background image

JADWIGA

 

COURTHS-MAHLER 

Desperacki krok 

Dein ist mein Herz 

Przełożył Paweł Łatko 

EDYTOR-AKAPIT 

Katowice 1994 

 

background image

Baron Wiktor Valberg wrócił wczoraj z dalekiej podróży. Wczesną jesienią wyjechał 

do  Tyrolu,  by  jak  co  roku  uczestniczyć  w  hucznie  obchodzonym  tam  winobraniu.  Zaraz 

potem przeniósł się w Alpy i w słynnych kurortach zimowych przygotowywał się do sezonu 

narciarskiego.  Sport  zawsze  odgrywał  w  jego  życiu  ważną  rolę.  Dzięki  niemu  baron 

zachowywał młodzieńczą sylwetkę, nie mówiąc już o doskonałym samopoczuciu. 

Stanął  przed  lustrem  w  swojej  garderobie,  wysoki,  szczupły,  w  eleganckim  dresie 

sportowym; przejrzał się od stóp do głów i uśmiechnął się, zadowolony ze swojego wyglądu. 

Nikt chyba, widząc go pierwszy raz, nie powiedziałby, że dawno już skończył pięćdziesiąt lat. 

Na  gładkiej,  wypielęgnowanej  twarzy  nie  pokazała  się  ani  jedna  zmarszczka.  Gęste, 

lekko  kręcące  się  włosy  opadały  na  czoło,  tylko  na  skroniach  zaznaczone  niby  mgiełką 

gdzieniegdzie przebijającej się siwizny. Ten jedyny ślad odciśnięty na sylwetce barona przez 

upływające lata właściwie dodawał mu uroku i nie stanowił żadnego problemu. 

Młodzieńcze spojrzenie, elastyczny chód, wyprostowana postawa, silne, jakby ze stali, 

mięśnie wyraźnie kontrastowały z przyprószonymi siwizną skroniami. Baron nie nosił brody 

od czasu, gdy siwiejąc zaczęła go postarzać. Zgolił więc zarost całkowicie i od razu wyglądał 

młodziej. Z powodzeniem mógł uchodzić za trzydziestolatka. Cieszył się z tego. Nie dlatego, 

że chciał tuszować swój wiek dla próżności, ale zawsze był estetą i uważał, że obowiązkiem 

każdego  człowieka  jest  dbanie  o  swój  wygląd  i  zwalczanie  oznak  starości  wszelkimi 

dostępnymi środkami. 

Trudno się dziwić, że baron był ulubieńcem kobiet. Szalały za nim, zakochiwały się, a 

on łamał ich serca, nie dochowując żadnej wierności. Nie mógł się zdecydować. Za każdym 

razem znajdował urodziwszą i milszą adoratorkę i w mig rezygnował z uczuć poprzedniej. 

Sukcesy barona stały się tematem rozmów w towarzystwie. Mężczyźni zazdrościli mu, 

ale nie byli wrogo usposobieni i raczej stawali się przyjaciółmi niż wrogami. Valberg potrafił 

rozbawić  każde towarzystwo i  był  mile widzianym  i chętnie zapraszanym gościem w wielu 

domach. 

Przed prawie dwudziestu  laty  młody  baron zakochał  się po raz pierwszy. Cały  swój 

background image

młodzieńczy entuzjazm skierował na piękną i uroczą pannę von Rippach. Zapomniał o całym 

świecie i ani się spostrzegł, kiedy jasnowłosa Lisa von Rippach zaprowadziła go do ołtarza. 

Wesoły,  beztroski  motylek znalazł  się w  sieci.  Nie  był zachwycony utratą wolności, 

robił sobie wyrzuty, narzekał na złośliwość losu, ale z konsekwencjami musiał się pogodzić. 

- Wiem, że wpakowałem się w kłopoty, ale nie wycofam się, choćby z ciekawości, jak 

długo wytrzymam w małżeńskim jarzmie - zwierzył się wtedy jednemu z przyjaciół. 

Lisa tymczasem wcale nie zamierzała dzielić się uczuciami męża z innymi kobietami. 

Zaraz po ślubie wymusiła na Wiktorze zgodę na przeprowadzkę do Dusseldorfu, gdzie 

mieszkali jej rodzice. Chcąc nie chcąc, Valberg prowadził żywot cnotliwego małżonka. Ale 

do  czasu.  W  końcu  pięknych  kobiet  w  Dusseldorfie  także  nie  brakowało,  a  natura  motylka 

szybko odezwała się na nowo. 

Zaczęły się kłopoty, które były do przewidzenia. Trzy lata po ślubie Lisa wystąpiła o 

rozwód,  a  powodów  ku  temu  przedstawiła  aż  w  nadmiarze.  Sąd  nie  miał  wątpliwości,  że 

jedyne  dziecko  z  ich  związku,  prześliczna  dziewczynka,  powinna  zostać  przy  matce.  Lisa 

przeprowadziła się do domu swoich rodziców. 

Początkowo  Wiktor  czuł  się  załamany  i  wyrzucał  sobie,  że  tak  lekkomyślnie 

doprowadził do zerwania małżeństwa. 

Zarzutów nie szczędzili mu też teściowie, choć dobrze wiedzieli, że ich córka wcale 

nie  była  bez  winy.  To  przez  jej  drobiazgowość  i  absurdalną  wprost  zazdrość  ich  wspólne 

życie  już  od  początku  zamieniło  się  w  piekło.  Gdyby  nie  to,  być  może  baron  nie  zacząłby 

szukać pociechy u innych kobiet. 

Valberg wrócił do rodzinnej posiadłości i szybko uporał się z przykrymi przeżyciami z 

Dusseldorfu. Zrzucił z siebie krępujące go pęta, poczuł się znów wolny i niezależny i obiecał 

sobie solennie, że nigdy już nie pozwoli narzucić sobie żadnych więzów: zostanie nieżonaty 

na  zawsze.  W  kręgu  przyjaciół  przyjęto  go  jak  ukochanego,  marnotrawnego  syna.  Nikt  nie 

robił mu żadnych wyrzutów. 

W ciągu pierwszych kilku lat odwiedzał rodziców swojej byłej żony i dowiadywał się 

o losy dziecka.  Korzystał z przyznanego  mu przez sąd prawa widywania córki, ale, prawdę 

mówiąc, nie czuł specjalnej wewnętrznej potrzeby. Nie były to najmilsze spotkania. Teściowa 

robiła, co mogła, żeby mu je uprzykrzyć. 

Wkrótce  Lisa  postanowiła  powtórnie  wyjść  za  mąż,  zaś  córkę  z  pierwszego 

małżeństwa zostawiła w domu rodziców. 

Teść zmarł niedługo potem. Od tego czasu Wiktor widział się z córką tylko jeden raz. 

Doszło do straszliwej awantury z teściową, podczas której Valberg oświadczył, że ma dosyć 

background image

traktowania  go  jak  sztubaka,  a  ponieważ  czuje  się  częściowo  odpowiedzialny  za  rozpad 

małżeństwa  z  Lisą,  woli  raczej  zrezygnować  ze  spotkań  z  córką,  niż  za  każdym  razem 

wysłuchiwać cierpkich uwag. 

Pożegnał  się  czule  z  sześcioletnią  wówczas  dziewczynką,  obdarował  wszystkim,  co 

mogło uradować jej serduszko, i przytulając małą do piersi, rzekł: 

-  Gdy  będziesz  już  duża,  myszko,  przyjedziesz  do  tatusia,  który  bardzo,  bardzo  cię 

kocha. Będę czekał na ciebie. 

Kilka lat później teściowa umarła, a Lisa zabrała dziecko do swojego domu. Valberg 

wiedział o córce tylko tyle. Wkrótce zapomniał w ogóle o jej istnieniu. Czasami, gdy na ulicy 

zobaczył  pięknie  ubraną  dziewczynę  z  długimi,  czarnymi  kręconymi  włosami,  wielkimi, 

ciemnymi oczyma, śmiesznie drepczącą pomiędzy rodzicami, czuł dziwny skurcz serca i miał 

ochotę  porwać  drobne  stworzonko  w  ramiona,  przytulić  albo  przynajmniej  pogłaskać  po 

główce. 

Z czasem przestał zwracać uwagę na dzieci. 

Wyprowadził  się  z  rezydencji  do  nowo  wybudowanej  willi  w  mieście,  specjalnie 

zaprojektowanej  dla  jego  upodobań.  Właściwie  mógł  sobie  pozwolić  na  każdy  luksus. 

Majątek  odziedziczony  po  matce  sięgał  kilku  milionów  marek.  Bogata  hrabianka  Oelderloh 

wyszła  za  ojca  Wiktora,  zwykłego  oficera,  który  prócz  miłego  usposobienia  i  ujmującej 

osobowości nie miał dosłownie niczego. No, można by pominąć niewielki dług i ewentualne 

prawo do ordynacji Valberg, która, póki co, należała do starego stryja, bezdzietnego wdowca. 

Tak  się  złożyło,  że  stryj  przeżył  bratanka,  który,  nawet  gdy  został  majorem,  całe  życie  był 

zależny od dochodów swojej żony. 

Wiktor zaś otrzymał po śmierci matki wszystko, a wkrótce po rozwodzie z Lisą - także 

ordynację  Valberg,  znajdującą  się  blisko,  bo  zaledwie  dwa  przystanki  kolejowe  od  jego 

rezydencji. 

Funkcję ordynata przyjął młody baron jak dopust boży. 

Przynosiła  dochody,  to  fakt,  ale  dokładała  nowych  obowiązków,  co  dla 

przyzwyczajonego do swobody młodzieńca stało się prawdziwym utrapieniem. 

Na  szczęście,  nie  był  ostatnim  męskim  potomkiem  rodu  Valbergów  i  nie  musiał  się 

martwić o ciągłość rodziny. Gotów byłby raczej  zrzec się ordynacji, niż powtórnie zawrzeć 

małżeństwo. W razie czego, majątek przejmie młody Günter Valberg, syn jednego z kuzynów 

Wiktora z innej gałęzi rodu. Był on także oficerem i mieszkał w mieście. Dla Wiktora Günter 

od razu stał się kimś niezwykle ważnym i bliskim. Jako przyszłego ordynata gotów był nosić 

go na rękach. 

background image

Mimo  dużej  różnicy  wieku  obaj  Valbergowie  bardzo  się  zaprzyjaźnili  i  -  co 

najważniejsze - doskonale rozumieli. Günter dochodził do trzydziestki, rozsądny i pracowity, 

z  trudem  wiązał  koniec  z  końcem,  żyjąc  ze  skromnej  oficerskiej  pensji.  W  niczym  nie 

przypominał  rozrzutnego  i  beztroskiego  wuja,  którego  podziwiał,  zwłaszcza  za  doskonałą 

kondycję fizyczną i powodzenie u kobiet. 

Baron Günter miał za sobą kilkanaście niełatwych lat życia. Pochodził z młodszej linii 

Valbergów,  która  praktycznie  nie  miała  dostępu  do  dóbr  wynikających  z  ordynacji.  Oboje 

rodzice umarli dosyć wcześnie, ale  młody  baron  dzielnie walczył o swoją przyszłość. Mógł 

liczyć na pomoc wuja Wiktora i w zasadzie nic nie zagrażało jego ustabilizowanemu życiu, 

gdyby  nie  szczęśliwy  albo  też  nieszczęśliwy  traf,  że  zakochał  się  w  biednej  jak  mysz 

kościelna  dziewczynie.  Była  to  miłość  odwzajemniona,  pozwalająca  przeżyć  wiele  miłych 

chwil, ale równocześnie straszliwie beznadziejna, nie rokująca żadnych szans na przyszłość. 

Na ordynację właściwie Günter nie  mógł  liczyć.  Wuj  Wiktor, aktualny ordynat, był  jeszcze 

młody, a przy jego kondycji fizycznej należało się spodziewać, że dożyje późnej starości. W 

każdej chwili mógł się także ożenić i, oczywiście, doczekać własnego męskiego potomka. 

Günter nie robił  sobie żadnej  nadziei  na tytuł ordynata  i pewnie dlatego postępował 

rozsądniej i rozważniej niż Wiktor, do którego zwracał się per „wuju”. 

Gdy  obaj  Valbergowie  rozmawiali  ze  sobą,  można  było  odnieść  wrażenie,  że  to 

Günter jest starszy i poważniejszy, że to on stara się dać dobry przykład krewniakowi. 

Wiktora  bawiła  taka  sytuacja  i  nie  miał  do  dalekiego  bratanka  żadnych  pretensji. 

Zresztą, przy jego usposobieniu, nie miał ich do nikogo. 

Dziś  baron  Wiktor  zamierzał  złożyć  serię  wizyt  i  zawiadomić  licznych  przyjaciół  i 

znajomych o swoim powrocie, ale wcześniej chciał przywitać się z Günterem. Ponieważ miał 

także do omówienia z nim ważną sprawę, zaprosił go do siebie. 

Wyszedł z garderoby prosto do elegancko urządzonego saloniku, którego wyposażenie 

świadczyło  nie  tylko o  bogactwie  pana  domu,  ale  przede  wszystkim  o  jego  dobrym,  wręcz 

artystycznym smaku. 

Baron  usiadł  w  fotelu  i  sięgnął  po  książkę,  najnowsze  dzieło  znanego  pisarza, 

przysłane w ramach opłaconego abonamentu w księgarni. 

W  tym  momencie  zjawił  się  lokaj,  jeden  z  tych  dobrze  wyszkolonych,  co  to  gotowi 

spełnić każde życzenie swojego pana i rozumiejących najmniejszy gest jego ręki. U Valberga 

nie tylko służba, ale i kucharze musieli wykazać się wiedzą i inteligencją. 

Wiktor skinął ręką, a po chwili lokaj wprowadził do saloniku Güntera. 

Młody baron przyszedł w mundurze. Był nieco wyższy i bardziej barczysty od wuja. 

background image

Opalona twarz i ostrzejsze rysy mogły świadczyć o energiczniejszym usposobieniu. 

Wuj wstał i obaj wymienili mocne uściski dłoni. 

- Punktualny jak zawsze, mój drogi Günterze - uśmiechnął się Wiktor. 

-  I  tak  kazałeś  mi  długo  czekać,  wuju.  Cieszę  się,  że  wróciłeś  w  dobrej  formie  i 

znakomitym nastroju... 

-  I  tak  dalej,  i  tak  dalej...  -  przerwał  mu  ironizującym  tonem.  -  Nie  wysilaj  się,  mój 

chłopcze. Nigdy nie uwierzę, że moja kondycja fizyczna sprawia ci szczególną radość. 

Günter uśmiechnął się. 

-  Choćbym  przysięgał  na  wszystkie  świętości,  że  tak  jest  w  istocie,  przecież  nie 

uwierzysz.  Nie  poddawaj  przynajmniej  w  wątpliwość  faktu,  że  twój  powrót  mnie  ucieszył. 

Nareszcie  znów  będę  mógł  przychodzić  do  twojej  świątyni  i  rozkoszować  się  wytworami 

fantazji tutejszego szefa kuchni. 

-  No  tak.  Zabrzmiało  to  szczerze  i  nie  zamierzam  się  sprzeciwiać.  Ale  czemu  nie 

siadasz? 

Usiedli, a Wiktor od razu spoważniał. 

- Widzisz, chłopcze, w twojej obecności mam dziwne wrażenie, że staję ci na drodze i, 

dopóki  żyję,  zajmuję  należne  tobie  miejsce.  Twój  zachwyt  moim  dobrym  samopoczuciem 

odebrałem jako wyraz najwyższej szlachetności. Przecież każdy normalny człowiek cieszyłby 

się raczej widząc, że grzybieję i jedną nogą stoję już nad grobem. 

Günter roześmiał się wesoło i szczerze. 

- Ty jako zgrzybiały staruszek! Mam nadzieję, że doczekam takiego widoku, ale póki 

co,  cieszę  się,  że  jesteś  zdrów  i  w  dobrym  humorze.  Po  pierwsze,  zawsze  byłeś  dla  mnie 

życzliwy i dobry, a po drugie - patrząc na ciebie, liczę po cichu, że odporność na starzenie się 

jest  cechą  dziedziczną  Valbergów  i  sam  z  niej  skorzystam.  Niech  świat  nacieszy  się 

obecnością  naszego  rodu  jak  najdłużej.  Ale  dajmy  temu  spokój.  Dobrze  wiesz,  wuju,  że 

daleki jestem od sypania pochlebstwami i nie zerkam chciwym okiem na spadek z ordynacji. 

Nie tęsknię za bogactwem, a za to, co mi dajesz, jestem ci bezgranicznie wdzięczny. To mi 

wystarczy,  i  koniec  dyskusji.  Przestań  więc  udawać,  że  traktujesz  mnie  jak  podstępnego 

krewniaka, który czyha na twój majątek. 

Günter mówił spokojnie, bez najmniejszej irytacji. Wiktor poklepał go po ręku. 

-  Nie  chciałem  cię  urazić,  wierz  mi.  Jesteś  wspaniałym  chłopcem,  Günter. 

Wysłuchałem twoich słów ze spokojem i wiem, że nie życzysz mi źle. Nie uważam jednak, że 

należy zakończyć dyskusję. Jest ona potrzebna przede wszystkim mnie. Trudno mi pogodzić 

się  z  myślą,  że  bez  żadnych  specjalnych  zasług  los  obdarzył  wszystkimi  dobrami  właśnie 

background image

mnie. Sam nie wiem, dlaczego akurat teraz zaprzątam sobie tym głowę, ale cenię cię i chcę, 

żebyś o tym wiedział. 

- Dziękuję ci za zaufanie, wuju - rzekł Günter ciepło i serdecznie. - Właściwie jestem 

ci  wdzięczny,  że  wcześniej  nie  wpadłeś  na  ten  pomysł,  bo  gdybyś  zaczął  obsypywać  mnie 

pieniędzmi, nigdy nie poznałbym biedy i prawdziwego życia, a kto wie, co stałoby się z moim 

charakterem. Jak widzisz, powodów do wdzięczności nigdy nie zabraknie. 

Wiktor zasłonił się rękoma. 

-  Daj spokój z  tą wdzięcznością! Nie  lubię tego słowa.  We wszystkim,  co robię,  jest 

spora  dawka  egoizmu.  Chcę  się  cieszyć  życiem,  a  gdybym  cię  w  jakiś  sposób  skrzywdził, 

moja radość byłaby niepełna. Nie chcę też, żebyś mnie znienawidził. Zależy mi na tym, abyś 

nawet  w  najczarniejszej  godzinie  nie  przeklął  mnie  i  nie  zawołał:  Niech  już  wreszcie 

wykituje! Dlatego kazałem ci dzisiaj przyjść i wysłuchać mojej propozycji. 

Günter patrzył na niego zdumiony. 

- Zupełnie cię nie poznaję, wuju Wiktorze. 

- Hm! Musisz mnie zatem wysłuchać do końca. Zapalimy papierosa, proszę, poczęstuj 

się. A może po kieliszku koniaku? Nie? No, dobrze. Pozostańmy przy dymku. Więc słuchaj 

uważnie:  od  pewnego  czasu  obowiązki  ordynata  zaczynają  mnie  przerastać  i  ciążą  mi  jak 

przysłowiowa  kula  u  nogi,  ograniczają  moją  wolność,  którą  -  jak  wiesz  -  cenię  sobie 

najbardziej. Lubię pracować, ale nie pod przymusem. Wręcz nienawidzę przymusu. Dbałem o 

ordynację Valbergów, nie zrujnowałem jej, nie mam się czego wstydzić, tym niemniej mam 

wszystkiego dosyć. Administrator, który od czterdziestu lat zarządza majątkiem, chce przejść 

na  emeryturę  i  trudno  mu  się  dziwić,  skoro  dochodzi  do  siedemdziesiątki.  Muszę  znaleźć 

kogoś na jego miejsce. Łatwo powiedzieć, ale gdy pomyślę, co mnie czeka, włos jeży się na 

głowie.  Dotychczas  wszystko  szło  jak  po  sznurku.  Nowego  zarządcę  trzeba  będzie 

wprowadzić, a zanim zyskam do niego pełne zaufanie, muszę patrzeć mu na ręce, i to przez 

dłuższy czas. Domyślasz się, co to dla mnie oznacza? 

Günter słuchał bardzo uważnie. 

-  Oczywiście,  wuju.  Ni  mniej  ni  więcej,  tylko  dłuższy  pobyt  w  Valbergu  i  ścisłe 

nadzorowanie nowego administratora. 

-  Dobrze  to  ująłeś.  A  zatem  przymus!  Życie  na  wsi  wcale  mnie  nie  bawi.  Kiedyś, 

owszem, ale teraz, gdy posiedzę tam tydzień, mam wszystkiego dosyć. 

-  No,  to  wreszcie  w  czymś  się  nie  zgadzamy.  Twój  wstręt  do  wsi  jest  mi  zupełnie 

obcy.  W  Valbergu  jest  cudownie.  Piękna  okolica,  komfortowo  urządzony  zamek,  tereny 

łowieckie, uprzejmi sąsiedzi, czego można chcieć więcej? 

background image

Wiktor skrzywił się z niesmakiem. 

-  Cóż,  nie  spierajmy  się  o  gusty.  Gdybym  nie  czuł  się  zmuszony,  też  pewnie 

patrzyłbym  na  Valberg  inaczej.  Nawiasem  mówiąc,  najbliższy  majątek,  Cronersheim, 

oddalony jest o kilka mil, a o towarzystwie pięknych pań nie ma co marzyć. Sam Croner ma 

już czterdzieści pięć  lat, stary kawaler,  i przeważnie  nie  ma go w domu. Nie cierpię  faceta. 

Plecie głupstwa i trudno z nim wytrzymać choćby kwadrans. 

- Wystarczy go unikać. W Valbergu też można się nie nudzić. 

-  Coś  takiego!  Nie  przeraża  cię  myśl,  że  większość  czasu  musiałbyś  spędzać  w 

majątku? 

-  Skądże!  Wręcz  przeciwnie.  Jeżeli  pozwolisz  mi  zamieszkać  tam  w  czasie  urlopu, 

będę ci bezgranicznie wdzięczny. 

-  Tak,  mówisz  o  urlopie.  Jesteś  żołnierzem  z  krwi  i  kości.  Czy  gdybyś  miał  do 

wyboru, zgodziłbyś się uprawiać kapustę w Valbergu? 

Günter dotknął ręką czoła. 

- Wuju, jestem żołnierzem, bo taki sobie wybrałem zawód i staram się wykonywać go 

najlepiej, jak potrafię, ale przyznam ci się szczerze, że chętnie uprawiałbym kapustę, gdybym 

tylko miał gdzie. Ze swojego kawałka ziemi wycisnąłbym wszystko, co się da. 

Wiktor uśmiechał się, patrząc w rozpromienioną twarz młodego barona. 

- Chłopcze, dlaczego wcześniej nie powiedziałeś mi o swoich zamiłowaniach?  - rzekł 

kładąc mu rękę na ramieniu. 

-  Nigdy  mnie  o  to  nie  pytałeś,  wujaszku,  więc  skąd  mogłem  wiedzieć,  że  cię  to 

obchodzi.  Każdy  ma  swoje  ukryte  marzenia  i  nie  mówi  o  nich  głośno,  gdy  nie  wierzy,  że 

mogą się spełnić. 

-  A  jednak  niespodzianki  się  zdarzają!  Zatem  przystąpmy  do  dzieła.  Załóżmy,  że 

oddaję  ci  ordynację.  Gotów  byłbyś  złożyć  dymisję  z  wojska  i  zamieszkać  w  Valbergu  na 

stałe? 

Günter skinął głową nie wiedząc, dokąd wuj zmierza. 

- Oczywiście! Bez wahania. 

Przez  chwilę  Wiktor  zastanawiał  się.  Pokiwał  głową,  jakby  sam  sobie  przyznawał 

rację, i wyrzucił niedopałek papierosa do popielniczki. 

-  No  to  posłuchaj,  mój  chłopcze,  co  chcę  zrobić,  żebyś  nie  musiał  niecierpliwie 

czekać, aż przeniosę się na tamten świat. Przekazuję ci ordynację Valberg już teraz, za życia, 

ale  pod  pewnymi  warunkami.  Po  pierwsze:  w  tym  roku  będziesz  pracować  pod  nadzorem 

starego administratora. Potem przyjmiesz nowego, ale musisz nauczyć się patrzeć mu na ręce. 

background image

Chcę,  żeby  ordynację  przejął  mój  następca,  a  więc  ty  sam,  w  jak  najlepszym  stanie.  Po 

drugie:  może  się  zdarzyć,  że  ja  na  stare  lata  zechcę  osiąść  w  Valbergu.  Zostaw  mi  więc  w 

zamku  kilka  pokoi,  z  których  mógłbym  korzystać  w  każdej  chwili,  gdy  będę  potrzebował 

odetchnąć  wiejskim  powietrzem.  Dochody  z  ordynacji  podzielimy  po  równo  -  to  byłoby 

ostatnie z najważniejszych ustaleń. Jeżeli je przyjmiesz, uwolnisz mnie od trosk o ordynację i 

pozwolisz  spokojnie  spać,  że  przekazałem  ją  w  dobre  ręce.  Dla  ciebie  zaś  korzyść  także 

będzie dwojaka: zostaniesz ordynatem już teraz i możesz zarządzać majątkiem, jak chcesz, a 

ponadto wysiłek ten przyniesie ci dochody większe, niż masz w tej chwili. Jak zatem oceniasz 

moją propozycję? 

Günter  wyraźnie  zbladł.  Słuchał  Wiktora,  a  przed  oczyma  przesuwał  mu  się  miraż, 

prawdziwa  fatamorgana.  Myślał  o  ukochanej  dziewczynie.  Propozycja  wuja  usuwała 

przeszkody, przez które nie odważył się prosić o jej rękę. Czyżby teraz było to już możliwe? 

Patrzył przez chwilę w oczy Wiktora, westchnął i rzekł lekko drżącym głosem: 

- Jak widzisz, zatkało mnie. Gdy na biedaka nagle spada worek dukatów, to trudno się 

dziwić, że wstrzymuje mu dech w piersiach. Wiem mniej więcej, jaki majątek dajesz mi lekką 

ręką, stąd to nagłe oszołomienie, ale nie jestem przekonany do końca, czy sobie ze mnie nie 

żartujesz? 

Wiktor pokręcił głową. 

-  W  żadnym  wypadku,  mój  chłopcze.  Wszystko  dokładnie  rozważyłem,  zanim 

podjąłem decyzję. Valberg w twoich rękach na pewno nie zmarnieje, a ja - jak wiesz - jestem 

dość bogaty i połowa dochodów z ordynacji zupełnie mi wystarczy. 

Günter nerwowo pocierał dłonią czoło. 

- Tak, tak, to niby wszystko prawda. Zapomniałeś jednak o czymś bardzo ważnym. 

- Co masz na myśli? 

-  Przecież  ty  możesz  się  ożenić  i  mieć  jeszcze  syna.  Jeżeli  przyjmę  teraz  twoją 

propozycję, przyzwyczaję się do pozycji ordynata, a tu pewnego dnia tobie urodzi się syn i co 

mi pozostanie? Spakować manatki i won z Valbergu? Będzie to dla mnie straszne przeżycie i 

kto  wie,  czy  nie  uczyni  ze  mnie  zgorzkniałego  i  złośliwego  krewniaka  Valbergów.  Cóż,  z 

wysokiego konia spada się z wielkim bólem. 

Wiktor, zniecierpliwiony, wymachiwał rękoma. 

-  Przestań  już  pleść  głupstwa,  Günterze!  Czy  myślisz,  że  składałbym  ci  taką 

propozycję, gdybym myślał o małżeństwie? Nie jestem idiotą! Takie głupstwo mężczyzna z 

moim charakterem popełnia tylko raz w życiu, a ja mam to już za sobą. Dość już dostałem za 

swoje. 

background image

Günter uśmiechnął się. 

-  Mimo wszystko, ja tam  bym  się  nie zarzekał. Cały czas  będę oczekiwał,  że  jednak 

zmienisz zdanie. 

-  Nie  wolno  ci  tak  myśleć  -  rzekł  Wiktor  z  poważną  miną.  -  W  ten  sposób 

wyświadczyłbym ci niedźwiedzią przysługę. Jak mam cię przekonać, że nie myślę o żadnym 

małżeństwie? Och! Co za nonsens! Odrzuć ten absurdalny pomysł, bo gotów jesteś zniszczyć 

cały  mój  misternie utkany plan. Chociaż, poczekaj:  coś przyszło  mi do głowy. Załóżmy, że 

się ożenię i będę miał syna, to on może objąć ordynację dopiero za dwadzieścia jeden lat, a 

nawet  trochę  później,  bo  przecież  nie  urodzi  się  jutro.  Podpiszemy  więc  kontrakt,  że 

dobrowolnie zrzekniesz się ordynacji na rzecz mojego przyszłego syna w momencie, gdy on 

osiągnie  pełnoletność,  a  do  tego  czasu  będziesz  nią  zarządzał  samodzielnie,  bez  żadnej 

ingerencji  z  czyjejkolwiek  strony.  Myślę,  że  na  tych  warunkach  niczego  nie  ryzykujesz  i 

możesz spokojnie złożyć dymisję z wojska. Ten kontrakt podpisuję wyłącznie ze względu na 

ciebie,  bo  absolutnie  nie  zamierzam  nadstawiać  karku,  by  nałożono  mi  chomąto.  Drogi 

Günterze,  nie  każ  mi  dłużej  czekać!  Siadaj,  pisz  rezygnację  i  przenoś  się  natychmiast  do 

Valbergu.  Niewykluczone,  że  i  ja  będę  wpadać  tam  częściej,  tym  razem  w  odwiedziny  do 

ciebie.  Oczywiście,  musimy  pojechać  obaj  i  wydać  niezbędne  polecenia.  Przekażę  ci 

uroczyście cały ten kram, wybiorę dla siebie pokoje. Zamek w Valbergu jest duży, więc na 

pewno nie będę ci przeszkadzać. Nie zastanawiaj się długo, mój chłopcze. Zgoda? 

Opalone policzki Güntera pokryły się rumieńcem. Był ogromnie podniecony. 

- Naprawdę, mówisz poważnie? Twoja wspaniałomyślność zupełnie... 

-  Tere-fere!  Ja  i  wspaniałomyślność!  -  przerwał  mu  gwałtownie.  -  Jestem  egoistą,  i 

tyle! Lubię żarty, owszem, ale nie w każdej sprawie. Krótko mówiąc: bierzesz tę ordynację, 

czy nie? 

Günter zerwał się na równe nogi. 

-  Czy  nie?  Wuju!  Toż  musiałbym  być  skończonym  durniem,  gdybym  nie  wziął! 

Nawet sobie nie wyobrażasz, jak wielkie szczęście mi ofiarujesz. Boże, sam nie wiem, jak ci 

dziękować! Naprawdę trudno mi znaleźć właściwe słowo... 

Wiktor wstał także i niezdarnie próbował powstrzymać Güntera. 

-  Bądź  tak  dobry  i  oszczędź  mi  peanów  na  moją  cześć.  Daję  ci  słowo,  że  dla  mnie 

pierwszą  i  najważniejszą  sprawą  jest  wygoda.  Wreszcie  nie  muszę  się  martwić  emeryturą 

administratora,  użeraniem  się  z  nowym  ani  też  świecić  oczyma,  że  zaniedbuję  ordynację  i 

przekażę  ją  tobie  w  mizernym  stanie.  Skoro  się  zgadzasz  -  jesteśmy  kwita.  O  szczegółach 

porozmawiamy  później,  ot,  choćby  jutro,  jeżeli  zechcesz  wpaść  do  mnie  na  kolację.  Teraz, 

background image

chcesz czy nie, musisz się wynosić; wychodzę z wizytą do przyjaciół. 

Günter  Valberg  opuścił  rezydencję  wuja  w  znacznie  lepszym  nastroju  i  podniecony 

jak nigdy. Za jednym pociągnięciem jego sytuacja materialna zmieniła się diametralnie. Teraz 

może wreszcie z podniesionym czołem pójść do rodziców swojej wybranki i poprosić o rękę 

ich córki! 

Ta młoda dama nazywała się Carry von Platen. Była córką pułkownika z jednostki, w 

której służył Günter, i - jak można się domyślić - na bogaty posag liczyć nie mogła. 

Była piękna. Pretendentów do jej ręki nie brakowało, ale jakoś żaden majętny się nie 

trafił. Wśród nich był także Günter. Zakochał się od pierwszego wejrzenia, wolał jednak nie 

okazywać  zbytnio  swoich  uczuć,  gdyż  wiedząc,  że  nie  ma  szans  na  poślubienie  Carry,  nie 

chciał łamać jej serca. 

Niemniej  jednak  z  ukradkowych  spojrzeń  pięknej  pułkownikówny  odgadł,  że  może 

liczyć na odwzajemnienie swojej miłości. Spotykali się często na różnych przyjęciach i niby 

to przypadkowo, ale zawsze za przyzwoleniem  Carry znajdowali  dla siebie kilka chwil  sam 

na  sam.  Günter  walczył  wtedy  z  sobą,  by  nie  porwać  ślicznej,  złotowłosej  dziewczyny  w 

ramiona i nie obsypać jej różowych policzków i kształtnych czerwonych ust pocałunkami. 

Aż pewnego dnia - a było to w listopadzie - regiment został zaproszony na polowanie 

z  okazji  obchodów  święta  myśliwych,  świętego  Huberta.  Przybyły  także  damy,  oczywiście 

córka pana pułkownika również. 

Carry jeździła konno znakomicie i na grzbiecie rumaka czystej krwi prezentowała się 

wprost cudownie. Günter nie odstępował jej ani na krok, i całe szczęście, gdyż wierzchowiec 

nagle  potknął  się  i  upadł.  Młody  Valberg  pospieszył  natychmiast  z  pomocą.  Wyplątał 

poszkodowaną  z  siodła;  nie  była  ranna.  Wziął  ją  na  ręce,  a  ona  mocno  objęła  go  za  szyję. 

Krew uderzyła mu do głowy. Popatrzył w oczy Carry i zobaczył w nich tę samą namiętność, 

która i jego trawiła już od dawna. Nagle ich gorące usta zwarły się w czułym pocałunku. 

Chwila niewysłowionego szczęścia trwała krótko, a zaraz potem odezwały się wyrzuty 

sumienia. Günter poprawił uprząż konia, pomógł Carry usiąść w siodle i dopiero gdy ruszyli 

powoli,  jadąc obok siebie,  wyznał całą prawdę o swoich uczuciach  i o przeszkodach, które 

uniemożliwiały  mu  staranie  się  o  jej  rękę.  Prosił  Carry  o  wybaczenie,  że  dał  się  ponieść 

emocjom i wykorzystał chwilę jej słabości. 

Słuchała uśmiechając się marzycielsko, potem, patrząc mu prosto w oczy, rzekła: 

-  Nie  musisz  mnie  przepraszać,  Günterze.  Ja  o  wszystkim  wiedziałam.  Miłości  nie 

można  narzucić  żadnych  zasad  postępowania.  Nie  próbuj  zmącić  tej  chwili  szczęścia 

background image

tłumaczeniem własnej słabości. Kto wie, czy kiedykolwiek powtórzy się ona jeszcze raz. 

Od tej pory Günter nie unikał już spotkań z Carry. Obiecywał, że poprosi o wsparcie 

wuja,  który  wkrótce  wróci  z  zagranicy.  Dzięki  jego  pomocy  mogliby  po  ślubie  jakoś  się 

urządzić. 

- Zobaczysz, Carry, wuj Wiktor jest naprawdę wspaniałym człowiekiem. Nie liczę na 

krocie, ale na skromne utrzymanie na pewno dostaniemy. Poczekaj, najdroższa, jeszcze kilka 

tygodni. 

Carry słuchała z uśmiechem. Nie miała najmniejszego zamiaru zawierać małżeństwa, 

w którym już od początku należało spodziewać się kłopotów i wyrzeczeń. Jak to się kończy, 

dobrze wiedziała chociażby  na przykładzie swoich rodziców. Matka, wiecznie zatroskana,  i 

ojciec  ustawicznie  zgorzkniały,  niemal  od  dzieciństwa  liczyli,  że  tylko  bogate  małżeństwo 

córki  może  wyrwać  rodzinę  z  wszystkich  kłopotów.  I  Carry  postanowiła  ich  nie  zawieść. 

Musi wyrwać się z biedy! Była piękna, a to był atut najważniejszy. 

Lata jednak mijały, a bogaty narzeczony nie przychodził. Carry skończyła dwadzieścia 

dwa lata. Tej zimy  jakby szczęście uśmiechnęło się do niej. Baron Franz Croner, właściciel 

majątku  Cronersheim  i  sąsiad  ordynacji  Valberg,  rozpuścił  wieść,  że  zamierza  się  ożenić. 

Carry  spodobała  mu  się  ogromnie,  ale  on  jej  znacznie  mniej.  Matka  zaklinała  córkę  na 

wszystkie  świętości,  by  nie oglądała  się  na urodę bogacza, bo w końcu  nie to się  liczy, ale 

jego  pieniądze.  Okazja  do  wyrwania  się  z  nędzy  może  być  już  ostatnia.  Dla  Carry  był  to 

argument niezwykle ważki. 

Zgodziła  się,  ale  ze  spotkań  z  Günterem  nie  zamierzała  zrezygnować.  Dziś  znowu 

śmiała się w duchu z jego planów, stroiła miny i podsuwała mu ponętne usta do pocałunków. 

-  Po  co  psuć  sobie  nastrój  tej  chwili,  Günterze?  Jesteśmy  razem,  całujemy  się  i 

jesteśmy  szczęśliwi.  Nie  mów  teraz  o  przyszłości,  o  małżeństwie:  to  są  drobiazgi  w 

porównaniu z naszą miłością. Prawda, że nie powiemy o niej nikomu? 

- Oczywiście, moja najdroższa, dopóki nie będę mógł jasno powiedzieć twojemu ojcu, 

że stać mnie na utrzymanie żony. Poczekasz, Carry? Obiecaj, że mnie nie rzucisz, że będziesz 

moja... 

Westchnęła po cichu i uśmiechnęła się. 

- Kocham cię, a moje serce na zawsze będzie twoje. 

Od tej chwili Günter Valberg uważał się za narzeczonego Carry. Spotykali się często, 

ale musieli unikać wszelkich podejrzeń, więc prawie ze sobą nie rozmawiali. Najważniejszy 

był  teraz  powrót  wuja  Wiktora.  Dla  Güntera  dzisiejsze  zaproszenie  oznaczało  koniec 

oczekiwań. 

background image

I  co?  Zanim  zdążył  przedstawić  swoją  prośbę  wujowi,  ten  rozsypał  przed  nim  róg 

obfitości! Teraz  już  może z podniesioną głową poprosić pułkownika o rękę Carry  i  z dumą 

zapewnić, że czeka ją beztroskie życie u boku nowego ordynata Valbergu. Czuł, że serce nie 

mieści  już  w  sobie  ogromu  szczęścia,  i  nie  mógł  się  doczekać,  aż  powie  o  wszystkim 

narzeczonej. 

Chętnie zwierzyłby się już wujowi, ale lepiej poczeka na sposobniejszą okazję. 

W  radosnym  nastroju,  z  poczuciem  wdzięczności  dla  wuja,  nie  mogąc  już  doczekać 

się  przekazania  szczęśliwej  nowiny  ukochanej,  Günter  wrócił  do  domu.  Zostało  mu  już 

niewiele  czasu.  Był  po  służbie,  mógł  więc  zdjąć  mundur;  przebrał  się  w  strój  jeździecki  i 

pojechał  na  parkur.  Szczęśliwym  trafem  spotkał  po  drodze  Carry  von  Platen.  Szła  w 

towarzystwie  matki  i  pana  Cronera,  z  ożywieniem  zabawiającego  obie  damy.  Günter, 

podobnie jak Wiktor Valberg nie cierpiał właściciela Cronersheim. 

Bogacz bez żadnej żenady odwiedzał dom pułkownika i w głośny, arogancki sposób 

podkreślał za każdym razem, że ukończył już czterdzieści pięć lat i wreszcie postanowił się 

ożenić. Przyjmowano go tam z wszelkimi honorami z jednego powodu: był bardzo bogaty  i 

nosił  tytuł  barona  von  Cronersheim.  Przyjmował  pochlebstwa,  obnosząc  się  z  dumą  i 

arogancko; nie zważając na żadne konwenanse zaczął zalecać się do Carry. 

Günter  przejechał  obok  spacerujących.  Płomiennym  spojrzeniem  szukał  oczu  swojej 

ukochanej. Uśmiechnęła się przeuroczo. Pani pułkownikowa odkłoniła się uprzejmie, a pan 

Croner, ni stąd ni zowąd, uznał za stosowne dołączyć do pozdrowień swoją uwagę: 

-  Pewnego  dnia  będziemy  sąsiadami,  choć  obecny  ordynat  nieprędko  ustąpi  panu 

miejsca. 

Günter zauważył przy tym, że Croner poufale uśmiechnął się do Carry. Serce podeszło 

mu do gardła. Nie, nie odpowie na zaczepkę, ale jutro omówi z wujem Wiktorem szczegóły 

kontraktu  i  dopiero  pójdzie  do  Platenów.  Zanim  poprosi  ich  o  rękę  córki,  musi  dokładnie 

wiedzieć na czym stoi. 

Droga,  ukochana  Carry!  Jakże  ona  się  ucieszy,  gdy  dowie  się,  że  na  drodze  do  ich 

szczęścia  nie  stoi  już  żadna  przeszkoda.  Gdyby  dziś  była  jego  narzeczoną,  ten  bezczelny 

Croner  nie  ośmieliłby  się  pokazywać  w  jej  towarzystwie.  Jak  mu  nie  wstyd,  w  jego  wieku 

zawracać głowę tak młodziutkiej dziewczynie! Stary cap! Zachciało mu się najpiękniejszej, a 

przecież Carry była już własnością Güntera. 

Uśmiechnął się i popędził konia cwałem. 

Następnego  dnia  Günter  wrócił  ze  służby  wcześniej.  Chciał  się  przebrać  i  odpocząć 

background image

trochę,  zanim  pójdzie  na  obiad  do  wuja.  Ordynans  pomógł  mu  zdjąć  buty  i  przyniósł 

podomkę. 

- Co nowego, Kuschke? 

- Na rozkaz, panie poruczniku! Przyszły dwa listy. 

- No to daj mi je i możesz odejść. Obudź mnie za godzinę, gdybym zaspał. Moment, 

poczekaj...  masz  tu  talara  i  kup  swojej  wybrance  niebieską  wstążeczkę  albo  fiołkowe 

perfumy. 

Kuschke złapał w locie monetę rzuconą przez Güntera i stanął na baczność: 

- Tak jest, panie poruczniku! Dziękuję pięknie. 

- Dobrze, dobrze. Zmykaj już - i ordynans zniknął. 

Günter  zamyślił  się  i  rozmarzony  obserwował  kłęby  dymu  z  papierosa.  Nagle 

przypomniał sobie o listach leżących obok na stoliku. 

W  pierwszym  znajdowało  się  zaproszenie  na  bal  organizowany  w  jednym  z 

zaprzyjaźnionych domów, w drugim - sztywna podwójna karta. 

- Hm! A to co takiego? - zdziwił się rozpieczętowując kopertę. 

Rzucił  okiem  na  otwartą  kartkę  i  jak  porażony  wyprostował  się  w  fotelu.  Przetarł 

oczy, jakby nie dowierzał. 

Mamy  zaszczyt  zawiadomić  o  zaręczynach  naszej  córki  Carry  z  baronem  Franzem 

Cronerem. 

Pułkownik von Platen z małżonką, 

z domu baronową von Reckling 

Tyle na jednej stronie, a na drugiej: 

Carry von Platen 

Franz von Croner 

Prosimy o potwierdzenie odbioru. 

Günter  odłożył  papierosa  -  miał  gorzki  smak.  Powoli  składał  kartkę  i  drżącymi 

palcami wodził po krawędzi. 

Opalona twarz nagle stała się blada, wokół ust pojawił się grymas bólu, oczy patrzyły 

nieruchomo w dal... W jednej chwili radość, która wypełniała całą jego duszę, zgasła. 

Początkowo  Günter  próbował  nie  dopuścić  tej  wiadomości  do  siebie.  Carry  -  jego 

background image

Carry  -  najukochańsza,  najdroższa...  z  tym  Cronerem?  To  niemożliwe!  To  jakiś  zły  sen, 

halucynacje? 

Wyjął kartkę jeszcze raz i przeczytał powoli, na głos. 

Niestety, to prawda. Czarno na białym zapisano, że Carry zdradziła. Odrzuciła go dla 

jakiegoś Cronera tylko dlatego, że... tamten miał o wiele więcej do zaoferowania niż on. 

Carry  zaręczona  z  Cronerem...  Ta  śliczna  istota  w  ramionach  tego  wstrętnego  i 

zarozumiałego brutala! 

Dlaczego zrobiła to bez uprzedzenia? Pozwoliła, że wiadomość ta spadła na Güntera 

jak  grom  z  jasnego  nieba.  Zgoda,  od  dwóch  tygodni  ani  razu  nie  rozmawiali  sam  na  sam... 

napisać  pewnie  nie  chciała,  ale  żeby  tak...  bez  słowa?  Jak  ona  musiała  się  czuć,  jeżeli 

naprawdę kochała? 

Nie,  z  pewnością  nie  była  to  miłość.  Kłamała  powołując  się  na  to  uczucie,  kłamała 

całując,  kłamała  patrząc  mu  prosto  w  oczy!  O,  Boże!  Jak  ona  drwiła  z  Cronera,  jak 

ostentacyjnie odwracała się plecami, gdy zaczepiał ją natrętnymi, bezczelnymi spojrzeniami! 

Czy w ten sposób chciała go odstręczyć? 

Nie  przypuszczał,  że  Carry  z  pełną  premedytacją  prowokowała  Cronera,  który  od 

samego początku był pewien, że ona nigdy w życiu nie wyjdzie za młodego Valberga, gdyż 

może  liczyć  co  najwyżej  na  mizerną  egzystencję  albo  na  dochody  z  ordynacji,  o  ile  on  ją 

odziedziczy, w późnej starości albo nigdy. 

Günter  nie  przypuszczał  też,  że  Carry  zależy  tylko  na  luksusie  i  bogactwie,  a  jego 

traktowała  jako  jedną  z  wielu  okazji  do  zabawienia  się  i  flirtowania.  Nie  wątpił  ani  przez 

chwilę, że oświadczyny Cronera przyjęła tylko ze względu na jego majątek. 

Stracił Carry na zawsze, a wraz z nią także swoje ideały. Carry, która sprzedała się za 

pieniądze, nie mogła być tą, którą kochał całym sercem, którą chciał poślubić. 

Co z tego, że nagle poprawiła się jego sytuacja materialna? Cieszył się, bo dzięki temu 

mógł starać się o rękę Carry, a teraz? Ona zdradziła! Co za ból! Serce, które całkowicie oddał 

tej pięknej dziewczynie, ciężko zranione, boleśnie krwawiło. 

Po co mu teraz wspaniałomyślność wuja Wiktora? 

Günter przycisnął mocno twarz do poduszki na kanapie i jęknął: 

- Za późno! 

To głośne wyznanie jakby go otrzeźwiło. - Nie! W samą porę, żeby powstrzymać cię 

przed zrobieniem największego głupstwa w życiu. Ciesz się, że przejrzałeś na oczy, zanim nie 

było za późno! Z tą Carry nigdy nie byłbyś szczęśliwy. 

Może tak byłoby w istocie, ale dla Güntera nie była to żadna pociecha. Rzucił się na 

background image

kanapę i nieruchomo zapatrzył w sufit. Serce biło mu powoli, jakby w uścisku. Jak on kochał 

tę dziewczynę, jak czuł się szczęśliwy wierząc, że ona kocha go także! Jak słodko całowała! 

Koniec z tym! Nie wolno już o niej myśleć. Sprzedała się Franzowi Cronerowi... 

Wyczerpany psychicznie nie zauważył, że minęła już godzina i wrócił ordynans. Jak 

to dobrze, że wczoraj nie powiedział wujowi o swoich, uczuciach do Carry von Platen. Dziś 

na pewno nie wspomni już o niej ani słowem. 

Czuł się tak, jakby utracił coś bardzo pięknego i drogocennego. 

Poprzedniego  dnia  baron  Wiktor  Valberg  zaraz  po  wyjściu  Güntera  wybrał  się  do 

znajomych.  Wszędzie  zostawił  tylko  wizytówki  z  zawiadomieniem,  że  już  powrócił  z 

podróży,  a  jedyną  wizytę  zamierzał  złożyć  wieloletniej  przyjaciółce,  wdowie  po  generale 

Tronsfeldzie. 

Była  osobą  powszechnie  szanowaną  w  mieście  i  w  jej  salonach  spotykała  się  cała 

śmietanka  towarzyska.  Przed  zamążpójściem  generałowa  była  damą  dworu  księżniczki 

Leonii, siostry obecnie panującego księcia. 

Po  śmierci  męża  zamieszkała  wraz  z  kuzynką,  także  wdową,  w  jednej  z 

najwspanialszych  rezydencji.  Każda  z  dam  zajmowała  osobną  kondygnację  i  zatrudniała 

własną  służbę.  Nie  przeszkadzały  sobie  nawzajem,  a  w  razie  potrzeby  zawsze  były  blisko 

siebie. 

Generałowa  mieszkała  na  pierwszym  piętrze.  Jej  pokoje  były  tak  gustownie  i 

przytulnie urządzone, że każdy gość mógł czuć się w nich jak u siebie w domu. 

Hrabina Tronsfeld miała prawie pięćdziesiąt lat. Była niezwykle mądrą i sympatyczną 

kobietą. Generał, jej mąż, był co najmniej dwadzieścia lat starszy, a mimo to ich małżeństwo 

układało się wyjątkowo szczęśliwie. W młodości  hrabina była nadzwyczaj piękną kobietą, a 

jeszcze dziś jej uroda budziła powszechne uznanie. 

Wczoraj  Valberg,  niestety,  nie  zastał  hrabiny,  dlatego  dziś  wybrał  się  do  niej 

ponownie,  gdyż  stęsknił  się  za  rozmową  z  tą  wesołą,  pełną  życia  i  wyrozumiałości 

przyjaciółką. 

Siedziała  w  głębokim  fotelu  przy  marmurowym  kominku,  w  którym  zamontowano 

grzejniki centralnego ogrzewania. 

Nie  wstała,  podając  baronowi  smukłą,  białą  dłoń.  Uśmiechała  się  serdecznie,  a  jej 

szare oczy błyszczały radośnie spod czarnych rzęs. 

Przywitali się, jakby ostatni raz rozmawiali wczoraj, a przecież minęło już niemal pół 

roku. 

background image

- Droga przyjaciółko, chylę się nisko do stóp! - rzekł Wiktor całując z uśmiechem dłoń 

hrabiny. 

- Niech pan się zbytnio nie schyla, drogi baronie! Radzę lepiej siąść sobie w fotelu. To 

z pewnością wygodniejsza pozycja. Jeśli dysponuje pan czasem, pogawędzimy. 

- Och, z panią przy kominku to prawdziwa przyjemność. W tym fotelu od razu czuję 

się  jak...  na  spowiedzi!  Do  kolacji  mam  czas.  Byłem  tu  już  wczoraj,  ale  nie  zastałem  pani 

hrabiny. Cieszę się, że dziś miałem więcej szczęścia. 

-  Wiem, panie  baronie. Już po drodze doniesiono  mi,  że pan wrócił. Całe  miasto nie 

mówi o niczym innym. Tu niełatwo utrzymać coś w tajemnicy. 

- Prócz tego, o czym wszyscy już wiedzą. 

- Cieszę się, że wreszcie zdecydował się pan wrócić w rodzinne strony. 

- Nie uwierzy pani, ale przygnała mnie tęsknota za pogwarkami przy pani kominku. 

- Drogi baronie, proszę łaskawie wybaczyć, ale nie uwierzę. 

-  Słowo honoru, hrabino!  -  rzekł uniósłszy dłoń  jak do  przysięgi.  -  O pani  myślałem 

zawsze i wszędzie. 

Podparła ręką policzek. 

- Czy pan nie schlebia mi zanadto, baronie? 

- Mówię szczerą prawdę - popatrzył na nią poważnym wzrokiem. 

- Biada kobiecie, która choć trochę panu uwierzy, mon cher. 

-  Owszem,  ale  nie  tej,  która  nazywa  się  Maria  Tornsfeld.  Ta  może  wierzyć  w  każde 

moje słowo - mówił patrząc jej prosto w oczy. 

- Dlaczego właśnie ja? 

- Bo jest pani jedyną kobietą, Mario, której nie odważyłbym się skłamać. 

- Ma pan ku temu jakiś powód? 

- Owszem; pani jako jedyna nigdy  mi nie uległa. Kobiety kochały się we mnie, choć 

wcale tego nie pragnąłem. W pani przypadku było na odwrót: długi czas czyniłem nadludzkie 

wysiłki,  żeby  zdobyć  pani  przychylność,  ba  -  miłość!  Bardzo  mi  na  tym  zależało  i  co? 

Spotykałem się z zaledwie pobłażliwym uśmiechem. W tej walce poniosłem porażkę i, żeby 

moje  starania  nie  zakończyły  się  całkowitą  klęską,  pozostało  mi  jedynie  zdobycie  pani 

przyjaźni. 

- Innymi słowy: urażona męska duma? - zażartowała. 

-  W  żadnym  wypadku!  Po  prostu  zdałem  sobie  sprawę,  że  za  wysoko  mierzę.  Panią 

flirt nie  interesował, a do prawdziwej  miłości  nie byłem zdolny,  niestety.  Żałuję, że tak się 

stało,  ale  cóż,  rozmieniłem  uczucia  na  drobne.  Kobieta  taka  jak  pani  miała  prawo  albo  do 

background image

pełnej  miłości,  albo  tylko  do  przyjaźni.  Nie  miałem  wyboru:  pozostanę  najwierniejszym, 

najbardziej oddanym przyjacielem. Czy pani mi wierzy? 

- Bez cienia wątpliwości, drogi baronie. 

Patrzyli przez chwilę na siebie uśmiechnięci. Pierwszy odezwał się Wiktor: 

- To dziwne, droga hrabino, ale akurat o panią, która nigdy nie okazała choćby cienia 

zainteresowania  moją  osobą,  która  wręcz  ostentacyjnie  traktowała  mnie  z  dystansem  i 

chłodem,  moja  była  małżonka  była  najbardziej  zazdrosna.  Wszczynała  awanturę  o  każdy 

bilecik  od  pani,  o  jakieś  pokwitowanie  wpłaty  na  dobroczynną  akcję,  którą  pani 

organizowała.  To  zadecydowało  o  jej  odejściu,  choć  wcześniej  wybaczyła  mi  już  niejedną 

zdradę. Rzekomego romansu z panią nie potrafiła mi wybaczyć. 

Hrabina patrzyła na niego zdumiona. 

- Chyba pan nie mówi tego poważnie? 

- Tak, naprawdę tak było. Ale proszę sobie nie czynić żadnych wyrzutów. Pani sama 

najlepiej wie, że żona nie miała powodów do zazdrości. Wbiła to sobie do głowy i nic jej nie 

przekonywało.  Pani  chłodne  traktowanie  mnie  uważała  za  przejaw  wyrafinowanej  gry. 

Pamiętam  okres  karnawału,  gdy  w  pani  rezydencji  przebywała  księżniczka  Leonia.  Żona 

wmawiała  mi  przez  długi  czas,  że  uwiodłem  nie  tylko  panią,  ale  także  Jej  Wysokość!  Jak 

mogła wpaść na tak bzdurny pomysł? 

Generałowa patrzyła przed siebie zamyślona. Odezwała się jakby do siebie: 

- Mówi się, że zazdrość zaślepia, ale czasami przynosi dar jasnowidzenia. 

- W tym wypadku spowodowała zupełną ślepotę. Powodów do rozwodu dostarczyłem 

żonie  aż  nadto,  a  ona  swoją  zazdrość  skierowała  akurat  tam,  gdzie  nie  było  nawet  cienia 

podejrzeń. 

Oczy hrabiny przybrały dziwny wyraz. Westchnęła cicho i oparła się wyprostowana o 

fotel. 

- Drogi baronie, a jednak pańska żona miała rację. 

Wiktor zmieszał się. 

- O czym pani mówi, droga hrabino? 

Uśmiechnęła się. 

- Pańska żona potrafiła głębiej spojrzeć w czyjąś duszę, niż pan sam, drogi przyjacielu. 

W pewnych sprawach my, kobiety dysponujemy szóstym zmysłem. Właśnie nim wyczuła to, 

czego pan nie domyślił się nawet dziś. 

- Co to za sekret, hrabino? 

-  Że  Maria  Tronsfeld  kochała  Wiktora  Valberga  bardziej  niż  którakolwiek  inna 

background image

kobieta. 

Wstał jakby porażony elektrycznością. 

- Mario! - krzyknął i szybko opadł. - Pani raczy ze mnie żartować? 

Uśmiechnęła się kręcąc głową.. 

-  Nie, nie,  mój drogi przyjacielu, wcale  nie żarty  mi w głowie. Mam  już pięćdziesiąt 

lat  i  czas,  gdy  musiałam  trzymać  swoje  uczucia  w  sekrecie,  minął  bezpowrotnie.  Skoro 

rozmowa  zeszła  na  ten  temat,  spokojnie  mogę  wyznać  całą  prawdę:  kochałam  pana  całym 

sercem mimo tysiąca przeszkód i bolesnych przeżyć. 

Nie wiedział, co z sobą zrobić. Bezradnie pocierał ręką czoło. 

-  Mario,  to  nie  może  być  prawda!  Ile  to  razy  wprost  błagałem  panią  o  miłość?  Na 

żadnej  kobiecie  nie  zależało  mi  tak,  jak  na  pani,  a  co  wskórałem?  Chłodne  traktowanie, 

lodowatą dumę i odtrącenie. 

Kiwała głową i uśmiechała się. 

- Tak, prawda. Ale ja nie chciałam być jedną z tych, które łatwo pan zdobył, a potem 

beztrosko porzucał. Byłam zbyt dumna, żeby pokazać swoją słabość i choć tak dobrze pana 

znałam,  straciłam  serce.  Wolałam  wtedy  umrzeć  niż  przyznać  się  do  swoich  uczuć. 

Zacisnęłam  mocno  zęby  i  nie  poddałam  się.  Przyjęłam  bez  zastanowienia  oświadczyny 

generała,  chociaż  wzbudzał  on  we  mnie  raczej  uczucia  córki.  Powiedziałam  mu  szczerze  o 

mojej miłości. Wiedział o wszystkim i bardzo mi pomógł. W ten sposób przeżyłam wiele lat 

jako  pana  najserdeczniejsza  przyjaciółka.  Teraz  pan  wie,  dlaczego  z  prawdziwą  radością 

przyjmowałam pańskie wizyty. Byłam szczęśliwa, choć nie ukrywam, że bardzo cierpiałam, 

ale  cóż,  drogi  przyjacielu,  takie  już  jest  to  życie.  Pan  wyruszył  w  świat  podbijając  serca 

kolejnych pięknych kobiet, dzięki czemu zachował pan młodzieńczy temperament i werwę, a 

ja w głębi duszy stałam się starą kobietą, dla której wielkie uniesienia i uczucia są już tylko 

wspomnieniem. Siedzę tu przy kominku i ze spokojem przypominam sobie burze i nawałnice, 

które kiedyś targały moim sercem. 

Wiktor słuchał jak zauroczony. 

-  Nie  miałem  o  tym  wszystkim  pojęcia,  Mario!  Jestem  doprawdy  głęboko 

wstrząśnięty. Gotów jestem paść przed panią na kolana, a z drugiej strony mam wielki żal, że 

przez  pani  dumę  straciłem  to,  co  w  życiu  najpiękniejsze.  Gdyby  mi  pani  ofiarowała  wtedy 

swoją miłość, Mario, pani jednej dochowałbym wierności. Byłbym innym człowiekiem i nie 

zadawałbym się z kobietami, dla których miłość była tylko grą. 

Kręciła głową uśmiechając się. 

-  O  nie,  mój  przyjacielu,  tak  się  panu  tylko  wydaje!  Wysłuchałby  mnie  pan  tak  jak 

background image

każdą,  a  potem  zostałabym  szybko  jednym  z  epizodów.  Pańskie  pragnienie  wolności  jest 

nieuleczalne i wiem, że nie zrezygnowałby pan z niego dla mnie ani dla żadnej innej kobiety. 

Motyl przysiada na kwiatku tylko na chwilę, spija jego słodki nektar, nie zaglądając wcale do 

wnętrza kielicha i już mu pilno do następnego. Pan nawet nie wie, co to znaczy wierność. To 

uczucie jest obce pańskiej naturze. Poznałam pana na wylot, jak mało kogo. Czytałam jak z 

otwartej księgi i dlatego znając wszystkie wady oraz, oczywiście, zalety, zgodziłam się zostać 

pana przyjaciółką, ale nikim więcej. Moje młode i nieokiełznane serce buntowało się, jednak 

z  czasem  dało  za  wygraną.  Oddałam  je  panu  wraz  z  prawdziwą,  czystą  przyjaźnią  i  jej 

pozostał pan wierny. Przyjaźń dla pana wiąże się z wiernością, natomiast miłość - ze zdradą. 

Wziął  jej  ręce,  chłodne  i  wciąż  piękne,  i  ukrył  w  nich  swoją  twarz.  Gdy  po  chwili 

podniósł się, w jej oczach zakręciły się łzy. 

Wstał i podszedł do okna. Usiadł z powrotem na fotelu i rzekł lekko drżącym głosem: 

-  Tej  chwili  nie  zapomnę  na  wieki,  Mario.  Nic  jeszcze  w  życiu  nie  wzburzyło  mnie 

tak,  jak  pani  wyznanie.  Czuję  się  przy  tym  niezwykle  zaszczycony,  że  zechciała  pani 

powiedzieć  mi  o  wszystkim.  Jestem  głęboko  przekonany,  że  zdobywszy  wtedy  pani  serce, 

byłbym  zupełnie  innym,  na  pewno  lepszym  człowiekiem.  W  tym  moim  ustawicznym 

poszukiwaniu,  w  zmienianiu  kobiet,  zawarta  jest  tęsknota  za  czymś  wielkim,  czystym, 

doniosłym. Już wiem, że tego nigdy nie znajdę, a pani mogła mi wtedy pomóc. 

Maria Tronsfeld wciąż się uśmiechała i lekko kręciła głową. 

- O nie, mój drogi! Znam pański charakter lepiej niż pan sam. Zmieńmy lepiej temat i 

darujmy sobie reminiscencje dawno minionych dni. Cieszę się, że jest pan znów w domu. Był 

już najwyższy czas. 

Westchnął, ale ona nakazała mu milczenie gestem ręki. 

- Mój drogi, bardzo pana proszę:  już ani słowa więcej, bo zacznę gorzko żałować, że 

zdradziłam panu swój sekret. 

-  Do  tego  nie  mogę  dopuścić.  Na  koniec  muszę  jednak  dodać,  że  zabieram  pani 

wyznanie jak najcenniejszy klejnot i będę je chronić jak prawdziwy skarb. Teraz, jeżeli pani 

pozwoli,  chciałbym  się  pożegnać.  Nie  potrafiłbym  rozmawiać  na  żaden  inny  temat.  Nawet 

pani nie przypuszcza, jak bardzo jestem wstrząśnięty. Muszę to przeżyć w samotności. 

Podała mu rękę i popatrzyła poważnie w oczy. 

- Rozumiem  i  nie zatrzymuję pana. Proszę pamiętać o  jutrzejszym przyjęciu u  mnie. 

Mogę liczyć, że pan przyjdzie? 

- Adieu, moja droga hrabino - rzekł całując ją w rękę. 

Pocałował jeszcze drugą jej rękę i szybko wyszedł sprężystym krokiem. 

background image

Westchnęła głęboko, gdy zamknął za sobą drzwi. 

- Mój Boże, jaki on jeszcze młody, a ja już jestem starą, zgorzkniałą kobietą. 

W  głębi  duszy  ucieszyła  się,  że  jej  wyznanie  tak  bardzo  go  wzruszyło  i  że  nie 

przeszedł nad nim do porządku dziennego. 

Wiktor  był  tak  przejęty,  że  prawie  nie  zwracał  uwagi  na  milczącego  i  zatroskanego 

Güntera. Siedzieli obaj przy kolacji i jakby nie mieli nic pilniejszego do roboty, zmiatali jeden 

półmisek  po  drugim.  Dopiero  gdy  baron  kazał  podać  butelkę  szampana,  odzyskali  nieco 

lepsze humory. Günter był blady, małomówny i zapatrzony przed siebie. Wiktor w końcu nie 

wytrzymał: 

- Ejże, mój chłopcze! Co się z tobą dziś dzieje? Ktoś nadepnął ci na odcisk, czy jesteś 

chory? 

- Jestem zupełnie zdrów, wuju. Nie zawracaj sobie mną głowy, proszę. Dostałem dziś 

niedobrą wiadomość i tyle. 

- Masz długi? Jakiś wierzyciel cię nagabuje? 

-  Skądże.  Wiesz  przecież,  że  wystrzegam  się  długów  jak  ognia,  a  to  co  mi  dajesz, 

zupełnie wystarcza. 

- Hm! Zatem nie mogę ci pomóc? 

- Raczej nie. To sprawa osobista. 

Wiktor nie nalegał. Zaczęli rozmawiać o przeprowadzce Güntera do Valbergu. 

Następnego  dnia  Wiktor  posłał  generałowej  ogromny  kosz  kwiatów.  Dołączył  też 

ręcznie napisany bilecik: 

Proszę złożyć te kwiaty na grobie, gdzie pochowano głębokie uczucie, którego pewna 

błądząca  dusza  szukała  z  utęsknieniem  ale,  go  nie  znalazła.  Proszę  przyjąć  ostatnie  słowa 

wdzięczności od 

szczerze oddanego przyjaciela 

Wiktora Valberga 

Hrabina czule głaskała kwiaty. On zawsze był i pozostanie wielkim dzieckiem, które 

chętnie oszukuje samo siebie - pomyślała. 

Wieczorem  Valberg  jako  jeden  z  pierwszych  gości  przybył  na  przyjęcie,  ale  już  ani 

słowem nie powrócił do wczorajszej rozmowy. Jednak hrabinie okazywał bardziej serdeczne 

background image

względy niż zazwyczaj. 

Gdy przez chwilę zostali sami, generałowa spytała: 

-  Drogi  baronie,  przeczytałam  dzisiaj  w  kolońskiej  gazecie  wiadomość,  która  w 

pewnym sensie dotyczy pana. Wie pan już, że pańska była małżonka umarła? 

Przestraszył się. 

- Lisa? 

- Tak. Lisa von Heerwege, z domu von Rippach. 

Baron złapał się za głowę. 

- Nie, nie wiedziałem. 

-  Tak  też  myślałam  i  zostawiłam  gazetę  dla  pana.  Nekrolog  podpisał  pan  von 

Heerwege oraz dzieci, chyba z drugiego małżeństwa. 

Podała  mu  gazetę:  mąż,  czyli  Clauss  von  Heerwege,  Rita,  Hans  i  Sybilla.  Baron 

zatrzymał się przy imieniu Rita. 

Należało  do  jego  córki,  małej  czarnowłosej  dziewczynki,  która  teraz  miała  innego 

ojca...  Przypomniał  sobie,  jak  wyglądała,  gdy  widział  ją  ostatni  raz:  biała  sukienka,  długie 

czarne loki... Nie przyszło mu do głowy, że dziś musi już być dorosłą panienką. 

Otrząsnął  się,  jakby  chciał  zrzucić  z  siebie  jakiś  ciężar.  Bezradnie  popatrzył  na 

hrabinę. 

- To dziwne. Odkąd wróciłem do domu, spadają na mnie wiadomości, które burzą mój 

spokój. Przeszłość depcze mi po piętach. Lisa nie żyje! Miała zaledwie czterdzieści osiem lat. 

Zniknęła z mojego życia tak dokładnie, że nawet zapomniałem o jej istnieniu. Mam nadzieję, 

że w drugim małżeństwie znalazła to, czego nadaremnie domagała się ode mnie. Jej śmierć 

mimo wszystko poruszyła mnie. Urodziła mi dziecko, ale od razu mi je zabrała. Moją złotą, 

kochaną myszkę! Jak ona tuliła się do mnie, gdy wolno mi było jeszcze z nią  się widywać! 

Dziś chyba nawet nie wie, że ma ojca. Matka na pewno zadbała, żeby w nowej rodzinie czuła 

się szczęśliwa i szybko o mnie zapomniała. 

-  To  było  najlepsze  wyjście,  drogi  przyjacielu.  Dla  małej  istotki  to  najstraszliwsze 

przeżycie, gdy musi rozstrzygać, którego z rodziców obdzielić większym uczuciem. Jeżeli jej 

domem miał stać się dom ojczyma, to lepiej, że o panu zapomniała. 

-  Tak,  tak.  Dla  Rity  było  to  jedyne  wyjście.  Ma  rodzeństwo  i  być  może  nie  wie,  że 

miała innego ojca. Zmieńmy temat, droga hrabino, bo zaczynam się rozczulać nad sobą. 

Maria nie odezwała się, więc Wiktor ciągnął dalej: 

-  Chciałem  panią  zawiadomić,  droga  przyjaciółko,  że  przekazuję  ordynację  mojemu 

krewniakowi, Günterowi Valbergowi. 

background image

Opowiedział o przebiegu rozmowy. Słuchała uważnie, a gdy skończył, rzekła: 

- No to pozbył się pan ostatnich obowiązków. Jest pan fanatykiem swobody, baronie. 

Zatem Günter otrzyma swoje dziedzictwo, nie czekając na otwarcie pańskiego testamentu. 

Wiktor roześmiał się. 

- Strasznie głupio się czułem wiedząc, że ktoś musi czekać, aż wyzionę ducha. 

- I tak to nas wszystkich czeka. 

-  Oczywiście,  tylko  po  co  o  tym  ciągle  pamiętać?  Dawno  już  chciałem  pozbyć  się 

ordynacji, ale teraz podjąłem ostateczną decyzję. 

- Przypuszczam, że Günter nie ma tego panu za złe. Lubię tego chłopca i życzę mu jak 

najlepiej.  Wiedziałam,  że  odziedziczy  ordynację  i  ze  względu  na  pana  bacznie  go 

obserwowałam. Często z nim rozmawiałam i gdy tylko miał czas, zapraszałam go do siebie. 

O ile się nie mylę, ostatnio bardzo się interesuje córką pułkownika von Platena. 

- Tą piękną Carry? - upewnił się baron. 

- Tą, tą. 

- Hm! Sam nie wiem, czy nie powinienem Günterowi odradzić poważnych planów. Ta 

dziewczyna wygląda mi na chłodną i wyrachowaną. A Günter jest tak serdeczny i ma zadatki 

na dobrego męża. 

-  Carry  von  Platen  wychowała  się  w  określonych  warunkach,  mój  drogi.  Moim 

zdaniem, miały one wpływ na jej charakter i dziewczyna potrafi wziąć się w garść, jeżeli wie, 

do czego dąży, a jej celem jest niewątpliwie bogate małżeństwo. Już dopięła swego. Ciekawe, 

jak Günter zareaguje na jej zaręczyny? Właśnie dostałam zawiadomienie, zaraz po tym, jak 

pan wczoraj wyszedł. 

Wiktor słuchał z napięciem. Przypomniał sobie kiepski nastrój Güntera. 

- Czyżby piękna Carry znalazła bogatego narzeczonego? - spytał. 

- Pańskiego sąsiada. Barona Franza Cronera. 

-  Coś takiego!  -  Wiktor  aż  zagwizdał  przez  zęby.  -  Śliczna  Carry  i  ten,  powiedzmy, 

niezbyt  urodziwy  i  obleśny  Croner?  To  dopiero para!  Przecież  on  jest  dwa  razy  starszy  od 

niej. Sądzi pani, że Güntera coś łączyło z Carry? 

- Tak mi się wydawało, ale mogłam się mylić. 

- Pani się to raczej nie zdarza. Günter rzeczywiście był wczoraj nie w humorze, a gdy 

zadałem mu pytanie, rzekł, że otrzymał pocztą niedobrą wiadomość natury osobistej. Od razu 

pomyślałem, że nieszczęśliwie się zakochał, ale nie chciałem wyciągać od niego zwierzeń. 

- Zatem moje przypuszczenia się potwierdzają. Zastanawiam się tylko, czy Carry nie 

wolałaby  zostać  baronową  Valberg,  gdyby  wiedziała,  jakie  plany  ma  pan  w  stosunku  do 

background image

Güntera.  Dla  córki  przeciętnie  zarabiającego  pułkownika  byłby  to  łakomy  kąsek.  Pańska 

decyzja  przekazania  ordynacji  przyszła,  jak  się  zdaje,  za  późno,  w  przeciwnym  razie 

mielibyśmy inną szczęśliwą parę. 

Wiktor sprzeciwił się. 

- O, nie! Wcale mi się nie wydaje, że Günter mógłby  być z Carry szczęśliwy. Ona po 

prostu do niego nie pasuje. 

-  Kto to wie?  - wzruszyła ramionami.  - Nie  wykluczam, że  jako żona Güntera Carry 

byłaby  zupełnie  inną.  O  szczęściu  i  charakterze  niektórych  ludzi  decydują  ich  warunki 

materialne. Ale tu już nic się nie zmieni. Najważniejsze, żeby Günter szybko otrząsnął się ze 

skutków rozczarowania. 

- O niego bym się nie martwił. W końcu to mężczyzna. 

-  Mój  drogi,  nie  wszyscy  mężczyźni  tak  szybko  i  łatwo  zapominają  jak  pan  - 

uśmiechnęła się, nie kryjąc zresztą ironii. 

O  zaręczynach  Carry  von  Platen  i  Franza  von  Cronera  mówili  na  przyjęciu  niemal 

wszyscy, ale nikt nie wymieniał przy tym nazwiska Güntera. Jedynie bystre oko generałowej 

dostrzegło, że tych dwoje coś łączyło. 

Wiktor szybko odzyskał równowagę, z której wytrąciły go wydarzenia pierwszych dni 

po powrocie z podróży. Znowu mógł wrócić do normalnego życia towarzyskiego. Nie ominął 

żadnej  okazji  do  spotkań  w  miłym  gronie  znajomych  i  przyjaciół.  Jedynie  wyznanie  Marii 

Tronsfeld powracało w chwilach, gdy był sam, wprawiając go w uroczystą zadumę. Częściej 

niż poprzednio zaglądał do domu hrabiny na ulubione pogawędki. 

Spotykał się też z Günterem. Młody baron złożył już dymisję z wojska i nie mógł się 

doczekać, kiedy wreszcie opuści miasto, które przypominało mu na każdym kroku obecność 

Carry von Platen. 

Nie  udało  mu  się  uniknąć  obowiązkowej  wizyty  z  gratulacjami  z  okazji  zaręczyn 

pułkownikówny. Günter zebrał cały swój wewnętrzny spokój, by wypowiedzieć życzenia w 

miarę normalnym tonem. Ręka dziewczyny drżała i była zimna. Carry popatrzyła przelotnie 

w oczy Güntera z wielkim smutkiem i szybko opuściła powieki. 

Spojrzenie,  drżenie  rąk  i  urok  Carry  wytrąciły  go  zupełnie  z  równowagi.  W  tym 

momencie  jednak  Croner  dość  brutalnie  pociągnął  narzeczoną  do  siebie,  a  ona  nawet  nie 

próbowała się sprzeciwić. Cały czar pięknej pułkownikówny prysł w oczach Güntera. 

Przyjął zaproszenie na uroczyste zaślubiny, które Franz Croner zamierzał urządzić w 

najlepszym hotelu w mieście. Nie wypadało odmówić, a ponadto jego nieobecność mogłaby 

background image

wywołać niepotrzebne plotki. Z drugiej strony Günter poczuł przemożną chęć obserwowania 

Carry.  Gdy  widział  ją  w  ramionach  tego  prymitywnego  człowieka,  tracił  dla  niej  cały 

szacunek. Franz von Croner niechcący pomagał mu wyleczyć się z miłości do Carry! 

Wiktor Valberg został także zaproszony. Nie był tym wcale zachwycony, ale skoro już 

musiał pójść, upewni  się przynajmniej, czy  hrabina  miała rację odnośnie do uczuć Güntera. 

Obserwował  go  uważnie  i  choć  ten  próbował  zachowywać  się  normalnie,  bystre  oko  wuja 

dostrzegło to, co chciało. 

Prócz  niego  także  Carry  -  śliczna  narzeczona  -  bacznie  przyglądała  się  młodemu 

Valbergowi. Dręczyły ją wyrzuty sumienia. Jej fałszywa gra wyraźnie go zraniła. Cierpiał, a 

przecież ona naprawdę go kochała i właściwie wciąż jeszcze kocha. 

Od  ojca  dowiedziała  się,  że  Günter  zrezygnował  ze  służby.  Nie  pytała  nawet  o 

przyczynę, gdyż ta wydała jej się oczywista. 

Chętnie  wyszłaby  za  niego,  gdyby  tylko  mógł  zapewnić  jej  dostatnią  przyszłość. 

Cronera  właściwie  nie  cierpiała,  a  jednak  zrobiła  wszystko,  żeby  go  do  siebie  przywiązać. 

Wiele dziewcząt na pewno jej zazdrościło, a matka wprost tryskała szczęściem i zapewniała, 

że u boku bogatego męża w życiu nie będzie trzeba wyrzekać się dosłownie niczego. 

Carry  przypomniała  sobie  te  słowa,  gdy  czasami  nagle  zatęskniła  za  Günterem. 

Szukała okazji, żeby spotkać się z nim w cztery oczy i przeprosić za wszystko, wyjaśnić, że to 

rodzice zmuszają ją do małżeństwa, że ich związek nie miał żadnych szans, gdyż oboje są za 

biedni. 

Niestety, mimo iż widywali się, sposobności do szczerej rozmowy Carry nie znalazła. 

Mogłaby  napisać  list,  wolała  jednak  nie  ryzykować...  A  nuż  wpadłby  w  niepowołane  ręce! 

Walczyła  między  chłodnym  wyrachowaniem  a  uczciwością.  Strach  przed  kompromitacją 

okazał się silniejszy. 

Liczyła, że w czasie przyjęcia zniknie w tłumie gości i choć przez chwilę spotka się z 

Günterem. Rzeczywiście, doszło do tego w jednej z pustych sal recepcyjnych hotelu. Günter 

uniósł dumnie głowę i zamierzał ominąć Carry. Zastąpiła mu drogę, popatrzyła prosto w oczy 

i rzekła bez ogródek: 

- Pan ma do mnie żal, baronie Valberg. 

Zmiękł  pod  urokiem  jej  urody,  błagalnym  spojrzeniem  i  drżącym  głosem.  Mimo  to 

odezwał się chłodno: 

- Niby z jakiego powodu, panno von Platen? 

Westchnęła głęboko. 

-  Pan  wie...  ach,  Günterze,  wiesz  przecież,  jak  bardzo  mi  przykro,  że  cię...  że  pana 

background image

zawiodłam.  Ale  nie  mogłam  postąpić  inaczej.  To  nie  serce  kazało  mi  podjąć  decyzję.  Nie 

jestem  szczęśliwa,  Günterze,  sam  wiesz,  że  marzyłam  tylko  o  tobie.  Musimy  być  jednak 

rozsądni.  Jaka  czekałaby  nas  przyszłość,  gdybyśmy  połączyli  obie  nasze  biedy?  Co  to  za 

życie,  gdy  trzeba  liczyć  każdy  fenig?  Ja  już  tego  doświadczyłam  od  dziecka  i  chcę  się 

wreszcie  wyrwać  z  nędzy,  a  mimo  to  propozycja  pana  Cronera  mnie  nie  zachwyciła.  Nie 

gniewaj  się  Günterze,  że  jednak  wybrałam  jego.  Ciebie  kocham  i  błagam  cię,  zostańmy 

przynajmniej przyjaciółmi. 

Na  jego  twarzy  drgał  dosłownie  każdy  mięsień.  Carry  wyglądała  teraz  wprost 

anielsko.  Günter  czuł,  jak  robi  mu  się  gorąco.  Najchętniej  porwałby  ją  teraz  w  ramiona  i 

zawołał:  Rzuć  tego  starucha  i  chodź  ze  mną!  Jestem  także  bogaty  i  gotów  jestem  spełnić 

każdy twój kaprys. Croner nie jest ciebie wart! - Ale zacisnął tylko mocno usta. 

Nie!  Choćby  wyglądała  teraz  stokroć  ładniej,  szeptała  jak  najcudowniejsze  słówka, 

nigdy nie odzyska już jego zaufania. Zdradziła raz, zawiodła go i tego już nie da się naprawić. 

Westchnął. 

- Najlepiej, proszę pani, jeżeli przerwiemy tę rozmowę - rzekł krótko i ostrym tonem. 

- Günterze, nie bądź dla mnie surowy. Daj mi jakąś szansę. 

- Proszę zwrócić się z tym do narzeczonego. 

Załamała ręce. 

- Nie bądź okrutny, błagam! Powiedz przynajmniej, że mi wybaczyłeś. 

Czuł, że lada moment załamie się. Nie mógł teraz ustąpić. 

-  Co  miałbym  wybaczać?  Jestem  jedynie  wdzięczny,  że  ustrzegła  mnie  pani  przed 

popełnieniem straszliwego głupstwa. 

Carry stała blada jak płótno i nerwowo pocierała dłonią czoło. Nigdy jeszcze nie miała 

takiej pewności, że kocha Güntera naprawdę. 

-  To straszne słowa  i  bardzo boleśnie  mnie zraniły  -  szepnęła, a ponieważ przez  salę 

przechodził kelner, głośno rzekła: - Prawda to, że złożył pan dymisję? 

Günter  miał  ochotę odejść  i  przerwać  tę  niewygodną  sytuację,  nie  mógł  jednak  być 

nieuprzejmy. 

- Prawda. 

- Ale dlaczego? Z jakiego powodu? - spytała skwapliwie. 

Wyprostował  się  i  popatrzył  jej  prosto  w  oczy.  Nadszedł  długo  oczekiwany  punkt 

kulminacyjny: 

- Przejmuję od wuja ordynację Valbergów. Rezygnuje dobrowolnie, abym nie musiał 

czekać do jego śmierci. Za kilka dni otrzymam całą posiadłość. 

background image

Zbladła i popatrzyła szeroko otwartymi oczyma. 

-  Pan...  ordynatem  Valbergu?  Ale  przecież...  wuj  jest  młody,  on  może  się  ożenić  - 

wyjąkała niepewnie. 

Günter czuł pełną satysfakcję; niespodzianka była ogromna. 

- Wuj ma pięćdziesiąt pięć lat i nie zamierza się żenić, a nawet gdyby zmienił decyzję, 

Valberg należy mi się z mocy kontraktu, który ze mną podpisał. 

Carry  oddychała  pospiesznie.  Jej  oczy  nagle  straciły  blask:  przeliczyła  się!  Ordynat 

Günter Valberg to zupełnie ktoś inny niż „poruczniczyna” Valberg! Czuła się jak zaplątana w 

sieć, którą sama na siebie narzuciła. Zaślubiny z Cronerem obrzydły jej jeszcze bardziej. 

- A więc to dlatego... dlatego złożył pan dymisję? - spytała bezdźwięcznym głosem. 

- Wyłącznie, proszę pani - powiedział to z takim chłodem, że ją aż zmroziło. 

- A ja, głupia, myślałam, że... że chce pan uniknąć spotkań ze mną. 

Twarz  Güntera  niemal  skamieniała.  Nie  mógł  się  załamać.  W  swojej  niepewności  i 

bezradności Carry wyglądała ujmująco; gotów był zapomnieć, że zaręczyła się z Cronerem. 

- To rzeczywiście bezsens. Dlaczego miałbym pani unikać? Po ślubie zamieszka pani 

w Cronersheim, w pobliżu Valbergu, będziemy więc sąsiadami. 

Carry  była  bliska  histerii.  Nie  mogła  pogodzić  się  z  myślą,  że  sama  sobie 

lekkomyślnie  zamknęła  drogę  do  szczęścia.  Znała  dobrze  Güntera  i  wiedziała,  że  choćby 

nawet  teraz  zerwała  z  Cronerem,  on  i  tak  nie  poprosi  jej  o  rękę.  Ogarnęła  ją  rozpacz,  a 

tęsknota  za  jego  pocałunkami,  słodkimi  wyznaniami,  stała  się  wprost  nie  do  zniesienia. 

Pozostała jej drobna nadzieja, że w przyszłości Günter będzie w pobliżu. Sama świadomość 

jego  obecności  pomoże  znieść  los,  jaki  ją  czeka  u  boku  Cronera.  Musi  zrobić  wszystko,  by 

Günter  nie  zapomniał  o  swoim  uczuciu,  które  teraz  w  złości  i  rezygnacji  próbuje  w  sobie 

zdusić, Przecież on naprawdę kochał, a miłość nie gaśnie tak z dnia na dzień. Przez pewien 

czas  nie  spojrzy  na  żadną  kobietę,  a  później?  Później  Carry  przypomni  mu,  co  niedawno 

przeżyli razem. Uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę. 

- W takim razie zostańmy przyjaciółmi albo przynajmniej dobrymi sąsiadami. 

Dotknął ledwo końców jej palców, podniósł do ust, nie całując jednak dłoni. 

- Jak pani sobie życzy. 

Patrzyła na niego rozpromienionym wzrokiem. 

- Będzie mi lżej z myślą, że pan jest w pobliżu - rzekła przymilając się. 

Ukłonił się i cofnął o krok. W drzwiach ukazała się matka Carry, a tuż za nią mignęła 

Günterowi zatroskana twarz wuja Wiktora. 

Po  krótkiej  wymianie  uprzejmości  z  panią  pułkownikową  wyszedł  z  sali.  Matka  z 

background image

niepokojem patrzyła na córkę, a gdy zostały same, rzekła: 

-  Prosiłam,  Carry,  bądź  ostrożna!  Croner  szuka  cię  wszędzie.  Gdyby  zastał  cię  tu  z 

porucznikiem Valbergiem, lepiej nie mówić. 

Carry dziwnym, rozmarzonym wzrokiem patrzyła daleko przed siebie. 

-  Nie  porucznikiem,  mamo,  ale  ordynatem  baronem  Valbergiem.  Wuj  oddał  mu 

ordynację. Dlatego Günter wycofał się ze służby. Też byłby teraz dobrą partią. 

Starsza pani zarumieniła się. 

- Mój Boże, drogie dziecko, gdybyśmy to mogły przewidzieć! Rozumiem, że żałujesz 

zaręczyn z Cronerem. 

Carry  popatrzyła  na  zatroskaną,  przedwcześnie  postarzałą  twarz  matki  i  odrzuciła 

dumnie głowę. 

-  Daj  spokój,  mamo!  O  mnie  się  nie  martw.  Potrafię  ułożyć  sobie  życie,  a  do 

sentymentów nie jestem stworzona. To luksus, na który niewielu ludzi może sobie pozwolić. 

Kto wie, co jeszcze może się stać z tą ordynacją, a Cronersheim jest pewny. Rozchmurz się 

wreszcie, bo nie tak powinna wyglądać matka szczęśliwej narzeczonej. 

Uśmiechnęła się, a wziąwszy matkę pod rękę, zaprowadziła ją do głównej sali. 

W  drzwiach  czekał  już  Franz  Croner.  Jego  krępa  sylwetka  wciśnięta  we  frak 

wyglądała  dosyć  komicznie.  Na  poczerwieniałej  twarzy  typowego  łakomczucha  czaił  się 

grymas zniecierpliwienia. 

- Gdzie ty się podziewasz, Carry? Szukam cię już dobrą godzinę - prawie krzyczał. 

Carry popatrzyła na niego z góry i podeszła blisko. Zdenerwowała się podniesionym 

tonem narzeczonego. Nie może pozwolić sobie na takie traktowanie, w żadnym wypadku nie 

da sobie narzucić żadnego jarzma. 

-  Mój  drogi,  ta  godzina  trwała  nie  więcej  niż  kwadrans.  Bolała  i  mnie  głowa  i 

musiałam na chwilę wyjść. Czy twoim zdaniem powinnam była poprosić cię o pozwolenie? - 

spytała szydząc, obca, wręcz odpychająca. 

Skrzywił się lekko, ale przymilnie wziął ją za rękę. 

- No, Carry, nie musisz od razu tak się gniewać, gdy twój narzeczony zbytnio stęsknił 

się za tobą - rzekł ni to pojednawczo, ni z wyrzutem. 

Próbowała zdobyć się na uśmiech. 

-  Ze  względu  na  tę  tęsknotę  muszę  ci  wybaczyć  ostry  ton,  jakim  mnie  przywitałeś, 

Franz. Ale w przyszłości wolałabym go już nie słyszeć - podała mu ramię. 

-  No  i  widzi  pani,  droga  teściowo,  już  otrzymałem  pierwszą  reprymendę  od  mojej 

ślicznej narzeczonej - rzekł zwracając się do pułkownikowej, która z przerażeniem patrzyła na 

background image

córkę. Ponieważ Croner uśmiechał się, od razu poczuła się lepiej. 

-  Tak,  drogi  synu,  do  Carry  to  trzeba  z  miłością.  Po  dobroci  można  żądać  od  niej 

wszystkiego, ale gdy na nią krzyknąć, uprze się jak osioł. 

Objął Carry ramieniem i spytał czule: 

- Krzyknąłem na ciebie, kochanie? 

Pułkownikowa uznała, że może już spokojnie odejść. Carry uśmiechnęła się. 

- Myślę, że to było po raz ostatni, prawda Franz? 

- Jesteś dla mnie taka dobra, mój skarbie; czuję, że pozwolę ci owinąć się wokół palca 

-  przysunął  swoją  twarz  tak  blisko,  że  Carry  poczuła  na  policzku  jego  gorący  oddech. 

Wzdrygnęła się. 

Croner wyprężył się dumnie. Miał szczęście. Najpiękniejsze dziewczęta gotowe były 

bić  się  o  niego,  a on  odtrącił  wszystkie,  by  wybrać  tę,  która  najbardziej  mu  się  spodobała. 

Dumna była jak diabli, nie pomogła mu choćby krztynę, a jednak ją zdobył! 

Czas  już  zawinąć  do  małżeńskiej  przystani.  Po  burzliwych  latach  młodości  należało 

się trochę spokoju i wygody. Cronersheim potrzebowało następcy, a on żony, która umilałaby 

mu  życie  na  starość.  Carry  będzie  z  gracją  pełnić  honory  pani  domu  i  będzie  prawdziwym 

klejnotem potwierdzającym rangę posiadłości. Chyba już mu się nie wymknie? Mimo to nie 

warto zwlekać ze ślubem. Nie okazuje mu zbytniej czułości, ale to tylko dziewczęce nastroje, 

taka  gra.  Podniecająca  zresztą.  Zawsze  marzył  o  kobiecie  pięknej  i  dumnej,  niedostępnej  i 

chłodnej  dla  wszystkich  oprócz  tego  jednego,  wybranego:  jego  właśnie.  Po  weselu  dopnie 

swego. Ostatecznie stać go na zapewnienie szczęścia swojej kobiecie. 

Franz von Croner z zadowoleniem przygładził wąsik i dumnie wyprostował ramiona, 

żeby ukryć przy smukłej sylwetce Carry, że jest wyższa od niego. Narzeczeni uśmiechając się 

paradowali  wśród  gości.  Carry  promieniała.  Niech  zazdrośnicy  wiedzą,  że  naprawdę  jest 

szczęśliwą narzeczoną. 

Ukradkiem szukała wzrokiem Güntera Valberga. 

Stanął za kolumną i cały czas ją obserwował. 

- Fałszywy brylant! - mruknął. 

Nagle czyjaś ręka spoczęła na jego ramieniu. Odwrócił się. Obok stał wuj Wiktor. 

-  O  narzeczonej  mam  dokładnie  takie  samo  zdanie,  mój  chłopcze,  ale  radzę  ci,  nie 

wypowiadaj go tak głośno. 

Günter zarumienił się i złapał za głowę. 

- Mówiłem coś na głos? - zaniepokoił się. 

- Uspokój się. Nikt cię nie słyszał tylko ja. Poza tym od fałszywych brylantów aż się 

background image

roi. Stoisz cały czas z boku, źle się bawisz? 

- Średnio, wuju. 

- Hm! To tak jak ja. Nie jest to miłe dla oka widowisko, gdy śliczna Carry łasi się do 

tej nadętej ropuchy i przewraca oczyma z nadmiaru wzruszeń czy też Bóg wie czego. 

- Co za surowa opinia, wuju! 

-  Widzisz,  mój  drogi,  nagle  poczułem,  że  jesteś  mi  kimś  bardzo  bliskim,  i  nie  mogę 

patrzeć, jak cierpisz. Chodźmy stąd, siądziemy gdzieś w zaciszu i wypijemy butelkę dobrego 

wina. Czuję się tu równie źle jak ty. Mizernie wyglądasz. 

- Fakt, że boli mnie głowa. 

-  Dobrze, dobrze, wszystko wiem  -  rzekł  biorąc Güntera pod ramię.  -  Nie  musisz się 

tłumaczyć,  ale  pamiętaj,  że  niektóre  kobiety  nie  są  warte  tego,  by  poważny  mężczyzna 

cierpiał z ich powodu na ból głowy. Na pewno należy do nich Carry von Platen. Znam ten typ 

bardzo dobrze. 

- Proszę cię, wuju, ja... 

-  No  dobrze.  Ciesz  się,  że  nie  jesteś  na  miejscu  Cronera,  rozumiesz?  Nie  ma  na 

świecie nic gorszego od wyrachowanej kobiety. Takie omijałem zawsze z daleka. Spływamy 

stąd i zapijemy nasz smutek. Lepsze to niż sterczenie tu i łamanie sobie głowy. 

Günter szedł posłusznie za wujem. Nie zwracając niczyjej uwagi opuścili przyjęcie. 

background image

Upłynęło  kilka  dni.  Po  południu,  około  czwartej,  pod  willę  barona  Valberga 

podjechała skromna dorożka. Zatrzymała się na ulicy, gdyż brama wjazdowa do szerokiej alei 

wiodącej  do  położonej  w  głębi  ogrodu  rezydencji  była  zamknięta.  Obok  bramy  znajdowała 

się furtka, przy której zamontowano przycisk elektryczny dzwonka. 

Wysiadła  młoda,  szczupła  dziewczyna  w  ciemnym  płaszczu  podróżnym.  Zapłaciła 

dorożkarzowi  za  kurs,  wzięła  niewielką  brązową  torbę  i  nieco  zagubiona  rozejrzała  się 

niepewnie dookoła. Podeszła do żelaznej kraty broniącej wejścia do eleganckiej willi. 

Woźnica odjechał, a młoda dama została sama na pustej już ulicy. Westchnęła ciężko i 

podeszła do furtki. 

Nacisnęła  nieśmiało  klawisz  dzwonka  i  zaraz  odskoczyła  przerażona,  gdyż  krata, 

jakby  poruszona  niewidzialną  ręką,  otworzyła  się  sama.  Dziewczyna  zacisnęła  usta, 

zdecydowanym  krokiem  przeszła  przez  bramę  i  alejką  wysypaną  żwirem  skierowała  się 

wprost do willi. 

Przy  wejściu  czekał  już  lokaj  ubrany  w  ciemną  liberię  i  patrzył  na  przybyłą  z 

zaciekawieniem. 

Młoda dama wciągnęła głęboko powietrze i podeszła aż pod drzwi. 

- Czy zastałam pana barona Valberga? - spytała zdecydowanym tonem. 

Sługa przyglądał się  bladej, drobnej twarzy  nieznajomej, której wielkie ciemne oczy 

zdradzały  wyraźne  zaniepokojenie,  a  nawet  strach.  Nie  bardzo  wiedział,  co  odpowiedzieć. 

Dziewczyna ubrana była skromnie, ale schludnie i dość elegancko. Niewątpliwie musiała być 

damą, więc należało przyjąć ją z szacunkiem. 

- Baron jest chwilowo nieobecny. 

- Ale nie wyjechał w podróż? 

- Właśnie niedawno powrócił. 

- Czy przyjdzie wieczorem do domu? 

- Z pewnością. Może nawet za chwilę albo też późno w nocy. 

Dziewczyna  zastanowiła  się  przez  moment,  potem  energicznym  ruchem  podała 

background image

lokajowi swoją torbę. 

-  Proszę wziąć ode  mnie  bagaż  i zaprowadzić do pokoju przyjęć. Zaczekam  na pana 

barona - rzekła zdecydowanie. 

Sługa osłupiał i niemal bezwiednie wyciągnął rękę. Stał nie wiedząc, co robić dalej. 

Chyba to jakaś znajoma z podróży pana barona, bo z całą pewnością jeszcze nigdy tu 

nie była - pomyślał, a głośno rzekł: 

-  Czy  mogę spytać o nazwisko szanownej pani,  bo nie  jestem pewien, czy wolno  mi 

wpuścić panią do domu. 

Dziewczyna wyprostowała się dumnie. 

-  Nazwisko  nie  ma  żadnego  znaczenia.  Proszę  wykonać  moje  polecenie,  jeżeli  nie 

chce pan mieć nieprzyjemności. W razie czego powiem panu baronowi, że pana zmusiłam. 

- Ale on może wrócić późno w nocy - bronił się lokaj. 

- Wszystko mi jedno. Zaczekam, a więc... 

To  „a  więc”  zabrzmiało  tak  władczo,  że  sługa  nie  miał  wątpliwości  co  do 

przyzwyczajeń młodej nieznajomej. Bez słowa odwrócił się i wprowadził ją do saloniku dla 

gości.  Postawił  torbę  na  krześle  i  wskazał  stojący  przy  oknie  fotel.  Dziewczyna  usiadła 

ciężko, jakby ostatkiem sił. 

Lokaj wyszedł, ale przez dziurkę od klucza podglądał, co też energiczna dama zrobi. 

Siedziała bez ruchu z zamkniętymi oczyma. 

Na  wszelki  wypadek  lokaj  wolał  zawiadomić  o  wizycie  nieznajomej  także 

kamerdynera. Podróżował z panem baronem, więc zna wszystkie jego przygodne przyjaciółki. 

W razie czego jemu też się oberwie. 

Kamerdyner  Jean  nie  ukrywał  zdziwienia.  Na  ogół  pan  zawsze  uprzedzał  go  o 

wizytach dam i wydawał odpowiednie polecenia. Dzisiaj wyszedł bez żadnej instrukcji. 

Jean musiał zatem zbadać sytuację. Poszedł do saloniku. Zapadał już zmierzch, więc 

pod pretekstem zapalenia świateł zapukał do drzwi. 

Młoda  dama  nie  sprzeciwiła  się.  W  świetle  Jean  mógł  przyjrzeć  się  jej  bliżej.  Była 

bardzo  młoda  i  na  pewno  nigdy  jej  nie  widział.  Nie  wyglądała  bynajmniej  na  awanturnicę 

szukającą  przygód.  Blada,  niemal  dziewczęca  twarz  i  czarne  oczy  sprawiały  uspokajające 

wrażenie. 

Jean próbował ją zagadnąć: 

- Pan baron może wrócić bardzo późno. 

Skinęła głową. 

- Nie szkodzi. Zaczekam. 

background image

Zdecydowany, ostry ton kompletnie zaskoczył kamerdynera. Zupełnie nie pasował do 

bladej, dziecinnej twarzy nieznajomej. 

- Przypuszczam, że jaśnie pan poszedł do klubu. Jeżeli ma pani pilną sprawę, mogę do 

niego zadzwonić. 

Ożywiła się. 

- Ach tak? Proszę to zrobić natychmiast. 

- Proszę o pani nazwisko, szanowna pani. 

Dziewczyna zawahała się. 

-  Proszę  mu  powiedzieć,  że  pewna  dama  musi  z  nim  natychmiast  porozmawiać.  To 

zupełnie wystarczy. 

Powiedziała to z taką pewnością siebie, że Jean zbaraniał do reszty. Pamiętał jednak, 

że nieuprzejme traktowanie dam jego pan uważał za największe przewinienie. Zebrał się cały 

w sobie, żeby się uśmiechnąć, i obiecał zadzwonić do klubu. 

Wyszedł, a gdy przechodził przez hall, baron zamykał już za sobą drzwi. 

Jean  pomógł  mu  zdjąć  futro  i  wyznał,  że  właśnie  chciał  telefonować.  Wiktor, 

poprawiając garderobę przed dużym lustrem, spytał zdziwiony: 

- Dama z torbą podróżną? 

- Tak jest, jaśnie panie. 

- Młoda, stara? 

- Bardzo młoda, panie baronie. 

- Ładna? 

- Ujdzie - rzekł Jean z miną znawcy. 

- Hm! To posłuchajmy, co też młodą damę sprowadza w nasze progi. 

Jean patrzył zdziwiony. 

- Chce ją pan przyjąć? 

- Oczywiście! 

Jean pobiegł otworzyć drzwi do saloniku. 

Wiktor,  elegancki  od  stóp  do  głów,  szczupły,  rześki  po  przejażdżce  na  zimnym 

powietrzu, stanął w progu. 

Dziewczyna  odwróciła  się,  ale  nie  wstała.  Kurczowo,  obiema  rękoma  trzymała  się 

oparcia fotelu. Patrzyła na wchodzącego przestraszonymi dziecięcymi oczyma. 

Baron  przyglądał  się  drobnej  twarzy;  która  powoli  pokrywała  się  rumieńcem. 

Niewątpliwie miał do czynienia z damą, i to z wyższych sfer. Nie widział jej nigdy, chociaż 

duże czarne oczy bardzo mu kogoś przypominały. Nie kojarzył jednak kogo. 

background image

- Szanowna pani, lokaj zawiadomił mnie, że chce pani ze mną porozmawiać o czymś 

bardzo pilnym. Jestem baron Valberg. Czy mogę spytać, czemu zawdzięczam pani wizytę i z 

kim mam przyjemność? 

Dziewczyna westchnęła głęboko i spojrzała mu prosto w oczy. 

- Naprawdę mnie nie poznajesz? - spytała cicho. 

Wiktor przestraszył się. Dlaczego poufale  mówiła  mu przez  „ty”? Bezradnie szybko 

wertował pamięć. 

-  Przykro  mi,  ale...  nie,  w  tej  chwili...  nie  mogę  sobie  przypomnieć.  Musi  mi  pani 

pomóc. Nie dam rady sam, chociaż pani oczy wydają mi się znajome. 

Dziewczyna  rozglądała  się  trochę  zagubiona,  jakby  bliska  płaczu.  Odezwała  się 

drżącym głosem: 

- Jestem Rita! 

- Rita... - powtórzył jak echo. 

Przyjrzał się dokładnie i podszedł bliżej. 

- Rita? No nie! To chyba... 

- Rita Valberg... twoja córka, tato! 

Wiktor opadł na fotel stojący obok niej. 

- Naprawdę? Moja mała Rita? A to ci dopiero niespodzianka! 

Złożyła ręce jak do modlitwy. 

-  Cieszysz się  choć trochę, że do ciebie przyszłam?  Kiedy  widziałam cię ostatni raz, 

powiedziałeś  mi:  „Gdy  będziesz  duża,  myszko,  przyjedziesz  do  tatusia”.  Pamiętasz  jeszcze, 

drogi tatku? 

Westchnął. Dziwnie zabrzmiało w jego uszach to „drogi tatku”. Nie wiedział, czy ma 

się cieszyć, czy martwić. 

- A więc zapamiętałaś moje słowa, nie zapomniałaś ich przez tyle lat? - spytał ciągle 

jeszcze oszołomiony i trochę bezradny. 

- Nie, tato, ani przez chwilę. Ale powiedz: cieszysz się choć trochę, że tu jestem? 

- Oczywiście, że się cieszę. Bardzo... wyjątkowo. Tylko... widzisz, jestem zaskoczony 

i  nie  wiem,  co  robić.  Tak  długo  się  nie  widzieliśmy,  że  cię  nie  poznałem.  Nie 

przypuszczałem, że mam tak dużą córkę. W pamięci ciągle miałem obraz małej dziewczynki 

z długimi lokami i w spódniczce na szelkach. A tu zjawia się dorosła dama! Cóż, czas nie stoi 

w  miejscu.  Bardzo  się  cieszę,  że  mnie  nie  zapomniałaś,  że  przyszłaś  w  odwiedziny. 

Domyślam się, że jesteś tu przejazdem? 

Wiktor nigdy nie czuł się tak niepewnie wobec żadnej kobiety, jak teraz wobec swojej 

background image

córki. Pokręciła głową. 

- Nie, tato, nie przejazdem. Mama nie żyje. 

- Tak, wiem. Przeczytałem w gazecie nekrolog. Gdybym wiedział, że wciąż pamiętasz 

o moim istnieniu, napisałbym do ciebie. 

Westchnęła ze smutkiem. 

- A więc to dlatego nie odzywałeś się wcale? 

- Widzisz, moje dziecko, nie chciałem cię niepokoić i zmuszać do wyboru. 

- Ale nie zapomniałeś, że istnieję, prawda? 

-  Jakże  bym  mógł?  Było  mi  cię  żal,  gdy  dowiedziałem  się  o  śmierci  twojej  matki. 

Musiało to być dla ciebie ciężkie przeżycie. 

Rita przetarła oczy. Na jej delikatnej twarzy nagle pojawił się grymas bólu. 

-  Mama  nie kochała  mnie  zbytnio.  Faworyzowała raczej  młodsze rodzeństwo. Oboje 

byli ładniejsi ode mnie i grzeczniejsi. Jasne włosy, różowa cera... zupełnie podobni do mamy. 

Ja nie potrafiłam przymilać się tak jak oni. 

Mówiła  półgłosem.  Smutek  w  jej  czarnych  oczach  zupełnie  rozczulił  Wiktora.  Miał 

ochotę pocieszyć Ritę, przytulić, pogłaskać ją, ale bał się, że wyjdzie to komicznie. Nie był na 

to przygotowany. 

-  Bardzo  ci  współczuję,  moje  biedne  dziecko.  Ale  powiedz  mi,  jak  to  się  stało,  że 

przyjechałaś. Ojczym zgodził się? Chyba nie podróżowałaś sama? Długo chcesz tu zostać? 

Stawiał jedno pytanie po drugim nie wiedząc, jakim tonem rozmawiać z córką. 

-  Przyjechałam  zupełnie  sama  i  chcę  zostać  z  tobą...  na  zawsze.  Powiem  ci  całą 

prawdę:  w  domu  nikt  nie  wie,  że  wyjechałam.  Uciekłam  po  kryjomu,  ale  zostawiłam  list. 

Napisałam  ojczymowi  i  rodzeństwu,  że  przenoszę  się  do  mojego  prawdziwego,  kochanego 

tatusia. Z tutejszych gazet, które kupowałam, gdy tylko miałam okazję, wiedziałam, że wciąż 

mieszkasz w tym mieście, a na dworcu znalazłam dorożkarza, który znał twój adres. 

Wiktor chwycił się za głowę. 

- Dziewczyno, skąd ci to przyszło do głowy? Dlaczego to zrobiłaś? 

Nagle rozpłakała się, a wielkie krople łez spływały po jej policzkach. 

-  Tam  nikt  mnie  nie  kochał!  Byłam  strasznie  samotna,  gdy  po  śmierci  babci  mama 

zabrała mnie do siebie. Ojczym nie lubił mnie, a ja cały czas tęskniłam za tobą. 

W sercu barona obudziło się dziwne, nie znane dotąd uczucie. „Nikt mnie nie kochał”. 

Jak dojmująco zabrzmiała ta skarga w ustach młodej dziewczyny! Z jakim smutkiem patrzyły 

na niego te piękne załzawione oczy! Wzruszył się. 

-  Moja  biedna  mała  Rita!  -  rzekł  i  po  raz  pierwszy  od  rozwodu  z  żoną  zdał  sobie 

background image

sprawę, że dziecku stała się krzywda. 

Rita nagle złapała go za rękę, a w jej spojrzeniu pojawił się błysk radości. 

- Ale ty mnie kochasz, prawda, tatusiu? 

- Oczywiście, moje ty biedactwo. 

- A jednak miałam rację, gdy wszystkim o tym mówiłam. Ktoś przecież musiał mnie 

kochać. Nawet ojczym, który mnie nie lubił, dla swoich dzieci był gotów zrobić wszystko. Ja 

byłam  dla  nich  kimś  obcym,  także  dla  mamy.  Nie  była  zachwycona,  że  po  śmierci  babci 

musiała  mnie wziąć do siebie. Kiedy pytałam  ją  o ciebie  i prosiłam, żeby  mi opowiadała o 

tatusiu,  krzyczała  na  mnie  i  wyrzucała  do  osobnego  pokoju.  A  ja  tak  chciałam  być  z  tobą. 

Prosiłam  mamę,  ale  ona  bardzo  się  gniewała.  Przestałam  nalegać,  a  jedyną  pociechą  były 

twoje  słowa:  „Gdy  będziesz  duża,  myszko,  przyjedziesz  do  tatusia”.  Kiedy  było  mi  bardzo 

ciężko,  zawsze  sobie  je  przypominałam.  No  i  przyjechałam  wreszcie.  Prawda,  że  mnie 

kochasz, tato? 

Mówiła  z  ogromnym  przejęciem.  Z  każdego  słowa  sączył  się  ból  trapiący  jej 

młodziutkie  serce.  Za  nic  w  świecie  Wiktor  nie  mógłby  teraz  przyznać,  że  przyjazd  córki 

bardziej go przeraził niż ucieszył. 

Zresztą  była damą  i  nie  wolno  mu  jej urazić. Opanował się  i czule pogłaskał zimną 

rękę Rity. 

-  Oczywiście,  moja  maleńka,  to  przecież  zrozumiałe,  że  cię  kocham,  nawet  gdy 

wskutek długiej rozłąki staliśmy się sobie trochę obcy. 

Odetchnęła z ulgą i mocno uścisnęła oburącz jego dłoń. 

-  A  jednak  miałam  rację!  Mama  ciągle  mi  powtarzała,  że  nie  kochasz  i  w  ogóle  nie 

chcesz  mnie  znać.  Także  babcia  twierdziła,  że  się  cieszysz,  bo  się  mnie  pozbyłeś.  Nie 

chciałam im wierzyć. Dąsałam się i mówiłam, że kłamią. Ich zdaniem byłam niegrzeczna, ale 

jak  miałam  im  przyznać  rację,  skoro  pamiętałam  spotkania  z  tobą,  gdy  byłeś  dla  mnie  taki 

dobry? Zabrałam wszystkie zabawki, które mi podarowałeś. Nie pozwalałam ich dotknąć ani 

siostrze,  ani  bratu.  Przyciskałam  je  mocno  do  siebie  i  głośno  krzyczałam.  Raz,  pod  moją 

nieobecność,  wszystkie  moje  skarby  dostały  się  w  ich  ręce.  Gdy  zobaczyłam  zabawki 

połamane i porozrzucane, dosłownie wpadłam w furię. Ojczym zbił mnie i zamknął w pokoju. 

Siedziałam  i  płakałam  cały  dzień.  Tylko  jedna  z  pokojówek  przyszła  mnie  pocieszyć  i 

pomogła mi naprawić te najmniej uszkodzone. Zamknęłam je później w szafie, a klucz stale 

nosiłam przy sobie. Ten klucz zawsze mi przypominał, że miałam tatusia, który był dla mnie 

dobry, a gdy będę duża, pójdę do niego. Mama miała rację, że byłam niedobra, niewdzięczna 

i z wszystkiego niezadowolona. Ale  jak  miałam  się cieszyć  i okazywać radość, gdy czułam 

background image

się tak przeraźliwie samotna i niekochana? Mama umarła, a ja ze strachu i żalu nie potrafiłam 

uronić ani jednej łzy. Ojczym skrzyczał mnie i kazał się wynosić, bo już patrzeć nie mógł, że 

jestem pozbawiona wszelkich uczuć. Gdyby on mógł spojrzeć w głąb mojego serca! Jak ono 

cierpiało i krwawiło! Zamknęłam się w swoim pokoju, nie wychodziłam nawet na posiłki, ale 

dłużej już nie mogłam wytrzymać. Tęsknota za tobą przeważyła. Uciekłam z domu wcześnie 

rano, gdy wszyscy jeszcze spali. Pobiegłam prosto na dworzec, no i jestem. 

Baron  słuchał  ze  wzruszeniem,  ale  i  zakłopotaniem.  Nigdy  nie  pomyślał,  że  z  jego 

winy  córka  musiała  tak  wiele  wycierpieć.  Przysunął  swój  fotel  bliżej  i  usiadł  obok  niej. 

Delikatnie  zdjął  rękawiczki  z  drobnych  zimnych  rąk  Rity  i  próbował  jej  dłonie  rozgrzać  w 

swoich. 

-  Moje  biedne  maleństwo,  nigdy  nie  przypuszczałem,  że  możesz  za  mną  tęsknić. 

Byłem  pewien,  że  z  matką  jest  ci  dobrze  i  nie  chciałem  w  żaden  sposób  przeszkadzać 

twojemu  szczęściu.  Uważałem  zresztą,  że  dawno  o  mnie  zapomniałaś.  Aż  nie  chce  mi  się 

wierzyć, że jesteś tu ze mną i siedzisz tuż obok. Sam nie wiem, co ci powiedzieć i co robić 

dalej. 

Popatrzyła  na  niego  i  uśmiechnęła  się  po  raz  pierwszy.  Jej  drobna,  dziewczęca 

twarzyczka wyładniała, a wielkie piękne oczy błysnęły cudownym blaskiem. 

-  Co  robić  dalej?  -  spytała  cicho,  pełna  nadziei.  -  Teraz  już  mi  wszystko  jedno, 

bylebym  tylko  mogła  zostać  z  tobą.  Nie  odeślesz  mnie  z  powrotem,  prawda,  tatusiu?  - 

Patrzyła mu prosto w oczy. Próbował odwrócić się w inną stronę. 

-  Widzisz,  moje  drogie  dziecko,  sam  nie  wiem.  Mój  dom  absolutnie  nie  jest 

przystosowany do zamieszkania tu młodej damy. Od wielu lat prowadzę kawalerskie życie i 

nie  wyobrażam  sobie,  jak  mogłabyś  ze  mną  wytrzymać.  W  tym  domu  brakowałoby  ci 

wszystkiego. 

-  Znajdziesz  mi  jakiś  kącik.  Nie  jestem  wymagająca,  bylebym  mogła  tylko  zostać  z 

tobą. 

Zakłopotany  dotknął  ręką  czoła  i  nagle  obleciał  go  wielki  strach:  znalazł  się  w 

przymusowej  sytuacji,  został  zmuszony!  Musi  zamieszkać  pod  jednym  dachem  z  dorosłą 

córką. On i dorosła córka! Toż to śmiechu warte. Będzie ją prowadzić na bale, na przyjęcia, 

przecież nie może jej trzymać pod kluczem. Nie, on się do tego nie nadaje. Wystawi się na 

pośmiewisko.  Czuł  się  tak,  jakby  tysiące  pętli  zacisnęło  się  wokół  niego  równocześnie.  Co 

począć z tą bezbronną  istotą? Żal  mu  było  Rity  i  naprawdę  była  mu kimś  bardzo bliskim  i 

drogim.  Nie  mógłby  jej  teraz  odesłać  z  powrotem  i  zostawić  na  pastwę  losu.  Do  domu 

ojczyma na pewno nie wróci. Po tym, jak uciekła, i tak by jej nie przyjął. 

background image

Rozejrzał się bezradnie i pogłaskał córkę po policzku. 

- Nie jest to takie proste, jak sobie wyobrażałaś, mój skarbie. W domu nie ma w ogóle 

damskiej  służby  i  nie  da  się  nikogo  zaangażować  z  dnia  na  dzień.  Baronówna  Valberg  nie 

może  mieszkać  w  kąciku,  jak  powiedziałaś.  To  nie  wypada.  Gdy  teraz  powiem  służbie,  że 

jesteś moją córką, postawię się w niezręcznej sytuacji. Gdybyś przynajmniej napisała, jakoś 

byśmy się przygotowali na twój przyjazd. 

Westchnęła i ze smutkiem popatrzyła na ojca. 

-  No tak,  jak  zawsze:  wszystko,  co  robię,  jest  złe  i  głupie  -  szepnęła  i  nagle  zakryła 

twarz rękoma. 

Wiktor przestraszył się. Chwycił Ritę mocno za nadgarstki. 

- O nie, tylko nie płacz, moje dziecko. Nie zniosę widoku twoich łez. Nie płacz, proszę 

- rzekł czułym głosem. 

-  Jeżeli  mnie odeślesz, wszystko  jedno dokąd, pójdę  i utopię  się  -  wyrzuciła z  siebie 

szlochając. 

Uśmiechnął się. Rozpacz dziecinna głęboko go wzruszyła. 

-  Daj  spokój,  moja  myszko,  o  odesłaniu  cię  nie  może  być  mowy.  Zastanawiam  się 

tylko, gdzie i na jak długo cię ulokować. 

Wstała i rzuciła mu się na szyję, to śmiejąc się, to płacząc. 

-  Dzięki  ci, Boże! Nazwałeś  mnie  swoją  myszką  i  już  wiem, że  mnie  nie wyrzucisz. 

Taka jestem szczęśliwa! - zawołała tuląc się do Wiktora. 

Przygarnął  ją  do  piersi,  ale  dalej  nie  wiedział,  czy  ma  się  cieszyć,  czy  żałować.  Jak 

wyjść z tej sytuacji i nie skrzywdzić dziecka? Nagle przypomniała mu się hrabina Tronsfeld. 

Odetchnął z ulgą. Pójdzie do niej i poprosi o radę; sam nie zdoła niczego wymyśleć. Hrabina 

z  całą  pewnością  pomoże  mu  wyjść  z  kłopotów.  Może  nawet  zabierze  Ritę  do  siebie?  To 

byłoby wspaniałe rozwiązanie! Widywałby się z córką, kiedy tylko by chciał, i nie musiałby 

rezygnować ze swojej wolności, a tego bał się najbardziej. 

-  Posłuchaj  mnie,  myszko:  pojadę  teraz  do  mojej  przyjaciółki,  hrabiny  Tronsfeld,  i 

poproszę ją o radę, co mam z tobą zrobić, bo naprawdę nie wiem, jak zabrać się za urządzenie 

twojej  przyszłości.  Zdejm  kapelusz  i  płaszcz.  Rozgość  się  tu  i  poczekaj,  aż  wrócę  od  pani 

hrabiny. Nie będę u niej długo. 

Sam  zdjął  kapelusz  z  jej  głowy  i  nie  mógł  wyjść  z  podziwu  na  widok  gęstych 

ciemnych włosów uplecionych wokół głowy. Pogładził je czule. 

- Masz cudowne włosy, myszko - rzekł. 

Roześmiała się wesoło. Wyglądała uroczo. 

background image

-  Naprawdę  ci  się  podobają,  tatusiu?  Mama  patrzyła  na  nie  z  obrzydzeniem.  Brat  i 

siostra  mieli  blond  włosy,  takie  jak  ona.  Ja  zawsze  byłam  „czarną  owcą”  w  rodzinie. 

Uważano, że oczy i włosy odziedziczyłam po tobie i - jak myślę - z tego powodu nikt mnie 

nie lubił. 

- Mama bardzo była na mnie zła? - spytał. 

Popatrzyła na ojca, jakby się zawahała. 

- Wyraźnie tego nie powiedziała, ale ja... ja to czułam. Od razu wpadała w złość, gdy o 

tobie wspomniałam. 

- Powiedz szczerze: mimo to nigdy nie myślałaś o mnie źle? 

Kręciła głową z uśmiechem na ustach. 

- O, nie! Zawsze sobie mówiłam: przecież ani tato, ani ja nie jesteśmy winni, że mama 

nas  nie  lubi.  Jej  pewnie  nie  wychodziło  z  tobą  i  ze  mną,  tak  jak  mnie  z  przyrodnim 

rodzeństwem  i  ojczymem,  po  prostu  nie  potrafiłam  ich  polubić,  choćbym  nie  wiem  jak  się 

starała. Wszyscy ludzie dookoła powtarzali, jaki  to mój ojczym porządny  i godny szacunku 

człowiek, a brat i siostra jacy dobrze wychowani i grzeczni, a ja ich nie lubiłam i już. Chyba 

tak w życiu jest, że jednych ludzi się lubi, a innych nie. 

Baron objął Ritę i pocałował w czoło. 

- Moja maleńka, jak to dobrze, że mimo wszystko nie przestałaś mnie kochać. 

- A ty, tatusiu, kochasz mnie choć trochę? 

-  Bardzo,  moja  myszko.  Gdy  bliżej  się  poznamy,  pokochamy  się  jeszcze  bardziej. 

Teraz muszę już pędzić do hrabiny Tronsfeld. 

Wziął od niej płaszcz i podszedł do drzwi, żeby zadzwonić po lokaja. 

- Tato! - usłyszał cichutki głos Rity. 

- Co, moje dziecko? - odwrócił się. 

Rita zaczerwieniła się. 

- Tato, jestem straszliwie głodna. Nie jadłam nic od rana. Znalazłam w swoim pokoju 

kilka herbatników, a pieniędzy starczyło mi tylko na bilet i na dorożkę. 

-  Moje  biedactwo!  Toż  musisz  być  głodna  jak  wilk,  ja  zaś  nie  pomyślałem  o  tym 

zupełnie. Czemu od razu nie poprosiłaś? 

-  Dopóki  nie  byłam  pewna, czy  mnie  nie odeślesz, zupełnie  nie czułam głodu. Za to 

teraz aż mnie skręca. 

-  Wcale  się  nie  dziwię.  Poczekaj  chwilę,  zaraz  każę  coś  podać.  Na  pewno 

przygotowano już dla mnie podwieczorek, więc zjemy razem. Dla ciebie znajdzie się coś na 

gorąco. Wizyta u hrabiny może poczekać te pół godziny. 

background image

Po chwili zjawił się lokaj. 

Wiktor podał mu płaszcz Rity i wskazując na jej torbę i kapelusz rzekł: 

-  Proszę  to  zanieść  do  garderoby.  Moja  córka  zostanie  u  nas  przez  kilka  dni.  Teraz 

baronówna zje ze mną podwieczorek, proszę więc polecić kucharzowi, żeby szybko wymyślił 

jakieś gorące danie. Proszę mnie zawiadomić, gdy wszystko będzie gotowe. 

Na twarzy lokaja nie było widać zdziwienia, tylko mrugnął oczyma, w momencie gdy 

pan baron nazwał młodą damę swoją córką. Odszedł bez słowa, a ojciec i córka usiedli i zajęli 

się rozmową. Po pięciu minutach lokaj wrócił, zapraszając ich do jadalni. 

Wiktor  wstał  i  podał  córce  ramię.  Weszli  do  małej  salki  urządzonej  w  stylu 

angielskim. Baron jadał tam posiłki sam albo z Günterem. Większe przyjęcia organizowano w 

dużej jadalni. 

Rita  rozglądała  się  z  zachwytem,  przy  stole  jednak  zachowywała  się  swobodnie, 

niczym prawdziwa pani domu. Z gracją obsługiwała ojca. On zaś z podziwem patrzył na jej 

zgrabne, wąskie dłonie wykonujące zręczne i eleganckie ruchy. Niemal bezwiednie chwycił 

jej rękę i z szacunkiem pocałował. Rita zaczerwieniła się i uśmiechnęła. 

- U ciebie jest tak przytulnie i miło, tatusiu - rzekła po cichu. 

Nie odpowiedział.  W dalszym ciągu czuł  się  mocno skrępowany, ale przemógł się  i 

zaczął  żartować  na  temat  dzisiejszej  głodówki.  Słuchał  własnych  słów,  a  miał  wrażenie,  że 

mówi je ktoś inny. Czułbym się o wiele lepiej, gdybym wreszcie mógł porozmawiać z hrabiną 

- pocieszał sam siebie. W pewnym momencie wstał. 

-  Zostań,  moje  dziecko,  spokojnie  przy  stole  i  bez  pośpiechu  odrób  zaległości  w 

jedzeniu. Ja pojadę w tym czasie do hrabiny. Przejdź do salonu i rozgość się. Rozkażę, żeby 

ci  nie przeszkadzano  i zanim  się spostrzeżesz, będę z powrotem. Pani  hrabina  na pewno  mi 

poradzi, co mam począć z odzyskaną córeczką. 

- A nie każe ci mnie odesłać? - chwyciła go za rękę. 

- O, to absolutnie nie wchodzi w rachubę. 

- No, to jestem spokojna. 

Pocałował ją w czoło krótko i trochę niezdarnie. 

- Do zobaczenia, myszko! 

- Do widzenia, tatusiu! 

Patrzyła  za  nim,  a  gdy  wyszedł,  złapała  się  za  serce  i  szepnęła  wzruszona:  -  Tatuś! 

Mój ukochany, najdroższy tato! 

Samochód  barona  zatrzymał  się  przed  domem  generałowej.  Okna  na  pierwszym 

background image

piętrze  były  oświetlone.  Hrabina  na  pewno  była  u  siebie,  tylko  czy  sama?  Wiktor  kazał 

szoferowi zaczekać. 

Maria  Tronsfeld  siedziała  w  swoim  saloniku  przy  kominku,  z  książką  w  ręku. 

Odłożyła ją, by przywitać się z baronem. 

- Niestety, jestem już po podwieczorku. Nie spodziewałam się pana dzisiaj. 

Wiktor  pochylił  się,  by  pocałować  ją  w  rękę.  W  jego  oczach  widać  było 

zdenerwowanie  i  niepokój.  Hrabina  nie  miała  wątpliwości,  że  musiało  się  zdarzyć  coś 

ważnego. Wskazała na stojący obok fotel. Usiadł, westchnął głęboko i po chwili rzekł: 

- Dziś przychodzę do pani nie jako gość, droga hrabino, ale jako człowiek wytrącony z 

równowagi, zupełnie bezradny i szukający pomocy. 

-  Widzę,  drogi  przyjacielu,  że  jest  pan  zdenerwowany.  Mam  nadzieję,  że  nie 

przytrafiło się nic złego, ale gdyby nawet, to jestem zawsze gotowa pana wysłuchać i w miarę 

możliwości służyć radą i pomocą. Pan przecież o tym dobrze wie. 

- Tak, droga Mario, i dlatego tu jestem. Już gdy usiadłem naprzeciwko pani, czuję, że 

mój problem stał się mniej poważny. Ale do rzeczy. Jakąś godzinę temu wróciłem do domu a 

tam czekała mnie wielka niespodzianka. Lokaj uprzedził mnie, że przyszła jakaś młoda dama 

i koniecznie chce porozmawiać. 

Hrabina  złożyła  dłonie  dotykając  je  koniuszkami  palców.  Uśmiechnęła  się  nieco 

ironicznie. 

- Drogi baronie, w końcu to nic nadzwyczajnego. Nie rozumiem, dlaczego tym razem 

pan się zdenerwował. 

Wiktor energicznie potrząsnął głową. 

-  Nie, nie!  Źle  mnie pani zrozumiała. Nie chodzi tu o sprawy  sercowe, przynajmniej 

nie w tym sensie, co pani myśli. 

- A jednak byłam blisko, nieprawda? 

Wziął ją za rękę i poważnie spojrzał prosto w oczy. 

-  Nie,  droga  hrabino.  Proszę  odrzucić  wszelkie  tego  typu  podejrzenia.  Niech  pani 

zgadnie, kto czekał na mnie w saloniku. 

- No, jestem ciekawa. 

- Moja córka Rita. 

Generałowa zrobiła wielkie oczy i wyprostowała się w fotelu. 

- Niesamowite! 

- Tak. Moja mała Rita, ale nie ta z długimi lokami i w spódniczce na szelkach. Dorosła 

młoda dama, w żałobnej sukni! Blada, wychudzona, ze wzruszająco smutnymi oczyma i tym 

background image

uśmiechem, który trudno mi nawet opisać. W każdym razie to on ujął mnie najbardziej. 

Hrabina sama wyglądała teraz na zdenerwowaną. 

- To naprawdę pańska córka, drogi baronie? Przyjechała w odwiedziny? 

-  Nie,  nie  w  odwiedziny.  Tak  też  najpierw  pomyślałem,  ale  ona  uciekła  z  domu 

ojczyma i chce u mnie zostać na zawsze. 

Maria uśmiechnęła się. Dopiero teraz zrozumiała zdenerwowanie Wiktora. 

- Musi mi pan opowiedzieć wszystko po kolei. 

Wiktor przekazał niemal dosłownie każde słowo z tego, co usłyszał od córki. Hrabina 

słuchała wyraźnie wzruszona. 

-  Biedactwo!  To  straszne,  że  te  niewinne  istoty  cierpią  najbardziej,  gdy  rodzice  nie 

potrafią dojść ze sobą do porozumienia. 

- Ma pani rację, hrabino, jak zawsze. Sam zrozumiałem to dopiero teraz. 

- Musi pan zrobić dla córki wszystko, żeby jej jakoś wynagrodzić całą krzywdę. 

Spojrzał na nią zupełnie zbity z tropu. 

- Oczywiście. Żeby pani wiedziała, jak ja się teraz czuję. Nagle w moim domu zjawia 

się dziecko, o którym niemal zapomniałem, i z rozbrajającą szczerością otwiera przede mną 

swoje serce. Ma do mnie pełne zaufanie i zamierza zostać na zawsze. 

-  To  całkiem  naturalne.  W  tej  sytuacji  ojcowski  dom  jest  najodpowiedniejszym 

miejscem dla młodej baronówny. 

Na twarzy Wiktora widać było bezsilność i zakłopotanie. 

- Niestety, droga przyjaciółko, łatwo pani mówić. Nie mogę tak po prostu przyjąć do 

domu dorosłej córki. 

Popatrzyła na niego zdziwiona. 

-  Panie  baronie,  tu  nie  chodzi  o  to,  czy  pan  chce,  czy  może...  pan  musi!  To  pana 

obowiązek. 

Złapał się za głowę. 

-  Wiem,  ale  nie  mogę  wprowadzić  córki  do  mojego  kawalerskiego  gospodarstwa. 

Musiałbym przemeblować cały dom, zmienić przyzwyczajenia, słowem - postawić wszystko 

do  góry  nogami.  Droga  przyjaciółko,  niech  mi  pani  coś  doradzi,  pomoże.  Musi  mi  pani 

wskazać jakieś rozwiązanie. 

W oczach hrabiny pojawił się wyraz lekkiej pogardy. 

-  Mój  drogi,  jak  na  razie  ojcowskie  obowiązki  niewiele  pana  obchodziły;  myślę,  że 

najwyższy czas potraktować je poważnie. Czyżby strach przed ewentualnymi kłopotami kazał 

znów  zlekceważyć  tę  powinność?  Chciał  pan  ode  mnie  rady,  więc  proszę  posłuchać:  ze 

background image

szczerego serca radzę poważnie zająć się tym biednym, osamotnionym dzieckiem. Musi pan 

znaleźć dla niej miejsce i w sercu, i w domu. Rita musi uwierzyć, że naprawdę ma ojca. 

Wiktor podniósł obie ręce w geście protestu. 

-  Ależ,  hrabino!  Jak  ja  pokażę  się  w  towarzystwie  w  roli  ojca,  wprowadzającego 

dorosłą córkę? Narażę się na śmieszność. Nawet nie wiem, jak powinienem się zachować. 

- Wszystkiego można się nauczyć - rzekła nieco złośliwie. - Ma pan na to dość czasu. 

Na razie Rita nosi żałobę po matce, więc tej zimy nie będziecie wychodzić na przyjęcia. Do 

następnej pan się przyzwyczai i wszystko pójdzie gładko. Zobaczy pan. Oczywiście, w domu 

trzeba będzie zrobić drobne przemeblowanie, ale willa jest przestronna i nie powinno być z 

tym  kłopotu.  Wystarczy  trochę  pieniędzy  i  dobrej  woli,  a  kilka  pokoi  dla  Rity  da  się 

wygospodarować. 

Wiktor westchnął cicho. 

- Zapomniała pani, że mam tylko męską służbę. 

-  I  co  z  tego?  Zaangażuje  pan  pokojówkę.  Na  razie  zupełnie  wystarczy.  Jeżeli  pan 

chce,  chętnie  się  tym  zajmę.  Później,  gdy  Rita  zacznie  wychodzić  z  domu,  trzeba  będzie 

zatrudnić jeszcze damę do towarzystwa. 

-  Włos  jeży  mi  się  na  głowie!  Musi  pan...  trzeba  będzie...  dlaczego  nagle  wszystko 

muszę?  Nie  cierpię  przymusu!  Jestem  zdruzgotany.  Pani  chce  mnie  tylko  przestraszyć, 

zmartwić. Przypuszczam, że w zanadrzu ma pani lepsze rozwiązanie. 

-  Lepsze?  O,  nie!  Pan  chciałby  słuchać  tylko  rad,  które  są  korzystne  dla  pana,  ale 

koniec  z  tym,  drogi  przyjacielu.  Nie  ustąpię,  gdyż  sprawa  jest  zbyt  poważna.  Proszę  się 

zastanowić:  wystarczy  odrobina  dobrej  woli,  a  wszystko  ułoży  się  samo.  Z  pewnością 

oczekiwał pan, że poradzę umieścić córkę w jakiejś dobrej rodzinie albo też sama zabiorę ją 

do  siebie...  Bóg  świadkiem  -  z  prawdziwą  przyjemnością  zajęłabym  się  tą  słodką  istotą  i, 

kogo  jak  kogo,  ale  córkę  Wiktora  Valberga  przyjęłabym  w  moim  domu,  ale  w  ten  sposób 

dziewczynie  wcale  bym  nie  pomogła.  Nie  można  jej  tak  przerzucać  z  rąk  do  rąk.  Ona 

potrzebuje  przede  wszystkim  rodzinnego  domu,  w  którym  mogłaby  zapuścić  korzenie,  do 

którego  czułaby  się  przywiązana.  Jej  nie  potrzeba  litości  i  łaski,  ale  bezpiecznej  przystani. 

Musi ją znaleźć w domu swojego ojca i to należy do pana obowiązków, drogi baronie, dopóki 

nie  wyda  pan  córki  za  mąż.  Dlatego  bardzo  proszę,  również  w  pana  interesie,  by  jako 

człowiek szlachetny i wrażliwy pozbył się wszelkich wątpliwości. Straciłabym do pana cały 

szacunek, gdyby wygoda  i egoizm przeważyły  i  odtrąciłby pan to biedne dziecko teraz, gdy 

pierwszy raz potrzebuje pańskiej pomocy. 

Valberg słuchał skruszony, ze spiętą twarzą, na której drgał dosłownie każdy mięsień. 

background image

-  Ma  pani  rację,  droga  przyjaciółko.  Jednakże  pomijając  nawet  osobiste  względy, 

zupełnie  nie  wiem,  jak  postępować  z  córką.  Skąd  mam  wiedzieć,  czego  ona  ode  mnie 

oczekuje? Proszę mi wierzyć, że odczuwam ciepło wokół serca, gdy patrzę na Ritę, słucham 

jej  szczerych  wyznań.  Rozumiem  ją  i  wiem,  że  potrzebuje  mojej  miłości.  Z  tym  sobie 

poradzę, ale - na Boga - nie wyobrażam sobie, że zamieszka w moim domu. 

Hrabina roześmiała się. Zaczynała współczuć Valbergowi. 

-  Jest  pan  naprawdę  dużym  dzieckiem,  drogi  baronie.  Odwagi,  a  przy  dobrej  woli 

wszystko  skończy  się  dobrze.  Chętnie  panu  pomogę  tam,  gdzie  będę  mogła.  Na  początek 

wezmę Ritę do siebie. Przekona ją pan, że jest to konieczne ze względu na przemeblowanie w 

domu. W tym czasie każe pan urządzić sypialnię z garderobą. Przyda się też buduar, bo być 

może nieprędko zjawi się poważny kandydat na męża, który uwolni pana od obowiązków. Do 

tego czasu musi pan je spełniać, nawet nadrabiając miną. Wyręczę pana, gdzie tylko się da. 

Mam nadzieję, że młoda dama obdarzy mnie swoim zaufaniem. Najważniejsze, żeby u ojca 

odnalazła  rodzinny  dom  i  za  nic  w  świecie  nie  wolno  panu  okazać  jej,  że  stanowi  jakieś 

obciążenie. Wycierpiała już dosyć i proszę oszczędzić jej zmartwień. 

Wiktor wstał i kilka razy okrążył pokój. Stanął naprzeciwko generałowej i spytał: 

- A towarzystwo? Co ludzie na to powiedzą? 

Uśmiechnęła się z kpiącą miną. 

-  Nagle  przejął  się  pan  tym,  co  ludzie  myślą  i  mówią?  Sądziłam,  że  jest  to  panu 

zupełnie  obojętne.  Co  pana  obchodzą  plotki?  Gdy  ktoś  spyta  wprost,  może  pan  spokojnie 

wyjaśnić, że była żona umarła niedawno, a pan postanowił zająć się córką osobiście. Każdy to 

zrozumie  i uzna za prawidłowe. Przecież wszyscy wiedzą, że  był pan żonaty, a opieka  nad 

córką  to  żadna  ujma.  Sądzę,  że  wzbudzi  pan  jeszcze  większe  zainteresowanie  i  tylko 

przybędzie panu wielbicielek. 

Baron westchnął głęboko, a hrabina patrzyła na niego z politowaniem. 

-  Wcale  nie  żartuję, drogi przyjacielu  -  dodała  -  Wiktor Valberg zawsze  był  i  będzie 

ulubieńcem towarzystwa. 

Spojrzał na nią z rezygnacją. Nic więcej już nie wskóra, musi się poddać. Ostatecznie 

hrabina miała rację, gdy tym razem nie ustępowała. Nie może zamknąć przed Ritą drzwi do 

ojcowskiego domu. 

Daleki  był  jednak  od  odzyskania  spokoju.  Maria  zbyt  łatwo  to  wszystko  sobie 

wyobrażała.  Boże  drogi,  przecież  cały  dom  trzeba  będzie  urządzić  od  nowa,  powyrzucać 

wszystkie pamiątki, których córka raczej nie powinna oglądać, ale o tym wolał nie rozmawiać 

z hrabiną, mimo że była najbliższą mu osobą. 

background image

Wstał, ciągle jeszcze przybity. 

-  Zatem, droga hrabino, czy wolno  mi przyprowadzić córkę  jeszcze dziś wieczorem? 

Na kilka dni, może tydzień, zanim nie przygotuję dla niej pokoi... Będzie pani sama? 

-  Owszem,  nie  zaplanowałam  niczego.  Może  pan  przyjść  z  Ritą  w  każdej  chwili. 

Niechże już pan teraz wraca do niej, bo biedaczka pewnie umiera tam sama ze strachu. Niech 

pan pamięta o tym, co już wycierpiała. 

Pocałował hrabinę w rękę. 

-  Nigdy  pani  tego  nie  zapomnę.  Nie  jestem  może  idealnym  ojcem,  ale  przecież 

kocham swoje dziecko. 

-  W  to  nie  wątpiłam  i  dlatego  patrzę  na  waszą  przyszłość  z  nadzieją.  Tak  mi  się 

jeszcze przypomniało: czy nie należało wysłać depeszy do ojczyma Rity i zawiadomić go, że 

jest ona u pana? Pewnie się trochę niepokoi. 

-  Pani  o  wszystkim  pamięta,  droga  Mario.  Kolejny  raz  winien  jestem  pani 

wdzięczność. 

Pożegnał się i wyszedł w pośpiechu. 

Uśmiechnęła  się  do  siebie.  Po  chwili  wstała  i  poleciła  przygotować  pokój  dla 

oczekiwanego dziś wieczorem gościa. 

Wiktor Valberg nie wracał w najlepszym humorze. Rozmowa z hrabiną uświadomiła 

mu  dobitnie  całą  beznadziejność  sytuacji,  w  której  się  znalazł.  Nagle  poczuł  się  szarym, 

obarczonym troskami człowiekiem. 

Szoferowi polecił, aby w każdej chwili był gotów do wyjazdu. Kamerdynerowi oddał 

płaszcz i kapelusz. Rozejrzał się po przestronnym hallu: tu przynajmniej niczego nie będzie 

trzeba  zmieniać.  Także  pokój  przyjęć  i  jadalnie  pozostaną  nietknięte.  Trudno,  z  niektórych 

przyzwyczajeń trzeba będzie jednak zrezygnować. 

Westchnął i wszedł do saloniku, gdzie czekała Rita. Patrzyła na niego z niepokojem. 

Im dłużej czekała, tym bardziej odczuwała strach, że ojciec może zmienić zdanie i kazać ją 

odesłać. 

Gdy teraz wszedł, zerwała się i podbiegła mu naprzeciw. Od razu zauważyła, że nie 

wyglądał tak rześko, jak po południu, gdy zobaczyła go po raz pierwszy. Mimo to uśmiechnął 

się, choć wyczulonemu oku Rity nie uszło uwagi, że był to uśmiech wymuszony. 

-  Długo  kazałem  ci  czekać,  myszko?  -  spytał,  starając  się  nadać  głosowi  jak 

najserdeczniejszy ton. 

Spojrzała na ojca tak, by nie zdradzić swojego niepokoju. 

-  Liczyłam  dosłownie  minuty,  tatusiu.  Gdy  się  na  kogoś  czeka,  czas  dłuży  się 

background image

niemiłosiernie. Dobrze, że już wróciłeś. 

Przypomniał sobie przykre uczucie z czasów małżeństwa, gdy za każdym razem żona 

witała go lawiną wyrzutów, że wracał zbyt późno. Czyżby teraz to samo czekało go ze strony 

córki? Krew uderzyła mu do głowy. 

- Ano wróciłem. Zacznijmy jednak od wysłania depeszy do twojego ojczyma. 

Przeraziła się i zbladła jak ściana. 

- Do ojczyma? - poruszyła z trudem wyschniętymi nagle wargami. 

- Tak. Muszę go zawiadomić, że cała i zdrowa dotarłaś do mojego domu. Pewnie już 

się martwi o małą podróżniczkę. 

Pokiwała ze smutkiem głową. 

- O mnie nikt się nie martwi. Wiedzą przecież, że pojechałam do ciebie. 

Serce podeszło mu do gardła. Objął Ritę ramieniem. 

- Musimy jednak być uprzejmi i zawiadomić o twoim przybyciu. Nie uważasz? 

Skinęła głową i szybko popatrzyła mu prosto w oczy. 

- Przy okazji poproś go, żeby mi przysłał moje rzeczy - zagrała dyplomatycznie. 

Uśmiechnął się. Trzymając córkę w ramionach poczuł się nagle zupełnie odprężony. 

- Naturalnie. Każę przesłać twoje rzeczy tutaj. 

Rita spontanicznie rzuciła mu się na szyję. 

-  A więc  mogę u ciebie zostać, tatusiu?  Mój  najdroższy! Tak  się  bałam, że zmienisz 

zdanie. 

Rozpłakała się, ale szybko opanowała łzy. Wiktor głaskał ją czule po włosach. 

- Myszko! Co też ci przyszło do głowy, głuptasku? Oczywiście, że zostaniesz ze mną. 

Na kilka dni przeniesiesz się do hrabiny Tronsfeld. Z radością cię przyjmie, a ja w tym czasie 

zrobię  tu  trochę  porządków.  Dla  mojej  córeczki  każę  przygotować  najpiękniejsze  pokoje, 

zmienić  tapety,  zasłony,  wstawić  nowe  meble.  Hrabina  poszuka  ci  pokojówki  i  wtedy 

zamieszkasz u mnie. 

Powiedział to z nieukrywaną radością, po czym usiadł przy stoliku i napisał telegram. 

Rita wahała się jeszcze między szczęściem a niepokojem. 

- Narobiłam ci straszliwych kłopotów, co tatusiu? 

Popatrzył na córkę z rozbawieniem. 

-  A  jak  myślisz?  Wszystko  da  się  jakoś  ułożyć.  Uzbrój  się  tylko  w  cierpliwość, 

chociaż u pani hrabiny też będzie ci dobrze. 

Podpisał depeszę. Rita cały czas siedziała obok niego. 

- Wzięłaś przynajmniej koszulę nocną i przybory toaletowe? 

background image

-  A  jakże? O wszystkim  pamiętałam  i  zawczasu  spakowałam do torby, żeby  nikt się 

nie domyślił. Niestety, mam tylko tę jedną sukienkę, ale jak napisałeś, to ojczym przyśle mi 

resztę rzeczy. Pewnie się ucieszy, że pozbędzie się wszystkiego, co mu mnie przypomina. 

-  W  razie  czego  hrabina  kupi  ci  jutro  to,  czego  najbardziej  potrzebujesz. 

Najważniejsze, żebyś miała w czym spać dzisiaj. Zaraz tam pojedziemy, gdy tylko odprawię 

telegram. 

Zadzwonił na lokaja, wręczył depeszę i kazał zanieść do samochodu torbę córki. 

W  tym  momencie  kamerdyner  zapowiedział  przyjście  barona  Güntera  Valberga. 

Wiktor zawahał się i po chwili polecił wprowadzić go do gabinetu. Do Rity zaś rzekł: 

-  Będziesz  miała  okazję  poznać  twojego  dalekiego  kuzyna.  Günter  Valberg  obejmie 

wkrótce  ordynację.  Jesteśmy  wprawdzie  spokrewnieni  w  czwartym,  czy  nawet  piątym 

pokoleniu, ale polubiłem tego chłopca jak syna i właśnie jemu przekażę majątek rodzinny. Na 

pewno ucieszy się ze spotkania z tobą. Posiedź tu chwilkę sama, pójdę go uprzedzić i zaraz 

was poznam. 

Usiadła  bez słowa, a  Wiktor wyszedł. Günter czekał  już w gabinecie. Przywitali  się 

serdecznie, jak zwykle. 

- Czy sprowadza cię coś ważnego, Günterze? - spytał ordynat nieco podenerwowany. 

Günter uśmiechnął się. 

-  Widzę,  wuju,  że  zapomniałeś  o  zaproszeniu  mnie  na  kolację,  gdy  spotkaliśmy  się 

dziś  rano.  Mieliśmy  omówić  także  kilka  spraw  dotyczących  Valbergu  i  kazałeś  mi  przyjść 

nieco wcześniej. Domyślam się, że mnie nie oczekiwałeś. 

Wiktor złapał się za głowę. 

- Naprawdę?! Zupełnie wyleciało mi z głowy. 

- Nie chcę ci sprawiać kłopotu, wuju. Zaraz sobie pójdę. 

- Nie, nie! Pozwól mi się skupić. Wybacz, ale zdarzyło się coś, co zupełnie wytrąciło 

mnie z równowagi. 

- Chyba nic strasznego, wuju? - zatroskał się Günter. 

Baron uśmiechnął się. 

-  No,  zależy  jak  na  to  spojrzeć,  ale  co  by  nie  powiedzieć,  jest  to  bardzo  radosna 

wiadomość - rzekł, chwytając jeden z guzików marynarki Güntera. Zrobił przy tym komiczną 

minę. - Popatrz na mnie, mój chłopcze. Czy ja wyglądam na szczęśliwego tatusia? 

Günter pokręcił gwałtownie głową. 

- Ty? W żadnym wypadku. 

-  Hm!  Więc  wyobraź  sobie,  że  w  przyszłym  sezonie  wystąpię  w  roli  ojca 

background image

prowadzącego córkę na bal. 

- Nie, to przekracza granice mojej wyobraźni. 

- Mojej też. Radzę ci się z tym oswoić i nie dziwić się przypadkiem. Ja również muszę 

najpierw przywyknąć. 

Günter patrzył zupełnie nie wiedząc, co powiedzieć. 

- Wuju Wiktorze, czy ty się dobrze czujesz? 

Baron wybuchnął śmiechem. 

-  Chyba  nie  podejrzewasz  mnie  o  sklerozę?  Nie  jestem  też  pijany,  zapewniam  cię. 

Wszystko,  co  powiedziałem,  jest  prawdą.  Posłuchaj:  jak  wiesz,  moja  była  żona  niedawno 

umarła.  Gdy  dziś  po  południu  wróciłem  z  klubu,  zastałem  w  pokoju  przyjęć  pewną  młodą 

damę, która zwracała się do mnie per „ojcze” i stanowczo oświadczyła, że chce zamieszkać u 

mnie na zawsze. 

Günter nie mógł ukryć zdziwienia. Z ust wyrwało mu się ciche: „A niech to wszyscy 

diabli”. 

- Ja także miałem ochotę przekląć, ale wziąłem się w garść. Czy możesz wczuć się w 

moje położenie? 

Günter roześmiał się. 

- Wybacz, ale byłoby mi trudno. 

- Ale potrafisz sobie wyobrazić, jak śmiesznie będę wyglądał w towarzystwie dorosłej 

córki? 

Młody baron spoważniał. 

- Dlaczego myślisz, że śmiesznie? Pod wisielczym humorem ukrywasz chyba obawę, 

że w nowej sytuacji czekają cię różne niedogodności. 

- Chwała Bogu, że przynajmniej ty starasz się mnie zrozumieć i nie traktujesz od razu 

jak człowieka bez serca. Z tobą, jak widzę, znajdę wspólny język. Oczywiście, zjemy razem 

kolację. Musisz dotrzymać mi towarzystwa, bo inaczej pogrążę się zupełnie. Poczekaj z pół 

godzinki, a ja w tym czasie odwiozę córkę do hrabiny Tronsfeld. Zajmie się Ritą do czasu, aż 

przemebluję trochę moją willę. Wyobrażasz sobie, ile to będzie roboty? 

Günter rozejrzał się po gabinecie. Na biurku i meblach pełno było fotografii ślicznych 

kobiet:  prawdziwa  galeria  piękności!  Artystki,  aktorki  w  dość  odważnym  negliżu,  jakieś 

pamiątki, rękawiczki prosto z Paryża, czego tam nie było! 

- Oj, tak. To mogę sobie wyobrazić - skwitował młody Valberg. 

-  No  dobrze.  Porozmawiamy  o  tym  przy  innej  okazji.  Chodź,  przedstawię  ci  Ritę, 

tylko  posłuchaj:  masz  być  dla  niej  miły.  Rozumiesz?  Jest  troszeczkę  onieśmielona  i  po 

background image

ciężkich  przeżyciach  zupełnie  przygnębiona.  Szczerze  mi  jej  żal.  Opowiem  ci  potem  o 

wszystkim. 

- Czego ty się boisz, wuju? Dlaczego miałbym być niedobry dla kuzyneczki? Zawsze 

chciałem  mieć  siostrę,  którą  mógłbym  bronić,  więc  jeżeli  pozwolisz,  zaopiekuję  się  twoją 

córką jak brat. 

-  Oczywiście,  że  pozwalam.  Jeśli  będziesz  miał  trochę  czasu,  odwiedzaj  ją  w 

najbliższych  dniach,  bo  nie  chcę,  żeby  dokuczała  jej  samotność.  Poza  tym  Rita  bardzo 

ciekawie opowiada, więc ty także skorzystasz i szybko zapomnisz o Carry, nie mówiąc już o 

tym, że odciążysz od obowiązków mnie. 

- Możesz na mnie liczyć, wuju. To sprawa honoru, a kuzyneczka powinna być ze mnie 

jako kawalera zadowolona. 

- Cieszę się. Chodźmy więc. 

Rita  wstała  i  z  szeroko  otwartymi  oczyma  przyglądała  się  przystojnemu  kuzynowi, 

jakby zobaczyła księcia z bajki. Günter także wydawał się zaskoczony. 

-  Cieszę  się,  że  mogę  panią  poznać,  kuzynko.  Z  prawdziwą  przyjemnością  gotów 

jestem spełnić każde pani polecenie - rzekł serdecznym tonem. 

- O Boże, ja nawet się nie spodziewałam, że mam jakichś kuzynów. Bardzo się cieszę. 

To naprawdę wielkie szczęście wiedzieć, że się kogoś ma. 

Günter miał ochotę przygarnąć ją do siebie jak starszy brat swoją małą siostrzyczkę. 

- Myślę, że będziemy w bliskiej przyjaźni, droga Rito. 

-  Bardzo  bym  chciała,  ale  muszę  od  razu  uprzedzić,  żeby  pan  później  nie  żałował: 

potrafię  być czasami  nieznośna. Tak przynajmniej twierdzili  moi  najbliżsi. Tato jeszcze  nie 

zdążył tego powiedzieć. 

Młody  Valberg  roześmiał  się.  Jego  serdeczny,  szczery  śmiech  zapadł  jej  głęboko  w 

sercu niby dźwięk złocistych dzwoneczków. Zapamiętała go i zrobiło jej się raźniej. 

-  Trudno mi uwierzyć, że pani potrafi  być  nieznośna, droga kuzynko. Jest pani  na to 

zbyt szczera, a z oczu patrzy pani sama dobroć. 

Rita  poczerwieniała,  a  na  jej  ustach  pojawił  się  ten  uroczy  uśmiech,  który  tak 

zachwycił Wiktora. Właśnie on objął córkę ramieniem i rzekł: 

- Skoro już zaakceptowaliście siebie jako kuzynostwo, przestańcie wreszcie z tym pan, 

pani. Raz, że to niewygodne, a dwa - w rodzinie to wręcz nie wypada. 

Günter podał rękę Ricie. 

- Mogę ci mówić po imieniu, kuzynko? 

Skinęła, wciąż uśmiechnięta. 

background image

- Oczywiście, że pan może. 

- A jednak pan? Na imię mam Günter. 

Zawahała się przez chwilę, trochę jeszcze onieśmielona. 

- Dobrze, Günterze, możesz mi mówić po imieniu - wyrzuciła z siebie szybko, jednym 

tchem. 

- Brawo! - włączył się Wiktor. - Na dziś musi wam to wystarczyć. Czeka nas hrabina 

Tronsfeld  i  nie  wypada  się  spóźnić.  Poczekaj  na  mnie,  Günterze,  znajdź  sobie  tymczasem 

jakieś zajęcie. 

Günter podał Ricie płaszcz, jak przystało na „starszego brata”. Powiedziawszy jakieś 

dowcipne zaproszenie, podał jej rękę i odprowadził do samochodu. Gdy wsiadła, zagadnął: 

- Czy pozwolisz, że przyjdę jutro spytać, jak ci się spało? 

- Dlaczego by nie? Będzie mi bardzo miło. 

- Zatem do zobaczenia, kuzynko. 

- Do widzenia, kuzynie. 

Wiktor usiadł obok Rity, a samochód natychmiast ruszył z miejsca. 

- No, myszko, jak podoba ci się nowy krewniak? - spytał Wiktor. 

Rita rozłożyła ręce, przypomniawszy sobie miłe słowa, które usłyszała przed chwilą. 

- On jest dla mnie taki dobry, tato - zawołała radośnie. 

Wiktor wzruszył się i chwycił córkę za rękę. 

- Czy dla ciebie można być niedobrym? 

- Och, jak jestem uparta i mam zły humor, to chyba można. Gdyby tak nie było, mama 

nie  musiałaby  mnie  tak  często  karać.  Ale  kiedy  traktuje  się  mnie  po  dobroci,  nigdy  nie 

wpadam w złość. 

Uśmiechnął się. 

- Nie widzę innej rady, jak traktować cię po dobroci. 

Przytuliła rękę Wiktora do swojego policzka. 

- Boże, jestem taka szczęśliwa! 

Samochód zatrzymał się przed domem generałowej Tronsfeld. 

Hrabina  przyjęła  Ritę  bardzo  serdecznie,  po  matczynemu,  wiedząc,  że  dziewczynie 

będzie  smutno,  gdy  ojciec  zaraz  zechce  zostawić  ją  samą.  Obiecał,  że  jutro  rano  przyjdzie 

znowu. 

- Pozdrów ode mnie Güntera! - zawołała, gdy już wychodził. 

Popatrzył na córkę trochę zdumiony. 

Dopiero w samochodzie przyszła  mu do głowy genialna  myśl, w  jaki  sposób raz  na 

background image

zawsze uwolnić się od obowiązków związanych z Ritą: przecież można ją wydać za Güntera! 

Sam pomysł wydał mu się znakomity. Tylko co na to Günter? Przeżył ostatnio wielki 

zawód. Carry von Platen była dla niego stracona. Serce w takich wypadkach jest wyjątkowo 

podatne do związania się z kimś innym; tak przynajmniej przypuszczał Wiktor. Rita wkrótce 

dojdzie do siebie, nabierze kształtów i kolorów i stanie się naprawdę śliczną kobietą. 

Gdyby Günter ożenił się z nią, uwolniłby ojca od wszelkiej odpowiedzialności. I nie 

tylko  to!  Rita  otrzymałaby  ordynację,  mimo  że  zgodnie  z  prawem  Wiktor  nie  mógł  jej 

przekazać!  Günter  zaś  byłby  idealnym  mężem,  jakiego  każdy  kochający  ojciec  życzyłby 

swojej  córce.  Lubił  tego  chłopca,  a  żeniąc  go  z  Ritą  zapewniłby  mu  nie  tylko  ordynację 

Valbergu, ale także spadek całego majątku. Na pewno Günter nie znajdzie lepszej kandydatki 

na żonę. 

Co  za  świetna  okazja!  Günter  i  Rita  -  tak  dobranej  pary  nikt  nie  znajdzie  na  całym 

świecie! Chyba uda się ich skojarzyć bez większych trudności? Można im trochę pomóc... 

Nareszcie Wiktor znalazł sposób na uwolnienie się od córki. 

W tym samym  czasie także Günter rozmyślał  nad przyszłością Rity  i wuja  Wiktora. 

Przechadzał  się  po  pokojach  willi  i  ogarnął  go  śmiech,  gdy  wyobraził  sobie,  co  też  wuj 

pocznie  z  wszystkimi  pamiątkami  po  swoich  kochankach.  Mówił,  że  czeka  go 

przemeblowanie, a tu zanosiło się na trzęsienie ziemi. 

Baron wrócił tymczasem i obaj z Günterem prawie w milczeniu zasiedli do stołu. Nie 

odzywali się także w czasie kolacji, dopiero gdy zapaliwszy papierosa przenieśli się w pobliże 

kominka,  do  palarni  urządzonej  w  stylu  mauretańskim,  Valberg  opowiedział  Günterowi 

historię  Rity.  Nie  ukrywał,  że  rozmawiał  z  generałową  Tronsfeld  mając  nadzieję,  że 

zaproponuje  mu  zajęcie  się  córką,  gdy  tymczasem  ona  zdecydowanie  odmówiła  i 

przypomniała o ojcowskich obowiązkach. Był rozczarowany. 

Günter  słuchał  uważnie  i  żal  mu  było  biednej  Rity,  ale  potrafił  też  wczuć  się  w 

sytuację  wuja.  Zastanawiał  się,  jak  mógłby  obojgu  pomóc  wyjść  z  kłopotów.  Nagle 

wyprostował się i rzekł: 

-  Mam  pewien  pomysł,  wuju  Wiktorze,  który  -  jak  mi  się  wydaje  -  na  początek 

mógłby rozwiązać twój problem, dopóki nie oswoisz się z myślą, że Rita zamieszka z tobą. 

- Ciekawe! Zamieniam się w słuch. 

Na  jasno  oświetlonej  lampą  twarzy  Güntera  widać  było  błysk  radości,  że  może  w 

czymś pomóc swojemu wujowi i dobroczyńcy. Powoli przeciągnął szczupłą, mocną dłonią po 

włosach. 

-  Mieliśmy  razem  wyjechać  do  Valbergu.  Co  by  było,  gdybyśmy  zabrali  tam  także 

background image

Ritę? Mógłbyś przedłużyć swój pobyt, a na tych kilka przyjęć, które zostało do końca sezonu, 

pojedziesz po prostu z Valbergu. Rita zostanie w zamku, a ty za każdym razem wrócisz do 

niej. Wiosną jest tam naprawdę pięknie. Wiejskie powietrze dobrze zrobi i tobie, i Ricie. Jest 

taka blada!  W zamku  jest tyle wolnych pomieszczeń, że  żadne przeróbki  i przemeblowania 

nie będą konieczne. Są kompletnie wyposażone pokoje dla kobiet. Rita może je zająć i cały 

czas  będzie  przebywała  w  ojcowskim  domu.  Ty  zaś  spokojnie  możesz  planować,  co  robić 

dalej. 

Wiktor  zerwał  się  na  równe  nogi  i  wyciągnął  przed  siebie  ręce,  jakby  przed  chwilą 

uwolnił  się  z  kajdan.  Pomysł  Güntera  był  znakomity!  W  Valbergu  okazji  do  bliższego 

poznania się Rity i Güntera będzie na pewno więcej niż tu, w mieście. Jeżeli tylko zauważy, 

że córka wykazuje zainteresowanie kuzynem, Wiktor da Günterowi jakiś znak albo powie mu 

wprost,  że  życzy  sobie,  aby  się  pobrali.  W  każdym  razie  nie  musi  się  z  tym  spieszyć,  a 

Valberg bardziej nadawał się do zamieszkania razem z córką niż jego kawalerska willa. 

Promieniejąc z radości uścisnął dłoń dalekiego bratanka. 

-  Co za wspaniały pomysł, Günterze! Naprawdę,  bardzo się cieszę. Że też sam  na to 

nie wpadłem! Oczywiście, w Valbergu będzie Ricie znacznie wygodniej, a ja, tak czy inaczej, 

planowałem  spędzić  tam  kilka  tygodni.  Złożyłeś  już  rezygnację?  Jak  myślisz,  kiedy 

moglibyśmy wyjechać? 

- Dwa tygodnie i będę gotów. 

Baron usiadł w fotelu i zapalił papierosa. 

-  Doskonale!  Za  czternaście  dni  i  tak  będzie  już  po  sezonie.  Nie  przyjmę  żadnych 

nowych zaproszeń. Wyjedziemy do Valbergu, a hrabina Tronsfeld rozpuści wśród znajomych 

wiadomość o przybyciu mojej córki. Przynajmniej nie będę się musiał nikomu tłumaczyć. Do 

licha,  chyba  bym  tego  nie  przeżył!  A  moja  myszka  na  pewno  się  ucieszy  z  twojego 

towarzystwa,  Günterze,  bo  jak  sądzę,  bardzo  przypadłeś  jej  do  serca.  Jest  zachwycona,  że 

byłeś dla niej taki dobry, i jeszcze przy pożegnaniu prosiła, żeby przekazać ci pozdrowienia. 

Wiktor  powiedział  to  jednym  tchem,  patrząc  spod  oka  na  reakcję  Güntera.  Jako 

doświadczony  mężczyzna  wiedział,  że  zarówno  podrażniona  męska  próżność,  jak  i 

współczucie często prowadzą wprost do miłości. 

Z zadowoleniem zauważył, że młodzieniec uśmiechnął się lekko. 

-  Mój  Boże!  Biedna  dziewczyna  rzeczywiście  musiała  przeżyć  koszmar,  skoro  kilka 

ciepłych słów zrobiło na niej tak wielkie wrażenie. 

Wiktor westchnął: 

-  O  tak!  Życie  nie  szczędziło  jej  razów,  a  co  najgorsze  -  również  z  mojej  winy. 

background image

Niestety, nie wiedziałem, że matka traktuje ją źle, głównie dlatego, że jest moją córką. Mam 

nadzieję, że przynajmniej w małżeństwie dziewczyna będzie miała szczęście i kochający mąż 

wynagrodzi jej to, co straciła w dzieciństwie. 

Günter popatrzył nagle na wuja. 

- Właściwie, ile Rita ma lat? 

- Prawie dziewiętnaście. 

- Naprawdę? - zdziwił się. - Nie dałbym jej więcej niż siedemnaście. 

- Na tyle wygląda, gdyż jest drobna i szczupła. 

-  A  do  tego  nieco  nieśmiała  i  przestraszona.  Biedactwo,  muszę  ją  traktować 

wyjątkowo uprzejmie. 

Rozmowa przeciągnęła się do późnej nocy. Günter po raz pierwszy od zaślubin Carry 

von Platen poczuł się w nieco lepszym nastroju. 

Gdy  wracał  do  domu  w  chłodną,  gwieździstą  zimową  noc  nie  myślał  już,  jak 

przedtem, o pięknej pułkownikównie, a o biednej małej kuzyneczce. 

Rita po przeżyciach poprzedniego dnia przespała całą noc kamiennym snem. Siedziała 

teraz przy śniadaniu z generałową Tronsfeld, bawiąc ją miłą, serdeczną rozmową. 

Hrabina  słuchała  z  przyjemnością,  nie  mogąc  oderwać  oczu  od  drobnej  twarzy 

dziewczyny, widząc w niej wyraźnie rysy Wiktora Valberga. 

Nie uszło też jej uwadze, że baronówna niezbyt dbała o swój wygląd, o strój i fryzurę. 

Z pewnością nikt nie troszczył się o dziewczynę i nie nauczył jej podstawowych zasad. Nikt 

też  nie  postarał  się,  by  uwypuklić  zalety  tej  młodej  damy.  Jej  piękne,  ciemne  włosy 

połyskujące  w  świetle  słońca  niczym  dojrzałe  kasztany,  były  stanowczo  zbyt  ciasno  upięte 

wokół  kształtnej  głowy.  Czarna  suknia,  co  prawda  z  delikatnej  tkaniny  i  wykończona 

jedwabiem,  była  źle  skrojona  i  niedopasowana  do  szczupłej  sylwetki,  zupełnie  zacierając 

zgrabną figurę. 

Dziewczyna  wyglądała  na  wychudzoną,  choć  bez  śladów  jakiejś  choroby.  Przy 

odpowiednim odżywianiu nabierze trochę ciała, a blade policzki odzyskają rumieńce. Hrabina 

postanowiła  zająć  się  Ritą.  Kupi  jej  odpowiednie  stroje  i  koniecznie  namówi  do  zmiany 

uczesania,  a  wkrótce  z  niepozornej  wystraszonej  dziewczynki  wyłoni  się  urocza,  powabna 

młoda dama. 

Hrabina  wypytywała  o  rzeczy  pozostawione  w  Dusseldorfie,  które  ojczym  miał 

przysłać, ale z relacji Rity wynikało, że nie było wśród nich niczego godnego uwagi. Innymi 

słowy, dziewczynę trzeba będzie wyposażyć od nowa. Dwie żałobne suknie to stanowczo za 

mało. Musi o tym porozmawiać z baronem. 

background image

Śniadanie dawno już się skończyło, a obie kobiety wciąż jeszcze siedziały przy stole. 

Sztywne, oficjalne „pani hrabino” i „baronesso” ustąpiły miejsca „drogiej cioci” i „kochanej 

Ricie”. 

Rita promieniała ze szczęścia i zapewniała ciotkę hrabinę, że jest kochaną, wspaniałą 

kobietą,  i  raz  po  raz  upewniała  się,  czy  jej  zdaniem  ojciec  rzeczywiście  ucieszył  się  z 

odzyskania córki. 

Generałowa  stanowczo  potwierdziła.  Opowiadała  o  różnych  zdarzeniach  z  życia 

Wiktora  świadczących  o  jego  dobrych  cechach  charakteru.  Był  człowiekiem  powszechnie 

lubianym,  nie  mającym  chyba  żadnych  wrogów,  zawsze  gotowym  iść  z  pomocą 

potrzebującym.  Jednym  z  ostatnich  dowodów  jego  wielkoduszności  było  przekazanie 

ordynacji Günterowi. 

Rita  słuchała  niemal  z  nabożeństwem.  Zawsze,  gdy  czuła  się  bardzo  osamotniona  i 

smutna, wyobrażała sobie, jak pięknie będzie jej kiedyś u ojca. 

Cóż, powitanie  nie wypadło  może zbyt efektownie, ale przecież zjawiła się zupełnie 

niespodzianie,  a  wskutek  długiej  rozłąki  ojciec  odwykł  i  stał  się  prawie  kimś  obcym. 

Przestraszył się nowych obowiązków i zupełnie nie wiedział, od czego zacząć. Ciotka hrabina 

cierpliwie  wyjaśniała  Ricie  sytuację  ojca.  Nie  wszystko  było  tak  proste,  jak  sobie  to 

wyobrażała.  Dobrze,  że  generałowa  pomogła  wybrnąć  z  kłopotów.  Wszyscy  byli  tu  tak 

dobrzy: i hrabina, i ojciec, i kuzyn Günter. 

- Mój kuzyn Günter - powtórzyła sama do siebie i westchnęła. 

Gdy zameldowano przybycie Güntera Valberga, na twarzy Rity pojawił się różowawy 

rumieniec,  jej  oczy  otworzyły  się  szeroko,  błysnęły  radośnie,  a  usta  rozchyliły  się,  jakby 

zamierzały wydać okrzyk szczęścia. Ale nie odezwała się ani słowem. W porę przypomniała 

sobie, że jako młoda dama powinna panować nad swoimi emocjami. 

Był  koniec  lutego,  a  niespodziewane  wiosenne  podmuchy  ciepłego  powietrza 

przyprawiały wszystkich o zawroty głowy. W sercu Rity także budziła się wiosna, gdy dwoje 

męskich oczu serdecznie i ciepło wpatrywało się w nią, a męskie usta składały pocałunek na 

jej smukłej dłoni. 

Günter nawet nie przypuszczał, że zrobił na dziewczynie tak wielkie wrażenie. Skąd 

mógł wiedzieć, że znalazł  się w świecie  jej  marzeń o księciu z bajki? Ten wyśniony książę 

miał rysy Güntera i wyciągał do Rity rękę, by zaprowadzić ją do krainy cudów. 

W  tej  samej  chwili  zjawił  się  też  ojciec.  Rita  rzuciła  się  do  niego  z  otwartymi 

ramionami i wtuliła twarz w jego piersi, jakby chciała mu powierzyć swój cudowny nastrój. 

Pogłaskał ją po głowie, dotknął policzka i pocałował. 

background image

- Dobrze spałaś, myszko? 

-  Cudownie, tatusiu!  - zawołała  i pokazała  mu bukiet czerwonych róż i  bombonierkę 

od Güntera. Patrzyła przy tym na młodego barona wprost promieniejąc ze szczęścia. 

Wiktor mógł być zadowolony. Żartował jeszcze przez chwilę, a potem oznajmił córce 

i  generałowej,  że  zamierza  przenieść  się  do  Valbergu,  gdzie  i  tak  musiałby  pojechać  z 

Günterem. 

Hrabina przyjęła tę decyzję z zadowoleniem. W zaciszu wiejskiej posiadłości ojciec i 

córka  prędzej  zbliżą  się  do  siebie  niż  w  hałaśliwym  mieście,  gdzie  baronowi  obowiązki 

towarzyskie zajęłyby zbyt dużo czasu. 

Günter opowiadał o Valbergu w samych superlatywach. Rita słuchała jak urzeczona, 

podczas gdy ojciec z hrabiną omawiali na uboczu sprawę wyposażenia młodej damy. O tym, 

że  trzeba  kupić  wszystko  nowe,  zadecydowano  już  na  początku.  Wiktor  dał  generałowej 

wolną rękę co do wydatków. Był jej szczerze wdzięczny. 

- Jest pani ze mnie zadowolona, hrabino? - spytał na koniec. 

Kiwała głową uśmiechając się. 

- Wiedziałam, że ojcowskie serce nie da się zagłuszyć byle drobnostkami. Będzie pan 

bardzo szczęśliwy mając córkę przy sobie. 

Wiktor  czuł  się  trochę  nieswojo,  gdyż  w  głębi  duszy  żywił  ogromną  nadzieję,  że 

jednak uda mu się czym prędzej uwolnić od ojcowskich obowiązków. Pocieszał się, że mimo 

to zrobi wszystko, by Rita była szczęśliwa. 

background image

Ślub  Carry  von  Platen  miał  odbyć  się  już  w  połowie  marca.  Narzeczony  stanowczo 

oświadczył,  że  nie  życzy  sobie  czekać  zbyt  długo.  Carry  w  wielu  sprawach  próbowała 

postawić na swoim, ale co do terminu ustąpiła natychmiast. 

Günter Valberg unikał jej wszelkimi sposobami. W mieście mu się udawało, ale gdy 

zamieszka  w  zamku,  niedaleko  Cronersheim,  będzie  musiał  utrzymywać  kontakty  z 

sąsiadami. Dlaczego tak nagle zależało  jej  na spotkaniach z Günterem, sama  nie wiedziała. 

Nie zastanawiała się nad swoimi uczuciami, aż tu niespodziewanie obudziła się tęsknota do 

dawnej miłości. Była pewna, że Günter wciąż ją kocha, że będzie kochał, chociaż teraz czuje 

do  niej  żal,  że  złamała  dane  mu  słowo.  Musi  zrobić  wszystko,  by  podtrzymać  w  nim  tę 

miłość. Jego żoną nie będzie, ale chce mieć jego serce. 

Od  ojca  Carry  dowiedziała  się,  że  Günter  przeniesie  się  do  Valbergu  na  początku 

marca. Do końca kwietnia trwać będzie jej podróż poślubna, a wreszcie w maju zamieszka z 

mężem  w  Cronersheim.  Zrobi  wszystko,  by  stosunki  sąsiedzkie  rozwinęły  się  natychmiast. 

Snując takie plany, Carry zgodziła się na przyśpieszony termin ślubu z Cronerem. 

Informacja,  że  niespodziewanie  pojawiła  się  córka  barona  Valberga,  że  mieszka 

tymczasem  u  hrabiny  Tronsfeld,  ale  wkrótce  przeniesie  się  wraz  z  ojcem  i  Günterem  do 

zamku, wzbudziła od razu wielkie zainteresowanie Carry, przechodząc niebawem w zazdrość. 

Inna kobieta w pobliżu Güntera? Tego Carry znieść nie mogła, ale nie wypadało zadzierać z 

baronówną,  wręcz  przeciwnie  -  przy  dobrych  z  nią  stosunkach  odwiedziny  w  Valbergu  i 

Cronersheim nie wzbudzą niczyich podejrzeń. 

Dlaczego nie zacząć już dzisiaj? Carry porozmawia z matką i namówi ją na wizytę u 

hrabiny.  Pani  pułkownikowej  nie  trzeba  było  długo  przekonywać.  Carry  była  zachwycona. 

Drobna, niepozorna i nieśmiała Rita w żaden sposób nie mogła konkurować ze śliczną, pełną 

wdzięku,  uroczą  rywalką.  Ta  zaś  potraktowała  ją  niezwykle  serdecznie.  Młode  dziewczyny 

zazwyczaj odnoszą się do siebie bardziej oschle, formalnie, o ile nie z lekka tylko ukrywaną 

wrogością. Carry zapewniała Ritę, że gdy zamieszka w Cronersheim, zaprosi ją z wizytą, że 

bardzo  jej  przypadła  do  serca  i  chciałaby  się  zaprzyjaźnić.  Młoda  baronówna  słuchała  jak 

background image

zauroczona.  Hrabina  tymczasem  z  niesmakiem  patrzyła  na  wdzięczącą  się  Carry.  Miała 

dziwne przeczucie, że wyznania te są nieszczere. 

Rita  i  Carry  spotkały  się  znowu,  gdy  robiły  zakupy  w  tym  samym  domu  mody. 

Przywitały się bardzo wylewnie, a Rita nie myślała nawet o tym, co wybierała towarzysząca 

jej hrabina, tylko cały czas zachwycała się uroczą i miłą „przyjaciółką”. 

Z  Günterem  udało  się  Carry  spotkać  raz  tylko  w  towarzystwie.  Gdy  zostali  przez 

chwilę  sami,  powiedziała  mu,  że  poznała  Ritę  i  zamierza  zaprosić  ją  do  Cronersheim. 

Obserwowała przy tym  dokładnie twarz Güntera:  pozostała  niezmieniona! Powiedział  jakąś 

niewiele  znaczącą  formułkę  grzecznościową  i  rozglądnął  się  dookoła  z  obojętną  miną.  Dla 

Carry był to znak, że Rita go nie obchodzi. 

- Niech pan się na mnie nie gniewa, Günterze. Ja tak bardzo cierpię. Sama nie wiem, 

dlaczego  uległam  rodzicom  i  zgodziłam  się  wyjść  za  tamtego.  Ale  jeżeli  pan  powie  choć 

słówko, Günterze, zerwę z Cronerem i będę twoja - rzekła zdenerwowana, rzucając wszystko 

na jedną kartę. 

Günter poczuł, jak burzy się w nim krew. Wyznanie Carry zmąciło jego spokój. Myśli 

kłębiły się w głowie jak oszalałe. Już gotów był wziąć ją w ramiona i krzyknąć: Rzuć Cronera 

i  wyjdź  za  mnie!  -  ale  się  powstrzymał.  Nie,  ta  kobieta,  która  tak  lekkomyślnie  bawi  się 

uczuciami  innych,  nie  zasługuje  na  zaufanie.  Chce  wyjść  za  niego  tylko  dlatego,  że 

odziedziczył  ordynację.  Zmysły  ciągnęły  go  jeszcze,  ale  serce  już  zobojętniało.  Było  to 

bolesne uczucie, jednak zupełnie jasne i jednoznaczne. 

Carry  zauważyła,  że  się  zawahał,  że  jej  słowa  zrobiły  na  nim  wrażenie,  ale  nie 

domyśliła się, że w jego sercu zrobiła się już pustka. 

-  Günterze,  ja  kocham  tylko  ciebie,  nikogo  innego  -  dodała,  próbując  rozwiać  jego 

wątpliwości. 

Spojrzał  jej  prosto  w  oczy:  błyszczały  niczym  rozpalone  do  białości  węgle.  Stracił 

cały szacunek, który jeszcze dla niej zachował. Te płomienne oczy nie patrzyły szczerze. 

-  Zamilcz! Odejdź ode mnie  i  nie wchodź  mi  już w drogę!  - rzekł chłodno, odwrócił 

się i odszedł. 

Carry  skuliła  się  i  osłupiała.  Nie  zrozumiała  słów,  które  wypowiedział,  ale 

instynktownie wyczuła, że  nie  jest  mu całkiem obojętna, że  ma  jeszcze  na  niego wpływ.  Z 

pewnością  uniósł  się  honorem  i  nie  chce,  żeby  zerwała  z  Cronerem.  To  chyba  chciał 

powiedzieć odchodząc. W tej sytuacji nie mogła raczej liczyć na małżeństwo z Günterem. 

Przed ślubem nie spotkali się już ani razu. 

Günter  cieszył  się,  że  nie  będzie  musiał  uczestniczyć  w  tej  ceremonii,  gdyż  w  tym 

background image

czasie wraz z wujem i Ritą przeniesie się do Valbergu. 

Dni mijały szybko. Hrabina skompletowała całą wyprawę Rity, nadeszły też jej rzeczy 

z  Dusseldorfu,  ale  wśród  paczek  nie  znalazł  się  choćby  krótki  list  od  ojczyma  czy 

przyrodniego rodzeństwa. 

Za radą generałowej Rita napisała do nich serdeczne pismo, w którym przeprosiła za 

ucieczkę z domu i podziękowała ojczymowi za opiekę w jego domu przez tyle lat. W nowych 

warunkach  zapomniała  już  o  wszystkich  cierpieniach,  jakie  przeżyła,  i  nie  czuła  do  nikogo 

żalu. Niestety, nikt nie raczył odpowiedzieć na jej list. 

Hrabina  przeglądnęła  przysłane  rzeczy  i  odrzuciła  wszystko,  co  jej  zdaniem  będzie 

Ricie nieprzydatne. Brakujące części garderoby zaraz się dokupi; z pewnością będą lepsze  i 

ładniejsze  od  dotychczasowych.  Wśród  nowo  zakupionych  rzeczy  znalazło  się  oprócz 

czarnych  sukien  także  kilka  białych,  skromnych,  ale  za  to  bardzo  gustownych.  Zdaniem 

hrabiny, dla barona widok córki ciągle ubranej na czarno byłby zbyt przygnębiający. 

Günter  uzyskał  już  zwolnienie  z  wojska  i  urządził  specjalne  przyjęcie,  na  którym 

pożegnał się z przyjaciółmi. Kilku z nich zaprosił do Valbergu na urlop. 

Nadszedł dzień wyjazdu. Nowa pokojówka była już od kilku dni w zamku, by wraz z 

ochmistrzynią pracującą tam od wielu lat przygotować pokoje na przyjęcie gości, a właściwie 

nowych  lokatorów.  Baron  zadbał,  by  niczego  nie  brakowało.  Po  serdecznym  pożegnaniu  z 

hrabiną Tronsfeld Rita odjechała z ojcem i kuzynem Günterem na dworzec. 

Stare  zamczysko  z  potężną  wieżą  w  części  środkowej,  górującą  nad  długimi 

dobudowanymi skrzydłami bocznymi, zrobiło na Ricie imponujące wrażenie. 

W  Valbergu  miała  rozpocząć  nowe  życie.  Dotychczas  musiała  liczyć  się  ze 

wszystkimi, samodzielnie nie mogła podjąć żadnej decyzji. Tutaj zaś mogła robić, co chciała, 

wszystko  zależało  tylko  od  niej.  Rozśmieszało  ją  zachowanie  ojca  i  Güntera,  którzy 

traktowali ją jak prawdziwą wielką damę i starali się odgadywać każde jej życzenie. Było to 

zupełnie nowe przeżycie dla Rity i na początku trochę krępujące. 

Ale  w  Valbergu  czuła  się  cudownie.  Nastawała  wiosna,  a  zamek  pogrążał  się  w 

urzekającej zieleni otaczającego go starego parku. 

Najbardziej  cieszyła  się,  gdy  ojciec  i  Günter  nie  byli  zajęci  i  we  troje  mogli  razem 

spacerować wśród drzew. 

Günter  okazywał  kuzynce  iście  braterskie  przywiązanie.  Wzruszał  się  za  każdym 

razem, gdy wybuchała radością na miłe, serdeczne słowo, najdrobniejszy gest sympatii. 

Baron Wiktor z zadowoleniem obserwował tych dwoje coraz bardziej rozumiejących 

background image

się młodych ludzi i snuł potajemnie swoje plany. Günter tymczasem, absolutnie nieświadom 

zamierzeń  wuja,  nawet  nie  próbował  patrzeć  na  Ritę  innymi  niż  braterskimi  oczyma. 

Wydawała  mu  się  bardzo  dziecinna,  zarówno  pod  względem  zachowania,  jak  i  wyglądu,  i 

dlatego traktował ją jak dużo młodszą siostrzyczkę. 

Okazało  się,  że  Rita  nigdy  nie  jeździła  konno.  Jak  mogłaby  zwiedzić  przepiękną 

okolicę, jeżeli nie na grzbiecie wierzchowca? 

Günter  chętnie  podjął  się  roli  nauczyciela  jeździectwa,  a  młoda  adeptka  okazała  się 

wyjątkowo  pojętną  uczennicą.  Oboje  cieszyli  się  z  postępów  i  wkrótce  Rita  mogła  już 

wyruszyć  na  pierwszą  przejażdżkę  w  towarzystwie  obu  panów,  choć  ciągle  jeszcze  pod 

dyskretną  pieczą  Güntera.  Dziewczyna  była  zachwycona.  Czasami  nie  potrafiła  zapanować 

nad sobą, popędzała konia do przodu i, stając w strzemionach, odwracała pięknego, rasowego 

kasztanka; śmiejąc się z radości czekała, aż Günter i ojciec podjadą do niej. 

Obaj panowie cieszyli się wraz z nią. O nudzie nie było mowy. Tematy do rozmowy 

sypała dosłownie jak z rękawa albo też, zachwycając się byle drobnostką, wywoływała salwy 

śmiechu. 

Wiktor dziwił się, że tym razem pobyt w Valbergu wcale go nie nużył. Z pewnością 

nie była to tylko zasługa Güntera, z którym zawsze rozumieli się doskonale, ale do dobrego 

nastroju przyczyniła się głównie Rita. Uroki wiosny oddziaływały jednakowo na wszystkich. 

Stary  bywalec  salonów  i  ulubieniec  kobiet  z  zachwytem  obserwował,  jak  z  niepozornego 

pączka córka rozkwitała niczym śliczny kwiat, dosłownie na jego oczach. 

Pokojówka  spisywała  się  doskonale  i  ściśle  stosowała  się  do  rad  hrabiny  Tronsfeld. 

Przede  wszystkim  zmieniła  uczesanie  swojej  podopiecznej.  Wspaniałe  włosy  Rity  nie  były 

już  tak  ciasno  opięte  wokół  głowy,  ale  starannie  choć  luźno  związane  z  tyłu.  Suknie 

dopasowane  do  sylwetki  podkreślały  jej  elegancką  szczupłość.  Baronówna  wyglądała 

naprawdę uroczo i powabnie. 

Pewnego  dnia  zapowiedziano  gości.  Nie  była  to  bynajmniej  pierwsza  wizyta,  gdyż 

prawie wszyscy sąsiedzi odwiedzili już Valberg tej wiosny, ale za to najważniejsza. Przyszedł 

Franz  Croner  z  żoną.  Na  początku  maja  wrócili  z  podróży  poślubnej  do  Cronersheim  i 

wypadało  przywitać  się  z  sąsiadami.  Carry  nalegała,  żeby  najpierw  odwiedzić  Valberg. 

Rzekomo nie mogła doczekać się spotkania z baronówną Ritą. 

Czekało ją niemiłe rozczarowanie. Musiała przyznać, że w krótkim czasie niepozorna 

rywalka zmieniła się nie do poznania, ale i tak - według jej oceny - wciąż jeszcze nie mogła 

równać się z nią, więc nie stanowiła żadnego zagrożenia. Jej obecność w zamku Valberg była 

wręcz  pożądana  i  sprzyjała  planom  Carry:  posłuży  za  pretekst  do  częstych,  niczym  nie 

background image

skrępowanych wizyt. 

Rita nie mogła oderwać oczu od pięknej pani Croner, jej wytwornej sukni wizytowej. 

Wyglądała jeszcze ładniej niż przed ślubem. 

Carry zauważyła zachwyt dziewczyny, a stwierdziwszy, że z Günterem łączą ją tylko 

braterskie  więzy,  nie  okazała  zazdrości,  wręcz  przeciwnie  -  potraktowała  rywalkę  bardzo 

serdecznie. 

Dla  Güntera ponowne spotkanie z  Carry okazało się trudniejsze,  niż  się  spodziewał. 

Zdenerwował się. Widok dawnej ukochanej zafascynował go i przytłoczył, wręcz oszołomił i 

tylko dzięki ogromnemu wysiłkowi Günter nie uległ na nowo jej czarowi. 

A  Carry  bardzo  na  tym  zależało.  Gdy  Croner  zbyt  nachalnie  przytulał  ją,  chcąc 

podkreślić,  że  jest  jego  własnością,  błagalnym  wzrokiem  patrzyła  prosto  w  twarz  Güntera, 

jakby wzywając jego pomocy. Młody baron z trudem zachowywał spokój. Czerwienił się, to 

bladł,  a  serce  Carry  biło  coraz  radośniej.  On  wciąż  ją  kochał!  Nie  dopuszczała  do  siebie 

myśli, że mogło być inaczej. 

W małżeństwie nie czuła się szczęśliwa. Dopiero po ślubie zrozumiała, że sprzedając 

się Cronerowi zgotowała sobie piekło na ziemi. W rozpaczy pocieszała się, że zrobiła to nie 

zdając  sobie  sprawy,  co  ją  czeka,  i  obiecywała,  że  musi  zrobić  wszystko,  by  uwolnić  się  z 

tych więzów. 

Dziś  także,  już  w  czasie  pierwszej  wizyty  w  Valbergu,  znalazła  sposób,  by 

porozmawiać z Günterem na osobności. Wiktor musiał podejść do telefonu, a Rita uparła się, 

że pokaże panu Cronerowi swojego wierzchowca. Günter zaproponował, żeby pójść do stajni 

razem. Carry złapała się za głowę. 

- O, nie! Czuję nadchodzącą migrenę. Wolałabym tu poczekać, ale niech pan zostanie 

ze mną - poprosiła, a gdy Rita z Cronerem odeszli już dość daleko, dodała: - Chyba nie boi się 

pan  zostać  ze  mną  przez  kilka  chwil?  Ach,  Günterze,  gdybyś  wiedział,  jak  ja  się  męczę! 

Gdybyś wiedział, jak ja za tobą tęsknię! 

W jej wypowiedzianych półgłosem słowach nie było przesady. Tym razem zabrzmiały 

szczerze  i  przekonywająco.  Günter  stał  przy  kominku  w  drugim  rogu  pokoju.  Przy  tej 

odległości  Carry  nie  mogła  widzieć,  że  zbladł  i  ze  wszystkich  sił  próbował  się  opanować. 

Jeżeli teraz ulegnie, będzie stracony. 

-  Szanowna  pani,  nie  rozumiem,  czym  zasłużyłem  na  takie  wyróżnienie  -  rzekł 

szorstko. 

-  Zasłużyłem?  Czy  wszystko  trzeba  rozpatrywać  w  kategorii  zasług?  Nie  bądź  dla 

mnie  tak  surowy,  Günterze.  Musisz  wiedzieć,  że  poniosłam  już  okrutną  karę.  Na  pociechę 

background image

pozostaje mi jedynie myśl, że od czasu do czasu będę mogła cię zobaczyć. 

Günter żachnął się. 

- Wolałbym, żeby mnie pani unikała. Tak będzie lepiej... dla pani. 

- A dla ciebie? - spytała cicho. 

Już miał odpowiedzieć, gdy zajęci żywą rozmową, do pokoju weszli Rita i Croner. 

Rita podeszła do młodego barona. 

- Wyobraź sobie, Günterze, pan von Croner od razu odgadł, że mój Goldboy pochodzi 

od klaczy Lady Bless! - rzekła z uśmiechem i poufale przytuliła się do jego ramienia. 

Günter  odetchnął  z  ulgą  czując,  jak  pod  dotknięciem  ręki  Rity  zaczyna  odzyskiwać 

spokój. Serce biło mu znów równo i miarowo. 

Croner roześmiał się nieco rubasznie. 

- Tak, tak, szanowna baronówno, na koniach i ba... chciałem rzec kobietach, to ja się 

znam! Dodam, że... 

Carry z niesmakiem przerwała mu w pół słowa: 

- Cieszę się, droga Rito, że pani jest już w Valbergu. Mam nadzieję, że będziemy się 

często  odwiedzać.  Zapraszam  do  Cronersheim.  Tu,  na  wsi  trudno  o  dobrych  przyjaciół; 

musimy trzymać się razem. 

-  Dziękuję za  zaproszenie, droga pani Croner. Chętnie panią odwiedzimy  -  ucieszyła 

się Rita. 

Carry  podeszła  i  objęła  ją  ramieniem.  Günter  drgnął  i  chciał  wyrwać  Ritę  z  objęć 

Carry, jakby chciał uchronić ją przed dotknięciem czegoś nieczystego. 

W tym momencie do salonu wszedł Wiktor. Zobaczywszy Ritę w objęciach rywalki, 

uśmiechnął się pod nosem. 

Nie spuszczał Carry z oczu. Gdy Cronerowie wyszli i został z Günterem sam, rzekł: 

-  Coś  mi  się  zdaje,  że  piękna  Carry  dołączy  wkrótce  do  grona  kobiet  pilnie 

poszukujących pocieszyciela. Chyba już zaczyna się rozglądać. 

Günter zmarszczył brwi. Gdy Carry nie było w pobliżu, jej czary na niego nie działały. 

Nie zależało mu na niej zupełnie. 

- Pewnie masz rację, wuju - odrzekł spokojnie. 

-  No,  a  jakbyś  ty  się  zachował,  gdyby  ciebie  wybrała?  -  spytał  Wiktor,  przyglądając 

mu się bacznie. 

Günter spojrzał mu prosto w twarz. 

- Carry von Platen zerwała dane mi słowo. Carry von Croner jest tylko wspomnieniem 

z  przeszłości,  o  którym  chcę  szybko  zapomnieć.  Nie  mam  i  nie  chcę  mieć  z  nią  nic  do 

background image

czynienia. 

Baron podrapał się po głowie. 

-  Mój  chłopcze,  to  niebezpiecznie  piękna  kobieta  i  chyba  nie  do  mnie  należy 

przypominać ci, żebyś był ostrożny. 

- Wiem, wuju, co mi grozi, i dlatego nie ulegnę jej. 

- To się cieszę. Gdy taka chłodna, wyrachowana kobieta wbije sobie coś do głowy, nie 

cofnie się przed niczym. Posłuchaj rad starego praktyka. Żałuję, że do Cronsheim jest stąd tak 

blisko. Cronera nie cierpię od dawna, a tę jego żonę wolałbym widzieć na księżycu. 

- Daj spokój, wuju. Będę ich unikał przy każdej okazji, a ze wspomnieniami wkrótce 

się uporam. 

-  Hm! Oby  ci  się udało. Pani  Croner,  jak  mi  się  zdaje,  zamierza utrzymywać  bliskie 

stosunki z Valbergiem i pewnie dlatego tak mizdrzy się do Rity. 

Günter oburzył się. 

-  Niech  ona  raczej  zostawi  Ritę  w  spokoju.  Nie  dopuszczę,  żeby  niedoświadczona 

dziewczyna uległa wpływom tej zakłamanej kobiety. 

Wiktor odetchnął z ulgą. Reakcja Güntera przeszła jego oczekiwania. 

-  Chyba  nie  doceniasz  Rity,  mój  chłopcze.  Jej  najlepszą  obroną  przed  panią  Carry 

będzie szczere serce i spokój. 

Mimo  sprzeciwu  obu  panów  wymiana  wizyt  między  Cronersheim  a  Valbergiem 

okazała się nader częsta. Zarówno Rita, jak i Carry znajdowały ku temu mnóstwo okazji, choć 

ich zamiary były z pewnością odmienne. 

W  niczym  też  nie  zakłóciły  normalnego,  spokojnego  życia  w  zamku.  Rita  i  Günter 

stawali  się  sobie  coraz  bliżsi.  Wiktor  mógł  być  zadowolony,  ale  z  czasem  doszedł  do 

wniosku, że Günter nie myśli o zmianie swojego stosunku do dalekiej kuzynki i gotów ciągle 

traktować ją jak młodszą siostrę. Nawet nie próbuje jej podrywać! 

W oczach Rity zauważył zaś trudny do określenia błysk, mogący znaczyć coś więcej 

niż siostrzane przywiązanie. Pojawiał się, gdy zatopiona w myślach, zupełnie podświadomie 

obserwowała  Güntera.  Odkrycie  to  uspokoiło  starego  znawcę  kobiecych  dusz.  Jeżeli  tylko 

Rita myśli o Günterze jako o przyszłym mężu, z przekonaniem jego nie będzie najmniejszych 

trudności. 

Teraz  Wiktor  mógł  być  już  pewny,  że  tych  dwoje  prędzej  czy  później  stanie  na 

ślubnym kobiercu. 

Carry robiła, co mogła, żeby choć przez chwilę zmusić Güntera do rozmowy w cztery 

background image

oczy, ale on czujnie wymykał jej się z rąk. 

Pozostał  jej  jeszcze  jeden  sposób.  Świetnie  jeździła  konno,  więc  zaraz  po 

przeprowadzce do Cronersheim poprosiła męża, by kupił jej wierzchowca. Jeżdżąc po okolicy 

musiała  przecież  natknąć  się  na  Güntera.  Wspomnienie  ich  wspólnych  wycieczek  do  lasu 

powinno sprawić, że on znowu zacznie ją kochać. Męża nie musiała się obawiać. Franz von 

Croner przytył jeszcze bardziej, rozleniwił się i prawie nie dosiadał już konia, mimo że lekarz 

zalecił mu dietę odchudzającą i dużo ruchu na świeżym powietrzu. 

Małżeństwo  z  nim  stało  się  dla  Carry  prawdziwą  udręką,  jakiej  sobie  nawet  nie 

wyobrażała. Czasami gotowa była uciec, pobiec do Güntera, rzucić mu się do stóp i błagać: 

Uwolnij mnie z jarzma, które sama sobie nałożyłam nie wiedząc, co mnie czeka! 

Bogactwo,  które  otrzymała,  okazało  się  niczym.  Co  z  tego,  że  mogła  spełnić  każde 

życzenie,  skoro  to  jedno,  drążące  coraz  bardziej  jej  duszę,  wciąż  pozostało  nie  spełnione: 

Güntera  zdobyć  nie  mogła.  Przy  tym  wszystkim  cały  czas  musiała  uśmiechać  się  do  męża, 

śmiać się z jego rubasznych dowcipów i znosić jego umizgi, gdy podchmielony przypominał 

sobie o jej istnieniu. 

Na szczęście, nie zdarzało się to zbyt często. 

Błagalnym  wzrokiem,  żarliwie  szukała  pomocy  u  Güntera,  a  on  traktował  ją  z 

chłodem  i  spokojem.  Jej  natarczywość  stawała  się  coraz  bardziej  uciążliwa  i  właściwie 

doprowadziła  do  tego,  że  Günter  przestał  zwracać  uwagę  na  wysiłki  Carry.  Z  rzadka  tylko 

wracał do niej myślami i doszedł do wniosku, że wystarczyłby drobny wysiłek z jego strony, 

a zapomniałby całkowicie. 

Bardzo  przywiązał  się  do  Rity.  Z  satysfakcją  musiał  przyznać,  że  z  dnia  na  dzień 

stawała się piękniejsza i jakby doroślejsza. 

Pod koniec maja, w pewien wyjątkowo ciepły ranek Wiktor i Günter przechadzali się 

po parku. Szli  w stronę  jeziora oddalonego o około dziesięciu  minut drogi od zamku. Było 

niewielkie, ale dość głębokie i otaczała je dookoła aleja starych buków. Na brzegu urządzono 

przystań dla łódek, ulubione miejsce Rity i Güntera. 

Panowie  musieli  omówić  kilka  ważnych  spraw  dotyczących  zamku,  a  ponieważ 

pogoda była wyjątkowo cudowna, Wiktor zaproponował: 

- Po co mamy siedzieć w gabinecie? Równie dobrze możemy rozmawiać spacerując. 

Wiosenne słońce w podobny sposób podziałało na Carry. Tęsknota za Günterem stała 

się  nie  do  przezwyciężenia  i  zaciągnęła  ją  aż  do  Valbergu.  Carry  zostawiła  konia  przed 

domkiem ogrodnika przylegającym do parkowego muru. Zdziwionej ogrodnikowej wyjaśniła, 

że przyjechała z wizytą, ale jest tak piękna pogoda, że woli iść piechotą przez park. 

background image

W rzeczywistości miała nadzieję, że spotka gdzieś przypadkiem Güntera. Błąkając się 

wśród drzew dotarła w pobliże  jeziora, gdy  nagle zobaczyła  nadchodzących panów. Ukryła 

się w krzakach licząc, że Wiktor pójdzie w inną stronę, a ona zostanie z Günterem sama. 

Oni tymczasem, zajęci rozmową, okrążyli jeziorko i ni stąd ni zowąd przystanęli obok 

zarośli, w których schowała się Carry. Usiedli na ławce tak blisko, że wyraźnie słychać było 

każde ich słowo. 

Rozmawiali o interesach. Zdawało się, że nudny temat nigdy się nie skończy i Carry 

gotowa  była  już  wymknąć  się  po  cichu  i  zameldować  u  Rity  w  zamku,  gdy  nagle  Wiktor 

zmienił ton: 

- Mój drogi, to wyjaśniliśmy już sobie wszystkie problemy i muszę przyznać, że czuję 

się  lżej.  Powoli  muszę  myśleć  o  wyjeździe  z  Valbergu.  Od  czasu,  gdy  objąłem  ordynację, 

jeszcze nigdy nie siedziałem tu tak długo jak teraz. Mój niespokojny duch zaczyna domagać 

się odmiany. 

Günter popatrzył na wuja lekko zdziwiony. 

-  Chcesz  wyjeżdżać  teraz,  gdy  na  wsi  jest  tak  pięknie?  Drzewa  toną  w  zieleni, 

pokrywają  się  kwieciem...  A  Rita?  Dziś  przy  śniadaniu  stwierdziła,  że  chyba  nigdzie  na 

świecie wiosna nie jest tak cudowna jak w Valbergu. Ja zresztą uważam podobnie. 

Wiktor poklepał ręką oparcie ławki. 

-  Masz  rację.  Ty  i  Rita  nie  ruszylibyście  się  stąd  w  ogóle,  ale  ja,  siedząc  długo  w 

jednym miejscu, czuję dziwny niepokój. Najchętniej już dziś wybrałbym się gdzieś w świat. 

- Musiałbyś zabrać Ritę z sobą. 

Baron westchnął. 

- Sam nie wiem, mój chłopcze, co robić. Mogę tylko żałować, że nie nadaję się do roli 

statecznego ojca rodziny. Pokochałem córkę z całego serca i jest mi droższa niż ktokolwiek 

na  świecie,  a  mimo  to  nie  mogę  pogodzić  się  z  myślą,  że  dla  niej  muszę  zrezygnować  ze 

swobody wyboru. Ty pewnie tego nie rozumiesz, bo w przeciwieństwie do mnie masz zadatki 

na wzorowego męża i ojca. 

- Czuję, że masz rację, wuju - uśmiechnął się Günter. 

- I bardzo się z tego cieszę, mój drogi. Jesteś ostatnim z Valbergów i byłoby szkoda, 

gdyby po twojej śmierci ordynacja dostała się w obce ręce. 

Günter poprawił słomkowy kapelusz na głowie. 

- To nam nie grozi, wuju Wiktorze. Czuję na sobie ciężar tego obowiązku i na pewno 

ożenię się i założę rodzinę. 

-  Zdjąłeś  mi  kamień  z  serca,  drogi  chłopcze.  Już  obawiałem  się,  że  postępowanie 

background image

Carry  skutecznie  zraziło  cię  do  małżeństwa.  Nigdy  o  tym  nie  rozmawialiśmy.  Nawet  nie 

wiem, jak bardzo się zaangażowałeś, zanim Croner ci ją odebrał. Nie chciałem mieszać się do 

twoich spraw sercowych. 

-  Ale  dziś  mogę  ci  już  o  wszystkim  opowiedzieć,  wuju.  Dotychczas  gorycz 

rozczarowania  odbierała  mi  chęć  do  rozmowy.  Wiem,  że  mogę  liczyć  na  twoją  dyskrecję, 

więc  wyznam  ci  całą  prawdę.  Byliśmy  z  Carry  potajemnie  zaręczeni,  przynajmniej  ja  tak 

uważałem i brałem swoje zobowiązanie poważnie.  W dniu, kiedy przekazałeś mi ordynację, 

czułem  się  jak  w  siódmym  niebie  wiedząc,  że  zniknęła  ostatnia  przeszkoda,  by  prosić  ojca 

Carry  o  rękę  córki.  Wreszcie  mogłem  zapewnić  jej  godne  utrzymanie!  Następnego  dnia 

otrzymałem zawiadomienie o zaręczynach Carry z Cronerem. 

- I nie próbowałeś dochodzić swoich praw? 

- Nigdy! 

Carry struchlała w swojej kryjówce. To „nigdy” zabrzmiało ostro i zdecydowanie. 

- Doskonale cię rozumiem, chłopcze, ale czy naprawdę zapomniałeś już o wszystkim? 

O ile się nie mylę, tamta kobieta wciąż na ciebie liczy. 

-  Ale  ja  na  nią  nie,  wuju.  Skoro  już  tak  otwarcie  o  tym  rozmawiamy,  przyznam,  że 

bywały  chwile,  gdy  pragnąłem  mieć  ją  za  wszelką  cenę,  nie  zważając  nawet,  że  jest  żoną 

Cronera.  Już  mi  przeszło,  a  to  głównie  za  sprawą  Rity,  jak  się  zdaje.  To  żywe  stworzenie 

roztacza  wokół  siebie  jakieś  czary.  Naprawdę  ją  polubiłem,  a  może  nawet  pokochałem  jak 

młodszą siostrzyczkę i wyobrażam sobie, że bardzo by mi jej brakowało, gdyby musiała stąd 

wyjechać. 

Wiktor  poruszył  się  zadowolony,  że  doprowadził  wreszcie  rozmowę  do  punktu,  do 

którego zmierzał. Nie mógł się teraz wycofać. 

- Tylko od ciebie zależy, Günterze, czy Rita tu zostanie, czy wyjedzie  - rzekł powoli 

kładąc szczególny nacisk na niektóre słowa. 

Günter zmieszał się. 

- O czym ty mówisz, wuju? 

Wiktor  zdjął  kapelusz  i  rzucił  go  obok  siebie,  jakby  naraz  zrobiło  mu  się  gorąco. 

Odezwał się cedząc powoli: 

-  Czyżbyś  naprawdę  nie  zauważył,  że  Rita  darzy  cię  wyjątkowo  ciepłym  uczuciem, 

znacznie  silniejszym  niż  zazwyczaj  zdarza  się  między  kuzynostwem?  Jestem  pewien,  że 

wystarczyłoby rzec słówko, a jej młode serduszko już byłoby twoje. 

Günter  zbladł,  a  Carry  ukryta  w  listowiu  musiała  mocno  zagryźć  wargi,  by  w  tym 

momencie nie krzyknąć z bólu. 

background image

Zapadło krótkie milczenie. 

Günter odezwał się niezdecydowanie: 

- Wiem, że ona bardzo mnie lubi, ale sądzę, że jest to wyłącznie miłość siostrzana. 

-  Skądże!  -  Wiktor  kręcił  głową.  -  To  coś  znacznie  większego.  Być  może  Rita,  przy 

swoim  braku doświadczenia,  jeszcze  nie zdaje  sobie  całkowicie  sprawy, co dzieje  się w  jej 

duszy, ale ja mam bystre oko i nigdy się nie mylę. Powiem ci szczerze, że jestem zadowolony 

i chętnie oddałbym córkę w twoje ręce. Znam cię dobrze, kocham jak własnego syna i wiem, 

że jesteś wolny od wszelkich zobowiązań. Ricie zaś niczego nie brak, a biorąc pod uwagę jej 

wiek  i  prostotę  charakteru,  możesz  ją  sobie  wychować,  jak  tylko  zechcesz.  Pozwól,  że  nie 

będę  ukrywał,  ale  od  dawna  marzyłem,  by  was  dwoje  połączyć.  Przyznaję,  kierowałem  się 

egoizmem: odzyskałbym wolność, a Ritę oddałbym w dobre ręce. Nie gniewaj się, że mówię 

otwarcie  to,  co  myślę,  ale  starzeję  się  i  z  trudem  znoszę  nałożone  mi  pęta,  choćby  były  to 

zaledwie oplecione wokół szyi ręce mojego dziecka. Mam do ciebie wielkie zaufanie i tobie 

jednemu  gotów  jestem  powiedzieć  całą  prawdę.  Przemyśl  sobie  wszystko  jeszcze  raz,  nie 

musisz przecież decydować już dziś. Gdybyś zgodził się ożenić z Ritą, Valberg bez żadnych 

ograniczeń  stałby  się  twoją  własnością.  Połowę  zysków,  które  należą  się  mnie,  mógłbym 

przeznaczyć  dla  córki.  Nie  wspomnę  nawet,  że  kiedyś  będzie  ona  moją  jedyną 

spadkobierczynią,  ale  wiem,  że  do  tych  spraw  akurat  nie  przywiązujesz  większej  wagi. 

Zastanów się, Günterze, i daj mi odpowiedź, gdy będziesz gotów. 

Wiktor odetchnął ciężko, a Günter nie wiedział, co robić. Rity było mu szczerze żal. 

Nie wiedziała, biedaczka, jakim ciężarem stała się dla ojca, który mimo to kochał ją z całego 

serca. 

Trudno byłoby mieć do niego pretensje, po prostu taki był. 

-  Drogi  wuju  -  zaczął  dotknąwszy  ręką  czoła  -  nie  wiem,  czy  zasłużyłem  sobie  na 

zaufanie, którym  mnie zaszczyciłeś. Rzeczywiście, stronę  materialną  możemy pominąć,  bo, 

jak słusznie zauważyłeś, w żaden sposób nie zaważy ona na mojej decyzji. Dotychczas nawet 

mi  na  myśl  nie  przyszło,  że  mógłbym  się  z  Ritą  ożenić,  ale  też  nie  widzę  powodów,  dla 

których  miałbym  się  wzbraniać.  Traktowałem  ją  jak  młodszą  siostrę  i  nie  próbowałem 

zobaczyć  w  niej  kandydatki  na  żonę.  Po  pierwsze,  zadecydowały  o  tym  nie  najmilsze 

przeżycia  sprzed  kilku  miesięcy,  a  po  drugie...  zawsze  Rita  wydawała  mi  się  małą  jeszcze 

dziewczynką... 

- Czyżbyś nie zauważył, że w zadziwiającym tempie wydoroślała? 

- Jak mógłbym, wuju! Jest urocza pod każdym względem, ale... 

- Co ale? Masz zamiar wybrzydzać? 

background image

Günter obruszył się. 

- Ja? Chciałem się zastanowić, ale właściwie nie wiem, nad czym. Pewnego dnia i tak 

się ożenię. Na wielką  miłość, którą przeżyłem z  Carry,  już chyba  nie  mogę  liczyć, a to, co 

czuję do Rity, powinno wystarczyć do znalezienia z nią wspólnego języka i przeżycia razem 

reszty dni. Jeżeli nie daję ci natychmiast wiążącej odpowiedzi, to tylko dlatego, że sam muszę 

się upewnić, czy Rita zechce mnie zaakceptować jako kandydata na męża. Kobiety kierują się 

głównie  głosem  serca.  Chcę  wiedzieć,  co  ona  naprawdę  czuje,  a  jeżeli  rzeczywiście  mnie 

kocha, zrobię wszystko, by była szczęśliwa. Chętnie zostanę twoim zięciem, chociażby po to 

-  wybacz,  że  będę  szczery  -  żeby  tej  biednej  dziewczynie  zaoszczędzić  kolejnego 

rozczarowania. Załamałaby się  na pewno, gdyby  dowiedziała  się, że nawet dla ciebie znów 

jest  ciężarem.  Ponadto  czuję  się  wobec  ciebie  zobowiązany  i  chętnie  odwdzięczyłbym  się, 

uwalniając cię od trosk o Ritę. Daj mi trochę czasu na zastanowienie. Chcę popatrzeć na Ritę 

inaczej  i  sprawdzić,  co  o  mnie  myśli.  Jeżeli  rzeczywiście  mnie  kocha,  bez  chwili  wahania 

poproszę o jej rękę, zapewnię dom, z którego nigdy nie będzie musiała uciekać. 

Wiktor uśmiechnął się i podał mu rękę. 

- Dziękuję ci, Günterze. Nie gniewaj się na mnie, ale jestem pewien, że Ricie będzie 

znacznie lepiej z tobą niż ze mną. 

-  Och,  nie próbuj  się  tłumaczyć. Rozumiem doskonale,  mimo że tak bardzo różnimy 

się  charakterami.  Nie  rozmawiajmy  już  na  ten  temat.  Nie  chcę,  żeby  Rita  domyśliła  się 

czegokolwiek.  Wytrzymasz  chyba  w  Valbergu  jeszcze  kilka  tygodni,  zanim  się  wszystko 

rozstrzygnie? 

- Dla ciebie gotów jestem się poświęcić - zażartował. - Ale chodźmy już. Obiecaliśmy 

Ricie, że przed obiadem wyjedziemy konno na krótki spacer. Pewnie już czas. 

Podnieśli się i odeszli powoli w stronę zamku. 

Gdy byli już dość daleko, Carry wyszła z zarośli. Była blada jak ściana, ze skrzywioną 

twarzą,  cała  trzęsła  się  ze  zdenerwowania.  Jęknęła  boleśnie  i  opadła  na  ławkę,  na  której 

jeszcze przed chwilą siedzieli Valbergowie. Zakryła rękoma twarz. 

Każde  słowo  z  podsłuchanej  rozmowy  wbiło  się  boleśnie  w  jej  pamięć.  To 

niemożliwe!  To  nie  może  się  stać  -  otrząsnęła  się  nagle.  Günterowi  nie  wolno  ożenić  się  z 

inną. On musi należeć tylko do niej, do nikogo więcej. Skłamał, gdy powiedział wujowi, że 

sprawę  Carry  uważa  już  za  zapomnianą.  Czuje  się  zawiedziony,  ma  ku  temu  powód,  ale 

przecież  nie  mógł  tak  nagle  zmienić  uczuć  płynących  z  głębi  serca.  Nie  płoną  już  żywym 

ogniem, ale na pewno tlą się jeszcze przysypane popiołem. Sam powiedział wyraźnie, że nie 

liczy na wielką miłość, podobną do tej, którą przeżył z Carry. Nawet gdyby próbował, ona na 

background image

to nie pozwoli. Będzie walczyć, dopóki  nie odzyska tego, co straciła, co jej się  należy. Nie 

ustanie, za żadną cenę... 

A  Rita,  którą  ojciec  chce  sprzedać  Günterowi,  gdyż  jest  dla  niego  ciężarem,  ta 

skromna,  niepozorna  mysz,  nigdy  nie podbije  serca  mężczyzny, który  należy  się Carry. Nie 

pozwoli  na  to  ani  Ricie,  ani  żadnej  innej,  która  próbowałaby  zająć  miejsce  obok  Güntera 

należne tylko jej. 

Carry  wstała,  zacisnęła  zęby  i  gorejącym  wzrokiem  popatrzyła  w  stronę  zamku. 

Prawie biegnąc wróciła do domku ogrodnika, wskoczyła na konia i rzuciwszy ogrodnikowej 

złotą monetę oddaliła się pędząc galopem. 

Całą złość wyładowała na Bogu ducha winnym rumaku. 

Günter  przyglądał  się  Ricie  ze  zdwojoną  uwagą.  Po  raz  pierwszy  dostrzegł  w  niej 

kobietę i musiał przyznać, że wyjątkowo powabną. 

Zauważył  też  wiele  innych  zalet,  o  których  przedtem  nawet  nie  pomyślał.  Pewnego 

razu,  gdy  wracali  z  konnej  przejażdżki,  pomógł  jej  -  jak  zwykle  -  przy  zsiadaniu  z  siodła. 

Wziął  ją  na  ręce,  ale  tym  razem  przytrzymał  dłużej,  niż  było  to  konieczne,  a  potem  lekko 

przytulił  do  siebie.  Czuł,  że  zadrżała  lekko,  a  na  policzkach  pojawił  się  pąsowy  rumieniec. 

Spojrzała na Güntera ukradkiem, nieco lękliwie, ale uśmiechała się nieznacznie, przeuroczo. 

Gdy zauważyła, że jej się przygląda, spłoszyła się i szybko uciekła. 

Innym  razem  usługiwała  Günterowi  przy  stole.  Dziękując,  chwycił  jej  rękę  i  czule 

pocałował.  Drobna  dłoń  wyraźnie  drżała,  a  na  twarzy  znów  pokazał  się  znajomy  już 

rumieniec. 

Gdy  czasami  pogłaskał  ją  po  policzku  lub  po  włosach,  nie  tuliła  się  już  po 

dziecinnemu  jak  w  pierwszych  dniach,  ale  odsuwając  się,  patrzyła  jakby  zamyślona  przed 

siebie. 

Günter  dopiero  teraz,  uprzedzony  przez  Wiktora,  zaczął  dostrzegać  odmienne 

zachowanie Rity. 

Rita  czuła  się  coraz  mniej  pewnie  w  towarzystwie  Güntera  i  zupełnie  nie  potrafiła 

poradzić sobie z jego oczyma bacznie w nią wpatrzonymi. 

Po  kilku  dniach  Günter  nie  miał  już  wątpliwości,  że  Rita  jest  w  nim  zakochana,  że 

przylgnęła do niego całą swoją młodą duszą. 

W  Cronersheim  tymczasem  urządzano  wielkie  przyjęcie,  na  które  zaproszono  obu 

panów z Valbergu i, oczywiście, Ritę. W pierwszej chwili chciała odmówić: wciąż przecież 

obowiązywała ją żałoba, ale pani von Croner nalegała z całą mocą, obawiając się, że Günter 

background image

mógłby wykorzystać pretekst i nie przyjść także. 

Zapewniła  Ritę,  że  nie  chodzi  wcale  o  huczną  zabawę,  ale  o  zwykłe  sąsiedzkie 

spotkanie, normalne wśród ludzi z towarzystwa mieszkających na wsi. 

Nie obowiązywały też wytworne stroje. 

-  Włoży  pani  jedną  z  tych  białych,  ślicznych  sukien  i  po  kłopocie  -  przekonywała 

Carry. 

Rita ustąpiła, a wraz z nią obaj panowie. 

Dziś właśnie przyjęcie miało się odbyć. Carry nie pokazywała się w Valbergu od dnia, 

kiedy podsłuchała rozmowę nad jeziorkiem. Po prostu nie była pewna, czy zdoła opanować 

nerwy, a ponadto nie wiedziała jeszcze, co powinna zdecydować. 

W  Valbergu  brak  Carry  zauważyła  tylko  Rita,  ale  szybko  wytłumaczyła  sobie,  że 

sąsiadka  zajęta  jest  przygotowaniami  do  przyjęcia  i  nie  ma  czasu  na  odwiedziny.  Nie 

wiedziała, że coś się zmieniło i Carry żywiła do niej niezbyt przyjazne uczucia. 

Rita  skończyła  się  ubierać.  Pokojówka  tym  razem  przeszła  samą  siebie.  Ubrała 

dziewczynę  w  delikatną,  białą,  jedwabną  suknię  ozdobioną  czarnymi  koronkami  i  szeroką, 

również  koronkową  szarfą.  Była  to,  oczywiście,  jedna  z  sukien  wybranych  przez  hrabinę 

Tronsfeld. Miała  niewielki dekolt w kształcie serca, przez który widać było drobną, smukłą 

szyję o delikatnej, szlachetnej linii. 

Krój  wprost  idealnie  podkreślał  zgrabną  sylwetkę  Rity.  Starannie  zaplecione  włosy 

dodawały  uroku  nie  tylko  twarzy,  ale  całej  głowie,  wysoko  osadzonej  nad  pięknie 

zaokrąglonymi  ramionami.  Wiktor  i  Günter  nie  mogli  uwierzyć,  że  jest  to  ta  sama 

dziewczyna, którą poznali kilka miesięcy temu. 

Günter  włożył  na  jej  ramiona  lekką  pelerynę  i  wziąwszy  pod  rękę  poprowadził  do 

samochodu. Objął ją ramieniem i uśmiechając się rzekł: 

- Moja mała dziewczynka przeistoczyła się w prawdziwą damę, aż trudno cię poznać. 

Rito. 

Uśmiechnęła  się  nieco  zakłopotana  i  popatrzyła  na  Güntera  pięknymi  jak  u  gazeli 

oczyma.  Ojciec  usiadł  obok  córki,  Günter  zaś  zajął  miejsce  naprzeciwko  nich.  Nie  mógł 

oderwać  oczu.  Po  każdej  wymianie  spojrzeń  jej  policzki  zmieniały  kolor.  Zdziwił  się  i  dla 

zabawy  spróbował,  czy  jego  „czary”  rzeczywiście  działają.  Rita  nie  zawiodła:  w  pewnym 

momencie odważnie wytrzymała spojrzenie Güntera. Zatopiła swoje głębokie, ciemne oczy w 

jego  twarzy  i  czekała  na  jego  reakcję.  Zrobiło  mu  się  gorąco  wokół  serca  i  tylko  z  trudem 

powstrzymał się, by nie rzucić się na nią z pocałunkami. 

background image

W  Cronersheim  gospodarz  przywitał  ich  nieco  zbyt  poufale  i  kiepskiego  raczej  lotu 

żartami.  Piękna  gospodyni  najwyraźniej  zmuszała  się  do  oficjalnego  uśmiechu,  nie  mogąc 

opanować przy tym rozbieganych oczu. 

Goście  byli  niemal  w  komplecie.  Wbrew  zapowiedziom  Carry  stawili  się  licznie. 

Oprócz sąsiadów, nawet z dalekiej okolicy, przybyli też oficerowie z pobliskiego miasta, był 

sam starosta z żoną, słowem: całe liczące się towarzystwo. 

Kosztowna  i  wyrafinowanie  elegancka  kreacja  Carry  przyćmiła  wszystkie  inne,  nie 

mówiąc  już  o  skromnej  sukni  Rity.  Na  pierwszy  rzut  oka  Carry  stwierdziła,  że  mała 

baronówna  nie  ma  przy  niej  najmniejszych  szans.  Dziś  czuła  się  w  nadzwyczaj  bojowym 

nastroju.  Nie  było  chyba  na  sali  mężczyzny,  który  nie  powiedziałby  jej  mniej  lub  bardziej 

stosownego komplementu. Oczarowała dosłownie wszystkich. 

Günter trzymał się na uboczu, ale i on nie mógł się powstrzymać od zerkania w stronę 

uroczej  gospodyni.  Wyłapywała  te  spojrzenia.  Odwzajemniała  się  jeszcze  żarliwszymi, 

pełnymi  beznadziejnej  tęsknoty,  wytrącając  coraz  bardziej  Güntera  z  równowagi.  Jeszcze 

nigdy nie widział jej tak oszałamiająco pięknej. Ostatecznie był tylko mężczyzną. Jak wielu 

innych  podziwiał  uroczą  gospodynię,  ale  widział  też  znacznie  więcej.  Croner  z  gestem 

posiadacza  obejmował  żonę  i  wdzięczył  się  do  niej,  a  ona  w  tym  momencie  z  rozpaczą  w 

oczach  szukała  pomocy  u  Güntera.  Musiał  odwrócić  wzrok,  żeby  nie  dać  się  ponieść 

emocjom.  Ze  zgliszczy  dawnych  uczuć  znów  wystrzelił  jasny  płomień.  Carry  doskonale 

wiedziała, że tak właśnie się stanie. 

On  jest  mój,  mimo  wszystko.  Nie  oddam  go  żadnej  innej  -  pomyślała  i  pod  błahym 

pretekstem wyrwała się mężowi, zmierzając w stronę Güntera. 

Stał  sam  w  słabo  oświetlonym  kącie.  Carry  podeszła  i  dotknęła  lekko  ręką  jego 

ramienia. 

- Günterze! - rzekła drżącym z wrażenia głosem. 

Drgnął jak pod dotknięciem gorącym przedmiotem. 

- Czym mogę służyć, łaskawa pani? - spytał szorstko. 

Ręka Carry drżała coraz bardziej. 

- Przecież ty mnie kochasz, Günterze, równie mocno, jak ja ciebie. Żaden sprzeciw tu 

nie pomoże, gdyż jesteśmy sobie przeznaczeni. Widzę miłość w twoich oczach. Dziękuję ci 

za nią, naprawdę. Świadomość ta ratuje mnie przed załamaniem. Spójrz na mnie, zobacz, że 

mówię prawdę. 

Trzęsąc  się  cała,  przytuliła  się  do  niego.  Pociemniało  mu  w  oczach,  o  mało  się  nie 

zatoczył. Płonące oczy Carry omal go nie sparaliżowały. Zebrał wszystkie siły. 

background image

- Proszę odejść ode mnie! - wycedził ze złością. 

Roześmiała się półprzytomna: 

-  Wiedziałam!  Wiedziałam,  że  nie  potrafisz  uwolnić  się  ode  mnie  ani  ja  od  ciebie. 

Sama nie wiem, czy śmiać się, czy płakać. Pomóż mi, Günterze. Zgódź się choćby jeden raz 

na rozmowę ze mną. Mam ci tyle do powiedzenia. 

Wyszarpnął się i rozejrzał dookoła, jakby szukał, którędy uciec. Zastąpiła mu drogę. 

Na  szczęście  nadeszła  nieoczekiwana  pomoc.  Wiktor  zjawił  się  jak  spod  ziemi  i 

uśmiechnął się: 

-  Pozwoli  pani,  droga  baronowo,  że  wyrażę  swój  zachwyt  nad  pani  kreacją.  To 

prawdziwa symfonia barw i kształtów. 

Carry odwróciła się z nie ukrywaną złością. 

- Ile razy zdążył już pan powtórzyć ten komplement innym? - cisnęła z furią. 

- Przysięgam, że wymyśliłem go specjalnie dla pani - rzekł zupełnie spokojnie. - Mam 

nadzieję, że nie przeszkodziłem w interesującej rozmowie. 

Skrzywiła się. 

-  Proszę  spytać  o  to  swojego  bratanka.  Właśnie  poprosiłam  go,  by  zechciał 

towarzyszyć mi przy stole - skinęła lekko głową i odeszła. 

Była wściekła na Wiktora, że przerwał jej rozmowę w najważniejszym momencie, ale 

i tak czuła się znów pewniej. Przekonała się, że Günter wciąż ją kocha i lada dzień zgodzi się 

na  spotkanie  w  cztery  oczy.  Później  wszystko  pójdzie  gładko.  Poprosi  męża  o  rozwód. 

Wyjdzie  za  Güntera.  Boże,  czyż  trzeba  jej  czegoś  więcej?  To,  co  kiedyś  uważała  za 

najcenniejsze - bogactwo - teraz okazało się bezwartościowe, zaś to, co odrzuciła lekką ręką - 

wydawało się trudnym do zdobycia skarbem. 

Günter uścisnął Wiktorowi rękę. 

- Zjawiłeś się w samą porę. Bardzo ci dziękuję - rzekł po cichu. 

- Widziałem, że jesteś w opałach. Wpadłeś w potrzask, więc musiałem ci jakoś pomóc 

- uśmiechnął się Wiktor. 

Günter rozglądnął się za Ritą. Rozmawiała z jakąś starszą damą. Stanął za jej fotelem. 

Obejrzała się, a czyste spojrzenie jej oczu podziałało na niego jak kojący balsam. Uspokoił się 

i przysiągł sobie, że nigdy już nie pozwoli Carry na zastosowanie swoich sztuczek. 

Gości poproszono do stołu i Günter musiał podejść do Carry. Stała obok męża. Croner 

z  zadowoloną  miną  rozglądał  się  po  obecnych  niczym  łobuz,  któremu  udało  się  wykraść 

najpiękniejszą  kobietę  pod  słońcem.  Poza  tym  cieszył  się  już  na  smakołyki  zamówione 

specjalnie na dzisiejszy wieczór. 

background image

-  Nie  ma  to  jak  domowe  jedzenie  -  zwykł  mawiać  i  zawsze  kazał  nakładać  sobie 

największe porcje. 

Günter ukłonił się bez słowa i poprowadził Carry do stołu. Zauważyła, że odzyskał już 

równowagę, więc wolała go nie prowokować. Tym sposobem niczego nie zyska. Spojrzała na 

Ritę siedzącą nieco w głębi stołu. Günter zerkał również w tamtą stronę, a za każdym razem 

jego wzrok stawał się łagodniejszy i spokojniejszy. 

Ricie  towarzyszył  młody  oficer,  widać  sympatyczny  i  rozmowny,  bo  co  chwila  do 

uszu  Güntera  dochodził  srebrzysty  śmiech  rozbawionej  dziewczyny.  Szkoda,  że  to  nie  on 

siedział na miejscu młodego wojskowego. 

- Pańska kuzynka trafiła na miłego współbiesiadnika, baronie von Valberg - odezwała 

się Carry z dziwnym grymasem na twarzy. 

- Tak mi się wydaje - rzekł obojętnym tonem. 

-  Wygląda  dziś  pociągająco.  Nie  zabraknie  jej  adoratorów,  gdy  zacznie  bywać  w 

towarzystwie. Zważywszy na pozycję majątkową córki, baron będzie miał trudny wybór. 

-  W  przypadku  Rity  pieniądze  nie  będą  odgrywać  żadnej  roli  -  skwitował  ostrym 

tonem. 

Carry zaczynała go denerwować. Postąpiła nierozsądnie, próbując mu zasugerować, że 

Rita może liczyć co najwyżej na małżeństwo z łowcą posagów. Poczuł się urażony i musiał 

stanąć w obronie kuzynki. 

Po raz pierwszy też uświadomiła mu, że Rita mogłaby wyjść za kogoś innego. Myśl ta 

w dziwny sposób go zaniepokoiła. 

Pewna zwycięstwa Carry nawet o tym nie pomyślała. Słyszała przecież z jego ust, że 

kocha  Ritę  jak  młodszą  siostrę  i  nigdy  nie  zdoła  pokochać  żadnej  kobiety  tak,  jak  kochał 

Carry.  Powtarzała  sobie  te  słowa  od  kilku  dni  dla  uspokojenia.  Wierzyła,  że  między  nią  a 

Günterem znów wszystko ułoży się po staremu, jeżeli tylko zgodzi się on na rozmowę, a ona 

wyzna mu, że wyrzeknie się wszystkiego, byleby móc żyć obok niego. Jego złość nie może 

przecież  trwać  wiecznie.  Zapomni,  a  potem  stara  miłość  wybuchnie  nowym  płomieniem. 

Wiktor Valberg niech się martwi, komu upchnie swoją niepozorną córkę. 

Pozostał  tylko  jeden  problem:  jak  doprowadzić  do  spotkania  z  Günterem?  Myślała 

intensywnie, a dopiero gdy wstawali już od stołu, rzekła do niego: 

-  Codziennie  o  trzeciej  po  południu  będę  czekała  w  lesie  obok  starej  leśniczówki, 

nawet w czasie burzy! 

Günter  usłyszał  wyraźnie,  ale  nie  odpowiedział.  Był  natomiast  pewien,  że  starą 

leśniczówkę  będzie  odtąd  omijał  z  daleka.  Z  Carry  nie  miał  o  czym  rozmawiać,  a  jeżeli 

background image

chciała  narażać  się  na  niebezpieczeństwo, to  jej  sprawa.  Sam  siebie  nie  zamierzał.  Nie  był 

pewien, jak się zachowa, a ostatecznie w jego żyłach płynęła tylko zwykła, czerwona, gorąca 

młodzieńcza krew. 

Wprawdzie nie wypadało kazać damie na siebie czekać, ale nawet gdyby wrzasnął: I 

tak nie przyjdę! -  Carry nie posłuchałaby. Lepiej zachować się nieelegancko, niż narazić na 

ośmieszenie wśród obecnych. 

Günter dziękował Bogu, gdy przyjęcie zbliżało się ku końcowi i mógł wreszcie usiąść 

obok Rity i wuja w samochodzie. 

- Dobrze się bawiłaś, Rito? - spytał uśmiechnąwszy się. 

Jej twarz była ledwie widoczna w słabym świetle lampki oświetlającej wnętrze auta. 

-  O tak! Było wspaniale. Ludzie  byli tacy uprzejmi, a  mój towarzysz przy  stole cały 

czas  żartował  i  rozśmieszał  mnie  zabawnymi  historiami.  A  ty,  kuzynie,  jak  się  bawiłeś? 

Czasami miałam wrażenie, że się nudzisz. 

-  I  nie  pomyliłaś  się.  Posadzono  cię  tak  daleko  ode  mnie,  więc  z  kim  miałem 

rozmawiać i żartować? 

Popatrzyła na niego zdziwiona i zaczerwieniła się. 

- Wolałbyś zatem siedzieć obok mnie? - spytała nieśmiało. 

- To oczywiste! 

- Uważasz, że posadzono cię w złym miejscu? 

- Najgorszym z możliwych. 

- Nic z tego nie rozumiem. 

- Dlaczegóż to, kuzyneczko? 

- Siedziałeś obok najpiękniejszej kobiety, w dodatku gospodyni. 

- Co wcale nie oznacza, że nie wolałbym siedzieć obok ciebie. 

-  To  ci  dopiero!  Gdzie  tam  mnie,  szarej  gęsi,  do uroczej,  anielskiej  pani  Croner,  jak 

nazwał  ją  mój  współbiesiadnik,  oficer.  Jest  piękna,  a  dziś  w  tej  eleganckiej  kreacji...  Ja 

wyglądałam gorzej niż jej cień i cały czas zazdrościłam ci, że możesz podziwiać ją z bliska. 

- Myślałem, że najbardziej interesował cię młody oficer siedzący obok ciebie. 

-  Starałam  się,  ale  nie  mogłam  oderwać  oczu  od  pani  Croner.  Zresztą  nie  tylko  ja. 

Słyszałam,  jak  dookoła  mówiono  wyłącznie  o  niej.  To  musi  być  cudowne  uczucie,  gdy  się 

wie, że wszyscy cię podziwiają. Każdy chyba marzy o czymś takim. 

- Wcale nie jestem tego pewien - wtrącił się Wiktor. 

- Chyba się mylisz, tato. Ale wiesz, co jeszcze zauważyłam? 

- No, ciekawe. 

background image

- Że pan Croner jakoś nie pasuje do swojej żony. Nie lubię go i nie mogę patrzeć, gdy 

ją obejmuje. Mam wrażenie, że dzieje  się coś  nieprzyzwoitego. Sama  nie wiem, ale on  jest 

taki - jakby to powiedzieć - nachalny, może nawet obleśny. 

Panowie  wymienili  znaczące  spojrzenia.  Dziewczyna  nie  przebierała  w  słowach  i 

niewątpliwie miała rację. 

- Cóż, córeczko, to małżeństwo na pewno nie należy do dobranych. 

- Nie rozumiem, dlaczego tak piękna kobieta wyszła za tego grubianina? Jak ona może 

go kochać? 

- A kto powiedział, głuptasku, że ona go kocha? 

Rita popatrzyła na ojca zdziwiona. 

- Ależ, tato, przecież nie wyszłaby za niego! 

Pogłaskał ją po policzku. 

- Oj, dziecino, jest tyle innych powodów do zawarcia małżeństwa. Może piękna Carry 

von Platen koniecznie chciała  nazywać się panią von  Croner  i  zamieszkać w  Cronersheim? 

Kto wie? 

Rita oburzyła się. 

-  Tatusiu,  jak  możesz  posądzać  panią  Croner  o  coś  takiego.  To  piękna,  a  więc  i 

uczciwa kobieta. Urodziwi ludzie chyba nie potrafią być nieuczciwi. 

Wiktor popatrzył na Güntera i musiał się uśmiechnąć. 

-  Pomyśl  tylko,  jak  łatwo  byłoby  według  twojej  teorii  odróżnić  ludzi  dobrych  od 

złych. Niestety, Stwórca skomplikował nam nieco te sprawy. Są ludzie ułomni i brzydcy, ale 

o kryształowych sercach, i na odwrót. W każdym razie, nigdy nie osądzaj człowieka po jego 

wyglądzie, bo się zawiedziesz. 

Rita zamyśliła się. 

- Masz rację i zastanawiam się, czy nie wyrządzam krzywdy panu Cronerowi, gdy go 

nie lubię tylko dlatego, że jest gruby i niezbyt urodziwy. Być może jest dobrym człowiekiem. 

Nie mam natomiast żadnych wątpliwości co do jego żony. Jest dla mnie taka miła i uprzejma, 

zresztą dla innych także. 

Panowie  nie  odezwali  się.  Nie  chcieli  psuć  Ricie  nastroju.  Niech  wierzy,  że  Carry 

nikomu  nie  zrobi  krzywdy.  Ta  nieświadomość  może  okazać  się  jeszcze  bardzo  pomocna. 

Przecież nie ulegało wątpliwości, że Carry jest miła dla Rity, dopóki ułatwia jej to kontakty z 

Günterem. 

Dwa  dni  po  przyjęciu  w  Cronersheim  w  gabinecie  Güntera  odbyło  się  spotkanie  z 

background image

administratorem. Uczestniczył w nim także Wiktor. 

Rita  została  sama.  Usiadła  na  werandzie  w  wiklinowym  fotelu  i  otworzyła  książkę. 

Nie  potrafiła  skupić  się  na  lekturze,  myśli  ciągle  rozbiegały  się  w  różne  strony.  Nie 

zauważyła,  że  administrator  dawno  już  wyszedł.  Na  pewno  nie  siedziałaby  tu  sama 

pobiegłaby do ojca i Güntera. 

Odłożyła  wreszcie  książkę  i  wstała.  Ubrała  się  dziś  w  lekką  lnianą  sukienkę,  bez 

żadnych  ozdób,  wygodną  i  praktyczną.  Podeszła  do  balustrady  i  oparła  głowę  o  słupek, 

rozsunąwszy nieco girlandy kwiatów. Zapatrzyła się w dal. 

Wyglądała w tym  momencie  jak  misternie wykonany posąg uosabiający  zamyślenie. 

Tak  widział  ją  Günter,  który  wyszedł  przez  otwarte  drzwi  werandy  i  idąc  bezszelestnie  po 

kokosowych matach podszedł i stanął tuż za jej plecami. 

Był zachwycony. Objął ją z tyłu obiema rękoma i spytał po cichu. 

- O czym tak głęboko myśli moja mała kuzynka? 

Zerwała  się  przestraszona,  poczerwieniała  na  twarzy,  a  minę  miała  taką,  jakby 

szykowała się do ucieczki. Günter przytrzymał ją mocno i popatrzył prosto w oczy. 

- Przestraszyłem cię i dlatego chciałaś uciec? - spytał. 

Rumieniec znikł, a policzki Rity stały się blade jak ściana. Głos Güntera zabrzmiał tak 

dziwnie,  że  aż  ją  zmroziło.  Otrząsnęła  się,  gdy  zobaczyła  jego  płonące  oczy.  Próbowała 

nieśmiało wyrwać  się  z objęć, choć  najchętniej  wolałaby  w  nich pozostać. Uciekając przed 

wzrokiem  Güntera,  przez  moment  przytuliła  twarz  do  jego  ramienia.  Zdążyła  ochłonąć. 

Spojrzała w bok i szepnęła: 

- Przelękłam się trochę, bo nie słyszałam, kiedy podszedłeś. 

Günter rozczulił się. 

- Pogrążyłaś się w myślach i tęsknie patrzyłaś w dal. Wyglądałaś, jakby było ci żal  i 

chciałabyś uciec z Valbergu w daleki świat, podobnie jak ojciec. 

- Uciec z Valbergu? Tu jest tak pięknie; gdzie znalazłabym cudowniejsze miejsce pod 

słońcem? 

Trzymał  ją  cały  czas  w  ramionach,  jakby  się  bał,  że  mu  umknie.  Rita  zaś  stała  jak 

porażona. 

-  A  jednak  twój  ojciec  wkrótce  chce  stąd  wyjechać.  Tak  mi  powiedział.  Będziesz 

musiała wyruszyć razem z nim. 

Zbladła jeszcze bardziej. Otworzyła szeroko oczy pełne niepokoju. 

- Wyjechać? Opuścić Valberg... A ty? - spytała z niedowierzaniem. 

- Co ja? Ja, oczywiście, muszę tu zostać. Nie mam już innego domu. Ty zamieszkasz 

background image

w  mieście  u  ojca,  poznasz  nowych  przyjaciół,  będziesz  się  bawić  i  szybko  zapomnisz  o 

biednym Günterze, który zostanie tu, w Valbergu sam i będzie się dziwił, że zniknął już stąd 

miły głosik, często powtarzający „drogi Günterze”. 

Skrzywiła  się  boleśnie  i  zrobiła  tak  żałosną  minę,  że  Günter  nie  miał  żadnych 

wątpliwości, co naprawdę  czuła. Z pewnością  nie była to rozpacz z powodu rozstania się  z 

dalekim kuzynem. 

-  Dlaczego  ojciec  chce  wyjechać  teraz,  gdy  jest  tu  tak  cudownie?  -  spytała  bliska 

płaczu. 

- Tu jest zbyt spokojnie, zbyt mało ludzi; ojciec po prostu tu się nudzi. Przyzwyczaił 

się do życia w mieście. 

- Mało ludzi! Ma przecież mnie, ciebie... czego mu brakuje? 

-  Dziecino,  twój  ojciec  dobrze  się  czuje  w  wytwornym  towarzystwie.  Ty  też  pewnie 

nie chciałabyś mieszkać stale w Valbergu? 

-  Ja? Czuję się tu wyśmienicie. Jest tu pięknie, a ja  jeszcze nigdy w życiu nie  byłam 

tak szczęśliwa. 

Serce  Güntera  waliło  już  teraz  jak  młot.  Rita  wyglądała  ujmująco  przerażona,  że 

będzie musiała opuścić Valberg, a więc i jego. Czuł to, a krew uderzyła mu do głowy. 

-  W  takim  razie  zostań  tu  ze  mną,  moja  najdroższa  -  rzekł  niemalże  szeptem,  jakby 

sam do siebie. 

Rita  szarpnęła  się  i  przestraszona  spojrzała  mu  prosto  w  oczy.  Patrzył  poważnie, 

łagodnym, bardzo serdecznym wzrokiem. Westchnęła głęboko. Oddychała z trudem. 

- Z tobą? Sama, bez ojca? To przecież niemożliwe. 

Przyciągnął ją mocno do siebie. 

- To możliwe, Rito, jeżeli zechcesz zostać ze mną... na zawsze... jako moja żona. 

Rita zamknęła oczy. Była przeraźliwie blada. Chyba ostatnia kropla krwi odpłynęła z 

jej twarzy. Tylko lekko uchylone usta odbijały się jaskrawą czerwienią. Nagle wyprostowała 

się, otrząsnęła, jakby obudziła się ze snu i nie była pewna, czy słowa Güntera usłyszała we 

śnie czy na jawie. 

-  Przepraszam cię, Günterze, ale w tych sprawach  nie  należy  żartować  - powiedziała 

głośno i stanowczo, próbując się wyrwać z uścisku jego ramion. 

Nie puścił jej. Miał ochotę pocałować jej drżące z lekka usta. 

- Najdroższa, dlaczego sądzisz, że żartowałem? Zupełnie poważnie pytam, czy chcesz 

zostać moją żoną? 

Rozpłakała się. Kręciła bezradnie głową, wciąż nie dowierzając jego słowom. 

background image

- Günterze, ja skromna, głupia dziewczyna... kochasz mnie na tyle, żeby proponować 

mi małżeństwo? 

-  Oczywiście,  moja droga. Nie potrafiłbym żyć  bez ciebie  i chcę ci  na zawsze oddać 

moje serce. Jeżeli tylko się zgodzisz, zostaniemy w Valbergu i będziemy tu żyć szczęśliwie. 

Objęła go z całej siły i przytuliła głowę do jego piersi. Spojrzała mu głęboko w oczy. 

- Moja najdroższa, kochana Rita! - zawołał Günter i czule, mocno pocałował ją w usta. 

Wspomnienie  o  Carry  odeszło  w  cień.  Pod  urokiem  tej  nowej,  czystej  miłości,  która 

go  porwała  przed  chwilą,  czar  pięknej  pułkownikówny  prysł  niczym  bańka  mydlana.  Sił 

dodały  mu  namiętne  usta  Rity  i  jej  dumne,  wierne  oczy,  które  patrzyły  teraz  na  niego  z 

radością  odzwierciedlającą  dokładnie  to,  co  działo  się  w  jej  duszy.  Zobaczył  w  nich  nowe 

rodzące  się  szczęście,  znacznie  piękniejsze  od  poprzedniego.  Stali  oboje  w  objęciach  i  nie 

liczyli czasu. Całowali się raz po raz, patrzyli na siebie bez słowa. 

Aż  nagle  Rita  odsunęła  się  i,  jakby  zbudzona  ze  snu,  ze  strachem  rozejrzała  się 

dookoła.  Wyglądała  prześlicznie  w  tym  momencie.  Günter  przyglądał  jej  się  z  zachwytem. 

Naprawdę kochał ją całym sercem, choć może nie aż tak namiętnie jak kiedyś Carry. 

Rita odgarnęła włosy z czoła. Odezwała się po cichu lekko drżącym głosem: 

- Co ojciec na to powie, Günterze? 

- A jak myślisz? Ucieszy się i pobłogosławi, zobaczysz - uśmiechnął się i pocałował ją 

w rękę. 

-  Właściwie  powinien  mieć  mi  za  złe,  że  znów  chcę  go  zostawić  samego.  On 

naprawdę się cieszył, że do niego wróciłam, często mi to powtarzał, a ja teraz mam odejść? 

Günter skrzywił się lekko. Rita zauważyła ten grymas, ale nie domyśliła się, co mógł 

oznaczać. 

-  Chodź,  kochanie,  najlepiej,  jeżeli  spytasz  o  to  ojca  sama  -  rzekł  objąwszy  ją 

ramieniem. 

Wiktor  siedział  w  bibliotece  i  znad  otwartej  książki  ukradkiem  spojrzał  na 

wchodzących. Po minie Güntera zorientował się, że musiało stać się coś ważnego. 

Wstał, a Rita, podbiegłszy do niego rzuciła mu się na szyję. 

-  Tatusiu,  kochany!  Zaraz  się  przekonasz,  jaką  jestem  niewdzięczną  egoistką. 

Pożałujesz pewnie, że przyjąłeś mnie z takim zaufaniem. 

Baron przygarnął córkę do piersi i ponad jej głową spojrzał na Güntera. Tamten skinął 

bez słowa. Nie było żadnych wątpliwości, że stało się to, co miało się stać. 

- Aj, aj, coś takiego! Egoistka i do tego niewdzięczna, powiadasz? Popatrz mi w oczy. 

Muszę zobaczyć, co też ta niedobra dziewczyna zbroiła. 

background image

-  I tak  nie  zgadniesz!  -  patrzyła  na  niego  podniecona.  -  Günter  chce...  nie,  ja  chcę... 

Och, tato! Günter poprosił mnie o rękę! - odetchnęła z ulgą, że ma to już za sobą. 

Baron zmarszczył groźnie brwi. 

- Kto by pomyślał! No masz, ten nicpoń tak jakby nigdy nic chce mi zabrać ukochaną 

córeczkę? I co teraz zrobimy? Dałaś mu już jakąś odpowiedź? 

- Ja go kocham, tatusiu! Ciebie też, wierz mi, proszę. Tak bym chciała, żebyś został w 

Valbergu na zawsze, wtedy nie musiałabym wybierać między tobą a Günterem. 

Wiktor głaskał ją czule po głowie. Wzruszył się i było mu trochę wstyd. 

-  Moja  kochana  dziecinko,  tu  nie  ma  mowy  o  wyborze.  Jeżeli  kochasz  Güntera, 

powinnaś  wybrać  jego,  a  nie  mnie.  Ja  będę  żyć  dalej  tak,  jak  dotychczas,  i  nie  musisz  się 

martwić, że sobie nie poradzę. Przyjadę tu do was, by nacieszyć się waszym szczęściem. Ze 

mną nie byłoby ci dobrze. Nie potrafię usiedzieć w miejscu i po co miałabyś się włóczyć po 

świecie? Na Güntera możesz liczyć. W jego sercu znajdziesz stałe i spokojne miejsce. I tak 

kiedyś  musiałbym  cię  komuś  oddać,  więc  wolę,  żeby  to  był  Günter.  Cieszę  się,  że  tak  się 

stało. 

Pocałował Ritę serdecznie  i choć poczuł ogromną ulgę, w  jego oczach zakręciły  się 

łzy.  Naprawdę  pokochał  swoją  córkę  i  wzruszył  się  widząc,  że  jest  tak  szczęśliwa.  Nie 

martwił się, że piękna Carry może jeszcze wszystko zepsuć, choć dobrze wiedział, że Günter 

wciąż nie uporał się ze wspomnieniami i nie był całkiem pewien swoich uczuć. Uważał, że po 

ślubie z Ritą wszystko się ułoży. 

Wziął Ritę za rękę i podał ją Günterowi. 

- Niech Bóg was błogosławi, moje dzieci, i da wam wiele szczęśliwych dni. 

background image

W ten sposób Rita została narzeczoną Güntera. Należało podjąć dalsze decyzje. 

Wiktor  najbardziej  ucieszył  się,  że  w  jego  willi  nie  trzeba  będzie  niczego  zmieniać. 

Już jutro pojedzie do miasta i zawiadomi hrabinę o zaręczynach. Chce ją też poprosić, żeby 

wzięła  Ritę  do  siebie.  Do  czasu  ślubu  nie  może  przecież  córki  zostawić  w  Valbergu.  Od 

uroczystości zaręczynowych musi upłynąć trochę czasu, ale zważywszy na okoliczności, datę 

wesela można będzie maksymalnie przyspieszyć. Zawiadomienia o zaręczynach wyśle się już 

z miasta. 

Wiktor pojedzie tam jutro wcześnie rano, by jeszcze wieczorem wrócić z powrotem. 

Jeżeli hrabina zgodzi się przyjąć Ritę, będzie można nazajutrz wyjechać z Valbergu. Wiktor 

zamieszka  w  swojej  willi,  później  dołączy  do  niego  Günter  na  kilka  dni  potrzebnych  do 

wysłania zawiadomień i kupna obrączek. 

Na  wszelki  wypadek  Wiktor  wolał  telegraficznie  uprzedzić  generałową  o  swoim 

przyjeździe. 

Przyjęła go w swoim przytulnym sanktuarium. 

- Jeszcze się nie zdarzyło, od kiedy się znamy, drogi baronie, żeby pan meldował się u 

mnie  przez  telegraf.  Umieram  z  ciekawości,  co  też  pana  tak  nagle  wypędziło  z  Valbergu. 

Domyślam  się,  że  Rity  pan  nie  przywiózł,  skoro  w  pańskiej  willi  nic  się  nie  dzieje  i  nie 

rozpoczęto  żadnych  przygotowań.  Chyba  jej  pan  nie  odesłał?  No,  niechże  już  pan  mówi  - 

rzekła wyraźnie żartując. 

Usiadł w fotelu naprzeciwko w dość nonszalanckiej pozie. 

- Przywożę pani, droga hrabino, wielką niespodziankę. Chciałem, żeby pani pierwsza 

o tym wiedziała. Otóż wczoraj Rita zaręczyła się z Günterem - ostatnie zdanie wypowiedział 

szybko,  jakby  chciał  czym  prędzej  przystąpić  do  najważniejszej  sprawy,  w  której  tu 

przyjechał. 

Generałowa  zrobiła  wielkie  oczy.  Przez  chwilę  spokojnie  patrzyła  na  Wiktora,  po 

czym odezwała się półgłosem: 

- Pan naprawdę jest w czepku urodzony, drogi przyjacielu. Ledwo co spadły na pana 

background image

jakieś obowiązki, a już udało się z nich wymigać. A więc Günter Valberg z Ritą? Cóż, może 

to być udane małżeństwo, jeżeli oboje się kochają. Przypuszczam, że tak właśnie jest. Zatem 

Günter zapomniał już o Carry von Platen? O ile się nie mylę, coś ich chyba łączyło. 

Wiktor starał się unikać jej wzroku. 

- Wiem, że się kochają i o los mojej córki mogę być zupełnie spokojny. Ricie podoba 

się w Valbergu i nie chce słyszeć o żadnym wyjeździe. Zakochała się w Günterze i sądzę, że 

będzie im razem dobrze. On też ją kocha. Jeżeli czuł coś do Carry von Platen, to już dawno 

mu minęło. Mieszkają po sąsiedzku i odwiedzają się bez żadnych przeszkód. 

-  Życzę  obojgu  narzeczonym  dużo  szczęścia,  a  panu  również,  przyjacielu  -  rzekła 

podając mu rękę. 

Pocałował ją i spojrzał lekko zmieszany na hrabinę. 

-  Pani  oczywiście  przypuszcza,  że  małżeństwo  Rity  jest  mi  wyjątkowo  na  rękę.  Nie 

zaprzeczę,  ale  proszę  mi  wierzyć,  że  bardzo  kocham  córkę  i  nigdy  nie  zgodziłbym  się  na 

żadne zaręczyny, gdybym nie był pewien, że Günter zadba o nią jak należy. Obiecuję sobie, 

że często i chętnie będę z nimi w Valbergu. Nie  chcę kłamać, ale takie rozwiązanie  bardzo 

mnie ucieszyło, gdyż nie muszę niczego zmieniać; dalej będę niezależny. Ślub odbędzie się 

na początku lipca, więc sama pani przyzna, droga hrabino, że na tych kilka tygodni nie trzeba 

przemeblowywać mojej willi. Mam jednak problem: Rita nie może w tym czasie mieszkać z 

Günterem w Valbergu  i  nie wiem, czy  nie potraktuje pani tego  jak  bezczelność, ale znowu 

chciałbym  prosić  o  przechowanie  córki.  Mogłaby  pani  pomóc  jej  przy  wyborze  rzeczy 

potrzebnych pannie młodej. Bardzo się pani gniewa na moją propozycję? 

- Strasznie, drogi baronie! - zaśmiała się. 

- Nie! Naprawdę? 

-  Już  jestem  poważna.  Dlaczego  mam  się  gniewać,  jeżeli  ktoś  sprawia  mi  miłą 

niespodziankę? Cieszę się, że moja mała dziewczynka znowu zamieszka w moim domu. Sam 

pan  nie wie, z czego dobrowolnie rezygnuje.  A  zakupy? Mnie akurat namawiać  nie trzeba. 

Skąd  ma  pan  wiedzieć,  że  kupowanie  posagu  dla  córki  to  dla  kobiety  największa 

przyjemność. Niestety, nie mam swojej, ale widać los chce mi to wynagrodzić. 

Wiktor znów pocałował hrabinę w rękę. 

-  Jest pani, Mario, najcudowniejszą kobietą, jaką znam,  i cieszę się, że zawsze  mogę 

na panią liczyć. Muszę też pochwalić trochę siebie: w ciągu tych kilku miesięcy jako ojciec 

sprawowałem się wzorowo. Czasami aż dziwiłem się samemu sobie, że jednak potrafię. 

-  Domyślam  się,  że  główną  troską  ojca  było  znalezienie  dla  córki  odpowiedniego 

narzeczonego. 

background image

Skrzywił się jak chłopiec złapany na gorącym uczynku. 

- Czy zrobiłem coś złego? - spytał speszony. 

- Dzięki Bogu, panu zawsze wychodzi na dobre. Günter z pewnością będzie zięciem, 

jakiego nawet najbardziej zapobiegliwy i troskliwy ojciec nie znalazłby pod słońcem. Gdyby 

tylko z Valbergu nie było tak blisko do Cronersheim! Być może martwię się niepotrzebnie, a 

w obecnej sytuacji roztrząsanie, co by było, gdyby... nie ma już sensu. Proszę mi tu przywieźć 

Ritę,  drogi  baronie,  i  powiedzieć,  ile  mogę  uszczknąć  z  pana  konta  na  jej  potrzeby. 

Ostrzegam, że tanio się pan nie wykupi. Jedynej córce bogatego barona Valberga należy się 

królewski  posag,  prawda?  Już  widzę,  jak  zanurzam  się  w  stosie  najcenniejszych  koronek  i 

haftów i wybieram, i kupuję... 

Wiktor roześmiał się wesoło. Nareszcie był pewien, że kłopot miał z głowy, zniknęły 

też  ostatnie  wyrzuty  sumienia.  Porozmawiał  jeszcze  przez  chwilę  z  hrabiną,  a  potem 

pospieszył na dworzec, by wieczorem zdążyć do Valbergu. 

Następnego ranka Wiktor z Ritą wybierali się do Cronersheim z wizytą pożegnalną. 

-  Zrobimy  Cronerom  niespodziankę,  Rito.  Nie  powiemy  im  o  zaręczynach.  Jak 

dostaną zawiadomienie, usiądą z wrażenia! - żartował, ale zamiar miał poważny: zaskoczona 

Carry  mogłaby  nie  zapanować  nad  sobą  i  w  złości  wspomnieć  coś  o  jej  związkach  z 

Günterem. Chciał tego Ricie zaoszczędzić. 

Pani von Croner zdziwiła się słysząc, że baron wraz z córką wyjeżdża do miasta. 

- A to niespodzianka! Byłam pewna, że zostaniecie tu do końca lata - rzekła patrząc z 

niepokojem w twarz Rity. 

- O tym zadecydował ojciec - odpowiedziała rumieniąc się lekko. 

Carry poczuła, że serce podchodzi jej do gardła:  Günter powiedział baronowi, że nie 

ożeni  się  z  Ritą,  i  dlatego  ten  nagły  wyjazd!  Pragnęła,  żeby  tak  właśnie  było,  innej 

możliwości nawet nie brała pod uwagę. W każdym razie zniknięcie z Valbergu barona i jego 

córki  było  Carry  na  rękę.  Szansa  na  porozmawianie  z  Günterem  sam  na  sam  znacznie 

wzrosła.  Choćby  trzeba  było  pojechać  prosto  do  Valbergu,  zrobi  to!  Musi  powiedzieć 

Günterowi, że weźmie rozwód z Cronerem, że chce za niego wyjść. To niemożliwe, żeby jej 

nie wybaczył i nie uległ. 

Rita wspomniała coś, że tymczasowo zamieszka u hrabiny Tronsfeld. 

- Proszę przekazać pani hrabinie pozdrowienia ode mnie. Być może uda mi się panią 

odwiedzić, droga Rito. Bywam czasami u rodziców w mieście - dodała Carry. 

-  Z  przyjemnością  pozdrowię  hrabinę  i  będzie  mi  miło  spotkać  się  z  panią  -  Rita 

wyglądała  na  szczerze  uradowaną  i  z  nabożeństwem  patrzyła  prosto  w  twarz  uroczej  pani 

background image

Croner. 

- Kiedy zatem wyjeżdżacie? 

- Po południu, jest pociąg pospieszny. 

Pożegnali  się.  Croner  zdążył  palnąć  jeszcze  jakiś  niewybredny  żart,  a  Carry  z 

przesadną  czułością  rzuciła  się  na  Ritę  z  uściskami  i  pocałunkami.  Wiktor  wymienił  kilka 

zdawkowych  formułek. Nawet ślepy  by zauważył,  że Carry  i  baron gotowi  byli potopić  się 

wzajemnie w przysłowiowej łyżce wody. 

Carry  długo  machała  chusteczką  za  odjeżdżającymi  i  cały  czas  zastanawiała  się  nad 

przyczyną ich nagłego wyjazdu z Valbergu. Nagle przyszło jej na myśl, że jeszcze dziś może 

doprowadzić do spotkania z Günterem. Co za wyśmienita okazja! 

Nie  mogła  doczekać  popołudnia.  Ledwo  wstała  od  obiadu,  przebrała  się  i  zażądała 

podstawienia samochodu. Kazała też przygotować ogrodnikowi bukiet najpiękniejszych róż. 

Wyszła  na  werandę.  Croner  odpoczywał  w  wygodnym  fotelu  popijając  ulubione 

ciężkie wino  bordoskie  i paląc grube cygaro. Jednego  i drugiego zabronił  mu  lekarz, ale co 

tam... 

Carry stanęła naprzeciwko. 

- Wyjeżdżasz gdzieś, kochanie? - spytał nie odrywając wzroku od kieliszka, w którym 

ciemnoczerwonym blaskiem załamywały się promienie słoneczne. 

- Do Valbergu, Franz. Chcę zawieźć Ricie trochę kwiatów na pożegnanie. 

-  I  po  to  musiałaś  się  tak  wystroić?  Wyglądasz  uroczo,  Karolciu.  Nie  mogę  pojąć, 

dlaczego tyle uwagi poświęcasz tej głupiej gęsi. 

-  Ależ,  Franz!  Jak  możesz  tak  się  wyrażać  o  Ricie?  Za  karę  nie  pocałuję  cię  na 

pożegnanie. 

Pomrukując pod nosem poprawił się w fotelu. 

-  Sroko gderliwa!  Kogo ty chcesz ukarać?  Lubisz się całować, więc nie  żałuj  sobie  i 

nie odmawiaj przyjemności. No, choć do mnie! 

- Nie, nie przyjdę - odrzuciła dumnie w tył głowę. 

- Ależ, Karolciu, ta głupia gęś nie jest warta tego, żebyś się dąsała. 

W jego głosie słychać było już zdenerwowanie. Croner od razu wpadał w złość, jeżeli 

jego życzenie nie zostało natychmiast spełnione. Carry próbowała się uśmiechnąć. 

-  Dlaczego  przyrównujesz  Ritę  do  gęsi?  Dla  mnie  jest  ona  raczej  owieczką,  z  którą 

chętnie lubię się bawić - rzekła, a w jej oczach pojawił się dziwny błysk. 

-  No,  ładnie!  -  zarechotał.  -  Więc  jednak  jesteśmy  podobnego  zdania.  Daj  buzi  na 

zgodę i nie dąsaj się. Chociaż gdy jesteś zła, robisz się jeszcze piękniejsza. Teraz już wiesz, 

background image

dlaczego tak często cię złoszczę? 

Carry  wzdrygnęła  się.  Podeszła,  schyliła  się  i  szybko  dotknęła  ustami  jego  warg. 

Przyciągnął ją brutalnie i zaczął łapczywie całować. 

Próbowała  się wyrwać, ale to go jeszcze  bardziej  podnieciło.  Jego nabrzmiała twarz 

pokryła  się  głębokim  rumieńcem,  zrobiła  się  niemal  sina,  gdy  Carry  wreszcie  udało  się 

wyswobodzić z uścisku. 

Trzęsła się z obrzydzenia. Z ogromnym wysiłkiem musiała się powstrzymać, żeby nie 

wyrżnąć mu siarczystego policzka. 

- Zniszczyłeś mi całą fryzurę! - warknęła walcząc ze wściekłością. 

Croner oddychał ciężko, pokasływał, ale uśmiechał się. 

- To po co się ze mną szarpiesz? Mniej sprzeciwu, mniej kłopotów! Nie znasz takiego 

powiedzenia?  Pamiętaj,  że  ciągle  jeszcze  jestem  zakochany  w  swojej  pięknej  żonie  i 

potrzebuję  twoich  czułości.  Nie  bądź  wredna,  sroko,  i  dbaj  o  męża,  by  był  z  ciebie 

zadowolony.  W  tych  sprawach  akurat  nie  wymagam,  abyś  była  oszczędna.  No,  idź  już. 

Uczesz się i pędź do Valbergu, bo możesz nie zdążyć i twoja owieczka ci ucieknie. 

Carry  skinęła  tylko  głową  i  odeszła.  Towarzyszył  jej  rubaszny  śmiech  Cronera. 

Cieszył się, że odgadł jej zamiary. Uważał siebie za bardzo pociągającego mężczyznę i, jego 

zdaniem, Carry wystroiła się dla niego. Miała chęć na pieszczoty, a on pomieszał  jej szyki. 

Teraz będzie musiała pojechać do Valbergu, choć wcale nie zamierzała. 

Ona  tymczasem  pobiegła  do  garderoby.  Złapała  się  za  serce,  drżała  na  całym  ciele. 

Dłużej  już  nie  wytrzyma.  Za  wszelką  cenę  musi  uciec  od  tego  obleśnego  typa!  Boże,  żeby 

znowu móc wrócić w ramiona Güntera, poczuć dotknięcie jego ust! Szybko zapomniałaby o 

katuszach, jakie musiała cierpieć z Cronerem. Potrzebowała sił, żeby z nim zerwać, ale chwila 

w ramionach ukochanego pozwoliłaby jej zebrać te siły. 

Uczesała  się,  nie  prosząc  pokojówki  o  pomoc.  Pobiegła  do  samochodu  czekającego 

już na dziedzińcu. Właściwie nie musiała się spieszyć - do Valbergu powinna dotrzeć dopiero 

po wyjeździe Rity i Wiktora. 

Kwiaty leżały na siedzeniu, ale nie będą już potrzebne. 

Carry  zwlekała.  Zanim  wsiadła  do  auta,  długo  naciągała  sięgające  po  łokcie 

rękawiczki. 

- Proszę pojechać do Valbergu przez folwark - rozkazała kierowcy. 

Była to piękniejsza, ale też dłuższa droga niż szosą. Samochód ruszył. 

Zgodnie z przewidywaniami Carry przyjechała do Valbergu za późno. Gdy z bukietem 

w ręku stanęła w drzwiach i poprosiła o spotkanie z baronówną Valberg, lokaj oznajmił, że 

background image

wraz z baronem odjechała na dworzec przed dziesięcioma minutami. 

Carry zrobiła zrozpaczoną minę. 

-  Ale  pech!  Chciałam  dać  baronównie  te  kwiaty  na  pożegnanie.  Według  mojego 

zegarka powinna być jeszcze w domu - rzekła spoglądając na zdziwionego sługę. 

Lokaj nieśmiało zauważył, że jest pół godziny później. 

- Czy baron Günter pojechał z nimi? - spytała niby od niechcenia. 

- Oczywiście, szanowna pani. 

-  No  cóż,  może  poczekam,  aż  wróci,  i  przeproszę  za  spóźnienie.  Do  stacji  jest 

niedaleko, więc baron powinien tu być lada chwila. 

Służący  ukłonił  się  i  zaprowadził  panią  Croner  do  salonu.  Rzuciła  kwiaty  na  stół; 

spełniły już swoją rolę - umożliwiły wejście do zamku Güntera. 

Chodziła  nerwowo  tam  i  z  powrotem  i  w  napięciu  nasłuchiwała  warkotu 

nadjeżdżającego samochodu. W jej ruchach było coś miękkiego, śliskiego  - kociego. Ubrana 

w lekką, wiosenną toaletę wyglądała bardzo elegancko. Kapelusz i płaszcz oddała służącemu. 

Zostawiła natomiast długą szarfę, która spływając z szyi na plecy przypominała prześwietlony 

słońcem wodospad. Na bladej twarzy karminowe usta to zaciskały się nerwowo, to otwierały. 

Gęste,  złotoblond  włosy,  przedzielone  pośrodku  głowy,  opadały  na  boki  niczym  kaskady 

roztopionego  złota.  Oczy  błyszczały  niesamowitym  światłem.  Każdy,  kto  by  ją  teraz 

zobaczył,  musiałby  się  zachwycić,  a  mężczyzna,  któremu  rzuciłaby  się  na  szyję,  pewnie 

postradałby zmysły. 

Wreszcie samochód wjechał na dziedziniec. Carry zadrżała z podniecenia i czuła, jak 

trzęsą  się  jej  nogi.  Stanęła  pośrodku  salonu  i  wstrzymując  oddech  skierowała  wzrok  pełen 

tęsknoty w stronę drzwi. 

Po chwili stanął w nich Günter Valberg. 

Lokaj zawiadomił go, że Carry Croner chciała wręczyć baronównie Ricie kwiaty, ale 

spóźniła się i czeka w salonie. 

Günter był wściekły. Nie wątpił, że kłamała: przyszła tu z premedytacją, wiedząc, że 

będzie  sam.  Postawiła  go  w  niezręcznej  sytuacji.  Kochał  Ritę  z  całego  serca,  ale  nie  był 

pewien,  czy  czar  Carry  znowu  nie  zadziała  i  nie  przebudzi  dawnych  namiętności.  Czas 

skończyć z niepewnością, i to raz na zawsze. Moment w zasadzie był odpowiedni. 

Jak mógł najspokojniej, przekroczył próg i zamknął za sobą drzwi. 

- Bardzo mi przykro, że pani nie zdążyła wręczyć baronównie tych pięknych kwiatów. 

Przepraszam  też,  że  kazałem  pani  tak  długo  czekać.  Proszę  wybaczyć  -  wyrecytował 

oficjalnym tonem. 

background image

Stała ze strapioną miną, tylko jej oczy płonęły żywym blaskiem. 

- Niestety, spóźniłam się - odezwała się drżącym głosem. - Kwiaty zwiędły już trochę; 

niepotrzebnie kazałam  je  ściąć. Chociaż  nie,  mimo wszystko się przydały. Pan  nie domyśla 

się, po co tu przyszłam, Günterze? 

Stał blisko drzwi, a zobaczywszy, w jakim Carry jest stanie, był gotów wycofać się. 

Po raz pierwszy od czasu, gdy oszołomiony ze szczęścia wyznawał jej swoją miłość, zostali 

całkowicie  sami,  a  ona  wyglądała  jeszcze  piękniej,  jeszcze  bardziej  czarująco  niż  wtedy. 

Respekt  przed  piękną  kobietą  nie  pozwolił  mu  wykonać  kroku  w  tył.  Poza  tym  nie  czuł 

niczego więcej. Kochał Ritę i sądził, że zdoła oprzeć się urokowi Carry. Nie poruszył się. Był 

jednak tylko mężczyzną, do tego młodym, pełnym życia. Mógłby skinąć ręką, a już miałby tę 

śliczną kobietę w ramionach, już upajałby się pocałunkami jej słodkich ust. 

Serce waliło mu jak młot. Co robić? Jeżeli teraz się załamie, przepadnie na zawsze. A 

co z Ritą? Zebrał cały chłód w sobie i rzekł jak mógł najspokojniej: 

- Nie wiem, co jeszcze panią tu sprowadza. Sądziłem, że chodziło o pożegnanie z Ritą. 

Wciąż nie poruszała się, najwyraźniej z trudem opanowując nerwy. 

-  Nie!  Był  to  tylko  pretekst.  Chciałam  wreszcie  zmusić  pana  do  porozmawiania  ze 

mną  poważnie.  Cały  czas  mnie  pan  unikał.  Günterze,  wiem,  że  zabrakło  ci  odwagi  i  nie 

chcesz  posłuchać  głosu  serca.  Jak  mogłeś  dopuścić  do  wydania  mnie  za  tego  strasznego 

człowieka? 

Drżąc  cała  podeszła  bliżej  z  rozpaczą  w  oczach.  Zrobiła  tak  dramatyczną  minę,  że 

Güntera obleciał strach. 

-  Wcale  mnie  pani  nie  pytała  wtedy,  czy  się  zgadzam.  Zanim  mogłem  cokolwiek 

zrobić, już była pani zaręczona. Co ja przeżyłem, to wie tylko jeden Bóg. 

Uniosła ręce w błagalnym geście. 

- Günterze, ja nie zdawałam sobie sprawy, co robię. Od dziecka wmawiano mi: musisz 

wyjść bogato za mąż, gdyż tylko w ten sposób wyrwiesz się z nędzy. Zjawił się Croner, więc 

nawet  się  nie  zastanowiłam.  Było  mi  ciężko  na  sercu,  ale  wierzyłam,  że  o  tobie  zapomnę, 

sądziłam,  że  wyświadczę  ci  przysługę  i  zwrócę  ci  wolność.  Nie  wiedziałam  wtedy,  że 

zdobędziesz środki na utrzymanie rodziny. Gdy wuj przekazał ci Valberg, gotowa byłam wyć 

z  tęsknoty  za  tobą,  ale  dlaczego  ty  nie  zrobiłeś  niczego,  żeby  mnie  nie  oddać  Cronerowi? 

Przecież  ci  mówiłam,  że  w  każdej  chwili  mogłam  zerwać  zaręczyny.  Jako  mężczyzna 

musiałeś wiedzieć, co mnie czeka w nieudanym małżeństwie. I co zrobiłeś? Pozwoliłeś wyjść 

za Cronera, choć wiedziałeś, że serce rwie się do ciebie! Sama nie wiem, jak ja to wszystko 

przeżyłam. Dopiero gdy cię straciłam, zrozumiałam, jak wielka była moja miłość do ciebie. 

background image

Przyznaję  -  sama  sobie  jestem  winna,  ale,  Günterze,  ja  strasznie  cierpię,  ja  dłużej  już  nie 

wytrzymam z Cronerem. Przez  niego oszaleję. Budzi we  mnie grozę. Pomóż  mi, Günterze! 

Błagam cię! Nie wierzę, żebyś całkowicie wyrzucił mnie z serca. Chcę w to wierzyć, gdyż w 

przeciwnym razie  na pewno oszaleję. Powiedz, że  mi wybaczyłeś, że znowu będziesz  mnie 

kochać. Upokarzam się przed tobą, ale pamiętaj, że stoi tu zaledwie strzęp tej dumnej Carry, 

którą znałeś. Jestem zrozpaczona i wszystko zniosę, każdą karę, ale powiedz, że kochasz mnie 

choć trochę, że mi wybaczyłeś i chcesz pomóc przeżyć ten koszmar. Nie potrafię już dłużej 

żyć  bez  ciebie.  Zlituj  się  nade  mną,  Günterze,  nie  pozwól  mi  zginąć  w  męczarniach  tego 

małżeństwa. Tylko ty możesz mnie uratować. 

Wyczerpana  zamilkła.  Mówiła  z  przejęciem  stojąc  w  miejscu  z  bezwładnie 

zwisającymi rękoma i błagalnym głosem. 

Günter słuchał jak porażony. Z ciężkim sercem musiał przyznać, że tym razem Carry 

nie  odgrywała  komedii  i  o  swoich  uczuciach  mówiła  szczerze.  Czuł  się  nieswojo.  Dotknął 

ręką oczu. 

-  Szanowna  pani,  nawołuję  do  opamiętania.  Rozumiem  zdenerwowanie,  ale  niektóre 

słowa nie powinny  były paść w  mojej obecności, chociażby ze względu na  honor nazwiska 

pani  męża. Małżeństwa  nie da  się rozwiązać tak szybko, jak  się zawiera. To pani dokonała 

wyboru. Jeżeli chodzi o stosunki między nami, zostały zerwane i na ratowanie ich jest już za 

późno. 

Szła ku niemu z wyciągniętymi rękoma. 

- Günter! Błagam cię, nie mów, że za późno!  - zawołała i nagle, nie zważając na nic, 

zatoczyła się i rzuciła prosto pod jego nogi. Patrzyła w górę z ogromnym bólem w oczach. 

Sytuacja stała się groźna. Widok klęczącej na ziemi kobiety odebrał Günterowi resztki 

zimnej  krwi.  Pociemniało  mu  w  oczach,  serce  waliło  jak  oszalałe.  Zacisnął  mocno  usta, 

przypomniawszy sobie chwile rozkoszy, które przeżył kiedyś z Carry. 

Złapała go za rękę. 

- Günterze, ratuj mnie! - krzyknęła ściskając teraz obie jego ręce. 

Już gotów był schylić się i przyklęknąć obok niej, gdy nagle poczuł bolesne ukłucie. 

Carry trzymała  jego dłoń z całej  siły, a  sygnet na  małym  palcu  boleśnie  wrzynał  mu  się  w 

ciało. 

Właściwie  nie  był  to  sygnet,  ale  cienki  dziecięcy  pierścionek,  który  Rita  dała  mu 

wczoraj wieczorem, gdy spotkali się sam na sam. 

-  Weź  go  -  powiedziała  -  i  noś  przy  sobie,  dopóki  nie  kupimy  prawdziwych 

pierścionków  zaręczynowych.  Wierzę,  że  będzie  cię  chronić  jako  talizman,  aż  się  znowu 

background image

zobaczymy. 

Günterowi zabrzmiały te słowa w uszach, jakby je usłyszał w tej chwili. 

Talizman  spełnił  swoją  rolę  we  właściwym  momencie.  Oszołomienie  spowodowane 

wyznaniem Carry ustąpiło. Czary przestały działać. 

Szybko podniósł klęczącą z ziemi, delikatnie ale stanowczo uwolnił się z uścisku jej 

rąk i popchnąwszy w stronę fotela, posadził ją. 

-  Pani  Croner,  niech  pani  nie  robi  głupstw.  Nie  mogę  pomóc,  nawet  gdybym  chciał. 

Gdybym  teraz  uległ,  wyświadczyłbym  pani  niedźwiedzią  przysługę.  O  przeszłości  musimy 

zapomnieć oboje, gdyż nie ma już powrotu do tego, co nas łączyło. Oczywiście, nie mam do 

pani żalu, wszystko gotów jestem wybaczyć. Co do pani rozwodu, decyzja należy do pani, ale 

na mnie proszę nie liczyć, gdyż od dwóch dni jestem zaręczony z baronówną Ritą. 

Zerwała  się  na  równe  nogi  i  patrzyła  bezradnie.  Po  chwili  wybuchnęła  szyderczym 

śmiechem. 

- A więc ty też pozwoliłeś się sprzedać! Wiem przecież, że nie kochasz Rity, bo wciąż 

kochasz... tylko mnie. Nie pozwolę... jesteś mój... nie oddam cię tamtej - zaczęła szlochać. 

Cofnął się. 

-  Żądam, żeby pani stąd wyszła. Nie  mamy sobie nic więcej do powiedzenia. Proszę 

się ogarnąć. Zostawię panią samą, a za kilka minut przyjdę tu z lokajem, który przyniesie pani 

rzeczy. Odprowadzę panią do samochodu. 

Wyszedł, zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć. 

Rzuciła  się,  chcąc  go  zatrzymać,  ale  opadła  bezwładnie  na  fotel  i  zakryła  rękoma 

twarz. 

-  Uciekł,  bo  wciąż  mnie  kocha  i  nie  chce  złamać  słowa  danego  Ricie.  Jak  ja 

nienawidzę  tej  mdłej,  pospolitej  dziewki,  która  nie  ma  do  Güntera  żadnego  prawa,  której 

ojciec  kupił  narzeczonego!  Żeby  całe  życie  była  nieszczęśliwa!  Życzę  jej  tego  -  syczała, 

zaciskając z  bólu zęby. Powoli dochodziła do siebie. Nie raz  już w życiu znajdowała się  w 

trudnej  sytuacji  i  nauczyła  się  szybko  opanowywać  nerwy.  Wstała  i  podeszła  do  stołu,  na 

którym położyła kwiaty. Przyglądała im się z zadumą. 

Otworzyły się drzwi, Günter wszedł, ale  nie zamknął  ich za  sobą. Gdy zobaczył, że 

Carry uspokoiła się, skinął na lokaja czekającego w głębi korytarza. 

- Jak pani sobie życzyła, lokaj przyniósł płaszcz i kapelusz - rzekł głośno. 

Odwróciła  bladą  twarz  i  kiwnęła  głową.  Günter  przekazał  jej  odebrane  od  lokaja 

rzeczy. Ukłonił się. 

-  Proszę  kazać  wstawić  kwiaty  do  wazonu,  panie  baronie,  i  nacieszyć  się  ich 

background image

widokiem,  zanim  zwiędną  -  powiedziała  siląc  się  na  formalny  ton  ze  względu  na  obecność 

służącego. 

Na  znak  Güntera  lokaj  zabrał  bukiet  i  poczekał,  aż  Carry  wyjdzie  z  salonu.  Na 

dziedzińcu czekał już samochód. 

Przy wsiadaniu Carry odwróciła się i wciąż trupio blada cisnęła ze złością: 

- Na życzenia chyba pan nie liczy? Nie chcę, żeby pan był szczęśliwy... z tamtą. - Głos 

jej drżał, a z oczu tryskała nagromadzona w sercu złość, wręcz nienawiść. 

Odjechała. 

Günter stał przez chwilę patrząc za nią. Choć tyle przez nią wycierpiałem, trochę mi 

jej  żal  -  pomyślał.  Nie  kocham  jej,  to  pewne,  a  natarczywość  tej  kobiety  mnie  denerwuje. 

Ponoszą jeszcze namiętności, ale z miłością nie ma to nic wspólnego. Mimo to, będę unikać 

spotkań z Carry za każdą cenę. 

Rita i hrabina Tronsfeld siedziały nad stosem żurnali mody i katalogów największych 

domów towarowych. Czasu na zakup wyprawy ślubnej naprawdę nie było za dużo. 

- Popatrz, Rito, ta sukienka na popołudnie jest śliczna. W koronkach jest ci bardzo do 

twarzy. Kupimy ją. A spójrz na tę spódnicę. Na skromne przyjęcia nadawałaby się w sam raz. 

Chyba  zamierzacie  przyjmować  przyjaciół  u  siebie?  Musisz  mieć  także  kilka  sukien 

balowych,  wieczorowych.  Boże,  kiedy  my  zdążymy!  Zaczniemy  już  dziś  po  południu  - 

hrabina była podekscytowana jak rzadko kiedy. 

- Ależ, cioteczko, chcesz koniecznie zrobić ze mnie gwiazdę - uśmiechnęła się Rita. 

-  Na  moim  miejscu  też  byś  się  starała,  moje  dziecko.  Teraz  wszystko  wydaje  ci  się 

niepotrzebne, ale zobaczysz później. Czasami nawet los kobiety zależy od tego, jaką suknię 

włoży.  Właściwie  dobrana  kreacja  może  przynieść  ci  szczęście,  a  niedopasowana  -  wręcz 

katastrofę. Zobaczysz. 

- Trudno nie przyznać ci racji, ciociu. Dziękuję, że tak się o mnie starasz. Kto wie, czy 

Günter  w  ogóle  zwróciłby  na  mnie  uwagę,  gdybyś  mnie  tak  ładnie  nie  ubrała,  a  do  tego 

jeszcze  nie  znalazła  tak  pomysłowej  pokojówki?  Ale  on  chyba  nie  przywiązuje  wagi  do 

strojów.  Pani  von  Croner  jest  śliczna  i  ubiera  się  bardzo  elegancko.  Ostatnio  kupiła  sobie 

cudowną  kreację,  a  -  wyobrażasz  sobie  -  Günter wcale  na  nią  nie  spojrzał.  Siedzieli  razem 

przy stole, a gdy spytałam go, jak mu się podobała, nie potrafił powiedzieć ani słowa o sukni 

pani Carry. 

Generałowa popatrzyła na Ritę z uwagą. 

- Często spotykacie się z Cronerami? 

background image

- O tak, cioteczko. Prawie codziennie. Pani von Croner jest bardzo sympatyczna i dla 

mnie  wyjątkowo  miła.  Mówi  wciąż,  że  powinnyśmy  się  zaprzyjaźnić.  Już  widzę  jej 

zdziwienie, gdy  dostanie zawiadomienie o naszych zaręczynach. Tato nie chciał,  żebym  jej 

powiedziała wcześniej. Ona zresztą przyjedzie do miasta, do swoich rodziców, i obiecała, że 

mnie odwiedzi. Kazała też panią serdecznie pozdrowić. 

Doświadczona  hrabina  nie  potrafiła  uwierzyć  w  szczerość  uczuć,  które  Carry  tak 

nachalnie okazywała Ricie. Musiał się za tym kryć jakiś podstęp. Żeby nie niepokoić młodej 

baronówny, nie zdradziła się ze swoimi podejrzeniami. 

Zresztą w tej samej chwili zameldowano o przybyciu barona Valberga. 

Rita zerwała się i aż poczerwieniała na twarzy. 

- Günter! - zawołała, gdy zobaczyła go w progu 

On  jednak  najpierw  przywitał  się  z  hrabiną,  dopiero  później  uścisnął  serdecznie 

narzeczoną. 

- Co za niespodzianka! Miałeś przyjechać dopiero jutro rano. 

-  Ojciec  zabrał  mi  cię  tak  szybko,  że  nie  zdążyłem  nacieszyć  się  swoim  szczęściem. 

Przez te dwa dni po twoim wyjeździe w Valbergu zrobiło się dziwnie pusto. Brakowało  mi 

waszych głosów. U ojca już byłem. Zaraz tu przyjedzie. 

Hrabina  wstała  mówiąc,  że  musi  wyjść  na  chwilę,  gdyż  nie  jest  pewna,  czy  jej 

polecenia zostały dobrze przez służbę zrozumiane. 

Ledwie zamknęła za sobą drzwi, Günter objął Ritę i pocałował czule w usta. 

- Generałowa to mądra kobieta. Od razu spostrzegła, że nam przeszkadza - zaśmiał się. 

-  Tak  się  cieszę,  że  przyjechałeś,  Günterze.  Czasami  wydawało  mi  się,  że  nasze 

zaręczyny zdarzyły się, ale tylko we śnie. Bałam się, że po przebudzeniu znów będę tą biedną 

Ritą, która w domu ojczyma była tylko popychadłem i nikt jej tam nie kochał. 

Wziął ją za rękę i wsunął na palec pierścionek. 

-  No,  kochanie,  zawiadomienia  o  naszych  zaręczynach  rozesłano  już  wczoraj,  więc 

najwyższy czas na zaręczynowy pierścionek ode mnie. Gdy znów pomyślisz, że był to tylko 

sen, niech on przypomni ci, że już nigdy w życiu nie będziesz tą niekochaną Ritą. 

Pocałowała  klejnot  czule,  wręcz  z  nabożeństwem.  Günter  podał  jej  drugi  pierścień  i 

poprosił, żeby mu założyła sama. 

Wzięła  go  z  drżącymi  rękoma  i  wtedy  zobaczyła  na  jego  palcu  wąską  dziecinną 

obrączkę, którą dała mu przed wyjazdem z Valbergu. 

- Teraz już możesz ją zdjąć, skoro spełniła swoje zadanie - uśmiechnęła się. 

Günter pokręcił głową i spoważniał nagle. 

background image

- Nie, kochanie. Zostaw mi ją, proszę. Działa naprawdę cudownie i chcę ją zachować 

jako talizman. 

Objął Ritę i przytulił mocno do serca, jakby chciał udowodnić, że zasłużył sobie na jej 

szczere i nieskazitelne uczucie. 

Generałowa weszła, a tuż za nią baron Wiktor. Przywitał się z damami. Rita zdążyła 

tylko spytać Güntera: 

- Kiedy wracasz do Valbergu? 

- Zostanę do końca tygodnia. Właściwie nie mam tu już nic do roboty, ale tato straszy, 

że się pogniewa, jeżeli wyjadę przed niedzielą. 

- Jestem za to winna ojcu buziaka. Nie zobaczymy się przecież tak prędko. 

- Tak, najdroższa. Dokładnie za osiem tygodni będziesz dopiero moją żoną. 

-  No, droga hrabino  -  wtrącił się  Wiktor  - ledwo panią widać zza stosów żurnali. Na 

nudę to chyba nie będziecie narzekać? 

- Och, nie! Obie z Ritą mamy pełne ręce roboty, ale to pasjonujące zajęcie. Mogłabym 

nic innego w życiu nie robić, jak tylko ubierać młode szczęśliwe narzeczone. 

-  Cóż,  nie  spierajmy  się  o  zamiłowania.  Teraz  tak  sobie  pomyślałam:  dlaczego  nie 

mielibyśmy się wszyscy czworo wybrać na przejażdżkę samochodem? Pogoda jest cudowna, 

więc chyba nic się nie stanie, jeżeli porwę panią i Ritę, by zamiast ślęczeć tu nad żurnalami, 

odetchnęły  panie  świeżym  powietrzem.  Szkoda  byłoby,  gdyby  moja  córeczka  straciła  te 

śliczne rumieńce. 

Rita objęła ojca mocno za szyję. 

- Jesteś najwspanialszym ojcem pod słońcem - zawołała radośnie. 

Wiktor  popatrzył  w  tym  momencie  na  Güntera  nieco  zmieszany.  Z  pewnością  nie 

zasłużył  sobie  na  pochwałę,  ale  odzyskana  wolność  przyprawiła  go  o  zawrót  głowy.  Był 

szczęśliwy, że nie musi w swoim życiu niczego zmieniać. 

Panie przebrały się szybko w stroje wycieczkowe i po kilkunastu minutach wraz z obu 

mężczyznami były już za miastem. 

-  Przygotuj  się  na  niespodziankę,  Karolciu  -  rzekł  pan  Croner,  gdy  po  śniadaniu 

przeglądał  poranną  pocztę.  Carry  popatrzyła  na  niego  półprzytomnym  wzrokiem.  Od  czasu 

spotkania z Günterem chodziła jak lunatyczka. Całymi dniami siedziała zamknięta w swoim 

pokoju, tłumacząc się  niedyspozycją. Patrzyła  zamyślona przed  siebie, nie  mając ochoty do 

życia,  nie  widząc  żadnego  sensu  dalszej  egzystencji.  Wyczerpana  fizycznie  i  psychicznie 

próbowała,  mimo  wszystko,  rozpocząć  codzienne  czynności.  Rozwód  z  Cronerem  nie  miał 

background image

przecież zupełnie sensu. Günter był zaręczony i na pewno nie zerwie z Ritą. Na tyle Carry go 

już  poznała  i  tę  ewentualność  mogła  z  góry  wykluczyć.  Czemu  nie  pomyślała  o  tym 

wcześniej? Skąd jednak mogła wiedzieć, że umowa handlowa, zawarta w parku na jeziorkiem 

między Wiktorem a Günterem, zostanie tak prędko zrealizowana? 

Czy rzeczywiście teraz już nic nie da się zrobić? Myśl ta zmobilizowała ją do dalszego 

działania,  ale  nie  dostarczyła  odpowiedniego  zapasu  sił,  Carry  nie  wiedziała,  co  począć. 

Gdyby  była  wolna,  natychmiast  podjęłaby  walkę,  ale,  niestety  -  czuła  się  skuta  jak 

łańcuchami.  Tak  łatwo  się  z  nich  nie  wyzwoli.  Powodu  do  rozwodu  właściwie  nie  miała, 

nawet gdyby uciekła od męża, wcale nie mogła być pewna, że on się zgodzi na rozwiązanie 

małżeństwa.  Gdyby  się  zgodził,  to  i  tak  sprawa  ciągnęłaby  się  miesiącami,  a  wtedy  Rita 

byłaby już żoną Güntera. 

Jego żoną! 

Na samą myśl Carry odczuwała wściekłą nienawiść do Rity, choć nie miała przecież 

żadnego  powodu,  ba  -  nie  wierzyła,  że  Günter  kiedykolwiek  ją  pokocha.  Wciąż  była 

przekonana, że on nie zmienił swoich uczuć. Widziała, jak walczył sam z sobą i gdyby nie był 

zaręczony, na pewno wróciłby do niej i znów wszystko byłoby jak dawniej. 

Właśnie: gdyby nie Rita! I za to ją nienawidziła i zrobi wszystko, żeby tamta nigdy nie 

zaznała  szczęścia  w  małżeństwie.  Carry  będzie  jej  obrzydzać  każdą  godzinę  spędzoną  z 

Günterem, dopóki starczy jej sił. 

-  Czyżbyś znalazł coś ciekawego w korespondencji,  Franz?  -  spytała  męża po chwili 

milczenia. 

Podał jej ozdobną podwójną kartę. 

- Zobacz, co zrobiła ta twoja owieczka. 

Carry wyciągnęła rękę. 

-  Nie  sądzę,  żeby  miała  mnie  czymś  zaskoczyć.  Pewnie  przysłała  zawiadomienie  o 

zaręczynach z Günterem Valbergiem - rzekła jakby od niechcenia, próbując się uśmiechnąć. 

- Cholera, to ty już wiedziałaś? Rozumiem, potulna owieczka zwierzyła ci się, zanim 

jeszcze zapadła decyzja. 

- Powiedzmy, że masz rację. Niewykluczone, że doszło do tego za moją namową. 

-  Hm!  Tak  teraz  patrzę  na  ciebie  i  widzę,  że  od  kilku  dni  jesteś  strasznie  blada. 

Powinnaś wypić szklaneczkę czerwonego wina. 

- Mówiłam ci przecież, że mam migrenę, a na nią alkohol nie pomaga. 

-  Skoro  tak  myślisz...  Nie  przyszło  mi  do  głowy,  że  ty  też  będziesz  cierpieć  na 

migrenę, a widzę, że wy kobiety wszystkie  jesteście  jednakowe. Słaba płeć!  A wracając do 

background image

zaręczyn,  to  moim  zdaniem,  baron  Günter  za  wcześnie  dał  się  osiodłać.  Dopiero  co 

przekroczył  trzydziestkę.  Taki  jurny  chłopak,  a  już  spętany.  Jak  jaki  baran.  W  tym  wieku 

należy korzystać z życia, a nie żenić się. Na to miał jeszcze dziesięć lat czasu. 

Carry  słuchała  z  uczuciem  graniczącym  z  odrazą.  Jego  sposób  wyrażania  się  o 

kobietach  i  małżeństwie  zawsze  ją  oburzał,  chociaż  i  dla  niej  małżeństwo  akurat  nie  było 

żadną świętością. 

- Najwyraźniej baron Valberg jest innego zdania - rzekła cierpkim tonem. 

-  Niech  mu  będzie.  Jak  sobie  pościele,  tak  się  wyśpi.  Poza  tym  co  się  dziwić: 

baronówna to łakomy kąsek! Z miłości to on się z tą chudą tyką nie żeni. 

- Ja też tak myślę - odetchnęła z ulgą. 

I rzeczywiście wierzyła w to. 

Po śniadaniu Carry kazała sobie osiodłać konia. Gnana tęsknotą popędziła wprost do 

Valbergu.  Zobaczywszy  żonę  ogrodnika  przed  domem,  przystanęła.  Kobieta  ukłoniła  się 

nisko.  Pani  von  Croner  dawała  sowite  napiwki  i  zawsze  była  dla  niej  uprzejma.  Dziś  też 

uśmiechała się już z daleka. 

- Dzień dobry! 

- Dzień dobry, jaśnie pani! Jeśli chce pani odwiedzić pana barona, to radzę nie jechać 

dalej. Nie ma nikogo w zamku. Pan i panienka wyjechali kilka dni temu, a młody panicz dziś 

rano dołączył do nich. Są w mieście. 

Carry zdziwiła się. 

- Coś podobnego! To baron Günter też wyjechał? Na długo? 

- Pewnie na kilka dni. 

Uśmiechnęła się i zapomniawszy o napiwku oddaliła się galopem. 

A więc Günter pośpieszył do narzeczonej! 

Ogarnęła  ją  wściekła  zazdrość.  Czuła,  że  musi  natychmiast  dotrzeć  do  Güntera  i 

odciągnąć go od Rity,  musi pojechać do  miasta. Ma pretekst:  wizyta u rodziców, poza tym 

obiecała Ricie, że ją odwiedzi. Nikt nie domyśli się, że przyjechała w innym celu. Spotka się 

z Günterem. W mieście nie uda mu się tak łatwo wymigać. 

Wróciła natychmiast do domu, a przy obiedzie oznajmiła mężowi, że chce pojechać do 

miasta. 

-  Dawno  nie  widziałam  się  z  rodzicami,  a  przy  okazji  zrobiłabym  trochę  zakupów. 

Wypadałoby też złożyć życzenia baronównie - dodała. 

- Mam nadzieję, że nie chcesz, bym ci towarzyszył, Karolciu? - spytał naburmuszony 

Croner. 

background image

Tego akurat Carry nie chciała, wręcz przeciwnie, ale nie mogła się zdradzić. 

- Wspomniałeś niedawno, że chętnie wybrałbyś się między ludzi... 

-  Owszem  -  przerwał  jej  -  ale  miałem  zupełnie  coś  innego  na  myśli.  Wiesz,  skarbie, 

jedź sama. Siedzenie w salonie z teściową i oglądanie zazdroszczących ci przyjaciółek wcale 

mnie nie bawi. One wprost pękają z zawiści, że to ty wyszłaś za Franza Cronera. No, nie rób 

takiej  głupiej  miny.  Dorzucę  ci  trochę  grosza  i  kup  sobie  coś  ładnego.  Ja  w  tym  czasie 

zaglądnę do Berlina. 

- Do Berlina? - spytała zadowolona, że nie musi jechać z nim. 

-  Tak,  żoneczko.  Muszę  się  trochę  odświeżyć.  Tylko  nie  bądź  zazdrosna.  Będę 

grzeczny, a poza tym znaleźć ładniejszą kurewkę byłoby trudno. 

Miała chęć splunąć w tę opasłą, zarozumiałą gębę. Czuła się upokorzona do głębi, ale 

zacisnęła tylko zęby i milczała. Nagle wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. 

- Powinnam się obrazić, Franz, że wolisz pojechać do Berlina, a nie ze mną. 

- Tylko nie przesadzaj, Karolciu. Masz być grzeczną żoną i pozwolić mi na spędzanie 

wolnego  czasu  tak,  jak  sobie  życzę.  Sam  w  zamku  nie  zostanę  i  -  albo  zrezygnujesz  z 

wyjazdu, albo zgodzisz się na moją wycieczkę do Berlina. 

O to  wcale nie  musiał prosić. Kilka dni rozłąki z tym okropnym człowiekiem to dla 

Carry prawdziwa ulga. 

Pomysł  z  rozwodem  nie  wchodził  już  w  rachubę.  Günter  może  okazać  się  nie  do 

zdobycia i co wtedy? Ma wrócić do domu ojca jako rozwódka? O, nie! To byłoby straszne. 

Przyzwyczaiła  się  już  do  wydawania  pieniędzy  całymi  garściami.  Lepiej  niech  już  Croner 

jedzie do tego Berlina. 

Rita  stanowczo  protestowała:  dopóki  Günter  jest  w  mieście,  nie  chce  słyszeć  o 

żadnych zakupach, zamówieniach, przymiarkach itp. Zgodziła się na spotkanie Güntera z jego 

dawnymi kolegami z wojska, ale tylko wieczorami, natomiast dnie zarezerwowała wyłącznie 

dla siebie. Hrabina nie nalegała ze sprawunkami i w głębi duszy cieszyła się, że młodzi  tak 

bardzo chcieli być jak najdłużej ze sobą sami. W tej sytuacji bliskość Cronersheim i Valbergu 

stawała się dla Rity znacznie mniej niebezpieczna. 

W środę po południu, gdy wszyscy siedzieli w przytulnym salonie generałowej, lokaj 

oznajmił wizytę pani Croner. 

Hrabina  popatrzyła  na  Güntera.  Jego  czoło  poczerwieniało,  a  w  oczach  pojawił  się 

błysk niezadowolenia. Poruszył się zdenerwowany i najchętniej by uciekł. 

Rita tymczasem ucieszyła się. 

background image

-  Och,  jak  cudownie!  -  zawołała,  ale  popatrzywszy  na  zasępioną  twarz  Güntera, 

przestraszyła się: 

- Nie chcesz, żeby pani Croner przyszła? 

Poruszył się z wymuszonym uśmiechem. 

-  Wolałbym,  gdyby  pani  Croner  przyszła  z  wizytą  w  czasie  mojej  nieobecności. 

Zabiera nam czas, który mamy tylko dla siebie. 

Pogłaskała go po głowie. 

- Na pewno nie zostanie długo. To dobrze o niej świadczy, że przyszła nas odwiedzić, 

choć prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że zjawi się tak prędko. Widać zależy jej, żeby 

złożyć nam życzenia osobiście. 

Generałowa spojrzała na Güntera. 

- Mam kazać ją odprawić? Ma przyjść kiedy indziej? - spytała. 

Rita złożyła błagalnie ręce. 

-  Och,  nie,  cioteczko!  Jak  by  to  wyglądało?  Przecież  ona  wie,  że  jesteśmy  w  domu. 

Obraziłaby się, i słusznie. 

Przydałaby się jej nauczka - pomyślała hrabina. Nic innego nie przychodziło jej akurat 

do  głowy,  a  była  przekonana,  że  Carry  chce  zobaczyć  Güntera,  z  czego  on  wcale  się  nie 

ucieszył,  wręcz  przeciwnie.  Nie  mogła  jednak  zawieść  Rity,  więc  dała  lokajowi  znak,  by 

wprowadził gościa. 

Pogodna i piękna jak wiosenny poranek Carry von Croner weszła do salonu. Ubrana w 

śliczną  wizytową  suknię  z  jasnoszarego  szyfonu,  zdobioną  drogimi  koronkami,  trzymała 

bukiet pąsowych róż. Przywitała się z generałową i natychmiast podeszła do Rity. 

-  Przyśpieszyłam  mój  przyjazd do  miasta, by  móc, droga Rito, jak  najprędzej złożyć 

osobiście  najserdeczniejsze  życzenia  szczęścia  z  okazji  waszych  zaręczyn.  Niech  te  róże 

wyrażą je jeszcze lepiej. Nie powiem, ale sprawiła nam pani wielką niespodziankę. 

- Bardzo się cieszę, szanowna pani. Dziękuję z całego serca. Jak zawsze, jest pani dla 

mnie taka dobra. 

Carry objęła  ją  i pocałowała w oba policzki. Rita wzruszyła  się, ale  hrabina od razu 

zauważyła,  że  Carry  zachowuje  się  sztucznie  i  ze  zdenerwowania  nie  potrafi  opanować 

rozbieganych oczu. 

Udała, że dopiero teraz dostrzegła Güntera. 

- Och, pan też tu jest, baronie? Co za miła niespodzianka! Nie wiedziałam, że jest pan 

w  mieście.  Byłam  pewna,  że  nigdzie  pan  nie  wyjeżdżał,  ale  cóż,  tak  dawno  się  nie 

widzieliśmy, chyba od czasu skromnego przyjęcia u mnie w Cronersheim. Pozwoli pan, że i 

background image

jemu złożę życzenia - rzekła podając rękę Günterowi. 

Musiał podjąć wyzwanie. Ścisnęła jego palce z całej siły i przez chwilę patrzyła mu w 

oczy wzrokiem pełnym rozpaczy. Dobrze, że nie byli teraz sami. Czuł się okropnie wiedząc, 

że w obecności Rity musi odegrać żałosną komedię. 

-  Przyjechałem  przedwczoraj.  Dziękuję  za  życzenia  -  odpowiedział  jak  mógł 

najkrócej. 

Carry odwróciła się i podeszła do Rity. 

- Wyobrażam sobie, że pani się ucieszyła, droga baronówno. Zakochani nie lubią, gdy 

się ich rozdziela. 

- To prawda, ale, niestety, Günter musi już w sobotę wrócić do Valbergu - poskarżyła 

się Rita. 

Rozmowa potoczyła się wokół spraw ogólnych i wszystko wskazywało na to, że Carry 

zamierzała pozostać dłużej. Günter raptownie wstał. 

- Panie z pewnością chcą porozmawiać o sukniach ślubnych. Wolę nie przeszkadzać. 

- Chcesz odejść, Günterze? - zmartwiła się Rita. 

- Umówiłem się z ojcem. Odbiorę go z dworca i zaraz wrócimy tu razem. 

Carry wyskoczyła jak na sprężynie. 

- Mogę się zabrać z panem, panie baronie? Nie mogę dłużej zostać, choć bardzo bym 

chciała. Mama chce nacieszyć się moją obecnością i wylicza mi każdą godzinę, ale musiałam 

wam przecież złożyć życzenia od razu pierwszego dnia. 

Żegnała się pospiesznie. Günter zacisnął zęby ze złości, co nie uszło uwadze hrabiny. 

Tylko Rita nie domyślała się niczego. 

Najchętniej  Günter  odwołałby  swój  wyjazd,  ale  nie  mógł  być  niekonsekwentny. 

Poczekał, aż Carry wyjdzie z pokoju. 

- Zaraz wrócę, kochanie. Gdybym wiedział, że pani Croner nie zostanie dłużej, nigdzie 

bym nie wyjeżdżał. Teraz muszę, bo nie chcę wyjść na głupca - zdążył powiedzieć Ricie na 

ucho. 

Objęła go wpół. 

- Rozumiem. Ty chyba nie lubisz pani von Croner, co? 

Popatrzył wyraźnie zmieszany. 

- W każdym razie wolałbym, żebyś ty nie lubiła jej tak bardzo. 

Przestraszyła się. 

- Och, nie wiedziałam, że masz coś przeciwko temu. O co tu chodzi? 

- Jestem egoistą, kochanie - próbował żartować - i nie chcę, żebyś lubiła jeszcze kogoś 

background image

oprócz mnie. 

- No, jedź już i szybko wracaj. 

Günter  dogonił  Carry  i  bez  słowa  podał  jej  rękę,  pomagając  przy  schodzeniu  ze 

schodów. Nie patrzył na nią, ale czuł, że ona cały czas zerka w jego stronę. Nagle odezwała 

się półgłosem: 

- Nie chcesz popatrzeć mi w oczy, ale i bez tego wiem, że kochasz mnie, a nie tamtą, o 

której mówisz, że jest twoją narzeczoną. Dałeś się sprzedać, podobnie jak ja, ale nasze serca, 

cierpiąc okrutnie, będą szukać się wzajemnie aż do śmierci. Ta świadomość pozwala mi żyć, 

gdyż wiem, że wciąż należysz do mnie. 

Chciał coś powiedzieć, ale bał się, że wybuchnie awantura. Niech ona sobie myśli, co 

chce. W końcu, co go to obchodzi. 

Otworzył  drzwi  i  wyprowadził  ją  na  ulicę.  Z  prawdziwą  ulgą  zobaczył  Wiktora 

wysiadającego z taksówki. 

- Szanowna pani, przykro mi, ale, jak pani widzi, wuj zdążył przyjechać wcześniej, niż 

zapowiedział. Niestety, będę musiał panią pożegnać - rzekł uprzejmym ale chłodnym tonem. 

Wiktor słyszał jego słowa. Uśmiechnął się szyderczo, gdy ukłoniwszy się, pocałował 

Carry w rękę. 

- Jestem niepocieszony, łaskawa pani, że muszę pozbawić miłego towarzystwa barona 

Güntera,  ale  chętnie  służę  samochodem  z  kierowcą,  a  nawet  jestem  gotów  odwieźć  panią 

osobiście. 

Carry ciskała gniewne spojrzenia. 

-  Z  samochodu  skorzystam  z  wdzięcznością,  a  za  towarzystwo  dziękuję.  Córka  już 

czeka  na  pana  i  musiałabym  nie  mieć  serca,  gdybym  zabrała  dziecku  kochającego  tatusia 

choćby na pół godziny. 

Wiktor zrobił głupią minę. Najwyraźniej chciała mu dopiec, ale wolał nie wszczynać 

bójki na słowa. Pomógł jej przy wsiadaniu. 

- Przyjechała pani na dłużej? - spytał obojętnym tonem. 

- Na kilka dni - odburknęła. 

- Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Szanowny małżonek też tu jest? 

- Wyjechał do Berlina. Żegnam. 

- Do zobaczenia, łaskawa pani. Jestem pewien, że się zobaczymy. 

Skinęła bez słowa głową. Popatrzyła jeszcze na Güntera i odjechała. 

- I bądź tu człowieku dobry! - skwitował Wiktor. - Dałem jej samochód, a zasłużyłem 

na docinki. Zabrać dziecku kochającego tatusia!  Czym ja się naraziłem tej ślicznej kobiecie? 

background image

Pewnie chciała zostać z tobą. 

-  Sam  się  w  to  wpakowałem.  Myślałem,  że  zostanie  do  wieczora,  więc  chciałem  się 

wymknąć i skłamałem, że jadę po ciebie na dworzec. Nie przypuszczałem, że ona wykorzysta 

ten moment. 

Wiktor położył mu rękę na ramieniu. 

-  Wciąż  jest piękna, aż do zawrotu głowy, a  jak  patrzy! Twój chłód  musiał  na  nowo 

rozbudzić  jej  namiętności.  Tego  rodzaju  kobietom  zdarza  się  to  nader  często,  a  jak  się 

podpalą, to nie przebierają w środkach. Trzymaj się od niej z daleka, mój chłopcze. 

- Nie musisz mi o tym przypominać, wuju, ale ona jest jak rzep - rzekł Günter mimo 

woli. 

- Na rzepy jest tylko jeden sposób, synu: energicznie i bez skrupułów oderwać. Nie daj 

się wykorzystywać jak piłka do gry. Dziś chce się z tobą bawić, jutro rzuci cię w kąt. Musisz 

zdecydowanie się sprzeciwić, nawet radykalnymi metodami, na ogół nie stosowanymi wobec 

kobiet. 

- Już to robię, wuju, ale mam opory. Gdyby jakoś lepiej układało jej się z Cronerem... 

- Na to nic nie poradzimy; ani ty, ani ja - przerwał mu Wiktor. 

W sobotę Günter pożegnał się czule z Ritą i odjechał z wujem na dworzec. Po drodze 

wyprzedził  ich  samochód,  w  którym  siedziała  Carry  von  Croner  i  jej  matka.  Na  dachu 

przytroczona  była  wielka  brązowa  waliza,  co  niechybnie  oznaczało,  że  obie  panie  również 

jadą na stację. 

Panowie popatrzyli na siebie zdziwieni. Wiktor rzekł: 

- Coś mi się zdaje, że śliczna Carry spieszy się na ten sam pociąg co ty. Powiedziałeś 

jej, kiedy wyjeżdżasz? 

Günter zmarszczył brwi. 

-  Ja  nie,  ale  Rita  w  nieświadomości  wspominała,  że  wyjeżdżam  w  sobotę,  a  tamta 

domyśliła  się,  że  wybiorę  ten  najdogodniejszy  pociąg.  Skręć  w  boczną  ulicę.  Pojadę  po 

południu. Wolę to, niż miałbym siedzieć z nią w jednym przedziale albo wszczynać awantury. 

-  Masz  rację.  Skręcimy  w  aleję  Lipową  i  przez  most  Cesarski  wrócimy  do  domu. 

Chciałbym zobaczyć minę pięknej Carry. Musiała zauważyć nasz samochód i już czatuje na 

dworcu. To by ją urządzało: dwie godziny z tobą w przedziale. Bardzo jej zależy na tobie, jak 

widzę, i chce za wszelką cenę cię zdobyć, nie licząc się nawet z tym, że jesteś zaręczony. Ten 

Croner musiał jej nieźle zaleźć za skórę. 

Günter miał ochotę powiedzieć teraz teściowi całą prawdę o tym, co Carry zrobiła w 

background image

Valbergu, ale jednocześnie czuł, że nie może narażać damy na utratę dobrego imienia, mimo 

że robiła ona coraz większe głupstwa i sama już nie dbała o swój wizerunek. Zresztą Wiktor i 

tak nie może w niczym pomóc, a Carry pewnego dnia oprzytomnieje i zrozumie, że dalej grać 

nie ma sensu. 

Panowie wrócili do domu hrabiny. Rita na ich widok aż oniemiała. 

- Masz, dziecko, przywiozłem ci Güntera jeszcze na parę godzin. Po prostu uciekł nam 

pociąg. Wykorzystajmy to zrządzenie losu i zjedzmy razem obiad na Słonecznym Wzgórzu - 

rzekł Wiktor w wyraźnie dobrym humorze. 

Rita aż przyklasnęła z radości. We czworo, wraz z generałową spędzili miłe chwile w 

przeuroczym pawilonie malowniczo położonym na wzgórzu w miejskim parku, gdzie licznie 

schodziła się cała miejscowa elita. 

Carry tymczasem pożegnała się z matką już w samochodzie. 

- Nie wysiadaj, mamo. Na peronie są takie przeciągi, że mogłabyś się zaziębić - rzekła 

i niespokojnie rozglądała się, kiedy nadjedzie samochód Valbergów. Widziała go przecież po 

drodze. Z walizką na dachu musiał jechać na dworzec, bo gdzieżby indziej. Nie zauważyła, że 

zniknął  jej  z  oczu,  skręciwszy  w  aleję  Lipową.  Odesłała  pułkownikową  do  domu,  a 

podróżujący z nią lokaj zajął się bagażami. 

Poszli  prosto  do  wagonu.  Wśród  wsiadających  nie  było  widać  ani  młodego,  ani  też 

starego Valberga. Carry przeszła wzdłuż całego pociągu, zaglądała do każdego przedziału. 

Rozczarowana  i  bliska  płaczu  usiadła  wreszcie  w  wagonie  pierwszej  klasy,  a  lokaja 

odesłała  do  drugiej.  Pozostała  niewielka  szansa,  że  obaj  panowie  zatrzymali  się  jeszcze  na 

chwilę  w  dworcowej  restauracji  i  Günter  wsiądzie  w  ostatniej  minucie.  Obserwowała 

dokładnie wejście na peron, by przypadkiem nie przeoczyć spóźnionego pasażera. 

Wagon  pierwszej  klasy  był  tylko  jeden.  Günter  musiał  wsiąść  do  niego,  bo  nie 

przypuszczała, żeby  podróżował w  niższej klasie. Minuty wlokły  się  jak wieczność, zbliżał 

się czas odjazdu, a oczekiwany współpasażer nie zjawił się. 

Pociąg ruszył wśród łoskotu kół i posykiwań pary z parowozu. Carry wahała się, czy 

nie  wyskoczyć,  ale  było  już  za  późno.  Wyczerpana  oczekiwaniem  i  zdenerwowana  opadła 

bezsilnie na fotel. 

Pomysł,  żeby  wracać  do  domu  tym  samym  pociągiem  co  Günter,  nasunął  jej  się  od 

razu, gdy usłyszała, że planował wyjazd w sobotę. Jego tymczasem  nie  ma, choć głowę  by 

dała, że widziała jego samochód z walizką na dachu. Czyżby w ostatniej chwili zrezygnował 

zobaczywszy, że ona też wyjeżdża? 

background image

Stchórzył!  Bał  się  spędzić  dwie  godziny  w  przedziale  sam  na  sam?  Carry  była 

wściekła: kolejny raz się wywinął, ale w zasadzie powinna się cieszyć. Przecież to dowodzi, 

że on wciąż ją kocha! 

Wysiadła na stacji najbliższej Cronersheim i ze zdziwieniem  zobaczyła stojący przed 

budynkiem  samochód  z  Valbergu.  Kierowca  siedział  wewnątrz  i  czekał.  A  więc  jednak 

Günter zamierzał przyjechać tym pociągiem. 

Wracała do domu w okropnym nastroju. Wielkie, gorzkie łzy same cisnęły się do oczu 

i  spływały po piekących  policzkach. Płakała,  bo straciła szansę  na szczęście,  i to z własnej 

winy. Pomyślała o czekającym w domu mężu i otrząsnęła się z obrzydzeniem. 

Wracała eleganckim  samochodem, ubrana  była w najmodniejsze  i  najkosztowniejsze 

stroje,  a  czuła  się  jak  żebraczka.  Dopiero teraz  przypomniała  sobie,  że  Croner  wyjechał  do 

Berlina na dwa tygodnie, nie będzie go więc jeszcze przez siedem dni! Poczuła ogromną ulgę. 

Pod wieczór kazała podstawić samochód, niby na przejażdżkę, ale poleciła kierowcy 

podjechać pod dworzec. O tej porze powinien być właśnie następny pociąg pośpieszny. Jeżeli 

Günter nim przyjedzie, tym razem muszą się spotkać. 

Nie  pomyliła  się:  wsiadał  właśnie  do  samochodu.  Zajęty  rozmową  z  szoferem,  nie 

zauważył, kiedy podeszła. 

- Dzień dobry, panie baronie! Pan także już z powrotem w domu? - rzekła podsuwając 

mu rękę do pocałowania. 

Ze  względu  na  obecnych  musiał  nadrabiać  miną.  Ledwo  dotknął  ustami  jej  dłoni, 

przelotnie spojrzał w twarz. Drżała cała, zdruzgotana tak, że poczuł wzbierającą litość. 

- Właśnie wracam, szanowna pani. 

- Przyjechałam już dziś rano. W mieście nie dało się wytrzymać z nudów. Wiadomo, 

latem  nic  tam  się  nie  dzieje.  Pan,  oczywiście,  jest  innego  zdania.  Cóż,  narzeczonemu  jest 

wszędzie  dobrze,  byleby  blisko  ukochanej.  Ja  tymczasem  zostałam  słomianą  wdową.  Mąż 

przebywa  w  Berlinie  i  wróci  dopiero  za  tydzień.  Mam  nadzieję,  że  znajdzie  pan  godzinkę, 

żeby wpaść do Cronersheim? 

Wyrecytowała grzecznościową formułkę, ale z jej oczu tryskała wręcz rozpacz. 

- Oczywiście, droga pani, o ile pozwoli mi napięty rozkład zajęć. Straciłem kilka dni i 

obawiam się, że czeka mnie nawał zaległych spraw. Do wesela, które odbędzie się w lipcu, 

muszę zdążyć z przygotowaniem zamku na przyjęcie gości - wyjaśnił, a twarz Carry wyraźnie 

stała  się  o  stopień  bledsza.  Zacisnęła  zęby,  żeby  nie  krzyknąć  z  bólu.  Z  trudem  zdołała 

wydobyć z siebie głos. 

-  Mimo  to,  dla  dobrych  przyjaciół  znalezienie  chwilki  czasu  nie  powinno  stanowić 

background image

problemu. Będę czekać na pana. 

Podała mu rękę i uścisnęła z całej siły. 

-  Czekam!  -  dodała  po  cichu,  ale  w  jego  uszach  słowo  to  zabrzmiało  jak  wybuch 

granatu. Po chwili oba samochody odjechały w przeciwnych kierunkach. 

Günter  rzucił  się  na  oparcie  i  zacisnął  mocno  oczy.  Bronił  się  z  całej  siły,  ale  w 

pamięci  wciąż  pojawiał  się  obraz  zdruzgotanej  miny  Carry.  Nic  nie  pomagało.  Kochał  ją 

przecież kiedyś do szaleństwa  i  nie  mógł  znieść  myśli, że ona teraz tak ciężko pokutuje za 

swoją lekkomyślność. Współczuł jej, ale nie mógł pomóc. 

Mijały  dni, tygodnie, a  marzenie Carry o spotkaniu z Günterem  nie  spełniło się.  Co 

chciała  osiągnąć,  sama  dokładnie  nie  wiedziała,  ale  chęć  zobaczenia  go  nie  dawała  jej 

spokoju. Za jeden pocałunek, za chwilę w jego objęciach, gotowa była oddać duszę samemu 

diabłu. 

Croner wrócił z Berlina w kiepskim nastroju. Stał się agresywny. Albo bawił się tam 

doskonale,  albo  wręcz  przeciwnie  -  spotkały  go  niepowodzenia.  W  każdym  razie  z  dziką 

satysfakcją łamał wszystkie zalecenia lekarza: objadał się łakociami, pił najcięższe czerwone 

wina i palił namiętnie grube zagraniczne cygara. W niewybredny sposób domagał się swoich 

praw  małżeńskich.  Carry  zaś  była  bliska  załamania  i  tylko  resztkami  silnej  woli 

powstrzymywała  się,  by  nie  walnąć  pięścią  w  nalaną,  ciemnopurpurową  twarz  nachalnego 

małżonka. 

Zbliżał  się  wyznaczony  termin  ślubu  Rity  i  Güntera.  Od  czasu  wizyty  w  mieście 

narzeczeni  nie  widzieli  się  ani  razu.  Przygotowania  do  wesela,  które  miało  odbyć  się  w 

Valbergu, zostały już zakończone. Nie zaproszono zbyt wielu gości - najbliższych znajomych, 

kilku przyjaciół Güntera z wojska, sąsiadów, w tym także Cronerów. 

Większość przyjezdnych zjawiła się już w zamku wieczorem, w dniu poprzedzającym 

ceremonię.  Przenocowali  w  przygotowanych  dla  nich  pokojach.  Nazajutrz  rano  przyjechała 

Rita z ojcem i hrabiną Tronsfeld. Przywitano ich na stacji z wielką pompą, a cała droga aż do 

Valbergu była świątecznie udekorowana girlandami i kwiatami. 

Przybył  też,  jako  przedstawiciel  dworu,  sam  książę  Herbert.  Przy  stole  posadzono 

obok niego Carry von Croner. Książę wydawał się z tego bardzo zadowolony, nie mówiąc już 

o  Franzu  Cronerze,  który  chodził  dumny  jak  paw  z  wyróżnienia,  jakie  spotkało  jego 

małżonkę.  Z  ogromną  satysfakcją  zauważył,  że  koronowany  gość,  oczarowany,  wprost  nie 

odrywa oczu od uroczej sąsiadki. Z pewnością książę zazdrości teraz Cronerowi, że znalazł 

tak piękną żonę, a to było już coś! 

background image

Przy  całym  weselnym  rozgardiaszu  młodzi  małżonkowie  nie  mieli  chwili  spokoju. 

Rita poruszała się jak w zaczarowanym świecie bajek. Ubrana była jak prawdziwa królewna. 

U  boku  narzeczonego,  w  ślubnej  sukni  z  najdelikatniejszych  koronek,  budziła  powszechny 

zachwyt. 

Carry na jej widok aż przymknęła oczy. Mimo wszystko, sama i tak musiała wyglądać 

jeszcze piękniej. 

Na swoją kreację wydała ogromne pieniądze. Croner nie żałował grosza wiedząc, że 

na weselu i tak nie będzie ładniejszej i lepiej ubranej kobiety. Od czasu pobytu w Berlinie nie 

czuł  się  najlepiej.  Dręczyły  go  nudności  i  natarczywe  zawroty  głowy.  Dziś  rano,  tuż  przed 

wyjazdem z domu złapał go kolejny atak, znacznie silniejszy  niż wszystkie dotychczasowe. 

Nie  powiedział  jednak  żonie  ani  słowa,  gdyż  za  nic  w  świecie  nie  chciał  rezygnować  z 

udziału w uczcie weselnej. Z pewnością ominęłyby go smakołyki przygotowane specjalnie na 

tę okazję, a podobna  może  nie zdarzyć się zbyt  prędko. Na szczęście atak  minął,  a Croner, 

choć czuł się nie najlepiej, pojechał do Valbergu. 

Carry prawie nie słyszała, co mówił książę Herbert, który oczarowany jeszcze bardziej 

niż  wczoraj,  nie  odstępował  jej  na  krok.  Była  blada,  a  przez  to  jeszcze  piękniejsza,  gdy 

tęsknym wzrokiem wypatrywała wśród gości Güntera. Książę chodził jak zauroczony. 

Rozpoczęła  się  ceremonia.  Herbert  prowadził  panią  Croner,  usiadł  obok  niej,  a  gdy 

młoda  para  przed  ołtarzem  wypowiedziała  sakramentalne  „tak”,  usłyszał  ciężkie 

westchnienie. Spojrzał na swoją sąsiadkę. Blada jak chusta, drżała na całym ciele i aż do bólu 

zaciskała usta. 

Przestraszył się. Odruchowo dotknął jej ręki mocno zaciśniętej na oparciu przegrody 

oddzielającej  siedzenia.  Spojrzała  na  niego  dziwnym  wzrokiem  pełnym  bólu  i  rozpaczy. 

Książę poczuł ciarki przechodzące mu po plecach. 

Carry odwróciła się szybko i zastygła w bezruchu. 

Herbert zerknął w  stronę Cronera. Siedział z  nadętą miną  i dumnie odrzuconą w tył 

głową.  Pewnie  nie  zdawał  sobie  sprawy,  że  uczestniczy  w  ceremonii  wieńczącej  miłość 

dwojga ludzi. Czuł się jak na tureckim kazaniu. Dla niego miłość musiała być czymś zupełnie 

obcym. Książę nie wierzył, że ta śliczna kobieta mogła kochać kogoś takiego jak Croner. 

Goście podchodzili do młodej pary z gratulacjami. 

Carry  z  widoczną  niechęcią  objęła  Ritę  i  pocałowała,  cały  czas  zerkając  przez  jej 

ramię na stojącego nieco w głębi Güntera. 

W czasie całego przyjęcia nie odstępowała nowożeńców na krok. Przy każdej okazji 

obsypywała  Ritę  komplementami  i  zapewniała,  jak  bardzo  zależy  jej  na  tym,  żeby  się 

background image

zaprzyjaźniły.  Nie  spuszczała  przy  tym  Güntera  z  oka,  próbując  przesłać  mu  jak 

najdramatyczniejsze spojrzenie. 

Rozglądał się ostentacyjnie i w głębi duszy marzył, żeby przyjęcie skończyło się jak 

najprędzej. Natrętne oczy Carry odebrały mu cały weselny nastrój. 

Rita także czuła się skrępowana wylewnością pięknej sąsiadki. Nie podejrzewała jej o 

żadne  złe  zamiary,  nie  miała  nawet  pretensji,  ale  nie  mogła  się  oprzeć  wrażeniu,  że 

uczestniczy w jakiejś grze, i to niezupełnie uczciwej. Goście jednak oblegali ją bezustannie ze 

wszystkich stron i nie miała nawet czasu zastanowić się nad zachowaniem Carry. 

Urocza pani Croner zauważyła zainteresowanie księcia Herberta i  mimo wisielczego 

humoru trzymała się etykiety. Gdyby nie to, już dawno załamałaby się i ściągnęła na siebie 

uwagę wszystkich. 

Nadeszła  pora  pożegnania  nowożeńców  wyjeżdżających  w  podróż  poślubną. 

Generałowa odprowadziła dyskretnie Ritę do garderoby  i czujna  niczym  żołnierz  na warcie 

stanęła  przy  drzwiach  czekając  aż  panna  młoda  zmieni  suknię.  Nie  bardzo  mogłaby 

powiedzieć, czego się obawiała, ale za żadną cenę  nie chciała dopuścić do spotkania  Rity  z 

Carry na osobności. 

Günter  przebierał  się  w  innej  części  zamku.  Gdy  w  stroju  podróżnym  wyszedł  do 

hallu, Carry wyrosła przed nim jak spod ziemi i zagrodziła mu drogę. 

-  Günter!  Poczekaj!  -  zawołała  zdławionym  głosem,  patrząc  rozgorączkowanymi 

oczyma, półprzytomna. 

-  Proszę pani, bardzo proszę o spokój. Niech pani  wróci do gości. Nikt nie powinien 

zobaczyć pani tak zdenerwowanej. 

Złapała się obiema rękoma za serce. Cała drżała. 

- Powiedz mi tylko... bo nie zniosę dłużej tej męczarni... powiedz, że jeszcze kochasz 

mnie, a nie tamtą. Obiecaj, że mnie nie zapomnisz, jak ja... będę wciąż myśleć o tobie. 

Günter z ulgą zobaczył przychodzącego z odsieczą Wiktora. 

- Tato! - zawołał nagle przerażony. Widok zrozpaczonej kobiety sprawiał mu ogromny 

ból, a nie mógł powiedzieć niczego, co mogłoby jej pomóc. 

Wiktor podbiegł do przywołującego go Güntera. 

- Tato, łaskawa pani źle się poczuła. Zajmij się nią, proszę. Nie zdążę na pociąg... 

Baron  ukłonił  się  i  wziął  Carry  pod  rękę.  Spojrzała  na  niego  tak  przejmująco,  że 

zrobiło mu się nieswojo. 

- Pozwoli pani, że wyprowadzę panią do parku. Na świeżym powietrzu dolegliwości 

szybciej przechodzą. 

background image

Delikatnie popchnął ją w kierunku drzwi. 

-  Adieu,  Günterze!  Szczęśliwej  drogi.  Uważaj  na  Ritę  i  ucałuj  ją  ode  mnie  -  rzekł 

odwróciwszy się i pomachał zięciowi ręką. 

Günter  skinął  tylko  głową  i  wbiegł  po  schodach.  Carry  spojrzała  za  nim  i  boleśnie 

jęknęła. 

Wiktor  prowadził  ją  niemal  siłą.  Szli  przez  park  bez  słowa,  aż  nagle  znaleźli  się  w 

pobliżu  jeziorka,  obok  ławki,  gdzie  wtedy  odbyła  się  pamiętna  rozmowa  z  Günterem, 

podsłuchana przypadkowo przez Carry. Teraz rozgoryczenie pięknej, nieszczęśliwej kobiety 

sięgnęło zenitu. Usiadła jak rażona piorunem. 

Z  zamkowego  dziedzińca  doleciał  warkot  odjeżdżającego  samochodu.  Günter  i  Rita 

wyjeżdżali z Valbergu. Baron odetchnął z wielką ulgą i ze szczerym współczuciem w oczach 

spojrzał na Carry. 

- Czuje się pani choć trochę lepiej, droga pani Croner? 

Zacisnęła mocno oczy i dumnie odrzuciła w tył głowę. Popatrzyła po chwili prosto w 

twarz  Wiktora  wzrokiem  pełnym  nienawiści  i  rozpaczy.  Rozejrzała  się  dookoła  jakby 

zbudzona z głębokiego snu, jakby nie poznała miejsca, w którym się znajduje. Na jej twarzy 

pojawił się szyderczy uśmieszek. 

-  Czy  pana  zdaniem  decyzję  o  tym,  kto  z  kim  się  ożeni,  podejmuje  się  w  niebie?  - 

spytała podchwytliwie. 

- Dlaczego pyta pani akurat mnie? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. 

Jej śmiech stał się nie do zniesienia. 

-  A  ja  tak!  I  wiem  na  pewno,  że o  ślubie  decyzje  zapadają  gdziekolwiek,  choćby  na 

takiej  jak ta, położonej w zaciszu  ławce  albo przy kontuarze w  banku... Można się uśmiać, 

gdy się o tym pomyśli. 

W zdenerwowaniu plecie byle głupstwa - pomyślał Wiktor nie wiedząc, co miała na 

myśli. Pochylił się i spojrzał na nią z troską. 

Zerwała się na równe nogi. 

-  Już  mi  przeszło.  Proszę  mnie  odprowadzić  do  zamku,  panie  baronie.  Gra  muzyka, 

zaczną się tańce, a ja chcę tańczyć, tańczyć... do białego rana. 

Szli  powoli.  Generałowa  wciąż  stała  przy  schodach  zamku.  Czekała  na  powrót 

Wiktora. Gdy zobaczyła minę Carry, ogarnęło ją współczucie. Ta kobieta przegrała wszystko 

i jest bliska rozpaczy. 

Weszli we troje do sali balowej. Książę Herbert jakby czekał na zjawienie się pięknej 

damy. Podszedł od razu. Zatańczyli raz, a potem drugi... Carry dała się porwać czarowi rytmu 

background image

i melodii. Chciała się bawić. Uśmiechała się, żartowała. Wszyscy byli zachwyceni, a Croner 

aż  szalał  ze  szczęścia,  że  ma  tak  cudowną  żonę.  Tylko  książę  Herbert  przyglądał  się 

zafrasowany. Czuł, że Carry pod maską wesołości ukrywa rozpacz i ból. 

Zabawa trwała w najlepsze, ale niektórzy goście zbierali się już do wyjścia. Jednym z 

pierwszych był Croner. Za dużo zjadł i wypił i w miarę upływu czasu czuł się coraz gorzej. 

Carry nie chciała słyszeć o powrocie do domu. Nie chciała być sama ani tym bardziej 

sama ze swoim mężem. 

Croner  nie  ustępował  i  lada  moment  gotów  był  urządzić  karczemną  awanturę,  nie 

zważając  na  gości.  Książę  Herbert  wyczuł,  na  co  się  zanosi.  Miał  ochotę  stanąć  w  obronie 

Carry, ale zrezygnował. Pocałował ją tylko w rękę i rzekł: 

- Mam nadzieję gościć panią w mojej rezydencji już wkrótce. 

- Przed zimą to raczej niemożliwe, Wasza Wysokość - uśmiechnęła się czując bolesny 

skurcz. 

Patrzył za nią, aż zniknęła za drzwiami, prowadzona pod rękę przez Franza Cronera. 

Tego wieczoru książę Herbert znów był zakochany. 

Carry otulona w płaszcz opadła na siedzenie samochodu i zamarła w bezruchu. Croner 

wtoczył się z trudem  i całym ciężarem zwalił  na  fotel obok żony. Ledwo samochód ruszył, 

porwał ją w ramiona i brutalnie zaczął całować, aż nie mogła złapać tchu. 

- Książątku o mało gały nie wypłynęły, tak się tobą zachwycał, mój skarbie. Wszyscy 

dziś zazdrościli Franzowi Cronerowi, że ma tak piękną żonę - mruczał pod nosem i ponownie 

rzucił się na Carry. 

Zapach nie przetrawionego wina stawał się nie do zniesienia, przyprawiał o mdłości. 

Carry próbowała się wyrwać. 

- Zostaw mnie! Jesteś pijany - krzyknęła. 

-  Nie  próbuj  znów  swoich  sztuczek!  -  warknął  i  zarechotał:  -  Ja  pijany?  Co  ty 

bredzisz?  Jestem  szczęśliwy,  że  mam  tak  śliczną  żonę,  której  nawet  książę  mi  zazdrości. 

Jesteś  cudowna  i  podniecająca,  ale  gdybyś  nie  była,  nigdy  nie  zostałabyś  panią  w 

Cronersheim. 

Chciał znowu ją objąć i pocałować. Carry aż pociemniało w oczach. Zamachnęła się i 

z całej siły uderzyła go w policzek. 

Przez  chwilę  w  nie  oświetlonym  wnętrzu  samochodu  zapanowała  grobowa  cisza. 

Przerwał ją złowieszczy śmiech Cronera. 

- Ja ci pokażę, ty wydro!  - wrzasnął  i chciał się  na  nią rzucić.  Wywinęła  się. Croner 

leżał jak długi na fotelu. Carry oszalała. Waliła pięściami na oślep. Myśląc, że to dla żartów, 

background image

leżący  zasłaniał  się  niezdarnie.  Udało  mu  się  złapać  ją  za  ręce.  Chciał  ją  przytulić.  Krew 

uderzyła mu do głowy, pociemniało mu przed oczyma, poczuł ogromny ból. 

Zacharczał  przeraźliwie  i  bezwładnie,  ciężko  opadł  na  fotel.  Poruszał  tylko  ustami, 

próbował  coś  bełkotać.  Wyglądał  okropnie.  Carry  nie  wiedziała,  co  robić.  Nie  miała 

wątpliwości, że z Cronerem stało się coś niedobrego. Zastukała z całej siły w ściankę kabiny 

kierowcy. 

Szofer zatrzymał samochód, a siedzący obok niego lokaj wyskoczył i otworzył drzwi. 

- Proszę przynieść latarkę, Friedrich. Pan poczuł się źle - krzyczała Carry. 

Lokaj  wrócił  po  chwili  i  oświetlił  twarz  leżącego.  Była  sino-purpurowa  i  absolutnie 

nieruchoma. Słychać było słaby świszczący oddech. Carry patrzyła na sługę przerażona. 

- Co to może być? - szepnęła. 

- Pan baron wygląda na ciężko chorego, proszę pani. 

- O Boże! Musimy szybko jechać do domu. Daleko jeszcze? 

- Dobre pięć minut, łaskawa pani - rzekł stojący za jej plecami szofer. 

- No to spieszmy się. Friedrich, proszę zostać tu ze mną. 

Szczękała zębami jak w największy mróz. Za żadne skarby nie chciała zostać sama z 

nieprzytomnym i charczącym mężem. 

Ruszyli.  Droga  do  Cronersheim  wydawała  się  nie  mieć  końca.  Wreszcie  wóz 

zatrzymał się pod oświetloną bramą zamku. Carry wyskoczyła jak oparzona, jakby uciekała 

przed czymś strasznym. 

Podbiegli lokaje i wnieśli nieprzytomnego pana do domu. 

- Niech pan szybko jedzie po lekarza - rozkazała kierowcy. - Bez niego proszę mi nie 

wracać. 

Szła  powoli  za  niosącymi  Cronera.  Tren  jej  kosztownej  sukni  wlókł  się  żałośnie  po 

ziemi. 

Cały  zamek  stanął  na  nogi.  Chorego  przeniesiono  tymczasem  do  jego  sypialni  i 

ułożono na tapczanie. 

Stara  doświadczona  ochmistrzyni  kazała  położyć  zimne  kompresy  na  jego  głowie  i 

ciepło otulić nogi. Jej zdaniem, pan Croner doznał wylewu krwi do mózgu, zgodnie zresztą z 

wcześniejszymi ostrzeżeniami lekarza. 

Carry wróciła po chwili, przebrana  już w  lekką domową suknię. Usiadła obok męża 

tak, żeby nie widzieć jego twarzy. Bała się. 

Gdy wreszcie przyszedł lekarz, odetchnęła z ulgą. 

Zaczęło się rutynowe badanie. Medyk popatrzył na Carry i poprosił ją do sąsiedniego 

background image

pokoju. 

-  Jak pani  wie, upominałem wielokrotnie pana Cronera  i  ostrzegałem, że  musi  ściśle 

przestrzegać  wymaganej  diety.  Wiem,  że  tego  nie  robił,  więc  przepowiadałem  mu  to,  co 

właśnie  dziś  się  stało:  dostał  apopleksji,  to  ciężkiej.  Przypuszczam,  że  znowu  pił  dziś 

czerwone wino. 

- Czy będzie żył, panie doktorze? - spytała Carry blada jak śmierć. 

- Musi być pani przygotowana na najgorsze. Jeżeli uda się zachować go przy życiu, na 

pewno zostanie kaleką do końca swoich dni. 

Carry  bała  się potwornie, ale pozostała przy  łóżku  męża aż do rana. Po rozmowie z 

lekarzem napisała depeszę do rodziców i prosiła o przyjazd matki. Bała się, że oszaleje, jeżeli 

nie będzie miała obok siebie kogoś bliskiego, z kim mogłaby porozmawiać. Spadło dziś na jej 

biedną  głowę  tyle  nieszczęść,  że  opuszczona  przez  wszystkich  mogłaby  popełnić  jakieś 

głupstwo. 

background image

Rita  i  Günter  tymczasem  byli  już  w  podróży.  Dla  niego  najważniejsze  było  to,  że 

Carry została gdzieś daleko, i nie musi obawiać się jej natrętnych zaczepek. Było mu jej żal, 

ale sama wpędziła się w kłopoty, a on nie mógł jej w niczym pomóc. Być może w czasie jego 

nieobecności oprzytomnieje i pogodzi się z losem. Wspomnienie o Carry nie powinno mącić 

mu radości z podróży z młodą, piękną i przemiłą żoną. 

Troszczył  się  o  nią  i  starał  odgadnąć  każde  jej  życzenie,  a  im  dłużej  przebywali  ze 

sobą, tym silniej odczuwał, że jest naprawdę szczęśliwy. 

Na  początek  zatrzymali  się  w  mało  znanym  holenderskim  kurorcie.  Cały  czas  mieli 

tylko  dla  siebie,  nie  szukali  żadnych  nowych  znajomości.  Zapomnieli  o  całym  świecie, 

cieszyli się każdą chwilą dnia i nocy. Byli szczęśliwi jak nigdy dotąd. 

Po  kilku  tygodniach  słodkiego  osamotnienia  we  dwoje  wyjechali  do  Baden-Baden, 

gdzie panował ogromny ruch i bawili goście z całego niemal świata. 

Rita  szeroko  otworzyła  oczy.  Takiego  przepychu  w  życiu  nie  widziała,  nawet  nie 

przypuszczała,  że  tak  żyją  ludzie.  Patrzyła  jakby  na  spektakl  rozgrywający  się  na  scenie.  O 

dziwo, wśród aktorów znaleźli się znajomi, głównie koledzy Güntera, oficerowie z garnizonu. 

Niektórych Rita znała, gdyż byli zaproszeni na ich wesele. 

Pewnego  dnia  wszyscy  siedzieli  przy  jednym  stole  w  eleganckim  hotelu.  W  trakcie 

rozmowy ktoś wspomniał o chorobie Cronera. 

- Kiepsko z tym Cronerem. Chyba się nie wykaraska po wypadku. Masz jakieś nowe 

wiadomości o jego zdrowiu, Günterze? - spytał jeden z oficerów. 

Młody baron popatrzył ze zdziwieniem. 

- Croner miał wypadek? O niczym nie wiedziałem. Co mu się stało? 

-  Coś  podobnego!  No  cóż,  zakochani  bujają  w  obłokach  i  nie  interesują  się 

przyziemnymi  sprawami.  Naprawdę  nie  słyszeliście,  że  Croner  wracając  z  waszego  wesela 

dostał apopleksji? 

Rita jęknęła przerażona. 

- O Boże! To straszne. 

background image

- Nie wiesz, w jakim jest stanie? - spytał Günter kolegę. 

- Całkowity paraliż, odjęło mu mowę, zdany całkowicie na łaskę swojej pięknej żony, 

która opiekuje się nim z pomocą matki. Prawie nie ma nadziei, że mu się polepszy. 

-  Biedna  pani  von  Croner!  -  rozczuliła  się  Rita.  Zrobiło  się  jej  przykro,  że  w  czasie 

przyjęcia  niezbyt  uprzejmie  potraktowała  Carry  okazującą  jej  przyjaźń.  Następnego  dnia, 

zaraz po śniadaniu rzekła do Güntera: 

- Posiedź tu chwilę sam. Muszę napisać list. 

Pocałował jej drobną, smukłą dłoń. 

- Pozdrów ode mnie ojca i cioteczkę Marię, jeżeli do nich piszesz. 

- Nie do nich! - uśmiechnęła się. - Chcę napisać do pani Croner. Tak mi jej żal. Co za 

nieszczęście! Szkoda pana Cronera, choć nie za bardzo go lubiłam. 

Günter spochmurniał na twarzy. Zauważyła to i przytuliła się do niego. 

- Wiem, że nie lubisz pani von Croner, ale znalazła się w trudnej sytuacji i potrzebuje 

naszego wsparcia. 

Pogłaskał ją po głowie. Jak wiele razy przedtem, tak i teraz miał ochotę wyznać Ricie 

całą prawdę o jego uczuciach do Carry, ale wciąż obawiał się, że niepotrzebnie podsunie jej 

powód do zmartwień i zgryzot. Poza tym musiałby oskarżyć Carry o nieuczciwość. 

- Nie zamierzałem ci niczego zabraniać, moja droga. Gdy tak na mnie patrzysz, gotów 

jestem ustępować ci we wszystkim. 

Objęła go za szyję i przytuliła twarz do jego policzka. 

- Och, Günterze! Czasami aż mam wyrzuty, że jestem taka szczęśliwa. Gdy pomyślę, 

jak ja kiedyś żyłam, to nie chce mi się wierzyć, że jestem tą samą osobą, załamaną i tęskniącą 

za odrobiną czyjegoś serca. Teraźniejszość błyszczy jak złota plama na szarości wspomnień 

tamtych  dni.  Gdybym  teraz  musiała  wrócić  do  przeszłości,  zrezygnować  z  twojej  miłości  i 

znowu stać się popychadłem, nie przeżyłabym tego. Wolałabym umrzeć! 

- Ależ, najdroższa! Skąd ci takie głupie myśli przychodzą do głowy? 

Popatrzyła  na  niego  z  tym  czarującym,  niewinnym  uśmiechem  na  ustach,  który 

wzruszał go do głębi. Wyglądała wtedy niezwykle pociągająco. Za każdym razem umacniał 

się  w  przekonaniu,  że  naprawdę  ją  kocha.  Wierzył  w  szczerość  jej  uczuć,  a  mimo  to  miał 

wrażenie,  że  wciąż  jeszcze  nie  jest  to  ta  miłość  która  kiedyś  łączyła  go  z  Carry.  Wracała 

czasami do niego we wspomnieniach. Pamiętał, że tamta miłość nosiła go jak na skrzydłach. 

Dlaczego Rita nie potrafi obudzić w nim takiego uczucia? 

Martwił  się,  że  nie  kocha  jej  szczerze,  z  pełnym  oddaniem,  że  nigdy  już  nie  będzie 

kochał naprawdę. Zawsze Rita będzie dla niego daleką kuzynką, której nigdy nie poprosiłby o 

background image

rękę, gdyby wuj Wiktor nie podsunął mu tego pomysłu. Myśl ta dręczyła go coraz bardziej, 

usztywniała,  choć  gotów  był  zrobić  wszystko,  by  Rita  czuła  się  szczęśliwa.  Wzruszał  się  i 

zachwycał, gdy  mu  się to udawało, popadał w zadumę, gdy przypominał  sobie o  Carry.  W 

pamięci stawał mu widok jej spragnionych, żebrzących oczu. Bał się go i nie chciał już nigdy 

zobaczyć w rzeczywistości. Zapomni, jeżeli nie spotka się z Carry, ale czy będzie to możliwe, 

skoro Cronersheim leży tak blisko Valbergu? 

Na szczęście Rita nie wiedziała, o czym myślał przed chwilą. 

-  Nie  wiem,  najdroższy,  czy  są  to  głupie  myśli.  Wiem  tylko,  że  jestem  ogromnie 

szczęśliwa  i  gdyby  mnie  to  szczęście  opuściło,  nie  przeżyłabym.  Wolałabym  wcześniej 

umrzeć.  Chcę  wierzyć,  że  nic  się  nie  zmieni,  a  myśli,  które  mnie  czasami  nachodzą,  są 

rzeczywiście  głupie.  Napiszę  teraz  szybko  ten  list  do  Carry  Croner  i  przebiorę  się,  byśmy 

zaraz  mogli  wyjść  na  spacer.  Wiesz,  podoba  mi  się  w  Baden-Baden,  ale  nie  chciałabym 

mieszkać tu na stałe. Już nie mogę doczekać się powrotu do naszego ukochanego Valbergu. 

Za dwa tygodnie tam będziemy; cieszysz się? 

Uśmiechnął  się.  W  takich  momentach  Rita  jeszcze  bardziej  przypominała  mu  małą 

dziewczynkę. 

- Oczywiście, że się cieszę. Ale pospiesz się. Zaczekam tu na ciebie. 

Pocałowali się. 

Günter został sam. Usiadł ciężko w fotelu i zapatrzył się przed siebie. Pomyślał, że tak 

naprawdę,  to  Rita  wciąż  jeszcze  bardziej  zachowywała  się  jak  dziecko,  a  nie  jak  dojrzała 

kobieta. Tak! I dopiero wtedy pokocha  ją całym  sercem, gdy ona wydorośleje, gdy w pełni 

będzie gotowa dzielić z nim wszystkie radości i troski. 

Nowożeńcy wrócili już do Valbergu. Po drodze zatrzymali się w mieście i odwiedzili 

hrabinę Tronsfeld, która również dopiero co wróciła z kurortu. 

W Valbergu uroki kończącego się lata roztoczyły iście bajkową scenerię. 

Carry  Croner  odpowiedziała  na  list  Rity  w  kilku  słowach.  Podziękowała  za  pamięć, 

wspomniała,  że  opieka  nad  chorym  mężem  zabiera  jej  sporo  czasu,  ale  nie  tyle,  żeby 

uniemożliwiała  kontakty  z  przyjaciółmi.  Carry  cieszyła  się  na  przyjazd  Rity,  jednak  ani 

słowem  nie wspomniała o Günterze. Ucieszył się. Być  może choroba Cronera otrzeźwiła  ją 

trochę i uspokoiła emocje. 

Zaraz po powrocie Rita znalazła chwilę czasu, by pojechać do Cronersheim, przywitać 

się z Carry i spytać o zdrowie Franza. 

Carry czekała na nią w saloniku. Jasnoniebieskie ściany i złote sztukaterie stanowiły 

background image

cudowne tło dla jej oszołamiająco pięknej postaci. 

Objęła  Ritę  i  ze  zbolałą  miną  mocno  przytuliła  do  siebie,  patrząc  przy  tym 

przenikliwie prosto w oczy. 

-  No,  wreszcie  wróciliście  z  tej  podróży  poślubnej.  Cieszę  się  bardzo.  Nie  muszę 

chyba pytać, jak pani się czuje? - rzekła. 

Z  niepokojem  w  oczach  czekała,  że  Rita  poskarży  się.  Tamta  jednak  głaskała 

spokojnie jej ręce, nie widząc niczego złego w pytaniu Carry o wrażenia z podróży. 

- Było cudownie. Ale do pani także uśmiechnie się szczęście, droga pani Croner, gdy 

tylko mąż wyzdrowieje. Mogę spytać, jak on się czuje? 

Carry zasłoniła ręką oczy. 

-  Ciągle  tak  samo.  Obie  z  matką,  na  zmianę,  opiekujemy  się  nim.  Pomagają  nam 

służący,  bo  same  nie  byłybyśmy  w  stanie  podnieść  takiego  ciężaru.  Biedny  Franz  jest 

całkowicie sparaliżowany. 

Ricie zrobiło się gorąco z żalu. 

-  To rzeczywiście tragedia, ale  miejmy  nadzieję, że szybko się skończy  i pan Croner 

wyzdrowieje. 

Carry kręciła głową. 

- Nie, na to nie ma żadnych szans. Wręcz przeciwnie - lekarz twierdzi, że lada dzień, 

lada chwila, musimy liczyć się z najgorszym. 

Rita załamała ręce. Przez głowę przeleciała jej myśl, że chyba pani Croner jednak nie 

kocha swojego męża, bo w przeciwnym razie  nie  mówiłaby z takim  spokojem, że oczekuje 

jego śmierci. 

- Dobrze, że chociaż matka jest teraz z panią - szepnęła wzruszona. 

-  Niestety,  nie  na  długo.  Ojciec  wróci  z  manewrów  i  zabierze  matkę  do  domu. 

Przyjedzie tu po nią, a przy okazji  chce  jeszcze  zobaczyć  Franza żywego  - Carry cały czas 

mówiła obojętnym tonem, mimo to Rita była bliska płaczu. 

-  Och,  jak  mi  przykro!  Będę  panią  często  odwiedzała,  by  nie  czuła  się  pani  tak 

przeraźliwie samotna. 

Carry uśmiechnęła się dziwnie. 

- Dziękuję bardzo, ale wątpię, czy pani mąż się zgodzi na zbyt częste wizyty. 

-  On  jest  teraz  bardzo  zajęty.  Musi  nadrobić  czas  stracony  na  podróż.  Na  pewno  nie 

będę mu potrzebna całymi dniami - odparła Rita przekonywająco. 

Pożegnały się obiecując, że będą odwiedzać się często. 

Carry została sama. Zdenerwowana chodziła tam i z powrotem. Wydarzenia ostatnich 

background image

tygodni całkowicie odebrały jej spokój. Z trudem znosiła widok nieruchomej twarzy męża i w 

pamięci  stawał  jej  obraz  upadającego  Cronera  po  tym,  jak  uderzyła  go  z  całej  siły,  gdy 

wracali  samochodem  ze  ślubu  Güntera.  Dręczyła  ją  myśl,  że  to  po  jej  ciosie  Franz  stracił 

przytomność i upadł, ale lekarz rozwiał jej obawy twierdząc, że do nieszczęścia doszłoby tak 

czy inaczej. 

Wstręt, jaki początkowo czuła do męża, powoli przerodził się w instynktowne, typowo 

kobiece  współczucie  do  bezradnego  człowieka  wymagającego  opieki.  Z  drugiej  strony, 

świadomość, że nie grożą jej brutalne napaści i jego nachalne umizgi, przyniosła jej wyraźną 

ulgę i spokój. 

Zdarzało się, że ze współczuciem pogłaskała męża po twarzy. W jego oczach pojawiał 

się wtedy błysk bezgranicznej wdzięczności. 

Croner  odzyskał  świadomość,  ale  nie  mógł  mówić.  Z  trudem  ledwo  poruszał  prawą 

ręką. Próbował pisać na tabliczce. Pewnego dnia koślawe litery ułożyły się w zdanie: 

„Nie gniewaj się, Carry”. 

Odgarnęła czule włosy z jego czoła i uśmiechnęła się niewyraźnie. 

- Nie gniewam się, Franz. Ty także nie bądź na mnie zły - rzekła po cichu. 

Szukał nerwowo palcami jej dłoni, gdy znalazł  - próbował uścisnąć ją mocno, na ile 

pozwalały mu sparaliżowane mięśnie. 

Testament  Franz  Croner  sporządził  zaraz  po  ślubie.  Cały  spadek  zapisał  Carry,  z 

wyjątkiem kilku drobnych zapisów na rzecz osób, wobec których czuł się zobowiązany. Carry 

znała  treść  i  gdy  sobie  o  tym  przypominała,  uśmiechała  się  z  zadowoleniem.  Gdyby  mąż 

rzeczywiście umarł wkrótce, przynajmniej nie zostawi jej na pastwę losu. Dla niej bogactwo 

wciąż liczyło się najbardziej. 

Gdyby znów mogła być wolna... 

Myśl  ta  dodawała  jej  otuchy.  Lekarz  nie  dawał  żadnych  szans  na  całkowite 

wyzdrowienie.  Jeżeli  Carry  choć  trochę  kochała  męża,  to  powinna  życzyć  mu,  by  jego 

cierpienia  czym  prędzej  się  skończyły.  Dla  człowieka,  który  czerpał  z  życia  pełnymi 

garściami, wegetacja w łóżku, w zupełnym bezruchu musiała być prawdziwą udręką. 

Carry coraz częściej zastanawiała się, co zrobi, gdy jej mąż umrze. Za każdym razem 

dochodziła do wniosku, że jedyną przeszkodą na drodze do pełnego szczęścia pozostaje tylko 

Rita. Znienawidziła Wiktora Valberga, gdyż to on zmusił Güntera do ślubu z Ritą, a do niej 

czuła żal, że te wymuszone oświadczyny przyjęła. Nie wierzyła, że Rita kochała Güntera. Ona 

w  ogóle  nie  była  zdolna  do  głębszych  uczuć  i  z  każdym  mężczyzną,  który  byłby  równie 

brzydki  i  nudny  jak  ona,  byłaby  tak  samo  szczęśliwa  jak  z  Günterem.  Dlaczego  akurat 

background image

wybrała Güntera! 

Pułkownik von Platen przyjechał do Cronersheim i zabrał żonę do miasta. Przy okazji 

rozmawiał z Günterem  i poprosił go, by w razie  potrzeby  służył  jego córce radą  i pomocą. 

Jako najbliższy sąsiad Günter nie odmówił. 

Mijał tymczasem tydzień za tygodniem. Günter zjawiał się w Cronersheim z Ritą dość 

często, czasami Rita przyjeżdżała sama. 

Pewnego  dnia  wracał  z  miasta.  Wiedział,  że  Rita  poszła  do  Carry,  wstąpił  więc  po 

drodze, by ją odebrać. 

Okazało się, że Rita zdążyła już wyjść. 

Carry była więc w zamku sama, ale - na szczęście - w czasie krótkiej wizyty Güntera 

zupełnie spokojna i opanowana, choć w głębi duszy gotowa rzucić się mu prosto w ramiona. 

Ani słowem nie wspomniała o swoich uczuciach. Podziękowała mu tylko za obietnicę 

daną  ojcu,  dotyczącą  pomocy.  Przy  okazji  zadała  kilka  pytań,  na  które  każdy  mógłby  jej 

udzielić fachowej odpowiedzi. 

Günter  poczuł  ulgę.  Pożegnał  się  i  pocałował  w  rękę.  Nie  drżała,  była  tylko  nieco 

chłodniejsza i prawie nieruchoma. 

Po raz pierwszy po ich spotkaniu w cztery oczy Günter nie był zdenerwowany. Carry 

zachowała się tak, jak oczekiwał. 

Nagle jednak Günter odczuł dziwną pustkę wokół siebie. Jakby mu czegoś zabrakło. 

Zrobiło mu się przykro, że Carry przestało już na nim zależeć. Gdy z jej strony groziło mu 

niebezpieczeństwo, on cały czas miał się na baczności. Teraz nie musiał i brakowało mu tego 

uczucia zagrożenia, do którego zdążył się przyzwyczaić. Uświadomił to sobie dopiero teraz i 

po raz pierwszy od długiego czasu wrócił myślami do tego, co kiedyś czuł do Carry. 

Dziwny nastrój opuścił go natychmiast, gdy po powrocie do Valbergu, Rita wybiegła 

mu naprzeciw. Przytulił ją serdecznie i patrząc w rozpromienioną twarz, rzekł: 

- Minęliśmy się, najdroższa. Przejeżdżając przez Cronersheim chciałem cię zabrać do 

domu. 

- Och, szkoda, że nie wiedziałam! 

Tego  dnia  Günter  był  szczególnie  czuły  dla  Rity,  jakby  starał  się  wyrównać  jakąś 

wyrządzoną jej krzywdę. 

Dwa dni później przed południem przybył posłaniec z Cronersheim z wiadomością o 

zgonie  pana  Cronera.  Nie  przeżył  kolejnego  wylewu  i  zmarł  dziś  nad  ranem.  Carry  Croner 

została wdową. 

Günter  i  Rita  pojechali  natychmiast,  by  udzielić  jej  pomocy.  Carry  była  wyjątkowo 

background image

spokojna i opanowana. W czarnej żałobnej sukni wyglądała dostojnie, wręcz ujmująco. 

Podziękowała sąsiadom za przybycie informując, że zawiadomiła rodziców i oczekuje 

ich przyjazdu lada chwila, więc żadna pomoc nie będzie już potrzebna. 

Günter czuł się zawiedziony, że Carry zrezygnowała z jego wyciągniętej dłoni. 

Pułkownik  z  żoną  rzeczywiście  przyjechali  wieczorem  i  od  razu  zajęli  się  córką. 

Günter zobaczył Carry dopiero w dniu pogrzebu jej męża. 

W  kondukcie  żałobnym,  niezwykle  licznym,  uczestniczył  w  imieniu  dworu  książę 

Herbert, który - podobnie jak wszyscy - nie mógł oderwać wzroku od uroczej młodej wdowy. 

Günter również. Gdy Carry potraktowała go bez śladu wyróżnienia, poczuł się oszukany. Na 

co właściwie liczył? 

Okazało się, że to, co Carry nie udało się osiągnąć natarczywością, osiągnęła bez trudu 

udając chłód i rezerwę: rozbudziła w Günterze męską próżność. Dręczyła go ciekawość, czy 

Carry rzeczywiście zrezygnowała, czy też nauczyła się lepiej panować nad sobą? 

Dziś zauważył również, że książę Herbert nie odstępuje Carry na krok. Co jakiś czas 

Günter  rzucał  w  jego  stronę  podejrzliwe  spojrzenia.  W  czasie  ceremonii  Günter  i  Rita  stali 

naprzeciw Carry i towarzyszącego jej księcia. Pod koniec Rita szepnęła coś do Güntera, ale 

on  jakby  nie  słyszał  i  nie  udzielił  żadnej  odpowiedzi.  Spojrzała  na  niego.  Stał  zamyślony  i 

wpatrzony dziwnym wzrokiem w Carry Croner. Idąc śladem jego spojrzenia, Rita natknęła się 

na roziskrzone oczy Carry utkwione w twarzy Güntera. 

Młodą,  niedoświadczoną  żonę  obleciał  strach.  Odruchowo  złapała  za  rękę  Güntera  i 

zawołała go po imieniu. 

Drgnął  i  spojrzał  w  jej  śmiertelnie  bladą  twarz. Pochylił  się  i  objąwszy  przez  ramię 

odprowadził na bok. 

- Co się stało, kochanie? 

- Spytałam cię o coś, a ty się nie odezwałeś. 

Trzymał ją za ręce i czuł ogarniającą go złość, że tak nierozważnie dał się oczarować 

spojrzeniu  Carry  i  w  dodatku  pozwolił,  żeby  Rita  była  tego  świadkiem.  Patrząc  teraz  na  jej 

przerażenie zrozumiał, że mimo wszystko bardziej zależy mu na szczęściu Rity niż swoim. 

-  No  wiesz,  nad  otwartym  grobem  człowiek  poważniej  zastanawia  się  nad  swoim 

losem. Ty też, kochanie, wyglądasz na poruszoną - rzekł czułym głosem. 

Z  niepokojem  myślał,  że  Rita  mogła  zobaczyć  gorące,  pełne  tęsknoty  spojrzenie 

Carry, skierowane w jego stronę, ale ona - na szczęście - uśmiechnęła się trochę niepewnie i 

głęboko westchnęła. 

- Tak, takie chwile skłaniają do refleksji - dodała po cichu. 

background image

Uczestnicy  pogrzebu  udali  się  na  stypę.  Niektórzy,  złożywszy  Carry  kondolencje, 

rozeszli się do domów. 

Rita rozmawiała z matką Carry w saloniku, Günter zaś czekał w hallu na swoją kolej, 

by złożyć młodej wdowie wyrazy współczucia. 

Wreszcie  Carry  została  sama.  Książę  Herbert  odszedł  z  pułkownikiem  na  stronę. 

Günter podszedł. 

-  Pozwoli pani,  że  jeszcze raz  wyrażę współczucie w związku ze stratą  męża  -  rzekł 

oficjalnym tonem. 

Powoli odwróciła się. Kamienny wyraz jej twarzy nie zmienił się ani przez moment. 

Otworzyła tylko szerzej oczy, jakby chciała Güntera przeszyć wzrokiem. 

-  Po  co  to  kłamstwo,  panie  baronie?  Pan  przecież  wie,  bo  musi  wiedzieć,  że  to,  co 

ludzie nazywają stratą, dla mnie jest wybawieniem. Dla mojego męża dalsze życie oznaczało 

tylko  ból  i  cierpienie.  Śmierć  uwolniła  jego,  ale  przy  okazji  także  mnie.  Tak  czy  inaczej, 

pewnego dnia odeszłabym od niego. Dłużej już tak żyć nie mogłam. To małżeństwo stało się 

dla mnie prawdziwą udręką, ale nie mam o nic pretensji do zmarłego męża; dał mi to, co miał, 

nie obiecywał niczego ponad to, na co go było stać. Całą odpowiedzialność biorę na siebie. 

Zakpiłam sobie z sakramentu małżeństwa, przystępując do niego bez miłości, i zasłużyłam na 

karę. Taka jest prawda, panie baronie. 

Powiedziała to wszystko bez śladu emocji, spokojnie  i  monotonnym głosem. Günter 

był wstrząśnięty. Carry wyglądała żałośnie i chciałby jej powiedzieć coś miłego. Nie wiedział 

jednak, jak zareaguje. Coś jednakże musiał powiedzieć. 

- Los sprawi, że i dla pani nastaną jeszcze radosne dni, droga sąsiadko. Jest pani taka 

młoda. 

- Młoda?! - zaśmiała się ironicznie. - Mam wrażenie, że w ciągu pół roku małżeństwa 

postarzałam się o sto lat! 

- Istnieje więc szansa, że równie szybko pani odmłodnieje. Szczęście czasami czai się 

tuż  za  progiem,  ale  dziś  chyba  nie  jest  to  najlepszy  temat  do rozmowy.  Życzę  jednak  pani 

przede wszystkim szczęścia. 

Spojrzała  na  niego  tak,  że  przez  moment  ugięły  się  pod  nim  nogi.  Szybko  opuściła 

wzrok. 

- Nigdy nie tracę nadziei - szepnęła cicho. 

W tym momencie weszła Rita i stanęła obok Güntera. 

- Musimy już wracać do domu, Günterze - rzekła, a spojrzawszy na niego, zauważyła, 

że poczerwieniał  na twarzy. Odruchowo popatrzyła  na  Carry.  W  jej oczach pełgał chłodny, 

background image

metaliczny  błysk  nienawiści,  który  przeszył  Ritę  niczym  sztylet.  Hrabina  miała  więc  rację 

przestrzegając przed tą kobietą. Ale dlaczego właściwie Carry miałaby ją nienawidzić? 

Zanim Rita zdążyła zastanowić się, Carry znów patrzyła na nią uśmiechnięta. Objęła 

ją nawet serdecznie i rzekła ciepłym głosem: 

-  Właśnie  mówiłam  pani  mężowi,  że  zamierzam  wyjechać  na  kilka  tygodni  do 

rodziców,  by  jak  najprędzej  zapomnieć  o  tragicznych  wydarzeniach  w  Cronersheim.  Gdy 

wrócę, proszę zarezerwować dla mnie kilka miłych chwil w Valbergu. Liczę na panią, droga 

Rito. 

Rita  nie  potrafiła  żonglować  grzecznościowymi  formułkami  i  każdy  musiałby 

zauważyć, że udzieliła niezbyt szczerej odpowiedzi. 

-  Oczywiście,  droga  pani  Croner.  Wizyta  pani  u  nas  to  dla  mnie  zawsze  duża 

przyjemność. 

Carry pocałowała ją z przesadną czułością. Dreszcz przeszedł po plecach Rity. 

Dopiero w samochodzie, gdy Günter jak zwykle objął ją ramieniem i szeptał na ucho 

komplementy,  dziwne  uczucie  strachu  minęło.  Rita  przekonywała  sama  siebie,  że  boi  się 

duchów w środku dnia. Otwarcie, jak zawsze, wyznała prawdę Günterowi. 

-  Wiesz,  cioteczka,  ty  i  ojciec,  wszyscy  ostrzegaliście  mnie  przed  Carry.  Nikt  nie 

mówił  dlaczego,  aż  w  końcu  sama  nabrałam  dziwnych  podejrzeń.  Wyobraź  sobie,  że 

zobaczywszy was dzisiaj razem, wydawało mi się, że Carry spojrzała na mnie z nienawiścią. 

Przecież to nonsens! Dlaczego miałaby nienawidzić? Nic złego jej nie zrobiłam. Zła jestem, 

że stałam się tak podejrzliwa. 

Przytulił ją mocniej, jakby chciał uchronić ją przed zmartwieniami. 

-  Masz  rację,  kochanie,  nie  powinnaś  brać  tych  ostrzeżeń  zbyt  poważnie.  Byłaby 

szkoda, gdybyś nagle straciła zaufanie do ludzi. 

Patrzyła na niego z oddaniem jak niewinne dziecko. Pocałował ją. 

-  To  straszne  podejrzewać  kogoś  bezpodstawnie,  dlatego  wyznam  ci  jeszcze  coś,  co 

przyszło mi do głowy. 

- Cóż to takiego? - zaniepokoił się. 

- Obiecaj, że nie pogniewasz się na mnie. 

- Obiecuję. 

Wciągnęła głęboko powietrze. 

- Otóż, w czasie pogrzebu zauważyłam, że patrzyłeś na panią Croner zupełnie inaczej 

niż  zwykle.  Nie  potrafiłabym  opisać  twojego  spojrzenia,  ale  zrobiło  na  mnie  straszne 

wrażenie. Myślałam, że się rozpłaczę. Odezwałam się, ale ty w ogóle mnie nie słyszałeś. Nie 

background image

wyobrażasz sobie, co przeżyłam, zanim znów byłeś dla mnie czuły i miły. Czy ja nie jestem 

głupia? 

Przytulił  jej  głowę  do  piersi,  aby  nie  zobaczyła,  że  znów  się  zarumienił.  Oblał  go 

strach,  że  Rita  domyśli  się  jego  rozterek  i  nagle  zrozumiał,  że  posunął  się  za  daleko.  Nie 

wolno  mu  igrać z ogniem!  Walczył  z wyrzutami  sumienia. Musi wyrzucić Carry ze swoich 

myśli  na zawsze,  nie wolno  mu  narażać szczęścia Rity  na żadne  niebezpieczeństwo. Co go 

obchodzi  Carry?  Rzuciła  go  dla  pieniędzy  Cronera,  a  dziś  stojąc  nad  trumną  męża,  nie 

zawahała  się zmącić spokoju  młodym  małżonkom. Jak śmiała? Znowu chce  się  bawić  jego 

uczuciami?  Basta!  Obok  siedzi  kobieta,  która  z  ogromnym  zaufaniem  i  oddaniem  otwiera 

przed  nim  swoje  serce  i  zwierza  się  z  najdrobniejszych  niepokojów.  To  dla  niej  teraz 

powinien żyć, o nią się troszczyć i chronić przed każdą niegodziwością. Pocałował czule jej 

przymknięte powieki. 

-  Najdroższa,  skarbie!  Dziękuję  ci  za  zaufanie.  Zawsze  mów  mi  całą  prawdę,  gdyż 

tylko  w  ten  sposób  mogę  rozwiewać  twoje  niepokoje.  Rzeczywiście,  stałaś  się  bardzo 

podejrzliwa. Prawdę mówiąc, sam nie wiem, o czym myślałem, gdy zapatrzyłem się na panią 

Croner. Nie mówmy już o tym. To był smutny dzień i powinniśmy go czym prędzej wykreślić 

z  naszej  pamięci.  Nie  pasuje  do  szczęśliwych  dni,  które  przeżyliśmy  razem.  Cieszmy  się  i 

śmiejmy. Przecież kochamy się! 

Przytuliła się mocniej. 

-  Boże!  Jak to  dobrze,  że  powiedziałam  ci  o  moich  głupich  wymysłach.  Znów  czuję 

się lekko i spokojnie. 

- Tak trzeba, mój skarbie. 

Przytuleni do siebie, szczęśliwi, wrócili do domu. Pierwszy czarny cień rzucający się 

na szczęście Rity został przepędzony. 

Dla Rity i Güntera nastało kilka tygodni niczym nie zmąconego szczęścia. Prawie nie 

ruszali  się  z  Valbergu.  Wzajemne  wizyty  sąsiedzkie  ograniczały  się  do  minimum.  Carry 

Croner wyjechała do rodziców zaraz po pogrzebie męża. 

Günter  całymi  dniami  zajmował  się  gospodarstwem,  a  Rita  powoli  wprawiała  się  w 

różnych  pracach  domowych.  Spotykali  się  tylko  w  porze  posiłków,  zaś  po  podwieczorku 

zostawali dłużej przy stole, by porozmawiać. Gdy dopisywała pogoda, wyjeżdżali konno na 

spacer po okolicy. 

Zajęcia w domu i wspólnie spędzane chwile odmieniły Ritę nie do poznania. Günter z 

satysfakcją musiał przyznać, że była coraz mniej dziecinna, a jej czasami zaskakujące uwagi i 

przemyślenia dowodziły, że formułowała je już zupełnie dojrzała kobieta. 

background image

Prawdę  mówiąc,  Günterowi  również  przydało  się  trochę  refleksji  nad  sobą.  Jako 

żołnierz  nie  miał  zbyt  wiele  okazji  do  spotkań  z  ludźmi  wykształconymi,  przywiązującymi 

wagę do wartości duchowych. Wśród kolegów panowała kawalerska atmosfera. Interesowali 

się  głównie  pięknymi  kobietami,  końmi,  sprawami  zawodowymi,  a  co  najwyżej 

przedstawieniami kabaretowymi. 

Teraz,  gdy  Rita  uczyła  się  życia  i  poznawała  wszystkie  jego  blaski  i  cienie,  Günter 

miał okazję nadrobić zaległości. 

Była jesień. Młodzi małżonkowie chętnie wyjeżdżali na kilka dni do miasta. Chodzili 

do  teatru,  odwiedzali  wystawy,  uczestniczyli  w  spotkaniach  z  interesującymi  ludźmi. 

Oczywiście, nie zapominali o wizytach u hrabiny Tronsfeld. Zawsze gdy Günter umawiał się 

z kolegami, Rita całymi godzinami siedziała u starszej pani, zajęta miłą rozmową. 

Hrabina przekonała się na własne oczy, że młodzi byli naprawdę szczęśliwi. 

Wspominano  także  Carry  von  Croner.  Młoda  wdowa  prawie  nie  opuszczała  domu 

swoich rodziców i plotkowano, że zostanie w mieście przez całą zimę. 

Rita  nie  zwierzyła  się  hrabinie  z  niepokoju,  jaki  przeżyła  w  czasie  pogrzebu  Franza 

Cronera. Raz, że do końca nie była pewna, czego naprawdę była świadkiem, a po drugie, nie 

chciała do tego wracać. 

Młodzi  wynajęli  apartament  w  hotelu.  Dni  mijały  im  szybko.  Pewnego  razu  Rita 

rzekła: 

- Czy nie powinniśmy, Günterze, złożyć wizyty pani Croner? Dowie się, że byliśmy w 

mieście i pomyśli, że jesteśmy gburami, skoro nawet nie spytamy, jak się czuje. 

Günter  od  razu  przytaknął.  Sam  już  także  pomyślał  o  odwiedzinach  Carry,  ale  nie 

chciał denerwować Rity sądząc, że wolałaby uniknąć spotkania z rywalką. 

Tego samego dnia pojechali razem do willi pułkownika von Platena. 

Carry  siedziała  z  matką  w  skromnie  umeblowanym  salonie.  W  całym  domu  był  to 

jedyny pokój jako tako wyposażony. W pozostałych stały  meble kupione jeszcze w czasach, 

gdy młody oficer urządzał się zaraz po ślubie za pieniądze uzyskane z kwatermistrzostwa. 

Pułkownikowa spojrzała na córkę badawczym wzrokiem. 

- Chcesz przyjąć państwa Valbergów, Carry? - spytała. 

- A dlaczegóż by nie, mamo? - odpowiedziała spokojnie. 

Nie powiedziała matce o swoich sercowych rozterkach, ale ona i bez tego domyśliła 

się, że Carry  nie całkiem zapomniała o tym, co niegdyś  łączyło  ją z Günterem.  Widząc, że 

Carry udaje obojętność, zdenerwowała się nieco. 

- No, cóż! Tak tylko myślałam. Będziesz czuła się niezręcznie. 

background image

- Wcale nie. Wiesz przecież, że z baronem i jego młodą żoną często się spotykaliśmy. 

Dlaczego nie miałabym ich przyjąć tutaj? 

- No tak. Tak. Ja tylko pomyślałam... 

Poczciwa pułkownikowa zawsze „tylko myślała”, ale taka po prostu była. 

-  Proszę  cię,  mamo,  zejdź  do  salonu  i  przywitaj  się  z  państwem.  Ja  zaraz  dołączę  - 

rzekła Carry, a matka wstała i wyszła bez słowa. 

Carry  pobiegła  do  swojego  pokoju.  Stanęła  przed  lustrem.  Czarna  suknia  leżała 

doskonale, miękko opadając wzdłuż sylwetki. Złotoblond gęste włosy pięknie kontrastowały 

z  ciężkim  aksamitem  żałobnego  stroju,  prawie  gładkiego,  bez  najmniejszej  zmarszczki.  Na 

bladej  twarzy  wyróżniały  się  czerwone  usta,  jakby  zaprzeczające  bladości,  załamaniu  i 

rezygnacji młodej wdowy. Błyszczące oczy wcale nie zdradzały smutku. 

Bez słowa Carry podeszła do Rity, przytuliła ją i pocałowała w policzek. Przez chwilę 

zza jej głowy mogła przesłać Günterowi czułe, tęskne spojrzenie. 

Odwrócił się  natychmiast  i kontynuował rozmowę z pułkownikową von Platen. Rita 

nie zdążyła zauważyć, że poczerwieniał. Był zły na siebie, że w obecności Carry nie potrafił 

opanować emocji. 

Przywitała się z nim uprzejmie, ale bez manifestacyjnej serdeczności i raczej chłodno. 

Rita zachowywała  się swobodnie. Po podejrzeniach  sprzed kilku tygodni  nie zostało 

już ani śladu; wyleciały i z serca, i z pamięci. 

Uśmiechnęła się do młodej wdowy i spytała: 

- Wraca pani wkrótce do Cronersheim, czy zostaje przez zimę w mieście? 

Carry spojrzała na swoje białe ręce i uśmiechnęła się: 

-  Zdążyłam  się  już  przyzwyczaić  do  życia  na  wsi  i  za  nic  w  świecie  nie  chciałabym 

zostać  tutaj  na  stałe.  Boże  Narodzenie  spędzę  z  rodzicami,  a  potem  zaraz  wrócę  do 

Cronersheim. 

Günter kolejny raz musiał przyznać, że w obecności Carry nie jest w stanie opanować 

zdenerwowania. Działała na niego jak magnes. Gdy jej nie widzi, jest wesoły i rozluźniony, a 

gdy stanie w pobliżu, czuje, jakby przenikała jego myśli i kierowała jego zachowaniem. 

Pułkownikowa z dumą i wielkim przejęciem opowiadała, jak to cały dwór ogromnie 

przejął  się  tragedią  Carry.  Książę  Herbert  już  kilka  razy  dopytywał  się  o  samopoczucie 

młodej wdowy. 

Günter słyszał o tym w czasie spotkania z kolegami. Ich zdaniem książę zakochał się i 

coraz bardziej interesuje się piękną panią Croner. Słowa pułkownikowej mogły oznaczać, że 

nie  była  to  plotka  wyssana  z  palca.  Günter  spojrzał  na  Carry.  Zauważyła  to  i  nie  miała 

background image

wątpliwości, że Günter czuł się zazdrosny. Chciała podskoczyć z radości, ale uśmiechnęła się 

tylko. 

- Książę jest taki dobry! W jego obecności przynajmniej czas mi się nie dłuży i za to 

jestem mu bardzo wdzięczna. 

Rita z zachwytem patrzyła na uśmiechniętą twarz pani Croner. Wyglądała czarująco. 

Gdy  już  pożegnali  się  i  siedzieli  w  samochodzie,  Rita  wciąż  jeszcze  była  pełna 

zachwytu. 

- Carry jest chyba najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałam. Wcale się nie 

dziwię,  że  spodobała  się  nawet  księciu.  Jak  myślisz,  Günterze,  czy  gdyby  Herbert  chciał, 

mógłby się z nią ożenić? 

- Ależ, Rito, skąd ci to przyszło do głowy? - przerwał jej ze złością. 

Tego się nie spodziewała. Skuliła się i bezradnie popatrzyła na niego. 

- Günterze, czy powiedziałam coś złego? Przecież nikogo nie obraziłam, dlaczego się 

złościsz? 

Tym razem on się przestraszył. Uśmiechnął się zmieszany i chwycił Ritę za rękę. 

- Mój ty głuptasku! Spojrzałaś na mnie jak Czerwony Kapturek na złego wilka, który 

chce go zjeść. 

Westchnęła z ulgą. 

- Nigdy nie odezwałeś się do mnie takim szorstkim tonem. 

- Teraz też przecież nic takiego nie zrobiłem. 

- Tak mi się zdawało, ale mogłam się przesłyszeć. 

- Oczywiście, najdroższa. A więc chciałaś wiedzieć, czy książę Herbert mógłby ożenić 

się z Carry von Croner? 

- Właśnie. 

- Nie sądzę - odrzekł wzruszywszy ramionami. - Na objęcie tronu raczej nie ma szans, 

bo nasz książę  pan  ma kilku synów, ale wątpię, żeby zgodził się  na  małżeństwo bratanka z 

kobietą  niższego  stanu.  Co  najwyżej  mogłoby  być  to  małżeństwo  morganatyczne,  ale  pani 

Croner  jest  zbyt  dumna,  żeby  zgodzić  się  na  związek,  w  którym  ani  ona,  ani  jej  dzieci  nie 

miałyby żadnych praw. 

Rita zaśmiała się. 

-  Dobrze,  że  ja  nie  jestem  księciem  ani  księżniczką.  Chodźmy  jeszcze  na  chwilę  do 

ciotki hrabiny, zanim wrócimy do hotelu. 

-  A  mamy  czas?  Umówiliśmy  się  na  kolację  z  moimi  przyjaciółmi  i  ich  żonami. 

Pamiętasz? 

background image

Zerknęła na zegarek. 

- Pół godziny możemy wygospodarować dla cioteczki. 

W  ten  sposób  rozmowa  na  niebezpieczny  temat  została  zakończona.  Günter  nagle 

zastanowił się, co zrobiłby, gdyby Carry rzeczywiście wyszła za księcia Herberta. Zniósłby to 

ze spokojem? 

Zdecydowanie  odpowiedział  sobie  „tak”,  ale  nie  był  przekonany,  że  myśli  tak 

naprawdę. Po spotkaniu z Carry znów stracił wewnętrzny spokój. 

Kilku  przyjaciół  Güntera  przyjęło  zaproszenie  do  Valbergu  na  polowanie.  Baron 

Wiktor również zamierzał spędzić w zamku kilka jesiennych tygodni. W zacisznej wiejskiej 

rezydencji zrobiło się gwarno. 

Rita po raz pierwszy pełniła honory domu. Początkowo czuła się trochę niepewnie, ale 

wkrótce  oswoiła  się,  zwłaszcza  że  przyjaciele  Güntera  nie  szczędzili  jej  komplementów, 

zresztą zupełnie zasłużonych. Cieszyła  się w duchu  i  z tym  swoim uroczym uśmiechem  na 

ustach raz po raz zerkała na męża. 

Promieniał ze szczęścia. O Carry zdążył zapomnieć i bez cienia emocji mógł słuchać 

dyskusji przyjaciół spierających się, czy starania księcia Herberta o względy pięknej wdowy 

są poważne. 

Przekonał się jeszcze raz, że nie czując jej obecności, potrafi myśleć o niej bez emocji 

i był pewien, że w przyszłości opanuje się nawet patrząc jej prosto w twarz. 

Kolejne  tygodnie  w  Valbergu  przyniosły  Günterowi  nowe  powody  do  zadowolenia. 

Rita  zmieniała  się  z  dnia  na  dzień.  Dosłownie  piękniała  i  doroślała  w  oczach.  Zaczęła 

przywiązywać  wagę  do  swojego  wyglądu.  Początkowo  podsuwał  jej  stroje,  które  -  jego 

zdaniem - najbardziej jej pasowały, udzielał dyskretnych rad, aż wzbudził jej zainteresowanie. 

Z  przyjemnością  mógł  teraz  stwierdzić,  że  ubierała  się  ze  smakiem  i  wypracowała  sobie 

własny niepowtarzalny styl. Nauczyła się tak ważnej dla kobiety sztuki podkreślania własnej 

osobowości poprzez odpowiednio dobrany wygląd. 

Niemałe zasługi w tym względzie miał także ojciec, wielki znawca kobiet i esteta w 

każdym  calu.  Traktował  poniekąd  córkę  jak  dzieło  artystyczne,  które  sam  stworzył,  a  teraz 

nadaje mu ostatnie szlify. 

Günter był oczarowany wyglądem Rity. Pociągała go coraz bardziej. Nie musiał liczyć 

się z wydatkami i kupował dla niej wszystko, co jego zdaniem jeszcze mogło dodać jej uroku. 

Wiktor z kolei nie mógł wyjść z podziwu, że dorosła córka może dać mu tyle radości. 

Im była piękniejsza, tym bardziej ją kochał, choć tak naprawdę, to w tej miłości więcej było 

background image

ojcowskiej dumy niż prawdziwego uczucia. 

Rozmawiał z Günterem o pani Croner. Dowiedział się, że po śmierci męża uspokoiła 

się,  więc  mógł  już  nie  martwić  się  o  szczęście  Rity.  Żadne  niebezpieczeństwo  jej  nie 

zagrażało. 

Goście  Güntera  wyjechali  niebawem  i  w  Valbergu  znów  zapanowała  cisza.  Dusza 

wędrowca odezwała się. Baron twierdził, że  musi wyjechać do miasta  i dopilnować swoich 

spraw. 

Rita liczyła, że zostanie z nimi na święta, zaprosiła hrabinę Tronsfeld i cieszyła się, że 

pierwszy raz spędzi  Wigilię w gronie kochających  ją bliskich osób. Właśnie w czasie świąt 

najbardziej  odczuwała  ich  brak,  czuła  się  szczególnie  samotna  i  opuszczona.  Teraz  chciała 

wynagrodzić sobie w dwójnasób stracone lata. Poskarżyła się ojcu. Pogłaskał ją po policzku i 

rzekł: 

-  Przecież  to  oczywiste,  córeczko,  że  przyjadę  na  święta.  Nawet  do  głowy  mi  nie 

przyszło, że  mogłoby  być  inaczej.  Zostało  jeszcze prawie trzy tygodnie. Zdążę dopilnować, 

żeby przygotowano willę do sezonu. W czasie karnawału muszę przecież przyjąć tam gości, a 

poza tym chcę się rozglądnąć za porządnym prezentem dla mojej myszki. Zgłoszę się też do 

pani hrabiny i niczym szambelan będę towarzyszył jej w podróży do Valbergu. Przyjedziemy 

i wszyscy razem przeżyjemy te najpiękniejsze dni w roku. Zgadzasz się ze mną, córeńko? 

-  Tak!  Będzie  cudownie.  Już  nie  mogę  się  doczekać.  Każę  wyszukać  w  lesie 

najpiękniejszą choinkę. 

-  Ale  z  jej  ubieraniem  poczekaj.  Hrabina  i  ja  też  chcemy  uczestniczyć  w  tej 

przyjemności. 

- W takim razie musicie przyjechać dzień wcześniej. 

- Przyjedziemy z radością. 

Baron wyjechał w doskonałym nastroju, a Rita zajęła się przygotowaniami do świąt. 

Osobiście wybrała podarunki dla służby, choć wcześniej umiejętnie wypytywała gospodynię, 

co  każdemu  najbardziej  byłoby  potrzebne.  Prawie  nie  wychodziła  z  kuchni,  gdzie 

przygotowywano świąteczne wypieki. Patrzyła jak na cudowny spektakl. Jak za dotknięciem 

czarodziejskiej  różdżki  z  piekarnika  wychodziły  kolejne  partie  pachnących  ciast, 

prawdziwych smakołyków, o których istnieniu nigdy w życiu jeszcze nie słyszała. Gdy ojciec 

i hrabina przyjechali, w całym zamku roznosił się zapach ciast, świerku i marcepanu. 

Zapanowała wymarzona, prawdziwie świąteczna atmosfera. Rita ze ściśniętym sercem 

nie wiedziała, co począć ze szczęścia. Rozpłakała się i przytuliła do Güntera. 

-  Serce  mi  pęka  z  radości.  Chyba  na  całym  świecie  nie  ma  dziś  szczęśliwszego 

background image

człowieka ode mnie. 

Hrabina zatkała jej usta. 

- Nie tak głośno, moje dziecko! Bogowie są zazdrośni, lepiej ich nie drażnić. 

Wiktor popatrzył na generałową ze zdziwieniem. 

-  Droga  przyjaciółko,  po  raz  pierwszy  dowiaduję  się,  że  pani  ma  jednak  wady.  Jest 

pani przesądna? 

- Owszem, w niektórych sprawach - uśmiechnęła się. 

- Coś podobnego! Taka mądra i życiowa kobieta? 

-  Moim  zdaniem,  każdy  człowiek  ma  w  sercu  zakamarek,  gdzie  przechowuje  resztki 

średniowiecznych strachów. 

- Być może każdy, ale mnie proszę wyłączyć. Ja tam nie jestem przesądny - zapewniał 

Wiktor siedząc wygodnie rozparty w fotelu i patrząc z pewnością siebie na hrabinę. 

Rita  podeszła  z  tyłu,  położyła  rękę  na  jego  ramieniu  i  przytulając  się  spytała 

podchwytliwie: 

- A kto to ostatnio, wychodząc na polowanie, wymknął się tylnymi drzwiami, żeby nie 

spotkać starego Bergera, który odgarniał śnieg przed głównym wejściem? 

Wiktor, zbity z tropu, spojrzał najpierw na córkę, a potem na tryumfującą hrabinę. 

- Hm! Nie rozumiecie, że to tylko myśliwskie zwyczaje? 

- Jak zwał, tak zwał, przyjacielu. Jest pan przesądny i już. 

Z komicznym wyrazem twarzy uśmiechał się. 

- Czy pani zawsze musi postawić na swoim. A córeczka, zamiast mnie bronić, jeszcze 

pani pomaga. 

- My, kobiety musimy się popierać, tato - przekomarzała się Rita. 

Zasiedli  do  wigilijnego  stołu.  Wcześniej  jednak  wręczono  prezenty  wszystkim 

domownikom.  Rita  w  białej  sukni  niczym  prawdziwy  anioł  wręczała  dary,  a  z  każdym,  od 

pomywaczki  począwszy,  zamieniła  kilka  przyjaznych  słów  i  wraz  z  życzeniami  złożyła 

podziękowania za całoroczną pracę. Jej szczerość i dobroć zjednały jej względy całej służby. 

Mogła usiąść przy bogato zastawionym stole z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. 

Po wieczerzy Rita podeszła do męża i przytuliwszy się jak dziecko rzekła: 

-  Dziękuję  ci,  Günterze,  że  dzięki  tobie  jestem  ogromnie  bogata.  Mam  serce 

wypełnione miłością i mogłabym ją rozdawać na lewo i prawo, a nigdy by mi jej nie zabrakło. 

Gdybym znów musiała żyć jak kiedyś, gdy naprawdę nie miałam nikogo bliskiego, to chyba 

serce by mi pękło. 

Pogłaskał  ją  po  pięknych  ciemnych  włosach  i  poprzysiągł  sobie  w  duchu,  że  zrobi 

background image

wszystko,  co  będzie  mógł,  żeby  nie  zmącić  szczęścia  tej  kochanej  osoby.  Wzruszał  się 

zawsze,  gdy  mimochodem  wspomniała  o  tym,  co  w  przeszłości  przeżyła.  Była  tak 

bezgranicznie  wdzięczna,  że  teraz  wszystko  się  zmieniło.  Nie  ulegało  wątpliwości,  że 

naprawdę  głęboko  to  przeżywała.  Günter  niekiedy  aż  czuł  się  winny,  że  sam  nie  może 

odwdzięczyć  się  równie  głębokim  uczuciem.  Wystarczyłoby  jednak  trochę  wysiłku  z  jego 

strony, a sam również poczułby się w pełni usatysfakcjonowany. 

Hrabina  Tronsfeld  i  Wiktor  wyjechali  zaraz  po  świętach,  by  przygotować  się  do 

karnawału. Dla barona pokazanie się w towarzystwie dorosłej córki nie było już ani straszne, 

ani też śmieszne, jak początkowo myślał. Wręcz przeciwnie - nie mógł się tego doczekać. 

Wybierał  nawet  suknie  dla  Rity  na  poszczególne  bale.  Tym  razem  młodzi 

Valbergowie wyjechali do miasta wkrótce po Nowym Roku, i to aż na trzy tygodnie. 

Rita po raz pierwszy mogła przekonać się, co to znaczy sukces towarzyski. Günter był 

dumny i szczęśliwy, że jego żona wszystkim się podoba, a Wiktor puszył się jak paw, głośno 

przedstawiając młodą damę jako swoją córkę. Bawiono się każdego wieczoru i Rita z trudem 

wyrwała  się  na  godzinę,  żeby  odwiedzić  Carry  von  Croner.  Günter  wykręcił  się  jakimś 

ważnym  spotkaniem  w  sprawach  ordynacji.  W  rzeczywistości  bał  się,  że  wizyta  u  Carry 

znowu wytrąci go z równowagi i odbierze mu chęć do karnawałowych zabaw. 

Nie musiał się przedwcześnie martwić: Carry nie było w mieście. Pani pułkownikowa 

wyjaśniła Ricie, że  córka wyjechała do Cronersheim, gdyż zaloty księcia Herberta  stały się 

dla niej zbyt uciążliwe. Młody książę rzekomo zbyt otwarcie zalecał się do młodej i pięknej 

wdowy, więc żeby uniknąć plotek, ona wolała wyjechać. 

Przyczyna  była  jednak  zupełnie  inna.  Carry  szalała  z  tęsknoty  za  Günterem,  a 

przebywając w Cronersheim miała większe szanse na spotkanie z nim. 

Gdy tylko młodzi małżonkowie wrócili do Valbergu, na drugi dzień pani von Croner 

już zjawiła się z wizytą. Obcałowała Ritę ze wszystkich stron, a ona  - mimo wewnętrznego 

oporu - odwzajemniła się równie serdecznym przyjęciem. 

Wymiana wizyt między Valbergiem a Cronersheim zaczęła się na dobre. 

Carry  działała  szybko  i  z  premedytacją.  Już  nikt  nie  mógłby  teraz  pokrzyżować  jej 

planu rozdzielenia Rity i Güntera. Gotowa była na wszystko. Każdy środek prowadzący ją do 

celu  uważała  za  dozwolony.  Czas  spędzony  samotnie  w  mieście  wykorzystała  właściwie  i 

dopracowała  swój  plan  do  ostatniego  szczegółu.  Günter  musiał  być  znów  wolny.  Pierwsze 

kroki  zostały  już  podjęte,  a  głównym  atutem  Carry  będzie  rozmowa  Wiktora  z  Günterem, 

którą kiedyś podsłuchała w parku nad jeziorkiem. 

Być może Günter straci Valberg, przynajmniej do czasu, gdy Wiktor żyje, ale jakie to 

background image

miało teraz znaczenie? Ona jest dość bogata, ma Cronersheim i Günterowi to wystarczy. Rita 

niech uszczęśliwi swoim majątkiem i osobą kogoś innego. Jej i tak wszystko jedno, kogo ma 

za męża. Głupia gęś zadowoli się byle kim i wcale nie musi mieć mężczyzny, którego Carry 

kocha  do  szaleństwa.  Właściwie  co  ją  obchodzi  Rita?  Stoi  na  przeszkodzie,  więc  musi  się 

usunąć i nad czym tu się zastanawiać. O szczęście trzeba walczyć, a Carry wreszcie zebrała 

dość odwagi, żeby tę walkę rozpocząć. 

Rita nie miała pojęcia, że nad jej głową gromadzą się czarne chmury, a Günter cieszył 

się po cichu, że w obecności Carry nie traci już pewności siebie i potrafi z nią rozmawiać bez 

zdenerwowania.  Kochał  Ritę  coraz  bardziej  i  gotów  był  stanowczo  przeciwstawić  się 

wszelkim niebezpieczeństwom mogącym grozić jego miłości. 

Carry zresztą także zobojętniała, ale tylko na niby. Zauważyła bowiem, że traktowanie 

Güntera z dystansem wprawia go w podenerwowanie. 

Ani  przez  moment  nie  wątpiła,  że  on  ją  wciąż  kocha.  Przekonała  się  o  tym,  gdy 

pewnego razu wspomniała o księciu Herbercie, a on popatrzył na nią z zazdrością w oczach. 

Przypomniała sobie o tym i niby od niechcenia szepnęła po cichu: 

- Właściwie musiałam wyjechać z miasta, gdyż zaloty księcia Herberta stawały się już 

zbyt męczące. 

Günter  zrobił  głupią  minę.  Carry  nie  zauważyła  jednak,  że  Rita  stała  z  tyłu,  a 

porozumiewawcze  spojrzenie  Güntera  przeznaczone  było  dla  niej  i  nie  oznaczało  niczego 

poza ty, co Rita chciała powiedzieć:  „A widzisz,  jednak to prawda, że książę zaleca  się do 

Carry!”. 

Dla Carry oznaczało zaś, że Günter jeszcze kocha i nie zapomniał tego, co ich kiedyś 

łączyło. 

Nie  było  czasu  do  stracenia.  Codziennie  niemal  przychodziła  do  Valbergu  i  ze 

skruszoną miną przepraszała: 

- Nie gniewajcie się, że przyszłam, ale u was jest tak przytulnie i miło. W Cronersheim 

panuje  pustka  i  chłód.  Czuję  się  tam  okropnie  samotna.  Pozwólcie  mi  posiedzieć  trochę  u 

was. 

I pozwalali. Rita miała nawet wyrzuty sumienia, że nie potrafi być dla Carry jeszcze 

milsza. Chciała, ale coś ją wyraźnie powstrzymywało. Czasami na widok rozpłomienionych 

oczu Carry zadawała sobie pytanie: O co tej kobiecie właściwie chodzi? 

Günter  prawie  nie  spotykał  codziennego,  nieproszonego  gościa.  Był  bardzo  zajęty. 

Stary  zarządca  odszedł  już  na  emeryturę,  a  nowy  pod  kierunkiem  Güntera  wprawiał  się 

trochę, ale wciąż jeszcze potrzebował pomocy. 

background image

Mimo  nawału  zajęć  godzina  podwieczorku  z  żoną  pozostawała  dla  Güntera  rzeczą 

świętą.  Siedzieli  i  rozmawiali.  Był  to  czas  tylko  dla  nich.  Carry  odkryła  ich  tajemnicę  i 

codziennie przychodziła akurat w porze na  herbatę. Rita  nie  była tym zachwycona, ale cóż 

mogła poradzić. 

background image

Nadszedł  marzec,  a  wraz  z  nim  piękne,  coraz  cieplejsze  dni.  Rita  wyjechała  z 

Günterem  na  pierwszą  w  tym  roku  przejażdżkę  konną.  Miał  coś  do  obejrzenia  w  polu, 

pojechali więc razem. Było cudownie. 

W  wyśmienitych  nastrojach  wrócili  do  zamku.  Przy  zsiadaniu  z  koni  Günter  wziął 

żonę na ręce, przytulił mocno i spojrzał w roziskrzone ciemne źrenice. Puścił ją dopiero, gdy 

podszedł stajenny. Miał ochotę wykrzyczeć na cały świat, że kocha tę piękną młodą kobietę. 

Po raz pierwszy chyba czuł, że przeżywa szczerą, głęboką i prawdziwą miłość. 

Zjedli razem obiad; niestety, zaraz potem Günter musiał spotkać się z zarządcą. 

- A co ty będziesz robić, kochanie? - spytał ze smutkiem, że musi odejść. 

- Och, mało to mam zajęć? - uśmiechnęła się. - Zacznę od listu do ojca, później muszę 

ustalić  zakupy  z  gospodynią,  a  jeżeli  pan  mąż  zostawi  mi  jeszcze  chwilę  czasu,  pójdę 

odwiedzić żonę ogrodnika. Leży biedaczka chora. Zdążę wrócić przed podwieczorkiem. Co ty 

na to? 

- O tak, skarbie! Podwieczorku nie pozwolimy sobie odebrać. 

Rita westchnęła ciężko. Günter spojrzał na nią zdziwiony. 

- Co to ma znaczyć takie wzdychanie? 

-  Ach,  widzisz:  nie  chcę  być  nieuprzejma  i  niegościnna,  ale  naprawdę  wolałabym, 

żebyśmy  znów  mieli  podwieczorki  tylko  dla  siebie.  Teraz,  gdy  całymi  dniami  jesteś  zajęty 

gospodarstwem i prawie się nie widujemy, mogłaby pani Carry nie przychodzić do Valbergu 

akurat o tej właśnie porze. Chyba że ty nie masz nic przeciwko temu? 

Patrzyła  na  niego  z  niepokojem,  a  on,  sam  nie  wiedząc  dlaczego,  poczerwieniał  i 

odwrócił  wzrok.  Rita  zauważyła  jego  zmieszanie.  Nagle  poczuła  trudny  do  opisania  strach. 

Było to takie samo uczucie jak wtedy, na pogrzebie Franza Cronera. 

Günter  czuł,  że  tym  razem  nie  będzie  się  już  wahał  i  wyzna  Ricie  całą  prawdę  o 

niegdysiejszym  romansie  z  Carry.  W  ten  sposób  raz  na  zawsze  pozbędzie  się  wszelkich 

wyrzutów sumienia. Czekał jednak, że Rita wydorośleje, nabierze większej pewności siebie, 

lepiej  pozna  życie  i  wtedy  dopiero  potrafi  zrozumieć,  dlaczego  ludziom  zdarzają  się  także 

background image

pomyłki.  Teraz  nadszedł  ten  moment  i  Günter  był  gotów  do  wyznania  prawdy.  Dla  niego 

przeszłość już nie istniała i naprawdę kochał tylko Ritę. 

- Ja? - zdziwił się. -  Carry krępuje mnie tak samo jak ciebie. Stanowczo za często tu 

przychodzi.  Rozumiem  jednak,  że  w  Cronersheim  jest  jej  ciężko,  nam  zaś  nie  wypada  jej 

wypędzić za próg. Musimy być gościnni, nie sądzisz? 

Skinęła  bez  słowa  głową.  Wyglądała  na  przygnębioną,  ale  Günter  nie  czuł  się  na 

siłach, żeby ją pocieszyć. Zrobi to później. Pocałował ją i szybko wyszedł do gabinetu, gdzie 

czekał już zarządca. 

Rita  czuła  żal  do  samej  siebie,  że  znowu  dała  się  ponieść  bezpodstawnym 

podejrzeniom. Chciała pobiec za Günterem, powiedzieć mu o wszystkim, ale po pierwsze, on 

nie był sam, a po drugie, zrobiło jej się wstyd, że mimo wszystko nie ma do męża pełnego 

zaufania. 

Napisała  list  do  ojca,  drugi  do  hrabiny  Tronsfeld,  przejrzała  z  gospodynią  listę 

zakupów i  nieco  już spokojniejsza rozejrzała się  po domu. Właściwie dlaczego  miałaby  nie 

porozmawiać  z  Günterem?  Obiecała,  że  powie  mu  o  najdrobniejszych  wątpliwościach.  Tak 

będzie najlepiej. Boże, żeby ta Carry dziś nie przyszła! Rita spojrzała na zegarek: dochodziła 

czwarta. Do piątej miała czas na odwiedzenie chorej żony ogrodnika. 

Günter  rozmawiał  z  administratorem  stojąc  twarzą  do okna.  Zobaczył  Ritę  kroczącą 

szeroką aleją w kierunku parku. Przeszła obok werandy i przez obszerny trawnik przylegający 

do zamku. Günter mógł obserwować ją przez dłuższą chwilę. Wyglądała cudownie. W pełni 

dojrzała piękna sylwetka, dumnie wyprostowana, zgrabna, ubrana z wielkim szykiem, sunęła 

dostojnie  wśród  pozbawionych  jeszcze  liści  drzew.  Przyjemne  ciepło  ogarnęło  Güntera. 

Obiecał  sobie  solennie,  że  musi  rozwiać  ostatnie  wątpliwości,  jakie  jeszcze  go  dręczyły  i 

rzucały się cieniem na samopoczucie Rity. 

Zniknęła  za  bramą  wejściową  do  parku.  Günter  mógł  znowu  przyjrzeć  się  uważnie 

temu, co robił administrator. Kilka ksiąg czekało jeszcze na uzupełnienie wpisów. W końcu je 

także można było odłożyć. Günter spojrzał na zegarek: do piątej brakowało kwadransa. Być 

może Rita wróciła już i czeka przy stole. Zanim zjawi się pani Croner, będą mieli piętnaście 

minut dla siebie. Najlepiej byłoby, gdyby sąsiadka w ogóle nie przyszła. Pragnął tego chyba 

jeszcze bardziej niż Rita. 

Prawie że  biegiem pospieszył  do saloniku, gdzie czasami  Rita  czekała  już  na  niego. 

Otworzył  z  rozmachem  drzwi,  a  jego  rozpromieniona  z  radości  twarz  nagle  zastygła  i 

spochmurniała - zamiast Rity na środku pokoju stała... Carry Croner! 

Patrzyła przez okno. Usłyszawszy łoskot otwieranych drzwi odwróciła się. 

background image

- Pani tutaj? Nie zameldowano mi, że pani przyszła. Mojej żonie też nie? 

Patrzyła mu prosto w twarz. W jej oczach kręciły się łzy, a spojrzenie wyrażało znowu 

tę bezgraniczną tęsknotę i smutek, co niegdyś. 

- Nie chciałam wam przeszkadzać. Lokaj powiedział, że pan jest zajęty, a pani poszła 

do  domku  ogrodnika.  Za  piętnaście  minut  powinniście  przyjść  na  podwieczorek,  więc 

pozwoliłam sobie zaczekać. Pańska żona nie wróciła jeszcze, musi pan zadowolić się moim 

towarzystwem. 

Carry wyglądała na bardzo zdenerwowaną. Szybki oddech, lekko drżące, rozchylone 

czerwone  usta  i  te  rozbiegane,  niespokojne,  prawie  nieprzytomne  oczy.  Nie  panowała  nad 

sobą. 

Od bardzo długiego czasu po raz pierwszy spotkali się znów sam na sam. 

Günter przeraził się, że w tym stanie Carry na pewno zdradzi się jakimś nieopatrznym 

słowem przed Ritą. Zauważyła to i z zadowoleniem wytłumaczyła sobie jego zdenerwowanie 

zupełnie opacznie, oczywiście na swoją korzyść. 

- Nie zechce pani usiąść? - spytał podsuwając fotel. 

Potrząsnęła głową nie odrywając oczu od jego twarzy. 

- Nie, nie. Dziękuję, ale nie potrafiłabym usiedzieć w miejscu. Jestem zbyt wzruszona 

i niespokojna. 

- Mam nadzieję, że nie zdarzyło się nic złego? - spytał dla formalności. 

Obrzuciła go rozpaczliwym, pełnym wyrzutu spojrzeniem. 

-  Prowadzimy  iście  interesującą rozmowę! Można  by się pośmiać, gdyby  nie  było to 

takie smutne. Wydaje mi się, że mamy sobie coś więcej do powiedzenia. 

- Proszę pani... 

Podeszła krok do przodu wymachując rękoma tuż przed jego nosem. 

-  Proszę  pani...  proszę  pani!  Żebym  wreszcie  nie  musiała  słuchać  tych  przeklętych 

formalnych zwrotów! Kiedyś zwracał się pan do mnie czulszymi słowami. Günterze! Zrzuć 

wreszcie tę upiornie chłodną maskę. Czekałam, aż to zrobisz, ale dłużej już nie wytrzymam. 

Tracę cierpliwość, umieram z tęsknoty za tobą. Wiem, że wciąż mnie kochasz, właśnie mnie, 

i tak samo tęsknisz za mną, jak ja za tobą. Nie możemy tak dłużej cierpieć. Przytul mnie choć 

raz, tak jak dawniej, pocałuj! Nie mogę żyć bez twoich pocałunków. Günterze! 

Nie potrafił przerwać potoku jej słów. Zanim zdążył coś powiedzieć, Carry rzuciła mu 

się na szyję, przyciągnęła mocno głowę i przywarła ustami do jego warg. 

W pokoju obok otworzyły się drzwi. Przegroda do saloniku nie była domknięta. Rita 

usłyszała ostatnie słowa Carry i zobaczyła przez szczelinę, że całuje się z Günterem. 

background image

Rozsunęła harmonijkową przegrodę i stanęła w progu. 

Nie  widziała  ani  przerażonej  miny  Güntera,  ani  sztywnej,  stawiającej  opór  jego 

sylwetki. Pociemniało jej w oczach. Jęknęła jak ciężko raniona, wyciągnęła ręce przed siebie i 

ruszyła, jakby chciała wymazać namalowany w powietrzu nieprzyzwoity obraz. 

Dopiero  teraz  Günter  zauważył  ją  i  struchlał.  Odepchnął  Carry  od  siebie,  chciał 

podbiec  do  Rity,  ale  czuł  się  zupełnie  sparaliżowany,  nawet  nie  potrafił  wydobyć  z  siebie 

głosu. Rozłożył tylko ręce, jakby bał się, że Rita upadnie. 

Ona  jednak  nagle  wyprostowała  się  i  wymknąwszy  się  spod  jego  rąk  stanęła 

skamieniała  z  bólu  na  wprost  Carry.  Ta  nie  poruszyła  się.  Stała  z  boku,  wyraźnie  mniej 

zdenerwowana od Güntera. 

Potem Rita energicznym krokiem podeszła do drzwi. Zadzwoniła na lokaja. 

- Proszę natychmiast opuścić Valberg. Nie życzę sobie widzieć tu pani więcej - rzekła 

beznamiętnie, ale zdecydowanie. 

Lokaj wszedł po chwili. Rita odwróciła się. 

-  Pani  von  Croner  wychodzi.  Proszę  odprowadzić  ją  do  samochodu  -  rzekła,  a 

ominąwszy  służącego  wyszła  z  saloniku,  zanim  Günter  zdążył  ją  zatrzymać.  Biegła 

korytarzem  do  swojego  pokoju.  Zamknęła  drzwi  na  klucz  i  półprzytomna  rzuciła  się  na 

tapczan. 

Carry popatrzyła na Güntera. 

- A zatem, do zobaczenia w Cronersheim - rzekła oficjalnym tonem. 

Odruchowo  próbował  się  bronić,  ale  ze  względu  na  obecność  lokaja  nie  mógł 

odmówić  ostro  i  zdecydowanie,  jak  zamierzał.  Ominął  Carry,  która  odbierała  płaszcz  od 

służącego  i  pobiegł  na  górę,  by  wytłumaczyć  wszystko  Ricie.  Zastał  zamknięte  drzwi. 

Zastukał. Nie było odpowiedzi. 

- Rita! Otwórz, błagam, i wysłuchaj mnie  - prosił zniżając głos niemal do szeptu, nie 

chcąc wzbudzić zainteresowania służby. 

Rita słyszała te słowa; choć półprzytomna, miała wrażenie, że dochodzą z zaświatów. 

Nie poruszyła się. Gdyby ktoś powiedział, że Günter ją zdradza, wyśmiałaby go i nigdy by w 

to nie uwierzyła, ale przecież to, co zobaczyła, co usłyszała, zdarzyło się  naprawdę. To nie 

był sen! Stali przytuleni do siebie, całowali się, a chwilę wcześniej Carry mówiła do Güntera 

po imieniu i przez ty. Wyznała namiętnie, że nie potrafi żyć bez jego pocałunków, to przecież 

znaczy, że całowali się już wiele razy, i to od dawna! Rita przypominała sobie ich zachowanie 

na  pogrzebie  Franza  Cronera,  a  także  inne  zdarzenia,  które  dopiero  teraz  stały  się  dla  niej 

zupełnie zrozumiałe. W tym momencie marzenie o szczęściu runęło w gruzach. Po zaufaniu 

background image

do Güntera nie zostało już ani śladu. 

Leżała bez ruchu, jak sparaliżowana, i nie reagowała ani na pukanie do drzwi, ani na 

prośby  o  ich  otwarcie.  Słyszała  tylko,  że  po  chwili  Günter  odchodził  powoli  i  ciężkim 

krokiem, wahając się. 

Nie drgnęła nawet, porażona bólem i zgryzotą. Tysiące drobnych szczegółów, na które 

kiedyś  w  ogóle  nie  zwróciła  uwagi,  teraz  wracały  w  pamięci  jako  wyraźne  dowody  zdrady 

Güntera. Nieszczera uprzejmość Carry,  jej  nieprzyjazne  spojrzenia, rumieńce Güntera, ostra 

reakcja  na  pytanie,  czy  książę  Herbert  może  ożenić  się  z  Carry,  wszystkie  chwile 

zdenerwowania nabrały teraz w oczach Rity zupełnie innego wymiaru. Świadczyły o tym, że 

była oszukiwana,  i to od dawna!  Jęknęła głucho. Człowiek, któremu  bezgranicznie  zaufała, 

którego kochała całym sercem, okazał się zdrajcą i krętaczem. 

Nietrudno  zrozumieć,  że  bardziej  kochał  znacznie  piękniejszą  Carry,  ale  dlaczego 

odgrywał żałosną komedię i udawał, że jest śmiertelnie zakochany w żonie? Jak żyć dalej z tą 

świadomością?  Nigdy  już  nie  odważy  się  spojrzeć  Günterowi  prosto  w  oczy.  Umarłaby  ze 

wstydu, gdyby on próbował wytłumaczyć siebie i tamtą kobietę. Nie chce tego słuchać. Nie! 

Nie chce więcej widzieć oczu zdrajcy. Nie chce! Nigdy... 

Ale, co robić? Myśli kłębiły się w głowie, jednak żadne logiczne rozwiązanie z nich 

nie wynikało. 

Günter znowu podszedł do drzwi i prosił Ritę, żeby otworzyła. Zacisnęła mocno usta i 

z  przerażeniem  patrzyła  w  tamtą  stronę.  Gdyby  teraz  zdecydowała  się  odezwać,  musiałaby 

wybuchnąć przeraźliwym krzykiem rozpaczy. 

Odszedł,  westchnąwszy  głęboko.  Rita  zatkała  uszy  obiema  rękoma,  skuliła  się  i 

zaszlochała cicho. Mijały minuty, a może nawet godziny. Czas zamienił się w wieczność. 

Ktoś znowu zapukał do drzwi. Tym razem była to pokojówka. 

- Proszę pani, proszę otworzyć. Przyniesiono bardzo ważną wiadomość  - dziewczyna 

dobijała się głośno. 

Rita poruszyła się z trudem. Czuła się zdruzgotana. 

- Jest tam pani sama, Roso? - spytała jakby nie swoim głosem. 

- Zupełnie sama, proszę pani. 

Drzwi  otworzyły  się  szybko  i  równie  szybko  zostały  zamknięte,  gdy  tylko  służąca 

weszła. W pokoju było zupełnie ciemno. Z przyzwyczajenia Rosa zapaliła światło i zlękła się, 

zobaczywszy trupio bladą twarz swojej pani. 

- Przyszedł list od pani Croner. Przywiózł go posłaniec. Wszedł wejściem dla służby i 

koniecznie chciał, żebym to ja doręczyła pani pismo. Nikt nie powinien się o tym dowiedzieć. 

background image

Podobno chodzi o niespodziankę czy prezent, sama nie wiem, na urodziny pani męża. 

Rita trzymała się za głowę. 

- Niech pani położy list na stoliku, Roso - rzekła jakby przez sen i spojrzała na zegar. 

Był późny wieczór. 

- Źle się pani czuje, pani baronowo? - spytała zaniepokojona Rosa. 

- To tylko ból głowy. 

- Mogę przynieść pani tabletkę albo nasmarować czoło wodą kolońską. 

- Nie, nie. Potrzebuję tylko spokoju. Niech pani już idzie i proszę dopilnować, żeby mi 

nie przeszkadzano. 

- Jak pani sobie życzy, pani baronowo. 

Rosa  wróciła  do  pokoju  dla  służby,  gdzie  wszyscy  czekali  już  na  wiadomość,  gdyż 

nikt nie miał wątpliwości, że w zamku coś się zdarzyło. 

Rita szybko przekręciła klucz i spojrzała na leżący obok list od Carry. Niespodzianka 

na urodziny pana barona. To dopiero pretekst do przemycenia listu! 

W  pierwszej  chwili  miała  ochotę  zgnieść  go  i  wyrzucić  do  kosza  albo  podrzeć. 

Ochłonęła trochę i postanowiła najpierw przeczytać. 

Być  może  znajdzie  tam  jakieś  wyjaśnienie  całego  zdarzenia  i  nie  będzie  musiała 

wysłuchiwać  wykrętów  Güntera.  Drżącymi  palcami  otworzyła  kopertę.  Usiadła  w  fotelu  i 

rozwinęła  kartkę  zapisaną  drobnymi  literkami,  które  zawirowały  przed  jej  oczyma,  nie 

układając się w żadne słowa. Z trudem udało się Ricie skupić wzrok i uspokoić nerwy, zanim 

zaczęła czytać: 

Szanowna  Pani  Baronowo!  Zostałam  wyrzucona  z  Pani  domu  jak  zwykła  złodziejka, 

dlatego  też  nie  widzę  powodu,  dla  którego  ja  miałabym  bawić  się  w  uprzejmości.  Niech 

wreszcie pewne sprawy wyjaśnią się do końca, abyśmy nie musiały wzajemnie się zadręczać. 

Baron  Günter  Valberg  był  ze  mną  potajemnie  zaręczony,  a  nie  pobraliśmy  się  tylko 

dlatego, że oboje byliśmy przeraźliwie biedni. Z ciężkim sercem uległam namowom rodziców i 

zgodziłam  się  wyjść  za  Franza  Cronera.  Günter  czuł  się  zdradzony,  ale  jego  miłość  była 

silniejsza i nie wygasła, nawet gdy ja już zostałam mężatką. Nie muszę chyba Pani tłumaczyć, 

że  dla  mnie  małżeństwo  w  dwójnasób  stało  się  katorgą  i  jednym  pasmem  udręki.  Omal  nie 

postradałam zmysłów, gdy okazało się, że Günter otrzymał od Pani ojca ordynację Valbergu i 

nic nie stało już na przeszkodzie, by mógł ożenić się z biedną dziewczyną, taką jak ja. 

Poddałam  się  bezwolnie  wyrokowi  losu,  znosiłam  katusze  nie  do  zniesienia,  ale  o 

Günterze  zapomnieć  nie  potrafiłam,  tak  zresztą  jak  on  o  mnie.  Wreszcie  postanowiłam 

background image

rozwieść  się  z  Cronerem  i  nie  zważając  na  nic  poślubić  Güntera.  Szłam  mu  to  powiedzieć. 

Czekałam na niego w parku. Niestety, nie był sam - towarzyszył mu Pani ojciec. Ukryłam się 

w zaroślach. Nie przypuszczałam, że oni usiądą w pobliżu i zaczną aż tak poważną rozmowę. 

Słyszałam  każde  słowo.  Baron  Wiktor  Valberg  zaproponował  Günterowi,  żeby  ożenił  się  z 

Panią, gdyż nie wyobrażał sobie zamieszkania pod jednym dachem z dorosłą córką, dla której 

musiałby  zrezygnować  z  wolności  i  prowadzonego  dotychczas  swobodnego  trybu  życia. 

Günter  zapewniał,  że  kocha  Panią  jak  młodszą  siostrę  i  nigdy  nie  pokocha  żadnej  kobiety, 

gdyż  oddał  swoje  serce  mnie.  Wtedy  Wiktor  sprzedał  Panią.  Zaproponował  Günterowi 

oddanie  drugiej  połowy  dochodów  z  Valbergu,  która  zgodnie  z  umową  należała  się  Pani. 

Günter propozycję przyjął, gdyż i tak wiedział, że ja już związałam się z Cronerem, a ponadto 

czuł się zobowiązany wobec barona za odstąpienie mu ordynacji. 

Zanim  zdążyłam  porozmawiać  z  Günterem,  był  już  zaręczony  z  Panią.  Nie 

przypuszczałam,  że  stanie  się  to  tak  szybko.  Pani  wyjechała  z  ojcem  do  miasta,  a  ja 

popędziłam  do  Valbergu.  Rozmawiałam  z  Günterem.  Powiedziałam  mu,  że  rozwiodę  się  z 

Cronerem. Nie przyjął mojej propozycji, gdyż czuł się już związany słowem danym Pani. 

Rozczarowana  wróciłam  do  Cronersheim.  Kochaliśmy  się,  ale  wobec  faktów 

dokonanych byliśmy bezsilni. 

Co  przeżyłam,  gdy  nagłe  po  śmierci  męża  odzyskałam  wolność,  nie  będę  opisywać. 

Uciekłam  do  miasta,  by  nie  spotykać  się  z  Günterem.  Tęsknota  okazała  się  silniejsza  i 

musiałam  wrócić.  Przyznaję  otwarcie,  że  szczerze  Panią  znienawidziłam,  gdyż  teraz  na 

drodze do mojego szczęścia stała już tylko Pani. 

Oboje  z  Günterem  walczyliśmy  ciężko,  żeby  się  niczym  nie  zdradzić,  unikaliśmy 

spotkań w cztery oczy, próbowaliśmy zapomnieć o naszej miłości, ale dziś, gdy od dłuższego 

czasu znów na chwilę zostaliśmy sami, okazało się, że wobec uczuć jesteśmy bezradni. Pani 

była mimowolnym świadkiem chwili naszej słabości i proszę nas osądzić, ale sprawiedliwie. 

Uważam Panią za uczciwą kobietę i wierzę, że znając całą prawdę wykaże Pani dość 

odwagi, by zwrócić Günterowi  wolność. On sam nigdy o to nie poprosi, gdyż nie chce Pani 

zadawać bólu, ale ja dzisiaj robię to w jego imieniu, bo nie widzę sensu, żebyśmy zadręczali 

się  wszyscy  troje.  Teraz  decyzja  należy  do  Pani.  Od  niej  zależy,  czy  Günter  i  ja  będziemy 

szczęśliwi,  a  Pani  uwolni  się  raz  na  zawsze  od  hańbiącego,  bo  narzuconego  siłą  związku. 

Zasługuje  Pani  na  coś  lepszego.  Mówię  to  szczerze,  choć  w  głębi  duszy  czułam  do  Pani 

nienawiść.  Teraz  już  wybaczyłam,  bo  przecież  nie  jest  to  Pani  wina,  że  ojciec  -  chcąc  się 

pozbyć  ciężaru  -  sprzedał  córkę  Günterowi.  Proszę  o  wyrozumiałość  i  liczę  na  szybkie 

podjęcie ostatecznej decyzji 

background image

Carry Croner 

Rita musiała przeczytać list drugi raz, żeby wreszcie zrozumieć w całości jego treść. 

Siedziała teraz bez ruchu w fotelu i mętnym wzrokiem patrzyła przed siebie. A więc została 

potraktowana jak towar i sprzedana człowiekowi, którego szczerze kochała, w którego miłość 

wierzyła jak w świętą Ewangelię. Nie był  - jak się okazało - sam temu winien, ale w żaden 

sposób świadomość ta Ricie nie ulżyła. Wręcz przeciwnie. Ojciec sprzedał córkę, bo stała się 

dla  niego ciężarem!  A cały  czas zapewniał, że  ją kocha... Przecież  jej  nikt nie kocha. Nikt! 

Znów była przeraźliwie biedna, odtrącona przez wszystkich, nie chciana... 

Wstała powoli  niczym  automat. W  jej sercu coś  jakby pękło. Stanęła  jak  lunatyczka 

przy biurku. Nie usiadła. Chwyciła ołówek i szybko napisała: 

Drogi Günterze! Poznałam prawdę i nie mogę znieść myśli, że jestem ciężarem Tobie i 

ojcu. Chcę, żebyś był szczęśliwy z kobietą, którą kochasz. Skoro nie mogę dać Ci szczęścia, 

wolę  zejść  z  drogi.  Nie  jestem  potrzebna  nikomu,  więc  gdy  umrę,  nikt  po  mnie  płakać  nie 

będzie. Wybacz, że stanęłam przeszkodą na drodze do Twojego szczęścia, ale nie byłam tego 

świadoma. Bądź szczęśliwy i życz mi szczęścia na tamtym świecie, skoro na tym nie było mi 

ono pisane. Błogosławię Ci. 

Kochająca Cię do końca 

Rita 

Mechanicznie  złożyła  kartkę  i  wsunęła  ją  wraz  z  listem  Carry  do  koperty,  na  której 

napisała  nazwisko  swojego  męża.  Położyła  ją  na  biurku.  Rozglądnęła  się  wokół  po  pokoju, 

jakby chciała się z kimś pożegnać. Otworzyła po cichu drzwi. 

Na  korytarzu  nie  było  nikogo.  Wyszła  patrząc  przed  siebie  jak  lunatyczka.  Schody, 

hall, ciężka brama... Ogarnął ją chłód. Szła boso, w cienkiej sukience, bez nakrycia głowy. 

Nikt  nie  zauważył,  gdy  wychodziła.  Drobne  stopy  wydawały  się  nie  dotykać  ziemi. 

Biegła, jakby chcąca ulecieć dusza unosiła się wraz z ciałem. 

Günter,  gdy  Rita  nie  otworzyła  mu  drzwi,  wrócił  do  swojego  pokoju.  Odchodził  od 

zmysłów.  Obwiniała  go  za  to,  co  się  stało,  i  zdruzgotana  siedzi  teraz  za  zamkniętymi 

drzwiami i rozpacza. 

Nigdy jeszcze nie czuł tak wyraźnie, że kocha ją całym sercem. Każda myśl, że zadał 

jej cierpienie, wywoływała przenikliwy ból. Gdy Carry rzuciła mu się na szyję i zaczęła go 

background image

całować,  miał  ochotę  odepchnąć  ją  z  brutalną  siłą,  ale  nie  zdążył.  Rita  weszła  wcześniej. 

Jakżeż  bolesny  musiał to być dla  niej widok! Pomyślała, że  ją zdradził, straciła zaufanie, a 

przecież on nie był niczemu winien! Robił, co mógł, by Carry przywołać do rozsądku. Po raz 

pierwszy nie musiał walczyć ze swoimi sprzecznymi uczuciami. 

Gdy odrzuciwszy wszelkie kobiece zahamowania, dała się ponieść emocjom, Günter 

stracił  dla  niej  resztki  współczucia  i  cały  szacunek.  Widząc  skamieniałą  z  bólu  twarz  Rity, 

gotów był spoliczkować Carry i rzucić ją na ziemię. 

Nie  zrobił  jednak  nic,  nawet  się  nie  odezwał.  Dla  Rity  musiało  to  oznaczać,  że 

przyznaje się do winy. 

Westchnął  boleśnie  i  poszedł  drugi  raz  pod  drzwi  jej  pokoju.  Nie  otworzyła,  musiał 

więc  wrócić.  Nie  mógł  przecież  wejść  na  siłę.  Rita  potrzebowała  czasu  na  ochłonięcie  z 

emocji. Szkoda, że musi cierpieć, ale niczego nie można już zmienić. Stało się. 

Zdecydowanie postanowił  wyznać teraz całą prawdę. Tak w  końcu rozstrzygnął  los. 

Chciał zaoszczędzić Ricie  zmartwień, a  wahając  się, doprowadził wręcz do rozpaczy.  Musi 

przyznać  się  do  wszystkiego,  gdyż  tylko  w  ten  sposób  może  odzyskać  jej  zaufanie  i 

udowodnić swoją niewinność. 

Czy  w  ogóle  było  to  jeszcze  możliwe?  Czy  podejrzliwość  i  rozczarowanie  nie 

zniszczy na zawsze jej delikatnej duszy? Dlaczego od razu nie powiedział Ricie wszystkiego? 

Na  pewno  zabroniłaby  Carry  przychodzić  do  Valbergu  i  nie  doszłoby  do  tragicznego 

zdarzenia, którego dziś była świadkiem. Jedyną pociechą dla znękanej duszy Güntera było to, 

że  wreszcie  uwolni  się  od  dręczących  wyrzutów  i  raz  na  zawsze  zdecydowanie  zerwie  z 

Carry.  Tylko  jaką  cenę  przyjdzie  mu  za  to  zapłacić?  Czy  młoda,  wrażliwa  żona  przeżyje 

zadany jej cios bez szwanku? 

Günter  stał  przy  oknie,  oparłszy  płonące  czoło  o  zimną  szybę.  Lampy  wiszące  nad 

głównym wejściem oświetlały bladym światłem sporą część dziedzińca przed zamkiem aż po 

bramę  parkową,  za  którą  kilka  latarni  rozpraszało  ciemności  wzdłuż  głównej  alei,  rzucając 

słabe cienie wśród bezlistnych drzew. 

Nagle  Günter  otrząsnął  się.  Smukła,  drobna  sylwetka  w  jasnej  sukni  ukazała  się  na 

schodach i szybkim, zdecydowanie sztywnym, lunatycznym krokiem szybko zdążała w stronę 

parkowej bramy. 

To była Rita! W domowej sukni, bez nakrycia głowy, wyszła na zewnątrz w chłodny 

marcowy wieczór? Dokąd ona podąża? 

Zerwał  się  i  wybiegł.  W  hallu  natknął  się  na  lokaja  wychodzącego  akurat  z  drzwi 

wiodących do piwnicy. 

background image

- Proszę szybko przynieść ciepły koc - zawołał w biegu. 

Lokaj  ruszył  jak  do  pożaru.  Günter  wyrwał  mu  z  ręki  pled  i  rzucił  się  do  drzwi. 

Przebiegł  dziedziniec,  wszedł  do  parku.  Rita  może  się  zaziębić.  W  zdenerwowaniu 

zapomniała  się  ubrać;  był  przecież  dopiero  marzec.  Günter  rozglądał  się  z  niepokojem.  W 

którą stronę mogła pójść? W ciemnościach prawie nic nie widział. Bez żadnego planu pobiegł 

pierwszą  lepszą aleją,  bacznie patrząc przed siebie. Dostrzegł  ją. Przechodziła główną aleją 

obok ostatniej świecącej jeszcze latarni. Prawie biegła nie oglądając się, jakby zmierzała do z 

góry upatrzonego celu. Na końcu alei znajdowało się jezioro. 

Gdy  Günter  uświadomił  to  sobie,  stanął  nagle  jak  porażony  piorunem.  W  uszach 

zadźwięczały  mu  jak dzwon słowa Rity:  „Gdybym znowu  musiała żyć tak  jak dawniej,  nie 

czując niczyjej miłości, wolałabym umrzeć. Ba, nawet musiałabym!” 

Tak  kiedyś  powiedziała.  Günter  zerwał  się  i  jak  szalony  biegł  na  przełaj,  by  jak 

najprędzej znaleźć się w miejscu, gdzie główna aleja dochodziła do jeziora. Na chwilę jasna 

postać zamajaczyła między drzewami, ale szybko zniknęła w ciemności. Po kilku sekundach 

nocną ciszę przerwał krótki ale głośny  hałas,  jakby odgłos wpadającego do wody ciężkiego 

przedmiotu. 

Günter wrzasnął jak oszalały: - Rita! 

Ona  jednak  już  nic  nie  słyszała.  Powodowana  jakąś  przemożną  wewnętrzną  siłą  nie 

zatrzymała  się  ani  na  chwilę  i  ostatni  krok  postawiła  już  nad  urwistym,  wysokim  brzegiem 

jeziora, wpadając wprost w ciemną i zimną toń. 

Günter  półprzytomny  rzucił  się  na  oślep.  W  biegu  cisnął  przed  siebie  koc,  zdjął 

marynarkę.  Stanął  na  brzegu.  W  słabiutkim  świetle  latarni  ciemna  tafla  jeziora  była  ledwo 

widoczna, można było jednak dostrzec lekko falujące kręgi, rozchodzące się z miejsca, gdzie 

przez chwilę ukazała się biała plama i natychmiast zniknęła. 

Bez  chwili  wahania  skoczył  w  tamtą  stronę  i  rzucił  się  do  zimnej  wody.  Po  kilku 

zdecydowanych  ruchach  dopłynął  akurat  w  momencie,  gdy  Rita  wynurzyła  się  na 

powierzchnię. W ostatniej chwili zdążył złapać ją za suknię. 

Była  nieprzytomna,  nie  próbowała  się  bronić.  Günter  z  trudem  płynął  w  stronę 

przystani dla łódek, gdzie brzeg nie był tak wysoki. W miejscu, w którym Rita skoczyła do 

wody,  nikt  nie  mógłby  się  wydostać.  W  przystani  też  nie  było  łatwo,  ale  Günter  zdołał 

zmobilizować wszystkie siły. 

Rita  leżała  już  nieruchomo  na  deskach  pomostu.  Jednym  zdecydowanym  ruchem 

Günter zerwał z niej mokrą suknię, otulił szczelnie w koc i wziął na ręce jak dziecko. 

Jak  mógł  najszybciej  biegł  w  stronę  zamku.  Był  to  straszliwy  wyścig  z  czasem. 

background image

Dystans nie był zbyt wielki, ale czas na jego pokonanie wydawał się Günterowi wiecznością. 

Z trudem łapał oddech, ociekające wodą ubranie krępowało każdy jego ruch. 

Biegł na przełaj. Omijając bramę, przewrócił płot, byleby jak najkrótszą drogą dotrzeć 

wreszcie do głównych drzwi.  Lokaj stał przy schodach. Zobaczywszy Güntera, wybiegł  mu 

naprzeciwko.  Przeraził  się  widząc  przemoczonego  barona,  niosącego  owiniętą  w  koc  panią 

baronową. 

-  Szybko  obudzić  szofera...  niech  jedzie  po  doktora.  Moja  żona  pośliznęła  się...  w 

ciemnościach... i wpadła do jeziora - Günter, prawie krzycząc, z trudem poruszał językiem w 

zasychających ustach. 

Lokaj chciał pomóc mu nieść Ritę, ale Günter potrząsnął zdecydowanie głową. 

- Sprowadźcie lekarza... szybko... zawołaj resztę służby. 

Służący  zerwał  się  jak  oparzony.  Zanim  Günter doszedł  do  drzwi,  wszyscy  stali  już 

poruszeni wypadkiem i czekali w hallu. 

Podjechał samochód. Po chwili był już za bramą. 

Günter nie zwracając na nikogo uwagi zaniósł Ritę do jej sypialni i ostrożnie położył 

na  łóżku.  Gospodyni  powstrzymała  ciekawskich.  Zawołała  tylko  pokojówkę  i  we  dwie 

rozebrały Ritę z mokrej bielizny. Owiniętą w ciepły wełniany koc nakryły szczelnie kołdrą. 

W tym czasie Günter także zdążył się rozebrać. Przyszedł zaraz potem i przy pomocy 

obu kobiet próbował ocucić zemdloną, ale do czasu przybycia lekarza nie udało mu się to. 

Wprawnym okiem doktor ocenił, że chora straciła przytomność nie wskutek utonięcia, 

ale wcześniej, prawdopodobnie pod wpływem szoku nerwowego. Nie zachłysnęła się wodą, 

to pewne, bo symptomy były zupełnie inne. 

Nie stawiając żadnych pytań, medyk zajął się ratowaniem chorej. Po chwili sinoblade 

usta  Rity  rozchyliły  się  i  przeszedł  przez  nie  pierwszy  głęboki  oddech.  Oczu  jednak  nie 

otworzyła. 

Lekarz  nie  zaprzestał  też  dalszych  czynności.  Kobietom  kazał  energicznie  rozcierać 

zziębnięte ciało. Dopiero później, otuloną w koc, pozwolił nakryć kołdrą. 

Spojrzał na Güntera i dał mu znak, że chce porozmawiać z nim w sąsiednim pokoju. 

- Zacznijmy od tego, panie baronie, że zaraz musi pan wypić szklankę gorącego wina. 

Poleciłem już gospodyni, żeby je przygotowała. Najlepiej będzie, jeżeli pan także położy się 

do łóżka. 

Günter sprzeciwił się gwałtownie kręcąc głową. 

-  W  żadnym  wypadku,  pani  doktorze.  Wino  wypiję  chętnie,  żeby  się  rozgrzać,  ale 

proszę mi powiedzieć, czy mojej żonie coś grozi? 

background image

Doktor zdjął okulary. 

-  W  tej  chwili  groźba  śmierci  została  zażegnana,  ale  nie  da  się  wykluczyć  ciężkiej 

choroby wskutek przeziębienia. Obawiam się ponadto, że mamy tu do czynienia z głębokim 

załamaniem nerwowym. Martwię się też o pana. Musi pan natychmiast się rozgrzać. Proszę 

wypić szklankę mocnego i bardzo gorącego wina, a skoro nie chce pan pójść do łóżka, proszę 

przynajmniej  ciepło  się  ubrać.  Ja  tymczasem  zajrzę  do  chorej,  a  potem  porozmawiamy 

jeszcze. 

Dopiero  teraz  Günter  poczuł,  że  cały  trzęsie  się  z  zimna.  Kazał  lokajowi  przynieść 

długi  barani  kożuch, który  nosił tylko zimą, gdy  miał coś do zrobienia  na zewnątrz. Wypił 

duszkiem  dwie  szklanki  grzanego  wina  i  od  razu  poczuł  się  nieco  lepiej.  Przyjemne  ciepło 

stopniowo rozpływało się po całym ciele, ale niestety, wraz z nim wróciła świadomość tego, 

co tu naprawdę się stało. 

Właściwie  nie  czuł  się  bezpośrednio  odpowiedzialny,  ale  wyrzuty  sumienia  nie 

dawały mu spokoju. Nie mógł sobie wybaczyć, że tak boleśnie zranił Ritę. 

O liście Carry jeszcze nie wiedział. 

Jak  przekona  Ritę,  gdy  ta  odzyska  wreszcie  świadomość,  że  mimo  faktów,  których 

była świadkiem, on kocha tylko ją? Nie miał co do tego najmniejszej wątpliwości. Boże! Jak 

brakowało mu teraz jej słodkiego uśmiechu, jej szczerych i trochę naiwnych zachwytów nad 

swoim szczęściem, tego bezgranicznego zaufania! Jak mógłby dalej żyć, gdyby nie zauważył, 

że  wyszła  z  zamku,  gdyby  nie  zdążył  w  ostatniej  chwili  uratować  jej  przed  niechybną 

śmiercią? 

Dopił wino i szybko pospieszył do pokoju Rity. 

Lekarz  mierzył  jej tętno. Leżała z zamkniętymi  oczyma.  Wokół zaciśniętych  mocno 

ust  uformował  się  grymas  straszliwego  bólu,  który  nadawał  jej  twarzy  obcy,  niesamowity 

wyraz. 

Pokojówka zdążyła wynieść mokre ubrania, pod głową Rity położyła miękki ręcznik 

frotte i starała się wytrzeć do sucha rozpuszczone włosy chorej. Ochmistrzyni stała z kubkiem 

gorącego naparu z ziół, które zalecił lekarz na wypocenie. 

Próbował  podać  także  gorącego  wina.  Bezskutecznie.  Choć  nieprzytomna,  ze 

wszystkich  sił  broniła  się  przed  powrotem  do  życia.  Mimo  to  żyła.  Oddychała  krótko  i 

niespokojnie, serce biło powoli i słabo, ale przecież nie zatrzymało się. 

Lekarz wyszedł z Günterem do pokoju obok. 

-  Nie  ulega  wątpliwości,  że  pańska  małżonka,  panie  baronie,  nieprędko  wstanie  z 

łóżka.  Najważniejsze  jednak,  żeby  niczym  jej  nie  zdenerwować,  gdy  tylko  odzyska 

background image

przytomność.  Moim  zdaniem,  upadek  do  wody  musiał  być  następstwem  silnego  szoku 

nerwowego.  Pozwoliłem  sobie  jasno  postawić  to  pytanie,  gdyż  gdyby  moje  przypuszczenie 

okazało się słuszne, wiedziałbym, jak dalej postępować z chorą. Proszę o szczerą odpowiedź, 

panie baronie. 

Günter westchnął głęboko. 

-  Cóż,  nie  będę  niczego  ukrywał,  doktorze.  Dziś  wieczorem  moja  żona  bardzo  się 

przestraszyła. Spadło na nią nagle wielkie zmartwienie. Na pewno była zdenerwowana... nie 

patrzyła, gdzie idzie... i w ciemnościach... musiała się pośliznąć... 

-  Wystarczy,  panie  baronie  -  przerwał  doktor.  -  Tyle  właśnie  chciałem  wiedzieć. 

Proszę mi podać rękę, chcę zmierzyć panu tętno. Wypił pan to grzane wino? 

Günter skinął głową. 

- Czuję się już dobrze. Wino rozgrzało mnie natychmiast. Tak się boję, czy żonie nic 

się nie stało. 

-  Cóż,  miejmy  nadzieję,  że  wszystko  dobrze  się  skończy.  Zaraz  przepiszę  jej  środki 

uspokajające,  a  potem...  proszę  zapamiętać:  pani  baronowej  potrzebny  jest  spokój  i  jeszcze 

raz spokój. Pokojówka i ochmistrzyni powinny czuwać przy niej na zmianę. W razie potrzeby 

mogę przysłać do pomocy zakonnicę. Zajrzę jeszcze do chorej i spróbuję podać jej łyk wina. 

- Pójdę z panem, panie doktorze. 

Lekarz popatrzył na niego zza okularów. 

-  Jeżeli  mógłbym  panu  radzić,  wolałbym,  żeby  pacjentka  teraz  pana  nie  widziała. 

Lepiej  byłoby,  żeby  po  odzyskaniu  przytomności  z  nikim  nie  rozmawiała.  Nie  wolno  jej 

denerwować.  Dopiero  gdy  będzie  pan  absolutnie  pewny,  że  rozmowa  wpłynie  na  nią 

uspokajająco, może pan śmiało wejść. Wcześniej zabraniam - rzekł i wyszedł. 

Günter  próbował  nasłuchiwać.  Z  sypialni  Rity  dochodził  tylko  monotonny  głos 

doktora, który przemawiał jak do chorego dziecka odmawiającego przyjęcia lekarstwa. 

Przez nie domknięte drzwi Günter mógł go obserwować. Stał pochylony nad chorą i 

próbował  łyżką wlać  jej do ust trochę wina. Odwróciła głowę, nie otwierając ani  na chwilę 

oczu. 

Był  to  przykry  widok.  Günter  cofnął  się  od  drzwi  i  niespokojnie  chodził  tam  i  z 

powrotem. Grube dywany tłumiły jego ciężkie kroki. 

Przechodził kilka razy obok biurka, gdy nagle zauważył leżący na nim list. Zatrzymał 

się, a przyjrzawszy się z bliska, zauważył na kopercie swoje nazwisko. Złapał papier i szybko 

usiadł w najbliższym fotelu. Wyjął kartkę Rity i zaczął czytać. 

Nie jestem potrzebna nikomu, więc gdy umrę, nikt po mnie płakać nie będzie - słowa te 

background image

dźwięczały mu w uszach, jakby usłyszał je od samej Rity - Kochająca Cię do końca. 

Günter oparł się o biurko i zakrył rękoma twarz. Cały drżał. W oczach kręciły mu się 

łzy. 

- Mój Boże! Moja żona... najdroższa... ukochana... 

Nagle  zerwał  się.  Co  ona  napisała?  Poznałam  prawdę  i  nie  mogę  znieść  myśli,  że 

jestem ciężarem Tobie i ojcu - Co miała na myśli? 

Dopiero  teraz  zauważył,  że  w  kopercie  była  jeszcze  jedna  kartka.  Wyjął  ją  i  z 

przerażeniem  rozpoznał  znajome  pismo  Carry.  Zaczął  czytać.  Czerwieniał  ze  złości  coraz 

bardziej, w miarę jak zbliżał się ku końcowi. 

A więc Carry postanowiła postawić kropkę nad i! To ten list spowodował desperacki 

krok Rity. O Boże! I ona uwierzyła w tę sprytnie pomieszaną prawdę z fantazją? Chyba że 

Carrry  sama  wierzyła,  że  to,  co  napisała,  jest  prawdą...  Co  za  ironia  losu,  że  akurat  Carry 

musiała  podsłuchać  rozmowę  z  Wiktorem!  Biedna  Rita,  mało  że  straciła  miłość  męża,  to 

jeszcze uwierzyła, że odtrącił ją też ojciec. Uwierzyła, że stała się dla nich ciężarem. 

Carry z pewnością nie przypuszczała, że Rita może targnąć się na swoje życie, inaczej 

nie  pisałaby,  że  liczy  na  jej  wyrozumiałość.  Pewnie  nawet  przypuszczała,  że  wyświadcza 

Günterowi przysługę. Jakże się pomyliła! Czyżby naprawdę nie zrozumiała, że w jego sercu 

było już miejsce tylko dla Rity? 

Nie  potrafił  ani  przez  chwilę  współczuć  oszalałej  kobiecie,  która  za  wszelką  cenę 

chciała zawrócić czas i, jak kiedyś, zdobyć jego miłość. Wręcz przeciwnie: ogarnęła go dzika 

wściekłość, że przez nią omal nie stracił ukochanej osoby. Mało, że zadała jej ogromny ból, 

to jeszcze pchnęła ku samobójczej śmierci. 

Zerwał się i niespokojny chodził tam i z powrotem. Co robić, żeby przerwać to pasmo 

nieporozumień, przywrócić Ricie spokój i przekonać ją, że Carry skłamała? 

Próbował zebrać myśli. Przede wszystkim musi wezwać Wiktora. Dobrze byłoby też 

zaprosić hrabinę Tronsfeld. Ta mądra i doświadczona kobieta na pewno znajdzie jakąś radę. 

Trzeba jej o wszystkim szczerze powiedzieć. W żadnym wypadku Carry nie zasługuje już na 

ochronę. Zresztą hrabina jest dyskretna i na pewno nie rozgłosi niczego. Teść także powinien 

znać całą prawdę. 

Günter poczuł wyraźną ulgę. Napisał najpierw telegram do hrabiny: 

Rita  ciężko  zachorowała.  Proszę  o  pilny  przyjazd.  Baron  Valberg  zawiadomiony. 

Będzie Pani towarzyszył. 

Günter Valberg 

background image

Do Wiktora zaś zmienił treść: 

Rita  po  wypadku  w  ciężkim  stanie.  Zawiadomiłem  hrabinę,  chcę,  żeby  przyjechała 

razem z Tobą. Samochód wyślę na każdy pociąg. 

Günter 

Obie  depesze  dotrą  jutro  z  samego  rana.  W  najlepszym  razie  Wiktor  i  hrabina 

przybędą przed południem. 

Wreszcie  uspokoił  się  trochę.  Oba  listy  włożył  do  koperty  i  schował  do  kieszeni. 

Podszedł  do  drzwi  oddzielających  gabinet  Rity  od  sypialni.  Przez  szczelinę  zauważył,  że 

lekarz podał chorej łyżkę wina. Poruszyła ustami i powoli otworzyła ciężkie powieki. Patrzyła 

przed siebie, ale chyba nie widziała doktora. 

Günter  odruchowo  chciał  wbiec,  podejść  do  łóżka  i  zawołać  głośno  jej  imię,  ale 

przypomniał sobie o przestrodze, żeby nie denerwować chorej. Stał jak słup soli i słuchał, co 

lekarz mówi. 

-  No,  no...  teraz  dobrze...  jeszcze  raz...  ślicznie...  prawda,  że  to  pomaga?  A  teraz 

zamknąć oczy i spać. Wszystko już dobrze... bardzo dobrze. 

Günter czuł wzbierające w oczach łzy. Za czułe słowa skierowane do Rity gotów był 

pocałować doktora w rękę. Sam był już u kresu wytrzymałości. Bezwładnie opadł na fotel  i 

nawet się nie poruszył, gdy lekarz wyszedł. 

- Najgorsze mamy za sobą, panie baronie. Pacjentka śpi i mam nadzieję, że nieprędko 

się obudzi. Ma silny organizm i wierzę, że szybko wyzdrowieje. 

Ze  ściśniętym  ze  wzruszenia  gardłem  Günter  nie  mógł  wymówić  słowa.  Trzymając 

mocno dłoń doktora, patrzył mu z wdzięcznością w oczy. 

Po powrocie z Valbergu Carry Croner poszła prosto do gabinetu, napisała list do Rity i 

kazała  go  zawieźć  posłańcowi.  Wrócił  po  godzinie  z  wiadomością,  że  dokładnie  wypełnił 

otrzymane polecenie. 

Na pytanie, czy baron Günter Valberg na pewno go nie widział, zadowolony z siebie 

służący  odpowiedział  twierdząco.  Wszedł  kuchennymi  drzwiami  i  przekazał  list  pokojówce 

pani baronowej. Dziewczyna wróciła po chwili twierdząc, że jej pani była w pokoju sama. 

Carry  mogła  być  zatem  pewna,  że  Rita  już  teraz  wie  o  wszystkim.  Wkrótce 

rozstrzygną się losy ich trojga. Co stanie się z Ritą? Ani przez chwilę nie zastanawiała się nad 

tym.  Nie  potrafiła  współczuć,  a  nawet  nie  pomyślała,  że  może  sprawić  ból  tej  mdłej  i 

background image

niepozornej gęsi. Najważniejsze było uwolnienie Güntera, choćby wbrew jego woli, nic poza 

tym się nie  liczyło. Cóż, decyzję musiała podjąć wcześniej, niż zamierzała, ale nie miało to 

teraz większego znaczenia. Co zrobi Rita? Jak się zachowa? - zaniepokoiła się Carry. Czy jest 

dostatecznie dumna, żeby odejść od Güntera, czy też - nawet poznawszy prawdę - okaże się 

tchórzliwą, niezdecydowaną i pozbawioną honoru prostaczką? 

Nie,  to  chyba  niemożliwe!  Każda  kobieta  jest  na  tyle  dumna,  że  potrafi  odejść  od 

mężczyzny, którego kupił jej ojciec, a który w dodatku kocha inną. 

Tak, Carry wciąż wierzyła, że Günter ją kocha. 

Oczywiście,  że  Ricie  dumy  nie  brakowało.  Przecież  wyrzuciła  ją  za  drzwi!  Ani  na 

chwilę  nie  straciła  panowania  nad  sobą,  tylko  jej  twarz  zmieniła  się  nie  do  poznania: 

skamieniała. 

Gdy  Carry  przypomniała  sobie  tę  twarz,  otrząsnęła  się  ze  strachem.  Odpędzała  to 

przykre  wspomnienie,  ale  ono  wracało  jak  zmora.  Rita  potraktowała  ją  jak  ostatnią 

ladacznicę. Boże, co za upokorzenie! Carry zasłoniła rękoma twarz. 

-  Günterze!  Czy  wrócisz  do  mnie?  Czy  znowu  między  nami  wszystko  ułoży  się  jak 

dawniej?  -  powtarzała  drżącym  z  emocji  głosem,  patrząc  przez  okno  w  stronę  Valbergu 

oddzielonego nocą i horyzontem. 

Zaczęła chodzić po pokoju, jakby na coś czekała. Ale na co? Czuła się tak, jakby cały 

ubiegły rok na coś czekała. Minął rok strasznego, beznadziejnego oczekiwania... 

Usiadła  wyczerpana  w  fotelu.  Zamknęła  oczy.  Czy  rozpoczęta  gra  naprawdę  warta 

była zachodu? Czy będzie szczęśliwa, gdy znów odzyska Güntera? 

Nie objął jej ani też nie odwzajemnił pocałunku. Stał sztywny, jak sparaliżowany ze 

strachu, gdy dziś rzuciła mu się na szyję. 

Może jednak pomyliła się sądząc, że on dalej kocha ją tak jak dawniej? Przecież nie 

pozostałby obojętny na jej namiętny pocałunek! 

Dopiero teraz  Carry  uświadomiła  sobie,  co  naprawdę  zdarzyło  się  w  Valbergu.  Gdy 

weszła  Rita,  on  najzwyczajniej  odepchnął  Carry  od  siebie!  Spojrzał  przy  tym  chłodno  i  z 

wyrzutem, nawet nie próbował jej bronić, tylko wybiegł za Ritą. 

Tak  było  rzeczywiście.  Musiała  pogodzić  się  z  bolesną  prawdą.  Przedtem, 

zdenerwowana, myślała tylko o tym, że musi podjąć ostateczną decyzję, a nie zastanowiła się, 

że  może  jest  już  za  późno.  Teraz  dopiero  obleciał  ją  strach.  Co  będzie,  jeśli  się  pomyliła  i 

Günter wcale jej już nie kocha? 

Ależ nie! To nieprawda. Nie wolno nawet dopuszczać takiej myśli. Günter zachował 

się  tak  ze  względu  na  honor.  Nie  chce  ujawnić  przed  Ritą  swoich  prawdziwych  uczuć,  ale 

background image

zrobi to, gdy uwolni się od niej. Brakuje mu odwagi, żeby samemu poprosić o rozwód. Carry 

musiała zrobić to za niego. 

Wszystko  znów  będzie  dobrze.  Rita  okaże  się  rozsądna  i  nawet  będzie  wdzięczna 

Carry za powiedzenie prawdy. Günter będzie wolny i wróci do niej. 

A co potem? 

Carry  otrząsnęła  się.  Nagle  nie  potrafiła  wyobrazić  sobie  tego  „potem”  tak  jak 

dotychczas,  w  samych  różowych  kolorach.  Podniecenie,  które  zmusiło  ją  do 

natychmiastowego działania, zniknęło bez śladu, a pojawił się bolesny niepokój. Zdobyła się 

na odważny czyn, a wcale nie czuła zadowolenia. Czyżby jej miłość do Güntera nie była aż 

tak  wielka,  jak  przypuszczała?  Miała  uczucie,  że  chyba  lepiej  byłoby,  gdyby  niczego  nie 

zrobiła i zostawiła Güntera w spokoju. 

Niestety, refleksja przyszła za późno. Coś na pewno teraz musi się stać. Coś się stanie. 

Boże!  Dlaczego  wtedy  zdradziła  Güntera?  Nie  musiałaby  teraz  dręczyć  się 

zmartwieniami i uniknęłaby całego zła, które wyrządziła sobie i innym. 

Właśnie zła! Bo jak inaczej nazwać mieszanie się do cudzego małżeństwa po to tylko, 

by bezpardonowo wyeliminować Ritę z życia Güntera? A co, jeżeli Rita naprawdę go kocha? 

Stanęła jak porażona, gdy zobaczyła męża w ramionach obcej kobiety. Przecież to o czymś 

świadczy! 

Dlaczego  Carry  całe  życie  myślała  tylko  o  sobie?  Dlaczego  nie  pomyślała,  że  inni 

także potrafią przeżywać, kochać, nienawidzić? 

Całą noc dręczyły ją te i podobne myśli. Z trudem udało jej się zasnąć. 

Rano zbudziła się zmęczona. Zadzwoniła po pokojówkę. Dziewczyna przyszła, ale od 

razu było widać, że jest zdenerwowana. 

-  Proszę  pani.  Proszę  się  nie  gniewać,  ale  woźnica  przywiózł  rano  same  niedobre 

wieści, że nie potrafię otrząsnąć się z wrażenia. 

Carry zaniepokoiła się. 

- Co takiego się stało? Mów, Betty. 

-  Och,  sama  nie  wiem,  jak  to  powiedzieć.  Wczoraj  w  nocy  pani  baronowa  Valberg 

wpadła do jeziora. Pan baron wyciągnął ją z wody, ale do rana nie udało jej się ocucić. Lekarz 

robił, co  mógł, ale chyba  nie da się uratować pani  baronowej. Taka  młoda  i dobra kobieta! 

Woźnica był na stacji i rozmawiał z szoferem z Valbergu, który czekał na pociąg, gdyż ma 

przyjechać starszy pan baron i hrabina Tronsfeld. Młody pan wysłał depesze jeszcze w nocy. 

O mój Boże! Dlaczego pani tak zbladła? 

Carry rzeczywiście z trudem łapała oddech. 

background image

-  Głupstwa  pleciesz  i  do  tego  zmyślasz  jakieś  niestworzone  historie!  -  warknęła  ze 

złością. 

- Pani baronowo, to nie ja! Woźnica rozmawiał z kierowcą z Valbergu... 

- No, idź już! - przerwała jej. - Naopowiadałaś mi strasznych rzeczy, to teraz zostaw 

mnie w spokoju. 

Dziewczyna  ukłoniła  się  i  wyszła  bez  słowa.  Carry,  zrozpaczona,  odwróciła  się  i 

wtuliła twarz w poduszkę. 

- Tylko nie to! Wielki Boże, tylko nie to! Nie dopuść, żebym miała na sumieniu czyjąś 

śmierć.  Nie  chciałam...  nie  chciałam,  żeby  tak  się  stało.  Boże,  spraw,  żeby  ta  wiadomość 

okazała  się  plotką.  Oddam  ci...  zrezygnuję  z  całego  mojego  szczęścia.  Ja  naprawdę  nie 

chciałam! 

Drżała  na  całym  ciele,  nie  potrafiła  zebrać  myśli.  Przed  oczyma  stawał  jej  widok 

kamiennej twarzy Rity. Wyglądała jak martwa. Ze strachu Carry zaczęła szczękać zębami. 

- To znaczy, że ona go naprawdę kocha. Boże, co ja narobiłam? 

Nie mogła dłużej leżeć spokojnie. Serce ciążyło jej jak kamień. Zerwała się i zaczęła 

biegać po pokoju, jakby chciała uciec przed samą sobą, a ściany wydawały się zbliżać coraz 

bardziej, zaciskać się i przygniatać ją. 

Uspokoiła się z wielkim trudem i zadzwoniła po pokojówkę. 

Kazała się szybko ubrać. Jeżeli natychmiast czegoś nie zrobi, chyba postrada zmysły. 

-  Przestraszyłaś  mnie, Betty, swoją opowieścią.  Gdyby w  Valbergu rzeczywiście coś 

się stało, przecież by mnie zawiadomili. Ale nie mogę tak tego zostawić, chcę mieć pewność. 

Nie wypada mi pójść do sąsiadów i spytać wprost. Ośmieszyłabym się, gdyby to była tylko 

plotka.  Każę  zaprzęgnąć  bryczkę  i  poproszę,  żebyś  ty  pojechała.  Nie  wchodź  przez 

dziedziniec, ale podjedź pod park, a jak nikogo nie będzie, spróbuj dostać się do pokoi służby 

i  dowiedz  się,  czy  cała  ta  historia  jest  prawdziwa.  Najlepiej  spytaj  o  to  pokojówkę  pani 

baronowej,  tylko  bądź  ostrożna,  żeby  nikt  z  państwa  cię  nie  zobaczył.  Wierzę,  że  mogę  na 

tobie polegać. 

Betty skwapliwie przytaknęła. 

Zanim  jednak  przebrała  się  do  drogi,  przybył  posłaniec  z  Valbergu  i  przywiózł 

zalakowany list dla pani von Croner. 

Betty odebrała go osobiście i przyniosła do pokoju Carry. 

- Jest pismo od pana barona Valberga. Zobaczy pani, że mówiłam prawdę. 

Carry wyciągnęła drżącą rękę po list. 

- No, dobrze już. Daj mi to i wyjdź. 

background image

- Czy mam jechać do tego Valbergu, czy nie? 

Carry  spojrzała  na dziewczynę  niewidzącymi oczyma.  List Güntera parzył  jej palce, 

ale bała się go otworzyć. 

- Nie. Nie musisz. Zadzwonię, jeżeli będziesz mi potrzebna. Chcę być sama i proszę, 

żeby mi nikt nie przeszkadzał. 

- Tak jest, proszę pani. 

Betty  wyszła, ale od progu obejrzała się  i popatrzyła ze zdziwieniem  na odmienioną, 

kamienną niemal twarz swojej pani. Carry złamała pieczęć, dopiero gdy pokojówka zamknęła 

za sobą drzwi. 

Zbladła już po przeczytaniu pierwszego zdania. 

Pani Carry von Croner w Cronersheim. Szanowna Pani. List, który napisała Pani do 

mojej żony, oraz przykre zdarzenie wczorajszego wieczoru, wytrąciły ją zupełnie z równowagi 

i  pchnęły  do  samobójstwa,  które  zamierzała  popełnić  zaraz  po  otrzymaniu  owego 

nieszczęsnego  listu.  Rzuciła  się  do  jeziora  w  parku.  Szczęśliwym  zbiegiem  okoliczności 

zauważyłem  jej  wyjście  z  domu  i  tknięty  niepokojem  szedłem  za  nią.  Niestety,  nie  zdążyłem 

powstrzymać  jej  przed  rozpaczliwym  krokiem,  ale  w  ostatniej  chwili  uratowałem  przed 

niechybną śmiercią. Jest pod opieką lekarza. Nie odzyskała przytomności i trudno powiedzieć, 

co stanie się dalej. 

Nie chcę opisywać koszmaru, który przeżyłem, ale muszę zdecydowanie wyjaśnić mój 

stosunek do Pani i do tego, co Pani zrobiła. 

Zawiodłem się dwa  razy. Raz, gdy Pani  złamała dane mi słowo, a drugi, gdy znowu 

próbowała  Pani  odzyskać  moje  uczucia  -  Nie  wiem,  czy  Pani  naprawdę  wierzy,  że  jeszcze 

Panią kocham, czy też w liście do mojej żony świadomie Pani skłamała. Ja w każdym razie, 

od czasu Pani zaślubin z panem Cronerem, nie dałem żadnego powodu do przypuszczeń, że 

wciąż nie pogodziłem się z zerwaniem naszych zaręczyn. Żeby rozwiać wszystkie wątpliwości, 

kategorycznie  oświadczam,  że  miłość  i  szacunek  do  Pani  straciłem  już  w  dniu,  gdy 

dowiedziałem  się  o  zdradzie.  Czułem  się  wtedy  głęboko  zraniony,  ale  tylko  do  czasu,  gdy 

nowe,  znacznie  silniejsze  i  piękniejsze  uczucie  do  mojej  obecnej  żony  całkowicie  wyleczyło 

mnie z ran. Zapewniam, że w moim sercu nie ma już miejsca dla Pani. Początkowo było mi 

trochę  żal  i  szczerze  współczułem  Pani,  że  w  pogoni  za  bogactwem  wplątała  się  w 

nieszczęśliwe małżeństwo, ale w żaden sposób nie sugerowałem, że może Pani liczyć na coś 

więcej,  a  tym  bardziej  na  odzyskanie  mojej  miłości.  Każdą  Pani  próbę  w  tym  kierunku 

zdecydowanie przerywałem,  więc zupełnie nie rozumiem, na jakiej  podstawie napisała  Pani 

background image

mojej żonie, że ja wciąż Panią kocham. 

Przyznaję, że nie chciałem zranić delikatnych uczuć mojej małżonki i nie powiedziałem 

jej  o  tym,  co  nas  niegdyś  łączyło.  Nie  zrobiłem  też  tego  ze  względu  na  Panią,  choć  widzę 

teraz,  że  popełniłem  błąd.  Lepiej  byłoby,  gdyby  kontakty  towarzyskie  między  Valbergiem  a 

Cronersheim zostały zerwane od razu. 

Gdy  zauważyłem,  że  nie  zważając  na  małżeństwo  z  Cronerem  Pani  wciąż  próbuje 

wrócić  do  przeszłości,  czułem  coraz  większy  niepokój  o  moją  żonę.  Bałem  się  sprawić  jej 

przykrość,  a  widzę,  że  powinienem  był  zdecydowanie  odepchnąć  Pani  coraz  jawniejsze 

umizgi. 

Odetchnąłem  z  ulgą,  gdy  po  śmierci  męża  Pani  zabiegi  ustały.  Muszę  przyznać,  że 

udało  się  Pani  uśpić moją czujność do tego stopnia, iż  wczoraj  - zupełnie zaskoczony  - nie 

wiedziałem, jak się zachować. Byłem tak przerażony, że moja żona, zobaczywszy mnie w Pani 

objęciach, musiała mój strach odczytać jako przyznanie się do winy, a Bóg mi świadkiem, że 

nie zdradziłem jej nawet w myślach. 

Pani,  oczywiście,  nie  zadowoliła  się  odebraniem  mojej  żonie  zaufania  do  mnie  jako 

męża,  musiała  jeszcze  poddać  w  wątpliwość  szczerość  uczuć  jej  ojca.  Postanowiła  Pani  w 

niecny  sposób  wykorzystać  przypadkowo  podsłuchaną  moją  rozmowę  z  teściem,  w  dodatku 

interpretując  jej  treść  po  swojemu,  oczywiście  na  swoją  korzyść,  starając  się  załamać 

psychicznie Ritę. Osiągnęła Pani swój cel i jestem pewien, że sumienie będzie Panią gryźć do 

końca życia. 

Po tym, co Pani wyrządziła mnie i mojej żonie, nie powinienem w ogóle odzywać się i 

udzielać  jakichkolwiek  wyjaśnień,  ale  chcę,  żeby  Pani  mimo  to  znała  całą  prawdę.  Otóż 

kocham moją żonę nade wszystko na świecie, i kochałem ją, zanim się oświadczyłem. Będę ją 

kochał do śmierci, o ile dobry Bóg pozwoli, że ona znów wróci do zdrowia. Jest ciężko chora 

na duszy i nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się przekonać ją, że tylko ją kocham i nigdy nie 

zdradziłem. 

Żałuję bardzo, że nie zdobyłem się na wyznanie całej prawdy, i to jest mój jedyny błąd. 

Powinienem był od razu zrobić to, co zrobię teraz: zabronię Pani wstępu do naszego domu ze 

względu na spokój mojej żony. Proszę nie liczyć, że odstąpię od tej decyzji. 

Günter Valberg 

Carry  doczytała  list  do  końca,  ale  nie  odłożyła  kartki.  Patrzyła  jakby  na  wylot. 

Zobaczyła wszystkie swoje marzenia walące się w gruzy. Poczuła się nagle starą, zmęczoną 

życiem kobietą i - mimo całego bogactwa - przeraźliwie ubogą. Najchętniej także wybrałaby 

background image

śmierć.  Sumienie  nie  dawało  jej  spokoju.  Jak  mogła  pozwolić  sobie  na  takie  zaślepienie? 

Dlaczego dla własnej wygody niszczyła wszystko po kolei? Za bogactwo oddała miłość, a dla 

miłości gotowa była popełnić zbrodnię. 

Dla Carry Croner nadeszła ciężka godzina, a takich godzin czekało ją jeszcze wiele. 

Byleby  tylko  Rita  przeżyła!  Strach,  że  ona  może  umrzeć,  zagłuszył  nawet  żal  po 

nieodwołalnej utracie Güntera. Modliła się aż do bólu, żeby tylko młodej baronowej nic się 

nie stało. Do końca życia dręczyłoby ją sumienie i poczucie winy za spowodowanie śmierci 

tej dziewczyny. 

Tego dnia nie zaznała już spokoju. Krążyła po domu i czekała. Znowu czekała... Ale 

tym  razem  nie  na  spełnienie  swojej  zachcianki,  lecz  na  wiadomość,  że  Rita  Valberg  żyje  i 

wraca do zdrowia. 

Hrabina i Wiktor zjawili się jeszcze przed południem. Günter od razu wyznał obojgu 

całą prawdę, nie pominąwszy najdrobniejszego szczegółu. 

Oboje  słuchali głęboko poruszeni.  Wiktor pierwszy raz  w życiu przekonał  się, co to 

znaczy strach o kogoś bliskiego. O niczym innym nie potrafił myśleć. Hrabina nie zawiodła i 

tym  razem.  Udowodniła  jeszcze  raz,  że  rozumie  ludzi,  potrafi  wybaczać  i  znaleźć  słowa 

otuchy. 

Ani  słowem  nie  skwitowała  zarzutu,  że  Wiktor  sprzedał  córkę  Günterowi,  żeby 

odzyskać wolność utraconą przez zjawienie się Rity. 

Kolejny  raz  było  jej  szczerze  żal  tej  biednej  dziewczyny,  zresztą  Güntera  także.  On 

naprawdę  kochał  Ritę,  a  że  nieumyślnie  popełnił  błąd?  Każdemu  się  zdarza.  Podeszła  do 

Güntera i poklepała go po ramieniu. 

- Życie nie jest łatwe, drogi Günterze. Jeżeli pan szczerze kocha Ritę, wszystko da się 

naprawić. Wspólnymi siłami wykurujemy to biedne złamane serce i spróbujemy przywrócić 

mu zaufanie do ludzi. 

Spojrzała na Wiktora i niemal matczynym gestem pogłaskała go po głowie: 

-  Przekonamy  je  także,  że  wciąż  może  liczyć  na  ojcowską  miłość.  Pomogę  Ricie 

zrozumieć, że istnieje taki rodzaj miłości, który nie znosi żadnych krępujących więzów. Ale 

poczekajmy, niech dziecko najpierw wyzdrowieje. 

Hrabina włączyła się do dyżurów przy łóżku chorej. 

Minął już czwarty dzień. Rita budziła się co pewien czas, ale natychmiast zasypiała. 

Patrzyła na czuwającą przy niej kobietę, nie pytała jednak o nic. Bez sprzeciwu przyjmowała 

podawane lekarstwa lub posiłki i po chwili znów zapadała w głęboki sen. 

background image

Doktor  mógł  być  zadowolony.  Pacjentka  wracała  do  zdrowia,  ale  w  dalszym  ciągu 

wymagała absolutnego spokoju. 

Zaczął się piąty dzień rekonwalescencji. Hrabina zdrzemnęła się w nocy, a przy łóżku 

chorej  czuwała  Rosa.  Rano  starsza  pani,  wypoczęta  i  odświeżona,  wróciła  na  swoje 

stanowisko. 

Około  dziesiątej  Rita  otworzyła  oczy  i  przytomnym  wzrokiem  spojrzała  na 

generałową. 

- Cioteczka! 

- Tak, to ja, moja droga. 

- A co ty tu robisz przy moim łóżku? 

- Chciałabym ci podać śniadanie. Nie jesteś głodna? 

- O tak! Straszliwie. 

Hrabina  ucieszyła  się.  Pamiętała  słowa  lekarza:  Gdy  żołądek  naszej  chorej  zacznie 

dopominać się o swoje potrzeby, wszystko skończy się dobrze. 

Szklanka  portwajnu  z  rozmieszanym  żółtkiem  stała  w  pogotowiu.  Rita  piła  jak 

posłuszne dziecko uważnie przyglądając się twarzy hrabiny. Nagle mrugnęła szybko oczyma i 

raptownie odsunęła rękę podającą jej napój. 

- Nie! Nie będę tego piła. 

- Kochanie, jeszcze troszkę. 

Rita popatrzyła na generałową ze smutkiem. 

- Jestem chora? 

- Tak, ale to nic poważnego, mój skarbie. 

Na  twarzy  Rity  pojawił  się  dziwny  grymas.  Zerwała  się,  podparła  na  łokciach  i 

przerażona rozglądnęła się po pokoju. Bezwładnie opadła na poduszki. 

- Dlaczego nie pozwoliliście mi umrzeć? - spytała szlochając. 

Günter  i  Wiktor  siedzieli  w  pokoju  obok  i  słyszeli  każde  słowo.  Obaj  byli  gotowi 

pobiec do Rity, ale Wiktor wykazał zimną krew i powstrzymał wstającego Güntera. 

Hrabina pogłaskała chorą po głowie. 

- Nie wolno ci się denerwować, kochanie, i przestań już myśleć o tym, co było. 

Zerwała się znowu i chwyciła hrabinę za rękę. 

-  Nie  pozwól,  ciociu,  wejść  tu  Günterowi.  Słyszysz?  Błagam  cię,  niech  on  tu  nie 

wchodzi! 

-  Jak  sobie  życzysz,  moje  dziecko.  Obiecuję,  że  nie  wpuszczę  nikogo,  dopóki  sama 

mnie nie poprosisz. 

background image

Leżała  nieruchomo  patrząc  w  sufit.  Najwyraźniej  próbowała  pozbierać  myśli.  Nagle 

wybuchnęła rzewnymi  łzami. Był to cichy, pełen rozpaczy płacz zawiedzionej dziewczyny. 

Starsza pani wiedziała, że przyniesie on ulgę. Nie odzywała się ani słowem, tylko delikatnie 

ocierała chusteczką płynące po policzkach Rity łzy. Trzymała ją za rękę, a zobaczywszy, że 

już się uspokoiła, rzekła: 

- No widzisz, moje dziecko, teraz poczujesz się znacznie lepiej. Łzy zawsze przynoszą 

ukojenie. Leż spokojnie i posłuchaj, co mam ci do powiedzenia. Chyba że chcesz spać? 

Rita znowu wybuchnęła płaczem. 

- Nie chcę! Ja chcę umrzeć. Nie mogę dalej żyć! 

- Możesz, możesz, mój skarbie. Jeszcze będziesz dziękować mężowi, że uratował cię 

od  śmierci,  mój  ty  głuptasku.  Nawet  nie  wiesz,  jak  wielki  ból  zadałabyś  Günterowi  i  ojcu, 

gdyby twój niemądry pomysł się udał. 

Kręciła energicznie głową. 

-  To  nieprawda!  Mnie  nikt  nie  potrzebuje,  nikt  mnie  nie  kocha,  prócz  ciebie, 

cioteczko. Dla nich jestem tylko ciężarem. Ja to wiem. 

-  Nic nie wiesz  i  niczego nie rozumiesz. Nastąpił nieszczęśliwy  splot  okoliczności,  a 

krętactwa  zwariowanej  kobiety  przesłoniły  całą  prawdę.  W  liście  Carry  Croner  są  fakty 

przemieszane  z  wymysłami,  a  ty  uwierzyłaś  we  wszystko  bez  zastrzeżeń.  Posłuchaj  mnie: 

ojciec cię kocha, a Günter jeszcze bardziej, choćby nawet fakty mówiły coś zupełnie innego. 

Próbowała  przekonać  Ritę,  że  tak  właśnie  było.  Gdy  skończyła,  Rita  rzekła  ze 

smutkiem: 

- Wiem, cioteczko, że chcesz mi pomóc odnaleźć sens dalszego życia, ale nie potrafię 

uwierzyć w to, co mówisz. Żadna kobieta, nawet szalona, nie rzuci się na szyję mężczyźnie, 

który jej nie kocha. 

- Oj, dziecko! W życiu zdarzają się nie takie rzeczy. Ja wcale nie wykluczam, że Carry 

była pewna miłości Güntera. Uważa siebie za cud natury i nie dopuszcza myśli, że ktoś mógł 

przestać ją kochać. Przypomnij sobie, że zarówno Günter i ojciec, jak i ja ostrzegaliśmy cię 

przed tą kobietą. Od początku wiedzieliśmy, że ona cię nie lubi. 

-  Pamiętam,  ciociu.  Sama  zauważyłam,  że  patrzy  na  mnie  nienawistnym  okiem,  ale 

teraz wiem dlaczego. Jeżeli kochała Güntera, to musiała  mnie  nienawidzić. Wyobrażam też 

sobie,  że  ktoś,  kto  kochał  kiedyś  kobietę  tak  piękną  jak  Carry,  nie  potrafi  pokochać  tak 

niepozornej i przeciętnej dziewczyny jak ja. Wstydzę się za ojca, że kazał Günterowi ożenić 

się ze mną w sytuacji, gdy on nie mógł odmówić. Jak mam żyć ze świadomością, że stałam 

się ciężarem dla ludzi, których naprawdę kocham? Nie potrafię, cioteczko! Dlaczego Günter 

background image

nie zlitował się nade mną i nie pozwolił mi umrzeć? 

-  Czego ty od  niego wymagasz, dziewczyno! Przecież on cię kocha! Nie  myśl, że  ja 

mówię ci to z litości. Ja po prostu wiem. Uwierzyłabyś mi, gdybyś widziała, jak on martwi się 

o ciebie, jak on czeka aż pozwolisz mu przyjść tu, żeby mógł powiedzieć ci o tym sam. Tak 

samo ojciec. On ma swoje długoletnie przyzwyczajenia i trudno mu z nich zrezygnować, ale 

czy  to  znaczy,  że  cię  nie  kocha?  Zna  dobrze  Güntera  i  był  pewien,  że  lepszego  męża  dla 

ciebie nie mógł sobie wymarzyć. Czekają tam teraz zmartwieni na twoje przebaczenie, a mnie 

wręcz błagali, żebym cię o to poprosiła. 

-  Wcale  nie  czuję  do  nich  urazy.  Proszę  im  powiedzieć,  że  się  nie  gniewam,  bo 

przecież to nie ich wina, że nie potrafią mnie pokochać. 

- Czy chcesz powiedzieć im to sama? 

- O nie! - zerwała się. - Nie chcę nikogo widzieć. Jeszcze nie teraz. Potrzebuję trochę 

czasu. 

-  Ale  obiecaj  mi,  że  odrzucisz  te  niemądre  myśli,  gdyż  naprawdę  nie  ma  żadnego 

powodu, dla którego musiałabyś rozstawać się z życiem. Uwierz mi, moje dziecko, że Günter 

bardzo cię kocha. 

-  Nie  mogę w to uwierzyć, cioteczko. Nie  mogę! We  mnie coś  jakby pękło. Nikomu 

już nie wierzę, nikomu nie potrafię zaufać. Nawet tobie. Coś wewnątrz siedzi i podpowiada 

mi,  że  ty  też  chcesz  tylko  uśpić  moją  czujność  i  robisz  to  tylko  z  litości.  O  ile  przedtem 

ufałam wszystkim bez najmniejszych wątpliwości, o tyle teraz trudniej mi ufać w ogóle. Nie 

sądzę, że kiedykolwiek uda mi się przełamać. 

Hrabina pokiwała ze smutkiem głową. Doskonale rozumiała  Ritę. Ludzie najbardziej 

ufni,  gdy  raz  się  zawiodą,  stają  się  na  całe  życie  chorobliwie  wprost  podejrzliwi.  W  tej 

sytuacji  dalsze  przekonywanie  Rity  nie  miało  sensu.  Trzeba  zostawić  jej  trochę  czasu,  aż 

sama dojdzie do siebie, ale czy jeszcze kiedyś będzie czuć się szczęśliwa i cieszyć się życiem, 

tego nikt w tej chwili nie potrafił powiedzieć. 

Jedno nie ulegało jednak wątpliwości: jeżeli tych dwoje pozostanie blisko siebie, Rita 

odzyska radość życia, a ich wzajemne uczucia po przejściu ogniowej próby staną się znacznie 

silniejsze. Cóż, mogą też tej próby nie wytrzymać... 

Hrabina pogłaskała Ritę po policzku. 

-  To  się  jeszcze  okaże,  moje  dziecko.  Najpierw  musisz  wyzdrowieć.  Nie  zamierzam 

cię  przekonywać,  ale  musiałam  uświadomić  ci,  że  zostałaś  wprowadzona  w  błąd.  Przemyśl 

sobie  wszystko  jeszcze  raz,  a  twoja  miłość  do  Güntera  podpowie  ci,  co  masz  robić  dalej. 

Tymczasem  nie  wracajmy  już  do  tego  tematu.  Zjedz  jeszcze  trochę.  Żeby  sprawić  mi 

background image

przyjemność. 

Bez przekonania Rita przełknęła jeszcze kilka łyków napoju. Zamknęła oczy i udała, 

że  śpi.  Generałowa  cały  czas  zastanawiała  się,  jak  mogłaby  pomóc  tym  dwojgu 

nieszczęśliwym  ludziom,  Rita  zaś  rozmyślała  nad  słowami  hrabiny.  Jakże  chciałaby  znów 

odzyskać wiarę w ludzi i bez zastrzeżeń uwierzyć w to, co usłyszała! 

Organizm  jednak rządził się swoimi prawami:  zasnęła, nie wiedząc  nawet kiedy. Po 

raz pierwszy na jej policzkach znów pojawiły się lekkie rumieńce. 

Generałowa  wstała  po  cichu  i  wyszła  do  sąsiedniego  pokoju,  gdzie  ze  zwieszonymi 

głowami czekali Wiktor i Günter. 

-  No,  rozchmurzcie  się  wreszcie!  Zaufanie  można  komuś  odebrać  jednym 

nieodpowiedzialnym  słowem,  zaś  na  jego  odzyskanie  trzeba  trochę  popracować.  Musimy 

uzbroić  się  w  cierpliwość  i  postaramy  się  razem.  Siedzenie  i  opuszczanie  rąk  nic  tu  nie 

pomoże. 

Następnego ranka Rita spała dłużej niż zwykle, zjadła więcej niż wczoraj. Lekarz był 

zadowolony,  ale  wciąż  przestrzegał,  że  pacjentki  nie  wolno  niczym  denerwować.  Hrabina 

potrafiła zająć ją rozmową na obojętne tematy i odwrócić myśli od nieprzyjemnych zdarzeń. 

Chora  zasnęła  znowu.  Na  miejscu  hrabiny  usiadła  Rosa,  a  gdyby  Rita  obudziła  się, 

służąca miała powiedzieć, że starsza pani wyszła na spacer. 

Ona tymczasem poprosiła Güntera o podstawienie samochodu. 

- Pani wyjeżdża, hrabino? - zdziwił się przerażony nieco. 

- Tak! - zażartowała. - Ale niedaleko. Do sąsiadów. 

Wiktor, który przysłuchiwał się rozmowie, aż podskoczył. 

- Do Cronersheim? 

-  Owszem.  Długo  się  zastanawiałam  i  doszłam  do  wniosku,  że  tylko  osoba,  która 

wpędziła Ritę w kłopoty, może ją z nich wyrwać. Właśnie o tym chcę porozmawiać z panią 

Croner. 

- Szkoda zachodu, droga przyjaciółko. Nie sądzę, żeby ta kobieta zgodziła się pomóc 

Ricie - rzekł Wiktor. 

-  Drogi  baronie  -  uśmiechnęła  się  generałowa.  -  Korona  mi  z  głowy  nie  spadnie, 

niczym też nie ryzykuję, jeżeli wskażę tej nieszczęśliwej kobiecie sposób na naprawienie zła, 

które  wyrządziła  Ricie.  Przyznaję,  że  nie  obiecuję  sobie  zbyt  wiele,  ale  w  duszy  każdego 

człowieka, a więc także Carry Croner, znajduje się choćby ziarenko dobra. Trzeba tylko zadać 

sobie trochę trudu i odnaleźć je. Właśnie chcę spróbować. Rita zostanie pod opieką Rosy. 

background image

Hrabina Tronsfeld pojechała do Cronersheim i natychmiast została przyjęta. 

Carry  ubrana  w  powłóczystą  żałobną  suknię  stała  pośrodku  salonu  blada  i 

zdenerwowana. W jej oczach czaił się ogromny strach. 

- Pani hrabino, nie spodziewałam się pani wizyty. Aż boję się spytać, co panią do mnie 

sprowadza. 

Na  pierwszy  rzut  oka  Carry  nie  wyglądała  na  zatwardziałą  grzesznicę.  Hrabina 

podeszła z wyciągniętą dłonią. 

- Przede wszystkim chciałam panią powitać, droga pani von Croner. 

Carry mocno uścisnęła rękę generałowej. 

-  Dzięki  Bogu, że pani się uśmiecha.  Zatem  nie stało się  nic, czego od kilku dni tak 

bardzo się obawiałam. 

-  Domyślam  się,  że  chodzi  pani  o  smutne  wiadomości  z  Valbergu  -  rzekła  hrabina 

patrząc łagodnym wzrokiem na Carry. 

-  Nie  zaznałam  chwili  spokoju  od  czasu,  gdy  dowiedziałam  się  o  wypadku  Rity  - 

usiadła w fotelu i złapała się za serce. 

Hrabina przysiadła się obok i ujęła Carry za rękę. 

-  Wiem,  co  pani  musiała  przeżyć,  gdyż  Günter  szczegółowo  mi  o  wszystkim 

opowiedział. Właśnie dlatego przyszłam. Chcę panią pocieszyć i uspokoić: życiu Rity już nic 

nie zagraża. Jest zdrowa i będzie żyć. 

Carry zakryła rękoma twarz i wybuchnęła płaczem. 

- Dziękuję ci, Panie Boże, że mnie wysłuchałeś - szlochała. - Nie chciałam, żeby Rita 

umarła. Naprawdę, hrabino, proszę mi wierzyć. 

- Wierzę, droga pani Croner. Jestem pewna, że nie zastanowiła się pani nad skutkami 

swojego postępowania. Dała się pani ponieść emocjom i nie myślała o niczym oprócz swoich 

marzeń, które wydawały się tak łatwe do spełnienia. O tym, że Rita będzie cierpieć, już pani 

nie pomyślała. Czyż nie tak? 

Carry popatrzyła na nią wyraźnie zmieszana. 

- Dlaczego pani mnie nie potępia? - spytała szeptem. 

-  Dlaczego?  Bo  jestem  także  kobietą  i  doskonale  wiem,  jak  łatwo  stracić  życiową 

szansę.  Wystarczy  zrobić  drobny  krok  w  niewłaściwym  kierunku,  a  zaplanowany  cel 

przepadnie na zawsze. Wszyscy błądzimy, a potem żałujemy. Próbowałam wczuć się w pani 

sytuację i doszłam do wniosku, że chciałaby pani naprawić swój ostatni błąd, o ile byłoby to 

możliwe. Chyba że się mylę? 

- O tak! To znaczy nie. Nie myli się pani. Bardzo mi na tym zależy i byłabym bardzo 

background image

wdzięczna, gdyby pani  powiedziała  mi,  jak to zrobić.  Ale proszę  mnie  najpierw posłuchać. 

Jest pani dla mnie tak dobra, że muszę pani wyznać całą prawdę. Popełniłam wiele błędów, 

zdradziłam samą siebie wychodząc za Cronera, dałam się ponieść emocjom, gdy próbowałam 

odzyskać utraconą miłość. Myślałam wyłącznie o sobie. 

Carry opowiadała długo o swoim nieszczęśliwym małżeństwie, o swoich cierpieniach 

i marzeniach, nie ukrywając niczego. Łagodne, wyrozumiałe spojrzenie hrabiny dodawało jej 

odwagi i przynosiło wyraźną ulgę. Nie powiedziałaby tego własnej matce, ale Marii Tronsfeld 

potrafiła. Miała do niej bezgraniczne zaufanie. 

-  O  Boże,  co  za  ulga!  Dziękuję,  że  mnie  pani  wysłuchała  i  nie  oskarżyła  niczym 

surowy sędzia przed trybunałem. 

- Cóż, drogie dziecko, któż z nas jest bez winy i ośmieliłby się potępiać czyny innych, 

nie osądziwszy wpierw siebie. Pani sama oceniła swoje postępowanie i przyznała się do winy. 

Moim zdaniem, droga Carry, jest pani na dobrej drodze. 

- Jestem winna, droga hrabino, i chcę wynagrodzić krzywdę, którą wyrządziłam Ricie. 

Co mogłabym zrobić? 

- Proszę posłuchać uważnie. Rita jest załamana psychicznie. Wierzy, że straciła miłość 

i męża, i ojca, a proszę pamiętać, że od dziecka czuła się jak jakiś przedmiot. Gdy wreszcie 

wydawało  jej  się,  że  znalazła  się  wśród  ludzi,  którzy  ją  kochają,  nagle  wszystko  straciła.  I 

szczęście, i miłość, i zaufanie. Próbowałam jej wytłumaczyć, że została oszukana, ale ona nie 

chce uwierzyć. Chce umrzeć, a moje słowa uważa za szlachetne kłamstwo i podejrzewa, że 

robię  to  z  litości.  Tymczasem  zarówno  Günter,  jak  i  Wiktor  naprawdę  szczerze  ją  kochają. 

Ona zaś postanowiła umrzeć i usunąć się, by nie stać się przeszkodą na drodze do szczęścia 

pani i Güntera. Napisała to w pożegnalnym liście. Gdy pierwszy raz odzyskała przytomność, 

spytała, dlaczego nie pozwoliliśmy jej umrzeć. Ciągle powtarza to pytanie i nie chce widzieć 

Güntera. Nie wierzy mu i tylko pani może przekonać ją, że nie ma racji. Bardzo proszę, niech 

pani  napisze  całą  prawdę  i  odwoła  wszystko,  co  okazało  się  pani  wymysłem  -  przede 

wszystkim to, że Günter wciąż panią kocha. 

Carry wstała na równe nogi. 

- Nie, to nie będzie potrzebne. Znam lepszy sposób na przekonanie Rity, że napisałam 

nieprawdę. Proszę zaczekać chwilę. 

Wybiegła, a gdy wróciła, trzymała w ręku kopertę. 

- To jest list, który pan baron napisał do mnie nazajutrz po nieszczęśliwym wypadku 

Rity. Niech ona go przeczyta, a naprawdę uwierzy, że ja nie miałam racji. Proszę przeprosić 

ją w moim imieniu, chociaż nie... Napiszę pod tym listem kilka słów od siebie. Obiecuję, że 

background image

więcej nie pokażę się w Valbergu i usunę się z drogi i Güntera, i Rity. Wrócę do rodziców. 

Potem wyjadę w podróż, dopóki całkowicie nie pogodzę się z wyrokiem opatrzności. 

Usiadła i na odwrocie listu Güntera dopisała: 

Niech  Pani  spróbuje  wybaczyć  kobiecie,  która  w  nieświadomości  wyrządziła  wiele 

złego.  Proszę  mnie  nie  potępiać.  Niech  dobry  Bóg  ześle  Pani  wiele  szczęścia,  z  czego 

najbardziej ucieszy się 

szczerze skruszona 

Carry von Croner 

Podała list generałowej i uścisnęła serdecznie jej dłoń. 

-  Bardzo  pani  dziękuję,  droga  Carry.  Życzę  pani  wszystkiego  najlepszego,  przede 

wszystkim spokoju. 

-  Spróbuję go odnaleźć  -  westchnęła.  -  A  jeżeli kiedyś  będę potrzebowała pociechy  i 

zrozumienia,  będę  mogła  przyjść  do  pani,  droga  hrabino?  Nie  każe  mnie  pani  wyrzucić  za 

drzwi? 

Generałowa objęła piękną wdowę i pocałowała ją w czoło. 

-  Maria  Tronsfeld  nie  wyrzuciła  jeszcze  nikogo,  kto  u  niej  szukał  rady  i  pomocy. 

Ucieszę się, jeżeli będzie pani moim częstym gościem. Niech Bóg panią strzeże. Muszę już 

wracać do Valbergu. Dziękuję i do zobaczenia. 

- To ja dziękuję, droga hrabino. Bardzo mi pani pomogła. 

Podeszły razem do samochodu. 

-  Życzę  szczęśliwej  podróży,  pani  Croner.  Myślę,  że  mogę  powtórzyć  to  w  imieniu 

państwa baronostwa, którzy nie mogli przybyć osobiście - rzekła generałowa głośno, tak aby 

mógł usłyszeć szofer i towarzyszący im służący z Cronersheim. 

Jeszcze raz obie uścisnęły sobie ręce. Carry była wdzięczna hrabinie za ostatnie słowa. 

W  ten  sposób  plotki  o  rzekomym  pogorszeniu  stosunków  między  sąsiadami  zostały 

skutecznie zdementowane. Samochód odjechał, a Carry stała jeszcze przez chwilę pogrążona 

w myślach. 

Gdy hrabina weszła do pokoju Rity, chora siedziała w łóżku i patrzyła zdziwiona. 

-  Masz  prawo  zrugać  leniwą  pielęgniarkę,  moje  dziecko.  Zostawiłam  cię  zbyt  długo 

samą? - uśmiechnęła się, siadając obok łóżka. 

- Należał ci się ten spacer, cioteczko. 

background image

- A ty, jak słyszę, grzecznie zjadłaś cały talerz zupy. Bardzo się cieszę. 

- Byłam głodna jak wilk, cioteczko. 

- To wspaniale. A skoro już jesteś taka dzielna, to mam tu dla ciebie podarunek. 

- A cóż to takiego? Nie byłaś na spacerze? 

Hrabina pochyliła się i popatrzyła jej prosto w oczy. 

- Nie! Byłam w Cronersheim. Rozmawiałam z Carry. 

Rita momentalnie poczerwieniała. 

- Och! Chyba nie powiesz mi, że od niej przyniosłaś mi podarunek, który sprawiłby mi 

radość? - rzekła rozczarowana. 

Generałowa podała jej list. 

-  A  jednak.  Wyobraź  sobie,  że  rozmawiałam  z  kobietą  przerażoną  i  ogromnie 

skruszoną.  Gdybyś  to  ty  była  na  moim  miejscu,  musiałabyś  zmienić  o  niej  zdanie  i 

wybaczyłabyś jej wszystko. 

- Ja już jej wybaczyłam, cioteczko - rzekła ze smutkiem. - Co ona winna, że zakochała 

się w Günterze? Rozumiem, że nie chce z niego zrezygnować. 

- Ale musi, nawet gdyby bardzo się sprzeciwiała. Günter od dawna jej nie kocha, gdyż 

całe  serce  oddał  swojej  niemądrej  żonie,  która  nie  chce  w  to  uwierzyć  i  wciąż  dręczy  go 

swoimi podejrzeniami. Carry zrozumiała, że nie ma żadnych szans. Wyjeżdża z Cronersheim 

i  zamierza  szukać  ukojenia  w  podróży  po  świecie.  Jest  zdruzgotana.  Strach  o twoje  życie  i 

wyrzuty sumienia zupełnie ją otrzeźwiły. Bez nalegań z mojej strony dała mi list, który twój 

mąż napisał do niej zaraz po tej tragicznej nocy. Był przeznaczony dla niej i wierz mi - był to 

wielki wysiłek z jej strony, że zgodziła się dać go tobie do przeczytania. Zostawię cię teraz 

samą. Gdy skończysz czytać, jestem pewna, że poprosisz do towarzystwa kogoś innego. 

Rita sięgnęła po list drżącymi palcami. Generałowa pocałowała ją w czoło i wyszła do 

pokoju obok, zostawiając za sobą nie domknięte drzwi. 

Günter stał przy oknie zamyślony. 

- Pójdę teraz do Wiktora. Pomogę mu czekać na wezwanie od Rity. Ty zaś nie ruszaj 

się stąd, bo jestem pewna, że gdy przeczyta list, zaraz zechce cię zobaczyć. Zostań z Bogiem - 

rzekła po cichu i wyszła. 

Przez szczelinę w drzwiach Günter z niepokojem obserwował Ritę. Siedziała w łóżku 

z  ręką  podłożoną  pod  głową.  Kilka  loków  spadało  jej  na  czoło.  Policzki  pokryły  się 

rumieńcem. 

Przeczytała list do końca. Odwróciła się i wtuliła twarz do poduszki. Rozpłakała się. 

Dłużej już Günter nie mógł czekać. Podbiegł, uklęknął przy łóżku i objął Ritę. 

background image

- Najdroższa! Kochana moja! - szeptał trzęsąc się cały ze wzruszenia. 

Odwróciła się przestraszona patrząc mu prosto w oczy. Milczeli oboje. Z ich spojrzeń 

wynikało znacznie więcej niż ze słów, które mogli teraz wypowiedzieć. 

- Günterze! Ty? 

To krótkie „ty” nie zawierało już ani cienia wątpliwości. 

-  Mój  skarbie,  czy  wreszcie  wierzysz  mi,  że  kocham  tylko  ciebie?  Czy  wierzysz,  że 

nigdy cię nie zdradziłem? Wybacz mi, że zadałem ci niechcący tyle bólu, że nie odważyłem 

się wyznać prawdy o tym, co kiedyś łączyło mnie z Carry. 

Przytuliła się do jego ramienia i popatrzyła mu głęboko w oczy. 

- Czy naprawdę potrafisz być ze mną szczęśliwy, Günterze? Czy ja potrafię zastąpić ci 

piękną Carry Croner? - spytała po cichu. 

- Zastąpić? Najdroższa! Któż mógłby zastąpić mi ciebie? Nawet sobie nie wyobrażasz, 

jak  jestem  szczęśliwy  mając  właśnie  ciebie.  Twoja  szczera  i  piękna  miłość  całkowicie 

wyleczyła mnie ze wspomnień. Jej nawet nie da się porównać z tym, co niegdyś łączyło mnie 

z tamtą kobietą. Teraz dopiero wiem, co to znaczy kochać kogoś naprawdę. Moja prawdziwa 

miłość to jednak ty! 

Rita  słuchała  i  czuła,  jak  ogarnia  ją  przyjemne  ciepło.  Po  ciężkich  przeżyciach 

ostatnich  dni  znów  odzyskała  wiarę,  że  jest  komuś  bliska,  że  ktoś  jej  potrzebuje,  że  jest 

kochana. 

Günter patrzył zauroczony. Nie mógł się nadziwić samemu sobie; uczucie, w którego 

istnienie czasami wątpił, jednak się w nim obudziło i było tak silne, że aż upajające. To jego 

brakowało  mu  przed  ślubem.  To  jego  szukał  we  wspomnieniach  o  Carry.  Teraz  przyszło  i 

tkwiło głęboko w sercu. Usunęło w cień Ritę widzianą jako skrzywdzone dziecko, a odsłoniło 

w pełni dojrzałą kobietę, świadomą swojej miłości, gotową na dzielenie wszystkich trudów i 

radości życia. 

Mieli sobie wiele do powiedzenia. Nadszedł czas na najskrytsze zwierzenia. Całowali 

się raz po raz, by jak najprędzej zapomnieć o bólu i troskach, które zgotował im los. 

Günter przypomniał sobie nagle, że jest jeszcze ktoś, kto czeka na wybaczenie Rity i 

umiera z niepokoju. Opowiedział jej wszystko, co ojciec przeżył w ciągu tych ostatnich dni. 

Uśmiechnęła  się  ze  zrozumieniem.  Była  tak  szczęśliwa,  że  gotowa  była  wybaczyć 

każdemu nawet najgorsze zło. 

- Zawołaj ojca, Günterze. Chcę go zobaczyć. 

-  Już  biegnę.  Chociaż  nie.  Pozwól  mi  jeszcze  zostać  chwilę  z  tobą.  Nie  mogę 

uwierzyć, że znów cię mam tylko dla siebie, że jesteś zdrowa i mogę cię wziąć w ramiona. 

background image

Powiedz, kochanie, że jesteś także szczęśliwa. 

Pocałowała go tak namiętnie, jak jeszcze nigdy dotąd. 

-  Pozwól,  skarbie,  że  nie  powiem  tego  głośno.  Bogowie  są  zazdrośni  i  znów 

mogłabym im się narazić. Przytul mnie mocno, a usłyszysz wyraźnie, że moje serce bije tylko 

dla ciebie. 

Wiktor nieprędko doczekał się wizyty u córki. Przybiegł jak na skrzydłach. Nietrudno 

się domyślić, że pojednanie ojca i córki było nie mniej wzruszające. 

Następnego  dnia  lekarz  pozwolił  Ricie  opuścić  łóżko,  ale  tylko  na  kilka  godzin. 

Radość  i  serdeczna  atmosfera  czyniły  cuda.  Młoda  baronowa  odzyskiwała  siły  i  chęć  do 

życia. Przykre przeżycia poszły w niepamięć. 

Po kilku dniach Rita zdecydowała się napisać do Carry Croner krótki bilecik. Wiktor i 

Günter sprzeciwiali się, ale generałowa kategorycznie poparła ten pomysł. 

Droga Pani von Croner. Jeżeli miałam coś do wybaczenia uczyniłam to, zanim mnie 

Pani  poprosiła.  Niech  Bóg  ześle  Pani  spokój  i  zapomnienie,  a  w  przyszłości  także  wiele 

szczęścia.  Wierzę,  że  pewnego  dnia  podamy  sobie  ręce  na  zgodę,  w  imię  prawdziwej 

przyjaźni. 

Rita Valberg 

Carry  wyjechała  z  Cronersheim  dopiero,  gdy  była  całkowicie  pewna,  że  Rita 

wyzdrowieje. Mieszkała przez pewien czas u rodziców, gdzie niemal codziennie odwiedzał ją 

książę Herbert. 

Ona  tymczasem  składała  częste  wizyty  u  hrabiny  Tronsfeld,  zawsze  gdy  tylko 

dręczyły  ją  niepokoje  czy  wątpliwości.  Pod  troskliwą  opieką  generałowej  piękna  wdowa 

zmieniła się nie do poznania. Z rozhisteryzowanej i lekkomyślnej kokietki stała się stateczną, 

dojrzałą kobietą. 

Wraz z rodzicami wyjechała w długą podróż. Pułkownik von Platen złożył dymisję, a 

po powrocie zamierzał poświęcić się zarządzaniem majątkiem córki w Cronersheim. 

Późną  jesienią  w  jednym  z  alpejskich  kurortów  Carry  spotkała  się  z  księciem 

Herbertem. Arystokrata już oficjalnie zaczął zabiegać o jej rękę. 

Rok później stary książę uległ prośbom bratanka i zezwolił mu na zaręczyny z piękną 

wdówką.  Carry  zgodziła  się.  Upór  i  konsekwencja  sympatycznego  księcia  wzruszyły  ją.  Z 

pewnością  nie  kochała  go  tak  żarliwie  jak  kiedyś  Güntera,  ale  uznała,  że  do  szczęścia  w 

background image

małżeństwie namiętność wcale nie jest konieczna. 

Ślub odbył się bez zbędnego rozgłosu. 

Było  to  udane  małżeństwo.  Carry  wyznała  księciu  całą  prawdę  o  sobie,  gdy  tylko 

poprosił  ją  o  rękę.  Później  zrobiła  wszystko,  by  przekonać  męża,  że  zasłużyła  na  jego 

zaufanie. Tym razem jej się powiodło. 

Kilka  lat  później  książę  Herbert  wraz  z  żoną  przyjechał  na  pewien  czas  do 

Cronersheim. Przywieźli ze sobą swoją roczną córeczkę. 

W  Valbergu  tymczasem  od  pięciu  już  lat  szalał  najmłodszy  kandydat  do  ordynacji, 

mały Wiktor, który dziadka Wiktora nie opuszczał ani na krok i zmuszał do spędzania na wsi 

wielu miesięcy. 

Po  raz  pierwszy  od  pamiętnych  wydarzeń  doszło  wtedy  do  spotkania  Rity  i  Carry. 

Książę i Günter byli przy tym obecni. Obie szczęśliwe kobiety nie czuły już do siebie urazy. 

Podały sobie ręce na zgodę z przekonaniem, że nic już nie stoi na przeszkodzie, by nawiązać 

szczere i przyjazne stosunki sąsiedzkie. 

W zamku życie toczyło się jak w bajce. Po parkowym jeziorze pływała para białych 

łabędzi, nieodłączni towarzysze zabaw małego Valberga, synka Güntera i Rity. 

Nie  zdarzyło  się  ani  razu,  żeby  młodzi  baronostwo  przeszli  obok  jeziora  i  nie 

podziękowali opatrzności za uratowanie przed nieszczęściem.