background image

Magdalena Górecka Nieodparta pokusa spekulacji, czyli o fenomenie historiografii 

kontrfaktycznej

Abstrakt:

Artykuł skupia się na popularnym nurcie współczesnej historiografii, jaką jest 

historiografia kontrfaktyczna. Przedstawiona zostaje geneza i rozwój eseistyki 

kontrfaktycznej, a także jej teoretyczne zaplecze w postaci koncepcji „historii niebyłej” 

Alexandra Demandta oraz „chaostorii” Nialla Fergusona. Dla zilustrowania specyfiki 

gatunku przywołano publikację Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop-Beck”.

 

 

Abstract:

The article focuses on popular trend in contemporary historiography, called counterfactual 

historiography. The text presents the origins and development of counterfactual works, and

also its theoretical grounds using the concept of “history that never happened” by 

Alexander Demandt and “chaostory” by Niall Ferguson. To illustrate the specificity of the 

genre we recall the publication “Pakt Ribbentrop-Beck” by Piotr Zychowicz.

 

 

 

Duch rewizji

Ostatnie dekady rozwoju historiografii (oraz jej teorii) upłynęły po znakiem radykalnych 

przewartościowań. Mam tu na myśli koncepcje rysujące się w opozycji do tradycyjnej 

historiografii, która (jako dyscyplina naukowa) sięga wieku XIX i związana jest z 

myśleniem pozytywistycznym. Miarą naukowości pisarstwa historycznego były wówczas 

kryteria takie jak: krytyka informacji źródłowych, obiektywność, dążenie do prawdy oraz 

zainteresowanie teorią. Za cel historiografii uznawano odzwierciedlenie przeszłości, przy 

czym panowało przeświadczenie, że istnieje tylko jedna historia, jedna prawda, którą 

historycy mają obowiązek przedstawić w swojej narracji (Topolski, 2002, 32). 

Poststrukturalistyczny przełom w zachodniej myśli teoretycznej ujawnił kryzys 

reprezentacji i zaowocował odgrodzeniem dyskursu historycznego od przeszłej 

rzeczywistości. Dotychczasowa historiografia jako dyscyplina „produkująca obowiązującą 

wiedzę o przeszłości” stała się obiektem krytyki kolejnych nurtów ponowoczesnej 

humanistyki, takich jak konstruktywizm, dekonstrukcja, tekstualizm, narratywizm, nowy 

historyzm. Podważona została klasyczna koncepcja prawdy, obiektywność wiedzy 

historycznej i transparentna idea źródła (Domańska, 2006, 14). Impuls do dyskusji nad 

background image

ideologicznym zdeterminowaniem zapisów historycznych dał Michel Foucault, uznając 

historię za legitymizatora władzy i stabilizatora porządku społecznego (Foucault, 1998). 

Hayden White i Franklin Ankersmit zrównali historiografię z fikcją, udowadniając, że 

poprzez proces narratywizacji dokonuje się przekształcanie wydarzeń w fakty – konstrukty

wyposażone w znaczenie, mające atrybuty literackie (White, 2010; Ankersmit, 2002). 

Keith Jenkins przekonywał, że wiedza o przeszłości jest przedmiotem konstrukcji, stanowi

zatem „jeszcze jedno spośród wielu imaginariów”(Jenkins, 2002, 254). Deprecjonowanie 

tradycyjnej historiografii i kontestowanie autorytetu archiwum sprawiło, że oficjalna 

wersja historii została podważona, poddana w wątpliwość, podczas gdy zaczęły się 

emancypować wszelkie inne narracje. Procesy pluralizacji, demokratyzacji i dekolonizacji 

historii – wszelkie dyskursy krytyczne – oddały głos grupom dotąd marginalizowanym lub

wykluczonym, dekonstruując oficjalną wizję dziejów.

Kolejne zwroty w historiografii – poststrukturalistyczny, etyczny, pamięciowy (memory 

boom) – dodawały swoje akcenty do ogólnego procesu rewizji i demistyfikacji historii, 

forsując jednocześnie pewien rodzaj poznawczego relatywizmu. Literatura kontrfaktyczna 

nie ma bezpośredniego związku z tymi założeniami, gdyż jej prawdziwym powołaniem 

jest historiozofia, a nie refleksja nad zapisem historii. Zajmując się alternatywnymi 

wariantami rozwoju dziejów, zdaje sobie sprawę z ich czysto hipotetycznego charakteru i 

nie rości sobie praw do podważania historii rzeczywistej. Badanie historii poprzez 

nakreślenie jej negatywu i symulowanie nieurzeczywistnionych możliwości nie prowadzi 

do zaprzeczenia faktom, może jednak zmienić ich interpretację i ocenę – i w tym tkwi 

potencjał rewizjonistyczny historiografii kontrfaktycznej.

Rozwój eseistyki kontrfaktycznej1

Myślenie probabilistyczne towarzyszyło refleksji historycznej od dawna. Dowodzi tego już

piśmiennictwo starożytne: Herodot rozważał konsekwencje przegranej Greków pod 

Maratonem, Liwiusz spekulował na temat szans Imperium Rzymskiego w hipotetycznej 

konfrontacji z armią Aleksandra Wielkiego (Rosenfeld, 2005). Pierwszy esej 

kontrfaktyczny w pełnym znaczeniu tego słowa wyszedł spod pióra Charlesa Renouviera 

w 1876 roku. Esej pod tytułem Uchronie (l’utopie dans l’historie): Esquisse historique 

apocryphe du developpement de la civilisation europeene tel qu’il n’a pas ete, tel qu’il 

aurait pu etre [„Uchronia (utopia w historii): Historyczno-apokryficzny esej o rozwoju 

europejskiej cywilizacji, którego nie było, ale który mógłby być”] (Renouvier, 1876) 

prezentuje wersję historii, w której na skutek pewnych zdarzeń w czasach Marka 

Aureliusza, chrześcijaństwo nie rozwija się na zachodzie Europy. Zakorzenia się tylko na 

Wschodzie, gdy tymczasem Zachód przez tysiąc lat pozostaje w orbicie wpływów kultury 

background image

klasycznej. Jak twierdzi Niall Ferguson, praca ta jest bez wątpienia wyrazem liberalnych i 

antykościelnych poglądów samego Renouviera (Ferguson, 9). Z kolei w roku 1907 George 

Trevelyan pisze esej pod tytułem If Napoleon had won the Battle of Waterloo (Trevelyan, 

1930), przedstawiający konsekwencje potencjalnego triumfu cesarza Francuzów w słynnej 

bitwie, która w rzeczywistości stała się symbolem klęski.

W 1932 roku powstaje pierwszy zbiór esejów kontrfaktycznych pod redakcją Johna 

Squire’a If It Happend Otherwise: Lapses Into Imaginary History (Squire, 1932). Tom 

zawiera m.in. następujące symulacje: If the Moors in Spain had won (“Gdyby Maurowie 

zwyciężyli w Hiszpanii”) autorstwa Philipa Guedalli; If Don John of Austria had married 

Mary Queen of Scots (“Gdyby Juan de Austria poślubił Marię Królową Szkotów”) 

Gilberta Keitha Chestertona; If Byron had become King of Greece (“Gdyby Byron został 

królem Grecji”) Harolda Nicolsona; If Booth had missed Lincoln („Gdyby Booth nie trafił 

Lincolna”) Miltona Waldmana. Jak twierdzi Ferguson, eseje zebrane w tym tomie 

pozostawiają wiele do życzenia jeśli chodzi o poziom naukowy. Już sam tytuł sugeruje 

samo-deprecjonujący charakter publikacji (lapses – ‘błędy’, ‘uchybienia’), a większość 

tekstów pozbawiona jest historycznej wartości. Co więcej, nawet lepsze próby są 

oczywistym produktem aktualnych politycznych czy religijnych przekonań autorów. W 

związku z tym przyjmują postać redukcyjnych wyjaśnień i myślenia życzeniowego, a nade

wszystko wydają się być obliczone na efekt humorystyczny (Ferguson, 10-14). Podobny 

charakter mają antologie Daniela Snowmana If I Had Been… Ten Historical 

Fantasies (Snowman, 1979) oraz Johna Merrimana For Want of a Horse: Chance and 

Humour in History (Meriman, 1984). Jak przekonuje Ferguson, są dwa rodzaje operacji 

kontrfaktycznych uprawianych przez historyków. Jedne są produktem wyobraźni i 

przeważnie brakuje im empirycznej bazy. Drugie są zaprojektowane po to, by sprawdzać 

hipotezy (quasi-) empirycznymi sposobami, używając kalkulacji zamiast wyobraźni 

(Ferguson, 2011, 18). Do ostatnich można zaliczyć badania New Economic History, której 

przedstawiciele przeprowadzają symulacje odnośnie np. wpływu kolei na rozwój 

ekonomiczny Stanów Zjednoczonych, ekonomicznych konsekwencji zniesienia 

niewolnictwa czy kryzysu gospodarczego w Wielkiej Brytanii po 1870 roku.2 Głównym 

grzechem tej metody jest jednak tendencja do formułowania anachronicznych założeń 

(Ferguson, 18).

Najbardziej dziś znane prace kontrfaktyczne powstają pod koniec lat 

dziewięćdziesiątych: Virtual History pod redakcją Nialla Fergusona (Ferguson, 1997) oraz 

seria What If pod redakcją Roberta Cowleya (Cowley, 1999-2001). W zbiorze Fergusona 

autorzy rozważają m.in. scenariusz dziejów bez rewolucji amerykańskiej (British Amercia:

background image

What if there had been no American Revolution?), udanej inwazji Hitlera na Anglię 

(Hitler’s England: What if Germany had invaded Britain in May 1940?), zwycięstwa 

Niemców w wojnie z Sowietami (Nazi Europe: What if Nazi Germany had defeated the 

Soviet Union?), czy historii bez Gorbaczewa, w której komunizm nie upada (Without 

Gorbachev: What if Communism had not collapsed?). Kolekcja What If zawiera w sumie 

kilkadziesiąt symulacji wydarzeń od czasów starożytnych po historię najnowszą. Autorzy 

spekulują na temat alternatywnych rozstrzygnięć słynnych bitew (m.in. bitwa pod Poitiers, 

bitwa w Lesie Teutoburskim, bitwa o Midway), alternatywnych biografii (Napoleon w 

Ameryce Północnej; Jezus, który uniknął ukrzyżowania), odmiennych decyzji 

politycznych, kierunków ekspansji, podbojów (Chińczycy w Nowym Świecie, Wielka 

Armada przybijająca do brzegów Wielkiej Brytanii).

Historiografia kontrfaktyczna staje się coraz bardziej popularna także wśród polskich 

autorów. Można tu wymienić pracę Dylematy historii. Nos Kleopatry, czyli co by było, 

gdyby… autorstwa Pawła Wieczorkiewicza, Marka Urbańskiego i Arkadiusza Ekierta 

(Wieczorkiewicz, 2004); publikację Andrzeja Sowy i Janusza Osicy Alternatywna historia.

Co by było, gdyby… (2005); Stulecie chaosu Witolda Orłowskiego (Orłowski, 

2006), Gdyby… całkiem inna historia Polski pod redakcją E. Olczak i J. Sabak (Olczak, 

2008), Pakt Ribbentrop-Beck Piotra Zychowicza (Zychowicz, 2012) oraz Rzeczpospolitą 

Zwycięską Ziemowita Szczerka (Szczerek, 2013). Ciekawą propozycją jest również 

publikacja Historia niebyła kina PRL Tadeusza Lubelskiego, prezentująca alternatywną 

wizję polskiej kinematografii (Lubelski, 2013).3

Wokół teorii – „historia niebyła” Alexandra Demandta

Za pierwszego teoretyka historiografii kontrfaktycznej można uznać Alexandra Demandta, 

który w pracy Historia niebyła przedstawił pożytki z uprawiania historii alternatywnej i 

podstawowe zasady konstruowania symulacji. Badacz przekonuje, że „nasz obraz historii 

pozostanie niedokończony, jeśli nie ujmie się go w ramy nie urzeczywistnionych 

możliwości. Rozpatrywanie zdarzeń, do których w historii nie doszło, jest, mimo 

zrozumiałych wątpliwości, konieczne, możliwe, mimo znacznych trudności, i pouczające 

ze względu na poznanie historii realnej”(Demandt, 1999, 10). Spekulowanie jest według 

niego istotą pracy historyka, pomaga mu zrozumieć przeszłe wydarzenia, ich przyczyny i 

znaczenie. Proces dziejowy zostaje tu wielokrotnie porównany do rozgałęziających się 

dróg. Myślenie w kategoriach kontrfaktycznych pozwala dostrzec, w jakich momentach 

owe ścieżki się rozchodzą, w jakim kierunku i ku jakim rozstrzygnięciom prowadzą. 

Innymi słowy daje wgląd w mechanizmy historii oraz poszerza naszą wiedzę o przeszłości:

„(…) odpowiedzi na pytanie <co by było, gdyby…> potrzebujemy dla zrozumienia 

background image

sytuacji wyboru, dla oceny wagi poszczególnych czynników przyczynowych, dla 

uzasadnienia sądów wartościujących, a także po to, by oszacować prawdopodobieństwo 

różnych zdarzeń” (Demandt, 1999, 18). Demandtowi wtóruje Niall Ferguson, pisząc, że 

operacje kontrfaktyczne są konieczne w badaniu historii, ponieważ stanowią jedyny 

możliwy ekwiwalent eksperymentu naukowego (Ferguson, 2011).

Aby dostrzec dynamikę zdarzeń i zrozumieć motywy pewnych decyzji należy zmienić 

perspektywę, cofnąć historię do stanu niegotowości. Tradycyjny sposób oglądu przeszłości

sprowadza ją bowiem do „wachlarza jednokierunkowych dróg”, biegnących ku 

wybranemu zdarzeniu (Demandt, 1999, 20). Ogranicza to refleksję historyka do 

uzasadniania z góry powziętych tez. Znajomość rezultatu każe mu zwracać uwagę tylko na

te fakty, które do niego doprowadziły, pomijając inne, z pozoru nieistotne. Takie redukcje 

prowadzą z kolei do tworzenia narracji historycznych sugerujących teleologię i 

zamknięcie, bazujących na determinizmie i różnych ideologicznych nadużyciach, co stało 

się obiektem krytyki ze strony postmodernistycznych teoretyków.

Operacje kontrfaktyczne pomagają w orzekaniu o przyczynach danego zdarzenia czy 

zjawiska: „Wykazanie fałszywości historycznych sądów o przyczynach jest możliwe 

poprzez odrzucanie implikowanych przez nie kontrafaktycznych hipotez” (Demandt, 1999,

27). Konstruowanie fikcyjnych zależności przyczynowo-skutkowych pozwala na 

przeniknięcie tych, które zaszły w rzeczywistości. Również formułowanie sądów 

wartościujących w dużej mierze opiera się na wyobrażaniu sobie alternatywnych 

możliwości: „godne aprobaty zdarzenie tylko wtedy przynosi rzeczywistą korzyść, jeśli nie

zastąpiło jeszcze bardziej pożądanej możliwości. Niekorzystny wypadek wtedy tylko 

oznacza stratę, jeśli nie był mniejszym złem, jeśli nie pozwolił uniknąć większego 

nieszczęścia” (Demandt, 1999, 30). Demandt przekonuje, że fakty historyczne nie są 

ustalone raz na zawsze, ponieważ z upływem czasu zmienia się ich ocena (Demandt, 1999,

145), a odpowiednia konstrukcja alternatywna może podważyć nawet najbardziej pewne i 

utarte w ciągu wielu lat sądy (Demandt, 1999, 31).

Tworzenie konstrukcji alternatywnej musi opierać się na oszacowaniu 

prawdopodobieństwa symulowanych wariantów. Jak pisze Demandt, „możliwość jest 

stopniowalna”, a odpowiednie momenty i zjawiska historyczne są w różnym stopniu 

podatne na działanie przypadku: „Wachlarz prawdopodobnych możliwości, będących w 

mocy przypadku, zależy w historii od stadium, w jakim znajduje się dany proces, i od 

rodzaju zdarzeń. Pewne stany w rozwoju historycznym charakteryzują się trwałością, inne 

podatne są na wpływy, pewne obiekty historii są plastyczne, inne – kruche” (Demandt, 

1999, 37). Najbardziej „wrażliwe” są stadia początkowe i przejściowe procesów 

background image

dziejowych: „Zmiana władzy, interregnum, kataklizmy – to czas zerowy, kiedy od nowa 

nastawiane są zwrotnice” (Demandt, 1999, 154).

Najwyższy stopień zdeterminowania zachodzi w dziedzinie postępu naukowo-

technicznego. Znane z historii przykłady równoczesnych wynalazków dowodzą, że rozwój

cywilizacyjny jest niezależny od pojedynczych, konkretnych osób, a dla każdego 

naukowca, odkrywcy czy wynalazcy znalazłby się zastępca. Trudno natomiast wyobrazić 

sobie zastępców wielkich i wybitnych artystów, choć ogólny rozwój stylu wydaje się 

dosyć niezależny od przypadkowych losów pojedynczych twórców – zmiana poczucia 

stylu jest zjawiskiem zbiorowym. Podobnie zjawiska polityczne, wyrastające z szerokich 

kręgów społecznych, wydają się silnie zdeterminowane, ale jednocześnie wiele zjawisk i 

wydarzeń zależy do wybitnych jednostek, przywódców (założenie państwa, 

wypowiedzenie wojny, wielkie reformy). Dotyczy to także losów religii – wpływ na ich 

zaistnienie i rozwój mają konkretne osoby: założyciele, prorocy, charyzmatyczni 

przywódcy (Jezus, Mahomet, Budda) (Demandt, 1999, 40-45).

Tworzenie hipotez na temat nie zaistniałych ewentualności jest niezbędne w rekonstrukcji 

rzeczywistości historycznej, którą się bada:

Podczas poszukiwania i uzasadniania hipotetycznych możliwości ujawniają się bowiem 

przeoczone fakty. Wydobywamy na światło dzienne ukryte nurty, zjawiska towarzyszące, 

motywy i punkty wyjścia, studia zaczątkowe, przesłonięte, zepchnięte niejako z pola 

widzenia przez fakty, które wysunęły się na pierwszy plan (Demandt, 1999, 48).

Demandt wymienia pięć podstawowych strategii konstruowania wariantów alternatywnych

– metod substytucji i uzasadniania. Pierwsza z nich polega na prostej negacji zdarzenia 

(coś się nie wydarzyło). Druga to korektury proporcji, przesunięcia istniejących stosunków

sił – w miejsce siły zwycięskiej, dominującej, ekspansywnej (państwo, system 

ideologiczny czy religijny) podstawia się inną, zwykle drugą w kolejności, konkurencyjną 

siłę. Inną strategią jest tzw. personalna alternatywa, a więc zamiana jednej postaci 

historycznej inną. Można również dokonać przegrupowania czynników historycznych pod 

względem miejsca i czasu, a więc założyć, że dane zjawisko czy zdarzenie zaistniało w 

innej lokalizacji geograficznej niż oryginalna, albo że ów fakt nastąpił wcześniej lub 

później niż w rzeczywistości. Piąta strategia polega na konstruowaniu analogii z innymi 

wydarzeniami historycznymi (Demandt, 1999, 50-74).

Historie alternatywne, konkluduje Demandt, pogłębiają refleksję historyczną, poszerzają 

krąg spraw, nad którymi się zastanawiamy:

„Fantazja historyczna pozwala wyrwać się z okowów rzeczywistości ku swobodzie myśli. 

To, co realne, okazuje się po prostu próbką tego, co da się zasadniczo zrealizować, jawi się

background image

jako przypadkowy los wyciągnięty z urny bezcennego skarbca przeznaczenia, jako 

przesłanie z wyższego świata, do którego możemy zajrzeć jedynie przez wąską szparę 

uchylonych drzwi tego, co dane. Spoczywające w tym świecie nie urzeczywistnione 

możliwości możemy wprawdzie tylko przeczuwać, ale gdy krytycyzm każe nam oduczyć 

się tych przeczuć, wtedy nasze rozumienie historii ubożeje o istotny wymiar. Pozbawiamy 

się w ten sposób możliwości – osiągniętej za cenę zmniejszenia ostrości oglądu, którą 

warto zapłacić – widzenia tego, co się wydarzyło, w szerszych ramach zdarzeń 

niedoszłych. Rzeczywistość tworzy wyspę, archipelag na oceanie Możliwego.” (Demandt, 

1999, 177)

Wobec historiozofii – „chaostoria” Nialla Fergusona

Jak już powiedzieliśmy, głównym powołaniem historii alternatywnych jest refleksja 

historiozoficzna. Symulacja potencjalnych ścieżek historycznego rozwoju pomaga 

zrozumieć mechanizmy dziejów i wydobyć na światło dzienne przyczyny i okoliczności 

rzeczywistych zdarzeń i zjawisk historycznych. Ale także sam rozwój myślenia 

kontrfaktycznego i historii alternatywnych jest rezultatem przewartościowań w obrębie 

historiozofii. Ramy refleksji o dziejach przeszły wielowiekową ewolucję, od wiary w 

Boską interwencję i predestynację, poprzez naukowy determinizm w wydaniu 

idealistycznym bądź materialistycznym, ku dowartościowaniu roli przypadku w procesie 

historycznym i koncepcji chaostory (Ferguson, 2011). Przyjrzyjmy się temu procesowi 

podążając za tokiem wywodu Nialla Fergusona.

Myśl historyczna tkwiła w okowach determinizmu od wieków. Wyobrażenia o czasie u 

społeczeństw pierwotnych i starożytnych sprowadzały się do cyklicznego rytmu natury, a 

człowieczym losem rządziło fatum, Fortuna, interwencja bogów. W światopoglądzie 

judeochrześcijańskim zrodziła się inna wizja czasu – nieodwracalnego, ciągłego, 

biegnącego w jednym kierunku oraz obiektywnego, ale także posiadającego swój kres i cel

(Radomski, 2009). Pojmowanie procesu dziejowego jako wypełnianie się Boskiego planu 

także było rodzajem historycznego determinizmu, choć teleologia i teofania nie 

eliminowały idei o wolności człowieka i możliwości podejmowania przez niego wyboru 

między różnymi decyzjami i kierunkami działań.

Między teologią chrześcijańską a nowożytnym determinizmem historycznym istnieje 

związek, choć nie bezpośredni. W samoświadomych racjonalistycznych filozofiach XVIII 

wieku idee postępu były zsekularyzowanymi adaptacjami doktryny chrześcijańskiej, a 

bazować miały na rzekomo empirycznych podstawach. W miejsce Boga wstawiono pisane

dużą literą pojęcia Rozumu czy Natury (Ferguson, 2011, 26). Nowożytny determinizm 

kształtował się pod wpływem rozwoju nauk przyrodniczych. Odkrycie przez Newtona 

background image

grawitacji i trzech praw dynamiki zamarkowało narodziny prawdziwie deterministycznej 

koncepcji wszechświata (Ferguson, 2011, 26). Nauka zdawała się eliminować 

przypadkowość ze świata fizycznego. Każdy obiekt czy działanie jawiło się jako 

zdeterminowane jakimś wyższym porządkiem. Hume pisał o „absolutnym 

przeznaczeniu/losie”, Leibnitz o „Boskiej kalkulacji”, Adam Smith o „Niewidzialnej 

Ręce”, która popycha ludzi do działania (Ferguson, 2011, 26-28). Najbardziej radykalny 

ówczesny determinista, Laplace, stworzył koncepcję „demona”, hipotetycznej istoty 

mającej kompletną wiedzę na temat położenia wszystkich cząsteczek elementarnych 

Wszechświata, tak w przeszłości, jak i w przyszłości (Laplace, 1840). Ograniczeniem dla 

koncepcji deterministycznych był czynnik ludzki i problem wolnej woli. Już Kartezjusz 

wspominał o niemożności stosowania kategorii materialistycznych do zachowań człowieka

i świata niematerialnego (Ferguson, 2011, 27). Czynili to jednak myśliciele 

osiemnastowieczni, jak np. Anne Robert Turgot i Nicolas Condorcet – twórcy teorii 

postępu (Concordet, 1957). Monteskiusz wiązał różnice kulturowe i polityczne między 

społecznościami z uwarunkowaniami przyrodniczo-klimatycznymi (Monteskiusz, 2003). 

Adam Smith dokonał analizy ekonomicznej społeczeństw w perspektywie cyklicznego 

historycznego procesu (Smith, 2013). Immanuel Kant z kolei, pozostawiał nieco miejsca 

dla ludzkiej autonomii, ale tylko w równoległym świecie noumenów, gdyż w świecie 

materialnym wszystko (nawet manifestacje woli w ludzkich działaniach) jest 

zdeterminowane przez uniwersalne prawa Natury (Kant, 2005).

Kulminacja tych tendencji nastąpiła w wieku dziewiętnastym, realizując się w całkowitym,

radykalnym determinizmie Hegla. Według niemieckiego filozofa rzeczywistość materialna

jest wytworem Rozumu, a historia stanowi zaprojektowany i racjonalny proces. Istnienie 

przypadku w procesie dziejowym jest zatem wykluczone. Wszystko, łącznie z ludzką 

arbitralnością, podporządkowane jest „wyższej konieczności”, która nie jest materialna, ale

nadnaturalna. Postęp historyczny dokonuje się poprzez rozwój Ducha dziejów: „Duch i 

bieg jego rozwoju są prawdziwą substancją historii”. Jednostki są tylko narzędziami 

historii, która rozgrywa się na wyższym planie i ponad moralnością. Bez względu na to, 

jak niesprawiedliwa może być historia w odczuciu jednostek, świat jest taki, jaki miał być 

(Hegel, 1958). Jak pisze Ferguson, Hegel dokonał zsekularyzowania predestynacji, 

przełożył kalwiński dogmat teologiczny na sferę historii – odtąd jednostki straciły kontrolę

nad swoim losem także na ziemi (Ferguson, 2011, 31).

Tymczasem współcześni Heglowi myśliciele oraz spadkobiercy jego koncepcji, 

dokonywali syntezy idealizmu z materializmem. W Wielkiej Brytanii David Ricardo 

formułował prawa odnoszące się do przemian w ekonomii politycznej (przy czym w jego 

background image

rozumieniu zmiany miały charakter cykliczny, a nie postępowy, zatem była to koncepcja 

raczej pesymistyczna) (Ricardo, 1957). We Francji August Comte twierdził, iż każda 

koncepcja czy dziedzina wiedzy przechodzi w powodzeniem trzy teoretyczne stadia: 

teologiczne, metafizyczne i naukowe, a Hipolit Taine głosił, iż wydarzenia historyczne 

determinuje triada: środowisko, rasa, moment dziejowy (Comte, 1865). Obaj bazowali na 

„empirycznych” metodach. Wśród dziewiętnastowiecznych filozofów zdarzały się 

odstępstwa od radykalnego determinizmu. Henry Thomas Buckle i John Stuart Mill 

uważali, że światem rządzą zarówno uniwersalne prawa jak i wola jednostek (Buckle, 

1897). Mill snuł nawet hipotezy kontrfaktyczne na potwierdzenie swoich przekonań o 

udziale pojedynczych postaci w kształtowaniu dziejów.

Zupełnie inne przekonanie patronowało Marksowi, który zaczerpnął od Hegla dialektykę 

oraz kompletne lekceważenie wolnej woli jednostek. Łącząc inspiracje heglowskie z 

ekonomią polityczną Ricarda stworzył koncepcję, według której historia jest procesem 

dialektycznym, kształtującym się na bazie konfliktów materialnych – walki klas (Marx, 

1867-1894). Z kolei rosyjski marksista Georgi Plekhanov zdawał się doceniać rolę 

charakteru, charyzmy postaci historycznych (rozważał scenariusze kontrfaktyczne), ale 

mimo to na pierwszym miejscu stawiał „wyższe konieczności” i procesy społeczne 

(Plekhanov, 1898).

Leopold von Ranke, twórca naukowej historiografii, był podejrzliwy wobec koncepcji 

deterministycznych, w tym sensie, że nie aprobował odgórnych, „wziętych z powietrza” 

założeń. Uważał, że fenomeny historyczne należy widzieć w ich właściwym kontekście. 

Postulował trzymanie się naukowych metod i badanie archiwów – tylko na tej podstawie 

można bowiem doszukiwać się uniwersalnych praw historii. Nie odrzucał zatem całkiem 

determinizmu, ale zmienił perspektywę: od szczegółu (fakty) do ogółu (formułowanie tez),

a nie odwrotnie. Rankego interesowało tylko to, co rzeczywiście się zdarzyło, zatem 

odrzucał myślenie kontrfaktyczne (Ferguson, 2011, 42-43).

Próby przezwyciężenia determinizmu pojawiły się u historyków z przełomu wieków, 

takich jak Herbert Fisher, John Bury i George Trevelyan (Fisher, 1936; Bury, 1930; 

Trevelyan, 1930). Fisher twierdził, ze należy docenić rolę przypadku i zdarzeń 

nieprzewidywalnych w historii. Bury w słynnym eseju Cleopatra’s Nose sformułował 

teorię „szansy” [chance] jako istotnej kolizji dwóch lub więcej niezależnych łańcuchów 

przyczynowych. Trevelyan uważał, że aplikowanie koncepcji deterministycznych do nauk 

o człowieku jest nieporozumieniem.

Całkowite odrzucenie przyczynowości stało się „modą” (jak pisze Ferguson) filozofii 

międzywojennej. Wiarę w przyczynowość pojmowano jako przesąd (Ludwig 

background image

Wittgenstein), relikt (Bertrand Russel), koncept obcy historii (Benedetto Croce). Oaekshott

twierdził, że sztywna koncepcja przyczyny i skutku jest nieistotna w historycznym 

wyjaśnianiu. Colingwood zwracał uwagę na fakt, iż teleologia jest tylko konstruktem, 

wynikającym z perspektywicznego spojrzenia historyków, piszących ze swojego „tu i 

teraz”. Nadal jednak nie ma tu mowy o myśleniu kontrfaktycznym (Ferguson, 2011, 50).

Francuska szkoła Annales (Braudel, 1969; Bloch, 1940) wytworzyła za to nowy rodzaj 

determinizmu. Uprawianie historii inspirowanej socjologią umniejszało wprawdzie 

kwestię przyczynowości, wynosząc struktury ponad wydarzenia i „długie trwanie” (long 

duree) ponad krótkotrwałe zmiany, ale jednocześnie ograniczało rolę przypadku i wolnej 

woli jednostek. Twórcy rozumianej holistycznie historii totalnej (Braudel, Bloch) 

priorytetyzowali długotrwałe procesy społeczne i czynniki geograficzne (geograficzny 

determinizm). Zakładali, że „trivia” przeszłości (działania i losy pojedynczych ludzi) stoją 

poniżej „wolnego i potężnego marszu historii” i ponadludzkich sił historycznych. 

Determinizm inspirowany socjologią był obecny także w myśli angloamerykańskiej 

(Lawrence Stone, Paul Kennedy) oraz powojennych Niemczech, gdzie pełnił rolę 

samousprawiedliwienia. Generalnie zaś można powiedzieć, że doprowadzał do tworzenia 

wielkich teorii (np. zunifikowanej teorii władzy, teorii katastrofy), które cechowały się 

dużym stopniem redukcjonizmu (Ferguson, 2011, 61-62).

Można powiedzieć, że zupełnie nowa jakość w myśli historiozoficznej pojawiła się pod 

wpływem załamania się determinizmu w naukach przyrodniczych. Ta tendencja ma swój 

początek w odkryciach Alberta Einsteina. Teoria względności, z której wynika między 

innymi teza o subiektywnym odczuciu czasu, pociągnęła za sobą szereg koncepcji 

eliminujących determinizm z naukowego wyjaśniania. Ogłoszona w 1926 roku zasada 

nieoznaczoności (indeterminizmu) Heisenberga podważyła przekonanie o możliwości 

dokonywania skutecznych pomiarów pewnych wielkości, nawet przy użyciu 

najdokładniejszych narzędzi, gdyż nieokreśloność wynika z samej natury rzeczywistości. 

Mechanika kwantowa może zatem jedynie przewidywać ilość możliwych rozwiązań i 

sugerować najbardziej prawdopodobne z nich. To odkrycie wprowadziło do nauki 

kategorię nieprzewidywalności. Następnie pojawiły się kolejne teorie wieloświata/światów

równoległych (Hugh Everett, Stephen Hawking, Michio Kaku), które wskazywały na 

niezdeterminowaną naturę przeszłości: „Nasz wszechświat nie jest po prostu jedną z 

możliwych historii, ale jedną z najbardziej prawdopodobnych … istnieje rodzina historii, 

które są bardziej prawdopodobne od innych” (Hawking, 1988, 137). Odejście od 

determinizmu można zaobserwować także w naukach biologicznych. Richard Dawkins w 

publikacji The Selfish Gene (Dawkins, 1989)zwrócił uwagę na przypadkowość procesów 

background image

ewolucyjnych. Ewolucję w dużym stopniu konstytuują pomyłki, które są reprodukowane 

dalej, co dowodzi, że nie jest to proces zaprojektowany czy zdeterminowany, ale w dużym 

stopniu przypomina loterię. Co więcej, przetrwanie lub wyginięcie danego gatunku, zależy

często od losowych wypadków, np. katastrof naturalnych, czego dowodzą dzieje 

prehistoryczne.

Przekonanie o nieprzewidywalności świata natury znalazło swoją realizację w teorii 

chaosu (Edward Lorenz, 1995), mającej zastosowanie w matematyce, fizyce, meteorologii 

czy ekonomii. Chaos jest tu rozumiany jako duża wrażliwość rozwiązań na dowolnie małe 

zaburzenie parametrów. Innymi słowy, nawet z pozoru niewielkie i mało istotne czynniki 

mogą, na zasadzie kumulacji, doprowadzić do poważnych skutków (zjawisko zwane 

potocznie „efektem motyla”). Teoria chaosu nie jest równoznaczna z wyeliminowaniem 

wszelkich reguł ze świata natury. Są one jednak na tyle złożone, że świat jawi się nam jako

chaotyczny i nieprzewidywalny.

Znaczenie teorii chaosu dla filozofii i historiozofii jest niebagatelne. Ta koncepcja 

pozwoliła pogodzić przyczynowość z przypadkowością: „Chaos – stochastyczne 

zachowanie w systemach deterministycznych – oznacza nieprzewidywalne rozwiązania, 

nawet gdy kolejne wydarzenia są połączone przyczynowo” (Ferguson, 2011, 79). 

Pośrednio dopuściła do refleksji historiozoficznej operacje kontrfaktyczne, które są 

„symulacjami bazującymi na kalkulacjach względnego prawdopodobieństwa możliwych 

rozwiązań w chaotycznym świecie” (Ferguson, 2011, 85). Z teorii chaosu i radykalnych 

przewartościowań kategorii przyczynowości w ostatnich dekadach Niall Ferguson 

wyprowadza nowy paradygmat w podejściu do historii – chaostory („chaotic theory of the 

past”), „historię wirtualną”, która ma stanowić „antidotum” na determinizm. Ferguson 

przekonuje, że ofiary wielkich konfliktów XX wieku to tak naprawdę ofiary fałszywych 

deterministycznych założeń, nieprzystających do chaotycznej, nieprzewidywalnej historii. 

Ferguson zarysowuje analogię między operacjami kontrfaktycznymi a sposobem 

argumentacji prawniczej. Wyobrażenie „co by było, gdyby” jest ważnym elementem oceny

danego czynu, zdarzenia, wprowadza niezbywalny element wartościujący (Ferguson, 2011,

82). Operacje kontrfaktyczne mogą więc być użytecznym narzędziem interpretacji 

przeszłości.

Analiza przypadku: Pakt Ribbentrop-Beck Piotra Zychowicza

Reprezentatywnym przykładem historiografii kontrfaktycznej na gruncie polskim jest 

publikacja Piotra Zychowicza Pakt Ribbentrop-Beck. Autor przekonuje w niej, że Józef 

Beck popełnił karygodny błąd wiążąc się sojuszem z Anglią i Francją i odrzucając 

propozycję niemiecką. Pakt Ribbentrop-Mołotow został bowiem podpisany dopiero gdy 

background image

złożoną przez Hitlera ofertę odrzucił Beck: „dla Polaków może to brzmieć szokująco, ale 

to właśnie ostatni szef dyplomacji II Rzeczypospolitej wepchnął Hitlera w objęcia Stalina, 

co skończyło się dla nas tak fatalnie” (Zychowicz, 2012, 25).

Zychowicz najpierw ukazuje w formie sfabularyzowanej opowieść o tym, jak Polacy 

wespół z Niemcami zdobywają Kreml, a następnie, w kolejnych rozdziałach buduje całą 

argumentację historyczną na poparcie koncepcji polsko-niemieckiego aliansu.

Choć przymierze z Rzeszą byłoby przykre i stanowiące ujmę dla prestiżu Polski, to jednak 

przyniosłoby kolosalne korzyści. Przede wszystkim zyskalibyśmy czas na odpowiednie 

przygotowanie i zbrojenia, gdyż Hitler planował w pierwszej kolejności uderzyć na 

państwa zachodnie. Dla Rzeczypospolitej wojna zaczęłaby się najprawdopodobniej 

dopiero w roku 1941. „Oznacza to – pisze Zychowicz – że obywatelom Rzeczypospolitej 

w okresie 1939-1941 nie spadłby włos z głowy. Przez prawie dwa lata, a więc jedną trzecią

całej wojny, w naszym kraju toczyłoby się normalne, niczym nie zakłócone, pokojowe 

życie” (Zychowicz, 2012, 27). Polska wkroczyłaby do wojny dopiero w drugim jej etapie. 

Przystąpienie do paktu antykominternowskiego i wspólna ofensywa wschodnia 

oznaczałaby walkę z jednym przeciwnikiem, a nie z dwoma. Polska byłaby stroną 

atakującą, toczącą walki na nie swoim terenie, przez co uniknęłaby zniszczeń i strat 

ludności cywilnej. Zwycięstwo nad Sowietami byłoby równoznaczne z pozbyciem się 

jednego śmiertelnego wroga, a ponadto przyniosłoby korzyści terytorialne. Z obietnic 

składanych Polsce przez Hermanna Göringa wynikało, że otrzymalibyśmy sowiecką 

Ukrainę i być może część Białorusi. Zychowicz stwierdza:

O ile Niemcy, z ich rasizmem i obłędnymi planami kolonizacji Wschodu w poszukiwaniu 

Lebensraumu, nie miały moralnego prawa do zaatakowania Związku Sowieckiego – Hitler

jedną dyktaturę chciał tylko zastąpić drugą – o tyle Polska takie prawo miała. Pod 

sowieckim jarzmem znajdowały się bowiem olbrzymie tereny Rzeczypospolitej. (…)

Wszystko to było naszą spuścizną i o wszystko to podczas drugiej wojny światowej 

mogliśmy się byli upomnieć i moglibyśmy o to walczyć. Ziemie te liczyły steki tysięcy 

kilometrów kwadratowych i zamieszkiwało je co najmniej kilkanaście milionów 

przedstawicieli narodów Rzeczypospolitej: Białorusinów, Ukraińców, Żydów, Rusinów, 

Tatarów, Karaimów i jeszcze tuzina innych. Samych Polaków mieszkało tam grubo ponad 

milion (…) (Zychowicz, 2012, 55).

Mogłaby wówczas ziścić się idea Piłsudskiego – stworzenie silnej federacji państw pod 

polskim przewodnictwem, złączonych wspólnymi interesami.

Wzmocnienie Polski mogłoby oczywiście w pewnym momencie wywołać obawy Hitlera i 

chęć zwasalizowania dotychczasowego partnera. Jednak na tym etapie wojny 

background image

Rzeczpospolita mogłaby zacząć prowadzić rozmowy z Zachodem i w decydującym 

momencie odwrócić się od niewygodnego sojusznika. Zmęczona walką na dwa fronty 

Rzesza ustąpiłaby – tak jak w rzeczywistości – przez ofensywą Zachodu (zwłaszcza, że do 

wojny włączyłyby się już Stany Zjednoczone dysponujące bombą atomową), a Polska 

posiadająca druga armię na kontynencie wbiłaby Niemcom nóż w plecy. W ten sposób 

wyszłaby z wojny zwycięska i silna, stając się krajem, z którym pozostałe musiałyby się 

liczyć.

Oczywiście nasuwa się tu pytanie o rozwiązanie kwestii żydowskiej, która prędzej czy 

później musiałaby się w relacjach koalicjantów pojawić. Zychowicz nie ma wątpliwości, 

że ludność żydowska w Polsce, paradoksalnie, zyskałaby na sojuszu polsko-niemieckim. 

Powołuje się przy tym na sytuację Żydów w państwach sprzymierzonych z Hitlerem, 

takich jak Rumunia czy Węgry, które najdłużej jak było to możliwe chroniły swoich 

Żydów przed wywózkami. Polska, nie będąc po okupacją, nie stałaby się terenem obozów 

koncentracyjnych i masowych egzekucji, co najwyżej wprowadziłaby pod naciskiem 

Hitlera antyżydowskie ustawodawstwo. Straty ludności żydowskiej zostałyby radykalnie 

zminimalizowane.

Według Zychowicza popularna i rozpowszechniona pozytywna ocena polityki Becka jako 

postawy honorowej w sytuacji braku wyboru i niehańbiącej narodu przymierzem z 

największym zbrodniarzem XX wieku obarczona jest prezentyzmem. Należy bowiem 

pamiętać, że w roku 1939 Hitler nie dokonał jeszcze swoich zbrodni. Był przywódcą, 

którego podejmowały wszystkie europejskie salony, a także budował bardzo dobre relacje 

z Polską. Jego postawa zmieniła się dopiero po odrzuceniu propozycji sojuszu. Zatem w 

momencie podejmowania decyzji Beck nie mógł kierować się względami moralnymi, ale 

wyłącznie politycznymi. Popełnił więc zwyczajny polityczny błąd, który dziś obrasta w 

afirmatywną ocenę, gdyż widziany jest przez pryzmat późniejszych zbrodni popełnionych 

przez Hitlera na Polakach. Gdyby jednak do sojuszu doszło, eksterminacja narodu 

polskiego prawdopodobnie w ogóle nie miałaby miejsca.

Zychowicz uważa, że mówienie o dyshonorze, jaki stałby się udziałem Polaków w sytuacji

sojuszu z Hitlerem jest niepoważne i należy do zestawu infantylnych przekonań o drugiej 

wojnie światowej jako walce dobra ze złem: „Dobro miały reprezentować demokracje 

zachodnie i ich sojusznicy, a zło Niemcy i ich sojusznicy” (Zychowicz, 2012, 113). 

Tymczasem druga wojna światowa była „konfliktem brudnych aliansów” jak choćby ten 

między koalicją zachodnią a Stalinem. Na argumenty wielu historyków i komentatorów, że

Polska przez sojusz z Hitlerem straciłaby w oczach Zachodu autor odpowiada ironicznie:

Znani z politycznej cnotliwości i wręcz fizycznego obrzydzenia wobec wchodzenia w 

background image

alianse z totalitarnymi dyktatorami, Brytyjczycy i Amerykanie już do końca straciliby 

swoje dobre zdanie o Polakach. Jak bowiem wiadomo, drugą wojnę światową toczyli 

wcale nie o swoje narodowe interesy, ale o wolność i demokrację. Toczyli ją w przymierzu

z takimi samymi jak oni bojownikami szlachetnej sprawy. Na czele z sympatycznym 

Wujkiem Joem. Znanym obrońcą praw człowieka z Europy Wschodniej. (Zychowicz, 

2012, 86)

Podstawową i niezaprzeczalną korzyścią płynącą z sojuszu z Niemcami byłoby ocalenie 

milionów ludzi (tzw. substancji biologicznej narodu) oraz zminimalizowanie strat 

materialnych. Józef Beck być może utraciłby honor wchodząc w koalicję z Hitlerem, ale 

zadbałby o interesy narodowe, co było jego główną powinnością. Przytoczmy szerzej 

argumentację Zychowicza dla lepszego zobrazowania tego problemu:

(…) zadaniem władz państwowych nie jest wcale obrona „narodowego honoru”, jak się 

zdawało Beckowi, władze państwowe nie maja też być nieskazitelnie czyste, prawe, 

cnotliwe i przyzwoite. Władze państwowe maja walczyć o interes narodowy. Robić 

wszystko, by zapewnić swojemu państwu i swoim obywatelom bezpieczeństwo.

Świetnie to rozumieją inne narody europejskie, zwłaszcza Niemcy i Francuzi, a już 

szczególnie Brytyjczycy. Słabo rozumieją to Polacy. Jeszcze raz przytoczę tu słowa 

Winstona Churchilla, które stały się mottem tej książki: „Polacy mają wszelkie przymioty 

oprócz zmysłu politycznego”. To przecież brytyjscy dyplomaci najbardziej dziwili się 

Beckowi, gdy przyjął złożoną przez nich ofertę sojuszu i zdecydował się na konfrontację z 

III Rzeszą. Otwarcie przyznawali, że oni nigdy nie zrobiliby czegoś tak lekkomyślnego.

Niech więc będzie i tak, że sojusz z III Rzeszą oznaczałby dla nas hańbę. Proszę 

wybaczyć, ale „zhańbienie” Polski przez pułkownika Józefa Becka i marszałka Edwarda 

Śmigłego-Rydza wydaje mi się dość małą ceną za uratowanie ojczyzny przed niszczącym 

sowiecko-niemieckim najazdem, olbrzymimi stratami w ludności, wymordowaniem elit, 

spustoszeniem kraju, utratą połowy terytorium i niepodległości na pół wieku. Lepiej było 

się „zhańbić” niż narazić naród i państwo na to wszystko.

Tak naprawdę jednak wydaje się, że ta „hańba” nie byłaby wcale znowu tak olbrzymia (…)

Przypomnijmy bowiem, że podczas drugiej wojny światowej Hitler wcale nie był 

osamotniony. Sprzymierzyły się z nim między innymi Włochy, Japonia, Węgry, Słowacja, 

Bułgaria, Finlandia, Chorwacja i Francja. Hiszpania, Irlandia i Szwecja zachowywały zaś 

przez kilka lat życzliwa wobec Rzeszy neutralność. W latach 1939-1941 aliantem Hitlera 

był zaś Związek Sowiecki.

U boku Niemców na froncie wschodnim bili się również: Łotysze, Estończycy, Ukraińcy, 

Rosjanie, Gruzini, Azerowie, Kozacy, Turkmeni, Hiszpanie, Belgowie, Holendrzy, 

background image

Norwegowie, Duńczycy i przedstawiciele tuzina innych nacji. Do tego trzeba dodać tak 

bardzo pogardzanych przez Polaków Czechów, którzy ustąpili Hitlerowi, poddali się bez 

jednego wystrzału i spokojnie – idąc na dość spore ustępstwa – przetrwali całą wojnę.

Część z tych państw nie tylko sprzymierzyła się z Hitlerem taktycznie, tak jak winna była 

sprzymierzyć się Polska, ale również ideologicznie. I co? I nic. Jakoś wcale nie są 

„zhańbione po wsze czasy”. Wcale nie są dziś pariasami społeczności międzynarodowej. 

Przeciwnie – funkcjonują w niej zupełnie normalnie. Należą do ONZ, UNESCO, NATO, 

UE, Rady Europy i dziesiątek innych szacownych organizacji.

Nie są poddawane międzynarodowemu ostracyzmowi. Nie płacą nikomu odszkodowań. 

Nikt im nie wypomina „brudnego aliansu” z Hitlerem. Mało tego, coraz mniej wypomina 

się to nawet Niemcom. Jeżeli zaś jakiś naród rzeczywiście stawiany jest obecnie pod 

pręgierzem za swoje rzekome winy z czasu drugiej wojny światowej, to są nim… Polacy. 

(Zychowicz, 2012, 111-112)

Symulacja Zychowicza przystaje do koncepcji tych historiozofów, którzy widzą siłę 

napędową historii w przypadkach (chance w rozumieniu Bury’ego), pojedynczych 

zdarzeniach i wyborach. Jedna decyzja jednego człowieka mogła odmienić los milionów – 

taka jest główna teza książki Pakt Ribbentrop-Beck. Należy jednak pamiętać, że trudne jest

logiczne uzasadnianie całego ciągu zdarzeń historii alternatywnej, gdyż dla każdego 

zdarzenia prawdziwego jak i wymyślonego istnieje wielość wariantów, a potencjalne 

możliwości mnożą się bez końca (Demandt, 1999, 14). Zatem wyjściowa dla symulacji 

Zychowicza zmiana polityki Becka stwarza kolejne rozgałęzienia, cały wachlarz zdarzeń 

zależnych od różnych czynników. Autorowi nie pozostaje nic innego jak tylko posługując 

się własną intuicją historyka, wybierać najbardziej prawdopodobne rozwiązania.

Zychowicz operuje w swojej pracy bogatą faktografią, statystykami, materiałami 

źródłowymi oraz wspiera się tezami innych historyków, takich jak Paweł Wieczorkiewicz 

czy Jerzy Łojek. Tekst jest obudowany retorycznie, przez co jego tezy zyskują na 

sugestywności. Autor, opowiadając się za Realpolitik, odwołuje się do 

zdroworozsądkowego światopoglądu, który silnie przemawia do czytelnika. Miejscami 

badacz zahacza o problematykę bieżącą, posługuje się anegdotą i ironią, ujawnia ładunek 

emocjonalny, co sprawia, że esej historyczny przechodzi w publicystykę. Podstawowym 

impulsem fundującym alternatywną wizję historii zdaje się być uczucie żalu, resentyment, 

niezadowolenie z aktualnej kondycji Polski i jej pozycji w Europie. Eseistyka 

kontrfaktyczna w jakiejś mierze zawsze pełni więc funkcje kompensacyjne i katartyczne.

Jednocześnie publikacja Zychowicza udowadnia, że historiografia kontrfaktyczna nie jest 

jedynie intelektualną rozrywką, „salonową grą” (Carr), „ekstrawagancją wyobraźni” 

background image

(Oakeshott), ale posiada niekwestionowalne walory poznawcze. Symulacja alternatywnego

biegu dziejów oświetla historię rzeczywistą, wydobywając mało znane fakty i zmuszając 

do zweryfikowania dotychczasowej wiedzy. Rewizji ulega interpretacja i ocena 

dziejowych wypadków. Zychowicz tropi ukryte zależności między zdarzeniami, dociera do

nieznanych bądź nieuświadomionych źródeł pewnych zjawisk, pozwala spojrzeć na nie 

bardziej wieloaspektowo. Dekonstruuje mity, narosłe w ciągu lat np. wokół kampanii 

wrześniowej, stanu polskiego wojska, zdolności przywódców czy zasług polityków. 

Ustawiając punkt widzenia w innym miejscu i przeprowadzając analizę politologiczną w 

warunkach symulacji, prowokuje czytelnika do myślenia o aktualnej rzeczywistości w 

kategoriach historycznych.

*

Historiografia kontrfaktyczna, choć często nie pozbawiona prezentyzmu, ideologicznego 

zdeterminowania, redukcjonizmu czy myślenia życzeniowego, stanowi jednak istotny 

wkład w refleksję historyczną. Cofnięcie dziejów do stanu niegotowości oraz spojrzenie na

pewne decyzje i wydarzenia w kategoriach potencjalności (a nie dokonanych faktów, które

prowadzą do znanych nam rozstrzygnięć), rozwija naszą wrażliwość spekulatywną i 

umiejętność wyciągania z historii wniosków na przyszłość. W tym sensie, paradoksalnie, 

historiografia kontrfaktyczna zdaje się najpełniej realizować główne powołanie historii 

jako nauczycielki życia. Źródeł fenomenu historiografii kontrfaktycznej należy upatrywać 

także w jej niezbywalnej kontrowersyjności – symulacja alternatywnego biegu dziejów 

wytrąca z utartych przekonań na temat przeszłości, odziera z mitów i stereotypów, do 

których przyzwyczaja pamięć zbiorowa i kulturowa, oraz nie jest „naszą” historią (tj. 

historią, której „produktem” jesteśmy my), ale jednocześnie otwiera nieznane, niezwykle 

intrygujące tereny refleksji, sprawiając, że pokusa spekulacji jest nie do odparcia.

Bibliografia:

1. F. Ankersmit, Pochwała subiektywności, [w:] Pamięć, etyka i historia, pod red. E. 

Domańskiej, Poznań 2002.

2. Bloch, Apologie pour l’Histoire, 1940.

3. F. Braudel, Ecrits sur l’Histoire, 1969.

4. H. T. Buckle, History of Civilisation in England, D. Appleton, 1897.

5. J. Bury, Selected Essays, ed. H. W. V. Temperley, Cambridge 1930.

6. A. Comte, Course de philosophie positive, 1830-1842.

7. A.N. Condorcet, Szkic obrazu postępu ducha ludzkiego poprzez dzieje, przeł. E. 

Hartleb, PWN 1957.

8. R. Dawkins, The Selfish Gene, Oxford 1989.

background image

9. A. Demandt, Historia niebyła, przeł. M. Skalska, Warszawa 1999.

10. E. Domańska, Historie niekonwencjonalne, Wyd. Poznańskie, Poznań 2006.

11. N. Ferguson, Virtual History: Towards a ‘chaotic’ theory of the past, [w:] tegoż, Virtual

History, Penguin Books, London 2011.

12. H. Fisher, A History of Europe, London 1936.

13. For Want of a Horse: Chance and Humour in History, ed. J. M. Merriman, Lexington 

1984.

14. M. Foucault, Wykład z 28 stycznia 1976, [w:] tegoż, Trzeba bronić społeczeństwa. 

Wykłady z College de France, 1976, przeł. M. Kowalska, Warszawa 1998.

15. S. Hawking, A Brief History of Time, London 1988.

16. G.W.F. Hegel, Wykłady z filozofii dziejów, przeł. A. Landman, PWN, Biblioteka 

Klasyków Filozofii, Warszawa 1958.

17. If I Had Been… Ten Historical Fantasies, ed. D. Snowman, London 1979.

18. K. Jenkins, Żyć w czasie, lecz poza historią, żyć w moralności, lecz poza etyką [w:] 

Pamięć, etyka i historia [w:] Pamięć, etyka i historia, pod red. E. Domańskiej, Poznań 

2002.

19. I. Kant, Rozprawy z filozofii historii, przeł. M. Żelazny, T. Kupś, D. Pakalski, A. 

Grzeliński, Wyd. Antyk, 2005.

20. Pierre Simon de Laplace, Essai philosophique sur les probabilities, Paris Bachelier, 

Paris 1840.

21. E. N. Lorenz, The Essence of Chaos, Taylor & Francis, 1995.

22. T. Lubelski, Historia niebyła kina PRL, Warszawa 2013.

23. K. Marx, Capital, vol. I-III, 1867-1894.

24. J. S. Mill, System of a Logic, Bk. VI, ch. 11, “Additional Elucidations of the Science of

History”, University Press of the Pacific, Honolulu, 2002.

25. K.L. Monteskiusz, O duchu praw, przeł. T. Boy-Żeleński, Wyd. Zielona Sowa, 2003.

26. More What If? Eminent Historians Imagine What Might Have Been, ed. Robert 

Cowley, New York, Putnam, 2001.

27. W. Orłowski, Stulecie chaosu: alternatywne dzieje XX wieku, Warszawa 2006;

28. J. Osica, A. Sowa, Alternatywna historia. Co by było, gdyby…, Warszawa 2005.

29. G. Plekhanov, On the Role of the Individual in History, 1898.

30. A. Radomski, (Nie)obecność pamięci historycznej w kulturze ponowoczesnej, [w:] 

Tradycja: wartości i przemiany, red. Jan Adamowski, Józef Styk, t. 1, wyd. UMCS, 2009.

31. Ch. Renouvier, Uchronie (l’utopie dans l’historie): Esquisse historique apocryphe du 

developpement de la civilisation europeene tel qu’il n’a pas ete, tel qu’il aurait pu etre, 

background image

Paris 1876.

32. D. Ricardo, Zasady ekonomii politycznej i opodatkowania, Wyd. PWN, 1957.

33. G. Rosenfeld, The World Hitler Never Made. Alternate History and The Memory of 

Nazism, Cambridge University Press, New York, 2005.

34. A. Smith, Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, t. I-II, przeł. S. Wolff, 

O. Einfeld, Z. Sadowski, A. Prejbisz, B. Jasińska, Wyd. Naukowe PWN, 2013.

35. J. C. Squire, If It Happened Otherwise: Lapses Into Imaginary History, London 1932.

36. Z. Szczerek, Rzeczpospolita Zwycięska, Warszawa 2013.

37. H. Taine, Philosophie de l’art, Paris 1865.

40. J. Topolski, Historia jako nauka po postmodernizmie, przeł. E. Domańska, [w:] 

Pamięć, etyka i historia, pod red. E. Domańskiej, Poznań 2002.

41. G. M. Trevelyan, If Napoleon had won the Battle of Waterloo, [w:] Clio, a Muse and 

Other Essays, London 1930.

42. A.R. Turgot, Réflexions sur la Formation et la Distribution des Richesses, 1769.

43. What If? The World’s Most Foremost Military Historians Imagine What Might Have 

Been, ed. R. Cowley, New York, Putnam, 1999;

44. What Ifs? of American History, ed. Robert Cowley, New York, Putnam, 1999;

45. H. White, Poetyka pisarstwa historycznego, Universitas, Kraków 2010.

46. P. Wieczorkiewicz, M. Urbański, A. Ekiert, Dylematy historii. Nos Kleopatry, czyli co 

by było, gdyby…, Warszawa 2004;

47. P. Zychowicz, Pakt Ribbentrop-Beck czyli Jak Polacy mogli u boku III Rzeszy 

pokonać Związek Sowiecki, Poznań 2012;

 

 

 

1

 Rozwój historiografii kontrfaktycznej następuje równolegle z rozwojem jej 

beletrystycznego odpowiednika – powieści z gatunku historii alternatywnej. Fakt 

wyłonienia się gatunku łączony jest zwykle z utworami: Lest Darkness Fall Lyona Sprague

de Campa (1941) lub Torpeda czasu Antoniego Słonimskiego (1924), a pełny rozkwit 

następuje w drugiej połowie XX wieku, kiedy powstają powieści: Bring The Jubilee Warda

Moore’a (1953), Człowiek z Wysokiego Zamku Phillipa K. Dicka (1962), The Iron 

Dream Normana Spinrada (1972), For Want of a Nail Roberta Sobela 

(197), Alteracja Kingsleya Amisa (1976) czy Vaterland Roberta Harrisa (1992). Na gruncie

polskiej literatury obserwujemy pełny rozwój gatunku dopiero od lat dziewięćdziesiątych. 

background image

Wśród najpopularniejszych utworów można wymienić następujące tytuły: M. Lepianka, I 

w następnym dniu (1996); E. Redliński, Krfotok, (1998); A. Bart, Pociąg do podróży, 

(1999); M. Wolski, Alterland, Warszawa 2005; D. Spychalski, Krzyżacki poker, Lublin 

2005; M. Mortka, Ragnarok 1940 (2007); J. Dukaj, Lód, (2007); M. Parowski, Burza. 

Ucieczka z Warszawy ’40 (2010); M. Wolski, Wallenrod (2010); M. Wolski, Jedna 

przegrana bitwa (2010); J. Inglot, Quietus(2010). Więcej na ten temat – zob. M. 

Górecka, (Nie)możliwe scenariusze, czyli o historiach alternatywnych w polskiej 

literaturze, „Akcent” 2013, nr 2; M. Górecka, Historie alternatywne w konwencji 

steampunk i cyberpunk – wariacje na temat powstania styczniowego w powieściach 

Konrada T. Lewandowskiego i Adama Przechrzty, „Acta Humana” 2013, nr 4; M. 

Górecka, Polityczne afiliacje fantastyki – historie alternatywne jako dyskurs ideologiczny, 

„Literaturoznawstwo” 2012-2013, nr 6-7.

 

2

 Zob. m.in. R. W. Fogel, Railways and American Economic Growth: Essays in 

Interpretative Econometric History, Baltimore 1964; D. N. McCloskey, The Economic 

History of Britain since 1700, Cambridge 1981; R. W. Fogel, S. L. Engerman, Time on the 

Cross: The Economics of American Negro Slavery, Boston 1974.

3

 Zob. M. Górecka, Filmoznawstwo kontrfaktyczne, czyli o pechowej trzynastce polskiej 

kinematografii, „Akcent” 2014, nr 1.