background image

Fryderyk Engels

Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i 

państwa

W związku z badaniami Lewisa H. Morgana 

27

Tytuł oryginału:Der Unsprung der Faimilie, des Privateigenthums und des Staats Im 
Anschluss an Lewis H. Morgans Forschungen
Napisane: w okresie od końca marca do 26 maja 1884
Źródło: Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła, tom 21 
Wydawca: Książka i Wiedza 1969
Po raz pierwszy opublikowane w języku polskim: Paryż 1885, tłumaczenie J.F. Wolski (L. 
Krzywicki) 
Wersja elektroniczna: czerwiec-lipiec 2002

SPIS TREŚCI

Przedmowa do pierwszego wydania z 1884
I. Przedhistoryczne stopnie kultury

1. Dzikość
2. Barbarzyństwo

II. Rodzina
III. Ród irokeski
IV. Ród grecki
V. Powstanie państwa ateńskiego
VI. Ród i państwo w Rzymie
VII. Ród u Celtów i Germanów
VIII. Tworzenie się państwa u Germanów
IX. Barbarzyństwo i cywilizacja
Przypisy

Przedmowa do pierwszego wydania z 1884 roku

Praca niniejsza stanowi poniekąd wykonanie testamentu. Nikt inny tylko sam Karol Marks 
zamierzał opisać rezultaty badań Morgana w związku z wynikami swojego - w pewnych 
granicach mogę powiedzieć: naszego - materialistycznego badania historii i w ten sposób 
dopiero wyjaśnić całe ich znaczenie. Przecież Morgan w Ameryce odkrył na nowo, na swój 
sposób, materialistyczne pojmowanie dziejów, odkryte przez Marksa przed czterdziestu laty. 
Doprowadziło go ono przy porównywaniu barbarzyństwa i cywilizacji w najważniejszych 
punktach   do   tych   samych   wyników   co   Marksa.   I   podobnie   jak   niemieccy   zawodowi 
ekonomiści przez całe lata gorliwie ściągali z “Kapitału" Marksa, a jednocześnie uporczywie 
przemilczali   go   -   zupełnie   tak   samo   potraktowali   pracę   Morgana   “Ancient   Society"

27a 

rzecznicy   wiedzy   “prehistorycznej"   w  Anglii.   Moja   praca   może   tylko   w   słabym   stopniu 
zastąpić to, czego nie dane było dokonać memu zmarłemu przyjacielowi. W posiadaniu moim 
znajdują się jednak uwagi krytyczne Marksa do jego obszernych wypisów z Morgana i gdzie 
tylko można, odtwarzam je tutaj.
Zgodnie   ze   stanowiskiem   materialistycznym   momentem   decydującym   w   historii   jest   w 
ostatniej   instancji   produkcja   i   reprodukcja   bezpośredniego   życia.   Ta   jednak   jest   znowu 
dwojakiego rodzaju. Z jednej strony, wytwarzanie środków utrzymania, środków spożycia, 
odzieży, mieszkania i niezbędnych do tego narzędzi; z drugiej strony, wytwarzanie samych 

background image

ludzi,   rozmnażanie   gatunku.   Urządzenia   społeczne,   w   jakich   żyją   ludzie   danej   epoki 
historycznej i danego kraju, są uwarunkowane przez oba rodzaje produkcji: przez stopień 
rozwoju pracy, z jednej  strony,  i rodziny - z drugiej. Im mniej rozwinięta jest praca, im 
bardziej ograniczona jest ilość jej wytworów, a więc i bogactwo społeczne, w tym większym 
stopniu czynnikiem dominującym w ustroju społecznym są związki rodowe. Jednakże przy 
tym podziale społeczeństwa, opartym na związkach rodowych, coraz bardziej  rozwija się 
wydajność   pracy,   wraz   z   nią   własność   prywatna   i   wymiana,   zróżnicowanie   majątkowe, 
możność zatrudniania cudzej siły roboczej, a tym samym podstawa przeciwieństw klasowych: 
nowe elementy społeczne, które w ciągu szeregu pokoleń starają się przystosować stary ustrój 
społeczny do nowych stosunków, aż wreszcie niemożliwość pogodzenia jednego z drugim 
doprowadza do zupełnego przewrotu. Stare społeczeństwo oparte na związkach rodowych 
zostaje rozsadzone w starciu nowo powstałych klas społecznych; jego miejsce zajmuje nowe 
społeczeństwo,   zespolone   w   państwo,   w   którym   niższymi   ogniwami   są   już   nie   związki 
rodowe,   lecz   związki   terytorialne,   społeczeństwo,   w   którym   stosunki   rodzinne   zostają 
całkowicie opanowane przez stosunki własności i w którym teraz swobodnie rozwijają się 
owe przeciwieństwa klasowe i walki klasowe, stanowiące treść całej dotychczasowej pisanej 
historii.
Wielką zasługą Morgana jest to, że odkrył i odtworzył w głównych zarysach tę prehistoryczną 
podstawę naszej pisanej historii i że w związkach rodowych Indian północnoamerykańskich 
znalazł   klucz   do   najważniejszych,   nie   rozwiązanych   dotąd   zagadek   zamierzchłej   historii 
Greków, Rzymian i Germanów. Ale też praca jego nie jest dziełem jednego dnia. Blisko 
czterdzieści   lat   zmagał   się   on  ze   swym   materiałem,   zanim  go   zupełnie   opanował.   Za   to 
książka jego jest jednym z niewielu epokowych dzieł naszych czasów.
W dalszym wykładzie czytelnik na ogół łatwo odróżni, co pochodzi od Morgana, a co ja 
dodałem. W rozdziałach historycznych dotyczących Grecji i Rzymu nie poprzestawałem na 
dowodach Morgana, lecz dodałem wszystko, czym rozporządzałem. Rozdziały o Celtach i 
Germanach są w zasadzie moje; Morgan rozporządzał tu niemal wyłącznie źródłami z drugiej 
ręki, a dla stosunków niemieckich - prócz Tacyta - tylko lichymi, liberalnymi falsyfikatami 
pana Freemana. Wywody ekonomiczne, wystarczające dla celów, które stawiał sobie Morgan, 
ale zupełnie niedostateczne dla moich, opracowałem wszystkie na nowo. Wreszcie, rozumie 
się, ponoszę odpowiedzialność za wszystkie wnioski, o ile nie cytuję wyraźnie Morgana.

I Przedhistoryczne stopnie kultury

Morgan jest pierwszym, który ze znajomością rzeczy próbuje wprowadzić pewien porządek 
do prehistorii ludzkości; dopóki znaczne nagromadzenie większej ilości materiału nie będzie 
wymagało zmian, dokonana przez niego systematyzacja zapewne pozostanie w mocy.
Z  trzech  głównych  epok:  dzikości,  barbarzyństwa,  cywilizacji, interesują go,  rzecz  jasna, 
tylko dwie pierwsze i przejście do trzeciej. Każdą z obydwu epok dzieli on na niższy, średni i 
-  wyższy  szczebel, zależnie od postępów w produkcji środków utrzymania, według niego 
bowiem
“wprawa w tej produkcji decyduje o stopniu wyższości i panowania człowieka nad przyrodą; 
spośród   wszystkich   istot   jeden   tylko   człowiek   osiągnął   absolutne   niemal   panowanie   nad 
produkcją środków żywności. Wszystkie wielkie epoki postępu ludzkości zbiegają się — 
mniej lub więcej bezpośrednio — z epokami rozszerzania źródeł utrzymania"

28

.

Rozwój   rodziny   postępuje   równolegle,   nie   dostarcza   jednak   tak   uderzająco 
charakterystycznych cech dla podziału na okresy.

1. Dzikość

1. Stopień niższy. Okres dzieciństwa rodzaju ludzkiego. Ludzie przebywają jeszcze w swych 
pierwotnych   siedzibach,   w   lasach   zwrotnikowych   lub   podzwrotnikowych.   Prowadzą 

background image

przynajmniej   częściowo   życie   nadrzewne,   czym   jedynie   tłumaczy   się   fakt,   że   przetrwali 
wśród   wielkich   drapieżców.   Za   pokarm   służyły   im   owoce,   orzechy,   korzonki.   Powstanie 
mowy artykułowanej jest najdonioślejszą zdobyczą tego okresu. Spośród wszystkich ludów 
poznanych w okresie historycznym żaden już nie znajdował się w tym stanie pierwotnym. 
Jakkolwiek stan ten trwał zapewne wiele tysięcy lat, nie możemy jednak dać bezpośrednich 
dowodów jego istnienia. Ale skoro uznaliśmy pochodzenie człowieka od świata zwierzęcego, 
ale możemy nie uznać tego stanu przejściowego.
2. Stopień średni. Zaczyna się od wykorzystywania, jako pokarmu, ryb (do których zaliczamy 
również raki, muszle i inne zwierzęta wodne) i od używania ognia. Jedno wiąże się z drugim, 
bo pokarm z ryby staje się w zupełności zdatny do użytku dopiero przy pomocy ognia. Dzięki 
temu nowemu pożywieniu ludzie uniezależnili się od klimatu i miejscowości; idąc wzdłuż 
rzek i wybrzeży mogli nawet w stanie dzikim zaludnić większą część kuli ziemskiej. Z gruba 
ciosane, nie gładzone narzędzia kamienne wczesnej epoki kamiennej, tak zwane narzędzia 
paleolityczne, które wszystkie lub prawie wszystkie przypadają na ten okres, rozsiane po 
wszystkich kontynentach, stanowią dowód owych wędrówek. Nowo zajęte strefy, jak również 
wiecznie   żywy   instynkt   wynalazczy,   łącznie   z   posiadaniem   ognia   wzniecanego   tarciem, 
dostarczały nowych środków pożywienia: bogatych w skrobię korzeni i bulw, pieczonych w 
gorącym popiele lub w jamach do pieczenia (piecach ziemnych), dalej dziczyzny, która, wraz 
z   wynalezieniem   pierwszej   broni,   maczugi   i   dzidy,   stała   się   przygodnym   dodatkiem   do 
strawy. Opisywane w książkach ludy wyłącznie myśliwskie, tj. ludy żyjące tylko z polowania, 
nigdy nie istniały; zdobycz myśliwska jest do tego celu zbyt niepewna. Wskutek długotrwałej 
niepewności źródeł utrzymania powstało widocznie na tym stopniu ludożerstwo, które od 
tego czasu długo się utrzymuje. Australijczycy i liczni Polinezyjczycy znajdują się jeszcze 
obecnie na tym średnim stopniu dzikości.
3.   Stopień   wyższy.  Rozpoczyna   się   wraz   z   wynalezieniem   łuku   i   strzały,   wskutek   czego 
dziczyzna staje się regularnym pokarmem, a polowanie jedną z normalnych gałęzi pracy. Łuk, 
cięciwa   i   strzała   stanowią   już   bardzo   skomplikowane   narzędzie,   którego   wynalezienie 
wymagało   długo   nagromadzonego   doświadczenia   i   wyćwiczonego   umysłu,   a   więc   i 
jednoczesnej   znajomości   mnóstwa   innych   wynalazków.   Jeżeli   porównamy   ze   sobą   ludy 
znające już łuk i strzały, ale nie znające leszcze garncarstwa (od którego według Morgana 
datuje się przejście do barbarzyństwa), znajdziemy już u nich w rzeczy samej pewne początki 
osiedlania   się   we   wsiach,   pewną   znajomość   produkcji   środków   utrzymania,   naczynia 
drewniane i sprzęty, tkactwo ręczne bez krosna z włókien łykowych, koszyki plecione z łyka 
lub trzciny, gładzone (neolityczne) narzędzia kamienne. Zwykle już ogień i topór kamienny 
umożliwiały zrobienie pirogi oraz belek i desek do budowy domu. Wszystkie te zdobycze 
znajdujemy np. w Ameryce, u północno-zachodnich Indian, którzy znają wprawdzie łuk i 
strzałę, lecz nie znają garncarstwa. Dla stanu dzikości łuk i strzała były tym, czym miecz 
żelazny dla barbarzyństwa, a broń palna dla cywilizacji: orężem decydującym.

2. Barbarzyństwo

1. Stopień niższy.  Rozpoczyna się od wprowadzenia garncarstwa. Powstało ono - w wielu 
sprawdzonych wypadkach, a prawdopodobnie wszędzie - z oblepiania gliną plecionych lub 
drewnianych naczyń, co miało uczynić je ogniotrwałymi. Przy tym wkrótce spostrzeżono, że 
uformowana glina służy równie dobrze i bez wewnętrznego naczynia.
Dotychczas   mogliśmy   w   sposób   całkowicie   ogólny   rozpatrywać   przebieg   rozwoju   jako 
prawomocny   dla   wszystkich   ludów   określonego   okresu,   bez   uwzględnienia   właściwości 
lokalnych. Ale wraz z nastaniem barbarzyństwa doszliśmy do stopnia, w którym nabierają 
znaczenia   różnice   wyposażenia   naturalnego   obu   wielkich   kontynentów   ziemskich. 
Charakterystycznym momentem dla okresu barbarzyństwa jest oswajanie i hodowla zwierząt 
oraz uprawa roślin. Otóż kontynent wschodni, tzw. Stary Świat, posiadał prawie wszystkie 
nadające  się  do oswojenia  zwierzęta  i  wszystkie  nadające  się  do uprawy gatunki  zbóż  z 

background image

wyjątkiem jednego; kontynent zachodni - Ameryka -ze ssaków nadających się do oswojenia 
posiadał tylko lamę, i to tylko w jednej części na południu, a ze wszystkich zbóż uprawnych 
tylko jedno, ale najlepsze: kukurydzę. Te różne warunki przyrodzone sprawiają, że odtąd 
ludność obu półkul idzie każda odrębną drogą i słupy graniczne oddzielające poszczególne 
stopnie są w każdym z obu wypadków różne.
2. Stopień średni. Na Wschodzie rozpoczyna się wraz z oswojeniem zwierząt domowych, na 
Zachodzie zaś wraz z uprawą roślin jadalnych przy pomocy nawadniania i używaniem na 
budowle adobów (suszonych na słońcu cegieł) i kamieni.
Zaczynamy   od   Zachodu,   bo   tutaj   stopień   ten   aż   do   opanowania   tych   ziem   przez 
Europejczyków nigdzie nie został przekroczony.
Indianie znajdujący się na niższym stopniu barbarzyństwa (należeli do nich wszyscy Indianie 
na wschód od Missisipi), w czasie gdy ich odkryto, znali już pewien sposób ogródkowej 
uprawy kukurydzy, a może także dyń, melonów i innych roślin ogrodowych, dostarczających 
im   bardzo   istotnej   części   pożywienia.   Mieszkali   oni   w  drewnianych   domach,   w   osadach 
otoczonych palisadą. Plemiona północno-zachodnie, szczególnie w dorzeczu rzeki Kolumbii, 
znajdowały   się   jeszcze   na   wyższym   stopniu   dzikości   i   nie   znały   ani   garncarstwa,   ani 
jakiejkolwiek   uprawy   roślin.   Natomiast   Indianie   tzw.   Pueblo

29

  w   Nowym   Meksyku, 

Meksykanie, mieszkańcy Ameryki Środkowej i Peruwiańczycy w czasie podboju znajdowali 
się   na   średnim   stopniu   barbarzyństwa;   mieszkali   w   domach   podobnych   do   fortec, 
zbudowanych z surowej cegły lub kamienia, uprawiali w sztucznie nawadnianych ogrodach 
kukurydzę   i,   zależnie   od   klimatu   i   położenia,   różne   inne   rośliny   jadalne,   które   były  ich 
głównym źródłem pożywienia; oswoili nawet niektóre zwierzęta: Meksykanie - indyka i inne 
ptaki, Peruwiańczycy - lamę. Nadto umieli obrabiać metale - z wyjątkiem żelaza, wskutek 
czego wciąż jeszcze nie mogli obejść się bez broni kamiennej i narzędzi kamiennych. Podbój 
hiszpański przeciął wszelki dalszy samodzielny rozwój.
Na   Wschodzie   średni   stopień   barbarzyństwa   zaczyna   się   od   oswojenia   zwierząt 
dostarczających   mleka   i   mięsa,   podczas   gdy   uprawa   roślin   pozostawała   jeszcze 
prawdopodobnie przez znaczną część tego okresu nie znana. Oswojenie i hodowla bydła oraz 
tworzenie większych stad dały, jak się zdaje, powód do wyodrębnienia się Aryjczyków i 
Semitów z pozostałej masy barbarzyńców. Europejscy i azjatyccy Aryjczycy mają jeszcze 
wspólne nazwy dla bydła, natomiast prawie wcale nie posiadają ich dla roślin uprawnych.
Utworzenie stad doprowadziło w nadających się na to okolicach do pasterskiego trybu życia: 
u   Semitów   na   trawiastych   równinach   Eufratu   i   Tygrysu,   u  Aryjczyków   na   podobnych 
równinach   Indii,   Oksusu   i   Jaksartesu,   Donu   i   Dniepru.   Oswajanie   zwierząt   musiało 
początkowo   odbywać   się   na   pograniczu   takich   pastwisk.   Toteż   późniejszym   pokoleniom 
wydawało się, że ludy pasterskie pochodzą z krain, które nie tylko nie stanowiły kolebki 
rodzaju   ludzkiego,   lecz   przeciwnie,   nie   nadawały   się   na   siedzibę   ani   dla   ich   dzikich 
przodków, ani nawet dla ludzi na niższym stopniu barbarzyństwa. Na odwrót, gdy tylko ci 
barbarzyńcy stopnia średniego przyzwyczaili się do życia pasterskiego, ani im przez myśl 
przejść nie mogło, by z porosłych trawą równin nadrzecznych wrócić dobrowolnie do krain 
leśnych,   będących   ojczyzną   ich   przodków.  A  nawet   wówczas,   gdy   zarówno   Semici   jak 
Aryjczycy   zostali   wyparci   dalej   na   północ   i   na   zachód,   nie   mogli   oni   przenieść   się   do 
zachodnioazjatyckich   i   europejskich   obszarów   leśnych,   zanim   uprawa   zboża   nie   dała   im 
możności karmienia swych trzód, a zwłaszcza przezimowania ich na tych mniej dogodnych 
gruntach. Jest więcej niż prawdopodobne, że uprawa zboża powstała tu najpierw z potrzeby 
dostarczania paszy dla bydła i dopiero później nabrała znaczenia dla wyżywienia ludzi.
Wyższy stopień rozwoju obu tych ras należy, być może, przypisać spotykanej u Aryjczyków i 
Semitów   obfitości   mięsnego   i   mlecznego   pokarmu,   a   szczególnie   jego   dobroczynnemu 
wpływowi   na   rozwój   dzieci.   Istotnie,   Indianie   Pueblo   z   Nowego   Meksyku,   których 
pożywienie stanowiły prawie wyłącznie rośliny, mają mniejszy mózg niż Indianie stojący na 

background image

niższym stopniu barbarzyństwa, lecz spożywający więcej mięsa i ryb. W każdym razie na tym 
szczeblu znika stopniowo ludożerstwo, a zachowuje się tylko jako akt religijny lub, co tutaj 
jest prawie identyczne, jako zabieg magiczny.
3.   Stopień   wyższy.  Rozpoczyna   się   wraz   z   przetapianiem   rudy   żelaznej   i   przechodzi   w 
cywilizację   dzięki   wynalezieniu   pisma   literowego   i   zastosowaniu   go   do   piśmiennictwa. 
Stopień ten, który, jakeśmy to powiedzieli, został przebyty samodzielnie tylko na wschodniej 
półkuli, bardziej obfitował w postępy produkcji niż wszystkie poprzednie razem wzięte. Na 
tym stopniu znajdowali się Grecy okresu bohaterskiego, plemiona italskie na krótko przed 
założeniem Rzymu, Germanowie Tacyta i Normanowie z okresu Wikingów

29a

.

Przede wszystkim spotykamy tu po raz pierwszy ciągniony przez bydło pług z żelaznym 
lemieszem, co umożliwia rolnictwo na wielką skalę, uprawę pól, a tym samym w ówczesnych 
warunkach   -   praktycznie   nieograniczone   pomnażanie   środków   żywności.   Rozpoczyna   się 
również karczowanie lasów, które zamienione zostają w grunty orne i łąki - co znów nie 
byłoby możliwe na większą skalę bez żelaznego topora i żelaznej łopaty. Wskutek tego jednak 
nastąpił także szybki wzrost ludności i jej zagęszczenia na niewielkim terytorium. Zanim 
zaczęto uprawiać pola, tylko w bardzo wyjątkowych warunkach można było zgromadzić pół 
miliona ludzi pod jednym centralnym kierownictwem. Prawdopodobnie nie zdarzyło się  to 
nigdy.
Największy   rozkwit   wyższego   stopnia   barbarzyństwa   widzimy   w   poematach   Homera, 
zwłaszcza w “Iliadzie"

30

. Udoskonalone narzędzia żelazne, miech kowalski, żarna, krążek 

garncarski, wyrób wina i oliwy; rozwinięta, dochodząca do artyzmu obróbka metali, wozy i 
rydwany, budowa okrętów z belek i desek; początki architektury jako sztuki, miasta otoczone 
murami z wieżami i blankami, epos homerowy i cała mitologia - oto główne dziedzictwo, 
które   wnieśli   Grecy  z   barbarzyństwa   do   cywilizacji.   Jeśli   porównamy  z   tym   dany  przez 
Cezara, a nawet Tacyta, opis Germanów, znajdujących się na początku tego stopnia rozwoju 
kulturalnego, który opuszczali Grecy homerowi, by przejść na stopień wyższy, to ujrzymy, 
jaki bujny rozwój produkcji obejmuje wyższy stopień barbarzyństwa.
Obraz   rozwoju   ludzkości   poprzez   stan   dzikości   i   stan   barbarzyństwa   do   początków 
cywilizacji, który tu według Morgana naszkicowałem, jest już dość bogaty w nowe i, co 
najważniejsze, bezsporne rysy, bo zaczerpnięte bezpośrednio z produkcji. A jednak wydawać 
się on będzie blady i ubogi w porównaniu z obrazem, jaki roztoczy się przed nami pod koniec 
naszej wędrówki; wówczas dopiero będziemy mogli ukazać w pełnym świetle przejście od 
barbarzyństwa do cywilizacji i uderzający kontrast między nimi. Na razie możemy w ten 
sposób uogólnić morganowski podział: dzikość - okres, w którym przeważa przyswajanie 
sobie gotowych płodów przyrody; sztuczne wyroby człowieka są przeważnie narzędziami 
pomocniczymi przy tym przyswajaniu; barbarzyństwo - okres wprowadzenia hodowli bydła i 
uprawy roli, okres zaznajamiania się z metodami zwiększenia produkcji płodów naturalnych 
przy pomocy działalności ludzkiej; cywilizacja - okres uczenia się dalszego przetwarzania 
płodów przyrody, okres właściwego przemysłu i sztuki.

II Rodzina

Morgan, który większą część swego życia spędził wśród Irokezów Zamieszkujących dziś 
jeszcze   stan   Nowego   Jorku   i   był   adoptowany  przez   jedno   z   plemion   irokeskich   (plemię 
Seneka),   odkrył   u   nich   system   pokrewieństwa,   pozostający   w   sprzeczności   z   ich 
rzeczywistymi stosunkami rodzinnymi. Panowało tam owo łatwo rozerwalne dla obu stron 
małżeństwo pojedynczej pary, które Morgan nazywa “rodziną parzystą". Potomstwo takiej 
pary  małżonków   było   więc   wszystkim   znane   i   przez   wszystkich   uznane;   nie   mogło   być 
wątpliwości, do kogo należało stosować nazwy: ojciec, matka, syn, córka, brat, siostra. A 
jednak   faktyczne   stosowanie   tych   nazw   przeczy   temu.   Irokez   nazywa   swymi   synami   i 

background image

córkami nie tylko własne dzieci, ale również dzieci swoich braci, a one nazywają go ojcem. 
Natomiast dzieci swojej siostry nazywa on siostrzeńcami i siostrzenicami, a one nazywają go 
swoim   wujem.   Odwrotnie,   Irokezka   nazywa   swymi   synami   i   córkami   oprócz   swoich 
własnych  dzieci także i  dzieci swoich sióstr, a  one nazywają  ją matką.  Natomiast  dzieci 
swoich braci zwie ona swymi bratankami i bratanicami, a one nazywają ją ciotką. Podobnie 
dzieci braci zwą się między sobą braćmi i siostrami, tak samo i dzieci sióstr. Natomiast dzieci 
kobiety i dzieci jej brata zwą się wzajem kuzynami i kuzynkami. I nie są to tylko puste nazwy, 
lecz wyraz rzeczywiście panujących poglądów na bliskość i dalekość, równość i nierówność 
pokrewieństwa;   poglądy   te   są   podstawą   wypracowanego   w   szczegółach   systemu 
pokrewieństwa, który może wyrazić kilkaset rozmaitych stosunków pokrewieństwa jednego 
indywiduum. Co więcej: system ten panuje w całej pełni nie tylko wśród wszystkich Indian 
amerykańskich (dotychczas nie odkryto ani jednego wyjątku), lecz panuje on także prawie 
bez zmian wśród pierwotnych mieszkańców Indii, wśród plemion drawidyjskich w Dekanie i 
plemion Gaura w Hindustanie. Wyrazy określające pokrewieństwo u południowoindyjskich 
Tamilów  i u Irokezów Seneka  w stanie Nowy Jork jeszcze dziś  zgadzają się ze  sobą w 
przeszło   dwustu   stosunkach   pokrewieństwa.   U   tych   plemion   indyjskich,   podobnie   jak   u 
wszystkich Indian amerykańskich, stosunki pokrewieństwa wynikające z istniejącej formy 
rodziny pozostają w sprzeczności z systemem pokrewieństwa.
Jak   to   wytłumaczyć?   Wobec   decydującej   roli,   jaką   odgrywa   pokrewieństwo   w   ustroju 
społecznym   u   wszystkich   dzikich   i   barbarzyńskich   ludów,   nie   można   tego   szeroko 
rozpowszechnionego systemu zbyć ogólnikami. System panujący powszechnie w Ameryce, 
istniejący również w Azji u ludów całkiem innej rasy, system, który nagminnie spotykamy w 
mniej lub bardziej zmienionej postaci wszędzie w Afryce i w Australii, system taki należy 
historycznie   wytłumaczyć,   a   nie   zbyć   frazesem,   jak   to   próbuje   uczynić   np.   McLennan

31

. 

Nazwy:   ojciec,   dziecko,   brat,   siostra   nie   stanowią   bynajmniej   tytułów   honorowych,   lecz 
pociągają   za   sobą   całkiem   określone,   bardzo   poważne   obowiązki   wzajemne,   których 
całokształt stanowi istotną część ustroju społecznego tych ludów. I wyjaśnienie znaleziono. 
Na   wyspach   Sandwich   (Hawaje)   istniała   jeszcze   w   pierwszej   połowie   bieżącego   stulecia 
forma rodziny przedstawiająca właśnie takich samych ojców, matki, braci i siostry, synów i 
córki,   wujów   i   ciotki,   siostrzeńców   i   siostrzenice,   jak   tego   wymagał   amerykańsko-staro-
indyjski system pokrewieństwa. Ale rzecz szczególna. System pokrewieństwa obowiązujący 
na   Hawajach   znowu   nie   odpowiada   faktycznie   istniejącej   tam   formie   rodziny.   Tam 
mianowicie wszystkie bez wyjątku dzieci braci i sióstr są braćmi i siostrami oraz uważane są 
za wspólne dzieci nie tylko swej matki i jej sióstr lub swego ojca i jego braci, lecz wszystkich 
bez różnicy sióstr i braci obojga rodziców. Jeśli zatem amerykański system pokrewieństwa 
zakłada pierwotniejszą formę rodziny, nie istniejącą już w Ameryce, ale spotykaną jeszcze w 
rzeczywistości na Hawajach - to, z drugiej strony, hawajski system pokrewieństwa odsyła nas 
do jeszcze pierwotniejszej formy rodziny, której istnienia wprawdzie już nigdzie nie możemy 
udowodnić, ale która istnieć musiała, bo inaczej nie mógłby był powstać odpowiedni system 
pokrewieństwa.
“Rodzina   —   mówi   Morgan   —  jest   elementem  czynnym,   nigdy  nie   stoi  w   miejscu,  lecz 
rozwija się od niższej do wyższej formy, w miarę jak rozwija się społeczeństwo od niższych 
do   wyższych   szczebli.   Natomiast   systemy   pokrewieństwa   są   bierne.   Dopiero   w   długich 
odstępach   czasu   rejestrują   one   postępy,   które   w   tym   okresie   uczyniła   rodzina,   i   ulegają 
radykalnej przemianie dopiero wówczas, kiedy już rodzina radykalnie się zmieniła"

32

.

“Podobnie   dzieje   się   -   dodaje   Marks   -   w   ogóle   z   systemami   politycznymi,   prawnymi, 
religijnymi i filozoficznymi"

33

. Podczas gdy rodzina nadal się rozwija, system pokrewieństwa 

kostnieje,   podczas   gdy   system   ten   siłą   przyzwyczajenia   trwa   w   dalszym   ciągu,   rodzina 
wyrasta z niego. Z tą samą pewnością jednak, z jaką Cuvier ze znalezionej pod Paryżem kości 
szkieletu zwierzęcego mógł wnioskować, że zwierzę to było z gatunku workowatych i że 

background image

niegdyś  żyły tam wymarłe już zwierzęta workowate - z tą samą  pewnością my możemy 
wnioskować z historycznie przekazanego systemu pokrewieństwa, że istniała odpowiadająca 
temu systemowi dziś już zanikła forma rodziny.
Wspomniane wyżej systemy pokrewieństwa i formy rodziny różnią się od panujących obecnie 
tym,   że   każde   dziecko   miało   kilku   ojców   i   kilka   matek.   Przy   amerykańskim   systemie 
pokrewieństwa, któremu odpowiada rodzina hawajska, brat i siostra nie mogą być ojcem i 
matką tego samego dziecka, natomiast hawajski system pokrewieństwa opiera się na takiej 
rodzinie, gdzie było to regułą. Stajemy więc wobec szeregu form rodziny, które znajdują się w 
wyraźnej sprzeczności z formami uważanymi dotychczas za jedynie możliwe. Tradycyjny 
pogląd zna tylko małżeństwo pojedynczej pary, poza tym wielożeństwo  jednego mężczyzny, 
co   najwyżej   jeszcze   wielomęstwo  jednej  kobiety,   przemilcza   przy   tym   -   jak   to   przystoi 
moralizującemu   filistrowi   -   że   praktyka   cicho,   ale   bez   ceremonii   przekracza   granice 
ustanowione przez oficjalne społeczeństwo. Badanie dziejów pierwotnych natomiast ujawnia 
stosunki, kiedy mężczyźni żyją w wielożeństwie, a ich żony jednocześnie w wielomęstwie - 
ich dzieci zaś są zatem uważane za wspólne im wszystkim; stosunki, które z kolei przechodzą 
znów szereg zmian, póki ostatecznie nie przekształcą się w małżeństwo pojedynczej pary. 
Zmiany   te   są   tego   rodzaju,   że   krąg   osób   objętych   wspólnym   węzłem   małżeńskim   - 
początkowo   bardzo   szeroki   -   zacieśnia   się   coraz   więcej,   aż   w   końcu   pozostaje   tylko 
pojedyncza para: panująca obecnie forma małżeństwa.
Odtwarzając w ten sposób historię rodziny w odwrotnej kolejności dochodzi Morgan, zgodnie 
z większością swych kolegów, do wniosku, że istniał stan pierwotny, w którym wewnątrz 
plemienia panowały niczym nie ograniczone stosunki płciowe, tak że każda kobieta należała 
do każdego mężczyzny, podobnie jak każdy mężczyzna - do każdej kobiety. O takim stanie 
pierwotnym mówiono już w zeszłym stuleciu, ale tylko ogólnikowo; dopiero Bachofen - i to 
jest jedna z jego wielkich zasług - potraktował to zagadnienie poważnie i szukał śladów tego 
stanu w przekazach historycznych i religijnych

34

. Dzisiaj wiemy, że te znalezione przezeń 

ślady   prowadzą   bynajmniej   nie   do   tego   stopnia   rozwoju   społecznego,   kiedy   to   istniały 
nieuregulowane   stosunki   płciowe,   lecz   do   znacznie   późniejszej   formy   -   małżeństwa 
grupowego. Ten pierwotny stopień rozwoju społecznego, jeżeli istniał rzeczywiście, należy do 
epoki tak odległej, że trudno się spodziewać znalezienia w skamieniałościach społecznych u 
zacofanych dzikich ludów bezpośrednich dowodów jego istnienia. Zasługa Bachofena polega 
właśnie na wysunięcia tego zagadnienia na pierwszy plan badań

34a

.

Ostatnio stało się modne zaprzeczanie istnieniu tego początkowego szczebla ludzkiego życia 
płciowego. Chce się zaoszczędzić ludzkości tego “sromu". Przy tym uczeni powołują się nie 
tylko na brak wszelkich dowodów bezpośrednich, lecz szczególnie na przykład pozostałej 
części świata zwierzęcego; w tym właśnie świecie Letourneau (“Evolution du mariage et de la 
familie",   1888)   zebrał   liczne   fakty,   według   których   zupełnie   nieuregulowane   obcowanie 
płciowe ma stanowić i tutaj właściwość niższego stopnia rozwoju. Z tych wszystkich faktów 
jednak mogę tylko wyciągnąć wniosek, że w odniesieniu do człowieka i jego pierwotnych 
stosunków życiowych nie dowodzą one absolutnie niczego. Parzenie się na czas dłuższy u 
kręgowców można wytłumaczyć  dostatecznie przyczynami  fizjologicznymi, np. u ptaków 
potrzebą niesienia pomocy samiczce w czasie wysiadywania na jajkach. Napotykane wśród 
ptaków przykłady wiernej monogamii niczego nie dowodzą w odniesieniu do ludzi, albowiem 
ludzie nie pochodzą od ptaków. A jeśli ścisła monogamia ma być szczytem wszelkiej cnoty, to 
palma pierwszeństwa należy się tasiemcowi, który w każdym ze swych 50-200 proglotyd lub 
pierścieni posiada całkowity żeński i męski narząd płciowy i który całe swe życie spędza na 
parzeniu się z samym sobą w każdym z tych pierścieni. Jeśli ograniczymy się jednak do 
ssaków,   to   znajdziemy   tam   wszelkie   formy   życia   płciowego,   bezład   płciowy,   formy 
analogiczne do małżeństwa grupowego, wielożeństwo, małżeństwo pojedynczej pary; brak 
tylko   wielomęstwa   -na   to   tylko   ludzie   mogli   się   zdobyć.   Nawet   nasi   najbliżsi   krewni   - 

background image

zwierzęta   czterorękie   -   dostarczają   nam   wszelkich   możliwych   odmian   grupowania   się 
samców i samic; jeśli zaś jeszcze bardziej zacieśnimy granice i rozpatrzymy tylko cztery 
gatunki małp człekokształtnych, to Letourneau może nam powiedzieć to tylko, że są one bądź 
monogamiczne, bądź poligamiczne, podczas gdy Saussure, według Giraud-Teulona, twierdzi, 
że   są   monogamiczne

35

  Podobnie   najnowsze   twierdzenia   Westermarcka   (“The   History   of 

Human   Marriage",   Londyn   1891)   o   monogamii   małp   człekokształtnych   bynajmniej   nie 
stanowią   żadnego   jeszcze   dowodu.   Krótko   mówiąc,   wszystkie   dane   są   tego   rodzaju,   że 
sumienny Letourneau przyznaje:
“Zresztą wśród zwierząt ssących wcale nie ma żadnej ścisłej zależności między stopniem 
intelektualnego rozwoju a formą stosunków płciowych"

36

.

Espinas (“Des societes animales", 1877) zaś mówi wprost:
“Stado jest najwyższą grupa, społeczną, jaką można zaobserwować wśród zwierząt. Składa 
się.   ono,  jak   się   zdaje,   z  rodzin,   ale   już   od   początku  między   rodziną   a   stadem   istnieje  
antagonizm,
 rozwijają się one w stosunku odwrotnym"

37

.

Jak -widać z powyższego, nie wiemy nic określonego o rodzinnych i innych społecznych 
ugrupowaniach wśród małp człekokształtnych; posiadane wiadomości są wprost sprzeczne ze 
sobą.   Nie   ma   w   tym   nic   dziwnego.   Jakże   pełne   są   sprzeczności,   jak   bardzo   wymagają 
krytycznego zbadania i sprawdzenia wiadomości, które posiadamy o plemionach ludzkich w 
stanie dzikości. A przecież społeczeństwa małpie jeszcze o wiele trudniej obserwować niż 
ludzkie.   Na   razie   musimy   więc   odrzucić   wszelkie   wnioski   oparte   ha   takich   absolutnie 
niepewnych danych.
Natomiast wyżej przytoczone zdanie Espinasa daje nam lepszy punkt oparcia. Stado i rodzina 
u wyższych zwierząt nie uzupełniają się wzajem, lecz przeciwstawiają się sobie. Espinas 
bardzo ładnie wykazuje, jak zazdrość samców w okresie rui rozluźnia lub nawet czasowo 
rozbija każde społeczne stado.
“Tam   gdzie   istnieje   zwarta   rodzina,   tylko   w   wyjątkowych   wypadkach   tworzą   się   stada. 
Natomiast tam, gdzie panują wolne stosunki płciowe lub też poligamia, tam stado powstaje 
prawie   samorzutnie...   By   mogło   powstać   stado,   węzły   rodzinne   muszą   się   rozluźnić   i 
jednostka   musi   znowu   odzyskać   swobodę.   Dlatego   u   ptaków   tak   rzadko   spotykamy 
zorganizowane stada... U zwierząt ssących natomiast spotykamy zorganizowane do pewnego 
stopnia społeczeństwa, bo tam właśnie jednostka nie jest pochłonięta przez rodzinę... A więc 
poczucie wspólnoty stada w trakcie jego powstawania nie może mieć większego wroga niż 
poczucie   wspólnoty   rodziny.   Powiedzmy   więc   wprost:   jeżeli   powstały   formy   społeczne 
wyższe od rodziny, to mogło się to stać tylko dzięki pochłonięciu przez nie rodzin, które 
uległy zasadniczej   przemianie;  to  nie  wyklucza  faktu,  że  dzięki  temu  te  właśnie  rodziny 
znalazły   później   możliwość   ponownego   zorganizowania   się   w   bez   porównania 
pomyślniejszych   warunkach".  (Espinas,   tamże;   cytowane   u   Giraud-Teulona   “Origines   du 
mariage et de la familie", 1884, str. 518-520).
Okazuje się, że społeczeństwa zwierzęce mają istotnie pewne znaczenie dla wyprowadzenia z 
nich   wniosków   o   społeczeństwach   ludzkich,   ale   znaczenie   tylko   negatywne.   Wyższy 
kręgowiec zna - o ile nam wiadomo - tylko dwie formy rodziny: wielożeństwo lub łączenie 
się w parę; w obydwu wypadkach dopuszczalny jest tylko jeden dorosły samiec, tylko jeden 
małżonek.   Zazdrość   samca,   jednocześnie   wiążąca   i   ograniczająca   rodzinę,   przeciwstawia 
rodzinę zwierzęcą stadu. Na skutek zazdrości samców wyższa forma społeczna - stado - staje 
się tutaj bądź niemożliwa, bądź też zostaje rozluźniona lub w okresie rui rozwiązana, w 
najlepszym zaś razie zahamowana w swym rozwoju. To jedno już dowodzi dostatecznie, że 
rodzina   zwierzęca   i   pierwotne   ludzkie   społeczeństwo   to   zjawiska   nie   nadające   się   do 
porównania. Ludzie pierwotni, wydostający się ze stanu zwierzęcości, albo wcale nie znali 
rodziny, albo znali najwyżej taką, jakiej u zwierząt nie bywa. Tak bezbronne zwierzę jak 
człowiek   w   procesie   powstawania   mogło   przetrwać   w   niewielkiej   ilości   nawet   w 

background image

odosobnieniu,   kiedy   najwyższą   formą   współżycia   jest   pojedyncza   para,   która,   zdaniem 
Westermarcka, opierającego się na opowiadaniach myśliwych, istnieje u goryla i szympansa. 
Dla   wydobycia   się   ze   stanu   zwierzęcości,   dla   dokonania   największego   postępu,   jaki   zna 
przyroda, konieczny był nowy element: zastąpienie niedostatecznej jednostkowej zdolności 
do obrony przez zjednoczoną siłę i wspólne działanie stada. Przejście do człowieczeństwa z 
takich   stosunków,   w   jakich   obecnie   żyją   małpy   człekokształtne,   byłoby   czymś   zupełnie 
niewytłumaczalnym; małpy te robią raczej wrażenie zbłąkanych linii pobocznych, skazanych 
na stopniowe wymieranie, a w każdym razie znajdujących się w stanie upadku. To jedno 
wystarcza, aby odrzucić wszelkie wnioski oparte na paraleli między formami rodzinnymi u 
małp i u ludzi pierwotnych. Wzajemna tolerancja dorosłych samców, wyzbycie się zazdrości 
było   pierwszym   warunkiem   umożliwiającym   utworzenie   się   takich   większych   i   trwałych 
grup,   wewnątrz   których   jedynie   mogło   się   dokonać   uczłowieczenie   zwierzęcia.   I 
rzeczywiście, czymże jest to, co odkrywamy jako najstarszą, najpierwotniejszą formę rodziny, 
której istnienia w historii możemy bezsprzecznie dowieść i którą gdzieniegdzie dziś jeszcze 
możemy badać? Małżeństwem grupowym, formą, przy której całe grupy mężczyzn i całe 
grupy kobiet  należą do siebie  wzajemnie  i która pozostawia mało miejsca  dla zazdrości. 
Następnie zaś, na późniejszym etapie rozwoju, spotykamy wyjątkową formę wielomęstwa, 
która tym bardziej wyłącza wszelkie uczucia zazdrości i dlatego nieznana jest zwierzętom. 
Ponieważ jednak znanym nam formom małżeństw grupowych towarzyszą tak zadziwiająco 
zagmatwane okoliczności, że z konieczności odsyłają nas one do jeszcze wcześniejszych, 
prostszych   form   obcowania   płciowego,   a   tym   samym   ostatecznie   do   okresu 
nieuregulowanych   stosunków   płciowych,   odpowiadającego   okresowi   przejścia   ze   stanu 
zwierzęcego   w   ludzki   -   to   powoływanie   się   na   małżeństwo   zwierzęce   doprowadza   nas 
właśnie do tego punktu, od którego powinno było raz na zawsze nas odwieść.
Cóż to oznacza: nieuregulowane stosunki płciowe? Znaczy to, że obowiązujące obecnie lub w 
czasach dawniejszych zakazy ograniczające wówczas nie obowiązywały. Widzieliśmy już, jak 
upadła zapora zazdrości. Co jest niewątpliwie stwierdzone, to to, ze zazdrość jest uczuciem 
zjawiającym się stosunkowo późno. To samo dotyczy pojęcia kazirodztwa. Nie tylko brat i 
siostra   byli   niegdyś   mężem   i   żoną   -   u   wielu   ludów   dziś   jeszcze   dozwolone   są   stosunki 
płciowe pomiędzy rodzicami a dziećmi. Bancroft (“The Native Races of the Pacific States of 
North America", 1875, t. I) stwierdza to u Kaviatów koło Cieśniny Beringa, u Kadiaków koło 
Alaski, u Tinnehów w głębi angielskiej Ameryki Północnej; Letourneau przytacza takie same 
fakty o Indianach Chippeway, o Kukusach w Chile, o Karaibach, o Karenach w Indochinach - 
nie   mówiąc   już   o   opowiadaniach   starożytnych   Greków   i   Rzymian   o   Fartach,   Persach, 
Scytach, Hunach itd. Zanim zostało wynalezione kazirodztwo (a to jest wynalazek, i to bardzo 
cenny), stosunki płciowe miedzy rodzicami a dziećmi nie mogły być bardziej gorszące niż 
miedzy  osobnikami   należącymi   do  różnych   pokoleń,   a   takie   rzeczy  zdarzają   się   również 
obecnie w najbardziej filisterskich krajach, nie wywołując wielkiego zgorszenia. Nawet stare 
“panny" powyżej sześćdziesiątki, jeśli są dość bogate, wychodzą czasem za mąż za młodych 
mężczyzn, w wieku około lat trzydziestu. Jeżeli najpierwotniejsze znane nam formy rodziny 
oczyścimy ze związanych z nimi wyobrażeń kazirodztwa - wyobrażeń, które są najzupełniej 
różne   od   naszych,   a   często   wprost   sprzeczne   z   naszymi   -   otrzymamy   wówczas   formę 
stosunków płciowych, którą nazwać można jedynie nieuregulowaną. Nieuregulowaną w tym 
sensie,   że   nie   było   jeszcze   ograniczeń   wprowadzonych   później   przez   obyczaje.   Z   tego 
bynajmniej   nie   wynika   w   sposób   konieczny,   iż   na   co   dzień   panował   kompletny   bezład. 
Bynajmniej nie wyklucza się, iż miało miejsce czasowe łączenie się w pary, podobnie jak to 
bywa teraz w większości wypadków nawet w małżeństwie grupowym. I jeśli Westermarck, 
najnowszy przeciwnik istnienia takiego stanu pierwotnego, określa jako małżeństwo każdy 
stan, w którym obie płci żyją parami aż do urodzenia potomka, to można powiedzieć, że tego 
rodzaju   małżeństwo   bardzo   dobrze   mogło   istnieć   przy   nieuregulowanych   stosunkach   nie 

background image

przecząc  bezładowi,   to   znaczy   brakowi   nałożonych   przez   obyczaj   ograniczeń   obcowania 
płciowego. Co prawda Westermarck wychodzi z założenia, że
“bezład implikuje stłumienie indywidualnych skłonności", tak że “najwłaściwszą jego formą 
jest prostytucja"

38

.

Mnie się jednak zdaje, że wszelkie zrozumienie stanów pierwotnych pozostaje niemożliwe, 
póki się je rozpatruje przez szkła lupanaru. Wrócimy jeszcze do tej sprawy przy omawianiu 
małżeństw grupowych.
Według   Morgana   z   tego   pierwotnego   stanu   bezładnych   stosunków   rozwinęły   się 
prawdopodobnie bardzo wcześnie:
1.  Rodzina   oparta   na  pokrewieństwie,  pierwszy  stopień   rodziny.   Grupy  małżeńskie   są   tu 
podzielone według pokoleń: wszyscy dziadkowie i babki wewnątrz rodziny są sobie wzajem 
mężami i żonami; tak samo ich dzieci, a więc ojcowie i matki; dzieci tych ostatnich tworzą 
znów   trzeci   krąg   wspólnych   małżonków,   a   ich   dzieci,   prawnukowie   pierwszej   grupy   - 
czwarty.   Przy   tej   formie   rodziny   tylko   przodkowie   i   potomkowie,   rodzice   i   dzieci,   są 
wzajemnie wyłączeni od praw i obowiązków małżeńskich (jak byśmy to powiedzieli). Bracia 
i siostry, kuzynowie i kuzynki pierwszego, drugiego i dalszych stopni, wszyscy są między 
sobą braćmi i siostrami i właśnie dlatego są dla siebie wzajemnie mężami i żonami. Na tym 
stopniu rozwoju ze stosunku brata i siostry wypływa sam przez się ich wzajemny stosunek 
płciowy

38a

Typowy   wzór   takiej   rodziny   składałby   się   z   potomstwa   jednej   pary,   w   której   znów 
potomkowie   w   każdym   następnym   pokoleniu   są   dla   siebie   braćmi   i   siostrami   i   właśnie 
dlatego mężami i żonami.
Rodzina oparta na pokrewieństwie wymarła. Nawet najdziksze ludy, jakie zna historia, nie 
dostarczają   nam   żadnego   bezspornego   przykładu   takiej   rodziny.   Że  musiała  ona   jednak 
istnieć,   dowodzi   hawajski   system   pokrewieństwa,   obowiązujący   dziś   jeszcze   w   całej 
Polinezji, a wyrażający stopnie pokrewieństwa, które powstać mogły tylko przy takiej formie 
rodziny. Do przyjęcia tego wniosku zmusza nas dalszy rozwój rodziny, który wymaga takiej 
formy jako nieodzownego stopnia przedwstępnego.
2.  Rodzina   punalua.  Podczas   gdy   pierwszy   postęp   w   organizacji   rodziny   polegał   na 
wyłączeniu rodziców i dzieci ze wzajemnego obcowania płciowego, to drugi zasadzał się na 
takim samym wyłączeniu sióstr i braci. Ten postęp był ze względu na większą równość wieku 
zainteresowanych nieskończenie ważniejszy, ale też i trudniejszy niż pierwszy. Dokonywał się 
stopniowo. - Zaczęło się prawdopodobnie od wyłączenia ze stosunku płciowego rodzonych 
sióstr   i   braci   (tj.   ze   strony  matczynej).   Początkowo   miało   to   miejsce   w   poszczególnych 
wypadkach, stając się z biegiem czasu regułą (na Hawajach zdarzały się wyjątki jeszcze w 
bieżącym stuleciu), i skończyło się na zakazie małżeństwa nawet wśród rodzeństwa z linii 
bocznej, tj. wśród dzieci, wnuków i prawnuków rodzeństwa. Zakaz ten, jak mówi Morgan, 
jest
“doskonałą ilustracją działania zasady doboru naturalnego"

43

.

Nie ulega wątpliwości, że plemiona, w których dzięki temu postępowi ograniczone zostało 
współżycie   płciowe   wewnątrz   rodziny,   musiały   rozwijać   się   szybciej   i   pełniej   niż   te,   w 
których małżeństwa wśród rodzeństwa pozostały regułą i nakazem. Jak wielki był wpływ tego 
postępu, dowodzi instytucja rodu, która stanowiła jego bezpośredni skutek. Sięgając daleko 
poza swój cel, stanowił on podstawę ustroju społecznego większości, jeśli nie wszystkich 
ludów   barbarzyńskich   kuli   ziemskiej.   Z   instytucji   rodu   wkraczamy   w   Grecji   i   Rzymie 
bezpośrednio w okres cywilizacji.
Każda pierwotna rodzina musiała najpóźniej po paru pokoleniach się rozdzielić. Pierwotna 
komunistyczna wspólna gospodarka domowa,  której  wyłączne panowanie sięga  daleko  w 
średni   okres   barbarzyństwa,   warunkowała   maksymalne   rozmiary   wspólnoty   rodzinnej, 

background image

zmieniające się zależnie od warunków, jednak mniej więcej określone dla każdego miejsca. 
Skoro tylko powstało pojęcie o niewłaściwości stosunków płciowych między dziećmi jednej 
matki, musiało to znaleźć wyraz przy takim rozszczepianiu się starych wspólnot domowych i 
tworzeniu nowych (które zresztą niekoniecznie odpowiadały grupie rodzinnej). Jeden albo 
parę szeregów sióstr stanowiły rdzeń jednej wspólnoty, ich bracia rodzeni - rdzeń drugiej. W 
taki lub podobny sposób z rodziny opartej na pokrewieństwie wyłoniła się forma, nazwana 
przez   Morgana   rodziną   “punalua".   Według   hawajskiego   obyczaju   siostry   rodzone   lub 
dalszego stopnia (tj. kuzynki pierwszego, drugiego i dalszych stopni) były w pewnej ilości 
wspólnymi żonami swych wspólnych mężów, przy czym bracia ich byli z tego wyłączeni; 
mężowie ci nie nazywali się już między sobą braćmi, bo już nie potrzebowali być nimi, lecz 
“punalua", co znaczy bliski towarzysz, tyle co wspólnik. Podobnie szereg rodzonych lub 
ciotecznych braci żyto we wspólnym małżeństwie z grupą kobiet, nie swych sióstr, i kobiety 
te zwały się miedzy sobą również “punalua". Taki jest klasyczny wzór tej formacji rodzinnej, 
która   następnie   dopuszczała   szereg   odmian.   Charakterystyczną   jej   cechą   była   wspólność 
mężów i żon wewnątrz określonego kręgu rodzinnego, z którego jednakże wyłączeni byli 
bracia żon, najpierw rodzeni, a potem i dalsi, oraz na odwrót, a więc również siostry mężów.
Ta   właśnie   forma   rodziny   przedstawia   z   najzupełniejszą   dokładnością   te   stopnie 
pokrewieństwa, które wyraża system amerykański. Dzieci sióstr mojej matki są wciąż jeszcze 
jej dziećmi, podobnie jak dzieci braci mego ojca są również i jego dziećmi, i wszyscy oni są 
moim rodzeństwem; ale dzieci brata mojej matki są teraz jej bratankami i bratanicami; dzieci 
sióstr mego ojca jego siostrzeńcami i siostrzenicami, a wszyscy oni są moimi kuzynami i 
kuzynkami. Podczas bowiem gdy mężowie sióstr mojej matki są wciąż jeszcze jej mężami i 
tak  samo   żony  braci   mego  ojca  jego  żonami   -  prawnie,  jeśli  nie   zawsze  faktycznie   -  to 
potępienie przez społeczeństwo stosunków płciowych między rodzeństwem podzieliło dzieci 
braci i sióstr, uważane dotychczas bez różnicy za rodzeństwo, na dwie klasy. Jedni pozostają 
nadal braćmi i siostrami (dalszych stopni pokrewieństwa), inni, w jednym wypadku dzieci 
brata,   w   drugim   dzieci   siostry   -  nie   mogą  być   nadal   rodzeństwem,   nie   mogą   już   mieć 
wspólnych rodziców, ani ojca, ani matki, ani obojga razem, i dlatego to po raz pierwszy staje 
się niezbędna klasa siostrzeńców i siostrzenic, kuzynów i kuzynek - która byłaby nonsensem 
przy poprzednim ustroju rodzinnym. Amerykański system pokrewieństwa, który wydałby się 
wprost   niedorzeczny   przy   każdej   formie   rodziny   opartej   na   jakiegokolwiek   rodzaju 
małżeństwie   pojedynczej   pary,   daje   się   aż   do   najdrobniejszych   szczegółów   racjonalnie 
objaśnić i naturalnie uzasadnić przez rodzinę “punalua". W takich przynajmniej rozmiarach, 
w jakich rozpowszechniony był ten system pokrewieństwa, musiała istnieć rodzina “punalua" 
lub jakaś podobna do niej forma rodziny

43a

.

Tę   formę   rodziny,   której   istnienie   na   Wyspach   Hawajskich   zostało   dowiedzione, 
wykrylibyśmy zapewne w całej Polinezji, gdyby pobożni misjonarze, podobnie jak ongi mnisi 
hiszpańscy w Ameryce, potrafili widzieć w takich antychrześcijańskich stosunkach coś więcej 
niż zwykłą “ohydę"

43b

. Gdy Cezar opowiada nam o Brytyjczykach, którzy znajdowali się 

wówczas na średnim stopniu barbarzyństwa, że “w dziesięciu lub dwunastu mają wspólne 
żony, i to przeważnie bracia z braćmi i rodzice z dziećmi"

46

, tłumaczy się to najlepiej jako 

małżeństwo grupowe

46a

. Barbarzyńskie matki nie miały dziesięciu, dwunastu synów na tyle 

dorosłych,   by   mogli   mieć   wspólne   żony,   natomiast   amerykański   system   pokrewieństwa 
odpowiadający rodzinie “punalua" dostarcza wielu braci, bo wszyscy bliżsi i dalsi kuzynowie 
jednego człowieka są jego braćmi. Co się tyczy “rodziców z dziećmi", to tu się Cezar pewno 
mylił. Ojciec i syn albo matka i córka mogą się znaleźć w tej samej grupie małżeńskiej, nie 
jest to przy tym systemie bezwzględnie wykluczone, ale nigdy ojciec i córka albo matka i syn. 
Ta lub podobna forma małżeństwa grupowego

46b

  najłatwiej wyjaśnia również opowiadania 

Herodota   i   innych   pisarzy   starożytnych   o   wspólności   żon   wśród   ludów   dzikich   i 

background image

barbarzyńskich. Daje się to zastosować także do tego, co  Watson i Kaye  (“The People of 
India"

47

) opowiadają o Tikurach z Audhu (na północ od Gangesu):

“Żyją oni wspólnie" (tj. pod względem płciowym) “prawie bezładnie wielkimi wspólnotami, 
a jeśli dwoje ludzi uważa się za małżeństwo, to związek ten jest jednak tylko nominalny".
W ogromnej większości wypadków instytucja rodu musiała powstać bezpośrednio z rodziny 
“punalua".   Co   prawda,   australijski   system   klas

48

  może   przedstawiać   dlań   również   punkt 

-wyjścia;   Australijczycy   mają   rody,   ale   nie   mają   jeszcze   rodziny   “punalua",   lecz   inną 
pierwotniejszą formę małżeństwa grupoweg

48a

.

We wszystkich formach rodziny grupowej nie wiadomo, kto jest ojcem dziecka, wiadomo 
natomiast, kto jest jego matką. Jakkolwiek nazywa ona wszystkie dzieci całej rodziny swymi 
dziećmi i ma  w stosunku do nich obowiązki macierzyńskie, to jednak odróżnia ona swe 
rodzone dzieci od innych. Jasne jest więc, że póki istnieje małżeństwo grupowe, pochodzenie 
może być udowodnione tylko ze strony matki, a więc tylko żeńska linia jest uznawana. Tak 
też   jest   w   rzeczywistości   u   wszystkich   ludów   dzikich   lub   znajdujących   się   na   niższym 
szczeblu barbarzyństwa. Odkrycie tego faktu, dokonane po raz pierwszy przez Bachofena, 
jest   jego   drugą   wielką   zasługą.   To   wyłączne   uznawanie   pochodzenia   ze   strony   matki   i 
wynikające   stąd   z   czasem   stosunki   dziedziczenia   nazywa   on   prawem   macierzystym; 
zatrzymuję tę nazwę ze względu na jej lakoniczność. Jest ona jednak niewłaściwa, gdyż na 
tym stopniu społecznym nie mogło być jeszcze mowy o prawie w jurydycznym sensie.
Jeśli weźmiemy z rodziny “punalua" jedną z dwóch grup typowych, mianowicie grupę sióstr 
rodzonych   i   dalszych   (tj.   pochodzących   w   pierwszym,   drugim   i   dalszym   stopniu   od 
rodzonych sióstr) wraz z ich dziećmi i ich rodzonymi lub dalszymi braćmi ze strony matki 
(którzy według naszego założenia  nie są ich mężami) - to będziemy mieli ten właśnie krąg 
osób,  które  następnie  jako  członkowie   rodu  występują  w  nim  w jego  pierwotnej  formie. 
Wszyscy oni pochodzą od jednej wspólnej matki rodu i wskutek tego wspólnego pochodzenia 
wszyscy potomkowie żeńscy w każdym pokoleniu są siostrami. Mężowie tych sióstr już nie 
mogą jednak być ich braćmi, nie pochodzą więc od tej matki rodu, nie należą zatem do tej 
grupy opartej na pokrewieństwie, do późniejszego rodu. Ich dzieci natomiast należą do tej 
grupy, gdyż decyduje wyłącznie pochodzenie ze strony matki, jako jedynie pewne. Z chwilą 
gdy   powstał   zakaz   stosunków   płciowych   pomiędzy   rodzeństwem,   a   nawet   między 
oddalonymi krewnymi linii bocznej ze strony matczynej, dana grupa przekształciła się w ród, 
tj. ukonstytuowała się jako stały krąg krewnych w linii żeńskiej, którzy nie mogą zawierać 
małżeństw między sobą. Ród ten odtąd coraz bardziej się umacnia dzięki innym wspólnym 
urządzeniom o charakterze społecznym i religijnym i wyodrębnia się od innych rodów tego 
samego plemienia. Obszerniej omówimy to później. Jeżeli jednak widzimy, że ród rozwinął 
się z rodziny “punalua", co jest nie tylko konieczne, ale zupełnie naturalne, uznać musimy za 
rzecz niemal bezsporną, że ta forma rodziny ongiś istnieć musiała u wszystkich ludów, u 
których można znaleźć instytucje rodowe, tzn. prawie u wszystkich barbarzyńców i narodów 
cywilizowanych

48b

.

Gdy Morgan pisał swą książkę, nasze wiadomości o małżeństwie grupowym były jeszcze 
bardzo   ograniczone.   Wiadomo   było   coś   niecoś   o   małżeństwach   grupowych   u 
zorganizowanych   w   klasy   Australijczyków.   Oprócz   tego   Morgan   już   w   1871   roku 
opublikował otrzymane przez siebie wiadomości o hawajskiej rodzinie “punalua"

49

. Rodzina 

“punalua",   z   jednej   strony,   wyjaśniała   w   sposób   wyczerpujący   panujący   wśród   Indian 
amerykańskich system pokrewieństwa, który był dla Morgana punktem wyjścia wszystkich 
jego   badań;   z   drugiej   strony   -stanowiła   gotowy   punkt   wyjścia   dla   wyprowadzenia   rodu 
opartego na prawie macierzystym; wreszcie - przedstawiała znacznie wyższy stopień rozwoju 
niż australijskie klasy. Było więc rzeczą zrozumiałą, że Morgan uważał tę formę rodziny za 
konieczny   stopień   przejściowy   do   małżeństwa   parzystego   i   uważał,   że   już   w   czasach 
pierwotnych była ogólnie rozpowszechniona. Od tego czasu poznaliśmy szereg innych form 

background image

małżeństwa grupowego i wiemy teraz, że Morgan posunął się w tym wypadku za daleko. Ale 
w każdym razie w swej rodzinie “punalua" udało mu się natrafić na najwyższą klasyczną 
formę  małżeństwa   grupowego,   na  tę  formę,  na  podstawie   której   najłatwiej   było  objaśnić 
przejście do formy wyższej.
Istotne   wzbogacenie   naszych   wiadomości   o   małżeństwie   grupowym   zawdzięczamy 
misjonarzowi   angielskiemu   Lorimerowi   Fison,   który   przez   wiele   lat   studiował   tę   formę 
rodziny   na   jej   klasycznym   gruncie   -   w  Australii.   Najniższy   stopień   rozwoju   znalazł   u 
Murzynów australijskich w okolicach Mount Gambier w południowej Australii. Całe plemię 
dzieli się tutaj na dwie wielkie klasy: kroki i kumite. Obcowanie płciowe wewnątrz każdej 
klasy jest surowo zakazane, natomiast każdy mężczyzna jednej klasy jest rodzonym mężem 
każdej kobiety innej klasy, a ona jego rodzoną małżonką. Nie indywidua, lecz całe grupy są 
ze   sobą   pożenione,   klasa   z   klasą.   Godne   jest   uwagi,   że   ani   różnica   wieku,   ani   bliskie 
pokrewieństwo nie stanowi tu przeszkody do małżeństwa, poza ograniczeniem, które wynika 
z podziału na dwie klasy egzogamiczne. Każdy kroki posiada jako prawną małżonkę każdą 
kobietę kumitkę, ponieważ jednak jego własna córka jest, jako córka kumitki, według prawa 
macierzystego także kumitką, jest ona tym samym rodzoną małżonką każdego kroki, a więc i 
swego   ojca.   Przynajmniej   organizacja   klas,   o   ile   ją   znamy,   nie   stawia   temu   żadnych 
przeszkód.  Tak   więc   albo   organizacja   ta   powstała   w  czasach,   gdy  mimo   nieświadomego 
dążenia   do   ograniczenia   kazirodztwa   nie   znajdowano   nic   odrażającego   w   obcowaniu 
płciowym między rodzicami i dziećmi, a w takim razie system klas powstać musiał wprost ze 
etanu bezładnego obcowania płciowego, albo też obcowanie miedzy rodzicami i dziećmi było 
już   przez   obyczaj   zabronione,   kiedy   powstały   klasy   -a   w   takim   razie   stan  obecny 
wskazywałby na istnienie rodziny opartej na pokrewieństwie i stanowiłby pierwszy stopień 
przejściowy do wyższej formy. To ostatnie jest prawdopodobniejsze. Przykładów stosunków 
małżeńskich pomiędzy rodzicami i dziećmi w Australii, o ile mi wiadomo, nie przytacza się; 
późniejsza   forma   egzogamii   —   ród   oparty   na   prawie   macierzystym   -   na   ogół   milcząco 
przyjmuje zakaz takiego .obcowania jako istniejący już przy tworzeniu się rodu.
System dwóch klas znajdujemy nie tylko w okolicy Mount Gambier w południowej Australii, 
ale również dalej, na wschodzie nad rzeką Darling i na północno-wschodzie w Queenslandzie 
- jest więc szeroko rozpowszechniony. Wyklucza on tylko małżeństwa między rodzeństwem, 
między dziećmi braci i dziećmi sióstr ze strony matki, ponieważ należą one do jednej klasy; 
natomiast dzieci siostry i brata mogą się żenić pomiędzy sobą. Dalszy krok w zwalczaniu 
kazirodztwa znajdujemy u plemienia Kamilarów nad rzeką Darling w Nowej Południowej 
Walii, gdzie dwie pierwotne klasy rozpadły się na cztery, przy czym każda z tych czterech 
klas   jest   również   jako   całość   ożeniona   z   inną   określoną   klasą.   Pierwsze   dwie   klasy   są 
nawzajem rodzonymi małżonkami, w zależności od tego, czy matka należała do pierwszej czy 
do drugiej klasy, dzieci należą do trzeciej albo do czwartej; dzieci zaś tych obydwóch klas, 
również połączonych węzłem małżeńskim, należą znów z kolei do pierwszej lub do drugiej 
klasy.  W  ten   sposób  zawsze   jedno   pokolenie   należy  do   pierwszej   i   drugiej,  następne   do 
trzeciej i czwartej klasy, a trzecie pokolenie znów do pierwszej i drugiej. Wskutek tego dzieci 
rodzeństwa   (ze   strony   matki)   nie   mogą   być   mężem   i   żoną,   natomiast   mogą   nimi   być 
wnukowie rodzeństwa. Ten dziwnie zawiły system komplikuje się jeszcze więcej przez - 
późniejsze wprawdzie - włączenie rodów opartych na prawie macierzystym, ale w to nie 
możemy już wchodzić. Widzimy więc, że sporadycznie pojawia się dążenie do zapobieżenia 
kazirodztwu, ale zupełnie instynktownie, po omacku, bez jasnej świadomości celu.
Małżeństwo   grupowe,   które   tutaj   w  Australii   jest   jeszcze   małżeństwem   klas,   masowym 
małżeństwem całej klasy mężczyzn, rozproszonej często po całym kontynencie, z tak samo 
rozsianą klasą kobiet - to małżeństwo grupowe widziane z bliska nie wygląda tak okropnie, 
jak   to   sobie   przedstawia   fantazja   filistra,   przyzwyczajona   do   porządków   lupanarowych. 
Przeciwnie, potrzeba było wielu lat, zanim domyślono się samego tylko jego istnienia, a 

background image

zupełnie   niedawno   znów   zaczęto   podawać   je   w   wątpliwość.   Powierzchownemu 
obserwatorowi   wydaje   się   ono   nietrwałym   małżeństwem   pojedynczej   pary,   czasem 
wielożeństwem obok przygodnej niewierności. Trzeba było zużyć na to całych lat, jak to 
uczynili   Fison   i   Howitt,   aby   w   tych   stosunkach   małżeńskich   -   w   swej   praktyce   dla 
przeciętnego Europejczyka raczej swojskich - odkryć regulujące prawo, na mocy którego 
obcy Murzyn australijski, o tysiące kilometrów od swego miejsca rodzinnego, wśród ludzi 
mówiących   w   niezrozumiałym   dlań   narzeczu,   znajduje   -   często   od   obozu   do   obozu,   od 
plemienia do plemienia — kobiety, które oddają mu się bez oporu i urazy, a mężczyzna, który 
posiada kilka żon, jedną z nich odstępuje gościowi na noc. Tam, gdzie Europejczyk widzi 
niemoralność i bezprawie, w rzeczywistości panuje surowe prawo. Kobiety należą do klasy 
małżeńskiej przybysza, są wiec jego żonami z urodzenia. To samo prawo obyczajowe, które 
przeznacza   ich   sobie   nawzajem,   zabrania,   pod   groźbą   wygnania,   wszelkiego   obcowania 
płciowego   pomiędzy   mężczyznami   i   kobietami   nie   należącymi   do   wspólnej   klasy 
małżeńskiej. Nawet tam, gdzie istnieje porywanie kobiet, co zdarza się często, a w niektórych 
okolicach jest nawet regułą, prawo klasy jest starannie przestrzegane.
Zresztą   przy   porywaniu   kobiet   mamy   już   pewne   oznaki   przechodzenia   do   małżeństwa 
pojedynczej pary, przynajmniej w postaci małżeństwa parzystego: jeśli młodzieniec porwał 
lub uwiódł dziewczynę z pomocą swych przyjaciół, to oni wszyscy po kolei obcują z nią 
płciowo, po czym jednak zostaje ona żoną tego młodzieńca, który porwanie spowodował. I 
odwrotnie, jeśli porwana kobieta ucieknie od męża i zostanie ujęta przez innego, to staje się 
żoną tamtego, a pierwszy traci swe prawo do niej. A więc obok i wewnątrz istniejącego nadal 
małżeństwa grupowego powstają stosunki wyłączności, łączenia się w pary na czas dłuższy 
lub krótszy, a oprócz tego wielożeństwo, tak że tutaj również małżeństwo grupowe zaczyna 
wygasać.   Nasuwa   się   tylko   pytanie,   co   wpierw   zniknie   z   widowni   pod   wpływem 
Europejczyków - małżeństwo grupowe czy też uprawiający je Murzyni australijscy.
Małżeństwo pomiędzy całymi klasami, panujące w Australii, jest w każdym razie bardzo 
niską i pierwotną formą małżeństwa grupowego, podczas gdy rodzina “punalua" stanowi, o 
ile   nam   wiadomo,   najwyższy   stopień   jego   rozwoju.   Pierwsze   zdaje   się   być   formą 
odpowiadającą poziomowi społecznemu koczujących dzikich, druga wymaga już względnie 
trwałych osad wspólnot komunistycznych i prowadzi bezpośrednio do następnego, wyższego 
stopnia rozwoju. Między jedną a drugą formą na pewno odnajdziemy jeszcze szereg stopni 
pośrednich; otwiera się tu dopiero przed nami pole do badań dotychczas ledwie rozpoczętych.
3. Rodzina parzysta. Pewna forma łączenia się w pary na czas dłuższy lub krótszy istniała już 
przy   małżeństwie   grupowym   lub   nawet   wcześniej;   mężczyzna   miał   jedną   główną   żonę 
(trudno byłoby tu jeszcze powiedzieć - ulubioną żonę) wśród wielu żon i on był dla niej 
najgłówniejszym  małżonkiem spośród innych.  Okoliczność ta  przyczyniła  się niemało do 
wytworzenia zamętu u misjonarzy, którzy w małżeństwie grupowym

49a

 widzieli bądź bezładną 

wspólność żon, bądź znów samowolną zdradę małżeńską. To oparte na zwyczaju łączenie się 
w pary musiało się coraz bardziej utrwalać, w miarę jak rozwijał się ród i coraz liczniejsze 
stawały   się   klasy   “braci"   i   “sióstr",   między   którymi   małżeństwo   było   teraz   niemożliwe. 
Zapoczątkowane   przez   ród   dążenie   do   zapobieżenia   małżeństwom   między   krewnymi 
prowadziło znacznie dalej. Tak np. widzimy, że u Irokezów i u większości Indian stojących na 
niższym   stopniu   barbarzyństwa   małżeństwo   jest   zakazane   między  wszystkimi  krewnymi, 
jakich liczy ich system pokrewieństwa, a jest ich kilkaset rodzajów. Przy takim wzrastającym 
wciąż  zagmatwaniu ograniczeń  małżeńskich małżeństwa  grupowe stają się  coraz bardziej 
niemożliwe; zostają one wyparte przez  rodzinę parzystą.  Na tym stopniu mężczyzna żyje z 
jedną kobietą, tak jednak, że wielożeństwo i przygodna zdrada pozostaje prawem mężczyzny, 
chociaż wielożeństwo jest z przyczyn  ekonomicznych  rzadko spotykane. Jednocześnie od 
kobiet wymaga się w czasie współżycia jak na j bezwzględniejszej wierności i karze się 

background image

surowo zdradę małżeńską z ich strony. Ale węzeł małżeński jest dla każdej strony łatwo 
rozerwalny i dzieci nadal należą wyłącznie do matki.
W  tym   coraz   dalej   postępującym   wyłączaniu   krewnych   ze   związku   małżeńskiego   działa 
również nadal dobór naturalny. Jak twierdzi Morgan,
“małżeństwa   między   rodami   niespokrewnionymi   wydawały   rasę   silniejszą   fizycznie   i 
umysłowo; dwa rozwijające się plemiona mieszały się ze sobą, nowe czaszki i mózgi, zgodnie 
z prawem natury, zwiększały się, póki nie wchłonęły zdolności obydwóch plemion"

50

.

Toteż plemiona o ustroju rodowym musiały wziąć górę nad plemionami zacofanymi lub też 
pociągnąć je swym przykładem.
Rozwój rodziny w czasach pierwotnych polega zatem na ciągłym zawężaniu koła, wewnątrz 
którego panuje wspólnota małżeńska obu płci i które początkowo ogarniało całe plemię. Na 
skutek stopniowego wyłączania najpierw bliższych krewnych, następnie coraz dalszych, w 
końcu nawet powinowatych, wszelkie grupowe małżeństwo staje się wreszcie praktycznie 
niemożliwe.   Nareszcie   pozostaje   tylko   jedna,   chwilowo   jeszcze   luźnie   związana   para, 
molekuła, z której rozwiązaniem małżeństwo w ogóle przestaje istnieć. Z tego już widzimy, 
jak mało wspólnego z powstaniem małżeństwa pojedynczej pary miała indywidualna miłość 
płciowa   w   dzisiejszym   znaczeniu   tego   wyrazu.   Jeszcze   lepiej   dowodzi   tego   praktyka 
wszystkich ludów stojących na tym szczeblu rozwoju. Podczas gdy przy poprzednich formach 
rodziny mężczyźni nigdy nie mieli kłopotu ze znalezieniem żon, przeciwnie, mieli ich aż 
nadto, obecnie kobiety stały się rzadkie i poszukiwane. Stąd od czasu małżeństwa parzystego 
rozpoczyna   się   porywanie   i   kupno  żon   -szeroko   rozpowszechnione  objawy,  ale   też   tylko 
objawy,   zaistniałej,   głębiej   sięgającej   przemiany.   Z   tych   objawów,   które   stanowią   tylko 
sposoby zdobywania sobie żon, pedantyczny Szkot McLennan wykoncypował odrębne klasy 
rodzinne:   “małżeństwo   przez   porwanie"   i   “małżeństwo   przez   kupno".   Zresztą   również   u 
Indian   amerykańskich   i   innych   plemion   (na   tym   samym   stopniu   rozwoju)   zawarcie 
małżeństwa nie jest sprawą zainteresowanych, którzy często wcale nie są pytani, lecz ich 
matek.   Często   zaręcza   się   dwie   osoby   zupełnie   sobie   nie   znane   i   zawiadamia   się   je   o 
dokonanej   transakcji,   gdy  nadchodzi   termin   ich   pobrania   się.   Przed   weselem   narzeczony 
ofiarowuje  krewnym  rodowym  narzeczonej   (krewnym  ze  strony  matki,  a nie  ojcu  i jego 
krewnym) podarki, które mają charakter okupu za odstąpioną dziewczynę. Małżeństwo może 
być rozwiązane "na życzenie każdego z małżonków, ale u wielu plemion, np. n Irokezów, 
opinia publiczna ustosunkowywała się coraz nieprzychylniej do takich rozwodów. W razie 
sporów krewni rodowi z obu stron występują w charakterze pośredników i wtedy dopiero, 
gdy nie udaje się doprowadzić do zgody, następuje rozwód. Dzieci pozostają przy żonie, a 
każda ze stron może ponownie zawrzeć małżeństwo.
Rodzina parzysta, zbyt słaba i niestała, by mogła odczuwać potrzebę lub choćby pragnienie 
zaprowadzenia własnego gospodarstwa domowego, bynajmniej nie usuwa odziedziczonego z 
dawniejszych   czasów   gospodarstwa   komunistycznego.   Ale   komunistyczne   gospodarstwo 
domowe oznacza panowanie kobiet w domu, podobnie jak wyłączne uznawanie rodzonej 
matki wobec niemożliwości pewnego stwierdzenia ojcostwa oznacza, wysokie poważanie dla 
kobiet,  tj. dla  matek. Jednym z  najniedorzeczniejszych  wyobrażeń pochodzących  z epoki 
Oświecenia wieku XVIII jest mniemanie, jakoby w zaraniu społeczeństwa ludzkiego kobieta 
była   niewolnicą   mężczyzny.   U   wszystkich   dzikich   ludów   i   barbarzyńców   niższego   i 
średniego, a częściowo jeszcze wyższego stopnia kobieta nie tylko jest wolna, lecz zajmuje 
bardzo poważną pozycję. Że to ma miejsce jeszcze w rodzinie parzystej, może zaświadczyć 
Arthur Wright, długoletni misjonarz wśród Irokezów Seneka:
“Co się tyczy ich rodziny, to w czasach, gdy mieszkali oni jeszcze w starych długich domach" 
(komunistyczne gospodarstwa domowe paru rodzin) “... panował tam zawsze jeden klan" 
(ród), “tak że kobiety brały sobie mężów z innych klanów" (rodów) “... Zazwyczaj rządziła 
domem   kobieca   cześć:   zapasy  były  wspólne,   ale   biada   temu   nieszczęsnemu   mężowi   lub 

background image

kochankowi, który był zbyt leniwy lub niedołężny i nie wnosił swojej części do ogólnych 
zapasów. Niezależnie od tego, ile miałby dzieci lub własnego majątku w domu, w każdej 
chwili   mógł   się   spodziewać   rozkazu   -   spakować   swe   manatki   i   wynosić   się.   I   niechby 
próbował oprzeć się temu, takie miałby piekło w domu, że nie pozostawałoby mu nic innego, 
jak wrócić do swego własnego klanu" (rodu) “lub, co najczęściej miało miejsce, poszukać 
sobie nowego małżeństwa w innym klanie. Kobiety miały wielką władzę w klanach" (rodach) 
“i   w   ogóle   wszędzie.   Potrafiły   one   nawet   czasem   wodza   plemienia   złożyć   z   urzędu   i 
zdegradować na prostego wojownika"

51

.

Komunistyczne gospodarstwo domowe, w którym kobiety należą przeważnie lub wyłącznie 
do jednego rodu, podczas gdy mężczyźni należą do różnych rodów, jest realną podstawą tego 
ogólnie rozpowszechnionego w czasach pierwotnych panowania kobiet. Odkrycie tego faktu 
stanowi   trzecią   zasługę   Bachofena.   -   Dodam   jeszcze,   że   opowiadania   podróżników   i 
misjonarzy   o   przeciążeniu   kobiet   nadmierną   pracą   u   ludów   dzikich   i   barbarzyńskich 
bynajmniej nie przeczą temu, co wyżej powiedzieliśmy. Podział pracy pomiędzy obu płciami 
jest uzależniony od zupełnie innych przyczyn niż pozycja kobiety w społeczeństwie. Ludy, u 
których kobiety muszą pracować znacznie więcej, niżby powinny według naszych pojęć, mają 
często więcej prawdziwego szacunku dla kobiet niż nasi Europejczycy. Dama cywilizacji, 
otoczona   pozornymi   hołdami,   wolna   od   wszelkiej   rzeczywistej   pracy,   zajmuje   w 
rzeczywistości znacznie niższą pozycję w społeczeństwie niż ciężko pracująca kobieta okresu 
barbarzyństwa, która wśród swego ludu uważana była za prawdziwą damę (lady, frowa, Frau 
= pani) i była nią istotnie zgodnie ze swą faktyczną pozycją.
Czy w Ameryce małżeństwo parzyste wyparło obecnie całkowicie małżeństwo grupowe

51a

 - tę 

kwestię rozstrzygnąć muszą gruntowniejsze badania nad amerykańskimi ludami północno-
zachodnimi, a zwłaszcza południowoamerykańskimi, znajdującymi się jeszcze na wyższym 
stopniu dzikości. O tych ostatnich opowiada się tak wiele różnych przykładów rozwiązłości 
płciowej,   że   trudno   przypuścić,   aby   dawne   grupowe   małżeństwo   zostało   tam   całkowicie 
wyparte

51b

  W   każdym   razie   nie   znikły   jeszcze   wszystkie   jego   ślady.   U   czterdziestu 

przynajmniej   plemion   północnoamerykańskich   mężczyzna   żeniąc   się   z   najstarszą   siostrą 
nabywa prawo ożenienia się ze -wszystkimi jej siostrami, gdy dojdą do odpowiedniego wieku 
-   pozostałość   wspólności   mężów   dla   całego   szeregu   sióstr.   Bancroft   opowiada   o 
mieszkańcach   półwyspu   Kalifornia   (wyższy   szczebel   dzikości),   że   obchodzą   oni   pewne 
uroczystości,   na   które   kilka   “plemion"   zbiera   się   razem   dla   bezładnego   obcowania 
płciowego

52

  Są   to   oczywiście   rody,   kłócę  w  uroczystościach   tych   przechowują   mgliste 

wspomnienia,   czasów,   gdy   wszystkie   kobiety   jednego   rodu   miały   wszystkich   mężczyzn 
drugiego   rodu   za   wspólnych   mężów,   i   odwrotnie

52a

  Ten   sam   obyczaj   panuje   jeszcze   w 

Australii. U niektórych ludów zdarza się, że starsi mężczyźni, wodzowie i kapłani-czarownicy 
wykorzystują wspólność kobiet i monopolizują większość ich dla siebie, ale za to podczas 
niektórych uroczystości i większych zebrań ludowych muszą oni przywracać starą wspólnotę 
i   pozwolić   swoim   żonom   uprzyjemniać   sobie   czas   w   towarzystwie   młodych   ludzi. 
Westermarck na str. 28 i 29 przytacza szereg przykładów takich periodycznych saturnalii

53

, 

podczas których na krótko odżywają dawne swobodne stosunki płciowe: u plemion Hos, 
Santal, Pandża i Kotar w Indiach, u niektórych ludów afrykańskich itd. Ciekawa rzecz, że 
Westermarck   wnioskuje  na  tej  podstawie,   iż  nie   jest  to   pozostałość   negowanego   przezeń 
małżeństwa grupowego, lecz wspólnego człowiekowi pierwotnemu i zwierzętom okresu rui.
Tutaj   dochodzimy   do   czwartego   wielkiego   odkrycia   Bachofena,   a   mianowicie   odkrycia 
bardzo   rozpowszechnionej   formy  przejściowej   od   małżeństwa   grupowego   do   małżeństwa 
parzystego. To, co Bachofen przedstawia jako pokutę za naruszenie starych nakazów bogów - 
pokutę,   przez   którą   kobieta   zdobywa   sobie   prawo   do   czystości   -   jest   w   rzeczywistości 
mistycznym   wyrazem   pokuty,   dzięki   której   kobieta   wyzwala   się   z   dawnej   grupowej 
wspólności mężów i uzyskuje prawo oddawania się tylko jednemu mężczyźnie. Pokuta polega 

background image

na ograniczonej prostytucji: kobiety babilońskie musiały oddawać się raz do roku w świątyni 
Mylity,   inne   ludy  Azji   Przedniej   posyłały   swoje   dziewczęta   przez   całe   lata   do   świątyni 
Anaitis,   gdzie   były   obowiązane   uprawiać   wolną   miłość   z   wybranymi   przez   siebie 
mężczyznami,  zanim uzyskiwały prawo  wyjścia  za  mąż;   podobne obyczaje,  przybrane  w 
szatę   religijną,   są   wspólne   wszystkim   niemal   ludom   azjatyckim   między   Morzem 
Śródziemnym a Gangesem. Ofiara ekspiacyjna staje się, jak to już stwierdza Bachofen, z 
czasem coraz lżejszą:
“Co  roku  odnawiana   ofiara   ustępuje  miejsca   jednorazowemu  świadczeniu,  po  heteryzmie 
matron następuje heteryzm dziewcząt, po uprawianiu go podczas małżeństwa — uprawianie 
go przed małżeństwem, po oddawaniu się wszystkim bez wyboru - oddawanie się określonym 
osobom" (“Mutterrecht", p. XIX).
U innych ludów brak tej szaty religijnej. U niektórych z nich, np. Traków, Celtów itd. w 
starożytności,   u  wielu  pierwotnych  mieszkańców  Indii,   u  ludów  malajskich,   u  wyspiarzy 
Oceanii   i   wielu   Indian   amerykańskich,   po   dziś   dzień   dziewczęta   przed   zamążpójściem 
korzystają z jak największej swobody płciowej. W szczególności jest tak prawie wszędzie w 
Ameryce Południowej, co może zaświadczyć każdy, kto zapuścił się tam nieco w głąb kraju. 
Oto co opowiada Agassiz (“A Journey in Uraził", Boston and New York 1868, p. 266) o 
pewnej bogatej rodzinie pochodzenia indiańskiego. Zapoznawszy się z córką spytał ją o ojca, 
sądząc,   że   jest   nim   mąż   jej   matki,   który   jako   oficer   brał   wówczas   udział   w   wojnie   z 
Paragwajem. Lecz matka odpowiedziała mu z uśmiechem: nao tem pai, e filha da fortuna - 
ona nie ma ojca, ona jest dzieckiem przypadku.
“W ten sposób bez wstydu i zażenowania kobiety indiańskie lub metyski mówią zawsze o 
swych nieślubnych dzieciach. Nie jest to bynajmniej coś niezwykłego, wyjątkiem zdają się 
być raczej fakty przeciwne. Dzieci... często znają tylko swoją matkę, gdyż na nią spada cała 
troska i odpowiedzialność  - o swym ojcu nie  wiedzą nic  i kobietom tym,  zdaje we, nie 
przychodzi -wcale do głowy, że one i ich dzieci mogą czegokolwiek od niego wymagać".
To, co ludziom cywilizowanym wydaje się dziwne, jest według prawa macierzystego i w 
małżeństwie grupowym po prosta reguła,
U innych znów ludów przyjaciele i krewni narzeczonego albo też goście weselili korzystają 
podczas wesela z tradycyjnego prawa do panny młodej, przy czym na pana młodego kolej 
przychodzi   dopiero   na   ostatku.   Tak   było   w   starożytności   na   Wyspach   Balearskich   i   u 
afrykańskich Augilów, tak bywa dziś jeszcze u Bareów w Abisynii. U innych zaś ludów jakaś 
osoba urzędowa, jakiś naczelnik plemienia lub rodu, kacyk, szaman, kapłan, książę czy jak by 
się nie nazywał - jako reprezentant ogółu korzysta z prawa pierwszej nocy. Mimo wszelkich 
wysiłków neoromantyków, by wybielić ten fakt - ius primae noctis istnieje dziś jeszcze jako 
przeżytek   małżeństwa   grupowego   u   większości   mieszkańców  Alaski   (Bancroft,   “Native 
Races", I, 81), w plemieniu Tahu w północnym Meksyku (ib. p. 584) i u innych ludów. Przez 
całe średniowiecze istnieje ono przynajmniej w dawniejszych krajach celtyckich, jak np. w 
Aragonii, gdzie stanowi bezpośrednio pozostałość małżeństwa grupowego. Podczas gdy w 
Kastylii chłop nigdy nie był poddanym, w Aragonii panowało najohydniejsze poddaństwo aż 
do edyktu Ferdynanda Katolickiego z roku 1486

54

W dokumencie tym czytamy:

“Postanawiamy i oznajmiamy, że wyżej wymienieni panowie" (seniorowie, baronowie) “...nie 
mogą   też   pierwszej   nocy  po   zaślubieniu   kobiety  przez   chłopa   spać   z   nią   ani   też   w  noc 
poślubną nie mogą na znak swej władzy, gdy kobieta leży w łóżku, przestępować przez łóżko 
i przez nią; nie wolno także wyżej wymienionym panom posługiwać się córką lub synem 
chłopa   wbrew   ich   woli,   ani   za   zapłatą,   ani   bez   zapłaty".   (Cytowane   według   oryginału 
katalońskiego u Sugenheima, “Leib-eigenschaft", Petersburg 1861, p. 35).
Bachofen ma też bezwzględnie rację, twierdząc stanowczo, że przejście od tego, co nazywa 
“heteryzmem" lub “Sumpfzeugung" [płodzeniem w bagnie], do małżeństwa pojedynczej pary 
było   w   istocie   dziełem   kobiet.   Im   bardziej   wraz   z   rozwojem   ekonomicznych   warunków 

background image

życiowych,   a   więc   z   zanikaniem   komunizmu   pierwotnego   oraz   ze   wzrastaniem   gęstości 
zaludnienia, tradycyjne stosunki płciowe zatracały swój pierwotny, naiwny charakter, tym 
bardziej   stawały   się   one   dla   kobiet   upokarzające   i   uciążliwe,   tym   usilniej   musiały   one 
pragnąć, jako wybawienia, prawa do czystości, prawa do czasowego lub trwałego małżeństwa 
z jednym tylko mężczyzną. Postęp ten nie mógł być dziełem mężczyzn chociażby dlatego, że 
w ogóle nigdy, aż po dzień dzisiejszy, nie przychodzi im na myśl zrzec się wygód faktycznego 
małżeństwa   grupowego.   Dopiero   potem,   gdy   kobiety   dokonały   przejścia   do   małżeństwa 
parzystego, mogli mężczyźni wprowadzić ścisłą monogamię, rozumie się tylko dla kobiet.
Rodzina parzysta powstała na granicy między okresem dzikości i barbarzyństwa, przeważnie 
już   na   wyższym   stopniu   dzikości,   gdzieniegdzie   zaś   dopiero   na   niższym   stopniu 
barbarzyństwa.   Jest   to   charakterystyczna   dla   barbarzyństwa   forma   rodziny,   podobnie   jak 
małżeństwo  grupowe   dla   dzikości,   a   monogamia   dla   cywilizacji.  Ażeby  rodzina   parzysta 
mogła rozwinąć się w trwałą monogamię, niezbędne były inne przyczyny niż te, które - jak 
widzieliśmy - działały dotychczas. Grupa w małżeństwie parzystym została już zredukowana 
do najmniejszej swej jednostki, do dwuatomowej molekuły, do jednego mężczyzny i jednej 
kobiety. Dobór naturalny dokonał swego dzieła przez coraz dalsze wyłączanie ze wspólnoty 
małżeńskiej; w tym kierunku nic więcej  nie pozostało mu już do zrobienia. I gdyby nie 
zaczęły działać nowe  społeczne  siły napędowe, nie byłoby przyczyny, dla której z rodziny 
parzystej powstać miała nowa jej forma. Ale te siły napędowe zaczęły działać.
Opuszczamy   teraz  Amerykę,   ów   klasyczny   grunt   rodziny   parzystej.   Nie   mamy   żadnych 
danych, by wnioskować, że rozwinęła się tam wyższa forma rodziny, że przed odkryciem i 
zdobyciem Ameryki przez Europejczyków kiedykolwiek i gdziekolwiek istniała tam trwała 
monogamia. Inaczej rzecz się miała w Starym Świecie.
Tutaj   oswojenie   zwierząt   domowych   i   hodowla   stad   rozwinęły   nie   znane   dotąd   źródła 
bogactwa   i-stworzyły   zupełnie   nowe   stosunki   społeczne.   Aż   do   niższego   stopnia 
barbarzyństwa stałe bogactwo stanowiło prawie wyłącznie domostwo, ubranie, prymitywne 
ozdoby i narzędzia do zdobywania i przyrządzania pokarmu, czółno, broń, najprostsze sprzęty 
domowe. Pożywienie trzeba było z dnia na dzień zdobywać na nowo. Teraz, wraz ze stadami 
koni, wielbłądów, osłów, bydła, owiec, kóz, świń, rozwijające się ludy pasterskie - Aryjczycy 
w indyjskim Pięciorzeczu i w dorzeczu Gangesu, jak również na stepach nad Oksusem i 
Jaksartesem,   wówczas   o   wiele   bogatszych   w   wodę,   Semici   nad   Eufratem   i   Tygrysem   - 
zdobyły majątek, który wymagał tylko dozoru i najprymitywniejszej opieki, aby rozmnażać 
się w coraz większej ilości i dostarczać obfitego pokarmu w postaci mleka i mięsa. Wszystkie 
poprzednie sposoby zdobywania żywności ustąpiły teraz na plan dalszy; myślistwo, dawniej 
konieczność, stało się teraz zbytkiem.
Ale do kogo należało to nowe bogactwo? Niewątpliwie początkowo do rodu. Dość wcześnie 
jednak musiała rozwinąć się prywatna własność stad. Trudno powiedzieć, czy dla autora tzw. 
Pierwszej Księgi Mojżeszowej patriarcha Abraham był właścicielem stad na mocy własnego 
prawa, jako głowa wspólnoty rodzinnej, czy też na mocy swego stanowiska, jako faktycznie 
dziedziczny   naczelnik   rodu.   Pewne   jest   tylko,   że   nie   należy   go   sobie   wyobrażać   jako 
właściciela w sensie nowoczesnym. Pewne jest dalej, że u progu historii udokumentowanej 
znajdujemy już wszędzie stada będące osobistą własnością

54a

  głowy rodziny - zupełnie tak 

samo jak artystyczne wyroby barbarzyństwa, sprzęt metalowy, przedmioty zbytku i wreszcie 
bydło ludzkie - niewolnicy.
Wynaleziono   bowiem   teraz   również   niewolnictwo.   Dla   barbarzyńcy   niższego   stopnia 
niewolnik nie przedstawiał wartości. Toteż Indianie amerykańscy całkiem inaczej postępowali 
ze zwyciężonymi wrogami niż ludy stojące na stopniu wyższym. Mężczyzn albo zabijano, 
albo przyjmowano do rodu zwycięzców jako braci, kobiety poślubiano lub adoptowano wraz 
z ich pozostałymi przy życiu dziećmi. Ludzka siła robocza nie dostarczała jeszcze na tym 
stopniu   żadnej   znaczniejszej   nadwyżki   ponad   koszta   swego   utrzymania.   Sytuacja   uległa 

background image

zmianie   po   wprowadzeniu   hodowli   bydła,   obróbki   metali,   tkactwa   i   wreszcie   rolnictwa. 
Podobnie jak z żonami, które dawniej były tak łatwe do zdobycia, a teraz stały się wartością 
wymienną i obiektem kupna, tak też stało się z siłą roboczą, szczególnie od czasu, gdy stada 
przeszły ostatecznie na własność rodzin

54b

. Rodzina nie rozmnażała się tak szybko jak bydło. 

Trzeba było więcej  ludzi, by go doglądać; można było użyć  do tego jeńców wojennych, 
którzy zresztą rozmnażali się równie dobrze jak bydło.
Przejście takich bogactw na własność prywatną rodzin

54c

  oraz szybki wzrost tych bogactw 

zadały   potężny   cios   społeczeństwu   opartemu   na   małżeństwie   parzystym   i   na   rodzie 
macierzystym. Małżeństwo parzyste wniosło nowy element do rodziny. Obok rodzonej matki 
postawiło   ono   wiarogodnego   rodzonego   ojca,   który   w   dodatku   był   zapewne   bardziej 
wiarogodny niż niejeden dzisiejszy “ojciec". Według ówczesnego podziału pracy w rodzinie 
mężowi przypadało w udziale zdobywanie pożywienia i potrzebnych do tego narzędzi pracy, 
był więc także właścicielem tych ostatnich. W razie rozwodu zabierał je sobie, podobnie jak 
żona   zatrzymywała   sobie   sprzęt   domowy.   Stosownie   do   obyczajów   ówczesnego 
społeczeństwa mąż stawał się również właścicielem nowego źródła pożywienia - bydła, a 
następnie nowego środka pracy - niewolników. Ale według obyczajów tegoż społeczeństwa 
dzieci jego nie mogły po nim dziedziczyć, sprawa ta bowiem przedstawiała się w sposób 
następujący: .
Według   prawa   macierzystego,   a   więc   dopóki   pochodzenie   liczyło   się   wyłącznie   w   linii 
żeńskiej, i według pierwotnego obyczaju dziedziczenia w rodzie spadkobiercami zmarłego 
członka rodu byli początkowo krewni rodowi. Majątek musiał pozostać w rodzie. Wobec 
niewielkiej wartości przedmiotów, w praktyce przypadały one prawdopodobnie najbliższym 
krewnym rodowym, a więc krewnym ze strony matki. Ale dzieci zmarłego mężczyzny nie 
należały do jego rodu, lecz do rodu swej matki; dziedziczyły one po niej z początku na równi 
z innymi krewnymi matki, następnie, być może, w pierwszej linii - ale po ojcu nie mogły one 
dziedziczyć, bo nie należały do jego rodu, majątek zaś jego musiał pozostać w jego rodzie. W 
razie śmierci właściciela stada jego przechodziły więc na własność przede wszystkim jego 
braci i sióstr, następnie dzieci jego sióstr albo potomków sióstr jego matki. Natomiast jego 
własne dzieci były wydziedziczone.
W  miarę   jednak,   jak   zwiększały   się   bogactwa,   dawały   one   mężczyźnie,   z   jednej   strony, 
ważniejsze   stanowisko   w   rodzinie   niż   kobiecie,   z   drugiej   zaś   —   wywoływały   chęć 
wykorzystania tego wzmocnionego stanowiska dla obalenia na korzyść dzieci tradycyjnego 
systemu dziedziczenia. To jednak nie dało się zrobić, póki uznawano pochodzenie według 
prawa macierzystego. A więc prawo macierzyste musiało być obalone i zostało obalone. Nie 
było to wcale tak trudne, jak to się nam dzisiaj zdaje. Albowiem ta rewolucja - jedna z 
najdonioślejszych,   jaką   przeżyli   ludzie   -   mogła   się   dokonać   nie   dotknąwszy   nikogo   z 
żyjących członków rodu. Wszyscy członkowie rodu mogli pozostać nadal tym, czym byli. 
Wystarczała zwykła decyzja, że w przyszłości potomkowie męskich członków rodu pozostają 
w rodzie, potomkowie żeńskich natomiast mają być wykluczeni, przechodząc do rodu swego 
ojca.   Tym   samym   uznanie   pochodzenia   według   linii   żeńskiej   i   macierzyste   prawo 
dziedziczenia   zostało   obalone   i   wprowadzono   uznawanie   pochodzenia   w   linii   męskiej   i 
ojcowskie prawo dziedziczenia. Jak się dokonała ta rewolucja u ludów cywilizowanych i 
kiedy - nic o tym nie wiemy. Przypada ona całkowicie na czasy przedhistoryczne. Jeśli jednak 
chodzi o  samo zaistnienie faktu -na to mamy bardziej niż dostateczne dowody w postaci 
licznych   śladów   prawa   macierzystego,   zebranych   w   szczególności   przez   Bachofena.   Jak 
łatwo taka rewolucja dochodzi do skutku, widzimy na przykładzie całego szeregu plemion 
indiańskich, gdzie została dokonana dopiero niedawno lub dokonuje się dziś jeszcze - po 
części  pod  wpływem  rosnącego  bogactwa  i  zmienionego  trybu  życia  (przesiedlenie  się z 
lasów na prerie), po części pod moralnym wpływem cywilizacji i misjonarzy. Spośród ośmiu 
szczepów dorzecza Missouri sześć liczy pochodzenie i dziedziczenie w linii męskiej, dwa zaś 

background image

jeszcze w żeńskiej. U plemion Szauni, Miami, Delaware istnieje zwyczaj przenoszenia dzieci 
do rodu ojca, przy czym nadaje im się imiona rodu ojcowskiego, ażeby mogły dziedziczyć po 
ojcu.   “Wrodzona   kazuistyka   ludzka   -   zmieniać   rzeczy   zmieniając   ich   nazwę!   I   znaleźć 
wybieg,   ażeby   w   ramach   tradycji   przełamać   tradycję,   gdy   bezpośredni   interes   stanowi 
dostateczną   pobudkę"   (Marks)

55

 Wynikło   stąd   beznadziejne  zamieszanie,   któremu   można 

było   zaradzić   i   częściowo   zaradzono   jedynie   przez   przejście   do   prawa   ojcowskiego. 
“Przejście   to   wydaje   się   w   ogóle   najbardziej   naturalne"   (Marks)

56

  To,   co   nam   mogą 

powiedzieć   specjaliści   prawa   porównawczego   o   sposobach   tego   przejścia   u   ludów 
cywilizowanych   Starego   Świata,   są   to   właściwie   same   hipotezy   -   patrz   M.   Kowalewski 
“Tableau des origines et de l'evolution de la familie et de la proprfete", Stockholm 1890

56a

.

Obalenie prawa macierzystego było  wszechświatową historyczną klęską rodzaju żeńskiego. 
Mężczyzna ujął w swe ręce również ster domu, kobieta została poniżona, uciemiężona, stała 
się niewolnicą jego namiętności i zwykłym narzędziem do rodzenia dzieci. To poniżające 
stanowisko kobiety, występujące wyraźnie n Greków okresu bohaterskiego, a jeszcze bardziej 
okresu   klasycznego,   zaczęto   stopniowo   upiększać   i   maskować,   w   niektórych   miejscach 
nadawano mu formy łagodniejsze, nigdzie jednak bynajmniej nie zostało ono zniesione.
Pierwszy skutek nowo ustalonego samowładztwa mężczyzny widoczny jest w powstającej 
teraz   przejściowej   formie   rodziny   patriarchalnej.   To,   co   stanowi   jej   główną   cechę 
charakterystyczną, to nie wielożeństwo, o którym będziemy mówili później, lecz
“zorganizowanie pewnej ilości ludzi wolnych i niewolnych w jedną rodzin; pod ojcowską 
władzą głowy rodziny. U Semitów głowa rodziny żyje w wielożeństwie, niewolni mają żonę i 
dzieci, a celem całej tej organizacji jest dozorowanie stad na określonym terytorium"

57

.

Rzeczą   istotną   jest   włączenie   do   rodziny   niewolników   i   władza   ojcowska;   dlatego 
najdoskonalszym   typem   -takiej   formy   rodziny   jest   rzymska   familia.   Wyraz   “familia" 
pierwotnie wcale nie oznacza tego zlepku sentymentalizmu i kłótni domowych, który jest 
ideałem współczesnego filistra; u Rzymian początkowo nie odnosi się on wcale nawet do pary 
małżeńskiej i jej dzieci, lecz tylko do niewolników. Famulus oznacza niewolnika domowego, 
a familia to ogół niewolników należących do jednego człowieka. Jeszcze za czasów Gajusa 
familia, id est patrimonium (tzn. ojcowizna), bywała przekazywana w testamencie. Wyraz ten 
Rzymianie   wynaleźli   dla   oznaczenia   nowo   utworzonego   organizmu   społecznego,   którego 
głowie, jako rzymskiej władzy ojcowskiej, z prawem życia i śmierci nad rodziną, podlegały 
żona, dzieci i pewna ilość niewolników.
“Wyraz ten zatem nie jest starszy niż opancerzony system rodzinny szczepów latyńskich, 
który powstał po wprowadzeniu uprawy pól i legalnego niewolnictwa oraz po oddzieleniu się. 
Italików aryjskich od Greków"

58

.

Marks dodaje do tego: “Rodzina nowoczesna  zawiera  w zarodku  nie tylko  niewolnictwo 
(servitus), lecz i poddaństwo, gdyż od początku jest związana ze świadczeniami rolnymi. 
Zawiera ona w miniaturze wszystkie te przeciwieństwa, które się potem szeroko rozwinęły w 
społeczeństwie i jego państwie"

59

.

Ta forma rodziny stanowi przejście od rodziny parzystej do monogamii. Dla zabezpieczenia 
wierności żony, a więc ojcostwa dzieci, oddaje się żonę pod bezwzględną władzę męża: jeśli 
ją zabija, to wykonywa tylko swe prawo.
Wraz z rodziną patriarchalną wkraczamy na grunt historii pisanej, a więc w dziedzinę, gdzie 
prawoznawstwo porównawcze może nam okazać wielką pomoc. I rzeczywiście dzięki niemu 
osiągnięto tutaj znaczny postęp. Maksymowi Kowalewskiemu (“Tableau etc. de la familie et 
de   la   propriete",   Stockholm   1890,   p.   60-100)   zawdzięczamy   udowodnienie   tego,   że 
patriarchalną wspólnota domowa, taka, jaką dziś jeszcze znajdujemy u Serbów i Bułgarów 
pod nazwą “zadrugi" (co można by przetłumaczyć - zaprzyjaźnienie) i “bractwa", jak również 
w zmodyfikowanej formie u ludów wschodnich, stanowiła stadium przejściowe od rodziny na 

background image

prawie   macierzystym,   powstałej   z   małżeństwa   grupowego,   do   współczesnej   rodziny 
pojedynczej.   Zdaje   się   to   być   dowiedzione   przynajmniej   co   do   ludów   cywilizowanych 
Starego Świata, Aryjczyków i Semitów.
Południowosłowiańska   “zadruga"   stanowi   najlepszy   istniejący   jeszcze   przykład   takiej 
wspólnoty   rodzinnej.   Obejmuje   ona   kilka   pokoleń   potomstwa   jednego   ojca   wraz   z   ich 
żonami,   mieszkających   razem   w   jednej   zagrodzie,   wspólnie   uprawiających   swe   pola, 
karmiących i odziewających się ze wspólnych zapasów i wspólnie władających nadwyżką 
plonów. Wspólnota znajduje się pod zwierzchnim zarządem pana domu (domacina), który ją 
reprezentuje   na   zewnątrz,   ma   prawo   sprzedawać   drobne   przedmioty,   prowadzi   kasę   i 
odpowiada za nią, jak również za prawidłowe prowadzenie interesów. Jest on obieralny i 
bynajmniej nie musi być najstarszym. Kobietami i ich pracą zarządza pani domu (domacica), 
którą zazwyczaj jest żona domacina. Przy wyborze mężów dla dziewcząt jej zdanie ma duże, 
często rozstrzygające znaczenie, Ale najwyższa władza spoczywa w ręku rady rodzinnej - 
zebrania wszystkich dorosłych członków zadrugi, zarówno kobiet jak mężczyzn. Wobec tego 
właśnie zgromadzenia pan domu składa sprawozdanie, ono podejmuje ostateczne decyzje, 
sprawuje   sąd   nad   członkami,   rozstrzyga   o   ważniejszych   aktach   kupna   lub   sprzedaży,   w 
szczególności gruntów itd.
Dopiero  przed   blisko  dziesięciu   laty stwierdzono   istnienie  także   w Rosji   takich   wielkich 
wspólnot rodzinnych

60

; obecnie powszechnie przyjmuje się, iż tkwią one równie głęboko w 

rosyjskich obyczajach ludowych jak “obszczina", czyli wspólnota wiejska. Figurują one w 
najstarszym rosyjskim zbiorze praw, w “Prawdzie" Jarosława

61

, pod tą samą nazwą (wierw) 

co   w   prawie   dalmatyńskim

62

  Istnienie   ich   także   można   wykazać   w   polskich   i   czeskich 

źródłach historycznych.
Według Heuslera (“Institutionen des deutschen Rechts"

63

) również u Germanów jednostką 

gospodarczą była pierwotnie nie pojedyncza rodzina w sensie nowożytnym, lecz “wspólnota 
domowa"   [“Hausgenossenschaft"],   która   składała   się   z   kilku   pokoleń   lub   z   paru   rodzin 
pojedynczych, a przy tym dość często obejmuje również niewolnych. Do tego typu daje się 
sprowadzić i rzymska familia. W związku z tym ostatnio bardzo poważnie kwestionowano 
absolutność   władzy   ojca   domu,   jako   też   zupełną   bezprawność   w   stosunku   do   niego 
pozostałych   członków   rodziny.   U   Celtów   w   Irlandii   prawdopodobnie   również   istniały 
podobne   wspólnoty   rodzinne;   we   Francji   w   Nivernais   przetrwały   one   pod   nazwą 
“parconneries"   aż   do   Rewolucji   Francuskiej,   a   we   Franche   Comte   do   dziś   dnia   jeszcze 
całkowicie nie wygasły. W okolicy Louhans (departament Saóne-et-Loire) spotyka się wielkie 
domy   wieśniacze   ze   wspólną,   wysoką   aż   pod   dach,   salą   centralną,   a   wokół   ciągną   się 
sypialnie, do których prowadzi 6-8 stopni schodów. W domach tych mieszka kilka pokoleń tej 
samej rodziny. 
Nearchos

64

  za czasów Aleksandra Wielkiego wspomina o wspólnocie rodzinnej i wspólnym 

uprawianiu ziemi w Indiach. Ta wspólnota dziś jeszcze istnieje w tych samych okolicach - w 
Pendżabie   i   w   całej   północno-zachodniej   części   kraju.   Istnienie   jej   na   Kaukazie   sam 
Kowalewski   miał   możność   udowodnić,   W  Algierii   istnieje   gna   jeszcze   wśród   Kabylów. 
Istniała ona podobno nawet w Ameryce, dopatrują się jej w “calpullis"

65

, opisanych przez 

Zuritę w dawnym Meksyku ; natomiast Cunow (“ Ausland", 1890, nr 42-44)

66

  dość jasno 

udowodnił, że w Peru w okresie podboju istniało coś w rodzaju marki (przy czym dziwnym 
trafem marka nazywała się również “marca") z periodycznym podziałem ziemi ornej, a więc z 
indywidualną uprawą roli.
W każdym razie patriarchalna wspólnota domowa ze wspólną własnością gruntów i wspólną 
ich uprawą nabiera obecnie całkiem innego znaczenia niż dotychczas. Nie możemy już dłużej 
wątpić,   że   odgrywała   ona   ważną   rolę   przejściową   między   rodziną   opartą   na   prawie 
macierzystym a rodziną pojedynczą u cywilizowanych i niektórych innych ludów Starego 
Świata. Poniżej wrócimy jeszcze do wniosku, do jakiego doszedł później  Kowalewski, a 

background image

mianowicie,   że   patriarchalna   wspólnota   domowa   była   również   stopniem   przejściowym,   z 
którego rozwinęła się następnie wspólnota wiejska lub marka z indywidualną uprawą roli i 
podziałem początkowo periodycznym, a następnie ostatecznym gruntów ornych i łąk.
Co się tyczy życia rodzinnego wewnątrz tych wspólnot domowych, należy zauważyć,  że 
przynajmniej w Rosji ojcowie domu znani są z mocnego nadużywania swego stanowiska w 
stosunku do młodszych kobiet wspólnoty, zwłaszcza synowych, z których tworzą sobie często 
harem. Rosyjskie pieśni ludowe wyrażają to dość wymownie.
Zanim   przejdziemy   do   monogamii,   szybko   rozwijającej   się   wraz   z   obaleniem   prawa 
macierzystego, powiemy parę słów jeszcze o wielożeństwie i wielomęstwie. Obydwie formy 
małżeństwa mogą stanowić tylko wyjątki - luksusowe, że tak powiem, produkty historii - 
chyba że występowałyby jednocześnie w tym samym kraju, co, jak wiadomo, nie zdarza się. 
Ponieważ   mężczyźni,   wykluczeni   z   wielożeństwa,   nie   mogli   się   pocieszać   u   kobiet 
pozostających   poza   obrębem   wielomęstwa,   a   ilość   mężczyzn   i   kobiet   bez   względu   na 
instytucje społeczne dotychczas była prawie równa, to podniesienie zarówno jednej, jak i 
drugiej formy małżeństwa do godności formy powszechnej jest samo przez się wykluczone. 
W   rzeczywistości   wielożeństwo   jednego   mężczyzny   było   z   całą   pewnością   produktem 
niewolnictwa   i   ograniczało   się   do   wyjątkowych   wypadków.   W   patriarchalnej   rodzinie 
semickiej   tylko  sam patriarcha,  najwyżej  jeszcze  paru   jego  synów   żyli   w wielożeństwie, 
pozostali musieli się zadowolić jedną żoną. Tak też jest jeszcze obecnie na całym Wschodzie. 
Wielożeństwo jest przywilejem bogatych i możnych i rekrutuje się przeważnie droga kupna 
niewolnic, lud w swej masie żyje w monogamii. Takim samym wyjątkiem jest wielomęstwo 
w   Indiach   i   Tybecie.   Pochodzenie   tej   instytucji   od   małżeństwa   grupowego

66a

  -   sprawa 

niewątpliwie bardzo ciekawa - wymaga jeszcze dokładnego zbadania. W każdym razie w 
swej   praktyce   wielomęstwo   to   zdaje   się   być   bardziej   tolerancyjne   niż   pełen   zazdrości 
mahometański   system   haremowy.   Przynajmniej   u   Nairów   w   Indiach   -   trzech,   czterech   i 
więcej mężczyzn ma  jedną wspólną żonę, ale każdy z nich może jednocześnie z innymi 
trzema lub więcej mężczyznami mieć wspólną drugą żonę, tak samo trzecią, czwartą itd. 
Doprawdy dziwne jest, że McLennan, opisujący te kluby małżeńskie, w których można być 
członkiem   kilku   małżeństw,   nie   odkrył   nowej   klasy  małżeństw   klubowych.  Zresztą   ta 
instytucja klubów małżeńskich nie jest bynajmniej prawdziwym wielomęstwem; przeciwnie, 
jest to, jak już zauważył Giraud-Teulon, specjalna forma małżeństwa grupowego: mężczyźni 
żyją w wielożeństwie, kobiety - w wielomęstwie

66b

.

4. Rodzina monogamiczna,  Powstaje ona, jak wykazano, z rodziny parzystej na pograniczu 
średniego i wyższego stopnia barbarzyństwa; ostateczne jej zwycięstwo jest jedną z oznak 
rozpoczynającej się cywilizacji. Opiera się ona na władzy mężczyzny, a wyraźnym jej celem 
jest rodzenie dzieci, których ojcostwo byłoby bezsporne; ta pewność ojcostwa jest wymagana 
dlatego,   że   z   czasem   dzieci,   jako   naturalni   spadkobiercy,   mają   odziedziczyć   ojcowski 
majątek. Rodzina monogamiczna różni się od rodziny parzystej znacznie większą trwałością 
związku małżeńskiego, który już nie może być teraz zerwany po prostu na życzenie każdej ze 
stron. Z reguły zerwać małżeństwo 5 porzucić żonę może teraz tylko mąż. I teraz jeszcze ma 
on zagwarantowane, przynajmniej przez obyczaj, prawo do niewierności małżeńskiej (Kodeks 
Napoleona wyraźnie przyznaje to prawo mężowi, póki nie wprowadza on nałożnicy do domu 
małżeńskiego

67

), które w miarę rozwoju społecznego jest coraz bardziej wykorzystywane, 

jeśli   zaś   kobieta   przypomni   sobie   dawną   praktykę   płciową   i   zechce   ją   wznowić,   zostaje 
ukarana srożej niż kiedykolwiek dawniej.
Nowa forma rodziny występuje w całej swej surowości u Greków. Podczas gdy w mitologii - 
jak to już zauważył Marks - stanowisko bogiń jest odbiciem wcześniejszego okresu, kiedy 
kobiety   cieszyły   się   jeszcze   większą   swobodą   i   szacunkiem,   to   w   okresie   bohaterskim 
widzimy kobietę poniżoną przez panowanie mężczyzn i przez konkurencję niewolnic. Dość 
przeczytać w “Odysei" jak Telemak gani swoją matkę i każe jej zamilczeć. U Homera wzięte 

background image

na wojnie młode kobiety stają się ofiarą lubieżności zwycięzców. Wodzowie po kolei według 
rangi wybierają sobie najpiękniejsze z nich. Cała “Iliada", jak wiadomo, obraca się wokół 
sporu między Achillesem a Agamemnonem o taką brankę. U boku każdego wybitniejszego 
bohatera homerowskiego widzimy brankę, z którą dzieli on namiot i łoże. Dziewczęta te 
zabierano   również   do   ojczyzny   i   do   domu   małżeńskiego;   tak   na   przykład   u  Ajschylosa 
Agamemnon zabiera Kasandrę. Synowie zrodzeni z tych niewolnic otrzymywali niewielki 
udział w ojcowskim dziedzictwie i byli zupełnie wolni. Teukros jest takim nieślubnym synem 
Telamona i może nosić imię ojca. Od żony wymagano, żeby się z tym wszystkim godziła, 
sama natomiast zachowała bezwzględną czystość i wierność małżeńską. Wprawdzie kobieta 
grecka w okresie bohaterskim cieszyła się większą powagą niż w okresie cywilizacji, ale 
ostatecznie   jest   ona   dla   męża   tylko   matką   jego   ślubnych   dzieci-spadkobierców,   główną 
gospodynią jego domu dozorującą niewolnice, z których mąż według upodobania może robić 
sobie nałożnice, co też w istocie czyni. Istnienie obok monogamii niewolnictwa, obecność 
młodych, pięknych niewolnic, które należały do mężczyzny wraz ze wszystkim, co posiadały, 
nadawało właśnie monogamii od samego jej początku specyficzny charakter, czyniąc z niej 
monogamię  tylko dla kobiety,  a nie dla mężczyzny. I ten charakter zachowała ona po dziś 
dzień.
Co się tyczy Greków epoki późniejszej, odróżniać musimy Dorów i Jonów. U Dorów, których 
przykładem klasycznym jest Sparta, istniały stosunki małżeńskie pod niektórymi względami 
jeszcze bardziej starożytne niż opisane u Homera. W Sparcie istnieje zmodyfikowane przez 
państwo   stosownie   do   miejscowych   poglądów   małżeństwo   parzyste,   które   pod   pewnymi 
względami   przypomina   małżeństwo   grupowe.   Małżeństwa   bezdzietne   rozłącza   się.   Król 
Anaksandridas (około 560 roku przed naszą erą) oprócz bezdzietnej żony wziął drugą i miał 
dwa gospodarstwa domowe. W tym samym czasie król Ariston mający dwie bezpłodne żony 
wziął trzecią, ale za to oddalił jedną z dwu pierwszych. Z drugiej strony, kilku braci mogło 
mieć wspólną żonę; człowiek, któremu się lepiej podobała żona przyjaciela, mógł się nią 
dzielić  z  nim.  Uchodziło  nawet  za  rzecz  przyzwoitą  oddać  żonę  do  dyspozycji  jakiemuś 
dziarskiemu, jak by powiedział Bismarck, “ogierowi", nawet jeśli nie był on obywatelem 
Sparty.   Na   podstawie   jednego   miejsca   u   Plutarcha,   gdzie   Spartanka   odsyła   do   męża 
prześladującego   ją   propozycjami   wielbiciela,   wnioskuje   Schoemann   o   jeszcze   większej 
swobodzie   obyczajów

68

  Prawdziwe   wiarołomstwo,   niewierność   żony   w   tajemnicy   przed 

mężem, było też dlatego czymś niesłychanym. Z drugiej strony niewolnictwo domowe było w 
Sparcie, przynajmniej w lepszych czasach, nieznane. Poddani heloci mieszkali oddzielnie w 
majątkach,   pokusa   więc   korzystania   z   ich   żon   była   dla   spartiatów

69

  mniejsza.   Wskutek 

wszystkich tych okoliczności “kobiety w Sparcie zajmowały z konieczności o wiele bardziej 
poważną pozycję niż u reszty Greków. Spośród wszystkich kobiet greckich o jednych tylko 
Spartankach i elicie heter ateńskich wyrażali się starożytni z szacunkiem, tylko ich zdanie 
uważali za godne przytoczenia.
Zupełnie inaczej było u Jonów, dla których Ateny stanowią przypadek typowy. Dziewczęta 
uczyły się tylko przędzenia, tkania i szycia, najwyżej trochę czytania i pisania. Trzymano je 
niemal w zupełnym zamknięciu, obcowały wyłącznie z kobietami. Izba kobieca stanowiła 
oddzielną część domu, mieszczącą się na górnym piętrze lub w tylnej części domu, gdzie 
wstęp dla mężczyzn, zwłaszcza obcych, był utrudniony i dokąd kobiety usuwały się, gdy 
przychodzili w odwiedziny mężczyźni. Kobiety wychodziły tylko w towarzystwie niewolnicy, 
w domu zaś byty formalnie strzeżone. Arystofanes mówi o psach moloskich trzymanych dla 
odstraszania   gachów,   a   w   azjatyckich   miastach   dla   pilnowania   kobiet   trzymano   nawet 
eunuchów, których już za czasów Herodota preparowano na sprzedaż na wyspie Chios, i to - 
wedle Wachsmutha

70

 -nie tylko dla barbarzyńców. U Eurypidesa żonę nazywano “oikurema", 

tj. przedmiotem niezbędnym w gospodarstwie domowym (wyraz ten jest rodzaju nijakiego), a 
w oczach Ateńczyków - poza rodzeniem dzieci - nie mogła ona spełniać innych funkcji niż 

background image

starszej   służącej.   Mężczyzna   zajmował   się   ćwiczeniami   gimnastycznymi,   sprawami 
publicznymi, do których kobiety nie miały dostępu; poza tym jeszcze miał on często do 
swego rozporządzenia niewolnice, a w okresie rozkwitu Aten szeroko rozpowszechnioną i 
przez państwo co najmniej popieraną prostytucję. Właśnie na gruncie tej prostytucji wyrosły 
wyjątkowe postacie kobiece, które - podobnie jak Spartanki swym charakterem - górowały 
swym umysłem i smakiem artystycznym nad ogólnym poziomem kobiet starożytności. Ale 
sam   fakt,   że   trzeba   było   zostać   wpierw   heterą,   by   stać   się   kobietą,   jest   najsurowszym 
potępieniem rodziny ateńskiej.
Ta rodzina ateńska z biegiem czasu stała się wzorem, według którego nie tylko pozostała 
część Jonów, lecz w coraz większym stopniu wszyscy Grecy metropolii i kolonii kształtowali 
swe stosunki domowe. Chociaż zamykane i strzeżone, Greczynki znajdowały jednak dość 
często okazję do oszukiwania swych mężów. Ci ostatni, dla których ujmą byłoby zdradzić się 
z miłością dla swych żon, uprawiali rozmaite miłostki z heterami. Poniżenie kobiet mściło się 
jednak na mężczyznach i poniżało również ich samych, aż pogrążyli się w ohydzie pederastii, 
a bogów swych i siebie samych zbezcześcili mitem o Ganimedzie.
Takie było pochodzenie monogamii, o ile mogliśmy je zbadać u najbardziej cywilizowanego i 
rozwiniętego ludu starożytności. Nie była ona bynajmniej owocem indywidualnej miłości 
płciowej,   z   którą   nie   miała   nic   wspólnego,   ponieważ   małżeństwa   pozostały   jak   dawniej 
małżeństwami   z   wyrachowania.   Monogamia   była   pierwszą   formą   rodziny   opartą   nie   na 
naturalnych, lecz na ekonomicznych

70a

  przesłankach, mianowicie na zwycięstwie własności 

prywatnej nad początkową pierwotną własnością wspólną. Panowanie mężczyzny w rodzinie 
i płodzenie dzieci, które byłyby niewątpliwie tylko jego dziećmi i które miały dziedziczyć po 
nim majątek -oto wyłączny cel małżeństwa monogamicznego, jak to bez ogródek przyznawali 
Grecy. Poza tym uważali je za ciężar, za obowiązek względem bogów, państwa i własnych 
przodków, który musiał być spełniony. W Atenach prawo wymagało nie tylko wstępowania w 
związek małżeński, lecz i pełnienia przez mężczyznę pewnego minimum tzw. obowiązków 
małżeńskich

70b

.

Tak więc małżeństwo pojedynczej pary bynajmniej nie wkracza do historii jako pojednanie 
między mężczyzną i kobietą, a tym mniej jako najwyższa forma małżeństwa. Przeciwnie. 
Zjawia się ono jako ujarzmienie jednej płci przez drugą, jako proklamowanie nie znanej 
dotychczas   w   dziejach   pierwotnych   wrogości   płci.   W   starym   niedrukowanym   rękopisie, 
napisanym   przez   Marksa   i   przeze   mnie   w   roku   1846,   znajduję,   co   następuje:   “Pierwszy 
podział pracy to podział pracy między kobietą i mężczyzną w dziele płodzenia dzieci"

71

. 

Dzisiaj mogę dodać: pierwsze przeciwieństwo klasowe, Jakie występuje w historii, zbiega się 
z rozwojem antagonizmu między kobietą a mężczyzną w małżeństwie pojedynczej pary, a 
pierwszy ucisk klasowy — z uciskiem żeńskiej płci przez męską. Małżeństwo pojedynczej 
pary było w historii wielkim krokiem naprzód, ale jednocześnie zapoczątkowuje ono obok 
niewolnictwa i własności prywatnej tę po dziś dzień trwającą epokę, w której każdy postęp 
jest równocześnie względnym cofnięciem cię, gdy pomyślność i rozwój jednego człowieka 
zostają osiągnięte poprzez cierpienia i ucisk innych. Jest ono formą komoda cywilizowanego 
społeczeństwa,   w   której   możemy   już   badać   charakter   przeciwieństw   i   sprzeczności 
rozwijających się w tym społeczeństwie w całej pełni. 
Dawna względna swoboda obcowania płciowego nie znikła bynajmniej wraz ze zwycięstwem 
małżeństwa parzystego, a nawet pojedynczego.
“Stary system małżeński, ograniczony ciaśniejszymi ramami wskutek zanikania grup punalua, 
wciąż   jeszcze   otaczał   rozwijającą   się   nadal   rodzinę,   czepia}   się   jej   poły,   aż   po   zaranie 
cywilizacji... wreszcie znikł w nowej formie heteryzmu, która prześladuje ludzkość aż po 
cywilizację, jak ponury cień padający na rodzinę"

72

.

Przez   heteryzm   Morgan   rozumie   istniejące  obok   małżeństwa   pojedynczej   pary 
pozamałżeńskie   obcowanie   płciowe   mężczyzn   z   niezamężnymi   kobietami.   Jak   wiadomo, 

background image

kwitnie ono w różnych formach poprzez cały okres cywilizacji i staje się coraz bardziej jawną 
prostytucją

72a

.

Ten heteryzm wywodzi się bezpośrednio z małżeństwa grupowego, z ofiary oddawania się 
kobiet, okupujących sobie tą drogą prawo do czystości. Oddawanie się za pieniądze było 
najpierw aktem religijnym, odbywało się w świątyni bogini miłości, a pieniądze początkowo 
-wpływały   do   skarbca   świątyni.   Hierodule

73

  Anaids   w  Armenii   i  Afrodyty   w   Korynde, 

podobnie jak tancerki - służebnice kultu przy świątyniach hinduskich, tzw. bajadery (nazwa ta 
jest   przekręconym   wyrazem   portugalskim   bailadeira   -   tancerka),   były   pierwszymi 
prostytutkami.   Ów   nierząd,   będący   pierwotnie   obowiązkiem   każdej   kobiety,   był   później 
uprawiany w zastępstwie wszystkich innych kobiet wyłącznie przez te kapłanki. U innych 
ludów heteryzm wywodzi się ze swobody płciowej, z jakiej  korzystały dziewczęta przed 
zamążpójściem - a więc jest to również przeżytek małżeństwa grupowego, tylko przekazany 
nam inną drogą. Wraz z powstaniem nierówności majątkowej, a więc już na wyższym stopniu 
barbarzyństwa,   obok   pracy   niewolniczej   występuje   sporadycznie   praca   najemna,   a 
równocześnie - jako konieczny jej odpowiednik - pojawia się prostytucja zawodowa wolnych 
kobiet   obok   przymusowego   oddawania   się   niewolnicy.  Tak   więc   dziedzictwo   przekazane 
cywilizacji przez małżeństwo grupowe jest dwojakiej natury, podobnie jak dwojakiej natury 
dwuznaczne, rozdarte, wewnętrznie sprzeczne jest wszystko, co tworzy cywilizacja: z jednej 
strony   monogamia,   z   drugiej   heteryzm   wraz   z   jego   najskrajniejszą   formą   -   prostytucją. 
Heteryzm   jest   właśnie   taką   samą   instytucją   społeczną   jak   każda   inna.   Podtrzymuje   on 
dawniejszą swobodę płciową - na korzyść mężczyzn. Potępiany w słowach, heteryzm nie 
tylko   faktycznie   jest   tolerowany,   ale   -   i   to   głównie   przez   klasy   panujące   -   chętnie 
praktykowany.   Potępienie   to   zresztą   w   rzeczywistości   nie   dotyczy   bynajmniej 
zainteresowanych mężczyzn, lecz wyłącznie kobiet. Kobiety te są pogardzane i wyrzucane 
poza nawias społeczeństwa, aby w ten sposób jeszcze raz proklamować jako podstawową 
zasadę społeczeństwa bezwzględne panowanie mężczyzn nad rodem kobiecym.
Wraz z tym jednak rozwija się drugie przeciwieństwo wewnątrz samej monogamii. Obok 
męża uprzyjemniającego sobie życie heteryzmem stoi zaniedbana małżonka

73a

. A jedna strona 

przeciwieństwa nie może istnieć bez drugiej, tak jak nie można mieć w ręku całego jabłka, 
gdy się zjadło połowę. Niemniej jednak wydaje się, że mężczyźni mieli takie zdanie, dopóki 
własne żony nie otworzyły im oczu. Wraz z małżeństwem pojedynczej pary wstąpiły na scenę 
dwie   charakterystyczne   figury  społeczne,   dawniej   nieznane:   stały   kochanek   żony   i   mąż-
rogacz. Mężczyźni odnieśli zwycięstwo nad kobietami, ale uwieńczyć zwycięzców podjęty 
się wspaniałomyślnie zwyciężone. Wiarołomstwo stało się obok małżeństwa pojedynczego i 
heteryzmu nieuniknioną instytucją społeczną, zakazywaną, surowo karaną, ale nieusuwalną. 
Pewność ojcostwa opiera się dziś, tak jak i dawniej, najwyżej na przekonaniu moralnym, i aby 
rozstrzygnąć tę nierozwiązalną sprzeczność. Kodeks Napoleona zadekretował -w art. 312;
,,L'enfant   concu   pendant   le   mariage   a   pour   pere   le   mari".   “Ojcem   dziecka   poetycko   w 
małżeństwie jest mąż".
Oto ostateczny rezultat trzech tysięcy lat małżeństwa pojedynczej pary. 
A   więc   pojedyncza   rodzina,   w   tych   wypadkach,   kiedy   pozostaje   ona   wierna   swemu 
historycznemu   pochodzeniu,   kiedy  wyraża   jasno   konflikt   pomiędzy  mężczyzną   a   kobietą 
wywołany przez wyłączne panowanie mężczyzny, stanowi miniaturowy obraz tych samych 
przeciwieństw i sprzeczności, w których od powstania cywilizacji obraca się rozdzielone na 
klasy społeczeństwo nie mogąc przeciwieństw tych ani rozwiązać, ani przezwyciężyć. Mówię 
tu   oczywiście   tylko   o   tych   wypadkach   małżeństwa   pojedynczej   pary,   w   których   życie 
małżeńskie rzeczywiście kształtuje się według przepisów ustalonych zgodnie z pierwotnym 
charakterem tej instytucji, ale w których żona buntuje się przeciwko władzy męża. Że nie we 
wszystkich małżeństwach tak się dzieje, wie o tym najlepiej niemiecki filister, który tak samo 
nie   umie   utrzymać   swego   panowania   w   domu   jak   w   państwie   i   któremu   żona   zupełnie 

background image

słusznie   zabiera   ster   rządów,   do   których   nie   dorósł.   Za   to   wydaje   mu   się,   że   może   on 
spoglądać   z   góry   na   swego   francuskiego   towarzysza   niedoli,   któremu   częściej   niż   jemu 
przytrafiają się rzeczy o wiele gorsze.
Zresztą rodzina pojedyncza bynajmniej nie wszędzie i nie zawsze występuje w tej klasycznie 
surowej formie, jaką miała u Greków. U Rzymian, którzy jako przyszli zdobywcy świata 
mieli szerszy, choć i mniej subtelny niż Grecy pogląd na rzeczy, kobieta cieszyła się większą 
swobodą i poważaniem. Rzymianin sądził, że prawo życia i śmierci, jakie posiadał nad swoją 
żoną, dostatecznie zapewnia wierność małżeńską. W Rzymie kobieta mogła też tak samo jak 
mężczyzna   z   własnej   woli   rozwiązać   małżeństwo.   Ale   największy   postęp   w   rozwoju 
małżeństwa   pojedynczej   pary   dokonał   się   niewątpliwie   wraz   z   wkroczeniem   do   historii 
Germanów, a to dlatego, że u nich, zapewne wskutek ich ubóstwa, monogamia wówczas, jak 
się zdaje, nie wyzwoliła się jeszcze całkowicie z małżeństwa parzystego. Wyciągamy ten 
wniosek na podstawie trzech okoliczności przytoczonych przez Tacyta: Po pierwsze, mimo iż 
uważali małżeństwo za rzecz świętą - “zadowalają się oni jedną żoną, kobiety żyją chronione 
przez czystość"

74

 -istniało jednak wielożeństwo dla możnych i wodzów plemienia, a więc stan 

rzeczy podobny do tego, jaki istniał u Amerykanów w okresie małżeństwa parzystego. Po 
drugie,   przejście   od   prawa   macierzystego   do   ojcowskiego   mogło   się   dokonać   na   krótko 
przedtem, gdyż brat matki - najbliższy krewny rodowy męski według prawa macierzystego - 
uchodził   bodaj   za   bliższego   krewnego   niż   własny   ojciec.   Odpowiada   to   również 
zapatrywaniom Indian amerykańskich, u których Marks, jak często mawiał, znalazł klucz do 
zrozumienia naszej własnej prehistorii. I po trzecie, kobiety u Germanów cieszyły się wielkim 
poważaniem i miały duży wpływ również na sprawy publiczne, co nie daje się pogodzić z 
charakterystyczną dla monogamii supremacją mężczyzn. W tym wszystkim Germanowie nie 
różnią się od Spartan, u których również, jak widzieliśmy, małżeństwo parzyste nie zanikło 
jeszcze całkowicie

74a

. Tak więc i pod tym względem wraz z Germanami zdobył panowanie w 

świecie całkiem nowy element. Nowa monogamia, która, wskutek pomieszania się ludów, 
powstała   na   gruzach   świata   rzymskiego,   nadała   władzy   mężczyzn   łagodniejsze   formy   i 
pozostawiła   kobietom,   pozornie   przynajmniej,   więcej   swobody   i   bardziej   poważane 
stanowisko   niż   kiedykolwiek   w   starożytności   klasycznej.   Dzięki   temu   dopiero   powstały 
warunki, w których z monogamii - w niej, obok niej, wbrew niej, zależnie od okoliczności - 
mógł   się   rozwinąć   największy   postęp   moralny,   jaki   jej   zawdzięczamy   -współczesna 
indywidualna miłość płciowa nie znana całemu dawniejszemu światu.
Postęp ten jednak niewątpliwie wyniknął z tej okoliczności, że Germanowie żyli jeszcze w 
rodzinie   parzystej   i,   o   ile   to   było   możliwe,   zaszczepili   monogamii   pozycję   kobiety 
odpowiadającą   tej   rodzinie.   Nie   wynikał   on   bynajmniej   z   jakiejś   wrodzonej   Germanom 
legendarnej,   cudownej   czystości   obyczajów,   która   w   istocie   sprowadza   się   do   tego,   że 
małżeństwo parzyste rzeczywiście nie obraca się w tych ostrych sprzecznościach moralnych 
co monogamia. Przeciwnie, w swych wędrówkach, zwłaszcza na południo-wschód wśród 
koczowniczych   ludów   stepowych   nad   Czarnym   Morzem,   Germanowie   bardzo   się 
zdemoralizowali  i  przejęli  od nich  obok kunsztu  jazdy korniej   także  wstrętne,  przeciwne 
naturze występki; Ammianus stwierdza to wyraźnie, jeśli chodzi o Tajfalów, a Prokop, jeśli 
chodzi o Herulów.
Jeśli jednak ze wszystkich znanych form rodziny monogamia była tą jedyną, przy której 
mogła się rozwinąć współczesna miłość płciowa, nie znaczy to, by ta rozwijała się w niej 
wyłącznie lub przeważnie jako miłość małżonków pomiędzy sobą. Wykluczała to sama natura 
ścisłej  monogamii pod panowaniem męża. U wszystkich klas historycznie  aktywnych, to 
znaczy u wszystkich klas panujących, zawieranie małżeństw pozostało tym, czym było od 
czasów małżeństwa parzystego: rzeczą konwenansu aranżowaną przez rodziców. Pierwsza 
historycznie występująca forma miłości płciowej jako namiętności, i to namiętności dostępnej 
każdemu   człowiekowi   (przynajmniej   z   klas   panujących),   jako   najwyższej   formy   popędu 

background image

płciowego, co stanowi właśnie jej specyficzny charakter, ta pierwsza jej forma - rycerska 
miłość   średniowiecza   -   bynajmniej   nie   była   miłością   małżeńską.   Przeciwnie.   W   swej 
najbardziej   klasycznej   postaci,   u   Prowansalczyków,   miłość   rycerska   żegluje   po   morzu 
wiarołomstwa opiewanego przez jej poetów. Kwiatem prowansalskiej poezji miłosnej są alby, 
po niemiecku Tagelieder [pieśni jutrzenki]. Opisują one w płomiennych barwach, jak rycerz 
leży w łożu swej kochanki - cudzej żony - podczas gdy na dworze stoi strażnik, który go woła 
z chwilą ukazania się jutrzenki (alba), aby mógł jeszcze ujść niepostrzeżenie. Scena rozstania 
stanowi punkt kulminacyjny. Francuzi z północy, a także dzielni Niemcy przejęli również ten 
rodzaj sztuki poetyckiej wraz z odpowiadającą jej manierą miłości rycerskiej. Nasz stary 
Wolfram von Eschenbach pozostawił trzy prześliczne pieśni jutrzenki na ten pikantny temat, 
które wolę bardziej niż jego trzy długie poematy bohaterskie.
W dzisiejszych czasach małżeństwa w sferach burżuazji są zawierane w dwojaki sposób. W 
krajach katolickich rodzice, jak dawniej, wybierają odpowiednią żonę dla mieszczańskiego 
młodzieńca, a skutkiem tego jest naturalnie jak najpełniejszy rozkwit tkwiącej w monogamii 
sprzeczności: wybujały heteryzm ze strony męża, wybujała zdrada małżeńska ze strony żony. 
Kościół katolicki zapewne dlatego tylko zniósł rozwód, gdyż się przekonał, że na zdradę 
małżeńską   podobnie   jak   na   śmierć   nie   ma   leku.   W   krajach   protestanckich   natomiast 
mieszczański młodzieniec ma zazwyczaj możność mniej lub więcej swobodnie wybrać sobie 
żonę   wewnątrz   swojej   klasy,   tak   że   pewien   stopień   miłości   może   tu   być   podstawą 
małżeństwa, a dla przyzwoitości przyjmuje się go zawsze w założeniu, jak tego wymaga 
obłuda protestancka. Heteryzm męża jest tu uprawiany mniej aktywnie, a wiarołomstwo żony 
nie   jest   regułą   ogólną.   Ponieważ   jednak   ludzie   przy   wszystkich   rodzajach   małżeństwa 
pozostają   tym,   czym   byli   przed   pobraniem   się,   a   obywatele   krajów   protestanckich   są 
przeważnie filistrami, więc ta protestancka monogamia prowadzi na ogół w najlepszym razie 
do   śmiertelnych   nudów   małżeńskiego   współżycia,   którym   się   nadaje   miano   szczęścia 
rodzinnego.   Najlepszym   zwierciadłem   tych   dwóch   metod   zawierania   małżeństwa   jest 
powieść: francuska - dla maniery katolickiej, niemiecka

74b

  - dla protestanckiej. W obydwu 

“zdobywa on": w niemieckiej — młodzieniec dziewczynę, we francuskiej -mąż rogi. Nie 
zawsze jest pewne, który z obydwu na tym gorzej wychodzi. Dlatego właśnie francuskiego 
burżua przejmuje taką samą zgrozą nuda niemieckich powieści, jak niemieckiego filistra - 
“niemoralność"   francuskich.   Co   prawda,   od   niedawna,   odkąd   Berlin   staje   się   miastem 
światowym,   niemiecka   powieść   zaczęła   mniej   bojaźliwie   poruszać   od   dawna   znane   tam 
tematy heteryzmu i wiarołomstwa.
W   obydwu   wypadkach   jednak   małżeństwo   jest   uzależnione   od   klasowego   położenia 
zainteresowanych i tym samym jest zawsze małżeństwem z wyrachowania

74c

. To małżeństwo 

z   wyrachowania   w   obu   wypadkach   dość   często   staje   się   najordynarniejszą   prostytucją   - 
uprawianą czasem przez obie strony, o wiele częściej przez kobietę. Ta ostatnia różni się od 
zwykłej kurtyzany tylko tym. że twe ciało wynajmuje nie jak robotnica najemna - na akord, 
lecz sprzedaje je raz na zawsze w niewolę. Do wszystkich małżeństw z wyrachowania stosują 
się słowa Fouriera:
“Jak w gramatyce dwa przeczenia dają twierdzenie, tak samo w moralności małżeńskiej dwie 
prostytucje dają jedną cnotę"

75

.

Rzeczywiście miłość płciowa staje się i może stać się regułą w stosunku do kobiety jedynie 
wśród klas uciśnionych, a więc w dzisiejszych czasach wśród proletariatu - niezależnie od 
tego, czy stosunek ten został oficjalnie zalegalizowany, czy też nie. Ale też tutaj usunięte 
zostały wszelkie podstawy klasycznej monogamii. Nie ma tu żadnej własności, dla której 
zachowania i przekazania w spadku właśnie została wprowadzona monogamia i panowanie 
mężczyzn, nie ma tu więc żadnej pobudki do utrzymywania w mocy panowania mężczyzny. 
Co więcej, nie ma nawet również środków ku temu; prawo burżuazyjne, stojące na straży 
panowania   mężczyzny,   istnieje   tylko   dla   klas   posiadających   i   dla   ich   stosunków   z 

background image

proletariuszami. Prawo to kosztuje pieniądze i dlatego ze względu na ubóstwo proletariusza 
nie  ma   ono żadnego  wpływu  na  jego  stosunek  do  swej  żony.  Tu decydują  całkiem inne 
stosunki osobiste i społeczne. Natomiast odkąd wielki przemysł przeniósł kobietę z domu na 
rynek   pracy   i   do   fabryki,   czyniąc   ją   często   żywicielką   rodziny,   ostatnia   pozostałość 
panowania   mężczyzny trąd   wszelki  grunt   w domu   proletariusza  -  oprócz   pewnej  jeszcze 
brutalności   w   stosunku   do   kobiet,   która   się   zjawiła   w   rodzinie   od   czasu   wprowadzenia 
monogamii.   Pomimo   wszelkich   kościelnych   i   świeckich   błogosławieństw   rodzina 
proletariacka nie jest już rodziną monogamiczną w ścisłym znaczeniu, nawet przy najbardziej 
namiętnej   miłości   i   bezwzględnej   wierności   obojga.   Toteż   od   wieków   towarzyszące 
monogamii heteryzm i niewierność małżeńska odgrywają tu rolę prawie znikomą. Kobieta 
faktycznie   znów   odzyskała   prawo   do   rozwodu   i   gdy   małżonkowie   nie   mogą   ze   sobą 
wytrzymać, wolą się rozejść. Krótko mówiąc -małżeństwo proletariackie jest monogamiczne 
w etymologicznym, ale bynajmniej nie w historycznym tego słowa znaczeniu

75a

.

Nasi prawnicy twierdzą co prawda, że postęp prawodawstwa coraz bardziej odbiera kobietom 
wszelką   podstawę   do   skarg.  Współczesne   systemy   prawodawcze   krajów   cywilizowanych 
uznają coraz bardziej, po pierwsze, że małżeństwo, aby być ważne, musi być obustronną 
dobrowolną umową, po wtóre, że i podczas pożycia małżeńskiego obie strony muszą mieć 
Jednakowe   względem   siebie   prawa   i   obowiązki.   Gdyby   jednak   oba   te   żądania   były 
konsekwentnie respektowane, to kobiety miałyby wszystko, czego mogą zapragnąć.
Ta czysto prawnicza argumentacja jest identyczna z tą, jaką stosuje radykalny republikański 
burżua wobec proletariusza zamykając mu usta. Umowa ma być umową zawartą dobrowolnie 
przez obie strony. Ale uchodzi ona za dobrowolnie zawartą, skoro tylko prawo na papierze 
uzna obie strony za równe. Władza, którą różnica stanowisk klasowych nadaje jednej stronie, 
nacisk wywierany przez nią na drugą stronę - rzeczywiste położenie ekonomiczne obu stron - 
tym się prawo wcale nie interesuje. I podczas trwania umowy o pracę znowu obie strony 
rzekomo są równouprawnione, o ile jedna lub druga wyraźnie umowy nie wymówi. A że 
położenie   ekonomiczne   zmusza   robotnika   do   zrzeczenia   się   nawet   ostatnich   pozorów 
równouprawnienia — na to prawo znów nie ma rady.
Jeśli chodzi o małżeństwo, to najbardziej nawet postępowe prawo jest w pełni zadowolone, 
skoro tylko zainteresowani zaprotokołują formalnie swą zgodę. Co się dzieje za kulisami 
prawnymi, gdzie się rozgrywa rzeczywiste życie, jak powstaje ta nieprzymuszona zgoda, o to 
może  prawo i prawnik się nie  troszczyć.  A jednak najprostsze porównanie  prawodawstw 
powinno by pokazać prawnikom, jak się rzecz ma z tą nieprzymuszona zgodą. W krajach 
gdzie dzieci mają prawnie zabezpieczony udział w spadku po rodzicach, gdzie więc nie mogą 
być one wydziedziczone - w Niemczech, w krajach o prawie francuskim itd. - dzieci przy 
zawierania małżeństwa zależne są od zezwolenia rodziców. W krajach o prawie angielskim, 
gdzie zezwolenie rodziców nie jest prawnie wymagane przy zawieraniu małżeństwa, rodzice 
mają   również   zupełną   swobodę   w   przekazywaniu   majątku   i   mogą   wedle   upodobania 
wydziedziczyć   dzieci.   Oczywista,   że   pomimo   to,   a   nawet   właśnie   dlatego,   swoboda 
zawierania   małżeństw   wśród   tych   klas,   gdzie   jest   coś   do   dziedziczenia,   w Anglii   lub   w 
Ameryce, w rzeczywistości ani o włos nie jest większa niż we Francji lub w Niemczech.
Nie   lepiej   rzecz   się   ma   z   prawną   równością   kobiety   i   mężczyzny   w   małżeństwie. 
Odziedziczona   przez   nas   po   poprzednich   ustrojach   społecznych   nierówność   prawna 
małżonków nie jest przyczyną, lecz skutkiem ekonomicznego ucisku kobiety. W dawnym 
komunistycznym gospodarstwie domowym, obejmującym wiele par małżeńskich i ich dzieci, 
powierzone   kobietom   prowadzenie   gospodarstwa   domowego   było   taką   samą   publiczną, 
społecznie   niezbędną   produkcją   jak   zdobywanie   środków   żywności   przez   mężczyzn. 
Zmieniło się to wraz z powstaniem rodziny patriarchalnej, a jeszcze bardziej - pojedynczej 
rodziny   monogamicznej.   Prowadzenie   gospodarstwa   domowego   utraciło   swój   charakter 
publiczny. Nie obchodziło ono już społeczeństwa. Stało się ono służbą prywatną: żona stała 

background image

się   pierwszą   służącą,   została   wyparta   z   udziału   w   produkcji   społecznej.   Dopiero   wielki 
przemysł   naszych  czasów  znów  otworzył   kobiecie  -  i  to   tylko  proletariuszce  -  drogę   do 
produkcji społecznej. Ale dzieje się to w ten sposób, że jeśli spełnia ona swe obowiązki w 
prywatnej służbie rodziny, pozostaje wyłączona z produkcji publicznej, nie może niczego 
zarobić.   Jeśli   zaś   kobieta   chce   uczestniczyć   w   produkcji   społecznej   i   samodzielnie 
zarobkować, to nie jest w stanie spełniać obowiązków rodzinnych. Takie samo jak w fabryce 
jest położenie kobiety we wszystkich dziedzinach działalności aż po medycynę i adwokaturę. 
Współczesna   rodzina   monogamiczna   opiera   się   na   jawnej   lub   zamaskowanej   niewoli 
domowej kobiety - a współczesne społeczeństwo jest masą składającą się z samych rodzin 
pojedynczych, jako jego molekuł. Mąż musi obecnie w większości wypadków być tym, który 
zarobkuje, który żywi rodzinę, przynajmniej wśród klas posiadających, a to zapewnia mu 
panujące stanowisko, które nie wymaga żadnego prawnego uprzywilejowania. W rodzinie jest 
on   burżua,   a   żona   reprezentuje   proletariat.   Ale   w   świecie   przemysłowym   specyficzny 
charakter   ciążącego   nad   proletariatem   ucisku   ekonomicznego   występuje   z   całą   ostrością 
dopiero wówczas, gdy zostały usunięte wszelkie prawne przywileje klasy kapitalistów i gdy 
ustanowiona została całkowicie równość wobec prawa obu klas. Republika demokratyczna 
nie usuwa przeciwieństwa między obydwiema klasami, przeciwnie, stwarza ona dopiero grunt 
do walki między nimi. Podobnie szczególny charakter władzy mężczyzny nad kobietą w 
rodzinie   współczesnej,   tak   samo   jak   konieczność   i   sposób  rzeczywistego  zrównania 
społecznego obojga będą wtedy dopiero widoczne, gdy oboje będą najzupełniej zrównani w 
prawach.   Okaże   się   wówczas,   że   pierwszym   warunkiem   wyzwolenia   kobiety   jest 
wprowadzenie na powrót rodzaju kobiecego do produkcji społecznej i że wymaga to z kolei 
pozbawienia rodziny pojedynczej cech gospodarczej jednostki społecznej.

Mamy zatem trzy główne formy małżeństwa, które na ogół odpowiadają trzem głównym 
fazom   rozwoju   ludzkości.   Dla   dzikości   -   małżeństwo   grupowe,   dla   barbarzyństwa   - 
małżeństwo   parzyste,   a   dla   cywilizacji   -   monogamia   uzupełniona   przez   cudzołóstwo   i 
prostytucję. Między małżeństwo parzyste a monogamię na wyższym stopniu barbarzyństwa 
wkrada się władanie niewolnicami przez mężczyzn i wielożeństwo.
Jak to wykazał cały nasz wywód, stopniowe pozbawianie kobiet, lecz nie mężczyzn, wolności 
płciowej, właściwej małżeństwu grupowemu, stanowi osobliwość postępu, ujawniającego się 
w tej kolejności następujących po sobie form. I rzeczywiście dla mężczyzn faktycznie po dziś 
dzień istnieje nadal małżeństwo grupowe. To, co u kobiet jest uważane za przestępstwo i 
pociąga za sobą ciężkie skutki prawne i społeczne, dla mężczyzny jest chlubą albo też w 
najgorszym   razie   lekką   skazą   moralną,   którą   nosi   się   z   przyjemnością.  Ale   im   bardziej 
tradycyjny heteryzm zmienia się w naszych czasach pod wpływem kapitalistycznej produkcji 
towarowe)   i   przystosowuje   się   do   niej,   stając   się   niczym   nie   osłoniętą   prostytucją,   tym 
bardziej działa on demoralizująco. Demoralizuje on przy tym mężczyzn daleko bardziej niż 
kobiety. Prostytucja degraduje spośród kobiet tylko te nieszczęśliwe, które stały się jej ofiarą, 
i to bynajmniej nie w takiej mierze, jak to się zwykle sądzi. Natomiast wypacza ona charakter 
całej męskiej połowy ludzkości. Tak więc zwłaszcza długotrwały okres narzeczeństwa jest w 
dziewięciu wypadkach na dziesięć prawdziwym przedszkolem niewierności małżeńskiej.
Jesteśmy   obecnie   w   przededniu   rewolucji   społecznej,   kiedy   dotychczasowe   ekonomiczne 
podstawy   monogamii   nieuchronnie   znikną,   tak   samo   jak   jej   uzupełnienie   -   prostytucja. 
Monogamia powstała ze skoncentrowania większych bogactw w jednym ręku, a mianowicie 
w ręku mężczyzny - i z konieczności przekazania tych bogactw w spadku dzieciom tego 
mężczyzny,   a   nie   żadnego   innego.   Do   tego   była   potrzebna   monogamia   kobiety,   a   nie 
mężczyzny, ta monogamia kobiety zatem absolutnie nie przeszkadzała jawnej lub ukrytej 
poligamii mężczyzny. Nadchodząca rewolucja społeczna przez przekształcenie we własność 
społeczną   przynajmniej   przytłaczającej   większości   trwałych,   dających   się   przekazać   w 

background image

dziedzictwie   bogactw   -   środków   produkcji   -   sprowadzi   do   minimum   całą   tę   troskę   o 
dziedzictwo. Skoro zaś monogamia powstała z przyczyn ekonomicznych, powstaje pytanie, 
czy zniknie ona, gdy znikną te przyczyny?
Można by nie bez słuszności odpowiedzieć: monogamia nie tylko nie zniknie, lecz wówczas 
dopiero   zostanie   urzeczywistniona   w  całej   pełni,   gdyż   wraz   z   przekształceniem   środków 
produkcji   we   własność   społeczną   zniknie   również   praca   najemna,   proletariat,   a   więc   dla 
pewnej   -   statystycznie   obliczalnej   -   ilości   kobiet   zniknie   konieczność   oddawania   się   za 
pieniądze.   Prostytucja   zniknie,   monogamia   zaś,   zamiast   zginąć,   stanie   się   wreszcie 
rzeczywistością - także i dla mężczyzn.
A  więc   sytuacja   mężczyzn   w   każdym   razie   bardzo   się   zmieni.   Ale   i   sytuacja   kobiet, 
wszystkich kobiet, również ulegnie poważnej zmianie. Wraz z przejściem środków produkcji 
na   własność   społeczną   pojedyncza   rodzina   przestaje   być   gospodarczą   jednostką 
społeczeństwa.   Prywatne   gospodarstwo   domowe   przekształca   się   w   przemysł   społeczny. 
Opieka nad dziećmi i ich wychowanie stanie się sprawą publiczną: społeczeństwo będzie się 
opiekować wszystkimi dziećmi jednakowo - zarówno ślubnymi jak nieślubnymi. Tym samym 
odpada obawa przed “następstwami", która stanowi dzisiaj najistotniejszy moment społeczny 
-   moralny   i   ekonomiczny   -   powstrzymujący   dziewczynę   od   bezwzględnego   oddania   się 
ukochanemu   mężczyźnie.   Czy   nie   będzie   to   dostateczną   przyczyną   dla   stopniowego 
powstawania nieskrępowanych stosunków płciowych, a przez to i większej tolerancji opinii 
społecznej odnośnie do czci dziewiczej i hańby kobiecej? I wreszcie, czy nie widzieliśmy, że 
w   świecie   współczesnym   monogamia   i   prostytucja   -   to   wprawdzie   przeciwieństwa,   ale 
przeciwieństwa nierozerwalne, to bieguny tego samego porządku społecznego? Czy może 
zniknąć prostytucja nie pociągając za sobą w przepaść również monogamii?
Tu wchodzi w grę nowy moment, który w okresie powstawania monogamii istniał najwyżej w 
zarodku: indywidualna miłość płciowa.
Przed średniowieczem nie mogło być mowy o indywidualnej miłości płciowej. Rozumie się 
samo przez się, że uroda, ścisła zażyłość, zgodność upodobań itp. u osób płci odmiennej 
wzbudzały pragnienie stosunków płciowych, że ani kobietom, ani mężczyznom nie mogło 
być całkiem obojętne, z kim wstępowali w ten najbardziej intymny związek. Ale od tego do 
naszej   miłości   płciowej   jest   jeszcze   niezmiernie   daleko.   W   ciągu   całej   starożytności 
małżeństwa zawierali rodzice, a nie zainteresowani, którzy spokojnie się z tym godzili. Ta 
szczypta   miłości   małżeńskiej,   jaką   znała   starożytność,   nie   jest   jakowąś   skłonnością 
subiektywną,   lecz   obiektywnym   obowiązkiem,   to   nie   podstawa   małżeństwa,   lecz   jego 
uzupełnienie. Stosunki miłosne w pojmowaniu współczesnym miały miejsce w starożytności 
jedynie   poza   społeczeństwem   oficjalnym.   Pasterze,   których   uciechy   i   cierpienia   miłosne 
opiewają Teokryt i Moschos, “Dafnis i Chloe" Longosa

76

 - to zwykli niewolnicy, którzy nie 

biorą   żadnego   udziału   w   życiu   państwa,   w   sferze   żyda   wolnych   obywateli.   Pominąwszy 
niewolników   znajdujemy   stosunki   miłosne   tylko   jako   produkt   rozkładu   ginącego   świata 
starożytnego,   i   to   z   kobietami   stojącymi   również   poza   społeczeństwem   oficjalnym,   z 
heterami, a więc z cudzoziemkami lub z wyzwolonymi niewolnicami: tak się rzecz miała w 
Atenach   w   przededniu   ich   upadku,   w   Rzymie   za   czasów   cesarstwa.   Jeśli   rzeczywiście 
zdarzały  się   stosunki   miłosne   między  wolnymi   obywatelami   i   obywatelkami,   to   tylko   w 
wypadkach zdrady małżeńskiej. Dla klasycznego piewcy miłości świata starożytnego, starego 
Anakreonta, miłość płciowa w naszym pojęciu była tak obojętna, że nawet płeć ukochanej 
istoty była dlań bez znaczenia.
Nasza   miłość   płciowa   różni   się   istotnie   od   zwykłego   pożądania   płciowego,   od   Erosa, 
starożytnych. Po pierwsze, zakłada ona wzajemną miłość ze strony istoty kochanej; pod tym 
względem   kobieta   jest   równa   mężczyźnie,   podczas   gdy   za   czasów   starożytnego   Erosa 
bynajmniej   nie   zawsze   była   o   to   pytana.   Po   wtóre,   miłość   płciowa   posiada   taki   stopień 
intensywności i trwałości, że niemożność wzajemnego posiadania lub rozłąka wydaje się obu 

background image

stronom   wielkim,   jeżeli   nie   największym   nieszczęściem.  Aby   móc   się   wzajem   posiadać, 
stawiają na kartę  wiele  - nawet życie, co  w starożytności zdarzało  się co najwyżej  przy 
zdradzie małżeńskiej. I wreszcie, powstaje nowe kryterium moralne dla oceny stosunków 
płciowych; pytamy się nie tylko, czy był on ślubny czy nieślubny, ale także, czy był on oparty 
na miłości wzajemnej, czy też nie? Rozumie się, że w praktyce feudalnej lub burżuazyjnej z 
tym nowym kryterium dzieje się nie lepiej niż z innymi kryteriami moralności: przechodzi się 
nad nim do porządku. Ale nie jest z nim również gorzej. Jest ono, podobnie jak tamte kryteria, 
uznawane - w teorii, na papierze. I więcej na razie nie może ono wymagać.
Średniowiecze zaczyna od tego, na czym zatrzymał się świat starożytny w swych porywach 
ku   miłości   płciowej   -   od   zdrady   małżeńskiej.   Opisywaliśmy   już   miłość   rycerską,   która 
zrodziła pieśni jutrzenki [Tagelieder]. Od tej miłości, dążącej do zburzenia małżeństwa, do 
miłości, która ma je zbudować, prowadzi daleka droga i rycerstwo nigdy jej całkowicie nie 
przebyło.   Jeśli   nawet   porzucimy   frywolne   ludy   romańskie   i   przejdziemy   do   cnotliwych 
Germanów, znajdujemy w “Pieśni o Nibelungach", że Krymhilda, co prawda po cichu, kocha 
się w Zygfrydzie nie mniej niż on w niej, jednak gdy Gunter oznajmia jej, iż przyobiecał ją 
rycerzowi, którego nie wymienia, wprost odpowiada:
“Nie macie mię co prosić; zawsze chcę być taką, jaką mi każecie, chętnie zaręczę się z tym, 
kogo mi, panie, dajecie za męża"

77

.

Nie przychodzi jej wcale na myśl, że jej miłość może tu być w ogóle brana pod uwagę. 
Gunter stara się o Brunhildę, Etzel o Krymhildę, nie widziawszy ich nigdy przedtem, tak 
samo w “Gutrunie"

78

  Sigebant z Irlandii stara się o norweską Utę, Hetel von Hegelingen o 

Hildę z Irlandii, wreszcie Zygfryd z Morlandu, Hartmut z Ormanii i Herwig z Zelandii o 
Gutrunę.   Dopiero   w   ostatnim   wypadku   zdarza   się,   że   Gutruna   z   własnej   woli   wybiera 
Herwiga. Zwykle żonę dla młodego księcia wyszukują jego rodzice, jeśli jeszcze żyją, w 
przeciwnym wypadku wybiera ją sobie sam za poradą możnych wasalów, których zdanie 
miało   przy   tym   wielką   wagę.   Zresztą   nie   mogło   być   inaczej.   Dla   rycerza   albo   barona, 
podobnie jak dla samego księcia, ożenek jest aktem politycznym, okazją rozszerzenia władzy 
przez nowe związki. Rozstrzygać tu muszą interesy domu, a nie sympatie jednostki. Jakże w 
takich warunkach miłość może mieć ostatnie słowo przy zawieraniu małżeństwa?
Nie inaczej rzecz się miała z obywatelem cechowym w miastach średniowiecznych. Same 
tylko   przywileje   ochronne,   pełen   ograniczeń   porządek   cechowy,   nadzwyczaj   wymyślne 
granice, które prawnie oddzielały go bądź od innych cechów, bądź od towarzyszy z własnego 
cechu, bądź też od czeladników i terminatorów, zakreślały zbyt ciasny krąg, aby można było 
wyszukać sobie w nim odpowiednią małżonkę. Jaka z nich była najodpowiedniejsza, o tym w 
tym   zawiłym   systemie   rozstrzygała   bezwzględnie   nie   jego   indywidualna   sympatia,   lecz 
interes rodziny.
Tak   więc   w   olbrzymiej   większości   wypadków   zawieranie   małżeństwa   aż   do   końca 
średniowiecza   pozostało   tym,   czym   było   od   początku:   sprawą,   o   której   nie   decydowali 
zainteresowani. Na początku człowiek przychodził na świat już zaślubiany — zaślubiony z 
całą grupą osób płci odmiennej. W późniejszych formach małżeństwa grupowego panowały 
zapewne stosunki podobne, grupa jednak stale się zwężała. W małżeństwie parzystym jest 
zasada że matki układały między sobą małżeństwa swych dzieci. Tutaj również rozstrzygały 
względy na nowe związki pokrewieństwa, które mają młodej parze dać lepszą pozycję w 
rodzie i w plemieniu. A gdy wraz z przewagą własności prywatnej nad własnością wspólną i 
wraz z zainteresowaniem się sprawą dziedzictwa zapanowało prawo ojcowskie i monogamia, 
wówczas   dopiero   zawieranie   małżeństwa   stało   się   całkowicie   zależne   od   względów 
ekonomicznych.  Forma  małżeństwa   drogą   kupna   zanika,   jednakże   rzecz   sama   jest 
praktykowana   w  coraz   większej   mierze,   tak   iż   nie   tylko   kobieta,   ale   i   mężczyzna   bywa 
oceniany   nie   według   swych   zalet   osobistych,   lecz   według   swego   majątku.   Od   samego 
początku w praktyce klas panujących było czymś niesłychanym, aby wzajemna skłonność 

background image

osób   zainteresowanych   miała   być   tą   wszystko   przeważającą   podstawą   przy   zawieraniu 
małżeństwa; coś takiego trafiało się najwyżej w romansach albo wśród klas uciśnionych, 
które się nie liczyły.
Taką   sytuację   zastała   produkcja   kapitalistyczna,   gdy,   od   okresu   odkryć   geograficznych, 
zaczynała   zdobywać   panowanie   nad   światem   poprzez   handel   światowy   i   manufakturę. 
Należałoby przypuszczać, że ten sposób zawierania małżeństwa najlepiej jej odpowiadał, i tak 
też   było.  A  jednak   niezgłębiona   jest   ironia   dziejów   -   właśnie   produkcji   kapitalistycznej 
przypadło w udziale uczynić decydujący wyłom w tym systemie. Przekształcając wszystkie 
rzeczy,   w   towar   zniweczyła   ona   wszystkie   starodawne   tradycyjne   stosunki;   obyczaj 
odwieczny, prawo historyczne zastąpiła kupnem i sprzedażą, “wolną" umową; toteż prawnik 
angielski H. S. Marne

79

 sądził, że dokonał nadzwyczajnego odkrycia twierdząc, iż cały nasz 

postęp w porównaniu z poprzednimi epokami polega na tym, że przeszliśmy from status to 
contract,   od   stosunków   dziedzicznie   przekazywanych   do   dobrowolnie   zawieranych,   co 
zresztą,   o   tyle,   o   ile   jest   to   słuszne,   zostało   już   powiedziane   w   “Manifeście 
Komunistycznym"

80

.

Ale   zawierać   umowy   mogą   ludzie   rozporządzający   swobodnie   swoją   osobą,   czynami, 
majątkiem i równouprawnieni wobec siebie. Stworzenie tych wolnych i równych ludzi było 
właśnie   jednym   z   najgłówniejszych   dzieł   produkcji   kapitalistycznej.   Chociaż   z   początku 
dokonywało się to tylko w sposób na pół świadomy i w dodatku pod religijną osłoną, to 
jednak od czasu luterańskiej i kalwińskiej reformacji utrwaliła się zasada, że człowiek tylko 
wtedy w pełni odpowiada za swoje czyny, gdy ich dokonał z zupełnie wolnej woli, i że 
obowiązek   moralny   nakazuje   stawiać   opór   wszelkiemu   przymuszaniu   do   czynów 
niemoralnych.   Jak   to   się   jednak   dawało   pogodzić   z   dotychczasową   praktyką   zawierania 
małżeństw? 
Małżeństwo według pojęć burżuazyjnych było umową, aktem prawnym, i to najważniejszym 
z wszystkich, ponieważ decydował on o ciele i duszy dwojga ludzi na całe życie. Wprawdzie 
formalnie zawierano wówczas małżeństwo dobrowolnie; nie obywało się bez słowa “tak" 
zainteresowanych. Ale wiadomo było aż nadto dobrze, w jaki sposób dochodziła do skutku ta 
zgoda   i   kto   w   rzeczywistości   zawierał   małżeństwo.   Jeśli   jednak   przy   wszystkich   innych 
umowach   wymagana   była   rzeczywista   wolność   decyzji,   to   dlaczego   przy   tej   nie   była 
wymagana?   Czy   dwoje   młodych   ludzi,   którzy   mieli   się   połączyć,   nie   mieli   też   prawa 
rozporządzania swobodnie sami sobą, swym ciałem i jego narządami? Czyż rycerstwo nie 
wprowadziło   w   modę   miłości   płciowej   i   czy   w   przeciwstawieniu   do   rycerskiej   miłości 
cudzołożnej   nie   była   miłość   małżeńska   jej   właściwą   formą   mieszczańską?   Jeśli   zaś 
obowiązkiem   małżonków   jest   wzajemna   miłość,   to   czy   nie   było   tak   samo   obowiązkiem 
zakochanych żenić się ze sobą, a nie z kim innym? I czy to prawo zakochanych nie było 
wyższe od prawa rodziców, krewnych i innych tradycyjnych swatów i rajfurów? Jeśli prawo 
swobodnej   osobistej   krytyki   bezceremonialnie   wtargnęło   do   kościoła   i   religii,   to   jakże 
miałoby zatrzymać się przed nieznośnymi uroszczeniami starego pokolenia do rozporządzania 
dałem, duszą, majątkiem, szczęściem i nieszczęściem młodych?
Te pytania powstać musiały w okresie, kiedy rozluźniały się wszystkie stare więzy społeczne i 
zachwiane zostały wszystkie odziedziczone pojęcia. Świat od razu stał się niemal dziesięć 
razy   większy,   zamiast   ćwierci   jednej   półkuli   cała   kula   ziemska   odsłoniła   się   oczom 
zachodnich Europejczyków, którzy spieszyli się zawładnąć pozostałymi siedmiu ćwierciami. I 
wraz   ze   stałymi   ciasnymi   granicami   ojczyzny   runęły   również   tysiącletnie   szranki 
średniowiecznego   przepisowego   sposobu   myślenia.   Przed   zewnętrznym   i   wewnętrznym 
wzrokiem   człowieka   odsłonił   się   nieskończenie   szerszy   horyzont   Cóż   warta   była   opinia 
uczciwości i odziedziczony po szeregu pokoleń honorowy przywilej cechowy dla młodzieńca, 
którego nęciły bogactwa Indii, kopalnie złota i srebra w Meksyku i w Potosi? Był to dla 
mieszczaństwa okres błędnego rycerstwa. Okres ten miał również swoją romantykę i swe 

background image

uniesienia   miłosne,   ale   na   modłę   mieszczańską   i   w   ostatniej   instancji   z   mieszczańskimi 
celami.
W ten sposób rozwijająca się burżuazja, zwłaszcza krajów protestanckich, gdzie istniejący 
stan rzeczy został najmocniej podważony, zaczęła coraz bardziej uznawać wolność zawierania 
umowy także  w sprawie  małżeństwa i wprowadzać  ją w życie  w sposób wyżej  opisany. 
Małżeństwo   pozostało   małżeństwem   klasowym,   lecz   wewnątrz   klasy   przyznawano 
zainteresowanym pewien stopień wolności wyboru. I na papierze, w teorii moralności i w 
opisach poetyckich, nie było nic bardziej niezachwianego nad to, że każde małżeństwo, które 
nie opiera się na wzajemnej miłości płciowej i na istotnie dobrowolnej zgodzie małżonków, 
jest niemoralne. Krótko mówiąc, małżeństwo z miłości proklamowano jako prawo człowieka, 
i to nie tylko jako droit de 1'homme [prawo mężczyzny], lecz w drodze wyjątku również jako 
droit de la femme [prawo kobiety].
Ale to prawo człowieka różniło się pod jednym względem od wszystkich innych tak zwanych 
praw człowieka. Podczas gdy te ostatnie w praktyce ograniczały się do klasy panującej, do 
burżuazji, a dla klasy uciśnionej, dla proletariatu, pośrednio lub bezpośrednio sprowadzały się 
do   zera   -   tu   Jeszcze   raz   ujawnia   się   ironia   historii.   Klasa   panująca   podlega   wiadomym 
wpływom ekonomicznym i dlatego małżeństwa zawarte istotnie z wolnego wyboru zdarzają 
się   tu   tylko   w   wyjątkowych   wypadkach,   podczas   gdy   w   klasie   uciśnionej,   jak   to   już 
widzieliśmy, są one regułą.
Zupełna   swoboda   zawierania   małżeństwa   może   więc   dopiero   wówczas   stać   się   prawem 
powszechnym,   gdy   dzięki   zniesieniu   produkcji   kapitalistycznej   i   stworzonych   przez   nią 
stosunków własności zostaną usunięte wszystkie te ekonomiczne względy uboczne, które dziś 
jeszcze wywierają tak potężny wpływ na wybór małżonka. Wtedy właśnie jedynym motywem 
stanie się wzajemna sympatia.
Ponieważ jednak miłość płciowa jest z natury swej wyłączna - chociaż dzisiaj tę wyłączność 
widzimy jedynie wśród kobiet - to małżeństwo oparte na miłości płciowej jest z natury swej 
małżeństwem   pojedynczej   pary.  Widzieliśmy,   o   ile   miał   słuszność   Bachofen,   gdy  postęp 
związany z przejściem od małżeństwa grupowego do małżeństwa pojedynczej pary uważał za 
dzieło przeważnie kobiet; tylko przejście od małżeństwa parzystego do monogamii odbyło się 
za sprawą mężczyzn. W istocie polegało ono historycznie na pogorszeniu pozycji kobiet i 
ułatwieniu niewierności mężczyznom. Jeśli odpadną teraz jeszcze te względy ekonomiczne, 
na skutek. których kobiety znosiły tę zwykłą niewierność mężów - troska o własny byt, a 
bardziej jeszcze o przyszłość dzieci - to osiągnięte tym samym zrównanie kobiet, zgodnie z 
całym   dotychczasowym   doświadczeniem,   przyczyni   się   w   daleko   większym   stopniu   do 
rzeczywistej monogamii mężczyzn niż do poliandrii kobiet.
Przy tym z całą pewnością odpadną od monogamii te wszystkie cechy charakterystyczne, 
które zostały na niej wyryte na skutek jej pochodzenia ze stosunków własności: po pierwsze, 
przewaga   mężczyzny,   po   wtóre,   nierozerwalność   małżeństwa.   Dominujące   stanowisko 
mężczyzny   w   małżeństwie   jest   prostym,   bezpośrednim   skutkiem   jego   panowania 
ekonomicznego   i   zniknie   samo   przez   się   wraz   ze   zniesieniem   tego   panowania. 
Nierozerwalność   małżeństwa   jest   po   części   skutkiem   sytuacji   ekonomicznej,   w   której 
powstała   monogamia,   po   części   tradycją   z   czasów,   gdy   związek   między   ta,   sytuacją 
ekonomiczną a monogamia nie był jeszcze jasno rozumiany i przez religię wypaczony. Już 
obecnie widzimy w niej tysiączne wyłomy. Jeśli moralne jest tylko małżeństwo oparte na 
miłości, to jest nim tylko takie, w którym miłość trwa. Czas trwania indywidualnej miłości 
płciowej   jest   różny   u   różnych   jednostek,   szczególnie   u   mężczyzn,   i   w   razie   zupełnego 
wygaśnięcia   miłości   lub   wyparcia   jej   przez   nową   namiętną   miłość   rozwód   jest 
dobrodziejstwem zarówno dla oba stron jak dla społeczeństwa. Zaoszczędzi się tylko ludziom 
zbytecznego babrania się w brudach procesu rozwodowego.

background image

A więc przypuszczenia, które dzisiaj robić możemy co do układu stosunków płciowych po 
nadchodzącym   zniesieniu   produkcji   kapitalistycznej,   są   przeważnie   natury   negatywnej, 
ograniczają się głównie do tego, co odpada. Ale co nowego dojdzie? To rozstrzygnie się 
wówczas, gdy wyrośnie nowe pokolenie: pokolenie mężczyzn, którym nigdy w życiu nie 
zdarzyło się kupić kobiety za pieniądze lub za pomocą innych społecznych środków potęgi, i 
pokolenie kobiet, którym nigdy nie zdarzyło oddać się mężczyźnie z jakichkolwiek innych 
względów   niż   z   prawdziwej   miłości   ani   też   odmówić   ukochanemu   z   obawy   przed 
następstwami ekonomicznymi. Gdy ci ludzie będą już istnieli, to diablo mało będą się oni 
interesowali   tym,   co   według   pojęć   dzisiejszych   robić   powinni;   stworzą   oni   swe   własne 
metody postępowania i odpowiednią do nich opinię publiczną co do postępowania każdej 
jednostki - kropka.
Ale wróćmy do Morgana, od którego oddaliliśmy się znacznie. Historyczne badanie instytucji 
społecznych   wytworzonych   w   okresie   cywilizacji   przekracza   ramy   jego   książki.   Losami 
monogamii w tym okresie zajmuje się więc tylko pokrótce. On również dostrzega w dalszym 
rozwoju rodziny monogamicznej postęp, zbliżenie do całkowitego równouprawnienia płci, 
przy czym jednak celu tego nie uważa za osiągnięty. Ale, mówi on,
“jeżeli uznamy fakt, że rodzina przeszła kolejno przez cztery formy rozwoju i znajduje się 
obecnie w piątej, to powstaje pytanie, czy forma ta w przyszłości może być trwała. Jedyną 
możliwą   odpowiedzią   na   to   jest,   że   rodzina   musi   się   rozwijać   wraz   z   rozwojem 
społeczeństwa, musi się zmieniać w miarę, jak zmienia się społeczeństwo - zupełnie tak jak 
dotąd.   Rodzina   jest   wytworem   systemu   społecznego   i   będzie   odzwierciedlała   stan   jego 
rozwoju   kulturalnego.   Ponieważ   rodzina   monogamiczna   ulegała   ulepszeniu   od   początku 
cywilizacji,   a   w   czasach   nowożytnych   w   sposób   szczególnie   widoczny,   to   możemy   co 
najmniej przypuszczać, że jest ona zdolna do dalszego udoskonalenia się, póki nie zostanie 
osiągnięta równość obu płci. Gdyby w dalekiej przyszłości rodzina monogamiczna nie była w 
stanie   zadośćuczynić   wymaganiom   społeczeństwa,   to   niepodobna   przepowiedzieć,   jaka 
będzie forma, która ją zastąpi"

81

.

III Ród irokeski

Przechodzimy teraz do innego odkrycia Morgana, odkrycia co najmniej tej samej wagi, co 
rekonstrukcja   pierwotnych   form   rodziny   na   podstawie   systemu   pokrewieństwa. 
Udowodnienie,  że   związki   rodowe  wewnątrz  plemienia  Indian   amerykańskich,  oznaczane 
nazwami   zwierząt,   są   w   istocie   identyczne   z   genea   Greków   i   gentes   Rzymian;   że 
amerykańska forma jest pierwotna, grecko-rzymska późniejsza, pochodna; że cala organizacja 
społeczna Greków i Rzymian w czasach przedhistorycznych według rodów, fratrii i plemion 
ma   ścisły   odpowiednik   w   organizacji   Indian   amerykańskich;   że   o   ile   pozwalają   sądzić 
posiadane przez nas źródła, ród jest instytucją wspólną dla wszystkich barbarzyńców - aż do 
ich   przejścia   do   cywilizacji,   a   nawet   później   -   udowodnienie   tego   od   razu   wyjaśniło 
najtrudniejsze   rozdziały   najstarszej   historii   greckiej   i   rzymskiej,   jednocześnie 
niespodziewanie ukazując nam zasadnicze cechy pierwotnego ustroju społecznego - przed 
wprowadzeniem  państwa.  Jakkolwiek sprawa ta wydaje się prosta, kiedy się ją już zna, to 
odkrył ją Morgan dopiero w ostatnich czasach. W poprzedniej swej pracy

49

, wydanej w roku 

1871, nie dotarł był on jeszcze do źródeł tej tajemnicy, której odkrycie zmusiło wówczas 
zwykle tak zarozumiałych angielskich prehistoryków na pewien czas

49b

 do milczenia.

Łaciński wyraz gens, który Morgan stosuje wszędzie dla oznaczenia tego związku rodowego, 
pochodzi, podobnie jak równoznaczny grecki genos, od ogólnoaryjskiego pierwiastka gan (po 
niemiecku, gdzie z reguły aryjskie g przechodzi w k - kań), co oznacza rodzić. Gens, genos, 
sanskryckie   dżanas,   gockie   (zgodnie   z   powyższym   prawidłem)   kuni,   staro-nordyckie   i 
anglosaskie kyn, angielskie kin, środkowo-górno-niemieckie kunne, oznaczają wszystkie ród, 

background image

pochodzenie. Ale gens w języku łacińskim i genos w języku greckim używa się specjalnie dla 
oznaczenia takiego związku rodowego, który chlubi się swym wspólnym pochodzeniem (w 
danym wypadku od wspólnego ojca rodu) i przy pomocy pewnych urządzeń społecznych i 
religijnych tworzy odrębną wspólnotę, której powstanie i charakter pomimo wszystko były 
dotychczas niejasne dla wszystkich naszych historyków.
Widzieliśmy   już   wyżej,   mówiąc   o   rodzime   punalua,   jaki   jest   skład   rodu   w   jego   formie 
pierwotnej. Składa się on ze wszystkich osób, które poprzez małżeństwo punalua i zgodnie z 
panującymi  w nim z konieczności pojęciami  tworzą uznane potomstwo jednej określonej 
matki rodu, jego założycielki. Ponieważ w tej formie rodziny ojcostwo nie jest znane, ważna 
jest tylko linia żeńska. Ponieważ bracia nie mogą się żenić ze swymi siostrami, lecz tylko z 
kobietami innego pochodzenia, więc dzieci spłodzone z tymi obcymi kobietami według prawa 
macierzystego znajdują się poza rodem. Wewnątrz związku rodowego pozostają więc tylko 
potomkowie córek każdego pokolenia, potomkowie synów przechodzą do rodu swych matek. 
Cóż staje się teraz z taką grupą krewnych, gdy ukonstytuuje snę ona jako grupa odrębna 
wobec innych podobnych grup, wewnątrz jednego plemienia?
Jako klasyczną formę tego rodu pierwotnego Morgan bierze ród Irokezów, a szczególnie ród 
plemienia Seneka. W plemieniu tym mamy osiem rodów noszących nazwy zwierząt: i) Wilk, 
2) Niedźwiedź, 3) Żółw, 4) Bóbr, 5) Jeleń, 6) Bekas, 7) Czapla, 8) Sokół. W każdym rodzie 
panuje następujący obyczaj:
1. Ród wybiera swego sachema (naczelnika na czas pokoju) i wodza (dowódcę wojennego). 
Sachem musiał być wybierany spośród członków rodu i urząd jego był dziedziczny w rodzie 
w tym sensie, że w razie opróżnienia stanowiska musiało ono być  natychmiast na nowo 
obsadzone. Dowódca wojenny mógł być wybierany również poza rodem, zresztą urząd ten 
mógł być czasowo nie obsadzony. Syn sachema nie mógł być nigdy wybrany po swoim ojcu, 
gdyż u Irokezów panowało prawo macierzyste, syn zatem należał do innego rodu niż ojciec. 
Natomiast   często   wybierano   brata   lub   siostrzeńca.   Przy   wyborze   głosowali   wszyscy   - 
mężczyźni   i   kobiety.   Wybór   musiał   być   jednak   zatwierdzony   przez   pozostałe   7   rodów. 
Wówczas dopiero nowo obrany sachem bywał uroczyście wprowadzany na urząd, i to przez 
ogólną   radę   całego   związku   Irokezów.   Znaczenie   tego   aktu   okaże   się   później.   Władza 
sachema   wewnątrz   rodu   była   ojcowską,   czysto   moralnej   natury;   środków   przymusu   nie 
posiadał. Przy tym był on z urzędu członkiem rady plemienia Seneka i rady związkowej ogółu 
Irokezów. Wódz wojenny mógł rozkazywać tylko w czasie wypraw wojennych.
2. Ród według upodobania usuwa sachema i wodza wojennego. Odbywa się to znów przy 
wspólnym   udziale   mężczyzn   i   kobiet.   Złożeni   z   urzędu   stają   się   następnie   zwyczajnymi 
wojownikami tak jak i inni - osobami prywatnymi. Zresztą rada plemienia mogła też usunąć 
sachema, nawet wbrew woli rodu.
3. Żaden członek rodu nie mógł się żenić wewnątrz rodu. Jest to podstawowa zasada rodu, 
jednocząca   go   więź;   jest   to   negatywny   wyraz   nader   pozytywnego   pokrewieństwa,   mocą 
którego dopiero objęte nim jednostki stają się rodem. Przez-odkrycie tego prostego faktu 
Morgan pierwszy odsłonił istotę rodu. O tym, jak mało dotychczas rozumiano ród, świadczą 
dawniejsze relacje o ludach dzikich i barbarzyńcach. Różne zrzeszenia, z których składa się 
ustrój rodowy, mieszano tam bez zrozumienia i bezładnie pod nazwą plemienia, klanu, thumu 
itd., dodając niekiedy, że małżeństwo wewnątrz takiej grupy jest wzbronione. W ten sposób 
powstał beznadziejny zamęt, wobec którego pan McLcnnan mógł wystąpić niby Napoleon i 
zaprowadzić porządek, wyrokując: Wszystkie plemiona dzielą się na takie, wewnątrz których 
małżeństwo jest zakazane (egzogamiczne), i takie, wewnątrz których jest ono dozwolone 
(endogamiczne).   Zawikławszy   rzecz   tak   gruntownie,   mógł   on   się   wdać   w   głębokie 
dociekanie, która z tych jego dwóch bzdurnych klas jest starsza: egzogamia czy endogamia. 
Wraz   z   odkryciem   rodu   opartego   na   pokrewieństwie   i   wynikającej   stąd   niemożliwości 
małżeństwa między jego członkami wyjaśnił się również ten nonsens. - Rozumie się samo 

background image

przez się, że na tym stopniu, na którym zastajemy Irokezów, zakaz małżeństwa wewnątrz 
rodu jest bezwzględnie przestrzegany.
4. Majątek zmarłych przechodził na pozostałych członków rodu; musiał on pozostać w rodzie. 
Wobec niewielkiej wartości przedmiotów, które mógł pozostawić Irokez, dzielili się spadkiem 
najbliżsi krewni: jeśli zmarł mężczyzna, to jego rodzeni bracia i siostry i brat matki; jeśli 
zmarła kobieta, to jej dzieci i rodzone siostry, ale nie jej bracia. Właśnie dlatego mąż i żona 
nie mogli dziedziczyć po sobie lub dzieci po ojcu.
5.   Członkowie   rodu   winni   byli   wzajem   nieść   sobie   pomoc   i   obronę,   a   szczególnie 
zobowiązani byli pomagać jeden drugiemu w wypadku zemsty za krzywdę wyrządzoną przez 
obcych. Jednostka, jeśli chodzi o jej bezpieczeństwo, liczyła na opiekę rodu, i słusznie: kto ją 
skrzywdził,   skrzywdził   cały   ród.   Rodowe   więzy   krwi   rodziły   więc   obowiązek   krwawej 
zemsty, bezwzględnie uznawany przez Irokezów. Jeśli człowiek z obcego rodu zabił członka 
rodu, to cały ród zabitego był zobowiązany do krwawej zemsty. Najpierw czyniono próby 
pojednania. Ród zabójcy odbywał radę i czynił radzie rodu zabitego propozycje pojednawcze, 
najczęściej przesyłając wyrazy ubolewania i cenne podarki. Jeśli je przyjęto, sprawa była 
załatwiona.   W   przeciwnym   wypadku   pokrzywdzony   ród   naznaczał   jednego   albo   paru 
mścicieli, którzy byli obowiązani ścigać i zabić mordercę. Gdy to się stało, ród zabitego nie 
miał prawa się skarżyć - sprawa była zakończona.
6. Ród ma określone imiona lub szeregi imion, których w całym plemieniu tylko dany ród 
może używać, tak że imię jednostki jednocześnie wskazuje, do jakiego rodu ona należy. Z 
imieniem rodowym są związane określone prawa rodowe.
7. Ród może adoptować obcych i tym samym przyjmować ich do całego plemienia. Jeńcy 
wojenni, których nie zabito, stawali się w ten sposób, przez adopcję do jednego z rodów, 
członkami plemienia Seneka i otrzymywali przez to wszystkie prawa rodowe i plemienne. 
Adopcja odbywała się na wniosek poszczególnych członków rodu, mężczyzn, którzy obcego 
przyjmowali za brata albo za siostrę, lub kobiet, które go przyjmowały jako dziecko; dla 
zatwierdzenia adopcji niezbędne było uroczyste przyjęcie do rodu. Często poszczególne rody, 
osłabione wskutek wyjątkowych warunków, w ten sposób wzmacniały się na nowo przez 
masową adopcję członków innego rodu, za jego zgodą. U Irokezów uroczyste przyjęcie do 
rodu  odbywało  się  na   publicznym  posiedzeniu  rady plemienia,  przez  co  stawało   się  ono 
faktycznie obrzędem religijnym.
8.  Trudno   dowieść,   iż   w   rodach   indiańskich   istniały  specjalne   uroczystości   religijne,   ale 
obrzędy religijne Indian są mniej lub więcej związane z rodami. U Irokezów w czasie sześciu 
dorocznych świąt religijnych sachemowie i wodzowie wojenni poszczególnych rodów są z 
urzędu zaliczani do “stróżów wiary" i pełnią funkcje kapłańskie.
9.   Ród   ma   wspólne   miejsce   grzebania   zmarłych.   U   Irokezów   w   stanie   Nowego   Jorku, 
wtłoczonych pomiędzy białych, znikło ono już obecnie, ale dawniej istniało. U innych Indian 
istnieje ono nadal: tak na przykład blisko spokrewnieni z Irokezami Tuskarorowie, mimo iż są 
chrześcijanami, mają dla każdego rodu określony rząd na cmentarzu, tak że matka co prawda 
chowana bywa w tym samym rzędzie co dzieci, ale ojciec nigdy. U Irokezów również na 
pogrzeb zmarłego idzie cały jego ród, załatwia sprawę grobu, mów pogrzebowych itp.
10.   Ród   posiada   radę,   demokratyczne   zgromadzenie   wszystkich   dorosłych   -   męskich   i 
żeńskich - członków rodu; wszyscy z równym prawem głosu. Rada ta wybierała i usuwała 
sache-mów i wodzów wojennych, zarówno jak pozostałych stróżów wiary. Rada decydowała 
w   sprawach   okupu   (Wergeld)   lub   zemsty   krwawej   za   zamordowanych   członków   rodu; 
adoptowała obcych do rodu. Słowem, była ona suwerenną władzą rodu.
Oto są uprawnienia typowego rodu indiańskiego.
“Wszyscy jego członkowie są ludźmi wolnymi, obowiązanymi wzajemnie bronić wolności, 
równymi w prawach osobistych — ani sachemowie, ani dowódcy wojenni nie wymagają 

background image

żadnych przywilejów; tworzą oni związek bratni, spojony więzami krwi. Wolność, równość, 
braterstwo, jakkolwiek nigdy nie sformułowane, byty podstawowymi zasadami rodu, który 
znów jest jednostką całego systemu społecznego, podstawą zorganizowanego społeczeństwa 
indiańskiego.   Tym   się   objaśnia   to   niezłomne   poczucie   niezależności   i   pełne   godności 
osobistej zachowanie się, które wszyscy przyznają Indianom"

82

.

W momencie odkrycia Indianie całej Ameryki Północnej byli zorganizowani w rody według 
prawa macierzystego. U niewielu tylko plemion, jak u plemion Dakota, rody rozpadły się, a u 
niektórych, jak Ojibwa, Omaha, byty zorganizowane według prawa ojcowskiego.
U bardzo wielu plemion indiańskich, liczących więcej niż pięć lub sześć rodów, trzy, cztery 
lub więcej rodów tworzy odrębną grupę, którą Morgan nazywa fratrią (bractwem), słusznie 
tłumacząc nazwę indiańską za pomocą jej greckiego odpowiednika. Tak więc plemię Seneka 
ma dwie fratrie; pierwsza obejmuje rody 1-4, druga rody 5-8. Bliższe badanie wykazuje, że 
fratrie te są przeważnie pierwotnymi rodami, na które początkowo rozpadło się plemię: wobec 
zakazu bowiem małżeństw wewnątrz rodu każde plemię z konieczności musiało obejmować 
co najmniej dwa rody, aby móc istnieć samodzielnie. W miarę jak plemię się rozmnażało, 
każdy ród dzielił się znów na dwa lub więcej rodów, z których każdy stawał się już rodem 
samodzielnym, podczas gdy ród pierwotny, obejmujący wszystkie rody pochodne, istnieje 
nadal jako fratrią. U Indian Seneka i u większości innych Indian rody jednej fratrii są to rody 
bratnie, podczas gdy rody innych fratrii uważane są za cioteczne - określenia, które, jak 
widzieliśmy,   mają   bardzo   realne   i   wyraźne   znaczenie   w   amerykańskim   systemie 
pokrewieństwa.   Początkowo   żaden   Seneka   nie   mógł   się   również   żenić   wewnątrz   swojej 
fratrii, ale ten zakaz już dawno wyszedł z użycia i został ograniczony tylko do rodu. Według 
tradycji Indian Seneka Niedźwiedź i Jeleń były tymi dwoma pierwotnymi rodami, od których 
oddzieliły  się   inne.   Gdy  ta   nowa   organizacja   się   zakorzeniła,   modyfikowano   ją  w  miarę 
potrzeby; jeśli wymierały rody jednej fratrii, to niekiedy dla wyrównania przenoszono do niej 
całe rody z innej. Dlatego też wśród rozmaitych plemion znajdujemy rody o tej samej nazwie 
w różny sposób ugrupowane we fratriach.
Funkcje fratrii u Irokezów są po części społeczne, po części religijne. - 1. W grze w piłkę 
fratrie   grają   jedna   przeciw   drugiej.   Każda   wysyła   najlepszych   swych   graczy,   a   pozostali 
przypatrują się, ustawieni według fratrii, i zakładają się między sobą o zwycięstwo graczy 
swojej fratrii. - 2. W radzie plemienia sachemowie i wodzowie wojenni każdej fratrii siedzą 
razem, obie grupy naprzeciw siebie, każdy mówca zwraca się do przedstawicieli każdej fratrii 
jak do odrębnego ciała. - 3. Jeśli w plemieniu popełniono zabójstwo, a zabójca i zabity nie 
należeli   do   jednej   fratni,   to   pokrzywdzony   ród   często   apelował   do   rodów   bratnich-   Te 
odbywały radę fratryjną i zwracały się: jako całość do długiej fratrii, by ona również zwołała 
radę   dla   załatwienia   sprawy.  A  więc   tutaj   znów   fratria   występuje   jako   pierwotny   lód   z 
większymi widokami powodzenia niż słabszy oddzielny ród, będący jej latoroślą. - 4. W razie 
śmierci wybitnych osób fratria przeciwstawna zajmowała się pogrzebem i uroczystościami 
pogrzebowymi, podczas gdy fratria zmarłego, jako pogrążona w żałobie, szła za pogrzebem. 
Jeśli umierał sachem, to fratria przeciwstawna zawiadamiała radę związkową Irokezów o 
zwolnieniu   urzędu.   -   5.   Przy  wyborze   sachema   również   wkraczała   na   scenę   rada   fratrii. 
Zatwierdzenie przez bratnie rody rozumiało się poniekąd samo przez się, ale rody drugiej 
fratrii mogły oponować. W takim wypadku zbierała się rada tej fratrii i jeśli popierała ona 
opozycję, to wybory były nieważne. - 6. Irokezi mieli dawniej specjalne misteria religijne, 
które biali nazywali medicine-lodges [zebraniami czarowników]. Ił Indian Seneka odprawiały 
je dwa bractwa religijne, które posiadały specjalne reguły wtajemniczania nowych członków; 
na każdą z obydwu fratrii przypadało jedno z tych bractw. - 7. Jeśli, co jest niemal pewne, 
cztery linages (rody), które w czasach podboju

83

 zamieszkiwały cztery części Tlaxcali, były 

czterema fratriami, dowodziłoby to, że tak samo jak fratrie u Greków i podobne związki 
rodowe u Germanów stanowiły one również jednostki wojskowe. Te cztery linages szły do 

background image

boju, każda jako odrębny hufiec, we własnym stroju wojennym oraz z własnym sztandarem i 
własnym wodzem.
Podobnie jak kilka rodów tworzy fratrie, tak kilka fratrii w klasycznej formie tworzy plemię. 
Niekiedy   u   znacznie   osłabionych   plemion   brak   pośredniego   ogniwa   -   fratrii.   Co   więc 
charakteryzuje plemię indiańskie w Ameryce?
1. Własne terytorium i własna nazwa. Oprócz miejsca rzeczywistego swego osiedlenia każde 
plemię posiadało jeszcze dość obszerny teren do polowania i rybołówstwa. Dalej leżał szeroki 
neutralny   pas   ziemi   sięgający   do   terytorium   sąsiedniego   plemienia,   węższy   między 
plemionami o pokrewnym języku, szerszy między plemionami o języku niepokrewnym. Jest 
to   las   graniczny   Germanów,   pustynia,   którą   Swewowie   Cezara   tworzyli   wokoło   swego 
terytorium, isarnholt (po duńsku jarnyed, limes Danicus) między Duńczykami a Germanami, 
las saski i branibor (po słowiaósku - las obronny) między Germanami a Słowianami, od 
którego   Brandenburg   otrzymał   swą   nazwę.   Przestrzeń,   oddzielona   w   ten   sposób   przez 
niedokładnie określone granice, stanowiła wspólne terytorium plemienia, uznane jako takie 
przez   plemiona   sąsiednie,   bronione   przez   własne   plemię   od   napaści.   Niepewność   granic 
stawała się dopiero wówczas praktycznie niewygodna, gdy ludność znacznie się rozmnożyła. 
- Nazwy plemion, zdaje się, powstały raczej przypadkowo i nie były świadomie wybierane. Z 
czasem dość często się zdarzało, że jakieś plemię nazywane było przez plemiona sąsiednie 
inaczej, niż samo się nazywało; podobnie jak Niemcy swą pierwszą historyczną zbiorową 
nazwę Germanów otrzymali od Celtów.
2. Specjalny, tylko temu plemieniu właściwy dialekt. W rzeczywistości każde plemię miało 
zasadniczo swój dialekt. Tworzenie się nowych plemion i dialektów w drodze rozszczepiania 
jeszcze do niedawna miało miejsce w Ameryce i zapewne teraz jeszcze nie ustało całkowicie. 
Tam  gdzie  dwa  osłabione   plemiona  złączyły się  -  w  jedno,  zdarza   się  wyjątkowo,  że   w 
jednym plemieniu mówią dwoma blisko spokrewnionymi dialektami. Przeciętna liczebność 
plemion amerykańskich nie sięga dwóch tysięcy głów, Czerokezi jednak liczą 26000 ludzi;
stanowią oni największą w Stanach Zjednoczonych grupę Indian mówiących tym samym 
dialektem.
3. Prawo uroczystego wprowadzania na urząd wybranych przez rody sachemów i wodzów 
wojennych oraz
4.   prawo   usuwania   ich   nawet   wbrew   woli   ich   rodu.   Ponieważ   sachemowie   i   wodzowie 
wojenni są jednocześnie członkami rady plemienia, to te prawa plemienia w stosunku do nich 
są zrozumiałe same przez się. Tam gdzie się utworzył związek plemion i gdzie ogół plemion 
miał swych przedstawicieli w radzie związkowej, powyższe prawa przechodziły na tę radę.
5. Wspólne wyobrażenia religijne (mitologia) i obrzędy kultowe.
“Indianie byli na swoją barbarzyńską modlę ludem religijnym"

84

.

Ich mitologia me jest jeszcze wcale krytycznie zbadana;
przedstawiali sobie wcielenia twoich wyobrażeń religijnych -wszelkiego rodzaju duchy - w 
ludzkiej postaci. Jednakże niższy stopień barbarzyństwa, na którym się znajdowali, nie zna 
jeszcze przedstawień obrazowych - tak zwanych bożków. Jest to kult przyrody i żywiołów 
rozwijający się   w kierunku   wielo-bóstwa.  Różne   plemiona  miały  swe  regularne  święta   z 
określonymi   formami   kultu,   zwłaszcza   z   tańcami   i   grami;   szczególnie   taniec   byt   istotną 
częścią  wszystkich  uroczystości  religijnych.  Każde  plemię  odprawiało  swoje uroczystości 
oddzielnie.
6.   Rada   plemienna   dla   wspólnych   spraw.   Rada   składała   się   ze   wszystkich   sachemów   i 
wodzów   wojennych   poszczególnych   rodów,   ich   rzeczywistych,   bo   zawsze   odwołalnych 
przedstawicieli. Rada obradowała publicznie w otoczeniu pozostałych członków plemienia, 
którzy mieli prawo wtrącać się i żądać, by wysłuchano ich zdania. Decydowała rada. Z reguły 
każdy obecny mógł zabrać głos. Kobiety mogły także przez wybranego przez siebie mówcę 

background image

wypowiadać swe zdanie. Ostateczna decyzja u Irokezów musiała być przyjęta jednogłośnie, 
podobnie jak to miało miejsce w germańskich wspólnotach - markach przy rozstrzyganiu 
niektórych spraw.. Do rady plemienia należało zwłaszcza regulowanie stosunków z obcymi 
plemionami, rada przyjmowała poselstwa i wysyłała takowe, wypowiadała wojnę l zawierała 
pokój. Jeśli dochodziło do wojny, to brali w niej udział przeważnie ochotnicy. W zasadzie 
uważano, że każde plemię znajduje się na stopie wojennej z każdym innym plemieniem, o ile 
nie   zawarło   z   nim   wyraźnego   układu   pokojowego.   Wyprawy   wojenne   przeciwko   takim 
wrogom były zazwyczaj organizowane przez oddzielnych wybitnych wojowników; urządzali 
oni   taniec   wojenny   i   kto   uczestniczył   w   nim,   tym   samym   zgłaszał   swój   współudział   w 
wyprawie. Oddział formował się natychmiast i wyruszał. Obrona napadniętego terytorium 
plemiennego   również   prowadzona   była   przeważnie   przez   ochotników.  Wymarsz   i   powrót 
takich   oddziałów   dawały   zawsze   powód   do   publicznych   uroczystości.   Pozwolenie   rady 
plemienia   na   takie   wyprawy   nie   było   potrzebne,   ani   go   nie   zadano,   ani   nie   udzielano. 
Przypominają one w zupełności prywatne wyprawy wojenne germańskich drużyn. Jak je nam 
opisuje Tacyt Tylko że u Germanów drużyny miały już bardziej stały charakter, tworzyły stałe 
jądro, zorganizowane jeszcze w czasie pokoju, wokół którego grupowali się w razie wojny 
pozostali ochotnicy. Takie oddziały wojenne rzadko bywały liczne; najpoważniejsze wyprawy 
wojenne   Indian   nawet   na   znaczną   odległość   dokonywane   były   przez   niewielkie   siły 
wojskowe. Jeśli parę takich drużyn łączyło się dla jakiego większego przedsięwzięcia, to 
każda   z   nich   słuchała   tylko   swego   wodza.   Jedność   planu   wyprawy,   lepiej   lub   gorzej, 
zagwarantowana była przez radę tych wodzów. W ten sposób prowadzili wojnę Alemanowie 
w IV wieku naszej ery nad górnym Renem, jak to opisuje Ammianus Marcellinus.
7.   U   niektórych   plemion   spotykamy   naczelnego   wodza,   ale   o   bardzo   ograniczonych 
uprawnieniach.   Jest   to   jeden   z   sachemów,   który  w   wypadkach   wymagających   szybkiego 
działania powinien podejmować doraźne środki do czasu, aż rada się zbierze i będzie mogła 
ostatecznie  decydować. Jest to  słaby zarodek  urzędnika  o władzy wykonawczej, który w 
dalszym rozwoju przeważnie pozostał bezowocny; taki urzędnik w większości wypadków, 
jeśli nie wszędzie, wywodził się, jak to zobaczymy dalej, z naczelnego wodza.
Większość   Indian   amerykańskich   nie   posunęła   się   dalej   poza   połączenie   się   w   plemię. 
Nieliczne te plemiona, oddzielone od siebie szerokimi pasami granicznymi, osłabione przez 
stałe   wojny,   zajmowały   przy   niewielkiej   co   do   liczby   ludności   olbrzymie   przestrzenie. 
Sojusze   pokrewnych   plemion   powstawały   gdzieniegdzie   w   razie   doraźnej   potrzeby   i 
rozpadały   się   wraz   z   nią.  Ale   w   niektórych   okolicach   pokrewne   niegdyś   plemiona   po 
rozproszeniu   tworzyły  na   nowo   trwałe   związki   i   w   ten   sposób   robiły  pierwszy   krok   do 
utworzenia   narodów.   W   Stanach   Zjednoczonych   najbardziej   rozwiniętą   formę   takiego 
związku znajdujemy u Irokezów. Wyruszywszy ze swych siedzib na zachód od Missisipi, 
gdzie   zapewne   stanowili   odgałęzienie   wielkiej   rodziny   Dakota,   osiedlili   się   po   długiej 
wędrówce   w   dzisiejszym   stanie   Nowy   Jork,   podzieleni   na   5   plemion:   Seneka,   Kajuga, 
Onondaga,   Oneida   i   Mohawk.   Żywili   się   rybami,   dziczyzną   i   płodami   prymitywnego 
ogrodnictwa, mieszkali we wsiach przeważnie otoczonych palisadą. Nigdy nie przekraczając 
liczby 20 000, mieli oni we wszystkich pięciu plemionach pewną ilość wspólnych rodów, 
mówili   pokrewnymi   narzeczami   tego   samego   języka   i   zajęli   teraz   jedno   nieprzerwane 
terytorium, podzielone między te pięć plemion. Ponieważ było to terytorium nowo zdobyte, 
plemiona te przywykły normalnie trzymać się razem w celu obrony przeciwko plemionom 
przez nie wypartym i w ten sposób najpóźniej  na początku XV wieku powstał formalny 
“wieczny związek", federacja, która też natychmiast w poczuciu swej nowej mocy przybrała 
charakter   zaczepny   i   u   szczytu   swej   potęgi,   około   roku   1675,   zawojowała   znaczne 
przestrzenie dookoła, ludność zaś po części wypędziła, po części obłożyła daniną. Związek 
Irokezów   przedstawiał   najbardziej   rozwiniętą   organizację   społeczną,   jaką   wytworzyli 

background image

Indianie, o ile nie przekroczyli niższego stopnia barbarzyństwa (a więc z wyjątkiem Indian 
Meksyku, Nowego Meksyku

29

 i Peru). Podstawowe zasady tego związku były następujące:

1.   Wieczny   związek   pięciu   pokrewnych   plemion   na   zasadzie   całkowitej   równości   i 
niezależności we wszystkich wewnętrznych sprawach plemienia. To pokrewieństwo tworzyło 
rzeczywistą podstawę związku. Z pięciu plemion trzy nazywały się plemionami ojcowskimi i 
były pomiędzy sobą braćmi;  dwa  pozostałe  nazywały się  plemionami  synowskimi  i były 
nawzajem   również   plemionami   bratnimi.   Trzy   rody   -   najstarsze   -   miały   jeszcze   swych 
przedstawicieli   we   wszystkich   pięciu   plemionach,   trzy   inne   tylko   w   trzech.   Członkowie 
każdego   z   tych   rodów  byli   wszyscy  braćmi   we  wszystkich   pięciu   plemionach.  Wspólny, 
różniący się tylko dialektami język był wyrazem i dowodem wspólnego pochodzenia,
2.   Organem   związku   była   rada   związkowa   złożona   z   50   sachemów,   równych   rangą   i 
prestiżem; rada ta rozstrzygała ostatecznie we wszystkich sprawach związku.
3. Tych 50 sachemów rozdzielono przy założeniu związku pomiędzy plemiona i rody,  w 
charakterze przedstawicieli nowych urzędów utworzonych wyraźnie dla celów związku. Za 
każdym razem gdy stanowisko wakowało, byli oni przez odpowiednie rody wybierani i mogli 
być każdego czasu złożeni przez nie z uezędu; prawo wprowadzenia na urząd należało jednak 
do rady związkowej.
4.   Ci   sachemowie   związkowi   byli   jednocześnie   sachemami   swych   plemion,   mieli   prawo 
zasiadania i prawo głosu w radzie plemienia.
5. Wszystkie uchwały rady związkowej musiały być przyjęte jednogłośnie.
6. Głosowanie odbywało się według plemion, tak że dla powzięcia prawomocnej uchwały 
konieczna była zgoda każdego plemienia, a w każdym plemieniu zgoda wszystkich członków 
rady.
7. Rada każdego z pięciu plemion mogła zwołać radę związkową, ale rada związkowa nie 
mogła sama się zwołać.
8. Posiedzenia odbywały się w obecności zgromadzonego ludu: każdy Irokez mógł zabrać 
głos; decydowała tylko rada.
9.   Związek   nie   miał   żadnego   personalnego   zwierzchnika,   żadnej   osoby  stojącej   na   czele 
władzy wykonawczej.
10. Miał natomiast dwóch naczelnych dowódców wojennych z równymi uprawnieniami i 
równą władzą (dwaj królowie Spartan, dwaj konsulowie w Rzymie).
Oto cały ustrój społeczny, w którym Irokezi przeżyli ponad 400 lat i żyją nadal. Opisałem go 
szczegółowo   według   Morgana,   ponieważ   mamy   tu   sposobność   zbadania   organizacji 
społeczeństwa, które jeszcze nie zna  państwa.  Państwo zakłada istnienie specjalnej władzy 
publicznej, odrębnej od ogółu składających się nań za każdym razem osób, i Maurer, który, 
wiedziony trafnym instynktem, uważa ustrój germańskiej marki za instytucję z natury swej 
czysto społeczną, istotnie różniącą się od państwa, jakkolwiek później stanowiącą przeważnie 
jego podstawę — Maurer bada więc we wszystkich swych pracach stopniowe powstawanie 
władzy publicznej z pierwotnych ustrojów marki, wsi, dworów i miast oraz obok nich. Na 
przykładzie   Indian   północnoamerykańskich   widzimy,   jak   plemię   początkowo   jednolite 
stopniowo rozprzestrzenia się po ogromnym kontynencie, jak plemiona, rozszczepiając się, 
stają się narodami, całymi grupami plemion, jak języki zmieniają się tak dalece, że nie tylko 
stają się wzajemnie niezrozumiałe, lecz znika wszelki niemal ślad pierwotnej jedności; jak 
przy tym wewnątrz plemion oddzielne rody rozpadają się na kilka rodów, stare zaś rody 
macierzyste   zachowują   się   w   postaci   fratrii,   a   jednak   nazwy   tych   najstarszych   rodów 
pozostają   u   plemion   odległych   i   od   dawna   rozszczepionych   niezmienione.   -   Wilk   i 
Niedźwiedź są jeszcze nazwami rodowymi u -większości plemion indiańskich. Do wszystkich 
tych plemion stosuje się w ogólnych zarysach wyżej opisany ustrój — tylko że wiele z nich 
nie doszło w swym rozwoju do związku pokrewnych plemion.

background image

Ale   widzimy   także,   że   skoro   mamy   już   ród   jako   jednostkę   społeczną,   to   niemal   z 
nieuniknioną - bo naturalną - koniecznością wyrasta z tej jednostki cały ustrój rodów, fratrii, 
plemion. Wszystkie trzy są grupami różnych stopni pokrewieństwa, każda zamknięta w sobie 
i rządząca swymi sprawami, ale każda uzupełnia również pozostałe. A zakres przypadających 
na nie spraw obejmuje całokształt spraw publicznych barbarzyńcy niższego stopnia. Gdy więc 
u   jakiegoś   ludu   znajdujemy   ród   jako   jednostkę   społeczną,   możemy   szukać   organizacji 
plemienia podobnej do wyżej opisanej. Tam gdzie posiadamy dostateczny materiał źródłowy, 
jak   u   Greków   i   Rzymian,   nie   tylko   ją   odnajdziemy,   ale   przekonamy   się   nadto,   że   w 
wypadkach, w których źródła zawodzą, porównanie z amerykańskim ustrojem społecznym 
pomoże nam rozwiązać najtrudniejsze wątpliwości i zagadki.
Jak wspaniały jest ten ustrój rodowy przy całej swej dziecinnej prostocie! Bez żołnierzy, 
żandarmów   i   policjantów,   bez   szlachty,   królów,   namiestników,   prefektów   i   sędziów,   bez 
więzień, bez procesów - wszystko idzie swym normalnym trybem. Wszelkie spory i zatargi 
rozstrzyga ogół tych, których to dotyczy: ród lub plemię, lub poszczególne rody między sobą. 
Jako ostateczny, rzadko stosowany środek grozi krwawa zemsta, której cywilizowaną formą, 
obciążoną wszystkimi zaletami i wadami cywilizacji, jest nasza kara śmierci. I chociaż spraw 
wspólnych jest daleko więcej niż w naszych czasach - gospodarstwo domowe szeregu rodzin 
jest wspólne i komunistyczne, ziemia jest własnością plemienia, tylko ogródki przydzielane są 
czasowo   oddzielnym   rodzinom   -   nie   ma   tam   jednak   ani   śladu   naszego   rozgałęzionego   i 
zawikłanego   aparatu   administracyjnego.   Rozstrzygają   zainteresowani,   a   w   większości 
wypadków odwieczny zwyczaj już z góry wszystko uregulował. Biednych i potrzebujących 
nie może być - komunistyczne gospodarstwo i ród znają swe obowiązki względem starych, 
chorych i okaleczonych na wojnie. Wszyscy są równi i wolni -również kobiety. Nie ma tu 
jeszcze miejsca na niewolników, na ogół nie ma go również na ujarzmienie obcych plemion. 
Gdy Irokezi około roku 1651 zwyciężyli Eriów i “Naród Neutralny"

85

, zaproponowali im 

wstąpienie do związku na równych prawach, dopiero gdy zwyciężeni odmówili, wypędzeni 
zostali   z   ich   terytorium.  A  jakich   mężczyzn   i   kobiety   wychowuje   takie   społeczeństwo, 
świadczy podziw wszystkich białych, którzy się stykali z niezdemoralizowanymi Indiami, dla 
godności osobistej, prawości, siły woli i męstwa tych barbarzyńców.
Przykłady męstwa widzieliśmy całkiem niedawno w Afryce. Kafrowie zuluscy przed paru 
laty, jak też Nubijczycy przed paru miesiącami - jedni i drudzy to plemiona, wśród których 
ustrój  rodowy jeszcze nie zanikł - dokazali tego, czego nie może dokazać żadne wojsko 
europejskie

86

  Uzbrojeni   tylko   W   lance   i   oszczepy,   bez   broni   palnej,   pod   gradem   kul 

odtylcówek angielskiej piechoty - uznanej za pierwszą w świecie, jeśli chodzi o walkę w 
szyku zwartym - doszli aż do starcia na bagnety i wielokrotnie mieszali jej szyki, nawet 
powalali przeciwnika mimo kolosalnej nierówności broni i mimo że nie znana jest im służba 
wojskowa ani musztra. O tym, co potrafią znieść i czego dokonać, świadczą sami Anglicy, 
narzekający, że Kafr w ciągu doby ujdzie większy szmat drogi i prędzej niż koń - najmniejszy 
muskuł jest widoczny, twardy i napięty jak pleciony rzemień, mówi pewien angielski malarz.
Tak wyglądali ludzie i społeczeństwo ludzkie, zanim nastąpił podział na różne klasy. I jeśli 
porównamy   ich   położenie   z   położeniem   olbrzymiej   większości   dzisiejszych   ludzi 
cywilizowanych, to okaże się, że odległość między dzisiejszym proletariuszem i drobnym 
chłopem a dawnym wolnym członkiem rodu jest ogromna.
To jedna strona. Ale nie zapominajmy, że organizacja ta była skazana na zagładę. Nie wyszła 
ona poza ramy plemienia; związek plemion oznaczał już początek podważania tej organizacji, 
jak to się okaże i jak już się okazało przy czynionych przez Irokezów próbach ujarzmienia 
innych plemion. Wszystko, co było poza plemieniem, było poza prawem. Gdzie nie było 
wyraźnie zawartego traktatu pokojowego, tam panowała wśród plemion wojna i wojna ta była 
prowadzona   z   okrucieństwem,   jakie   wyróżnia   człowieka   spośród   innych   zwierząt   i   które 
dopiero później zostało złagodzone ze - względu na interes. Ustrój rodowy w okresie swego 

background image

rozkwitu,   taki,   jaki   widzieliśmy   w   Ameryce,   implikuje   nadzwyczaj   słabo   rozwiniętą 
produkcję, a więc nadzwyczaj nieliczną ludność zamieszkującą olbrzymie terytorium oraz 
zupełne   niemal   panowanie   nad   człowiekiem   otaczającej   go   przyrody,   obcej   mu   i 
niezrozumiałej,   co   odzwierciedla   się   w   dziecinnych   wyobrażeniach   religijnych.   Plemię 
pozostało granicą dla człowieka, zarówno wobec obcoplemieńca, jak i wobec siebie samego: 
plemię, ród i jego urządzenia były święte i nietykalne, były siłą wyższą daną przez przyrodę, 
siłą, której jednostka była bezwzględnie podporządkowana w swych uczuciach, myślach i 
czynach. Jakkolwiek ludzie tej epoki imponują nam teraz, nie różną się oni jeden od drugiego; 
jak mówi Marks, wiszą oni jeszcze na pępowinie wspólnoty pierwotnej. Potęga tej wspólnoty 
pierwotnej musiała być złamana - i została złamana. Ale złamana została przez wpływy, które 
od pierwszego wejrzenia wydają się nam degradacją, grzechem pierworodnym, który strącił 
ludzi  z  prostej  wyżyny moralnej  dawnego  społeczeństwa  rodowego.  Najniższe  pobudki  - 
pospolita chciwość, brutalna żądza używania, brudne skąpstwo, egoistyczny rabunek dobra 
publicznego - oto co stało u kolebki nowego, cywilizowanego, klasowego społeczeństwa. 
Najnikczemniejsze środki - kradzież, gwałt, podstęp i zdrada - podważyły stare bezklasowe 
społeczeństwo rodowe i doprowadziły je do upadku. To nowe społeczeństwo w ciągu dwóch i 
pół   tysiąca   lat   swego   istnienia   nigdy   nie   było   niczym   innym   jak   rozwojem   drobnej 
mniejszości kosztem wyzyskiwanej  i  uciskanej  olbrzymiej  większości - i dzisiaj  jest ono 
takim bardziej jeszcze niż kiedykolwiek przedtem.

IV Ród grecki

Grecy, podobnie jak Pelazgowie i inne ludy pokrewne, byli już w czasach przedhistorycznych 
zorganizowani   według   tego   samego   szeregu   organicznego   co   Amerykanie:   ród,   fratria, 
plemię, związek plemion. Mogły nie istnieć fratrie, jak na przykład u Dorów, nie wszędzie też 
musiały się rozwinąć związki plemion, jednakże ród był we wszystkich wypadkach jednostką 
podstawową. W okresie gdy Grecy wkraczają do historii,, stoją oni już na progu cywilizacji; 
między nimi a plemionami amerykańskimi, o których mówiliśmy wyżej, leżą prawie dwa 
wielkie okresy rozwoju, o które Grecy okresu bohaterskiego wyprzedzają Irokezów. Toteż ród 
grecki bynajmniej nie jest już archaicznym rodem Irokezów, piętno małżeństwa grupowego 
zaczyna się już znacznie zacierać. Prawo macierzyste ustąpiło miejsca prawu ojcowskiemu; 
powstające bogactwo prywatne zrobiło w ten sposób pierwszy wyłom w ustroju rodowym. 
Drugi wyłom był naturalnym następstwem pierwszego: ponieważ po wprowadzeniu prawa 
ojcowskiego majątek bogatej spadkobierczyni po jej zamążpójściu przeszedłby w ręce jej 
męża, a więc do innego rodu, przełamano podstawową zasadę wszelkiego prawa rodowego i 
nie tylko zezwalano, lecz, w celu zachowania majątku w rodzie, nakazywano w tym wypadku, 
by dziewczyna wychodziła za mąż w obrębie rodu.
Według “Historii Grecji" Grote'a

87

 ród ateński utrzymywał swoją zwartość głównie dzięki:

1. Wspólnym uroczystościom religijnym i wyłącznemu prawu kapłanów do kultu określonego 
boga,   domniemanego   praojca   rodu,   którego   w   tym   charakterze   oznaczano   specjalnym 
przydomkiem.
2. Wspólnym miejscom grzebania zmarłych (por. “Eubulides" Demostenesa 

88

).

3. Prawu -wzajemnego dziedziczenia po sobie.
4. Wzajemnemu obowiązkowi pomocy, obrony i poparcia w wypadkach przemocy.
5.   Wzajemnym   prawom   i   obowiązkom   zawierania   w   pewnych   wypadkach   związków 
małżeńskich w obrębie rodu, zwłaszcza jeśli chodziło o sieroty lub spadkobierczynie.
6.   Posiadaniu,   w   niektórych   przynajmniej   wypadkach,   wspólnego   majątku   z   własnym 
archontem (naczelnikiem) i skarbnikiem.
Poza tym połączenie we fratrie wiązało kilka rodów ze sobą, choć nie tak ściśle; ale i tutaj 
znajdujemy   podobne   wzajemne   prawa   i   obowiązki,   zwłaszcza   wspólność   określonych 

background image

obrzędów religijnych i prawo ścigania zabójcy w razie zamordowania jednego z członków 
fratrii.   Wszystkie   fratrie   jednego   plemienia   posiadały   z   kolei   wspólne,   regularnie 
powtarzające   się   uroczystości   religijne   pod   przewodnictwem   fi-lobasileusa   (naczelnika 
plemienia) wybranego spośród szlachty (eupatrydów).
Tyle Grotę. Marks zaś dodaje: “Z greckiego rodu wyziera wyraźnie dzikus (np. Irokez)"  

89

. 

Jego obecność stanie się jeszcze bardziej widoczna, gdy posuniemy się nieco dalej w naszych 
badaniach.
Mianowicie do cech charakterystycznych rodu greckiego należą jeszcze:
7. Pochodzenie według prawa ojcowskiego.
8.   Zakaz   zawierania   małżeństw   wewnątrz   rodu   z   wyjątkiem   małżeństw   ze 
spadkobierczyniami.
Ten wyjątek i forma nakazu, w jaką go ujęto, świadczą o tym, że stara zasada pozostawała 
nadal   w   mocy.   Wskazuje   na   to   również   przyjęta   ogólnie   zasada,   że   kobieta   przez 
zamążpójście zrzekała się obrządków religijnych swego rodu i przyjmowała obrządek męża, 
do którego fratrii została zapisana. Na podstawie tego, cośmy wyżej powiedzieli, a także na 
podstawie   słynnego   ustępu   u   Dikajarcha   widzimy,   że   małżeństwo   poza   rodem   stanowiło 
regułę

90

A Becker w “Chariklesie"

91

 wprost mówi, że nikt nie mógł się żenić w obrębie swego 

rodu.
9. Prawo adopcji do rodu. Dokonywano jej przez adopcję do rodziny, ale z zachowaniem 
publicznych formalności i tylko jako wyjątek.
10.   Prawo   wybierania   i   odwoływania   naczelników.   Wiemy,   że   każdy   ród   miał   swego 
archonta;   nigdzie   nie   znajdujemy   żadnej   wzmianki,   ażeby   urząd   ten   był   dziedziczny   w 
określonych rodzinach. Przypuszczalnie aż do końca okresu barbarzyństwa nie było ścisłej

91a 

dziedziczności, nie daje się ona bowiem pogodzić ze stosunkami zupełnej równości wobec 
prawa bogatych i biednych wewnątrz rodu.
Nie   tylko   Grotę,   ale   i   Niebuhr,   Mommsen   i   wszyscy   inni   historycy,   którzy   dotychczas 
zajmowali się starożytnością klasyczną, nie mogli uporać się z rodem. Jakkolwiek trafnie 
opisali   oni   wiele   cech,   widzieli   jednak   w   nim   zawsze  grupę   rodzin  i   w   ten   sposób 
uniemożliwiali sobie zrozumienie istoty i pochodzenia rodu. W ustroju rodowym rodzina nie 
była nigdy jednostką organizacyjną i nie mogła nią być, ponieważ mąż i żona z konieczności 
należeli do dwóch różnych rodów. Ród wchodził całkowicie do fratrii, fratria do plemienia; 
rodzina wchodziła w połowie do rodu męża, w połowie do rodu żony. Również państwo w 
prawie publicznym nie uznaje żadnej rodziny;  po dziś dzień istnieje ona tylko w prawie 
prywatnym.   A   jednak   całe   dotychczasowe   dziejopisarstwo   wychodzi   z   niedorzecznego 
założenia,   które   stało   się   nietykalne,   zwłaszcza   w   wieku   XVIII,   jakoby   monogamiczna 
rodzina pojedyncza, która bodaj nie jest starsza od cywilizacji, miała być jądrem, wokół 
którego krystalizowały się stopniowo społeczeństwo i państwo.
“Trzeba jeszcze zwrócić uwagę panu Grote - dodaje Marks -że choć Grecy wyprowadzają 
swe rody z mitologii, rody te są starsze niźli  przez nich samych  stworzona mitologia z jej 
bogami i półbogami"

92

.

Morgan chętnie powołuje się na Grote'a, gdyż jest to świadek poważny i przecież zupełnie 
wiarygodny. Opowiada on dalej, że każdy ród ateński nosił imię wywodzące się od swego 
domniemanego przodka, że zawsze przed Solonem i jeszcze po Solonie przy braku testamentu 
majątek zmarłego dziedziczyli członkowie jego rodu (gennetes); w razie zabójstwa prawo i 
obowiązek sądowego ścigania zabójcy mieli przede wszystkim krewni zabitego, następnie 
członkowie rodu i wreszcie członkowie fratrii:
“Wszystko, co wiemy o starodawnych prawach ateńskich, opiera się na podziale na rody i 
fratrie"

93

.

background image

Pochodzenie rodów od wspólnych przodków sprawiało poważne kłopoty “uczonym filistrom" 
(Marks)

94

  Ponieważ   uważają   oni   to   naturalnie   za   mit,   więc   w   żaden   sposób   nie   mogą 

wyjaśnić   powstania   rodu  z   żyjących   obok  siebie,   początkowo   wcale   nie   spokrewnionych 
rodzin, a jednak muszą się z tym jakoś uporać, ażeby wytłumaczyć istnienie rodu. Z zaklętego 
koła pustych frazesów nie posuwają się poza twierdzenie: rodowód jest wprawdzie bajką, ale 
ród jest rzeczywistością. Wreszcie Grotę mówi (w nawiasach słowa Marksa), co następuje:
“O tym rodowodzie słyszymy rzadko, ponieważ publicznie wspominany bywa on tylko w 
pewnych wyjątkowo uroczystych wypadkach. Ale pomniejsze rody, zupełnie tak samo jak 
rody   znakomite,   miały   swe   wspólne   praktyki   religijne"   (to   dziwne,   panie   Grote!)   “i 
wspólnego nadludzkiego przodka oraz rodowód" (jakie to jest dziwne u pomniejszych rodów, 
panie   Grotę!);   “zasadniczy   plan   i   idealna   podstawa"   (nie  idealna,  szanowny   panie,   lecz 
cielesna, germanice fleiscblicb) “byty u wszystkich te same"

95

.

Marks   w   taki   sposób   streszcza   odpowiedź,   jaką   w   tej   kwestii   daje   Morgan:   “System 
pokrewieństwa,   właściwy  rodowi   w  jego  formie   pierwotnej   -   a  Grecy  podobnie   jak  inni 
śmiertelnicy   posiadali   niegdyś   taką   formę   -   przechowywał   informacje   o   stopniach 
wzajemnego  pokrewieństwa   wszystkich   członków  rodu.  Od  dzieciństwa  uczyli  się   oni  w 
praktyce tej niezwykle dla nich ważnej rzeczy. Wraz z powstaniem rodziny monogamicznej 
poszło   to   w   zapomnienie.   Imię   rodowe   tworzyło   rodowód,   wobec   którego   rodowód 
poszczególnej rodziny wydawał się bez znaczenia. Odtąd to imię rodowe miało świadczyć o 
fakcie wspólnego pochodzenia wszystkich, którzy je noszą, ale genealogia rodu sięgała tak 
daleko   wstecz,   że   członkowie   nie   mogli   już   dowieść   swego   rzeczywistego   wzajemnego 
pokrewieństwa, z wyjątkiem ograniczonej liczby wypadków, kiedy ludzie mieli późniejszych 
wspólnych   przodków.   Samo   imię   rodowe   było   dowodem   wspólnego   pochodzenia,   i   to 
dowodem   ostatecznym,   z   wyjątkiem   wypadków   adopcji.   Toteż   rzeczywiste   zaprzeczanie 
wszelkiego   pokrewieństwa   między   członkami   rodu,   na   wzór   Grote'a   i   Niebuhra,   którzy 
przekształcili   ród   w   coś   wyłącznie   zmyślonego,   wyimaginowanego,   godne   jest   właśnie 
«idealnych», to znaczy gabinetowych erudytów. Ponieważ związek pokoleń, zwłaszcza od 
czasów zapanowania monogamii, ginie w przeszłości i tylko w mitologicznym tworze fantazji 
znajdujemy odzwierciedlenie minionej rzeczywistości, stąd poczciwi filistrzy wysnuwali i 
nadal   wysnuwają   wnioski,   że   rzeczywiste   rody   zostały   stworzone   przez   fantastyczny 
rodowód" 

95a

.

Fratria  była, tak samo jak u Amerykanów, rodem macierzystym, rozszczepionym na kilka 
rodów pochodnych i zarazem je jednoczącym, i często wyprowadzała jeszcze wszystkie te 
rody od wspólnego praojca. Tak więc według Grote'a
“wszyscy współcześni sobie członkowie fratrii Hekateus mieli w szesnastym pokoleniu tego 
samego boga za praojca

96

;

wszystkie rody tej fratrii były zatem dosłownie rodami bratnimi. Fratria występuje jeszcze u 
Homera jako jednostka wojskowa w słynnym ustępie, gdzie Nestor radzi Agamemno-nowi: 
Uszykuj mężów według plemion i fratrii, tak aby fratria stała obok fratrii, a plemię obok 
plemienia

97

  -   Poza   tym   fratria   ma   prawo   i   obowiązek   ścigania   sprawcy   zabójstwa 

popełnionego na członku fratrii, a więc dawniej miała również obowiązek krwawej zemsty. 
Następnie   fratria   ma   wspólne   świątynie   i   uroczystości   -   w   ogóle   wytworzenie   się   całej 
greckiej mitologii z tradycyjnego staroaryjskiego kultu przyrody związane było w znacznej 
mierze   z   rodami   i   fratriami   i   dokonało   się   w   ich   ramach.   Ponadto   fratria   miała   swego 
naczelnika   (phratriarchos),   a   według   de   Coulanges'a   -   także   wspólne   zgromadzenia   z 
obowiązującymi uchwałami, sądownictwo i administrację. Nawet późniejsze państwo, które 
ignorowało ród, pozostawiło fratrii sprawowanie pewnych funkcji publicznych.
Kilka spokrewnionych fratrii tworzy plemię, W Attyce były cztery plemiona, każde dzieliło 
się na trzy fratrie, a każda fratria liczyła 30 rodów. Taki dokładnie obmyślony podział grup 
zakłada świadomą, planową ingerencję w naturalnie powstały porządek. Jak, kiedy i dlaczego 

background image

tak się stało, o tym milczy historia grecka, z której Grecy zachowali wspomnienia tylko od 
czasu okresu bohaterskiego.
Odchylenia w dialekcie były u Greków, stłoczonych na względnie małej przestrzeni, mniejsze 
niż w olbrzymich lasach amerykańskich; ale i tutaj widzimy połączone w jedną większą 
całość tylko plemiona o tym samym głównym narzeczu. Nawet w małej Attyce znajdujemy 
odrębny dialekt, który później stał się ogólnie panującym językiem prozy.
W   poematach   Homera   spotykamy   plemiona   greckie   przeważnie   już   połączone   w   małe 
narodowości, wewnątrz których jednak rody, fratrie i plemiona zachowały jeszcze całkowicie 
swą   niezależność.   Mieszkały   one   już   w   miastach   obwarowanych   murami;   ludność   ich 
wzrastała   wraz   ze   wzrostem   stad,   rozwojem   rolnictwa   i   zaczątkami   rzemiosła;   zarazem 
wzrastały   różnice   majątkowe,   a   wraz   z   nimi   element   arystokratyczny   wewnątrz   starej, 
pierwotnej demokracji. Oddzielne drobne ludy prowadziły bezustanne wojny o posiadanie 
lepszych gruntów i oczywiście o łup wojenny; niewolnictwo jeńców wojennych stało się już 
uznaną instytucja.
Ustrój tych plemion i niewielkich ludów był więc następujący:
1. Stałą władzą była rada, bule, początkowo zapewne składająca się z naczelników rodów, a 
następnie, gdy liczba rodów stała się zbyt wielka, z osób wybranych spośród nich, co dało 
sposobność   do   rozwinięcia   się   i   umocnienia   elementów   arystokratycznych;   tak   więc,   jak 
twierdzi również Dionizjos, rada w okresie bohaterskim składa się z arystokratów (kratistoi)

98

. 

Rada rozstrzygała w ostatniej instancji wszystkie ważniejsze sprawy. Tak np. u Ajschylosa 
rada   tebańska   przyjmuje   decydującą   w   danej   sytuacji   uchwałę,   aby  Eteokla   pogrzebać   z 
honorami, a trupa Polinika wyrzucić psom na pożarcie

99

. Gdy powstało państwo, rada ta 

przekształciła się w późniejszy senat.
2.  Zgromadzenie   ludowe  (agora).   U  Irokezów   widzieliśmy,   jak  lud,   mężczyźni   i  kobiety, 
otaczał kołem zebranie rady, zabierając głos według określonego porządku i wpływając w ten 
sposób na jej uchwały. U Greków homerowskich ten “Umstand" [“otaczanie kołem"] - że 
użyjemy staroniemieckiego zwrotu sądowego - rozwinął się już w prawdziwe zgromadzenie 
ludowe, podobnie jak to miało miejsce również u Germanów w czasach najdawniejszych. 
Zwoływała je rada dla rozstrzygnięcia ważniejszych spraw. Każdy mężczyzna miał prawo 
zabrać głos. Decyzję podejmowano przez podniesienie rąk (Ajschylos w “Błagalnicach") lub 
przez  aklamację.  Zgromadzenie  stanowiło  suwerenną  władzę,  ostatnią  instancję,  gdyż   jak 
mówi Schoemann (“Starożytności greckie"),
“jeżeli chodziło o sprawę, do urzeczywistnienia której niezbędny był udział ludu, to Homer 
nie podaje nam żadnego środka, za pomocą którego można by go do tego zmusić wbrew jego 
woli"

100

.

W owych czasach, kiedy każdy dorosły mężczyzna - członek plemienia — był wojownikiem, 
nie   było   jeszcze   żadnej   władzy   publicznej   odrębnej   od   ludu,   którą   można   by   mu 
przeciwstawić. Pierwotna demokracja znajdowała się jeszcze w pełnym rozkwicie i to musi 
stanowić punkt wyjścia dla oceny władzy i roli zarówno rady jak basileusa.
3. Wódz (basileus). A oto co o tej sprawie mówi Marks: “Uczeni europejscy, przeważnie 
urodzeni lokaje książąt, robią z basileusa monarchę we współczesnym znaczeniu. Przeciw 
temu   protestuje   jankes-republikanin,   Morgan.   Mówi   on   bardzo   ironicznie,   ale   słusznie   o 
namaszczonym Gladstonie i jego <<Juventus mundi>>:
<<Pan Gladstone  przedstawia  nam greckich wodzów okresu bohaterskiego  jako królów i 
książąt, dodając, że byli oni także dżentelmenami. Musi jednak sam przyznać, że na ogół 
znajdujemy   tam   zwyczaj   lub   prawo   pierworodztwa   jakoby   dostatecznie,   choć   niezbyt 
wyraźnie ustalone>>"

101

.

background image

Zapewne   samemu   panu   Gladstone'owi   będzie   się   wydawać,   że   obwarowane   takimi 
zastrzeżeniami prawo pierworodztwa można uważać dostatecznie, choć niezbyt wyraźnie, za 
nie istniejące.
Widzieliśmy, jak się rzecz ma z dziedziczeniem godności naczelnika u Irokezów i innych 
Indian. Wszystkie urzędy były obieralne przeważnie wewnątrz rodu i o tyle  były w nim 
dziedziczne. Pizy obsadzaniu wakującego urzędu zaczęto stopniowo dawać pierwszeństwo 
najbliższemu krewnemu rodowemu - bratu lub siostrzeńcowi - o ile nie było powodu, by go 
pominąć. Jeśli więc u Greków pod panowaniem prawa ojcowskiego urząd basilcusa i reguły 
przechodził z ojca na syna lub na jednego z synów, to dowodzi tylko, że synowie mogli 
liczyć,   iż   zostaną   następcami   na   mocy   wyboru,   bynajmniej   zaś   nie   stanowi   to   dowodu 
dziedziczenia na mocy prawa bez wyboru. To, co tutaj widzimy, stanowi u Irokezów i u 
Greków zaczątki wyodrębnienia się rodzin arystokratycznych wewnątrz rodów, a u Greków w 
dodatku   zaczątki   przyszłych   rządów   dziedzicznych,   czyli   monarchii.   Przypuszczać   więc 
należy, że u Greków basileus musiał być albo wybrany przez lud, albo też zatwierdzony przez 
uznane organy - radę lub agorę - podobnie jak to było z rzymskim “królem" (rex).
W “Iliadzie" Agamemnon, władca mężów, występuje nie jako najwyższy król Greków, lecz 
jako naczelny wódz armii związkowej pod oblężonym miastem. I taki właśnie jego charakter 
ma na myśli Odyseusz, mówiąc w słynnym ustępie, gdy wśród Greków wybuchły spory: 
Niedobrze jest, gdy wielu rządzi, jeden niech będzie dowódcą itd. (następujące po tym znane 
wiersze o berle są późniejszym dodatkiem)

l02

. “Odyseusz nie wygłasza tu odczytu o formach 

rządu, lecz żąda posłuszeństwa dla najwyższego wodza na wojnie. Grecy, którzy pod murami 
Troi   występują   tylko   jako   wojsko,   zachowują   się   w   agorze   dość   demokratycznie.   Gdy 
Achilles mówi o podarkach, tj. o podziale łupu, składa ten obowiązek nie na Agamemnona 
lub innego basileusa, lecz na <<synów Achajów>>, to znaczy lud. Epitety <<zrodzony przez 
Zeusa>>,   «wykarmiony   przez   Zeusa»   niczego   nie   dowodzą,   bo  każdy  ród   pochodził   od 
jakiegoś boga, a ród naczelnika plemienia, rzecz oczywista, od jakiegoś «znakomitszego» 
boga, w danym wypadku - od Zeusa. Nawet osobiście niewolni, jak świniopas Eumajos i inni, 
są «boscy» (dioi i theioi), i to w <<Odysei>>, a więc w czasach znacznie późniejszych niż te, 
które opisuje <<Iliada>>. W tej samej <<Odysei>> przydomek herosa jest nadawany zarówno 
heroldowi   Muliosowi,   jak   ślepemu   śpiewakowi   Demodokowi.   Krótko   mówiąc,   wyraz 
basileia, który greccy pisarze stosują do tak zwanego homerowskiego królestwa (ponieważ 
dowodzenie wojskiem jest jego główną oznaką) obok rady i zgromadzenia ludowego, oznacza 
jedynie demokrację wojskową" (Marks)

103

.

Basileus prócz wojskowych pełnił jeszcze funkcje kapłańskie i sądownicze; te ostatnie nie 
były   ściślej   określone,   pierwsze   zaś   wypływają   z   jego   charakteru   jako   najwyższego 
przedstawiciela plemienia lub związku plemion. Nigdzie nie ma mowy o jego uprawnieniach 
w zakresie administracji cywilnej, ale jak się zdaje, basileus był z urzędu członkiem rady. 
Etymologicznie jest więc słuszne tłumaczenie wyrazu basileus przez Konig [król], ponieważ 
Konig   (Kuning)   pochodzi   od   Kuni,   Kunne   i   oznacza   naczelnika   rodu,   ale   dzisiejszemu 
znaczeniu wyrazu Konig bynajmniej nie odpowiada starogrecki basileus. Tukidydes dawną 
basileia wyraźnie nazywa patrike, tj. wywodzącą się z rodu, i mówi, że miała ona ściśle 
określone,   a   więc   ograniczone   uprawnienia

104

  Arystoteles   mówi,   ze   basileia   czasów 

bohaterskich jest to dowództwo nad wolnymi, a basileus był dowódcą wojskowym, sędzią i 
najwyższym kapłanem

l05

; a więc nie miał on władzy rządzenia w późniejszym tego słowa 

znaczeniu

105a

.

W greckim ustroju okresu bohaterskiego widzimy zatem starą organizację rodową jeszcze w 
pełni sił, ale widzimy jednocześnie i początek jej upadku: prawo ojcowskie i dziedziczenie 
majątku przez dzieci sprzyjało nagromadzeniu bogactw w rodzinie i z rodziny czyniło potęgę 
przeciwstawną   rodowi;   oddziaływanie   różnic   majątkowych   na   ustrój   społeczny   drogą 
utworzenia pierwszych zaczątków dziedzicznej szlachty i władzy królewskiej; niewolnictwo, 

background image

ograniczone początkowo tylko do jeńców wojennych, otwierało już możliwość ujarzmienia 
członków własnego plemienia, a nawet rodu; dawne walki między plemionami wyradzają się 
teraz w systematyczny rozbój na lądzie i morzu dla zdobycia bydła, niewolników, skarbów, 
stając się stałym źródłem dochodu; krótko mówiąc, zaczęto wysławiać bogactwo i uważać je 
za   najwyższe   dobro,   nadużywając   starych   porządków   rodowych   dla   usprawiedliwienia 
przemocy i rabunku bogactw. Jednego tylko jeszcze brakowało: instytucji, która by nie tylko 
zabezpieczyła nowo zdobyte bogactwa jednostek wobec komunistycznych tradycji rodowych, 
nie tylko uświęciła własność prywatną, dawniej tak lekceważoną, i to uświęcenie ogłosiła za 
najszczytniejszy   cel   wszelkiego   społeczeństwa   ludzkiego,   lecz   która   by  położyła   pieczęć 
powszechnego   społecznego   uznania   na   kolejno   rozwijających   się   nowych   formach 
zdobywania własności, a więc na coraz szybszym gromadzeniu bogactw; instytucji, która by 
uwieczniła nie tylko powstający podział społeczeństwa na klasy, lecz również i prawo klas 
posiadających   do   wyzyskiwania   klas   nieposiadających   oraz   panowanie   pierwszych   nad 
ostatnimi.
I taka instytucja powstała. Wynaleziono państwo.

V Powstanie państwa ateńskiego

Na   przykładzie   starożytnych  Aten   możemy  najlepiej   badać   proces   powstawania   państwa, 
przynajmniej   na   pierwszym   jego   etapie:   jak   częściowo   przekształcało   organy   ustroju 
rodowego, częściowo je wypierało i wprowadzało na ich miejsce nowe, aż wreszcie zupełnie 
je zastąpiło przez rzeczywiste władze państwowe, gdy tymczasem na miejsce broniącego się 
w   swoich   rodach,   fratriach   i   plemionach   prawdziwego   “uzbrojonego   ludu"   zjawiła   się 
uzbrojona   “władza   publiczna",   posłuszna   organom   państwowym,   a   więc   dająca   się   użyć 
również przeciw ludowi. Przemiany form opisał głównie Morgan, treść zaś ekonomiczną, 
która je wywołała, zmuszony byłem przeważnie sam dodać.
W okresie bohaterskim cztery plemiona Ateńczyków zamieszkiwały jeszcze w Attyce odrębne 
terytoria; nawet tworzące je dwanaście fratrii zdają się posiadać odrębne siedziby w dwunastu 
miastach Kekropsa. Zachowali jeszcze ustrój z okresu bohaterskiego: zgromadzenie ludowe, 
rada ludowa, basileus. Tak daleko jak sięga historia pisana, grunty i ziemie są już podzielone i 
znajdują się w posiadaniu prywatnym, co jest zgodne ze względnie rozwiniętą ku końcowi 
wyższego   stopnia   barbarzyństwa   produkcją   towarową   i   odpowiednim   rozwojem   handlu 
towarowego. Obok zboża produkowano wino i oliwę; handel morski na Morzu Egejskim, 
odbierany   stopniowo   Fenicjanom,   przechodził   przeważnie   w   ręce   mieszkańców   Attyki. 
Kupno   i   sprzedaż   gruntów,   postępujący  podział   pracy   między   rolnictwem   a   rzemiosłem, 
handlem a żeglarstwem spowodowały, że członkowie rodów, fratrii i plemion musieli bardzo 
prędko   mieszać   się   pomiędzy  sobą:   na  terytorium  fratrii   i   plemienia   osiedlali   się  ludzie, 
którzy jakkolwiek byli współrodakami, nie należeli jednak do tych związków, byli więc obcy 
w miejscu swego zamieszkania.
W czasach pokoju bowiem każda fratria i każde plemię samo zarządzało swymi sprawami nie 
zwracając się do Aten, do rady ludowej lub do basileusa. Kto zaś mieszkał na terytorium 
fratrii   lub   plemienia   nie   należąc   doń,   nie   mógł   naturalnie   brać   żadnego   udziału   w   tym 
zarządzaniu.
Normalne funkcjonowanie organów ustroju rodowego zostało tak zdezorganizowane, że już w 
okresie   bohaterskim   trzeba   było   szukać   środków   zaradczych.  Wprowadzono   konstytucję, 
przypisywaną   Tezeuszowi.   Zmiana   polegała   przede   wszystkim   na   tym,   że   utworzono 
centralny   zarząd   w  Atenach,   to   znaczy,   że   część   spraw,   które   dotychczas   każde   plemię 
załatwiało samodzielnie, uznano za wspólne i przekazano je wspólnej radzie zasiadającej w 
Atenach. W ten sposób Ateńczycy posunęli się o krok dalej niż jakikolwiek tubylczy lud 
Ameryki: na miejsce zwykłego związku sąsiadujących ze sobą plemion nastąpiło ich zlanie w 

background image

jeden   naród.   Przez   to   powstało   ogólnonarodowe   prawo   ateńskie,   które   stało   ponad 
zwyczajami prawnymi plemion i rodów. Obywatel ateński jako taki otrzymał określone prawa 
i nową opiekę prawną także i na tym terytorium, na którym był obcoplemieńcem. Ale w ten 
sposób został zrobiony pierwszy krok ku obaleniu ustroju rodowego, był to bowiem pierwszy 
krok   do   późniejszego   nadania   obywatelstwa   ludziom,   którzy   w   całej   Attyce   byli 
obcoplemieńcami,   którzy   znajdowali   się   i   pozostawali   całkiem   poza   obrębem   ateńskiego 
ustroju   rodowego.   Drugim   przypisywanym   Tezeuszowi   urządzeniem   był   podział   całego 
narodu,   bez   względu   na   rody,   fratrie   lub   plemiona,   na   trzy   klasy:   eupatrydów,   czyli 
arystokrację, geomorów, czyli rolników, i demiurgów, czyli rzemieślników, oraz przekazanie 
wyłącznego prawa piastowania urzędów arystokratom. Podział ten, z wyjątkiem obsadzania 
urzędów przez arystokrację, nie pociągnął za sobą żadnych następstw, ponieważ poza tym nie 
ustanawiał   żadnych   różnic   prawnych   między   klasami

105b

  Jest   jednak   ważny,   ponieważ 

ukazuje   nam   nowe   elementy   społeczne,   które   się   niepostrzeżenie   rozwinęły.   Podział   ten 
wskazuje, że zwyczaj obsadzania urzędów rodowych przez pewne rodziny przekształcił się w 
mało kwestionowane prawo tych rodzin do owych urzędów, że te rodziny, i tak już potężne, 
dzięki  bogactwu zaczynają  łączyć   się poza  swoimi  rodami   w  oddzielną  uprzywilejowaną 
klasę i że rodzące się państwo uświęcało te uroszczenia. Wskazuje on dalej, że podział pracy 
między rolnikami a rzemieślnikami już tak się utrwalił, że mógł zakwestionować znaczenie 
społeczne   dawnego   podziału   na   rody   i   plemiona.   Podział   ten   wreszcie   proklamuje 
nieprzejednane   przeciwieństwo   między   społeczeństwem   rodowym   a   państwem;   pierwsza 
próba utworzenia państwa polega na rozdarciu rodów przez podzielenie członków każdego 
rodu na uprzywilejowanych i upośledzonych, a tych ostatnich znowu na dwie klasy ludzi, 
zależnie od rodzaju pracy, co przeciwstawiało ich w ten sposób sobie nawzajem.
Dalsza   polityczna   historia  Aten   aż   do   czasów   Solona   nie   jest   znana   dokładnie.   Urząd 
basileusa traci na znaczeniu, a na czoło państwa wysunęli się archontowie wybierani spośród 
arystokracji. Panowanie arystokracji wzmacniało się coraz bardziej, aż około roku 600 przed 
naszą erą stało się ono nie do zniesienia. Przy czym głównym środkiem ucisku wolności 
powszechnej był pieniądz i lichwa. Główną siedzibą arystokracji były Ateny i okolice, gdzie 
handel morski wraz z wciąż jeszcze przygodnie uprawianym korsarstwem przyczyniał się do 
jej   wzbogacenia   i   koncentracji   bogactwa   pieniężnego   w   jej   rękach.   Rozwijająca   się 
gospodarka   pieniężna   przenikała   stąd   jak   gryzący   kwas   do   tradycyjnego,   opartego   na 
gospodarce  naturalnej   trybu  życia  gmin  wiejskich.   Ustrój   rodowy  absolutnie   nie  daje  się 
pogodzić   z   gospodarką   pieniężną;   ruina   drobnych   chłopów   attyckich   zbiegła   się   z 
rozluźnieniem   chroniących   i   opasujących   ich   starych   więzów   rodowych.   Skrypt   dłużny  i 
zastaw posiadłości (bo Ateńczycy wynaleźli już także hipotekę) nie liczyły się ani z rodem, 
ani   z   fratrią.   A   stary   ustrój   rodowy   nie   znał   ani   pieniędzy,   ani   zaliczek,   ani   długów 
pieniężnych.   Toteż   coraz   bujniej   kwitnące   pieniężne   panowanie   arystokracji   wytworzyło 
nowe   prawo   obyczajowe   dla   zabezpieczenia   wierzyciela   wobec   dłużnika,   dla   uświęcenia 
wyzysku drobnych rolników przez posiadacza pieniędzy. Wszystkie pola Attyki roiły się od 
słupów hipotecznych z napisami, że dany grunt został zastawiony takiemu to a takiemu za tę 
lub inną sumę pieniędzy. Pola nie oznaczone w ten sposób były przeważnie już sprzedane za 
nie spłacone w porę długi hipoteczne lub procenty i przeszły na własność arystokratycznego 
lichwiarza; chłop mógł być zadowolony, jeśli mu pozwolono zostać tam jako dzierżawcy i 
żyć   z  szóstej  części   plonu   swej   pracy,   podczas   gdy  pięć   szóstych  musiał   jako   czynsz 
dzierżawny płacić nowemu panu. Ale nie dość tego. Jeśli sumy otrzymanej ze sprzedaży 
gruntu nie starczyło na pokrycie długu lub jeśli dług został zaciągnięty bez zastawu, wówczas 
dłużnik musiał celem pokrycia długu sprzedawać swe dzieci za granicę w niewolę. Dzieci 
sprzedawane przez ojca - oto pierwszy owoc ojcowskiego prawa i monogamii! A jeśli to 
jeszcze nie zadowoliło lichwiarza, to mógł on i samego dłużnika sprzedać w niewolę. Taka 
była słodka jutrzenka cywilizacji u ludu ateńskiego.

background image

Dawniej, gdy warunki życiowe narodu odpowiadały jeszcze ustrojowi rodowemu, przewrót 
taki byłby niemożliwy; i oto nastąpił on nie wiadomo jak. Wróćmy na chwilę do naszych 
Irokezów,   Tam   był   nie   do   pomyślenia   stan   rzeczy   narzucony   teraz  Ateńczykom,   że   tak 
powiemy, bez ich udziału, a już na pewno wbrew ich woli. Tam sposób wytwarzania środków 
do życia, niezmienny z roku na rok, nie mógł wywołać takich jakby z zewnątrz narzuconych 
konfliktów,   takiego   antagonizmu   między   biednym   a   bogatym,   między   wyzyskiwaczem   a 
wyzyskiwanym.   Irokezi   dalecy   byli   jeszcze   od   opanowania   przyrody,   ale   w   swoich 
naturalnych granicach panowali nad własną produkcją. Jeśli pominiemy nieurodzaje w ich 
ogródkach, wyczerpanie się zapasu ryb w ich jeziorach i rzekach, zwierzyny w ich lasach, to 
wiedzieli oni z góry, na co mogą liczyć przy swoich sposobach zdobywania środków do 
życia. Wiedzieli, że mogą liczyć na bardziej skąpe lub obfite środki do życia; co jednak nigdy 
nastąpić   nie   mogło,   to   nieoczekiwane   przewroty   społeczne,   zerwanie   więzów   rodowych, 
rozszczepienie   członków   rodu   i   plemienia   na   przeciwstawne   sobie,   wzajemnie   się 
zwalczające klasy. Produkcja obracała się w najbardziej ciasnych granicach, ale producenci 
panowali nad własnym produktem. Było to ogromną zaletą produkcji okresu barbarzyństwa, 
zaletą, która znikła wraz z nastaniem cywilizacji, natomiast jej odzyskanie - ale na podstawie 
już osiągniętego potężnego panowania człowieka nad przyrodą i na podstawie możliwego już 
obecnie swobodnego zrzeszania się - będzie zadaniem najbliższych pokoleń.
Inaczej   było   u   Greków.   Powstająca   prywatna   własność   trzód   i   przedmiotów   zbytku 
prowadziła do wymiany pomiędzy jednostkami, do przekształcenia produktów w towary. W 
tym tkwi zarodek całego następnego przewrotu. Z chwilą gdy producenci nie konsumowali 
już sami bezpośrednio swego produktu, lecz w drodze wymiany wypuszczali go z rąk, utracili 
oni władzę nad nim. Nie wiedzieli już, co się z nim stanie, i zaistniała możliwość, że produkt 
kiedyś zostanie użyty przeciwko producentowi dla wyzyskiwania go i uciskania. Toteż żadne 
społeczeństwo nie może przez czas dłuższy utrzymać władzy nad swą własną produkcją ani 
kontroli   nad   społecznymi   skutkami   swego   procesu   produkcji,   jeśli   nie   zniesie   wymiany 
między poszczególnymi jednostkami.
Ateńczycy jednak mieli się przekonać na własnej skórze, jak szybko po powstaniu wymiany 
między jednostkami i przekształceniu produktów w towary produkt przejawi swą władzę nad 
producentem. Wraz z produkcją towarową zjawiła się uprawa roli przez jednostki na własny 
rachunek, a wraz z tym wkrótce i jednostkowa własność ziemska. Dalej pojawił się pieniądz - 
towar   powszechny,   na   który   wymienialne   były   wszystkie   inne.  Ale   wynajdując   pieniądz 
ludzie nie podejrzewali, że stworzyli przez to nową potęgę społeczną, jedyną powszechną 
potęgę, przed którą całe społeczeństwo musiało się ukorzyć. Ta nowa potęga, która wyrosła 
nagle bez wiedzy i mimo woli swych własnych twórców, dała właśnie z całą młodzieńczą 
brutalnością odczuć Ateńczykom swe panowanie.
Cóż   było   robić?   Stary   ustrój   rodowy  okazał   się   nie   tylko   bezsilny   wobec   zwycięskiego 
pochodu pieniądza; nie potrafił on również zupełnie znaleźć w swych własnych" ramach 
choćby   miejsca   dla   takich   rzeczy   jak   pieniądz,   wierzyciel   i   dłużnik,   przymusowe 
egzekwowanie długów. Ale nowa potęga społeczna istniała już i żadne pobożne życzenia, 
pragnienie   powrotu   starych   dobrych   czasów   nie   mogły  już   usunąć   ze   świata   pieniędzy  i 
lichwy. A ponadto w ustroju rodowym dokonano szeregu nowych drugorzędnych wyłomów. 
Członkowie rodów i fratrii -z pokolenia na pokolenie coraz bardziej mieszali się między sobą 
na całym terytorium Attyki, a szczególnie w samych Atenach, jakkolwiek i obecnie Ateńczyk 
mógł wprawdzie  sprzedać  swój  grunt  komuś  spoza  rodu, lecz  nie swój  dom mieszkalny. 
Podział pracy na różne gałęzie produkcji: rolnictwo, rzemiosło, a wewnątrz rzemiosła na 
różne jego odmiany, handel, żeglugę itd. — rozwijał się coraz bardziej wraz z postępem 
przemysłu i komunikacji. Ludność dzieliła się teraz według zatrudnienia na dość stałe grupy, 
a każda z nich miała szereg nowych wspólnych interesów, na które nie było miejsca w rodzie 
ani   we   fratrii,   które   więc   dla   swego   załatwienia   wymagały   nowych   urzędów.   Liczba 

background image

niewolników poważnie wzrosła i już wówczas zapewne przekraczała znacznie liczbę wolnych 
Ateńczyków. Ustrój rodowy początkowo nie znał niewolnictwa, a więc również środków do 
trzymania w ryzach takiej masy ludzi pozbawionych wolności. I wreszcie handel ściągał do 
Aten masę cudzoziemców, którzy osiedlali się tu ze względu na łatwiejszy zarobek. Według 
zasad   starego   ustroju   byli   oni   również   pozbawieni   praw   i   ochrony   i   mimo   tradycyjnej 
tolerancji pozostawali obcym żywiołem w narodzie.
Krótko mówiąc, ustrój rodowy miał się ku końcowi. Społeczeństwo coraz bardziej z niego 
wyrastało;   nie   potrafił   on   ani   powstrzymać,   ani   usunąć   najgorszych   nawet   nadużyć 
popełnianych na jego oczach. A tymczasem cichaczem rozwijało się państwo. Nowe grupy, 
stworzone przez podział pracy początkowo między wsią a miastem, następnie w mieście 
między grupami różnych gałęzi pracy, stworzyły nowe organy dla obrony swych interesów; 
utworzono   wszelkiego   rodzaju   urzędy.  A  poza   tym   młode   państwo   potrzebowało   przede 
wszystkim własnej siły, która u żeglarzy - Ateńczyków początkowo mogła być tylko siłą 
morską   do   prowadzenia   małych   lokalnych   wojen   i   obrony   okrętów   handlowych.   W 
nieznanych czasach, jeszcze przed Solonem, utworzono naukrarie, drobne okręgi terytorialne, 
po dwanaście w każdym plemieniu. Każda naukraria dostarczyć musiała po jednym okręcie 
wojennym,   uzbroić   i   zaopatrzyć   go   w   załogę,   a   ponadto   dostarczyć   dwóch   jeźdźców. 
Instytucja   ta   zadała   podwójny   cios   ustrojowi   rodowemu:   po   pierwsze,   przez   stworzenie 
publicznej władzy, która nie była już identyczna z całym uzbrojonym ludem; po wtóre tym, że 
po raz pierwszy podzieliła lud dla celów publicznych nie według grup pokrewieństwa, lecz 
według miejsca zamieszkania. Później się okaże, jakie to miało znaczenie.
Skoro   ustrój   rodowy   nie   mógł   udzielić   żadnej   pomocy   wyzyskiwanemu   ludowi,   to 
pozostawało tylko rodzące się państwo. I rzeczywiście, przyszło ono z pomocą w postaci 
konstytucji   Solona,   przy  czym   państwo   wzmocniło   się   zarazem   kosztem   starego   ustroju. 
Solon - nie obchodzi nas tu sposób przeprowadzenia przez niego reform w roku 594 przed 
naszą erą -rozpoczął szereg tak zwanych rewolucji politycznych, przy czym dokonał tego 
przez targnięcie się na własność. Wszystkie dotychczasowe rewolucje były rewolucjami w 
obronie   jednego   rodzaju   własności   przeciw   innemu.   Nie   mogą   one   bronić   jednej   nie 
naruszając drugiej. W Wielkiej Rewolucji Francuskiej poświęcona została własność feudalna 
dla   ratowania   własności   burżuazyjnej;   w   rewolucji   Solona   musiała   własność   wierzyciela 
stracić na korzyść własności dłużnika. Długi po prostu unieważniono. Nie znamy dokładnie 
szczegółów, ale Solon chwali się w swych poezjach, że usunął słupy zastawne z zadłużonych 
gruntów i że sprowadził z powrotem ludzi sprzedanych lub zbiegłych za granicę z powodu 
długów. Było to możliwe tylko w drodze jawnego naruszenia własności. W rzeczy samej tak 
zwane polityczne rewolucje, od pierwszej do ostatniej, wszystkie były dokonane w obronie 
własności -jednego rodzaju, a przeprowadzone w drodze konfiskaty, zwanej także kradzieżą 
własności - innego rodzaju. Faktem jest więc, że od dwóch i pół tysiąca lat własność prywatna 
mogła być utrzymana tylko dzięki naruszaniu własności.
Chodziło teraz o to, by zapobiec powtórzeniu się takiego ujarzmienia wolnych Ateńczyków. 
Stosowano w tym celu przede wszystkim zarządzenia ogólne, np. zakaz zawierania takich 
umów dłużniczych, w których zastawiano osobę dłużnika. Dalej, aby choć trochę ograniczyć 
wilczy apetyt arystokracji na grunty chłopskie, ustalono maksymalne rozmiary posiadłości 
ziemskich, które  mogły być  skupione  w jednym  ręku. Potem dokonano  zmian  w ustroju 
państwa. Najważniejsze dla nas są następujące:
Rada składać się miała z 400 członków, po stu z każdego plemienia; plemię pozostało tu więc 
jeszcze jako podstawa. Ale też była to jedyna strona dawnego ustroju wprowadzona do nowej 
organizacji państwowej. Poza tym Solon podzielił obywateli na cztery klasy według wielkości 
ich posiadłości ziemskich i dochodu: 500, 300 i 150 medimnów ziarna (medimnus = około 41 
litrów) stanowiło minimalny dochód pierwszych trzech klas; kto miał mniej lub nie miał 
gruntu wcale, należał do czwartej klasy. Wszystkie urzędy mogły być obsadzone tylko przez 

background image

przedstawicieli pierwszych trzech klas, najwyższe zaś tylko przez pierwszą; czwarta miała 
tylko   prawo   przemawiać   i   głosować   na   zgromadzeniu   ludowym.   Ale   tutaj   wybierano 
wszystkich urzędników, tutaj musieli oni składać sprawozdanie ze swych czynności, tutaj 
układano wszystkie prawa i tu czwarta klasa stanowiła większość. Przywileje arystokracji 
zostały tu częściowo na nowo potwierdzone w postaci przywilejów dla bogactwa, ale lud 
zachował władzę decydującą. Poza tym te cztery klasy tworzyły podstawę nowej organizacji 
wojskowej. Pierwsze dwie klasy tworzyły konnicę; trzecia miała służyć w ciężkiej piechocie, 
czwarta   w   lekkiej   piechocie   bez   pancerzy   lub   we   flocie   i   wówczas   prawdopodobnie 
otrzymywała też żołd.
Wprowadzono   tu   więc   do   ustroju   zupełnie   nowy   element:   własność   prywatną.   Prawa   i 
obowiązki obywateli państwa wymierzano według wielkości ich posiadłości ziemskich. O ile 
zyskiwały na wpływie klasy posiadające, o tyle były wypierane dawne organizacje oparte na 
pokrewieństwie; ustrój rodowy poniósł nową klęskę.
Wymierzanie praw politycznych według majątku nie stanowiło bynajmniej instytucji, bez 
której państwo nie mogłoby istnieć. Jakkolwiek wielką rolę grało ono w historii ustrojów 
państwowych, bardzo wiele państw jednak, i to właśnie najbardziej rozwiniętych, obywało się 
bez tego. W Atenach również miało ono tylko charakter przejściowy; od czasów Arystydesa 
wszystkie urzędy były dostępne dla każdego obywatela

106

.

W   ciągu   następnych   lat   osiemdziesięciu   rozwój   społeczeństwa   ateńskiego   przybierał 
stopniowo kierunek, w jakim rozwijał się dalej w ciągu następnych stuleci. Postawiono tamę 
bujnie   rozkwitłej   lichwie   ziemskiej   z   czasów   przed   Solonem,   podobnie   jak   nadmiernej 
koncentracji   własności   ziemskiej.   Handel   i   rozwijające   się   coraz   bardziej   dzięki   pracy 
niewolników   rzemiosło,   wraz   z   rzemiosłem   artystycznym,   stały   się   głównymi   rodzajami 
zajęcia. Ludzie stali się bardziej oświeceni. Zamiast, jak na początku, wyzyskiwać w brutalny 
sposób   własnych   współobywateli,   wyzyskiwano   przeważnie   niewolników   i   klientelę 
pozaateńską. Majątek ruchomy, bogactwo pieniężne i bogactwo w niewolnikach i okrętach 
wzrastało coraz bardziej i stawało się teraz celem samym w sobie, a nie tylko jak za dawnych, 
nieokrzesanych czasów środkiem cło nabycia ziemi. Przeto, z jednej strony, powstała nowa 
klasa bogatych przemysłowców i kupców, która stanowiła zwycięską konkurencję dla starej 
potęgi szlacheckiej, z drugiej zaś strony, resztkom ustroju rodowego ostatecznie usunięto 
grunt spod nóg. Rody, fratrie i plemiona, których członkowie rozproszyli się teraz po całej 
Attyce   i   byli   zupełnie   pomieszani   między   sobą,   nie   nadawały   się   już   do   roli   jednostek 
politycznych. Masa obywateli ateńskich nie należała do żadnego rodu, byli to przybysze, 
którym   nadano   wprawdzie   prawa   obywatelstwa,   ale   których   nie   przyjęto   do   żadnego   z 
dawnych   związków   rodowych;   obok   tego   znajdowała   się   wciąż   rosnąca   liczba   obcych 
przybyszów, korzystających tylko z ochrony

107

.

Tymczasem  walki   stronnictw  trwały  dalej. Arystokracja  próbowała   odzyskać  z  powrotem 
dawne przywileje i na krótki czas wzięła znów górę, dopóki rewolucja Kleistenesa (w roku 
509 przed naszą erą) ostatecznie jej nie obaliła, a wraz z nią również ostatnich szczątków 
ustroju rodowego 

108

.

Kleistenes w swej nowej konstytucji zignorował cztery dawne plemiona oparte na rodach i 
fratriach.   Zamiast   nich   powstała   zupełnie   nowa   organizacja,   zbudowana   na   zasadzie 
wypróbowanego   już   w   naukrariach   podziału   obywateli   wyłącznie   według   miejsca 
zamieszkania. Rozstrzygała już nie przynależność do związków rodowych, lecz tylko miejsce 
zamieszkania;   podzielono   nie   lud,   lecz   terytorium:   z   politycznego   punktu   widzenia 
mieszkańcy stali się jedynie dodatkiem do terytorium.
Cała   Attyka   została   podzielona   na   sto   okręgów   gminnych,   demów,   każdy   z   własnym 
samorządem. Obywatele (democi) zamieszkali w każdym demie wybierali sobie naczelnika 
(de-marcha) i skarbnika, a także trzydziestu sędziów z prawem rozsądzania drobnych sporów. 
Każdy dem posiadał również własną świątynię i bóstwo opiekuńcze lub herosa, dla którego 

background image

wybierano kapłanów. Najwyższą władzę w demie miało zgromadzenie demotów. Był to, jak 
słusznie zauważa Morgan, pierwowzór amerykańskich miejskich gmin samorządowych  

109

. 

Powstające   państwo   ateńskie   zaczęło   od   tej   samej   jednostki,   na   której   kończy   państwo 
nowożytne w swym najwyższym rozwoju.
Dziesięć tych jednostek, demów, tworzyło plemię, które w odróżnieniu od dawnych plemion 
rodowych   nazywa   się   teraz   plemieniem   terytorialnym.   Plemię   terytorialne   było   nie   tylko 
samorządową   organizacją   polityczną,   ale   także   i   wojskową. Wybierało   ono  fylarcha   albo 
naczelnika   plemienia   dowodzącego   jazdą,   taksjarcha   dowodzącego   piechotą,   i   stratega, 
któremu podlegało całe wojsko powołane z terytorium plemienia. Dalej plemię terytorialne 
wystawiało pięć okrętów wojennych wraz z załogą i dowódcą i otrzymywało za patrona 
jednego   z   bohaterów   Attyki,   którego   imię   nosiło.   Wreszcie   wybierało   pięćdziesięciu 
członków do rady ateńskiej.
Uwieńczeniem całej tej organizacji było państwo ateńskie, rządzone przez radę składającą się 
z pięciuset przedstawicieli wybranych przez dziesięć plemion, a w ostatniej instancji przez 
zgromadzenie ludowe, gdzie każdy obywatel ateński miał dostęp i prawo głosu. Archonci i 
inni urzędnicy zarządzali różnymi dziedzinami administracji i sądownictwa. Najwyższego 
urzędnika władzy wykonawczej w Atenach nie było.
Wraz z tą nową konstytucją i dopuszczeniem bardzo wielkiej ilości korzystających jedynie z 
ochrony - bądź przybyszów, bądź wyzwoleńców - wszystkie organy ustroju rodowego zostały 
wyparte   z   życia   społecznego,   spadły  do   roli   stowarzyszeń   prywatnych   i   religijnych.  Ale 
wpływ   moralny,   tradycyjne   poglądy  i   sposób   myślenia   dawnego   okresu   rodowego   długo 
jeszcze się utrzymywały, obumierając stopniowo. Stało się to widoczne w związku z jednym z 
późniejszych urządzeń państwowych.
Widzieliśmy,   że   istotną   cechę   charakterystyczną   państwa   stanowi   władza   publiczna 
wyodrębniona   od   mas   ludowych.  Ateny   posiadały   wówczas   tylko   armię   ludową   i   flotę 
bezpośrednio wystawianą przez lud. Broniły one granic Aten na zewnątrz i trzymały w ryzach 
niewolników,   którzy  już   wówczas   stanowili   znaczną   większość   ludności.  W  stosunku   do 
obywateli władza państwowa istniała początkowo tylko w postaci policji, która jest równie 
stara   jak   państwo,   dlatego   też   naiwni   Francuzi   XVIII   wieku   mówili   nie   o   narodach 
cywilizowanych,   lecz   o   nations   policees

109a

  Ateńczycy   więc   jednocześnie   z   państwem 

zorganizowali policję, prawdziwą żandarmerię z pieszych i konnych łuczników - landjegrów, 
jak się mówi w południowych Niemczech i w Szwajcarii. Ale ta żandarmeria utworzona 
została   z  niewolników.  Wolnemu  Ateńczykowi   ta   służba   pachołkowska   wydawała   się   tak 
poniżająca,   że   wolał   raczej   być   aresztowany   przez   uzbrojonego   niewolnika,   niż   samemu 
popełnić tak hańbiący czyn. Działał tu jeszcze stary rodowy sposób myślenia. Państwo nie 
mogło istnieć bez policji, ale było ono jeszcze młode i nie cieszyło się dostateczną powagą 
moralną,   by   wzbudzić   szacunek   dla   takiego   zawodu,   który   dawnym   członkom   rodów   z 
konieczności wydawał się haniebny.
Jak dalece ukształtowane już w głównych  zarysach  państwo przystosowało  się do nowej 
sytuacji   społecznej  Ateńczyków,   dowodzi   szybki   rozkwit   bogactwa,   handlu   i   przemysłu. 
Przeciwieństwem klasowym, na którym opierały się społeczne i polityczne urządzenia Aten, 
nie było już przeciwieństwo między arystokracją a pospólstwem, lecz między wolnymi a 
niewolnikami, między obywatelami a metojkami. W czasach największego rozkwitu wolni 
obywatele ateńscy wraz z żonami i dziećmi liczyli około 90 000 osób, obok tego mamy 365 
000 niewolników płci obojga i 45 000 metojków: ludzi obcych i wyzwoleńców. Na każdego 
zatem dorosłego obywatela mężczyznę przypadało co najmniej 18 niewolników i przeszło 
dwóch   metojków.   Wielka   liczba   niewolników   związana   była   z   faktem,   iż   wielu   z   nich 
pracowało wspólnie pod dozorem w wielkich manufakturach, w obszernych pomieszczeniach. 
Wraz   z   rozwojem   handlu   i   przemysłu   nastąpiła   akumulacja   i   koncentracja   bogactw   w 
niewielu   rękach   oraz   zubożenie   masy   wolnych   obywateli,   którym   pozostawało   tylko   do 

background image

wyboru:   albo   konkurować   w   pracy   rzemieślniczej   z   niewolnikami,   co   uważane   było   za 
pospolite   i   hańbiące   i   zresztą   miało   mało   widoków   powodzenia,   albo   powiększyć   grono 
nędzarzy. W danych warunkach z konieczności wybierali oni to ostatnie, a ponieważ stanowili 
masę, doprowadzili w ten sposób do upadku całego państwa ateńskiego. Nie demokracja 
zgubiła Ateny, jak twierdzą schlebiający książętom bakałarze europejscy, lecz niewolnictwo, 
które czyniło pracę wolnego obywatela przedmiotem pogardy.
Powstanie   państwa   u   Ateńczyków   jest   wyjątkowo   typowym   przykładem   tworzenia   się 
państwa w ogóle, gdyż, z jednej strony, proces ów odbywał się zupełnie swobodnie, bez 
zastosowania przemocy z zewnątrz lub wewnątrz - uzurpacja władzy przez Pizystrata nie 
pozostawiła   żadnego   śladu   swego   krótkiego   istnienia

110

  -   z   drugiej   strony,   dlatego,   że 

bezpośrednio z ustroju rodowego wyrasta tu państwo o bardzo wysokiej formie rozwoju - 
republika   demokratyczna,   a   wreszcie   dlatego,   że   znamy   dostatecznie   wszystkie   istotne 
szczegóły dotyczące powstania tego państwa.

VI Ród i państwo w Rzymie

Z podania o założeniu Rzymu wynika, że pierwszą osadę założyła tam pewna liczba (według 
podania - sto) złączonych w jedno plemię rodów latyńskich, do których wkrótce przyłączyło 
się plemię sabelskie, jakoby również liczące sto rodów, i wreszcie trzecie plemię, złożone z 
różnych elementów, rzekomo także obejmujące sto rodów. Z całego opowiadania od razu 
widać, że poza rodem nic nie powstało tu drogą naturalną, a ród ten był także w pewnych 
wypadkach tylko odgałęzieniem istniejącego nadal w starej ojczyźnie rodu macierzystego. 
Plemiona te noszą na sobie piętno sztucznego tworu, ukształtowanego jednak przeważnie z 
elementów   pokrewnych   i   na   wzór   starego,   powstałego   drogą   naturalną,   a   nie   sztucznie 
utworzonego plemienia. Przy tym nie jest wykluczone, że jądrem każdego z trzech plemion 
mogło być rzeczywiste stare plemię. Ogniwo pośrednie - fratria - składało się z dziesięciu 
rodów i zwało się kurią: kurii było więc trzydzieści.
Jest rzeczą ogólnie uznana, że ród rzymski był taką samą instytucją jak grecki. Skoro ród 
grecki   jest   bardziej   rozwiniętą   formą   tej   samej   jednostki   społecznej,   której   pierwowzór 
widzimy u amerykańskich czerwonoskórych, to to samo całkowicie dotyczy również rodu 
rzymskiego. Możemy więc tu bardziej się skracać.
Rzymski ród, przynajmniej w pierwszym okresie istnienia miasta, miał ustrój następujący:
1. Wzajemne prawo członków rodu do dziedziczenia po sobie; majątek pozostawał w rodzie. 
Ponieważ   w   rodzie   rzymskim,   podobnie   jak   w   greckim,   panowało   już   prawo   ojcowskie, 
potomkowie  w linii  żeńskiej   byli  od dziedziczenia  wykluczeni.  Według  Prawa Dwunastu 
Tablic

111

  najstarszego   znanego   nam   pisanego   prawa   rzymskiego,   dziedziczyły   przede 

wszystkim dzieci, jako spadkobiercy naturalni, w razie braku dzieci - agnaci (krewni w linii 
męskiej),  a   jeśli   brak   takowych   -   członkowie   rodu.   We   wszystkich   wypadkach   majątek 
pozostawał w rodzie. Widzimy tutaj stopniowe przenikanie do obyczajów rodowych nowych 
pojęć   prawnych,   zrodzonych   wskutek   wzrostu   bogactwa   i   monogamii:   pierwotne   równe, 
prawo   dziedziczenia   wszystkich   członków   rodu   ogranicza   się   w   praktyce   -   i   to   bardzo 
wcześnie, jak wyżej zaznaczono - do dziedziczenia przez agnatów, a w końcu przez dzieci i 
ich potomstwo w linii męskiej; w Dwunastu Tablicach występuje to oczywiście w odwrotnym 
porządku.
2. Posiadanie wspólnego miejsca grzebania zmarłych. Patrycjuszowski ród Klaudiuszów po 
przesiedleniu   się   z  Regili   do   Rzymu   otrzymał   dla   siebie   kawał   gruntu,   a   nadto   wspólne 
miejsce chowania zmarłych w mieście. Jeszcze za Augusta przywieziona do Rzymu głowa 
poległego   w   Teutoburskim   Lesie   Warusa

112

  została   pochowana   w   gentilitius   tumulus 

[grobowcu rodowym]; zatem ród (Kwintyliuszów) posiadał jeszcze oddzielny grobowiec

112a

.

3. Wspólne uroczystości religijne. Owe sacra gentilitia są znane.

background image

4. Obowiązek niezawierania małżeństwa wewnątrz rodu. Jak się zdaje, w Rzymie nie stało się 
to nigdy prawem pisanym, ale pozostało jako obyczaj. Wśród mnóstwa rzymskich małżeństw, 
których   imiona   zachowały   się   do   naszych   czasów,   żadne   nie   ma   jednakowego   imienia 
rodowego dla męża i żony. Regułę tę potwierdza również prawo spadkowe. Kobieta przez 
zamążpójście traci prawa agnackie, występuje ze swego rodu; ani ona, ani jej dzieci nie mogą 
dziedziczyć po jej ojcu lub jego braciach, gdyż w przeciwnym wypadku ród ojca straciłby 
część spadku. To prawo spadkowe ma tylko sens wtedy, jeśli założymy, że kobieta nie może 
wyjść za mąż za członka swego rodu.
5. Wspólne władanie ziemią. Istniało ono zawsze w epoce pierwotnej, od czasu gdy zaczęto 
dzielić   terytorium  plemienia.  Wśród  plemion  latyńskich  znajdujemy ziemię   po  części   we 
władaniu plemienia, po części roduj po części oddzielnych gospodarstw, które chyba nie

112b 

były   pojedynczymi   rodzinami.   Romulus   podobno   pierwszy   podzielił   ziemię   między 
poszczególne jednostki, na każdą przypadło mniej więcej po 1 hektarze (2 jugery). Jednak 
jeszcze w czasach późniejszych znajdujemy własność ziemską w rękach rodu, nie mówiąc już 
o ziemi państwowej, wokół której obraca się cała wewnętrzna historia republiki.
6. Obowiązek wzajemnej obrony członków rodu i wzajemnej pomocy. W tej kwestii historia 
pisana dostarcza nam tylko szczątkowych danych; państwo rzymskie ukazuje się od razu jako 
tak przemożna siła, iż prawo obrony przed krzywdą przeszło na nie. Gdy Appiusz Klaudiusz 
został aresztowany, cały jego ród, nawet jego osobiści wrogowie przywdziali żałobę. W czasie 
drugiej wojny punickiej

113

  rody połączyły się dla wyzwolenia wziętych do niewoli swoich 

członków; senat zakazał im tego.
7.   Prawo   noszenia   imienia   rodowego.   Prawo   to   przetrwało   do   czasów   cesarstwa; 
wyzwoleńcom pozwalano przybierać imiona rodowe swych byłych panów, lecz bez praw 
rodowych.
8. Prawo adoptowania obcych do rodu. Odbywało się to drogą adopcji do rodziny (podobnie 
jak u Indian), co pociągało za sobą przyjęcie do rodu.
9. O prawie wybierania i usuwania naczelnika rodu nigdzie nie ma wzmianki. Ponieważ 
jednak w pierwszym okresie istnienia Rzymu wszystkie urzędy, poczynając od obieralnego 
króla, były obsadzane w drodze wyboru lub mianowania i ponieważ nawet kapłani kurii byli 
przez nie wybierani, musimy przypuścić to samo odnośnie do naczelników (principes) rodów, 
aczkolwiek wybieranie ich z jednej i tej samej rodziny mogło już stać się regułą w rodzie.
Takie były uprawnienia rodu rzymskiego. Z wyjątkiem dokonanego już przejścia do prawa 
ojcowskiego są one wiernym odzwierciedleniem praw i obowiąz"ków rodu irokeskiego. I 
tutaj również “wyraźnie wyziera Irokez" 

114

Oto

114a

 jeden tylko przykład świadczący o tym, jaki zamęt panuje dziś jeszcze wśród naszych 

najbardziej nawet znanych historyków w sprawie rzymskiego ustroju rodowego. W rozprawie 
Mommsena   o   rzymskich   imionach   własnych   w   czasach   republiki   i   w   czasach  Augusta 
(“Romische Forschungen", Berlin 1864, L I) czytamy:
“Imię   rodowe   nadawano   nie   tylko   wszystkim   męskim   członkom   rodu,   z   wyłączeniem 
oczywiście   niewolników,   ale   włączając   adoptowanych   i   klientów,   lecz   także   kobietom... 
Plemię"   (jak   Mommsen   tłumaczy   tu   gens)   “jest   to...   wspólnota   mająca   rzeczywiste, 
domniemane lub nawet fikcyjne pochodzenie wspólne, złączona wspólnymi uroczystościami, 
grobami, dziedziczeniem - wspólnota, do której mogą i muszą należeć wszystkie jednostki 
wolne, a więc i kobiety. Trudność przedstawia jednak określenie imienia rodowego kobiet 
zamężnych. Trudność ta oczywiście nie istnieje, dopóki kobieta może wyjść za mąż tylko za 
członka swego rodu: łatwo wykazać, że przez czas dłuższy kobietom trudniej było wyjść za 
mąż poza rodem niż w rodzie i prawo wyjścia za mąż poza rodem - gentis enuptio - jeszcze w 
szóstym stuleciu udzielane było w nagrodę jako przywilej osobisty. Gdzie zaś się zdarzyły 
takie małżeństwa poza rodem, kobieta była zmuszona tym samym w najdawniejszych czasach 

background image

przejść   do  rodu  męża.   Jest   rzeczą   pewną,  że  przez  starożytne  religijne  małżeństwo  żona 
stawała się członkiem prawnej i sakralnej wspólnoty męża i występowała ze swojej. Któż nie 
wie, że zamężna kobieta traci czynne i bierne prawo spadku w stosunku do członków swego 
rodu, natomiast wstępuje w związek spadkowy ze swym mężem, dziećmi i członkami jego 
rodu? A skoro zostaje jakby adoptowana przez męża i wchodzi do jego rodziny, to jakże by 
mogła pozostać poza jego rodem?" (str. 8-n).
Mommsen twierdzi zatem, że kobietom rzymskim, należącym do rodu, wolno było pierwotnie 
wychodzić za mąż tylko wewnątrz swego rodu, że ród rzymski był zatem endogamiczny, nie 
zaś egzogamiczny. Pogląd ten, zaprzeczający temu wszystkiemu, co wiemy w tej sprawie o 
innych ludach, opiera się głównie, jeśli nie wyłącznie, na jednym jedynym, bardzo spornym 
miejscu u  Liwiusza  (ks. XXXIX,  r.  19), według  którego  senat  w roku  568 od  założenia 
Rzymu,  186  przed   naszą  erą,   postanowił:   uti  Feceniae   Hispallae   datio,   deminutio,  gentis 
enuptio, tutoris optio item esset quasi ei vir testamento dedisset; utique ei ingenuo nubere 
liceret, neu quid ei aul eam duxisset, ob id fraudi ignominiaeve esset - żeby Fecenia Hispala 
miała   prawo   rozporządzać   swym   majątkiem,   zmniejszyć   go,   wyjść   za   mąż   poza   rodem, 
wybrać sobie opiekuna, tak jakby jej (zmarły) mąż prawo to przekazał jej w testamencie; że 
może ona wyjść za mąż za człowieka wolnego i temu, kto ją weźmie za żonę, nie może to być 
poczytane za zły lub hańbiący postępek.
Tu więc niewątpliwie Fecenia, wyzwolona niewolnica, otrzymuje prawo wyjścia za mąż poza 
rodem. I również niewątpliwie mąż jest uprawniony do przekazania w testamencie żonie 
prawa wyjścia za mąż po jego śmierci poza rodem. Ale poza jakim rodem?
Jeśli kobieta musiała wychodzić za mąż w swoim rodzie, jak to Mommsen przypuszcza, to 
również   po   zamążpójściu   pozostawała   ona   w   tym   rodzie.  Ale   po   pierwsze,   ta   rzekoma 
endogamia rodu to właśnie to, czego dowieść należy. Po wtóre zaś, jeśli kobieta musiała 
wychodzić   za   mąż   wewnątrz   rodu,   to   oczywiście   również   i   mężczyzna,   bo   inaczej   nie 
dostałby   żony.   A  więc   dochodzimy   do   tego,   że   mąż   może   swojej   żonie   przekazać   w 
testamencie   prawo,   którego   sam   nie   posiadał   i   które   jemu   samemu   nie   przysługiwało; 
dochodzimy do nonsensu prawnego. Czuje to również Mommsen i dlatego przypuszcza:
“Zapewne dla wyjścia za mąż  poza  rodem prawo wymagało nie tylko zgody władcy, lecz 
wszystkich członków rodu" (str. 10, przypis).
Jest   to   przede   wszystkim   przypuszczenie   bardzo   śmiałe,   a   po   wtóre   przeczy  wyraźnemu 
brzmieniu cytowanego wyżej ustępu: senat daje jej to prawo w zastępstwie męża, daje jej 
wyraźnie nie więcej i nie mniej, niż mógłby jej dać mąż, ale to, co jej daje, jest prawem 
absolutnym, wolnym od jakichkolwiek ograniczeń, tak że jeśli skorzysta z tego prawa, .to jej 
nowy mąż również nie powinien na tym ucierpieć. Senat poleca nawet obecnym i przyszłym 
konsulom i pretorom dbać o to, by z tego powodu nie spotkała jej żadna krzywda. Okazuje się 
zatem, że hipoteza Mommsena jest zupełnie niedopuszczalna.
Przypuśćmy jednak co innego: kobieta wyszła za mężczyznę z innego rodu, sama jednak 
pozostała w rodzie, w którym się urodziła. Wówczas według cytowanego miejsca jej mąż 
miałby prawo pozwolić żonie na zamążpójście poza jej własnym rodem. To znaczy, miałby 
prawo   wydawać   rozporządzenia   w   sprawach   rodu,   do   którego   wcale   nie   należał. 
Przypuszczenie to jest tak niedorzeczne, że nie warto tracić na nie słów.
Pozostaje więc tylko przypuszczenie, że kobieta ta za pierwszym razem wyszła za mąż za 
mężczyznę   z   innego   rodu   i   przez   małżeństwo   przeszła   po   prostu   do   rodu   męża,   co   też 
faktycznie i Mommsen w podobnych wypadkach przypuszcza. Wtedy natychmiast wszystko 
się   wyjaśnia.   Sytuacja   kobiety   oderwanej   przez   małżeństwo   od   swego   dawnego   rodu   i 
przyjętej do nowego rodu męża jest w tym rodzie zupełnie specyficzna. Jest ona co prawda 
członkiem rodu, ale nie jest z nim złączona więzami krwi. Sposób, w jaki została przyjęta, 
wyklucza   dla   niej   z   góry  wszelki   zakaz   małżeństwa   wewnątrz   rodu,   do   którego   właśnie 
weszła   przez   małżeństwo.   Dalej   została   ona   przyjęta   do   związku   małżeńskiego   rodu, 

background image

dziedziczy   po   śmierci   swego   męża   jego   majątek,   a   więc   majątek   członka   rodu.   Cóż 
naturalniejszego jest zatem, niż zobowiązać ją do wyjścia za mąż za członka rodu swego 
pierwszego męża i nikogo innego, żeby majątek pozostał w rodzie? A jeśli ma tu być zrobiony 
wyjątek, któż jest bardziej kompetentny, by upoważnić ją do tego, niż ten, co jej ten majątek 
zapisał, jej pierwszy mąż? W chwili gdy zapisuje on jej część majątku i jednocześnie pozwala 
jej tę część majątku przez małżeństwo lub wskutek małżeństwa przenieść do innego rodu, 
majątek ten jeszcze należy do niego, rozporządza on zatem dosłownie tylko swoją własnością. 
Co się tyczy samej kobiety i jej stosunku do rodu swego męża, to wprowadził on ją do tego 
rodu przez akt dobrowolny, przez małżeństwo; zdaje się więc rzeczą również naturalną, że on 
jest  tą  właściwą  osobą, która  może  ją  upoważnić  do  wystąpienia  z  rodu przez  powtórne 
małżeństwo. Krótko mówiąc, cała sprawa staje się prosta i zrozumiała, skoro tylko odrzucimy 
dziwne wyobrażenie o endogamicznym rodzie rzymskim i wraz z Morganem uznamy go za 
pierwotnie egzogamiczny.
Pozostaje   jeszcze   ostatnie   przypuszczenie,   które   również   znalazło   zwolenników   i   bodaj 
najliczniejszych: fragment z Liwiusza mówi rzekomo tylko o tym,
“że wyzwolone dziewczęta (libertae) nie mogły bez specjalnego pozwolenia e gente enubere" 
(wychodzić za mąż poza rodem) “ani w ogóle uczynić żadnego kroku, który, powodując 
capitis   deminutio   minima

114b

  przyczyniłby   się   do   wystąpienia   wyzwolonej   ze   związku 

rodowego". (Lange, “Rómische Alterthiimer", Berlin 1856, t. I, str. 195, gdzie w związku z 
przytoczonym ustępem z Liwiusza autor powołuje się na Huschkego)

115

.

Jeśli   to   przypuszczenie   jest   słuszne,   to   ustęp   ten   tym   bardziej   niczego   nie   dowodzi   w 
odniesieniu   do   sytuacji   wolnych   Rzymianek   i   tym   bardziej   nie   może   być   mowy   o   ich 
obowiązku wychodzenia za mąż wewnątrz rodu.
Wyrażenie enuptio gentis znajdujemy tylko w tym jednym miejscu, poza tym nigdzie więcej 
w całej literaturze rzymskiej; wyraz enubere, wychodzić za mąż poza swoją grupą, spotykamy 
tylko   trzy   razy,   również   u   Liwiusza,   ale   nie   w   odniesieniu   do   rodu.   Fantastyczne 
przypuszczenie, że Rzymianki mogły wychodzić za mąż tylko wewnątrz rodu, jest oparte na 
tej   jednej   cytacie.   Nie   wytrzymuje   ona   jednak   krytyki.   Jeśli   ustęp   ten   stosuje   się   do 
szczególnych ograniczeń dla wyzwolonych, w takim razie niczego nie dowodzi w odniesieniu 
do   wolnych   kobiet   (ingenuae),   jeżeli   zaś   stosuje   się   także   do   kobiet   zupełnie   wolnych, 
wówczas dowodzi raczej, że kobieta z reguły wychodziła za mąż poza rodem, ale przez 
małżeństwo przechodziła do rodu męża, a więc przeciw Mommsenowi, a za Morganem.
Jeszcze   w   trzysta   lat   niemal   od   założenia   Rzymu   więzy   rodowe   były   tak   silne,   że 
patrycjuszowski ród Fabiuszów mógł za zgodą senatu przedsięwziąć na własną rękę wyprawę 
wojenną   przeciwko   sąsiedniemu   miastu   Wejom.   Na   wyprawę   wyruszyło   podobno   306 
Fabiuszów   i   wszyscy   zostali   zabici   w   zasadzce:   pozostał   jeden   jedyny   chłopiec,   który 
rozkrzewił jakoby swój ród.
Jakeśmy powiedzieli, dziesięć rodów tworzyło fratrię, która tu nazywała się kurią i miała 
ważniejsze uprawnienia społeczne niż grecka fratria. Każda kuria miała swe własne praktyki 
religijne,   sanktuaria   i   kapłanów.   Kapłani   kurii   tworzyli   jedno   z   rzymskich   kolegiów 
kapłańskich. Dziesięć kurii tworzyło plemię, które zapewne jak pozostałe plemiona latyńskie 
miało pierwotnie obieralnego naczelnika - dowódcę wojskowego i najwyższego kapłana. Te 
trzy plemiona razem wzięte tworzyły naród rzymski - populus romanus.
Do narodu rzymskiego mógł więc ten tylko należeć, kto był członkiem rodu, a przez to 
członkiem   kurii   i   plemienia.   Pierwotny   ustrój   tego   narodu   był   następujący:   sprawami 
publicznymi   zarządzał   przede   wszystkim   senat,   który,   jak   to   Niebuhr   pierwszy   trafnie 
zauważył, składał się z naczelników trzystu rodów; dlatego właśnie, jako najstarsi w rodach, 
zwali się oni ojcami, patres, a ich zgromadzenie - senatem (rada najstarszych, od senex - 
stary). Zwyczaj wybierania senatorów zawsze z tej samej rodziny w rodzie powołał i tutaj do 
życia   pierwszą   szlachtę   plemienną.   Członkowie   tych   rodzin   nazywali   się   patrycjuszami   i 

background image

pretendowali do wyłącznego prawa wchodzenia do senatu i zajmowania wszystkich urzędów. 
Że naród rzymski z czasem pogodził się z tymi uroszczeniami i że przekształciły się one w 
rzeczywiste prawo, świadczy podanie, jakoby Romulus nadał pierwszym senatorom i ich 
potomstwu   patrycjat   i   wszystkie   jego   przywileje.   Senat,   podobnie   jak   bule   ateńska, 
decydował w wielu sprawach, omawiał przedwstępnie ważniejsze prawa, w szczególności 
nowe. Uchwalało je następnie zgromadzenie ludowe, zwane comitia curiata (zebranie kurii). 
Naród zbierał się według kurii, w każdej kurii zapewne według rodów, przy podejmowaniu 
decyzji   każda   z   trzydziestu   kurii   miała   jeden   głos.   Zgromadzenie   kurii   przyjmowało   lub 
odrzucało   wszystkie   prawa,   wybierało   wszystkich   wyższych   urzędników   z   rexem   (tak 
zwanym królem) włącznie, wypowiadało wojnę (ale senat zawierał pokój), w charakterze 
najwyższej   instancji   sądowej   rozstrzygało,   w   razie   odwołania   się   stron,   we   wszystkich 
sprawach   grożących   karą   śmierci   obywatelowi   rzymskiemu.   -   Wreszcie   obok   senatu   i 
zgromadzenia ludowego występował rex, który odpowiadał zupełnie basileusowi greckiemu i 
bynajmniej nie był tym niemal samowładnym królem, jakim go Mommsen

116

 przedstawia

116a

. 

Był   On   również   dowódcą   wojskowym,   najwyższym   kapłanem   i   przewodniczącym   w 
niektórych   sądach.   Na   ogół   nie   posiadał   on   władzy   cywilnej,   nie   miał   też   prawa 
rozporządzania życiem, wolnością i własnością obywateli, o ile nie wypływało to z jego 
władzy dyscyplinarnej jako dowódcy wojskowego lub przewodniczącego sądu w zakresie 
wykonywania   wyroków.   Urząd   rexa   nie   był   dziedziczny.   Przeciwnie,   był   on   najpierw 
prawdopodobnie obierany na zgromadzeniu kurii na wniosek swego poprzednika, a następnie 
na drugim zgromadzeniu uroczyście wprowadzano go na urząd. Że można było rexa złożyć z 
urzędu, tego dowodzi los Tarkwiniusza Pysznego.
Tak   więc   Rzymianie   za   czasów   tak   zwanych   królów   tworzyli,   jak   Grecy   okresu 
bohaterskiego, demokrację wojskową, która rozwinęła się z rodów, fratrii i plemion i na nich 
się opierała. Jeśli nawet kuria i plemiona były po części tworami sztucznymi, to były one 
ukształtowane według prawdziwych, naturalnie powstałych wzorów społeczeństwa, z którego 
wyszły  i   które   je   jeszcze   zewsząd   otaczało.   Jeśli   nawet   naturalnie   powstała   arystokracja 
patrycjuszowska   zdobyła   już   grunt   pod   nogami,   jeśli   królowie   próbowali   stopniowo 
rozszerzać   swe   uprawnienia   -   to   wszystko   to   nie   zmieniało   pierwotnego   zasadniczego 
charakteru ustroju, a o to tylko chodzi.
Tymczasem ludność miasta Rzymu i jego okolic, rozszerzonych przez podboje, zwiększała się 
po części przez imigrację, po części przez przyłączenie się mieszkańców podbitych okręgów, 
przeważnie latyńskich. Wszyscy ci nowi poddani państwa (sprawę klientów pozostawiamy tu 
na uboczu) znajdowali się poza starymi rodami, kuriami i plemionami, nie stanowili zatem 
części   populus   romanus   -   właściwego   narodu   rzymskiego.   Byli   oni   ludźmi   osobiście 
wolnymi, mogli posiadać własność ziemską, musieli płacić podatki i pełnić służbę wojskową. 
Ale nie mogli piastować żadnych urzędów i nie mogli brać udziału ani w zgromadzeniach 
kurii, ani w podziale zdobytych gruntów państwowych. Stanowili oni pozbawiony wszelkich 
praw   publicznych   plebs.   Dzięki   swej   wciąż   rosnącej   liczbie,   sprawności   wojskowej   i 
uzbrojeniu   stawali   się   oni   groźną   potęgą   wobec   starego   populus,   szczelnie   obecnie 
odgrodzonego od wszelkiego przyrostu z zewnątrz. W dodatku własność ziemska była, jak się 
zdaje,   dość   równomiernie   podzielona   między   populus   a   plebs,   podczas   gdy   bogactwa 
handlowe i przemysłowe, niezbyt jeszcze wielkie, znajdowały się przeważnie w ręku plebsu.
Ze względu na głęboki mrok otaczający całą legendarną historię Rzymu - mrok znacznie 
spotęgowany jeszcze przez próby racjonalistyczno-pragmatycznych objaśnień i sprawozdań 
późniejszych   posiadających   prawnicze   wykształcenie   badaczy   źródeł   —   nie   można 
powiedzieć nic określonego ani o czasie, ani o przebiegu, ani o powodach rewolucji, która 
położyła kres staremu ustrojowi rodowemu. Pewne jest tylko to, że przyczynę jej stanowiły 
walki, jakie toczyli między sobą plebs i populus.

background image

Nowa   konstytucja,   przypisywana   królowi   Serwiuszowi   Tulliuszowi,   opierająca   się   na 
wzorach greckich, szczególnie na Solonie, powołała do życia nowe zgromadzenie ludowe, do 
którego dopuszczano lub z którego wykluczano bez różnicy populus i plebejuszy, zależnie od 
tego, czy pełnili służbę wojskową, czy nie. Cała ludność męska obowiązana do noszenia broni 
podzielona została według majątku na sześć klas. Minimalny majątek w każdej z pięciu klas 
był: I – 100 000 asów; II – 75 000; III – 50 000; IV – 25 000; V – 11 000; według Dureau de  
la Malle równało się to w przybliżeniu 14 000, 10 500, 7 000, 3 600, 1 570 markom. Szósta 
klasa - proletariusze - składała się z ludzi mniej zamożnych, wolnych od służby i podatków. 
W nowym zgromadzeniu ludowym, zgromadzeniu centurii (comitia centuriata) - obywatele 
stawali po wojskowemu, kompaniami, w swoich centuriach po stu ludzi i każda centuria 
miała jeden głos. Ale pierwsza klasa wystawiała 80 centurii, druga 22, trzecia 20, czwarta 22, 
piąta 30, szósta -dla przyzwoitości wystawiała także jedną centurię. Oprócz tego najbogatsi 
obywatele tworzyli 18 centurii jazdy. Wszystkich razem było 193; większość głosów - 97. 
Otóż sami jeźdźcy i pierwsza klasa miały razem 98 głosów, czyli większość. Jeśli zgadzali się 
oni między sobą, to pozostałych wcale nie pytano - prawomocna uchwała była przyjmowana.
Wszystkie prawa polityczne dawnego zgromadzenia kurii (oprócz paru praw nominalnych) 
przeszły na to nowe zgromadzenie centurii. Kurie i tworzące je rody zostały przez to, jak w 
Atenach, zdegradowane do roli stowarzyszeń wyłącznie prywatnych i religijnych i jako takie 
wegetowały jeszcze długo, podczas gdy zgromadzenie kurii wkrótce istnieć przestało. Ażeby 
wyprzeć   z   państwa   również   trzy   stare   plemiona   rodowe,   utworzono   cztery   plemiona 
terytorialne, z których każde zamieszkiwało osobną dzielnicę miasta i korzystało z szeregu 
praw politycznych.
W ten sposób również i w Rzymie jeszcze przed zniesieniem tak zwanego królestwa został 
rozbity   stary   ustrój   społeczny,   oparty   na   osobistych   związkach   krwi,   i   na   jego   miejsce 
zaprowadzony został nowy, prawdziwy ustrój państwowy, oparty na podziale terytorialnym i 
na różnicach majątkowych. Władza publiczna skupiała się w tekach zobowiązanych do służby 
wojskowej obywateli i skierowana była nie tylko przeciwko niewolnikom, lecz i przeciwko 
tak zwanym proletariuszom wyłączonym ze służby wojskowej i nie posiadającym broni.
Po wygnaniu ostatniego rexa, Tarkwiniusza Pysznego, który uzurpował sobie rzeczywistą 
władzę   królewską,   i   zastąpieniu   go   przez   dwóch   dowódców   wojskowych   (konsulów), 
mających jednakową władzę (jak u Irokezów), nowy ustrój dalej się rozwijał. W ramach tego 
ustroju obraca się cała historia republiki rzymskiej z wszystkimi jej walkami patrycjuszów i 
plebejuszów o dostęp do urzędów i do udziału w dzieleniu ziemi państwowej, z ostatecznym 
wchłonięciem  szlachty  patrycjuszowskiej  przez   nowo  powstałą  klasę   wielkich   posiadaczy 
ziemskich i magnatów pieniężnych, którzy stopniowo pochłaniali wszystkie grunty chłopów 
zrujnowanych przez służbę wojskową, a powstałe w ten sposób olbrzymie majątki ziemskie 
uprawiali przy pomocy niewolników. Wyludnili Italię i w ten sposób utorowali drogę nie 
tylko cesarstwu, lecz i jego następcom, barbarzyńcom germańskim. 

VII Ród u Celtów i Germanów

Brak miejsca nie pozwala nam rozpatrywać instytucji rodowych, istniejących jeszcze obecnie 
w mniej lub bardziej czystej postaci u różnych ludów dzikich i barbarzyńskich, ani badać 
śladów tych instytucji w historii starożytnej cywilizowanych ludów Azji

116b

. Jedne i drugie 

spotykamy wszędzie. Przytoczę tylko parę przykładów. Zanim jeszcze poznano ród, człowiek, 
który zadał sobie najwięcej trudu, aby go błędnie zrozumieć, McLennan, udowodnił jego 
istnienie i na ogół trafnie opisał go u Kałmuków, Czerkiesów, Samojedów i u trzech ludów 
indyjskich: Waralów, Magarów i Munipurów

117

. Ostatnio M. Kowalewski odkrył i opisał rody 

u Pszawów, Szewsurów, Swanetów i innych plemion kaukaskich

ll8

Podajemy tutaj tylko kilka 

krótkich informacji o istnieniu rodu u Celtów i Germanów.

background image

Najstarsze   zachowane   prawa   celtyckie   przedstawiają   nam   ród   jeszcze   w   pełni   życia.  W 
Irlandii   ród,   rozsadzony   przemocą   przez   Anglików,   żyje   po   dziś   dzień,   przynajmniej 
instynktownie,   w  świadomości   ludu.  W  Szkocji   ród   jeszcze   w   połowie   zeszłego   stulecia 
znajdował się w pełnym rozkwicie i także tutaj ustąpił tylko pod naciskiem angielskiego 
oręża, prawodawstwa i sądownictwa.
Starowalijskie   prawa,   spisane   na   paręset   lat   przed   podbojem   angielskim

119

  najpóźniej   w 

wieku XI, świadczą o istnieniu jeszcze wspólnej uprawy roli przez całe wsie, choć były to już 
tylko wyjątkowe resztki dawnego powszechnego zwyczaju. Każda rodzina miała dla własnej 
uprawy pięć akrów: obok tego uprawiano kawał ziemi wspólnie i plony dzielono. Że te gminy 
wiejskie reprezentowały rody lub poddziały rodów, staje się niewątpliwe wobec analogii z 
Irlandią i Szkocją, gdyby nawet ponowne przestudiowanie praw walijskich, na co mi braknie 
czasu (moje wyciągi pochodzą z roku 1869)

120

, nie miało tego bezpośrednio dowieść. Poza 

tym walijskie i wraz z nimi irlandzkie źródła dowodzą wprost, że u Celtów jeszcze w XI 
wieku   małżeństwo   parzyste   nie   zostało   bynajmniej   wyparte   przez   monogamię.   W   Walii 
małżeństwo stawało się nierozerwalne - ściślej mówiąc, nie mogło być wypowiedziane - 
dopiero   po   siedmiu   latach.   Jeśli   brakowało   choćby   trzech   nocy   do   tych   siedmiu   lat,   to 
małżonkowie mogli się rozejść. Wtedy dzielono majątek, żona dzieliła, mąż wybierał swoją 
część. Meble dzielono według określonych, bardzo zabawnych prawideł. Jeśli mąż zrywał 
małżeństwo, to musiał oddać żonie jej posag i niektóre inne rzeczy; jeśli zrywała żona, to 
otrzymywała mniej. Mąż otrzymywał dwoje dzieci, żona jedno, a mianowicie średnie. Jeśli 
żona po rozwodzie powtórnie wychodziła za mąż, a pierwszy mąż chciał ją mieć z powrotem, 
to musiała iść za nim, choćby jedną nogą już była w nowym łożu małżeńskim. Jeśli zaś dwoje 
ludzi żyło ze sobą przez siedem lat, to stawali się oni mężem i żoną nawet bez uprzedniego 
formalnego   małżeństwa.   Czystość   dziewcząt   przed   zamążpójściem   nie   była   bynajmniej 
surowo   przestrzegana   ani   wymagana;   wszystkie   dotyczące   tego   przepisy   są   nadzwyczaj 
frywolne i zupełnie nie odpowiadają moralności mieszczańskiej. Jeśli żona zdradziła męża, to 
mąż mógł ją wychłostać (jeden z trzech wypadków, gdy było mu to dozwolone, w innych 
wypadkach podlegał za to karze), ale poza tym nie mógł żądać żadnego zadośćuczynienia, 
gdyż
“za to samo przestępstwo należy się albo pokuta, albo zemsta, ale nie jedno i drugie razem"

l21

.

Było bardzo wiele powodów, dla których kobieta mogła domagać się rozwodu nie tracąc 
swych praw przy podziale. Wystarczył przykry zapach z ust męża. Okup pieniężny płacony 
naczelnikowi   plemienia   łub   królowi   za   prawo   pierwszej   nocy   (gobr   merch,   stąd 
średniowieczny   wyraz   marcheta,   po   francusku   marquette)   odgrywa   wielką   rolę   w 
prawodawstwie. Na zgromadzeniach ludowych kobiety miały prawo głosu. Jeśli dodamy, że 
w  Irlandii   udowodniono   istnienie   podobnych   stosunków,   że   tam  były  również   stosowane 
małżeństwa czasowe i żona przy rozwodzie miała zapewnione ściśle oznaczone duże ulgi, a 
nawet wynagrodzenie za pracę w gospodarstwie domowym; że istnieje tam “pierwsza żona” 
obok innych żon i przy podziale spadku nie robiono różnicy między dziećmi ślubnymi i 
nieślubnymi   -   to   otrzymamy   taki   obraz   rodziny   parzystej,   w   porównaniu   z   którą   forma 
małżeństwa   panująca   w   Ameryce   Północnej   wydaje   się   surowa.   Nie   może   to   zresztą 
wywoływać   zdziwienia   w   XI   wieku   u   ludu,   który   jeszcze   za   czasów   Cezara   żył   w 
małżeństwie grupowym.
Istnienie rodu irlandzkiego (sept; plemię nazywa się clainne, clan) potwierdzają i opisują nie 
tylko stare kodeksy, lecz i prawnicy angielscy wieku XVII, posłani tam dla przekształcenia 
gruntów   klanów   w   domeny   króla   angielskiego.  Aż   do   tego   czasu   ziemia   była   wspólną 
własnością   klanu   lub   rodu,   o   ile   naczelnicy   nie   przekształcili   jej   już   w   swoją   prywatną 
własność.   Gdy   umierał   członek   rodu,   a   więc   przestawało   istnieć   jedno   gospodarstwo 
domowe, naczelnik (caput cognationis - jak go nazywali prawnicy angielscy) przeprowadzał 
nowy podział gruntów całego obszaru między pozostałymi gospodarstwami. Podział ten na 

background image

ogół musiał odbywać się według reguł obowiązujących również w Niemczech. Dziś jeszcze 
spotykamy gdzieniegdzie - przed czterdziestu lub pięćdziesięciu laty bardzo liczne - grunty 
wiejskie  będące  częścią  tak  zwanego  systemu  rundale

121a

. Chłopi,  pojedynczy dzierżawcy 

gruntów   niegdyś   będących   wspólną   własnością   rodu,   a   zagrabionych   przez   angielskich 
zdobywców, płacą czynsz dzierżawny każdy za swoją część, łączą jednak w jedną całość 
ziemię orną i łąki wszystkich części, dzielą według położenia i jakości ziemi na “Gewanne" 
[działki], jak je nazywają nad Mozelą, i wydzielają każdemu jego część w każdym “Gewann". 
Mokradła i pastwiska użytkowane są wspólnie. Jeszcze przed pięćdziesięciu laty, od czasu do 
czasu, niekiedy co rok, przeprowadzano nowy podział. Mapa gruntów takiej wsi typu rundale 
wygląda   zupełnie   tak   samo   jak   plan   jakiegoś   niemieckiego   osiedla   nad   Mozelą   lub   w 
Hochwaldzie.   Nawet   w   “factions"   [stronnictwach]   wciąż   jeszcze   żyje   ród.   Wieśniacy 
irlandzcy dzielą się często na partie opierające się na pozornie zupełnie niedorzecznych lub 
bezsensownych różnicach, zupełnie niezrozumiałych dla Anglików - wydaje się, iż nie mają 
oni   żadnego   innego   celu   prócz   ulubionych   uroczystych   bijatyk   między   fakcjami.   Jest   to 
sztuczne odrodzenie, późniejsza namiastka rozbitych rodów, świadcząca na swój sposób o 
trwaniu   odziedziczonego   instynktu   rodowego.   Zresztą   w   niektórych   okolicach   dawni 
członkowie   rodu   mieszkają   jeszcze   razem   na   swym   starym   terytorium;   tak   na   przykład 
jeszcze w latach trzydziestych znaczna większość mieszkańców hrabstwa Monaghan nosiła 
tylko cztery nazwiska, co znaczy, że pochodzili od czterech rodów lub klanów

121b

.

W  Szkocji   upadek   ustroju   rodowego   datuje   się   od   zdławienia   powstania   z   roku   1745

123

. 

Pozostaje jeszcze do zbadania, jakie ogniwo tego ustroju reprezentuje specjalnie klan szkocki, 
ale że jest on takim ogniwem, to nie ulega wątpliwości. W powieściach Walter Scotta ten 
górnoszkocki klan jak żywy staje przed naszymi oczyma. Jest to, jak mówi Morgan,
“doskonały wzór  rodu,  jego  organizacji   i  jego  ducha,  zdumiewający  przykład   panowania 
życia rodowego nad członkami rodu... W ich zwadach i w ich zemście krwawej, w podziale 
terytorium według klanów, w ich wspólnym użytkowaniu ziemi, w wierności członków klanu 
swemu przywódcy i w wierności wzajemnej - wszędzie znajdujemy powtarzające się rysy 
społeczeństwa rodowego... Pochodzenie liczono według prawa ojcowskiego, a więc dzieci 
mężczyzn pozostawały w klanie, dzieci zaś kobiet przechodziły do klanu swych ojców"

124

.

Że jednak dawniej w Szkocji panowało prawo macierzyste, dowodzi fakt, że według Bedy

125 

w królewskiej rodzinie Piktów obowiązywało dziedziczenie w linii żeńskiej. Nawet szczątki 
rodziny punalua przechowały się aż do czasów średniowiecznych zarówno u Walijczyków, 
jak i Szkotów w prawie pierwszej nocy, z którego, o ile nie zostało okupione, mógł legalnie w 
stosunku do panny młodej korzystać naczelnik plemienia lub król, jako ostatni przedstawiciel 
dawnych wspólnych mężów

125a

.

Nie ulega wątpliwości, że aż do wielkiej wędrówki ludów Germanowie prawdopodobnie byli 
zorganizowani   w   rody;   zajęli   oni   obszar   między   Dunajem,   Renem,   Wisłą   a   morzami 
północnymi dopiero na parę wieków przed naszą erą; Cymbrowie i Teutonowie prowadzili 
wyłącznie  koczowniczy tryb   życia,  a Swewowie  osiedlili  się  na  stałe  dopiero  za  czasów 
Cezara. Cezar mówi o nich wyraźnie, że osiedlali się według rodów i grup spokrewnionych 
(gentibus cognationibusque)

126

; a w ustach Rzymianina z rodu julijskiego wyraz gentibus ma 

znaczenie   określone   i   bezsporne.   Dotyczy  to   wszystkich   Germanów;   nawet   w   zdobytych 
prowincjach   rzymskich   osiedlali   się   oni

126a

  jak   się   zdaje,   według   rodów.  W  alemańskim 

prawie ludowym znajdujemy potwierdzenie tego, że na zdobytych ziemiach na południe od 
Dunaju lud osiedlał się według rodów (genealogiae)

127

; wyraz genealogia użyty jest zupełnie 

w takim samym  znaczeniu jak później  wspólnota marki czy wspólnota wiejska. Ostatnio 
Kowalewski  wyraził pogląd, że  te genealogiae były wielkimi  wspólnotami  domowymi,  z 
których później rozwinęły się wspólnoty wiejskie. To samo stosowałoby się w takim razie 
również do wyrazu fara, za którego to pomocą Burgundowie i Longobardowie, a więc plemię 

background image

gockie i herminońskie czy górnoniemieckie, określali prawie, jeśli nie zupełnie, to samo, co 
prawodawstwo alemańskie określa przez wyraz genealogia. Czy w rzeczywistości mamy tu 
do czynienia z rodem, czy ze wspólnotą domową, należy jeszcze bliżej zbadać.
Zabytki językowe pozostawiają nas w niepewności co do tego, czy wszyscy Germanowie 
posiadali na oznaczenie rodu wspólne wyrażenie i jakie. Greckiemu genos, łacińskiemu gens 
odpowiada etymologicznie gockie kuni, środkowo-górno-niemieckie Kunne, i w tym samym 
znaczeniu bywa używane. Na czasy prawa macierzystego wskazuje fakt, że nazwa kobiety 
pochodzi   od   tego   samego   pierwiastka:   greckie   gyne,   słowiańskie   żena,   gockie   qvino, 
staroskandynawskie kona, kuna. - U Longobardów i Burgundów, jak już powiedzieliśmy, 
znajdujemy wyraz fara, co Grimm wyprowadza od hipotetycznego pierwiastka fisan, płodzić. 
Uważałbym   za   trafniejsze   wyprowadzenie   od   faran   -   jeździć   [fahren],   podróżować,   jako 
nazwy   stałego   oddziału   w   taborze   koczowniczym,   składającego   się   oczywiście   prawie 
wyłącznie z krewnych, nazwy, która w przeciągu wielowiekowych wędrówek z początku na 
wschód, a potem na zachód stopniowo została przeniesiona na samą wspólnotę rodową. - 
Dalej gockie sibja, anglosaskie sib, staro-górno-niemieckie sippia, sippa, rodzina [Sippe]. W 
staroskandynawskim   języku   znajdujemy   sifjar,   krewni,   tylko   w   liczbie   mnogiej;   liczba 
pojedyncza   występuje   tylko   jako   imię   bogini   Sif.   -1   wreszcie   spotykamy   jeszcze   inne 
wyrażenie w “Pieśni o Hildebrandzie

128

, gdzie Hildebrand pyta Ha-dubranda,

“kto jest twym ojcem wśród mężów w narodzie... czyli, jakiego rodu jesteś?" (eddo huelihhes 
cnuosles du sis).
Jeśli istniała wspólna germańska nazwa dla rodu, to brzmiała ona zapewne po gocku kuni; 
przemawia za tym nie tylko tożsamość z odpowiednim wyrażeniem w językach pokrewnych, 
ale także ta okoliczność, że od niej pochodzi wyraz kuning, król [Konig], który oznaczał 
pierwotnie naczelnika rodu albo plemienia. Sibja, rodzina, nie może widocznie być brane pod 
uwagę,   albowiem,   przynajmniej   w   języku   staro-skandynawskim,   sifjar   oznacza   nie   tylko 
krewnych,   lecz  i  powinowatych,   ogarnia   zatem  ludzi  należących   przynajmniej   do  dwóch 
rodów,
 sif nie mogło więc również oznaczać rodu.
Podobnie jak u Meksykanów i Greków szyk bojowy Germanów, zarówno szwadrony konnicy 
jak  kolumny klinowe   piechoty,   ustawiony był   według   grup  rodowych.   Jeśli  Tacyt   mówi: 
według rodzin i grup spokrewnionych

129

, to to nieokreślone wyrażenie tłumaczy się tym, że za 

jego czasów w Rzymie ród już dawno przestał być żywym związkiem.
Decydujące znaczenie ma jeden ustęp u Tacyta, który brzmi, jak następuje: brat matki uważa 
swego siostrzeńca za swego syna; niektórzy uważają nawet więzy krwi między wujem ze 
strony matki a siostrzeńcem za bardziej święte i bliskie, niżli między ojcem a synem; gdy 
więc wymagani są zakładnicy, syn siostry stanowi większą gwarancję niż własny syn tego, 
kogo się chce związać słowem. Mamy tu żywą cząstkę rodu zorganizowanego według prawa 
macierzystego,   a   więc   rodu   pierwotnego   i   właśnie   jako   coś   specjalnie   wyróżniającego 
Germanów

129a

Jeśli członek takiego rodu dał jako gwarancję jakiegoś przyrzeczenia własnego 

syna na zakładnika i ten padł ofiarą złamania umowy przez ojca, to było to własną sprawą 
ojca. Jeśli jednak padł ofiarą syn siostry, to zostało naruszone najświętsze prawo rodowe; 
najbliższy krewny rodowy, mający przed wszystkimi innymi obowiązek ochraniania chłopca 
lub młodzieńca, stał się winien jego śmierci. Powinien był albo nie dawać go na zakładnika, 
albo dotrzymać umowy. Gdybyśmy nie mieli żadnych innych śladów ustroju rodowego u 
Germanów, wystarczyłby ten jeden ustęp

129b

.

Jeszcze   bardziej   rozstrzygający,   gdyż   o   blisko   800   lat   późniejszy,   jest   pewien   ustęp   ze 
staroskandynawskiej   pieśni   “Voluspa"

131

  o   zmierzchu   bogów   i   końcu   świata.   W   tym 

“widzeniu jasnowidzącej”, w które, jak tego obecnie dowiedli Bang i Bugge, wplecione są 
także   pierwiastki   chrześcijańskie,   przy   opisie   okresu   ogólnego   zwyrodnienia   i   zepsucia 
poprzedzającego wielką katastrofę mówi się:

Broedhr munu berjask ok at bonum verdask,

background image

mimu systrungar sifjum spilla.

“Bracia będą walczyć pomiędzy sobą i będą się nawzajem mordować,  dzieci sióstr  złamią 
więzy rodzinne”.
Systrungar   znaczy   syn   siostry   matki,   i   to,   że   tacy   członkowie   rodziny   wyrzekają   się 
pokrewieństwa, wydaje się poecie jeszcze większą zbrodnią niż nawet bratobójstwo. Akcent 
położony jest na słowie systrungar, które podkreśla pokrewieństwo ze strony matki; gdyby 
zamiast tego było syskina-born, dzieci rodzeństwa, lub syskina-synir - synowie rodzeństwa, to 
drugi wiersz byłby nie spotęgowaniem, lecz osłabieniem w stosunku do pierwszego. Tak więc 
nawet za czasów Wikingów, kiedy powstała “Voluspa", nie zatarło się jeszcze w Skandynawii 
wspomnienie o prawie macierzystym.
Zresztą prawo macierzyste za czasów Tacyta zostało już zastąpione przez prawo ojcowskie, 
przynajmniej

131a

 u znanych mu bliżej

131b

 Germanów: po ojcu dziedziczyły dzieci, a gdzie nie 

było   dzieci   -   bracia   i   wujowie   ze   strony   ojca   i   matki.   Dopuszczenie   brata   matki   do 
dziedzictwa   związane   jest   z   zachowaniem   wspomnianego   wyżej   obyczaju;   świadczy   ono 
również o tym, jak młode jeszcze było wówczas prawo ojcowskie u Germanów. Ślady prawa 
macierzystego znajdujemy jeszcze w późnym średniowieczu. Wówczas jeszcze, jak się zdaje, 
nie dowierzano całkowicie ojcostwu, zwłaszcza u poddanych; gdy więc jakiś pan feudalny 
żądał   od   miasta   wydania   zbiegłego   poddanego,   to   np.   w   Augsburgu,   w   Bazylei   i   w 
Kaiserslautern   poddaństwo   oskarżonego   musiało   być   pod   przysięgą   stwierdzone   przez   6 
najbliższych krewnych, i to wyłącznie ze strony matki (Maurer, “Stadteverfassung", I, str. 
381)

132

.

Niezrozumiały dla Rzymian szacunek Germanów dla płci żeńskiej był również pozostałością 
dopiero co zanikającego prawa macierzystego. Dziewice ze szlachetnych rodzin uchodziły za 
najbardziej wiążące zakładniczki przy umowach z Germanami. Myśl, że ich żony i córki 
mogą wpaść do niewoli, była dla Germanów straszna i bardziej niż wszystko inne rozniecała 
ich zapał bojowy. Widzieli oni w kobiecie coś świętego i proroczego, słuchali jej rad w 
najważniejszych sprawach; tak właśnie Yeleda, kapłanka brukteryjska znad rzeki Lippe, była 
duszą całego powstania Batawów, w którym Cywilis na czele Germanów i Belgów zachwiał 
panowaniem   rzymskim   w   Galii

133

  Panowanie   kobiety   w   domu   zdaje   się   być   bezsporne; 

wprawdzie kobiety, starcy i dzieci muszą wykonywać całą robotę, podczas gdy mężczyzna 
poluje, pije albo próżnuje. Tak twierdzi Tacyt; ponieważ jednak nie mówi on, kto uprawia 
rolę, a przy tym oświadcza wyraźnie, że niewolnicy płacili tylko czynsz, lecz nie odrabiali 
pańszczyzny, więc chyba masa dorosłych mężczyzn musiała wykonywać tę niewielką pracę, 
jakiej wymagała uprawa roli.
Jakeśmy   już   wyżej   mówili,   formą   małżeństwa   było   małżeństwo   parzyste,   zbliżające   się 
stopniowo do monogamii. Nie była to jeszcze ścisła monogamia, dozwolone było bowiem 
wielożeństwo   możnych.   Na   ogół   surowo   wymagano   czystości   od   dziewcząt   (w 
przeciwieństwie do Celtów); szczególnie ciepło wyraża się Tacyt o nierozerwalności związku 
małżeńskiego u Germanów. Tylko wiarołomstwo żony podaje on jako powód do rozwodu. 
Ale relacja jego posiada pewne luki i przy tym zbyt wyraźnie zdradza swój charakter - jako 
zwierciadło cnoty, pokazywane rozpustnym Rzymianom. Jedno jest pewne: jeśli Germanowie 
w swych lasach byli tymi wyjątkowymi rycerzami cnoty, to wystarczyło najlżejsze zetknięcie 
ze światem zewnętrznym, aby ich ściągnąć do poziomu reszty przeciętnych Europejczyków; 
ostatni ślad surowości obyczajów znikł wśród świata rzymskiego znacznie prędzej jeszcze niż 
język germański. Dość poczytać tylko Grzegorza z Tours. Rozumie się samo przez się, że w 
dziewiczych lasach Germanii nie mogła panować taka wyrafinowana rozpusta jak w Rzymie, 
tak że pod tym względem mają Germanowie dostateczną przewagę nad światem rzymskim, 
niezależnie   od   tego,   czy   będziemy   im   przypisywali   taką   wstrzemięźliwość   w   sprawach 
fizjologicznych, jaka nigdy i nigdzie nie była udziałem całego narodu.

background image

Obowiązek dziedziczenia po ojcu lub krewnych zarówno wrogości, jak i przyjaźni wypływał 
z ustroju rodowego;  podobnie okup pieniężny zamiast zemsty krwawej  za  zabójstwo lub 
skaleczenie. Istnienie tego okupu, który jeszcze w poprzednim pokoleniu uważany był za 
instytucję   specyficznie   germańską,   zostało   obecnie   stwierdzone   u   setek   ludów,   jako 
powszechna   forma   złagodzonej   krwawej   zemsty,   pochodzącej   z   ustroju   rodowego. 
Znajdujemy ją, podobnie jak obowiązek gościnności, między innymi u Indian amerykańskich. 
Opis gościnności u Tacyta (“Germania", c. 21) jest prawie zupełnie identyczny z tym, co o 
swoich Indianach opowiada Morgan.
Gorące i nieskończone spory o to, czy Germanowie Tacyta rozdzielili już ostatecznie grunta 
orne,   czy   też   nie,   i   jak   powinno   się   interpretować   odnośne   ustępy,   należą   obecnie   do 
przeszłości. Nie warto więc się nad tym dłużej zatrzymywać, skoro dowiedziona została u 
wszystkich niemal ludów wspólna uprawa gruntów przez ród, a później przez komunistyczne 
wspólnoty rodzinne, których istnienie stwierdził Cezar jeszcze u Swewów

134

. Udowodniono 

również,   że   wspólna   uprawa   gruntów   ustąpiła   miejsca   formie   przydzielania   ziemi 
pojedynczym   rodzinom  z   periodycznie   powtarzającym   się   ponownym   podziałem.   Zostało 
stwierdzone, że ten periodyczny ponowny podział gruntów ornych utrzymał się miejscami w 
Niemczech nawet aż do naszych dni. Jeśli Germanowie w ciągu 150 lat, które dzielą Cezara 
od Tacyta, przeszli od wspólnej uprawy ziemi, którą Cezar wyraźnie przypisuje Swewom 
(twierdzi on, że nie było u nich wcale ani podzielonych, ani prywatnych gruntów), do uprawy 
indywidualnej   z   corocznym   nowym   podziałem   gruntów,   to   jest   to   naprawdę   dostateczny 
postęp. Przejście od tego stopnia rozwoju do całkowitej prywatnej własności ziemi w ciągu 
tak krótkiego okresu i bez wszelkiego obcego wpływu jest wprost niemożliwością. Czytam 
więc u Tacyta tylko to, co on wyraźnie mówi: zmieniają oni (albo dzielą na, nowo) corocznie 
grunta uprawne,  przy czym  pozostaje  jeszcze  dość gruntów wspólnych

135

. Jest  to stopień 

uprawy roli i władania ziemią, który odpowiada dokładnie ówczesnemu ustrojowi rodowemu 
Germanów

135a

.

Powyższy ustęp pozostawiam nie zmieniony - taki, jaki był w poprzednich wydaniach. W 
międzyczasie jednak sprawa przybrała inny obrót. Odkąd Kowalewski dowiódł (por. wyż., str. 
44

135b

), że patriarchalna wspólnota domowa była szeroko rozpowszechniona, a może nawet 

istniała wszędzie, jako stopień przejściowy między opartą na prawie macierzystym rodziną 
komunistyczną a izolowaną rodziną nowożytną, spór toczy się już nie (jak między Maurerem 
a Waitzem) o to, czy istniała wspólna czy prywatna własność ziemi, lecz o formę wspólnej 
własności. Nie ulega żadnej wątpliwości, że za czasów Cezara u Swewów istniała nie tylko 
wspólna   własność   ziemi,   lecz   i   wspólna   uprawa   na   wspólny   rachunek.   Czy   jednostką 
gospodarczą   był   ród,   czy   wspólnota   domowa,   czy   jakaś   zajmująca   miejsce   pośrednie 
komunistyczna grupa krewnych, czy też, zależnie od warunków gruntowych, współistniały 
wszystkie   trzy   grupy,   pozostanie   to   długo   jeszcze   kwestią   sporną.   Kowalewski   jednak 
twierdzi, że ustrój opisany u Tacyta zakłada nie istnienie marki lub wspólnoty wiejskiej, lecz 
wspólnoty domowej, a z niej dopiero wskutek przyrostu ludności znacznie później rozwinęła 
się wspólnota wiejska.
Według   niego   osiedla   Germanów   na   obszarach   zajmowanych   przez   nich   za   czasów 
rzymskich, a także na ziemiach odebranych później Rzymianom, składały się nie z wiosek, 
lecz z wielkich wspólnot rodzinnych obejmujących kilka pokoleń. Wspólnoty te uprawiały 
odpowiedniej   wielkości   kawałki   gruntu,   korzystając   wraz   z   sąsiadami   z   leżących   obok 
pustkowi jako ze wspólnej marki. Ustęp u Tacyta o zmianie ornych gruntów należałoby brać 
faktycznie w znaczeniu agronomicznym: wspólnota co rok zaorywała inny kawał gruntu, a 
ziemię orną z poprzedniego roku pozostawiała ugorem lub też zapuszczała zupełnie. Przy 
rzadkim   zaludnieniu   pozostawało   wciąż   jeszcze   dość   pustkowi,   tak   że   wszelki   spór   o 
posiadanie ziemi stawał się zbyteczny. Dopiero po stuleciach, gdy liczba członków wspólnot 
domowych   wzrosła   do   tego   stopnia,   że   wspólna   gospodarka   w   ówczesnych   warunkach 

background image

produkcji stała się niemożliwa, wspólnoty się rozpadły. Wspólne dotychczas grunty orne i łąki 
zostały w wiadomy sposób podzielone między tworzące się teraz poszczególne gospodarstwa 
domowe, początkowo na pewien czas, potem raz na zawsze, podczas gdy lasy, pastwiska i 
wody pozostały wspólną własnością.
Dla Rosji ten przebieg rozwoju, jak się zdaje, został całkowicie historycznie dowiedziony. Co 
się tyczy Niemiec, a następnie i innych krajów germańskich, to nie da się zaprzeczyć, że to 
przypuszczenie pod wieloma względami lepiej wyjaśnia źródła i łatwiej rozwiązuje trudności 
niż dotychczasowe, które zakłada istnienie wspólnoty wiejskiej jeszcze za czasów Tacyta. 
Najstarsze dokumenty,  jak np. Codex Laurcshamensis

136

, dają się na ogół znacznie lepiej 

objaśnić za pomocą wspólnot rodzinnych niż marki i wspólnoty wiejskiej. Z drugiej strony, 
powstają   tu   nowe   trudności   i   nowe   zagadnienia   wymagające   jeszcze   rozwiązania. 
Rozstrzygnąć tę kwestię mogą tylko nowe badania; nie mogę jednak zaprzeczyć, że istnienie 
wspólnoty domowej jako stopnia pośredniego jest bardzo prawdopodobne także dla Niemiec, 
Skandynawii i Anglii.
Podczas   gdy  u   Cezara   Germanowie   po   części   dopiero   znaleźli   stałe   siedliska,   po   części 
szukali   jeszcze   takowych,  to   za  czasów  Tacyta  mieli   oni  za   sobą  już  całe  stulecia   życia 
osiadłego; toteż odpowiednio do tego widzimy u nich wyraźny postęp w produkcji środków 
utrzymania.   Mieszkają   oni   w   domach   zbudowanych   z   bierwion,   ich   odzież   jest   jeszcze 
bardzo- pierwotna (jak u leśnych ludzi), płaszcz z grubej wełny, skóry zwierzęce; kobiety i 
arystokracja noszą płócienną odzież spodnią. Ich pożywienie stanowi mleko, mięso, dzikie 
owoce i, jak dodaje Pliniusz, owsianka

137

 (po dziś dzień stanowi ona jeszcze celtycką potrawę 

narodową w Irlandii i Szkocji), ich bogactwo to bydło, ale marnej rasy; woły były drobne, 
niepozorne, bez rogów; konie - małe kucyki, a nie wierzchowce. Pieniędzmi posługiwano się 
mało i rzadko - i to wyłącznie rzymskimi. Złota i srebra nie obrabiali i nie cenili; żelazo 
trafiało się rzadko i zdaje się, przynajmniej u plemion znad Renu i Dunaju, było niemal 
wyłącznie przywożone, a nie wydobywane na miejscu. Pismo runiczne (naśladujące litery 
greckie lub łacińskie) było znane tylko jako pismo tajemne i używane wyłącznie dla celów 
magii religijnej. Ciągle jeszcze składano ofiary z ludzi. Słowem, mamy tu przed sobą lud, 
który  dopiero  co wydźwignął  się  ze  średniego  stopnia  barbarzyństwa na  stopień  wyższy. 
Jednakże podczas gdy u plemion mieszkających przy granicy rzymskiej ułatwiony wwóz 
produktów   przemysłu   rzymskiego   przeszkodził   rozwojowi   samodzielnego   przemysłu 
metalowego i włókienniczego, to przemysł ten bez wątpienia rozwinął się na północnym 
wschodzie, nad brzegiem Morza Bałtyckiego. Znalezione w trzęsawiskach Szlezwiku części 
zbroi: długi miecz żelazny, kolczuga, srebrny hełm itd. wraz z monetami rzymskimi z końca 
II stulecia oraz rozpowszechnione dzięki wędrówkom ludów germańskie wyroby metalowe 
dowodzą istnienia swoistego i dość rozwiniętego rzemiosła, nawet w tych wypadkach, gdy 
naśladowano   wzory   rzymskie.   Przesiedlenie   się   do   cywilizowanego   państwa   rzymskiego 
położyło wszędzie, z wyjątkiem Anglii, kres rozwojowi tego samorodnego przemysłu. Jak 
jednolicie powstał i rozwijał się ten przemysł, tego dowodzą np. sprzączki z brązu: te, które 
znaleziono w Burgundii, w Rumunii i nad Morzem Azowskim, mogłyby pochodzić z tego 
samego   warsztatu   co   angielskie   lub   szwedzkie;   są   one   wszystkie   równie   niewątpliwie 
pochodzenia germańskiego.
Wyższemu stopniowi barbarzyństwa odpowiada też ustrój społeczny. Według Tacyta istniała 
wszędzie rada naczelników (principes), która rozstrzygała sprawy drobniejsze, ważniejsze zaś 
przygotowywała   do   decydowania   zgromadzeniu   ludowemu.   Zgromadzenie   ludowe   na 
niższym   stopniu   barbarzyństwa,   przynajmniej   tam,   gdzie   je   znamy,   np.   u  Amerykanów, 
istnieje tylko w rodzie, ale nie w plemieniu lub związku plemion. Naczelnicy (principes) 
wyraźnie   różnią   się   jeszcze   od   wodzów   wojennych   (duces),   zupełnie   jak   u   Irokezów. 
Naczelnicy żyją już po części z darów honorowych od swych współplemieńców, w postaci 
bydła, zboża itd. I tak jak w Ameryce, bywają wybierani przeważnie z tej samej rodziny; 

background image

przejście   do   prawa   ojcowskiego   sprzyjało,   tak   jak   w   Grecji   i   w   Rzymie,   stopniowemu 
przekształceniu   obieralności   w   dziedziczenie   i   przez   to   wytworzeniu   się   arystokratycznej 
rodziny w każdym rodzie. Ta stara tak zwana arystokracja plemienna wyginęła przeważnie w 
czasie wędrówki lądów lub też wkrótce po niej. Wodzów wojennych wybierano niezależnie 
od   ich   pochodzenia,   jedynie   według   zdolności.   Posiadali   oni   niewielką   władzę   i   musieli 
oddziaływać   przykładem.   Właściwą   władzę   dyscyplinarną   w   wojsku   Tacyt   wyraźnie 
przypisuje   kapłanom.   Rzeczywista   władza   była   w   ręku   zgromadzenia   ludowego. 
Przewodniczył król lub naczelnik plemienia. Lud rozstrzygał: tak - przez szemranie; nie - 
przez   aklamację   i   szczęk   oręża.   Zgromadzenie   ludowe   było   równocześnie   trybunałem 
sądowym; tu wnoszono i rozsądzano skargi, tutaj zapadały wyroki śmierci. Karano śmiercią 
tylko   tchórzostwo,   zdradę   i   perwersyjną   rozpustę.  W  rodach   oraz   w   innych   poddziałach 
również sądził ogół pod przewodnictwem naczelnika, który, jak we wszystkich pierwotnych 
sądach   germańskich,   mógł   tylko   kierować   rozprawą   i   zadawać   pytania;   wyrok   zawsze   i 
wszędzie wydawał u Germanów ogół.
Od czasów Cezara tworzyły się związki plemion; niektóre z nich już miały królów. Naczelny 
dowódca wojskowy, podobnie jak u Greków i Rzymian, dążył do tyranii i czasami ją osiągał. 
Tacy szczęśliwi uzurpatorzy nie byli bynajmniej nieograniczonymi władcami, zaczynali już 
jednak   łamać  więzy  ustroju  rodowego. Wyzwoleni   niewolnicy,   którzy dawniej  zajmowali 
podrzędne   stanowiska,   gdyż   nie   mogli   należeć   do   żadnego   rodu,   jako   faworyci   nowych 
królów dochodzili często do rang, bogactw i zaszczytów. To samo działo się po zdobyciu 
państwa rzymskiego przez wodzów wojennych, którzy zostali teraz królami wielkich krajów. 
U  Franków   niewolnicy  i   wyzwoleńcy  króla   odgrywali   poważną   rolę   -   na   początku   przy 
dworze, a potem i w państwie; nowa arystokracja w znaczne) mierze pochodzi od nich.
Powstaniu   władzy   królewskiej   sprzyjała   jedna   instytucja:   drużyny.   Widzieliśmy   już   u 
amerykańskich   czerwonoskórych,   jak   obok   ustroju   rodowego   tworzą   się   prywatne 
stowarzyszenia w celu prowadzenia wojny na własną rękę. Te prywatne stowarzyszenia stały 
się już u Germanów trwałymi związkami. Dowódca, który zdobył sobie sławę, zbierał wokół 
siebie gromadę żądnych łupu młodzieńców, którzy zobowiązywali się do osobistej wierności 
jemu, a on im. Wódz żywił, obdarowywał, organizował ich według odpowiedniej hierarchii: 
tworzył z nich straż przyboczną i gotowe do boju oddziały - do drobnych" wypraw, gotowy 
korpus oficerski - do wypraw na większą skalę. Chociaż drużyny te musiały być słabe i 
ujawniły później swą słabość, np. u Odoakra w Italii, to jednak stanowiły już one zalążek 
rozkładu starej wolności ludowej i taką też odegrały rolę zarówno w czasie wielkiej wędrówki 
ludów, jak po niej. Po pierwsze bowiem, sprzyjały one powstaniu władzy królewskiej. Po 
wtóre 7aś, jak to już zauważył Tacyt, można je było utrzymać tylko nieustannymi wojnami i 
łu-pieskimi wyprawami. Grabież stała się celem. Jeśli dowódca drużyny nie miał co robić w 
pobliżu, to wyruszał wraz ze swym oddziałem do innych ludów, gdzie się toczyła wojna i 
można było liczyć na łup; germańskie wojska posiłkowe, które w wielkiej liczbie walczyły 
pod chorągwiami Rzymu nawet przeciwko Germanom, były po części utworzone z takich 
drużyn. Najemne żołdactwo, ta hańba i przekleństwo Niemców, istniało już tutaj w zarodku. 
Po zdobyciu imperium rzymskiego ci drużynnicy królewscy stali się - obok niewolników i 
dworaków rzymskich - drugą z głównych składowych części późniejszej szlachty.
Na ogół więc w plemionach germańskich połączonych w narody panował taki sam ustrój, jaki 
rozwinął się u Greków okresu bohaterskiego i u Rzymian czasów tak zwanych królewskich: 
zgromadzenie   ludowe,   rada   naczelników   rodowych,   wódz   wojenny   dążący   już   do 
rzeczywistej władzy królewskiej. Był to najwyższy ustrój, jaki mogły wydać stosunki rodowe 
w   ogóle,   wzorcowy   ustrój   wyższego   stopnia   barbarzyństwa.   Skoro   tylko   społeczeństwo 
przekroczyło granice, wewnątrz których ustrój ten był zupełnie wystarczający, oznaczało to 
kres ustroju rodowego: został on zburzony, a jego miejsce zajęło państwo.

background image

VIII Tworzenie się państwa u Germanów

Germanowie   według   Tacyta   byli   narodem   bardzo   licznym.   Cezar   daje   nam   przybliżone 
pojęcie   o   liczebności   oddzielnych   ludów   germańskich;   według   niego   liczba   Uzipetów   i 
Tenkterów,   którzy   się   zjawili   na   lewym   brzegu   Renu,   wynosiła   180   000   ludzi   wraz   z 
kobietami i dziećmi. Jeden oddzielny lud

137a

  liczył zatem około 100 000, a więc znacznie 

więcej   od   Irokezów   w   czasie   ich   rozkwitu,   kiedy   licząc   zaledwie   20   tyś.   ludzi   stali   się 
postrachem całego kraju od Wielkich Jezior aż do Ohio i Potomac. Taki pojedynczy lud - jeśli 
spróbujemy   zgrupować   znane   nam   dokładniej   z   opisów   ludy   osiadłe   w   pobliżu   Renu   - 
zajmuje na mapie przeciętnie powierzchnię jednego pruskiego okręgu administracyjnego, a 
więc około 10 ooo km kw., czyli 182 geograficzne mile kw. Ale Germania Magna [Wielka 
Germania] Rzymian, aż do Wisły, zajmowała okrągło 500 000 km kw. Licząc przeciętnie na 
poszczególny   lud   po   100   000   ludzi,   otrzymamy,   że   ludność   całej   Wielkiej   Germanii 
wynosiłaby 5 milionów - 10 osób na i kilometr kw. lub 550 na jedną geograficzną milę kw. 
Cyfra dla ludów barbarzyńskich dość znaczna, dla naszych stosunków nadzwyczaj mała. Ale 
to bynajmniej nie wyczerpuje liczby żyjących wówczas Germanów. Wiemy, że wzdłuż Karpat 
po ujście Dunaju żyły ludy germańskie z plemienia Gotów - Bastarnowie, Peukinowie i inni - 
tak liczne, że Pliniusz uważa je za piąte główne plemię Germanów

138

. Ludy te, które już 180 

lat przed naszą erą wstępują na żołd macedońskiego króla Perseusza, jeszcze w pierwszych 
latach panowania Augusta docierały aż do okolic Adrianopola. Jeżeli oszacowalibyśmy ich na 
jeden tylko milion, to przypuszczalna liczba Germanów na początku naszej ery wyniesie co 
najmniej 6 milionów.
Po osiedleniu się w Germanii ludność niezawodnie wzrastała coraz szybciej; dowodziłyby już 
tego chociażby wzmiankowane wyżej postępy w przemyśle. Przedmioty odkryte w bagnach 
Szlezwiku, sądząc według znalezionych tam monet rzymskich, pochodzą z III wieku. A zatem 
już w tym czasie istniał nad Bałtykiem rozwinięty przemysł metalurgiczny i włókienniczy, 
miały   miejsce   ożywione   stosunki   z   cesarstwem   rzymskim   i   pewien   zbytek   u   ludzi 
zamożniejszych   -   wszystko   to   oznaki   gęstszego   zaludnienia.   W   tym   czasie   zaczyna   się 
również   generalna   ofensywa   Germanów   na   całej   linii   Renu,   wzdłuż   rzymskiego   wału 
granicznego i Dunaju, od Morza Północnego do Czarnego - co jest bezpośrednim dowodem 
ciągłego liczebnego wzrostu prącej na zewnątrz ludności. Trzysta lat trwała walka, w czasie 
której cały główny trzon ludów gockich (z wyjątkiem Gotów skandynawskich i Burgundów) 
ruszył na południowy wschód i utworzył lewe skrzydło wielkiej linii natarcia, której centrum 
stanowili   Germanowie   górni   (Herminonowie),   posuwający  się  wzdłuż   górnego   Dunaju,   a 
prawe   skrzydło   -   Isgewonowie,   zwani   obecnie   Frankami,   nacierający   wzdłuż   Renu; 
Ingewonom   przypadło   w   udziale   zdobycie   Brytanii.  W  końcu   piątego   stulecia   cesarstwo 
rzymskie,   bezsilne,   wyczerpane,   bezradne,   stało   otworem   przed   wdzierającymi   się 
Germanami.
Staliśmy przedtem u kolebki starożytnej cywilizacji greckiej i rzymskiej. Teraz oto stoimy u 
jej trumny. Przez wszystkie kraje basenu śródziemnomorskiego przechodził niwelujący oręż 
światowego panowania rzymskiego - i to w ciągu stuleci. Gdzie tylko język grecki nie stawiał 
oporu, tam wszystkie języki narodowe musiały ustąpić miejsca zepsutej łacinie; nie było już 
zgoła   różnic   narodowych   -   nie   było   Galów,   Iberyjczyków,   Liguryjczyków,   Noryków   - 
wszyscy stali się Rzymianami. Rzymska administracja i rzymskie prawo zniosły wszędzie 
stare   związki   rodowe   i   wraz   z   tym   wszelkie   resztki   samodzielnej,   lokalnej   i   narodowej 
aktywności. Świeżo upieczone obywatelstwo rzymskie nie dostarczało niczego w zamian; nie 
wyrażało ono żadnej narodowości, lecz tylko brak narodowości. Wszędzie istniały elementy 
nowych narodów; łacińskie narzecza różnych prowincji różniły się coraz bardziej pomiędzy 
sobą; granice naturalne, które dawniej tworzyły z Italii, Galii, Hiszpanii, Afryki samodzielne 
obszary, istniały jeszcze nadal i dawały się również jeszcze odczuwać. Ale nigdzie nie było 

background image

siły, która by mogła zespolić te elementy w nowe narody; nigdzie jeszcze nie było ani śladu 
zdolności rozwoju, siły oporu, nie mówiąc już o zdolnościach twórczych. Olbrzymia masa 
ludzi zaludniająca olbrzymi obszar miała tylko jedną zespalającą ją więź: państwo rzymskie, a 
ono   stało   się   z   czasem   jej   najgorszym   wrogiem   i   ciemiężycielem.   Prowincje   zniszczyły 
Rzym; Rzym stał się sam miastem prowincjonalnym jak inne -uprzywilejowanym, ale już nie 
panującym,   nie   będącym   już   ośrodkiem   imperium   światowego,   nie   będącym   już   nawet 
siedzibą   cesarzy   i   ich   namiestników,   którzy   mieszkali   w   Konstantynopolu,   Trewirze, 
Mediolanie.   Państwo   rzymskie   stało   się   olbrzymią,   skomplikowaną   maszyną,   służącą 
wyłącznie do wyciskania grosza z poddanych. Podatki, powinności państwowe i dostawy 
wszelkiego rodzaju wpędzały masy ludności w coraz głębszą nędzę; nie do zniesienia stał się 
ucisk powiększany łapówkami wymuszanymi przez namiestników, poborców podatkowych i 
żołnierzy. Oto do czego doprowadziło państwo rzymskie z jego panowaniem nad światem: 
opierało ono swe prawo do istnienia na utrzymaniu porządku wewnątrz i na obronie przed 
barbarzyńcami na zewnątrz. Ale jego porządek był gorszy od najgorszego nieładu, a jego 
obywatele jak zbawców oczekiwali barbarzyńców, przed którymi miało ono ich bronić.
Stan społeczeństwa był nie mniej rozpaczliwy. Już w ostatnich czasach republiki panowanie 
rzymskie opierało się na bezwzględnym wyzysku zdobytych prowincji: cesarstwo nie zniosło 
tego wyzysku, przeciwnie, nadało mu charakter systemu. Im bardziej cesarstwo chyliło się ku 
upadkowi, tym bardziej wzrastały podatki i świadczenia, tym bardziej grabili i wymuszali 
łapówki   urzędnicy.   Handel   i   przemysł   nigdy   nie   były   zajęciem   panujących   nad   ludami 
Rzymian, tylko w dziedzinie lichwiarstwa przewyższyli oni wszystko, co było przed nimi i po 
nich. Łapownictwo urzędników zniszczyło handel, który się był ostał i zachował; to, co się 
jeszcze utrzymało, przypada na wschodnią, grecką część państwa, która nie wchodzi w obręb 
naszych rozważań. Powszechne zubożenie, upadek wymiany, rzemiosła, sztuki, spadek liczby 
ludności, ruina miast, cofnięcie się rolnictwa na niższy stopień - taki był ostateczny rezultat 
rzymskiego panowania światowego.
Rolnictwo,   decydująca   w   całym   świecie   starożytnym   gałąź   produkcji,   znów   bardziej   niż 
kiedykolwiek zaczęło odgrywać najważniejszą rolę. W Italii olbrzymie posiadłości ziemskie 
(latyfundia), zajmujące do końca republiki całe niemal terytorium, były użytkowane w sposób 
dwojaki: albo jako pastwiska dla bydła tam, gdzie ludność została zastąpiona przez owce i 
woły, których doglądanie wymagało tylko niewielu niewolników; albo też jako wille, gdzie 
przy  pomocy  masy  niewolników   uprawiano   na   wielką   skalę   ogrodnictwo,   częściowo   dla 
zbytku   właściciela,   częściowo   dla   zbytu   na   rynkach   miejskich.   Wielkie   pastwiska 
utrzymywały się, a nawet się rozszerzyły: majątki-wille i ich ogrodnictwo podupadły wraz z 
zubożeniem   ich   właścicieli   i   upadkiem   miast.   Oparta   na   pracy   niewolników   gospodarka 
latyfundialna   już   się   nie   opłacała;   ale   była   to   wówczas   jedyna   możliwa   forma   wielkiej 
gospodarki rolnej. Jedyną opłacającą się formą stała się znowu gospodarka drobna. Jedną 
willę za drugą rozbijano na małe parcele i oddawano dziedzicznym dzierżawcom, którzy 
płacili określoną sumę, albo też partiarii, raczej rządcom niż dzierżawcom, którzy za swą 
pracę otrzymywali szóstą albo nawet dziewiątą część produkcji rocznej. Przeważnie jednak te 
małe parcele oddawano kolonom, którzy za to płacili określoną sumę roczną, byli przypisani 
do roli i mogli być sprzedawani wraz ze swą parcelą. Nie byli oni co prawda niewolnikami, 
ale nie byli też wolni, nie mogli zawierać małżeństw z ludźmi wolnymi, a ich małżeństwa 
pomiędzy sobą nie były uważane za pełnoprawne, lecz, tak jak u niewolników, za zwykłe 
współżycie (contubernium). Byli to poprzednicy średniowiecznych chłopów poddanych.
Niewolnictwo starożytne przeżyło się. Nie opłacało się już ze względu na mały dochód ani w 
wielkiej gospodarce rolnej na wsi, ani w manufakturach miejskich - wyczerpał się rynek 
zbytu dla jego produktów. Olbrzymia produkcja z czasów rozkwitu państwa skurczyła się i 
przekształciła w drobne rolnictwo i drobne rzemiosło, gdzie nie było miejsca na licznych 
niewolników. W społeczeństwie znajdowali oni miejsce jedynie jako służba domowa lub jako 

background image

niewolnicy   w   służbie   wystawnego   życia   bogaczy.   Obumierające   niewolnictwo   potrafiło 
jednak wciąż jeszcze wszelką produkcyjną pracę, jako zajęcie niewolnicze, uczynić czymś 
niegodnym w oczach wolnego Rzymianina - a był nim obecnie prawie każdy. Stąd z jednej 
strony  wzrastała   liczba  wyzwalanych   zbędnych   niewolników,  którzy  stali   się  ciężarem,  z 
drugiej strony - powiększała się liczba kolonów i popadłych w nędzę ludzi wolnych (na 
podobieństwo  poor  whites

138a

  byłych  stanów  niewolniczych  Ameryki).   Chrześcijaństwo  w 

niczym nie przyczyniło się do stopniowego wymierania starożytnego niewolnictwa. Przez 
całe  stulecia  uczestniczyło   ono w rzymskim  systemie  niewolniczym,  a  później   nigdy  nie 
przeszkadzało   chrześcijanom   w   handlu   niewolnikami   -   ani   Niemcom   na   północy,   ani 
Wenecjanom na Morzu Śródziemnym, ani później handlowi Murzynami

138b

Niewolnictwo nie 

opłacało się już i dlatego obumarło. Ale obumierające niewolnictwo pozostawiło zatrute żądło 
- wzgardę dla pracy produkcyjnej ludzi wolnych. Oto dlaczego świat rzymski znalazł się w 
impasie;   niewolnictwo   stało   się   ekonomicznie   niemożliwe,   praca   ludzi   wolnych   była   w 
moralnej pogardzie. Pierwsze już nie mogło być, a druga jeszcze nie mogła być podstawową 
formą produkcji społecznej. Jedyne, co tu mogło pomóc, to tylko gruntowna rewolucja. W 
prowincjach działo się nie lepiej. Najwięcej wiadomości mamy o Galii. Obok kolonów istnieli 
tu jeszcze drobni wolni chłopi. Aby zabezpieczyć się przed samowolą urzędników, sędziów i 
lichwiarzy, oddawali się oni często pod opiekę, patronat, jakiegoś możnego pana; a czyniły to 
nie tylko jednostki, lecz całe gminy, tak że cesarze w czwartym stuleciu wielekroć wydawali 
zakazy przeciwko temu. Ale cóż to pomagało poszukującym ochrony?  Patron stawiał im 
warunek, by przenosili na niego własność gruntów, w zamian za co zapewniał im dożywotnie 
korzystanie z tych gruntów - wybieg, który kościół święty zapamiętał sobie i w IX oraz X 
wieku skwapliwie naśladował dla powiększenia królestwa bożego i swego własnego majątku 
ziemskiego.   Wówczas   wprawdzie,   około   roku   475,   biskup   Samanus   z   Marsylii   gorąco 
występuje przeciwko takiej kradzieży i opowiada, że ucisk ze strony urzędników rzymskich i 
wielkich właścicieli ziemskich stał się tak nieznośny, iż wielu “Rzymian" uciekało do okolic 
zajętych   już   przez,   barbarzyńców,   a   obywatele   rzymscy,   którzy   tam   osiedli,   najwięcej 
obawiali się tego, by nie wpaść ponownie pod panowanie rzymskie  

140

. Że wówczas często 

rodzice z nędzy sprzedawali swe dzieci w niewolę, świadczy wydane przeciw temu prawo.
Germańscy barbarzyńcy za to, że uwolnili Rzymian od ich własnego państwa, zabrali im dwie 
trzecie   wszystkich   gruntów   i   podzielili   je   między   siebie.   Podział   odbył   się   zgodnie   ze 
zwyczajami   ustroju   rodowego;   wobec   względnie   niewielkiej   liczby  zdobywców   ogromne 
obszary pozostały nie podzielone i stanowiły własność częściowo całego narodu, częściowo 
poszczególnych plemion i rodów. W każdym rodzie pola i łąki zostały równo rozlosowane 
między poszczególne gospodarstwa domowe. Czy później odbywały się ponowne podziały, 
nie   wiemy,   w   każdym   razie   w   prowincjach   rzymskich   wyszły   one   wkrótce   z   użycia   i 
poszczególne działki stały się własnością prywatną z prawem sprzedaży - alodium. Lasy i 
pastwiska pozostały nie podzielone i we wspólnym użytkowaniu; to użytkowanie, zarówno 
jak   i   sposób   uprawy   podzielonego   pola   regulowano   według   starego   obyczaju   i   według 
uchwały ogółu. Im dłużej przebywał ród w swej wsi, im bardziej Germanowie i Rzymianie 
stopniowo mieszali się między sobą, tym bardziej więź oparta na pokrewieństwie ustępowała 
miejsca więzi o charakterze terytorialnym; ród znikał we wspólnocie markowej, w której 
zresztą   dość   często   jeszcze   znajdujemy   ślady   pochodzenia   z   grupy   związanej 
pokrewieństwem. Tak więc ustrój rodowy, przynajmniej w tych krajach, gdzie utrzymała się 
wspólnota   markowa   -   w   północnej   Francji,   w  Anglii,   w   Niemczech   i   w   Skandynawii   - 
niepostrzeżenie przekształca się w ustrój terytorialny; dzięki temu mógł przystosować się do 
państwa.   Zachował   on   jednak   swój   pierwotny   charakter   demokratyczny,   nieodłączny   od 
całego ustroju rodowego, tak że nawet w późniejszej, narzuconej mu zwyrodniałej formie 
pozostał szczątek ustroju rodowego, który aż do najnowszych czasów był orężem w ręku 
uciśnionych.

background image

Wskutek podbojów organy rodowe w plemieniu i w całym narodzie uległy zwyrodnieniu, co 
pociągnęło za sobą fakt, że związki krwi w rodzie zupełnie utraciły znaczenie. Wiemy już, że 
panowanie nad poddanymi nie daje się pogodzić z ustrojem rodowym. Tu widzimy to na 
wielką skalę. Ludy germańskie, które stały się władcami prowincji rzymskich, musiały tę 
swoją zdobycz zorganizować. Ale niepodobna było ani włączyć mas rzymskich do organów 
rodowych,   ani   zapanować   nad   nimi   przy  pomocy  tych   organów.   Na   czele   terytorialnych 
rzymskich organów administracyjnych, które początkowo po większej części istniały nadal, 
trzeba   było   postawić   jakiś   substytut   państwa   rzymskiego,   a   mogło   nim   być   tylko   inne 
państwo. Organy ustroju rodowego musiały się zatem przekształcić w organy państwowe, i to, 
wskutek   nacisku   okoliczności,   bardzo   szybko.   Bezpośrednim   przedstawicielem   ludu 
zdobywców   był   dowódca   wojskowy.   Zabezpieczenie   zdobytego   obszaru   wewnątrz   i   na 
zewnątrz   wymagało   wzmocnienia   jego   władzy.   Nastała   chwila,   kiedy   władza   wodza 
wojennego przekształcić się musiała we władzę królewską, co też nastąpiło.
Weźmy   państwo   Franków.   Tutaj   zwycięski   lud   Franków   salickich   otrzymał   w   pełne 
posiadanie nie tylko obszerne rzymskie domeny państwowe, lecz także te wszystkie bardzo 
wielkie obszary ziemi, które nie były podzielone pomiędzy mniejsze i większe gminy i marki, 
a mianowicie wszystkie większe obszary leśne. Pierwsze, co uczynił król Franków, który ze 
zwykłego   naczelnego   dowódcy   wojskowego   stał   się   prawdziwym   księciem,   było 
przekształcenie tej własności w dobra królewskie, ukradzenie jej ludowi i podarowanie lub 
oddanie w lenno swej drużynie. Drużyna ta, złożona początkowo z jego osobistej eskorty 
wojennej i innych niższych dowódców wojskowych, szybko powiększyła się nie tylko przez 
włączenie  Rzymian,   to  znaczy  zromanizowanych  Galów,   którzy dzięki  swej  umiejętności 
pisania, swemu wykształceniu, swej znajomości romańskiego języka krajowego i łacińskiego 
języka   literackiego,   jako   też   dzięki   znajomości   prawa   krajowego   wkrótce   stali   mu   się 
niezbędni,   ale   również   przez   wstąpienie   do   niej   niewolników,   chłopów   poddanych   i 
wyzwoleńców, którzy tworzyli jego dwór i spośród których wybierał sobie faworytów. Tym 
wszystkim początkowo darowywano połacie należącej do ludu ziemi na własność, następnie 
zaś rozdawano je w formie beneficjów

141

, najpierw przeważnie z prawem korzystania aż do 

śmierci króla. W ten sposób kosztem ludu stworzona została podstawa nowej szlachty.
Nie dość na tym. Wskutek ogromnej rozległości państwa nie można było rządzić za pomocą 
środków starego ustroju rodowego; rada naczelników, o ile dawno nie zanikła, nie mogłaby 
się zbierać, została też wkrótce zastąpiona przez stałe otoczenie króla. Dawne zgromadzenie 
ludowe pozostało dla pozoru, ale też coraz bardziej stawało się tylko zebraniem niższych 
dowódców wojskowych i nowo powstającej arystokracji. Wskutek nieustannych domowych i 
zaborczych wojen -szczególnie, jeśli chodzi o te ostatnie, za panowania Karola Wielkiego - 
wolni chłopi, właściciele gruntów, stanowiący masę ludu frankońskiego, byli tak zupełnie 
wyczerpani i zrujnowani, jak niegdyś chłopi rzymscy w ostatnich czasach republiki. Chłopi 
ci, którzy początkowo tworzyli całe wojsko, a po zawojowaniu terytorium Francji stanowili 
jego trzon, na początku wieku IX tak zubożeli, że wyruszyć na wojnę mógł zaledwie jeden na 
pięciu. Miejsce pospolitego ruszenia wolnych chłopów, bezpośrednio powoływanych przez 
króla, zajęło wojsko składające się z ludzi, którzy znajdowali się na służbie nowo powstałej 
magnaterii. Między nimi byli także i chłopi-poddani, potomkowie tych, którzy dawniej nie 
znali innego pana prócz króla, a jeszcze dawniej w ogóle żadnego pana, nawet króla. Za 
następców Karola ruina frankońskiego stanu chłopskiego osiągnęła szczyt, a to ha skutek 
wojen wewnętrznych, słabości władzy królewskiej i odpowiedniej samowoli możnowładców, 
do   których   przyłączyli   się   teraz   mianowani   przez   Karola   Wielkiego   i   dążący   do 
dziedziczności   urzędów   hrabiowie   okręgów   (Gaugrafen)

142

  wreszcie   wskutek   najazdów 

Normanów.   W   50   lat   po   śmierci   Karola   Wielkiego   imperium   frankońskie   leżało   równie 
bezbronne u stóp Normanów, jak przed czterystu laty imperium rzymskie u stóp Franków.

background image

Ale nie tylko niemoc zewnętrzna, lecz również i wewnętrzny porządek, a raczej nieporządek 
społeczny był niemal ten sam. Wolni chłopi frankońscy znaleźli się w podobnej sytuacji jak 
ich poprzednicy, rzymscy kolonowie. Zrujnowani przez wojny i grabieże, musieli oddawać 
się pod opiekę nowo powstałych możnych lub kościoła, bo władza królewska była za słaba, 
by ich bronić; ale tę opiekę musieli oni drogo okupić. Tak jak dawniej chłopi galijscy, musieli 
oni przekazać na protektora prawo własności swego gruntu i otrzymywali go od niego z 
powrotem jako dzierżawę pod różnymi i zmieniającymi się formami, lecz zawsze tylko w 
zamian za świadczenia i czynsz; znalazłszy się raz w tego rodzaju zależności tracili powoli 
także wolność osobistą i w ciągu kilku pokoleń stawali się już przeważnie poddanymi. Jak 
szybko   dokonywał   się   upadek   wolnego   stanu   chłopskiego,   świadczy   księga   katastralna 
Inninona

143

  z   opactwa   Saint-Germain-de-Pres,   mieszczącego   się   wówczas   pod   Paryżem, 

obecnie w Paryżu. W obszernych, rozrzuconych na znacznej przestrzeni posiadłościach tego 
opactwa   znajdowało   się   wówczas   jeszcze   za   życia   Karola   Wielkiego   2788   gospodarstw 
należących   wyłącznie   niemal   do   Franków   o   germańskich   imionach.   W   tej   liczbie   2080 
kolonów, 35 litów

144

, 220 niewolników i tylko 8 wolnych osadników! Ongiś przez Salvianusa 

potępiona, jako bezbożna, praktyka przywłaszczania sobie przez protektora gruntu chłopa i 
zwracania mu go tylko na dożywotnie użytkowanie była obecnie przez kościół powszechnie 
praktykowana w stosunku do chłopów. Pierwowzorem powinności pańszczyźnianych, które 
teraz coraz bardziej wchodziły w użycie, były rzymskie angarie

145

, przymusowe świadczenia 

na rzecz państwa, zarówno jak powinności germańskich członków marki przy budowaniu 
mostów i dróg oraz dla innych wspólnych celów. A więc zdawało się, że masa ludności po 
400 latach znów wróciła do punktu wyjścia.
Ale dowodziło to tylko dwóch rzeczy: po pierwsze, że rozwarstwienie społeczne i podział 
własności w upadającym państwie rzymskim całkowicie odpowiadały ówczesnemu stopniowi 
rozwoju produkcji w rolnictwie i przemyśle, że więc były nieuniknione; po wtóre zaś, że w 
ciągu następnych lat czterystu ten stopień rozwoju produkcji faktycznie ani nie upadł, ani się 
nie podniósł, a więc z tą samą koniecznością wywołał znów ten sam podział własności i 
zrodził te same klasy ludności. W ostatnich stuleciach cesarstwa rzymskiego miasto utraciło 
swą   dawną   przewagę   nad   wsią   i   nie   odzyskało   jej   z   powrotem   w   pierwszych   wiekach 
panowania Germanów. Zakłada to niski poziom rozwoju zarówno rolnictwa, jak i przemysłu. 
W takiej sytuacji ogólnej panowanie wielkich właścicieli ziemskich i zależność drobnych 
chłopów stają się nieodzowne. Jak trudno było ówczesnemu społeczeństwu zaszczepić, z 
jednej strony, rzymską gospodarkę latyfundialną opartą na pracy niewolniczej, z drugiej - 
późniejszą   wielką   gospodarkę   z   pracą   pańszczyźnianą,   dowodzą   tego   olbrzymie 
eksperymenty Karola Wielkiego ze słynnymi willami cesarskimi, eksperymenty, które nie 
pozostawiły po sobie niemal żadnego śladu. Próby te kontynuowały jedynie klasztory i dla 
nich   tylko   były   one   owocne,   ale   klasztory,   oparte   na   celibacie,   nie   były   normalnymi 
organizmami społecznymi; mogły one dokonywać rzeczy wyjątkowych i dlatego też właśnie 
musiały pozostać wyjątkami.
A  jednak   w   ciągu   tych   czterystu   lat   społeczeństwo   posunęło   się   naprzód.   Jeśli   nawet 
znajdujemy w końcu niemal te same główne klasy co na początku, to jednak ludzie, którzy te 
klasy tworzyli, stali się inni. Zniknęło starożytne niewolnictwo, zniknęli wynędzniali wolni 
obywatele pogardzający pracą jako zajęciem niewolników. Pomiędzy rzymskim kolonem a 
nowym   chłopem   pańszczyźnianym   stał   wolny   chłop   frankoński.   “Próżne   wspomnienia   i 
daremne spory” upadającego świata rzymskiego były martwe i pogrzebane. Klasy społeczne 
wieku   IX   uformowane   zostały   nie   w   bagnie   upadającej   cywilizacji,   lecz   w   bólach 
porodowych nowej. Nowe pokolenie, zarówno panowie jak i słudzy, było pokoleniem mężów 
w porównaniu ze swymi rzymskimi poprzednikami. Stosunek między potężnym właścicielem 
ziemskim   a   zależnym   chłopem,   który  w  oczach   Rzymian   wyrażał   nieuchronność   upadku 
świata   starożytnego,   był   teraz   dla   tego   pokolenia   punktem   wyjścia   dla   nowego   rozwoju. 

background image

Jakkolwiek   jałowe   wydają   się   te   cztery   wieki,   pozostawiły   one   jednak   jeden   poważny 
rezultat:   nowożytne   narodowości,   nowe   ukształtowanie   i   podział   zachodnioeuropejskiej 
ludzkości dla przyszłych dziejów. Germanowie w rzeczy samej ożywili na nowo Europę i 
dlatego   rozkład   państw  okresu  germańskiego   nie  zakończył   się  na  ujarzmieniu  ich   przez 
Normanów i Saracenów, ale na dalszym przekształceniu systemu beneficjów i oddawania się 
pod opiekę (komendacja

146

) w feudalizm; towarzyszył temu tak potężny wzrost ludności, że 

już w 200 lat później mogła ona znieść bez szkody upust krwi spowodowany wyprawami 
krzyżowymi.
Jakiż to był tajemniczy środek czarodziejski, przy pomocy którego Germanowie tchnęli nowe 
życie w umierającą Europę? Czyż była to jakaś wrodzona plemieniu germańskiemu cudowna 
moc,   jak   to   przedstawia   nasze   szowinistyczne   dziejopisarstwo?   Bynajmniej.   Germanowie 
byli, zwłaszcza wówczas, wysoce uzdolnionym plemieniem aryjskim i znajdowali się w pełni 
rozwoju. Ale nie ich specyficzne właściwości narodowe odmłodziły Europę, lecz po prostu - 
ich barbarzyństwo, ich ustrój rodowy.
Ich osobista dzielność i odwaga, ich umiłowanie swobody i instynkt demokratyczny, który we 
wszystkich sprawach publicznych widział swą własną sprawę, krótko mówiąc, wszystkie te 
właściwości, które Rzymianie utracili, a które jedynie potrafiły z mułu świata rzymskiego 
tworzyć   nowe   państwa   i   rozwijać   nowe   narodowości   -   czymże   one   były,   jeśli   nie 
charakterystycznymi rysami barbarzyńców wyższego stopnia, owocem ich ustroju rodowego?
Jeśli   Germanowie   przekształcili   starożytną   formę   monogamii,   złagodzili   panowanie 
mężczyzn w rodzinie, nadali kobiecie stanowisko wyższe od tego, jakie znał kiedykolwiek 
świat klasyczny, cóż uczyniło ich zdolnymi do tego, jeśli nie ich barbarzyństwo, ich zwyczaje 
rodowe, ich żywe jeszcze dziedzictwo z czasów prawa macierzystego?
Jeśli przynajmniej w trzech najważniejszych krajach: w Niemczech, północnej Francji i w 
Anglii przechowali oni w państwie feudalnym szczątek prawdziwego ustroju rodowego w 
postaci wspólnoty markowej i dzięki temu dali klasie uciśnionej - chłopom - nawet w czasach 
najcięższego   średniowiecznego   poddaństwa   więź   lokalną   i   taki   środek   oporu,   jakiego   w 
gotowej postaci nie znaleźli ani starożytni niewolnicy, ani nowożytni proletariusze - czemuż 
zawdzięczają   to,   jeśli   nie   swemu   barbarzyństwu,   wyłącznie   barbarzyńskiemu   systemowi 
osiedlania się według rodów?
A  wreszcie,   jeśli   zdołali   oni   rozwinąć,   stosowaną   już   w   ojczyźnie,   łagodniejszą   formę 
niewoli, w którą coraz bardziej przechodziło również niewolnictwo w cesarstwie rzymskim, i 
uczynić z niej formę panującą: formę, która - jak to już pierwszy podkreślił Fourier

147

 - daje 

uciemiężonym środek stopniowego wyzwolenia się jako klasie (fournit aux cultiva-teurs des 
moyens d'affranchissement collectif et progressif

147a

) i formę, która dzięki temu stoi znacznie 

wyżej od niewolnictwa, gdzie możliwe jest tylko natychmiastowe wyzwolenie jednostki, bez 
stanu   przejściowego   (świat   starożytny   nie   zna   zniesienia   niewolnictwa   w   drodze 
zwycięskiego buntu) - podczas gdy średniowieczni chłopi poddani rzeczywiście stopniowo 
zdobywali wyzwolenie jako klasa - to czemuż to zawdzięczamy, jeśli nie ich barbarzyństwu, 
które nie  pozwoliło  im wprowadzić  ani  rozwiniętego  niewolnictwa, ani  starożytnej  pracy 
niewolniczej, ani też wschodniego niewolnictwa domowego?
Wszystko   żywotne   i   życiodajne,   co   Germanowie   zaszczepili   światu   rzymskiemu,   było 
barbarzyństwem. W rzeczywistości tylko barbarzyńcy zdolni są odmłodzić świat cierpiący na 
zmierzch cywilizacji. A wyższy stopień barbarzyństwa, na który wznieśli się Germanowie 
przed wędrówką ludów, był właśnie stopniem najbardziej sprzyjającym temu procesowi. - To 
wyjaśnia wszystko.

IX Barbarzyństwo i cywilizacja

background image

Prześledziliśmy   rozkład   ustroju   rodowego   na   trzech   oddzielnych   wielkich   przykładach: 
Greków,   Rzymian   i  Germanów.  Na  zakończenie  zbadajmy  ogólne  warunki  ekonomiczne, 
które   już   na   wyższym   stopniu   barbarzyństwa   podkopywały   organizację   rodową 
społeczeństwa, a z nastaniem cywilizacji zniosły ją całkowicie. Tutaj “Kapitał” Marksa będzie 
nam równie niezbędny jak książka Morgana.
Ród wyrosły na średnim stopniu dzikości, rozwijając się dalej na wyższym jej stopniu, osiąga 
pełnię   rozwoju,   o   ile   sądzić   możemy   z   dostępnych   nam   źródeł,   na   niższym   stopniu 
barbarzyństwa. Zaczynamy zatem od tego stopnia rozwoju.
Znajdujemy tutaj - amerykańscy czerwonoskórzy muszą nam tu służyć za przykład - w pełni 
rozwinięty ustrój rodowy. Plemię rozdzieliło się na kilka rodów, przeważnie na dwa

147b

: wraz 

ze   wzrostem   ludności   każdy   z   tych   rodów   pierwotnych   rozpada   się   na   kilka   rodów 
pochodnych, w stosunku do których ród macierzysty występuje jako fratria; samo plemię 
rozszczepia się na kilka plemion i w każdym z nich przeważnie odnajdujemy dawne rody; 
związek   obejmuje,   przynajmniej   w   poszczególnych   wypadkach,   plemiona   pokrewne.   Ta 
prosta   organizacja   najzupełniej   wystarcza   dla   tych   warunków   społecznych,   z   których 
powstała. Nie jest ona niczym innym jak właściwą im, naturalnie powstałą strukturą; potrafi 
załatwiać   wszelkie   konflikty,   jakie   mogą   powstać   wewnątrz   tak   zorganizowanego 
społeczeństwa. Konflikty ze światem zewnętrznym załatwia wojna; może się ona zakończyć 
wytępieniem   plemienia,   ale   nigdy   jego   ujarzmieniem.   Stanowi   to   wielkość,   ale   również 
ograniczoność ustroju rodowego, że nie ma w nim miejsca dla panowania i ujarzmienia. 
Wewnątrz   ustroju   rodowego   nie   ma   jeszcze   żadnej   różnicy   pomiędzy   prawami   i 
obowiązkami; dla Indianina nie istnieje zagadnienie, czy udział w sprawach społecznych, 
krwawa zemsta lub okup są prawem czy obowiązkiem; zagadnienie to wydawałoby się mu 
równie niedorzeczne jak to, czy jedzenie, spanie, polowanie są prawem czy obowiązkiem. Tak 
samo niemożliwy jest podział plemienia i rodu na różne klasy. A to prowadzi nas do zbadania 
ekonomicznej podstawy tego ustroju.
Zaludnienie jest niezmiernie rzadkie; nieco gęstsze tylko w miejscu zamieszkania plemienia, 
wokół którego rozciąga się szeroko najpierw teren łowiecki, a dalej neutralny las ochronny, 
który oddziela je od innych plemion. Podział pracy ma charakter czysto naturalny; istnieje 
tylko między płciami. Mężczyzna prowadzi wojnę, poluje i łowi ryby, dostarcza surowego 
pożywienia   i   niezbędnych   narzędzi.   Kobieta   zajmuje   się   domem   i   przygotowaniem 
pożywienia   i   odzieży,   gotuje,   tka,   szyje.   Każde   z   nich   jest   panem   w   swej   dziedzinie: 
mężczyzna   w   lesie,   kobieta   w   domu.   Każde   jest   właścicielem   narzędzi   przez   siebie 
sporządzonych i używanych: mężczyzna - broni, przyrządów do polowania i rybołówstwa, 
kobieta   -   sprzętów   domowych.   Gospodarstwo   domowe   jest   prowadzone   na   zasadach 
komunistycznych   -   przez   kilka,   często   przez   wiele   rodzin

147c

  To,   co   bywa   wspólnie 

wytwarzane i wspólnie używane, jest własnością wspólną: dom, ogród, długie czółno. Tutaj 
więc,   i   tylko   tutaj,   posiada   wartość   owa   przypisywana   przez   prawników   i   ekonomistów 
społeczeństwu cywilizowanemu “własność zdobyta pracą własną" - ostatni zakłamany pozór 
prawny, na którym opiera się jeszcze współczesna własność kapitalistyczna.
Ale ludzie nie wszędzie zatrzymali się na tym stopniu rozwoju. W Azji znaleźli oni zwierzęta, 
które   można   było   oswajać,   a   następnie   oswojone   hodować.   Dziką   bawolicę   trzeba   było 
upolować, oswojona zaś dawała co roku cielę, a ponadto mleko. Pewna liczba najbardziej 
rozwiniętych   plemion:   Aryjczyków,   Semitów,   być   może   także   Turańczyków   -   uczyniła 
najpierw z oswajania, a następnie z hodowli i doglądania bydła swe główne zajęcie. Plemiona 
pasterskie   wyodrębniły   się   spośród   pozostałej   masy   barbarzyńców:  oto   pierwszy   wielki  
społeczny   podział   pracy.
  Plemiona   pasterskie   produkowały   środki   żywności   nie   tylko   w 
większej ilości, lecz również i innego rodzaju niż pozostali barbarzyńcy. Posiadały one w 
większych ilościach nie tylko mleko, wyroby mleczne i mięso, lecz również skóry, wełnę, 
sierść   kozią   i   rosnącą   wraz   z   masą   surowca   ilość   przędzy  i   tkanin.   Dzięki   temu   po   raz 

background image

pierwszy   powstała   możliwość   regularnej   wymiany.   Na   poprzednich   szczeblach   wymiana 
odbywać się mogła tylko przypadkowo; szczególna biegłość w wyrabianiu broni i narzędzi 
może wywołać przejściowy podział pracy. Tak na przykład w wielu miejscach znaleziono nie 
budzące   wątpliwości   resztki   warsztatów   do   wyrobu   narzędzi   kamiennych   z   późniejszego 
okresu kamiennego; artyści, którzy tu doskonalili swój kunszt, pracowali prawdopodobnie na 
rzecz całej wspólnoty, podobnie jak widzimy to jeszcze dotychczas u stałych rzemieślników 
indyjskich wspólnot rodowych. Na tym szczeblu rozwoju w żadnym razie nie mogła powstać 
inna wymiana niż wewnątrz plemienia, lecz i ta pozostała czymś wyjątkowym. Natomiast po 
wyodrębnieniu się plemion pasterskich znajdujemy wszelkie warunki do wymiany pomiędzy 
członkami różnych plemion, warunki rozbudowy i utrwalenia tej wymiany jako regularnie 
funkcjonującej   instytucji.   Początkowo   wymiana   odbywała   się   pomiędzy   plemionami   za 
pośrednictwem ich przywódców rodowych; ale gdy stada zaczęły przechodzić ha własność 
prywatną,   coraz   bardziej   zaczęła   przeważać   wymiana   indywidualna   i   wreszcie   stała   się 
wyłączną formą wymiany. Głównym towarem, który plemiona pasterskie zbywały podczas 
wymiany ze swym sąsiadem, było bydło; bydło stało się towarem, według którego oceniano 
wszystkie inne towary i który wszędzie chętnie przyjmowano przy wymianie na inne towary - 
krótko mówiąc, już na tym stopniu bydło grało rolę i spełniało funkcję pieniądza. Równie 
nieuchronnie i szybko już na samym początku wymiany towarów rozwinęła się potrzeba 
towaru-pieniądza.
Ogrodnictwo, nie znane zapewne azjatyckim barbarzyńcom niższego stopnia, pojawiło się u 
nich   najpóźniej   na   stopniu   średnim   jako   zwiastun   rolnictwa.   Klimat   płaskowzgórza 
turańskiego czyni niemożliwym pasterstwo bez zapasu paszy na długą i surową zimę; uprawa 
łąk i hodowla zbóż były tu więc warunkiem koniecznym. To samo dotyczy stepów leżących 
na północ od Morza Czarnego. Zboże uprawiane początkowo dla bydła wkrótce stało się 
również   pożywieniem   człowieka.   Uprawiane   grunty   pozostawały   jeszcze   własnością 
plemienia,   początkowo   oddawaną   na   użytek   rodowi,   a   następnie   przez   ród   wspólnotom 
rodzinnym i wreszcie

147d

  jednostkom, które mogły mieć pewne prawa posiadania, ale nic 

ponadto.
Ze zdobyczy przemysłowych tego stopnia rozwoju szczególnie ważne są dwie. Pierwsza - to 
krosna   tkackie,   druga   -   wytapianie   rud   metalowych   i   obrabianie   metali.   Miedź,   cyna   i 
otrzymywany z połączenia obu metali brąz były najważniejsze. Brąz dostarczał odpowiednich 
narzędzi i broni, nie zdołał jednak wyprzeć narzędzi kamiennych, dokonać tego mogło tylko 
żelazo, a wydobywać żelaza jeszcze nie umiano. Zaczęto używać złota i srebra na ozdoby i 
klejnoty i zapewne ceniono je już wysoko w porównaniu z miedzią i brązem.
Wzrost produkcji we wszystkich dziedzinach: w hodowli bydła, w rolnictwie, w rzemiośle 
domowym - umożliwiał ludzkiej sile roboczej wytwarzanie większej ilości produktów, niż 
wymagało jej utrzymanie. Jednocześnie zwiększała ona ilość pracy dziennej przypadającej na 
każdego członka rodu, wspólnoty rodzinnej lub pojedynczej rodziny. Pozyskanie nowych sił 
roboczych stało się pożądane. Dostarczała ich wojna: jeńców wojennych zaczęto zamieniać 
na   niewolników.   Pierwszy   wielki   społeczny   podział   pracy   oraz   związany   z   tym   wzrost 
wydajności pracy, a więc i bogactwa, wraz z rozszerzeniem zakresu produkcji w danych 
warunkach historycznych, musiał doprowadzić z konieczności do niewolnictwa. Z pierwszego 
wielkiego   społecznego   podziału   pracy  powstał   pierwszy  wielki   podział   społeczeństwa   na 
dwie klasy: panów i niewolników, wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych.
Nie wiemy dotychczas nic o tym, jak i kiedy trzody przeszły z własności wspólnej plemienia 
lub rodu na własność głów poszczególnych rodzin. Musiało się to jednak dokonać głównie na 
tym stopniu rozwoju. A wraz z trzodami i innymi nowymi bogactwami przyszła rewolucja w 
rodzinie. Zdobywanie utrzymania było zawsze rzeczą mężczyzny, wytwarzał on niezbędne do 
tego   środki,   które   stanowiły   jego   własność.   Trzody   były   nowymi   środkami   utrzymania, 
początkowe ich oswojenie, a następnie doglądanie były jego dziełem. Do niego więc należało 

background image

bydło, do niego należały wymieniane na bydło towary i niewolnicy. Całkowita nadwyżka, 
którą dawała teraz produkcja, przypadała mężczyźnie; kobieta korzystała z tej nadwyżki, ale 
nie uczestniczyła we własności. “Dziki" wojownik i myśliwy zadowalał się w domu drugim 
miejscem po kobiecie; “łagodniejszy" pasterz, dumny ze swego bogactwa, wyparł kobietę, 
zajmując pierwsze miejsce w domu. I kobieta nie mogła się skarżyć. Podział pracy w rodzinie 
regulował podział własności między mężczyzną i kobietą; pozostał on bez zmian, a jednak 
wywrócił   do   góry   nogami   dotychczasowe   stosunki   domowe,   a   to   wyłącznie   dlatego,   że 
zmienił   się   podział   pracy   poza   rodziną.   Ta   sama   przyczyna,   która   dawniej   zapewniała 
kobiecie panowanie w domu - jej ograniczenie się do pracy domowej - ta sama przyczyna 
obecnie zapewniała panowanie mężczyzny w domu: praca domowa kobiety utraciła swoje 
znaczenie   wobec   pracy   zarobkowej   mężczyzny;   praca   mężczyzny   była   wszystkim,   praca 
kobiety   tylko   nieznacznym   dodatkiem.   Już   tu   okazuje   się,   że   wyzwolenie   kobiety   i   jej 
zrównanie   z   mężczyzną   jest   i   pozostaje   niemożliwe   tak   długo,   jak   długo   kobieta   będzie 
wyłączona   z   produkcyjnej   pracy   społecznej   i   będzie   się   ograniczała   do   prywatnej   pracy 
domowej. Wyzwolenie kobiety dopiero wówczas będzie możliwe, gdy weźmie ona udział na 
wielką   skalę   w   produkcji   społecznej,   a   praca   domowa   będzie   ją   absorbowała   tylko   w 
nieznacznej   mierze.   A   to   stało   się   możliwe   dopiero   dzięki   wielkiemu   przemysłowi 
nowożytnemu, który nie tylko umożliwia pracę kobiet na wielką skalę, lecz nawet formalnie 
jej   wymaga   i   coraz   bardziej   dąży  do   wcielenia   prywatnego   gospodarstwa   domowego   do 
przemysłu społecznego. Z faktycznym zapanowaniem mężczyzny w domu upadła ostatnia 
zapora   jego   samowładztwa.   Samowładztwo   to   zostało   utwierdzone   i   uwiecznione   przez 
upadek   prawa   macierzystego,   wprowadzenie   prawa   ojcowskiego,   stopniowe   przejście   od 
małżeństwa parzystego do monogamii. Ale to wytworzyło wyłom w starym ustroju rodowym: 
pojedyncza rodzina stała się potęgą zagrażającą rodowi.
Krok   następny   prowadzi   nas   na   wyższy   stopień   barbarzyństwa,   na   którym   wszystkie 
cywilizowane   narody   przeżywały   swój   okres   bohaterski   -   okres   żelaznego   miecza,   ale 
również żelaznego lemiesza i siekiery. Człowiek zaczął posługiwać się żelazem - ostatnim i 
najważniejszym z surowców, które odegrały rewolucyjną rolę w historii, ostatnim - aż do 
zjawienia się kartofla.  Żelazo  stworzyło rolnictwo na większych obszarach, przekształciło 
rozległe lasy na pola uprawne, dostarczyło rzemieślnikowi narzędzi tak twardych i ostrych, że 
nie   mógł   im   się   oprzeć   żaden   kamień,   żaden   inny   ze   znanych   metali.   Wszystko   to 
dokonywało się stopniowo. Pierwsze żelazo było często miększe jeszcze niż brąz. Dlatego też 
broń kamienna zanikała tylko powoli; nie tylko w “Pieśni o Hildebrandzie"

128

, lecz jeszcze w 

roku 1066 pod Hastings

148

  używano w boju toporów kamiennych. Ale postęp kroczył teraz 

niepowstrzymanie naprzód, z mniejszymi przerwami i szybciej. Centralną siedzibą plemienia 
lub związku plemion stało się miasto zabudowane domami z kamienia lub z cegieł, otoczone 
kamiennym   murem   z   wieżami   i   basztami.   Był   to   olbrzymi   postęp   w   budownictwie,   ale 
jednocześnie   oznaka   zwiększonego   niebezpieczeństwa   i   potrzeby   obrony.   Bogactwo 
wzrastało   szybko,   ale   było   to   bogactwo   jednostek;   tkactwo,   obróbka   metali   i   inne   coraz 
bardziej   różnicujące   się   rzemiosła   rozwijają   coraz   większą   różnorodność   i   doskonałość 
produkcji; rolnictwo obok zboża, roślin strączkowych i warzyw dostarczało teraz także oliwy 
i wina, które nauczono się wyrabiać. Tak różnorodnych czynności nie mogła już wykonywać 
jedna i ta sama jednostka, powstał drugi wielki podział pracy: rzemiosło wyodrębniło się od 
rolnictwa. Nieustanny wzrost produkcji, a wraz z nią wydajności pracy, podniósł wartość 
ludzkiej   siły   roboczej.   Niewolnictwo,   które   powstało   dopiero   na   poprzednim   stopniu   i 
należało   do   rzadkości,   obecnie   staje   się   istotną   częścią   składową   systemu   społecznego. 
Niewolnicy przestają być po prostu pomocnikami; tuzinami zapędza się ich do pracy na roli i 
w   warsztacie.   Wraz   z   rozszczepieniem   produkcji   na   dwie   główne   gałęzie   -   rolnictwo   i 
rzemiosło - powstała produkcja bezpośrednio dla wymiany, produkcja towarowa; wraz z nią 
powstał handel, i to nie tylko wewnątrz i na granicach plemienia, lecz już i handel zamorski. 

background image

Wszystko to jednak jest jeszcze w początkowym stadium rozwoju; szlachetne metale stają się 
przeważającym i powszechnym towarem pieniężnym, ale jeszcze nie bito z nich monety, lecz 
wymieniano według niczym nie zamaskowanej wagi.
Obok   różnicy   między   wolnymi   a   niewolnikami   występuje   różnica   między   bogatymi   a 
biednymi   -   nowy   podział   pracy   wywołuje   nowe   rozszczepienie   społeczeństwa   na   klasy. 
Różnice   majątkowe   między   poszczególnymi   głowami   rodzin   rozsadzają   dawną 
komunistyczną wspólnotę rodzinną wszędzie tam, gdzie się ona jeszcze dotąd utrzymała, a 
wraz   z   nią   zanika   wspólna   uprawa   ziemi   na   rzecz   tej   wspólnoty.   Grunty   orne   zostają 
przekazane do użytku poszczególnym rodzinom, początkowo na pewien czas, następnie na 
zawsze. Przejście do zupełnej własności prywatnej odbywa się stopniowo i równolegle z 
przechodzeniem   małżeństwa   parzystego   w   monogamię.   Rodzina   pojedyncza   staje   się 
jednostką gospodarczą społeczeństwa.
Większa gęstość zaludnienia zmusza do ściślejszego skupiania się, zarówno wewnątrz jak na 
zewnątrz. Związek pokrewnych plemion staje się wszędzie koniecznością; a wkrótce staje się 
konieczne także ich zlanie się, a wraz z tym zjednoczenie terytoriów oddzielnych plemion w 
jedno wspólne terytorium narodu. Dowódca wojskowy narodu - rex, basileus, thiudans - staje 
się niezbędnym stałym urzędnikiem. Powstaje zgromadzenie ludowe tam, gdzie go jeszcze 
nie   było.   Dowódca   wojskowy,   rada,   zgromadzenie   ludowe   tworzą   organy   społeczeństwa 
rodowego rozwijającego się w kierunku demokracji wojskowej. Wojskowej - gdyż wojna i 
organizacja wojenna stały się teraz regularnymi funkcjami życia narodu. Bogactwa sąsiadów 
podniecają   chciwość   ludów,   dla   których   zdobywanie   bogactw   staje   się   już   jednym   z 
najważniejszych   celów   życia.   Są   oni   barbarzyńcami:   rabunek   jest   według   nich   zajęciem 
łatwiejszym, a nawet bardziej zaszczytnym niż zarobkowanie. Wojna, prowadzona dawniej 
tylko z zemsty za najazd lub w celu rozszerzenia nie wystarczającego już terytorium, obecnie 
prowadzona jest dla samego rabunku, stając się stałym sposobem zdobywania bogactw. Nie 
na próżno wznoszą się groźne mury wokół nowych miast warownych; z ich rowów wyziera 
mogiła ustroju rodowego, ich baszty sięgają już do cywilizacji. To samo dzieje się również 
wewnątrz   społeczeństwa.   Wojny   grabieżcze   wzmacniają   władzę   głównego   dowódcy 
wojskowego,   a   także   dowódców   drugorzędnych.   Zwyczaj   wybierania   następcy   spośród 
jednych i tych samych rodzin przyjmuje się stopniowo — a zwłaszcza po zaprowadzeniu 
prawa   ojcowskiego   -   i   przechodzi   w   dziedziczenie   z   początku   tolerowane,   następnie 
wymagane i wreszcie uzurpowane; stworzone więc zostały podstawy dziedzicznej monarchii i 
dziedzicznej szlachty. W ten sposób organy ustroju rodowego stopniowo odrywają się od 
swoich korzeni w narodzie, w rodzie, we fratrii, w plemieniu i cały ustrój rodowy zamienia 
się we własne swoje przeciwieństwo: z organizacji plemion utworzonej w celu  zarządzania 
ich   własnymi   sprawami   staje   się   on   organizacją   do   grabienia   i   ciemiężenia   sąsiadów; 
odpowiednio do tego jego organy przemieniają się z narzędzia woli ludu w samodzielne 
organy panowania i ucisku własnego narodu. Nie byłoby to jednak nigdy możliwe, gdyby 
żądza   bogactw   nie   podzieliła   członków   rodu   na   bogatych   i   biednych,   “gdyby   różnice 
majątkowe   wewnątrz   jednego   rodu   nie   przekształciły   jedności   interesów   w   antagonizm 
między członkami rodu" (Marks)

149

 i gdyby rozpowszechnienie niewolnictwa nie sprawiło, że 

zdobywanie środków do życia pracą zaczęto uważać za czynność godną tylko niewolnika, 
bardziej hańbiącą niż rozbój.

Oto doszliśmy do progu cywilizacji. Rozpoczyna się ona od nowego postępu w podziale 
pracy.   Na   najniższym   stopniu   rozwoju   ludzie   produkowali   wyłącznie   na   własny   użytek; 
zdarzały   się   odosobnione   akty   wymiany,   lecz   dotyczyły   one   tylko   jakiejś   przypadkowej 
nadwyżki. Na średnim stopniu barbarzyństwa znajdujemy już u ludów pasterskich majątek w 
postaci bydła, który przy pewnej wielkości trzód dostarcza regularnie pewnej nadwyżki ponad 
własne   potrzeby,   i  zarazem  podział   pracy   między   ludami   pasterskimi   a   plemionami 

background image

pozostającymi w tyle, nie posiadającymi trzód; istnieją więc obok siebie dwa różne stopnie 
produkcji,   a   przez   to   warunki   regularnej   wymiany.   Na   wyższym   stopniu   barbarzyństwa 
powstaje dalszy podział pracy między rolnictwem a rzemiosłem, wzrasta coraz bardziej część 
produkcji   przeznaczonej   bezpośrednio   na   wymianę.   Wymiana   między   oddzielnymi 
producentami staje się koniecznością społeczną. Cywilizacja utrwala i potęguje wszystkie te 
dotychczasowe   podziały   pracy,   mianowicie   przez   zaostrzenie   przeciwieństwa   między 
miastem a wsią (przy czym albo miasto może panować ekonomicznie nad wsią, jak to było w 
starożytności, albo wieś nad miastem, jak w wiekach średnich), i dodaje do tego jeszcze 
trzeci, charakterystyczny dla niej, bardzo ważny podział pracy: stwarza ona klasę, która już 
nic   zajmuje   się   produkcją,   lecz   wyłącznie   wymianą   produktów   -  kupców.  Dotychczas 
wszystkie zaczątki formowania się klas miały jeszcze wyłącznie związek z produkcją; dzieliły 
one   ludzi   uczestniczących   w   produkcji   na   kierowników   i   wykonawców   lub   też   na 
producentów w większej i mniejszej skali. Tutaj zaś występuje po raz pierwszy klasa, która, 
nie biorąc żadnego udziału w produkcji, zagarnia w swe ręce ogólne kierownictwo produkcją 
i   ekonomicznie   podporządkowuje   sobie   producentów;   klasa,   która   staje   się   niezbędnym 
pośrednikiem   pomiędzy   dwoma   producentami   i   wyzyskuje   obydwóch.   Pod   pozorem 
zaoszczędzenia producentowi troski i ryzyka wymiany i pod pozorem rozszerzenia zbytu jego 
produktów na najbardziej oddalone rynki, co rzekomo czyni z niej najpożyteczniejszą klasę 
ludności, staje się ona klasą pasożytów, prawdziwych darmozjadów społecznych, która jako 
zapłatę za swe bardzo niewielkie usługi rzeczywiste zgarnia śmietankę z produkcji zarówno 
rodzimej, jak cudzoziemskiej, szybko zdobywa olbrzymie bogactwa i odpowiedni wpływ w 
społeczeństwie,   i   która   właśnie   dlatego   w   okresie   cywilizacji   zdobywa   coraz   to   nowe 
zaszczytne  stanowiska i coraz bardziej opanowuje produkcję, aż wreszcie sama wydaje na 
świat swój własny produkt - periodyczne kryzysy handlowe.
Na omawianym przez nas stopniu rozwoju młode kupiectwo nie ma jeszcze zgoła pojęcia o 
wielkich rzeczach, które je czekają. Ale tworzy się ono i staje się niezbędne, a to wystarcza. 
Wraz  z nim zaś powstaje również  pieniądz metalowy,  bita moneta, a  wraz  z pieniądzem 
metalowym   nowy   środek   panowania   klasy   nie   produkującej   nad   producentem   i   jego 
produkcją. Odkryto towar nad towarami, który w ukrytej postaci zawiera w sobie wszystkie 
inne towary, środek czarodziejski, mogący wedle upodobania przemieniać się w każdą rzecz 
pociągającą   i   pożądaną.   Kto   go   posiadał,   ten   panował   nad   światem   produkcji.  A  kto   go 
posiadał przede wszystkim? Kupiec. W jego ręku kult pieniądza był pewny. Postarał się on o 
to, by dla wszystkich było jasne, że wszystkie towary, a wraz z nimi i wszyscy producenci 
towarów, muszą się modlić i padać w proch przed pieniądzem. Dowiódł on w praktyce, jak 
dalece wszystkie inne formy bogactwa stają się tylko złudą wobec tego wcielenia bogactwa 
jako   takiego.   Nigdy   w   czasach   późniejszych   potęga   pieniądza   nie   występowała   z   tak 
prymitywną brutalnością i gwałtownością, jak w owym jej młodzieńczym okresie. Po kupnie 
towarów za pieniądze zjawiła się zaliczka pieniężna, a wraz z nią procent i lichwa. Żadne 
prawodawstwo czasów późniejszych nie rzuca dłużnika tak bezlitośnie i tak bezpowrotnie pod 
stopy wierzyciela lichwiarskiego jak prawodawstwo staroateńskie i starorzymskie - a oba one 
powstały samorzutnie, jako prawa obyczajowe, bez innego przymusu prócz ekonomicznego.
Obok bogactwa w towarach i niewolnikach, obok bogactwa w pieniądzach zjawiło się teraz 
również  bogactwo  w  postaci  własności  ziemskiej. Prawo jednostek  do posiadania  działki 
ziemi, wydzielonej im pierwotnie przez ród lub plemię, do tego stopnia się teraz utrwaliło, że 
parcele te stały się własnością dziedziczną. W ostatnich czasach dążyły one przede wszystkim 
do   uwolnienia   się   od   praw   wspólnoty   rodowej   do   parceli,   od   praw,   które   stały   się   dla 
jednostek tych pętami. Pozbyto się tych pęt - ale wkrótce potem pozbyto się również i tej 
nowej własności ziemskiej. Całkowite i wolne władanie ziemią oznaczało nie tylko możność 
pełnego i nieograniczonego posiadania, lecz również możność sprzedania jej. Możność ta nie 
istniała, dopóki ziemia była własnością rodu. Z chwilą jednak, gdy nowy właściciel gruntu 

background image

ostatecznie zrzucił pęta zwierzchniej własności rodu i plemienia, zerwał on również więź 
łączącą go dotychczas nierozerwalnie z ziemią. 
Co to oznaczało, wyjaśnił mu pieniądz, wynaleziony jednocześnie z prywatną własnością 
ziemi.   Ziemia   mogła   teraz   stać   się   towarem,   który   się   sprzedaje   i   zastawia.   Zaledwie 
zaprowadzono prywatną własność ziemi, a natychmiast wynaleziono również hipotekę (patrz 
Ateny). Jak heteryzm i  prostytucja stają  się nieodłącznym  cieniem monogamii, tak  samo 
odtąd   hipoteka   staje   się   cieniem   własności   ziemskiej.   Pragnęliście   całkowitej;   zupełnie 
wolnej, dającej się sprzedawać własności ziemskiej, dobrze macie ją - tu l'as voulu, George 
Dandin!

150

Tak więc z rozpowszechnieniem się handlu, pieniądza i lichwy pieniężnej, wraz z własnością 
ziemską   i  hipoteką  szybko  postępowała  naprzód   koncentracja  i   centralizacja  bogactwa   w 
rękach nielicznej klasy, a obok tego wzrastało zubożenie mas i powiększała się masa ubogich. 
Nowa dysponująca bogactwem arystokracja ostatecznie wyparła starą arystokrację plemienną 
(w Atenach, w Rzymie, u Germanów), o ile się z nią już uprzednio nie utożsamiła. A obok 
tego podziału wolnych obywateli na klasy - według posiadanego bogactwa - powiększyła się 
w olbrzymim stopniu, szczególnie w Grecji, ilość niewolników, których praca przymusowa 
stanowiła podstawę całej nadbudowy społeczeństwa

150a

.

Zobaczmy teraz, co się stało z ustrojem rodowym podczas tego przewrotu społecznego. Był 
on   bezsilny   wobec   tych   nowych   elementów,   które   wyrosły  bez   jego   udziału.   Przesłanką 
ustroju   rodowego   było,   że   członkowie   jednego   rodu   lub   nawet   jednego   plemienia 
zamieszkiwali wspólnie jedno terytorium zajmowane wyłącznie przez nich. Skończyło się to 
już od dawna. Rody i plemiona pomieszały się wszędzie; wszędzie wśród obywateli mieszkali 
niewolnicy,   klienci,   obcokrajowcy.   Osiadły   tryb   życia,   osiągnięty   dopiero   pod   koniec 
średniego stopnia barbarzyństwa, bywał ciągle naruszany na skutek ruchliwości i zmienności 
miejsca   zamieszkania,   spowodowanych   przez   handel,   zmianę   sposobu   zarobkowania, 
sprzedaż i kupno własności ziemskiej. Członkowie stowarzyszeń rodowych nie mogli już 
gromadzić się dla omawiania swych wspólnych spraw; od biedy załatwiano jeszcze sprawy 
małej wagi, jak na przykład uroczystości religijne. Obok potrzeb i interesów, dla których 
obrony powołane były i które załatwiać mogły stowarzyszenia rodowe, powstały wskutek 
przewrotu w stosunkach wytwórczości i wynikających stąd zmian w strukturze społeczeństwa 
nowe  potrzeby i interesy,  nie tylko obce  staremu ustrojowi  rodowemu, lecz pod każdym 
względem z nim sprzeczne. Interesy grup rzemieślniczych powstałych na skutek podziału 
pracy,   specjalne   potrzeby  miasta   w   przeciwieństwie   do   wsi   wymagały  nowych   organów. 
Każda   zaś   z   tych   grup   składała   się   z   ludzi   najrozmaitszych   rodów,   fratrii,   plemion, 
obejmowała   nawet   obcokrajowców;   organy   te   więc   musiały   się   tworzyć   poza   ustrojeni 
rodowym, obok niego, a tym samym przeciwko niemu. - I znów wewnątrz każdej organizacji 
rodowej zaznaczył się antagonizm interesów, który osiągnął szczyt w połączeniu bogatych i 
biednych, wierzycieli i dłużników w jednym rodzie i jednym plemieniu. Należy tu jeszcze 
dodać masę nowej, obcej związkom rodowym ludności, która mogła stać się potęgą w kraju, 
jak to było w Rzymie, będąc przy tym zbyt liczna, aby dać się włączyć stopniowo do rodów i 
plemion   opartych   na   pokrewieństwie.   Stowarzyszenia   rodowe   przeciwstawiały   się   tym 
masom   jako   zamknięte,   uprzywilejowane   organizacje;   pierwotna   naturalna   demokracja 
przekształciła   się   w   znienawidzoną   arystokrację.   -   Wreszcie   ustrój   rodowy   wyrósł   ze 
społeczeństwa, które nie znało sprzeczności wewnętrznych, i przystosowany był tylko do 
takiego społeczeństwa. Nie znał on innych środków przymusu prócz opinii publicznej. Tutaj 
zaś   powstało   społeczeństwo,   które   na   mocy   całokształtu   ekonomicznych   warunków 
życiowych musiało się rozszczepić na wolnych i niewolników, na wyzyskujących bogaczy i 
wyzyskiwanych biedaków, społeczeństwo, które nie tylko nigdy nie mogło pogodzić tych 
przeciwieństw, lecz musiało zaostrzać je coraz bardziej. Społeczeństwo takie mogło istnieć 
albo w ciągłej otwartej walce tych klas, albo też pod panowaniem trzeciej potęgi, która stojąc 

background image

pozornie ponad klasami walczącymi, tłumiłaby ich jawne konflikty i dopuszczałaby walkę 
klasową tylko w dziedzinie ekonomicznej, w tak zwanych formach legalnych. Ustrój rodowy 
się przeżył.  Został on rozsadzony przez podział pracy i przez jego następstwo - rozbicie 
społeczeństwa na klasy. Został on zastąpiony przez państwo.

Zbadaliśmy każdą z trzech głównych form, w których wyrosło państwo na ruinach ustroju 
rodowego.   Najczystszą,   klasyczną   formę   przedstawiają   Ateny;   państwo   powstaje   tu 
bezpośrednio i przeważnie z przeciwieństw klasowych rozwijających się wewnątrz samego 
społeczeństwa rodowego. W Rzymie społeczeństwo rodowe staje się zamkniętą arystokracją 
pośród   licznego,   stojącego   poza   nim   plebsu   -   pozbawionego   praw,   ale   obciążonego 
obowiązkami. Zwycięstwo plebsu rozsadza stary ustrój rodowy i na jego ruinach wznosi 
państwo,   w   którym   wkrótce   zanikają   zupełnie   zarówno   arystokracja   rodowa   jak   plebs. 
Wreszcie u germańskich zwycięzców cesarstwa rzymskiego państwo powstaje bezpośrednio z 
podboju  wielkich  cudzych   obszarów,  dla  których  opanowania  ustrój  rodowy nie  posiadał 
środków.   Ponieważ   jednak   z   tym   podbojem   nie   wiąże   się   ani   poważna   walka   z   dawną 
ludnością, ani bardziej postępowy, podział pracy, ponieważ stopień rozwoju ekonomicznego 
zdobywców   i   podbitych   jest   prawie   jednakowy,   podstawa   ekonomiczna   społeczeństwa 
pozostaje więc bez zmiany - ustrój rodowy może się tu utrzymać przez długie stulecia w 
zmienionej, terytorialnej formie marki, a nawet na czas jakiś odmłodnieć w słabszej formie w 
późniejszych rodach szlacheckich i patrycjuszowskich, a nawet w rodach chłopskich, jak np. 
w dytmarskich

150b

.

Państwo nie jest więc bynajmniej potęgą narzuconą społeczeństwu z zewnątrz. Nie jest ono 
również “rzeczywistością idei moralnej", “obrazem i rzeczywistością rozumu", jak twierdzi 
Hegel

152

. Jest ono raczej produktem społeczeństwa na określonym stopniu rozwoju, jest ono 

przyznaniem się, że społeczeństwo to uwikłało się w nierozwiązalną sprzeczność z samym 
sobą, rozszczepiło się na nieprzejednane przeciwieństwa, których nie potrafi ujarzmić. Ażeby 
zaś   te   przeciwieństwa   -   klasy   o   sprzecznych   interesach   ekonomicznych   -   nie   pożarły 
nawzajem  siebie   i  społeczeństwa  w  bezpłodnej  walce,  stała   się  niezbędną  potęga  stojąca 
pozornie ponad społeczeństwem, która miała tłumić te konflikty, utrzymywać je w granicach 
“porządku".  Tą   potęgą   wyrosłą   ze   społeczeństwa,   ale   stawiającą   siebie   nad   nim   i   coraz 
bardziej wyobcowującą się z niego, jest państwo.
W  porównaniu   ze   starą   organizacją   rodową   państwo   cechuje,   po   pierwsze,   podział   jego 
poddanych według terytorium. Stare stowarzyszenia rodowe, utworzone i utrzymywane dzięki 
węzłom krwi, stały się, jak już widzieliśmy, niewystarczające, przeważnie dlatego, że ich 
przesłanka   -   przynależność   członków   rodu   do   określonego   terytorium   -   dawno   już   nie 
odpowiadała   rzeczywistości.   Terytorium   pozostało,   lecz   ludzie   stali   się   ruchliwi.   Wzięto 
zatem za punkt wyjścia podział terytorialny i kazano obywatelom pełnić swe publiczne prawa 
i obowiązki tam, gdzie się osiedlili, bez względu na ród i plemię. Ta organizacja poddanych 
według   przynależności   terytorialnej   jest   wspólna   wszystkim   państwom.   Dlatego   właśnie 
wydaje   się   nam   ona   naturalna;   widzieliśmy   jednak,   jakich   ciężkich   i   uporczywych   walk 
potrzeba było, ażeby organizacja taka mogła w Atenach i w Rzymie zająć miejsce starej 
organizacji według rodów.
Drugie   -   to   utworzenie  władzy   publicznej,  która   już   nie   utożsamia   się   bezpośrednio   z 
ludnością   organizującą   się   w   siłę   zbrojną.   Ta   odrębna   władza   publiczna   jest   niezbędna, 
ponieważ od czasu rozbicia na klasy stała się niemożliwa samorzutnie działająca zbrojna 
organizacja   ludności.   Niewolnicy   również   wchodzą   w   skład   ludności;   90   000   obywateli 
ateńskich tworzyło w stosunku do 365 000 niewolników tylko klasę uprzywilejowaną. Armia 
ludowa   demokracji   ateńskiej   była   arystokratyczną   władzą   publiczną   w   stosunku   do 
niewolników   i   trzymała   ich   w  karbach;   ale   aby  utrzymać   w  karbach   również   obywateli, 
niezbędną stała się, jak powiedzieliśmy wyżej, żandarmeria. Ta władza publiczna istnieje w 

background image

każdym państwie; składa się ona nie tylko z uzbrojonych ludzi, ale także z takich dodatków 
rzeczowych jak więzienia i wszelkiego rodzaju instytucje przymusu, których zupełnie nie 
znało   społeczeństwo   rodowe.   Może   ona   być   bardzo   nieznaczna,   niemal   znikoma   w 
społeczeństwach o nierozwiniętych jeszcze przeciwieństwach klasowych, a także przejściowo 
w odległych regionach - jak to niekiedy bywało gdzieniegdzie w Stanach Zjednoczonych 
Ameryki Północnej. Wzmacnia się ona jednak w miarę tego, jak zaostrzają się przeciwieństwa 
klasowe wewnątrz państwa, i w miarę jak graniczące ze sobą państwa stają się większe i 
ludniejsze — wystarczy spojrzeć na dzisiejszą Europę, gdzie walka klas i współzawodnictwo 
w podbojach wyniosły władzę publiczną do takiej wysokości, że może ona pochłonąć całe 
społeczeństwo, a nawet i państwo.
Do utrzymania tej władzy publicznej niezbędne są wpłaty od obywateli - podatki. Były one 
zupełnie nie znane społeczeństwu rodowemu. My jednak aż nadto dobrze je znamy. Wraz z 
postępem cywilizacji podatki już nie wystarczają; państwo wystawia weksle na przyszłość, 
zaciąga   pożyczki   -  długi   państwowe.   O   tym   również   stara   Europa   mogłaby   niejedno 
opowiedzieć.
Mając w swym ręku władzę publiczną i prawo ściągania podatków, urzędnicy, jako organy 
społeczeństwa,   stoją  teraz  nad  społeczeństwem.   Bezinteresowny,   szczery  szacunek,   jakim 
darzono organy ustroju rodowego, nie wystarcza im - nawet gdyby go mogli posiadać jako 
nosiciele potęgi, która stała się obca społeczeństwu, muszą oni zapewnić sobie szacunek w 
drodze   praw   wyjątkowych,   dzięki   którym   korzystają   oni   ze   szczególnej   nietykalności   i 
świętości.   Najnędzniejszy   pachołek   policyjny   państwa   cywilizowanego   ma   więcej 
“autorytetu" niż wszystkie organy społeczeństwa rodowego razem wzięte; ale najpotężniejszy 
książę i największy mąż stanu lub dowódca wojskowy okresu cywilizacji może pozazdrościć 
najniższemu naczelnikowi rodu tego niewymuszonego i niezaprzeczalnego szacunku, jakim 
ów się cieszy. Ten ostatni stoi w samym środku społeczeństwa; pierwszy zaś zmuszony jest 
reprezentować coś poza społeczeństwem i ponad nim.
Ponieważ państwo powstało z potrzeby utrzymania w karbach przeciwieństw klasowych, a 
jednocześnie samo powstało wśród konfliktów tych klas, to z reguły jest ono państwem klasy 
najsilniejszej,   ekonomicznie   panującej,   która   przy   jego   pomocy   staje   się   również   klasą 
panującą politycznie i w ten sposób zdobywa nowe środki do ciemiężenia i wyzyskiwania 
klas uciskanych. Tak więc państwo starożytne było przede wszystkim państwem właścicieli 
niewolników   do   ciemiężenia   niewolników,   podobnie   jak   państwo   feudalne   było   organem 
szlachty   do   ciemiężenia   pańszczyźnianych   i   poddanych   chłopów,   a   nowożytne   państwo 
przedstawicielskie jest narzędziem wyzysku pracy najemnej przez kapitał. Bywają jednak w 
drodze wyjątku okresy, w których walczące ze sobą klasy są tak bliskie równowagi, że władza 
państwowa, jako pozorna pośredniczka, chwilowo uzyskuje pewną samodzielność w stosunku 
do   nich.  Tak   było   z   monarchią   absolutną   XVII   i   XVIII   wieku,   utrzymującą   równowagę 
między  szlachtą   a   mieszczaństwem;   tak   było   z   bonapartyzmem   Pierwszego,   a   zwłaszcza 
Drugiego   Cesarstwa   we   Francji,   który   wykorzystywał   proletariat   przeciwko   burżuazji,   a 
burżuazję   przeciwko   proletariatowi.   Najnowszym   wydaniem   tego   rodzaju   równowagi,   w 
której panujący i poddani wyglądają jednakowo komicznie, jest nowe niemieckie państwo 
narodu   bismarkowskiego:   kapitaliści   i   robotnicy   są   tu   utrzymywani   w   równowadze   i 
równomiernie oszukiwani na rzecz podupadłych junkrów pruskich. Ponadto w większości 
znanych z historii państw prawa przyznawane obywatelom stopniuje się według majątku, 
przez co stwierdza się wyraźnie, że państwo jest organizacją klasy posiadającej dla obrony 
przed nieposiadającą. Tak było już w ateńskich i rzymskich klasach majątkowych. Tak było w 
średniowiecznym państwie feudalnym, gdzie wpływ polityczny był uzależniony od wielkości 
posiadanego   gruntu.   Tak   ma   się   rzecz   w   cenzusach   wyborczych   nowożytnych   państw 
przedstawicielskich. To polityczne uznanie różnic majątkowych bynajmniej nie jest jednak 
rzeczą istotną. Przeciwnie - oznacza ono niski stopień rozwoju państwowego. Najwyższa 

background image

forma   państwa,   republika   demokratyczna,   która   w   naszych   nowożytnych   stosunkach 
społecznych staje się coraz bardziej nieuniknioną koniecznością oraz formą państwa, w której 
jedynie rozegrać się może ostateczna, decydująca walka pomiędzy proletariatem a burżuazją - 
republika demokratyczna nie zna oficjalnie różnic własnościowych. Bogactwo sprawuje w 
niej władzę pośrednio, ale za to tym pewniej. Z jednej strony, wprost w postaci korupcji 
urzędników, czego przykładem klasycznym jest Ameryka, z drugiej zaś - w postaci sojuszu 
między   rządem   a   giełdą.   Jest   on   tym   łatwiej   urzeczywistniany,   im   bardziej   rosną   długi 
państwowe   i   im   bardziej   towarzystwa   akcyjne   koncentrują   w   swych   rękach   nie   tylko 
transport, lecz i samą produkcję, znajdując znów swój punkt oparcia w giełdzie. Uderzający 
pod tym względem przykład oprócz  Ameryki  stanowi najnowsza  Republika  Francuska,  a 
poczciwa Szwajcaria odznaczyła się również na tym polu. Ze jednak dla tego braterskiego 
sojuszu rządu z giełdą niekoniecznie potrzebna jest republika demokratyczna, tego dowodzi 
oprócz   Anglii   nowe   państwo   niemieckie,   gdzie   nie   wiadomo   kogo   wyżej   wyniosło 
głosowanie powszechne - Bismarcka czy Bleichrodera. I wreszcie klasa posiadająca panuje 
bezpośrednio przy pomocy powszechnego prawa głosowania. Dopóki klasa uciskana, a więc 
w naszym  wypadku  proletariat,  jeszcze nie  dojrzała do wyzwolenia  się własnymi  siłami, 
będzie ona w większości swej uznawała istniejący ustrój społeczny za jedynie możliwy i pod 
względem politycznym będzie się wlokła w ogonie klasy kapitalistów, będzie jej skrajnie 
lewym skrzydłem. Ale w miarę jak będzie dojrzewała do swego wyzwolenia, ukonstytuuje się 
ona   jako   własna   partia,   będzie   wybierała   własnych   przedstawicieli,   a   nie   przedstawicieli 
kapitalistów. Powszechne prawo głosowania jest więc miernikiem stopnia dojrzałości klasy 
robotniczej. W państwie dzisiejszym nigdy nie może być i nie będzie ono niczym więcej; ale i 
to wystarcza. W dniu, w którym termometr głosowania powszechnego wskaże punkt wrzenia 
u robotników, będą oni, tak samo jak i kapitaliści, wiedzieli, co to znaczy.
Państwo nie jest więc wieczne. Istniały społeczeństwa, które obchodziły się bez niego, które 
nie   miały   żadnego   pojęcia   o   państwie   i   władzy   państwowej.   Na   określonym   stopniu 
ekonomicznego   rozwoju,   który  nieodłącznie   związany  był   z   podziałem   społeczeństwa   na 
klasy, państwo na skutek tego podziału stało się koniecznością. Obecnie zbliżamy się szybkim 
krokiem   do   takiego   stopnia   rozwoju   produkcji,   na   którym   istnienie   tych   klas   nie   tylko 
przestaje być koniecznością, lecz staje się wyraźną przeszkodą dla produkcji. Klasy zginą tak 
samo   nieuchronnie,   jak   poprzednio   powstały.   Wraz   z   nimi   nieuchronnie   zginie   państwo. 
Społeczeństwo, które zreorganizuje produkcję na podstawie wolnego i równego zrzeszenia 
producentów, przeniesie całą maszynę państwową tam, gdzie odtąd będzie jej miejsce: do 
muzeum starożytności, obok kołowrotka i topora brązowego.

A zatem, jak mówiliśmy wyżej, cywilizacja jest stopniem rozwoju społecznego, na którym 
podział   pracy,   wynikająca   z   niego   wymiana   między   jednostkami   i   produkcja   towarowa, 
jednocząca   obydwa   procesy,   osiągają   pełnię   rozkwitu   i   dokonują   przewrotu   w   całym 
dawniejszym społeczeństwie.
Na wszystkich poprzednich stopniach rozwoju społecznego produkcja była w istocie wspólna; 
spożycie   również   odbywało   się   w   drodze   bezpośredniego   podziału   produktów   wewnątrz 
większych lub mniejszych wspólnot komunistycznych. Ta wspólna produkcja odbywała się w 
nader   ciasnych   granicach,   ale   towarzyszyło   jej   panowanie   producentów   nad   własnym 
procesem produkcji i nad własnym produktem. Producenci wiedzą, co się dzieje z produktem: 
spożywają go, nie wychodzi on z ich rąk. Dopóki produkcja oparta jest na tej podstawie, nie 
może ona przerosnąć producentów, nie może stworzyć upiornej obcej im potęgi, jak to się 
stale i nieuchronnie dzieje w epoce cywilizacji.
Ale   do   tego   procesu   produkcji   z   wolna   przenika   podział   pracy.   Podważa   on   wspólność 
produkcji i przywłaszczania, przywłaszczenie indywidualne przekształca w regułę, stwarzając 

background image

w ten sposób wymianę między jednostkami, jak to już rozpatrywaliśmy wyżej. Stopniowo 
produkcja towarowa staje się formą panującą.
Wraz z produkcją towarową, produkcją przeznaczoną już nie na własne spożycie, lecz na 
wymianę, produkty z konieczności przechodzą z rąk do rąk. Producent oddaje swój produkt 
przy wymianie i już nie wie, co się z nim dzieje. Gdy pieniądz, a wraz z pieniądzem kupiec, 
występuje jako pośrednik między producentami, proces wymiany staje się jeszcze bardziej 
zawikłany, ostateczny los produktów jeszcze mniej pewny. Kupców jest wielu, a żaden z nich 
nie wie, co robi inny. Towary przechodzą już obecnie nie tylko z ręki do ręki, lecz z jednego 
rynku  na  drugi;  producenci  utracili  panowanie  nad  całokształtem wytwarzania  warunków 
swego życia, kupcy  zaś  tego panowania nie zdobyli. Produkty i produkcja zdane są na los 
przypadku.
Ale   przypadek   -   to   tylko   jeden   biegun   współzależności,   której   drugi   biegun   zwie   się 
koniecznością. W przyrodzie, gdzie również na pozór  rządzi  przypadek, panuje w każdej 
poszczególnej   dziedzinie,   jak   to   już   dawno   dowiedziono,   konieczność   wewnętrzna   i 
prawidłowość,   która   poprzez   przypadek   toruje   sobie   drogę.  A  to,   co   dotyczy   przyrody, 
dotyczy również społeczeństwa. Im bardziej jakaś działalność społeczna, jakiś szereg zjawisk 
społecznych   nie   poddaje   się   świadomej   kontroli   ludzkiej,   im   bardziej   wymyka   się   spod 
władzy człowieka, im bardziej wydaje się dziełem czystego przypadku, z tym większą siłą i 
koniecznością ujawniają się w tym przypadku właściwe jej prawa wewnętrzne. Prawa takie 
panują   także   nad   przypadkowością   produkcji   towarowej   i   wymiany   towarów; 
poszczególnemu  producentowi  i   kupcowi   wydają  się   one  obcymi,   początkowo  nawet   nie 
znanymi potęgami, których  istota musi być  dopiero skrupulatnie zbadana i zgłębiona. Te 
prawa ekonomiczne produkcji towarowej ulegają zmianom na różnych stopniach rozwoju tej 
formy produkcji; na ogół jednak cały okres cywilizacji znajduje się pod ich panowaniem. I 
dziś jeszcze produkt panuje nad producentem. I dziś jeszcze całokształt produkcji społecznej 
regulowany jest nie przez wspólnie obmyślany plan, lecz przez ślepe prawa, przejawiające się 
z żywiołową siłą, w ostatniej instancji - w burzach okresowych kryzysów handlowych.
Widzieliśmy wyżej, jak na dość wczesnym stopniu rozwoju produkcji ludzka siła robocza 
może wytworzyć znacznie więcej produktów, niż wymaga utrzymanie producenta, i jak ten 
stopień rozwoju w zasadzie jest identyczny z tym, ha którym zjawia się podział pracy i 
wymiana między jednostkami. Obecnie niewiele już trzeba było czasu, aby odkryć wielką 
prawdę, że człowiek również może być towarem; że ludzka siła

152a

 może być wymieniana i 

użytkowana,   jeśli   zrobimy   z   człowieka   niewolnika.   Zaledwie   zaczęli   ludzie   wymieniać, 
natychmiast stali się sami również przedmiotem wymiany. Element czynny stał się biernym 
bez względu na to, czy ludzie chcieli tego, czy nie. Wraz z niewolnictwem, które w epoce 
cywilizacji osiągnęło najwyższy rozwój, powstał pierwszy wielki podział społeczeństwa na 
klasę   wyzyskującą   i   wyzyskiwaną.   Podział   ten   przetrwał   przez   cały   okres   cywilizacji. 
Niewolnictwo jest pierwszą właściwą światu starożytnemu formą wyzysku; po nim następuje 
poddaństwo w średniowieczu, praca najemna w czasach nowożytnych. Są to trzy wielkie 
formy niewoli, charakterystyczne dla trzech wielkich epok cywilizacji; jawne, a od niedawna 
zamaskowane niewolnictwo stale im towarzyszy.
Stopień produkcji towarowej, od którego zaczyna się cywilizacja, cechuje, z ekonomicznego 
punktu   widzenia,   wprowadzenie:   1.   pieniądza   metalowego,   a   tym   samym   kapitału 
pieniężnego, procentu i lichwy; 2. kupców jako klasy pośredniczącej między producentami; 3. 
prywatnej własności ziemskiej i hipoteki oraz 4. pracy niewolniczej jako panującej formy 
produkcji.   Formą   rodziny   odpowiadającą   cywilizacji,   formą,   która   wraz   z   nią   staje   się 
ostatecznie   panującą,   jest   monogamia,   panowanie   mężczyzny   nad   kobietą,   i   rodzina 
pojedyncza   jako   gospodarcza   jednostka   społeczeństwa.   Ukoronowaniem   społeczeństwa 
cywilizowanego   jest   państwo,   które   we   wszystkich   okresach   typowych   jest   wyłącznie 
państwem klasy panującej i we wszystkich wypadkach w istocie swojej pozostaje maszyną do 

background image

utrzymywania   w   uległości   klasy   uciskanej,   wyzyskiwanej.   Ponadto   dla   cywilizacji   jest 
charakterystyczne: z jednej strony,  ustalenie przeciwieństwa między miastem a wsią jako 
podstawy całego społecznego podziału pracy; z drugiej strony - wprowadzenie testamentów, 
dzięki czemu właściciel może rozporządzać swą własnością nawet po śmierci. Instytucja ta, 
wprost  urągająca  staremu  ustrojowi  rodowemu,  nie  znana  była  w Atenach  aż  do  czasów 
Solona;   w   Rzymie   zaprowadzona   została   już   wcześnie   -   nie   wiemy   jednak,   kiedy

152b

  u 

Germanów   wprowadzili   ją   księża   po   to,   by   poczciwy   Germanin   mógł   bez   przeszkody 
przekazać swój spadek kościołowi.
Przy takim ustroju społecznym cywilizacja dokonała dzieł, do których społeczeństwo rodowe 
zgoła   nie   dorosło.  Ale   dokonała   ona   tego   wprawiając   w   ruch   najbrudniejsze   popędy   i 
namiętności człowieka, rozwijając je kosztem wszystkich innych jego skłonności. Pospolita 
chciwość była siłą napędową całej cywilizacji od pierwszego dnia aż po dzień dzisiejszy, 
jedynym decydującym dla niej celem było bogactwo i jeszcze raz bogactwo, i po raz trzeci 
bogactwo, bogactwo nie społeczeństwa, lecz oddzielnego nędznego indywiduum. A jeśli przy 
tym   na   epokę   cywilizacji   przypada   postępujący  rozwój   nauki,   a   niejednokrotnie   również 
okresy   najwyższego   rozkwitu   sztuki,   dzieje   się   to   tylko   dlatego,   że   bez   niej   byłoby 
niemożliwe zdobywanie wszystkich bogactw naszych czasów.
Ponieważ podstawą cywilizacji jest wyzysk jednej klasy przez drugą, cały więc jej rozwój 
odbywa   się   w   ciągłych   sprzecznościach.   Każdy   postęp   produkcji   jest   jednocześnie 
pogorszeniem położenia klasy uciskanej, tj. znacznej większości. Wszelkie dobrodziejstwo 
dla jednych staje się nieuchronnie krzywdą dla innych, każde nowe wyzwolenie jednej klasy 
oznacza   nowy   ucisk   drugiej.   Uderzający   przykład   tego   stanowi   wprowadzenie   maszyn, 
którego skutki są dzisiaj powszechnie znane. I jeśli u barbarzyńców, jakeśmy to widzieli, 
zaledwie   można   odróżnić   prawa   od   obowiązków,   to   w   okresie   cywilizacji   nawet   dla 
największego   głupca   stają   się   wyraźne   różnica   i   przeciwieństwo   między   prawami   i 
obowiązkami - jednej klasie nadaje się bez mała wszystkie prawa, na drugą natomiast nakłada 
się prawie wszystkie obowiązki.
Ale tak być nie powinno. Co jest dobre dla klasy panującej, powinno być dobre dla całego 
społeczeństwa, z którym klasa panująca się utożsamia. Im bardziej więc postępuje naprzód 
cywilizacja,   tym   bardziej   zmuszona   jest   wywołane   przez   siebie   z   konieczności   zjawiska 
ujemne   okrywać   płaszczem   miłości,   upiększać   je   albo   negować,   słowem,   zmuszona   jest 
uprawiać konwencjonalną obłudę, nie znaną nie tylko wcześniejszym formom społecznym, 
ale również pierwszym okresom cywilizacji; obłuda ta dochodzi do punktu kulminacyjnego w 
twierdzeniu: klasa wyzyskująca wyzyskuje klasę uciskaną jedynie i wyłącznie w interesie 
samej klasy wyzyskiwanej; jeżeli ta ostatnia nie uzna tego, a nawet przeciw temu się buntuje, 
okazuje w ten sposób czarną niewdzięczność swym dobroczyńcom, wyzyskiwaczom

153a

.

A teraz na zakończenie przytaczam sąd Morgana o cywilizacji:
“Od powstania cywilizacji wzrost bogactwa jest tak olbrzymi, jego formy tak różnorodne, 
jego   zastosowanie   tak   rozległe   i   zarządzanie   nim   w   interesie   właścicieli   tak   zręczne,   że 
bogactwo   stało   się   dla   ludzi  potęga,   nie   do   opanowania.   Umysł   ludzki   stoi   bezradny   i  
zmieszany wobec swego własnego tworu.
 Nadejdzie jednak czas, gdy rozum ludzki wzmocni 
się i zapanuje nad bogactwem, gdy ustali zarówno stosunek państwa do własności, którą ono 
ochrania, jak granice praw właścicieli. Interesy społeczeństwa są bezwzględnie ważniejsze od 
interesów jednostki, trzeba więc ustalić sprawiedliwy i harmonijny stosunek między nimi. 
Wyłączne ubieganie się za bogactwem nie jest ostatecznym przeznaczeniem ludzkości, jeśli 
postęp ma być prawem w przyszłości, tak jak byt nim w przeszłości. Czas, który upłynął od 
zarania cywilizacji, jest tylko niewielkim ułamkiem czasu ubiegłego życia ludzkości; tylko 
niewielkim ułamkiem nadchodzącej przyszłości. Zagłada społeczeństwa staje groźnie przed 
nami   jako   zakończenie   okresu   historycznego,   którego   jedynym   celem   ostatecznym   jest 
bogactwo.   Okres   ten   zawiera   pierwiastki   swego   własnego   unicestwienia.   Demokracja   w 

background image

rządzeniu,   braterstwo   w   społeczeństwie,   równość   praw,   powszechna   oświata   będą 
charakteryzować następny, wyższy stopień społeczeństwa, dla którego bezustannie pracują 
doświadczenie, rozum i nauka. Będzie to odrodzenie - ale już w wyższej formie — wolności,  
równości, braterstwa starych rodów
 (Morgan, “Ancient Society", str. 552)

154

.

Przypisy

27

  „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa” —  jedno z podstawowych dzieł 

marksizmu. Stanowi ono naukową analizę dziejów ludzkości na najwcześniejszych etapach 
jej   rozwoju.   Ukazuje   proces   rozpadu   wspólnoty   pierwotnej   oraz   kształtowania   się 
społeczeństwa klasowego opartego na wyzysku, pokazuje ogólne cechy tego społeczeństwa, 
przedstawia osobliwości rozwoju stosunków rodzinnych w rozmaitych formacjach społeczno-
ekonomicznych. Praca ta odsłania dalej tajemnicę powstania i klasowy charakter państwa 
oraz   wykazuje   historyczną   konieczność   jego   zaniku   po   ostatecznym   zwycięstwie 
bezklasowego społeczeństwa komunistycznego.
Engels pisał „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa” w okresie od końca marca 
do końca maja 1884 roku. Przeglądając rękopisy pozostałe po Marksie znalazł sporządzony 
przez   niego   w   latach   1880-1881   obszerny   konspekt   książki   „Ancient   Society”   pióra 
amerykańskiego   uczonego   L.H.   Morgana   (1877;   polski   przekład   pt.   „Społeczeństwo 
pierwotne”, Warszawa 1887). Konspekt ten zawiera dużo krytycznych uwag i własnych tez 
Marksa oraz uzupełnień z innych źródeł. Przeczytawszy konspekt i przekonawszy się, że 
książka   Morgana   stanowi   potwierdzenie   wypracowanej   przez   Marksa   i   jego   samego 
materialistycznej koncepcji historii oraz głoszonych przez nich poglądów na temat wspólnoty 
pierwotnej, Engels uznał za konieczne napisać specjalną pracę na ten temat, uwzględniając w 
znacznym stopniu uwagi Marksa oraz rozmaite wnioski i fakty zawarte w książce Morgana. 
Dla   Engelsa   praca   ta   stanowiła   „poniekąd   wykonanie   testamentu''   Marksa.   Pisząc   swoją 
książkę   Engels   oparł   się   na   wynikach   własnych   badań   nad   historią   Grecji   i   Rzymu, 
starożytnej Irlandii, starożytnych Germanów itd. (patrz m. in. prace: „Marka”, „Przyczynek 
do prehistorii Germanów” i „Okres Franków” w tomie 19 nin. wyd.).
Początkowo Engels chciał swoją pracę opublikować w legalnym teoretycznym czasopiśmie 
socjaldemokracji   niemieckiej   „Neue   Zeit”.   Późnej   jednak   zrezygnował   z   tego   zamiaru   z 
uwagi   na   to,   że   praca   jego   ze   względu   na   swoją   polityczną   treść   nie   mogłaby   być   w 
Niemczech   wydrukowana   z   powodu   obowiązujących   tam   ustaw   antysocjalistycznych. 
Książka ukazała się w Zurychu na początku października 1884 roku. W pierwszym okresie 
władze niemieckie przeszkadzały w jej rozpowszechnianiu, jednakże następne, niezmienione 
wydania (drugie w 1886, trzecie w 1889 roku) mogły już wyjść w Stuttgarcie. W 1885 roku 
praca ta wyszła w języku polskim, rumuńskim i włoskim. Przekład włoski redagował sam 
Engels, podobnie jak wydany w 1888 r. przekład duński. Pierwsze wydanie zostało również 
przetłumaczone   na   język   serbski.   Zgromadziwszy   nowy   materiał   do   dziejów   wspólnoty 
pierwotnej, Engels w 1890 roku przystąpił do przygotowania nowego wydania książki. W 
trakcie pracy przestudiował całą najnowszą literaturę przedmiotu, w szczególności zaś prace 
rosyjskiego uczonego M. M. Kowalewskiego. Na podstawie nowo poznanych faktów, przede 
wszystkim   z   dziedziny   archeologii   i   etnografii,   wprowadził   do   pierwotnego   tekstu   wiele 
zmian   i   poprawek   oraz   dokonał   istotnych   uzupełnień,   zwłaszcza   w   rozdziale   II 
zatytułowanym   „Rodzina”.   Poważniejsze   zmiany   w   stosunku   do   wydania   pierwszego 
zaznaczone zostały w przypisach pod tekstem. Zmiany oraz uściślenia nie dotyczą jednak 
wniosków Engelsa, które w nowych faktach znalazły tylko potwierdzenie i później również 
nic nie straciły na znaczeniu. Dalszy postęp nauki udowodnił słuszność rozwiniętych przez 
Engelsa tez, chociaż niektóre szczegóły zaczerpnięte z książki Morgana z punktu widzenia 
dzisiejszej   wiedzy   naukowej   wymagałyby   pewnego   uściślenia.   Czwarte,   poprawione   i 

background image

uzupełnione wydanie „Pochodzenia rodziny” wyszło w listopadzie 1891 roku w Stuttgarcie 
(na stronie tytułowej jest rok 1892); w dalszych wydaniach tego dzieła nie wprowadzono już 
żadnych zmian. Do czwartego wydania Engels napisał nową przedmowę (patrz tom niniejszy, 
str.   531-544),   która   opublikowana   została   także   w   postaci   oddzielnego   artykułu   pt. 
„Przyczynek do prehistorii rodziny” (patrz tom 22 niniejszego wydania).
Za życia Engelsa wyszły jeszcze dwa wydania (piąte w roku 1892, szóste w roku 1894), które 
były   przedrukami   wydania   czwartego.   Wydanie   to   posłużyło   również   za   podstawę   do 
pierwszych   przekładów   na   francuski   (w   roku   1893   -   tłumaczenie   odredagowała   Laura 
Lafargue, a przejrzał je Engels), bułgarski (1893 r.), hiszpański (1894 r.); w języku angielskim 
książka ukazała się dopiero w 1902 roku. Po rosyjsku „Pochodzenie rodziny” wydane zostało 
po raz pierwszy w 1894 r. w St. Petersburgu - podstawą tłumaczenia było czwarte wydanie 
niemieckie. Było to pierwsze dzieło Engelsa, które wyszło legalnie w Rosji. Później było ono 
wielokrotnie wydawane w różnych językach. - 27.

27a

 „Ancient Society, or Researches in thc Lines of Human Progress from Sayagery, through 

Barbarism to Civilization”. By Lewis H. Morgan, London Macmillan and Co., 1877. Książkę, 
drukowano w Ameryce, a w Londynie, rzecz dziwna, trudno ją dostać. Autor umarł przed 
paru   laty.   [Przekład   polski:   „Społeczeństwo   Pierwotne,   czyli   „Badanie   Kolei   Ludzkiego 
Postępu od dzikości przez barbarzyństwo do cywilizacji”. Warszawa 1887. - Red.

28

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, Londyn 1877, str. 19. - 32.

29

 Pueblo - nazwa grupy plemion indiańskich zamieszkujących Nowy Meksyk (obecnie stany 

Arizona i Nowy Meksyk w USA). Zróżnicowani silnie pod względem językowym, zbliżeni są 
sposobem życia i kulturą. Rozkwit kultury Pueblo przypadł na okres od X do XIII wieku. 
Obecnie   osiedleni   w   rezerwatach.   Nazwa   Pueblo   (od   hiszpańskiego   słowa   pueblo  -  lud, 
osada) została im nadana przez hiszpańskich zdobywców i oznacza zarówno Indian, jak i 
wznoszone   przez   nich   budowle,   będące   dużymi   zbiorowymi   domami.   Wznoszono   je   z 
drewna, kamiennych płyt i niewypalonych cegieł, a także wykuwano w skale. Zwykle były 
one paropiętrowe o układzie tarasowatym i miały charakter obronny. Mogły pomieścić tysiące 
osób. - 35, 106.

29a

  W  wydaniu   z   1884  roku   zamiast   słów:   „Germanowie  Tacyta   i   Normanowie   z   okresu 

Wikingów” - jest: „Germanowie Cezara (albo - jak byśmy to chętniej powiedzieli - Tacyta)”. - 
Red.

30

 Iliada - starogrecki poemat epiczny, przypisywany Homerowi, powstały prawdopodobnie w 

VIII w. p.n.e. - 57.

31

 Engels wykorzystał w swojej pracy następujące książki McLennana: „Primitive Marriage. 

An Inquiry into the Origin of the Form of Capture in Marriage Ceremonies”, Edynburg 1865; 
„Studies in Ancient History Comprising a Reprint of <<Primitive Marriage. An Inquiry into 
the Origin of the Form of Capture in Marriage Ceremonies>>”, Londyn  1876.  W czasie 
przygotowywania czwartego wydania „Pochodzenia rodziny” (1891 r.) Engels przestudiował 
m. in. nowe wydanie drugiej. ze wspomnianych książek McLennana, które wyszło w Nowym 
Jorku i w Londynie w 1886 roku. - 40.

32

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, Londyn 1877, str. 435. - 41.

33

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Luisa   Morgana   <<Driewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, Moskwa 1941, t. IX, str. 21). - 41.

34

 Patrz J.J. Bachofen, „Das Mutterrecht. Eine Untersuchung iiber die Gynaikokratie der alten 

Welt nach ihrer religiósen und rechtlichen Natur”, Stuttgart 1861. - 42, 533.

34a

 Określając ów stan pierwotny mianem heteryzmu Bachofen dowodzi, jak mało rozumiał on 

to, co odkrył, a raczej odgadł. Grecy, gdy wprowadzili ten wyraz, oznaczali nim stosunki 
mężczyzn   –   nieżonatych   lub   żyjących   w   małżeństwie   pojedynczym   -   z   kobietami 
niezamężnymi; heteryzm zawsze zakłada istnienie określonej formy małżeństwa, poza którą 

background image

odbywają   się   te   stosunki,   oraz   przynajmniej   możliwość   istnienia   prostytucji.   W   innym 
znaczeniu wyrazu tego nigdy ale używano i w tym znaczeniu używam go wraz z Morganem. 
Nadzwyczaj   cenne   odkrycia   Bachofena   przybierają   wszędzie   zmistyfikowaną   do 
nieprawdopodobieństwa   postać   przez   to,   że   uroił   sobie,   jakoby   historycznie   wytworzone 
stosunki   między   mężczyzną   a   kobietą   miały   swe   źródło   w   ówczesnych   religijnych 
wyobrażeniach ludzi, a nie w ich rzeczywistych stosunkach życiowych.

35

 Giraud-Teulon przytacza tę opinię Saussure'a w swej książce „Les origines du mariage et de 

la familie”, Genewa i Paryż 1884, str. XV. –43.

36

 Ch. Letourneau, „L'evolution du mariage et de la familie”, Paryż 1888, str. 41. - 43.

37

 Engels cytuje Espinasa za książką Giraud-Teulona, str. 518 (patrz przypis 35), w której w 

postaci Dodatku znajduje się fragment jego pracy „Des societes animales”. - 44.

38

 E. Westermarck, „The History of Human Marriage”, Londyn i Nowy Jork 1891, str. 70-71. - 

47.

38a

 W liście pisanym wiosną roku 1882.

39

 Marks w nader mocnych słowach mówi o całkowitym sfałszowaniu okresu pierwotnego w 

wagnerowskim tekście Nibejungów.
„Czy słyszano kiedykolwiek, by brat siostrę obejmował jak małżonkę?

40

 Tym wagnerowskim 

„bogom   lubieżności”,   którzy   w   całkiem   nowoczesny   sposób   dodają   swym   miłostkom 
pikantności przez domieszkę kazirodztwa. Marks odpowiada: „W czasach pierwotnych siostra 
była   żoną   i  to   było   moralne”.   -   [Uwaga   do   IV  wydania]  Pewien   francuski   przyjaciel   i 
wielbiciel Wagnera nie zgadza się. z tą uwagą i zaznacza, że już w „starszej Eddzie”, na której 
Wagner   się.   opierał,   w   „Oegisdrecka”,   Loki   zarzuca   Frei:   „Wobec   bogów   obejmowałaś 
własnego brata”. - Czyli że małżeństwo między rodzeństwem było już wówczas zakazane. 
Ale „Oegisdrecka” jest wyrazem czasów, gdy wiara w stare mity była zupełnie złamana, jest 
satyra, na bogów całkiem w stylu Lukiana. Jeśli Loki, jak Mefisto, robi tam taki zarzut Frei, 
to przemawia to raczej przeciwko Wagnerowi. Kilka wierszy dalej Loki mówi również do 
Njordra: „Z twoją siostrą spłodziłeś (takiego) syna”. (Widh systur thinni gaztu slikan mog)

41

. 

Njordr nie jest co prawda asem, lecz wanem i mówi w „Sadze Vnglingów”, że w kraju 
wanów małżeństwa między rodzeństwem są zwykłym zjawiskiem, czego nie ma u azów. 
Ryłoby to oznaką tego, że wanowie byli starszymi bogami niż azowie

42

. W każdym razie 

Njordr żyje wśród azów, jak równy im, tak że „Oegisdrecka” jest raczej dowodem, że w 
okresie   powstawania   g   o   bogach   małżeństwa   między   rodzeństwem,   przynajmniej   wśród 
bogów, jeszcze nie wzbudzały odrazy. - Jeśli się chce usprawiedliwiać Wagnera, to należałoby 
raczej zamiast na „Eddę” powołać się. na Goethego, który w balladzie o bogu i bajaderze 
popełnia  podobny Mad w stosunku do religijnego oddawania  się kobiet,  upodabniając  je 
zbytnio do nowożytne} prostytucji.

39

 List ten, o którym wspomina Engels w swoim liście z 11 kwietnia 1884 r. do Kautskiego, 

me zachował się. - 47.

40

  Mowa tutaj o tetralogii operowej Ryszarda Wagnera pt. „Pierścień Nibelunga”, napisanej 

przez kompozytora na podstawie skandynawskiego eposu „Edda” i „Pieśni o Nibelungach” 
(patrz „Wal-kiria. Pierwszy dzień tetralogii: Pierścień Nibelunga”, akt drugi).
„Pieśń   o   Nibelungach”   -  bohaterski   epos   germański   (początek   XIII   w.);   jego   podłoże 
historyczne stanowią wędrówka ludów (IV-V w.) i podbój Burgundów przez Hunów pod 
wodzą Attyli (436 r.); w epos wplecione zostały liczne mity germańskie. Na język polski 
przełożył „Pieśń o Nibelungach” J. Szabrański (1881 r.). -48, $62.

41

 „Edda” - zbiór staroislandzkich pieśni bohaterskich i mitologicznych, jeden z najstarszych 

zabytków literatury staroskandynawskiej; zachował się w postaci rękopisu, pochodzącego z 
XIII wieku, a odkrytego w 1642 r. przez biskupa islandzkiego Brynjolfura Sveinssona („Edda 
starsza”   -   29   pieśni   o   bohaterach   l   bogach,   pochodzących   z   DC-XI   w.),   oraz   w   postaci 

background image

komentarzy do mitologii staroskandynawskiej i traktatu o wierszowaniu, przeznaczonego dla 
skaldów   („Edda   młodsza”   -   napisana   na   początku   XIII   w.   przez   poetę   i   kronikarza 
islandzkiego   Snorriego   Sturlusona).   Pieśni   „Eddy”   odzwierciedlają   życie   królów 
skandynawskich w okresie upadku porządku rodowego oraz wędrówek ludów. Spotykamy w 
nich postaci i opowieści znane z tradycji starożytnych Germanów.
„Oegisdrecka” - jedna z pieśni „Eddy starszej”, zaliczana do starszych tekstów zbioru. Engels 
cytuje tutaj fragmenty strofy 32 i 36 tejże pieśni. — 48.

42

 Azowie i wanowie - dwie generacje bogów w mitologii skandynawskiej.

„Saga o Inglingach” - pierwsza z 16 sag o królach norweskich (od najdawniejszych czasów 
aż do XII wieku) z dzieła Snorriego Sturlusona  „Heimskringla”  z pierwszej połowy XIII 
wieku,   opartego   na   kronikach   historycznych   o   królach   norweskich   oraz   na   islandzkich   i 
norweskich sagach rodowych. Engels przytacza tutaj rozdział 4 tej sagi. — 48.

43

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, Londyn 1877, str. 425. - 49.

43a

 W wydaniu z 1884 r. brak słów „lub jakaś podobna do niej forma rodziny”. - Red.

43b 

Ślady bezładnego obcowania płciowego, tzw. „Sumpfzeugung” [płodzenie w bagnie], które 

Bachofen

44

, jak sądzi, odnalazł, wyprowadzają się, jak to dziś już nie ulega wątpliwości - z 

małżeństwa grupowego. „Jeśli Bachofen uważa małżeństwa punalua za <>, to człowiek z 
owego   okresu   uznałby   większość   obecnych   małżeństw   między   bliższymi   i   dalszymi 
kuzynami w ojcowskiej lub macierzystej linii za kazirodcze, mianowicie: jako małżeństwa 
między związanym więzami krwi rodzeństwem”. (Marks)

45

.

44

 JJ. Bachofen, „Das Mutterrecht”, Stuttgart 1861, str. XXIII, 385 i in. - 57.

45

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Luisa   Morgana   <<Drewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, Moskwa 1941, t. IX, str. 187).-51.

46

 Cezar, „Pamiętniki o wojnie galickiej”, ks. IV, rozdz. 14. - 51.

46a

  W wydaniu z roku 1884 zamiast słów „małżeństwo grupowe” jest; „rodzina punalua”. - 

Red.

46b

  W wydaniu z 1884 r. zamiast słów: „lub podobna forma małżeństwa grupowego” jest: 

„forma rodziny”. -Red.

47

  „The People of India”. Edited by J. F. Watsoo and J. W. Kaye. Vol.  I-VI, Londyn 1868-

1872. - Engels cytuje n tom tego wydania, str. 85. - 51.

48

  Mowa   o   grupach   czy   klasach   małżeńskich,   na   które   dzieliła   się   większość   plemion 

australijskich. Istniały cztery klasy małżeńskie, z których każda rozpadała się na jedną męską 
i jedną żeńską klasę. Pomiędzy tymi czterema klasami istniały określone przepisy regulujące 
zawieranie   małżeństw,   tzn.   mężczyźni   jednej   grupy   mogli   zawierać   małżeństwo   tylko   z 
kobietami określonej drugiej grupy. - 52.

48a

  W  wydaniu   z   roku   1884   zamiast   słów:   „lecz   inną   pierwotniejsza.   formę   małżeństwa 

grupowego” jest napisane: „ich organizacja jednakże posiada tak wyjątkowy charakter, że nie 
jesteśmy w stanic brać ich pod uwagę”. - Red.

48b

 W wydaniu z roku 1884 brak dalszego tekstu aż do paragrafu: ”3. Rodzina parzysta...” (str. 

56). – Red

49

 L. H. Morgan, „Systems of Consanguinity and Affinity of the Human Family”, Waszyngton 

1871. - 53, 96.

49a

 W wydaniu z roku 1884: „w rodzinie << punalua>>”, - Red.

49b

 W wydaniu z toku 1884 brak słów: “na pewien czas". - Red.

50

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, Londyn 1877, str. 459. - 57.

51

 Engels cytuje list Arthura Wrighta za „Ancient Society” Morgana, Londyn 1877, str. 455. 

Pełny   tekst   listu   (datowanego   19   maja   1874   r.,   a   nie   jak   u   Morgana   -   1873   r.)   został 

background image

opublikowany w czasopiśmie „American Anthropologist”, New Series, Menasha, Wtsconsin, 
USA 1933, nr i, str. 138-140. - 59.

51a

 W wydaniu z roku 1884: „rodzinę punalua”. - Red.

51b

 W wydaniu z roku 1884 brak tego ostatniego zdania - Red.

52

 H. H. Bancroft, „The Native Races of the Pacific States of North America”, vol. I, Nowy 

Jork 1875, str. 352-353. - 60.

52a

 Dalszy tekst aż do akapitu „Rodzina parzysta...” (str. 63) został dodany przez Engelsa w 

wydaniu z roku 1891. W wydaniu z roku 1884 brzmi on następująco: „Ze starożytności znane 
są dobrze tego rodzaju pozostałości, np. oddawanie się dziewcząt fenickich w świątyni w 
czasie uroczystości ku czci bogini Attarte. Podobnie średniowieczne prawo pierwszej nocy, 
które, mimo iż niemieccy neoromaatycy usiłowali je wybielić, było mocno zakorzenione, jest 
szczątkiem rodziny punalua przekazanym prawdopodobnie przez celtycki ród (klan)”. - Red.

53

 Saturnalia - doroczne święta ku czci Saturna, wprowadzone do Rzymu prawdopodobnie z 

końcem V w. p.n.e., obchodzone w okresie zimowego przesilenia dnia z nocą po zakończeniu 
prac polowych; były one świętem pojednania i równości: niewolnicy zasiadali do stołu z 
panami, którzy im usługiwali; wyprawiano uczty i urządzano orgie; panowały nieskrępowane 
stosunki płciowe. Słowo „saturnalia” stało się synonimem nieokiełznanych hulanek i orgii. - 
61

54

 Chodzi o tzw. sentencję guadalupańską z 21 kwietnia 1486 roku pojednawczy wyrok króla 

hiszpańskiego Ferdynanda V Katolickiego. Powstanie chłopskie w Katalonii zmusiło króla do 
ustępstw na rzecz chłopów, i wystąpił on jako pośrednik pomiędzy zbuntowanymi chłopami a 
panami feudalnymi. Sentencja przewidywała zniesienie poddaństwa i „złych zwyczajów” (m. 
in.   prawa   pierwszej   nocy,   sprzedaży   przyszłego   oblubieńca   względnie   oblubienicy)   na 
warunkach wykupu. — 63.

54a

 W wydaniu z roku 1884 zamiast: „osobistą własnością” jest: „prywatną własnością”. - Red.

54b

 W wydaniu z roku 1884 zamiast: „własność rodzin” jest: ”własność prywatną”. - Red.

54c

 W wydaniu z roku 1884 brak słowa „rodzin”. - Red.

55

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Laisa   Morgana   <<Driewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, Moskwa 1941, t. IX, str. m). - 67.

56

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Luisa   Morgana   <<Driewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, Moskwa 1941, t. IX, str. 112). - 67.

56a

 W wydaniu z roku 1884 brak ostatniego zdania. - Red.

57

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, Londyn 1877, str. 465-466. - 68.

58

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, Londyn 1877, str. 470. - 68.

59

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Luisa   Morgana   <<Driewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, Moskwa 1941, t. IX, str. 31). - 69.

60

  Mowa o pracy M. M. Kowalewskiego „Pierwobytnoje prawo”. Wypusk i. Rod, Moskwa 

1886. W pracy tej Kowalewski opiera się na publikacjach Orchanskiegc (1875) i Jerimienki 
(1878) poświęconych wspólnocie rodzinnej w Rosji. — 70.

61

 „Prawda” Jarosława - pierwsza część najstarszej redakcji „Prawdy Ruskiej”, zbioru praw 

na Rusi Kijowskiej, powstałego w XI-XII w. w oparciu o prawa zwyczajowe tego okresu i 
stanowiącego   odzwierciedlenie   ekonomicznych   i   społecznych   stosunków   panujących   w 
ówczesnym społeczeństwie. - 70.

62

  Prawo dalmatyńskie -  zbiór praw obowiązujących w XV-XVII wieku w Poljicy (część 

Dalmacji); znane pod nazwą Statutu z Poljicy. -70.

63

 A. Heusler, „Institutionen des Deutschen Privatrechts”, t. 2, Lipsk 1886, str. 271. .- 70.

64

 Tę wiadomość Nearchosa wspomina Strabon w swojej „Geografii”, ks. XV, rozdz. I. - 70. .

background image

65

 Calpullis - wspólnoty domowe u Indian meksykańskich za czasów hiszpańskich podbojów. 

Każda   wspólnota   domowa   (calpulli),   której   wszyscy   członkowie   pochodzili   z   tej   samej 
rodziny, posiadała wspólny kawałek ziemi, której nie można się było ani zrzec, ani podzielić 
pomiędzy spadkobierców.  Calpullis opisał Alonzo de Zurita w swej pracy „Rapport sur les 
difrerentes classes de chefs de la Nouvelle-Espagne, sur les lois, les moeurs des habitants, sur 
les impots ctablis avant et depuis la conauete, etc., etc.”, która po raz pierwszy opublikowana 
została w książce „Yoyages, relatkms et memoires originaux pour servtr a 1'histoire de la 
decouverte   de   rAmćriaue,   publies   pour   la   premiere   fois   en   francais,   par   H.   Ternaux-
Compans”, Paryż 1840, t. H, stt. 50-64. - 71.

66

  H. W.  Cunow,  „Die  altpemanischen  Dorf-  und Markgenossen-schaften”  w  czasopiśmie 

„Das Ausland'' z 20 i 27 października oraz 3 listopada 1890 r.
„Das   Ausland”   —  niemieckie   pismo   poświęcone   najnowszym   badaniom   na   polu   nauk 
przyrodniczych,   geografii   i   etnografii;   wychodziło   od   1828   do   1893   roku   (początkowo 
codziennie, od 1853 r. raz na tydzień), od 1875 roku było wydawane w Stuttgarcie. - 71.

66a

 W wydaniu 7 roku 1884 jest; ”rodziny punalua”. - Red. 

66b

 W wydaniu z roku 1884 brak ostatniego zdania. - Red.

67

  Chodzi   tutaj   o   artykuł   230   Code   civil   des   Francais   wprowadzonego   w   1804   r.   przez 

Napoleona I. - 73.

68

 G. F. Schoemann, „Griechische Alterthumer”, t. I, Berlin 1855, str. 268. - 74.

69

 Spartiad - pełnoprawni obywatele w starożytnej Sparcie.

Heloci - warstwa społeczna w Sparcie wywodząca się od przed-doryckich mieszkańców tych 
terenów   i   z   podbitej   ludności   Mesenii.   Heloci   byli   własnością   państwa   spartańskiego; 
uprawiali ziemię spar-tiatów, płacili daninę (do połowy plonów), wykonywali różne posługi. - 
74.

70

  E. W. Wachsmuth, „Hellenische Alterthumskunde aus dem Gesichts-punkte des Staates”, 

druga część, rozdział czwarty, Halle 1830, str. 77. - 75.

70a

 W wydaniu z roku 1884: „społecznych”. - Red.

70b

 W wydania z roku 1884 brak tego ostatniego zdania. - Red.

71

 Karol Marks i Fryderyk Engels, „Ideologia niemiecka” (patrz tom 3 niniejszego wydania, 

str. 33). - 76.

72

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, Londyn 1877, str. 504. - 77.

72a

 W wydaniu i; toku 1884 brak poniższego tekstu aż do słów: „Heteryzm jest właśnie taką 

sama instytucją społeczną...” - Red.

73

 Hierodule - w starożytnej Grecji i w koloniach greckich niewolnice i niewolnicy należący 

do   świątyń.   Hierodule   -   kobiety   w   wielu   miejscowościach,   zwłaszcza   w   miastach  Azji 
Przedniej i w Koryncie, oddawały się prostytucji w świątyniach. - 77.

73a

 W wydaniu z roku 1884 brak ostatnich dwu zdań. - Red.

74

 Tacyt, „Germania”, rozdz. 18 i 19. - 79.

74a

 W wydaniu z roku 1884 brak ostatniego zdania. - Red.

74b

 W wydaniu z roku 1884 dodane: „i szwedzka”. – Red.

74c

  W   wydaniu   z   roku   1884   brak   dalszego   tekstu   aż   do   akapitu:   „Rzeczywiście   miłość 

płciowa...” – Red.

75

  Parafraza   cytatu   z   dzieła   Fouriera   „Theorie   de   Punite   universelle”,   t.   3,   w:   „Oeuvres 

completes”, t. 4.  Paryż 1841, str. 120. Pierwsze wydanie tego dzieła wyszło pod tytułem 
„Traite de 1'association domestiąue-agricole”, t. 1-2, Paryż-Londyn 1822. - 83.

75a

 W wydaniu z roku 1884 brak dalszego tekstu aż do akapitu: „Ale wróćmy do Morgana...” 

(str. 95). - Red.

background image

76

 „Dafnis i Chloe” - grecki romans pasterski, którego autorem jest Longos z Lesbos (żył w 

końcu II w.). – 88.

77

 „Pieśń o Nibelungach”, pieśń dziesiąta. - 89.

78

 „Gutruna” („Kudruna”) - środkowo-górno-niemiecki epos z XIII wieku. — 90.

79

  H. S. Maine, „Ancient Law: its Connection with the Early History of Society, and its 

Relation to Modern Ideas”, Londyn 1866, str. 170; pierwsze wydanie tego dzieła wyszło w 
Londynie w roku 1861. - 91.

80

  Karol Marks i Fryderyk Engels, „Manifest Partii Komunistycznej”, rozdz. I (patrz tom 4 

niniejszego wydania, str. 514-527). - 91.

81

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, Londyn 1877, str. 491-492. - 95.

82

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, cyt. wyd., str. 85-86. - 100.

83

 Mowa tutaj o zdobyciu Meksyku przez Hiszpanów (1519-1521). - 102.

84

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, cyt. wyd., str. 115. - 103.

85

 „Naród Neutralny” - tak nazywano w XVII w. związek wojenny kilku spokrewnionych z 

Irokezami plemion indiańskich, które żyły na północnym brzegu jeziora Erie. Nazwę tę nadali 
związkowi francuscy kolonizatorzy, ponieważ w wojnach pomiędzy plemionami Irokezów i 
Huronów zachowywał on neutralność. — 109.

86

  Mowa   o   walce   wyzwoleńczej   Zulusów   i   Nubijczyków   przeciwko   kolonizatorom 

angielskim. Zulusi, napadnięci w styczniu 1879 r. przez Anglików, stawiali przez pół roku pod 
wodzą Cetewaja zacięty opór. Dzięki lepszemu uzbrojeniu udało się wreszcie Anglikom pobić 
Zulusów. Ostatecznie w 1887 r. Zulusi znaleźli się pod panowaniem angielskim, przy czym 
Anglicy wykorzystywali prowokowane przez siebie bratobójcze walki pomiędzy plemionami 
zuluskimi. 
Narodowowyzwoleńcza walka Nubijczyków, Arabów i innych plemion Sudanu pod wodzą 
muzułmańskiego   proroka   Muhammada   Ahmada,   który   sam   ogłosił   się   „mahdim” 
(„wybawicielem”) rozpoczęła się w roku 1881. Największe nasilenie walk miało miejsce w 
latach   1885-1884,   kiedy   prawie   całe   terytorium   Sudanu   zostało   oswobodzone   od   wojsk 
kolonizatorów angielskich, których przenikanie do Sudanu datuje się od lat siedemdziesiątych 
XIX w. W toku walki ukształtowało się samodzielne i scentralizowane państwo mahdiego. 
Dopiero w 1899 r., wykorzystując wewnętrzną słabość państwa - następstwo walk i waśni 
wewnętrznych - oraz dzięki swej przewadze militarnej zdołali Anglicy zawojować Sudan. - 
709.

87

 G. Grote, „A History of Greece” t. 1-12; pierwsze wydanie tego dzieła wyszło w Londynie 

w latach 1846-1856; omawiane tutaj miejsce patrz str. 54-55 tomu 3, wydanego w Londynie 
w roku 1869. – 111.

88

  Chodzi o mowę Demostenesa przeciwko Eubulidesowi, w której wspomniany jest stary 

zwyczaj,   wedle   którego   w   grobowcach   rodowych   można   było   chować   tylko   zmarłych 
należących do danego rodu. - 111.

89

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Luisa   Morgana   <<Driewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, t. IX, str. 134). – 112.

90

 Chodzi tutaj o fragment z nie zachowanego dzieła greckiego filozofa Dikajarcha (lY-III w. 

p.n.e.), przytoczony w pracy Wilhelma Wachsmutha „Hellenische Alterthumskunde aus dem 
Gesichtspunkte des Staates”, część pierwsza, rozdział pierwszy, Halle 1826, str. 312. -112.

91

  W.  A.   Becker,   „Charikles.   Bilder   altgriechischer   Sitte.   Zur   genaueren   Kenntniss   des 

griechischen Privatlebens”, część druga, Lipsk 1840, str. 447. - 112,

91a

 W wydaniu z roku 1884 brak tego słowa. - Red.

92

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Luisa   Morgana   <<Driewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, t. IX, str. 136). - 113.

background image

93

 G. Grote, „A History of Greece”, t. 3, Londyn 1869, str. 66. - 114.

94

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Luisa   Morgana   <<Driewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, t. IX, str. 137). - 114.

95

 G. Grote, „A History of Greece”, t. 3, Londyn 1869, str. 66. - 114. 

95a

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Luisa   Morgana   <<Driewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, t. IX, str. 138-139). - 115.

96

 G. Grote, „A History of Greece”, t. 2, Londyn 1869, str. 58-59. -115.

97

 Homer, „Iliada”, pieśń druga. -115.

98

 Dionizjos z Halikarnasu, „Dawne dzieje rzymskie” w dwudziestu księgach, księga druga, 

rozdział 12. - 116.

99

 Ajschylos, „Siedmiu przeciw Tebom”. - 116.

100

 G. F. Schoemann, „Griechische Alterthumer”, t. I, Berlin 1855, str. 27. - 117.

101

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, Londyn 1877, str. 248. - 117.

102

 Homer, „Iliada”, pieśń druga. - 118.

103

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Luisa   Morgana   <<Driewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, Moskwa 1941, t. IX, str. 144-145). - 119.

104

 Tukidydes, „Wojna peloponeska”, księga I, rozdział 13. - 119.

105

 Arystoteles, „Polityka”, księga trzecia, rozdział 10. - 119.

105a

 Jak greckiego basileusa, tak i wodza wojennego Azteków przemieniono w nowożytnego 

księcia. Morgan pierwszy poddaje krytyce historycznej informacje Hiszpanów z początku 
błędne   i   przesadzone,   a   później   wprost   kłamliwe,   i   udowadnia,   że   Meksykanie   stali   na 
średnim stopniu barbarzyństwa, ale wyżej od Indian Pueblo z Nowego Meksyku, i że ich 
ustrój - o ile można sądzić ze zniekształconych wiadomości - przedstawiał taki oto obraz: 
związek trzech plemion, który zmusił pewną liczbę innych plemion do płacenia sobie daniny; 
rządziła tam rada związkowa i związkowy dowódca wojskowy; z tego ostatniego Hiszpanie 
zrobili “cesarza".

105b

 W wydania z roku 1884 zamiast słów: “ponieważ poza tym nie ustanawiał żadnych różnic 

prawnych   miedzy   klasami"   znajdują,   się.   słowa:   “ponieważ   dwie   pozostałe   klasy   nic 
otrzymały żadnych szczególnych praw". - Red.

106

  Mowa o czwartej klasie obywateli ateńskich, tetach (wolnych, ale niemajętnych), którzy 

otrzymali   prawo   piastowania   urzędów   publicznych;   niektóre   źródła   przypisują   je 
Arystydesowi (V w. p.n.e.). – 128.

107

  Chodzi o tzw. metojków — wolną ludność, rekrutującą się z obcych przybyszów, stale 

mieszkającą w miastach greckich. Mimo posiadania wolności osobistej, pozbawieni byli praw 
obywatelskich.   Nie   mogli   zajmować   urzędów   publicznych,   zasiadać   w   zgromadzeniu 
ludowym, nie wolno im było posiadać własności nieruchomej. Zajmowali się przeważnie 
rzemiosłem   i   handlem.   Metojkowie   byli   obowiązani   do   płacenia   specjalnego   podatku   od 
głowy  na  rzecz  państwa  i   do  służby  wojskowej.  Do  organów  władzy  mogli   się  zwracać 
wyłącznie za pośrednictwem tzw. opiekunów. - 129.

108

  W latach 510-507 p.n.e. Kleistenes, pochodzący z rodu Alkmeonidów, kierował walką 

ateńskiego ludu przeciwko rządom starej szlachty rodowej; w rezultacie podważony został 
ustrój   rodowy   i   przeprowadzone   zostały   reformy   społeczne,   które   stały   się   podwaliną 
demokracji ateńskiej. - 129.

109

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, Londyn 1877, str. 271. - 130.

109a

 - narodach okrzesanych. Tu gra słów: police - policja, police – okrzesany, ucywilizowany. 

— Red.

110

 W roku 561 p.n.e. Pizystrat, pochodzący z zubożałej rodziny arystokratycznej, zagarnął w 

Atenach   władzę   i   ustanowił   tyranię.   Ta   forma   rządów   trwała   z   przerwami   (Pizystrat 

background image

dwukrotnie musiał uchodzić z Aten, za każdym razem wracał jednak z powrotem) aż do roku 
510, tzn. do momentu wypędzenia z Aten drugiego syna Pizystrata - Hippiasza. Wkrótce 
potem Kleistenes przeprowadził pewne reformy społeczne, które dały początek demokracji 
ateńskiej.   Polityka   Pizystrata,   korzystna   dla   drobnych   i   średnich   posiadaczy,   podkopała 
pozycję   szlachty   rodowej,   nie   spowodowała   jednak   żadnych   poważniejszych   zmian   w 
strukturze politycznej państwa ateńskiego. -132.

111

 Prawo Dwunastu Tablic - najstarszy kodeks prawa rzymskiego, opracowany w latach 451-

449 p.n.e., obejmował przepisy prawa cywilnego, karnego, państwowego i sakralnego. Prawo 
to,   wyryte   na   tablicach,   było   wystawione   na   Forum   Romanum.   Zastąpiło   ono   dawne 
obowiązujące   w   Rzymie   prawo   obyczajowe.   Odzwierciedlało   proces   różnicowania   się 
majątkowego społeczeństwa rzymskiego, rozwoju niewolnictwa i formowania się państwa o 
ustroju niewolniczym. - 133.

112

  Bitwa   w   Lesie   Teutoburskim  w   9   r.n.e.   pomiędzy   powstałymi   przeciwko   rzymskim 

najeźdźcom plemionami  germańskimi pod wodzą  Arminiusza  a wojskami  rzymskimi  pod 
wodzą Warusa zakończyła się całkowitym zniszczeniem trzech rzymskich legionów. — 134.

112a

  W   wydaniu   z   roku   1884   ostatnie   zdanie   brzmi   następująco:   “Jeszcze   za   Augusta 

przywieziona do Rzymu głowa poległego w Lesie Teutoburskim Warusa została pochowana 
w grobie rodu Kwinryliuszów (gentilitins tumulus)”. - Red.

112b

 W wydaniu z roku 1884 zamiast słów: “chyba nie" jest “niekoniecznie". — Red.

113

  Appiusz   Klaudiusz  został   wybrany   na   rok   451   i   450   do   kolegium   dziesięciu   mężów 

(decemwirów), którego zadaniem było ułożenie praw, znanych później jako Prawo Dwunastu 
Tablic. Kolegium posiadało nadzwyczajną władzę. Po upływie ustalonego terminu Appiusz 
Klaudiusz   wraz   z   innymi   decemwirami   usiłował   poprzez   uzurpację   przedłużyć   władzę 
kolegium   również   na   rok   449.   Samowola   i   gwałty   decemwirów,   zwłaszcza   Appiusza 
Klaudiusza,   spowodowały  jednak   wybuch   powstania   plebejuszów,   które   doprowadziło   do 
obalenia decemwirów; Appiusz Klaudiusz został uwięziony i wkrótce potem zmarł.
Druga wojna punicka  (218-201 p.n.e.) - jedna z trzech wojen Rzymu z Kartaginą, których 
powodem   była   rywalizacja   o   panowanie   nad   basenem   Morza   Śródziemnego.   Wojny 
zakończyły się klęską i zniszczeniem Kartaginy. — 135.

114

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Luisa   Morgana   <<Driewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, t. IX, str. 134). - 135.

114a

  W   wydaniu   z   roku   1884   brak   poniższego   tekstu   aż   do   akapitu   na   stronie   139 

rozpoczynającego się od słów: “Jeszcze w trzysta lat..." – Red.

114b

 - utratę praw rodzinnych. - Red.

115

 W swojej książce „Romische Alterthumer”, t. I, Berlin 1856, str. 195, Lange powołuje się 

na dysertację Ph. E. Huschkego „De Privilegiis Feceniae Hispalae senatusconsulto concessis” 
(Liv. XXXIX, 19), Getynga 1822. - 139.

116

 Th. Mommsen, „Romische Geschichte”, t. I, księga pierwsza, rozdz. 6; pierwsze wydanie 

wymienionego dzieła (t. I) ukazało się w Lipsku w 1854 r. - 141

116a

 Łacińskie rex - to to samo co celtycko-irlandzkie righ (naczelnik plemienia) oraz gockie 

reiks; o tym, że to słowo tak samo jak początkowo nasze Furst (tj. jak angielskie first, duńskie 
forste - pierwszy) oznaczało naczelnika rodu lub plemienia, świadczy fakt, że u Gotów już w 
IV wieku istniał odrębny wyraz thiudans dla oznaczenia wodza wojskowego całego narodu, 
późniejszego króla. Artakserkses i Herod nazywani są w przekładzie Biblii Ulfilasa nie reiks, 
lecz thiudans, a państwo cesarza Tyberiusza nie reiki, lecz thiudinassus. W imieniu gockiego 
thiudansa lub, jak w naszym nieścisłym tłumaczeniu, króla Thiudareiksa, Teoderyka, to jest 
Dietricha, obie nazwy zlewają się ze sobą.

116b

 W wydaniu z roku 1884 brak dalszego tekstu aż do słów: “Podajemy tutaj kilka tylko..." - 

Red.

background image

117

 J. F. McLennan, „Primitive Marriage”, Edynburg 1865. - 144.

118

 M. Kowalewski, „Tableau des origines et de l’evolution de la famille et de la propriete”, 

Sztokholm 1890. - 144.

119

 Podbój Walii przez Anglików zakończył się w roku 1283. Walia jednak nadal zachowywała 

swoją autonomię: w połowie XVI w. została zupełnie zjednoczona z Anglią. - 144.

120

 W latach 1869-1870 Fr. Engels pracował nad dziełem poświęconym dziejom Irlandii, które 

pozostało niedokończone (fragment tego dzieła znajduje się w 16 tomie niniejszego wydania, 
str. 513-559). W związku ze swymi studiami nad historią Celtów, Engels przestudiował także 
starowalijskie prawo. — 145.

121

 Patrz „Ancient Laws and Institutes of Wales”, t. I, b.m. 1840, str. 93. - 145.

121a

  Rundale   -   wspólne   posiadanie   ziemi,   przy  którym   każdy  z   posiadaczy  zajmuje   kilka 

gruntów nie przylegających do siebie. - Red.

121b

  Podczas   kilkudniowego   pobytu   w   Irlandii

122

  uprzytomniłem   sobie   znów,   jak   dalece 

tamtejsza ludność wiejska żyje jeszcze pojęciami z okresu rodowego. Właściciel ziemski jest 
dla chłopa, który u niego dzierżawi ziemię, wciąż jeszcze czymś w rodzaju naczelnika klanu, 
który   ma   zarządzać   ziemią   dla   dobra   wszystkich,   któremu   chłop   płaci   haracz   w   postaci 
czynszu dzierżawnego, ale od którego też w razie potrzeby ma otrzymać pomoc. Podobnie 
każdy zamożniejszy sąsiad jest obowiązany pomóc uboższemu sąsiadowi, gdy ten znajduje 
się w potrzebie. Taka pomoc nie jest jałmużną, jest ona tym, co się prawnie należy uboższemu 
członkowi klanu od bogatszego lub od naczelnika klanu. Zrozumiałe są skargi ekonomistów i 
prawników na niemożliwość wpojenia chłopom irlandzkim pojęcia współczesnej własności 
burżuazyjnej; własność, która ma tylko prawa, lecz żadnych obowiązków, żadną miarą nie 
mieści się w głowie Irlandczyka. Zrozumiałe jest również, jak Irlandczycy z tak naiwnymi 
pojęciami z okresu ustroju rodowego, dostawszy się nagle do wielkich miast angielskich lub 
amerykańskich, pomiędzy ludność z całkiem innymi poglądami moralnymi i prawnymi, jak 
tacy Irlandczycy łatwo dezorientują się pod względem prawnym i moralnym, tracą grunt pod 
nogami   i   często   masowo   stają   się   ofiarą   demoralizacji.   [Uwaga   Engelsa   do   czwartego 
wydania].

122

 We wrześniu 1891 r. Engels odbył podróż do Szkocji i Irlandii. - 147

123

 W roku 1745 wybuchło powstanie górali szkockich w odpowiedzi na ucisk i rugowanie ich 

z   ziemi,   przeprowadzane   w   interesie   angielsko-szkockiej   arystokracji   ziemskiej   oraz 
burżuazji. Część szlachty szkockiej, zainteresowana w utrzymaniu feudalno-patriarchalnego 
systemu   klanowego   i   popierająca   roszczenia   obalonej   dynastii   Stuartów,   wykorzystała 
niezadowolenie górali i wysunęła jako cel powstania osadzenie na tronie angielskim Karola 
Edwarda, wnuka Jakuba II. W następstwie klęski powstania rozpadł się całkowicie system 
klanowy Wyżyny Szkockiej oraz przyśpieszone zostało wypędzenie chłopstwa z jego ziemi. - 
147.

124

 L. H. Morgan, „Ancient Society”, Londyn 1877, str. 357-358. - 148

125

 Beda Wielebny, „Historiae ecclesiasticae gentis Anglorum” ks. I, rozdz. I. - 143.

125a

 W wydaniu z roku 1884 po tych słowach znajduje się następujący tekst, opuszczony przez 

Engelsa w wydaniu z 1891 roku: “To samo prawo - w Ameryce Północnej spotykamy je 
bardzo często na krańcach północno-zachodnich - obowiązywało również na Rusi i zostało 
ono zniesione przez Wielką Księżnę Olgę w X wieku.
Komunistyczne gospodarstwa rodzin chłopów pańszczyźnianych, które istniały we Francji, 
zwłaszcza w Niycrnais i Franche-Comte, do czasów Rewolucji, a które były podobne do 
słowiańskich wspólnot rodzinnych Serbów i Chorwatów, są również pozostałościami dawnej 
oigiiimacji rodowej. Nie zaginęły one jeszcze całkowicie: np. pod Louhans (Saóne-et-Loire) 
znajduje się mnóstwo wielkich domów chłopskich o szczególnej konstrukcji, ze wspólną salą 

background image

pośrodku,   otoczoną   izbami   sypialnymi,   zamieszkałymi   przez   wiele   pokoleń   tej   samej 
rodziny”. - Red.

l26

 Cezar, „O wojnie galickiej”, ks. VI, rozdz. 22. - 148.

126a

  Dalszy tekst aż do ustępu na stronie 150: “Podobnie jak u Meksykanów i Greków..." 

stanowi rozszerzoną wersję  z  roku 1891. W wydaniu z 1884 roku brzmiał on następująco: 
“...według rodów. W alemańskim prawie ludowym z VIII wieku wyraz genealogia użyty jest 
w tym samym zupełnie znaczeniu co wspólnota marki; widzimy więc tutaj, iż jeden z ludów 
germańskich   —   tym   razem   znowu   Swewowie   —   osiedlał   się   według   rodów,   gentes,   i 
każdemu   rodowi   przydzielano   określone   terytorium.   U   Burgundów   i   Longobardów   ród 
nazywa   się   fara,   a   wyraz   oznaczający   członków   rodu   (taramanni)   jest   używany   w 
burgundzkim prawic ludowym w tym samym znaczeniu co Burgund, w przeciwieństwie do 
rzymskich mieszkańców, którzy naturalnie nie wchodzili w skład rodów burgundzkich. W 
Burgundii dzielono więc ziemię według rodów. W ten sposób rozwiązana zostaje kwestia 
faramannów,   nad   którą   od   stu   lat   daremnie   głowią   się   niemieccy   prawnicy.   Jest   rzeczą 
wątpliwą,   czy   ta   nazwa   fara   była   powszechnie   używana   przez   Germanów,   jakkolwiek 
spotykamy ją zarówno u jednego z ludów gockich, jak i u jednego z ludów herminońskich 
(górnoniemieckich).   W   niemieckim   istnieje   wicie   rdzeni   językowych,   stosowanych   w 
odniesieniu do pokrewieństwa, które jednocześnie są używane w wyrażeniach mających, jak 
można przypuszczać, związek z rodem”. - Red.

127

  „Alemańskie   prawo   ludowe”-   zapis   prawa   zwyczajowego   germańskiego   plemienia 

Alemanów, pochodzący z końca VI lub początku VII wieku oraz z wieku VIII. Alemanowie 
zamieszkiwali   od   V   wieku   terytorium   dzisiejszej   Alzacji,   Szwajcarii   oraz   południowo-
zachodnich Niemiec. Engels powołuje się, tutaj na prawo LXXXI (LXXXIV; „Alemańskiego 
prawa ludowego”. - 749.

128

  „Pieśń   o   Hildebrandzie”   -  zachowana   we   fragmentach   pieśń   bohaterska,   napisana   w 

języku   starogermańskim   (althochdeutsch),   powstała   w   1.   800-820;   opowiada   o   dziejach 
Hildebranda (woja Dietricha von Bern), który zabija w pojedynku swego syna Hadubrandą, 
walczącego po stronie Odoakra. - 150, 179.

129

 Tacyt „Germania”, rozdz. 7. - 150.

129a

  Taki szczególnie bliski, pochodzący z czasów prawa macierzystego, charakter związku 

miedzy wujem ze strony matki a siostrzeńcami, spotykany u wielu ludów, znają Grecy tylko 
w mitologii okresu bohaterskiego. Według Diodora (IV, 34) Meleager zabija synów Testiusza, 
braci matki swej, Altei. Altea widzi w tym czynie zbrodnię tak niewybaczalną, że przeklina 
ona mordercę - własnego syna — i przywołuje śmierć na niego. „Bogowie, jak opowiadają, 
wysłuchali jej prośby i przecięli życie Meleagra”. Według tegoż Diodora (IV, 44) Argonauci 
pod wodzą Heraklesa lądują w Tracji i widzą, że Fineus z namowy swej małżonki nieludzko 
obchodzi   się   ze   swymi   synami,   zrodzonymi   z   pierwszej   wygnanej   małżonki,   Boready 
Kleopatry. Ale wśród Argonautów są również Boreadzi, bracia Kleopatry, a więc stryjowie 
krzywdzonych. Natychmiast ujmują się oni za swymi siostrzeńcami, uwalniają ich zabijając 
strażników

130

.

129b

 W wydaniu z roku 1884 brak dalszego tekstu aż do słów: “Zresztą prawo macierzyste..." - 

Red.

130

  Diodor Sycylijski (Diodorus Siculus), „Bibliothecae historicae quae supersunt”, ks.  IV, 

rozdz. 34, 43-44. - 151.

131

 „Voluspa” - jedna z pieśni „Eddy starszej”. - 151.

131a

 W wydaniu z roku 1884 brak słowa „przynajmniej". - Red.

131b

 W wydaniu 7. roku 1884 brak słów: “znanych mu bliżej". - Red.

132

  G. L. Maurer, „Geschichte der Stadteverfassung in Deutschland”, t. I, Erlangen 1869. - 

152.

background image

133

  Powstanie plemion galijskich i germańskich (69-70, wg niektórych źródeł - 69-71) pod 

wodzą Cywilisa przeciwko panowaniu rzymskiemu spowodowane zostało podwyższeniem 
daniny, zdzierstwem i nadużyciami rzymskich urzędników. Objęło ono znaczną część Galii i 
terytoriów germańskich. Zdawało się, iż obszary te są dla Rzymu stracone. Po początkowych 
sukcesach powstańcy zaczęli jednak ponosić klęski, co zmusiło ich do zawarcia pokoju z 
Rzymem. — 153.

134

 Cezar, „Pamiętniki o wojnie galickiej”, ks. IV, rozdz, I. -754.

135

 Tacyt, „Germania”, rozdz. 26. - 154.

135a

 W wydaniu z roku 1884 brak dalszego tekstu aż do słów: „Podczas gdy u Cezara..." - Red.

135b

 Patrz tom niniejszy, str. 67. - Red.

136

 „Codex Laureshamensis” („Kartularz z Lorsch”) - księga odpisów klasztoru w Lorsch, w 

której   zebrane   zostały   kopie   dokumentów   o   darowiznach,   przywilejach   itp.   Założony   w 
drugiej połowie VIII w. w państwie frankońskim, niedaleko Wormacji, klasztor w Lorsch 
rozporządzał   wielkimi   posiadłościami   feudalnymi   w   południowo-zachodnich   Niemczech. 
Sporządzona w XII w. księga odpisów zaliczana jest do najważniejszych źródeł do historii 
chłopskiej i feudalnej własności ziemskiej w VIII i IX stuleciu. - 156.

137

 Pliniusz (Starszy), „Historia naturalna”, ks. XVIII, rozdz. 17. - 156.

137a

 Podaną tu liczbę potwierdza jeden ustęp z Diodora o Celtach galijskich: “W Galii mieszka 

wicie ludów o różnej liczebności. U największych liczba ludzi wynosi około 200 000, a u 
najmniejszych   -   około   50   000"   (Diodorus   Siculus,   V,   25),   a   więc   przeciętnie   125   tyś.; 
poszczególne   ludy   galijskie   stojące   na   wyższym   stopniu   rozwoju   bezwarunkowo   należy 
uważać za nieco liczniejsze od germańskich.

138

 Pliniusz (Starszy), „Historia naturalna”, ks. IV, rozdz. 14. - 160.

138a

 - białych nędzarzy. - Red.

139

 Liutprand z Cremony, „Antapodosis”, ks. VI, rozdz. 6. - 164.

139b

  Według   biskupa   Liutpranda   z   Cremony   w   X   stuleciu   w  Verdun,   a   więc   w   Świętym 

Cesarstwie   Niemieckim,   główną   gałęzią   przemysłu   była   fabrykacja   eunuchów,   których 
eksportowana z wielkim zyskiem do Hiszpanii do haremów mauretańskich

139

.

140

 Salvianus z Marsylii, „De gubernatione Dei”, ks. V, rozdz. 8. - 165

141

  Beneficjum  (benefichim — dobrodziejstwo) - rozpowszechniona w połowie VIII w. w 

państwie Franków forma nadawania ziemi. Przekazywana jako beneficjum ziemia oddawana 
była wraz z żyjącymi na niej chłopami beneficjantowi do użytkowania na okres jego życia. Jej 
użytkowanie   jednak   było   uzależnione   od   wykonywania   przez   beneficjanta   pewnych 
określonych obowiązków wobec benefaktora; najczęściej miały one charakter wojskowy. W 
razie   śmierci   benefaktora   bądź   beneficjanta,   albo   też   w   wypadku   niewypełnienia   przez 
beneficjanta jego obowiązków, beneficjum wracało do właściciela lub jego spadkobierców. 
By odnowić dotychczasowe stosunki, musiało nastąpić nowe nadanie beneficjantowi lub jego 
sukcesorom. Nadawaniem beneficjów zajmowała się nie tylko korona, ale również wielcy 
magnaci i kościół. System beneficjalny doprowadził do ukształtowania się klasy feudałów, 
zwłaszcza   drobnej   i   średniej   szlachty,   do   ujarzmienia   chłopów,   do   powstania   stosunków 
wasalnych i hierarchii feudalnej. Stopniowo beneficjum rozwinęło się w dziedziczne lenno. 
Na temat roli systemu beneficjalnego w dziejach rozwoju feudalizmu - patrz praca Engelsa pt. 
„Okres Franków” (tom 19 niniejszego wydania). - 167.

142

 Hrabiowie okręgów (Gaugrafen) — urzędnicy królewscy w państwie frankońskim, którzy 

zarządzali okręgiem albo hrabstwem i posiadali kompetencje sądownicze, administracyjne i 
wojskowe.   Za   swoją  służbę   nie   otrzymywali   wynagrodzenia,   użytkowali   natomiast   dobra 
królewskie   w   danym   okręgu   i   zatrzymywali   dla   siebie   jedną   trzecią   opłat   i   grzywien 
sądowych należnych koronie. Stopniowo hrabiowie przekształcali się w panów feudalnych, 

background image

posiadających suwerenną władzę, zwłaszcza odkąd funkcja hrabiego stała się dziedziczna 
(koniec IX w.). - 167.

143

  Księga katastralna Inninona (Polyptichon) - spis gruntów i osiadłych na nich poddanych 

oraz   dochodów   klasztoru   Saint-Germain-des-Pres,   sporządzony   w   IX   wieku   przez   opata 
Irminona, Engels przytacza dane za dziełem Paula Rotha „Geschichte des Beneficialwesens 
von den altesten Zeiten bis Ins zehnte Jahihundot”, Erlangen 1850, str. 378. - 168.

144

  Litowie -  półwolni chłopi, zobowiązani do odrabiania pańszczyzny lub płacenia daniny, 

którzy obok kolonów i niewolników stanowili jedną z głównych grup zależnych chłopów w 
epoce Merowingów i Karolingów. - 168.

145

  Angarie  (łac.   angaria)  -  w   czasach   Cesarstwa   Rzymskiego   przymusowe   świadczenia 

ludności   na   rzecz   państwa   (dostarczanie   sprzężaju   i   tragarzy).   Ponieważ   świadczenia   te 
stawały się coraz rozleglejsze, były wielkim ciężarem dla ludności. - 168.

146

  Komendacja -  występująca od połowy VIII w. w państwie Franków umowa, na mocy 

której   słabszy   oddawał   się   pod   „opiekę”   mocniejszego.   Opiekun   zgadzał   się   udzielać 
podopiecznemu pomocy pod określonymi warunkami (pełnienie służby wojskowej i innych 
powinności na rzecz opiekuna, przekazanie opiekunowi swej ziemi, którą ten ostatni zwraca 
podopiecznemu   w   formie   lenna).   Komendacja   oznaczała   dla   chłopów,   których   często 
przymuszano do tego aktu, utratę wolności osobistej, dla drobnych zaś posiadaczy ziemskich 
-zależność od wielkich panów feudalnych. Przyczyniła się ona do ujarzmienia chłopów i do 
ugruntowania hierarchii feudalnej. - 170.

147

  Ch. Fourier, „Theorie des quatre mouvements et des destinees generales”, w: „Oeuvres 

completes”, t. I, Paryż 1846, str. 220. Pierwsze wydanie ukazało się anonimowo w 1808 r. w 
Lyonie. - 171.

147a

 dostarcza rolnikom środków do kolektywnego i stopniowego wyzwolenia. - Red.

147b

 W wydaniu z roku 1884 brak słów “przeważnie na dwa". - Red.

147c

  Szczególnie na północno-zachodnim brzegu Ameryki (patrz Bancroft). U Hajda-sów na 

Wyspach Królowej Charlotty trafiają się gospodarstwa domowe obejmujące do 700 osób pod 
jednym dachem. U Nootkasów cale plemiona mieściły się pod jednym dachem.

147d

 W wydaniu z roku 1884 brak słów: “wspólnotom rodzinnym i wreszcie". - Red.

148

  Bitwa   pod   Hastings  stoczona   została   14   X   1066   r.   między   normandzko-francusko-

bretońskimi oddziałami księcia Normandii Wilhelma a anglosaskimi wojskami Harolda II. 
Anglosasi,   którzy   w   swej   organizacji   wojskowej   zachowali   resztki   ustroju   rodowego   i 
dysponowali prymitywną bronią, zostali doszczętnie rozbici. Król Harold II padł na polu 
bitwy, a królem Anglii został Wilhelm pod imieniem Wilhelma I Zdobywcy. - 179.

149

  K.   Marks,   „Konspiekt   knigi   G.   Luisa   Morgana   <<Driewnieje   obszczestwo>>”   (patrz 

„Archiw Marksa i Engelsa”, Moskwa 1941, t. IX, str. 153-154). - 181.

150

 Moliere, „Grzegorz Dyndała”, akt pierwszy, scena 9. - 184.

150a

 Liczba niewolników w Atenach — patrz wyżej, str. 117 [w niniejszym tomie strona 131. 

— Red.]. W Koryncie w okresie rozkwita miasta wynosiła ona 460 000, w Eginie – 470 000: 
w obydwóch wypadkach przewyższała ona dziesięciokrotnie liczbę wolnych obywateli.

150b

 Pierwszym dziejopisarzem, który miał przynajmniej w przybliżeniu pojęcie o istocie rodu, 

był Niebuhr i to - podobnie jak i zaczerpnięte bezpośrednio stąd błędy zawdzięcza on swej 
znajomości rodów dytmarskich

151

.

151

  Chodzi   o   rody   rozsiane   na   terenie   Dithmarschen   -   krainy   położonej   w   południowo-

zachodniej   części   dzisiejszego   Szlezwiku-Holsztynu.   W   starożytności   i   średniowieczu 
zasiedlona była przez Sasów; w VIII wieku została zdobyta przez Karola W., a następnie 
znajdowała się w posiadaniu różnych duchownych i świeckich panów feudalnych. W połowie 
XII   wieku   mieszkańcy  Dithmarschen,   wśród   których   przeważali   wolni   chłopi,   stopniowo 
uzyskali samodzielność i od połowy XIII do XVI wieku byli faktycznie niezależni; skutecznie 

background image

przeciwstawiali   się   zakusom   królów   duńskich   i   książąt   holsztyńskich,   usiłujących 
podporządkować   sobie   to   terytorium.   Rozwój   społeczny   Dithmarschen   miał   bardzo 
oryginalny   przebieg:   w   XIII   w.   faktycznie   znikła   miejscowa   szlachta;   w   okresie   swojej 
niezależności   Dithmarschen  stanowiła   zespół  samorządnych  wspólnot  chłopskich,  których 
podstawą w wielu wypadkach były stare rody chłopskie. Aż do XIV w. najwyższą władzę w 
Dithmarschen sprawowało zgromadzenie wszystkich wolnych posiadaczy ziemskich, później 
przeszła ona w ręce trzech wybieranych organów. W 1559 r. król duński Fryderyk II i książęta 
holsztyńscy Jan i Adolf zdołali złamać opór ludności Dithmarschen i podzielili między siebie 
to   terytorium.   Jednakże   ustrój   wspólnotowy  i   częściowo   samorząd   zostały  zachowane   w 
Dithmarschen aż do połowy XIX wieku. – 186.

152

 G. W. F. Hegel, „Grundlinien der Philosophie des Rechts”, paragrafy 257 i 360. Pierwsze 

wydanie tego dzieła wyszło w 1821 r. w Berlinie. - 186.

152a

 W wydaniu z roku 1884: “siła robocza”. - Rad.

152b

  „System praw nabytych" Lassalle'a

153

  w drugiej swej części obraca się głównie wokół 

tezy, jakoby testament rzymski był równie stary jak sam Rzym, jakoby w dziejach Rzymu 
nigdy   nie   było   czasów   bez   testamentu;   testament   miał   jakoby  powstać   raczej   jeszcze   w 
czasach przed założeniem Rzymu z kultu zmarłych. Lassalle, jako wierzący staroheglista, 
wyprowadza   ustawy   rzymskie   nie   ze   społecznych   stosunków   Rzymian,   lecz   ze 
„spekulatywnego   pojęcia"   woli,   i   dochodzi   przy   tym   do   owego   zgoła   niehistorycznego 
twierdzenia.   Nie   powinno   to   dziwić   w   książce,   w   której   autor   na   zasadzie   tego   samego 
spekulatywnego   pojęcia   dochodzi   do   wniosku,   że   w   rzymskim   systemie   spadkowym 
przekazywanie   majątku   było   sprawą   drugorzędną.   Lassalle   nic   tylko   podziela   iluzje 
prawników rzymskich, zwłaszcza okresu wcześniejszego, lecz nawet je potęguje.

153

 F. Lassalle, „Das System der erworbenen Rechte”. Cz. II. „Das Wesen des Romischen und 

Germanischen Erbrechts in historisch-philosophischer Entwicklung”. - 193.

153a

  Zamierzałem   początkowo   obok   morganowskiej   i   swej   własnej   krytyki   cywilizacji 

pomieścić   tu   wspaniałą   krytykę   cywilizacji,   która   znajduje   się,   rozproszona   w   różnych 
miejscach, w dziełach Karola Fouriera. Niestety, brak mi na to czasu. Zauważę tylko, że już u 
Fouriera monogamia i prywatna własność ziemska stanowią główne znamiona cywilizacji, 
którą nazywa on wojną bogatych przeciw biednym. Znajdujemy u niego również głębokie 
zrozumienie   tego,  że   we  wszystkich   niedoskonałych,  rozdzieranych   przez  przeciwieństwa 
społeczeństwach   rodziny   pojedyncze   (les   familles   incoherentes)   są   jednostkami 
gospodarczymi.

154

  Przytoczone   słowa   cytuje   częściowo   Marks   we   wspomnianym   już   wyżej   konspekcie 

książki Morgana (patrz „Archiw Marksa i Engelsa”, Moskwa 1941, t. IX, str. 56-57). - 195.


Document Outline