background image

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Palma, jajko i śmigus 

w  praktykach  wielkanocnych  ludu 

polskiego 

 

 

 

 

 

Franciszek Gawełek 

 

 

 

 

 

 

 

(fragmenty tekstu opublikowanego w 

1911 roku) 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spis treści 

 

 

 

I. 

Wstęp 

II. 

O autorze 

III. 

Wprowadzenie 

IV. 

O palmie 

V. 

O jajku 

13 

VI. 

O śmigusie 

19 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

I.  Wstęp 

 

Wśród starych, zakurzonych książek sprzed ponad wieku, dziś trudno dostępnych, bo 
w oryginale  niskonakładowych i – jakbyśmy teraz powiedzieli – niszowych, 

znajdują się często „perełki”. Taką  jest książeczka Franciszka Pawełka pt. „Palma, 
jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych ludu  polskiego”. Jest to etnograficzna 
praca napisana w 1911 r. i poświęcona trzem tytułowym  symbolom wielkanocnym. 
Znajdziemy tu nie tylko szczegółowe omówienie źródeł tych tradycji,  tkwiących w 

starożytności i pogaństwie, ale także bogaty zbiór zwyczajów wielkanocnych 
praktykowanych nie tylko w granicach etnicznych Polski sprzed pierwszej wojny 
światowej, ale  wśród narodów sąsiednich. Dowiemy się też, w jaki sposób 

ewoluowały, bądź też całkowicie  zmieniały postać prastare kulty drzewa 
(związanego z palmą), jajka oraz śmigusa (związanego z  kultem wody i ognia). 

Książeczka jest – chciałoby się powiedzieć – urokliwa, choćby ze względu  na styl 
języka, ale i dlatego, że okiem etnografa z początku XX wieku można zobaczyć 
najstarsze  wierzenia Sumerów, Persów, Hindusów, Egipcjan, czy Rzymian w 
postaci bardzo zwięzłej i  zawężonej do trzech symboli. Choć jest to praca typowo 
naukowa (zawiera mnóstwo przypisów,  cytatów i bibliograficznych odniesień), to 
jej treść z pewnością zainteresuje nie tylko specjalistów i  warto, by szersze grono 
czytelników się z nią zapoznało. Przedstawiamy więc obszerne fragmenty 
książeczki, z której usunięto większość cytatów i przypisów niezbędnych 
specjalistom. Dla  zachowania atmosfery epoki autora zachowana została pisownia 
oraz czcionka zbliżona do druków  tamtych czasów. Tekst jest podzielony na cztery 
części: ogólne wprowadzenie oraz trzy rozdziały –  każdy z osobna poświęcony 
jednemu z tytułowych symboli wielkanocnych. Przed tym dodaliśmy  kilka zdań o 
Franciszku Gawełce – to bardzo ciekawa, przedwcześnie zmarła, postać. 

Profesjonalistom zapewne świetnie znana, ale nam laikom należy się kilka słów. 

 

Po tej lekturze „Palmy, jajka i śmigusa” nie sposób nie zadać sobie pytania, w jakki 
sposób dzisiaj  obchodzimy święta wielkanocne? Niektóre ze zwyczajów 
opisywanych przez Gawełka są ciągle  kultywowane, inne zaś zmieniły z czasem 
formę a niekiedy i symbolikę, bądź też całkiem odeszły  w zapomnienie. Istnieje też 

całe bogactwo innych – regionalnych i rodzinnych – zwyczajów  związanych (albo i 
nie!) z tymi trzema symbolami. Ich przypomnienie , lub odnalezienie  pozostawiamy 
Czytelnikom.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

II.  O Autorze 

 

Franciszek Gawełek – etnograf i bibliograf, autor wielu prac poświęconych obrzędom 
ludu  polskiego. W dziejach nauki polskiej zapisał się jako autor cennej „Bibliografii 
ludoznawstwa  polskiego" (1914 r.), a także „Bibliografii ludoznawstwa litewskiego" 
(1918 r.). Urodził się 4  lutego1884 r. w Radłowie, jako czwarty syn w chłopskiej 
rodzinie. Po ukończeniu szkoły ludowej  trafił w 1899 r. do tarnowskiego gimnazjum. 
W roku 1907 rozpoczął studia w Krakowie na  Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez 
pięć lat studiował archeologię prehistoryczną, etnografię i  antropologię. W swoich 
badaniach skupiał się na regionie radłowskim.  Zadebiutował w 1910r.  broszurą 
„Czarownik z Rząchowy w powiecie Brzeskim”, w której opisuje spotkanie z 

„zapomnianym czarownikiem” – barwną postacią byłego wojaka austro-
węgierskiego, który po  odbyciu służby i zwiedzeniu pół Europy wrócił do 
rodzinnych stron, gdzie zajął się m.in. czarami.  Sposoby jak ludziom pomagać lub 

szkodzić czarownik spisywał w książeczce, do której Gawełek  dotarł – z wielkim 
trudem, jak sam pisze – i zawarł je w swej broszurce. Franciszek Gawełek był 

współtwórcą Muzeum Etnograficznego w Krakowie i przez wiele lat skupował liczne 
eksponaty,  szczególnie z okolic Radłowa. W 1913 r. uzyskał doktorat na podstawie 
trzech prac; jedną z  nich  była przedstawiana tu we fragmentach „Palma, jajko i 

śmigus w praktykach wielkanocnych ludu  polskiego”. Przez następne sześć lat 
pracował jako nauczyciel w krakowskim gimnazjum. W roku  1919 powołany został 
przez władze Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego na utworzoną  specjalnie dla 
niego katedrę etnografii. Katedry tej nie zdążył objąć. W sierpniu tego roku, miesiąc 
przed rozpoczęciem roku akademickiego, został zaproszony na polowanie do 

majątku hrabiego  Tarnowskiego, gdzie nieszczęśliwie spadł z konia. Przewieziony 
do Częstochowy zmarł na stole  operacyjnym 9 września 1919 r. 

 

background image

 

 

III. Wprowadzenie 

 

Wśród  licznych przesądów  i  zwyczajów  ludowych  napotykamy  w iele 
takich,  które bardziej  zwracają  na siebie  uwagę  już  to swą oryginalnością, 
już też  sposobem,  w  jaki się  je praktykuje  i okolicznościami,  jakie  im 
towarzyszą.  Do  takich  więcej  interesujących  zaliczam  zwyczaje  w 
wielkanocne.  Czas  od środy  popielcowej, albo jeszcze wcześniej, bo od 
niedzieli zapustnej aż do  Wielkanocy, jest bardzo zajmujący ze  względu na 
zwyczaje, jakie się  spostrzega  wśród  ludu.  Już chodzenie  w  „ostatki"  z 
Zapustem,  kozą, Turoniem,  kurkiem,  Konikiem,  Niedźwiedziem, 
przebieranie  się  za  Żydów, cyganów  itp. jest bardzo ciekawym  zwyczajem  i 
stanowiłoby  wdzięczny  temat  do  opracowania.  Zbadać  genezę  tych 
zwyczajów  i  ich  związek  z  życiem  duchowe  ludu,  to  byłaby praca  wcale 

pożyteczna. Różne  istnieją poglądy  na  pochodzenie zabobonów, przesądów, 
zwyczajów i podań ludu. Jedni uważają  je za  zupełnie  nowe,  napływo we  u 
nas,  które  wniosło dopiero  chrześcijaństwo,  drudzy  dopatrują się  w  nich 
szczątków  naszej pierwotnej  w wiary,  obrzędów  pogańskich,  inni  wreszcie 

chcąc  pogodzić  te  dwa  sprzeczne  z  sobą  poglądy  utrzymują,  że dawne, 
pierwotne  wierzenia  Słowian  zlały się  z  nowymi, obcymi  przesądami,  które 

przyszły  do  nas  wraz  z chrześcijaństwem  i  z  tego przez  asymilację  w 
wytworzyły  się  nowe pojęcia. 

R. W. Berwiński dowodził, że wyobrażenia ludu, jego przesądy i wiara w 
upiory, przechodziły doń razem z chrześcijaństwem tysiącznemi drogami, 

że te wymarzone skarby są tylko napływem obcych żyw iołów różnych 
czasów, co     w ykazywał na przesądach, gusłach i czarach; o 
uroczystościach ludu i  obrzędach, o tym ceremoniale, w yrosłym z pojęć 
religijnych ludu, z jego  dogmatyki, nie mów i autor, jakkolw iek z w ielu 
napomknień i z całego toku rozumowania nie trudno pojąć, że i te, wedle 
zdania autora, przywędrowały do  nas od obcych. Wobec takich tw ierdzeń, 
dwa tylko pozostają ostateczne  wnioski: 1-mo albo należy przypuścić, że 

był kiedyś czas, gdy umysł Słow ian  był tabula rasa, na której potem 
narysowały się dopiero i rozgościły potwory  pogaństwa rzymskiego 
przywleczone wraz z chrześciaństwem, albo też 2-do  przypuścić trzeba, że 
przed przyjściem owej w iary w czary, lud miał inne          w yobrażenia, 
które odrzucił jako przestarzałe, a przyjął nowe. Zdaje się, że już  sam Berw 
iński nie był zbyt pewny swego stanow iska, jakie zajął wobec  badanych 
przez siebie rzeczy. 

 

Podobnie Prof. A. Brückner utrzymuje, że wszystkie polskie w ierzenia i 
przesądy są pochodzenia niepolskiego, że przybyły dopiero do Polski wraz 
z  chrześciaństwem, zapuściły tu korzenie i rozrosły się, znalazłszy glebę 
urodzajną, na której podobne pogańskie w ierzenia od czasów 
najdawniejszych  w ybujały, te obce przesądy i w ierzenia w yrugowały, 
zmieniły zassymilowały sobie starsze, miejscowe, pogańskie, tak, że 
granicy między jednymi a drugimi  oznaczyć niepodobna, że w ięc i o 

śladach jakiegoś pogaństwa w tych gusłach  ściślej mów ić nie wolno. 

Mnie się zdaje, że niektóre przesądy i zw yczaje ludowe bliżej rozpatrzone i 
zestaw ione z obcymi dałyby nam niejedną cenną wskazówkę, jak tego 

background image

 

 

rodzaju  rzeczy badać, i jakie z tych badań odnieść może nauka polska 
korzyści. Boć przecież niemożliwem się w ydaje, aby Słow ianie, jak to już w 
yżej  wspomnieliśmy, nie mieli żadnego kultu religijnego, żadnych podań i 
tradycyi,  podczas gdy wszystkie inne, współczesne im ludy to wszystko 
posiadały, a jeżeli mieli, jakżeż by mogli nagle utracić to, co do niedawna 
było dla nich      św iętością. Zapewne, nowa w iara musiała w yprzeć starą, 
ale nim się to stało,  dużo czasu upłynęło i z dawnego, żywego kultu, 
pozostało wspomnienie,  zachowały się resztki w formie dziś tzw. 
przesądów i zabobonów. Zresztą          w iemy, że kościół, wprowadzając w 
iarę chrześciańską, nie mógł zabraniać nowochrzczonym w ykonywania 
dawnych, po przodkach odziedziczonych  praktyk i obrzędów religijnych; 
kościół w iedział, że łatw iej odstąpiliby od     now ych dogmatów 
religijnych, aniżeli od uciech i zabaw, jakie towarzyszyły  ich 
uroczystościom. Stąd też, niektóre dawne praktyki uśw ięcał swą powagą, 
zwłaszcza zaś te, których cel pogański łatwo mógł być zamieniony na 
chrześciański. Papież Grzegorz w ysyłając w 591 r. misyonarzy dla                
opow iadania w iary Anglo-Sasom polecał im, by mieli wzgląd na zw yczaje 
mieszkańców, by nie niszczyli ich św iątyń, ale je raczej na kościoły 
zamieniali, by nie w zbraniali obchodu uroczystości i składania ofiar w 
wotach, które się  odbywały na cześć szatana, lecz by je zamieniali na uczty 
religijne dla chwały  prawdziwego Boga. Niema w ięc wątpliwości, że tym 
sposobem w iele dawnych  praktyk pogańskich do dziś się przechowało, w 
zmienionej oczyw iście szacie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

background image

 

 

 

 

 

 

 

 

IV. 

O palmie 

 

Rola palmy, w jakiej ją dzisiaj znajdujemy, została jej nadana później, w 
czasach chrześciańskich, jednak nie w iele odbiegła od swego pierwotnego 
przeznaczenia. W palmie, jaką dzisiaj spotykamy wśród ludu, pośw ięcaną 
w  kw ietnią niedzielę, dopatrujemy się szczątków dawnego kultu drzew, a 
w ogólności roślin, pośw ięconych pewnym bóstwom. 

 

Zanim pow iemy o kulcie drzew u Słow ian, musimy przypomnieć, jaką 
cześć  oddawały drzewom inne narody w starożytności. Wszystkie niemal 
ludy  południowe przyw iązywały do posiadania pięknych ogrodów najw 
iększe  szczęście tak dalece, że ich Teogonia naznaczała dla dusz błogosław 
ionych po  ogrodach w ieczne mieszkania, w dowód czego posłużyć mogą 
pola Elizejskie,  Raj ziemski, Ogrody Eden i Hesperyd a później niebo 
muzułmańskie. 
Nierychlej potem słynęły w iszące ogrody Babylonu, jeden z siedmiu 
cudów  św iata, ogrody Lukullusa, Nerona, Dyoklecyana itd. Po 
wszystkie w ieki i  pokolenia, kw iat uchodził za w zór doskonałości, 
okrasy, przyjemności, a dar jego, jest hołdem wdzięczności i tkliwego 
przyw iązania. 

 

Starożytni Buddyści utrzymywali, że człow iek pochodzi z kw iatu lotosu, i 
stąd  też przy modlitw ie składali odpow iednio ręce. Odw ieczne i w yniosłe 
drzewa,  ogromną swą postacią, użytkiem i starością, głębokie uczyniły 
wrażenie na  ludziach (z rąk natury w ychodzących): człow iek 
porównywując bow iem  słabość swoją z ich w zrostem, krótkość życia 
swego z sędziwością tych  olbrzymów, tuląc się przed spieką pod ich cienie, 
przenikał się w tedy poniewolnie ku nim wdzięcznością i uszanowaniem, a 
stąd powstały u Greków, Rzymian, Gallów, Germanów i Słow ian gaje, 
równie jak cześć odrębnych drzew, którą w idzimy dotąd dla drzewa 
Baobab, w zdłuż brzegów Gw inei i Senegalu. A kiedy z czasem człow iek 
obserwując życie roślin, począł się  zastanaw iać nad ich początkami i 
spostrzegł pewne podobieństwo do życia  ludzkiego, nie trudno mu już 
było w tych istotach dopatrzyć się przodków  zaklętych za jakieś przew 
inienie w drzewo. Stąd szacunek jego jeszcze   bardziej się wzmagał. 

 

Wedle św iadectwa Cezara istniały w Gallii św ięte dąbrow y w których   
druidow ie złotymi nożami podczas uroczystości ucinali jemiołę. Druidow ie 
nie  mieli nic św iętszego nad jemiołę i drzewo, na którem ona rośnie, a 

żaden  obrządek bez listow ia dębu obejść się nie mógł. Jemiołę rosnącą na 
dębie  uważają za dar nieba, sądząc, że Bóg ją dla tego w ybrał. Pismo św 

ięte, ile razy  mów i o cedrze libańskim, z niejakiem uszanowaniem o nim 
wspomina. 
Wiadomo z Pliniusza, ile przemożni Rzymianie dla rozłożystych platanów 

background image

 

 

mieli  w zględów, kiedy je zamiast wodą. mlekiem i miodem polewali. 

 

Kiedy Kserkses w ypraw iając się przeciw Grekom, natrafił w pochodzie na 
jedno z tych drzew olbrzymich, tak się w niem był zakochał, że nie tylko na 
jego gałęziach zaw iesił swoje i żon swoich drogie kosztowności, ale nie 
bacząc  na sławę całości wojska i cel w ypraw y, dni siedm z 
nieprzeliczonym gminem  przy ulubionym platanie obozował i zaledw ie 
szemrania zgłodniałego ludu,  zdołały go oderwać od tego drzewa. Wprzód 
jednak na złotym medalu wizerunek jego w ybić kazał i tenże potem całe 

życie na szyi nosił. 

 

Przesądni Rzymianie w ierzyli, iż pomiędzy rośliną a człow iekiem istnieć 
może  tajemniczy zw iązek; historycy opisują, że, kiedy który z cesarzów 
miał umrzeć,  schło drzewo laurowe, które obrzędowo zasadzał na 
Kapitolu. Drzewa sadzono  często na pamiątkę osób zmarłych, albo też 
jakiego w ydarzenia i w tedy  nabierały one osobliwszego znaczenia, jak laur 
na grobie Wergiliusza, w ierzba  ocieniająca grób Napoleona I. na w yspie 
św. Heleny itd. 

 

Według Eddy, Odyn stworzył pierwszych ludzi z jesiona i olchy, drzew 
północy. Prawo salickie stanow iło, że jeśli kto w yrzeknie się dziedzictwa 
ojców, musi złamać sobie nad głową cztery gałązki olchy, tego drzewa uśw 
ięconego tradycyą, ośw iadczając przed zgromadzeniem ludu, iż nic już nie 
ma  wspólnego pomiędzy nim a jego rodem. 

 

W Indyach, skąd w yszedł kult drzew, jeszcze dzisiaj, w dniu pierwszym 
maja, w Wizapur, sadzą ceremonialnie drzewo na cześć Maji, matki 
bogów. 
Uroczystość podobną spotykamy pod różnemi formami i nazwą u 
wszystkich  narodów indo-europejskich, a w w ielu miejscowościach zw 
yczaj ten zachował  się do czasów obecnych. 

 

Słow ianom również znaną była cześć drzew a kult roślin wogóle był 
szeroko  rozpowszechniony. […] Jak szeroko rozpowszechniona była 
cześć drzew u Czechów jeszcze w VIII. w., dow iadujemy się z dzieła Dra 
Zibrta, pt. „Seznam  povër a zvyklosti pohanskyh z VIII. vëku”. W 
rozdziale szóstym: czytamy, iż pew ien ksiądz skarżył się w Rzymie, że lud 
czci lipę jako bóstwo i przypisuje  jej moc czynienia cudów, uzdraw iania 
chorych itp. Czesi długo trzymali się  uporczyw ie kultu drzew i lasów. 
Jeszcze Kosmas Praski pisze, że ks. 
Brzetysław II kazał rąbać i palić lasy i gaje św ięte. W XII w ieku przeciwko 
tej  czci powstaje „Homiliarz Opatow icki". Miasto Szczecin, główna 
siedziba   bożka Trzygłowa, posiadało dąb św ięty, ogromny, rozłożysty, z 
obfitym cieniem i źródłem z pod niego w ytryskującem, symbolem 

Trzygłowa, podobnie jak     Jow isza i Zeusa, jak Perkuna litewskiego i 
Jorki pruskiego, jest z pomiędzy  drzew dąb, najtrwalsze i najpotężniejsze w 
tym klimacie drzewo. U nas w iele  było takich dębów przed nawróceniem 
Mieczysława na w iarę chrześciańską, a  w kilkaset lat potem pokazywano 

background image

 

 

jeszcze w Warmii pod miasteczkiem  Heiligenbeul dąb ogromny, do 
którego pruskie i litewskie pogaństwo wędrowało. Dąb w yobrażał bożka 
Trzygłowa. 

 

Cześć,  jaką oddawano roślinom,  przechowała się  po dziś dzień,  a  znalazła 
swój  w yraz  w  licznych  pieśniach  i obrzędach,  zwłaszcza  weselnych.  Lud 
nie  tylko  otaczał  i otacza czcią pewne  rośliny,  ale  wprost opiew a  losy 
niektórych          kw iatów,  jak  kaliny, ruty  itp.  Bez  roślin  nie  można się było 
nigdy obejść: używano  ich  dla  osiągnięcia  pomyślnego   lub  niepomyślnego 
skutku.  Berw iński  w ylicza  50  przeszło  roślin,  używanych do  albo  przeciw 
czarom  a  w iek  XVI  zna  kilka  zielników  czarodziejskich.  Podczas  sobótek, 
głównych  uroczys tości  letnich,  posługiwano  się  zawsze  bylicą  (Artemisia 
vulgaris). 

 

Pow iedzieliśmy,  że  Słow ianie  znali  kult drzew.  Zachodzi  teraz pytanie,  czy 
ten kult już na zawsze przepadł, czy też, podobnie jak rozmaitych ziół, 
przetrwał do dzisiaj. Tak, przetrwał,  a odnaleźć  go  nie  trudno  wśród  ludu. 
Wyrazem tej  czci  jest palma, pośw ięcana  w  niedzielę,  nazwana  Palmową, 

Wierzbną,        Kw ietną,  lub  wreszcie  Różdżkową. było  dla  nich św iętością. 
Zapewne,  nowa  w iara  musiała  w yprzeć starą,  ale  nim się  to stało, dużo 
czasu  upłynęło  i  z  dawnego,  żywego  kultu,  pozos tało  wspomnienie, 
zachowa ły  się  resztki  w  formie dziś t. zw. przesądów  i  zabobonów. 

 

Palmie  przypisuje  lud szerokie  znaczenie  lecznicze  i czarodziejskie.   
Spożywanie  pączków  gałązki  w ierzbowej,  praktykowane  jeszcze  po  dziś 

dzień  wśród  ludu,  w celu  zabezpieczenia się przed bólem  gardła,  znane było 
już  w  XIV  w ieku,  o czem  wspomina ją  kaznodzieje,  a  Mikołaj  Rej  w 
Postylli,  w ydanej  w  roku  1556  w  Krakow ie,  w  kazaniu  na  niedzielę  17 po 
św.  Trójcy,  w  liście  201 
A.  w yraźnie  mów i:  „W  Kw ietną  niedzielę,  kto bagniątka  nie  połknął 
dębowego  Kristusa do  miasta  nie  doprowadził,  to  już  dusznego  zbaw ienia 
nie  otrzymał". 

 

Jak silnie  tkw i  w iara  w  moc  leczniczą pączków palmy  wśród  ludu,  w 
ystarczy  przytoczyć takie przykłady,  jak  zw yczaj  dawania  ich bydłu  wraz  z 
ziemniakami,  aby  je  zabezpieczyć  przed chorobą.  W okolicy  Osieczan, 
biegają  z palmą do stajni  i chlewa  i  mieszają  nią  w żłobach, aby zaraźliwej 
choroby w  nich nie było,  krow y  nią  omiatają, koniom  nozdrza obcierają, 
aby  żadnej  choroby  nie powąchały, poczem kładą  ją  na  jabłoń,  aby  uschła  i 
chowają  za krokiew.  [Ks.  Jucew icz  w pracy pt.  „Litwa  pod  względem 
starożytnych  zabytków, obyczajów  i  zw yczajów”,  Wilno  1846, opisuje  nam 
bardzo ciekaw y sposób  leczenia  u  Litw inów  na  febrę.  Na  karcie papieru  w 
ypisuje się  historyę  choroby,  imię  i  nazw isko osoby chorej, poczem  udaje 
się  z tą  kartą  nad brzeg rzeki. Tu trzymając w lewej ręce trzy latorośle w 
ierzbowe, a w prawej  wspomnianą  kartkę,  odczytuje  się  historyę  choroby. 
Przyszedłszy  do  słów: 
„miał paroksyzmów", karbują ich liczbę na tegorocznem kolanku latorośli. 
To  się pow tarza trzy razy i ucięte kolanka tegoroczne rzucają do wody, a 

background image

 

 

przeszłoroczne, wróciwszy do domu, palą".] 

 

Prócz leczniczych, posiada palma i własności czarodziejskie. Uderzenie 

palmą  bydła przy w ypędzaniu go pierwszy raz w pole, ma być pomocnem 
przeciw  szkodliwości czarów, a krowom ma przysporzyć mleka. 
Praktykuje się to zarówno wśród ludu polskiego, jak i rosyjskiego i 
czeskiego. Ten sam zw yczaj  aczkolw iek w innej porze, spotykamy wśród 
Niemców. Wieczorem w w igilię św. Marcina przebiera się pasterz, i 
chodząc od domu do domu, obdarza  każdego w ieśniaka tzw. Różdżką św. 
Marcina, posiadającą własności lecznicze.  Różdżkę tę w iją z gałązek 
brzozow ych lub palmow ych z kocankami, bardzo  starannie 
przyozdobionych wstążkami. Przy wręczaniu pasterz życzy, by  trzody, 
role i łąki były płodne i urodzajne w następnym roku. Te gałązki kładą  w 
ieśniacy poza drabinę żłobu, na dachu, lub też w ieszają nad drzw iami stajni, 

gdyż chronią bydło przed czarami i złemi przygodami. Starodawni 
Germani  uważali te rożdżki za ucieleśnienie w drzew ie żyjącej duszy, 
będącej bóstwem w zrostu, urodzajności i płodności. 

 

U  nas  w  XV  w.  pasterz  czynił  to samo  na  Now y  Rok. Pręty przez  niego 
rozdawane były  św ięte  i  nie  godziło się  ich brać  gołą  ręką,  lecz  „kosmato". 
Palma  zatknięta  za obrazy  i sufity domów  i chlewów,  ma  je  chronić przed 
burzami  i  pożarem.  Czesi dla  zabezpieczenia się przed piorunami  trzymają 
dachach netresk (sempervivum i hromove koreni) a w polach w tykają    św 
ięcone gałązki w ierzby, by uchronić zasiew y od gradu. Wierzą, że taka w 
ierzba rzucona pod w iatr odpędza burze, rzucona zaś w płomienie, 
zmniejsza ich żarłoczność. Spotykamy jeszcze i dziś gałązki zatykane na 
końcach łanów, jako mające bronić plony przed gradem. Podobny zw yczaj 
istniał wśród ludu i w XIV w ieku, przeciw czemu w ystępowali ostro 
kaznodzieje. 

 

Czesi w ierzą, że przy pomocy pośw ięconej w ierzby i trzech pręcików 
białego  orzecha można odnaleźć zaklęte skarby, jak u nas to samo osiągnie 
się przy pomocy kw iatu paproci. 

 

Na zakończenie tego, cośmy o drzewach pow iedzieli, pozwolę sobie 
przytoczyć średniow ieczną legendę, tłumaczącą nam, dlaczego pewne 
drzewa  pewną barwę przybrały. 

 

Gdy po śmierci Chrystusa cała natura pogrążona była w smutku, sosna     
w yrzekła: „On umarł, w ięc na znak żałoby przybiorę ciemny kolor i 
szukać  będę miejsc odludnych”. 

 

Winorośl  w Sorrento szepnęła:  „Z  żalu  zczernieją  moje  jagody  a  z prasy,  w 
której  w yciskać  je będą,  spłynie  „Lachryma  Chris ti". 

 

Wierzba babilońska posłyszawszy straszną w ieść z Golgoty, westchnęła: 

„On umarł, teraz smutne moje gałęzie zw ieszać się będą zawsze ku 
wodom  Eufratu i płakać łzami jutrzenki". 

 

background image

 

 

Cedr Karmelu jęknął: „On umarł, odtąd ocieniać będę tylko groby, i ani 
dzikie gołębie, ani piegże nie będą słały gniazd na moich gałęziach". 

 

Cis się odezwał: „On umarł, teraz będę rósł tylko na cmętarzach, pszczoła 
pod  karą śmierci nie dotknie się moich zatrutych kw iatów, ptaki w mych 
gałęziach  śpiewać nie będą, a w yziew y moje zarażą febrą nieroztropnych, 
którzyby pod  moim cieniem szukali spoczynku". 

 

Kw iat fryzu rzekł:  „On umarł,  w ięc na zawsze pokryję  fioletem swój  złoty 
kielich,  i  nosić będę  w ieczną  żałobę". 

 

Jedynie tylko dumna topola pozostała niew zruszoną: „Cóż mnie to obchodzi 
? –  w yrzekła – On zmarł z powodu grzeszników, a ja jestem niew inna, 
zostanę taką, jaką byłam". 

 

I za ten brak czucia, liście topoli skazane są na ciągłe drżenie. Polskie 
podania  ludowe podają inny powód drżenia liści topoli, a mianow icie: gdy 

żadne  drzewo nie chciało użyczyć Judaszow i sw ych gałęzi na jego 
zbrodniczy zamiar, wówczas topola ofiarowała mu swe konary i od tej pory, 
za karę, drży przed Panem Bogiem. 

 

Poetyczna ta legenda św iadczy o silnie wkorzenionych w szczep aryjski 
panteistycznych poczuciach, pokrew ieństw ie między człow iekiem a rośliną 
w poezyi Indusów, która tu znalazła swój w yraz, gdy cała natura opłakiwała 
śmierć Boga-Człow ieka i wdziewała po nim żałobę". 

 

 

V. 

O jajku 

 
 

Drugim  zw yczajem  w ielkanocnym  o  podkładzie  pogańskim  jest  zw 
yczaj   św ięcenia  i spożywania  jaj  w ielkanocnych.  Już  od 
najdawniejszych czasów  jajko odgrywa ło bardzo  ważną  rolę  w  życiu 
ludzkiem.  Mity  indyjskie          w yprowadzają początek św iata  z 
jednego olbrzymiego  jaja. 

 

Podanie  ukraińskie  opow iada,  że dawnymi czasy,  gdy  ziemia  była  jeszcze 
pusta,  zesłał Bóg  na  ziemie  koguta,  aby  ją ożyw ił. Kogut zniósł  jajko,  z 
którego  w ypłynęło siedm  rzek, te  zrosiły  doliny  i  wkrótce  wszystko 
pokryło się  zielonością, ożyw iło  kw iatami,  napełniło owocami.  

 

Stosowanie  jajka,  jako środka oczyszczającego,  znane było  w  medycynie 
starożytnej  (o czem  znajdujemy  w yraźne  w zmianki  u  Ovidiusa).  Ow idyusz 
radzi  młodzieńcow i,  aby  w razie choroby swej  ukochanej,  udał się po radę 
do  znachorki:  „Niech przyjdzie babka,  by dom  i  łoże oczyścić  i  w drżącej 
dłoni  niech niesie przed sobą siarkę i jaja”. 

 

Podobnie  Juwenal  i  inni  radzą  używać  jajka  w  rożnych  w ypadkach  choroby. 
Bardzo częs to ciało chorego obwodzono dokoła  jajkiem, poczem  w 
ynoszono  je  na  rozstajne drogi  i  w yrzucano  w  tem przekonaniu,  że  tym 

background image

 

 

sposobem odrzuca  się również chorobę od danej osoby. Jest to po prostu 
najtańsza  i  najprostsza forma  metody  kuracyjnej  tzw.  „transplantatio  morbi s. 
mali" 

 

Według Klemensa Aleksandryjskiego, jaja użyte do podobnej operacyi 
traciły  zdolność dalszego rozwoju. Jajko bow iem, jako dające początek 
nowemu  życiu, samo z natury rzeczy uważane było za samoistną, żywą 
w stanie     chw ilowego uśpienia pozostającą istotę, symbol siły 
tworzącej i niszczącej,  dnia i nocy, żywota i śmierci, tego przebytego 

życia, które zgasło i tego nowego, które się ma zacząć i jako takie, mogło 
uchodzić za dostateczą  przynętę dla demona, czy ducha, od którego 
człow ieka lub bydlę uwolnić  należało. Zw yczaj w ynoszenia jaj 
oczyszczających na rozstajne drogi, dał z  czasem powód do uważania 
ich jako ofiary na cześć Hekaty. 

 

Jako siła przeciwdziałająca  złym duchom,  jajko  używane  było  w  kulcie 
umarłych jako  tzw. „coena  novemdialis", tj. uczta dziew iątego dnia 
zamykająca  okres  żałoby.  Jajko  wkładane  nieboszczykow i  do  grobu  (o 
czem  później),  miało go oczyścić  ze  wszystkich  nieprawości:  w iara  ta  do 
tego stopnia była  rozszerzona,  iż  utrzymywano,  jakoby  nieboszczyk, 
któremu  tego  nie     uczyniono, zjaw iał się po śmierci, żądając od przyjaciela 
ofiary. 

 

Skoro  już  raz przyjęła się  w iara  w  moc przeciwdziałającą  złemu duchow i, 

poczęto jajka używać nawet tam, gdzie ono było zupełnie zbyteczne, np. 
przy  zakładaniu  nowego domu  (z tem  łączy się  w iara  w  potrzebę ofiary 
przy  wszelkim  początku,  jako  to:  zakładaniu  miast,  w znoszeniu  ogromnych 
budowli  itp. (por.  Schreiber,  „Twórcy bogó w, podanie o  zabójstw ie brata 
przy budowaniu  w ieży  Maryackiej  itd.).  Żydzi,  według św iadectwa 
„Tozefty"  z  XI  w.  po Chrystusie,  wkładali  jaja  lub  ich skorupy  w ściany 
domów, co  miało  je bronić przed złymi duchami. Wróżenia za pomocą jaj 
rozw inęły się szeroko w  Indyach, Indochinach i lndonezyi. 

 

Jak  u starożytnych, jaja  mają w ielkie  znaczenie  i  u Słow ian w obrzędach 
pogrzebo w ych.  U  południow ych  Słow ian  rodzina  zmarłego  udaje  się  na 
mogiłę  i  pozdraw ia  go  słowami:  „Chrystus  zmartw ychwstał",  poczem 
stacza  z  mogiły  jajko i  zakopuje  je tam,  gdzie się samo zatrzyma. W 
Chorwacyi dotąd  utrzymuje się zw yczaj kładzenia na św ieże jeszcze mogiły 
jaja, jabłka i chleba  dla  zmarłych.  W  Małorosyi,  każdemu,  kto  umiera  w 
Wielki  Tydzień, dają do  rąk  jajko  malowane  na czerwono,  a  w  Św ięta 
Wielkanocne odpraw iają  po  cmentarzach  nabożeństwo   żałobne  za  dusze 

zmarłych.  W  Brusturach  w  Wielki  Czwartek, dzieci  ubogich rodziców 
otrzymują  od  zamożnie jszych  jako   jałmużnę  za dusze  zmarłych, perepiczki 
lub  pisanki. 

 

Zw yczaj  wkładania  jaj  do  trumny,  jako środka oczyszczającego, 
praktykowany bywa  jeszcze  i  w czasach dzisiejszych.  W ,,Ludzie"  z  r.  1909, 
na s.  35  czytamy  notatkę  Dra  W ł.  Kosińskiego,  z  której się dow iadujemy, 

background image

 

 

że  w  Maniow ie,  w iosce ruskiej  nad  granicą  węgierską  matka  włożyła 
dziecku  do  trumny  jajko.  Na  zapytanie sędziego, w jakim celu je tam 
włożyła, odpow iedział wójt: ,,żeby się  dziecina  miała  czem baw ić".  W 

„Czasie"  z  r.  1861,  nr.  51 czytamy,  że   umarłemu  włożono  do trumny 
oprócz  różnego  gatunku  ziarna,  jak  żyto,  jęczmień, ow ies, tatarka, proso, 
konicz i rozsada, także miód i jajo, kawałek  słoniny  i  kiełbasy  i  nakryto  

książką  do  modlenia. 

 

Jak dawniej ten zw yczaj wkładania jaj do trumny, był szeroko 
rozpowszechniony, przekonują nas o tem w ykopaliska. W kijowskiem 
muzeum,  wśród przedmiotów pochodzących z mogilnika słow iańskiego 
przedchrześciańskiej doby, rozkopanego przez W. Chwojkę i S. 
Mazarakiego, w pobliżu wsi Browarek, pow iatu Hadziackiego (gub. 
Połtawska), oglądać   można malowane kurze jajo. Również bardzo starą, 
bo z IV w. po Chrystusie  pochodzącą pisankę znaleziono w trumnie 
kamiennej w Herrnsheimie pod  Wormacyą, obok zwłok dziewczęcia i 
monet, wskazujących na czas około 320  po Chrystusie. W Monumenta 
Poloniae historica, w t. IV. na s. 601, czytamy, że gdy syn Alberta, sędziego 
z Pruśnic do ósmego roku nie mógł chodzić, matka  jego Beatrix zaniosła 
go do grobu św. Jadw igi i modliła się do św iętej o             w yzdrow ienie 
dziecka, stał się istotnie cud. 

 

Zw yczaj  urządzania  w  Wielki  Tydzień  ofiar  oczyszczających  na  grobach 
zmarłych,  zwłaszcza  u  południow ych  Słow ian,  naprowadza  nas  na                 
stw ierdzenie  faktu,  że  Słow ianie  istotnie  w porze  w iosennej obchodzili św 
ięto  umarłych, podobnie  jak  w Grecyi  i dawnej  Italii. Tak  w Italii  w 

miesiącu  lutym,  tym,  według  objaśnienia  starożytnych,  miesiącu 
„oczyszczeń",  obchodzono     św ięto  Feraliów  albo  Parentaiiów,  pośw ięcone 
czci  i  łagodzeniu  gniewu zmar łych przodkó w,  którzy  w  tym czasie  mieli 
opuszczać  mogiły  i snuć się  po św iecie. Podobnie było  w  Grecyi 
starożytnej.  Na  Rusi,  według  św iadectwa 

„Stogłowu" w W. Czwartek lud w ywoływał duchy. 

 

Kaznodzie je polscy  XIV  i  XV  w ieku stale  napomina ją  w iernych, by  już  raz 
zaprzestali  tych  praktyk  pogańskich  karmienia  dusz  w  Wielki  Czwartek.  „W 
W. Czwartek  nie  umywają po  w ieczerzy  mis –  pow iada  kaznodzieja  –   a 
niektórzy zostaw iają  umyślnie  na  nich  resztki  potraw –  karmią  się  niemi  w 
nocy  dusze  umarłych,  lub demon,  zwany  ubożę,  którego chowają po domach 
dla szczęścia  i  mienia".  W  innem  miejscu  nie  ogranicza  kaznodzie ja  tego  zw 
yczaju do           w ieczerzy  w ielkoczwartkowej,  a  tw ierdzi ogółem  że się  we 
czwartek  zostaw ia  ostatki  w ieczerzy  dla demonów,  zwanych  ubożami.  Obie 
wersye – pow iada prof.  Brückner  mają  słuszność : dusze  zmarłych 
częstowano  rzadziej,  raz  lub  kilka razy, np. na w iosnę i jesień, lecz ubożę, t.j. 
pionka (skrzata lub latawca)  przebywającego stale przy  domu,  należało co 
dzień  lub co  tydzień  uraczać. 

 

Obyczaj zostaw iania resztek czwartkowej w ieczerzy dla „ubożą" był w 
Polsce  ogólny; czytamy w ięc w „Postępku prawa czartowskiego" z r. 

background image

 

 

1570: „gdy się  (chłopce) stanie, jako w ierzy, mów i czartu ku czci modlitw 
y, miece swoje włosy (jest to rzeczyw iście zabytek pogaństwa) na ogień, 
ofiary czyniąc, we  czwartek po w ieczerzy zostaw ia potraw i zjada to w 
nocy nie w iem kto". W 
„Sejmie  piekielnym"  (w yd.  1622) opow iada  nocny  Lelek: ,,  We  czwartków 

dzień po  w ieczerzy broję  troje  dziw y.  Ludzi straszę... Przeto  warzy 
ubogiemu  we  czwartki  nie dają, tak  z  naczyniem  niepomytem  to dla  nas 
chowają".  W 

„Czarownicy powołanej" również z tym samym zw yczajem się 
spotykamy. Ciekawe przykłady tegoż zw yczaju mamy u Czechów. Znany 
jezuita i patryota czeski, Balbin (Miscellanea historica 1681) opow iada o 
sobie, jak rolę Daniela  wobec kapłanów Bela naśladował. Ks. Wacław 
Klugar opow iada w  Katechizmie (r. 1745) „kterak u son, seda mych 
rodicuv u vecer ctvrtecm a  sobotni na misach nechâvali.. dcera (jeho) 
pravila: tato, jste li pak vy  hospodarem nebo jinsiho hospodaficka mänie? 
Jâ to snim a nic nenechâm. 
Takyjest  to strâvila,  nâdoby  umyła  a spat se polożila  za pec".  Michał  z 
Janowca  (kaznodzieja  XV  w.)  użycza  następującego,  ważnego  przyczynku. 
W  Wielką  Środę,  mów i  on dosłownie,  trzeba parafian  upominać, by  nie 
palili stosów,  tzw.  gromadek,  wedle  obrządku  pogańskiego,  na  pamiątkę 
dusz  sobie  miłych  (Prof.  Brückner).  Według  O.  Kolberga  na  Pokuciu  przez 
cały  W.  Tydzień  płoną  ognie na  polach,  co  zapewne  ma  chronić 
mieszkańców  przed  powracającemi  duszami.  Zw yczaj  ten,  jak  mi opow 
iadano,  istniał  do  niedawna.  Dopiero  w  ostatnich  czasach,  z  powodu 
nadużyć,  jakie się często działy, został  zniesiony. 

 

U  nas,  w  Krakow ie,  jeszcze  po dziś dzień  istnieje  zw yczaj  obchodzenia św 

ięta  umarłych, we w torek po Wielkanocy. Jest to t. zw. Rękawka. Nie będę 
się tu zastanaw iał  nad samą  nazwą  tej  uroczystości.  Chodzi  mi  o sam  fakt 
istnienia  zw yczaju  i  jego  znaczenie.  Naw iasem  wspomnę  tylko,  że 
Łepkowski  nazwę tę  uspraw iedliw ia  okolicznością,  iż  tam  ręce  łapiących 
główną  odgrywają  rolę. 

 

Podobnie  prof.  Rostafiński.  Jaja  gotowane  –  mów i  Łepkowski  –  główną 
tu  odgrywa ją  rolę.  Rzucane  z  kopca  wskazują,  że to obrzęd pogrzebow y, 

pamiątka  śmierci  założyciela  grodu.  To  Dziady  nagrobne,  tryzna  słow 
iańska,  ukraińska  i  litewska  chautura,  stypa  pogrzebowa,  panichida 
ruska.  Istnieje  nawet  tenże sam obyczaj  (i pod tęż samą porę)  na 
Białorusi,  u  Serbów,     Słow ian  nadelbiańskich  i  Rosyan,  zwany  tam 
Radownicą  ,  Radunicą,  Raditelskoj i Raduńcem. Jajecznica i jaja  przy 
tych ucztach na  mogiłach, a  tłuczenie  jaj  i  tarzanie  ich po  kurhanach  jest 
w obrzędach ow ych  koniecznością  nieodzowną.  Zaduszki  takie,  jak  jak 
to  już  wspomnieliśmy       w yżej, przypadają  wszędzie  u  w ymienionych 
ludów  na  w iosnę, około czasu  Wielkanocy.  Prastara praktyka z jajami 
od Słow ian zapewne przeszła do Gruzinów  Kaukazu, gdzie również 
spotykamy praktyki religijne na grobach umarłych.  Podobnie Żydzi 
Polski, Litw y i Kaukazu po pogrzebie krewnych zw ykli  spożywać jaja, 
przyniesione przez kogoś z postronnych, nie tyle na znak  smutku, ile 

background image

 

 

raczej jako symbol zmartw ychwstania po śmierci. Nie mniej ważną  rolę 
odgrywa jajko w obrzędach weselnych różnych ludów, jak n. p. 
Malajczyków, gdzie każdy z gości weselnych otrzymuje bukiet kw iatów 
sztucznych strojny we wstęgi i jajka czerwone. U Rusinów w pierwszym 
dziesiątku XIX w. jajkami ubierano korowaj, poczem zjadało je młode 

małżeństwo. W Radomskiem narzeczona przesyła narzeczonemu po 
Wielkanocy pisane kraszanki, śmigusem zwane. Jako symbol 
oczyszczający i  chroniący przed złą mocą spotykamy jajko u cyganów 
siedmiogrodzkich, gdzie  mąż, chcąc ustrzedz żonę od niepłodności, 
przebija otwór z obu stron jajka i  wdmuchuje zawartość jej w usta, w Rosyi, 
gdzie wszyscy, którzy w jakikolw iek  sposób zatrudnieni byli przy 
narodzinach, muszą się oczyścić wodą, do której  wrzucają chmiel, jajo i ow 
ies. Zaw ieszanie skorup jaj u sufitu spotykane dość  często w chatach ludu 
polskiego ma je zapewne ochronić przed mocą  nieczystą. Jajko posiada 
jeszcze i inną własność, a mianow icie ma pomagać  człow iekow i do 
osiągnięcia bogactwa. Kto chce posiąść inkluz (tj. pieniądz,  który raz w 
ydany zawsze wraca do właściciela) ma jajo od czarnej kury włożyć  za 
krokiew, a włożywszy, nie myć się przez dziew ięć dni i przez tyleż dni nie 
odmaw iać pacierza. W dziew iątym dniu zrodzi się inkluz. 

 

Wspomnieliśmy już poprzednio, iż jajku przypisywano moc oczyszczającą, 
która to moc w czasach chrześcijańskich w zmaga się jeszcze przez 
kościelne  pośw ięcenie. Dawne św ięto w iosenne ku czci zmarłych zostało 
przeniesione  na chrześcijańską Paschę i zlało się z nią niejako w jedną 
całość. Oficyalnem  zaś św iętem umarłych jest dziś, jak w iadomo, dzień 
zaduszny. 

 

Wiara w zjaw ienie się duchów w porze w iosennej nie znikła jeszcze, 
owszem  napotyka się ją bardzo często. W Wielki Piątek odbywają 
nieczyste duchy  schadzki i wspólne zabaw y, zbierając się zw ykle na Łysej 
górze a w iara ta tak  jest silnie zakorzenioną, że trudno nawet spotkać w 
ieśniaka lub w ieśniaczkę,  któraby coś nie słyszała o Łysej górze i nie w 
iedziała o życiu i ucztach  czarownic. W Gruzyi W. Czwartek uważany 
bywa za dzień czarownic, w okolicach Niemiec – pierwszy maja jako tzw. 
Walpurgisnacht. Pamięć o nocy  czarownic zachowuje się wśród ludu 
niemieckiego, osobliw ie zaś w tych  stronach, gdzie niegdyś żyły słow 
iańskie plemiona, z czasem uciemiężone i  starte. Długi czas jeszcze po 
narzuceniu tym pogańskim ludom  chrześcijaństwa kapłani dawnej w iary 
starali się zachować jej zw yczaje i      św ięta. Jednem z św iąt takich był 
dzień pierwszy maja. Ażeby obchodow i jego  przeszkodzić, otaczano gaje 
św ięte i uroczyska chrześcijańskiemi strażami. 
Zgromadzeni poganie dla odpłoszenia ich, przebierali się w dziwotworne 
postacie i wpadali na nie z wrzaskiem, ogniem i łoskotem. Chrześcianie,     
naw ykli w idzieć we wszystkich obchodach sprawę szatańską, uciekali, 
biorąc  to za zjaw isko piekielnych duchów, poczem lud swobodnie 
odbywał swoje obrzędy. 

 

Wiedźma i dyabeł, pow iada p. Klinger, moce piekielne, są chronologicznie 

background image

 

 

późniejszą zamianą krw iożerczych i złośliw ych umarłych, chw ilowo                  
w yrywających się na wolność i korzystających z niej gorączkowo. 
Przyjąwszy  to tw ierdzenie, łatwo zrozumiemy znaczenie jajka w 
ielkanocnego. Posiada ono  siłę oczyszczającą i broni żyw ych przed 
powracającymi w tym czasie złymi  duchami na ziemię. Jajko miało być 
niby metaforą błyskaw icy i słońca, a zatem  odżywczych sił przyrody i jako 
takie nazywane było błyszczącem, złotem lub  czerwonem. Litewska 
zagadka tak określa jajko: „rozbiłem lód (skorupę),  znalazłem srebro 
(białko), rozbiłem srebro, znalazłem złoto (żółtko). 

 

Pozostaje  nam  jeszcze pow iedzieć o  jajku  jako pisance.  Że pisanki są 
bardzo  stare, o  tem  nie  wątpimy. Znajdujemy  je  na  grobowcach 
starożytnych,  w      w ykopaliskach  itd. 

 

Jajo  malowane  w połow ie czarno,  w bachicznych  i orficznych  misteryach 
znamionuje już to dzień i noc, już to śmierć i życie, już teraźnie jszość i 
przyszłość.  Jest ono  tam  symbolem  tellurycznego organizmu,  jakby 
oznaczeniem  siły  tworzącej  i  niszczącej  zarazem. Spotykamy się  z  niemi  w 
pitagorejskich  naukach.  Mamy  je  w  indyjskiej  kosmogonii,  w  mitach 
egipskich,  u  Fenicyan,  Chaldejczyków,  Persów.  Na  rzeźbach  grobów 
rzymskich  i  greckich, jako  najpowszechniejszy  symbol  śmierci  się  pow 
tarza.  Mnóstwo  przykładów  przytoczyćby  można  w ykazujących,  iż  już  w 
najodleglejszych czasach  używano  pisanek  jako  godła przebytego  życia  i 
tego  nowego, co się  ze śmiercią  zaczęło.  Mity,  rzeźby,  malowania,  a  nawet 
jaja  w ypalone  z  gliny,  znajdywane  w  grobach rzymskich,  greckich  i  słow 
iańskich,  mogłyby  posłużyć  tutaj  za  w ymowny  dowód tego tw ierdzenia. 

 

Skorupy jaj farbowanych mają także swe znaczenie. W Krakowskiem, we 
wsi  Wola Filipowska, w yrzucają je za chałupę i do ogródka w tem 
mniemaniu, że  w pierwszym razie urośnie z tego macierzanka a w drugim 
bukszpan. W  Galicyi wschodniej Rusini wrzucają je do wody dla 
Rachmanina i św ięcą  potem dzień dwudziesty, który się nazywa 

Rachmański Wełykdeń. 
Dwudziestego bow iem dnia skorupy dopłyną do krainy Rachmanów, 
a wówczas i tam jest św ięto. 

 

I  w  Polsce  od  najdawniejszych  czasów  znano  pisanki.  W  przypiskach  do 
Kroniki  W.   Kadłubka,  w  kodeksie  Eugeniańskim  tejże  kroniki,  w ydanym 
przez 
A.  Przezdzieckiego,  znajdujemy  w yraźną  wzmiankę  o  pisankach.  Mistrz 
Wincenty  w yrzucając Polakom  ich  niestałość, pow iada,  że się baw ią  ze sw 
ymi  panami (królami),  jak  z  malo wanemi  jajkami. Co do pochodzenia 
pisanek,  lud  przypisuje  im bardzo dawne  pochodzenie.  W siedleckiem  iud 
w ierzy,  że   pisanki  powstały  z  kamieni,  którymi  zadano  śmierć  Św. 
Szczepanow i.  Na  koniec  musimy  jeszcze  wspomnieć  o  sposobie 
przyrządzania  dziś  pisanek.  Pisanki  nazywają się  rozmaicie.  Ufarbowane  na 
jeden  kolor, czy  to przez gotowanie,  czy  przez  moczenie  w  pewnym  barw 
iku,  noszą  nazwę  malowanek ,  kraszanek  lub byczków. Jeżeli  na  tem 

background image

 

 

jednos tajnem  tle  w yskrobany  jest deseń,  to  jajko  nazywa się skrobanką  lub 

rysowanką.  Wreszcie,  jeżeli  jajko  zdobi  różnokolorow y  deseń,  przez 
pokrycie  woskiem  pewnych  jego  części  a  następnie  gotowanie  w 
barwnikach,  to  zow ią  ie  pisanką  a  sposób  malo wania  –  pisaniem. 
Poznawszy  w  ten  sposób  rodzaje  i  odmiany  pisanek  przypatrzmy  się 
sposobow i  ich przyrządzania, czyli  jak się  im  nadaje pewne barw y. 
 
Barwniki otrzymuje lud zw ykle z roślin. Na kolor żółty gotują jaja w 
łupinach  cebuli, w odwarze z kory dzikiej jabłoni, lub w pączkach kw iatu 
knieci błotnej  (caltha palustris); na brunatny w brazylii, lub moczą w 
wodzie stojącej w       w ydrążeniu pnia dębowego; na fioletow y w listkach 
kw iatu ciemnej malw y  (Altea rosea); na zielony – w kotkach osiki z 
ałunem, w listkach jemioły lub  żyta młodego; na pomarańczow y – w 
krokusie (Carthamus tinctorius); na  czarny – w korze z olchy i młodych 
liści klonu czarnego (Acer tabaricum); na  czerwony – w odwarze z 
robaczków „czerwcem" zwanych. 

 

Pisanki sporządzane bywają najczęściej przez kobiety, rzadziej przez 
mężczyzn... Pisanie polega na nakładaniu wosku na jaje przy pomocy szpilki, 
igły ze złamanem uchem, lub patyczka rozłupanego na końcu, gdzie 
osadzona  jest cieniutka rurka blaszana, cienki pieniążek lub koniec 

sznurowadła. 
Desenie,  jakie spotykamy, bywają  zazw yczaj  w ykonyw ane dowolnie,  „z 

własnej  głow y"  a  nie  z  jakichkolw iek  wzorów.  Z  form  pojedynczych, 
prostych,  w yrodził  się powoli  ornament  złożony, tchnący bogactwem  formy. 
Z rozkrojonego  jabłka  na  połówki  powstał deseń  „w  jabłuszka",  dzwonek 
polny  dał  „dzwoneczki",  sosna  „sosenki"  itd. 

 

 

 

VI. O śmigusie 

 
 

Trzecim, również bardzo dawnym, bo do czasów przedchrześcijańskich  
odnieść się dającym zw yczajem, jest zw yczaj oblewania się wodą w drugi 
dzień Wielkanocy, zwany pospolicie śmigusem albo dyngusem. Pomijając 
kwestyę filologiczną co do samego w yrazu śmigus i dyngus, czy jest on 
pochodzenia niemieckiego, jak chcą niektórzy czy jakiego innego, 
konstatuję w  tym zw yczaju fakt użycia samej wody, w czem dopatruję się 
przeżytku dawnego kultu tegoż żyw iołu. Prof. Brückner uważa śmigus, jak 
inne tego  rodzaju praktyki ludowe za pozostałość po kolonistach 
niemieckich; może  jednak raczej należy je uważać za jeden z pozostałości, 
ale nie niemieckich,  lecz dawnych, pogańskich. A nawet, żebyśmy przyjęli, 

że przyszły one do nas z  Niemiec, to przecież i w Niemczech nie były nowe, 
ale utrzymały się tam z  dawnych czasów. Zw yczaj bow iem oblewania się 
wodą jest znany u różnych ludów, a jeżeli w różnych krajach zachował się 
jako zabytek kultu wody, to dlaczegóżby się nie miał zachować u nas. 
Znając konserwatyzm naszego ludu,  nie trudno nam stw ierdzić, że w iele w 
dzisiejszych przesądach jest  pogańskiego, że lud nie tak łatwo pozbywa się 

background image

 

 

starych naw yknień i zmienia  swe przekonania. Ze źródeł XV w ieku – 
słowa prof. Brücknera – da się           stw ierdzić, jak dalece lud i na polu w 
ierzeń jest konserwatywny, jak mało  zmieniają się, nawet w przeciągu 
pięciu w ieków, pojęcia i zw yczaje w pewnem stadyum rozwoju, jak próżne 
są nakoniec usiłowania Kościoła walczącego od   w ieków a na darmo z 
gusłami. A w ięc jasno tu mamy stw ierdzony  konserwatyzm ludu; 
przyjąwszy teraz, że Słow ianom znany był kult wody, co  stw ierdzają 
wszyscy historycy kultury, trudno przypuścić, by się ten kult nie 
przechował do XIV w ieku, to jest do czasów kolonistów, a następnie, by nie 
dotrwał aż do naszych czasów. Wszak już kaznodzieje w ieku XV grożą 
klątwą  tym, którzy się baw ią igrzyskami „zw yczajem pogańskim, co się zw 
ie dyngus".  W rękopisie zaś do pow yższych słów dodano na boku ,,a 
przecież mistrz w  Racionale pozwala to, gdyż dyngusy nie są bez 
mistycznego znaczenia". 
Zatem, gdyby dyngus u nas był czemś nowem, zaszczepionem dopiero 
przez  Niemców w w ieku XIV, to na pewno kaznodzieja w ieku XV nie 
nazywałby go zw yczajem pogańskim i nie w ystępowałby przeciw niemu, 
jak w ystępował  przeciw w ielu innym przesądom (superstitiones), ale 
pow iedziałby wprost: 
„zaprzestańcie  tej obcej dla  nas  zabawki, porzućcie  ją".  Notatka,  „dyngusy 
nie  są bez  mistycznego  znaczenia",  upewnia  nas  w  naszem  tw ierdzeniu, 
że  śmigus, dyngus,  jest  zabytkiem  kultu  wody,  że dzięki  w zajemnemu 
oblewaniu,  uczestnicy  zyskują duchowe  oczyszczenie  się, odradzają  się. 

 

Ponieważ często zdarzały się w ypadki zatonięcia, w ięc też stale zakazywano 
urządzania śmigusa; zakazywał go Michał z Janowca, statuty biskupa 
poznańskiego, Andrzeja Łaskarza (zm. 1426 r.): ,,Dingus prohibetur". W 
części  pierwszej t. V. „Starodawnych prawa polskiego pomników" 
(Kraków 1878) ogłoszono uchwały synodu dyecezyi Poznańskiej, odbytego, 
jak się zdaje w r. 
1420; w uchwałach tych znajdują się postanow ienia przeciw niektórym          
zw yczajom zabobonnym, praktykowanym naówczas w dyecezyi. Czytamy 
tam  między innymi: „Dingus prohibetur" w art. XXXIV.: „Zabraniajcie, 
aby w drugie i trzecie św ięto w ielkanocne mężczyźni kobiet a kobiety 
mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarunki, co pospolicie 
się nazywa dyngować,  ani do wody ciągnąć"... Z dalszych dziesiątków 
tegoż w ieku posiadamy dość  obfite w iadomości o oblewaniu w 
ielkanocnem u nas. 

 

Przypatrzmy się teraz, jak się inni pisarze zapatrują na śmigus, a następnie, 
jakie woda ma zastosowanie w ceremoniałach ludu. Hanusz spow inowaca 
obyczaj owego oblewania wodą w Wielkanoc ze skandynawską czcią 
Thora i z  słow iańskiem bóstwem w iosny Pogodą, w ykazując istnienie 
takiegoż zw yczaju  z tąż samą myślą w lndyach i Persyi. Kazimierz Szulc 
(w rozpraw ie o ludow ych  bałwochwalczych uroczystościach) odnosi 

śmigusy do czci trackiej Atesa,  bóstwa słońca i bogini ziemi Kybeli. 
Grainert (Studya nad podaniami) w idzi  początek zw yczaju w pogańskiem 

św ięcie Nii, czyli Niw y, żony Peklenca,            w itającej na w iosnę ziemię w 

background image

 

 

towarzystw ie pachołka swego Dyngusa. 
Marcinkowski zastanaw ia się nad tożsamością śmigusa u nas i nad 
Gangesem,  gdzie należy do obrzędów św iąt w iośnianych, które tam lluli 
nazywają. 
Karłow icz wreszcie pisząc o śmigusie nie w ypow iada swego zdania co do 
jego  pochodzenia, mimo, że mu przyznaje bardzo stare pochodzenie. 

 

Najsnadniejszą drogą w badaniach takich – mów i Łepkowski – jest 
zgodzenie  się z Marcinkowskim na pewnik, iż cyw ilizacya pogańska 
ludów słow iańskich  miała równie, jak cyw ilizacya innych ludów 
starożytnych, jedną tradycyę  nauki ezoterycznej, przechowaną w micie 
religijnym społecznym. Mit religijny  zaginął częściowo a odnaleźć go 
można w różnych praktykach obyczajow ych  ludu, przestrzeganych nieraz 
jakby relikw ie św iętej przeszłości. 

 

Słow ianom  znany  był  zarówno  kult  ognia,  jak  i  kult  wody.  Słow ianie  czcili 
wody i w fantazyi swej zapełniali je rusałkami, w iłami itp.; dziękując za 

jakieś  otrzymane dobrodziejstwo  wrzucali  do  wody  srebrne  monety, co 
było  również zw yczajem  i  w  lndyach.  Kosmas  i  Nestor  wspominają o 
darach,  jakie składano  wodom  w  ogólności.  O  czci  wody  u  Litw inów  pisze 
Narbutt  i do  niego  też  odsyłam  po  szczegóły. 

 

Oblewanie  się  wodą  znane było  w  Indyach,  znane  u  Persów  i  innych.  U 
Czechów  zwało się  Oblevacka.  Dr.  Zibrt pisze o czci  wody  u Czechów: 
Zakazy  składania ofiary, robienia  wróżb, pow tarzają się  w  uchwałach 
synodów,  a jednak  kult  wody był tak  głęboko  zakorzeniony,  że  przeżytki 
jego  do dziś dnia istnieją  w  zabobonach  ludow ych.  Ciekaw y  obrządek 
opisuje  Burchard  z  Wormacyi  z  w ieku  XII.  W  czasie  suszy  dziewczęta 
oprowadzają  małą  dziewczynkę  nagą.  Napotkawszy  roślinę,  zwaną  blekot 
(belisa)  w yrywa  ją  małym paluszkiem prawej  ręki,  przyw iązuje sobie do 

małego  palca prawej   nogi  i  tak  wlecze ją do rzeki. W  rzece roślinę topią,  a 
dziewczęta  gałązkami,  które  trzymają  w  rękach, pokrapiają  nagą 

towarzyszką,  a potem  odprowadzają  do  wsi,  prowadząc  nawspak  rączym 
śladem.  Taki  sposób  ściągania  potrzebnego deszczu do dziś dnia  istnieje. 
Na  dowód przytacza  Zibrt  zw yczaj  ludow y  w Tyrolu  wzajemnego 
polewania się  wodą przez dziewczęta  i  chłopców,  dalej  perperyę 

nowogrecką,  peperugę  bułgarską,  dodolę  serbską,  topolyę  w ielkoruską,  oraz 
obrzędy  z  Lazarem  na  Kaukazie. 

 

Wracając do kultu wody u nas, o którym wspomnieliśmy już na samym 
początku, że istniał u nas w XIV w ieku, przypatrzmy się dzisiejszym 

 

 

 

background image

 

 

praktykom  ludow ym.  Woda  uchodzi  zawsze  za symbol oczyszczający, stąd 
też nawet ogień,  który  jest samą czystością,  zbrukany przez  zetknięcie się  ze       
św iatem,  musi się oczyszczać  w  wodzie:  gdy  woda  wre,  to on  właśnie 

kąpiąc  się  w  niej,  w ywraca  takie  koziołki. Ogień  w ymieciony  z pieca 
piekarskiego   należy przeżegnać  i postaw ić przy  nim  garnek  z czystą  wodą, 
bo się  w  niej  będzie  ogieniaszek  czyścił.  Uroki  można  odpędzić  od  chorego 
tylko  przy  pomocy  wody, do  której  należy  wrzucić  9  węgli  i  uważać, czy 
węgle syczą  i czy poszły  na dół,  lub pływają po pow ierzchni.  Wodą tą 
należy  natrzeć puisa, czoło  i piersi,  a  następnie  w ypić  pewną  dozę.  Wodą 
polewa  się  każde  nowokupione  bydlę, by  je  zabezpieczyć przed chorobami 
i  „złym  w zrokiem",  wodą obmywa  się oczy przy  pierwszem  zobaczeniu 
jaskółki  na  w iosnę,  aby były  zdrowe,  woda,  według  w iary  ludu  ma  zw 
iązek  z św iatem  zaziemskim  a  wrzucone  doń  skorupy  jaj  dopłyną  do 
krainy  Rachmanów  i  zw iastują  umarłym  św ięto    zmartw ychws tania,  w 
wodzie  obmywa się dusza po  w yjściu  z ciała  i stąd to  w  sąsiedniej chacie, 
gdzie leży umarły, nie pijają wody z rana. 

 

A czemże jest zw yczaj puszczania w ianków na wodę, jeśli nie uw 
ydatnieniem  tej w iary w moc wody, która jako mająca styczność z krainą 
duchów, ma           w ywróżyć dziewczynie jej przyszłość. Dziew ica 
puszczając swój w ieniec na  wodę, składa w nim niejako swój los, składa w 
nim nadzieję, w przekonaniu, że  się nie zaw iedzie, że życzenia jej zostaną 
odgadnięte. Wiadomo, że człow iek  pierwotny, żyjący na łonie natury, tylko 
z tą naturą miał do czynienia. On w  niej w idział wszystko i ona mu też 
wszystkiego użyczała, a czując swą od niej  zależność, był wobec niej 
zobow iązany. Więc też ubóstw iał siły przyrody i starał się zawsze tak 

postępować, by niczem i nigdy nie obrazić Bóstwa. Stąd  to wstępując 
razem z przyrodą w now y okres życia, w nową porę roku,       człow iek w 
idział jej odnaw ianie się, w idział oczyszczanie z brudów zimy i sam  starał 
się podobnie odnow ić, oczyścić na duszy i ciele, by podobnie jak ta jego 
opiekunka, rozpocząć życie nowe. 

 

Cześć dla  wody do  tego stopnia  jeszcze  dziś się  zachowała,  że  lud  uważa 
wprost  za  grzech  wrzucać do  wody coś  nieczystego.  Woda  nie  tylko  na 
ludzi,  ale  i  na  martwą  przyrodę,  jak drzewa,  może  w yw ierać swą  moc 
zbaw ienną.  W  Tomicach,  w  pow. Poznańskim,  jeżeli  drzewo owocowe 
przes tało rodzić, trzeba  pójść  na Resurekcyę,  i  nie  oglądając się,  w 
milczeniu  przynieść  wody              św ięconej, pokropić drzewo,  zapukać 
trzy razy do pnia  i pow iedzieć : 

„Wstawaj! Przyszedł czas,  że  musisz  nosić owoce”.  Od  tego czasu drzewo 
będzie  miało owoce. 

 

Nie tylko u nas, ale i u innych Słow ian kult ten jeszcze żyje. Wedle 
Bogdanow icza, lud na Białej Rusi dotąd czci religijnie „jeziera, 
kładziezi i  istocznicy", a woda źródlana „żywa" uznaje się za ważny 

środek lekarski. 

 

Reasumując  to  wszystko, cośmy  dotychczas  pow iedzieli  o  wodzie, 

background image

 

 

przychodzimy do  wniosku:  w iara  w  oczyszczającą  moc  wody, datująca się 
od  najdawniejszych  czasów,  doszła do  nas  w  różnych formach,  a  między 
innymi  i  w śmigusie.  Woda oczyszcza  żyw ych,  jak  ogień czyści dusze 

umarłych,  a  jako  mająca styczność  z  krainą  pozaziemską,  wróży  niekiedy 
człow iekow i  jego  przyszłość. Oto, co w krótkości dało się w ysnuć z 
naszych w ierzeń i zw yczajów ludow ych,  odnoszących się głównie do 
Wielkanocy. Przechowują się te zw yczaje odw ieczne, chociaż oddawna 
myśl ich zw ietrzała. Jedność wewnętrznego  życia człow ieka z przyrodą, ta 
sympatya ze wszystkiem, co go otacza,  zawiązała się jeszcze na 
Wschodzie, na łonie tej olbrzymiej kreacyi, gdzie  człowiek w ydaje się 
porównaniu z nią, niby ów robaczek kołysany w kielichu  mitycznego 
lotosu. 

 
 

Kraków, 1911.