background image

translated: Bryndzia

*

*

Schadenfreude w niemieckim słowo to oznacza: „radość z nieszczęścia innych”.

background image

Spis treści

Rozdział 1

3

Rozdział 2

5

Rozdział 3

13

Rozdział 4

19

Rozdział 5

25

Rozdział 6

30

Rozdział 7

37

Rozdział 8

41

Rozdział 9

43

background image

Rozdział 1   The Beginning

(Początek)

Och, nie ma odpoczynku dla grzeszników,

Pieniądze nie rosną na drzewach.

Mam rachunki do zapłacenia,

Buzie do wykarmienia,

Nie ma nic za darmo na tym świecie.

Ain't No Rest For the Wicked - Cage the Elephant

- To będzie wasz   główny projekt  badawczy  –  mój  profesor  wycedził  przez  zęby.   - 

Musicie   zrobić   wywiad   od   sześciu   do   dziesięciu   osób,   które   są   społecznie   nie   do 

zaakceptowania. Czy to będzie mniejszość, skrzywienie na religię czy przestępca. Muszą 

nie pasować do formy. Wszystko, co potrzebujecie, to zapytać dlaczego. Dlaczego to 

wybrali?

Hmm. Nie takie złe, jak mogłoby być, mogłem utknąć pytając starych durni, co sądzą 

o społeczeństwie teraz w porównaniu ze społeczeństwem z epoki jury, kiedy się urodzili.

- To przypada na jeden miesiąc – profesor ostrzegł. - Nie zwlekajcie. „Dlaczego” jest 

bardzo   szerokim   pytaniem.   To   może   potrwać   kilka   sesji,   aby   osoba   z   tego   stanu 

społecznego odpowiedziała.

Dlaczego? To jest mało precyzyjne pytanie, prawda? Zapytaj ludzi „dlaczego?”, a oni 

odpowiedzą   „dlaczego   co?”.   Dlaczego   jest   szerokim   pytaniem,   jeśli   chodzi   o 

zastanawianie się, która osoba jest prawdziwa.

Moja   klasa   została   wypuszczona   z   lekcji   pięć   minut   wcześniej.   Była   to   dla   mnie 

ostatnia lekcja w dzisiejszym dniu. Wyszedłem z kampusu, idąc do mojego mieszkania, 

które   było   dobre   piętnaście   bloków   dalej.   Codziennie,   natykałem   się   na   różności. 

Czarnych,   białych,   brązowych,   Azjatów,   Latynosów,   Indian,   Włochów,   Żydów... 

Widziałem ich wszystkich na mojej drodze do i z uczelni.

Według   większości   populacji   wielkiego   miasta   Seattle,   żyłem   „oszczędnie”. 

3

background image

Mieszkałem w dzielnicy o niskich dochodach. Wybrałem życie tutaj. Mogłem mieć jakiś 

wielki   apartament   i   dobrze   żyć,   ale   chciałem   zobaczyć   inne   społeczeństwo. 

Społeczeństwo, które uzyskuje współczucie, nowe plotki, a nie uczucia. Idziemy ulicą i 

widzimy, że człowiek gra na gitarze lub mężczyzna z tekturowym znakiem, mówiącym: 

„Proszę,   dajcie   mi  coś”.   I   wszyscy   rzucają   mu   kilka   dolców,   nasze   uśmiech   dodają 

otuchy,   kiedy   kontynuujemy   spacer   w   kierunku   naszej   sześciocyfrowej   pracy   i 

doskonałego życia.

Możemy   współczuć,   kiedy   czas   tego   wymaga.  Ale   możemy   także   zwrócić   się   do 

naszych przyjaciół i powiedzieć: „Cholera, brudni tubylcy włamali się do mojego domu i 

wzięli pieprzony telewizor!” lub „Słyszałeś o tym napadzie w centrum miasta? Musiał być 

to gang czarnych dzieci terroryzujących miasto.”

Tak,   jesteśmy   tylko   bandą   drobnych   oszustów.   Cały   świat   jest   sceną.   Skurczybyk 

Szekspir   wiedział,   co   mówi.   Wszyscy   jesteśmy   aktorami   i   aktorkami   w   największej 

sztuce. Życiu. Oczywiście, nie mamy imprezy po przedstawieniu i nie ściągamy nigdy 

naszych kostiumów, ale zawsze udajemy bycie kimś, kim nie jesteśmy.

Witamy w dwudziestym pierwszym wieku, gdzie każdy może być kimś i ktoś może być 

każdym.

4

background image

Rozdział 2   The Prostitute

(Prostytutka)

Ona upada na kolana

Tak pełna dumy

Zrobiła ruch, ponieważ nie ma nic do ukrycia.

Free Love – Cage the Elephant

Trzy tygodnie później

Moje tempo było dziś powolne, kiedy myśli błądziły wokół pomysłu na mój projekt. 

Potrzebowałem tylko jednej osoby. Kto mógłby udzielić wywiadu? Mój cały projekt był 

przeprowadzany z ludźmi, którzy nie są banalni. Nie robiłem wywiadu z osobą bezdomną 

czy kimś w więzieniu. Każdy by to zrobił. Ale wyglądało na to, jakbym nie miał żadnego 

innego wyboru, dopóki nie wpadłem na nią.

- Strasznie przepraszam – mruknąłem, nie patrząc na osobę, w którą wszedłem.

- Może powinieneś patrzeć, gdzie idziesz, co? - gładki, miodowy głos odparł.

W  końcu  spojrzałem   na   tę kobietę.   Była   prostytutką.  Jej   ubrania  krzyczały:  „Kup 

mnie!”. Jej wygląd, jednak, mówił inną historię. Jej głęboko brązowe włosy opadały 

kaskadami na plecy, a czekoladowe oczy błyszczały na tle kremowej skóry. Jej drobne 

ciało zaokrąglone powoli i zmysłowo od piersi do ud. Była piękna i zepsuta. Była idealna 

do mojego projektu.

- Przepraszam, panno... - zachęciłem.

- Swan, Bella Swan – odparła chłodno, krzyżując ręce na swoim skórzanym, niebieskim 

gorsecie.

- Masen, Edward Masen. - Uśmiechnąłem się i wyciągnąłem rękę, aby uścisnąć jej. 

Miała przebiegły uśmiech na swojej twarzy, kiedy chwyciła moją dłoń.

- Wiesz, nigdy nie widziałam człowieka, który wyglądałby na tak samotnego, możesz 

użyć trochę towarzystwa? - szepnęła uwodzicielsko. - Jeśli zapłacisz właściwą cenę twój 

5

background image

wieczór będzie miły i możesz iść i odesłać mnie w swoją drogę.

1

Odpowiedziałem: - Jesteś takim słodkim, młodym obiektem, dlaczego to sobie robisz?

Jej uwodzicielski uśmiech zmniejszył się. - Co ci do tego?

Co mi  do  tego? Ten projekt może tylko być „Dlaczego?” dla większości uczniów w 

mojej  klasie,  ale moje powody były  sensowne dla   mnie, zanim  mogę przeprowadzić 

wywiad z kimś.

Mógłbym powiedzieć: „Cóż, chodzę teraz do klasy psychologicznej na studiach i mam 

zrobić wywiad ze społecznie nieakceptowaną osobą. Ty wydajesz się idealnym wzorem”.

Tak czy nie.

Prostytutki były społecznie nieakceptowane. To było prawie do przyjęcia być  tego 

rodzaju nieakceptowanym. Mamy filmy takie, jak  Pretty Women z takimi atrakcyjnymi 

dziwkami. Och, tak, w każdej dziwce leży piękna kobieta, która może przekształcić się 

w panią, kobieta, która po prostu potrzebuje zbuntować się przeciwko matce, kobieta, 

która może się zmienić. Z kogo, do cholery, sobie żartujecie?

Chrząknąłem. - Lubię poznawać historię ludzi. Lubię poznać kogoś, zanim...

- Zanim ich pieprzysz? - Bella zakończyła z przebiegłym uśmieszkiem.

Mój chichot był krótki i szybki. - Tak, chyba tak.

- Dobra, dobijmy targu, możemy, Edwardzie?  - Bella wymruczała,  zanim  połączyła 

swoją rękę wraz z moją i szła w dół ulicy. - Opowiem ci wszystko o moim żałosnym życiu, 

kiedy zapłacisz mi.

- Więc, zatem zapłacę ci przed seksem? - To nie tak zazwyczaj pracowało, prawda?

Bella roześmiała się głośno, coś, czego się od niej nie spodziewałem. - Och, Boże, nie, 

to  jest  wbrew   prawom   dziwki,   na   miłość   boską.   Nie,   głuptasie,   mam   zamiar   dać   ci 

umowę. Przelecę cię przed wywiadem i po. Kapujesz?

- Tak, ja, uch, kapuję – odparłem, wtykając moją wolną dłoń w kieszeń.

- Więc, gdzie mieszkasz, Eddie? - Bella zapytała, kiedy pędziła chodnikiem obok mnie, 

ledwo dotrzymując tempa moim długim krokom. Musiała być dziesięć cali niższa ode 

mnie.

- Blisko Rainier Beach – powiedziałem jej.

Zagwizdała nisko. - Oszczędnie, co?

Nie   mogłem   się   powstrzymać   od   szerokiego   uśmiechu   formującego   się   na   moich 

ustach. Kolejny znaczek, aby zaznaczyć w mojej książce statystyk. Nawet osoby, które 

1 Fragmenty piosenki Ain't No Rest For the Wicked zespołu Cage the Elephant.

6

background image

mogą   bardzo   dobrze   żyć   blisko   Rainier   Beach   nazywano   biednymi.   Jak   niezwykle 

obłudnie.

- Tak, przypuszczam, że można tak to powiedzieć.

- Też tu mieszkam. - Cóż, to do ciebie podobne. - Który budynek?

Powiedziałem jej nazwę mojego budynku.

- Nie ma, kurwa, mowy! - zawołała. - Mieszkam podobnie, po drugiej stronie ulicy, 

mniej więcej. - Skrzywiła się w koncentracji. - Nie sądzę, żebym jednak cię wcześniej 

widziała. Zapamiętałabym taki dziwny kolor włosów. Jest naturalny?

Zmarszczyłem nos na myśl o farbowaniu moich włosów. - Tak, oczywiście.

Bella roześmiała się. - No co ty, powinnam to wiedzieć. Faceci twojej postury nie 

farbują włosów, dopóki nie zaczną siwieć. Jesteś sam, co? Dwadzieścia dwa? Dwadzieścia 

trzy?

- Tak, mam dwadzieścia trzy lata. A ty ile masz?

-   Cóż,   mój   dowód   osobisty   mówi,   że   dwadzieścia   cztery,   ale   mam   naprawdę 

dziewiętnaście – wyjaśniła bez ogródek, nawet nie zadając sobie trudu, aby skłamać o 

swoim wieku.

Mały uśmiech znalazł się na moich ustach. - Dziękuję za bycie uczciwą.

Bella wzruszyła ramionami. - To dziwne, prawda? Uczciwa prostytutka.

- Maria Magdalena była prostytutką – poinformowałem ją.

- Maria Magdalena? - podpowiedziała, wskazując ręką na mnie, abym rozpoczął.

- Była wiernym uczniem Jezusa – powiedziałem. - Nie czytałaś Biblii?

Potrząsnęła  głową. - Mamy nie było  w pobliżu;  tata ubóstwiał  rzekę koło  naszego 

domu jak swojego boga. Nigdy nie słyszałam tej niestosownej historii.

- Cóż, Maria Magdalena była prostytutką. Była, podobnie jak wielu innych, wciągnięta 

w wiarę w Boga przez Jezusa. Była też uważana za kochankę Jezusa. Czy kiedykolwiek 

czytałaś lub widziałaś Kod Da Vinci?

Bella ponownie potrząsnęła głową. - Nie mam czasu na czytanie, ani pieniędzy, aby 

poświęcać na filmy.

-   W   tej   książce   mówią,   że   Jezus   miał   dziecko   z   Marią   Magdaleną,   że   jego   krew 

przetrwała do dziś. - Wzruszyłem ramionami. - To tylko opinia ludzi, którzy nie wierzą w 

Jezusa będącego tak pełnego chwały, tak sadzę. Wierzysz w Boga?

Westchnęła. - Cóż, podoba mi się ten pomysł w Boga. Chciałabym, aby ktoś mógł 

wybaczyć mi za to wszystko. - Omiotła rękami swoje ciało. - Ale, szczerze, myślę, że jak 

7

background image

raz jesteś martwy, to nie żyjesz.

- Rozsądne – mruknąłem, nie zgadzając się, ani też nie nie zgadzając się.

- Co z tobą? - zapytała, patrząc na mnie wyczekująco.

-   Ja...   ja   nie   jestem   zbyt   pewny   –   przyznałem,   przebiegając   ręką   przez   włosy.   - 

Chodzi mi o to, że moi rodzice wychowali mnie jako katolika, moja mama jest – była – 

Irlandką, ale przeszedłem przez trochę buntowniczy etap jako nastolatek, podobnie jak 

większość nastolatków robi. Nie wierzyłem w nic, żadnego Boga, żadne życzenia moich 

rodziców,   żadnego   siebie,   nic.   Po   prostu   stwarzałem   problemy,   aby   uzyskać   ten 

buntowniczy etap.

- To nie jest tak naprawdę odpowiedź, czy teraz wierzysz w Boga, czy nie – Bella 

zauważyła.   Cholera,   była   spostrzegawcza.   Większość   ludzi   po   prostu   pokiwałoby 

poważnie głową i kontynuowałoby rozmowę o swoim własnym płytkim życiu.

Przebiegłem dłonią ponownie przez włosy, zdenerwowany, będąc wokół kogoś z uszami 

otwartymi na moja opinię. - Myślę, że jestem taki sam jak ty. Podoba mi się  pomysł 

Boga,   ale   nie   jestem   pewien,   czy   rzeczywiście   istnieje.   Chyba   dowiem   się,   kiedy 

nadejdzie mój czas.

- Chyba tak – Bella szepnęła.

To była moja okazja, aby spojrzeć na Bellę, kiedy wydawała się bezbronna. Pojęcie 

śmierci,  oczywiście,   wychowało  kilka   niechcianych   emocji.  Starała   się   opuścić  swoją 

zmieszaną twarz. Odniosła sukces. Bella wyglądała spokojnie, chłodno i opanowanie, aby 

powiedzieć co najmniej. Ale jej oczy były z dala od niej. Wyglądało na to, że miała 

miliony zamkniętych łez w środku, po prostu błagając, aby być rzuconą.

Ale potem zamknęła się w sobie. W jednej chwili była z powrotem normalna lub, co 

wiedziałem,   tak   normalna   jak   dla   niej.   Było   to  tak,  jakby   nigdy  nie   była   na   skraju 

pokazania prawdziwych emocji. Jakie ciekawe. Nie była taka jak inni. Oni praktycznie 

błagali mnie, abym odciągnął ich od tego nieszczęścia.

Bella, z drugiej strony, wydawała się, jakby nie chciała pomocy. Jej oczy i działania 

nie były ze sobą sprzeczne. Ona była... niezwykła.

Odchrząknąłem. - Chcesz złapać coś do jedzenia, zanim my... uch, pójdziemy?

Uśmiechnęła się, powodując, że jej nos zmarszczył się w ładny sposób. - Pewnie, to 

jest zupełnie podobne do ciebie, Eddie.

Tym razem ja zmarszczyłem nos.

-   Nie   lubisz   ksywek?   -   zapytała,   chwytając   moją   dłoń   od   niechcenia,   jakbyśmy 

8

background image

rzeczywiście byli razem.

Potrząsnąłem głową, próbując skupić się na jej słowach, a nie na ciele. - Nie, nie 

bardzo. Ed, Eddie, Eduardo... Wszystkie mnie wkurzają. Pieszczotliwe przezwiska nigdy 

nie będą moją rzeczą.

- Eduardo? - Bella podniosła brew. - To jest interesujące.

- Miałem kilku interesujących przyjaciół w liceum – odpowiedziałem.

- Najwidoczniej – mruknęła. - Mm, zjedzmy tutaj. Kocham to miejsce.

To była urocza, przytulna restauracja o nazwie Babcia Sue. To musiało być dobre. 

Babci jedzenie zawsze było najlepsze.

- Nie sądzę, żebym tu był – wyszeptałem, otwierając drzwi i pokazując Belli, aby 

przeszła dalej.

- Och, Boże, Edwardzie, traciłeś okazję! - Bella zawołała, szybko domagając się boksu 

najbliżej drzwi wahadłowych, prowadzących do kuchni. - Musisz zjeść ukraiński obiad. 

Nie sugeruję, mówię.

Moje brwi złączyły się. - Co dokładnie w tym jest?

- Dlaczego to ma znaczenie? - odparła, patrząc na obszar napojów w menu. - Masz 

słaby żołądek czy co? Alergie może?

- Nie, po prostu lubię wiedzieć, co jem. - I mam słaby żołądek.

Parsknęła. - Ta, pewnie. Jesteś po prostu cipką.

Nikt nigdy wcześniej nie wyzwał mnie w ten sposób. Przynajmniej żadna dziewczyna. 

Zazwyczaj dziewczyny łasiły się do mnie, godziły z każdym moim słowem, w nadziei 

dostania darmowego pieprzenia. Bella nie padała na moje gówno. To było odświeżające, 

ale irytujące w tym samym czasie. Lubiłem moje postępy z kobietami.

- Po prostu powiedz mi – zażądałem.

Bella przewróciła oczami. - Dobrze, ty cioto. Są to pierogi, gołąbki i trzy parówki. 

Szczęśliwy?

- Tak – odpowiedziałem cicho. Ona sprawia, że czuję się jak idiota. Nie podobało mi 

się to.

Podeszła   kelnerka.   Szybko   przyjęła   zamówienia   i   uśmiechnęła   do   Belli   jak,   cóż, 

babcia.

- Jak leci, Bello? - zapytała.

-  Ach,   w   porządku,   Sue   –   odparła   z   figlarnym   uśmiechem.   -   Wiesz,   wszystko   po 

staremu.

9

background image

Sue  miała   smutne   spojrzenie   w   swoich   oczach.   -  Tak,  wiem,   kochanie.   Wiesz,   że 

zawsze jesteś mile widziana w naszym domu.

Bella zaczerwieniła się i odwróciła wzrok. - Och, Sue, wiesz, że nie mogę narzucać się 

tobie i Harry'emu.

- Och, cicho, dziecko – Sue skarciła. - Wiesz, że nie mielibyśmy nic przeciwko, mając 

ciebie u nas. Cholera, wolałabym ciebie z nami niż w tej spelunce, w której mieszkasz 

teraz, robiącą to, co robisz dla pieniędzy.

Belli oczy błysnęły z uporem. - Sue, to, co robię, to moja sprawa. Charlie złamałby się 

w końcu, wiesz.

Sue potrząsnęła głową i odeszła, mamrocząc pod nosem.

- Powinienem wręcz zapytać w tej chwili? - spytałem.

Bella potrząsnęła głową. - Wszystko w swoim czasie, facet, wszystko w swoim czasie.

Czekaliśmy   po   tym   na   nasze   jedzenie   w   milczeniu.   Myślałem   o   wszystkich   tych 

różnych   sytuacjach.   Może   Charlie   był   jej   byłym.   Może   on   ją   bił,   więc   musiała 

współpracować i czekać na niego, aby pytać o swój tyłek. To wydawało się logiczne i 

pasowało do tego czasu i miejsca. Albo, może Charlie był jej właścicielem i Bella była 

rzeczywiście bogatym dzieciakiem, które było po prostu złe i musiało odejść. Albo może, 

albo może, albo może... Tak wiele zmiennych.

Parujący talerz z ukraińskim jedzeniem wyszedł na zewnątrz z uśmiechem od Sue. 

Zrobiłem pierwszego gryza i wiedziałem, że to był mój wybór restauracji teraz. Moja 

babcia nie miała nic wspólnego z Sue. Wyczyściłem mój talerz w góra dziesięć minut.

Bella zachichotała. - Tak jak ci powiedziałam.

Tylko skinąłem, zanim odchyliłem się do tyłu w krześle i potarłem mój przepełniony 

żołądek. Nigdy nie czułem się bardziej zadowolony.

- To jest na mnie – powiedziałem, zanim mogła nawet pomyśleć o wyjęciu jakichś 

pieniędzy.

-   Nie,   to   jest   na   kosz   firmy   –   Bella   powiedziała   nonszalancko.   Pomachała   na 

dowidzenia do Sue i skierowała się do drzwi. - Sue pozwala mi i moim gościom jeść za 

darmo, ponieważ jesteśmy praktycznie rodziną i w ogóle.

Szedłem z tyłu, upychając portfel w kieszeni.

- Dokąd idziemy? - zapytałem, niepewny, gdzie ta dziewczyna mnie prowadziła.

-   Więc,   do   twojego   domu,   zgaduję.   -   Błysnęła   mi   uśmiechem.   -   Wiem,   gdzie 

mieszkasz, pamiętasz?

10

background image

Pokiwałem głową. Strasznie się  tym  denerwowałem. Tak, byłem mężczyzną, i tak, 

lubiłem seks tak bardzo jak druga osoba, ale nigdy nie miałem kogoś kupionego, aby 

sprawił mi przyjemność, nawet jeśli oznaczało to pomoc w moich studiach. Nawet  ja 

czułem się podle i nie pieprzyłem nikogo za pieniądze. Nie rozumiałem jak dziewczyny 

mogą poddawać się takiemu rodzajowi życia teraz, kiedy było tak wiele możliwości. 

Prawda, byliśmy w dobie kryzysu gospodarczego, ale wciąż były dostępne miejsca prac 

dla   prawie   każdego.   Może   nie   zarabiałbyś   tak   dużo   jak   prostytutka,   ale   czułbyś   się 

bardziej oczyszczony, tak myślę.

Przez resztę drogi do mojego mieszkania panowała cisza. Bella uśmiechała się i witała 

ludzi,   ale   ja   miałem   dłonie   wepchnięte   w   kieszenie,   nerwowo   zagryzałem   wargę   i 

strząsałem włosy z mojej twarzy.

- Um, więc, jesteśmy, tak myślę – mruknąłem, wyjmując klucz i prowadząc nas do 

mojego budynku. Weszliśmy po schodach, na drugie piętro i weszliśmy do pierwszego 

pomieszczenia po prawej, patrząc na ulicę.

- To jest to – oznajmiłem, wskazując na moje jednopokojowe mieszkanie.

Bella pokiwała głową z uśmiechem. - Ładne, bardzo ładne. Większe niż moje, powiem 

ci   tak.   Również   dużo   czystsze.   Czy   kogoś   wpuszczasz?   -   Uśmiechnęła   się.   -   Tylko 

żartowałam.

Uśmiech ozdobił moje wargi i odetchnąłem, pozwalając jakiemuś napięciu opuścić 

moje ciało. Następnie Bella zaczęła podchodzić do mnie, nadal ubrana tak seksownie, 

kusząco uśmiechając się. Zdezorientowałem się, widząc ją tylko idącą w taki sposób. Nie 

rozumiałem, jak mogła robić coś takiego cały czas, z wieloma różnymi mężczyznami. 

Nagle poczułem zazdrość, lecz bez żadnego powodu. Ledwo znałem Bellę; nie rościłem 

sobie do niej praw. Była prostytutką, na Boga! Wiedziałem, wchodząc w to, że to będzie 

jedno cudowne pieprzenie, a nie długo trwała rzecz, chyba że zaliczysz dwa dni, co 

najwyżej, długim okresem umowy.

Więc, dlaczego czuję się w ten sposób? Może dlatego, że wiedziałem, iż spoglądała 

tak   na   każdego   mężczyznę,   każdego   siedemdziesięcioletniego   zboczeńca,   każdego 

mającego   STD

2

  kierowcę   ciężarówki,   każdego   męża   szukającego   szybkiego   zajęcia, 

zanim   wróci   do   swojej   rodziny.   I   to   nie   wydawało   się   w   porządku.   Cóż,   oczywiście 

prostytucja   nie   była   w   porządku,   ale   na   poziomie   emocjonalnym.   To   nie   było 

sprawiedliwe dal Belli lub dla mnie.

STD (Sexually Transmitted Disease) - choroba przenoszona drogą płciową

11

background image

- Stop – w końcu powiedziałem. - Nie mogę... Nie mogę zrobić czegoś takiego. To nie 

ja. Nie daję dziewczynom pieniędzy, żeby mnie pieprzyły. Chyba że rzeczywiście chcesz 

uprawiać ze mną seks, przykro mi, ale nie mogę tego zrobić.

Bella   zamrugała,   opadając   z   powrotem   na   pięty.   Usunąłem   ją   z   jej   własnej   gry. 

Spojrzała w dół, jej rzęsy ocierały się o górę policzków.

- Co, jeśli powiem ci, że chcę uprawiać z tobą seks? - zapytała po kilku minutach 

ciszy.

- Chcesz?

- Odpowiedz na pytanie, Edwardzie.

- Cóż, myślę, że możemy uprawiać seks, ale dopiero po tym, jak poznam cię trochę 

lepiej. - Potarłem mój kark. - Więc, chcesz?

Bella skinęła głową i usiadła na kanapie pod ścianą. - Sądzę, że będziemy musieli 

poznać   siebie   nawzajem,   Edwardzie.   -   Uśmiechnęła   się.   -   Pozwól   posłuchać   twojej 

historii w pierwszej kolejności.

Ufałem Belli, więc wziąłem głęboki oddech.

To będzie długa noc.

12

background image

Rozdział 3   The Robber

(Rabuś)

Trzeba było przenieść się w cień

Zanim wypali broń

Mamy głód do zniszczenia

Potrzebujemy kogoś do krwawienia.

James Brown - Cage the Elephant

Szedłem do domu po zajęciach, rozważając moje zadanie. Nigdy nie byłem jedynym 

dla frazesów i był to jeden z niewielu razy w życiu, kiedy rzeczywiście zależało mi. 

Chciałem zrobić to dobrze.

W mojej głowie kłębiło się od pomysłów. Wróciłem do domu i rzuciłem książki na stół, 

zanim   odwróciłem   się   i   ponownie   wyszedłem.   Nie   mogłem   już   usiedzieć.   Chodziłem 

wokół   mojego   bloku   godzinami,   myśląc   o   różnych   zdeprawowanych   ludziach.   Kiedy 

zobaczyłem   cień   mężczyzny   wymykającego   się   spoza   zasięgu   wzroku,   w   zaułek,   gdy 

przechodziłem dalej.

Ostrożnie utrzymywałem oczy przed sobą i szybko szedłem, ominąłem otwarcie do 

labiryntu. Potem pomknął on za mną i umieścił pistolet przy mojej głowie. Wyjaśnił, że 

nie szukał walki, kiedy powiedział: - Daj mi wszystko, co masz, chcę twoich pieniędzy,  

nie twojego życia, ale jeśli spróbujesz wykonać ruch, nie będę się zastanawiał dwa  

razy.

3

Moja pierś falowała, a oczy rzucały szybkie spojrzenia, aby zobaczyć, czy ktoś się tym 

przejął. Oczywiście, każdy miał to gdzieś. Byliśmy w slumsach Seattle. Przetrwanie było 

najbardziej zaopatrywane tutaj. Teraz, wyglądałem dość kiepsko.

Więc, wziąłem głęboki oddech i pozwoliłem mojemu umysłowi zatrzymać myśli na 

chwilę.   Wtedy   mnie   olśniło.   Ten   mężczyzna   miał   historię   za   swoją   bronią   i   trudną 

postawą. Byłby doskonały do mojego zadania.

3 Fragmenty piosenki Ain't No Rest For the Wicked zespołu Cage the Elephant.

13

background image

Możesz mieć moją kasę, ale wiesz, muszę zapytać, co sprawia, że chcesz żyć takim  

życiem?  - mruknąłem, ledwo oddychając, modląc się do niczego w szczególności, żeby 

mojej głowy nie spotkało rozwalenie.

Zimny metal został odsunięty od mojej czaszki i pozwoliłem sobie odetchnąć cicho z 

ulgą.

- Czemu, do cholery, cię to obchodzi? - zapytał mężczyzna. Spuściłem ręce w dół i 

odwróciłem się do niego.

- Szczerze? - Pokiwał głową, wtykając swoją broń w spodnie. - Jestem studentem 

psychologii.

Warknął ze śmiechem. - To coś nowego.

- To prawda – przyrzekłem mu. - Może pójdziemy na kolację w dół ulicy? Kupię ci coś 

do jedzenia i dam trochę pieniędzy.

Spojrzał na  mnie  nieufnie;  wyraźnie nie  podobał   mu się  mój  pomysł.  - Co  cię to 

obchodzi?

Wzruszyłem ramionami. - Jeśli nie miałbyś nic przeciwko, chciałbym zadać ci kilka 

pytań.

Mężczyzna nadal wyglądał jakby miał wątpliwości. Musiał nie być w stanie okazać 

zaufania wielu ludziom w swoim życiu. Musiał nauczyć się tej cennej lekcji dawno temu.

Ludzie starają się zaprzeczyć temu, ale naprawdę nikomu nie ufają. Ukształtowaliśmy 

się, aby być podejrzliwymi wobec wszystkich, nawet naszych najbliższych przyjaciół. 

Kiedy coś nam nie idzie, nigdy nie obwiniamy naszej własnej, zapominalskiej dupy, to 

zawsze wina kogoś innego.

Być może temu człowiekowi coś się przydarzyło w tych międzynarodowych sprawach. 

Może jeden z jego „kumpli” podrzucił jego nazwisko na policję za zbrodnię, której nie 

popełnił.

Może, może, może...

- Jak się nazywasz? - zapytał.

- Edward Masen. - Wyciągnąłem rękę.

Chwycił ją. - Emmett McCarty.

Potrzęśliśmy dłońmi i zaczęliśmy krótki spacer na kolację. Szliśmy w ciszy, żaden z nas 

nie ufał sobie nawzajem z różnych powodów. Oczywiście bałem się, że mogę mieć broń 

przyciśniętą   do   siebie,   a   on   był   zdenerwowany,   że   mogę   donieść   na   niego.   Oba 

uzasadnione powody, aby sobie nie ufać.

14

background image

Kiedy   dotarliśmy   na   kolację,   Emmett   otworzył   drzwi,   pozwalając   mi   wejść 

pierwszemu, cecha charakterystyczna, której zazwyczaj nie znajduję się w ludziach z 

jego klasy społecznej. Zmarszczyłem czoło, gdy myślałem o wszystkich możliwościach, 

podczas gdy siadałem do najbliższego boksu.

Kelnerka przyjęła nasze zamówienia i zostaliśmy sami. Wyciągnąłem notes i długopis, 

otwierając na  nowej  stronie.  Emmett  kręcił   się  na krześle, jego przysadzista postać 

wyglądała dość tęgo w tym małym miejscu.

Emmett wyglądał jak więzień. Był wysoki, muskularny i przerażający. Miał czarne, 

kręcone włosy i stalowo-szare oczy, które wyglądały jak głazy zatrzymujące informacje. 

Był przystojny, przypuszczam. Miał zawsze obecne dołeczki, które czyniły go nieco mniej 

apodyktycznym,   patrząc   nawet   wtedy,   gdy   był   zasępiony,   to   wyglądało,   jakby   się 

uśmiechał.   Jego   skóra   była   opalona,   gdzie   mogłeś   zobaczyć.   Miał   na   sobie   starą, 

brązową, skórzaną kurtkę z czarną koszulką pod spodem i parę znoszonych jeansów z 

jakimiś glanami, jeśli się nie mylę. Wyglądał jak pracowity facet, który miał większy cel 

niż ludzie myślą.

- Ile masz lat, Emmett? - zapytałem, w końcu przełamując milczenie.

- Dwadzieścia siedem – odparł zgrzytliwym głosem.

- Ja mam dwadzieścia trzy. - Chciałem, żeby to była rozmowa, a nie przesłuchanie.

Emmett skinął głową, krzyżując ręce, wyraźnie niezainteresowany tym, co miałem do 

powiedzenia.

To będzie trudniejsze niż się spodziewałem. Byłem pełen pytań i jak dotąd jeszcze nic 

nie powiedziałem. Czułem się, jakbym szedł po skorupkach od jajek.

Ale odchrząknąłem i jechałem dalej. - Dlaczego próbujesz mnie okraść?

- Łatwy cel – Emmett mruknął.

- Dlaczego byłem łatwym celem?

- Wyglądałeś na rozproszonego. - Urwał, mały uśmiech tworzył się na jego ustach. - I 

jesteś poniekąd mizerny.

Ten strzał do mnie sprawił, że również się uśmiechnąłem. Był to człowiek będący pod 

tym wszystkim mięśniami.

-   Miałbyś   coś   przeciwko   powiedzieć   mi,   dlaczego   potrzebujesz   dodatkowych 

pieniędzy?

-   Co   sprawia,   że   myślisz,   iż   nie   robię   tego   cały   czas?   Że   nie   mam   kupy   forsy 

zaoszczędzonej z kradzieży? - warknął obronnie.

15

background image

- Przez wygląd twojego stroju i opalonej skóry, pracujesz na świeżym powietrzu – 

zwróciłem cicho uwagę. - Ostatecznie chcę być opłacany za bycie spostrzegawczym.

Emmett odchylił się do tyłu. - Pracuję na budowie.

Pokiwałem głową. - Nie robisz więcej?

Pokręcił głową z niechęcią. - Zbyt wielu pracowników.

- I dlatego próbowałeś mnie okraść. - To było stwierdzenie, a nie pytanie.

Kiwnął głową. - Wiesz,  mam rachunki do zapłacenia, buzie do wykarmienia, nie ma  

nic za darmo na tym świecie.  - Emmett przesunął się i przestał mówić, gdy kelnerka 

wypełniła nasze kubki do kawy. - Wiem, nie mogę zwolnić, nie mogę się powstrzymać,  

choć wiesz, że chciałbym móc.

- Nie wydajesz się być regularnym złodziejem – przyznałem.

- Jesteś moją pierwszą próbą – odetchnął, patrząc na nic w szczególności. Następnie 

się uśmiechnął. - Chyba oblałem.

- Mam zamiar dać ci pieniądze – zauważyłem.

- Ta. - Wydawał się zagubiony w swoich myślach. Prawie nie chciałem mu przerywać. 

Pozwoliłem mu myśleć, dopóki nasze jedzenie nie było przyniesione. Emmett był jak w 

próżni. Musiał być wygłodniały przez cały dzień z niczym do pożarcia oprócz własnych 

zmartwień.

Emmett w końcu zburzył mury po ukończeniu jedzenia.

- Myślę, że jest to pierwszy prawdziwy posiłek, jaki miałem w tym miesiącu – przyznał 

skromnie. - Pracuję  ciężko  każdego dnia,  sześć  dni  w  tygodniu, od  siódmej  rano do 

szóstej po południu i nadal nie zarabiam wystarczająco, aby dbać o moją rodzinę. - 

Potrząsnął głową, wyraźnie sobą rozczarowany. - Mieszkam w biednym usprawiedliwieniu 

domu, kilka przecznic stąd, z żoną, trójką dzieci i moją mamą. Mama ma schizofrenię i 

dajemy   trzy   czwarte   naszych   wypłat   na   jej   leczenie.   Moja   żona,   Courtney,   jest 

pielęgniarką w Seattle Grace, ale pracuje na pół etatu, ponieważ zajmuje się dziećmi. 

Janel ma tylko roczek. - Emmett spojrzał na stół, ale mogłem wciąż zobaczyć łzy w jego 

oczach. - Nie wiem, co zrobiłem, aby zasłużyć na tak wiele dobrych rzeczy w samym 

środku tej piekielnej dziury.

- Zawsze mieszkałeś w Rainier? - podsunąłem.

- Nie – Emmett splunął gorzko. - Wychowałem się w Brooklynie, który jest swoją drogą 

gorszy. Przenieśliśmy się tutaj po urodzeniu Luke'a, sześć lat temu. Nie wiem, dlaczego 

teraz. Życie tam było lepsze. Mieliśmy stałe prace i mnóstwo przyjaciół.

16

background image

- Czy wszyscy twoi przyjaciele byli dobrzy dla rodziny? - zapytałem. Wiele razy ludzie 

z   surowego   tła   pozostawali   lojalni   wobec   swoich   przyjaciół,   bez   względu,   jak 

zdeprawowani byli.

Wzruszył ramionami. - Niektórzy z nich byli w porządku, tak sądzę. - Jego twarz stała 

się ponura. - Jednak nie wszyscy.

Moje dłonie owinęły się wokół kubka kawy, ogrzewając je, gdy czekałem, aż Emmett 

będzie kontynuował.

- Poszedłem do więzienia przez mojego „najlepszego przyjaciela” w ostatniej klasie – 

Emmett mruknął wreszcie. - Ukradł samochód i spalił go w jeden weekend. Zostałem w 

jakiś  sposób  wrobiony  przez  niego.   Nawet   nie pamiętam,  co  dokładnie  się stało,   bo 

byłem tak zdenerwowany. Byłem w więzieniu  przez trzy miesiące. - Westchnął. - To 

naprawdę otworzyło mi oczy.

-  Założę  się,  że  tak.   -  Odetchnąłem,  zanim   skończyłem   kubek  mojej  kawy.   -  Czy 

cokolwiek... ci się stało?

- Nie, Boże, nie – Emmett odpowiedział natychmiast. - Spójrz na mnie, Edwardzie. 

Jestem zbyt duży, aby być dziwką.

Oboje na to zachichotaliśmy.

- Cieszę się, że to słyszę – powiedziałem mu, podczas gdy wstawałem. - Teraz, ile 

pieniędzy potrzebujesz?

Emmett szurał nogami. Nie chciał teraz moich pieniędzy. Nie był stworzony do tego 

rodzaju życia. Wyciągnąłem portfel. Miałem tam dwieście dolarów, po opłaceniu naszych 

posiłków. Wyciągnąłem je.

- To nie dużo, ale zawsze mogę dać więcej, jeśli ich potrzebujesz – mruknąłem. - 

Tylko zatrzymaj się przy moim mieszkaniu. - Szybko zapisałem mój adres na serwetce.

- Edward, ja nie...

- Weź je – nalegałem, zawijając jego palce wokół zwitku pieniędzy.

Emmett  uśmiechnął się słabo.  -  Bardzo  dziękuję. Nigdy  tak się  nie odwdzięczę  w 

moim życiu.

- Nie martw się o to.

Nasze drogi się rozeszły. Emmett Jonathan McCarty został postrzelony trzy dni później 

w   samym   końcu   alei,   w   której   się   spotkaliśmy.   Strzał   przeszedł   przez   tył   czaszki, 

przeszywając jego mózg, zabijając go na miejscu. Bez bólu, bez cierpienia, tylko czysty 

strzał w głowę. Jego twarz nawet pozostała bez szwanku na pogrzebie. Raport policji 

17

background image

powiedział,   że  szedł   z   pracy  do   domu  i   zatrzymał   się,   aby   podnieść   centa   z   ziemi, 

prawdopodobnie na szczęście. Osoba, która go zastrzeliła, musiała go jakoś zwabić w 

aleję, zanim zakradł się za nim i przycisnął zimny metal do jego głowy.

Znam to uczucie; nie jest bardzo dobre.

18

background image

Rozdział 4   The Crazy Ex-Girlfriend

(Szalona była dziewczyna)

Teraz wiem, nie jestem święty,

Byłem grzesznikiem całe moje życie,

Nie staram się mieć żadnych kumpli,

Wolę trzymać ich w kolejce,

Chcą teraz cię krytykować,

Rzucać jakimś kamieniem,

Spalić mnie na stosie i widzieć ich oglądających to z gmachu.

In One Ear - Cage the Elephant

Moja ciotka Samantha poprosiła mnie, abym przyjechał do Teksasu w odwiedziny w 

piątek   po   tym,   jak   rozmawiałem   z   Emmettem,   dzień   po   tym,   jak   został   zabity. 

Wskoczyłem do pierwszego samolotu z Seattle do Houston, gdzie ciotka na mnie czekała. 

Miała łzy w oczach, gdy ją przytuliłem. Rzadko kiedy się widzieliśmy, a moja matka była 

jej bliźniaczką. Była zagubiona bez niej przez dłuższy czas, ale minęło sześć lat, odkąd 

to się wydarzyło.

Ciotka Sam była moją ulubioną ciotką, głównie z powodu mojej kuzynki, Alice. Była 

jedyną kuzynką, jaką miałem w swoim wieku i byliśmy najlepszymi przyjaciółmi z tego 

powodu.

Niestety,   straciliśmy   kontakt,   kiedy   Alice   skończyła   szesnaście   lat.   Beznadziejnie 

zakochała  się w Jamesie Marshall,  dwudziestoletnim sobowtórze pedofila. Ciotka  nie 

mogła jej kontrolować. Alice wyprowadziła się, przeniosła do Atlanty z tą kreaturą i nikt 

nie słyszał o niej od tamtego czasu. Nawet ciotka Sam nie mogła się z nią skontaktować, 

kiedy moi rodzice zginęli.

Jazda samochodem w rodzinne strony odbyła się w ciszy, oprócz muzyki country w tle. 

Po półtorej godzinie nudy, w końcu dotarliśmy.

- Teraz, tylko poczekaj sekundę, Edwardzie – ciotka Sam powiedziała, zanim mogłem 

19

background image

wydostać się z auta. - Alice wróciła kilka dni temu. - Wzdrygnąłem się zaskoczony. - 

Ona... ona nie zrobiła zbyt dobrze. Po prostu bądź ostrożny, słyszałeś?

- Pewnie, ciociu Sam – mruknąłem, otwierając drzwi i wychodząc.

Alice   siedziała   na   ganku.   Wyglądała   jak   wtedy,   gdy   miała   szesnaście   lat. 

Atramentowe, czarne włosy bezładnie ozdabiały jej głowę, opalona skóra i bardzo ładna 

w dziecinny sposób. Była drobna, nosząc krótkie jeansowe szorty i biały top bez butów. 

Paliła papierosa i czyściła ostrożnie strzelbę. Jej elektryzujące, niebieskie oczy rzucały 

szybkie   spojrzenia   wokół   podwórza,   nie   zatrzymując   się   na   czymś   dłużej   niż   kilka 

sekund. Wyglądała tak samo, ale nie była tą Alice, którą tu zostawiłem. Wyglądała na 

skrzywdzoną,   zranioną,   może   na   całe   życie.   Miałem   drugiego   kandydata   do   mojego 

zadania.

- Hej mama – Alice przywitała się cicho, jak ciotka Sam wchodziła po schodach na 

ganek. - Co przyniosłaś do domu?

Ciotka uśmiechnęła się słabo. - Pamiętasz Edwarda, czyż nie, Ali?

Oczy Alice zerknęły na mnie, szybko mi się przyglądając, zanim z powrotem śmignęły 

do matki.

- Mój kuzyn Edward? - zapytała.

- Tak. - Ciotka uśmiechnęła się do mnie zadowolona. - Dlaczego nie wejdziesz do 

domu, kochaniutki? Pokażę ci twój pokój.

Skinąłem głową i poszedłem za nią.

- Hej Al – przywitałem się, jak mijałem moją kuzynkę.

- Hej Edward – odparła.

I to było to. Alice na pewno się zmieniła. Kiedyś gadała non stop, nigdy nie przestając, 

nawet kiedy spała.

Pokój, w którym przebywałem, używany był, gdy zostawaliśmy tu, a moja matka i 

ojciec spali w nim. Był taki sam jak zawsze, białe firanki, jasnożółte ściany, królewskich 

rozmiarów   łóżko   z   niebieską   kołdrą...   Wszystko   pozostało   takie   samo   w   domku 

rodzinnym z wyjątkiem ludzi.

Pomogłem ciotce Sam z kolacją, w trakcie gdy obserwowałem Alice czyszczącą broń i 

kołyszącą się w przód i w tył na skrzypiącym bujanym fotelu, czekając na coś lub kogoś, 

kto wjedzie na podjazd.

- Powinienem zawołać Alice na kolację? - zapytałem ciotkę po tym, jak skończyliśmy 

nakrywać do stołu.

20

background image

Potrząsnęła głową. - Ona zje, kiedy będzie gotowa. Nie stosuję naciskania jej, gdy 

jest w takim nastroju.

Więc jedliśmy sami, a później oglądaliśmy wiadomości. Usłyszałem wkradającą się 

Alice   i   chwytającą   coś,   zanim   wróciła   na   ganek,   aby   obserwować   podjazd   jak   pies 

stróżujący. To wtedy też dowiedziałem się, że Emmett został zabity. Byłem w szoku, jak 

szybko jego ciało zostało odkryte, policja zazwyczaj nie znajdywała ciał w Rainier przez 

co najmniej tydzień.

- Idę położyć się do łóżka – powiedziałem ciotce. Nie mogłem już siedzieć, oglądając 

wiadomości.

- Dobrze, skarbie.

Byłem   daleko   od   spania   i   mój   pokój   nie   był   wygodny   w   najmniejszym   stopniu. 

Patrzyłem na bezchmurne niebo przez godzinę, słuchając mojego iPoda i okazjonalnie 

spisując swoje myśli. Około dziewiątej wieczorem ciotka poszła do łóżka. Minęła kolejna 

godzina i już dłużej nie mogłem leżeć w łóżku. Musiałbym przemierzyć całe podwórze 

przez kilka godzin, zanim niespokojne myśli opuściłyby mój umysł. Wciągnąłem moją 

kurtkę i wyszedłem na chłodne, letnie powietrze. Alice nadal czyściła broń.

- Och, hej Alice – powiedziałem zaskoczony. - Nie jest ci zimno?

-   Tylko   zdrętwiałam   –   mruknęła,   wzruszając   ramionami,   gładząc   delikatnie   broń, 

prawie ją pieszcząc.

- Na kogo ten pistolet? - zapytałem, siadając na ławce obok jej bujanego fotela i 

wyciągając swój notes i długopis.

- Na Jamesa – warknęła, jej oczy błyskały złością.

- Co zrobił? - naciskałem.

-  Uderzył mnie w twarz i potrząsnął mną jak szmacianą lalką. - Roześmiała się bez 

poczucia humoru. - Czy to nie brzmi jak prawdziwy mężczyzna?

4

-   Kiedy   on   ci   to   zrobił,  Al?   -   wyszeptałem,   wstrząśnięty   tym,   co   moja   kuzynka 

powiedziała.

- W zeszłym tygodniu – szepnęła. - Wróciłam do domu zaraz po tym.

- Dobrze dla ciebie – pochwaliłem, pisząc wściekle.

-  On nie widział mnie jeszcze szalonej  – kontynuowała, jakby mnie nie słyszała. - 

Pokażę mu, co ta mała dziewczynka może zrobić z: prochu i ołowiu.  - Dziwny dźwięk 

uciekł z jej gardła, coś pomiędzy szlochem a rechotem. - Jego pięść jest duża, ale moja 

4 Fragmenty piosenki Gunpowder and Lead Mirandy Lambert.

21

background image

broń większa. On upewni się, kiedy nacisnę spust.

- Ty... masz zamiar go zabić? - zapytałem, prawie zdenerwowany, aby dowiedzieć się 

odpowiedzi.

Alice   skinęła   głową   i   otarła   łzy   z   twarzy.   -   Zapytał   mnie,   czy   wyjdę   za   niego, 

Edwardzie.   Wszystko,   co   chciał,   to   ożenienie   się   ze   mną,   a   ja   powiedziałam   nie. 

Podobały mi się rzeczy takie, jakie były. Mieszkaliśmy razem, jak zawsze chcieliśmy, 

wiesz? Spaliśmy cały dzień, imprezowaliśmy całą noc, nie martwiliśmy się akceptacją 

świata, gdzie mieliśmy imprezować. Oboje zarabialiśmy mnóstwo pieniędzy, to nie był 

problem. Ja... ja nie wiem, co się stało. - Potem załamała się, łkając i przyciskając broń 

do piersi. - James, po prostu... on po prostu warknął! Nazwał mnie głupią dziwką i 

powiedział   mi,  że  jestem   nic   nie   warta.   -   Spojrzała   na   mnie   szalonym   wzrokiem.   - 

Jestem nic nie warta, jestem, Edwardzie?

- Nie, oczywiście, że nie, Al – zapewniłem ją szybko. - Nadal jesteś moją najlepszą 

przyjaciółką, nawet jeśli nie widziałem cię od dawna.

Uspokoiła się trochę, kiedy to powiedziałem. Jej oddech lekko się wyrównał.

- Miałam dziecko, wiesz – powiedziała mi po tym, jak otarła ostatnie łzy i pociągnęła 

nosem. - Jednak oddaliśmy ją do adopcji. James nie lubi za bardzo dzieci.

- Chciałaś ją zatrzymać? - zapytałem.

Alice miała smutny wyraz twarzy. - Och, tak. Była aniołkiem. Była idealna i kochałam 

ją   od   chwili,   gdy   ją   zobaczyłam.  Ale   James   wie   lepiej,   on   zawsze   wie   lepiej.   -  To 

brzmiało jak jej mantra, słowa, którymi żyła, i to przerażało mnie.

- Czy na niego doniosłaś, Al? - spytałem, patrząc prosto w jej oczy, nawet jeśli nie 

były one ukierunkowane na mnie.

Potrząsnęła głową. - Nie, nie mogę tego zrobić. Kocham go. Kocham go ponad życie. 

Jeśli poszedłby do więzienie przeze mnie, umarłabym. Zabiłabym się bez niego.

- Czy to pierwszy raz, gdy cię zranił?

- Nie. - Alice westchnęła. - On zawsze mnie rani, ale zawsze ranię go pierwsza. Nie 

zasługuję na niego.

Moja kuzynka miała wyprany mózg przez jej znieważającego chłopaka. Ona oszalałaby 

bez niego w tej chwili i prawdopodobnie on też to wiedział.

- Zatem dlaczego chcesz go zabić, jeśli tak bardzo go kochasz? - zapytałem.

- Och, nie chcę go zabić – zapewniła mnie. - Tylko potorturuję go tak, żebym więcej 

nie była popychana.

22

background image

Cóż,   myślę,   że   to   była   dobra   rzecz,   w   zakręcony   sposób.   Chyba   powinienem   to 

zgłosić, ale prawię poczułem ulgę, że Alice będzie broniła samą siebie.

-   Dlaczego   uciekłaś   z   Jamesem   po   pierwsze,   Al?   -   zapytałem,   prowokując,   aby 

powędrować na terytorium tabu. - Moi rodzice zginęli, podczas gdy ciebie nie było, nie 

miałem pojęcia gdzie jesteś.

Spojrzała   na   mnie   ze   łzami   w   oczach.   -   Po   prostu   potrzebowałam   uciec   i   James 

wyjeżdżał.   Byłam   idealną   córką   przez   szesnaście   lat   i   byłam  zmęczona.   Chciałam 

własnego   życia.   Ale   przepraszam,   że   nie   było   mnie   tam   dla   ciebie,   Edwardzie. 

Naprawdę. Brakowało mi ciebie.

Alice wstała i rzuciła mi się na szyję, kładąc głowę na moim ramieniu. Moje ręce 

owinęły się wokół jej zbyt małej talii. Kochałem tą dziewczynę, mimo że mnie opuściła.

- Potrzebowałem cię, Al – mruknąłem przez jej ramię.

- Wiem  –  odszeptała.  -  I ja  potrzebowałam   ciebie.  Po prostu   nie zdawałam   sobie 

sprawy, aż do tej pory.

W końcu się puściliśmy. Wróciłem do domu i patrzyłem w niebo trochę dłużej, wciąż 

myśląc o Alice i jej mężczyźnie.

Czy Alice mogłaby być uznana za nieakceptowaną? Nie byłem do końca pewien. Była 

społecznie nieakceptowana przez stowarzyszenie, chyba. Mężczyzna, który bije swoją 

dziewczynę,   wyglądał   na   takiego   automatycznie,   jak   powinien   być.   Ale   czy   Alice 

mogłaby   być   nieakceptowaną?   Była   wykorzystywana   wiele   razy   i   bardziej   niż   tylko 

fizycznie, jestem pewien. Zwykle ludzie współczują ofiarom w takich sytuacjach. Alice 

jednak   walczy   i   nie   przez   proces   sądowy,   ale   ze   strzelbą.   Myślała,   że   mogłaby   go 

torturować   z   tą   bronią,   ale   jeśli   wymierzyłaby   właściwie,   mogłaby   go   zabić   jednym 

strzałem.

Słońce zaczynało wschodzić i zdałem sobie sprawę, że nie zamierzałem zasypiać, więc 

zszedłem na dół jeszcze raz. Pchnąłem drzwi wejściowe i patrzyłem, jak ciężarówka 

wjeżdżała na podjazd. Pojazd zatrzymał się i mój oddech się zatrzymał.

Mężczyzna wyszedł od strony kierowcy. Był tłustym skurwysynem. Długie, blond dredy, 

czarna kamizelka, niebieskie jeansy i gołe stopy. Nadal miał ten odrażający uśmiech, jak 

wtedy, kiedy ostatni raz go spotkałem, jakby szukał najmłodszej dziewczynki w pokoju, 

w którym będzie chciała się ukryć w szafie z nim.

- Alice – jego głos się przywitał.

- James – Alice odpowiedziała, brzmiąc teraz rozsądnie.

23

background image

- Jak się masz, kochanie? - Uśmiechnął się jak kot z Cheshire, czekając na nią, żeby 

się przyłączyła do jego szaleństwa. Zauważyłem, że trzymał pistolet.

- W porządku.

- Co jest z bronią?  - zapytał,  kiwając  w kierunku strzelby obecnie  wycelowaną w 

taras.

- Co było z biciem? - Alice odparła, stojąc z uniesioną głową.

- Przykro mi. - Nie brzmiał szczerze w ogóle.

- Mi też.

Bang. Nigdy więcej Jamesa. Alice oddychała ciężko. Jej dłonie poszły do twarzy, a 

długie paznokcie zaczęły ją drapać, krew kapała na taras, jak hiperwentylowała. Potem 

wyrywała włosy przez chwilę, zanim zesztywniała z bronią w swojej ręce.

Bang. Do widzenia, Alice.

24

background image

Rozdział 5   The Corrupt Priest

(Zdeprawowany duchowny)

Myślisz, że jesteś taki cwany

Próbowałeś stoczyć się

Grałeś po bezpiecznej stronie.

James Brown - Cage the Elephant

Ciotka Sam prosiła mnie, abym został na pogrzebie. Oczywiście zostałem. Nie mogłem 

po prostu zostawić jej w taki sposób. Ona rozpadała się. Może mógłbym zabrać ją ze 

sobą do Seattle. Potem znowu mieszkałbym w spelunce. Prawdopodobnie nie chciałaby 

odejść. To był jej dom, odkąd się urodziła.

Wezwała   rodzinnego   kapłana   natychmiast   następnego   dnia.   Próbowałem   oczyścić 

większość rzezi, zanim ciotka Sam wstała, ale usłyszała strzały. Sfrunęła ze schodów, ze 

swoją własną strzelbą w ręce, wyglądała dziko. Następnie zobaczyła ciała i przenikliwie 

krzyknęła,   mdlejąc   zaraz   po   tym.   Pozwoliłem   jej   tam   leżeć.   Może   skończyłbym 

sprzątanie przez ten czas, gdy znowu spała.

Była pora lunchu od czasu, gdy sprzątnąłem całą krew z ganku i zabrałem tam Jamesa 

i Alice. Ciała były tak bardzo ciężkie, odkąd byli martwi. Wziąłem jednego papierosa z 

paczki, którą Alice upuściła na werandę i zapaliłem go. Nie byłem dobrym przykładem 

palacza, ale sytuacja jednego wymagała. Zaciągnąłem się toksyną głęboko, rozkoszując 

się tym, że mogłem naprawdę poczuć kontrolę. Nie załamałem się jeszcze, nawet po 

obejrzeniu roztrzaskanej czaszki Alice przez odłamki pocisku i widząc trochę jej mózgu 

wyciekającego z otworów.

Nie, nadal byłem w porządku.

Ciotka Sam doszła do siebie wkrótce potem, całkowicie oszołomiona.

- Co się stało? - wychrypiała, odmawiając spojrzenia na ganek.

- James  tu przyjechał.  Myślę,  że  chciał  zabić Alice,  ponieważ  miał  broń,  ale  ona 

zadała mu cios. Zastrzeliła go, a później zorientowała się, co zrobiła i zastrzeliła siebie – 

25

background image

powiedziałem to wszystko ze stoickim spokojem.

Byłem nadal w szoku, tak myślę.

- Słodki Jezu – ciotka sapnęła.

Kiwnąłem głową i poszedłem do kuchni, aby wziąć dla niej szklankę wody i jakiś Advil.

-   Tu,   weź   je   –   mruknąłem,   podając   jej   kubek   i   tabletki.   -   Do   kogo   powinniśmy 

zadzwonić?

- Do ojca Carlisle'a – odpowiedziała, zanim połknęła pigułki. - Jest naszym księdzem. 

Będzie wiedział, co robić. - Następnie wstała, nawet się nie chwiejąc przez sekundę i 

poszła do telefonu. Rozmawiała z księdzem spokojnie przez dziesięć minut. Szlochała i 

zawodziła, i kiwała głową, wycierając swoje łzy.

- Będzie tutaj w dwadzieścia minut – oznajmiła, jak odłożyła słuchawkę.

Jeszcze   raz,   skinąłem   i   poszedłem   do   kuchni.   Usiadłem   przy   stole,   przebierając 

kciukami i podskakując nogą. Musiałem coś robić. Musiałem wyjść z tego domu i z dala 

od tych ciał. Ciotka Sam zaczęła gotować i zapach bekonu wypełnił moje nozdrza. Nie 

mogłem tego zrozumieć. Wstałem i udałem się na górę, otwierając okno i siadając na 

łóżku. Chwyciłem mój notatnik i bazgrałem wściekle, pisząc wszystko, co wiedziałem o 

Jamesie   i  Alice.   To   było   odświeżające.   Mogłem   poczuć   wściekłość   i   poczucie   winy 

opuszczające moje ciało z każdym słowem, które napisałem.

To ćwiczenie dopiero zacząłem, kiedy usłyszałem huk ciężarówki, jak wjeżdżała na 

podwórze. To musiał być kapłan. Zobaczyłem przez okno. Starszy mężczyzna wysiadł z 

samochodu, ubrany na czarno. Jego włosy były gdzieś pomiędzy blond a białymi, a jego 

twarz była pomarszczona. Spoglądał smutno na to, co zakładałem, było Alice i Jamesem 

na   ganku.   Ciotka   Sam   wyskoczyła   przez   drzwi   wkrótce   po   tym,   rzucając   się   na 

mężczyznę. Objął ją mocno,  gładząc jej   włosy i szepcząc do ucha.  Nie wyglądał na 

strasznie smutnego, ale prawdopodobnie nie znał Alice bardzo dobrze.

- Edward? - ciotka zawołała, patrząc wprost na mnie w oknie. - Zejdź i poznaj ojca 

Carlisle'a.

Łóżko skrzypnęło, gdy wstawałem. Powoli ruszyłem w dół po schodach i na zewnątrz. 

Spojrzałem na ciała na ganku. Robiły się już szare.

- Witaj Edwardzie – ojciec Carlisle przywitał się, wyciągając do mnie rękę. Chwyciłem 

ją ze skinięciem i ponurym półuśmiechem. - Samantha mówi, że jesteś jej siostrzeńcem.

- Ta – odparłem, puszczając jego pomarszczoną dłoń i chowając palce w kieszeń.

Ojciec Carlisle pokiwał głową, uśmiechając się. - Cóż, Samantha myśli, że powinniśmy 

26

background image

pochować ciała tutaj. Nikt naprawdę tu nie znał Jamesa lub Alice.

- Pewnie – odetchnąłem. - Więc przejdźmy do tego.

- Zatem możesz rozpocząć kopanie grobów? - Uśmiechnął się do mnie ponownie.

Wzruszyłem ramionami i poszedłem złapać łopatę.

Trzy godziny później, skończyłem kopać oba groby. Mieli być pochowani pod wielkim 

dębem   w   ogrodzie.   Ojciec   Carlisle   i   ciotka   Sam   obserwowali   mnie   przez   cały   czas, 

popijając   mrożoną   herbatę   i   rozmawiając.   Ciotka   Sam   wydawała   się   zmartwiona. 

Przyniosła ojcu Carlisle'owi czek i kontynuowali rozmowę. Musiała mu zapłacić za to?

Przyniosłem Alice i Jamesa do grobów i wrzuciłem ich tam. Nie obchodziłem się już z 

nimi delikatnie. Ich ciała były puste.

- Skończyłem – ogłosiłem, wchodząc do domu.

- Dobrze, dobrze – ojciec Carlisle mruknął. Wyglądał na rozczochranego. Jego włosy 

były krzywo i ubrania nie były już tak prosto. - Samantho? Jesteś gotowa?

Ciotka Sam wyszła z kuchni ze łzami w oczach i tak samo niechlujna jak kapłan. Czy 

oni...? Och, kurwa, mam nadzieję, że nie.

- Co, do cholery, tu się dzieje? - zapytałem, moje oczy przechodziły tam i z powrotem 

pomiędzy kapłanem a ciotką.

Ciotka odchrząknęła, odmawiając spojrzenia mi w oczy. - Nic, kochanie. Chodźmy.

Mogłem poczuć, że nozdrza mi się rozszerzają. Coś było tutaj nie tak. Ale w każdym 

razie wszyscy wyszliśmy na podwórko. Położyłem patyki na szczycie grobów, żeby ciotka 

Sam pamiętała, gdzie jej dziewczynka została pochowana.

Ojciec Carlisle powiedział bardzo mało słów, lecz ciotka nadal ryczała. Chwyciła się 

brudnego księdza, jakby był jej kamizelką ratunkową w czasie sztormu. Boże, to było 

obrzydliwe.

- Ojcze Carlisle, mogę porozmawiać z tobą? - zapytałem po skończonej „usłudze”. - 

Na osobności?

- Oczywiście, Edwardzie. - Zaczęliśmy iść w kierunku wielkiego ogrodu, który ciotka 

utrzymywała.  Poszła   do  domu,  prawdopodobnie  załamać  się ponownie.  Może zaczęła 

znowu pić po tym.

- Co, do kurwy, robisz z moją ciotką? - warknąłem, odkąd usłyszałem z tyłu zamykane 

drzwi.

- To nie jest twoja sprawa, synu – duchowny odpowiedział płynnie, patrząc na ogród, z 

dłońmi za plecami. - Jestem tylko księdzem.

27

background image

-   Sprośnym,   popieprzonym   księdzem   do   tego.   Dlaczego   ciotka   Sam   musiała   ci 

zapłacić?

- Też potrzebuję pieniędzy – odparł. - Nie mogę opływać w dostatki jak ci inni księża. 

Jestem realistą.

- Pieprz się – wyplułem. - Nie mogę uwierzyć, że oczekujesz od kogoś, aby zapłacił ci 

za pogrzeb, nawet jeśli to było pod wpływem chwili. Ciotka Sam po prostu straciła swoją 

jedyną córkę. Straciłem moja kuzynkę. Jak możesz oczekiwać od kogoś, aby zapłacił ci 

za tego rodzaju ból?

Ojciec Carlisle wzruszył ramionami. - Samantha wiedziała, co się stanie. Ona zawsze 

wie.

- Więc wiedziała, że musiała się też z tobą pieprzyć? Czy to była tylko jedna strona 

umowy?

Ojciec Carlisle zaśmiał się i potrząsnął głową. - Edwardzie, nie wiesz, w jaki sposób 

dzieją się tu rzeczy. Nie możesz po prostu przyjechać z Seattle, wielkiego i potężnego, i 

spodziewać   się,   że   wszystko   będzie,   jak   myślisz,   że   powinno   być.   Jesteś   teraz   w 

Teksasie.

- Wiem, gdzie jestem! - zawołałem, bardzo sfrustrowany tym mężczyzną. - I moje 

oczekiwania nie mają z tym nic wspólnego. To nie jest normalne. To nie jest właściwe i 

wiesz to. Nie możesz sprawiać, żeby ludzie płacili ci za pogrzeby; nie możesz sprawiać, 

żeby ludzie pieprzyli się z tobą, podczas gdy są w żałobie. To nie jest moralne, a ty 

jesteś księdzem.

- To jest sposób, jaki jest – ojciec Carlisle stwierdził. - To jest sposób, jaki zawsze 

będzie.

-  Co  jeszcze  robisz?  Kradniesz   pieniądze  z   kościoła?  Gwałcisz   młodych   chłopców  i 

dziewczynki?

Ojciec   Carlisle   tylko   uśmiechnął   się   do   mnie.   Prawie   rzuciłem   się   na   ciotki   Sam 

przydupasa.

- Jesteś chory, kurwa – warknąłem, piekląc się od tego smutnego usprawiedliwienia 

mężczyzny.

Był   straszną   osobą,   ale   był   idealny   do   mojego   projektu.   Musiałem   z   nim   więcej 

porozmawiać, tak bardzo jak tego nie chciałem.

Więc   odwróciłem   się.   -   Dlaczego   to   wszystko   robisz?   Jak   możesz   szukać 

usprawiedliwienia tego?

28

background image

Rozważał moje pytanie. - Mogę to robić, ponieważ wiem, że jestem w stanie. Ludzie 

nie doniosą na księdza. Oni wszyscy myślą, że robię to, ponieważ pomagam im w ich 

drodze do nieba. Mogę manipulować tymi ludźmi  kilkoma  słowami. Mówię im, że  to 

doprowadzi ich bliżej Boga, bliżej nieba, i oni  robią  cokolwiek powiem. To zbrodnia 

doskonała. Oni gotowi są, pozwolić mi robić to wszystko z powodu nieistnienia Boga.

- Nie wierzysz nawet w Boga? Dlaczego zatem zostałeś księdzem? - Nie mogłem pojąć 

rozumowania tego człowieka.

- Władza. To może nie wydawać się zbyt wielka władza dla kogoś innego, ale ten 

rodzaj   władzy   jest   rzadki   i   to   jest   wspaniałe   –   ojciec   Carlisle   powiedział   mi.   -   Nie 

potrafię   wyjaśnić,   jakie   dobre   to   uczucie,   być   odpowiedzialnym   za   całe   to 

zgromadzenie.

Później odszedłem. Nie musiałem słyszeć niczego więcej. Zazwyczaj byłem obojętny 

dla  moich  badań, ale ojciec Carlisle  sprawił,  że to niemożliwe. Był  osobą,  którą  po 

prostu chciałem udusić, potrząsać w kółko, dopóki nie przestanie. Kimś, kogo chciałeś 

zabić bez wahania, tylko dlatego, że był taki zły.

Mój samolot odlatywał tej nocy do Seattle. Nie mogłem już być wokół tych ludzi. 

Musiałem wrócić do tego, co uważałem za rzeczywistość. Co uważałem za normalne.

Ojciec Carlisle zginął tego popołudnia, po opuszczeniu gospodarstwa ciotki Sam. Ktoś 

się   zgubił   i   zapytał   go   o   drogę.   Ojciec   Carlisle   dał   im   wskazówki   i   poprosił   o   kilka 

dolarów,   przekonując   jakim   był   biednym   księdzem.   Ta   osoba   zdenerwowała   się,   nie 

mogąc uwierzyć, że poprosił on o pieniądze za coś takiego jak wskazówki. Ta osoba 

miała łopatę. Ta osoba wysiadła ze swojej ciężarówki i machnęła łopatą z taką siłą, że 

zabiła go. Ta osoba następnie dźgnęła ciało martwego księdza ostrym końcem łopaty, aż 

jego brzuch był tylko otwartą kupą krwawych wnętrzności.

Nie mogłem nawet poświęcić chwili, aby zmówić modlitwę za tego sukinsyna. Zamiast 

tego, chwyciłem piwo i wzniosłem go do nieba, dziękując Bogu za ostateczne pozbycie 

się kolejnej zdeprawowanej osoby.

29

background image

Rozdział 6   The Drug Dealer

(Handlarz narkotyków)

Świeży zapach śmierci na twoim języku

Jesteś przynętą na haczyku i przychodzą tu dzieci

Jakieś ciężkie kamienie sprzedawać

Podczas gdy stałeś się bogatym w krainie piekła.

Drones in the Valley - Cage the Elephant

Można   by   pomyśleć,   że   człowiek   będzie   zdruzgotany   po   zobaczeniu   ciała   swojej 

zamordowanej   kuzynki,   tonącej   w   jej   własnej   krwi.   Nie   byłem   zdruzgotany,   byłem 

wkurzony. Jak mógł ten kraj stać się tak zdeprawowany? W jaki sposób tak wiele ludzi 

jest tak nikczemnych, żeby do głębi być takim? Może byłem szczęśliwym draniem, tylko 

że utknąłem z tymi wszystkimi złymi ludźmi na tym świecie.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, kiedy wróciłem do domu, było kupienie butelki Jack'a 

Daniels'a   i   worka   lodu.   Wiedziałem,   że   miałem   papierosy   zostawione   w   swoim 

mieszkaniu, chyba że ktoś się włamał, podczas gdy mnie nie było. Papierosy były jedyną 

rzeczą coś wartą w całym tym budynku.

Mój   taksówkarz   milczał   przez   drogę   do   domu,   dzięki   Bogu.   Zapłaciłem   mu   i 

wyszedłem na stale wilgotny chodnik, z westchnieniem. To było dziwne, ale czułem się 

tutaj   bezpiecznie,   stojąc   w   środku   wskaźnika   najwyższej   przestępczości   w   Seattle. 

Ponownie byłem w domu.

Ta noc była długa i dręcząca. Piłem moją whisky i paliłem wszystkie papierosy, jeden 

po drugim. Spróbowałem poskładać moją pracę razem, ale martwe, niebieskie oczy Alice 

były jedyną rzeczą, która przyszła mi do pustej głowy. Oglądałem wiadomości, ale to 

było to samo gówno, które ten prezenter mówił każdej cholernej nocy do szóstej rano.

O   dziesiątej,   mój   umysł   był   zamglony   i   świat   wyglądał   na   trochę   mniej   ponury. 

Wlałem ostatnie kilka kropel z mojego kubka do gardła, a następnie zatoczyłem się po 

mieszkaniu, chwytając kurtkę, klucze i butelkę Jack'a. Zapaliłem kolejnego papierosa, 

30

background image

jak   moje   stopy   staczały   się   w   dół   schodów   i   na   ulicę.   W   końcu   zaciągnąłem   się, 

zadowolony,  że   moje   płuca   zwęziły   się   jeszcze   raz.   Palenie   sprawiło,  że   czułem   się 

bardziej żywy, ironicznie. Za każdym razem, gdy wdychałem powietrze i moje płuca 

doznawały jakby się kurczyły, czułem się bardziej realny, bardziej tu i teraz.

Moja podróż donikąd w szczególności doprowadziła mnie do małego klubu w dół ulicy 

od mojego mieszkania. Skończyłem papierosa i wsunąłem butelkę do kieszeni, błyskając 

moim dowodem osobistym i przesuwając się obok bramkarza.

To był jeden z tych klubów, który był głównie dla dziewczyn. Byli mężczyźni, ale było 

jasne, że byli tam tylko ogonami. 

Czy   normalnego   mężczyzny   nie   będzie?   Moje   szanse   na   uprawianie   seksu   były 

nadzwyczaj   wysokie   dzisiejszej   nocy.   Może   to  jest   dokładnie   to,   co   potrzebowałem. 

Dobre pieprzenie z ładną dziewczyną z ciasną cipką.

Na szczęście każda dziewczyna była po prostu tak pijana jak ja, jeżeli nie bardziej 

upita. Zacząłem rozmawiać z niską dziewczyną z prawdziwymi, kręconymi włosami. Moja 

teoria  była taka, że  jeśli jej  włosy były pokręcone tak mocno,  musiała  być szalenie 

ryzykowna w łóżku. Niestety, jej głos był zbyt denerwujący dla mnie, aby zająć się nią. 

Potem zacząłem rozmawiać z srebrnoblond dziewczyną, ale, po raz kolejny, dźwięk jej 

nosowego głosu nie był bardzo atrakcyjny.

To zdarzało mi się kilkakrotnie. Zacząłem rozmawiać z kobietą, która spełniała moje 

fizyczne standardy, a następnie znalazłem jakąś irytującą wadę, coś, co sprawiało, że 

chciało   mi   się   śmiać   prosto   w   jej   twarz,   kiedy   próbowała   mnie   uwieść.   Zwykle   nie 

miałem nic przeciwko temu, ale whisky naprawdę uderzyła mi do głowy.

Postanowiłem zrobić sobie przerwę od mojego poszukiwania. Poszedłem do łazienki i 

jakoś   uporałem   się,   aby   rozpiąć   zamek   w   jeansach.   Nie   sądzę,   żebym   kiedykolwiek 

poczuł taką ulgę w moim życiu. Szkoda, że sikania nie odczuwało się tak dobrze jak 

orgazmu.   Wtedy   nie   musiałbym   popieprzenie   znajdować   kogoś   wystarczająco 

przyzwoitego, aby wziąć ze sobą do domu.

Moje nadzieje nie były tak wysokie, gdy zataczałem się z powrotem do baru. Usiadłem 

na stołku i tylko patrzyłem. Kiedy stałem się taki zamyślony? Zawsze oceniałem sytuację, 

ale nigdy wcześniej nie byłem taki mroczny. Miałem opinie o ludziach i nie bałem się 

pozwolić im uciekać. To dlatego nie miałem przyjaciół w college'u.

- To trochę żałosne, nieprawdaż? - znudzony głos zapytał mnie. Nie przejmowałem się, 

by się odwracać. - Wszystkie te dziewczyny i żadna z nich nie ma nic do zaoferowania, 

31

background image

oprócz rozwiązłych cipek.

Odwróciłem się. To była wysoka, zgrabna, blondynka siedząca obok mnie. Była bardzo 

ładna, o wiele ładniejsza niż inne dziewczyny w barze. I, jako bonus, dźwięk jej głosu 

nie sprawiał, że chcę uderzyć moją głową w beton.

- Cóż, co sprawia, że jesteś taka inna? - zapytałem. Miała głowę na karku, a nie balon 

pełen powietrza. Może to nie był taki zły pomysł, aby przyjść do baru.

Uśmiechnęła się na krótko do mnie. - Nie jestem dziewicą, więc może nie być ciasno, 

ale przynajmniej mogę mówić o czymś poza przypadkowym gównem podobnym do, jak 

dobrze wyglądasz czy jak dobrze tańczysz – odparła. - Teraz, co sprawia, że różnisz się 

od   wszystkich   innych   wazeliniarzy   w   tym   barze?   Dlaczego   nie   masz   dziewczyny 

przyciskającej się do ciebie?

- Po pierwsze, nie przyciskam się – powiedziałem. - Ludzie powyżej dwudziestu jeden 

lat nie powinni „przyciskać się”. Oraz, jestem po prostu nastawiony dziś selektywnie. 

Nie chcę obudzić się rano i usłyszeć głosu, że chciałbym się zabić.

-   Więc,   każda   samotna   dziewczyna   tutaj   ma   irytujący   głos?   -   zapytała.   Kiedy 

skinąłem, parsknęła. - Cóż, powodzenia w znalezieniu głosu, którego nie znienawidzisz 

rano. Dziewczyny zostały stworzone, aby być irytującymi.

- Podobno.

Siedzieliśmy w milczeniu, oglądając tą prawie orgię, która działa się przed nami na 

parkiecie. Miałem kolejną whisky, a ona dostała butelkę wody. Ciekawe. Ona nie była 

pijana.

- Jestem Edward, przy okazji – powiedziałem jej, przełamując nasze milczenie.

- Rosalie – odparła, potrząsając szybko moją dłonią, jakby to był obowiązek a nie 

przyjemność. Spojrzała na zegarek i westchnęła. - Słuchaj, zazwyczaj nie robię tego, ale 

chcesz iść do mojego mieszkania ze mną? Po prostu mieszkam w dole ulicy.

- Pewnie – odpowiedziałem automatycznie.

Uśmiechnęła się na krótko, a następnie zaczęliśmy wychodzić z baru. Wyszliśmy na 

ulicę i oboje zapaliliśmy papierosa.

- Więc, Edwardzie, pochodzisz  z Rainier Beach?  -  Rosalie zapytała, jak  wydychała 

dym, który był obrazem jej płuc ze smołą.

- Nie. - Odetchnąłem, również wydmuchując dym. - Jestem z Chicago. Chodzę do 

University of Washington.

Rosalie gwizdnęła. - Studencik, co? Wiedziałam, że nie byłeś z Rainier. Zbyt ładny dla 

32

background image

podupadłej części śródmieścia chłopiec. Zbyt mądry.

Moje czoło zmarszczyło się. Byłem zbyt ładny dla Rainier? - Co to ma znaczyć?

Zaśmiała się cicho. - Ten klub jest pełen tubylców Rainier, Edwardzie. Znam większość 

tych   ludzi   całe   moje   życie.   Znam   Rainier,   to   wszystko.   Wiedziałam,   tak   szybko   jak 

wyłączyłeś Jessicę Stanley z gry, że nie jesteś stąd. Mądry chłopiec. - Uśmiechnęła się do 

mnie.

- Zatem zawsze mieszkałaś w Rainier? - wywnioskowałem.

- Aha – Rosalie odpowiedziała. - Urodziłam się i wychowałam. Nigdy nie wyjechałam, 

prawdopodobnie nigdy nie wyjadę.

- Musi ci się tu podobać – doszedłem do wniosku.

Rosalie potrząsnęła głową z małym uśmiechem. - Nie, nienawidzę tego. Ale Rainier 

jest czarną dziurą, jeśli chodzi o mnie. Tylko troje z czterdziestki dzieciaków z mojej 

klasy poszło do college'u. Tylko dwudziestka piątka z nas przeszła. Cholera, dziesiątka z 

nas  umarła   zanim   ukończyła   szkołę.   -  Ponownie  potrząsnęła   głową.  -   Chociaż   to  nic 

nowego.

Kiwnąłem   głową,   udając   empatię.   Było   czterysta   dzieciaków   w   mojej   klasie.   Nie 

znałem żadnego z nich zbyt dobrze, aby przejmować się, co się z nimi stało.

- Cóż, jesteśmy tutaj – Rosalie ogłosiła. - To dziura, ale które mieszkanie tu nie jest?

Poszedłem   za   nią   na   drugie   piętro.   Otworzyła   drzwi   i   zaprowadziła   mnie   do 

mieszkania,   które   było   bardzo   podobne   do   mojego,   z   wyjątkiem   czystości   i   uczucia 

domowego.

- Chcesz coś do picia? - zapytała, ściągając sweter. - Czy chcesz po prostu zabrać się 

do pracy?

Zabraliśmy się prosto do pracy i to było dokładnie to, co czułem. To było jakbyśmy 

byli   zobowiązani   pieprzyć   się   nawzajem,   ponieważ   byliśmy   bardzo   podobni.   Nie 

zrozumcie mnie źle, Rosalie była gorącą dziewczyną i dobrą w łóżku, ale nie wywarła na 

mnie ogromnego wrażenia. Pomogliśmy sobie jednak i to wszystko, co było naprawdę 

ważne.

Kiedy już się oczyściliśmy i odpoczęliśmy przez chwilę, była już trzecia nad ranem. 

Nie czułem potrzeby, aby chociaż wrócić do mojej dziury. Chciałem zostać.

- Dlaczego nie pijesz? - zapytałem, gdy Rosalie przyniosła mi piwo, a sobie szklankę 

wody.

-   Nie   lubię   być   pijana   –   odparła,   biorąc   łyk   wody.   -   Niektórzy   ludzie   kochają   to 

33

background image

uczucie, ja po prostu czuję się beznadziejnie. Wolałabym już zapalić marihuanę niż pić.

Więc brała narkotyki. To nie było rzadkością w Rainier. Byłbym zdziwiony, gdyby była 

jedna osoba w moim budynku, która przynajmniej nie spróbowała narkotyków.

- Bierzesz tylko marihuanę? – zapytałem, zanim wziąłem haust mojego piwa.

-   Ta,   ale   brałam   też   twarde   rzeczy.   -   Zapaliła   skręta   i   zaciągnęła   się   głęboko, 

zamykając oczy i wyglądając jakby była w stanie euforii. - Byłam uzależniona od Mety

5

 

przez dłuższy czas.

- Jak rzuciłaś?

Rosalie wzruszyła ramionami i patrzyła na dym wychodzący przez otwarte okno. - Mój 

ojciec handlował narkotykami. Byłam wśród dragów całe moje życie. Ale później mój 

były,   uch,   zmarł   z   przedawkowania.   -   Zamrugała,   aby   odgonić   łzy.   -  To   było,   kiedy 

miałam szesnaście lat. Odtąd nie dotknęłam tych rzeczy.

- Dobrze dla ciebie – mruknąłem.

Skinęła głową, starając się uśmiechnąć. - Tak, chyba tak. - Kontynuowała palenie, 

podczas gdy ja piłem. To było miłe, kojące milczenie.

- Palisz marihuanę? - zapytała Rosalie. - Mogłabym pomóc ci ją zdobyć, jeśli chcesz.

-   Sprzedajesz   narkotyki?   -   spytałem   z   niedowierzaniem.   Nie   wydawała   się   takim 

typem, zwłaszcza po wysłuchaniu o jej starym chłopaku.

- Ta. - Zaciągnęła się jeszcze raz. - Nie uwierzysz, ile pieniędzy zarabiam. Ludzie 

mają   skłonność   do   zaufania   dziewczynie   bardziej   niż   chłopakowi,   kiedy   chodzi   o 

narkotyki. A ponieważ mój tata nie był sławny wokół Rainier, lista moich klientów jest 

bardzo duża.

- Co się stało z twoim ojcem?

- Jest teraz w więzieniu. - Kolejne zaciągnięcie. - Był sprowadzony z Portland.

- Jak długo on tam prawdopodobnie będzie?

- Och, powiedziałabym, że co najmniej przez następne pięć lat – Rosalie domyśliła się, 

robiąc kółko z dymu. - Może więcej, może mniej. Kto wie?

- Więc po prostu przejęłaś to od niego zasadniczo.

- Myślę, że można tak powiedzieć – mruknęła. - Ale tylko zajmuję się marihuaną. 

Nawet kupiłam sobie mieszkanie, aby hodować je.

- Nikt tego nie sprawdzał?

-   Jak   długo   tu   mieszkasz,   Edwardzie?   -   Rosalie   zapytała   z   wygiętą   w   łuk   brwią. 

Meta - Metamfetamina

34

background image

Najwyraźniej to było głupie pytanie.

- Około sześć miesięcy.

- I w ciągu tych sześciu miesięcy, czy kiedykolwiek widziałeś policjanta, który był co 

najmniej trochę zaniepokojony tym, co się dzieje w budynkach mieszkalnych?

Potrząsnąłem głową.

- Dokładnie. Tak długo jak nie będę doniesiona, będzie dobrze.

- Sprzedajesz marihuanę, nawet jeśli ludzie umierają z powodu przedawkowania, a 

twój ojciec jest w więzieniu, bo jest dilerem – doszedłem do wniosku. - Nie łapię tego.

- To nie musi mieć sensu – Rosalie mruknęła. - Tak, narkotyki miały wpływ na moje 

życie  w  negatywny  sposób,  ale  również  mi  pomogły.   Zarabiam  pieniądze  i  czuję  się 

dobrze. To wystarczający powód dla mnie.

Ludzie zwykle nie zaskakują mnie. Mógłbym zwykle rozszyfrować jakąś osobę w ciągu 

dziesięciu minut od poznania. Ich mowa ciała, wyrazy twarzy, tony głosu. Stałem się 

ekspertem w tym wszystkim. Ale Rosalie mnie zaskoczyła. Myślałem, że może nie była 

tak materialistyczna jak każdy inny. Myślałem, że może w końcu znalazłem kogoś, kto 

był wystarczający, aby mnie zajął, aby trzymał mnie w napięciu. Oczywiście myliłem się.

Każdy istniał dla pieniędzy i statusu, zwłaszcza w obszarze niskich dochodów. Jeśli nie 

masz   pieniędzy,   umierasz,   bo   nie   możesz   spłacić   swoich   długów   lub   dlatego,   że 

ewentualnie umierasz z głodu. Jeśli nie masz statusu, nie masz ochrony przed wiecznie 

obecnymi gangami w amerykańskim społeczeństwie.

- Robisz interesy zupełnie sama?  - zapytałem.  - To znaczy, nie ma  tu wokół  jakiś 

dupków, którzy próbują się z tobą pieprzyć, ponieważ jesteś dziewczyną?

- Kumple mojego taty – innymi słowy, członkowie gangu jej ojca – są ze mną, gdy się z 

kimś spotykam. Uważają na mnie przez większość czasu.

- Czy ktoś próbował wyciągnąć coś od ciebie?

- Cóż, tak – Rosalie odpowiedziała. - Kiedy zaczynałam, byłam sama. Wtedy ojciec się 

dowiedział, że znalazłam się w szpitalu przez tego dupka, Royce'a, który cholernie mnie 

pobił. Umieścił mnie pod czujnym okiem swojej grupy.

Jej oczy były twarde, jak szafiry. Była osobą, z którą nie pieprzyłbyś się, ponieważ 

wróciłaby z nawiązką. Nie było wątpliwości w moim umyśle, że Royce został znaleziony 

twarzą w dół w alejce.

Słońce   zaczęło   wyglądać.   Spojrzałem   na   zegarek.   Czwarta   rano.   Miałem   o   8:30 

zajęcia. Na szczęście byłem trzeźwy.

35

background image

- Powinienem iść – mruknąłem, wstając. - Mam zajęcia za kilka godzin.

Rosalie skinęła głową. - Okej, do zobaczenia, tak myślę.

- Pewnie.

Dziś rano o 7:45 mieszkanie z marihuaną Rosalie Hale zostało spalone z nią w środku. 

Całe   jej   długie,   piękne,   blond   włosy   rozpadły   się.   Jej   ciało   przypominało   węgiel 

drzewny.   Jej   kości   były   czarne,   a   skóra   była   niczym   więcej   niż   proszkiem.   Jedyną 

przyczyną,   że   można   powiedzieć,   kto   był   posiadaczem   tego   ciała,   były   papiery 

stomatologiczne. Zmarła, kiedy miała zaledwie dziewiętnaście lat.

Miała taką obiecującą przyszłość.

36

background image

Rozdział 7   The Mental Hermaphrodite

(Psychiczny hermafrodyta)

W głębi mojego umysłu kładę się spać

Więc miałem taki sen, kiedy obudziłem się płacząc

Wizja, widziałem, tańczyła wokół mnie

I moje serce zobaczyło rzeczy, które moje oczy nie mogły zobaczyć.

Soil to the Sun - Cage the Elephant

Byłem w połowie moich badań. Potrzebowałem tylko trzech osób. Na szczęście, ludzie 

zwykle mnie znajdują. To było, jakbym był magnesem dla wyrzutków. W tym momencie, 

nie przejmowałem się tym. Wszystko, co mogło mi pomóc w Projekcie było dobrą rzeczą, 

nawet jeśli oznaczało to, że coś złego stanie się w sposób nieunikniony.

Moje   życie   rozsypywało   się   w   proch,   ale   odmówiłem   potwierdzania   tego   faktu. 

Straciłem rodzinę, podczas gdy Projekt był w trakcie realizacji, moje własne zdrowie 

było gówniane, a mój fundusz powierniczy powoli się zmniejszał, bo straciłem pracę w 

bibliotece   na   terenie   kampusu.   Skupiłem   się   na   skończeniu   Projektu   tak,   jak  ja 

chciałem: bez jakichś banałów.

Projekt był moją obsesją. To było wszystkim, o czym mój mózg myślał, ponieważ 

myślenie o czymś innym doprowadzało do bólu i już zajmowałem się należną częścią 

bólu w moim dwudziestotrzyletnim życiu. Byłem wrzucony w kupę gówna w dniu, gdy się 

urodziłem   i   nawet   jeśli   wyszedłem   ze   stosu,   nadal   śmierdziałem   odchodami   i   jeśli 

przestałbym śmierdzieć, zabrano by mnie z powrotem do tej samej góry fekaliów.

W   wolnym   czasie,   rysowałem   i   robiłem   zdjęcia,   dwie   rzeczy,   które   mogłyby   z 

powodzeniem oderwać myśli od wszystkiego, w tym od Projektu. Chociaż wielu ludzi 

nienawidzi ponurej pogody w Seattle, ja dobrze prosperowałem w niej. Poza tym fakt, 

że   moja   blada   skóra   nie   spaliłaby   się,   spodobał   mi   się   niespodziewany   deszcz.   W 

większości   miejscach   na   świecie   pogoda   jest   przewidywalna;   jeśli   są   chmury,   to 

prawdopodobnie będzie padać. W Seattle nigdy nie wiesz, czy pozostanie pochmurnie, 

37

background image

zacznie padać, czy będzie ogromna burza, która zakołysze drapaczami chmur.

Dzisiaj  był  dzień  na  rysowanie.   Chwyciłem  iPoda  oraz   szkicownik   i   udałem  się  do 

pobliskiego   parku,   siadając   przy   jednym   ze   stolików   do   szachów   i   zaczynając   lekko 

cieniować całe płótno na szaro.

Ptaki migrowały z powrotem do Kanady, ale były tak wysoko nad nami, że były tylko 

czarnymi konturami anonimowych ptaków. Rozległa się głośna muzyka w moich uszach, 

blokując sukcesywnie wyjście rzeczywistego świata. Było tylko szare niebo, ptaki, moja 

kartka i węgiel drzewny, moja muzyka i ja. Co za doskonały świat, aby żyć.

Według zegarka, siedziałem przy stole do szachów i szkicowałem przez dwie godziny. 

Dla mnie to było jak zaledwie kilka minut. Największy problem był z muzyką. Sprawiła, 

że straciłem poczucie czasu. Jeśli nie byłoby okien w moim mieszkaniu, to nigdy bym się 

nie obudził w odpowiednim czasie.

Większość ludzi spakowałaby się i opuściła park po uświadomieniu sobie, że siedziało 

się tu przez dwie godziny. Zwykle ludzie byliby zszokowani tym, że zmarnowali dwie 

godziny swojego życia. Zacząłem pakować swoje rzeczy, kiedy zdałem sobie sprawę, że 

nigdzie   nie   byłem.   Dosłownie   nie   miałem   życia.   Nie   miałem   żadnych   przyjaciół,   w 

zasadzie żadnej rodziny, ani pracy. Wszystko, co miałem, to Projekt. Ten fakt zasmucił 

mnie.

Co to za życie prowadziłem? Byłem społecznie nieudolny, tylko rozmawiałem z ludźmi, 

od   których   potrzebowałem   odpowiedzi.   Jedynym   prawdziwym   przyjacielem,   którego 

kiedykolwiek miałem, była Alice, ale straciłem ją dawno temu i nigdy nie starałem się 

jej zastąpić. Mogłem zaprzyjaźnić się z Emmettem, ale wszystkie szanse tego zostały 

zniszczone   od   momentu,   gdy   go   spotkałem.   Oboje   odbiegaliśmy   od   normalnych 

standardów. Jeden z nas musiał stać się na końcu czysty.

Tak,   jak   mnie   to   olśniło,   że   byłem   popieprzoną   porażką   w   życiu,   usiadłem   i 

rozpakowałem moje rzeczy, żeby móc utopić moje emocje po raz kolejny.

Rysowałem,   aż   było   za   ciemno   dla   mnie,   aby   widzieć.   Moje   oczy   paliły   z 

nadwyrężenia, moje uszy dzwoniły od muzyki, która wybuchała w nich, a moja prawa 

ręka bolała. Musiałem prawdopodobnie złapać ból nadgarstka.

Jak pakowałem moje rzeczy ponownie, mężczyzna przeszedł przez w większości pusty 

park. Mamrotał do siebie. Ten człowiek wyglądał na zupełnie szalonego. Jego ciemne 

oczy biegały wokół dziko, jego źrenice były tak szerokie jak spodki. Również wyglądał na 

bezdomnego. Wyglądało na to, że nie brał prysznica od tygodni, nawet miesięcy, a jego 

38

background image

ubrania były brudne i poszarpane. Miał na sobie wełnianą czapkę, która zakrywała jego 

brudne, blond, kudłate włosy; gigantyczny, czarny golf; i brązowy, skórzany płaszcz oraz 

jakieś wychodzone spodnie.

Obserwowałem go przez chwilę. Czasami rozmawiał do przedmiotów martwych, jak 

krzewy i latarnie, a czasem rozmawiał do czegoś, czego nie było widać, osobą, która 

istniała tylko w jego umyśle.

Przez cały czas patrzyłem na niego, wszystko, co mogłem myśleć, to: On jest idealny 

do Projektu. Co było bardziej nie do przyjęcia, jak szalony, bezdomny facet? Ludzie 

dosłownie drżą ze strachu przed takimi jak ten mężczyzna. Byłem zwykle przerażony, 

kiedy również spotykałem tego rodzaju człowieka na ulicy, ale nie mogłem znaleźć już 

więcej strachu.

- Hej! - zawołałem.

Głowa mężczyzny poderwała się w kierunku mojego głosu. Patrzył w moją stronę, ale 

nie byłem pewny, czy rzeczywiście mnie widział.

- Tutaj! - zawołałem ponownie.

Rzucił się w kierunku stołu, praktycznie biegnąc przez park, aż usiadł naprzeciwko 

mnie,   jego   dzikie   oczy   nigdy   nie   zatrzymały   się   na   jednym   obiekcie   na   dłużej   niż 

sekundę lub dwie.

- Cześć tam – przywitałem się z uśmiechem. - Jak się nazywasz?

- Jak się nazywasz? Jak się nazywasz? - naśladował. - On chce naszego imienia. Jasper, 

Jasper Whitlock.

Szczerze mówiąc, byłem cholernie przerażony. Drżałem. Nie wiedziałem, co ten facet 

był w stanie zrobić.

- Jestem Edward Masen – odparłem, starając się powstrzymać mój głos od drżenia. - 

Skąd pochodzisz, Jasper?

-  Skąd  pochodzisz,   Jasper?   -   zapytał   sam   siebie   kpiąco.   -   Czy   to   Minnesota,   czy 

Missouri? - Spojrzał na mnie z zakłopotanym uśmiechem. - Nie pamiętamy – powiedział, 

jakby przepraszał, ponieważ nie miał żadnej śmietanki, aby dodać do mojej kawy.

- Pochodzę z Chicago – powiedziałem cicho. - W stanie Illinois.

- Tak, byliśmy w stanie Illinois – Jasper mruknął, jego oczy nadal szybko się zmieniały. 

-   Byliśmy   zamknięci   w   Illinois.   Białe   pokoje,   ciasne   kaftany,   złe   jedzenie.   Tak,   tak, 

nienawidzimy Illinois.

- Ile masz lat, Jasper? - zapytałem.

39

background image

- Nie wiemy – Jasper przyznał. - Może sześćdziesiąt, może pięćdziesiąt. Czas porusza 

się w różny sposób w różnych obszarach.

- Masz rację, czas jest trochę skomplikowany – zgodziłem się. - Czy wiesz, czy twój 

inny głos ma imię? Albo oboje jesteście Jasperem?

Jasper   zaśmiał   się   głośno.   -   Nie,   nie,   nie.   Nie   jesteśmy   oboje   Jasperem.   Jasper 

ukrywa się w kącie, ten mały pojeb. Jestem Marie.

- Marie? - zapytałem dla wyjaśnienia. Jasper kiwnął głową, z dumnym uśmiechem na 

twarzy. Więc nie był schizofrenikiem. Miał on MPD

6

. - Zatem przepraszam za nazwanie 

cię Jasperem.

- Dzieje się to cały czas – uspokoiła mnie. - Ale jestem Jasperem! - To był prawdziwy 

Jasper, powstający. - Moje ciało, to moje ciało! - Było milion emocji przefruwających 

przez twarz Jaspera. - Zamknij się, ty popieprzony głupku!

Wewnętrzna   walka   toczyła   się   przede   mną.   Jasper   dyszał,   jak   zaczął   nadużycia 

fizycznego wobec siebie, jego głos przełączał się między Marie a Jasperem.

Tylko siedziałem tam i patrzyłem. Powinienem uciekać i zostawić tą małą odrobinkę 

szaleństwa za sobą, ale ukłucie zdania sobie sprawy, że byłem bezwartościowy, trzymało 

mnie tam.

Nie masz nic lepszego do roboty, mój mózg przypomniał mi.

Mimo że to była prawda, powinienem odejść. Naprawdę nie miałem pojęcia, co ten 

szalony sukinsyn zamierza zrobić. Nie spodziewałem się noża wyjętego z jego kieszeni. 

Nie spodziewałem się zobaczyć dorosłego mężczyzny dźgającego się wielokrotnie nożem 

w klatkę piersiową, szyję i brzuch, próbując się uwolnić od demonów obezwładniających 

jego umysł.

W   końcu   doszedłem   do   siebie.   A   następnie   straciłem   przytomność.   Kiedy   się 

obudziłem, byłem w szpitalu i było już widno na zewnątrz. Później powiedziano mi, że 

leżałem kilka metrów dalej od martwego, poszukiwanego przestępcy. Jasper Whitlock 

wreszcie pozbył się demonów swojego ciała.

MPD   (Multiple   Personality   Disorder)  –   wiele   zaburzeń   osobowości.   Niezwykle   rzadkie   zaburzenie 

psychiczne, gdy umysł jednej osoby jest podzielony na dwie lub więcej osobowości.

40

background image

Rozdział 8   The Abusive Perfectionist

(Znieważający perfekcjonista)

Mamy głód do zniszczenia

Potrzebujemy kogoś do krwawienia

Zapieczętowałeś umowę przed świtem

Pozwalasz swoim działaniom iść dalej.

James Brown - Cage the Elephant

Moje dojście do zdrowia było szybkie, tak powiedział mi lekarz. Uderzyłem głową 

całkiem  nieźle  o chodnik  i chcieli mnie zatrzymać  w  pobliżu  na   obserwację.  Innymi 

słowy, chcieli, żebym zapłacił dodatkowe pieniądze bez żadnego powodu.

Szczerze mówiąc, nie obchodził mnie szpitalny rachunek, jaki miałem dostać. Byłem 

po prostu szczęśliwy, aby uciec od tego wszystkiego: opuszczenie Alice, ból, o który 

dbałem od śmierci moich rodziców, śmierć Alice i moja obsesyjna osobowość. Podczas 

gdy leżałem w tym szpitalu, czułem się dziwnie spokojny i opanowany, jakby nic nigdy 

nie   mogło   mną   wstrząsnąć   ponownie.   Może   czułem   się   tylko   bezpiecznie,   ponieważ 

wiedziałem, że nie byłem najbardziej szaloną osobą w budynku.

Pielęgniarka zasłoniła zasłony wokół mnie, po tym jak dała mi mój lunch.

- Młody chłopak przychodzi do łóżka obok ciebie – powiedziała. - Nie chcę, żeby ci 

przeszkadzali.

Skinąłem głową, jak mnie zasłaniała. Kilka minut później, chłopak, o którym mówiła 

pielęgniarka, wszedł do pokoju.

- Proszę bardzo, Seth – siostra, która ze mną rozmawiała, ogłosiła. - Wskakuj pod 

kołdrę, a doktor zaraz się zjawi.

Pielęgniarka opuściła pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi.

- Mamusiu, to boli – ten dzieciak, Seth, biadolił.

-   Zamknij   się,   Seth   –   matka   warknęła.   -  Ani   mi   się   waż   zaczynać   o   tym   mówić, 

słyszysz? Jeśli powiesz jedno słówko, przysięgam na Boga... - Otwarta groźba wisiała w 

41

background image

powietrzu, jak bomba czekająca, aby spaść.

- Nic nie powiem – Seth zaskomlał.

- Dobrze – jego matka powiedziała  cicho.  - Poza   tym, wiesz,  że  to  był wypadek, 

prawda? Nie chciałam cię skrzywdzić, Seth.

- Wiem, mamusiu.

- Oto mój chłopak.

Pozostałem tak cicho jak to możliwe. Nie chciałem, żeby kobieta wiedziała, że tu 

byłem. Chciałem dowiedzieć się więcej na temat jej znęcania się nad synem.

Otworzyły się drzwi.

-  Cóż, Seth, wygląda  na   to,  że  złamałeś   nadgarstek  –   lekarz  ogłosił.  -  Możesz   mi 

powiedzieć,   jak   to   się   stało?   Zraniłeś   się   już   kilkakrotnie   w   ciągu   ostatnich   kilku 

miesięcy.

Matka zaśmiała się. Nawet mogłem powiedzieć, że to było wymuszone i fałszywe. - 

Biedny dzieciak ma to po mnie, tak się obawiam. Taki niezdarny.

Doktor   Idiota   zaśmiał   się.   -   Tak,   widziałem   cię   wcześniej   na   oddziale   nagłych 

wypadków, Esme.

- Spadłem ze schodów – Seth odpowiedział łagodnie. - Potknąłem się o moje zabawki.

-   Które   powiedziałam,   abyś   posprzątał.   -   Szorstki   ton   powrócił   do   głosu   Esme.   - 

Zobacz,  gdybyś  tylko  mnie  posłuchał,  rzecz   taka   jak  to,  nie  stałaby  się.  Czy   to  nie 

prawda, Seth?

- Ta – Seth wyszeptał. - Przepraszam, mamusiu.

- Wszystko w porządku, dziecko – Esme zapewniła go. - Wszystko w porządku.

Ta, to na pewno w porządku,  dzieciaku. Twoja  mama pewnie  cholernie cię zbije, 

kiedy wrócisz do domu. Nie martw się, dziecko, musisz przetrwać.

Esme Platt opuściła szpital, aby przynieść na noc torbę syna. Okazało się, że również 

miał wstrząs mózgu. Ale zanim mogła przejść nawet połowę drogi do jej podmiejskiego 

domu, przebiegła na czerwonym świetle i została uderzona przez ciężarówkę z naczepą. 

Policja powiedziała, że jej hamulce były stare. Inną teorią było, że zostały przecięte. 

Skończyła   ze   ściętą   głową   przez   przyczepę,   którą   ciężarówka   ciągnęła.   Kierowca 

spróbował zjechać z drogi.

Seth skończył będąc adoptowanym. Zdawał się wyjść ze swojej niezdarności po tym 

wszystkim.

42

background image

Rozdział 9   The End

(Koniec)

Och, nie ma odpoczynku dla grzeszników,

Pieniądze nie rosną na drzewach...

Nie ma nic za darmo na tym świecie

Wiem, nie mogę zwolnić, nie mogę się powstrzymać,

Choć wiesz, że chciałbym móc.

Ain't No Rest For the Wicked - Cage the Elephant

Westchnąłem po skończeniu mówienia.

- Wow – Bella szepnęła. - To było dużo do zrozumienia.

- Tak, cóż, prowadzę dość popieprzone życie – odpowiedziałem cicho.

- Nie wszyscy – Bella zgodziła się. Skrzywiła się pytając: - Jak umarli twoi rodzice, 

Edwardzie?

Przełknąłem, moja twarz zbladła. Nie mogłem jej  powiedzieć. Wtedy wiedziałaby, 

wiedziałaby   wszystko...   Moje   ręce   się   trzęsły,   jak   przebiegałem   nimi   przez   włosy, 

pozwalając sobie spokojnie odetchnąć.

- Bella, nie mogę...

- W porządku – powiedziała kojąco, przebiegając dłonią w dół mojego ramienia. - Nie 

musisz mi mówić. Musiało być to całkiem niedawno, co?

- Nie. - Potrząsnąłem głową. - To było kilka lat temu. Po prostu... Ufam ci, Bello, ale 

nie chcę tego zrujnować. To zbyt wiele, aby ci powiedzieć i kiedy zaczynam mówić, nie 

mogę przestać.

Skrzywiła się. - Co masz na myśli?

- Po prostu powiedz mi swoją historię, proszę – błagałem. - Powiem ci więcej później, 

obiecuję.

-   W   porządku.   -   Wzięła   głęboki   oddech.   -   Mieszkałam   w   Forks.   Jest   to   małe 

43

background image

miasteczko na półwyspie. Nie było wcale takie złe. Pewnie, piłam, brałam narkotyki, 

kręciłam się z chłopakami, ale która dziewczyna nie robi tego w liceum?

- W każdym razie, w zeszłym roku, zostałam przyłapana na wciąganiu koki w moim 

pokoju przez mojego tatę. - Zamknęła  oczy, uśmiechając się bez humoru. - Jest on 

policjantem, więc wściekł się, oczywiście. Wyrzucił mnie i powiedział, żebym nigdy nie 

wracała. Przeprowadziłam się tu ze swoim byłym, Jacobem Blackiem.

- On rzucił mnie kilka miesięcy temu, a ja pilnie potrzebowałam forsy, więc zrobiłam 

jednemu facetowi w moim mieszkaniu loda za pieniądze. - Wzruszyła ramionami. - I 

teraz jestem tutaj. Dziwka bez żadnego wyjścia z tego życia.

- Nie rozmawiałaś ze swoim tatą od tamtego czasu? - zapytałem.

Bella potrząsnęła głową. - Przyjedzie w końcu mnie szukać. Jestem pewna, że Jacob 

poinformował go o tym, co robiłam i mój tata miał żal, aby się otrząsnąć. Przyjedzie 

wystarczająco szybko.

- Jak długo robiłaś to do teraz?

- Około sześciu miesięcy. Płacę czynsz – zażartowała, uśmiechając się przez chwilę, 

jej oczy były wilgotne.

Moje serce ścisnęło się w piersi przez nią. To był pierwszy raz, kiedy poczułem się 

połączony z drugim człowiekiem, i nie byłem pewien, czy mi się to podobało, czy nie. To 

sprawiało, że czułem się słabo, jakby Bella miała kontrolę nade mną. Nienawidzę tego. 

Podobało mi się bycie poza kontrolą. Podobało mi się bycie egoistą. To sprawiło, że moje 

decyzje były o wiele łatwiejsze.

Bardziej niż nienawidzić, ufałem jej. Czułem się, jakbym mógł jej coś powiedzieć i to 

było   cholernie   niebezpieczne   uczucie,   które   miałem.   Mogłem   już   poczuć   słowa 

wymiotów rosnące w moim gardle. Spróbowałem to przełknąć. To tylko źle się skończy, 

jeśli zacznę mówić.

- Bella, czy to nie dziwne, że każdy zmarł po tym, jak skończyłem z nimi? - zapytałem 

cicho, otwierając moje serce dla niej.

- Naprawdę nie zauważyłam – Bella odpowiedziała, patrząc gniewnie. - Dlaczego?

- Nie powinienem ci mówić – mruknąłem. - Naprawdę nie powinienem.

- Proszę, Edwardzie.

Westchnąłem.   -   Czasami   mam   takie   uczucia,   rodzaj   impulsów,   aby   zrobić   rzeczy, 

których nie powinienem. Kiedy jestem wściekły, jestem zbyt wściekły. A to przez mojej 

matki religijne spojrzenie na życie, mam rozbudowany rodzaj... fobii przed niektórymi 

44

background image

ludźmi. - Przebiegłem dłonią przez moje włosy, szarpiąc je. - Boję się niegodziwych 

ludzi, Bello.

- Co masz na myśli, niegodziwych? - Bella zapytała.

-   Ludzi   takich   jak   ty   –   odpowiedziałem   bez   ogródek.   -   Złodziei,   schizofreników, 

morderców, takich ludzi.

Bella skrzywiła się. - Nie rozumiem.

Zacząłem gwałtownie podskakiwać nogą. - Mój ojciec zdradzał moją mamę cały czas – 

wyszeptałem. - Moja matka... Ona była trochę zwariowana. Była bardzo skrajna. Kiedyś 

uderzyła   mnie,   kiedy   zrobiłem   coś   źle.   Nawet   za   małe   rzeczy   jak   zapomnienie 

pomodlenia się na koniec, cierpiałem. - Zamknąłem oczy, ta scena przelatywała przed 

moimi oczyma.

- Matko, mam teraz szesnaście lat, nie możesz wyciągać tego gówna już więcej! - 

zawołałem, jak wyciągnęła pasek, jej  paznokcie  wbiły się w moje ucho, gdzie mnie  

trzymała. - Puść mnie.

-   Edwardzie,   będziesz   się   uczył   tylko   przez   karanie   -   moja   matka   odpowiedziała 

mrocznie.

- Elizabeth, puść go! - mój ojciec krzyknął. - On nie zrobił nic złego!

Łzy wypełniły jej oczy. - Przepraszam. - Jej dłoń zakręciła się wokół paska. Uderzyła  

nim przez moje plecy, jej usta drżały.

- Przestań - ojciec kipiał, chwytając jej nadgarstki.

-   Puść   mnie!   -   wybuchła,   odpychając   go.   -   Nie   dotykaj   mnie,   ty   zdradliwy 

skurwysynie! - Jej oczy rozszerzyły się, gdy zdała sobie sprawę, że przeklęła.

Gapiła   się   na   ojca.   On   zdradzał   moją   matkę?   Swoją   żonę?   Jak   mogłem   tego   nie  

zauważyć?

- Elizabeth - ojciec wyszeptał, jego oczy były złe. - Przestań.

- Nie! Nie chcę! - mściła się. - Boisz się, że on będzie po mojej stronie? Boisz się, że  

będziesz samotny z tą latawicą?

W głowie mi łomotało. Moje pole widzenia było czerwone. To była ostatnia kropla, 

która przepełniła czarę. Z przemocą fizyczną mogłem sobie poradzić. Ale tego rodzaju 

bólu nie mogłem powstrzymać. Wyszedłem z pomieszczenia, moi rodzice krzyczeli na 

siebie.   Skończyłem   w   swoim   pokoju,   idąc   od   razu   do   szuflady   ze   skarpetami.  

Wyciągnąłem   mój   pistolet,   który   odkupiłem   od   Tylera   Crowley'a,   jakiegoś   zbira   w  

szkole. Chciałem go najpierw tylko do ochrony, ale teraz musiałem zatrzymać te krzyki  

45

background image

raz na zawsze.

Moi rodzice nadal się kłócili, kiedy ponownie wszedłem do pokoju.

Matka pierwsza zauważyła broń. Jej oczy rozszerzyły się i dyszała, cofając się ode  

mnie. - Ed... Edwardzie, proszę. Odłóż broń.

- Dlaczego? - zapytałem, zaskakująco spokojnie. - Więc możesz mnie chłostać, dopóki  

ponownie nie będę krwawił?

Ojciec próbował mnie złapać.

- Nie dotykaj mnie - ostrzegłem. - Nie kładź swoich brudnych rąk na mnie!

Moje pole widzenia nadal było czerwone. Gniew przysłaniał mój osąd. Tak szybko jak  

ojciec próbował dojść do mnie, wycelowałem i strzeliłem, powodując śmierć niemal  

natychmiast, kiedy kula dotknęła jego piersi. Moja matka krzyknęła, biegnąc w kierunku 

rodzica.

- Nie, nie, nie - jęczała, dotykając jego ciała, starając się go obudzić. - Obudź się, 

Edwardzie.

Słysząc jego imię, swoje imię, wychodzące z jej ust w taki słodki sposób, sprawiło, że 

mój gniew stał się jeszcze bardziej sprecyzowany.

-   Jak   mogłeś?   -   zażądała,   jej   głos   był   szorstki   od   łez.   -   Jak   mogłeś   to   zrobić,  

Edwardzie?

- Przestań. Mówić. Moje. Imię - upierałem się.

Jęczała, jej dłoń trzymała jego martwe palce na jego piersi. - Edwardzie, Edwardzie, 

Edwa...

Strzeliłem tak blisko jej gardła jak tylko mogłem. Próbowała krzyczeć, dławiąc się 

własną krwią. Wyszedłem z pokoju, gdy umarła. Chwyciłem benzynę z garażu, wylałem 

ją po całym pokoju i rzuciłem zapałkę. Oglądałem mój płonący dom, łzy spływały w dół 

mojej twarzy, jak patrzyłem na to wszystko, co mnie trzymało, jak idzie z dymem.

Bella milczała, jej oczy były szerokie, usta otwarte.

Trzęsłem się. Za dużo, powiedziałem jej za dużo.

- Zabiłeś swoich rodziców? - szepnęła. - Jesteś popieprzony. Wychodzę stąd...

Chwyciłem   jej   nadgarstek.   -   Nie,   nie   idź.   Nie   rozumiesz?   Byli   tacy   nieczyści,   jak 

Emmett i ten ksiądz...

-   Zabiłeś   również   tych   ludzi?   -   wykrzyknęła.   -   Pieprzyć   to   gówno!   Puść   mnie,   ty 

pokręcony pojebie! - Wyrwała swoją rękę, ale chwyciłem jej kostkę, przyciągając ją do 

siebie.

46

background image

- Nie możesz odejść – powiedziałem jej, zgrzytając zębami. - Zaufałem ci.

Łzy wypełniły jej oczy, jak walczyła, próbując uciec.

-   Bello,   naprawdę   chciałem   cię   polubić   –   westchnąłem.   -   Naprawdę   chciałem.   - 

Wstałem i poszedłem do drzwi, blokując jej jedyne wyjście. - A teraz nie zostawiłaś mi 

żadnego wyboru. - Wyciągnąłem naprzeciw broń.

Bang.

Spojrzałem   w   dół.   Krew   zaczęła   wyciekać   z   dziury   w   moim   brzuchu.   Spojrzałem 

gniewnie   na   Bellę.  Trzymała   broń   w   drżących   dłoniach,   a   jej   torebka   była   przy   jej 

stopach. Musiała posiadać pistolet dla ochrony. Upadłem na kolana, nagle kręciło mi się 

w głowie. Zadała mi cios i teraz umierałem.

- Teraz pozbyliśmy się jednego więcej grzesznika – warknęła, jak odchodziła. - Do 

zobaczenia w piekle. - Zatrzasnęła za sobą drzwi.

Och,   nie   ma   odpoczynku   dla   grzeszników,   dopóki   nie   zamkną   oczu   na   dobre

7

, 

pomyślałem, gdy wypuściłem z siebie ostatni oddech.

Koniec

7 Fragment piosenki Ain't No Rest For the Wicked zespołu Cage the Elephant.

47