background image

 
STANISŁAW STERKOWICZ 
 
 
Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
 
 
 
MEDY€YMY 
WYDAWNICTWO VBELLONA 

Obwolutę, okładkę i stronę tytułową projektował MICHAŁ MARYNIAK 
Redaktor II wydania WANDA DURACZYŃSKA 
Redaktor techniczny RENATA WOJCIECHOWSKA 
Copyright by Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej Warszawa 
1981 
Poprawiona i rozszerzona edycja Zbrodniczych eksperymentów 
medycznych w obozach koncentracyjnych Trzeciej Rzeszy, Wydawnictwo 
Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1981 
ISBN 83-1 l-07738-X 
 
Część I 
DOŚWIADCZENIA Z DZIEDZINY CHORÓB ZAKAŹNYCH 
Rozdział I DOŚWIADCZENIA Z DUREM 
Badanie wartości szczepionek przez sztuczne zakażanie ludzi 
Wojny zawsze sprzyjały występowaniu epidemii rikets-jozowych. 
Również II wojna światowa nie była wolna od epidemicznie 
pojawiających się zachorowań na dury. Liczne obozy jenieckie i 
różnego rodzaju hitlerowskie obozy stały się ogniskami 
epidemicznymi i stwarzały potencjalne niebezpieczeństwo 
rozwlekania groźnej choroby na całą ludność Niemiec. Z tych więc 
powodów zapobieganie i zwalczanie duru plamistego stało się jednym 
z ważniejszych zadań niemieckiej służby zdrowia. 
W ówczesnym stanie wiedzy znano dobrze patogenezę choroby. Od 1930 
r. w profilaktyce stosowano szczepionkę, opracowaną przez 
polskiego uczonego Rudolfa Weigla. Wytwarzano ją z jelit wszy, 
zakażonych doodbytniczo zarazkami duru plamistego. Szczepionka ta 
była trudna do produkcji masowej. W 1939 r. Castanedy zastosował 
szczepionkę uzyskaną z tkanki płuc szczurów. W dwa lata później 
Cox opracował szczepionkę z hodowli riketsjoz na zarodkach 
kurzych'. Ta ostatnia metoda okazała się prosta i tania, znalazła 
więc szerokie zastosowanie. 
Niemieccy bakteriolodzy znali te osiągnięcia. W swoich warunkach 
opracowali produkcję szczepionek na identycz- 
1 B. Woodward, E. Jackson, Riketsjozy, w: Podstawy medycyny 
wewnętrznej (praca zbiorowa), Warszawa 1969, s. 1920. 
39 
nych założeniach, ale we własnych modyfikacjach, np. Coxa-Haagena-
Gildemeistera. Za najbardziej jednak skuteczną uważano szczepionkę 
Weigla. Dla wojsk lądowych produkowały ją Instytuty Inspekcji 
Sanitarnej w Krakowie i we Lwowie. Stosowano również szczepionkę 

background image

francuską wytwarzaną w Paryżu w Instytucie Pasteura (z płuc 
króliczych) i rumuńską (z płuc psich). Szczepionki te można było 
łatwo produkować w dużych ilościach. Istniały jednak sporne 
poglądy co do ich wartości2. 
Z inicjatywy dr. Leonarda Contiego, sekretarza stanu do spraw 
zdrowia w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, odbyła się pod koniec 
grudnia 1941 r. w Berlinie narada rzeczoznawców poświęcona 
zagadnieniom duru plamistego. Ustalono potrzebę sprawdzenia 
wartości szczepionki sporządzonej przez Zakłady Behringa z hodowli 
zarazków durowych na zarodkach kurzych . Wydano też zalecenie, aby 
wykonaniem tych prób zajęła się służba zdrowia SS, dysponująca 
wielkim materiałem ludzkim w obozach koncentracyjnych4. 2 stycznia 
1942 r. zapadła decyzja, że doświadczenia te przeprowadzi się w 
Buchenwaldzie i że w tym celu wybuduje się specjalną stację 
badawczą Instytutu Higieny SS5 (patrz również Aneks 3 — Dokument 
nr 2.) 
Specjalna rola w doświadczeniach durowych w Buchenwaldzie przypada 
Joachimowi Mrugowsky'emu, kierownikowi Instytutu Higieny Waffen SS 
— SS-oberfuhrerowi. Istnieją dane wskazujące, że to właśnie on był 
jednym z głównych inspiratorów produkowania szczepionki durowej 
przez Instytut Higieny Waffen SS. Wybrano Buchen-wald, gdyż nie 
zagrażały tu naloty lotnicze, łatwiej uzyskiwano karmę dla 
zwierząt doświadczalnych i łatwiej gromadzono potrzebnych więźniów 
fachowców z całej Europy6. Stacja badawcza w Buchenwaldzie 
podlegała całkowicie Mrugowsky'emu.  On uzgadniał zakres badań, 
nad- 
2  Zeznania Joachima Mrugowsky'ego na procesie lekarzy w 
Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-21, s. 5132—5134. 
3  Tamże. 
4  Tagebuch der Abteilungfur Fleckfieber und Virusforschung am 
Hygiene Institut der Waffen SS, w: SS im Einsatz. Eine 
Dokumentation iiber die Verbrechen der SS, Berlin 1964, s. 389—
396. 
5  Zeznania Joachima Mrugowsky'ego na procesie lekarzy w 
Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-21, s. 5156—5157. 
6  Przesłuchanie Joachima Mrugowsky'ego na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże, s. 5132. 
40 
zorował je i od kierownika stacji Erwina Dinga okresowo odbierał 
raporty, przekazując je naczelnemu lekarzowi SS Ernstowi 
Grawitzowi. 
Zgodnie z decyzją berlińską z grudnia 1941 r. w Buchen-waldzie 
wybudowano specjalną stację dla badania duru oznaczoną jako blok 
nr 46 i oddano ją do użytku w kwietniu 1942 r. (do czasu jej 
zbudowania doświadczenia wykonywano w blokach nr 44 i 49). Blok 46 
był to budynek nowy, z kamienia, ściśle izolowany drutem 
kolczastym od reszty obozu i miał cztery duże sale z 
pomieszczeniem dla 90 chorych oraz liczny personel, składający się 
przeważnie z byłych chorych7. 
Do badań durowych wybierano więźniów kryminalnych i politycznych, 
początkowo ochotniczo, a później przymusowo. Mimo że zdawali oni 

background image

sobie sprawę z tego, czym grozi zakażenie, zgłaszali się 
dobrowolnie. Kusiło lepsze pożywienie i trzymiesięczny pobyt w 
bloku 46. „Wybierali więc pewien rodzaj samobójstwa, dający im 
jednak szansę przeżycia" 8. Wśród wybieranych do prób byli 
więźniowie różnych narodowości: Niemcy, Polacy Rosjanie, a w 
ostatnich latach Francuzi9. Nielegalna organizacja obozowa 
wykorzystywała te próby dla uwolnienia się od więźniów, którzy 
współpracowali z SS. Czyniła to współdziałając z kapo bloku 4 
Arthurem Dietschem. Z drugiej zaś strony zagrożonych więźniów 
politycznych starano się przez kierowanie do pracy w bloku 46 
odizolować od SS. Cała ta akcja była niezwykle trudna i 
niebezpieczna, gdyż w bloku 46 kalifak-torami i pielęgniarzami 
byli prawie wyłącznie więźniowie kryminalni10. 
Według zeznań Mrugowsky'ego Urząd Kryminalny Rzeszy w grudniu 1943 
r. przeszkodził dalszemu takiemu postępowaniu. Wybór więźniów do 
prób zlecono radcy kryminalnemu Ottonowi z tego Urzędu. Wyszukiwał 
on osoby do badań wśród kryminalnych przestępców i na miejscu w 
Buchenwaldzie miał sprawdzać ich identyczność. Takie postępowanie 
uniemożliwiało „zielonym" i „czer- 
7  R. Waitz, M. Ciepielewski, Le typhus experimental au camp de 
Buchenwald, „La Presse Medicale", 1964, nr 23, s. 322. 
8  Tamże. 
9  Przesłuchanie dr. Eugena Kogona na procesie lekarzy w 
Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-5, s. 1201. 
10  Kogon, op.cit., s. 188. 
41 
"Ł 
wonym" umieszczanie na liście przeznaczonych do prób osób 
znienawidzonych i usuwanie ich pod pretekstem tych doświadczeń11. 
W tej sprawie interweniował nawet osobiście Himmler. W telegramie 
do szefa Policji Bezpieczeństwa depeszował: „...pomiędzy 
przestępcami zawodowymi wybierać należy takich, którzy byli 
więzieni co najmniej 10 lat. Gruppen-fiihrer Nebe powinien czuwać 
nad dostarczeniem tych więźniów do dyspozycji. Nie życzę sobie, by 
lekarze wyszukiwali ich sami, bez żadnej kontroli" 12. 
Pierwsze próby z durem plamistym w bloku 46 rozpoczęto w lutym 
1942 r. i przeprowadzono na 150—160 więźniach. Prof. Gildemeister 
osobiście zakażał osoby wyznaczone do badań i kontrolował wyniki. 
Wypróbowano cztery różne szczepionki: Weigla, Gildemeistera, 
Behringa mocną i słabą. Szczepionki z Behring- Werke przesyłano do 
lekarza obozowego. Szczepienia ochronne kończono po 14 dniach. W 
marcu 1942 r. przybył ponownie do Buchenwaldu prof. Gildemeister z 
kulturami bakteryjnymi. Materiałem tym osobiście zakażał więźniów. 
Po pewnym czasie pojawił się z prof. Gerhardem Rosę, aby 
skontrolować przebieg i wyniki doświadczeń13. 
Gerhard Rosę, szef Wydziału Medycyny Tropikalnej w Instytucie 
Higieny im. Roberta Kocha, był wstrząśnięty metodą badań. Po 
powrocie do Berlina wyraził swój sprzeciw Leonardo Contiemu, 
sekretarzowi stanu do spraw zdrowia w Ministerstwie Spraw 
Wewnętrznych. Oto jego zeznanie: „...W kilka dni później 
pojechałem z Gildemeis-terem do Buchenwaldu. Tutaj jakiś lekarz 

background image

zaprowadził nas do budynku szpitalnego. Lekarz objaśnił, że 
poszczególne grupy uprzednio szczepiono rozmaitymi szczepionkami, 
a następnie zakażano zarazkami duru plamistego. Jedna grupa 
została zakażona bez uprzedniego szczepienia. Pacjenci z grupy nie 
szczepionej sprawiali wrażenie ciężko 
1' Zeznanie Joachima Mrugowsky'ego na procesie lekarzy w 
Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-21, s. 5183. 
„Zieloni" i „czerwoni" były to kategorie więźniów nazywane tak od 
noszonych na ubraniu trójkątów. „Zieloni" — to więźniowie 
zaliczani do kryminalnych, „czerwoni" — do politycznych. 
12  Dokument nr 1189 procesu lekarzy w Norymberdze cytowany za: 
Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 110—111. 
13  Zeznania A. Dietscha cytowane za: SS im Einsatz. Eine Dokumen-
tation tiber die Yerbrechen der SS, s. 112. 
42 
chorych. Po moim powrocie do Berlina poszedłem do sekretarza dr. 
Contiego i opowiedziałem krótko, co widziałem. Dr Conti 
odpowiedział, że kiedy miliony najlepszych i zupełnie niewinnych 
muszą ofiarować swoje życie, trzeba również od szkodnika 
społecznego żądać wkładu na rzecz ogólnego dobra" 14. 
Technika badań wyglądała następująco: 
Wybranych więźniów do badań grupowano w bloku 46. Tam przez kilka 
tygodni karmiono ich lepiej, aby możliwie zbliżyć do warunków 
normalnych. Następnie szczepiono ich różnymi ocenianymi 
szczepionkami, pozostawiając jedną grupę więźniów bez szczepień. 
Po dalszych dwóch tygodniach wszystkich więźniów zakażano durem. 
Początkowo robiono to za pomocą wszy przywożonych z Instytutu w 
Krakowie. Więźniów s"adzano na krzesłach i wiązano im ręce, a do 
tułowia przyczepiano klateczki zawierające zakażone wszy. Później 
zaniechano tego, gdyż nie zawsze dochodziło do zakażenia. Wówczas 
dr Ding zastosował wstrzykiwanie krwi chorych na dur. Aby mieć 
zawsze materiał do zakażania, zakażano miesięcznie 4—6 więźniów 
krwią chorych na dur plamisty. 
Ding poszukiwał metody gwarantującej zakażenie. Początkowo 
wstrzykiwał więźniom zarazki z hodowli żółtkowej. Stwierdził 
wówczas, że zakażenia występują najpewniej po skaryfikacji skóry 
lub jej nacięciu i wprowadzeniu zarazków do rany. Jednak po pewnym 
czasie zorientował się, że mimo sztucznego zakażenia nie wszystkie 
osoby zapadają na dur plamisty. Wobec tego postanowił zmienić 
metodę i używał do zakażeń świeżej krwi pochodzącej od chorych na 
dur. Doświadczenia wykazały, że najcięższe zakażenia otrzymuje się 
po wprowadzeniu zarazków drogą dożylną. 
Próby nad skutecznością zakażeń prowadzono od stycznia 1942 r. do 
kwietnia 1943 r. Ogółem użyto do nich 57 więźniów, z których 10 
zmarło po zakażeniach dożylnych. Ding uzyskał więc skuteczną 
metodę wywoływania sztucznie ciężkich postaci duru. Stałe 
utrzymywanie chorych zakażonych innym szczepem riketsji pochłonęło 
bardzo wiele istnień ludzkich. Według Balachowskiego użyto do tych 
celów około 600 osób15. 
14  Zeznania Gerharda Rosego na procesie lekarzy w Norymberdze 
cytowane za: Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 84—87. 

background image

15  Zeznania Antoniego Balachowskiego na procesie lekarzy w 
Norymberdze cytowanie  za:   Trial of ihe  Major  War  Criminals 
before  the International Military fribunals, Niirmberg 1947—1949, 
T, VI, s. 302. 
43 
W czasie pierwszych prób zaraził się durem główny eksperymentator 
Erwin Ding-Schuler. Wówczas doświadczenia prowadził lekarz obozowy 
Waldemar Hoven. Po powrocie do zdrowia Ding kontynuował badania 
nad wartością poszczególnych szczepionek. Ogółem przeprowadził 
dziewięć serii doświadczeń. Liczba więźniów użytych do badań w 
każdej serii wahała się od 20 do 150. W serii ósmej Ding oceniał 
szczepionkę wyprodukowaną według metody prof. Rosego w Kopenhadze. 
Rosę był jedynym lekarzem, który początkowo protestował przeciwko 
sztucznym zakażeniom. Kiedy jednak opracował własną metodę 
produkcji szczepionki, chciał ocenić jej wartość. Znając dobrze 
technikę badań w Buchenwaldzie zwrócił się do szefa Instytutu 
Higieny Waffen SS z prośbą o sprawdzenie jego szczepionki. W 
piśmie swym Rosę pisał: „Rozporządzam obecnie szeregiem próbek 
nowej szczepionki przeciw durowi plamistemu. Celem 
rozstrzygnięcia, czy można używać jej jako szczepionki ochronnej 
przeciwko durowi plamistemu, pożądane byłoby dowiedzieć się, czy w 
doświadczeniach Pana i Dinga w Buchenwaldzie okaże ona działanie 
ochronne, podobne do szczepionek klasycznych. Czy miałby Pan 
możność polecić przeprowadzenie serii doświadczeń tego rodzaju?" 
'6 Ostatecznie doświadczenia przeprowadzono na 27 osobach, spośród 
których sześć zmarło. To doświadczenie tak opisał Ding w swoim 
dzienniku: 
„8—18 marca 1944 r.—VIII seria doświadczeń. Na wniosek płk. 
lekarza Luftwaffe prof. Rosego wypróbowano na ludziach działanie 
ochronne szczepionki »Kopenhagen« wyprodukowanej z wątroby myszy. 
20 osób zaszczepiono w mięsień pośladkowy większy. Jako grupę 
kontrolną przewidziano 10 osób. U 4 osób nie dokonano sztucznego 
zakażenia z powodu zachorowania. 
16 kwietnia 1944 r. — Pozostałe osoby zakażono, wstrzykując im 
podskórnie 1/20 ml świeżej krwi chorego na dur plamisty. 
13 czerwca 1944 r. — Serię doświadczeń zakończono. 6 wypadków 
śmierci: 3 po »Kopenhagen«, 3 z grupy kontrolnej" fv. 
16  List profesora Gerharda Rosego do kierownika Instytutu Higieny 
Waffen SS z 2 XII   1943 r. cytowany za:  Mitscherlich,   Mielke, 
Nieludzka medycyna, s. 92—93. 
17  SS im Einsatz. Eine Dokumentation iiber die Verbrechen der SS, 
s. 389—396. 
44 
W ostatniej serii doświadczeń Ding sprawdzał wartość szczepionki 
wyprodukowanej w Buchenwaldzie. Według zapisów w jego dzienniku 
szczepionka ta okazała się bardziej wartościowa niż szczepionka 
Weigla. 
„17—27 lipca 1944 r. — IX seria doświadczeń. Wyprodukowaną w 
Weimarze-Buchenwaldzie szczepionkę wypróbowano na ludziach. 
Szczepionkę wyprodukowano z płuc królika i zaszczepiono nią 20 
osób. Dla celów porównawczych zaszczepiono 20 osób szczepionką z 

background image

wszy wyprodukowaną w Krakowie. Do kontroli przewidziano dalsze 20 
osób. 
6 września 1944 r. — Zakażono 60 osób doświadczalnych wstrzykując 
podskórnie po 0,1 ml świeżej krwi chorych na dur plamisty. 
Wszystkie osoby zachorowały. 
4 listopada 1944 r. — Serię doświadczeń zakończono. 24 wypadki 
śmierci: 5 po Weiglu, 19 z grupy kontrolnej" 18. 
Tabela nr 1 
Zestawienie wyników badań przeprowadzonych w Buchenwaldzie dla 
oceny różnych szczepionek przeciwko durowi plamistemu 
 

Liczba zaszczepionych, a następnie zakażonych 

Śmiertelność

 

Liczba zakażonych bez szczepień 

Śmiertelność 

Zakażenie nie drogą dożylną Zakażenie drogą dożylną 

275      -

135  2 55 59 55 

7 33 

Łącznie:  410  57 

114  40 

W dniach 24—25 maja 1943 r. w Akademii Wojsko-wo-Lekarskiej w 
Berlinie odbyła się III narada leka-rzy-specjalistów, konsultantów 
frontu wschodniego, na której dr Erwin Ding wygłosił referat pt: O 
wynikach badań nad wpływem rozmaitych szczepionek przeciw durowi 
plamistemu na przebieg klasycznego duru plamistego. Ding 
opublikował 
18 Tamie. 
45 
również część swoich wyników w czasopiśmie „Zeitschrift fur 
Hygiene" I9. W streszczeniu tej pracy napisał: „Szczepienia 
ochronne w przeważającej liczbie przypadków chronią przed 
śmiercią. Częstość zachorowań nie obniża się. Nowe szczepionki 
otrzymane na kulturach z zarodków kurzych, płuc królików i psów są 
użyteczne i równowartościowe z pochodzącymi na hodowlach z jelit 
wszy". 
Wszystkie te wnioski nie były nowością. O wartości szczepionek 
produkowanych na kulturach innych niż jelita wszy wiedziano dobrze 
dzięki pracom Weigla, Coxa i innych. Liczbowe zestawienie 
wykonanych doświadczeń durowych przedstawia tabela, opracowana na 
podstawie wpisów w dzienniku Dinga. 
Ogółem według dziennika Dinga użyto do badań 524 więźniów, z 
których 97 zmarło. 
Według Balachowskiego większość osób, które przeżyły dur 
doświadczalny, uśmiercano zastrzykami fenolu. Jednym z celów badań 
buchenwaldzkich było wyszukanie metody umożliwiającej masową 
produkcję skutecznej szczepionki przeciwdurowej. Na podstawie 
przeprowadzonych badań ustalono, że szczepionki otrzymane na 
kulturach z płuc różnych zwierząt są dostatecznie skuteczne. W 
konsekwencji tego podjęto decyzję o produkcji szczepionki w 
Buchenwal-dzie. 
Wytwórnię szczepionki urządzono w bloku nr 50. W sierpniu 1943 r. 
rozpoczęto jej produkcję, stosując kultury riketsji na płucach 
myszy i królików według metody francuskiego bakteriologa prof. 
Girouda. Do Buchenwaldu ściągnięto z całej Europy najlepszych 
fachowców, między innymi prof. Ludwika Flecka ze Lwowa cieszącego 
się światową sławą i prof. Antoniego Balachowskiego z Instytutu 

background image

Pasteura w Paryżu. Polski lekarz dr Marian Ciepielewski został 
kierownikiem produkcji szczepionki. 
Sporządzono dwa rodzaje szczepionki: normalną dla wojsk SS i 
drugą, mającą wygląd mętny, dla więźniów. Więźniowie jednak 
sabotowali produkcję i dla Waffen SS wytwarzali szczepionkę 
małowartościową. Natomiast dla wielu więźniów potajemnie 
dostarczano szczepionkę normalną20. 
19  E. Ding, Uber die Schutzwirkung verschiedener 
Fleckfieberimpfstof-fen beim Menschen und den Fleckfiebenerlauf 
nach Schutzimpfung, „Zeitschrift fur Hygiene", 1943, t. 124, s. 
670—682. 
20  Kogon, op. cit., s. 189. 
46 
Jaka była wartość naukowa badań Dinga? Według Ger-harda Rosego, 
współwinowajcy tych doświadczeń, miały one dużą wartość: 
a)  wykazały, że zastrzeżenia co do wartości biologicznej 
szczepionek z zarodków kurzych są niesłuszne i że szczepionki 
otrzymane na pożywkach z płuc królika, myszy czy psów działają 
ochronnie w równej mierze, 
b)  udowodniły, że szczepionki nie chronią przed zakażeniem, ale 
nieomal pewnie strzegą przed śmiercią, 
c)  dzięki tym doświadczeniom uratowano życie wielu tysiącom 
Niemców, przez wyłączenie z produkcji szczepionek mniej 
wartościowych21. 
Tym stwierdzeniom przeczy jednak oświadczenie prof. Waltera 
Schreibera: „Według mojego rozeznania próby te nie przedstawiały 
żadnej naukowej wartości, gdyż empirycznie uzyskaliśmy bardzo 
wiele w tej dziedzinie w biegu wojny i zgromadziliśmy duże 
doświadczenia. Poznaliśmy nasze szczepionki bardzo dokładnie i nie 
istniała potrzeba tego rodzaju ich wypróbowywania. Wiele 
szczepionek, które badał Ding, zostało odrzuconych i nie było w 
ogóle zastosowanych" n. 
Badania nad skutecznością szczepionek można byłoby przeprowadzać 
na zwierzętach doświadczalnych, co zresztą stwierdzał sam 
oskarżony, prof. Rosę: „...utrzymywałem, że doświadczenia na 
zwierzętach są wystarczające również w durze plamistym"23. Wartość 
szczepionki można było oceniać na ludziach bez zakażania ich 
zarazkami duru, np. poprzez testy skórne czy oznaczanie miana 
przeciwciał. Zaniechano tej drogi, wybierając najbardziej dogodną, 
ale jednocześnie najbardziej okrutną. Doświadczenia Dinga, 
pomijając ich nieludzkie założenia, opierały się na błędnych 
podstawach. Wywołanych sztucznie zakażeń szczepami wybitnie 
zjadliwymi nie można porównywać z zachorowaniami naturalnymi. Na 
podstawie swoich doświadczeń Ding stwierdził, że szczepionki 
prawie pewnie chronią przed śmiercią. Tak jest w istocie w 
przebiegu zakażeń samoistnych. Natomiast w doświadczeniach Dinga 
śmiertelność osób szczepio- 
21  Oświadczenie Gerharda Rosego na procesie lekarzy w 
Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-25, s. 6266. 
22  Wypowiedź Waltera Schreibera na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże, sygn. ATW-1, Lpn-21, s. 5254. 

background image

23 Oświadczenie Gerharda Rosego, tamże, sygn. ATW-1, Lpn-25. 
47 
nych, lecz skutecznie zakażonych, sięgała do 15%, a więc 
szczepienie nie chroniło przed śmiercią. 
Inną serię doświadczeń ze szczepionkami przeprowadzono w obozie 
koncentracyjnym w Natzweiler-Struthofie. 
W czasie II wojny światowej profesor bakteriologii Eugen Haagen 
doszedł do wniosku, że większą wartość mogłyby mieć szczepionki 
przeciwdurowe zawierające osłabione, lecz żywe riketsje. Wystąpił 
więc z inicjatywą sprawdzenia tego rodzaju szczepionek na 
ludziach. Pomocy udzielił mu profesor anatomii August Hirt, 
prowadzący specjalną stację badawczą stowarzyszenia Ahnenerbe w 
obozie koncentracyjnym w Natzweiler-Struthofie. On to załatwił, że 
Haagen mógł rozpocząć swoje próby w tym obozie. 
Próby te rozpoczęto w maju 1943 r. w filii obozu w Natzweiler w 
Schirmeck na 23 Polakach24. Prof. Haagen przyjechał do obozu wraz 
ze swym asystentem lekarzem sztabowym lotnictwa Helmuthem Grafem i 
asystentką techniczną Edytą Schmidt, aby wybranych uprzednio 
więźniów zaszczepić swoją szczepionką. Przebieg tych doświadczeń 
obrazują zeznania byłego więźnia obozu w Natzweiler dr. farmacji 
Hirtza, zatrudnionego w obozowym rewirze: 
„...Komendant obozu Adolff i ja zostaliśmy zaszczepieni 
szczepionką przeciwdurową dostępną w handlu. Natomiast 20 czy też 
25 Polaków otrzymało w mięsień piersiowy wstrzyknięcie z jakiegoś 
zielonego płynu, który lekarze przynieśli w zamkniętych tamponami 
waty probówkach. Polaków zaprowadzono następnie do ich baraków. 
Baraki te były strzeżone i nikt poza mną nie miał do nich dostępu. 
...Trzy razy dziennie musiałem mierzyć Polakom ciepłotę. Po 38—48 
godzinach ciepłota zaczęła się podwyższać. Wśród Polaków byli 
ludzie jeszcze młodzi i silni, byli jednak i starsi, u których 
dawał się zauważyć dłuższy pobyt w obozie. Na drugi czy też trzeci 
dzień odkryłem już dwa trupy. Gorączka u innych utrzymywała się 
przez 7—8 dni. Pod koniec tego okresu ujawniały się wyraźnie stany 
podniecenia, lęku, zaburzenia mowy"25. 
Według akt procesu norymberskiego asystent prof. Ha-agena miał 
wykonywać w Schirmeck dalsze próbne szczepie- 
24  Zeznania Eugena Haagena na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-34, s. 9520—9523. 
25  Zeznania Hirtza na procesie lekarzy w Norymberdze, tamże, 
sygn. ATW-1, Lpn-6, s. 1313—1314. 
48 
nia na Polakach. Na przedstawione mu wówczas zastrzeżenia, czy 
dozwolone są tego rodzaju eksperymenty, odpowiedział: 
„Doświadczenia nie będą prowadzone na więźniach, lecz tylko na 
Polakach, a Polacy właściwie nie są ludźmi"26. 
Prof. Haagen zanalizował pierwsze niepowodzenia i doszedł do 
wniosku, że przez zmniejszenie dawki szczepionki albo przez 
dłuższe jej przechowywanie w niekorzystnych warunkach uda się 
pomniejszyć lub nawet zniwelować ujemne skutki szczepień 
zachowując pełną zdolność antygenową. Przygotował zatem nowe 
partie swojej szczepionki i zwrócił się do prof. Hirta z prośbą o 

background image

udostępnienie mu dalszych więźniów do doświadczeń. Hirt napisał w 
tej sprawie do sekretarza generalnego Ahnenerbe Wolframa Sieversa, 
a ten z kolei u szefa Głównego Urzędu Administ-racyjno-
Gospodarczego Oswalda Pohla uzyskał zezwolenie na przysłanie 100 
więźniów z innych obozów do Natzweiler dla doświadczeń Haagena. 
Dostarczono więźniów w stanie tak skrajnego wyniszczenia, że nie 
nadawali się do eksperymentów. Zmartwiony takim obrotem sprawy 
prof. Haagen napisał do swego protektora prof. Hirta pismo, w 
którym między innymi czytamy: 
„Ze stu więźniów wybranych w poprzednim obozie osiemnastu zmarło 
już podczas transportu. Tylko dwunastu więźniów znajduje się w 
takim stanie, że wydają się przydatni, z zastrzeżeniem, że 
przywrócony zostanie ich dobry stan fizyczny. Pozostali więźniowie 
nie nadają się w ogóle do przewidywanego celu z powodu swego stanu 
ogólnego. 
...Po badaniach na obecnym materiale nie można więc oczekiwać 
wyników użytecznych. 
...Proszę więc o przysłanie mi stu więźniów w wieku od dwudziestu 
do czterdziestu lat, którzy są zdrowi i tak zbudowani fizycznie, 
by stanowili materiał porównywalny"27. 
Prośba Haagena została spełniona. Późną jesienią 1943 r. otrzymał 
90 więźniów niemieckich z Oświęcimia. Podzielił ich na dwie grupy 
i wstrzykiwał im swoją nową szczepionkę w różny sposób: za pomocą 
skaryfikacji i w zastrzykach 
26  Zeznania dr. Grafego na procesie lekarzy w Norymberdze 
cytowane za: Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 116. 
27  Dokument nr 121 procesu lekarzy w Norymberdze, tamie, s. 117. 
4 — Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
49 
domięśniowych. Ale i tym razem zawiodły przewidywania Haagena. 
Wyniki były jeszcze gorsze niż ze szczepionką pierwszą. On sam na 
procesie zeznawał, że reakcje po-szczepienne były gwałtowniejsze, 
ale że wśród szczepionych nie zaobserwował przypadków duru 
plamistego. Zeznania świadków wykazały, że w tej serii doświadczeń 
Haagena w następstwie szczepień zmarło 29 więźniów28. 
Wiosną 1944 r. wybuchła w Natzweiler epidemia duru plamistego. 
Zaniepokoiło to Inspektorat Sanitarny Luft-waffe, a szczególnie 
prof. Oskara Schródera, jego szefa. Istniały bowiem 
przypuszczenia, że epidemia może mieć powiązania z prowadzonymi 
przez Haagena doświadczeniami. Epidemia nie wstrzymała jednak 
Haagena od dalszych eksperymentów. Nadal był on bowiem przekonany 
o wysokiej wartości swojej szczepionki. Sądził jedynie, że wymaga 
ona dalszych ulepszeń. W maju 1944 r. przesyłając prof. Hirtowi 
sprawozdanie z dokonanych prób zwrócił się do niego o przekazanie 
mu 200 więźniów do dalszych doświadczeń. Haagen pisał: 
„...Jak pokazują wyniki, przy użyciu tej szczepionki udało się 
uzyskać nie tylko odporność antytoksyczną, ale również 
przeciwzakażeniową. Jednakże szczepienia wywołują jeszcze dość 
długotrwałą reakcję gorączkową. Podjęliśmy obecnie dalsze badania 
nad zmianą szczepionki, żeby wywoływała jedynie słaby odczyn nie 
mający istotnego wpływu na stan ogólny. 

background image

...W celu przeprowadzenia tych badań potrzebujemy znów ludzi do 
szczepienia... Proszę o oddanie mi do dyspozycji tym razem 200 
osób. Osoby te muszą znajdować się w takim samym stanie fizycznym 
jak żołnierze Wehr-machtu. Proszę, by można było prowadzić 
doświadczenia w obozie w Natzweiler"29. 
Hirt poparł prośbę Haagena i skierował ją do swego zwierzchnika, 
sekretarza generalnego Ahnenerbe Sieversa. Podobnie jak 
poprzednio, ten zwrócił się do SS-obergrup-penfuhrera Oswalda 
Pohla szefa Głównego Urzędu Ad-ministracyjno-Gospodarczego pisząc: 
28  Zeznania Gardinga na procesie lekarzy w Norymberdze, Archiwum 
GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-25, s. 6395—6398. 
29  Dokument nr 123 procesu lekarzy w Norymberdze cytowany za: 
Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 119. 
50 
„...Nowa szczepionka jest już w opracowaniu, tak że zachodzi 
potrzeba przeprowadzenia dalszych badań, o ile tylko odpowiednie 
osoby do prób zostaną postawione do dyspozycji. Dlatego proszę 
Pana o dostarczenie dla tych celów do Natzweiler ponownie osób do 
szczepień. Aby otrzymać wyniki możliwie dokładne i statystycznie 
wartościowe, tym razem musi być postawionych do dyspozycji 200 
osób do szczepień. Jest jednak konieczne, aby znajdowały się one w 
takim stanie zdrowia jak żołnierze Wehrmachtu"30. 
Pohl zarządził przesłanie życzonych 200 więźniów do Natzweiler. Z 
tej liczby co najmniej 50 osób zmarło w następstwie dokonanych 
szczepień31. Dalszy przebieg doświadczeń przerwały działania 
wojenne. Jesienią 1944 r. wojska alianckie wkroczyły do Alzacji i 
uwolniły obóz koncentracyjny w Natzweiler-Struthofie. 
Doświadczenia Haagena w Natzweiler różniły się dość znacznie od 
prowadzonych w Buchenwaldzie. W Buchen-waldzie najpierw szczepiono 
ofiary różnymi szczepionkami zawierającymi zabite riketsje, a 
dopiero potem zakażano bardzo zjadliwymi zarazkami. W Natzweiler 
próby szczepienia były jednocześnie zakażeniem: aczkolwiek 
riketsjami osłabionymi, to jednak nie chroniło to przed "ciężkimi, 
kończącymi się śmiercią zachorowaniami. Ta idea stosowania żywych, 
lecz osłabionych zarazków dla wywołania odporności czynnej nie 
była nowa. Wiadomo, że szczepionka przeciwko ospie zawiera żywy 
zarazek krowianki, a Cal-mette-Guerina żywe, choć osłabione prątki 
gruźlicy. Zanim jednak podjęto się szczepień na ludziach, 
przeprowadzono wiele doświadczeń na zwierzętach. Zastosowanie 
szczepionki zawierającej żywe zarazki wymaga pewności, że są one 
tak dalece zmienione, iż zachowując właściwości antygenowe, 
straciły cechy patogenne. 
Eksperymenty Haagena nosiły wszelkie znamiona przestępstwa. 
Szczepił on, a właściwie zakażał więźniów wyniszczonych warunkami 
obozowymi, a zatem pozbawionych naturalnych sił obronnych. 
ZrozumiateTwięc, że tym samym 
30  Pismo Wolframa Sieversa do Oswalda Pohla, Akta procesu lekarzy 
w Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-6, s. 1408. 
31  Przemówienie prokuratora na IV procesie norymberskim, tamże, 
sygn. ATW-IY, s. 4049. 
51 

background image

godził się z możliwością dużej śmiertelności ofiar użytych do 
doświadczeń. Doświadczenia przeprowadzano na więźniach bez ich 
zgody i bez uprzedzenia o grożącym niebezpieczeństwie. 
Badania immunologiczne w przebiegu duru plamistego 
Wykorzystując szerokie możliwości badań na więźniach dr Erwin Ding 
przeprowadził w Buchenwaldzie próby w zakresie serodiagnostyki 
duru plamistego. Interesował go problem, czy w każdym przypadku 
tej choroby występuje dodatni odczyn aglutynacyjny z pałeczkami 
odmieńca X-19, tzn. odczyn Weil-Felixa. Ding pragnął również 
zbadać, czy odczyn ten daje znamienne wyniki z płynem mózgo-wo-
rdzeniowym chorych na dur plamisty. 
Odczyn Weil-Felixa jest znany w medycynie od 1916 r. W moczu 
chorego na dur badacze ci wykryli pałeczkę odmieńca, która 
aglutynowała z surowicą tego samego chorego. Ustalono jednak, że 
jest to odczyn nieswoisty i wypada ujemnie u około 10—12% chorych 
na dur plamisty32. Żaden z poprzednich badaczy odczynu We-il-
Felixa nie miał takich możliwości prowadzenia badań jak dr Erwin 
Ding. Mógł on dowolną liczbę więźniów zakazić durem i kontrolować 
odczyn dokładnie od daty zakażenia, chociaż wyniki tych badań 
można było przewidzieć z góry. Ding zakaził riketsjami 53 
więźniów. U każdego z nich przeprowadzał trzy razy w tygodniu 
odczyn Weil-Felixa z krwią, a raz w tygodniu z płynem mózgowo-
rdzeniowym. U chorych z silnymi bólami głowy pobierano płyn móz-
gowo-rdzeniowy dwa razy w tygodniu. 
Ding ogłosił wyniki swych badań w 1943 r. w czasopiśmie 
„Zeitschrift fur Hygiene". U 53 klinicznie pewnie chorych na tyfus 
plamisty, którzy nie byli szczepieni, badano płyn mózgowo-
rdzeniowy i krew. W 8 przypadkach reakcja na odczyn Weil-Felixa 
była negatywna. W 9 innych miano utrzymywało się poniżej progu, 
chociaż przebieg kliniczny był bardzo ciężki, a cztery osoby 
zmarły. Badanie 176 punktatów płynu mózgowo-rdzenio- 
32 L. Jabłoński, Podstawy mikrobiologii lekarskiej, Warszawa 1975, 
s. 376. 
52 
wego dało negatywny wynik na odczyn Weil-Felixa"33. 
Stwierdzenia Dinga nie stanowiły żadnego novum w bakteriologii 
klinicznej. Od dawna bowiem wiedziano, że na około 10—12% 
przypadków duru plamistego odczyn Weil-Felixa wypada ujemnie. 
Przyczyny tego zjawiska nie są znane i nie wykryły jej również 
badania Dinga. Doświadczenia swoje zaczął Ding w listopadzie 1941 
r., kiedy dopiero planowano utworzenie stacji badawczej w Bu-
chenwaldzie. Zakończył je w marcu 1942 r. 
Ze względów oczywistych Ding nie napisał w pracy, że ofiary 
zakażał sztucznie. Wspomniał jedynie, że wszyscy chorzy pochodzili 
z terenów na wschód od starej granicy Rzeszy, znanych z endeniii 
duru plamistego i że byli to wyłącznie mężczyźni w wieku od 18 do 
52 lat. Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że wśród 
badanych znajdowali się również Polacy. 
Wartość badań Dinga, jak wynika z przytoczonych danych, była 
niewielka i potwierdziła znane fakty o nieswoisto-ści odczynu 

background image

Weil-Felixa. Ceną ich była śmierć co najmniej 4 więźniów i ciężkie 
uszkodzenie zdrowia u pozostałych 49. 
Badanie okresu inkubacji i zakaźności duru plamistego 
W 1942 r. w Oświęcimiu w bloku nr 20 lekarz obozowy Friedrich 
Entress, wówczas w stopniu SS-untersturm-fuhrera, przeprowadził z 
własnej inicjatywy badania na temat zakaźności duru plamistego. 
Entressowi chodziło o ustalenie, w którym okresie choroby chorzy 
na dur plamisty przestają być źródłem zakażenia. Do badań nad 
zakaźnością duru plamistego Entress wykorzystał 15 więźniów, 
przebywających w szpitalu z różnymi niezakaźnymi chorobami. Ofiary 
swe podzielił na trzy grupy, każda po pięć osób. Więźniom z 
pierwszej grupy wstrzyknął kilka ml krwi pobranej od chorego na 
dur w szóstym dniu gorączki, więźniom z drugiej grupy od chorego w 
dziesiątym dniu gorączki. Wreszcie więźniom z ostatniej grupy 
wstrzyknął krew od chorego z pierwszego dnia bez gorączki. 
33 E. Ding, Zur serologichen und mikrobiologischen Diagnostik des 
Fleckfiebers, „Zeitschrift fur Hygiene", 1943, t. 124, s. 547. 
53 
Badania wykazały, że w okresie gorączkowym chory jest 
niebezpieczny dla otoczenia, w bezgorączkowym natomiast 
bezpieczny. Entress potwierdził eksperymentalnie fakty dobrze 
znane z epidemiologii chorób zakaźnych. Mógł to samo osiągnąć 
wykonując badania na zwierzętach i uniknąć w ten sposób 
doświadczeń zbrodniczych. 
Nieco podobne doświadczenia przeprowadził w Oświęcimiu inny lekarz 
obozowy, Helmuth Vetter. Interesowało go, jak długo chorego po 
przebytym durze trzeba izolować, a zwłaszcza, czy nie można 
skrócić okresu kwarantanny. Dotychczas trwał on bowiem około 
trzech miesięcy M. 
Do badań wybrał 11 zdrowych więźniów. Podzielił ich na kilka grup. 
Więźniom pierwszej grupy wstrzyknął krew chorych na dur z piątego 
dnia po zakończeniu gorączki, drugiej w trzy dni po spadku 
gorączki, trzeciej krew z okresu bezpośrednio po spadku gorączki, 
a czwartej od chorego w końcu stadium gorączkowego. U osób, które 
nie zachorowały na dur, ponowił próbę zakażenia, wstrzykując im 
krew od chorego będącego w drugim tygodniu od spadku gorączki. 
Doświadczenia Vettera wykazały, że w okresie bezgorączkowym we 
krwi chorych na dur plamisty nie stwierdza się riketsji, a więc 
okres kwarantanny może być skrócony do miesiąca. Ceną tych 
obserwacji była śmierć czterech więźniów, którzy zachorowali na 
dur. Zostali zabici zastrzykami fenolu3S. 
Innego rodzaju badania w okresie inkubacyjnym duru plamistego 
przeprowadził lekarz obozowy SS-obersturm-fuhrer Hermann Richter w 
obozie koncentracyjnym w Mauthausen w bloku nr 19. Ofiary wybrane 
do badań zakażał sztucznie riketsjami. Dokładne ustalenie momentu 
zakażenia umożliwiało Richterowi śledzenie okresu inkuba-cyjnego 
do momentu wystąpienia jawnych objawów durowych. Do badań wybrano 
100 jeńców radzieckich, których zakażono, a po wystąpieniu objawów 
uśmiercono36. 
34  Kaul, op. dr., s. 284. 

background image

35  W. Fejkiel, Eksperymenty sanitariatu SS w Oświęcimiu, w: 
Okupacja i medycyna, Warszawa 1971, s. 40—44. 
36  Okręgowa KBZHwP — Gdańsk, sygn. KO3970. 
54 
Doświadczenia związane z leczeniem duru 
plamistego 
Próby leczenia szczepionkami 
W sierpniu 1944 r. doc. Joachim Mrugowsky, kierownik Instytutu 
Higieny Waffen SS w Berlinie, wydal polecenie dr. Erwinowi Ding-
Schulerowi, aby zbadał, czy przebiegu duru plamistego nie można 
złagodzić szczepionkami przeciw-durowymi. Mrugowsky'ego od dawna 
interesował ten problem i dlatego zabiegał o możliwość wykonywania 
odpowiednich prób na więźniach. W odpowiedzi otrzymał od 
naczelnego lekarza SS pismo następującej treści: „Mogę Wam 
zakomunikować, że SS-reichsfuhrer zgodził się dziś na 
przeprowadzenie przez Was serii doświadczeń: 
1.  Leczenie swoiste duru plamistego, 
2.  Tolerancję na surowice zawierające fenol"37. 
W listopadzie 1944 r. zgodnie z dyrektywami Mrugows-ky'ego •» dr 
Ding-Schuler rozpoczął badania. Wybrał 25 więźniów i zakaził 
bardzo zjadliwymi zarazkami. Po wystąpieniu objawów duru u 
dziesięciu chorych Ding podał im dożylnie szczepionkę 
przeciwdurową, a następnym dziesięciu domięśniowo. Pozostałych 
pięciu chorych stanowiło grupę porównawczą. W grupie pierwszej na 
dziesięciu zakażonych zmarło dziewięciu, w drugiej sześciu, w 
porównawczej czterech38. 
Doświadczenia te wykazały, że leczenie szczepionkami w trakcie 
trwania duru nie daje pozytywnych wyników. W okresie II wojny 
światowej nie istniały zasadniczo żadne metody swoistego leczenia 
duru. Uważano wówczas, że szczepionki zastosowane w trakcie 
choroby mogą zwiększać odporność organizmu. Istniała łatwa 
możliwość uzyskania odpowiedzi, wykonując badania na zwierzętach 
lub w ostateczności na chorych, których nie brakowało w czasie 
wojny. Wybrano jednak drogę najbardziej okrutną: specjalnego 
zakażania, doprowadzając do śmierci 19 więźniów. 
Zbliżone doświadczenia przeprowadzał w styczniu 1944 r. 
37  Pismo Ernsta Grawitza do Joachima Mrugowsky'ego cytowane za: 
Mitscherlich, Mielkc, Nieludzka medycyna, s. 107. 
38  Tagebuch der Abteilungfiir Fłeckfieber und Virusforschung am 
Hygiene Institut der Waffen SS, jw. 
55 
w Oświęcimiu lekarz Helmuth Vetter. Próby wykonano na około 100 
więźniach chorych na dur. Szczepionkę podano w ilości 10—20 ml w 
pierwszych dniach choroby. Podobnie jak Ding również Vetter nie 
uzyskał dodatnich wyników leczenia. Istnieją przypuszczenia, że 
chorych użytych do badań zgładzono po ich zakończeniu39. 
Próby leczenia duru plamistego przetworami farmakologicznymi 
W latach 1942—1944 w Oświęcimiu w bloku 20, tj. w stacji chorób 
zakaźnych, pracował jako lekarz obozowy dr Helmuth Vetter. Dokonał 
tam wielu obserwacji na tematy wartości leków, proponowanych przez 
IG-Farbenindustńe?\ Vetter przybył do Oświęcimia z Dachau, gdzie 

background image

również wykonywał podobne badania. Z Oświęcimia skierowano go do 
Mauthausen, gdzie kontynuował swoje doświadczenia, ale większość z 
nich dokonał w Oświęcimiu. W okresie pobytu w Mauthausen Vetter 
przyjeżdżał do Oświęcimia, aby kontrolować zalecone obserwacje. 
IG-Farben dostarczało mu różne próbki leków znaczonych 
kryptonimami, jak np. nr 3582, „Rutenol". Lek nr 3582 był 
przetworem nitroakrydynowym, a „Rutenol" połączeniem jego z kwasem 
arsenowym. Pomysł zastosowania barwników akrydy-nowych miał 
uzasadnienie logiczne, związki te bowiem znane są jako dobre 
środki bakteriobójcze, do stosowania zewnętrznego. Vetter próbował 
ustalić wskazania i przeciwwskazania do leczenia tymi środkami 
różnych chorób, a zwłaszcza duru40. 
Ogółem Vetter przeprowadził badania na około 250 więźniach. 
Osobiście dobierał chorych, ustalał dawki i grupy porównawcze. 
Lekarze-więźniowie zmuszeni do prowadzenia dokumentacji starali 
się ratować życie więźniów, podając mniejsze dawki leku, fałszując 
historie chorób i karty gorączkowe. Były więzień Oświęcimia prof. 
dr Władysław Fejkiel  tak  ocenia  te doświadczenia:  „Łącznie 
leczono 
39  W. Fejkiel, Sztuczne zakażenie ludzi durem wysypkowym w 
obozach koncentracyjnych, „Przegląd Lekarski", 1955, nr 4, s. 97—
103. 
40  S. Kłodziński, Zbrodnicze doświadczenia farmakologiczne na 
więźniach obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, „Przegląd 
Lekarski", 1965, nr 1, s. 40. 
56 
preparatem 3582 — 50 chorych. Chorzy źle znosili przyjmowane 
preparaty, narzekali na gorzkość i pieczenie języka. Z 50 chorych 
na dur wysypkowy leczonych preparatem 3582 zmarło 15. Preparat 
wykazywał wyraźny wpływ na przebieg krzywej. Podczas leczenia 
łagodniały typowe przy durze bóle głowy, stawów i mięśni"41. 
Na początku 1943 r. Vetter otrzymał z IG-Farben nowy preparat 
(kryptonim „Be-1034") z poleceniem wypróbowy-wania go u chorych na 
dur plamisty. Podobnie jak w poprzednich badaniach prowadzono 
dokładne karty obserwacji, a w wypadkach śmierci wykonywano 
badania sekcyjne. Preparatem tym leczono około 50 osób, nie 
stwierdzono jednak znamiennie korzystnego wpływu. Vetter zachęcał 
lekarzy, by poprawiali wyniki obserwacji. Przygotował także do 
publikacji artykuł na temat chemoterapii duru plamistego za pomocą 
„Be-1034". Preparat ten wypróbowy-wano również na kobietach w 
szpitalu w Oświęcimiu--Brzezince. Według zeznań dr Przerwy-
Tetmajer, jesienią 1943 r. około 50 więźniarek zostało zakażonych 
durem. Zakażenia te nadzorował lekarz garnizonowy dr Eduard 
Wirths42. Obserwacje prowadzili lekarze SS Hans Kónig i Werner 
Rhode. Preparat „Be-1034" był źle znoszony przez chore. Większość 
z nich zmarła. Vetter interesował się przebiegiem tych prób i co 
kilka dni wizytował szpital. 
Podobne doświadczenia przeprowadził dr Erwin Ding--Schuler w 
Buchenwaldzie. Tu z początkiem 1943 r. w Stacji Badań nad Durami i 
Wirusami rozpoczęto doświadczenia nad wartością niektórych leków w 
leczeniu duru. Próby te trwały do czerwca 1943 r. Inicjatywa ich 

background image

wykonania wyszła od przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego: „W 
naszej firmie od co najmniej lat piętnastu w klinicznych badaniach 
znajdował się olej bałkański. Kiedy na początku wojny dur plamisty 
rozprzestrzenił się silnie, przedstawiłem propozycję, aby zbadać, 
czy lek ten może być skuteczny w leczeniu tej choroby"43. 
Pierwsze badania rozpoczęto z preparatem akrydynowym oraz z 
błękitem metylowym. Koncepcja leczenia wydawała 
41   Tamie. 
42  J. Mikulski, Eksperymenty farmakologiczne w obozie 
koncentracyjnym Oświęcim-Brzezinka, „Zeszyty Oświęcimskie", 1967, 
nr 10, s. 3—18. 
43  Zeznania  Karla  Ludwiga  Lautenschlagera kierownika Wydziału 
Środków Leczniczych w Zakładach Hóchsta na procesie lekarzy w 
Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-21, s. 5200—5201. 
57 
 
się uzasadniona, gdyż środki te działają bakteriobójczo. Zamiast 
leki te wypróbowywać u chorych na dur, przebywających w rewirze, 
dr Ding wywoływał sztucznie zakażenia. Po zakażeniu jednych 
chorych leczył akrydyną, drugich błękitem metylowym, a grupę 
porównawczą pozostawił bez leczenia. W czerwcu 1943 r. 
przeprowadzono próby z „Rute-nolem" na 39 osobach zakażonych 
sztucznie durem. W tej grupie zmarło 21 osób. 
Na procesie norymberskim kierownik Wydziału Ośrodków Leczniczych 
IG-Farben prof. Lautenschlager zaprzeczał, jakoby wiedział, że dr 
Ding wykonuje doświadczenia na osobach zakażonych sztucznie44. 
Wiele danych wskazuje, że było inaczej, niż przedstawił to 
Lautenschlager. W swym dzienniku dr Ding zaznaczył, że po 
negatywnej pierwszej próbie informował producenta o 
niepowodzeniach, ... „ponieważ grupa kontrolna nie może zostać 
prawidłowo zakażona" . Współpracownik Dinga, lekarz obozowy w Bu-
chenwaldzie, Waldemar Hoven zeznał, że dla zakamuflowania 
przesyłek i listów korespondencja z IG-Farben była kierowana do 
niego46. Obie serie doświadczeń Ding przeprowadził na 86 
więźniach, zakażając ich durem plamistym. Spośród nich zmarło 22. 
Po tych badaniach Ding stwierdził, że zarówno „Rutenol", jak i 
inne proponowane leki nie nadają się do leczenia duru. 
Również w obozie koncentracyjnym w Mauthausen--Gusen 
przeprowadzano próby leczenia duru plamistego różnymi przetworami 
farmakologicznymi. Wykonywali je: SS-hauptsturmfuhrer Karl 
Bóhmichen i Helmuth Vet-ter. 
Karl Bóhmichen nie miał ukończonych studiów lekarskich. Z medycyną 
zapoznał się w Grazu w Wojskowej Akademii Medycznej Waffen SS, 
gdzie nauka trwała trzy lata. Przed ukończeniem studiów skierowano 
go jako lekarza na praktykę w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. 
Przebywał tam od 1942 do 1944 r. Obok doświadczeń z gruźlicą 
przeprowadzał w obozie także próby leczenia chorych na dur 
plamisty przetworem bizmutowym noszącym nazwę  ,,Quinby".  
Stosowano go do  leczenia kiły. 
44  Tamże. 

background image

45  Tagebuch der Abteilungfur Fleckfieber und Virusforschung am 
Hygiene Institut der Waffen SS jw. zapis z 20 II 1943 r. 
46  Zeznania Waldemara Hovena cytowane za: SS im Einsatz, s. 386. 
58 
Doświadczenia Bohmichena tak wspomina były więzień Gusen dr Józef 
Markiewicz: 
„Jesienią 1942 roku zostałem przydzielony na rewir do pomocy 
nieżyjącemu już lekarzowi z Poznania dr. Adamowi Koniecznemu, by 
wspólnie opracować dysertację naukową (doktorską) dla lekarza SS 
dr. Bóhmichena, urzędującego w tym czasie w Gusen. Bóhmichen, 
słabo przygotowany fachowo, wbił sobie do głowy, że musi przy 
pomocy królików napisać pracę doktorską. Stosował on »Quinby«, 
preparat bizmutowy, do leczenia duru plamistego. Tą grupą 
więźniów, w której stosował zastrzyki, interesował się nieco 
więcej. Wyniki zaś leczenia miałem wspólnie opracować z 
Koniecznym. Preparat ten stosowany w warunkach wolnościowych 
szpitala mógł nie wywoływać żadnych groźnych skutków. Natomiast 
próbowany u więźniów straszliwie wyniszczonych mógł dawać nawet 
powikłania śmiertelne"47. 
Helmuth Vetter kontynuował swoje obserwacje na temat wartości 
preparatów IG-Farben w leczeniu duru. Zakażał on sztucznie 
więźniów, aby następnie próbować ich leczyć wybranymi preparatami. 
„W Gusen w bloku 29 i 30 zawsze leżało po kilkunastu wybranych 
przez niego chorych, którym wstrzykiwano dożylnie lub domięśniowo 
zawartość ampułki z etykietką firmy Bayer i napisem »Be-1034«, 
oraz podawano tabletki o takiej samej nazwie. U chorych tych dr 
Konieczny i dr Krakowski (polscy lekarze-więźniowie) musieli 
prowadzić dokładne historie choroby i notować wyniki obserwacji, a 
w wypadku śmierci dr Kamiński przeprowadzał dokładną sekcję 
zwłok"48. 
W obozie oświęcimskim próby leczenia chorych na dur plamisty 
bliżej nie określonym lekiem przeprowadzał również lekarz 
garnizonowy Eduard Wirths jesienią 1942 r. na sześciu wybranych 
więźniach Żydach. Próby te przeprowadzono w bloku nr 20. 
Więźniowie użyci do badań byli uprzednio przez Wirthsa zakażeni 
zarazkami tyfusu plamis- 
47  Zeznania dr. med. Józefa Markiewicza z przesłuchania 5 IV 1967 
r. w Sądzie Powiatowym w Grudziądzu na okoliczność zbrodni w 
obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Relacja nie publikowana 
przekazana autorowi. 
48  Zb.   Wlazłowski,  Szpital w obozie koncentracyjnym w Gusen, 
„Przegląd Lekarski", 1967, nr I, s. 112—121. 
 
59 
tego, a po wystąpieniu choroby przechodzili próby leczenia 
nieznanym preparatem. Obserwował ich leczenie lekarz obozowy 
Johann Kremer, o czym wspomina w swoim pamiętniku. W następstwie 
tych prób zmarło dwóch więźniów. Ci zaś, którzy wyzdrowieli, 
prawdopodobnie jako tak zwani nosiciele tajemnicy podzielili los 
wielu Żydów w obozie, uśmiercanych w komorach gazowych i palonych 
następnie w krematorium49. 

background image

Próby leczenia chorych na dur plamisty 
lewatywami zawierającymi mocz 
kobiet ciężarnych 
W poszukiwaniu skutecznego środka leczniczego na zakażenie durem 
plamistym hitlerowscy lekarze zastosowali lewatywy z moczu kobiet 
ciężarnych. Przypuszczali oni, że ustrój ciężarnej kobiety może 
wytwarzać jakieś nieswoiste ciała odpornościowe, wydalane z 
moczem, nadające się do leczenia chorych na dur. Dla sprawdzenia 
tej hipotezy należało przeprowadzić odpowiednie próby. Najłatwiej 
było je wykonać w obozie kobiecym w Ravensbriick, gdzie nie 
brakowało kobiet ciężarnych przywożonych różnymi transportami z 
całej Europy i chorych na dur plamisty. Doświadczenia te zlecono 
lekarzowi obozowemu dr. Percivalowi Treitemu50. 
„...Na rozkaz Reichsarzta SS dr. Grawitza otrzymałem po lecenie 
leczenia eksperymentalnie więźniów cierpiących na dur lewatywami z 
moczu kobiet ciężarnych (50—100 g). Skontaktowałem się z lekarką 
Czeszką i poleciłem przeprowadzenie prób. Złożyła ona 
sprawozdanie, że nie zauważyła ani pozytywnego, ani też 
negatywnego efektu terapeutycznego" 51. 
Próby wykonano na 30 więźniarkach. Próby te można uważać za 
nieszkodliwe. Nie wywoływano bowiem sztucz- 
49  H. Langbein, Menschen in Auschwitz, Frankfurt am Main 1974; 
Oświęcim w oczach SS — Hoss, Broad, Kremer, Oświęcim 1972. 
50  Proces załogi Ravensbriick w Hamburgu, Archiwum GKBZHwP, sygn. 
ob. 83. 
51  Zeznania dr. Percivala Treitego na procesie załogi 
Ravensbriick w Hamburgu, tamże. 
60 
nie choroby. Założenia teoretyczne prób miały pewne podstawy 
racjonalne, ale praktyka wykazała, że były one błędne. 
Próby tolerancji ustrojów ludzkich na szczepionki durowe, 
paradurowe i inne 
Wiosną 1943 r. na polecenie Instytutu Higieny Waffen SS SS-
sturmbannfuhrer dr Karl Joseph Gross przeprowadził w Mauthausen 
badania nad wartością użytkową szczepionek durowych, paradurowych 
i przeciwko cholerze. Gross nie wywoływał sztucznego zakażenia. 
Wartość użytkową szczepionek oceniał na podstawie oznaczenia miana 
przeciwciał po szczepieniu. Każdy więc szczepiony po pewnym 
okresie miał pobieraną krew do badania serologicznego. Natomiast 
tolerancję na szczepionki określali na miejscu lekarze obozowi. 
Szczepienia przeprowadzono od 4 lutego do 18 kwietnia 1943 r. na 
1700 więźniach w trzech seriach (pierwsza 1030 osób, druga 170, 
trzecia 500). Po szczepieniu u więźniów następowała silna reakcja 
w postaci nacieków i rumieni na skórze. Dokumentacja tych badań 
objęła trzy tomy. W uznaniu zasług za przeprowadzone badania Gross 
otrzymał awans na SS-obersturm-bannfuhrera i odznaczono go 
medalem52. 
W związku z działaniami wojennymi na różnych frontach i w różnych 
warunkach epidemicznych zachodziła konieczność szczepienia 
żołnierzy niemieckich rozmaitymi szczepionkami. Wynikł problem, w 
jaki sposób jak najszybciej uzyskać czynną odporność na 

background image

najczęściej występujące choroby zakaźne. Postawiono lekarzom 
zagadnienie, czy bez szkody dla zdrowia można uodparniać ludzi w 
krótkim okresie, stosując różne szczepionki. 
Od 24 marca do 20 kwietnia 1943 r. na polecenie kierownika 
Instytutu Higieny Waffen SS doc. Joachima Mrugowsky'ego w obozie w 
Buchenwaldzie na 45 więźniach dr Erwin Ding-Schuler przeprowadził 
badania w celu sprawdzenia tolerancji na różne szczepionki 
stosowane w krótkich terminach53. Więźniowie ci byli szczepieni w 
odstępach co osiem dni różnymi szczepionkami (przeciwko ospie 
52  Okręgowa KBZHwP — Gdańsk, sygn. KO 3970. 
53  Tagebuch der Abteilungfiir Fleckfleber und Virusforschung am 
Hygiene Institut der Waffen SS, jw. 
61 
prawdziwej, durowi brzusznemu, paradurom, cholerze, durowi 
plamistemu, błonicy). Wyniki były na ogół zachęcające, aczkolwiek 
użyci do szczepień więźniowie chorowali zbyt intensywnie po 
zabiegach. 
Inny problem epidemiologiczny wynikł w 1943 r. W listopadzie 1942 
r. w Afryce Północnej, gdzie znajdował się niemiecki korpus 
ekspedycyjny, wylądowały wojska alianckie. Od strony wschodniej 
ruszyła w kierunku na Libię armia brytyjska. Niemcy stanęli przed 
koniecznością rzucenia na ten front nowych wojsk. Musiały być one 
jednak przygotowane na ewentualność zachorowania na choroby 
tropikalne. Wzrosło więc zapotrzebowanie na szczepionki przeciwko 
żółtej febrze. Należało zatem wypróbować je uprzednio co do ich 
wartości. 
Od 10 stycznia do 17 maja 1943 r. w stacji badawczej w 
Buchenwaldzie przeprowadzono badania nad tolerancją ustrojów 
ludzkich na szczepionki przeciwko żółtej febrze, produkowane przez 
różne wytwórnie, jak: Behring-Werke czy Instytut Higieny im. 
Roberta Kocha w Berlinie. Każdą wyprodukowaną nową serię 
szczepionek wypróbowywano na pięciu więźniach. Ogółem dokonano 
prób na 435 więźniach. Doświadczenia przeprowadzał dr Ding. Ze 
względu na to, że w trakcie prób nie zachodziło niebezpieczeństwo 
zachorowania na żółtą febrę, użyci do badań więźniowie przebywali 
w swych blokach i stamtąd byli wzywani na badania kontrolne. Brak 
jest danych, czy szczepienia te wywoływały poważniejsze skutki, 
gdyż dr Ding nic o tym nie wspomina w swym dzienniku   . 
Próby leczenia duru brzusznego 
Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej prof. Loc-kemann z 
Instytutu Higieny im. Roberta Kocha zwrócił uwagę na to, że 
podawanie rodanków powoduje bardzo dużą sekrecję soku żołądkowego. 
W czasie wojny zainteresował się tym raportem dr Werner 
Christiansen, który pełnił obowiązki referenta do spraw epidemii w 
Wydziale Zdrowia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (w Niemczech nie 
istniało odrębne Ministerstwo Zdrowia). Christiansen zaproponował, 
aby wyprodukować odpowiedni związek rodan- 
54 Tamże. 
62 
kowy, który należałoby podawać ludziom na terenie objętym epidemią 
duru brzusznego. Wzrost sekrecji soku żołądkowego miałby powodować 

background image

niszczenie zarazków duru brzusznego dostających się do przewodu 
pokarmowego. Koncepcja ta wydawała się logiczna. Dr Christiansen 
miał na sobie wypróbować skuteczność tej metody (patrz również 
Aneks 3 — Dokument nr 3.) 
„Zaproponowałem wyprodukowanie preparatu rodan-kowego, który 
działałby profilaktycznie u ludności przy występowaniu duru, 
paradurów i czerwonki. Wypróbowałem ten preparat na sobie samym w 
maju 1943 r. Poinformowałem o tym dr. Contiego. Oświadczył, że 
zastosuje ten środek w jednej jednostce SS. Jesienią 1943 r. 
przekazał mi 50 historii chorób, które miałem ocenić. Conti 
powiedział mi, że są to historie z epidemii duru brzusznego w 
pewnej jednostce. Z tych historii ustaliłem, że otrhominę użyto 
leczniczo. Środek ten nie może jednak działać po wystąpieniu 
choroby. Z tego powodu był on w użyciu SS bezużyteczny"55. 
Z zapisków Dinga wynika , że w czerwcu 1943 r. w Buchenwaldzie 
przeprowadził on próby leczenia durów brzusznych związkiem 
rodankowym — otrhominą. Do prób wybrano 40 więźniów. 20 otrzymało 
lek, a 20 innych stanowiło grupę porównawczą. W grupie 
porównawczej połowę więźniów zaszczepiono przeciwko durowi 
brzusznemu. Wszystkim badanym podano zarazki duru brzusznego w 
sałatce kartoflanej. W następstwie tego zakażenia 36 więźniów 
zachorowało na dur brzuszny.Wyniki leczenia rodankami nie były 
zachęcające56. Wskutek przeprowadzonych doświadczeń jedna osoba 
zmarła. 
Niewątpliwie nie istniała żadna potrzeba wywoływania zakażenia 
ludzi, aby ocenić wartość metody rodankowej w leczeniu duru 
brzusznego. Użycie leku w celu terapeutycznym, a nie 
profilaktycznym, mijało się z zasadą jego hipotetycznego 
działania. 
55  Zeznania dr. Wernera Christiansena na procesie lekarzy w 
Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-21, s. 5202. 
56  Tagebuch der Abteilungfur Fleckfieber und Virusforschung am 
Hygiene Institut der Waffen SS, jw. 
63 
Rozdział II 
DOŚWIADCZENIA Z DZIEDZINY GRUŹLICY 
Zagadnienia immunoterapii 
W okresie przedwojennym austriacki ftyzjatra Kutsche-ra-Auchberger 
zaproponował zwalczanie gruźlicy drogą zwiększenia potencjału 
immunizacyjnego. Dla tych celów proponował on wywoływanie gruźlicy 
skóry u ludzi chorych już na gruźlicę płuc. Propozycja ta bardzo 
intrygowała Kurta Heissmeyera, lekarza-ftyzjatrę, ordynatora 
oddziału gruźliczego w Zakładzie Leczniczym w Hohenlychen, 
przeznaczonym dla SS i policji. Praca w Hohenlychen u boku 
naczelnego klinicysty Waffen SS chirurga prof. Karla Geb-hardta 
dawała mu możliwość kontaktowania się z największymi 
osobistościami służby medycznej SS. Mimo że propozycję Kutschery-
Auchbergera odrzucono jako niebezpieczną dla chorych, Heissmeyer 
pragnął prześledzić dokładniej rolę immunizacji w rozwoju gruźlicy 
płuc. Liczył na to, że praca ta umożliwi mu otwarcie przewodu 
habilitacyjnego. Realizację tych planów ułatwiły mu dobre stosunki 

background image

z kadrą kierowniczą SS: Oswaldem Pohlem, Karlem Gebhardtem i 
Ernstem Grawitzem. Ludzie ci często przebywali w Hohenlychen. 
Wiosną 1944 r. w Hohenlychen doszło do spotkania Heissmeyera z dr. 
Contim, prof. Grawitzem i prof. Gebhardtem. W czasie rozmowy 
przyrzeczono Heissmeyerowi pomoc w badaniach i umożliwienie 
przeprowadzenia ich na 
64 
więźniach obozu koncentracyjnego. Heissmeyer proponował, aby 
doświadczenia te przeprowadzić w Ravensbruck, odległym od zakładu 
w Hohenlychen o 14 kilometrów. Oswald Pohl nie wyraził jednak 
zgody na tę propozycję. Wiadomość o wykonanych w Ravensbriick 
operacjach doświadczalnych na polskich więźniarkach przedostała 
się bowiem za granicę i wywołała niepożądany dla Niemców 
międzynarodowy odzew. Pohl wyznaczył do tych doświadczeń 
odleglejszy nieco obóz, a mianowicie Neuengamme pod Hamburgiem. 
Kurt Heissmeyer poparty pełnomocnictwami Oswalda Pohla pojawił się 
pod koniec kwietnia 1944 r. w Neuengamme. W baraku rewirowym nr 4 
wydzielono dla badań Heissmeyera pewną część. Do bezpośredniej 
opieki lekarskiej nad więźniami, którzy mieli odegrać rolę 
„królików doświadczalnych", dopuszczono spośród więźniów-lekarzy 
pracujących w rewirze Polaków: dr. Tadeusza Kowalskiego i dr. 
Ryszarda Szafrańskiego. Zastąpiono ich później Francuzami: prof. 
Gabrielem Florence'em i dr. Renę Quenouil-le'em. Pielęgniarzami 
rewiru doświadczalnego zostali dwaj Holendrzy: Dirk Deutekom i 
Anton Hólzl. 
Pierwsze próby z więźniami rozpoczęto w czerwcu 1944 r. Ostatnie z 
dziećmi wiosną 1945 r. Do pierwszych prób wybierano Polaków i 
Rosjan. Wyboru dokonywał Heissmeyer. Badania miały wyjaśnić 
następujące zagadnienia: 
1.  Czy przez częste podskórne wstrzykiwanie żywych zarazków 
gruźlicy u osób zupełnie zdrowych może się rozwinąć gruźlica płuc? 
2.  Czy u osób z dodatnimi odczynami tuberkulinowymi 
takie/postępowanie spowoduje również gruźlicę płuc? 
3.  Jaki będzie przebieg gruźlicy płuc u osób cierpiących na 
obustronną rozpadową gruźlicę płuc, jeżeli będzie się zakażać  ich  
dodatkowo  ponawianymi  wstrzykiwaniami podskórnie prątków, 
pochodzących z ich własnych ognisk zapalnych? 
4.  Czy u osób chorych na jednostronną gruźlicę płuc, poddawanych 
ponawianym zakażeniom prątkami gruźlicy wstrzykiwanymi podskórnie, 
można wywołać proces gruźlicy w drugim płucu przez podanie 
zarazków bezpośrednio sondą do zdrowego płuca? 
5.  Czy istnieje różnica w powstawaniu gruźlicy płuc w przebiegu 
sztucznie ponawianego zakażenia pomiędzy 
5 — Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
65 
osobami dorosłymi i dziećmi oraz pomiędzy tymi, którzy zetknęli 
się już z gruźlicą, i tymi, którzy mają ujemne odczyny 
tuberkulinowe'? 
W miarę rozwijania swych doświadczeń Heissmeyer poszerzał 
problematykę badań np. przez sekcyjne badanie ofiar, mordowanych 
specjalnie po przeprowadzeniu pewnej serii doświadczeń. 

background image

W pierwszej serii wybrano do badań trzy grupy więźniów: 
cierpiących na gruźlicę obustronną, jednostronną oraz na gruźlicę 
pozapłucną. Do prób dalszych wybierano również więźniów zdrowych2. 
Próby rozpoczęto z żywymi, zjadliwymi prątkami gruźlicy, 
otrzymanymi z berlińskiej pracowni bakteriologicznej prof. 
Meineckego. Więźniom wybranym do doświadczeń wstrzykiwano żywą 
hodowlę prątków Kocha w okolicę mięśnia piersiowego3. Wywoływało 
to odczyny ogólne, oboczne i miejscowe. W tydzień po zastrzyku 
wycinano jeden z gruczołów pachowych po stronie szczepionej i 
wysyłano do Berlina. W Berlinie otrzymywano nowe szczepy gruźlicy 
i robiono z nich zawiesinę. Każdemu badanemu wstrzykiwano 
szczepionkę z jego gruczołu, powtarzając wstrzyknięcia co dwa 
tygodnie. Poza tym osobom badanym wcierano ich własną plwocinę w 
skaryfikowaną skórę. Dla powtarzania wstrzyknięć i kontrolowania 
badań Heissmeyer przyjeżdżał przeciętnie w odstępach 10-dnio-wychz 
Hohenłychen do Neuengamme. Lekarze-więźniowie i pielęgniarze 
musieli wykonywać zlecone przez niego obserwacje i wpisywać je do 
historii choroby badanych. U co najmniej 16 dorosłych więźniów 
Heissmeyer wprowadził zarazki gruźlicy poprzez sondę do zdrowego 
płuca. Część tych więźniów nigdy przedtem nie chorowała na 
gruźlicę płuc. 
Badania te często wykonywano również na więźniach 
1  Wyciąg z uzasadnienia wyroku w sprawie przeciwko Kurtowi Heis-
smeyerowi wydanego przez I Strafsenat des Bezirksgerichts, 
Magdeburg 30 VI 1966 r., relacja nie publikowana. 
2  S. Kłodziński, Zbrodnicze doświadczenia z zakresu gruźlicy w 
Neuengamme. Działalność Kurta Heissmeyera, „Przegląd Lekarski,   
1969, nr 1, s. 86—91. 
3  Protokół posiedzenia  Koła Polskiego  Towarzystwa  Lekarskiego 
w Kowarach z 26 VI 1946 r., na którym dr Kowalski wygłosił 
referat: Pasaże żywych prątków Kocha na organizmach  dziecięcych  
w obozie koncentracyjnym Neuengamme w Niemczech, „Polski Tygodnik 
Lekarski", 1946, nr 40, s. 712. 
66 
skazanych na śmierć. Było to szczególnie wygodne dla Heissmeyera. 
Po zakończeniu badań ofiary uśmiercano, a on sam brał udział w 
egzekucji, aby uzyskiwać wycinki narządów do badań 
histopatologicznych. 
Jesienią 1944 r. Kurt Heissmeyer rozszerzył swe doświadczenia na 
dzieci. Dla tych celów sprowadzono specjalnie 20 dzieci polskich, 
pochodzenia żydowskiego, w wieku od 4 do 12 lat. W trzy miesiące 
od rozpoczęcia prób u większości dzieci występowały zmiany 
gruźlicze w węzłach śródpier-siowych. Po czterech miesiącach 
pojawiły się nacieki w płucach, a w kwietniu 1945 r. stwierdzono 
już w nich jamy gruźlicze 4. 
Według zebranej dokumentacji ustalono, że dr Kurt Heissmeyer w 
ciągu 9-miesięcznej działalności w Neuengamme przeprowadził 
badania na około 100 dorosłych więźniach (byli wśród nich również 
Polacy) i 20 dzieciach. Niewiele osób przeżyło te „naukowe" 
doświadczenia. Jeśli nawet któremuko-lwiek udało się wyjść cało ze 
zbrodniczych doświadczeń, to zginął później z rąk siepaczy 

background image

hitlerowskich. Taki los oczekiwał wszystkie dzieci poddane 
doświadczeniom Heissmeyera. 
W drugiej połowie kwietnia 1945 r., kiedy stało się dla wszystkich 
Niemców jasne, że nic już nie może ocalić hitlerowskich Niemiec, 
przystąpiono pośpiesznie do zacierania śladów okrutnych zabiegów. 
Heissmeyer zabrał dokumentację swych badań i ukrył w specjalnej 
skrzyni, którą kazał zakopać na terenie Zakładu Leczniczego w 
Hohenlychen. Dzieci natomiast komendant obozu w Neuengamme, SS-
obersturmbannfuhrer Max Pauly, polecił zgładzić. Rozkaz ten 
wykonano w nocy z 20 na 21 kwietnia 1945 r. Wszystkie dzieci wraz 
z pielęgniarzami holenderskimi i lekarzami-więźniami Francuzami 
zostały wywiezione do filii obozu Neuengamme w Hamburgu, 
mieszczącej się w byłej szkole przy ulicy Bullenhuserdarńm. 
Dzieciom towarzyszył lekarz obozowy Albert Trzebiński 
odpowiedzialny za przeprowadzenie egzekucji. Bezpośredni rozkaz 
powieszenia dzieci wydał SS-hauptsturmfuhrer Arnold Strippel5 
(patrz też Aneks 3 — dokument nr 4). 
Dzieci zaprowadzono do schronu lotniczego, mieszczące- 
4  Wyciąg z uzasadnienia wyroku w sprawie przeciwko Kurtowi Heis-
smeyerowi, relacja nie publikowana. 
5  Das Curio Haus Prozess gegen die Hauptverantwortlichen des KZ 
Neuengamme. Relacja nie publikowana — maszynopis stenogramu 
rozprawy — w zbiorach byłego więźnia B. Suchowiaka. 
67 
go się w piwnicy szkoły. Tam kazano im rozebrać się, a dr 
Trzebiński wstrzykiwał morfinę, aby je uśpić lub oszołomić. Z 
kolei SS-unterscharfuhrer Johann Frahm wieszał dzieci na hakach 
założonych na rury centralnego ogrzewania. W tym samym czasie w 
innym pomieszczeniu piwnicznym wieszano ich opiekunów: Deutekoma i 
Hólzla oraz Francuzów prof. Florence'a (biologa) i dr. 
Quenouille'a — rentgenologa. „...Miałem ze sobą morfinę w 
roztworze 0,2:20,0. Rozcieńczyłem ją we flaszce. Dawkowanie było 
takie, aby dzieci uśpić. Frahm wziął dwunastoletniego chłopca na 
ręce. Wyszedłem z nim do pomieszczenia, które było '6^-8 metrów 
oddalone od miejsca, gdzie leżały dzieci. Tam zobaczyłem pętlę 
założoną na haku. Na tej pętli Frahm powiesił śpiącego chłopca i 
uwiesił się na nim swoim ciężarem, aby pętla zaciągnęła się"6. 
Doświadczenia Heissmeyera wykazały, że układ limfaty-czny tworzy 
zaporę, która przez pewien okres przeszkadza przedostawaniu się 
zarazków do płuc i że zdrowe płuca nie mają swoistej odporności. 
Były to zresztą fakty powszechnie znane lekarzom, nie wymagające 
dodatkowych sprawdzianów, a w szczególności tak okrutnych 
doświadczeń na więźniach. Kurt Heissmeyer na podstawie dostępnej i 
znanej mu literatury fachowej wiedział, że nie jest możliwe 
wyleczenie z gruźlicy w podany przez niego sposób. Co więcej, 
musiał zdawać sobie sprawę, że wobec istniejącej gruźlicy dalsze 
zakażenie, które przeprowadzał w sposób sztuczny, jest szczególnie 
niebezpieczne7. 
Próby leczenia gruźlicy Leczenie inhalacjami węgla koloidalnego 
Wykorzystując warunki obozu koncentracyjnego lekarz Waldemar Hoven 
przygotował pracę doktorską na temat 

background image

6  Przesłuchanie dr. Alberta Trzebińskiego na rozprawie przeciwko 
załodze obozu koncentracyjnego w Neuengamme. Relacja nie 
publikowana, przekazana autorowi, zawarta w pracy 
Arbeitsgemeinschaft Neuengamme w skrypcie Der Kindermord in der 
Schule Hamburg-Bullenhuserdamm. 
7  Orzeczenie biegłego z ramienia Amicale Internationale de 
Neuengamme prof. dr. Karla Kampferta na rozprawie przeciwko 
Kurtowi Heissmeyero-wi, relacja nie publikowana, przekazana 
autorowi. 
68 
leczenia gruźlicy płuc za pomocą inhalacji węgla w stanie 
koloidalnym. Pracę tę napisali dla Hovena austriaccy leka-rze-
więźniowie: Gustaw Wegerer i Kurt Sitte8. Celem jej było zbadanie, 
czy wdychanie drobnych koloidalnych cząsteczek węgla za pomocą 
inhalacji może być korzystne dla leczenia gruźlicy płuc. Hoven 
wyszedł z założenia, że cząsteczki węgla mogą wywoływać odczyn ze 
strony tkanki łącznej, a tym samym zapobiegać rozszerzaniu się 
procesu gruźliczego. Niezależnie od tego cząsteczki węgla powinny 
blokować drogi chłonne, a tym samym utrudniać przenikanie zarazków 
do tkanek sąsiednich. Wreszcie według Hove-na węgiel jako drobny 
adsorbent powinien sprzyjać wchłanianiu toksyn gruźliczych i 
pobudzać układ siateczkowo--śródbłonkowy, a przez to, w sposób 
istotny, wzmacniać proces obronny. 
Wstępnej próby Hoven dokonał na dziewięciu więźniach chorych na 
gruźlicę i przez dziesięć dni stosował u nich inhalację cząsteczek 
węgla o różnej wielkości dla wyboru najwłaściwszego preparatu. Do 
zasadniczych doświadczeń Hoven wybrał 35 więźniów chorych na 
gruźlicę w różnych stadiach choroby. Z tej grupy 25 użył do 
leczenia za pomocą zabiegów inhalacyjnych węglem koloidalnym. 
Pozostałych dziesięciu stanowiło grupę porównawczą9. Przez około 
40 dni stosowano codziennie inhalację, a w odstępach 10--dniowych 
wykonywano różne badania krwi, prześwietlenia klatki piersiowej, 
pomiary ciśnienia krwi, wagi. Z użytych do badań chorych więźniów 
w trakcie próby zmarło pięciu. Uwzględniając ich stan ogólny oraz 
istniejącą u nich rozpadową postać gruźlicy płuc śmierć nie 
musiała wiązać się z zastosowanym leczeniem. Po zakończeniu 
leczenia inhalacjami chorzy pozostawali jeszcze pod kontrolą przez 
okres około dwóch miesięcy. Natomiast osoby zmarłe w czasie prób i 
po ich zakończeniu poddawano sekcji, a wycinki narządów badano 
histopatologicznie. 
Doświadczenia Hovena wykazały, że inhalacje węglem koloidalnym 
powodują spichrzanie jego cząsteczek wokół lub w samym ognisku 
gruźliczym.  Inhalacje te według 
8  W. Czarnecki, Z. Zonik, Walczący obóz Buchenwald, Warszawa 
1969, s. 370. 
9  Rozprawa doktorska Waldemara Hovena pt: Versuche zur Behand-
lung der Lungentuberkulose durch Inhalation von Kohlekolloid w 
zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej we Freiburgu. 
69 
Hovena miały wykazywać korzystny wpływ na sam przebieg gruźlicy. 
Cała praca Hovena liczyła 112 stron maszynopisu, zawierała liczne 

background image

fotografie i plansze, i od strony naukowej była rzeczowa i 
starannie udokumentowana10. Została też uznana za rozprawę 
doktorską przez Wydział Lekarski Uniwersytetu we Fryburgu w 1943 
r. przed aresztowaniem Hovena. Oceniający tę pracę nie zwrócili 
prawdopodobnie uwagi, że wśród przypadków Hovena ani jeden chory 
nie ważył więcej niż 55 kg. Aczkolwiek założenia samej pracy 
wydawafy się logiczne, nie wzięto pod uwagę, że leczenie gruźlicy 
inhalacjami węgla koloidalnego wywoływało pylicę węglową płuc. Ta 
dodatkową choroba musiała niewątpliwie upośledzać sprawność 
oddechową płuc. 
Leczenie ziołami 
Od lutego 1941 r. w Dachau czynna była stacja gruźlicza. Stanowiła 
ona ośrodek doświadczalny niemieckiej Izby Lekarskiej i miała na 
celu przeprowadzenie badań porównawczych leczenia gruźlicy płuc 
środkami homeopatycznymi, ziołami i normalnie stosowanymi lekami. 
Stację pomieszczono w rewirze szpitalnym w bloku 5 i częściowo 9. 
Kierował nią SS-obersturm-fuhrer dr Rudolf Brachtel, a 
współpracował z nim SS-ober-sturmfuhrer Hanno von Weyhern . W 
stacji gruźliczej utworzono 4 oddziały: A, B, C, D, każdy 
przeznaczony do odrębnej metody leczenia. W każdym z nich 
przebywali chorzy o zbliżonym stanie chorobowym, wieku i 
konstytucji. W pierwszym oddziale stosowano powszechnie wówczas 
uznawane leczenie, a mianowicie odmy płucne, przetwory wapniowe, 
leczenie ogólnowzmacniające, lepsze odżywianie. W drugim leczono 
gimnastyką i hydroterapią. W trzecim stosowano środki homeo-
patyczne lub zioła. Czwartej grupie — porównawczej — nie podawano 
leków, nie stosowano również żadnych zabiegów ani nie dawano 
dodatkowego wyżywienia12. Ogółem leczono w stacji 114 osób różnych 
narodowości. 
10 Tamże. 
1 ¦ Dokumenty nr 4922 i 4928 norymberskiego procesu lekarzy 
cytowane za: T. Cieślak, Oranienburg-Sachsenhausen 1935—1945. 
Hitlerowskie obozy koncentracyjne, Warszawa 1972, s. 121. 
12 Relacja nie publikowana byłego więźnia Sachsenhausen i 
pracownika rewiru obozowego prof. dr. hab. med. W. Zegarskiego 
przekazana autorowi. 
70 
W lutym 1942 r. stację zlikwidowano, a wszystkich więźniów 
wywieziono i uśmiercono przez zagazowanie w zakładzie w 
Hartheimie. 
Podobne próby wykonywali w Sachsenhausen dwaj lekarze bracia Zahn. 
Mieli oni specjalne zezwolenie Himmle-ra13. Według informacji 
pochodzących od byłych więźniów grupa badawcza obejmowała większą 
liczbę osób. Leczenie miało polegać na inhalacjach jakichś 
eterycznych olejków i piciu ziół. Chorzy w okresie prowadzenia 
prób byli nieco lepiej odżywiani, co w warunkach obozowych było 
podstawowym czynnikiem dla zwalczania choroby. Robiono tak, aby 
wyłączyć ujemny wpływ niedożywienia na przebieg gruźlicy. 
Przeprowadzone kuracje nie dały żadnych wyników. W ostatecznym 
bilansie próby te okazały się tragiczne: wszystkich więźniów 
zlikwidowano pod koniec istnienia obozu. 

background image

Leczenie środkami farmakologicznymi 
W 1942 r. przybył do obozu w Oświęcimiu lekarz dr Helmuth Vetter. 
Pracował on w bloku 20, tj. w stacji chorób zakaźnych. 
Wypróbowywał tam różne leki IG-Farbenindust-rie. W bloku 20 
mieściła się również stacja gruźlicza. Nadzorował ją lekarz 
obozowy dr Friedrich Entress. Vetter zainteresował Entressa nowymi 
preparatami IG-Farben proponowanymi dla leczenia chorób zakaźnych 
i zachęcił do wypróbowania ich u chorych cierpiących na gruźlicę 
płuc. 
Na zlecenie Entressa w lipcu 1943 r. wybrano 20 więźniów chorych 
na gruźlicę i leczono ich „Rutenolem" (był to związek 
nitroakrydynowy, połączony z kwasem arsenowym). Przez pięć dni 
podawano im po trzy łyżeczki tego środka, a następnie robiono 
tydzień przerwy. Powtarzano podawanie leku według podanego 
schematu. Co kilka dni robiono kontrolne badania laboratoryjne. W 
razie śmierci pacjenta dokonywano sekcji. Po roku od rozpoczęcia 
leczenia z dwudziestu chorych żyło zaledwie czterech więźniów. 
13 Cieślak, Oranienburg-Sachsenhausen 1935—1945, s. 121. Obecnie 
trudno jest ustalić, kim byli lekarze przeprowadzający próby. 
Można przypuszczać, że byli to obywatele Holandii pochodzenia 
niemieckiego. 
71 
Vetter kontynuował doświadczenia z gruźlicą w Gusen stanowiącym 
filię obozu w Mauthausen. Wiadomo, że chorym na gruźlicę podawał 
on różne leki, między innymi zastrzyki płynu czerwonego oraz 
czerwone granulki14. Wiadomo również, że próby te były tragiczne 
dla chorych, gdyż kończyły się niezależnie od wyniku śmiercią 
badanych. 
W tym samym obozie próby leczenia gruźlicy przetworami 
farmakologicznymi przeprowadzali i inni lekarze niemieccy: Hermann 
Kiesewetter i Karl Bóhmichen. 
SS-obersturmfuhrer Hermann Kiesewetter pracował w Gusen do końca 
1941 r. W obozie tym w bloku 29, utworzono oddział gruźliczy. 
Chorym leżącym Kiesewetter podawał nie znany bliżej preparat. 
Według relacji więźniów mógł nim być „Rutenol"15. „Wielu też 
więźniów zarażał gruźlicą, rozkazując podawać im w jedzeniu lub 
wstrzykiwać bezpośrednio w pośladki plwocinę z prątkami Kocha i 
dołączał do grupy chorych na gruźlicę płuc. Im również podawał 
sobie znane preparaty, a potem porównywał reakcje i robił notatki" 
16. 
Jednym z następców Kiesewettera był Karl Bóhmichen. Nie miał on 
stopnia doktorskiego i pragnął przy pomocy lekarzy-więźniów i 
doświadczeń na więźniach uzyskać doktorat. Tematem jego pracy 
miała być ocena wartości preparatu oznaczonego symbolem nr 101 w 
leczeniu gruźlicy płuc. Wybranymi do prób chorymi opiekowali się w 
rewirze polscy lekarze-więźniowie: M. Filipiak, A. Gościński, A. 
Konieczny i J. Markiewicz. Ten ostatni miał opracowywać wyniki, a 
właściwie napisać Bóhmichenowi pracę doktorską 1?. Lekarze ci, 
wykorzystując sytuację, organizowali pomoc dla chorych, fałszowali 
wyniki, podawali leki w dawkach zmniejszonych, nietoksycznych, 
chronili przed selekcją (zagazowaniem) itp. 

background image

Przygotowania do tych badań wielu więźniom cierpiącym na gruźlicę 
płuc stworzyły korzystną sytuację. Normalnie 
14  S. Kłodziński, Zbrodnicze eksperymenty z zakresu gruźlicy 
dokonywane w hitlerowskich obozach koncentracyjnych w czasie II 
wojny światowej, „Przegląd Lekarski", 1962, nr la, s. 77—81. 
15  Relacja nie publikowana byłego więźnia Gusen i pracownika 
rewiru obozowego, Zbigniewa Wlazłowskiego, przekazana autorowi. 
16  Zb.   Wlazłowski,  Szpital w obozie koncentracyjnym w Gusen, 
s. 112—121. 
17  Zb. Wlazłowski, Przez kamieniołomy i kolczasty drut, Kraków 
1974, s. 59. 
72 
bowiem takich chorych uśmiercano w obozie jako bezużytecznych. 
Obecnie stworzono im warunki do leczenia i dawano lepsze 
odżywienie. Do leczenia kwalifikowano jedynie chorych prątkujących 
ze stwierdzonymi zmianami w płucach. Badania bakteriologiczne i 
zdjęcia płuc powtarzano w odstępach 3-tygodniowych. Skrzętnie 
zapisywano w historiach choroby ciepłotę, ciężar ciała oraz uwagi 
o samopoczuciu. Mniej więcej po roku przyszło zarządzenie, by 
oddział gruźliczy rozwiązać, chorych zdrowszych i silniejszych 
zwolnić i wysłać do pracy, a słabszych zlikwidować. 
Właściwości preparatu nr 101 sprawdzono na około 300 chorych. 
Godna podkreślenia jest postawa lekarzy-więź-niów w tych 
doświadczeniach. Gdy zorientowali się, że działanie środka nr 101 
na organizm nie jest korzystne, w tajemnicy przed Bohmichenem 
zaprzestali jego podawania, a leczyli chorych ogólnie stosowanymi 
wówczas metodami 18. Zależnie więc od stanu choroby lekarze 
zakładali odmę, wycinali żebra. Lekarzowi SS, który był zbyt 
leniwy, by sprawdzać leczenie, wmawiano, że poprawa jest zasługą 
preparatu. 
18 Zb. Wlazło wski, Gruźlica płuc i postępowanie z chorym na 
gruźlicę w obozie koncentracyjnym w Gusen, „Przegląd Lekarski", 
1968, nr 1, s. 98. 
Rozdział III DOŚWIADCZENIA Z ZAKRESU ZIMNICY 
Poszukiwania szczepionek przeciwzimniczych 
Doświadczenia z zakresu zimnicy przeprowadzano w obozie 
koncentracyjnym w Dachau. Z medycznego punktu widzenia już samą 
zasadę doświadczeń oparto na fałszywych przesłankach. Badania 
przeprowadzał prof. Claus Schilling, któremu mimo braku 
przynależności do NSDAP i do SS pozwolono wykonywać eksperymenty w 
obozie koncentracyjnym. 
W owym okresie Trzecia Rzesza prowadziła ofensywę przeciwko 
Związkowi Radzieckiemu i planowała szeroką akcję osiedleńczą na 
Ukrainie i Białorusi. Ukraina była terenem zagrożonym epidemiami 
zimnicy. Hitlerowców interesowało zatem znalezienie środka 
przeciwko tej chorobie. Prof. Schilling od wielu lat pracował nad 
szczepionką przeciwmalaryczną. Propozycja, jaką otrzymał, 
umożliwiała mu przeprowadzenie badań na ludziach. W 
dotychczasowych eksperymentach Schillingowi brakowało właśnie tej 
możliwości. Jak wiadomo; zwierzęta nie chorują na zimnicę, a 
komary są tylko jej przenośnikami. Claus Schilling sądził, że 

background image

istnieje możliwość wynalezienia szczepionek dla zwalczenia tej 
choroby. Schilling był autorem wielu prac naukowych na temat 
zagadnień immunologicznych w zimnicy. Również wyniki doświadczeń w 
Dachau ogłosił w czasopismach lekarskich1. 
1 W 1940 r. Claus Schilling opublikował w „Ergebnisse der Hygiene 
und Bakteriologie" pracę: Malaria, Allergien besonders Immunitat 
bei 
1A 
W styczniu 1942 r. Schilling udał się do Dachau. Tam do badań nad 
zimnicą urządzono mu stację w bloku B rewiru obozowego. Już w 
marcu rozpoczęto pierwsze próby. Trwały one nieprzerwanie do 5 
kwietnia 1945 r. Więźniów wybranych do badań dzielono na dwie 
grupy. Jedna służyła jako materiał do pasaży zarazków zimnicy, 
druga do badania stopnia immunizacji po zakażeniach powtarzanych. 
Do pomocy w pracy naukowej przydzielono Schillin-gowi Rudolpha 
Brachtla, SS-obersturmbannfuhrera, a później dr. Kurta Plótnera2. 
Według uprzednich ustaleń Schilling w każdym miesiącu otrzymywał 
do doświadczeń 30 więźniów. W znacznym procencie ofiarami badań 
Schillinga stali się polscy księża. Uważano ich w obozie za 
najmniej użytecznych i dlatego najbardziej odpowiednich do prób. 
Wybierano również Rosjan i Niemców z grupy asocjal-nych3. Żadna z 
1200 ofiar nie zgłosiła się dobrowolnie. Według innych źródeł 
próbom poddano nie 1200, lecz około dwóch tysięcy osób4. 
Więźniów zakażano przez wstrzykiwanie wyciągów z gruczołów 
ślinowych. Skoro wystąpiła malaria, więźniów leczono w różny 
sposób. Jedni otrzymywali chininę, inni neo--salwarsan, piramidon, 
antypirynę, nieznany lek oznaczony numerem 92 516 i rozmaite 
kombinacje. Kilka osób zmarło wskutek prób Schillinga. 
Potwierdziły to sekcje. Kilku zmarło po zatruciu neo-salwarsanem i 
piramidonem5. 
Z zeznań Schillinga Wynika, że więźniów zakażano szczepami 
plasmodium vivax i ovale, powodując tzw. trzeciaczkę (co trzeci 
dzień napady dreszczy i gorączki). Według Musio-ła do badań nad 
zimnicą Claus Schilling posłużył się 69 
Malaria wid andere Plasmodiosen. W 1943 r. w „Zeitschrift fur Im-
munitatforschung und Experimental Therapie", Nachweis von 
Antikórpern im Blute Malariakranken. W 1944 r. w „Bulletin 
Tropical Diseases", Antibodies in blood of malaria patients. 
2  T. Nfusioł, Dachau 1933—1945, Katowice 1968, s. 170. 
3  Zeznania Mariana Dąbrowskiego byłego więźnia Dachau 
przesłuchanego 13 V 1945 r.. cytowane według akt norymberskiego 
procesu lekarzy, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-2, s. 473. 
Zeznania świadka Viewega w sprawie Clausa Schillinga cytowane na 
procesie lekarzy w Norymberdze, tamże, sygn. ATW-1, Lpn-21, s. 73—
78. 
4  Musioł, o/>. cit., s. 170. 
5  Wyjątki z aktu oskarżenia Clausa Schillinga przedstawione na 
procesie lekarzy w Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, 
Lpn-2, s. 453. 
. 75 

background image

różnymi odmianami plasmodiów. Zakażano przez zakładanie klatek z 
zakażonymi komarami na odsłonięte miejsca ciała bądź przez 
wstrzykiwanie domięśniowe czy dożylne gruczołów ślinowych komara 
(w gruczołach ślinowych gromadzą się sporozoity pierwotniaka 
malarii)6.0 sposobie uzyskiwania szczepów pierwotniaków do badań 
świadczyć może korespondencja Schillinga z prof. Gerhardem Rosem — 
kierownikiem Oddziału Medycyny Tropikalnej w Instytucie Higieny 
im. Roberta Kocha w Berlinie: „...Gdyby było możliwe, proszę mi 
przysłać w najbliższych dniach jeszcze kilka widliszków zakażonych 
»Szczepem Rosego«. (W ostatniej przesyłce z dziesięciu komarów 
tylko dwa były -zakażone)    . 
W kilka do kilkunastu dni po zakażeniu (w zależności od drogi 
wprowadzenia zarazka) występowały objawy choroby. Wówczas 
rozpoczynano leczenie, jednocześnie pobierając krew do badań 
serologicznych i hematologicznych. Dążąc do spowodowania odczynów 
immunizacyjnych u swych ofiar Schilling powtarzał zakażenia u tych 
samych osób. Zdarzały się przypadki, że jedna osoba była 
ośmiokrotnie zakażana zimnicą. Dla obniżenia ciepłoty ciała u 
chorych w napadzie zimnicy podawano im piramidon, niekiedy w tak 
dużych dawkach, że powodowało to przypadki śmiertelne. „Jeśli 
którykolwiek z pacjentów Schillinga zmarł, fakt ten musiał być 
meldowany w Stacji Malarycznej, nawet gdy więzień ten przebywał w 
innym oddziale" (patrz również Aneks 3 — Dokument nr 5). 
Doświadczenia z zarazkami zimnicy spowodowały w samej Stacji 
Malarycznej śmierć siedmiu więźniów. Schilling dbał o to, aby 
ofiary zagrożone utratą życia były przenoszone ze stacji 
doświadczalnej do szpitala obozowego. Około 40 osób zmarło w 
rewirze bezpośrednio w następstwie doświadczeń Schillinga, a 
prawie 400 w okresie późniejszym, jednak z przyczyn pozostających 
w bezpośrednim związku z doświadczeniami. 
W obozie współwięźniowie organizowali pomoc dla cho- 
6  Musioł, op. cit., s. 171. 
7  List Clausa Schillinga do prof. Gerharda Rosego (wyjątki) 
cytowany z akt norymberskiego procesu lekarzy, Archiwum GKBZHwP, 
sygn. ATW-1, Lpn-2, s. 438. 
8  Wyjątki z aktu oskarżenia przeciw Clausowi Schillingowi 
przedstawionego na procesie lekarzy w Norymberdze, tamże, s. 453. 
76 
rych zakażonych zimnicą. Od 1943 r. wielu z nich otrzymywało 
potajemnie chininę, którą przesyłano do obozu w pacz-kacn. 
Broniono się przed ukąszeniem komarów w różny sposób, między 
innymi smarując skórę przyprawą do sałatek kupowaną w kantynie. 
Komary często nie przeżywały kontaktu z tą przyprawą9. Prof. 
Schilling traktował swoje ofiary wrogo. Świadczą o tym ich 
zeznania: „Powiedziano nam, kapłanom, że stu nas musi się 
zameldować, aby otrzymać iniekcje malarii. Odmowa była 
jednoznaczna z wyrokiem śmierci. Dr Schilling traktował nas jak 
psy. Gdy protestowałem przeciwko dalszym eksperymentom na mojej 
osobie, odrzekł: »Nie ma pan żadnego prawa protestować. Jest pan 
więźniem«" 10. 

background image

Doświadczenia Schillinga bardzo sceptycznie ocenili hitlerowscy 
rzeczoznawcy11 (patrz również Aneks 3 — Dokumenty nr 6 i 7). 
Schilling utrzymywał, że cel swój osiągnął w 9 przypadkach na 1100 
osób zarażonych zimnicą. Nawet jednak i ten wynik należy przyjąć z 
niedowierzaniem. Schilling był tak bardzo przekonany o słuszności 
swej idei i potrzebie dalszego prowadzenia badań, że na 
prowadzonej przeciwko niemu rozprawie domagał się uwolnienia, aby 
mógł kontynuować swoje eksperymenty. Podczas przesłuchania 
powiedział: „Gdyby Himmler polecił mi raz jeszcze wykonywanie 
prób, przeprowadziłbym je na więźniach, o ile zgłosiliby się na 
ochotnika" 12. W ostatnim słowie prosił sąd o umożliwienie mu 
badań: „Potrzebuję tylko stołu i maszyny do pisania, gdyż dziewięć 
dziesiątych pracy jest zakończone. Zrehabilitujcie mnie"13. 
Bardzo skomplikowany cykl rozwojowy pasożyta i związana z tym 
rozmaitość jego antygenów uniemożliwiała dotychczas opracowanie 
szczepionki przeciw tej chorobie. Wielu uczonych na świecie dążyło 
do wykrycia wspólnego antygenu dla wszystkich stadiów rozwojowych 
pasożyta 
9 T. Gędziorowski, Dachau, Warszawa 1961, s. 94. 
10  Zeznania księdza Mariana Dąbrowskiego przesłuchanego w Dachau 
13 V 1945 r. cytowane według akt norymberskiego procesu lekarzy, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-2, s. 475. 
11  Zeznania Joachima Mrugowsky'ego w sprawie Clausa Schillinga na 
procesie   lekarzy   w   Norymberdze,    tamże,   sygn.   ATW-1,   
Lpn-20, s. 1506^1507. 
12  Oświadczenie Clausa Schillinga na procesie w Dachau cytowane 
na procesie lekarzy w Norymberdze, tamże, sygn. ATW-1, Lpn-11, s. 
39—47. 
13  Tamże, s. 17. 
77 
wywołującego zimnicę. Dopiero w latach osiemdziesiątych udało się 
uczonym zrealizować ten zamiar. Następnym krokiem było wytworzenie 
monoswoistych przeciwciał przeciw temu antygenowi. Badacze 
Milstein i Kóhlen opracowali produkcję tych przeciwciał. 
Wykorzystali do tego celu pewne szczepy bakteryjne, u których 
metodami inżynierii genetycznej udało się wymusić produkcję 
życzonych przeciwciał. Za to odkrycie wspomniani badacze otrzymali 
Nagrodę Nobla. Prawdopodobnie na tej drodze uda się zrealizować 
ideę Clausa Schillinga masowej produkcji szczepionki, zwalczającej 
skutecznie pasożyty malarii, na którą corocznie zachorowuje i 
umiera kilka milionów ludzi w strefach tropikalnych. 
Próby leczenia zimnicy za pomocą podwyższania ciepłoty ciała 
Wykorzystując swoją pracę konsultanta w stacji badań nad malarią 
obozu koncentracyjnego w Dachau — w pierwszej połowie 1944 r. — 
docent dr med. Kurt Friedrich Plótner, wówczas SS-
hauptsturmfuhrer, przeprowadził próby leczenia chorych na zimnicę 
za pomocą podwyższania ciepłoty ciała. Plótner wykorzystał tu 
obserwację poczynioną w stacji badań nad malarią. Pewien więzień 
zaszczepiony pierwotniakami wywołującymi malarię zachorował na 
ostry nieżyt jelit z bardzo wysoką gorączką. Ta jego nowa choroba 
pojawiła się w okresie między napadami gorączki malarycznej. 

background image

Spowodowała ona zupełne wygaśnięcie ataków zimniczych. Plótner 
wysnuł z tego wniosek, że stan gorączkowy między napadami działa 
zabójczo na pierwotniaki zimnicy. Dało to mu bodziec do podjęcia 
własnych prób leczenia tej choroby. Dla tych celów próbował, 
zresztą bezskutecznie, wywoływać sztucznie przegrzewanie ciała 
chorych przez umieszczenie ich w kąpieli z bardzo gorącą wodą. 
Kiedy to się nie powiodło, zaproponował z kolei ogrzewanie chorych 
za pomocą aparatu krótkofalowego. Również i ta metoda zawiodła. 
Wówczas Plótner postanowił wywoływać u swych pacjentów chorych na 
malerię gorączkę przez podawanie odpowiednich leków, a mianowicie: 
pyriferu lub stimulolu. W tym celu, podobnie jak Schilling, 
zarażał więźniów pierwotniakami malarii. 
78 
Przesłuchiwany na tę okoliczność w 1970 r. przez prokuratora 
Plótner ani nie zaprzeczał temu, ani. też nie potwierdzał. 
Utrzymywał, że nie może wykluczyć, iż dokonał poszczególnych 
zakażeń, ale że nie należało to do jego zadań. Natomiast o swoich 
pozytywnych efektach leczenia zimnicy wywoływaniem gorączki 
informował swoich zwierzchników. W piśmie do rektora Wusta z 
Monachijskiego Uniwersytetu pisał, że udało mu się za pomocą 
gorączki wyleczyć niektóre przypadki malarii, co w terapii tej 
choroby było wielką nowością. Podobnie informował w październiku 
1943 r. Wolframa Sieversa — dyrektora administracyjnego 
„Dziedzictwa Przodków" o swoich sukcesach leczniczych. 
Nie wszystkie przypadki zimnicy leczone przez Plótnera 
wywoływaniem gorączki kończyły się pomyślnie. Epilogiem niektórych 
prób były zejścia śmiertelne. Ze znanych tego rodzaju historii 
warto przytoczyć przypadek więźnia Oles-juka, prawdopodobnie 
Polaka. 8 czerwca 1943 r. więźniowi temu zaszczepiono podskórnie 4 
ml krwi chorego na zim-nicę. 17 czerwca wystąpił u niego pierwszy 
napad gorączki malarycznej z ciepłotą powyżej 39 x C.Następnego 
dnia bezgorączkowego ze swym leczeniem wkroczył Plótner. Zlecił on 
podawanie co cztery godziny zastrzyków stimulo-lu. Zastrzyków tych 
podano ogółem cztery. Pod ich wpływem ciepłota wzrosła do 42 x 
Cphory wpadł w śpiączkę i mimo że był dobrze zbudowany i 
poprzednio zdrowy — zmarł. 
Podobnych przypadków mogło być więcej i prawdopodobnie było. 
Udowodnienie jednak tego, przy różnych próbach zacierania śladów 
przez Plótnera, stało się niemożliwe. 
Po wojnie prokuratura monachijska prowadziła postępowanie 
wyjaśniające w sprawie doświadczeń Plótnera. Z braku jednak 
dostatecznych dowodów jego winy umorzono przeciw niemu śledztwo M. 
14 S. Sterkowicz, Lekarz SS — Kurt Friedrich Plótner — 
eksperymentator w Dachau, „Przegląd Lekarski", 1988, nr 1, s. 73. 
 
Rozdział IV 
DOŚWIADCZENIA Z ZAKRESU WIRUSOWEGO ZAPALENIA WĄTROBY 
Próby identyfikacji wykrytych wirusów 
Nagminne zapalenie wątroby stanowiło w latach wojennych niezwykle 
poważny problem dla każdej walczącej strony. Od początku 1940 r. w 
Rzeszy notowano szybki wzrost zachorowań na tę chorobę. W jednym 

background image

miesiącu tego roku zgłoszono około 190 tysięcy nowych zachorowań 
na nagminne zapalenie wątroby1. Choroba ta powodowała znaczne 
obniżanie potencjału wojennego. Na froncie wschodnim w niektórych 
kompaniach stan osobowy zmniejszał się o 50%—60% w następstwie 
zachorowań.na żółtaczkę2. Służbie zdrowia zlecono więc 
zintensyfikowanie badań w celu wykrycia zarazka tej choroby i 
znalezienia skuteczniejszych metod zapobiegania i leczenia. 
Badania z tego zakresu prowadzili różni bakteriolodzy, między 
innymi: Arnold Dohmen, prof. Eugen Haagen i prof. Gutzeit. 
Arnold Dohmen prowadził badania nad nagminnym zapaleniem wątroby w 
Berlinie w Instytucie Higieny im. Roberta Kocha. Następnie 
kontynuował je w Uniwersytecie w Giessen. Były to próby 
wyhodowania zarazka przez odpowiednie pasażowanie wirusa na 
zwierzętach. Dohmen był przekonany, że udało mu się wyizolować 
wirus powodu- 
1  Obrona  Rudolfa  Brandta  na procesie  lekarzy  w  Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Ldn-21, s. 1112—1127. 
2  Zeznania Rudolfa Brandta na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-7, s. 1804. 
80 
jący nagminne zapalenie wątroby. Dla potwierdzenia, że tak jest w 
istocie, należało według niego przeprowadzić próby na ludziach. 
W tej sprawie zwrócił się do swego szefa — naczelnego lekarza 
Wehrmachtu (inspektora sanitarnego wojsk lodowych), prof. dr. med. 
Siegfrieda Handlosera z prośbą ó umożliwienie przeprowadzenia 
odpowiednich prób. Handloser poparł ten wniosek i skierował 
Dohmena do Karla Brandta, który zażądał od naczelnego lekarza SS 
Ernsta Grawitza, aby umożliwiono Dohmenowi wykonanie prób na 
więźniach obozu koncentracyjnego. Sprawa była nieco skomplikowana, 
gdyż Arnold Dohmen nie należał do SS. Grawitz zwrócił się do SS-
reichsfuhrera Heinricha Himmlera o wyrażenie zgbdy na dokonywanie 
przez Dohmena doświadczeń dla identyfikacji wirusa nagminnego 
zapalenia wątroby na ośmiu więźniach obozu Sachsenhausen. W piśmie 
skierowanym 1 czerwca 1943 r. do Himmlera Grawitz pisał: 
„Komisarz generalny Fuhrera, Brigadefuhrer SS prof. dr Brandt 
wystąpił wobec mnie z żądaniem, aby dopomóc w jego znacznie 
posuniętych badaniach nad przyczynami żółtaczki zakaźnej przez 
postawienie do dyspozycji więźniów. Celem rozszerzenia zakresu 
wiadomości, które jak dotąd opierają się tylko na przenoszeniu 
zarazka z człowieka na zwierzęta, byłoby konieczne zaszczepienie 
ludziom wyhodowanych szczepów wirusa. Należy liczyć się z 
przypadkami śmiertelnymi. Potrzeba ośmiu więźniów skazanych ria 
śmierć, możliwie w młodszym wieku, pozostających w ramach szpitala 
więziennego obozu koncentracyjnego Sachsenhausen. Proszę o 
decyzję: 
1.  Czy mogę rozpocząć doświadczenia w opisanej formie, 
2.  Czy doświadczenia w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen może 
prowadzić dr Dohmen Stabsarzt"3. 
Odpowiadając na pismo Himmler informował: „Zezwalam na użycie do 
badań ośmiu skazanych na śmierć zbrodniarzy z Oświęcimia 

background image

(skazanych Żydów polskiego ruchu oporu). Zgadzam się, aby dr 
Dohmen wykonał te próby w Sachsenhausen"4. 
W rozważaniach ex post dziwny może wydawać się fakt, 
3  List Grawitza do Himmlera cytowany za: Mitscherlich, Mielke, 
Nieludzka medycyna, s. 122—123. 
4  Dokument nr 011  procesu lekarzy w  Norymberdze,  Archiwum 
GKBZHwP, sygn. ATW-1, Ldn-8, s. 5. 
6 — Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
81 
że tych prób nie zlecono Instytutowi Higieny Waffen SS, który w 
Buchenwaldzie miał Stację Badań nad Durami i Wirusami. Arnold 
Dohmen nie chciał jednak z nikim dzielić sławy odkrywcy wirusa 
nagminnego zapalenia wątroby. Naczelny lekarz SS prof. Grawitz 
nalegał na Dohmena, by mu przekazał swoją hodowlę, ale ten nigdy 
nie wyraził na to zgody5. Wbrew zaleceniom Himmlera zamiast ośmiu 
Żydów skazanych na śmierć za udział w ruchu oporu sprowadzono dla 
doświadczeń Dohmena jedenaścioro dzieci polskich pochodzenia 
żydowskiego z obozu w Oświęcimiu do Sachsenhausen. 
Jak przeprowadzano te doświadczenia, wynika z oświadczenia Brunona 
Meyera, pracownika rewiru w Sachsenhausen: 
„W sierpniu 1943 roku dostarczonych zostało 11 chłopców w wieku 8—
15 lat z obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Były to dzieci 
polskie pochodzenia żydowskiego. Zarządzono ścisłą izolację tych 
dzieci. W pierwszej połowie września 1944 roku pojawił się dr 
Dohmen i polecił mi wykonywać badanie moczu, ciepłoty, krwi. Po 
trzech tygodniach przybył on ponownie i po przejrzeniu kart 
rozpoczął swoje doświadczenia. 
Z małej skórzanej teczki wyjął 4—5 ułożonych w lodzie ampułek. 
Wybrał 4 chłopców i każdemu z nich wstrzyknął około 10 ml tego 
preparatu w mięsień naramienny. Po iniekcji wkrótce u wszystkich 
wytworzył się w miejscu zastrzyku naciek wielkości pięciomarkówki. 
Po kilku dniach pojawił się Dohmen. Po zbadaniu chłopców wybrał 
jednego i kazał go zaprowadzić do pokoju opatrunkowego. Tam dr 
Dohmen wyciągnął ze swej teczki igłę punkcyjną i wprowadził ją 
przez grzbiet do ciała chłopca. Lekarz ponowił swe ukłucie po raz 
drugi. Obecny przy zabiegu lekarz norweski dr Oftedal szepnął mi: 
punkcja wątroby" 6. Brak jest pełnych danych, jakie były skutki 
tych doświadczeń. Aczkolwiek Grawitz uważał, że należy liczyć się 
z przypadkami śmiertelnymi, można przypuszczać, że wszystkie 
dzieci przetrzymały te próby . Jednak 
5 Oświadczenie prof. Gutzeita na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-6, s. 1394. 
.6 Oświadczenie Brunona Meyera byłego blockaltestera baraku R-II, 
świadka eksperymentów Dohmena, relacja nie publikowana, przekazana 
autorowi. 
7 W. Zegarski, Szpital w Sachsenhausen na tle warunków obozowych w 
latach 1940—45, „Przegląd Lekarski", 1969, nr 1, s. 75. 
82 
Rudolf Brandt, osobisty referent Himmlera, na procesie lekarzy w 
Norymberdze zeznał: „Wiem, że te doświadczenia zostały 
przeprowadzone i że w ich następstwie zmarło kilku więźniów"8. 

background image

Nad problemem etiopatogenezy zakaźnej żółtaczki pracowało wielu 
niemieckich lekarzy. Jednym z nich był prof. Eugen Haagen z 
Zakładu Higieny Uniwersytetu Rzeszy w Strasburgu. Wyniki jego 
badań, jak i zresztą innych bakteriologów, nie były zachęcające. W 
czerwcu 1944 r. we Wrocławiu zorganizowano zjazd lekarzy 
poświęcony nagminnemu zapaleniu wątroby. Na zjeździe tym prof. dr 
Walter Schreiber, pełnomocnik Rady Naukowej Rzeszy do Zwalczania 
Epidemii, powołał do życia zespoły robocze dla opracowania 
zagadnień związanych z żółtaczką zakaźną9. Eugena Haagena 
przydzielono do grupy, w której skład wchodził między innymi 
naczelny internista przy Inspektoracie Sanitarnym Luftwaffe prof. 
Kalk. 
W czerwcu 1944 r. Haagen zwrócił się do prof. Schreibera o 
skierowanie do niego Arnolda Dohmena. Obaj badacze nawiązali ze 
sobą kontakt i w jego następstwie Haagen rozpoczął przygotowania 
do prób z żółtaczką zakaźną na ludziach. W piśmie do prof. Kalka 
zwracał uwagę na konieczność pozyskania odpowiedniej liczby osób 
dla planowanych doświadczeń. Pisał: „Musimy zatem możliwie jak 
najszybciej postarać się o przeprowadzenie doświadczeń na 
ludziach. Próby te powinny być przeprowadzone najlepiej tutaj w 
Strasburgu bądź w jego pobliżu. Może Pan w swojej placówce 
służbowej podejmie konieczne kroki, abyśmy otrzymali niezbędne 
osoby do doświadczeń" 10. 
Pod koniec sierpnia 1944 r. Instytut, w którym pracował Haagen, 
zbombardowano. Czy w tych warunkach Haagen podjął próby na 
więźniach w Natzweiler, trudno ustalić. 
Rudolf Brandt na procesie norymberskim oświadczył: „Dr Eugen 
Haagen wykonywał prace badawcze w obozie koncentracyjnym 
Natzweiler, aby wykryć skuteczną szczepionkę przeciwko żółtaczce 
zakaźnej. Jak sobie przypomi- 
8  Zeznania Rudolfa Brandta na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-ł, Lpn-4, s. 776. 
9  Zeznania Eugena Haagena na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-34, s. 9520—9523. 
10  Pismo Eugena Haagena do prof. Kalka w aktach procesu lekarzy w 
Norymberdze, tamże, sygn. ATW-1, Ldn-8, s. 35a. 
83 
nam, Haagen pracował wspólnie z dr. Dohmenem w obozie Natzweiler. 
Próby podjęte na ludziach nie będących ochotnikami spowodowały 
wypadki śmiertelne"   . 
Przez cały okres wojny niemieccy bakteriolodzy próbowali wykryć i 
zidentyfikować wirus nagminnego zapalenia wątroby. W ostatnich 
miesiącach wojny czyniono usiłowania, aby doświadczenia z tej 
dziedziny przeprowadzić w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. 
Podobnie jak w przypadku wirusa odkrytego przez Dohmena, pod 
koniec 1944 r. wyhodowano w Lipsku wirus, posądzany o powodowanie 
zapalenia wątroby. Koordynator badań nad żółtaczką zakaźną prof. 
Schreiber zwrócił się do prof. Joachima Mrugowsky'ego, naczelnego 
higienisty Waffen SS, o udzielenie mu pomocy w celu 
przeprowadzenia doświadczeń na ludziach. Mrugowsky nie mógł w 
takich sprawach decydować sam. Pod koniec stycznia 1945 r. 

background image

przedstawił on naczelnemu lekarzowi SS Grawitzowi propozycję 
przeprowadzenia doświadczeń na 20 więźniach obozu koncentracyjnego 
w Buchenwaldzie w Stacji Badań nad Durami i Wirusami Instytutu 
Higieny Waffen SS. Według Mrugows-ky'ego działania wojenne na 
terenie Niemiec i w krajach okupowanych przez Trzecią Rzeszę 
uniemożliwiły realizację tych zamiarówn. Z dzisiejszego stanu 
wiedzy medycznej wiemy, że przekonania Dohmena, Haagena i wielu 
innych niemieckich bakteriologów o odkryciu przez nich wirusa 
nagminnego zapalenia wątroby były niesłuszne. 
11  Zeznania Rudolfa Brandta na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Ldn-8, s. 25. 
12  Zeznania Joachima Mrugowsky'ego na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże, sygn. ATW-1, Lpn-21, s. 5466—5467. 
Część II 
EKSPERYMENTY Z ZAKRESU PROBLEMATYKI RASOWEJ 
Rozdział I PRÓBY MASOWEJ STERYLIZACJI 
Doświadczenia Carla Clauberga z wprowadzaniem środków drażniących 
do macicy 
Problemy sterylizacji, a więc wywoływania w sposób sztuczny 
niepłodności, interesowały władze hitlerowskie ze względu na 
potrzeby polityki rasowej. Masowa sterylizacja miała prowadzić do 
unicestwienia narodów uważanych za niepożądane, a więc przede 
wszystkim Polaków i innych Słowian, Żydów i Cyganów. 
Prof. Carl Clauberg, ginekolog z Królewca, od wielu lat zajmował 
się zagadnieniem niepłodności1. Wiedział on doskonale, że 
najczęstszą przyczyną niepłodności jest niedrożność jajowodów jako 
następstwo stanów zapalnych. Wysnuł z tego wniosek, że można 
sztucznie powodować niepłodność przez zapalenie śluzówki macicy 
środkami drażniącymi. 
We wstępnych badaniach prowadzonych na zwierzętach używał do tego 
celu formałiny w różnych stężeniach. Wyniki prób wydały mu się tak 
dalece zachęcające, że zapragnął sprawdzenia tych doświadczeń na 
ludziach. W maju 1940 r. 
1 W 1941 r. Carl Clauberg opublikował pracę pt. Besteht die 
Ansicht durch postsalpingitische Verklebuńg der Eileiter 
hervorgerufene Sterilitdt durch Massnahmen zu behandeln, w: 
„Wiener Medizinische Wochenschrift" 1941 nr 14. 
85 
Clauberg leczył z niepłodności żonę jednego z wyższych dygnitarzy 
SS. Przy tej okazji poznał osobiście Himmlera. Wykorzystując to 
spotkanie, Clauberg przedstawił Him-mlerowi swój plan masowej 
sterylizacji. Himmler z zainteresowaniem przyjął tę propozycję 
Clauberga, ale chwila dla realizacji jego zamiarów nie była 
sprzyjająca. Był to bowiem rok 1940 — rok zwycięstw hitlerowskich 
wojsk na Zachodzie. Clauberg nie zaniechał jednak swych planów. 27 
maja 1941 r. odbyła się u Himmlera konferencja w sprawie 
sterylizacji2. Ustalono wówczas, że badania wstępne przeprowadzi 
się w obozie koncentracyjnym dla kobiet w Ravens-briick. Takie 
rozwiązanie nie było jednak na rękę Clauber-gowi. Pracował on 
wówczas w Królewskiej Hucie (Chorzowie) jako ordynator Oddziału 
Chorób Kobiecych Szpitala Górniczego. Dlatego wolał przeprowadzać 

background image

swoje eksperymenty w Oświęcimiu3. Popierał go naczelny lekarz SS 
Ernst Grawitz. W piśmie do Himmlera prosił o- utworzenie w 
Królewskiej Hucie ośrodka badawczego dla przeprowadzenia 
proponowanych przez Clauberga doświadczeń4. 
Zanim uzgodniono poglądy, Hitler dokonał agresji na Związek 
Radziecki. Nadeszły tygodnie ofensywy wojsk hitlerowskich na. 
wschód. Kiedy front ustabilizował się, hitlerowcy rozpoczęli w 
Oświęcimiu realizację planu ostatecznego rozwiązania kwestii 
żydowskiej. Clauberg w maju 1942 r. przypomniał Himmlerowi swój 
projekt: „...Pozwalam sobie prosić Pana, abym te zadania mógł 
spełniać tu, na Górnym Śląsku. Proponuję, aby niezbędne 
doświadczenia były prowadzone w obozie koncentracyjnym w 
Oświęcimiu"5. 
W lipcu 1942 r. w kwaterze Himmlera odbyła się w tej sprawie 
narada. Ustalono na niej techniczne założenia sterylizacyjnych 
eksperymentów. W protokole narady czytamy: „7 lipca 1942 roku 
odbyła się konferencja z udziałem SS-reichsfiihrera, SS-
brigadefuhrera prof. dr. Gebhardta, SS-brigadefuhrera Gliicksa i 
SS-brigadefuhrera prof. Clauberga z Konigshiitte. Przedmiotem tej 
konferencji była sterylizacja Żydów. Reichsfuhrer obiecał 
brigadefuhrerowi prof. Claubergowi oddać do dyspozycji obóz 
koncentracyj- 
2  Ternon, Helman, op. cit., s. 195. 
3  J. Sehn, Obóz koncentracyjny Oświęcim-Brzezinka, Warszawa 1960. 
4  SS im Einsatz. Eine Dokumentation iiber die Ferbrechen der SS, 
s. 402. 
5  Ternon, Helman, op. cit., s. 197—199. 
86 
ny w Oświęcimiu dla doświadczeń nad organizmami ludzkimi i 
zwierzęcymi. Celem tych podstawowych doświadczeń będzie 
znalezienie sposobu wyjaławiania ludzi tak, aby było to dla nich 
niezauważalne"6. Prawdopodobnie jednak wskutek niedopatrzenia 
polecono Claubergowi przeprowadzenie prób sterylizacyjnych w 
Ravensbriick. „Reichsfuhrer zobowiązał mnie do powiadomienia, że 
życzy sobie, aby udał się Pan do Ravensbriick i rozpoczął tam 
sterylizację Żydówek według Pana metody. Reichsfuhrer życzyłby 
sobie, aby podał mu Pan czas konieczny do wysterylizowania tysiąca 
Żydówek. One same nie powinny o tym wiedzieć"7. Ostatecznie 
zostało jednak wyjaśnione, że doświadczenia wykonywać będzie 
Clauberg w Oświęcimiu. W związku z tym Clauberg rozpoczął 
czynności przygotowawcze. Pozostawał on w bliskich kontaktach ze 
znaną na całym świecie firmą Schering-Kahlbaum, specjalfzującą się 
w produkcji odczynników chemicznych i przetworów hormonalnych. 
Clauberg byl zresztą współtwórcą dwóch leków wytwarzanych przez tę 
firmę („Progynom" i „Proluton"). Wykorzystując fakt, że w 
badaniach sterylizacyjnych miał wykonywać badania radiologiczne, 
postanowił przy tej okazji wypróbować nowe środki cieniujące. Z 
tych też powodów zażądał do pomocy chemika z zakładów Scheringa — 
dr. Johanna Gebla, oraz odpowiednich zawiesin chemicznych 
wytwarzanych w tej firmie. Życzenie Clauberga zostało spełnione8. 
W czasie wizytacji obozu w Oświęcimiu w 1942 r. Clauberg zażądał, 

background image

aby jego zakład badawczy pomieszczono w bloku nr 10 obozu 
głównego. Sprawiło to pewien kłopot, gdyż obóz główny był 
przeznaczony dla mężczyzn. Ale dla Clauberga przystosowano jednak 
specjalnie blok 10, izolując go od reszty obozu. Miał on wspólny 
plac z tzw. blokiem śmierci (blok nr 11). Bloku 10 strzegły 
strażniczki SS. Na parterze urządzono sale dla „królików 
doświadczalnych". W okresie szczytowym przebywało w nich do 400 
osób. Obok sal znajdowały się gabinet zabiegowy i pracownie 
rentgenowskie. 
6  Sprawozdanie z konferencji u SS-reichsfiihrera z 7 VII 1942 r. 
napisane przez Rudolfa Brandta (dokument nr 216 procesu lekarzy w 
Norymberdze) cytowane za: Ternon, Helman, op. cit., s. 202—203. 
7  Pismo Rudolfa Brandta referenta osobistego Himmlera do Carla 
Clauberga (dokument nr 213 procesu lekarzy w Norymberdze), tamże, 
s. 203—204. 
8  Tamże, s. 193. 
87 
W grudniu 1943 r. Clauberg rozpoczął doświadczenia sterylizacyjne. 
W tym celu wybierano młode i zdrowe kobiety-Żydówki, przeznaczone 
zgodnie z planem eksterminacji na zagładę. Wybierano kobiety 
regularnie miesiączkujące i te, które były już matkami. Komendant 
obozu w Oświęcimiu Rudolf Hoss tak opisywał te doświadczenia przed 
polskim sędzią: 
„Otrzymałem od Himmlera rozkaz, aby Claubergowi umożliwić 
przeprowadzenie prób w obozie w Oświęcimiu na Żydówkach. Do 
dyspozycji Clauberga przekazałem blok nr 10 i poleciłem 
lagerfuhrerowi dostarczać potrzebne kobiety. Tak „blok nr 10, jak 
również późniejsze miejsce stacji badawczej Clauberga było ściśle 
izolowane. Wyboru kobiet więźniarek dokonywał osobiście Clauberg. 
Przekazywanie kobiet do bloku Clauberga odbywało się w formie 
przyjęcia do rewiru szpitalnego. W karcie tych kobiet wprowadzono 
określenie: więźniarka dla celów badawczych. 
Po zebraniu dokładnego wywiadu od kobiet Clauberg umieszczał 
wybraną więźniarkę na fotelu ginekologicznym i pod kontrolą 
rentgenowską wstrzykiwał jej płyn kontrastowy do jajowodów, aby 
zbadać ich drożność. Po stwierdzeniu, że jajowody są drożne, 
badana kobieta schodziła z fotela i musiała przez pewną chwilę 
chodzić po pokoju. Clauberg wykorzystywał ten czas, aby wykonać 
zabieg na drugiej kobiecie. Potem ponownie pierwszej kobiecie pod 
kontrolą rentgenowską wstrzykiwał powtórnie specjalny płyn do 
jajowodów, zmieszany z płynem kontrastowym. Płyn ten przygotowywał 
współpracujący z Cłaubergiem szef chemików Schering-Werke — Gebel. 
Po sześciu tygodniach od pierwszego zabiegu Clauberg robił u 
kobiet kontrolne badania rentgenowskie przez wstrzykiwanie 
kontrastu do jajowodów. Według oświadczenia Clauberga jajowody 
były we wszystkich przypadkach zablokowane i nie przepuszczały od 
pewnego miejsca masy kontrastowej. Kobietom, u których badaniem 
rentgenowskim stwierdzono cienie w jajowodzie, Clauberg ponownie 
wstrzykiwał środek specjalny, ale w większym stężeniu. Nie wiem, 
na ilu kobietach wykonał on swoje próby. Liczba ich stopniowo 
wzrastała. Wszystkie kobiety po skutecznym eksperymencie 

background image

przetrzymywano w bloku. Według planów Clauberga, każda z nich po 
upływie 12 miesięcy miała odbyć stosunek, aby zbadać efekty 
praktyczne metody sterylizacyj- 
88 
nej. Jednak praktycznego wypróbowania nie przeprowadzono ze 
względu na przebieg wojny"9. 
Clauberg twierdził, że wyniki były rewelacyjne, bo we wszystkich 
przypadkach uzyskał niedrożność jajowodów. Według jednak relacji 
lekarza- więźnia, niemieckiego Żyda dr. Samuela, który pracował w 
bloku 10, w wielu przypadkach nie uzyskiwano zamierzonych wyników. 
Clauberg powtarzał wtedy zabieg co 3—4 tygodnie, posługując się 
silnie działającym roztworem formaliny. Clauberg był tak dumny z 
wyników, że w czerwcu 1943 r. raportował Himmlerowi o gotowości 
praktycznego zastosowania swojej metody wywoływania niepłodności: 
„Jest bardzo prawdopodobne, że jeden dobrze wyszkolony lekarz, 
dysponujący odpowiednim wyposażeniem i około 10 asystentami, 
będzie mógł załatwić kilkaset, a może nawet tysiąc kobiet 
dziennie" 10. Według lekarki-więźniarki dr. Brewdy prof. Clauberg 
dokonał zabiegów na 498 Żydówkach z 14 krajów, z których wiele 
zakończyło życie w komorach gazowych. 
Opinia polska, a przez nią i całego świata była w czasie wojny 
informowana o okrutnych doświadczeniach Clauber-ga, aczkolwiek ze 
względów zrozumiałych nie wszystkie szczegóły mogły być znane. 
Polska prasa podziemna w swych biuletynach podawała wiadomości 
pozyskane w grypsach z Oświęcimia. W gazetce podziemnej z 28 
kwietnia 1944 r. „Informacja Zachodnia nr 21" pisano: „Blok X w 
Oświęcimiu. Blok ten znajduje się w głównym lagrze męskim, 
przeznaczony tylko dla kobiet, otoczony jest tajemnicą. Kobiety są 
przeważnie młode i zdrowe... Kobiety te są doświadczalnymi 
królikami, na których przeprowadzana jest próba sztucznego 
zapłodnienia. Próbę przeprowadza mały człowiek po cywilnemu, który 
jest prawdopodobnie znanym niemieckim profesorem" ''. 
Jesienią 1944 r. hitlerowcy rozpoczęli ewakuację Oświęcimia. 
Chociaż Clauberg pisał latem 1943 r., że metoda jest już gotowa i 
że pozostały do opracowania tylko szczegóły, to jednak nie 
zaprzestał dalszych doświadczeń. Kiedy więc 
9  Protokół przesłuchania Rudolfa Hossa 9 I 1947 r. przed polskim 
sędzią J. Sehnem cytowany za: Kaul, op. cit., s. 275—278. 
10  Tajny raport Carla Clauberga z 9 VI 1943 r. do Heinricha 
Himmlera cytowany za: SS im Einsatz. Eine Dokumentation uber die 
Verbrechen der SS, s. 407. 
11  CA KC PZPR, sygn. 202411-144. 
89 
część kobiet z Oświęcimia ewakuowano do Ravensbruck, w ślad za 
nimi w styczniu 1945 r. podążył prof. Carl Clauberg. 
W Ravensbriick wykonywał on próby sterylizacyjne na Żydówkach i 
Cygankach, w tym również na małych dziewczynkach. Liczby osób 
poddanych sterylizacji nie udało się ustalić. Według zeznań 
lekarki, byłej więźniarki obozu w Ravensbruck, dr Mlady Taufrovej 
— Cygankom obiecywano wolność, o ile zgodzą się na zabieg. Chociaż 
inne więźniarki, ostrzegały, że jest tó zwykłe oszustwo, tęsknota 

background image

za rodzinami była u nich tak silna, że bez zastanowienia składały 
krzyżyki (wiele z nich nie umiało pisać) pod pisemnym 
potwierdzeniem zgody. W istocie wszystkie, które przeżyły 
doświadczenia, kierowano do gazu u. W eksperymentach 
sterylizacyjnych pomagali Claubergowi lekarze obozowi: Bruno 
Orendi, Percival Treite, Ralf Rosenthal. Pewne dane wskazują, że 
zabiegi sterylizacyjne według metody Cłauberga robiono w obozie w 
Ravensbriick jesienią 1943 r. Wykonywał je lekarz obozowy Karl 
Sonntag. 
Oto wyjątki z zeznania Luizy X. 
„7 września 1943 roku lekarz SS dr Sonntag za pomocą dużej 
strzykawki wstrzyknął mi brązowy płyn do macicy. Ze mną było 11 
innych Żydówek z tego samego bloku. Pokój zabiegowy, w którym 
robiono próby, znajdował się w piwnicy głównego budynku. Po 
zastrzyku odczuwałam uciążliwe palenie w podbrzuszu. Po dwóch 
dniach musiałam wrócić do pracy, chociaż czułam się bardzo źle. 
Potem dostałam dreszczy i 40 stopni gorączki oraz przeraźliwych 
bólów. Nadzorczyni mówiła nam, że to z zastrzyku i że wkrótce 
przejdzie. Później dr Tfeite położył nas na bloku zabiegowym. Było 
tam około 60 kobiet, którym dano zastrzyk do macicy. Wiele z nas 
było nieprzytomnych, ponieważ miało bardzo wysoką gorączkę. W tym 
czasie, w którym byłam w baraku zabiegowym, zmarło 8—10 kobiet. 
Kilka kobiet przeniesiono do innego pomieszczenia, ponieważ tam 
robiono z nimi dalsze próby. Kiedy wynoszono więźniarki 
nieprzytomne, wiedziałyśmy, że będą przepędzone przez komin" l3. 
Z punktu widzenia lekarskiego zarówno samo założenie, 
12  Die Frauen von Ravensbriick, Berlin 1961, s. 135. 
13   Tamże, s. 135. 
90 
jak i cel badań Clauberga były przestępcze. Wykonywanie zabiegów 
sterylizacyjnych na młodych kobietach bez ich zgody było zbrodnią. 
Równolegle z próbami sterylizacyj-nymi Clauberg przeprowadzał 
doświadczenia nad wartością różnych nowych rentgenowskich środków 
cieniujących. W badaniach tych Claubergowi pomagał dr Johann Paul 
Gebel, chemik, pracownik naukowy zakładów Scherin-ga-Kahlbauma. 
Ideą przewodnią tych prób było znalezienie najbardziej skutecznej 
kompozycji bezpiecznego dla ustroju środka kontrastującego, który 
dawałby dobrą widoczność na zdjęciach rentgenowskich. W tym 
okresie gospodarka niemiecka odczuwała brak jodu. Producentowi 
zależało więc na zastąpieniu tego pierwiastka innymi związkami. 
Między innymi dla tych celów wypróbowywano odpowiednio 
spreparowany siarczan baru. Nosił on nazwę: „Neo--Rotynum" 14. 
O doświadczeniach Clauberga tak zeznawała na procesie komendanta 
obozu oświęcimskiego Rudolfa Hossa była więźniarka, lekarka dr 
Alina Brewda: „Kobiety do doświadczeń »kupił« sobie [Clauberg] 
płacąc po jednej marce tygodniowo za więźniarkę. Doświadczenia 
polegały na wstrzykiwaniu płynów kontrastowych do macicy i 
jajowodów oraz na fotografowaniu promieniami rentgena narządów 
płciowych. Zabieg był dokonywany brutalnie i często wywoływał 
komplikacje w postaci zapalenia otrzewnej, jajników i jajowodów. 
Wobec wyczerpania zapasów jodo-piryny i lipiodolu Gebel tworzył 

background image

nowe płyny kontrastowe. Płyny Gebla były do niczego, ponieważ nie 
dawały wyraźnych zdjęć, a wstrzykiwanie ich sprawiało także 
szalone bóle i uczucie pieczenia. Pacjentki krzykami napełniały 
blok" 15. Wiele zdjęć rentgenowskich wykonanych w czasie 
doświadczeń i ocalałych z pożogi wojennej przekazano Głównej 
Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskiej w Polsce jako dowody zbrodni 
Clauberga16. 
Według dr. de Winda pełna liczba ofiar Clauberga mieści się w 
granicach 700—1000 kobiet. Z'tego co najmniej 300 wysłano do gazu. 
Prawie wszystkie były Żydówkami pocho- 
14  SS im Einsatz. Eine Dokumentation iiber die Verbrechen der SS, 
s. 194. 
15  Zeznania byłej więźniarki Oświęcimia-Brzezinki dr Aliny 
Brewdy, Proces Hossa, t. 17, s. 61—62. 
16  Cz.  Głowacki, Z dokumentacji zbrodniczych doświadczeń Carla 
Clauberga, „Przegląd Lekarski", 1976, nr 1, s. 85—89. 
91 
dzącymi z różnych krajów Europy n. Doświadczenia wykazały 
nieprzydatność wypróbowanych środków. Preparaty Gebla okazały się 
bowiem mało kontrastujące. O straszliwych przeżyciach kobiet 
poddawanych doświadczeniom sterylizacyjnym świadczy zeznanie 
lekarki Adelaidy Haut-val: „Atmosfera w bloku była bardzo napięta. 
Więźniarki bardzo szybko orientowały się , że mają służyć jako 
króliki doświadczalne. Pełne lęku czekały swej kolejki. Brak 
rozeznania, na czym właściwie te doświadczenia polegały i związane 
z nimi okaleczenia wywoływały atmosferę niewypowiedzianego 
niepokoju. Jedną z wersji, która krążyła w związku z 
wstrzykiwaniami domacicznymi, było mniemanie, że chodzi tu o 
sztuczne zapłodnienie. To przypuszczenie wywoływało głęboką odrazę 
18. 
Doświadczenia nad sterylizacją i kastracją za pomocą promieni 
rentgenowskich 
Niezależnie od programu doświadczalnej masowej sterylizacji 
wykonywanej przez Carla Clauberga, zagadnieniem tym zajmował się 
również Viktor Brack, szef II wydziału kancelarii Hitlera. Brack 
nie był wprawdzie lekarzem, ale problem ten interesował go z 
pobudek rasowych. Wspólnie ze swymi pracownikami, dr. Hevelmannem 
i Blankenbur-giem, doszedł on do wniosku, że kwestię żydowską 
można będzie rozwiązać masową sterylizacją-19. 
Za najlepszą metodę uznał sterylizację za pomocą promieni 
rentgenowskich. Przygotował zatem odpowiedni program i przesłał go 
Himmlerowi do akceptacji. W marcu 1941 r. w piśmie do Himmlera 
Viktor Brack pisał: „Można kazać osobom przeznaczonym na 
sterylizację podchodzić do okienka, przy którym zadawano by im 
pytania lub polecano wypełniać formularze, co powinno trwać 2—3 
minuty. Urzędnik siedzący za okienkiem uruchamiałby aparaturę. W 
urządzeniu z dwoma źródłami można by było wy- 
17  Zeznania dr. de Winda cytowane za: Ternon, Helman, op. cit., 
s. 206. 
18  Zeznania dr. Adelaidy Hautval cytowane za: A. Lettich, Trente-
-ąuatre mois dans les camps de concentration, Tours 1964, s. 44. 

background image

19  Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 247. 
92 
sterylizować w ciągu jednego dnia 150—200 osób, z 20 urządzeniami 
już 3000 do 4000 dziennie"20. Himmlera zainteresował ten projekt. 
Nie zrealizowano go jednak w związku z działaniami wojennymi. W 
czerwcu 1942 r. Brack przypomniał swój projekt Himmlerowi. W 
piśmie do reichsfuhrera pisał: „Wśród 10 milionów Żydów znajdują 
się co najmniej 2—3 miliony mężczyzn i kobiet zdolnych do pracy. 
Uważam, że te 2—3 miliony należy specjalnie wybrać i zabezpieczyć. 
Może to być jednak zrealizowane tylko wtedy, gdy pozbawi się ich 
zdolności rozrodu. ...Sterylizacja, jaką stosuje się normalnie, 
nie wchodzi tu w rachubę, ponieważ zabiera zbyt dużo czasu i jest 
zbyt kosztowna. Kastracja promieniami X jest nie tylko tania, ale 
ponadto może być stosowana wobec tysiąca osób w bardzo krótkim 
czasie. ...Reichsleiter Bouhler jest gotów oddać do Pana 
dyspozycji wszystkich lekarzy i personel pomocniczy niezbędny do 
wykonania tej pracy"21. 
Odpowiadając na pismo Himmler pisał: „Do projektu sterylizacji 
promieniami X jestem nastawiony pozytywnie, początkowo co najmniej 
w.jednym obozie w serii doświadczeń. Byłbym bardzo wdzięczny 
reichsleiterowi Bouhlerowi, gdyby zechciał oddać do naszej 
dyspozycji lekarzy ekspertów w celu przeprowadzenia tej serii 
doświadczeń. Kopię tego listu kieruję do reichsarzta SS i do osoby 
odpowiedzialnej za obozy koncentracyjne"22. Drogą wewnętrznych 
porozumień z kancelarią fuhrera i reichsarztem SS ustalono, że 
wstępne doświadczenia sterylizacyjne przeprowadzi dr Horst 
Schumann za pomocą promieni rentgenowskich w Oświęcimiu. 
W związku z planami sterylizacyjnymi skierowano do Oświęcimia 
Horsta Schumanna. Pojawił się on tam w listopadzie 1942 r. i 
wkrótce rozpoczął swoje doświadczenia w bloku nr 30 żeńskiego 
obozu w Oświęcimiu-Brzezince. W bloku tym znajdowały się dwa 
aparaty rentgenowskie. Schumann wykorzystywał je do 
napromieniowania jąder 
20  Sprawozdanie Viktora Bracka przesłane Heinrichowi Himmlerowi 
(dokument nr 203 procesu lekarzy w Norymberdze), tamże, s. 247—
248. 
21  Pismo Bracka do Himmlera z 23 VI1942 r. (dokument nr 205 
procesu lekarzy w Norymberdze), tamże, s. 249. 
22  Pismo Himmlera do Bracka z 11 VIII 1942 r. (dokument nr 206 
procesu  lekarzy w  Norymberdze)  cytowane za:  Ternon,   Helman, 
op. cit., s. 181—182. 
93 
u mężczyzn i jajników u kobiet. W ciągu jednego dnia napromieniał 
20—30 więźniów lub więźniarek. Zabiegi te wykonywał Schumann 2—3 
razy w tygodniu23. 
Ofiary wybierano spośród więźniów pochodzenia żydowskiego. Brano 
jednak również Cyganów, Rosjan, Francuzów, Greków i jeńców 
wojennych różnych narodowości. Po napromieniowaniu ofiary 
powracały do pracy do swoich bloków. Jednak po pewnym czasie, 
najczęściej po 2—3 tygodniach, wzywano je ponownie i kierowano do 
głównego obozu: mężczyzn do bloku 21, a kobiety do 10. Schuman-

background image

nowi chodziło bowiem o zbadanie histopatologiczne naświetlonych 
gonad. W bloku 21 zbierano nasienie od mężczyzn przez masowanie 
sterczu ręcznie lub też mechanicznie (za pomocą specjalnej korby). 
Uzyskane nasienie badano pod mikroskopem na obecność i żywotność 
plemników. Niezależnie od tego u części mężczyzn wycinano jedno 
lub oba jądra, aby badać je histopatologicznie. Wycięte jądra 
przesyłano do Zakładu Anatomii Patologicznej we Wrocławiu24. Dla 
tego samego celu kobietom wycinano jeden lub dwa jajniki. W ten 
sposób pewna część osób została wykastrowana. Zabiegi wykonywano 
bardzo brutalnie, często bez przestrzegania elementarnych zasad 
aseptyki. Znane były przypadki śmierci z wykrwawienia. 
Zabiegi te wykonywał Schumann i inni lekarze SS. Do pomocy 
zmuszano również niektórych lekarzy-więźniów. Liczby osób 
poddanych zabiegom sterylizacyjnym za pomocą promieni 
rentgenowskich nie da się ściśle ustalić. Ocenia się, że było ich 
przeszło tysiąc. Po zakończeniu badań wiele ofiar kierowano do 
komór gazowych. Wysyłano tam zwłaszcza osoby, u których 
występowały powikłania. Niewielu więźniom poddanym doświadczeniom 
Schumanna udało się przeżyć wojnę. To, jak one przebiegały, można 
sobie wyobrazić z zeznań ofiary: 
„Zostaliśmy przetransportowani do obozu kobiecego. Tam zjawił się 
wysoki lekarz w szarym mundurze lotniczym. Musieliśmy się 
rozebrać, po czym narządy płciowe umieszczono pod aparatem i 
trzymano tam przeszło 15 minut. Aparat mocno nagrzewał same 
narządy płciowe i okolicę, 
23  S. Kłodziński, Sterylizacja i kastracja promieniami 
rentgenowskimi, w: Okupacja i medycyna, s. 45—46. 
24   Tamże. 
94 
a potem części te zabarwiły się ciemno. Po tej akcji musieliśmy 
powrócić do pracy. W ciągu kilku dni u większości kolegów narządy 
płciowe ropiały. Mieli one duże trudności podczas chodzenia. Tych, 
którzy padali, odsyłano do zagazowania. Po dwóch tygodniach w 
październiku 1943 roku przeprowadzono 7 mężczyzn z naszej grupy do 
Oświęcimia. Tam nas operowano. Dostaliśmy zastrzyk w plecy, po 
którym dolna połowa ciała była znieczulona. Usuwano oba jądra. 
Mogłem obserwować zabieg w szkle lustrzanym lampy chirurgicznej. 
Potem nastąpiła selekcja i 60% z naszego bloku zabrano na 
zagazowanie"25. 
Działalność Schumanna w Oświęcimiu trwała do połowy roku 1944. W 
kwietniu 1944 r. Schumann przesłał raport o wynikach swych 
doświadczeń, w którym negatywnie ocenił możliwość sterylizowania 
mężczyzn za pomocą promieni rentgenowskich. Nie zrezygnował jednak 
z dalszych badań. W raporcie kierowanym do szefa kancelarii 
fuhrera, Philippa Bouhlera, pisał między innymi: „Podkreślam 
znaczenie drugiej części pracy, które dowodzi, że wytrzebienie 
mężczyzny tą drogą jest niemal wykluczone albo wymaga takich 
zabiegów, które się nie opłacą. Kastracja metodą operacji 
chirurgicznej trwa tylko 6-—7 minut, jest wobec tego pewniejsza i 
można ją wykonać szybciej, niż wytrzebienie promieniami 
Roentgena"26. 

background image

W drugiej połowie 1944 r. Schumann przeniósł się do Ravensbriick. 
Tam kontynuował badania na dzieciach cygańskich. Wiadomo że z 
początkiem stycznia 1945 r. Schumann dokonał w Ravensbruck wielu 
zabiegów steryli-zacyjnych. Przy nich nie mogli być obecni 
lekarze-więź-niowie. Do sterylizacji brano nawet małe dzieci. 
„Dzieci zwykle wychodziły po sterylizacji płacząc i pytały swoje 
matki, co im zrobiono"27. 
Pomijając prawną ocenę tych doświadczeń, zbrodniczych już w swoich 
założeniach, uderzać musi, że podjęto je bez 
25  Zeznania byłego więźnia obozu oświęcimskiego, na którym 
dokonano eksperymentu stery lizacyjnego (dokument nr 819 procesu 
lekarzy w Norymberdze) cytowane za: Mitscherlich, Mielke, 
Nieludzka medycyna, s. 250—251. 
26  Pismo Blankenburga do Himmlera z 1944 r.w sprawie doświadczeń 
sterylizacyjnych za pomocą promieni rentgenowskich, tamże, s. 249—
250. 
Zeznania byłej więźniarki Ravensbriick G. Winkowskiej w sprawie 
doświadczeń sterylizacyjnych (dokument nr 085 procesu lekarzy w 
Norymberdze), tamże, s. 251. 
95 
uprzednich opinii rzeczoznawców. Niemieccy radiolodzy wiedzieli 
bowiem, że całkowitą kastrację można uzyskać jedynie przez 
wielogodzinne stosowanie promieni rentgenowskich, co z góry 
przekreślało' użyteczność tej metody do masowego zastosowania. 
Technika proponowana przez Bracka powodowała owrzodzenie skóry i 
powierzchowne niszczenie tkanki gonadowej. Znajomość tych faktów z 
radioterapii mogła oszczędzić kilkuset więźniom, cierpień 
fizycznych, moralnych i śmierci. 
Zamiary masowej sterylizacji za pomocą środków farmaceutycznych 
W październiku 1941 r. lekarz Adolf Pokorny, z pochodzenia Czech, 
specjalista dermatolog, zwrócił się do Himmlera z propozycją 
wykorzystania do sterylizacji masowej wyciągu z amerykańskiej 
rośliny caladium seąuinum. Pomysł ten nasunął się Pokornemu po 
przeczytaniu naukowych artykułów omawiających możliwości 
sterylizacji zwierząt za pomocą caladium seąuinum. Zastosowanie 
tej rośliny wydawało się Pokornemu niezwykle korzystne, gdyż 
sterylizację można by wykonywać niepostrzeżenie i masowo. W piśmie 
do Himmlera Pokorny zawiadamiał: „Jeśliby udało nam się możliwe 
jak najrychlej uzyskać środek, który w stosunkowo krótkim czasie 
powodowałby niepostrzeżenie sterylizację, to zdobylibyśmy nową, 
bardzo skuteczną broń. Jakież szerokie perspektywy otwiera sama 
tylko myśl, że trzy miliony bolszewików, znajdujących się obecnie 
w niewoli niemieckiej, można by wy-sterylizować, wskutek czego 
byliby oni do dyspozycji jako robotnicy, lecz nie mieliby 
możliwości rozmnażania się. Gdyby wyrażona przeze mnie myśl 
zyskała Pańską aprobatę, należałoby obrać następującą drogę: 
1)  zakazać drowi Madausowi ogłaszania jakiejkolwiek publikacji 
tego rodzaju (nieprzyjaciel podsłuchuje), 
2)  rozmnożyć roślinę (łatwą do hodowania w szklarniach), 
3)  natychmiast przeprowadzić doświadczenia na ludziach 
(zbrodniarzach) celem ustalenia dawki i czasu terapii"28. 

background image

28 Wyrok wraz z uzasadnieniem Amerykańskiego Trybunału Wojskowego 
nr 1 w Norymberdze w procesie lekarzy hitlerowskich z 19—20 VIII 
1947 r., „Biuletyn GKBZHwP", 1970, t. XX, s. 174—175. 
96 
SS-sturmbannfiihrer dr med. Horst Schumann — wykonawca doświadczeń 
nad masową sterylizacją więźniów za pomocq promieni rentgenowskich 
w Oświęcimiu   i   Ravensbriick 
Horst Schumann w otoczeniu funkcjonariuszy policji na lotnisku 
frankfurckim po deportacji z Ghany 
Horst Schumann na lawie oskarżonych przed sqdem we Frankfurcie nad 
Menem w 1971 r. 
Josef   Mengele   z   okresu   pracy       Josef   Mengele   z   
okresu   pracy w Urzędzie do Spraw Rasowych      w    obozie     
koncentracyjnym    w i    Przesiedleńczych   w    Poznaniu      
Oświęcimiu-Brzezince   w   mundurze  SS-hauptsturmfiihrera 
Jedno   z   ostatnich   zdjęć   Josefa Mengelego 
Josef Mengele w czasie pobytu w Szwajcarii w 1956 r. przed hctelem 
„Engel". Obok niego stoi jego przyszła druga żona — Martha Mengele 
— wdowa po starszym bracie 
nrcmicne Bekanntmacnung 
 7K) 
 .» 1>O to. tu* we* 
)SEF MENGELE 
List gończy prokuratury we Frankfurcie nad Menem za Josefem 
Mengelem. Nagroda miała   wynieść   1   milion   DM 
1000 000.- DM 
Kolekcja zdjęć jednego z karłów wybranego przez Mengele-go do 
zbioru szkieletów — przed   i   po   oszkieletowaniu 
Prof. dr med. August Hirt, anatom — inicjator i wykonawca 
doświadczeń antropologicznych w Oświęcimiu i    Natzweiler-
Struthofie 
¦¦¦¦¦WMWi 
Zdjęcie kobiet-więźniarek zagazowanych w obozie koncentracyjnym w 
Natzweiler-Struthofie przeznaczonych do zbioru szkieletów prof. 
Augusta Hirta, znalezionych w prosektorium Instytutu Anatomii w 
Strasburgu 
 
Fotokopia pisma Wolframa Sieversa — sekretarza generalnego 
Ahnenerbe, do dr. Rudolfa Brandta —i siefa sztabu personalnego 
reichs-fuhrera SS — w sprawie likwidacji zbioru szkieletów prof. 
Augusta Hirta 
 r J?raf»»»or Htrt au 
t »*»• »rtoro«rllc!Mo j«ttwf»»irt  «Łr Ba EHIU Iktl 
1.) «—*i' ifij[ i»v la G 
 
 ar- 
i*k 
 Mwr *!• «tr <t«c*hM« *a »J. 
 #t« alM«M«kaf 
 M« 
mlrnm M«Mrt**«]i< 

background image

Fotokopia      osobistego 
pisma reichsfiihrera SS 
Heinricha        Himmlera 
do    Siegmunda     Ras- 
chera z 19 maja 1939 r. 
w    sprawie     trudności, 
jakie     napotkał     Ras-     *»«*•¦• 
cher przy wykonywaniu     "•*••• »•»»•»• 
swoich   eksperymentów                   *•" 8rtto** "* 
medycznych 
 «ł» Mil te 
 Mam, «M. 
••*»   llllirl Sto 
tulmaemstiU/ner.,   :.3.m 
¦vr; 
Fotokopia pisma Wolframa Sieversa — sekretarza generalnego 
Ahnenerbe, do dr. Rudolfa Brandta — szefa sztabu personalnego 
reichs-fuhrera SS — w sprawie likwidacji zbioru szkieletów prof. 
Augusta Hirta 
lek 
UMii M* *M 
 M«ntt,   iui Si« Ma •i.««n.ch»ftHcp..»  Ht <tat*teB4 w *J. tyru 
J9JS t« w»  la nliu Aaf trx* *onhf^ur*a. M %»• MttaKMHnitaaUi*kt 
*»»• «»• wtfcitMiMu u«ht- am lutu - 
Fotokopia     osobistego          ^ ?LL%L?" 
pisma reichsfiihrera SS     ^.laa* Maurunitu aaumm 
Heinricha        Himmlera     11I1tt4Mt„,1 Mrłw M^, 
do    Siegmunda     Ras-                    Mk »»ff», <¦««• m iv* 
jurt*u«i ««c*s*a4 *<tt—i 
chera z 19 maja 1939 r.     »•¦. i«» ti»«.r., «aaa «t* 
»oB«t*«««»it«» a»<,»t H(«t 
w   sprawie    trudności,     »»»•» i (¦minaMmiii-<••*• •»*» #»» 
at«» «.ł». >• 
jakie     napotkał     Ras-     *•••••* »^»»*^. «> «»•» ••»»»*«• 
utuKMit mkmm 
cher przy wykonywaniu 
swoich   eksperymentów 
medycznych 
 •ii    » I I  i 
 
Fotokopia pisma Wolframa Sieversa — sekretarza generalnego 
Ahnenerbe, do dr. Rudolfa Brandta — szefa sztabu personalnego 
reichs-fuhrera SS — w sprawie likwidacji zbioru szkieletów prof. 
Augusta Hirta 
 •«•• *rf«r4*rll«iMa J«tt*Łf«»a* fibr 80 B 
1.) ttn-m'—b '""j łrsalt 
u<Mi kn MMwr I 
 Ar. Brualt trmiit ut »o» «••  M* «M k|)u SMrwr UMtm 
•ntjtł.n.t,».l  tim M«wH«>ri]MkM  Mhhf *»• Mr •taf«b»»4 w JS. 
iyjpn 1339 In ¦»  i«» UM, i» Mtm taftnci dwraUoiim. M u-łltłk, 4»» 
*ł» «af*it««*K u«kt- 

background image

 Hm Un«MrM< 
Fotokopia     osobistego    tmtm 'm ^^%^l^'^^Z»'J^*^lt'"n' , 
pisma reichsfiihrera SS     jLiłM, mmmtrtmiu »urml%%*^»llX'nil[i 
^^Z^t" 
Heinricha        Himmlera      , u-iL)łWl„n ****** mtm. 
do    Siegmunda     Ras-                    tu tmtt: *— tu lun 
*»^«łt»a «a«*&*a< .jmi- 
chera z 19 maja 1939 r.     ¦«*. ;«» iiimn, ••¦• <u> 
**kai*rt(t»łt« ni«t Rt«t 
w    sprawie     trudności,     *un* «MMu»tan*Marittt«r »»». •••«, 
*»r «iM «.«. t» 
jakie    napotkał    Ras-     *»«i«a» t«naia» 
cher przy wykonywaniu 
swoich   eksperymentów 
medycznych 
IHU (IttM   a>4 
 
Siegmund  Rascher ze  swoim rzekomym synem 
Zdjęcie dr. Siegmunda Raschera w trakcie wykonywania eksperymentów 
z oziębianiem w obozie koncentracyjnym w Dachau. Z lewej strony 
prof. HolzIShner — fizjolog, pomagajqcy w tych doświadczeniach. W 
basenie z lodowatą wodq pływa więzień w specjalnym ubiorze 
 
W swych doniesieniach naukowych w prasie niemieckiej dr Madaus i 
dr Koch stwierdzali, że w doświadczeniach na szczurach, królikach 
i psach wyciągi z caladium seąuinum powodują bezpłodność u samic, 
a u samców niezdolność do zapłodnienia . Zainteresowany tymi 
doniesieniami Him-mler wydał rozkaz, aby przeprowadzić 
doświadczenia na zwierzętach. Okazało się jednak, że były duże 
trudności z wyhodowaniem w cieplarniach dostatecznej ilości tej 
rośliny. Importowanie jej zaś z Ameryki Południowej, gdzie 
caladium seąuinum rośnie, nie było możliwe ze względu na działania 
wojenne. Zwrócono się jednak do firmy Madaus, specjalizującej się 
w ziołowych preparatach leczniczych, 
0  dostarczenie pewnej ilości wyciągu tej rośliny i o 
przeprowadzenie dalszych doświadczeń. Współautor pierwszej pracy o 
możliwościach ubezpładniania zwierząt za pomocą caladium seąuinum 
dr Koch utrzymywał na procesie norymberskim, że z badaniami tymi 
ociągano się tak długo, aż stały się nieużyteczne30. 
Brak jest jakichkolwiek dowodów, że zamiar Pokornego 
przeprowadzenia doświadczeń ubezpładniających na więźniach za 
pomocą tej rośliny został gdziekolwiek wykonany. Z tych też 
powodów Adolf Pokorny został uniewinniony. Jak określono w 
sentencji wyroku: „Chociaż propozycje zawarte w piśmie (Pokornego 
do Himmlera) są potworne 
1  podłe, oskarżony musi być uniewinniony nie z powodu obrony, 
lecz pomimo obrony"31. 
29  G. Madaus, F. Koch, Tierexperimentalle Studien zur Frage der 
medikamentósen Sterilisierung, „Zeitschrift fur die gesamte 
Experimentalle Medizin",  1941, t.  109, s.  1; G.  Madaus, 

background image

Zauberpflanzen im Lichte experimentałler Forschung, „Die Umschau", 
1941, nr 38, s. 25. 
30  Zeznania dr. F. Kocha na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-37, s. 10291. 
31   Wyrok wraz z uzasadnieniem..., s. 176. 
7 — Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
Rozdział II BADANIA NAD DZIEDZICZNOŚCIĄ 
Doświadczenia na bliźniakach 
Ideologia hitlerowska głosiła rasistowskie teorie, a wśród nich 
jedną z ważniejszych była teza, że o wszystkim stanowi 
dziedziczność, wpływy środowiskowe zaś nie oddziałują na osobowość 
i charakter człowieka. Dla udowodnienia owej teorii uczeni 
hitlerowscy przeprowadzali wiele doświadczeń. Do ulubionych 
należały badania porównawcze na bliźniętach monozygotycznych i 
heterozygotycznych. Wykorzystując wielkie możliwości, jakie 
lekarzom hitlerowskim stwarzał obóz koncentracyjny — dr Josef 
Mengele w Oświę-cimiu-Brzezince przeprowadzał studia porównawcze 
na bliźniakach, wyszukiwanych w transportach więźniów przywożonych 
z całej Europy. 
W obozie oświęcimskim Mengele dokonywał tzw. selekcji na rampie 
kolejowej. Z napływających z całej Europy transportów Żydów, 
przeznaczonych do zagłady w komorach gazowych, wybierał bliźnięta, 
aby prowadzić na nich różnorakie doświadczenia. Bliźnięta 
monozygotyczne stanowiły model doświadczalny dla jego badań. 
Pozwalały mu bowiem w sposób pewny rozróżniać cechy nabyte i 
wrodzone1. 
Bogate obserwacje na temat oświęcimskich badań dr. Mengelego podał 
węgierski lekarz-więzień Miklós Nyiszli, 
Ternon, Helman, op. cit., s. 233. 
98 
który musiał wykonywać w obozie sekcje zwłok bliźniąt, użytych do 
doświadczeń2. Według zeznań tego lekarza bliźnięta grupowano w 
baraku 14 obozu F, skąd zabierano je do baraku eksperymentalnego w 
obozie cygańskim. Tam przeprowadzano na nich różnorakie 
doświadczenia, pobierano krew lub płyn mózgowo-rdzeniowy do 
analizy oraz dokonywano przetaczań krwi pomiędzy bliźniakami. Po 
wykonaniu określonej serii zaplanowanych badań bliźnięta zabijano 
i robiono sekcję, aby badać podobieństwo ich narządów. Wśród tych 
doświadczeń przeprowadzano również próby wywoływania zmian 
zabarwienia włosów oraz koloru tęczówek u niemowląt. 
Inny z lekarzy-więźniów, dr Cespive, podaje, że Mengele zakażał 
bliźnięta tyfusem, aby ocenić, czy reagują one jednakowo na 
zakażenie3: Wyniki swych doświadczeń przekazywał Mengele do 
Instytutu Antropologii w Berlinie--Dahlem. Tam też wysyłano 
wycinki narządów zakonserwowane w spirytusie. Takie i podobne 
doświadczenia przeprowadził Mengele na co najmniej 111 
bliźniętach. W zachowaniu tego lekarza uderza wyjątkowe 
okrucieństwo. Dzieci, które uśmiercał, traktował na pozór 
serdecznie. Bardzo często obdarowywał je cukierkami, stwarzając 
pozory serdecznego i dobrego lekarza. W istocie jakiekolwiek 

background image

uczucia dobroci w stosunku do dzieci „niższej" rasy były mu 
całkowicie obce. 
„Przypominam sobie małą Dagmar. Przybyła ona na świat w 
Oświęcimiu, a ja pomagałam przy porodzie.Umarła ona, gdy Mengele 
wstrzyknął jej jakiś zastrzyk do oczu, gdyż chciał w ten sposób 
wypróbować, czy można wywołać zmianę barwnika tęczówki. Mała 
Dagmar miała otrzymać niebieskie oczy"4. 
„Zdarzyło się, że jedno z wyselekcjonowanych z transportu bliźniąt 
zmarło naturalną śmiercią. Sekcja stwierdziła anomalię w budowie 
serca. Wtedy Mengele pojechał autem do obozu i wywołał brata 
zmarłego bliźniaka. Poczęstował dziecko czekoladką i wziął je do 
samochodu. Podjechał na 
2  M. Nyiszli, Pracownia doktora Mengele, Warszawa 1966. 
3  Komunikat Międzynarodowej Służby Poszukiwawczej Czerwonego 
Krzyża w Arołsen  o eksperymentach pseudomedycznych w obozach 
koncentracyjnych Trzeciej Rzeszy, relacja nie publikowana. 
4   H. Langbein, Der Auschwitz Prozess, Frankfurt 1965 (Zeznania 
dr Lingens na procesie frankfurckim). 
99 
dziedziniec krematorium i kiedy wychodziło z samochodu, zabił je 
strzałem pistołetu w tył głowy. Zwłoki przekazał do sekcji"5. 
„Dr Mengele zebrał około 10 par bliźniąt. Chciał sprawdzić, czy 
pary te mają identyczne cechy. Trzeba było na to przeprowadzić 
badania krwi, moczu i wszelkie próby serologiczne. A wreszcie, 
chcąc uzupełnić swe badania, nie zawa-chał się przed zabijaniem 
dzieci, aby problem zbadać dogłębnie podczas sekcji"6. 
„Jednemu z bliźniąt wstrzykiwano określone chemikalia i czekano, 
co z tego wyniknie. Jednym z nich był płyn, 
0 którym sądzono, że może wywierać działanie na pigmenta-cję 
włosów. Tracono później całe dnie, ważąc włosy i badając ich 
ubarwienie pod mikroskopem"7. 
Ella Lingens opisała, jak Mengele zwalczał tyfus brzuszny w obozie 
kobiecym. Najpierw wysłał on 1500 chorych Żydówek do gazu i w ten 
sposób w bardzo przepełnionym obozie zwolnił jeden barak. Barak 
ten kazał zdezynfekować 
1  wyposażyć w nowe sienniki i koce. Tam przeniósł po odwszawieniu 
więźniarki z innego baraku. I postępował podobnie z kolejnymi 
barakami. W ten sposób więc opanowano epidemię  tyfusu kosztem 
wymordowania półtora tysiąca więźniarek. 
Mengele był niezwykle pracowity. Dr Nyiszli opisuje, że potrafił 
on całymi godzinami przesiadywać przy mikroskopach i odczynnikach 
i w okrwawionym kitlu, z okrwa-wionymi rękami jak opętany badał i 
szukał wciąż przy stole sekcyjnym. Ludzie, którzy go bliżej znali, 
podkreślają, że więźniów traktował najczęściej w sposób ujmująco 
grzeczny i mówił cichym głosem, natomiast do esesmanów odnosił się 
grubiańsko. Lekarz Robert Levy, który wykonywał sekcje dla 
Mengelego, opowiadał, że kiedy pewnego razu opóźniał się ze swoją 
pracą, Mengele zagroził mu, że podzieli los selekcjonowanych. 
Pewną polską lekarkę z Krakowa, która wykonywała dla niego 
badania, uwolnił z obozu, kiedy dowiedział się, że jest ciężarna. 
A po porodzie przesłał jej piękny bukiet kwiatów. 

background image

A oto co opowiadały po wojnie ofiary badań Mengelego: 
5  Nyiszli, op. cit., s. 93. 
6  Lettich, Trente-ąuatre mois dans les camps de concentration, s. 
36. 
7  D. Lengyel, Sowenirs de l'au-dela. Le Bateau ivre 1947, s. 340. 
100 
Rifka Vered: „Mengele nie był brutalem. Był uprzejmy i zimny. 
Pobierano nam często krew do badań, porównywano odciski palców 
oraz przeprowadzano testy na inteligencję. Nikt z nas nie odważył 
się rozmawiać z nim. Nie wiem dlaczego, udało mi się uratować 
życie". 
Jakub Freimark: „Często pytaliśmy — dlaczego ten pies nie śpi. 
Mengele był zawsze obecny przy selekcjach i wyszukiwał ciężarne 
kobiety, bliźniaki i karły. Pewnego razu na rampie jednej z kobiet 
odebrano niemowlę. Ona miała iść do pracy, a dziecko do 
zagazowania. Matka rozpaczała za swoim dzieckiem. «Ależ dziecko 
powinno należeć do matki» — powiedział Mengele. Matce zwrócono 
dziecko i wraz z innymi kobietami powędrowała do krematorium. Nie 
da się opisać, jak śmiał się z tego Mengele". 
Ruth Elias była w zaawansowanej ciąży, kiedy przybyła do 
Oświęcimia z transportem. Mengele wybrał ją do swych doświadczeń i 
poczekał do porodu. Chciał on zbadać, jak długo noworodek może 
przeżyć bez pokarmu. „Związano moje piersi w ten sposób, abym nie 
mogła karmić dziecka. Mengele sprawdzał mnie i dziecko". Matka nie 
mogła wytrzymać widoku cierpiącego dziecka. Zaprzyjaźniona 
żydowska lekarka przeszmuglowała jej morfinę, którą zrozpaczona 
matka podała dziecku, aby skrócić jego cierpienia. „Były to 
najgorsze godziny w moim życiu" — powiedziała Elias. 
Irenę Hisme: „Według mnie Mengele był wyjątkowym pedantem. Przed 
każdym doświadczeniem musieliśmy brać kąpiel. Wiedzieliśmy, że nie 
wszystkie łaźnie służą do tego celu. Niektórzy nie wychodzili już 
nigdy z nich żywymi. Otrzymywałam różne zastrzyki w rękę lub w 
pośladki. Byłam wielokrotnie prześwietlana. Któregoś dnia wsadzono 
nas do otwartego auta, aby zawieźć do komory gazowej. Zauważył to 
Mengele. Zatrzymał transport i kazał nas wysadzić. Jego bliźniaki 
nie mogły jeszcze umrzeć, wszak nie zakończył jeszcze badań". 
Rapportschreiber oświęcimski wspomina, że w obozie cygańskim było 
więcej niż 60 par bliźniąt w wieku od 2 do 14 lat. Kiedy 1 
sierpnia 1944 r. więźniów wysyłano na śmierć, znajdowało się już 
tam tylko siedem par. 
Romualda Ciesielska, która prowadziła blok dziecięcy w Brzezince, 
opowiada, że Mengele wybrał 36 dzieci do swoich doświadczeń — 
próbował zmienić im kolor tęczówek 
101 
przez wstrzykiwanie przeróżnych preparatów. Dzieci te cierpiały 
straszliwie. Ich oczy ropiały, a jedno dziecko oślepło całkowicie. 
Mengelego interesowały szczególnie oczy z tęczówkami o odmiennym 
kolorze lub inne anomalia. Spreparowane oczy Mengele wysyłał do 
prof. Verschura, który je kolekcjonował. W gabinecie Mengelego 
przymocowane igiełkami do ściany tkwiły, jak motyle, zebrane w 
podobny sposób oczy ludzkie8. 

background image

Mengelego interesowały również osoby karłowate. Wybierał je z 
transportów, aby sfotografować i dokładnie pomierzyć. Potem 
zabijał je, a z niektórych karłów kazał preparować szkielety, 
które później stanowiły jego eksponaty. Josef Mengele działał w 
obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu do końca jego istnienia. Za 
swoją gorliwą służbę mianowany został SS-hauptsturmfuhrerem. 
8 J. Byhan, Kelnerfragtenachseinen Taten, „Bunte", 1985, nr 28, s. 
26; tenże, Von Reue keiner Spur, „Bunte", 1985, nr 30, s. 108. 
Rozdział III BADANIA ANTROPOLOGICZNE 
Zbiór szkieletów Hirta 
Badania antropologiczne prowadzono w dwóch obozach 
koncentracyjnych: w Oświęcimiu-Brzezince i w Natzwei-ler-
Struthofie. W pierwszym dokonywano selekcji więźniów i pomiarów 
antropologicznych, w drugim uśmiercano ofiary i przygotowywano 
szkielety. Inicjatywa tych badań wyszła od profesora anatomii 
Augusta Hirta. Jako anatoma interesował go problem „rasowej 
odmienności kośćca". Poprzez odpowiednie studia antropologiczne 
pragnął on wykazać wyższość rasy nordyckiej nad innymi rasami, a 
zwłaszcza nad semicką. W tym celu zamierzał zebrać możliwie dużą 
liczbę szkieletów. 
Jesienią 1941 r.,w czasie otwarcia pierwszego roku akademickiego w 
Uniwersytecie Rzeszy w Strasburgu, August Hirt przedstawił swoje 
plany badań antropologicznych przybyłemu na uroczystość 
generalnemu sekretarzowi Ah-nenerbe Wolframowi Sieversowi'. Ten 
zachęcał Hirta, aby opracował odpowiedni memoriał i przesłał go 
reichs-fuhrerowi Himmlerowi. W lutym 1942 r. Hirt przesłał projekt 
badań do Himmlera. W piśmie tym czytamy: , „Istnieją bogate zbiory 
czaszek prawie wszystkich ras i ludów. Nauka dysponuje jednakże 
taką małą ilością 
' F.K. Kaul, Das SS Ahnenerbe unddie Jiidische Schadelsammlung an 
der ehemaligen „Reichsuniversitat" Strasburg, „Zeitschrift fur 
Geschichts-wissenschaft", 1958, nr 1, s. 1460—1474. 
103 
czaszek żydowskich, że ich opracowanie nie daje pewnych wyników. 
Wojna na Wschodzie stanowi dla nas sposobność nadrobienia tego 
braku. Zabezpieczenie czaszek komisarzy żydowsko-bolszewickich, w 
których ucieleśnione jest wstrętne, ale charakterystyczne 
podczłowieczeństwo, stanowi dla nas możliwość uzyskania uchwytnych 
dowodów naukowych. Dla praktycznego rozwiązania bezkolizyjnego 
zdobywania i zabezpieczenia tych czaszek byłoby chyba' najbardziej 
celowe wydanie polecenia wojsku, by wszystkich żydowsko-
bolszewickich komisarzy natychmiast przekazywano żywych polowej 
żandarmerii. 
Pełnomocnik do spraw zabezpieczenia tego materiału powinien 
wykonać serię zdjęć fotograficznych i pomiarów antropologicznych. 
Po spowodowaniu następnie śmierci Żyda, którego głowy nie wolno 
zranić, oddzieli się głowę od tułowia i wyśle w płynie 
konserwującym na ustalony adres. Najbardziej odpowiednim miejscem 
dla przechowywania i badania uzyskanych w ten sposób czaszek byłby 
nowy Uniwersytet w Strasburgu zgodnie ze swym przeznaczeniem" 2. 

background image

Himmler przyjął inicjatywę Hirta ze zrozumiałym entuzjazmem. Swoim 
podwładnym polecił, aby ułatwili Hirtowi realizację tego projektu. 
W piśmie skierowanym przez Rudolfa Brandta w tej sprawie do 
Sieversa czytamy:,, Der Reichsfiihrer SS ihm fur seine Versuche 
alle zur Verfiigung stellt, was er benótigt"3 (Reischfuhrer SS da 
mu do dyspozycji dla jego prób wszystko, co on będzie 
potrzebował). 
Po utworzeniu Instytutu Badań Wojskowych Waffen SS (Institutfur 
Wehrwissenschaftliche Zweckforschung der Waffen SS) podległego 
stowarzyszeniu Ahnenerbe rozpoczęto starania o materiał ludzki dla 
badań antropologicznych prof. Hirta. W trakcie prowadzonych 
pertraktacji zrezygnowano z poszukiwania „żydowskich komisarzy" 
wśród radzieckich jeńców wojennych, a postanowiono wybierać 
odpowiednie osoby wśród więźniów obozu koncentracyjnego w 
Oświęcimiu. Po dokonaniu pomiarów w Oświęcimiu 
2  Pismo Augusta Hirta do reichsfuhrera Heinricha Himmlera 
(dokument nr 188 procesu lekarzy w Norymberdze) cytowane za: 
Mitscher-lich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 174—175. 
3  Z pisma Rudolfa Brandta do Wolframa Sieversa z 27 II 1942 r. 
(akta norymberskiego procesu lekarzy), Archiwum GKBZHwP, sygn. 
ATW-1, Ldn-9, s. 43. 
104 
więźniowie mieli być przesłani do Natzweiler i tam uśmiercani. 
Zwłoki ofiar miały być przekazywane do Instytutu Anatomii w 
Strasburgu w celu preparowania z nich szkieletów dla muzeum 
antropologicznego Hirta. Heinrich Him-mler interesował się 
szczególnie pracami prowadzonymi przez Ahnenerbe. Przyjęcie przez 
Hirta stanowiska kierownika stacji „H" instytutu badawczego dla 
celów obronnych ułatwiło mu realizację planowanych doświadczeń. 
Po uzgodnieniu z prof. Hirtem całej metodyki badań Wolfram 
Sievers, jako sekretarz generalny Ahnenerbe, zwrócił się do 
Rudolfa Brandta osobistego referenta Himmlera o wydanie 
odpowiednich poleceń komendanturze obozu koncentracyjnego w 
Oświęcimiu dla pozyskania 150 Żydów do badań antropologicznych. W 
przerażającym swym okrucieństwem liście Sieversa czytamy: 
„Dziedzictwo Przodków 
Berlin, 2 listopada 1942 r. 
Do 
SS-obersturmbannfuhrera dr. Brandta Berlin Drogi Towarzyszu Brandt 
Jak Pan wie, swojego czasu SS-reichsfuhrer zarządził, że SS-
hauptsturm-fiihrer prof. dr Hirt otrzyma dla swoich badań 
wszystko, co będzie mu potrzebne. Dla określonych badań 
antropologicznych konieczne jest pozyskanie 150 szkieletów 
więźniów Żydów. 
Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy powinien otrzymać w tej sprawie 
oficjalne polecenie SS-reichsfiihrera. 
Sievers" 4. 
Zgodnie z tym pismem Rudolf Brandt wydał polecenie kierownikowi 
referatu żydowskiego w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy 
Adolfowi Eichmannowi: „Na polecenie SS-reichsfiihrera upraszam o 
umożliwienie utworzenia planowanego zbioru szkieletów"5. Dla 

background image

tychże samych celów skierowano do obozu w Oświęcimiu dr. Brunona 
Bergera, 
4  List Sieversa do Brandta z 22 XI 1942 r., tamie, s. 44. 
5  Dokument-nr 085 procesu lekarzy w Norymberdze cytowany za: 
Kaul, Das SS Ahnenerbe..., jw. 
antropologa, SS-untersturmfuhrera. Miał on na miejscu w Oświęcimiu 
dokonywać selekcji więźniów i przeprowadzać pomiary 
antropologiczne. Od inspektora obozów koncentracyjnych Richarda 
Gliicksa dr Berger otrzymał pełnomocnictwo w sprawie dowolnego 
wyboru 150 Żydów do badań. Na pewien czas badania zostały jednak 
wstrzymane z powodu wybuchu epidemii duru w obozie oświęcimskim. 
Z początkiem lata 1943 r. badania wznowiono. Berger poprosił 
jednak, aby przysłano mu do pomocy kolegów z Urzędu do Spraw Rasy 
i Osiedlenia. Prośbę tę spełniono i ekipa do badań 
antropologicznych została uzupełniona SS--obersturmfuhrerem dr. 
Hansem Fleischhackerem i preparatorem Gabelem. Ten ostatni miał 
polecenie wykonywania gipsowych odlewów typów mongoidalnych. 
Ogółem Gabel przygotował około 20 sztuk takich odlewów. Ekipa 
Bergera i Fleischhackera zakończyła swoje badania w Oświęcimiu w 
czerwcu 1943 r. dokonawszy pomiarów antropologicznych u 115 osób. 
W związku z tym zachodziła potrzeba przetransportowania tych 
więźniów do Natzweiler, by tu ich zgładzić i wypreparować 
szkielety. W tej sprawie Wolfram Sievers pisał do Adolfa 
Eichmanna: „SS-hauptsturmfiihrer dr Bruno Berger zakończył pracę w 
obozie koncentracyjnym Oświęcim 15 VI 1943 r. Ogółem opracowano 
115 osób: z tego 79 Żydów, 2 Polaków, 4 Azjatów i 30 Żydówek. 
Dalsze opracowanie więźniów wymaga przekazania ich do obozu w 
Natzweiler"6. 
Poinformowany o zakończeniu prób w Oświęcimiu prof. August Hirt 
poczynił w Strasburgu i w Natzweiler odpowiednie przygotowania. Z 
Berlina przywieziono specjalne urządzenia do maceracji zwłok. Na 
terenie obozu w Natzweiler już wiosną 1943 r. wybudowano komorę 
gazową, a Hirt poprosił o przysłanie mu do pomocy dr. 
Fleischhackera i wyposażenie go w odpowiednią ilość cyjanku 
potasu7. 
W sierpniu 1943 r. komendant obozu w Natzweiler otrzymał z 
inspektoratu obozów koncentracyjnych polecenie przyjęcia 
transportu więźniów z Oświęcimia i pozostawienia ich do dyspozycji 
Augusta Hirta. Wszyscy więźniowie zostali zagazowani, a zwłoki ich 
zgodnie z życzeniem 
6 Dokument nr 087 procesu lekarzy w Norymberdze, tamże. 
1 Pismo Augusta Hirta do Wolframa Sieversa z 14 VII 1943 r., 
tamie. 
106 
Hirta przesłano do Instytutu Anatomii w Strasburgu. O tych 
wydarzeniach tak zeznawał na procesie lekarzy w Norymberdze były 
komendant obozu koncentracyjnego w Natz-weiler Joseph Kramer: 
„...W sierpniu 1943 roku otrzymałem rozkaz z Oranien-burga, abym 
przejął więźniów z Oświęcimia. W liście załączonym do rozkazu 
wyczytałem, że mam w tej sprawie nawiązać kontakt z prof. Hirtem z 
Wydziału Lekarskiego w Strasburgu. ...Hirt oświadczył, że osoby te 

background image

mają być zabite gazami w obozie Struthof, a ich zwłoki 
przewiezione do Zakładu Anatomii. Dał mi butelkę zawierającą około 
ćwierć litra soli, jak mi się zdaje, zawierającą cyjanek. Profesor 
wskazał mi, jaką mam wziąć dawkę, aby zatruć więźniów. Z 
początkiem sierpnia 1943 roku otrzymałem 80 więźniów, którzy mieli 
zostać uśmierceni gazami. Pewnego wieczora pojechałem do komory 
gazowej. Razem ze mną pojechało 15 kobiet więźniarek. Powiedziałem 
im, że muszą pójść do komory dezynfekcyjnej. ...Po zamknięciu 
drzwi wprowadziliśmy przez rurę pewną ilość soli. Przez wziernik 
obserwowałem, co się działo wewnątrz. Oddychały jeszcze około pół 
minuty. Następnego ranka kazałem przewieźć je do Zakładu Anatomii. 
...Kilka dni potem poszedłem znowu do komory. Powtarzało się to 
dwa albo trzy razy, dopóki nie zabito 50 albo 55 osób solami, 
które otrzymałem od Hirta"8. 
Były pracownik prosektorium Zakładu Anatomii w Strasburgu Henryk 
Henrypierre uzupełnił te zeznania: 
„...Pierwsza przesyłka, którą otrzymaliśmy, był to transport zwłok 
30 kobiet. Konserwowanie rozpoczęliśmy natychmiast. Zwłoki 
przesłano jeszcze ciepłe, oczy były otwarte i błyszczące, 
podbiegłe krwią. Kilka dni później dostaliśmy drugą przesyłkę 30 
mężczyzn, którzy przybyli w tym samym stanie, co w pierwszym 
transporcie. W pewien czas później otrzymaliśmy trzecią i ostatnią 
przesyłkę 26 mężczyzn. Po konserwacji zwłoki umieszczono w 
pojemnikach. Tak przechowywano je przez cały rok, nie ruszając 
zupełnie. We wrześniu 1944 r. alianci posunęli się aż do Belfortu. 
Profesor Hirt nakazał Bon- 
8 Zeznania byłego komendanta obozu koncentracyjnego w Natzweiler 
Josepha Kramera na procesie lekarzy w Norymberdze (dokument nr 
807) cytowane za: Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 
177—178. 
107 
gowi i Meierowi, żeby zwłoki poćwiartowali i spalili w 
krematorium" 9. 
Współpracownicy Hirta, jak już wspomniano, mieli zwłoki preparować 
i konstruować z nich szkielety dla muzeum antropologicznego. 
Osobno preparowano również czaszki. Dr Berger przesyłał je do 
swojej placówki służbowej, czym niepokoił tylko kolegów. Sam prof. 
August Hirt dość opieszale działał w kierunku utworzenia muzeum 
antropologicznego, o które tak uprzednio zabiegał. Kiedy zachodni 
alianci zbliżyli się do Strasburga, Hirt powiadomił Sieversa, że w 
prosektorium ma jeszcze 80 zwłok, z którymi w tej sytuacji nie 
wie, co ma zrobić. Sievers nie chciał jednak sam podjąć decyzji, 
zwrócił się zatem do Brandta. 
„Zgodnie z propozycją z dnia 9 lutego 1942 roku z Waszą zgodą — 
SS-sturmbannfuhrer prof. Hirt założył zbiór szkieletów. Z powodu 
dużego zakresu prac naukowych czynności związane z preparowaniem 
szkieletów nie zostały ukończone. Hirt prosi o decyzję, co ma się 
stać ze zbiorem znajdującym się w piwnicach Zakładu Anatomii, 
gdyby trzeba było liczyć się z zagrożeniem Strasburga" 10. 
Uzgodniono, że zwłoki należy bezwzględnie zniszczyć. Hirt wydał 
przeto rozkaz poćwiartowania zwłok i ich spalenia. Rozkaz ten nie 

background image

został w pełni wykonany. Ostatecznie zwłoki przemieszano w 
kadziach prosektoryjnych. Po zdobyciu Strasburga francuska służba 
bezpieczeństwa zainteresowała się Instytutem Anatomii i odkryła 
zwłoki. 
9  Zeznania Henryka Henrypierre'a, byłego pracownika Zakładu 
Anatomii w Strasburgu. Protokół zeznania na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże. 
10  Dokument nr 808 procesu lekarzy w Norymberdze, tamże. 
 
Rozdział IV 
INNE DOŚWIADCZENIA Z ZAKRESU PROBLEMATYKI RASOWEJ 
Próby wykrywania rasy za pomocą badania krwi 
Z danych zebranych przez Międzynarodową Służbę Poszukiwań 
Czerwonego Krzyża w Arolsen wynika, że w obozie koncentracyjnym w 
Sachsenhausen przeprowadzano badanie krwi w celu wykrycia 
specyficznych substancji, umożliwiających różnicowanie rasy'. 
Rasizm stanowił podstawę ideologii hitlerowskiej. Z tych też 
powodów robiono w tej dziedzinie wiele badań dla potwierdzenia 
rzekomej wyższości rasy nordyckiej. Czyniono ponadto próby dla 
wynalezienia metod umożliwiających szybkie zróżnicowanie rasowe 
badanych osób. Tym celom służyły również badania prof. Wernera 
Fischera z Instytutu Higieny im. Roberta Kocha w Berlinie, 
przeprowadzane w Sachsenhausen2. 
Badania te wykonywano na Żydach i Cyganach3. Były one kontynuacją 
doświadczeń rozpoczętych we Francji na jeńcach wojennych 
Murzynach, które przeprowadzał dr Horneck z Instytutu Antropologii 
w Królewcu. Grupa badawcza w Sachsenhausen liczyła 40 więźniów. Na 
czym 
1 Komunikat Międzynarodowej Służby Poszukiwawczej Czerwonego 
Krzyża w Arolsen w sprawie eksperymentów pseudomedycznych w 
obozach koncentracyjnych, relacja nie publikowana. 
K. Frąckowski, Medycyna hitlerowskiego obozu koncentracyjnego w 
Sachsenhausen (Oranienburg), praca doktorska (maszynopis) w 
zbiorach Głównej Biblioteki Lekarskiej Akademii Medycznej w 
Gdańsku. 
3 Komunikat Międzynarodowej Służby Poszukiwawczej Czerwonego 
Krzyża w Arolsen. 
109 
konkretnie polegały próby Wernera Fischera — nie ustalono. Badania 
Fischer przeprowadzał na Żydach i Cyganach jako na 
przedstawicielach grup rasowych czystych etnicznie. W takich 
grupach łatwiej było wyszukiwać czynniki różniące się od siebie. 
Próby opierały się na badaniu krwi, a więc łączyły się jedynie z 
jej pobieraniem od wybranych osób. Można przypuszczać, że nie 
stanowiły niebezpieczeństwa dla chorych. Przeszły one nie 
zauważone przez personel zatrudniony w rewirze 4. 
4 Zob. Cieślak, Oranienburg-Sachsenhausen 1935—1945; W. Zegar-ski, 
Szpital w Sachsenhausen na tle warunków obozowych w latach 1940—
1945, „Przegląd Lekarski", 1969, nr 1, s. 75. 
Część III 
DOŚWIADCZENIA Z ZAKRESU MEDYCYNY WOJENNEJ 

background image

Rozdział I 
MEDYCZNE DOŚWIADCZENIA W DZIALE LOTNICTWA 
Doświadczenia dotyczące wytrzymałości ustroju na nadmiernie duże 
wysokości 
Doświadczenia z tego zakresu wykonywali w obozie koncentracyjnym w 
Dachau w okresie marzec — sierpień 1942 r. lekarze zatrudnieni w 
lotnictwie wojskowym i cywilnym. Wynikały one z wojennej potrzeby 
zbadania odczynu ustroju pilotów na niedostateczny dowóz tlenu na 
dużych wysokościach. Doświadczenia tego rodzaju przeprowadzano 
uprzednio na zwierzętach w Instytucie Medycyny Lotniczej w 
Monachium i w Niemieckim Zakładzie Badawczym Lotnictwa w Berlinie. 
Z inicjatywy Siegmunda Raschera, lekarza Luftwaffe, powiązanego 
przez żonę osobistą znajomością z Heinrichem Him-mlerem, badania 
te skoncentrowano w Dachau. Rascher był znany Himmłerowi jeszcze z 
okresu przedwojennego, gdyż w 1939 r. przeprowadzał w Dachau 
badania nad krystalizacją krwi. 
Siegmund Rascher na początku wojny pracował w Szkole Artylerii 
Przeciwlotniczej w Schongau. Wiosną 1941 r. powołano go na 
specjalne przeszkolenie dla lekarzy lotnictwa do Monachium, gdzie 
przy Instytucie Fizjologii tamtejszego Uniwersytetu istniała 
doświadczalna stacja medycyny lotniczej kierowana przez docenta, 
później profesora Georga Augusta Weltza. Stację tę przejęła 
Luftwaffe i przemianowała na Instytut Medycyny 
111 
Lotniczej '. Na kursie omawiano sprawy lotów na dużych 
wysokościach, łącznie z zabezpieczeniem medycznym pilotów. Na ten 
temat robiono różne próby w Instytucie. Prof. Weltz czynił 
starania o pozyskanie ochotników do tych badań, napotykał jednak 
znaczne trudności. Problemy lotu na dużych wysokościach były w 
owym czasie szczególnie istotne. Wywiad niemiecki doniósł, że 
Amerykanie dysponują samolotem rakietowym, latającym na dużych 
wysokościach. W Rzeszy w owym czasie przygotowano myśliwiec Me-
1632. 
„Na froncie latały myśliwce w wielkiej liczbie, które osiągały 
pułap 10—11 km. Myśliwce naszych przeciwników osiągały większe 
wysokości. Z tych powodów w wielu zakładach badawczych pracowano, 
aby zwiększyć sprawność motorów. Poza normalnymi samolotami, które 
były używane na froncie, wypróbowano myśliwce rakietowe 
Messerschmitt-163, osiągające pułap 10—12 km w dwie minuty. Pułap 
tego samolotu uzależniony był jedynie od zapasu paliwa. W tej 
sytuacji wysuwano energiczne żądania, aby zbadano to zagadnienie i 
wyjaśniono, jak ratować ludzi w razie upadku z wysokości do 20 km. 
Czy istnieje możliwość ratunku po wyskoczeniu z samolotu na 
wysokości 20 km po zastosowaniu lub niezastosowaniu tlenu? 
Należało ustalić, jakie urządzenia ratownicze i bezpieczeństwa 
powinno się skonstruować, aby umożliwić ratunek po upadku z 
różnych wysokości"3. 
Zaintrygowany problemem, wykorzystując osobiste powiązania, 
Siegmund Rascher zwrócił się do Heinricha Himmlera z propozycją 
przeprowadzenia odpowiednich doświadczeń na więźniach obozu 
koncentracyjnego. W piśmie do Himmlera pisał między innymi: 

background image

„Obecnie zostałem skierowany do Monachium do komendy okręgu 
powietrznego VII na specjalny kurs lekarski. Podczas tego kursu, w 
którym dużą rolę odgrywają badania nad zagadnieniami lotu na 
dużych wysokościach, wspomniano z wielkim żalem, że nie można było 
u nas, niestety, 
1   Wyrok wraz z uzasadnieniem..., s. 153. 
2  Zeznania Siegfrieda Ruffa na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-26, s. 6634—6635. 
3  Dokument nr 1602—PS procesu lekarzy w Norymberdze cytowany za: 
Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 3—4. 
112 
Jt 
przedsięwziąć żadnych doświadczeń na ludziach, ponieważ są one 
bardzo niebezpieczne i nikt nie zgłosi się do nich dobrowolnie. 
...Czy nie można by do tych doświadczeń przekazać dwóch lub trzech 
przestępców zawodowych? Badania te, w czasie których oczywiście 
osoby doświadczalne mogą umrzeć, przebiegałyby z moim 
współudziałem... Rozmawiałem ściśle poufnie o tych sprawach z 
zastępcą lekarza floty powietrznej, który prowadzi te badania. 
Także jego zdaniem wspomniane zagadnienie można rozwiązać tylko 
przez eksperyment na ludziach (jako materiał doświadczalny mogą 
być użyci także niedorozwinięci umysłowo)" 4. 
Przekazana w maju 1942 r. propozycja Raschera sprawiła zasadnicze 
trudności w realizacji. Luftwaffe nie podlegała bowiem jurysdykcji 
Himmlera, a Rascher nie był jego podwładnym. Aby urzeczywistnić 
ten zamiar, należało przede wszystkim mieć zgodę odpowiednich 
władz Luftwaffe i pozyskać wykwalifikowane siły dla 
przeprowadzenia doświadczeń. Odpowiadając na propozycję Raschera, 
Him-mler informował go, że chętnie dostarczy więźniów do badań 
wysokościowych: należyjednak uprzednio załatwić tę sprawę w 
kierownictwie służby zdrowia w Luftwaffe. 
Latem 1941 r. Instytut Medycyny Lotniczej w Monachium przejęła 
Luftwaffe. Szef służby zdrowia Luftwaffe prof. Erich Hippke 
wyraził wówczas zgodę na przeprowadzenie w instytucie 
monachijskim, kierowanym przez prof. Georga Weltza, badań nad 
ratowaniem lotników strąconych na dużych wysokościach. Pozyskanie 
do tych celów ochotników okazało się zawodne. W istniejącej 
sytuacji zarówno Hippke, jak i Weltz zaczęli rozważać propozycję 
Raschera wykorzystania do tego celu więźniów. W tych 
pertraktacjach Rascher czuł się pełnomocnikiem Himmlera, który 
uzależnił przeprowadzenie doświadczeń na więźniach obozów 
koncentracyjnych od uczestnictwa w nich swego pupila. W 
listopadzie 1941 r. Raschera przeniesiono do Instytutu Medycyny 
Lotniczej w Monachium, gdzie jako asystent miał pomagać przy 
wykonywaniu badań wysokościowych. Opracował on założenia 
doświadczeń z więźniami, jednakże Weltz je odrzucił. 
4 Zeznania Georga Weltza na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-29, s. 7156. 
8 — Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
113 

background image

Prof. Weltz współpracował w badaniach naukowych z dyrektorem 
Instytutu Medycyny Lotniczej w Niemieckim Zakładzie Badawczym 
Lotnictwa w Berlinie. Nie był to zakład militarny, ale opracowywał 
problemy lotnicze zarówno dla lotnictwa cywilnego, jak i dla 
Luftwaffe. Instytutem kierował dr med. Siegfried Ruff. Badał on 
problematykę medyczną lotów na dużych wysokościach od strony 
praktycznej, a Instytut kierowany przez Weltza zajmował się stroną 
teoretyczną. Wobec trudności prowadzenia doświadczeń z tego 
zakresu (ze względu na brak ochotników) obaj badacze uzgodnili, że 
wykorzystają możliwości, jakie stwarzała propozycja Raschera, oraz 
że w badaniach, które miały być wykonane w Dachau, wezmą udział: 
ze strony instytutu berlińskiego — dr Hans Wolfgang Romberg, a ze 
strony instytutu monachijskiego — dr Siegmund Rascher. Weltz i 
Ruff mieli kierować badaniami i je nadzorować. Pertraktacje i 
uzgodnienia trwały do końca 1941 r.5 
W styczniu lub w lutym 1942 r. w Instytucie Medycyny Lotniczej 
odbyło się spotkanie Weltza, Ruffa, Raschera i Romberga dla 
omówienia przygotowań do prób. Kilka dni później, już w obozie 
koncentracyjnym w Dachau, odbyło się drugie spotkanie, w którym 
uczestniczyli wszyscy wymienieni oraz komendant obozu SS-
sturmbannfuhrer Alex Pierkowsky6. Według Siegfrieda Ruffa na 
naradzie uzgodniono, że próby będą wykonywane na więźniach 
skazanych na śmierć, a jako rekompensatę otrzymają oni zmianę kary 
na dożywotni pobyt w obozie . 
W lutym 1942 r. z Instytutu Medycyny Lotniczej w Berlinie do 
Dachau przywieziono komorę niskich ciśnień i 22 lutego rozpoczęto 
doświadczenia. Poza Rascherem i Rom-bergiem miał w nich pomagać 
Walter Neff, Niemiec odbywający karę w Dachau. Dr Siegfried Ruff 
tak określił konkretny cel badań lotniczych w Dachau: „Dr Romberg 
miał polecenie wyjaśnić, czy jest możliwy ratunek po upadku z 
wysokości 20 km. Należało ustalić, jakie urządzenia ratownicze i 
bezpieczeństwa powinno się skonstruować, aby umożliwić ratunek po 
upadku z różnych wysokości. Dla 
5  Tamże. 
6  Zeznania Hansa Romberga na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-27, s. 6933—6935. 
7  Zeznania Siegfrieda Ruffa na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-26, s. 6629—6650. 
114 
uzyskania pewności wyników konieczne stało się przeprowadzenie 
doświadczeń na dostatecznej liczbie osób, aby wyłączyć wyniki 
przypadkowe. Instytut mógł wykonać te próby w ciągu wielu 
miesięcy. 
Istniała nagląca potrzeba tych badań. Z tego powodu zgodziłem się 
na propozycję Weltza wykonania ich w Da-chau. Nie mogliśmy użyć do 
prób studentów medycyny, gdyż wymagały one wiele czasu. Pozyskanie 
żołnierzy do prób było tylko teoretycznie możliwe. Tak samo nie 
można było pozyskać płatnych ochotników, ponieważ w 1942 r. w 
Niemczech nie było osób w odpowiednim wieku, które odpowiadały 
warunkom prób. Takie osoby były żołnierzami lub wykonywały inne 
ważne zadania"8. 

background image

Szef sanitarny Luftwaffe prof. Erich Hippke był również dokładnie 
poinformowany o przebiegu wydarzeń i wyraził zgodę na rozpoczęcie 
doświadczeń w Dachau. On też wydał rozkaz przedtransportowania 
komory niskich ciśnień z Berlina do Dachau. 
Komora niskich ciśnień mieściła 10—12 osób. Wewnątrz znajdowała 
się mniejsza komora na dwie osoby. Obie komory były bardzo 
szczelne, miały okienka obserwacyjne i telefon do porozumiewania 
się. Między małą a dużą komorą znajdował się wentyl. Aby 
przeprowadzić próbę upadku z wysokości, z dużej komory 
wypompowywano powietrze do wartości odpowiadającej badającemu. 
Następnie pozorowano upadek z wysokości. Gwałtownie lub powoli 
otwierano wentyl między małą a dużą komorą. Powietrze z małej 
komory wsysało się do dużej aż do wyrównania ciśnień. Regulując 
szybkość wyrównywania ciśnień, można było imitować upadek ze 
spadach-ronem lub bez niego9. 
Pierwsza grupa składała się z 10—15 więźniów. Większość z nich 
stanowili Niemcy. Byli oni dobrze odżywieni i zadowoleni. Żaden z 
nich nie zmarł ani też nie doznał okaleczeń w czasie doświadczeń. 
Przeprowadzono cztery rodzaje prób: powolne zejście z dużej 
wysokości bez tlenu, z tlenem, upadek z dużej wysokości bez tlenu 
i z tlenem. Próbowano również ocenić wpływ pervityny (leku 
działającego dopingowo) na ustrój ludzki po upadku z dużych 
wysokości10. Wszystkie próby miały 
8   Tamże. 
9   Tamże. 
10 
Wyrok wraz z uzasadnieniem..., s. 155. 
115 
wyjaśnić, czy istnieje możliwość ratunku dla pilota w razie 
uszkodzenia samolotu na bardzo dużych wysokościach. 
Druga grupa składała się z około 150—200 osób. Wybierano je z 
więźniów Polaków, Rosjan, Żydów, Niemców — wszystkich bez ich 
zgody. Około 70—80 osób uśmiercono podczas doświadczeń. W tej 
grupie oceniano granice ludzkiej wytrzymałości, np. okresy 
przeżycia na różnych wysokościach powyżej 8000 metrów, lub też 
sprawdzano, czy spowodowane zatorami powietrznymi zmiany w mózgu 
nieuchronnie" prowadzą do zejścia śmiertelnego. W doświadczeniach 
z tą grupą ludzi Rascher z góry zakładał ich śmierć. Znane są 
przypadki, że uśmiercał on swoje ofiary (topiąc w wodzie 
nieprzytomne), aby natychmiast wykonać sekcję dla zrobienia zdjęć 
pęcherzyków gazu w naczyniach mózgu. O tych doświadczeniach zeznał 
po wojnie ich obserwator, były więzień Dachau, Antoni Pacholegg 
następująco: 
„Pewne eksperymenty nie miały widocznego wpływu na badane osoby. 
Były jednak i bardzo krańcowe eksperymenty. Osobiście widziałem 
przez okienko obserwacyjne, jak więzień musiał stać w komorze, aż 
pękło mu płuco. Niektóre eksperymenty wywoływały pod wpływem 
ciśnienia takie zmiany w głowach, że badani stawali się obłąkani, 
wyrywali włosy, drapali głowę i twarz paznokciami, bili w ściany 
rękami i głowami, krzyczeli, aby zmniejszyć ciśnienie na przewody 
uszne. Eksperymenty krańcowe prowadziły tak pewnie do śmierci, że 

background image

w wielu przypadkach komora była używana raczej do egzekucji niż do 
badań. 
Eksperymenty klasyfikowano na dwie grupy. Jedne dające szansę 
przeżycia (living experiments), drugie eksperymenty (X) były 
pewnego rodzaju egzekucją" ". 
Rascher nie krył się przed Himmlerem z dokonanymi morderstwami. W 
raporcie do niego pisał: „Zagadnienie powstawania zatorów gazowych 
śledziliśmy w 10 przypadkach. Część tych osób zmarła w wyniku 
doświadczenia nad przebywaniem na dużej wysokości, np. po 
półgodzinie na wysokości 12 km. Po otwarciu czaszki pod wodą 
znaleziono obfite zatory gazowe w naczyniach mózgowych. Aby 
wyjaśnić, czy ciężkie zmiany psychiczne i fizyczne wiążą się 
11 Zeznania Antoniego Pacholegga z 13 V 1945 r. na głównym 
procesie zbrodniarzy hitlerowskich w Norymberdze (dokument nr 
2428-PS) cytowany za: Trial ofthe Major War Criminals bęfore the 
International Military Tribunals, t. XXX, s. 452. 
116 
z powstawaniem zatorów powietrznych, spowodowano zgon pod wodą 
kilku osób doświadczalnych po próbie ze skokiem spadochronowym, po 
względnej poprawie stanu ogólnego, jednakże przed powrotem 
przytomności. I tu dokonane pod wodą otwarcie czaszki wykazało 
obecność masowych zatorów gazowych. Tym samym wykazano, że zatory 
gazowe, które uważano dotąd za absolutnie powodujące śmierć, wcale 
śmierci nie powodują, lecz są odwracalne. Udowodnił to powrót do 
stanu prawidłowego wszystkich innych osób doświadczalnych" u. 
Aby przeprowadzać tak okrutne doświadczenia, Rascher musiał przede 
wszystkim uzyskać swobodę działania. Wprawdzie Himmler dał mu 
szerokie pełnomocnictwa, o czym byli poinformowani wszyscy 
współpracownicy Raschera, ale reichsfuhrer nie był jego 
bezpośrednim szefem, lecz prof. Weltz i Luftwaffe. Rascherowi 
bardzo zależało na usunięciu Weltza od nadzoru nad 
doświadczeniami, gdyż był on przeciwny niektórym projektom. Poza 
tym Rascher nie chciał dzielić sławy z uzyskanych osiągnięć, które 
wydawały mu się niezwykłe. W liście do Himmlera, zapraszając, go 
na wizytację do Dachau i demonstrację eksperymentów, pisał: 
„...Jeżeli wyniki dotychczasowych eksperymentów będą potwierdzały 
się dalej, to dla nauki będą to zupełnie nowe osiągnięcia, a dla 
lotnictwa powstaną nowe perspektywy" 13. 
Weltz nadzorujący badania żądał od Raschera raportów o 
eksperymentach. Rascher zwlekał z odpowiedziami, ale w końcu 
ponaglony okazał telegram Himmlera powiadamiający, że 
doświadczenia w Dachau należy traktować jako tajną sprawę i nikomu 
nie powinno się składać sprawozdań. W tej sprawie tak zeznawał 
Rudolf Brandt: 
„Był to zasadniczo eksperyment Luftwaffe, a Rascher był jedynym 
lekarzem SS w tej grupie. W marcu 1942 roku napisałem do Sieversa, 
że tak długo udziela się zezwolenia na próby, jak długo 
uczestniczyć w nich będzie Rascher. Zrobiono to na żądanie pani 
Rascher, która obawiała się, że 
12 Tajne sprawozdanie Siegmunda Raschera z 11 V 1942 r. przesłane 
Heinrichowi Himmlerowi (dokument 1971a-PS procesu lekarzy w 

background image

Norymberdze) cytowane za: Mitscherlich, Mielke, Nieludzka 
medycyna," s. 9—12. 
- u List Siegmunda Raschera do Heinricha Himmlera z 5 IV 1942 r. 
(dokument 1971a-PS procesu lekarzy w Norymberdze), tamże, s. 4. 
117 
inni współuczestnicy, zwłaszcza dr Weltz, przejmą kierownictwo i 
odpowiedzialność za próby, a przez to samo dr Rascher zostanie 
pozostawiony na uboczu. Pani Rascher chciała, aby jej męża 
przydzielono do Zakładu Badawczego Medycyny Lotniczej w Berlinie-
Adlershof'14. 
Nieporozumienia między Rascherem a Weltzem wstrzymały na krótki 
czas przeprowadzanie doświadczeń. W końcu Weltz wyłączył się z 
doświadczeń i spowodował, że Raschera przeniesiono z Instytutu 
Medycyny Lotniczej w Monachium do stacji eksperymentów lotniczych 
w Da-chau. Wykonywanie zbrodniczych doświadczeń utrudniała 
Rascherowi obecność Romberga, który zaniepokojony przypadkami 
śmierci więźniów w trakcie doświadczeń złożył w tej sprawie 
odpowiedni meldunek swojemu przełożonemu dr. Ruffowi w Berlinie. 
Dr Romberg uważał, że przypadki śmiertelne są wynikiem niedbalstwa 
i bezwzględności Raschera. Wspólnie z Ruffem postanowili, że 
eksperymenty należy możliwie jak najszybciej zakończyć ze względu 
na zachowanie Raschera i zabrać do Berlina komorę niskich 
ciśnień15. Dr Ruff poinformował o tym inspektora sanitarnego 
Luftwaffe prof. Ericha Hippkego. „Kiedy Romberg powiadomił mnie, 
że podczas prób zdarzył się wypadek śmiertelny, próbowałem 
porozumieć się z Hippkem. Poinformowałem go, że musimy zakończyć 
próby jak najszybciej i zabrać komorę z Dachau. Hippke zgodził się 
ze mną. Pokazał mi przy tym telegram, który wysłał generał Wolff 
(adiutant Himmlera — przyp. aut.) do generała Milcha. Wymieniono w 
nim, że Rascher prosi, aby komorę niskich ciśnień pozostawić mu na 
dalsze 2—3 miesiące. Hippke oświadczył, że odmówił przedłużenia 
zatrzymania komory w Dachau, co rzeczywiście zrobił. Po zwrocie 
komory odwiedziłem Hippkego w czerwcu i poinformowałem go, że 
próby w Dachau są zakończone. Przy tej okazji Hippke pokazał mi 
nowy list Wolffa z prośbą o pozostawienie komory w Dachau na 
dalsze dwa miesiące"   . 
O tej sprawie Erich Hippke zeznawał na procesie norymberskim: „W 
połowie maja 1942 r. miałem rozmowę z dr. Ruffem na lotnisku 
Tempelhof. Przedłożyłem mu wniosek 
14  Zeznania Rudolfa Brandta na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-1, s. 203—215. 
15  Zeznania Hansa Romberga, tamże. 
16  Zeznania Siegfrieda Ruffa, tamże. 
118 
obergruppenfuhrera Wolffa o dalsze przedłużenie delegacji 
Rascherowi. Ruff poinformował mnie, że wydał polecenie swojemu 
współpracownikowi dr. Rombergowi zabrania komory ciśnieniowej oraz 
zakończenia prób" 17. 
Dokumenty procesu lekarzy w Norymberdze ujawniły, że w odniesieniu 
do lotniczych prób z komorą niskich ciśnień istnieją dwa raporty. 
Jeden omawiający z całą otwartością przypadki śmiertelne — 

background image

przesłany Himmlero-wi, podpisany przez Raschera, i drugi 
stanowiący sprawozdanie Raschera, Romberga i Ruffa przeznaczone 
dla Luftwaffe. W sprawozdaniu dla Luftwaffe eksperymentatorzy 
napisali: ,,W ciągu całej tej serii doświadczeń nie było przypadku 
śmierci i nie wystąpiły żadne trwałe zmiany z powodu 
niedotlenienia". Natomiast w tajnym sprawozdaniu Rascher napisał, 
że „część osób zmarła w wyniku doświadczeń na nich" I8. 
W obu raportach omawia się wyniki skoków z bardzo dużych wysokości 
z otwieraniem spadochronów na różnych poziomach. Uwzględnia się 
różne warianty, np. skok z użyciem tlenu i bez niego, uprzednie 
podawanie pervityny. Raport Raschera pjzesłany Himmlerowi różni 
się jednak od sprawozdania skierowanego do Luftwaffe tym, że 
zawiera także opis doświadczeń nad stopniowym przystosowaniem się 
do wielkich wysokości i prób w celu wyjaśnienia, czy zatory 
powietrzne powstające w czasie choroby wysokościowej muszą 
prowadzić do śmierci. W streszczeniu sprawozdania dla Luftwaffe 
czytamy: 
„Wykonano doświadczenia nad możliwością ratowania się po wypadkach 
na znacznej wysokości (do 21 km). Istnieje możliwość ratowania się 
bez aparatu tlenowego jeszcze z wysokości 15 km, z aparatem 
tlenowym z wysokości 18 km. Okazało się też, że istnieje możliwość 
uratowania się po skoku doświadczalnym z wysokości 21 km z 
aparatem tlenowym lub bez niego. Konieczne jest automatyczne 
otwieranie spadochronu. Przed skokiem z poziomu, na którym jest 
małe ciśnienie powietrza, trzeba oddychać tlenem z aparatu. 
Opuszczanie samolotu po- 
17  Zeznania prof. Ericha Hippkego na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamie, sygn. ATW-1, Ldn-37, s. 107—111. 
18  Dokumenty nr 220 i 402 procesu lekarzy w Norymberdze cytowane 
za: Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 9—15. 
119 
winno nastąpić za pomocą urządzenia katapultowego" 19. 
Eksperymentatorzy postulowali, aby w wypadku awarii samolotu na 
dużych wysokościach załoga była wyrzucana z samolotu automatycznie 
i opadała bez rozwijania spadochronu do określonej wysokości. 
Spadochron miał otwierać się na małych wysokościach automatycznie 
i zapewniać bezpieczne lądowanie nawet pilotom, którzy nie 
odzyskaliby przytomności w następstwie ostro występującej choroby 
wysokościowej. 
Doświadczenia, które wykonywał Rascher bez współudziału Romberga, 
miały wykazać, że powolne wznoszenie się zapewnia zdolność 
działania na wysokości do 8000 metrów, a występujące niekiedy 
zaburzenia świadomości są krótkotrwałe. Natomiast wyniki badań w 
celu wyjaśnienia przyczyn śmierci w chorobie wysokościowej 
pozwoliły Ras-cherowi wysunąć wniosek, że zatory gazowe powstają 
prawie we wszystkich naczyniach, nawet w razie oddychania czystym 
tlenem, i że powstanie zatoru gazowego wymaga zwykle pewnego 
czasu. Rascher stwierdził, że szybkie przedostanie się lotnika z 
obszaru niskiego ciśnienia do wysokości, gdzie można już oddychać 
bez aparatury tlenowej, nie powoduje poważniejszych uszkodzeń 
narządowych. 

background image

Nie ulega wątpliwości, że doświadczenia Raschera i Romberga miały 
pewną wartość dla Luftwaffe. Wnioski praktyczne dla pilotów i 
konstruktorów były ważne i istotne. W owym czasie wiedziano, że 
powyżej określonej wysokości w razie awarii samolotu w następstwie 
choroby wysokościowej pilot traci natychmiast przytomność. 
Rozpuszczony we krwi azot w warunkach ciśnienia normalnego pod 
wpływem bardzo niskiego ciśnienia przechodził w stan gazowy 
powodując zatory. Zatory w centralnym układzie nerwowym sprzyjały 
z kolei porażeniom i obrzękowi mózgu ze wszystkimi następstwami. 
Logiczny okazał się wywód, że oddychanie czystym tlenem zmniejsza 
możliwość wyzwalania się azotu we krwi. Oczywiste było również, że 
im większa wysokość, tym niższe ciśnienie . atmosferyczne i tym 
cięższa postać choroby wysokościowej. Słusznie zatem zalecano, aby 
pilot po awarii samolotu nie otwierał spadochronu, ale jak 
najszybciej opadał do wysoko- 
19 Tamże. 
120 
ści, gdzie choroba wysokościowa nie jest groźna. Biorąc pod uwagę, 
że każdy pilot po wypadku na dużej wysokości tracił przytomność, 
jego losy zależały od katapultowania i otwierania spadochronu na 
określonej wysokości. 
Doświadczenia Raschera z powolnym przechodzeniem z niskich ciśnień 
do wysokich nie miały żadnej wartości dla lotnictwa. Potwierdzały 
one fakty znane alpinistom, że przystosowanie poprzez odpowiedni 
trening i powolne pokonywanie coraz wyższych wysokości stwarza 
realną możliwość przebywania na dużych wysokościach bez szkody dla 
zdrowia. 
Nie były również rewelacją stwierdzenia Raschera, że zatory gazowe 
w chorobie wysokościowej są odwracalne i że nie muszą prowadzić do 
śmierci. Wobec tego nie istniała konieczność prowadzenia 
śmiertelnych doświadczeń na więźniach. W celu sprawdzenia znanych 
faktów Rascher mógł użyć zwierząt doświadczalnych. 
W opisanych doświadczeniach szczególną rolę odegrała żona 
Siegmunda Raschera. O jej wpływie tak wspomina Karl Wolff adiutant 
Himmlera: „Dla oceny wydarzeń należy uwzględnić wielką skłonność 
Himmlera do nowych prób we wszystkich dziedzinach, jak również 
dziwne jego przywiązanie do pani Rascherowej. Skłonność Himmlera 
do eksperymentów wykorzystywał dr Rascher bez skrupułów. 
Wykorzystywał w tym celu wielkie zaufanie reichsfuhrera do żony 
Nini z domu Diehl"20. Himmler interesował się bardzo 
doświadczeniami Raschera. Skorzystał z propozycji i pewnego razu 
odwiedził obóz w Dachau, aby zobaczyć ich przebieg. 
Opisane śmiertelne doświadczenia przeprowadzano głównie na 
Rosjanach, Żydach i Polakach. W stosunku do Żydów Rascher nie miał 
żadnych skrupułów i doświadczenia swe traktował jako pewną odmianę 
ich uśmiercania. Natomiast w odniesieniu do Polaków i Rosjan miał 
jednak pewne wątpliwości, jak należy postępować z nimi, jeżeli 
któremukolwiek uda się przeżyć zaprogramowane doświadczenia. 
20 Zeznania Karla Wolffa adiutanta Himmlera, Archiwum GKBZHwP, 
sygn. ATW-1, Ldn-37, s. 94—99. 
121 

background image

Rozdział II 
DOŚWIADCZENIA NAD ZASTOSOWANIEM 
NISKICH TEMPERATUR 
Próby nad oziębieniem 
Pierwsze próby nad oziębieniem wykonano w hitlerowskich obozach 
koncentracyjnych jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. 
Przeprowadził je w październiku i listopadzie 1938 r. w 
Sachsenhausen lekarz dr Samenstrang. Oziębiał on wybranych do 
badań więźniów w lodowatej wodzie, a następnie ogrzewał ich 
ciepłą'. Jakie były wyniki tych badań, nie udało się ustalić.   . 
Próby oziębieniowe miały na celu ustalenie najskuteczniejszej 
metody ratowania ludzi poddanych długotrwałemu działaniu zimna. 
Inspektorat sanitarny Luftwaffe rozpoczął te badania z początkiem 
roku 1942, polecając ich wykonanie fizjologowi, prof. 
Holzlóhnerowi i Instytutowi Medycyny Lotniczej w Monachium, 
kierowanemu przez prof. Welt-za. Prof. Georg Weltz przeprowadzał 
doświadczenia na zwierzętach. Świnie i koty oziębiał w specjalnym 
basenie z zimną wodą. Te doświadczenia skrytykował Rascher. 
„Trudno przenosić wyniki badań ze zwierząt na ludzi. U 
ciepłokrwistych spotykamy różne stopnie wykształcenia się 
regulacji ciepła. Poza tym procesów w skórze 
1 Pismo Raschera z kwietnia 1943 r. do SS-obersturmbannfiihrera 
Keindla — komendanta obozu w Sachsenhausen (dokument nr 332 
norymberskiego procesu lekarzy), Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, 
Lpn-2, s. 308. 
124 
zwierząt pokrytych futrem nie można porównywać z ludzkimi"2. 
SS-obergruppenfuhrer Karl Wolff, łącznik w sztabie Himmlera z 
Luftwaffe, zaproponował marsz. Erhardowi Milchowi przeprowadzenie 
doświadczeń oziębieniowycłi w Dachau. Na eksperymentatora polecił 
Siegmunda Raschera, lekarza sztabowego Luftwaffe, a jednocześnie 
członka Allgemeine SS w stopniu SS-hauptsturmfuhrera. Milch nie 
czynił przeszkód, więc zaczęto przeprowadzać doświadczenia 
oziębieniowe na ludziach w Dachau. 
15 czerwca 1942 r. Rascher powiadomił Himmlera o gotowości do 
przeprowadzenia prób oziębieniowych w Dachau. Do współpracy 
zaproponował prof. dr. Jarischa z Uniwersytetu w Innsbrucku, prof. 
dr. Holzlóhnera z Uniwersytetu w Kilonii i prof. dr. Singera ze 
szpitala Schwabing w Monachium. Propozycja ta nie była czystą 
formalnością, gdyż jedynie osoby pewne politycznie mogły otrzymać 
zezwolenie na wchodzenie na teren obozu koncentracyjnego. Rascher 
upraszał zatem, aby gestapo zbadało, czy wymienieni mogą być 
dopuszczeni do prób w Dachau3. W ciągu lipca 1942 r. ostatecznie 
zmontowano ekipę do badań. Z osób proponowanych przez Hippkego i 
dr. Raschera wszedł jedynie prof. fizjologii Holzlóhner. Natomiast 
prof. Singer, anatomopatolog, wykonał w Monachium sekcje zwłok 
pomordowanych osób. Do prac w obozie w Dachau doszedł jeszcze 
lekarz sztabowy Luftwaffe, dr E. Finkę. 
Próby  rozpoczęły  się   15  sierpnia   1942  r.  Więźniów,, 
ubranych w uniformy lotnicze, zimowe lub letnie, wyposażonych 
dodatkowo w kamizelki ratownicze z gumy, przetrzymywano przez 

background image

dłuższy czas w wodzie o temperaturze 2,5—12xCzwykle aż do 
pozyskania ciepłoty ciała 26,4 x, mierzonej termometrem 
elektrycznym w żołądku lub w odbycie. 
Pewną grupę badanych zanurzano w wodzie w ten sposób, że pokrywała 
ona ich potylicę i kark. U innych natomiast te części ciała 
wystawały ponad poziom wody. Przypadki śmiertelne zdarzały się 
zwłaszcza wśród tych więźniów, których potylicę zanurzano w 
wodzie. W badaniach sekcyj- 
2  Raport E. Holzlóhnera, E. Finkego i S. Raschera o próbach 
oziębieniowych na ludziach (Akta norymberskiego procesu lekarzy),  
tamże, s. 298—300. 
3  Tamże, s. 287. 
125 
nych wykazywano w tych przypadkach krew płynną w jamach czaszki i 
rozszerzenie prawej komory serca. W czasie oziębienia lekarze 
wykrywali również duże zmiany we krwi u ofiar, a mianowicie wzrost 
lepkości i odsetka hemoglobiny oraz podwyższoną leukocytozę. Tym 
stanom towarzyszyło często zaburzenie rytmu serca. W dalszych 
badaniach wykazano, że szybkie ogrzanie daje lepsze efekty 
ratowania niż powolne. Stwierdzono również nieskuteczność metod 
farmakologicznego leczenia. We wnioskach eksperymentatorzy 
zaproponowali, aby kamizelki ratownicze wyposażyć w piankowy 
kołnierz ochronny, umożliwiający wystawanie głowy ponad lustro 
wody. 
Według świadka tych doświadczeń, Waltera Neffa, do badań 
prowadzonych wspólnie przez Holzlóhnera, Finkego i Raschera użyto 
50—60 więźniów, z czego zmarło 15—18 osób4. Zakończono je w 
październiku 1942 r. Jednak Rascher kontynuował badania 
„uzasadniając je koniecznością dalszego podbudowania naukowego"s. 
W październiku 1942 r. generalna inspekcja sanitarna Luftwaffe 
przygotowała konferencję naukową. Przewidywano wygłoszenie 
referatów o możliwości ratowania ludzi poddanych długotrwałemu 
działaniu zimna. Zespół badający te problemy w Dachau miał 
przedstawić wyniki w referacie pt. „Zagadnienia lekarskie wypadków 
na morzu i w zimie". Między badającymi lekarzami wyniknął spór, 
kto ma wygłosić referat. W liście do Himmlera Rascher napisał: „Z 
początkiem października ma się odbyć konferencja poświęcona 
problematyce oziębieniowej wojsk lotniczych. Prof. Holzlóhner, 
uczestnik prób w Dachau z ramienia wojsk lotniczych, ma 
przedstawić wyniki naszych doświadczeń. SS-obersturmfuhrer 
Sievers, który w ubiegłym tygodniu wizytował Dachau, sądzi, że 
jeśli na konferencji w ogóle będzie się składało sprawozdanie, ja 
powinienem być do tego powołany. Postaram się, aby sprawozdanie w 
tajnej sprawie państwowej złożono w odpowiedni sposób"6. 
Konferencja poświęcona fizjologii i patologii oziębiania 
4  Zeznania Waltera Neffa na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-i, Lpn-3, s. 672. 
5  Zeznania Rudolfa Brandta na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-2, s. 278—280. 
6  Pismo S. Raschera do H. Himmlera z 15 VIII 1942 r. (Akta 
procesu lekarzy w Norymberdze), tamże, s. 206. 

background image

126 
odbyła się w Norymberdze 26 i 27 października 1942 r. W imieniu 
zespołu badaczy wyniki doświadczeń w Dachau referował prof. 
Holzlóhner. Natomiast Rascher poinformował zebranych, że temat 
objęty jest tajemnicą i ktokolwiek go poruszy poza obradami, 
będzie rozstrzelany7. W grudniu 1942 r. w Berlinie na naradzie 
konsultantów, lekarzy Wehrmachtu, prof. Holzlóhner powtórzył swój 
referat. Również i na niej nikt nie zgłosił żadnych zastrzeżeń. 
Niezależnie od sprawozdania na konferencji dr Rascher przygotował 
odrębny raport o wynikach doświadczeń dla Himmlera. Odpowiadając 
na niego Heinrich Himmler zaproponował, aby w następnych 
doświadczeniach zastosować kolejno szybkie ogrzewanie, podawanie 
leków i zarazem ogrzewanie cielesne8. 
Prof. Holzlóhner i Finkę po konferencji w Norymberdze odmówili 
dalszej współpracy i opuścili Dachau. 
Prof. Rosę zeznał na rozprawie w Norymberdze, że Holzlóhner 
oświadczył mu, iż doświadczenia na ludziach ogromnie go 
przygnębiają i ma nadzieję, że już nigdy nie otrzyma rozkazu ich 
prowadzenia. Odejście współpracowników było na rękę Rascherowi. 
Odtąd mógł on samodzielnie prowadzić doświadczenia, zachęcony 
dodatkowo propozycjami Himmlera. 
Jedna seria doświadczeń dotyczyła próby ratowania zamarzniętych 
przez powolne ogrzewanie ich ciepłem ciała ludzkiego. Mimo że 
Rascher w raporcie do Himmlera podkreślał konieczność szybkiego 
ogrzewania w każdym wypadku, a ogrzewanie ciepłem cielesnym—ciałem 
zwierzęcia lub kobiety, byłoby zbyt powolne, ten uparcie narzucał 
dokonanie odpowiednich prób. W liście z 22 października 1942 r. 
reichsfiihrer pisał: „Jestem bardzo ciekawy prób. z ciepłem 
animalistycznym. Osobiście sądzę, że może te próby przyniosą 
najlepsze i długotrwałe efekty, ale mogę się mylić". 
Upór Himmlera wynikał z jego upodobania do medycyny ludowej. 
Wiedział on z opowiadań, że żony rybaków ratują zamarzniętych 
mężów przywiezionych z.morza ogrzewając 
7  T.Biichner,PldneundFugungen.Lebenserinnerungeneinesdeutschen 
Hochschullehrers, Berlin 1955. 
8  Pismo H. Himmlera do S. Raschera z 22IX 1942 r. (dokument 1611-
PS norymberskiego procesu lekarzy) cytowane za: Mitscherlich, 
Mielke, Nieludzka medycyna, s. 40. 
127 
 
ich własnym ciałem. Zafascynowany tą ideą uważał, że taka metoda 
ratowania będzie najwłaściwsza. Rascher nie mógł odmówić życzeniom 
swojego protektora, tym bardziej że miał ułatwione zadanie, gdyż 
należał do stowarzyszenia Ahnenerbe, a od marca 1942 r., tj. od 
czasu rozpoczęcia prób lotniczych, w obozie koncentracyjnym w 
Dachau została utworzona stacja badawcza jako filia 
tego^stowarzyszenia. 
Wolfram Sievers ułatwiał i wspomagał badania Raschera stosownie do 
swoich szerokich możliwości. Stowarzyszenie dostarczało środków 
finansowych, a w razie potrzeby załatwiało przydziały więźniów. 

background image

W czerwcu 1942 r. na podstawie rozkazu Himmlera utworzono Institut 
fur Wehrwissenschaftliche Zweckfors-chung der Waffen SS, podległy 
stowarzyszeniu Ahnenerbe. Istniejący w Dachau ośrodek badawczy 
przekształcono w stację „R" Instytutu, w której Rascher 
przeprowadzał swoje eksperymenty. Wolfram Sievers często odwiedzał 
Dachau. 
Z początkiem listopada do Dachau przywieziono cztery niemieckie 
prostytutki, które przebywały poprzednio w Ra-vensbriick. Miały 
one służyć do ogrzewania osób oziębionych, zgodnie z życzeniem 
Himmlera9. Rascher był oburzony, że niemieckie dziewczyny 
zdradzające cechy nordyckie znalazły się w domu publicznym i 
służyły „rasistowsko niskim elementom obozowym". W związku z tym 
wystąpił z ostrym pismem protestującym zarówno do komendanta obozu 
w Ravensbriick, jak i do adiutanta reichsfiihrera w Monachium10. 
„Postawiłem dziewczynie pytanie, dlaczego zgodziła się na pracę w 
burdelu. Otrzymałem odpowiedź — aby wydostać się z obozu. Na mój 
sprzeciw, że jest to potworna hańba, odpowiedziała mi »zawsze 
lepiej pół roku burdelu niż pół roku kacetu«. Moje poczucie 
rasistowskie przyjęło ze wstrętem wypowiedzi dziewczyny. 
Odrzuciłem użycie tej dziewczyny dla moich prób i złożyłem 
odpowiedni meldunek"11. 
Doświadczenia nad ratowaniem zamarzniętych przez po- 
9  Pismo Himmlera do Raschera z 22 X 1942 r. (dokument 1609-PS 
procesu lekarzy w Norymberdze), Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, 
Lpn-2, s. 398. 
10   Wyrok wraz z uzasadnieniem..., s. 134—136. 
11  Dokument nr  322 procesu lekarzy w  Norymberdze,  Archiwum 
GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-2, s. 364.   . 
128 
SS-obersturmfuhrer Hans Fleischhacker, lekarz, i SS-hauptsturm-
fiihrer Bruno Berger, antropolog — wykonawcy doświadczeń 
antropologicznych Augusta Hirta na lawie oskarżonych we 
Frankfurcie w 1970 r. 
Fotokopia pisma SS-sturmbannfiihrera Rudolfa Brandta — osobistego 
referenta SS-reichsfuhrera Himmlera, do SS-untersturm-fiihrera 
Siegmunda Raschera zezwalającego mu na przeprowadzanie doświadczeń 
medycznych w Dachau 

Zdjęcie ofiary doświadczeń  w komorze niskich ciśnień w Dachau 
Lekarz   garnizonowy   obozu   koncentracyjnego  w  Sachsenhausen      
SS-hauptsturmfuhrer Heinz — Heinz  Baumkótter w mundu-      
Baumkbtter w czasie pobytu rze   SS-hauptsturmfiihrera                    
w więzieniu 
Łowa oskarżonych sądu w Miinster w czasie procesu przeciwko 
lekarzom z obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen — Heinzowi 
Baumkotterowi i Aloisowi Geberlemu 
Yersuch XXV. 
VmjK,Puls u. 
Fotokopia diagramu stano wiqcego załącznik do raportu prof. dr. E. 
Holzloh-nera, dr. S. Raschera, dr. E. Finkego o doświadczeniach 

background image

nad oziębieniem prowadzonych w Dachau. Strzałką jest zaznaczony 
moment śmierci ofiary 
7Tą. 

Fotografia  zmian   na   skórze  u  więźnia   poddanego  
eksperymentom dr. Emila Kaschuba w Oświęcimiu 
 
Zdjęcie nóg Polki, jednej z ofiar zabiegów doświadczalnych 
wykonywanych w Ravens-briick, operowanej 7 X 1942 r. 
Ć> 
Prof.   dr   med.   Karl   Gebhardt —   naczelny   klinicysta   
Waffen SS,  inicjator i wykonawca  doświadczeń       medycznych       
na        Karl    Cebhardt    na     dziedzińcu więźniarkach    
Polkach    w    Ra-        więzienia  w   Landsbergu   na   kil-
vensbruck                                              ka chwil  
przed  egzekucją 
Karl   Gebhardt   wysłuchuje   wyroku   śmierci   wydanego   przez   
Amerykański Trybunał Wojskowy w   Norymberdze  20 VIII   1947   r. 
Dr  med.   Hertha   Oberheuser —  lekarka   obozowa  w   
Ravensbruck, w czasie pobytu w więzieniu 
Hertha Oberheuser wysłuchuje wyroku Amerykańskiego Trybunału 
Wojskowego w Norymberdze 20 VII11947 r. skazujqcego jq na 20 lat 
więzienia 

 
SS-sturmbannfuhrer dr med. Fritz Fischer — główny wykonawca 
operacji doświadczalnych na więźniarkach Polkach    w    
Ravensbriick 
Fritz Fischer składa zeznania przed Amerykańskim Trybunałem 
Wojskowym w Norymberdze. Zwraca uwagę brak prawej ręki u 
oskarżonego 
Widok na lawę oskarżonych w procesie załogi Ravensbriick w 
Hamburgu. W pierwszym rzędzie, podpierajqcy głowę lewa rękq — 
Gerhard Schiedlausky, lekarz garnizonowy, w drugim rzędzie 
pierwszy od lewej — Ralf Rosenthal, lekarz obozowy w Rcwensbruck 
Sala sqdowa das Curio Haus w Hamburgu w czasie procesu przeciwko 
załodze obozu w Ravensbriick, Z lewej strony oskarżeni, z prawej 
sqd, z przodu w pierwszym rzędzie adwokaci, a za nimi 
dziennikarze, z tyłu oficjalni obserwatorzy, u góry trybuna dla 
Niemców, przysłuchujqcych się rozprawie 
wolne ogrzewanie ciepłem kobiet nie dały pożądanych wyników. 
Badania te Rascher zakończył ostatecznie w lutym 1943 r., a 
następnie przygotował obszerny raport dla Himmlera (który zresztą 
osobiście wizytował Dachau i oglądał, jak Rascher wykonuje próby z 
kobietami). W raporcie pisał: 
„Osoby doświadczalne zanurzano celem oziębienia w zwykły sposób w 
ubraniu, lub bez, do zimnej wody o temperaturze 4—9 x CPomiarów 
ciepłoty dokonywano w odbytnicy termoelektrycznie. Wydobycie z 
wody następowało przy temperaturze w odbytnicy 30 x C.W tej 
ciepłocie badane osoby były zwykle nieprzytomne. W ośmiu 
przypadkach wkładano osoby do szerokiego łóżka pomiędzy dwie nagie 

background image

kobiety. Przykrywano ich kocami. U wszystkich badanych zwracał 
uwagę fakt, że występował znaczny spadek ciepłoty do 3 stopni. 
Spadek był znaczniejszy, niż po stosowaniu innych metod 
ogrzewania, ale przytomność wracała wcześniej. O ile tylko badani 
odzyskiwali przytomność, bardzo szybko orientowali się w swojej 
sytuacji i tulili się do nagich ciał kobiecych. U osób, które 
odbyły stosunek, następował bardzo szybki wzrost ciepłoty, 
podobnie jak po ogrzaniu gorącą wodą. Ponieważ w przypadku 
długiego przebywania ciała w niskiej ciepłocie zachodzi 
niebezpieczeństwo uszkodzenia ośrodków nerwowych, należy do 
nagrzewania wybierać tę metodę, która zapewnia szybkie pokonanie 
niebezpiecznie niskich ciepłot. Metodą tą jest maksymalne 
doprowadzenie ciepła drogą gorącej kąpieli. Ocieplanie ludzi 
silnie oziębionych za pomocą ciepła ludzkiego może być zalecane 
jedynie w tych przypadkach, kiedy nie ma innych możliwości 
ogrzewania" u. 
Obok prób ogrzewania ciepłem „animalistycznym" Rascher proponował 
badania nad przystosowaniem się ludzi do zimna. W notatce 
skierowanej do Sztabu Personalnego SS-reichsfuhrera Rascher pisał: 
„Idea przewodnia tych prób wynika z następujących faktów: 
1. W próbach w Dachau stwierdzono, że osoby przyzwyczajone do 
zimna mają 3—4-krotnie większe szansę przeżycia. 
12 Tajne sprawozdanie Raschera do Himmlera z 12II1943 r. (dokument 
nr 1616 procesu lekarzy w Norymberdze) cytowane za: Mitscherlich, 
Mielke, Nieludzka medycyna, s. 5—53. 
9 — Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
129 
2. Na odcinku frontowym »Mitte« od początku wprowadzono oddziały 
górskie, które w normalnych ubiorach walczyły przy zimnie 40 
xmrozu bez odmrożeń. Natomiast oddziały uzupełniające sprowadzone 
z zachodniej Francji miały w 50% zmiany spowodowane zimnem"13. 
Rascher planował przeprowadzenie odpowiednich doświadczeń w 
Ośrodku Naukowo-Medycznym dla Oddziałów Górskich w St. Johann i w 
schronisku górskim w Bayeri-schzell. Mimo popierania doświadczeń 
przez Himmlera nie doszło jednak do nich, prawdopodobnie wskutek 
trudności w zorganizowaniu specjalnej filii obozu koncentracyjnego 
w schroniskach górskich. Poza tym wyłoniły się nowe zadania. 
Na życzenie Himmlera Raschera zobowiązano do opracowania memoriału 
na użytek wojsk na temat, co należy czynić, aby nie dopuścić do 
poważniejszych skutków dla zdrowia w razie dostania się w sferę 
działania niskich temperatur. W listopadzie 1942 r. opracował on 
taki memoriał, zaznaczając jednak, że sprawy wymagają dodatkowych 
doświadczeń z zastosowaniem specjalnie spreparowanego ubrania 
ochronnego. Himmler wydał polecenie przygotowania takich ubrań i 
zalecił Rascherowi ponowne opracowanie zagadnienia. Nowy memoriał 
został przesłany do opinii naczelnego lekarza SS Grawitza. Ten nie 
był jednak zachwycony projektem Raschera i zabronił rozsyłać 
memoriał do oddziałów SS. Według Grawitza zalecenia Raschera nie 
były właściwe, gdyż opierały się na doświadczeniach z 
zastosowaniem oziębienia w wodzie. Zgodnie z zaleceniem Grawitza 
zimą 1942 na 1943 r. Rascher rozpoczął próby oziębienia za pomocą 

background image

mroźnego powietrza. Grawitz życzył sobie, aby doświadczenia te 
przeprowadzić co najmniej na stu osobach 14. Były to jedne z 
okrutniejszych doświadczeń Raschera. 
Wybrane osoby rozbierano do naga i pozostawiano na mrozie przez 
całą noc. Początkowo przykrywano je prześcieradłem, ale później 
zaniechano tego. U osób tych mierzono, podobnie jak i w 
poprzednich próbach, tem- 
13  Notatka Raschera skierowana do Sztabu Personalnego SS-reichs-
fuhrera (Akta procesu lekarzy w Norymberdze), Archiwum GKBZHwP, 
sygn. ATW-1, Lpn-2, s. 373. 
14  Pismo Raschera do Himmlera z 17 II 1943 r. (Akta procesu 
lekarzy w Norymberdze), tamże, s. 306. 
130 
peraturę ciała elektrycznie. Badania miały wykazać, jakie 
ogrzewanie zamarzniętych ludzi jest lepsze: szybkie czy powolne. 
Osoby poddawane tym torturom krzyczały tak głośno, zanim straciły 
przytomność, że Rascher niekiedy stosował znieczulenie ogólne. O 
tych próbach też zeznał ich naoczny świadek, były więzień Dachau, 
Antoni Pa-cholegg: 
„Doświadczenia były wykonywane na dworze, podczas zimy. Odbywały 
się zwykle nocą, ponieważ w tym czasie jest najzimniej. Mężczyźni 
byli kładzeni nago na metalowych wózkach na okres 2—12 godzin, 
zależnie od indywidualnej konstytucji. Niektórzy mdleli szybciej 
niż inni. Kiedy badany zemdlał, zawijano go i wrzucano do 
zbiornika z wodą o ciepłocie pokojowej. Był tam trzymany tak 
długo, aż odzyskał przytomność lub umarł. Inne eksperymenty 
prowadzone z tymi półzamrożonymi i nieprzytomnymi ludźmi polegały 
na wrzucaniu do prawie wrzącej wody i badaniu reakcji przejścia od 
największego zimna do największego ciepła. Ofiary wychodząc stąd 
wyglądały jak homary. Niektórzy przeżyli, ale większa ich część 
zmarła. Naukowo biorąc, nie mogę zrozumieć, jak oni mogli wyżyć" 
I5. 
Próby te uzależniano od warunków atmosferycznych, które w Dachau 
nie były najlepsze. Rascher zwrócił się więc do Himmlera z. 
propozycją przeniesienia ich do Majdanka lub do Oświęcimia. 
„Oświęcim jest dla tego rodzaju seryjnych badań bardziej 
odpowiedni niż Dachau. Próby wywołają tam mniejsze poruszenie, 
gdyż są tam większe tereny. Badani krzyczą, kiedy są bardzo 
oziębiani" 16. Himmler wyraził na tę propozycję zgodę, miał tylko 
wątpliwości, czy wobec zbliżającej się wiosny 1943 r. 
doświadczenia będzie można kontynuować17. 
Według Neffa — obserwatora doświadczeń oziębienio-wych 
przeprowadzanych przez Raschera — użyto do nich około 250 
więźniów, z których w następstwie zabiegów 
15  Zeznania Antoniego Pacholegga na procesie norymberskim, w: 
Trial of the Major War criminals before the International Military 
Tribunals, t. XXX, s. 364. 
16  List Raschera do Himmlera z 17 II 1943 r., Archiwum GKBZHwP, 
sygn. ATW-1, Lpn-2, s. 306. 
17  Odpowiedź Himmlera z 26 II 1943 r. do Raschera (Akta procesu 
lekarzy w Norymberdze), tamże, s. 390. 

background image

131 
zmarło około 70—80. Rascher nie krępowany obecnością innych 
lekarzy był wyjątkowo okrutny wobec więźniów. Zachowanie Raschera 
tak opisuje Pacholegg: 
„Rascher działał wśród więźniów z pistoletem. Mógł on zastrzelić 
każdego, kto próbowałby wyłamać się z prób. Słyszałem sam, jak 
śmiał się szyderczo do więźniów i mówił im, że mają tylko 15 minut 
życia. Najbardziej napełniającym wstrętem postępowaniem Raschera 
było, gdy więźniowie stali ustawieni w szereg, a on przechodził 
wtedy koło nich i robił, jak to nazywał, inspekcję skórną. Macał 
on pośladki i uda i oceniał. Gdy więźniów tej grupy zabito, 
zdejmowano skórę z ich pośladków i ud. Byłem w biurze wiele razy, 
kiedy przynoszono skórę ludzką jeszcze z krwią. Rascher badał taką 
skórę "troskliwie, trzymał pod światło, czy nie ma zmarszczek, 
zanim zostanie garbowana. Zwykle te skóry rozciągano na małych 
kawałkach drewna. Widziałem skórę na torebce, którą nosiła pani 
Rascher. Większość skór używano na rękawiczki do jazdy dla 
oficerów SS w obozie" 18. 
Heinrich Himmler polecił, aby również przeprowadzić próby 
ratowania odmrożonych przez kąpiele w saunie. W Dachau znajdowała 
się sauna dla SS-owców. Nie można jednak było prowadzić tam 
więźniów, gdyż w tym czasie wybuchła epidemia tyfusu plamistego i 
istniała obawa zakażenia esesowców. 
W kwietniu 1943 r. Rascher przesłał raport Himmlerowi o 
dotychczasowych wynikach swych badań, prosząc go o pomoc we 
wszczęciu przewodu habilitacyjnego. Właśnie praca o 
doświadczeniach tzw. oziębieniowych na ludziach miała być tematem 
jego rozprawy habilitacyjnej. Raportów Raschera o doświadczeniach 
na ludziach oziębianych na mrozie i ratowanych ogrzewaniem 
powolnym i szybkim nie udało się znaleźć po wojnie wśród 
dokumentów reichs-fuhrera. Wiadomo jednak, że Rascher lansował 
metodę szybkiego ogrzewania i prawdopodobnie te ostatnie badania 
potwierdzały jego założenia. 
Z punktu widzenia medycyny problem rozstrzygany przez Raschera 
miał dość istotne znaczenie. Nie było bowiem w ówczesnej medycynie 
jednoznacznej odpowiedzi, co należy robić z chorym zamrożonym. 
Istniały dwa sprzeczne 
18 Zeznania Pacholegga, jw. 
132 
poglądy: jeden, że należy ratować stopniowym ogrzewaniem do 
ciepłoty normalnej, drugi zalecał bardzo szybkie ocieplenie. 
Rascher w zasadzie negował wartość leczenia farmakologicznego, 
utrzymując, że u ludzi znajdujących się w zimnej wodzie istotne 
znaczenie ma wysokie utrzymywanie głowy, zwłaszcza potylicy. 
Współczesna medycyna w związku z zastosowaniem hipotermii do 
leczenia wykazuje, że stwierdzenia Raschera były niesłuszne. 
Jedynie po krótkotrwałym oziębieniu szybkie ogrzewanie ma 
uzasadnienie w postępowaniu ratowniczym. W ten sposób zapobiega 
się późniejszemu obniżeniu ciepłoty wewnątrzustrojowej przez 
dopływ krwi z obwodu19. Natomiast po długotrwałym oziębieniu, jak 
to stosował Rascher w swoich doświadczeniach, nie jest wskazane 

background image

szybkie ogrzewanie ze względu na możliwość znacznego 
przemieszczania się płynów ustrojowych. 
Na marginesie tych prób rozgrywały się dwie ważne sprawy dla 
głównego eksperymentatora Siegmunda Raschera: habilitacja i 
przeniesienie z Luftwaffe do Waffen SS. Rascherowi bardzo zależało 
na habilitacji. Prosił więc Himmlera o pomoc, podsuwając myśl, że 
prof. Pfannenstiel z Uniwersytetu w Marburgu mógłby podjąć się 
opiniowania jego pracy20. Himmler zalecał, aby habilitację 
Raschera przeprowadzić jako tajną na Uniwersytecie Rzeszy w Stras-
burgu. 
W kwietniu 1943 r. Sievers informował osobistego referenta 
Himmlera, SS-obersturmbannfuhrera Rudolfa Brand-ta, że sprawy 
habilitacji przebiegają niepomyślnie. Sievers, który bardzo 
chciał, aby Rascher uzyskał stopień naukowy docenta, proponował, 
aby w skład komisji powołać: dziekana wydziału lekarskiego w 
Strasburgu Hansa Steina, prof. Augusta Hirta — anatoma, prof. 
Gebhardta — farmakologa. Rascher nie cieszył się jednak sympatią 
wśród lekarzy. Wykorzystując osobistą znajomość z Himmlerem, w 
różny sposób denuncjował tych wszystkich, którzy przeciwstawiali 
się jego planom. Himmler odpowiadając na jedną z takich 
denuncjacji  napisał  Rascherowi:   „Ludzi,  którzy  dzisiaj 
" R. Brauer, T. Behnke, Hipotermia i uszkodzenia spowodowane 
zimnem, w: Podstawy medycyny wewnętrznej, pod redakcją Harrisona, 
Wintrobe'a, Thorna i innych, Warszawa 1969, s. 1650. 
20 Pismo Raschera do Himmlera z 11 IV 1943 r. (Akta procesu 
lekarzy w Norymberdze), Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-2, s. 
401. 
133 
odrzucają próby na ludziach, a chętnie godzą się na śmierć naszych 
dzielnych niemieckich żołnierzy z powodu oziębienia, oceniam jako 
zdrajców kraju. Nie będę oszczędzać nazwisk tych ludzi, aby 
wymieniać ich we wszystkich wchodzących w rachubę miejscach. 
Upoważniam Pana do przedstawienia tego mojego stanowiska w 
odpowiednich miejscach"21. Również usilne starania Raschera o 
przeniesienie go z Luftwaffe do wojsk SS napotykały trudności. 
Dopiero w maju 1943 r. udało się doprowadzić tę sprawę do końca. 
Przez swoje intrygi i donosy, kierowane do Himm-lera, nie miał on 
zrozumienia w kierownictwie medycznym Luftwaffte. 
Jak ocenić doświadczenia Raschera? Według Weltza i Hippkego nie 
były to żadne rewelacje i nie odbiegały od. wyników otrzymanych 
podczas prób na zwierzętach. „Na naradzie norymberskiej 
poświęconej problematyce zimna w końcu 1942 roku Weltz doniósł o 
doświadczeniach nad oziębianiem przeprowadzonych na zwierzętach. 
Weltz osiągnął więcej w doświadczeniach na zwierzętach niż Rascher 
w doświadczeniach na więźniach"22. 
Jednak generalny inspektor sanitarny Luftwaffe podziękował 
kurtuazyjnie Himmlerowi za przeprowadzenie badań. 
Wartość badań pomniejszał fakt przeprowadzania ich na więźniach 
obozu koncentracyjnego, a więc na osobach skrajnie wyniszczonych. 
Ceną tych doświadczeń, podobnie jak w wielu innych 

background image

przeprowadzanych w obozach koncentracyjnych, były ogromne 
cierpienia i śmierć licznych więźniów. 
21  Pismo Himmlera do Raschera z 22 X 1942 r. (Akta procesu 
lekarzy w Norymberdze), tamże, s. 389. 
22  Oświadczenie uczestnika konferencji oziębieniowej w 
Norymberdze w październiku 1942 r. cytowane za:Mitscherlich, 
Mielke, Nieludzka medycyna, s. 43. 
Rozdział III 
DOŚWIADCZENIA Z LEKIEM PRZYSPIESZAJĄCYM KRZEPNIĘCIE 
KRWI 
Próby z ,,Poły galem" 
W 1943 r. przebywający w obozie koncentracyjnym w Dachau niemiecki 
Żyd Robert Feix, z zawodu chemik, opracował technologię produkcji 
leku mającego rzekomo właściwości przyśpieszania krzepnięcia krwi. 
Lek ten opierał się głównie na substancjach pektynowych. Można 
było sądzić, że znajdzie on duże zastosowanie, zwłaszcza w 
medycynie wojskowej dla tamowania pourazowych krwotoków. Związki 
pektynowe tworzą w kwaśnych roztworach żele, co wykorzystuje się 
do wyrobu marmolad i galaretek owocowych. Idea wykorzystania 
pektyn dla tamowania krwawień wydawała się pozornie zachęcająca, 
tym bardziej że ich związki w dużych ilościach łatwo było otrzymać 
z buraków. 
Zagadnieniem tym zainteresował się dr Siegmund Ras-cher. 
Wykorzystując swoje szerokie możliwości badawcze, a mianowicie 
dysponowanie w obozie koncentracyjnym nieograniczoną liczbą 
więźniów do doświadczeń i zakładem naukowym, stanowiącym oddział 
Institut fur Wehrwissens-chaftliche Zweckforschung der Waffen SS, 
oraz mając poparcie Himmlera — Rascher przywłaszczył sobie 
odkrycie Roberta Feixa i rozpoczął badania nad wartością 
proponowanego leku. Do współpracy pozyskał jego odkrywcę, a z 
polecenia reichsfiihrera pomagał mu także lekarz SS Hans 
Haferkamp. 
Haferkamp cieszył się również poparciem Himmlera. Miał on stopień 
SS-obersturmfuhrera i w rewirze w Dachau 
135 
pracował w latach 1942—1944. Himmler protegował Hafer-kampa już w 
kwietniu 1942 r., proponując Rascherowi, aby wykorzystał go do 
lotniczych badań wysokościowych . Początkowo w warunkach 
laboratoryjnych w bloku 5 w Da-chau wytwarzano tabletki do 
tamowania krwi. Lek nazwano: „Polygal 10" (pektyna jest polimerem 
kwasu galak-turonowego, stąd też powstała nazwa: „Polygal"). Prócz 
pektyn w skład tabletki wchodziły: witaminy, odwłókniona krew oraz 
wyciągi z różnych owoców. Ten sam lek opracowano również w postaci 
wstrzyknięć domięśniowych, dając mu nazwę: „Stryptoral". Dla celów 
produkcyjnych pobierano krew od więźniów — głównie Polaków i 
Rosjan. Również na więźniach przeprowadzano badania kontrolne nad 
wartością tego leku. 
Wyniki doświadczeń ogłosili Rascher i Haferkamp w artykule: 
„Polygal 10" ein orałzu nehmendes Hdmostyptikum, wydrukowanym w 
„Miinchener Medizinische Wochensch-rift"2. Z tabeli zamieszczonej 
w artykule wynika, że autorzy przeprowadzili badania na co 

background image

najmniej 207 więźniach. W treści pracy znajdują się wyciągi z 
historii chorób, z których wynikałoby bardzo dobre działanie tego 
specyfiku na przyśpieszenie krzepnięcia krwi. Autorzy piszą o 
stosowaniu go przed operacją amputacji ręki, w krwotoku płucnym, w 
krwotoku po usunięciu zęba. Nie wspominają jednak, że próby te 
robiono na więźniach bez ich zgody i że przebiegały one odmiennie, 
niż są opisane w publikacji. W streszczeniu autorzy napisali, że 
lek ten po przyjęciu doustnym powoduje po urazie długo utrzymujące 
się zmniej-szenie krwawienia i skrócenie czasu krzepnięcia krwi. 
Napisali również, że na życzenie będą udostępniali próbki leku. 
Jako adres autorów wymieniono — Dachau 3 K. Artykuł Raschera i 
Haferkampa ujawnił, że próby przeprowadzano w Dachau. Wywołało to 
pewne poruszenie w kierownictwie służby zdrowia SS, ponieważ ani 
Rascher, ani Haferkamp nie uzyskali przedtem odpowiedniego 
zezwolenia kierownictwa SS na tego rodzaju publikację. Zarówno 
naczelny lekarz SS, Ernst Grawitz, jak i Oswald Pohl, któremu 
podlegały 
1  Pismo Heinricha Himmlera do Siegmunda Raschera z 14 IX 1942 r. 
(Akta procesu lekarzy w Norymberdze), Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-
1, Lpn-2, s. 229. 
2  „Miinchener Medizinische Wochenschrift", 1944, nr 34, s. 46—47. 
136 
w Głównym Urzędzie Administracyjno-Gospodarczym SS obozy 
koncentracyjne, udzielili Rascherowi ostrej nagany3. 
W rzeczywistości próby nie przebiegały tak niewinnie, jak to 
przedstawili Rascher i Haferkamp. W istocie dokonywano brutalnych 
zabójstw, kontrolując czas przeżycia ofiary po uprzednim przyjęciu 
„Polygalu". Ofiarom przestrzeliwa-no różne narządy, wywołując 
mniejsze lub większe krwotoki, często śmiertelne. Do badań 
wybierano różnych więźniów: psychicznie chorych, Rosjan itd. Pewne 
światło na te próby rzucają zeznania wuja Siegmunda Raschera. 
„Podczas nieobecności mego siostrzeńca znalazłem przypadkiem w 
jego biurku następujące pismo: chodziło o sprawozdanie z 
rozstrzelania 4 ludzi, by wypróbować środek ułatwiający 
krzepnięcie krwi (»Polygal 10 «). Przypominam sobie, że chodziło o 
rosyjskiego komisarza i o_kretyna. Pozostałych dwóch nie pamiętam. 
Jeden z esesmanów stojący na krześle strzelił do Rosjanina z góry 
w jego prawą łopatkę. Wylot naboju znajdował się w okolicy 
śledziony. W opisie zanotowano, że Rosjanin skulił się, po czym 
siadł na krześle i po około 20 minutach zmarł. W protokole 
sekcyjnym opisano przerwanie naczyń płucnych i tętnicy głównej. 
Dalej zapisano, że miejsce uszkodzeń naczyń było zatampowane przez 
twarde skrzepy. Tylko tym można było wytłumaczyć stosunkowo długi 
czas pozostawania jeszcze przy życiu po strzale" 4. 
Rascher wyczuwając możliwość zrobienia na „Polygalu" świetnego 
interesu zarówno finansowego, jak i zawodowego zwrócił się do 
Sieversa o pomoc w utworzeniu fabryczki produkującej ten lek. 
Prosił również o zwolnienie dla tego celu z Dachau odkrywcy leku 
Roberta Feixa. Sprawa zaczęła się jednak nieco komplikować. 
Himmler, zanim wydał decyzję w tej kwestii, zasięgnął opinii 
naukowego konsultanta, naczelnego klinicysty SS prof. Karla 

background image

Gebhard-ta. Gebhardt znał Raschera z poprzednio wykonywanych prób 
i był ustosunkowany do niego nieprzychylnie. Przed wydaniem 
wiążącej opinii zażądał, aby lek wypróbować w zakładzie leczniczym 
w Hohenlychen. Korespondencja, 
3  Pismo Ernsta Grawitza do Siegmunda Raschera (dokument nr 614 
procesu lekarzy w Norymberdze), Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, 
Lpn-4, s. 1011. 
4  Dokument nr 1424 procesu lekarzy w Norymberdze, cytowany za: 
Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 59. 
137 
jaka wywiązała się w tej sprawie, świadczy wyraźnie, jak bardzo 
liczono się z Rascherem ze względu na jego powiązania z Himmlerem. 
W październiku 1943 r. Rudolf Brandt tak pisał do Wolframa 
Sieversa: „Rozwój sprawy >>Polygal 10« nie przebiega tak, jak 
oczekiwał tego Pan i SS-hauptsturmfuhrer Rascher. SS-reichsfiihrer 
omawiał ją z SS-obergruppen-fuhrerem prof. dr. Gebhardtem, który 
jest przekonany, że z różnych powodów trzeba przeprowadzić 
odpowiednie próby w Hohenlychen. Napiszę wkrótce w tej sprawie do 
dr. Raschera i poproszę, aby nie był tym urażony, że nie wszystko 
idzie tak szybko, jak sobie to pierwotnie wyobrażał" 5. 
Rascher nie chciał jednak wypuścić z ręki leku, który wydawał mu 
się rewelacją medyczną. Wczesną wiosną 1944 r. rozpoczęto 
fabryczną produkcję „Polygalu". Do pracy tej został wciągnięty dr 
Kurt Plótner, hematolog. Wkrótce potem gestapo aresztowało 
Siegmunda Raschera, jednakże lek pod kierownictwem Plótnera 
wytwarzano aż do końca wojny. Produkcję podjęto w fabryczce w 
Biesings koło Schlachters nad Jeziorem Bodeńskim. Utworzono tam 
specjalne komando składające się z 10 więźniów i strażników SS z 
Dachau. W tej fabryczce z soku buraków uzyskiwano proszek 
pektynowy, do którego dodawano odwłóknioną krew, witaminy i 
robiono z tego tabletki6. Nad stroną techniczną czuwał dr Robert 
Feix. Produkcja leku była jednak bardzo niewielka. Czyniono 
starania o jej zwiększenie, aby każdy żołnierz miał na swym 
wyposażeniu wraz z opatrunkiem osobistym kilka tabletek 
„Polygalu". 
Co się tyczy leczniczych wartości „Polygalu", to wbrew 
entuzjastycznej ocenie Raschera nie sprawdziły się one w praktyce. 
Związki pektynowe wprawdzie pobudzają wytwarzanie płytek krwi i 
trombiny, ale bardzo nieznacznie. Już w samej zasadzie działania 
leku tkwiły błędy merytoryczne. Doustne podawanie przetworów krwi 
dla poprawy hemostazy nie miało większego sensu, ponieważ w 
przewodzie pokarmowym wszelkie ciała białkowe ulegają roz- 
5  Pismo Rudolfa Brandta do Wolframa Sieversa z 29 X 1943 r. 
(dokument   nr   612   procesu   lekarzy   w   Norymberdze),   
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-4, s. 1088. 
6  Zeznania Alfonsa Ebena, byłego więźnia Dachau. Materiały 
dotyczące doświadczeń na ludziach w obozie w Dachau, tamże, sygn. 
ob. 22. 
138 
kładowi pod wpływem enzymów do aminokwasów i w tej postaci są 
dopiero wchłaniane. Rozpuszczalne natomiast związki pektynowe 

background image

tworzą kwas pektynowy, który przedostaje się ze światła jelit do 
układu naczyniowego. Nierozpuszczalne zaś pektyny, jak np. 
protopektyna czy pek-tyniany wapnia, odgrywać mogą rolę w leczeniu 
biegunek. Tak np. dietę pektynową stosuje się w niektórych 
postaciach biegunek niemowlęcych. Przypuszczenie, że związki te 
przedostając się do krwi mogą sprzyjać jej żelowaniu, a tym samym 
ułatwiać hemostazę, było naiwne. Żelifikacja za pomocą związków 
pektynowych odbywa się w roztworach kwaśnych. Krew zachowuje 
odczyn zasadowy wskutek działania buforów. Gdyby zresztą nawet 
udało się dokonać za pomocą związków pektynowych żelifikacji krwi 
dla przyśpieszenia hemostazy, to prawdopodobnie taki uogólniony 
proces byłby groźniejszy niż lokalne krwawienie. 
W pracy swej Rascher i Haferkamp oświadczyli, że po przyjęciu 5 
gramów „Polygalu" następuje znaczne skrócenie czasu krwawienia i 
krzepnięcia utrzymujące się przez wiele godzin. Stwierdzenia te 
były fałszywe, choć poparte rzekomymi przykładami skuteczności 
tego leku. Wszystko to było obliczone na spodziewany zysk, nie 
miało natomiast uzasadnienia teoretycznego ani praktycznego. 
Pewnego wzmożenia krzepliwości krwi można by dopatrywać się 
jedynie w działaniu witamin, jakie zawierały tabletki „Polygalu". 
Ale i ono, zresztą niewielkie, wymagało pewnego czasu i nię mogło 
być tak błyskawiczne, jak to przedstawiali Rascher i Haferkamp. 
Niewątpliwie największe korzyści z doświadczeń nad „Poly-galem" 
wyniósł Kurt Plótner, następca Raschera. Z produkcji leku czerpał 
bowiem zyski prawie do końca wojny. Pod koniec wojny dostał się do 
niewoli francuskiej. Z pożogi wojennej ocalił więc życie i duży 
majątek. 
Rozdział IV DOŚWIADCZENIA Z WODĄ MORSKĄ 
Doświadczenia na temat przydatności wody morskiej do picia 
W czasie II wojny światowej bardzo często dochodziło do 
torpedowania okrętów i statków oraz strącania samolotów nad 
obszarami wód morskich. Ich załogi często przez wiele dni 
wyczekiwały pomocy. Wiele osób umierało wówczas z braku wody do 
picia. Medycyna wojenna otrzymała więc zadanie wynalezienia 
sposobu przystosowania wody morskiej do picia. 
Od 1942 r. w Instytucie Badawczym Medycyny Lotniczej zagadnieniem 
tym zajmował się dr Konrad Wilhelm Schafer. Z pomocą IG-
Farbenindustrie opracował on metodę odchlorowywania wody morskiej 
i pozbawiania zawartego w niej siarczanu magnezowego. 
Odchlorowywanie odbywało się przez dodawanie soli srebrowej. 
Wytworzony w tej reakcji osad chloru oddzielano za pomocą 
filtracji. Była to więc metoda kłopotliwa w wykonaniu i nieco 
kosztowna ze względu na konieczność używania soli srebrowych. W 
grudniu 1943 r. Konrad Schafer przedstawił władzom swoją metodę. 
Przed wprowadzeniem jej do powszechnego użycia zasięgnięto jednak 
opinii Urzędu Technicznego Rzeszy. Wniósł on zastrzeżenia ze 
względu na konieczność używania srebra, które w okresie wojny było 
surowcem szczególnie deficytowym. W 1943 r. chemik niemiecki, inż. 
Berka, zaproponował inną metodę przystosowania wody 
140 

background image

morskiej do picia. Nie dążył on do usuwania z wody niektórych 
kationów czy anionów, ale proponował uczynić ją smaczniejszą przez 
odpowiednie dodatki cukrowo-wita-minowe. Preparat, który według 
niego miał czynić wodę morską zdatną do picia, nazwał od swego 
nazwiska „Ber-katitem". Berka uważał, że wprowadzone do wody 
morskiej dodatki ułatwiają nerkom wydalanie soli, a tym samym 
staje się ona nieszkodliwa dla zdrowia'. 
Preparat Berki został wypróbowany w Wiedniu w Instytucie Lotnictwa 
na żołnierzach lotnikach przez prof. Sirany'ego. Doświadczenia 
prowadzono przez kilka dni. Dokumenty z ich przebiegu przesłano do 
wglądu i opinii wybitnego nefrologa prof. Eppingera. Eppinger 
stwierdził, że istnieje możliwość korzystnego działania 
„Berkatitu" na wydalanie soli przez nerki. Opinię tę potwierdził 
inny rzeczoznawca prof. Hiibner2. Poparta tymi autorytetami metoda 
inż. Berki stała się więc konkurencyjna dla metody Schafera, a 
ponieważ nie wymagała kosztownych surowców, była uprzywilejowana. 
W celu rozstrzygnięcia, którą metodę wybrać do powszechnego 
zastosowania, odbyła się 19 i 20 maja 1944 r. konferencja u 
generalnego inspektora sanitarnego Luftwaffe w Berlinie gen. płk. 
prof. dr. Oskara Schródera. Dr Schafer wyraził na niej opinię, że 
metoda Berki jest niebezpieczna, a stosowanie jej może prowadzić 
do wyniszczających i grożących śmiercią biegunek. Uwzględniając te 
zastrzeżenia, postanowiono dokonać prób z metodą Berki na 
więźniach obozu koncentracyjnego. Oskar Schróder uzyskał formalną 
zgodę naczelnego lekarza SS Ernsta Grawitza na ich przeprowadzenie 
w obozie, a następnie poprosił o pomoc i zezwolenie Heinricha 
Himmlera. W liście do Himmlera pisał: 
„Lotnictwo wojskowe opracowało dwie metody przystosowania wody 
morskiej do picia. Jedno opracowanie pozbawia wodę morską soli i 
czyni z niej rzeczywiście wodę do picia. Drugie pozbawia wodę 
morską smaku. To ostatnie postępowanie nie wymaga w 
przeciwieństwie do pierwszego żadnych deficytowych surowców. Z 
lekarskiego punktu widzenia musimy uważać to postępowanie, zgodnie 
z dzisiej- 
1  Zeznania dr. Hermanna Becker-Freysenga na procesie lekarzy w 
Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-31, s. 8140. 
2  Tamże. 
141 
szym stanem wiedzy, za szkodliwe. Doprowadzenie stężonych 
roztworów soli może wywołać objawy ciężkiego zatrucia. Dotąd 
prowadzone doświadczenia na ludziach-nie trwały dłużej niż 4 dni. 
Wobec wymagań praktycznych, związanych z sytuacją rozbitków na 
morzu, konieczne są odpowiednie doświadczenia do dni 12. 
Potrzebujemy 40 zdrowych osób doświadczalnych, które musiałyby 
pozostawać przez 4 tygodnie do całkowitej" dyspozycji. Ponieważ 
wiemy z poprzednich doświadczeń, że w obozie koncentracyjnym w 
Dachau istnieją potrzebne pracownie, obóz ten byłby dogodny. 
Kierownictwo doświadczeń ma objąć lekarz sztabowy doc. dr 
Beiglbóck, w czasie pokoju adiunkt Kliniki Chorób Wewnętrznych 
Uniwersytetu w Wiedniu (prof. dr. Eppingera). Inni lekarze zostaną 

background image

powołani przeze mnie do uczestniczenia po otrzymaniu zasadniczej 
zgody"3. 
W tej sprawie wypowiadali się: naczelny klinicysta SS prof. 
Gebhardt, naczelny inspektor obozów koncentracyjnych Richard 
Gliicks i szef policji kryminalnej Ar-thur Nebe. Stwierdzili oni: 
Gebhardt: — Uważam za rzecz bardzo słuszną udzielenie wszelkiego 
poparcia Luftwaffe i wyznaczenie internisty z jednostek SS do 
nadzorowania doświadczenia. 
Gliicks: — Nie ma żadnych sprzeciwów z naszej strony. W miarę 
możliwości powinni zostać do tego użyci Żydzi albo więźniowie 
przebywający na kwarantannie. 
Ńebe: — Wyrażam zgodę. Proponuję użyć do tego aspołecznych 
mieszańców cygańskich w obozie koncentracyjnym Oświęcim. Jeżeli 
reichsfiihrer się zgodzi, imiennie wyznaczę osoby. 
Grawitz: — Pozwalam uczynić sobie zastrzeżenie. Wobec częściowo 
odmiennego pochodzenia Cyganów otrzymanych wyników nie będzie 
można przenieść bezpośrednio na naszych mężczyzn. Byłoby pożądane 
wyznaczyć więźniów, których można porównać z ludnością europejs-
ką4. 
3  Pismo Oskara Schródera do Heinricha Himmlera w sprawie 
eksperymentów dla badania przydatności wody morskiej do picia 
cytowane za: Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 67—68. 
4  Pismo Ernsta Grawitza do Heinricha Himmlera z 28 VI  1944 r. 
(dokument   nr   179   procesu   lekarzy   w   Norymberdze),   
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-24, s. 16—17. 
142 
Himmler zarządził, że do prób mają być użyci Cyganie, a dodatkowo 
jeszcze trzej inni więźniowie5. 
Do przeprowadzenia badań wyznaczono Wilhelma Beigl-bócka. Na 
początku wojny został on przydzielony do Luftwaffe i w owym czasie 
pracował w szpitalu lotniczym w Tarviso we Włoszech. Pod koniec 
czerwca 1944 r. odwołano go do zadań specjalnych w Dachau. Lekarzy 
SS przydzielonych do pomocy Beiglbóckowi reprezentował dr Kurt 
Plótner. W Dachau przejął on stację doświadczalną Ahnenerbe po 
aresztowaniu Raschera. Nad całością prac, ich stroną organizacyjną 
i administracyjną miał czuwać Wolfram Sievers, nad Fachową zaś 
kierownik I Kliniki Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu w Wiedniu, 
przełożony Wilhelma Beiglbócka, prof. Eppinger. 
Ofiary do badań wybrano spośród Cyganów na apelu w obozie 
koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Zaproponowano im, by ochotniczo 
zgłaszali się do „lepszego komanda". Pośród ochotników wybrano 44 
więźniów i przesłano ich do Dachau. Wilhelm Beiglbóck dla 
zapoznania się z warunkami doświadczeń przeprowadził je najpierw 
na sobie. Polegały one na piciu wody morskiej, osłodzonej 
„Berkatitem", przez cztery i pół dnia. Przed rozpoczęciem 
właściwych prób dokarmiano wybranych więźniów pełnymi racjami 
lotniczymi przez kilka dni. Natomiast w okresie prób otrzymywali 
oni jedynie lotnicze racje ratownicze. 
Badani zostali podzieleni na pięć grup bardzo ściśle 
kontrolowanych. Grupa pierwsza nie otrzymywała nic do picia. Grupa 
druga dostawała w dowolnych ilościach wodę morską. Trzecia — 500 

background image

ml wody morskiej dziennie, ale z dodatkiem „Berkatitu". Czwarta — 
litr wody morskiej z „Berkatitem". Piąta natomiast, stanowiąca 
grupę porównawczą, dostawała 1000 ml zwykłej wody dziennie. W 
okresie późniejszym wodę zwykłą zastąpiono wodą morską, 
oczyszczoną „Wofatitem", tj. preparatem Schafera. Więźniowie 
otrzymywali przez cały czas próby dietę lotniczą. U wszystkich 
osób wykonywano różne badania, jak np. badania chemiczne krwi i 
moczu oraz oznaczano dokładny bilans wodny. W ten sposób 
prowadzono doświadczenia na każdym więźniu przez 10 dni. 
5 Pismo Rudolfa Brandta do Ernsta Grawitza (Akta norymberskiego 
procesu lekarzy), tamże, sygn. ATW-1, Lpn-5, s. 533. 
143 
Na rozprawie w Norymberdze Wilhelm Beiglbóck twierdził, że 
więźniowie osobiście oświadczyli mu, iż są ochotnikami, co 
potwierdzili oficerowie SS . Nietrudno jednak zrozumieć, dlaczego 
zapytywani Cyganie składali takie oświadczenia. Doświadczenia 
miały wyjaśnić: 
a)  co jest korzystniejsze: powstrzymywanie się od picia płynów 
czy picie wody morskiej w dowolnych ilościach, 
b)  czy „Berkatit" stwarza możliwości lepszego tolerowania przez 
ustrój wody morskiej. 
Jakie były wyniki przeprowadzonych doświadczeń? Beiglbóck 
osobiście stwierdził, że u badanych występowały obrzmienia 
wątroby, zaburzenia nerwowe i psychiczne. Podkreślał jednak, że w 
trakcie prób nie zanotowano ofiar śmiertelnych i że zawsze 
przerywano doświadczenie, jeżeli lekarz obserwujący badanych 
stwierdzał przeciwwskazania do ich kontynuowania. Beiglbóck 
utrzymywał, że wszyscy Cyganie po zakończeniu eksperymentu zostali 
doprowadzeni do stanu pełnego zdrowia . Istnieją jednak opinie 
odmienne8. Według świadka Viewega dwóch albo trzech więźniów 
zmarło w następstwie tych doświadczeń. „Mogę na pewno twierdzić, 
że zmarli zostali przekazani do tzw. kostnicy rewirowej (Revier-
Totenkammer) "9. Nawet szef sanitariatu Luftwaffe prof. Oskar 
Schróder był przekonany, że po sześciu dniach doświadczeń 
występowały ujemne skutki dla zdrowia10. Niewątpliwie badani 
doznawali ogromnych cierpień z powodu wielodniowego pragnienia. 
Były więzień Dachau, pracownik rewiru obozowego, tak wspomina te 
doświadczenia: 
„Nawet dla laika rozpoznawalnymi objawami głodzenia i braku wody 
były: nerwowość, stany podniecenia, nasilone nieraz aż do obłędu. 
Podnieceni byli wiązani do łóżek. U niektórych występowała apatia 
i utrata przytomności. Obserwowano również objawy osłabienia 
mięśnia serca. Subiektywnie pacjenci cierpieli z głodu i 
wzrastającego 
6  Zeznanie Wilhelma Beiglbócka na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-30, s. 8142. 
7  Tamże. 
8  Zeznania Konrada Schafera na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-3, s. 546. 
9  Zeznania Viewega na procesie lekarzy w Norymberdze, tamże, 
sygn. ATW-1, Lpn-21, s. 8355—8358. 

background image

10  Oświadczenie Oskara Schródera na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże, s. 101. 
144 
pragnienia, które przez picie słonej wody morskiej stawało się 
jeszcze gorsze. Pragnienie to było tak silne, że niektórzy nie 
wahali się pić brudną wodę używaną do mycia podłóg. Gdy pacjenci 
ci jedni po-drugich leżeli prawie umierający, wstrzykiwano im 
surowicę. Nie jest mi znane, czy w następstwie tych prób były 
przypadki śmierci lub trwałe uszkodzenia zdrowia. Przyjmuję 
jednak, że było to możliwe" n. 
W październiku 1944 r. Wilhelm Beiglbóck przedstawił wyniki 
doświadczeń w obszernym raporcie na specjalnej konferencji w 
Berlinie. Stwierdzono na niej, że metoda Berki jest całkowicie 
nieużyteczna dla lotnictwa. Wynik taki zresztą łatwo było 
przewidzieć z góry. Doświadczenia te miały jednak pewną wartość 
praktyczną. Odpowiedziały one na pytanie, co jest lepsze: 
całkowite powstrzymywanie się od picia wody morskiej, czy też 
umiarkowane jej przyjmowanie. Beiglbóck stwierdził we wnioskach ze 
swych obserwacji, że woda morska przyjmowana w małych ilościach 
nie powoduje biegunek i że wypicie zwykłej wody pomiędzy 
popijaniem wody morskiej daje dobre wyniki. Innymi słowy według 
Beiglbócka picie małych ilości wody morskiej jest lepsze niż 
powstrzymywanie się od niej. Dodatkowo Beiglbóck stwierdził, że 
preparat Schafera — „Wofatit", usuwa szkodliwe składniki z wody 
morskiej i czyni ją bezpieczną do picia. Z tych wniosków lotnictwo 
niemieckie nie wyciągnęło żadnych wniosków. 
Z punktu widzenia medycznego dziwne wydaje się, że w ogóle mogło 
dojść do tego rodzaju doświadczeń. Woda morska bez odsolenia nie 
mogła stawać się nieszkodliwą tylko dlatego, że zmieniono jej smak 
przez dodanie cukru. Picie wody morskiej, a więc roztworów 
hipertonicznych, musiało powodować zespół przewodnienia 
charakteryzujący się wzrostem przestrzeni wodnej pozakomórkowej. 
Zawarte w wodzie morskiej sole magnezu z kolei sprzyjają 
biegunkom, podwyższając tym samym przewodnienie hiper-toniczne ze 
wszystkimi jego groźnymi skutkami: zaburzeniami świadomości, 
śpiączką, niewydolnością lewokomorową i obrzękiem płuc. Jeśli 
doszło jednak do prowadzenia tych doświadczeń, to duża w tym wina 
Eppingera i Hiibnera. Oceniając doświadczenia Sirany'ego w Wiedniu 
nad wartoś- 
11 Oświadczenie byłego więźnia Brauera na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże, sygn. ATW-1, Lpn-3, s. 413—415. 
10 — Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
145 
cią „Berkatitu", doszli oni do fałszywego wniosku, że preparat ten 
zwiększa zdolność nerek do zagęszczania. W istocie rzeczy, 
zwiększając we krwi zawartość soli — otrzymywali również 
zwiększone jej wydalanie przez nerki, a więc większą zdolność do 
zagęszczania n. 
12 Sprawa doświadczeń Beiglbócka nurtowała po wojnie-niemieckich 
internistów, którzy nie mogli pogodzić się z jego skazaniem. W 
kilka lat po zakończeniu wojny Niemiecki Zjazd Internistów powołał 

background image

specjalną komisję dla przeprowadzenia dochodzenia w tej sprawie. 
Po zapoznaniu się z dokumentami procesowymi w sprawie Beiglbócka 
komisja w składzie trzech profesorów: Óhme, Heilmeyera i Schóna, 
orzekła, że wprawdzie Beiglbóck dopuścił się uchybienia w doborze 
i sposobie pozyskiwania osób do doświadczeń oraz co do miejsca 
wykonywania badań, to jednak błędów tych nie można uznać za czyny 
przestępcze, ponieważ żadna z osób użytych do prób nie poniosła 
uszczerbku na zdrowiu. Cyt za:A. Mitscherlich, F. Mielke, 
Nieludzka medycyna. 
-, Rozdział V DOŚWIADCZENIA TOKSYKOLOGICZNE 
Próby z akonityną 
Nieco odmienne od poprzednio opisywanych były doświadczenia z 
akonityną przeprowadzane w 1944 r. Celem ich było zbadanie, czy 
umieszczenie akonityny w pociskach może powodować śmierć — przy 
niegroźnych postrzałach. Akonityną, jak wiadomo, jest jedną z 
najsilniejszych trucizn roślinnych, wywołującą śmierć przez 
porażenie ośrodka oddechowego lub zatrzymanie akcji mięśnia serca. 
W celu przeprowadzenia doświadczeń wybrano więźniów obozu w 
Sachsenhausen, obywateli radzieckich, skazanych na śmierć. 
Przygotowano odpowiednio spreparowane pociski, którymi miano 
przestrzeliwać uda skazańców. Wyznaczeni lekarze SS mieli 
natomiast oceniać objawy zatrucia i przebieg śmierci. W skład 
komisji wchodzili: przedstawiciel Instytutu Techniki Kryminalnej, 
chemik inż. dr Herbert Widmann, doc. dr Joachim Mrugowsky, dr 
Erwin Ding--Schuler — kierownik Stacji Badań nad Durami i Wirusami 
Instytutu Higieny Waffen SS w Buchenwaldzie, oraz przedstawiciel 
komendantury obozu — Otto Bóhm SS-haupts-charfuhrer1. Egzekucja 
odbyła się 11 września 1944 r. Ojej przebiegu tak zeznał na 
procesie norymberskim Joachim Mrugowsky: 
1 Komunikat Międzynarodowej Służby Poszukiwawczej Czerwonego 
Krzyża w Arolsen o eksperymentach pseudomedycznych w obozach 
koncentracyjnych, relacja nie- publikowana. 
147 
„Rozmawiałem ze skazańcami. Znali oni język niemiecki. Byli to 
prawdopodobnie Niemcy. Uważałem ich za volks-deutschów, których 
wówczas duża liczba była w Niemczech 2. Nie miałem żadnych 
możliwości wglądu w wyrok. Rozkaz stracenia wydał przedstawiciel 
komendantury. Inny zaś strzelał. Moim zadaniem było stwierdzić 
śmierć i objawy zatrucia. To ostatnie wziął na siebie dr Ding. 
Widok tej egzekucji jest dla mnie najokropniejszym przeżyciem 
mojego życia. Nie mogłem skrócić objawów zatrucia, gdyż przeciwko 
akonitynie nie miałem żadnej odtrutki. Poza tym głównym celem 
doświadczenia było ustalenie czasu trwania objawów zatrucia. Każdy 
ze skazańców otrzymał jeden strzał w udo. Dwie osoby z tych pięciu 
zostały zabite następnym strzałem, ponieważ pierwszy strzał 
rozszarpał główną żyłę przedramienia. Pozostali doznali jedynie 
zranienia tkanki mięśniowej i u nich wystąpiły po pewnym czasie 
objawy zatrucia"3. 
Według zeznań Kogona złożonych na procesie w Norymberdze w czasie 
wykonywania tych prób jeden z radzieckich jeńców rzucił się na 
Mrugowsky'ego z nożem, który udało mu się gdzieś zdobyć i ukryć. 

background image

Zamach się nie udał. Więzień został przez esesowców pochwycony i 
rozstrzelany4. Po zakończeniu egzekucji Mrugowsky przygotował 
raport dla Instytutu Techniki Kryminalnej. W raporcie napisał 
między innymi5: 
„U wszystkich skazańców objawy były zadziwiająco zgodne. W 
pierwszych chwilach nie zauważono nic szczególnego. Po upływie 20—
25 minut wystąpił niepokój ruchowy. 
2  W wykazie Międzynarodowej Służby Poszukiwawczej Czerwonego 
Krzyża podaje się liczbę sześciu więźniów. Według danych z procesu 
załogi obozu w Sachsenhausen miało być ich czterech (Protokół 
procesu, t. II, s. 101),, a według zeznań Mrugowsky'ego — pięciu. 
Zdaniem Mrugows-ky'ego ofiarami byli Niemcy. W sentencji wyroku 
norymberskiego figurują Rosjanie, w sprawozdaniu zaś z procesu 
załogi Sachsenhausen — Rosjanie i Polacy. Według tego sprawozdania 
więźniów do badań wybrała komisja wspólnie z lekarzem obozowym 
obozu w Sachsenhausen Heinzem Baum-kótterem. Joachim  Mrugowsky 
twierdził,  że nie dokonywano żadnej selekcji, a ofiarami byli 
skazani wyrokiem sądowym rabusie uliczni. 
3  Zeznania Joachima Mrugowsky'ego, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, 
Ldn-33, s. 164—170. 
4  Zeznania Eugena Kogona na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-5, s. 1229. 
5  Raport Joachima Mrugowsky'ego dla Instytutu Techniki 
Kryminalnej w Berlinie cytowany za: Wyrok wraz z uzasadnieniem..., 
s. 124—125. 
148 
Po upływie 40—44 minut rozpoczął się silny ślinotok: osoby zatrute 
połykają często. Później ślinotok nasila się tak, iż nie można go 
opanować przez połykanie. Następnie pojawia się dławienie i 
wymioty. U dwóch osób tętno stało się niewyczuwalne po upływie 58 
minut. Po upływie 90 minut jedna z osób odzyskała głęboki oddech. 
Jednocześnie utrzymywała się silna skłonność do wymiotów. Niepokój 
ruchowy wzmógł się do tego stopnia, że osoby poddane doświadczeniu 
zrywały się, ponownie opadały, przewracały oczami, wykonywały 
rękami bezcelowe ruchy. W końcu niepokój zelżał. Zgon nastąpił po 
upływie 121, 123 i 129 minut od chwili postrzelenia". (Patrz 
również Aneks 3 — Dokument nr 7). 
Z jakiegokolwiek punktu widzenia patrzyłoby się na te okrutne i 
śmiertelne doświadczenia, należy je uznać za bezcelowe. To, że 
akonityna jest silną trucizną, wie każdy-toksykolog. Znane są 
również objawy zatrucia nią i nie trzeba było specjalnie ich 
wywoływać, aby potwierdzić je w doświadczeniach na ludziach. 
Wiadomo, że akonityna w tej czy innej postaci wprowadzona do 
ustroju musi wywołać jego śmierć. Natomiast czas śmierci od chwili 
podania trucizny zależy od wielkości dawki, sposobu jej podania i 
od indywidualnych cech fizycznych ofiary. Dla zaspokojenia 
ciekawości można było więc przeprowadzić odpowiednie doświadczenia 
na zwierzętach. 
Joachim Mrugowsky, broniąc się przed zarzutami uczestnictwa w tej 
okrutnej zbrodni na rozprawie w Norymberdze, oświadczył, że nie 
jest winien śmierci więźniów użytych do doświadczeń akonitynowych, 

background image

gdyż był jedynie ich obserwatorem. Międzynarodowy Trybunał 
Wojskowy w Norymberdze stwierdził jednak, że nie było to legalne 
stracenie, lecz zbrodniczy eksperyment lekarski: „Jakkolwiek 
regulamin wojny lądowej może w pewnych warunkach uznać zgodność z 
prawem wykonania wyroku przez rozstrzelanie, w żadnych 
okolicznościach nie będzie jednak aprobował uśmiercania przez 
okaleczenie lub tortury"6. 
6 Tamże. 
Rozdział VI EKSPERYMENTY Z GAZAMI BOJOWYMI 
Doświadczenia z fosgenem 
Doświadczenia takie przeprowadzano na więźniach w obozie 
koncentracyjnym w Natzweiler-Struthofie. Jedna grupa doświadczeń 
dotyczyła zapobiegania zatruciu fosgenem, a druga leczenia zatruć 
tym gazem. 
Doświadczenia nad zapobieganiem zatruciu fosgenem 
Próby z fosgenem wykonywano w obozie w Natzweiler w bloku nr 3. 
August Hirt, profesor anatomii Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu 
Rzeszy w Strasburgu, współpracownik stowarzyszenia Ahnenerbe, 
zorganizował tam stację badawczą. W niej w 1943 r. przeprowadzał 
próby fosgenowe Otto Bickenbach. 
Otto Bickenbach, od 1931 r. członek NSDAP oraz członek SA, przed 
przybyciem do Strasburga był kierownikiem Kliniki Chorób 
Wewnętrznych w Heidelbergu. Tuż przed wybuchem II wojny światowej 
powołano go do wojska na stanowisko lekarza sztabowego. W wojsku z 
własnej inicjatywy zajął się zagadnieniem łagodzenia szkodliwości 
par fosgenu na ustrój ludzki. W doświadczeniach przeprowadzanych 
na zwierzętach Bickenbach stwierdził, że urotropina łagodzi skutki 
działania par fosgenu'. O tych spostrzeżeniach złożył raport swoim 
przełożo- 
1 Zeznania Ottona Bickenbacha na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-1, s. 5. 
150 
nym. Uznano je wówczas za interesujące. Zaniechano jednak dalszych 
badań, ponieważ w dotychczasowych działaniach wojennych strony 
walczące nie stosowały gazów bojowych. 
W 1941 r. przeniesiono Bickenbacha do Strasburga, gdzie Niemcy po 
zakończeniu kampanii francuskiej zorganizowali Uniwersytet Rzeszy. 
Tam nawiązał kontakt z Augustem Hirtem — reprezentującym 
stowarzyszenie Ahnenerbe i mającym duże możliwości przeprowadzania 
doświadczeń na więźniach pobliskiego obozu koncentracyjnego w 
Natzwei-ler. W 1943 r. dowództwo niemieckich sił zbrojnych 
otrzymało rzekomo wiadomość, że Anglicy i Amerykanie w związku z 
przygotowywaną inwazją na Europę zamierzają użyć gazów bojowych. 
Niemiecka służba wywiadowcza donosiła, że Amerykanie, którzy 
wówczas wylądowali w Afryce Pomocnej, zmagazynowali tam około 50 
tysięcy ton fos-genu2. Te okoliczności spowodowały, że Otto 
Bickenbach otrzymał polecenie wznowienia prób z fosgenem na 
więźniach. Himmler uważał bowiem próby przeprowadzane na 
zwierzętach za niemiarodajne. 
Bickenbach oświadczył na procesie w Norymberdze, że protestował 
przeciwko tej decyzji i że wyrażał gotowość poddania się osobiście 

background image

próbom fosgenowym. Zabroniono mu jednak tego, uwzględniając ich 
ryzyko i możliwość dysponowania dowolnie więźniami. Bickenbacha 
ponaglano do przeprowadzenia prób, ponieważ Niemcy nie dysponowali 
dostateczną liczbą masek przeciwgazowych. Według zeznań 
Bickenbacha pierwsze próby wykonał on na sobie, wykorzystując 
komorę gazową, znajdującą się w Forcie Neya. Dopiero potem 
rozpoczął próby na więźniach obozu koncentracyjnego w Natzweiler3. 
W pierwszej serii użyto do badań 14 więźniów nieznanej 
narodowości. Części z nich wstrzykiwano dożylnie urotropinę lub 
podawano doustnie, a następnie w komorze gazowej zmuszano ich do 
wdychania par fosgenu w określonej dawce. Więźniowie z grupy 
porównawczej otrzymywali placebo zamiast uro-tropiny. W 
przeprowadzaniu doświadczeń pomagali Bic-kenbachowi jego 
asystenci: Helmuth Ruhl i Letz. Według Bickenbacha w pierwszej 
serii nie zanotowano żadnego przypadku śmierci. Tylko jedna osoba 
zachorowała w na- 
2   Tamie. 
3  Tamże. 
151 
stępstwie tych prób. Natomiast w drugiej serii, podjętej w 1944 
r., w następstwie doświadczeń zmarło 4 więźniów, a 11 poważnie 
zachorowało. Do badań.nie brano w ogóle ochotników, lecz jeńców 
wojennych, głównie Rosjan. Dlaczego nie poprzestano na pierwszej 
grupie doświadczeń? 
Według zeznań Bickenbacha zwierzchnicy oceniający jego 
doświadczenia uznali, że nie odpowiadają one warunkom bojowym. 
Polecono zatem zwiększyć dawki fosgenu i nakazano, aby ofiary po 
wyprowadzeniu z komory gazowej zmuszano do dłuższego biegu. Próby 
te przeprowadzono w lipcu 1944 r. Sprawozdanie z dokonanych 
doświadczeń Bickenbach przesłał Karłowi Brandtowi — komisarzowi 
Rzeszy do spraw zdrowia. Przebieg doświadczeń można ocenić z 
wybranych oświadczeń z raportu: 
„...Przeprowadzono doświadczenia na 40 więźniach nad zastosowaniem 
zapobiegawczo heksametylenotetraminy przed zatruciem fosgenem. 
Dwunastu z nich podawano środek doustnie, dwudziestu dożylnie, a 
ośmiu służyło do kontroli. 
...Osobami doświadczalnymi byli ludzie w średnim wieku, prawie 
wszyscy w złym stanie odżywienia i z upadkiem sił. 
...Charakterystyczne jest doświadczenie XV. Z czterech osób 
doświadczalnych jednej zapobiegawczo podano środek doustnie, 
drugiej dożylnie, trzecia otrzymała wstrzyknięcia dożylne 
heksametylenotetraminy po zatruciu — celem zbadania skuteczności 
leku, czwartej nie podano żadnego leku. Owe cztery osoby 
wprowadzono do komory, w której rozbito ampułkę z 2,7 g fosgenu. 
Osoby doświadczalne przebywały 25 minut w tym pomieszczeniu. 
Człowiek, który otrzymał lek dożylnie, był zdrów bez najmniejszych 
dolegliwości ani objawów. Badany, który pobrał lek doustnie, 
dostał lekkiego obrzęku płuc, potem zapalenia płuc i opłucnej, 
które przetrzymał. Jedna z osób kontrolowanych wytrzymała również 
obrzęk płuc, druga zmarła po niewielu godzinach, a sekcja jej 

background image

wykazała zmiany bardzo ciężkiego obrzęku płuc. (Raport wymienia 4 
zgony i 12 zachorowań)"4. 
Dalsze badania Bickenbacha w Natzweiler przerwał zbliżający się 
front. Próby okazały się zresztą nieprzydatne, gdyż 
4 Dokument nr 1852 procesu lekarzy w Norymberdze cytowany za: 
Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 172. 
152 
 
inwazja na Europę rozpoczęła się bez użycia gazów bojowych, a 
również i dalszy przebieg działań wojennych nie wskazywał na 
potrzebę ich użycia. 
Nie ulega żadnej wątpliwości, że doświadczenia Bicken-baclia 
nosiły wszelkie znamiona wielokrotnych morderstw, dokonywanych z 
premedytacją i połączonych z torturami osób użytych do badań. 
Wykonanie prób na więźniach wyniszczonych (co Bickenbach podkreśla 
w swym raporcie) nie pozwalało na wysnucie właściwych wniosków 
naukowych. Gdyby nawet przyjąć, że urotropina skutecznie zapobiega 
zatruciu fosgenem, to przecież w doświadczeniach osobom z grupy 
porównawczej nie podawano tego leku. Bez żadnej więc ochrony 
poddano więźniów działaniu gazu, zdając sobie sprawę, że może on 
powodować śmierć, zwłaszcza tak wyniszczonych ofiar. 
Można by jednak zadać pytanie, jaki był mechanizm skutecznego 
działania urotropiny w zatruciu fosgenem? 
Bickenbach (internista) opierał się na własnych spostrzeżeniach 
klinicznych, że w niektórych przypadkach niedomogi krążenia, 
objawiającej się obrzękiem płuc, pewną rolę mogą odgrywać 
zwiększone procesy wykrzepienia. Poszukiwał zatem różnych środków 
farmakologicznych przeciwko obrzękowi płuc i zaobserwował 
skuteczne działania urotropiny. Per analogiom uznał, że lek ten 
może być również korzystny w zwalczaniu fosgenowego obrzęku płuc. 
W rzeczywistości urotropina nie ma istotnego wpływu na czynniki 
krzepnięcia krwi. W roztworze kwaśnym urotropina rozpada się na 
amoniak i formaldehyd. Ten ostatni związek wydzielany z moczem 
może powodować garbowanie śluzówki dróg moczowych. Z kolei fosgen 
w środowisku wodnym rozpada się na kwas solny, uszkadzający błonę 
śluzową drzewa oskrzelowego. Ten sam kwas solny w obecności 
urotropiny mógł sprzyjać denaturacji białek śluzówki drzewa 
oskrzelowego i w następstwie tego tworzenia się bloku 
włośniczkowo-pęcherzykowego utrudniającego przenikanie płynów 
tkankowych do światła uszkodzonych pęcherzyków. Taki mógłby być 
hipotetyczny mechanizm ochronnego działania urotropiny w zatruciu 
fosgenem. 
153 
Badania doświadczalne nad leczeniem osób zatrutych fosgenem 
W czerwcu 1942 r. Himmler zlecił Augustowi Hirtowi prowadzenie 
doświadczeń z fosgenem w obozie koncentracyjnym w Natzweiler5. O 
ile doświadczenia Bickenbacha dotyczyły problematyki zatruć 
fosgenowych, o tyle Hirta interesowała terapia. Dysponował on w 
obozie koncentracyjnym specjalną komorą, a jako kierownik stacji 
„H" miał szerokie pełnomocnictwa. 

background image

Trudno jest ustalić, na czym bliżej polegały doświadczenia Hirta, 
jak również, ile użył do nich więźniów. Hirt zajmował się 
zasadniczo doświadczeniami nad leczeniem ran iperytowych i zbiorem 
szkieletów dla celów antropologicznych. Pewne światło na 
doświadczenia Hirta rzucają zeznania Ferdynanda Holla, byłego 
więźnia Natzweiler, który przez jakiś czas pracował w specjalnej 
stacji Ahnenerbe w tym obozie: 
„...Były to doświadczenia w komorze gazowej. ...Gaz był w małych 
ampułkach 1—2 ml... Więźniów wprowadzano do komory gazowej. 
Wchodziło do niej za każdym razem dwóch ludzi. Komorę gazową 
zamykano, po czym jeden z więźniów musiał rozbić ampułki, tak że 
musieli oddychać gazem, który się wydobywał. Potem ich przenoszono 
(częściowo byli oni nieprzytomni) do rewiru Ahnenerbe i tam dalej 
ich leczono lub obserwowano przebieg choroby. Niektórzy więźniowie 
dusili się z powodu braku powietrza. Częściowo używałem tlenu, aby 
spowodować powrót czynności oddechowej. Widziałem płuca ludzi, 
którzy zaraz potem byli sekcjonowani w Ahnenerbe. Dopóki byłem 
tam, a byłem do 1943 roku, a więc mniej więcej przez rok, kiedy 
wykonywano te doświadczenia — przeprowadzono je na około 150 
osobach w poszczególnych seriach. ...W czasie pierwszych 
doświadczeń, w których toku robiono cztery posiedzenia, umierało 
przeciętnie po 7—8 osób spośród 30"6.   . 
Z zeznań Holla wynika, że Hirt początkowo zatruwał 
5  Zeznania Ottona Bickenbacha na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-1. 
6  Zeznania Ferdynanda Holla na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-5, s. 1093. 
154 
więźniów fosgenem, potem poddawał nieznanej próbie leczenia. Po 
zakończeniu doświadczeń więźniów, którzy je przeżyli, 
prawdopodobnie kierowano do zgładzenia. 
Doświadczalne leczenie owrzodzeń poiperytowych 
Doświadczenia te wykonywano w Natzweiler-Struthofie i w 
Sachsenhausen. 
W Sachsenhausen próbowano leczyć poiperytowe owrzodzenia u 
więźniów za pomocą środka oznaczonego symbolem „H" (od nazwiska 
projektodawcy Holzmanna) i „F-1001". Głównym motywem badań była 
obawa przed zastosowaniem gazów bojowych przez przeciwnika. 
Zachodziła więc konieczność typowania najskuteczniejszych środków 
leczniczych,, mogących łagodzić następstwa wojny chemicznej. 
Pierwsze próby iperytowe rozpoczęto bardzo wcześnie, bo już 
jesienią 1939 r. Himmler wydał wówczas stosowne polecenie 
naczelnemu lekarzowi SS Grawitzowi. O próbach iperytowych tak 
wypowiedział się Rudolf Brandt: 
„Pod koniec 1939 roku w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen 
przeprowadzono próby na więźniach, którzy w pewnej części zgłosili 
się dobrowolnie. Chciano wypróbować skuteczność leczenia ran 
iperytowych różnymi środkami. Iperyt jest gazem trującym znanym 
ogólnie jako gaz musztardowy. Przedsięwzięto próby na więźniach. U 
osób poddanych doświadczeniom na różne miejsca ciała nakładano 

background image

iperyt wywołując rany. Następnie stosowano różne sposoby leczenia, 
aby ocenić ich skuteczność"7. 
Pierwsze próby z iperytem przeprowadził w obozie koncentracyjnym w 
Sachsenhausen lekarz obozowy SS-unter-sturmfuhrer Walter i 
zakończył je 22 grudnia 1939 r. Wykonano je na 23 więźniach. W 
czasie rozprawy norymberskiej obrońca Rudolfa Brandta dowodził, że 
próby te nie były niebezpieczne dla więźniów i że wykonano je 
wyłącznie na Niemcach, gdyż jesienią 1939 r. nie było jeszcze osób 
7 Dokumenty obrony Karła Brandta na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże, sygn. ATW-1, Ldn-2, s. 80—91. 
155 
innych narodowości8. W istocie jednak już we wrześniu 1939 r. 
umieszczono w obozie w Sachsenhausen grupę 900 obywateli polskich 
pochodzenia żydowskiego. Według raportu Sonntaga w wyniku 
doświadczeń powstawały stany septyczne, a więc bardzo 
niebezpieczne dla życia ofiar. W raporcie Sonntaga dla lekarza 
naczelnego SS Ernsta Grawitza czytamy: 
„Oparzenia wykonywano na obu ramionach. Za pomocą platynowej ezy 
nakładano olej »O« na skórę o powierzchni równej wielkości 
dwumarkowej monety. Trzeciego bądź czwartego dnia powstałe 
oparzenia zakażano florą bakteryjną zawierającą paciorkowce, 
gronkowce oraz pneumokoki. W przypadkach oznaczonych 1—4 zakładano 
wilgotny opatrunek ze środkiem »H« w rozcieńczeniach od 1:9 do 
1:12, natomiast przypadki 5—8 leczono na prawej ręce środkiem »H« 
w rozcieńczeniu od 1:9 do 1:20, a na lewej środkiem »F-1001«. 
Opatrunki zmieniano codziennie, a po ośmiu dniach co drugi 
dzień"9. 
Z raportu Sonntaga wynika, że żaden z proponowanych środków do 
leczenia owrzodzeń poiperytowych nie okazał się wartościowy. Po 
czterech tygodniach utrzymywało się zakażenie owrzodzeń leczonych 
różnymi środkami. Wniosek, że oparzenia iperytem nie zakażone 
goiły się lepiej niż zakażone — nie wymagał potwierdzenia 
doświadczeniami na ludziach i wynikał z logicznych przesłanek. 
W 1944 r. w Sachsenhausen na pięciu więźniach skazanych na śmierć 
przeprowadzono doświadczenia z nowym środkiem przygotowywanym 
przez Niemców na wypadek wojny chemicznej. Badania miały wyjaśnić 
jego działanie na ustrój ludzki. Doświadczenia te wykonano w 
listopadzie 1944 r. Przeprowadzał je kierownik Urzędu Technicznego 
Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, Schwab, jako eksperci 
medyczni wspomagali go lekarze SS: Sachs (patolog) i Plótner 
(hematolog). Byli to lekarze spoza załogi Sachsenhausen, przysłani 
jedynie dla przeprowadzenia doświadczeń. Po ich zakończeniu ofiary 
wymordowano. Potrzeba przeprowadzenia tych prób miała wynikać z 
na- 
8  Zeznania Rudolfa Brandta na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, ATW-1, Lpn-5, s. 1052—1053. 
9  Raport Sonntaga o próbach iperytowych z 22 XII 1939 r. 
(dokument nr 196 procesu lekarzy w Norymberdze), fotokopia z 
„Nationale Mahn und Gedenkstatte Sachsenhausen". 
156 

background image

pływających w 1944 r. wiadomości o rzekomym przygotowaniu gazów 
bojowych przez Anglików i Amerykanów. Bardzo interesujący jest 
list naczelnego lekarza SS Ernsta Grawitza do swego szefa SS-
reichsfuhrera Heinricha Himm-lera w sprawie wykonania tych prób. 
Warto zapoznać się z tym listem bliżej: 
„Szef Technicznego Urzędu w Głównym Zarządzie Gospodarczym SS — 
SS-gruppenfiihrer Schwab zwrócił się do mnie we wrześniu tegoż 
roku z prośbą o przekazanie mu dwóch lekarzy, którzy jako biegli 
medyczni byliby świadkami doświadczeń z substancją »N«. Dla tych 
celów wytypowałem czołowego patologa: SS-hauptsturmfuhrera dr. Sa-
chsa, jak również lekarza pracującego w Ahnenerbe SS-
hauptsturmfuhrera Plótnera. W związku z tymi doświadczeniami 
zaszła konieczność przeprowadzenia kilku doświadczeń na ludziach 
dla wyjaśnienia ostatecznie fizjologicznego działania substancji 
»N« na skórę ludzką. Potrzeba pięciu więźniów dla wykonania tych 
doświadczeń. 
Zgodnie z Pańskim rozkazem z 15 maja 1944 roku pozyskałem opinię 
SS-gruppenfiihrera prof. dr. Gebhardta, SS-gruppenfiihrera 
Gliicksa i SS-oberfiihrera Panzigera. Brzmią one następująco: 
1.  SS-gruppenfiihrer prof. dr Gebhardt: 
Jestem całkowicie zgodny z wyrażoną sugestią i wnoszę, aby nadzór 
nad doświadczeniami wykonywał bezpośrednio naczelny lekarz SS i 
policji. 
2.  SS-gruppenfiihrer Gliicks10: 
Dla tych celów wyznaczyłem pięciu więźniów w obozie 
koncentracyjnym w Sachsenhausen skazanych na śmierć. Na nich będą 
mogły być wykonane doświadczenia. 
3.  SS-oberfiihrer Panziger11: 
Z punktu widzenia kryminalnej policji nie widzę przeszkód dla 
wykonania doświadczeń. Nie mam nic przeciwko przekazaniu więźniów 
do badań" 12. 
10 Richard Gliicks był szefem Amtsgruppe D (obozy koncentracyjne) 
w Wirtschafts- Yerwaltunghauptamt (WVHA) — Główny Urząd Administ-
racyjno-Gospodarczy SS. 
Friedrich Panziger był szefem urzędu V, to jest centralnego urzędu 
policji kryminalnej Rzeszy w Reichsicherheitshauptamt — Główny 
Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy. 
l! Pismo naczelnego lekarza SS do SS-reichsfiihrera z 22 XI 1944 
r. (dokument nr 005 procesu lekarzy w Norymberdze), fotokopia, 
tamże. 
157 
;if|iHa 
Doświadczenia nad leczeniem owrzodzeń poiperytowych przeprowadzono 
również w Ńatzweiler-Struthofie. Wykonywał je profesor anatomii 
August Hirt. Wychodził on z założenia, że profilaktyczne 
przyjmowanie witaminy A łagodzi skutki działania iperytu, a 
wywołane przezeń owrzodzenia leczą się dobrze trypaflawiną 
(barwnikiem akrydyno-wym). Początkowo próby takie wykonywano w 
Berlinie na ochotnikach, studentach Wojskowej Akademii Medycznej, 
ale w ograniczonych rozmiarach, aby nie wywołać poważniejszych 

background image

następstw u ochotników — przyszłych lekarzy. Później przeniesiono 
je do obozu w Natzweiler13. 
We wrześniu 1942 r. w piśmie do Richarda Glucksa, inspektora 
obozów koncentracyjnych, Wolfram Sievers pisał, że w Natzweiler 
istnieją już warunki do badań i upraszał o wydanie stałej 
przepustki na teren obozu dla eksperymentatora Augusta Hirta i 
jego pomocnika dr. Karla Wimmera. 
Do doświadczeń z iperytem Hirt użył łącznie 220 więźniów różnych 
narodowości, głównie Polaków, Rosjan, Czechów i Niemców. W 
następstwie tych doświadczeń zmarło 50 osób. 
Jesienią 1942 r. August Hirt wraz ze swym pomocnikiem Karlem 
Wimmerem rozpoczęli badania. Napotkali jednak na wstępie pewne 
trudności. Komendant obozu koncentracyjnego w Natzweiler, Joseph 
Kramer, traktując stowarzyszenie Ahnenerbe jako odrębną 
instytucję, zażądał, aby za każdego dostarczonego więźnia płacono 
miesięcznie 40 marek. Oburzony takim stanowiskiem Hirt przekazał 
odpowiednią informację Sieversowi. Ten zaś przesłał ją Rudolfowi 
Brandtowi, referentowi osobistemu Himmlera. W liście do Brandta 
Sievers pisał: „W Dachau nigdy nie było mowy o zapłacie za 
więźniów. Muszę dla porównania podkreślić z uznaniem rozmach i 
zrozumienie, z jakim popierano tam nasze prace i okazywano nam 
wszelką przychylność. Nigdy nie było mowy o zapłacie za więźniów. 
W Natzweiler pragnie się widocznie zarobić jak najwięcej pieniędzy 
na tej sprawie. Przecież my nie dokonujemy tych doświadczeń dla 
jakiejś urojonej idei, lecz po to, aby w praktyce przynosiły one 
pożytek wojsku, a ponadto w razie potrzeby niemieckiemu narodowi" 
14. 
13  Dokumenty obrony Karla Brandta...rjw. 
14  Wyrok wraz z uzasadnieniem..., s. 137. 
158 
Dość szybko załatwiono te wewnętrzne sprawy i August Hirt mógł bez 
przeszkód wykonywać badania. Doświadczenia Hirta z iperytem trwały 
w Natzweiler-Struthofie od jesieni 1942 r. do połowy 1944 r. i 
zostały przerwane dopiero wskutek zbliżającego się frontu. Próby 
polegały na tym, że wybranym do eksperymentów więźniom podawano 
doustnie witaminę A. Następnie powodowano u nich owrzodzenia 
iperytowe na skórze, które usiłowano leczyć za pomocą opatrunków 
zawierających trypaflawinę. Jak przebiegały te doświadczenia, 
można się zorientować z zeznań byłego więźnia tego obozu, 
Ferdynanda Holla, który pracował w bloku sanitarnym: 
„W połowie października, kiedy Ahnenerbe już się sprowadziło, 
prof. Hirt wybrał kilku więźniów w stanie jakiej takiej równowagi, 
to znaczy wyglądających jeszcze na dość zdrowych, i przeniósł ich 
do pomieszczenia składającego się z dwóch pokoi, przy czym w 
każdym z nich umieszczono 15 ludzi. Początkowo otrzymywali oni 
jedzenie jak SS, mniej więcej przez 14 dni, a potem rozpoczęły się 
doświadczenia. Następnie przeniesiono tych ludzi na oddział 
patologii i tam przeprowadzono pierwsze doświadczenia z płynnym 
gazem. Hirt wygłosił do ludzi przemówienie, że jeśli zgłosi się 
kilku ochotników, to orr pomówi z Himmlerem, aby ich zwolnić. Ale 

background image

i w tym obozie słyszano już o doświadczeniach dokonywanych w 
innych obozach, tak że nie było ochotników. 
Podczas pierwszych doświadczeń obecny był sam prof. Hirt, a 
następnie niemiecki oficer lotnictwa, który je wykonywał. 
Więźniowie byli rozebrani do naga. Jeden po drugim wchodzili do 
pracowni. Musiałem im trzymać ramię, gdyż smarowano im kroplę tego 
płynu powyżej przedramienia. Potem musieli wejść do przyległego 
pokoju i stać prawie godzinę z rękami wyciągniętymi w bok. Mniej 
więcej po 10 godzinach, a może było to trochę dłużej, powstały 
oparzenia i to na całym ciele. Tam dokąd dotarły opary gazu, ciało 
było spalone. Częściowo ludzie ci ślepli. Były to straszne bóle, 
tak że ledwo można było wytrzymać w pobliżu tych chorych. Potem 
codziennie fotografowano chorych, a mianowicie wszystkie miejsca 
zranione, tzn. wszystkie oparzone miejsca. Mniej więcej 5—6 dnia 
mieliśmy pierwszy zgon. Wówczas wysyłano jeszcze zmarłych do 
Strasburga, ponieważ obóz nie miał własnego krematorium. Zwłoki 
odesłano jednak z powrotem, a potem sekcjonowano w Ahnenerbe. 
Trzewia, 
159 
płuca itd. były zupełnie przeżarte. Następnie w ciągu kilku dni 
zmarło jeszcze 7 osób. Leczenie tych ludzi trwało około 2 
miesięcy, zanim stan ich pozwolił jako tako na transport, potem 
odesłano ich do innego obozu"15. 
Z początkiem 1944 r. prof. August Hirt i Karl Wimmer przygotowali 
raport pt: „Propozycje w zakresie metody i leczenia ran zadanych 
przez iperyt". W referacie wymienia się lekkie, średnie i ciężkie 
zmiany wywołane działaniem iperytu16. Doświadczenia Hirta zebrane 
w odpowiednim raporcie zostały przesłane Brandtowi do 
wykorzystania. 
W okresie II wojny światowej istniało niewątpliwie potencjalne 
niebezpieczeństwo użycia gazów bojowych, w tym również iperytu. 
Według oświadczeń składanych na procesie norymberskim niemiecki 
wywiad wojskowy miał donieść, że w wielu krajach produkuje się 
znaczne ilości iperytu. Wszystkie te fakty mogły uzasadniać 
potrzebę przeprowadzania doświadczeń z tej dziedziny. Nie ulega 
jednak wątpliwości, że zbrodnią było użycie do tego ludzi bez ich 
zgody i narażanie ich na śmiertelne niebezpieczeństwo. 
Doświadczenia te można było wykonać na zwierzętach, jednakże 
zgodnie z nieludzką ideologią hitlerowską wykorzystywano do tych 
celów więźniów. 
Z punktu widzenia naukowego koncepcja Augusta Hirta użycia 
witaminy A i trypaflawiny do leczenia owrzodzeń iperytowych wydaje 
się uzasadniona. Witamina A reguluje biochemiczne procesy skóry. 
Zapewnia więc lepsze gojenie ran i owrzodzeń. Uważa się, że 
witamina A odgrywa również rolę ochronną przed działaniem trucizn 
protoplazmatycznych. Iperyt jest właśnie taką trucizną, gdyż poza 
działaniem miejscowym ma również ogólne, niszcząc komórki, 
denaturując białko i inaktywując enzymy. Trypaflawina, barwnik ak-
rydynowy, znalazła dość szerokie zastosowanie jako środek 
bakteriobójczy. Badania Hirta mają więc swoją naukową logiczną 
podstawę. Jednakże okrucieństwa tych prób, sposobów ich 

background image

przeprowadzania z pełną świadomością ujemnych skutków dla ofiar 
nie da się usprawiedliwić żadną potrzebą wojenną ani dobrem 
ojczyzny. Trzeba również podkreślić, że ze względu na 
niedożywienie więźniów wyniki doświadczeń musiały być zawodne i 
były a priori niemiarodajne. 
15  Zeznania Ferdynanda Holla na procesie lekarzy w Norymberdze 
cytowane za: Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 168—169. 
16  Wyrok wraz z uzasadnieniem..., s. 138. 
160 
 
 
Fotokopia listu z Ravens-briick napisanego pismem sekretnym, 
zawierającego informację o Polkach, na których dokonano operacji 
doświadczalnych 
 
Zdjęcie rentgenowskie kości podudzia Polki — ofiary doświadczeń 
kostnych przeprowadzonych w Ra-vensbriick. W prawej kości 
strzałkowej  widoczny  jest  duży  ubytek 
 jm 
5« 
o/. ;i 
t/. stnun 
2? '5 
 3» 
1, 

 

 

 

 

 

 

 

1 */ ma 

 

aMMBBJ 

¦U 

 

• 17« 

4     - 

ws 

 

21 

.4*  1        m 

9* 

lawtn &#•= 

II 

15 

• JS* 

?        « 

 

^.  1 

mmim  

------------ 

 

™— 

 

¦'Jasi 

 

 

IłUB 

 

 

* 2»5" 

4     • 

i» 

 

12 

 

¦   -# 

<      -   

llTłfl 

27 

. -»  

 

 

-  14* 

5     " 

 

 

...sL...  ¦—„¦i...... 

 

 

 

Fotokopia 63 strony raportu prof. dr. med. E. Schencka z 
przedstawieniem statystyki przypadków śmiertelnych, narodowości 
więźniów i liczby osób przekazanych do zagłady w    Cenesungslager 
Heinrich   Himmler   odwiedza   obóz   koncentracyjny   w 
Mauthausen 27 IV 1941  r. 
Reichsfiihrer   SS   odwiedza   obóz   koncentracyjny   w   
Oświęcimiu 
L% 
Heinrich Himmler 
Heinrich   Himmler  wizytuje   obóz   koncentracyjny   w   Dachau.   
Powitanie z komendantem obozu Alexem Pierkowskym 
Prof. dr med. Eugen Haagen — bakteriolog. Zdjęcie z okresu 
przedwojennego 
Prof.    Eugen    Haagen    składa zeznania    na    rozprawie    
apelacyjnej    w    maju    1954    r. w   Lyonie 

background image

Prof.   dr   med.   Otto   Bickenbach   —   internista,   w   
okresie   pobytu w więzieniu 
Otto       Bickenbach na    ławie    oskarżonych   przed   Sqdem 
Apelacyjnym w Lyonie w maju 1954 r. 


9    <<\ 
Karl   Brandt jako  lekarz  przyboczny Adolfa   Hitlera  w  loży 
fiihrera w  Pałacu  Filmowym  w  Berlinie.  Brandt stoi  z  tyłu  
za  Hitlerem 
Komisarz Rzeszy do spraw służby zdrowia Karl Brandt wysłuchuje 
wyroku śmierci wydanego przez Amerykański Trybunał Wojskowy w 
Norymberdze 20 VIII 1947 r. 
¦ . ¦¦¦:. 
Leonardo Conti, sekretarz stanu do spraw zdrowia w Ministerstwie 
Spraw Wewnętrznych Rzeszy 
Fotokopia listu Leonarda Con-tiego do Adolfa Hitlera z 
podziękowaniem za nominację do stopnia    SS-obergruppenfuhrera 
Karl Brandt na dziedzińcu więzienia w Landsbergu na chwilę   przed   
egzekucjq 
Friedrich Entress — lekarz o-bozowy w Oświęcimiu i w Mau-thausen-
Gusen. Zdjęcie z okresu   pobytu  w  więzieniu 
Ernst Grawitz — reichsarzt der Polizei i SS w mundurze generalskim 
Prof. dr med. Siegfried Hand-loser — szef służby medycznej 
Wehrmachtu w okresie pobytu w więzieniu 
Waldemar Hoven — lekarz garnizonowy w obozie koncentracyjnym w 
Buchenwaldzie — na dziedzińcu więzienia w Lands-bergu na chwilę 
przed powieszeniem 
 
Rozdział VII 
PRÓBY LECZENIA OPARZEŃ FOSFORO WYCH 
Leczenie środkami farmakologicznymi 
W drugiej połowie 1943 r. wzrosła liczba nalotów na Trzecią 
Rzeszę. W tym czasie Anglicy i Amerykanie wprowadzili zapalające 
bomby fosforowo-kauczukowe. Powodowały one liczne pożary, a u 
ludzi ciężkie, trudno gojące się oparzenia. Częstotliwość nalotów 
i związana z nimi nagminność oparzeń postawiła szczególne zadania 
przed niemiecką służbą zdrowia: wyszukanie środka skutecznie 
leczącego oparzenia z działania bomb fosforo-wo-kauczukowych. Do 
tego zadania włączyła się również służba zdrowia SS. 
Doświadczenia przeprowadzano w Buchenwaldzie i w Sachsenhausen. W 
obozach tych wypróbowano zbliżone do siebie środki oferowane przez 
firmę Madaus oznaczone kryptonimami „R-13" i „R-17" oraz różne 
maści. Preparat „R-17" był to czterochlorek węgla. Wartość jego w 
leczeniu ran fosforowych wypróbowano uprzednio w firmie Madaus na 
królikach. Po zakończeniu owych prób firma Madaus powiadomiła 
dowódcę wojsk SS w Dreźnie von Woyrscha o wynikach (firma Madaus 
znajdowała się w Dreźnie). Jako niefachowiec von Wo-yrsch polecił 
ocenić te badania lekarzowi SS — dr. Kirchertowi. Opinia wypadła 
pozytywnie, więc przesłał ją naczelnemu lekarzowi SS Grawitzowi z 

background image

propozycją, aby ten lek udostępnić ludności we wszystkich aptekach 
obrony lotniczej. Ernst Grawitz zarządził jednak wpierw 
11 — Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
161 
badania kontrolne1. Wykonanie ich zlecił berlińskiemu Instytutowi 
Higieny Waffen SS, którego kierownikiem był doc. dr Joachim 
Mrugowsky. Ten przekazał to zlecenie podległej mu stacji badającej 
dury i wirusy w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie, gdzie 
pracował dr Erwin Ding-Schuler. Ding-Schuler, zachęcony wynikami 
obserwacji Madausa ńa zwierzętach, zażądał przesłania mu 
zawartości angielskiej bomby zapalającej fosforo-wo-kauczukowej 
oraz w odpowiedniej ilości środka „R-17". Życzenie to zostało 
spełnione. Według zeznań Kogona, byłego więźnia Buchenwaldu, 
doświadczenia Dinga przebiegały następująco: 
„Wiosną 1944 roku dr Ding powiedział mi, że otrzymał polecenie od 
profesora Mrugowsky'ego, aby we współpracy z firmą Madaus und Co 
w'Dreźnie-Radebeul przeprowadzić na ludziach próby na temat 
działania środka leczniczego przeciwko bombom zapalającym fosforo-
wo-kauczukowym. Ze strony firmy Madaus kontrolę prowadził dr Koch. 
On to wynalazł środek oznaczony mianem R-17, który miał być do 
dyspozycji ludności po nalotach z bombami zapalającymi. Poprzez 
obersturm-bannfuhrera dr. Kircherta dostarczono kanister 
zawierający materiał zapalającej bomby fosforowej. Tą substancją 
posmarowano ramiona czterech osób z bloku 46, które przeżyły inne 
próby, i podpalono ją. Badanych traktowano w różny sposób. U 
jednej osoby użyto wody do zmywania, u innej wilgotnej ściereczki, 
a u jeszcze innej środka R-17. Dokonywano wielu prób z tymi 
czterema osobami. W jednym przypadku użyto środka R-17 natychmiast 
po podpaleniu substancji, w innym stosowano go po pięciu minutach, 
a w następnym po półgodzinie, gdy masa fosforowa •wypaliła się na 
ręku. Po tych próbach występowały głębokie »rany« oparzeniowe, 
które obserwowano przez 14 dni"2. 
Preparatu „R-17" nie wprowadzono do powszechnego użycia. Zdaniem 
Grawitza miał on bowiem tylko działanie rozpuszczające kauczuk, a 
nie wykazywał działania 
1  Zeznania lekarza SS Kircherta na procesie lekarzy w 
Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Ldn-31, s. 191. 
2  Zeznania Eugena Kogona na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-5, s. 1220—1222. 
162 
leczniczego na rany. Trwało więc poszukiwanie środka, który 
łączyłby obie właściwości . 
Podobne próby wykonywał w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen 
lekarz obozowy Heinz Baumkótter wraz ze swoim pomocnikiem lekarzem 
SS Aloisem Geber-lem4. Wypróbowywano tu maść pod nazwą „Echinac-
cin", firmy Madaus oraz maść „Lacuprin" . Doświadczenia rozpoczęto 
na początku 1944 r., a więc krótko po ich zakończeniu w 
Buchenwaldzie. Wybranych osobiście przez Baumkóttera więźniów 
przywiązywano rzemieniami do prycz i polewano płynnym fosforem. 
Doświadczenia te tak opisuje ich naoczny świadek: 

background image

„Na zarządzenie Baumkóttera blokowy szpitala Willi Tierhof 
wyselekcjonował spośród chorych oddziału chirurgii ropnej w baraku 
III ośmiu więźniów, rozkazując przywieźć ich na salę operacyjną 
septyczną. Do tej sali, w której wówczas pracowałem, zaczęli 
schodzić się lekarze. Jeden z nich, Alois Geberle, przyniósł ze 
sobą skrzyneczkę. Stały w niej przysypane piaskiem buteleczki z 
brunatnego szkła. Rozkazał mi wyjąć jedną z nich i otworzyć. 
Widziałem jak jeden z lekarzy z podobnej buteleczki oblewał 
obnażone udo więźnia. Wylewana z butelki zawartość w zetknięciu z 
ciałem nieznacznie dymiła, spływając strugą po obu stronach 
powierzchni uda. Więźnia zabandażowano, polecając przywieźć go po 
upływie doby. Oparzenia opatrywano przyniesionym przez lekarzy SS 
lekiem o nazwie echinaccin i lacuprin. Wszystkie rany goiły się 
wolno, pozostawiając głębokie bruzdy w miejscu oparzeń"6. 
Używany w doświadczeniach czterochlorek węgla jest znany jako 
dobry rozpuszczalnik niektórych związków organicznych. Mógł więc 
mieć określone znaczenie dla usuwania przylepionego do skóry 
kauczuku. W tej fazie badań pewną wartość leczniczą mogły mieć 
proponowane 
3  Zeznania lekarza SS Kircherta na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże, sygn. ATW-1, Ldn-31. 
4  K. Frąckowski, Medycyna hitlerowskiego obozu koncentracyjnego w 
Sachsenhausen ( Oranienburg), Praca doktorska (maszynopis) w 
zbiorach Głównej Biblioteki Lekarskiej Akademii Medycznej w 
Gdańsku. 
5  Zeznania świadków A. Ciory i K. Salomona w procesie załogi 
Sachsenhausen przed Wojskowym Trybunałem Wojsk Radzieckich w Pan-
kow, t. VII, s. 138, t. VIII, s. 126. 
6  Frąckowski, op. cit. 
163 
 
maści, o których skuteczności trudno się wypowiedzieć, gdyż nie 
jest znany ich skład chemiczny. Poszukiwanie skutecznych metod 
leczenia oparzeń fosforowych było w istniejącej sytuacji wojennej 
uzasadnione. Nie istniała jednak żadna potrzeba przeprowadzania 
brutalnych i bolesnych doświadczeń na więźniach. Próby na 
zwierzętach wystarczająco potwierdziły wartość czterochlorku węgla 
dla usuwania przylepionego kauczuku do skóry. 
maści, o których skuteczności trudno się wypowiedzieć, gdyż nie 
jest znany ich skład chemiczny. Poszukiwanie skutecznych metod 
leczenia oparzeń fosforowych było w istniejącej sytuacji wojennej 
uzasadnione. Nie istniała jednak żadna potrzeba przeprowadzania 
brutalnych i bolesnych doświadczeń na więźniach. Próby na 
zwierzętach wystarczająco potwierdziły wartość czterochlorku węgla 
dla usuwania przylepionego kauczuku do skóry. 
Rozdział VIII 
INNE PRÓBY Z ZAKRESU MEDYCYNY WOJENNEJ 
Próby dopingowe 
W Sachsenhausen, podobnie jak w innych obozach, więźniowie 
pracowali w różnego rodzaju komandach. Jednym z nich było 
Schuhlduferkommando, placówka badająca obuwie. W obozie w 

background image

Sachsenhausen bowiem znajdowała się przez pewien okres komórka 
Schuhprufstelle, której zadaniem było ocenianie wytrzymałości 
obuwia wojennego. W tym celu wokół placu apelowego wybudowano 
specjalną drogę z różnych nawierzchni: tłuczeń, asfalt, beton, 
piasek'. Wybrani, najczęściej z karnej kompanii, więźniowie 
różnych narodowości musieli całymi godzinami maszerować w obuwiu 
będącym przedmiotem badania. Maszerujących obciążano plecakami 
wypełnionymi cegłą, ważącymi około 30 kilogramów. W takim 
ekwipunku więźniowie maszerowali przez 10—12 godzin bez względu na 
pogodę. Wielu z nich ginęło podczas tych wyczerpujących marszów. 
Pewnej grupie więźniów wybranych do Schuhlaufer-kommando lekarze 
SS podawali pervitynę, tj. środek dopingujący. Doświadczenie to 
miało wykazać jej wpływ na wydolność ustroju w warunkach 
krańcowego wyczerpania. Po przyjęciu pervityny badani więźniowie 
musieli maszerować również w godzinach nocnych. Brak jest danych, 
czy 
1 W. Zegarski, Szpital w Sachsenhausen na tle warunków obozowych w 
latach 1940—45, „Przegląd Lekarski", 1969, nr 1, s. 75. 
165 
hitlerowcy wykorzystali te doświadczenia dla swoich celów 
wojskowych. Nie da się również określić liczby więźniów użytych do 
badań. 
Próby na temat symulacji Pozorowanie żółtaczki 
Latem 1944 r. do Oświęcimia przybył chorąży Wehrmach-tu lekarz 
Emil Kaschub w celu przeprowadzenia badań na temat symulacji. 
Zadaniem jego było zbadanie różnych środków używanych przez 
symulantów dla pozorowania choroby, aby wyłudzić czasowe lub stałe 
zwolnienie od służby frontowej. Chodziło tu przede wszystkim o 
wywoływanie różnych owrzodzeń podudzi za pomocą środków 
drażniących oraz symulowanie żółtaczki zakaźnej przez przyjmowanie 
środków przeciwmalarycznych. Emil Kaschub wykonywał te badania w 
bloku 28, a więźniów wybranych do pozorowania żółtaczki 
umieszczono w sali nr 13 tegoż bloku. Według dokumentów 
Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze próby te miały 
przebieg następujący. 
Po przyjęciu na blok więźniowie otrzymywali lekką herbatę i 250 
gramów białego chleba. O ściśle wyznaczonej godzinie wzywano ich 
do specjalnego pokoju, gdzie w obecności Emila Kaschuba musieli 
przyjąć od 15 do 20 tabletek atebryny, a więc 1,5 do 2,0 gramów. 
Więźniowie po powrocie do„swych sal Oddawali mocz do specjalnego 
naczynia. Każdego dnia próbki moczu przesyłano do Wrocławia, gdzie 
przeprowadzano specjalne analizy. Tak postępowano przez trzy 
tygodnie. 
Próby tzw. żółtaczkowe trwały od 22 sierpnia do 25 października 
1944 r. Użyto do nich co najmniej ośmiu więźniów. Nie stwierdzono, 
jakie były ostateczne skutki tych prób dla więźniów. Należy jednak 
wątpić, aby w ich następstwie były przypadki śmierci2. Jak 
wiadomo, ateb-ryna przechodzi do płynów tkankowych i narządów 
barwiąc je na żółto, co jednak nie jest wyrazem uszkodzenia 
wątroby. 

background image

2 S. Kłodziński, Zbrodnicze doświadczenia farmakologiczne na 
więźniach obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, „Przegląd 
Lekarski", 1965, nr 1, s. 40. 
166 
Przyjmowanie atebryny w nieco większych ilościach mogło być 
używane przez żołnierzy dla pozorowania nagminnego zapalenia 
wątroby, choroby, która na pewien okres wyłączała ich ze służby 
frontowej. Na podstawie obserwacji sztucznie pozorowanych 
żółtaczek, zestawiając wyniki badania moczu od chorych, Emil 
Kaschub opracował raport dla swych przełożonych z Wehrmachtu. 
Zawarł w nim wnioski, jak odróżnić żółtaczkę pozorną od 
prawdziwej. 
Badania nad wywoływaniem sztucznie owrzodzeń podudzi 
Obok doświadczeń podejmowanych dla pozorowania żółtaczki 
dojeżdżający do obozu w Oświęcimiu Emil Kaschub przeprowadził w 
bloku 28 badania nad wywoływaniem owrzodzeń podudzi. Badania te 
miały pomóc lekarzom Wehrmachtu w ustaleniu i różnicowaniu 
owrzodzeń wywołanych sztucznie od powstających z innych przyczyn. 
Sztucznie wywołane owrzodzenia podudzi były wykorzystywane do 
uwolnienia się od obowiązków służby wojskowej3. 
Badania przeprowadził Emil Kaschub w dwóch grupach. W grupie 
pierwszej wstrzykiwano głęboko pod skórę około 2—3 ml nafty. 
Zwykle po około ośmiu dniach w miejscu wstrzyknięć pojawiały się 
jałowe ropnie. Ropnie te nacinano. Wydzielinę z rany zbierano do 
wyjałowionych naczyń i wysyłano do Wrocławia do dalszych badań4. W 
grupie drugiej skórę drażniono środkami chemicznymi. Powstałe 
zmiany w skórze leczono następnie roztworem octanu glinu. Zwykle 
po kilku dniach w miejscu drażnienia skóry pojawiały się rozległe, 
trudno gojące się owrzodzenia. W jednym z takich przypadków 
leczenie owrzodzenia trwało 7 miesięcy. Pobierane wycinki do badań 
histopatologicznych również przesyłano do Wrocławia. Emil Kaschub 
fotografował zmiany w skórze i robił z tych zdjęć specjalny album. 
Badania te trwały od sierpnia do października 1944 r. W porównaniu 
z badaniami żółtaczkowymi skutki ich były 
3  J. Olbrycht, Sprawy zdrowotne w obozie koncentracyjnym w 
Oświęcimiu, w: Okupacja i medycyna, s. 19—39. 
4  Fejkiel, Eksperymenty sanitariatu SS w Oświęcimiu, w: Okupacja 
i medycyna, s. 43. 
167 
poważniejsze. Powodowały bowiem trudno gojące się rozległe 
owrzodzenia. Czy w następstwie tych prób zdarzały się przypadki 
śmierci, nie dało się ustalić. Każda grupa liczyła 10—12 więźniów. 
Ogółem więc Kaschub użył do swych doświadczeń ponad 20 więźniów. 
Próby odtruwania skażonej wody pitnej 
Z początkiem 1945 r. w Neuengamme przeprowadzono próby odtruwania 
wody skażonej środkami bojowymi. Badania prowadzono skrycie i 
trzymano je w wielkiej tajemnicy. Uszły one uwagi więźniów . 
Potrzebę tego rodzaju prób omawiano 4 grudnia 1944 r. na 
specjalnej naradzie u Karla Brandta, komisarza generalnego Rzeszy 
do spraw zdrowia. Brandt przedstawił na niej propozycje Góringa 
przeprowadzenia badań sprawdzających skuteczność metod odkażania 

background image

wody pitnej. Techniczną stronę proponowanych badań omówił starszy 
lekarz sztabowy Wirth . 
W warunkach wojennych istniała niewątpliwa potrzeba podejmowania 
różnych środków ochronnych i obronnych przed działaniami 
obliczonymi na niszczenie ludności. Polecenie przeprowadzenia 
odpowiednich badań nad odkażaniem wody skierowano do Zakładu do 
Spraw Gospodarki Wodnej i Powietrznej (Reichsanstalt fur Wasser 
und Luft-gtite). Rzeczoznawca tegoż urzędu dr Jager i inspektor 
Kumpfert uzyskali zezwolenie Himmlera na przeprowadzenie 
odpowiednich badań na 150 więźniach, stanowiących mniej więcej 
jednolite środowisko. 
Na czym polegały próby? W Zakładzie do Spraw Gospodarki Wodnej i 
Powietrznej konstruktor Haase opracował aparat do odtruwania wody 
pitnej. Chodziło zatem o praktyczne zbadanie skuteczności jego 
działania. Nadzór nad prawidłowym użytkowaniem aparatu sprawowali 
lekarze obozowi "z Neuengamme, oni też dokonywali ocen 
ewentualnych skutków na osobach poddanych próbom. Podczas próby 
był obecny dr Ebel, przedstawiciel Zakładu do Spraw Gospodarki 
Wodnej i Powietrznej. Woda skażona 
5  W literaturze obozowej i w relacjach byłych więźniów obozu w 
Neuengamme nie ma na ten temat wzmianek. 
6  Zeznania Karla Brandta na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-7, s. 2657. 
168 
pochodnymi iperytu po przepuszczeniu przez zaprojektowany aparat 
miała być bezpieczna do picia. Chodziło zatem 
0  sprawdzenie na ludziach, czy te założenia są faktycznie 
spełnione i czy woda odkażona nie zmienia swego smaku. 
Na początku sprawdzono w badaniach na więźniach, czy używany do 
odtruwania siarczan żelazowy w odpowiednio dobranym roztworze nie 
powoduje ujemnych skutków dla zdrowia. W dalszych doświadczeniach 
do wody skażonej dodawano odtrutkę. Przeprowadzono również 
doświadczenia ze środkiem bojowym zawierającym arsen z płynnym 
lewisytem i z substancją oznaczoną mianem „Dora". W innej serii 
robiono doświadczenia ze związkiem pochodnym iperytu. Wodę skażoną 
różnymi środkami bojowymi filtrowano przez aparat do odtruwania, a 
następnie dawano ją do picia więźniom. Według raportu wykonawców 
tych doświadczeń nie stwierdzono ujemnych skutków picia wody 
odkażonej7. 
Ogółem użyto do badań 150 więźniów nieznanej narodowości. Należy 
przypuszczać, że doświadczenia te były nieszkodliwe dla więźniów. 
Przemawiałby za tym fakt niezauważenia ich przez więźniów. 
Przebieg wydarzeń wojennych wykazał, że próby te były 
niepotrzebne, gdyż Anglicy 
1 Amerykanie nie zatruwali wód pitnych środkami toksycznymi. Dla 
bezpieczeństwa przy wykonywaniu prób posłużono się więźniami, 
ażeby ludności niemieckiej nie obciążać ryzykiem zatrucia. 
7 Dokumenty obrony Karla Brandta na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże, sygn. ATW-1, Lpn-2. 
Część IV DOŚWIADCZENIA TERAPEUTYCZNE 
Rozdział I 

background image

PRÓBY LECZENIA ZGORZELI GAZOWEJ 
SULFONAMIDAMI 
Doświadczenia z sulfonamidami w Ravensbruck 
W 1942 r. zaistniała szczególna sytuacja wojenna dla Trzeciej 
Rzeszy: zamiary hitlerowców przeprowadzenia błyskawicznej wojny na 
wschodzie zawiodły. Ciężkie warunki frontu wschodniego, duża 
odległość od kraju spowodowały, że leczenie rannych żołnierzy było 
niezadowalające. Do leczenia różnego rodzaju zakażeń stosowano 
głównie sulfonamidy, z których najlepszy okazał się importowany ze 
Szwajcarii „Cibazol". W tym czasie zachodni alianci mieli już 
penicylinę, o której rewelacyjnym działaniu przenikały wiadomości 
do Rzeszy. Wśród zakażeń największą śmiertelność powodowały 
beztlenow-ce. Służbie medycznej SS polecono więc ocenić wartość 
sulfonamidów w leczeniu zakażeń przyrannych, zwłaszcza zarazkami 
beztlenowymi. 
Bezpośrednim bodźcem rozpoczęcia prób był zamach na zastępcę 
protektora Czech i Moraw Reinharda Heyd-richa, dokonany 27 maja 
1942 r. w Pradze. Heydricha leczono w jednym z praskich szpitali 
na rany postrzałowe brzucha. Na polecenie Himmlera leczenie 
nadzorował naczelny klinicysta SS prof. Karl Gebhardt. Okazało się 
ono jednak nieskuteczne. Heydrich zmarł wśród objawów posocznicy. 
Osobisty lekarz Hitlera, Moreli, przypisywał tó niepowodzenie 
Gebhardtowi. Zarzucał mu, że nie zastosował wynalezionego przez 
niego sulfonamidu, że zaufał jedynie metodom chirurgicznym.  
Hitler polecił 
170 
zatem Himmlerowi przeprowadzenie odpowiednich badań1. 
Po naradzie u Himmlera, w której wzięli udział prof. Ernst Grawitz 
naczelny lekarz wojsk SS, Karl Gebhardt i Arthur Nebe, szef urzędu 
policji kryminalnej w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy, 
postanowiono przeprowadzić odpowiednie próby w obozie 
koncentracyjnym w Ravens-bruck. Ze względu na dogodne położenie: 
80 kilometrów od Berlina, a 50 od Sachsenhausen, gdzie mieścił się 
Inspektorat Obozów Koncentracyjnych, kobiecy obóz koncentracyjny w 
Ravensbriick szczególnie nadawał się do przeprowadzenia tego 
rodzaju doświadczeń. Niedaleko znajdował się wielki Zakład 
Leczniczy dla SS-owców w Hohenlychen, którego naczelnym lekarzem 
był Karl Gebhardt. 
Całością prac przygotowawczych, które polegały na zaopatrzeniu 
rewiru obozowego w odpowiedni sprzęt i leki, na pozyskaniu do 
współpracy lekarzy obozowych oraz na zapewnieniu dostaw szczepów 
bakteryjnych, zajmował się Karl Gebhardt. Szczepy otrzymywano z 
pracowni bakteriologicznej Instytutu Higieny Waffen SS w Berlinie, 
którą kierował docent bakteriologii Joachim Mrugowsky. 
Przygotowania zakończono w czerwcu 1942 r. 
Doświadczenia dotyczyły skuteczności sulfonamidów w gojeniu ran 
zakażonych zarazkami ropotwórczymi i beztlenowymi. Chodziło o 
wyjaśnienie, czy skutków późnego zaopatrzenia chirurgicznego rany 
nie można złagodzić stosując sulfonamidy profilaktycznie czy też 
leczniczo oraz czy nadają się one do leczenia zgorzeli gazowej. W 
przyjętej metodyce doświadczeń postanowiono sztucznie wytwarzać 

background image

rany i zakażenia. Po nacięciu skóry i mięśni podudzi wprowadzano 
do rany różne bakterie. Wywoływane w ten sposób zakażenia leczono 
wybranym sulfonamidem, pozostawiając bez leczenia grupę 
porównawczą. We wstępnej fazie starano się wytworzyć odpowiedni 
model doświadczalny zakażenia, tzn. tak dobrać liczbę zarazków 
chorobotwórczych, aby po wszczepieniu do rany zawsze wywoływały 
one zakażenie. 
Do tego celu użyto początkowo więźniów z Sachsenhausen. W 
pierwszej i drugiej serii badań (każda po 5 osób) 
1 Zeznania Karla Gebhardta na procesie lekarzv w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Ldn-27, s. 6 i nn. 
171 
mimo zakażenia ran beztlenowcami nie uzyskano obrazu klinicznego 
zgorzeli gazowej. W trzeciej serii zwiększono dawkę zarazków. 
Spowodowało to zakażenie nadające się do przeprowadzenia 
doświadczeń2. Wstępne badania trwały około miesiąca. Karl Gebhardt 
nie był jednak zadowolony z wyników i w następnej serii zaostrzył 
warunki doświadczenia, zwiększając liczbę i rodzaj 
chorobotwórczych zarazków. Wykonawcy doświadczeń natrafili jednak 
na pewne trudności. Dowożenie mężczyzn z Sachsenhausen było 
kłopotliwe, a ponadto nie zapewniało utrzymania prób w tajemnicy. 
Natomiast zarówno dla lekarzy prowadzących doświadczenia w obozie, 
jak i dla nadzorujących badania lekarzy z Hohenlychen wygodne było 
kontynuowanie rozpoczętych badań w Ravensbriick. Postanowiono 
zatem użyć do prób młode więźniarki z tzw. odroczonymi wyrokami 
śmierci. Wybór padł na Polki. 
Asystent Karla Gebhardta — Fritz Fischer, rzekomo sprzeciwiał się 
wykonywaniu doświadczeń na kobietach. Gebhardt przekonał go 
jednak, że nie ma racji, gdyż kobiety zatraciły przywileje, płci, 
biorąc udział w walce przeciwko Niemcom, a poza tym są to osoby z 
wyrokami śmierci, które po doświadczeniach zostaną ułaskawione. Te 
motywacje, choć nielogiczne i nieprawdziwe, miały przekonać 
Fischera. 1 sierpnia 1942 r. rozpoczęto w Ravensbriick pierwsze 
doświadczenia na Polkach, całkowicie bez ich zgody i mimo ich 
oporów. 
W pierwszej serii użyto do doświadczeń sześć kobiet3. Zakażano je 
parami: zarazkami ropotwórczymi lub zgorzeli gazowej. W każdej 
parze jedna osoba nie była leczona, drugiej podawano lek noszący 
nazwę „Katoksyna". Był to lek niesulfonamidowy, składający się z 
drobno sproszkowanego preparatu srebrowego z glinką i wodą 
utlenioną. Stosowano go wówszas profilaktycznie na rany podejrzane 
o kontakty z zarazkami zgorzeli gazowej4. Jak stwierdził 
2  Zeznania Fritza Fischera na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-4, s. 808—819. 
3  Istnieje niezgodność na temat liczby więźniarek użytych do 
badań pomiędzy danymi Fritza Fischera a wypowiedziami ofiar i 
naukowymi opracowaniami. W dalszym przedstawieniu biegu 
doświadczeń opieram się na danych zawartych w monografii W. 
Kiedrzyńskiej, Ravensbriick, wyd. II, Warszawa 1965. Relacje tam 
zawarte są zgodne z zeznaniami Karla Gebhardta. 
4  Gehes Codex, wyd. IX, Miinchen, s. 681. 

background image

172 
Gebhardt w swym późniejszym raporcie, u osób zarażonych zgorzelą 
gazową wywołano ciężki obraz miejscowego zapalenia. Opis przebiegu 
samych operacji zawierają zeznania Fritza Fischera. Powiedział on 
między innymi: 
„Porozumieliśmy się z Instytutem Higieny Waffen SS, aby ustalić, 
jakie stosować środki dla uzyskania typowego frontowego zakażenia. 
Postanowiono dodawać do ran drobniutkie wióry drzewne ze szczepami 
bakteryjnymi. Przeprowadzono trzy serie doświadczeń. W pierwszej 
zastosowano szczepy bakterii i wióry drzewne, w drugiej "bakterie 
i odłamki szkła, a w trzeciej bakterie ze szkłem i wiórami"5. 
Czternaście dni po pierwszej operacji wzięto dziewięć następnych 
Polek. Dziewczęta podzielono na trzy grupy po trzy osoby i 
zakażano je różnymi zarazkami, podobnie jak w poprzednich 
doświadczeniach. W celu utrzymania doświadczeń w tajemnicy ofiary 
izolowano od personelu więźniarskiego w rewirze, powierzając 
opiekę nad nimi niemieckim pielęgniarkom: Gerdzie Quernheim i 
Finie Pautz. Jak wyglądały te zabiegi, świadczy zeznanie jednej z 
ofiar. 
„...Kiedy zapytałam dr Oberheuser, dlaczego mam być operowana, 
odpowiedziała, że byłam członkinią Polskiego Ruchu Oporu i to daje 
prawo Niemcom eksperymentowania na mnie. Pierwszy opatrunek był 
robiony dwa tygodnie po operacji, a przez ten czas miałam gorączkę 
ponad 41 x W ranie ujrzałam kawałki metalu zawinięte wokół 
bandaży. Po tym opatrunku miałam mniejszą gorączkę, ale po 
tygodniu pojawiła się znowu. Rana bardzo ropiała. Prosiłam dr 
Oberheuser, aby zrobiła opatrunek, ale odmówiła. Cały czas nie 
dała mi żadnego leku, aby osłabić ból"6. 
Karl Gebhardt okresowo przesyłał raporty naczelnemu lekarzowi SS o 
wynikach prowadzonych doświadczeń. W jednym z takich sprawozdań 
czytamy: 
„Na rozkaz reichsfuhrera SS dnia 20 lipca 1942 roku w kobiecym 
obozie koncentracyjnym w Ravensbriick rozpocząłem serię 
doświadczeń, mającą na celu analizę chorób, znanych pod nazwą 
zgorzeli gazowej, oraz wypróbowanie skuteczności znanych dotąd 
środków leczniczych. 
5  Zeznania Fritza Fischera na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Ldn-10, s. 1—11. 
6  Zeznania Janiny Iwańskiej (Akta procesu załogi Ravensbriick w 
Hamburgu), tamże, sygn. ob. 83, s. 77. 
173 
We wstępnych doświadczeniach należało wpierw ustalić sposób 
zakażenia. Dla wywołania zakażenia postępowanie było następujące: 
nacięcie długości 10 cm nad musculus peroneus longus, po 
rozdzieleniu powięzi, zmiażdżenie kleszczami mięśnia na 
przestrzeni monety pięciomarkowej i wywołanie dookoła 
niedokrwienia przez wstrzyknięcie 3 ml adrenaliny. 
...Przebieg serii wstępnej wykazał, że nie udało się wywołać 
obrazu, który klinicznie odpowiadałby zgorzeli gazowej. 

background image

...Poczyniono zatem zmiany w programie doświadczeń. Do hodowli 
tlenkowców dodano pałeczki okrężnicy, a liczbę bakterii 
podwyższono do 20 milionów w 1 ml. 
...Krytycznie oceniając zestawienie przypadków nie leczonych z 
leczonymi KT („Katoksyną" —przyp. aut.) można stwierdzić: 
natychmiastowe rozpoczęcie leczenia nie może zapobiec wytworzeniu 
się ani ropienia, ani zgorzeli gazowej. 
...W rozpoczynającej się drugiej serii został zachowany podział na 
grupy. Jedną osobę pozostawiono dla celów kontrolnych bez 
leczenia, drugą leczono jak dotąd »Katok-syną«, a u trzeciej 
zastosowano proszek marfanil (lek sulfonamidowy) produkcji IG-
Farben. ... Już obecnie należy zakomunikować, że nie zachodzi 
istotna różnica między nie leczonymi a leczonymi. ...Ostateczne 
wnioski będzie można wysunąć, kiedy uda się wytworzyć istotnie 
wyraźny obraz kliniczny zgorzeli gazowej"7. Naczelny lekarz SS 
Ernst Grawitz interesował się bardzo przebiegem prób w Ravens-
briick. Osobiście przeprowadził kontrolę i wydał polecenie, aby 
rany wywoływać przez postrzały. O tym tak zeznaje Fischer: 
„...Ravensbriick odwiedził dr Grawitz. Zanim zakończyłem mój 
raport, przerwał mi brutalnie i stwierdził, że warunki, w jakich 
przeprowadzono doświadczenie, nie odpowiadają frontowym. Zapytał: 
ile było przypadków śmiertelnych? A gdy mu powiedziałem, że 
żadnego, oświadczył, że to umacnia jego pogląd, iż doświadczenia 
wykonuje się niezgodnie z jego zaleceniami. Polecił wywołanie u 
pacjentek ran postrzałowych. Omawiałem ten rozkaz z prof. 
Gebhardtem. Byliśmy zgodni, że ten rozkaz nie może być 
7 Raport Karla Gebhardta do Ernsta Grawitza (dokument nr 2734 
procesu lekarzy w Norymberdze) cytowany za: Mitscherlich, Mielke, 
Nieludzka medycyna, s. 1Z9—133. 
174 
wykonany. ...Przerwanie krążenia, podobne do spotykanego w 
warunkach polowych, można naśladować przez podwiązanie naczyń z 
któregokolwiek końca mięśnia. 
Rozpoczęto zatem dwie serie operacji, każda po 10 osób. 
...Cięcia robiono tylko na podudziach, aby uczynić możliwą 
amputację, jeśli zajdzie tego potrzeba. ...Zakażenia utrzymywały 
się ponad trzy tygodnie. W każdej serii wyznaczano dwie osoby, 
które nie otrzymywały leków, aby kontrolować w ten sposób 
skuteczność sulfonamidów. Jak sobie przypominam, wykonano sześć 
serii doświadczeń. Śmiertelne przypadki wydarzyły się tylko w 
dwóch ostatnich seriach"8. 
Pierwszą grupę, liczącą dziesięć osób, zoperowano 30 września 1942 
r. Drugą, dwunastoosobową, 7 października. W każdej z grup 
tworzono pary badawcze: jedną osobę zakażano zarazkami 
ropotwórczymi, drugą bez-tlenowcami. Każdą parę leczono odrębnym 
sulfonamidem, zaznaczając na nałożonym opatrunku gipsowym 
odpowiednie oznakowania. Litera A oznaczała antistrep-tinę, E — 
eleudron, C — cibasol, U — uliron, M — mar-fanil, T — tibatinę, K 
— grupę kontrolną. W,pierwszej serii zmarły dwie osoby. Zakażono 
je zgorzelą gazową. Jedna z osób zmarła wśród objawów tężca, druga 
z wykrwawienia. 

background image

W powojennych zeznaniach świadków śmierć z powodu tężca 
udowodniono bezspornie. Nasuwa się pytanie: czy eksperymentatorzy 
świadomie użyli zarazków tężca do badań, czy też domieszały się 
one przez przypadek? Do ran dodawano ziemi, aby pogorszyć warunki 
zakażenia. Wykonawcy tych doświadczeń zeznając przed sądem 
zaprzeczyli, jakoby podejmowali próby zakażenia zarazkami tężca. 
Nie ulega wątpliwości, że już samo dodawanie ziemi do rany stwarza 
potencjalne niebezpieczeństwo zakażenia tężcem. Należy jednak 
podkreślić, że w raportach do władz eksperymentatorzy nie 
wspominają o próbach leczenia tężca za pomocą sulfonamidów. Szef 
Instytutu Higieny Waffen SS Joachim Mrugowsky zeznał: „W 
Instytucie mieliśmy pewien zbiór kultur bakteryjnych. Między nimi 
były niewielkie ilości kultury tężca, pochodzące z pewnego 
zagranicznego Instytutu. Umiesz- 
8 Zeznania Fritza Fischera, jw. 
175 
czone one były w postaci proszku w małych probówkach i nigdy nie 
były użyte"9. Aczkolwiek dane te przemawiają przeciwko celowemu 
użyciu zarazków tężca, nie można jednak odrzucić przypuszczenia, 
że próby takie przeprowadzono choćby na jednej osobie. Nieco 
podobne objawy tężca, jak u pierwszej zmarłej, wystąpiły u jej 
współtowarzy-szki. Tę kobietę leczono bardzo intensywnie jakimiś 
zastrzykami   (prawdopodobnie   surowicą   przeciwtężcową). 
0 tych doświadczeniach tak wspomina jedna z ofiar: „Dnia 29 
września zostałam wzięta do rewiru. Przed salą 
operacyjną dano mi zastrzyk. Obudziłam się na swoim łóżku 
1 wyczułam bardzo silny ból w prawej nodze. Temperatura 
przekraczała 40 stopni. Otrzymałam oznaczenie E-2. Z mojej grupy 
zmarła Weronika Kraska. Trzy razy dziennie otrzymywałam zastrzyki. 
Po pięciu dniach Kraska zaczęła zapadać na zdrowiu. Uskarżała się 
na prężność w krzyżu, bóle w karku. W ciągu dwóch dób przechodziła 
ona straszne męki. Po prostu nie krzyczała, ale wyła, a twarz była 
potwornie zmieniona cierpieniami. W drugim dniu siostra Eryka SS-
manka dała chorej zastrzyk i gdy wydobywała igłę, chora skonała. 
Od tego czasu dr Oberheuser poczęła mi dawać podwójną ilość 
zastrzyków" 10. 
W terminie późniejszym na dwóch osobach z tej grupy Niemcy 
wykonali wyroki śmierci (w lutym i we wrześniu 1943 r.). 
Drugą serię badań, najcięższą, rozpoczęto 7 października 1942 r. 
Przeprowadzono ją na 12 Polkach. Pogarszając ukrwienie kończyn, 
operacyjnie wywoływano martwicę tkanek, ułatwiając rozwój zarazków 
beztlenowych. W wyniku tych doświadczeń zmarły trzy kobiety, w tym 
dwie z objawami ciężkiej zgorzeli gazowej. 
Ogółem w następstwie tych doświadczeń w straszliwych męczarniach 
zmarło pięć młodych Polek. W ostatnich dniach ich życia nie 
udzielono im żadnej pomocy lekarskiej. Według zeznań polskiej 
lekarki Zofii Mączki, byłej więźniarki obozu w Ravensbriick, 
pracownicy rewiru, istniała możliwość uratowania operowanym życia, 
gdyby amputowano zakażoną kończynę lub podano odpowiednią ilość 
9  Zeznania Joachima Mrugowsky'ego na procesie lekarzy w 
Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-20, s. 5112. 

background image

10  Zeznania Zofii Sas-Hoszowskiej (Akta procesu załogi 
Ravensbriick w Hamburgu), tamże, sygn. ob. 196. 
176 
surowicy przeciwko zgorzeli gazowej. Niestety, nie podjęto takich 
prób. Zofia Mączka tak zeznała przed Trybunałem w Norymberdze, 
opisując przypadki śmierci Polek, ofiar doświadczeń Gebhardta i 
Fischera w Ravensbruck: 
„Weronika Kraska. Kilka dni po operacji wystąpiły typowe objawy 
tężca, które trwały bardzo krótko i doprowadziły do śmierci. 
Zmarła w napadach typowych skurczów, które powoduje tężec. 
Normalnie, kiedy stwierdza się tężec, stosuje się surowicę, ale tu 
podawano dla celów eksperymentalnych sulfonamidy. 
Kazimierę Kurowską zakażono zarazkami zgorzeli gazowej. Choroba 
wolno posuwała się u niej. Noga stawała się z dnia na dzień coraz 
bardziej obrzękła i od stopy czarna. Tylko początkowo troszczono 
się o nią. Potem przeniesiono ją do sali nr 4, gdzie bez pomocy 
umierała w nie dających się opisać bólach i krzykach. 
Anielę Lefanowicz zakażono zgorzelą gazową. Noga jej stawała się 
coraz gorsza i obrzęknięta. Nadżarte naczynia krwionośne pękały 
powodując jej śmierć z wykrwawienia. Nie udzielono jej również 
prawidłowej i koniecznej pomocy. 
Zofia Kiecol umarła w ten sposób jak Lefanowicz. Był to podobny 
przypadek. 
Alfreda Prus była silniej zbudowana niż Kiecol i Lefanowicz, 
dlatego żyła kilka dni dłużej. Przeniesiono ją także do rewiru, 
aby tam umarła bez pomocy. Studentka Uniwersytetu, piękna jak 
obrazek 21-letnia dziewczyna, umierała w straszliwych 
cierpieniach" ". 
Wykonane próby nie dały żadnych pozytywnych wyników. Gebhardt 
postanowił jednak przeprowadzić jeszcze doświadczenia z 
wywoływaniem zakażeń za pomocą wstrzyknięć, pozorując w ten sposób 
zakażenia krwiopochodne. Część osób wybranych do prób postanowiono 
leczyć przez nacinanie ropni, a pozostałych zachowawczo. Grupa 
leczona zachowawczo otrzymywała dożylnie i domięśniowo różne 
zastrzyki sulfonamidowe. Natomiast nacięcia robiono od pierwszego 
do czwartego dnia zakażenia. Oznakowania w obu grupach wskazują, 
że stosowano różnego rodzaju sulfonamidy, przy czym w grupie 
leczonej chirurgicznie prawdopodobnie podawano je również 
miejscowo. Proces 
" Zeznania dr Zofii Mączki na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-6^. 1448—1457. 
12 — Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
177 
gojenia u osób leczonych chirurgicznie był bardzo długi. U 
niektórych spośród nich pozostały na stałe duże ubytki tkankowe. 
Po zakończeniu badań Gebhardt i Fischer opracowali sprawozdanie, 
oceniając negatywnie przydatność sulfonamidów do leczenia zakażeń 
zgorzelą gazową. Sprawozdanie to zgłoszono jako referat na IV 
konferencję lekarzy konsultantów Wehrmachtu, na której omawiano 
rozmaite sprawy medycyny wojskowej. Konferencja, zwołana przez 
prof. dr. Siegfrieda Handlosera, głównego inspektora sanitarnego 

background image

Wehrmachtu, odbyła się 24—26 maja 1943 r. w Akademii Wojskowej w 
Berlinie. Gebhardt wygłosił referat pt: Beson-dere Versuche iiber 
Sidfonamidwirkungen (Specjalne badania na temat działania 
sulfonamidów). W słowie wstępnym oświadczył on, że doświadczenia 
robiono na więźniach skazanych na śmierć, którym zapewniono zmianę 
kary na dożywotni pobyt w obozie. Autorzy nie kryli, że w trakcie 
doświadczeń zdarzyły się trzy przypadki śmierci, zaniżając jednak 
ich rzeczywistą liczbę. W dyskusji nikt nie zdobył się na krytykę 
metod przeprowadzonych badań12. 
Jaki był praktyczny wynik tych doświadczeń? Prof. Sieg-fried 
Handloser oświadczył na procesie norymberskim, że lekarzom 
wojskowym rozesłano komunikat w sprawie leczenia ran 
postrzałowych, w którym, omawiając wyniki doświadczeń Gebhardta i 
Fischera, stwierdzono, że „ropienia wywołanego przez pospolite 
zarazki ropotwórcze nie daje się opanować sulfonamidami 
stosowanymi zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie"13. 
Oceniając te próby, należy stwierdzić, że nie istniała żadna 
potrzeba wykonywania ich na więźniach w tak brutalny i zbrodniczy 
sposób. W wielu niemieckich szpitalach leżały wówczas tysiące 
żołnierzy, cierpiących na różne zakażenia przyranne, a więc była 
to stosowna okazja do zbadania skuteczności sulfonamidów. 
Prawdopodobnie uzyskano by wyniki zbliżone, ale oparte na większym 
materiale statystycznym, a więc bardziej wiarygodne. Wartość zaś 
samych prób wykonanych w Ravensbruck pomniejszało przeprowadzenie 
ich na więźniarkach osłabionych i niedożywionych, 
12  Oświadczenie Fritza Fischera na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże, sygn. ATW-1, Lpn-4, s. 818. 
13  Oświadczenie Siegfrieda Handlosera na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże, sygn. ATW-1, Lpn-4, s. 3069—3070. 
178 
u których procesy gojenia musiały być upośledzone. Próby te można 
było również wykonać na zwierzętach, szybko uzyskując ocenę 
skuteczności poszczególnych sulfonamidów w wybranych zakażeniach. 
Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej znano wartość 
sulfonamidów w lecznictwie. Wprawdzie odkrywcą sulfonamidów, 
niemiecki lekarz Gerhard Domaghk, wskazywał na skuteczne działanie 
tych leków na zarazki zgorzeli gazowej, nie zostało to jednak 
potwierdzone przez klinicystów. Wszystkie te dane powinni znać 
eksperymentatorzy. Doświadczenia Gebhardta i Fischera narażały 
wszystkie ofiary zakażone beztlenowcami na śmiertelne 
niebezpieczeństwo. Leczenie tego rodzaju zakażeń należy do 
najtrudniejszych zadań klinicznych. Sam Gebhardt zeznał na 
procesie norymberskim, że zachorowanie na zgorzel gazową w 
warunkach frontowych dawało śmiertelność sięgającą 60% 14. 
Doświadczenia te nosiły zatem wszelkie znamiona morderstw, 
dokonywanych z premedytacją. 
14 Zeznania Karla Gebhardta na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Ldn-27, s. 24. 
Rozdział II 
BADANIA NAD ODNOWĄ MIĘŚNI, NERWOWI KOŚCI 

background image

Badania te w związku z osobami do nich użytymi mają pewne wspólne 
cechy z próbami nad wartością sulfonamidów w leczeniu zgorzeli 
gazowej. W obu doświadczeniach ofiarami były bowiem młode Polki, 
więźniarki obozu w Ra-vensbriick z tzw. transportu lubelskiego 
(patrz również Aneks 3 — Dokument nr 8). 
Doświadczenia nad odnową mięśni i nerwów 
Doświadczenia te miały na celu badanie szybkości odros-tu mięśni i 
nerwów na użytek chirurgii plastycznej. Już ich założenia 
wskazywały, że można je było przeprowadzić na zwierzętach, a nie 
na więźniach. Myśl wykonania tego rodzaju badań wyszła 
prawdopodobnie od Fritza Fischera, który pracując na uniwersytecie 
zajmował się problemem odnowy tkanek. 
Podczas procesu w Norymberdze Fritz Fischer powiedział, że tylko 
na jednej osobie wykonał operację dla badania odnowy mięśniowejl. 
W tym celu wycinał on kawałek mięśnia podudzia lub uda, a po 
tygodniu ponownie otwierał miejsce nacięcia i pobierał tkankę 
mięśniową otaczającą pierwotny wycinek. Według Fischera operacje 
te wykony- 
1 Zeznania Fritza Fischera na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Ldn-10, s. 1—11. 
180 
wano na życzenie przybocznego lekarza Himmlera, Ludwiga 
Stumpfeggera. 
„...Po przybyciu dr. Stumpfeggera z Naczelnego Dowództwa 
Wojskowego, jesienią 1942 roku, prof. Gebhardt wyjaśnił, że lekarz 
ten ma rozkaz przeprowadzenia w Ravens-briick doświadczeń w 
większym rozmiarze. Próby te miały wyjaśnić pewne zagadnienia 
chirurgii plastycznej, które miały szczególne znaczenie w czasie 
wojny. Profesor Gebhardt wiedział, że w uniwersytecie pracowałem 
nad odnową tkanek. Rozkazał mi przygotować plan takich zabiegów. 
Polecono mi asystować dr. Stumpfeggerowi, ponieważ jako lekarz w 
sztabie Himmlera mógł on być od czasu do czasu nieobecny. 
...Operację przeprowadzono następująco: Po przecięciu powięzi 
wycinano kawałek mięśnia wielkości małego palca. Powięź i skórę 
zaszywano i zakładano opatrunek gipsowy. Po tygodniu otwierano 
ranę na skórze i pobierano część mięśnia otaczającego okolicę 
uprzednio wyciętą"2. 
Jest pewne, że takich operacji dokonano na czterech osobach. U 
jednej z nich przeprowadzono również zabiegi na nerwie 
strzałkowym, w następstwie czego pozostał na stałe niedowład 
kończyn. U tej kobiety wykonano po wojnie próbę zabiegu 
korekcyjnego. Niestety, nie powiodła się, gdyż: „centralny koniec 
nerwu strzałkowego przedstawiał się jako nerwiak, a obwodowej 
części nie znaleziono"3. 
U każdej z ofiar dokonano kilkakrotnego wycinania mięśni po dwóch, 
czterech, sześciu lub ośmiu tygodniach od pierwotnego nacięcia. 
Przypuszczalnie wycinki te wysyłano do badania 
histopatologicznego. Warunki, w jakich przeprowadzano operacje, 
nie zawsze sprzyjały aseptyce. Doświadczenia trwały od 30 
października do 19 listopada 1942 r. Były to więc jak gdyby 
dodatkowe badania wykonane obok planowanych badań głównych. Można 

background image

sądzić, że poza osobami specjalnie wybranymi do tych badań, Fritz 
Fischer dokonał ich na ofiarach, które już operowano z racji 
doświadczeń z sulfonamidami. Miał on całkowitą swobodę 
dysponowania tymi więźniarkami. A więc powtarzano zabiegi 
chirurgiczne u niektórych z nich zakażonych zgorzelą 
2 Tamże. 

K. M i c h e j d a, Wyniki ekspertyzy sądowo-lekarskiej operacji 
doświadczalnych w obozie koncentracyjnym w Ravensbrilck, „Biuletyn 
GKBZHwP", 1947, nr 2, s. 134—175. 
181 
gazową, a następnie leczonych z tego powodu operacyjnie. Takie 
powtórne zabiegi wykonano u sześciu osób z ogólnej liczby 
dziewięciu, z grupy doświadczeń tzw. sulfonamido-wych. Być może 
Fischer miał zamiar porównać przebieg odnowy uszkodzonych mięśni w 
rozmaitych warunkach: septycznych i aseptycznych. Fritz Fischer 
przeprowadził badania na temat odnowy mięśni na co najmniej 
dziesięciu więźniarkach, z czego cztery użyto specjalnie do tego 
celu. Nie jest znany naukowy plan tych badań. Fritz Fischer na 
rozprawie w Norymberdze oświadczył, że protestował przeciwko 
doświadczeniom na ludziach i odrzucił możliwość habilitacji, aby 
nie kontynuować tych badań4. Jego rzekomo szczere wypowiedzi stoją 
w sprzeczności z faktami. 
Doświadczenia nad odnową kości 
Według Zofii Mączki w Ravensbriick wykonywano trzy rodzaje 
operacji kostnych: łamanie, przeszczepianie i pobieranie listew 
kostnych. W niektórych łączono różne rodzaje tych zabiegów. Celem 
operacji było: 
a)  porównanie zrastania się złamanych kości leczonych klamrami i 
bez nich, 
b)  badanie przebiegu odnowy kości: między innymi czy odnowa ta 
zależy od istnienia okostnej, 
. c) pozyskiwanie listew kostnych do przeszczepów5. Według 
Gebhardta i Fischera operacji kości dokonywał od jesieni 1942 r. 
do marca 1943 r. były asystent Gebhardta, osobisty chirurg 
Himmlera — Ludwig Stumpfegger. Ogółem dokonano tych operacji na 24 
więźniarkach: 22 Polkach, Ukraince i Niemce. Spośród nich jedna 
była uprzednio wykorzystywana do operacji mięśni. Wiele kobiet z 
tej grupy operowano kilkakrotnie. Nie wyklucza się, że przy tej 
okazji Fischer pobierał również wycinki z mięśni do swych badań. 
Operacje powtarzano w różnych odstępach czasu: od dwóch do 
czterech tygodni. Sześciokrotnie operowano jedną z  najmłodszych 
więźniarek 
4  Zeznania Fritza Fischera na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Ldn-10. 
5  Z. Mączka, Operacje doświadczalne przeprowadzane w obozie 
koncentracyjnym   w   Ravensbruck,   „Polski   Tygodnik   
Lekarski",   1946. nr 34—;35, s. 1074. 
182 
 

background image

— Barbarę Pietrzyk6. Każda operacja kości trwała kilka godzin. Na 
jeden dzień wyznaczano nie więcej niż dwie osoby. Początkowo 
operował Fischer lub Gebhardt z asystą lekarzy obozowych: 
Oberheuser i Schiedlausky'ego. Później do operacji włączył się też 
Ludwig Stumpfegger. 
Operacje zakończono 16 stycznia 1943 r., a później kontynuowano 
jedynie próby już rozpoczęte. Wśród tych doświadczeń niezrozumiały 
jest cel operacji kostnych podjętych 15 sierpnia 1943 r. w bunkrze 
obozowym, po rozpaczliwej i zbiorowej obronie więźniarek. Operacje 
w bunkrze wykonywano bowiem w warunkach uniemożliwiających 
pozyskanie materiału aseptycznego. Być może chodziło o zbadanie 
gojenia się złamań kości, dotkniętych zakażeniem (patrz również 
Aneks 3 — Dokument nr 9). 
Wśród doświadczeń nad przebiegiem odnowy kości zdumiewa operacja 
przeprowadzona 8 września.1942 r. Młodej kobiecie operatorzy 
usunęli z obu podudzi duży wycinek kości strzałkowej, chcąc 
sprawdzić znany fakt w chirurgii, że pozostawienie okostnej daje 
duże szansę odrostu kości. Po zabiegu eksperymentator pozostawił 
swą ofiarę bez rekonstrukcji wyciętego fragmentu. 
Badając po wojnie tę ofiarę doświadczeń kostnych, komisja sądowo-
lekarska stwierdziła między innymi: „Krystyna D.J. była poddana 
operacji kostnej obu podudzi, polegającej na częściowej resekcji 
strzałki po stronie prawej z wytworzeniem ubytku i prawdopodobnie 
resekcji po stronie lewej z wszczepieniem w to miejsce kości 
wziętej ze strony przeciwnej. Powikłania wytworzyły stan 
zagrażający życiu. Operacja wykonana była bez wskazań lekarskich" 

Kilka operacji doświadczalnych polegało na łamaniu kości i 
następnie na śledzeniu szybkości zrastania się kikutów łączonych 
klamrami i bez nich w warunkach septycznych i aseptycznych. W 
czasie doświadczeń kości łamano sztucznie. W tym samym czasie we 
wszystkich szpitalach frontowych dysponowano chorymi z urazami 
kostnymi. Na wielkim materiale można więc było prześledzić to 
zagadnienie, nie uciekając się do tortur zadawanych młodym 
kobietom dla wątpliwych 
6 Kiedrzyńska, Ravensbriick... 
1 Zeznania lekarki Zofii Mączki na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-6, s. 458—1459. 
183 
zresztą wniosków naukowych. Doświadczenia te tak wspomina Zofia 
Mączka: 
„Wykonałam zdjęcia u tych więźniarek i stwierdziłam, że obie miały 
zmiany w kościach świadczące o przebytym zapaleniu. Pokazuję 
zdjęcia i mówię, że nie są to kości zdrowe. Dr Oberheuser (Hertha 
Oberheuser była lekarką obozową) odpowiedziała: »właśnie chodzi 
nam o obserwację, jak będą oddziaływały listwy pobrane z kości 
uprzednio patologicznie zmienionych«. Operowane chorowały bardzo 
ciężko, leżały w wysokiej gorączce. Opatrunki zmieniano nieraz 
dopiero po 14 dniach. Cuchnąca ropa lała się z otwartych ran, 
przyprawiając o mdłości przytomniejsze. Okna musiały być szczelnie 

background image

zamknięte. Policjantki obozowe pilnie strzegły, aby nie było 
kontaktu z operowanymi". 
Eksperymentatorzy starali się zatrzeć możliwie wszystkie ślady. 
Wyników badań tzw. kostnych nigdzie nie opublikowano. Z tych też 
powodów trudna jest pełna rekonstrukcja zdarzeń. 
Doświadczenia z sulfonamidami nad odnową kości, mięśni i nerwów 
przeprowadzono .ogółem na 76 osobach, wśród których były 74 Polki. 
W następstwie tych zabiegów zmarło pięć Polek, sześć zgładzono w 
ciągu 1943 r., a 63 przetrzymały te doświadczenia. O wyjątkowym 
okrucieństwie oprawców mogą świadczyć fakty odraczania egzekucji 
na krótkie okresy, potrzebne do ukończenia badań. Tak np. było w 
przypadku Anieli Sobolewskiej. O tym wydarzeniu tak powiedziała dr 
Zofia Mączka na procesie lekarzy w Norymberdze: „Jest mi wiadome, 
że sześć kobiet operowanych rozstrzelano po operacjach. Rozalia 
Gutek była jeszcze chora w rewirze, kiedy wywołano ją do 
egzekucji. Oberheuser odroczyła egzekucję. Również u drugiej, 
Anieli Sobolewskiej, odroczono egzekucję, gdyż chciano dokonać 
kontrolnych zdjęć rentgenowskich"8. 
Stosunkowo bardzo wcześnie przekazano za granicę wiadomości o 
doświadczalnych operacjach wykonywanych na kobietach Polkach w 
Ravensbriick. Prawda o doświadczeniach w Ravensbriick przedostała 
się za granicę różnymi kanałami. Grupa więźniarek przekazała 
wiadomości do kraju w korespondencji do rodzin,  pisząc je 
sekretnym pismem9.   Rodziny 
8  Mączka, Operacje doświadczalne..., jw. 
9  K. Czyż-Włlgatowa, Wspomnienia operowanej w Ratensbrikk, w: 
Ponad ludzką miarę, Warszawa 1963, s. 51—72. 
184 
odebrały hasło, że listy zawierają wiadomości sekretne i umownym 
hasłem podały nadawcom, że je odczytały. W korespondencjach tych 
przesłano pełną listę operowanych i operatorów. Główna odbiorczym 
korespondencji (matka jednej z więźniarek) była szefem Wojskowej 
Służby Kobiet Armii Krajowej na Okręg Lubelski. Przez zastępcę 
komendanta tego okręgu przekazano wiadomości do Londynu. Pozyskane 
informacje publikowano w prasie podziemnej i przesłano je również 
w raportach Delegatury Rządu do Londynu. Tak np. w podziemnej 
gazetce: „Pro memoria" pisano: 
„Od sierpnia 1942 roku grupa paruset osadzonych w tym obozie Polek 
poddawana jest przez lekarzy niemieckich doświadczeniom 
chirurgicznym o charakterze operacji i zastrzyków, powodujących u 
pacjentów ciężkie skutki. Są to zakaźne operacje mięśniowe i 
kostne. Zakaźne to cięcia na łydce długości 15 cm, długo 
ropiejące. Kostne robione są na obu nogach i każde cięcie kolejno 
drugi raz otwierane. Wiele z operowanych zmarło. Szereg Polek 
poddawano już parokrotnym ponownym doświadczeniom 
chirurgicznym"10. 
Wiadomości przekazywano również za pośrednictwem Polaków 
spotykanych na zewnątrz obozu. Tak np. grupa pracująca w 
Neustrelitz w tzw. Ladekommando zetknęła się z oficerami z oflagu 
i przez nich przesłała wiadomość o tym, co się dzieje w 
Ravensbruck. 

background image

W marcu 1943 r. na polecenie prof. Gebhardta wezwano następną 
grupę więźniarek dla wykonania na nich operacji doświadczalnych. 
Zarówno mające być operowane, jak i te, które już operowano, 
postanowiły zaprotestować. Napisały list do komendanta obozu 
Fritza Suhrena następującej treści: ,,Od sierpnia 1942 roku 
wykonuje się w obozie koncentracyjnym w Ravensbriick operacje 
doświadczalne na całkowicie zdrowych więźniarkach politycznych 
narodowości polskiej, bez ich zgody. Określenie »króliki do-
świadczalne« ogólnie używane w rewirze — wskazuje na charakter 
tych operacji. W styczniu 1943 roku lekarze twierdzili, że więcej 
nie będą wykonywane operacje. Ponownie jednak wywołano nowe 
więźniarki. Prosimy Pana Komendanta Obozu o poinformowanie, czy 
przeprowadzone na nas operacje wykonywane są na podstawie wyroków, 
gdyż, jak nam jest wiadome, prawo między- 
CA KC PZPR, sygn. 20M-34, „Pro memoria", s. 10. 
185 
narodowe nie zezwala na wykonywanie operacji doświadczalnych na 
więźniach" ". 
Pismo to zaniesiono w demonstracyjnym pochodzie „królików" do 
komendantury. Komendant nie przyjął zbuntowanych więźniarek, ale i 
nie ukarał ich, rzecz wprost niewiarygodna w warunkach obozowych. 
Nie odbyły się również planowane operacje. Według zeznań 
komendanta obozu Fritza Suhrena odmówił on prof. Karłowi Gebhard-
towi dostarczenia kobiet na operacje. O tym wydarzeniu tak 
zeznawał Fritz Suhren: 
„Z początkiem 1943 roku udałem się do Berlina, aby uprosić SS-
gruppenfuhrera Miillera o zwolnienie mojego obozu od tych 
doświadczeń. Muller zgodził się ze mną i oświadczył, że te zabiegi 
nie będą więcej dokonywane w obozie w Ravensbriick. Pewnego dnia 
zameldował mi dr Trommer, że przybył przedstawiciel Gebhardta i 
zażądał nowych kobiet do doświadczeń. Odpowiedziałem, że nie 
dostarczę żadnych kobiet do eksperymentów. Tego samego dnia 
Gebhardt zwymyślał mnie telefonicznie i zagroził, że całe 
wydarzenie przedstawi SS-reichsfuhrerowi. Otrzymałem rozkaz od 
Gliicksa — dostarczenia trzech dalszych kobiet do dyspozycji 
Gebhardta" n. 
Drugi bunt więźniarki wszczęły 15 sierpnia 1943 r. Wezwano wówczas 
do rewiru dziesięć kobiet. Wywołane nie zgłosiły się, wiedząc, że 
wszystko jest przygotowane do operacji. Wobec tego cały blok nr 15 
Polek otrzymał polecenie ustawienia się na placu, a nadzorczyni 
Binz wywołała więźniarki planowane do operacji. Wezwane 
oświadczyfy, że nie zgadzają się na żadne operacje. Binz próbowała 
wytłumaczyć, że nie chodzi o operacje i zabrała wywołane do 
komendantury. Sprzed komendantury wszystkie więźniarki uciekły i 
zmieszały się z koleżankami, stojącymi na apelu przed blokiem. Ale 
stąd policjantki obozowe zabrały je ponownie siłą i zaprowadziły 
do bunkra. Cały blok więźniarek otrzymał karę trzydniowego 
aresztu, polegającego na zamknięciu w bloku w ciemnościach, bez 
wentylacji i pożywienia. 
Nie był to koniec historii doświadczalnych operacji na Polkach w 
Ravensbriick. W 1945 r. rozpoczęła się rozpacz- 

background image

" Die Frauen von Ravensbriick, Berlin 1973, s. 139. 12 Zeznania 
Fritza  Suhrena na procesie  lekarzy w  Norymberdze, Archiwum 
GKBZHwP, sygn. ATW-1, Ldn-18, s. 12. 
186 
liwa walka o ich życie. Zacierając bowiem ślady swych zbrodni, 
hitlerowcy planowali zgładzenie wszystkich „królików" z 
Ravensbriick. Operowane żyły w ciągłym strachu. Potęgowały go 
egzekucje wykonywane na współtowarzysz-kach. Tę walkę o ocalenie 
życia wspomagały inne więźniarki. 4 lutego 1945 r. miał być 
prawdopodobnie ostatnim dniem życia „królików" z Ravensbriick. 
Podczas rannego apelu blok 24, gdzie przebywały ofiary 
doświadczeń, otoczyła obozowa policja. Pomoc zorganizowana przez 
współwięźniarki doprowadziła do ataku różnych grup spoza bloku na 
policjantki obozowe. Powstało zamieszanie, które ułatwiło 
„królikom" ukrycie się w różnych blokach. W tym czasie w obozie 
panował wielki chaos, gdyż stale przybywało wiele transportów z 
Oświęcimia. 
W następnych tygodniach władze obozowe poszukiwały „królików". 
Ukrywały się one w różny sposób, nawet w kryjówkach wykopanych pod 
blokami. Pod fałszywymi nazwiskami i numerami część z nich 
opuściła obóz, wyjeżdżając do podobozów. Pod koniec kwietnia 1945 
r. trzem „królikom" udało się przedostać pod fałszywymi nazwiskami 
do transportu więźniarek zabieranych do Szwecji przez Szwedzki 
Czerwony Krzyż. O tych wydarzeniach tak zeznawała dr Zofia Mączka: 
„Wszystkie one żyły w mniemaniu, że będą stracone. W lutym 1945 
roku zebrano je wszystkie i powiedziano, że pojadą transportem do 
Gross-Rosen. Wiedzieliśmy z »Vólkischer Beobachter«, że Gross-
Rosen było już w rękach alianckich, z tego wywnioskowaliśmy, że 
chodzi tu o Himmelkommando. W obozie panowała wtedy dezorganizacja 
i dziewczyny ukrywały się oraz pozmieniały swoje numery. W ten 
sposób uratowały się" n. 
Ciekawe światło na stosunek komendanta obozu Fritza Suhrena do 
operowanych w końcowej fazie wojny rzucają relacje jednej z ofiar 
doświadczeń Gebhardta: 
„...Fritza Suhrena widziałam po raz pierwszy w grudniu 1942 roku. 
Przyszedł do rewiru i pytał, na co chorujemy. Zaczęłam mu 
opowiadać o operacjach doświadczalnych. W pierwszej chwili nie 
chciał wierzyć lub udawał, że nie 
13 Zeznania lekarki Zofii Mączki na procesie lekarzy w 
Norymberdze, tamże, ATW-1, Lpn-6, s. 1459. 
187 
wierzy. Potem powiedział, że on nie ma władzy nad rewirem. W lutym 
1945 roku przyszła na nasz blok strażniczka z listą »królików« i 
oznajmiła, że mamy przygotować się do transportu do Gross-Rosen. 
Jednocześnie wezwała mnie i powiedziała, że Suhren chce ze mną 
rozmawiać. Poszłyśmy z Kamińską i blokową. Suhren powiedział, że 
mamy opuścić obóz, że czekają na nas dwa wagony na stacji 
kolejowej we Furstenbergu. Wtedy powiedziałam mu, że my za bramę 
nie wyjdziemy, bo Gross-Rosen jest w rękach wojsk sowieckich. 
Suhren był bardzo niepewny. Powiedziałyśmy mu, że jeśli wyjdziemy 
z życiem, to powiemy aliantom, że zawdzięczamy to jemu. On wtedy 

background image

bał się o własną skórę na równi z nami. Powiedział, że jeśli nas w 
obozie nie rozpozna, to i nie będzie mógł wysłać. Po powrocie 
powiedziałyśmy to pozostałym operowanym. Szukano naszej grupy na 
apelach. Gdyby Suhren naprawdę nie bał się końca wojny, mógłby nas 
wyłapać, używając do tego psów lub gdyby kazał zdjąć pończochy"14. 
Przekazywanie wiadomości o operacjach doświadczalnych, zdecydowany 
opór więźniarek przeciwko zabiegom, ukrywanie ofiar wiele miesięcy 
w obozie, aby uchronić je przed zagładą, niewątpliwie chlubnie 
wyróżnia Polki w historii doświadczeń, dokonywanych w 
hitlerowskich obozach koncentracyjnych. 
14 Pismo Zofii Kotowskiej w sprawie wydarzeń w Ravensbriick, 
relacja nie publikowana przekazana autorowi. 
Rozdział III 
BADANIA NAD PRZESZCZEPAMI KOSTNYMI 
Próby przeszczepów kostnych w Ravensbruck 
Badania te mogłyby stanowić wydarzenie dużej wagi w historii 
chirurgii plastycznej, gdyby nie łączyły się z morderstwami na 
użytych do nich ofiarach. Całe kości pobrane od więźniarek, 
chorych psychicznie, bez wyrażenia przez nie zgody, przeszczepiano 
Niemcom w zakładzie leczniczym w Hohenlychen. Po wzięciu kości do 
przeszczepień ofiary zabijano. Nie jest znana dokładna ich liczba. 
Dr Zofia Mączka znała dziesięć chorych psychicznie więźniarek, 
przygotowywanych do zabiegów transplantacyj-nych. Stwierdziła ona 
z całą pewnością uśmiercenie dwóch osób po odcięciu im kończyny', 
a była więźniarka Stanisława Cz. — pięciu. Przed komisją badającą 
doświadczenia zbrodnicze w Ravensbruck Stanisława Cz. zeznała: 
„W czasie mego pobytu w szpitalu przyprowadzono pewnego dnia do 
szpitala pięć więźniarek umysłowo chorych. Jedna z nich była 
Czeszką, jedna Jugosłowianką, jedna Niemką, a dwie to Rosjanki. 
Więźniarki te przetrzymano na naszej sali przez kilka dni. Z 
zachowania ich było widoczne, że rzeczywiście były one psychicznie 
chore. Te pięć więźniarek zabierano w pewnych odstępach czasu z 
naszej sali i następnie nie wracały one do nas. Z opowiadań pewnej 
pielęgniarki Polki dowiedziałam się, że po dokonaniu na 
' Zeznanie lekarki Zofii Mączki na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-6, s. 1467. 
189 

nich operacji zabito je za pomocą zastrzyków. Pielęgniarka 
widziała trupy tych pięciu więźniarek i stwierdziła, że miały one 
ucięte kończyny. Zwłoki tych więźniarek wywieziono w zamkniętych 
skrzyniach, podczas gdy inne trupy wywożono zwyczajnie w otwartych 
wozach"2. 
Trudno ustalić liczbę dokonanych operacji, gdyż utrzymywano je w 
tajemnicy. Z tych też powodów nie wiadomo, czy wśród ofiar nie 
było Polek. Według zeznań Gebhardta propozycję badań nad 
przeszczepami kostnymi wysunął Ludwig Stumpfegger SS.-
standartenfuhrer, ponieważ tymi zagadnieniami interesował się 
szczególnie3. 
W okresie wykonywania planowanych zbrodniczych zabiegów 
transplantacyjnych w zakładzie leczniczym w Ho-henlychen, 

background image

oddalonym od Ravensbriick o 14 kilometrów, leczył się młody 
Niemiec, cierpiący na złośliwy nowotwór kości. Postanowiono 
choremu usunąć obojczyk wraz z łopatką i przeszczepić mu takie 
same kości pobrane od więźniarki. Odpowiednią dziewczynę wybrano z 
grupy więźniarek psychicznie chorych. W oznaczonym dniu w 
Ravensbriick zjawił się dr Fritz Fischer i w asyście lekarza 
obozowego, Gerharda Schiedlausky'ego odjął prawą kończynę górną 
więźniarce, uśmiercając następnie ofiarę. Fischer przywiózł odjętą 
kończynę do Hohenlychen, gdzie czekali już prof. Karl Gebhardt i 
Ludwig Stumpfegger wraz z pacjentem przygotowanym do operacji. 
Według Gebhardta zabieg okazał się skuteczny. Pacjent ten żył 
jeszcze dwa lata po wojnie i jakoby władał sprawnie przeszczepioną 
kończyną. Trudno jednak uwierzyć w całkowitą sprawność 
przeszczepionej kończyny, jeśli wziąć pod uwagę oporność w 
odrastaniu nerwów, zwłaszcza ruchowych. A przecież w danym 
przypadku musiałby to być odrost na bardzo rozległej przestrzeni. 
Zatrudniona w rewirze obozowym dr Zofia Mączka, była więźniarka, 
tak zeznała na procesie norymberskim o kostnych operacjach: 
„Około 10 chorych psychicznie więźniarek przekazano do 
2  Oświadczenie byłej więźniarki Stanisławy Cz. cytowane za: K. 
Mi-chejda,   Wyniki ekspertyzy sądowo-lekarskiej.  Operacje 
doświadczalne w obozie koncentracyjnym Ravensbruck, „Biuletyn 
GKBZHwP", 1947, nr 2, s. 134—175. 
3  Zeznania Karla Gebhardta na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-ł, Ldn-27, s. 220—251. 
190 
 
rewiru i przygotowano do operacji. Osobiście znam dwa przypadki. W 
pierwszym chodziło o amputację nogi. Pielęgniarki zaprowadziły 
nienormalną do sali operacyjnej. Po pewnym czasie przewiozły ją do 
pomieszczenia, gdzie leżeli umarli. Pamiętam drugi przypadek. W 
tym dniu przybył do sali operacyjnej dr Fischer. Ponownie 
przyprowadzono nienormalną do sali operacyjnej. Po operacji 
przyszła do mnie więźniarka Quernheim i powiedziała: wiesz, Zofio, 
dzisiaj odjęto całą rękę z łopatką"4. 
Z medycznego punktu widzenia nie jest rzeczą niezwykłą dokonywanie 
przeszczepów w celach odtwórczych czy kosmetycznych. Używa się do 
tego różnego rodzaju kości, nawet zwierzęcych, protez metalowych 
albo materiałów plastycznych. Przeżycie chorego ze złośliwym 
nowotworem kostnym zależy, jak w każdym nowotworze, od wczesnego 
wykrycia choroby i odjęcia całej kości. Taki też zabieg zrobił 
prof. Gebhardt u opisywanego Niemca w odpowiednim czasie. 
Homeoplastyka całego stawu f>arkowego wraz z otaczającymi go 
kośćmi była z pewnością w owym czasie zabiegiem śmiałym i 
nowatorskim. Dokonano go jednak niezgodnie z etyką lekarską, gdyż 
zabieg łączył się albo ze śmiercią ofiary, albo z ciężkim 
nieodwracalnym kalectwem niedobrowolnej ofiary. 
W okresie wojny, zwłaszcza w tak wielkim Zakładzie Leczniczym jak 
Hohenlychen, zdarzały się często przypadki śmierci ludzi 
przebywających na kuracji. Operatorzy mogli więc z łatwością 

background image

korzystać z przeszczepów kostnych pochodzących ze zwłok. Wybierali 
jednak drogę zbrodni, przeświadczeni o swej bezkarności. 
4 Zeznania lekarki Zofii Mączki na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-6, s. 1457. 
rewiru i przygotowano do operacji. Osobiście znam dwa przypadki. W 
pierwszym chodziło o amputację nogi. Pielęgniarki zaprowadziły 
nienormalną do sali operacyjnej. Po pewnym czasie przewiozły ją do 
pomieszczenia, gdzie leżeli umarli. Pamiętam drugi przypadek. W 
tym dniu przybył do sali operacyjnej dr Fischer. Ponownie 
przyprowadzono nienormalną do sali operacyjnej. Po operacji 
przyszła do mnie więźniarka Quernheim i powiedziała: wiesz, Zofio, 
dzisiaj odjęto całą rękę z łopatką" 4. 
Z medycznego punktu widzenia nie jest rzeczą niezwykłą dokonywanie 
przeszczepów w celach odtwórczych czy kosmetycznych. Używa się do 
tego różnego rodzaju kości, nawet zwierzęcych, protez metalowych 
albo materiałów plastycznych. Przeżycie chorego ze złośliwym 
nowotworem kostnym zależy, jak w każdym nowotworze, od wczesnego 
wykrycia choroby i odjęcia całej kości. Taki też zabieg zrobił 
prof. Gebhardt u opisywanego Niemca w odpowiednim czasie. 
Homeoplastyka całego stawu tarkowego wraz z otaczającymi go kośćmi 
była z pewnością w owym czasie zabiegiem śmiałym i nowatorskim. 
Dokonano go jednak niezgodnie z etyką lekarską, gdyż zabieg łączył 
się albo ze śmiercią ofiary, albo z ciężkim nieodwracalnym 
kalectwem niedobrowolnej ofiary. 
W okresie wojny, zwłaszcza w tak wielkim Zakładzie Leczniczym jak 
Hohenlychen, zdarzały się często przypadki śmierci ludzi 
przebywających na kuracji. Operatorzy mogli więc z łatwością 
korzystać z przeszczepów kostnych pochodzących ze zwłok. Wybierali 
jednak drogę zbrodni, przeświadczeni o swej bezkarności. 
4 Zeznania lekarki Zofii Mączki na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-6, s. 1457. 
Rozdział IV 
DOŚWIADCZENIA NAD LECZENIEM SZTUCZNIE SPOWODOWANYCH 
ROPOWIC 
Leczenie środkami homeopatycznymi 
Idea wykonania tych prób wyszła od Heinricha Him-mlera, który 
zawsze interesował się medycyną ludową. Uważał on, że lekarze 
niesłusznie zaniechali metod homeo-patycznych. Mając ogromną 
władzę, zlecił wykonanie badań nad wartością homeopatycznego 
leczenia chorób ropnych swemu naczelnemu lekarzowi Ernstowi 
Grawitzowi. Ten skrupulatnie wykonał polecenie szefa. Wyszukał 
odpowiednią ekipę lekarską i wydał jej właściwe zalecenia. 
Całością prób miał kierować dr Heinrich Schiitz, specjalista 
chorób wewnętrznych. Wspomagali go: chemik, dr Her-mann 
Kiesewetter, oraz prof. dr Theodor Laue z Monachium. Do obserwacji 
ofiar badań przydzielono też lekarzy obozowych, między innymi 
Karla Babora (vel Barbora) oraz Waldemara Woltera. 
Doświadczenia przeprowadzono w Dachau i w Oświęcimiu. Do 
doświadczeń wybierano więźniów różnej narodowości, przeważnie 
jednak Polaków i to najczęściej duchownych. U wybranych więźniów, 
przez wstrzyknięcie ropy w różne okolice ciała, wywoływano 

background image

ropowicę. Następnie chorych leczono według prawideł homeopatii 
bądź sulfonamidami według prawideł allopatii. Schiitz przesyłał 
odpowiednie meldunki o przeprowadzonych doświadczeniach Ernstowi 
Grawitzowi. Dołączał do nich również odpisy historii chorób. Pod 
koniec sierpnia 1942 r. prof. 
192 
Grawitz przesłał Himmlerowi sprawozdanie z przeprowadzonych 
doświadczeń. Oto co napisał w nim między innymi: „W nawiązaniu do 
poprzednich rezultatów leczenia posocznicy i innych chorób 
pozwalam sobie przesłać następujące tymczasowe sprawozdanie. 
I. 
W szpitalu SS w Dachau było leczonych środkami biochemicznymi w 
czasie wymienionym w raporcie 40 przypadków. Obok procesów ropnych 
leczono takie choroby, w których można było spodziewać się 
korzystnych zmian po leczeniu biochemicznym. 
Procesy ropne i ropowice                   17 
Posocznica                                          8 
Czyraczność i ropnie                           2 
Zakażone rany operacyjne                   1 
Malaria                                               5 
Ropień opłucnej                                  3 
Septyczne zapalenie wsierdzia              1 
Nerczyca                                             1 
Przewlekła rwa kulszowa                     1 
Kamica dróg żółciowych                     1 
Zgodnie ze wskazaniami biochemii w różnych przypadkach zastosowano 
następujące leki': 
Fosforan potasowy Fosforan żelaza Chlorek sodowy Fosforan wapniowy 
Fosforan magnezowy Fosforan sodowy Fluorek wapniowy 
D-6 
D-6 i D-12 
D-6 
D-6 
D-6 
D-6 
D-6 
Posocznice najczęściej wywoływano sztucznie. Wszystkie przypadki 
posocznicy zakończyły się śmiertelnie. Chorzy na 
1 Przez pojęcie „leczenie biochemiczne" Grawitz rozumie leczenie 
homeopatyczne. Użyte w tekście pisma oznaczenia D-4, D-6 itd. 
odpowiadają rozcieńczeniom leków używanych w homeopatii. D-4 
odpowiada więc rozcieńczeniu 1:10 000, D-6 1:100 000 itd. 
13 — Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
193 
 
 
malarię nie reagowali na leczenie. Rozlane procesy ropne (czyraki, 
ropnie, ropniaki opłucnej) oraz septyczne zapalenie wsierdzia, 
nerczyca, rwa kulszowa, kamica dróg żółciowych również nie 
reagowały na leczenie biochemiczne. Jeżeli przebieg choroby 
leczonej był pomyślny, nie różnił się on niczym od przebiegu 

background image

takiej samej choroby nie leczonej. Sugestia, że środki 
biochemiczne mają korzystny wpływ na chorobę, nasunęła się jedynie 
w pięciu przypadkach, z których cztery były stosunkowo błahe. 
Należy stwierdzić, że poważnie chorzy odmawiali przyjmowania 
tabletek biochemicznych, ponieważ stawało się dla nich torturą 
przyjmowanie ich co 5 minut przez dzień i noc. 
Reasumując można powiedzieć, że z liczby 40 przypadków 1 wynik był 
pozytywny, 4 dalsze pozytywne z zastrzeżeniem, a w 35 wynik był 
negatywny, z których 10 skończyło się śmiertelnie. 
II. 
W obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu leczono trzy przypadki 
posocznicy (która rozwinęła się z ropowicy) fosforanem potasowym 
D-4. W żadnym z tych przypadków nie zaobserwowano leczniczego 
wpływu na przebieg choroby. Wszystkie trzy przypadki zakończyły 
się śmiertelnie"2. 
Sprawozdanie Grawitza wprawiło Himmlera w gniew. Wystosował on do 
niego odpowiedź utrzymaną w ostrym tonie. Warto przytoczyć 
fragment tego listu.(Całość Aneks 3 — Dokument nr 10). 
Charakteryzuje on stosunek Himmlera do doświadczeń, jak również 
tłumaczy późniejszą żarliwość Grawitza w odniesieniu do innych 
pseudomedycz-nych doświadczeń. 
„Pańskie sprawozdanie z 29 sierpnia 1942 r. nie zadowala mnie w 
żadnym wypadku. Dokonane doświadczenia oraz zawarte w Pańskim 
piśmie charakterystyczne zdanie, że przyjmowanie tabletek było dla 
chorych niezwykle uciążliwe, są dowodem tego, że jeszcze jedna 
sprawa została załatwiona negatywnie. Do badań nad określonym 
problemem należy podchodzić naukowo, to znaczy wyjątkowo 
2 Raport naczelnego lekarza SS i policji Ernsta Grawitza do SS-
reichsfuhrera Heinricha Himmlera z 29 VIII 1942 r. w sprawie 
doświadczeń ropowiczych w obozie koncentracyjnym w Dachau i 
Oświęcimiu (dokument nr 409 procesu lekarzy w Norymberdze) 
cytowany za: Mitscherlich, Mielke, Nieludzka medycyna, s. 158—160. 
194 
sumiennie, i stosuje się takie metody badawcze, które w końcowym 
wyniku są niepodważalne, ze świętą powagą, że zamierza się coś 
przebadać. Nie może tu zaistnieć żaden problem za i przeciw. Do 
moich zadań nie należy osobiste sprawdzanie każdej metody 
badawczej. Jestem przekonany o tym, że Pan, który ma tytuł 
profesora — i jeśli się nie mylę, bardzo chętnie się nim posługuje 
— mógłby wnieść swój wkład do tych badań i ugruntować 
niepodważalnie swój tytuł profesorski"3. 
Po tej naganie Grawitz zadbał o intensyfikację doświadczeń. W 
obozie w Dachau wydzielono do nich 40 duchownych, głównie 
narodowości polskiej. 10 i 26 listopada 1942 r. dr Schiitz 
osobiście wybrał 20 duchownych do badań, w których następstwie 
zmarło 11. Wśród nich był ksiądz holenderski, czeski i dziewięciu 
polskich: Stanisław Bukowy, Mieczysław Janecki, Józef Kocot, 
Gustaw Sejbuk, Marian Stopczak, Stanisław Kołodziej, Marian 
Konopiński, Ludwik Leśniewicz i Tomasz Lis. Większość z nich 
zmarła w grudniu 1942 r.4 

background image

Wielu więźniów, których poddano próbom ropowiczym, ocalił z 
narażeniem własnego życia pielęgniarz Heinrich Stóhr, potajemnie 
podając im leki. Jego zeznania złożone na norymberskim procesie 
lekarzy właściwie charakteryzują rolę Schutza. Oto wyjątek tych 
zeznań: 
„Późną jesienią dr Schiitz wydał polecenie lekarzowi obozowemu 
Baboldowi (chodzi o Babora — przyp. aut.) zakazić pewną liczbę 
więźniów ropą. Grupa więźniów została więc zakażona, a my, 
pielęgniarze, podawaliśmy leki, jakie zalecili nam lekarze. Połowa 
tych ludzi była leczona allopatycznie, a druga biochemicznie. 
Pacjenci przyjmujący tabletki biochemiczne znajdowali się w 
pierwszej grupie, zmarli co do jednego"5. 
Po zakończeniu wojny w berlińskiej willi, w której mieszkał dr 
Ernst Grawitz, między papierami znaleziono jedną z historii chorób 
dotyczącą doświadczeń nad ropowicą 
3  Anklageschrift in der Strafsache gegen Dr Heinrich Schiitz 
Akten-zeichen 12-JS-1596, t. I, s. 225—227. 
4  Tamże. Sonderband ITS Unterlagen (Sammlung von Dokumentauszuge 
des Internationalen Suchdienstes des Roten Kreuzes in Arolsen). 
5  Zeznania byłego więźnia obozu koncentracyjnego w Dachau Hein-
richa Stóhra na procesie lekarzy w Norymberdze, Archiwum GKBZHwP, 
sygn. ATW-1, Lpn-3, s. 545. 
195 
w obozie koncentracyjnym w Dachau (patrz również Aneks 3 — 
Dokument nr 11). Była to historia choroby polskiego księdza 
Stefana Natorskiego, który przeżył obóz, a po wojnie złożył 
zeznania. Ksiądz Stefan Natorski zeznał w 1971 r. między innymi: 
„Było to dwa tygodnie od zaszczepienia ropowicy. Mój stan ulegał 
już lekkiej poprawie. Schiitz przybył do izby i kazał mnie zawieźć 
na salę operacyjną. Zbliżył się do mnie i za pomocą strzykawki 
wyciągnął z rany ropę, którą następnie wstrzyknął w prawą rękę. 
Obserwowałem to dokładnie, gdyż byłem całkowicie przytomny"6. 
W komentarzu do historii choroby księdza Natorskiego prokurator 
monachijski napisał: „Wstrzykiwanie ropy dożylnie jest 
niebezpieczne dla życia nawet najzdrowszego człowieka. Tym 
bardziej musiało to być groźne dla organizmu w takim stanie, w 
jakim znajdował się więzień Natorski w okresie, gdy był już bardzo 
osłabiony. To, że Natorski przeżył to doświadczenie, graniczy z 
cudem medycznym"7. 
Mimo niewątpliwych dowodów winy Schiitz utrzymywał, że nie brał 
udziału w doświadczeniach, gdyż nie był lekarzem obozowym. Nie 
zdobył się nigdy na to, by przyznać się do dokonanych zbrodni. Nie 
jest znana dokładna liczba więźniów użytych do badań. Prof. 
Frantiśek Błaha — czeski więzień, który wykonywał sekcje zwłok, 
stwierdził, że w latach 1941—1943 użyto do badań nad ropowicą 
ponad 600 osób, z których zmarło kilkaset. Ścisłej liczby nie daje 
się ustalić, gdyż w rewirze nie oddzielano ropowic naturalnych od 
wywoływanych sztucznie8. 
Celowe ocenianie różnych metod leczniczych stanowi o postępie 
medycyny. Jednakże w doświadczeniach przeprowadzonych w Dachau 
trudno dopatrzeć się naukowych podstaw. Medycyna naukowa odrzuciła 

background image

homeopatię, toteż próby oceny środków homeopatycznych w leczeniu 
ropnych chorób nie miały już teoretycznie logicznego uzasadnienia. 
Naczelny klinicysta SS prof. Karl Gebhardt na procesie w 
Norymberdze oświadczył, że sprzeciwiał się tym próbom, ale 
sprzeciw jego spotkał się z naganą Himmlera. Himmler 
6 Anklageschrift in der Strafsache gegen Dr Heinrich Schiitz 
Akten-zeichen 12-JS-1576, t. II, s. 572. 
1 Tamże. 
8 Zeznania świadków: Sturmbannfiihrer Schiitz przebywa na wolności 
„Express Wieczorny, nr 21 z 25 I 1974. 
196 
uważał bowiem, że proponowane przez niego metody powinny być 
skuteczne i dlatego usilnie popierał ich stosowanie. Sztuczne 
wywoływanie ropowicy wobec bardzo dużej liczby chorych na nią w 
obozie świadczy niezbicie o okrucieństwie eksperymentatorów. 
Leczenie ropowic różnymi środkami 
W Sachsenhausen podobne doświadczenia co w Dachau wykonywał lekarz 
obozowy dr Emil Christian Schmitz SS-untersturmfiihrer. Wywoływał 
on sztuczne ropowice, następnie próbował je leczyć nie ustalonymi 
środkami. Można mniemać, że Schmitz nie uzgodnił tego z władzami. 
W materiałach sądowych brak jest jakiejkolwiek korespondencji w 
tej sprawie. O przebiegu tych doświadczeń informuje dokładnie 
Bruno Róhr, były sanitariusz z rewiru obozowego w Sachsenhausen. 
„Latem 1943 roku, gdy sprzątałem salę operacyjną, weszli lekarz 
rewirowy Schmitz i vorarbeiter Tierhof. Ten ostatni oświadczył, że 
zaraz przyjdą pacjenci. Wkrótce pojawiło się kilku sanitariuszy i 
przyprowadzili więźnia. Położyli go na stole operacyjnym, a 
Schmitz przystąpił do operacji. Zrobił długie cięcie na zdrowym 
ramieniu i na ranę nałożył gałganek, który był zmieszany ze 
słomą... Wyszedłem na korytarz i zobaczyłem, że jeszcze pięciu 
więźniów oczekuje na przyjęcie przez Schmitza. Pomiędzy nimi byli 
Polacy i Rosjanie. Później dowiedziałem się od sanitariuszy, że w 
tym dniu wszystkich zoperowano, po czym robiono im codziennie 
opatrunki. 
Jak mówili mi sanitariusze, po operacji obrzękły u osób 
operowanych nogi i stały się niebieskie. Sanitariusze oznajmili mi 
, że lekarz próbuje leczyć chorych nowo odkrytym środkiem, jednak 
bezskutecznie. Większa część operowanych zmarła. W ciągu dwóch 
miesięcy lata przeprowadzono 25 takich operacji. W ich następstwie 
18 osób zmarło"9. 
Pomijając okrucieństwo badań, należy zastanowić się nad 
9 Akta rozprawy sądowej przeciwko załodze obozu koncentracyjnego w 
Sachsenhausen przed Radzieckim Trybunałem Wojskowym w Pankow. 
Zeznania Brunona Róhra cytowane za: Todeslager Sachsenhausen. Ein 
Dokumentarbericht vom Sachsenhausen Prozess, Berlin 1948, s. 27. 
197 
ich celowością. Podobnie jak w Dachau i tu nie istniała żadna 
potrzeba wywoływania sztucznie ropowic, gdyż w warunkach obozowych 
należała ona do chorób częstych. 
W latach 1940—-1941 w obozie koncentracyjnym w Gusen lekarz SS-
obersturmfuhrer Hermann Kiesewetter wykonywał również badania nad 

background image

ropowicą i próbował-ją leczyć środkami chemicznymi o składzie 
znanym tylko jemu. Bardzo często powodował on groźne ropowice u 
zdrowych więźniów. O doświadczeniach Kiesewettera tak pisze były 
więzień obozu w Gusen, Zbigniew Wlazłowski: 
„Osobiście lub za pośrednictwem jednego z podwładnych mu oficerów 
SS wstrzykiwał swym ofiarom ropę od chorych na ropowicę, a 
następnie przez kilkanaście dni z rzędu podawał badanym tabletki i 
wstrzykiwał nie znany nam preparat. Podobne leczenie stosował 
równocześnie u chorych przyjętych do rewiru z powodu ropowic, oraz 
u zdrowych, których traktował jako grupę porównawczą. Nie muszę 
dodawać, że większość jego królików doświadczalnych ginęła, a 
jedynie nielicznym udało się ujść z życiem"10. 
Od jesieni 1944 r. do końca wojny SS-hauptsturmfuhrer Helmuth 
Vetter, współpracując z IG-Farben, próbował leczenia stanów 
ropnych sulfonamidami (eleudron i sul-fopirydyna) i porównywał ich 
skuteczność. W tym celu również i on zbrodniczo zakażał wybranych 
więźniów. Prowadził on tak liczne badania, że niemożliwe jest 
określenie, ile ofiar one pochłonęły''. 
Próby leczenia ropnych chorób skóry przyżeganiem kwasem karbolowym 
W 1944 r. lekarz SS-obersturmbannfuhrer Schmick, zatrudniony w 
Klinice Chirurgicznej Uniwersytetu w Jenie zwrócił się drogą 
służbową do szefa Sanitariatu SS w Głównym Urzędzie 
Administracyjno-Gospodarczym SS o umożliwienie mu przeprowadzenia 
na więźniach doświadczeń dla oceny leczenia zakażonych ran za 
pomocą przyżegania ich stężonym kwasem karbolowym. Chociaż SS-
obersturmban- 
10  Wlazłowski, Przez kamieniołomy i kolczasty drut, s. 59. 
11  Zb.  Wlazłowski,  Szpital w obozie koncentracyjnym w Gusen, ¦  
„Przegląd Lekarski", 1967, nr 1, s. 112—121. 
198 
nfuhrer Schmick nie należał do załogi lekarskiej obozu 
koncentracyjnego, to jednak umożliwiono mu przeprowadzenie badań. 
W marcu 1944 r. Enno Lolling, naczelny lekarz obozów 
koncentracyjnych (szef Urzędu D III w Głównym Urzędzie 
Adminiśtracyjno-Gospodarczym SS) wyraził zgodę na wykonanie 
proponowanych badań w Buchenwaldzie. W liście do kierownika Biura 
Personalnego naczelnego lekarza SS — Helmutha Poppendicka, pisał: 
„Kierownik Sanitariatu w Głównym Urzędzie Adminiśtracyjno-
Gospodarczym SS przedłożył 29 marca 1944 r. szefowi Głównego 
Urzędu relację o proponowanych przez SS-oberstumbannfuhrera dr. 
Schmicka próbach (przyżega-nie ran stężonym kwasem karbolowym). 
Szef Głównego Urzędu wypowiedział się za przeprowadzeniem tych 
prób, zastrzegając, że w żadnym przypadku nie powstaną z tego 
powodu wypadki przy pracy"   . 
Niewątpliwie kwas karbolowy wypalał czyraki, ale jednocześnie 
powodował trudno gojące się owrzodzenia. Zmieniała więc ta metoda 
leczenia chorobę lżejszą na cięższą. Należało się liczyć również z 
tym, że fenol wchłaniany przez uszkodzoną skórę mógł powodować 
ogólne zatrucie ustroju. Nie udało się ustalić liczby ani 
narodowości więźniów użytych do tych doświadczeń. 

background image

12 SS im Einsatz. Eine Dokumentation iiber die Yerbrechen der SS, 
s. 385. 
Część V INNE DOŚWIADCZENIA MEDYCZNE 
Rozdział I DOŚWIADCZENIA Z ZAKRESU ŻYWIENIA 
Doświadczenia z dietami bezbialkowymi 
Doświadczenia z dietami bezbiałkowymi przeprowadzał od 1 grudnia 
1943 r. do 31 lipca 1944 r. w obozie koncentracyjnym w Mauthausen 
profesor interny Uniwersytetu w Berlinie Ernst Schenck. Był on 
specjalistą z zakresu dietetyki, inspektorem służby żywnościowej 
Waffen SS w Głównym Urzędzie Administracyjno-Gospodarczym SS. 
Badania miały ustalić, jaki rodzaj odżywiania jest najbardziej 
odpowiedni dla więźniów obozu koncentracyjnego1. 
Badanych podzielono na trzy grupy. Pierwsza otrzymywała dietę 
całkowicie bezbiałkową (grupa A); druga — normalnie stosowane 
pożywienie w obozie, ale z dodatkiem drożdży (grupa B); trzecia — 
tylko pożywienie obozowe (grupa C) . Przed rozpoczęciem badań 
grupa A liczyła 150, a B i C po 110 więźniów. W trakcie badań 
zmarło: z grupy A — 56 osób, B — 17, a C — 43 osoby, w większości 
z powodu wyniszczenia. Niezależnie od tego 48 osób wysłano do 
zgładzenia do tzw. Genesungslager w Hart-heimie. Badanym w pewnych 
odstępach czasu pobierano krew i oznaczano w niej różne składniki 
(m.in. ilość witaminy C i B). Co dwa tygodnie sprawdzano wagę 
ciała, 
1  Bericht iiber die Erndhrungsgruppen im KZ-lager Mauthausen, 
Okręgowa KBZHwP — Gdańsk, sygn. KO 3970, s. 1. 
2  Tamże. 
200 
a co miesiąc badano mocz, skład morfologiczny krwi oraz wykonywano 
badanie elektrokardiograficzne3 (patrz również Aneks 3 — Dokument 
nr 12). 
Z wyników badań Ernst Schenck wysunął końcowy wniosek, że 
najbardziej korzystna dla więźniów jest dieta normalnie stosowana 
w obozach z dodatkiem drożdży. Można to było wywnioskować bez 
badań. Jest bowiem oczywiste, że człowiek nie może żyć bez białka 
podawanego w pożywieniu, a właśnie ten oczywisty fakt badano u 
więźniów w grupie A. Prof. Schenck wiedział bez badań, że od 
niskokalorycznej diety obozowej, zawierającej minimalne ilości 
białka, nieco bardziej wartościowa jest taka sama dieta z 
dodatkiem drożdży. Jest rzeczą dziwną, że lekarz, dietetyk, nie 
pokusił się o wysunięcie najbardziej oczywistego wniosku, iż 
żywienie obozowe jest niewystarczająco kaloryczne, głodowe, i że 
przy ciężkiej, wyniszczającej pracy więźniów prowadzi nieuchronnie 
do śmierci. 
Próby okazały się śmiertelne dla połowy badanych. Jest to w pełni 
zrozumiałe, jeśli weźmie się pod uwagę, że osoby wzięte do badań 
były wyniszczone, a ich organizmy nie zawierały koniecznej ilości 
białka. Pozbawienie więźniów nawet niewielkiej ilości białka, jaką 
dawano w zwykłym, obozowym pożywieniu, przyczyniało się do 
szybszej śmierci ofiar. 
Do badań wybierano więźniów różnych narodowości. Z raportu 
Schencka wynika, że wśród nich byli Niemcy, Rosjanie, Polacy, 

background image

Jugosłowianie i Francuzi. Ogółem przeprowadzono badania na 146 
Polakach, z których bezpośrednio w czasie prób zmarło 17, a 8 
wysłano do uśmiercenia w Genesungslager w Hartheimie4. Wielu 
więźniów zmarło w czasie doświadczeń rzekomo na zapalenie jelit, z 
powodu osłabienia mięśnia serca, na gruźlicę, choć niewątpliwie 
pierwotną przyczyną ich śmierci było wyniszczenie głodowe. 
Najbardziej zaś wyniszczonych więźniów prof. Schenck skierował do 
Hartheimu, położonego 17 kilometrów od Mauthausen, gdzie 
uśmiercono ich w komorze gazowej. 
3  Tamże, s. 63. 
4  Tamże, s. 63—65. 
201 
Doświadczenia z białkiem zastępczym 
W 1943 r. na polecenie Oswalda Pohla Ernst Schenck zajmował się 
problemem wynalezienia białka zastępczego. W tym celu chciał on 
wykorzystać odpadki pozyskiwane z drewna przy produkcji celulozy. 
W okresie letnim 1943 r. w zakładach Lenzinger Textil W erkę 
znajdujących się w prowincji Oberdonau w Austrii (niezbyt daleko 
od obozu w Mauthausen) na zlecenie Schencka preparowano z odpadków 
z drewna specjalne białko. Z tego białka sporządzano kiełbaski 
nazywane „Mycel-Eiweisswurst"5. 
Aby ocenić wartość odżywczą tego białka, karmiono nim w Mauthausen 
450 więźniów. Próby te odbywały się pod bezpośrednim nadzorem 
Schencka. Ze strony załogi obozowej wspomagał go lekarz 
garnizonowy Eduard Krebsbach i prawdopodobnie w okresie 
późniejszym Friedrich Entress, lekarz SS w stopniu 
sturmbannfuhrera. Brak jest danych, jakie były skutki tych prób 
dla więźniów. Wiadomo jednak, że zakończyły się one pełnym 
niepowodzeniem. W liście do Himmlera z grudnia 1943 r. Oswald Pohl 
pisał o nich: „Jak pan sobie przypomina, w ciągu lata byłem w 
Lenzing 100. Wówczas to wynik mojej wizyty: czy białko otrzymane z 
odpadków siarczkowych fabryk celulozy może być użyteczne dla 
ludzkiego pożywienia, okazał się niezadowalający. Informowałem o 
tym Pana"6. 
Wpływ tych doświadczeń musiał być wybitnie ujemny dla zdrowia 
więźniów już i tak wyniszczonych głodem i warunkami obozowymi. Z 
założeń prób wynikało, że zamiast niewielkiej ilości białka (jakie 
normalnie otrzymywali więźniowie) wybrani do doświadczeń przez 
czas dłuższy dostawali bezwartościowe białko roślinne, 
nieprzyswajalne przez ustrój ludzki. Pierwsze niepowodzenia z 
białkiem mycelowym nie zniechęciły Schencka. Wspólnie z dr. Schie-
berem próbowali ulepszyć metodę otrzymywania białka z drewna. W 
tym celu na wniosek Schiebera zbudowano w Wilshausen koło Arnsberg 
w Westfalii zakład dla opraco- 
5  Mar salek, Die Geschichte des Konzentrationslagers Mauthausen, 
s. 143. 
6  List Oswalda Pohla do Heinricha Himmlera z 28 XII  1943 r. 
(dokument nr 1459 norymberskiego procesu lekarzy, Muzeum Pamięci w 
Dachau. 
202 

background image

wania metody otrzymywania z odpadków drewna białka przyswajanego 
przez ustrój ludzki. Pod koniec grudnia 1943 r. obaj uznali, że 
ulepszona metoda otrzymywania białka gwarantuje dobry i pożądany 
efekt. Zwrócili się zatem do władz o umożliwienie przeprowadzenia 
odpowiednich prób na większym materiale ludzkim. - Pod koniec 
grudnia 1943 r. Oswald Pohl szef Głównego Urzędu Ad-ministracyjno-
Gospodarczego SS pisał do Himmlera: 
„Nasza zaciętość dała.wspaniały rezultat. To, co pokazał mi 
wczoraj radca państwowy Schieber, jest tak uderzające, że 
postanowiłem od 1 stycznia przejąć całą produkcję białka 
mycelowego. Obecnie ta produkcja wynosi 5000 kg. Starczy ona dla 
pokrycia dziennego zapotrzebowania na białko dla około 100 000 
ludzi. Od początku stycznia na okres kwartału rozpocznę 
przeprowadzanie wielkiej próby żywienia tym białkiem na 100 
tysiącach więźniów w Dachau, Buchenwal-dzie i Sachsenhausen. Z 
początkiem kwietnia przedłożę Panu wyniki. Będzie można wówczas 
odpowiedzieć na pytanie, czy uzyskiwane według metody Schiebera 
białko nadaje się dla ludzkiego odżywienia czy nie. Według mojej 
wczorajszej wizytacji już dzisiaj przewidywać mogę korzystne 
wyniki"7. 
Kompetencje Pohla niewątpliwie w pełni umożliwiały mu 
przeprowadzenie proponowanych doświadczeń na wielkiej rzeszy 
więźniów trzech obozów koncentracyjnych. Próby te mogły przejść w 
pełni nie zauważone przez więźniów, gdyż obejmowały wszystkich 
znajdujących się w obozie i polegały wyłącznie na dodawaniu do 
pożywienia białka mycelowego. Prawdopodobnie w zamian za to 
odebrano im i tak niezwykle niskie ilości białka. Nie udało się 
znaleźć dowodów, mogących rzucić światło na przebieg tych 
doświadczeń. Wymienione w piśmie Pohla przygotowania do nich, jak 
i osoba głównego ich organizatora, każą przypuszczać, że 
doświadczenia te zostały przeprowadzone. 
Tamże. 
Rozdział II DOŚWIADCZENIA FARMAKOLOGICZNE 
Doświadczenia z lekiem zwalniającym czynność serca 
Według akt z procesu załogi Sachsenhausen lekarz obozowy Heinz 
Baumkótter przeprowadził doświadczenia z nieznanym środkiem 
leczniczym na trzech więźniach ze zdrowym sercem. Środek ten miał 
zwalniać akcję serca'. Około 1943 r. naczelny lekarz obozów 
koncentracyjnych polecił Baumkótterowi wykonanie tych prób. Jedna 
z ofiar tak relacjonuje ich przebieg: 
„Do doświadczenia polegającego, na wstrzyknięciu środków 
farmaceutycznych nazwanych: »ampułkami A, B, C«, wyrwani 
zostaliśmy nagle w czasie pracy przez blokowego szpitala 
obozowego, więźnia kryminalistę, Willego Tier-hofa. Zostaliśmy 
zaprowadzeni przez niego do sali przygotowawczej czystego bloku 
operacyjnego w rewirze I, gdzie czekał już na nas młody wiekiem 
lekarz SS. On sam w kolejności podawanych nazwisk wstrzykiwał 
podskórnie płyn koloru żółtoprzezroczystego z otwartch ampułek. 
Ampułki były oznaczone literami »A«, »B« i »C«. Podchodzić 
mieliśmy kolejno według ułożonych i oznaczonych literami alfabetu 
strzykawek. Byłem drugi i przy mnie głośno wyrażając swą myśl ów 

background image

SS-owiec w mundurze, którego nazwiska nie znałem, stwierdził: Ich 
muss nachsehen, ob es 
' Tadeslager Sachsenhausen, Ein Dokumentarbericht vom 
Sachsenhausen Prozess, Berlin 1948. 
204 
wirklich Ampulle B ist (muszę sprawdzić, czy to rzeczywiście jest 
ampułka B), obejrzał ampułkę i wstrzyknął jej zawartość w 
odsłonięte prawe ramię. Po wykonaniu zabiegów oznajmił, że serce 
macie zdrowe, więc sprawdzajcie teraz swą wagę co jakiś czas. 
Tadeusz Zych zmarł po dwóch czy też po trzech tygodniach z 
objawami ostrego zaniku wątroby. Byłem podczas sekcji jego zwłok. 
Co się stało z Paulem Sassem, nie wiem. Ze szpitala został 
wypisany. O nazwie środka nie dowiedzieliśmy się nic więcej poza 
tym, że w naszym przypadku chodzi o środek obniżający akcję 
serca"2. 
Rozważając przedstawione fakty, można przypuszczać, że któraś z 
niemieckich firm farmaceutycznych pragnęła uzyskać informację 
dotyczącą toksycznego działania na ustrój wypróbowywanego leku. 
Lek ten prawdopodobnie przygotowywano w różnych rozcieńczeniach, 
oznaczając je symbolami literowymi. Przygotowanie leku w formie 
ampułkowej przemawia^ za tym, że producentem był przemysł 
farmaceutyczny. Śmiertelne zakończenie próby, wśród objawów 
ciężkiego uszkodzenia wątroby u więźnia, który otrzymał ten lek 
prawdopodobnie w stężeniu największym, spowodowało przypuszczalnie 
zaniechanie dalszych eksperymentów. 
Doświadczenia farmakologiczne dla wymuszania zeznań 
W 1944 r., prawdopodobnie na polecenie Himmlera, w Oświęcimiu 
przeprowadzono próby wydobywania z więźniów zeznań po uprzednim 
oszołomieniu ich meskaliną. Wykonywali je miejscowi lekarze SS 
przed specjalną komisją. Oto co na ten temat pisze „Biuletyn 
Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce": 
„Na początku 1944 roku przybyła z Berlina Komisja Lekarska, aby 
przeprowadzić badania na kilkudziesięciu Żydach. Wstrzykiwano im 
domięśniowo jakiś preparat i skrupulatnie badano reakcje. Po 15 
minutach ofiary wyprowadzano na podwórze i przez pół godziny 
robiono z nimi ćwiczenia gimnastyczne, po czym członkowie komisji 
2 Relacja byłego więźnia obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen 
Kazimierza Frąckowskiego przekazana autorowi. 
205 
wypytywali więźniów, między innymi, czy chcą umierać, czy czują 
strach, kto jest ich osobistym wrogiem. Prawdopodobnie gestapo 
pracowało nad odkryciem takiego środka, który poprzez zmiany 
psychiczne doprowadziłby ofiary do łatwego wydobycia zeznań. U 
więźniów wystąpiły objawy lekkiego zamroczenia, senności i braku 
należytej orientacji" . 
Zbliżone do opisywanego doświadczenia przeprowadzili w tym samym 
roku w obozie w Oświęcimiu lekarze SS: hauptsturmfuhrer Bruno 
Weber i untersturmfuhrer Wer-ner Rhode, wspólnie z kierownikiem 
obozowej apteki sturmbannfuhrerem Victorem Capesiusem. Ten ostatni 
przygotował kawę, prawdopodobnie z domieszką meskaliny lub innego 
alkaloidu. W bloku 21 do pokoju lekarza obozowego wezwano kilku 

background image

więźniów z bloku 19 i zmuszono ich do wypicia kawy4. Wywołała ona 
u nich stan podniecenia. Następnego dnia powtórzono to 
postępowanie, zwiększając dawkę. Badani stracili przytomność, a 
dwóch z nich zmarło w nocy. Lekarze-więźniowie próbowali ich 
ratować, jednakże wszyscy badani po kilkunastu godzinach zmarli . 
Jak ważny dla hitlerowców był problem wymuszania zeznań po 
zaaplikowaniu środków farmakologicznych, świadczy fakt, że 
jesienią 1944 r. prawie identyczne doświadczenia przeprowadzano w 
obozie koncentracyjnym w Dachau. Wykonanie ich polecił sekretarz 
generalny stowarzyszenia Ahnenerbe Sievers dr. Kurtowi Plótnerowi, 
który w Dachau prowadził stację badawczą. Plótner dokonywał prób z 
meskaliną na bliżej nie ustalonej liczbie więźniów bez ich zgody. 
Wiadomo, że wśród nich byli Francuzi6 i prawdopodobnie Polacy. 
Meskalina wywołuje w zależności od dawki lekką euforię, później 
stany odurzenia z halucynacjami, głównie wzrokowymi. Meskalinę do 
obozu dostarczyło Ahnenerbe. 
3  „Biuletyn GKBZHwP", 1946, nr 1 pt: Obozy koncentracyjne i 
zagłady Oświęcimia. 
4  J. Olbrycht, Sprawy zdrowotne w obozie koncentracyjnym w 
Oświęcimiu, w: Okupacja i medycyna, s. 19—39. 
5  S. Kłodziński, Zbrodnicze doświadczenia farmakologiczne na 
więźniach obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, „Przegląd 
Lekarski", 1965, nr 1, s. 40. 
6  Informacje przekazane autorowi przez Międzynarodowe Biuro 
Poszukiwawcze Czerwonego Krzyża w Arolsen. 
206 
Wynika to ze znalezionych po wojnie notatek Wołframa Sieversa, w 
których znajduje się następujący zapis: 
„22.2.44 — Dachau — Dostarczenie meskaliny. 
2.10.44 — Raport dr. Plótnera o meskalinie" . 
Bliższych danych o tych próbach brak. 
Jest rzeczą dziwną, że do wymuszania zeznań lekarze hitlerowscy 
wybrali właśnie meskalinę. Wywołuje ona halucynacje. Osoby poddane 
jej działaniu mogły opowiadać 
0 różnorakich urojonych sprawach w przekonaniu, że są one 
rzeczywiste.   Uzyskiwane  więc  na  tej   drodze  zeznania, 
niewątpliwie pełne urojeń, musiały być bezużyteczne. 
1  Tamże. 
Rozdział III 
DOŚWIADCZENIA Z ZAKRESU DIAGNOSTYKI CHORÓB WĄTROBY 
Doświadczenia nad zanikiem wątroby 
Jesienią 1942 r. w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu SS-
abersturmfuhrer Johann Paul Kremer przeprowadził na więźniach 
badania dotyczące zaniku wątroby. Johann Kremer był profesorem 
Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu w Minister, w którym kierował 
zakładem anatomii patologicznej. Kremera interesowało, czy 
stwierdzany pośmiertnie u osób wyniszczonych zanik wątroby 
występuje za życia. Swój pobyt w obozie w Oświęcimiu Kremer 
zamierzał wykorzystać dla przeprowadzenia badań nad tym 
zagadnieniem. 

background image

Technika badań była następująca. Spośród więźniów przeznaczonych w 
drodze selekcji do uśmiercenia Kremer wybierał takich, którzy go 
szczególnie interesowali. Kazał się im kłaść na stole sekcyjnym i 
poddawał ich badaniu lekarskiemu. Następnie sanitariusz obozowy, 
Joseph Klehr, zabijał zbadanego więźnia, wstrzykując mu fenol do 
serca, po czym lekarz-więzień musiał wykonać sekcję zwłok i pobrać 
wycinki wątroby do badań histopatologicznych po utrwaleniu w 
odpowiednim płynie'. 
Przesłuchiwany w sprawie tych doświadczeń Johann Paul Kremer 
zeznał: 
„W pamiętniku swym wspominam w kilku miejscach o pobraniu dla 
celów badawczych całkiem świeżego materia- 
1 Oświęcim w oczach SS — Hoss. Broad, Kremer, s. 191—269. 
208 
łu ludzkiego. Sprawa ta wyglądała w sposób następujący. Już od 
dawna interesowałem się badaniem zmian powstałych w organizmie 
ludzkim na skutek głodu. 
W Oświęcimiu tę sprawę przedstawiałem Wirthsowi (Eduard Wirths — 
lekarz garnizonowy w obozie w Oświęcimiu — przyp- aut.). Wirths 
oświadczył mi, że dla tych badań pobie-rać mogę całkiem świeży 
materiał (lebensfris-ches Materiał) od więźniów, zabijanych 
wstrzykiwaniami fenolu. 
W celu wybrania odpowiednich obiektów chodziłem do ostatniego 
bloku po prawej stronie (blok 28), gdzie odbywało się badanie 
zgłaszających się z obozu chorych więźniów. W czasie tego badania 
więźniowie pełniący funkcje lekarskie przedstawiali lekarzowi SS 
chorych, wyjaśniali mu chorobę, na którą cierpi dany więzień, a 
lekarz SS w zależności od tego, czy dany chory rokował widoki 
poprawy zdrowia, czy też nie wchodził już w rachubę jako siła 
robocza, decydował o tym, czy danego więźnia należy leczyć w 
szpitalu lub ambulatoryjnie, czy też należy zlikwidować. 
Przeznaczonych przez lekarzy. SS do tej drugiej grupy zabierali 
sanitariusze SS i odprowadzali. Do grupy tej zaliczał lekarz SS 
przede wszystkim tych, u których rozpoznał: Allgemeine 
Kórperschwache (ogólne osłabienie ustroju). Więźniów z tej grupy 
obserwowałem dokładnie i gdy któryś z nich z powodu daleko 
posuniętego stanu wygłodzenia interesował mnie, polecałem 
sanitariuszowi takiego chorego rezerwować dla mnie i zawiadomić o 
terminie, w którym ten chory zostanie zabity wstrzyknięciem 
fenolu. 
W wyznaczonym terminie wybranych przeze mnie chorych 
przeprowadzano do owego ostatniego bloku, umieszczano tam w sali 
położonej po drugiej stronie korytarza (naprzeciw sali, w której 
odbywało się badanie i wybór chorego). Tam chorego układano 
jeszcze za życia na stole sekcyjnym. Ja przystępowałem do stołu i 
wypytywałem chorego o różne dla moich badań istotne szczegóły. A 
więc np. wagę ciała przed aresztowaniem, ile stracił na wadze od 
czasu aresztowania, czy w ostatnim czasie otrzymywał jakieś 
lekarstwa itp. Po zebraniu tych informacji podchodził do chorego 
sanitariusz i zastrzykiem w okolicę serca zabijał go. Według moich 

background image

wiadomości do zabijania używano tylko fenolu. "Po takim zastrzyku 
śmierć na- 
14 — Zbrodnie hitlerowskiej medycyny 
209 
stępowała natychmiast. Ja sam śmiertelnych zastrzyków nigdy nie 
wykonywałem"2. 
Z dziennika Johanna Kremera wynika, że tego rodzaju materiały 
różnych narządów do swoich badań od specjalnie uśmiercanych 
więźniów pobrał on kilkanaście w czasie swojego pobytu w obozie 
oświęcimskim. Kremer rabował również mienie więźniów i brał udział 
w selekcjach więźniów do gazu. 
W zeznaniach przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Krakowie 
powiedział: 
„Na strychu budynku, w którym dokonywano selekcji, sortowano różne 
leki, narzędzia i wszelkiego rodzaju przedmioty codziennego 
użytku, które przywozili ze sobą do Oświęcimia ludzie, których 
wprost z transportu wysyłano do komór gazowych. Z przedmiotów tych 
więźniowie wydawali mi różne rzeczy, jak: mydło, pastę do zębów, 
nici, przędzę do cerowania, igły, termometry, nożyczki do 
obcinania paznokci. Rzeczy te pakowałem i wysyłałem do mych 
znajomych (...) Wiele razy brałem udział w selekcjach. Ilu chorych 
wysłałem na śmierć — nie pamiętam". 
Kremer nie wykorzystał pobranych wycinków dla opracowania 
,,naukowego". Po powrocie z Oświęcimia został on skierowany do 
rezerwy. W miejscu swego stałego zamieszkania w Miinster czynił 
bezkuteczne starania o otrzymanie katedry biologii dziedziczenia. 
Dla zbadania wycinków z narządów pobranych od zabitych więźniów w 
Oświęcimiu Kremer potrzebował pracowni histopatologicznej, a 
zwłaszcza mikrotomu. Nie udało mu się tego zrealizować, gdyż 
władze hitlerowskie miały rzekomo według Kremera zastrzeżenia do 
niego za opublikowanie pracy nie odpowiadającej ideologii 
rasistowskiej. Nosiła ona tytuł O godnym uwagi przyczynku do 
zagadnienia dziedziczenia urazowych skaleczeń. Rozgoryczony tym w 
pamiętniku pod datą 26 grudnia 1942 r. Kremer pisał: 
„...jestem zupełnie odsunięty od prac naukowych. W gruncie rzeczy 
potrzebuję tylko pilnie mikrotomu, ponie- 
2 Protokół przesłuchania Johanna Paula Kremera, w: Proces załogi 
obozu oświęcimskiego przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w 
Krakowie w dniach od 24.10.1947 do 22.11.1947 r. (t. 59. s. 23) 
cytowany za: Pamiętnik Kremera, „Zeszyty Oświęcimskie", 1971, nr 
13, s. 107—108. 
210 
 
stępowała natychmiast. Ja sam śmiertelnych zastrzyków nigdy nie 
wykonywałem"2. 
Z dziennika Johanna Kremera wynika, że tego rodzaju materiały 
różnych narządów do swoich badań od specjalnie uśmiercanych 
więźniów pobrał on kilkanaście w czasie swojego pobytu w obozie 
oświęcimskim. Kremer rabował również mienie więźniów i brał udział 
w selekcjach więźniów do gazu. 

background image

W zeznaniach przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w Krakowie 
powiedział: 
„Na strychu budynku, w którym dokonywano selekcji, sortowano różne 
leki, narzędzia i wszelkiego rodzaju przedmioty codziennego 
użytku, które przywozili ze sobą do Oświęcimia ludzie, których 
wprost z transportu wysyłano do komór gazowych. Z przedmiotów tych 
więźniowie wydawali mi różne rzeczy, jak: mydło, pastę do zębów, 
nici, przędzę do cerowania, igły, termometry, nożyczki do 
obcinania paznokci. Rzeczy te pakowałem i wysyłałem do mych 
znajomych (...) Wiele razy brałem udział w selekcjach. Ilu chorych 
wysłałem na śmierć — nie pamiętam". 
Kremer nie wykorzystał pobranych wycinków dla opracowania 
„naukowego". Po powrocie z Oświęcimia został on skierowany do 
rezerwy. W miejscu swego stałego zamieszkania w Miinster czynił 
bezkuteczne starania o otrzymanie katedry biologii dziedziczenia. 
Dla zbadania wycinków z narządów pobranych od zabitych więźniów w 
Oświęcimiu Kremer potrzebował pracowni histopatologicznej, a 
zwłaszcza mikrotomu. Nie udało mu się tego zrealizować, gdyż 
władze hitlerowskie miały rzekomo według Kremera zastrzeżenia do 
niego za opublikowanie pracy nie odpowiadającej ideologii 
rasistowskiej. Nosiła ona tytuł O godnym uwagi przyczynku do 
zagadnienia dziedziczenia urazowych skaleczeń. Rozgoryczony tym w 
pamiętniku pod datą 26 grudnia 1942 r. Kremer pisał: 
„...jestem zupełnie odsunięty od prac naukowych. W gruncie rzeczy 
potrzebuję tylko pilnie mikrotomu, ponie- 
2 Protokół przesłuchania Johanna Paula Kremera, w: Proces załogi 
obozu oświęcimskiego przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w 
Krakowie w dniach od 24.10.1947 do 22.11.1947 r. (t. 59. s. 23) 
cytowany za: Pamiętnik Kremera, „Zeszyty Oświęcimskie", 1971, nr 
13, s. 107—108. 
210 
waż z Auschwitz przywiozłem materiał, który bezwzględnie musi być 
opracowany"3. 
W kontekście tych faktów badania Kremera nie miały żadnej 
wartości. 

Doświadczenia nad wartością nakłucia wątroby w celach 
rozpoznawczych 
Od jesieni 1942 r. do zimy 1943 r. SS-hauptsturmfuhrer Rudolf 
Brachtel, internista obozu koncentracyjnego w Da-chau, dokonywał u 
więźniów nakłuć wątroby, aby ocenić wartość tej metody dla 
rozpoznawania chorób wątroby. Jako zastępca naczelnego lekarza i 
kierownik oddziału chorób wewnętrznych miał on duże możliwości 
wyboru więźniów do swych doświadczeń. Według danych orientacyjnych 
zakłada się, że Brachtel przeprowadził nakłucia wątroby u około 
170 więźniów4. 
Nakłucia wątroby wzbudziły większe zainteresowanie klinicystów 
przed II wojną światową. W Niemczech badania te zaciekawiły wielu 
lekarzy, gdy prof. Kalk ogłosił drukiem kilka prac dotyczących 
wartości laparoskopii i celowanego nakłucia wątroby5. Należy 
jednak podkreślić, że wówczas nakłucia wątroby łączyły się z dużym 

background image

ryzykiem i wiele z nich kończyło się śmiercią pacjentów6. Wynikało 
to przede wszystkim z niewłaściwej techniki i braku odpowiednich 
igieł. 
Rudolf Brachtel pragnął wyspecjalizować się w tych badaniach, a 
mógł to osiągnąć jedynie przez dokonywanie licznych nakłuć. W 
warunkach obozu koncentracyjnego mógł on wykonywać nakłucia 
dowolnie, nie pytając o zgodę i nie przestrzegając żadnych wskazań 
i przeciwwskazań. Brachtel robił te zabiegi wyjątkowo brutalnie, 
grubą igłą (trójgrańcem), co powodowało często krwotoki. Większość 
więźniów zmarła w następstwie tych zabiegów. 
3  Oświęcim w oczach SS. 
4  Musioł, Dachau 1933—1945, s. 182. 
5  J. Sowa, Historia badań laparoskopowych w: Laparoskopia i 
biopsja wątroby, praca zbiorowa pod redakcją J. Sowy, Warszawa 
1976, s. 1. 
6  Sowa,   Biopsja   wątroby,   w:   laparoskopia   i   biopsja   
wątroby, s. 118—120. 
211 
Czeski lekarz-więzień, anatom prof. Frantiśek Błaha, stwierdzał 
podczas sekcji, że Brachtel wykonując biopsję powodował 
uszkodzenie wątroby, żołądka i jelit. Wielu chorych naraził na 
wszczepienne zapalenie wątroby, gdyż Brachtel wybierał do swych 
doświadczeń takich więźniów, którzy cierpieli z powodu chorób dróg 
żółciowych lub wątroby7. 
Kiedy 28 lat później Brachtel był w tej sprawie przesłuchiwany 
przez prokuraturę w Giessen, oświadczył, że doświadczenia robił 
wyłącznie w trosce o chorych więźniów i wykonywał je zawsze z dużą 
starannością i z zachowaniem należytej ostrożności. Mimo upływu 
czasu i zacierania śladów udało się na podstawie zachowanych 
dokumentów udowodnić Brachtlowi pięć przypadków śmierci więźniów, 
w wyniku przeprowadzonych eksperymentów8. 
7  Musioł, Dachau 1933—1945, s. 181. 
8  S. Sterkowicz, Chorzy więźniowie Dachau w rękach lekarza bb 
Rudolfa Brachtla, „Przegląd Lekarski", 1988, nr 1,8. 69. 
Rozdział IV BADANIA NAD CHOROBĄ GŁODOWĄ 
Doświadczenia na temat patogenezy obrzęków głodowych 
Doświadczenia te przeprowadzał w obozie koncentracyjnym SS-
sturmbannfuhrer H. D., lekarz Ellenbeck. Był on pracownikiem 
Instytutu Higieny Waffen SS w Berlinie, w którym prowadził dział 
konserwacji krwi'. Z dziennika dr. Erwina Ding-Schulera, 
kierownika Stacji Badań nad Durami i Wirusami w Buchenwaldzie, 
wynika, że Ellenbeck przyjechał do obozu w 1944 r. Tu prowadził 
badania dla ustalenia przyczyn obrzęków głodowych u więźniów, 
korzystając z laboratorium obozowego w bloku 46. 
Były więzień obozu buchenwaldzkiego, Eugen Kogon, tak zeznał na 
procesie lekarzy w Norymberdze w sprawie doświadczeń dr. 
Ellenbecka: „Dr Ellenbeck czynił starania, aby przebadać 
zagadnienie obrzęków głodowych. Dr Ding twierdził, że Ellenbeck 
miał zamiar sztucznie wywoływać obrzęki głodowe, chociaż z 
pewnością nie było to konieczne, bo występowały one nagminnie w 

background image

obozie. Chciano jednak ustalić, w jakich warunkach one powstają, 
aby z kolei znaleźć środki lecznicze"2. 
1   Tagebuch der Abteilungfur Fleckfieber und Virusforschung am 
Hygiene Institut der   Waffen  SS cytowany  za:  „Biuletyn  
GKBZHwP",   1971, t. XXIII, s. 180—182. 
2  Zeznania  Eugena  Kogona na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-5, s. 1216—1220. 
213 
Z naukowego punktu widzenia próby te nie miały żadnej wartości. 
Znano przecież główną przyczynę choroby głodowej — stałe 
niedożywienie i związane z tym niedobiałczenie. 
Badania nad powysiłkowym natlenieniem krwi u wyniszczonych 
Dr Ellenbeck od jesieni 1944 r. do lutego 1945 r. z własnej 
inicjatywy przeprowadzał również badania nad stopniem natlenienia 
krwi oraz innymi wskaźnikami biochemicznymi u więźniów w 
Buchenwaldzie, znajdujących się w stanie skrajnego wyniszczenia. 
Podobnie jak w poprzednio wymienionych próbach nie ustalono liczby 
więźniów poddanych tym doświadczeniom. Na żądanie Ellenbecka 
więźniów po ciężkiej pracy w kamieniołomach przesyłano do 
laboratorium w bloku 46. Tam musieli oni, aż do zupełnego 
wyczerpania fizycznego, gimnastykować się. W takim stanie 
pobierano u nich krew dla oznaczenia składników interesujących 
Ellenbecka3. Więźniów zabierano na doświadczenia bez ich zgody. 
Brak jest danych o skutkach owych prób, jak również o ich celu. 
3 Tamże. 
Rozdział V 
EKSPERYMENTY W ZAKRESIE ZABIEGÓW OPERACYJNYCH 
Rewir obozowy był nie tylko miejscem przeznaczonym do leczenia 
chorych więźniów, ale również miejscem, gdzie lekarze SS 
przeprowadzali różne bezprawne i zbrodnicze doświadczenia medyczne 
oraz ćwiczyli się w zabiegach operacyjnych. Tak określił to 
długoletni obserwator działalności lekarzy SS w Oświęcimiu Eugen 
Kogon: „Jeśli dostało się jeden raz w maszynerię leczniczą rewiru, 
wówczas można było stać się w każdej chwili ofiarą ambitnych 
zamiarów badawczych"'. 
Istnieją duże trudności w ustaleniu rodzaju zabiegów, nazwisk 
eksperymentatorów, liczby więźniów poddanych badaniom i 
narodowości ofiar. Nie były to doświadczenia planowane, jak w 
eksperymentach -organizowanych przez aparat administracyjny SS, 
dlatego też brakuje dokumentacji na temat tego rodzaju 
działalności w materiałach uzyskanych po wojnie. Wiele ofiar tych 
nieludzkich doświadczeń uśmiercono w trakcie zabiegów lub później 
zgładzono, a ci lekarze SS, którzy przeżyli wojnę, bojąc się 
odpowiedzialności, nie chlubią się swą działalnością, starają się 
utrzymać ją w tajemnicy. Wiele jednak więźniów, zwłaszcza 
zatrudnionych w rewirach obozowych, jak i osób, którym udało się 
przeżyć doświadczenia, złożyło zeznania po wojnie i z nich można 
odtworzyć, niepełny co prawda, obraz wiwisekcji dokonywanych w 
obozach. 
1 E. Kogen, Der SS Staat. Das System der deułschen Konzentrations-
lager, Stuttgart (b.r.w.), s. 159. 

background image

215 
Przegląd tych doświadczeń nie jest kompletny. Został ograniczony 
wyłącznie do tych obozów, w których hitlerowscy lekarze wykonywali 
planowe doświadczenia medyczne. Nie ulega jednak wątpliwości, że 
tego rodzaju zabiegi dokonywano również w innych obozach. 
Zabiegi w obozie w Buchenwaldzie 
W różnych zabiegach w latach 1940—1943 specjalizował się tu SS-
untersturmfuhrer Hans Eisele. Do swoich doświadczeń wybierał on 
więźniów dowolnie, np. w czasie spaceru po ulicach obozowych. 
Wybranych przyprowadzał do ambulatorium i tu jednym wstrzykiwał 
apomorfinę, lek wywołujący silne wymioty, aby obserwować jego 
skutek na więźniu, innych prowadził na salę operacyjną, aby tam 
dokonywać dowolnych operacji, np. amputacji kończyny lub resekcji 
żołądka. Z reguły nie stosował znieczulenia. Tylko bardzo 
nielicznym ofiarom zabiegów operacyjnych udało się ujść z życiem. 
Większość z nich zmarła pod nożem, a zwłoki odsyłano do 
krematorium2. 
Zabiegi w obozie w Dachau 
Według Tadeusza Musioła w bloku nr 1 była stacja chirurgiczna, w 
której przeprowadzano doświadczenia na dużą skalę. 
„Operowano wszystko bez oględzin i diagnozy. Na przykład, przez 
kilka dni dokonywano tylko operacji żołądka. W inne dni znowu 
operowano pęcherzyk żółciowy, wyrostek robaczkowy lub przepuklinę. 
Operację wyrostka robaczkowego i przepukliny łączono ze 
sterylizacją. W ten sam sposób operowano nerki, płuca lub gruczoły 
tarczycowe, co było specjalnością dr. Langa. Eksperymentowano nie 
tylko na chorych, ale i na zdrowych. Kapo rewiru wybierał 30—40 
więźniów z bloku i umieszczał w rewirze. Lekarze SS ustalali 
rodzaj operacji. Jednemu więźniowi wmawiano, że ma wrzody żołądka, 
ponieważ skarżył się na złe jedzenie w obozie, drugie- 
2 Kogon, Der SS Staat, s. 159. 
216 
mu kamienie żółciowe lub nerkowe, trzeciemu przepuklinę, czwartemu 
zrosty na płucach itd. 
SS-obersturmfuhrer dr Jager, w cywilu lekarz dentysta, 
specjalizował się w amputacji palców i nóg. SS-obersturmfuhrer dr 
Richter, zaledwie absolwent Akademii Medycznej w Grazu — w 
zabiegach na nerkach, SS-obersturmfuhrer dr Kahr — w operacjach 
żołądka, SS-hauptsturmfuhrer dr Ramsauer — w operacjach dróg 
moczowych. Dokonywali oni najbardziej ryzykownych zabiegów 
chirurgicznych, nie licząc się ze skutkami, powodując olbrzymią 
śmiertelność"3. 
Zabiegi w obozie w AĄauthausen-Gusen 
Wielu lekarzy SS, którzy przewinęli się przez obóz w Mauthausen, 
cechował bardzo niski zasób wiadomości medycznych, ale za to duże 
ambicje w dziedzinie chirurgii. Mając w obozie ogromny materiał 
ludzki, ćwiczyli się oni w zabiegach chirurgicznych, nie licząc 
się ze skutkami. 
W latach 1941—1942 SS-hauptsturmfuhrer dr Herbert Heim, lekarz 
obozowy w Mauthausen, przeprowadzał na więźniach operacje 
brzuszne, na sercu, wątrobie i nerkach, które kończyły się 

background image

najczęściej śmiercią. SS-obersturmfuhrer dr Hermann Richter 
wykonywał operacje bez żadnych wskazań, nie stosując znieczulenia, 
bez przestrzegania zasad aseptyki, często w stanie nietrzeźwym. O 
jego okrucieństwie świadczy fakt, że jednej z listopadowych nocy 
wstrzykiwa-niami dosercowymi zabił 264 radzieckich jeńców 4. O 
operacjach Richtera tak wspomina jeden z więźniów Mauthausen 
Zbigniew Wlazłowski: 
„Jako materiału doświadczalnego używał więźniów, a najbardziej 
interesowały go operacje brzuszne, zwłaszcza zespolenie jelit. 
Często zdrowym ludziom wycinał duże odcinki jelit, resekował cały 
żołądek lub gruczoły wewnętrznego wydzielania. Zazwyczaj w ten 
sposób operowani umierali"5. 
Zeznania te potwierdził komendant obozu w Mauthausen 
3  Musioł, Dachau 1933—1945, s. 181—183. 
4  Relacja pisemna byłego więźnia Mauthausen-Gusen H. Marśalka 
przekazana autorowi. 
5  Wlazłowski, Przez kamieniołomy i kolczasty drut, s. 51. 
217 
SS-standartenfuhrer Franz Ziereis: „Dr Richter zoperował kilkuset 
więźniów bez jakiegokolwiek powodu, wycinał im częściowo mózg, 
przeprowadzał operacje żołądka, nerek i wątroby"6. 
Dr Podlaha, chirurg, który od maja 1942 r. był naczelnym lekarzem-
więźniem w Mauthausen często zmuszanym do asystowania przy tego 
rodzaju operacjach, tak je wspomina: „Umiejętności, jakie dr 
Richter nabył na kursach operacyjnych na zmarłych, pragnął 
natychmiast wypróbować praktycznie. Ponieważ jednak nie miał on 
odpowiednich przypadków do operacji brzusznych, jak np. wycięcie 
woreczka żółciowego, jelit, operacji na wątrobie czy nerkach, od 
jesieni 1942 roku wybierał codziennie 3—4 słabszych chorych i 
wykonywał resekcje żołądka, jelit, trepanacje itd. W ten sposób w 
ciągu kilku tygodni bez wskazań zoperował 300 osłabionych, ale 
poza tym zdrowych mężczyzn. Nie troszczył się on przy tym o swoje 
ofiary, które w większości umierały po tych zabiegach. Osoby, 
które przeżyły operacje; zabijano zastrzykami do serca"7. 
Do najbardziej bezwzględnych lekarzy należał SS-ober-sturmfuhrer 
Hermann Kiesewetter, który był lekarzem obozowym w Gusen w okresie 
1940 do końca 1941 r. Były więzień Mauthausen prof. dr Josef 
Podlaha utrzymywał, że widział, jak Kiesewetter robił sekcję nawet 
ria żywym więźniu8. Kiesewetter uczestniczył osobiście w wielu 
akcjach uśmiercania więźniów. Wlazłowski wspomina go następująco: 
„Zwykle pijany wpadał niespodziewanie do obozu, wybierał po drodze 
przypadkowo spotkanych więźniów, zabierał do »rewiru«, by wykonać 
na nich jakieś operacje. Zwykle zabiegu nie kończył i pozostawiał 
ofiarę w narkozie z otwartą jamą brzuszną i poroz-ciąganymi 
jelitami. Po pijanemu przyjmował chorych do rewiru, kwalifikował 
do »zaszprycowania« i wysyłki do Hartheimu, gdzie były komory 
gazowe"9. 
6  Protokół zeznania komendanta obozu w Mauthausen Franza Ziereisa 
spisany 24 V 1945 r., CA KC PZPR, sygn. 21241-9. 
7  Wlazłowski,   Szpital  w   obozie  koncentracyjnym   w   Gusen 
jw. s. 112—121. 

background image

8  Relacja pisemna byłego więźnia Mauthausen-Gusen H. Marśalka 
przekazana autorowi. 
9  Wlazłowski, Szpital w obozie koncentracyjnym w Gusen, jw. 
218 
Zabiegi w obozie w Neuengamme 
Podobnie jak w wielu innych obozach, także w Neuengamme lekarze SS 
wykonywali różne zabiegi chirurgiczne, bez istotnych wskazań. We 
wspomnieniach więźniów zanotowano kilka tego rodzaju operacji. Tak 
np. Bohdan Suchowiak wspomina, że amputację nóg przeprowadzał kapo 
rewiru obozowego, Mathias May10. W opinii dla sądu Karl Kampfert 
zeznał, że dr Jager, lekarz stomatolog (ten sam, który wykonywał 
doświadczenia'chirurgiczne w Dachau), amputował zranioną rękę 
jakiemuś więźniowi bez narkozy, bez dostatecznego instrumentarium 
i w całkowitej przytomności chorego ". 
Zabiegi w obozie w Oświęcimiu-Brzezince 
Również w Oświęcimiu lekarze SS, często bardzo słabo wyszkoleni, 
wykorzystując istniejące warunki, robili dla ćwiczeń, niepotrzebne 
dla chorych, zabiegi operacyjne: „Lekarze SS nie mający absolutnie 
żadnego przygotowania chirurgicznego nieraz przeprowadzali poważne 
zabiegi w celach samo-szkoleniowych. Chęci »samoszkoleniowe« 
personelu SS szły tak daleko, że nawet półanalfabeci — 
podoficerowie, SS »chwytali« za nóż i przeprowadzali zabiegi 
chirurgiczne. Przykładem tego może być: oberscharfuhrer SS 
Buhning, który , nacinał głębokie ropowice i z dumą podkreślał 
swoje umiejętności chirurgiczne" 12. 
Podobnie zeznaje Hałgas: „Późną jesienią 1941 roku operacje na 
więźniach, nie zawsze chorych, wykonywali dla wprawy lekarze SS, 
jak dr Schwella i inni. Zdarzało się, że na następny dzień lekarze 
SS polecali przygotować sobie do operacji 1—2 wyrostki robaczkowe, 
woreczek żółciowy itp. Często zdarzały się zgłoszenia na 
ochotnika, ponieważ takiemu więźniowi obiecywano długi pobyt w 
rewirze, lepsze i obfitsze jedzenie oraz potem lepszą pracę"13. 
10  B. Suchowiak, Neuengamme, Warszawa 1973. 
11  Gutachten des Sachverstadigen Prof. Dr. Karl Kampfert in der 
Sache gegen Kurt Heissmeyer aus dem 30.06.1966. 
12  W. F ejkiel, Eksperymenty sanitariatu SS w Oświęcimiu, w: 
Okupacja i medycyna, s. 40—41. 
13  K. Hałgas, Oddział Chirurgiczny Szpitala Obozowego w 
Oświęcimiu w latach 1940—1941, „Przegląd Lekarski", 1971, nr 1, s. 
48. 
219 
,,Lekarze — pisze Sehn — nie mieli przygotowania do wykonywania 
zabiegów. Zamiast uczyć się chirurgii na zwłokach, uczyli się na 
żywych ludziach. W tym celu dobierali sobie materiał operacyjny do 
tego czy innego zabiegu. Czynili to według kartotek szpitalnych 
albo też nakazywali podczas apeli obozowych zgłaszać się do 
szpitala więźniom, u których jeszcze na wolności stwierdzono 
chorobę interesującą lekarza SS. Jeżeli na przykład w danym czasie 
lekarz SS uczył się wykonywania operacji woreczka żółciowego, 
wówczas więźniowie mający objawy takiej choroby szli na stół 

background image

operacyjny, bez względu na to, czy godzili się na zabieg 
operacyjny, czy też nie" M. 
Zabiegi w obozie w Ravensbruck 
W obozie tym z własnej inicjatywy różne zabiegi operacyjne 
przeprowadzał dr Percival Treite. Między innymi w listopadzie 1944 
r. wybrał on dwie dziewczyny — Rosjanki, aby przeszczepić im 
nadnercza. Jednej z nich, cierpiącej na padaczkę, wyciął z jednej 
strony nadnercze i wszczepił drugiej, cierpiącej na dychawicę 
oskrzelową. Nadnercze to wszczepił w mięsień prosty brzucha. W 
następstwie tych zabiegów obie dziewczyny miały poczuć się lepiej. 
Niewątpliwie wszczepienie nadnerczy mogło spowodować pewną poprawę 
u chorej na astmę. Było to przecież podanie w nieco innej formie, 
niż stosuje się obecnie, hormonów sterydowych, których rola w 
leczeniu dychawicy oskrzelowej jest powszechnie znana. Dlaczego 
jednak wycięcie nadnerczy miało pomóc chorej na padaczkę, trudniej 
wyjaśnić naukowo. Z innych natomiast źródeł wiadomo, że wspomniana 
epileptyczka zmarła po trzech miesiącach od chwili zabiegu15. 
Wiedziano również o innych operacjach, które wykonywali lekarze SS 
z własnej inicjatywy i bez wskazań w obozie koncentracyjnym w 
Ravensbriick. G. Zórner 
14  J. Sehn, Obóz koncentracyjny Oświęcim-Brzezinka, Warszawa 
1960. 
15  Zeznania dr H. Prus-Staneckiej cytowane za: Kiedrzyńska, 
Ravens-briick, s. 102. 
220 
wspomina, że przeprowadzono doświadczenia wycięcia tarczycy. Z 
trzech pierwszych operowanych wszystkie osoby zmarły. Z następnej 
trójki — zmarła jedna16. 
Według oświadczeń więźniarki, dr Luise de Pors, dr Treite wykonał 
trepanację czaszki umysłowo chorej Rosjance. Po operacji wysłano 
ją z transportem, co oznaczało, że została zgładzona17. 
Charakter przeprowadzanych operacji świadczył, że chodziło tu o 
doświadczenia robione dla ciekawości, bez dostatecznej znajomości 
przedmiotu, lub też że były to ryzykowne, nie uzasadnione próby 
lecznicze. 
Zabiegi w obozie w Sachsenhausen 
W obozie tym wielu lekarzy SS, wykorzystując lokalne warunki, 
dokonywało bez istotnych wskazań różnych zabiegów operacyjnych18. 
Z tych zabiegów wymienić należy operacje przeprowadzone przez 
lekarza obozowego SS-hauptsturmfuhrera Ernsta Froweina. Wyszukiwał 
on więźniów, cierpiących na zaburzenia w oddawaniu moczu, aby 
robić na nich operacje plastyczne. „Nie analizując przyczyn 
choroby ani też nie uwzględniając stanu chorego, wykonywał zabiegi 
operacyjne, polegające na wytwarzaniu dodatkowego pęcherza z 
wyizolowanej pętli jelitowej. Wszystkie te zabiegi kończyły się 
fatalnie"   . 
16  Die Frauen von Ravensbruck, s. 128. 
17  Zeznania dr Luise de  Pors  (Akta procesu  załogi  Ravensbruck 
w Hamburgu), Archiwum GKBZHwP, sygn. ob. 83, dokument nr 148, s. 
2. 

background image

18  T.  Cieślak, Oranienburg-Sachsenhausen 1935-1945. Hitlerowskie 
obozy koncentracyjne, Warszawa 1972. 
19  W. Zegarski, Szpital w Sachsenhausen na tle warunków obozowych 
w latach 1940—1945, „Przegląd Lekarski", 1969, nr 1, s. 75. 
Rozdział VI 
POZOSTAŁE DOŚWIADCZENIA 
MEDYCZNE 
Doświadczenia z zakresu nowotworów złośliwych 
Próby leczenia chorych na raka wyciągami roślinnymi 
Próby te należy uznać za domniemane. Brak jest przekonywających 
dowodów, że faktycznie je przeprowadzono. Istnieją jednak 
pośrednie dowody wskazujące na to, że prób takich dokonywał w 
obozie koncentracyjnym w Dachau w bloku nr 5 Siegmund Rascher, w 
ramach działalności stacji „R" stowarzyszenia Ahnenerbe. 
W połowie 1943 r. odbyła się w Berlinie konferencja, w której 
wzięli udział: prof. dr Kurt Blome, pełnomocnik rządu do badań nad 
rakiem, prof. Holz, Wolfram Sievers, sekretarz generalny 
Ahnenerbe, dr von Lutzelburg, kuzyn Himmlera, i dr Siegmund 
Rascher. Celem konferencji było omówienie możliwości zastosowania 
pewnej rośliny górskiej do leczenia raka. Metodę tę zaproponował 
von Lutzelburg. Jego rodzinne powiązania z Himmlerem i znane 
upodobania reichsfiihrera do medycyny ludowej stwarzały priorytet 
dla tego rodzaju doświadczeń. 
Rascher zaproponował, aby do tego celu wykorzystać stację w 
Dachau. Sprzeciwiali się temu Blome i Holz, proponując 
wykorzystanie do prób zwierząt. Rascher otrzymał jednak od 
Himmlera pełne prawo działania, z zastrzeżeniem, że ma pozostawać 
w ścisłym kontakcie z prof. 
222 
dr. Blomem, który prowadził instytut badawczy nad rakiem w pobliżu 
Poznania (prawdopodobnie w Pokrzywnie w ówczesnym powiecie 
szamotulskim)'. W tej sprawie tak zeznawał Wolfram Sievers na 
procesie lekarzy w Norymberdze: „Gdy Rascher otrzymał polecenie 
utworzenia w Dachau oddziału dla badania raka w obozie 
koncentracyjnym — Oswald Pohl miał udzielić mu pomocy. Rozkaz ten 
otrzymał bezpośrednio od Himmlera. Wszyscy więźniowie cierpiący na 
raka mieli być przekazywani do dyspozycji Raschera. Blome 
otrzymywał raporty od Raschera i odwiedzał go wiele razy w 
Dachau"2. 
Fakt, że Blome odwiedzał Raschera w Dachau, wskazuje, że 
doświadczenia nad rakiem musiały być wykonywane. 
Jak powszechnie wiadomo, medycyna wciąż poszukuje skutecznego 
środka leczniczego przeciwko nowotworom złośliwym. Doświadczenia z 
wyciągiem z rośliny górskiej nie różniły się niczym od wielu 
innych preparatów stosowanych okresowo. W ówczesnych warunkach 
obozowych stwierdzenie nowotworu złośliwego było jednoznaczne z 
nieuchronną śmiercią. Aczkolwiek więc próby te nie okazały się 
wartościowe dla medycyny (przyjmując hipotetycznie, że zostały 
wykonane), to nie można w nich dopatrywać się szkodliwości. 
Badania nad wczesnym wykrywaniem raka szyjki macicy 

background image

W 1943 r. lekarz garnizonowy w obozie w Oświęcimiu SS-
hauptsturmfiihrer, dr med. Eduard Wirths, ginekolog, rozpoczął 
próby wczesnego wykrywania raka szyjki macicy. Problem ten od 
wielu lat był jednym z najpoważniejszych w ginekologii. W okresie 
przedwojennym zaczęto wykonywać pierwsze badania kolposkopowe oraz 
histopatologiczne. Wzbudzały one powszechne zainteresowanie 
ginekologów.   Eduard   Wirths   wykorzystał   możliwości   badań 
1  Zeznania prof. Kurta Blomego na procesie lekarzy w Norymberdze, 
Archiwum GKBZHwP, sygn. ATW-1, Lpn-1, s. 209. 
2  Zeznania Wolframa Sieversa na procesie lekarzy w Norymberdze, 
tamże, sygn. ATW-1, Lpn-2, s. 268. 
223 
w Oświęcimiu na kobietach, stworzone przez prof. Clauber-ga, w 
stacji doświadczalnej w bloku nr 10. 
W bloku tym Wirths przeprowadzał u kobiet badania kolposkopowe i 
pobierał wycinki do badań histopatologicznych 3. Komplikacją jego 
zabiegów były dość częste krwawienia, ale nie zaobserwowano 
przypadku śmiertelnego. Według istniejących danych tego rodzaju 
badań Wirths wykonał co najmniej 504. Przeprowadzano je przeważnie 
na kobietach-Żydówkach. W pracach pomagał Wirthsowi niemiecki Żyd 
— lekarz-więzień, dr Samuel, którego później 
uśmiercono. 
„Tkanki wycinano dość dużo i cięto głęboko, gdyż w dalszych 
doświadczeniach okazało się, że na skutek zbliznowacenia szyjka 
była dla sondy niedrożna, wobec czego takie kobiety, jako nie 
nadające się do dalszych doświadczeń, wysyłano do Brzezinki do 
komory gazowej. Pomocnik Samuela skonstruował specjalny aparat dla 
dokonywania zdjęć fotograficznych pochwy. Zdjęcia te były bardzo 
męczące, ponieważ trwały godzinami i musiały być wielokrotnie 
powtarzane"5. 
Badania nad wykorzystaniem przeterminowanej krwi konserwowanej 
W warunkach II wojny światowej istniały trudności z dostarczaniem 
krwi konserwowanej dla rannych żołnierzy. Zdarzało się, że wiele 
krwi marnowało się wskutek przeterminowania. W związku z tą 
sytuacją, w porozumieniu z Wojskową Akademią Lekarską w Berlinie, 
naczelny lekarz SS dr Grawitz polecił Instytutowi Higieny Waffen 
SS zbadać, „jakie skutki dla ustroju ludzkiego spowoduje 
zastosowanie krwi przeterminowanej?" 
Dr Ding prowadzący w Buchenwaldzie Stację Badań nad Durami i 
Wirusami Instytutu Higieny Waffen SS otrzymał 
3  D. Lerska, Blok X w Oświęcimiu, „Przegląd Lekarski", 1965, nr 
1, 
s. 99. 
4  Informacja uzyskana przez autora z Międzynarodowego Biura 
Poszukiwawczego Czerwonego Krzyża w Arolsen. 
5  Obozy koncentracyjne i zagłady Oświęcimia, „Biuletyn GKBZHwP", 
1946, nr 1, s. 88. 
224 
Eduard     Krebsbach    —    lekarz      Eduard Krebsbach w czasie 
po-garnizonowy   w   obozie   koncert-      bytu w więzieniu 

background image

tracyjnym   w   Mauthausen-Gusen w     mundurze      SS-
sturmbanfiih- 
rera 
Dr  med.  Adolf  Pokorny.  Zdjęcie  z  okresu   pobytu  w  
więzieniu 
Prof. dr med. Johann Kremer — zdjęcie z czasu pobytu w więzieniu   
polskim 
Ława oskarżonych w procesie załogi obozu koncentracyjnego w 
Oświęcimiu-Brzezince przed Najwyższym Trybunałem Narodowym w  
Krakowie. W  rzędzie górnym  pierwszy  od  lewej  Johann  Kremer 
Jfl 
Prof. dr med. Joachim Mrugow-sky — bakteriolog. Zdjęcie z okresu   
pobytu   w   więzieniu 
Joachim Mrugowsky na dziedzińcu więzienia w Landsbergu 2   VI   
1948   r.   na   chwilę   przed 
egzekucją 
Joachim   Mrugowsky   wysłuchuje   wyroku   śmierci   wydanego   
przez Amerykański   Trybunał   Wojskowy   w   Norymberdze   20   
VIII   1947   r. 
Prof. dr med.  Gerhard Rosę — bakteriolog. Zdjęcie i okresu  
pobytu w więzieniu 
Ława oskarżonych załogi obozu koncentracyjnego w Dachau przed 
Amerykańskim Trybunałem Wojskowym w Dachau. Centralne miejsce na 
fotografii zajmuje Claus Schilling 
Prof. dr med. Claus Schil-ling, specjalista medycyny tropikalnej. 
Zdjęcie z okresu przedwojennego z okazji 60-lecia urodzin  
profesora 
74-letni Claus Schilling  na  dziedzińcu  więzienia  w  Landsbergu  
na chwilę przed egzekucją 
Prof.   dr   med.   Oskar   Schrb- 
der __ szef służby medycznej 
Luftwaffe, w czasie pobytu w więzieniu norymberskim w 1947 r. 
Dr med.  Heinrich Schiitz w  kuluarach  sqdu  frankfurckiego. 
Zdjęcie z 1971  r. 
Percival   Treite   wysłuchuje   wyroku   śmierci   wydanego   
przez   Brytyjski Trybunał Wojskowy w  Hamburgu 3 II   1947  r. 
Fotokopia artykułu   zamieszczonego w „Le Monde" z 15 V 1954 r., 
omawiającego   proces   apelacyjny   lekarzy   niemieckich:    
Eugena Haagena i Otto Bickenbacha, w Lyonie 
// 
:(ns ieaiands i SlrutDol 
Otlo Biehentiacfi et Eugie Haagen 
ont śte condamnes ó vingt ons de frovaux ferces 
 THEOUtYRf 
Lyon, łS smA- — R*vnim>«> rou$>.ibt<i# | ns»iir 
mtt tem fts point1!, Otlo Hirkt-nMrh te  | h ta 
f-,ąHv    H.i.«. n    unt    ^k1    fuml rmnH    UtcW 
turr, a viiHfl «ms d'1 lravaus forcAs P*'    Ci m 
, .u.m it  wllrtiłłre d-   i,)uh.  tgui  Ń*ur    h tm 
i acrorde les cirton*l.»ici* ^tti^niuiili*   ' Tlrtl 
fl»  pfu»pot  <lJr«  <ju'ila   ont  Ht   bui.     ta   ¦ 

background image

dMcndts.  St h"  Jmpo«-nt d<* Mfłi i> <»  I bum 
bb eflet pas *l* ccjnfirmf, ii* 1* rioiwnl        Fo 
trfts   vraiS"B»lJiabtvuiłnt,   !«•   pr«-mi<'r   »    Pr»* 
!#• Brni» Floriot   le sjrond 4 M* Q>-oul-  ,     C 
fre &¦  ta  PoMlfll'    En  (Jeim «l}-l>s  rt    r <trux asaaWn* 
ha dris »»oc»t» «wt łałl f»t»l»tf  *¦   *oo%   te*  tdtont,   9«!  
«** 
 Uirki nb.ir 
 I*""''  »ytff ton. 
SS-standartenftihrer   Wolfram 
Sievers,    sekretarz    generalny 
stowarzyszenia        Ahnenerbe, 
„Der  Spiegel",  4 XII   1967 
Ława oskarżonych procesu lekarzy w Norymberdze. Siedzq od lewej ku 
prawej. Rzqd górny: Rosę, Ruff, Brack Romberg Becker--Freyseng, 
Weltz, Schafer, Hoven, Beiglbbck, Pokorny Oberheuser. Rząd dolny: 
Karl Brandt, Handloser, Rostock, Schrbder Genzken, Gebhardt, 
Blome, Mrugowsky, Rudolf     Brandt, Poppendick, Sievers 
polecenie wykonania odpowiednich prób. Oto zeznania więźnia, 
którego poddano takiemu badaniu: „W początkach 1945 r. dr Ding 
powiedział mi, że przez trzy dni polezę sobie w łóżku, po czym 
rozebrano mnie i z jednej ręki spuszczono mi krew do ampułki, 
podczas gdy jednocześnie wpuszczono mi krew z innej ampułki. 
Pamiętam początek tego zabiegu, ale w pewnym momencie straciłem 
przytomność i jak mi później mówiono, przez dwa dni-majaczyłem"6. 
Według Kogona, więźnia Buchenwaldu, w następstwie transfuzji 
zdarzyły się wielokrotnie ciężkie powikłania. 
„W bloku 50 dyskutowaliśmy nad tym tematem i stwierdziliśmy, że 
próby te nie miały żadnej naukowej i praktycznej wartości. W 
przypadku wstrząsu lub śmierci nie można było ustalić ich 
toksycznej przyczyny"7. 
Badania rozpoczęto w grudniu 1943 r. i kontynuowano do czerwca 
1944 r., a prawdopodobnie i dłużej. Z zapisków w dzienniku dr. 
Erwina Dinga wynika, że badania przeprowadzono na 74 więźniach8. 
Doświadczenia z krwią przeterminowaną nie dały żadnych pozytywnych 
wyników. Potwierdziły jedynie znane powszechnie fakty, że 
stosowanie przeterminowanej krwi konserwowanej jest szkodliwe dla 
ustroju ludzkiego. 
 
SP/S TREŚCI 
 
Część I 
DOŚWIADCZENIA Z DZIEDZINY CHORÓB ZAKAŹNYCH 
Rozdział  I.   Doświadczenia   z   durem.........    .    39 
Badanie wartości szczepionek przez sztuczne zakażanie ludzi .    
39 
Badania  immunologiczne  w przebiegu  duru plamistego  .    .    
52 
Badanie okresu inkubacji i zakaźności duru plamistego  .    .    
53 

background image

Doświadczenia   związane   z   leczeniem   duru   plamistego    .    
55 
Próby leczenia szczepionkami.........    .    55 
Próby leczenia duru plamistego przetworami farmakologicznymi    
.............    ....    56 
Próby leczenia chorych na dur plamisty lewatywami zawierającymi 
mocz kebiet ciężarnych    ........    60 
Próby tolerancji ustrojów ludzkich na szczepionki durowe, 
paradurowe i inne........    .......    61 
Próby leczenia duru brzusznego.........    62 
Rozdział II.  Doświadczenia  z dziedziny  gruźlicy......    64 
Zagadnienia   immunoterapii............    64 
Próby leczenia gruźlicy..............    68 
Leczenie inhalacjami węgla koloidalnego......    68 
Leczenie ziołami...............    70 
Leczenie środkami farmakologicznymi.......    71 
331 
 
Rozdział III. Doświadczenia z zakresu zimnicy.......    74 
Poszukiwania szczepionek przeciwzimniczych......    74 
Próby leczenia zimnicy za pomocą podwyższania ciepłoty ciała    78 
Rozdział IV. Doświadczenia z zakresu wirusowego zapalenia 
wątroby....................    80 
Próby identyfikacji wykrytych wirusów........    80 
Część II 
EKSPERYMENTY Z ZAKRESU PROBLEMATYKI RASOWEJ 
Rozdział I. Próby masowej sterylizacji.......... 
Doświadczenia Carla Clauberga z wprowadzaniem środków 
drażniących   do   macicy............. 
Doświadczenia nad sterylizacją i kastracją za pomocą promieni   
rentgenowskich.............. 
Zamiary masowej sterylizacji za pomocą środków 
farmaceutycznych.................... 
Rozdział II. Badania nad dziedzicznością......... 
Doświadczenia  na  bliźniakach........... 
Rozdział III. Badania antropologiczne.......... 
Zbiór szkieletów Hirta.............. 
Rozdział IV. Inne doświadczenia z zakresu problematyki rasowej . 
Próby wykrywania rasy za pomocą badania krwi..... 
85 85 92 
96 98 98 103 103 109 109 
Część III 
DOŚWIADCZENIA Z ZAKRESU MEDYCYNY WOJENNEJ 
Rozdział I. Medyczne doświadczenia w dziale lotnictwa .    .   .    
.111 Doświadczenia dotyczące wytrzymałości ustroju na nadmiernie 
duże wysokości...............111 
Rozdział II.   Doświadczenia  nad  zastosowaniem  niskich  
temperatur....................124 
Próby nad oziębieniem........•......124 
Rozdział III. Doświadczenia z lekiem przyspieszającym krzepnięcie 
krwi...................135 

background image

Próby  z   „Polygalem".............. 135 
Rozdział IV. Doświadczenia z wodą morską........140 
Doświadczenia na temat przydatności wody morskiej do picia . 140 
Rozdział V. Doświadczenia toksykologiczne........147 
Próby  z  akonityną..............    . 147 
Rozdział VI. Eksperymenty z gazami bojowymi........150 
332 
Doświadczenia   z   fosgenem   ............   150 
Doświadczenia nad zapobieganiem zatruciu fosgenem .    .150 
Badania doświadczalne nad leczeniem osób zatrutych 
fosgenem...................   154 
Doświadczalne  leczenie  owrzodzeń  poiperytowych  .    .    .    
.155 
Rozdział VII. Próby leczenia oparzeń fosforowych......   161 
Leczenie   środkami   farmakologicznymi........   161 
Rozdział VIII. Inne próby z zakresu medycyny wojennej .    .    .    
.165 
Próby dopingowe................   165 
Próby na temat symulacji.............   166 
Pozorowanie żółtaczki.............   166 
Badania nad wywoływaniem sztucznie owrzodzeń podudzi  .   167 
Próby odtruwania skażonej wody pitnej ........   168 
Część IV 
DOŚWIADCZENIA TERAPEUTYCZNE 
Rozdział I. Próby leczenia zgorzeli gazowej sulfonamidami .    . _ 
.   170 Doświadczenia z sulfonamidami w Ravensbriick .    .    .    
.    .170 
Rozdział II. Badania nad odnową mięśni, nerwów i kości .    .    .    
.180 
Doświadczenia nad odnową mięśni i nerwów ......   180 
Doświadczenia nad odnową kości..........   182 
Rozdział III. Badania nad przeszczepami kostnymi......   189 
Próby  przeszczepów  kostnych   w   Ravensbriick.....   189 
Rozdział IV. Doświadczenia nad leczeniem sztucznie spowodowa^ 
nych  ropowic.................   192 
Leczenie środkami homeopatycznymi.........   192 
Leczenie ropowic różnymi środkami.........   197 
Próby leczenia ropnych chorób skóry przyżeganiem kwasem 
karbolowym..................   198 
Część V 
INNE DOŚWIADCZENIA MEDYCZNE 
Rozdział I. Doświadczenia z zakresu żywienia........  200 
Doświadczenia z dietami bezbiałkowymi ........  200 
Doświadczenia z białkiem zastępczym.........  202 
Rozdział II. Doświadczenia farmakologiczne........  204 
Doświadczenia z lekiem zwalniającym czynność serca .    .    .  
204 
Doświadczenia farmakologiczne dla wymuszania zeznań .    .  205 
Rozdział III. Doświadczenia z zakresu diagnostyki chorób wątroby .  
208 
Doświadczenia  nad   zanikiem   wątroby........  208 

background image

333 
Doświadczenia nad wartością nakłucia wątroby w celach 
rozpoznawczych    .................211 
Rozdział IV. Badania nad chorobą głodową.....' .    .    .213 
Doświadczenia na temat patogenezy obrzęków głodowych .    .213 
Badania nad powysiłkowym natlenieniem krwi u wyniszczonych    
...........,.........214 
Rozdział V. Eksperymenty w zakresie zabiegów operacyjnych     .    
.215 
Zabiegi w obozie w Buchenwaldzie..........216 
Zabiegi w obozie w Dachau............ 216 
Zabiegi w obozie w Mauthausen-Gusen........ 217 
Zabiegi w obozie w Neuengamme..........219 
Zabiegi w obozie w Oświęcimiu-Brzezince    .    . ,......219 
Zabiegi w obozie w Ravensbriick..........220 
Zabiegi w obozie w Sachsenhausen     .    .    .    . •.....221 
Rozdział VI. Pozostałe doświadczenia medyczne ....... 222 
Doświadczenia z zakresu nowotworów złośliwych......222 
Próby leczenia chorych na raka wyciągami roślinnymi .    . 222 
Badania nad wczesnym wykrywaniem raka szyjki macicy . 223 Badania 
nad wykorzystaniem przeterminowanej krwi konserwowanej  .    
............;..... 224 
Aneksy.....................227 
Bibliografia...................307 
Wykaz ilustracji ..................316 
Indeks nazwisk..................323 
Wydawnictwo Bellona. Warszawa 1990. Wydanie II poprawione i 
rozszerzone. 
Wojskowa Drukarnia w Gdyni. Zam. 0678.