 
czynów dał mu przydomek "Wielkiego",  a  Kościół święty  uczcił go 
za jego pisma nazwą "Doktora Kościoła świętego". 

background image

                                  Św. Jan Boży (1495- 1550)

   Urodził się 8 marca 1495 roku 
w portugalskim Montemoro No-
vo,  w  rodzinie  ubogich i bogo-
bojnych  chłopów,  zajmujących 
się  wypasem  owiec.  Ciekawo-
stką  jest,  że święty urodził się i 
zmarł tego samego dnia, 8 mar-
ca.

     Pewnego dnia w domu  jego 
rodziców zatrzymał  się  pewien 
kaznodzieja, który przy wiecze-
rzy bardzo barwnie opowiadał o 
swoich wędrówkach. Następne-
go  ranka  przyszły święty,  wie-
dziony  chęcią poznania świata, 
w wieku ośmiu lat opuszcza po- 

Fot: www.commons.wikimedia.org

                           tajemnie  rodzinny  dom  razem

                                                      z nieznajomym.  Być  może  na

jego  decyzję  wpłynął  klimat  tamtej epoki- przecież trzy lata wcze-
śniej  Krzysztof  Kolumb  odkrył dopiero Amerykę. Rodzice poszuki-
wali syna lecz daremnie.  Kilka miesięcy później jego matka zmarła 
z rozpaczy i tęsknoty,  a  ojciec porzuciwszy rolę wstąpił do zakonu 
franciszkanów. 
    Po 20 dniach marszu chłopiec nie dał rady  dalej  iść,  więc  taje-
mniczy  nieznajomy  zostawił  chłopca w hiszpańskim mieście  Oro-
presa,  powierzając  go  rodzinie  hrabiowskiego rządcy. Przybrana 
rodzina pokochała chłopca i dbała o jego rozwój duchowy.  Tu spę-
dził dużą część swego życia.  Mały  Jan  pomagał  wypasając owce 
do dwudziestego roku życia. Był ogólnie lubiany i ceniony. Przybra-
ni rodzice tak się z nim zżyli,  że  chcieli  uczynić  go swym spadko-
biercą i oddać córkę jedynaczkę za żonę.
    Kiedy jednak król Karol V Habsburg ogłosił wojnę z Francją,  Jan 
zaciągnął się do armii.  Żołnierskie  życie  przytłumiło w młodzieńcu 

background image

wyniesione z domu uczucia religijne. Zdziczał i oddał się rozpuście. 
Został  wyrzucony z wojska za niedopilnowanie  składu  splądrowa-
nych  łupów wojennych.  Po  trzydziestu  latach  wraca  w  rodzinne 
strony i dowiaduje się o losie rodziców. Wstrząsa to nim do głębi. Z 
wielką   skruchą  odbywa  spowiedź  z  całego  życia  i  udaje  się  z 
pielgrzymką do Compostelli na grób św. Jakuba  Apostoła.  Pchany 
religijną żarliwością udaje się następnie do Afryki, do Ceuty,  portu-
galskiej twierdzy leżącej naprzeciw Gibraltaru,  gdzie spotkał portu-
galskiego szlachcica, wygnanego z żoną i czterema synami na Ce-
utę i zgodził się zostać ich służącym.  Przez jakiś czas pracą swych 
rąk utrzymywał nie tylko siebie, ale i rodzinę swojego pana, gdy ten 
stracił  wszystkie  środki  do  życia,  ciężko  pracując  przy  budowie 
miejskich umocnień.Jednocześnie próbuje ewangelizować arabów. 
Jednakże nie przynosi to spodziewanych efektów.  Spowiednik  dla 
jego własnego dobra nakazał mu powrót do Hiszpanii.
    Św. Jan  udał się więc do Granady i tam otworzył sklepik z książ-
kami religijnymi i inną budującą literaturą. W uroczystość św. Seba-
stiana  był w kościele na kazaniu św. Jana z Avila.  Słowa  hiszpań-
skiego  kaznodziei  do  głębi  go  przejęły. Poczuł w sobie ogromną 
przemianę.  Jeszcze  tego  samego  dnia,  powróciwszy  do  domu, 
rozdał cały swój majątek biednym i udał się na plac,  gdzie bił się w 
piersi  i  wołał  głośno  błagając Boga o przebaczenie tarzając się w 
błocie i rwąc włosy z głowy. Ludzie myśląc, że to obłąkany wyzywa-
li go i obrzucali błotem oraz kamieniami. W  końcu zaciągnęli go do 
zakładu dla umysłowo chorych,  gdzie przebywał w zamknięciu sie-
dem  miesięcy.  Tam zetknął się z nieludzkimi sposobami traktowa-
nia chorych.  Zastosowano  bowiem wobec niego zwykłą w tamtych 
czasach  terapię,  czyli  przykuto łańcuchem do ściany w ciemnym i 
wilgotnym  lochu i bito do utraty przytomności.  Doznane  cierpienia 
sprawiły, że dojrzewała w nim decyzja o założeniu własnego szpita-
la,  w  którym  chorzy byliby godnie traktowani,  oraz  naśladowania 
Pana Jezusa i poświęcenia bliźniemu swego  własnego  życia.  Po-
prosił świętego Jana z Avila, aby został jego duchowym przewodni-
kiem.
    Po wyjściu z domu dla obłąkanych św. Jan  rozpoczyna  pracę w 
szpitalu  miejskim.  Lecz w tej placówce musi tolerować wiele nadu-

background image

żyć.W końcu nie wytrzymuje i za wyżebrane pieniądze kupuje dom, 
a w nim ustanawia własny szpital z 46 łóżkami dla chorych.  Dba  w 
nim  zarówno  o  zdrowie  ciała jak i ducha pacjentów. Pielęgniarki i 
lekarze  pomagali  mu  w  opiece  nad  chorymi. Robili to za darmo. 
Codziennie  wychodził z wielkim koszem na plecach i zbierał jałmu-
żnę dla swoich podopiecznych od miejscowych handlarzy. A ponie-
waż  to  nie  wystarczało,  żebrał  wśród  bogatszych  mieszkańców 
Granady. Prosił o pomoc także kapłanów,  aby  leczyć zarówno du-
sze,  jak i ciała swoich  podopiecznych.  Wtedy  św. Jan postanowił 
rozszerzyć działalność i otworzył schronisko dla bezdomnych.
    Dba  również o kobiety i dziewczęta  upadłe.  Prosi  je  o  zmianę 
trybu  życia.  Starał się o uczciwe  zabezpieczenie  ich  losu,  by nie 
musiały  utrzymywać  się  z  nierządu.  Staruszki i samotne  wdowy 
polecał  poszczególnym  rodzinom  pod  opiekę.  Niemniej czuły był 
także na los sierot,  których wówczas nie brakowało, powierzając je 
rodzinom,  które  zapewniały  im  pewny  los.  Dowód  wyjątkowego 
oddania  chorym  dał  Jan Boży w połowie 1549 r., kiedy w Szpitalu 
Królewskim w Granadzie wybuchł groźny pożar.  Liczni świadkowie 
widzieli,  jak  Jan  wielokrotnie  wchodził  do  płonącego  budynku  i 
wynosił stamtąd chorych,  którzy nie mogli się wydostać o własnych 
siłach. Później uratował jeszcze część sprzętów. 
   Ostatecznie nie ogień,  lecz  woda doprowadziła Jana Bożego do 
kresu ziemskiej wędrówki.  Chciał on uratować chłopca,  który tonął 
w  wezbranych  nurtach  rzeki. Skok  do  lodowatej  rzeki  przypłacił 
ciężką chorobą.  Zanim  ostatecznie  legł  w  łóżku,  zdążył  jeszcze 
złożyć wizytę wszystkim ludziom, którzy wsparli jego dzieło i którym 
był  coś  winien.  Chciał,  aby po jego śmierci dokładnie  wiedziano, 
komu  trzeba  spłacić  długi.  Czując  zbliżającą się śmierć, poprosił 
współbraci,  aby pozostawili go w samotności.  Umarł  podczas mo-
dlitwy, w pozycji klęczącej, w której przebywał około sześciu godzin 
po śmierci.  Na  jego  pogrzeb przybyły tłumy ludzi,  a  trumnę nieśli 
przedstawiciele szlachetnych rodów. Ciało złożono w bocznej kapli-
cy kościoła Matki Bożej Zwycięskiej, gdzie niebawem wydarzyło się 
wiele cudów.

background image

                           Św. Katarzyna ze Sieny (1347- 1380)

   Właściwe  imię  i  nazwisko 
świętej   brzmiało   Katarzyna 
Benincasa  i  urodziła się nie-
daleko  Sieny  we  Włoszech. 
Pochodziła z zamożnej rodzi-
nny farbiarzy wełny. Przyszła 
na świat jako bliźniaczka,  ale 
jej  siostra,  Janina, zaraz  po 
urodzeniu   zmarła.   Była  24 
dzieckiem  swoich   rodziców. 
Swoje mistyczne życie rozpo-
częła bardzo wcześnie,mając 
zaledwie 6 lat.  Już  wówczas 
widziała  bardzo wyraźnie jak 
aniołowie  stróżowie   strzegą 
ludzi.  W  12 roku życia rodzi-
ce chcieli  ją  wydać  za mąż, 
lecz ona wybrała inną  drogę. 
W tym czasie miewała już wi-
dzenia  z  Najświętszą Marią, 
z jej SynemJezusem i  innymi 
świętymi postaciami. Nie była 

Fot: www.commons.wikimedia.org

                              łatwym dzieckiem, buntowała

                                                            się przeciw rodzicom, demon-
stracyjnie obcinając włosy na znak, że nikogo nie poślubi. Zamknę-
ła  się  w  pokoju na długie 3 lata  aby  prowadzić pustelnicze życie. 
Wychodziła z niego tylko na wspólne modlitwy.

    Pomimo  wielu  trudności ze strony rodziny,  mając 16 lat zgłosiła 
się do sióstr  dominikanek,  ale nie była osobą zakonną tylko wyko-
nywała  zadania w życiu codziennym ofiarując je Chrystusowi.  Wy-
znaczyła sobie surową regułę,  która  polegała  na wykluczeniu roz-
mów  i  kontaktów  z  ludźmi świeckimi oraz  spotykaniu się tylko ze 
spowiednikiem i współsiostrami.  Jadła  skąpo,  spała  bardzo mało, 

background image

gdyż  żal  jej  było  godzin nie spędzonych na modlitwie.  Często bi-
czowała  się  do  krwi.  Pan  Jezus  często  ją nawiedzał sam lub ze 
swoją Matką.
    Kiedy miała 21 lat,  poczuła  wewnętrzny  nakaz przyłączenia się 
do  swej  rodziny  i  rozpoczęcia  aktywnego  życia  wśród ludzi. Jej 
miłość  do  Boga  zrodziła miłość do bliźnich i oddanie się na usługi 
biednych  i  chorych.  Uwielbiała  pomagać  innym.  Pracowała jako 
pielęgniarka  przy  chorych  i  trędowatych.  Troszczyła się o biedne 
dzieci.  Zdarzały  się  przy  niej  cudowne  uzdrowienia. Dużo czasu 
poświęca na modlitwy. Życie jej nie podobało się ogółowi, posądza-
li  ją  bowiem o chęć rozgłosu, obłudę, dzieło szatana,  spotykały ją 
drwiny, upokorzenia i wyznaczało się jej najcięższe prace.
    W wieku 29 lat otrzymała stygmaty- rany Jezusa,  które wygląda-
ły niczym krwawe promienie.  Miała pięć ran: na dłoniach, stopach i 
w okolicy serca. Żaliła się, że w tych miejscach cierpi ból jakby spo-
wodowany przebiciem sztyletu. W czasie modlitwy często lewitowa-
ła.  Zdarzało się,  że  podczas przyjmowania Komunii Świętej odfru-
wała.  Któregoś dnia miało miejsce zdarzenie podczas kiedy kapłan 
podawał  jej  komunię  ona  nagle odfrunęła i ku jego zdziwieniu ko-
munia,  którą  trzymał  w  ręku  uwolniła się i popłynęła za nią do jej 
ust.  Cierpiała  na  silne  bóle żołądka, wymiotowała.  Nie pomagały 
żadne sposoby leczenia.  W  jej ciele była tak wysoka temperatura, 
że w ostatnich  miesiącach  życia  krew jaką wymiotowała gotowała 
się.  Cierpiała na tę dziwną chorobę prawie 8 lat aż do jej śmierci w 
dniu 29 kwietnia 1380 roku, miała wówczas 33 lata.Katarzyna swo-
ją chorobę rozumiała w zupełnie inny sposób.  Wyrażała opinię,  że 
wszystkie  symptomy chorobowe przybliżają ją do Boskiej doskona-
łości.  Z  tego  powodu  wielokrotnie ukrywała swój prawdziwy stan. 
Byli obok niej również tacy, którzy twierdzili, że jest opętana. 
    Święta  jej  natura  czyniła,  że  już  za  życia odwiedzały ją tłumy 
prosząc o wsparcie u Boga.  W  imieniu  Jezusa  pisze  też  listy do 
znakomitych  postaci  ówczesnej  Europy- duchownych i świeckich. 
Te listy i odwaga głoszenia słów Chrystusa przez kobietę nasiliły na 
nią ataki.  Swoje listy dyktowała sekretarzom, często w czasie wizji, 
kiedy  przemawiał  do niej Bóg Ojciec.  Sama  czytać  nauczyła  się 
dopiero,  gdy  była  już  dorosła,  a  pisać dopiero pod koniec życia. 

background image

Rady jakie wyrażała odnosiły duże skutki i naprawiły wiele trudnych 
do  rozwiązania  sytuacji.  Niełatwe  było  jej  zadanie  usunięcia zła 
jakie  objęło  Kościół.  Pisze do  biskupów i papieży: aby wyrwać ze 
świętego  ogrodu  wszystkie  chwasty,  chciwość,  pychę,  wyrzucić 
nieczystości  i  złych  pasterzy. Listy  swoje  dyktowała tak szybko i 
bez śladu  nawet  zastanawiania się,  jak  gdyby  czytała je z jakiejś 
książki.Świadkowie twierdzą, że wielokrotnie dyktowała dwom skry-
bom  równocześnie dwa różne listy,  adresowane do różnych  osób 
i dotyczące różnych spraw.  Żaden ze skrybów nie siedział bezczy-
nnie ani chwili,  a ona  nie  myliła  się w dyktowaniu. Kiedy się temu 
dziwiono,  wielu z tych,  którzy ją znali dłużej, odpowiadało,  że nie-
kiedy  dyktowała  równocześnie  trzem i czterem skrybom,  ani razu 
nie plącząc poszczególnych wątków. 
    Katarzyna miała wielu wrogów. Uważano za rzecz niespotykaną, 
by  kobieta  mogła  tak  odważnie  przemawiać do kapłanów, bisku-
pów,  a  nawet do papieży w imieniu Chrystusa,  ogłaszać się publi-
cznie Jego posłanką.Pod naciskiem opinii wezwano ją przeto przed 
trybunał   świętej   inkwizycji.   Sąd  inkwizycyjny  nie  dopatrzył  się 
jednak żadnej herezji ani błędu,  tak w jej wypowiedziach, jak też w 
jej pismach.
    Podczas  jednej  z  ekstaz upadła w wielki ogień, który objął całe 
jej  ciało.  Kiedy  ją  wydobyto z płomieni na jej ciele nie  znaleziono 
żadnych poparzeń a nawet jej odzież nie uległa żadnemu zniszcze-
niu. Niektórzy biografowie piszą,  że od wczesnych lat towarzyszyło 
jej niezwykłe światło.  Mistyczne doświadczenia, stygmaty, nękanie 
przez szatana, uwalnianie opętanych i cudowne uzdrowienia powo-
dowały jej ogromną popularność. Jej kult rozpoczął się zaraz po jej 
śmierci.  Nikt  już  nie  wątpił,  że  była  wybranką  Bożą  i niewiastą 
opatrznościową  dla  Kościoła. Pan  Bóg  wsławił  bowiem  jej  grób 
wieloma cudami. 

background image

                             Św. Paschalis Baylon (1540-1592)

    Urodził się w  Torre Hermosa w 
Hiszpanii.Rodzice jego byli ubogi-
mi, lecz nadzwyczaj bogobojnymi 
rolnikami.   Nie  posiadając  środ-
ków   finansowych  do  uzyskania 
jakiegokolwiek wykształcenia, zo-
stał pastuchem wiejskim.  Jednak 
żądza  nauki  naprowadziła go na 
pomysł, aby  uczyć  się  w  czasie 
swych  obowiązków  od  przecho-
dniów, głównie głosek  i  czytania. 
Postępy  w  nauce  służyły mu do 
pogłębiania   wiadomości    religij-
nych  przyswojonych  sobie w do-

Obraz Bernarda Piquera      Museo de Bellas Artes         

mu  od  rodziców. Paschalis  jako

                                                      pasterz,  najpierw  trzody  rodzin-
nej, a  potem  u  obcych,  miał  wiele  czasu  na  modlitwę i czytanie 
książek. Nie  obserwowany  przez nikogo oddawał się również pra-
ktykom  pokutnym, aż do krwawych biczowań.
    Od  wczesnych  lat  żywił  szczególne  nabożeństwo do Najświę-
tszego Sakramentu i Matki Bożej. Myśl bowiem o Bogu ciągle prze-
pełniała jego serce;  najchętniej  rozmyślał o Jezusie i o męce Pań-
skiej.  Wszystko  co  widział i poznał,  odnosił do Stwórcy,  do Jego 
wszechmocy i mądrości.  Za  zadanie  życia poczytywał sobie wyłą-
czną służbę Bogu.  Nie znęcił go więc plan swego pana, aby został 
przybranym jego synem,  bo obawiał się,  aby dostatki nie odwiodły 
go od wytyczonego prawidła życiowego. Bóg odznaczał Paschalisa 
już  jako  młodzieńca  zachwyceniami  wśród  modlitwy  na polach i 
potokami  łask  wewnętrznych  pociech.  Lud  nazywał  go  świętym 
pasterzem.
    Z  powodu  zaniedbanego  wyglądu  nie  chciano  go  przyjąć  do 
klasztoru.Kiedy miał 24 lata, jego pobożność, dar kontemplacji były 
już  szeroko  znane  w okolicy.  Franciszkanie  otworzyli  przed  nim 

background image

bramy  nowicjatu  w  Montfort  koło  Walencji.  Zaproponowano  mu 
studia i przyjęcie święceń kapłańskich.  Nie przyjął jednak tej oferty. 
Pozostał skromnym bratem zakonnym. Uświęcenie swoje widział w 
zjednoczeniu  z  Bogiem  i  w  sumiennym  wypełnianiu najniższych 
obowiązków  w  klasztorze.  Najwięcej  cenił  sobie zajęcie furtiana. 
Dawało mu to  bowiem  wiele  okazji  do  znoszenia  przykrości,  do 
upokorzeń, a równocześnie do pełnienia usług potrzebującym.Pas-
chalis kierował się przykładem życia  św. Franciszka z Asyżu,  oraz 
naukami św. Piotra z Alkantary, co zaowocowało głęboką pobożno-
ścią oraz wielką czcią i ukochaniem Eucharystii.
    Mówiono o nim, że ma różaniec w dłoni i Boga w sercu.  Chociaż 
nie był kapłanem,  to  jednak  pałał  wielką  żarliwością o zbawienie 
dusz ludzkich.  Napominał tych,  z którymi obcował,  aby przestrze-
gali przykazań Bożych i kościelnych; aby jak najczęściej przystępo-
wali do św. Sakramentów;  aby  starali się o poprawę i udoskonale-
nie życia;  aby dopełniali miłości bliźniego,  ćwiczyli się w cierpliwo-
ści i innych cnotach chrześcijańskich.  Zasadniczą  cechą  jego  du-
chowości była pobożność eucharystyczna.  Cały  wolny  czas prze-
znaczał  na  adorację  Najświętszego  Sakramentu.   W  zamian  za 
bezgraniczne  sobie  oddanie  Pan Bóg obdarzył go darem kontem-
placji,  czytania w sercach i sumieniach ludzkich oraz charyzmatem 
proroczym.
    W  52. roku życia  popadł Paschalis w śmiertelną chorobę. Kiedy 
lekarz oznajmił mu bliski zgon,  uradował się bardzo,  bo, jak mówił, 
w całym życiu nie odebrał weselszej i więcej upragnionej wiadomo-
ści.W dzień Zesłania Ducha św. podczas Mszy św. pochwycił krzyż 
z wizerunkiem Zbawiciela,  ujął w ręce różaniec i oddał duszę Bogu 
w tej chwili,  kiedy  kapłan podczas Podniesienia wznosił Hostię św. 
w  górę.  Ciało jego spoczywało przez trzy dni w kościele;  tłumy się 
cisnęły wiernych,  aby uczcić szczątki świętego.  Legenda głosi,  że 
w  czasie  nabożeństwa   pogrzebowego   św. Paschalis  dwa  razy 
otworzył oczy-  podczas  Podniesienia Ciała  i  Krwi Pańskiej.  Jego 
grób stał się natychmiast miejscem licznych  pielgrzymek.  Tak licz-
ne  cuda  działy  się  za  wstawiennictwem  sługi  Bożego,  że już w 
kilkanaście  lat  po śmierci doczekał się wyniesienia do chwały ołta-
rzy. 

background image

                        Św. Franciszek z Asyżu (1182- 1226 )

    Urodził się w bogatej rodzinie 
kupieckiej. W swej młodości był 
bardzo   popularnym  wśród  ró-
wieśników i towarzyskim  chłop-
cem.  Czas swój spędzał na za-
bawach  i  hulankach.  Był przy-
wódcą     wielu    rozrywkowych 
grup.  Rodzice chociaż wprowa-
dzili  syna   w   zawód  kupiecki, 
pragnęli,  aby  osiągnął  on stan 
szlachecki,  którego  im  pocho-
dzenie  nie  dawało.   Nie  prze-
szkadzali  więc  synowi  w  jego 
marzeniach  o  ostrogach rycer-
skich  i  szlacheckim stanie. Nie 
szczędzili  także  pieniędzy, kie-

Fot: www.commons.wikimedia.org

                           dy Franciszek, naśladując wiel-

                                                         kich panów  i  rycerzy, wydawał 
wystawne i kosztowne uczty dla swoich  towarzyszy  oraz rówieśni-
ków. Kiedy wybuchła wojna między Asyżem a Perugią,  Franciszek 
chętnie stanął w obronie rodzinnego miasta.  Miał  wtedy ok. 20 lat. 
Dostał  się  jednak  do  niewoli,  w  której  przebył rok.  W  więzieniu 
młody  Franciszek odróżniał się od innych więźniów wytrzymałością 
i pogodą ducha,  jednak szybko osłabły jego siły fizyczne. Po odzy-
skaniu wolności popadł w długą chorobę. 
    Po powrocie do domu  Franciszek  prowadził  interesy  handlowe 
ojca.  Tak  byłoby może do końca jego życia,  gdyby  pewnego dnia 
podczas modlitwy w kościółku nie usłyszał głos: „Franciszku, idź i 
napraw mój Kościół, gdyż popada w ruinę!”.
 Był przekonany, że 
głos Boży nakazuje mu naprawić ów kościół,  który  wówczas fakty-
cznie był w ruinie.  Wrócił  do  domu,  zabrał  ze  sklepu ojca cenne 
sukna  i  sprzedał  je  na  targu,  a  uzyskane pieniądze  postanowił 

background image

przeznaczyć na odbudowę kościółka.  Tego  mu ojciec nie darował. 
Zaprowadził syna przed sąd biskupi  (na życzenie Franciszka, który 
uważał,  że  żaden  inny  trybunał  nie  jest  dla niego miarodajny)  i 
urzędowo go  wydziedziczył  żądając  jednocześnie  zwrotu  pienię-
dzy. Wówczas  Franciszek oddał ojcu nie tylko pieniądze, ale także 
i ubranie  mówiąc, że od tej pory tylko Bóg będzie dla niego Ojcem. 
Przywdział szatę pokutną w formie krzyża,  przepasał się sznurem i 
zaczął prowadzić życie pokutne, utrzymując się jedynie z jałmużny. 
Pragnął w ten sposób  naśladować  Jezusa  Chrystusa.  Pomny  na 
polecenie z nieba,  chodził  po  okolicy i własnymi rękami naprawiał 
zniszczone wiekiem kościoły.  Wolny  czas poświęcał także chorym 
w miejscowym przytułku–szpitalu.  Wiedziony  również pragnieniem 
nawracania dusz zaginionych,chodził po okolicznych miasteczkach 
i wsiach i nawoływał do pokuty. Trwało to dwa lata. 
    Pewnego dnia  roku 1208,  w uroczystość św. Macieja,  była czy-
tana  Ewangelia  o  rozesłaniu  przez  Pana  Jezusa  12 Apostołów. 
Franciszkowi  utkwiły  głęboko  w  pamięci  zwłaszcza  słowa:  „Nie 
bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien,  ani sandałów,  ani laski” 
(Mt 10,5–16). Zdjął więc swoje odzienie, nałożył na siebie zgrzebny 
habit,  przepasał  się  sznurem,  wziął  kij  do  ręki  i  udał się  przed 
kościół  Św. Jerzego,  by tam nauczać ludzi.  Całe  miasto mówiło o 
Franciszku.  Jedni  traktowali  go  jako  dziwaka,  może nawet  jako 
pozbawionego zmysłów,  a  inni ujrzeli w nim świętego.  Zaczęli ga-
rnąć się do niego  pierwsi  uczniowie.  Wszyscy  obrali  sobie za cel 
naśladowanie Pana Jezusa w Jego życiu ubogim i głoszenie Ewan-
gelii. Zaczęli na wzór uczniów Chrystusa obchodzić miasta i wioski, 
i nawoływać do pokuty.  Rychło jednak pojawiły się trudności.  Miej-
scowi kapłani zaniepokoili się  „wędrownymi apostołami”,  nie mają-
cymi  od  nikogo  upoważnienia do tak ważnej misji.  W  tej  sytuacji 
św. Franciszek  udał się ze swoimi towarzyszami do Rzymu i stanął 
przed papieżem Innocentym III.  Musiał Święty wywrzeć na papieżu 
niezwykłe wrażenie,skoro ten tak ostrożny w zatwierdzaniu nowych 
rodzin  zakonnych dał Franciszkowi  ustne zatwierdzenie jego zgro-
madzenia. Nazwali się braćmi mniejszymi.
    Franciszkowy ideał przenika również do serc ówczesnych kobiet. 
Pierwszą,  która zapragnęła naśladować Chrystusa na wzór Franci-

background image

szka, była Klara Favarone, późniejsza święta Klara, pochodząca ze 
szlacheckiej rodziny.  Szybko  też  znalazły się naśladowczynie i to-
warzyszki. Tak powstał Zakon Ubogich Pań,  które po śmierci Klary 
przyjęły nazwę "klaryski".  Franciszek  nie  zamknął  się  ze  swoimi 
braćmi w murach klasztoru. Dlatego wędrował od miasta do miasta, 
od  wioski  do  wioski  i  głosił  pokutę.  Wielu,  bogatych i biednych, 
szlachetnie urodzonych i prostych ludzi, poruszonych jego słowami 
oraz  napomnieniami  pragnęło  naśladować  Franciszkowy sposób 
życia.  Dali  oni  początek  wielkiej rzeszy braci i sióstr Franciszkań-
skiego  Zakonu  Świeckich.  Franciszek  w  ciągu piętnastu lat prze-
mierzył  większą  część  Włoch.  W  roku  1213  hrabia  Orlando  da 
Chiusi ofiarował mu Górę Alwernię.  Odtąd  będzie to jego ulubione 
miejsce modłów. 
    Franciszek  z  Asyżu  coraz  jaśniej  rozumiał,   że  wezwanie  do 
odbudowy Kościoła odnosiło się nie do kościołów materialnych, ale 
do Kościoła żywego,  jako  kapłaństwa  i  wiernych.  Franciszka  nie 
opuszcza też myśl o głoszeniu Jezusa tam,  gdzie  jeszcze  nigdy o 
Nim nie słyszeli i pragnienie męczeństwa.  W  owych latach Europa 
katolicka  żyła  wyprawami krzyżowymi do Ziemi Świętej. Również i 
Franciszek zapalił się,  aby  nawiedzić ziemię Pana Jezusa i by na-
wracać  mahometan.  Wyrusza   więc   w   drogę  morską  na  Bliski 
Wschód i nawiedza święte miejsca Palestyny.  Wysyła  też braci na 
misje- na wschód i do Afryki.  Pielgrzymka  do  Miejsc Świętych wy-
warła na Franciszku niezatarte wrażenie.  Pozostając  pod jej wpły-
wem, postanowił w czasie jednej ze swoich misyjnych wędrówek, w 
noc  Bożego Narodzenia w grocie skalnej urządzić szopkę.  Do sta-
jenki, w której pewien gospodarz miał osiołka i wołu, zaniósł niemo-
wlę gospodarza i położył je w żłobie. Odczytał braciom tekst z Ewa-
ngelii  o  narodzeniu  Pana Jezusa,  wśród łez wygłosił homilię o tej 
tajemnicy,  a  na zakończenie odśpiewano hymn kościelny na Boże 
Narodzenie. Tak to powstały  „żłóbki”  i  „jasełka”. Chciał w ten spo-
sób  naocznie  ukazać  wielką miłość Chrystusa do człowieka, ubó-
stwo  w  jakim się narodził i uniżenie,  jakiego doznał,  rodząc się w 
otoczeniu bydląt. 
    Zbyt  surowy  tryb  życia  musiał  jednak odbić się na zdrowiu św. 
Franciszka.  W  ostatnich  dwóch  latach  zaczęły go dręczyć  coraz 

background image

dotkliwiej cierpienia  fizyczne,  oraz  zaczął też przeżywać doznania 
mistyczne. Dążył do jak najściślejszego zjednoczenia z Jezusem. Z 
ogromną  boleścią   duszy  rozpamiętywał  cierpienia  Chrystusa  w 
czasie procesu  i  na krzyżu. Gorzko płakał nad męką Zbawiciela, a 
widząc,  że  ludzie  poprzez grzech lekceważą miłość,  jaką ich Bóg 
obdarzył, wołał, że Miłość nie jest miłowana. Chrystus ukrzyżowany 
odwdzięczył mu się za tę jego gorącą miłość. W  lecie 1224 roku na 
Górze Alwerni ukazał mu się Chrystus w postaci serafina na krzyżu 
i odbił na ciele Franciszka swoje najświętsze rany.  Miał  je na ręka-
ch,  stopach  z  wyraźnymi śladami po gwoździach,  oraz z boku. W 
ten  sposób Franciszek został zewnętrznie upodobniony do cierpią-
cego  Chrystusa.  Jest  to  pierwszy  wypadek  w  dziejach Kościoła 
stwierdzonych  historycznie  stygmatów. Krwawiły  one  i  zadawały 
świętemu  wielki  ból.  On  wszakże  czuł  się  bardzo  zawstydzony 
wskutek tego niezwykłego wyróżnienia.  Po  otrzymaniu stygmatów 
Franciszek  czuł  się  tak  osłabiony,  że  musiał  zaprzestać swoich 
pieszych wędrówek apostolskich.  Męczył się też przez długi czas z 
bolesną chorobą oczu, której nabawił się na Wschodzie. 
    Umarł,  ze  słowami Psalmu 141 na ustach położony  -na własne 
życzenie-  na  gołej  ziemi w wieku około 45 lat.  Była sobota, dzień 
Matki Bożej. Pogrzeb odbył się następnego dnia. Bracia ułożyli cia-
ło Świętego tak,  jakby  był  rozpięty na krzyżu, co na zebranym tłu-
mie uczyniło ogromne wrażenie. W  czasie wszczętego przez Grze-
gorza IX  procesu  kanonizacyjnego wysłuchano  świadectw uzdro-
wionych za przyczyną Franciszka osób.W dwa lata po jego śmierci, 
czyli bardzo szybko jak na proces kanonizacyjny,  został ogłoszony 
świętym. 

  

Więcej darmowych e-booków znajdziesz na stronie 

www.chomikuj.pl/e-Darmo

    

Zapraszam także na moje blogi:

   

www.wiedza-jest-super.blogspot.com/

    

Blog tematyczny o szeroko rozumianej wiedzy: wiedzy zarówno praktycznej, doświadczalnej, naukowej, 

jak i wiedzy duchowej, religijnej i metafizycznej.

background image

        

 www.jakzmnienicswojezycie.blox.pl/

                  

Blog poświęcony rozwojowi osobistemu, duchowemu i religijnemu.

Szanowny Czytelniku,

    Niniejsza publikacja elektroniczna jest darmowa, niemniej jednak, 
gdybyś zechciał wesprzeć finansowo autora, proszę o przelew
w dowolnej wysokości (wg uznania) na konto:
  
Robert Trafny
nr konta: 72 1140 2004 0000 3702 6043 7322

   W tytule przelewu proszę wpisać "datek" lub "darowizna".

   Zgodnie z ideą Uwolnionej Książki sam decydujesz w jakiej wysokości 
złożysz datek. Może to być nawet 1 zł, to od Ciebie zależy, od tego, jak 
bardzo podobała Ci się książka, oraz od Twojej hojności.

Pamiętaj, że Autor poświęca swój czas, a niejednokrotnie także pewne 
koszta na przygotowanie książki. Kiedy otrzyma od Ciebie datek, będzie mu 
miło, że ktoś docenił jego starania, a i przecież "szczodrego dawcę wspiera 
Pan Bóg swoją hojnością". 
(Prawo Dawania)

    Za wszelkie datki serdecznie dziękuję. Bóg zapłać!

                                                                             Autor
 

LICENCJA:

   Niniejszy e-book jest całkowicie darmowy do niekomercyjnego użytku. 
Możesz go w niezmienionej postaci pobrać na swój komputer, stronę 
internetową, bloga, a także nieodpłatnie rozprowadzać dalej.

e-mail kontaktowy: robert-trafny@wp.pl