background image

 

104 

 

 

Rozdział

 24

 

 
 
Elena skooczyła rozmawiad przez komórkę, kiedy podjeżdżali pod pensjonat 

samochodem Stefana.- Pielęgniarka ze szpitala powiedziała, że Caleb nadal jest 
nieprzytomny- powiedziała. 
  

- To dobrze- powiedział Stefan. Skarciła go spojrzeniem, a on wyglądał na 

zirytowanego.- Jeśli jest nieprzytomny,- wyjaśnił- to da nam większą szansę na odkrycie jakie 
nałożył na nas zaklęcie. 
 

Wypełnili trzy wielki torby na śmieci papierami, wycinkami z gazet i książkami, które 

znaleźli w szopie Smalwood’ów. Elena bała się, że zniszczenie pentagramu z różami w jakiś 
sposób wpłynie na zaklęcie, ale zrobiła mu kilka zdjęd telefonem. 
 

Matt wyszedł i podniósł jedną z toreb.- Przywieźliście trochę śmieci? 

 

- Coś w tym stylu- powiedziała ponuro Elena i wtajemniczyła go w to, co odkryli w 

domu Smalwood’ów. 
 

Na twarzy Matta pojawił się grymas.- Wow. Może teraz w koocu będziemy w stanie 

coś zrobid. 
 

- Jak to się stało, że jesteś tu tak wcześnie?- Zapytała Elena podążając za nim w 

kierunku domu.- Myślałam, że przyjdziesz na zmianę warty dopiero o dziesiątej.- Stefan szedł 
za nią. 
 

- Spędziłem tu noc- powiedział jej Matt.- Po tym jak pojawiło się imię Bonnie, nie 

chciałem spuszczad z niej wzroku. 
 

-Pojawiło się imię Bonnie?- Elena obróciła się i spojrzała karcąco na Stefana.- 

Dlaczego mi nie powiedziałeś? 
 

Stefan, zmieszany wzruszył ramionami.- Nie wiedziałem- przyznał się z wahaniem. 

 

- Stefan, powiedziałam ci, że masz ochraniad Meredith i Celię- burknęła.- Powinieneś 

tu byd. Nawet zanim pojawiło się imię Bonnie, Meredith i Celia były w niebezpieczeostwie. 
Liczyłam na ciebie, że będziesz ich pilnował. 
 

Stefan odwzajemnił jej spojrzenie.- Nie jestem twoim pieskiem, Eleno- powiedział 

cicho.- Zauważyłem tajemnicze zagrożenie, które wymagało dochodzenia. Zrobiłem to żeby 
cię chronid i miałem rację. Byłaś w większym zagrożeniu niż wszyscy inni. A teraz mamy 
szansę rozwikład to zaklęcie. 
 

Elena zamrugała kiedy usłyszała jego ton, ale nie mogła zaprzeczad prawdy w jego 

słowach.- Przepraszam- powiedziała skruszona.- Masz rację. Cieszę się, że odkryliśmy szopę 
Caleba. 
 

Matt otworzył drzwi frontowe. Położyli worki w holu i przeszli przez kuchnię, gdzie 

pani Flowers, Alaric i Meredith jedli śniadanie złożone z croissantów, dżemu, owoców i 
kiełbasek. 

background image

 

105 

 

 

- Celia wyjechała- powiedziała Meredith do Eleny kiedy tylko weszli do pokoju. Jej ton 

był zwyczajny i informacyjny, ale jej zazwyczaj zimne, szare oczy iskrzyły i Elena wymieniła z 
nią sekretny uśmiech. 
 

- Gdzie pojechała?- Zapytała Elena tym samym zwykłym tonem sięgając po croissanta. 

To był długi poranek i umierała z głodu. 
 

- Do uniwersytetu w Virginii- odpowiedział Alaric.- Ma nadzieję, że znajdzie jakieś 

poszlaki badając klątwy i magię folklorystyczną. 
 

- Teraz możemy mied więcej informacji- ogłosiła Elena z ustami pełnymi pysznego, 

maślanego croissanta. Wyjaśniła, co znaleźli w szopie.- Przynieśliśmy ze sobą wszystkie 
papiery i notesy Caleba. A to, było na podłodze.- Wyciągnęła swój telefon, załadowała 
zdjęcia i podała pani Flowers. 
 

- O bogini- powiedziała starsza pani.- To z pewnością wygląda na ciemną magię. 

Ciekawe, co ten dzieciak sobie myślał kiedy to robił. 
 

Stefan parsknął.- On nie jest dzieckiem, pani Flowers. Mam silne podejrzenie, że jest 

wilkołakiem i zajmuje się czarną magią. 
 

Pani Flowers spojrzała na niego ostro.- Znalazł sobie zły sposób na szukanie swojego 

kuzyna, to pewne. Ale ta magia wygląda mi na coś amatorskiego. Jeśli to by zadziałało, to 
raczej z przypadku. 
 

- Jeśli to by zadziałało?- Zapytała Meredith.- Myślę, że dowody sugerują, że cokolwiek 

zrobił, zadziałało. 
 

- Z pewnością to byłby zbyt duży zbieg okoliczności, Caleb próbuje zakląd nas, a nas 

dopada jakaś klątwa- zauważył Alaric. 
 

- Gdzie jest teraz Caleb?- Zapytał Matt marszcząc brwi.- Wie, że znaleźliście to 

wszystko? Czy musimy go wyśledzid i zacząd obserwowad? 
 

Stefan skrzyżował ramiona na piersi.- Jest w szpitalu. 

 

Zapanowała chwila cisza kiedy wszyscy spojrzeli po sobie i zdecydowali na podstawie 

chłodnego wyrazu twarzy Stefana żeby nie drążyd tego tematu. Meredith spojrzała pytająco 
na Elenę, a Elena skinęła delikatnie głową mówiąc w ten sposób: Wyjaśnię później. 
 

Obróciła się do pani Flowers.- Może pani powiedzied jakiego zaklęcia używał Caleb? 

Co próbował zrobid? 
 

Pani Flowers popatrzyła zamyślona na zdjęcia.- To ciekawe pytanie- powiedziała.- 

Róże są zazwyczaj używane w zaklęciach miłosnych, ale pentagram i duża ilośd zdjęd wokół 
nich sugeruje mroczne zamiary. Niezwykły kolor róż prawdopodobnie miał sprawid, że będą 
bardziej skuteczne. Mogą byd używane także do pobudzenia innych pasji. Moją opcją jest to, 
że Caleb próbował w jakiś sposób kontrolowad wasze emocje. 
 

Elena spojrzała szybko na Stefana, widząc jego postawę obronną i napięte ramiona. 

 

- Ale tylko tyle mogę wam teraz powiedzied- kontynuowała pani Flowers.- Jeśli 

chcecie przejrzed notesy Caleba w celu znalezienia wskazówek, Bonnie i ja możemy poszukad 
magicznych właściwości róż i zaklęd w jakich ich się używa. 

background image

 

106 

 

 

- Gdzie jest Bonnie?- Zapytała Elena. Chod czuła, że czegoś brakuje, dopiero teraz 

świadomie zdała sobie sprawę, że małego czerwonego ptaszka nie było pośród grupy w 
kuchni. 
 

- Nadal śpi- powiedziała Meredith.- Wiesz jak bardzo lubi spad do późna- wyszczerzyła 

się.- Bonnie zdecydowanie podobało się bycie damą w opresji, dookoła której wszyscy 
wczoraj biegali. 
 

- Ja myślałem, że była naprawdę dzielna- powiedział niespodziewanie Matt. Elena 

spojrzała na niego. Czy zaczynał mied romantyczne uczucia w stosunku do Bonnie? Byłoby im 
razem dobrze, pomyślała i zdziwiła się, że poczuła malutkie ukłucie gniewu. W końcu Matt 
zawsze był twój, 
szepnął do niej cichy głosik. 
 

- Pójdę na górę i obudzę ją- powiedziała radośnie Meredith.- Nie ma odpoczynku dla 

czarownic.- Wstała i skierowała się w kierunku schodów, lekko kulejąc. 
 

- Jak twoja kostka?- Zapytała Elena.- Wyglądasz o wiele lepiej. 

 

- Szybko się goję- powiedziała Meredith.- Zdaje się, że jest to związane z byciem 

łowcą wampirów. Nie potrzebowałam laski kiedy szłam wczoraj wieczorem do łóżka, a dzisiaj 
czuję się już prawie normalnie. 
 

- Szczęściara z ciebie- powiedziała Elena. 

 

- Szczęściara ze mnie- zgodziła się Meredith uśmiechając się do Alarica, który 

uśmiechnął się do niej z podziwem. Popisując się, wbiegła lekko po schodach tylko troszkę 
opierając się o poręcz. 
 

Elena wzięła kolejnego croissanta i posmarowała go dżemem.- Powinniśmy zacząd 

przeglądad papiery i inne rzeczy z szopy Caleba. Alaric, skoro tylko ty oprócz pani Flowers i 
Bonnie, wiesz najwięcej o magii, możesz wziąd jego notes, a ja--- 
 

Przerwała, kiedy usłyszała krzyk na górze. 

 

- Meredith!- Krzyknął Alaric. 

 

Kiedy potem Elena wspominała tą chwilę, nie mogła sobie przypomnied jak biegła po 

schodach. Tylko przebłysk przesuwających się kooczyn i tłok, kiedy wszyscy próbowali wbiec 
po zakręconych schodach tak szybko jak to było możliwe. W drzwiach małej, kremowo 
różowej sypialni na koocu korytarza, stała Meredith, blada i wstrząśnięta. Obróciła duże, 
spanikowane, szare oczy w ich kierunku i szepnęła:- Bonnie. 
 

W środku, twarzą do podłogi, leżało nieruchomo małe ciało Bonnie. Jedno ramię było 

skierowane w kierunku drzwi. Zgaszone czarne i białe świece stały w kręgu za nią, jedna 
czarna była przewrócona. W środku kręgu świec znajdowała się plama, która wyglądała na 
krew, prawie już wyschła. Obok niej leżała otwarta książka. 
 

Elena przeszła obok Meredith i uklękła przy nieruchomej postaci, sprawdzając jej 

szyję w poszukiwaniu pulsu. Wypuściła powietrze, kiedy poczuła pod palcami umiarkowane i 
silne bicie serca Bonnie. 
 

- Bonnie- powiedziała potrząsając jej ramię, potem delikatnie ją odwróciła. Bonnie 

przekręciła się bez oporu na plecy. Oddychała równo, ale jej oczy były zamknięte, jej długie, 
ciemne rzęsy spoczywały na piegowatych policzkach. 
 

- Niech ktoś zadzwoni po karetkę- powiedziała szybko Elena. 

background image

 

107 

 

 

- Ja to zrobię- powiedziała Meredith, otrząsając się. 

 

- Nie potrzebujemy karetki- powiedziała cicho pani Flowers, spoglądając z góry na 

Bonnie z wyrazem smutku na twarzy. 
 

- O czym pani mówi?- Burknęła Meredith.- Jest nieprzytomna! Musimy sprowadzid 

pomoc. 
 

Oczy pani Flowers były martwe.- Doktorzy i pielęgniarki ze szpitala nie będą w stanie 

pomóc Bonnie- powiedziała.- Mogą ją za to zranid poprzez użycie nieefektywnych 
medycznych rozwiązao do nie medycznego problemu. Bonnie nie jest chora, jest pod 
zaklęciem. Czuję magię w powietrzu. Najlepszą rzeczą jaką możemy zrobid, to zadbad by było 
jej wygodnie, kiedy my będziemy szukad lekarstwa. 
 

Matt wszedł dalej do pokoju. Jego twarz była przerażona, ale nie patrzył na 

nieruchomą postad Bonnie leżącą na ziemi. Podniósł jedną rękę i wskazał.- Spójrzcie- 
powiedział. 
 

Na podłodze przy łóżku leżała zrzucona taca z małym dzbankiem, filiżanką i talerzem. 

 

Filiżanka zbiła się, a dzbanek leżał na boku. Rozlana herbata tworzyła długą, 

zakręconą plamę na podłodze. 
 

Plamę, która tworzyła imię. 

 

elena