background image

 

~ 1 ~ 

 

 

 

background image

 

~ 2 ~ 

 

 

Vampire vignette #1 

Sylwester – Nowy Rok 

 

Malibu, Kalifornia – 31 grudzień 

Cyn wędrowała po zatłoczonej sali, uśmiechając się do ludzi, czy też wampirów, nie 

wiedziała,  popijając  od  czasu  do  czasu  krystalicznego,  bardzo  dobrego  szampana, 
którego  trzymała  w  ręku.  Nie  dokładnie  tak  planowała  spędzić  sylwestra  –  nie  tego 
roku, tego pierwszego, który chciała świętować z Raphaelem, ostatniej miłości jej życia. 
Nie,  żeby  go  tu  gdzieś  nie  było.  Czuła  go  w  swoim  sercu,  w  swoim  umyśle, 
niewytłumaczalnym  połączeniu,  które  był  niczym  cienka  nitka  między  nimi,  zawsze 
tam, nieważne jak blisko czy daleko. To z początku ją denerwowało, sprawiało, że czuła 
się tak, jakby ją szpiegował, jakby w ogóle nie miała prywatności. Ale to nie było tak. 
Nie było żadnych wtargnięć, ale wręcz przeciwnie. To dawało jej siłę i bezpieczeństwo, 
świadomość, że on zawsze jest, ten jej piękny, potężny wampirzy kochanek. 

A  mówiąc  o  nim,  jeszcze  raz  rozejrzała  się  po  sali  szukając  go.  Nie  powinien  być 

trudny  do  odnalezienia.  W  końcu  nie  był  małym  mężczyzną.  Na  nieszczęście,  żaden  z 
większości  uczestników tego bardzo prywatnego przyjęcia z okazji Nowego Roku,  nie 
był.  To  było  specjalne  spotkanie,  głów  z  jego  różnych  gniazd,  jego  najbliższych 
doradców  z  kwatery  głównej  w  Malibu  –  wszyscy  byli  wampirami  jego  dzieła,  jego 
własnymi  dziećmi,  i  wszyscy  tu  byli.  Co  prawda,  było  kilka  kobiet  wampirów 
rozsianych  między  postawnymi  mężczyznami,  ale  rzeczywistość  była  taka,  że  od 
wieków  większość  wampirów  wybierała  swoje  dzieci  spośród  zagorzałych 
wojowników,  a  ponieważ  wampiry  bardzo  długo  żyły,  większość  z  tych  obecnych 
odzwierciedlała  ten  proces  selekcji.  Co  znaczyło,  że  sala  była  wypełniona  po  brzegi 
wampirzymi mięśniami. 

To  również  znaczyło,  że  nie  było  tu  ludzi,  nie  na  tym  przyjęciu.  Po  północy, 

zgromadzone  tu  wampiry  dołączą  do  większego  przyjęcia  na  dole  –  tam  będzie 
mnóstwo  ludzi,  gości  raczej  unikalnego  pokroju.  Ale  w  tej  chwili,  Cyn  była  jedynym 
człowiekiem w pokoju. Oczywiście, jako partnerka Raphaela, miała elitarną pozycję w 

background image

 

~ 3 ~ 

 

wampirzej  społeczności.  Na  nieszczęście,  ta  pozycja  nie  sprawiała,  że  teraz  mogła  się 
do niego zbliżyć. 

- Dobry wieczór, Cynthio. 

Cyn obejrzała się i uśmiechnęła. 

- Hej, Duncan – odparła. 

-  Jak  zawsze  wyglądasz  ślicznie  –  skomentował,  unosząc  swój  własny  kieliszek  w 

toaście. W jego kieliszku był taki sam szampan jak w jej, tylko bez dodatku zmieszanej 
krwi.  To  był  prawie  śmieszne.  Wszystkie  te  duże,  złe  wampiry  chodziły  wkoło 
trzymając drinki różowych bąbelków. 

-  Sam  wyglądasz  elegancko,  Duncan.  Kocham  mężczyzn  we  frakach  –  przyznała, 

gdy zajął miejsce obok niej. – Duże przyjęcie, co? 

Duncan przytaknął. 

-  Największe.  Powitanie  Nowego  Roku  jest  prawdopodobnie  najważniejszym 

świętem w kulturze Wampirów.           

- A co z Halloween? 

Posłał jej pełne wstrętu spojrzenie. 

- Świętowanie śmierci? Naprawdę, Cynthio. 

- Przepraszam – mruknęła, próbując się nie roześmiać. – Więc dlaczego Nowy Rok? 

-  Ponieważ  punkt  kulminacyjny  uroczystości,  racja  bytu  całych  świąt,  następuje  o 

północy,  najciemniejszej  godzinie.  Okazja  uszyta  jak  na  wampira,  można  by 
powiedzieć.  

- Kiedy stawiasz to w ten sposób, to wierzę. – Spojrzała nerwowo na zegarek, który 

szybko  zmierzał  do  północy  i  ostatni  raz  rozejrzała  się  po  sali.  Wciąż  nie  było  śladu 
Raphaela.  Westchnęła  i  postawiła  swój  kieliszek  szampana  na  tacy  mijającego  ich 
kelnera-wampira. – Myślę, że potrzebuję trochę powietrza. Baw się dobrze, Duncan. 

Skierowała się do drzwi na patio i wyśliznęła na zewnątrz. Powietrze było zimne tak 

blisko oceanu i mokre. Dobrze się go odczuwało na nagich ramionach po zatłoczonym 
pokoju,  chociaż  wiedziała,  że  szybko  stanie  się  nieprzyjemnie.  Wysunęła  stopy  ze 
szpilek  i  ruszyła  po  piasku,  idąc  w  stronę  wody  i  wokół  wielkich,  poszarpanych  skał 
stojących  nad  brzegiem.  Światła  przyjęcia  zniknęły,  jej  sukienka  szeleściła  miękko  w 

background image

 

~ 4 ~ 

 

ciemności,  gdy  północna  bryza  igrała  nad  wodą.    To  była  śliczna  sukienka,  w  tak 
ciemnym  niebieskim,  że  wydawał  się  czarny…  dopóki  światło  księżyca  nie  dotknęło 
materiału,  a  wtedy  przebłyskiwał  niebieski  poblask.  Z  ciasnym,  pozbawionym 
ramiączek gorsetem i krótką, pełną koronki i tiulu spódnicą, nie była czymś, co zwykle 
nosiła. Kupiła ją specjalnie na tę noc, na pierwszego Sylwestra z Raphaelem. 

Ponownie westchnęła, zdegustowana świadomością, że czuje do siebie współczucie. 

W  końcu,  to  było  przyjęcie  i  z  tego,  co  powiedział  Duncan,  ważne  przyjęcie.  Było  na 
nim  więcej  interesów  niż  czegokolwiek  innego,  ponownego  nawiązywania  bliskich 
więzi  między  wampirzym  panem  i  dziećmi.  Mimo  to,  była  prawie  północ  i  naprawdę 
miała nadzieję… 

- Porzucasz mnie o północy, moja Cyn? 

Obróciła  się,  czując  jak  jej  głupie  serce  podskoczyło  w  piersi  na  widok  stojącego 

Raphaela, takiego pięknego, światło księżyca tańczyło miłośnie na jego policzkach i w 
czarnych  oczach,  jego  szerokie  ramiona  wypełniały  frak  w  sposób,  w  jaki  inni 
mężczyźni  mogli  mieć  nadzieję  wypełniać.  Jego  oczy  błyszczały  srebrem,  gdy 
przyglądał  się  jak  idzie  w  jego  stronę,  wyciągając  jedną  dłoń,  żeby  przyciągnąć  ją 
bliżej,  gdy  podeszła  do  niego  bosa  i  uniosła  się  na  palce,  żeby  sięgnąć  do  jego 
zmysłowych  ust.  Zatonęła  w  jego  pocałunku,  długiej,  powolnej  eksploracji,  łaknąc  go, 
jakby to były raczej dni, a nie godziny odkąd ostatni raz go smakowała.  

- Szukałam cię – powiedziała w końcu. 

- A ja cię znalazłem. 

Uśmiechnęła się pod jego ustami. 

- Nie musisz być w środku? Twoje wampiry czekają na ciebie. 

- Ale ty jesteś tutaj. 

- Ale jest prawie północ i to są twoje dzieci, a Duncan powiedział… 

Zawinął  jedno  silne  ramię  wokół  jej  talii,  podniósł  do  góry  i  otarł  się  twarzą  o  jej 

szyję.  

-  Jesteś  tylko  ty  jedna,  moja  Cyn.  I  jest  tylko  jedno  miejsce,  gdzie  chcę  być,  gdy 

wybije północ. 

-  Gdzie  to  jest?  –  zapytała  bez  tchu,  wsuwając  palce  w  jego  krótkie  włosy,  czując 

ciepłe otarcie jego języka. 

background image

 

~ 5 ~ 

 

- Z tobą – odetchnął przy jej skórze. – W tobie – wyszeptał uwodzicielsko. Pchnął ją 

do  tyłu  na  wysokie  skały  i  wsunął  dużą  rękę  pod  spódnicę  jej  ślicznej  sukienki, 
rozrywając  koronkowe  majteczki,  które  założyła  tylko  dla  niego.  Jego  palce  odnalazły 
ciepłą wilgoć między jej udami i zaczęły z nią igrać, robiąc kółka wokół jej łechtaczki i 
zsuwając się niżej. 

-  Raphael  –  wydyszała,  protestując  na  jego  drażnienie.  Sięgnęła  między  nich, 

opuściła  zamek  jego  spodni  i  jej  palce  znalazły  jego  twardą  długość,  okrążając  ją  i 
gładząc aż nadeszła jego pora, żeby teraz sapnąć, a potem warknąć niecierpliwie. 

Podniósł  ją  wyżej,  założył  jej  nogi  na  swoje  biodra,  jego  zęby  przycisnęły  się  do 

przepływającej krwi w jej żyle. We wnętrzu domu, duży zegar wybił północ i wampiry 
ryknęły. I tak, jakby to był sygnał, kły Raphaela przebiły jej żyłę, a jego fiut pchnął w 
jej  śliskie  gorąco.  Cyn  krzyknęła,  gdy  poczuła  przejmujący  ból  jego  zębów 
zatapiających  się  w  jej  żyle  i  jego  twardą  długość  zanurzającą  się  między  jej  udami. 
Zawinęła  wokół  niego  ramiona,  gdy  ich  ciała  podjęły  rytm  wspólny  z  pulsowaniem 
oceanu  –  do  środka  i  na  zewnątrz,  jedwab  w  satynie,  jej  nogi  trzymały  go  mocno, 
puszczając  go  tylko  na  tyle,  żeby  mógł  jeszcze  raz  głęboko  się  zatopić.  Pierwszy 
orgazm  roztrzaskał  ją,  zostawiając  ją  drżącą  bezsilnie  w  jego  ramionach,  będąc 
świadomą  tylko  pchnięć  jego  fiuta,  pulsujących  fal,  ciepłego  lizania  jego  języka  na 
swojej szyi. 

-  Raphael  –  wyszeptała  ponownie.  Jego  usta  odnalazły  jej,  wypełniając  ją  słonym 

smakiem  jej  krwi,  dopóki  jej  nie  zastąpiła  jego,  a  gorący,  palący  przypływ  ekstazy 
spłynął  w  dół  jej  gardła,  stawiając  każdy  nerw  w  ogniu  i  sprawiając,  że  krzyknęła  w 
noc.  Wbijał  się  głębiej,  mocniej,  szybciej,  niczym  fale  rozbijające  się  o  skały,  dopóki 
sam nie ryknął w nocne niebo i oboje rozpadli się w ekstazie. 

Cyn  zamknęła  oczy,  ramiona  zacisnęły  się  wokół  szyi  Raphaela,  bojąc  się  puścić, 

bojąc się, że nogi będą zbyt słabe, żeby ją utrzymać. Raphael wzmocnił swój uścisk, ale 
obrócił ich tak, że teraz jego plecy były oparte o skały, a nie jej. Nie, żeby to zauważyła. 
Zatonęła w jego solidnej sile i roześmiała się radośnie. 

- Szczęśliwego Nowego Roku, Raphaelu. 

- Szczęśliwego Nowego roku, moja Cyn. 

 

 

Tłumaczenie: panda68 

background image

 

~ 6 ~ 

 

 

 Vampire Vignette #2 

Wampirze Walentynki 

   

 

Malibu, Kalifornia, Walentynki 

Cyn  otworzyła  szklane  suwane  drzwi,  stojąc  w  nich  przez  kilka  minut  mimo 

zimnego  powietrza  i  dreszczu,  który  przemykał  po  jej  nagiej  skórze.  Będzie 
dostatecznie  ciepło,  kiedy  wróci  do  kominka,  a  poza  tym  uwielbiała  świeże,  słone 
powietrze,  kochała  dźwięk  oceanu  tylko  kilkanaście  metrów  od  swojego  balkonu. 
Obróciwszy  się  do  ciepłego  pokoju,  podeszła  do  głębokiego  fotela  przed  kominkiem  i 
usiadła, wsuwając pod siebie  nagie stopy  i stawiając  na kolanach komputer. Pomknęła 
spojrzeniem do prawego, dolnego rogu ekranu, sprawdzając godzinę. 

Wciąż  było  dość  wcześnie.  Tak  jak  ostatnie  dziesięć  razy,  kiedy  sprawdzała.  Była 

sama  w  swoim  mieszkaniu,  sama  od  dwóch  nocy.  Raphael  pojechał  do  Nowego 
Meksyku z grupą wampirów, żeby rozprawić się z problemem. Problemem wywołanym 
przez  tego  dupka  Jabrila,  który  rządził  swoim  terytorium  zanim  umarł.  Nikogo  nie 
obchodziło, że umarł – przynajmniej nikogo, kogo Cyn znała – ale jego terytorium było 
wielkim  bałaganem  dla  nowego  Wampirzego  Pana,  Anthony’ego,  żeby  go  posprzątać. 
Kilku ludzi Raphaela pojechało tam pomóc, ale co jakiś czas spod skały wypełzało kilka 
szczurów  i  wywoływało  problemy.  Ostatnie  zdarzenie  wywołało  kilku  przegranych 
Jabrila,  który  zdecydowali,  że  nie  podoba  im  się  nowe  zarządzanie.  Byli  takimi 
Einsteinami,  że  postanowili  przekroczyć  granicę  terytorium  Raphaela  i  założyć  sklep, 
żerując  na  mieszkańcach.  Tak  jakby.  Byli  zbyt  głupi,  by  żyć,  myśląc,  że  Raphael 
pozwoli  na  coś  takiego.  No  ale  już  dłużej  nie  musieli  martwić  się  całą  tą  sprawą 
mieszkania. Tak naprawdę, do tej pory ich zmartwienia pewnie już się skończyły.      

Poruszyła się w fotelu, próbując znaleźć bardziej komfortową pozycję. Mimo to, po 

dwóch nocach i dniach bez niego, Cyn była całkiem pewna, że nie będzie komfortowej 
pozycji,  dopóki  ten  duży  facet  nie  wróci  do  domu.  Powinna  była  pojechać  z  nim, 
dumała.  Powinna  nalegać.  Ale  oczywiście  chciał,  żeby  była  cała  i  zdrowa. 
Prawdopodobnie  umieszczona  w  podziemnym  bunkrze  z  taką  ilością  jedzenia  i  wody, 
żeby  ją  tam  zatrzymać  aż  nie  wróci.  Jakby  to  miało  się  stać.  Nawet  jeśli  to  byłby 

background image

 

~ 7 ~ 

 

najbardziej  luksusowy  apartament  niż  bunkier.  Pogodziła  się  z  myślą,  że  pojedzie  bez 
niej – i jakim kolosalnym TO było błędem – ale nie było mowy, żeby na ten czas ukryła 
się jak jakaś przestraszona mysz. 

I  jak  się  okazało,  w  ogóle  nie  została  w  posiadłości.  Wielki  dom  był  po  prostu 

cholernie  pusty  bez  Raphaela  i  większości  jego  strażników,  więc  większość  czasu 
spędzała  w  swoim  własnym  mieszkaniu.  Westchnęła  i  skupiła  się  na  komputerze, 
zdeterminowana  zrobić  trochę  pracy  zamiast  siedzieć  i  marzyć  niczym  zakochana 
nastolatka. Zrobiła poszukiwania dla kilku klientów, proste rzeczy, które była w stanie 
zrobić nawet we śnie.                        

Ale sen przypominał jej o łóżku, które przypominało jej, że jej było puste, ponieważ 

pewny  wampir…  Jej  myśli  zaskrzeczały  i  usiadła,  nagle  zaalarmowana.  Podłączyła 
ipoda  do  systemu  dźwiękowego,  który  był  zainstalowany  w  całym  domu  i  teraz 
popłynęła  jedna  z  jej  ulubionych  romantycznych  melodii…  i  każdy  nerw  w  jej  ciele 
zaśpiewał. 

Między  jednym  oddechem,  a  następnym,  już  był  tutaj,  wypełniając  drzwi  jej 

sypialni,  będąc  czymś  więcej  niż  dużym  cieniem,  korytarz  za  nim  był  ciemniejszy  niż 
powinien być – ale to był jego talent… jeden z bardzo wielu. Jego oczy przyszpiliły ją, 
kiedy  spojrzała  na  niego,  świecąc  srebrem  w  słabym  świetle.  Nawet  złoty  blask  ognia 
nie mógł dotknąć tych ciemnych głębi.     

Lubimaja. Jego głos był głęboki jak noc, pieszczotą ciepłego miodu na jej skórze.  

Chciała  podbiec  do  niego,  chciała  skoczyć  w  jego  ramiona,  pościągnąć  go  na 

podłogę i zdobyć go po swojemu, tam w korytarzu. Ale on tylko na to czekał, prawda? 
Arogancki  drań.  Zamiast  tego  uśmiechnęła  się,  odstawiła  komputer  i  rozciągnęła  się 
powoli, gdy wstała, wiedząc, że jej krótki, ciasny t-shirt uwypukli jej piersi, że jej nisko 
wiszące spodnie błysną dobrym kawałkiem ciała, żeby mógł go podziwiać.  

Warknął nisko w gardle i zrobił krok w jej stronę. 

Tego było potrzeba. Poddała się i, mimo wszystko, ruszyła biegiem, spotykając się z 

nim w pół drogi, albo ponad połowie, kogo to obchodziło? Zgarnął ją w swoje ramiona, 
jego  usta  opadły  na  jej  w  twardym,  żądającym  pocałunku,  pełnym  tłumionego 
pożądania. Jęcząc w jego usta, zrzuciła płaszcz z jego ramion, pozwalając opaść mu na 
podłogę. 

- Zbyt wiele ubrań –  mruknęła, szarpiąc za jego sweter, głodna poczuć jego twarde 

ciało przy swoim, posmakować jego skórę. 

background image

 

~ 8 ~ 

 

Raphael zaśmiał się głębokim, męskim śmiechem, zachwycony jej zapałem.  

- To twoje ubrania stoją na drodze, słodka Cyn. – Z szarpnięciem przeciągnął przez 

głowę jej t-shirt i odrzucił. Podniósłszy jej ciało, nakrył jej tyłek swoimi dużymi dłońmi 
i zahaczył kciuki za pasek jej ciasnych dżinsów,  ucztując  na jej piersiach,  gdy  niósł ją 
do łóżka, prawie rzucając ją na nie, żeby zsunąć spodnie w dół jej nóg. Uśmiechnął się z 
zadowoleniem  znajdując  ją  pod  spodem  nagą,  wyprostował  się  na  tyle,  żeby  odpiąć 
swoje  własne  dżinsy,  zepchnąć  je  z  własnych  ud  i  uwolnić  swoją  piękną,  wystającą 
erekcję. 

Cyn  położyła  się  na  łóżku  i  pozwoliła  oczom  cieszyć  się  swoim  wspaniałym 

kochankiem, obserwując grę mięśni na jego torsie i ramionach, gdy ściągał sweter przez 
głowę i skopywał buty. Roześmiała się z zachwytem, gdy wspiął się na łóżko, wciąż na 
pół ubrany, rozszerzając jej nogi swoimi biodrami, gdy pochylił się po kolejny głęboki, 
głodny pocałunek.  

-  Tęskniłem  za  tobą,  moja  Cyn.  –  Jego  słowa  były  pomrukiem  przy  jej  gorącej 

skórze,  gdy  lizał  ścieżkę  w  dół  jej  ciała,  zatrzymując  się,  żeby  zassać  mocno  każdy 
sutek, zostawiając je  nabrzmiałe  i zaczerwienione od krwi. Drobne  nacięcie jego kłów 
przyniosło mu jej krew na język, a ona sapnęła z przyjemności, przytrzymując mocniej 
jego głowę, wyginając w zaproszeniu plecy.  

- Powinieneś był zabrać mnie ze sobą – powiedziała bez tchu. 

Odpowiedział  ostrym  ugryzieniem  na  jednym  dorodnym  sutku  i  jęknęła  miękko, 

gdy cudowna mieszanka przyjemności i bólu zamknęła jej oczy i rozproszyła myśli. Jej 
oczy  otworzyły  się  natychmiast  z  sapnięciem  zaskoczenia,  gdy  wykorzystał  to 
rozproszenie,  by  wsunąć  głęboko  w  nią  swoją  pełną,  twardą  długość,  rozciągając  ją 
boleśnie szeroko aż zanurzył się po rękojeść, a szorstki materiał jego dżinsów ocierał się 
o wrażliwą skórę na jej udach. 

Cyn poczuła jak łzy wzbierają w jej oczach, gdy wypełniła ją prawie przytłaczająca 

fala radości na fakt, że ich ciała w końcu się połączyły. Samo posiadanie go tutaj, jego 
duże  ciało  przyciskające  ją  do  miękkiego  łóżka,  jego  usta  wędrujące  po  jej  skórze,  na 
przemian  gryzienie  i  łagodzenie,  gdy  mruczał  ze  swojej  własnej  przyjemności  –  było 
ekstazą, było… 

- Kocham cię, Raphaelu – wyszeptała namiętnie. – Tak bardzo za tobą tęskniłam. 

Pocałował czule jej usta i zaczął poruszać się długimi, pewnymi pchnięciami swego 

fiuta, zatapiając się w  jej chętne  gorąco, a  mięśnie  jej jedwabistego  kanału pieściły  go 

background image

 

~ 9 ~ 

 

przy każdym pchnięciu, wciągając  go  głębiej,  uwalniając go  niechętnie tylko po to, by 
zadrżeć  z  odnowionym  pragnieniem,  kiedy  wbił  się  w  nią  kolejny  raz  aż  ich  ciała 
spotkały  się  z  miękkim  plaśnięciem  jedno  o  drugie.  Cyn  podniosła  nogi,  zawijając  je 
wokół  jego  pleców,  otwierając  się  jeszcze  bardziej,  zapraszając  go  do  wśliznięcia  się 
głębiej, mocniej. 

Raphael  syknął  chciwie,  jego  usta  odnalazły  miękkie  wygięcie  jej  szyi,  jego  język 

poszukał  nabrzmiałej  słodyczy  jej  żyły.  Poczuła  jego  drgnięcie  zaskoczenia  na  to,  co 
znalazł  tam  jego  język  i  uśmiechnęła  się,  ale  tylko  na  chwilę,  bo  jej  zachwyt  na  jego 
reakcję  odpłynął  na  pierwsze  zaciśnięcie  się  jej  macicy,  gdy  orgazm  przetoczył  się 
przez  nią  niczym  elektryczny  prąd,  każdy  nerw  krzyknął  w  ekstazie,  gdy  orgazm 
przemknął przez jej ciało, wyginając plecy i wyrywając krzyk z jej gardła. 

Raphael zatopił kły w jej żyle, posyłając ją w drugi orgazm zanim jeszcze pierwszy 

się  skończył,  niekończące  się  fale  rozkoszy  przetaczały  się  jedna  za  drugą,  dopóki  nie 
stała  się  niejasno  świadoma  tego,  że  odrzucił  głowę  do  tyłu  i  ryknął  swoje  własne 
spełnienie, a jej krew wciąż błyszczała na jego kłach. 

Cyn  zamknęła  oczy,  każdy  mięsień  był  bezwładny,  każdy  nerw  wyczerpany. 

Poczuła  jak  Raphael  napiął  się,  by  przewrócić  się  na  bok  i  zacieśniła  swój  uchwyt, 
niechętna do puszczenia go. 

- Zostań – szepnęła. – Dobrze cię czuć. 

Poczuła  jego  uśmiech  przy  swojej  szyi,  poczuła  jak  jego  język  omywa  kapiącą 

krew, zamykając małą ranę na jej szyi. Czekała. Nie musiała długo. 

- Co to było, moja Cyn? 

Cyn uśmiechnęła się. 

- To, moja miłości, był twój prezent na Walentynki. 

Przez dłuższy czas nic nie powiedział. 

- To smakowało tobą. 

-  To  byłam  ja.  Zapytałam  Elke  o  miejsce,  gdzie  ona  i  twoje  inne  wampiry  pójdą. 

Chciałam, żeby smakowało jak ja, jak my, i dowiedziałam się, że wampiry mają artystę 
mieszającego  ich  krew  z  tuszem,  żeby  powstrzymać  ich  ciała  przed  uleczeniem  się  po 
tatuażu.  

Zamarł. 

background image

 

~ 10 ~ 

 

- Pozwoliłaś, żeby ktoś upuścił ci krwi? – warknął. 

Cyn poklepała jego tyłek. 

-  Spokojnie,  wielkoludzie.  Potrzebował  tylko  kilka  kropli.  Ukłułam  mój  palec  i 

sama upuściłam krwi, i upewniłam się, że pozostały tusz został spalony.  

Wtedy  podniósł  głowę  i  przyjrzał  się  małemu,  wytatuowanemu  sercu  nad  jej  lewą 

żyłą,  w  środku  którego  była  stylizowana  litera  R.  Jego  oczy  napotkały  jej,  świecąc 
ciekłym srebrem. 

- Ja też mam dla ciebie prezent, lubimaja. Jest w kieszeni mojego płaszcza.    

Oboje spojrzeli w stronę korytarza, gdzie na podłodze leżał jego porzucony płaszcz. 

Cyn  uśmiechnęła  się  i  wzruszyła  ramionami.  Raphael  posłał  jej  nieodgadnione 

spojrzenie,  wyginając  arogancko  jedną  brew.  I  wtem,  korzystając  ze  swojej 
niesamowitej  szybkości,  skoczył  i  zniknął,  by  wrócić  po  sekundzie,  a  jego  fiut  wsunął 
się  zgrabnie  między  śliskie  fałdki  między  jej  nogami  i  umieścił  się  głęboko  w  niej, 
zanim nawet mogła zauważyć jego nieobecność. Spostrzegła z uznaniem, że po drodze 
wyłuskał się z dżinsów i teraz był całkowicie nagi, przeszukując płaszcz leżący teraz na 
łóżku obok nich.  

- Popisujesz się. 

Pocałował ją miękko. 

- Tęskniłem za tobą. 

Cyn  nie  wiedziała,  czy  mówił  o  ostatnich  dwóch  dniach  czy  ostatnich  dwóch 

sekundach. Tak czy inaczej, zgadzała się. 

- Ja też. 

Złapał płaszcz jedną ręką, sięgnął do kieszeni i wyciągnął małe turkusowe pudełko. 

- Szczęśliwych Walentynek, moja Cyn. 

Spojrzała  pytająco  na  pudełko,  przyglądając  się  jak  otwiera  wieczko  i  wyjmuje 

czarne jubilerskie pudełeczko, które jej podał. Cyn zerknęła na niego, wzięła pudełko i 
otworzyła.  W  środku  była  oszałamiająca  platynowa  obrączka  otoczona  wianuszkiem 
diamentów.  

- Raphael – zatchnęła się. – To jest piękne, ale ty już… 

background image

 

~ 11 ~ 

 

-  Zauważyłem  –  przerwał  Raphael.  Wyciągnął  obrączkę  i  wyrzucił  pudełko  przez 

ramię,  potem  podniósł  jej  rękę  i  ściągnął  z  jej  palca  pierścionek  z  diamentem,  by 
wsunąć  go  na  swój  mały  palec.  Cyn  uśmiechnęła  się  na  widok  smukłego  pierścionka 
wetkniętego na pierwszy palec jego dużo większej dłoni. 

Raphael przyciągnął znowu jej uwagę, gdy wsunął obrączkę na jej serdeczny palec, 

potem  dodał  pierścionek,  tak  żeby  ta  nowa  obrączka  była  bliżej  jej  serca,  niczym 
ślubna. 

-  Zbyt  wielu  mężczyzn  wydaje  się  uważać  sam  pierścionek  za  wyzwanie,  a  nie 

raczej  za  znak…  –  Napotkał  jej  wzrok.  –  Własności  –  powiedział  dosadnie.  –  Jesteś 
moja, słodka Cyn. Nigdy w to nie wątp. 

- Myślisz, że w to wątpię, Raphaelu? – zapytała miękko. 

- Nie. Ale jestem wystarczająco samolubny i wystarczająco jestem Wampirem, żeby 

chcieć, by to było również jasne dla innych. 

Jego twarz była zimna, pozbawione emocji spojrzenie potężnego wampirzego Pana, 

kogoś  przyzwyczajonego  do  niekwestionowanego  posłuszeństwa.  Co  powiedziało  jej, 
że wie, iż stąpa po kruchym lodzie. Własność? Uh-hm. Ale nie mogła powstrzymać się 
od uczucia odrobiny zadowolenia, że czuł taką potrzebę. Więc uśmiechnęła się.  

- No cóż, teraz to będzie bardzo jasne. 

- Tak – powiedział. – Będzie. 

Cym założyła ramiona wokół jego szyi i otarła się zmysłowo swoim ciałem o niego, 

rozkoszując  się  dotykiem  swoich  wrażliwych  piersi  o  jego  twardy  tors,  przesunięciem 
się ich nagich nóg splecionych w ciepłym blasku kominka. 

Raphael warknął miękko w odpowiedzi, wciągając ją mocniej pod siebie. 

- Ufam, że nie spodziewasz się zasnąć przed wschodem słońca. 

Cyn pocałowała jego cudownie miękkie usta, gdy zaczął wbijać się w nią. 

- Liczę na to – wyszeptała. – W końcu są Walentynki. 

                                

                            

Tłumaczenie: panda68 

background image

 

~ 12 ~ 

 

 

Vampire Vignette #3 

Zaproszenie

 

 

Malibu, Kalifornia 

Raphael  podniósł  głowę,  gdy  otworzyły  się  drzwi  i  do  biura  weszła  Cyn.  Patrzył 

pełen  uznania  jak  idzie  do  niego  przez  gruby  dywan,  jej  biodra  kołysały  się 
uwodzicielsko  na  wysokich,  wysokich  szpilkach,  długie  nogi  ciągnęły  się  w 
nieskończoność pod obcisłą, czarną spódnicę. Dziś wieczorem była na pewnego rodzaju 
towarzyskim spotkaniu, zbierając fundusze na schronisko dla młodzieży jej przyjaciółki 
Lucii.  Nie  prosiła  go,  żeby  towarzyszył  jej  w  takich  sprawach,  wiedząc,  że  ludzkie 
spotkania nie bardzo go interesują, i doceniał to. Tak jak doceniał fakt, że to dawało jej 
powód do założenia tych szpilek i tej spódnicy. 

Obeszła  jego  biurko,  leniwie  podnosząc  swoją  pocztę  z  osobnego  pudełka. 

Większość  jej  wciąż  była  kierowana  na  jej  stare  mieszkanie.  Dopiero  niedawno 
zmieniła swój adres, a to było coś, czego domagał się od niej od miesięcy. 

Trzymając  pocztę  w  jednej  ręce,  opadła  na  jego  kolana,  zgrywając  to  idealnie  w 

czasie,  gdy  odsunął  się  od  biurka,  żeby  ją  powitać.  Posławszy  mu  porozumiewawczy 
uśmiech, zawinęła oba ramiona wokół jego szyi, rzucając pocztę z powrotem na biuro, 
gdyż weszła jej w drogę. 

-  Hej,  mój  piękny  –  zamruczała,  składając  ciepły,  przeciągły  pocałunek  na  jego 

wargach. – Tęskniłeś za mną? 

Raphael przygarnął ją bliżej, jedna ręka przesunęła się po gładkiej skórze jej uda aż 

do krawędzi podwiniętej spódnicy, druga przykryła jej słodki tyłeczek. 

- Zawsze, moja Cyn. Jak twoje spotkanie? 

Wzruszyła ramionami, jej piersi poruszyły się ujmująco na ten ruch. 

- Dość standardowe. Jednak zebraliśmy mnóstwo pieniędzy. Więcej niż Lucia miała 

nadzieję, jak sądzę. – Jej wzrok opadł bezwiednie na porzuconą pocztę i stężała. 

background image

 

~ 13 ~ 

 

-  Cyn? – powiedział, marszcząc brwi. 

Wyprostowała  się  i  ponownie  sięgnęła  po  kupkę  kopert,  odpychając  na  bok 

większość  nich,  żeby  wyłowić  jedną,  kwadratową  kopertę  z  eleganckiego  białego 
papieru,  takich  używanych  do  formalnych  zaproszeń.  Albo  przynajmniej  tak  powinno 
być  zanim  większość  formalnych  zaproszeń  zmieniło  się  na  mniej  tradycyjne  metody 
zaproszeń.  Cyn  wsunęła  paznokieć  za  pieczęć,  oderwała  klapkę  i  wyciągnęła  nieco 
mniejszą, ale równie elegancką kopertę z  formalnym zaproszeniem wewnątrz. Raphael 
słyszał jak jej serce przyspiesza, jej oddech spłyca się, gdy czytała załącznik 

- Cyn? – powiedział ponownie. Wyprostował się w fotelu, zacisnął wokół niej swoje 

ramiona. – Co to jest? 

Spojrzała  na  niego  szybko,  potem  wsunęła  zaproszenie  z  powrotem  do  koperty  i 

rzuciła na kupkę. 

- Nic. 

Lubimaja – ostrzegł ją. – To nie było nic. 

Wciągnęła  głęboki  wdech  i  wstała,  biorąc  jego  rękę.  Pozwolił  się  podciągnąć  z 

fotela  i  zawinął  wokół  niej  ramiona,  gdy  przytuliła  się  do  jego  piersi.  Odchyliła  się 
trochę, spoglądając na niego. 

- Jesteś tu zajęty? 

Przyjrzał jej się pytająco, jego głowa przechyliła się na jeden bok. 

- Nigdy nie jestem dla ciebie zajęty, moja Cyn. 

Uśmiechnęła się, ale było w tym coś smutnego. 

- Wiem. To dlatego cię kocham. 

- To jeden z wielu powodów, jak sądzę – drażnił się.  

Tym razem jej uśmiech był bardziej szczery. 

- Chodź – powiedziała. 

Podążył za nią do ich prywatnej kwatery, wciąż głowiąc się nad tajemniczą kopertą. 

Cokolwiek  to  było,  nie  była  zaskoczona  widząc  to,  wydawała  się  wiedzieć,  co  jest  w 
środku  jak  tylko  zobaczyła  leżącą  ją  na  biurku.  Jednak  to  ją  zmartwiło.  I  zmartwiło 
jego.       

background image

 

~ 14 ~ 

 

Obróciła  się  w  jego  ramionach,  najwyraźniej  potrzebując  bardziej  komfortu  niż 

seksu,  albo  może  komfortu  seksualnego  kontaktu  między  nimi.  Dowodu,  że  ją  kochał, 
pragnął ją, potrzebował jej. Raphael znał swoją partnerkę, wiedział, że przy całej swojej 
zewnętrznej pewności siebie, potrzebowała tej pewności od  niego. Zawinął  ją w swoje 
ramiona, przyciągając bliżej, gdy zaczęła odpinać jego koszulę. Uniósłszy jej głowę do 
góry,  pocałował  ją  delikatnie,  nie  spiesząc  się,  badając  jej  usta,  jakby  to  była 
najpyszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek smakował. I prawdopodobnie była. 

Cyn zatonęła w tym pocałunku, jęcząc miękko, gdy jej ramiona okrążyły jego szyję, 

przyciskając się do  niego, jeszcze bardziej pogłębiając pocałunek. Raphael  uśmiechnął 
się przy jej ustach. 

- Masz na sobie zbyt wiele ubrań – mruknął. 

Podniósł  ją  z  łatwością,  zaniósł  do  łóżka  i  położył  delikatnie,  zrzucając  jej  buty  i 

przebiegając  dłońmi  w  górę  jej  gładkich  ud  pod  ciasną  spódnicę.  Cyn  odpięła  guzik  i 
zamek,  podniosła  biodra,  by  mógł  ściągnąć  spódnicę,  odrzucając  na  bok.  Przyjrzał  się 
trójkątowi białej satyny, którą miała jako bieliznę, ale na razie zostawił go na miejscu i 
uklęknął  obok  niej  na  łóżku.  Spijając  z  jej  ust,  zaczął  rozpinać  guziki  jej  bardzo 
oficjalnej, białej bluzki, jeden za każdym razem, aż w końcu leżała prawie naga. Prawie 
nie było wystarczające. 

Cyn  przyglądała  mu  się  leniwie,  jej  oczy  były  senne,  gdy  odsunął  poły  bluzki,  by 

odsłonić  biały  koronkowy  stanik,  pasujący  do  majtek,  i  ledwie  mieszczący  jej  śliczne 
piersi.  Warknął  miękko  na  ten  widok  i  poczuł  jak  twardnieje  w  oczekiwaniu.  Wstając 
tylko  po  to,  żeby  skopać  własne  buty  i  przeciągnąć  sweter  przez  głowę,  wyciągnął  się 
obok  niej.  Natychmiast  sięgnęła  do  zapięcia  jego  dżinsów,  ale  wziął  obie  jej  ręce  w 
swoją, więżąc jej ramiona nad jej głową, gdy zaczął wycałowywać ścieżkę od jej oczu, 
przez  policzki,  by  szybko  otrzeć  się  o  jej  miękkie  usta.  Wydała  z  siebie  cichy,  głodny 
odgłos,  szarpiąc  niespokojnie  swoimi  rękami.  Spojrzał  w  górę,  żeby  zobaczyć  jej 
zielone  oczy  zamglone  pożądaniem,  na  pół  ukryte  za  jej  długimi,  ciemnymi  rzęsami, 
gdy próbowała uwolnić się z uścisku. Uśmiechnął się i ruszył dalej, puszczając jej ręce, 
uwalniając swoje, by ściągnąć bluzkę i odpiąć przednie zapięcie w jej staniku. Jej piersi 
wylały się ze swojego więzienia, jej sutki  były ciemnoróżowe na tle bladozłotej skóry, 
stając się pulchne i pragnące pod jego spojrzeniem. Pochyliwszy się nad swoim celem, 
omył językiem jeden pyszny czubek, potem drugi, przesuwając się między nimi aż oba 
nabrzmiały  od  jego  uwagi,  aż  Cyn  zaczerpnęła  powietrza,  jej  ręce  przycisnęły  się  do 
tyłu jego głowy, jej piersi wypchnęły się w górę. 

background image

 

~ 15 ~ 

 

Raphael  delikatnie  ugryzł każdy sutek, a potem drapiąc kłami delikatną skórę,  gdy 

ruszył  w  dół,  wylizując  ścieżkę  między  jej  żebrami.  Palce  Cyn  zacisnęły  się  w  jego 
włosach, głowa odchyliła do tyłu, oczy zamknęły, jej sutki były  mokre i błyszczące od 
jego lizania, jej ciało naprężone pod nim. 

Nie  spieszył  się,  lizał  jej  brzuch,  wokół  pępka,  muskał  językiem  wzdłuż  krawędzi 

jej  majtek  i  szarpał  za  cienki  pasek,  który  był  jedyną  rzeczą  trzymającą  je  na  miejscu. 
Drażnił  się  z  nią,  przebiegł  językiem  w  długim,  leniwym  pociągnięciu  przez  satynę 
majtek  między  jej  udami,  czując  ją  gorącą  i  mokrą  pod  materiałem,  zanim  wrócił 
językiem z powrotem na brzuch. 

-  Raphael!  –  wysapała  jego  imię  w  proteście,  jej  palce  w  jego  włosach  nakłaniały 

go, żeby ponownie zszedł w dół, jej gładkie ciało falowało pod nim.  

Zachichotał  miękko,  z  ustami  przy  jej  płaskim  brzuchu,  czując  dreszcz,  który 

przebiegł  po  jej  skórze,  widząc  jak  jej  sutki  nabiegają  krwią  aż  dostają  koloru  świeżej 
wiśni. 

- Och, boże. Raphael, proszę. 

Chwycił  pasek  jej  stringów  w  zęby  i  szarpnął,  zrywając  je  szybko  i  odsuwając 

materiał  z  drogi,  warcząc,  gdy  na  widoku  pokazała  się  delikatna  skóra  jej  cipki. 
Rozsunął  szerzej  jej  nogi,  otwierając  na  swoje  spojrzenie,  wsuwając  jeden  palec 
głęboko  w  szczelinę  jej  fałdek,  by  odkryć  zaczerwieniony  i  rozgrzany  środek  jej  płci, 
będący już mokry i gotowy na jego uwagę, dla plądrowanie jego fiuta. Raphael jeszcze 
raz  podniósł  głowę,  łapiąc  jej  spojrzenie  i  oblizując  powoli  wargi,  pozwalając  jej 
zobaczyć swój głód. Cyn jęknęła i opadła na plecy, jej ręce poruszyły się, żeby nakryć 
piersi, szczypać sutki, które doprowadził do bolącej intensywności. 

Ponownie  opuściwszy  głowę,  Raphael  przeciągnął  językiem  przez  jej  satynowo 

śliskie  fałdki,  smakując  słodki  nektar  swojej  Cyn,  czując  drżenie  pod  swoimi  rękami. 
Liznał długo i powoli, delektując się uczuciem jej soków na swoim języku, aksamitu jej 
skóry,  jej  miękkimi  jękami  przyjemności  zanim  zawrócił  swoją  uwagę  na  twardą, 
różową  perełkę  jej  łechtaczki,  raz  za  razem  okrążając  ją  językiem,  dopóki  nie 
nabrzmiała  pożądaniem. Cyn błagała  go, szeptała  w kółko jego  imię, jej  głowa kręciła 
się na boki z frustracji. Bez ostrzeżenia, mocno zassał jej łechtaczkę, wciągnąwszy ją do 
swoich ust w tym samym momencie, co zatopił dwa palce głęboko w jej wnętrze. 

Natychmiast  osiągnęła  orgazm,  jej  plecy  wygięły  się  w  niemym  krzyku,  jej  ręce 

zacisnęły się na prześcieradle pod nią. Raphael poczuł jak jego własna krew zagotowała 
się  na  widok  jej  orgazmu,  na  odczucie  jej  roztrzaskującej  się  pod  nim  w 

background image

 

~ 16 ~ 

 

niekontrolowanej przyjemności. Ale tego nie było dość. Nie dzisiaj. Przycisnął usta do 
delikatnej  skóry  na  wewnętrznej  stronie  jej  prawego  uda,  już  mokrego  i  śliskiego  od 
soków  jej  orgazmu.  Mógł  wyczuć  krew  pod  jej  skórą  i  mięśniami,  mógł  usłyszeć  jej 
szum w napęczniałej żyle udowej. Chwyciwszy jej udo jedną ręką, wsunął gładko swoje 
kły w jej skórę, z prawdziwą wprawą nakłuwając żyłę. Cyn stężała pod nim, zasysając 
oddech, gdy euforia w jego ślinie zmieszała się z jej krwią, elektryzując w jednej chwili 
każdy nerw. Na początku jęknęła, a potem wydała z siebie długi, zawodzący krzyk, gdy 
drugi orgazm wstrząsnął jej bezsilnym ciałem. 

Raphael  trzymał  jej  biodra  nieruchomo  w  miejscu,  pobierając  wolno  pyszność  jej 

krwi,  czując  jak  wypełnia  jego  usta  i  pokrywa  jego  gardło,  przynosząc  gorąco  i 
powiększając  jego  kutasa  do  punktu  bólu,  który  napiął  się  pod  szorstkimi  dżinsami, 
jakie  miał  na  sobie.  Wysunąwszy  kły,  zajął  się  pieczołowicie  zamknięciem  ran  na  jej 
udzie, nie chcąc zostawić uszkodzeń na gładkiej perfekcji jej skóry. Gdy to skończył, i z 
Cyn  wciąż  drżącą  pod  nim  w  końcowej  fali  orgazmu,  pozwolił  sobie  na  ostatnie, 
przeciągłe posmakowanie jej słodkiej, mokrej płci. Uniosła się na łóżku, gdy jego język 
otarł  się  o  jej  niezwykle  wrażliwą  łechtaczkę,  by  opaść  osłabła  z  powrotem,  kiedy 
zaczął  przesuwać  się  powoli  wzdłuż  jej  ciała,  wyciągając  z  niej  palce  i  wycierając 
wilgoć o jej brzuch. Przesuwając się do jej torsu, całował jej piersi aż w końcu wziął jej 
usta, pozwalając jej posmakować siebie na jego języku.     

Zawinęła ramiona wokół jego barków, zacisnęła nogi wokół jego bioder. 

- Wciąż jesteś ubrany – poskarżyła się bez tchu. 

Raphael  roześmiał  się,  przytrzymał  ją  i  przetoczył  ich,  więc  teraz  leżała  na  nim, 

zsunął  ją  ze  swoich  ud,  żeby  sięgnąć  do  guzików  zapięcia,  ledwie  będąc  w  stanie 
rozpiąć  napięty  materiał  na  swojej  twardej  niczym  skała  erekcji.  Cyn  rozebrała  się  z 
bluzki  i  stanika,  rzucając  je  niedbale  za  siebie,  przeczesując  prowokacyjnie  rękami 
przez swoje włosy i wypychając do przodu piersi. Raphael obserwował ją, przyćmiony 
srebrny blask jego oczu zaczął zajmować miejsce, gdy jego głód rósł. 

Teraz  zniecierpliwiony,  by  zatopić  się  w  niej,  rozerwał  zapięcie,  w  końcu 

uwalniając  swojego  kutasa.  Cyn  roześmiała  się  rozkosznie,  odepchnęła  jego  ręce  i 
odpięła  pozostałe  guziki,  okrążając  jego  fiuta  swoimi  szczupłymi  palcami,  gładząc  go 
wolno w górę i dół. Pochyliła się, żeby położyć na nim swoje usta, ale Raphael warknął 
ostrzegawczo, kładąc dłonie na jej biodrach i unosząc ją bez wysiłku na swojego fiuta, 
opuszczając  ją,  gdy  pchnął  w  górę  i  zatopił  się  głęboko  w  jej  obrzmiałym,  mokrym 
gorącu aż po rękojeść. 

background image

 

~ 17 ~ 

 

Cyn  sapnęła  na  siłę  jego  wejścia,  ale  potem  zaczęła  go  ujeżdżać,  wijąc  się  we 

wspaniałej  rozkoszy,  kołysząc  zmysłowo  biodrami  w  tę  i  we  tę,  ślizgając  się  na  jego 
kutasie.  Raphael  przyglądał  się  jej  uważnie,  jego  dłonie  spoczywały  luźno  na  jej 
biodrach,  ciesząc  się  widokiem  jej  rozpuszczonej  żądzy,  jej  zamkniętym  oczom, 
zagubieniu  w  pasji,  a  potem  Raphael  wsunął  kciuk  między  jej  nogi,  przyciskając  go 
mocno do jej łechtaczki. 

Oczy  Cyn  momentalnie  otworzyły  się  w  szoku  zanim  ponownie  się  zaszkliły,  jej 

wewnętrzne  ścianki  zadrgały  wokół  niego,  falując  wzdłuż  jego  długości  w  gorącej 
pieszczocie, która napięła każdy mięsień w jego ciele i kazała walczyć z instynktownym 
i  potężnym  pragnieniem  wypełnienia  jej  swoim  nasieniem.  Nad  nim,  dłonie  Cyn 
głaskały chciwie jej brzuch, jej piersi, jej ramiona, poruszając się nieustannie, jakby nie 
miała dość swojego własnego dotyku.           

To było już za wiele dla Raphaela. Przyciągnąwszy ją do swojej piersi, jeszcze raz 

ich przetoczył, rozszerzył  mocno jej nogi swoimi biodrami i zaczął się w nią zanurzać, 
wbijając się mocno przez uścisk jej drżącej pochwy, czując jak przy każdym pchnięciu 
czubek  jego  kutasa  uderza  w  szyjkę  jej  macicy.  Cyn  zacisnęła  nogi,  owinęła  je  wokół 
jego bioder, krzyżując kostki na jego tyłku, próbując przytrzymać  go  głęboko w sobie. 
Raphael warknął i zanurzył się mocniej, czując budujące się między nimi gorąco, tarcie 
swojego  fiuta  o  jej  delikatną  skórę,  uderzenia  swoich  jąder  o  jej  tyłek.  Jęczała  niemo, 
łzy  płynęły  po  jej  zarumienionej  twarzy,  paznokcie  ryły  krwawe  bruzdy  na  jego 
plecach,  gdy  ekstaza  wyniosła  ich  oboje  poza  krawędź.  Jego  sperma  wypełniła  ją 
rozgrzaną falą, gdy jej ciało ścisnęło go prawie boleśnie mocno, dojąc go aż do ostatniej 
kropli, a potem opadł na nią, jego ciężar przygwoździł ją do łóżka, jego usta odnalazły 
jej w ostatnim zdyszanym pocałunku. 

To, co wydawało się być godzinami później, leżeli spleceni, pokryci potem, mokre 

prześcieradła  zaczynały  ich  ziębić,  ale  byli  zbyt  słabi,  żeby  wstać  i  coś  z  tym  zrobić. 
Cyn leżała na brzuchu, z jedną nogą na jego biodrze, jej wciąż gorąca, mokra płeć była 
przyciśnięta do jego uda. Jej głowa leżała na jego ramieniu, jej ramiona bezwładnie na 
jego  piersi.  Raphael  jedną  rękę  podłożył  pod  głowę,  drugą  trzymała  ją  blisko,  gładząc 
leniwie w górę i w dół miękką skórę jej pleców. 

- Co to było, moja Cyn? – zapytał cicho. 

Napięła się na chwilę, a potem westchnęła, delikatny ruch jej ramion w górę i w dół 

zanim pocałowała jego pierś. 

background image

 

~ 18 ~ 

 

- Moi dziadkowie – powiedziała. – To ich sześćdziesiąta rocznica ślubu. – Zamilkła 

na  chwilę,  jej  palce  kreśliły  bezsensowne  kółka  wśród  włosków  na  jego  torsie.  – 
Wyprawiają przyjęcie. Bardzo eleganckie, czarne krawaty, cała ta maskarada. 

- Zamierzasz w tym uczestniczyć? 

Ponownie westchnęła. 

-  Chyba  muszę.  Moi  dziadkowie  nie  okazywali  zbyt  wiele  uczuć,  ale  moja  babcia 

przynajmniej się stara. Zawsze kupowała  mi prezenty. No wiesz, na święta  i  urodziny. 
Takie tam. Nigdy długo nie zostawała, ale przynajmniej robiła ten wysiłek.  

- Twój ojciec nie kupował ci prezentów? 

- Oczywiście, że tak – powiedziała. – Nie można powiedzieć, że jest złym rodzicem. 

Ostatnie  prezenty  z  bardzo  modnych  sklepów  dostarczono  pod  same  moje  drzwi.  Ale 
nigdy nie pokazał się osobiście. Na żadne urodziny czy święta. Ani razu. 

- Rozumiem. 

-  Więc  –  powiedziała  mimochodem  –  jeśli  zdecyduję  się  pójść…  No  wiesz,  na  to 

przyjęcie moich dziadków… pójdziesz ze mną? 

- Oczywiście, lubimaja. Dlaczego nie? 

- Nie wiem. Będzie bardzo formalnie, a ty nie bardzo lubisz ludzi. 

-  Lubię  niektórych  ludzi  –  drażnił  się,  ocierając  się  o  nią  lekko.  Wygięła  się  pod 

jego  pieszczotą  niczym  kot,  gdy  przebiegł  ręką  w  dół  jej  pleców  i  na  biodro,  gdzie 
została. – Chcesz mnie tam? – zapytał ostrożnie. 

- Do diabła, tak. Dlaczego miałabym nie chcieć? – spytała, naśladując go.  

Trzepnął jej tyłek w ostrzeżeniu, ale powiedział. 

- Jestem Wampirem, moja Cyn. Czego twoi ludzi nie akceptują. 

Prychnęła lekceważąco. 

- Mój ojciec dba tylko o saldo, Raphaelu. Jesteś bogaty. Pokocha cię. 

- A twoja babcia? 

- Nie wiem – odparła, wydymając usta w zamyśleniu. – Ale doceni ładną buźkę, a ty 

świetnie wyglądasz we fraku. Myślę, że zdasz test.  

background image

 

~ 19 ~ 

 

- Ulżyło mi – stwierdził sucho. – I powinienem wpisać to do mojego kalendarza.     

-  Dziękuję,  Raphaelu  –  wyszeptała  przy  jego  skórze,  jej  ulga  była  widoczna  w  jej 

głosie i każdym mięśniu jej ciała. 

Raphael  przyciągnął  ją  bliżej,  słuchając  jej  oddechu,  czując  jak  w  końcu  się 

odprężyła  i  wyczerpana  zapadła  w  sen.  I  gdy  tak  leżeli  razem,  zastanawiał  się,  jakimi 
ludźmi  była  jej  rodzina,  że  tak  okrutnie  traktowała  dziecko?  Jakimi  głupcami,  żeby 
ignorować skarb, jakim była Cyn. Ale wiedział, że niedługo się tego dowie. 

    

                                                             

 

 

 

 

        

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tłumaczenie: panda68 

background image

 

~ 20 ~ 

 

 

Vampire Vignette #4 

Przyjęcie

 

 

Malibu, Kalifornia 

Raphael wszedł przez drzwi do olbrzymiej garderoby Cyn i zatrzymał się, opierając 

się  o  framugę  i  patrząc  jak  przygląda  się  swojemu  odbiciu  w  dużym  trzy  taflowym 
lustrze.  Wygładziła  sukienkę  na  biodrach  i  podciągnęła  stanik,  pochylając  się  do 
przodu,  by  przyjrzeć  się  swoim  ślicznym  piersiom,  które  groziły  wylaniem  się  z  ich 
ciasnego uwięzienia. 

Raphael  stanął  na  baczność.  Było  w  tym  tyle  prowokacji  dla  mężczyzny,  ile  mógł 

oczekiwać  bez  podjęcia  działań.  Przeszedł  przez  wyłożoną  dywanem  powierzchnię, 
stanął za nią i położył ręce na jej biodrach, przyciskając się do zapraszającej krzywizny 
jej  tyłka.  Cyn  wyprostowała  się  zaskoczona  i  odchyliła  się  do  tyłu  na  jego  pierś, 
bardziej  dla  wsparcia,  jak  pomyślał,  niż  cokolwiek  innego.  Napotkała  jego  oczy  w 
lustrze.    

- Nie jestem pewna, co do tej sukienki. Może się przebiorę. 

-  Mogę  ci  pomóc?  –  zaproponował,  jego  palce  powędrowały  w  dół  szwu 

zakrywającego czarny zamek. 

Uśmiechnęła się nagle, ocierając się swoją słodką pupą o jego oczywistą erekcję.  

- Jeśli mi pomożesz, nigdy stąd nie wyjdziemy. 

- Czy to będzie złe? 

- Nie – odpowiedziała, jej twarz stała się zamyślona i trochę smutna. 

Pochylił się, żeby pocałować jej kark. 

- Później, moja Cyn. Sukienka jest idealna i ty też. Chodź, Duncan się niecierpliwi. 

To przyniosło mu drugi uśmiech, chociaż nie tak promienny jak pierwszy. 

background image

 

~ 21 ~ 

 

-  Duncan  jest  zawsze  niecierpliwy.  Ale  masz  rację.  Więc,  idź  sobie  i  daj  mi 

skończyć. Jesteś zbyt rozpraszający. 

Raphael opuścił garderobę i wrócił do salonu ich apartamentu, z zakończoną misją. 

 

*** 

 

Dziadkowie  Cyn  mieszkali  na  wzgórzach  Bel  Air,  na  rozległej,  ogrodzonej 

posiadłości  z  pieczołowicie  utrzymanymi  terenami.  Sama  rezydencja  była  w  stylu 
popularnym  wśród  francuskiej  arystokracji  kilka  wieków  temu,  i  była  rozświetlona 
niczym  pałac.  Ale  żadna  francuska  posiadłość  nigdy  nie  widziała  takiej  rzeki  limuzyn 
obecnie  zatykającej  ruchliwy  dziedziniec,  który  armia  lokajów  starała  się  utrzymać  w 
płynnym ruchu.     

Limuzyna  Raphaela  zatrzymała  się.  Duncan  płynnie  opuścił  fotel  pasażera,  biorąc 

sobie  chwilę  na  przeszukanie  terenu  zanim  otworzył  tylne  drzwi.  Raphael  wysiadł 
pierwszy,  robiąc  szybką  ocenę  swojego  wyglądu  zanim  wyciągnął  rękę  do  Cyn.  Jej 
palce  zacisnęły  się  na  jego,  gdy  wstała,  przytrzymując  się  go  niczym  tonący  brzytwy. 
Przeniósł rękę na jej biodro, jego ramię otoczyło jej talię i przyciągnął ją bliżej. 

- Pięknie wyglądasz, moja Cyn – zamruczał jej do ucha. I tak było. Długa do ziemi 

kolumna  głębokiego  brązowego  jedwabiu  przylgnęła  do  jej  kształtów,  nadając  jej 
skórze  kremowy  blask  i  sprawiając,  że  jej  ciemnozielone  oczy  iskrzyły  się  złotem. 
Diamenty  od  niego  założyła  na  swoją  lewą  rękę,  ich  olśniewający  blask  miał 
przypominać  światu,  że  jest  jego.  Na  jej  prawym  górnym  ramieniu  była  bransoleta  z 
czerwonego złota, wybita tak, żeby rzucała ogniste skry z jakiegokolwiek światła, jakie 
złapie.  Pasujący  do  niej  naszyjnik  otaczał  jej  szyję  i  pieścił  wzgórki  jej  piersi.  Z 
czarnymi  włosami  i  właściwym  wzrostem,  z  pewnością  była  najpiękniejszą  kobietą, 
jaką kiedykolwiek widział.  

Ale  nic z tego  nie  miało znaczenia.  Była  nerwowa  niczym  koń czystej krwi wśród 

wilków,  a  to  go  gniewało.  Nie,  żeby  jego  gniew  był  wymierzony  w  nią.  To  ci,  którzy 
mieli  moc,  by  czuła  się  w  ten  sposób,  zasługiwali  na  jego  gniew.  Hamował  swoją 
wściekłość,  trzymając  ją  głęboko  ukrytą,  żeby  jej  nie  wyczuła.  Nie  potrzebowała 
jeszcze jego napięcia, żeby dodać do swojego.     

background image

 

~ 22 ~ 

 

Limuzyna  odjechała  z  Juro  za  kierownicą.  Duncan  przekroczył  podjazd  w  swoim 

czuwaniu.  

- Mój panie – odezwał się z lekkim kiwnięciem. 

-  Poradzimy  sobie,  Duncan  –  powiedział  sucho  Raphael.  Jego  ludzie  nie  byli 

zadowoleni  z  pomysłu  ich  pana  wejścia  w  taką  ilość  ludzi  z  tak  małą  ochroną. 
Zwłaszcza  Juro  się  opierał,  dopóki  Raphael  nie  stracił  cierpliwości  i  po  prostu 
poinformował  ich  jak  to  będzie.  Duncan  będzie  krążył  wśród  gości,  podczas  gdy  Juro 
zostanie  na  zewnątrz.  Japoński  wampir  był  po  prostu  zbyt  duży,  żeby  prezentować 
subtelność. 

Duncan uśmiechnął się lekko, przyznając punkt. 

- W  takim  razie zobaczymy się w środku,  mój panie. Cynthio  – powiedział,  łapiąc 

jej spojrzenie. – Ślicznie wyglądasz dziś wieczorem. 

Uśmiechnęła się, szybkim wygięciem warg, który pokazał się i zniknął. 

- Dzięki, Duncan. 

Duncan ukłonił się lekko i ruszył po schodach przed nimi. 

- Prawdopodobnie myślisz, że to głupie – mruknęła Cyn. 

-  Wcale  nie,  moja  Cyn.  Nie  ma  nikogo,  kto  z  taką  łatwością  potrafiłby  bardziej 

wzbudzić  emocje  niż  rodzina.  –  Pomyślał  o  swojej  siostrze,  Alexandrze,  i  jak  przez 
wieki manipulowała jego miłością. 

Cyn  obróciła  się,  żeby  napotkać  jego  spojrzenie,  jej  piękne  oczy  były  pełne 

zrozumienie. 

- Kocham cię, Raphaelu – szepnęła. 

-  I  ja  cię  kocham,  moja  Cyn.  –  Pochylił  się,  by  otrzeć  się  swoimi  ustami  o  jej.  – 

Sugeruję, żebyśmy przebrnęli już przez ten wieczór, bym mógł pokazać ci jak bardzo.  

Uśmiechnęła się, po raz pierwszy pełnym uśmiechem, jaki zobaczył odkąd wyszli z 

domu. 

- Okej – zgodziła się. – Zróbmy to. 

Sala  Balowa  była…  imponująca.  Nie  w  jego  guście,  ale  z  pewnością  gustowna. 

Ludzie  Cyn  mieli  pieniądze,  stare  pieniądze,  i  to  było  widać.  Pokój  był  piękny  w 

background image

 

~ 23 ~ 

 

przestylizowany  sposób  i  doskonale  utrzymany,  z  lśniącym  każdym  kawałkiem  złota, 
każdym  ociekającym  błyszczącym  kryształem  i  każdym  wykonanym  perfekcyjnie 
ornamentem.  Ale  on  sam  nigdy  nie  był  wielbicielem  tego  konkretnego  francuskiego 
stylu, nawet jeśli w nim mieszkał. 

Na  głównym  parkiecie  sali  balowej  tłoczyło  się  już  jakiś  dwustu  lub  więcej  gości. 

Jeszcze  kilku  chcąc  zaczerpnąć  powietrza  stało  na  półpiętrze,  z  rzędem  balkonów  i 
francuskich  drzwi  otwartych  na  świeże  powietrze.  Na  szczęście  dla  dziadków  Cyn,  to 
była  łagodna  noc,  inaczej  pokój  byłby  jeszcze  bardziej  nieznośnie  duszny  z  tymi 
wszystkimi tłoczącymi się ludźmi.     

- Wiesz – powiedziała do niego Cyn. – Nigdy nie lubiłam tego domu. 

Raphael roześmiał się miękko. 

- Jest trochę… przytłaczający. 

-  Powiedział  mężczyzna  z  posiadłością  na  dziesięciu  akrach  tuż  nad  oceanem  w 

Malibu. 

- Tyle że, słodka Cyn – mruknął do jej ucha – nie jestem mężczyzną. 

- Oczywiście, że jesteś – upierała się. – Jesteś tylko nowym i ulepszonym… 

-  Cynthia.  –  Głos  doszedł  zza  nich,  od  starszej  kobiety,  która  przyniosła  ze  sobą 

lekki zapach lilii. 

Raphael poczuł jak Cyn spięła się pod jego ręką. Nie spiesząc się, uniósł jej dłoń do 

swoich ust, zawisając nad jej palcami zanim złączył je ze swoimi i obrócił ich oboje w 
wolny,  leniwy  sposób.  Zamrugał  starannie  kryjąc  zaskoczenie.  Ze  wszystkich 
możliwości, nigdy nie przyszło mu do głowy, że będą wyglądały tak samo. Babcia Cyn 
była  uderzająco  piękna  jak  na  starszą  kobietę,  i  była  obrazem  jego  Cyn,  chociaż  Cyn 
nigdy  nie  będzie  wyglądała  tak  staro,  przynajmniej  tak  długo  jak  będzie  żył  Raphael. 
Miała  na  sobie  elegancką  suknię  z  niebieskiego  aksamitu,  jej  włosy  były  srebrne,  a 
diamenty kapały z każdego możliwego miejsca. 

-  Babciu  –  powiedziała  Cyn,  występując  do  przodu,  żeby  wymienić  ze  starszą 

kobietą niemające znaczenia pocałunki w powietrzu. – To jest Raphael – przedstawiła, 
wracając do jego boku i biorąc go pod ramię, przytrzymując się go mocno. – Raphaelu, 
to moja babcia, Adela Leighton. 

- Pani Leighton – powiedział swobodnie Raphael. 

background image

 

~ 24 ~ 

 

Starsza pani oceniła go otwarcie, jej spojrzenie przebiegło w górę i w dół jego ciała 

z taką samą zachwyconą uwagą, jaką widział w oczach kobiet przez większość swojego 
długiego życia. Dla Adeli wydawało się nie mieć znaczenia, że ona, według wszelkiego 
prawdopodobieństwa,  była  na  tyle  stara,  by  być  również  jego  babcią.  Ale  też,  Cyn 
ostrzegła go, że jej babcia lubi przystojnych mężczyzn. 

Skończywszy  swoje  oględziny,  Adela  napotkała  jego  wzrok  bez  śladu 

jakichkolwiek  przeprosin  w  swoich  zielonych  oczach  i  podała  mu  rękę.  Raphael  wziął 
ją,  czując  kruche  kości  pod  cienką  skórą.  Uścisnęli  swoje  dłonie  w  czymś,  co  było 
zaledwie dotknięciem palców.  

-  Teraz  widzę,  po  kim  moja  Cyn  odziedziczyła  urodę,  pani  Leighton  –  powiedział 

Raphael. To mogło być pochlebstwo, gdyby nie było prawdziwe. 

-  Proszę,  mów  do  mnie  Adela  –  odparła  i  zwróciła  swoją  laserowa  uwagę  na  Cyn, 

przyglądając  jej  się,  jakby  nigdy  wcześniej  tego  nie  robiła.  –  Cynthia  otrzymała  dobre 
geny po rodzinie ze strony swego ojca – potwierdziła w końcu. – Na szczęście – dodała. 

Raphael mógł poczuć gorąco od rumieńca Cyn, ale swoją minę pozostawił starannie 

obojętną. 

- Rzeczywiście. 

-  Naprawdę  ślicznie  dzisiaj  wyglądasz,  Cyn.  Ten  kolor  ci  pasuje.  –  Zamilkła,  gdy 

obok  pojawił  się  kelner  trzymający  małą,  okrągłą  tacę  z  pojedynczym  kieliszkiem 
Martini wypełnionym prawie po brzegi. Ani jedna kropla alkoholu nie zabrudziła białej 
serwetki leżącej pod kieliszkiem – świadectwo umiejętności kelnera. Albo  może  faktu, 
że to był jeden z wampirów Raphaela. Raphael napotkał spojrzenie Duncana przez tłum 
i Duncan skłonił  głowę z lekkim  uśmiechem. Raphael westchnął  i z powrotem zwrócił 
swoją uwagę na Adelę, gdy ta ostrożnie podniosła kieliszek i wzięła mały łyk. 

-  Dziękuję  –  powiedziała,  odprawiając  kelnera.  Wzięła  drugi  łyk,  dłuższy  od 

pierwszego, i Raphael mógł zobaczyć jak napięcie znika z jej twarzy, gdy alkohol dostał 
się do krwioobiegu. 

-  No  cóż  –  odezwała  się,  wciągając  głęboki  wdech.  –  Muszę  krążyć.  To  była 

przyjemność  poznać  cię,  Raphaelu.  Cynthio,  jestem  bardzo  szczęśliwa,  że  zdołałaś  tu 
przyjść. Twój ojciec gdzieś tu jest. 

-  Dzięki  za  ostrzeżenie  –  mruknęła  Cyn,  a  jej  babcia  przesunęła  się  dalej,  żeby 

powitać następną grupę gości z takim samym chłodnym zachowaniem, jakim obdarzyła 
swoją jedyną wnuczkę. 

background image

 

~ 25 ~ 

 

- Twój ojciec? – zapytał cicho Raphael. 

- Taa. Co powiesz na to, żebyśmy najpierw wzięli sobie drinka? Bar jest… 

- Cynthia. – Głos był kulturalny i pewny siebie, pełen ściśle kontrolowanej energii. 

Męski głos. I po żelaznym uścisku jej palców na jego, głos ojca Cyn. 

Posłała Raphaelowi jedno zdesperowane spojrzenie i obróciła się z wdziękiem, żeby 

powitać  wysokiego,  ciemnowłosego  mężczyznę,  który  szedł  pewnie  przez  zatłoczony 
pokój. 

- Tato – powiedziała zdawkowo. W przeciwieństwie do babci, oni  między sobą nie 

wymieli nawet tych bezsensownych pocałunków w powietrzu. Cyn pozostała przy boku 
Raphaela, jej ramię splotło się z jego, jakby bała się je puścić. 

- Dobrze, że udało ci się przyjść – oznajmił jej ojciec. – Wiem, że mama to doceni. 

Ojciec  również.  Jest  gdzieś  tutaj  –  powiedział  niejasno,  jakby  naprawdę  to  nie  miało 
znaczenia. Spojrzał na Raphaela, posyłając Cyn wyczekujące spojrzenie. 

- Raphaelu, to mój ojciec, Harold Leighton. Tato, to Raphael. 

Leighton  wyciągnął  gładką,  wymanikurowaną  dłoń,  wymieniając  się  z  Raphaelem 

pewnym, krótkim potrząśnięciem ręki. 

- Moja przyjemność. Przez lata wiele o tobie słyszałem.  

Raphael przekrzywił zaciekawiony głowę. 

- Przez lata? 

- O, tak. Ty i ja mamy znacznie więcej wspólnych interesów niż sobie wyobrażasz. 

Często myślałem, że byłoby korzystne dla nas, gdybyśmy… 

Raphael  słuchał  mężczyzny,  który  rozwodził  się  nad  różnymi  finansowymi 

sprawami,  zagranicznymi  inwestycjami,  nieruchomościami.  Harold  Leighton  miał 
solidną  reputację  w  czynieniu  swoich  klientów  bardzo  bogatymi,  tak  samo  jak  siebie. 
Tyle  tylko,  że  nie  potrzebował  zarobić  więcej  pieniędzy  niż  już  miał.  I  nie  było 
wątpliwości, że Raphael skorzysta z jakichkolwiek interesów, jakie miał ten mężczyzna. 
To się nigdy nie stanie.  

Muzyka  zmieniła  się  w  jakąś  łagodną,  piękną  starą  piosenkę  przeznaczoną  do 

powolnego tańca pod gwiazdami.       

background image

 

~ 26 ~ 

 

-  Wybacz,  Leighton  –  powiedział  nagle  Raphael,  otaczając  ramieniem  talię  Cyn.  – 

Zamierzam zatańczyć z najpiękniejszą kobietą w tym pokoju. 

Raphael poprowadził Cyn na parkiet, ignorując zaskoczone chrząknięcie jej ojca za 

nimi. Muzyka popłynęła wokół  nich, kiedy wziął ją w ramiona, przyciągając ją blisko, 
ale delikatnie, słysząc jej serce bijące zbyt szybko, jej płytki i nierówny oddech, jej dłoń 
drżącą lekko, którą przycisnął do swego serca. To go rozwścieczyło, ale starał się tego 
nie okazać. 

- Przepraszam – szepnęła w końcu. 

- Za co? – Jego głos był niskim warknięciem, pomimo jego najlepszych chęci. 

- Że musiałeś przejść przez to z moją rodziną. 

-  To  nic,  moja  Cyn.  A  twoja  babcia,  pomimo  swojej  chłodnej  powierzchowności, 

kocha cię. 

- Wiem. Tylko, że trudno jej jest to okazać. 

- Twój ojciec, z drugiej strony, powinien być zastrzelony o zmierzchu. 

Roześmiała  się,  zanurzając  swoją  twarz  na  jego  piersi  zanim  spojrzała  na  niego 

zaniepokojona. 

- Jednak nie rób tego, okej? 

- Nigdy nie uciekłbym się do czegoś tak nieokrzesanego, moja Cyn – odpowiedział 

z  udawaną  arogancją.  –  Poza  tym  –  dodał,  napotykając  jej  spojrzenie  i  pokazując  jej 
serce – to by cię zraniło. A ja nigdy bym tego nie zrobił. 

Delikatnie dotknęła jego twarzy, jej palce przebiegły linię jego szczęki i po ustach. 

Między  nimi  wybuchła  gorączka  i  pozwolił  jej  to  zobaczyć  w  swoich  oczach. 
Uśmiechnęła  się  lekko,  jej  palce  pieściły  jego  kark,  gdy  kołysali  się  do  muzyki 
kochanków. 

Nie  zostali  tam  długo.  To  nie  było  huczne  przyjęcie,  nie  z  tyloma  gośćmi,  albo 

raczej  nie  z  tyloma  tak  szczególnymi  gośćmi.  Raphael  wątpił,  żeby  porozmawiali  z  tą 
samą  osobą  więcej  niż  raz,  gdy  krążyli  po  pokoju.  Kilka  razy  widział  babcię  Cyn  na 
parkiecie, raz w towarzystwie wysokiego, siwowłosego mężczyzny we fraku, który jak 
przypuszczał  był  dziadkiem  Cyn  –  i  to  przypuszczenie  potwierdziło  się  później,  kiedy 
stali  we  dwójkę  na  wymaganym  gratulacyjnym  toaście  wzniesionym  na  cześć  ich 

background image

 

~ 27 ~ 

 

wieloletniego  małżeńskiego szczęścia. Albo raczej małżeńskiej egzystencji. Biorąc pod 
uwagę język ciała, wątpił, żeby wplątane było jeszcze szczęście. 

Jego wampiry, oczywiście, nigdy nie odchodziły zbyt daleko. Chociaż tak naprawdę 

nie były wcale częścią personelu, swobodnie poruszały się z tacami w pobliżu Raphaela 
jak  tylko  chciały.  A  Duncan  mocno  im  asystował.  W  pewnym  momencie  porwał  Cyn 
do  tańca.  Raphael  stał  przy  brzegu  parkietu,  sącząc  szampana  i  obserwując  swoją 
partnerkę w ramionach innego wampira, i próbując przekonać siebie, że nie ma powodu 
do  działania  terytorialnych  instynktów,  które  przekonywały  go,  żeby  wyrwać  ją  z 
powrotem do jego boku… gdy ponownie zjawił się ojciec Cyn. 

Raphael potraktował mężczyznę z chłodnym dystansem. 

- Haroldzie. 

- Raphaelu, znowu się spotykamy. Przypadkowo, jak to się dzieje. 

- Jak to? 

Harold  Leighton  uśmiechnął  się  porozumiewawczo.  To  sprawiło,  że  Raphael 

dokonał ponownej oceny tego człowieka. Wcześniej był pod wpływem swoich uczuć do 
Cyn, zbyt świadomy jej bólu, żeby stworzyć swój dokładny obraz.  Leighton  mógł być 
gównianym  ojcem,  ale  przez  wszystkich  był  uznawany  za  finansowego  geniusza  i 
przebiegłego biznesmena. Nie należało go nie doceniać. 

- Jak powiedziałem wcześniej, ty i ja mamy wiele wspólnego. 

Poza ich bezpośrednim związkiem z Cyn, Raphael nie mógł sobie wyobrazić co, i to 

powiedział. 

Leighton roześmiał się, błyskając idealnie białymi zębami. 

-  Posiadłość  Karchera  –  powiedział,  nagle  poważniejąc.  –  Właśnie  nabyłem  pakiet 

większościowy  w  Montagne  Investments.  Ty  i  ja  bardzo  niedługo  możemy  zostać 
partnerami. 

Raphael skinął głową na zgodę, natomiast prywatnie ukrył swoją konsternację. Było 

setki  graczy  zainteresowanych  nabyciem  posiadłości  Karchera,  kiedy  weszła  na 
sprzedaż. To był ogromny kawał nieruchomości, prawdopodobnie ostatni i z pewnością 
największy,  który  pozostał,  leżący  nad  kalifornijskim  wybrzeżem.  Trzy  strony,  w  tym 
Raphael Enterprises i Montagne Investments zgodziły się, żeby raczej połączyć siły niż 
licytować się ze sobą, co tylko podniosło cenę zakupu. Dla nich to nie była tylko sprawa 
dobrej inwestycji, to był wspólny osobisty interes w utrzymaniu dziewiczego charakteru 

background image

 

~ 28 ~ 

 

tego  terenu.  Ale  Raphael  nie  wiedział,  że  ojciec  Cyn  był  w  tym  uczestnikiem.  A 
powinien był wiedzieć. 

- Nie wiedziałem, że jesteś współudziałowcem w Montagne. 

-  Och,  nie  byłem  –  oznajmił  radośnie  Leighton.  –  Aż  do  wczoraj.  Mam  oko  na 

posiadłość  Karchera  od  dekad.  Wiedziałem,  że  spadkobiercy  sprzedadzą  ją  w  minucie 
jak  stary  przestanie  oddychać.  Ta  posiadłość  jest  niejako  moją  prywatną  obsesją, 
klejnotem  w  koronie,  że  tak  powiem.  Na  nieszczęście,  byłem  poza  krajem  i  dość 
głęboko zaangażowany w inny nabytek, kiedy otwarto pierwszą licytację. Moi ludzie to 
odpuścili i omal nie kosztowało mnie to nagrody. – Jego twarz nabrała twardego wyrazu 
i Raphael zrozumiał, że ludzie w to wplątani są teraz zwolnieni. 

-  Ale  szczęście  się  odwróciło,  czyż  nie  tak,  Raphaelu?  Montagne  trochę 

poniewczasie uświadomiło sobie, że będą potrzebowali napływu kapitału, żeby uczynić 
ich  udział  możliwym.  Dostarczyłem  im  tego,  co  potrzebowali…  w  zamian  za 
większościowe udziały, oczywiście. 

-  Oczywiście.  Jednak,  wspólna  oferta  nie  została  jeszcze  zaakceptowana  przez 

spadkobierców Karchera – przypomniał mu Raphael. 

- Nie, ale będzie. Mam dobre źródło, które mówi, że dostaniemy odpowiedź w ciągu 

kilku najbliższych dni.    

Raphael  uniósł  kieliszek  szampana,  wznosząc  toast  za  wewnętrzną  wiedzę 

mężczyzny, jeśli nie dla samego człowieka. 

- Tato? 

Raphael  obrócił  się,  wyciągając  rękę  do  Cyn  i  przyciągając  ją  bliżej,  dotykając 

ustami linii zmarszczek, które szpeciły jej gładkie czoło. 

-  Twój  ojciec  i  ja  właśnie  dyskutowaliśmy  o  pewnej  posiadłości,  moja  Cyn.  – 

Odwrócił  się  z  powrotem  do  Harolda  Leighton.  –  W  takim  razie,  jestem  pewny,  że 
niedługo odezwą się do ciebie moi ludzie, Leighton. 

Harold  Leighton  uniósł  swój  kieliszek  w  milczącym  toaście  i  odszedł  nawet  nie 

pożegnawszy się ze swoją córką. 

Raphael  patrzył  skrzywiony  na  plecy  głupiego  człowieka  i  jeszcze  raz  pomyślał  o 

tym,  jakie  to  byłoby  satysfakcjonujące  strzelić  kulą  prosto  w  jego  serce.  Jednak  z 
drugiej  strony,  było  wiele  bardziej  bolesnych  sposobów  na  rozprawienie  się  z  kimś 
takim jak Harold Leighton. Uśmiechnął się. 

background image

 

~ 29 ~ 

 

- Uch – mruknęła Cyn. 

Raphael obrócił się i znalazł ją przyglądającą mu się uważnie, jej usta wydęły się w 

zamyśleniu.  Wykorzystał  tę  minę,  żeby  ją  pocałować,  śmiejąc  się,  kiedy  trzepnęła  go 
lekko w pierś. 

- Uch, co, moja Cyn? 

- Znam to spojrzenie. 

- Jakie spojrzenie? – zapytał, ćwicząc swój wyraz niewinności. 

Odetchnęła lekceważąco i zmieniła temat. 

- Myślę, że wypełniłam już tu swój obowiązek – powiedziała. – Zwiewajmy stąd. 

W limuzynie w drodze do domu, Raphael wykonał telefon. Gdyby był człowiekiem, 

pora  mogłaby  być  problemem.  W  końcu  był  środek  nocy.  Ale  ponieważ  Raphael  i 
wszyscy jego doradcy, w tym prawnicy, byli Wampirami, pora była po prostu właściwa. 
To była pora na jego telefon. Polecenie, jakie im dał, to już była inna sprawa. 

- Nie obchodzi mnie, ile to będzie kosztowało. Mówisz mi, że nie mogę sobie na to 

pozwolić? 

-  Nie,  mój  panie,  oczywiście,  że  nie.  –  Jego  prawnik  brzmiał  na  wyraźnie 

zszokowanego tą sugestią. 

- W takim razie zrób to. 

- Tak, mój panie. 

Rozłączył  się,  a  potem  sięgnął,  by  wciągnąć  Cyn  na  swoje  kolana.  Spojrzała  na 

niego, jej śliczna twarz zmizerniała od niepokoju.  

- To w porządku, że chcesz inwestować z moim ojcem – powiedziała, jej głos drżał. 

– Jest bardzo dobry w tym, co robi. Zarobisz na tym pieniądze. 

-  Mam  mnóstwo  pieniędzy.  Poza  tym,  ten  człowiek  to  głupiec.  Już  stracił 

najcenniejszą rzecz, jaką kiedykolwiek stworzył i nawet o tym nie wie. 

- Co? – Jej brwi zmarszczyły się w zmieszaniu. 

Raphael  wzmocnił  na  niej  swój  uścisk,  podniósł  jej  dłoń  i  potarł  kciukiem  po 

diamentowej obrączce, która uznawała ją za jego. 

background image

 

~ 30 ~ 

 

- Ciebie, moja Cyn – powiedział, schylając się, by pocałować ją miękko. – Ale teraz 

jesteś moja. – Ponownie ją pocałował, głębiej. – I nie pozwolę ci odejść. 

Cyn oparła się o  niego z zadowolonym westchnięciem,  gdy zjeżdżali windą do  ich 

prywatnych  kwater.  Wciąż  było  wcześnie  i  kilka  spraw  wymagało  jego  uwagi.  Ale  te 
sprawy mogły poczekać do następnej nocy, albo jeszcze następnej. Jego Cyn dzisiaj go 
potrzebowała. A on musiał pokazać jej, ile ona znaczy dla niego. 

-  Czy  teraz  mogę  zdjąć  tę  sukienkę?  –  zapytał,  przyglądając  jej  się  głodno,  gdy 

zdejmował swoją  marynarkę i koszulę. Jego krawat zniknął już w samochodzie, zanim 
wyjechali przez ozdobne bramy i na ulice miasta. 

Odepchnęła się od niego, gdy drzwi windy się otworzyły, śmiejąc się. 

- Ja to zrobię. Ty ją zniszczysz, a ta rzecz kosztowała… 

Pisnęła  z  udawanym  zaskoczeniem,  gdy  zgarnął  ją  w  ramiona,  zanurzając  twarz 

przy  jej  szyi.  Ugryzł  ją  delikatnie  i  poczuł  jak  twardnieje,  kiedy  wciągnął  unikalny 
zapach  będący  tylko  jej.  On  przemawiał  do  niego  aż  do  samego  rdzenia  jego  serca  i 
duszy,  mówił  mu, że to jego partnerka, zatwierdzona przez zmieszaną krew płynącą  w 
jej żyłach. 

Podniósł głowę i mruknął. 

- Kupię ci nową.    

Położywszy ją na łóżku, zdjął z niej delikatną suknię, nie przejmując się zamkami i 

zatrzaskami.  Rzucił  ją  na  podłogę,  a  potem  podniósł  każdą  jej  stopę  i  zsunął  wysokie 
szpilki ze zbyt wieloma paskami, rzucając je przez ramię, by dołączyły do zniszczonej 
sukienki.  Jego  oczy  ani  na  chwilę  nie  opuściły  jej  twarzy,  a  kiedy  uniósł  prawą  stopę 
zaczął wycałowywać ścieżkę w  górę  nogi, ssąc delikatnie  miękką skórę jej  łydki,  lizać 
przy kolanie, przesuwać się po wrażliwej skórze wewnątrz uda.  

Cyn  oddychała  ciężko,  jej  piersi  były  nagie  nie  licząc  wyszukanego  naszyjnika, 

bransoleta  na  jej  górnym  ramieniu  sprawiała,  że  wyglądała  jak  jakaś  wspaniała  seks 
niewolnica  barbarzyńcy.  Uśmiechnął  się  na  obraz  swojej  Cyn,  jako  czyjejkolwiek 
niewolnicy. 

Zauważyła uśmiech i skrzywiła się. 

- Co się śmiejesz, wampirze? 

background image

 

~ 31 ~ 

 

- Do ciebie, moja Cyn. Wyglądasz cudownie prymitywnie leżąc tu taka naga, tylko 

w samym złocie. 

Już chciała rzucić szybką odpowiedź, ale wciągnęła tylko wdech, ponieważ Raphael 

wsunął palec pod jedwab jej maleńkich majtek i zebrał jej wilgoć. Podniósł palec do ust 
i posmakował. 

- Słodki, moja Cyn. Zawsze dla mnie taka słodka. 

- Raphael – wydyszała, pożądanie zaróżowiło lekko jej ciało. 

Zerwał  cienki  pasek  koronki  przytrzymujący  mały  trójkąt  na  miejscu,  rzucił  go  na 

kupkę porzuconych ubrań i obnażył na swój głodny wzrok. Przebiegł rękami w górę jej 
ud,  rozszerzył  mocniej  jej  nogi  i  pochylił  się,  żeby  posmakować  jej  w  pełni.  Użył 
języka, żeby otworzyć fałdki jej płci, delektując się jej smakiem, przytrzymując biodra, 
gdy  bryknęła  pod  nim.  Otworzyła  się  dla  niego  niczym  piękny  kwiat,  mokra  i 
błyszcząca,  perła  jej  łechtaczki  stała  się  ciemnoróżowa  i  stwardniała  od  podniecenia. 
Raphael zamknął usta na cennej perle i zassał, z początku delikatnie, a potem  mocniej, 
czując jak palce Cyn zaciskają się w jego włosach, gdy płynęła na falach przyjemności 
rozchodzących się spomiędzy jej nóg. 

Ssąc mocno jej łechtaczkę, czując jej pchnięcia na swoje usta, wsunął w nią głęboko 

dwa  palce  i  usłyszał  jej  krzyk,  gdy  pompował  nimi  w  tę  i  z  powrotem  między  jej 
satynowo śliskimi fałdkami, czując jak jej gorące, mokre ciało zaciska się wokół niego. 

Odczekał  aż  poczuł  pierwsze  skurcze  jej  orgazmu,  aż  zaczęła  drżeć  pod  nim,  jej 

palce  zaczęły  szarpać  jego  włosy  na  głowie,  a  wtedy  naciął  kłem  jej  łechtaczkę, 
uwalniając  do  swoich  ust  najsłodszą  z  możliwych  krwi,  a  ona  krzyknęła  ponownie  i 
spadła przez krawędź w orgazm. 

Raphael  nie  dał  jej  czasu  na  dojście  do  siebie.  Chciał  jej  taką,  jaką  była  teraz, 

zarumienioną  i  gorącą,  mokrą  od  sączących  się  soków  jej  orgazmu,  drżącą,  gdy 
dreszcze  wciąż  napinały  ścianki  jej  pochwy.  Wstał  tylko  po  to,  by  zrzucić  buty  i 
spodnie, spijając widok jej rozciągniętej  na łóżku, z palcami  między swoimi własnymi 
nogami,  gdy  próbowała  złagodzić  ból,  jaki  zostawił,  jej  pełne  piersi  były  ściśnięte 
między jej ramionami, tak jakby mu je oferowała. 

Raphael  warknął  nisko  w  gardle,  opuścił  swoje  ciało  na  jej,  rozszerzył  jej  nogi 

swoimi  biodrami  i  pchnął  do  przodu,  z  brutalną  skutecznością  zanurzając  się  w  nią 
głęboko jednym długim, mocnym pchnięciem. Cyn krzyknęła, trzęsąc się pod nim, gdy 
jej biodra uniosły się na spotkanie jego, a jego fiut zatapiał się w jej pulsującym cieple i 

background image

 

~ 32 ~ 

 

wysuwał, gdy pieprzył jej słodkie, ciasne ciało. Pochyliwszy usta do jej piersi, zakręcił 
językiem  wokół  wrażliwych  sutków,  ssał  aż  stały  się  napięte  i  twarde,  błagające  o 
uwagę, kusząc go odcieniem krwi, która zmieniła je w ciemnoróżowe w przyćmionym 
świetle. Raphael otarł się kłami o delikatną skórę, zostawiając szlak krwi, która dodała 
się  jeszcze  do  upojnego  zapachu  Cyn,  który  go  otaczał.  Uniósł  się  na  tyle,  żeby 
podziwiać swoje dzieło, przyjrzeć się mokrym, czerwonym liniom okalającym krągłości 
jej piersi,  podczas  gdy jego kutas wciąż plądrował  jej ciało,  ich biodra spotykały się  z 
plasknięciem ciała, gdy Cyn owinęła nogi wokół jego bioder i uniosła się, pieprząc się 
na jego fiucie.  

Raphael  ryknął,  gdy  jego  penis  wszedł  niemożliwie  głęboko,  a  śliskie  ścianki  jej 

ciała  zaczęły  drgać  wokół  niego,  ściskając  jego  twardość,  marszcząc  się  wokół  jego 
długości, od podstawy aż po czubek. 

-  Raphael  –  wydyszała  Cyn,  jej  oczy  otworzyły  się,  by  pokazać  wąskie  zielone 

szparki pożądania, błagające go o ten jeden, ostatni dotyk.  

Warknął i opuścił usta do jej szyi, zamykając oczy na prawie przytłaczający zapach 

jej  krwi,  rozgrzanej  zapachem  jej  podniecenia,  gdy  jej  ruchy  przyspieszyły,  wyginając 
biodra  pod  jego,  aż  tarcie  jego  fiuta  poruszającego  się  w  jej  wnętrzu  zagroziło 
spaleniem ich żywcem. 

Zatopił  kły  w  jej  szyi,  jej  krzyk  rozbrzmiał  echem  w  każdym  jego  zakończeniu 

nerwowym,  popłynął  wraz  z  ciepłym  tryśnięciem  jej  krwi,  gdy  pił  głęboko,  czując  jak 
jego Cyn drży pod nim, a jej okrzyki były prawie tak samo szaleńcze jak fala orgazmu, 
która ją zmiotła. Jej ciało drgało, wewnętrzne ścianki ściskały go tak mocno, że ledwie 
mógł się poruszać, tak gorące, że były niczym ciekła lawa płynąca wokół niego. Poczuł 
jak  jego  moszna  się  napina,  jak  jego  orgazm  pulsuje  w  dół  jego  fiuta,  spiesząc,  by 
wypełnić jego partnerkę,  oznaczyć ją, jako swoją. Podniósł  usta znad jej szyi  i ryknął, 
krew kapała z jego kłów, gdy zawył jej imię. 

 

*** 

                                                         

Dwa tygodnie później… 

Raphael odchylił się w limuzynie, przyciągając Cyn do swojego boku. Sięgnęła nad 

nim,  żeby  nacisnąć  guzik  i  otworzyć  szyberdach.  Była  piękna  noc.  Pogoda  była 

background image

 

~ 33 ~ 

 

łagodna,  niebo  czyste,  z  gwiazdami  skrzącymi  się  nad  głowami,  gdy  daleko  za  sobą 
zostawili światła miasta. 

-  Dokąd  jedziemy?  –  zapytała  od  niechcenia  Cyn,  z  głową  na  jego  ramieniu,  jej 

palce igrały wzdłuż jego uda. 

- Wczoraj nabyłem nową posiadłość. Oczywiście, byli tam moi ludzie, ja widziałem 

ją na papierze, ale pomyślałem, że w taką ładną noc warto przejechać się na wybrzeże. 

- Masz tam posiadłość? 

- Teraz tak. Kilkaset akrów. 

Przekrzywiła głowę na jego ramieniu, jej jedwabiste włosy połaskotały go w szyję. 

-  Nie  wiedziałam,  że  w  tym  rejonie  zostały  jakieś  prywatne  parcele.  Przynajmniej 

nie  aż  tak  duże,  oprócz…  –  Usiadła  i  zapatrzyła  się  w  niego.  –  Posiadłość  Karchera? 
Myślałam, że będziesz miał w niej swego rodzaju współudział? Ona jest ogromna! 

- Chciałem. Ale zmieniłem zdanie. Teraz cała jest moja. Tak jak ty. 

Uśmiechnęła się zdezorientowana. 

- Porównujesz mnie do kupy ziemi? 

-  To  jest  bardzo  duża  kupa,  moja  Cyn  –  drażnił  się.  –  Ale  ja  odnoszę  się  do  jej 

wyjątkowości.  Do  czegoś,  lub  kogoś,  co  jest  jedyne  w  swoim  rodzaju.  Klejnot  w 
koronie, że tak powiem. A teraz to jest tylko moje. Tak jak ty. 

                          

      

        

   

 

 

 

 

Tłumaczenie: panda68 

background image

 

~ 34 ~ 

 

 

Vampire Vignette #7 

Wszystko, co chcę na Gwiazdkę                                  

 

Malibu, Kalifornia – Wigilia 

Cynthia  Leighton  podeszła  do  przesuwanych  drzwi.  Dzisiaj  niezbyt  dużo  widziała 

przez  grube  szkło.  Noc  była  zachmurzona,  a  srebrny  księżyc  próbował  walczyć  z 
zasłaniającymi go zbitymi chmurami. Było ciemno i ponuro, jak jej nastrój. Przyłożyła 
palce  do  zimnego  szkła,  czując  delikatne  drgnięcia,  gdy  fale  poniżej  uderzały  w  klif. 
Myślała  o  wyjściu  na  zewnątrz  i  zatopieniu  swoich  smutków  w  rześkim  morskim 
powietrzu, ale obawiała się, że dzisiejszego wieczora powietrze było o wiele za bardzo 
rześkie. I nie było sensu dodawać trzęsącego zimna do jej nieszczęścia. 

Westchnęła, obróciła się od okna  i wróciła do kominka, gdzie osunęła się  na duży, 

wypchany  fotel  strategicznie  umieszczony  tuż  przed  kominkiem.  Zwykle,  to  było  jej 
ulubione miejsce w takie zimne noce jak ta. Na oparciu fotela leżał rzucony miękki pled 
z Irlandii, gotowy do walki z każdym nagłym chłodem, a jej książki i czasopisma leżały 
na stoliku obok niego. Za małym barem były przyrządy do zrobienia kawy albo gorącej 
czekolady, gdybyś chciała czegoś, co rozgrzałoby ją od środka, podczas gdy czekałaby 
na Raphaela aż skończy interesy, które trzymały go z dala. 

Ale  dzisiaj  nawet  te  znajome  wygody  nie  mogły  jej  pocieszyć.  Wpatrywała  się  w 

ogień,  obserwując  jak  tęcza  odbitych  świateł  tańczy  po  matowych  bombkach  na 
drzewku po przeciwnej stronie pokoju. Nie mogła uwierzyć, że przyciągnęła tu drzewko 
na święta. Okej, to Robbie był tym, który tak naprawdę wciągnął je po schodach, ale to 
ona  sama  odbyła  długą  podróż  na  farmę  drzewek  i  spędziła  o  wiele  za  dużo  czasu  na 
wybraniu idealnego drzewka. I była tą, która załadowała je do swojego nowego Range 
Rovera  i przywiozła je tu.  Pewnie, Robbie pomógł przy ciężkiej części wnoszenia, ale 
to ona przystroiła to cholerstwo, a teraz stała tam, iskrzyła się i szydziła z niej o to, co 
mogła mieć. 

Pierwsze bożonarodzeniowe drzewko, które kiedykolwiek kupiła, i oto proszę siedzi 

sama w Wigilię. 

background image

 

~ 35 ~ 

 

Z powodu pogody. Jakie to było głupie? Raphael był cholernym wampirzym panem, 

na  tyle  potężnym,  żeby  wstrząsnąć  z  gniewu  budynkiem,  ale  nawet  jego  zatrzymał 
śnieg.  Najwyraźniej,  moc  wstrząsania  ziemią  nie  była  dość  dobra  dla  burzy  śnieżnej, 
zwłaszcza kiedy Góry Skaliste były  między tobą, a tym gdzie chciałeś jechać. Ostatnio 
odbywał  dużo  podróży  do  Kolorado  i  Arizony,  i  to  były  bardzo  tajemnicze  wampirze 
interesy.  Dlaczego  akurat  nie  mógł  pojechać  do  Arizony?  W  Arizonie  nikogo  nie 
zasypie  śnieg.  No  cóż,  prawie  nikogo.  W  każdym  razie  nie  w  tych  częściach,  gdzie 
jechał Raphael. Ale nie, ze wszystkich miejsc na świecie musiał utknąć w Telluride. Nie 
miałaby nic przeciwko utknięciu w Telluride, gdyby utknęła tam z nim. To było śliczne 
małe  miasteczko.  Zostanie  zasypaną  tam  śniegiem  z  Raphaelem  byłoby  nad  wyraz 
romantyczne. 

Ale  nie.  To  miała  być  szybka  podróż.  Jedna  noc  i  będzie  z  powrotem.  Pewnie. 

Westchnęła  i  wcisnęła  się  w  duży  fotel,  podciągając  koc  pod  samą  brodę,  gdy 
wpatrywała się w ogień. Kupiła prezenty i wszystko inne, a teraz to stawało się ponurą 
powtórką każdego Bożego Narodzenia, jakie miała jako dziecko, ze stosami prezentów, 
ale z nikim, kto by je razem z nią otworzył. 

Cholera

Zamknęła  oczy,  pozwalając  ciepłu  ognia  wsiąknąć  w  swoje  ciało.  To,  czego 

potrzebowała,  czego  pragnęła,  to  był  dźwięk  ośmiu  małych  reniferów  na  dachu, 
dostarczających  jej  wampirzego  kochanka.  Włożeniu  na  niego  dużej  kokardy  i 
spuszczeniu  w  dół  kominka.  Okej,  nie  przez  kominek.  Spaliłby  się,  ale  mogłyby  go 
podrzucić na balkon. Bardzo blisko. Uśmiechnęła się na myśl o Raphaelu podrzucanym 
na  małych  sankach.  Ale  uśmiech  nie  wystarczał.  Chciała  go  prawdziwego.  Chciała 
swojego Raphaela tutaj. Teraz. 

Nagle na dole usłyszała głosy, wiele głosów. Może strażnicy sprowadzili sobie kilku 

ludzi  z  domu  krwi,  żeby  świętować  swoje  własne  przyjęcie.  Dlaczego  nie?  Tylko 
dlatego,  że  ona  była  nieszczęśliwa,  nie  znaczyło,  że  ktoś  inny…  zmarszczyła  brwi  na 
odgłos  kroków  na  korytarzu  tuż  przed  jej  salonem.  To  nie  był  ktoś  z  domu  krwi;  nie 
mieli pozwolenia wchodzić do tej części domu. Coś innego się tu działo. 

Wstała, wsuwając stopy w wysokie bambosze. Koc spadł na podłogę i pochyliła sie, 

żeby  go  podnieść.  Zmiana  powietrza  zaalarmowała  ją,  płomienie  zatańczyły  w 
ostrzeżeniu, więc odwróciła się i zobaczyła… 

- Raphael! 

background image

 

~ 36 ~ 

 

Wyciągnął ramiona, gdy biegła do niego, łapiąc ją, gdy owinęła ramiona wokół jego 

szyi.  Jego  twarz  była  zimna,  gdy  uniosła  swoje  usta  do  pocałunku,  a  ich  usta  spotkały 
się  pierwszy  raz  od  kilku  dni.  Pocałunek  był  gorący,  głodne  przypomnienie,  że  dwoje 
kochanków  było  zbyt  długo  rozdzielonych,  ich  języki  ocierały  się  o  siebie  walcząc, 
żeby  dostać  więcej  od  siebie  nawzajem.  Odsunęli  się  na  chwilkę,  a  potem  znowu 
połączyli, tym razem bardziej miękko, zmysłowo i podniecająco. 

-  Tęskniłem  za  tobą,  moja  Cyn.  –  Głos  Raphaela  był  ochrypły,  jeszcze  bardziej 

głęboki przez emocje, które ujawniał tylko przed nią. 

-  Tęskniłam  za  tobą.  Kiedy  wróciłeś?  Jak  wróciłeś?  Obsesyjnie  sprawdzałam 

internet. Wszystko jest nadal zasypane śniegiem! 

-  Wampiry  nie  podlegają  tym  samym  ograniczeniom,  co  ludzie.  Jechaliśmy  aż 

dojechaliśmy do otwartego lotniska, a resztę drogi lecieliśmy.  

- Ale drogi… 

- Nie są żadną przeszkodą dla moich wampirów. Unikaliśmy głównych dróg, gdzie 

zamknięto ruch. I nie zaszkodziło to, że spodziewaliśmy się tej śnieżycy i wyruszyliśmy 
zanim zaczęło się najgorsze. Nie bylibyśmy w stanie wydostać się na czas z lotniska, ale 
doskonale nam się udało zanim zamknęła go burza. Po tym… – Wzruszył ramionami.                  

-  Dlaczego  do  mnie  nie  zadzwoniłeś?  –  Cyn  przytuliła  go,  czując  chłód  jego 

ubrania, jego ciała i pomyślała o ryzyku, jakie podjął, żeby się tu dostać. 

- Nie było sygnału. Góry, jak przypuszczam, albo pogoda. Może oba. 

-  Zdejmij  płaszcz  –  powiedziała,  wsuwając  palce  pod  guziki  i  rozpinając  przód, 

potem zsuwając go z jego ramion. – Jesteś zimny. Usiądź przy kominku, a ja przyniosę 
ci  trochę  wódki.  –  Odeszła  pospiesznie  zanim  mógł  zobaczyć  emocje,  które  jak 
wiedziała  malują  się  na  jej  twarzy.  Mógł  umrzeć  tam  w  zimnie  i  w  śniegu,  i  tylko 
dlatego, że chciał wrócić do domu. Do niej

Powiesiła jego płaszcz, a potem ruszyła do barku w rogu. Była tam  mała  lodówka, 

zawsze  z  butelką  wódki  w  lodzie.  Nalała  kieliszek  lepkiej  cieczy  w  kryształowy 
kieliszek i zaniosła do Raphaela, który usadowił się w jej dużym fotelu. 

Podała  kieliszek.  Raphael  wziął  go  od  niej,  ale  postawił  na  stoliku  obok,  by 

pociągnąć ją na swoje kolana. 

- Nie było tak źle, moja Cyn – powiedział, otaczając ją swoimi ramionami. 

background image

 

~ 37 ~ 

 

Cyn nie wiedziała, dlaczego stara się utrzymać swoje uczucia w tajemnicy. Zawsze 

wiedział, co czuje. 

-  Ani  przez  chwilę  nie  byliśmy  w  prawdziwym  niebezpieczeństwie.  Naszym 

największym  ryzykiem  było  znalezienie  bezpiecznego  miejsca  do  spędzenia  godzin 
dziennych,  ale  jest  tam  mnóstwo  zajazdów  i  moteli  z  pustymi  łóżkami  z  powodu 
pogody. Byli bardziej niż szczęśliwi, gdy przyjeżdżaliśmy. 

Skopała  bambosze  i  zwinęła  się  na  jego  kolanach,  potem  sięgnęła  po  kieliszek 

wódki  i  podała  mu.  Raphael  trzymał  wódkę  w  jednej  ręce,  podczas  gdy  drugie  ramię 
zawinął wokół jej barków i przyciągnął do kolejnego długiego pocałunku. Boże, jak ona 
za nim tęskniła. Czy było możliwe, żeby tak bardzo za kimś tęsknić? Najwyraźniej tak. 

Raphael  przerwał  ich  pocałunek,  jego  język  w  ostatniej  pieszczocie  zanurkował  w 

jej usta, jakby delektował się jej smakiem. 

-  Zaryzykowałbym  o  wiele  więcej  niż  burzę  śnieżną,  żeby  dostać  się  do  twojego 

boku, moja Cyn. 

Cyn przesunęła palcami po jego twarzy, przez jego gęste, czarne włosy. 

- Czułam się bardzo nieszczęśliwa – przyznała. – Sama jedna z  moim drzewkiem  i 

moimi prezentami. 

- Nie byłaś sama – powiedział zbyt rozsądnie. 

- Próżny wampir  – zbeształa  go. –  Przestań  dopominać się komplementów. Wiesz, 

co miałam na myśli. Nie chciałam kogokolwiek, chciałam ciebie.  

- Rozumiem – odparł poważnie, a potem mrugnął do niej. 

Cyn odwzajemniła uśmiech.  

- Będziesz tak trzymał tę wódkę aż się ogrzeje, czy wypijesz?  

Zrobił jednego łyka, a potem zmarszczył brwi i uniósł zmrożone szkło. 

- Czegoś tu brakuje. 

Cyn  poczuła  szarpnięcie  nisko  w  brzuchu,  gdy  jego  oczy  spotkały  się  z  jej. 

Podniosła  rękę  do  jego  twarzy,  przesuwając  palcami  po  jego  szczęce  i  przeciągając 
palcem po jego ustach zanim wsunęła go do jego ciepłych ust. Jego oczy rozgorzały, a 
kły  wysunęły  z  jego  dziąseł.  Cyn  pogładziła  palcem  po  każdym  jego  kle,  pieszcząc 
gładką, twardą powierzchnię, zbliżając się niebezpiecznie do ostrych czubków. Raphael 

background image

 

~ 38 ~ 

 

warknął  i  Cyn  oblizała  niecierpliwie  wargi,  a  wzrok  Raphaela  podążył  chciwie  za  jej 
językiem.  Otarła  się  drażniąco  opuszkiem  palca  o  czubek  jego  kła,  śmiejąc  się,  gdy 
Raphael złapał jej rękę i ugryzł. 

Wessała oddech na krótki ból, ale ból szybko zmienił się w pożądanie, gdy Raphael 

uniósł jej ukłuty palec i zanurzył w zimnej wódce. Czerwona wstążka jej krwi zakręciła 
się w gęstej cieczy, leniwa i jedwabista zanim zimno zamknęło małą rankę. 

Serce Cyn waliło, kiedy Raphael podniósł swoje uderzająco czarne oczy i złapał jej 

spojrzenie.  Nie  odrywając  oczu,  przysunął  kieliszek  do  ust  i  wziął  długi  łyk,  jego 
powieki  przymknęły  się  z  głodu,  gdy  posmakował  jej  krwi  wraz  z  wódką.  Wypił  do 
końca, a potem odstawił kieliszek bez patrzenia. 

-  Myślałem  o  tobie  –  zamruczał,  gdy  zaczął  odpinać  jej  sweter,  jego  palce  były 

zaskakująco  zręczne  jak  na  swój  rozmiar  i  siłę.  –  Przez  wszystkie  te  zimne  noce  na 
drodze.  –  Powietrze  w  pokoju  było  chłodne  na  jej  nagiej  skórze,  gdy  odpinał  jeden 
guzik po drugim, dopóki  nie obnażył  jej piersi,  ubranych w czarny, koronkowy stanik. 
Miał  świąteczne  czerwone  kokardki,  gdzie  paski  łączyły  się  z  miseczkami,  i  Raphael 
pstryknął jedną figlarnie, uśmiechając się do siebie. 

-  To  mój  gwiazdowy  stanik  –  wyszeptała,  walcząc  z  pragnieniem  chwycenia  jego 

rąk i przyciśnięcia do swoich piersi. – Czerwone kokardki. 

Uśmiech  Raphaela  rozszerzył  się,  gdy  w  końcu  wziął  jej  piersi  w  swoje  cudowne, 

duże dłonie. 

- W takim razie jesteś prezentem? 

-  Jeśli  chcesz,  żebym  była  –  powiedziała,  a  potem  szybko  dodała.  –  Jest  ich  całe 

mnóstwo pod… 

Jej  słowa  zostały  przerwane,  kiedy  ją  pocałował,  z  jedną  ręką  na  jej  karku,  drugą 

przyciśniętą do jej pleców, gdy pustoszył jej usta, miażdżąc jej wargi pod swoimi, jego 
język splątał się z jej aż nie zadrapał się o jego kły i zaczęła płynąć krew. 

Raphael  warknął  na  miedziany  smak  krwi  Cyn  przyprawiający  ich  pocałunek. 

Tęsknił za nią – za dźwiękiem jej głosu, dotykiem jej ręki… jej zapachem, jej smakiem. 
Chciał  wylizać  każdy  jej  cal,  chciał  gryźć  i  smakować,  i  pieprzyć  ją  aż  będzie  zbyt 
słaba, żeby wstać z łóżka. A potem chciał zacząć wszystko od początku. I zrobi to, ale 
najpierw… odpiął przednie zapięcie jej ślicznego, gwiazdkowego stanika, obnażając jej 
piersi  na  swój  głodny  wzrok.  Chwyciwszy  jej  talię  swoimi  dłońmi,  podniósł  ją  do 
swoich ust i zassał jedną pełną półkulę w swoje usta, ciągnąc na tyle mocno, by wessać 

background image

 

~ 39 ~ 

 

cały  czubek  jej  piersi,  obdarzając  go  swoją  uwagą  aż  jej  śliczny  sutek  był  pulchny 
niczym wiśnia i wezbrany krwią. 

Warknął i znowu ukazały się jego kły, ocierając się tępymi krawędziami o jej pierś, 

czując jak miękkie ciało poddaje się naciskowi, a potem zmieniając kierunek i skrobiąc 
delikatnie  w  dół,  nie  rysując  do  krwi,  jeszcze  nie.  Cyn  jęknęła  z  frustracji  i  wygięła 
plecy, wypychając ochoczo piersi, podczas gdy jej palce zakręciły się w jego włosach, 
próbując  przyciągnąć  go  bliżej.  Raphael  zawirował  językiem  wokół  nabrzmiałego 
sutka, tak opuchniętego, że mógł poczuć krew pulsującą pod powierzchnią, błagającą o 
uwolnienie. Cyn wydawała ciche głodne dźwięki ze swojego gardła. Jego fiut drgnął na 
te  dźwięki  i  nagle  ugryzł,  delektując  się  gorącą  falą  krwi,  słysząc  mruczenie 
przyjemności w swojej własnej piersi. 

Omywał teraz jej spuchnięty sutek, całując go zanim przeniósł się na jej drugą pierś 

i  zaczął  wszystko  od  nowa.  Miała  najpiękniejsze  piersi,  pełne  i  ciężkie,  z  różowymi 
sutkami,  które  błagały  o  ssanie.  Cyn  kołysała  się  pod  nim,  złączenie  jej  nóg  otaczało 
jego erekcję, która napierała na gruby materiał jego dżinsów. Krzyknęła, gdy ugryzł jej 
drugi  sutek,  jej  kolana  zacisnęły  się  po  obu  jego  bokach,  palce  wbiły  w  skórę  jego 
głowy. 

-  Raphael  –  błagała  miękko.  Czuł  gorąco  jej  płci,  czuł  pyszny  zapach  jej 

podniecenia. 

A ten fotel, chociaż tak duży, nie będzie odpowiedni.                           

Łagodząc  lizaniem  ból  spuchniętego  sutka,  pocałował  go  czule,  a  potem  zgarnął 

Cyn w swoje ramiona i wstał. Wolałby ich prywatną kwaterę na dole, ale to mieszkanie 
też się nada. Jego ludzie wiedzieli, że kiedy go nie było, Cyn czasami tu spała, a do tego 
wiedzieli, że jest w domu. Nikt nie ośmieli im się przeszkadzać. 

Przeszedł  przez  salon  do  sypialni.  Łóżko  nie  było  pościelone,  prześcieradła  i  koce 

były  rozrzucone  niczym  świadectwo  bezskutecznych  prób  Cyn  w  spaniu  bez  niego. 
Poczuł lekką satysfakcję, że nie spała ani trochę lepiej niż on, jego dzienny odpoczynek 
był wypełniony obrazami Cyn i domu. 

Rzucił Cyn na łóżko. 

- Chcę cię nagiej. 

Cyn roześmiała się i zsunęła sweter. Stanik, ledwie trzymający się na jej ramionach, 

również  zdjęła  i  rzuciła  przez  pokój.  Raphael  obserwował  ją  jednym  okiem,  gdy 
rozbierał się ze swoich ubrań. Zahaczyła kciuki za spodnie dresowe i ściągnęła je wraz 

background image

 

~ 40 ~ 

 

z  kawałkiem  czarnej  koronki,  którym  jak  przypuszczał,  były  pasujące  do  jej  ślicznego 
stanika,  majtki.  Raphael  zamruczał  z  uznaniem,  zrzucając  marynarkę  na  podłogę  i 
zrywając  koszulę.  Usiadł  na  brzegu  łóżka,  żeby  zdjąć  buty,  a  potem  rzucił  nimi  przez 
pokój  w  swoim  pośpiechu  bycia  w  Cyn.  Położył  palce  na  pasku  dżinsów  i  już  miał 
wstać,  kiedy  Cyn  owinęła  go  od  tyłu  ramionami,  jej  dłonie  przesunęły  się  po  jego 
ramionach, żeby palce mogły pogładzić jego tors, pobawić się jego płaskimi sutkami. 

Przytuliła się do niego mocno, przyciskając te idealne piersi do jego nagich pleców, 

jej  sutki  były  niczym  aksamit,  ciepłe  guziczki  na  jego  skórze.  Wilgotne  ciepło  jej 
satynowego, gładkiego wzgórka otarło się o jego plecy i syknął, sięgnął za siebie, żeby 
położyć rękę na jej tyłku, wsunąć palce w śliskie gorąco między jej nogami.        

Cyn sapnęła i jej ramiona rozluźniły się na tyle, że mógł wykręcić się z jej uścisku i 

wstać. Opuścił spodnie i wyszedł z nich w jednym ruchu, a potem obrócił się i spojrzał 
na  Cyn.  Z  powrotem  siedziała  na  łóżku,  z  ramionami  wyciągniętymi  za  siebie,  jej  uda 
były  rozszerzone,  ale  jedną  nogę  zgięła  w  kolanie  i  kołysała  nią  w  prawo  i  lewo  w 
drażniącym rytmie, błyskając na niego swoją śliczną, różową cipką.  

- Cyn – mruknął w ostrzeżeniu. 

- Raphaelu? – odpowiedziała, z oczami rozszerzonymi udawaną niewinnością. 

Uśmiechnął się i zobaczył jak jej gardło porusza się w nerwowym przełykaniu. Jego 

uśmiech się powiększył.  

I nagle był na niej, jedno kolano uderzyło o łóżko, gdy rozkładał jej nogi i wsuwał 

swoje biodra między jej uda. Cyn krzyknęła zaskoczona, opadając na łóżko, jej ramiona 
uniosły się, by go chwycić, gdy opuszczał swój ciężar na jej długie, piękne ciało, a jego 
niewiarygodnie  twardy  fiut  otarł  się  o  płonące  złączenie  między  jej  udami.  Wygiął  od 
niechcenia biodra, ciesząc się poślizgiem swojego kutasa o jej mocno śliskie otwarcie.  

-  Raphael  –  wydyszała,  zamykając  oczy  w  skupieniu,  kiedy  podniosła  biodra, 

wypychając je w jego stronę, gdy próbowała umieścić jego fiuta w swojej gotowej płci. 

- Spójrz na mnie, lubimaja – zażądał.  

Jej  oczy  natychmiast  się  otworzyły,  zamglona  zieleń  od  pożądania,  gdy  napotkała 

jego spojrzenie. Raphael uniósł biodra, ustawiając fiuta przy jej wejściu i wbijając się w 
nią  na  pełną  długość,  czując  jak  jej  wewnętrzne  ścianki  drżą,  gdy  rozciągały  się,  żeby 
pomieścić  jego  grubość,  czując  dreszcz  przyjemności  Cyn,  kiedy  chwyciła  się  jego 
ramion. 

background image

 

~ 41 ~ 

 

Zaczął  ją  pieprzyć,  długimi  pchnięciami  w  tę  i  z  powrotem.  Ciasna  pochwa  Cyn 

stała się miękka i śliska, gdy go witała, jedwabista skóra jej ud ocierała się o jego boki, 
gdy skrzyżowała  nogi  na jego plecach, jej biodra  unosiły się  nad  łóżko, żeby napotkać 
jego, pogłębiając każde pchnięcie. 

Okrzyki Cyn wypełniły  pokój, jej paznokcie  wbijały się w  jego  ramiona, zsuwając 

się  po  jego  plecach,  gdy  pierwsze  spazmy  zaczęły  kurczyć  jej  brzuch.  Na  to 
odpowiedziały  jej  wewnętrzne  ścianki,  drgając  nierówno,  gdy  zaczął  budować  się  jej 
orgazm, jej  piersi  nabrzmiały pod jego torsem, sutki zmieniły się w twarde  grudki. Jej 
pochwa nagle napięła się wokół niego, ściskając jego fiuta aż trudno było się poruszać, 
aż  musiał  torować  sobie  drogę  w  ciasnym  uścisku  jej  mięśni,  by  móc  się  wbijać  i 
wysuwać,  rozkoszować  się  gładkim  ciepłem  jej  ciała,  klapaniem  swoich  jąder  o  jej 
tyłek.  Pierwszy  orgazm  przetoczył  się  przez  nią  bez  ostrzeżenia,  wyginając  jej  plecy, 
gdy jej cipka ścisnęła go niczym ciepłe, wilgotne imadło, pulsując wokół jego kutasa.              

Raphael czuł ciężar swoich jąder, rozgrzane ciśnienie swojego własnego spełnienia, 

które budowało się coraz wyżej i wyżej. Warknął na żądanie tego ciśnienia, chcąc nadal 
pompować w Cyn aż nie stanie się pod nim bezwładna. Ale jej zapraszające ciało i jego 
własne  żądania  to  było  już  zbyt  wiele  do  zaprzeczenia.  Pochylił  się,  wsunął  twarz  w 
pachnące  ciepło  jej  szyi,  słysząc  jej  krzyk  ulgi,  gdy  jej  ręką  uniosła  się  i  przykryła  tył 
jego głowy. Poczekał aż poczuł pierwszą falę swojego orgazmu, a potem zatopił kły w 
jej żyle, delektując się pęknięciem cienkiej membrany, rozgrzanym napływem jej krwi, 
gdy spłynęła gorąca niczym grzech i gładko satynowa w dół jego gardła. 

Cyn  krzyknęła,  gdy  wstrząsnął  nią  orgazm,  każdy  mięsień  w  tej  samej  chwili  się 

napiął, jej cipka ścisnęła jego fiuta, więżąc go, gdy jego własny orgazm zalał jej macicę, 
znacząc ją, jako jego tak samo jak jego ugryzienie.  

Raphael  opadł  na  Cyn,  liżąc  leniwie  jej  szyję,  delektując  się  słonym  smakiem  jej 

spoconej  skóry,  upewniając  się,  że  małe  ranki  się  zasklepią.  Cyn  gładziła  rękami  jego 
plecy,  drżąc  jeszcze  od  czasu  do  czasu  w  ostatnich  dreszczach  swojego  orgazmu. 
Raphael podniósł głowę, dotykając ustami jej spuchniętych od pocałunków ust, liżąc jej 
dolną wargę, gdzie się przygryzła… albo może on był tym, który ugryzł. 

Odgarnął pasmo ciemnych włosach z jej oczu, gdy się otworzyły, i uśmiechnęła się 

do  niego,  jej  wzrok  wypełniony  był  taką  miłością,  że  czasami  to  go  przerażało.  Jeśli 
kiedykolwiek ją straci, sam się zatraci. 

-  Mam  dla  ciebie  gwiazdkowe  prezenty,  lubimaja,  ale  są  w  moim  odrzutowcu  w 

Kolorado.  

background image

 

~ 42 ~ 

 

Cyn rozciągnęła się i miękko pocałowała jego usta. 

-  Głupi  wampir  –  powiedziała,  przesuwając  palcami  po  jego  brwi  i  w  dół  na 

policzek. – Wszystko, co chcę na Gwiazdkę to ty. 

  

            

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

           

  

 

 

 

 

 

 

 

Tłumaczenie: panda68