background image

Cheryl Anne Porter 

 

Mężczyzna do zadań specjalnych 

(A Man in Demand) 

 

Przełożył Krzysztof Puławski 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

– Na miłość boską! Mamo! Co znowu nabroiłaś?! – Julia stanęła w drzwiach jak wryta na 

widok burzy rudych loków i obłędnego wyrazu oczu swojej rodzicielki.  

Matka w jednej ręce ściskała torbę z zakupami i swoją słynną pomarańczową torebkę, a 

drugą trzymała za rączkę ciemnowłosego chłopca, który nie mógł mieć więcej niż trzy lata.  

Julia oskarżycielskim gestem wyciągnęła palec w stronę dziecka.  
–  Lepiej  od  razu  powiedz,  skąd  go  wzięłaś  –  zaczęła.  Matka  uśmiechnęła  się  do  niej 

promiennie, jakby nie dostrzegała powagi sytuacji, i zaczęła się przepychać do wnętrza.  

–  Prawda,  że  jest  słodki?  –  Kiwnęła  głową  w  stronę  malca.  –  Mówię  ci,  szczęściara  z 

ciebie!  Szkoda  tylko,  że  nie  mamy  dzisiaj  świętego  Walentego!  Nareszcie  udało  mi  się 
znaleźć dla ciebie odpowiedniego faceta.  

–  Mężczyznę,  mamo.  Mężczyznę  –  poprawiła  ją  odruchowo,  przyglądając  się 

jednocześnie chłopcu.  

Rzeczywiście był, jak to określiła jej matka, „słodki”. Cały czas trzymał w buzi lizaka, co 

widocznie bardzo go pochłaniało. Stąd być może jego stoicki spokój.  

– No cóż, niech ci będzie, mężczyznę – zgodziła się matka. Julia jeszcze raz spojrzała na 

chłopczyka.  

– Nie wydaje ci się, że jednak jest trochę za młody? – spytała w końcu.  
Ida Cochran aż sapnęła zgorszona głupotą swojej latorośli.  
– Nie chodzi mi o niego, idiotko. Miałam na myśli jego ojca! 
– Dobrze, że nie matkę – mruknęła do siebie Julia, głośno zaś powiedziała: – No dobrze, 

a gdzie on jest? 

Ida spojrzała w stronę otwartych drzwi.  
– Zaraz tu będzie. Niemożliwe, żeby zostawił tak małego... Jak na zawołanie w drzwiach 

pojawił się nagle facet. Nie, mężczyzna. A właściwie ideał mężczyzny. Wysoki, muskularny, 
odziany w obcisłe dżinsy podkreślające zgrabną sylwetkę. Julia z przerażeniem pomyślała o 
tym,  że  stoi  przed  nim  boso,  w  szortach  i  wysłużonej  koszulce.  I  na  dodatek  nie  włożyła 

stanika! 

Mężczyzna chrząknął.  
– Hm, cześć. Urządzacie sobie walentynki? 
Julia wiedziała, że gapi się na niego jak sroka w gnat, ale nie mogła się powstrzymać. Po 

chwili poczuła, że matka daje jej sójkę w bok. Tą ręką, w której trzymała torebkę.  

– Odpowiedz mu coś – syknęła. – Nic dziwnego, że zbliżasz się do trzydziestki i ciągle 

jesteś bez faceta.  

Julia poczuła, że jej naturalne loki zaczęły się nagle prostować z przerażenia. Zakryła usta 

i zdobyła się na histeryczny szept: 

– Mamo, jak mogłaś...?! 
–  Powiedzieć  mu,  ile  masz  lat?  –  spytała  niczym  nie  zrażona  Ida.  –  I  tak  sprawdzi  w 

dokumentach, kiedy się lepiej poznacie.  

background image

Julia jęknęła.  
– Nie, nie to. To znaczy to też, ale przede wszystkim...  
przede  wszystkim...  –  Słowa  zaczęły  ją  zawodzić.  Machnęła  tylko  ręką  w  stronę 

przystojniaka, który wraz z synem obserwował całą scenę.  

– Jak mi się udało ich tu sprowadzić? – spytała domyślnie Ida. – To nie było zbyt trudne. 

Natknęłam się na nich na parkingu i od razu pomyślałam, że ten większy doskonale nadaje się 
na męża dla ciebie.  

– Przecież może być już żonaty! – wypaliła Julia.  
– Nie, nie jestem. – Mężczyzna włączył się na chwilę do rozmowy.  
– A właśnie, nie miał obrączki – zauważyła triumfalnie Ida.  
– Wiedziałam, jak tylko ich dorwałam.  
Julia dopiero teraz zauważyła, że przystojniak też się na nią gapi. Wprost nie spuszczał z 

niej wzroku. Pewnie pierwszy raz widział takie rozczochrane brzydactwo bez makijażu.  

Trzeba jednak było coś zrobić z tą sytuacją.  
–  Ależ  mamo,  jak  mogłaś!  –  powtórzyła  kolejny  raz  Julia  i  ponownie  spojrzała  na 

mężczyznę.  

Być  może  poczuł,  że  powinien  wszystko  wyjaśnić,  ponieważ  znowu  chrząknął  i 

powiedział: 

– Pani, hm... Jak nazwisko? 
– Cochran.  
– Pani Cochran dorwała nas, jak sama to określiła, przed sklepem. Spytała, czy znam jej 

córkę Julię.  

– To ja – przerwała mu na chwilę Julia.  
– Właśnie. A kiedy powiedziałem, że nie, nalegała, żebym z nią poszedł. No i poszedłem 

– zakończył i spojrzał na syna.  

– Skąd wziąłeś tego lizaka, Aaron? 
– Od stałej cioci – wyjaśnił chłopczyk. – Mogę? Ojciec tylko machnął ręką.  
– I tak już pół zeżarłeś – powiedział zrezygnowany. – Mogła pani spytać – zwrócił się do 

Idy.  

Julia  poczuła,  że  zalewa  ją  fala  wstydu.  Nie,  czegoś  takiego  nie  spodziewała  się  po 

własnej matce.  

– Dałaś mu lizaka bez pytania? – zapytała, patrząc na Aarona.  
Matka potrząsnęła energicznie głową.  
–  Pytałam,  a  on  skinął  głową,  że  mogę  –  powiedziała.  Mężczyzna  wyglądał  na 

zakłopotanego.  

– Być może zrobiłem to, żeby się już od nas odczepiła – przyznał w końcu.  
– No nic, nie przejmujcie się – powiedziała Ida, uśmiechając się do nich promiennie. – W 

przyszłości popracuję na tym, żeby Aaron nie brał słodyczy od obcych. Przecież jakiś wariat 
mógłby go porwać! 

Julia spojrzała ze zgrozą na matkę.  
–  Czy  nie  rozumiesz,  że  właśnie  to  się  stało?!  –  spytała,  ale  Ida  tylko  machnęła  ręką  i 

background image

zaczęła grzebać w swojej torebce.  

Mężczyzna wciąż stał w drzwiach. Biedaczek nie wiedział, co ze sobą zrobić. Taki był los 

wszystkich, którzy dostali się w szpony Idy Cochran.  

– Posłuchaj, mamo. Miarka się przebrała – zaczęła Julia.  
–  Już  nie  chcę,  żebyś  szukała  dla  mnie  męża.  Nigdy  nie  chciałam.  Czy  zdajesz  sobie 

sprawę z tego, że pan... Przepraszam, jak pan się nazywa? 

– Mike DeAngelo.  
O Boże, jakie anielskie nazwisko, pomyślała.  
– Że pan DeAngelo może cię kazać wsadzić do więzienia? 
– zakończyła Julia.  
Mike przestąpił z nogi na nogę.  
– Nie ma potrzeby – powiedział, a Ida obdarzyła go wdzięcznym uśmiechem. – Sam to 

zrobię w razie czego.  

Uśmiech na twarzy Idy natychmiast przybladł, a Julia spojrzała na mężczyznę z nowym 

zainteresowaniem.  

– O Boże! Jest pan policjantem?! 
Mike rozejrzał się dokoła, jakby ktoś miał zamiar ich podsłuchiwać.  
– Gorzej – powiedział. – Pracuję w FBI. W zasadzie powinienem panią zapytać, czy pani 

matka często zachowuje się w ten sposób.  

Nie tak znowu często. Nie ma w okolicy aż tylu przystojniaków, pomyślała.  
– Codziennie – odparła Julia.  
Matka posłała jej spojrzenie, w którym  błysnęły ostrza sztyletów, a następnie mrugnęła 

do mężczyzny.  

– Nie nabierasz nas, Mike? – spytała. Zagadnięty pokręcił głową.  
– Za podszywanie się pod agentów rządowych grożą poważne kary – powiedział.  
–  Tego  się  obawiałam  –  westchnęła  Ida.  –  Nie  będziesz  się  bała,  kiedy  on  po  nocach 

będzie ścigał jakichś gangsterów? 

– zwróciła się do córki.  
Mike otworzył tylko ze zdziwienia usta, więc Julia uznała, że musi interweniować.  
– Naoglądała się za dużo kryminałów – wyjaśniła.  
Mike pokiwał ze zrozumieniem głową. A może jednak było to współczucie? 
– Nie wszyscy ścigamy bandytów. To znaczy nie z bronią – zaczął wyjaśnienia.  
Julia pomyślała, że jest to najgłupsza rzecz, jaka mu się w życiu przytrafiła. Czy ten facet, 

to  znaczy mężczyzna, nie miał  instynktu  samozachowawczego? Właśnie teraz nadarzała się 
okazja  wywinięcia  się  cało  z  opresji  i...  nie  chciał  z  niej  skorzystać.  FBI  powinno  jednak 
lepiej ćwiczyć swoich ludzi.  

–  Ach,  tak!  Więc  nie  ścigasz  bandytów  po  ulicach!  –  stwierdziła  z  ukontentowaniem 

matka Julii, a uśmiech znowu powrócił na jej nieco może za bardzo umalowaną twarz.  

Natychmiast  sięgnęła  do  torebki,  z  której  wyjęła  duży  notes  i  cienkopis.  Julia  chciała 

schować  siew  najciemniejszy  kąt.  Tylko  nie  to!  Tylko  nie  Ankieta  dla  Przyszłego  Męża. 
Szkoda, że Mike wyznał, iż pracuje bez broni. Inaczej miałby może jakieś szanse.  

background image

Ida otworzyła notes na czystej stronie, spojrzała na swoją ofiarę i zadała pierwsze pytanie.  
– Dobrze, Mike – zaczęła. – Wiemy już, że nie jesteś żonaty. Możesz nam powiedzieć, 

dlaczego? 

Zapadła głucha cisza. Julia stwierdziła, że mimo pory roku zrobiło jej się nagle gorąco. 

Postanowiła działać. Skoczyła jak tygrysica do obu panów i wypchnęła ich na zewnątrz przez 
wciąż otwarte drzwi. Następnie krzyknęła: „Uciekajcie!”, zatrzasnęła drzwi za sobą i oparła 
się o nie plecami.  

–  Ależ  kochanie,  przecież  nam  ucieknie!  Mówię  ci,  że  ten  jest  naprawdę  znakomity  – 

przekonywała ją Ida.  

Julia tylko kręciła głową. W końcu matka zrezygnowała i pospieszyła do kuchni, niosąc 

torbę z zakupami.  

– Czekolada jest tam gdzie zwykle?! – krzyknęła.  
– Chyba tak! Sprawdź! – odkrzyknęła Julia.  
Poczekała chwilę, a następnie nie mogąc się oprzeć pokusie, otworzyła drzwi. Słuch jej 

nie mylił. Ten nieszczęśnik wraz z synem stał jeszcze za drzwiami.  

– Czemu tu jeszcze stoicie?! – spytała szeptem. – Uciekajcie, jeśli wam życie miłe.  
Mike DeAngelo spojrzał na nią uważnie.  
–  Chciałem  tylko  wiedzieć,  dlaczego  tak  piękna  dziewczyna  jak  ty  nie  może  nikogo 

znaleźć  –  powiedział.  –  Może  powinnaś  jednak  wyjaśnić  matce,  że  nie  lubisz  mężczyzn, 
Julio? 

Spojrzał  na  nią  tak  przenikliwie,  jak  agenci  FBI  na  filmach,  które  oglądała,  a  Julia 

poczuła, że robi jej się niedobrze. Co on sobie wyobraża?! I dlaczego mówi jej na „ty”? 

–  Posłuchaj,  Mike  –  postanowiła  odpłacić  mu  pięknym  za  nadobne.  –  Uwielbiam 

mężczyzn! Masami, mówię ci, setkami. Tyle tylko, że moja praca... nie pozwala...  

Pomyślała, że nie ma sensu mu tego wszystkiego wyjaśniać. Ciekawe, czy byłby w stanie 

zrozumieć? Wyglądał na twardego faceta, a twardzi faceci to zwykle szowiniści. Inna sprawa, 
że zrobił na niej piorunujące wrażenie.  

– Dzie ta stalą ciocia? – W ciszy usłyszeli głos Aarona. Julia spojrzała na malca. Spora 

część lizaka przeniosła się z jego ust wprost na czystą białą koszulkę, reszta rozmazała się na 
buzi dziecka.  

–  Stara  ciocia  była  bardzo,  bardzo  niegrzeczna  –  wyjaśniła  Julia.  –  Dlatego  została 

zamknięta w kuchni.  

– A cio żłobiła? – zainteresował się chłopczyk.  
Julia  nie  bardzo  wiedziała,  co  odpowiedzieć.  Zerknęła  na  ojca  Aarona  i  zauważyła,  że 

wcale ich nie słucha, tylko się w nią wpatruje.  

– Właśnie, co zrobiła? – Mike powtórzył pytanie syna.  
Julia  poczuła  się  osaczona.  Nie  wiedziała,  co  odpowiedzieć.  Co  więcej,  stwierdziła,  że 

sama  zaczyna  gapić  się  na  Mike’a,  krew  przy  tym  szybciej  krąży  jej  w  żyłach,  a  serce  wali 

coraz mocniej. Wiadomo, mężczyźni to przede wszystkim kłopoty.  

Myśl, idiotko! I nie gap się tak na Mike’a.  
– No cóż, sprowadziła cię tutaj – zwróciła się do niego. – I dała lizaka Aaronowi.  

background image

– Niedługo będzie świętego Walentego – zauważył zupełnie bez związku Mike.  
Julia  czuła  się  jak  zahipnotyzowana.  Nie  mogła  przestać  patrzeć  na  Mike’a.  Dopiero 

kiedy Aaron zaczął się niespokojnie ruszać i coś mówić, zdołała się jakoś otrząsnąć. Chłopiec 
włożył dłoń do kieszeni, w której zaczął czegoś szukać.  

– Nie mogę blać nic od obcych, ale stalą ciocia nie jest obca – zauważył sentencjonalnie 

Aaron. – Psecies dala mi lizaka.  

– Muszę przyznać, że jest nieco ekscentryczna – stwierdził Mike.  
– Julio, do cholery! Przecież ta czekolada jest przeterminowana! Chciałaś mnie otruć! – 

dobiegł do nich z kuchni głos Idy.  

–  Gdybym  naprawdę  chciała,  przełożyłabym  ją  do  nowego  opakowania!  –  odkrzyknęła 

Julia.  

Przez chwilę stali w drzwiach we trójkę. Aaron nie znalazł tego, czego szukał, w prawej 

kieszeni i zaczął grzebać w lewej.  

– No, idźcie już – popędzała ich Julia. – Mama zaraz tu będzie.  
Mike skinął głowę.  
– Dobrze. Zadzwoń do mnie, jakbyś potrzebowała pomocy FBI – powiedział, podając jej 

swoją wizytówkę, którą wyjął uprzednio z tylnej kieszeni dżinsów. – Coś mi mówi, że to się 
może zdarzyć.  

Pomyślała,  że  rzeczywiście  może  się  to  zdarzyć.  Zwłaszcza  jeśli  matka  będzie 

kontynuowała akcję „Kandydat na męża”.  

Cóż, może jednak zniechęci się po pierwszych niepowodzeniach.  
A jeśli Ida ma rację? Może rzeczywiście spędza za dużo czasu w banku, pozwalając życiu 

przemknąć się obok? 

– Dzięki. I cześć – powiedziała, otrząsając się z tych niewesołych myśli.  
Uścisnęła  ciepłą  dłoń  Mike’a,  a  następnie  lepką  rączynę  Aarona  i  już  chciała  zamknąć 

drzwi, kiedy  pomyślała,  że spojrzy na nich jeszcze ostatni raz.  Zaczęła od Mike’a.  I już nie 
mogła oderwać od niego wzroku.  

Na nic się zdało to, że uznała takie zachowanie za nieprzyzwoite. Chciała nawet zamknąć 

drzwi, ale coś jej nie pozwalało.  

W końcu to Mike pierwszy oderwał od niej wzrok. Wziął syna za rękę i powiedział: 
– Chodź, stary, kiedy się umyjesz, to pójdziemy poćwiczyć na salę gimnastyczną. Co ty 

na to? 

Aaron pokiwał entuzjastycznie głową na znak, że mu się ten pomysł bardzo spodobał, a 

następnie skierował się ku schodom.  

– Cześć – pożegnał ją raz jeszcze Mike i posłał jej takie spojrzenie, że na moment zaparło 

jej dech w piersiach. – Do zobaczenia.  

–  No  to  cześć.  Nie  mam  już  czasu.  Będę  musiała  dobić  matkę,  jeśli  czekolada  nie 

poskutkuje.  

Patrzył na nią przez chwilę, po czym się zaśmiał.  
– Ja w każdym razie nic o tym nie wiem.  
Przez moment mogła go jeszcze obserwować z tyłu, ale Mike szybko zniknął z jej pola 

background image

widzenia,  ponieważ  musiał  dogonić  syna.  A  potem  nicość.  Pustka.  Bezdenna  czeluść.  No, 
może trochę przesadzała, ale czym były te wszystkie otaczające ją przedmioty w porównaniu 
z mężczyzną, który zniknął przed chwilą z jej życia.  

Chciało  jej  się  wyć.  Miała  ochotę  gryźć  i  drapać,  nie  bardzo  wiedząc  kogo.  Matkę? 

Mike’a?  A  może  siebie?  Postanowiła  więc  usiąść  i  poczekać,  aż  jej  przejdzie.  Nie,  nie 
pomogło. Pozostał jej więc jeden ratunek. To, co zwykle robiła w takich momentach.  

Julia  uklękła  przy  kanapie,  wtuliła  twarz  w  poduszki,  nie  chcąc,  żeby  dźwięk  dotarł  do 

innych lokatorów, i zawyła. Raz, ale głośno.  

Kiedy podniosła głowę, zauważyła, że Ida stoi tuż przy niej. Matka odgarnęła poskręcane 

loki, spadające jej na czoło.  

–  Powinnaś  pójść  do  fryzjera,  kochanie.  Inaczej  całkiem  oślepniesz  –  powiedziała.  – 

Szkoda, że masz rude włosy, jak ja. Zawsze miałam nadzieję, że odziedziczysz kolor włosów 

po ojcu.  

– No, , przynajmniej Susan i Danowi się udało – stwierdziła Julia, czując, że zbiera jej się 

na płacz. – Mają błękitne oczęta, blond włoski i poukładane życie. Nie to, co ja.  

Ida pogłaskała ją po głowie.  
– Nie opowiadaj głupot. Przecież doskonale ci idzie. Tylko te włosy – dodała po chwili. – 

Słyszałam, że mężczyźni boją się rudych kobiet.  

Julia  spojrzała  na  poduszki  i  pomyślała,  że  jeszcze  się  jej  dzisiaj  przydadzą.  Czasami, 

kiedy chciała usiąść na kanapie, bała się ich dotknąć, ponieważ wydawało jej się, że są pełne 
krzyku.  

– Wiesz, gdybyś miała zielone oczy, mogłabyś nawet uchodzić za atrakcyjną – ciągnęła 

nie  zważając  na  nic  Ida.  –  Może  zafundujesz  sobie  takie  barwione  szkła  kontaktowe,  co? 
Przecież to niemożliwe, żebyś przy swojej pracy nie miała wady wzroku. Może masz jakąś 
ukrytą? 

Julia potrząsnęła głową.  
– Zgodnie z twoją sugestią odwiedziłam okulistę. Nic nie wykrył – przypomniała jej.  
Ida tylko machnęła ręką.  
– Patałach! Poza tym to było dwa miesiące temu – stwierdziła.  
Julia pokręciła głową.  
– Nic z tego, mamo.  
Ida spojrzała na nią smętnie.  
–  Wiesz,  chodzi  o  to,  że  chciałabym  zobaczyć  przed  śmiercią  twojego  męża  – 

powiedziała. – To moje najskrytsze marzenie.  

– Ale ponieważ masz dopiero pięćdziesiąt siedem lat, możemy z tym jeszcze poczekać – 

wpadła jej w słowo córka.  

–  Wiesz,  ostatnio  nie  czuję  się  zbyt  dobrze.  Coś  mnie  boli,  o,  tutaj.  –  Wskazała  jakiś 

fragment ciała. – I jeszcze tutaj.  

Julia tylko machnęła ręką.  
– Daj spokój, mamo. Przeżyjesz nas wszystkich.  
– I nie zobaczę twego ślubu.  

background image

– Bzdura.  
Ida Cochran zacisnęła tylko usta. Wyglądała na urażoną. Na szczęście nie potrafiła długo 

chować urazy, a już zwłaszcza do członków rodziny.  

–  Wiesz  co?  Sprowadziłam  ci  takiego  wspaniałego  kandydata  na  męża,  specjalnie 

wypatrzyłam, że nie ma obrączki, i proszę, jaka spotyka mnie podzięka. – Ida wylała przed 
córką wszystkie swoje pretensje.  

Julia tylko pokręciła głową.  
–  Wcale  cię  nie  prosiłam,  żebyś  mi  tutaj  kogokolwiek  sprowadzała.  Zwłaszcza  ten 

poprzedni był taki straszny. Mogłaś go sobie darować.  

Ida wzruszyła ramionami.  
– Skąd mogłam wiedzieć, że się tak okropnie poci? – spytała retorycznie. – Za to ten z 

FBI był naprawdę niezły, co? 

–  Zobaczysz,  że  cię  aresztuje  albo  każe  sprawdzić  wszystkie  twoje  podatki.  –  Julia 

świadomie unikała odpowiedzi na to ostatnie pytanie.  

–  Nie  bądź  głupia  –  powiedziała  matka.  –  Przecież  podatkami  zajmuje  się  urząd 

skarbowy.  

Julia tylko uśmiechnęła się złośliwie.  
– Tak myślisz? A jak sądzisz, w jaki sposób  udało  się FBI dobrać do Ala Capone? Od 

tego czasu przede wszystkim sprawdzają podatki.  

Ida jakoś nie wyglądała na przestraszoną.  
–  No  to  niech  martwi  się  tym  twój  ojciec  –  stwierdziła.  –  Dobrze  mu  to  zrobi  na 

trawienie.  A wracając do tego przystojniaka z FBI... To dobrze,  że ma taką pracę,  bo jak ci 
obrabują bank, będziesz wiedziała, do kogo się zwrócić. Czyż to nie wspaniałe? 

– Wolałabym, żeby nikt jednak nie obrabował banku – zastrzegła Julia.  
Matka tylko machnęła ręką.  
– Mniejsza o bank – stwierdziła. – Chodzi o to, że mogłabyś znowu zobaczyć Mike’a.  
Julia poczuła nagle dreszcz, który przebiegł jej po karku. Schwyciła Idę za rękę i zajrzała 

jej głęboko w oczy.  

– Przysięgnij, że się do tego nie posuniesz – powiedziała z całą mocą.  
Ida spojrzała na nią jak na wariatkę.  
– Do czego? 
–  Do  tego,  żeby  zorganizować  napad  na  mój  bank.  –  Zamilkła  na  chwilę.  –  Uważaj, 

mamo, to naprawdę kryminalna sprawa. Wkraczasz na grząski grunt.  

Twarz Idy rozjaśniła się nagłym uśmiechem.  
– A wiesz, to niezła myśl. Dziwne, że nie wpadłam na to od razu.  
Po chwili jednak uśmiech przygasł na jej twarzy.  
–  Tylko  widzisz  –  ciągnęła,  patrząc  na  córkę  –  nie  ma  żadnej  pewności,  że  to  Mike 

zajmuje  się  włamaniami.  Równie  dobrze  może  być  w  sekcji  zabójstw  czy  jak  to  się  tam 
nazywa.  

Julia odetchnęła z ulgą.  
– Chwała Bogu! Do morderstwa na pewno się nie posuniesz. Ida zerknęła na nią z ukosa.  

background image

–  Niby  nie,  ale  ostatnio  im  więcej  z  tobą  przebywam,  tym  więcej  odkrywam  w  sobie 

morderczych instynktów – stwierdziła po chwili.  

Julia  spojrzała  na  matkę  i  pod  maską  rozbawienia  dostrzegła  w  jej  oczach  prawdziwą 

troskę. Ida nie robiłaby wokół całej sprawy tyle hałasu, gdyby nie zależało jej tak bardzo na 
małżeństwie córki.  

Julia zaczęła przemierzać równym krokiem pokój.  
–  Dobrze,  wygrałaś  –  powiedziała  do  Idy.  –  Obiecuję,  że  zapomnę  o  pracy,  zacznę 

umawiać się z mężczyznami i znajdę sobie męża.  

Ida wzruszyła ramionami.  
– Znajdziesz męża? A ten dzisiejszy ci nie odpowiada? Julia przystanęła.  
– Odpowiada, odpowiada. Jest  naprawdę świetny. Wobec tego wyjdę  właśnie za niego. 

Tylko  błagam,  przestań  mnie  zapisywać  do  biur  matrymonialnych  i  dawać  ogłoszenia  w 
gazecie. Zapowiadam, że nie pójdę już na żadne zorganizowane przez ciebie spotkanie.  

Wzrok Idy uciekł gdzieś w bok.  
– Trochę ci nie wyszło z tym ostatnim, co? Julia skinęła głową.  
– To była katastrofa.  
–  Wiesz,  kochanie,  chciałabym,  żebyś  była  szczęśliwa.  Tak  jak  Dan  i  Susan  w  swoich 

małżeństwach.  

Małżeństwa, dzieci, dzieci, małżeństwa, to był świat Idy Cochran. Co prawda słyszała, że 

jest  coś  takiego  jak  życie  zawodowe  oraz  kontakty  towarzyskie,  ale  tak  naprawdę  w  to  nie 
wierzyła.  

–  Dan  przeniósł  się  do  Marylandu,  a  Susan  mieszka  w  Kalifornii.  Myślisz,  że  to 

przypadek, iż wynieśli się z Florydy? – spytała Julia.  

Ida pokręciła głową.  
–  Dana  przeniesiono  służbowo,  a  Susan  wyjechała  z  mężem.  Coś  ci  jest?  Czemu  masz 

taką minę? – spytała zdziwiona matka.  

– Nie, nic – odparła przez zaciśnięte zęby Julia. – Zastanawiam się, czy ktoś służbowo nie 

przeniósłby mnie na Alaskę.  

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

– Dopiero teraz mi to mówisz?! Mike, dzisiaj jest piątek. To znaczy, że już prawie tydzień 

temu  jakaś  zwariowana  paniusia  zaciągnęła  twoje  dziecko  do  swojego  dziecka,  z  którym 
według niej powinieneś się ożenić.  

– To jej dziecko jest oczywiście starsze od Aarona – wtrącił Mike, odstawiając czajnik.  
Następnie spojrzał na swojego kumpla, Sala, który siedział przy sąsiednim biurku.  
– Mówiłeś, że to piękna dziewczyna! – wykrzyknął Sal. – Dlaczego coś podobnego nie 

mogło mnie się przytrafić?! 

Mike wziął kubek z kawą i usiadł na swoim miejscu.  
–  To  z  powodu  twojej  specyficznej  urody,  Sal  –  powiedział.  –  Żadna  babcia  nie 

chciałaby, żeby jej wnuczęta miały długie nosy.  

Sal podrapał się po wystającym, długim nosie i spojrzał na Mike’a.  
– Wiesz, pewnie masz rację, stary – przyznał. – Ale dlaczego nawet nie wspomniałeś o 

tym spotkaniu?! 

Mike wzruszył ramionami.  
– Nie było o czym gadać.  
– Nie było o czym  gadać?! Nie było o czym  gadać?! – pieklił się Sal. – Dostarczają ci 

rudowłosą piękność jak na talerzu i uważasz, że nie ma o czym gadać?! 

Mike uśmiechnął się pod nosem. Kiedy Sal Pomerantz był zdenerwowany, jego akcent z 

Brooklynu stawał się jeszcze silniejszy.  

– Czy zamierzasz przynajmniej powiedzieć Caroline o tej cizi? – drążył temat Sal.  
Mike  poczuł  nagłe  ukłucie  w  sercu.  Powiedzieć  Caroline?  Dlaczego  niby  miałby  to 

zrobić? 

– Na imię ma Julia – powiedział Mike. – Oczywiście nic nie powiem Caroline, bo nigdy 

się z nią już nie spotkam.  

–  Co?  Chcesz  tak  od  razu  zerwać  z  Caroline?!  –  oburzył  się  Sal.  –  Z  powodu  jednego 

spotkania? 

Mike zaczerwienił  się, jak złapany na  gorącym  uczynku.  Oczywiście nie chodziło mu  o 

Caroline, a o Julię. Czy to możliwe, żeby tak to zabrzmiało? 

– Nie, Sal! Nie żartuj! Miałem na myśli Julię.  
Sal rozparł się wygodnie na swoim krześle i znowu podrapał się po nosie.  
–  A,  przepraszam.  Pomyliłem  się.  Czy  wobec  tego  ja  mogę  zająć  się  Julią?  Uwielbiam 

rude piękności! 

Mike  postanowił  nie  reagować  na  zaczepki.  Wziął  kubek  z  kawą  i  podszedł  do 

niewielkiego  okna,  jedynego  w  ich  biurze.  Czuł  się  podle.  Nawet  fakt,  że  ma  dziś  odebrać 

Caroline z lotniska, jakoś go nie cieszył.  

Najgorsze  było  to,  że  myśl  o  pięknej  Julii  powracała  do  niego  uporczywie.  Właśnie 

dlatego  podzielił  się  nią  z  Salem.  Miał  nadzieję,  że  w  ten  sposób  szybciej  wyrzuci  ją  z 
pamięci. I... nie pomogło. Mike smutno potrząsnął głową. Szkoda, że już jedna dziewczyna 

background image

nosi jego zaręczynowy pierścionek. Nie będzie przecież się zabawiał w bigamistę! 

Zaraz,  do licha! Co mu w ogóle przychodzi  do głowy?! Gdyby nie Sal,  o niczym  takim 

nawet by nie pomyślał. Spojrzał na kumpla i zauważył, że obserwuje go z czymś w rodzaju 
pobłażliwego uśmiechu. Podszedł więc do swego biurka, usiadł i wypił kolejny łyk kawy. Nie 
usiedział jednak długo. Po chwili wstał i zaczął się przechadzać po pokoju.  

– Jeśli nie przestaniesz się zachowywać jak dzika bestia, DeAngelo, to zaraz cię wyrzucę 

przez okno! – oznajmił Sal. – Co ci jest? Tęsknisz za narzeczoną? 

Mike przystanął.  
– Nie, do cholery! Jasne, że nie! 
Ileż  razy  to  powtarzał,  żeby  zachować  swój  wizerunek  twardego  faceta.  Ale  jedno  się 

teraz zmieniło. Tym razem powiedział prawdę.  

Jak to, prawdę? Caroline była przecież jego wybranką. Mieli się pobrać za dwa miesiące! 

W zasadzie Mike najbardziej lubił w niej to, że w niczym nie przypominała Victorii, jego 

byłej żony. Tory musiała mieć wszystko podane na talerzu, a życie było dla niej jedną wielką 
ucztą  i  chciała  spróbować  w  nim  wszystkiego.  Wystarczyło,  że  już  raz  była  matką  i  żoną, 
teraz  wolała  zaznać  czegoś  nowego.  Praca  w  miesięczniku  krajoznawczym  powinna  ją 
satysfakcjonować. A Caroline? Caroline nie pragnęła nowości i była oddana zarówno jemu, 
jak i Aaronowi.  

Mike przysiadł na swoim biurku i ponownie spojrzał na kumpla.  
–  A  wiesz,  Sal,  zdaje  się,  że  masz  rację  –  powiedział  z  namysłem.  –  Chyba  po  raz 

pierwszy zaczyna mi brakować Caroline. Może dlatego zwróciłem uwagę na tę rudą? Sam już 
nie wiem.  

Sal mrugnął do niego figlarnie.  
–  Nie  wygłupiaj  się,  stary.  W  chwili  kiedy  przestaniesz  zauważać  piękne  kobiety,  będę 

wiedział,  że  muszę  ci  kupić  wieniec.  Bo  to  będzie  znaczyło  tyle,  że  jesteś  martwy.  Mike 
roześmiał się.  

– Ha, mogę ci udowodnić, że nie jestem martwy. Wiesz, co mi powiedziała ta Julia, kiedy 

po raz drugi otworzyła drzwi? 

Mike  przez  chwilę  zastanawiał  się,  czy  powiedzieć  kumplowi,  że  Julia  nie  miała 

biustonosza,  a  jej  piersi  poruszały  się  kusząco  pod  lekką  koszulką.  Zdecydował  jednak,  że 

zachowa to dla siebie.  

– No, co? – spytał Sal.  
–  Wiesz,  powiedziała,  że  jej  ma...  –  Mike  przerwał,  ponieważ  zauważył  we  wzroku 

kumpla  wyraźne  szyderstwo.  Jeszcze  jedno  słowo,  a  Sal  wybuchnąłby  niepohamowanym 
śmiechem.  

Mike skrzywił się, jakby jadł cytrynę.  
–  No  jak,  nie  opowiesz  mi  o  niej?  –  dopytywał  się  Sal.  –  Może  lepiej  opowiedz 

przyszłemu  świadkowi  o  kobiecie  twojego  życia,  o  wspaniałej  Caroline,  z  którą  za  dwa 
miesiące chcesz się ożenić! 

– Daj mi spokój! – warknął Mike i sięgnął do swojego krawata.  
– No właśnie! 

background image

– Co, właśnie? 
Wesołe iskierki, które do tej pory czaiły się w oczach Sala, zgasły nagle i kumpel spojrzał 

na niego zupełnie poważnie.  

–  Czy  wiesz,  że  kiedy  wspominam  o  twoim  ślubie,  wykonujesz  wciąż  ten  sam  gest? 

Poluzowujesz krawat i rozpinasz guzik od koszuli. Tak, jakbyś się dusił.  

– Bzdura – powiedział Mike i z trudem powstrzymał się, żeby nie rozpiąć guzika.  
– Wiesz, może masz rację – powiedział Sal, a potem pochylił się nad swoimi papierami.  
Mike odetchnął z ulgą. Może nareszcie skończą tę irytującą rozmowę? 
– A tak swoją drogą – Sal podniósł na chwilę głowę – o której jest ten ślub? 
O  której  jest  ślub?  Zaraz,  czyżby  zapomniał?  Grzebiąc  w  pamięci,  poluzował  węzeł 

krawata i rozpiął guzik od koszuli. Sal tylko smutno pokiwał głową.  

– O dwunastej trzydzieści – powiedział. – Dobrze, że ja nie zapominam.  
Mike dopiero teraz zorientował się, co się stało.  
– Hej, to nieuczciwe! – zawołał. – Spróbujmy jeszcze raz. Pomerantz potrząsnął głową.  
– Daj spokój, Mike. Przecież nie chodzi mi o to, żeby cię pognębić – stwierdził spokojnie. 

– To twoje życie i zrobisz z nim, co zechcesz.  

–  Caroline  jest  naprawdę  miła.  I  bardzo  lubi  Aarona  –  dodał  pospiesznie  Mike.  –  Poza 

tym, mógłbyś zająć się pracą. Czy już naprawdę nic nie masz do zrobienia? 

Sal tylko wzruszył ramionami.  
– To samo, co ty – powiedział. – Przekładanie papierków z jednej teczki do drugiej.  
–  Jeśli  chciałeś  przygód,  mogłeś  się  zaciągnąć  do  wojska  –  powiedział  protekcjonalnie 

Mike.  –  Tu  mamy  FBI,  chłopie.  Nie  możemy  działać,  dopóki  ktoś  nie  popełni  jakiegoś 
przestępstwa.  

Mike był parę lat starszy od Pomerantza i wcześniej zaczął pracę w biurze śledczym.  
– Jasne – mruknął Sal. – Tyle że ci cholerni kryminaliści zrobili się teraz jacyś leniwi. Na 

nikim nie można polegać. Takie czasy. Dobrze, że przynajmniej jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, 
a nie w jakimś parszywym Milwaukee czy Detroit. Czasem możemy pójść po pracy na plażę, 
popodrywać dziewczyny.  

–  Ja  nikogo  nie  podrywam  –  zastrzegł  Mike.  Znowu  pomyślał  o  Caroline  i  sięgnął  do 

krawata.  

– Nie, no jasne. Po paru latach w FBI zaczynają podrywać ciebie! 
Obraz  Julii  znów  stanął  mu  przed  oczami.  Obraz  wspaniałej,  bosonogiej,  rudowłosej 

piękności, która nie nosi stanika. Mike uśmiechnął się i pomyślał, że nie ma na co narzekać.  

 
–  To  fajnie,  że  uważasz  tę  historię  za  zabawną,  Susan  –  powiedziała  gorzko  Julia.  –  Z 

zażenowania  omal  nie  zjadłam  koszulki.  Jeśli  tego  nie  zrobiłam,  to  tylko  dlatego,  że 
zapomniałam  włożyć  biustonosz.  Łatwo  ci  się  śmiać.  Wyszłaś  za  mąż,  zaszłaś  w  ciążę  i 
wyjechałaś. To wszystko chroni cię przed mamą.  

Julia zrzuciła buty na wysokich obcasach. Jeden powędrował pod drzwi, a drugi za szafę. 

Następnie  zabrała  się  do  ściągania  góry  kostiumu.  Cały  czas  trzymała  słuchawkę  między 
ramieniem a głową.  

background image

– Co? Nie, rozbieram się... Jak to, dlaczego?... Kiedy weszłam do mieszkania, telefon już 

dzwonił. Zaczekaj chwilę.  

Julia odłożyła słuchawkę, szybko zdjęła wąską spódniczkę, bluzkę i ściągnęła stanik. W 

samych majtkach usiadła znów na łóżku.  

– No, już jestem... Tak, odbieram cię jutro... Jeśli masz, to podaj.  
Sięgnęła  do  torebki,  z  której  błyskawicznie  wyciągnęła  kalendarzyk  i  otworzyła  go  na 

właściwej stronie. Zapisała godzinę przylotu, a także numer przejścia dla pasażerów.  

– Susan? Gdyby mnie nie było, to chwilę zaczekaj... Nie, nie pracuję. A, mam dla ciebie 

wiadomość!  Wyobraź  sobie,  że  w  wieku  trzydziestu  lat  mam  szansę  zostać  wiceprezesem 
banku! Co to ma do rzeczy? Przestań gadać o małżeństwie, bo przypominasz wtedy mamę.  

Julia miała nadzieję, że przestraszy w ten sposób siostrę. Jednak Susan znów zaczęła coś 

pleść o dzieciach, więc żeby zmienić temat, zapytała: 

–  Jak  tam  Tommy?  Czy  cieszy  się  z  tego  lotu?  –  Słuchała  przez  chwilę,  a  następnie 

wykrzyknęła: 

– No, popatrz, to jego pierwszy! Nie mogę się wprost doczekać, kiedy was zobaczę. Jutro 

będzie naprawdę świetnie! Chyba że zwalą się wszyscy krewni. Wiesz, osiemdziesiąte piąte 
urodziny  Nany,  to  nie  żarty...  Tak,  tata  odbiera  dziś  Dana  i  Joan...  No,  to  cześć.  Przekaż 

pozdrowienia Benowi i Tommy’emu.  

Julia  odłożyła  słuchawkę,  rozprostowała  nogi  i  opadła  na  łóżko.  Przez  chwilę  leżała 

nieruchomo z zamkniętymi oczami. Czy to możliwe, że to rodzina, a nie ona, ma rację? Czy 
rzeczywiście  będzie  żałować  decyzji,  żeby  skupić  się  na  pracy  zawodowej?  Przez  chwilę 
myślała  o  swoim  życiu.  To  prawda,  że  czasami  czuła  się  nieco  samotna,  ale  najczęściej  po 
prostu nie miała na to czasu. Ciągłe spotkania, wyjazdy, rozmowy – to wszystko było szalenie 
absorbujące. A teraz jeszcze ten awans. I to jaki! Kiedy zaczynała, w ogóle o czymś takim nie 
nie  marzyła.  A  tu  proszę!  Wszystkie  kobiety  ją  popierają.  Nawet  sprzątaczka  zatrzymała  ją 
kiedyś i powiedziała, że jest dumna, ponieważ sprząta jej pokój. Julia byłaby pierwszą kobietą 
w banku na tak wysokim stanowisku.  

Położyła dłoń na brzuchu. Ból powoli ustępował. Właśnie dzisiaj, trzynastego w piątek, 

zaczęła  się  jej  miesięczna  niedyspozycja.  Dobry  moment.  Gdyby  mogła  wybierać,  nie 
znalazłaby lepszego.  

Przed  jej  oczami  znowu  pojawił  się  obraz  przystojniaka.  Nie,  nie  myślała  o  nim.  A  w 

każdym  razie  starała  się  o  nim  nie  myśleć.  Jednak  twarz  Mike’a  wciąż  gdzieś  się  tam 
pojawiała w zakamarkach pamięci. Jego uśmiech, jego tubalny głos – to wszystko tworzyło 
coś na kształt ideału.  

Na  szczęście  miała  w  tym  tygodniu  dużo  roboty.  Wracała  późno,  robiła  sobie  coś  do 

jedzenia  i  niemal  natychmiast  zasypiała.  Myśl  o  rodzinie  przyprawiała  ją  o  dreszcze.  Nie 
miałaby  ani  czasu,  ani  siły,  żeby  po  powrocie  do  domu  zajmować  się  jeszcze  gromadką 
szkrabów.  

No  tak,  cały  tydzień  ciężkiej  pracy.  Nawet  gdyby  chciała,  nie  mogła  zadzwonić  do 

Mike’a. Zresztą, co by mu powiedziała? Że chce się z nim umówić między jednym a drugim 

zebraniem w banku? A czy rzeczywiście chciała? 

background image

Julia  otworzyła  szeroko  oczy.  Ta  myśl  poraziła  ją  swoją  oczywistością.  Chciała. 

Naprawdę  chciała.  Tylko,  na  szczęście,  nic  z  tego  nie  mogło  wyniknąć.  Nic,  poza  nagłym 
łomotaniem jej serca.  

– Julio, otwórz! 
Wsłuchała się lepiej w ten odgłos. Do licha, to nie serce, ktoś rzeczywiście dobijał się do 

jej drzwi. Chyba zdrzemnęła się na chwilę, ponieważ straciła kontakt z rzeczywistością.  

Teraz wstała i włożywszy włochaty szlafrok, podeszła do drzwi.  
– Julio! Jesteś tam?! Znała ten głos, tak, znała.  
– Kto tam? – zapytała słabo.  
– To ja, Mike DeAngelo! Otwórz, na miłość boską! 
Przejrzała się w lustrze. Znowu była bosa, a szlafrok prowokacyjnie odkrywał jej dekolt. 

Czy ten facet zawsze musi przychodzić wtedy, kiedy nie ma na sobie stanika? 

–  Mike,  czy  możesz  poczekać?  –  spytała  już  nieco  głośniej.  –  Nie  jestem  odpowiednio 

ubrana.  

Mężczyzna po drugiej stronie załomotał do drzwi.  
– Julio! Daj spokój! Nie mam czasu na głupoty! Otwórz szybko! 
Chciała  mu  nawet  coś  powiedzieć  na  temat  dobrego  wychowania,  ale  ton  Mike’a 

zdradzał, że jest bardzo zdenerwowany. Otworzyła drzwi.  

– Co się stało? 
Spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem. Ze zdziwieniem stwierdziła, że on też nie jest 

odpowiednio ubrany. Miał na sobie tylko dżinsy  – i nic więcej. Jego wilgotne włosy zlepiły 
się nad czołem w strąki.  

– Nie ma go tutaj?! – spytał.  
Od razu domyśliła się, że chodzi o Aarona.  
– Nie, nie ma. Wejdź do środka. Pewnie ci zimno. Mike potrząsnął głową.  
– Nie mogę. Muszę go szukać.  
Raz jeszcze zaprosiła go gestem do środka.  
– Pomogę ci, tylko muszę się przebrać – powiedziała. – Zrobię to błyskawicznie. W tym 

czasie możesz mi opowiedzieć, co się stało.  

Mike  zastanawiał  się  przez  chwilę,  a  następnie  skinął  głową.  Wszedł  do  środka  i  stanął 

przy drzwiach, nie bardzo wiedząc, co dalej robić.  

– Boże, za dwie godziny musimy być na lotnisku! Julia przeszła do sypialni.  
– Słyszę stąd! – krzyknęła. – Opowiadaj.  
Mike wahał się, nie bardzo wiedząc, od czego zacząć.  
– No więc mieliśmy jechać z Aaronem na lotnisko – zaczął Mike. – Wyjąłem mu czyste 

ubranie  i  kazałem  je  włożyć,  a  sam  poszedłem  do  łazienki.  A  on  do  mnie  przyszedł  i 
powiedział, że chce znowu spotkać tę starą ciocię...  

– O Jezu! Chodziło o mamę! – jęknęła Julia.  
– Tak. – Zastanawiał się przez chwilę, po czym podjął wątek. – Nie mam pojęcia, co mu 

odpowiedziałem.  Pewnie,  że  później,  albo  coś  takiego.  A  kiedy  wyszedłem  z  łazienki,  nie 
było go w domu. Zostawił drzwi otwarte, więc od razu wiedziałem, że wyszedł. Wybiegłem 

background image

tak, jak stałem, bo myślałem, że zaraz go schwytam.  

Tym razem jęk Juli był głośniejszy. Nie miała wątpliwości, że jej matka ponosi moralną 

odpowiedzialność  za  to,  co  się  stało.  Szybko  włożyła  wygodne  welwetowe  spodnie,  a 
następnie  zastanawiała  się  chwilę  nad  biustonoszem.  Nie,  nie  może  pozwolić,  żeby  Mike, 
czekał. Nałożyła więc ciepłą, bawełnianą bluzę, skarpetki i wyszła z sypialni.  

– Jestem gotowa – oznajmiła, wsuwając stopy w wygodne buty. – Możemy iść. Dlaczego 

tak mi się przyglądasz? 

– „Jestem dziewicą, ale to jest bardzo stara bluza” – powiedział.  
Pomyślała,  że  doznał  szoku  i  teraz  zaczyna  się  to  ujawniać.  Dopiero  po  chwili 

zrozumiała, że Mike wpatruje się w jej biust i po prostu czyta napis na bluzie.  

Zaczerwieniła się.  
– To jakiś stary łach – zaczęła wyjaśniać. – Nie przyglądałam się, co nakładam.  
Mike wycelował w nią palec.  
–  Wiem,  że  jest  stary,  bo  tu  jest  tak  napisane  –  stwierdził.  Julia  pomyślała,  że  robią  z 

siebie idiotów, gdy tymczasem Aaron błąka się gdzieś po mieście. Mogła mieć tylko nadzieję, 
że trafi jakoś do „starej cioci”, chociaż doprawdy nie wiedziała jak.  

– Chodźmy już, Mike – stwierdziła i dotknęła jego nagiego ramienia.  
To  był  błąd.  Dotyk  sprawił,  że  świat  zawirował  jej  przed  oczami.  Chciała  oprzeć  się  o 

ścianę, ale usłyszała jeszcze głos Mike’a: 

– Mam nadzieję, że go znajdziemy.  
Wyszli  na  zewnątrz  i  spojrzeli  przed  siebie.  Ich  osiedle  było  położone  nieco  wyżej.  Za 

nim  rozciągał  się  olbrzymi  obszar  miejski  z  setkami  ulic  i  autostrad,  placów,  a  także 
podejrzanych  zakamarków.  Wiedziała,  o  czym  Mike  myśli.  Każde  dziecko  musiało  się  tam 
zgubić. Miała jednak nadzieję, że Aaron pozostał gdzieś na osiedlu.  

– Czy ma tu jakichś przyjaciół? – spytała. Mike potrząsnął głową.  
–  Nie,  całe  dnie  spędza  w  Tampa  u  żony  jednego  z  naszych  agentów  i  bawi  się  z  jej 

dziećmi.  

– To może jest u matki? – podrzuciła. Mike tylko zacisnął usta.  
– Victoria jest w Europie – powiedział. – Lata na lotni w Szwajcarii.  
To znaczy, że jest rozwiedziony, pomyślała Julia.  
– Powiedz, które miejsca przeszukałeś? Zatoczył szeroki krąg ręką.  
– Wszystko koło nas. Została tylko ta część za tobą – wyjaśnił.  
– Wobec tego zaczynamy poszukiwania – oświadczyła głosem nawykłym do wydawania 

poleceń. – Zacznij od tej strony.  

Mike  tylko  skinął  głową  i  zaczął  po  kolei  penetrować  przylegające  do  siebie  budynki. 

Otwierał klatki schodowe i krzyczał: 

„Aaron,  jesteś  tam?!”,  a  następnie  biegł  dalej.  Dopiero  teraz  miała  okazję  docenić 

kondycję  agentów  FBI.  Ona  po  przebiegnięciu  kilkunastu  metrów  po  prostu  padała  z  nóg. 
Daleko jej też było do metodyczności i skrupulatności Mike’a.  

W końcu stanęła przy placu zabaw, z trudem łapiąc oddech. Mike właśnie nadciągał od 

drugiej strony. Też był trochę zmęczony, ale nie tak bardzo, jak ona.  

background image

– I co? – spytała, chociaż znała już odpowiedź.  
Mike tylko rozłożył ręce w bezradnym geście. Stanął obok niej i oparł się o podpory od 

huśtawki.  

– Popać, co mam, tata – dobiegło do nich gdzieś z oddali. Spojrzeli na siebie. Aaron? Czy 

to możliwe? Odwrócili się jak na komendę, ale niczego nie zobaczyli. Jednak Mike miał za 
sobą lata pracy w FBI i  dlatego od razu wpadł na to, skąd może dochodzić głos.  I  słusznie, 
ponieważ  po  chwili  zza  niewielkiego  płotka  wyjrzał  Aaron.  Chłopiec  trzymał  w  rękach 
olbrzymią żabę w kolorze zgniłej kapusty.  

Mike natychmiast podskoczył do chłopca i padłszy na kolana, przytulił go do siebie. Żaba 

zniknęła pomiędzy nimi. Julia poczuła, że za chwilę się rozpłacze. Nigdy nie była świadkiem 
tak wzruszającej sceny.  

Mike przesunął dłonią po ciemnych włoskach syna.  
–  Gdzie  się  podziewałeś?!  –  spytał  małego  z  wyrzutem.  –  Przecież  ci  mówiłem,  że  nie 

możesz wychodzić bez pozwolenia! 

Aaron chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie zauważył Julię i cały się rozpromienił.  
–  Pać  tata,  to  ta  pani.  –  Mały  zakładał,  że  wszystko  w  ten  sposób  wyjaśnił.  –  Mogę 

pokazać ziabe? 

Julia wolałaby tego uniknąć, ale nie protestowała z sympatii dla chłopca. Mike poklepał 

tylko syna po plecach i powiedział: 

– Jasne, stary. A potem będziemy musieli pogadać. Czy nie rozumiesz, że bardzo mnie 

przestraszyłeś? 

Aaron zrobił wielkie oczy.  
–  Ciałem  tylko  pójść  do  stałej  cioci  –  zaczął  wyjaśnienia.  –  A  potem  sie  zgubiłem,  a 

potem znalazłem ziabe...  

Dopiero  teraz  zaczął  chyba  pojmować,  co  się  stało,  ponieważ  jego  bródka  najpierw 

zadrżała, a następnie wybuchnął płaczem.  

Mike znowu przytulił go do swojej szerokiej piersi i zaczął głaskać po głowie.  
– No już dobrze, dobrze. Możesz teraz pokazać Julii swoją żabę.  
Aaron  momentalnie  się  rozpogodził  i  wyciągnął  do  Julii  rękę,  w  której  wciąż  trzymał 

płaza.  

– Mozieś dotknąć – powiedział.  
Julia  w  ogóle  nie  należała  do  miłośniczek  żab,  a  już  zwłaszcza  nie  zależało  jej  na  tym, 

żeby ich dotykać. Jednak Aaron traktował to jako rodzaj wyróżnienia i uznała, że nie może 
jednak odmówić.  

– No, mokra i zimna – stwierdziła, cofając rękę. – Jak twój tata. Mike spojrzał na nią z 

urazą.  

– Chodź, Aaron – powiedział. – Idziemy do domu.  
– Czy ona mozie z nami? – spytał chłopczyk, wyciągając rękę w stronę Julii.  
Tego się nie spodziewali. Spojrzeli po sobie, a następnie Julia chrząknęła.  
–  Chętnie  bym  poszła,  ale  chyba  macie  jechać  na  lotnisko.  Nie  chcesz  zobaczyć  tych 

wielkich samolotów? 

background image

–  A,  tak.  –  Aaron  znowu  się  uśmiechnął,  ale  zaraz  potem  spochmurniał.  –  Tam  będzie 

Kalolajn. Ona będzie moją nową mamą – wyjaśnił.  

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

Julia  wiedziała,  że  powinna  być  zadowolona.  Na  szczęście  była  spokrewniona  ze 

wszystkimi osobami, które pojawiły się na urodzinach Nany w dniu świętego Walentego. „Na 
szczęście”, ponieważ w innym wypadku Ida na pewno zechciałaby ją wyswatać któremuś z 
młodszych,  nieżonatych  mężczyzn.  Jednak  z  jakiegoś  nie  znanego  jej  powodu  czuła  się 
fatalnie.  

Do  licha,  ,  wcale  nie  chciała  się  tak  czuć.  Po  prostu  niechcący  tak  jakoś  się  stało. 

Oczywiście samo  przyjęcie szło, jak do tej pory, doskonale. Nikt  pewnie nawet  nie zwrócił 
uwagi na jej nastrój i wszyscy dobrze się bawili. Dlatego kiedy zaczęły się tańce, Julia zaszyła 
się w najciemniejszym kąciku sali.  

Co jakiś czas spoglądała niechętnie w stronę walcujących krewniaków. Dlaczego są tak 

hałaśliwi  i  denerwujący?  Nawet  Nana  dała  się  namówić  na  taniec,  chociaż  doprawdy  w  jej 
wieku powinna raczej siedzieć za stołem i cieszyć się, że może jeszcze to robić.  

Jednak nie wiedzieć czemu, denerwowało ją to, że Mike DeAngelo miał się ożenić z jakąś 

Caroline. Oczywiście, nie chodziło o to, że była o nią zazdrosna, ale Julia obawiała się, że ta 

Caroline leci tylko na Mike’a i nie zapewni odpowiedniej opieki Aaronowi. To pewnie jakaś 
głupia dwudziestolatka, której jedynie zabawy w głowie, pomyślała.  

Postanowiła, że czas przestać udawać, że cokolwiek je, i odstawiła na podłogę talerzyk z 

nie  ruszonymi  sałatkami.  No  tak,  chętnie  by  się  czegoś  napiła,  ale  bar  znajdował  się  po 
drugiej stronie sali, a poza tym stało tam sporo ludzi. Ciekawe, czy udałoby jej się wyśliznąć 
stamtąd  z  podwójnym  bourbonem?  Skąd  mogła  wiedzieć,  że  w  jej  rodzinie  jest  tylu 
alkoholików in spe? 

Zwalczyła  więc  chęć  pokrzepienia  się  czymś  mocniejszym  i  sięgnęła  po  szklankę  z 

sokiem. Wypiła parę łyków. Po chwili okazało się jednak, że nawet tego jej było za wiele i że 
będzie jednak musiała ruszyć się z miejsca. Wstała i przemknęła się szybko do toalety.  

Wybrała  pierwszą  z  brzegu.  Nie  speszył  jej  nawet  widok  pisuarów  i  dopiero  kiedy 

zauważyła  przy  ostatnim,  specjalnie  obniżonym,  małego  Aarona,  a  przy  nim  Mike’a 
DeAngelo, okazała coś w rodzaju zdziwienia.  

– Mike, co tu robisz?! – wykrzyknęła.  
Aaron skończył właśnie siusianie i odwrócił się w jej stronę.  
– To ta pani! – kwiknął radośnie. – To ta pani! Mike chrząknął.  
– Chcesz spytać, co robię w męskiej toalecie? – powiedział z wahaniem.  
Do  Julii  dopiero  teraz  zaczęło  docierać,  że  popełniła  błąd.  Rozejrzała  się  dokoła  i 

zrozumiała, że jest wrogiem na obcym terytorium.  

Uciekaj,  uciekaj,  mówiła  do  siebie.  Jednak  z  jakichś  bliżej  nie  wyjaśnionych  powodów 

nie  mogła  się  ruszyć.  Coś  trzymało  ją  w  miejscu.  Może  właśnie  dwie  pary  męskich  oczu 
wbitych w nią z dziwną siłą.  

– Nie, chodzi mi o przyjęcie – odparła po namyśle, chociaż z trudem zdołała wydobyć z 

siebie głos.  

background image

Mike przyglądał jej się chwilę, nie bardzo wiedząc, co robić.  
W końcu postanowił, że nawiąże z nią normalną rozmowę, jakby znajdowali się w holu 

kina albo jakimś innym, równie neutralnym miejscu.  

– Zostałem na nie zaproszony – stwierdził.  
– Przecież to jest przyjęcie tylko dla rodziny – zauważyła.  
– A ty do niej nie należysz.  
Mimo wielu wysiłków Idy, dodała w myśli.  

Mike spojrzał na nią, jakby widział ją pierwszy raz.  
–  Rodziny?  Czy  chcesz  powiedzieć,  że  jesteś  spokrewniona  z  Charlottą  Nelson?  To 

niemożliwe! 

Julia dumnie wyprężyła pierś.  
– Jestem jej wnuczką.  
W tym momencie drzwi się otworzyły i stanął w nich Dan.  
– O, przepraszam Julio! Pomyliłem się – powiedział jej brat i zamknął pospiesznie drzwi.  
Kiedy je otworzył ponownie, już sięgał do rozporka. Na widok Julii mina mu zrzedła.  
– Co u licha? – mruknął do siebie, a następnie cofnął się, nie zamykając drzwi, i znowu 

powrócił do środka. – Nie, to ty się pomyliłaś, siostrzyczko.  

Jego wzrok padł na Mike’a i Aarona.  
– A może mama kazała ci sprawdzać tutaj mężczyzn, co? – spytał, a następnie spojrzał z 

niepokojem w stronę pozamykanych kabin. – Mam nadzieję, że jej tutaj nie ma, prawda? 

Aaron zrozumiał z tego chyba więcej, niż się spodziewali.  
– Stalą ciocia jest tutaj! Stalą ciocia jest tutaj! – zaczął radośnie krzyczeć.  
– Wobec tego idę do damskiej toalety – powiedział Dan i zaczął się wycofywać.  
Julia musiała dobrą chwilę tłumaczyć, że trafiła tu przez pomyłkę i że Ida nie czai się w 

żadnej  z  kabin.  W  końcu  Dan  pokiwał  ze  zrozumieniem  głową  i  wyciągnął  dłoń  w  stronę 
Mike’a i Aarona.  

– Co prawda rzadko zdarza mi się poznać kogoś w toalecie, ale tym bardziej mi miło – 

powiedział. – Jeśli zaczekacie, to przyprowadzę tutaj resztę rodziny.  

Tylko tak mówił, ponieważ naprawdę wolałby zapewne zostać tu sam. Dan bez przerwy 

przestępował z nogi na nogę i co jakiś czas spoglądał tęsknie w stronę pisuaru. Jednak Julia 
postanowiła na miejscu wyjaśnić kwestię obecności Mike’a na przyjęciu.  

– No to jak, skąd się tu wzięliście? Należycie do rodziny czy nie? – spytała.  
Mike rozejrzał się dokoła, a potem spojrzał na Julię.  
– Dzięki Bogu, nie – odparł.  
Słysząc to Dan nie mógł się powstrzymać i wybuchnął śmiechem głośnym jak armatnia 

salwa.  To  z  kolei  na  tyle  przestraszyło  Aarona,  że  chwycił  ojca  za  rękę  i  zaczai  się 
wycofywać w stronę kabiny. Nie był pierwszym dzieckiem, które zareagowało podobnie na 
śmiech Dana.  

Mike  dopiero  teraz  przypomniał  sobie  o  istnieniu  syna  i  o  tym,  że  trzeba  poprawić  mu 

ubranie. Pochylił się więc nad nim i sięgnął do jego spodni.  

Julia uznała, że nie znajdzie lepszej okazji do ucieczki. Nie dowiedziała się wprawdzie, 

background image

dlaczego  DeAngelowie  przyszli na przyjęcie, ale wiedziała przynajmniej, że nie są rodziną. 
Może stanowią wynajętą ochronę? 

Na miłość boską, przecież nie Aaron! A poza tym nie widziała powodu, żeby Nana miała 

się przed kimś zabezpieczać. Większość jej wrogów została już wyeliminowana w zupełnie 
naturalny sposób.  

Julie  wpadła  do,  jak  to  uprzednio  dwukrotnie  sprawdziła,  damskiej  toalety  i  oparła  się 

plecami o drzwi. Dopiero teraz poczuła się bezpiecznie.  

Jednak  niemal  natychmiast  musiała  odskoczyć,  ponieważ  ktoś  chciał  wejść  do  środka. 

Popatrzyła nerwowo, kto to może być.  

– Mike?! Co ty tutaj robisz?! 
Agent federalny Mike DeAngelo spojrzał na nią niezwykle poważnie.  
– Myślę, że nie masz prawa zadawać mi tego rodzaju pytań – powiedział. – Chciałbym 

wyjaśnić parę spraw.  

– A gdzie jest Aaron? 
– Poszedł z Danem do twojej matki – odparł. – Chyba nie zdradza symptomów choroby 

psychicznej. To znaczy twój brat, a nie matka – dodał po chwili. – Chociaż kto wie, może to u 

was rodzinne.  

–  Dan  jest  w  porządku  –  zapewniła  go.  –  Pracuje  jako  pilot.  Mike  spojrzał  na  nią 

podejrzliwie.  

–  Oglądałem  ostatnio  film  o  pilocie,  który  chciał  przelecieć  odrzutowcem  przez  środek 

ziemi. Prawie mu się udało – dodał, widząc jej niepewną minę.  

Julia nie wiedziała, co robić.  
– O co ci chodzi, Mike? – spytała.  
– O co mi chodzi? Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Bo tobie też o to chodzi. I to od samego 

początku. Tak jak mnie...  

Julia  patrzyła  na  niego  omdlewającym  wzrokiem.  Mógł  tak  ciągnąć  przez  najbliższy 

kwadrans.  Mike  chyba  jednak  poczuł,  że  zaplątał  się  w  słowach.  Przez  chwilę  stał  w 

milczeniu, a następnie podskoczył do niej i pocałował ją. Mocno. W same usta.  

Julii wydawało się, że grunt usuwa jej się spod nóg. Nigdy nie czuła się tak wspaniale. 

Nigdy nie miała wrażenia, że nareszcie znalazła to, czego szukała przez całe życie. A ta gąska 
Caroline?  Cóż,  niech  poszuka  sobie  innego  faceta!  Mike  należy  do  niej.  Na  moment 
otworzyła oczy. Popatrzyła na przymknięte oczy Mike’a i odepchnęła go z całej siły.  

– Kim jest Caroline? – spytała go, wycierając usta.  
Przez chwilę stał, patrząc na nią nieprzytomnym wzrokiem. Dopiero po chwili dotarł do 

niego sens tego pytania.  

– To moja narzeczona – wyjaśnił bezczelnie. Julia skinęła głową.  
– To już wiem od Aarona – stwierdziła. – Chodzi o to, kim jest dla mnie? 
Spojrzał na nią baranim wzrokiem.  
– Mike, bo uznam, że dowcipy o inteligencji policjantów są prawdziwe.  
– Nie jestem policjantem – poprawił ją. W odpowiedzi tylko machnęła ręką.  
– Mike, nie rozumiesz? To jest przyjęcie rodzinne. Skoro ty nie należysz do rodziny, to 

background image

znaczy, że jestem jakoś spokrewnioną z Caroline. Chcę wiedzieć, kim jest i jak się nazywa.  

Dopiero teraz zrozumiał, o co jej chodzi. Przesunął ręką po włosach, a następnie cofnął 

się trochę i usiadł na ozdobnym taborecie, stojącym przy jednej z toaletek.  

– No co, zapomniałeś jej nazwiska? Pokręcił głową.  
–  Pewnie  to  jakaś  twoja  daleka  krewna  –  stwierdził.  –  Nie  nazywa  się  ani  Nelson,  ani 

Cochran, tylko Wyndemere. Caroline Wyndemere.  

Julia usiadła ciężko. Dobrze, że za nią również znajdował się stołek.  
–  Chodzi  o  Wyndemerów  z  Bostonu?  –  spytała,  chociaż  wiedziała,  że  odpowiedź  nie 

może być inna. Mike potwierdził.  

– Mama mówi o niej jak o księżniczce. Piękna blondynka i w dodatku naprawdę bogata? 
Spojrzała raz jeszcze na Mike’a.  
– To ta sama – powiedział.  
Julia omal nie wybuchnęła płaczem. Miała nadzieję, że ta Caroline będzie przynajmniej 

kulawa albo niepełnoletnia, a tu coś takiego.  

– Jak się poznaliście? – spytała mimo dławiącego żalu.  
– Przez wspólnych znajomych – powiedział z ociąganiem.  
– Na balu dobroczynnym.  
– Co? Przez Vanderbiltów czy Astorów? To pewnie był piękny bal, prawda? 
– Przestań! Caroline nie jest snobką! 
–  Tak,  tak,  oczywiście.  Tylko  nie  lubi  się  pospolitować  z  resztą  rodziny.  To  dlatego 

dotarliście na przyjęcie tak późno? – spytała z niewinną miną.  

Mike z trudem przełknął ślinę.  
–  Nawet  jej  nie  widziałaś,  a  już  osądziłaś  –  stwierdził,  a  Julia  musiała  mu  ze  wstydem 

przyznać rację. – Ale jeśli pytasz, to byliśmy na kolacji z przyjaciółmi.  

Już chciała powiedzieć coś szyderczego na temat jedzenia, ale się powstrzymała.  
– No tak. A ja tylko biegam boso i gubię kolejne części ubrania – powiedziała smutno.  
Mike spojrzał na nią spode łba.  
– I dlatego cię lubię – stwierdził.  
Julia  popatrzyła  na  swoją  spódnicę  i  zaczęła  się  nią  bawić.  Więc  co,  u  diabła,  robisz  z 

Caroline? chciała zapytać, ale oczywiście się na to nie zdobyła.  

– Do licha, jak ja wyglądam! – Wskazała wielką plamę z sosu powyżej kolana. Musiała 

się pobrudzić, kiedy odstawiała talerzyk z sałatkami.  

– Daj spokój głupstwom – powiedział z urazą.  
–  Dla  mnie  to  nie  jest  głupstwo.  –  Wstała,  żeby  zaprać  plamę.  –  Ale  dobrze,  powiedz 

wobec tego, co masz zamiar teraz zrobić? 

Jego  wzrok  powędrował  w  stronę  wygodnej  kanapki  bez  oparcia,  ustawionej  w  drugim 

końcu  toalety.  Tuż  za  nią  znajdowały  się  drzwi  do  następnego  pomieszczenia.  Julia  miała 
nadzieję,  że  nikogo  tam  nie  ma.  Nagle  zrobiło  jej  się  gorąco  i  chciała  wręcz  powiedzieć 
Mike’owi, że jego myśli wędrują w słusznym kierunku.  

Mike wzruszył ramionami.  
– Sam nie wiem – powiedział. – Moglibyśmy przynajmniej stąd wyjść.  

background image

Skinęła głową.  
–  Dobrze,  a  na  zewnątrz  będziemy  udawać,  że  nigdy  mnie  nie  całowałeś  i  że  jesteśmy 

tylko znajomymi – zaproponowała.  

Spojrzał na nią morderczym wzrokiem.  
– Nie mów tak. Wiem, że to moja wina. Nie powinienem cię był całować. Przecież to ja 

jestem zaręczony.  

Tak,  dobrze,  dobrze,  zgadzała  się  z  nim  w  duchu  Julia.  Mów  jeszcze  o  swoim 

narzeczeństwie.  

– Nie przejmuj się tym pocałunkiem. Możemy udawać, że to taki rodzinny zwyczaj. – Jej 

wzrok powędrował w stronę kanapki.  

– Julio! 
– No to udawajmy, że się nie znamy. Mike uśmiechnął się złośliwie.  
– Myślisz, że twoja matka potrafi utrzymać język za zębami? Albo że Aaron nie opowie 

wszystkim, kogo widział w męskiej toalecie?! 

Ostatnim  słowom  Mike’a  towarzyszył  głęboki  jęk  Julii.  Do  tej  pory  nie  zdawała  sobie 

sprawy ze wszystkich konsekwencji wtargnięcia do męskiej toalety.  

– No, dzieciaki, nie będzie tak źle! – usłyszeń czyjś wysoki głos, a następnie do toalety 

wkroczyła promieniejąca Ida Cochran.  

Julia jęknęła ponownie.  
– Mamo! Podsłuchiwałaś! Ida pokręciła głową.  
– Nic nie słyszałam – oświadczyła. – A jeżeli nawet, to przypadkowo. Poza tym chciałam 

powiedzieć, że potrafię trzymać język za zębami.  

– Ależ pani Cochran... – Mike próbował włączyć się do rozmowy.  
Ida  Cochran,  która  wyglądała  niczym  królowa  w  swojej  długiej  sukni,  przepłynęła  na 

środek toalety.  

– Milcz, przyszły zięciu – powiedziała. – Teraz ja będę mówić.  
Mike  nie  mylił  się.  Kiedy  wyszli  z  toalety  po  tyradzie  Idy,  która  trwała  niemal  dziesięć 

minut,  okazało  się,  że  wszyscy  mówią  tylko  o  „scenie  w  łazience”,  jak  nazwano  to  całe 

zdarzenie.  

Zwłaszcza Aaron był zadowolony, gdyż mógł w nieskończoność opowiadać o tym, co się 

stało, a i tak wszyscy go słuchali. Co prawda Mike próbował go trochę hamować, ale na nic to 
się nie zdało.  

Potem  oczywiście  przyszła  kolej  na  Dana.  Julia  z  niepokojem  obserwowała  Caroline. 

Chciała sprawdzić, jakie wrażenie robi na niej ta historia.  

Dan  doszedł  właśnie  do  tego,  jak  bardzo  chciał  skorzystać  z  pisuaru  i  jak  to  było 

utrudnione.  

– Daj spokój, braciszku – powiedziała Julia z czarującym uśmiechem, w którym jedynie 

członkowie  najbliższej  rodziny  potrafili  odczytać  pogróżkę.  –  Caroline  na  pewno  nie 
interesują tego rodzaju trywialne historyjki.  

– Ale wie, do licha, co się robi w toalecie, ha, ha! – wykrzyknął Dan.  
Oczy wszystkich zwróciły się w stronę narzeczonej Mike’a. Caroline spłoniła się lekko, 

background image

ale  nic  nie  powiedziała.  Pochyliła  się  tylko  nad  swoim  talerzykiem,  ponieważ  właśnie 
rozpoczęto serwowanie deserów.  

Katastrofa wisiała w powietrzu. Zwłaszcza że Dan nie zamierzał dać za wygraną.  
– Hej, Julio, opowiedz Caroline o swoim awansie – powiedział tata i spojrzał groźnie w 

stronę Dana.  

Dobry Boże! Świetna pora, żeby opowiadać o awansie i organizacji banku. A może, żeby 

podtrzymać  rozmowę,  poda  ceny  akcji  na  giełdzie? Jednak  czy  miała  wyjście?  Pomoc  ojca 
przyszła w samą porę.  

– To nic takiego – oznajmiła skromnie. – Po prostu mam zostać wiceprezesem.  
Mike, który usiadł obok narzeczonej, omal nie zadławił się kawałkiem ciasta.  
Przy  stole  zapanowała  cisza.  Caroline  chrząknęła,  pewnie  jej  się  zdawało,  że  bardzo 

elegancko.  

– Hm, to miło, Julio. Taki awans.  
Julia poczuła się jak dziecko, które chwali się innemu dziecku swoim rysunkiem, a tamto 

dziecko w ogóle nie wie, o co chodzi.  

– Właśnie, awans – podjęła Caroline. – Twój tato dużo o tobie odpowiadał. Zresztą Aaron 

też.  

Julia nagle poczuła się winna i oblała się rumieńcem niczym nastolatka. Zerknęła jeszcze 

na Mike’a, żeby sprawdzić, jak on się czuje.  

– Naprawdę? – spytała Julia.  
– Mike też coś kiedyś o tobie wspominał. – Caroline zamyśliła się na chwilę. – Zdaje się, 

że cię bardzo lubi.  

Kto? Mike czy Aaron? Chciała spytać, ale zamiast tego uśmiechnęła się miło do Caroline.  
Ale czy naprawdę ma obowiązek być miła dla Caroline? Przecież ta piękna kobieta ma 

wszystko,  o  czym  może  zamarzyć:  pieniądze,  luksusy,  a  także  pewnie  spory  tłumek 

adoratorów. Czy musi mieć również jedynego mężczyznę, którego ona, Julia Cochran, jest w 
ogóle w stanie pokochać?! 

Spojrzała na Mike’a, a on na nią. Jedyny mężczyzna, którego może pokochać? Kiedy to 

zrozumiała? Czy wtedy, w toalecie, gdy całowali się jak dwoje uczniaków? 

W tym momencie Caroline znowu uznała za stosowne coś powiedzieć: 
– Jesteście naprawdę  wspaniałą rodziną.  Ja zawsze byłam  jedynaczką i  nie wiedziałam, 

ile przez to  tracę. A teraz... sama nie mogę się doczekać, kiedy założę rodzinę. – Spojrzała 
krowimi oczami na Mike’a, który znowu się zakrztusił kawałkiem ciasta. Ten facet w ogóle 
chyba nie powinien jeść. Inaczej jeszcze dziś wyląduje w kostnicy.  

Mike poczerwieniał, więc Dan, który siedział nieopodal, grzmotnął go po plecach.  
– Dzięki – powiedział Mike.  
–  Będziemy  musieli  się  częściej  spotykać  –  ciągnęła  Carolinę.  –  Powiem  Reginaldowi, 

żeby wpisywał mi do kalendarzyka spotkania rodzinne...  

Reginald?  Kim  jest  Reginald?  Wystarczyło  spojrzeć  na  Mike’a,  żeby  stwierdzić,  że  nie 

darzy go zbytnią sympatią.  

– Tak, bardzo chcę się spotykać z rodziną. Tyle że mieszkam tak daleko i mam pracę...  

background image

Julia wypuściła z dłoni widelczyk, który spadł z brzękiem na talerzyk. Wszyscy spojrzeli 

na nią, a ona z kolei wpatrywała się w Caroline. Ma pracę? Ta gęś ma jakąś pracę? Nie mogła 
w to uwierzyć.  

– Ty pracujesz? – spytała po prostu Julia. Caroline wyglądała na spłoszoną.  
–  Tak,  ale  to  nic  wielkiego  –  zaczęła  tłumaczyć.  –  Po  prostu  Reginald  uważa,  że 

powinnam czymś wypełnić czas. To raczej rodzaj działalności dobroczynnej, czy ja wiem...  

Teraz  i  inni  zaczęli  zdradzać  oznaki  zaciekawienia.  Parę  osób  zaczęło  się  domagać 

informacji o pracy Caroline. Między innymi Jack Cochran.  

– Opowiedz o tym – domagał się natarczywie. – Jesteśmy tacy ciekawi.  
Caroline  krygowała  się  jeszcze  przez  chwilę.  To  pozwoliło  Julii  orzec  z  całą 

stanowczością, że ta dziewczyna zupełnie nie nadaje się na żonę Mike’a.  

–  Skoro  was  to  interesuje  –  powiedziała  Caroline.  –  No  cóż,  zajmuję  się  pomocą  dla 

samotnych matek,  a poza tym zasiadam w komisji do spraw sztuki w Bostonie. Opracowuję 
programy pomocy dla niepełnosprawnej młodzieży i część z nich finansuję. To mniej więcej 
wszystko.  

– Do licha, z ciebie to prawdziwa Matka Teresa! – powiedział Dan.  
Julia  tylko  westchnęła.  Może  to  niedobrze,  że  jej  rodzina  pokpiwa  sobie  z  Caroline. 

Przecież  tak  naprawdę  jest  ona  szalenie  miła  i  dobra,  tylko  może  niezbyt  mądra.  I,  co 
odnotowała nie bez satysfakcji, kompletnie pozbawiona poczucia humoru.  

– Pewnie będzie ci tego brakować, kiedy przeprowadzisz się z Reginaldem na południe? – 

powiedziała Julia, zastanawiając się, kim, u licha, może być Reginald.  

Caroline potrząsnęła głową.  
– O nie, to Mike zrezygnuje z pracy i przeprowadzi się do nas – sprostowała.  
– Osztateczne deczyżje jeszcze nie zapadły. – Julia spojrzała w stronę, z której dochodził 

ten  głos.  Nie,  to  nie  był  Aaron,  ale  jego  ojciec,  który,  jak  jej  się  zdawało,  mówił  przez 
zaciśnięte zęby.  

Caroline spojrzała z wyrzutem na narzeczonego.  
– Kochanie, przecież rozmawialiśmy...  
– Och, jak to miło – przerwała jej Julia. – Więc Mike zrezygnuje z pracy i przeprowadzi 

się  do  Bostonu.  To  oczywiście  jakieś  tam  przestarzałe  wymysły,  że  mężczyzna  musi 
pracować.  Przecież  równie  dobrze  może  być  tym,  no...  –  udawała,  że  szuka  słowa,  chociaż 
wiedziała, że go nie użyje. Już Mike by jej pokazał, co myśli o „gosposiu domowym”. I tak 
patrzył na nią tak, jakby był obrażony.  

Orkiestra  znowu  zaczęła  grać.  Większość  gości  skończyła  już  swój  kawałek 

urodzinowego  tortu.  Caroline  wciąż  opowiadała  zebranym  o  swojej  pracy,  natomiast  Mike 
wstał i podszedł do Julii.  

– Zatańczysz? – spytał.  
Rozejrzała  się  wokół,  jakby  te  słowa  były  skierowane  do  kogoś  innego.  Kiedy  jednak 

okazało się, że do niej, tylko wzruszyła ramionami.  

– Nie chcę – mruknęła.  
– Ależ chcesz.  

background image

Ktoś ją uszczypnął w pupę, a Julia podskoczyła i wylądowała wprost w objęciach Mike’a. 

Kiedy się odwróciła, zobaczyła tylko słodko uśmiechniętą buzię swojej bratowej. Kiedyś, na 
początku,  wszyscy  w  rodzinie  dawali  się  nabrać  na  jej  minki,  dopóki  nie  przekonali  się,  że 
drzemie w niej prawdziwy diabeł.  

Caroline  wciąż  opowiadała  przy  stole  o  swojej  „pracy”.  Zaczęli  tańczyć.  Mike 

przyciągnął ją blisko, ale w jego zachowaniu nie było czułości, tylko złość.  

– Co ty, do cholery, wyprawiasz, Julio?! 
Odchyliła się trochę, żeby spojrzeć mu w pociemniałe od gniewu oczy.  
– Nie wiem, o co ci chodzi.  
–  No,  to  chyba  ty  jedna.  –  Zerknął  w  stronę  stołu.  –  Bez  przerwy...  prowokujesz  moją 

narzeczoną.  

– Może zapytamy Caroline, co o tym sądzi? – zaproponowała.  
Mike ścisnął jej ramię tak mocno, że aż syknęła.  
– Ani mi się waż! – powiedział, a potem zamilkł. Tańczyło im się naprawdę wspaniale. 

Sunęli przytuleni po parkiecie i po chwili okazało się, że jest to dla nich najważniejsze. Nawet 
Mike, który wmawiał sobie, że chce przede wszystkim pogadać z Julią, musiał przyznać, że 
nie miał do tej pory tak dobrej partnerki. Oczywiście, jeśli chodzi o taniec.  

Tulili się do siebie coraz mocniej, zapominając o Bożym świecie.  
– Dlaczego mnie pocałowałeś? – spytała w pewnym momencie Julia.  
–  Wiedziałem,  że  zadasz  mi  to  pytanie  –  powiedział  w  zamyśleniu.  –  Sam  je  sobie 

zadawałem, ale po prostu nie znam odpowiedzi.  

Julia poczuła, że łzy gromadzą jej się pod powiekami.  
–  Nie  musiałeś  tego  robić  –  powiedziała.  –  Przecież  zależy  ci  na  Caroline.  Wystarczy 

spojrzeć.  

Skinął głową.  
– Tak, zależy.  
– Więc dlaczego? Dlaczego, Mike? 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

– Pani Cochran? Przepraszam, że przeszkadzam, ale...  
Julia podniosła głowę znad grubego pliku dokumentów, których przeglądanie zdążyło już 

wywołać u niej straszliwy  ból  głowy. W drzwiach biura stała jej asystentka, Charlene. Gdy 
tylko zobaczyła wyraz twarzy szefowej, mina jej zrzedła.  

–  Nie,  Charlene,  to  nie  chodzi  o  ciebie,  tylko  o  tę  cholerną  pożyczkę.  –  Starała  się 

uśmiechnąć, co jej się jednak nie udało. – Mów, czego potrzebujesz.  

Charlene pokręciła głową.  
– Ja niczego, ale pani może się przydać aspiryna. Pani matka czeka na dole. 
Julia złapała się za głowę.  
– Nie, tylko nie teraz! – jęknęła.  
Od  przyjęcia  u  Nany  nie  minęło  nawet  czterdzieści  osiem  godzin.  Nie  miała  ochoty  na 

tłumaczenia,  dlaczego  Mike  i  Caroline,  nie  mówiąc  o  niej,  wyszli  tak  wcześnie.  Wczoraj 
specjalnie nie podnosiła słuchawki, chociaż telefon dzwonił jak oszalały.  

–  Ona  czeka  –  zauważyła  Charlene,  która  wiedziała,  że  „czekanie”  nie  oznacza  w 

wypadku  Idy  Cochran  grzecznego  siedzenia  na  krzesełku.  Matka  Julii  krążyła  pewnie  teraz 
wśród pracowników banku jak tygrys w klatce.  

Julia myślała przez chwilę.  
– Dobrze, powiedz jej, że umarłam – zarządziła w końcu.  
– Będzie chciała zobaczyć ciało – zauważyła bystro asystentka.  
– Wobec tego poinformuj ją, że mnie przenieśli do Timbuktu.  
Chariene rozłożyła ręce.  
– Niestety, nie mamy tam oddziału – stwierdziła. Julia westchnęła z rezygnacją.  
– Trudno, wobec tego niech przyjdzie – powiedziała. – Będę musiała ją zabić.  
Chariene zrobiła poważną minę.  
– Obiecuję milczeć jak grób.  
Obie  kobiety  roześmiały  się,  ale  był  to  śmiech  podszyty  goryczą.  W  wyniku  ostatniej 

wizyty  Idy  Chariene  zdecydowała  się  przefarbować  włosy  na  kolor,  którego  nie  znosiła,  a 
także  przenieść  dziecko  do  innego  żłobka,  co  przyprawiło  ją  o  nowe  stresy.  A  Julia?  Julia 
wolała w ogóle nie myśleć o spustoszeniach, jakie w jej życiu poczyniła wścibska matka.  

– Aha, powinnam chyba jeszcze uprzedzić, że nie jest sama – dodała Chariene.  
Julię coś ścisnęło w żołądku.  
–  O  Boże,  tylko  nie  mów,  że  znowu  przyprowadziła  panie  z  klubu  brydżowego. 

Zachowuje się tak, jakby bank był doskonałym miejscem na wycieczki! 

–  Nie,  przyszła  tylko  z  jedną  osobą.  –  Chariene  postanowiła  najwidoczniej  bawić  się  z 

szefową w „ciepło-zimno”.  

– Jezu! Kolejny kandydat na męża! Asystentka udawała, że się zastanawia.  
– Jak na męża, to jest chyba trochę za młody – stwierdziła po chwili.  
– No wiesz, Charlene! To już impertynencja! – przerwała jej Julia.  

background image

– Może mieć najwyżej cztery lata – zakończyła triumfalnie Charlene.  
Julia tak się przestraszyła, że zapomniała nawet obrazić się na asystentkę. Matka znowu 

porwała Aarona DeAngela. W ten sposób ściągnie sobie na kark nie tylko gniew Boży, ale też 
FBI.  

– Posłuchaj, Charlene, jak ten chłopiec wygląda? 
– Och, jest śliczny – odparła asystentka. – Ma niebieskie oczka i kręcone blond włoski.  
Julia odetchnęła z ulgą. To był jej siostrzeniec, Tommy. Ciekawe, gdzie się podziała jej 

siostra? 

–  A  nie  widziałaś  tam  blondynki  w  ciąży?  Wiem,  że  to  brzmi  jak  dowcip,  ale  pytam 

poważnie – dodała szybko Julia.  

Charlene potrząsnęła głową.  
– Nie, ale mogła być w łazience – odparła. – Czy choćby gdzieś w poczekalni.  
– Hej, ho! Julio! Jesteśmy tutaj! – dobiegło do nich wołanie zza drzwi. – Znudziło nam 

się czekanie.  

Na  dźwięk  głosu  Idy  Cochran  pracownicy  z  sąsiednich  pomieszczeń  zaczęli  szybko 

zamykać swoje drzwi. Zwykle trzymało się je otwarte dla wygody. Charlene rozejrzała się w 
panice.  

–  Ratuję  się  ucieczką  –  rzuciła  w  stronę  Julii,  a następnie  zrobiła  to,  co zapowiedziała. 

Udało jej się, ponieważ Ida skierowała się wprost do córki.  

– Witam, mamo. – Julia wstała zza biurka.  
Tuż za Idą w drzwiach pojawili się Susan i Tommy.  
–  Cześć,  kochanie.  –  Matka  cmoknęła  ją  w  policzek.  –  Chyba  zepsuł  ci  się  telefon. 

Dzwoniłam wczoraj do ciebie parę razy, ale nikt nie odbierał.  

Julia przywitała się z siostrą i Tommym.  
– No i popatrz, Susan, jak ona tu poważnie wygląda – ciągnęła Ida. – Wyobrażasz sobie, 

kierownik działu pożyczek. Szkoda tylko, że dałaś im takie kiepskie zdjęcie do tej wystawy w 
holu. Wyglądasz tak, jakbyś miała krzywe zęby. I co? Będzie na nas, że nie dopilnowaliśmy.  

–  Ależ  mamo!  –  Julia  usiłowała  powstrzymać  ten  potok  wymowy.  –  Czemu 

zawdzięczam...  

–  Chcemy  cię  wyciągnąć  na  lunch  –  przerwała  jej  Ida.  –  Wybieramy  się  do  baru 

sałatkowego.  Tak  będzie  lepiej  dla  Susan.  Wiesz,  te  obstrukcje  są  szczególnie  uciążliwe  w 
ciąży.  

Julia nie wiedziała, ale mogła się domyślać. Jej siostra spłonęła rumieńcem.  
– Ależ mamo, mówiłaś to już ze sto razy – zauważyła. – I wcale nie musiałaś wyjaśniać 

temu facetowi na stacji benzynowej, co to są obstrukcje...  

Julia poklepała Susan po ramieniu.  
– Witaj w domu, siostrzyczko – powiedziała. – Widzisz, dobrze tu wpaść czasami, żeby 

przypomnieć sobie, dlaczego mieszkasz w Kalifornii.  

Następnie Julia pochyliła się nad Tommym i pocałowała go na powitanie. Chłopiec bawił 

się niczym aniołek, jakby to, co działo się w pokoju, w ogóle go nie obchodziło.  

A działo się wiele. Drzwi do jej biura otwarły się po raz kolejny. Zanim zdążyła podnieść 

background image

głowę,  Ida  i  Susan  już  patrzyły  w  tę  stronę.  Julia  wyprostowała  się  wolno,  przeczuwając 
najgorsze.  

I najgorsze przyszło. Na progu stał, niczym anioł zagłady, Mike DeAngelo.  
Za  chwilę  nas  zastrzeli,  pomyślała  Julia.  Nie  wiedziała  wprawdzie,  dlaczego  miałby  to 

zrobić, ale obecność jej matki wystarczyła, żeby usprawiedliwić podobne działania.  

Jednak  Mike  wciąż  stał  w  swoim  ciemnym  garniturze  jakby  wprost  z  żurnala  i 

stonowanym  krawacie.  Prawą rękę trzymał  w kieszeni,  gdzie,  jak to  sobie Julia wyobrażała, 
znajdowała się broń.  

–  Zanim  mnie  oskarżysz,  chcę  powiedzieć,  że  nie  mam  z  tym  nic  wspólnego!  – 

wykrzyknęła Ida.  

Mike  stał  i  patrzył  wprost  w  jej  oczy.  Julia  czuła,  że  serce  łomocze  niespokojnie  jej  w 

piersi. Nie widziała nic i nikogo poza Mikiem.  

– Poczekamy na dole – rzuciła jej siostra, ciągnąc jedną ręką Tommy’ego, a drugą Idę. – 

No, chodź, mamo. Julia woli być bez świadków.  

Susan  ledwo  wywlekła  matkę  na  korytarz.  Drzwi  się  zamknęły.  Zostali  sami.  Julia  z 

trudem zdołała przełknąć ślinę.  

– Czy to wizyta prywatna, czy służbowa? – spytała w końcu nieswoim głosem.  
Mike chrząknął.  
– Hm, prywatna.  
I stał dalej, wciąż się w nią wpatrując.  
– To znaczy, że nikt w tej chwili nie okrada banku ani nie defrauduje pieniędzy? 
– O ile wiem, to nie – odparł po chwili.  
Minę  miał  taką,  jakby  nie  wiedział  jednak  zbyt  wiele.  Przez  chwilę  jeszcze  patrzył  na 

Julię, a potem zaczął niespokojnie przechadzać się po jej biurze.  

– Więc o co chodzi? 
Przystanął i znowu na nią spojrzał, a następnie wzruszył ramionami.  
– Sam nie wiem – wyznał w końcu. – Caroline wciąż tu jest. Zajmuje się Aaronem, a ja 

miałem jechać służbowo do Plant City.  

– No i co? 
– Nie pojechałem.  
Tyle to mogła sama stwierdzić. Widziała go przecież w tej chwili przed sobą.  
– Może przyszedłeś przeprosić za to, co wydarzyło się w sobotę – zasugerowała.  
Zaklął coś pod nosem. Julia co prawda nie zrozumiała, ale pomyślała, że to może lepiej. 

W końcu jednak Mike opadł na krzesło przy jej biurku.  

– A wiesz – powiedział – to w końcu mógłby być jakiś powód. Wobec tego przepraszam 

za sobotę.  

Julia aż się zagotowała w środku. Go za tupet! 
– A przynajmniej wiesz, za co przepraszasz? – spytała rozeźlona.  
– To może ty mi powiesz – odparował. Jasne, że to zrobi, jeśli on sam się nie domyśla.  
– Za to, że mnie pocałowałeś, chociaż nie miałeś do tego żadnego prawa! – wypaliła.  
– Nie podobało ci się? 

background image

–  I  za  to,  że  zostawiłeś  mnie  na  pastwę  wszystkich  krewnych  –  dodała,  udając,  że  nie 

dosłyszała pytania.  

–  Przecież  mnie  obraziłaś  –  przypomniał  jej.  Julia  jeszcze  bardziej  poczerwieniała  na 

twarzy.  

– A ty? Ty mnie upokorzyłeś! Zraniłeś! Ty... ! 
Już był przy niej i trzymał ją w ramionach. Nawet nie przypuszczała, że może się to stać 

tak szybko.  

– Tak, tak, Julio. Masz rację – powiedział, a ona poczuła jego gorący oddech na twarzy. – 

„Właśnie dlatego tu przyszedłem. Powinnaś wiedzieć, że nie chciałem cię zranić. Naprawdę 
nie chciałem.  

Skinęła głową, kurcząc się jak pisklę. Przez chwilę zastanawiała się, czy Mike też słyszy 

to dudnienie w uszach. Czuła się słaba i bezradna. A kiedy Mike nie pocałował jej i wypuścił 
ze  swego  uścisku,  poczuła  się  również  oszukana.  Przez  chwilę  stała  nieruchomo,  a  potem 
poprawiła kostium.  

– No tak, Mike. To dobrze.  
Oboje  nie  bardzo  wiedzieli,  co  powiedzieć.  Julia  wręcz  czuła  obecność  Caroline  w  tym 

pokoju. Mike przestąpił z nogi na nogę.  

–  To  ja  już  pójdę  –  oświadczył,  a  potem  spojrzał  na  Mię,  jakby  chciał,  żeby  go 

zatrzymała.  

Julia skinęła głową.  
– Tak, tak będzie najlepiej.  
Mike  wyszedł.  Po  prostu  wyszedł.  Julia  poczuła,  że  jeszcze  bardziej  nienawidzi 

poniedziałków.  

 
W  środę  po  południu  obudził  go  przeszywający  dziecięcy  krzyk.  Mike  zerwał  się  z 

kanapy i przetarł oczy. Potrzebował trochę czasu, żeby przypomnieć sobie, gdzie jest i co się 
dzieje.  

Wczesnym popołudniem razem z synem odwiózł Caroline na lotnisko. Chłopiec zasnął w 

drodze  powrotnej,  więc  Mike  przeniósł  go  do  łóżka,  a  następnie  sam  poszedł  w  jego  ślady. 
Krzyk dobiegał z pokoju Aarona.  

Kiedy  tam  wpadł,  mały  płakał  rzewnymi  łzami,  siedząc  na  podłodze  z  otwartym 

terrarium,  nazywanym  przez  nich  „żabarium”  vel  „ziabalium”,  ze  względu  na  jedyną  jego 
mieszkankę.  Teraz  żaba  zniknęła.  Mike  aż  zatrząsł  się  na  myśl,  że  grasuje  gdzieś  po 
mieszkaniu.  

–  Co  ty  wyprawiasz,  synku?  Przekraczasz  barierę  dźwięku?  Chłopiec  spojrzał  na  niego 

zapłakanymi oczami.  

– Nie ma ziaby. – Wskazał żabarium.  
–  Nie  przejmuj  się.  Nie  mogła  uciec  daleko  –  powiedział  Mike  najbardziej  pewnym 

tonem, na jaki go było stać. – Jak myślisz, jak to się mogło stać? 

Aaron przestał płakać i pogrążył się na chwilę w myślach, marszcząc przy tym zabawnie 

czółko.  

background image

–  To  Kalolajn  –  powiedział  w  końcu.  –  Ona  nie  lubi  ziaby.  Sprawa  przedstawiała  się 

gorzej, niż przypuszczał/Jeśli Caroline maczała w tym palce, trudno będzie odnaleźć zbiegłą 
żabę.  

– Wiesz, synku, to na pewno nie ona – starał się ułagodzić żal chłopca. – Ale swoją drogą 

mogłeś nie wkładać jej żaby do torebki. Bardzo się przestraszyła.  

Oczka małego rozbłysły na chwilę, ale potem znów przygasły. Tuż przed nim stało puste 

żabarium. Aaron zrobił złą, zaciętą minę.  

– Nie lubię Kalolajn – powiedział.  
Rozmowa stawała się coraz poważniejsza. Mike usiadł na podłodze obok syna.  
– Przecież wiesz, że chcę się z nią ożenić. I to już za dwa miesiące, dodał w myśli.  
Mina Aarona stała się jeszcze bardziej zacięta. Chłopiec tupnął nogą.  
– Nie lubię Kalolajn – powtórzył. – Wole Lulje.  
To  było  coś  nowego.  Mike  natychmiast  domyślił  się,  że  chodzi  o  Julię.  Zresztą  Aaron 

najczęściej  nie  zniekształcał  jej  imienia.  Teraz  chyba  zwiodło  go  tak  bliskie  zestawienie 
dwóch „1”.  

– Dobrze, amigo, pogadamy o tym jeszcze. – Mike wstał. – A teraz czas poszukać twojej 

żaby, co? Myślę, że jest gdzieś w domu.  

Przeszukali  cały  pokój  Aarona,  zaglądając  pod  łóżko,  pod  stolik  pokryty 

nieprawdopodobną  ilością  kolorowych  papierów,  plasteliny  i  kredek,  a  nawet  do  wielu 
zabawek, takich jak domek z klocków lego czy też wielka ciężarówka z pojemną skrzynią. Na 
próżno. Pod koniec obaj opadli z sił i przetarli spocone czoła.  

– Wiesz co, synku? Chodźmy najpierw coś zjeść – zaproponował Mike.  
Syn natychmiast pokiwał głową.  
– A ci Julia mozie iść? – zapytał nagle i spojrzał ojcu głęboko w oczy.  
Mike opierał  się  długo,  prawie  cały kwadrans.  W końcu jednak uległ,  mówiąc sobie, że 

robi to wyłącznie dla dobra Aarona.  

Julia otworzyła im dopiero po paru minutach.  Miała na sobie ciepłe spodnie od dresu  i 

luźną koszulkę i znowu była bez biustonosza. Mike starał się nie schodzić wzrokiem poniżej 
linii  jej  ramion,  co  i  tak  niewiele  pomagało.  Zwłaszcza  że  wystarczyło  spojrzeć  w  toń 

niebieskich oczu, żeby się w nich zatracić.  

– Zginęła nam żaba – powiedział na wstępie Mike.  
– Co wam zginęło? – spytała, wpuszczając ich do środka.  
– Ziaba – podpowiedział Aaron.  
Julia obejrzała się, jakby w obawie, że za chwilę skoczy na nią jakieś paskudne żabsko.  
– Tutaj jej nie ma. – Miało to być zdanie twierdzące, ale wyszło trochę jak pytanie.  
Mike pokręcił głową.  
– Nie. Jest gdzieś u nas w mieszkaniu.  
– Fuj, ohyda! 
Julia  zachowała  się  jak  typowa  kobieta.  Mike  zerknął  na  syna,  żeby  sprawdzić,  czy 

straciła w jego oczach. Ale wyglądało na to, że nie.  

– Zginęła żaba i jest nam z tego powodu smutno – powiedział Mike. – Jednym mniej, a 

background image

drugim bardziej.  

Tym razem Julia zrozumiała, o co mu chodzi. Pochyliła się nad chłopcem i pogłaskała go 

po główce.  

– Och, Aaronie! Jak mi przykro! Co mogę dla ciebie zrobić w tej sytuacji? 
Mike chrząknął.  
– Postanowiliśmy zaprosić cię na kolację – powiedział. – Żeby nabrać siły przed dalszymi 

poszukiwaniami.  

Julia spojrzała najpierw na Aarona, a potem na Mike’a. Zrobiła taką minę, jakby chciała 

odmówić.  

– Chodzi tylko o posiłek, o nic więcej – szepnął. – Daję słowo honoru.  
Aaron patrzył na Julię wyczekująco, a ona przykucnęła przy nim na chwilkę.  
– I jak, Aaronie? Chcesz, żabym, to znaczy żebym poszła?  
Chłopiec uśmiechnął się i skinął główką.  
– Nawet plosiłem tatę – powiedział. Julia zastanawiała się tylko chwilę.  
– Zgoda, zaraz się przebiorę i idziemy – postanowiła. Zajęło jej to niecały kwadrans, co 

mile ich obu zaskoczyło.  

W wypadku Caroline czekali zwykle ponad pół godziny. Tymczasem Julia włożyła tylko 

dżinsy i sweter i rozczesała włosy, co pewnie trwało najdłużej.  

W końcu wyszli we trójkę, śmiejąc się i żartując, wdychając nieco chłodniejsze wieczorne 

powietrze.  Zaczęło  się  już  ściemniać,  postanowili  więc  nie  zasypiać  gruszek  w  popiele  i 
wybrać  się  do  najbliższej  restauracji.  Bez  trudu  znaleźli  wolny  stolik  i  usiedli:  Aaron  przy 
Julii,  a  Mike  po  drugiej  stronie,  naprzeciwko  nich.  Po  chwili  pojawiła  się  kelnerka  i  złożyli 

zamówienie.  

Aaron zaczął się bawić jakimś składanym modelem, który po raz setny rozsypał mu się w 

kieszeni, więc Mike miał czas, żeby porozmawiać z Julią.  

– Co tam u ciebie słychać? – zagaił. Wzruszyła ramionami.  
– Praca,  praca, praca. Rodzina też zaczyna się rozjeżdżać. Dan,  pamiętasz, poznałeś go 

wtedy  w  toalecie,  i  jego  żona  Joan  już  wyjechali.  Susan  razem  z  mężem  i  Tommym  chcą 
wrócić w tym tygodniu do Kalifornii.  

– Tommy! – Aaron uniósł na chwilę głowę znad swego modelu.  
Mike kiwnął głową.  
–  Zdaje  się,  że  nieźle  się  razem  bawili  –  powiedział  i  omal  nie  dodał:  „Prawie  tak  jak 

my”.  

Julia skinęła głową.  
– Tak, Tommy to świetny chłopak. Może tylko trochę za mały dla Aarona.  
Mike potrząsnął głową.  
– Nie, wcale nie. To dobrze, że się polubili, bo przecież będą niedługo kuzynami.  
Spojrzała  na  niego  jak  rażona  gromem.  Przecież  obiecał,  że  nie  będzie  robił  żadnych 

osobistych wycieczek. Mike zmieszał się trochę.  

– To znaczy, przez Caroline – wyjaśnił. Z kolei Julia się zaczerwieniła.  
– A tak, masz rację. – Przez chwilę milczała. – Czy... czy Caroline mieszkała z wami? 

background image

O  nie,  to  wcale  nie  było  niewinne  pytanie.  Jednak  Mike  natychmiast  pospieszył  z 

odpowiedzią: 

– Niejasne, że nie. Mieszkała w Tampa.  
I  musiał  się  jeszcze  powstrzymać,  by  nie  dodać,  że  wcale  ze  sobą  nie  spali,  tylko  bez 

przerwy się kłócili. I to właśnie z jej powodu.  

Julia skinęła głową.  
– No tak, ale teraz już wyjechała – powiedziała. – To znaczy, na jakiś czas.  
– Tak, dziś po południu. Odwieźliśmy ją na lotnisko.  
– Aha, i zaraz po jej wyjeździe przyszedłeś do mnie – stwierdziła złośliwie.  
Mike nawet nie pomyślał, że to mogło tak wyglądać. Przez chwilę zastanawiał się, czy się 

na nią obrazić, ale uznał, że jednak nie zrobi tego.  

– Nie, to naprawdę nie tak, Julio. Musisz zrozumieć – przekonywał ją.  
W  odpowiedzi  tylko  machnęła  ręką  i  pochyliła  się  nad  Aaronem,  który  próbował 

doczepić koła do składanego właśnie samochodu.  

– Musisz mocniej przycisnąć – podpowiedziała.  
Aaron  poszedł  za  jej  radą,  rozległ  się  suchy  trzask  i  pierwsza  para  kół  znalazła  się  na 

miejscu.  Chłopiec  spojrzał  na  nich  triumfalnie.  Julia  zaczęła  udzielać  mu  kolejnych  rad  i  w 
końcu chłopcu udało się zrobić to, nad czym się biedził od paru minut.  

Mike patrzył,  jak Julia doskonale radzi  sobie z jego synem  i  jak potrafi nawiązać z nim 

kontakt. Dlaczego nie umie tego Caroline, która przecież deklaruje, że „uwielbia dzieci”? Czy 
to jest jakiś dar, czy po prostu kwestia osobowości? 

Aaron postanowił samodzielnie skończyć pracę. Julia uniosła nieco głowę i spojrzała na 

Mike’a.  

– Wiesz, że potrafisz przewiercić człowieka wzrokiem? – raczej stwierdziła, niż spytała. – 

Czasami czuję się przy tobie winna i sama nie wiem, dlaczego.  

Lekko skinął głową.  
– Nauczyli mnie tego w FBI – powiedział.  
– Nie wygłupiaj się! 
– Tak jest, proszę pani! 
Znowu przez chwilę milczeli. Tylko Aaron mruczał coś pod nosem.  
–  Myślę,  że  Caroline  będzie  dobrą  matką  dla  niego  –  powiedziała  Julia,  wskazując 

chłopca.  

– Wiem. Tylko dlatego się z nią żenię. – Mike zorientował się, że powiedział głupstwo. – 

To znaczy nie tylko, ale między innymi.  

Julia spojrzała na niego z wyzwaniem w oczach.  
– Na przykład? – spytała.  
– No, jest miła, serdeczna. I nie jeździ po świecie nie wiadomo po co.  
–  Zapomniałeś  dodać,  że  jest  tolerancyjna  –  powiedziała.  –  Przecież  pozwala  ci  się 

umawiać ze mną.  

Tutaj się myliła, ale Mike nie chciał się do tego przyznać.  
– Z tobą? – powtórzył. – Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi.  

background image

Julia pochyliła się nad stolikiem. Przez chwilę zastanawiała się, co powiedzieć, a potem 

pokręciła głową.  

– Nie, Mike. Nie jesteśmy tylko przyjaciółmi.  
–  Nie  wierzysz  w  przyjaźń  między  mężczyzną  i  kobietą?  –  zapytał,  patrząc  na  nią 

prowokacyjnie.  

– Między mężczyzną i kobietą, tak. Ale nie między nami. Przecież wiesz doskonale, że to 

coś więcej.  

Wiedział.  Nawet  jeśli  bał  się  do  tego  przyznać  sam  przed  sobą,  to  wiedział  o  tym 

doskonale.  Wystarczyło  przecież,  że  tylko  spojrzał  na  Julię,  a  już  działo  się  z  nim  coś 

dziwnego.  Nigdy  wcześniej  tego  nie  doświadczył  i  być  może  dlatego  nie  miał  pojęcia,  co  z 
tym dalej robić.  

– Gotowe! – Aaron puścił złożony model samochodu po blacie stolika.  
Samochodzik spadł i wylądował tuż pod nogami kelnerki, która pojawiła się właśnie z ich 

zamówieniem.  

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

–  Jestem  idiotką!  Kompletną  idiotką,  Susan!  Ale  co  mam  robić?!  Ta  Caroline  zawsze 

będzie między nami! Do licha, dlaczego zaręczył się z naszą kuzynką?! 

Julia, która od jakiegoś  czasu krążyła po pokoju, teraz przystanęła i spojrzała na siostrę. 

Susan, która usadowiła się w wielkim  fotelu  ojca, również nie miała najszczęśliwszej  miny. 
Pękaty brzuch bardzo jej już przeszkadzał. Jednak co jakiś czas przechylała się, wydobywała 
ze stojącego obok słoja marynowany ogórek i zjadała go pospiesznie.  

– I co ty na to? – Julia skierowała pytanie bezpośrednio do siostry.  
–  Wiesz  co,  mów  lepiej  ciszej  –  powiedziała  Susan.  –  Wydaje  mi  się,  że  mama  ma  tu 

podsłuch.  

Julia rozejrzała się niespokojnie dokoła.  
– Że też człowiek nie może być bezpieczny nawet  w domu  rodziców – westchnęła,  ale 

nieco zniżyła głos. – No dobrze, co mi radzisz? 

Susan z wyrazem desperacji na twarzy ugryzła kolejny ogórek.  
– Daj mu spokój – powiedziała. – W ten sposób tylko ty będziesz cierpieć i obędzie się 

bez skandalu.  

– Ładna mi siostra! – mruknęła Julia i przeszła do oszklonych drzwi, wychodzących na 

patio. Tuż za nim znajdowały się pola golfowe, na których uwijało się kilku graczy.  

–  No  dobrze,  ale  dlaczego  on  do  mnie  bez  przerwy  przychodzi?  Ja  nigdy  u  niego  nie 

byłam – ciągnęła Julia. – Dobrze, za pierwszym razem przyciągnęła go mama, a za drugim 
szukał syna. Ale przyszedł nawet do mnie do biura. A potem znowu do domu. Zaprosił mnie 
na kolację! Zaraz po odwiezieniu Caroline na lotnisko! Wyobrażasz sobie?! 

Susan nadgryzła ogórek z miną kobiety, która wyobraża sobie znacznie więcej, niż można 

by przypuszczać.  

– Jak możesz jeść tyle tych ogórków? – jęknęła Julia. – Od samego patrzenia robi mi się 

niedobrze.  

Susan wytarła sobie usta serwetką.  
– Kiedyś to zrozumiesz – powiedziała. – Mam nadzieję, że z nim nie poszłaś? 
Julia spuściła głową.  
– Poszłam. To Aaron mnie zaprosił – dodała szybko. – Tyle że znowu zrobiłam z siebie 

kompletną idiotkę, bo się pokłóciłam z Mikiem. Sama nie wiem, dlaczego.  

Siostra w odpowiedzi tylko pokiwała głową.  
– A ja wiem.  
– Wiesz? 
– Oczywiście. Bronisz się w ten sposób. Nie chcesz zostać na lodzie, kiedy nowożeńcy 

zwiną manatki i wyruszą w podróż poślubną.  

– Nie chcę zostać na lodzie? 
– Właśnie. A ja pragnę ci to uświadomić, żeby ci pomóc – dodała Susan.  
Julia obciągnęła sukienkę, a następnie znowu zaczęła krążyć po pokoju.  

background image

– Gdybyś naprawdę chciała mi pomóc, nie pozwoliłabyś mamie zaprosić dzisiaj Mike’a i 

Aarona – stwierdziła w końcu.  

Susan pokręciła głową.  
– Przecież mama pytała cię o zdanie – przypomniała, wyobraź sobie, że zrobiła to, zanim 

zaprosiła obu panów. Czy podejrzewałabyś ją o tyle taktu? 

Julia rozłożyła ręce w bezradnym geście.  
–  Przecież  to  nie  mój  dom.  To  nie  ja  zapraszam  gości.  Co  miałam  powiedzieć?  Że  nie 

chcę  ich  widzieć?  –  Julia  westchnęła.  –  Zresztą  mama  ma  rację.  Tommy  nie  ma  się  z  kim 
bawić i w czasie posiłków trzeba go sadzać przed telewizorem.  

Susan wybuchnęła śmiechem.  
– A wiesz, że to sam Tommy zapraszał Aarona? – powiedziała. – Mama tylko zadzwoniła 

i poprosiła chłopca do telefonu.  

Julia parsknęła śmiechem. Wyobraziła sobie dzieciaki rozmawiające przez telefon.  
– To musiało być bardzo zabawne! 
– Tak, zwłaszcza kiedy rozmawiali o tobie.  
Uśmiech zniknął z twarzy Julii.  
– O mnie? A co mówili? Susan tylko machnęła ręką.  
–  Nic  takiego.  Zdaje  się  po  prostu,  że  jeden  z  panów  DeAngelo,  a  mianowicie  Aaron, 

bardzo cię lubi – stwierdziła siostra.  

Julia ponownie się uśmiechnęła.  
– Tak, Aaron jest bardzo miły.  
– Podobnie jak jego ojciec.  
– Zamknij się! 
– Hej, mówię prawdę! – wykrzyknęła Susan. – Dokąd biegniesz?! 
Julia usłyszała ryk silnika i nie mogła się powstrzymać, żeby nie sprawdzić, czy to oni. 

Jednak  samochód,  szary  ford  escort,  przejechał  obok  domu  rodziców  i  zniknął  za  zakrętem. 

Kolejne rozczarowanie. De ich jeszcze ją czeka? Julia wróciła do siostry.  

–  Bardzo  elegancko  się  ubrałaś  jak  na  grillowanie  –  zauważyła  Susan.  –  Czy  to  nowa 

sukienka? 

Julia opadła na kanapę i spojrzała złym wzrokiem na siostrę.  
–  Nie  myśl  sobie,  że  to  specjalnie  na  przyjazd  Mike’a.  Kupiłam  ją,  bo  mi  się  podoba. 

Mogłabyś dać spokój tym ogórkom – dodała, widząc, że Susan po raz kolejny sięga do słoja.  

Siostra przez chwilę była zajęta przeżuwaniem, a potem, kiedy otworzyła usta, żeby coś 

powiedzieć, przerwały jej hałasy dobiegające od drzwi.  

– Wróciła mama z Tommym – zauważyła. – Założę się, że kupiła mu nową zabawkę.  
Julia tylko wzruszyła ramionami. Co jato mogło obchodzić? Po chwili obie usłyszały głos 

Idy: 

– Julia! Susan! Gdzie się schowałyście?  
Susan odstawiła słój z ogórkami.  
– Tu, mamo! Siedzimy pod łóżkiem! Na pewno nas nie znajdziesz! 
Julia uśmiechnęła się do siostry. Przypomniały jej się stare dobre czasy. Teraz Susan nie 

background image

miałaby  żadnych  szans  zmieścić  się  pod  łóżkiem.  Nie  z  tym  brzuchem.  Oczywiście,  gdyby 
było tu jakieś łóżko.  

Po chwili usłyszały sapanie Idy. Matka nigdy nie chodziła normalnie. Zawsze się gdzieś 

spieszyła.  

– A, tu jesteście! – krzyknęła od drzwi. – Popatrzcie, kogo przyprowadziłam.  
Julia  poczuła  się  tak,  jakby  śnił  jej  się  ten  sam  sen.  W  drzwiach  stał  Aaron  DeAngelo. 

Natychmiast  podbiegła  do  chłopca,  żeby  go  uściskać.  Aaron  rzucił  się  z  piskiem  w  jej 
ramiona.  

– Aaronie, jak się miewasz? 
– Świetnie – padła odpowiedź. – Będziemy z Tomim puscać bańki.  
Aaron  zaprezentował  przyrząd  do  puszczania  baniek,  który  najprawdopodobniej  kupiła 

Ida. Susan tylko jęknęła ze swojego miejsca.  

–  Wiesz  co,  Aaron?  Idźcie  może  do  łazienki  albo  do  pralni.  Julia  zerknęła  w  głąb 

korytarza.  Niestety,  nikogo  tam  nie  było.  Gdzie  wobec  tego  podział  się  Mike?  Czyżby  Ida 
dopuściła się nowego aktu kidnapingu? 

– Mamo, skąd on się tutaj wziął? – Julia wskazała chłopca, starając się nadać swojemu 

głosowi jak najbardziej poważne brzmienie.  

Ida tylko machnęła ręką.  
–  Chodź,  Aaron  –  powiedziała.  –  Idziemy  do  łazienki.  Susan,  zostaw  te  ogórki,  bo 

będziesz potem rzygać jak pijany królik.  

Susan zrobiła niewinną minkę.  
– Ależ, mamo – powiedziała, ale Ida zniknęła już za drzwiami.  
– A widzisz, mówiłam ci – powiedziała nie bez satysfakcji Julia. Susan udawała, że się 

obraziła.  

– I co, jesteś po jej stronie? – spytała. – Pomyśl lepiej, skąd się tutaj wziął ten mały. Sam 

chyba nie przyjechał. Nie wygląda na takiego, który miałby już prawo jazdy.  

Julia tylko westchnęła.  
– W końcu i tak się dowiemy – stwierdziła. – Zdążyłam się już przyzwyczaić do tego, że 

życie pełne jest niespodzianek. Zwłaszcza gdy się ma taką matkę.  

Sprawa rzeczywiście wyjaśniła się dosyć szybko. Kiedy obie z siostrą przeszły na patio, 

dostrzegły dalej, obok basenu, sylwetkę wysokiego, smagłego mężczyzny. DeAngelo senior 
gawędził sobie właśnie z ich ojcem i z Benem. Cała trójka stała przy dymiącym grillu. Mike 
dotąd ich nie zauważył.  

–  Mam  wrażenie,  że  jest  jeszcze  bardziej  przystojny  niż  przedtem.  –  Susan  odruchowo 

pogłaskała siostrę po ramieniu. – Moje biedactwo.  

Julia spuściła głowę. Nikt jej nie musiał mówić, że Mike jest przystojny, a tym bardziej 

tego, że ona jest  godna pożałowania. Zastanawiała się,  czy jeszcze jest na nią zły z powodu 
środowego zajścia w restauracji. No cóż, za chwilę będzie miała okazję to sprawdzić, bo Mike 
właśnie obrócił się w ich stronę.  

I... Czyżby jej się zdawało? W wyrazie twarzy Mike’a dostrzegła coś w rodzaju tęsknoty. 

Otwierał właśnie puszkę i tak się zagapił, że piwo polało mu się po rękach i opryskało buty.  

background image

– No, stary, nie powinieneś już więcej pić – zażartował Jack Cochran.  
Ben sięgnął po ręcznik, wiszący na słupku obok.  
–  Wytrzyj  tym  –  powiedział,  podając  go  Mike’owi.  –  Będziesz  mógł  z  niego  potem 

wyssać piwo, jeśli ci zabronią pić.  

Susan dosłownie zawlokła Julię za rękę do grilla. Następnie przywitała się z Mikiem.  
–  To  miło,  że  mógł  pan  do  nas  przyjechać  –  powiedziała.  Mike  uśmiechnął  się  w 

odpowiedzi.  

– Aaron bardzo chciał tu być. Od czasu telefonu Idy ciągle mówił o Tommym.  
Idy?  Czyżby  byli  już  po  imieniu?  Mike  nie  pozostawił  w  każdym  razie  żadnych 

wątpliwości co do tego, że nie chciał tu przyjechać i że zrobił to jedynie dla syna. A już na 
pewno nie dla niej.  

Bo niby dlaczego miałby o niej myśleć? Przecież jest zaręczony z jej kuzynką.  
Nagle Mike spojrzał na Julię.  
– Bardzo ładnie wyglądasz w tej sukience – powiedział. Julia spłonęła rumieńcem. Miała 

wrażenie,  że  wszyscy  się  na  nią  gapią,  i  przeklinała  chwilę,  w  której  zdecydowała  się  na 
wybór stroju na dzisiejszą okazję.  

–  Jest  nowa  i  kupiła  ją  tylko  dlatego,  że  jej  się  spodobała  –  poinformowała  zebranych 

Susan, a następnie odwróciła się w stronę siostry, dając znaki, żeby teraz ona coś powiedziała.  

Julia przestąpiła z nogi na nogę.  
–  Dziękuję,  Mike.  Ty  też  świetnie  wyglądasz.  Skończona  idiotko,  wyrzucała  sobie  w 

myśli. Nie mówi się mężczyznom, że dobrze wyglądają! Teraz trzeba powiedzieć coś jeszcze, 
żeby zatuszować tę gafę.  

– Czy może znaleźliście żabę? – spytała.  
Z kolei wszyscy spojrzeli na Mike’a. Nikt oczywiście nie miał pojęcia, o co chodzi.  
– To żaba mojego syna – wyjaśnił. – Uciekła z terrarium, ale na szczęście udało nam sieją 

znaleźć. Była w łazience. Ale muszę powiedzieć, że zdarzały mi się przyjemniejsze spotkania 
w łazienkach.  

Julia zaczerwieniła się jeszcze bardziej.  
–  Mógłbyś  nie  wywlekać  tej  starej  historii,  Mike  –  bąknęła.  Zebrani  wybuchnęli 

śmiechem. Oczywiście  wszyscy poza Julią.  I, o dziwo, Mikiem. Jego mina wskazywała, że 
jest mu w tej chwili naprawdę przykro.  

Po chwili rozmowa powróciła na dawne tory. Jedynie Mike i Julia mieli kłopot, żeby się 

w nią włączyć czy też w ogóle śledzić jej bieg.  

Przerwało  ją dopiero nadejście  Idy, za którą kroczyli, niczym  dwaj  paziowie, Tommy  i 

Aaron,  puszczając  co  jakiś  czas  banki  mydlane  ze  swoich  przyrządów.  Nawet  królowa  nie 
mogła liczyć na lepsze wejście.  

Nagle Ida zatrzymała się przed zebranymi. Wszyscy czekali na jej słowa. Chłopcy także 

przestali puszczać bańki.  

Ida otworzyła usta.  
– Zajmijcie się, do cholery, tymi burgerami, bo  zaraz wam  się spalą – powiedziała. –  I 

przestańcie tak się na mnie gapić.  

background image

Usiądź, Mike. Tutaj, obok Julii. Napijesz się czegoś? No i co tam słychać w FBI? Tak, 

zwłaszcza Julię bardzo to interesuje. Kochanie, podaj chłopcom ketchup. No, a jak tam plany 
małżeńskie? Nie widujesz się chyba często  z Caroline? No, chyba już częściej z Julią, cha, 
cha.  Czy  przyjedzie  jeszcze  przed  ślubem?  Julio,  nie  rób  takiej  miny  i  podaj  mi  musztardę. 

Kim  jest  dla  nas?  Zaraz...  jest  córką  syna  najstarszego  brata  kuzyna...  albo  jakoś  tak. 

Nieważne, grunt, że jesteśmy spokrewnione.  

To  były  słowa  matki,  które  dźwięczały  jeszcze  w  głowie  Julii  podczas  jazdy 

samochodem.  Na  przyjęciu  Ida  gadała  bez  przerwy.  To  ona  przekonała  ją  i  Mike’a,  że 
powinni się trzymać blisko siebie w drodze powrotnej do Brandon, To również ona namówiła 
Mike’a,  żeby  zostawił  Aarona  „u  Tommy’ego”  na  noc.  Julia  zerknęła  do  tyłu.  Mike  wciąż 
jechał za nią, jak to było umówione. Ciekawe, co dalej? I co wyobrażała sobie jej matka? 

Spojrzała  na  zegarek.  Było  prawie  za  kwadrans  jedenasta.  Jeszcze  wcześnie.  Jechała 

właśnie  Providence  Road  i  skręciła  w  lewo.  Spojrzała  w  lusterko  wsteczne  i  zobaczyła,  że 
Mike  siłą  nawyku  skręcił  w  przeciwną  stronę.  I  dobrze.  Teraz  każde  z  nich  pójdzie  swoją 
drogą.  Julia  nie  potrafiła  ukryć  rozczarowania.  Miała  jednak  nadzieję,  że  Mike  za  nią 
pojedzie.  Oczywiście  później,  kiedy  chciałby  wejść  do  jej  mieszkania,  musiałaby  odmówić. 
Ale skąd pomysł, że chciałby? No cóż, może by nie chciał, ale ona i tak by odmówiła! 

Wjechała  na  swoje  miejsce,  wyłączyła  silnik  i  światła,  a  następnie  zaciągnęła  ręczny 

hamulec. To wszystko. Trzeba iść do domu.  

Jednak jakoś nie poszła. Wciąż siedziała na miejscu, w nadziei że Mike jednak przyjdzie i 

da jej okazję do wykazania się niezłomną moralną postawą. W końcu jednak stwierdziła, że 
nie ma co czekać. Wysiadła z wozu, włożyła sweter, ponieważ zrobiło się dosyć chłodno, i... 
skierowała się w stronę mieszkania Mike’a.  

Przystanęła  gdzieś  w  połowie  drogi,  wsłuchując  się  w  nocne  hałasy.  Samochody  wciąż 

sunęły  Providence,  odgłosy  silników  mieszały  się  z  kumkaniem  żab,  pohukiwaniem  sów,  a 
także  dźwiękami  rozmów,  dobiegającymi  z  pobliskiej  kawiarenki.  W  końcu  ruszyła  dalej. 
Przeszła  koło  kortów  tenisowych.  Przez  cały  czas  zadawała  sobie  to  jedno  pytanie:  co  ja 
najlepszego robię? Jednak nie potrafiła sobie na nie odpowiedzieć.  

Żeby  dojść  do  mieszkania  Mike’a,  powinna  skręcić  właśnie  teraz,  tuż  za  wielkim 

omszałym  dębem.  Zrobiła  to  bez  wahania.  I  nagle  wpadła  na  kogoś,  kto  tak  samo  jak  ona 
szedł równym, zdecydowanym krokiem, tyle że w przeciwną stronę.  

–  Przepraszam  –  powiedziała  właśnie  w  tym  samym  momencie,  w  którym  zrobił  to 

mężczyzna, mówiący głosem Mike’a.  

Mike?! Julia osłupiała. Czy to naprawdę on? 
– Mike, to ty? 
Pytanie  nie  było  pozbawione  sensu,  ponieważ  stary  dąb  zupełnie  zasłaniał  osiedlowe 

latarnie i oboje znajdowali się teraz w głębokim cieniu.  

– Julia?! 
– A więc to ty! – ucieszyła się.  
– Co tutaj robisz, Julio? 
– A ty? – zareagowała błyskawicznie.  

background image

– Chciałem ci pokazać twój portret namalowany przez Aarona – powiedział. – Zużył do 

niego całą czerwoną farbę. A ty dlaczego wędrujesz nocą? To niebezpieczne.  

Łgarz, pomyślała. Miał tyle okazji, żeby pokazać mi ten portret.  
– No cóż, ja... chciałam ci pokazać broszury z mojego banku – powiedziała, czując, że jej 

tłumaczenie w ogóle nie trzyma się kupy. – Wiesz, na wypadek, gdybyś chciał zmienić bank. 
Albo wziąć kredyt.  

Żeby wyprawić wesele, dodała w duchu.  
– Przed jedenastą? 
–  Mamy  wydłużone  godziny  obsługi  klientów.  Ale  nie  do  tego  stopnia  –  przyznała  po 

chwili.  

Mike roześmiał się na te słowa. Bezczelny! 
– No dobrze, dawaj te broszury – powiedział. – Chętnie je sobie przejrzę.  
– To wobec tego poproszę o mój portret.  
Ku jej zaskoczeniu Mike natychmiast podał jej jakąś kartkę papieru. Wzięła ją do ręki, ale 

niestety nie mogła obejrzeć. Przysunęła ją blisko twarzy i w końcu zobaczyła parę plam.  

– Olbrzymie podobieństwo – stwierdziła.  
– Nie bądź taka pewna – ostrzegł ją Mike. – Lepiej przesuńmy się parę kroków, będziesz 

mogła obejrzeć rysunek przy świetle.  

Tak  też  zrobili.  Gdy  stanęli  pod  latarnią,  stało  się  jasne,  że  Julia  nie  ma  przy  sobie 

żadnych  broszur.  Okazało  się  również,  że  przeceniła  jednak  talenty  malarskie  małego 
DeAngelo.  

– Hm, no tak, prawdziwy Picasso – rzuciła wymijająco.  
– Masz rację, chociaż muszę powiedzieć, że sam wpadł na pomysł umieszczenia dwojga 

oczu po tej samej stronie twarzy – poinformował ją.  

I  nagle  cała  sytuacja  wydała  jej  się  tak  zabawna,  że  wybuchnęła  śmiechem.  Głośnym, 

oczyszczającym śmiechem, który okazał się bardzo zaraźliwy. A kiedy oboje już się naśmiali 
i otarli łzy z policzków, Mike spojrzał na nią poważnie.  

– Wiesz chyba, że robimy z siebie idiotów – odezwał się.  
– Oczywiście to bzdura z tym portretem i broszurami.  
Julia trąciła go łokciem.  
– Nie chcesz chyba powiedzieć, że sam go namalowałeś! – wykrzyknęła.  
Mike uderzył się w pierś.  
–  Przysięgam,  że  to  autentyczny  Aaron  DeAngelo.  Malowane  wczoraj  po  południu. 

Nawet farba już wyschła. Ja się przynajmniej lepiej zabezpieczyłem.  

– Za coś ci chyba płacą w tym FBI – stwierdziła lekko.  
–  Gdybyś  wyszedł  na  takiego  idiotę  jak  ja,  poczułabym  się  oszukana  jako  podatniczka. 

Może mi jeszcze powiesz, że ukartowałeś zostawienie Aarona wraz z Idą? Oboje jesteście do 
tego zdolni.  

Potężna pierś Mike’a zadrżała pod kolejnym ciosem.  
– Nie, przysięgam, że nie! 
Julia  uśmiechnęła  się  pod  nosem.  Mike  zachowywał  się  trochę  jak  mały  chłopiec.  Tyle 

background image

tylko, że był zniewalająco przystojny i męski.  

–  Dobrze,  wierzę  ci  –  powiedziała.  –  I...  przepraszam  za  moje  zachowanie  w  środę  w 

kawiarni. Naprawdę powinnam bardziej uważać. Mike machnął ręką.  

– Nie ma o czym mówić – stwierdził. – Prawdę mówiąc, chciałem cię zobaczyć tak samo 

jak  Aaron.  Wiesz,  co  on  ostatnio  opowiada?  Że  jesteś  jego  narzeczoną.  Więc  tak  czy  siak 

wszystko pozostaje w rodzinie.  

Spojrzeli  sobie  poważnie  w  oczy  w  nagłym  przekonaniu,  że  pragną  siebie  bardziej  niż 

kiedykolwiek. Między nimi nie było już żadnych barier. Żadnych, oprócz Caroline.  

Julia spuściła głowę.  
– Pójdę już – powiedziała. Mike chwycił ją za rękę.  
– Nie, nie odchodź.  
Stali przez chwilę, wsłuchani w mowę swoich ciał. Julia czuła, jak bije jej serce i jak jej 

ciało głośno i wyraźnie mówi, że pragnie Mike’a i tylko Mike’a. Jej oddech stał się krótki i 
urywany.  

Mike wciąż trzymał ją za rękę.  
– Julio, wiesz, że nie potrafię teraz odejść – oznajmił chrapliwym  głosem. – Każ mi to 

zrobić albo chodź ze mną.  

Nie,  nie  potrafiłaby  mu  w  tym  momencie  powiedzieć,  żeby  sobie  poszedł.  Raz  kozie 

śmierć, pomyślała i wolno zbliżyła się do niego. Ich usta zetknęły się tak jak kiedyś. Jednak 
tym  razem  pocałunek  był  dużo  mocniejszy  i  bardziej  zmysłowy.  Niebiosa  się  otwarły  i 
buchnął z nich płomień. Dokoła biły pioruny.  

Potrzebowała  chwili,  żeby  się  zorientować,  że  dzieje  się  to  wyłącznie  w  jej  głowie. 

Chociaż niezupełnie, bo kiedy wsłuchała się w hałasy nocy, usłyszała pohukiwania i okrzyki 
zachęty, dobiegające z pobliskich balkonów.  

Odskoczyli od siebie jak oparzeni. Julia chciała umknąć w krzaki, ale Mike wciąż trzymał 

ją za rękę.  

– Przydałoby się nam trochę prywatności – powiedział.  
– No tak – bąknęła. Nie był to szczególnie błyskotliwy komentarz, ale na nic więcej nie 

było ją stać w tej sytuacji.  

– Chodźmy do mnie. – Mike pociągnął ją za rękę. Julia potrząsnęła głową.  
–  Nie,  wolę  u  mnie  –  odparła.  –  U  ciebie  są  rzeczy  Aarona  i...  i  w  ogóle  –  dodała  z 

kobiecą logiką.  

Mike skinął głową.  
–  Dobrze,  pójdziemy  do  ciebie  –  zgodził  się.  –  Ale  najpierw  i  tak  musimy  zajrzeć  do 

mnie. Muszę wziąć prezerwatywy – dodał, napotkawszy jej pytający wzrok. – Nie noszę ich, 

tak jak niektórzy faceci, w portfelu.  

Julia myślała, że spali się ze wstydu. Jednocześnie wiedziała, że musi jakoś zareagować. 

Jest przecież nowoczesną kobietą końca dwudziestego wieku.  

– No cóż, powinnam chyba być zadowolona – powiedziała, walcząc z zażenowaniem. – 

To chyba znaczy, że nie byłeś pewny... Czy mam iść – spojrzała w stronę jego mieszkania – 
czy mogę zaczekać u siebie? 

background image

Chwycił ją mocniej za rękę.  
–  Idziesz  ze  mną  –  powiedział.  –  Nie  chciałbym  wyłamywać  drzwi  do  twojego 

mieszkania.  

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 

Julia  patrzyła  na  znajomy  sufit  w  swojej  sypialni.  Nie  widziała  jednak  białej  farby,  a 

raczej przetaczające się po niej chmury i zastępy anielskie, które zgodnym chórem śpiewały 
„Alleluja!” I to dlaczego? Tylko dlatego, że jakiś tam Mike DeAngelo dotknął jej ciała! 

Najchętniej zrzuciłaby teraz ubranie i stanęła przed nim naga, jak ją Pan Bóg stworzył. A 

nawet nie tyle stanęła, co...  

Zresztą,  prawdę  mówiąc,  i  tak  leżała,  a  Mike  przesuwał  dłonią  po  jej  ciele.  Właśnie 

zatrzymał  się  na  chwilę  i  dotknął  koniuszka  jej  piersi,  a  Julia  myślała,  że  zemdleje. 
Westchnęła ciężko, co Mike potraktował jako sygnał i przesunął dłoń jeszcze niżej.  

Julia myślała, że zwariuje z pożądania. Nie sądziła nawet, że potrafi kogoś tak pragnąć. 

Mike przesunął dłoń niżej i jeszcze niżej. Przestraszyła się, że za chwilę straci przytomność.  

– To niesprawiedliwe jęknęła. – Teraz ja.  
Patrzył jej przez chwilę w oczy, a potem roześmiał się i opadł na łóżko.  
– Dobrze. Jestem do twojej dyspozycji.  
Z początku nie bardzo wiedziała, co robić dalej. Jak się zachować. Ale potem podwinęła 

nieco  spódnicę  i  siadła  na  Mike’u  okrakiem.  Natychmiast  wyczuła  tuż  pod  sobą  pewną 
twardość.  

– Oj, uważaj! – jęknął.  
Będę,  będę,  pomyślała,  nagle  rozpalona  z  powodu  swojego  nagłego  odkrycia.  Zaczęła 

rozpinać  mu  koszulę,  delektując  się  dotykiem  jego  skóry.  Nareszcie  zrozumiała,  że  i  ona 
potrafi budzić pożądanie. Oczy Mike’a powiedziały jej wszystko. Pragnął jej tak mocno, jak 
ona jego.  

W  pewnym  momencie  pochyliła  się  i  pocałowała  tors  Mike’a.  Nawet  w  najśmielszych 

marzeniach  nie  podejrzewała,  że  może  być  tak  odważna.  Jeszcze  jeden  wysiłek  i  wzięła  w 

usta jego sutek. Mike jęknął. Otworzyła na moment oczy i dostrzegła jego rozpalony wzrok. 
Przesunęła dłonie dalej i jeszcze dalej. Wciąż była na górze. Między nimi zaczęło iskrzyć i 
oboje wiedzieli, że lada moment dojdzie do wybuchu.  

W  końcu  Mike  nie  mógł  się  już  powstrzymać.  Wyciągnął  do  niej  ręce  i  zaczął  pieścić 

najpierw  ramiona,  a  potem  jej  nabrzmiałe  piersi.  Julia  krzyknęła.  Mike  wziął  ją  mocno  w 
ramiona i zaczął tulić do siebie, jednocześnie zdejmując z niej resztkę ubrań.  

Robił  to  drżącymi  rękami,  w  gorączce  pożądania,  ale  nawet  gdyby  był  całkowicie 

spokojny,  nie  poszłoby  mu  szybciej.  Co  prawda  oszczędziłby  może  wówczas  jej  garderobę, 
ale to już była zupełnie inna historia.  

Sama nie wiedząc, jak jej się to udało, zdjęła mu spodnie i slipy. Już chciała przytulić się 

mocno do Mike’a, kiedy nagle odsunął ją nieco.  

– Chwilkę, kochanie.  
Myślała, że się rozpłacze. Jednak on już był przy niej. Tyle tylko, że zawartość pakiecika, 

leżącego do tej pory w kieszeni jego spodni, znalazła się zupełnie gdzie indziej.  

– Jesteś gotowa? 

background image

Nie  musiał  pytać.  Cała  była  pożądaniem,  pragnieniem,  oczekiwaniem.  Po  chwili  zwarli 

się w miłosnym uścisku i poszybowali gdzieś w dal, daleko poza ściany sypialni Julii, poza jej 
dom i chyba nawet poza ziemię. Krzyczeli z rozkoszy, całkiem tego nieświadomi.  

Dopiero po kilkunastu minutach dotarło do nich, co się dzieje. Leżeli na pościeli, dysząc 

ciężko i wciąż tuląc się do siebie.  

Kiedy Julia oprzytomniała, przyszła jej do głowy straszna myśl.  
– Ile tego masz? – spytała.  
– Czego? – Zdezorientowany Mike objął ją mocniej.  
– No... prezerwatyw. – To słowo z trudem przeszło jej przez gardło.  
Roześmiał się, a następnie pocałował ją radośnie w skroń.  
– Obawiam się, że jedną. Miałem w domu tylko dwie – dodał tytułem usprawiedliwienia.  
Julia  spojrzała  na  niego  znacząco  i  uśmiechnęła  się  domyślnie.  Jednocześnie  dotknęła 

torsu Mike’a, chcąc mu przypomnieć wcześniejszą pieszczotę.  

– Czy wobec tego nie wybrałbyś się na stację benzynową? – spytała niewinnie.  
Znowu zaczął ją tulić i po chwili okazało się, że muszą skorzystać z drugiego, ostatniego 

już środka zabezpieczającego. Potem jednak, kiedy legli zmęczeni obok siebie, zapomnieli o 
propozycji Julii. Ukołysały ich coraz spokojniejsze i coraz bardziej miarowe oddechy. Zasnęli 
na wymiętej pościeli, nadzy, odkryci, śniąc O tym, co przed chwilą robili na jawie. Julia spała 
głęboko, przytulona do Mike’a. Już dawno nie miała tak przyjemnych snów. A Mike? Mike 
trzymał ją mocno za rękę, jakby w obawie, że mogłaby mu się wyrwać i uciec.  

Julia aż podskoczyła na łóżku i nadstawiła ucha. Kto to? Co to? 
Tak,  miała rację.  Znowu usłyszała pukanie.  Ktoś najwyraźniej dobijał  się do drzwi.  I to 

pewnie od jakiegoś czasu, inaczej robiłby to delikatniej. Przetarła oczy i spojrzała na zegarek, 
stojący przy łóżku. Dziewiąta dwadzieścia. No tak, przecież rodzice mieli być u niej już pięć 
minut temu. Jak zwykle przyszli bardzo punktualnie. Julia wyskoczyła z łóżka niczym rącza 
łania i zerknęła do lustra.  

Dlaczego,  do  licha,  jest  naga?  Przecież  nigdy  nie  sypia  nago!  I  co  się  w  ogóle  wczoraj 

działo? 

Wspomnienia  niczym  wiatr  przemknęły  jej  przez  głowę,  zostawiając  jedynie  zamęt  i 

nieporządek. Boże jedyny! Co się tutaj działo! Spojrzała na łóżko i... odetchnęła z ulgą. Na 
szczęście  Mike  wyszedł  wcześniej.  Już  wczoraj  myślała  o  tym,  jak  się  będą  żegnać  i  co 
powinna powiedzieć, a tutaj proszę, Mike zaoszczędził jej tego wszystkiego, a także czegoś 
dużo, dużo gorszego.  

– Zaraz otworzę, tylko skorzystam z łazienki! – krzyknęła.  
Weszła  do  środka.  Na  ramieniu  trzymała  ręcznik,  który  suszył  się  na  drzwiach  jej 

sypialni. Trochę zdziwiło ją to* że jest tu tak parno.  

– Mike?! – zduszony okrzyk natychmiast przeszedł w szept: – Mike, to ty?! 
– A spodziewałaś się kogoś innego? – spytał retorycznie. – Wiesz, wydawało mi się, że 

ktoś pukał do drzwi. Ale to pewnie do sąsiadów – dodał, patrząc z nadzieją w jej oczy.  

Julia pokręciła przecząco głową.  
– Nie, to nie do sąsiadów – powiedziała z rezygnacją. Dopiero teraz przypomniała sobie, 

background image

że jest naga, i natychmiast zakryła się ręcznikiem. Był on jednak na tyle mały, że nie była w 
stanie  osłonić  całego  ciała.  Musiała  się  więc  zdecydować  na  zasłonięcie  wybranych 
fragmentów.  

– Czy wiesz, kto to jest? Czy może byłaś umówiona z hydraulikiem? 
Julia wykonała ten sam gest, co poprzednio.  
– To nie hydraulik. Stało się to najgorsze, co się mogło stać – poinformowała go.  
Mike aż stęknął.  
– Nie powiesz chyba, że to  Ida?! To nie może być ona! Julia wzruszyła  ramionami, co 

natychmiast spowodowało obsunięcie się ręcznika.  

– Nie może, ale jest – powiedziała, poprawiając swój jedyny przyodziewek. – Zresztą nie 

sama, a z całą rodziną. Umówiliśmy się na kwadrans po dziewiątej.  

– No, to może ich nie wpuścimy – zaproponował. Julia pokręciła głową.  
–  Mamy  zjeść  razem  śniadanie,  a  następnie  odwieźć  Susan  i  Bena  na  lotnisko  – 

powiedziała. – To raczej ty mógłbyś coś wymyślić. Przebrać się za wieszak albo coś w tym 
rodzaju – podsunęła mu pomysł.  

Mike  spojrzał  w  dół,  zastanawiając  się,  czy  propozycja  z  wieszakiem  była  aluzją 

dotyczącą jego męskości. Szybko też sięgnął po drugi ręcznik i przepasał się nim w biodrach. 
Oparł się o umywalkę i pogrążył w myślach.  

– Julio, kochanie! Otwórz! – dobiegło z przedpokoju wołanie.  
–  Nie  mógłbyś  szybciej  myśleć?  –  spytała  go.  –  Oglądałam  kiedyś  Bonda.  Ten  to 

podejmował decyzje błyskawicznie.  

–  To  dlatego,  że  jest  Anglikiem  –  mruknął  Mike.  –  Anglicy  są  znani  z  szybkiego 

myślenia. I działania.  

Nawet się nie roześmiała. Zresztą nie było jej do śmiechu, ponieważ hałasy dobiegające 

od strony przedpokoju znowu się nasiliły.  

– Mam! 
Julia spojrzała na niego z nadzieją.  
– Mam doskonały  plan  – powiedział już spokojniej Mike. – Musimy przenieść tu  moje 

ubrania, następnie wpuścisz rodzinę, po czym przyjdziesz tutaj, żeby się ubrać. Ubierzemy się 

oboje, a potem ja się zmyję.  

Ten  plan  nie  prezentował  się  zbyt  błyskotliwie.  Nie  było  w  nim  nic  niezwykłego. 

Oczekiwała  raczej,  że  Mike  wszystkich  zahipnotyzuje  albo  wyleci  przez  okno  na 
łazienkowym  chodniczku.  Skoro  jednak  nie  zaproponował  niczego  takiego,  musiała  się 
zgodzić na to, co miało szansę powodzenia.  

Pędem przenieśli jego ubrania do łazienki. Mike zerwał z niej ręcznik, pod którym kryła 

swe wdzięki.  

–  Owiń  tym  głowę  i  powiedz,  że  brałaś  prysznic  –  rozkazał,  podając  jej  jednocześnie 

szlafrok, o którym zupełnie zapomniała.  

Julia przeszła do przedpokoju i trzęsącymi się rękami otworzyła drzwi, za którymi stali jej 

tata, mama, Ben z żoną, Tommy, a także Aaron. O Boże, co będzie, kiedy znajdzie tu swego 

ojca.  

background image

– Prze... przepraszam, brałam prysznic. Ida spojrzała na nią z powątpiewaniem.  
– Już chcieliśmy dzwonić po ślusarza – powiedziała, wchodząc do środka. – Aaron musi 

skorzystać z toalety.  

Julia zastąpiła jej drogę.  
– Nie, nie wolno.  
– Dlaczego? – spytała Ida.  
– Bo muszę się ubrać. A poza tym, poza tym... – dodała, widząc, jak nędznymi dysponuje 

argumentami – toaleta jest zepsuta.  

Tym razem już wszyscy patrzyli na nią jak na wariatkę.  
– To pewnie jakiś drobiazg – powiedział jej tata. – Zaraz się tym zajmę.  
Julia musiała bronić dostępu do toalety własnym ciałem. Nawet Ben powiedział, że może 

spróbować coś zrobić.  

–  Nie,  nie!  –  protestowała  nieszczęśliwa  Julia.  –  To  nawet  nie  toaleta,  tylko...  tylko 

światło. Zgasło mi światło i nie mam zapasowych żarówek.  

– Co?! Brałaś prysznic po ciemku?! – Susan popukała się znacząco w czoło.  
Julia z trudem przełknęła ślinę. Znała już tę zabawę. Im Więcej człowiek kłamie, w tym 

większą ilość absurdów daje się uwikłać.  

– Wysiadło przed chwilą. Nic nie mogłam zrobić – tłumaczyła.  
Rodzina  zaczęła  przechodzić  w  głąb  mieszkania.  Ida  w  ogóle  nie  chciała  słuchać  jej 

tłumaczeń.  

– Na pomoc – powiedziała bezgłośnie Julia do siostry. Miała nadzieję, że Susan odczyta 

ruch jej warg.  

– Słucham? – mruknęła Susan.  
– Pomóż mi. Mike tutaj jest – wyszeptała jej Julia do ucha.  
– O Boże! – wyrwało się z ust Susan. Wszyscy przybyli zwrócili się w jej stronę.  
– Co się stało? Źle się poczułaś, kochanie? – dopytywała się Ida.  
–  Nie,  ale  pomyślałam,  że  powinniśmy  najpierw  odprowadzić  Aarona  do  Mike’a  – 

odparła Susan. – Może się niepokoić o chłopca.  

Julia chwyciła Susan za rękę. Czyżby nie zrozumiała? Jednak siostra odtrąciła jej dłoń i 

ciągnęła nienaturalnie podniesionym głosem: 

– Jeśli go znowu nie zastaniemy, to zostawimy wiadomość. Przynajmniej będzie wiedział, 

gdzie nas szukać. Zresztą jestem pewna, że już wrócił. Pewnie wyszedł po pączki albo inne 
ciastka.  

Dopiero  teraz  Julia  zrozumiała,  na  czym  polegał  plan  siostry.  Spojrzała  na  nią  z 

podziwem.  Wydawać  by  się  mogło,  że  to  ot,  taka  sobie  zwykła  gospodyni  domowa.  A 
przecież  od  razu  potrafiła  zapanować  nad  sytuacją,  nad  którą  ona,  urzędnik  bankowy 
wysokiego szczebla, zupełnie straciła kontrolę.  

Ben pokręcił z powątpiewaniem głową.  
–  Nigdzie  nie  wyszedł  –  stwierdził.  –  Przecież  Aaron  rozpoznał  jego  samochód  na 

parkingu.  

Susan wydała z siebie jakiś piskliwy odgłos. Bała się, że jej plan spali na panewce.  

background image

–  No  proszę,  oto  cały  mój  mąż!  Potrzebuje  samochodu,  żeby  zrobić  nawet  drobne 

zakupy! Nie wszyscy mężczyźni są tacy, mój drogi – kpiła dalej. – Niektórzy lubią chodzić. 
Choćby po to, żeby później nie skarżyć się na nadwagę. No, chodźmy.  

–  Może  rzeczywiście  zobaczmy,  co  tam  się  dzieje  –  stwierdziła  Ida.  –  Susan  ma  rację. 

Powinniśmy byli od razu zostawić wiadomość.  

–  Czy  chcesz  powiedzieć,  że  jestem  za  gruby?  –  spytał  Ben  żonę.  –  Przecież  ćwiczę 

codziennie. W sobotę chodzę na basen, a w niedzielę gram w baseball...  

– No, chodźmy już – ponagliła wszystkich Susan.  
Julia pozwoliła siostrze przejąć całą inicjatywę. Stała tylko z boku i patrzyła, jak Susan 

poskramia rodzinę niczym groźne bestie.  

– Tak, idźcie już, idźcie – dodał tata.  
– Jak to: idźcie? – Julia spojrzała na ojca.  
– Zostanę tutaj, kochanie – powiedział. – W moim wieku nadmiar chodzenia może tylko 

zaszkodzić.  

I  kiedy  inni  opuścili  mieszkanie,  on  wziął  ze  stolika  jakieś  pismo  kobiece  i  usiadł  w 

najlepsze w fotelu.  

–  Nie  przeszkadzaj  sobie,  kochanie  –  powiedział.  –  Chyba  że  chcesz,  żebym  jednak 

sprawdził to światło w łazience.  

Julia pokręciła przecząco głową, ale ojciec zrobił taki gest, jakby chciał wstać.  
– Nie, tato, nie ruszaj się! To znaczy... nie musisz się tym przejmować. Poradzę sobie.  
I natychmiast wycofała się do ciemnej łazienki. Ciekawe, co będzie, kiedy rodzina wróci i 

odkryje, że ze światłem wszystko jest w porządku.  

– Mike, gdzie jesteś? – szepnęła.  
Kotara przy prysznicu odsunęła się. W mdłym świetle wpadającym przez szybkę mogła 

dostrzec, że Mike jest już zupełnie ubrany i gotowy do działania.  

– Wyszli już? – spytał.  
– Tak, został tylko  tata  – poinformowała  go. –  Będziesz musiał  na niego uważać. Poza 

tym wszyscy poszli do ciebie.  

Mike stał już przy drzwiach, ale w tym momencie zatrzymał się na chwilę.  
– Do mnie? Dlaczego? 
– Bo przecież przywieźli ze sobą Aarona! Zapomniałeś?! 
Mike  uderzył  otwartą  dłonią  w  czoło.  Julia  bała  się,  że  usłyszy  to  ojciec,  ale  po  chwili 

pomyślała, że dźwięk jest na tyle neutralny, że to nic nie szkodzi.  

– No tak, Aaron! 
– Musisz już iść, Mike.  
Sięgnął do klamki.  
–  Julio,  czy  zauważyłaś,  że  wszystkie  ważne  chwile  w  naszym  życiu  rozgrywają  się  w 

łazience? – spytał.  

Julia nie myślała o tym. Pragnęła jak najszybciej pozbyć się Mike’a z mieszkania.  
– Idź już. Oni myślą, że poszedłeś po pączki. Powiedz, że nie mogłeś ich dostać.  
Mike pokiwał ze zrozumieniem głową.  

background image

– Dobrze, jest tylko jeden problem – stwierdził.  
– Jaki? 
–  Mam  na  sobie  to  samo  ubranie,  co  wczoraj  –  stwierdził  takim  tonem,  jakby  to 

przesądzało o wszystkim.  

– Bo jesteś facetem, niechlujem, fleją, czy ja wiem! – niemal wykrzyknęła.  
– Nie jestem niechlujem! Aż sapnęła z gniewu.  
– Ale dzisiaj będziesz – powiedziała tonem nie znoszącym sprzeciwu. – Tylko dzisiaj, a 

jutro już możesz zmieniać skarpetki co dwie godziny! 

W końcu udało jej się wypchnąć Mike’a z mieszkania. Przedtem sprawdziła, czy ojciec, 

pogrążony  w  lekturze  „Cosmopolitan”,  niczego  nie  zauważy.  Cała  operacja  powiodła  się 
nadzwyczajnie.  Mike  wyszedł  na  korytarz  na  bosaka,  po  czym  stojąc  już  na  wycieraczce, 
włożył buty. Na odchodnym zdołał jeszcze pocałować Julię, chociaż ona nie wiedziała, czy 
chce go w ogóle widzieć po tym, co się stało.  

Po wyprawieniu Mike’a wróciła do pokoju, do ojca.  
– To niesamowite, tato  – powiedziała. – Wystarczyło, że dotknęłam  tylko tej żarówki  i 

sama się naprawiła.  

Mike dopiero po upływie dziesięciu godzin od zdarzenia zdołał odzyskać pogodę ducha. 

Kiedy jednak raz ją odzyskał, nie potrafił przestać się śmiać.  Zwłaszcza kiedy przypominał 
sobie, jak poinformował  wszystkich zebranych, że wyszedł  kupić pączki,  a  Ida zdziwiła się, 
że właśnie to sugerowała Susan. Śmiał się również, kiedy przypominał sobie, jak poszukiwali 
jego ubrania i Julia wpełzła pod łóżko, zapominając o tym, że z tyłu jest zupełnie naga. Ach, 
ta  Julia!  Dawno  nie  spotkał  tak  wspaniałej  kobiety!  Dawno?  Nie  powinien  się  oszukiwać: 
nigdy  nie  spotkał  nikogo  tak  miłego,  czułego  i  obdarzonego  tak  wspaniałym  poczuciem 
humoru! Tylko co z tego? 

Śmiech  zamarł  mu  na  ustach,  kiedy  przypomniał  sobie,  że  dzień  jego  ślubu  zbliża  się 

wielkimi  krokami.  Caroline!  Czy  mógłby  ją  skrzywdzić?  Przecież  jest  taka  słaba  i  wiotka, 
taka  różna  od  innych  kobiet.  Julia  była  przy  niej  jak  przaśny  krupnik  przy  czarce  bulionu. 
Cały problem polegał na tym, że on nie lubił bulionu. Mdliło go na widok tej zupy.  

Włączył telewizor, żeby o tym nie myśleć. Właśnie nadawano jakiś teleturniej, na którym 

nie mógł się skoncentrować. Pstryknął więc po raz wtóry pilotem i obraz znikł.  

Pomyślał,  że  powinien  sprawdzić,  co  dzieje  się  u  Aarona.  Od  jakiegoś  czasu  z  jego 

pokoju  nie dobiegały żadne odgłosy, co źle wróżyło  ich żabie, Maćkowi. Żaba miała się w 
rzeczywistości nazywać  Maczek,  tak jak ta z popularnej  kreskówki,  ale  Aaron wymawiał  to 
imię po swojemu i w ten sposób Maczek został Maćkiem.  

Był  właśnie  w  drodze  do  pokoju  syna,  kiedy  usłyszał  pukanie  do  drzwi.  Drgnął 

gwałtownie. To mogło oznaczać, że za nimi stoi Julia.  

Już  chciał  je  otworzyć,  kiedy  z  pokoju  wybiegł  Aaron,  zupełnie  goły,  pomalowany 

trójkolorową pastą do zębów.  

– Ha, ha, Idianie z Maćkiem! – wykrzyknął.  
Nie  Indianie,  tylko  idioci, pomyślał Mike.  Konkretnie dwóch idiotów. Miał  nadzieję, że 

Julia nie zobaczy ich w tej sytuacji.  

background image

– Synku, idź do łazienki umyć się i przebrać.  
–  Ha,  ha,  Idianie  pokaziać  Maćka  –  wykrzyknął  chłopiec  i  zanim  ojciec  zdołał  go 

powstrzymać, śmignął mu pod ramieniem wprost do drzwi.  

Otworzył je na szerokość łańcucha, o którym Mike starał się już pamiętać, i wysunął dłoń 

przed siebie.  

– Aaron, nie możesz tak się pokazać Julii! – krzyknął Mike.  
– To nie Julia, to mama – powiedział Aaron, zerkając na korytarz.  

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

Mike  obserwował  przez  szparę  w  drzwiach,  jak  Victoria  rozsiada  się  na  łóżku  Aarona  i 

zaczyna rozmowę z chłopcem. Zastanawiał się, jaki jest cel tej nagłej wizyty oraz jak wpłynie 
ona na syna.  

Ubrany  już  Aaron  był  w  dalszym  ciągu  onieśmielony.  Nic  dziwnego,  skoro  znał  matkę 

głównie  z  kartek  pocztowych  z  dalekich  krajów  i  sporadycznych  rozmów  telefonicznych. 
Jednak  na  przykład  Julię  znał  od  niedawna,  a  już  tulił  się  do  niej  i  rozmawiał  jak  z  kimś 
bliskim. Dziwne, że nie udawało mu się to z Tory czy nawet z Caroline.  

Mike chrząknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę.  
– Victorio, czy to znaczy, że zakończyłaś już podróż po Gwatemali? – spytał.  
Zagadnięta skinęła głową.  
– Tak, a przedtem byłam w Szwajcarii. Rozumiem twoje rozczarowanie, że nie spadłam 

do  jakiejś  przepaści,  ale  cóż,  takie  jest  życie.  –  Zerknęła  na  syna.  –  Potem  jeszcze 
odwiedziłam Holandię. Wiesz, gdzie to jest, Aaronie? 

Chłopiec pokręcił głową. Przy matce starał się mówić jak najmniej.  
– W Europie – podpowiedziała mu. – Odłóż teraz te rupiecie. Kupiłam ci tam naprawdę 

świetne zabawki. Zaraz ci pokażę.  

Aaron zebrał swoje skarby, na które matka nawet nie zerknęła. Tory wstała i podeszła do 

drzwi.  

– Zaraz wracam – rzuciła.  
Mike mrugnął porozumiewawczo do syna, a następnie wyszedł za nią, chcąc jej pomóc. 

Nawet  nie  musiał  się  zastanawiać,  jaki  samochód  wynajęła.  Oczywiście,  był  to  jaguar  o 
metalicznym połysku. Przecież zawsze chciała być pierwsza i najlepsza. Patrzył na nią teraz 
zdziwiony, że zupełnie nic do niej nie czuje.  

Victoria otworzyła bagażnik  i zaczęła wyjmować z niego prezenty. Mike odbierał  je ze 

stoickim spokojem.  

–  Nie  poinformowałeś  mnie  o  przeprowadzce  –  powiedziała  chłodno.  –  Miałam  sporo 

kłopotu ze znalezieniem was. Czy o to chodziło? 

Mike postanowił nie dać się sprowokować.  
–  Po  prostu  zmieniłem  dzielnicę  –  wyjaśnił.  –  Gdybym  chciał,  nigdy  byś  mnie  nie 

znalazła.  

Spojrzała na niego z ukosa.  
– A tak, agent federalny! – Wydęła usta w pogardliwym grymasie.  
Mike  tylko  wzruszył  ramionami.  Teraz  miał  okazję  dokładnie  przyjrzeć  się  byłej  żonie. 

Nie  widział  jej  przez  rok.  W  tym  czasie  niewiele  się  zmieniła.  Może  tylko  jej  kasztanowe, 
falujące włosy były teraz nieco dłuższe. Poza tym wciąż miała doskonałą sylwetkę i cerę.  

– Posłuchaj, Tory, dlaczego właściwie tu przyjechałaś? – spytał mimowolnie.  
Victoria zamknęła bagażnik samochodu.  
– Proszę, a cóż to za pytanie! 

background image

– Tak samo dobre, jak każde inne. Mam nadzieję, że na nie odpowiesz.  
Victoria skrzyżowała ręce na piersiach.  
– Przyjechałam, żeby się spotkać z moim synem – odparła w końcu.  
– Twoim synem? – Mike zaakcentował pierwsze słowo. Tory położyła chłodną dłoń na 

jego ramieniu. Czuł ten chłód nawet przez koszulę.  

– Odpręż się. To krótka wizyta. Rzeczywiście chciałabym z tobą o czymś pogadać, ale to 

nic strasznego.  

Mike nie dał się zwieść jej zapewnieniom. Wiedział, że jedynym wspólnym tematem ich 

rozmów może być tylko Aaron. Miał też świadomość, że nie znaczyło to nic dobrego dla jego 
syna.  

– Kiedy wyjeżdżasz? – spytał nieufnie. Tory roześmiała się nieszczerze.  
– Przecież przed chwilą przyjechałam! Już chciałbyś się mnie pozbyć? 
Tak, właśnie na to miał największą ochotę. I Victoria oczywiście o tym wiedziała.  
– Kim jest Julia? – spytała nagle. Omal nie upuścił pakunków.  
– Skąd wiesz o Julii?! Victoria rozłożyła ręce.  
–  Sam  co  najmniej  dwa  razy  wymieniłeś  jej  imię,  kiedy  czekałam  pod  drzwiami  – 

stwierdziła. – Więc kim ona jest? I czy Caroline wie o niej? 

Po  raz  pierwszy  związki  rodzinne  pomiędzy  dwiema  paniami  pomogły  mu  wybrnąć  z 

niezręcznej sytuacji.  

– Julia jest kuzynką Caroline.  
Victoria zrobiła taką minę, jakby wiele się domyślała, ale nie chciała o tym mówić.  
– O, to bardzo wygodnie.  
Mike spojrzał na nią groźnie.  
– Co to ma, do licha, znaczyć?! 
– Ależ Mike, nie zapominaj, z kim rozmawiasz – powiedziała ze znaczącym uśmiechem. 

– Przecież widzę, że jesteś po uszy zakochany.  

 
Rozradowana Julia przeskoczyła przez gałązkę leżącą na chodniku, jakby grała w klasy i 

skręciła w stronę bloku Mike’a. Nagle osłupiała. Tuż przed nią stał Mike, odwrócony do niej 
tyłem,  i  rozmawiał  z  jakąś  niezwykle  elegancką  kobietą.  Mike  miał  w  rękach  pakunki,  a 
kobieta walizeczkę podróżną i oboje byli bardzo zajęci rozmową.  

Kiedy  kobieta  uśmiechnęła  się  do  Mike’a,  Julia  zacisnęła  wargi.  Przycisnęła  do  siebie 

mocniej prodiż, który niosła do Mike’a. Kim może być ta kobieta? I ciekawe, czy Caroline 
wie o jej istnieniu? 

Wiedziała jedno: Mike nie może jej teraz zobaczyć. Nie miała przecież żadnego prawa do 

tego, żeby interesować się jego życiem prywatnym. Stała tak, czując, że trzymane w prodiżu 
ciasteczka  zaczynają  jej  ciążyć  niczym  młyńskie  koło.  Spoglądała  na  całą  scenę 
wygłodniałym wzrokiem biedaka, który trafił na ucztę bogaczy.  

Kiedy  jednak  rozmówcy  podnieśli  głos  i  usłyszała  swoje  imię,  a  także  słowo 

„odpowiednia”, pomyślała, że czas znikać. Odwróciła się i już chciała skręcić za róg, kiedy 
ktoś nagle schwycił ją za nogi.  

background image

Nie, to nie mógł być Mike.  
– Mamo, tato! Zobaczcie, to Julia! – usłyszała pełen szczęścia głos Aarona.  
Mamo?  Może  się  przesłyszała.  Mimo  wszystko,  z  Aaronem  przyklejonym  do  nogi,  nie 

miała wyboru i  musiała  się odwrócić. Próbowała się nawet  uśmiechnąć,  ale mięśnie twarzy 
odmówiły jej posłuszeństwa.  

Mike  niemal  do  niej  podbiegł,  chociaż  w  rękach  wciąż  miał  pełno  paczek.  Tuż  za  nim 

pospieszyła ta wspaniała szatynka.  

–  Julio,  nie  spodziewałem  się  ciebie!  –  wykrzyknął.  Wyciągnęła  przed  siebie  prodiż, 

jakby to była tarcza, która obroni ją od złego.  

– Wiem. Upiekłam trochę ciasteczek.  
Wyciągnął  po  nie  ręce,  a  paczki,  które  trzymał,  natychmiast  posypały  się  na  chodnik. 

Szatynka  patrzyła  z  ironią,  jak  Mike  je  zbiera.  Julia  miała  okazję  dokonać  porównań  i 
stwierdzić,  że  ani  jej  dżinsy,  ani  bluza  nie  umywają  się  do  eleganckiego  stroju  tej  kobiety. 
Również  ciasteczka,  które  przyniosła,  nie  mogą  konkurować  z  prezentami  w  luksusowych 
opakowaniach.  

Skąd Mike, do licha, bierze te wszystkie kobiety?! 
Victoria, która najbardziej panowała nad sytuacją, uznała w końcu za stosowne przerwać 

ciszę.  

– Dzień dobry – powiedziała, wyciągając dłoń do Julii. – Jestem matką Aarona. Victoria 

Lane DeAngelo – przedstawiła się. – A pani z pewnością jest Julią? 

Julia zamrugała oczami, ściskając podaną jej dłoń. Zaraz, zaraz, czyżby światowej sławy 

pisarka i fotoreporterka była rzeczywiście matką Aarona?! Mike nigdy jej o tym nie mówił.  

– Tak, jestem Julia.  
– Julia psiniosła ciastećka. – Aaron pociągnął nosem. – Na pewno baldzo dobie.  
Wszyscy  zaczęli  patrzeć  na  prodiż,  który  Julia  wciąż  trzymała  w  dłoniach.  W  końcu 

Victoria uznała, że znowu powinna przejąć inicjatywę.  

–  To  może  wejdziemy  i  spróbujemy  tych  „doblych  ciasteciek”  –  zaproponowała.  – 

Będziemy mogły się lepiej poznać.  

Zabrzmiało to bardziej jak groźba niż zachęta i Julia żywiołowo zaprotestowała.  
Teraz nie miała już wyboru. Zerknęła bezradnie na Mike’a, a potem nagle uśmiechnęła 

się i wręczyła ciasteczka Aaronowi.  

– Proszę, kochanie – powiedziała. – Zobaczymy się później. Smacznego.  
Szybko pożegnała zebranych, przeszła spokojnie przez osiedle, z uśmiechem pozdrowiła 

sąsiadkę,  weszła  do  mieszkania  i  trzasnęła  drzwiami  tak,  aż  tynk  posypał  się  ze  ściany. 
Następnie, zaciskając pięści, zaczęła chodzić po przedpokoju. W końcu weszła do sypialni, tej 
samej,  w  której  niedawno  kochała  się  z  Mikiem,  i  rzuciwszy  się  na  łóżko,  zaczęła  walić 
pięściami w materac. To jej trochę pomogło, ale nie za bardzo.  

Przez  następną  godzinę  snuła  się  po  mieszkaniu,  nie  mogąc  znaleźć  dla  siebie  miejsca. 

Snułaby się pewnie dłużej, gdyby nie pukanie do drzwi.  

O  Boże,  tylko  nie  on,  pomyślała.  Gotowa  była  zapytać,  kto  to,  a  jeśli  to  będzie  Mike, 

poinformować go, że nie ma jej w domu.  

background image

Jednak  kiedy  usłyszała  na  korytarzu  jego  głos,  zmieniła  zdanie.  Otworzyła  drzwi, 

wciągnęła Mike’a do środka, a następnie trzasnęła nimi tak, że tynk ponownie posypał się na 
podłogę.  

– Julio, posłuchaj! 
–  Tylko  nic  nie  mów!  –  syknęła  przez  zęby,  zastanawiając  się,  dlaczego  w  ogóle  go 

wpuściła.  

Zaczęła znowu krążyć po mieszkaniu, a Mike starał się za nią nadążyć.  
–  Lepiej  milcz.  Jestem  tak  zła,  że  sama  nie  wiem,  do  czego  mogę  być  zdolna.  – 

Zatrzymała się nagle. – A właściwie powiedz mi jedną rzecz. Czy wiedziałeś, że twoja żona 
to ta słynna pisarka i fotoreporterka, która dostała Nagrodę Pulitzera?! 

Mike wzruszył ramionami.  
– No, wiedziałem, że coś tam dostała... – powiedział wykrętnie. – A poza tym, to moja 

była żona – dodał.  

Julia sapnęła niczym lokomotywa.  
– To dlaczego nic mi nie powiedziałeś?! Spojrzał na nią zbaraniałym wzrokiem.  
– A jakie to ma znaczenie? – spytał.  
Och, ci mężczyźni! Julia czuła się oszukana, zdradzona i wyszydzona.  
– Zresztą – podjął Mike – wydaje mi się, że coś ci o tym wspominałem.  
Julia potrząsnęła głową.  
– Powiedziałeś tylko, że lata na lotni w Holandii.  
– W Szwajcarii – poprawił ją. – W Holandii wysoko by nie poleciała.  
A tak, na paczkach, które widziała, znajdowały się napisy „Madę in Netherlands” i to ją 

zmyliło.  

–  Nieważne,  Mike.  –  Julia  złapała  się  za  głowę.  –  Zresztą  sama  się  mogłam  domyślić. 

Czytałam jej książki i artykuły. Widziałam zdjęcia na wystawach. Dlaczego mi to umknęło? 

– Bo tak naprawdę, to głupstwo – podsunął jej z żelazną konsekwencją Mike.  
Odsunęła się od niego na parę kroków. Burza jej rudych włosów zatańczyła w powietrzu.  
– Nie, Mike. To nie jest głupstwo. A wiesz dlaczego? Dlatego, że nie mogę konkurować z 

twoimi  kobietami.  Są  ode  mnie  lepsze!  No,  popatrz  na  mnie.  Nie  piszę  książek.  Nie 

wystawiam  swoich  prac  w  galeriach.  Nie  ratuję  samotnych  matek  i  młodocianych 
przestępców. Tak jak Caroline – dodała zaraz. – No i co ty na to, Mike? Tylko popatrz.  

Popatrzył,  ale  w  jego  oczach  nie  pojawiły  się  niesmak  czy  pogarda.  Pojawił  się  jednak 

groźny grymas, który widywała, gdy karcił Aarona.  

– Możesz się na chwilę uciszyć i przestać histeryzować?! – zapytał.  
Histeryzować? No tak, robi z niej histeryczkę! Julia jednak posłusznie zamilkła. Nie na 

długo jednak. Znowu zalała ją fala żalu.  

–  Och,  Mike!  –  jęknęła.  –  Dlaczego  pojawiłeś  się  w  moim  życiu?!  Wszystko  miałam 

poukładane, a teraz wydaje mi się to takie puste, bezbarwne...  

Znowu spojrzał na nią groźnie, więc umilkła i tylko łzy popłynęły jej po twarzy.  
– Nie wygłupiaj się, Julio. Jesteś wspaniałą kobietą. Potrząsnęła głową.  
– Nie, nie pocieszaj  mnie. Victorii  i  Caroline do pięt nie dorastam. – Julia wybuchnęła 

background image

szlochem. – Nie mogę z nimi rywalizować! A przecież cię kocham! 

To wyznanie sprawiło, że natychmiast podszedł do niej i wziął ją w ramiona. Początkowo 

przytuliła się do niego ufnie, ale potem zaczęła go odpychać.  

– Nie, Mike.  Nie dotykaj  mnie. Przecież nie jesteś wolny. Masz Caroline.  I swoją byłą 

żonę.  

Ręce Mike’a opadły w dół niczym dwie uschnięte gałęzie.  
Patrzył na Julię tak, jakby widział ją po raz pierwszy. Przez chwilę kręcił głową, a potem 

powiedział: 

– Mylisz się tak głęboko, że nawet nie wiem, od czego zacząć sprostowania. W każdym 

razie  nie  mogę  tego  zrobić  teraz,  kiedy  Tory  zabrała  Aarona.  Będziemy  musieli  jeszcze 
porozmawiać. Ale pamiętaj, Julio, że zupełnie nie masz racji.  

Julia spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem.  
– Co za Tory zabrała Aarona? – spytała z niepokojem. – I dlaczego pozwoliłeś? 
–  Victoria.  Moja  była  żona.  Wzięła  go  ze  sobą  do  Atlanty,  żeby  pokazać  rodzicom  – 

wyjaśnił Mike. – Chce wyjść po raz drugi za mąż. Za swojego wydawcę. – Mike zaśmiał się 
gorzko.  –  Spotkałem  go  kiedyś.  Jest  tak  samo  samolubny  jak  Tory,  więc  może  będzie  im 

razem dobrze.  

Julia nagle zapomniała o swoich problemach.  
– Czy... czy ona wróci? Rysy Mike’a stwardniały.  
–  O  tak,  na  pewno  –  stwierdził.  –  Przecież  nie  będzie  tracić  czasu  na  zajmowanie  się 

dzieckiem. Wystarczy, że się z nim od czasu do czasu pokaże.  

Julia nagle zrozumiała, że być może strasznie się przed chwilą wygłupiła. Victoria Lane 

DeAngelo być może nie jest jednak jej rywalką.  

– Przepraszam cię, ale byłam bardzo rozżalona – powiedziała. – Nagadałam ci głupstw. 

Nie gniewaj się, ale chciałabym teraz zostać sama.  

Patrzył na nią przez chwilę, jakby zastanawiał się, czy wyjść. Może myślał o tym, że jest, 

podobnie jak jego była żona, samolubna i nie potrafi patrzeć dalej czubka własnego nosa.  

– Dobrze – rzucił w końcu. I wyszedł.  
W  poniedziałek  koło  jedenastej  zadzwonił  jego  służbowy  telefon.  Mike  natychmiast 

podniósł słuchawkę. Maureen poinformowała go, że ma gościa. Panią o nazwisku... Mike nie 
słuchał. Powiedział, że się jej spodziewa i żeby wydać jej przepustkę.  

Następnie odłożył słuchawkę i odwrócił się do kumpla.  
–  Słuchaj,  Sal,  muszę  odebrać  gościa.  Przyszła  pani  Garcia  w  sprawie  tych  facetów  z 

Ybor City. Możesz przygotować jej papiery? 

Sal przerwał przeglądanie dokumentów w jednej z szafek i westchnął głęboko.  
–  Chodzi  o  te  oszustwa?  –  spytał,  a  Mike  skinął  głową.  –  O  Boże,  szkoda  staruszków. 

Dobra, przygotuję ci te dokumenty.  

Mike włożył marynarkę, bardziej po to, żeby zakryć kaburę pistoletu niż dla elegancji, i 

ruszył do drzwi.  

– Hej, Mike! – krzyknął za nim Sal, uderzony nagłą myślą. – Gdyby się okazało, że jest 

niczego sobie, to mogę ją przesłuchać zamiast ciebie.  

background image

– Świntuch! 
– Chrum, chrum – dobiegło do niego jeszcze, kiedy wychodził na korytarz.  
Wsiadł  do  windy  i  zjechał  na  dół.  Od  razu  skierował  się  do  Maureen,  długoletniej  i 

niezwykle rzeczowej pracownicy biura.  

– Gdzie jest pani Garcia? – spytał. Rozejrzał się raz jeszcze. – Nie widzę jej tutaj.  
– Kto taki? – Maureen odłożyła ołówek i spojrzała na Mike’a.  
–  Pani  Garcia  –  powtórzył  cierpliwie.  –  Przecież  dzwoniłaś  z  informacją,  że  czeka  na 

mnie jakaś kobieta.  

Recepcjonistka skinęła głową.  
–  Tak,  pani  Cochran.  Już  jej  wypisałam  przepustkę.  Poszła  do  toalety.  Wyglądała  na 

bardzo zdenerwowaną. Mam nadzieję, że to nic poważnego.  

Mike odruchowo pokręcił głową. Był trochę oszołomiony. Chciał nawet pójść za Julią do 

toalety, ale uznał, że tym razem jednak nie wypada.  

W  końcu  Julia  pojawiła  się  holu.  Przez  chwilę  milczeli,  a  następnie  Mike  wskazał  jej 

zaciszne miejsce za wielką palmą. Popatrzył na jej ubranie. Dżinsy i bluza? W poniedziałek? 

– Nie pracujesz? – zaczął rozmowę.  
– Nie. – Potrząsnęła głową. – Dzwoniłam do banku, że jestem chora.  
– A jesteś? – zaniepokoił się.  
Rzeczywiście nie wyglądała najlepiej. Miała cienie pod oczami i była trupio blada.  
– Tak. To znaczy, nie. Nie jestem w najlepszej formie, ale nic mi nie jest – dodała gwoli 

wyjaśnienia. – Chciałam z tobą porozmawiać.  

Mike wstał i wskazał jej ręką drogę.  
– Wobec tego chodźmy – powiedział. – Już wziąłem twoją przepustkę.  
Julia rozejrzała się dokoła.  
– Jakoś dziwnie się tutaj czuję – stwierdziła. – Jakbym szła na przesłuchanie.  
– Nic się nie stanie, jeśli będziesz ze mną. Nie odchodź ani na krok, bo cię zastrzelą.  
Spojrzała na niego rozszerzonymi ze strachu oczami.  
– To oczywiście żart – powiedziała niepewnie. Mike uśmiechnął się pod nosem.  
– Możliwe – stwierdził. – Chodźmy.  
Mike szedł pewnie przed siebie, czując za sobą lekkie kroki Julii. Wiedział, że jest tuż za 

nim. Nikt z gości oczywiście nie traktował poważnie groźby zastrzelenia, ale jakoś wszyscy 
potem starali się trzymać blisko niego. Tak na wszelki wypadek.  

Czuł  zapach  Julii.  Słyszał  jej  oddech.  Oddech  kobiety,  którą,  jak  mu  się  wydawało, 

kochał.  Jednak  czy  mogło  to  wystarczyć?  Nie  wystarczyło  w  wypadku  Tory.  A  jak  będzie 
teraz? 

Zatrzymali się w pobliżu windy i Mike omal nie palnął się w czoło. Cóż on najlepszego 

robi?  Traktuje  Julię  jak  wroga  tylko  dlatego,  że  kiedyś  nie  wyszło  mu  z  inną  kobietą!  To 
przecież głupota! 

I w tym momencie pomyślał też, że za półtora miesiąca powinien ożenić się z Caroline.  

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 

–  Ja  tylko  żartowałem,  stary.  Ale  mimo  wszystko  bardzo  ci  dziękuję  –  powiedział  Sal, 

taksując Julię wzrokiem.  

Wstał i wyciągnął w jej stronę rękę.  
– Miło mi panią poznać, pani Garcia – powiedział z uśmiechem.  
Julia spojrzała najpierw na niego, a potem na Mike’a, nie bardzo wiedząc, co się dzieje. 

Przypuszczała tylko, że z niej żartują.  

–  Siadaj,  Pomerantz  –  powiedział  Mike.  –  To  nie  jest  pani  Garcia.  Możesz  schować  te 

papiery – dodał, wskazując swoje biurko.  

Sal zamrugał oczami. Mimo to nie cofnął swojej wielkiej łapy.  
– Tym milej mi panią poznać. – Potrząsnął dłonią Julii. – Proszę mi mówić Sal.  
– Ja jestem Julia Cochran.  
Mike spojrzał znacząco na kumpla, który miał właśnie zasiąść za swoim biurkiem.  
– Czy mógłbyś nas zostawić na parę minut samych? – spytał. Sal udawał zaskoczonego. 

W końcu jednak wstał i skierował się do wyjścia.  

– Podoba mi się – szepnął do Mike’a, przechodząc obok niego, jednak na tyle głośno, że 

Julia również go dosłyszała i oczywiście się zaczerwieniła.  

Zostali  sami.  Mike  nagle  przypomniał  sobie  o  formach  towarzyskich  i  zaproponował 

Julii, żeby usiadła. Przez chwilę milczeli, nie bardzo wiedząc, co dalej. Julia zaczęła bawić się 

paskiem od torebki. Mike poczuł, że robi mu się gorąco, więc zdjął marynarkę i powiesił ją na 
poręczy krzesła. Przez chwilę zastanawiał  się, dlaczego Julia patrzy na niego w tak dziwny 
sposób. Dopiero po chwili domyślił się, że zaniepokoił ją widok pistoletu.  

Odruchowo dotknął kabury.  
– Zawsze noszę go w pracy – wyjaśnił.  
– Rozumiem.  
Znowu  zapadła  cisza.  Mike  przypomniał  sobie,  ile  kobiet,  czasami  bardzo  ładnych, 

przesłuchiwał w tym pokoju. A teraz nie miał odwagi zapytać Julii, po co przyszła. – Mike, 
ja... – urwała nagle.  

– Tak? 
Spuściła  oczy  i  zaczęła  mówić,  szybko,  jakby  to  była  kwestia,  której  wyuczyła  się 

wcześniej.  

–  Mike,  wiem,  że  nie  mam  do  tego  prawa,  ale  postanowiłam  o  ciebie  walczyć.  Chcę, 

żebyś wiedział, co czuję. I pragnę ci uświadomić, że nie jest to dla mnie łatwe...  

Julia coraz bardziej kurczyła się na swoim krześle. Mike nie mógł już dłużej patrzeć, jak 

ona się męczy. Podszedł do niej i położył dłoń na jej głowie.  

– I co mam teraz z tobą zrobić? Pochyliła się jeszcze bardziej.  
– Przepraszam, wiem, że nie powinnam tutaj przychodzić. Zaraz sobie pójdę.  
Mike pogłaskał ją po włosach.  
– Nie, nie wychodź – poprosił. – Daj mi tylko trochę czasu. Podszedł do okna i wyjrzał na 

background image

zewnątrz.  Dzień  był  trochę  pochmurny,  ale  nie  padało.  Kogo  chciał  oszukać?  Przecież 
wiedział, co powinien teraz powiedzieć.  

–  Mój  ojciec  był  zawodowym  wojskowym  –  zaczął.  –  Admirałem.  Musieliśmy  za  nim 

jeździć od bazy do bazy, Nigdy tak naprawdę nie miałem domu. Wszyscy koledzy w szkole 
mi zazdrościli.  

Julia przez chwilę milczała, a potem uniosła nieco głowę.  
– Wcale się im nie dziwię – stwierdziła. – Gdzie mieszkają teraz twoi rodzice? 
–  W  Oklahoma  City  –  odparł.  –  Byłem  jedynakiem,  więc  Aaron  jest  ich  jedynym 

wnukiem.  

– W takim razie pewnie bardzo za nim tęsknią. Dzieli was taka duża odległość.  
– Tak. Jeździmy tam czasami albo oni tu przyjeżdżają. Na razie to wystarcza, ale wiem, 

że wszystko się zmieni, kiedy Aaron zacznie szkołę.  

Znowu zapadło milczenie. Mike zastanawiał się, jak dalej poprowadzić tę rozmowę.  
– Ojciec przekazał mi wartości, w które naprawdę wierzę. Może to zabrzmi śmiesznie, ale 

kocham  ten  kraj  i  chcę  go  bronić.  Wstąpiłem  do  FBI  zaraz  po  skończeniu  studiów  w 
Oklahomie.  

Skinęła głową.  
– To do ciebie pasuje. Jesteś człowiekiem zdecydowanym i pewnym swoich racji.  
Spojrzał na nią niemal z urazą.  
– Byłem – rzucił tylko.  
Julia nie śmiała spytać, co to znaczy. Po chwili Mike podjął swój monolog: 
– Spotkałem Tory na studiach. Pobraliśmy się zaraz po ich skończeniu. Było nam razem 

dobrze. Szybko urodził się Aaron. I właśnie wtedy okazało się, że Tory zaczyna robić karierę. 
Dostała  bardzo  ciekawą  propozycję  pracy.  Zaczęła  odwiedzać  wystawy.  Uznała,  że 
potrzebuje tego bardziej niż rodziny. Wówczas wzięliśmy rozwód.  

– Nie chciała zatrzymać Aarona?  
Mike roześmiał się gorzko.  
–  Tylko  by  jej  przeszkadzał.  –  Milczał  przez  chwilę.  –  Później  przeniesiono  mnie  do 

Atlanty, potem do Bostonu, a teraz jestem tutaj.  

Julia pokiwała głową. Nareszcie zaczynała rozumieć, o co mu chodzi.  
– A teraz Caroline ma stworzyć dla niego prawdziwy dom? – spytała. – Bez wyjazdów. 

Bez przedszkoli.  

Mike odwrócił się do niej.  
–  Spotkaliśmy  się  niecały  rok  temu.  Rozmawialiśmy  o  dzieciach.  Caroline  uwielbia 

dzieci. Pomyślałem, że będzie doskonałą matką dla Aarona. I właśnie kiedy się zaręczyliśmy, 

przeniesiono mnie tutaj.  

Znowu pokiwała głową.  
– No tak, FBI nie ma szacunku dla rodziny – stwierdziła.  
– Kochasz ją? 
Dosyć często zadawał sobie ostatnio to samo pytanie.  
– Lubię w niej wiele rzeczy – odparł wymijająco.  

background image

– Ja też, ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie.  
– Poprosiłem ją o rękę, a ja traktuję poważnie to, co mówię. Julia westchnęła. Wiedziała, 

że to nie będzie łatwa rozmowa.  

– W dalszym ciągu nie udzieliłeś mi odpowiedzi.  
Mike czuł się jak osaczone zwierzę. Jeszcze przed chwilą był pewien, że kocha Julię i że 

tylko  z  nią  może  być  szczęśliwy.  Ale  teraz  nie  wiedział  już  nic.  Gdzieś  z  otchłani  pamięci 
wyłoniła  się  twarz  Victorii,  która  powtarzała  jedno  pytanie:  „Czy  mnie  kochasz?  Czy  mnie 
kochasz? Czy mnie kochasz?” 

–  A  co  to  ma  za  znaczenie?!  –  wybuchnął  w  końcu.  –  Caroline  przynajmniej  siedzi  w 

domu i nie robi kariery! Będzie doskonałą matką! 

W oczach Julii pojawiły się łzy.  
– Myślisz, że jestem taka jak twoja była żona? – bardziej stwierdziła niż spytała.  
Mike pokiwał smętnie głową.  
– Przynajmniej jeśli idzie o pracę zawodową.  
Julia wstała, zapominając o torebce, która upadła na szarą wykładzinę.  
– A czy zależy ci na mnie?! – niemal krzyknęła. Nie, nie potrafił skłamać.  
– Bardziej niż przypuszczasz.  
– Więc dlaczego nie wyciągniesz z tego ostatecznych  wniosków?! Dlaczego nie chcesz 

ożenić się ze mną?! 

Mike tylko pokręcił głową.  
–  Mam  już  narzeczoną  –  powiedział.  –  To  nie  byłoby  honorowe,  gdybym  wycofał  się 

półtora miesiąca przed ślubem.  

Julia patrzyła na niego nie widzącymi oczami.  
– Myślisz, że będzie bardziej honorowo, jeśli ożenisz się z niewłaściwą osobą? – spytała, 

kładąc ręce na biodrach. – Może od razu powiedz jej, że jej nie kochasz i robisz to tylko z 
obowiązku.  

Pozostał mu już tylko tępy upór.  
– Dałem słowo.  
Julia milczała przez chwilę. Czyżby zastanawiała się, jakich argumentów jeszcze użyć? 

Jak go przekonać? W jaki sposób najlepiej do niego dotrzeć? 

–  Dobrze,  to  chyba  już  wszystko.  Nie  mam  nic  więcej  do  powiedzenia  –  stwierdziła  w 

końcu. – Moim zdaniem postępujesz nieuczciwie nie tylko w stosunku do siebie samego, ale 
też  Caroline.  Wydaje  ci  się,  że  wszystkie  pracujące  kobiety  muszą  prędzej  czy  później 
opuścić swoje rodziny. Ponieważ wbiłeś to sobie do głowy, nikt nie zdoła cię przekonać, że 
może być inaczej.  

Przestąpiła leżącą na podłodze torebkę i podeszła do Mike’a.  
– Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi – powiedziała. – Chyba rozumiesz, dlaczego nie 

będę na ślubie.  

Mike  buntował  się  przeciwko  własnej  decyzji.  Chciał,  żeby  Julia  go  od  niej  odwiodła. 

Jednak teraz, po tym, co się stało, nie mógł już niczego odwołać.  

– Przykro mi, Julio – powiedział.  

background image

–  Mnie  tym  bardziej.  –  Rozejrzała  się  dokoła.  –  Dobrze,  że  to  nie  łazienka.  I  że 

przynajmniej raz ja będę mogła wyjść od ciebie.  

 
Julia szybko przeszła przez korytarz, nie dbając o to, że ktoś może ją zastrzelić. Zjechała 

windą do holu i chciała wyjść, ale jakaś starsza kobieta domagała się od niej przepustki. Nie 
miała żadnej przepustki. Dopiero po telefonie, pewnie od Mike’a, jakoś ją puścili.  

Łzy płynęły jej po policzkach, kiedy wyszła z budynku FBI, ale rozszlochała się na dobre 

dopiero po wejściu do samochodu.  

– Idiota, kompletny idiota – powtarzała do siebie.  
Czuła się upokorzona i zdradzona. W końcu udało jej się znaleźć ligninowe chusteczki w 

schowku samochodu i wytrzeć nos. Jednak później znowu dostała spazmów. Płakała, wcale 
się  nie  hamując.  Nie  dbała  o  to,  że  ktoś  w  tej  chwili  może  ją  zobaczyć.  Nagle  usłyszała 
pukanie w szybę samochodu. O Boże! 

– Julio.  
Załzawionymi  oczami  popatrzyła  na  stojącego  na  zewnątrz  mężczyznę.  Był  nim  Sal. 

Szybko wytarła oczy i wysiadła.  

– O co chodzi? – spytała.  
– Zostawiłaś torebkę. –  Sal  wrzucił ją przez otwarte drzwi do samochodu. – Nic  ci  nie 

jest? 

– Nie, nic takiego – odparła i znowu zaniosła się łkaniem.  
Nawet nie protestowała, kiedy Sal wziął ją w ramiona. Płakała, czując przy policzku jego 

wykrochmaloną  białą  koszulę.  Sal  był  od  niej  wyższy  o  głowę  i  miał  potężne  bary,  co 
powodowało, że czuła się bezpiecznie.  

– Zdaje się, że powinienem dać w zęby pewnemu kowbojowi z Oklahomy – powiedział.  
–  Mógłbyś  to  dla  mnie  zrobić?  Chętnie  bym  ci  pomogła.  Julia  ponownie  wytarła  oczy. 

Obecność Sala spowodowała, że czuła się teraz lepiej.  

 Jasne. Ja będę walił w zęby, a ty niżej.  
Julia  zdołała  nawet  się  uśmiechnąć.  Jak  to  dobrze,  że  nie  zrobiła  przed  wyjściem 

makijażu, bo teraz rozmazałby się pewnie po całej twarzy.  

–  Wiesz,  Sal,  fajny  z  ciebie  facet  –  powiedziała.  –  W  zasadzie  to  powinnam  wyjść  za 

ciebie.  

Sal z powagą skinął głową.  
– Też tak uważam – powiedział. – A prawda, dobrze, że mi przypomniałaś.  
Sięgnął  do  wewnętrznej  kieszeni  marynarki  i  wyjął  z  niej  plastikową  kulę,  w  której 

zwykle znajduje się guma do żucia wraz z niespodzianką. Gumy już nie było, ale Sal wyjął z 
kuli  nieprawdopodobny  złoty  pierścionek,  który  zamrugał  w  świetle  dnia  swoim  kocim 
oczkiem.  

– To dla ciebie. – Wręczył jej pierścionek. – Na szczęście. Julia natychmiast zakochała 

się w nim bez pamięci. Nigdy nie spotkała takiego faceta.  

– Och, jaki piękny. – Położyła sobie pierścionek na dłoni.  
– Chciałem ci jeszcze kupić wodę mineralną, ale bałem się, że odjedziesz.  

background image

Julia posłała mu swój blady uśmiech.  
– W tym stanie nie zajechałabym daleko – powiedziała.  
– Myślałem, że będziesz tańczyć z radości, iż pozbyłaś się takiego sobka jak Mike.  
Spojrzała na niego ze zdziwieniem.  
– Skąd wiedziałeś, że się pozbyłam? – spytała. Sal tylko machnął ręką.  
–  Wystarczyło  na  niego  spojrzeć.  Wyglądał  jak  siedem  nieszczęść.  Wręczył  mi  tylko 

torebkę i powiedział, że to twoja. Sam się musiałem domyślić, co dalej robić.  

Julia nagle spochmurniała i wyciągnęła do niego rękę z pierścionkiem.  
– Nie mogę go przyjąć – oświadczyła. – Jest zbyt ładny. Sal potrząsnął głową.  
–  Weź  go.  Kosztował  tylko  pięć  dolców.  Oczywiście  z  gumą,  ale  gumę  już  zużyłem. 

Tylko nie noś go, bo ci zafarbuje palec na zielono.  

Julia pokręciła głową.  
–  Nie  zależy  mi.  –  Schowała  pierścionek  do  kieszeni  dżinsów.  –  Dzięki,  Sal.  Jesteś 

naprawdę bardzo miły.  

Sal rozejrzał się dokoła.  
– Tylko nie powtarzaj tego tutejszym przestępcom. Muszę dbać o swoją reputację.  
Uniosła dłoń do góry jak w sądzie.  
– Obiecuję.  
Na  jego  brzydkiej  twarzy  znowu  pojawił  się  uśmiech.  Tak  niewiele  mu  trzeba  było  do 

szczęścia.  

Pod  wpływem  impulsu  znowu  przywarła  do  niego  na  moment  i  objęła  go.  Miała 

wrażenie, że Sal rozumie zarówno ją, jak i Mike’a, chociaż nie wiedziała dlaczego. Może po 
prostu był tego rodzaju facetem.  

Na koniec Sal poklepał ją po plecach.  
– Dobra z ciebie dziewczyna – powiedział.  
– To zależy – powiedziała, a potem raz jeszcze powtórzyła to sobie cicho: – To zależy.  
Minuty  ciągnęły  się  jedna  za  drugą  Wiedziała,  że  powinna  już  iść,  ale  nie  miała  na  to 

najmniejszej ochoty. Zdawała sobie sprawę, że gdy tylko znajdzie się w domu, znowu zacznie 
płakać.  

– Czas już na mnie – powiedziała w końcu. – Dobry z ciebie kumpel, Sal. Mike ma tutaj 

prawdziwego przyjaciela.  

Sal przestąpił z nogi na nogę.  
– Obawiam się, że dzisiaj będzie innego zdania – rzekł z namysłem. – Chyba jednak dam 

mu w zęby.  

Julia uśmiechnęła się już jakby nieco weselej.  
– Dzięki.  
Julia patrzyła za nim. Już prawie wchodził do budynku, kiedy odwrócił się i krzyknął do 

niej: 

– DeAngelo to skończony idiota! Pomachała mu tylko ręką na pożegnanie.  

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

–  Posłuchaj,  mamo,  ty  to  zaczęłaś  i  ty  pomożesz  mi  skończyć.  Nawet  nie  próbuj  się 

wykręcać – powiedziała Julia, mocno ściskając słuchawkę w dłoni.  

Po rozmowie z Salem postanowiła się nie poddawać. Ale co innego postanowienie, a co 

innego działanie. Jednak teraz, po dwóch dniach płaczu, stwierdziła, że  nareszcie przyszedł 
jej czas.  

– Co tam znowu zaczęłam? – usłyszała mało przytomny głos matki. – Nie, Jack, zmień 

kanał na jedenasty. Tak, na jedenasty. Chcę obejrzeć wiadomości. Tak, wiem, że rozmawiam 
przez telefon, ale za chwilę skończę. To tylko Julia, na miłość boską.  

Tylko Julia. Te słowa ubodły ją swoją bezwzględnością.  
– Czy możesz mnie w końcu wysłuchać, mamo?! 
– Tak, kochanie. Słucham cię cały czas – zapewniła ją Ida. – Powiedz mi, co zaczęłam.  
–  Chodzi  o  Mike’a.  Uznałam  w  końcu,  że  miałaś  rację  i  że  będzie  dla  mnie  idealnym 

mężem – oświadczyła. – Czy pomożesz mi go odzyskać? 

– Nie – padła krótka odpowiedź.  
Tego Julia się nie spodziewała. Na moment odłożyła słuchawkę, patrząc tępo w ścianę.  
– Dlaczego? – spytała po chwili milczenia.  
– No wiesz, Caroline jest członkiem rodziny.  
– A ja kim jestem? – spytała żałośnie Julia.  
–  To  co  innego,  kochanie.  Nie  można  zabierać  męża  jednej  osobie  z  rodziny  i  dawać 

drugiej. Może dojść do niesnasek.  

Julia zacisnęła pięści.  
– Już dochodzi – mruknęła.  
–  Nie,  kochanie.  Ja  nie  mam  zamiaru  się  z  tobą  kłócić.  Powiedziałam,  co  miałam  do 

powiedzenia, i już nie poruszajmy tego tematu.  

Julia aż się zagotowała w środku. Cała matka! Najpierw narobi bałaganu, a potem umywa 

ręce! Udaje niewiniątko! 

– Czy mam ci przypomnieć, jak się zaczęła ta cała historia?! I co ci wtedy mówiłam?! 
Ida chrząknęła.  
– No tak, a powiedz, co z twoim awansem? – próbowała zmienić temat.  
– Dostałam – odparła ponuro Julia.  
– Och, świetnie! Zaraz powiem ojcu.  
Julia  chciała  zaprotestować,  ale  matka  natychmiast  odłożyła  słuchawkę.  Chyba  zmusiła 

ojca, żeby podszedł do telefonu, ponieważ po chwili usłyszała w słuchawce głos Jacka.  

– Cześć, tato... Tak, też się cieszę... Nie wiem jeszcze, czy przyjmę... Nie, nie chodzi o 

przyjęcie. Nie mam czasu na przyjęcia... Co? Mama może urządzić?... W piątek o siódmej?... 
Zaprosić wszystkich znajomych z banku?...  

Julia przysiadła z przerażenia. To było przecież ponad pięćdziesiąt osób. Tylko Ida mogła 

wpaść na tak szaleńczy pomysł.  

background image

– Dobrze, dobrze, zaproszę wszystkich... Posłuchaj, tato, opowiem o tej pracy w piątek, 

dobrze?... Ktoś od paru minut dobija się do drzwi. Muszę otworzyć... Tak, dziękuję i pozdrów 
mamę.  

Julia z ulgą odłożyła słuchawkę. Nikt  nie dobijał się do drzwi,  ale dzięki tej wymówce 

mogła przerwać absurdalną rozmowę.  

W tym momencie rozległo się pukanie. No tak, kara za kłamstwo. Zapinając bluzkę, Julia 

przeszła do przedpokoju i bez pytania otworzyła drzwi.  

– Mike?! 
Stał  za  progiem  z  ramionami  skrzyżowanymi  na  piersi.  Na  widok  Julii  zdjął 

przeciwsłoneczne okulary.  

– Zaskoczona? – spytał.  
– Raczej zaszokowana.  
Mike włożył okulary do wewnętrznej kieszeni marynarki.  
– Mogę wejść? – Nie.  
Mike przestąpił z nogi na nogę.  
– No tak... posłuchaj, Julio...  
– To raczej ty posłuchaj, Mike – przerwała mu. – Dwa dni temu zrobiłam z siebie idiotkę. 

Ale w końcu wypłakałam się i mam już ciebie dosyć.  

Spojrzała mu prosto w oczy, z nadzieją, że nie zauważy, iż ona kłamie. Cóż łatwiejszego 

niż  rzucić  się  w  teraz  w  jego  ramiona,  pomyślała.  Cóż  łatwiejszego,  a  jednocześnie 
głupszego? 

Przez chwilę mierzyli się wzrokiem.  
–  Wcale  tak  nie  myślisz  –  zawyrokował  w  końcu.  Ciekawe,  na  jakiej  podstawie  tak 

twierdził? Czyżby dostrzegł coś w jej oczach? 

– Tym razem się mylisz – oświadczyła. – Naprawdę już z tobą skończyłam.  
Chciała zamknąć drzwi, ale Mike zatrzymał je nogą. Miał chyba wyćwiczony ten gest.  
– A ja skończyłem z Caroline – rzucił od niechcenia. Julia poczuła się tak, jakby wielki 

głaz zwalił się jej na głowę.  

Powinna  teraz  tańczyć  z  radości.  Zwycięstwo  przyszło  tak  łatwo.  Aż  nazbyt  łatwo. 

Jeszcze przed chwilą prosiła Idę, żeby pomogła jej odzyskać Mike’a, a tutaj proszę, sam Mike 
łasił się jej do stóp. Wróciły do niej wspomnienia poniedziałkowych upokorzeń.  

– A co mnie to obchodzi? – rzuciła, jak jej się wydawało, lekkim tonem.  
Mike zmarszczył brwi i na jego czole pojawiły się dwie pionowe bruzdy.  
– Powinno – powiedział. – Ponieważ chcę być z tobą.  
Zachowanie  Julii  w  tym  momencie  zaskoczyło  nawet  ją  samą.  Nie  wiedząc  czemu, 

wydęła pogardliwie wargi i spojrzała na Mike’a z ukosa.  

– Dlaczegóż to podjąłeś tak szybką decyzję? – zapytała kpiąco. – W poniedziałek byłeś 

zdecydowany  na  coś  zupełnie  innego.  Czekaj,  dzisiaj  mamy  środę.  Ciekawe,  czy  do  piątku 
jeszcze raz zmienisz zdanie i uznasz, że jednak wolałbyś nie mieć pracującej żony.  

Mike spuścił wzrok. Czuł się winny tego, co się stało.  
–  Wiesz,  rozmawiałem  potem  z  Salem  i  musiałem  wszystko  przemyśleć  –  przyznał.  – 

background image

Doszedłem do wniosku, że oboje macie rację.  

Julia wyobraziła sobie tę rozmowę i uśmiechnęła się lekko. Kochany brzydal. Można na 

niego liczyć.  

– Mamy rację? – powtórzyła. – Co chcesz przez to powiedzieć? 
–  No,  chodzi  o  Caroline  –  mruknął  niechętnie.  –  To  byłoby  nieuczciwe  również  w 

stosunku do niej. A Sal powiedział, że jeśli cię stracę, to nie chce mnie więcej widzieć i sam 
się z tobą ożeni.  

– Aha, więc jesteś tu z powodu Sala? Przynajmniej w pewnym sensie.  
Mike spojrzał na nią, jakby chciał przeniknąć jej grę.  
– Jasne, przecież widziałaś, że nie mam z nim szans. To olbrzym.  
– Ale ma dobre serce i nie bije niedorozwiniętych. Mike uśmiechnął się do Julii.  
– Daj spokój – powiedział. – Przecież wiesz, że jestem tu tylko z twojego powodu.  
Coś ją nagle tknęło. Przypomniała sobie wczorajszą pocztę.  
– Czy rozmawiałeś już z Caroline? – Mike pokręcił przecząco głową. – A nie uważasz, że 

powinieneś najpierw ją poinformować o swojej decyzji? 

Rozłożył ręce.  
– Myślałem, że będziesz zadowolona.  
– Zadowolona? Dlatego, że rujnujesz życie mojej kuzynce? Zaczekaj chwilkę.  
Zostawiła go przed drzwiami, nie pozwalając wejść do środka, sama natomiast cofnęła się 

do przedpokoju i szybko znalazła kremową kopertę zaadresowaną ozdobnym pismem. Kiedy 
wróciła, Mike wciąż stał u progu mieszkania.  

– Popatrz, dostałam to wczoraj po południu – oznajmiła, podsuwając mu pod nos kopertę. 

– Poznajesz? To wasze zaproszenia.  

Mike poluzował tylko węzeł krawata.  
– Do licha, pospieszyła się nieco – jęknął. – No tak, będzie trochę zamieszania. Czy to z 

powodu tego zaproszenia tak się zachowujesz? – spytał ją na koniec.  

Julia wzięła się pod boki.  
– To znaczy, jak? 
– Jakby cię coś ugryzło.  
Julia gniewnie potrząsnęła głową.  
– Jakby mnie coś ugryzło? Wiesz, ugryzło mnie już w poniedziałek, kiedy wyznałam ci 

miłość, kiedy się upokorzyłam i zostałam odrzucona. To właśnie wtedy mnie ugryzło i zjadło. 
Nie chcę cię znać.  

Mike  przez  chwilę  patrzył  na  nią  nie  widzącymi  oczami.  Jeszcze  bardziej  poluzował 

węzeł krawata, a na jego twarzy pojawił się wyraz determinacji.  

–  Muszę  sprawdzić,  czy  nie  kłamiesz.  –  Mike  przestąpił  próg  i  bez  uprzedzenia 

przyciągnął Julię ku sobie.  

Przytknął wargi do jej ust, a Julia zdołała mu się opierać jedynie przez pierwszych parę 

sekund. Potem sama zaczęła go całować. Coraz mocniej i namiętniej.  

– Nie! 
W pewnym momencie udało jej się wyrwać i oprzeć plecami o framugę drzwi. Nie czuła 

background image

się tu jednak bezpiecznie. Mike spojrzał na nią szyderczo i założył ręce na piersiach.  

– Kłamałaś – stwierdził.  
– Co niby nieprawdziwego powiedziałam? 
– Że ci na mnie nie zależy – padła odpowiedź. Spojrzała na niego szyderczo. Jego rozwój 

intelektualny rzeczywiście nie nadążał za fizycznym.  

– Nigdy nie mówiłam, że mi na tobie nie zależy – zaprotestowała. – Mówiłam tylko, że 

nie chcę cię znać. Gdyby mi na tobie nie zależało, w ogóle nie byłoby tej rozmowy. Zresztą i 
tak już pogubiłam się w tym wszystkim i nie wiem, o co chodzi.  

Mike uśmiechnął się do niej. Minę miał bardzo pewną siebie.  
– O to, że zrywam z Caroline, żeby być z tobą – wyjaśnił.  
– I wyglądasz na bardzo zadowolonego z tego powodu – zauważyła. – Boże, strzeż mnie 

przed facetami, którzy z uśmiechem niszczą życie innej kobiecie.  

Mike przesunął dłonią po włosach.  
– Nie sądzę, żebym niszczył jej życie – powiedział. – Wręcz przeciwnie, pewnie by się 

tak stało, gdybym się z nią ożenił.  

Julia spojrzała na kopertę, która wypadła jej z ręki i leżała teraz na podłodze pomiędzy 

nimi.  

– No tak, ale Caroline jeszcze o tym  nie wie –  przypomniała. –  I nie wiedzą ci, którzy 

dostali od niej zaproszenia, – Caroline nie wysyła zaproszeń – sprostował odruchowo Mike. – 

To robota Reginalda.  

– Szkoda, że ten Reginald nie skłonił jej do przemyślenia całej sprawy.  
Mike tylko skinął głową.  
– Szkoda.  
Julia  myślała  jeszcze  przez  chwilę  i  stwierdziła,  że  nadszedł  czas  wielkiej  próby. 

Zobaczy, co teraz powie Mike.  

–  Właśnie  dostałam  awans  –  poinformowała  go.  –  Będę  wiceprezesem  First  Southern 

Bank.  

Nie  dodała  tylko,  że  jeszcze  nie  przyjęła  nominacji  i  że  w  ogóle  zastanawia  się,  czy  to 

zrobić.  

–  Gratulacje.  –  Mike  rozejrzał  się  dokoła.  –  Teraz  pewnie  będziesz  mogła  sobie  kupić 

domek. Nareszcie zaczniesz żyć pełnią życia.  

Jeśli tak miałaby wyglądać pełnia życia, to wolałaby od razu położyć się do grobu. Praca, 

zebrania,  zebrania,  praca.  Miała  jednak  nadzieję,  że  zachowa  sporo  wolnego  czasu  i  będzie 
miała  ochotę,  żeby  z  niego  korzystać.  Stwierdziła  jednak,  że  w  tym  momencie  dotarła  do 
istoty konfliktu, który istniał między nią a Mikiem.  

– Nie traktuję tego w ten sposób – powiedziała. – Po prostu chcę pracować.  
– Ale czy będziesz na mnie czekać, kiedy przyjdę z pracy? Czy stworzysz mi dom? 
– I wyjedziesz, kiedy cię gdzieś przeniosą? – wpadła mu w słowo. – Nie, Mike, nie chcę 

być twoją podporą. Podpory zwykle się wyrzuca, kiedy nie są już potrzebne.  

Mike potrząsnął głową.  
– Do diabła z podporami! – niemal krzyknął. – Czy nie widzisz, że chcę ciebie?! Że tylko 

background image

na tobie mi zależy?! 

Julia patrzyła na niego ze smutkiem.  
–  Tylko  widzisz,  Mike,  ja  to  nie  tylko  ja,  ale  także  moja  praca  i  to  wszystko,  co  mnie 

otacza – stwierdziła filozoficznie.  

– Do diabła z pracą! Przecież cię kocham! Julia cofnęła się w głąb mieszkania.  
– Czasami okazuje się, że to nie wystarcza – szepnęła. – Idź już, Mike. Chcę zostać sama. 
 
Julia  omal  nie  upuściła  kieliszka,  kiedy  Mike  wkroczył  na  przyjęcie  urządzone  na  jej 

cześć.  Działo  się  to  w  piątek  koło  ósmej.  Najpierw  pomyślała,  że  się  wdarł  podstępem,  ale 
potem zaczęła węszyć w tym robotę Idy.  

Spojrzała na Charlene, z którą właśnie rozmawiała.  
– Przepraszam cię, ale muszę iść zabić swoją matkę – powiedziała.  
Asystentka uśmiechnęła się do niej znad swojego kieliszka.  
– Proszę pamiętać, że proponowałam pomoc.  
– Dziękuję, może następnym razem.  
Julia starała się przemykać nie zauważona między gośćmi, co okazało się dosyć trudne, 

ponieważ  była  bohaterką  wieczoru.  Kątem  oka  zauważyła,  jak  ojciec  wita  się  z  Mikiem  i 
klepie go serdecznie po ramieniu. I ty, Brutusie? pomyślała.  

W końcu udało jej się dotrzeć do Idy, która informowała szeroko dwóch członków rady 

nadzorczej  o  klinicznych  szczegółach  związanych  z  ciążą  jej  córki.  Robiła  przy  tym  takie 
wrażenie, jakby to chodziło o Julię, więc mężczyźni przyjrzeli jej się podejrzliwie.  

– To nie ja jestem w ciąży, tylko moja siostra – wyjaśniła Julia i zaciągnęła matkę w jakiś 

ciemny kąt.  

– Co on tu robi?! – spytała natychmiast.  
–  Kto?  –  zdziwiła  się  Ida.  –  John  Carpenter  czy  Hank  Atchison?  Przecież  z  nimi 

pracujesz.  

Julia ścisnęła matkę mocniej za ramię.  
– Mike! Nie udawaj idiotki.  
Ida uśmiechnęła się do niej promiennie.  
–  A  więc  jednak  zdecydował  się  przyjść!  –  zawołała  i  omal  nie  zaklaskała  w  ręce.  – 

Wiedziałam, że się ucieszysz.  

Julia zrobiła ponurą minę, chcąc pokazać matce, jak bardzo jest uradowana.  
– Jak cholera! – mruknęła.  
– Przecież prosiłaś mnie o pomoc.  
– A ty odmówiłaś – wpadła jej w słowo Julia.  
– Odmówiłam, ale potem przemyślałam sprawę.  
– Ja też przemyślałam sprawę. Nie chcę Mike’a. Ida spojrzała na nią okrągłymi oczami.  
– Nic nie rozumiem. Najpierw go chcesz, potem nie chcesz... Wszystko to jakieś dziwne.  
– Nie chcę. To ostateczna decyzja – oświadczyła twardo Julia.  
Ida pogłaskała córkę po ramieniu.  
– Wobec tego powiedz o tym jemu, a nie mnie – poprosiła. Po czym zamyśliła się jeszcze 

background image

przez chwilę. – Zaraz, zaraz, ale czy wiesz, że Mike chce zerwać z Caroline? Kiedy do niego 
dzwoniłam, mówił, że ma już bilet do Bostonu.  

Julia tylko machnęła ręką.  
– Wiedziałam, że chce to zrobić. Nie sądziłam tylko, że tak szybko.  
– Spieszy się ze względu na ciebie. Julia pokiwała głową.  
– Oczywiście, że ze względu na mnie.  
– No więc w czym problem? – zdziwiła się Ida. – Przecież go kochasz.  
– Kocham, ale nie chcę – padła odpowiedź.  
Ida  jeszcze  przez  chwilę  przyglądała  się  swojej  córce.  Dotknęła  nawet  jej  czoła,  żeby 

sprawdzić, czy nie ma gorączki. W końcu pokiwała tylko smutno głową.  

–  Dobrze.  Przysięgam,  że  już  nigdy  nikogo  ci  nie  będę  swatać  –  powiedziała.  – 

Skończone.  

W tym momencie zobaczyły ojca i Mike’a, którzy szli właśnie w ich kierunku. Ida chciała 

odciągnąć Julię gdzieś na bok, ale już było za późno, ponieważ Jack machał do nich ręką.  

– O Boże, tylko nic nie mów Mike’owi – poprosiła Ida. – Zranisz jego i siebie.  
Julia potrząsnęła głową.  
–  Już  odbyliśmy  tę  rozmowę.  –  Ojciec  z  Mikiem  właśnie  podeszli  do  nich,  więc 

uśmiechnęła się promiennie. – Och, Mike, jak miło cię tutaj widzieć. To uprzejmie z twojej 
strony, że znalazłeś czas, żeby do nas zajrzeć. Pozwól, że... Au!!! 

Czy  to  możliwe,  żeby  matka  uszczypnęła  ją  w  pośladek?  Najpierw  Susan,  a  teraz  ona? 

Julia poczuła się upokorzona i zdradzona.  

Ojciec zachowywał się tak, jakby niczego nie dostrzegł.  
–  Mike  mówił  mi  właśnie,  że  jutro  leci  do  Bostonu  –  poinformował  wszystkich.  –  Nie 

możesz się już doczekać ślubu, co? Chcesz się spotkać z Caroline? 

Mike skinął głową.  
– To prawda, chcę się spotkać z Caroline.  
– Zamknij się, stary – odezwała się Ida półgębkiem do męża. – Nie będzie żadnego ślubu.  
–  Nie  będzie  żadnego  ślubu?  –  powtórzył  Jack  i  zamrugał  bezradnie  oczami.  –  O,  jaka 

szkoda. A tak się cieszyłem, że wejdziesz do naszej rodziny.  

Mike spojrzał na Julię.  
– Ja też się cieszyłem – powiedział.  
– Cieszyłeś się? Więc skąd ta decyzja? – Jack był jeszcze bardziej bezradny niż przedtem.  
– Julia może to wszystko wyjaśnić – oświadczył Mike. Wszyscy jak jeden mąż spojrzeli 

na  Julię,  a  ona  skurczyła  się  pod  ich  spojrzeniem.  Ida  zdecydowała,  że  powinna  przejąć 
inicjatywę.  

–  Najlepiej  będzie,  jeśli  Julia  porozmawia  z  Mikiem  –  uznała.  –  Idź,  bo  cię  znowu 

uszczypnę – syknęła w ucho córki, wyczuwając w niej opór.  

– Mówisz, że najlepiej? No tak, dobrze – powtarzał bezradny Jack.  
Julia nie chciała ryzykować polemiki z matką. Spojrzała na Mike’a.  
–  Dobrze,  chodźmy  na  zewnątrz  –  zaproponowała.  Ruszyli  przed  siebie,  ale  kiedy  już 

dotarli do przeszklonych drzwi, Julia stanęła.  

background image

– A dlaczego niby mam wychodzić z własnego przyjęcia? – spytała z upartą miną.  
– To wobec tego chodźmy do toalety – zaproponował bez cienia uśmiechu Mike.  
– Męskiej czy damskiej? – spytała natychmiast, przekonana, że jest to najlepsze miejsce 

do odbywania tego rodzaju rozmów.  

– Do pierwszej wolnej – zaproponował.  
Modliła się, żeby to była damska. Jednak okazało się, że obie toalety są zajęte. Jednak w 

końcu drzwi damskiej otwarły się i wyszła z niej Gina, współpracownica Julii. Gina chciała 
nawet o coś zapytać, ale Mike odsunął ją od drzwi.  

– Przepraszam – powiedział i brutalnie wciągnął Julię do środka.  

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 

Gdy  tylko  Mike  zamknął  drzwi  toalety,  Julia  rzuciła  się  na  niego  i  zaczęła  go  całować. 

Objął ją mocno i tulił do siebie jak kogoś, kogo dawno nie widział. I nagle Julię zalała fala 
pożądania. To samo działo się z Mikiem, który drżącymi rękami zaczął rozpinać guziczki z 
tyłu  jej  długiej  sukni.  W  końcu  suknia  zsunęła  się  w  dół,  ale  Julia  trochę  w  nią  zaplątała  i 
omal nie przewróciła.  

Na szczęście Mike czuwał.  
– To niczego nie załatwia – szepnęła, tuląc go do siebie.  
–  Tak,  wiem.  –  Zmagał  się  z  pozwijanym  materiałem.  W  końcu  udało  mu  się 

wyswobodzić Julię z sukni.  

– Poza tym, nie możemy... tutaj... – ciągnęła z trudem, łapiąc oddech.  
Mike całował ją teraz po ramionach, mocując się z haftkami biustonosza.  
– Dlaczego? – spytał.  
– Przecież... Przecież nie masz żadnego zabezpieczenia. Spojrzał na nią triumfalnie.  
– Mam! 
Julia zesztywniała i odepchnęła Mike’a, któremu właśnie udało się rozpiąć jej biustonosz. 

Poczuła na swojej skórze chłodny powiew wentylacji.  

– Naprawdę? 
Patrzył  na  nią,  nie  bardzo  rozumiejąc,  o  co  jej  chodzi.  Przypominał  w  tej  chwili 

podnieconego rasowego ogiera. Szybko rozpiął swoją koszulę i zdjął ją, ukazując nagi tors.  

–  Tak,  zawsze  teraz  mam  przy  sobie  prezerwatywę,  kiedy  wiem,  że  się  będę  z  tobą 

widział – wyjaśnił. – No, podejdź bliżej.  

Julia  rozejrzała  się  po  łazience.  Niestety,  nie  było  to  zbyt  wielkie  pomieszczenie. 

Najczęściej  służyło  wszystkim  członkom  rodziny  i  tylko  w  czasie  przyjęć  nosiło  dumne 
miano „damskiej toalety”.  

Wzrok Mike’a powędrował za jej wzrokiem.  
– Jak chcesz się kochać? – spytał.  
– Najlepiej na sedesie.  
Spojrzał na nią zbaraniałym wzrokiem.  
– Słucham? 
– Trzeba opuścić deskę – wyjaśniła. – Tak będzie wygodniej.  
Mike aż się skrzywił z obrzydzenia.  
– Nie możesz wymyślić czegoś innego? – spytał.  
– Mamy jeszcze umywalkę – zauważyła.  
Mike  obejrzał  umywalkę,  ale  z  oczywistych  przyczyn  nie  wchodziła  ona  w  grę.  Przez 

chwilę stali bezradni, rozglądając się dokoła.  

Nagle Julia poczuła się potwornie samotna. Wyciągnęła ręce do Mike’a.  
– Chodź – powiedziała.  
Wziął  ją  w  ramiona  i  zaczął  całować.  Delikatnie,  a  potem  coraz  mocniej.  Sama  nie 

background image

wiedziała, jak to się stało, że zdjęli resztki ubrania, a potem Mike uniósł ją ostrożnie, oparł o 
ścianę i  nagłe znalazł  się w niej. Starała się nie krzyczeć, chociaż rozkosz ogarnęła całe jej 
ciało. Kochali się, dysząc ciężko. Każde z nich starało się przekazać partnerowi całą miłość i 
czułość, którą dla siebie mieli. W końcu Mike postawił Julię na podłodze.  

Nagle straszna myśl przyszła jej do głowy. Spojrzała w dół.  
– Mike! Nie nałożyłeś prezerwatywy.  
Na  jego  twarzy  jeszcze  malowała  się  błogość  i  początkowo  nie  zrozumiał,  o  co  Julii 

chodzi. Kiedy jednak dotarło do niego znaczenie jej słów, sam się przeraził.  

– No tak! Zapomniałem! – jęknął. – Przepraszam, Julio! Nie wiem, co teraz robić.  
Chwyciła go za ramię.  
– Zaraz, musimy się zastanowić.  
Pogrążyła się na chwilę w myślach, a Mike obserwował w napięciu jej rysy.  
–  Przysięgam,  Julio.  To  był  przypadek,  naprawdę.  Uciszyła  go  gestem.  Jeszcze  przez 

chwilę myślała, a potem rozłożyła bezradnie ręce.  

– Mogłam zajść w ciążę, mogłam nie zajść – stwierdziła wreszcie.  
– Przepraszam cię, Julio. To moja wina.  
Pokręciła głową.  
– Obawiam się, że nie dałam ci zbyt dużo czasu, żebyś mógł pomyśleć o zabezpieczeniu.  
– Mimo wszystko to ja powinienem pamiętać.  
Julia tylko machnęła ręką i ze smętną miną przysiadła na sedesie. Mike podszedł do niej i 

pogłaskał ją po głowie.  

– Wiesz, jakby się coś stało, to przecież nie tragedia – zauważył.  
Julia nie chciała o tym rozmawiać.  
– Wiesz co, umyj się i ubierz. Chcę skorzystać z toalety i też się umyć.  
Posłuchał  jej natychmiast. Pochlapał  się trochę wodą z umywalki i  wytarł papierowymi 

ręcznikami,  a  następnie  włożył  slipy  i  resztę  ubrania.  Zebrał  też  z  podłogi  rzeczy  Julii,  a 
przede wszystkim suknię, która się trochę pomięła, oraz koronkowe majteczki.  

– Ojej! – zawołał na widok dziurki w majtkach. – Popatrz, co się stało.  
Już  chciał  parsknąć  śmiechem,  ale  mina  Julii  nie  wróżyła  niczego  dobrego,  więc  się 

powstrzymał. Julia wzięła swoje zniszczone majteczki  i  pomyślała,  że są rozdarte tak samo 
jak ona. No, może nie do końca tak samo, ale podobnie.  

– Następnym razem będę ostrożniejszy – zapewnił ją.  
– Jeśli będzie następny raz – rzuciła.  
Spojrzał na nią poważnie i ponownie pogłaskał po głowie.  
– Posłuchaj, nie chcę rozmawiać o przyszłości w toalecie. Jutro jadę do Bostonu i wracam 

w niedzielę z Aaronem. A potem zobaczymy, jak nam się będzie układać. Każde z nas będzie 
robiło to, na co ma ochotę. No co, zgoda? 

Chciała powiedzieć, że nie słyszała o niczym głupszym niż takie „małżeństwo na próbę”, 

ale tylko skinęła głową.  

– Zgoda.  
Julia zaczęła się myć, po czym spojrzała niecierpliwie na Mike’a.  

background image

– Mógłbyś już wyjść? – spytała. – Trochę się krępuję. Mike skinął głową, ale zrobił to 

tak, jakby jej nie słyszał. Od paru chwil wydawał się być zajęty czymś zupełnie innym.  

– Posłuchaj, czy nic cię nie niepokoi? – spytał. Julia nadstawiła uszu.  
– Nić, przecież jest zupełnie cicho – zauważyła.  
– Właśnie! Przecież jesteśmy na przyjęciu. Ludzie powinni rozmawiać, śmiać się, czy ja 

wiem, hałasować. Jak zwykle przy takiej okazji.  

Julia pokraśniała na twarzy. Jednocześnie spojrzała na zegarek.  
– Jezus, Maria! Przecież jesteśmy tutaj od dwudziestu minut, a nikt nawet nie zapukał do 

drzwi.  

Natychmiast zapomniała, dlaczego chciała zostać sama w łazience. Szybko się wytarła i 

włożyła resztę ubrania. Wraz z Mikiem stanęła przed drzwiami.  

– Nie, nie pójdę tam – powiedział. – Strasznie mi głupio.  
– Jeśli sądzisz, że pójdę sama, to chyba zwariowałeś! – warknęła. – Idziemy razem.  
– Ty nie będziesz musiała niczego wyjaśniać – przekonywał Mike. – Przecież to damska 

toaleta. Co innego ja.  

Julia popukała się w głowę.  
– Moja koleżanka widziała, jak mnie tutaj wciągałeś. Na szczęście będę mogła mówić, że 

użyłeś siły – dodała złośliwie.  

Oboje spojrzeli na drzwi.  
– Ale przecież to twoi przyjaciele – nalegał Mike. – Ludzie życzliwi. Na pewno nie będą 

chcieli zrobić ci przykrości.  

Julia myślała o tym przez chwilę.  
– Nie, najwyżej  zaśpiewają nam  to, co w szkole:  „Miłość się kończy łóżkiem, a potem 

idzie Julia z brzuszkiem”.  

Mike rozejrzał się dookoła.  
– Widzisz tu jakieś łóżko? – spytał.  
– Wiesz, gdyby było, mógłbyś się spodziewać za drzwiami mojego ojca z pistoletem – 

powiedziała  poważnie.  –  Nie  uwierzysz,  ale  rodzice  są  przekonani,  że  jestem  dziewicą, 
ponieważ nie wyszłam jeszcze za mąż.  

Mike poklepał nerwowo po kieszeniach marynarki.  
– Do licha, szkoda, że nie wziąłem swojego – wymamrotał.  
– To, co ze sobą wziąłeś, wystarczy – stwierdziła. – I to nie po to, żeby kogoś zabić, a 

wręcz odwrotnie.  

Mike tylko jęknął w odpowiedzi.  
– Nie znęcaj się nade mną! Mam już dosyć. Idziemy! 
Nacisnął klamkę i pchnął drzwi, a następnie wyjrzał na zewnątrz. Nikogo tam nie było. 

Wbrew  oczekiwaniom  nie  czekały  na  nich  ani  wiwatujące  tłumy  gości,  ani  ojciec  Julii  z 

pistoletem. Ktoś wygasił wszystkie światła i pozostawił tylko kilka nocnych lamp.  

Julia i Mike przeszli przez pusty pokój. Próbowali otworzyć przeszklone drzwi, ale były 

zamknięte.  

– Mam nadzieję, że nie wyskoczą nagle z ukrycia, wołając a kuku! – powiedział Mike.  

background image

Julia pokręciła głową.  
– Nie sądzę. Popatrz na parking. Prawie pusty. Rzeczywiście na bocznym parkingu stały 

tylko  samochody  jego  oraz  Julii  i  jeszcze  wielki  lincoln,  który  mógł  należeć  do  państwa 

Cochranów.  

– Bardzo dziwne – mruknął Mike. – Jakbym trafił w jakąś pętlę czasu.  
Julia westchnęła.  
–  Obawiam  się,  że  nas usłyszeli  i  postanowili  wyjść,  żeby  nie  zrobić  nam  przykrości  – 

stwierdziła. – Co oczywiście nie zmienia faktu, że w poniedziałek będę musiała spojrzeć im 
wszystkim w twarz.  

– Pójdę z tobą – zaproponował Mike.  
– Nie, dziękuję. W sumie nie są tacy źli, skoro poszli. Zresztą, jestem teraz ich szefową – 

przypomniała sobie. – To znaczy, większości z nich.  

Mike jeszcze raz rozejrzał się dookoła.  
– A gdzie jest Ida? 
–  Pewnie  pomaga  ojcu  ładować  pistolet  –  odparła  Julia.  –  Na  twoim  miejscu 

wyjechałabym do Bostonu i już nigdy stamtąd nie wracała.  

 
Kilkanaście godzin później Mike był już w Bostonie. Dotarcie do tego, co przypominało 

mauzoleum,  a  w  rzeczywistości  stanowiło  dom  rodzinny  Wyndemere’ów,  zajęło  mu  dalsze 
pół godziny. I nagle trach! Okazało się, że w domu jest tylko Reginald, szczupły, elegancki 
blondyn,  który  siedział  na  niesłychanie  cennym  antycznym  krześle  po  drugiej  stronie 

prawdopodobnie  bezcennego  stolika.  Mike  mógł  się  założyć,  że  Reginald  znał  nazwy  tych 

wszystkich  mebli,  które  ich  otaczały.  On  osobiście  nie  odróżniał  zwykłego  kredensu  od 

serwantki.  

–  Spodziewamy  się  panny  Wyndemere  lada  moment,  panie  DeAngelo  –  powiedział 

Reginald.  

Spodziewamy się? Czyżby Reginald zaczął już mówić o sobie w liczbie mnogiej? 
– Jacy „my”, Reginaldzie? Masz mysz w kieszeni? 
– Sądzę, że nie, panie DeAngelo.  
– Skoro nie wiesz na pewno, to może byś sprawdził – zaproponował Mike, zdając sobie 

sprawę,  że  kompromituje  się  w  ten  sposób  ostatecznie  w  oczach  Reginalda.  –  Czy  wiesz 
przynajmniej, gdzie jest Caroline? 

Reginald zrobił obrażoną minę.  
– Zaraz sprawdzę – powiedział.  
Wziął  do  ręki  kalendarz,  który  leżał  na  stoliku,  otworzył  na  odpowiedniej  stronie  i 

powiódł wypielęgnowanym palcem w dół.  

– O, jest. Aktualnie przebywa u krawcowej, gdzie mierzy... suknię ślubną.  
Mike  poczuł  się  fatalnie.  Na  tyle,  że  nie  zażartował  z  „aktualnie  przebywa”  Reginalda. 

Zresztą coś innego przykuło jego uwagę. Dziwne wahanie w głosie Reginalda. Nie zwracał na 
to Wcześniej uwagi, ale czy to możliwe, że ten facet kochał się w Caroline? 

Nie miał jednak czasu, żeby o tym pomyśleć, bo do domu wbiegła Caroline.  

background image

– Dziesięć minut przed czasem – zauważył Reginald.  
– Och, Mike! Go za niespodzianka! – wykrzyknęła Caroline i nadstawiła mu policzek do 

pocałowania.  

Mike  ucałował  ją,  a  potem  spojrzał  na  Reginalda.  Na  jego  twarzy  pojawił  się  wyraz 

przykrości.  Z  kolei  skierował  wzrok  na  nieco  zdziwioną  Caroline.  Jaka  z  niej  miła  i 
przyjemna  kobietka,  pomyślał.  Szkoda  tylko,  że  wcześniej  nie  zauważył,  iż  zupełnie  nie 
nadaje się na jego żonę.  

– Jak długo możesz u nas zostać, Mike? – spytała Caroline.  
– Będę musiała pozmieniać wszystko w moim kalendarzyku.  
– W kalendarzyku i w życiu – powiedział. Spojrzała na niego z niepokojem.  
– Czy coś się stało? Wyglądasz tak ponuro.  
Mike  raz  jeszcze  spojrzał  na  Reginalda  i  pomyślał,  że  mógłby  zostać  z  nimi  w  czasie 

rozmowy. Nie, to jednak było niemożliwe.  

– Tak, kochanie. Musimy porozmawiać – oświadczył Mike.  
– Czy Reginald mógłby poczekać w pokoju obok? 
Caroline  spojrzała  na  Reginalda,  a  on  skinął  lekko  głową  i  wyszedł.  Przed  wyjściem 

posłał jeszcze Mike’owi ostrzegawcze spojrzenie.  

Zostali sami.  
– Może usiądziemy – zaproponował Mike.  
– Dobrze – zgodziła się Caroline, ale nadal stała.  
Mike nie wiedział, od czego zacząć.  
– Tak mi przykro, Caroline. Nigdy nie sądziłem, że... że... – Bał się mówić dalej.  
– Że zakochasz się w Julii – dokończyła.  
Dobrze, że jeszcze stał, bo gdyby usiadł, chyba spadłby z bezcennego krzesła.  
– Co takiego?! Caroline rozłożyła ręce.  
– Może jestem  zepsuta,  ale nie ślepa – powiedziała. – Widziałam, co się z tobą działo. 

Czy ona przynajmniej cię kocha? 

Nie wiedział, co odpowiedzieć. Caroline chyba po raz pierwszy od początku trwania ich 

związku czymś go zaskoczyła. No, ale cóż, takie są kobiety.  

– Trudno mi za nią mówić – odparł w końcu. – Jest zła, że chcę cię zranić.  
Caroline potrząsnęła głową.  
–  Niepotrzebnie  –  uspokoiła  go.  –  Od  początku  nie  pasowaliśmy  do  siebie.  Jesteś  dla 

mnie  za  silny.  Nie  pasujesz  ani  do  mnie,  ani  –  rozejrzała  się  dokoła  –  do  tego  domu. 
Wiedziałam, że to się musi zdarzyć, tylko nie miałam pojęcia kiedy.  

Kilka łez spadło na sukienkę Caroline.  Natychmiast wyjęła cieniutką białą chusteczkę i 

wytarła oczy.  

– Nasz związek to było prawdziwe szaleństwo, Mike – stwierdziła. – Jedyne szaleństwo, 

na jakie sobie kiedykolwiek pozwoliłam.  

Spojrzał  na  nią  zdziwiony.  On  tego  tak  nie  odbierał.  Prawdę  mówiąc,  ich  związek 

wydawał mu się aż do znudzenia poprawny, odarty z wszelkiego szaleństwa.  

–  Skoro  tak  uważasz  –  powiedział  niepewnie.  –  Wydawało  mi  się,  że  po  prostu  się 

background image

kochamy.  

Skinęła  głową.  W  tym  momencie  mógł  w  niej  podziwiać  wielką  damę.  Julia  w  takiej 

chwili rzuciłaby mu się pewnie z pazurami do oczu.  

– Mnie się pewnie będzie zawsze tak wydawać. – Caroline mówiła na pół do siebie, na 

pół do Mike. – Ale to nie wystarczyłoby, żeby prowadzić wspólne życie.  

–  Nie  wystarczyłoby  –  powtórzył  niczym  echo.  Caroline  próbowała  się  nawet 

uśmiechnąć.  

– No, to przynajmniej mój krawiec odetchnie – stwierdziła, siadając w końcu.  
– Co chcesz przez to powiedzieć? 
–  Och,  ta  suknia  wydawała  mi  się  okropna  –  wyjaśniła.  –  Zrobiłam  krawcowi  straszną 

scenę. Julia byłaby ze mnie dumna.  

Tak,  miała  rację.  Julia  była  dumna  z  każdego,  kto  potrafił  robić  sceny,  a  najbardziej  z 

siebie.  

– Jeszcze jedno, Mike! – W oczach Caroline znowu pojawiły się nie chciane łzy.  
– Tak? 
–  Obiecaj,  że  będziemy  się  widywać  po  waszym  ślubie  –  poprosiła.  –  Chciałabym  się 

spotykać z wami i z Aaronem.  

Mike pokiwał głową.  
– Tak, oczywiście. Będę tylko musiał spytać Julię, czy zechce – powiedział.  
–  Och,  o  Julię  się  nie  martwię.  Jesteśmy  przecież  kuzynkami.  W  końcu  i  tak  wszystko 

zostaje w rodzinie. – Uśmiechnęła się smutno.  

Siedzieli  oboje  przy  stoliku.  Milczenie  przeciągało  się.  Mike  zastanawiał  się,  co  teraz 

robić. Czy ma wstać i wyjść? Czy się pożegnać? 

– Wiesz co, Mike? Chyba nie puszczę cię tak łatwo – stwierdziła nagle Caroline.  
Aż podskoczył na swoim miejscu.  
– Co chcesz przez to powiedzieć? 
– Kiedy chcesz wracać? 
–  Jutro  po  południu  muszę  odebrać  Aarona  od  rodziców  Victorii  w  Atlancie  – 

poinformował ją. – Wróciła właśnie z Europy i chciała się spotkać z synem.  

– To świetnie. Wobec tego możesz zostać do jutra i trochę mi pomóc. Przede wszystkim 

powinieneś porozmawiać z moimi rodzicami. Pozostają jeszcze te straszne ilości zaproszeń i, 
nie  uwierzysz,  stosy  prezentów,  które  już  dostaliśmy.  Myślę,  że  też  powinieneś  się  nimi 
nacieszyć.  

Mike skinął smętnie głową.  
– Dobra, wobec tego musimy powiedzieć o wszystkim Reginaldowi – stwierdził.  
– Będzie zdruzgotany. Nie masz pojęcia, ile czasu i energii poświęcił na przygotowanie 

uroczystości. I teraz co? Jeszcze się namęczy przy odwoływaniu całej imprezy.  

Mike  tylko  pokiwał  głową,  chociaż  wcale  nie  był  przekonany,  że  Reginald  się  mimo 

wszystko nie ucieszy. Jakieś dziwne stosunki  panowały między nim  a Caroline. Coś, co nie 
pozwalało im się spoufalać.  

– Może nie będzie tak źle – mruknął sam do siebie. Jednak Caroline go usłyszała i w tym 

background image

samym  momencie  jej  twarz  pokryła  się  delikatnym  rumieńcem.  Szybko  skierowała  się  do 
wyjścia, żeby ukryć zakłopotanie.  

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Julia  wyjrzała  na  zewnątrz  z  domu  rodziców.  Wciąż  padał  deszcz.  Jego  krople 

rozpryskiwały  się  o  patio  i  kafelki  przy  basenie.  Tak,  to  była  odpowiednia  pogoda  jak  na 
pierwszy  dzień  marca.  Przesunęła  torbę  z  odpadkami  pod  drzwi  wyjściowe  i  chwyciła  za 
szczotkę.  

W  domu  rodziców  obowiązywała  żelazna  zasada:  trzeba  zawsze  posprzątać  po  swoim 

przyjęciu. Dlatego teraz Julia w ulubionych spodniach od dresu i flanelowej męskiej koszuli 
niczym Herkules starała się zaprowadzić porządki w tej stajni Augiasza.  

Pierwszy dzień marca. Raz jeszcze zaczęła liczyć. Jej ostatnia niedyspozycja zaczęła się 

trzynastego  w  piątek.  Właśnie  wtedy  poznała  Mike’a.  Natomiast  „incydent”  wydarzył  się 
przedwczoraj, co tak naprawdę niewiele jej mówiło. No cóż, trzeba zaczekać. A życie niech 
toczy się swoim torem.  

Odłożyła szczotkę i  ponownie wyjrzała na zewnątrz. Miała wrażenie, że deszcz jeszcze 

się nasilił. Trudno. Jednym ruchem otworzyła przeszklone drzwi, chwyciła torbę z odpadkami 
i pobiegła truchtem w stronę śmietnika. Trochę zmokła, ale nie za bardzo.  

Pomyślała, że w domu czeka na nią gorąca czekolada i romans ulubionej autorki. Ta myśl 

dodała jej otuchy. Teraz trzeba tylko przetrzeć na mokro podłogę i będzie mogła wracać do 
swojego mieszkania.  

Jednak  najprzyjemniejsze  i  tak  było  planowanie  zamordowania  Mike’a.  Rozważała  już 

grzybki, wykradzenie jego własnego pistoletu i porażenie prądem. Teraz jednak pomyślała o 
czymś bardziej męskim i wyciągnęła przed siebie kij szczotki.  

– En gardę! – krzyknęła kiepską francuszczyzną. – Broń się, monsieur.  
Zadała cios Bogu ducha winnej zasłonce.  
– Już się bronię! – Ktoś chwycił ją z tyłu i uniósł w powietrze, tak że wypuściła szczotkę.  
Oczywiście  wiedziała,  kim  jest  ów  tajemniczy  „ktoś”.  Musiała  niestety  pogrzebać 

nadzieję, że zginie w katastrofie lotniczej.  

– Mike! Puszczaj! Zostaw mnie! – krzyknęła.  
– Dobrze.  
Potraktował to nazbyt dosłownie i wypuścił ją natychmiast, tak że o mało nie klapnęła na 

podłogę jak żaba Aarona.  

– Brakowało ci mnie? – spytał. Uśmiechnęła się do niego jak zakochana kobieta.  
– O tak, bo właśnie chciałam zrobić pasztet z prosiaka – oświadczyła.  
Spojrzał na nią nieufnie.  
– Chyba nie robi się pasztetu z prosiaka – stwierdził. Julia poklepała go po ramieniu.  
– Z ciebie by wyszedł.  
Dopiero teraz zrozumiał, że się z niego nabija. Zrobił groźną minę, a następnie... chwycił 

Julię w ramiona i obsypał pocałunkami.  

W tym momencie do akcji wkroczył również Aaron. Widząc, co się dzieje, pisnął cienko i 

chwycił Julię za nogę. Miała więc przy sobie dwóch swoich mężczyzn.  

background image

– Mi ciebie Wakowało, mi ciebie Wakowało u babci w Lancie – powtarzał.  
Julia oswobodziła się z objęć Mike’a i pochyliła, żeby przywitać się z Aaronem.  
– Ja też za tobą tęskniłam – powiedziała. – Czy przynajmniej dobrze się bawiłeś? 
Chłopiec pokiwał głową.  
– Mhm. Mama teś tam była. Ale pojechała do... do... Makao – przypomniał sobie.  
–  Nie,  Aaron,  makao  to  taka  gra  w  karty  –  poprawił  syna  Mike.  –  Mama  pojechała  na 

wspinaczkę do Monaco.  

Julia spojrzała z niedowierzaniem na Mike’a.  
–  Chyba  to  wymyśliłeś  –  oświadczyła.  –  Nie  wierzę.  Mike  uśmiechnął  się  do  niej,  a 

następnie uderzył pięścią w szeroką pierś.  

– Przysięgam, że to prawda.  
– Tat, tak, plawda – poparł go Aaron. – Do Makao.  
Mike rozejrzał się po znajomych kątach. Znalazł nawet na parapecie papierowy kapelusz, 

który przeoczyła. Następnie wskazał na zasłonkę.  

– Czy ten cios przeznaczony był dla mnie? – spytał. Zastanawiała się, czy skłamać, czy 

też nie.  

– A co ty w ogóle tutaj robisz? – spytała. – Nie spodziewałam się ciebie z powrotem tak 

szybko.  

Przyjrzała się uważnie  Mike’owi. Był trochę nie dogolony i miał cienie pod oczami, co 

wskazywało, że niewiele spał. Tylko Aaron wyglądał na wypoczętego.  

– Przyszedłem do ciebie – odparł. – Przecież z tobą mieszkam.  
Julia przypomniała sobie układ, który zawarli. Przełknęła ślinę i spojrzała w bok. Uznała, 

że nadszedł czas wielkich pytań i decydujących rozstrzygnięć.  

– A... a jak się miewa Caroline? – spytała, czując, że jest to jedyne pytanie, na jakie ją 

stać.  

Mike milczał przez chwilę, a następnie odparł poważnie: 
– W porządku. Myślę, że znalazła sobie kogoś na całe życie.  
– A ten ktoś to... ty? – spytała słabym głosem. Mike pokręcił głową.  
– Nie, Reginald. Jej asystent.  
Reginald?  Wiele  o  nim słyszała,  ale  myślała,  że  to  ktoś  starszy.  W  pewnym  momencie 

nawet sądziła, że to ojciec lub inna osoba z rodziny. Czy to możliwe, żeby Caroline zakochała 
się w swoim asystencie? 

– Nie żartujesz? 
– Byłbym skończonym idiotą, gdybym to robił. Tak, oczywiście. Miał rację.  
– Caroline prosiła, żeby ci pogratulować – dodał jeszcze Mike.  
– Pogratulować? A, pewnie chodzi o awans. Mike złapał się za głowę.  
– Do licha, zapomniałem jej o tym powiedzieć – stwierdził z bezczelnym uśmiechem. – 

Caroline chce ci pogratulować wspaniałego męża. – Wypiął pierś do przodu. – Czyli mnie.  

– Kondolencje byłyby tu bardziej na miejscu – mruknęła Julia.  
Musiała  jednak  przyznać,  że  poczuła  ulgę.  Nie  spodziewała  się  niczego  dobrego  po 

wizycie Mike’a w Bostonie. Sądziła, że Caroline zechce o niego walczyć. Nie dlatego, żeby 

background image

była w nim po uszy zakochana. Julia wiedziała jednak, że żadna kobieta nie jest zadowolona, 
kiedy jej się zabiera mężczyznę. Okazało się jednak, że nie doceniła swojej kuzynki.  

– Caroline uważa, że będę doskonałym mężem. Julia chwyciła szczotkę do ręki.  
– Ha, będziesz jeszcze lepszym trupem! – krzyknęła, mierząc w niego. – Broń się.  
Mike podniósł ręce do góry.  
– Nie będziesz chyba biła bezbronnego mężczyzny – zaniepokoił się. – Prawdę mówiąc 

jednak od razu przypuszczałem, że szykujesz na mnie zamach.  

Julia  zdecydowała  się  uderzyć,  wykorzystując  moment  nieuwagi  Mike’a.  Jednak  nagle 

jakimś cudem szczotka znalazła się w jego rękach. Mike spojrzał na nią, a następnie wykonał 
parę ruchów i kij zafurkotał w powietrzu.  

– Teraz moja kolej – oświadczył. Julia rozłożyła ręce.  
– To i tak na nic, Mike – powiedziała. – Nie wyjdę za ciebie. Szczotka wypadła mu z ręki 

i głośno stuknęła o podłogę.  

– Dlaczego? 
Julia poszukała wzrokiem Aarona. Chłopiec budował coś, pewnie zamek, z krzeseł, które 

zestawiła w jedno miejsce, żeby jej nie przeszkadzały w sprzątaniu.  

–  Ponieważ  nie  odpowiadałaby  ci  żona,  która  ma  swoją  pracę  –  odparła.  –  W  dodatku 

bardzo  angażującą  pracę.  Możesz  twierdzić,  że  jest  inaczej,  ale  nie  sądzę,  żeby  tak  było 
naprawdę.  

Mike z powagą skinął głową.  
–  Dlatego  właśnie  nie  proponuję  ci  od  razu  małżeństwa  –  przypomniał.  –  Pobądźmy 

trochę razem. Lepiej się poznajmy. Przecież teraz albo się kłócimy, albo – spojrzał na Aarona 
–  kochamy.  Nic  pośrodku.  Dlatego  spróbujmy  najpierw  zostać  przyjaciółmi,  a  potem 
kochankami. Aż dwie kobiety powiedziały mi ostatnio, że miłość to nie wszystko. Jeśli tak, to 

zobaczmy, co jeszcze możemy sobie dać.  

Jakie piękne przemówienie, pomyślała Julia. Pewnie układał je przez całą drogę.  
Czuła  się  wewnętrznie  rozdarta.  Z  jednej  strony  musiała  przyznać  sama  przed  sobą,  źe 

cieszy  się  z  zerwanych  zaręczyn  Mike’a.  Z  drugiej  bała  się  zostać  kolejną  narzeczoną  tego 
mężczyzny. Kiedyś, kiedy wydawało jej się, że musi o niego po prostu walczyć, cała sytuacja 
wydawała się dużo prostsza.  

A może Mike ma rację? Może trzeba spróbować? Julia wyciągnęła do niego rękę.  
– Dobrze – powiedziała. – To rozsądna propozycja. Bądźmy przyjaciółmi.  
Mike posłał jej swój najbardziej seksowny, najwspanialszy uśmiech. Na jego widok serce 

Julii zaczęło szybciej bić.  

– Przyjaciółmi – powtórzył z naciskiem Mike, ujmując jej dłoń.  
 
–  Nie  opowiadaj  mi  bzdur!  Jakimi  znowu  przyjaciółmi?  Tylko  dlatego  zerwałeś  z 

Caroline?! Myślałem, że kochasz Julię! 

Sal  oskarżycielskim  wzrokiem  popatrzył  na  Mike’a,  który  łakomie  zerkał  na  wielką 

kanapkę, leżącą przed nim na talerzu.  

– Jasne, że kocham – potwierdził. – Przyjaciele mogą się kochać.  

background image

Mike ugryzł pierwszy kęs kanapki i przeżuwał go przez dłuższą chwilę. Sal nic nie jadł, 

tylko patrzył na kolegę jak na wariata.  

– My też jesteśmy przyjaciółmi, Mike. Czy chcesz przez to powiedzieć, że mnie kochasz? 
Mike omal nie zadławił się kanapką.  
– Ty, uważaj. Bo ci rozkwaszę nos.  
Sal rozłożył tylko ręce w bezradnym geście.  
– Chciałem jedynie sprawdzić, czego mogę się w przyszłości spodziewać. Wiesz, kwiaty, 

czekoladki, płomienne wyznania. Zdaje się, że wszystko przede mną.  

Mike odstawił szklankę z mrożoną herbatą, którą musiał popić kanapkę.  
– Bądź poważny – upomniał kumpla.  
– Jestem poważny. Skoro wy jesteście przyjaciółmi, to znaczy, że mogę jednak ożenić się 

z Julią. Dałem jej nawet pierścionek.  

Mike uniósł się gwałtownie. Julia nic mu nie mówiła o pierścionku.  
– Jaki pierścionek? – warknął.  
Sal odzyskał nagle apetyt i wbił zęby w spoczywającą przed nim kanapkę. Przeżuwał ją 

długo i starannie.  

– Co za pierścionek, Pomerantz?! – ponaglił Mike.  
– Wiesz co, jak będziesz patrzył na mnie tak groźnie, to się przestraszę i dostanę czkawki 

–  powiedział  Sal.  –  Po  prostu  przyjaźnię  się  z  Julią,  tak  jak  ty.  Dałem  jej  jakiś  czas  temu 
dziecięcy pierścionek. Lepiej się wtedy poczuła.  

Mike spojrzał nieufnie na kumpla.  
– Kiedy to było? – spytał.  
– Płakała wtedy z twojego powodu – padła odpowiedź. Mike odsunął od siebie talerz z 

kanapką. Poczuł, że nie jest głodny.  

– Sam nie wiem, co mam robić, Sal – jęknął. – Poradź mi coś.  
Sal również nie miał ochoty na kanapkę.  
– Co mam radzić? – mruknął. – Nie znam się na babach. Sam coś wymyśl.  
Mike wstał od stolika.  
–  Dobrze,  wobec  tego  zapłać  rachunek.  Ja  to  zrobię  następnym  razem.  Muszę  teraz 

zadzwonić.  

– Do kogo?! – krzyknął za nim zdziwiony Sal.  
– Do matki Julii – dobiegła do niego odpowiedź.  
 
– Dobrze, to właśnie musimy zrobić. – Ida czuła się jak generał na polu bitwy.  
Mike spojrzał na nią z podziwem. Siedzieli właśnie przy stole w domu Cochranow w Sun 

City Center i Ida przeglądała kalendarz, a także notes z adresami.  

–  Potrzebujemy  jeszcze  jakiegoś  pretekstu,  żeby  urządzić  przyjęcie  –  stwierdziła  po 

chwili namysłu. – Masz jakiś pomysł? 

Mike podrapał się po nosie.  
– Nie, nic mi nie przychodzi do głowy – stwierdził po zastanowieniu.  
Ida raz jeszcze zajrzała do kalendarza.  

background image

– Mnie też. Może wobec tego zapytamy Jacka. Czasami miewa zupełnie dobre pomysły.  
Zawołano Jacka, który przyszedł razem z Aaronem. Trzymali wspólnie jakąś budowlę z 

klocków lego.  

– Fajne, co? – spytał Jack.  
–  Tak,  bardzo  fajne  –  potwierdziła  Ida.  –  Posłuchaj,  Jack,  chcemy  urządzić  przyjęcie  i 

potrzebujemy okazji.  

Obaj panowie postawili swoją konstrukcję na stole. Aaron próbował wpasować do całości 

klocek, który im został. Na próżno.  

– Świetnie – powiedział Jack. – Na przykład jakiej? 
– Właśnie o to samo chcieliśmy ciebie spytać – oznajmiła Ida.  
– Źle to robisz, Aaronie. – Jack rzucił się na kolana. – Uważaj, bo rozwalisz całą bramę. 

Trzeba delikatnie włożyć ten klocek.  

Jack  uzupełnił  brakujące  ogniwo  skrzydła  bramy  i  spojrzał  z  triumfem  na  zebranych. 

Jedynie Aaron zaklaskał z radości. Pozostali zdradzali dziwne oznaki zdenerwowania.  

– Nie podoba wam się budowla? O co wam chodzi? 
– Jack, chcemy zorganizować przyjęcie – powtórzyła cierpliwie Ida.  
– Byle nie takie, jak to ostatnie – powiedział stary Cochran.  
– Najadłem się tylko wstydu.  
Mike myślał, że się zapadnie pod ziemię.  
–  Jack,  przecież  mamy  koniec  dwudziestego  wieku!  –  wykrzyknęła  Ida.  –  Nie  chcesz 

chyba, żeby twoja córka została dziewicą do końca życia! 

Gdyby  Julia  to  słyszała,  to  chyba  zemdlałaby  z  wrażenia,  pomyślał  Mike.  Spojrzał  na 

Aarona. Mały na szczęście zajęty był klockami lego. Mimo to Mike chrząknął ostrzegawczo.  

– A właśnie, wróćmy do tematu – powiedziała jak zwykle czujna Ida. – Przecież chodzi o 

to, żeby Mike mógł ożenić się z Julią i nie zamykać się już z nią w łazience.  

Mike poczuł, że czerwieni się jeszcze bardziej. Chciał coś powiedzieć, wyjaśnić, ale nie 

mógł wydusić z siebie ani słowa. Jack tylko spojrzał na niego groźnie.  

– Przecież siedemnastego mamy świętego Patryka – przypomniał. – Julia niczego się nie 

domyśli. Zaprosimy rodzinę oraz irlandzkich znajomych. I wszyscy będą musieli ubrać się na 
zielono.  

Ida aż zaklaskała w dłonie.  
–  Och,  Jack!  Wiedziałam,  że  można  na  ciebie  liczyć!  Jeśli  tylko  uda  się  człowiekowi 

wyrwać cię ze szponów sklerozy – dodała ze smutkiem.  

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 

– Jaki jest twój ulubiony kolor? 
– Fioletowy. Popatrz, Aaron ugrzązł po szyję w tych plastikowych kulkach.  
Mike spojrzał we wskazanym kierunku i pomachał synowi.  
– Nic mu nie będzie – powiedział. – Uwielbia sale zabaw. Czy naprawdę powiedziałaś: 

fioletowy? 

Julia poczuła, że musi jakoś uzasadnić swój wybór.  
– Jestem ruda, a fiolety doskonale pasują do tego koloru włosów – wyjaśniła.  
Mike skinął głową na znak akceptacji.  
– A jakie lody lubisz? 
Siedzieli  właśnie  przy  stoliku  niewielkiego  barku  w  sali  zabaw.  Aaron  bawił  się  w 

„suchym basenie”, a oni zajęci byli rozmową.  

– Posłuchaj, Mike, od powrotu z Bostonu wciąż zadajesz mi pytania. To trochę za dużo, 

zważywszy, że spotykamy się codziennie.  

– Możesz odpowiedzieć jeszcze na to? 
– Miętowo-czekoladowe – odparła.  
Mike skrzywił się, jakby jadł cytrynę.  
– Obrzydlistwo! 
–  Widzisz,  mówiłam,  że  nie  pasujemy  do  siebie.  Nie  podoba  ci  się  ani  mój  ulubiony 

kolor, ani smak lodów! Nie ma sensu tego ciągnąć.  

Mike poklepał ją po ręce.  
– Ależ jest, jest. Kiedy masz urodziny? 
– Wiesz co, jutro wydrukuję ci cały mój życiorys. Mam go u siebie w komputerze.  
Mike myślał przez chwilę.  
– Wobec tego teraz trudniejsze pytanie – stwierdził. – Czy sypiasz w moim podkoszulku? 

Nigdy mi go nie zwróciłaś.  

Julia zaczerwieniła się aż po korzonki włosów.  
– Nie oczekiwałam takiego pytania od przyjaciela – powiedziała. – Jak chcesz, to ci go 

jutro oddam.  

Spojrzał na nią znacząco. Nie, nie znacząco. Gdyby nie chodziło o Mike’a, powiedziałaby 

raczej: obleśnie.  

– Możesz go zatrzymać – rzucił lekko. – Ile masz jeszcze urlopu? 
– Co?! 
–  No,  ile  masz  wolnych  dni  –  wyjaśniał  cierpliwie.  Julia  pokiwała  głową  na  znak,  że 

rozumie.  

– Jasne, jasne. Tak szybko zmieniasz tematy, że trudno za tobą nadążyć. – Zamyśliła się 

na chwilę. – Czekaj, sama nie wiem. Z sześć, siedem tygodni.  

– Świetnie. To dla mnie bardzo ważne.  
– Nie wyobrażaj sobie, że z twojego powodu wezmę urlop – powiedziała groźnym tonem.  

background image

Mike  jednak  zrobił  nieprzeniknioną  minę  i  spojrzał  w  stronę  Aarona.  Chłopiec  skakał 

teraz jak żaba na materacu wodnym.  

–  Świetna  zabawa  –  stwierdził.  –  Sam  bym  sobie  poskakał.  A  jak  długi  jest  urlop 

macierzyński? 

Julia  poczerwieniała  raz  jeszcze.  Tym  razem  jednak  jej  twarz  nabrała  bardziej 

intensywnych kolorów.  

– Skąd przypuszczenie, że jestem w ciąży?! – spytała zaczepnie.  
Tylko machnął ręką.  
– Wystarczy na ciebie spojrzeć. No to jak? 
Julia nie mogła opanować drżenia rąk. Wiedziała, że kiedyś będzie musiała powiedzieć 

Mike’owi, ale nie sądziła, że nastąpi to tak szybko. I w taki sposób. Poza tym wciąż nie miała 
pewności. W tym momencie nawet najdokładniejsze testy mogły zawieść.  

– Trzy miesiące – odparła. – Przy pierwszym dziecku wynosi trzy miesiące.  
Wciąż  nie  wiedziała,  czy  Mike  zgaduje,  czy  też  rzeczywiście  domyśla  się  prawdy. 

Usiłował  być  wesoły,  ale  zauważyła  cienie  pod  jego  oczami  i  dziwną  bladość.  Być  może 
myliła się co do niego. Może ta ich „przyjaźń” kosztowała go więcej niż ją.  

– Nie przejmuj się, Mike – powiedziała.  
Już był przy niej. Na moment przywarł do jej warg w krótkim, lecz gorącym pocałunku. 

Julia myślała, że serce wyskoczy jej z piersi.  

– Mike, tu są dzieci! – pisnęła.  
– Wiem – powiedział smutnym głosem. – Gdybyśmy byli sami, wyglądałoby to zupełnie 

inaczej.  

Julia poczuła dziwny ucisk w brzuchu. Chyba domyślała się, jak by to wyglądało. Nagle 

zrobiło jej się bardzo gorąco.  

– Dobrze, wracajmy do pytań – powiedział Mike. – Czy masz rodzeństwo? 
Myślała, że rzuci się na niego z pięściami.  
–  Tak,  mam  rodzeństwo.  Zdążyłeś  je  nawet  poznać.  Na  dragie  imię  mam  Marie,  a  na 

trzecie Monty Python. Uwielbiam czekoladę i kłótnie. Nie znoszę pająków, węży i facetów z 

FBI.  Kiedyś,  kiedy  miałam  dziewięć  lat,  naplułam  na  koleżankę  i  powiedziałam,  że  jak 

wygada rodzicom, to wyrwę jej włosy z głowy – wyrecytowała niczym  maszyna. – A teraz, 
skoro wiesz o mnie już wszystko, to chodźmy razem do łóżka.  

Mike  patrzył  na  nią  osłupiały,  a  następnie  wybuchnął  śmiechem.  Już  po  chwili  była  w 

jego ramionach i całowali się jak opętani. Nie widzieli, że Aaron macha im wesoło ze szczytu 
rury, którą miał zamiar zjechać. Nie widzieli nic. Dopiero kiedy nieco się opamiętali, okazało 
się, że są otoczeni dziećmi.  

– Zupełnie jak Barbie i Ken! – wykrzyknęła jakaś dziewczynka.  
Ani Julia, ani tym bardziej Mike nie wiedzieli, czy potraktować to jak komplement. Mike 

wciąż trzymał ją w swoim żelaznym uścisku.  

– On ją udusi! – wykrzyknęła jakaś starsza pani, zapewne babcia któregoś dziecka.  
Julia  już  chciała  powiedzieć,  że  nie  czuje  się  ani  trochę  uduszona,  kiedy  Mike  jednym 

ruchem wyjął swoją odznakę i pokazał ją zebranym.  

background image

– Spokojnie – powiedział. – Jestem z FBI.  
 
– A potem powiedział: spokojnie, jestem z FBI. Wyobrażasz sobie miny tych wszystkich 

ludzi, a zwłaszcza dzieciaków? 

Rosie,  najnowsza  sympatia  Sala,  a  teraz  także  nowa  przyjaciółka  Julii,  wybuchnęła 

śmiechem.  Obie  panie  układały  właśnie  serwetki  na  stołach.  Rosie  potraktowała  bardzo 
poważnie  przykazanie  Idy,  żeby  włożyć  na  przyjęcie  coś  zielonego  i  cała  ubrała  się  na 
zielono. Wyglądała teraz jak papuga. „Pyle że była to niezwykle smukła, długonoga papuga.  

–  To  jeszcze  nic  –  mówiła  dalej.  –  Sal  opowiadał  mi,  że  kiedyś  musieli  się  bronić 

klopsikami przed mafią w kuchni jakiejś restauracji.  

Julia poprawiła na głowie zielony melonik.  
–  Pewnie  to  wymyślił  –  stwierdziła.  –  Chociaż,  kto  wie.  Czasami  naprawdę  nie  wiem, 

czego się po nich spodziewać. Ale wybrałyśmy sobie facetów, co, Rosie? 

Rosie pokiwała głową, ale w tym geście nie było żalu.  
– Gorzej pewnie nie mogłyśmy trafić – przyznała. – Ale na pewno nudniej. Mówiłam ci, 

jak  poznałam  Sala?  Przywiózł  do  szpitala  podejrzaną,  która  zaczęła  rodzić.  Wyobrażasz 
sobie? 

Julia nie miała ochoty rozmawiać o porodach.  
– Tak, Sal jest kochany. Znacznie lepszy niż Mike – dodała z żalem.  
Rosie zajrzała jej głęboko w oczy.  
– Zamienisz się? – spytała.  
Wzrok Julii padł na pierścionek, który dostała od Sala. Również Rosie spojrzała w tym 

kierunku.  

– Sal opowiadał mi tę historię. – Dotknęła lekko ręki Julii. – Popatrz, jest doskonały na 

dzień świętego Patryka. Zafarbował ci palec na zielono.  

Julia skinęła głową.  
– Właśnie dlatego go włożyłam.  
Skończyły  już  układanie  serwetek  i  Julia  wzięła  talerzyki,  z  których  mieli  korzystać 

zaproszeni.  

– Pomóż mi rozłożyć sztućce. Powinny leżeć w kilku miejscach, żeby goście nie tłoczyli 

się przy stole – powiedziała do Rosie, sama zaś zajęła się ustawianiem talerzyków. – Zwykle 
moja  mania  zajmuje  się  wszystkim,  ale  dzisiaj  jest  jakaś  podenerwowana.  Sama  nie  wiem, 
dlaczego. Rosie machnęła ręką.  

– To nic. Cieszę się, że mogę ci chociaż trochę pomóc. Ty najwięcej tutaj zdziałałaś. – 

Rosie  rozejrzała  się  po  pięknie  udekorowanym  wnętrzu.  –  No,  ale  od  tego  ostatecznie  są 
dzieci.  

Julia poczuła, że coś utknęło jej w gardle. Niechciana łza parzyła jej policzek. Pragnęła 

odwrócić  się  od  Rosie,  ale  nie  mogła.  Dziewczyna  Sala  natychmiast  zauważyła,  że  z  Julią 
dzieje się coś dziwnego, odłożyła więc sztućce i przysunęła się do niej.  

– Co się stało? 
Julia potrząsnęła głową.  

background image

– Nic takiego, Rosie. Po prostu jestem w ciąży. Dzisiaj rano znowu zrobiłam sobie test i 

był pozytywny.  

Rosie wyciągnęła ku niej ramiona.  
– Już dobrze. – Pogłaskała ją po głowie. – Przecież wiem, że tak naprawdę chciałaś tego 

dziecka. Skontaktuję cię z dobrym lekarzem u siebie w szpitalu.  

Julia spojrzała na Rosie jak na czarodziejkę.  
– Skąd to wiesz? – spytała.  
Rosie uśmiechnęła się do niej promiennie.  
–  Doświadczenie  –  odparła.  –  Poza  tym  wystarczy  spojrzeć  na  ciebie  i  Mike’a,  żeby 

domyślić się, jak bardzo się kochacie. Mówiłaś mu już o dziecku? 

Julia pokręciła głową.  
–  Wobec  tego  jeszcze  poczekaj  z  tą  informacją  –  poradziła  jej  Rosie.  –  Idź  teraz  do 

łazienki, umyj oczy i zrób się na bóstwo. To przecież nie Halloween, tylko twój wymarzony 
wieczór. Poradzę sobie tutaj.  

Julia posłuchała jej, jakby pięć lat od niej młodsza Rosie była tu jakimś autorytetem. A 

może i była? Z pewnością spotkała w swoim życiu więcej kobiet w ciąży niż cała jej rodzina 
razem wzięta.  

Z drugiej jednak strony, skąd mogła wiedzieć, że to ma być jej wymarzony wieczór? Julia 

traktowała  to  przyjęcie  jak  każde  inne.  Może  Rosie  w  ogóle  rzadko  chodziła  na  przyjęcia  i 
stąd to przekonanie? 

Po chwili dotarła do łazienki i spróbowała otworzyć drzwi. Niestety, były zamknięte. Ida 

zwykle  wysiadywała  tam  długie  godziny  przed  przyjęciami.  Julia  przeszła  więc  do  łazienki 
przeznaczonej dla gości. Właśnie ktoś otwierał drzwi.  

Oczywiście Mike! Miała już dość tych łazienkowych spotkań. Chciała zapytać, co tu robi, 

ale on był szybszy.  

– Cześć, Julio. Co się stało? Wyglądasz, jakbyś płakała.  
– Nie, nie płakałam. Skończyłeś już? – spytała, wskazując drzwi łazienki.  
Mike skinął głową, wciąż tarasując jej przejście.  
– Może tak, może nie – mruknął. – Powiedz lepiej, co się stało? 
– Nie twoja sprawa – powiedziała ostro, chociaż było to oczywiste kłamstwo.  
Następnie,  nie  zważając  na  Mike’a,  przepchnęła  się  do  wnętrza  łazienki.  Spojrzała  w 

lustro. Tusz do rzęs rozmazał się ohydnie, tworząc długie smugi na policzkach.  

Mike wciąż stał w drzwiach.  
– Możesz je zamknąć? – poprosiła.  
Wszedł do środka i zamknął drzwi na zamek, a następnie spojrzał na Julię.  
– Tak dobrze? – spytał.  
Pokręciła głową.  
– Chodziło mi o to, żebyś zamknął je od zewnątrz – uściśliła.  
– Wobec tego staraj się na przyszłość wydawać jaśniejsze polecenia. Skoro już wszedłem, 

to zostanę.  

Rozsiadł się na stołeczku przy umywalce. Julia wydobyła z szafki waciki i płyn do mycia 

background image

twarzy, a także kosmetyczkę, w której miała ołówek, tusz i inne podobne przybory.  

– Powiedz w końcu, dlaczego płakałaś. Z mojego powodu? 
– Tak, Mike. Pomyślałam, ile czasu straciłam w twoim towarzystwie i zrobiło mi się go 

żal – powiedziała ze złością.  

–  Nie  żartuj.  Chcesz  wiedzieć,  ile  zimnych  pryszniców  brałem  ostatnio  z  twojego 

powodu? 

Julia odłożyła wacik na półeczkę.  
– Dość tego! 
Podeszła do drzwi i zwolniwszy zamek, otworzyła je na oścież.  
– Do widzenia! 
Mike spojrzał na Julię z urazą, ale posłusznie ruszył we wskazaną stronę.  
– Och, Mike! Tu jesteś – usłyszeli głos Idy.  
– Mamo! 
– Julia? No tak, mogłam się domyślić, że jesteście w którejś łazience. Szukałam cię, Mike 

– wyjaśniła. – Sal właśnie zjada ciasteczka, a Aaron to zobaczył i też chce jedno. Mogę mu 
dać? 

– To ładnie z jego strony, że tylko jedno – powiedział Mike.  
– Na razie jedno – podkreśliła Ida. – Nie możesz czegoś zrobić z Salem? 
Mike rozłożył ręce.  
– Niestety, nie jestem jego szefem.  
Julia nie chciała oglądać dalej tej sceny. Zatrzasnęła drzwi od łazienki i nareszcie poczuła 

się bezpieczna.  

Wszędzie było pełno zieleni. Zielone spodnie, zielone marynarki, zielone suknie i zielone 

nakrycia głowy. Niektóre dzieci miały nawet twarze pomalowane na zielono. Również ksiądz 
z pobliskiej katolickiej parafii przystroił sutannę na zielono. Tylko jedzenie nie było zielone. I 
nie miało szans się zazielenić, ponieważ goście nie próżnowali.  

Na  przykład  niejaki  Sal  Pomerantz  tak  sobie  upodobał  ciasteczka,  że  zagarniał  raz  za 

razem coraz to nowe ich porcje. Aaron patrzył na niego z wzrastającym podziwem, zaglądając 
co jakiś czas do plecionych półmisków i sprawdzając, czy starczy też dla niego.  

Na  kanapie  siedzieli  mama  i  tata,  niczym  para  papużek  nierozłączek,  i  pełnili  honory 

domu.  Julię  zawsze  zdumiewało  to,  że  udawało  im  się  z  sukcesem  urządzać  przyjęcia,  na 
których  spotykały  się  tak  różne  osoby,  jak  na  przykład  dzisiaj.  Ciekawe,  czy  byliby 
zadowoleni, gdyby dowiedzieli się, że ich córka jest w ciąży? 

Ktoś chwycił ją od tyłu za rękę. Od razu poznała ten profesjonalny uchwyt.  
– Przestraszyłeś mnie, Mike – skarciła go.  
– Nie widziałaś Aarona? – spytał. – Właśnie go szukam.  
– Niepotrzebnie. Cały czas chodzi za Salem jak zaczarowany. Za każdym razem, kiedy go 

widzę, myślę sobie: jakie to ładne dziecko.  

– Kto? Sal? 
– Nie, Aaron.  
– Nasze będą jeszcze ładniejsze – zapewnił ją, a Julia poczuła, że serce podeszło jej do 

background image

gardła. – Chcesz sprawdzić? 

Mogła odpowiedzieć, że już nie potrzebuje, ale jedynie pokręciła głową.  
– Nic z tego, Mike – powiedziała. – Wiesz, że mam swoją pracę. Poza tym jesteśmy tylko 

przyjaciółmi.  

Mike spojrzał znacząco w jej oczy, a potem szepnął do ucha: 
– Chodźmy na zewnątrz. – Julia poczuła na szyi jego gorący oddech.  
Dała  się  poprowadzić  w  stronę  patio.  Pomyślała,  że  tak  będzie  lepiej.  Nie  ma  się  co 

męczyć. Powie mu już teraz.  

– Mike, chciałabym... – zaczęła, kiedy otoczył ich wieczorny półmrok.  
–  Nie,  teraz  ja  –  przerwał  jej.  –  Przez  ostatnie  tygodnie  zamęczałem  cię  różnymi 

pytaniami,  ważniejszymi  i  mniej  ważnymi.  Ale  ostatnie,  to  najważniejsze,  zostawiłem  na 

teraz.  

Julia zmarszczyła brwi.  
– Słucham, Mike?  
Mike spojrzał na zegarek.  
– Do licha, nie mamy zbyt dużo czasu. Zaraz podadzą ciasta.  
– Ciasta? Jakie ciasta? 
–  Nieważne.  Jeśli  idzie  o  twoją  pracę,  wcale  nie  musisz  z  niej  rezygnować.  Ostatnio 

doszedłem  do  wniosku...  Wiesz,  ten  przymusowy  celibat  zmusił  mnie  do  przemyślenia 
pewnych  rzeczy...  Więc  doszedłem  do  wniosku,  że  to  wcale  nie  praca  Tory  nas  rozdzieliła. 

Chodziło raczej o... jak się to nazywa?... Różnicę charakterów. Rozumiesz, o co mi chodzi? 

– Tak, ale miałeś zadać jakieś pytanie. Uspokoił ją gestem ręki.  
– Zaraz do niego dojdę – powiedział. – Natomiast jeśli idzie o Caroline, to chciałem się z 

nią ożenić, ponieważ wydawało mi się, że tak będzie lepiej dla Aarona. Rozumiesz, chciałem 
mu dać matkę. Ale tak naprawdę to jej nie kochałem. To znaczy, lubiłem ją, ale wiesz, to nie 

wystarczy.  

Julia poczuła ukłucie w piersi. Czyżby chciał powiedzieć, że jej również nie kocha? A w 

każdym razie „nie kocha jej tak naprawdę”? 

– Pytanie, Mike. Czekam na twoje pytanie – przypomniała. Chwycił ją za rękę.  
– Właśnie, Julio. Wiem, że wiele kobiet cierpiało z mojego powodu.  
A ja będę następną, pomyślała.  
– Wiele kobiet cierpiało – powtórzył – ale chciałbym, żeby to się skończyło. Teraz, kiedy 

znalazłem ciebie. Czy mogę cię prosić o rękę? 

Julia spojrzała na jego wyciągnięte ramię.  
– Co? Drugą? – spytała mało przytomnie.  
Mike puścił natychmiast jej dłoń.  
– To poważna sprawa powiedział. – Czy wyjdziesz za mnie? Potrząsnęła głową, myśląc, 

że zachowują się trochę jak postaci z jakichś starych filmów.  

– Mike, to zdarzyło się tak nagle. Nie mogę od razu odpowiedzieć.  
Spojrzał na nią całkiem zaskoczony.  
– Nagle? Po tym, co robiliśmy w tych wszystkich łazienkach?! Jak w ogóle możesz tak 

background image

mówić? 

Julia zasłoniła dłonią usta, chcąc stłumić chichot.  
– Wiesz, myślałam o czymś innym. Znamy się, niestety, niecały miesiąc...  
– Mnie wystarczy. Wyjdziesz za mnie? 
W tym momencie zapomniała o tym, że jest w ciąży. Starała się tylko skupić na tym, co 

dotyczyło  ich  związku.  Szukała  tego,  co  może  być  gwarancją  jego  stabilności  i  pewności. 
Szukała,  ale  nie  mogła  znaleźć  nic  poza  miłością.  Czy  to  wystarczy?  Nagle  coś  ją 
zaniepokoiło.  

– Co tam się dzieje, Mike? 
– Nic takiego.  
– Przecież widzę, że coś się dzieje – naciskała. – Nagle zrobiło się jakoś cicho.  
–  Wydaje  ci  się  –  mruknął,  ale  jednocześnie  na  jego  ustach  pojawił  się  jakiś  dziwny 

uśmieszek.  

– Oj, Mike. Coś knujesz.  
–  Przypominam,  że  nie odpowiedziałaś  jeszcze na  moje  pytanie.  –  Zerknął  nerwowo  w 

stronę domu.  

Julia rozłożyła ręce w bezradnym geście.  
–  Nie  mogę  ci  jeszcze  odpowiedzieć,  Mike.  To  świetnie,  że  się  zgadzasz,  abym  miała 

życie zawodowe. Ale przecież pracujesz dla FBI. Co będzie, jak cię gdzieś przeniosą? 

To powinien być argument decydujący. Mike z powagą pokiwał głową, ale nie wyglądał 

na zbytnio zmartwionego.  

– Rozmawiałem o tym z moim szefem. – Popatrzył jej w oczy. – Zagwarantował mi, że 

zatrzymają mnie tutaj jeszcze trzy lata. To dużo czasu, Julio. Wiele się może zmienić.  

Julia  skinęła  głową.  Nadeszła  chyba  pora,  żeby  zdradzić  wszystkie  sekrety.  Mike 

powiedział już chyba, co miał do powiedzenia.  

– Wiele się już zmieniło – zauważyła. Spojrzał na nią nieufnie.  
– Co chcesz przez to powiedzieć? 
– Jestem w ciąży.  
Mike poczerwieniał na twarzy i nadął się niczym balon. Myślała, że za chwilę eksploduje. 

Co zresztą nastąpiło.  

– Jesteś w ciąży?! – ryknął tak, że było go chyba słychać w całym mieście.  
– Doskonale się składa, że chcesz się ze mną ożenić, prawda? – spytała.  
Kątem  oka  zobaczyła  tłum  osób,  które  przepychały  się  w  drzwiach  prowadzących  na 

patio.  

– Kiedy to się stało? Wtedy w łazience? – upewnił się, podchodząc bliżej do Julii.  
Nie  pozwoliła  mu  się  objąć  i  pocałować.  Nie  odpowiedziała  też  na  jego  pytanie. 

Wymknęła mu się i wskazała gestem dom.  

– Mamy towarzystwo.  
Goście wysypali się z domu i ustawili niemal równym szpalerem na patio. Mike patrzył 

na nich, jakby nie wiedział, kim są i skąd się tu wzięli.  

– Ona jest w ciąży – oznajmił, wskazując Julię. – Wkrótce się pobieramy.  

background image

– Tego nie powiedziałam – zaprotestowała Julia.  
W tym momencie z tłumu wybiegł Jack i zamachał rękami.  
– Hej, Mike! Nie zapomniałeś czegoś?  
Mike spojrzał w osłupieniu na ojca Julii.  
– Przecież mówiłeś, że mogę się z nią ożenić? 
– Ciasta, stary! Ciasta! – przypomniał mu Jack Cochran.  
– Aa! – Mike uderzył się dłonią w czoło. – Zupełnie zapomniałem.  
Nikt  poza  Julią  się  nie  zdziwił.  Wszyscy  wiedzieli  o  ciastach.  To  był  jakiś  cholerny 

spisek.  

– Co to za ciasta? – spytała nieufnie. Mike uśmiechnął się szeroko.  
–  Przygotowałem  dla  ciebie  ciasto.  I  sam  je  dekorowałem  –  pochwalił  się.  –  A  drugie 

dekorował Aaron.  

Julia popatrzyła na Mike’a ze zdumieniem.  
– Zrobiliście dla mnie ciasta?! 
– Tak. Chcesz je zobaczyć? 
Nie czekając na odpowiedź, wziął ją za rękę i zaprowadził do wnętrza domu. Stojący na 

patio goście rozstąpili się, robiąc im drogę. Julia zauważyła, że jej matka wyciera sobie oczy 
chusteczką, ale nie miała pojęcia dlaczego.  

– Nie widzę żadnych ciast – powiedziała, gdy znaleźli się na sali. – Chyba nie musimy iść 

do łazienki? 

Mike pokręcił głową.  
– Nie, nie musimy.  
Rosie i Sal Pomerantz, którzy stali przy stole, rozstąpili się, ukazując dwa wielkie ciasta, 

jedno okrągłe, a drugie prostokątne, fioletowego koloru. Aaron podszedł do niej i wziął ją za 
rękę. Julia poczuła, że chce jej się płakać.  

– Będzieś moją mamą? – usłyszała obok głos Aarona. Wzięła go na ręce i wszyscy troje 

przytulili się do siebie.  

– Kocham was – szepnęła. – Nawet nie sądziłam, że tak bardzo. Kiedy postawiła Aarona 

na podłodze, natychmiast zaczął ją ciągnąć w stronę ciast.  

–  Julio,  Aaron  zadał  ci  pytanie  –  powiedział  Mike.  –  Dużym  chłopcom  nie  musisz 

odpowiadać, ale małym powinnaś.  

Julia potoczyła wzrokiem po zebranych, a następnie przykucnęła przy Aaronie.  
– Tak – powiedziała. – Będę twoją mamą.  
Mike  odetchnął  z  ulgą.  Zebrani  zaczęli  klaskać.  Ida  wybuchnęła  płaczem,  więc  mąż 

musiał ją uspokajać. W sali powstał zamęt. Mike i Aaron podprowadzili Julię do stołu.  

–  Pszecitaj!  Pszecitaj!  –  wykrzyknął.  –  Ten  oklągły  mój!  –  wykrzyknął  Aaron.  –  Sam 

mówiłem tacie, co napisiać.  

Na okrągłym cieście widniał napis: „Mike kocha Julię”.  
– A to prostokątne jest moje – dodał Mike.  
Na prostokątnym cieście Mike napisał po prostu: „Kocham cię, Julio”.  
– Och, Mike! – Rzuciła się w jego ramiona.  

background image

–  Moje  jest  czekoladowo-miętowe  –  szepnął  jej  do  ucha.  –  Tylko  Aaron  nie  dał  się 

przekonać, że ktoś może jeść coś takiego.  

– Dzięki, Mike.  
– Więc jak? Może odpowiesz też na moje pytanie? Teraz nie musiała już się zastanawiać.  
– Tak, Mike. Wyjdę za ciebie.  
–  To  świetnie,  bo  inaczej  nic  by  nie  wyszło  z  naszego  zaręczynowego  przyjęcia  – 

powiedział. – Goście byliby rozczarowani.  

– Zaręczynowego przyjęcia?! – powtórzyła, rozglądając się dokoła. – Czy wszyscy, a w 

szczególności moja matka, wiedzieli, że to jest zaręczynowe przyjęcie? – spytała groźnie.  

Mike uśmiechnął się i skinął głową.  
– Tak. Nawet mam dla ciebie pierścionek.  
Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął niewielkie pudełeczko, w którym znajdował się 

prawdziwy złoty pierścionek z diamentem.  

–  Pozwolisz,  że  zwrócę  ten  stary  właścicielowi.  –  Mike  zdjął  z  palca  Julii  dziecinny 

pierścionek. – Sal może go teraz potrzebować.  

Rosie  przytuliła  się  do  Sala.  Ida  wybuchnęła  jeszcze  głośniejszym  płaczem.  Julia 

natychmiast spojrzała w jej stronę.  

–  Wiesz  co,  Mike,  zgodziłam  się  za  ciebie  wyjść  i  nie  wypada  mi  się  wycofywać  – 

powiedziała.  

– Masz rację – przytakną! natychmiast.  
– Chciałabym tylko  postawić jeden warunek. Wyjdę za  ciebie,  jeśli pomożesz mi zabić 

matkę – oświadczyła. – Sama jakoś nie mogę tego zrobić.  

Mike spojrzał na Julię, potem na Idę, a potem znowu na Julię i wybuchnął śmiechem.  
– Chyba jej daruj tym razem. Gdyby nie Ida, nigdy byśmy się nie poznali. Mam lepszy 

pomysł.  

– Jaki? 
Mike pochylił się nad Julią.  
– Chodźmy lepiej do łazienki – szepnął wprost do jej ucha.