background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

 

TRAFIONA   ZATOPIONY    

 

Kawa była dla Joanny jedynie pretekstem do opuszczenia pokoju. Prawdziwy powód 

stanowiła  potrzeba  zmiany  otoczenia,  bo  zdominowane  czerwienią  pomieszczenie, 

doprowadzało  ją  do  szewskiej  pasji.  Na  dodatek  męska  część  zespołu  postanowiła  dzisiaj 

zapunktować, obdarowując każdą kobietę w firmie symboliczną, pąsową różą. Owszem, fakt 

sam w sobie wydawał się dość miły, ale to zbiorowe okazywanie pseudo miłości dziewczyna 

odbierała nie inaczej, jak zwykłe wazeliniarstwo. 

Ewa  i  Dorota,  siedzące  z  Asią  w  jednym  pokoju,  cały  dzień  chichotały  jak  pensjonarki, 

podtykając  sobie  wzajemnie  pod  nos  wyświetlacze  telefonów  z  co  pikantniejszymi  sms-ami 

od chłopaków. Jakby tego było mało, jedna postawiła na brzegu swojego, zawalonego stertą 

papierów  biurka  pluszowego  miśka  z  okazałą  kokardą  pod  brodą,  a  druga,  dyndające  na 

długiej sprężynce świecące na czerwono serduszko.  

Aśka  musiała,  czym  prędzej  stamtąd  wyjść,  gdyż  jedyne,  co  była  w  stanie  zrobić,  to  puścić 

niepasującego  kolorystycznie  do  reszty,  pawia.  Zniszczenie  projektu,  nad  którym  tak  ciężko 

pracowała od dwóch dni, nie było jednak jej zamiarem.  

Gdyby  ktoś  dał  jej  teraz  do  ręki  broń,  z  dziką  radością  wystrzelałaby  to  ogarnięte 

walentynkową histerią towarzystwo, taka była wściekła. 

Broń?  Natychmiast  pożałowała,  że  nie  zawłaszczyła  sobie  markera  do  paintballa,  z  którego 

strzelała  na  ostatnim  z  firmowych  wypadów  integracyjnych.  Okazja  ku  temu  była  wprost 

wymarzona,  bo  magazyn,  w  którym  prowadzący  imprezę  Michał  złożył  cały  sprzęt,  mieścił 

się na końcu hali, gdzie rozegrał się ich speedballowy

1

 mecz.  

Po całej zabawie skład z bronią długo stał otwarty, zapraszając, by do niego zajrzeć.  Jednak 

całą  uwagę  dziewczyny  zaprzątał  wtedy  tylko  i  wyłącznie

 

apetycznie  wyglądający

 

tyłek 

organizatora, za którym wodziła zahipnotyzowanymi oczami.  

Po  tym,  jak  jego  właściciel  do  niej  strzelił,  miała  pełne  prawo,  by  jakoś  mu  się  odgryźć. 

Problem w tym, iż miast planować zemstę, niczym skończona idiotka nie mogła oderwać od 

niego wzroku,  tym  bardziej, że  jeszcze  jakby jej na złość,  miał na  sobie  wojskowy mundur,  

do  którego  od  zawsze  miała  słabość.  Zbyt  długa  posucha  w  kontaktach  damsko-męskich, 

doprowadziła w końcu do tego, że na widok atrakcyjnego faceta, wyposzczone ciało poczuło 

zew. Cóż, z naturą nie wygrasz…  

                                                 

1

 Sportowa odmiana paintballa, rozgrywana na ograniczonym terenie, na którym ustawione są sztuczne 

przeszkody. 

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

2

Wszystko  układało  się  gładko  do  momentu,  kiedy  przy  kalibrowaniu  broni,  niby  przez 

przypadek, wywalił w jej plecy krótką serię kulek z farbą.  

Jak  mógł  jej  nie  zauważyć?  No,  jak?!  Wolne  żarty!  Co  prawda  przysłowiowe  metr 

pięćdziesiąt w kapeluszu to niewiele, ale zanim wymierzył, powinien był przecież sprawdzić 

gdzie celuje?  

Wiązka rzuconych w jego kierunku epitetów dało jedynie upust wściekłości dziewczyny, ale 

co  z  tego,  skoro  przez  kilka  kolejnych  dni  leczyła  sińce  po  kulkach  a  reszta  firmy  miała  

z niej niezły ubaw? 

Gdyby  dzisiaj  dostała  w  swoje  ręce  taką  broń,  Michała  też  by  nie  oszczędziła,  była  tego 

pewna. 

-  Pięknie,  Aśka,  love  and  peace  wkoło  a  ty,  strzelanie  do  celu  planujesz  sobie  urządzić  – 

Uśmiechnęła się do własnych myśli z błyskiem w oczach. 

Niechętnie odstawiła pusty kubek do zlewu, a następnie odkręciła wodę,  żeby  go umyć. Nie 

było rady, musiała się ogarnąć i wrócić, ale przede wszystkim skończyć wreszcie ten projekt, 

zanim szef się o niego upomni… 

 

*** 

 

Poprawił  kołnierzyk  koszuli,  narzucił  na  ramiona  czarny,  sięgający  do  połowy  uda 

płaszcz  i  ostatni  raz  zerknął  do  lustra,  żeby  ocenić  swój  wygląd.  Prezentował  się 

zdecydowanie  lepiej  niż  dobrze,  więc  gotowy  do  wyjścia  sięgnął  ręką  do  kontaktu  nad 

lustrem.  W tej  pozie  zastygł, ponieważ  do jego uszu dotarł niepokojący  dźwięk. Zdziwiony, 

cofnął  się  w  głąb  mieszkania,  uchylił  drzwi  do  pokoju  i  nasłuchiwał,  ale  panowała  w  nim 

cisza jak makiem zasiał. Nieco tym faktem uspokojony łapał już za klamkę, kiedy alarmujące 

„kap” złowieszczym echem rozeszło się po nieumeblowanym jeszcze pokoju. Zapalił światło, 

a potem zamarł na widok wielkiej, siwej, ściekającej wodą plamy na suficie.  

- Cholera jasna, to jakiś żart? – Zagrzmiał sam do siebie. – Jacuzzi sobie w pokoju urządzili, 

czy jak? 

Wszystko,  co  wydarzyło  się  potem,  toczyło  się  już  na  przyspieszonych  obrotach.  Najpierw 

wpadł  do  łazienki,  zerwał  z  wieszaka  kilka  ręczników,  następnie  zahaczył  o  kuchnię,  skąd 

pozbierał wszystkie  duże miski,  jakie posiadał.  Odsunął spod okna sofę  oraz  niski, kawowy 

stolik,  stanowiące  póki  co,  jedyne  wyposażenie  pokoju,  po  czym  cisnął  na  parkiet  stertę 

suchych  ręczników,  ustawiając  jednocześnie  pod  najbardziej  przemakającym  fragmentem 

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

3

sufitu,  niską  miednicę.  Jeśli  chciał  jeszcze  zdążyć  na  tę  uroczystą  kolację,  powinien  był  już 

wyjść, tylko jak niby miał to zrobić, skoro groziła mu powódź? 

Trzasnął  drzwiami  i  sadząc  po  dwa  stopnie,  wbiegł  po  schodach  piętro  wyżej.  Masywne, 

brązowe  drzwi  zdobił  jedynie  numer  mieszkania,  żadnej  wizytówki.  Kilkakrotnie  wcisnął 

przycisk dzwonka, a gdy to nie poskutkowało, przydusił go palcem. Słuchał jak ostry dźwięk 

wypełnia  wnętrze  zamkniętego  na  cztery  spusty  lokalu,  ale  jedynym  odzewem  była  głucha 

cisza,  co  rozwścieczyło  go  jeszcze  bardziej.  Dla  wzmocnienia  efektu  zaczął  walić  w  nie 

pięścią,  niestety  z  takim  samym  skutkiem.  Przeglądał  właśnie  w  myślach  asortyment 

narzędzi,  którymi  mógłby  uskutecznić  profesjonalny  włam  do  feralnego  lokum,  gdy  dźwig 

windy  za  jego  plecami  pisnął  żałośnie.  Z  morderczym  wyrazem  twarzy  obrócił  się  w  jego 

kierunku,  by  na  widok  elegancko  ubranej  blondynki,  która  wyłoniła  się  właśnie  z  kabiny, 

zastygnąć w bezruchu.  

 

*** 

 

           Pierwszym,  co  po  wyjściu  z  windy  napotkał  wzrok  Joanny,  okazał  się  dziwnie 

znajomy,  elegancko  ubrany  mężczyzna.  Wyraz  jego  przepełnionych  szaleństwem  oczu, 

zatrzymał ją jednak w pół kroku.  

To prawda, że przez cały dzień obraz tego przystojniaka plątał się w jej przytłumionej przez 

nieznośny,  walentynkowy  szał  głowie.  Jednak  teraz najwyraźniej  miała jeszcze  halucynacje, 

jak  inaczej  mogłaby  wytłumaczyć  obecność  organizatora  imprez  paintballowych  przed 

drzwiami swojego mieszkania?  

Stał tam, podobnie jak ona zatrzymany w kadrze, wlepiając w nią te swoje chmurne oczy.  

Cholera,  ściągnęłam  go  mentalnie,  czy  co?  Prosiłam  tylko  o  broń,  a  nie  o  pełny  pakiet  

z obsługą…  

- Michał? Co ty tu robisz? – Nie kryła zdziwienia, odpinając górny guzik płaszcza. 

-  Dobre  pytanie,  a  ty?  –  Donośny,  męski  głos  zawibrował  echem  na  niewielkiej  klatce 

schodowej. 

-  Ja?  Mieszkam.  Stoisz  przed  moimi  drzwiami.  –  Oblizując  językiem  spierzchnięte  usta, 

przechwyciła zdziwione spojrzenie niespodziewanego gościa. 

-  To  twoje  mieszkanie?  –  Jego  idiotyczna  mina  i  niekomponujący  z  nią,  elegancki  strój, 

wywołał na twarzy dziewczyny lekki uśmiech. 

- A niby kogo, królewny śnieżki i siedmiu krasnoludków? Skąd w ogóle masz mój adres? – 

Niczego w tej sytuacji nie rozumiała i zaczynała obawiać się, czy chce poznać jej sedno. 

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

4

-  Nie  miałem  zielonego  pojęcia,  że  tu  mieszkasz,  ale  wiem  jedno:  skoro  to  jest  twoje 

mieszkanie,  to  właśnie  mnie  zalewasz,  rusałko.  Mieszkam  dokładnie  pod  tobą.  – 

Poirytowany, potrząsnął głową. 

-  Mieszkasz  pode  mną?  Od  kiedy?  –  Jej  duże,  grafitowe  oczy,  powiększyły  się  jeszcze 

bardziej. 

- Kobieto, głucha jesteś?  Zalewasz mnie? – Stracił w końcu cierpliwość. – Otwieraj te drzwi, 

bo zaraz sufit spadnie mi na głowę! – Zdenerwował się. 

Zacisnęła  usta,  wydymając  je  nieznacznie,  by  dać  tym  wyraz  swojego  zbulwersowania,  po 

czym  zaczęła  przetrząsać  torebkę  w  poszukiwaniu  kluczy.  Posłał  jej  tak  sugestywne 

spojrzenie,  że  przeraziła  się,  iż  zaraz  wyrwie  jej  ten  damski  atrybut  z  ręki  a  następnie  całą 

jego zawartość wysypie na podłogę, by jak najszybciej znaleźć te nieszczęsne klucze.  

- To niemożliwe, żebym cię zalewała. Przed wyjściem z domu zawsze wszystko sprawdzam. 

Rytuał  taki  mam.  Musiało  ci  się  coś  pomylić!  –  Dodała  z  przekonaniem,  wymijając  go  

z pękiem kluczy w ręce.  

- Rytuał! Słuchaj, wiem, co widziałem. To mieszkanie jest dokładnie nade mną, więc to twoja 

podłoga przecieka. Solidnie przecieka! – Warknął, stając za jej plecami. 

Nie  zamierzała  poddawać  się  jego  sugestiom,  pewna  swojej  racji.  Kiedy  drzwi  do  jej 

mieszkania  stanęły  otworem,  dziarskim  krokiem  przekroczyła  próg.  Odetchnęła  z  ulgą, 

upewniając się, że nie może być mowy o żadnym zalaniu. 

-  Widzisz?  Sucho!  –  Miała  ochotę  dziecinnie  wystawić  język,  ale  powstrzymała  się,  widząc 

furię w oczach mężczyzny. 

- A możesz łaskawie sprawdzić dalej? Najwyraźniej woda jeszcze tutaj nie dotarła, ale jestem 

pewien, ze coś u ciebie cieknie. – Zmusił Joannę, by weszła dalej, następnie, nie czekając na 

zaproszenie, przestąpił próg. Odnalazła ręką włącznik i rozświetliła nieduży przedpokój  

- To gdzie według ciebie mam mieć tę awarię? Proszę, nie krępuj się! – Wywróciła oczami, 

kiedy  wyminął  ją,  aby  pchnąć  drzwi  do  pokoju,  znajdującego  się  dokładnie  nad  jego 

własnym.  Plusk  wody,  który  towarzyszył  postawieniu  przez  niego  nogi  na  podłodze,  mówił 

sam za siebie. 

- O cholera! – Wcisnęła włącznik światła, by ze świstem wciągnąć w płuca powietrze. 

-  Znam  o  wiele  bardziej  dosadne  słowo,  –  rzucił  ironicznie  przez  ramię    i  zaczął 

przemieszczać się po pokoju, próbując zlokalizować źródło awarii. 

-  I    wszystko  jasne!  –  Stęknął,  pochylając  się  przy  kaloryferze.  –  Mamy  winnego!  Zawór 

przepuszcza, dlatego woda leje się ciurkiem po ścianie – zawyrokował, kręcąc głową na boki, 

wyraźnie niezadowolony. 

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

5

- Co teraz? – Przerażenie w oczach dziewczyny otrzeźwiło go.  

- Jak to, co? Łap za wiadro i szmatę. Trzeba zebrać tą wodę a pod zawór podstawić  miskę. 

Znasz numer do administracji? Trzeba natychmiast zgłosić awarię, inaczej będziesz tu miała 

wodę z całego pionu. – Bez chwili wahania wydawał jej polecenia. 

Stała w progu pokoju, wyraźnie zdezorientowana, patrząc na Michała takim wzrokiem, jakby 

pierwszy raz widziała go na oczy. 

- Aśka? Kobieto, rusz się! Wiadro i szmata, teraz! – Zarządził, a kiedy wreszcie zniknęła mu  

z oczu, bacznie rozejrzał się po pokoju.  

Bez zastanowienia ściągnął z kanapy coś, co wyglądało jak stary, poplamiony dywanik. 

- Co ty robisz?! – Piskliwy głos właścicielki mieszkania natychmiast przykuł jego uwagę.  

Stała w progu pokoju z wiadrem w jednej ręce, mopem w drugiej i przerażonym spojrzeniem 

utkwionym w całkowicie już mokrym dywaniku. 

- Pomagam ci ogarnąć ten chaos. Nie widać?  

- Moją unikatową, ręcznie tkaną, przywiezioną z Meksyku narzutą?! Zwariowałeś? - Uznał jej 

pretensje za grubo przesadzone. 

-  Nie będę  się  teraz  roztkliwiał  nad  kawałkiem włóczki,  bo jeśli  tego nie ogarnę, poprawka: 

nie  ogarniemy,  to  cała  ta  woda  za  chwilę  znajdzie  się  u  mnie.  Daj  mi  to  wiadro,  a  gdzie 

szmaty? 

- Mopa przyniosłam! – Warknęła, wściekła na jego obcesowość. 

-  A  co  niby  chcesz  nim  robić?  Podłogę  umyjesz  po  remoncie.  Szoruj  po  jakieś  szmaty, 

ręczniki,  cokolwiek,  byle  dużego  i  chłonnego.  No,  już!    Gdzie  trzymasz  miski?  Trzeba 

natychmiast  podstawić  coś  pod  ten  zawór.  –  Wyrzucał  z  siebie  słowa  z  prędkością 

szybkostrzelnego markera. 

- Niczego więcej już nie dotykaj. Sama ci przyniosę! – Krzyknęła z przedpokoju, na moment 

znikając  mu  z  oczu,  by  naraz  rzucić  w  jego  kierunku  kilka  jasnych,  zdobionych  misternym 

haftem ręczników.  

- Nie szkoda ci ich? Naprawdę nie masz czegoś innego? 

- Nad moją narzutą nie miałeś litości a nad ręcznikami cię wzięło?- Zawyła wściekle z głębi 

mieszkania. 

Resztkami  sił  powstrzymał  się  od  komentarza,  zdjął  płaszcz  i  rzucił  na  kanapę.  Nareszcie 

mógł odpiąć i podwinąć rękawy koszuli, zyskując więcej swobody w ruchach. Błyskawicznie 

porozkładał rzucone na podłogę ręczniki, starając się zebrać maksymalną ilość wody.  

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

6

Naburmuszona  Joanna  wróciła  z  niedużą  miseczką w  jednej  ręce, drugą  zaś  przyciskając  do 

ucha telefon, do którego dukała coś nieskładnie. Wyprostował się, strzepując wodę z ręki, by 

zdecydowanym gestem wyciągnąć ją ku niej. 

- Mogę? – Nie miała złudzeń, że chodzi o telefon.  

Z piorunami w oczach oddała mu aparat, aby lawirując między porozkładanymi na podłodze 

ręcznikami,  dotrzeć  wreszcie  do  kaloryfera,  gdzie  umieściła  miskę.  Usatysfakcjonowana 

chwilowo  opanowaną  sytuacją,  rozejrzała  się  wokół,  ale  pobojowisko,  które  przedstawiała 

sobą  podłoga  w  pokoju,  przyprawiło  ją  o  rozstrój  nerwowy.  Na  myśl  o  rosnących  

z  minuty  na  minutę  kosztach  naprawy  szkód,  jej  oczy  wypełniły  się  łzami.  Była  tak 

pochłonięta oceną zniszczeń, że nie usłyszała, kiedy jej sąsiad-tyran skończył rozmowę. 

- Nawet nie próbuj beczeć! – Ostro rzucił w jej kierunku. - Mamy wystarczająco dużo wody 

na podłodze! – Poirytowany wywrócił oczami. 

-  Ja  nie  beczę!  Czy  wyglądam  jak  baran?  –  Oburzyła  się,  szybko  mrugając  oczami  

i odwracając do Michała plecami.  

Obserwował jak zsuwa z ramion swój miodowy płaszcz, odkłada go tuż obok jego własnego, 

a  następnie  podciągając  do  góry  rękawy  jasnego  sweterka,  pochyla  się  nad  ręcznikiem,  by 

wykręcić go nad wiadrem. Pierwszy raz, odkąd wtargnął do tego mieszkania, stał bezczynnie  

wpatrując  się  w  jego  właścicielkę.  Ta  nieco  denerwująca,  ale  jednocześnie  rozbrajająca  

w  swojej  paplaninie  blondynka,  już  wcześniej  wpadła  mu  w  oko.  Nie  musiał  jej  zbytnio 

wyławiać z tłumu, bo ze swoim niewielkim wzrostem oraz drobną posturą, człowiek od razu 

zawieszał  na  niej  oko.  Całości  dopełniały  te  jej  ogromne,  szare  oczy,  których  spojrzenie 

więziło,  jakby  rzucała  nimi  urok.  Wyprostowała  się  nagle,  a  jemu  natychmiast  wróciła 

zdolność myślenia. 

-  Awaria  zgłoszona,  fachowiec  w  drodze,  a  ja  muszę  zadzwonić  –  odparł  znacznie 

łagodniejszym już tonem i nie czekając na jej reakcję, wyszedł z pokoju. 

 

*** 

 

Czy  to  ma  być  dla  niej  kara  za  bojkot  tego  durnego  święta  zakochanych?  Dlaczego 

właśnie  dzisiaj  musiało  się  to  stać,  do  tego  jeszcze  z  jego  udziałem?  Cała  ta  sytuacja 

zakrawała na ironię losu, ale Joanna nie miała siły, by analizować ją dłużej. Powstały zamęt 

wydawał  się  poniekąd  opanowany,  wody  zdecydowanie  ubyło,  a  co  ważniejsze,  nowej  nie 

przybywało,  bynajmniej  nie  w  takim  tempie,  jak  na  początku.  Wykręciła  ostatni  ze  swoich 

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

7

ulubionych, haftowanych ręczników, po czym rozłożyła go tuż obok miski, której zawartość 

wcześniej przelała do wiadra.  

Sąsiad ciągle rozmawiał przez telefon, bo choć nie rozróżniała słów, to jednak wciąż słyszała 

jego  głos.  Dopiero  wtedy  powiązała  dzisiejszą  datę  z  jego  wizytowym  strojem  i  prawie 

jęknęła. Najwyraźniej przyjazne stosunki nie były im pisane, bo najpierw Michał potraktował 

ją  kulkami  do  paintballa  a  teraz  ona,  w  walentynkowy  wieczór,  który  zapewne  zamierzał 

spędzić z ukochaną, zalała mu mieszkanie, doszczętnie niwecząc w ten sposób wszystkie jego 

plany.  

Usprawiedliwiał  ją  jedynie  fakt,  że  awaria  nie  wynikła  bezpośrednio  z  jej  winy,  ale  to  nie 

minimalizowało  rozmiarów  tej  towarzysko-sąsiedzkiej  porażki.  Pomimo  tego  zdumiewający 

okazał się fakt, że najwyraźniej od jakiegoś już czasu mieszkali w tym samym bloku a dotąd 

ani razu na siebie nie wpadli. 

-  Jak  to  wygląda?  –  Wszedł  do  pokoju,  zapinając  mankiet  gustownej  błękitnej  koszuli  

w granatowe prążki, porażając ją swoim widokiem. 

-  Byłeś  umówiony,  prawda?  A  ta  awaria  pokrzyżowała  ci  plany.  –  Odparła  dręczona 

wyrzutami sumienia. 

-  Już  zadzwoniłem  i  wszystko  wyjaśniłem.  To  wyrozumiała  kobieta,  dostrzega  powagę 

sytuacji – dodał tylko, a następnie sprawnym ruchem przesunął kanapę, odsłaniając ukrytą do 

tej  pory  kałużę  wody.    Kiedy  Asia  schyliła  się,  aby  ją  wytrzeć,  złapał  za  drugi  ręcznik  i 

dołączył do niej.  

- Strasznie cię przepraszam Michał… 

-  Nie  ma  o  czym  mówić,  wypadki  chodzą  po  ludziach.  To  nie  twoja  wina,  że  akurat  dziś 

zawór  postanowił  sobie  odpuścić.  Powinienem  cię  przeprosić  za  swoje  wcześniejsze 

zachowanie, byłem wściekły.  – Jego spokojny ton brzmiał kojąco. 

-  Mogłabym  jeszcze  coś  do  tego  dorzucić,  ale  nie  warto  już  do  tego  nie  wracać.  – 

Uśmiechnęła się lekko. 

Zmrużył oczy, próbując dociec, do czego zmierza, a kiedy pojął w końcu, co miała na myśli, 

pokręcił tyko głową, parskając cicho. 

-  Śmiej  się,  śmiej.  Przez  kilka  dni  nosiłam  ślady  po  twoim  zamachu  na  moje  życie!  – 

Oburzyła się. 

- Zamachu? Miałaś stać w grupie, nie szwendać się po hali. Tłumaczyłem ci przecież, że cię 

nie widziałem. 

- Strzeliłeś do mnie! I to kilka razy! Wiesz jak to bolało?- Obruszyła się  

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

8

-  Ach,  zatem  mniemam,  że  wszystko  zaplanowałaś,  a  w  ramach  zemsty  postanowiłaś 

zbombardować  mnie  niezliczoną  ilością  kropel  wody!  –  Zaśmiał  się  tak  szczerze  

i rozbrajająco, że zrobiła to samo. 

- Świetnie, że tak cię rozbawiłam, ale może powinieneś sprawdzić, co u ciebie? 

- Najpierw mnie zalałaś, a teraz wyrzucasz? Nic z tego, w ramach rekompensaty należy mi się 

kawa. 

- Jasne, może jeszcze ciastko z kremem, albo tajski masaż przed snem?  

Na wszelki wypadek mocno zacisnęła usta, żeby nie wydobył się z nich żaden, niepożądany 

dźwięk. 

- To da się zrobić – odparła jednak po chwili. - Tylko przejdźmy do kuchni, bo na ten widok 

przechodzi mi ochota na cokolwiek. – Obrzuciła pokój krytycznym spojrzeniem.  

Ruszył za nią, a w kuchni zajął miejsce przy niewielkim stoliku pod ścianą. 

-  Długo  tu  mieszkasz?  Jak  to  się  stało,  że  do  tej  pory  jeszcze  ani  razu  na  siebie  nie 

wpadliśmy? – Wlała do ciśnieniowego ekspresu wodę, ustawiając na blacie dwie filiżanki. 

-  Od  trzech  tygodni,  ale  trwał  remont,  więc  pomieszkiwałem  u  brata.  Dopiero  tydzień  temu 

wprowadziłem się na dobre, ale przeważnie nie ma mnie w domu. 

- No pięknie, ledwie skończyłeś jeden remont, a tu już czeka cię drugi – jęknęła, sięgając po 

pojemnik  z  kawą.  –  Może  być  mocna?  Tylko  taką  pijam.  –  Posłała  mu  przepraszający 

uśmiech i odetchnęła, kiedy  przytaknął. Napełniła miarkę porcją kawy, wkręciła na miejsce, 

po czym włączyła ekspres. 

- Ależ spotulniałaś! – Roześmiał się niespodziewanie. 

- Dlaczego tak uważasz? 

-  Po  akcji  w  hali  posłałaś  mi  taką  wiązankę,  że  aż  w  pięty  poszło,  a  teraz  proszę,  kłapiący 

paszczą wilk zamienia się w owieczkę. – Z rozbawieniem pokręcił głową. 

Ekspres  zacharczał,  wypluwając  z  siebie  ostatnie  krople  ciemnego  płynu,  więc  Asia  wzięła 

jedną  z  filiżanek  i  postawiła  ją  przed  Michałem.  Wyjęty  z  lodówki  pojemnik  z  resztą 

wczorajszego  obiadu,  umieściła  w  mikrofalówce.  Oparła  się  pośladkami  o  szafkę,  by 

przebierając nerwowo nogami, zaczekać na koniec programu podgrzewania.  

- Pyszna kawka. – Upił łyk, zaciągając się intensywnym aromatem napoju. 

- Dziękuję, oryginalna, meksykańska. – Dodała z dumą. 

- W promocji do dywanika dostałaś? 

Gdyby wzrok mógł zabijać, padłby teraz na jej kuchenny stół z nożem w piersi. 

- Ups, chyba przeciągam strunę. – Droczył się z nią. 

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

9

-  Jak  strzeli,  to  na  pół,  jak  orzeszka  cię  rozłupie  –  rzuciła  dobitnie.  –  Tak  dla  ścisłości,  to 

narzuta,  a  nie  dywanik.  Tym  się  łóżko  dekoruje,  a  nie  podłogę  zmywa.  –  Posłała  mu 

krytyczne spojrzenie. 

-  Przyznasz  chyba,  że  ta  narzuta  ma  zadowalająco  wysoki  stopień  chłonności. 

Prawdopodobnie, dlatego że meksykańska. - Dodał z nutą sarkazmu w głosie. 

Dzwonek do drzwi w porę ostudził nieco rozgorączkowaną atmosferę.  

-  Może  to  ten  fachowiec,  co  go  administracja  na  ratunek  obiecała  przysłać?  –  Michał  nie 

czekał  na  reakcję  Joanny,  tylko  poderwał  się  z  krzesła  i  zupełnie  nieskrępowany  faktem,  że 

nie jest u siebie, ruszył do drzwi. 

-  Dobry  wieczór.  –  Na  klatce  schodowej  czekał  na  nich  niski,  dobrotliwie  wyglądający 

mężczyzna w  roboczym  ubraniu oraz przykurzonym kaszkiecie na  głowie, dzierżący w ręku 

pokaźną skrzynkę z narzędziami. 

Aśka  przepchnęła  się  obok  Michała,  by  szerzej  otworzyć  drzwi,  robiąc  tym  samym  miejsce 

przybyłemu na odsiecz profesjonaliście. 

-  To  u  państwa  ta  awaria?  -  Przeniósł  na  nią  wzrok,  drapiąc  się  wolną  ręką  po  zarośniętej 

brodzie. 

- Tak - odpowiedzieli równocześnie, po czym spojrzeli na siebie zmieszani.  

-  To  znaczy  u  mnie.  -  Dokończyła  dziewczyna.  –  Ogarnęliśmy  nieco  ten  rozgardiasz,  ale 

kaloryfer ciągle cieknie. 

- Zawór puścił. – Dorzucił swoje trzy grosze Michał. 

-  Zawór?  –  Hydraulik  wszedł  do  środka.  -  Ale  jak  to  puścił?  Sam  się  puścił?  Samo,  to  się 

proszę pana, nic nie dzieje. – Jego dobre pierwsze wrażenie najwyraźniej zostało za drzwiami. 

- A gdzie ten kaloryfer? – Stanął w przedpokoju, czekając na dalsze instrukcje. 

- Tutaj – wskazała mu drzwi do pokoju, wchodząc zaraz za nim. 

Michał  tym  razem  nie  chciał  wychodzić  przed  orkiestrę,  został  w  drzwiach.  Fachowiec,  na 

widok porozkładanych na podłodze ręczników, zagwizdał cicho. 

-  Nie  szkoda  pani  tego  dywanika  z  cepelii?  –  Wtrącił  jeszcze,  odsuwając  czubkiem  buta 

sponiewieraną  przez  sąsiada-ignoranta  narzutę.  Chciała  coś  odpowiedzieć,  ale  ostatecznie 

wywróciła tylko wymownie oczami. 

Przybyły  nie  tracił  czasu.  Postawił  skrzynkę  z  narzędziami  na  podłodze,  wyjął  

z  kieszeni  roboczej  bluzy  parę  cienkich,  gumowych  rękawiczek  a  następnie  wciągnął  je  na 

dłonie, głośno strzelając przy tym z gumek. 

-  Badanie  palpacyjne,  proszę  państwa,  to  podstawa  trafnej  diagnozy  –  oznajmił  ku  ich 

zdumieniu,  kucając  przy  kaloryferze,  na  co  Aśka  z  Michałem  spojrzeli  po  sobie  zupełnie 

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

10

zdezorientowani. Po chwili włączył też do badania latarkę, Oświetlił nią nieszczelne miejsce, 

po czym westchnął ciężko. 

- Tak, wody odeszły, rozwarcie na dwa palce. – Medyczny język hydraulika porażał. 

-  Będzie  rodzić?  –  Dorzucił  sąsiad  parskając,  na  co  dziewczyna  zmierzyła  go  wściekłym 

wzrokiem 

- Pan też chciał zostać lekarzem?  – Z nadzieją w głosie podłapał fachowiec. 

- A pan na pewno z administracji? – Asia obrzuciła mężczyznę podejrzliwym spojrzeniem. 

-  Myśli  pani,  że  to  dla  mnie  to  taka  frajda,  włóczyć  się  po  obcych  domach  zamiast  

piwko  przed  telewizorem  pić?  –  Zdenerwował  się,  wstając  i  ostentacyjnie  wypinając  do 

przodu pierś. 

-  Proszę  pana, ja  nie  jestem już  chyba w  stanie  myśleć.–  Ogłupiona  absurdem  całej sytuacji 

Joanna,  pokręciła  jedynie  głową.  –  Chciałabym  tylko  wiedzieć,  czy  da  radę  to  dzisiaj 

naprawić, czy nie? – Dopytywała się zniecierpliwiona. 

- Po to zostałem wezwany. Sytuacja jest dobra. Pacjent będzie żył. – Zdawał się być w swoim 

ż

ywiole.  –  Muszę  tylko  wypuścić  wodę  z  całego  pionu,  żeby  wymienić  zawór  na  nowy.– 

Zdjął  rękawiczki,  wetknął  je  na  powrót  do  kieszeni  bluzy,  schylił  się  po  skrzynkę  i  stał  już 

gotowy do wyjścia. 

-  Aaa,  państwo  tacy  eleganccy,  pewnie  chcieli  iść  na  te  walentynki,  co  to  od  rana  wszędzie  

o  nich  trąbią,  tak?  Przykro  mi,  muszę  dzisiaj  stanąć  temu  szczęściu  na  przeszkodzie,  bo 

inaczej pół bloku popłynie razem z panią.  – Wzruszył ramionami, pokręcił jeszcze głową, po 

czym skierował się do drzwi. 

-  Będę  czekać  z  utęsknieniem.  –  Bąknęła  pod  nosem  właścicielka  mieszkania,  łapiąc  się 

rękami za głowę.  

Michał  tymczasem  odprowadził  mężczyznę  do  wyjścia,    a  gdy  zostali  sami,  wybuchnął 

ś

miechem,  do  którego  Asia  natychmiast  dołączyła.  Kiedy  opanowali  w  końcu  to 

oczyszczające  rozbawienie,  mężczyzna  zaciągnął  się  nowym,  pobudzającym  soki  trawienne 

zapachem. 

- Co tak pachnie? – Zainteresował się natychmiast. 

-  Moja  kolacja!  –  Dziewczyna  oprzytomniała,  natychmiast  wchodząc  do  kuchni.  Kiedy 

otworzyła  mikrofalę,  zapach  przybrał  jeszcze  na  intensywności,  przez  co  sama  przełknęła 

ś

linkę, oblizując przy tym usta. 

-  Chciałaś  chyba  powiedzieć,  nasza  kolacja.  Moja  nie  wypaliła,  a  w  lodówce  mam  tylko 

ś

wiatło, wiec chcąc nie chcąc, będziesz się musiała nią ze mną podzielić. – Stanął tuż za jej 

plecami, zaciągając się zapachem. 

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

11

- A jeśli się nie zgodzę? – Odzyskała rezon i prawie zagrodziła mu sobą drogę. 

- To pójdziesz głodna spać, bo ja nie odpuszczę! 

- Arogant! – Burknęła pod nosem. 

- Raczej desperat - poprawił ją.  

- Jak zwał, tak zwał. Masz szczęście, że to całkiem spora porcja, bo inaczej nie byłoby, czym 

dzielić.  

Pól godziny później puste talerzyki spoczywały  w zlewie, na parapecie okna paliło się kilka 

zapachowych  świeczek,  a  oni  popijali  z  kieliszków  czerwone  wino,  które  zupełnie 

przypadkiem znalazła w jednej z szafek.  

-  Nie  żałujesz,  że  nie  spędziłeś  tego  wieczoru  razem  z  nią?-  Zadała  to  pytanie  szybciej,  niż 

dotarł do niej jego sens.  

Spojrzał na  nią  trochę  nieobecnym  wzrokiem,  westchnął ciężko,  a  potem  odstawił pusty już 

kieliszek na stolik, poprawiając się na krześle tak, jakby zamierzał z niego zaraz wstać. 

- Szczerze? – Podciągnął brwi w górę, marszcząc czoło w zabawny sposób. 

-  Przepraszam,  nie  było  pytania.  –  Zmieszała  się  natychmiast,  przechylając  kieliszek  

z winem. 

- Znam niemal wszystkie jej opowieści, ale uwielbiam ją odwiedzać. Starsi ludzie mają to do 

siebie,  że  zamykają  się  w  pętli  czasu  i  zdarzeń,  a  potem  już  tylko  kręcą  się  w  kółko,  lecz 

nawet  ta  karuzela  ma  swój  urok.  –  Dodał  z  uśmiechem,  widząc  jej  kompletnie  skołowaną 

minę.  

-  Miałem  jechać  na  imieniny  do  mojej  ciotki,  Liliany.  –  Parsknął  w  końcu  śmiechem.  

- Ale pewna niesforna dama z piętra wyżej zalała mi mieszkanie, musiałem zostać. Bez obaw, 

cioteczka  była  wyrozumiała  i  przyjęła  życzenia  przez  telefon.  –  Był  rozbawiony  

w najlepsze. 

Aśka też się w końcu zaśmiała,  

- Byłaś przekonana, że zepsułaś mi randkę, prawda?  

- Co innego mogłam sobie pomyśleć? Dzisiaj te idiotyczne walentynki, a ty ubrany jak stróż 

w  Boże  Ciało.  Do  głowy  by  mi  nie  przyszło,  że  wybierasz  się  na  imieniny  do  ciotki.  – 

Przyznała. 

- Ooo, to jawna obelga! – Udał oburzenie. – Bardzo lubię tę koszulę. Co ci w niej nie pasuje? 

- Mierzył ją niby gniewnym wzrokiem, gładząc dłonią materiał na piersi. 

- Poczekaj, niech pomyślę. – Zmrużyła lekko oczy. – Ty? Ja i moja narzuta strzelamy właśnie 

focha. 

- Masz na myśli ten dywanik? – Zaśmiał się szatańsko.  

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

12

- Wiesz, że ten dołek, który zacząłeś sobie kopać w chwili postrzelenia mnie, pogłębia się z 

minuty na minutę? Jeszcze jedna taka uwaga i zaraz cię do niego  wepchnę, a potem szybko 

zasypię, dla pewności przyciskając jeszcze kamieniem! – Dodała z mocą.  

-  Do  twarzy  ci  z  tym  gniewnym  błyskiem  w  oku.  –  Znakomicie  się  bawił.  –  Tak,  to 

nieprofesjonalne, ale nie mogłem sobie odpuścić. Tym bardziej, że kiedy ja produkowałem się 

przy  instrukcji  obsługi  markera,  ty  jak  najęta  paplałaś  z  koleżanką,  zupełnie 

niezainteresowana moim wykładem. Powinnaś być zadowolona, że skończyło się na plecach, 

bo celowałem nieco niżej! – Prawie zadławił się teraz śmiechem.  

Uniosła brwi do góry, szybkim spojrzeniem oceniła zawartość swojego kieliszka, a potem po 

prostu chlusnęła resztą wina na jego koszulę.  

-  Ups,  przesadziłam?  To  takie nieprofesjonalne.  –  Parsknęła,  widząc,  jak Michał z wrażenia 

prawie się zapowietrzył.  

Kiedy zerwał się z krzesła, uśmiech dziewczyny nieco przygasł, lecz wciąż nie traciła zimnej 

krwi, wyzywająco się w niego wpatrując. Stanęła obok krzesła, zanim jeszcze zdążył do niej 

podejść.  Nie kryła zaskoczenia, kiedy złapał ją za ręce, a następnie lekko popchnął na ścianę. 

Teraz  to  ona  zachłysnęła  się  powietrzem,  podnosząc  do  góry  głowę  i  napotykając  jego 

chmurne spojrzenie.  

Oo, wkrzuył się - pomyślała.  

Wciąż trzymając Joannę za ręce, przesunął je za plecy dziewczyny, świadomie przyciskając ją 

teraz do własnej, ubroczonej winem piersi. Drugą, wyswobodzoną ręką ujął ją za podbródek i 

przytrzymał, po to, by patrząc prosto w grafitowe oczy, nakryć jej usta swoimi  

Na moment straciła poczucie rzeczywistości, wirując gdzieś w czasoprzestrzeni,  ale kiedy w 

końcu udało jej się wyswobodzić, odepchnęła Michała, zwiększając między nimi dystans.  

- Co to niby miało być? – Przełknęła, oddychając podejrzanie ciężko.  

- To się chyba „oko za oko” nazywa – dodał z miną zadowolonego z siebie samca, oblizując 

przy tym usta.  

Dzwonek do drzwi znowu zbawiennie rozładował napięcie.  

- Pamiętasz film „ Nie ma mocnych”? – Zapytał nagle bez związku.  

Ś

ciągnęła  brwi,  próbując  zrozumieć  sens  jego  pytania.  Widząc  jej  zdezorientowanie 

uśmiechnął się tajemniczo. 

-  A  teraz  przyjdzie  hydraulik  i  będzie  naprawiał  kaloryfer  –  sparafrazował  znany,  filmowy 

dialog… 

 

 

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

13

Rok później… 

W czasie przerwy śniadaniowej do pokoju wparowała wniebowzięta recepcjonistka z pękiem 

kolorowych  tasiemek  w  ręku,  na  końcu  których  kołysały  się  czerwone,  wypełnione  helem 

baloniki w kształcie serca  

-  Macie  już  takie  cudo?  Nie?  To  już  macie!  –  Wyrzuciła  z  siebie  w  zawrotnym  tempie,  po 

czym wpuściła im jeden do pokoju i zaraz zniknęła za drzwiami. Koleżanki wydały z siebie 

serię  wyrażających  zachwyt  „achów”  i  prawie  zaklaskały,  zaczarowane  widokiem  nowego 

gadżetu. 

-  Co  to?  Mini-samolot  szpiegujący?  –  Parsknęła  Asia,  kiedy to  czerwone „cudo” zakołysało 

się pod sufitem, niczym wańka wstańka. Obie dziewczyny posłały jej krytyczne spojrzenia. 

- Może szef sprawdza jak nam idą pracę nad sprawozdaniem za styczeń? – Dorzuciła, a robiąc 

słodką minkę pomachała ręką w kierunku dyndającego na sznurku, dmuchanego serca. 

- Dziewczyny, błagam,  nie zachowujcie się jak dzieciaki w sklepie z zabawkami. Dlaczego  

w walentynki aż tak wam odbija na widok tego całego, lukrowanego chłamu? 

-  Ewcia,  jakie  masz  plany  na  wieczór?  –  Dorota  zignorowała  ją  zupełnie  i  spojrzała  na 

siedzącą na wprost koleżankę, uśmiechając się do niej z rozmarzeniem w oczach. 

-  Mieliśmy  iść  z  Waldim  do  kina,  ale  darowaliśmy  sobie,  bo  zmęczony  po 

dwunastogodzinnym  dyżurze,  mógłby  jeszcze  w  tym  kinie  zasnąć  –  dodała,  wzruszając 

ramionami.  –  Przygotuję  coś  w  domu  i  posiedzimy  sobie  razem.  W  końcu  o  to  w  tym 

wszystkim chodzi, prawda? 

- Pewnie, że tak – utwierdziła ją Dorota. – My idziemy do włoskiej knajpy. Bartek zamówił 

stolik już w zeszłym miesiącu – zamrugała maślanymi oczami. - A ty, Joasiu? Co zamierzacie 

robić dziś z Michałem? Urządzacie sobie mecz paintballa? - Dodała złośliwie. 

Z  głośników  przy  komputerze  Aśki  wydobył  się  krótki,  ostry  dźwięk,  zwiastujący  nadejście 

nowego maila.  

- Słucham?- Zapytała lekko rozkojarzona, zerkając jednocześnie na monitor. 

- Daj spokój, przecież wiesz, że ona nie znosi walentynek – wtrąciła półgębkiem Ewa. - Cóż 

by to były za plany… 

Joanna tymczasem otworzyła wiadomość. Pochodziła od Michała i była zaskakująco krótka:  

Dzisiaj twoje ukochane święto, nieprawdaż skarbie? Kliknij na poniższy link i baw się dobrze. 

Całuję, Michał.  

W dole maila znajdował się link, będący odnośnikiem do popularnej strony serwisu Youtube. 

Nie  zwlekając,  kliknęła  w  niego  a  na  dźwięki  piosenki,  pochodzącej  z  kultowego  filmu 

background image

„Trafiona zatopiony” autorstwa Rainwoman 

14

„Deszczowa piosenka”, wybuchła głośnym, niepohamowanym śmiechem. Totalnie ogłupione 

tym nagłym zwrotem sytuacji koleżanki, wpatrywały się w nią z konsternacją. 

- Pytałaś o nasze plany, tak? – Asia ochłonęła wreszcie i przypomniała sobie pytanie Doroty. 

–  Tak  się  składa,  że  za  kilka  godzin  wylatujemy  z  Michałem  do  Paryża.  Mamy  tam 

rezerwację  w  restauracji  Le  Chateaubriand  -  odparła  z  satysfakcją,  nucąc  pod  nosem  razem  

z Genem Kelly. Zaraz potem, klikając "odpowiedz", przesłała Michałowi wiadomość:  

Dziękuję  kochanie  i  nie  wiem  jak  to  zrobisz,  ale  wieczorem  musimy  być  w  Paryżu.  Całuję, 

Asia.