background image

Obcy czy anioły?

Joe Lewels jest autorem wydanej w roku 1997 książki The God Hypothesis: Extraterrestial Life 

and Its Implications for Science and Religion („Hipoteza Boska – pozaziemskie życie i jego wpływ 
na naukę i religię”). Jest stanowym dyrektorem MUFON-u na Zachodni Teksas oraz Południowy 
Nowy Meksyk. Wspólnie z psychiatrą, dr Robertą Fenning z El Paso, zbadał przypadki ponad stu 
osób ze Stanów Zjednoczonych, Australii oraz Meksyku, które doświadczyły kontaktu z obcymi 
istotami.

Jest   absolwentem   dziennikarstwa   Uniwersytetu   Missouri   i   magistrem   oświaty   Troy   State 

University. W latach 1972-1982 wykładał na wydziale mediów Teksaskiego Uniwersytetu Stano-
wego w El Paso. Jest autorem licznych artykułów na temat prawa medialnego oraz społecznego 
oddziaływania   środków   masowego   przekazu,   a   także   książki  Uses   of   Media   by   the   Chicano 
Movement
 (Preager Publishers, 1973).

Podczas wojny wietnamskiej służył w lotnictwie w randze kapitana. Później pracował w redakcji 

U.S. Army Aviation Digest Magazine, współpracował przy wydawaniu Freedom of Information 
Digest.   Był   również   konsultantem   do   spraw   mediów   Departamentu   Sprawiedliwości   Stanów 
Zjednoczonych.

Wstęp

Czy NOLe stanowią zagrożenie dla ludzkiej rasy, czy może zwiastują wybawienie? A może 

odpowiedź   leży   gdzieś   pośrodku?   Pytanie   to   stanowi   najistotniejszą   i   zarazem   najbardziej 
kontrowersyjną kwestię dzisiejszych badań nad NOLami.

W ostatnich pięćdziesięciu latach przebyliśmy długą drogę. Ku satysfakcji wielu osób badania 

nad   NOLami   rozstrzygnęły   szereg   wątpliwości   związanych   z   tym   zdumiewającym   zjawiskiem. 
Chociaż nie jesteśmy w stanie dowieść tego w jednoznaczny sposób oficjalnej nauce, rzeczywiście 
zdołaliśmy   odkryć   kilka   podstawowych   prawd.   Wiemy,   że   latające   spodki   istnieją   naprawdę, 
wiemy, że pilotują je wysoce inteligentne istoty rozumne należące do różnych gatunków, wiemy, że 
dokonują wzięć ludzi na całym świecie. Wiemy wreszcie, że pracują nad stworzeniem przynajmniej 
jednego gatunku hybrydy będącej częściowo człowiekiem a częściowo czymś innym.

Stoimy obecnie przed wielkim wyzwaniem. Musimy odpowiedzieć sobie, dlaczego tutaj są i 

dlaczego to wszystko robią. Czy mamy do czynienia z pewną formą inwazji, czy tylko obserwujemy 
przebieg procesu ewolucyjnego? Czy te istoty są złymi obcymi, pragnącymi odebrać nam Ziemię, 
czy też stwórcami zaszczepiającymi życie we wszechświecie i okresowo przyspieszającymi procesy 
ewolucyjne? Krótko mówiąc, czy są to obcy, czy aniołowie?

Hipoteza pozaziemska

W swojej książce  The Threat  („Zagrożenie”) badacz zjawiska UFO, dr David Jacobs, rozwija 

wątek hipotezy pozaziemskiego pochodzenia NOLi, zwanej potocznie „Hipotezą pozaziemską”, a w 
skrócie ETH (Extraterrestial Hypothesis). Zgodnie z nią obce istoty manifestują swoją obecność od 
50 do 100 lat i wykorzystują nas w charakterze królików doświadczalnych w swoich przerażających 
eksperymentach   genetycznych.  Jacobs  utrzymuje   ponadto,  że   raz  na   zawsze   rozwiązał  zagadkę 
NOLi. Badając liczne przypadki wzięć, doszedł do wniosku, że obce istoty pochodzące z innych 
planet usiłują przejąć władzę nad Ziemią. Uważa, że chcą odebrać ją prawowitym właścicielom, 
czyli nam, i to nie przy pomocy potężnej broni jak na filmie „Dzień Niepodległości”, ale poprzez 
stopniowe   przenikanie   do   ludzkiej   społeczności,   podobnie   jak   to   pokazuje   nakręcony   w   latach 
pięćdziesiątych film  Invasion of the Body Snatchers  („Inwazja porywaczy ciał”). Sądzi, że wśród 
nas pojawią się systematycznie coraz bardziej zaawansowane modele obcych hybryd o wyglądzie 

background image

zbliżonym do naszego. Żyjąc między ludźmi, obdarzone większymi możliwościami intelektualnymi 
i do tego sterowane przez swoich obcych panów, szybko przejmą władzę nad Ziemią.

Jacobs nie poprzestaje na tym i wskazuje palcem dziesiątki tysięcy rozsianych po całym świecie 

osób, które są przeświadczone, że przeżyły kontakt z obcymi istotami, oraz oskarża je o mimowolny 
udział w spisku. Uważa, że obce istoty wybrały tych ludzi do wspierania swojego podboju. Po 
pierwsze,   dlatego   że   stali   się   zastępczymi   rodzicami   hybryd,   a,   po   wtóre,   zostali   tak 
zaprogramowani, że we właściwym momencie zwrócą się przeciwko nam. Kreślony przez Jacobsa 
obraz przyszłości to Nowy Porządek Świata  ustanowiony przez obce istoty rządzące  przypusz-
czalnie z unoszących się w przestrzeni statków kosmicznych. Wykonywaniem rozkazów zajmą się 
hybrydy   dysponujące   z   kolei   pełną   kontrolą   nad   wziętymi.   Reszcie   ludzkości   przypadnie   rola 
niewolników albo, w najlepszym razie, obywateli czwartej kategorii.

Jeszcze bardziej przeraża Jacobsa wizja Nowego Porządku Świata, w którym świat kontrolo-

wany   będzie   telepatycznie   przez   złych   władców.   W   ramach   prowadzonych   przez   siebie   badań 
ustalił, że zarówno obce istoty, jak i hybrydy posiadają zdolność porozumiewania się za pomocą 
telepatii i potrafią czytać ludzkie myśli. Wydaje się, że takie umiejętności przejawiają w obecności 
obcych istot również wzięci. Dla Jacobsa jest to przerażająca perspektywa, która niesie ze sobą 
widmo komunizmu. W takim społeczeństwie nie byłoby bowiem żadnych tajemnic. Nie byłoby też 
indywidualności. Byłoby to społeczeństwo w wersji „Big Brothera”.

Jeszcze bardziej przygnębiający jest jednak wniosek, że tak naprawdę niewiele można zrobić, 

aby temu zapobiec. Jacobs pisze:

„Zacząłem postrzegać zjawisko wzięć przez obce istoty na podobieństwo pędzącej ku Ziemi 

asteroidy... odkrytej za późno, aby możliwa była jeszcze jakaś interwencja... Nie widzę zbyt 
wielkiej nadziei na przyszłość”.

Jacobs przyznaje, że stracił obiektywizm, że nie jest już otwarty na nowe myśli lub podejścia. 

Jego   umysł   doszedł   do   ostatecznych   wniosków   i   od   tego   momentu   wszystkie   jego   badania 
ukierunkowane   będą   tylko   na   jeden   cel.   Nie   trzeba   chyba   dodawać,   że   nie   takiej   postawy 
oczekujemy od naszych uczonych. Mam poważne wątpliwości, czy Jacobs będzie w stanie nadal 
prowadzić wartościowe badania w tej dziedzinie.

Zajadłe ataki i przywoływanie autorytetów

Należy żałować, że Jacobs nie przedstawił swoich odkryć oraz wniosków w sposób naukowy, tak 

jak to się robi z raportami przeznaczonymi do przedstawienia opinii publicznej bądź społeczności 
uczonych.   Z   niewiadomych   przyczyn   uległ   pokusie   pójścia   krok   dalej   w   omawianiu   wyników 
swoich badań naukowych. Na nieszczęście dla niego, ten krok – zaciekły atak na kolegę badacza – 
rzuca cień wątpliwości na wiarygodność i obiektywność jego samego. W efekcie prowadzi to do 
zaciemnienia rezultatów prac badawczych, zaś czytelnikom każe zastanawiać się, jaka kombinacja 
osobistych   oraz   psychologicznych   problemów   może   prowadzić   do   tak   nieprofesjonalnego 
zachowania.

Jacobs  utrzymuje,   że  każdy,   kto  nie   zgadza   się  z  jego   wnioskami,  kto   dostrzega  cokolwiek 

pozytywnego w zjawisku NOLi i wzięć przez obce istoty, jest albo niekompetentnym badaczem, 
albo przeszedł pranie mózgu przez obce istoty lub ich agentów. Jacobs nie przewiduje tutaj miejsca 
na jakąkolwiek dyskusję. Każdy, kto się z nim nie zgadza, jest niekompetentny, staje się czcicielem 
Nowego   Wieku   usiłującym   przekształcić   badania   NOLi   w   religię.   Osoby   takie   nazywa 
„Pozytywami” i na poczesnym miejscu wśród nich umieszcza dra Johna Macka z Universytetu 
Harvarda.   Badacze   tacy   jak   Mack,   którzy   są   przekonani,   że   odkryli   szersze,   głębsze,   a   nawet 
duchowe aspekty zjawiska wzięć, są w jego oczach kiepskimi fachowcami, którzy zachłystują się 
fałszywymi wspomnieniami badanych ludzi. Zdaniem Jacobsa tylko on i być może Budd Hopkins 
są na tyle kompetentni i sprytni, aby potrafić odsiać fałszywe wspomnienia uzyskane za pomocą 
hipnozy i oddzielić fakty od fikcji. Proponuje nawet wprowadzenie czegoś w rodzaju przepisów czy 
też   norm   regulujących   stosowanie   hipnozy   w   badaniu   wzięć.   Miałyby   one   wymagać   od 

background image

hipnoterapeutów  ograniczenia   ilości  pytań,  a  także  zawężenia  pola   manewru  przy prowadzeniu 
badań. Uważa, że gdyby wszyscy patrzyli z tej samej co on perspektywy i podchodzili do badań 
dokładnie tak jak on, to niechybnie doszliby do takich samych wniosków.

Będąc   badaczem   mającym   za   sobą   dziesiątki   zbadanych   przypadków   wzięć,   wielokrotnie 

obserwowałem   hipnozę   wykonywaną   przez   kompetentnych   terapeutów.   Sam   jestem   certyfiko-
wanym hipnoterapeutą i współpracuję blisko z kompetentnymi psychiatrami, przeto kategorycznie 
oświadczam, że uwagi Jacobsa na temat hipnozy są nonsensem. Jacobs oszukuje samego siebie, 
sądząc, że potrafi lepiej od innych wykryć u poddanych hipnozie wziętych zmyślenia i fałszywe 
wspomnienia. Zamiast kontrolować, w jaki sposób inni prowadzą swoje badania, powinien raczej 
od nich uczyć się i dzielić ze wszystkimi uzyskanymi informacjami. Powinien w końcu uświadomić 
sobie, że tej skomplikowanej łamigłówki nie da się rozwiązać samym myśleniem.

Ta dziedzina wymaga badaczy, których poglądy, teorie oraz techniki nie mieszczą się w ramach 

współczesnej   nauki.   Potrzebujemy   ludzi   z   innowacyjnymi,   rewolucyjnymi   teoriami   jako 
przeciwwagi   dla   bardziej   tradycyjnych   badaczy.   Powinien   zrozumieć,   że   ufolodzy   mają   do 
czynienia ze zjawiskiem emanującym z przyszłości. To zaś oznacza, że nauka obcych istot jest 
naszą przyszłą nauką. O ile nas wyprzedzają? Raczej o tysiące niż setki lat. Biorąc pod uwagę wiek 
znanego wszechświata, w grę mogą wchodzić nawet miliony lat. Na arogancję zakrawa myślenie, że 
nasza nauka oraz metodologie  w znaczący  sposób spenetrują tę tajemnicę. Ostatnią zaś rzeczą, 
jakiej nam potrzeba, jest „policja hipnozy” pouczająca badaczy, w jaki sposób powinni prowadzić 
swoje prace. Takie podejście pozostaje w sprzeczności z wolnością zagwarantowaną przez Pierwszą 
Poprawkę i stanowi krok w kierunku państwa policyjnego, w którym naukowcy mogliby prowadzić 
jedynie „zaaprobowane” badania. Jest to kiepski pomysł, zaś to, że zrodził się w głowie badacza 
zjawiska NOLi, wywołuje wręcz szokujące wrażenie.

Negatywy

Zawsze uważałem, że o człowieku wiele mówi towarzystwo, w jakim się obraca. W przypadku 

Jacobsa to stwierdzenie jest z pewnością prawdziwe. Tak się bowiem składa, że dwie grupy, które 
najbardziej przychylają się do poglądu, że NOLe są złe, nie są dobrze odbierane przez zdecydowaną 
większość badaczy.

Dla uproszczenia dalszej dyskusji określmy Jacobsa oraz osoby głoszące negatywne poglądy na 

temat zjawiska NOLi terminem „negatywów”. Kim są „negatywy”? Są to osoby wpadające w strach 
w konfrontacji z nieznanym bądź z danymi, których nie rozumieją lub których się obawiają, gdyż 
zagrażają one uznawanej przez nich wersji rzeczywistości. Pod tym względem Jacobs nie pozostaje 
odosobniony w swoich lękach. Chrześcijańscy Fundamentaliści, którym przewodzą ludzie pokroju 
Jerry'ego Falwella i Pata Robertsona, gospodarza telewizyjnego programu The 700 Club, uznają 
NOLe za niewątpliwe dzieło szatana. Roberts wyraża nawet przekonanie, że osoby działające w 
organizacjach zajmujących się problematyką NOLi powinny być kamienowane. Według niego w 
Biblii   można   znaleźć   usprawiedliwienie   takich   poczynań.   Religijni   fundamentaliści   czują   się 
zagrożeni przez NOLe, ponieważ nie znają zagadnienia i nie dostrzegają obecności NOLi w Biblii 
oraz w dziejach Jezusa Chrystusa. Falwell i Robertson sięgają po retorykę mającą odstraszyć ich 
zwolenników   od   informacji   o   NOLach.   Pragną   utrzymać   ich   w   niewiedzy,   aby   łatwiej   nimi 
sterować. Nie chcą, żeby ludzie myśleli samodzielnie.

Inna grupa zgadzająca się z poglądami Jacobsa na temat zagrożenia ze strony obcych istot to 

tajne agendy naszego rządu. Należą do niej wojskowi, którzy dobrze wiedzą, że NOLe istnieją 
naprawdę,   i   którzy   na   przestrzeni   ostatnich   pięćdziesięciu   lat   kreowali   rządową   politykę 
dezinformacji i utrzymywania tego faktu w tajemnicy. To o nich pisze pułkownik Philip Corso w 
swojej książce The Day After Roswell („Dzień po Roswell”), że tak bardzo obawiali się NOLi, iż 
przekonali naszych przywódców, że NOLe stanowią zagrożenie bezpieczeństwa narodowego. Takie 
osoby powitają książkę Jacobsa z radością i niewątpliwie zechcą ją wykorzystać jako narzędzie 
usprawiedliwiające   działania  dezinformujące  oraz  podejmowanie  różnych  tajnych   projektów,  za 
które wszyscy płacimy.  Do owych tajnych  projektów  należy  według Corso zaliczyć  Inicjatywę 
Obrony   Strategicznej   (SDI),   która   ma   rzekomo   na   celu   strącanie   rosyjskich   pocisków,   a   w 
rzeczywistości ma służyć zabezpieczeniu nas przed bezpośrednim atakiem obcych istot.

background image

Należy tutaj podkreślić, że wojsko konsekwentnie prowadzi politykę ośmieszania i podważania 

wiarygodności świadków, którzy widzieli NOLe, co ma służyć wyciszeniu publicznej debaty na 
temat   tego   zjawiska.   Książka   Jacobsa   dostarcza   usprawiedliwienia   dla   uprawianej   przez   rząd 
dezinformacji oraz traktowania NOLi jako wrogich najeźdźców. Nasuwa się wręcz podejrzenie, że 
Jacobs   współpracuje   pod   tym   względem   z   członkami   tajnych   agend   rządowych.   Chociaż   nie 
posiadam   żadnych  dowodów   na poparcie  tego  wniosku, uważam   za  niezwykle  interesujące,   że 
człowiek  uznawany   za  znaczącego  badacza  NOLi  utożsamia   się  obecnie  z  tymi,  którzy   NOLe 
zwalczają.

Wspólną cechą łączącą wszystkie te negatywne przejawy jest dążenie do stłumienia odmiennych 

poglądów   poprzez   wywoływanie   strachu,   ataki   o   charakterze   osobistym   oraz   pomówienia. 
Powinniśmy odnosić się z dużą podejrzliwością do osób stosujących takie metody.

Niedostatki hipotezy pozaziemskiej

Pierwszy problem związany z wnioskiem Jacobsa w sprawie obcej inwazji ma wręcz zabawny 

charakter.   Otóż,   gdyby   te   istoty   były   złe,   książka   Jacobsa   nigdy   by   nie   powstała.   Wszyscy 
żylibyśmy w obozach koncentracyjnych, pełniąc rolę zwierząt doświadczalnych w eksperymentach 
obcych istot. Wszyscy, którzy nie doświadczyli dotąd wzięcia, już dawno zostaliby uwięzieni przez 
złe hybrydy bądź ich niewolników rekrutujących się spośród wziętych. Teoria Jacobsa nie tłumaczy, 
dlaczego obce istoty skradają się wokół nas na paluszkach i ukryte pod parawanem niewidzialności 
wyjmują nas nocą z łóżek, aby wymazawszy wspomnienia tego, co z nami robiły, ułożyć nas z 
powrotem troskliwie do snu.

Brakuje jeszcze tylko całusa na dobranoc. Gdyby byli tak jednoznacznie źli, nie zadawaliby sobie 

tak wielkiego trudu, aby umożliwiać nam prowadzenie normalnego życia.

Największy   problem   hipotezy   pozaziemskiej   wypływa   jednak   przede   wszystkim   z   braku 

historycznej perspektywy. Hipoteza ta, podobnie jak wnioski Jacobsa, zakłada, że zjawisko NOLi 
liczy sobie od 50 do 100 lat. Nawet ten okres jest jednak wystarczająco długi, jak na możliwość 
dokonania inwazji przez obce istoty, zwłaszcza jeśli uwzględni się ich technologię oraz umiejętność 
manipulowania ludzkimi umysłami. Kiedy z kolei uznamy, że NOLe są częścią naszej historii od 
momentu   powstania   najwcześniejszych   źródeł   pisanych,   to   cała   teoria   o   inwazji   obcych   istot 
rozpadnie się w pył. Jak bowiem eksperyment lub inwazja obcych istot może trwać tysiące lat? 
Takie przypuszczenie jest po prostu śmieszne. To dlatego Jacobs oraz inni negatywni badacze nigdy 
nie wspominają o historycznych dowodach występowania NOLi pochodzących ze starożytności. Ich 
hipoteza wytrzymuje bowiem krytykę jedynie wtedy, gdy ich własne zainteresowanie oraz opinii 
publicznej ograniczy się wyłącznie do najbliższej przeszłości.

Negatywnie   nastawieni   badacze   będą   z   uporem   przekonywać,   że   obce   istoty   i   wzięcia   to 

zjawiska   całkiem   świeże.   Żadna   relacja   z   zamierzchłej   przeszłości   nie   opisuje   czegoś   takiego. 
Pomysł,   że   obce   istoty   odbywały   stosunki   płciowe   z   ludźmi,   dając   początek   gatunkom 
hybrydowym, jest nagłaśniany zaledwie od około trzydziestu lat. Nie jest to jednak nic nowego, 
bowiem cała religia chrześcijańska opiera się na historii z  Nowego Testamentu, w której młoda 
kobieta  zostaje  zapłodniona przez istoty z nieba, mimo  iż  wcale nie zgłosiła  się na ochotnika. 
Została wybrana według takich samych zasad, według których wybierani są dzisiejsi wzięci. Jej 
zgodzie towarzyszył strach i traumatyczne reakcje, o czym skrupulatnie wzmiankuje Biblia. Co 
więcej, narodzinom tak poczętego dziecka towarzyszył szereg zjawisk atmosferycznych, między 
innymi słynna Gwiazda Betlejemska, która dzisiaj z pewnością zostałaby uznana za NOLa.

Podobne   opowieści   można   znaleźć   w   jeszcze   starszych   dokumentach.   Sumeryjskie   tabliczki 

sprzed 6000 lat opowiadają o istotach, które zstąpiły z niebios i stworzyły rasy ludzkie poprzez 
genetyczne   modyfikacje   miejscowych   gatunków.   Sumerowie   wierzyli,   że   my,   ludzie,   jesteśmy 
hybrydami stworzonymi przez istoty pozaziemskie. W zwojach znad Morza Martwego znajdujemy 
podobne relacje w języku starohebrajskim. W czasach Chrystusa uznawano je za święte teksty. 
Należą do nich Księgi Henocha, zawierające starożytne przekazy mówiące o tym, co działo się na 
Ziemi przed potopem. Jedna z Ksiąg Henocha, opatrzona tytułem Księga Strażników, powiada:

„Kiedy źli Strażnicy zstąpili z nieba i ujrzeli córki człowiecze, jęli zażywać z nimi rozpusty”. 

(Milik, 1976, str. 327)

background image

W Starym Testamencie w „Księdze Rodzaju” znajdujemy jeszcze jeden opis wydarzeń sprzed 

potopu:

„A w owych czasach byli na ziemi giganci; a także później, gdy synowie Boga zbliżali się do 

córek człowieczych, te im rodziły. Byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych dawnych 
czasach”. (Księga Rodzaju, 6.1-7)

Dlaczego przekazy starożytnych są niemal identyczne z opowieściami o NOLach i wzięciach 

przez   obce   istoty,   jakie   słyszymy   dzisiaj?   Czy   starożytne   relacje   są   mniej   wiarygodne   od 
dzisiejszych? Czy takie rzeczy działy się w przeszłości? Czy to starożytne zjawisko? Czy wszyscy 
jesteśmy hybrydami? Jeśli tak, to niechętny stosunek Jacobsa do hybryd należy poddać rewizji. Jak 
może je potępiać, skoro sam jest hybrydą? Co więcej, musimy spytać, który punkt widzenia jest 
słuszniejszy. Czy istoty, które zstąpiły z nieba i zapłodniły ziemskie kobiety w celu stworzenia 
gatunków hybrydowych, były aniołami, bogami czy strażnikami, jak sądzili starożytni? A może 
mamy rację, biorąc ich za obce istoty? Powinniśmy rozważyć ewentualność, że jesteśmy w błędzie.

Hipoteza boska

Pozwólcie, że przestawię teraz alternatywę hipotezy pozaziemskiej. Alternatywa ta otrzymała 

nazwę   „Hipotezy   Boskiej”.   Jej   autorem   jest   prezbiteriański   duchowny   ze   stanu   Nowy   Jork   i 
zarazem wieloletni członek MUFON-u, Barry H. Downing. Dr Downing przedstawił ją w wydanej 
w roku 1968 książce The Bibie and Flying Saucers („Biblia i latające spodki”), a także w licznych 
artykułach publikowanych na łamach MUFON UFO Journalu. Dr Downing pisze:

„Przypuszczam,   że   obca/anielska   rzeczywistość   przyczyniła   się   do   powstania   zarówno 

Starego,   jak   i   Nowego   Testamentu,   być   może   dostarczyła   stymulujących   bodźców   innym 
przywódcom religijnym, takim jak Mahomet, i wniosła swój wkład w rozwój hinduistycznej 
tradycji   wedyjskiej...   Rzeczywistość   obcych   istot   z   NOLi   oraz   to,   co   Biblia   nazywa 
rzeczywistością anielską, są jednym i tym samym”. (Downing, 1994, str. 8-10)

Dr   Downing   studiował   fizykę   i   teologię   i   od   przeszło   trzydziestu   lat   jest   prezbiteriańskim 

duchownym. Jednak według standardów Jacobsa także i jego należy uznać za czciciela Nowego 
Wieku, ponieważ ośmiela się patrzeć na zjawisko NOLi w aspekcie duchowym.

W swojej książce The God Hypothesis: Extniterrestial Life and Its Implications for Science and 

Religion („Hipoteza Boska – pozaziemskie życie i jego wpływ na naukę i religię”) wykorzystałem 
zawarte w pracach dra Downinga analizy Pisma Świętego. Posłużyłem się również pracami innych 
uczonych piszących o starych tekstach bądź dokonujących ich przekładów. Mam tutaj na myśli 
hebrajskie  Haggadah  i  Nag   Hammadi,   wedyjską   literaturę   Indii   oraz   pisma   Sumerów, 
Babilończyków, Asyryjczyków, Persów i Egipcjan. Wszędzie pojawia się ten sam temat. Wszystkie 
one mówią o kontaktach niebiańskich istot z ówczesnymi ludźmi.

W   trakcie   badań   oraz   pracy   z   wziętymi   ustaliłem,   że   istoty   te   określają   siebie   mianem 

obserwatorów,   dozorców,   strażników   bądź   opiekunów.   Twierdzą,   że   zasiały   życie   na   Ziemi, 
podobnie   jak   w   wielu   innych   miejscach   w   kosmosie,   i   na   przestrzeni   dziejów   wielokrotnie 
ingerowały   w   proces   ewolucji   na   poziomie   genetycznym.   Na   poparcie   tej   tezy   zgromadziłem 
rozległy materiał dowodowy.

Na przykład uczeni popierający darwinowską wersję ewolucji, w myśl której ewolucyjny proces 

selekcji naturalnej ma charakter stopniowy i powolny, natrafiają na zaskakujący brak gatunków 
pośrednich. Krótko mówiąc, darwiniści twierdzą, że jedne gatunki stopniowo dostosowują się do 
zmian   środowiskowych  i  po milionach  lat   przekształcają   w  zupełnie   inne  gatunki.  Tymczasem 
nigdy   tego   nie   dowiedziono.   Nigdy   nie   znaleziono   śladów   gatunków   przejściowych.   To   samo 

background image

dotyczy   nieustających   poszukiwań   brakujących   ogniw.   Jakby   na   przekór   koncepcji   Darwina 
mówiącej o stopniowej ewolucji, skamieliny wykazują wiele zdumiewających przeskoków, które 
zupełnie do niej nie pasują. Jeden z nich, zwany ewolucyjnym „Wielkim Wybuchem”, miał miejsce 
jakieś 600 milionów lat temu w prekambrze. Do tego momentu jedynymi żywymi organizmami na 
Ziemi były proste algi. Jak twierdzi nauka, taki stan utrzymywał się przez kilka miliardów lat. Aż 
nagle w oceanach rozkwitło bujne życie. Pojawiły się miliony nowych złożonych stworzeń.

Taki sam tajemniczy przeskok występuje w ewolucji człowieka. Materiał z wykopalisk jasno 

wskazuje,   że   pierwsze   ślady   inteligentnego   życia   w   postaci   nieudolnych   narzędzi   z   kamienia 
wystąpiły wszędzie  naraz, bez jakichkolwiek  stadiów  przejściowych. To samo dotyczy czaszek 
Homo sapiens, większych od czaszek naszych poprzedników. Nigdy nie udało się znaleźć śladów 
gatunków pośrednich, nie było też dość czasu, aby zmiana ta mogła nastąpić w sposób ewolucyjny. 
Krótko mówiąc, wykopaliska potwierdzają to, co mówią obce istoty, że to one nas stworzyły.

Pochodzenie DNA

Na koniec jedna z największych tajemnic, którą rzadko wymieniają uczeni i ufolodzy. Chodzi o 

odpowiedź na pytanie, skąd pochodzi kod genetyczny. Jak wiadomo, cząsteczka DNA zawierająca 
kod genetyczny wszelkich form życia występuje w komórkach każdego żywego organizmu na tej 
planecie.   Posługując   się   bardzo   precyzyjnym   i   złożonym   kodem   matematycznym,   ta   sama 
cząsteczka DNA jest zdolna przeobrazić się w miriady form życia występujących dziś na naszej 
planecie. Skąd jednak DNA się wzięło? Czy ten skomplikowany kod genetyczny ewoluował powoli 
na zasadzie prób i błędów przez miliardy lat? Czy skamieniałości zawierają dowody występowania 
w   zamierzchłych   czasach   różnych   odmian   DNA?   Odpowiedź   na   to   pytanie   brzmi:   nie,   nie 
zawierają. DNA pojawiło się nagle.

Jeden z uczonych, który przyczynił się do rozwikłania tajemnicy DNA, mikrobiolog dr Francis 

Crick, poświęcił całą książkę temu niepokojącemu aspektowi DNA. Opublikowana w roku 1981 
praca nosi tytuł  Life Itself  („Samo życie”). Uczony stwierdza w niej, że życie musiało trafić na 
Ziemię za pośrednictwem istot pozaziemskich przed milionami lat. Uważa, że statystycznie biorąc, 
nie   ma   żadnych   szans,  aby   tak   złożony   kod   mógł   nagle   pojawić   się  samoistnie.   DNA   zostało 
stworzone i ktoś musiał to zrobić. Pytanie tylko: kto?

Crick sądzi, że Ziemia może stanowić część „kosmicznego rezerwatu”.

„Być  może  znajdujemy  się  pod dyskretnym  nadzorem  wyższych istot  przebywających  na 

planecie którejś z pobliskich gwiazd. Nie bardzo wiadomo, jak ci kosmiczni gajowi prowadzą 
obserwacje pozostając niezauważonymi, jednak przy wykorzystaniu wyższej technologii może to 
okazać się dość proste”. (Crick, 1981, str. 158)

Proszę   zwrócić   uwagę,   że   według   niego   powinniśmy   owe   istoty   uważać   za   „kosmicznych 

gajowych”.   Termin   ten   jest   bardzo   bliski   idei   opiekunów,   strażników   oraz   dozorców.   Czy   po 
gajowych   nie   należałoby   się   spodziewać,   że   będą   chwytać   zwierzęta,   aby   je   oznakowywać, 
obserwować ich obyczaje, a nawet dokonywać zabiegów chirurgicznych, podobnie jak czynią to 
ludzie? Uważam, że tak. Kiedy postępujemy w ten sposób ze zwierzętami, nie widzimy w naszym 
zachowaniu niczego złego czy niemoralnego. Ale kiedy „kosmiczni gajowi” w podobny sposób 
traktują nas, uznajemy ich za uosobienie zła. Czy nie jest to po prostu kwestia punktu widzenia? Dr 
Crick jest osobą, która z racji wykonywanego zawodu uzyskała właściwy punkt widzenia i miała 
odwagę o tym napisać. A mimo to – chyba z uwagi na to, że jest laureatem Nagrody Nobla – nikt 
nie nazywa go czcicielem Nowego Wieku. Chcąc podejść uczciwie do krytyki dra Macka, Jacobs 
nie może w swoich oszczerstwach pomijać takich ludzi jak dr Crick. Przecież  według Jacobsa 
każdy, kto nie postrzega zjawiska NOLi jako obcej inwazji, jest z definicji czcicielem Nowego 
Wieku.

Tak więc, z jednej strony mamy zdobywcę Nagrody Pulitzera, noblistę oraz prezbiteriańskiego 

duchownego   z   doktoratem   w   dziedzinie   fizyki,   a   z   drugiej   dra   Jacobsa   wraz   z   religijnymi 
fundamentalistami  i   członkami  naszego   tajnego   rządu.  Nie   wiem  jak   państwo,  ale   ja  nie   mam 

background image

żadnego problemu z wyborem strony, po której chciałbym się znaleźć.

Ateizm kontra duchowość

Dla   dra   Jacobsa   oraz   wielu   innych   uczonych   nie   istnieje   nic   oprócz   świata   materialnego. 

Ograniczają   swoje   badania   do   tego   właśnie   zakresu,   a   wszystko,   co   zakłóca   bądź   narusza   tę 
koncepcję,   pomijają   milczeniem   bądź   atakują.   Takie   widzenie   świata   określane   jest   mianem 
„naukowego   materializmu”   i   zasadniczo   może   być   uznane   za   ateistyczne   podejście   do 
rzeczywistości.   Taka   postawa   przeczy   istnieniu   Boga,   istnieniu   duszy   i   życia   po   śmierci,   jak 
również obecności wymiaru niefizycznego. Zwolennicy lego poglądu uznają jedynie taką naukę, 
która mierzy fizyczny świat, odmawiając zarazem prawa istnienia jakiejkolwiek innej nauce. Ich 
narzędzia pomiarowe znane są jako naukowa metodologia i obiektywność.

Wiarygodność tych narzędzi sprowadza się do założenia, że wszechświat przypomina ogromny 

mechanizm złożony z odrębnych części. My zaś, będąc oderwanymi od tych części, możemy je 
obserwować   i   mierzyć.   Dzięki   temu   możemy   odkrywać   ich   budowę   oraz   prawa   rządzące   ich 
działaniem.   W   ten   sposób   jesteśmy   w   stanie   przewidzieć   zachowanie   poszczególnych   części, 
podobnie   jak   ma   to   miejsce   w   przypadku   składowych   zegarka.   Dla   nas,   wychowanych   w 
społeczeństwie zachodnim, takie rozumowanie wydaje się bardzo logiczne. Rzecz jednak w tym, że 
ma ono jeden poważny mankament: jest błędne.

Na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat fizyka kwantowa dowiodła, że wszechświat bardziej 

przypomina   myśl   niż   ogromną   maszynę.   My   zaś   nie   żyjemy   w   jakimś   przypadkowym 
wszechświecie, tylko we wszechświecie inteligentnym, gdzie każde zdarzenie wokół nas ma swój 
sens. Co więcej, okazało się, że wspomniane wyżej oderwanie jest zaledwie iluzją. Na poziomie 
subatomowym wszystko jest  ze sobą powiązane.  W związku z tym nie ma czegoś takiego  jak 
obiektywność.

Takie podejście, bliższe filozofii Wschodu oraz postrzeganiu świata przez ludy prymitywne, jest 

bardzo   trudne   do   ogarnięcia   przez   współczesny   umysł   człowieka   Zachodu.   To   zagadnienie 
omawiam szeroko w swojej książce, zaś tutaj muszę ograniczyć się do stwierdzenia, że istnieje cały 
szereg dowodów – dowodów naukowych – na istnienie Boga, duszy oraz wymiarów niefizycznych. 
Wielu czołowych współczesnych fizyków napisało książki poświęcone tej właśnie problematyce. 
Dlatego też nie powinno nikogo dziwić, gdy badacze NOLi i zjawiska wzięć natrafią na różne ich 
aspekty   pozostające   w   związku   z   obszarami   niematerialnymi.   Mam   tutaj   na   myśli   doznania   z 
przebywania  poza  ciałem,  wzięcia  w  takim  właśnie stanie,  przeżycia  w stanie  bliskim  śmierci, 
zdolność uzdrawiania i wspomnienia z życia po śmierci. Dr Mack odnalazł te elementy pospołu z 
takimi badaczami jak Linda Moulton Howe, Raymond Fowler i ja w wielu badanych przypadkach. 
Prawdę mówiąc, natrafiliśmy  na mocny materiał  dowodowy popierający  tezę, że Obserwatorzy 
kierują nie tylko ewolucją życia fizycznego, ale również ewolucją w wymiarze duchowym.

Oznacza to, że istnieją oni równocześnie w wymiarze fizycznym i niefizycznym. Strzegą nas na 

Ziemi, a także potem, po śmierci. Nie tylko wiedzą, że mamy nieśmiertelne dusze, ale potrafią także 
oddziaływać na nas zarówno w formie cielesnej, jak i duchowej. Tak siebie, jak i nas postrzegają 
przede   wszystkim   jako   istoty   duchowe   i   zdają   się   przywiązywać   niewielką   wagę   do   ciała 
fizycznego.  Być  może  dlatego,   że  potrafią   wytwarzać   je  tak,  jak  my  wytwarzamy  samochody. 
Krótko   mówiąc,   kiedy   przybysze   powiedzieli   Whitleyowi   Strieberowi,   że   prowadzą   „recycling 
dusz”, wcale nie kłamali.

Ponieważ   Jacobs   nie   ma   pojęcia   o   istnieniu   naukowych   podstaw   takich   zjawisk,   szydzi   z 

zajmujących się nimi naukowców. Czy jest możliwe, żeby badacze studiujący to samo zjawisko i 
posługujący się dokładnie tymi samymi metodami doszli do całkowicie odmiennych rezultatów? 
Nie sądzę. Jestem przekonany, że wszyscy badacze znajdują mnóstwo dowodów na powiązania 
duchowe   w   analizowanych   przez   siebie   przypadkach.   Niektórzy   o   tym   piszą,   inni   nie.   Część 
badaczy   zajmujących   się   wzięciami   rutynowo   zataja   dane   nie   pasujące   do   ich   światopoglądu. 
Dobrym   przykładem   są   tutaj   informacje   o   gadziokształtnych   istotach   pojawiających   się   w 
przypadkach wzięć.

Dr Jacobs utrzymuje, że zbadał setki wzięć, ale dopiero niedawno wspomniał mimochodem, że 

osoby, z którymi rozmawiał, potwierdzały obecność takich istot. Tak więc Jacobs doskonale o nich 
wiedział, ale nie chciał o tym pisać. Nie jest zresztą jedynym, który postępuje w ten sposób. Gadzie 

background image

istoty stanowią dylemat dla wielu badaczy. Jak wpasować je w scenariusz, który i bez tego jest aż 
nadto   niezwykły?   Od   razu   nasuwają   się   też   oczywiste   konotacje   religijne   –   chociażby   wąż   z 
rajskiego ogrodu. Jeśli badacze wzięć ukrywają przed nami informacje o gadziokształtnych istotach, 
uważając je za zbyt ulotne bądź niepokojące, to o czym jeszcze nam nie mówią? Czy przemilczają 
przypadki,   w   których   wzięci   mieli   przeżycia   związane   z   przebywaniem   poza   ciałem   oraz 
wspomnienia z życia po śmierci? A co z wziętymi postrzegającymi swoje doznania jako duchowe 
lub religijne? Czy badacze mówią nam o tym w swoich raportach? Jeśli te dane są pomijane w 
analizach, to jaką wartość mają ich ustalenia?

Wnioski

Na początek muszę wyrazić zdumienie tym, że niektórzy badacze zjawiska NOLi nalegają na 

ograniczenie prowadzonych przez siebie badań. Dzieje się tak dlatego, że podchodzą do swoich 
badań dysponując ograniczoną wiedzą i że ich perspektywa jest również ograniczona. Oczywiście, 
dotyczy to nas wszystkich. Nie można ich o to obwiniać. Winić ich można natomiast za to, że nie 
poszerzają   swoich   horyzontów   i   nie   potrafią   zaakceptować   własnych   odkryć.   Obciążam   ich 
odpowiedzialnością za naginanie danych do z góry założonego wizerunku rzeczywistości.

Obwiniam   ich   również   o   niepotrzebne   szerzenie   strachu   wśród   świadków,   którym   przecież 

powinni pomagać. Jeśli chcą o sobie myśleć jak o ofiarach, to ich sprawa. Co innego, gdy tych, 
którym teoretycznie winni nieść pomoc, także nakłaniają do myślenia o sobie jak o ofiarach. Tylko 
wtedy, gdy przestaniemy uważać siebie za ofiary, zdołamy odsunąć na bok strach i zaczniemy się 
uczyć. Uważam również za niedopuszczalne oczernianie przez Jacobsa ludzi, którzy zwrócili się do 
niego o pomoc. Swoim twierdzeniem, że wzięci dopomogą hybrydom w przejęciu władzy nad naszą 
planetą, Jacobs podsyca potencjalne polowanie na czarownice. Jeśli opinia publiczna zaakceptuje 
jego punkt widzenia, wzięci będą traktowani przez resztę społeczeństwa z podejrzliwością niczym 
wyrzutki. Tak jakby do innych problemów potrzeba im było jeszcze i tego nieszczęścia. Oskarżenia 
Jacobsa bez wątpienia powstrzymają wielu wziętych przed ujawnieniem swoich przeżyć, a nawet 
przed próbami szukania pomocy.

Najgorsze w głoszonej przez Jacobsa wizji obcej inwazji jest jednak to, że odwraca ona uwagę 

społeczeństwa   i   środowiska   badaczy   od   prawdziwego   niebezpieczeństwa   –   bardzo   realnego   i 
przerażającego.   Grozi   ono   rasie   ludzkiej   nie   ze   strony   obcych   istot   tylko   światowej   katastrofy 
ekologicznej będącej rezultatem niszczycielskiej natury człowieka. Jeśli Jacobs musi koniecznie 
pokazywać   palcami,   niech   wymierzy   je   prosto   w   nas,   a   nie   w   obce   istoty.   To   my   jesteśmy 
mordercami   i   niszczycielami.   To   my,   a   nie   obce   istoty,   unicestwiliśmy   mnóstwo   gatunków 
zamieszkujących naszą planetę. Prawdziwy problem nie polega na tym, że tworzy się nowy gatunek 
mający objąć władzę nad światem, tylko to, dlaczego nowy gatunek jest potrzebny. To jest właśnie 
pytanie,   którego   Jacobs   oraz   inne   „negatywy”   nie   chcą   postawić,   a   które   powinno   być 
najważniejsze dla nas i dla opinii publicznej. To nie obcych istot powinniśmy się lękać, tylko siebie 
samych.

Jacobs w ogóle nie bierze pod uwagę destrukcyjnej natury własnego gatunku. Nie przyjmuje też 

odpowiedzialności za to, co ludzie uczynili i czynią nadal z tą planetą. Słowem nie wspomina o 
ostrzeżeniach   przekazywanych   nam   przez   obce   istoty   na   temat   naszej   potencjalnej   zagłady, 
wyglądającej z ich punktu widzenia jak masowe samobójstwo.

Na koniec należy stwierdzić, że oglądane z szerszej perspektywy zjawisko NOLi w niczym nie 

przypomina inwazji obcych istot. Aby to dostrzec, trzeba jednak umysłu otwartego na rozleglejszą 
wizję rzeczywistości. Niestety, cecha ta nie jest dana niektórym badaczom NOLi. A szkoda. Bez 
takiej perspektywy skazani bowiem jesteśmy na życie pełne strachu i daremnych wysiłków. Modlę 
się, aby każdy z was wzniósł się ponad to negatywne podejście do rzeczywistości i znalazł wyższą 
płaszczyznę pozwalającą badać informacje dotyczące NOLi.

Autor: Joe Lewels
Magazyn UFO NR 3 (55) VII-IX 2003