background image
background image

Salla Simukka

CZARNE JAK HEBAN

przełożyła Edyta Jurkiewicz-Rohrbacher

background image

Wszystkim, którzy kochają.

Wszystkim, którzy są samotni.

background image

Obserwowałem Cię.

Obserwowałem Cię, a Ty nie zdawałaś sobie z tego sprawy. Śledziłem każdy Twój

ruch i każde spojrzenie. Myślałaś, że nie rzucasz się w oczy, jesteś niezauważalna,

ale ja widziałem wszystko, co robisz.

Znam Cię lepiej niż ktokolwiek inny. Znam Cię lepiej niż Ty sama.

Wiem o Tobie wszystko.

 

background image

8 grudnia

PIĄTEK

background image

1

Spojrzenie obudziło Lumikki.

Pulsowało ciepłem. Było gorące. Paliło skórę i umysł. Lumikki znała te oczy

na  wylot.  Jasnoniebieskie,  w  odcieniu  lodu  i  wody,  i  nieba,  i  światła.  W  tej

chwili uśmiechały się, chociaż spojrzenie zachowywało powagę. Ręka uniosła

się,  by  pogłaskać  jej  włosy,  a  potem  powędrowała  po  policzku  i  delikatnie

popieściła  szyję.  Lumikki  czuła,  jak  pożądanie  przeszywa  brzuch  i  pełznie

w  dół.  Jego  atak  był  tak  silny,  że  nie  miała  pewności,  czy  odczuwa

oszałamiającą  rozkosz,  czy  nieznośny  ból.  Była  gotowa  w  jednej  sekundzie.

Liekki mógł z nią zrobić, co tylko chciał. Była otwarta na wszystko, dosłownie

na wszystko. Ufała mu bezgranicznie i wiedziała, że cokolwiek zrobi, będzie to

czysta przyjemność. Było im razem dobrze, ponieważ oboje chcieli dla drugiego

tylko  tego,  co  najlepsze.  Nie  satysfakcjonowało  ich  nic  nawet  odrobinę

gorszego.

Liekki delikatnie trzymał rękę na jej szyi, cały czas patrząc Lumikki prosto

w  oczy.  Dziewczyna  czuła  już  elektryzującą  wilgoć.  Jej  oddech  przyspieszył.

Puls na szyi walił pod palcami Liekkiego. Chłopak pochylił się nad nią i ustami

dotknął  jej  ust,  językiem  przesunął  kusząco  po  jej  dolnej  wardze,  odkładając

moment, w którym pocałunek zacznie się na dobre. Lumikki powstrzymywała

się,  by  nie  pochwycić  Liekkiego  obiema  rękami  i  łapczywie  nie  wessać  się

w  jego  usta.  Wreszcie  Liekki  przycisnął  mocniej  wargi  do  warg  Lumikki,  tak

nieodparcie, jak tylko on to potrafił. Wrzasnęłaby, gdyby była w stanie wydać

z  siebie  jakiś  odgłos.  Zamknęła  oczy  i  pomyślała,  że  się  poddaje,

bezwarunkowo.

Nagle  pocałunek  się  zmienił.  Stał  się  bardziej  miękki,  pieszczotliwy

i  badawczy.  To  już  nie  był  pocałunek  Liekkiego.  Lumikki  otworzyła  oczy,

a całujący odsunął się. Patrzyła mu prosto w oczy.

Należały do Sampsy.

– Ach, dzień dobry, Śpiąca Królewno – powiedział chłopak i nachylił się, by

znów pocałować Lumikki.

– Stary dowcip – wymamrotała i rozprostowała ręce, ponieważ poczuła, że

zdrętwiały.

– Ma przynajmniej sto lat.

Śmiech  Sampsy  brzęczał  na  szyi  dziewczyny.  Łaskotał  ją.  Sprawiał  jej

przyjemność.

–  W  gruncie  rzeczy  jest  jeszcze  starszy.  Perrault  napisał  własną  wersję

background image

w  siedemnastym  wieku,  a  bracia  Grimm  w  dziewiętnastym.  Ale  baśń

opowiadano sobie już dużo wcześniej. Z tym że w jednej z dawniejszych wersji

książę  wcale  nie  budził  królewny  pieszczotliwym  pocałunkiem,  tylko  mówiąc

bez  ogródek,  po  prostu  ją  zgwałcił.  Ale  królewna  spała  dalej,  obudziła  się

dopiero, gdy powiła bliźnięta, które...

Sampsa włożył rękę pod kołdrę i pieścił uda Lumikki, kierując się ku górze.

Miała coraz większe trudności z prowadzeniem rozmowy. Coraz ciężej było jej

opanować obudzoną we śnie żądzę.

–  Zachowaj  sobie  takie  prezentacje  do  szkoły  –  wyszeptał  Sampsa

i pocałował ją jeszcze namiętniej.

Lumikki nie myślała już o niczym innym, tylko o ustach i palcach Sampsy.

I nie miała powodu, by myśleć o czymś innym. Albo kimś innym.

Lumikki siedziała przy stole i oglądała plecy Sampsy, który przygotowywał dla

niej  w  kawiarce  espresso  i  jednocześnie  podgrzewał  mleko  na  kakao.  Miał

ładne,  umięśnione  i  budzące  zaufanie  plecy.  Kraciaste  spodnie  od  piżamy

zwisały mu na biodrach tak nisko, że widać było dwa dołki tuż nad pośladkami.

Lumikki powstrzymała się, by nie wcisnąć w nie kciuków.

Ciemnobrązowe  włosy  Sampsy  zmierzwiły  się  wesoło,  a  on  nucił  jakąś

piosenkę,  którą  ćwiczył  akurat  na  próbach  swojego  zespołu.  Vainio  tworzyli

nowoczesne aranżacje muzyki ludowej, a Sampsa był tam skrzypkiem i solistą.

Lumikki widziała ich występ dwa razy podczas szkolnych uroczystości. Muzyka

nie  trafiała  w  jej  gust,  ale  była  bardzo  rytmiczna,  wesoła  i  pełna  energii.

Najwyraźniej dobra w swoim gatunku.

Na  szybach  rozbryzgiwał  się  typowy  dla  początku  grudnia  deszcz  ze

śniegiem.  Lumikki  podkuliła  nogi  na  krześle,  oplotła  wokół  nich  ręce

i  przycisnęła  brodę  do  kolan.  W  którym  momencie  przeszła  do  porządku

dziennego  nad  tym,  że  w  kuchni  jej  żałośnie  małej  kawalerki  uwijał  się

rankami uroczy, półnagi chłopak?

Chyba  zaczęło  się  to  wraz  z  początkiem  semestru  zimowego  w  połowie

sierpnia.  No  może  nie  od  razu,  ponieważ  w  pierwszych  dniach  wszyscy,

dosłownie  wszyscy  chcieli  porozmawiać  z  Lumikki  i  dowiedzieć  się,  jak

w  Pradze  zapobiegła  zbiorowemu  samobójstwu  członków  sekty,  ratując  ich

z  płonącego  budynku.  Jak  to  było  być  bohaterką?  Jak  to  było  być  sławną?

Widzieć  swoje  zdjęcie  w  gazetach  ze  wszystkich  stron  świata?  Wiadomości

o historii z Pragi pojawiły się także w fińskich mediach. Wiele gazet chciało po

powrocie Lumikki przeprowadzić z nią wywiad. Ona jednak na żaden się nie

zgodziła.

Na  pytania  ciekawskich  kolegów  ze  szkoły  odpowiadała  półsłówkami,

background image

a kiedy przez dłuższy czas nic nie mogli z niej wyciągnąć, znudzili się wreszcie.

Wtedy  pojawił  się  Sampsa.  Od  początku  chodził  do  liceum  Lumikki.

Przemierzał te same korytarze, siedział w tych samych salach. Lumikki znała

go z widzenia, ale był dla niej po prostu jednym z wielu w tłumie.

Przysiadał się do niej na stołówce. Podchodził przed lekcjami, żeby pogadać,

i wracał ze szkoły tą samą trasą co ona. Aż do Rynku Głównego. Zachowywał

się, jakby była to najbardziej naturalna rzecz na świecie. Sampsa nie wdzierał

się  na  siłę  w  życie  Lumikki,  nie  naciskał  na  nią  i  nie  przytłaczał  jej.  Jeżeli

zauważył,  że  kończyła  się  naturalna  okazja  do  rozmowy,  nie  próbował  jej

sztucznie  przedłużać.  Nie  obrażał  się  z  powodu  niekiedy  niesympatycznych

odpowiedzi  Lumikki.  Po  prostu  rozmawiał  z  nią,  patrzył  na  nią  przyjaźnie

i  otwarcie,  był  obecny  i  potrafił  odejść,  zanim  atmosfera  stała  się  nie  do

zniesienia.

Wszystkie działania Sampsy mówiły: niczego od ciebie nie oczekuję. Niczego

od ciebie nie wymagam. Bądź taka, jaka jesteś. Jest mi po prostu miło w twoim

towarzystwie.  Moje  poczucie  wartości  nie  zależy  od  tego,  czy  się  do  mnie

uśmiechniesz, ale nie miałbym nic przeciwko, gdybyś to zrobiła.

Stopniowo  Lumikki  zauważyła,  że  nie  może  się  doczekać,  kiedy  zobaczy

Sampsę.  Ogarniała  ją  fala  ciepła,  kiedy  chłopak  siadał  koło  niej  i  patrzył  jej

w oczy – szczerze i wesoło. W żołądku Lumikki tańczyły małe, lekkie motyle,

kiedy ręka Sampsy natrafiała na jej rękę.

Zaczęli  się  spotykać  także  wieczorami.  Chodzili  na  długie  spacery,  do

kawiarni,  na  koncerty.  Lumikki  czuła  się  jak  piórko  poruszane  podmuchem

ciepłego wiatru, które przemieszcza się jedynie w chwilach i sytuacjach, które

wydają się naturalne i właściwe. Ramię w ramię z Sampsą. Nieco szarpany, ale

ciepły  pierwszy  pocałunek  w  ciemnościach  listopadowego  wieczoru.  Ręka

chłopca,  która  głaskała  jej  włosy  i  plecy,  kiedy  po  raz  pierwszy  u  niej  spał.

Sampsa był cierpliwy. Nie próbował jej nakłaniać do niczego, na co nie była

jeszcze gotowa.

A  potem  pewnej  nocy  Lumikki  była  gotowa.  I  wcale  nie  zaskoczyło  jej,  że

fizyczna  bliskość  Sampsy  była  równie  dobra  i  bezpieczna,  jak  wszystko  inne

w jego towarzystwie.

Na  początku  grudnia  oficjalnie  zostali  parą.  Lumikki  miała  wrażenie,  że

sprawy  układają  się  dokładnie  tak  jak  powinny.  Wreszcie  się  w  kimś

zakochała. Doszła do siebie po rozstaniu z Liekkim, chociaż zajęło jej to dobry

rok. Liekki całkowicie zniknął z życia Lumikki w momencie, kiedy poczuł, że

proces  fizycznej  zmiany  płci  z  dziewczyny  w  chłopaka  będzie  trudniejszy

i  bardziej  skomplikowany,  niż  przypuszczał.  Uważał,  że  nie  zniesie  wtedy

żadnego  towarzystwa,  nawet  ukochanej  Lumikki.  Jej  zaś  nie  pozostało  nic

background image

innego, jak tylko pogodzić się z jego decyzją, chociaż nigdy nie była w stanie

jej zaakceptować.

Ale teraz w jej kuchni był Sampsa, który przygotowywał kakao, nucąc sobie

pod  nosem,  podczas  gdy  ona  miała  ochotę  wycałować  każdy  kręg  jego

kręgosłupa.

Życie było tutaj. Życie było dobre.

Nie przeszkadzał jej nawet deszcz ze śniegiem uderzający w okna tak mocno,

jakby ktoś walił w szyby, próbując się wedrzeć do środka.

background image

2

Był sobie klucz.

Metalowy,  mieszczący  się  w  dłoni.  Jego  główkę  zręcznie  uformowano

w kształt serca. Odlano go w roku 1898. Wtedy powstał też kuferek z zamkiem,

do którego klucz pasował. Przez lata powierzchnia klucza zrobiła się błyszcząca

pod wpływem dotyku ludzkich rąk. Jako pierwszy trzymał go kowal, kiedy go

odlewał.  Potem  trafił  w  ręce  pierwszego  właściciela  kuferka.  Ten  ktoś  miał

siedmioro dzieci i wszystkie po kolei trzymały klucz. Dotknięto go wtedy tyle

razy, że nie można było na nim odróżnić poszczególnych odcisków palców.

Po raz ostatni klucz trzymano w rękach ponad piętnaście lat temu. Podawało

go  sobie  wiele  razy  na  przemian  dwoje  ludzi.  W  ich  dłoniach  wydawał  się

o wiele cięższy. A kiedy przekręcali go w zamku, czuli się, jakby ktoś przekręcał

ząbkowany,  ostry  nóż  w  ich  sercach.  Kiedy  klucza  dotknięto  po  raz  ostatni,

spadły na niego słone łzy.

A  potem  go  schowano.  Leżał  w  ukryciu  nieużywany,  z  roku  na  rok  coraz

bardziej poszarzały i pokryty kurzem.

Ale  nie  zapomniano  o  nim.  Na  świecie  było  dwoje  ludzi,  którzy  myśleli

o  kluczu  codziennie.  Odlano  go  w  ich  umysłach  i  piekł  ich  jak  rozgrzane  do

czerwoności  żelazo.  Jeżeli  byliby  w  stanie  swoimi  myślami  zapalić  w  kluczu

światło,  bijąca  z  niego  poświata  zdradzałaby  kryjówkę  już  z  odległości

kilometra.

Był sobie raz klucz, który leżał w ukryciu.

Lecz podobnie jak w baśniach, w prawdziwym życiu wszystko, co schowane,

chce zostać odnalezione.

Klucz czekał, by ktoś znów wziął go do ręki i otworzył nim kuferek. Czekał

cierpliwie, w miejscu, w milczeniu.

Już wkrótce miał nadejść jego czas.

background image

3

To  był  las  Lumikki.  Czarne  gałęzie  były  jak  cienie,  czarne  cienie  były  jak

gałęzie.  Korzenie  drzew  wiły  się  po  ziemi  niczym  węże,  a  potem  nurkowały,

tworząc pod powierzchnią rozległą, gęstą sieć, w której owijały się jedne wokół

drugich. Podziemne żyły różnych drzew splatały się ze sobą i zasysały te same

życiodajne  soki.  Korony  rysowały  mnóstwem  linii  mapę  z  licznymi  drogami,

biegnącymi w kierunku nieba, tak że światło ledwo mogło się przez ten gąszcz

przedostać. Gałęzie były niczym ramiona, pociągnięcia pędzlem i włosy. Jedne

cienkie jak papier, delikatne, inne grube, mocne i piękne.

Las stanowił grę cieni, taniec szarego światła i mgiełki, mieszaninę cichych

szeptów  i  westchnień,  które  sprawiały,  że  jeżyły  się  włoski  na  rękach.

Wszystkie  cienie,  zwierzęta  ze  snów,  cicho  skradające  się  bestie,  stwory

mieszkające  w  ciemnościach  gorąco  witały  tu  Lumikki.  Znów  była  wśród

swoich.

Ciemność  osiadała  dookoła  Lumikki  i  w  jej  wnętrzu,  jednocześnie  znajoma

i  obca.  Ona  zaś  biegła  przez  las  coraz  bardziej  wolna.  Oddychała  głęboko.

Wstążki  przytrzymujące  jej  włosy  opadły,  warkocze  rozplotły  się,  leśny  wiatr

wlatywał  jej  we  włosy  i  układał  je  na  własny  sposób.  W  kosmyki  wpadały

gałęzie i liście. Jedwabna suknia rozdarła się. Na skórze powstały zadrapania.

Czuła  zapach  błota  i  butwiejących  liści.  Jej  wzrok  wyostrzył  się  i  widziała

najmniejsze  ruchy  cieni.  Na  rękach  miała  krew  z  chwili  na  chwilę  coraz

ciemniejszą,  aż  w  końcu  czarną.  Nie  było  sensu  jej  zmywać.  Już  zawsze

pozostanie na rękach Lumikki, ponieważ jest drapieżnikiem, morderczynią.

To był las Lumikki. W jego ciemności było miejsce na namiętność i strach,

beznadzieję i radość. Jego powietrze napełniało jej płuca siłą. W objęciach lasu

nabierała  pełni.  Stawała  się  sobą.  Była  wolna.  Lumikki  położyła  się  wśród

korzeni i przycisnęła dłonie do mokrej ziemi. Pragnęła stać się częścią drzew,

stopić się z nimi, wedrzeć pod powierzchnię razem z korzeniami i dotrzeć do

serca  ziemi.  Las  wzdychał  i  tętnił  wokół  Lumikki,  jakby  bił  tylko  jednym

jedynym pulsem. Jej pulsem.

–  Doskonale!  Rytm  bicia  serca  świetnie  się  sprawdza  i  jest  idealnym

zakończeniem tej sceny.

Głos  Tinki  sprawił,  że  Lumikki  ocknęła  się  i  usiadła  na  podeście.  Miała

wrażenie, że właśnie obudziła się z głębokiego snu. Ten fragment sztuki zawsze

background image

tak na nią działał. Za bardzo wczuwała się w rolę i na chwilę zapominała, że

jest  na  scenie  w  małej,  licealnej  sali  na  próbie  przedstawienia  pod  tytułem

Czarne jabłko.

Wciąż  nie  była  przekonana,  czy  udział  w  tym  przedsięwzięciu  był  dobrym

pomysłem. To Sampsa ją do tego namówił.

– No weź, nowa interpretacja baśni o twojej imienniczce Królewnie Śnieżce!

Nie  możesz  tego  przegapić.  Ta  rola  jest  stworzona  dla  ciebie  –  powiedział

Sampsa i uśmiechnął się tak szczerze i wesoło, że Lumikki była gotowa zrobić

dla niego wszystko.

A  przynajmniej  wystąpić  w  przedstawieniu,  chociaż  myśl,  że  miała  zagrać

swoją  imienniczkę,  była  męcząca,  natrętna  i  nieprzyjemna.  Jednak  autorka

scenariusza Czarnego jabłka i zarazem reżyser przedstawienia Tinka przekonała

Lumikki już na pierwszych próbach, że tekst jest doskonały i wyjdzie im z tego

wspaniałe  widowisko.  Tinka  chodziła  do  liceum  artystycznego  dopiero  od

września,  ale  miała  dość  pewności  siebie,  by  kierować  nawet  o  dwa  lata

starszymi uczniami.

Codziennie inna fryzura i wymyślne stroje sprawiały, że z wyglądu idealnie

wpisywała  się  w  stereotyp  uczennicy  liceum  artystycznego.  Jednego  dnia

zdarzało  jej  się  przyjść  w  tiulowej  spódnicy  z  upiętym  fantazyjnie  rudym

kokiem,  drugiego  wkładała  ciężkie  buciory,  wytarte  dżinsy,  obszerną  bluzę

z kapturem, a włosy związywała w niedbały kucyk, natomiast trzeciego miała

na sobie trzyczęściowy garnitur i melonik całkiem zakrywający włosy. Jednak

Tinka nie starała się tą zmiennością na siłę wyróżnić ani niczego nie udawała.

Była  bezpośrednia,  twardo  stąpała  po  ziemi,  a  jej  determinacja  wzbudzała

u Lumikki szacunek.

Akcja Czarnego jabłka rozpoczynała się, gdy książę zobaczył leżącą w szklanej

trumnie  Śnieżkę  i  zapałał  gorącym  uczuciem  do  pięknej,  nieruchomej

niewiasty.  Trumna  została  przewieziona  do  jego  zamku,  ale  po  drodze  jeden

z  pachołków  się  potknął,  tak  że  trumna  zakołysała  się  i  kawałek  zatrutego

jabłka wypadł z przełyku królewny. Dzięki temu Śnieżka się obudziła. Do tego

miejsca  wątek  zgadzał  się  z  klasyczną  wersją  baśni.  Jednak  w  sztuce  Tinki

wybudzona z trującej śpiączki Lumikki nie była zachwycona rolą narzeczonej

księcia.  Zdążyła  się  już  przyzwyczaić  do  lasu,  jego  cieni  i  drapieżników.  Nie

chciała  być  królową  w  wielkim  pałacu,  której  usługiwano  i  która  nie  miała

własnego  życia.  Książę  wielbił  jedynie  jej  piękno  i  nie  interesowało  go

prawdziwe oblicze Lumikki.

Wersja  Tinki  wykazywała  silny  związek  z  ideologią  feministyczną,  ale  nie

była  nafaszerowana  manifestami  i  kazaniami.  Prezentowała  skrajne  emocje

background image

i  miała  skłaniać  do  refleksji.  Żaden  z  bohaterów  Czarnego  jabłka  nie  był

jednoznacznie  pozytywnym  charakterem.  Nawet  myśliwy,  który  próbował

uratować Lumikki, postępując w zgodzie z własną wolą.

Wszystkie  zmysły  Lumikki  wracały  powoli  do  realnego,  otaczającego  ją

świata. Otrząśnięcie się z finałowej sceny przedstawienia zajmowało jej wiele

czasu.  Ten  hipnotyczny  fragment  robił  wrażenie.  Lumikki  leżała  na  ziemi.

Światła  gasły.  Przez  moment  całą  salę  wypełniała  ciemność,  w  której  odgłos

bijącego  serca  niósł  się  coraz  głośniejszym  echem.  Chwilę  wcześniej  Lumikki

dowiedziała  się  o  śmierci  myśliwego  i  zabiła  księcia  ostrym,  srebrnym

grzebieniem.  Potem  uciekła  z  pałacu  z  powrotem  do  ukochanego  lasu,  do

ciemności, cieni i drapieżników.

Po pierwszej próbie z kompletnymi dekoracjami, z dźwiękiem i ze światłami

wszystkim  odjęło  mowę.  Spoglądali  tylko  po  sobie  z  niedowierzaniem,  jakby

pytając:  czy  wy  też  to  czuliście?  Czyżbyśmy  przez  chwilę  byli  zupełnie  gdzie

indziej?

–  Następna  próba  w  poniedziałek  wieczorem,  przed  nami  jeszcze  dużo

roboty. A niektórzy powinni lepiej nauczyć się swoich kwestii, żeby dialogi szły

jak po maśle.

Aleksi wzruszył ramionami i wyszedł z sali.

Sampsa natomiast podszedł do Lumikki i pogłaskał ją po plecach.

– Byłaś świetna. Po raz kolejny.

– Dzięki – odpowiedziała, sznurując glany.

Jej ręce nadal odrobinę się trzęsły.

–  Do  zobaczenia  pojutrze.  Muszę  lecieć,  bo  już  jestem  totalnie  spóźniony

i mama zaraz dostanie histerii.

Pocałował  Lumikki  w  czoło,  zarzucił  plecak  na  ramię  i  wyszedł.  Podczas

ostatnich  kilku  scen  zdążył  zdjąć  kostium  myśliwego  i  przygotować  się  do

wyjścia.  Jego  rodzina  miała  zwyczaj  spotykać  się  w  piątki  wieczorem  na

wspólną  kolację.  Przyjeżdżali  wtedy  także  dziadkowie  Sampsy  i  ciotka,  która

mieszkała w Tampere. Ta tradycja trwała już wiele lat i nie było mowy, aby

Sampsa mógł się od tego wymigać. Dwa razy zapraszał nawet Lumikki, ale jak

do  tej  pory  odmawiała.  Myśl,  że  wszyscy  przyglądaliby  się  jej  badawczo

i poddawali ocenie, nie należała do przyjemnych. Obiecała jednak przyjść do

Sampsy w niedzielę na kawę, kiedy w domu będą tylko jego rodzice i młodsza

siostra. Dla niej to i tak nie było proste.

Ciemna  szkoła  była  sennie  cicha,  kiedy  Lumikki  i  Tinka  schodziły  po

schodach do auli lustrzanej. Dziwnie wyglądały puste korytarze, kroki odbijały

się echem od ścian. W ciągu dnia kłębili się tutaj uczniowie, a poziom hałasu

znacznie przekraczał normy BHP.

background image

Tinka  na  głos  analizowała  niedociągnięcia  w  poszczególnych  scenach,  ale

Lumikki  nie  potrafiła  skoncentrować  się  na  jej  słowach.  Czy  udział

w przedstawieniu był błędem? Nie podobało jej się, że tak bardzo wczuwa się

w  rolę,  że  całkowicie  zapomina  o  otaczającej  ją  rzeczywistości.  Nie  grała

biegnącej lasem Śnieżki. Ona była biegnącą lasem Śnieżką. Czuła i wdychała

krew na swoich rękach. Ten puls był jej pulsem. Nie była przyzwyczajona do

takiej utraty samokontroli i napawało ją to strachem.

Tinka zauważyła, że Lumikki nie jest zbyt rozmowna, i kurtki zakładały już

w  ciszy.  Lumikki  owinęła  szyję  ogromnym,  wełnianym  szalem  w  kolorze

czerwonym, który zrobiła dla niej Elisa. Mimo że dziewczyna wyprowadziła się

z Tampere, wciąż utrzymywały kontakt. Szal Elisa przesłała pocztą. A jeszcze

zeszłej  zimy  Lumikki  nie  przypuszczała  nawet,  że  ta  dziewczyna  zostanie  jej

przyjaciółką.

Na  zewnątrz  padały  duże,  puszyste  płatki  śniegu,  które  roztapiały  się,  gdy

tylko dotknęły czarnej ziemi. Nie było nadziei, że grudzień już teraz stanie się

biały.

– Nawet jeżeli część tej imprezy jest jeszcze w powijakach, to ty nie. Jesteś

zabójcza – odezwała się Tinka, kiedy schodziły na dziedziniec szkoły.

A  potem  pomachała  ręką  i  pomaszerowała  w  przeciwnym  niż  Lumikki

kierunku. Zrobiła to tak szybko, że Lumikki nie zdążyła jej nawet pożegnać.

Glanami  rozgniatała  błoto,  kiedy  szła  ulicą  Hämeenkatu.  Nieco  dalej

widziała przed sobą idących chodnikiem nauczycieli psychologii i matematyki

ze  swojego  liceum,  którzy  także  wyszli  ze  szkoły  dopiero  teraz.  Pedagodzy

pracowali o tej porze roku do późna, po lekcjach sprawdzając jeszcze klasówki

i eseje. Część nie chciała zabierać pracy do domu i wolała zostawać w szkole do

wieczora.  W  pewnym  sensie  dziwnie  było  ich  widzieć  poza  szkołą,  kiedy

rozmawiali i śmiali się swobodnie. Lumikki cieszyła się, że jest daleko za nimi

i  nie  rozróżnia  poszczególnych  słów.  Uważała,  że  im  mniej  wie  o  ich  życiu

prywatnym, tym lepiej dla niej.

Podświetlony  kościół  Aleksandra  z  czerwonej  cegły  wznosił  się  trwały

i bezpiecznie znajomy. Panowała taka ciemność, że z chodnika nie było widać

nielicznych starych płyt nagrobnych znajdujących się w przykościelnym parku.

Na tle czarnych gałęzi drzew wielkie płatki śniegu przypominały pióra. Pióra,

które wypadły ze skrzydeł aniołów. Lumikki wcisnęła dłonie głębiej do kieszeni

kurtki i przyspieszyła kroku.

Jednak  w  lewej  kieszeni  coś  dziwnie  zaszeleściło,  coś,  czego  wcześniej  tam

nie  było.  Lumikki  wyjęła  złożoną  dwa  razy  na  pół  białą  kartkę  formatu  A4.

Powoli ją rozprostowała. Widniał na niej krótki, napisany na komputerze list.

Zatrzymała się pod latarnią, żeby go przeczytać.

background image

Moja Lumikki,
książę  Cię  nie  zna.  Ani  w  przedstawieniu,  ani  w  prawdziwym  życiu.  Ogląda  tylko
otaczającą  Cię  skorupę.  Widzi  tylko  część  Ciebie.  Ja  zaglądam  głębiej,  przenikam
Twoją duszę.
Masz krew na rękach, moja Lumikki. Wiesz o tym. I ja o tym wiem.
Widzę każdy Twój ruch.
Jeszcze się odezwę. I wiedz, że jeżeli opowiesz komukolwiek o moich wiadomościach,
choćby  jednej  osobie,  popłynie  mnóstwo  krwi.  Nikt  nie  przeżyje  premiery
przedstawienia.

Z wyrazami miłości,

Twój wielbiciel Cień

Lumikki  z  furią  wciągnęła  powietrze  do  płuc  i  podniosła  wzrok  znad  listu.

Kątem  oka  spostrzegła,  jak  coś  zafalowało  na  skraju  jej  pola  widzenia.  Coś

czarnego.

Ale  kiedy  spojrzała  w  tamtą  stronę,  nie  zobaczyła  nic  oprócz  długich,

ponurych cieni drzew.

background image

4

Alla kvällar lät prinsessan smeka sig.

Men den som smeker stillar blott sin egen hunger

och hennes längtan var en skygg mimosa,

en storögd saga inför verkligheten.

Nya smekningar fyllde hennes hjärta med bitter sötma

och hennes kropp med is, men hennes hjärta ville ännu mer.

Prinsessan kände kroppar, men hon sökte hjärtan;

hon hade aldrig sett ett annat hjärta än sitt eget.

Przez wszystkie wieczory księżniczka pozwalała się pieścić.

Ale ten, co ją pieścił, zaspokajał jedynie swój własny głód.

Jej tęsknota była płochliwą mimozą, wielkooką bajką wobec rzeczywistości.

Nowe pieszczoty napełniały jej serce gorzką słodyczą,

jej ciało – lodem, lecz jej serce pragnęło wciąż więcej.

Księżniczka poznawała ciała, szukała jednak serca;
nie widziała nigdy innego serca niż własne.

1

 

Lumikki czytała sobie po cichu wiersz Księżniczka. Uspokajał ją. Już tyle razy

czytała  wydany  pośmiertnie  tomik  Edith  Södergran  Kraj,  którego  nie  ma,  że

w  zasadzie  każdy  utwór  znała  na  pamięć.  A  przynajmniej  widząc  pierwsze

słowa, potrafiła każdy z nich dokończyć. Znajome wiersze były jak mantra. Ich

kojące  właściwości  opierały  się  na  tym,  że  słowa  przepływały  w  idealnej

kolejności, bez niespodzianek i zmian.

Po przeczytaniu listu Lumikki nie potrafiła pójść prosto do domu. Czy ktoś

naprawdę śledził każdy jej krok? Starała się nie dopuszczać do siebie strachu.

Najprawdopodobniej  wiadomość  była  głupim  dowcipem.  Czarnym  humorem.

Jakąś  gierką.  Ktoś  śmiał  się  w  tej  chwili,  będąc  przekonanym,  że  bardzo  ją

wystraszył, a wkrótce zdradzi jej prawdę. Dała się nabrać.

A  jeżeli  list  był  na  serio?  Jeśli  to  naprawdę  był  jakiś  prześladowca,

w dodatku gotów posunąć się do rozlewu krwi? Nie mogła zignorować listu, to

byłoby  zbyt  ryzykowne.  W  jej  życiu  wydarzyło  się  już  naprawdę  wiele  i  nie

miała wątpliwości, że natura człowieka wykazuje skłonność do złych czynów.

W  szkole  podstawowej  przez  lata  była  brutalnie  dręczona,  całkiem  niedawno

na  własne  oczy  przekonała  się,  do  jakiego  okrucieństwa  zdolni  są  ludzie

background image

zamieszani  w  międzynarodowy  przemysł  narkotykowy.  Latem  w  Pradze

widziała,  jak  jeden  człowiek,  przywódca  sekty,  podporządkował  sobie  grupę

ludzi i niemal doprowadził do zbiorowego samobójstwa.

Jeszcze  tylko  brakowało  mi  jakiegoś  szalonego  stalkera,  uśmiechnęła  się

gorzko Lumikki.

Głosy  wokół  niej  brzmiały  przyjemnie  cicho.  Spokojne  kroki,  szelest

przewracanych  kartek,  przytłumione  rozmowy,  z  których  nie  można  było  nic

zrozumieć.  Lumikki  wiedziała,  że  jeżeli  stanęłaby  przy  podstawie  któregoś  ze

wznoszących  się  pod  sufit  łuków  konstrukcyjnych,  mogłaby  usłyszeć,  o  czym

dyskutują  ludzie  po  drugiej  stronie,  chociaż  dźwięk  nie  rozchodził  się  na  tę

odległość.  Tak  Reima  i  Raili  Pietilowie  zaprojektowali  Metso,  Główną

Bibliotekę  Miejską.  Ale  Lumikki  nie  chciała  w  tej  chwili  słyszeć  żadnych

prywatnych  rozmów.  Pragnęła  pobyć  w  bibliotece  pod  osłoną  znanych,

bezpiecznych szmerów, wśród ludzi, a jednak samotnie, uspokoić się i nabrać

odwagi, żeby iść do domu. To dlatego zboczyła z drogi przy kościele i poszła do

odległego o dwie minuty piechotą Metso.

Lumikki  lubiła  zarówno  wnętrze,  jak  i  fasadę  pękatego  budynku.  Między

regałami  było  dość  miejsca  na  swobodną  przechadzkę,  ale  w  razie  potrzeby

można się było tutaj ukryć. W bibliotece znajdowały się okrągłe stoły i ustronne

miejsca, w których nikt nie przeszkadzał.

Lumikki miała ochotę wysłać Sampsie wiadomość, żeby po kolacji przyszedł

do niej na noc. Nieważne, jak późno. Ale nigdy wcześniej o nic takiego go nie

prosiła, więc na pewno bardzo by się dziwił. Lumikki musiałaby kłamać, a tego

akurat nie chciała.

Nie,  Lumikki  nie  miała  innego  wyjścia,  jak  wytrzymać  ten  wieczór  i  noc

samotnie.  A  potem  jak  najszybciej  ustalić,  kto  podrzucił  jej  list  do  kieszeni

kurtki. To również musiała zrobić sama.

Lumikki  sądziła,  że  już  nigdy  nie  będzie  tak  samotna  jak  wcześniej.  Ale

myliła  się.  Nagle  poczuła,  jak  znajoma  pustka  i  nicość  rozlewają  się  w  jej

wnętrzu. Ostatecznie zawsze zostawała sama. Wpatrywała się w strofy wiersza,

jednak nie miała sił, by czytać.

W tej samej chwili otoczył ją głęboki, cierpki zapach lasu iglastego i ciepła

ręka pogłaskała ją delikatnie po szyi.

–  Edith  Södergran.  Czy  to  przypadkiem  nie  jest  tak  trochę  nasz  wspólny

tomik?

Lumikki  wiedziała,  jeszcze  zanim  obejrzała  się  przez  ramię.  Była  pewna,

zanim usłyszała głos i słowa. Znała ten zapach i dotyk.

Liekki. Chłopak, którego imię po fińsku oznacza „płomień”.

Stał  bokiem  za  Lumikki.  Uśmiechał  się.  Prawdziwy.  Chyba  jeszcze  bardziej

background image

przypominał  chłopca  niż  półtora  roku  temu,  włosy  miał  krótsze,  jaśniejsze,

z jego postawy emanowały nowy spokój i pewność siebie, ale poza tym nic się

nie zmienił. Lodowato niebieskie oczy pozostały takie same i Lumikki zatonęła

w  nich  na  moment,  jakby  rozbiła  cieniusieńką  warstwę  lodu  i  zanurkowała

w przerębli.

Zalała ją fala emocji. Chciała paść Liekkiemu w objęcia, przylgnąć do niego

tak mocno, jak to możliwe, opowiedzieć wszystko o liście i strachu, i tym, co

stało  się  ponad  rok  temu,  i  wszystkich  tęsknotach,  pragnieniach,  snach  oraz

czarnych  myślach.  Chciała  poprosić  Liekkiego,  by  ją  ochronił,  uratował  od

samotności  i  zła.  Pragnęła  zabrać  go  do  siebie  do  domu,  ściągnąć  z  niego

ubranie,  ściągnąć  z  siebie  ubranie,  rzucić  je  bezładnie  na  podłogę

w  przedpokoju,  całować,  całować,  całować,  przycisnąć  każdy  centymetr

wygłodniałej  skóry  do  jego  skóry,  rozpalać  się  coraz  goręcej,  coraz  mocniej,

zapomnieć się, zapomnieć o całym świecie, zapomnieć, że ich dwoje to różne

byty,  bo  w  objęciach  byli  zjednoczeni,  tak  ze  sobą  zlani,  że  nie  było  granic,

a Lumikki chciała płonąć, płonąć, płonąć, przez jedną chwilę być tylko ogniem.

Przełknęła ślinę. Drżała. Nie potrafiła wydobyć z siebie głosu.

–  Miło  znów  się  spotkać  po  tak  długim  czasie.  Może  pójdziemy  na  kawę?

Chyba że się spieszysz? – zapytał Liekki jakby nigdy nic.

– Nie – wykrztusiła Lumikki.

– Świetnie. To co, kawiarnia na górze?

– Nie, miałam na myśli, że nie pójdziemy na kawę.

Liekki  popatrzył  na  nią  nieco  zdezorientowany,  ale  zaraz  uśmiechnął  się

znacząco.

– Możemy zrobić coś innego.

Lumikki odstawiła drżącymi rękami tomik poezji na półkę i wcisnęła czapkę

na głowę.

– Nie możemy. Spieszę się. Nie mogę się z tobą widzieć. W tej chwili.

Lumikki zdawała sobie sprawę, że wypowiada te słowa z przerwami, dysząc.

–  Okej.  No  to  innym  razem.  Masz  ten  sam  numer  telefonu?  Zadzwonię  do

ciebie albo napiszę.

Głos Liekkiego brzmiał ciepło i spokojnie.

Nie  rób  tego,  chciała  powiedzieć  Lumikki.  Tak  chciała.  A  jednocześnie  nie

chciała.

– Muszę już iść. Na razie.

Pragnęła  wybiec  z  biblioteki  jak  najszybciej  i  znaleźć  się  możliwie  jak

najdalej  od  Liekkiego.  Zmusiła  się  jednak  do  marszu.  Szła  energicznie,  lecz

spokojnie. Nie oglądała się za siebie.

Dopiero kiedy ochłonęła na świeżym powietrzu, dotarło do niej, że powinna

background image

oczywiście powiedzieć Liekkiemu, że ma chłopaka.

Nie zrobiła tego, ponieważ zanurkowawszy w paląco lodowatej wodzie jego

oczu, na chwilę zupełnie o tym zapomniała.

background image

Kocham Cię.

Łatwo to powiedzieć, trudniej naprawdę poczuć. Ale ja to czuję. Oddycham tymi

słowami  i  one  stają  się  częścią  mnie.  Powiem  je  Tobie  i  wtedy  staną  się  także

częścią Ciebie. Moja miłość przeniesie się na Ciebie. I sprawi, że będziesz błyszczeć

jeszcze piękniejsza, mocniejsza i bardziej promienna.

Dzięki mnie będziesz jaśniejsza niż najjaśniejsza gwiazda na niebie.

Cała  będziesz  moja.  Tak  jak  było  Ci  pisane.  Ponieważ  to  jest  Twoje  i  moje

przeznaczenie.

background image

9 grudnia

SOBOTA

background image

5

Siostra, siostra, siostra, siostra.

To  jedno  słowo  kołatało  się  w  głowie  Lumikki  za  każdym  razem,  kiedy

odwiedzała  rodziców  w  Riihimäki.  Jednak  nigdy  nie  chciało  jej  przejść  przez

usta. Mama zrobiła na obiad lazanie z kozim serem, jedno z jej ulubionych dań,

ale tym razem potrawa wydawała się bez smaku. Lumikki czuła się, jakby ktoś

wyłączył  jej  w  głowie  ośrodek  odpowiedzialny  za  odczuwanie  przyjemności.

Jedzenie  stanowiło  jedynie  niezbędne  paliwo.  Nawet  na  kawę  nie  miała

ochoty.

Domyślała się, że to z powodu listu. Była przekonana, że ktoś tylko zabawia

się jej kosztem. Jednak wiadomość dręczyła ją i nie dawała o sobie zapomnieć.

Sprawiała, że kolory blakły, świat szarzał, a smaki traciły wyrazistość. Gdyby

tylko  zdołała  ustalić,  kto  był  nadawcą,  zemściłaby  się  w  cywilizowany,

aczkolwiek bezlitosny sposób.

W dodatku odwiedziny u rodziców przypomniały jej, że wciąż nie wiedziała,

czy naprawdę miała kiedyś siostrę. Wspomnienia, które odżyły latem w Pradze

dzięki  kłamstwom  Lenki,  wydawały  się  tak  bardzo  prawdziwe.  Lumikki  była

wtedy  przekonana  o  istnieniu  siostry.  Jednak  po  powrocie  do  Finlandii

przestała  być  tego  pewna.  Myślała,  że  jak  tylko  dotrze  do  domu,  zażąda  od

rodziców natychmiastowych wyjaśnień, ale tak się nie stało.

Kiedy Lumikki opowiadała mamie i tacie o Lence, nie napomknęła o tym, że

dziewczyna na początku podawała się za jej siostrę. Jesienią wymieniła z nią

kilka  e-maili.  Lenka  zaczęła  się  samodzielnie  uczyć  matematyki,  chemii

i biologii. Chciała studiować medycynę. Wspomniała też, że nie wyprowadziła

się od Jiřiego, ponieważ wspólne mieszkanie odpowiadało im obojgu.Jiři dostał

pracę w lokalnej gazecie. Lumikki odniosła wrażenie, że odkąd razem z Jiřim

uratowali  Lenkę  z  płonącego  budynku,  mężczyzna  pragnął  się  o  nią

zatroszczyć. To była dobra wiadomość.

Czasem  Lenka  podpisywała  swoje  wiadomości  jako  „Twoja  duchowa

siostra”.  Słowo  „siostra”  wypełniało  myśli  Lumikki.  Jednak  nie  wypowiadała

go na głos.

Dlaczego? Czy nie byłoby prościej zwyczajnie o tym porozmawiać? Lumikki

nie  wiedziała,  co  ją  przed  tym  powstrzymuje.  Może  wynikało  to  z  troski

i  powagi  rodziców,  z  tego,  jak  ciepło  i  z  jak  wielką  miłością  traktowali  ją,

odkąd wróciła z Pragi? Lumikki czuła, że przesłuchanie byłoby nie na miejscu.

Wycieczka  taty  do  Pragi  sprzed  lat  była  całkowicie  przypadkowa

background image

i  najwyraźniej  nie  miała  żadnego  związku  z  tym,  co  podejrzewała  Lumikki,

dlatego też nie podejmowała więcej tego tematu.

Prawdę mówiąc, cieszyło ją to ciepło. Nie chciała go zniszczyć, pytając o coś,

co  mogło  być  jedynie  jej  urojeniem.  Człowiek  potrafi  chyba  wymyślić

wspomnienia, jeżeli tylko bardzo tego chce.

Dni  zmieniały  się  w  tygodnie,  potem  w  miesiące.  W  końcu  Lumikki

stwierdziła, że zaprzepaściła szansę na poruszenie tego tematu. Powiew troski

ze  strony  rodziców  ustał  i  wszyscy  troje  wrócili  do  swoich  starych  ról.

Rozmawiali  o  zwykłych  sprawach,  utrzymywali  ze  sobą  tylko  niezbędne  dla

zachowania  pozorów  normalności  minimum  kontaktu  i  starali  się  unikać

krępujących  chwil  milczenia,  których  przy  okazji  na  przykład  sobotniego

obiadu zdarzało się mnóstwo.

– Może chcesz dokładkę? – zapytała matka, zapełniając jeden moment ciszy.

– Nie, dziękuję – odpowiedziała Lumikki. – Mogę obejrzeć stare zdjęcia?

– Znowu? – Ojciec się zdziwił. – Nie mamy nic oprócz tego, co już widziałaś.

– Pomyślałam, że mogłabym coś z nich zrobić na plastyce – wytłumaczyła.

–  Nastawię  kawę  –  powiedziała  matka  i  zaczęła  zbierać  talerze  nieco

przesadnie energicznymi ruchami.

Lumikki usadowiła się z albumem na kanapie w salonie i powoli przewracała

strony.  Wszystkie  fotografie  znała  na  pamięć.  Oglądała  je  już  wiele  razy,

szczególnie tej jesieni. Szukała na nich jakiegoś klucza.

Było tam zdjęcie ślubne rodziców, trochę fotografii z domku letniskowego na

Wyspach  Alandzkich,  dwa  nieostre  ujęcia  ich  domu  w  Port  Arthur  w  Turku,

z  którego  przeprowadzili  się  do  Riihimäki,  kiedy  Lumikki  miała  cztery  lata.

Dom pamiętała jak przez mgłę – dwupiętrowy, idylliczny, drewniany. Dziwne,

że zamienili go na takie tanie mieszkanie. Za cenę tamtego można było kupić

nowy, duży dom w Riihimäki. Najwyraźniej istniały jakieś kwestie finansowe,

o których Lumikki nigdy nie mówiono.

– Dlaczego wyprowadziliśmy się z Turku? – zapytała.

Zatopiony w lekturze gazety ojciec ocknął się i podrapał w czoło.

– Z powodu pracy.

Lumikki uznała, że to dziwny argument. Tata zawsze dużo jeździł, najczęściej

do Helsinek. Mamie natomiast, która była bibliotekarką, chyba łatwiej byłoby

znaleźć  zajęcie  w  Turku  niż  w  Riihimäki.  Ale  Lumikki  wolała  już  o  nic  nie

pytać.

Dziwiła ją też tak mała liczba zdjęć. Miała wrażenie, że z każdego roku jej

życia pozostały tylko po dwie fotografie, i to nie najlepszej jakości. Nie to, żeby

spodziewała się setek ujęć z okresu niemowlęctwa. Dopiero ostatnio pojawiła

się  moda,  aby  uwieczniać  nowo  narodzone  dzieci  na  tysiącach  ujęć.  Jednak

background image

taka  garstka  zdjęć  budziła  podejrzenia.  Lumikki  widziała  w  domach

rówieśników  całe  albumy  wypełnione  fotografiami  z  dzieciństwa,  o  wiele

grubsze. Może ojciec i matka nigdy nie interesowali się fotografią. A może po

prostu nie chcieli fotografować Lumikki.

Jedno zdjęcie przykuło uwagę Lumikki na dłużej. Miała na nim siedem lat.

Siedziała  przed  szkołą.  Była  zima.  Przypomniała  sobie,  jak  matka  koniecznie

chciała jej zrobić zdjęcie przy okazji odprowadzania na lekcje.

– No uśmiechnij się choć trochę! – zachęcała córkę.

Jednak  na  fotografii  Lumikki  patrzy  w  obiektyw  poważna,  bez  cienia

uśmiechu.  Po  prostu  na  szkolnym  dziedzińcu  nie  było  jej  wesoło.  Tej  zimy

zaczęło się jej dręczenie w szkole i Lumikki nienawidziła każdego dnia, kiedy

musiała  tam  iść.  Patrzyła  na  zdjęcie  i  wiedziała,  że  za  buntowniczym

spojrzeniem krył się przejmujący strach.

Lumikki nie chciała, żeby to spojrzenie jeszcze kiedykolwiek zagościło w jej

oczach. Jednak ostatnio zbyt często widywała je w lustrze.

Zamknęła album. Dzisiaj nie powie jej już nic nowego. Nie zdradzi tajemnic

ukrytych w przeszłości.

Po kawie matka zapytała Lumikki:

– Zostaniesz na saunę?

Pytanie  padło  raczej  z  grzeczności  niż  jako  szczere  zaproszenie.  Po  prostu

wypadało je zadać.

– Nie. Mam dużo zadane – odpowiedziała Lumikki, dokładnie tak, jak tego

od niej oczekiwano.

Po  drodze  na  stację  Lumikki  mijała  swoją  starą  szkołę.  Widok  budynku

i  dziedzińca  sprawiał  zawsze,  że  w  ustach  czuła  smak  żelaza.  To  tu  musiała

znosić  najgorszą  przemoc  i  upokorzenie.  Uderzenia  i  krzyki.  Izolację.

Kłamstwa,  przez  które  przychodziła  do  szkoły  spóźniona,  przynosiła  nie  ten

strój na WF, odrabiała nie te zadania. Starała się uważać i wierzyć tylko w to,

co  usłyszała  bezpośrednio  od  nauczycieli.  Mimo  to  wiele  razy  ją  oszukano.

Łatwo było fałszować wiadomości i wciągać innych w intrygi.

Równie  okropne  było  wspomnienie  tego,  jak  w  końcu  przeciwstawiła  się

swoim prześladowczyniom, Annie-Sofii i Vanessie, i rozpoczęła fizyczną walkę.

Wściekłość. Utrata kontroli. Chęć odebrania im życia.

Potem Lumikki sama już nie wiedziała, czy bardziej boi się dręczycielek, czy

samej siebie. Przerażało ją prag-nienie, by wydrzeć z drugiego człowieka ducha

tylko po to, żeby zakończyć własne piekło. Lumikki nie była dumna ze swoich

emocji,  ale  też  nie  próbowała  się  ich  wypierać.  Dlatego  chciała  nauczyć  się

samokontroli i opanowania. Nie zamierzała już nigdy dać sobie wejść na głowę

background image

ani działać pod wpływem nienawiści.

I tego Lumikki starała się w życiu trzymać. Choć nie zawsze przychodziło jej

to z łatwością.

Niewiele  jasnych  wspomnień  wiązało  się  z  Riihimäki.  Jednym  z  nich  był

teatr  miejski,  gdzie  jako  dziewięciolatka  oglądała  spektakl.  Tytuł

przedstawienia  wyleciał  jej  z  głowy,  ale  to  nie  miało  znaczenia.  Uwielbiała

zapach  na  widowni,  cichnące  szepty  i  tę  krótką  chwilę,  gdy  gasły  światła,

a przedstawienie jeszcze się nie zaczęło. Podniecenie i oczekiwanie, kiedy nic

nie jest pewne i wszystko możliwe.

Siedziała  w  pierwszym  rzędzie  i  musiała  odchylać  głowę  do  tyłu,  żeby

wszystko  dobrze  widzieć.  Aktorzy  byli  bardzo  blisko.  Widziała  najdrobniejsze

zmiany w ich spojrzeniach.

Pamiętała,  że  jedna  ciemnowłosa  aktorka  tańczyła,  skakała  i  biegała  bez

najmniejszego  trudu,  z  wyjątkową  lekkością.  Rąbek  jej  niebieskozielonej

spódnicy  falował  niczym  morze.  Kiedy  znalazła  się  przy  krawędzi  sceny,

Lumikki zauważyła, że wystające spod spódnicy kolano jest owinięte bandażem

elastycznym.  Od  tej  chwili  Lumikki  jeszcze  uważniej  obserwowała  twarz

aktorki.  Pod  oszałamiającym  uśmiechem,  dźwięcznym  śmiechem  i  potokiem

słów  zauważyła  cień  bólu.  Każdemu  podskokowi  czy  tanecznemu  krokowi

towarzyszył grymas, tak delikatny, że ktoś, kto siedział choć odrobinę dalej, nie

mógł  go  zauważyć.  Jednak  Lumikki  widziała,  jak  oczy  aktorki  co  rusz  na

sekundę zasnuwała mgiełka.

Wpatrywała się w kobietę jak zaczarowana. Zapomniała o reszcie programu.

Fabuła  już  jej  nie  ciekawiła.  Patrzyła,  jak  mienią  się  szare  oczy  aktorki,

i myślała, że tak przecież też się zdarza. Można założyć maskę, pod którą inni

nic nie zobaczą. Ból można ukryć.

Radosny taniec i śmiech wypełniający scenę niczym kwitnąca jabłoń stał się

dla Lumikki symbolem ukrytej siły i mocy. Pomyślała, że w przyszłości chce być

taka  jak  ta  aktorka.  Mogłaby  wybrać  rolę  i  wejść  na  scenę  lub  pozostać  na

widowni. Mogłaby być, kimkolwiek zechce.

Z  okna  pociągu  wydawało  się,  że  w  grudniowe  popołudnie  ściemnia  się

jeszcze  szybciej  niż  zazwyczaj.  Było  szaro.  Tak  jak  przez  cały  październik,

listopad  i  początek  grudnia.  Nie  padał  śnieg  z  deszczem,  lecz  mżyło.  Ziemia

była czarna. Nagie gałęzie drzew były czarne. W oknie odbijała się Lumikki. Jej

oczy także wydawały się czarne.

Za  Toijala  Lumikki  poszła  do  toalety.  Wolała  nie  czekać  do  domu,  chociaż

nie  było  już  daleko.  Kiedy  wróciła  na  swoje  miejsce,  na  siedzeniu  znalazła

złożony  na  pół  arkusz  papieru  A4.  Rozejrzała  się  dookoła.  Była  sama

w wagonie. Pociąg właśnie stanął w Lempäälä.

background image

Rozłożyła kartkę i poczuła, że ręce jej drżą.

Moja Lumikki,

wiem,  jak  Ci  ciężko,  kiedy  mijasz  ten  budynek.  Wiem,  czego  tam  doświadczyłaś.
Czuję  z  tego  powodu  niepowstrzymaną  wściekłość.  Gdybyś  tylko  zapragnęła,
mógłbym  zadać  im  cierpienie.  Gdybyś  chciała,  mógłbym  malować  mury  ich  krwią.
Mógłbym  dokończyć  Twoje  dzieło  –  uprawnioną  zemstę.  Powiedz  tylko  słowo,  a  to
zrobię.

Znam ich imiona. To Anna-Sofia i Vanessa. Nie myśl, że rzucam słowa na wiatr.

A  skoro  mowa  o  imionach,  znam  jeszcze  kilka.  Ty  jesteś  jak  Śnieżka,  ale  czy
pamiętasz, że kiedyś była też dziewczynka podobna do Ruusunen, Śpiącej Królewny?
Zastanów  się.  Na  pewno  przypomnisz  sobie  jej  imię.  Pamiętasz  je,
w przeciwieństwie do wielu innych rzeczy.

Nie odstępuję Cię na krok.

Twój Cień

Lumikki poczuła, że ją mdli. Ktokolwiek podrzucił ten list, na pewno wysiadł

z pociągu w Lempäälä. Prześladowca idealnie to wszystko zorganizował.

Brzydziła ją myśl, że autor śledził ją aż do Riihimäki, pilnował, kiedy będzie

wracać  do  domu,  i  czekał,  aż  pójdzie  do  toalety.  Wszystko  tylko  po  to,  żeby

podrzucić jej anonimową wiadomość.

To nie był żart.

Nikt nie miał pojęcia o rzeczach, o których była mowa w liście. O pewnych

sprawach  Lumikki  nigdy  nikomu  nie  powiedziała.  Na  przykład  o  imionach

szkolnych dręczycielek.

Ręce trzęsły jej się tak bardzo, że ledwo utrzymywała w nich komórkę.

Na szczęście Sampsa odebrał natychmiast.

– Spotkamy się jeszcze dzisiaj? – spytała Lumikki, starając się nadać głosowi

beztroski ton.

– Nie.

Lumikki przełknęła ślinę.

– Dlaczego nie?

– Mam dzisiaj wieczorem próbę z zespołem, a teraz muszę wypełnić ważną

misję,  czyli  kupić  ci  prezent  gwiazdkowy.  –  Sampsa  roześmiał  się.  –  Musisz

wytrzymać do jutra.

background image

– Okej.

Lumikki  mogłaby  przedłużać  tę  rozmowę  w  nieskończoność,  byle  tylko

trzymać się ciepłego, bezpiecznego głosu Sampsy. Nie miała odwagi powiedzieć

nic, czym mogłaby zdradzić, że coś jest nie w porządku. Przez chwilę mówiła

więc po trochu o tym i o owym, opowiadała o planach urlopowych rodziców

i remoncie. Taka gadka szmatka, w którą nigdy nie chciało jej się bawić. Ale

Sampsa  się  spieszył  i  wkrótce  komórka  w  ręce  Lumikki  ucichła.  Dziewczyna

przyglądała się swojemu odbiciu w szybie.

W oczach widziała ten sam strach, który towarzyszył jej, gdy miała siedem

lat.

background image

6

Wszystkie  uderzenia,  ciosy  i  kopniaki  powinny  trafiać  przeciwnika,  istotnie

osłabiając  jego  zdolność  do  walki.  Wykonywanie  niepełnych  ruchów  nie  ma

sensu. Traci się na nie siłę, a nie pomagają w zwyciężeniu wroga.

Lumikki zacisnęła dłonie w pięści. Lewy, lewy, prawy. Prawy, prawy, lewy.

Pamiętaj o uniku. Cały czas się ruszaj.

Jak to się dzieje, że z nosa zaczyna lecieć krew, kiedy uderzy w niego pięść.

Jak  łamie  się  kość  jarzmowa.  Kiedy  wymierzyć  porządnego  kopniaka.  Nogi

uginają się pod przeciwnikiem. Upada. Jest zdany na twoją łaskę.

Nagle Lumikki poczuła, że już nie może. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa.

Inni  kontynuowali  zajęcia  z  combatu  przy  akompaniamencie  łoskoczącej

muzyki  i  krzykliwych  instrukcji  trenerki,  ale  Lumikki  nie  potrafiła  dłużej

wymierzać ciosów w stronę wyimaginowanego przeciwnika. Oczywiście to były

tylko  zajęcia  w  grupie,  gimnastyka  urozmaicona  elementami  sztuk  walki,  ale

akurat w tej chwili wydawały się zbyt realne.

Lumikki  miała  przed  oczami  Annę-Sofię  i  Vanessę,  które  leżały  w  śnieżnej

zaspie skatowane niemal na śmierć. Nie, nic takiego nie miało miejsca, to była

tylko  jej  wyobraźnia.  Czy  Cień  miał  rację?  Czy  wciąż  pragnęła  zemsty  na

swoich prześladowczyniach?

Lumikki miała nadzieję, że ćwiczenia oderwą ją od myśli o listach, ale tak się

nie stało. Muzyka łomotała na sali gimnastycznej. W powietrzu czuć było pot.

Niektórzy rzucali w stronę Lumikki poirytowane spojrzenia, kiedy tak stała bez

ruchu na środku sali, wspierając ręce na kolanach. Zejdź nam z drogi, mówiły

ich miny.

Gdy  Lumikki  odzyskała  wreszcie  czucie  w  nogach,  slalomem  ruszyła

w  kierunku  wyjścia.  Nawet  nie  próbowała  przepraszać,  gdy  wpadała  na

wymachujące  rękami  i  kopiące  powietrze  dziewczyny.  W  szatni  najpierw

poszła  do  toalety.  Ledwo  zdążyła  zamknąć  drzwi  i  podnieść  klapę,  kiedy

poczuła w ustach pierwszą falę mdłości. Mocno trzymała się krawędzi toalety,

zwracając  dwa  kawałki  lazanii  z  kozim  serem.  Jej  całe  ciało  drżało.  Nie

pamiętała, kiedy ostatnio zdarzyło jej się wymiotować. Czuła się tak strasznie,

jak kiedyś przed laty.

Pod prysznicem nikogo nie było. W oddali wciąż leciał podkład do combatu.

Udział  w  zajęciach  okazał  się  kiepskim  pomysłem.  Trzeba  było  wymyślić  coś

lepszego, żeby zająć umysł. Lumikki jeszcze długo stała pod strumieniem ciepłej

wody,  chociaż  mydło  i  szampon  już  dawno  spłynęły  z  włosów  i  ciała.  Dotyk

background image

wody był pieszczotą. Był jak objęcia, w których można się na moment schronić.

Last Christmas I gave you my heart

But the very next day you gave it away

This year to save me from tears

I’ll give it to someone special

Lumikki  próbowała  zlokalizować  głośniki  w  domu  towarowym.  Pragnęła

rozpalić je swoim spojrzeniem, żeby się popsuły, i tym sposobem położyć kres

koszmarowi  świątecznych  szlagierów.  Piosenka  grupy  Wham!  pochodziła

z  1984  roku.  Lumikki  wydawało  się,  że  czas  najwyższy,  aby  pochować  ją  na

cmentarzu upiornych hitów.

W  domu  towarowym  mieli  jednak  na  ten  temat  inne  zdanie.  Może

przeprowadzono  badania,  które  wykazały,  że  ludzie  wydają  więcej  pieniędzy

przy melodii Last Christmas. Zgorzkniałe złamane serce, ból, pragnienie zemsty

i myśl, że w tym roku podaruję gwiazdkowy prezent komuś wyjątkowemu, kto

będzie umiał to docenić. Coś pięknego. Coś drogiego. Dowiodę mojej miłości,

wydając dużo pieniędzy, żeby nikt nie miał wątpliwości co do autentyczności

mojego uczucia. A jednocześnie słodka nostalgia, bo zranione serce wciąż bije

dla tego, kto je złamał.

Now I know what a fool I’ve been

But if you kissed me now

I know you’d fool me again

Lumikki  nienawidziła  tej  piosenki.  Nienawidziła  świątecznej  atmosfery

w  domach  towarowych.  Wszystko  w  brokatowej  otoczce,  która  w  zamyśle

miała  być  śniegiem,  ale  w  rzeczywistości  przypominała  lukier.  Święta

w  domach  towarowych  to  święta  z  amerykańskich  komedii  romantycznych,

gdzie podczas kilku zimowych dni kondensują się przesłodzone szczęście, miłość

i  harmonia,  które  liczą  się  tylko  wtedy,  gdy  dekoracje  i  rekwizyty  są

w  porządku.  Kominek,  jemioła,  blask  złota,  sztuczny  śnieg,  góra  starannie

wybranych  prezentów,  idealna  wieczerza  wigilijna,  mięciutkie  skarpetki,

ręcznie robiona czekolada, kolędy, zapach cynamonu i imbiru, a wszystko tak

wspaniałe, że aż mdli.

Taką wizję świąt sprzedawały domy towarowe i Stockmann w Tampere nie

był tutaj wyjątkiem.

Bożonarodzeniowe  zakupy  były  dla  Lumikki  udręką.  Uważała,  że  są

background image

wyczerpujące,  udawane  i  zupełnie  niepotrzebne.  Wolała  dawać  prezenty

z potrzeby serca. Niezależnie od okazji. Obdarowywanie się na Gwiazdkę było

rytuałem, który należało wypełnić, ponieważ tak wypadało. Lumikki już teraz

czuła  skrępowanie,  jakie  będzie  towarzyszyć  chwili,  gdy  otrzyma  od  Sampsy

ładny,  długo  wybierany  i  przemyślany  prezent,  a  sama  da  mu  capnięty

w  ostatniej  chwili,  bezsensowny,  bezosobowy  podarek.  On  był  stworzony  do

kupowania i dawania prezentów, Lumikki zdążyła już to zauważyć. Dzięki jego

niesamowitemu  zmysłowi  otrzymała  już  idealny  naszyjnik  –  prosty,  srebrny

łańcuszek  z  małą,  czarną,  kamienną  zawieszką  –  najwspanialszy  na  świecie

pamiętnik  i  mitenki,  które  zakładała  zawsze,  gdy  przez  nieszczelne  okna  do

mieszkania wdzierał się zimny powiew.

Sampsa  miał  łatwość  wręczania  prezentów  i  nie  robił  przy  tym  ceregieli.

Dawał  je,  jak  zwykło  się  dawać  najlepsze  podarki,  nie  oczekując  żadnej

wzajemności.  Sprawiał,  że  obdarowywany  nie  czuł  ciężaru  wdzięczności  i  nie

miał poczucia winy. Lumikki bardzo to doceniała, ale wiedziała, że Gwiazdki

nie da się uniknąć.

Zresztą  akurat  teraz  czuła  potrzebę,  by  na  chwilę  znaleźć  się  wśród

jaskrawych  neonów  i  usłyszeć  męcząco  entuzjastyczne  piosenki.  Wyłączyć

wszelkie myśli o listach od prześladowcy. Nie wiedziała, co ma z nimi zrobić,

a ponieważ nie mogła znieść bezradności, wolała o całej sprawie zapomnieć.

Przynajmniej  na  moment.  Może  podświadomość  podsunie  jej  jakieś

rozwiązanie.

– Ale chłam, co nie? – skomentował jakiś głos za jej plecami.

Lumikki obróciła się i zobaczyła Tinkę i Aleksiego. Dziwnie było spotkać ich

razem w sobotę poza szkołą. Wydawało się, że tych dwoje zupełnie się ze sobą

nie dogaduje.

– Co za głupek chciałby na przykład coś takiego? – dziwił się Aleksi.

Palcem wskazał na coś, co było chyba dekoracją stołową i miało rzucający

się w oczy wielki napis „I LOVE YOU”, połyskujący na czerwono.

–  Pomyśl,  że  obudziłbyś  się  w  nocy,  słysząc  dzwonek  do  drzwi,  a  kiedy

poszedłbyś otworzyć, na klatce czekałoby to – drwiła Tinka. – Co za masakra.

Lumikki zadrżała.

–  Chyba  nie  kupię  tutaj  prezentów  –  powiedziała,  starając  się  brzmieć

naturalnie.

– Szukasz czegoś dla Sampsy? – spytała szybko Tinka.

Lumikki skinęła głową.

– Szczęściarz. Na pewno wybierzesz mu coś ładnego.

Lumikki odniosła wrażenie, że w uśmiechu Tinki był cień smutku. Nie miała

jednak czasu ani ochoty, by głębiej analizować tę kwestię.

background image

–  Udanych  zakupów!  –  życzyła  im,  po  czym  szybko  się  oddaliła,  zanim

zdążyli zaproponować jej wspólną rundkę po domu towarowym.

Lumikki  opuściła  dział  świąteczny  w  Stockmannie  i  zjechała  schodami

ruchomymi na parter. Liczyła na to, że znajdzie jakąś książkę dla Sampsy. To

okropne,  że  nie  rzucił  jej  się  w  oczy  żaden  tytuł,  który  mógłby  go

zainteresować.  Czyżby  nie  wiedziała,  co  lubi  jej  chłopak?  Wprost  nie  mogła

w to uwierzyć. Widocznie wszechobecna konsumpcja wywołała u niej blokadę.

Wszystko wydawało się nudne i nijakie.

Jej  ręka  ślizgała  się  nieuważnie  po  okładkach.  Żadna  z  nich  nie  szeptała

imienia Sampsy.

– Nie możemy tak wciąż na siebie wpadać.

Lumikki poczuła, jak w jednej chwili jeżą jej się włoski na skórze. Obok niej

stał Liekki.

– Już drugi raz w tak krótkim czasie. To musi być przeznaczenie. Może teraz

namówię cię na kawę?

Lumikki  patrzyła  w  śmiejące  się  oczy  Liekkiego  i  czuła,  że  kiwa  głową,

jeszcze zanim zdążyła zdecydować, czy zamierza się zgodzić.

background image

7

Dwie godziny i cztery duże kubki kawy później Lumikki zastanawiała się, kiedy

zleciał  ten  rok.  Miała  wrażenie,  że  ona  i  Liekki  kontynuują,  co  ostatnio

przerwali. No może nie do końca, może nie licząc tej bolesnej, rozdzierającej

chwili rozstania. Co przerwali trochę wcześniej, kiedy potok słów przepływał

między nimi swobodnie i naturalnie. Teraz tak samo siedzieli przy kuchennym

stole u Lumikki. Pili kawę. Rozmawiali.

–  Z  dnia  na  dzień  staję  się  szczęśliwszy  i  pełniejszy  –  powiedział  Liekki,

a  Lumikki,  widząc  jego  proste,  spokojne  spojrzenie,  wiedziała,  że  mówi

prawdę.

Liekki  mało  opowiadał  o  szczegółach  procesu  zmiany  płci,  a  Lumikki  nie

wypytywała. Szanowała jego decyzję, by podzielić się tylko tym, co sam uznał

za  stosowne.  Chodziło  przecież  o  ciało  Liekkiego,  o  jego  własną  fizyczną

egzystencję.

–  Całe  to  odosobnienie  było  mi  potrzebne.  Wytrzymałem,  ponieważ

samotność  mnie  wzmocniła.  Wiem,  że  potwornie  cię  zraniłem,  i  chciałbym

prosić, żebyś wybaczyła mi ból, który ci zadałem.

Wyznanie Liekkiego brzmiało szczerze i pogodnie. Jednak Lumikki nie była

w stanie nic na nie odpowiedzieć, nie znajdowała odpowiednich słów.

Zamiast  tego  opowiedziała  o  wydarzeniach  zeszłej  zimy  i  lata.

O  przestępstwach,  w  których  centrum  niechcący  się  znalazła,  o  zagrożeniu,

bliskości śmierci i ucieczce.

– Czytałem w gazecie o tej historii w Pradze. Coś niesamowitego – odezwał

się Liekki, kręcąc głową.

–  Najwyraźniej  mam  skłonności  do  pakowania  się  w  kłopoty.  –  Lumikki

spróbowała zażartować, ale nie potrafiła się przy tym uśmiechnąć.

Swoje zdenerwowanie ukryła, pociągając duży łyk kawy, która zdążyła już

nabrać temperatury pokojowej. Zawsze tak było. Kawa stygła w mgnieniu oka,

podczas gdy oni mieli sobie tyle do powiedzenia.

Lumikki  nie  przyznała  się  do  przeczucia,  że  miała  kiedyś  siostrę.  Nie

wspomniała  też  o  listach  od  prześladowcy.  Poczułaby  ulgę,  gdyby  mogła  się

z  kimś  podzielić  tym  wszystkim,  ale  nie  mogła  ryzykować,  że  Cień

urzeczywistni odmalowane w listach makabryczne wizje.

Widziała,  że  jej  opowieści  wywarły  na  Liekkim  wrażenie.  Wyczuła  też,  że

byłby gotów ją chronić w każdej sytuacji. Potem jego ręka zaczęła przesuwać

się po stole w stronę jej dłoni, gotowa w każdej chwili ją chwycić.

background image

– No i mam teraz chłopaka – dodała szybko.

Liekki szybko cofnął rękę i jak gdyby nigdy nic złapał kubek.

– To dobrze – powiedział z krzywym uśmiechem.

Lumikki  pospieszyła  z  informacjami  o  wszystkich  zaletach  Sampsy.  Liekki

słuchał spokojnie. Jego mina zdradzała, że według niego Sampsa nie odgrywa

żadnej  szczególnej  roli  w  życiu  Lumikki.  Nieco  ją  to  uraziło.  Czyżby  Liekki

wyobrażał  sobie,  że  może  tak  po  prostu  pojawić  się  w  jej  życiu  po  roku

nieobecności,  a  ona  przyjmie  go  z  otwartymi  ramionami  i  zapomni

o wszystkim, co się wydarzyło?

Jeżeli tak, to był to szczyt bezczelności. I w dodatku ten chłopak się grubo

mylił.

Liekki  wstał  po  szklankę  wody.  Potem  wrócił  do  stołu,  ale  zamiast  usiąść,

stanął  za  plecami  Lumikki,  położył  ręce  na  jej  ramionach  i  zaczął  ją

najzwyczajniej w świecie masować.

– Cała jesteś spięta – powiedział.

Lumikki  wymamrotała  coś  w  odpowiedzi.  Wiedziała,  że  powinna  poprosić

Liekkiego,  by  przestał.  Masaż  karku  i  ramion  to  w  zasadzie  niewinny  dotyk

dwojga  kumpli,  ale  oni  nie  byli  kumplami.  Nie  byli  wcześniej.  Po  prostu  nie

byli. I chyba nigdy nie będą.

Lumikki  nie  zaprotestowała  jednak,  bo  masaż  był  bardzo  przyjemny,  a  jej

ramiona spięte bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Znajome, wprawne ruchy

Liekkiego  rozluźniały  ją  i  sprawiały,  że  jej  krew  krążyła  lepiej  i  swobodniej,

a wrażenie ucisku puszczało. Ręce Liekkiego były ciepłe, a dotyk jednocześnie

miękki i zdecydowany. Nie ściskał, nie miażdżył, w żaden sposób nie zmuszał

mięśni  przemocą  do  poddania  się  jego  dłoniom.  Najpierw  masował  lekko,

potem  stopniowo  mocniej  i  głębiej.  Przy  bardziej  napiętych  miejscach

zatrzymywał się i rozgrzewał je palcami.

Nic nie mówili.

And the only solution was to stand and fight

And my body was bruised and I was set alight

But you came over me like some holy rite

And although I was burning, you’re the only light

Only if for a night

W  tle  grali  Florence  and  the  Machine.  Lumikki  żałowała,  że  wybrała  taką

muzykę. Wiedziała, co robi, włączając ją. Wiedziała, jaki to stworzy nastrój.

Dotyk  Liekkiego  przenosił  Lumikki  w  błogi,  senny  stan.  Na  chwilę  mogła

zapomnieć  o  wszystkim.  O  strachu.  Zdenerwowaniu.  Nie  musiała  myśleć

background image

o  niczym.  Z  jej  ramion  promieniowało  na  resztę  ciała  leniwe  rozluźnienie

i ciepło.

Nie miała pojęcia, ile czasu minęło. Ocknęła się dopiero wtedy, gdy masaż

zmienił  się  w  pieszczotę.  Liekki  głaskał  ją  czule  po  szyi,  a  każde  muśnięcie

wywoływało  dreszcz,  który  biegł  na  sam  dół  pleców.  Delikatność  powoli  się

rozpraszała. W Lumikki rozpalał się gorący płomień. Ręce Liekkiego pieściły jej

szyję, płatki uszu i wracały z powrotem na kark.

Gorący oddech na skórze Lumikki.

Ich ciała zbliżają się do siebie, oddechy przyspieszają, wargi spotykają się.

Ich dwoje pod prysznicem, naga, śliska skóra, wilgoć, mokro, plecy opierają

się o twardą kafelkową ścianę, po małym pomieszczeniu niesie się echo.

Ich dwoje na materacu Lumikki, szelest pościeli, dyszenie, zęby wbijają się

w ramię, niepowstrzymane krzyki.

Ich  dwoje  we  własnym  lesie,  dookoła  pachną  drzewa  iglaste,  oni  są

niewidoczni, ukryci wśród cieni, przywierają do siebie, zapominają się w sobie,

gdzieś daleko, daleko nad nimi widać między gałęziami, jak migoczą gwiazdy.

Lumikki ocknęła się z zamyślenia. Wstała prędko i odsunęła od Liekkiego.

– Musisz już iść.

Z  determinacją  spojrzała  na  niego  przez  ramię.  Nie  mogła  ryzykować

spojrzenia  prosto  w  oczy,  bo  już  by  chyba  nie  zdołała  wyrzucić  go

z mieszkania.

Liekki  o  nic  nie  pytał.  Spokojnie  przeszedł  do  przedpokoju  i  w  milczeniu

włożył kurtkę. Obrócił się jednak w drzwiach, uśmiechnął i powiedział:

–  Do  zobaczenia  wkrótce,  księżniczko.  Wiesz  o  tym.  Po  prostu  nie

wytrzymamy zbyt długo bez siebie.

A potem wyszedł, nie czekając na odpowiedź Lumikki.

Ona zaś stała, gapiąc się na drzwi. Wiedziała, że Liekki ma rację.

Wiele razy widziałem, jak nieprawdopodobnie okrutni potrafią być dla siebie ludzie.

Szczególnie w szkole. Dzieci i młodzież znajdują u innych słabe punkty i atakują je

bezlitośnie.  To  drapieżniki.  A  szkoła  to  miejsce  obławy  i  pole  bitwy.  Tylko

najsilniejsi wyjdą z tego cało.

Dlatego marzę, by urzeczywistnić moją groźbę.

Wszyscy oglądają przedstawienie.

Na sali jest cicho.

A potem scena wypełnia się krzykiem, krwią i ciałami. Panika. Zamknięte drzwi.

Później  kolej  na  publiczność.  Wszyscy,  jeden  po  drugim.  Nikt  nie  ucieknie.  Całą

salę pomaluję na czerwono.

Życie jest jedynie przelotnym cieniem; żałosnym aktorem, co przez godzinę

background image

puszy się i miota na scenie, po czym znika; opowieścią idioty pełną wrzasku
i wściekłości, a nie znaczącą nic.

2

 

Powinni  się  nauczyć,  że  najsilniejsi,  najokrutniejsi  i  najsprytniejsi  nie  są

niepokonani.  Powinni  się  tego  dowiedzieć  od  kogoś,  kto  nie  ma  skrupułów.

Przekonać się, na czym polega prawo życia i śmierci.

background image

10 grudnia 

NIEDZIELA

background image

8

Lumikki  była  zazdrosna.  Po  raz  pierwszy  w  życiu  dotarło  to  do  niej  tak

wyraźnie.  Wcześniej  wiele  razy  chciała  być  kimś  innym.  Kimś,  kto  nie  musi

w domu ukrywać siniaków na ciele ani ssać krwawiącej wargi, twierdząc, że się

poślizgnął  i  przewrócił.  Było  to  jednak  raczej  beznadziejne  pragnienie,  by

zmienić swoje życie, niż prawdziwa zazdrość.

Tata Sampsy postawił na stoliku do kawy całą górę naleśników.

– Niestety nie można ich określić jako najbardziej rasowe – powiedział.

–  Nikt  się  tego  nie  spodziewał,  skoro  podczas  smażenia  przez  cały  czas

zerkałeś  jednym  okiem  na  mecz  na  iPadzie  –  zauważyła  mama  Sampsy

i pogłaskała męża po ramieniu.

Młodsza siostra Sampsy, Saara, bujała się na krześle.

– Zamierzam zjeść całą kupę obleśników – oznajmiła gromko.

– Dobrze, że tylko kupę – powiedział Sampsa.

Mama Sampsy spojrzała na męża.

– Obleśników? Czy to ty ją tego nauczyłeś?

Tata Sampsy wzruszył niewinnie ramionami.

– Dzieci łapią wszystko, co usłyszą – stwierdził.

Lumikki  przysłuchiwała  się  speszona  tej  wymianie  zdań.  Nie  była

przyzwyczajona, że wszyscy w rodzinie docinają sobie wesoło i nieustannie się

śmieją.  Odnosiła  wrażenie,  że  nikomu  z  domowników  buzia  się  nie  zamyka.

Riposty leciały z każdej strony jak piłki, z których część spadała na ziemię, ale

nikomu to nie przeszkadzało. Wydawało się, że komunikacja jest chaotyczna,

jednak  tylko  na  pozór.  Wszyscy  nadążali,  nawet  Saara,  która  miała  dopiero

cztery lata.

Ponadto w domu Sampsy panował specyficzny nieporządek. Przy najlepszej

woli  nie  można  go  było  nazwać  posprzątanym.  Przedmioty  leżały,  gdzie

popadło,  zabawki  walały  się  po  podłodze,  ubrania  zwisały  z  oparć,  wszędzie

pełno było gazet, książek i opakowań nie wiadomo po czym. W domu rodziców

Lumikki coś takiego nie mogłoby się zdarzyć.

Lumikki  zazdrościła  Sampsie  rodziny,  aż  żal  ściskał  jej  serce.  Wszystko

wskazywało na to, że oni żyli tu i teraz. Troszczyli się o siebie, dobrze się czuli

w swoim towarzystwie i przebywanie razem sprawiało im radość. Zachowywali

się naturalnie i swobodnie, nic nie było wymuszone czy udawane, chociaż na

miejscu była obca osoba. Lumikki została przyjęta jak daleka kuzynka, która od

razu stała się częścią ich egzystencji. Nigdy nie czuła się bardziej mile widziana,

background image

jak  przestępując  próg  domu  rodziców  Sampsy.  Szwedzkojęzyczna  rodzina  jej

taty  zawsze  wydawała  się  zdystansowana,  chociaż  i  oni  śpiewali  wesołe

piosenki  i  prowadzili  ożywione  rozmowy.  U  nich  Lumikki  zawsze  czuła  się

czarną  owcą,  po  której  spodziewano  się,  że  będzie  inna,  weselsza  i  bardziej

towarzyska. Rodzina Sampsy była jak on sam: bez żądań i oczekiwań.

Lumikki obserwowała z boku, jak rozluźniony Sampsa z szerokim uśmiechem

nakłada  młodszej  siostrze  naleśniki.  Lumikki  wiedziała,  że  nigdy  nie

potrafiłaby sprawić takiego wrażenia, będąc ze swoją rodziną.

W życiu Sampsy wszystko się układało. Jego szczęście było oczywiste, a przy

tym całkowicie uprawnione. Stać go było na przyjaźń i serdeczność dla innych.

W jego świecie nie istniały przemilczane tajemnice, listy z pogróżkami i strach

przed  śmiercią.  W  jego  świecie  dziewczyna  nie  powinna  pozwalać  byłemu

ukochanemu  na  masaż  karku,  wiedząc,  że  może  to  obudzić  zakazane

pragnienia.

Lumikki  przyglądała  się  poczynaniom  rodziny  Sampsy  i  nagle  poczuła  się

zupełnie sama. Jej strach, ciemne strony, krwista nienawiść, najgęstszy mrok

jej lasu, ciemne wody i prądy głębinowe. One nigdy nie staną się częścią życia

tych  ludzi.  Życia  tych  pogodnych,  dowcipnych,  głośnych,  niemal  irytująco

gadatliwych, a jednak wspaniałych ludzi.

– Łapy mi się całe lepią! – Saara, która ostatecznie zdołała zjeść tylko trzy

naleśniki, wyciągnęła przed siebie czerwone dłonie.

–  Nie  powinno  cię  to  dziwić,  skoro  nałożyłaś  sobie  do  naleśników  pół  kilo

dżemu truskawkowego, a potem jadłaś rękami.

Sampsa pochylił się, żeby wytrzeć siostrze dłonie ścierką do naczyń.

Lepki dżem truskawkowy. Czerwony. Lepki. Ciepły. Krew.

Obrazy przesuwały się w głowie Lumikki tak szybko, że żadnego nie mogła

zatrzymać. W wyobraźni widziała kapiący na podłogę dżem. Pokręciła głową.

Skąd się biorą te wizje?

– Mogę już iść się bawić? – spytała Saara z niecierpliwością.

– Możesz – pozwoliła mama Sampsy.

–  Lumikki  pójdzie  ze  mną.  Pobawimy  się  w  księżniczki  –  zarządziła  Saara

i złapała jeszcze ciągle lepką łapką za rękę Lumikki.

Lumikki aż podskoczyła. Zakrwawiona ręka. Ręka, która się nie rusza, choć

ona ją popycha. Która powoli stygnie.

–  Może  Lumikki  chciałaby  jeszcze  coś  zjeść.  Musisz  ją  ładnie  poprosić  –

powiedział tata Sampsy.

– Nie, dziękuję, chętnie się pobawię – zaoponowała Lumikki.

Chciała odczepić się od swoich dziwnych myśli, które pojawiały się i znikały

background image

jak błyskawice.

Saara  założyła  jej  na  głowę  tiulową  opaskę,  a  na  siebie,  na  ubranie,

wciągnęła różową sukienkę, po czym pomachała czarodziejską różdżką.

– To jest jednocześnie różdżka i miecz – wyjaśniła z dumą Saara, pokazując

Lumikki błyszczącą pałeczkę.

– To bardzo praktyczne. Jeżeli przyjdą potwory, można je zaczarować, żeby

były grzeczne, lub z nimi walczyć – odpowiedziała Lumikki.

Opaska drapała ją w głowę, ale postanowiła nie zwracać na to uwagi. Takie

niedogodności były do zniesienia podczas zabawy.

–  Potwory  to  moi  kumple.  Ale  jak  przyjdzie  zły  książę,  odetnę  mu  głowę.

A potem zamienię go w miłą żabę.

Na  twarzy  Lumikki  pojawił  się  uśmiech.  W  tej  rodzinie  najwyraźniej  wiele

razy  opowiadano  sobie  bajki  na  opak.  Saara  zaczęła  tańczyć  dziki  taniec

w swojej różowej sukience. Mała Śpiąca Królewna. Ruusunen.

Nagle  w  umyśle  Lumikki  znów  pojawiła  się  myśl  o  liście.  Spróbowała  ją

zepchnąć  gdzieś  na  dalszy  plan,  ale  myśl  była  uparta.  Słowa  pchały  się

i uderzały jak fale o brzeg, jedna za drugą. Coraz wyższe i bardziej spienione.

Ruusunen. Różyczka.

Lumikki  musiała  usiąść  na  podłodze,  ponieważ  czuła,  że  nogi  się  pod  nią

uginają.  To  nie  był  sen  ani  projekcja  wyobraźni.  To  było  wyraźne,  jasne

wspomnienie.

Różyczka. Roosa.

Jej siostra miała na imię Roosa.

background image

11 grudnia

PONIEDZIAŁEK

background image

9

Lumikki  ciasno  przywarła  do  zimnej,  kamiennej  ściany  komnaty.  Zamarła

w ciszy, w bezruchu. Stała się najpierw cieniem, a potem częścią muru, w który

całkowicie  się  wtopiła.  Powoli  twardniała.  Jej  ręce  i  nogi  sztywniały.  Serce

zamieniało się w kamień. Nie słychać było jej oddechu. Jakby przestała istnieć.

Lumikki wiedziała, że kiedy drzwi komnaty się otworzą, będzie miała tylko

kilka  sekund.  Musiała  natychmiast  zaatakować.  Ściskała  w  ręce  srebrny

grzebień i pocierała palcami jego ostre zęby. Jeżeli do któregoś przycisnęłaby

opuszek, skóra zostałaby przecięta i po palcu pociekłaby duża, czerwona kropla

krwi. Wymyślne ornamenty na grzebieniu wydawały się w dotyku bezpieczne

i pocieszające. Przedstawiały pnące się w górę róże.

Wśród  róż  królewna,  która  ukłuła  się  wrzecionem  w  palec  i  zapadła

w  stuletni  sen.  Roosa,  która  zasnęła  na  wieczność.  Siostra  Lumikki.  Nie,  nie

wolno jej było teraz o tym myśleć. Powinna się skupić na obserwowaniu, kiedy

otworzą się drzwi. Musiała do tego zaprząc wszystkie zmysły i myśli.

Lumikki słyszała zbliżające się kroki. Ich rytm mówił, że przybysz jest tym,

kogo oczekuje. Tak bardzo go nienawidziła. Zaślepiała ją wściekłość: czerwona,

połyskująca ostrymi jak brzytwa brzegami. Lumikki nienawidziła tak bardzo, że

była gotowa zabić.

Kroki ucichły pod drzwiami. Klucz obracał się w zamku nieznośnie powoli.

Lumikki  ściskała  grzebień  w  ręce.  Drzwi  otworzyły  się  i  książę  wszedł  do

środka.  Lumikki  pozostała  niewidoczna  za  otwartym  skrzydłem.  Książę

rozejrzał  się  ze  zdziwieniem  po  pustej  komnacie.  Lumikki  zamknęła  drzwi

kopniakiem i rzuciła się na księcia. Jednym silnym ruchem zatopiła ostre zęby

grzebienia w jego szyi. Książę upadł, trzymając się za gardło.

Krew.  Czerwona  i  ciepła.  Płyn  życia,  który  tryskał  przy  każdym  uderzeniu

książęcego serca, a każda wyciekająca kropla przybliżała go do śmierci.

– Pomóż – błagał w agonii.

– Nigdy.

Lumikki  stała  nad  księciem  i  patrzyła,  jak  życie  znika  z  jego  twarzy.  Nie

spieszyło  jej  się.  Delektowała  się  każdą  chwilą.  Giń,  oprawco.  Chciałeś,  bym

zamknięta  w  szklanej  trumnie  znów  zasnęła  na  wieki.  Chciałeś  mnie  tylko

oglądać,  jakbym  była  piękną,  nieruchomą  dekoracją,  a  nie  żywym

człowiekiem,  który  myśli,  czuje  i  pragnie.  Którego  trudno  sobie

podporządkować.  Który  jest  niezależnym  bytem  i  nie  działa  wedle  czyichś

życzeń.

background image

– Dobrze, dobrze. Tak trzymaj, Lumikki.

Tinka w euforii weszła na scenę i położyła dłoń na jej ramieniu. Lumikki aż

się  wzdrygnęła.  Zauważyła,  że  jej  oddech  przyspieszył.  Ręce  drżały  i  niemal

zaskoczy-ło  ją,  że  nie  są  poplamione  krwią.  Przecież  czuła  ją,  ciepłą  i  lepką.

Lepką  jak  dżem  truskawkowy.  Lumikki  znów  znalazła  się  gdzieś  indziej.  Tak

głęboko weszła w swoją rolę, że wszystko działo się naprawdę.

– Czy to wiarygodne, że ona tak sobie stoi i patrzy, jak umieram? Czy nie

powinna  raczej  uciekać  w  wielkim  pośpiechu?  –  zapytał  Aleksi,  rozcierając

szyję.

–  To  jest  kluczowa  scena.  Zemsta  Lumikki.  Oczywiście,  że  musi  się  na

moment  zatrzymać.  Widzowie  muszą  się  zatrzymać.  A  poza  tym  nie

wystawiamy realistycznej sztuki.

W  głosie  Tinki  słychać  było  zniecierpliwienie,  które  często  się  pojawiało,

kiedy rozmawiała z Aleksim.

– Dobra, dobra. Ty tu jesteś reżyserem. Twoja wizja – odpowiedział Aleksi.

Po chwili zwrócił się do Lumikki.

–  Następnym  razem,  jeżeli  można,  poproszę  trochę  delikatniej  z  tym

grzebieniem. Patrz, jakie mi zostały po nim zadrapania.

Aleksi zaprezentował czerwone ślady na szyi.

– A tak. Sorry.

Lumikki nie mogła się przyznać, jak bardzo dziwi ją, że z szyi Aleksiego nie

tryska prawdziwa krew. Jakoś nie mogła sobie przypomnieć, żeby zatrzymała

ruch w odpowiednim momencie.

– Na dzisiaj koniec – powiedziała Tinka, klaszcząc w ręce.

Wszyscy zaczęli zbierać swoje rzeczy. Sampsa podszedł do Lumikki i objął ją

ramieniem.

– Zostanę dziś u ciebie na noc i możemy się zabawić w Lumikki i myśliwego

– wyszeptał jej do ucha.

– Przecież myśliwy umarł – zadrwiła. – Czy to nie ocierałoby się o nekrofilię?

– Mógłbym zmartwychwstać, gdybyś mnie porządnie sprowokowała.

Tinka  przyglądała  się,  jak  szepczą,  a  jej  oczy  zwęziły  się  w  dwie  wąskie

szparki.

– Chodźmy, zanim trzeba będzie zamówić pokój dla tej parki.

Aleksi  roześmiał  się.  Lumikki  nie  była  pewna  tonu  Tinki.  Czy  była  w  nim

zawiść, czy coś innego? Coś bardziej ponurego? Ostrego i kłującego?

Widok w auli lustrzanej bardzo ich zaskoczył.

Cała podłoga była zasłana płatkami czerwonych róż.

– Kto tu sobie pozwala na głupie dowcipy? – spytała Tinka.

Wszyscy popatrzyli po sobie, wzruszając ramionami.

background image

– Nie powinno tu być nikogo oprócz nas – zauważył Sampsa.

– Halo! Jest tu kto?! – krzyknęła na cały głos Tinka.

Kto,  kto,  kto,  echo  odbijało  się  od  ścian  pustego  korytarza.  Nikt  nie

odpowiadał.

– Dziwne – stwierdził Aleksi.

Lumikki  przyglądała  się  płatkom  i  czuła  w  nozdrzach  ich  odurzający,

przyprawiający  o  mdłości  zapach.  Wiedziała,  że  są  dla  niej.  Prześladowca

chciał jej przypomnieć o Ruusunen. Najwyraźniej nie wiedział, że Lumikki już

sobie  przypomniała  imię  siostry.  Spodobała  jej  się  ta  myśl.  Przynajmniej

w jednej sprawie zaszła dalej, niż wydawało się prześladowcy.

Był sobie raz kluczyk, który pasował do małego kuferka. Często bawiły się nim

dwie  dziewczynki.  Była  to  ich  skrzynia  skarbów,  w  której  chowały  klejnoty,

kamienie,  ptasie  pióra,  wspaniałe  szyszki,  piękne  jesienne  liście,  kapsle  od

butelek,  szklane  kulki  i  swoje  tajemnice.  Były  księżniczkami,  które  gdy

dorosną, dzięki skarbom zebranym w skrzynce wybiorą się w podróż dookoła

świata.

A  potem  nadszedł  czas,  kiedy  skrzynkę  opróżniono.  Wszystkie  dziewczęce

skarby zniknęły. Kuferek wypełniono innymi skarbami i tajemnicami. Ale nikt

nie mógłby ich wykorzystać, by objechać świat. A poza tym druga dziewczynka

miała już nigdy nigdzie nie pojechać.

Był sobie kluczyk, który długo czekał.

Był  sobie  kluczyk,  który  pragnął  znów  otworzyć  skrzynkę  i  zdradzić

tajemnice.

Był  sobie  kluczyk,  który  przeniesiono  ze  starej  kryjówki  do  nowej.  Do

ciemnej, kamiennej skrytki.

background image

12 grudnia

WTOREK NAD RANEM

background image

10

Lumikki  obudziła  się  zlana  potem  i  zaniepokojona.  Spojrzała  na  zegarek

w  komórce.  Było  dwadzieścia  po  trzeciej.  Godzina,  kiedy  należało  spać

głębokim, rozkosznym snem. Sampsa obejmował ją ramieniem i promieniował

ciepłem. Zwykle sprawiało to Lumikki przyjemność, ale tym razem ciepła było

aż  nadto.  Wysunęła  się  z  jego  objęć  i  wstała  z  łóżka.  Sampsa  zamruczał  coś

przez  sen,  a  potem  odwrócił  się  na  drugi  bok  i  dalej  regularnie  posapywał.

Szczęśliwy,  beztrosko  śpiący  człowiek.  Lumikki  patrzyła  na  kręcone  włosy

chłopca i powoli ogarniał ją sentyment do niego.

Słodki  Sampsa.  We  śnie  niewinny  jak  dziecko.  Zadziwiająco  niewinny

również,  gdy  się  obudzi.  Nieustraszony,  bo  nigdy  nie  poczuł  prawdziwego

strachu. Znający własną wartość, bo nikt jej nigdy nie zakwestionował.

Lumikki  zamknęła  za  sobą  drzwi  po  drodze  do  kuchni.  Zapaliła  światło

i zastanowiła się, czy nie zrobić sobie kawy. Wtedy już na pewno nici ze spania

aż  do  rana,  ale  akurat  teraz  tęskniła  za  mocnym  zapachem  i  znajomym

smakiem czarnego płynu. Za ostrym ukłuciem przy pierwszym łyku, które zaraz

zmieniało  się  w  przyjemne  uczucie,  jednocześnie  rozluźniało  i  otrzeźwiało.

Wyostrzało zmysły.

Już sięgała po kawiarkę, kiedy zauważyła pulsujące światło na wyświetlaczu

komórki. Wiadomość. Kto przy zdrowych zmysłach wysyła esemesy o tej porze?

Moja Lumikki. Nie śpisz. Widzę, że w Twoim oknie pali się światło. Niech Ci nawet
przez  myśl  nie  przejdzie,  by  budzić  smacznie  śpiącego  chłopaka.  To  jest  sprawa
między nami, tak jak wszystkie ważne sprawy są tyl-ko między nami dwojgiem.

Lumikki zrobiło się sucho w ustach. Z trudem mogła przełykać. Ledwo łapała

powietrze. Wiadomość zosta-ła przesłana anonimowo, w polu nadawcy widniał

tylko  numer  firmy,  ale  nie  tej  konkretnej  osoby.  Prześladowca  wolał  nie

ryzykować i nie zostawiać żadnych śladów.

Uciekać. Schować się. Wyłączyć światła.

Taka  była  pierwsza  reakcja  Lumikki.  Wiedziała  jednak,  że  wszystko  to  na

nic.  Już  ją  zauważono.  Nie  mogła  się  ukryć.  Możliwie  opanowanym  krokiem

zbliżyła się do okna i spojrzała w ciemność. Powstrzymując drżenie, przycisnęła

ręce do szyby, tak aby mogła wyjrzeć na zewnątrz. W parku nikogo nie było

widać.  Cienie  drzew  pozostawały  w  bezruchu.  Było  jednak  wiele  ciemnych,

background image

ponurych miejsc, w których prześladowca mógł się zaczaić. A może znajdował

się w budynku naprzeciwko. W zasadzie mógł być wszędzie. Widział Lumikki.

A ona jego nie.

Druga wiadomość.

Wyjdź z domu. Chcę Ci coś pokazać.

Nigdy. Lumikki mało nie roztrzaskała komórki o ścianę. Czy nadawca esemesa

naprawdę  sądził,  że  ona  nie  ma  za  grosz  instynktu  samozachowawczego?  Że

wyjdzie sama w nocy z powodu jakiejś idiotycznej wiadomości? Wiedziała, że

czasem zachowuje się brawurowo, ale jeszcze do reszty nie zwariowała.

Usiadła przy stole i złapała za telefon. Mogłaby go wyłączyć. Prześladowca

słałby esemesy całą noc, a ona nie przeczytałaby ani jednego.

Właśnie wtedy nadeszła trzecia wiadomość.

Widzę, że nie zamierzasz wychodzić. Szkoda. W takim razie mam tej nocy co innego
do  załatwienia.  Mam  przed  sobą  adres  Anny-Sofii.  Złożę  jej  wizytę.  Chciałaś  ją
pozdrowić? Lepiej zrób to teraz. Rano już Cię nie usłyszy. Niczego już nie usłyszy.

Lumikki podniosła się tak prędko, aż zatrzeszczało krzesło. Ten człowiek musiał

blefować. Groźba na pewno nie była na serio. Nie zamierzał zabić Anny-Sofii.

To  nie  mogła  być  prawda.  Sprawdzał  po  prostu,  jak  bardzo  Lumikki  da  się

nabrać.

Tylko co, jeśli to było jednak na poważnie...

A  może  zmieniłaś  zdanie?  Masz  dwie  opcje,  moja  Lumikki.  Albo  wyjdziesz  teraz
z  domu,  albo  Anna-Sofia  umrze  jeszcze  przed  świtem.  A  może  właśnie  o  to  Ci
chodzi? Jeżeli tak, zrobię to z przyjemnością. Dla Ciebie wszystko, moja Kochana.

Do Lumikki dotarło, że nie wolno jej ryzykować. Nie miała pojęcia, z kim ma

do  czynienia,  ale  zdążyła  się  już  przekonać,  że  prześladowca  wiedział  o  niej

niesamowicie wiele rzeczy. I chyba był gotów na wszystko.

Ubranie. Kurtka. Glany. Jeszcze tylko ostrożny rzut okiem, czy Sampsa śpi

spokojnie.  Z  pokoju  dochodziło  równomierne  posapywanie.  Lumikki  napisała

szybko na kartce, że nie mogła spać i wybrała się na spacer. Zostawiła ją na

blacie  w  kuchni.  Gorąco  pragnęła,  żeby  Sampsa  nie  obudził  się  przed  jej

powrotem. Jeżeli w ogóle wróci.

Nie, Lumikki nie poddała się strachowi przed śmiercią, chociaż ten atakował

background image

ją duszącą falą.

Na  dworze  padała  marznąca  mżawka.  Lumikki  ścisnęła  klamkę  od  wyjścia

z klatki tak mocno, że poczuła ból w dłoni. Rozejrzała się wokół, ale nikogo nie

zobaczyła. Co to za gra? Wyszła na dwór. Podporządkowała się instrukcjom.

Znów wiadomość.

Grzeczna dziewczynka. Ale noc jest zimna. Chciałbym Cię rozgrzać. Wiem, że szybko
biegasz.  Masz  dokładnie  piętnaście  minut,  by  dobiec  do  pałacu  w  parku
Näsinpuisto. Jeżeli nie zdążysz, zmienię plany i pójdę zabić Annę-Sofię. Czas start.

Lumikki  zdążyła  się  rozpędzić,  doczytując  ostatnie  słowa  wiadomości.  Mokra,

śliska  ścieżka  zdawała  się  uciekać  jej  spod  nóg.  Dlaczego  nie  wpadła  na  to,

żeby założyć adidasy? Powinna się już nauczyć, że zawsze nadchodzi moment,

kiedy musi biec ze wszystkich sił. Takie było jej życie od lutego zeszłego roku.

Lumikki  układała  w  głowie  najszybszą  trasę.  Ulicą  Naistenlahdenkatu  do

Lapintie, a potem prosto aż do Tampella. Pod butami mlaskało szarobure błoto.

Zimny  kapuśniaczek  przenikał  kurtkę  i  czapkę,  a  także  utrudniał  widzenie.

Latarnie  świeciły  bladymi  smugami.  Wszędzie,  gdzie  nie  sięgało  ich  światło,

panowała nieprzenikniona ciemność.

Lumikki spoglądała w biegu na zegarek i zastanawiała się, czy to wszystko

ma  jakikolwiek  sens.  Dlaczego  to  robiła?  Dlaczego  w  ogóle  przejmowała  się,

czy prześladowca naprawdę zrealizowałby swoją groźbę? Lumikki nie widziała

Anny-Sofii  od  dwóch  lat  i  od  dawna  nie  miała  z  nią  nic  wspólnego.  Nie

powinno jej w ogóle obchodzić, co się stanie z dawną dręczy-cielką.

Lumikki  skręcała  właśnie  w  Juhlatalonkatu,  kiedy  dotarło  do  niej,  że  nie

mogłaby  postąpić  inaczej,  ponieważ  część  jej  jestestwa  naprawdę  pragnęła

śmierci  Anny-Sofii.  Lumikki  marzyła  o  tym  wiele  razy,  śniła  o  tym.  Nawet

później, kiedy już uwolniła się od dręczycielek i przeprowadziła do Tampere.

Mała  część  Lumikki  pragnęła  zemsty  i  poczucia,  że  zło  zostało  ukarane.

Z  powodu  Anny-Sofii  i  Vanessy  myśl  o  czyjejś  śmierci  była  jej  bliższa,  niżby

chciała.

Pełnoprawna zemsta.

Jeżeli  zostałaby  w  domu,  a  Anna-Sofia  nie  przeżyłaby  tej  nocy,  Lumikki

czułaby się za to odpowiedzialna. Byłaby winna, ponieważ właśnie tego chciała

część jej.

Jeszcze  pięć  minut.  Podeszwami  butów  uderzała  o  ziemię  najszybciej,  jak

potrafiła.  Już  była  na  moście  łączącym  dzielnice  Tampella  i  Finlayson.  Było

ślisko.  Wilgotne,  zimne  powietrze  nie  rozpieszczało  płuc.  Ale  ona  na  pewno

zdąży. Musi zdążyć.

background image

Park Näsinpuisto nie należał do ulubionych miejsc Lumikki. Ten piękny teren

zagospodarowano  na  początku  dwudziestego  wieku.  Wcześniej  była  to

praktycznie  naga  skała.  Teraz  latem  zachwycały  tu  oszałamiająca  zieleń

i wspaniały widok na jezioro. Wyrastały tu rozmaite rośliny skalne, stały płoty

z  ogromnych  głazów  i  rosła  największa  w  Finlandii  topola  rasumowska.

W  innych  okolicznościach  byłby  to  zdaniem  Lumikki  najlepszy  park

w Tampere.

Jednak to właśnie tu porzucił ją Liekki. I dlatego nie potrafiła myśleć o tym

miejscu bez smutku i przygnębienia. W tej chwili park był czarny i cichy jak

śmierć. Park z koszmarów.

Na środku terenu, w najwyższym punkcie, pysznił się w osamotnieniu jasny,

żałośnie  zrujnowany  pałac.  Lumikki  bolały  płuca  podczas  pokonywania

ostatnich metrów pod górę.

Milavida. Tak brzmiała oryginalna, dźwięczna nazwa pałacu. Jego historia

była  tragiczna.  Zbudował  go  Peter  von  Nottbeck,  syn  właściciela  fabryki

Finlayson  Wilhelma  von  Nottbecka.  Oryginalna  Milavida  była  drewnianym

dworkiem  położonym  obok  skały  Näsi.  Rodzina  Nottbecków  nigdy  nie

zamieszkała w nowym budynku, który ukończono w 1898 roku. Żona Petera,

Olga, zmarła w połogu bliźniąt, a on sam umarł pół roku później po operacji

wyrostka  robaczkowego  w  paryskim  szpitalu.  W  1905  roku  pałac  sprzedano

miastu.  W  ciemną  grudniową  noc  budynek  wyglądał  jak  widmo  pałacu,

całkowicie nierealnie. Nawiedzony pałac. Może Nottbeckowie wprowadzili się

do niego po śmierci.

Lumikki spojrzała na zegarek. Zdążyła. Miała ochotę wołać do prześladowcy,

żeby wyszedł z ukrycia i się w końcu pokazał. Właśnie wtedy przyszedł esemes.

Minuta przed czasem. Jesteś szybsza, niż myślałem. Zasłużyłaś na nagrodę. Z lewej
strony pałacu, patrząc od strony jeziora, w fundamencie na dole jest mała szczelina.
Zostawiłem w niej coś dla Ciebie.

Najpierw  zabawa  w  berka,  a  teraz  w  chowanego.  Prześladowca  musiał  mieć

mnóstwo uciechy. Lumikki podeszła do lewej ściany budynku i palcami zaczęła

macać fundament. Nic. Żadnego nawet najmniejszego otworu. Powoli zaczęło

ją  to  nużyć.  Właśnie  kiedy  miała  się  poddać,  bo  z  zimna  traciła  czucie

w palcach, znalazła tuż przy ziemi szczelinę. Wcisnęła w nią palce i złapa-ła za

coś metalowego. Wyciągnęła to.

Na jej dłoni leżał mały, odlany z brązu klucz.

Gratulacje.  Oto  klucz  do  wielkiej  tajemnicy  Twojego  życia.  Jeżeli  tylko  wytężysz

background image

pamięć,  na  pewno  przypomnisz  sobie,  do  czego  pasuje.  Ale  teraz  już  pora,  żebyś
wróciła  do  domu,  aby  sprawdzić,  czy  Twój  książę  śpi  bezpiecznie.  Nie  chciałabyś
chyba, żeby coś mu się stało. Choć to nie on kocha Cię naprawdę.

Lumikki  nie  przypuszczała,  że  drogę  powrotną  pokona  jeszcze  szybciej.  Ale

strach dodawał jej skrzydeł. Jeżeli ten szaleniec zrobił coś Sampsie...

W  domu  wszystko  było  w  najlepszym  porządku.  Sampsa  posapywał  na

materacu przez sen. Lumikki ściągnęła ubranie, podarła zostawioną kartkę na

drobne  kawałeczki  i  wrzuciła  do  kosza,  a  potem  ostrożnie  położyła  się  obok

Sampsy.  Chłopak  obrócił  się  przez  sen  i  objął  ją.  Jego  grzywka  była  mokra.

Czyżby spocił się, śniąc zły sen?

Nagle Lumikki poczuła się tak wycieńczona, że oczy same jej się zamknęły.

We śnie nie widziała koszmarów ani zagadkowego klucza, leżącego w kieszeni

jej kurtki. Klucza, którego główkę zręcznie uformowano w kształt serca.

background image

Ludzie  są  tacy  naiwni.  Jeżeli  jest  się  dość  przekonującym  i  wiarygodnym,  połkną

każdą historię i uznają ją za smaczny kawałek prawdy. Dlatego tak łatwo zdobyłem

klucz.  Ludzie  ufają  mi  i  lubią  mi  się  zwierzać.  On  też  się  wygadał  pod  wpływem

odpowiednio  luźnej  i  zażyłej  atmosfery.  Nie  należy  zapominać,  że  alkohol

rozwiązuje język. Klucz był schowany tam, gdzie podejrzewał.

Czy to nie chore, że oni dalej trzymają go na regale za bajkami dla dzieci?, tak

powiedział  po  pijaku.  Zgodziłem  się  z  nim,  chociaż  uważam,  że  na  świecie  są

bardziej  chore  rzeczy.  Jakie  mam  prawo,  by  osądzać  wybory  innych?  Wszyscy

pragniemy przechowywać swoje tajemnice na własny sposób.

Chciałem  Ci  go  dać,  żeby  pomógł  Ci  odzyskać  pamięć  o  czymś.  Mógłbym  Ci

wszystko  opowiedzieć,  ale  to  byłoby  trywialne.  Wolę,  żebyś  sama  do  tego  doszła.

Wtedy bardziej to docenisz. Wtedy wspomnienia wrócą naprawdę.

Pewnie nie umiesz tak o tym jeszcze myśleć, ale daję Ci prezenty. Daję Ci je po

jednym naraz. Największe prezenty, jakie kiedykolwiek ktoś Ci ofiarował.

Dostaniesz w prezencie swoją przeszłość.

Dostaniesz w prezencie swoją tajemnicę.

Dostaniesz w prezencie wiedzę, kim naprawdę jesteś.

Dostaniesz w prezencie siebie całą. Nareszcie.

A potem będziesz gotowa, by przyjąć największy dar, czyli moją wieczną miłość,

ponieważ  zrozumiesz,  że  jestem  jedynym,  który  może  Cię  kochać  tak  bardzo.

A wtedy Ty też pokochasz mnie. Jesteśmy tacy sami. Jesteśmy jednością.

background image

12 grudnia

WTOREK

background image

11

Czarna woda wciągała Lumikki coraz głębiej i głębiej. Nie wydostałaby się już

na powierzchnię, nawet gdyby spróbowała. Ale ona nie zamierzała próbować.

Pod  wodą  był  las.  Inny  od  wszystkich  lasów  na  powierzchni  ziemi.  Pnie

i gałęzie drzew były w ciągłym ruchu, delikatnie się kołysały. Były elastyczne.

Były miękkimi roślinami wodnymi.

Lumikki  opadała  coraz  niżej  i  niżej.  Na  dnie  zobaczyła  coś  błyszczącego.

Małą  skrzynkę.  Wyglądała  znajomo.  Lumikki  uświadomiła  sobie,  że  klucz

z brązu, który dostała, pasuje do zamka. Tworzyły komplet.

Spróbowała  podnieść  skrzynkę,  ale  nagle  jej  nogi  zapadły  się  w  czarnym

szlamie  na  dnie.  Nie  mogła  się  ruszyć.  Nie  mogła  złapać  oddechu.  Tlen  się

skończył. Lumikki wiedziała, że jej płuca zaraz napełnią się wodą i umrze.

– Strach.

Wypowiedziane  z  naciskiem  słowo  przywołało  Lumikki  do  rzeczywistości.

Przysnęła tylko na moment. Chwilę trwało, zanim zrozumiała, że jest na lekcji

psychologii, a głos nauczyciela, Henrika Virty, obudził ją ze snu. Nocny bieg do

pałacu zdawał się odległym koszmarem, ale swoją realność potwierdzał dwoma

konkret-nymi dowodami.

Niesamowitym zmęczeniem i małym kluczykiem z brązu, który znajdował się

teraz w kieszeni dżinsów i który mogła wyczuć pod palcami.

Skrzynka. Pamiętała skrzynkę. Tylko gdzie ją widziała?

– Człowiekiem kieruje strach – ciągnął Henrik. – Pomyślałem, że nie ma co

tracić czasu na rozmowy o odwadze. Odwaga nie istnieje. Jest tylko strach.

– A jak pan to uzasadni? – spytała Tinka.

– Często się słyszy, że odwaga to przezwyciężenie strachu. Moim zdaniem to

strach sprawia, że jesteśmy zdolni do działań, na które inaczej nigdy byśmy się

nie zdobyli. Strach wydaje się odwagą.

Jego  głos  był  głęboki  i  przyjemny.  Henrik  zawsze  należał  do  ulubionych

nauczycieli  Lumikki,  ponieważ  formułowane  przez  niego  zdania  zmuszały  do

myślenia, ale nie prowokowały zanadto.

– Ale czy to nie strach skłania do ucieczki, a odwaga do pozostania i walki? –

skomentował Aleksi.

–  Można  tak  pomyśleć.  Ale  można  też  stwierdzić,  że  strach  wydaje  nam

instrukcje,  co  będzie  najlepsze  w  danej  sytuacji.  Strach  przed  śmiercią  to

najsilniejszy  rodzaj  strachu.  Z  jednej  strony  może  dyktować  nam  ucieczkę,

a z drugiej zachęcać do walki – odpowiedział Henrik.

background image

Lumikki  wciąż  czuła  się  zmęczona,  najchętniej  oparłaby  dłonie  na  ławce,

położyła  głowę  na  utworzonej  w  ten  sposób  poduszce  i  spała,  spała,  spała.

Sampsa, który siedział obok, pogłaskał ją po ramieniu i szepnął:

– Idź po tej lekcji do domu. Wyglądasz jak trup.

– Wielkie dzięki. – Lumikki uśmiechnęła się.

Rano Sampsa dziwił się, że Lumikki jest taka wycieńczona. Powiedziała mu,

że po prostu nie mogła zasnąć. A co innego mogła zrobić? Prześladowca dość

jasno  wyraził  się  w  kwestii  informowania  innych  o  nim  i  o  jego

wiadomościach.  Sampsa  już  rano  uważał,  że  powinna  zostać  w  domu,  ale

Lumikki  czuła,  że  tego  dnia  nie  zniosłaby  samotności.  Teraz  jednak

wypoczynek wydawał się dobrym pomysłem. Wręcz koniecznością.

Po  lekcji  Henrik  poprosił  Lumikki,  by  została  na  chwilę  w  sali.  Sampsa

spieszył się na kolejne zajęcia, więc tylko przyłożył rękę do ucha na znak, że

później się zdzwonią. Lumikki kiwnęła na potwierdzenie głową.

–  Chciałbym  się  tylko  upewnić,  że  zamierzasz  zdawać  psychologię  na

maturze.

– Taki miałam plan – odparła.

– Nie pytałbym o to, gdyby nie to, że jesteś najzdolniejszą uczennicą, jaką

miałem od wielu lat, i chciałbym, żebyś o tym wiedziała.

Henrik lekko poklepał Lumikki po ramieniu.

– Okej, dziękuję – odpowiedziała zdziwiona.

Kiedy Henrik odwrócił się w stronę swoich papierów na znak, że rozmowa

jest skończona, Lumikki ulżyło. Czuła, że natychmiast musi położyć się spać.

Dzwonek do drzwi zadzwonił, akurat kiedy Lumikki śniła, że całuje Liekkiego.

We  śnie  metalowy  kluczyk  prześlizgiwał  się  w  pocałunku  z  jej  ust  do  jego.

Lumikki  wstała,  chociaż  sen  spowijał  ją  jeszcze  jak  kołdra.  Spojrzała  przez

wizjer.

Liekki. Oczywiście. Wcale jej to nie zaskoczyło.

Otworzyła drzwi, chociaż tyle razy obiecywała sobie, że więcej go do siebie

nie wpuści. Jednak pocałunek ze snu wciąż palił jej usta. Na początku Liekki

się  nie  odzywał.  Zdjął  pomarańczowe  rękawiczki  i  pogłaskał  Lumikki  po

policzku zziębniętymi palcami.

– Musiałem przyjść – powiedział po chwili. – Gdy się ostatnio spotkaliśmy,

odniosłem  wrażenie,  że  czegoś  się  boisz.  Musiałem  przyjść  i  sprawdzić,  czy

wszystko  w  porządku.  Przecież  wiesz,  że  mógłbym  cię  ochronić  przed  całym

złem tego świata.

Słowa trafiały w Lumikki jak płonące strzały. Sprawiły, że coś w niej pękło

i załamało się.

background image

Ktoś  czytał  z  niej  jak  z  otwartej  książki.  Rozpoznawał  emocje,  które  tak

starannie pragnęła ukryć.

Lumikki  złapała  Liekkiego  za  kark  i  przyciągnęła  do  siebie.  Patrzyła  mu

w oczy tak długo, jak potrafiła. Nurkowała w lodowatej wodzie. Skakała pod

niebo.  Wstępowała  w  ogień,  w  migoczący  na  niebiesko  najgorętszy  płomień.

A  potem  pocałowała  Liekkiego,  pozwalając  wargom  i  językowi  opowiedzieć

o  tęsknocie,  przywiązaniu,  pożądaniu  i  pasji,  które  rozdzierały  ją  od  chwili

rozstania.

Pocałunek dał jej pewność.

Tu był ich las. Tu było ich jezioro. Tu było atramentowe, upstrzone jasnymi

gwiazdami niebo.

Wszystko  to  otoczyło  ich  w  jednej  chwili.  Niczego  nie  brakowało.  Światło,

które znajdowało swoje ścieżki między liśćmi w koronach drzew. Uspokajający

mrok.  Szelest,  chrobotanie,  gruchanie,  szum  wiatru,  chlupot,  łagodne  fale,

chłodne  prądy,  bąbelki  ciepłej  wody,  uczucie  nieważkości,  zawrót  głowy,

nieskończoność,  czas  i  wieczność,  powietrze  swobodnie  przepływające  przez

płuca, tętno świata, ich wspólny puls.

Lumikki  nie  pamiętała,  co  ostatnio  wydawało  jej  się  równie  trudne,  jak

przerwanie pocałunku. Ale musiała to zrobić.

Jak coś tak przyjemnego mogło być niewłaściwe?

–  Nie  możemy  się  spotykać.  Przynajmniej  przez  jakiś  czas.  Jestem  teraz

z Sampsą – zdołała wykrztusić.

Zmusiła się, aby zrobić krok w tył. Odstęp od Liekkiego był boleśnie duży.

Powinni tkwić jedno przy drugim. Ale nie mogli.

– Czy ty go kochasz? – spytał Liekki.

Mówił tak poważnym głosem, że zasługiwał na szczerą odpowiedź.

– Ja już chyba nie jestem pewna, czym jest miłość – powiedziała.

–  No  to  czemu  z  nim  jesteś?  Dlaczego  mnie  odpychasz?  Bo  on  jest

prawdziwym chłopakiem?

Zmęczenie ogarniało Lumikki.

– Jasne, że nie. Nawet tak nie mów.

– Jeśli nie jestem dla ciebie dość dobry, powiedz to wprost. Może jestem zbyt

niekonkretny, nieautentyczny.

Lumikki  słyszała  w  głosie  Liekkiego  urazę  i  smutek,  ale  nie  potrafiła  go

pocieszyć. Nie w tej chwili.

– To wszystko nie tak – powiedziała tylko.

Jak  miała  mu  wytłumaczyć,  że  właśnie  z  nim  wszystko  było  idealne?  Że

tylko  z  nim  miała  wrażenie,  że  wszystko  jest  jak  trzeba?  Ale  teraz  była

z Sampsą, który był miły, słodki, kochany i godny zaufania. Z Sampsą, który

background image

nigdy nie złamałby jej serca.

Lumikki  wiedziała,  że  jeśli  zrobiłaby  choć  jeden  krok  w  głąb  lasu,

przepłynęła  kawałek  jeziora,  pozwoliła,  by  gwiaździste  niebo  spadło

i  wypełniło  ją,  już  nigdy  by  się  stamtąd  nie  wydostała.  Już  nie  chciałaby  się

stamtąd wydostać. I nie wierzyła, że mogłaby wytrzymać, gdyby to wszystko

znów jej zabrano. Liekki już raz to zrobił. Zabrał las, jezioro i gwiazdy. Lumikki

nie mogła mieć pewności, że to się więcej nie powtórzy. Brakowało jej odwagi,

by dać się drugi raz zranić.

–  Nie  możesz  mi  tego  zrobić  –  powiedział  Liekki.  –  Tyle  dla  ciebie

przeszedłem. Tylko po to, żebyśmy znów mogli być razem. A ty się ode mnie

odwracasz.

To ty się ode mnie odwróciłeś, pomyślała Lumikki. Ale to nie jest zemsta. Nie

robię tego tobie na złość. Robię to sobie. To ja najbardziej cierpię, odmawiam

sobie szczęścia, ponieważ zbyt się boję. Nie mogę na nie przystać, bo jeśli znów

upadnę, umrę. Oszaleję.

Na głos powiedziała jednak:

– Przeszedłeś przez to wszystko i wytrzymałeś dla siebie. I tak ma być. Nikt

inny oprócz ciebie nie może uczynić cię szczęśliwym i pełnym.

Lumikki zobaczyła, jak w oczach Liekkiego zbiera się woda. Jej powierzchnia

wibrowała  i  Liekki  ledwo  opanował  łzy,  by  nie  popłynęły  na  policzki.  Ten

wstrzymywany smutek bolał Lumikki bardziej, niż gdyby wybuchnął przed nią

płaczem. Walczyła z pragnieniem, żeby zarzucić mu ręce na szyję i długo, długo

go przytulać.

– Jesteś zimną istotą, Lumikki. A ja myślałem, że cię znam.

Lumikki  nic  nie  odpowiedziała.  Brakowało  jej  słów.  Gdyby  Liekki  jej

nienawidził, może łatwiej byłoby jej to wszystko znieść. Łatwiej byłoby się od

niego oderwać.

Kiedy  zatrzasnął  za  sobą  drzwi,  nogi  się  pod  nią  ugięły.  Osunęła  się  na

podłogę i poczuła, jak czerń wyziera z ciemnych kątów. Jak wpycha się do jej

wnętrza przez uszy i nozdrza, sunie w dół gardła do płuc i żołądka i wypełnia

je swoim ciężarem. Oddychanie stawało się coraz trudniejsze. Miała wrażenie,

że kończy jej się powietrze.

W końcu Lumikki udało się wstać i przejść do kuchni. Potrzebowała mocnej

kawy. Czarniejszej od czerni, która zagościła w jej ciele. Kiedy sypała proszek

do  kawiarki,  usłyszała,  że  ktoś  wrzucił  pocztę  przez  drzwi.  Znajomy  strach

wgryzł jej się w kark.

To na pewno ulotki reklamowe, pomyślała.

Na  podłodze  w  przedpokoju  leżała  jednak  złożona  na  pół  biała  kartka

formatu  A4.  Lumikki  natychmiast  otworzyła  drzwi  i  z  prędkością  światła

background image

wypadła  na  klatkę  schodową.  Nikogo.  Nawet  stukotu  kroków  na  schodach.

Winda ani drgnęła. Lumikki wahała się chwilę, jednak wróciła do mieszkania.

Nie  zamierzała  gonić  Cienia.  Choć  możliwe,  że  tylko  w  ten  sposób  mogła  go

złapać.

Nie chciała czytać listu, ale nie potrafiła go tak zostawić. W środku widniał

tylko napis:

Kocham Cię bardziej niż ktokolwiek inny. Na zawsze.

Dzięki Twojemu dotykowi czuję, że żyję. I wiem wtedy, dlaczego warto żyć.

Od  dawna  o  Tobie  marzę.  Przeczytałem  wszystkie  artykuły  na  Twój  temat.  Te

napisane  zeszłego  lata,  kiedy  uratowałaś  ludzi  z  płonącego  budynku  od  pewnej

śmierci.  Owszem,  jesteś  bohaterką,  ale  dziennikarze  nie  znają  Cię  dobrze.  Piszą

o  Tobie,  jakbyś  była  tylko  przedsiębiorczą,  odważną  dziewczyną.  Nie  widzą  furii

w Twoim spojrzeniu.

Wiem,  że  jesteś  taka  jak  ja.  Część  Ciebie  chciałaby  patrzeć,  jak  ogień  pożera

budynek i ludzi. Masz w sobie element zniszczenia. Ukrywasz go, ponieważ nasze

społeczeństwo  tego  nie  akceptuje.  Ale  my,  dzieci  zniszczenia  i  odkupienia,

potrafimy się rozpoznać.

Śniłem o wszystkim, co bym Ci zrobił, gdybyś całkowicie mi się poddała. Na ile

sposobów bym Cię dotykał. Sposobów, o których nawet nie śmiesz pomarzyć. Wiem,

że  całkowicie  straciłabyś  kontrolę.  Błagałabyś,  żebym  przestał.  Błagałabyś,  żebym

nie przestawał.

Twój dotyk budzi we mnie drapieżcę.

Ale  przecież  oboje  nimi  jesteśmy,  moja  Lumikki.  Jesteśmy  tymi,  których

w  baśniach  pragnie  się  zabić.  My  nie  umieramy.  Zawsze  będziemy  w  ciemnych

kątach, za drzewami, pod ziemią, w głębinach.

Nadejdzie dzień, kiedy cała będziesz moja. Ten dzień nadejdzie wcześniej, niż

myślisz.

background image

13 grudnia

ŚRODA

background image

12

Lumikki zakopała się głębiej pod kołdrą. Pragnęła nigdy nie opuszczać ciepłego

gniazda, w którym mogła pobyć z dala od złego świata.

I play dead

It stops the hurting

I play dead

And hurting stops

Piosenka Björk rozbrzmiewała w głowie Lumikki, chociaż w mieszkaniu było

cicho.  Wyobrażała  sobie  otaczające  ją  ramię,  ciepły  oddech  na  karku,  ciało

przylegające  do  jej  pleców.  Czuła  to.  Czuła  dłoń  głaszczącą  jej  ramię.  Skórę

przy skórze. Czuła wargi, które dotykają jej warg, i pocałunek, sprawiający, że

jej usta się otwierają, że ona cała się otwiera.

It’s sometimes just like sleeping

Curling up inside my private tortures

I nestle into pain

Hug suffering

Caress every ache

Lumikki  wyczuwała  Liekkiego.  Tak  wyraźnie,  jakby  naprawdę  leżał  obok

niej. Wreszcie dotarło do niej, że istotnie tak było. Liekki towarzyszył jej, choć

byli osobno. Mimo że być może już nigdy mieli się nie zobaczyć. Ręka Liekkiego

ściskała  jej  rękę,  kiedy  szła  ze  strachem  w  ciemny  wieczór.  Ciepłe  ciało

Liekkiego  ogrzewałoLumikki,  kiedy  siedziała  samotnie  w  fotelu  i  czytała

książkę. Miękki dotyk Liekkiego układał ją do snu, kiedy samotnie zasypiała.

Nie Sampsa.

Lumikki  czuła  Sampsę,  kiedy  był  na  miejscu.  Kiedy  był  przy  niej  i  jego

ramiona  oplatały  jej  talię,  a  usta  łaskotały  szyję.  Wtedy  Lumikki  nie  czuła

niczego innego, nie myślała o niczym innym. Byli tylko oni. Ale kiedy Sampsa

był  gdzie  indziej,  stawał  się  całkiem  nieobecny.  Lumikki  nie  czuła  go  przy

sobie, tak jak czuła Liekkiego.

Czy było w tym coś złego?

Czy można było tak żyć?

background image

Lumikki  nie  mogła  nic  poradzić  na  swoje  uczucia.  Nie  mogła  ich  sobie

zabronić,  wyprzeć  się  ich.  Nie  była  w  stanie  pozbyć  się  bliskości  Liekkiego

jedynie siłą woli, skoro nawet roczne rozstanie tego nie spowodowało. W tym

uczuciu nie było nic złego.

Miała wpływ na swoje czyny. Samodzielnie podejmowała decyzje. Wybrała

Sampsę. I tyle.

Odrzuciła  kołdrę  i  natychmiast  poczuła  przeszywające  zimno.  Twarda,

chłodna  podłoga  przywracała  rzeczywistość  palec  po  palcu.  Pora  wyjść  na

zewnątrz,  do  szkoły,  zmierzyć  się  z  jasnym,  drażniącym,  surowym  światłem

lamp, które odstrasza senne wizje i zmywa ze skóry wspomnienie dotyku.

Na niebie gwiazdy jasno świecą

W grudniową noc iskierka nowinę powtarza

Niebiańska jasność, radosne obwieszczenie
Zapalają się świece, zapalają się świece

3

 

W  szkole  na  schodach  ustawiono  rzędy  świec.  Wszystkie  inne  światła

zgaszono. Żywe fale płomieni, taniec delikatnych ogników sprawiły na chwilę,

że  szkoła  przypominała  zamek  z  baśni  albo  dziewiętnastowieczny  dwór.

Lumikki  zapomniała,  że  dzisiejszy  poranek  rozpoczyna  się  pochodem  świętej

Łucji.  Tradycja  rozprzestrzeniała  się  z  kręgów  szwedzkojęzycznych  na  całą

Finlandię.

Lumikki zawsze miała mieszane uczucia co do dnia świętej Łucji. Wiązało się

z nim poczucie ciepła i bezpieczeństwa, przenikające bez reszty, ale także wiele

nieprzyjemnych  wspomnień.  Jako  mała  dziewczynka,  jeszcze  zanim  zaczęła

chodzić  do  szkoły,  Lumikki  chciała  być  w  domu  Łucją.  W  przedszkolu

w Riihimäki nie obchodzono tego święta. Matce spodobał się pomysł i obiecała

upiec tego dnia tradycyjne ciastka. Jednak ojciec długo przyglądał się Lumikki,

a na jego twarzy pojawiła się szarość ukrywająca wszelkie uczucia.

– W tej rodzinie nie będzie się czcić pamięci młodej kobiety, która wydrapała

sobie oczy, żeby przestał ją molestować mężczyzna zakochany w ich pięknie.

I której potem odcięto głowę puginałem, ponieważ nie udało jej się spalić na

stosie.

Lumikki wciąż pamiętała słowa ojca. Pamiętała, jak zgasł w niej cały zapał.

Jakby kazano jej połykać sople w całości. Matka była wściekła na ojca za to, że

opowiedział  dziecku  o  takich  okrutnych  rzeczach.  Lumikki  nie  widziała  nic

złego  w  jego  słowach.  Najgorsze  było  przenikające  Lumikki  spojrzenie  ojca,

jakby w ogóle nie dostrzegał jej zapału i radości.

Lumikki już nigdy nie zaproponowała, by obchodzili dzień świętej Łucji.

background image

Teraz  patrzyła,  jak  grupa  licealistek  schodziła  po  schodach  w  białych,

długich sukniach, w wieńcach z krepiny na głowach i ze świecami w rękach.

Tinka  szła  na  czele  pochodu.  Jej  długie,  rude  włosy  tworzyły  tym  razem

anielską burzę loków. Mijając Lumikki, uśmiechnęła się słodko i zmrużyła oczy.

Kiedy procesja przeszła do auli lustrzanej, a pieśń odbijała się jedynie echem,

Lumikki  zorientowała  się,  że  w  jej  głowie  rozbrzmiewają  szwedzkie  słowa

pieśni.

Stjärnor som leda oss, vägen att finna,

bli dina klara bloss, fagra prästinna.

Drömmar med vingesus, under oss sia,

tänd dina vita ljus, Sankta Lucia.4

Fiński  był  pierwszym  językiem  Lumikki.  Rzadko  rozmawiała  po  szwedzku.

Właściwie  tylko  z  ojcem  i  jego  krewnymi.  Jednak  szwedzki  był  dla  niej

językiem poezji i pieśni, które wzbudzały w człowieku takie uczucia, że trudno

było znaleźć dla nich nazwę.

Drömmar med vingesus. Sny z szelestem skrzydeł.

Vingesus.  Skrzydła.  Że  też  w  jednym  słowie  można  zmieścić  tyle  piękna.

Szelest  skrzydeł.  Albo  szum,  jak  szum  wiatru,  szmer,  jak  szmer  potoku,  czy

trzask, jak trzask ognia. Lumikki miała w uszach pieśń wyśpiewywaną jasnym

dziecięcym  głosem.  Brzmiał  znajomo,  ale  nie  był  to  jej  własny  głos

z dzieciństwa.

Nagle  zobaczyła  schody  drewnianego  domu,  po  których  schodziła  mała

dziewczynka,  śpiewając  po  szwedzku  Sankta  Lucia.  Roosa.  To  musiała  być  jej

zaginiona siostra. Lumikki przypomniała sobie, jak Roosa pięknie wyglądała,

niczym  postać  z  zaświatów,  a  ona  myślała,  że  w  przyszłym  roku  chciałaby

śpiewać  razem  z  nią.  Dlaczego  nie  miała  żadnych  wspomnień  z  następnego

roku? Czyżby nie nadszedł?

We wspomnieniach Roosa uśmiechała się ciepło do Lumikki. Dokładnie tak,

jak mogłaby się uśmiechać starsza siostra.

Książę coraz mocniej sznurował gorset Lumikki.

Jeszcze odrobinę, a staniesz się posłuszniejszą żoną.

Jeszcze trochę, a nauczysz się cnoty i pokory. Nie będziesz już dzikuską, lecz

królową.  Masz  chodzić  powoli  i  dostojnie.  Masz  milczeć,  gdy  ja  mówię.  Nie

wolno ci krzyczeć i śmiać się, to nie przystoi. Masz piękne suknie i drogocenne

naszyjniki,  mieszkasz  w  złotych  komnatach.  Nie  rozumiem,  czemu  nie  jesteś

szczęśliwa. Czego ci jeszcze brakuje?

background image

Słowa  księcia  rozbrzmiewały  w  uszach  Lumikki.  Trudno  jej  było  złapać

oddech. Gorset uciskał jej żebra. Obraz na skraju pola widzenia zaczął falować

i się rozmywać.

– Jeszcze odrobinę ciaśniej i może wkrótce zapad-niesz w wieczny sen, a ja

będę  mógł  cię  z  powrotem  zamknąć  w  szklanej  trumnie.  Przyjemniej  było

wtedy na ciebie patrzeć. Byłaś lepsza i prostsza. Zakochałem się w niewieście

spoczywającej w szklanej trumnie, a nie w tej nieujarzmionej, bezwstydnej, źle

wychowanej osobie, która jest zbyt przeciętna i prawdziwa – szeptał książę do

ucha Lumikki.

Powietrze nie dopływa.

Tlen się kończy.

Lumikki spróbowała zaczerpnąć powietrza. Bez skutku. Po prostu nie mogła

go nabrać w płuca, jakby tonęła. Kręciło jej się w głowie. Ciemność rozpostarła

nad nią swoje skrzydła.

Lumikki  runęła  jak  długa.  Głową  uderzyła  o  ziemię.  Jej  spojrzenie  omiotło

powierzchnię  sceny  i  nagle  przypomniała  sobie,  gdzie  widziała  skrzynkę,  do

której  pasował  klucz.  To  było  w  sypialni  rodziców,  pod  łóżkiem.  Skrzynka

przykryta była jakimś materiałem. Widziała ją lata temu, kiedy poszła do ich

pokoju po termometr, a ten spadł na podłogę i potoczył się pod łóżko. Zdziwiło

ją, co może być ukryte pod czarnym filcem. Uniosła go i zobaczyła drewnianą

skrzynkę.

Na  chwilę  rozbłysło  wtedy  jakieś  wspomnienie  związane  z  dziecięcymi

skarbami, ale akurat wrócili rodzice i Lumikki wymknęła się z ich sypialni, bo

poczuła  się,  jakby  robiła  coś  zakazanego.  Nigdy  nie  zapytała  o  skrzynkę.

Oczywiście, że nie. Rozumiała, że była to jakaś tajemnica, którą nie powinna

się interesować.

Wtedy może nie, ale teraz to ona miała klucz do tej skrzynki.

To była ostatnia myśl Lumikki, zanim zemdlała.

Krople wody na twarzy. Jak letni deszcz. Lumikki otworzyła oczy i zobaczyła

zatroskane spojrzenie Sampsy.

– Nic mi nie jest – zdołała wykrztusić.

Było  to  kłamstwo,  ale  w  innym  sensie,  niż  Sampsa  i  inni  mogliby  pojąć.

Lumikki  leżała  na  czymś  miękkim,  była  to  z  pewnością  jakaś  narzuta

znaleziona w rekwizytorni, nogi miała uniesione do góry. Gorset zdjęto. Obok

niej stali, oprócz Sampsy, Aleksi i Tinka. Ta ostatnia trzymała w ręce butelkę

wody. Najwyraźniej to ona ochlapała twarz Lumikki.

– Przecież mówiłam, żebyś uważał z tym gorsetem – prychnęła na Aleksiego.

– Wcale go nie zaciskałem – bronił się chłopak.

background image

– To nie od tego – oznajmiła Lumikki, niezgrabnie wstając.

W  głowie  jej  szumiało,  ale  postanowiła  nie  dać  się  omdleniu.  Musiała

przekonać  pozostałych,  że  wszystko  jest  w  porządku,  aby  jak  najszybciej

pozwolili jej odejść.

– Po prostu za mało zjadłam. I źle spałam.

Sampsa  i  Tinka  popatrzyli  po  sobie.  Aleksiemu  wyraźnie  ulżyło.  Tinka

uniosła  brwi  do  góry  i  spojrzała  na  Lumikki  badawczo.  Wreszcie  powoli

stwierdziła:

– Okej. Każdemu się zdarza. A ty już przecież doszłaś do siebie.

Lumikki miała nadzieję, że nikt nie zauważył, jak trzęsą jej się nogi. Sampsa

głaskał ją po plecach uspokajającymi ruchami. Lumikki miała ochotę oprzeć się

o niego, pozwolić mu być jej opiekunem, ale akurat teraz nie mogła.

– Tak czy siak, na dzisiaj koniec – postanowiła Tinka.

–  To  chyba  niezły  pomysł  –  powiedziała  Lumikki.  –  Przecież  prawie  udało

nam  się  zakończyć  próbę  zgodnie  z  planem,  to  znaczy  tym  jak  rozdzieram

gorset i uciekam do lasu.

Zdołała rozśmieszyć pozostałych. Dobrze.

– Pojutrze generalna. I wiecie co, z tego wyjdzie wspaniałe przedstawienie!

Tinka  wlewała  energię  w  pozostałych  i  zarażała  wszystkich  entuzjazmem.

Gwar wypełnił całą salę. Aleksi klepnął Lumikki w ramię i wymamrotał:

– Sorry.

– Nic się nie stało – odpowiedziała Lumikki.

–  A  ja  zabiorę  cię  do  domu  i  będę  rozpieszczał  do  nieprzytomności  –

wyszeptał Sampsa do ucha Lumikki.

– Brzmi jak najwspanialej, ale muszę jechać do Riihimäki.

Lumikki starała się patrzeć Sampsie prosto w oczy, chociaż nie było to łatwe.

– Akurat dziś? – Sampsa zdziwił się.

– Mamy taką rodzinną tradycję związaną z dniem świętej Łucji.

Drugie kłamstwo. Choć było w nim trochę prawdy. Mimo że ojciec nie chciał,

aby w ich rodzinie obchodzono dzień świętej Łucji, to jego krewny od dwóch

lat urządzał z tej okazji spotkanie w Turku. Lumikki wiedziała, że rodzice się

tam wybierają i wrócą dopiero jutro rano. Mogła w spokoju odnaleźć skrzynkę

i zbadać jej zawartość.

Sampsa był wyraźnie rozczarowany. Lumikki trudno było znieść jego smutne

i zarazem zatroskane spojrzenie. Ale nie miała wyjścia. Musiała jak najszybciej

poznać prawdę. Czuła, że w przeciwnym razie oszaleje.

Pocałowała  Sampsę  lekko  w  usta,  starając  się  nie  myśleć,  że  jest  to

pocałunek kłamcy.

background image

13

Pobyt  w  domu  bez  wiedzy  rodziców  wydawał  się  nieuprawniony,  nielegalny.

Odgłos kroków dziwnie odbijał się od ścian.

Niewłaściwa dziewczyna w niewłaściwym domu, szeptało echo. Dziewczyna

duch, która nie powinna samotnie buszować po pokojach.

Oczywiście,  że  ojciec  i  matka  zgodziliby  się  na  jej  przyjazd  pod  ich

nieobecność.  Ale  Lumikki  nic  im  nie  powiedziała,  nie  chciała,  żeby

o czymkolwiek wiedzieli. Nie miała ochoty na niepotrzebne pytania, na które

znów musiałaby odpowiadać kłamstwami. Nie chciała być kimś, kto okłamuje

wszystkich najbliższych. Jednak prześladowca zmusił ją do tego swoimi pogróż-

kami.

Miała nadzieję, że jeżeli odkryje tajemnicę, Cień zostawi ją w spokoju. Może

jego  obsesja  wiązała  się  z  tym,  że  wiedział  coś,  o  czym  Lumikki  nie  miała

pojęcia, i jego dążeniem było odkrycie prawdy przez Lumikki?

Uciszała  wewnętrzny  głos,  który  podszeptywał  jej,  że  takie  absolutne,

szalone zainteresowanie z pewnością nie zostanie tak łatwo zaspokojone.

Odkąd  pamiętała,  w  sypialni  rodziców  pachniało  zawsze  tak  samo.

Lawenda,  świeża  pościel,  nieco  ziemi  z  roślin  pokojowych,  woda  po  goleniu

ojca i stare koronkowe firanki, które wcześniej wisiały u babci. Lumikki uniosła

skraj  sięgającej  do  ziemi  narzuty  i  zajrzała  pod  łóżko.  Materiał,  który

zapamiętała, był na miejscu. Wczołgała się pod łóżko. Zebrało się tam mnóstwo

kurzu. Najwyraźniej ojciec nie był już takim maniakiem odkurzania jak wtedy,

gdy Lumikki jeszcze z nimi mieszkała. I dobrze.

Uniosła  materiał.  Jej  serce  biło  przerażająco  mocno.  Ręce  były  dziwnie

zimne i lepkie. Pod narzutką stało jedynie zwykłe kartonowe pudełko. Żadnej

ozdobnej skrzynki. Brązowy karton pełen literatury ero-tycznej.

Lumikki wsunęła pudełko z powrotem na miejsce i przykryła je. Zawierało

tajemnice,  ale  nie  te,  których  szukała.  W  żadnym  wypadku  nie  chciała

podglądać rodziców i marzyła, by to w gruncie rzeczy niewinne odkrycie nigdy

nie miało miejsca.

Podniosła się z podłogi, kaszląc, i otrzepała dżinsy z kurzu. Rozczarowanie.

Pustka.  Czy  naprawdę  źle  zapamiętała?  Czyżby  wymyśliła  sobie  całą  tę

skrzynkę?  A  może  tak  intensywnie  o  tym  myślała,  odkąd  miała  klucz,  że

w końcu wmówiła sobie wspomnienie o zamykanej skrzynce?

Nie. Tak nie mogło być. Lumikki nie wyrażała na to zgody.

Gdzie w domu rodziców można ukryć skrzynkę, żeby nikt jej przez przypadek

background image

nie znalazł?

Lumikki  przeszukiwała  szafki  i  schowki,  od  salonu  po  przedpokój,  od

piwnicy aż po składzik z tyłu domu. Żadnej skrzynki. Nawet śladu po skrzynce.

Wieczór przechodził w noc. Nadzieja zamieniała się w szary mozół.

Myśl,  myśl,  motywowała  się  Lumikki,  siedząc  na  kanapie  w  salonie.

Delikatnie  rozmasowała  skronie  i  spróbowała  odepchnąć  nieuchronnie

nadchodzący ból głowy. Wyjęła z kieszeni klucz i położyła go na dłoni.

Kluczyku,  powiedz  przecie,  gdzie  twój  zamek  jest  na  świecie.  Zaprowadź

mnie do skrzynki.

Ale  klucz  był  tylko  martwym  ciężarem  na  jej  ręce.  Nie  odpowiadał  na

pytania.

Czasem  to,  czego  szukasz,  jest  bliżej,  niż  myślisz.  Lumikki  od  zawsze

nienawidziła takich rzekomo głębokich banałów. A właśnie coś takiego huczało

w jej głowie irytująco natrętnie. Co to niby znaczy blisko? Pod tyłkiem?

Nie  zdążyła  tego  jeszcze  do  końca  pomyśleć,  a  już  zrzucała  poduszki

i rozkładała kanapę.

W ten sposób znalazła skrzynkę.

Część  przeznaczona  do  spania  leżała  złożona  w  środku  sofy.  Lumikki

wyciągnęła  ją.  W  środku,  między  rozkładaną  częścią  a  podłogą,  pozostawała

na czas, gdy mebel służył do siedzenia, mała luka. Można tam było na przykład

trzymać  karton  z  odzieżą.  Ale  teraz  leżała  tam  mała,  drewniana,  znajomo

wyglądająca skrzynka. Lumikki wyjęła ją spoconymi rękami. Nie traciła czasu

na  zachwyty  nad  ozdobnym  ornamentem.  Nie  liczył  się  wygląd,  tylko

zawartość.  Klucz  wszedł  opornie  w  zamek.  Obracał  się  z  mozołem,  jakby  nie

używano  go  od  wieków.  Lumikki  musiała  się  nieźle  wysilić,  zanim  zamek

wreszcie zaskoczył.

Nie  wiedziała,  czego  się  spodziewać.  Nie  potrafiła  powiedzieć,  co  może

zawierać  skrzynka.  I  nagle  miała  przed  sobą  dzieciństwo,  którego  nigdy  nie

pamiętała.  Zdjęcia  szarookiej  blondyneczki,  podobnej  do  niej,  a  zarazem

całkiem innej. Dziewczynki, która jednocześnie przypominała ojca i matkę i się

od  nich  różniła.  Roosaroosaroosaroosa.  Jej  siostra  Roosa.  Kiedy  Lumikki

zobaczyła  zdjęcia,  przypomniała  sobie  nagle,  jak  pachniała  jej  siostra,  jak

oddychała  we  śnie,  jak  ręce  Roosy  obejmowały,  a  czasem  nawet  szczypały

Lumikki.  Chichotliwy  śmiech  Roosy.  Jej  wściekły  płacz.  Jej  śpiew

i pogwizdywanie, które brzmiały jak szczebiot słowika.

Wspólne  zdjęcia  dwóch  dziewczynek.  Ta  mniejsza,  szatynka,  to  Lumikki.

Siedziały  obok  siebie.  Leżały  na  plaży.  Biegały.  Tańczyły  pod  zraszaczem

w  ogrodzie.  Lumikki  już  nie  oglądała  zdjęć.  Jej  zmysły  nagle  były  pełne

wspomnień.

background image

Truskawki  latem.  Roosa  dawała  jej  te  największe  i  najbardziej  czerwone.

U babci na strychu zawsze pachniało jesienią, nawet w lecie. Stare buty babci

były na nie za duże. Wkładały każda po jednej nodze do tego samego buta. Nie

dało  się  w  ten  sposób  chodzić  bez  wywrotki.  Włosy  Roosy  łatwo  się  plątały.

A Lumikki nie. Roosa czesała swoje sto razy i potem znowu sto. Deszcz siąpił za

oknami, a one robiły sobie pod kocem chatkę, która była cała pomarańczowa.

Kiedy  w  programie  dla  dzieci  była  przerażająca  scena,  Roosa  zakrywała

Lumikki oczy i szeptała, że to tylko bajka. Krzak róży pachniał oszałamiająco,

ale  miał  ostre  kolce.  Dorośli  nie  znali  się  na  najlepszych  zabawach.  Czasem

trzeba  było  zalać  całą  podłogę  w  pokoju.  Ponieważ  to  było  morze.  Policzki

Roosy  były  słone,  kiedy  płakała.  Lumikki  zlizywała  z  nich  sól.  Była  kotem.

Trzymały  się  za  ręce  i  nigdy  nie  rozstawały.  Miały  zawsze  mieszkać  w  tym

samym  domu  i  spać  zawsze  w  jednym  pokoju.  Miały  być  jak  papużki

nierozłączki.  Jak  Różyczka  i  Białośnieżka.  A  gdyby  śniły  im  się  koszmary,

spałyby obok siebie, oddychając w tym samym rytmie. Ciepły bok przy ciepłym

boku. Senne zmory nie mogą się przedostać, jeżeli śpi się ciasno obok siebie.

Lumikki nie wiedziała, ile czasu minęło, zanim dotarło do niej, że teraz ma

osiemnaście lat i siedzi na podłodze w salonie u rodziców. Dookoła niej leżały

porozrzucane  dziesiątki  fotografii.  Pokrywały  całą  podłogę.  Zupełnie  jakby

otworzyło  się  nad  nią  nowe  niebo  i  spadały  z  niego  kolorowe,  prostokątne

płatki śniegu. Lumikki nie miała już trzech lat. A jej ręki nie ściskała o dwa lata

starsza siostra Roosa.

Lumikki  czuła  się  jak  pod  falą  przypływu,  która  zabrała  dach,  podłogę

i ściany. Woda pozostawiła ją pośrodku niczego. Nigdzie nie było bezpiecznego,

twardego  oparcia,  a  wszystko,  w  co  wierzyła,  było  kłamstwem,  czarną

otchłanią.  Całe  dotychczasowe  życie  przeszła  sama,  w  poczuciu,  że  jest

jedynaczką.

Jak  można  zabrać  człowiekowi  siostrę?  Jak  można  ukryć  przed  nim  to,  że

istniał  ktoś  o  imieniu  Roosa?  A  przede  wszystkim  –  dlaczego?  Co  się  stało

z Roosą?

Lumikki  wstała.  Żeby  nie  upaść,  musiała  się  podeprzeć  o  skraj  kanapy.

Kręciło  jej  się  w  głowie.  Mdliło  ją.  Chciała  płakać.  Nogi  odmawiały  jej

posłuszeństwa.  Po  omacku  sięgnęła  po  komórkę,  która  leżała  na  stoliku.

Musiała natychmiast zadzwonić do ojca i matki. Nieważne, która była godzina.

Nieważne,  czy  poszli  już  spać.  Kłamcy.  Oszuści.  Czy  coś  takiego  można  było

zrobić  osobie,  którą  się  kocha?  Jak  mogli  zatuszować  tak  ważną  dla  niej

sprawę?

Lumikki musiała ich o to zapytać.

Teraz.

background image

Musiała się dowiedzieć, co się stało z Roosą.

W  tym  momencie  nadeszła  wiadomość.  Lumikki  domyślała  się,  kto  jest

nadawcą, jeszcze zanim ją przeczytała.

Widzę  Cię.  Siedzisz  z  telefonem  w  dłoni.  Ale  nie  zadzwonisz,  bo  nie  chcesz,  żeby
finałowa  scena  odmalowała  się  na  premierze  świeżą  krwią  na  ścianach.  Krew
płynąca  po  scenie.  Krew  wypełniająca  widownię.  Przecież  nie  chcesz,  żeby  Twój
miły,  choć  głupkowaty  chłopak  upadł  na  scenę  i  patrzył  przed  siebie  martwym
spojrzeniem.  I  wiesz,  że  odwołanie  przedstawienia  nic  nie  da.  Odnalazłbym  Was
wszystkich  i  zrealizował  własny  scenariusz.  Piękna  jesteś  w  tej  chwili.  Człowiek,
który zobaczył prawdę, zawsze jest piękny.

Lumikki  rzuciła  się,  by  pogasić  światła  w  salonie,  chociaż  zdawała  sobie

sprawę, że to nic nie da.

Siedziała  nieruchomo  w  ciemnym  pokoju  i  bacznie  obserwowała  podwórze

w nadziei, że coś zobaczy. Odpowiadała jej tylko czerń.

Luźno opuściła rękę z telefonem. Wiedziała, że nie może zadzwonić.

Informacja  jest  wspaniała  i  bezlitosna,  moja  Lumikki.  Będąc  w  posiadaniu

odpowiedniej  informacji,  można  zrobić  wszystko.  To  ona  sprawia,  że  działamy,

wierzymy i ufamy. Naprawdę daje nam władzę.

Jeżeli znasz właściwych ludzi, to masz dostęp do informacji i znajdziesz, czego

szukasz. Wiem o Tobie tak dużo, ponieważ chciałem wiedzieć. Byłem spragniony

informacji  jak  człowiek,  który  nigdy  nie  zdołał  do  końca  zaspokoić  pragnienia.

Znalazłem sposoby, aby dotrzeć do informacji, które były tajemnicą.

Nic nie jest sekretem dla kogoś, kto pragnie go poznać równie łapczywie, jak ja.

Ludzie  zawsze  gotowi  są  zrobić  wyjątek,  jeżeli  przekona  się  ich,  że  warto

podzielić  się  wiedzą.  Czasem  wymaga  to  pieniędzy,  czasem  innych  środków.

Najczęściej  nie  jest  potrzebna  żadna  waluta,  ponieważ  ludzie  chcą  się  dzielić

swoimi informacjami, nawet tymi wrażliwymi, sekretnymi. Taka jest ludzka natura.

Zbierałem wiedzę o Tobie cierpliwie, kawałek po kawałku. Wiedziałem, że mam

czas i że kiedy nadejdzie właściwa pora, będziesz gotowa przyjąć moje informacje.

Informacja wzmacnia.

Informacja sprawia, że piękniejesz.

Uczynię Cię o wiele silniejszą i piękniejszą niż ktokolwiek inny.

background image

14 grudnia

CZWARTEK

background image

14

Poruszaj się zawsze tam, gdzie jest światło, Lumikki.

To były ostatnie słowa babci ze strony mamy skierowane do Lumikki. Rak

trzustki  zabrał  ją  w  mgnieniu  oka  pięć  lat  temu.  Lumikki  odwiedzała  babcię

w  szpitalu,  nachylała  się  tuż  nad  nią,  a  ona  czasem  gładziła  ją  po  policzku

suchą, pomarszczoną dłonią. Babcia owdowiała młodo i została sama z czwórką

dzieci.  Lumikki  kochała  tę  jednocześnie  silną  i  delikatną  kobietę  miłością

absolutną i bezgraniczną. Babcia odwzajemniała to uczucie, Lumikki nigdy nie

miała  co  do  tego  żadnych  wątpliwości.  Z  rodzicami  taty  nie  była  tak  blisko.

Mieszkali na Wyspach Alandzkich i Lumikki rzadziej ich widywała.

Tylko jak babcia mogła zataić przed nią istnienie drugiej wnuczki? Lumikki

miała  wrażenie,  że  znalazła  się  w  całkowicie  sztucznej,  równoległej

rzeczywistości,  w  której  wszyscy  spiskowali  przeciwko  niej.  Ukryta  kamera.

Spektakl. Wyreżyserowany reality show, w którym tylko ona jedna o niczym

nie wiedziała.

Poruszaj się zawsze tam, gdzie jest światło.

Słowa  babci  przypomniały  jej  się,  kiedy  szła  ze  szkoły  do  domu  ulicą

Hämeenkatu. Podczas tygodni światła cała ulica zalana była żółtymi i złotymi

iluminacjami.  Dzięki  kwiatowym  wzorom,  płatkom  śniegu,  opatulonym

światełkami  pniom  i  koronom  drzew,  świątecznym  neonom  i  witrynom

sklepów zapominało się, że gdyby nagle zabrakło prądu, wokół zapanowałyby

egipskie ciemności. Dzięki obfitości światła ciemność odchodziła w niepamięć.

Lumikki  zastanawiała  się,  czy  babcia  też  tak  myślała.  Że  jeżeli  tylko  życie

Lumikki będzie wystarczająco jasne i radosne, zniknie tragedia przeszłości.

Tego,  że  w  przeszłości  wydarzyła  się  jakaś  tragedia,  Lumikki  była  pewna.

Zrozumiała  to  po  obejrzeniu  fotografii.  Tylko  ogromne  nieszczęście  mogło

tłumaczyć, że zatajono przed nią fakt istnienia siostry.

Lumikki  nie  zmrużyła  oka  poprzedniej  nocy.  Po  esemesie  od  prześladowcy

zgasiła wszystkie światła, zaciągnęła zasłony, przyniosła z kuchni najostrzejszy

nóż  i  wtuliła  się  w  róg  kanapy,  z  twarzą  skierowaną  w  stronę  przedpokoju.

Nasłuchiwała  uważniej  niż  kiedykolwiek  i  podskakiwała  na  dźwięk  każdego

szmeru i skrzypnięcia, podmuchu wiatru czy uderzenia o szybę kropli deszczu

ze  śniegiem.  Bała  się  potwornie,  myślała,  że  umrze  ze  strachu.  Chciała

zadzwonić  do  Sampsy  albo  do  Liekkiego,  do  rodziców  lub  na  policję,  ale  nie

mogła.

Prześladowca  skrępował  jej  ręce  i  założył  knebel,  odebrał  jej  jakąkolwiek

background image

swobodę ruchu i oddechu.

Podczas  gdy  powoli  mijały  nocne  bezsenne  godziny,  Lumikki  próbowała

domyślić  się,  kto  był  jej  prześladowcą.  Nikt  nie  przychodził  jej  do  głowy.  To

musiał być jakiś wariat. Maniak. Tylko kto mógł tyle o niej wiedzieć? Kto mógł

wiedzieć  o  skrzynce,  zdjęciach  i  kluczu?  Kto  potrafił  zdobyć  klucz?  Rodzice

oczywiście,  lecz  mimo  że  Lumikki  coraz  bardziej  wątpiła  w  ich  miłość,  nie

przypuszczała,  żeby  to  oni  stali  za  tym  wszystkim.  Własny  ojciec  i  własna

matka... Nie, to niemożliwe.

Umysł  Lumikki  zaprzątało  też  pytanie,  co  się  stało  z  Roosą.  Ta  sprawa

wydawała  się  najważniejsza.  Musiała  ją  rozwiązać,  żeby  móc  myśleć

o czymkolwiek innym.

Prześladowca  dał  jej  klucz,  ale  największą  zagadkę  pozostawił

nierozwiązaną. Lumikki zrozumiała, że jest zdana na jego łaskę. Była pewna,

że on zna od-powiedź.

Kiedy  w  końcu  szary,  zmęczony  poranek  wstał  na  północnej  półkuli,

Lumikki,  na  granicy  omdlenia,  z  odrętwiałymi  rękami  i  nogami,  zwlekła  się

z kanapy. Odniosła nóż do kuchni i posprzątała, jakby nikogo tej nocy nie było

w domu. Każdy ruch wykonywała mechanicznie. Czasem tak trzeba, kiedy na

nic innego nie starcza siły.

Rób tylko to, co niezbędne. Zignoruj wszystko inne.

Porannym  pociągiem  pojechała  do  Tampere,  przebrała  się,  wypiła  prędko

kawę  i  poszła  do  szkoły.  Normalne  sprawy,  normalne  życie,  wszystko  jak

zwykle.  Ludzi  dookoła  otaczała  codzienność,  spieszyli  się  do  pracy  albo  na

lekcje.  Lumikki  miała  wrażenie,  że  patrzy  na  nich  przez  szybę,  ze  szklanej

trumny. Była obecna i nieobecna jednocześnie.

Była sobie raz dziewczynka, której nie było.

Roosa,  całkowicie  wymazana  z  pamięci.  Lumikki  chodziła,  oddychała

i  zewnętrznie  przypominała  żywego  człowieka,  jednak  czuła,  że  jej  wnętrze

wypełnia tylko czerń. Że jest zaledwie skorupą człowieka.

W  szkole  jako  pierwszy  natknął  się  na  nią  Henrik  Virta.  Nauczyciel

psychologii przyjrzał jej się z troską.

– Chyba nie jesteś chora? – zapytał.

– Nie, nie. To tylko zmęczenie zimowe – odpowiedziała Lumikki.

– O tej porze roku trzeba dbać o siebie, wysypiać się i mieć dużo kontaktu ze

światłem – powiedział Hen-rik i uśmiechnął się ciepło.

Lumikki starczyło energii tylko na kiwnięcie głową. Zaraz potem zobaczyła

Sampsę, którego jeszcze bardziej zmartwiło wycieńczenie Lumikki.

– Siedzieliśmy wczoraj do późna – wykręciła się.

Czuła, że jeżeli z jej ust wypłynie jeszcze jedno kłamstwo, zwymiotuje.

background image

– Dzikie szwedzko-fińskie imprezki – zadrwił Sampsa.

I  od  tego  zaczęła  się  kłótnia.  Lumikki  zirytowały  słowa  Sampsy,  jego

uśmiech,  ton  głosu  i  w  ogóle  wszystko.  Rozzłościło  ją,  kiedy  Sampsa

powiedział, że będzie na nią czekał po lekcjach w bibliotece, żeby mogli razem

pójść do jej mieszkania.

–  Jestem  taka  zmęczona,  że  po  szkole  muszę  uciąć  sobie  moją  szwedzko-

fińską drzemkę wyłącznie w moim własnym szwedzko-fińskim towarzystwie –

oświadczyła Lumikki.

–  Obiecuję,  że  będę  siedział  cicho  i  nie  będę  przeszkadzał  –  odpowiedział

spokojnie Sampsa.

– Nie. Chcę być dzisiaj sama.

– Ostatnio często chcesz być sama.

– Taka już jestem. Wiedziałeś o tym, kiedy zaczęliśmy się spotykać.

–  Czasem  mam  wrażenie,  że  jestem  tylko  małą,  nic  nieznaczącą  częścią

twojego życia.

Lumikki  widziała  smutek  w  oczach  Sampsy  i  w  innych  okolicznościach

pewnie by ją to wzruszyło. Ale nie dziś. Była zmęczona, przestraszona i czuła

na sobie tak wielki ciężar, że mina Sampsy wydawała się tylko oskarżeniem.

Co  mogła  mu  powiedzieć?  Nie  chcę,  żebyś  przy  mnie  był,  ponieważ  każde

słowo, które mówię, jest kłamstwem? Robię to, żeby cię chronić? Nie możesz

mnie uratować?

Nikt nie może.

Wszystkie  lekcje  minęły  jej  w  nieprzeniknionej,  czarnej  mgle.  Do  domu

wracała  spacerem.  Przechodziła  przez  most,  na  którym  świetlne  konie

utworzyły  szpaler.  Zdaniem  Lumikki  było  to  zawsze  najwspanialsze  miejsce

podczas tygodni światła. Konie stały dęba, przednimi kopytami biły powietrze

i niemal można było usłyszeć ich dumne rżenie.

Poruszaj się zawsze tam, gdzie jest światło.

Nie uwolni się od czerni, dopóki się nie dowie.

Lumikki  doszła  do  wniosku,  że  nadszedł  czas,  by  po  raz  pierwszy  samemu

nawiązać kontakt z prześladowcą. Wyjęła z kieszeni telefon i wysłała esemesa

pod numer, z którego korzystał nieznajomy.

Chcę się z Tobą spotkać.

Lumikki  miała  nadzieję,  że  takie  zaproszenie  wystarczy  Cieniowi.  Sądziła,  że

jeżeli  choć  trochę  poznała  już  emocje  swojego  prześladowcy,  to  takiemu

zaproszeniu nie będzie potrafił się oprzeć.

Wiedziała, że to niebezpieczna gra, ale musiała się dowiedzieć, kto za tym

background image

wszystkim stoi.

Pod  drzwiami  mieszkania  czekała  na  nią  niespodzianka.  Sampsa.  Siedział  na

schodach, a obok niego stał kosz piknikowy.

–  Jak  chcesz,  to  sobie  pójdę.  Ale  pomyślałem,  że  może  odrobina  jedzenia

i masaż karku dobrze by ci zrobiły.

Sampsa  wyglądał  rozbrajająco  w  wielkiej  jasnozie-lonej  czapie,  z  oczami

pełnymi nadziei. Lumikki myślała, że zaraz pęknie jej serce. Co ona zrobiła, że

zasługuje na taką szczerą i oddaną miłość?

– Czy naprawdę chcesz mnie zabrać na piknik w środku grudnia? – zapytała.

– Oczywiście. Mam ze sobą koc i wszystko. Na podłodze w twoim mieszkaniu

znajdzie się dość miejsca.

Chłopak  uśmiechnął  się.  Lumikki  złapała  go  za  poły  kurtki  i  pocałowała

długo i namiętnie, ponieważ akurat teraz Sampsa zasługiwał na to bardziej niż

ktokolwiek inny na świecie.

W mieszkaniu rzeczywiście rozłożył na podłodze koc i wyjął z kosza bagietki,

twarożek, winogrona oraz czekoladowe muffiny. Nastawił płytę Musta Sanny

Kurki-Suonio  ze  współczesną  muzyką  ludową,  kazał  Lumikki  usiąść,  zrobił  jej

kanapkę, nalał kieliszek czerwonego wina i położył dłonie na jej ramionach.

– A teraz się odpręż – wyszeptał jej do ucha.

Zamknęła oczy. Sampsa był taki dobry i miły, że Lumikki obawiała się, że

zaraz wybuchnie płaczem.

Znam wiatr, znam wiatr, znam ciszę

Znam cień, znam cień na drugim brzegu

Dokąd, dokąd mnie poniesie

Gdzie na końcu, gdzie na końcu się dostanę

Nie zapadnę, nie zapadnę się pod ziemię

Jeśli śmierć, jeśli śmierć mnie nie zabije

Nie utonę, nie utonę na moczarach

Jeśli śmierć, jeśli śmierć mnie wpierw nie trafi

Spałabym, spałabym, lecz nie chce mi się spać
Piłabym wodę, piłabym wodę, lecz nie czuję pragnienia.

4

 

Słowa  i  melodia  piosenki,  ciepły  dotyk  Sampsy,  rozgrzewające  czerwone

wino. Wszystko to razem tworzyło wokół Lumikki miękką bawełnianą krainę

jak  z  bajki.  Gdyby  tak  mogła  w  niej  zostać!  Gdyby  tylko  mogła  o  wszystkim

zapomnieć. Chociaż na chwilę. Masaż Sampsy był bardzo przyjemny. Mimo to

background image

Lumikki nie mogła nie myśleć o innych dłoniach, które wprost elektryzowały

jej  skórę  i  kilkoma  lekkimi  ruchami  wysyłały  wzdłuż  całego  ciała  przyjemne

impulsy. Myślała o Liekkim, choć nie powinna. To było nie w porządku wobec

Sampsy.

W  tej  samej  chwili  komórka  Lumikki  zawibrowała.  Przyszła  nowa

wiadomość. Sięgnęła po telefon.

– Nie sprawdzaj teraz – poprosił Sampsa.

– Muszę – odpowiedziała Lumikki i wzięła komórkę.

Ręce  Sampsy  oswobodziły  ramiona.  Bawełniany  świat  i  tak  się  rozpłynął,

a serce Lumikki napełniło się strachem i nadzieją naraz. Jednak nadawcą nie

był prześladowca. Wiadomość wysłał Liekki.

Myślę  o  Tobie  cały  czas.  Jest  to  pierwsza  rzecz  rano  i  ostatnia  wieczorem.  Myślę
o Tobie o wszystkich porach. Wciąż Cię kocham. Zawsze będę Cię kochał.

Lumikki poczuła, jak rumieniec oblewa jej policzki. Czy mogła istnieć między

nimi  tak  mocna  więź,  że  kiedy  ona  myślała  o  Liekkim,  on  to  czuł?  Wstała

i poszła do kuchni.

– Od kogo to? – spytał Sampsa.

– Od mamy. Zostawiłam u nich bluzę.

Kłamstwo,  kłamstwo,  kłamstwo.  Znów  kłamstwo.  Lumikki  instynktownie

otworzyła  w  kuchni  pudełko,  w  którym  trzymała  broszkę  ze  smokiem  od

Liekkiego.  Wzięła  ją  do  ręki.  Jej  palce  głaskały  wspaniałe  łuski.  Gdyby  tak

mogła przypiąć broszkę do kołnierzyka i z dumą ją nosić. Dlaczego jej życie nie

mogło być prostsze?

Lumikki usłyszała, jak Sampsa podnosi się z koca. Szybko schowała ozdobę

do kieszeni. Potem skasowała wiadomość od Liekkiego. Gdyby miała postąpić

całkowicie  fair,  powinna  usunąć  przy  okazji  jego  numer.  Na  to  jednak  nie

potrafiła się zdobyć.

Przyjdź, przyjacielu

Zaprowadź mnie tam

Gdzie zbierają się węże i skorpiony

Przyjdź, przyjacielu

Zaprowadź mnie tam

Gdzie ciernie wszystko drą na strzępy

background image

Przyjdź, przyjacielu

Zaprowadź mnie na manowce
Bo właśnie tam chcę, na prawdziwe manowce

5

 

Głos Sanny Kurki-Suonio wypełniał głowę Lumikki.

– Możemy wyłączyć muzykę? – zapytała Sampsę.

– Jasne. A co chcesz robić?

–  Spać  –  odpowiedziała  Lumikki,  unikając  wzroku  chłopaka  i  kierując  się

w stronę materaca.

Nagle poczuła, że ze zmęczenia leci z nóg. Rzuciła się w ubraniu na materac,

otuliła kołdrą i natychmiast zasnęła.

Nie  wiedziała,  dlaczego  się  ocknęła.  Spojrzała  w  bok.  Sampsa  spał  snem

sprawiedliwego.  Lumikki  podniosła  się  na  łokciach  i  rozejrzała  dookoła.

Sampsa posprzą-tał po pikniku i złożył koc. Spała tak głęboko, że niczego nie

słyszała.

Dopiero  kiedy  sprawdzała  godzinę  na  komórce,  zrozumiała,  że  obudził  ją

dźwięk  przychodzącego  esemesa.  Był  kwadrans  po  dziesiątej.  Tym  razem

wiadomość przysłał Cień.

Przyjdź do Särkänniemi. Lunapark to odpowiednie miejsce na nasze spotkanie. Tam
Ci wszystko opowiem.

background image

Często patrzę na Ciebie także wtedy, gdy tak naprawdę Cię nie widzę. Zbudowałem

sobie  w  tym  celu  specjalne  pomieszczenie.  Mam  Twoje  zdjęcia.  Zrobiłem  je  po

kryjomu. Jesteś na nich taka słodka i zamyślona, ponieważ sądziłaś, że nikt Cię nie

widzi.  Rozwiesiłem  fotografie  na  ścianach  mojej  sekretnej  komnaty.  Głaszczę

palcami  Twoje  czoło.  Dotykam  Twojej  pełnej  dolnej  wargi  i  myślę  o  tym,  w  jaki

sposób bym Cię pocałował.

Mam też wszystkie artykuły z gazet na Twój temat. A także wiele dokumentów,

o których istnieniu nawet nie wiesz. Na jednej ścianie zrobiłem oś Twojego życia.

Wiele się w nim już zdążyło wydarzyć.

Myślałaś,  że  zgubiłaś  pomarańczową  rękawiczkę?  Jest  u  mnie.  Tak  samo  jak

srebrny długopis i guzik, który odpadł od białej bluzki. To moje małe skarby, które

pieszczę, skoro jeszcze nie mogę pieścić Ciebie.

Czasami  przychodzę  do  mojej  komnaty  Lumikki  ze  świecami  i  rozmawiam

z  Tobą.  Patrzę,  jak  płomienie  przydają  Twoim  policzkom  czerwieni  na  zdjęciach.

Jesteś taka piękna. Najpiękniejsza, jaką znam.

Ale zdjęcia nie wystarczą. To tylko namiastka.

Chcę  Cię  całą,  chcę  Cię  poczuć  wszystkimi  zmysłami.  Widzieć  Cię,  czuć,

smakować,  dotykać.  Nigdy  nie  pragnąłem  niczego  ani  nikogo  tak  bardzo.  Jesteś

istotą mojego istnienia, nadajesz sens mojej egzystencji, kochana Lumikki.

background image

15

Lumikki  wdrapywała  się  na  płot  wesołego  miasteczka  z  nadzieją,  że  nie

uruchomi  żadnego  alarmu.  Łapał  mróz  i  oblodzone  ogrodzenie  było  śliskie.

Udało jej się jednak przedostać na drugą stronę, nie włączając żadnej syreny.

Szron lśnił na wszystkim niczym magiczny pył. Pusty, cichy lunapark sprawiał

wrażenie  nawiedzonego.  Ciemne  urządzenia  były  niczym  potwory  z  licznymi

odnóżami.  Stały  w  bezruchu,  ale  sprawiały  wrażenie,  jakby  w  każdej  chwili

mogły  się  wyrwać  z  ziemi  i  ruszyć  przed  siebie.  Karuzela  łańcuchowa  groziła

tym,  że  nagle  zacznie  się  dziko  kręcić,  a  wtedy  łańcuchy  pozrywają  się,

a  siedzenia  poszybują  we  wszystkie  strony.  Latający  dywan  mógłby

wystartować do lotu, wylądować na jeziorze i zatonąć z bulgotem wśród fal.

Wyłączone na zimę maszyny zapadły w sen zimowy. Nie należało ich budzić,

bo mogłyby się zdenerwować.

Lumikki  znów  udało  się  wymknąć  z  mieszkania,  nie  budząc  Sampsy.  To

doprawdy błogosławieństwo, że ten chłopak miał tak głęboki sen. Tym razem

Lumikki  wypadła  z  domu  w  takim  pośpiechu,  że  nie  zostawiła  nawet  żadnej

kartki.  Nie  mogła  ryzykować,  że  Sampsa  się  obudzi.  Musiała  się  spotkać

z Cieniem. Musiała otrzymać wyjaśnienia i odpowiedzi.

Mimo  że  znajdowała  się  już  na  terenie  lunaparku,  nigdzie  nie  widziała

prześladowcy. Męczyła ją ta zabawa w chowanego.

– Jestem tutaj! – krzyknęła, na ile starczyło jej powietrza w płucach.

Jej głos rozpłynął się pośród otaczających ją urządzeń. Nikt nie odpowiadał.

Przyjdź do Domu Śmiechów.

Wiadomość.  Znowu.  Dlaczego  Cień  wciąż  bawi  się  z  nią  w  kotka  i  myszkę?

Przecież zjawiła się w wyznaczonym miejscu. Jest gotowa na spotkanie.

Drzwi do Domu Śmiechów były otwarte. Lumikki zawołała do środka. Zero

odzewu.  Weszła.  Ruchoma  podłoga,  tor  linowy,  zdradliwy  korytarz,  gabinet

luster, gdzie raz wyglądała na wysoką, a raz na niską, raz była gruba, a innym

razem chuda jak patyk. Lumikki dobrze znała to miejsce. Potrafiła szybko przez

nie przebiec. Także przez ciemny korytarz i szklany labirynt. A na końcu przez

śliskie wzgórza.

Kolejna wiadomość.

background image

Dobrze.  Przeszłaś  przez  to  dziwne  stadium,  które  nazywa  się  dzieciństwem.  Jest
poplątane i zdradliwe, wspomnieniom nie można w pełni ufać, lustra oszukują. Czas,
żebyś udała się na Tornado.

Lumikki  była  sfrustrowana  i  zrezygnowana.  Chciała  już  to  zakończyć.  Siły

dodawała jej myśl, że być może to był ostatni etap. Może otrzyma odpowiedzi

po wypełnieniu zadań.

Tornado  było  największą  atrakcją  w  całym  wesołym  miasteczku,  była  to

kolejka  górska  do  potęgi  drugiej.  Przejażdżka  odbywała  się  w  szaleńczym

tempie.  W  dodatku  na  trasie  umieszczono  ogromne  pętle,  tak  że  miejscami

jechało się głową w dół.

Kolejna instrukcja.

Przejdź trasę Tornada.

Prześladowca musiał być kompletnie zwariowany. Tylko szaleniec wspiąłby się

na  kolejkę  górską.  Ale  i  Lumikki  była  szalona,  bo  nie  namyślając  się  długo,

zaczęła wypełniać rozkaz.

Wspinaczka po oblodzonym torze sprawiała olbrzymie trudności. Metalowa

powierzchnia  była  śliska  i  twarda,  ciężko  było  się  dobrze  złapać.  Pierwsze

metry po poziomym torze Lumikki przelazła na czworakach, ale kiedy zaczęło

się nachylenie, wspinaczka stała się niemal niemożliwa. Lumikki brakowało sił

już  po  kilku  metrach.  Pełzła  na  kolanach,  tracąc  równowagę  na  ostrych

zakrętach  i  zawrotkach,  łapała  się,  jak  mogła,  rękami  i  zapierała  nogami.

Czasami podciągała się jedynie na rękach. Zacisnęła zęby i nie poddawała się.

Raz popełniła błąd i spojrzała w dół. Była wysoko. Zbyt wysoko. Jak wysoko

miała  się  wspiąć  zdaniem  prześladowcy?  Na  chwilę  zamknęła  oczy  i  wzięła

głęboki  oddech.  Mroźny  wiatr  smagał  policzki.  To  w  ogóle  nie  miało  sensu.

W każdej chwili mogła spaść i umrzeć.

Nagle ktoś krzyknął z dołu:

– Lumikki!

Wszędzie rozpoznałaby ten głos. Nie mogła jednak uwierzyć, że naprawdę go

słyszy. Zerknęła w dół. A jednak nie przesłyszała się. Liekki.

– Złaź stamtąd! Ostrożnie!

Lumikki  straciła  nagle  czucie  w  rękach,  nogach,  policzkach  i  sercu.  Liekki.

Człowiek,  któremu  mimo  wszystko  ufała  najbardziej  na  świecie.  Czyżby

Liekki...? Czy on mógł...? Bała się nawet o tym pomyśleć. Ale jakie mogło być

inne wyjaśnienie?

W tej samej chwili usłyszała drugi głos. Też znajomy.

background image

– Co ty tu właściwie robisz? Złaź, zanim zadzwonię po ratowników!

Sampsa.

Lumikki  nic  z  tego  nie  rozumiała.  Jakim  cudem  Sampsa  i  Liekki  się  tutaj

znaleźli? Siły opuszczały ją coraz bardziej. Postanowiła zejść z toru. W dół było

jednak trudniej niż pod górę. Metal zaczynał palić jej dłonie. Objęła skraj toru

nogami, ale się poślizgnęła. Zawisła na samych rękach.

Czuła, jak powoli mimowolnie rozluźnia uchwyt.

Sampsa  i  Liekki  zdążyli  ją  na  szczęście  złapać.  Na  chwilę  znalazła  się

w  objęciach  ich  obu,  otoczona  dwiema  opiekuńczymi  parami  rąk.

Opiekuńczymi  lub  usidlającymi.  Lumikki  już  sama  nie  wiedziała,  jak  jest

naprawdę. Wyswobodziła się z ich uścisku i stanęła dwa kroki dalej.

– Co wy tu, do cholery, robicie? – spytała.

– O to samo można by zapytać ciebie – odpowiedział wyzywająco Liekki.

– Ja zapytałam pierwsza.

Lumikki nie unikała spojrzenia Liekkiego. To on pierwszy odwrócił głowę.

–  No  dobra.  Włóczyłem  się  koło  twojego  domu,  bo  nie  mogłem  zasnąć.

Miałem chyba nadzieję, że cię zobaczę. Choćby w oknie – przyznał się Liekki. –

A kiedy zauważyłem, że wychodzisz, postanowiłem cię śledzić.

Zabrzmiało  to  szczerze  i  wiarygodnie.  Ale  Lumikki  nie  wiedziała,  czy  jest

jeszcze w stanie w cokolwiek uwierzyć. Przeniosła spojrzenie na Sampsę.

– A ty?

–  Przeczytałem  wiadomość,  która  do  ciebie  przyszła.  Nie  obudziłaś  się  od

razu. A potem udawałem, że śpię, i wyszedłem za tobą. Już od dłuższego czasu

miałem wrażenie, że masz kogoś jeszcze.

Sampsa wyglądał na zawstydzonego, ale zaraz poruszył buntowniczo brodą.

– I najwyraźniej się nie myliłem. Przyszłaś tutaj, żeby się z nim spotkać.

Ostatnie  słowo  Sampsa  wypowiedział  potępiająco  i  kiwnął  głową  na

Liekkiego.

– Wcale nie – zaprzeczyła Lumikki.

– No to dlaczego?

Nie odpowiedziała. W głowie miała mętlik. Czy Liekki mówił prawdę? Czy

Sampsa  mówił  prawdę?  Czy  którykolwiek  z  nich  mógł  być  prześladowcą?

A może działali razem? Wspólny spisek?

– Wszystko jedno, ale chyba jest jasne, że nie jesteś tu już dłużej potrzebny –

warknął Liekki do Sampsy.

Sampsa  zbliżył  się  do  Liekkiego,  znacznie  naruszając  jego  osobistą

przestrzeń.

– Chciałbym ci przypomnieć, że Lumikki to moja dziewczyna – powiedział.

– Która dwa dni temu się ze mną całowała.

background image

Sampsa  spojrzał  pytająco  na  Lumikki,  jakby  chciał  się  upewnić,  czy  to

prawda.  Lumikki  znów  nie  odpowiedziała,  ale  jej  spojrzenie  wystarczyło.

Sampsa popchnął Liekkiego.

– Znikaj z naszego życia! – wysapał. – Już raz ją zostawiłeś. Straciłeś swoją

szansę.

Liekki  uśmiechnął  się  krzywo,  po  czym  delikatnie,  jakby  dla  zabawy,

odepchnął Sampsę.

–  Prawdziwa  miłość  nie  dba  o  to.  Ja  i  Lumikki  należymy  do  siebie.  To

przeznaczenie.

–  Używasz  wielkich  słów,  ale  nie  miałeś  dość  jaj,  żeby  zostać  z  Lumikki  –

zauważył Sampsa.

– Aha, a zatem nadeszła chwila, kiedy sprawdzamy, kto ma jaja?

Nagle Liekki i Sampsa rzucili się na siebie. Przeklinali i przekrzykiwali się,

kogo naprawdę kocha Lumikki. Ona zaś przyglądała się temu przedstawieniu

śmiertelnie zmęczona, znów jakby przez szybę. Nie kibicowała żadnemu z nich,

żadnemu  nie  życzyła  przegranej.  Walka  wyglądała  z  jej  punktu  widzenia  na

bezsensowną i idiotyczną. Niedojrzałą.

– Nie mam na to w tej chwili siły – westchnęła. – Możecie tu zostać i lać się

po mordach nawet do końca świata. Ja wracam do domu. I nie ma sensu, żeby

któryś z was szedł za mną.

I Lumikki pomknęła, nie oglądając się za siebie. Chciała czuć, jak zmęczone

mięśnie  zmagają  się  z  prędkością.  Chciała  czuć  kłucie  mroźnego  powietrza

w płucach. Potrzebowała czegoś, co rozwiałoby kłębiące się w jej głowie myśli.

Czy szaleństwo może ogarniać człowieka niepostrzeżenie? Może właśnie tak

to się odbywa, może człowiek w ogóle tego nie zauważa? A co, jeżeli całkowicie

straciła już kontakt z rzeczywistością i wymyśliła sobie to wszystko? Może tych

listów w ogóle nie było. Ani esemesów. Ani prześladowcy.

Co, jeżeli to wszystko było tylko w głowie Lumikki?

Skoczyła na płot, uchwyciła się palcami i zaparła czubkami butów, po czym

przeszła na drugą stronę. Kontynuowała bieg. W okolicach zatoki ktoś krzyknął

za nią:

– Ej, dziewczyno! Choć z nami na afterka!

Grupa  mężczyzn  w  średnim  wieku,  którzy  najwyraźniej  mieli  spotkanie

mikołajkowe. Tak przynajmniej można było wnioskować na podstawie czapek

pomocników  Świętego  Mikołaja  i  czerwonych  nosów.  Lumikki  gnała  dalej.

Chciała  wybiec  z  tego  wszystkiego,  ze  swojego  życia,  z  szaleństwa,  w  które

zamieniły się jej dni.

Wciąż  żadnych  ostatecznych  odpowiedzi.  Żadnej  jasności  co  do  tożsamości

prześladowcy.

background image

Kiedy otworzyła drzwi do mieszkania, chciało jej się jedynie runąć na ziemię

i  płakać.  Jak  wiele  może  znieść  jeden  człowiek?  Ile  jeszcze  będzie  musiała

wytrzymać? Gdzie jest granica, po której przekroczeniu człowiek się po prostu

rozpada?

Z powodu wycieńczenia do Lumikki zbyt późno dotarło, że w mieszkaniu jest

zapach, którego być nie powinno. W momencie, w którym to zauważyła, ktoś

krępował  jej  już  ręce  na  plecach.  Następnie  zakneblowano  jej  usta  skórzaną

rękawiczką, a rękaw bluzki podciągnięto do góry.

Ostatnie, co poczuła, to ukłucie ostrą igłą w nagą skórę przedramienia i płyn

wpuszczany do żyły.

A potem była już tylko czerń.

background image

15 grudnia

PIĄTEK NAD RANEM

background image

16

Cień  falował  raz  bliżej,  raz  dalej.  Jego  kontury  rozmywały  się  w  ruchu.  Nie

można było uchwycić jego sylwetki.

Lumikki  próbowała  wyostrzyć  wzrok.  Wszystko  było  rozmazane.  Bolała  ją

głowa, a ręce i nogi były ciężkie jak w najczarniejszych koszmarach. Powieki

chciały się zamknąć z powrotem. Zmusiła je, by pozostały otwarte.

Leżała  na  plecach.  Odsunęła  lewą  dłoń  od  ciała  i  natrafiła  na  przeszkodę.

Podobnie  działo  się  w  przypadku  prawej  ręki.  I  obu  nóg.  Minimalnie  uniosła

rękę do góry tylko po to, żeby upewnić się, że bariera znajduje się także nad

nią. Dziwne. Widziała przecież do góry i na boki. Albo raczej widziałaby, gdyby

wszystko nie znajdowało się za mgłą. Mgła w oczach, mgła w myślach, które

jakoś nie mogły się rozjaśnić.

– Nadeszła pora, żebyś otworzyła oczy. Jest już rano.

Głos  dobiegał  z  góry.  Wychodził  z  poruszającego  się  Cienia.  Do  Lumikki

niejasno docierało, że zna ten głos, ale nie była w stanie stwierdzić skąd.

– Wiedziałem, że jesteś silniejsza niż księżniczka z baśni. Żadna trucizna nie

będzie  na  ciebie  długo  działała.  Jesteś  wojowniczką.  Całe  życie  walczysz.

Przeciwko mnie też dzielnie walczyłaś. Nie okazałaś strachu. Nie powiedziałaś

nikomu.

Mgła  w  głowie  Lumikki  zaczynała  się  powoli  rozwiewać.  Wreszcie

zorientowała się, co ogranicza jej powol-ne, ślamazarne ruchy. Znajdowała się

w trumnie. W szklanej trumnie z przedstawienia.

– Ale walka dobiegła końca – kontynuował Cień. – Już nie musisz walczyć.

Możesz się całkowicie poddać i być moja.

Lumikki spróbowała się podnieść. Miała wrażenie, że ktoś napełnił jej żyły

czarnym  ołowiem,  który  uniemożliwiał  normalne  ruchy.  Jej  głowa  uderzyła

w szklane wieko trumny. Z największym wysiłkiem uniosła ręce i spróbowała

pchnąć pokrywę do góry.

Powinna odskoczyć z łatwością. Wiedziała o tym. Powtarzała to wiele razy

na próbach. Ale teraz wieko nawet nie drgnęło.

–  Moja  mała  Lumikki.  W  życiu  zdarzają  się  czasem  niespodzianki.  Nie

wszystko dzieje się wedle naszych oczekiwań. Czasem można wyjść ze szklanej

trumny  ot  tak.  Ale  to  nie  jest  przedstawienie.  To  nie  jest  bajka.  To

rzeczywistość.  W  prawdziwym  świecie  wieko  jest  oczywiście  przykręcone

śrubami.

Lumikki  próbowała  zmusić  ospały  umysł,  żeby  rozpoznał  głos.  Brzmiał  tak

background image

znajomo. Powinna wiedzieć. Powinna przypomnieć sobie to imię.

Imię, które znała.

Imię, które często wypowiadała.

Jakoś jednak nie chciało się ono pojawić w spowitym mgłą mózgu Lumikki.

Od  razu  wiedziała  tylko  tyle,  że  głos  nie  kłamał.  Wieko  naprawdę  było

przykręcone.

–  Natomiast  zaskakująca  może  okazać  się  dla  ciebie  informacja,  że

zaśrubowana  szklana  trumna  w  ogóle  nie  przepuszcza  powietrza.  Na  twoim

miejscu  uważałbym  na  każdy  oddech.  Tlenu  nie  wystarczy  na  wieczność.

A jestem pewien, że chcesz pozostać przytomna przez cały czas, kiedy będę ci

opowiadał całą prawdę o tobie.

Lumikki  położyła  się  z  powrotem.  Rozluźnij  się,  rozkazała  samej  sobie.

Oddychaj ostrożnie. Zachowaj spokój i opanowanie. Inaczej nie przeżyjesz.

Strach  przebiegł  jej  po  karku,  kiedy  usłyszała  własne  myśli.  To  wszystko

mogła być prawda.

–  Na  pewno  czytałaś  wszystkie  moje  listy,  więc  zdajesz  sobie  sprawę,  że

wiem o tobie to i owo. Już od dłuższego czasu się tobą interesuję. Śledziłem cię,

strzegłem  i  pilnowałem,  szpiegowałem  i  nie  odstępowałem  na  krok.  Robiłem

to,  ponieważ  od  dawna  mam  poczucie,  że  my  dwoje  jesteśmy  tacy  sami.

Mieszka w nas ciemność.

Lumikki mdliło. Nie wiedziała, czy wynikało to ze słów Cienia, czy z tego, że

ją otruto. Starała się oddychać jak najrówniej i jak najlżej. Obniżyć tętno do

takiej wysokości, w jakiej jest w stanie spoczynku.

–  Być  może  wzdragasz  się,  gdy  mówię  o  krwi  i  zabijaniu.  Widziałem  kilka

razy  twoje  spojrzenie,  kiedy  czytałaś  moje  listy.  Wyglądałaś  na  wstrząśniętą

i  przestraszoną.  Zupełnie  niepotrzebnie.  Nie  pisałbym  tego  wszystkiego  do

ciebie, gdybym nie wiedział, że ty też jesteś mordercą. Właściwie z nas dwojga

jedynie  ty  jesteś  mordercą.  Ja  się  tylko  delektuję  myślą,  że  mógłbym  zabić.

Myślę, że to nieuniknione, abym kiedyś zrealizował to marzenie. Ale jak do tej

pory  tak  się  nie  stało.  Gdybyś  była  głupsza  i  opowiedziała  komuś  o  listach

i  esemesach,  spełniłbym  swoje  groźby.  Miałbym  ku  temu  powód  i  byłoby  to

uprawnione.  A  jaki  ty  masz  powód  i  prawo,  kochana?  Wyłącznie  chęć

zabijania?  Wrodzone  zło?  Nie  martw  się,  według  mnie  obie  wersje  są

jednakowo podniecające.

Cień  chodził  dookoła  trumny  jak  drapieżnik  wokół  ofiary.  Zapewne

zastanawiał się, jak ją zaatakować i w którym miejscu. Najpierw zatopić zęby

w łydce, w ramieniu czy w gardle.

– Nie wiem, czy tak świetnie udajesz, czy naprawdę nie pamiętasz. Myślę, że

razem  z  moimi  listami  pamięć  powinna  ci  powoli  wracać.  Ręce  we  krwi.

background image

Zabiłaś swoją siostrę Roosę.

Tętno  Lumikki  znów  skoczyło  do  stanu  paniki.  Czy  Cień  rzeczywiście  to

wiedział? Czy tak było naprawdę? Czy zabiła własną siostrę?

– Ach, moja Lumikki, ależ ty zbladłaś. Więc chyba jednak nie zdołałaś sobie

jeszcze  przypomnieć,  że  ostrym  nożem  dźgnęłaś  siostrę  w  żołądek  i  z  zimną

krwią  przyglądałaś  się,  jak  wycieka  z  niej  życie.  Nie  zawołałaś  opiekunki.

Przybyła na miejsce, kiedy było już za późno. Czytałem wszystkie protokoły.

Zamroczony  umysł  i  zmysły  Lumikki  nie  odzyski-wały  przytomności.

Natomiast  słowa  Cienia  sprawiły,  że  nagle  zobaczyła  całą  przeszłość  jak  na

dłoni. Zamknęła oczy i znów była małą dziewczynką.

Lumikki miała trzy lata, a Roosa pięć. Mamy i taty nie było w domu, pewnie

wyszli  do  teatru,  a  dziewczynkami  opiekowała  się  znudzona  nastolatka

z  sąsiedztwa,  Jennika.  Akurat  tego  wieczoru  pokłóciła  się  ze  swoim

chłopakiem. Sprawę załatwiała przez telefon, rozmawiając a to z chłopakiem,

a  to  ze  swoimi  znajomymi,  a  to  znowu  z  jego.  Lumikki  i  Roosa  dostały  na

kolację ledwo ciepłe naleśniki z dżemem truskaw-kowym.

–  Jakim  prawem  ty  możesz  się  lizać  z  byle  jaką  dziewczyną,  a  ja  jestem

dziwką,  jeżeli  tylko  odezwę  się  do  jakiegoś  innego  chłopaka?  –  warczała

wściekle Jennika do słuchawki, tym razem kierując słowa do chłopaka.

– Co to jest dziwka? – spytała Lumikki.

– To taka dziewczyna, co ma wielu chłopaków – wy-jaśniła Roosa z niezbitą

pewnością starszej siostry.

Jennika spojrzała na nie znudzona.

–  Zajmij  się  nią  –  rozkazała  Roosie,  wskazując  na  Lumikki.  –  Spróbujcie

wytrzymać dwie minuty bez zabijania się.

A potem Jennika poszła na piętro, żeby porozmawiać w spokoju.

Dżemu było aż nadto. Nie zmieścił się na małych naleśnikach i trochę zostało

na talerzach.

– Pobawmy się w śmierć! – wymyśliła Roosa.

– A jak to się robi? – spytała Lumikki.

–  O  tak  –  wyjaśniła  Roosa  i  na  wysokości  klatki  piersiowej  rozsmarowała

dżem na białej koszuli nocnej. – To jest krew.

Lumikki postąpiła tak samo. Dżem był rzadki i ściekał na podłogę. Ręce całe

się lepiły. Lumikki śmiała się do rozpuku. Ale Roosie to nie wystarczyło.

–  Przydałaby  się  jakaś  broń,  żeby  lała  się  krew  –  wymyśliła  i  ruszyła

w stronę kuchennej szafki.

Lumikki wzdrygnęła się, kiedy zobaczyła Roosę z ostrym nożem w ręce.

– Nie wolno nam ruszać noży – szepnęła.

background image

– Mamy i taty tutaj nie ma. A poza tym to tylko zabawa – zapewniła Roosa.

– Taaak – niepewnie wyszeptała Lumikki.

– Ona jest taka nieszczęśliwa. Ona pragnie śmierci – wyjaśniła Roosa.

– Dlaczego?

– No choćby dlatego, że zostawił ją chłopak.

– Nie mam siły, by żyć! – poskarżyła się dramatycznym tonem Roosa i nożem

rozcięła powietrze. – Zabiję się!

Następnie  skierowała  ostrze  noża  w  stronę  swojego  brzucha.  W  powietrzu,

w bezpiecznej odległości od koszuli nocnej.

A  potem  wszystko  wydarzyło  się  bardzo  szybko.  Roosa  poślizgnęła  się  na

rozlanym na podłodze dżemie. Poleciała do przodu, ściskając nóż, który zatonął

w  jej  żołądku.  Zwaliła  się  na  twarz  na  podłogę  w  kuchni  i  już  nie  wstała.

Lumikki  podbiegła  do  siostry  i  szturchnęła  ją  w  ramię.  Roosa  nie  reagowała.

Wypływała spod niej czerwona krew.

– To głupia zabawa – powiedziała Lumikki.

Roosa nie odpowiadała.

– Mów do mnie! – domagała się Lumikki, ze wszystkich sił ciągnąc Roosę za

barki.

Siostra miała oczy otwarte, ale nie patrzyła na Lumikki. Z kącików ust ciekła

jej krew.

Lumikki czuła, że stało się coś niedobrego.

Wbiegła po schodach na górę. Zawołała Jennikę. Opiekunka była w toalecie

na piętrze, gdzie płakała i krzyczała:

– Nikogo nigdy nie kochałam jak ciebie!

Lumikki zaczęła uderzać w drzwi łazienki.

– Co znowu? – warknęła Jennika przez drzwi.

– Roosa. Roosa. To jest głupia zabawa.

– No to powiedz jej, żebyście pobawiły się w co innego. Daj mi dwie sekundy

spokoju – powiedziała płaczliwie Jennika.

Lumikki też chciało się płakać, ale łzy nie napływały.

Pobiegła do apteczki w sypialni rodziców i wzięła stamtąd paczkę plastrów.

Jeżeli leci krew, trzeba przylepić plaster. Wzięła te z Myszką Minnie. Roosa je

lubiła.

Potem pobiegła z powrotem na dół. Roosa nadal leżała na podłodze. Wylało

się  już  dużo  czerwonej  krwi.  Nóż  sterczał  z  jej  brzucha.  Coś  się  nie  zgadzało.

Nóż  nie  powinien  tak  tkwić.  Lumikki  spróbowała  go  wyciągnąć,  ale  nie

zdołała. Przykleiła plastry obok noża, ale natychmiast nasiąknęły krwią. Biała

koszula Roosy była cała we krwi. Plastry nie pomogły. Kuku nie przeszło.

Krew była rzadka jak dżem truskawkowy, lecz nie zimna, tylko ciepła.

background image

Wreszcie  Jennika  zeszła  na  dół.  Miała  zaczerwienione  oczy  i  pociągała

nosem. Zatrzymała się na progu kuchni.

– Co do cholery...

– Bawiłyśmy się w śmierć – powiedziała Lumikki. – To głupia zabawa.

Lumikki  wiedziała,  że  to  wspomnienie  jest  prawdziwe.  Nie  wymyśliła  sobie

tego, nie powstało ono w wyniku otumanienia narkotykiem. Właśnie tak było.

To  wyjaśniało  wszystkie  dziwne  przebłyski  i  koszmary,  jakie  nachodziły

Lumikki.  Miała  siostrę,  która  umarła.  Ale  to  był  wypadek.  Lumikki  nie  była

morderczynią.

Czy ojciec i matka tak myśleli? Czy sądzili, że Lumikki wyjęła nóż z szuflady

i dźgnęła nim Roosę? Dlatego nigdy nie mówili o siostrze i o wszystkim, co się

zdarzyło? Lumikki czuła, że musi z nimi porozmawiać. Teraz, w tej chwili. Musi

się wydostać ze szklanej trumny.

Ostrożnie  spróbowała,  czy  ociężałość  i  bezwładność  kończyn  puściły  choć

trochę.  Nie.  W  dodatku  oddychanie  przysparzało  jej  coraz  więcej  trudności.

Tlen się kończył.

–  Wszyscy  uznali,  że  byłaś  tak  mała,  że  nie  mogłaś  być  świadoma  swoich

czynów. Potraktowano to jako wypadek. Tak się może zdarzyć, gdy bawią się

normalne  dzieci.  Ale  które  normalne  dziecko  nie  pobiegłoby  natychmiast  do

opiekunki  po  pomoc?  W  opinii  psychologów  dziecięcych  nie  było  z  tobą

kontaktu,  a  nawet  byłaś  wściekła.  Powtarzałaś  tylko,  jak  głupia  była  Roosa.

Kiedy  czytałem  dokumentację,  widziałem  najgłębsze  zakamarki  twojej  duszy.

Widziałem, że jest ona równie czarna, jak moja. Czarna jak heban. I wtedy cię

pokochałem.

Nie, nie, nie.

Lumikki  kręciła  w  duchu  głową.  To  nie  tak.  Jennika  kłamała.  Lumikki

pamiętała,  że  już  wtedy  ją  to  zdziwiło.  Nienawidziła  kłamczuchy  Jenniki,

nienawidziła  mamy  i  taty,  których  nie  było  w  domu,  i  nienawidziła  Roosy,

ponieważ  wymyśliła  zabawę  zmieniającą  się  w  rzeczywistość.  Nienawidziła

siostry, ponieważ umarła. Tak bardzo ją kochała i nagle jej nie było.

Lumikki starała się oddychać jak najoszczędniej. Niedotlenienie powodowało

zamglenie wzroku i oszołomienie.

Czyżby szklana trumna miała być trumną Lumikki?

Poszukała  w  ubraniu  czegoś,  co  mogłoby  umożliwić  jej  ucieczkę.  Nie  miała

paska,  którego  klamry  mogłaby  użyć.  Nawet  spinki  do  włosów.  Jedną  ręką

przeszukiwała  kieszenie  spodni.  Natrafiła  na  coś  metalowego  i  zimnego.  Coś,

co wydawało się wyjątkowo znajome pod palcami. Jej własny, osobisty smok.

Broszka, a w niej igła. Może uda jej się zrobić igłą rysę w szkle? Zacisnęła

background image

palce  na  smoku.  Poszukała  zapięcia  i  otworzyła  je.  Igła  była  ostra.  Powoli,

ostrożnie  wyciągnęła  rękę  z  kieszeni.  Cień  mijał  właśnie  trumnę  z  prawej

strony.  Lumikki  przycisnęła  igłę  do  lewego  boku  trumny  ze  wszystkich  sił

i pociągnęła.

Cienka igła poddała się i wygięła. Nie będzie już z niej więcej pożytku.

Łzy strachu i bezradności napłynęły do oczu Lumikki.

Już nigdy nie wydostanie się z tej trumny.

Pewnie się zastanawiasz, dlaczego właśnie Ty.

Ponieważ jesteś wyjątkowa, moja Lumikki. Masz w sobie światło i ciemność. Nie

jesteś jak wszyscy. Jesteś silniejsza niż wszyscy, których znam, a jednocześnie taka

delikatna, tak łatwo Cię zranić. Nie boisz się być sama. Wiesz, że inni nie mogą Ci

dorównać. Jesteś wszechstronna i wielopoziomowa. Składasz się z warstw, których

inni nigdy nie będą mieli.

Wiesz, czym jest smutek i nienawiść. Nie jesteś wyłącznie dobra.

Wiem, że my dwoje jesteśmy sobie równi, ponieważ w nas obojgu płynie czarna

krew, a inni tego nie rozumieją.

Kiedy zobaczyłem Cię po raz pierwszy, od razu to wiedziałem. To było dwa lata

temu. Jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że zaglądam w głąb Ciebie i widzę Cię

prawdziwą.  Akurat  odeszła  ode  mnie  osoba,  która  nie  umiała  przeniknąć  moich

myśli i uczuć. Po jej odejściu sądziłem, że już nigdy nie trafię na kogoś takiego jak

ja.

A potem pojawiłaś się Ty.

Przyszłaś jak spokojna burza. Inni nie poznali się na Twojej sile, ale ja czułem

wiatr, widziałem chmury pełne grzmotów i błyskawice, całe to piękno, które niesie

ze sobą tornado.

Riders on the storm.

Nimi  jesteśmy.  Jeźdźcami  burzy.  Prawa  i  normy  tego  społeczeństwa  nas  nie

dotyczą, ponieważ jesteśmy jednostkami wyjątkowymi.

Jestem taki szczęśliwy, że zaraz będziesz moja. Tylko moja.

background image

17

I was looking for a breath of life

A little touch of heavenly light

But all the choirs in my head sang

No oh oh

Lumikki miała wrażenie, że serce jej stanęło, kiedy usłyszała utwór. W sali

rozbrzmiało Breath of Life zespołu Florence and the Machine.

–  To  twoja  ulubiona  piosenka?  Nie  rób  takiej  zdziwionej  miny,  kochana.

Przecież  mówiłem,  że  obserwowałem  każdy  twój  ruch.  Wiem,  jakiej  słuchasz

muzyki.  Pomyślałem,  że  ta  dobrze  pasuje  do  sytuacji.  Pragniesz  ratującego

oddechu,  odrobiny  tlenu,  powietrza.  Zaraz  go  otrzymasz.  Najpierw  muszę  się

jednak upewnić, że naprawdę mnie kochasz i rozumiesz, że my dwoje musimy

być razem.

Głos  Cienia  brzmiał  teraz  nerwowo.  Mózg  Lumikki  w  dalszym  ciągu

odmawiał identyfikacji prześladowcy. Nadal nie otwierała się właściwa klapka

opatrzona odpowiednią wizytówką.

Kim był ten wariat? I co chciał jej zrobić?

Lumikki wiedziała, że nie może tak czekać i patrzeć. Musiała coś zrobić.

It’s a harder way and it’s come to claim her

And I always say, we should be together

And I can see below, ‘cause there’s something in here

And if you are gone, I will not belong here

(belong, belong, belong)

Nadal  czuła  smocze  łuski  pod  palcami.  Dotyk  broszki  dodawał  jej  otuchy,

mimo  że  igła  się  skrzywiła.  Palcami  głaskała  smoka,  głowę,  uszy,  złożone

wzdłuż  grzbietu  skrzydła,  zakończony  ostrym  czubem  ogon.  Tak  ostrym,  że

Lumikki zraniła się w palec.

Koniec ogona. To z pewnością mocniejszy, solidniejszy element niż igła.

Lumikki uspokoiła przyspieszony puls. Musiała zachować całkowity spokój.

Im mocniej biło serce, tym więcej tlenu potrzebowała. A tego akurat zupełnie

nie miała. Hipoksja. Niedobór tlenu. Lumikki nie chciała nawet myśleć, jakie

mogły być tego skutki i jak szybko nastę-powały.

background image

Przycisnęła  smoka  do  szklanej  ścianki,  skoncentrowała  wszystkie  siły

i pchnęła. Poczuła, jak metal zapada się w szkło. Udało jej się zrobić rysę. Jak

głęboką? Czy szkło jest teraz dostatecznie słabe?

Lumikki wiedziała, że ma tylko jedną próbę. Musiało się udać za pierwszym

podejściem.

Broszka  uszkodziła  szybę.  Ręka  Lumikki  drżała,  kiedy  chowała  smoka

z  powrotem  do  kieszeni.  Przez  chwilę  zbierała  siły.  Musiała  jeszcze  chwilę

wytrzymać. Tlenu musiało wystarczyć na moment.

And I started to hear it again

But this time it wasn’t the end

And the room is so quiet, oh oh oh oh

And my heart is a hollow plain

For the devil to dance again

And the room is too quiet, oh oh oh oh

Lumikki  wciągnęła  do  płuc  cały  tlen,  jaki  pozostał  w  trumnie.  A  potem  ze

wszystkich  sił  uderzyła  łok-ciem  w  szkło  w  miejscu,  gdzie  wcześniej  powstało

uszkodzenie. Łokieć zabolał ją tak bardzo, że świat przed jej oczami zawirował.

Ale szkło pękło z brzękiem. Bok trumny rozpadł się w drobny mak i Lumikki,

osłaniając  twarz,  wydostała  się  na  zewnątrz.  Wylądowała  prosto  na  deskach

sceny  w  sali  prób.  Ostre,  nierówne  krawędzie  rozerwały  jej  ubranie

i pokaleczyły ramiona. Okruchy szkła wbiły się w skórę. Lumikki nie zważała

na to.

Cień znalazł się przy niej w jednej sekundzie. Tak jak się tego spodziewała.

– Powinienem się domyślić, że nie wytrzymasz... – powiedział, pochylając się

nad nią.

Lumikki uderzyła go łokciem prosto w nos i kiedy zwinął się z bólu, udało jej

się unieść na tyle, aby drugim łokciem trafić go w krocze.

To podziałało. Prześladowca z jękiem zwinął się drugi raz.

Lumikki  przetoczyła  się  po  scenie  i  poleciała  w  dół.  Starała  się  upaść

możliwie  miękko,  ale  zderzenie  z  twardą  podłogą  i  tak  zabolało.  Nogi  miała

nadal jak z drewna. Wiedziała, że nie uda jej się wstać. Przynajmniej na razie.

Na samych rękach zaczęła pełznąć po podłodze.

Schować się natychmiast. Do kryjówki. Tylko jakiej?

Obok sali znajdowała się pracownia języka ojczystego. Lumikki podczołgała

się w jej stronę. Droga ciągnęła się nieznośnie powoli. Łokcie bolały. Odłamki

szkła coraz mocniej wbijały się w skórę.

Gdzieś  za  plecami  jęczał  Cień.  Zaraz  oprzytomnieje  po  zadanym  ciosie.

background image

Wystarczy mu kilka kroków, żeby znaleźć się przy Lumikki.

Drzwi do pracowni były uchylone. Lumikki słyszała, że Cień już się porusza.

Ręką  popchnęła  drzwi  i  wpełzła  do  środka.  Udało  jej  się  sięgnąć  do  klam-ki

i  zamknąć  drzwi.  W  tej  samej  chwili  poczuła,  że  Cień  dopadł  do  klamki  po

drugiej  stronie.  Zacisnęła  zęby  z  bólu  i  drugą  rękę  wyciągnęła  na  tyle,  by

przekręcić zamek.

Potem  siły  ją  opuściły  i  osunęła  się,  ledwo  dysząc.  Plecami  przywarła  do

drzwi.

– Ach, Lumikki. Moja mała Lumikki. – Cień śmiał się na korytarzu. – Czy ty

naprawdę myślisz, że ja nie mam klucza? Oczywiście, że mam. Poczekaj chwilę,

tylko przyniosę go z szatni. A potem porozmawiamy sobie w spokoju.

Lumikki znów poczuła, że z trudem łapie oddech.

background image

18

Strach  przed  śmiercią  jest  rzeczą  ludzką.  Instynkt  przetrwania  pompował

w każdy mięsień siłę, której inaczej by tam nie było. Nagle ręce i nogi Lumikki

znów zaczęły funkcjonować. Jej mózg wydawał mięśniom rozkazy tak szybko,

że nie miała czasu na opracowanie jakiejś strategii. Po prostu działała.

Zgromadzić  możliwie  dużo  ławek  i  krzeseł  pod  drzwiami.  Spowolnią  go

trochę.  Wszystko,  czym  można  w  niego  rzucić,  ma  być  na  wyciągnięcie  ręki.

Okno otwarte na oścież.

Klucz przekręcił się w zamku.

–  Ratunku!  –  krzyknęła  Lumikki  ze  wszystkich  sił,  wychylając  się  przez

parapet.

Na zewnątrz nikogo nie widziała. Ale ktoś musiał cho-dzić po parku: poranni

spacerowicze  z  psami,  przechodnie  podążający  do  centrum  miasta  i  do

biblioteki.

Drzwi powoli się otwierały. Nogi krzeseł i ławek, przesuwając się, rysowały

podłogę.

– Zgromadziłaś między nami wiele przeszkód, kochana. A ja myślałem, że nic

nie stanie nam już na drodze.

Cień  stękał  i  wysilał  się  przez  chwilę,  ale  wreszcie  otworzył  drzwi.  Kilka

ławek i krzeseł się przewróciło. Huk rozniósł się po klasie i korytarzu.

– Ratunku! – krzyknęła znów Lumikki.

Na  zewnątrz  padał  śnieg.  Lekki,  miękki,  biały  śnieg.  Po  raz  pierwszy  tej

zimy.

– Nikt cię nie słyszy – stwierdził Cień.

W  jego  głosie  brzmiała  jednak  niepewność.  To  dodało  siły  drżącemu  ciału

Lumikki.  Cień  wdarł  się  do  klasy,  ale  nie  zapalił  światła.  Chciał  pozostać

w ciemności, zlać się z nią.

I dokładnie w tej chwili Lumikki wreszcie go rozpoznała. Spowijająca mózg

mgła rozwiała się i Lumikki wiedziała już, kim jest jej prześladowca.

Henrik Virta. Nauczyciel psychologii.

To  odkrycie  ją  speszyło.  Skąd  Henrik  mógł  tyle  o  niej  wiedzieć?  I  jakim

cudem  taki  empatyczny  i  przyjazny  nauczyciel  był  zdolny  do  tak  szalonych

i okrutnych rzeczy? Jednak Lumikki nie miała czasu na rozważania. Ogarnięty

szałem Henrik torował sobie już drogę między ławkami i krzesłami.

–  Ty  cholerna  kusicielko!  –  wrzeszczał.  –  Dlaczego  mi  to  robisz!  Chcę  cię

tylko kochać i chronić. Osłonić od wszelkiego zła. Jesteśmy jedną duszą, ty i ja.

background image

Lumikki  złapała  zszywki  i  rzuciła  nimi  ze  wszystkich  sił  w  Henrika.

Mężczyzna uchylił się w ostatniej chwili i paczka uderzyła o ścianę.

– Spudłowałaś – stwierdził z zadowoleniem.

–  Podobnie  jak  ty  ze  swoją  psychologią  –  nie  mogła  się  powstrzymać

Lumikki.  –  Nie  mamy  ze  sobą  nic  wspólnego.  Nigdy  mnie  nie  znałeś  i  nigdy

mnie nie poznasz. A to to nie jest żadna miłość. To czyste szaleństwo.

Lumikki  poczuła,  że  strach  zniknął.  Zniknął  w  chwili,  kiedy  rozpoznała

Henrika  i  zrozumiała,  że  nauczyciel  tak  naprawdę  nie  przenika  jej  myśli

i uczuć. Mężczyzna nie miał wstępu do jej wnętrza, do głębi jej duszy. I nigdy

mieć nie będzie.

– Jeżeli ja cię nie mogę mieć, to nikt nie będzie mógł.

Głos  Henrika  zmienił  się,  był  teraz  spokojniejszy  i  głębszy.  Lumikki

wiedziała, że mówi serio. Zabije Lumikki, gdy tylko ją dopadnie.

Dziurkacz. Rzuciła nim w nauczyciela. Tym razem nie udało mu się wykonać

uniku  i  ostra  krawędź  przedmiotu  trafiła  go  w  skroń.  Zdziwiony  Henrik

wyciągnął rękę i dotknął czoła.

– Teraz krew leje się nie tylko z mego serca – szepnął.

Dramatyzm  Henrika  przyprawiał  Lumikki  o  mdłości.  Zupełnie  jakby

wyobrażał  sobie,  że  gra  w  przedstawieniu,  w  którym  trzeba  wypowiadać

możliwie głębokie i gwałtowne kwestie.

– Ratunku! – krzyknęła Lumikki jeszcze raz zachrypniętym już głosem.

Henrik odsunął z drogi ostatnią ławkę. W kilku susach mógł dopaść Lumikki.

– Nie uciekniesz mi – wymamrotał. – Nie rozumiem, dlaczego się po prostu

nie poddasz.

Nigdy w życiu, pomyślała Lumikki, siadając na parapecie.

– Co ty robisz?

W głosie Henrika zabrzmiała nagle groza.

Lumikki  przełożyła  nogi  na  zewnątrz,  po  czym  zaczęła  opuszczać  się

z krawędzi parapetu. Zawisła na jego zimnym skraju. Spojrzała w dół. Droga

do ziemi była długa. Zbyt długa. Nie miała jednak wyboru.

– Nie bądź szalona! – krzyknął Henrik.

– Jedynym szaleńcem jesteś tutaj ty – odpowiedziała.

Poczuła  jeszcze,  jak  jego  ręce  dotykają  jej  opuszków,  ale  zdążyła  się  już

puścić  i  spadała  na  ziemię  pośród  płatków  śniegu.  Przy  uderzeniu  o  szkolny

dziedziniec starała się maksymalnie rozluźnić.

Leżała  plecami  na  świeżym  śniegu  i  zastanawiała  się,  dlaczego  nic  jej  nie

boli. Płatki śniegu wykonywały pełnego menueta, zanim opadły na jej twarz

i rozpuściły się na policzkach.

A potem przyszedł ból.

background image

28 grudnia

ŚRODA

dwa tygodnie później

background image

19

Najpierw  Lumikki  poruszyła  jedynie  rękami.  Z  wyprostowanymi  ramionami,

powoli, długimi, spokojnymi ruchami, prawie od uszu aż do boków. Śnieg był

miękki  i  puszysty.  Przemieszczał  się  łatwo  wraz  z  wykonywanymi  ruchami.

Potem przypomniała sobie, że nogami też należałoby poruszać.

Minęło  sporo  czasu,  odkąd  ostatnio  to  robiła.  Chyba  jako  dziecko.  Może

jeszcze  przed  pójściem  do  szkoły?  Możliwe.  W  szkole  dręczycielki  tyle  razy

wrzuciły  ją  w  śnieżną  zaspę,  że  dobrowolne  leżenie  na  śniegu  nie  było  dla

Lumikki czymś zachęcającym.

Śnieżny anioł.

Ładne wyrażenie, chociaż ostatecznie oznaczało tylko odcisk, który jej ciało

zostawiało  na  śniegu.  Skrzydła  zrobione  ruchem  ramion.  Ciało  uformowane

przez ruch nogami.

Śnieżny anioł. Lumikki zapełniła nimi kiedyś razem z Roosą całe podwórko.

A  potem  Roosa  opowiadała  na  dobranoc  bajkę  o  stadzie  aniołów,  które

wylądują  na  podwórku  na  nocleg.  Dla  każdego  przygotowano  osobne

legowisko. Powiedziała, że będzie czuwać, dopóki nie zobaczy, jak nadchodzą

świetliste  postacie.  Lumikki  poprosiła,  żeby  obudziła  ją,  jak  przybędą.  Roosa

zgodziła  się  i  złapała  siostrę  za  rękę.  I  tak  Lumikki  zapadła  w  sen  z  ręką

w ciepłym uścisku dłoni Roosy.

Z kącików oczu Lumikki spływały w kierunku uszu łzy.

Każdego  dnia  przypominało  jej  się  coraz  więcej  rzeczy.  Jakby  miała  we

wnętrzu  komodę  i  stopniowo  otwierała  kolejne  szufladki,  jedną  po  drugiej.

Wszystkie zamknięte przez tyle lat.

Była sobie raz sekretna dziewczynka.

Była sobie raz dziewczynka, której nie było.

Teraz  Roosa  nie  była  już  tajemnicą.  I  chociaż  umarła,  pojawiała  się  we

wspomnieniach, w rozmowach i na fotografiach. Już jej nie spychano w nicość.

Ale Lumikki nie pogodziła się z tym, że wcześniej zatajono przed nią istnienie

siostry.  Było  to  dziwne  i  obrzydliwe.  Nie  była  w  stanie  zaakceptować

postępowania ro-dziców.

Podjęli tę decyzję w szoku, pod wpływem mieszaniny rozpaczy i przerażenia.

Naprawdę  sądzili,  że  ich  córka  zabiła  Roosę.  Oczywiście  przypadkiem,

w  zabawie.  Opierało  się  to  na  zeznaniu  Jenniki,  bo  psychologowie  dziecięcy

nie  wyciągnęli  z  trzyletniej  Lumikki  niczego,  co  potwierdzałoby,  że  zabiła

siostrę. Podobno Lumikki mówiła tylko o tym, jak bawiły się w śmierć.

background image

Ojciec  i  matka  Lumikki  sądzili,  że  takie  brzemię  byłoby  zbyt  dużym

obciążeniem  dla  dziecka.  Dlatego  woleli  zapomnieć.  Lumikki  uważała,  że  to

rodzice nie potrafili sobie poradzić z przeszłością. Odebrano im córkę. Łatwiej

było im myśleć, że nigdy jej nie mieli. Po prostu odrzucili rzeczywistość, która

była nie do zniesienia.

W ten sposób stworzyli nową rodzinę z jednym dzieckiem. Zatarli wszystkie

ślady  po  Roosie.  Zachowali  tylko  fotografie.  Włożyli  je  do  pudełka,  które

wcześniej  było  skrzynią  skarbów  dziewczynek.  Wyprowadzili  się  z  Turku.

Wszystkim  krewnym  zabronili  kiedykolwiek  wspominać  Roosę.  Zmowa

milczenia.  Rodzina  ciszy.  Nieprawdopodobne,  że  to  się  udało.  Początkowo

Lumikki pytała o siostrę, ale ponieważ dorośli albo jej nie odpowiadali, albo

mówili,  że  nie  ma  żadnej  siostry,  więc  i  ona  przestała  o  niej  mówić.  Ojciec

i  matka  myśleli,  że  zapomniała,  ponieważ  dzieci  tak  łatwo  zapominają.

W pewnym sensie tak było przez wiele lat.

Ale  przeszłości  nie  da  się  całkowicie  wymazać.  Wszystkie  sprawy

pozostawiają w człowieku ślad.

Zdarzenia związane ze śmiertelnym wypadkiem sprawiły, że przez jakiś czas

ojciec nie był w stanie pracować. Wyjechał samotnie do Pragi, żeby zastanowić

się  nad  swoim  życiem.  Rodzice  rozważali  rozwód.  O  tym  wszystkim  Lumikki

dowiedziała się dopiero teraz. Sytuacja materialna rodziców była dramatyczna,

nie mieli już środków, by móc mieszkać w równie dużym i pięknym domu, jak

ten  w  Turku.  Stali  się  rodziną,  w  której  nie  rozmawiano  o  najważniejszych

sprawach. Stali się jedynie atrapą rodziny.

WIGILIA, CZTERY DNI WCZEŚNIEJ

Lumikki siedziała na kanapie i patrzyła na półkę nad kominkiem. Teraz obok

zdjęcia jednej córki stało zdjęcie drugiej i jeszcze fotografia ich obydwu razem.

Tak  powinno  być  zawsze.  Mama  przyniosła  jej  kubek  świątecznego  grzanego

wina. Trochę wcześniej zjedli wigilijną kolację.

Matka ostrożnie głaskała włosy Lumikki. W jej dotyku było więcej słów, niż

zmieściłoby  się  w  dowolnie  długim  monologu.  Był  prośbą  o  przebaczenie  za

wszystkie lata, kiedy nie potrafiła być prawdziwą matką.

Cicha noc, święta noc

Pokój niesie ludziom wszem

A u żłóbka Matka Święta

Czuwa sama uśmiechnięta

Nad dzieciątka snem

background image

Nad dzieciątka snem

6

Ojciec  nucił  cicho  wraz  z  muzyką.  Lumikki  widziała,  jak  łzy  spływają  mu  po

policzkach.  Uświadomiła  sobie,  że  po  raz  pierwszy  widzi  go,  jak  płacze.

A  przynajmniej  po  raz  pierwszy,  odkąd  pamięta.  Być  może  kiedyś  będzie  dla

niej naturalne, że w takiej sytuacji wstanie z kanapy, podejdzie do siedzącego

w  fotelu  taty  i  przytuli  go  mocno  na  pocieszenie.  Ale  ten  czas  jeszcze  nie

nadszedł.

Nadal byli cichą rodziną. Lat milczenia nie można zmienić w dwa tygodnie.

Ale teraz w ciszy było coś wyjątkowego, jakiś spokojniejszy i bardziej szczery

odcień.  Nie  ciążyła  im  i  nie  przyciskała.  Cisza  nie  zatykała  ust,  nie  ściskała

gardła, ale pozwalała oddychać, dawała spokój i wiarę, że słowa nadejdą we

właściwym czasie.

Kiedy Lumikki spadła z okna, obok szkoły przechodził na szczęście spóźniony

spacerowicz z psem. To on natychmiast zadzwonił po karetkę. Lumikki bardzo

szybko  przewieziono  do  szpitala.  Odniosła  stosunkowo  mało  obrażeń,  miała

parę siniaków i zwichnięć, ale żadnych złamań. Przez tydzień musiała chodzić

w kołnierzu ortopedycznym, ale to była błahostka.

Kiedy  ojciec  i  matka  przyjechali  do  szpitala,  Lumikki  wszystko  im

opowiedziała. Fala ulgi zalała sterylne ściany szpitalnego pokoju, kiedy rodzice

Lumikki  zrozumieli,  że  śmierć  Roosy  naprawdę  była  nieszczęśliwym

wypadkiem.  Skontaktowali  się  z  Jenniką.  Jej  również  ulżyło,  kiedy  wreszcie

mogła  opowiedzieć,  co  wydarzyło  się  naprawdę.  Okazało  się,  że  kłamstwo

ciążyło jej przez te wszystkie lata.

Śmierć Roosy była tragicznym wypadkiem, za który nikt nie ponosił winy.

Nic nie mogło cofnąć tego, co się stało. Ale zrozumienie i akceptacja pomogły

wszystkim,  których  dotknęło  to  nieszczęście.  Kawałek  po  kawał-ku,  krok  po

kroku  mogli  uznać  wymazaną  przeszłość  za  fragment  swojego  życia  i  część

siebie.

Lumikki  delektowała  się  smakiem  przypraw  w  ciepłym,  słodkim  winie.

Cynamon,  goździki  i  imbir.  Patrzyła,  jak  zwisający  z  sufitu  słomkowy  pająk

porusza  się  powoli,  ospale.  Za  oknem  padał  biały  śnieg.  Zaraz  skończy  grać

płyta z kolędami i nadejdzie pora snu.

Lumikki  wiedziała,  że  będzie  spała  długo  i  głęboko,  bez  koszmarów,  za  to

w poczuciu bezpieczeństwa.

Lumikki kontynuowała śnieżnego anioła, poprawiała kształt skrzydeł. Myślała

o Henriku. Cień. Prześladowca. Maniak, którego szaleństwo w pełni wyszło na

jaw, kiedy został aresztowany. Gdy Lumikki wyskoczyła z okna, Henrik uciekł

background image

ze szkoły do domu. Policja wdarła się do jego mieszkania dwie godziny później.

Henrik leżał nieprzytomny w łóżku. Przedawkował środki nasenne, ale udało

się go odratować.

Początkowo w jego domu nie znaleziono nic obciążającego, jednak później

okazało  się,  że  na  strychu  rzeczywiście  stworzył  komnatę  Lumikki,  którą

z zewnątrz obłożył kartonem, żeby nie można było tak łatwo zajrzeć do środka.

Kiedy  wreszcie  udało  się  go  przesłuchać,  wyszło  na  jaw,  że  jego  mania  na

punkcie  Lumikki  zaczęła  się  dwa  lata  temu,  kiedy  dziewczyna  zaczęła  naukę

w liceum. W tym czasie zostawiła go długoletnia partnerka i to odbiło się na

jego  zdrowiu  psychicznym.  Dostrzegł  Lumikki,  która  wyróżniała  się  wśród

innych licealistów, i zakochał się w niej. Zaczął zbierać materiały na jej temat.

Był niezwykle cierpliwy, wytrwały i przebiegły. Rozmawiał z osobami, które

znały  Lumikki  jeszcze  z  poprzedniej  szkoły.  Od  dawnych  kolegów  z  klasy

dowiedział  się  o  jej  dręczeniu.  Potem  ustalił  personalia  prześladowczyń  i  ich

metody.  Henrik  umiał  wywierać  na  ludziach  wrażenie:  był  spokojny,

charyzmatyczny, wzbudzał zaufanie. Czasem był sobą, czasem podawał się za

dziennikarza, a innym razem za wychowawcę klasy Lumikki lub jej terapeutę.

Ludzie mu wierzyli.

Henrik  wykorzystał  także  krewnych  Lumikki.  Na  zakończenie  pewnego

wieczoru  w  barze  kuzyn  ojca  Lumikki,  Mats  Andersson,  zdradził  wreszcie,  że

Lumikki  miała  starszą  siostrę,  która  umarła.  Henrik  użył  całej  swojej

przebiegłości, aby dotrzeć do raportu policji na temat śmierci Roosy.

Zawsze znajdą się ludzie, którzy znają ludzi. Finlandia to mały kraj. Jeżeli

chce  się  czegoś  o  kimś  dowiedzieć,  należy  być  jedynie  odpowiednio

zdeterminowanym  i  sprytnym.  Przy  całej  swojej  psychopatii  Henrik  był

wystarczająco  inteligentny  i  czarujący,  aby  osiągnąć  zamierzony  cel,  choć

czasem potrzebował na to więcej czasu.

Randki  Lumikki  podziałały  jak  katalizator.  Mania  urosła  niebotycznie.

Henrik  miał  niepowstrzymaną  potrzebę,  by  posiąść  Lumikki  bez  względu  na

metody. Chciał wiedzieć o niej wszystko, pragnął zdobyć nad nią władzę dzięki

swoim informacjom. To była część jego chorej gry sił.

Henrik  szpiegował  Lumikki.  Śledził  ją.  Nie  odstępował  na  krok.  Sprawdzał

każde jej posunięcie. Najbardziej brawurowym dokonaniem była rozmowa z jej

rodzicami.  Podał  się  za  szkolnego  psychologa  i  opowiedział,  że  Lumikki  była

u niego kilka razy, żeby podzielić się z nim swoimi ponurymi myślami. Henrik

zobowiązał rodziców, żeby nic Lumikki nie mówili o wizycie. Przy okazji ukradł

klucz do skrzynki ze zdjęciami, którego położenie zdradził mu Mats Andersson.

Lumikki  nie  wiedziała  o  wszystkim,  co  zrobił  nauczyciel.  I  nie  chciała

wiedzieć.  Najważniejsze,  że  teraz  siedział  za  kratkami  i  nie  mógł  jej  już

background image

prześladować.

Premierę przedstawienia Czarne jabłko przesunięto i wystawiono je dopiero

na dzień przed feriami świątecznymi. Lumikki chciała, żeby przedstawienie się

mimo  wszystko  odbyło.  Zagrała  w  kołnierzu  ortopedycznym  i  ostatecznie

sztuka okazała się jeszcze lepsza, niż się spodziewano.

To był ważny wieczór dla Lumikki. Dobrze jej zrobiło, kiedy przekonała się,

że odmalowane przez Henrika makabryczne wizje się nie ziściły. To były tylko

chore wyobrażenia, których na szczęście nigdy nie urzeczywistniono.

Śnieg pod plecami był zimny. Jeszcze nie. Lumikki postanowiła poleżeć jeszcze

chwilę  i  popatrzeć  na  skrzące  się  gwiazdami  niebo,  które  wisiało  nad  nią

ciemne, pełne dalekich kropek światła.

Nie wierzyła, że po śmierci ludzie zamieniają się w anioły. Nie sądziła, aby

Roosa patrzyła na nią z oddali i czuwała nad jej życiem. Lumikki trudno było

sobie wyobrazić, że po śmierci jest jeszcze życie, a przynajmniej że jest w takiej

samej postaci jak to pierwsze.

Ta  myśl  była  smutna  i  nieprzyjemna.  Ale  Lumikki  nie  mogła  nic  na  to

poradzić.  Ludzkie  życie  jest  ograniczone,  ma  początek  i  koniec.  A  mieści  się

w  nim  zadziwiająco  wiele.  Każdy  oddech  zawiera  więcej,  niż  można  sobie

wyobrazić.

Lumikki  wiedziała,  że  gdyby  zdecydowała  inaczej,  mogłaby  leżeć  teraz

w śniegu ręka w rękę z Sampsą.

A jeżeli podjęłaby inną decyzję, mogłaby leżeć teraz w śniegu ręka w rękę

z Liekkim.

Jednak obok Lumikki nikogo nie było. Była sama.

Musiała powiedzieć Sampsie, że nie mogą już być razem. Naprawdę go lubiła

i dobrze się z nim czuła, a nawet na swój sposób go kochała. Ale Sampsa nigdy

nie  potrafiłby  przemierzyć  ciemnego  lasu  myśli  Lumikki.  Nie  umiałby  nawet

dostrzec jego istnienia. Świat Sampsy był inny, pełen światła.

Lumikki  musiała  powiedzieć  Liekkiemu,  że  nie  może  do  niego  wrócić.

Kochała go, chyba nadal namiętnie z całego serca go kochała. Liekki widział ją

całą i pełną. Ale potrafił ją także zranić do głębi, a Lumikki nie mogła sobie

pozwolić na to, aby znów to zrobił.

Jednak  główną  przyczyną,  dla  której  musiała  się  pożegnać  zarówno

z  Sampsą,  jak  i  z  Liekkim,  był  brak  zaufania.  Obu  podejrzewała

o  prześladowanie.  Była  to  co  prawda  tylko  jedna  chwila  w  lunaparku,

a podejrzenia zaraz się rozwiały. Świadczyło to jednak o tym, że nie ufała im

całym  sercem.  Jak  mogłaby  być  z  takim  człowiekiem  i  patrzeć  mu  prosto

w  oczy?  Z  człowiekiem,  którego  choć  przez  chwilę,  nawet  najkrótszą,

background image

podejrzewała o bycie zdolnym do takiego zła i okrucieństwa? Nikt nie zasługuje

na  to,  by  być  z  osobą  potrafiącą  coś  takiego  pomyśleć.  Łzy  płynęły

niekończącym się strumieniem. Lumikki nie powstrzymy-wała ich.

Płakała z wielu powodów naraz.

Płakała  z  powodu  zmarłej  siostry,  ponieważ  przez  wiele  lat  nie  mogła  jej

opłakiwać.

Płakała  z  powodu  rodziny,  która  nigdy  nie  stanie  się  ciepłą,  bezpieczną,

bliską wspólnotą, jaką powinna być.

Płakała, ponieważ musiała zrezygnować ze szczęścia i miłości.

Płakała, ponieważ była samotna.

Nagle  poczuła,  że  gwiaździste  niebo  jest  bliżej  niej.  Światło  dalekich  słońc

było bardziej migotliwe i pocieszające. Wszechświat był ogromny. Łzy przestały

lecieć. Nastrój zaskakująco się poprawił. Była taka mała w porównaniu z całą

resztą.  W  tym  wszechświecie  ostatecznie  wszyscy  byli  samotni  i  jednocześnie

nikt nie był samotny. Wszystko składało się z tych samych składników. Lumikki

była  równie  silna  i  słaba,  jak  kryształy  i  kamienie,  fale  i  trzciny,  trawa

i gnijące liście, gorące jądro Słońca i zimno przestrzeni kosmicznej.

Była równie wielowarstwowa i skomplikowana, jak tysiącletnie stare baśnie,

które zaczęły się na długo przed słowami „był sobie raz” i będą kontynuowane

na długo po słowach „i żyli długo i szczęśliwie”. Bo przecież nic tak naprawdę

nie zdarza się raz. Wszystkie historie wielokrotnie się powtarzają, zmieniając

swój  kształt.  I  nikt  nigdy  nie  żył  przez  całe  życie  długo  i  szczęśliwie.  Albo

nieszczęśliwie.  Wszyscy  żyli  szczęśliwie  i  nieszczęśliwie,  raz  tak,  raz  tak,

a kiedy indziej i tak, i tak jednocześnie.

To  był  wszechświat  Lumikki.  W  jego  ciemności  i  świetle  było  miejsce  na

namiętność i strach, beznadzieję i radość. Jego powietrze napełniało jej płuca

siłą. W objęciach gwiaździstego nieba nabierała pełni. Stawała się sobą. Była

wolna. Przyciskała dłonie do pokrytej śniegiem ziemi i pragnęła zamienić się

w  jeden  z  dopiero  co  spadłych  płatków,  zmieszać  się  i  zjednoczyć

z pozostałymi.

Nocny wiatr przemierzał park i poruszał czarnymi gałęziami i ich cieniami

na zaspach.

Świat  wzdychał  i  tętnił  wokół  Lumikki,  jakby  bił  tylko  jednym  jedynym

pulsem. Jej pulsem.

background image

1

 Fragment wiersza Edith Södergran Księżniczka w oryginale i w przekładzie Alicji Rybałko.

2

 Fragment Makbeta Williama Szekspira w przekładzie Sta-nisława Barańczaka.

3

 Fragment pieśni Pyhä Lucia Erkki Ainamo w przekładzie Edyty Jurkiewicz-Rohrbacher.

4

  Fragment  piosenki  Ei-musta  [Nie-czarne]  Sanny  Kurki--Suonio  w  przekładzie  Edyty  Jurkiewicz-

Rohrbacher.

5

  Fragment  piosenki  Johda mua [Prowadź mnie]  Sanny  Kurki--Suonio  w  przekładzie  Edyty  Jurkiewicz-

Rohrbacher.

6

 Autorem polskich słów kolędy jest Piotr Maszyński.


Document Outline