background image

Teresa Wontor-Cichy 

 
 

Droga do męczeńskiej śmierci Maksymiliana Marii Kolbego  

 
 

Franciszkanin, ojciec Maksymilian Maria Kolbe, ogłoszony po wojnie świętym 

męczennikiem, był w czasie II wojny światowej dwukrotnie aresztowany przez władze 
niemieckie. Od 19 września 1939 wraz z grupą zakonników z Niepokalanowa przebywał w 
obozach: Lamsdorf (Łambinowice), Amtitz (Gąbice) oraz Schildberg (Ostrzeszów). Pobyt w 
tych ośrodkach miał charakter internowania. Zakonnicy zostali zwolnieni 8 grudnia 1939 roku 
i powrócili do zrujnowanego przez Niemców Niepokalanowa. Dnia 17 lutego 1941 roku, w 
Niepokalanowie, nastąpiło kolejne aresztowanie. Pięciu zakonników osadzono w 
warszawskim więzieniu Pawiak, skąd po ciężkim śledztwie, w różnych transportach 
przewieziono do obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. W dniu 29 maja 1941 roku, ojciec 
Kolbe  przywieziony został do tego obozu gdzie, 14 sierpnia 1941roku, poniósł śmierć 
męczeńską. 
 

 Dzieło  ojca  Maksymiliana  Kolbe  stawiało  go  wśród  najbardziej  respektowanych 

przedstawicieli  inteligencji  polskiej.  Zbudował  nowy  ośrodek  franciszkański  w 
Niepokalanowie, klasztor – wydawnictwo o rekordowych nakładach i popularności, podjął się 
misji  w  odległej  Japonii,  gdzie  także  w  bardzo  ciężkich  warunkach  wybudował  klasztor-
wydawnictwo,  nazwane  „Mugenzai  no  Sono”  czyli  „Ogród  Niepokalanej”.  Jako  dobrze 
wykształcony  kapłan  i  gorący  patriota,  co  wielokrotnie  podkreślał,  był  autorytetem  dla 
duchownych i świeckich.   

Stosunek Niemców do przedstawicieli inteligencji polskiej, w tym duchowieństwa, był 

określony  bardzo  precyzyjnie.  Jako  warstwa  przywódcza  narodu,  inteligencja  miała  być 
izolowana i poddana eksterminacji.

1

 Wyrażało się to w masowych aresztowaniach, osadzaniu 

w obozach koncentracyjnych, gdzie znaczna część spośród nich straciła życie.

2

 

Tuż po zakończeniu II wojny światowej ukazało się wiele publikacji poświęconych 

ż

yciu i męczeńskiej śmierci o. Maksymiliana Marii Kolbe (imię świeckie Rajmund). Jego 

niezwykła działalność i męczeńska śmierć w KL Auschwitz stały się podstawą do 
wyniesienia na ołtarze. Papież Paweł VI, w dniu 17 października 1971 ogłosił o. 
Maksymiliana Marię Kolbego błogosławionym, a papież Jan Paweł II, 10 października 1982, 
ś

więtym męczennikiem. 

Materiały archiwalne gromadzone przez wiele lat, głównie przez archiwum w 

Niepokalanowie, stały się podstawą wielu biografii świętego Maksymiliana.

3

 Były one także 

                                                 

1

  Por  Lubicz  J.,  Woliński  J.,  Polityka  okupanta  hitlerowskiego  wobec  wyznań  religijnych  w  Polsce  w  latach 

1939-1945

, Biuletyn Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, 1957, str.71-111. 

Madajczyk Czesław, Polityka Trzeciej Rzeszy w okupowanej Polsce, t.1-2, Warszawa 1970.  
Sziling Jan, Polityka okupanta hitlerowskiego wobec Kościoła katolickiego 1939-1945, Poznań 1970.  
Fijałkowski Zenon, Kościół Katolicki na ziemiach polskich w latach okupacji hitlerowskiej, Warszawa 1983. 
Ż

ycie  religijne  w  Polsce  pod  okupacją  hitlerowską  1939-1945

,  praca  zbiorowa  pod  red.Z.Zielińskiego, 

Warszawa 1982, str.28-34.  

2

 Jacewicz Wiktor, Woś Jan, Martyrologium Polskiego Duchowieństwa Rzymskokatolickiego pod okupacją 

hitlerowską w latach 1939-1945

, zeszyty 1-5, Warszawa 1978. 

3

  Dobraczyński  Jan,  Skąpiec  Boży.  Rzecz  o  o.Maksymilianie  M.Kolbe,  Niepokalanów  1946;Morcinek  Gustaw, 

Dwie  korony.  Rzecz  o  Ojcu  Maksymilianie  Maria  Kolbe

,  Niepokalanów  1948;  Winowska  Maria,  Szaleniec 

Niepokalanej.Ojciec Maksymilian Kolbe

. Niepokalanów 1957; Studia o ojcu Malsymilianie Kolbe, t.1, pod red. 

o.Joachima Romana Bara, Warszawa 1971, t.2, pod red. o.Jana A.Książka, Warszawa 1981; Kęczkowska Maria, 
Ojciec Kolbe

, Niepokalanów 1982;  Strzelecka  K, Maksymilian Maria Kolbe, Kraków 1982; Kluza Władysław, 

Człowiek  XX  wieku.  Św.  Maksymilian  Kolbe

,  t.1,  2,  Niepokalanów  1992;tenże,  Czterdzieści  siedem  lat  życia

Niepokalanów  1989;Wojtczak  Albert, Ojciec Maksymilian  Maria  Kolbe,  t.1-2, Niepokalanów 1989;Dyczewski 

background image

podstawą niniejszego opracowania, wzbogaconego o dokumenty przechowywane w 
Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu oraz Centralnym 
Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach-Opolu.  

Dla właściwego zrozumienia powodów aresztowania i więzienia św. Maksymiliana 

należy przyjrzeć się jego wielkiemu dziełu jakim był Niepokalanów polski i japoński, oraz 
drodze, która wiodła do tego celu.  

 

Rajmund Kolbe urodził się 8 stycznia 1894 r. w Zduńskiej Woli. Jego rodzice Juliusz 

Kolbe  i  Marianna  z  Dąbrowskich  Kolbe  byli  zgodnym  małżeństwem.  Pochodzili  z  rodzin 
zajmujących się od wielu pokoleń tkactwem. Ich pierwszy syn przyszedł na świat w 1892 r. Z 
racji wielkiego kultu św. Franciszka z Asyżu, dano mu na imię Franciszek. 

Marianna Kolbe cieszyła się sympatią wielu sąsiadów, była znaną i cenioną akuszerką, 

potrafiła  leczyć  wiele  chorób.  Juliusz  był  bardzo  dobrym  rzemieślnikiem,  co  ułatwiło  mu 
znalezienie  kolejnej  pracy.  Zajmował  się  także  drukowaniem  i  kolportowaniem  prasy 
patriotycznej, angażował się w życie religijne parafii. 

Obydwoje od pierwszego roku po ślubie należeli do Trzeciego Zakonu św. Franciszka 

i starali się zachowywać reguły zakonne. Poza tym Marianna należała do Żywego Różańca, 
Juliusz co roku pielgrzymował pieszo do Częstochowy. W mieszkaniu, w widocznym miejscu 
stał  ołtarzyk  Matki  Boskiej  Częstochowskiej,  przed  którym  we  środy,  soboty,  niedziele  i 
wszystkie święta maryjne paliła się lampka oliwna. Rodzina bardzo często gromadziła się na 
wspólnej  modlitwie.  Wspólnie  uczestniczyli  także  we  mszy  świętej  i  nabożeństwach. 
Synowie Franciszek, Rajmund i Józef wyrastali w prawdziwie religijnej atmosferze.  

Kolbowie  dostrzegali  potrzebę  kształcenia  siebie  i  swoich  dzieci.  Ich  trzej  synowie 

chodzili  do  szkoły,  pewne  kwoty  ze  swoich  skromnych  dochodów  przeznaczali  na  zakup 
książek  i  czasopism.  Nie  było  to  powszechne  zachowanie  wśród  robotników,  świadoma 
polityka zaborców spowodowała, że większość nie umiała czytać a minimalne wynagrodzenia 
pozwalały jedynie na zakup podstawowej żywności. 

Po  ukończeniu  szkoły  podstawowej  najstarszy  syn,  Franciszek,  uczył  się  dalej  w 

szkole  średniej  handlowej.  Pragnieniem  rodziców  było,  aby  został  księdzem.  Przypadek 
sprawił, że i Rajmund szybko dołączył do brata.

4

  

W  1907  r.  życie  rodzinne  Kolbów  uległo  ogromnej  zmianie.  Za  zezwoleniem 

gubernatora  rosyjskiego  przyjechał  ze  Lwowa  ówczesny  prowincjał  franciszkanów,  ojciec 

                                                                                                                                                      

Leon,  Święty  Maksymilian  Maria  Kolbe,  Warszawa  1984;tenże,  Człowiek  człowiekowi.  Rzecz  o  św. 
Maksymilianie  Marii  Kolbe

,  Oświęcim  1994;  Niezgoda  Cecylian,  „To  jest  święty“.  Rzecz  o  świętym 

Maksymilianie  Marii  Kolbem

,  Kraków  2001;Treece  Patricia,  Człowiek  dla  innych  Maksymilian  Kolbe.  Święty 

Oświęcimia. Świadectwa tych, którzy go znali

, Oświęcim 2006; 

4

 Marianna Kolbe tak opisała pewne wydarzenie: 

Raz miałam jedną chorą, której potrzeba było robić plastrowe okłady. Posłałam więc swego Mundzia do apteki 
po proszek . I gdy on za
żądał „Venkon greka“ aptekarz spytał: 
-

  Skąd ty wiesz, że to się nazywa„Venkon greka“?  On na to: 

-

  Bo to nazywa się po łacinie.  

-

  A skąd ty wiesz, że po łacinie się nazywa? 

-

  Bo my chodzimy do księdza na lekcję łaciny.  

Potem  wypytywał  dalej; jak  się nazywa, gdzie  mieszka i  do jakiej  szkoły  chodzi.  Mundzio  odpowiedział mu, ż
brat  chodzi  do  szkoły  i  jest  w  pierwszej  klasie  handlówki,  a  je
śli  Bozia  pozwoli  to  mój  starszy  brat  będzie 
ksi
ędzem, ja zaś muszę w domu pomagać, bo nas rodzice nie mogą obu kształcić, bo nie są tacy zamożni, a na 
dwóch trzeba du
żo pieniędzy. Wtedy rzekł aptekarz: 
-

  Ciebie  szkoda  tak  zostawić.  Przychodź  tu  do  mnie,  a  ja  ci  będę  lekcje  dawał  że  w  końcu  roku  dogonisz 

swego brata i razem zdacie do drugiej klasy.   

Wyznaczył  mu  godziny.  Przylatuje  więc  do  mnie  jak  na  skrzydłach  mój  kochany  Mundzio  i  z  wielką  radością 
opowiada,  jakie  to  go  wielkie  szcz
ęście  spotkało.  Rzeczywiście  ,  uczęszczał  odtąd    do  niego  na  lekcje,  a  ten 
przezacny pan aptekarz nazywał si
ę Kotowski, a ksiądz Jakowski Włodzimierz, nasz przewodnik duchowy, dawał 
Mundziowi lekcje łaciny

. por.Dyczewski Leon, Święty Maksymilian Maria Kolbe, Warszawa 1984, str.26.  

background image

Peregryn  Haczela

5

.  W  czasie  głoszonych  rekolekcji  zachęcał  chłopców  do  wstąpienia  do 

zakonu.  Na  terenie  Królestwa  Polskiego  klasztory  franciszkańskie  zostały  skasowane,  toteż 
jego misja miała na celu rozpoczęcie odbudowy niegdyś istniejących zgromadzeń. Franciszek 
i  Rajmund  z  wielkim  zapałem  odpowiedzieli  na  ten  apel.  Rodzice  byli  w  rozterce  co  do 
Rajmunda,  mieli  wobec  niego  inne  plany,  ale  nalegania  chłopca  przekonały  ich  o  jego 
wielkiej woli  wstąpienia do zakonu franciszkanów.  

Wkrótce,  pod  koniec  sierpnia 1907  r.,  bracia  wyjechali  do  Lwowa.  Trzy  lata później 

dołączył  do  nich  najmłodszy  brat  Józef.  W  tej  sytuacji  Marianna  zdecydowała  się  na 
realizację  młodzieńczych  marzeń  o  wstąpieniu  do  klasztoru,  przyjechała  więc  także  do 
Lwowa, do sióstr benedyktynek.

6

 Juliusz przebywał jakiś czas w klasztorach franciszkańskich 

jako tercjarz, następnie osiadł w Częstochowie gdzie założył księgarnię.

7

  

Sam  przejazd  chłopców  z  Pabianic  do  Krakowa,  przekroczenie  granicy  austriacko-

rosyjskiej było nie lada wyczynem. Wraz z ojcem, ukryci w furze zboża przekroczyli granicę 
koło Miechowa i dalej piechotą udali się do Krakowa. Tutaj pożegnali ojca i sami pociągiem 
pojechali do Lwowa.  

Okazało  się,  że  w  tym  czasie  byli  oni  jedynymi  uczniami  pochodzącymi  z  zaboru 

rosyjskiego,  stąd  traktowani  byli przez  franciszkanów  bardzo  życzliwie.  Lwów  był  miastem 
bardzo  odmiennym  od  tych,  które  znali  z  okresu  dzieciństwa.  Mieli  tutaj  styczność  ze 
wspaniałym  ośrodkiem  polskiej  myśli  i  kultury.  Gromadziły  się  tu  bowiem  najwybitniejsze 
umysły i najszlachetniejsze serca, które tworzyły późniejsze niepodległe państwo polskie.  

Naukę  w  Małym  Seminarium  chłopcy  rozpoczęli  od  klasy  trzeciej  gimnazjum. 

Rajmund  wykazywał  szczególne  uzdolnienia  w  przedmiotach  ścisłych,  profesor  matematyki 
nie miał dla Rajmunda zadania, którego by nie rozwiązał. Nieco słabszy  był z przedmiotów 
humanistycznych.  Interesował  się  także  urządzeniami  technicznymi.  Robił  wykresy, 
obliczenia. nawet wysyłał je odpowiednim urzędom do oceny.

8

      

Tenże  sam  o.  Peregryn  Haczela,  długoletni  przełożony  galicyjskiej  prowincji 

franciszkanów,  postarał  się  o  7  miejsc  studenckich  w  Rzymie.  Jedno  z  nich  zaproponował 
bratu Maksymilianowi. Ten, po pewnym wahaniu, zgodził się z wolą przełożonych.  

Dwa dni przed wyjazdem spędził z ojcem, który specjalnie przyjechał z Częstochowy, 

aby spotkać się z synem. W październiku 1912 r. brat Maksymilian wyjechał do Rzymu.  

Jak sam później przyznał, wyjazd ten ponownie uchronił go od przywdziania munduru 

wojskowego. Po wybuchu I wojny światowej, wielu kleryków krakowskich zgłaszało się do 
wojska.  Był  wśród  nich  także  brat  Walenty,  Franciszek  Kolbe,  który  wstąpił  do  legionów 
Piłusudskiego. Po zakończeniu działań wojennych nie wrócił już do zakonu.  

W  Rzymie  młodzi  zakonnicy  zamieszkali  w  Międzynarodowym  Kolegium  Zakonu 

Braci  Mniejszych  Konwentualnych  i  rozpoczęli  trzyletnie  studia  filozoficzne  na  Wydziale 
Filozoficznym  Uniwersytetu  Gregoriańskiego.  Brat  Maksymilian  zabrał  się  do  nich  z 
ogromnym zapałem, szczególnie z powodu programu, który obejmował nie tylko nauki ściśle 

                                                 

5

  W  późniejszym  okresie  był  prowincjałem  prowincji  polskiej  franciszkanów.  Za  swoją  patriotyczną  postawę 

został  zastrzelony  26  lipca  1942  roku  przez  Kruegera  szefa  gestapo  w  Stanisławowie.  Wojtczak  A.,  Ojciec  ..., 
t.1, str.29. 

6

  Marianna  Kolbe  od  1913  roku  była  tercjanką  i  rezydentką  u  sióstr  felicjanek  w  Krakowie.  Zmarła  nagle  17 

marca 1946 roku.  

7

 Juliusz Kolbe walczył podczas I wojny światowej w Legionach Józefa Piłsudskiego. Zginął, gdy jego oddział 

został otoczony przez Rosjan między Miechowem a Olkuszem.    

8

  W  roku  1909/1910  napisał:  Ja  niżej  podpisany  ośmielam  się  przedłożyć  Wysokiemu  Cesarsko-Królewskiemu 

Ministerium  moje  samodzielne  pomysły:  telegraf  piszący,  aparat  zapisujący  mowę,  i  głosy  natury,  telegraf,  w 
którym na stacji mo
żna tylko mówić, a na drugiej stacji będzie to zapisywał i odbierał aparat: i prosi o łaskawe 
zbadanie  i  oszacowanie  ich  pod  wzgl
ędem  praktyczności.

  Tu  następował  szczegółowy  opis  powyższych 

wynalazków, podnim zaś podpis: Rajmund Kolbe, uczeń V klasy gimnazjum. 
Por. Dyczewski L., s.40.   

background image

filozoficzne  ale  także  geometrię,  algebrę,  trygonometrię,  fizykę,  chemię,  mechanikę,  czyli 
dziedziny, którymi szczególnie się interesował.  

W  początkach  drugiego  roku  studiów  mocno  załamał  się  stan  zdrowia  brata 

Maksymiliana.  Cierpiał  na  bóle  żołądka,  głowy,  często  przeziębiał  się.  Cela,  w  której 
mieszkał  miała  ceglaną  podłogę,  szczególnie  jesienią  i  zimą  było  w  niej  bardzo  wilgotno. 
Jednak stan zdrowia nie rzutował na wyniki studiów.  

Pierwszego  listopada  1914  r.  w  uroczystość  Wszystkich  Świętych  złożył  uroczyste 

ś

luby  zakonne  (solemne),  tym  samym  na  stałe  związał  się  z  rodziną  franciszkańską. 

Przyrzekał,  że  będzie  żył  w  czystości,  posłuszeństwie  i  ubóstwie  według  reguły  św. 
Franciszka.  Składając  przyrzeczenie  przyjął  dodatkowo  imię  Maria,  którego  będzie  odtąd 
używał obok imienia Maksymilian.   

Europa ogarnięta była wówczas wojną. Kiedy Włochy przystąpiły do wojny z Rosją, 

musiał  opuścić  Wieczne  Miasto  (pochodził  w  dalszym  ciągu  z  kraju  rządzonego  przez  cara 
Rosji).  Przez  dwa  miesiące  przebywał  w  neutralnej    republice  San  Marino,  po  uzyskaniu 
odpowiednich  dokumentów  powrócił  do  Rzymu.  W  październiku  1914  r.  złożył  pracę 
dyplomową,  zdał  egzaminy  i  uzyskał  stopień  doktora  filozofii  na  Uniwersytecie 
Gregoriańskim. 

W  następnym  roku  rozpoczął  studia  na  Papieskim  Wydziale  Teologicznym  św. 

Bonawentury  Ojców  Franciszkanów  w  Rzymie.  Właśnie  w  tym  okresie,  brat  Maksymilian 
miał możliwość obserwowania życia mieszkańców Rzymu. Refleksje nie były optymistyczne. 
Upadek moralny, wzrost przestępczości, wystąpienia antykościelne budziły troskę.

9

 W takiej 

atmosferze rodzi się myśl założenia organizacji, która: 

 

miałaby  podać  rękę  tylu  nieszczęśliwym  duszom,  by  umocnić  serca  w  dobrem,  by 

dopomóc wszystkim do zbliżenia się do Pośredniczki wszelkich łask.

10

 

     

 

Zakłada  więc  Militia  Immaculatae,  w  skrócie  M.I.,  w  języku  polskim  Milicja 

Niepokalanej  albo  Rycerstwo  Niepokalanej.  Pierwsze  zebranie  odbyło  się  w  październiku 
1917  r.  W  następnym  roku  swego  błogosławieństwa  udzielił  mu  papież  Benedykt  XV  oraz 
generał zakonu franciszkańskiego. 

Brat  Maksymilian  zbliżał  się  do  święceń  diakonatu,  które  przyjął  28  października 

1917 r., a 8 kwietnia 1918 r. z rąk kardynała wikariusza Rzymu Bazylego Pompilj święcenia 
kapłańskie.  

Ponieważ  na  terenie  Włoch  przebywało  wielu  Polaków  –  jeńców,  postanawia 

zaangażować  się  w  pracę  na  ich  rzecz.  Kontaktuje  się  z  księżmi  zmartwychwstańcami, 
prowadzącymi  duszpasterstwo  dla  Polaków,  pracuje  też  dla  Komitetu  Narodowego  dla 
Polaków. Odwiedza obozy jenieckie, służąc żołnierzom jako kapłan i jako Polak. 

Jednocześnie przygotowuje się do zakończenia studiów teologicznych, broni pracę na 

Papieskim  Wydziale  Teologicznym  św.  Bonawentury,  uzyskując  stopień  doktora  teologii. 
Kilka  dni  po  uroczystym  wręczeniu  dyplomów  wsiada  do  pociągu  Czerwonego  Krzyża  i 
wyjeżdża  do  Polski,  która  nareszcie  wróciła  na  mapę  Europy,  niepodległa  i  zjednoczona,  a 
którą  opuścił  przed  siedmioma  laty.  Swe  pierwsze  kroki  skierował  do  klasztoru  sióstr 
felicjanek w Krakowie, aby spotkać się z matką.  

W kraju przełożeni skierowali go do pracy wykładowcy historii we Franciszkańskim 

Seminarium Filozoficzno-Teologicznym. Zajmował się także pracą duszpasterską: spowiadał, 
jeździł  do  chorych,  przygotowywał  do  sakramentów  świętych.  Nie  ustawał  w  pracy  nad 
Rycerstwem Niepokalanej. Pozyskiwał kolejnych członków, także poza Krakowem. W maju 
1920 r. było ich już 1363. 
                                                 

9

 Dyczewski L., s.65-73 

10

 Kolbe M., Dzieje Milicji Niepokalanej, PMK, t.II, s.445-446. 

background image

Ś

wiadom  siły  nowoczesnych  środków  przekazu,  gromadził  fundusze  na  pierwsze 

wydanie  pisma  Rycerz  Niepokalanej.  Prasa,  jak  uważał,  stała  się  ważnym  narzędziem 
informacji  społeczeństwa  a  tym  samym  możliwością  jego  ewangelizacji.  Partie  polityczne, 
ugrupowania  szczególnie  pozakatolickie  dawno  już  wykorzystywały  prasę,  stąd  widział  tu 
potrzebę większego zaangażowania Kościoła.   

Przełożeni  mieli  na  uwadze  jego  słabe  zdrowie.  Gruźlica,  na  którą  zachorował  w 

Rzymie regularnie dawała znać o sobie, częste krwotoki, gorączka niepokoiły. W tej sytuacji 
zwolniony  został  ze  wszystkich  obowiązków  i  wysłany  na  kurację  do  Zakopanego,  na 
dziesięć i pół miesiąca, a następnie do Nieszawy, na cztery i pół miesiąca.  

Myśl  o  działalności  wydawniczej  dojrzewała  w  ojcu  Maksymilianie,  pozyskiwał  dla 

niej innych franciszkanów stąd myślano już nie tylko o wydawnictwie ale i o drukarni. Także 
tematycznie  wzbogacał  nowe  numery  pisma,  interesował  się  bardzo  biografiami  ludzi 
odznaczających  się  świętością  za  życia.  Gromadził  materiały,  wspólnie  ze  swoim  bratem, 
ojcem  Alfonsem  Kolbe

11

  redagował  teksty.  Szczególnie  po  nagłej  śmierci  ojca  Wenantego 

Katarzyńca, z którym łączyła go przyjaźń oraz podobne zapatrywania na sprawę działalności 
wydawniczej  zakonu,  postawił  sobie  za  cel  przedstawienia  jego  biografii  w  kolejnym 
numerze Rycerza Niepokalanej.

12

  

Po  powrocie  z  rekonwalescencji  objął  stanowisko  wykładowcy  w  Studium 

Filozoficzno-Teologicznym, wykładał teologię moralną, filozofię oraz Pismo Święte. Bardzo 
angażował się w tą pracę, chociaż nie był porywającym wykładowcą.  

Ponieważ  Rycerstwo  Niepokalanej  trochę  straciło  na  aktywności  podczas  jego 

nieobecności,  organizował  spotkania,  przekonywał  o  potrzebie  dobrej  prasy  katolickiej  i 
większego zaangażowania w jej wydawanie.

13

  

Mówiąc o sytuacji w Polsce, podkreślał zasługi drukarni i księgarni św. Wojciecha w 

Poznaniu,  Wydawnictwa  Ojców  Jezuitów  w  Krakowie  czy  Wydawnictwo  Karola  Miarki  w 
Mikołowie,  zauważając jednocześnie,  że są  to  działania rozproszone,  polegające  głównie  na 
zaangażowaniu pojedynczych osób. Chciał także większego zaangażowania osób świeckich w 
działalność  wydawniczą,    jednak  problem  polegał  na  ich  właściwym  przygotowaniu 
merytorycznym  do  pracy.  Właściwej  popularyzacji  służyć  miałyby  katolickie  biblioteki, 
czytelnie, wypożyczalnie czy księgarnie. Zdawał sobie bowiem doskonale sprawę z kondycji 
społeczeństwa  polskiego,  które  po  ponad  100  letniej  niewoli  w  ogromnym  procencie  nie 
potrafiło  czytać  i  pisać.    Poza  tym  nie  mogły  to  być  pisma  zbyt  drogie,  co  się  wiązało  z 
powszechnie panującą biedą. Warunki były więc konkretne, pismo nietrudne i niedrogie. 

                                                 

11

  Ojciec  Alfons  Kolbe  przyjął  święcenia  kapłańskie  w  Krakowie  w  czerwcu  1921  roku.  Jego  brat  z  powodu 

stanu zdrowia nie mógł być na uroczystościach, nad czym bardzo ubolewał. Jednak kilka tygodni po święceniach 
ojciec  Alfons  przyjechał  do  klasztoru  łagiewnickiego  koło  Łodzi,    skąd  razem  udali  się  do  Pabianic,  gdzie  w 
asyście  brata  odprawił  mszę  prymicyjną.  Kilka  dni  później  podobna  uroczystość  miała  miejsce  w  Zduńskiej 
Woli. Przybyli na nią licznie mieszkający w tych rejonach członkowie rodziny Kolbe oraz ich przyjaciele. Była 
to  pierwsza  wizyta  ojca  Maksymiliana  w  rodzinnych  stronach  od  czasu  wyjazdu  do  Małego  Seminarium  do 
Lwowa.    

12

  Biografia  Wenantego  Katarzyńca  ukazała  się  w  1931  roku  w  Grodnie.  Ojciec  Alfons,  będąc  w  Nieszawie, 

napisał  biografię Sługi Bożego  ojca  Rafała Chylińskiego,  zaś  ojciec  Maksymilian interesował się  sprawą  kultu 
Jana Łobdowczyka. 

13

 

Cytując  papieża  Leona  XIII  mówił:  „Zła  prasa  zgubiła  społeczność,  trzeba  jej  zatem  przeciwstawiać  dobrą 

prasę.  Katolicy  nie  powinni  ustawać  w  pracy  dla  swojej  dobrej  prasy,  to  nieustanna  misja.  (...)  Ani  lud,  ani 
duchowieństwo nie rozumie znaczenia prasy. Powiadają, że przedtem prasy nie było, nierozumiejąc, że czasy się 
zmieniły.  Dobrze  jest  budować  kościoły,  mówić  kazania,  zakładać  misje  i  szkoły,  ale  ten  wielki  trud  próżny 
będzie, jeśli zaniedbamy najważniejszą broń dzisiejszych czasów, tj. prasę.” A kardynał Pizy dodaje: Wy głosicie 
kazania w niedziele, a dzienniki je głosz
ą co dzień, co godzinę. Wy mówicie do wiernych w kościele, a dziennik 
idzie  za  nim  do  mieszkania.  Wy  mówicie  pół  godziny  albo  godzin
ę,  a  dziennik  nie  przestaje  nigdy  mówić
Dyczewski, L., str.111. 

background image

Po uzyskaniu zgody władz kościelnych, o. Kolbe przystąpił do prac redakcyjnych oraz 

do  gromadzenia  funduszy.  Pierwszy  numer  pisma  zaplanowany  został  na  styczeń  1922  r. 
Główne  tematy  poruszone  w  nim  to  cel  człowieka,  doskonałość  chrześcijańska  i  świętość. 
Wydany  został  w  nakładzie  5  tys.  i  rozdany  za  darmo  bądź  za  wolne  datki.  Okazało  się 
jednak,  że  w  Krakowie  nie  ma  wystarczających  możliwości  lokalowych  na  rozwinięcie 
wydawnictwo  z  tego  też  powodu  zapadła  decyzja  o  przeniesieniu  redakcji  do  klasztoru 
franciszkańskiego w Grodnie. 

Niedawno  odzyskany  klasztor  wymagał  gruntownego  remontu,  prace  posuwały  się 

sprawnie,  a  w  barokowe  wnętrza  ojciec  Maksymilian  wkrótce  zaczął  wprowadzać  maszyny 
drukarskie. Pierwszą zakupił od Sióstr Nazaretanek w Krakowie, które przeznaczyły ją już na 
złom. Ojciec prowincjał wsparł finansowo zakup maszyny i czcionek, dodatkowo przysłał do 
Grodna brata Alberta Olszakowskiego, z zawodu zecera. Pierwszy zespół wydawniczy liczył 
trzy osoby, większość prac wykonywali ręcznie, maszyna nie była zasilana prądem, artykuły, 
odpowiedzi na listy czytelników ojciec Maksymilian pisał ręcznie (nie miał jeszcze maszyny 
do pisania) i przy lampie naftowej.   

Poza  pracą  wydawniczą,  ojciec  Maksymilian,  podobnie  jak  inni  grodzieńscy 

franciszkanie, spowiadał, głosił kazania, uczył dzieci religii, jeździł do chorych.  Nie ustawał 
w  poszukiwaniu  lepszych  metod  wydawniczych.  Dopingowało  go  do  tej  pracy  ciągle 
wzrastające  zainteresowanie  Rycerzem  Niepokalanej,  wkrótce  zaczęto  wydawać  także 
Kalendarz Rycerza Niepokalanej

. Pierwszy numer miał się ukazać w 1925 roku, a nakład miał 

wynosić 12 000 egzemplarzy. Dużą nowością tego numeru był dodatek, w formie reportażu 
Jak powstaje Rycerz Niepokalanej

. Czytelnicy widzieli fotografie zakonników przy pracy: w 

zecerni, introligatorni, drukarni, podczas spinania numerów, w administracji. Była to zupełnie 
nowa  forma  przedstawienia  życia  codziennego  zakonników,  która  spotkała  się  z  ogromną 
ż

yczliwością czytelników. 

Nakłady Rycerza Niepokalanej rosły, na rok 1926 zaplanowano 40 000 egzemplarzy. 

W  tym  też  roku,  w  sierpniu,  ojciec  Maksymilian  po  raz  pierwszy  wystąpił  oficjalnie  jako 
redaktor.  Było  to  na  pierwszym  ogólnopolskim  zjeździe  katolickim  w  Warszawie.  Jednak 
ciężka  choroba  dawała  znać  o  sobie,  dodatkowo  intensywność  pracy  nie  sprzyjała  kuracji. 
Wobec  tego  przełożeni  zadecydowali  o  powtórnym    skierowaniu  ojca  Maksymiliana  na 
leczenie do Zakopanego. Zastępcą w Grodnie wyznaczono jego brata, ojca Alfonsa Kolbe.    

Posłuszny woli przełożonych był w Zakopanem osiem miesięcy, od sierpnia 1926 do 

kwietnia 1927. Zamieszkał u sióstr Sercanek na Łukaszówkach, naprzeciw Gubałówki. Czas 
leczenia  wykorzystał  na  przemyślenia,  modlitwę,  nowe  plany.  Prowadził  bardzo  obfitą 
korespondencję  z  ojcem  Alfonsem,  który  zmagać  się  musiał  teraz  sam  ze  wszelkimi 
trudnościami wydawniczymi.  

Z  dużą  wnikliwością  przyglądał  się różnym  wydarzeniom  społecznym  i  politycznym 

kraju,  co  również  nie  poprawiało  nastroju,  ale  pozwalało  na  lepszy  kontakt  z  czytelnikami, 
których listy w przeróżnych sprawach napływały do redakcji.  
Zabudowania  klasztoru  grodzieńskiego  stawały  się  za  małe  dla  rozwijającego  się 
wydawnictwa, ponadto łączenie wspólnoty klasztornej z klasztorem-wydawnictwem nie było 
dobrym rozwiązaniem. Po powrocie z kuracji zaczął szukać nowej lokalizacji wydawnictwa.  
Książe  Jan  Drucki  Lubecki  posiadał  majątek  w  Teresinie  pod  Warszawą,  w  powiecie 
sochaczewskim,  który  przeznaczony  był  na  parcelację.  Część  tego  majątku  zgodził  się 
ofiarować zakonnikom na klasztor-wydawnictwo.  

Po  pokonaniu  pewnych  trudności

14

  jesienią  1927  z  grupą  zakonników  wyrusza  do 

Teresina  by  budować  klasztor.  Pora  roku  nie  sprzyjała  budowom,  poza  tym  ojciec 
Maksymilian miał stosować się do zaleceń lekarza zakopiańskiego, spać 10 godzin dziennie, 

                                                 

14

 Wojtczak, A., str. 84 – 88. 

background image

chodzić na spacery, nie podnosić ciężarów prawą ręką, nie przemęczać się, spać w ciepłym i 
suchym pokoju.  

Teren budowy leżał w depresji, powietrze było wilgotne, bagniste łąki biegły wzdłuż 

torów,  jednak  zapału  i  życzliwości  okolicznej  ludności  zakonnikom  nie  zabrakło.  Nowa 
siedziba miała być grodem Niepokalanej, stąd nadano nazwę Niepokalanów. Początek życia 
w  nowej  siedzibie  pozwolił  braciom  na  dogłębne  poznanie  ubóstwa  franciszkańskiego. 
Brakowało  absolutnie  wszystkiego,  pieniędzy  najbardziej.  Zakonnicy  jedli  byle  co, 
najczęściej ludność okoliczna widząc wielkiego ducha zakonników przychodziła z pomocą.  

Jako  pierwsza  stanęła  kaplica

15

,  następnie  budynek  mieszkalny  dla  zakonników 

później hala maszyn. Wszystkie budynki miały być proste, najtańsze i nietrwałe, służące tylko 
jednemu pokoleniu. Miało to ustrzec zakonników przed stabilizacją i zmusić do dynamizmu, 
każde pokolenie miało budować sobie nowe, bardziej funkcjonalne, dostosowane do potrzeb 
czasu budynki. Wszystko w Niepokalanowie było niewyszukane, tanie ale praktyczne. 

Przeniesiono maszyny z Grodna i praca ruszyła. Ochoty  i pomysłów nie brakowało, 

brakowało  natomiast  rąk  do  pracy.  Zakonnicy  byli  wyczerpani.  Ponieważ  zakon  nie  był  w 
stanie  skierować  do  Niepokalanowa  więcej  zakonników,  powstała  myśl  założenia  Małego 
Seminarium i internatu. 

Nowa  placówka  rozwijała  się  równym  tempem,  gwardianem  oraz  dyrektorem 

wydawnictwa był ojciec Maksymilian Kolbe, jego zastępcą  ojciec Alfons Kolbe.  Nowa myśl 
ciągle towarzyszyła ojcu Kolbe, były nią misje. Z polecenia przełożonych  udał się na krótki 
odpoczynek  do Kalwarii  Pacławskiej,  z  której  wrócił  z  gotowym  planem wyjazdu. Miała to 
być  Japonia,  gdzie  wyjechał,  26  lutego  1930  roku,  wraz  z  czterema  braćmi.  Po  drodze 
zatrzymali  się  w  Sajgonie,  Szanghaju,  gdzie  sprawdzał  możliwości  wydawnicze.  Dotarli 
nareszcie  do  Nagasaki,  gdzie  wówczas  była najliczniejsza  diecezja  katolicka  w  Japonii. Nie 
bez  trudności,  w  maju  1930  roku  wydany  został  pierwszy  egzemplarz  japońskiego  Rycerza 
Niepokalanej

, który nosił tytuł Mugenzai no Seibo no Kishi

Po  dwóch  miesiącach  pobytu  w  Japonii,  ojciec  Kolbe  powrócił  do  Polski,  aby 

uczestniczyć  w  kapitule  prowincjalnej.  Przedstawiony  referat  przekonał  przełożonych  o 
potrzebie  założenia  domu  misyjnego  w  Japonii.  Z  dwoma  klerykami  ojciec  Kolbe  wrócił  w 
sierpniu 1930 roku do Japonii. 

W grudniu 1930 roku, będąc poza krajem ojciec Kolbe dowiaduje się, o nagłej śmierci 

brata,  ojca  Alfonsa  Kolbe.  Niepokalanów  znalazł  się  w  trudnej  sytuacji.  Przełożeni  nie 
decydują się jednak na odwołanie ojca Maksymiliana z Japonii, przełożonym Niepokalanowa 
zostaje  ojciec  Florian  Koziura,  do  którego  pisał  ojciec  Kolbe  szereg  listów,  wspierając  go, 
udzielając mu szeregu rad.  

W marcu 1931 roku, za 6800 jenów, zakupił ojciec Kolbe 4 hektary ziemi w dzielnicy 

Hongochi u stóp góry Hikosan, gdzie rozpoczęto budowę domu misyjnego.

16

 Nowy klasztor 

nazwano Mugenzai no Sono czyli Ogród Niepokalanej. 

Zasady  swojej  pracy  opierał,  jak  zwykle  zresztą  na  dwóch  filarach:  Niepokalanej  i 

skrajnym  ubóstwie.  Nie  wszyscy  zakonnicy  rozumieli  ten  sposób  życia,  toteż  zdarzały  się 
przypadki powrotów zakonników do Polski. Stąd ojciec Maksymilian apelował o przysyłanie 

                                                 

15

  Po  ukończeniu  prac  budowlanych  ojciec  Kolbe  udał  się  do  kardynała  Kakowskiego  po  zezwolenie  na 

odprawianie  Mszy  św.,  nabożeństw i przechowywanie  Najświętszego  Sakramentu.  Ksiądz  kanclerz widząc  go, 
powiedział, że do księdza kardynała należy iść w czystych butach i czystym habicie. Na co ojciec Kolbe pokazał 
spracowane  dłonie  mówiąc:  Proszę  księdza,  ja  tu  przyszedłem  prosto  z  pracy.  Takim  szczerym  wyznaniem 
zyskał  serdeczność  księdza  kanclerza,  który  pozwolił  na  spotkanie z  kardynałem.  Wkrótce po  tym  wydarzeniu 
zakonnicy mogli odprawiać msze święte w Niepokalanowie. Por. Dyczewski L., str.166-167.  

16

 Wielu dziwiło się dlaczego ojciec Kolbe wybrał lokalizację na uboczu, w terenie trudnym do zabudowy. 

Kiedy 9 sierpnia 1945 Amerykanie zrzucili bombę atomową na Nagasaki, miasto zostało zniszczone i połowa 
mieszkańców straciła życie. Klasztor stracił tylko szyby w oknach, góra Hikosan zasłoniła klasztor od 
ś

miercionośnego podmuchu atomowego. 

background image

w pełni oddanych zakonników, gotowych nawet życie stracić dla Niepokalanej.

17

  Poza tym 

klimat  japoński  nie  sprzyjał  jego  zdrowiu,  często  gorączkował,  rany  nie  chciały  się  goić, 
miewał ataki duszności.  

Pomimo tego nie ustawał w pracy, ciężkiej, fizycznej przy budowie domu zakonnego 

oraz w pracy wydawniczej, przy redakcji artykułów. W maju 1933 roku przybył do Polski na 
obrady kapituły prowincjalnej. Za jej zgodą gwardianem Niepokalanowa został ojciec Florian 
Koziura a gwardianem Mugenzai no Sono ojciec Kornel Czupryk. 

Wsparty przez ojca Kornela wyrusza ojciec Maksymilian do Japonii. Przed wyjazdem 

składa  wizytę  księdzu  prymasowi  Augustowi  Hlondowi  w  Poznaniu,  księdzu  kardynałowi 
Aleksandrowi  Kakowskiemu  w  Warszawie  (dwa  dni  później  obydwaj  odwiedzili 
Niepokalanów).  Odwiedza  także  księdza  biskupa  Stefana  Sapiehę  oraz  swoją  matkę,  której 
nie widział trzy lata.  

Kolejny  okres  pracy  w  japońskim  Niepokalanowie  ma  już  inny,  spokojniejszy 

charakter  dla  ojca  Kolbego.  Dzieli  obowiązki  z  ojcem  Kornelem,  który  teraz  ma  się  zająć 
problemami gospodarczymi domu, opieką nad nowicjatem i wychowaniem braci, a także ma 
być  profesorem  teologii  moralnej  i  liturgii.  Ojciec  Maksymilian  ma  utrzymać  sprawy 
wydawnicze, opiekę duchową nad wspólnotą zakonną oraz być rektorem studium, profesorem 
dogmatyki,  Pisma  św.,  prawa  i  historii  Kościoła.  Prowadził  intensywną  korespondencję, 
planował  inne  prace  misyjne,  szczególnie  Indie  były  w  punkcie  zainteresowań  ojca  Kolbe. 
Jednak plan ten nie zyskał aprobaty przełożonych.    

W 1935 roku placówka japońska liczyła 20 braci, w tym 4 Japończyków, 2 ojców i 3 

kleryków.  Nakład  Mugenzai  no  Seibo  no  Kishi  wynosił  65  000,  w  kwietniu  1936  roku 
otworzono internat Małego Seminarium. W momencie takiej stabilizacji ojciec Kolbe zostaje 
wezwany do Polski na kapitułę prowincjalną. Żegnał się z Japonią na zawsze. Był wówczas 
już osobą bardzo znaną i cenioną w Polsce, jednak nowe obowiązki jakich miał się podjąć w 
Niepokalanowie wymagały poprawy stanu zdrowia. Ponownie przełożeni wysłali ojca Kolbe 
do  Zakopanego,  na  kilkudniowy  odpoczynek.  Pozwoliło  mu  to  na  pionierską  przejażdżkę 
kolejką  na  Kasprowy  Wierch  w  towarzystwie  kierownika  budowy  inżyniera  Stadnickiego. 
Kapituła  generalna  postanowiła  powierzyć  mu  stanowisko  gwardiana  Niepokalanowa,  oraz 
obowiązek  szczególnej  troski  o  zachowanie  ducha  franciszkańskiego  w  tym  największym  z 
klasztorów zakonu.   

Wydawnictwo rozwijało się równym tempem, Rycerz Niepokalanej osiągał nakład 650 

000  egzemplarzy,  Rycerzyk  Niepokalanej  130  000,  Mały  Dziennik  145  000.  Ojciec  Kolbe 
widząc  rozwój  wspólnoty  postanowił  zmienić  system  zarządzania.  Jego  zasadą  stało  się 
dopuszczenie  wszystkich  do  współrządów  i  wyrabianie  w  każdym  członku  wspólnoty 
poczucia odpowiedzialności za całość.  

W  Niepokalanowie  obowiązywały  zasady:  wyrzec  się  własnej  woli,  a  czynić  wolę 

Boga  wyrażoną  w  poleceniach  przełożonych;  dla  siebie  jak  najmniej,  dla  Niepokalanej  i 
bliźnich jak najwięcej; osoby, zachowania, słowa, rzeczy, atmosfera mają być czyste, tchnąć 
nieskazitelnością; życie w Niepokalanowie ma być radosne, bo radość jest i konsekwencją i 
przejawem  prawdziwej  doskonałości.

18

  Rozwijając  działalność  apostolską  ojciec  Kolbe  był 

                                                 

17

 Dochodziło do nieporozumień także z powodu wielkiej czci jaką Malsymilian otoczał Niepokalaną, zarzucano 

mu zachwianie chrystocentryzmu. Klerycy chorowali na choroby, których leczenie mogło odbywać się w 
spokojnej atmosferze zakonu w Polsce, czy też w kraju o innym klimacie. Nieporozumienia powstawały również 
w kontaktach z duchownymi hierarchami w Japonii. Wymagały one korespondencji  z Kongregacją do Spraw 
Wiary i innymi instytucjami rzymskimi odpowiedzialnymi za prowadzanie działalności misyjnej. Por.Wojtczak 
A., Ojciec..., str.126-134. 

18

 W styczniu 1937 roku postanowił wyjawić braciom przyczynę swojego szczęścia. Zanim odejdę od was 

chciałbym coś pozostawić. (...) Wy mnie nazywacie gwardianem i jestem nim. Nazywacie mnie dyrektorem, też 
dobrze mówicie, bo jestem dyrektorem wydawnictwa. (...) A czym jeszcze jestem? ... Jestem waszym ojcem i to 
prawdziwym ojcem – wi
ęcej nawet niż rodzony ojciec. Przez ojca ziemskiego daje Pan Bóg życie człowiekowi 

background image

bardzo  świadom  potrzeby  wykorzystania  zdobyczy  techniki.  Kupował  najnowsze  maszyny 
drukarskie, usprawniając tym samym pracę braci i podnosząc nakłady wydawnicze. W 1937 
roku  zakupił  teleskryptor,  dzięki  któremu  Niepokalanów  miał  najnowsze  wiadomości. 
Planował budowę lotniska. Wysłał nawet dwóch braci na kurs pilotażu, przygotowywał teren 
pod przyszłą budowę. 

W  budowie  była  także  radiostacja,  która  nawet  wyemitowała  pierwszy  program  w 

ś

więto Niepokalanej 8 grudnia 1938 roku

19

. Polskie Radio już dwukrotnie wcześniej użyczało 

ojcu  Kolbe  możliwości  zabierania  głosu,  po  raz  pierwszy  8  grudnia  1937  roku,  właśnie  w 
ś

więto  Niepokalanego  Poczęcia,  drugi  raz  2  lutego  1938  roku,  w  święto  Matki  Bożej 

Gromnicznej.  Wypowiedzi  te  kierowane  były  do  szerokiego  kręgu  słuchaczy,  dotyczyły 
spraw ważnych, podnosiły na duchu.       

Zmieniająca  się  rzeczywistość  polska  skłoniła  ojca  Maksymiliana  do  weryfikacji 

planów wydawniczych, ograniczenia nakładu Rycerza Niepokalanej na rzecz nowych tytułów. 
W  1938  roku  pojawiły  się:  Miles  Immaculatae,  miesięcznik  dla  kleru  całego  świata,    Mały 
Rycerzyk Niepokalanej

, pismo dla dzieci poniżej lat 10, w bogatej szacie graficznej, Biuletyn 

Misyjny

,  miesięcznik  przeznaczony  dla  misjonarzy.  W  dalszym  ciągu  ukazywał  się  Mały 

Dziennik. 

 

Ojciec  Kolbe  był  znany  i  ceniony    w  wielu  kręgach.  Na  zaproszenie  prezydenta 

Stefana  Starzyńskiego  wszedł  w  skład  Stołecznego  Komitetu  Obywatelskiego  Święta 
Niepodległości. Był również członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy i Wydawców.  

O zagrożeniu dla Polski mógł się ojciec Kolbe przekonać naocznie, będąc w Berlinie, 

w  marcu  1938  roku  na  kongresie  Polaków  w  Niemczech.  Mnóstwo  mundurów,  flagi 
rozwieszone  na  większości  budynków,  ciągłe  przemarsze  wojska  w  takt  marszów  a  przede 
wszystkim atmosfera gotowości do walki budziły obawy a nawet strach. 

20

   

W  1939  roku  wystosował  list  do  marszałka  Rydza  Śmigłego,  mówiący  o  chęci 

przyjścia  z  pomocą  obrońcą  ojczyzny.  Pisał,  że  zakonnicy  nie  posiadają  żadnego  mienia  na 
własność,  mimo  to  poprzez  odmawiani  sobie  cukru  przez  6  tygodni,  zebrali  kwotę  1  200 
złotych na potrzeby wojska. 

Wojna zaczęła się 1 września 1939 roku wcześnie rano. Kilka dni później, 5 września 

gwardian  Niepokalanowa,  ojciec  Maksymilian  otrzymał  od  starostwa  Sochaczewskiego 
informację, że Niemcy po przekroczeniu Wisły, szybkimi krokami zbliżają się do Warszawy. 
Do  wiadomości  dołączono  polecenie,  aby  zakonnicy  opuścili  klasztor.  Podobne  polecenie 
przesłał  nowy  prowincjał.  Zachęcał  braci  do  włączenia  się  do  pomocy  sanitarnej  w 
Czerwonym  Krzyżu i  w  ten  sposób  służyli  innym.  W  Niepokalanowie  zostało 2  ojców  i  40 
braci, także w Lasku, Domu Zdrowia został 1 ojciec i  kilku braci. 

 
Rząd polski, świadomy losu polskich elit przygotowywał paszporty dla chcących udać się 
na emigrację. Znani politycy, twórcy kultury, działacze społeczni otrzymywali taki 
dokument. Ojciec Kolbe otrzymał paszport 6 września, jednak nie  wyjechał, uważając, że 
jego miejsce jest wśród braci, co było także wolą jego przełożonych.     

                                                                                                                                                      

dotąd nie istniejącemu. Przeze mnie otrzymaliście życie duchowe, życie Boże, powołanie zakonne (...) Żebyści 
wiedzieli, dzieci drogie, jaki ja jestem szcz
ęśliwy! (...) Kochajcie Niepokalaną, a ona uczyni was szczęśliwymi. 
(...) Powiedziałem wam, 
że jestem bardzo szczęśliwy i doznaję wielkich radości, a to dlatego, że mam i to z całą 
pewno
ścią zapewnione niebo. (...) tyle jeszcze powiem, że to było w Japonii. Więcej wam dzieci drogie nic już nie 
powiem, i nie pytajcie mnie o te rzeczy.(...)

 por. Dyczewski L., Święty..., str 218-239. 

19

 W tym samym dniu, w kinie Roma odbyła się ku czci Niepokalanej uroczysta akademia, z udziałem 

prezydenta Mościckiego, kardynała Kakowskiego i innych osobistości państwowych. Głos zabrał ojciec 
Maksymilian, przemawiał pięknie o Niepokalanej. W części artystycznej występowała orkiestra reprezentacyjna 
Wojska Polskiego a po niej orkiestra braci z Niepokalanowa, którzy nie ustępowali w kunszcie wytrawnym 
muzykom. Kluz Władysław, Człowiek XX wieku. Św.Maksymilian Kolbe, t.2, Niepokalanów 1992, str. 134. 

20

 Kluz Wł., Człowiek XX wieku ... , str.115. 

background image

 

Do klasztoru przychodzili ranni żołnierze, a także tłumy ludności cywilnej uciekającej 

przed frontem. Zakonnicy nie zostawiali nikogo bez opieki. Za kilka dni 13 września Niemcy 
byli już przy furcie klasztornej, szukali polskich żołnierzy, a ponieważ znaleźli tylko rannych 
opuścili  Niepokalanów.  Nie  na  długo,  19  września,  żołnierze  niemieccy  pojawili  się 
ponownie  z  rozkazem  zebrania  się  wszystkich  mieszkańców  na  placu.  Po  przeliczeniu, 
poinformowani zakonników, że zostaną zabrani na 2 godziny w celi wylegitymowania. W tej 
sytuacji  franciszkanie  poprosili  o  pozwolenie  ubrania  grubszych  rzeczy  (przewidywali,  że 
może  to  potrwać  dłużej).  Pozwolono  na  pozostanie  dwóch  pielęgniarzy  do obsługi  rannych, 
bracia poprosili ojca Maksymiliana, aby został. On jednak stanowczo odmówił.

21

 Następnego 

dnia  przewieziono  franciszkanów  do  Częstochowy,  a  stąd  pociągiem  do  Opola  i  dalej  do 
miejscowości Lamsdorf. 

W  obozie  zakwaterowano  ich  w  płóciennych  namiotach,  otoczonych  drutem 

kolczastym i gęsto ustawionymi strażnikami. W każdy namiocie było około 200 ludzi, w tym 
wielu  Żydów.  Rozdano  jeden  koc  na  dwu,  jeden  ręcznik  na  trzech,  i  dano  czystą  słomę. 
Problemy  pojawiały  się  przy  jedzeniu,  naczyń  nie  starczało  dla  wszystkich.  Obecność 
zakonników  pamięta  kilku  żołnierzy  polskich,  przebywających  w  Lamsdorf    jako  jeńcy 
wojenni. 

22

 

Pobyt  w  Lamsdorf  trwał  do  23  września,  niecałe  trzy  dni.  W  sobotę  23  września 

przygotowano  transport  24  grup  po  500  osób,  które  załadowano  do  wagonów  wcześniej 
używanych  do  przewozu  koni.  Na  drugi  dzień,  24  września  stłoczeni,  w  okropnym  odorze 
dojechali  do  miejscowości  Amtitz  (Gębice),  położonej  między  dzisiejszym  Gubinem  a 
Lubskiem.         

Gwardian  Niepokalanowa  starał  się  pocieszać  braci,  porównywał  ich  sytuację  do 

wyjazdu na misje, tyle, że tu starać się nie trzeba o wizy, formalności, transport. Podkreślał, 
ż

e  jest  to  niebywała  okazja,  aby  zrobić  wiele  dobrego.  Transport  wyładowano  na  stacji 

kolejowej,  po  czym  przeprowadzono  wszystkich  do  obozu.  Po  drodze,  podobnie  jak  w 
Lamsdorf,  okoliczna  ludność  niemiecka  drwiła  na  widok  przechodzących,  a  szczególnie 
docinki nasilały się wobec zakonników. Obóz położony na podmokłym terenie, otoczony był 
drutem  kolczastym  i  wartownikami  w  odległości  100  metrów  od  siebie.  W  płóciennych 
namiotach stłoczono po około 200 osób, w całym obozie było około10 tysięcy. W każdym z 
namiotów  umieszczono  stół,  dwie  ławki,  kilka  wiader  na  wodę  i  posiłki,  50  miseczek 
fajansowych i łyżek, ręczniki – jeden na trzech, które z czasem zabrano. Całą noc paliły się 
dwie  żarówki.  Spano  na  podłodze  na  słomie.  Prócz  franciszkanów,  w  namiotach  byli  także 
Ż

ydzi oraz cywile. Każdej grupie rozkazano wybrać przedstawiciela. Dla zakonników był to 

brat  Telesfor  Bobrycki.    Rano    gdy  wyprowadzono  wszystkich  przed  blok,  zabrał  głos 
porucznik  niemiecki,  który  oświadczył,  że  winę  ich  internowanie  ponoszą  nie  Niemcy  lecz 
Anglia i Francja.  

Zakonnicy  starali  się  swój  dzień  zorganizować  tak,  aby  modlitwą  i  rozważaniem 

zagospodarować  czas.  Nie  kierowano  ich  do  żadnej  pracy,  nie  pozwalano  przebywać  poza 
namiotem.  

                                                 

21

 W literaturze kolbiańskiej najwięcej miejsca tym wydarzeniom poświęcił Niezgoda Cecylian, To jest święty. 

Rzecz o świętym Maksymilianie Marii Kolbem

, Kraków 2001 a także Wojtczak Albert, Ojciec Maksymilian 

Maria Kolbe

, t.1, Niepokalanów 1989. Opis wydarzeń przedstawiony w tych publikacjach stał się źródłem 

informacji dla autora. 

22

 Archiwum Centralnego Muzeum Jeńców Wojennych w Łambiniwicach-Opolu, Zespół Relacje i 

Wspomnienia, relacja Pawła Bąkowskiego, sygn. 30, str. 1-2; relacja Mariana Rzeczkowskiego, sygn. 23, str.1-
4; relacja Stanisława Olejnika, sygn.20, str.1-3;  

background image

Wyżywienie internowanych było skromne: kawałek chleba i kawa bez cukru rano, w 

południe  pół  litra  zupy  z  brukwi,  marchwi,  ziemniaków  i  kapusty,  wieczorem  owsiana 
polewka. Czasem na dodatek odrobinę margaryny, łyżka twarogu lub plasterek kiełbasy.  
Zakonnicy  mieli  przynosić  żywność  dla  całego  namiotu,  jeden  z  braci  zrobił  nawet  tasak, 
którym  dzielił  chleb  na  mniejsze  porcje.  Inni  internowani  chętnie  zwracali  się  do  niego  z 
prośbą o podział chleba, dochodziło bowiem do częstych konfliktów w związku z nierównymi 
porcjami. 

Brak  wody  był  dużym  utrapieniem  dla  wszystkich.  Nie  było  szansy  umycia  się,  nie 

mówiąc już o praniu. Niektórzy myli się kawą, inni rosą czy szronem skroplonym na ścianach 
namiotu,  inni  nie  myli  się  wcale.  W  efekcie,  po  kilku  tygodniach  wśród  osadzonych  w 
namiocie,  a  byli  tam  nie  tylko  franciszkanie,  pojawiły  się  insekty.  Przez  kilka  tygodni 
zakonnicy  walczyli  z  nimi  skutecznie,  jednak  wszy  wzięły  górę.  Wielu  było  tak  bardzo 
pogryzionych, że musieli być odprowadzeni do szpitala.  

Wielu  internowanych  cywilów  nie  miało  wierzchniej  odzieży,  często  byli  tylko  w 

samych  koszulach.  Jesienią  cierpieli  z  powodu  zimna,  nawet  nocą  nie  mieli  czym  się 
przykryć. Zakonnicy zabrali ze sobą płaszcze, spali więc jak to określał ojciec Kolbe, bogaty 
w doświadczenia misji w Japonii, „po misjonarsku”, przykryci własnymi płaszczami.  
Stałe przebywanie w tak różnorodnej grupie przynosiło liczne problemy. Pod koniec września 
Ż

ydów,  Ukraińców  i  Polaków  z  Galicji  wywieziono  z  obozu.  Ich  miejsce  zajęli  cywile  – 

Polacy przywiezieni w kolejnym transporcie.  

Było  wśród  nich  wielu  dobrych  i  życzliwych  ludzi,  ale  byli  i  tacy,  którzy  widząc 

zakonników pozwalali sobie na bardzo niestosowne opowiadania. Któregoś dnia ojciec Kolbe 
wziął  jabłko  otrzymane  od  innego  internowanego,  pracującego  poza  obozem,  i  podszedł  do 
„dowcipnisia” mówiąc: Proszę Pana, proszę wziąć to jabłko i proszę aby Pan więcej takich 
nieskromnych rozmów nie prowadził.

  Rzeczywiście opowiadania się skończyły.

23

 

 

Ojciec Kolbe był nie tylko moralnym wsparciem, zachęcał także braci do materialnej 
pomocy innym. Którego
ś dnia otrzymał od innej osoby twarożek, zaraz zebrał braci i 
rozdał go im. Innym razem, jeden z braci przyniósł dodatkowe wiaderko zupy. Ojciec 
Kolbe kazał rozdzieli
ć zupę między wszystkich przebywających w namiocie. Kiedy 
zabrakło chleba dla którego
ś z namiotów, sam zaproponował oddanie swojej porcji a 
inni bracia poszli jego przykładem. Jeden z zakonników pami
ęta, jak którejś nocy 
obudził si
ę czując, że ktoś otula mu nogi. Ze zdumieniem rozpoznał gwardiana 
Niepokalanowa ojca Kolbe.   
Z czasem namiot, w którym byli zakonnicy, stał si
ę kaplicą. Szczególnie w 
pa
ździerniku, wieczorem, gromadzono się na modlitwach maryjnych. Prowadzącym 
był ksi
ądz proboszcz Brykalski z parafii Koziegłowy

24

. Brali w nich udział nie tylko 

duchowni ale takżświeccy, szczególnie inteligencja.  
Niemcy nie przerywali modlitw, cz
ęsto jednak obserwowali modlących się, zwłaszcza, 
ż

e było wśród nich tak wielu cywilów - Polaków. 

Jeden z braci, Teofil Zimnoch, na polecenie ojca gwardiana ulepił z gliny figurkę 
Matki Bo
żej Niepokalanej. Umieszczono ją w namiocie. Atmosfera wśród jego 
mieszka
ńców znacznie się poprawiła, ojciec Kolbe planował wydanie 

Rycerza 

Niepokalanej w wersji polskiej, niemieckiej i rosyjskiej.  

                                                 

23

 Niezgoda C., To jest święty.... . str.100. 

24

 W obozie miały miejsce przypadki śmierci. Duchowni byli bardzo aktywni w pomoc dla chorych i 

umierających. Bardzo zaangażowany w tą posługę był ksiądz Brykalski. Początkiem listopada sam został 
skierowany do izby chorych. Został zwolniony z obozu, 4 grudnia 1939 roku. Trudy pobytu w obozie nie 
pozwoliły mu wrócić do  zdrowia. Zmarł w swojej parafii Koziegłowy na początku 1940 roku. 

background image

Ż

ołnierze niemieccy często przychodzili oglądać figurkę, fotografowali się nawet przy 

niej z zakonnikami. 

25

 

 

Internowanym w obozie wolno było napisać kartkę pocztową. Była to jednorazowa 
akcja. W dniu 20 pa
ździernika 1939 rozdano wszystkim karty z wydrukowanym 
tekstem. Wszyscy franciszkanie wysłali swoje karty pocztowe do ojca prowincjała, 
którym w tym czasie był o. Korneli Czupryk, za
ś ojciec gwardian napisał do ojca 
generała w Rzymie, o. Bedy Hessa

26

.     

Wydarzenie to dało zakonnikom nadzieję na szybkie zwolnienie, tymczasem doszło do 

zmiany na stanowisku komendanta. Nowy komendant okazał się bardzo okrutny, częste były 
przypadki bicia więźniów kijem po twarzy. Na szczęście dosyć szybko został przeniesiony na 
inne stanowisko a komendantem został Alfons Stratmann, człowiek o zupełnie innym 
charakterze. O bardzo dobrych relacjach może świadczyć list, który ojciec Kolbe napisał 28 
lutego 1940 roku do Kamili Dybowskiej, teściowej Stratmanna, która mieszkała wówczas w 
Berlinie: 

W czasie mego pobytu w obozie dla internowanych w Amtitz miałem szczęście poznać 
syna Wielmo
żnej Pani. Był tam komendantem kompanii, któremu wraz z 
kilkudziesi
ęcioma braćmi zakonnymi byłem podległy. Zadziwił on nas swoją wysoką 
kultur
ą i głębokim poczuciem sprawiedliwości. Nie wiem, gdzie się on obecnie 
znajduje, dlatego chciałbym przesła
ć mu przez W. Panią serdeczne podziękowania za 
wszystko i zawiadomi
ćże po 3 tygodniach pobytu w Ostrzeszowie, dnia 9 grudnia 
przybyli
śmy wszyscy szczęśliwie do klasztoru. 
Niech Niepokalana Dziewica Maryja za wszystko wynagrodzi.    

 

Tymczasem  pobyt  w  Amtitz  przedłużał  się,  przywożono  nowych  internowanych, 

któregoś  dnia  po  wieczornej  modlitwie  jeden  z  nowo  przywiezionych  opowiadał 
franciszkanom  o  swoim  internowaniu  przez  Niemców  w  Niepokalanowie.  Opowiadał  o 
sytuacji  w  klasztorze,  niestety  nie  była  ona  optymistyczna.  To  jeszcze  bardziej  przygnębiło 
zakonników.  Dziennikarz  obozowy,  brat  Teofil  Zimnoch  zapisał  w  notatkach  pod  datą  1 
listopada, Dzień Wszystkich Świętych: 

 
Z rana pochmurno, chłodno, prószy śnieg. O 7.30 śniadanie – kawa. O 8.30 zbiórka całego 
batalionu w polu. Na tej zbiórce trzymano lekko ubranych ludzi przeszło godzin
ę. Wszyscy 
bardzo pomarzli. Po powrocie do namiotu o 10.30 nabo
żeństwo: „Z tej biednej ziemi”, 
kazanie, litania do Wszystkich 
Świętych śpiewana, Suplikacje, Anioł Pański i Pod Twoją 
Obron
ę. O 13.30 obiad: rzadka zupa z brukwi i ziemniaków. Ogólne narzekanie. O 15.30 
chleb (jeden na pi
ęciu), ser i szmalec. O 17 kolacja – kawa. O 18 różaniec. Od 19 do 20 
czas wolny – pogadanka z ojcem Gwardianem. 

 
Warunki  bytowe  pogarszały  z  dnia  na  dzień,  nadchodziła  zima,  nastroje  wśród  zakonników 
były  bardzo  złe.  W  takiej  sytuacji  ojciec  Maksymilian  raz  jeszcze  postanawia  oddać  się  w 
opiekę Niepokalanej. Wyraził to w modlitwie będącej układem z Niepokalaną: 
 

Matko Najświętsza ja z miłości oddaję się Tobie aby w tym przykrym obozie pozostać
cho
ć  inni  pojadą  do  domu.  Zostanę  tu,  by  cierpieć,  zapomniany  i  wzgardzony,  bez 
znajomych,  bez  pociechy.  I  na  to  si
ę  tobie,  o  Maryjo,  oddaję,  by  na  tym  nędznym 
barłogu umrze
ć w otoczeniu serc dla mnie najbardziej zimnych i być pochowanym tam 
pod lasem, na tym ponurym cmentarzu.  

                                                 

25

 Któregoś dnia brat Telesfor powiedział: Będziemy mieli pamiątkę z Amtitz (mając na myśli figurkę 

Niepokalanej)

. Na co jeden z żołnierzy odparł: Waszą pamiątką będzie reumatyzm.  

26

 Przed wybuchem wojny ojciec generał Beda Hess odwiedzał Niepokalanów.   

background image

 

Niestety, nie wszyscy zakonnicy chcieli powtarzać taką modlitwę, w rezultacie ojciec 

Kolbe  „zarządził  pod  posłuszeństwem  modlitwy  o  uwolnienie”.  Następnego  dnia,  dawny 
dowódca  kompanii  Stürm  przyszedł  z  wiadomością  o  wyjeździe  z  obozu.  Zapanowała 
ogromna  radość,  dowódca  kompanii  aż  trzy  razy  podrzucony  został  w  górę  przez 
zakonników.  Fryzjer,  20  -  letni  Jan  Augustyniak  z  Pabianic,  przez  całą  noc  strzygł  i  golił 
zakonników. Jeden z braci postarał się o dodatkową miskę twarogu, którym zakonnicy mogli 
wzmocnić się przed wyjazdem.  

Przed  wyjazdem,  9  listopada  1939  roku,  ponownie  fotografowano  zakonników  z 

figurką  Niepokalanej.  W  towarowych  wagonach  przewieziono  wszystkich  zakonników  do 
Ostrzeszowa,  wówczas  Schildberg,  miasta  położonego  w  Wielkopolsce.  Nastąpiła  zmiana 
konwojentów. Nowi traktowali zakonników bardzo hardo i ostro. Strzelali w powietrze, bez 
ż

adnego  powodu  popychali  ich,  ojcu  Maksymilianowi  odebrali  laskę,  którą  podpierał  się  z 

powodu  osłabienia.  Umieszczono  wszystkich,  około  70  osób,  wśród  nich  franciszkanów,  w 
suterenie  byłej  szkoły  salezjańskiej.  Było  w  niej  cieplej  niż  w  Amtitz,  nie  było  insektów, 
jednak  rutynie  obozowej  musiało  stać  się  zadość  i  do  sutereny  wpadło  dwóch  Niemców, 
którzy ze wściekłością bili po stole często i po ludziach kijami, chcąc w ten sposób zastraszyć 
przybyłych. 

Dyscyplina w tym obozie nie była jednak nazbyt surowa. Komendant  obozu zezwolił 

na  odprawianie  nabożeństw  w  największej  sali  kolegium.  Nastroje  wśród  franciszkanów 
wyraźnie  się  poprawiły,  ojciec  Kolbe  przeprowadził  pogadankę  pełną  nadziei,  mówił  o 
potrzebie  działalności  w  realiach  okupacyjnych  wskazując  na  potrzeby  zakładania  i 
prowadzenia ochronek, zakładów rzemieślniczych.  

Wyżywienie w tym obozie było jednak znacznie gorsze niż w Amtitz. Internowani, za 

pośrednictwem  niektórych  przychylnie  nastawionych  żołnierzy,  kupowali  w  mieście  chleb 
także  odzież,  środki  higieny.  Jeden  z  braci  przywoził  prowiant  z  miasta.  Dzięki  życzliwość 
ostrzeszowian kupował potrzebne rzeczy. Inny z braci zanotował pod datą 2 grudnia: 
Dziś po 12 tygodniach zmieniłem koszulę

Zakonników  skierowano  do  pracy  przy obieraniu  ziemniaków  i  brukwi  na  zupę  oraz 

przy  mieleniu  kawy.  Niektórzy  bracia  bardzo  podupadli  na  zdrowiu,  wobec  czego  dwóch  z 
nich: Jerzego Placyda i Telesfora skierowano, 15 listopada, do szpitala w Ostrowiu. Z czasem 
franciszkanie  zdołali  opanować  bród,  byli  mniej  skrępowani,  oddzielono  ich  bowiem  od 
internowanych świeckich. Była to w dużej mierze zasługa komendanta obozu, byłego pastora 
protestanckiego. 

Zakonnicy  próbowali  uzyskać  pozwolenie  na  odprawienie  Mszy  św.  jednak  bez 

skutku,  w  zamian  obiecano  im,  że  już  niedługo  zostaną  zwolnieni.  Dnia  29  listopada  w 
zakonie  franciszkańskim  obchodzone  jest  święto  Wszystkich  Świętych  zakonu  serafickiego. 
W  tym  dniu  zakonnicy  profesi  odnawiają  śluby  ubóstwa,  posłuszeństwa  i  czystości. 
Odnowiono je również w warunkach internowania, w imieniu kapłanów śluby odnowił ojciec 
Pius Bartosik w imieniu braci, brat Hieronim. Jeden z braci niestety popadł w depresję i nie 
przyszedł  na  uroczystość,  odmawiał  też  udziału  w  jakichkolwiek  wspólnych  spotkaniach. 
Ojciec Kolbe martwił się jego stanem, po kilku dniach brat zdołał przezwyciężyć depresję. 

Także  zwyczajem  zakonnym,  na  8  dni  przed  uroczystością  patronki  M.B. 

Niepokalanej  zakonnicy  odprawiali  rekolekcje.  Ćwiczenie  duchowe  polegało  tu  na 
zachowaniu  całodziennego  milczenia  oraz  uczestniczeniu  w  naukach.  Dnia  7  grudnia 
komendant oznajmił zakonnikom, że następnego dnia będą mogli wyjechać do domu. Polecił 
posprzątanie  pomieszczeń,  w  których  przebywali,  następnie  rozdał  im  przepustki  i  bilety na 
podróż.   

Dzień  wcześniej  komendant  obozu  sfotografował  się  z  zakonnikami  i  figurką 

Niepokalanej,  która  w  dalszym  ciągu  wzbudzała  ogromne  zainteresowanie  wśród  żołnierzy 

background image

niemieckich.Wagonem towarowym, z ławkami do siedzenia, przywieziono franciszkanów do 
Warszawy.  Po  drodze  bracia  proponowali  ojcu  Kolbe  pozostanie  w  Łodzi,  obawiali  się 
bowiem, że w Niepokalanowie mogą nastąpić powtórne aresztowania. Podróż trwała całą noc. 
Rano,  9  grudnia  dotarli  do  Warszawy.  Z  trwogą  patrzyli  na  ruiny  pozostałe  w  mieście  po 
walkach we wrześniu 1939 roku.  

Od razu skierowali swe kroki do klasztoru franciszkańskiego znajdującego się przy ul. 

Zakroczymskiej.  Po  serdecznym  powitaniu  odprawił  ojciec  gwardian  mszę  świętą 
dziękczynną. Spieszyli się bracia bardzo do Niepokalanowa, więc po posiłku ruszyli w dalszą 
drogę.  Na  miejsce  dotarli  około  godziny  13.  Na  nowej  furcie  zobaczyli  napis  „Nur  für 
Deutsche”, a żołnierz wartownik skierował ich do starej furty. Przywitał ich brat Epifaniusz 
Synak pozdrowieniem ustalonym przez ojca Kolbe, Maria. 
Gwardian  Niepokalanowa  pozostał  jeszcze  w  Warszawie  u  ojca  prowincjała  Kornelego 
Czupryka,  aby  zdać  mu  relację  z  pobytu  w  niewoli.  Otrzymał  polecenie  powrotu  do 
Niepokalanowa i objęcia funkcji przełożonego.   

W klasztorze oczekiwali go bracia, którzy powrócili z rozproszenia. Stan klasztoru – 

wydawnictwa bardzo go zmartwił. Ukradzionych zostało wiele cennych maszyn drukarskich, 
inne stały zaplombowane, zdemolowano warsztaty. 

Rozpoczęto  organizowanie  życia  w  warunkach  okupacji,  co  się  wyraziło  w  większej 

otwartości  klasztoru  na  potrzeby  okolicznej  ludności.  Utworzono  więc  warsztaty  naprawy  i 
budowy maszyn rolniczych, tartak, stolarnię, kuchnię, pracownię zegarmistrzowską, warsztat 
naprawy  rowerów,  punkt  sanitarny  oraz  przetwórnię  mleka.  Udało  się  ojcu  Kolbe  uzyskać 
zezwolenie  na  jednorazowy  druk  Rycerza  Niepokalanej,  i  na  jego  dystrybucję  na  terenie 
dystryktu warszawskiego.  

Bardzo  ważną  działalnością  franciszkanów  z  Niepokalanowa  w  tym  czasie  było 

udzielanie schronienia wysiedleńcom. Władze okupacyjne wysłały do klasztoru około 2 000 
Polaków, 1 500 Żydów, innym razem około 1 500 osób, głównie Volksdeutschów. 

27

 Każda z 

grup miała przydzielonych dwóch braci, sprawujących nad nią bezpośrednią opiekę.  

Ojciec Kolbe dawno planował napisanie książki o Niepokalanej. Pomysł ten dojrzał w 

czasie  internowania,  a  ponieważ  działalność  zakonu  została  bardzo  ograniczona,  powstały 
warunki  na  taką  refleksję.    W  Lasku,  tzw.  Domu  Zdrowia  dyktował  treść  bratu  Arnoldowi 
Wędrowskiemu. Były to przemyślenia teologiczne na temat Niepokalanej oraz przemyślenia 
na temat przeżycia religijnego.    

Praca nad książką nie została ukończona, przerwało ją aresztowanie, 17 lutego 1941. 

Wcześniej  zakonnicy  otrzymywali  informacje  od  Polaków  zatrudnionych  w  urzędach 
niemieckich,  że  nieżyczliwi  ludzie  kierują  donosy  na  zakonników  szczególnie  na  ojca 
gwardiana.

28

  

 

 

                                                 

27

 Dyczewski L., str. 253.  

... Kilka dni po powrocie zaczęli przybywać do klasztoru maryjnego ludzie wysiedleni z Poznańskiego i 
zachodnich terenów Polski, wcielonych do Rzeszy niemieckiej. Wkrótce zacz
ęli również Niemcy przysyłać do 
klasztoru 
Żydów. Już w połowie grudnia 1939 roku było tych biednych ludzi 3 500 osób. 

Wojtczak A., Ojciec..., 

t.1, str.263. 

28

 Wojtczak, A., str. 274.