background image

—   1   —

LYNN ERICKSON 

Bez śladu

Znalezione w necie: emalutka

Poprawione przez: elka__82

SCANDALOUS

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   2   —

Książka ta jest dedykowana Jane, 

agentce specjalnej FBI, która dostarczyła mi 

bezcennych informacji i której tożsamość musi

pozostać tajemnicą. Winę za wszelkie możliwe błędy 

dotyczące procedur FBI ponosi autorka, 

prosząc jednocześnie czytelników o wybaczenie.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   3   —

Rozdział 1

Jane Russo była gotowa. Dotarcie do tego punktu zwrotnego zajęło 

jej siedemnaście lat i wiedziała, że pchnęła ją do tego desperacja.

Wyłączyła   komórkę   i   pager,   włożyła   do   kompaktu   płytę   z   baro-

kowymi   koncertami  i   usiadła   w wielkim   skórzanym fotelu   z  blokiem 

rysunkowym na kolanach i trzema zatemperowanymi ołówkami.

Tym razem zmierzy się ze swoimi demonami: przypomni sobie tę 

twarz, przeleje wspomnienie na papier i wreszcie zacznie normalnie żyć.

Z dołu docierał  do niej  stłumiony  szum ulicy. Przez niezasłonięte 

żaluzje sączył się blady blask świateł miasta odbitych w śniegu. Jane 

miała ochotę wstać i wyjrzeć przez okno, popatrzeć na ludzi ogarniętych 

przedświąteczną   gorączką,   wchodzących   do   modnych   pubów   albo 

sklepów   otwartych   teraz   do   późna.   Nie   uległa   jednak   tej   pokusie. 

Siedziała w fotelu, zagryzając wargę i słuchając przyspieszonego bicia 

własnego serca.

Udało   jej   się   narysować   oprawców   tylu   ofiar;   dlaczego   więc   nie 

potrafiła sportretować swojego?

To się nazywa blokada. Tak, jest zablokowana. Nie była w stanie 

pracować. To koniec jej kariery. Poniosła klęskę w pracy, w miłości, we 

wszystkim. Ale tego wieczoru - właśnie tu, w swoim mieszkaniu - musi 

wreszcie   pokonać   strach.   Musi   spojrzeć   demonom   w   twarz.   Musi 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   4   —

przestać uciekać przed tym koszmarem i chować głowę w piasek. To 

wygodne, ale destrukcyjne.

Jak więc wyglądał człowiek, który ją zgwałcił, kiedy, miała zaledwie 

szesnaście lat, który skradł jej niewinność?

Był młody. Na pewno? Tak jej się wydawało. I chyba miał ciemne 

włosy   i   owalną   twarz,   niewyróżniającą   się   niczym   szczególnym.   I 

ciemne brwi.

Nic więcej.

Pamiętała za to niezwykle dokładnie wiele innych szczegółów: poma-

rańczowy namiot, jasnoniebieski śpiwór, zieloną lampę, sportowe buty 

ustawione równo w nogach śpiwora. Pamiętała pogodę - było sucho i 

chłodno, jak zawsze w letnie górskie noce. W pobliskim stawie kumkały 

żaby. Ciągle czuła zapach sosen i dymu z obozowego ogniska.

Pamiętała   nawet   koszulkę,   którą   miała   na   sobie,   granatową,   z 

napisem A

SPEN

 V

OLUNTEER

 F

IRE

 D

EPARTMENT

.

Ale twarz tego człowieka skrywał cień.

Miała ochotę wstać i przejść się po mieszkaniu, w którym starała się 

stworzyć   bezpieczny   azyl.   Przytulny   dom.   Pełen   roślin,   pastelowych 

barw   i   grafik.   Kryjówka.   Ostatnio   prawie   z   niej   nie   wychodziła.   Nie 

przyjmowała żadnych nowych zleceń, nie podróżowała, tak jak kiedyś, z 

nikim się nie spotykała. Chowała głowę w piasek.

Wzięła   głęboki   oddech,   usiłując   się   skoncentrować.   Jeszcze   raz 

głęboko odetchnęła. Ta twarz jest gdzieś w jej pamięci. Ale pamięć to 

delikatny mechanizm. Ulega przekłamaniom. Jest wrażliwa na stres i lęk. 

Wiedziała o tym dobrze, w końcu pracowała z ofiarami przemocy.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   5   —

Niektórzy uważali, że jeśli wspomnienie raz ulegnie zniekształceniu, 

to, co się naprawdę wydarzyło, znika z pamięci na zawsze. Jane z tą 

opinią się nie zgadzała. Dla niej pamięć była jak szyb w jednej z tych 

starych kopalni srebra w Kolorado, zasypanych ziemią i gruzem. A jej 

zadaniem było tak długo grzebać w gruzie, aż trafi na to, czego szuka.

Wzięła ołówek. Może ten znajomy kształt pomoże jej zebrać myśli. 

Kiedy rysowała twarze podejrzanych, słuchając opisów ich ofiar, często 

miała wrażenie, że jej ręka rysuje sama, jakby to nie ona nią kierowała. 

Wiedziała, że to niemożliwe, ale tak to właśnie czuła.

Może teraz też tak będzie?

Spojrzała   w   okno,   na   płatki   śniegu   migoczące   w   światłach   okien 

budynku po drugiej stronie ulicy. W Denver śnieg nie padał często, białe 

Boże   Narodzenie   było   raczej   wyjątkiem   niż   regułą.   Jane   tęskniła   za 

śniegiem. Wychowała się w górach Kolorado i mdłe zimy podgórza jej 

nie zachwycały. Nie, żeby miała ochotę wrócić w rodzinne strony. Nigdy 

tam nie wróci, jeśli nie zostanie do tego zmuszona.

Znowu chowasz głowę w piasek. Znowu uciekasz. Spójrz prawdzie w 

oczy. Spójrz w oczy jemu.

Dotknęła czubkiem ołówka papieru i pociągnęła lekko zakrzywioną 

linię,   która   miała   być   jego   podbródkiem.   Zaraz   jednak   doszła   do 

wniosku, że to nie ten kształt. Starła linię i zaczęła od nowa.

Nie, to też nie to.

Może powinna zacząć od oczu. Ciemne? Jasne? A usta? Nos? Duży 

czy mały zadarty czy haczykowaty? Nie wiedziała, niczego nie mogła 

sobie przypomnieć. Niczego nie potrafiła odkopać w tym gruzie.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   6   —

W porządku, spróbuj wolnych skojarzeń. Pozwól ręce rysować. Nie-

ważne, co powstanie na papierze.

Zarys ciemnych brwi i czoła. Pasma ciemnych włosów. Tak, chyba... 

Ucho, z dziwną, lekko spłaszczoną małżowiną. Podbródek? Jeszcze kilka 

linii. Kość policzkowa. Poczuła, jak ogarniają ją jednocześnie strach i 

podniecenie.

Jej dłoń znieruchomiała. Usta. Jego usta. Ciągle wyraźnie słyszała 

jego słowa. Jego urywany oddech. Czuła na sobie ciężar jego ciała, jego 

siłę. Czuła go w sobie.

Zamknęła oczy i uszczypnęła się lekko w koniuszek nosa. Oddychaj, 

oddychaj. To wszystko zdarzyło się siedemnaście lat temu. Teraz on nie 

może cię już skrzywdzić. Kimkolwiek jest.

Przyjrzała się rysunkowi. Czy ta twarz wydaje się znajoma? Ten poli-

czek...   coś   w   jego   linii...   Przyciemniła   go   lekko.   W   namiocie   było 

ciemno. Była ciemna letnia noc. Wycieczka w góry.

Koniec niewinności.

Usta. Pełna górna warga. Nie, cieńsza, ale bardziej wygięta. Prawie 

tak... Tak. Jeszcze jedna linia i... czuła się, jakby nie mogła przypomnieć 

sobie słowa, które miała dosłownie na końcu języka. Prawie. Pochyliła 

się   nad   rysunkiem   i   starła   jedną   linię.   Zaczęła   poprawiać   rysunek. 

Przerwała, spojrzała w górę i spróbowała skupić się na oczach. Oczy 

były najważniejsze.

Przeszkodził jej jakiś dźwięk. Opuściła wzrok na rysunek. Nos.

Znowu ten dźwięk. Co to jest?

Podniosła głowę i zaczęła nasłuchiwać. Ktoś pukał do drzwi.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   7   —

Boże, nie. Nie teraz. Idź sobie. Zostaw mnie w spokoju. Ten nos... o, 

tak... a może trochę spłaszczony w tym miejscu, o tutaj...

Znowu pukanie do drzwi. Głośne, natarczywe.

Cholera.

Podniosła   się   niechętnie,   rzuciła   blok   na   fotel   i   ruszyła   w   stronę 

drzwi. Może to Alan, pomyślała. Może zmienił zdanie i przyszedł się z 

nią zobaczyć.

Ale głos, który rozległ się za drzwiami, nie należał do Alana.

- Jane, otwórz, to ja, Caroline.

Caroline Deutch. Dobry Boże, co ona tu robi o tej porze? Caroline 

była   agentką   denverskiego   wydziału   FBI,   przyjaciółką   i   mentorką, 

kobietą, dla której Jane często pracowała. To właśnie ona zaproponowała 

Jane w ubiegłym miesiącu urlop. Jak to Caroline, krótko i bez owijania w 

bawełnę.

- Wypaliłaś się, Jane. Potrzebujesz odpoczynku. W tym stanie nic do-

brego nie zdziałasz.

Caroline tutaj, o ósmej wieczorem?

Jane   otworzyła   drzwi.   Caroline   stała   w   progu,   na   jej   siwych,   po 

męsku ostrzyżonych włosach i bezkształtnym ciemnym płaszczu lśniły 

płatki śniegu. Nie była sama.

- Caroline? - zaczęła Jane.

- Wiedziałam, że będziesz w domu - przerwała jej Caroline. - Domy-

śliłam się, że wyłączyłaś komórkę i pager.

- Ja...

- Mówiłam ci, że będzie w domu - powiedziała Caroline do swojego 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   8   —

towarzysza.

Jane wyjrzała na korytarz. Mężczyzna. Wysoki, w ciemnym płaszczu, 

garniturze i krawacie. Jego twarz - Jane zawsze zwracała uwagę na ludz-

kie twarze - była pociągła, surowa, o wyraźnie zarysowanych brwiach i 

prostych ustach. Nie miała najmniejszych wątpliwości. Agent federalny. 

FBI, CIA, Departament Sprawiedliwości czy coś w tym rodzaju. O tak, 

znała wielu takich. Kolana się pod nią ugięły. To nie będzie towarzyska 

wizyta.

- Przepraszam, że przychodzimy znienacka - mówiła Caroline - ale to 

bardzo ważne. - Stała przez chwilę bez ruchu, patrząc na Jane. - Możemy 

wejść?

- Eee, oczywiście. - Jane cofnęła się i zamknęła za nimi drzwi.

Nagle przypomniała sobie szkic zostawiony na fotelu. Nie chciała, 

żeby   Caroline   go   zobaczyła.   Natychmiast   zaczęłaby   zadawać   pytania. 

Była bardzo spostrzegawcza.

Ale nie było już czasu, zęby odwrócić rysunek. Caroline przyglądała 

się Jane uważnie, jakby czytała w jej myślach.

- Co? - spytała Jane

- Znowu to zrobił. - Caroline nie powiedziała nic więcej, ale Jane 

wiedziała, o co chodzi.

- O Boże.

- Tak. Domyślam się, że nie oglądałaś telewizji. Ten sam schemat. 

Dziewczynka zniknęła ze stoku. Jeździła na desce z przyjaciółkami. Na 

razie niewiele wiadomo.

- Kto...?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   9   —

- Nazywa się Kirstin Lemke. Dwanaście lat.

- Dwanaście lat - wyszeptała Jane.

- Wiemy już, że lubi młode. Zdaje się, że coraz młodsze.

- Jesteś pewna, że to on?

- Ten sam schemat. Kurort narciarski, dziewczynka o tym samym 

typie urody. Długie ciemne włosy, okulary. To on.

- Och, Caroline...

- Potrzebujemy cię, Jane - powiedziała Caroline tonem jednocześnie 

stanowczym i pełnym współczucia.

Jane   potrafiła   wyciągać   na   światło   dzienne   nawet   najbardziej 

stłumione wspomnienia ofiar i świadków. Potrafiła przelać je potem na 

papier, kiedy wszystkie inne środki i metody śledcze zawiodły.

Robiła portrety pamięciowe dla policji i FBI od Miami po Seattle. Do 

tej pory odnosiła same sukcesy. Ale w gwałcicielu, który pojawiał się na 

zachodzie   i   polował   na   bardzo   młode   dziewczyny,   spotkała   swoje 

nemezis.

Zawsze umiała nawiązać kontakt z ludźmi, z którymi rozmawiała. 

Był to szczególny dar empatii. Nie zadawała pytań, nie naciskała, nie 

pokazywała przerażonym ofiarom fotografii z archiwum FBI. Po prostu z 

nimi rozmawiała, o szkole, przyjaciółkach, pracy albo mieście, a dopiero 

potem stopniowo zaczynała przechodzić do sedna, jednocześnie rysując.

Technika   ta   sprawdzała   się,   zwłaszcza   w   przypadku   młodych 

dziewcząt, kiedy inne metody nie przyniosły rezultatów.

Ale w tej sprawie nic nie zdziałała. Nie potrafiła wydobyć z mroku 

twarzy tego szaleńca i domyślała się, dlaczego tak jest. Poszukiwano go 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   10   —

szczególnie   intensywnie,   ponieważ   jego   ostatnia   ofiara,   dziewczynka 

uprowadzona   w   Utah,   zmarła,   zanim   ją   odnaleziono.   Stawka   wzrosła 

więc dramatycznie. Nie chodziło już o gwałt, ale o morderstwo. Pierwsze 

morderstwo.

Co gorsza, ten człowiek uderzył bardzo blisko jej stron rodzinnych. 

Nawiedzał górskie miasteczka bardzo podobne do tego, w którym się 

wychowała. Atakował dziewczynki podobne do Jane, kiedy była w tym 

wieku. Tym, co ją blokowało, było własne traumatyczne przeżycie. Tym 

razem nie była w stanie nikomu pomóc. Caroline wiedziała, że trzeba jej 

odpoczynku, więc po co tu przyszła?

- Porwał dziewczynkę z Kolorado - powiedziała Caroline.

- Miejscowość narciarska?

Caroline skinęła głową.

- Snowmass.

Snowmass, jedna z czterech gór położonych w pobliżu Aspen. Jane 

cofnęła się i opadła na fotel.  Urodziła się i wychowała w Aspen; jej 

rodzina nadal tam mieszkała. Ale ona nigdy do nich nie jeździła. Nigdy.

Podniosła wzrok na Caroline.

- Nie mogę. Nie jestem gotowa.

- Kirstin Lemke - mówiła Caroline, jakby nie dosłyszała. - Dwanaście 

lat. Zniknęła z parkingu u podnóża Snowmass. Dokładnie tak samo jak w 

przypadku zaginięcia dziewcząt w Mammoth, Snowbird i Park City. Jest 

dwóch świadków. Jej przyjaciółki. Na razie wydaje im się, że widziały 

mężczyznę w czapce narciarskiej i goglach, ale nie są niczego pewne. To 

było dwa dni temu. Być może Kirstin zostało już niewiele czasu. Wiesz, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   11   —

jak się to skończyło w...

Jane podniosła rękę w geście obronnym.

- Wiem. Wiem.

- Jesteś nam potrzebna.

Jane   pokręciła   głową.   W   ciągu   ostatnich   pięciu   lat   była   już   w 

Mammoth, Snowbird i Park City. Próbowała. Zrobiła wszystko, co było 

w   jej   mocy,   lecz   nie   udało   jej   się   stworzyć   portretu   pamięciowego 

gwałciciela.  Bardzo  się starała, ale  nic z tego  nie wyszło. Brakowało 

jakiegokolwiek   punktu   zaczepienia.   Tak   jak   w   przypadku   człowieka, 

który kiedyś zgwałcił ją.

- Miałaś już miesiąc wolnego - nalegała Caroline. - Wiem, że upiera-

łam się, żebyś wzięła tyle urlopu, ile potrzebujesz, ale tym razem sprawa 

w pewien sposób dotyczy i ciebie. To wydarzyło się w twoim rodzinnym 

mieście, na litość boską.

-   Nie   będę   w   stanie   wam   pomóc.   Wiesz   o   tym,   Caroline.   To   ty 

wysłałaś mnie na urlop.

- W porządku. Ale wyświadcz mi przysługę. Porozmawiaj z Rayem. 

Właśnie został przydzielony do naszego biura. Poprowadzi tę sprawę. Ju-

tro jedzie do Aspen. Reszta naszych ludzi już tam jest. Parker chce, żebyś 

z nim pojechała.

Jane   znała   Parkera.   Był   agentem   do   zadań   specjalnych   lokalnego 

biura FBI. I wiedziała, że to on przysłał do niej Caroline.

- Nie mogę. Przykro mi, ale naprawdę nie mogę.

Caroline nie zwróciła najmniejszej uwagi na jej słowa.

- Ray Vanover, Jane Russo. No chodź, Jane, porozmawiaj z Rayem.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   12   —

Jane   spojrzała   na   mężczyznę,   który   ciągle   stał   w   milczeniu   koło 

drzwi wejściowych. Ray Vanover. Wydawało jej się, że już słyszała to 

nazwisko,   ale   nie   mogła   sobie   w   tej   chwili   przypomnieć,   w   jakich 

okolicznościach.   Był   wysoki   i   miał   przystojną,   ale   obojętną   twarz, 

zupełnie pozbawioną wyrazu. Czuła, że ma sceptyczny stosunek do jej 

zdolności. Często spotykała ludzi pokroju Raya Vanovera.

- ...Przykro mi, Ray - powiedziała - ale to naprawdę nie jest najlepszy 

moment. Nie będę w stanie ci pomóc.

- Rozumiem - odparł. Miał głęboki, lekko schrypnięty głos. Bardzo 

męski. - Masz prawo odmówić.

- Nie jestem pewna, czy rzeczywiście mnie rozumiesz...

Ledwo dostrzegalnie wzruszył ramionami.

W twarzy tego człowieka było coś takiego... Jane była specjalistką od 

ludzkich twarzy. Potrafiła odczytywać emocje kryjące się za lekko unie-

sionymi brwiami, wygięciem kącików ust, napięciem jakiegoś mięśnia, 

mimowolnym grymasem. Umiała w ten sposób dotrzeć do osobowości 

człowieka.

Tak, w tej twarzy coś było...

Ray zrobił krok w przód i stanął w świetle. Ciemne włosy, zapadnięte 

policzki,  pociągła twarz. Pod szerokimi  brwiami  przykuwające uwagę 

niebieskie   oczy.   Długi,   wąski   nos.   Stanowcze   usta.   Dostrzegła   też 

miękkie zagłębienie pośrodku górnej wargi, jakby ten człowiek ulegał 

czasem   ludzkim   uczuciom.   Opuściła   wzrok   trochę   niżej   i   wtedy 

zauważyła   różową   bliznę   na   jego   szyi,   wystającą   trochę   ponad   brzeg 

kołnierzyka   koszuli.   Oparzenie?   Blizna   sięgała   aż   do   lewej   strony 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   13   —

podbródka. I wyglądała na dość świeżą. Zastanowiło ją to, zaraz jednak 

przestała o tym myśleć. Miała ważniejsze sprawy na głowie.

- Rozważysz to, Jane? Prześpij się z tym.

- Caroline, naprawdę...

- Nic nie mów. Zadzwoń do mnie jutro.

Jane westchnęła ciężko.

- Do diabła z tobą, Caroline.

Caroline uśmiechnęła się.

-   Widzę,   że   zaczynasz   mięknąć.   -   Odwróciła   się   do   Vanovera.   - 

Mówiłam ci, że tak będzie.

- Mówiłaś - zgodził się. Jego głos, miękki i niski, brzmiał trochę jak 

mruczenie kota.

- Niczego nie obiecuję - zastrzegła Jane.

- W porządku - powiedziała Caroline.

- Zadzwonię jutro.

Caroline stanęła przed nią, niska, krępa, w wygniecionym płaszczu i 

schodzonych adidasach.

- Kirstin Lemke, dwanaście lat. Pamiętaj o tym, Jane.

Jane poczuła nagły ucisk w sercu. Przyłożyła dłonie do skroni.

- Jesteś jak czołg.

- Fakt, przesadna subtelność nie należy do moich wad.

- Myślę, że pani Russo chciałaby nas już pożegnać - odezwał się 

Vanover.

- Tak, tak, już idziemy. - Caroline wspięła się na palce i uścisnęła 

Jane. - Pamiętaj - szepnęła jej do ucha - tylko ty możesz nam pomóc 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   14   —

zidentyfikować tego potwora. Kirstin cię potrzebuje.

- Nie jestem w stanie nic zrobić - powiedziała Jane ze smutkiem. - 

Nie mogę wam pomóc. Nie mogę pomóc Kirstin.

- Jutro - odparła Caroline.

Kiedy wyszli, Jane oparła się o drzwi. Chcieli, żeby pomogła im w tej 

sprawie. Kolejna uprowadzona dziewczynka. Czyjaś córka, siostra, sio-

strzenica. Czyjeś ukochane dziecko. Zaginęła, co powiedziała Caroline? 

Dwa dni temu. Cóż, wszyscy wiedzą, że wiele zaginionych dzieci zostaje 

zamordowanych w ciągu pierwszych trzech godzin, więc pewnie i tak 

jest już za późno.

O Boże, nie może tego zrobić. Nie jest gotowa. Nie zniesie koszmaru, 

który przeżywa ta rodzina, ich stresu, gniewu i w końcu rozczarowania. 

Nie zniesie kolejnej porażki.

Nie,   nie   mogę   tego   zrobić,   pomyślała,   chroniąc   się   za   tym 

przekonaniem jak za murem.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   15   —

Rozdział 2

Nie była w stanie wrócić do zaczętego portretu. Podeszła do fotela i 

spojrzała na rysunek. Śmieszne.  Tylko kilka  linii,  zarys twarzy, która 

mogła należeć do każdego. A bała się, że Caroline mogłaby to zobaczyć i 

zastanawiać się, dlaczego Jane postanowiła narysować właśnie tę twarz. 

To śmieszne. Nie, raczej żałosne.

Wyrwała kartkę z bloku, zmięła ją i wrzuciła do kubła na śmieci.

Potem zaczęła chodzić po mieszkaniu, przyciskając palce do skroni i 

rozmyślając.   Czy   powinna   wrócić   do   pracy?   Czy   poradzi   sobie   z   tą 

presją, z tą straszną odpowiedzialnością? A jeśli nawet jej się to uda, 

będzie   musiała   spróbować   wydobyć   twarz   gwałciciela   z   pamięci 

młodych dziewcząt, do czego od pewnego czasu nie była zdolna.

Zadzwoni jutro do Caroline i powie „nie”. Bardzo stanowczo.

Wyciągnęła   z   szafy   skórzaną   kurtkę,   włożyła   buty   i   wyszła   z 

mieszkania. Decyzja została podjęta. Do diabła z Caroline i poczuciem 

winy, jakie usiłowała w niej wzbudzić.

Szybkim   krokiem   ruszyła   po   śniegu   w   stronę   Larimer   Square, 

wysoka kobieta o jasnych włosach, na których osiadały spadające z nieba 

białe płatki. Miała na sobie spłowiałe dżinsy i męską flanelową koszulę, 

wystającą spod czarnej lotniczej kurtki.

Kupiła   w   delikatesach   kanapkę   -   taką   jak   zwykle,   z   indykiem   i 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   16   —

żurawiną - i wróciła z papierową torebką do domu. Położyła kanapkę na 

talerzu, a potem odgryzła kawałek. Jej żołądek natychmiast gwałtownie 

się temu sprzeciwił. Odłożyła kanapkę i stała przez chwilę, przyglądając 

się jej ze zmarszczonymi brwiami.

Do diabła z Caroline.

Kirstin Lemke, dwanaście lat. Okolice Snowmass. Ten sam schemat, 

ten sam człowiek. Niezidentyfikowany podejrzany, jak się to nazywa w 

żargonie FBI. Dwa dni temu. W zeszłym roku Jennifer Weissman z Park 

City znaleziono martwą po dziesięciu dniach. Ile czasu zostało jeszcze 

Kirstin?

Odruchowo   sięgnęła   po   telefon.   Wystukała   znajomy   numer,   który 

znała na pamięć, i na który dzwoniła codziennie, czasem po kilka razy, 

aż do... Ile to już czasu minęło? No tak, pięć tygodni.

- Halo? - rozległ się słuchawce znajomy głos. Ukochany głos. Ten 

sam, który powiedział jej, że nie jest jeszcze gotowy do stałego związku; 

nie tak szybko po rozwodzie. Mogą przecież zostać przyjaciółmi, dodał.

- Alan.

- Jane?

- Tak, to ja. Caroline Deutch była u mnie przed chwilą. Zaginęła 

kolejna dziewczynka.

- O Boże.

- Pod Snowmass.

- Rozumiem.

-   Caroline   chce,   żebym   pojechała   tam   jutro   z   agentem,   który 

prowadzi tę sprawę. Ja nie mogę tego zrobić, Alan.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   17   —

- Powiedziałaś jej, co czujesz? - Spokojny i rzeczowy, jak zawsze.

- Tak, ale ona mimo to... Nic nie mają. Zaginięcie dziewczynki zgło-

szono dwa dni temu. Jezu, Alan, ona ma dwanaście lat.

- Dwanaście.

- Pamiętasz, co się stało z tą, którą porwał ostatnim razem?

- Tak, oczywiście.

- Nie wiem, co mam robić.

- Przyjadę do ciebie.

- Jest późno. Nie musisz przyjeżdżać. To znaczy...

- Jane, słyszę, w jakim jesteś stanie. Będę u ciebie za pół godziny.

Alan   Gallagher,   rycerz   w   lśniącej   zbroi   spieszący   na   ratunek. 

Zabawne, nie wyglądał na bohatera. Średniego wzrostu, szatyn, łagodna 

twarz. Zwyczajny facet. Ale w jego oczach widać było siłę, determinację 

i   ślad,   jaki   zostawiła   po   sobie   tragedia,   którą   jednak   udało   mu   się 

przetrwać.

Jego córka Nicole została uprowadzona podczas szkolnej imprezy. 

Odnaleziono   ją   dwa   tygodnie   później.   Zamordowaną.   Zgwałconą   i 

zamordowaną.

Alan miał prawo pogrążyć się w rozpaczy i goryczy, zamiast tego 

jednak   zaangażował   się   w   walkę   o   prawa   dzieci   i   wyższe   kary   za 

dokonywane na nich przestępstwa. Był już dobrze znany w Denver, a 

ostatnio   nawet   w   Waszyngtonie.   Poznali   się,   kiedy   Jane   zlecono 

sporządzenie   portretu   pamięciowego   człowieka,   który   porwał   i 

zamordował jego córkę.

Alan stracił nie tylko dziecko, stracił też żonę. Spokojnie wyjaśnił 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   18   —

Jane, że takie tragedie często kończą się rozpadem rodziny. Powiedział, 

że nadal kocha Maureen i że zawsze będzie ją kochał. Ale nie są w stanie 

żyć razem.

Kilka miesięcy temu Maureen znowu pojawiła się na horyzoncie, a 

Alan   zaczął   się   z   nią   spotykać   coraz   częściej.   Jakiś   czas   później 

zaproponował Jane, żeby zostali przyjaciółmi.

Teraz zastanawiała się, czy użyła tej sprawy jako pretekstu, by znowu 

się z nim spotkać. Tak, to możliwe. Nie miała się do kogo zwrócić. Alan 

zawsze był spokojny, rozsądny i logiczny. I należał do kilku osób, które 

wiedziały o traumie, jaką Jane przeżyła w dzieciństwie.

Mieszkał w Genesee, miasteczku położonym na zachód od Denver. 

Przyjechał dokładnie po trzydziestu minutach mimo śniegu. Powiedział, 

że będzie za pół godziny, a on zawsze dotrzymywał słowa.

Otworzyła   drzwi   i   czuła,   jak   serce   zaczyna   jej   bić   mocniej.   Nie 

widziała Alana od kilku tygodni. Dobrze wyglądał w puchowej kurtce, na 

której topniały powoli płatki śniegu.

Miała   ochotę   rzucić   mu   się   na   szyję,   pocałować   go,   poczuć   jego 

skórę, jego włosy, jego zapach.

- Jane - powiedział.

- Witaj.

Podszedł bliżej, ale tylko po to, żeby zamknąć za sobą drzwi. Zdjął 

kurtkę i powiesił ją na wieszaku, tym samym, którego zawsze używał. 

Jane poczuła nagły ból w sercu. Wszystko było tak samo jak dawniej, a 

jednak zupełnie inaczej.

-   A   teraz   opowiedz   mi   wszystko   -   poprosił,   siadając   na   kanapie. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   19   —

Jakby pięć tygodni temu nie wyszedł z tego mieszkania, zostawiając ją 

samą z propozycją przyjaźni.

-   Napijesz   się   wina?   -   spytała,   grając   na   zwłokę.   Chciała   zebrać 

myśli. Z trudem powstrzymywała się od zadania pytania, które miała na 

końcu   języka.   Dlaczego,   Alan?   Co   było   nie   tak?   Jak   mogłeś   mnie 

opuścić właśnie wtedy, kiedy najbardziej cię potrzebowałam?

Napełniła   dwa   kieliszki   białym   winem,   które   stało   otwarte   w 

lodówce. Wiedziała, że będzie dla niego za słodkie; wiedziała też, że 

Alan jest zbyt uprzejmy, by jej to powiedzieć.

- Daj spokój, Jane. Nie zadzwoniłaś do mnie, żeby częstować mnie 

winem.

Cały Alan: bezpośredni, skupiony.

Usiadła,   przyglądając   się   różowym   odblaskom   światła   w   swoim 

kieliszku.

- Caroline była dziś u mnie.

- Tak, mówiłaś.

- Zaginęła kolejna dziewczynka. Ten sam schemat. Są przekonani, że 

to ten sam człowiek.

- I Caroline chce, żebyś wróciła do pracy.

- Jestem pewna, że przysłał ją Parker.

- To do niego podobne.

- Tak.

- W porządku.

- Był z nią inny agent. Jakiś nowy facet, Ray Vanover, który ma 

poprowadzić tę sprawę.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   20   —

- I to z nim miałabyś pracować?

Jane kiwnęła głową, po czym w końcu oderwała wzrok od kieliszka i 

spojrzała na Alana.

- Powiedziałam Caroline, że nie mogę tego zrobić.

- Domyślam się, że nie przyjęła odmowy?

- Zgadza się.

- Sądzisz, że jesteś gotowa na powrót do pracy?

Jane zagryzła wargi i zacisnęła dłonie w pięści.

- Nie wiem.

- Jeśli wrócisz, a nie uda ci się pomóc...

- Wiem, Alan, wiem.

Pochylił się do przodu.

- Uważałem, że potrzebujesz urlopu. Ulżyło mi, kiedy go wzięłaś, 

wiesz,   ze   względu   na   ciebie.   Powinnaś   przejąć   kontrolę   nad   swoim 

życiem, dla własnego dobra. Rozmawialiśmy o tym.

Użył określeń „przejęcie kontroli” i „dla własnego dobra”, żeby jej 

nie zranić. Oboje wiedzieli jednak, że równie dobrze mógł nazwać rzeczy 

po imieniu. Jane była kłębkiem nerwów, nie potrafiła pomóc ani sobie 

samej, ani tym bardziej nikomu innemu.

Opuściła wzrok na zaciśnięte dłonie.

-   Więc   uważasz,   że   to   za   wcześnie.   Że   mogłabym   tylko...   że 

mogłabym tylko wszystko spieprzyć.

Alan powoli pokręcił głową.

- Tylko ty wiesz, czy jesteś już gotowa.

Cały   czas   myślała,   że   postanowił   się   wycofać,   kiedy   zdał   sobie 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   21   —

sprawę, że ona jest bliska całkowitego załamania. Kiedy zrozumiał, jak 

głęboki wpływ miał na nią gwałt, który przeżyła w dzieciństwie, kiedy 

zaczął podejrzewać, że stała się przez to emocjonalną kaleką.

A może wszystko było znacznie prostsze? Może ciągle kochał żonę?

- Ja... ja nie wiem. Nie jestem w stanie nawet myśleć o tym, przez co 

przechodzi ta dziewczynka... Kirstin Lemke, tak się nazywa. Nie mogę 

myśleć o tym, co on z nią robi. Bo czuję się wtedy tak, jakbym tam z nią 

była, a on robił to ze mną.

Alan wyciągnął rękę nad stolikiem do kawy i położył dłoń na jej 

kolanie.

-   Wiem   -   powiedział   łagodnie.   -   Właśnie   dlatego   zawsze   miałaś 

wspaniałe rezultaty w pracy z tymi dziewczętami.

-   On  ją  gdzieś  przetrzymuje,  a  ja  siedzę  tu  sobie...  chociaż   może 

potrafiłabym   jej   pomóc.   -   Podniosła   na   niego   oczy.  -   Nie   wiem,   czy 

mogę odmówić, Alan.

- Nad tą sprawą pracuje wiele innych osób, prawda?

- Oczywiście, ale...

- Nie tylko ty zajmujesz się sporządzaniem portretów pamięciowych. 

Caroline znajdzie kogoś innego.

- Ale ona chce, żebym to ja się tym zajęła.

- Nie jestem pewien, czy potrafię ci pomóc, Jane.

- Boże, Alan. - Drżącą ręką podniosła kieliszek do ust. - Ona została 

porwana spod Snowmass.

- Tak, wspominałaś o tym.

- Wiesz, jak stamtąd jest blisko do Aspen?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   22   —

- Tak.

- Musiałabym tam wrócić. Musiałabym spotkać się ludźmi, którzy 

pracują w biurze szeryfa. Musiałabym...

- Spotkać się z rodziną - dokończył za nią.

- Tak.

- Jane. - Alan wziął głęboki oddech. - Może powinnaś potraktować to 

jako swoją szansę. Coś, co może okazać się błogosławieństwem, choć 

teraz tego nie dostrzegasz. Zawsze ci powtarzałem, że w końcu będziesz 

musiała uporać się z tym, co się wydarzyło w twoim własnym życiu.

- Ale nie teraz.

- Dlaczego nie?

- Nie... nie mogę. Nie chcę. Nie jestem gotowa.

Uśmiechnął się smutno.

- Nie zawsze możemy wybrać czas, który nam odpowiada.

- Nie jestem w stanie stawić czoło im wszystkim.

- A może to właśnie jest najlepszy moment, by stawić im czoło?

Jane wstała i zaczęła niespokojnie przechadzać się po pokoju. Alan 

został   na   miejscu,   spokojny,   skupiony,   rozważny.   Odgrywał   rolę 

adwokata diabła.

- Ten facet... ten nowy agent, który poprowadzi sprawę, nie wierzy, 

że mogę pomóc. Wyczułam to. Pewnie Caroline zaciągnęła go do mnie 

siłą.

- Zachowywał się wrogo?

Jane przystanęła i zastanawiała się chwilę nad tym pytaniem.

-   Nie,   niezupełnie.   Zachowywał  się   tak,   jakby...  nie   miał   do  tego 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   23   —

przekonania.

- I to cię martwi.

Wzruszyła ramionami.

- Już nie tak bardzo.

Kiedyś, gdy dopiero zaczynała pracować, była bardzo wrażliwa na to, 

jak postrzegają ją inni. Próbowała przekonać urzędników, że jej metoda 

jest skuteczna. Teraz już tak bardzo jej to nie obchodziło, bo wiele razy 

udowodniła, że jest. Choć zawsze znalazł się jakiś sceptyk w rodzaju 

Raya Vanovera.

- Ale musiałabyś z nim pracować.

- Tak.

Alan podniósł kieliszek i zakołysał nim lekko.

- Cóż, gdybyś znała agenta, z którym masz współpracować, a on znał 

twoje osiągnięcia... Może to rzeczywiście nie jest dobry moment.

- Już postanowiłam, że odmówię.

Spojrzał na nią.

- Więc po co do mnie zadzwoniłaś?

Jane spojrzała w okno. No właśnie - po co?

- Chodź tu i usiądź. To dreptanie doprowadza mnie do szaleństwa.

Westchnęła   i   usiadła   na   kanapie.   Nie   za   blisko.   Alan   postawił 

kieliszek na stoliku. Nie wypił nawet łyka.

- W porządku, więc zgadzamy się co do tego, że to nie jest właściwy 

moment. I oboje wiemy, że jest mnóstwo ludzi poza tobą, którzy mogą 

podjąć się pracy nad tą sprawą. Tak?

- Tak.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   24   —

- Chciałaś wziąć pół roku wolnego, a minął dopiero miesiąc, prawda?

- Aha.

- Czujesz, że możesz być w przyszłości bardziej efektywna, jeśli teraz 

Porządnie odpoczniesz.

Kiwnęła głową. Boże, tak bardzo chciała wziąć go za rękę, chciała, 

by ją objął, chciała się do niego przytulić i poczuć jego zapach.

- A ta sprawa wydaje ci się... dość trudna.

Dość trudna. Nie udało jej się wydobyć żadnych szczegółów z ofiar 

ani świadków. Nic. Nawet koloru oczu czy wzrostu. Mężczyzna, tylko 

tyle. Mężczyzna w stroju narciarskim,  w goglach i czapce. Naprawdę 

niewiele.

-   Pozwoliłam   jej   umrzeć,   Alan.   Mogłam   zapobiec   tej   śmierci, 

gdybym...

- Nie jesteś winna śmierci tej dziewczyny, Jane. Daj spokój.

- Wiem o tym, ale czuję... czuję, że powinnam zrobić coś więcej. - 

Spojrzała na niego bezradnie. - Dlaczego nie potrafię narysować twarzy 

tego drania?

-   Rozmawialiśmy   już   o   tym.   Zapewne   dlatego,   że   ta   sytuacja   za 

bardzo przypomina coś, co przydarzyło się tobie. Wiek tych dziewczynek 

i tak dalej.

- Może nie dość się starałam? Może powinnam tam wrócić i jeszcze 

raz porozmawiać z ofiarami. Może nie powinnam była się poddać.

Alan potrząsnął głową.

- Przestań się dręczyć. To prowadzi donikąd.

- Wiem. Wiem.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   25   —

Zrobiło się późno. Alan był cierpliwy, omawiał z nią wszystkie za i 

przeciw, pomagał jej spojrzeć na całą sprawę z szerszej perspektywy. A 

jednak jego kieliszek z nietkniętym winem stał między nimi jak szklana 

ściana.

O jedenastej Jane postanowiła, że zdecydowanie odmówi udziału w 

tej sprawie. Ktoś inny pomoże Kirstin Lemke.

- W porządku - powiedział Alan. - Lepiej się teraz czujesz? Rozjaśni-

ło ci się w głowie?

- Tak, chyba tak.

- Lepiej, żebyś była pewna. Caroline ma dużą siłę przekonywania. 

Myślisz, że zdołasz się jej oprzeć?

- Tak.

-   Pamiętaj,   jeśli   teraz   dasz   sobie   trochę   czasu,   będziesz   mogła   w 

przyszłości pomóc wielu ludziom.

- Oczywiście. - Uśmiechnęła się do niego. - Dziękuję. Dziękuję, że 

przyjechałeś. Naprawdę mi pomogłeś.

- Jestem twoim przyjacielem, Jane. Przyjaciele sobie pomagają.

Przyjaciele. To słowo działało na nią jak czerwona płachta na byka.

Odwróciła twarz, zastanawiając się, czy zauważył jej reakcję. Pewnie 

tak. Był bardzo spostrzegawczy. Czy dlatego się od niej odsunął?

Alan wstał, zdjął kurtkę z wieszaka i narzucił ją na siebie. Podeszła z 

nim do drzwi, krzyżując ręce na piersi w obronnym geście.

- Zadzwoń do mnie jutro, chciałbym wiedzieć jak ci poszło.

- W porządku.

Objął ją.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   26   —

- Bądź silna - szepnął jej do ucha. I pocałował ją. W policzek. Jak 

brat.

A potem wyszedł. Jane znowu została sama. Na stoliku stał nietknięty 

kieliszek białego wina.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   27   —

Rozdział 3

W  Aspen   śnieg   padał   przez   całą   noc,   nadając   starej   górniczej 

mieścinie   urok   świątecznej   pocztówki.   Lotnisko   zostało   zamknięte 

poprzedniego   dnia   z   powodu   burzy,   więc   turyści   mieli   do   wyboru 

czekanie   na   zmianę   pogody   albo   trzystukilometrową   jazdę   górskimi 

przełęczami do Denver.

O wpół do szóstej rano ciągle było ciemno jak w nocy. Świeżo spadły 

śnieg   pokrywał   dachy,   płoty   i   nagie   gałęzie   drzew.   Było   cicho   i 

spokojnie. Nawet ci, którzy poprzedniego wieczoru balowali do późna, 

poszli już spać.

Ciemność rozdarły nagle światła samochodu, w których zamigotały 

ostatnie płatki śniegu. Była to furgonetka; jej koła zostawiały na drodze 

wyraźny ślad. Samotna furgonetka z zardzewiałym metalowym pługiem 

przymocowanym   do   przedniego   zderzaka   sunęła   w  stronę   pierwszego 

podjazdu, jaki tego dnia należało odśnieżyć.

Kierowca   lubił   tę   samotną   pracę   i   lubił   zimę.   Założył   okulary   i 

pochylił się do przodu, żeby dojrzeć coś więcej przez przednią szybę. 

Szyba była pęknięta, bo kilka miesięcy temu uderzył w nią kamień, który 

prysnął spod opony innego samochodu.

Pogodna nie robiła na nim wrażenia, był na nią uodporniony. Będzie 

odśnieżał podjazdy, jeden po drugim, aż do południa. Reszta dnia należy 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   28   —

już tylko do niego.

Zadzwonił telefon, wyrywając Jane ze snu. Przewróciła się na bok, 

jęknęła i sięgnęła po słuchawkę.

- Halo? - wymamrotała sennie.

- Jane, to ja. Obudziłem cię?

Alan.

- Eee, tak. - Spojrzała na zegarek. Było pięć po dziewiątej. Boże. Jak 

to możliwe, że tak długo spała?

- Bardzo cię przepraszam, ale to ważne.

- To znaczy... co? - Jane usiadła, opierając się o wezgłowie łóżka; 

serce zaczęło jej bić szybciej. Niewiele brakowało, a łzy napłynęłyby jej 

do oczu. Zadzwonił, żeby jej powiedzieć, że powinni spróbować jeszcze 

raz.   Może   wczoraj   wieczorem   uświadomił   sobie,   jak   bardzo   mu   jej 

brakuje.

- Caroline Deutch dzwoniła do mnie dziś rano.

- Caroline? - Jane była zdezorientowana. Oczywiście, Caroline zna 

Alana, ale co ona, u diabła, ma wspólnego z...

- Chciała, żebym z tobą porozmawiał. - Pauza. - O tej sprawie. O 

Aspen.

A więc dlatego do niej zadzwonił. Jaką była idiotką, sądząc, że on 

nadal ją kocha, że...

-   Jane,   wiedziałem,   że   to   cię   wkurzy.   Powiedziałem   to   nawet 

Caroline, ale znasz ją.

- Nie jestem wkurzona.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   29   —

- Jasne.

Podciągnęła   kolana   pod   brodę   i   pochyliła   głowę,   kuląc   się   pod 

kołdrą.

- Więc co masz mi powiedzieć?

- Posłuchaj, wiem jaką decyzję podjęliśmy wczoraj. To znaczy, ty 

podjęłaś. Powiedziałem Caroline, że jeszcze za wcześnie, żebyś wróciła 

do pracy, i że zgadzam się z tobą co do tego.

- I?

- Powiedziałem jej, że Aspen to ostatnie miejsce na ziemi, w którym 

chciałabyś podjąć pracę.

- Zapytała dlaczego?

- Cóż, była ciekawa...

- Ale ty jej nie...

-   Nie,   nie.   Powiedziałem   tylko,   że   nie   najlepiej   układa   ci   się   z 

rodziną..

- Delikatnie mówiąc - mruknęła Jane.

- Co mówiłaś?

- Nic.

- Jane, wiesz, że nie dzwoniłbym do ciebie, gdybym nie uważał, że... 

że to ważne.

Oczywiście, że nie, pomyślała.

- Jane?

- No dalej, powiedz wreszcie, o co chodzi.

- Caroline powiedziała mi, że temu drugiemu portreciście też się nie 

udało. W Aspen jest dwóch świadków, dwie dziewczynki, ale z żadnej 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   30   —

nie   zdołał   nic   wyciągnąć.   Caroline   uważa,   że   powinnaś   spróbować 

jeszcze raz.

- Czy to był Ed Staley?

- Kto?

- Ten portrecista, któremu...

- Och, nie wiem.

- Tak tylko pytałam.

- Caroline chce, żebyś porozmawiała z tymi dziewczynkami. Sądzi, 

że tobie może się udać. Istnieje szansa, że ten człowiek wreszcie będzie 

miał twarz.

- Ale, Alan, do cholery... Więc jak mam rozumieć to, co powiedziałeś 

wczoraj wieczorem?

- Wiem, co ci powiedziałem. Myślę, że się myliłem. W porządku? 

Zmieniłem zdanie.

- Caroline jest jak czołg. Miażdży ludzi, chce...

- Ona ma rację, Jane. Przykro mi, ale muszę przyznać, że się z nią 

zgadzam. Ktoś taki jak ty mógł ocalić Nicole. Może dzięki tobie inni 

rodzice nie będą musieli przechodzić przez to, przez co przechodziliśmy 

ja i Maureen.

Jezu. Atakował z obu stron, aż w końcu wymierzył ostateczny cios. 

Poniżej pasa.

Jane zacisnęła palce na słuchawce.

Ray Vanover przyjechał po Jane w południe. Czekała pod domem 

przy Larimer Street, z małą torbą podróżną i skrzynką na przybory do 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   31   —

rysowania w ręce i czarną torebką na ramieniu. W pierwszej chwili jej 

nie poznał, bo miała na sobie długi wełniany płaszcz i wysokie czarne 

buty,   a   włosy   związała   w   ciasny   węzeł   z   tyłu   głowy.   Zupełnie   nie 

przypominała kobiety, która otworzyła drzwi z rozpuszczonymi jasnymi 

włosami, w dżinsach, luźnej flanelowej koszuli i skarpetkach w czerwone 

jabłuszka.

- Zatrzymaj się tu - powiedział do Phila, agenta, który odwoził ich na 

lotnisko.

- To ona? - spytał Phil. - Niezła.

Jane była atrakcyjna, raczej przystojna niż ładna. Prosty nos, pełne 

usta, wysokie kości policzkowe. Niebieskie oczy i pięknie zarysowane 

brwi   nieco   ciemniejsze   od   włosów.   Ray   zauważył,   że   jest   szczupła   i 

bardzo wysoka; miała co najmniej metr siedemdziesiąt pięć, a w butach 

na wysokim obcasie pewnie ponad metr osiemdziesiąt. Prawie tyle co on. 

Niechętnie przyznał przed samym sobą, że z powodu jej wzrostu poczuł 

się trochę nieswojo.

Kobieta z darem.

Po   wczorajszej   krótkiej   rozmowie   uznał,   że   nie   zechce   z   nim 

współpracować. Powiedziała to całkiem wyraźnie.

On też nie palił się do tej współpracy. Nie była z FBI, była wolnym 

strzelcem;   a   Ray   nie   ufał   cywilom   sprzedającym   swoje   usługi   FBI. 

Lepiej, kiedy wszystko zostaje „w rodzinie”, gdzie każdy dokładnie zna 

reguły gry.

Ale   ni   stąd,   ni   zowąd   jakiś   facet   nazwiskiem   Gallagher   zdołał 

namówić   Jane   Russo,   żeby   jednak   zainteresowała   się   tą   sprawą. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   32   —

Gallagher był znanym i szanowanym działaczem na rzecz praw dzieci, 

od czasu gdy pięć lat temu jego nastoletnia córka została zamordowana.

A kim był Alan Gallagher dla panny Jane Russo? Dlaczego miał na 

nią taki duży wpływ?

Phil zatrzymał się przy krawężniku i Ray wysiadł z samochodu.

- Cześć - powiedziała Jane z chłodnym półuśmiechem. Wydawała się 

niepewna, trochę skrępowana.

- Wsiadaj. Phil podrzuci nas na lotnisko.

Usiadła na tylnym siedzeniu, zgrabnie podciągając długie nogi. Powi-

nien chyba zaproponować, żeby usiadła z przodu.

- Phil McEachen, Jane Russo.

- Miło mi. - Phil odwrócił się i błysnął szerokim uśmiechem, który 

zirytował Raya.

W drodze na międzynarodowe lotnisko Denver rozmawiali niewiele. 

Jeśli Jane wyczuwa jego niechęć, trudno. Uważał ją za zbędny bagaż.

Jak ten Gallagher zdołał ją przekonać? A może skłonił ją do tego ktoś 

inny? Tak czy inaczej, ktoś ją namówił, żeby wzięła tę sprawę. Sprawę, 

do której miała już trzy chybione podejścia. W Mammoth w Kalifornii, i 

w Snowbird i w Park City w Utah.

Gdzie ten jej dar?

Phil  wysadził ich przed terminalem  zwieńczonym białym dachem, 

którego kształt nawiązywał do rysującej się na horyzoncie panoramy gór.

Przeszli   przez   bramkę,   pokazując   dokumenty.   Ray   okazał   też 

pozwolenie na broń. Zauważył, że Jane odwróciła wtedy wzrok.

Nie lubi takich rzeczy, pomyślał. Chce tylko rysować swoje portrety.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   33   —

Krótki   lot   do   Aspen   nie   należał   do   przyjemnych   ze   względu   na 

pogodę. Ostre, poszarpane szczyty gór lśniły w słońcu. Doliną wiła się 

autostrada międzystanowa. Przelecieli nad Continental Divide i samolot 

zaczął obniżać pułap, nurkując w warstwie pierzastych chmur.

Jane   siedziała   przy   Rayu.   Próbowała   z   nim   rozmawiać,   nawiązać 

kontakt.   Pewnie   tak   jak   to   robiła   z   osobami,   które   przesłuchiwała, 

pomyślał. Okazał absolutne minimum uprzejmości. Czuł, że zachowuje 

się   beznadziejnie.   Może   dlatego   że   była   cholernie   atrakcyjna,   z   tymi 

długimi  nogami,  wyrazistą  twarzą i błękitnymi oczami, które patrzyły 

prosto i szczerze, bez żadnych uników.

- Trochę się denerwuję - powiedziała.

- Z powodu lotu?

- Nie, nie. - Uśmiechnęła się. - Nie o to chodzi. Dużo latam po całym 

kraju. Tylko że... Nie byłam w domu... to znaczy w Aspen... od wielu lat.

- Ciągle masz tam rodzinę?

- Tak. - Zagryzła dolną wargę. Zauważył już, że często to robiła.

Pewnie   chciała,   żeby   ją   zapytał,   czym   się   denerwuje,   żeby   z   nią 

porozmawiał, ale nie był w nastroju.

Kiedy dała sobie spokój i ukryła twarz za gazetą, uświadomił sobie 

nagle,   że   dotyka   palcami   blizny   obejmującej   szyję   i   część   ramienia. 

Nowa tkanka jasnoróżowa i napięta, przez wiele miesięcy utrudniała mu 

zginanie łokcia.

W   ubiegłym   roku   lekarze   powiedzieli   mu,   że   blizny   z   czasem 

zbledną. Zaproponowali też kolejne operacje plastyczne.

Nie, dzięki.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   34   —

Doszedł   do   wniosku,   że   blizny   nie   mają   dla   niego   większego 

znaczenia. Do diabła, miał trzydzieści siedem lat, już dawno zostawił za 

sobą młodzieńczą próżność. I tak może się uważać za szczęściarza, że w 

ogóle przeżył, a po wypadku zostało mu tylko parę blizn. Jednak tego 

dnia czuł się dziwnie skrępowany. Cieszył się, że jest zima i ręce ma 

zakryte   długimi   rękawami.   Zauważyła.   Oczywiście,   że   zauważyła. 

Widział, jak szybko odwróciła oczy. Widział w nich pytania. Cóż, to nie 

jej sprawa.

- Czy to boli? - Usłyszał nagle.

Opuścił dłoń, trochę zbyt gwałtownie.

- Boli?

- Ta blizna.

- Nie, nie boli - odparł i odwrócił głowę do w okna. Nie odezwał się 

aż do lądowania.

Na   lotnisku   przywitał   ich   zastępca   szeryfa   Pitkin   County.   Był   to 

zaszczyt, który rzadko spotykał agentów federalnych. Zazwyczaj sami 

musieli zorganizować sobie transport. Zastępca szeryfa przedstawił się 

Rayowi jako Bernie, po czym uśmiechnął się szeroko do Jane i uściskał 

ją serdecznie.

- Zgłosiłem się na ochotnika, kiedy usłyszałem, że trzeba pojechać po 

ciebie na lotnisko. Witaj w domu. Długo cię tu nie widzieliśmy.

- To prawda - przyznała.

Najwyraźniej dobrze się znali. I nic w tym dziwnego. W końcu Jane 

tu spędziła dzieciństwo. Ale Rayowi nie podobał się fakt, że zastępca 

szeryfa przyjechał po nich z jej powodu.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   35   —

No, dość tych powitalnych uprzejmości.

- Czy Sid Reynolds kontaktował się z wami?

- Agent z Glenwood Springs? - spytał Bernie.

- Tak.

- Już przyjechał.

- Dobrze.

Ray dzwonił wczoraj do Sida z Denver z prośbą o pozwolenie na 

pracę   w   rejonie   objętym   przez   agencję   z   Glenwood   Springs,   leżące 

sześćdziesiąt kilometrów od Aspen. Była to formalność, ale z rodzaju 

tych, których nie wolno zaniedbać. Wszystko zgodnie z protokołem.

- Są jakieś nowe ślady? - spytała Jane, kiedy usiedli w samochodzie, 

Ray z tyłu, ona obok zastępcy szeryfa.

- Żadnych.

- Świadkowie?

- Ciągle kiepsko.

- Tak myślałam.

- Chcielibyśmy dorwać tego faceta - powiedział Bernie, wyjeżdżając 

z lotniska.

- Nie tylko wy - odparła.

Ray nigdy nie był w Aspen; przeprowadził się do Denver zaledwie 

kilka   tygodni   temu.   Opuścił   centrum   wydarzeń   dla   nudy   prowincji. 

Agenci federalni mogli zajmować się najwyżej napadami na banki czy 

porwaniami   samochodów   na   autostradach.   Zwykle   nudzili   się, 

rozpracowując drobnych handlarzy narkotyków i fałszerzy dzieł sztuki. 

Oczywiście po 11 września nawet w Denver wszyscy zostali postawieni 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   36   —

w stan gotowości. Ale Ray przywykł do innych zadań, kiedy pracował w 

Seattle,   na   wybrzeżu   i   tak   blisko   granicy   z   Kanadą.   Tyle   że   Seattle 

oprócz zalet miało też wady. Bardzo poważne.

- Gdzie się zatrzymasz, Jane? - spytał Bernie.

- Chyba u siostry.

Raya to zastanowiło, czyżby ona nie powiadomiła nikogo o swoim 

przyjeździe? Wiedział, że budżet Agencji nie obejmował wydatków na 

hotel dla niej. A do Bożego Narodzenia został tylko tydzień. Aspen jest 

już pewnie pełne turystów.

- Podjechać najpierw do Gwen, żebyś mogła zostawić torbę?

- Tak, chyba tak. Nie będzie ich teraz w domu - powiedziała z ulgą.

Na   rondzie   Bernie   skręcił   w   drogę   biegnącą   między   górami.   Po 

prawej   stronie   było   mnóstwo   wyciągów   narciarskich,   a   po   lewej 

stojących na zboczach domów. Przed nimi rozciągał się kolejny kurort, 

ale Bernie skręcił, zanim tam dojechali.

Zatrzymali   się   przed   ładnym,   dwupiętrowym   domem   z   drewna   i 

kamienia, który w niczym nie przypominał pretensjonalnych rezydencji, 

o jakich słyszał Ray

- Zaraz wracam - powiedziała Jane.

Czy ludzie nie zamykają tu domów na klucz? - zastanawiał się Ray. 

Chyba nie, bo Jane po prostu otworzyła frontowe drzwi i weszła do środ-

ka. Wróciła po pięciu minutach.

- Zostawiłam im wiadomość - powiedziała do Berniego. - Napisałam, 

że mogę być późno.

- Tak, to możliwe  - przyznał. Po chwili spytał: - Widziałaś  nową 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   37   —

szkołę?

- Nie, ale o niej słyszałam - odparła.

- To tu. Ach, szkolne czasy. Trudno uwierzyć, że to miasto tak się 

rozrosło.

- Ładny budynek - powiedziała Jane, wyglądając przez okno.

- Nie brakuje ci tego?

Cisza. Ray wyczuł, że Jane zesztywniała.

- Nie bardzo - odparła w końcu.

Dojazd do biura szeryfa zajął im ledwie kilka minut. Ray leniwie 

przyglądał   cię   staremu   górniczemu   miasteczku,   które   zmieniło   się   w 

narciarski kurort. przy obsadzonej drzewami głównej ulicy stały urocze 

wiktoriańskie   kamienice   i   staroświeckie   latarnie.   Kilka   lokalików   - 

Christmas hm, Molly Gibson - wszystkie bardzo przytulne, z atmosferą 

nawiązującą do lat sześćdziesiątych. po prawej, nad pokrytymi śniegiem 

dachami dostrzegł trasy narciarskie, lśniące w popołudniowym słońcu, i 

zjeżdżających nimi narciarzy.

Biuro  szeryfa mieściło  się  na parterze  budynku sądu, imponującej 

kamienicy z czerwonej cegły. Znajdował się tam też departament policji. 

Wszędzie było mnóstwo ludzi, w związku z zaginięciem Kirstin Lemke. 

W takich sytuacjach przywiązywano wielką wagę do współpracy policji, 

agencji federalnych i biura szeryfa. Nie było miejsca na postawy typu „to 

mój teren” rodem z filmów akcji. Policja znała rejon i mieszkających tu 

ludzi. Federalni znali zasady i hierarchię. Ray nie wiedział tylko, gdzie w 

tej   hierarchii   jest   miejsce   Jane   Russo.   I   właściwie   niewiele   go   to 

obchodziło.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   38   —

Na   podłodze   leżało   mnóstwo   kabli   od   dodatkowych   linii 

telefonicznych. W biurach było bardzo głośno, ludzkie głosy mieszały się 

z   dzwonkami   telefonów   i   szumem   komputerów.   W   holu   na   ścianie 

wisiała   wielka   tablica,   zapisana   datami,   godzinami   i   numerami 

telefonów.   Po   korytarzach   biegali   policjanci   i   ludzie   szeryfa,   a   przy 

biurku siedziała sekretarka, która rozmawiała przez telefon i notowała 

coś szybko ze zmarszczonymi brwiami.

Pełno   gniewu   i   wrzasku,   które   prawdopodobnie   nic   nie   znaczą, 

pomyślał Ray. Nie mieli się czego uchwycić.

Agent specjalny Sid Reynolds z Glenwood czekał w biurze szeryfa. 

Był to potężny mężczyzna o surowej twarzy i gęstych czarnych brwiach. 

Ray nie miał okazji wcześniej się z nim spotkać, rozmawiał z nim tylko 

przez telefon.

Przedstawił mu Jane. Sid kiwnął głową.

- Słyszałem o pani pracy - powiedział.

- Dobrze czy źle? - spytała z uśmiechem.

- Dobrze.

Czy wszyscy oprócz niego słyszeli o Jane Russo?

- Hej, Vanover, widzę, że w końcu się zjawiłeś - rozległ się głos w 

drzwiach.

Był to Bruce Dallenbach z biura w Denver.

- Witaj, Bruce. Jak leci?

Ale Bruce już na niego nie patrzył.

- No, no, przecież to Jane Russo - powiedział, uśmiechając się szero-

ko. - Słyszałem, że masz przyjechać.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   39   —

- Cześć, Bruce - powitała go Jane. Wyciągnął do niej ramiona, a ona 

podeszła i objęła go.

Więc Bruce’a też zna.

Szeryf   Kent   Schilling   również   zaliczał   się   do   jej   znajomych, 

podobnie jak dwaj jego zastępcy i jeden z policjantów. Ray uznał, że 

sytuacja robi się absurdalna.

- Więc przywiozłeś Jane do domu - powiedział Schilling do Raya. - 

Najwyższy czas.

Szeryf, wysoki mężczyzna z kręconymi włosami i przerwą między 

przednimi zębami, uściskał Jane, ona jednak wysunęła się z jego objęć. 

Grzecznie, ale stanowczo.

- Jestem tu w pracy, Kent - powiedziała z chłodnym uśmiechem.

- Mama wie, że przyjechałaś?

- Jeszcze nie.

- Ucieszy się.

- Hm...

- A tata?

- Ojczym - poprawiła go dość ostro.

- Cóż, to już tyle lat, że zapomniałem. Co u Rolanda?

- Właściwie, eee... nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Jestem bardzo 

zajęta, wiesz, jak to jest.

- No tak, dziewczyna z wielkiego miasta - zażartował Schilling, nie 

dostrzegając irytacji Jane, którą Ray natychmiast wyczuł.

O co tu chodzi? Czy to z powodu Schillinga Jane nie przyjeżdżała do 

Aspen? A może z powodu swojego ojczyma?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   40   —

- No cóż, pozdrów ode mnie Rolanda. I mamę też. Powinniśmy się 

spotkać. Zwłaszcza teraz, kiedy przyjechałaś do domu.

-   Chciałbym   porozmawiać   o   sprawie,   jeśli   nie   macie   nic   przeciw 

temu - wtrącił Ray, starając się ukryć zniecierpliwienie.

- Jasne, jasne.

- Może usiądziemy i przejrzymy wszystko, co macie? Chciałbym też 

zobaczyć kopie wszystkich raportów i analiz.

-   Niewiele   mamy,   jeśli   chodzi   o   analizy   -   powiedział   Schilling.   - 

Właściwie nic.

- Świadkowie?

- Dwie młode dziewczyny. Niewiele udało się z nich wyciągnąć. - 

Schilling uśmiechnął się do Jane - Ale Jane na pewno się uda.

Usiedli przy stole, który z trudem mieścił się w pokoju: Schilling i 

jego zastępca Frank Keane, Sid Reynolds, Bruce Dallenbach, Ray i Jane. 

Jeśli Jane, jako jedyna kobieta w tym gronie, czuła się niezręcznie, nie 

dała tego po sobie poznać. Ale z pewnością nie czuła się swobodnie w 

towarzystwie   szeryfa,   choć   on   wydawał   się   szczerze   ucieszony   jej 

widokiem. Nawet więcej niż ucieszony.

- Kirstin Lemke - zaczął Schilling, kładąc na stole kopie raportów do-

tyczących zaginionych osób i fotografię Kirstin. Długie ciemne włosy 

spięte w kucyki, okulary, szeroki uśmiech. - Dwanaście lat. Urodzona 

trzeciego lutego 1992 roku. Sto sześćdziesiąt trzy centymetry wzrostu, 

pięćdziesiąt dziewięć kilo wagi, oczy i włosy brązowe. Zamieszkała przy 

Medicine Bow Road 224, Brush Creek Village. Widziana ostatnio trzy 

dni temu, kiedy wraz z dwiema koleżankami czekała na parkingu Fanny 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   41   —

Hill na autobus, który miał je zawieźć na miejsce, z którego miała je 

odebrać   matka   Kirstin,   Suzanne.   Koleżanki   mówią,   że   Kirstin   nagle 

gdzieś zniknęła. Jakiś mężczyzna przejeżdżający obok furgonetką zapytał 

ją   o   drogę.   Kirstin   oddaliła   się,   żeby   pokazać   mu   kierunek,   wtedy 

widziały japo raz ostatni. Wydaje im się, że ten mężczyzna miał na sobie 

strój narciarski. Mógł być jednym z tysięcy narciarzy, którzy byli tego 

dnia na Snowmass. Czapka, sportowa kurtka, gogle wsunięte na głowę. 

Okulary. - Wzruszył ramionami. - Niewiele.

-   To   już   trzeci   dzień   -   powiedział   Ray.   -   Wiemy,   że   Jennifer 

Weissman   przeżyła   nieco   ponad   tydzień,   a   dwie   inne   dziewczynki   - 

spojrzał na raport - jedna z Mammoth w Kalifornii i druga ze Snowbird 

w   Utah,   zostały   wypuszczone.   -   Spojrzał   na   siedzących   przy   stole 

mężczyzn - Być może mamy jeszcze tydzień na odnalezienie Kirstin. A 

może nie.

- Posłuchaj - rzekł Schilling - jeśli ten sukinsyn jest w hrabstwie, 

znajdziemy go. Dolina nie jest taka znowu wielka. Gdyby udało nam się 

zdobyć rysopis tego faceta, moglibyśmy ruszyć od razu, postawić całe 

Pitkin County w stan gotowości.

- Wszystko bardzo pięknie, ale potrzebujemy dowodów. Czegoś, cze-

go moglibyśmy się uchwycić. Samochodu, twarzy, czegokolwiek. Faceta, 

który dziwnie się zachowuje. Albo faceta, który jest nowy w mieście - 

Powiedział Bruce Dallenbach. - Sprawdziliście wszystkie okoliczne pro-

gramy   dotyczące   dzieci,   w   których   ktoś   taki   mógłby   pracować   jako 

ochotnik - Bruce Dallenbach wiedział, tak jak cała reszta, że pedofile 

często pracują z dziećmi, jakby odczuwali potrzebę bliskości z nimi, po 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   42   —

to by Później tym bardziej móc je zranić.

- To było proste - odparł Schilling. - Tyle tylko, że wszyscy nowi wo-

lontariusze to kobiety.

- Nauczyciele? Trenerzy?

- Pracujemy nad tym - powiedział Keane.

- Uprowadzenie przez jednego z rodziców? Ojciec, który nie mieszka 

z rodziną?

- Nic z tych rzeczy. Rodzice mieszkają razem.

- Może Kirstin była dzieckiem sprawiającym problemy? - spytał Ray. 

- Może uciekała z domu, ukrywa się przez rodzicami, żeby zwrócić ich 

uwagę?

- Rodzice twierdzą, że była dobrym dzieckiem - odparł Schilling.

- Ma chłopaka? Teraz dzieciaki wcześnie zaczynają - odezwał się 

Reynolds.

-   Nie.   Bardziej   interesowała   się   siatkówką   i   swoim   koniem   niż 

chłopcami.

- W porządku, musieliśmy o to zapytać - wyjaśnił Dallenbach. - Więc 

zostaje porwanie.

- Przez niezidentyfikowanego obcego mężczyznę, tak jak w trzech 

poprzednich   przypadkach   -   wtrącił   Ray.   -   Mężczyzna,   ubrany   jak 

narciarz, porywa dziewczynkę pod koniec dnia z parkingu, skąd łatwo 

szybko   zniknąć.   Używa   noża,   żeby   zastraszyć   ofiarę.   Dba,   żeby   nie 

pokazać   ofierze   twarzy.   Wiemy,   że   lubi   zimowe   kurorty.   I   młode 

dziewczęta. Wysokie, z długimi ciemnymi włosami i w okularach. - Ray 

potarł   kark.   -   Mamy   więc   do   czynienia   z   pedofilem   o   skłonnościach 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   43   —

sadystycznych, który porywa, a następnie morduje swoje ofiary. Wiemy, 

że kiedy ofiara jest nastolatką, a nie małym dzieckiem, sprawca na ogół 

nie jest członkiem rodziny, często jest mężczyzną! zazwyczaj powoduje 

nim motyw seksualny. Brak wystarczającej liczby danych, żeby stworzyć 

jakiś profil według kryteriów geograficznych, możemy jednak założyć, 

że porusza się samochodem, więc może uderzyć gdziekolwiek.

- To ciągle bardzo mało - stwierdził Schilling.

- Nasz ekspert sugeruje, że sprawca może nosić okulary - powiedział 

Sid Reynolds. - Wiem, to tylko przypuszczenie.

- Mamy więc pedofila, który jeździ na nartach, prawdopodobnie ma 

samochód i być może nosi okulary - mruknął Dallenbach. - No, no.

- Świadkowie? - spytał Ray.

-   Melanie   Steadman   i   Crystal   Brenner   -   odparł   Schilling.   - 

Trzynastolatki. Są w szoku - wzruszył ramionami. - Przesłuchaliśmy je. 

Portrecista Staley też z nimi rozmawiał.

- Możemy je tu sprowadzić? - spytał Ray. - Jane mogłaby spróbować 

coś z nich wydobyć.

- Jasne. Mogę zadzwonić... - zaczął Schilling.

- Nie - przerwała mu Jane. - Byłoby lepiej, gdybym mogła się z nimi 

spotkać w ich domach.

- Dlaczego? - Ray uniósł brew.

- Chciałabym, żeby czuły się bezpieczne, w znajomym otoczeniu. - 

Potrząsnęła głową. - Nie tutaj. Tu będą śmiertelnie przerażone.

Spojrzał na nią, zaskoczony. Co, do diabła?

- Powinny zostać przesłuchane w domu - upierała się Jane, która za-

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   44   —

uważyła jego reakcję. - W przeciwnym razie to będzie strata czasu.

- Jak chcesz - odparł. Znowu udało jej się go zirytować. Ten domnie-

many dar, przyjacielskie stosunki z facetami, którzy dla niego byli całko-

wicie obcy. - Zawiozę cię do nich.

- Nie, jeśli nie zmienisz postawy - powiedziała Jane chłodno.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   45   —

Rozdział 4

Wiem, że w biurze teraz z tym krucho - powiedział szeryf. - Więc 

pomyślałem   sobie,   że   moglibyście   korzystać   z   jednego   z   naszych 

samochodów.

Jane była zaskoczona szybkością, z jaką Ray przyjął tę propozycję.

-   Dziękuję,   szeryfie,   to   nam   bardzo   pomoże.   Macie   coś 

nierzucającego się w oczy?

-   Owszem.   Biały   ford,   stoi   od   frontu.   Nie   ma   koguta,   tylko   logo 

departamentu po obu stronach.

- To wystarczy. Dziękuję.

Kent przyniósł kluczyki i dokumenty wozu. Jane przysłuchiwała się 

rozmowie. Nic nie mówiła, starając się skoncentrować na czekającym ją 

zadaniu. A nie było to łatwe. Przede wszystkim była w Aspen, pełnym 

topniejącego śniegu, otulonym nisko wiszącymi chmurami, przez które 

właśnie   zaczęło   przebijać   światło.   Wspaniałe,   jasne   słońce,   nawet   w 

grudniu.   Ale   wkrótce   schowa   się   za   górami,   o   tej   porze   roku   trzeba 

włączać światła już Przed piątą.

Znajomy teren. A jednak od czasów jej dzieciństwa zaszło tu wiele 

zmian.   Me   miała   mieszane   uczucia.   Otaczały   ją   twarze   znane   z 

przeszłości.   Niektóre   budziły   miłe   wspomnienia,   na   przykład   Bernie. 

Inne budziły raczej niepokój. Szeryf. Kent Schilling był przyjacielem jej 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   46   —

ojczyma. I jej przyjacielem, czyż nie?

Kent pokazywał przez okno czekający na zewnątrz samochód. Jane 

wpatrywała się w niego, usiłując dociec, czy...

- Idziemy? - spytał Ray.

- Tak, tak, jasne. - Jane otrząsnęła się z zadumy. - Wezmę tylko moje 

rzeczy.

Mogła się wcześniej przebrać. Włożyć sprane dżinsy i sweter. Ale 

tylko wrzuciła torbę do domu siostry, spiesznie nabazgrała list - Gwen 

będzie bardzo zaskoczona tą nieoczekiwaną wizytą - i wybiegła.

- Wiesz, jak dojechać do Melanie Steadman? - spytał Ray, kiedy wy-

szli z budynku.

Melanie.   Przyjaciółka   Kirstin   Lemke,   świadek   jej   porwania.   Tak. 

Skup się, Jane.

- Szeryf mówił, że przy Cemetery Lane czternaście zero trzy - ciągnął 

Ray.

- Tak, wiem, gdzie to jest. Musimy kawałek zawrócić.

- To daleko?

- Nie, parę kilometrów.

Ray otworzył przed nią drzwi i zaczekał, aż usiądzie. Jaki kulturalny, 

pomyślała. Otwiera drzwi samochodu przed kobietą. Ale w głębi duszy 

czuła, że Ray nie wierzy w jej talent ani umiejętności.

Wyjechali   z   Main   Street   i   utknęli   w   korku.   W   sezonie   późnym 

popołudniem zawsze były tu korki. Ludzie wracający z pracy, tabuny 

turystów   jadących   ze   stoków   do   pensjonatów   i   hoteli   albo   po   prostu 

zwiedzających   okolicę.   Ciężarówki,   walce   i   dźwigi.   Jak   zawsze.   W 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   47   —

dolinie   ciągle   coś   budowano   albo   wyburzano.   Był   to   jeden   z   mniej 

przyjemnych aspektów napływających pieniędzy z turystyki.

- Schilling uprzedził Steadmanów o naszym przyjeździe - odezwał się 

Ray, niecierpliwie przebierając palcami na kierownicy. - Czy tu zawsze 

są takie korki?

- Zawsze po południu. Rano więcej samochodów jedzie w drugą stro-

nę, do miasta.

Samochody wlokły się za pługiem, który mrugał błękitnym światłem.

-   Skręć   tutaj.   -   Jane   przypomniała   sobie   krótszą   drogę.   -   Wąską 

drogą, po drugiej stronie strumienia. Przydałby się napęd na cztery koła. 

Przy tej pogodzie nawierzchnia może być bardzo...

- Domyślam się - przerwał jej.

- Świetnie - mruknęła. Skup się. Nie pozwól, żeby zalazł ci za skórę. 

Wiedziała, że musi skoncentrować się na Melanie. Musi zrobić wszystko, 

żeby Melanie czuła się swobodnie.

A jednak zerknęła z ukosa na Raya. Przystojny jak diabli. Miał na 

sobie brązową skórzaną kurtkę, gruby golf i sztruksy. Mimo swobodnego 

stroju wydawał się chłodny i zdystansowany. Nieprzyjemny. Czy zawsze 

taki był? Czy może te blizny dotarły aż do jego duszy?

Tak czy inaczej, to nie jej problem.

- Skręć tutaj - wskazała dłonią. - To Cemetery Lane.

- Ładna ulica. Ta nazwa do niej nie pasuje.

- To prawda. Ale, za tymi drzewami jest cmentarz. Leżą tam krewni i 

przyjaciele wszystkich mieszkańców miasta.

Łącznie z moim ojcem, dodała w myślach.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   48   —

- To chyba tamten dom po prawej. Albo następny. Nie widzę stąd nu-

merów.

- Tak, to ten - powiedział Ray, wyciągając szyję. - Czternaście zero 

trzy. - Zatrzymał samochód. - Dasz radę wysiąść w tym śniegu? Bo mogę 

trochę cofnąć...

-   Nie   ma   potrzeby.   W   porządku.   -   Ale   jego   postawa   nie   była   w 

porządku. Jane niemal namacalnie czuła jego niechęć i powątpiewanie. 

To się nigdy nie uda.

Ray zaczął otwierać drzwi.

- Zaczekaj chwilę - zatrzymała go.

Spojrzał na nią przez ramię.

- Musimy porozmawiać.

- Musimy przesłuchać świadka - odparł chłodno.

Ale Jane potrząsnęła głową.

-   Nie  ufasz  mi,   a  ja  nie   mogę  wykonywać swojej   pracy  w  takiej 

atmosferze. Nie wiem, jaki masz problem, ale wiem, że muszę wejść do 

tego domu rozluźniona i spokojna. Za chwilę będę próbowała wniknąć w 

umysł młodej dziewczyny, która jest teraz prawdopodobnie przerażona i 

zraniona. Jej przyjaciółka zniknęła. Te dziewczęta to nastolatki. Oglądają 

telewizję i filmy pełne przemocy. Nie są głupie. Melanie wie, co jest 

stawką w tej grze. Ja muszę sprawić, żeby poczuła się bezpieczna.

- Bezpieczna.

- Tak bezpieczna. W przeciwnym razie nie dopuści mnie do siebie. 

Tak jak tego portrecisty, którego wcześniej przysłałeś.

- To Parker go przysłał.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   49   —

- W porządku. Nieważne. Twój szef go przysłał. Ty jesteś nowy w tej 

sprawie i w Kolorado. Wiem o tym. Może wolałbyś być gdzie indziej. 

Ale ze względu na dobro Kirstin Lemke nie utrudniaj mi pracy, proszę.

W samochodzie zapanowała ciężka atmosfera. Ray milczał.

- Posłuchaj - odezwała się wreszcie Jane, łagodnym, miękkim tonem. 

-  Ed Staley   mógł   zamglić   wspomnienia  Melanie,   kiedy   próbował  coś 

narysować.   Nie   wiem.   Ale   wiem,   że   to   przesłuchanie   zabierze   sporo 

czasu. Może wiele godzin.

- Cholera.

- Właśnie o tym mówię, o twojej postawie. - Jane wzięła głęboki od-

dech. - Ray, ja pracuję trochę inaczej. Rysownicy policyjni zazwyczaj 

komponują   portrety   pamięciowe   z   fragmentów   różnych   twarzy,   które 

mają   w   książkach.   Ale   taki   portret   jest   dwuwymiarowy   i   szczerze 

mówiąc, rzadko przypomina normalną istotę ludzką.

- Twoim zdaniem.

- Tak, moim zdaniem. Rysownicy korzystają z książki, która zawiera 

fragmenty twarzy o różnych rysach, i usiłują je stopić w jedną całość. Ale 

zazwyczaj chybiają celu.

- Mów dalej.

- Widziałeś moje prace?

- Nie.

- O to właśnie chodzi.

- To znaczy o co, Jane?

- O twoje wątpliwości. Sceptycyzm.

- No cóż.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   50   —

- Jesteś sceptyczny.

- Czy my się teraz kłócimy?

- Owszem.

- A mówiłaś, że musisz się wyluzować.

Jednak zdołał wyprowadzić ją z równowagi. Cholera. Znowu zapadła 

cisza, ciężka i pełna napięcia.

Przymknęła oczy i odetchnęła głęboko.

- Jestem naprawdę dobra w tym, co robię. To, co ty o tym myślisz, 

nie   ma   znaczenia.   Po   prostu   spróbuj   sobie   wyobrazić,   że   twarz   tego 

człowieka,   twarz   mordercy,   albo   jakikolwiek   inny   szczegół,   został 

odciśnięty   w   umyśle   Melanie.   Wspomnienia   można   przywrócić, 

odzyskać.   Zamierzam   wejść   do   tego   domu   i   spróbować   to   zrobić.   - 

Otworzyła   drzwi.   -   Mam   tylko   nadzieję,   że   Staley   za   bardzo   nie 

namieszał.

- Możliwe - powiedział Ray, otwierając drzwi po swojej stronie - że 

Melanie nie widziała tego człowieka.

Jane wysiadła i znalazła się w zaspie sięgającej ponad cholewki jej 

butów. Wspaniale.

- Jestem pewna, że coś jednak widziała - powiedziała do Raya nad 

dachem samochodu. - Zawsze coś widzą, czy zdają sobie z tego sprawę, 

czy nie.

Byli już niemal pod frontowymi drzwiami, kiedy Ray położył dłoń na 

jej ramieniu.

- Już wcześniej próbowałaś wydobyć twarz tego człowieka od świad-

ków, prawda? - spytał.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   51   —

O Boże, pomyślała.

- I nie udało ci się - ciągnął Ray. - Zanim tam wejdziemy, chciałbym 

dać ci jedno pytanie. Czy jest coś, co powinienem wiedzieć o tobie i tej 

sprawie?

Jane poczuła ucisk w gardle. Nie może powiedzieć mu prawdy. Jak 

mogłaby powiedzieć zupełnie obcemu człowiekowi, że od prawie dwu-

dziestu lat twarz jej oprawcy nie chce wypłynąć na powierzchnię jej pa-

mięci? Że nie potrafi uporać się z własnym demonem?

Dlaczego w ogóle dopuściła do takiej rozmowy? Na szczęście w tym 

momencie drzwi się otworzyły i stanął w nich Steadman. Kiwnął głową i 

spojrzał na Jane i Raya spod zmarszczonych brwi.

Ray   pokazał   odznakę,   po   czym   przedstawił   siebie   i   Jane 

Steadmanowi,   który   natychmiast   wyraził   swoje   zdanie   o   policyjnych 

portrecistach.

-   Melanie   była   bardzo   zdenerwowana   po   rozmowie   z   tym 

człowiekiem... chyba nazywał się Staley. Całą noc nie mogła zasnąć, a 

potem ciągle myślała o Kirstin i płakała. Uważam, że już dość przeszła. 

Nie widzę sensu przeprowadzania z nią kolejnych rozmów. Melanie nic 

nie widziała.

- I czuje się winna - powiedziała Jane łagodnie.

Steadman patrzył na nią chwilę, a potem pokiwał głową.

- Tak, to prawda. Uważa, że zawiodła Kirstin. Mój Boże, jeśli jej 

przyjaciółce stanie się... jakaś krzywda...

-   To   jeszcze   jeden   powód,   dla   którego   tu   przyszliśmy,   panie 

Steadman.   Specjalizuję   się   w   pracy   z   młodzieżą.   Jestem   wolnym 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   52   —

strzelcem.   Pracuję   tu,   w   Kolorado,   i   w   całym   kraju.   Jeśli   nawet   nie 

jestem   w   stanie   stworzyć   portretu   pamięciowego,   staram   się   pomóc 

świadkom zrozumieć, że nie są niczemu winni.

- Sam nie wiem...

- Barry. - Jane starannie dobierała słowa. - Melanie prawdopodobnie 

widziała coś, co może być istotne, chociaż ona o tym nie wie. Dla niej to 

może   być   drobiazg   bez   znaczenia,   a   dla   FBI   przełom   w   śledztwie. 

Uważam, że mogę pomóc Melanie przypomnieć sobie szczegóły, których 

nie   pamięta.   A   jeśli   kiedyś,   po   latach,   przypomni   sobie   coś   i   będzie 

musiała z tym żyć? Dajmy jej jeszcze jedną szansę.

Steadman w końcu się poddał i otworzył drzwi szerzej.

Jane usłyszała głos Raya za swoimi plecami.

- Bardzo przekonujące, panno Russo.

Nie   zareagowała,   poszła   za   Steadmanem   do   przytulnego   salonu. 

Czekaj,   aż   Barry   Steadman   przyprowadzi   córkę.   Do   pokoju   zajrzała 

matka   Melanie  ze  ściereczką  do  naczyń w ręce.  Kiwnęła im  głową i 

zniknęła bez słowa. Nawet się nie uśmiechnęła. Jane usłyszała dźwięk 

otwieranego,   a   potem   zamykanego   piekarnika   i   poczuła   aromat 

świątecznych   pierniczków   -   masło,   migdały,   wanilia,   cynamon.   Dom 

został już udekorowany; w rogu pokoju stała choinka, w kominku płonął 

ogień, na ścianach wisiały wieńce i girlandy, a na stole stały miseczki z 

suszonymi   owocami   i   orzechami.   Wszędzie   było   pełno   kartek 

bożonarodzeniowych.

Jane zastanawiała się, czy jej matka nadal dekoruje w ten sposób dom 

w Aspen. Pewnie tak. Dla siebie, jeśli nie dla męża i jego syna Scotta, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   53   —

kilka lat starszego od Jane. Scott ciągle mieszkał z ojcem i był na jego 

utrzymaniu. No i są jeszcze wnuki, chłopcy Gwen. Przypomniała sobie 

własne dzieciństwo. I pełną ciepła rodzinną atmosferę świąt. Otrząsnęła 

się z zamyślenia, bo do salonu weszła Melanie.

Barry dokonał prezentacji i zaprowadził ich do małego, przytulnego 

gabinetu. Były tam dwie stojące naprzeciw siebie sofy, telewizor i biurko 

z komputerem. Był nawet kominek, w którym także palił się ogień.

Miłe,   przytulne   miejsce.   Gdyby   jeszcze   Jane   mogła   się   skupić... 

Gdzie Ray ma zamiar poczekać? To na pewno zajmie trochę czasu.

Ale Ray nie wyszedł. Zamierzał siedzieć z boku i obserwować. Jane, 

która nie chciała dodatkowo denerwować i tak już skrępowanej dziew-

czynki, nie ryzykowała kłótni. Miała tylko nadzieję, że Ray będzie trzy-

mał język za zębami.

Melanie   usiadła   naprzeciw   Jane.   Skuliła   się   w   rogu   kanapy, 

przyciskając do piersi poduszkę. Wszyscy młodzi ludzie, których Jane 

przesłuchiwała, zachowywali się podobnie. Byli nerwowi, defensywni. 

Marzyli, żeby znaleźć się gdzie indziej, by być z przyjaciółmi i móc ich 

chronić.

Melanie była bardzo ładną trzynastolatką... i bardzo dojrzałą. Jane na-

tychmiast to dostrzegła. Inteligentna i bardziej wyrobiona niż większość 

dziewcząt w jej wieku, w szkole była pewnie typem prymuski, wyprze-

dzającej   pod   pewnymi   względami   rówieśników.   Fizycznie   także   była 

rozwinięta ponad wiek. Wkrótce będzie miała wielu adoratorów, z tymi 

długimi jasnymi włosami i dołeczkami w policzkach.

Jane wyjaśniła Melanie, na czym polega jej praca. Powiedziała też, że 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   54   —

zawsze stara się najpierw poznać świadka i chce, żeby świadek poznał ją.

Melanie przeszła jednak od razu do rzeczy.

- Nie wiem, czy zdołam sobie cokolwiek przypomnieć, panno Russo.

- Jane.

- Jane. - Melanie na chwilę spuściła głowę. - Przy tym poprzednim 

rysowniku, panu Staleyu, nic sobie nie mogłam przypomnieć.

- Nie szkodzi. Właściwie - Jane troszkę minęła  się z prawdą - to 

nawet lepiej. Bo teraz możemy zacząć od nowa. Dobrze?

- Dobrze.

- Wiec opowiedz mi o sobie, Melanie. Założę się, że świetnie jeździsz 

na nartach.

- Cóż, właściwie...

- No tak, zawsze zapominam, teraz jeździ się na desce.

Melanie kiwnęła głową.

-   Uprawiasz   jeszcze   jakieś   inne   sporty?   Grasz   w   siatkówkę?   W 

koszykówkę?

- Tak. W siatkówkę. Jestem kapitanem szkolnej drużyny.

- Super.

Rozmawiały   o   szkole,   o   chłopcach,   o   narkotykach,   o   dzieciakach 

wałęsających się wieczorami po mieście, które piją i wagarują.

- Tu nie jest tak jak w wielkich miastach - wyjaśniła Melanie - ale też 

się to zdarza.

Jane   powiedziała,   że   urodziła   się   i   wychowała   w   Aspen,   i   tam 

chodziła   do   szkoły   średniej.   Gawędziła   z   Melanie   o   wszystkim   i   o 

niczym.  Prawie  zapomniała  o  Rayu.  Prawie.  Melanie  zdawała  się  nie 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   55   —

zwracać   najmniejszej   uwagi   na   jego   obecność,   ale   Jane   cały   czas   ją 

czuła.

- Jest paru takich, którzy  próbują się do nas przyczepić - mówiła 

Melanie. Siedziała swobodniej, odsunęła od siebie poduszki.

- Do was? - spytała Jane. - To znaczy do ciebie i twoich przyjaciółek? 

Na przykład Kirstin? - pierwszy raz wymówiła to imię.

I takiej właśnie reakcji się spodziewała. Melanie przypomniała sobie 

przyjaciółkę i do jej oczu napłynęły łzy.

- O Boże - szepnęła przykładając dłonie do policzków - Biedna Kir-

stin. Dlaczego policja nie może jej odszukać? Nie rozumiem tego.

- Robią wszystko, co w ich mocy - zapewniła Jane. - Właśnie dlatego 

tu jesteśmy, ja i agenci FBI. Naprawdę bardzo chcemy ją odnaleźć, Mela-

nie.

- Dlaczego nie wziął mnie albo Crystal? My też tam byłyśmy.

Poczucie winy, z którym zawsze zmagają się ci, którzy przetrwali. 

Tego fez można było się spodziewać.

Jane wiedziała, że to, co teraz powie, zaskoczy Raya, ale tak właśnie 

pracowała. Jeśli mu się to nie spodoba, trudno.

Pochyliła się do przodu i spojrzała dziewczynce w oczy.

-   To   i   tak   wcześniej   czy   później   dostanie   się   do   wiadomości 

publicznej, ale na razie muszę cię prosić, żebyś zachowała to dla siebie i 

twoich rodziców. Dobrze?

- Dobrze. - Melanie pociągnęła nosem.

- Uważamy, że to nie przypadek, że właśnie Kirstin została porwana. 

Sądzimy,   że   została   starannie   wybrana.   Ten   człowiek,   jeśli   to 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   56   —

rzeczywiście był on, już wcześniej porwał kilka dziewcząt. Wszystkie są 

do   siebie   podobne   -   dość   wysokie,   z   długimi   ciemnymi   włosami,   w 

okularach. Trochę nieśmiałe.

- O Boże - wyszeptała Melanie i zmarszczyła brwi, przetrawiając tę 

informację. Jane odwróciła się, żeby spojrzeć na Raya, który skrzywił się 

z   niezadowoleniem.   Potrząsnęła   głową.   Powinien   rozumieć,   dlaczego 

powiedziała o tym Melanie. Na pewno zdaje sobie sprawę, że to i tak 

wyjdzie na jaw.

Ray   zachował   swoje   zdanie   dla   siebie,   dzięki   Bogu,   ale   Jane 

wyraźnie czuła jego dezaprobatę.

Melanie zadała w końcu nieuniknione pytanie.

- Skoro robił to już wcześniej, czy... To znaczy, te dziewczyny... Czy 

one żyją? - wyjąkała.

- Lisa i Allie, bo tak się nazywają, są całe i zdrowe - odparła Jane, nie 

wspominając o Jennifer Wiessman, którą znaleziono martwą w Park City 

rok wcześniej. - Tak więc, Melanie, ten człowiek nie wziąłby ciebie ani 

twojej przyjaciółki Crystal, nawet gdybyście dobrowolnie chciały zająć 

miejsce Kirstin. Rozumiesz to, prawda?

- Chyba tak.

Jane sięgnęła do przybornika i wyciągnęła kawał jasnej plasteliny, 

który podała Melanie.

- Po co to?

- Chciałabym, żebyś formowała z tego różne kształty podczas naszej 

rozmowy. Dobrze?

- To znaczy... mam z tego uformować twarz czy coś w tym rodzaju?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   57   —

- Oczywiście, że nie - uśmiechnęła się Jane. - Ale czasami to pomaga 

przypomnieć sobie pewne szczegóły.

- Ja... ja go nie widziałam.

-   Wiem.   Ale   możemy   przecież   porozmawiać   o   tym   dniu,   który 

spędziłaś na stoku z Crystal i Kirstin, prawda?

- Chyba tak.

Melanie nie była przekonana, ale bardzo chciała pomóc. Teraz już zu-

pełnie nie przypominała spiętej, przerażonej nastolatki sprzed godziny.

-   A   więc   -   zaczęła   Jane   -   jeździłyście   na   nartach,   to   znaczy   na 

deskach, na Snowmass?

- Aha.

-   Dlatego   że   Kirstin   mieszka   niedaleko,   czy   dlatego,   że   tam   się 

dobrze jeździ?

-   Lubimy   tam   jeździć.   To   fajne   miejsce.   -   Melanie   wzruszyła 

ramionami.

- No tak. Było zimno?

- Bardzo zimno. Ale potem zaczął padać śnieg i zrobiło się cieplej.

Jane kiwnęła głową. Zawsze się ociepla przed opadami śniegu.

- Gdzie dokładnie jeździłyście?

Rozmawiały o trasach zjazdowych i wyciągach, o przyjaciółkach ze 

szkoły które spotkały po lunchu na szczycie.

Przez cały czas Melanie nieświadomie bawiła się plasteliną, ugniatała 

ją   w   dłoniach   i   formowała   jakieś   niewyraźne   kształty   -   precel,   coś 

przypominającego nartę, hot doga. Druga dziewczynka, Crystal, jadła na 

lunch hot doga i frytki.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   58   —

Gdy  mówiła   o wyciągu,  którym wjeżdżały  po  lunchu  na stok,  jej 

twarz nagle stężała.

- To był orczyk, na dwie osoby - powiedziała, marszcząc brwi. - Ja 

jechałam   z   Crystal.   Kirstin   była   trochę   wkurzona.   Musiała   jechać   z 

jakimś facetem. Żartowałyśmy sobie z niej.

-   W   tym   człowieku   było   coś,   co   zwróciło   twoją   uwagę,   prawda, 

Melanie? - Jane powiedziała to bardzo spokojnie.

- Eee, nie wiem, to był zwyczajny facet.

Jane poczuła, że traci z nią kontakt.

- Ale on nie pojechał z tobą ani z Crystal, prawda? Celowo przysiadł 

się do Kirstin?

-   Nie,   to   znaczy...   Cóż,   ja   stałam   z   Crystal   bardziej   z   przodu.   A 

Kirstin została trochę w tyle, obok niego... Tak, możliwe.

Nie  zdając  sobie  z tego  sprawy,  Melanie  uformowała   z plasteliny 

kulę.

- Miał na głowie czapkę?

Dziewczynka zastanawiała się chwilę.

- Tak. Ciemną. Czarną albo może granatową czy zieloną. Pamiętam, 

że pomyślałam sobie, że to ohydna czapka. I miał szalik. Też ohydny.

- Pamiętasz kolor szalika?

- No... też był ciemny. Aha i miał gogle. Pamiętam, bo pod nimi miał 

okulary. Dziwne, nie?

- Dziwne. To musiało zabawnie wyglądać.

- Chyba tak.

Teraz   dłonie   Melanie   formowały   z   plasteliny   głowę.   Najpierw 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   59   —

okrągłą, Później bardziej owalną.

Jane wzięła do ręki szkicownik i ołówek. Starała się zrobić to powoli 

i spokojnie.

- Pamiętasz, jakie to były okulary?

Melanie zmarszczyła nos.

- Trudno było zauważyć, bo miał na nich gogle, ale wydaje mi się że 

miały druciane oprawki. Takie, jakie nosi moja mama, kiedy prowadzi 

samochód.

- Pamiętasz ich kształt?

-   Taki   sam   jak   mojej   mamy.   Owalny.   Tak   mi   się   wydaje.   Nie 

widziałam tego faceta zbyt dobrze. Naprawdę.

Ależ   widziałaś   go,   pomyślała   Jane.   Jakaś   część   umysłu   Melanie 

zarejestrowała więcej, niż była tego świadoma.

-   Więc   -   powiedziała   Jane,   szkicując,   ale   nie   spuszczając   oczu   z 

Melanie - miał na sobie strój narciarski. Jakiego rodzaju?

Melanie zmarszczyła brwi.

- To była kurtka. Tak myślę. Chyba czarna.

- W każdym razie ciemna?

Melanie pokiwała głową.

- Czarna. I chyba miała takie czerwone obwódki na rękawach.

- Więcej niż jedną obwódkę?

- Nie pamiętam.

- Nic nie szkodzi. Ale on jeździł na nartach, nie na desce?

- Tak... na nartach. Na pewno. Pamiętam, że podpierał się na kijkach, 

zanim wsiadł z Kirstin na orczyk.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   60   —

- A przypominasz sobie, jakie to były narty?

- Nie. Mnie interesują tylko deski.

Jane   odeszła  na  moment  od  tematu,   żeby   dać  Melanie   odetchnąć. 

Zaczęła mówić o deskach, o technice jazdy, o luźnych ubraniach i o tym, 

że miejscowy związek narciarski zabronił zjeżdżać na deskach z Aspen 

Mountain, najlepszej góry w okolicy, który to zakaz obowiązywał przez 

kilka lat, aż w końcu związek musiał się poddać.

- Tatuś mówi, że poddali się ze względów finansowych - powiedziała 

Melanie. - Do Aspen ludzie przyjeżdżają całymi rodzinami, a dzieci wolą 

deski. Więc Aspen traciło turystów, którzy wybierali inne miejscowości, 

bo rodziny chcą jeździć razem.

- Rozumiem. Domyślam się, że deski psują stoki narciarzom?

-   Tak   mówią   -   Melanie   wzruszyła   ramionami.   Ciągle   bawiła   się 

plasteliną. - Uważają, że deski psują muldy.

- A snowboardziści pewnie szaleją na stokach.

- Ja nie.

- Jestem pewna, że ty nie. A ten człowiek, który wsiadł na wyciąg z 

Kirstin... miał może brodę albo wąsy?

- Eee... nie wiem.

- Może widziałaś jego policzki? Były zaczerwienione od mrozu?

- Nie wiem. Chyba miał bokobrody. Tak mi się wydaje.

- Interesujące. - Jane przyciemniła po bokach pociągłą owalną twarz 

w goglach i okularach. - Więc nie miał brody. Ale może się nie ogolił.

- Może. Nie wiem.

- Domyślam się, że był starszy, skoro jeździł na nartach.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   61   —

- Aha. Starszy.

Dla nastolatków wiek to trudna sprawa. Nawet osoby po dwudziestce 

wydają im się raczej stare. A rodzice to niemal –

Jane postanowiła drążyć temat.

- Więc mógł być w wieku twojego taty.

- Nie, nie był aż tak stary.

- Hm. Więc może był w wieku twojego nauczyciela? Albo trenera?

Melanie myślała nad tym przez chwilę.

- Mógł być w wieku pana Crawforda. To mój wychowawca.

- Ile lat ma pan Crawford?

- Jakieś trzydzieści parę. Wiesz, to z tego programu telewizyjnego. 

On często tak żartuje, ale to nie jest specjalnie zabawne.

-   W   porządku.   Więc   trzydzieści   parę.   Czy   ten   człowiek   był   tak 

wysoki jak pan Crawford?

- Pan Crawford jest niski. Ja jestem od niego wyższa.

- Ach tak, rozumiem. Więc ten człowiek był raczej wysoki? A może 

był twojego wzrostu?

- Wysoki. Chyba.

- Wyższy od ciebie?

- Aha. Był wzrostu taty. Tata ma metr osiemdziesiąt.

- Był szczupły jak twój tata? Wiem, że miał na sobie kurtkę, ale jakie 

odniosłaś wrażenie?

- Tak, był mniej więcej taki jak mój tata.

Jane oceniła Barry’ego Steadmana  na mniej  więcej  siedemdziesiąt 

kilo. Niewiele, jak na mężczyznę mierzącego metr osiemdziesiąt.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   62   —

- Ten facet miał nos taki jak pan Crawford. Tak mi się wydaje - ode-

zwała się Melanie. Próbowała wyrzeźbić nos w plastelinie, ale bez powo-

dzenia. Niestety, nie miała zadatków na artystkę.

- A jak wygląda nos pana Crawforda?

Złamał go w zeszłym roku. Pomaga drużynie baseballowej i Cory 

Grossman...  podający... w każdym razie  rzucił  za mocno  i trafił  pana 

Crawforda w nos. Strasznie krwawił.

Jane cały czas szkicowała.

- No, no. Widziałaś to?

-   Nie,  ale  chłopcy  strasznie   się   z  tego  śmiali   następnego   dnia.  Ja 

myślę, że to okropne.

- Złamany nos...z garbkiem?

- Z czym?

- Od złamania?

- Och - Melanie potrząsnęła głową. - Nie pamiętam.

Zaczęły rozmawiać o chwili, kiedy dziewczynki zsiadły z wyciągu na 

szczycie. Najwyraźniej ten człowiek natychmiast odjechał. Melanie nie 

była pewna, czy Kirstin mówiła coś na jego temat, ale była wkurzona, że 

Crystal   wskoczyła   na   orczyk   z   Melanie   i   zostawiła   ją   obok 

nieznajomego.

- Widziałaś go jeszcze tamtego popołudnia? - spytała Jane.

- Eee... nie. Nie wydaje mi się.

I właśnie wtedy stało się to, co nieuniknione.

-   Melanie   -   spytał   Ray,   pochylając   się   na   krześle   stojącym   przy 

komputerze - czy widziałaś tego samego człowieka później na parkingu?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   63   —

Dziewczynka odwróciła się gwałtownie, upuszczając plastelinę.

Do diabła z tobą, Ray.

-   Ja...   ja...   nie   wiem   -  wyjąkała   Melanie,   nagle   przerażona,   jakby 

czuła, że powinna była go widzieć.

Jane spróbowała naprawić szkodę.

- W porządku, kochanie, jeśli to ten sam człowiek, który porwał Kir-

stin, na pewno zrobił wszystko, żeby nikt go nie zauważył.

Nić porozumienia została zerwana. Ale Jane się nie poddawała.

- Jak rozstałyście się z Kirstin na przystanku autobusowym?

-   My,   to   znaczy   Crystal   i   ja,   spieszyłyśmy   się,   żeby   zdążyć   na 

autobus... Mama Kirstin miała nas odebrać z parkingu, gdzie wysiada się 

z autobusów. Wydaje mi się, że było wpół do piątej. Ustawiłyśmy się...

- Ty i Crystal?

- No tak. Stanęłyśmy w kolejce... odwróciłam się, żeby powiedzieć 

Kirstin, że chyba się nie zmieścimy do tego autobusu, bo był przepełnio-

ny... Wiedziałam, że pani Lemke będzie zła... Ale Kirstin nie było.

- W porządku, rozumiem - mruknęła Jane. To, co powiedziała teraz 

Melanie, zgadzało się z tym, co wcześniej mówiła policji. Gwałciciel z 

Mammoth i Snowbird jeździł furgonetką. Tyle wiedziały ofiary i świad-

kowie. Ale Melanie nie zauważyła żadnego samochodu, interesowało ją 

tylko to, żeby dostać się do autobusu.

Jak zdołał zmusić Kirstin, by z nim poszła? Na pewno nie wyciągnął 

noża przy ludziach. Dziewczyna ze Snowbird została poproszona o poka-

zanie drogi do stacji benzynowej, a kiedy odeszła kawałek od przyjaciół, 

on zagroził jej nożem, a potem zawiązał jej oczy i zamknął w pozbawio-

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   64   —

nym okien pokoju, gdzie przetrzymywał ją wiele dni. Dziesięć, o ile Jane 

pamiętała. Później znowu zawiązał jej oczy i zostawił na pustej drodze w 

środku nocy. Zmaltretowane ciało, zmaltretowana psychika...

- Nic więcej nie pamiętam  - powiedziała  Melanie, spoglądając na 

Raya. Znowu sprawiała wrażenie spiętej i niepewnej.

Kilka minut później wyszli z domu Steadmanów.

Ray włączył silnik.

- Cóż, to była... Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłeś - przerwała mu 

Jane.

- Co takiego?

- Zdekoncentrowałeś ją.

- Hm - mruknął. - Nieważne. To była strata czasu.

-   Doprawdy?   W   końcu...   w   końcu   zdobyliśmy   kilka   szczegółów. 

Wzrost, waga, może kolor włosów, okulary, nie miał brody ani wąsów...

- Skąd, u diabła, przyszło ci do głowy, że to ten człowiek? Facet 

wsiada z dzieciakiem na wyciąg. To nie przestępstwo. - Ray ruszył. - 

Podrzucę cię do siostry - powiedział uprzejmie.

- Świetnie.

- Już za późno na rozmowę z tą drugą dziewczyną, jak ona ma na 

imię?

- Crystal.

- Dzisiaj jest już na to za późno. Umówię nas na jutro. Teraz muszę 

wrócić do szeryfa i spotkać się z innymi.

- Więc pojedziesz do państwa Lemke?

- Tak.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   65   —

- To będzie trudne. Biedni rodzice...

- To zawsze jest trudne.

- Zajmowałeś się już porwaniami?

- Właściwie nie.

- Więc czym się zajmowałeś, zanim przeprowadziłeś się do Denver?

- Grupami terrorystycznymi.

- Aha. - Znowu coś ją tknęło. Ray Vanover, terroryści... Miała nieja-

sne wrażenie, że wie coś o tym człowieku, ale nie mogła sobie przypo-

mnieć, co. - Na światłach skręć w prawo - powiedziała - A potem na 

rondzie...

- Pamiętam drogę.

- Świetnie.

Ale   nie   pamiętał   drogi   do   domu   Gwen   i   Jane   musiała   go 

poprowadzić.

- Powinni tu postawić światła - mruknął tylko.

- To tu - powiedziała.

Wjechał na podjazd.

- Umówię cię z tą drugą... z Crystal.

- Dobrze. - Jane otworzyła drzwi, przyciskając do piersi torebkę i 

przybornik. Pomyślała o tym, która może być godzina, a także o tym, 

gdzie jest teraz Alan i z kim. Często spędzała całe wieczory, rozmyślając 

o Alanie zastanawiając się, co było nie tak. Tęskniła za nim. Potem nagle 

wróciła   do   rzeczywistości.   Boże.   Jest   w   Aspen.   Pod   domem   swojej 

siostry. A człowiek, który ją tu przywiózł, to nie Alan.

- Zadzwonię rano - mówił Ray.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   66   —

- Będę czekać. - Wiedziała, że to, co ma zamiar teraz zrobić, jest 

żałośnie dziecinne, ale i tak odczuwała satysfakcję. Przymknęła drzwi i 

spojrzała na Raya - A tak przy okazji, ten złamany nos...

- Tak? O co chodzi?

- Jeśli zajrzysz do moich  notatek, przeczytasz, że dziewczynka ze 

Snowbird twierdziła, że człowiek, który ją porwał, miał złamany nos.

Wysiadła, zatrzasnęła za sobą drzwi i ruszyła w stronę domu. Teraz 

myślała już tylko o czekającej ją konfrontacji z rodziną.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   67   —

Rozdział 5

Jadąc   trzeci   raz   w   ciągu   kilku   godzin   Main   Street,   Ray   miał   już 

wyrobione zdanie na temat Aspen. Tak, to urocze zimowe miasteczko 

wciśnięte   między   ośnieżone   szczyty   mogłoby   być   tworem   Walta 

Disneya.   Zdawało   się   pochodzić   z   innej   epoki.   Latarnie   z   przełomu 

wieków,   pokryte   śniegiem   gałęzie   drzew   rosnących   wzdłuż   ulicy, 

staroświeckie wiktoriańskie kamieniczki w pastelowych kolorach. Park 

pełen sosen uginających się pod ciężarem śniegu. Altana przystrojona 

migającymi lampkami.

Miasteczko z bajki. A widział dotąd tylko centrum. I budynek sądu z 

biurami szeryfa.

Zaczął myśleć o Kirstin Lemke. I o Jane. Przyznał jej w duchu kilka 

punktów za to, że świetnie wybrała moment, by mu powiedzieć o złama-

nym nosie z zeznań dziewczynki ze Snowbird. Złamany nos. Ray nie 

wierzył w takie zbiegi okoliczności. Dwóch świadków mieszkających w 

odległości setek kilometrów i zeznających w odstępie kilku lat. Tak, to 

musi   być   ten   sam   człowiek.   Ray   dokładnie   przestudiował   te   sprawy. 

Jeszcze raz przypomniał sobie inne ofiary i miejsca, w których zostały 

porwane: Mammoth w Kalifornii; Snowbird i Park City w Utah. A teraz 

Aspen. Zimowe kurorty. To właśnie łączy te sprawy. Nic nowego.

Zaparkował przed budynkiem sądu i zaczął się zastanawiać. Narty. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   68   —

Wszystkie porwania miały miejsce w zimie. Może więc sprawca jest w 

jakiś   sposób   związany   z   narciarstwem?   Strażnik,   instruktor,   operator 

wyciągu,   kierowca   autobusu   dowożącego   turystów   pod   stoki? 

Możliwości jest wiele. Zbyt wiele.

Krzywy   nos,   najprawdopodobniej   złamany.   Czy   warto   sprawdzać 

dokumentację szpitali w Mammoth i Snowbird? Czy jest jakaś szansa, że 

facet   złamał   nos   w   czasie   którejś   z   tych   spraw?   Niewielka.   Równie 

dobrze   mógł   w   dzieciństwie   spaść   z   roweru.   Nakazanie   śledztwa   w 

szpitalach   i   klinikach   byłoby   marnotrawieniem   środków  biura.   Muszą 

schwytać sprawcę tutaj, w Aspen. Im szybciej im się to uda, tym lepiej 

dla Kirstin. W ubiegłym roku porywacz przetrzymywał swoją ofiarę z 

Park   City   nieco   ponad   tydzień.   Jennifer   Weissman.   Wielokrotnie 

zgwałcona i zostawiona na śmierć w zrujnowanym motelu. Jennifer. Nie 

doczekała   czternastych   urodzin.   Bruce   Dallenbach   i   Sid   Reynolds 

pojechali do domu państwa Lemke zaraz po tym, jak Ray wyruszył z 

Jane   do   Steadmanów.   Agent   FBI   Howard   Canning,   specjalista   od 

elektroniki, już był w domu Kirstin; przyleciał poprzedniego dnia, żeby 

zainstalować   podsłuch   na   telefonie,   choć   nikt   ani   przez   chwilę   nie 

wierzył,   że   porywacz   skontaktuje   się   z   rodzicami.   Kirstin   nie   została 

porwana dla okupu, ale po to, by zaspokoić czyjeś chore żądze.

Szeryf Kent Schilling był jeszcze w swoim biurze wraz z Berniem i 

Frankiem, którzy czekali, żeby pojechać z Rayem do rodziców Kirstin.

- Nic nowego, jak się domyślam? - spytał Ray, wchodząc do pokoju.

- Nic a nic - odparł Schilling.

Ray skinął głową w stronę zastępców szeryfa.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   69   —

Schilling wstał zza biurka i spojrzał w okno, poprawiając spodnie.

- Czy Jane udało się coś wyciągnąć z dzieciaka Steadmanów?

- Niewiele. Facet może być wysoki i szczupły. Może mieć jasną cerę 

i jasne włosy. Może nosić okulary w owalnych drucianych oprawkach. 

Może też mieć złamany nos.

Schilling odwrócił się od okna.

- No, to znacznie więcej niż wiedzieliśmy wcześniej.

- Jeśli cokolwiek z tego jest prawdą. - Ray wzruszył ramionami.

- Jeśli ta mała powiedziała to Jane, to stawiam każdą sumę, że to 

prawda. - Hm...

- Jane jest dobra. Ta dziewczyna ma prawdziwy talent.

Ray spojrzał na niego uważnie.

- Znasz Jane od dawna?

- Dobry Boże, tak. Odkąd skończyła osiem może dziewięć lat. Jej 

ojciec,   to   znaczy   ojczym,   to   mój   przyjaciel.   Roland   Zucker.   Był   tu 

szeryfem,   kiedy   ja  stawiałem   pierwsze  kroki  w departamencie.  Kiedy 

zrezygnował, poparł moją kandydaturę. A jeśli chodzi o Jane... Lottie, 

moja żona, uczyła ją w szkole rysunku. Zawsze powtarzała, że Jane ma 

talent.

- Aha - mruknął Ray i odwrócił się do zastępców szeryfa - Pojadę za 

wami do państwa Lemke, jeśli nie macie nic przeciw temu. Wolałbym 

jechać swoim samochodem. - Znowu spojrzał na Schillinga - Czy mógł. 

byś mi wyświadczyć przysługę i umówić nas na jutro z Crystal? Jak naj-

wcześniej.

- Oczywiście. Zadzwonię do jej matki.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   70   —

- Będę wdzięczny.

- Po to tu jestem.

-  No tak  -  mruknął  Ray,  myśląc  już o  czekającej  go rozmowie   z 

rodzicami Kirstin.

Rodzina Lemke mieszkała dziesięć kilometrów od Aspen, w okolicy 

zwanej Brush Creek. Przy wjeździe do Snowmass Village, gdzie Kirstin 

jeździła na desce z przyjaciółkami w dniu porwania, zbocza gór usiane 

były domami w budowie.

Ray   podjechał   za   samochodem   zastępców   szeryfa   niebezpieczną 

krętą   drogą   o   nazwie   Medicine   Bow   i   zatrzymał   się   przed   domem 

przytulonym do zbocza góry, do którego prowadził stromy podjazd. Dom 

z szarego kamienia był dość nowoczesny. Roztaczał się stąd wspaniały 

widok na całą dolinę.

Na odśnieżonym podjeździe stało kilka samochodów. Ray wiedział, 

że   u   rodziców   Kirstin   są   już   Dallenbach,   Reynolds   i   Canning,   dwa 

samochody należały do państwa Lemke, a inne zapewne do ich krewnych 

i przyjaciół. Ray miał zamiar ograniczyć liczbę ludzi odwiedzających ten 

dom.   Jego   zadaniem   było   wydobycie   jak   najwięcej   informacji   od 

zrozpaczonych rodziców, a nie niańczenie ich znajomych. Sprawca w 

jakiś sposób namierzył Kirstin, widział ją gdzieś i dokonał wyboru. Nie 

porwał jej przez przypadek. Wszystko zostało dokładnie zaplanowane na 

wiele dni, jeśli nie tygodni czy miesięcy przed porwaniem. Ten człowiek 

wiedział   nawet,   o   której   Kirstin   wracała   z   przyjaciółkami   do   domu, 

wiedział,   że   o   tej   porze   zapada   już   zmierzch.   To   nie   przypadek,   że 

wszystkie ofiary zostały porwane blisko najkrótszego dnia w roku.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   71   —

Wesołych Świąt, pomyślał Ray, podchodząc do drzwi.

W domu kłębił się tłum ludzi. Byli tam agenci FBI, rozmawiający 

przez swoje telefony, i zastępczyni szeryfa Teresa Morales. Był pastor i 

kilkunastu   przyjaciół   państwa   Lemke.   Ray   nie   miał   pojęcia,   które   ze 

zgromadzonych tam osób są rodzicami Kirstin.

Ludzie   stali   w   małych   i   większych   grupkach,   rozmawiając 

ściszonymi głosami.  Byli wszędzie, w kuchni, salonie i pokoju, który 

okazał się biblioteką. Na Raya i jego dwóch towarzyszy nikt nie zwracał 

najmniejszej   uwagi.   Do   chwili,   kiedy   Ray   stanął   na   środku   salonu   i 

odchrząknął.

- Przepraszam państwa, nazywam się Ray Vanover, jestem agentem 

specjalnym i mam prośbę. Wiem, że chcecie teraz być z przyjaciółmi, 

muszę jednak prosić, żeby wszystkie osoby, których obecność tu nie jest 

konieczna,   pozwoliły   nam   na   pracę   z   państwem   Lemke.   Możecie, 

oczywiście, dzwonić o każdej porze i rozmawiać z panią Morales lub 

panem Reynoldsem. W porządku?

Wszyscy   odwrócili   głowy   w   jego   stronę,   mrucząc   z 

niezadowoleniem.

- Proszę posłuchać - ciągnął Ray - Wiem, że próbujecie pomóc, ale 

najważniejsze żebyście pozwolili nam pracować. Chcecie, żeby Kirstin 

wróciła do domu cała i zdrowa, prawda? Musicie więc pozwolić nam się 

tym zająć.

Ludzie, choć niechętnie, zaczęli szukać swoich płaszczy i zbierać się 

do wyjścia. Dzięki Bogu nie było nikogo, kto miałby ochotę na dyskusję.

- Bardzo państwu dziękujemy, doceniamy państwa chęć współpracy - 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   72   —

dodał jeszcze, kiedy wychodzili. Jak kondukt pogrzebowy.

Ray   nie   miał   doświadczenia   w   postępowaniu   z   rodzinami,   które 

dotknęła   taka   tragedia.   Specjalizował   się   w   zupełnie   innych 

zagadnieniach. Ale uznał że na razie radzi sobie całkiem nieźle.

W drzwiach sypialni pojawił się jakiś mężczyzna. Podszedł do Raya. 

Ojciec Kirstin. Wyglądał strasznie. Zapewne kiedyś był całkiem przystoj-

nym, silnym mężczyzną po czterdziestce. Średniego wzrostu, o włosach 

lekko przerzedzonych już na czubku głowy i blisko osadzonych niebie-

skich oczach. Ale teraz oczy Josha Lemke były zapuchnięte i czerwone, 

twarz poszarzała, usta drżące.

Rzucił się na Raya jak wściekły pies.

- Więc to pan jest tym cholernym agentem?

- Tak.

- A dojazd z Denver zabrał panu trzy dni? Trzy pieprzone dni? Nasze 

dziecko... nasza córeczka jest gdzieś tam z tym... z tym szaleńcem, a pan 

siedzi sobie na tyłku w Denver! Nic dziwnego, że ludzie tak plują na 

FBI!

- Proszę się uspokoić - odparł Ray bardzo cicho, prawie niedosłyszal-

ne. - Panie Lemke, musi pan nad sobą zapanować. Takie zachowanie w 

niczym nie może pomóc.

- Pomóc? - prychnął Lemke.

- Jesteśmy tu po to, żeby odnaleźć pańską córkę - powiedział Ray.

Lemke znieruchomiał, jego ramiona opadły. Ukrył twarz w dłoniach i 

wymamrotał coś niezrozumiale.

- Proszę posłuchać - ciągnął Ray - wiem, przez co pan przechodzi, ale 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   73   —

wściekanie się na mnie nic panu nie da.

- Nie ma pan pojęcia, przez co przechodzę - powiedział bezradnie 

Lemke. A potem jego wargi zaczęły drżeć, a oczy wypełniły się łzami. - 

Nasze dziecko. - Jęknął. - Nasze maleństwo.

Ray szczerze mu współczuł.  Sam doznał takiego  bólu. Do diabła, 

przez te półtora roku targały nim uczucia, nad którymi nie był w stanie 

zapanować. Od dnia,  kiedy  ci  dranie  zamordowali   Kathleen,  a potem 

udało im się wywinąć.

Ale nie mógł pozwolić panu Lemke poddać się tym emocjom. Lemke 

go potrzebował.

- Panie Lemke... Josh - zaczął. - Muszę z wami porozmawiać, z tobą i 

twoją żoną. Dobrze, żebyście myśleli w miarę trzeźwo. Czy to możliwe?

Lemke otarł oczy.

- Tak, oczywiście. Ale Suzanne... Suzanne wzięła jakieś leki, które 

przepisał jej lekarz, i... Cóż, nie wiem, czy będzie w stanie się skupić.

Niezrównoważony ojciec, pomyślał Ray, i matka na prochach. Coraz 

lepiej.

- Znajdźmy jakieś miejsce, gdzie będziemy mogli porozmawiać - za-

proponował,   podchwytując   spojrzenie   Bruce’a   Dallenbacha,   który 

wywrócił oczami. Inni agenci zajmowali się swoimi sprawami. Bardzo 

cicho.

Ray poszedł korytarzem w stronę sypialni. Suzanne Lemke leżała w 

łóżku   przykryta   kocem.   Nie   spała,   patrzyła   przed   siebie   szklistymi, 

niewidzącymi oczami.

Bruce Dallenbach wszedł do pokoju za Rayem i usadowił się koło 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   74   —

okna z notatnikiem w dłoni. Josh Lemke usiadł na brzegu małżeńskiego 

łóżka i wziął żonę za rękę, Ray usiadł na krześle przy toaletce. Odsunął 

poduszkę i położył ręce na oparciach, starając się wyglądać swobodnie. 

To   był  jego   pierwszy   raz.   Naprawdę   pierwszy.   Pomyślał   o   Jane.   Jak 

świetnie poradziła sobie z Barrym Steadmanem i Melanie. Potrafiła ich 

uspokoić, sprawić, że poczuli się swobodnie, i pokazać, że są niezbędni 

dla dobra śledztwa.

- Bezpiecznie - powiedziała Jane. Ofiara czy świadek musi czuć się 

bezpiecznie. Może powinien był ją tu ze sobą przywieźć.

Przedstawił się Suzanne, która zamrugała i ścisnęła dłoń męża.

Miała   koło   czterdziestki.   Raczej   szczupła.   Ciemne   włosy,   dość 

długie,   zebrane   w   kucyki.   Na   nocnym  stoliku   Ray   dostrzegł   okulary. 

Kirstin   była   najwyraźniej   bardzo   podobna   do   matki.   Suzanne,   mimo 

otępienia   lekami,   także   wydawała   się   trochę   nieśmiała.   Tak,   gdyby 

Suzanne   Lemke   miała   dwadzieścia   pięć   lat   mniej,   doskonale 

odpowiadałaby gustom porywacza.

Ray wziął głęboki oddech.

- Najpierw - zaczął - chciałbym powiedzieć wam dokładnie, co FBI 

wie, a czego jeszcze nie wiemy. Nie będę niczego owijał w bawełnę, bo 

sądzę, że im szybciej wszystko ustalimy, tym większe będą szanse na 

schwytanie tego człowieka.

-   Dlaczego...   dlaczego   on   nie   zadzwonił?   -   wyjąkała   Suzanne.   - 

Mamy pieniądze... Moi rodzice mogliby nam pomóc. Oddamy wszystko, 

czego zażąda, wszystko, wszystko.

Bruce, siedzący przy oknie, odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   75   —

Pokręcił głową na znak, że rodzice Kirstin nie zostali poinformowani o 

podejrzeniach policji.

Cholera,   pomyślał   Ray.  Właśnie   popełnił   pierwszy   błąd   w   swojej 

pierwszej sprawie tego typu. Założył, że ktoś powiedział rodzicom, jakie 

są   fakty   albo   przynajmniej   podejrzenia.   Ale   nikt   tego   nie   zrobił. 

Najwyraźniej   był   to   obowiązek   agenta   prowadzącego   sprawę.   Jego 

obowiązek.   Powinien   był   wiedzieć.   Procedura   FBI   numer   101. 

Podręcznikowe bzdury.

- Co jest, do diabła? - Lemke zmarszczył brwi. - Wiecie, kto porwał 

Kirstin? Nie rozumiem, co się tu dzieje. Jeśli wiecie...

Ray podniósł dłoń i Lemke uspokoił się trochę.

-   Oto,   co   wiemy.   Wszystko   wskazuje   na   to,   że   Kirstin   została 

porwana   przez   człowieka,   który   już   wcześniej   porwał   kilka   młodych 

dziewcząt.

Suzanne jęknęła.

-   Podejrzany   -   ciągnął   Ray   -   porwał   przynajmniej   trzy   inne 

dziewczynki w ciągu pięciu lat.

- O Boże - wyszeptał Josh.

-   Pierwsza,   o   której   wiemy,   była   trzynastolatką   z   Mammoth   w 

Kalifornii.   Następna,   porwana   trzy   lata   temu,   została   uprowadzona   w 

Snowbird   w   stanie   Utah.   A   w   ubiegłym   roku   porwana   została 

dziewczynka w Park City. Wszystkie dziewczynki były w tym samym 

wieku, dość wysokie, wszystkie miały kucyki i nosiły okulary. Były do 

siebie podobne nawet pod względem osobowości.

- A te dziewczynki... czy one?... - spytała Suzanne.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   76   —

- Dwie z nich są całe i zdrowe - powiedział Ray łagodnie. Wiedział, 

jakie będzie następne pytanie.

- A trzecia? - spytał Lemke.

Ray potrząsnął głową.

Suzanne   przylgnęła   do   męża   i   zaczęła   płakać.   Josh   nie   odrywał 

wzroku od Raya, szykując się do ataku.

- Jednak jej śmierć - powiedział Ray ostrożnie - mogła być wynikiem 

wypadku. Musicie o tym pamiętać. Uważamy, że żyła i czuła się dobrze 

w chwili, kiedy porywacz ją porzucił. - Jasne. - Gwałcona i bita przez 

wiele dni. Przywiązana do połamanego łóżka - Ray widział zdjęcia - i 

zostawiona tak w zrujnowanym motelu, bez ogrzewania, jedzenia i wody, 

w środku grudnia, Jasne, czuła się świetnie.

-   Czego   ten   człowiek...   ten   straszny   człowiek   chce   od   tych 

dziewcząt?   -   spytała   Suzanne.   Mimo   otumanienia   środkami 

uspokajającymi zaraz sama odpowiedziała sobie na to pytanie i znowu 

zaczęła płakać.

-   Musicie   się   skupić   -   powiedział   Ray   -   Czy   Kirstin   wspominała 

ostatnio o dziwnych sytuacjach? Może ktoś podszedł do niej na ulicy 

albo w sklepie? Na meczu siatkówki albo w szkole czy na stoku? A może 

tu,   w   Brush   Creek?   Ktokolwiek.   Gdziekolwiek.   Agenci   Reynolds   i 

Canning   wraz   z   ludźmi   szeryfa   rozmawiają   teraz   z   przyjaciółmi   i 

nauczycielami  Kirstin,  sprawdzamy  też sąsiadów i każdego, kto tylko 

przyjdzie nam na myśl. Spróbujcie sobie przypomnieć, czy Kirstin nie 

wydawała się ostatnio czymś zdenerwowana. Nawet jeśli nie rozmawiała 

o tym z wami, może zwierzyła się komuś innemu, przyjaciółce albo...

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   77   —

- Przecież rozmawialiście z jej przyjaciółkami, prawda? - powiedział 

Josh. - Były tam razem z Kirstin, na litość boską. Jak mogły nie widzieć 

tego człowieka?

- Rozmawialiśmy z Melanie Steadman. Jutro przesłuchamy Crystal 

Brenner.   Ale   musisz   zrozumieć,   że   ten   człowiek   wszystko   bardzo 

dokładnie planuje. Porywa dziewczęta w drugiej połowie grudnia, kiedy 

nawet za dnia jest mało światła. Czeka, aż wszyscy zaczynają schodzić 

ze stoków i na parkingach jest mnóstwo ludzi. Nosi nierzucające się w 

oczy ciemne ubrania, ukrywa włosy pod czapką, a twarz pod goglami i 

szalikiem,   który   zakrywa   mu   usta.   Oczywiście,   rozmawialiśmy   ze 

świadkami i ofiarami, ale czy to z powodu szoku, czy też sprytu tego 

człowieka nie udało nam się uzyskać dokładnego opisu. Wiemy tylko, że 

jeździ furgonetką. Prawdopodobnie ciemną.

- Ale jego ofiary, te dwie dziewczynki - powiedziała nagle Suzanne. - 

One musiały go widzieć. Musiały, skoro on... on je...

Ray potrząsnął głową.

- Ukrywał przed nimi twarz w czasie porwania, a później zakładał im 

na głowy pończochy. Przetrzymywał je zawsze w ciemnym miejscu. Kie-

dy je wypuszczał, również zakładał im pończochy na głowy. Widziały 

więc tylko czapkę, szalik zasłaniający usta i gogle. Jednak zgodnie z 

zeznaniami dwóch świadków sprawca może mieć złamany nos. Znamy 

jego przybliżoną wagę, wzrost i kolor cery, może nawet włosów. - Za 

dużo   tych   „może”.   -   Problem   w   tym,   że   nikt   nie   dostarczył   nam 

szczegółów, które pozwoliłyby stworzyć portret pamięciowy.

Jane właściwie nic nie ma, pomyślał. Rozmawiała z obiema ofiarami, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   78   —

które przeżyły, ze wszystkimi świadkami i wydobyła z nich tylko tyle, że 

porywacz mógł mieć okulary, złamany nos, ciemne ubranie i furgonetkę. 

Poniosła porażkę i tyle. A ponoć ma wielki dar. Cóż, w innych sprawach 

odnosiła spektakularne sukcesy, tak w każdym razie twierdzi Parker. Pro-

siły ją o pomoc agencje stanowe i federalne. Dlaczego więc nie radzi 

sobie   w   tej   sprawie?   Dlaczego   akurat   teraz   wzięła   urlop?   Dlaczego 

Caroline  Deutch  musiała   ją  przekonywać,  żeby   zaangażowała   siew  tę 

sprawę? O co tu chodzi? Dlaczego jej relacja z rodziną wydaje się taka 

dziwna?

- Jak długo? - spytał Lemke.

- Słucham?

- Jak długo ten drań przetrzymuje swoje ofiary?

- Do dziesięciu dni - odparł Ray.

Suzanne jęknęła jak ranne zwierzę.

Ray   mógł   im   powiedzieć   o   wiele   więcej,   ale   postanowił   tego   nie 

robić.   Nóż,   którym   porywacz   zastraszał   dziewczęta,   z 

dwudziestocentymetrowym   ostrzem.   Statystyka.   Fakt,   że   zazwyczaj 

przestępcy tacy jak gwałciciele i seryjni mordercy stają się zwykle coraz 

brutalniejsi,   ich   apetyt   rośnie.   Między   kolejnymi   zbrodniami   upływa 

coraz   mniej   czasu.   Dwie   pierwsze   dziewczynki   zostały   wypuszczone, 

Jennifer została skazana na śmierć. Jak mógł powiedzieć tym ludziom, że 

ich córka ma małe szanse?

Posiedział   jeszcze   z   nimi   jakiś   czas,   wypytał   o   zwyczaje   Kirstin, 

rozkład   jej   dnia,   przyjaciół.   Cały   czas   starał   się   pamiętać   o   tym,   co 

powiedziała Jane, że przesłuchiwane osoby muszą czuć się bezpiecznie. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   79   —

Zapytał, czy nie zauważyli ostatnio czegoś dziwnego, czy nikt nie kręcił 

się koło ich domu, nie zaczepiał Kirstin. Ale niczego nie udało mu się z 

nich   wyciągnąć.   Na   wszystkie   pytania   reagowali   łzami,   groźbami   i 

przerażeniem.

W  końcu spojrzał  na  Bruce’a. Czas  pozwolić   tym ludziom  trochę 

odetchnąć.   Wiedział,   że   przechodzą   teraz   piekło.   Choć   nie   mógł   tak 

naprawdę wiedzieć, co przeżywają, bo sam nie miał dzieci.

Bruce   zamknął   za   nimi   drzwi   sypialni   i   poszedł   za   Rayem   do 

Howarda Canninga, który siedział ze słuchawkami na uszach, czekając 

na   telefon,   który   -   o   czym   wszyscy   wiedzieli   -   nie   zadzwoni.   Sid 

Reynolds   rozmawiał   przez   komórkę   z   jednym   z   nauczycieli   Kirstin. 

Agenci  wykonali   już  dziesiątki  rozmów  telefonicznych,  a  czekało  ich 

jeszcze co najmniej drugie tyle. Wszyscy czekali na jakiś przełom. Może 

szkolny   woźny,  trener   siatkówki,   inny   rodzic   albo   kierowca  autobusu 

zauważył   kogoś   w   pobliżu   szkoły   albo   furgonetkę   zaparkowaną   w 

dziwnym miejscu.

Potem   przyszła   kolej   na   ludzi   zatrudnionych   w   okolicy   stoków 

narciarskich na Snowmass, operatorów wyciągów, sprzedawców biletów, 

instruktorów   i   tak   dalej.   Lista   zdawała   się   nie   mieć   końca.   A   opis 

poszukiwanej osoby był żałośnie niedokładny. Poza tym coraz więcej 

pracowników biura zajmowało się antyterroryzmem, więc przy sprawach 

takich   jak   porwanie   Kirstin   często   brakowało   ludzi.   Ray   spojrzał   na 

rozmawiających przez telefon mężczyzn i potrząsnął głową. Przydałoby 

się jeszcze kilka osób.

Zastępczyni   szeryfa   Morales   stała   na   swoim   posterunku   przy 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   80   —

drzwiach. Jej zadaniem było spławianie gości i przyjmowanie jedzenia 

od przyjaciół i sąsiadów, którzy czuli się kompletnie bezsilni. Rayowi 

przywodziło to na myśl imprezy składkowe, na które wszyscy przynosili 

coś do jedzenia.

Postanowił, że zostawi Canninga i Reynoldsa u państwa Lemke na 

noc, a sam z Bruce’em Dallenbachem wróci do miasta i spróbuje się 

trochę   przespać   w   pokoju,   który   poprzedniego   dnia   został   dla   niego 

wynajęty   w   Mountain   House,   pensjonacie   podobno   przyjemnym,   a 

niedrogim. Dallenbach powiedział, że mieli sporo szczęścia, skoro udało 

im się znaleźć wolny pokój w okresie Bożego Narodzenia. A udało im 

się tylko dzięki szeryfowi, który znał właściciela pensjonatu. Aspen to 

małe miasto.

- Zobaczymy się jutro rano. - Ray pożegnał Canninga i Reynoldsa.

- Aha, jeszcze coś - Reynolds pstryknął palcami.  - Dzwonił  Kent 

Schilling. Chodzi o tego drugiego świadka, Crystal Brenner. Możecie ją 

jutro przesłuchać, ale dopiero po południu.

Ray zmarszczył brwi.

- A to dlaczego? Musimy pogadać z tą małą jak najszybciej.

- Nie wiem - odparł Reynolds - Chyba chodzi ojej matkę. Zdaje się, 

że późno kładzie się spać.

- Dobra. - Ray sięgnął po kurtkę, która leżała na kanapie. - Masz nu-

mer mojej komórki i numer do pensjonatu. Po drodze pewnie gdzieś się 

zatrzymamy, żeby coś zjeść. Potrzebujecie tu czegoś?

- Nie, wszystko mamy - odparł Canning.

Jadąc   do   Aspen,   Ray   rozmawiał   z   Bruce’em   o   państwie   Lemke. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   81   —

Niepokoiły go zwłaszcza zmienne nastroje Josha.

- To moja pierwsza sprawa związana z porwaniem - powiedział. - 

Wydaje mi się, że powinienem lepiej sobie radzić.

- Uważam, że poradziłeś sobie całkiem dobrze - stwierdził Bruce.

- Sam nie wiem. Prawda jest taka, że gdyby Lemke dowiedział się, 

kim   jest   ten   człowiek,   i   postanowił   wziąć   sprawy   we   własne   ręce, 

kusiłoby mnie, żeby mu na to pozwolić.

- A kogo by nie kusiło?

- Pytanie retoryczne?

- Oczywiście.

Ale Ray wiedział, że profesjonalista nie powinien nawet dopuszczać 

do siebie takiej myśli. A on dopuścił. Z powodu gniewu, który wrzał w 

nim   samym   i   domagał   się   ujścia.   Nie   musiał   patrzeć   w   lustro,   żeby 

poczuć falę zalewającej go wściekłości i frustracji. Ciekawe, kiedy Bruce 

zapyta o blizny. W końcu każdy zadawał mu to pytanie. Pewnie zrobi to 

przy kolacji.

Miał   rację.   Zatrzymali   się   przy   restauracji   mieszczącej   siew 

rustykalnej   drewnianej   chacie   przy   wjeździe   do   Aspen.   Nazywała   się 

Hickory House. Schilling polecił im to miejsce, mówiąc, że dostaną tam 

dobre domowe jedzenie.

Nad żeberkami z grilla i pieczonym kurczakiem Bruce w końcu poru-

szył ten temat.

- Miałeś... jakieś operacje plastyczne?

-   Kilka.   -   Boże,   nienawidził   o   tym   rozmawiać.   Nie   cierpiał 

wspominać   czasu   spędzonego   w   poczekalniach   różnych   lekarzy,   nie 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   82   —

cierpiał wspominać tamtego fatalnego popołudnia. Śmierć Kathleen, jej 

rodzina, cały ten ból. I po co? Teraz wylądował w Kolorado, czyli jego 

zdaniem   na   prowincji.   W   Seattle   zawsze   dużo   się   działo.   Granica   z 

Kanadą, brama do Azji. Tam nie nudził się ani chwili. Ale z tego, co 

mówił   Parker   wynikało,   że   w   Denver   postanowiono   dać   Ray   owi 

odpocząć.

Cóż, wcale nie miał ochoty na odpoczynek. Ale rozkaz to rozkaz.

- Nie, żeby... eee... żeby było je tak bardzo widać, to znaczy, te blizny 

- dodał Bruce i zajął się frytkami.

- Wygląd nie wydawał mi się istotny - powiedział Ray. - Zwłaszcza 

w porównaniu z tym, co się stało z drugim agentem, który siedział w sa-

mochodzie.

- Tak, słyszeliśmy o tym. To była kobieta, prawda?

- Zgadza się.

- Hm - mruknął Bruce. - A ci dranie są na wolności. Kiepska sprawa.

- Owszem.

Ray postanowił skierować rozmowę na inny temat.

- Chciałbym przejrzeć wszystko, co dotyczy porwań w Kalifornii i 

Utah.   Czytałem   już   akta,   ale   chcę   to   zrobić   ponownie.   Dostałem   tę 

sprawę przedwczoraj.

- Przejrzymy je razem - odparł Bruce. - Wszystko jest już w hotelu, a 

nie sądzę, żeby szybko zachciało mi się spać.

- W porządku. - Ray odsunął talerz i skinął na kelnera, żeby przyniósł 

rachunek.

Pensjonat   Mountain   House   znajdował   się   we   wschodniej   części 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   83   —

miasta, niedaleko centrum. Ceny były jednak rozsądne, bo stare budynki 

nie należały do najlepiej wyposażonych.

Apartament wynajęty dla agentów FBI składał się z dwóch pokoi roz-

dzielonych   drewnianą   żaluzją.   Oba   miały   wejścia   do   łazienki.   W 

saloniku były mała lodówka, kuchenka mikrofalowa i ekspres do kawy, a 

także   zielona   sofa,   na   której   po   rozłożeniu   mogły   spać   kolejne   dwie 

osoby, dwa krzesła, stolik z ciemnego drewna, biurko i lampa. Wszystko 

było czyste i schludne, ale mocno podniszczone. Brakowało też dobrego 

oświetlenia.

Bruce   przyniósł   materiały   dotyczące   obu   porwań   i   morderstwa   w 

Park City. Były to dwa spore pudła notatek, raportów i kaset. Niestety, 

nie zawierały żadnych informacji, które prowadziłyby do sprawcy.

O   północy   Bruce   i   Ray,   jeden   w   bokserkach,   drugi   w   starych 

sztruksach, siedzieli wśród walających się wszędzie papierów. I robili 

notatki.   Ray   przejrzał   ostatni   raport,   odchylił   się   na   oparcie   krzesła, 

przeciągnął i podrapał się po głowie.

Nadszedł czas porównać notatki. Zaczął Ray.

-   Mamy   cztery   porwania,   łącznie   z   Kirstin.   Wszystkie   ofiary 

pochodzą   z   zimowych   kurortów,   położonych   najpierw   bardziej   na 

zachodzie   kraju,   potem   sprawca   porusza   się   w   kierunku   wschodnim. 

Allison Sanchez z Mammoth. Porwana pięć lat temu w Boże Narodzenie. 

Lisa Turchelli ze Snowbird, porwana trzy lata temu, i Jennifer Weissman, 

porwana i zamordowana w ubiegłym roku w Park City. Zgadza się?

- Tak by to wyglądało - ziewnął Bruce.

- Sprawca prawdopodobnie spędza dłuższe okresy w jednym miejscu. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   84   —

Snowbird leży zaledwie kilka kilometrów od Park City, możemy więc 

założyć, że spędził przynajmniej dwa lata w tej samej części Utah. Nie 

wiemy, kiedy przeniósł się do Kolorado. Możemy chyba jednak założyć, 

że czeka do końca sezonu, zanim zmieni miejsce pobytu.

- Owszem - zgodził się Bruce.

-   Biorąc   pod  uwagę,   jak  trudno   wynająć  coś   podczas   sezonu,  nie 

sądzę, żeby ten człowiek był właścicielem jakiejkolwiek nieruchomości. 

Zakładam, że przenosi się poza sezonem. Jennifer Weissman zginęła w 

grudniu   ubiegłego   roku.   Przyjmijmy,   że   sprawca   przybył   tu   w   ciągu 

siedmiu   miesięcy,   jakie   upłynęły   od   zeszłego   sezonu.   Czy   możemy 

sprawdzić   wszystkich   właścicieli   furgonetek,   którzy   się   tu   ostatnio 

sprowadzili?

- To niemożliwe.

-   Nie   niemożliwe   -   poprawił   Ray   -   ale   bezsensowne,   biorąc   pod 

uwagę fakt, że mamy bardzo mało czasu, tydzień albo nawet mniej. I to 

tylko   przy   założeniu,   że   sprawca   będzie   działał   według   tego   samego 

schematu. Pójdziemy więc inną drogą. Wiemy, że najprawdopodobniej 

sprawca jeździ na nartach. Poza Melanie także inni świadkowie sądzą, że 

widzieli tego człowieka na nartach w dniach, kiedy nastąpiły porwania.

- Narty, tak. Zgadzam się.

- W porządku. Poza tym jest dość mobilny. I najprawdopodobniej nie 

jest żonaty.

- To się zgadza ze zdaniem ekspertów - wtrącił Bruce. - Samotny 

mężczyzna, biały, w wieku między dwadzieścia pięć a trzydzieści pięć 

lat, pracownik fizyczny, o ponadprzeciętnej inteligencji.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   85   —

- Właśnie. I niezły taktyk. Nie podejmuje zbędnego ryzyka. Atakuje 

w   okresie   Bożego   Narodzenia,   blisko   najkrótszego   dnia   w   roku. 

Starannie wybiera strój. Pokazuje tylko policzki i nos, który może być 

złamany. I może nosi okulary.

Bruce podjął temat.

- W momencie porwania także ogranicza ryzyko do minimum. Robi 

to na zatłoczonych parkingach, gdzie może się ukryć za samochodami. 

Zawsze czeka, aż ofiara oddali się od grupy przyjaciół, i - zgodnie z tym, 

co   mówiła   dziewczyna   z   Mammoth   -   prosi   o   pokazanie   drogi,   w   jej 

przypadku   drogi   na   niżej   położony   parking.   Odchodzi   z   nią   kawałek 

dalej, wyciąga nóż i już po dziewczynie. Kiedy ma jaw samochodzie, w 

furgonetce...

- Która jest prawdopodobnie ciemna - wtrącił Ray.

- Tak, która może być ciemna, zakłada jej na głowę pończochę.

Ray wstał, podszedł do okna i odsunął zasłonę. Widok zasłaniała mu 

rosnąca pod oknem sosna. Sypał śnieg. Zaciągnął zasłonę.

-   Ciekawe,   co   zrobiłby   nasz   chłopak,   gdyby   nie   udało   mu   się 

odciągnąć ofiary od jej znajomych. Czy odłożyłby akcję do następnego 

wieczoru? Jest tak bardzo opanowany czy po prostu do tej pory sprzyjało 

mu szczęście?

- Cztery razy? - Bruce potrząsnął głową. - Niemożliwe. Założę się, że 

śledzi je tak długo, aż nadarzy się idealna okazja. Wie, że nikt nie może 

zobaczyć   numerów   rejestracyjnych   ani   dobrze   się   przyjrzeć   jego 

furgonetce.

- Zgadzam się. Porywa w czasie świąt ze względu na krótkie dni, a 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   86   —

także dlatego że dziewczynki mają ferie i niemal codziennie chodzą na 

narty albo na deskę. W końcu zawsze trafi na odpowiedni moment.

- Ale ta teoria nie ma uzasadnienia - stwierdził Bruce - jeśli sprawca 

pracuje na stokach. Nie dostałby kilku dni wolnego w szczycie sezonu.

- Może pracuje nocami. Sprawdza stan techniczny wyciągów? Obsłu-

guje maszyny naśnieżające?

- Możliwe.

- Z drugiej strony, wszystkie ofiary były maltretowane w nocy. Co 

noc przez maksymalnie dziesięć dni.

- Cholera, masz rację.

- Możemy założyć, że zabiera je do domu. Wszystkie twierdziły, że 

znajdowały   się   w   miejscu,   gdzie   była   co   najmniej   jedna   sypialnia, 

kuchnia i salon. Słyszały dźwięki dobiegające z kuchni i czasami radio 

znajdujące siew innym pokoju. Trzyma je zawsze w odosobnieniu. Nie 

może ryzykować, że sąsiedzi coś zauważą albo usłyszą.

- Więc to nie jest mieszkanie ani bliźniak.

Ray westchnął ciężko.

- Raczej nie. Prawdopodobnie jest to wolno stojący dom. Na uboczu. 

Może chata w górach? Nie wydaje mi się, żeby tego człowieka było stać 

na dom.

- Chyba że on w ogóle nie musi pracować. Może żyje z funduszu, a 

nosi prosty strój narciarski i jeździ furgonetką, żeby nie rzucać się w 

oczy.

- Pamiętasz, co mówili eksperci?

- W porządku, prawdopodobnie nie żyje z funduszu.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   87   —

Omówili wszystkie możliwości zatrudnienia w kurortach zimowych, 

od pomywacza w restauracji po kierowcę pługu. Porównali ofiary.

- Wiek od dwunastu do czternastu lat, dość wysokie, ciemne proste 

włosy związane w kucyki, okulary. Nieśmiałe.

-   Łatwy   łup   dla   kogoś   takiego   -   stwierdził   Bruce.   -   Niepewne, 

ulegające wpływom dziewczęta.

-   Potwór   -   mruknął   Ray   przez   zęby.  -  Wiesz,   kiedy   byłem   mały, 

rodzice powtarzali mi, że potwory nie istnieją. Mylili się. One istnieją.

- O tak - przyznał Bruce.

Zaczęli zbierać dokumenty. Ray wziął do ręki odłożony wcześniej na 

bok raport Jane Russo.

- Dobrze znasz tę Russo?

-   Właściwie   nie.   Wiem,   że   pracowała   ze   swoim   przyjacielem, 

facetem, który nazywa się Alan Gallagher.

Może jest więcej niż tylko jej przyjacielem, pomyślał Ray.

- Pięć czy sześć lat temu jego córka została porwana i zamordowana. 

Teraz Gallagher zajmuje się walką o prawa dzieci. Był w Waszyngtonie, 

zrobił dużo dobrego.

- Więc to on zaproponował Jane udział w tej sprawie? Zarekomendo-

wał ją?

- Nie musiał. Sama zapracowała na opinię, jaką się cieszy w całym 

kraju. Nadała słowom „portret pamięciowy” zupełnie nowe znaczenie.

- Pracowałeś z nią kiedyś?

- Raz. Sprawa Durango. To takie małe miasteczko na południowym 

zachodzie   Kolorado.   Młoda   dziewczyna,   zdaje   się,   że   miała   na   imię 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   88   —

Samantha... W każdym razie była świadkiem morderstwa popełnionego 

na jej matce. Przeżyła taki szok, że nie była w stanie powiedzieć policji 

niczego.   Pojechałem   tam   z   Jane,   a   ona   wyciągnęła   z   małej   opis   tak 

dokładny, że jej portret pamięciowy był prawie jak zdjęcie miejscowego 

mleczarza.   W   życiu   czegoś   takiego   nie   widziałem.   Tak,   Jane   jest 

naprawdę dobra. Do diabła, jest świetna.

Ray spojrzał na Bruce’a spod oka. Odezwała się w nim przekora.

- Zastanawiające, co się stało z jej osławionym talentem przy tej spra-

wie. Na razie niewiele zdziałała. Przesłuchała pół tuzina świadków i dwie 

ofiary i nic.

Bruce wzruszył ramionami.

- Nie rozumiem, o co chodzi.

- Wiedziałeś, że ona jest z Aspen?

- Chyba tak.

- A wiesz coś ojej stosunkach z rodziną?

- Nic.

- Hm.

Ray   miał   ochotę   spytać,   czy   Bruce   wie   coś   więcej   na   temat 

stosunków   łączących   Jane   z   Alanem   Gallagherem,   ale   doszedł   do 

wniosku, że nie ma to związku ze sprawą. A jednak interesowało go to.

W końcu obaj zasnęli, Bruce na nieposłanym łóżku, Ray na kanapie. 

Wtedy zadzwoniła jego komórka.

Ray natychmiast zerwał się na równe nogi.

-   Przepraszam,   że   dzwonię   tak   późno   -   rozległ   się   męski   głos. 

Znajomy głos.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   89   —

- Stan? Stan Schoemaker?

Co, u diabła?

- Wiem, że u was jest koło drugiej nad ranem. Ale pomyślałem, że 

chciałbyś o tym wiedzieć jak najprędzej.

Stan   był   współpracownikiem   Raya   w   Seattle.   Jeśli   dzwonił   o   tej 

porze, sprawa musiała być poważna.

- Biuro w Seattle aresztowało właśnie dwóch facetów w stanie Wa-

szyngton - powiedział Stan. - Ze względów bezpieczeństwa zostaną prze-

niesieni gdzie indziej. Pod koniec tygodnia sprowadzimy ich do Los An-

geles.

Ray poczuł, że krew zawrzała mu w żyłach. Nie musiał pytać, kim są 

ci j ludzie. Wiedział.

- Pomyślałem,  że nie chciałbyś przegapić  tego samolotu  - ciągnął 

Stan - Przyleci w piątek. O ósmej rano.

- Będę pamiętał - odparł Ray. - I dzięki.

- Drobiazg.

Ray wyłączył telefon i usiadł przy stole. Samolot wyląduje w Los 

Angeles w piątek. Ray będzie tam na niego czekał.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   90   —

Rozdział 6

Była piąta nad ranem. W domu państwa Lemke paliło się tylko jedno 

światło. Na dachu i stojących na podjeździe samochodach leżała gruba 

warstwa świeżo spadłego śniegu.

Za dużo tych samochodów.

Normalnie odśnieżyłby podjazd i policzył tyle co zawsze za swoją 

usługę, ale tym razem uznał, że będzie lepiej, jeśli tego nie zrobi. Cóż, 

trudno. Siedział chwilę w samochodzie, słuchając szumu silnika i patrząc 

na lampę,  która świeciła się w pokoju na dole. Gliniarze.  Na pewno. 

Opuścił   szybę   i   wytężył   wzrok.   Jego   oddech   parował   w   lodowatym 

powietrzu. Zastanawiał się, jak czują się mieszkańcy tego domu, jakie 

koszmary nachodzą ich przed świtem.

Zamknął okno, wrzucił jedynkę i ruszył odśnieżać inne podjazdy.

Gdzieś w domu trzasnęły drzwi, jedne, a po chwili drugie. W holu 

rozległy się dziecięce głosy.

- Kyle, wyłaź wreszcie z tej łazienki! Mamo, Kyle zachowuje się jak 

idiota. Mamo!

Jane przewróciła się na drugi bok, otworzyła oczy i spojrzała na zega-

rek. Była piąta trzydzieści.

- Chrzań się, Nicky. - Kyle otworzył na moment drzwi łazienki, a po-

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   91   —

tem zamknął je z hukiem.

- Przestańcie, ale już - powiedziała Gwen. - Ciocia Jane jeszcze śpi.

- Och - mruknął jeden z chłopców i zachichotał.

W domu Grinellów dzień zaczynał się wcześnie. Gwen i George pro-

wadzili   restaurację   na   szczycie   Buttermilk   Mountain,   której   podnóże 

znajdowało się kilka kilometrów od ich domu. Śniadanie podawano tam 

do dziewiątej, więc cała rodzina wstawała przed piątą. Zazwyczaj Gwen 

zostawiała   płatki   kukurydziane   i   mleko   dla   chłopców,   którzy   szli   do 

szkoły na ósmą. Ale w czasie ferii Nicky, który miał czternaście lat, i 

Kyle, dwunastolatek, także pracowali w restauracji.

Jane wstała i poszła do łazienki dla gości. Boże, jakie zimne te kafle. 

Zadrżała.

Nie chciało jej się ubierać, więc narzuciła tylko sweter na pasiastą 

piżamę, przeczesała włosy i weszła do kuchni, tłumiąc ziewnięcie.

W domu znowu rozległ się huk zamykanych drzwi.

-   Do   diabła,   Kyle!   -   zawołał   George.   -   Jeszcze   raz   trzaśniesz 

drzwiami i przez cały dzień będziesz zmywał naczynia. Mówię serio.

Gwen weszła do kuchni i stanęła za Jane.

- Przepraszam, rano zupełnie nie da się tu spać - powiedziała, nalewa-

jąc świeżo zaparzoną kawę do dwóch kubków. - Przez całą zimę ten dom 

przypomina zoo. Wiedziałabyś o tym, gdybyś raczyła się tu od czasu do 

czasu pokazać.

- Przecież właśnie tu jestem. - Jane usiadła na kuchennym stołku.

Gwen   otworzyła   dwie   małe   paczuszki   z   cukrem,   zapewne 

przyniesione z restauracji, wrzuciła zawartość do kubków, dolała mleka i 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   92   —

zamieszała.

- Proszę - podała Jane kubek. - Zaraz, czy ty słodzisz?

- Może być.

Cała   Gwen.   Kilka   lat   starsza   od   Jane,   była   podobna   do   matki. 

Wszystko   musiała   kontrolować.   Zawsze   była   bezpośrednia   do   bólu   i 

rządziła   się   jak   szara   gęś.   Jane   pomyślała,   że   wiek   nie   złagodził 

charakteru jej siostry.

W kuchni pojawili się chłopcy, w sportowych strojach i kurtkach. Za-

częli robić gorącą czekoladę, popychając się i szturchając. Uspokoili się, 

kiedy Gwen spojrzała na nich karcąco.

- To Kyle rozlał, ja tego nie posprzątam - oznajmił Nicky.

- To nie ja - odpalił Kyle.

- Ja to posprzątam, jak już pójdziecie - odezwała się Jane

- Ja to zrobię, jak wrócę z pracy - powiedziała Gwen odruchowo. Nie 

lubiła,   kiedy   ktoś   plątał   się   po   kuchni.   W   końcu   nikt   nie   sprzątał   i 

gotował lepiej od niej.

- Ciociu, pójdziesz z nami na narty? - spytał Kyle.

- Cóż, ja...

- Oczywiście, że pójdzie - wtrąciła się Gwen.

W drzwiach pojawił się George, z kluczykami samochodowymi w 

dłoni.

- Przyjedziesz na górę? - zdziwił się. - Wczoraj mówiłaś, że przyje-

chałaś w sprawie zaginięcia tej małej, więc sądziłem, że...

Gwen tylko machnęła ręką.

- Idź rozgrzać silnik, George.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   93   —

George   posłusznie   poszedł   do   garażu;   chłopcy,   potykając   się   i 

śmiejąc,   ruszyli   za   nim.   Mimo   wczesnej   pory   byli   bardzo   ożywieni, 

pewnie dzięki gorącej czekoladzie z dużą zawartością cukru.

- No, Jane - ciągnęła Gwen, jakby nie słyszała rozmowy, która przed 

chwilą miała miejsce - zadzwonię i zamówię dla ciebie bilet. Teraz sprze-

dają je gdzie indziej, ale na pewno trafisz. Bilet będzie tam na ciebie cze-

kał. Wjedziesz na górę. Wiesz, gdzie jesteśmy. Aha, w garażu są narty, 

kijki i buty, a kurtkę, czapkę i rękawiczki znajdziesz w szafie w holu. 

Ciągle nosisz ten sam numer?

- Gwen - powiedziała Jane - naprawdę nie mam czasu na narty. Zagi-

nęła dziewczynka i musimy ją odnaleźć. Bardzo ci dziękuję, ale...

- Chcesz powiedzieć - przerwała jej siostra - że przyjechałaś tu po 

tylu latach i nie masz zamiaru poświęcić mi nawet jednej godziny?

- Posłuchaj, Gwen, ja naprawdę...

- Przyjedź do restauracji przed jedenastą. Możemy pojeździć na nar-

tach albo posiedzieć na tarasie i pogadać. Ale przed południem, bo póź-

niej siedzę na kasie.

Jane pociągnęła łyk kawy. Po co się sprzeczać? Z Gwen jeszcze nikt 

nie wygrał.

W drzwiach znowu pojawił się George. Gwen minęła go, a potem od-

wróciła się i spojrzała na Jane.

-   Pamiętaj,   że   dziś   wieczorem   przygotowujemy   przyjęcie   na   Red 

Mountain, więc mogłabyś zjeść kolację z mamą. Roland też tam będzie, 

rzecz jasna, ale przypomnij mamie, żeby zaprosiła Scotta.

Scott był synem Rolanda z pierwszego małżeństwa. Jane nie lubiła 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   94   —

ani ojczyma, ani jego syna.

-   Do   zobaczenia   o   jedenastej   -   zakończyła   Gwen   i   pobiegła   do 

samochodu.

No tak, nie było jeszcze szóstej, a Jane już miała nerwy napięte jak 

postronki.

George podszedł i pocałował ją w policzek.

- Nie martw się, powiem Gwen, że nie mogłaś przyjechać. Wiesz, 

jaka   ona   jest.   Naprawdę   fajnie   znowu   cię   widzieć,   Jane.   No,   muszę 

lecieć.

Jane zaczekała, aż drzwi za szwagrem się zamkną, a potem starła z 

policzka ślad pocałunku. On też tam był siedemnaście lat temu. Nowa 

miłość Gwen, absolwent szkoły gastronomicznej. George Grinell.

To mógł być on. Może to jego twarz skryła się tak głęboko w mroku 

jej pamięci, że teraz nie potrafi nawet zacząć jej rysować.

A może to był jej ojczym. Przed siedemnastoma laty Roland Zucker 

był szeryfem Pitkin County.

Albo   Kent   Schilling.  On   też   tam   był,   razem   z   żoną   Lottie   i   ich 

małymi bliźniaczkami. Kent, jej mentor. Miała nadzieję, że to nie był on.

Scott...   Wtedy   kończył   szkołę   średnią.   Był   przystojny   i 

wysportowany. Dziewczyny za nim szalały.

Jane zaczęła odruchowo sprzątać kuchnię. Do diabła z Gwen i jej 

„zrobię to po pracy”.

Co ja tu właściwie robię? - pomyślała Jane. Chyba zwariowałam. Do-

brze, że Gwen i George są dzisiaj zajęci. Obsługa przyjęcia. Ale Bóg je-

den wie, co planują Kyle i Nicky. Nie, żeby ją to interesowało. Choć tro-

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   95   —

chę żałowała, że nie miała okazji lepiej poznać swoich siostrzeńców.

O   wpół   do   siódmej   postawiła   kubek   z   gorącą   kawą   na   toaletce   i 

poszła   wziąć   prysznic.   W   łazience   znowu   myślała   o   porwaniu   i 

czekającej   ją   rozmowie   z   drugim   świadkiem,   przyjaciółką   Kirstin, 

Crystal Brenner. Może ta rozmowa okaże się przełomem.

Nagle   znieruchomiała   pod   strumieniem   gorącej   wody.   Gdzie   jest 

Kirstin w tej chwili? Czy siedzi przerażona w ciemnościach? Czy jest 

sama i nasłuchuje zbliżających się kroków oprawcy? A może śpi i choć 

przez chwilę niczego nie jest świadoma.

Jane bała się nawet pomyśleć, że Kirstin już nie cierpi, już nic nie 

czuje, że już nie...

Nie,   nie,   nie.   Minęło   dopiero   kilka   dni.   Ona   żyje,  znalazła   się   w 

straszliwym niebezpieczeństwie, ale żyje. Przetrwa to; jej rany się zagoją, 

będzie   tylko   musiało   minąć   dużo   czasu.   Tyle   że   najpierw   muszą   ją 

odnaleźć. Zegar tykał nieubłaganie.

Ray przyjechał tuż po dziewiątej. Miał na sobie dżinsy, botki, zielony 

golf   i   kurtkę.   Jane   także   była   ubrana   swobodnie,   w   czarne   dżinsy, 

czerwony sweter i kurtkę Gwen w odcieniu srebrnego błękitu.

Ranek był pogodny i bardzo zimny. Śnieg skrzypiał pod nogami. W 

samochodzie szumiało ogrzewanie nastawione na maksymalne obroty.

- Dzień dobry - powiedział Ray.

Jane znowu uderzył tembr jego głosu, niski, zmysłowy, intymny jak 

pocałunek.

- Dzień dobry. Brrr, ale tu zimno.

- Włączyłem ogrzewanie.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   96   —

- Udało ci się wczoraj skontaktować z Brennerami? - Jane czekała na 

swój przełom.

- Schilling rozmawiał z matką Crystal. Możemy się z nią zobaczyć 

dopiero po południu.

- Co?

- Nie miałem na to wpływu.

- Cholera - mruknęła Jane.

- Musimy zaczekać.

To Kirstin czeka, pomyślała Jane. Dla niej każda sekunda jest jak 

godzina; każdy dzień jak...

- Pomyślałem, że moglibyśmy coś zjeść. Jesteś po śniadaniu?

- Właściwie nie. Ale wypiłam już morze kawy.

- Więc zjemy coś i pojedziemy do rodziców Kirstin.

- Rozumiem, że widziałeś się z nimi wczoraj wieczorem.

- Oczywiście.

- No i? Skręć w prawo, tam jest taka mała cukiernia... To znaczy 

kiedyś była. Tyle się w tym mieście zmieniło od czasu, kiedy byłam tu 

po raz ostatni. Więc jak było u państwa Lemke?

- Ciężko.

- Na pewno. Domyślam się, że nie dowiedziałeś się niczego nowego?

- Niczego.

Jane westchnęła.

- Skręć w prawo, w Galena Street, o tam - wskazała kierunek. - Cu-

kiernia nazywa się Paradise Bakery, powinna być za trzecią przecznicą.

- Więc to jest Aspen - powiedział Ray, szukając miejsca, w którym 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   97   —

mógłby zaparkować.

- Tak, to serce miasta.

-   Ładnie   tu.  Wszystko  wygląda  tak,  jakby   pochodziło   z  przełomu 

wieków.

- Kiedyś było to bogate miasteczko górnicze. A Towarzystwo Histe-

ryczne...

- Co takiego?

-   To   taki   żart.   Towarzystwo   Historyczne   pilnuje,   żeby   wszystko, 

każdy   budynek,   okno   czy   latarnia,   pozostało   w   swoim   pierwotnym 

kształcie.   Bez   ich   zgody   nie   można   nawet   postawić   doniczki   na 

parapecie.

Znaleźli miejsce przed Independence Building, naprzeciw cukierni. 

Powietrze pachniało drożdżowym ciastem i kawą. Cukierenka była pełna 

stałych bywalców i turystów. Część siedziała na drewnianych ławach na 

patio, skąd rozciągał się wspaniały widok na góry.

Jane zawsze mogła dużo jeść, nie przybierając na wadze. Alan często 

żartował, że je tyle co mężczyzna. Stanęła na patio w porannym słońcu 

obok Raya i jedząc drożdżówkę z cynamonem, myślała o Alanie i o tym, 

że wolałaby tak dużo o nim nie myśleć.

Spojrzała spod oka na Raya. Jadł ciastko z orzechami, popijając je 

gorącą   czarną   kawą.   W   dziennym   świetle   jego   blizny   były   dobrze 

widoczne, kołnierzyk koszuli  nie był dość wysoki, żeby je zakryć. A 

może Ray wcale nie miał zamiaru niczego zakrywać. I tak był bardzo 

przystojny, blizny tylko dodawały mu tajemniczego uroku.

Przeniosła wzrok na wagonik sunący powoli zboczem góry. Wszyscy 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   98   —

ci podekscytowani narciarze, których czekała tylko dobra zabawa, nie 

mieli   pojęcia,   co   przechodzi   teraz   Kirstin,   nie   wiedzieli,   że   w   tej 

idyllicznej scenerii rozgrywa się dramat.

Ray wyrzucił serwetkę do drewnianego pojemnika na śmieci.

- Może wolisz zostać w mieście - powiedział. - Nie musisz jechać do 

Lemke. Możesz pójść na zakupy, a ja przyjadę po ciebie później albo 

spotkamy się u szeryfa.

- Prowokujesz mnie? - Jane ogarnęła irytacja. Czuła, że jej obecność 

mu ciąży.

- Przecież ja tylko...

-   Daj   spokój,   Ray.   Nie   chcesz   mnie   tutaj.   Świetnie.   Ale   twój 

zwierzchnik   uznał,   że   mogę   się   przydać.   Naprawdę   myślisz,   że 

mogłabym robić zakupy, podczas gdy to biedne dziecko jest w rękach 

jakiegoś   szaleńca,   a   czas   mija?   Mój   Boże.   Na   pewno   nie   możemy 

spotkać się z Crystal przed południem? Może gdybym pojechała do niej 

sama...

- Jej matka późno wstaje i przyjmuje gości dopiero po południu.

- Nie mogę uwierzyć, że ktoś może być takim egoistą.

- Sądzę, że dla pani Brenner zdrowy sen jest ważniejszy niż życie 

jakiegoś dziecka.

W drodze do Brush Creek Ray milczał. To przeze mnie, pomyślała 

Jane.   Powtarzała   sobie,   że   nie   obchodzi   jej,   co   on   o   niej   myśli,   ale 

wiedziała,   że   to   nieprawda.   Obchodziło   ją.   Zawsze   ją   obchodziło,   co 

myśląc niej współpracownicy. Potem przypomniała sobie, że Ray jeszcze 

nie miał okazji się przekonać, na co ją stać. Może dzisiaj w końcu uda jej 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   99   —

się coś osiągnąć. Minęło tyle lat. Dlaczego nie potrafi wyciągnąć twarzy 

tego potwora na światło dzienne?

Bruce był już u Lemke. Wraz z Canningiem i Howardem od dwóch 

dni   niemal   bez   przerwy   siedział   przy   telefonie.   Od   czasu   do   czasu 

udawało   mu   się   uciąć   krótką   drzemkę   na   fotelu   czy   kanapie.   Sid 

Reynolds pojechał do Mountain House, żeby się trochę przespać. Wolał 

to odjazdy do Glenwood Springs, gdzie mieszkał. Jane wiedziała, że ci 

ludzie całkowicie poświęcają się pracy. Często to widywała. Zbyt często.

Bernie z biura szeryfa był na służbie. Powiedział im, że Josh Lemke 

nadal jest na granicy załamania nerwowego, a Suzanne nie potrafi mu 

pomóc. Ciągle była pod wpływem środków uspokajających.

- Może wy zdołacie choć trochę go uspokoić - powiedział. - Bo nam 

się nie udało.

Ku zdumieniu Jane Ray nie wydał się zakłopotany tą prośbą.

- Pogadam z nim - zapewnił.

Sprawiał wrażenie pogrążonego we własnych myślach, tak jak przez 

całą drogę. Może zastanawia się, jaką przyjąć strategię. Ludzie szeryfa i 

agenci FBI nie bardzo wiedzieli,  co jeszcze mogą  zrobić. Było coraz 

mniej   możliwości,   coraz   mniej   osób,   które   mogliby   przesłuchać. 

Dotychczas nie udało im się niczego uzyskać. Rozglądając się po domu, 

gdzie   obecność   Kirstin   była   niemal   namacalna,   Jane   czuła   dojmujące 

pragnienie dokonania przełomu w śledztwie.

Ray podszedł do Josha, który snuł się po korytarzu, mrucząc coś do 

siebie   i   wybuchając   płaczem,   ilekroć   mijał   drzwi   pokoju   córki. 

Najwyraźniej   zadręczał   się   wizjami,   których   oni   nawet   nie   byliby   w 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   100   —

stanie sobie wyobrazić.

Ray zaprowadził go do kuchni i poprosił, by usiadł. Josh opierał się 

chwilę, ale w końcu opadł ciężko na stołek i ukrył twarz w dłoniach.

- Zabiję tego drania, kiedy dostanę go w swoje ręce - powtarzał.

Ray, o dziwo, zdawał się doskonale go rozumieć.

- Posłuchaj, Josh - powiedział - gdyby Kirstin była moim dzieckiem, 

czułbym się dokładnie tak samo. Dostaniesz tego drania. Ale teraz przede 

wszystkim potrzebujesz snu. W tym stanie nic nie zdziałasz. Postaraj się 

trochę   przespać,   dla   dobra   córki.   W   każdej   chwili   w   śledztwie   może 

nastąpić przełom, a wtedy będziesz musiał być przytomny. Rozumiesz? - 

mówił spokojnie, kojąco.

Jane była poruszona. Mógł użyć swojej władzy, ale nie zrobił tego. 

Okazał szczere współczucie, czego się nie spodziewała.

Josh słuchał, pocierając twarz rękami, a po chwili wstał i poszedł do 

sypialni. Agenci wydali zbiorowe westchnienie ulgi. Jane przypuszczała, 

że spokój nie potrwa długo. Miała rację.

Nie   minęło   nawet   dziesięć   minut,   kiedy   Josh   Lemke   wypadł   z 

sypialni.

- Do cholery, dlaczego nie potraficie jej odnaleźć?! - krzyknął. - Co 

to gówno... to... - oskarżycielsko wycelował palec w Howarda i sprzęt 

elektroniczny - to na nic! Na nic!

- W porządku, Josh - powiedział Ray. - Lepiej się teraz czujesz? Wy-

rzuciłeś   to   z   siebie?   Tak,   na   razie   ta   aparatura   nie   przydała   się,   ale 

jeszcze może nam bardzo pomóc. Bardzo. Więc chyba warto spróbować. 

Robimy wszystko, żeby odnaleźć twoją córkę.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   101   —

Lemke przygarbił się, odwrócił i bez słowa odszedł korytarzem.

Jane   weszła   do   pokoju   Suzanne.   Usiadła   na   brzegu   łóżka, 

przedstawiła się i wyjaśniła, jaka jest jej rola. Czuła, że powinna dać tym 

ludziom cień nadziei, choćby fałszywej. Jeśli zabraknie im nadziei, będą 

zgubieni.

Suzanne spojrzała na nią błagalnie, ujęła obie jej dłonie i ścisnęła 

kurczowo.

- Moje dziecko żyje, prawda? Musi żyć.

Jane miała wrażenie, że pęknie jej serce.

Tuż   przed   południem   wrócił   S   id   Reynolds   i   agenci   poszli 

porozmawiać do jednego z pokoi. Jane widziała ich przez niedomknięte 

drzwi. Przeglądali dokumenty, rozdzielali między siebie zadania. Znała 

procedury. Wiedziała, że będą rozmawiać ze wszystkimi, którzy znali 

Kirstin, tak długo, aż dowiedzą się czegoś istotnego. Albo nie. Bruce 

nadal zajmował się osobami pracującymi przy wyciągach narciarskich. 

Wyjechał   do   Snowmass   zaraz   po   zaginięciu   Kirstin,   kiedy   ustalono 

strategię postępowania.

Jane weszła do pokoju Kirstin. Ogarnęło ją dziwne poczucie winy, 

kiedy   patrzyła   na   zdjęcia   i   pamiątki   szkolne,   których   pełno   było   na 

półkach   i   ścianach.   Czuła,   że   zawiodła   to   dziecko,   jakby   cała 

odpowiedzialność   związana   z   tą   sprawą   ciążyła   wyłącznie   na   niej.   A 

teraz   błąka   się   po   tym   domu,   czekając   na   rozmowę   z   przyjaciółką 

Kirstin, i marnuje czas.

Podniosła jedną z fotografii i przesunęła palcem po widniejącej na 

niej twarzy Kirstin. Czuła się coraz gorzej. Dobrze wiedziała, jak to jest, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   102   —

kiedy   ktoś   niszczy   niewinność   dziecka.   Z   czasem   rany   zadane   ciału 

zaczynają się goić. Ale dusza nigdy nie zostaje uleczona, nie do końca. 

Nie, dopóki sprawiedliwości nie stanie się zadość. Tego Jane dotychczas 

nie zaznała. Czy to możliwe, że własne przeżycia, własna słabość i - tak, 

własne tchórzostwo - będą ją kosztować życie innego dziecka?

Z oczami pełnymi łez patrzyła bezradnie na różowo-złotą narzutę, ko-

ronkowe poduszki i mocno podniszczonego pluszowego misia leżącego 

na brzegu łóżka. O Boże.

Kiedy Ray zajrzał do pokoju, szybko otarła łzy.

- Jadę do miasta - powiedział Ray - pogadać z Schillingiem przed 

spotkaniem z tą małą Brenner.

-   Tak,   oczywiście.   -   Do   diabła   z   Caroline   Deutch,   do   diabła   z 

Alanem, który namówił ją do pracy przy tej sprawie. Nie mogła zwierzyć 

się Rayowi z tego, co czuje. Nie mogła  uciec od tego ani się ukryć. 

Siedziała w tym już zbyt głęboko.

Do   spotkania   z   Crystal   zostało   im   jeszcze   sporo   czasu.   Ray 

zaparkował przed budynkiem sądu i poszli do Schillinga. Połowa ludzi 

szeryfa pracowała przy tej sprawie. Wykonywali dziesiątki telefonów, 

chodzili po mieście. Rozdali setki zdjęć Kirstin. Wszyscy wiedzieli, że 

dziewczynka jest gdzieś zamknięta, musieli jednak postępować zgodnie z 

przepisami.

- Na pewno wyciągniesz coś z tej małej. - Schilling uśmiechnął się do 

Jane. - Zawsze ci się to udaje.

Odpowiedziała mu słabym uśmiechem. Nie mogła przyznać się czło-

wiekowi, który pomógł jej rozpocząć pracę i niezachwianie wierzył w jej 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   103   —

zdolności, jak bardzo czuje się bezradna. W dodatku Ray zupełnie w nią 

nie wierzył. Jego sceptycyzm wisiał w pokoju jak ciężka chmura.

Na szczęście Schilling zmienił temat.

- Omal nie zapomniałem ci powiedzieć - rzekł, pstrykając palcami - 

że spotkałem twoją matkę. Zachowywała się, jakby nie miała pojęcia, że 

jesteś w mieście. Nawet do niej nie zadzwoniłaś?

- Ja... eee... Wczoraj byłam bardzo zajęta, a wieczorem u Gwen wszy-

scy poszliśmy spać zaraz po kolacji. Sądziłam, że Gwen zadzwoni do 

mamy. O rany - zakończyła słabo - chyba...

- Powiedziałem Hannah, że wyślę cię do niej, jak tylko znowu cię zo-

baczę.

-   Dzięki,   ale   teraz   musimy   jechać   do   Brennerów.   Zadzwonię   do 

mamy po...

- Mamy jeszcze godzinę - przerwał jej Ray.

Jane spojrzała na niego ostro.

- No widzisz? - ucieszył się Kent. - Hannah mieszka zaledwie trzy 

przecznice stąd.

- Myślałam, że jest już dużo później - skłamała Jane.

Sytuacja bez wyjścia.

- Pójdę z tobą - zaproponował Ray.

Kolejna sytuacja bez wyjścia.

Podejrzewała,   że   jest   ciekawy,   może   nawet   bardziej   niż   wczoraj. 

Może dlatego że jest gliną. A może dlatego że uważa, że zrozumie ją 

lepiej,   jeśli   pozna   jej   relacje   z   rodziną.   A   może   po   prostu   chce   być 

uprzejmy.  Może,  może,   może.  Pewnie  w ogóle  nie  obchodziła  go  jej 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   104   —

rodzina. Chce z nią pójść dla zabicia czasu.

Przeszli Main Street, mijając stary kościół. Jane była w nim na wielu 

konfirmacjach, ślubach i pogrzebach, a kiedyś nawet na koncercie. W 

przedsionku   kościoła   głosowała   po   raz   pierwszy   w   wyborach 

prezydenckich.

Minęli ratusz, wielki, przypominający stodołę budynek z czerwonej 

cegły o lśniącym cynowym dachu. Przy sklepie GAP skręcili w Hopkins 

Street. Matka Jane prowadziła sklep z pamiątkami i elementami wystroju 

wnętrz u zbiegu ulic Galena i Hyman, w kamienicy z 1880 roku. Było to 

centrum miasta, gdzie czynsze sięgały nieba.

Weszli do sklepu. Ray był pod wrażeniem.

- Jezu - mruknął - w życiu nie widziałem tylu rzeczy naraz.

Wnętrze   sklepu   rzeczywiście   sprawiało   przytłaczające   wrażenie. 

Wszystko, co udało się sprowadzić z całego świata, zostało upchnięte na 

sięgających   sufitu   półkach.   Bardzo   kosztowny   towar.   W   tej   chwili 

przeważały   przedmioty   związane   z   Bożym   Narodzeniem   -   od 

przystrojonych   choinek   po   wypchanego   renifera   z   saniami   pełnymi 

prezentów. Poza tym ozdobny papier do pakowania, bibeloty, świąteczne 

dekoracje,   porcelana,   kryształy,   ręcznie   malowane   fajansowe   dzbanki, 

menory  z Ziemi  Świętej, szklane kule, ceramiczne  wieńce z Ameryki 

Południowej,   egzotyczne   pot-pourri.   Nawet   zdobny   w   świąteczne 

motywy papier toaletowy.

- Niesamowite - mruknął Ray, unosząc brwi na widok rolki papieru 

ze szlaczkiem, który tworzyły gałązki wiciokrzewu.

Jak on może być tak spokojny, kiedy marnują tu czas, zamiast szukać 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   105   —

Kirstin? Czy to porwane dziecko jest dla niego tylko kolejną sprawą? 

Jane   była  coraz   bardziej   podenerwowana,   ale   nie   wiedziała,   czy   to   z 

powodu Kirstin, czy dlatego że czekało ją spotkanie z matką.

Zauważyła ją, dopiero gdy weszli do drugiego pomieszczenia, równie 

zapełnionego absurdalnymi przedmiotami co pierwsze. Gdy dostrzegła 

matkę wśród tłumu kupujących, którzy kłębili się przy półkach, znieru-

chomiała   na   moment.   Nie   widziała   jej   od   lat.   Hannah   mocno   się 

postarzała. Nic dziwnego. W końcu wszyscy się starzeją.

Hannah także ją dostrzegła. Oparła ręce na biodrach i zmarszczyła 

brwi.

- Kogo ja widzę? Pomyśleć, że dopiero Kent musiał mi powiedzieć, 

że przyjechałaś. Niech ci się przyjrzę. - Położyła dłonie na ramionach 

córki i przez chwilę patrzyła na nią uważnie, przekrzywiając głowę. - 

Wyglądasz   świetnie   •   -   oceniła.   -   Lubię,   jak   masz   dłuższe   włosy   - 

przytuliła Jane. - Zadzwoniłam do Gwen i nakrzyczałam na nią, że nie 

zadzwoniła do mnie wczoraj. Myślałam, że lepiej was wychowałam. A ty 

dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś? Mogłaś zatrzymać się u nas. Twoja 

siostra  i tak ma  pełne ręce roboty. A tak przy okazji, czy nie miałaś 

spotkać się dzisiaj z Gwen na lunchu?

Jane zapomniała o tym, celowo.

- No tak, chyba powinnam była zadzwonić do restauracji. Jestem bar-

dzo zajęta, mamo.

- Z powodu tej sprawy? Chodzi o małą Lemke?

Jane kiwnęła głową i nagle przypomniała sobie o Rayu.

- Mamo, to jest Ray Vanover z FBI. Ray, to moja mama Hannah 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   106   —

Zucker.

Hannah   i   Ray   wymienili   uścisk   dłoni,   przyglądając   się   sobie 

nawzajem badawczo.

Jane była ciekawa, jakie zrobili na sobie wrażenie. Hannah, mimo 

sześćdziesięciu jeden lat, nadal była atrakcyjna. Wysoka i postawna, ale 

nie   otyła,   o   przyprószonych   siwizną   włosach   spiętych   z   tyłu   głowy 

srebrną   klamrą,   miała   bystre   błękitne   oczy,   gładką   cerę   i   dyskretny 

makijaż. Była ubrana w białą bluzkę, wiśniowy kardigan i wąską czarną 

spódnicę do pół łydki, a na jej dłoniach pobrzękiwały srebrne bransoletki. 

Tak, pomyślała Jane, wygląda trochę starzej, ale ciągle bardzo dobrze.

I   ciągle   była   tytanem   pracy.   Jane   nie   pamiętała   ani   jednego 

spokojnego   dnia   ze   swojego   dzieciństwa.   Hannah   nigdy   nie   spędzała 

dużo   czasu   z   rodziną.   Jane   nie   czuła   szczególnej   więzi   z   matką   ani 

siostrą.   A   już   żadnej   ze   swoim   ojczymem   i   jego   synem.   Hannah 

pilnowała, żeby wszyscy w rodzinie byli zajęci od świtu do nocy, a kiedy 

Jane   oznajmiła,   że   wybiera   się   na   studia   artystyczne,   była   bardzo 

niezadowolona.

- Masz zamiar - orzekła - zamknąć się w sobie i całymi dniami sie-

dzieć na tyłku?

Teraz przyglądała się Rayowi.

- Żal mi tych Lemke - powiedziała - Przechodzą piekło. Wiecie już 

coś konkretnego?

Jakie   zrobił   na   niej   wrażenie?   Pewnie   takie   samo   jak   na   Jane. 

Przystojny,   o   wąskiej,   pociągłej   twarzy   i   przenikliwych   niebieskich 

oczach. Matka jeszcze nie zauważyła jego blizn. Ale zauważy. Kiedy 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   107   —

tylko Ray odwróci głowę, zauważy je na pewno.

I rzeczywiście.

- Mój Boże, co się panu stało?

Bezpośrednia do bólu, jak zawsze. Jane poczuła, że jej twarz oblewa 

się rumieńcem. O Boże.

- Zaciąłem się przy goleniu - odparł Ray, dotykając lekko blizny.

Hannah   otworzyła   usta,   żeby   coś   powiedzieć,   ale   tylko   pokręciła 

głową i pogroziła mu palcem.

- Nabierasz mnie, młody człowieku.

- To prawda - przyznał. - Nabieram panią.

Jane aż skręcało z zażenowania. Powinna się spodziewać, że matka 

coś palnie. Musi jak najszybciej wyciągnąć stąd Raya, w przeciwnym 

razie sytuacja tylko się pogorszy.

Odchrząknęła.

- Eee, mamo... musimy już lecieć - powiedziała. - Naprawdę.

- W porządku - odparła Hannah - W sklepie jest duży ruch, mam 

mnóstwo   klientów.   Ale   dzisiaj   robię   kolację   na   twoją   cześć.   Gwen 

mówiła, że już ci o tym wspominała. Spotkamy się wieczorem.

- Nie wiem, czy uda mi się przyjść. Ta sprawa...

- Nalegam. Przyjedź, jak tylko skończysz pracę. Ray, ty też jesteś za-

proszony.

- Wpadnę, jeśli mi się uda - zaczęła Jane.

- Dziękuję za zaproszenie, pani Zucker - przerwał jej Ray. - Chętnie 

przyjdę. Czy mam coś przynieść?

- Tylko siebie. Do zobaczenia. - Hannah uścisnęła córkę i pocałowała 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   108   —

ją w policzek. - Dobrze znowu cię widzieć, kochanie.

Jane z ulgą wyszła z zatłoczonego sklepu na świeże powietrze.

- Boże - westchnęła i spojrzała na Raya. - Taka właśnie jest moja 

matka. Nie zastanawia się nad tym, co mówi.

- Nic się nie stało - zapewnił. - Zostałem poparzony podczas wybu-

chu. Blizny są widoczne, a ludzie ciekawi. A mnie już nudzi opowiadanie 

w kółko tej samej historii. - Wzruszył ramionami.

Wybuch. Jane znowu miała wrażenie, że coś jej to przypomina, ale 

nie wiedziała co.

-   Posłuchaj,   Ray   -   powiedziała   -   nie   musisz   przejmować   się   tą 

kolacją. Nie chciałam się z nią sprzeczać, bo to bez sensu. Ale jeśli nie 

przyjdziesz, matka to zrozumie.

Ruszyli z powrotem w stronę sądu.

- Nie mam nic przeciw kolacji - odparł - jeśli tylko zostanie nam dość 

czasu. Mam ochotę na porządny domowy posiłek.

Jane zatrzymała się ze zmarszczonymi brwiami, ale Ray ujął ją pod 

ramię i przeprowadził przez ulicę. Po drugiej stronie ciągle trzymał ją za 

łokieć.   Nie   pamiętała,   kiedy   ostatnio   robił   to   inny   mężczyzna.   Alan. 

Tylko Alan dotykał jej w ten sposób.

Miała   ogromną   ochotę   do   niego   zadzwonić.   Na   pewno   się 

zastanawia, czy nastąpił jakiś postęp w sprawie Kirstin.  Zadzwoni do 

niego po kolacji. Może po spotkaniu z Crystal Brenner będzie miała dla 

niego   dobre   wieści.   Modliła   się   w  duchu,   żeby   tak   było.   Pogadają   o 

sprawie, a jego optymizm będzie zaraźliwy, jak zawsze.

Najchętniej od razu wyciągnęłaby komórkę. Tak bardzo chciała usły-

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   109   —

szeć jego głos.

Ray   puścił   jej   łokieć,   kiedy   zbliżyli   się   do   budynku   sądu.   Jane 

zastanawiała się, czy świadomie przez cały czas jej dotykał, czy też robił 

to zupełnie odruchowo.

Wybuch, powiedział. Jest zmęczony opowiadaniem w kółko tej samej 

historii. Spojrzała na niego. Cóż, może ma dość opowiadania tej historii - 

czegokolwiek dotyczyła - ale związany z nią ból ciągle wyzierał z jego 

oczu.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   110   —

Rozdział 7

Crystal  Brenner  mieszkała   w domku   na  kółkach  u  stóp   Smuggler 

Mountain,   po   przeciwnej   stronie   miasta.   Kiedyś   to   miejsce   tętniło 

życiem.   Znajdowały  się  tu  stacja  Rio  Grande  Railroad  i  przetapialnie 

srebra. Zbocza góry ciągle znaczyły ślady dawnych górniczych szybów. 

Teraz   góra   porosła   lasem,   w   którym   latem   można   było   polować, 

obozować i jeździć na rowerach górskich.

Najwyższy   czas,   pomyślał   Ray,   jadąc,   zgodnie   ze   wskazówkami 

Jane,   drogą   prowadzącą   do   Smuggler   Trailer   Park.   Przez   cały   ranek 

czekali   na   to   przesłuchanie.   Matka   Crystal   Brenner   najwyraźniej   nie 

zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji.

- Nie spodziewałem się, że zobaczę w Aspen coś takiego - zauważył, 

kiedy podjechali pod domek Crystal, jeden z wielu w okolicy zamieszka-

nej głównie przez klasę średnią.

- Chodzi o obniżenie kosztów czynszu - wyjaśniła Jane. - Te domki 

stały   tu   na   długo   przed   tym,   jak   Aspen   stało   się   tak   popularne. 

Przyjaźniłam   się   z   wieloma   dzieciakami,   które   tu   mieszkały.   To   jest 

prawdziwe Aspen.

Na wąskiej ulicy trudno było zaparkować, ale Ray zdołał się wcisnąć 

między wóz pani Brenner a znak z napisem nie parkować. Kto odważy 

się odholować samochód z napisem departament szeryfa na drzwiach?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   111   —

- Może wolisz zaczekać tutaj albo przyjechać po mnie później? - spy-

tała Jane z nadzieją. - Mogłabym zadzwonić do ciebie z komórki.

Ray potrząsnął głową.

- Raczej nie.

Otworzył skrzypiącą bramę, za którą powitał go stary czarny labrador 

z posiwiałym pyskiem i sporą nadwagą. Pies merdał przyjaźnie ogonem.

- Świetny pies obrończy - mruknął Ray.

- Tu nie potrzeba psów obrończych. - Jane pochyliła się, żeby pogła-

skać labradora.

- Powiedz to Kirstin Lemke.

Abby   Brenner,   matka   Crystal,   otworzyła  drzwi   i   pies   natychmiast 

wszedł   do   domu,   ocierając   się   o   wszystko   po   drodze.   Ray   poczuł 

wyraźny zapach alkoholu.

- No, no - mruknął.

Jane,   która   także   musiała   poczuć   ten   zapach,   spojrzała   na   niego 

ostrzegawczo. Abby Brenner, nie zawracając sobie głowy przeprosinami 

za zwłokę, poprosiła ich, by usiedli w saloniku.

- Zawołam Crystal - powiedziała.

Usiedli w zabałaganionym pokoju. Labrador obwąchał ich leniwie i 

usadowił się na stopie Raya.

Jakiś mężczyzna wyszedł z łazienki na końcu wąskiego korytarzyka i 

poczłapał do kuchni. Nie miał na sobie koszuli, tylko rozpięte dżinsy. Był 

chudy jak patyk, a z tyłu głowy wisiał mu smętny kucyk z rzadkich wło-

sów.   Ojciec   Crystal?   Nie,   szeryf   powiedział   im   przecież,   że   Abby 

Brenner od dawna jest rozwiedziona.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   112   —

Abby   należała   do   pokolenia   hipisów   lat   sześćdziesiątych.   Długie, 

przyprószone   siwizną   włosy   nosiła   rozpuszczone   i   miała   mnóstwo 

kolczyków   w   uszach.   Na   luźną   czarną   koszulkę   narzuciła   bluzę   w 

fioletowe   kwiaty.   Jej   szyję   i   nadgarstki   zdobiły   sznury   kolorowych 

koralików. W nosie także miała srebrny kolczyk.

Pięknie,   pomyślał   Ray,   rozglądając   się   po   pokoju.   Na   stoliku   do 

kawy   stała   gigantyczna   popielniczka   pełna   niedopałków   papierosów   i 

skrętów, resztek stopionych świec i wypalonych trociczek. Wszystko tu 

było   spłowiałe   i   pokryte   kurzem,   kanapa,   na   której   siedziała   Jane,   z 

indyjskim szalem na oparciu, trzy poduszki, fotel, wystrzępiony dywan, 

wyłożone drewnianymi panelami ściany. W przejściu między salonem a 

kuchnią, pełną brudnych kieliszków, wisiał sznur z dzwoneczkami.

- Już przyszli - zawołała pani Brenner do córki. - Wyłącz muzykę i 

chodź tu. Będę z Jeffem w moim pokoju.

Jeff.  Cóż,  to  nie   jego  sprawa,  podobnie   jak  styl  życia  tych  ludzi. 

Muzyka umilkła i otworzyły się drzwi jednego z pokoi. Ray spojrzał na 

Jane,   która   wzruszyła   ramionami   i   uniosła   brew.   Wiedział,   że   jest 

zniecierpliwiona tak jak on, ale potrafiła lepiej to ukryć.

Crystal   Brenner   była   drobną  dziewczynką   w  bawełnianej   bluzie   z 

podobizną   jakiejś   gwiazdy   rocka,   czarnych   spodniach   od   dresu   i 

pluszowych kapciach w kształcie tygrysków. Krótkie kręcone rude włosy 

otaczały twarz o wielkich zielonych oczach ocienionych długimi rzęsami. 

Nie   zapowiadała   się   na   piękność   jak   jej   przyjaciółka   Melanie,   ale 

wydawała się sympatyczna i inteligentna.

Ray i Jane wstali, żeby się przedstawić, po czym usiedli na swoich 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   113   —

miejscach. Ray czuł, jak z fotela,  na który opadł, uniosła  się chmura 

kurzu. Pies przeciągnął się z gardłowym pomrukiem i położył wygodnie 

na obu stopach Raya.

- Jeśli Sherman panu przeszkadza - powiedziała Crystal - mogę go 

wyprowadzić na dwór.

- Wszystko w porządku - odparł Ray z uśmiechem.

Crystal   usiadła   na   drugim   końcu   kanapy   i   przycisnęła   do   piersi 

poduszkę,   zupełnie   jak   Melanie.   Można   się   było   tego   spodziewać, 

pomyślał Ray. Zakłopotana i defensywna. Ciekawe, czy Jane będzie z nią 

rozmawiać   tak   samo   jak   z   jej   przyjaciółką,   czy   też   ma   indywidualne 

podejście do świadków.

-   Nie   znaleźliście   Kirstin   -   powiedziała   Crystal.   -   Gdybyście   ją 

znaleźli, nie byłoby was tutaj.

- Nie, jeszcze jej nie znaleźliśmy - potwierdziła Jane.

Crystal wzięła głęboki oddech, w jej oczach błysnęły łzy.

- Miałam nadzieję, że zadzwonicie i odwołacie to spotkanie. Wtedy 

wiedziałabym, że z Kirstin wszystko w porządku. Myśli pani, że ona 

żyje, pani Russo?

- Jane. A jeśli chodzi o twoje pytanie: tak, wierzę, że Kirstin żyje i 

wkrótce ją odnajdziemy.

- To dobrze. Mama mówiła, że... Ale mama nie wie.

Jane kiwnęła głową.

- Mam nadzieję, że będę mogła pomóc - ciągnęła Crystal. - Melanie 

zadzwoniła do mnie i powiedziała, że z tobą rozmawia się dużo lepiej niż 

z tym drugim rysownikiem, panem Staleyem.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   114   —

- To bardzo miło ze strony Melanie.

- On tylko pokazał mi książkę, wiesz, tę z różnymi oczami, nosami i 

tak dalej. Bardzo chciałam pomóc, ale naprawdę nie mogłam.

- Domyślam się - powiedziała Jane. - Ja pracuję inaczej. Nie mam 

książki. Staram się jak najwięcej dowiedzieć od świadka bez żadnej po-

mocy. Uważam, że tak jest lepiej.

Crystal wydawała się znacznie dojrzalsza od Melanie. Bardzo chciała 

zacząć, a jej napięcie wynikało raczej z niecierpliwości niż strachu, że 

zawiedzie Kirstin. I od razu polubiła Jane. Ray widział podziw w oczach 

dziewczynki,  kiedy  na  nią   patrzyła.  Nieświadomie   naśladowała  nawet 

sposób, w jaki Jane przechylała głowę i przygryzała dolną wargę, kiedy 

się na czymś koncentrowała.

Nie   dziwiło   go,   że   nastoletnie   dziewczęta   podziwiają   Jane   Russo. 

Jane   była   pełna   szczerego   współczucia   i   wyjątkowo   atrakcyjna. 

Najprostszy strój wyglądał na niej świetnie. Długie nogi, świetna figura, 

szeroko rozstawione błękitne oczy i jasne włosy, które tańczyły wokół jej 

twarzy przy każdym ruchu tak, że chciało się ich dotknąć. Ray coraz 

lepiej   poznawał   język   jej   ciała.   Pochylenie   głowy,   sposób,   w   jaki 

zakładała nogę na nogę, gestykulację szczupłych dłoni, które od czasu do 

czasu   nieruchomiały   nad   kartką   papieru.   Jej   głos   był   miękki   i   niski, 

słodki   jak   miód.   Zaczynał   rozpoznawać   różne   jego   tony,   uczył   się 

odkrywać w nim ukryte znaczenia.

Uświadomił   sobie,   że   na   nią   patrzy,   i   w   duchu   przywołał   się   do 

porządku. Przyszli tu z powodu dziecka, które zostało porwane i liczy na 

ich   pomoc.   Ale   było   jeszcze   coś:   w   piątek   Stan   Schoemaker   będzie 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   115   —

eskortował do Los Angeles morderców, których Ray próbował dorwać 

od osiemnastu miesięcy. Postanowił, że się z nimi spotka.

Nie zdawał sobie sprawy, że w zamyśleniu dotyka palcami blizny. 

Gdy zauważył, że Crystal mu się przygląda, opuścił rękę.

Jane   rozmawiała   z   dziewczynką   o   wszystkim.   Nie   spieszyła   się, 

jakby   miały   mnóstwo   czasu.   Rozmawiały   o   łyżwiarstwie   figurowym, 

hokeju i starym kinie na obrzeżach miasta, na którego miejscu stanie 

kompleks rozrywkowy. Rozmawiały o nowej szkole średniej, deskach i 

Snowmass. Ray zaczął się niecierpliwić, gdy rozmowa zeszła na rowery 

górskie, kempingi i gorące źródła ukryte w górach. Czy Jane pamięta, po 

co tu przyszła? A była taka niezadowolona z powodu opóźnienia. Co za 

bzdety.  Tak,  ona  rzeczywiście  ma   dar.  Dar  gadania  o  niczym całymi 

godzinami.

W końcu to Crystal poruszyła temat porwania.

- Melanie powiedziała mi, że pamięta faceta, który jechał z Kirstin 

wyciągiem. Może nie powinnyśmy o tym rozmawiać, bo pomyślisz, że 

zasugerowałam się czymś, co mówiła.

- Nie ma problemu - odparła Jane.

Ray był pewny, że wolałaby, żeby dziewczęta o tym nie rozmawiały. 

Choć   Jane   nie   poprosiła   Melanie   o   dyskrecję,   kiedy   wychodzili   od 

Steadmanów. Zdenerwowało ją, że się wtrącił i zaczął zadawać pytania. 

Może była tak okurzona, że zapomniała poinformować Melanie, jakie są 

zasady.

Jane wyciągnęła kulę z plasteliny. Crystal szybko wzięła jaw ręce, o 

nic nie pytając. Błyskawicznie uformowała z plasteliny pociągłą twarz.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   116   —

- Wydaje mi się, że ten facet łaził za nami przez cały dzień.

- Tak? - Jane przekrzywiła głowę.

Znowu przyłapał się na tym, że się jej przygląda, że patrzy, jak włosy 

opadają   jej   na   twarz.   Przywołał   się   do   porządku.   Więc   ten   człowiek 

chodził za dziewczętami...

- Tak. I nie mówię tego, dlatego że Melanie go zapamiętała - odparła 

Crystal. - Widziałam go na Big Bum i na trasach w Elk Camp.

- Dlaczego zwróciłaś na niego uwagę?

- Był sam. Sami na nartach jeżdżą strażnicy, którzy patrolują stoki. I 

czasem   miejscowi,   jeśli   mają   przerwę   w   pracy.   Ale   większość   ludzi 

jeździ w grupach.

- To prawda - przyznała Jane. - Czy Melanie powiedziała ci, że zapa-

miętała coś jeszcze?

Crystal potrząsnęła głową.

- Postanowiłyśmy porównać to, co zapamiętałyśmy, kiedy skończysz 

rozmawiać ze mną. Pomyślałyśmy, że nie będziesz miała nic przeciw 

temu.

- Nie mam. I myślę, że to bardzo rozsądne z waszej strony nie mówić 

o tym za dużo. Więc co możesz mi powiedzieć o tym człowieku? Co 

jeszcze przychodzi ci do głowy?

Crystal spojrzała na ugniataną w rękach plastelinę i westchnęła.

- Hm, był właściwie zakryty. Jakby nie chciał pokazać twarzy. Wtedy 

nie przyszło mi to do głowy, ale teraz jestem pewna, że dlatego był tak 

dziwnie ubrany. Taki... zasłonięty.

- Zasłonięty? - podchwyciła Jane.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   117   —

- No tak. Miał gogle. Od Bolle’a.

- Od Bolle’a? Jesteś pewna?

- Tak. Bardzo stare, porysowane i jakby... przyciemnione. Wyglądało 

to bardzo dziwnie, bo pod nimi miał jeszcze okulary.

- Okulary?

- Tak, takie owalne, w metalowych oprawkach. Kirstin takie nosi. W 

tych okularach jej oczy wydają się takie wielkie. Ale ona nie nosi ich 

przez cały czas.

Jane zaczęła szkicować, a Crystal nadal bawiła się plasteliną. Bez 

wahania   opisała   strój   mężczyzny   -   czapkę,   szalik   i   kurtkę   -   niemal 

dokładnie   tak   jak   wcześniej   Melanie.   Wydawało   jej   się   też,   że 

zapamiętała markę nart. K2. Starszy model. Jane starała się skierować 

rozmowę   na   twarz   mężczyzny   i   w   końcu   Crystal   zaczęła   mówić   o 

złamanym nosie.

- Dobrze - powiedziała Jane, szkicując.

- Czy Melanie pamiętała jego nos?

- Tak - potwierdziła Jane.

Crystal wydawała się zadowolona.

Ray tylko słuchał. Miał nadzieję, że dowiedzą się czegoś nowego, 

choć   zbytnio   na   to   nie   liczył.   Przyglądał   się   Crystal   pracowicie 

ugniatającej plastelinę. Miała artystyczne zdolności, których brakowało 

Melanie. Plastelina w jej dłoniach przypominała trochę ludzką głowę.

Bez trudu mógł wyobrazić sobie te trzy dziewczyny na stoku, w czap-

kach baseballowych włożonych tył na przód, roześmiane, przewracające 

się i strzepujące śnieg ze spodni. Melanie, dzieciak z bogatej rodziny, z 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   118   —

najnowszym   sprzętem,   liderka   grupy.   Crystal,   jej   uboga   krewna, 

przedwcześnie   dojrzała,   zapewne   z   powodu   matki   tkwiącej   ciągle   w 

latach sześćdziesiątych. To ona jednak scalała całą trójkę. I Kirstin. Znał 

ją tylko ze zdjęć, ale wiedział, że jest ładna, nawet w okularach. Kirstin. 

Starała   się   naśladować   popularną   Melanie   i   poważną,   mądrą   Crystal. 

Łatwo   mogła   paść   ofiarą   zboczeńca,   który   bezbłędnie   wyczuwał   jej 

uległość, tak jak drapieżnik wyczuwa najsłabsze zwierzę w stadzie.

Crystal wzięła z zaśmieconego stolika spinacz, rozprostowała go i za-

częła nim robić dziurki w plastelinie.

- Co to jest? - spytała Jane.

- Bokobrody - Crystal pracowała w skupieniu. - Nie bardzo mi to wy-

chodzi. Powinny być jasne.

- Jasne.

- Aha.

Jane szkicowała.

- Włosów też nie umiem zrobić. - Crystal przejechała spinaczem po 

bokach   głowy   z   plasteliny.   -   Miał   kręcone   włosy.   Wystawały   spod 

czapki.

- Po bokach?

- Tak. Były trochę dłuższe.

- Dobrze, Crystal, bardzo dobrze.

- Aha, i miał kolczyk.

- Kolczyk?

- Tak, w prawym uchu. Nie, to musiało być jego lewe ucho, bo stał 

przodem do mnie.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   119   —

- Jaki to był kolczyk?

- Złoty. Okrągły.

Jane rysowała i Ray zdołał w końcu dostrzec na kartce papieru kilka 

szczegółów: kolczyk, kilka kręconych kosmyków, bokobrody, złamany 

nos, okulary pod goglami. Ale to ciągle było za mało. Szalik zakrywał 

usta, głęboko nasunięta na głowę czapka zasłaniała czoło, kształt i kolor 

oczu kryły się pod goglami.

Do diabła,   pomyślał,   pod tą  czapką  równie  dobrze  może  kryć  się 

prawie łysa czaszka i gęsta czupryna.

Wzrost i waga, jakie podała Crystal, różniły się od tego, co opisała 

Melanie.   Crystal   uważała,   że   mężczyzna   był   średniego   wzrostu   i 

znacznie szczuplejszy, niż sądziła Melanie.

Nadal więc nie mieli nic, na czym można by się oprzeć. Zmarnowane 

popołudnie. Portret był zbyt niedokładny, żeby zacząć go rozprowadzać.

W   pewnej   chwili,   starając   sienie   rozpraszać   Crystal   i   Jane,   Ray 

wyszedł z pokoju, z psem plączącym mu się pod nogami, i zadzwonił do 

agentów w domu państwa Lemke, żeby porozmawiać z Bruce’em. Sam 

miał niewiele do powiedzenia - tylko tyle, że Crystal przypomniała sobie 

kolczyk i jasne bokobrody - natomiast Bruce pracował nad czymś, czego 

dowiedział   się   od   anonimowego   informatora.   Jeden   z   mechaników 

zajmujących   się   wyciągami   na   Snowmass   został   kiedyś   skazany   w 

Kalifornii   za   werbowanie   dzieci   do   filmów   pornograficznych.   Nie 

przyznał się do tego, gdy starał się o pracę. Sid rozmawiał z nim właśnie 

w jego domu  w Basalt,  małym miasteczku  trzydzieści  kilometrów  od 

Aspen. Problem w tym, że mężczyzna wyjechał z Kalifornii trzy lata 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   120   —

wcześniej i od tego czasu pracował w Aspen. Policja sprawdzała jego 

okresy urlopowe i zwolnienia lekarskie, na razie jednak nie wyglądało to 

obiecująco.

- Poza tym facet jest niski, ma nadwagę, ciemną karnację i nie nosi 

okularów - relacjonował Bruce.

Ray wiedział, że dziecięca pornografia i porwania w celu seksualnego 

wykorzystania to dwie zupełnie różne rzeczy.

- Cóż, sprawdź to dokładnie - powiedział i wraz z Shermanem wrócił 

do pokoju.

Usiadł w tym samym fotelu, a pies znowu usadowił mu się na nodze. 

Jane tylko spojrzała na niego chłodno i podjęła rozmowę z Crystal. Ray 

obserwował drobinki kurzu wirujące we wpadającym przez okno świetle.

- Więc spieszyłyście się, żeby złapać autobus - powiedziała Jane.

-  No tak.  - Crystal  przekrzywiła  głowę i zagryzła dolną wargę, z 

czym   wyglądała   jak   mniejsza   kopia   Jane.   Naprawdę   potrzebowała 

wzorca.   -   Mama   Kirstin   miała   po   nas   przyjechać   i   Melanie...   tak,   to 

chyba była Melanie, strasznie nas poganiała. Ale w autobusie nie było 

już miejsca.

- Czy Kirstin martwiła się, że mama będzie na nią zła?

- Nie sądzę. Pani Lemke spokojnie podchodzi do takich rzeczy. Ale 

Melanie czasem trochę przesadza. Nie, żeby nam to przeszkadzało.

Jane czekała.

- W każdym razie Melanie była przede mną, a Kirstin za mną. Chyba. 

Na parkingu był straszny tłok, musiałyśmy się przepychać, odsuwać na 

bok i tak dalej. Wydaje mi się, że Kirstin była za mną. Nie jestem pewna, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   121   —

ale   pamiętam,   że   kiedy   stanęłyśmy   na   końcu   kolejki   do   autobusu, 

Melanie powiedziała, że nie uda nam się do niego wsiąść, i chciałam 

zapytać Kirstin, czy nie powinna zadzwonić do mamy, ale Kirstin nie 

było.

- Mów dalej - powiedziała Jane łagodnie.

- No więc rozejrzałam się dookoła, ale jestem niska, więc niewiele 

mogłam zobaczyć. Poza tym zrobiło się już ciemno. To znaczy nie było 

całkiem ciemno, ale... jak to się mówi?

- Zmierzchało.

- Właśnie, zmierzchało. I wtedy zobaczyłam furgonetkę. Wyjeżdżała 

z parkingu. Widziałam ją tak trochę z tyłu i pamiętam, że pomyślałam, że 

dziewczynka,   która   siedzi   w   środku,   wygląda   jak   Kirstin.   Ale   nie 

myślałyśmy   o   tym   później   z   Melanie,   bo   byłyśmy   na   nią   wkurzone. 

Teraz strasznie mnie to męczy.

- Niepotrzebnie - powiedziała Jane. - To naturalne, że byłyście na nią 

trochę złe. To, co przytrafiło się Kirstin, to nie twoja wina. Wiesz o tym, 

Crystal, prawda?

- Chyba... tak.

- Dobrze. Więc to ty zauważyłaś furgonetkę?

- Aha.

-   W   porządku.   -   Jane   urwała,   a   Ray   znieruchomiał.   Co   jeszcze 

widziała Crystal? Jeśli widziała furgonetkę - i jeśli furgonetka należała 

do   porywacza   czy   zapamiętała   numer   rejestracyjny   albo   choć   jego 

fragment?

- No i? - spytała Jane, ale Crystal patrzyła na trzymaną w rękach 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   122   —

plastelinę ze zmarszczonymi brwiami.

- No i? - powtórzyła Jane.

Ray czuł, że za chwilę wyskoczy ze skóry.

- Tak - powiedziała nagle Crystal - to był ranger. Ford ranger.

Ray nie wytrzymał. Pochylił się do przodu.

- Crystal - zaczął, podnosząc dłoń, żeby Jane mu nie przeszkodziła - 

dlaczego sądzisz, że to był ranger? Skąd ta pewność?

Crystal   spojrzała   na   niego   takim   wzrokiem,   jakby   nie   rozumiała, 

dlaczego zadał tak głupie pytanie.

- Mój tata ma taki samochód. To znaczy kiedyś miał. Bank mu go 

zabrał.

- Twój ojciec miał forda rangera?

- Aha.

- Pamiętasz może, z którego roku?

- Ray - odezwała się Jane.

- W porządku - powiedziała Crystal. - Wydaje mi się, że z dziewięć-

dziesiątego   drugiego   albo   trzeciego.   Był   dość   stary.   Tata   kupił   go   z 

drugiej ręki.

- Dobrze - mruknął Ray, a potem, choć powiedziała mu o banku, spy-

tał: - Gdzie jest teraz twój tata?

- W Nowej Zelandii. On jest Kiwi. Ja też jestem w połowie Kiwi. 

Wiedział pan o tym?

- Nie, nie wiedziałem - odparł Ray.

- Wyjechał trzy lata temu. Raz dostałam od niego kartkę na święta.

Informacja,   jakiej   dostarczyła   im   Crystal   -   jeśli   była   dokładna   - 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   123   —

mogła okazać się kluczowa. Oczywiście na drogach były setki fordów 

rangerów. W górskich okolicach, takich jak Roaring Fork Valley, były 

ich pewnie tysiące. A jednak...

Mimo gniewnego spojrzenia Jane czuł, że musi zadać jeszcze jedno 

pytanie.

- Nie widziałaś przypadkiem tablic rejestracyjnych?

Crystal potrząsnęła głową.

- A może zauważyłaś, z jakiego był stanu?

Dziewczynka znowu pokręciła głową.

- Tak mi przykro - wyszeptała.

Cholera.

- Nic nie szkodzi. - Ray szacował już w myślach czas potrzebny do 

sprawdzenia wszystkich fordów rangerów w okolicy, a właściwie po pro-

stu wszystkich furgonetek.

- Panie Vanover?

Ray spojrzał na Crystal.

- Tak?

- Mogę pana o coś spytać?

- Jasne.

- Co się panu stało? Był pan na wojnie?

Ray poczuł się schwytany w pułapkę. Te pytania... Ale nie mógł być 

zły na dzieciaka; pytanie było zupełnie niewinne. Mógł udzielić swojej 

zwykłej,   sarkastycznej   odpowiedzi,   ale   po   co?   Równie   dobrze   może 

powiedzieć prawdę.

- Nie, nie byłem na wojnie, w każdym razie nie na takiej, jaką masz 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   124   —

na   myśli.   Razem   z   partnerem   rozpracowywałem   w   Seattle   grupę 

terrorystyczną.   Ich   ludzie   podłożyli   bombę   w   naszym   samochodzie. 

Przeżyłem, tylko dlatego że wróciłem po coś do biura. Kiedy stamtąd 

wyszedłem, samochód płonął. Próbowałem wyciągnąć z niego partnera, 

ale...

- Więc on zginął? - spytała Crystal.

- Ona. To była kobieta. - Czuł na sobie wzrok Jane. Do diabła z tym, 

pomyślał. - Ja miałem szczęście - powiedział do Crystal.

Jednak nie czuł się szczęśliwy. Czuł się winny i wściekły. Ale już w 

piątek w Los Angeles będzie mógł im odpłacić. Nie wiedział dokładnie 

kiedy i jak, lecz teraz, gdy ci dranie zostali aresztowani, miał zamiar 

pomścić śmierć Kathleen. A co z moim życiem, moją pracą? - pomyślał. 

Ale   myśl   ta   zniknęła   tak   szybko,   jak   się   pojawiła.   Mordercy   muszą 

zapłacić, wszystko inne jest bez znaczenia.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   125   —

Rozdział 8

Ray   prowadził   samochód   z   ponurą   miną.   Przez   cały   dzień   był 

dziwnie zamyślony i Jane zastanawiała się, co go dręczy. A teraz, za 

kilka minut, będzie musiał poznać jej pokręconą rodzinę. Fantastycznie.

Jak mogła dać się w to wpuścić? Po co odwiedziła matkę? Do diabła, 

powinna była wiedzieć, czym się to skończy. I zakończyć tę farsę, nim 

sprawy zaszły za daleko. Powiedzieć matce, że ma wieczorem kolejne 

przesłuchanie. W samym środku potwornie stresującego śledztwa będzie 

musiała   jeszcze   użerać   się   z   rodziną.   Za   dużo   jak   na   jedną   osobę. 

Dlaczego nie spróbowała się od tego wykręcić?

-   Przykro   mi,   mamo,   ale   muszę   się   spotkać   ze   świadkiem. 

Rozumiesz, praca. - Nic więcej nie musiałaby dodawać.

Ale wtedy wtrącił się Ray ze swoim:

- Dziękuję, pani Zucker. Chętnie przyjdę.

To będzie ciężki wieczór. Wszyscy będą ciekawi, dlaczego przez pięć 

lat   ani   razu   nie   przyjechała   do   domu,   będą   się   nad   tym   rozwodzić   i 

zadawać   tysiące   pytań.   A   ona   będzie   musiała   być   miła   dla   Rolanda, 

którego szczerze nie cierpiała. Tak jak jego egocentrycznego synalka.

Zacisnęła dłonie w pięści, uświadomiła sobie, co robi, i rozluźniła 

palce. Wiedziała, że cały czas przygryza dolną wargę, zlizując przy tym 

starannie nałożoną szminkę.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   126   —

Czy Ray zauważył jej nerwowość?

- Gdzie skręcić? - spytał.

- W następną ulicę. W lewo.

Wszystko tu było takie znajome, pamiętała każdy zakręt na drodze i 

zakole   rzeki,   każde   drzewo,   każdą   prowadzącą   w   góry   ścieżkę. 

Kamienny mur oddzielający dzielnice miasta, kanał i zbiornik wodny.

- Daleko jeszcze?

- Kawałek. To tam, na górze.

Tutaj wszystkie domy były jak starzy przyjaciele. Na widok jasno 

oświetlonych okien i fasad zdobnych w świąteczne dekoracje poczuła się 

znowu jak mała dziewczynka. Ile razy jechała tą drogą?

- Teraz w lewo - powiedziała mniej więcej w połowie góry.

- Dobrze, że mamy napęd na cztery koła.

- Aha.

- Mówiłem ci już, że zaczęliśmy szukać furgonetki?

- Nie. - Jane z trudem wróciła do teraźniejszości.

- Będzie ciężko. Czerwony albo bordowy ford ranger, może trochę 

spłowiały. Rok produkcji i numer rejestracyjny nieznane.

- To rzeczywiście niewiele. W dolinie są tysiące takich starych furgo-

netek.

Ray wzruszył ramionami.

- To wszystko, co wiemy.

- Wiem.

-   Zaczniemy   też   rozprowadzać   rysopis   podejrzanego.   Średniego 

wzrostu, szczupłej budowy ciała. Może mieć jasne włosy, złamany nos i 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   127   —

nosić okulary. Może mieć. Może mieć kolczyk w uchu.

- Cóż, to więcej niż mieliśmy wczoraj.

- Furgonetka może nam pomóc. Taki sam samochód opisał świadek z 

Mammoth.

- Mógł kupić sobie nowy - odparła Jane.

- Tak, a to może być zupełnie ktoś inny.

Jane potrząsnęła głową.

- Nie, to ten sam człowiek. Na pewno.

- Zgadzam się. Prawdopodobieństwo, że to ta sama osoba, jest duże.

- Może nam się uda. Crystal była dobrym świadkiem.

- A jej matka koszmarem.

- To już bez znaczenia. Crystal jest bardzo spostrzegawcza.

Ray skręcił w wąską drogę prowadzącą do domu Hannah. Poniżej, w 

oddali, miasto migotało tysiącem małych światełek. Po drugiej stronie 

wznosił   się   masyw   górski   niczym   potężna   fala   od   wieków   grożąca 

załamaniem.

- Piękny widok - stwierdził Ray.

- Aha. - Jane spojrzała na niego - Wiesz, kiedy powiedziałeś Crystal, 

go ci się stało, przypomniałam sobie tę sprawę. Twoje nazwisko od po-

czątku wydawało mi się znajome, ale nie mogłam skojarzyć, gdzie je sły-

szałam. Bardzo mi przykro z powodu twojego partnera.

Twarz   Raya   stężała.   Milczał.   Światła   samochodów   jadących   z 

przeciwka  na   chwilę   wydobywały   jego   profil   z  mroku,   potem   znowu 

zapadała ciemność. Jane zrobiło się głupio. No tak, okazało się, że jest 

taka sama jak matka, która nigdy nie wie, kiedy trzymać język za zębami.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   128   —

- To... eee... to musiało być dla ciebie okropne - ciągnęła desperacko. 

Och, zamknij się wreszcie.

Ray wzruszył ramionami.

-   Takie   rzeczy   się   zdarzają.   -   Jego   głos   ociekał   goryczą.   Jane 

ogarnęło współczucie dla tego człowieka. Współczucie i pragnienie, żeby 

jakoś mu pomóc uleczyć rany. Opamiętała się jednak. Ray nie potrzebuje 

jej pomocy. Uważa jej pracę za rodzaj szarlatanerii. A ona ma już dość 

problemów z mężczyznami.

- Tu jest podjazd - wskazała ręką. - Wjedź i zaparkuj gdziekolwiek.

Na  podjeździe   stały   dwa  samochody.  Jeden  należał  do  szeryfa.  A 

drugi? Może do Scotta? Przed domem paliło się światło, a prowadzącą do 

niego ścieżkę oświetlały sznury lampek oplatające nagie gałęzie drzew. 

Na frontowych drzwiach wisiał wieniec ozdobiony dzwoneczkami.

Wysiedli z samochodu i natychmiast poczuli zapach dymu. Państwo 

Zuckerowie napalili w kominku. Będzie przytulnie.

Jane wzięła głęboki oddech. Mieli dwie godziny. Potem Ray będzie 

musiał wrócić do Lemke. Jakoś wytrzyma dwie godziny w towarzystwie 

matki.

Nie była tu od lat, od czasu, kiedy wyjechała na uczelnię. Wychowała 

się w tym domu, spędziła tu dzieciństwo, które było szczęśliwe, dopóki 

nie  pojawił   się  Roland  Zucker  i  odebrał  Hannah ojcu  Jane.  A  potem 

nadeszła ta straszna noc na górskim kempingu. Najgorsza noc jej życia.

Bardzo możliwe, że człowiek, który ją wtedy zgwałcił, jest teraz w 

tym domu, czeka, żeby ją powitać, ucałować i życzyć wesołych świąt.

Położyła dłoń na żelaznej poręczy i weszła na schody.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   129   —

-   Nie   powinnam   była   tu   przychodzić   -   powiedziała.   -   To   nie   był 

dobry pomysł.

- Dlaczego? - spytał Ray.

- Moja matka... cóż, nigdy nie układało się między nami najlepiej. - 

Zatrzymała się, ściskając kurczowo poręcz, jakby od tego zależało jej 

życie.

- Wydawała się bardzo szczęśliwa, kiedy cię zobaczyła.

- Nie widziałyśmy się od dawna.

Ray podszedł bliżej i położył dłoń na jej ramieniu. Jane zadrżała.

- Myślę, że...

Drzwi otworzyły się, ukazując fragment jasno oświetlonego, ciepłego 

salonu,   z   którego   dobiegał   szmer   rozmów,   dźwięki   kolęd   i   zapach 

pieczeni.

- Wydaje mi się, że słyszałem samochód - odezwał się znajomy głos. 

Jej przyrodni brat. Scott. Wysoki, jasnowłosy, przystojny. Wyglądał doj-

rzalej, jego twarz nie była już twarzą chłopca, lecz mężczyzny w kwiecie 

wieku. Zmężniał.

- Wchodźcie, wchodźcie. Jest strasznie zimno, zamarzniecie tam - po-

wiedział. - Jane, wyglądasz świetnie, po prostu wspaniale. Nic się nie 

zmieniłaś. A to jest...?

- Ray Vanover. - Ray wyciągnął dłoń, Scott uścisnął ją. Stali przez 

chwilę   oko   w   oko,   jeden   ciemny,   drugi   jasny,   obaj   wysocy.   Jakby 

rozumieli się bez słów. Męska rzecz.

Weszli do domu, w którym było bardzo ciepło i pięknie pachniało. 

Scott wziął ich płaszcze.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   130   —

- Mamo - powiedział - zobacz, kto przyjechał.

„Mamo”, pomyślała Jane.

Hannah, w kuchennym fartuszku, właśnie zaglądała do piekarnika. 

Teraz wyprostowała się z zarumienioną z gorąca twarzą.

- Jane, tak się cieszę, że udało ci się przyjechać. I Rayowi. Dobrze za-

pamiętałam,   prawda?   Witajcie   i   wesołych   świąt.   Roland,   nalej   im   po 

drinku, dobrze?

- Jane, Jane, Jane. Tak się cieszymy, że przyszłaś. Ile to już lat? A to 

jest...?

- Roland Zucker, Ray Vanover.  Ray jest... eee... pracujemy razem 

przy sprawie tego porwania.

Roland, wysoki i potężnie zbudowany, miał lekko przerzedzone jasne 

włosy i surową, męską twarz. Wyciągnął rękę.

-   Słyszałem   o   tobie.   Kent   mi   mówił.   Okropna   sprawa   z   tą   małą 

Lemke. Macie już coś?

Jane wiedziała, że Roland o to zapyta. Zanim przeszedł na emeryturę, 

wiele lat był szeryfem Pitkin County. Teraz, mimo sześćdziesięciu pięciu 

lat ciągle był w doskonałej formie. Prowadził kursy różnych sztuk walki. 

Jane bez trudu potrafiła sobie wyobrazić, jak rzuca swoich uczniów na 

matę.

Był też Kent Schilling z żoną Lottie, ładną kobietą o przedwcześnie 

posiwiałych włosach ostrzyżonych na pazia. Jej twarz rozjaśniła się na 

widok Jane. Podeszła do niej i uściskała ją serdecznie.

- Jane, nic się nie zmieniłaś. Ile to już lat? Wspaniale znowu cię wi-

dzieć.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   131   —

- Witaj, Lottie. Co słychać w szkole?

- Świetnie, naprawdę świetnie. Mamy nowy budynek. Widziałaś już...

- Tak, widziałam. Piękny.

-   Powinnaś   zobaczyć   pracownię   plastyczną.   Jestem   w   siódmym 

niebie. - Lottie była nauczycielką rysunków; uczyła kiedyś Jane i dbała, 

żeby rozwijała swój talent.

- Jak bliźnięta?

- Doskonale. Przyjechały z college’u na święta. Dzisiaj pilnują dzieci. 

Możesz w to uwierzyć? Pamiętasz, jak zostawałaś z nimi, kiedy wycho-

dziłam gdzieś z Kentem?

- Jasne - uśmiechnęła się Jane. Bardzo lubiła Lottie Schilling i wiele 

jej zawdzięczała. Narysowała swój pierwszy portret pamięciowy, kiedy 

przyjechała na ferie wiosenne ze szkoły. To Lottie zaproponowała mężo-

wi, żeby Jane porozmawiała ze świadkiem i spróbowała narysować czło-

wieka, który usiłował dokonać morderstwa. Jane przesłuchała świadka i 

zrobiła   portret.   Podobieństwo   było   zdumiewające.   Kent   aresztował 

przestępcę,   znanego   lokalnego   dewelopera,   który   został   osądzony   i 

skazany. Od tego zaczęła się jej kariera.

W domu matki była tylko jedna osoba, której Jane nie znała. Ładna 

rudowłosa   dziewczyna   w   obcisłych   dżinsach   i   kremowym   sweterku 

uwydatniającym piękny biust. Dziewczyna Scotta, pomyślała. Typowe. 

Zmieniał dziewczyny jak rękawiczki już w szkole średniej. Ile lat ma 

teraz Scott? Trzydzieści pięć? Był instruktorem narciarskim i cieszył się 

ogromnym wzięciem, przez cały sezon dawał prywatne lekcje. Sławni i 

bogaci cenili jego umiejętności, wdzięk i wygląd.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   132   —

Scott podał Jane kieliszek wina i przyciągnął do siebie rudowłosą 

piękność.

- To jest Cherie, z Houston. Jane, moja mała siostrzyczka.

- Cześć - powiedziała Jane. - Jak ci się podoba w Aspen?

- Uwielbiam to miasto - wyznała Cherie. - Świetnie się tu bawię. A 

Scott   jest   znakomitym   instruktorem.   To   takie   miłe   z   jego   strony,   że 

zaprosił mnie na tę kolację.

- To fantastycznie. - Jane uśmiechnęła się uprzejmie.

Kent i Schilling  zmonopolizowali  Raya. Rozmawiali  oczywiście o 

porwaniu Kirstin. Jak to policjanci. Scott pocałował Cherie w szyję, a 

ona zachichotała uszczęśliwiona.

Jane   rozejrzała   się.   Dom   wyglądał   tak   samo,   jak   go   zapamiętała: 

sosnowa podłoga,  wzorzysty orientalny  dywan, jasne meble.  Te same 

krzesła,   ale   z   nowym  obiciem.   Te   same   ryciny   na   ścianach,   szerokie 

szklane drzwi wychodzące na taras od strony doliny, teraz zasłonięte, 

żeby zatrzymać w domu jak najwięcej ciepła. Wielki kamienny kominek, 

na którym wesoło buzował ogień. Stół nakryty białym lnianym obrusem i 

zastawiony porcelaną. Matka sprowadziła ten stół z Denver. Jane była 

bardzo przejęta, kiedy został przywieziony i wstawiony do pokoju. Ile 

posiłków zjadła przy tym stole.

Nagle   przypomniała   sobie   scenę   sprzed   lat.   Był   koniec   sierpnia, 

zasłony   rozsunięte,   poranne   słońce   oświetlało   stół.   Jane   kłóciła   się   z 

matką. Następnego dnia miała wyjechać, bo wkrótce rozpoczynał się rok 

w akademii. Może właśnie to dało jej odwagę, żeby w końcu wyrzucić z 

siebie prawdę, wyznać matce tajemnicę, którą nosiła w sobie tak długo.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   133   —

Nie pamiętała, o co dokładnie się kłóciły, pewnie poszło o Scotta 

albo Rolanda. Była zła na matkę, czuła się odrzucona.

- Myślisz, że Roland jest taki wspaniały, że to miłość twojego życia! - 

Pamiętała dokładnie, co wtedy mówiła. - Zastanów się, mamo. Zostałam 

zgwałcona na tamtej wycieczce do Reudi. Być może przez tego fanta-

stycznego macho, za którego wyszłaś.

Hannah była wściekła.

- Jesteś chora - powiedziała.

- Cóż, jeśli tak, to twoja wina! Jak mogłaś pozwolić ojcu umrzeć w 

taki sposób? To był mój ojciec! Wyszłaś za Rolanda i zachwycasz się 

Scottem. Kochasz go sto razy bardziej niż mnie. Mnie nawet nie lubisz.

- To nieprawda!

- Prawda! - Jane drżała, łzy napłynęły jej do oczu. - Pomyśl o swoim 

wspaniałym Rolandzie. Pomyśl, że to on mógł mnie zgwałcić.

- Kłamiesz.

- W porządku. Wszystko sobie wymyśliłam. Więc zapytaj go o to! 

Zapytaj go!

- Czy ty oszalałaś?

Jane wybiegła wtedy z domu, a nazajutrz wyjechała na uczelnię i od 

tego   czasu   prawie   nie   rozmawiała   z   matką.   Ta   kłótnia   ciągle   leżała 

między nimi jak cień.

Podeszła   do   stołu,   przesunęła   palcami   po   obrusie   i   spojrzała   na 

ozdobioną wzorem kwiatowym zastawę po babci. Wszystko było takie 

znajome.

Nie mogła uwierzyć, że znalazła się w sytuacji, której unikała od lat: 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   134   —

ludzi, którzy byli na tej koszmarnej wycieczce w góry, dręczona wspo-

mnieniami, od których nie było ucieczki. Prawdopodobnie pod jednym 

dachem z mężczyzną, który ją zgwałcił, z innymi, którzy nie potrafili jej 

ochronić, z matką, która jej nie wierzyła.

Znalazła się w punkcie wyjścia za sprawą innej młodej dziewczyny, 

która przeżywała teraz ten sam koszmar.

Nie ucieknę od tego, pomyślała z goryczą, choćbym nie wiem jak się 

starała. Człowiekiem, który ją skrzywdził, mógł być jeden z mężczyzn, 

którzy pili i rozmawiali teraz w domu jej dzieciństwa. To mógł być jeden 

z nich - Kent, Roland, Scott. Dobrze znała ich twarze, ale żadnej nie była 

w stanie przelać na papier.

-   Wspaniale   się   spotkać   ze   wszystkimi,   prawda?   -   usłyszała   głos 

Lottie.

- O tak, oczywiście.

- Brakowało nam ciebie. Mama bardzo za tobą tęskniła.

Jane skrzywiła się bezwiednie. Lottie zauważyła ten grymas i powie-

działa:

- Wiem, że matki i córki nie zawsze potrafią się dogadać. Ale...

- Wszystko w porządku, Lottie. Przecież tu jestem.

- I to z bardzo przystojnym mężczyzną.

- Pracujemy razem.

- Wiem, ale...

- Jestem za stara, żeby mnie swatać - uśmiechnęła się Jane.

- Człowiek nigdy nie jest na to za stary, moja droga.

Na   kolacji   było   osiem   osób,   wszyscy   znali   się   od   dawna   -   poza 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   135   —

Rayem   i   Cherie.   Roland   górował   nad   towarzystwem,   wielki, 

przytłaczający i pompatyczny. Hannah straciła dla niego głowę, kiedy 

jeszcze   była   żoną   Douga   Russo.   Roland   zniszczył   rodzinę   Jane.   Po 

rozwodzie   Doug   Russo   wyjechał   do   Telluride,   zostawiając   córki   pod 

opieką szeryfa Rolanda Zuckera. Kilkanaście lat później znaleziono go 

martwego w górskiej chacie; zmarł na marskość wątroby spowodowaną 

nadużywaniem alkoholu.

Gwen nigdy nie czuła niechęci do Rolanda. Ale Gwen była starsza i 

nie musiała mieszkać z nim pod jednym dachem przez tyle lat.

Roland kroił szynkę. Na stole stały półmiski z ziemniakami w sosie 

czosnkowym,   pieczeń,   gorące   paszteciki,   sałata,   zielona   fasolka   i 

pieczone kasztany. Prawdziwa uczta. Przygotowana przez Hannah, która 

cały dzień była w pracy. Wszyscy pili wino. Bardzo dobry cabernet, jak 

zauważył   Roland.   Cherie   wypiła   już   kilka   kieliszków   i   śmiała   się   ze 

wszystkiego. Jej błękitne oczy szkliły się gorączkowo.

Alkohol i wysokość dwu tysięcy metrów, pomyślała Jane. Kiepska 

kombinacja.

Poruszano typowe dla Aspen tematy: jakie sławne osobistości przyje-

chały do miasta na święta, kto wrócił z podróży do Nepalu, ilu turystów 

odwiedzi   okolice   w   tym  sezonie,   gdzie   jest   najlepszy   śnieg.   Plotki   o 

krewnych i znajomych, pytania o dzieci; te nowo narodzone i te starsze, 

które wyjechały z Aspen na studia, a potem wróciły, często z własnymi 

dziećmi.

- Pamiętasz Asie Schultz? - spytała Jane Lottie. - Chodziła z tobą do 

szkoły, ale była chyba rok niżej.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   136   —

- Oczywiście, co u niej słychać?

- W ubiegłym roku wyszła za mąż i spodziewa się dziecka. Jej matka, 

Pam, pamiętasz ją? Strasznie się cieszy.

Asia Schultz matką. Jane nagle ogarnęła zazdrość. Może pewnego 

dnia...

- Spotkałam niedawno Ericę Frankel - dodała Hannah. - Wiedziałaś, 

że jej syn Evan jest profesorem w Stanford?

- Evan Frankę uczy w Stanford? - zdziwiła się Jane. - Pamiętam, jak 

podpalił buty trenera i miał z tego powodu poważne problemy.

- Cóż, ludzie się zmieniają - odparła matka znacząco.

Jane spojrzała na Raya, który mówił niewiele, ale bardzo uważnie 

słuchał. Czy ciekawiła go jej pokręcona rodzina? Co właściwie widział 

przy tym suto zastawionym stole? Grupę sympatycznych ludzi, którzy 

spotkali się, żeby miło spędzić świąteczny czas? Czy wyczuł podskórną 

niechęć i napięcie? Nie miał przecież pojęcia, dlaczego Jane nieustannie 

przenosi wzrok z Rolanda na Kenta, a potem na Scotta i z powrotem. Nie 

wiedział, że w duchu cały czas zadaje sobie pytanie: „Który z nich?” 

Może Kent? Nie, to nie Kent. To nie mógł być Kent. Ma taką miłą żonę i 

dzieci.

Brakowało jeszcze jednego mężczyzny. George’a Grinnela, szwagra 

Jane. Siedemnaście lat temu Gwen właśnie go poznała. Czy to mógł być 

George? Bóg jeden wie, wszyscy mężczyźni wtedy pili, a George zawsze 

był kobieciarzem. Podobnie jak Scott.

Ale czy to jeden z nich ją zgwałcił? W namiocie było ciemno. Może 

nie potrafi przypomnieć sobie tej twarzy, bo tak naprawdę nigdy jej nie 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   137   —

widziała. Może tylko o to chodzi.

Między kawą a deserem Hannah w końcu wzięła się do Raya.

- Czy po raz pierwszy pracujesz z naszą Jane? - spytała, uśmiechając 

się wdzięcznie.

- Tak - odparł.

- Jest naprawdę dobra w tym, co robi. Prawda, Kent?

- Oczywiście - potwierdził szeryf.

- Byłeś już kiedyś w Aspen, Ray?

-   Nie.   Prawdę   mówiąc,   przeprowadziłem   się   do   Denver   zaledwie 

kilka tygodni temu.

- Och? A skąd?

Już wpiła w niego swoje szpony, pomyślała Jane.

- Z Seattle.

- Ładne miasto - wtrącił Roland. - Ale ten deszcz. Cóż, my tutaj jeste-

śmy przyzwyczajeni do słońca.

- Rzeczywiście, często tam pada - przyznał Ray uprzejmie.

- Pochodzisz z Seattle? - spytała Hannah.

Prosto do celu, żadnego owijania w bawełnę.

- Nie, z Bostonu. Urodziłem się i wychowałem w Connecticut.

- Lexington, Concord, Minutemen i tak dalej? - spytała Lottie.

- Tak. Ale od lat nie wracałem w tamte okolice.

- Masz rodzinę na wschodzie? - zapytała Hannah.

Mamo, na litość boską, pomyślała Jane ze złością.

- Kuzynów.

- A w Seattle? - naciskała Hannah.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   138   —

- Jeśli chodzi pani o to, czy jestem żonaty - uśmiechnął się Ray - to 

odpowiedź brzmi „nie”.

- Owszem, po części o to mi właśnie chodziło - powiedziała Hannah 

bez cienia skrępowania.

- Mamo, wydaje mi się, że zadałaś już dość pytań - wtrąciła się Jane.

- Ależ nie ma problemu - zapewnił Ray. - Nie mam nic do ukrycia. 

Nie jestem żonaty, nigdy nie byłem. Kiedyś prawie się zaręczyłem, ale... 

- uśmiechnął się smutno - niestety nic z tego nie wyszło.

Hannah była jak buldog.

- I co się stało z tą dziewczyną?

Ray spojrzał jej w oczy.

- Umarła.

Przy stole zapadła niezręczna cisza.

- Tak mi przykro - powiedziała w końcu Hannah ze szczerym współ-

czuciem.

- Mnie również, proszę pani. Ale to było już jakiś czas temu.

- Napij się jeszcze wina - powiedział Roland łagodnie. Jakby napraw-

dę go to obchodziło. Jane spojrzała na niego zdumiona.

Drażniło ją wścibstwo matki, ale uświadomiła sobie nagle, że w ciągu 

tych pięciu minut dowiedziała się o Rayu więcej niż przez ostatnie dwa 

dni.   Kobieta,   z   którą   był   prawie   zaręczony.   Kobieta,   która   nie   żyje. 

Bomba   w   samochodzie,   w   Seattle.   Oczywiście!   Wiedziała,   że   agent, 

który   wtedy   zginął,   był   kobietą,   ale...   Kochanka   Raya?   Jego   prawie 

narzeczona? Mój Boże.

- Czy to dlatego przeniosłeś się do Denver? - spytała Hannah.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   139   —

- Niezupełnie. Zostałem przeniesiony.

-   Może   dobrze   jest   zacząć   od   nowa,   z   dala   od   wspomnień   - 

zauważyła Lottie. - Nowy start.

- Może.

Hannah  wstała,   żeby   dolać  wszystkim  kawy,  a  Jane  skorzystała   z 

okazji i pochyliła się nad stołem.

-   Słuchaj,   Ray,   przepraszam   cię   za   moją   matkę.   Jest   strasznie 

wścibska.

- Nie przeszkadza mi to. Miło, że ktoś się mną interesuje.

- Możemy już iść. Czekają na ciebie u Lemke.

Ray spojrzał na zegarek.

- Jest tam Bruce. Mamy jeszcze chwilę.

Hannah wróciła na miejsce.

- Czym się zajmowałeś w Seattle, Ray? Wiem, że pracujesz w FBI, 

ale naprawdę nie mam pojęcia, co wy tam robicie.

-   Mogę   ci   powiedzieć,   co   robią   -   roześmiał   się   Roland.   -   Często 

współpracowaliśmy z FBI.

- Ale ja chcę to usłyszeć od Raya.

- Zajmowałem się terroryzmem - odparł Ray.

- No, no. W Seattle?

- Tam było moje biuro, ale pracowałem wszędzie, zwłaszcza po jede-

nastym września. W Nowym Jorku, Miami, Dżakarcie, Manili.

- Interesujące. Dużo podróżowałeś?

Ray wzruszył ramionami.

- Głównie siedziałem za biurkiem.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   140   —

Hannah oparła brodę na dłoni i nie spuszczała wzroku z Raya.

- Mimo wszystko to musiało być cudowne.

- Po prostu praca.

- Och, jesteś zbyt skromny.

- Nie, pani Zucker, to nie skromność.

- Ale te wszystkie egzotyczne miejsca. Intrygi. Niebezpieczeństwo.

- Nigdy nie byłem w prawdziwym niebezpieczeństwie. Miałem do 

czynienia głównie z papierami.

Hannah tylko machnęła ręką.

- Nie wierzę. Byłeś tajniakiem?

- Hannah - wtrącił się Roland - słyszałaś, co mówi Ray. Nudne rządo-

we sprawy.

- Cicho bądź, Roland. - Hannah znowu odwróciła się do Raya. - Żad-

nych akcji? Żadnych niebezpieczeństw? Daj spokój, Ray.

Ray   patrzył   na   nią   spokojnie   swoimi   błękitnymi   oczyma   spod 

ciemnych brwi.

- Jedyny raz, kiedy znalazłem się w niebezpieczeństwie, było to w 

Seattle.   Właśnie   po   tym   zdarzeniu   została   mi   ta   pamiątka   -   dotknął 

blizny.

Roland zmarszczył brwi.

-   Jasne,   pamiętam.   Te   zmilitaryzowane   grupy,   które   podkładają 

bomby w samochodach. Złapaliście ich?

- Tak - odparł Ray. - Zostali niedawno zatrzymani w stanie Waszyng-

ton.

- Cóż - powiedział Roland jowialnie - w końcu zawsze ich dostajemy.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   141   —

- Staramy się.

Jane zauważyła ze zdumieniem, że Ray zrobił wrażenie na Rolandzie, 

bo   był   agentem   FBI.   Spojrzała   na   zaczerwienioną   od   wina   twarz 

ojczyma. Więc jeszcze coś mu gra w duszy, pomyślała.

Kobiety zaczęły sprzątać ze stołu, odsłaniając pokryty okruchami i 

plamami obrus.

- Och, zostawcie to - powiedziała Hannah - Posprzątam rano.

- Nie - zaprotestowała Lottie. - Rano musisz iść do pracy. A ja mam 

ferie. Zrobimy to teraz.

Mężczyźni usiedli na kanapie przed kominkiem. Ray stanął z boku i 

wyjął komórkę; chciał zadzwonić do Bruce’a. Cherie przysiadła się do 

Scotta. Była bardzo blada, milcząca, popijała wodę mineralną.

-   Ta   dziewczyna   trochę   za   dużo   wypiła   -   mruknęła   Hannah, 

odkręcając wodę.

- Na tej wysokości zawsze szybko wysiadają - zauważyła Lottie.

- Scott powinien to wiedzieć.

-   Scott   lubi,   jak   są   w   tym   stanie   -   powiedziała   Jane   -   Wtedy   są 

łatwiejsze.

- Jane.

- To prawda. - Jane zgarniała resztki jedzenia z talerzy do kubła na 

śmieci.

Lottie postanowiła zmienić temat.

- A co słychać u twojego przyjaciela?

- U Alana?

- Tak, u Alana.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   142   —

- Cóż, ostatnio rzadko się widujemy.

- Rzadko? - Hannah była szczerze zdziwiona. - Sądziłam, że jesteście 

parą. Latem mówiłaś mi przez telefon, że...

-   Byliśmy   parą,   mamo.   Ale   ostatnio...   sama   nie   wiem...   -   Jane 

postawiła stertę talerzy na kuchennym blacie i zaczęła zbierać filiżanki.

- Jest ktoś inny? - spytała matka.

- U mnie czy u niego?

- Obojętne.

Jane skłamała. Po prostu skłamała.

- Nie, żadne z nas nie ma nikogo innego.

- Więc w czym problem?

- A kto powiedział, że jest jakiś problem?

Boże, matka naprawdę umiała ją wkurzyć.

- Powiedziałaś że rzadko się widujecie. To znaczy, że jest jakiś pro-

blem. - Hannah opłukała naczynia i zaczęła je wkładać do zmywarki.

- Mamo, przestań mnie wypytywać.

- Jesteś moją córką. Nie mogę cię zapytać o chłopaka?

Jane odwróciła się, żeby wziąć kolejną stertę talerzyków z blatu, i 

nagle znalazła się oko w oko z Rayem, który przyniósł do kuchni swój 

kieliszek.

Czy słyszał tę rozmowę? Czy słyszał, jak matka wypytuje ją o Alana? 

Poczuła, że się rumieni. Do diabła.

- Więc już nie spotykasz się z Alanem - Hannah, odwrócona do nich 

plecami, szorowała garnek. - Szkoda. Z tego, co mówiłaś, wydawał się 

taki miły. Powinnaś...

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   143   —

- Mamo, proszę.

Hannah zerknęła przez ramię i zauważyła Raya.

- Och, przepraszam. Sprawy rodzinne.

Jane   zrobiło   się   gorąco.   Do   diabła   z   matką,   do   diabła   z   całą   tą 

rodziną.

- Pani Zucker, chciałbym podziękować za wspaniały posiłek - powie-

dział Ray. - Wszystko było pyszne. Od dawna nie jadłem domowych po-

traw. Ale teraz Jane i ja musimy się już pożegnać.

- Tak wcześnie?

- Cóż, obowiązki wzywają.

- Ray, zawsze jesteś tu mile widziany - powiedziała Hannah. - Bę-

dziesz jeszcze przez jakiś czas w mieście, prawda?

- Niestety nie. Jutro wyjeżdżam.

Jane odwróciła się gwałtownie. Wyjeżdża jutro? Nie wiedziała o tym.

- Ale wróć do nas wkrótce. Razem z Jane.

Na zewnątrz Jane poczuła się tak, jakby wyszła z więzienia. Podeszła 

do samochodu i nie dała Rayowi szansy na otwarcie przed nią drzwi. 

Wsiadła   i   zatrzasnęła   je   za   sobą.   Tak,   teraz   już   dokładnie   sobie 

przypomniała, dlaczego od lat nie odwiedzała rodziny.

- Kiepski pomysł - mruknęła.

Ray usiadł za kierownicą.

- Powiedziałam, że ta kolacja była kiepskim pomysłem.

Przekręcił   kluczyk   w   stacyjce   i   wjechał   na   stromy   podjazd, 

spryskując   przednią   szybę   płynem   rozmrażającym.   Jane   objęła   się 

ramionami i odwróciła głowę do okna.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   144   —

- Posłuchaj - odezwał się w końcu Ray. - Widzę, że masz jakiś pro-

blem z Aspen i swoją rodziną. Pewnie uważasz, że to nie moja sprawa, 

ale skoro twoje problemy odbijają się negatywnie na mojej pracy...

- Masz rację, to nie twoja sprawa - przerwała mu.

-   Ciągle   czekam,   aż   twój   wielki   talent,   o   którym   ciągle   słyszę, 

przyniesie jakieś efekty. Czekam, ale dotąd się nie doczekałem. O co 

chodzi?

- Sporo dowiedziałam się od Crystal i dobrze o tym wiesz. Jesteś po 

prostu uprzedzony i dlatego uważasz, że tylko marnuję twój cenny czas.

- Przyznaję, masz trochę racji. Ale postanowiłem dać ci szansę. Tylko 

że Kirstin zostało niewiele czasu, a ja muszę jutro lecieć do Los Angeles. 

Pomyślałem więc, że może chciałabyś wrócić do domu. Przesłuchałaś 

świadków. Twoje zadanie zostało wykonane.

- Po co lecisz do Los Angeles? Przecież Kirstin jest gdzieś tutaj.

Jego twarz stężała.

- Sprawa osobista.

- W środku śledztwa?

- Tak.

Dom.   Mogłaby   wrócić   do   Denver   i   zadzwonić   do   Alana.   Bardzo 

chciała   go   zobaczyć,   powiedzieć   mu,   że   go   kocha,   zanim   będzie   za 

późno. Alan na pewno jest ciekaw, czy sprawa Kirstin posuwa się do 

przodu, więc będzie miała świetny pretekst. W końcu to on namówił ją 

do pracy przy tej sprawie.

Dlaczego właściwie szuka pretekstu, żeby do niego zadzwonić? Nie, 

Alan nie jest najważniejszy. Zapomnij o nim. Kirstin na ciebie liczy.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   145   —

-   Potrzebuję   trochę   więcej   czasu.   Jestem   pewna,   że   zdołam   coś 

narysować.  Ale  nie   w Denver.  -  Wiedziała,   że  brzmi   to  rozpaczliwie 

słabo.   Tak   mało   dotychczas   uzyskała.   Bardzo   niedokładny   szkic 

przeciętnego   mężczyzny   ze   złamanym   nosem,   w   czapce,   goglach   i   z 

kolczykiem w uchu. Tyle co nic. Może Ray ma rację. Może powinna 

wrócić do domu. Spotkać się z Alanem i...

Nie. Kirstin jest gdzieś tutaj. Kirstin jej potrzebuje. Wciąż nic nie 

mają, a czas ucieka.

- Lecę z tobą do Los Angeles - powiedziała.

- Mowy nie ma.

- Lecę. Sama zapłacę za bilet, jeśli będę musiała.

- Po co, na Boga, chcesz lecieć do Los Angeles?

- Nie zostanę w Los Angeles. Pojadę do Mammoth. Muszę jeszcze 

raz przesłuchać Allie i świadków jej uprowadzenia. Teraz, kiedy mam 

więcej informacji... I do Utah. Muszę spotkać się z ofiarami porwań i 

świadkami. Muszę.

- Przecież już z nimi rozmawiałaś. Widziałem raporty. Niczego się 

nie dowiedziałaś. Będziesz tylko tracić czas.

- Nie. Teraz mogę dowiedzieć się więcej. Muszę porozmawiać z nimi 

jeszcze raz.

- Och, na litość boską...

- Lecę z tobą.

- To jakaś obsesja.

- Możliwe. I co z tego? Jeśli się czegoś dowiem, to znaczy, że to 

pozytywna obsesja. - Wzięła głęboki oddech. - W porządku, przyznaję, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   146   —

mam problem z rodziną. Nie lubię Rolanda ani jego syna i nie potrafię 

dogadać się z matką. Jest pewna historia - nie zamierzam wchodzić w 

szczegóły - i pewne sprawy z przeszłości, które, być może, utrudniają mi 

pracę. Ale jestem w stanie to przezwyciężyć. Wiem, że jestem. I polecę 

do Kalifornii, z tobą albo sama.

Przygotowała   się   na   ostry   opór.   Na   pogardę,   sceptycyzm,   brwi 

zmarszczone   w   wyrazie   dezaprobaty.   Ale   Ray   tylko   spojrzał   na   nią 

przeciągle.

- W porządku, polecimy razem. A kiedy zakończę swoje sprawy w 

Los Angeles, pojadę z tobą do Mammoth.

Jane milczała chwilę, czując na twarzy podmuch ciepłego powietrza.

- Dziękuję - powiedziała w końcu.

Ray zawiózł ją do domu Gwen.

- Pamiętasz, jak dojechać do Lemke? - spytała, kiedy zatrzymał się na 

podjeździe.

- Tak.

Wydawał się zniecierpliwiony, czymś zaabsorbowany i chyba miał 

ochotę jak najszybciej się jej pozbyć. Może żałował, że w chwili słabości 

pozwolił jej ze sobą lecieć. A może ciągle opłakiwał swoją narzeczoną i 

nie interesowały go inne kobiety. Czy dlatego traktował ją tak chłodno? 

Jakby mu przeszkadzała?

- Jak ona miała na imię? - spytała. Nie mogła się powstrzymać.

- Co?

- Jak miała na imię twoja... twoja partnerka.

Wbił w nią zimne, nieruchome spojrzenie. Jane ogarnął strach, jakby 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   147   —

patrzyła w oczy niebezpiecznego drapieżnika.

- Przepraszam... Nie musisz...

- Kathleen. Kathleen Bachman.

- Och.

- Miała zaledwie dwadzieścia dziewięć lat - powiedział ze smutkiem.

- Tak mi przykro.

- Wiem.

Chciała   go   jakoś   pocieszyć,  ale   wiedziała,   że   to   niemożliwe.   Ray 

wyprostował się, otrząsnął ze wspomnień i powiedział:

- Rano muszę jeszcze uporządkować kilka spraw, więc spróbuję zare-

zerwować bilety na popołudniowy lot do Denver. Przyjadę po ciebie o 

trzeciej.

- W porządku.

- Nie spóźnij się.

W domu chłopcy oglądali telewizję, jedząc czekoladowe ciasteczka.

- Cześć, ciociu - powiedział Kyle. - Mama i tata ciągle są na tym 

przyjęciu. Będą wściekli, że tak długo trwało.

- A wy nie powinniście już być w łóżkach?

Nicky przewrócił oczami.

- Chyba zapomniałaś, ile my mamy lat.

- Och, przepraszam.

- Widziałaś ten film? - spytał Kyle, wskazując telewizor.

Jane spojrzała na ekran: dziwaczny android, z którego wychodziły ja-

kieś dziwne rurki...

Kosmiczne śmieci - Nicky uśmiechnął się szeroko. - Widzisz, to jest 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   148   —

ten   zły,   i   on   trzyma   tych   dobrych   w   więzieniu.   To   są   śmieciarze. 

Kosmiczni śmieciarze. Ale oni uciekną, a ten zły przegra i zginie.

Kosmiczne śmieci - powtórzyła Jane z zadumą.

- To bardzo śmieszne. I są dziewczyny.

- Dziewczyny.

- No wiesz. - Nicky wyciągnął ręce i wykonał wymowny gest na 

wysokości swojej klatki piersiowej.

Jane roześmiała się. Jej czternastoletni siostrzeniec podziwia kobiece 

biusty.

- Ohyda - skrzywił się Kyle.

- A co u babci i dziadka? - spytał Nicky, me odrywając wzroku od 

telewizora.

- Wszystko w porządku.

- To super. Dziadek uczy nas tai kwan do. Potrafię każdego rozłożyć 

na obie łopatki.

Obaj   chłopcy   zerwali   się   na   równe   nogi   i   zaprezentowali   swoje 

umiejętności, po czym znowu opadli na kanapę, a Nicky sięgnął po torbę 

z ciasteczkami.

- Daj mi trochę! - zawołał Kyle.

- O, patrz, teraz temu złemu się dostanie - powiedział Nicky i chłopcy 

zamilkli.

Patrzyła na nich chwilę, a potem usiadła obok z ciężkim sercem - peł-

nym żalu, że tak wiele z ich dzieciństwa ją ominęło. Nicky poczęstował 

ją ciasteczkiem. Postanowiła, że w przyszłości będzie się z nimi częściej 

spotykać. Życie jest za krótkie, żeby tracić czas.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   149   —

Rozdział 9

Podczas lotu do Denver Ray zastanawiał się, co właściwie czuje. Czy 

jest wdzięczny Jane, która dostarczyła mu świetnego pretekstu, by po-

lecieć  do  Kalifornii?   Czy   okazał  się   draniem,   bo  to  wykorzystał?  Bo 

przecież   ją   wykorzystywał.   Gdyby   go   ktoś   spytał   -   Stan,   Parker   czy 

ktokolwiek z księgowości - mógł powiedzieć, że poleciał do Los Angeles 

w sprawie Kirstin.

Prawdę mówiąc, w tej chwili interesowała go tylko zemsta. Czekał na 

nią od wieków. Znosił wszystko - fakt, że odebrano mu sprawę innej gru-

py terrorystycznej, przeniesienie do Denver. Spędził półtora roku, nic nie 

robiąc, sfrustrowany do granic wytrzymałości, dręczony myślą, że nie 

jest w stanie dorwać ludzi, którzy zabili Kathleen, a jemu zostawili te 

blizny. Blizny, które będzie nosił do końca życia.

Zastanawiał   się   nad   odejściem   z   FBI   i   tropieniem   tych   ludzi   na 

własną   rękę.   Leżał   na   oparzeniówce   i   rozmyślał   nad   różnymi 

możliwościami. W końcu postanowił zostać w FBI, bo wiedział, że w ten 

sposób zawsze będzie wiedział, co jest grane. Przyjął więc pracę biurową 

w Seattle, a potem zgodził się na przeniesienie do Denver, mimo że nic 

ciekawego się tam nie działo. Przynajmniej wróci do gry.

Decyzja   okazała   się   słuszna,   dwaj   terroryści   odpowiedzialni   za 

śmierć   Kathleen   zostali   schwytani.   Byli   członkami   grupy   o   nazwie 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   150   —

Benton County Anny i w tej chwili lecieli do Los Angeles. Nie wiedział, 

co zrobi, kiedy w końcu stanie z nimi twarzą w twarz, ale wiedział, że 

musi im spojrzeć w oczy, że musi ich zobaczyć.

- Mamy czas, żeby zjeść coś w Denver? - spytała Jane.

- W Denver... eee... Chyba tak.

- O której startuje samolot do Los Angeles?

-   Co?   A,   koło   piątej   -   odparł   zirytowany.   Chciał   wrócić   do 

rozpamiętywania swojego gniewu, zastanowić się, co zrobi, co powie.

- Więc będzie dość czasu. Wydaje mi się, że na lotnisku jest Pour La 

France.

Pour La...

- Nie jestem głodny.

- Ale ja jestem.

Niewielki odrzutowiec, prawie pusty, przeleciał nad górami i w dole 

pojawiła się płaska, zbrązowiała preria.

Wyglądał przez zaparowane okienko, bezwiednie dotykając palcami 

blizn. Myślał o morderstwie. Nie, to nie będzie morderstwo. To będzie 

egzekucja. Czuł, że jest w stanie zabić zamachowców. Po prostu wyciąg-

nie rewolwer i ich zastrzeli, a potem poniesie konsekwencje. Czemu nie? 

Nie ma żony, która mogłaby go opłakiwać. Nie ma dzieci. Nie ma nawet 

psa.

Nie rozwiąże sprawy porwania Kirstin. I co z tego? Zrobi to ktoś 

inny.  Parker wyśle do Aspen innego agenta.  A Jane Russo i tak się do 

niczego nie przyda.

Samolot   wylądował   na   międzynarodowym   lotnisku   Denver.   Ray 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   151   —

wziął swoją torbę i poszedł za Jane.

- Mam zamiar coś zjeść - powiedziała. - A ty?

Uprzejma, ale chłodna. Nie mógł jej za to winić.

- Napiję się kawy - odparł. - Spotkamy się przy wejściu.

Gdy czekali na lot do Los Angeles, postanowił, że przestanie myśleć 

o terrorystach. Zachowywał się wobec Jane fatalnie. Pewnie już nigdy jej 

nie zobaczy, ale to nie powód, żeby znosiła jego humory. Spróbuje być 

bardziej towarzyski. Postara się.

Samolot   spóźnił   się   czterdzieści   minut.   Ray   krążył   po   terminalu, 

sprawdzał   pocztę   głosową,   zadzwonił   do   Bruce’a.   Zaczynał   się   coraz 

bardziej niecierpliwić. Jane schowała się za gazetą.

W końcu wsiedli do samolotu. Czuł, jak spada mu ciśnienie. Położył 

głowę na oparciu fotela i zamknął oczy.

- Zmęczony? - usłyszał jej głos.

Taki miły głos. Miły, kiedy nie była na niego wkurzona.

- Właściwie nie - odparł, nie otwierając oczu.

- Możesz spać w samolotach?

- Czasami. W czasie długich lotów.

- Ale nie dziś.

- Pewnie nie.

- Gdzie się zatrzymamy? Wynajmiemy samochód? Chciałabym wie-

dzieć, jakie mamy plany.

-   Zatrzymamy   się   w   Marriotcie   niedaleko   lotniska.   Samochód   już 

czeka.

- A twoje osobiste sprawy?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   152   —

- Zajmę się tym jutro.

-   Kiedy   pojedziemy   do   Mammoth?   Uważam,   że   powinniśmy   tam 

pojechać jak najszybciej. Nie wiemy, ile czasu zostało jeszcze Kirstin.

- Wyjedziemy, jak tylko wszystko załatwię.

- Dobrze. - Jane skinęła głową. - Ona się nazywa Allison Sanchez. 

Allie - powiedziała po chwili.

- Ta dziewczyna z Mammoth?

- Tak. Miała trzynaście lat, kiedy to się stało. To było pięć lat temu.

- Czytałem raport.

- Teraz ma osiemnaście. W okresie świątecznym pracuje w sklepie z 

pamiątkami  w Mammoth Lake. Po szkole średniej chce studiować na 

uniwersytecie w Santa Cruz.

Otworzył oczy i spojrzał na nią.

- Skąd to wszystko wiesz?

- Dzwoniłam do niej dziś rano.

- Dzwoniłaś do niej?

-   Kontaktujemy   się   czasem.   Staram   się   być   w   kontakcie   ze 

wszystkimi dziewczętami. Wysyłam im czasem kartki albo e-maile.

- Wszystkim dziewczętom?

- Wszystkim, które przesłuchiwałam. Zostały skrzywdzone. Świado-

mość, że jest ktoś, kogo to obchodzi, pomaga im.

Ray milczał. Nagle zawstydził się swojej postawy, swojego cynizmu.

- Mam nadzieję, że dowiem się od niej czegoś nowego - ciągnęła 

Jane. - Bardzo się starała, kiedy pierwszy raz z nią rozmawiałam, ale nie 

widziała wiele. Mówiła to samo co Melanie i Crystal: facet był dokładnie 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   153   —

zakryty.

- Masz zamiar jej powiedzieć, że on ma złamany nos?

- Nie od razu. Lepiej, żeby sama to powiedziała. Nie chcę jej niczego 

sugerować, bo potem nigdy nie wiadomo, czy rzeczywiście coś sobie 

przypomniała, czy uległa sugestii. - Zamyśliła się. - Wiesz, to okrutne 

kazać Allie jeszcze raz przez to wszystko przechodzić.

- Tak myślisz?

- Została uprowadzona i zgwałcona. Nie jest miło wspominać taki 

koszmar.

- Na pewno.

- Ale muszę spróbować. Bo inaczej on nadal będzie porywał dziew-

czynki.

- Będzie je porywał, aż popełni błąd i zostanie złapany.

-   Ale   ile   dziewczynek   skrzywdzi   albo...   albo   zabije,   zanim   to   się 

stanie? Właśnie dlatego muszę jeszcze raz porozmawiać z Allie. Ona to 

rozumie.

- Rozumie, ale czy będzie w stanie nam pomóc?

Jane spojrzała na swoje dłonie i skinęła głową.

- Mam nadzieję, że tak.

Słyszał   w   jej   głosie   szczerą   troskę.   Jane   nie   była   ani   trochę 

zblazowana,   nie   robiła   niczego   byle   jak.   On   sam   miał   wątpliwości, 

uważał, że przesłuchiwanie dziewczyny, która widziała swojego oprawcę 

pięć lat temu, jest bez sensu. Ale nie powiedział tego. Nagle zapragnął 

być   lepszym   człowiekiem,   kimś,   kto   zasługiwałby   na   szacunek   Jane 

Russo. Zastanawiał się, czy Alan Gallagher, który po śmierci córki zajął 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   154   —

się prawami dzieci, zdobył jej szacunek. I jej uczucia.

Z lotniska w Los Angeles pojechali do hotelu. Ray widział, że Jane 

nie ma ochoty siedzieć w pokoju, oglądając telewizję. Rozumiał ją, ale 

czuł, że będzie kiepskim towarzyszem.

- Pewnie jesteś głodny - powiedziała, kiedy jechali windą na dziesiąte 

piętro. - Restauracja na dole wygląda całkiem miło.

- Daj mi pół godziny - odparł.

Przekrzywiła głowę i spojrzała na niego pytająco.

- Zjemy w restauracji - dodał.

Uśmiechnęła się i w windzie natychmiast zrobiło się jaśniej.

Jane   zamówiła   mahimahi,   a   Ray   makaron   z   owocami   morza. 

Siedzieli   przy   wielkim   oknie,   z   którego   rozciągał   się   widok   na   pasy 

startowe. Startujące i lądujące samoloty błyskały światłami w ciemności.

- Dziwnie się czuję - powiedziała Jane - kiedy tak wcześnie robi się 

ciemno, a nie jest wcale zimno. Chyba nie mogłabym tu mieszkać. Lubię 

zmienność pór roku.

- Dlatego że wychowałaś siew Aspen?

- Może.

Na stole pojawiły się sałatki. Jane jadła z apetytem. Rayowi podobało 

się, że nie dziobie w talerzu jak większość kobiet.

- Więc jutro pojedziemy do Mammoth? - spytała, smarując bułkę ma-

słem.

- Zgadza się.

- Ale rano masz tu jakieś sprawy do załatwienia?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   155   —

- Postaram się, żeby to nie trwało długo.

- Zaczekam na ciebie w hotelu.

Pewnie będzie musiała długo czekać, pomyślał Ray. Miała pecha, że 

wybrała się z nim w tę podróż.

- Czy te sprawy mają związek z pracą? - spytała.

- Częściowo.

-   Wydajesz   się   czymś   zaabsorbowany   -   powiedziała   miękko, 

opierając łokcie na stole.

- Przepraszam.

- Nie, nie musisz przepraszać. Pomyślałam tylko, że może chciałbyś 

o tym porozmawiać.

- O czym?

- O tym, co cię trapi, cokolwiek to jest.

- Nic mnie nie trapi.

- W porządku - odsunęła się lekko. Ray natychmiast wyczuł jej chłód.

- To nic, czym musiałabyś się martwić - zapewnił.

- Powiedziałam: w porządku.

- Chryste.

- Jest w tobie tyle gniewu. - Wyciągnęła rękę i dotknęła jego dłoni. 

Lekko, na ułamek sekundy. - Ten gniew zżera cię od środka.

Cofnął   rękę,   zakłopotany.   W   miejscu,   w   którym   dotykały   go   jej 

palce,   paliła   go  skóra.  Nie  umiał   odpowiedzieć,  nie   miał   w zanadrzu 

żadnej sarkastycznej uwagi.

Kelnerka postawiła przed nimi talerze. Jane jadła w milczeniu, jakby 

przed   chwilą   nie   wygłosiła   bardzo   osobistej   uwagi   na   jego   temat. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   156   —

Przyglądał jej się spod oka, ale jej twarz była obojętna.

Może   źle   ją   zrozumiał,   może   to,   co   powiedziała,   było   całkiem 

niewinne. Obsesyjnie myślał o tym, co zdarzy się jutro, i nie miał głowy 

do konwersacyjnych niuansów.

Dawno nie jadł kolacji w towarzystwie pięknej kobiety. Od czasu, 

kiedy zginęła Kathleen. Jaka szkoda, że ta sytuacja jest taka niezręczna. 

Jaka szkoda, że w końcu nadejdzie jutro. Może po raz ostatni jem kolację 

jako wolny człowiek, pomyślał. Ostatnia wieczerza.

- Przepraszam, jeśli byłam wścibska. Mam to po matce - powiedziała 

Jane.

- Nie ma problemu. Polubiłem twoją matkę.

- Jest bardzo bezpośrednia, prawda?

- Wolę to od kłamstw, których wysłuchuję podczas przesłuchań.

- Co sądzisz o Rolandzie?

Ray wzruszył ramionami.

- Typowy gliniarz.

- Nie krytykujesz kolegów po fachu, co?

- Raczej nie. - Ray uśmiechnął się krzywo.

Jane skończyła jeść rybę.

- Znakomita. W Denver takich nie mają.

- Powiedz mi - zaczął Ray, nagle zaciekawiony. - Jak to się stało, że 

trafiłaś do tej pracy?

- Och. - Jane machnęła ręką. - To długa historia.

- Mamy czas.

Opowiedziała  mu więc o tym, jak Lottie zaproponowała Kentowi, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   157   —

żeby   pozwolił   jej   wykonać   portret   pamięci   owy   człowieka,   którego 

świadek widział na miejscu zbrodni, a ona narysowała twarz lokalnego 

dewelopera.

- To było w czasie ferii wiosennych. Sprawa stała się głośna, więc 

kiedy skończyłam studia, dostałam propozycję pracy w Departamencie 

Policji w Denver. Tak się to wszystko zaczęło.

- Ale teraz pracujesz jako wolny strzelec.

- Cóż, tak. Pracowałam nad pewną sprawą jakieś... osiem lat temu. 

Napad na bank w Denver. Jeden ze strażników został zabity. FBI szukało 

zabójcy   i   wtedy   poznałam   paru   agentów.   -   Jane   przesuwała   palcem 

okruszki  na  obrusie.  -  Chcieli  mnie  wynająć,  ale   okazało  się   to  dość 

skomplikowane, więc odeszłam z policji.

- Osiem lat temu? Calvin Lancaster, prawda?

- Tak.

- Dostał dożywocie?

- Tak.

- Ty pracowałaś przy tej sprawie?

Jane podniosła wzrok i uśmiechnęła się szelmowsko.

- Tak.

- Ty narysowałaś portret pamięciowy Lancastera? Pamiętam, dostali-

śmy go w Seattle. Lancaster był wtedy jednym z dziesięciu najbardziej 

poszukiwanych przestępców.

- Został zatrzymany w Phoenix.

- Tak, pamiętam.

A więc to ona narysowała ten świetny portret. Może rzeczywiście ma 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   158   —

talent, choć tak trudno mu było w to uwierzyć.

- Dlaczego tak mi się przyglądasz? Mam coś na twarzy?

- Nie, nic.

Pochyliła się nad stołem. W pierwszej chwili Ray przestraszył się, że 

znowu go dotknie. Ale nie zrobiła tego.

- Mogę wyciągnąć coś z Allie - powiedziała. - Wiem, że mogę. Jakiś 

szczegół. Drobiazg. Coś, co nam pomoże.

- Może.

- Ale muszę spędzić z nią trochę czasu.

- Dostaniesz tyle czasu, ile będziesz chciała.

Ale beze mnie.

Po kolacji wrócili windą na górę i ruszyli do swoich pokoi. Korytarz, 

kiepsko oświetlony, miał kremowe ściany ze śladami po walizkach. Pod 

drzwiami kilku pokoi stały wózki pełne brudnych naczyń.

- Wyjeżdżam jutro wczesnym rankiem - powiedział Ray.

- Przyjdź po mnie, jak wrócisz. Będę spakowana.

- Nie wiem dokładnie, o której to będzie.

- To bez znaczenia - odparła. - Myślę, że powinniśmy jak najszybciej 

pojechać do Mammoth.

- Moje sprawy... mogą zająć sporo czasu.

- Mógłbyś mi powiedzieć, o co chodzi.

- Nie sądzę.

Tym   razem   go   dotknęła.   Wyciągnęła   rękę   i   położyła   ją   na   jego 

policzku, na bliźnie.

- Potrafię słuchać.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   159   —

- Ale ja nie potrafię mówić. - Chciał się odsunąć, lecz nie zrobił tego.

Jane   przekrzywiła   głowę   i   uśmiechnęła   się   smutno,   a   potem 

delikatnie pocałowała go w policzek.

Świat zawirował. Zapach jej perfum, dotyk jej miodowozłotych wło-

sów,   ciepło   jej   warg,   za   dużo   tego   było   dla   mężczyzny,   który   od 

osiemnastu miesięcy nie był z kobietą. Ogarnęła go fala pożądania, jak 

gorączka. Zabrakło mu tchu w piersiach. Odsunął się szybko.

- A ty i Gallagher? - spytał.

Idiotyczne pytanie.

- To znaczy?

-   Nic   -   mruknął,   a   potem   odwrócił   się   i   otworzył   drzwi   swojego 

pokoju.

Piątkowy poranek był chłodny i mglisty, a o siódmej zaczęło mżyć.

Samolot   z   Seattle   wylądował   z   półgodzinnym   opóźnieniem.   Ale 

wylądował. Ray i Stan Shoemaker spotkali się na lotnisku z urzędnikami, 

którzy przywieźli terrorystów do Los Angeles. Sędzia federalny czekał 

gotowy   odczytać   zarzuty:   od   nielegalnego   posiadania   broni,   przez 

napady z bronią w ręku do morderstwa pierwszego stopnia.

Stan wszedł do samolotu, podpisał dokumenty i przestępcy zostali 

przekazani agentowi FBI zajmującemu się tą sprawą. Członkowie załogi, 

czujni i uważni jak zawsze, odetchnęli z ulgą, kiedy aresztanci w końcu 

zeszli z pokładu.

Jeden   z   policjantów   przytrzymał   głowy   Josepha   Perry’ego   „Joe 

Boba” i jego brata Theodora Perry’ego „Teddy’ego”, kiedy wsiadali do 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   160   —

samochodu z kratą oddzielającą tylne siedzenia od przednich. Nawet z 

miejsca,   w   którym   stał,   Ray   widział   ich   obu   dokładnie   Wyglądali 

nędznie,   nieogoleni,   z   tłustymi   włosami   i   zaczerwienionymi   oczami. 

Mieli   na   sobie   wymięte   flanelowe   koszule,   brudne   dżinsy   i   ubłocone 

buty. Ale kiedy dostaną adwokata z urzędu - albo ktoś zapłaci za ich 

obronę - a FBI zakończy wstępne przesłuchanie, bracia Perry zostaną 

ostrzyżeni, ubrani w czyste koszule, garnitury i krawaty.

Na pewno, pomyślał Ray. Za czterdzieści osiem godzin, w sądzie, 

będą wyglądać jak porządni obywatele.

Jeśli tego dożyją.

Samochód z podejrzanymi, do którego wsiadł też Stan, wyjechał z 

lotniska, a Ray wrócił na parking, gdzie zostawił wynajęty samochód. 

Wiedział,   że  musi   się  spieszyć.  Domyślał  się,   że  jego  sam  na  sam   z 

braćmi Perry będzie bardzo krótkie; zaraz pojawi się jakiś pompatyczny 

prawnik,   by   dopilnować,   żeby   podejrzani   korzystali   ze   wszystkich 

należnych im praw.

Ale Ray potrzebował tylko kilku minut.

Kwatera   główna   FBI   mieściła   się   w   centrum.   Ray   wyjechał   na 

autostradę   110   i   dotarł   do   budynku   dziesięć   minut   później.   Pokazał 

odznakę,   zaparkował   na   miejscu   zarezerwowanym   dla   pracowników 

policji i wszedł do środka. Stan powiedział mu wcześniej, gdzie będzie 

mógł znaleźć braci Perry.

Ray miał wrażenie, że kieruje nim ktoś inny. Ale z każdym krokiem, 

który zbliżał go do pomieszczenia, gdzie czekał Stan, narastała w nim 

wściekłość. Przyszło mu do głowy, że Stan domyślił się jego zamiarów, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   161   —

choć Ray sam jeszcze nie wiedział, co zrobi i jak, więc może kazać mu 

zostawić broń za drzwiami sali przesłuchań.

Wyszedł zza rogu i zobaczył Staną, który przeglądał jakieś papiery z 

nieprzeniknionym   wyrazem   twarzy.   Do   diabła,   był   w   tym   naprawdę 

niezły.

- Szybko przyjechałeś - odezwał się.

- Nie było korków. - Ray wzruszył ramionami - Poza tym mgła się 

podniosła, wyszło słońce.

Prawda była taka, że przekroczył dozwoloną prędkość o czterdzieści 

kilometrów na godzinę i przez całą drogę jechał lewym pasem.

- Cóż, bracia Perry są za tymi drzwiami. - Stan wskazał głową szare 

metalowe drzwi z zakratowanym okienkiem.

- Jest już adwokat?

- Zaraz będzie, ale słyszałem, że prokurator też jest już w drodze.

- Aha - mruknął Ray obojętnie. - Mogę tam na moment zajrzeć?

Stan spojrzał na niego uważnie.

- Na pewno tego chcesz? Wolelibyśmy, żeby później nie twierdzili, 

że byli przesłuchiwani bez adwokata.

- Chcę im się tylko przyjrzeć. Chyba nie wniosą skargi za to, że ktoś 

nazwał ich pieprzonymi mordercami. - Ray uśmiechnął się drwiąco.

- Chyba nie. Poza tym przyleciałeś tu po to z daleka. Więc dlaczego 

nie?

- Dzięki, Stan.

Kiedy wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi, miał wrażenie, że w 

pokoju nie ma powietrza. Nie mógł oddychać. Krew napłynęła mu do 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   162   —

twarzy, serce waliło jak młotem. Przez chwilę stał bez ruchu, opierając 

się   plecami   o   drzwi,   i   patrzył   na   nich,   patrzył   im   prosto   w   oczy, 

przenosząc   wzrok   z   jednego   na   drugiego   i   z   powrotem.   Z   bliska 

wydawali się mniejsi. Byli żałosni. Niemożliwe, żeby to oni pozbawili 

Kathleen życia. Tchórze. Bali się wszystkich, którzy nie byli tacy jak oni. 

Bali się czarnych, Żydów, Włochów, Rosjan, wszystkich, którzy mieli 

inny kolor skóry albo skośne oczy. I nienawidzili ich, bo byli za głupi, 

żeby zrozumieć i zaakceptować fakt, że ludzie różnią się między sobą.

Uzbrojeni. Uzbrojeni po zęby. Ukrywali się i wypełzali ze swoich 

kryjówek   tylko   pod   osłoną   ciemności.   Tak   jak   tamtej   nocy,   kiedy 

przytwierdzili ładunek wybuchowy do podwozia samochodu FBI.

Ray patrzył na nich, dławiąc się własnym obrzydzeniem. Jego wście-

kłość sięgnęła zenitu. Ci dwaj siedzą tu i żyją, podczas gdy Kathleen jest 

już pod ziemią.

Teddy pociągał nosem ze wzrokiem wbitym w swoje dłonie, przykute 

kajdankami do metalowych obręczy stołu. Ale Joe Bob patrzył na Raya 

bez drgnienia powieki. Jego małe oczy lśniły nienawiścią.

To właśnie Joe w końcu przerwał ciszę.

- Vanover - powiedział, uśmiechając się bezczelnie. - Poznałbym te 

blizny na końcu świata.

Ray, który dotąd jakoś się kontrolował, poczuł, że traci panowanie 

nad sobą. Nagle wydało mu się, że jego rewolwer waży tonę. Sięgnął za 

połę marynarki. Ręka dobrze znała drogę.

Poczuł pod palcami chłód metalu. Drzwi za jego plecami otworzyły 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   163   —

się i zamknęły, ale on był świadom tylko wrzącej w nim wściekłości. 

Usłyszał jakieś dźwięki, ale to było bez znaczenia. Spojrzał w puste oczy 

Joego. Do zobaczenia w piekle, pomyślał.

- Hej. - Głos. I znowu: - Hej, chodź tu, Ray. Co ty...?

Nie był w stanie oderwać wzroku od Joego. Zacisnął palce na broni.

- No, chłopie. - Stan? - Nie tak, człowieku, nie w ten sposób. Uspokój 

się. No, już.

Ray poczuł, że czyjaś dłoń zaciska mu się na ramieniu. Nagle pojął, 

że przyjaciel wszedł do pokoju i mówi do niego. Trzyma go. Szumiało 

mu w uszach, był mokry od potu.

- Idziemy, Ray. No, dalej, idziemy stąd.

- Pieprzyć to - wydyszał, usiłując uwolnić się z uścisku Staną.

- Nie każ mi wzywać pomocy. Oni nie są tego warci. Uspokój się.

Ray nie pamiętał później, jak Stan wyprowadził go z tego pokoju, a 

potem z budynku. Wydawało mu się, że w jednej chwili patrzył w oczy 

morderców, w następnej stał oparty rękami o samochód, ciężko dysząc i 

obserwując krople potu, które ściekały mu z czoła i spadały na maskę.

- Chryste, Vanover - usłyszał głos Staną. - Naprawdę załatwiłbyś tych 

dwóch?

Ray wziął kolejny głęboki oddech.

- To tylko płotki.

- To cholerni mordercy.

- W porządku. Jak chcesz. Teraz ich mamy. Nie zgodzimy się na wyj-

ście za kaucją, sędzia nas poprze. I może w końcu uda nam się dotrzeć do 

mózgu tej grupy. Przyciśniemy te dwie łajzy i zaczną sypać. To tchórze. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   164   —

Ale od martwych niczego byśmy się nie dowiedzieli. Słyszysz mnie?

- Słyszę - wydyszał Ray.

- Mamy świadków na to, że kupowali materiały wybuchowe - powie-

dział Stan. - Żadna ława przysięgłych ich nie wypuści.

Ray przestał go słuchać.

-   I   jeszcze   jedno   -   dodał   Stan.   -   Dowódca   tej   grupy,   Northwest 

Bomber.   Nawet   jeśli   przysięgli   skażą   tych   dwóch   na   dożywocie   bez 

prawa   wcześniejszego   wyjścia   i   tak   nie   mamy   nic   na   gościa,   który 

zaplanował te zamachy.

A kiedyś prawie go dostali. Trzy lata wcześniej Ray i Stan prowadzili 

wspólnie śledztwo na wschodzie stanu Waszyngton. Chodziło o napad z 

bronią na sklep sportowy. Bracia Perry brali udział w tym napadzie; w 

całym sklepie zostawili swoje odciski palców, choć mieli dość rozumu, 

żeby ukryć twarze. Był z nimi jeszcze jeden człowiek. Podobno był to 

Northwest Bomber we własnej osobie. Ale ani razu nie wszedł w zasięg 

sklepowej kamery. Sądzono, że nie miał maski na twarzy. To on strzelił 

w głowę właścicielowi sklepu, z nagrania wynikało, że pozostała dwójka 

nie strzelała.

Ale   ofiara   napadu   jednak   przeżyła.   Problem   w   tym,   że   właściciel 

nigdy nie zdołał zidentyfikować tego, kto do niego strzelił. Ray sądził, że 

cierpiał na permanentną amnezję albo uszkodzenie mózgu. Inni agenci 

FBI,   łącznie   ze   Stanem,   uważali,   że   facet   wymazał   z   pamięci   twarz 

przestępcy   po   prostu   ze   strachu.   Tak   czy   inaczej,   Northwest   Bomber 

spieprzył wprawdzie sprawę, strzelając do właściciela sklepu, ale dalej 

nic na niego nie mieli. Nie znali jego nazwiska, nie widzieli jego twarzy, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   165   —

nie zdobyli jego odcisków palców. Wiedzieli tylko, że istnieje.

- Do diabła - powiedział Ray. - Wszystko, co mamy, to bracia Perry. 

Może nigdy nie dostaniemy ich szefa. Ale oni muszą zapłacić za to, co 

zrobili. Teraz, zanim jakiś adwokat ich z tego wyciągnie.

Stan milczał chwilę, a potem położył dłoń na ramieniu Raya.

-   Posłuchaj...   Wiem,   co   czułeś,   kiedy   Kathleen   zginęła.   Wszyscy 

czuliśmy to samo. Była jedną z nas. Ale kiedyś podziękujesz mi za to, że 

cię   dzisiaj   powstrzymałem.   To   nie   był   dobry   pomysł.   Kathleen   nie 

chciałaby, żeby to stało się w ten sposób.

Ray sięgnął do kieszeni po kluczyki.

- Kathleen może nie, ale ja tak.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   166   —

Rozdział 10

Kiedy Ray w końcu wrócił, Jane była blada ze złości. Cały ranek 

spacerowała   po   pokoju   i   wyglądała   przez   okno,   z   którego   widziała 

hotelowy parking. Włączyła telewizor, ale nic z wiadomości CNN do niej 

nie docierało, bo cały czas rozmyślała nad tym, co powie Rayowi, kiedy 

go wreszcie zobaczy. Zapomniałeś o Kirstin? Zapomniałeś, że jest teraz 

gwałcona   i   maltretowana,   a   my   musimy   ją   odnaleźć,   zanim   zostanie 

zabita?

Ale   gdy   Ray   zapukał   do   jej   drzwi   i   zobaczyła   jego   twarz,   słowa 

uwięzły   jej   w   gardle.   Gdziekolwiek   był,   cokolwiek   sprawiło,   że   się 

spóźnił, musiało to być coś bardzo złego.

-   Przepraszam   -   powiedział   tylko,   podniósł   jej   torbę   i   ruszył   do 

windy.

Dopiero kiedy wyjechali z Los Angeles i znaleźli się na wiodącej na 

północny wschód autostradzie numer 395, Jane odważyła się przerwać 

ciszę.

- Nie wiem, co cię zatrzymało - powiedziała. - Zakładam, że coś waż-

nego, bo w Aspen czeka na nas dziewczynka, która modli się, żeby ktoś 

jej pomógł.

- Tak - odparł, nie odrywając wzroku od drogi.

- Nie mamy dużo czasu, Ray.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   167   —

Milczał, więc dała spokój. Ale odezwała się znowu, kiedy przejechali 

kolejnych dziesięć kilometrów.

- Co się wydarzyło tego ranka?

- Nic.

Zaśmiała się, ale bez wesołości.

- Na Boga, zawodowo zajmuję się ludzkimi twarzami. Coś się stało.

- Nic, o co musiałabyś się martwić.

-   Dobrze,   nie   będę   się   martwić,   ale   może   pomogłoby   ci,   gdybyś 

zrzucił ten ciężar z serca. Wiem, że brzmi to banalnie, ale to prawda. 

Porozmawiaj ze mną.

Ray tylko zacisnął zęby.

Mężczyźni,   pomyślała,   ale   zaraz   się   poprawiła.   Nie,   nie   wszyscy 

mężczyźni są tak zamknięci w sobie. Alan jest inny. Alan...

Postanowiła   nie   myśleć   o   Alanie   i   odwróciła   głowę   do   okna. 

Zostawili już za sobą smog unoszący się nad niecką, w której leżało Los 

Angeles,   i   zbliżyli   do   podnóża   gór   Sierra   Nevada.   Droga   prowadziła 

przez   góry   El   Paso.   Piękna,   nieskażona   kraina.   Jane   pamiętała   swoją 

ostatnią podróż przez te góry. Boże Narodzenie pięć lat temu. Jechała 

tędy z agentką FBI. I była pewna, że zdoła narysować twarz oprawcy 

Allison Sanchez. Nigdy wcześniej nie poniosła porażki. Nie wiedziała, co 

to znaczy. Do czasu, kiedy Allie opisała mężczyznę, który ją zgwałcił, 

ciemny pokój, przerażenie i odrętwienie, które po nim nastąpiło.

Jane   przeżyła   wtedy   ponownie   własny   koszmar,   ze   wszystkimi 

szczegółami. Próbowała nakierować jakoś Allie, chciała odblokować jej 

pamięć,   ale   nie   udało   się   jej.   Nie   potrafiła   sprawić,   żeby   biedna 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   168   —

dziewczyna poczuła się przy niej swobodnie, żeby jej zaufała, bo nie 

potrafiła ukryć własnego napięcia.

Potem znowu się to stało. Ten sam schemat postępowania. Trzy lata 

temu,   w   Snowbird,   w   stanie   Utah.   Znowu   poleciała   z   agentem   FBI 

przesłuchać   ofiarę,   kiedy   pierwszemu   portreciście   nie   udało   się   nic 

narysować.

Jej także się nie udało.

Talent   zawodził   ją   coraz   częściej.   Po   tej   sprawie   pracowała   nad 

innymi i zawsze odnosiła sukcesy. Były to jednak inne sprawy. Żadna nie 

wywoływała   bolesnych   wspomnień.   A   Caroline   Deutch   ciągle   w   nią 

wierzyła.   Alan   także   wierzył,   że   Jane   zdoła   stworzyć   portret,   który 

pomoże schwytać sprawcę. Alan, który wiedział, przez co przeszła.

Westchnęła i spojrzała na Raya. On w nią nie wierzył. Co wcale jej 

nie pomagało. Jego napięcie było niemal namacalne.

Jechali już od czterech godzin, a prawie się do siebie nie odzywali. 

Ray dwa razy rozmawiał przez komórkę, raz z Aspen i raz z Parkerem. 

Nic nowego się nie wydarzyło. Biedna Kirstin, myślała Jane. Wiedziała, 

że dziewczyna żyje nadzieją, że ktoś w końcu pospieszy jej z pomocą. 

Lecz ta nadzieja z każdą chwilą słabnie.

Tym razem musi mi się udać, powtarzała sobie. Ale wspomnienia 

Allie   od   lat   kryją   się   w   mroku.   Czy   można   je   jeszcze   wydobyć   z 

ciemności?

Wiedziała, że musi się uspokoić i skoncentrować. Potrafi to zrobić.

Została im jeszcze godzina drogi do Mammoth, kiedy postanowiła 

poćwiczyć na Rayu. Co miała do stracenia?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   169   —

-   Ray   -   powiedziała   i   poczuła,   że   po   kilku   godzinach   milczenia 

zaschło jej w gardle. Odchrząknęła. - Mówiłeś, że pochodzisz z Nowej 

Anglii?

- Nie przypominam sobie, żebym ci mówił... Ach, no tak, u twojej 

matki.

- Chodziłeś do jednej z tych szkół dla chłopców?

- Nie.

Postanowiła, że nie da się zniechęcić i wyciągnie z niego coś więcej.

- Skończyłeś studia na uniwersytecie w Bostonie i zacząłeś prawo - 

powiedziała, powtarzając jego słowa. - Więc jak to się stało, że trafiłeś 

do FBI?

- Z powodu ojca.

- Tak? To znaczy, że on chciał...

- Ojciec był w FBI.

- No tak, rozumiem. Poszedłeś w jego ślady. Rzuciłeś prawo?

- Nigdy nie zacząłem.

-   Hm.   A   twój   ojciec   nadal...   Nie,   domyślam   się,   że   jest   już   na 

emeryturze.

- Zgadza się.

- Czy on i twoja matka...

- Moja matka nie żyje.

- Och, bardzo mi przykro...

- Mnie też.

- Więc twój ojciec mieszka sam?

- Na łodzi.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   170   —

- Naprawdę?

- Tak. W Jacksonville na Florydzie.

- Co za życie. Często się widujecie?

- Nie.

Jane milczała. Natychmiast rozpoznała ten ton. Problemy rodzinne 

były jej specjalnością.

- Zawsze był beznadziejny.

A jednak Ray poszedł w jego ślady. Przypuszczała, że kierowała nim 

chęć rywalizacji z ojcem, z którym nie potrafił się dogadać. A zabrakło 

matki, która łagodziłaby rodzinne spory.

- Rozmawiacie ze sobą? Wiesz, przez telefon? - zapytała.

Ray zastanawiał się chwilę, a potem zaśmiał się sucho.

-   Rozmawialiśmy...   kiedy   to   było...   wiosną   ubiegłego   roku. 

Zadzwonił, żeby mi powiedzieć, że sprzedał dom w Lexington i spłacił 

łódź.

Jane doszła do wniosku, że lepiej zmienić temat.

- Masz rodzeństwo?

Potrząsnął głową.

- Moja matka zmarła na raka piersi, kiedy miałem siedem lat.

Jane   westchnęła   i   pokiwała   głową.   Jego   rany   sięgały   głębiej,   niż 

przypuszczała. Skierowała rozmowę na inne tory.

- Co sądzisz o Parkerze?

- Jest w porządku.

- Trochę nadęty, prawda?

- Nie znam go zbyt dobrze.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   171   —

- Ale ja go znam. A Caroline Deutch? Wielu ludzi trochę się jej boi.

- Pytasz, czyja się jej boję?

- A boisz się?

- Nie.

- Myślisz, że jest dobrą agentką?

- Prawie jej nie znam.

- Ale sprawdziłeś jej papiery, prawda? Założę się, że zajrzałeś do jej 

kartoteki, kiedy Parker wysłał cię z nią do mnie.

Cisza.

- Domyślam się, że to znaczy „tak”.

Przejeżdżali   przez  Bishop,  malutki  punkcik   na  mapie  pół   godziny 

drogi od Mammoth. Jesteśmy prawie na miejscu, pomyślała.

- Męczyło cię to cały dzień - powiedział nagle Ray.

- Słucham?

- Powiedziałem, że męczyło cię to cały dzień. - Zawahał się, jakby 

podejmował jakąś decyzję, a potem spojrzał na nią z ukosa. - W porząd-

ku, więc chcesz wiedzieć, co się wydarzyło dziś rano?

- Tylko jeśli chcesz mi powiedzieć.

Kłamczucha.

- Powiem ci. - Ray wyprzedził jadący przed nimi samochód. - Dwaj 

podejrzani o podłożenie ładunku wybuchowego pod samochód w Seattle 

zostali dziś przetransportowani do Los Angeles.

- Och.

-   Zostali   zatrzymani   w   stanie   Waszyngton   i   sprowadzeni   do   Los 

Angeles na przesłuchanie. Chciałem ich zobaczyć. Zadowolona?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   172   —

- Och, Ray... I widziałeś ich?

- Tak.

- I co?

- Zobaczyłem, że są winni i tak głupi, jak przypuszczałem.

- Rozmawiałeś z nimi?

-   Raczej   nie   nazwałabyś   tego   rozmową.   Nie   dostali   ode   mnie 

plasteliny, jeśli o to ci chodzi.

Jasne, pomyślała. Jego dziwny nastrój, nagła decyzja o wyjeździe do 

Los Angeles, teraz wszystko miało sens. Sprawa osobista, powiedział. 

Rzeczywiście, nie mogła być bardziej osobista.

- Jesteś pewny, że to oni?

- O tak.

- Jak ich złapali?

- Dostali cynk.

Oczywiście. Większość przestępców zostaje złapana w ten sposób. Ci 

ludzie nie kierują się honorem.

- I co, poczułeś się lepiej?

- Nie. - Twardo, z goryczą.

- Skażą ich? Mają dowody?

- Kto to może wiedzieć?

- Cóż, myślę, że będziesz musiał zeznawać przeciw nim.

-   Jeśli   sprawy   zajdą   tak   daleko.   Ci   dranie   mogą   się   wcześniej 

wywinąć i wrócić na ulice.

- Jestem pewna, że...

- Jesteś pewna? Mam ci powiedzieć, ilu przestępcom udaje się wywi-

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   173   —

nąć, zanim trafią do sądu? Ten system prawny jest do dupy. Powinienem 

był załatwić drani dziś rano.

- Nie, Ray, dobrze wiesz, że to nie jest żadne wyjście.

-   Tak?   Chcesz   wiedzieć,   co   naprawdę   się   stało?   Wyciągnąłem 

rewolwer, żeby ich załatwić... I załatwiłbym ich, gdyby Stan mnie nie 

powstrzymał.

- Nie wierzę. Może chciałeś to zrobić. Na pewno, ale nie mógłbyś...

- Mógłbym - przerwał jej ostro. - Lepiej w to uwierz.

Zatrzymali   się   w   stylowym   motelu   na   obrzeżach   Tom   Place, 

niewielkiej   osady   górskiej   położonej   na   południowy   zachód   od 

Mammoth Lakes. Mieli szczęście, że udało im się dostać dwa pokoje. W 

końcu były święta.

Jane   usiadła   na   podwójnym   łóżku   w   swoim   pokoju.   Było   bardzo 

zimno, E ogrzewanie dopiero zostało włączone. Zadzwoniła z komórki 

do Christmas  Shoppe w Mammoth  Lakes. Wiedziała, że Allie  będzie 

wolna dopiero wieczorem, po zamknięciu sklepu.

- Możemy po ciebie przyjechać? - spytała. - Czy jeździsz do pracy 

samochodem?

-   Nie,   chętnie   skorzystam,   jeśli   to   nie   kłopot.   Oszczędzi   mi   to 

spaceru. Dziesięć po siódmej?

- Będziemy tam.

- Mam nadzieję, że uda mi się pomóc. Ale to było tak dawno.

- Wiem, kochanie - powiedziała Jane. - Chcemy tylko spróbować. Do 

zobaczenia.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   174   —

Objęła się ramionami, wstała, wyszła z pokoju i zapukała do drzwi 

Raya.

-   Rozmawiałam   z   Allie.   Możemy   podjechać   po   nią   dziesięć   po 

siódmej.

- Zabierze nam to całą noc.

Jane wiedziała, że tak nie będzie. Nie będzie musiała się starać, żeby 

Allie poczuła się swobodnie. Dziewczyna już wiedziała, jaka jest stawka, 

i znała procedurę. A Jane nie oczekiwała zbyt wiele. Czuła jednak, że 

nawet najdrobniejszy szczegół może popchnąć sprawę do przodu.

- Chcesz coś zjeść, zanim tam pojedziemy? - spytał Ray.

Jane zastanowiła się.

- Może zjemy potem? Teraz chciałabym wejść pod koc i obejrzeć 

wiadomości.   Czy   działa   u   ciebie   ogrzewanie?   -   Zerknęła   do   wnętrza 

pokoju.

Ray   nie   odpowiedział,   tylko   minął   ją,   wszedł   do   jej   pokoju   i 

przekręcił coś przy kaloryferze pod oknem.

-   Wystarczy   zamknąć   wentyl   -   powiedział,   po   czym   dodał,   żeby 

zapukała do niego, kiedy będzie gotowa.

- W porządku - mruknęła, gdy została sama. - Więc nie znam się na 

kaloryferach. Wielkie rzeczy.

Włączyła telewizor i dowiedziała się, że w Filadelfii na stacji metra 

ewakuowano cały pociąg w godzinach szczytu z powodu domniemanego 

zamachu   bombowego.   Fałszywy   alarm.   Napięta   sytuacja   na   Bliskim 

Wschodzie. Samobójczy zamach w Jerozolimie. DOW spadał, Nasdaq 

poszedł o dziesięć punktów do góry. Nad środkowe stany nadciągał front 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   175   —

arktyczny, ale w Orlando było osiemnaście stopni. Avalanche wygrało w 

Detroit z Redwings.

Wyłączyła   telewizor   i   spojrzała   na   zegarek.   Do   spotkania   z   Allie 

została jeszcze godzina. Co robi teraz Ray? Dzwoni do Aspen? Drzemie? 

Czyści rewolwer?

Nie, ma już dość, pomyślała. Nie zastrzeli nikogo z zimną krwią. Bez 

względu   na   to,   co   mówi.   Lepiej   w   to   uwierz,   powiedział.   Cóż,   nie 

uwierzyła.   Może   nie   zna   się   na   ludziach,   ale   w   tym   przypadku   była 

pewna. Nie zrobiłby tego. Rozumiała, że pragnął zemsty, zemsty za to, 

co   stało   się   Kathleen,   która   była   kimś   więcej   niż   tylko   jego 

współpracownikiem. Każdy chciałby zemsty. Ale Ray nie pociągnąłby za 

spust. Był zbyt... zbyt zasadniczy.

Wzięła szkicownik i usiadła po turecku na łóżku z ołówkiem w dłoni. 

Często rysowała dla zabicia czasu. Uspokajało ją to. Choć ostatnio było 

inaczej. Nie rysowała tak często jak kiedyś. Tym razem jednak nie miała 

zamiaru narysować portretu gwałciciela.

Zaczęła szkicować kształtną głowę Raya. Uszy. Przeszła do twarzy. 

Długi nos, wąskie usta, niewielkie zagłębienie pośrodku dolnej wargi. 

Poważne, migdałowe oczy pod ciemnymi brwiami. Kości policzkowe i 

mocno   zarysowana   linia   brody.   Zaznaczyła   nawet   bliznę   na   szyi, 

zastanawiając się, gdzie się kończy.

Włosy, gęste i lekko falujące. Kilka siwych pasemek na skroniach. 

Od   czasu   do   czasu   przekrzywiała   głowę   i   zagryzała   dolną   wargę, 

odsuwając   rysunek,   żeby   lepiej   mu   się   przyjrzeć.   Nieźle.   Właściwie 

całkiem   dobrze.   Rysowanie   portretu   Raya   sprawiło   jej   przyjemność, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   176   —

odczuła nawet pewną ulgę. Jego twarz tkwiła w jej umyśle od wielu dni. 

Brakowało   tylko   koloru.   Ray   miał   lekko   złotawy   kolor   skóry,   który 

podkreślał   błękit   oczu.   Włosy   w   odcieniu   głębokiego   brązu   pięknie 

harmonizowały   z   jego   karnacją.   Nawet   przyprószone   na   skroniach 

siwizną... Niestety, rzadko używała koloru, na ogół rysowała ołówkiem

Ray był naprawdę przystojny. Nawet kiedy marszczył brwi. Wtedy 

wyglądał trochę groźnie, jak ktoś, komu lepiej nie wchodzić w drogę.

Jeszcze raz spojrzała na szkic, a potem na zegarek; zostało trochę 

czasu do wyjścia. Przewróciła kartkę i zaczęła rysować całą sylwetkę. 

Ray, tak jak go sobie wyobrażała. Długie, kształtne nogi i ręce, wąskie 

biodra, płaski brzuch, szerokie ramiona, twarde mięśnie klatki piersiowej. 

Zaznaczyła   włosy   na   klatce,   wiedząc,   że   to   tylko   czyste   domysły,   a 

potem cienką linię włosów schodzącą w dół brzucha... Nie miała zamiaru 

rysować reszty, choć na studiach często rysowała akty, także męskie.

Przyjrzała   się   swojej   pracy.   Tak,   to   był   Ray.   Uchwyciła   nawet 

charakterystyczne zmarszczenie brwi.

Wydarła   kartkę   ze   szkicownika   i   odłożyła   na   bok.   Wstała, 

przeciągnęła się, a potem otworzyła walizkę, wyjęła z niej kosmetyczkę i 

poszła do łazienki. Umyła twarz i zęby i ponownie nałożyła makijaż. 

Rozpuściła   włosy,   cały   dzień   spięte   srebrną   klamrą,   i   przeczesała   je 

szczotką. Tak, tak będzie wyglądała lepiej, łagodniej.

Spojrzała   na   zegarek.   Jeszcze   dwadzieścia   minut.   Boże,   miała 

nadzieję, że czegoś się dzisiaj dowie. Kirstin miała coraz mniej czasu. 

Muszą szybko zdobyć jakieś informacje. Dni mijają. Dni, które Kirstin 

liczy,   modląc   się   o   ratunek.   Jane   czuła,   że   przytłacza   ją   ciężar 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   177   —

odpowiedzialności.   Czuła   się   tak,   jakby   chciała   zatrzymać   czas. 

Rozpaczliwie   szukała   klucza,   który   pozwoliłby   jej   zatrzymać   jego 

rozpędzoną maszynerię, ale nie mogła go znaleźć. Wzięła głęboki oddech 

i przyłożyła dłonie do czoła. Znajdą Kirstin. Muszą ją znaleźć.

Znowu popatrzyła na portret Raya. Po co w ogóle go narysowała? 

Nigdy nie próbowała narysować Alana. Patrzyła na portret i pomyślała, 

że mimo zmarszczonych brwi Ray wygląda sympatycznie. Udało jej się 

uchwycić wyraz cierpienia w jego oczach. Tak, to Ray. Ray, który nie 

wierzył w jej zdolności.

Miała   słabość   do   silnych,   zranionych   mężczyzn.   Najpierw   Alan, 

ojciec   zamordowanego   dziecka,   zmiażdżony   niewyobrażalnym 

nieszczęściem,   opuszczony   przez   żonę.  Teraz   Ray   Vanover.  Musiała 

przyznać, że za bardzo obchodziło ją jego cierpienie. Gdyby tylko jej na 

to pozwolił, zrobiłaby wszystko, żeby mu pomóc.

Boże,   kogo   właściwie   próbowała   oszukać?   Ray   prawdopodobnie 

nadal kocha kobietę, która zginęła w Seattle. Kathleen Bachman. Była 

jego kochanką, kobietą, którą zamierzał poślubić. Jak mogła sądzić, że 

zdoła mu pomóc?

Próbowała   poprzedniego   dnia   po   kolacji.   Na   samą   myśl   o   tym 

ogarnął ją Wstyd. Dotknęła jego policzka, pocałowała go. Przez chwilę 

miała   wrażenie,   że   odtajał,   jego   twarz   złagodniała,   ciało   odruchowo 

pochyliło się ku niej. Ale ta chwila szybko minęła. Dlaczego zrobiła coś 

takiego? Co chciała uzyskać?

Znowu spojrzała na portret. Dlaczego nigdy nie narysowała portretu 

Alana?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   178   —

Sięgnęła po komórkę i wystukała numer Alana. Odebrał po trzecim 

sygnale. Usłyszała jego głos. Ukochany głos. Od razu poczuła się lepiej.

- Jane - powiedział - miło cię słyszeć.

Jej serce zaczęło śpiewać z radości.

- Gdzie jesteś?

- Och, nie w Aspen. Przyleciałam wczoraj do Los Angeles z agentem 

FBI, który pracuje nad porwaniem Kirstin. Teraz jestem w Mammoth 

Lakes. To znaczy właściwie w miasteczku, które nazywa się Tom Place. 

Kilka kilometrów od Mammoth. Tam nie dostalibyśmy pokoi w hotelu.

- Próbowałem dowiedzieć się czegoś o sprawie od Caroline, ale ona 

niewiele   wie.   Nastąpił   jakiś   przełom?   Udało   ci   się   coś   wydobyć   ze 

świadków?

- Trochę. Niestety, niewiele. - Opowiedziała mu o złamanym nosie, 

kolczyku i czerwonej furgonetce. - Ale to za mało, Alan. Pomyślałam 

więc, że mogłabym spotkać się jeszcze raz z Allie Sanchez i...

- Ile to już lat? Pięć, sześć? Sam nie wiem, Jane. Wiele od siebie 

wymagasz.   I   od   tej   dziewczyny.   Sekundę...   -   powiedział,   kiedy   już 

chciała   zacząć   bronić   swojej   decyzji.   Teraz   jego   głos   był   stłumiony, 

odległy, jakby zasłonił słuchawkę dłonią. - ...chodzi o tę sprawę. Dobrze, 

kochanie. - „Kochanie”? - Zaraz przyjdę... Przepraszam cię, Jane. - Zdjął 

rękę ze słuchawki. - Co mówiłaś?

- Czy to była Maureen? - spytała.

- Tak. Posłuchaj - zniżył głos. Do diabła z nim. - Próbujemy jakoś się 

w tym odnaleźć. Wiesz o tym.

Cholera, cholera, cholera.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   179   —

- Tak - wykrztusiła z trudem. - Tylko że... ja... Czasem bardzo mi 

ciebie brakuje. Brakuje mi tego, co nas łączyło. To takie... takie trudne. - 

Brzmiało to żałośnie. Była zagubiona i zraniona. Nie mogła uwierzyć, że 

błaga choćby o cień zachęty z jego strony.

Alan był wyraźnie zmieszany. Oczywiście nie mógł teraz swobodnie 

rozmawiać, nie przy Maureen. Czy ona z nim mieszka, czy tylko wstąpiła 

do niego?

- Posłuchaj - powiedział. - Informuj mnie na bieżąco, dobrze? Poroz-

mawiamy,   jak   wrócisz   do  Denver.  Teraz   naprawdę  nie   mogę...   Sama 

rozumiesz.

- Tak, oczywiście. Ja... muszę już iść, Ray czeka.

- Ray Vanover?

- Tak, przylecieliśmy tu razem.

- Rozumiem. Cóż, powodzenia i zadzwoń do mnie.

- Cześć - powiedziała i rozłączyła się. Cholera, pomyślała, zaciskając 

powieki. Cholera!

Usiadła   na   łóżku   i   ukryła   twarz   w   poduszkach.   Wtedy   usłyszała 

prysznic w pokoju Raya. Nagle stanął jej przed oczami, tak wyraźnie, 

jakby   była   z   nim   w   łazience.   Zrobiło   jej   się   słabo.   Poczuła   takie 

obrzydzenie do siebie samej, że miała ochotę zwymiotować.

To był wspaniały dzień na stoku. Słoneczny i stosunkowo ciepły jak 

na tę porę roku, ale nie na tyle, żeby śnieg zaczął topnieć. Doskonałe 

warunki. Choć było trochę zbyt tłoczno jak na jego gust. Najbardziej 

lubił mieć cały stok dla siebie. Cóż, święta wkrótce się skończą, zaraz po 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   180   —

Nowym Roku turyści wrócą do domów, dzieci do szkoły i znowu będzie 

miał góry tylko dla siebie.

Pieprzeni turyści. Niewiele na nich zarobił.

Przepchał się przez tłum w barze i łokciem otworzył drzwi męskiej 

toalety. Jedyna kabina była zajęta. Przy pisuarze też ktoś stał. Postanowił 

zaczekać. W końcu nadeszła jego kolej. Chryste, naprawdę musiał się 

wysikać.   Był   po   czterech   piwach.   Rozpiął   dżinsy,   wyjął   penisa   i 

wypuścił strumień moczu do pisuaru. Poruszył ramionami i przekrzywił 

kilka razy głowę na boki. Słodki Jezu, co za ulga.

Zapiął spodnie i spojrzał na napis umyj ręce. Akurat.

Pchnął drzwi i prawie na nią wpadł. Stała w kolejce do damskiej 

toalety. Śmiesznie młoda.

Sprawiała wrażenie bardzo nieśmiałej i skrępowanej. Proste ciemne 

włosy opadały na zaróżowione policzki.

- Przepraszam - wyjąkała.

-   To   ja   przepraszam   -   odpowiedział   i   uśmiechnął   się   szeroko. 

Zauważył okrągłe okulary. Jego penis także je zauważył i poruszył się 

ochoczo.

Wrócił do baru, dopił piwo i podał barmanowi banknot.

Czas wracać. Nie ma powodu narażać się na ryzyko. No, jest pewien 

powód. Tak czy inaczej, chciał już pojechać do domu. Choć mała zaczy-

nała. go trochę nudzić, przyznał w duchu zapinając granatową kurtkę. 

Ciągle miał na nią ochotę, ale nie taką jak na początku. Zaczynał się 

zastanawiać, jak zakończyć tę sprawę. Jeszcze tylko parę dni i...

Na dworze było mroźno. Wsiadł do furgonetki i zapalił silnik. Jego 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   181   —

oddech osiadał na przedniej szybie.

Tak, miło będzie wrócić do domu. Nakarmić ptaszynę. Nie chciał, 

żeby za bardzo osłabła. Jeszcze nie.

Temperatura   w   samochodzie   podniosła   się   trochę.   Wrzucił   bieg   i 

ruszył do domu. Jego pani czeka.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   182   —

Rozdział 11

Joe   Delaney   zatrzymał   kierowcę   furgonetki   na   światłach   przy 

Buttermilk   Mountain   przed   ósmą   wieczorem.   Facet   przekroczył 

dozwoloną prędkość tuż za Aspen, potem przejechał na żółtym świetle na 

Cemetery Lane, a na moście Maroon Creek wyprzedził na linii ciągłej.

Kierowca dmuchnął w alkomat i okazało się, że prowadził pod wpły-

wem alkoholu. Śmierdział piwem i papierosami. Przyznał, że był na im-

prezie straży górskiej, co nie zdziwiło Joego, który często zatrzymywał 

takich gości w piątkowe wieczory. Jego uwagę zwrócił samochód - ford 

ranger. Ciemnoczerwony. A kierowca nosił okulary i miał jasne włosy.

Joe zabrał go do szeryfa i posadził w sali przesłuchań na parterze 

budynku sądu Pitkin County.

- Życzy pan sobie obecności prawnika? - spytał Kent Schilling.

Mężczyzna odparł, że nie ma nic do ukrycia.

O   siódmej   trzydzieści   Jane   usłyszała   dzwonek   komórki   Raya. 

Podjechali   pod   Christmas   Shoppe   punktualnie   o   siódmej,   ale   ciągle 

czekali, aż Allie skończy podliczać utarg.

-   Naprawdę?   -   powiedział   Ray   do   telefonu   wyraźnie 

podekscytowany. - Strażnik górski? A okulary?... W porządku. Kolczyk? 

A złamany nos?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   183   —

Jane poczuła, że jej serce zaczyna bić szybciej.

-   Ciemnoczerwony   ford   ranger?   Jezu   -   mówił   Ray.   Potem   przez 

chwilę tylko słuchał, kiwając głową i spoglądając na Jane znad szpul 

kolorowych wstążek. - Aha - ciągnął - Łękotka? Kiedy? W pierwszym 

dniu sezonu? To znaczy kiedy? W Święto Dziękczynienia? Cóż, jeśli to 

było trzy tygodnie temu, to chyba teraz może znowu jeździć na nartach?

Ale   Jane   już   straciła   nadzieję.   Po   uszkodzeniu   łękotki   nikt   nie 

zacząłby jeździć na nartach przed upływem roku. Ktoś zarabiający w ten 

sposób   na   życie   nie   ryzykowałby   kolejnego   urazu,   nawet   gdyby   stan 

kolana poprawiał się błyskawicznie.

- Rozmawiałeś z chirurgiem? - spytał Ray. - Widziałeś to kolano? Fa-

cet może kłamać. - Słuchał przez chwilę. - Zadzwoń, jak tylko spotkasz 

się z lekarzem. Cholera, a już miałem nadzieję... W porządku. Będę cze-

kał.

Ray rozłączył się i odwrócił do Jane.

- Słyszałaś?

- Tak. I niestety wiem, że zakładając, że ten człowiek mówi prawdę, 

to niemożliwe, żeby w ubiegły weekend jeździł na nartach.

- Może kłamać. Może spanikował, kiedy zgarnęła go policja, i wymy-

ślił tę historię.

- Ale możliwe też, że mówi prawdę - odparła Jane.

Nagle poczuła się bardzo zmęczona. Ostatnie dni były dla niej bardzo 

emocjonujące. Chwilę wcześniej uskrzydliła ją nadzieja, teraz czuła się 

całkowicie wyczerpana. Ale jej problemy były niczym w porównaniu z 

tym, przez co przechodziła Kirstin Lemke. Jane uchwyciła się tej myśli, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   184   —

oddychając   głęboko   korzennym   aromatem,   który   wypełniał   sklep. 

Świąteczne   lampki   mrugały   wesoło,   płonęły   świece,   z   pięknie 

udekorowanych drzewek zwisały wielobarwne ozdoby, półki uginały się 

pod ciężarem zabawek.

Allie zawołała z drugiego końca sklepu, że przyjdzie za minutę. Jane 

jednak straciła już nadzieję.

Ray stał trochę dalej ze zmarszczonymi brwiami i komórką w ręce, 

wyraźnie rozczarowany. Jane podeszła do niego i razem przyglądali się 

przez chwilę kolejce. Maleńkie wagoniki jeździły w kółko, mijając las, 

pod mostem i z powrotem do miasteczka.

- Miałem taką samą, kiedy byłem mały - powiedział Ray. - Ciekawe, 

co się z nią stało.

Jane przypomniała sobie kolejkę, którą ojciec wyciągał w każde Boże 

Narodzenie.   Dziwne,   dotąd   nigdy   nie   nachodziło   jej   to   wspomnienie. 

Cóż,   na   scenę   wkroczył   Roland,   a   ojciec   odszedł   z   ich   życia   ze 

złamanym sercem. Zastanawiała się teraz, co się stało z jego kolejką? 

Czy matką ją wyrzuciła? Czy dała komuś?

-   Cholera   -   odezwał   się   nagle   Ray.   -   Przez   chwilę   myślałem,   że 

dorwali gościa.

- Ja też tak myślałam - wyszeptała Jane.

Wkrótce potem wyszli ze sklepu. Allie zamknęła drzwi. Wyrosła na 

rozsądną, odpowiedzialną młodą kobietę. Zatrzymali się przed bankiem, 

gdzie zostawiła torbę z utargiem, który właściciel sklepu miał odebrać w 

poniedziałek rano.

Christmas   Shoppe   i   bank   znajdowały   się   w   samym   centrum 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   185   —

Mammoth Lakes. W okresie świąt do miasta ściągały tłumy turystów. 

Roześmiane   pary   i   całe   rodziny   tłoczyły   się   na   ulicach,   w   pubach, 

restauracjach i centrach handlowych.

Kiedy   Jane   przesłuchiwała   Allie   po   raz   pierwszy,   dziewczyna 

mieszkała   z   rodzicami   i   siostrą   w   domu   przy   drodze   numer   203,   w 

pobliżu Toms Place. Teraz mieszkała tylko z matką w bloku za miastem, 

niedaleko Mammoth Creek. Jej rodzice byli po rozwodzie.

Allie pokazała Rayowi, gdzie może zaparkować, a potem zaprosiła 

ich do domu. Wyjaśniła, że jej siostra wyszła za mąż i przeprowadziła się 

do Fresno, a mama pracuje w recepcji jednego z hoteli i wróci dopiero 

wieczorem.

Allie wypuściła kota, zapaliła światło  i sprawdziła wiadomości na 

automatycznej sekretarce. Taka młoda i taka dojrzała, pomyślała Jane, 

zdejmując płaszcz. A jednak powtarzała klasę i skończy szkołę średnią 

dopiero   w   przyszłym   roku.   Z   gładko   zaczesanymi   do   tyłu   ciemnymi 

włosami, już od dawna nie nosiła warkoczy, w okularach i z poważnym 

wyrazem twarzy wyglądała na więcej niż swoje osiemnaście lat. Cóż, 

przedwcześnie   dojrzała   po   tym,   przez   co   przeszła.   Jane   znała   to   z 

własnego doświadczenia.

Usiedli w salonie. Ray sprawiał wrażenie zniecierpliwionego i Jane 

znowu żałowała, że nie został w samochodzie albo w motelu. Mógłby 

chociaż wyjść się czegoś napić. Cały czas był spięty, jakby gotował się 

do skoku. Jane zastanawiała się, czy myśli o sprawie Kirstin Lemke, czy 

o własnych problemach.

Allie była otwarta jak podczas pierwszego spotkania. Nie wypierała 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   186   —

wspomnień, nie tłumiła emocji. I chciała dowiedzieć się jak najwięcej o 

sytuacji Kirstin. Zapytała, czy porywacz użył noża, żeby ją zastraszyć 

(Jane   nie   mogła   odpowiedzieć   na   to   pytanie),   czy   ciągle   jeździ 

furgonetką, czy porwał swoją ostatnią ofiarę ze stoku i czy przyjaciółki 

Kirstin zauważyły coś istotnego.

Wyznała, że Allie od czasu uprowadzenia wciąż korzysta co pewien 

czas z pomocy psychologicznej. Ciężko pracowała nad sobą, uczyła się 

rozpoznawać   i   ujawniać   swoje   uczucia.   W   ciągu   tych   pięciu   lat 

rozmawiała kilka razy z Jane, wiedziała więc, że po niej zostały porwane 

jeszcze dwie dziewczyny i że jedna nie przeżyła.

Widać   było,   że   Allie   spędziła   wiele   czasu   z   terapeutą,   usiłując 

dotrzeć do tego, co zostało zepchnięte w niepamięć.

- Próbuję od lat, ale ciągle widzę tylko gogle i szalik - powiedziała. - 

Początkowo myślałam, że wyrzuciłam jego twarz z pamięci, ale teraz nie 

jestem tego pewna. Właściwie nigdy nie widziałam tego człowieka. W 

pokoju,   w   którym   mnie   trzymał,   było   ciemno.   Nawet   w   dzień   przez 

szparę w zasłonie wpadało bardzo mało światła.

- Nigdy nie przychodził do ciebie za dnia, prawda? - spytała Jane.

Dziewczyna potrząsnęła głową.

- Nigdy. Myślę, że jest bardzo inteligentny.

- Raczej sprytny - odparła Jane. Nie chciała myśleć o tym człowieku 

jako o kimś inteligentnym. - Pamiętasz jego samochód?

- Tak, to była furgonetka. Dopiero w środku naciągnął mi czapkę na 

oczy, więc wiem,  że to była furgonetka. Na parkingu zapytał mnie o 

drogę. Stał przed samochodem i trochę go zasłaniał, a potem wyjął nóż, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   187   —

więc byłam przerażona.

- Wiem, Allie. To musiało być straszne.

W oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Kiwnęła głową.

- Dobrze, więc zapytał o drogę, a potem wyciągnął nóż? Taka była 

kolejność?

- Tak.

- A potem wepchnął cię do furgonetki?

Allie znowu kiwnęła głową.

- Od strony kierowcy?

- Tak. Pchnął mnie na siedzenie dla pasażera i usiadł za kierownicą.

Jane   próbowała   sobie   przypomnieć,   czy   Lisa,   dziewczyna   ze 

Snowbird, powiedziała coś podobnego. Czy ona także została wepchnięta 

do furgonetki?

Do tej pory zakładała, tak jak FBI, że porywacz wpychał dziewczęta 

do samochodu, żeby jeszcze bardziej je wystraszyć. A jeśli chodziło mu 

o coś innego? Jeśli chciał uniemożliwić im przyjrzenie się furgonetce? 

Zasłonić   numer?   Ani   ofiary,   ani   świadkowie   nie   widzieli   tablic 

rejestracyjnych. Pewnie były zachlapane błotem, jak zawsze w zimie. Nie 

wiadomo, czy porywacz celowo zasłaniał numery, czy nie.

A   może   chciał   ukryć   coś   innego?   Drzwi   w   innym   kolorze,   jakiś 

napis, coś, co wyróżniało jego samochód spośród innych i po czym ofiara 

mogłaby go rozpoznać?

Jane napotkała wzrok Allie i otrząsnęła się z zamyślenia.

- Widzisz tę furgonetkę, Allie? - spytała. - Może tylną klapę?

Dziewczyna zamknęła oczy.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   188   —

- Hm. Była... brudna. Ale zawsze wydawało mi się, że była czerwona. 

Ciemnoczerwona.

- Widzisz jakiś napis?

Dała   jej   plastelinę   na   początku   rozmowy,   ale   Allie   dopiero   teraz 

odruchowo zaczęła obracać jaw rękach, patrząc przy tym przed siebie.

- Hm...- zastanawiała się nad pytaniem.

Jane z reguły nie sugerowała niczego osobom, z którymi pracowała, 

tym razem czuła jednak, że Allie potrzebuje pomocy.

- Na klapie? - spytała cicho. - Czy na klapie były jakieś litery?

Po dłuższej chwili Allie szeroko otworzyła oczy.

- O Boże, tam było napisane... „ford”. Ale nie innym kolorem... tylko 

tak jakby... tą samą farbą.

- Wypukłe litery? - zasugerowała Jane.

- Tak. - Allie kiwnęła głową. - Tak. Klapa była brudna, ale jestem 

pewna, że to był ford. O mój Boże.

- Świetnie - powiedziała Jane i spojrzała na Raya. Nie zrobiło to na 

nim   wielkiego   wrażenia.   Dziewczyna   potwierdziła   tylko   coś,   co   już 

wiedzieli.

Allie chciała opowiedzieć Jane o wszystkim, co przypomniała sobie, 

pracując z terapeutą. Pamiętała, co mówił porywacz, zanim wepchnął ją 

do furgonetki.

-   Powiedział,   że   jeśli   z   nim   nie   pojadę,   znajdzie   moją   rodzinę   i 

wszystkich zabije. I przyłożył mi nóż do pleców. W każdym razie wydaje 

mi   się,   że   to   był   nóż.   Powiedział   też,   że   zabije   mnie,   jeśli   na   niego 

spojrzę. Wszystko mówił szeptem. Chyba żeby nikt go nie usłyszał.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   189   —

- Czy ten człowiek kiedykolwiek rozmawiał z tobą, kiedy przychodził 

w nocy? Wiem, że to trudne, ale...

Dziewczyna potrząsnęła głową.

-   Wydawał   tylko   krótkie   polecenia   w   stylu   „jedz”   albo   „pij”, 

rozwiązywał mi ręce i na chwilę zostawiał samą. Potem wracał, żeby 

znowu mnie związać.

- Czy przychodził czasem za dnia?

- Kilka razy. Ale w pokoju było ciemno, a on miał czapkę i szalik. 

Tak mi się w każdym razie wydaje.

Jane spróbowała jeszcze kilku innych technik, by wyciągnąć z Allie 

coś   więcej,   ale   albo   minęło   już   zbyt   dużo   czasu,   albo   dziewczyna 

rzeczywiście nic więcej nie widziała. Nie wspomniała o kolczyku ani o 

złamanym nosie, więc Jane także nic o tym nie mówiła.

- Będziesz rozmawiać jeszcze raz z Garym? - spytała Allie.

Gary Francis był świadkiem jej porwania.

- Tak, jutro. Mamy szczęście, właśnie przyjechał do domu na ferie.

- Gary studiuje w Berkeley - powiedziała Allie.

- Wiem - odparła Jane.

O wpół do dziesiątej uściskała Allie w drzwiach, obiecała, że da jej 

znać,   kiedy   tylko   Kirstin   zostanie   odnaleziona,   i   wyszła.   Była 

rozczarowana i sfrustrowana. Wsiadając do samochodu, zagryzała wargi.

Ray milczał, co było bardzo irytujące.

Kiedy wyjechali na autostradę, Jane uznała, że nie wytrzyma dłużej 

tej ciszy.

- W porządku - powiedziała, odwracając się do niego. - Wiem, co 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   190   —

myślisz.

- Naprawdę?

- Tak. Uważasz, że to była strata czasu.

- Cóż, ty to powiedziałaś.

Jane   spojrzała   przed   siebie,   mrużąc   oczy   przed   światłami 

samochodów nadjeżdżających z przeciwka.

- To była strata czasu. Nie potrafiłam do niej dotrzeć. Cholera. Musi 

być jakiś sposób, żeby uwolnić ich wspomnienia.

- Nigdy nie przyszło ci do głowy, że nie ma czego uwalniać? Że 

wiesz już wszystko? Od lat?

- Och, bzdura.

- Czyżby?

- Jedna z nich, albo wszystkie, to bez znaczenia, ma klucz do tej spra-

wy. Ja tylko nie potrafię do niego dotrzeć. To takie frustrujące, że chce 

mi się wyć.

- Wolałbym, żebyś tego nie robiła.

- To tylko taka metafora.

- Chwała Bogu. Bo już zaczynałem się martwić.

- Teraz próbujesz mnie pocieszyć.

-   Nie.   Myślę   tylko,   że   jesteś   dla   siebie   zbyt   surowa.   Odniosłaś 

sukcesy w poprzednich sprawach, ale na tej się potknęłaś. Cóż, trudno. 

Tak bywa. Uważam, że te dziewczyny po prostu nic więcej nie wiedzą. 

Daj sobie z tym spokój, Jane.

Potrząsnęła głową i zamknęła oczy. Była pewna, że Ray się myli.

Zaparkowali przed motelem i poszli oblodzoną ścieżką do restauracji. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   191   —

Kiedy składali zamówienie, było już po dziesiątej. Czekając na kanapki, 

Ray pił kawę. W pewnej chwili znieruchomiał ze wzrokiem wbitym w 

filiżankę.

- Jezu, widzisz to co ja? Przez chwilę myślałem, że kawa zaczęła się 

gotować, ale to tylko jakieś drżenie...

- Trzęsienie ziemi - powiedziała Jane obojętnie. - Ciągle mają tu takie 

drobne trzęsienia. Większe też.

- Cholera.

Na stole pojawiły się talerze. Jane spojrzała na swój i uświadomiła 

sobie, że nie ma apetytu.

Ray polał grzanki ketchupem.

- Nie jesteś głodna? - zapytał po chwili z pełnymi ustami.

Potrząsnęła głową.

- Nie powinnam była tu przyjeżdżać - stwierdziła. - Nie powinnam w 

ogóle pracować przy tej  sprawie. Wzięłam urlop,  bo... bo czułam,  że 

muszę   odpocząć   od   tego   napięcia.   W   ubiegłym   roku,   kiedy   zginęła 

Jennifer Weissman, zrozumiałam, że nie wytrzymam dłużej tej presji.

Ray przestał jeść i spojrzał na nią uważnie.

- Co jest takiego w tej sprawie, Jane? - spytał.

Jej serce nagle zaczęło bić szybciej.

- O co chodzi? - nie ustępował Ray.

Jane   podniosła   wzrok   znad   nietkniętych   kanapek.   Czy   może 

powiedzieć mu prawdę? Wyznała prawdę Alanowi i jakoś to przeżyła. 

Poczuła nawet pewną ulgę.

- Jane?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   192   —

Westchnęła ciężko.

- Ta sprawa budzi zbyt wiele wspomnień. Nigdy nie uda mi wydobyć 

z pamięci tych dziewcząt niczego istotnego. Nie potrafię tego dokonać.

- Powiedziałaś, że ta sprawa budzi zbyt wiele wspomnień.

Jane   zacisnęła   palce   na   szklance   z   wodą.   Krew   napłynęła   jej   do 

twarzy. Nie, nie może mu o tym opowiedzieć. Nie potrafi.

- Jane?

Z   trudem   oderwała   wzrok   od   szklanki,   spojrzała   na   Raya   i 

natychmiast zrozumiała, że on wie. Nie musiała niczego mówić, sam się 

domyślił. Widziała to w jego oczach. W końcu był gliniarzem. Musiał się 

domyślić.

Nagle poczuła się zbrukana, wykorzystana i zażenowana, jakby to 

ona była odpowiedzialna za ten gwałt. Kobiety zawsze same się o to 

proszą, prawda? Nawet niewinne szesnastolatki.

Chwyciła   torebkę   i   płaszcz   i   wstała   tak   szybko,   że   trąciła   stół, 

rozlewając wodę.

- Co ty...? - zaczął Ray, ale ona tylko potrząsnęła głową i wyszła w 

ciemną, zimną noc, ciągnąc za sobą płaszcz i przyciskając torebkę do 

piersi.   Omal   nie   wpadła   pod   rozpędzony   samochód.   Nic   jej   to   nie 

obchodziło.

Kiedy   znalazła   się   w   swoim   pokoju,   zamknęła   drzwi   na   klucz   i 

łańcuch,   zrzuciła   z   siebie   ubranie   i   weszła   pod   prysznic.   Oparła   się 

plecami o ścianę i zaczęła rozpaczliwie płakać.

Płakała   nad   Allie,   Lisa   i   Jennifer.   Płakała   nad   sobą.   Przede 

wszystkim jednak płakała nad Kirstin. Kirstin tak bardzo potrzebowała 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   193   —

pomocy. A ona nie potrafiła jej pomóc.

W końcu opanowała się i przestała użalać nad sobą. Ray wie. I co z 

tego? Do diabła z Rayem. Do diabła z nimi wszystkimi.

Dziesięć   minut   później   była   już   w   piżamie.   Rozczesała   wilgotne 

włosy, umyła zęby. Zaśnie, oglądając wiadomości, a rano poczuje się 

znacznie lepiej. Znowu będzie mogła spojrzeć mu w twarz. Niech Ray 

myśli sobie, co chce. Nic jej to nie obchodziło.

Ale nie włączyła telewizora. Usiadła na brzegu łóżka, patrząc na swój 

przybornik,   z   którego   wystawał   blok   rysunkowy.   Gdyby   tylko   mogła 

sobie przypomnieć... Gdzieś w najciemniejszym zakamarku jej pamięci 

kryła się jego twarz. Przez tyle lat czuła się zbrukana i winna. Wiedziała, 

że   nie   jest   odpowiedzialna   za   to,   co   ją   spotkało.   Wiedziała   też,   że 

poczucie winy jest normalne. Skoro wiedziała to wszystko, dlaczego nie 

mogła sobie przypomnieć twarzy tego człowieka?

Był  słoneczny  jesienny   weekend,  babie  lato  w Górach Skalistych. 

Hannah   i   Lottie   zaproponowały,   żeby   wybrać   się   na   wycieczkę   pod 

namioty, zanim w górach spadnie śnieg. Pomysł spodobał się wszystkim. 

Wszystkim   poza   Jane,   która   wolałaby   spędzić   weekend   w   mieście   z 

przyjaciółmi;

pojechać   na   rowerze   do   Snowmass,   pójść   do   kina,   zobaczyć,   co 

słychać w centrum. Nie przepadała za rozbijaniem namiotów i łowieniem 

ryb. Uważała, że to nudne.

Ale Hannah nalegała. Nawet Gwen uznała, że to świetny pomysł. Jej 

nowy chłopak miał od kilku dni jeepa CJ5 i chciała pochwalić się przed 

rodziną George’em i jego nowym samochodem.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   194   —

Roland i Kent byli zachwyceni.

Bliźniaczki Schillingów, wtedy zaledwie pięcioletnie, także.

- Wycieczka pod namioty! - wołały podekscytowane. - Będzie ogni-

sko?

Scott, piękny jak książę z bajki, kończył właśnie szkołę średnią w 

Aspen.   Gdy   pakował   wędki,   pokazał   Jane  butelkę   brandy,  którą   miał 

zamiar zabrać na wycieczkę.

-   Wielkie   rzeczy   -   mruknęła   wyniośle,   gdy   wyciągnął   butelkę   z 

plecaka.

- Więc nie dostaniesz ani kropli - odparł - Tym lepiej. Będzie więcej 

dla mnie.

Wyjechali   w   piątek   zaraz   po   szkole.   Trzema   samochodami,   żeby 

zmieścić   cały   sprzęt.   Kent   i   Lottie   ciągnęli   za   swoim   blazerem   łódź. 

Wzięli nawet swoje dwa labradory. Roland jechał z Hannah i Scottem. 

Jane pojechała z Gwen i George’em jego nowym czerwonym jeepem. 

Pamiętała, że dach został zdjęty, bo świeciło wspaniałe jesienne słońce. 

Klony i buki złociły się na tle bezchmurnego nieba, rzeka pieniła się w 

dole, obmywając krystalicznie czystą wodą gładkie, rdzawe kamienie.

Nadchodził zmierzch, więc mężczyźni mieli na łowienie ryb tylko 

godzinę. W tym czasie kobiety i dzieci rozbijały obóz. Jane ustawiła swój 

mały pomarańczowy namiocik z dala od innych. Chciała być taka nieza-

leżna. Na kolację jedli steki i ziemniaki pieczone w ognisku. Słońce za-

szło   nad   jeziorem,   lekki   wiaterek   marszczył   powierzchnię   wody   i 

szeleścił liśćmi. Pachniało żyzną, wilgotną ziemią.

Psy dostały kości po stekach, Scott przygotował zaostrzone patyki i 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   195   —

wszyscy   nadziali   na   nie   biało-różowe   pianki   marshmallows;   wszyscy 

poza Gwen, która, upojona nową miłością, jadła bardzo mało.

George,   Roland   i   Kent   umyli   naczynia   w   strumieniu.   Męska 

solidarność.   Scott   dołożył   drewna   do   ognia   i   z   ogniska   strzeliły   w 

wieczorne niebo snopy iskier. Potem mężczyźni otworzyli piwo. Scott po 

kryjomu raczył się brandy. Jane i bliźniaczki piły gorącą czekoladę. Na 

czarnym   aksamicie   nieba   pojawiły   się   gwiazdy.   Jedna   z   bliźniaczek 

zauważyła satelitę.

- A może to UFO? - zażartowała Lottie.

Wszyscy spali w kokonach swoich śpiworów. Psy Kenta skutecznie 

odstraszały niedźwiedzie i inne zwierzęta. Jane słyszała wycie kojotów, 

ale się nie bała. W dolinie było pełno lisów i kojotów, lecz tylko domowe 

koty miały powody, żeby się ich bać.

Następny dzień, sobota, był cudownie ciepły. Wszyscy łowili ryby i 

pływali   łodzią,   a   Scott   szalał   na   nartach   wodnych   w   piankowym 

kombinezonie. Jane spędziła cały ranek w lesie, szukając z bliźniaczkami 

grzybów.   Po   południu   wybrała   się   na   spacer   w   góry   z   Gwen   i 

George’em. A w nocy została zgwałcona. Nazajutrz nikt nie zauważył, 

jaka była milcząca i zagubiona. Poszła więc do lasu, sama, i płakała tam 

cały ranek. Do domu jechała z Rolandem, Hannah i Scottem. Skuliła się 

na tylnym siedzeniu i udawała, że śpi.

Podniosła szkicownik i ołówek, usiadła na hotelowym łóżku i zaczęła 

rysować. Owalna twarz, szerokie ramiona, umięśnione ciało. Wiedziała, 

że to na nic. To nie był nikt znany, a raczej mógł to być każdy.

Odłożyła szkicownik i zgasiła światło. W tej samej chwili usłyszała 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   196   —

pukanie do drzwi.

- Jane? Śpisz? - Głos Raya.

- Próbuję - odkrzyknęła.

- Przepraszam, że cię budzę, ale dzwonił Kent Schilling. To nie ten 

facet. Puścili go.

- W porządku - zawołała. Drzwi były cienkie jak papier.

- Aha - mruknął Ray. - Więc do zobaczenia rano. Tak?

- Tak - powtórzyła, ale podniosła się z łóżka i stała w ciemnościach z 

mocno bijącym sercem.

Usłyszała   jego   kroki   na   śniegu,   a   potem   zgrzyt   klucza   w   zamku. 

Znowu zapadła cisza, która zdawała się trwać całą wieczność. I znowu 

kroki. I jego głos:

- Wszystko w porządku?

- Oczywiście. - Teraz stała pod drzwiami. W pokoju było ciepło, ale 

drżała na całym ciele.

- Może otworzysz na chwilę te drzwi? - odezwał się Ray po chwili. - 

Chciałbym ci coś powiedzieć.

Stała bez ruchu.

- Wolałbym, żeby nie słyszał tego cały hotel. Otwórz drzwi, Jane.

- Idź spać.

- Jane, do cholery, otwórz.

Wahała się chwilę, a potem niechętnie odsunęła łańcuch i zasuwę i 

uchyliła drzwi. Do pokoju wtargnęło lodowate powietrze.

- Tak lepiej. - Usłyszała. Twarz Raya tonęła w mroku. - Chciałem ci 

tylko   powiedzieć,   że   przy   kolacji   zachowałem   się   jak   idiota. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   197   —

Przepraszam.

Jane   milczała,   usiłując   uspokoić   szybko   bijące   serce.   Ray   ją 

przeprasza? Jego głos, szorstki i miękki jednocześnie, dotknął czegoś w 

głębi jej duszy. Nie zastanawiając się dłużej, otworzyła drzwi na całą 

szerokość.

- Wejdź. - Podeszła do stolika przy oknie, zapaliła wiszący nad nim 

kinkiet i odwróciła się do Raya. - To ja powinnam cię przeprosić - powie-

działa. - Dotknąłeś drażliwego tematu. - Nie była w stanie spojrzeć mu w 

oczy. - Miałam szesnaście lat. Byliśmy na wycieczce w górach. Jeden z 

mężczyzn przyszedł do mojego namiotu i... - Przełknęła ślinę.

Ray słuchał z rękami w kieszeniach i nieprzeniknioną twarzą. Twarzą 

profesjonalisty.

- Nie musisz mi tego mówić - rzekł łagodnie.

Ale Jane czuła, że musi. Słowa wezbrały w niej potężną falą i musiała 

je z siebie wyrzucić.

Usiadła na brzegu łóżka, opierając głowę na dłoni. Światło lampki 

padało tylko na stolik, kryjąc jej twarz w cieniu. Ray stał nieruchomo jak 

skała.

- Było ciemno, nie widziałam, kto to był. A może... może widziałam 

jego twarz, a potem zapomniałam. Ale pamiętam dokładnie, co czułam. 

Ten   straszny   wstyd.   I   chyba...   chyba   nigdy   się   z   tym   nie   uporałam. 

Dlatego   właśnie   nie   mogę...   próbowałam,   ale   te   dziewczęta...   One   są 

takie jak ja, a ja nie mogę... nie potrafię nic z nich wyciągnąć. - Wzięła 

głęboki oddech. - Zostałam zgwałcona. A najgorsze jest to... och, sama 

nie wiem, najgorsze jest to, że zgwałcił mnie ktoś, kogo znałam. Jeden z 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   198   —

tych mężczyzn, których poznałeś w Aspen. Teraz wiesz, dlaczego ich 

unikam,   dlaczego   nie   chciałam   tam   jechać.   I   rozumiesz,   dlaczego   ta 

sprawa mnie przerasta. Skoro nie potrafię odtworzyć twarzy człowieka, 

który zgwałcił mnie, jak mogę oczekiwać, że uda mi się narysować twarz 

potwora, który robi to bez przerwy?

Ray wolno pokiwał głową.

-   Pamiętasz   -   powiedziała   nagle   -   jak   zapytałeś   mnie   o   Alana 

Gallaghera?

- Tak.

- Alan jest jedynym mężczyzną, któremu zaufałam od tamtego dnia 

siedemnaście lat temu. Tylko on zna całą tę historię... poza tobą. I jest 

jedynym mężczyzną, który... z którym...

Ray kiwnął głową.

- Nie wiem, dlaczego ci to wszystko powiedziałam. - Uświadomiła 

sobie nagle, że otworzyła się przed tym człowiekiem, właściwie zupełnie 

jej obcym, który...

- Chodź tutaj  - szepnął tak cicho, że w pierwszej chwili  nie była 

pewna, czy dobrze go usłyszała. Nie poruszyła się, więc podszedł do niej. 

Nic nie powiedział. Nie musiał. Wyciągnął ręce i ujął jej twarz w dłonie, 

przez krótką chwilę na nią patrzył, a potem delikatnie dotknął wargami 

jej ust. Nie potrafiła usłuchać tego, co podpowiadał jej rozsądek. Nie, 

Jane, nie. Stała tam po prostu, czując, jak miękną jej kolana, a na całym 

ciele pojawia się gęsia skórka. Pozwoliła mu się całować.

Nagle Ray opuścił ręce i odsunął się od niej.

- Nie powinienem był tego robić - powiedział.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   199   —

Ale prawda była taka, że Jane pragnęła go, pragnęła go całą sobą. 

Nie! Nie! Nie! - krzyczał rozsądek.

- Przytul mnie, Ray. Chcę zapomnieć - powiedziała.

Zamknęła   oczy,  a  on  znowu  znalazł  się   przy  niej.  Obejmował  ją, 

przytulał do siebie, wsuwał język między jej wargi. Zareagowała na to z 

gwałtownością, o jakiej nigdy nie śniła, nawet z Alanem, który był taki 

cierpliwy i delikatny...

Ray   przytulił   ją,   a   ona   bezwstydnie   zarzuciła   mu   ręce   na   szyję. 

Upadli na łóżko. Jego dłonie ślizgały się po satynowej piżamie na jej 

biodrach.   Podniósł   się,   rozpiął   guziki   i   zsunął   satynową   bluzę   z   jej 

ramion, odsłaniając piersi.

- Światło - wyszeptała. - Z Alanem zawsze...

- Nie - odparł Ray.

Zdjął marynarkę i sweter i cisnął je na podłogę. Wtedy zobaczyła całą 

bliznę,   czerwony   ślad   ciągnący   się   od   żuchwy   przez   szyję   w   dół 

ramienia. O Boże, pomyślała, to musiał być potworny ból. Chciał coś 

powiedzieć. Nie wiedziała co, ale powstrzymała go, kładąc mu palec na 

ustach. Potem delikatnie dotknęła blizny i zapytała, czy boli.

- Nie - odparł. - Boże, nie. - I zaczął całować jej szyję, ramiona, 

piersi.  Brał jej sutki do ust, delikatnie,  aż zaczęła oddychać szybko i 

płytko.

Znowu dotknął jej bioder, zsunął piżamę i przywarł ustami do jej 

brzucha.   Potem   zrzucił   resztę   swoich   rzeczy   i   położył   się   przy   niej. 

Przyciągnął ją do siebie i zaczął całować jej usta i piersi. Wsunął dłoń 

między jej uda i rozchylił je. A potem wszedł w nią, a ona podciągnęła 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   200   —

nogi, by go przyjąć.

Jane dyszała ciężko, jej skóra lśniła od potu.

-   Ja   nie...ja   nigdy...   -   wydyszała,   ale   położył   jej   rękę   na   ustach. 

Odrzuciła głowę do tyłu, szukając dłońmi jego bioder.

Obudziła   się  tuż   przed  świtem,  czując  słodki   ból  między   nogami. 

Uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę do Raya. Ale łóżko było puste.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   201   —

Rozdział 12

Ten gość zaczyna przyspieszać - stwierdził Jack.

- Tak, wiem - odparł Ray.

W Kalifornii był wczesny ranek, ale w Quantico w stanie Virginia 

agent Jack Singer siedział już w swoim biurze.

- Ostatnie trzy były bliżej siebie, prawda? Ta ze Snowbird, z Park 

City i teraz z Aspen?

- Zgadza się.

- Kiedy zaginęła ostatnia ofiara?

- Pięć... sześć dni temu.

Jack gwizdnął przeciągle.

- Niedługo ją załatwi.

- Kirstin.

- Co?

- Ta dziewczyna nazywa się Kirstin Lemke.

- Aha.

- Masz jakiś pomysł? - naciskał Ray.

- Próbowałeś VICAP? - Jack miał na myśli ogólnokrajową bazę da-

nych zawierającą nazwiska kryminalistów.

- Nikt stamtąd nie pasuje.

- A NCMEC? Centrum zaginionych i wykorzystywanych dzieci?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   202   —

Uwielbiam te skróty, pomyślał Ray.

- Nic - odparł.

-   Cóż,   możemy   założyć,   że   to   pedofil,   który   korzysta   z   sytuacji. 

Zapewne typ samotnika, wyrzutka. Jakiś mechanik samochodowy albo 

kierowca ciężarówki, ktoś w tym rodzaju. Wiesz, że ma furgonetkę, więc 

porusza   się   szybko   i   z   łatwością.   Używa   podstępu,   żeby   uprowadzić 

swoją   ofiarę.   To   dość   rzadko   spotykany   rodzaj   pedofila,   ale   tacy 

najczęściej mordują swoje ofiary.

- Wspaniale.

- No cóż, pytałeś, to odpowiadam.

- Ten facet jest dość sprytny. Nie zostawia śladów.

- Hm. Wszystko ma przemyślane, zaplanowane. Dokładnie wybiera 

ofiary. Nie jest członkiem rodziny, ale to już wiesz. - Jack umilkł na 

chwilę. - Mężczyzna, biały, ma prawdopodobnie około dwudziestu albo 

trzydziestu lat. Może być nieatrakcyjny fizycznie.

-   Złamany   nos   -   powiedział   Ray.   -   Jasne   włosy,   dość   wysoki, 

szczupły. Możliwe że jego furgonetka to ford ranger, ciemnoczerwony 

albo bordowy. Aha, i nosi okulary.

- I zawsze pojawia się w kurortach narciarskich. Interesujące.

- No, Jack. Coś jeszcze?

- Prawdopodobnie pochodzi z klasy średniej i ma ponadprzeciętną in-

teligencję, ale nie wykorzystał swoich możliwości.

Ray zaczął się niecierpliwić.

- To wszystko już wiemy.

- Słuchaj, nie jestem czarodziejem. Nikt nie widział jego twarzy. Mo-

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   203   —

żesz zacząć od samochodu albo od jego pracy, nie zajmując się twarzą.

- Wiesz, ile w Aspen jest takich furgonetek, człowieku? To zachód.

- Więc potrzebujesz twarzy.

Rozległo   się   pukanie.   Ray   wstał   z   łóżka   i   podszedł   do   drzwi, 

przyciskając   komórkę   do   ucha.   Domyślił   się,   że   to   Jane   -   kto   inny 

mógłby to być? - i odczuł ulgę na myśl, że nie będzie musiał rozmawiać 

z nią sam na sam. Cóż, oboje są dorośli. Takie rzeczy się zdarzają.

Stała tam i jej uroda na moment zaparła mu dech w piersiach. Blada 

twarz   wyłaniała   się   znad   kołnierza   wełnianego   płaszcza,   włosy   miała 

spięte   z   tym   głowy,   tylko   kilka   złotych   pasm   spływało   wzdłuż 

policzków. Kilka godzin temu przeczesywał te włosy palcami.

- Ray? - usłyszał głos Jacka.

- Tak, jestem - wskazał drugą dłonią telefon, gestem zaprosił Jane do 

pokoju i pokazał jej krzesło.

- W tej chwili nic więcej dla ciebie nie mam.

- Cóż, pracuj nad tym. Bruce będzie się z tobą kontaktował. Masz nu-

mer mojej komórki.

- A gdzie ty, do diabła, jesteś?

- W Toms Place w Kalifornii. W okolicach Mammoth Lakes.

- Rozumiem.

- Odezwę się wkrótce, Jack - powiedział Ray i się rozłączył.

- Kto to był? - zapytała Jane.

- Psycholog z FBI.

- Och.

- Ale nie powiedział nic poza tym, co i tak już wiemy.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   204   —

- Rozumiem.

- Potrzebujemy jego twarzy.

- Czy coś się stało w Aspen? To znaczy...

- Nie, nic nowego.

- Biedna Kirstin.

Może nie poruszy tematu ostatniej nocy. Co powinien powiedzieć, 

jeśli   jednak   to   zrobi?   Jezu,   czy   odebrało   mu   wczoraj   rozum?   Czy 

zapomniał już o Kathleen?

- Musimy ją odnaleźć - mówiła Jane. - Minął prawie tydzień.

- Zdaję sobie z tego sprawę.

- Więc jedźmy do Utah.

- To byłaby strata czasu - powiedział ostrożnie. - Myślę, że byłoby 

lepiej, gdybyś...

- Nie zaczynaj znowu - przerwała mu.

- Myślę, że będzie lepiej...

- W porządku - podniosła dłoń. - Chodzi o ostatnią noc? Nigdy bym 

sobie nie wybaczyła, gdybyś wykorzystał to, co się stało, jako pretekst, 

żeby się mnie pozbyć.

- Nie o to chodzi - odparł sztywno.

Jane spuściła wzrok, a potem znowu podniosła głowę i spojrzała na 

niego.

- Posłuchaj - powiedziała - takie rzeczy się zdarzają. To był błąd. 

Mam nadzieję, że potrafisz o tym zapomnieć. Ja już zapomniałam. W 

porządku?

Ray sam nie wiedział, co nagle poczuł. Ulgę? Żal? Nie miał czasu, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   205   —

żeby się nad tym zastanawiać.

- Dobrze. Więc ja też już zapomniałem - powiedział szybko.

Jane jeszcze przez moment patrzyła mu w oczy, wreszcie kiwnęła 

głową.

-   Teraz,   kiedy   mamy   to   już   za   sobą,   chciałabym   porozmawiać   z 

Garym.

Gary? No tak, przypomniał sobie, jedyny świadek mężczyzna. Nadal 

mieszkał w dolinie, na trasie do Los Angeles.

- Dobrze - powiedział. - Jedźmy do niego.

Zgodziłby się na wszystko, byle zostawić już ten motel za sobą.

Ta noc... Naprawdę musiał chyba stracić rozum. Zwłaszcza że Jane 

powiedziała   mu,   że   po   gwałcie   była   tylko   z   jednym   mężczyzną,   z 

Gallagherem.   Nie   mógł   uwierzyć,   że   szukała   tylko   zapomnienia.   Na 

pewno nie. Z jego doświadczeń wynikało, że kobiety nie zapominając 

takich rzeczach.

Odwrócił   się   od   niej   plecami   i   szybko   spakował   torbę.   Cholera, 

cholera, cholera.

Pojechali   do   Bishop,   małego   miasteczka   leżącego   pięćdziesiąt 

kilometrów   od   Mammoth   Lakes,   w   którym   mieszkał   Gary   Francis. 

Student Berkeley wrócił na święta do domu. Ray zatrzymał się przed 

domem. Ładne miejsce. Drewniany budynek stojący w cieniu sosen, z 

wieńcem na drzwiach i trzema wyrzeźbionymi z drewna reniferami w 

ogródku.

Jane wzięła swój przybornik i torebkę i otworzyła drzwi.

- Domyślam się, że nie zamierzasz pojechać na kawę czy coś w tym 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   206   —

rodzaju i wrócić za parę godzin?

- Zamierzam - powiedział, co zaskoczyło nawet jego samego. - Poga-

dam w tym czasie z Aspen. Kilka godzin, tak?

- Tak sądzę. Dzięki. - Rzuciła mu szybkie, zdumione spojrzenie i wy-

siadła z samochodu.

Trzy   filiżanki   kawy   później,   wypite   w   miejscowym   barze 

śniadaniowym,   Ray   dał   kelnerce   suty   napiwek   i   wyruszył   po   Jane. 

Rozmawiał z Bruce’em i Sidem oraz z szeryfem, a potem spędził trochę 

czasu, rozmyślając o Kirstin i innych dziewczętach, które padły ofiarą 

zboczeńca,   tylko   dlatego   że   pasowały   do   pewnego   schematu   albo 

znalazły   się   w   złym   miejscu   w   złym   czasie.   Tak   jak   Jane   na   tej 

wycieczce.

Jak  Jane może  nie  wiedzieć, który  z mężczyzn ją zgwałcił?  I  jak 

mogła spokojnie siedzieć przy stole u swojej matki ze świadomością, że 

jeden z mężczyzn, którzy siedzieli tam z nią, wyrządził jej taką krzywdę? 

Zastanawiał się, kto to mógł być. A może tego człowieka tam nie było, 

może to jej szwagier wśliznął się tamtej nocy do jej namiotu. Ray raczej 

w to wątpił. Grinell dostawał wszystko, czego potrzebował, od siostry 

Jane - a w każdym razie powinno tak być. Prawda jest jednak taka, że 

nigdy do końca nie wiadomo, co kieruje tymi zboczeńcami.

Jane nie może przypomnieć sobie jego twarzy. Jest zablokowana. Tak 

jak   jest   zablokowana   przy   tej   sprawie.   Jezu,   pomyślał,   patrząc   spod 

zmarszczonych brwi, jak Jane żegna się z Garym Francisem. Uściskała 

go nawet. Ale czy czegoś się od niego dowiedziała?

Ray doszedł do wniosku, że powinien przestać o niej myśleć. To, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   207   —

przez   co   przeszła   jako   młoda   dziewczyna,   to   nie   jego   sprawa. 

Przydarzyło jej się coś bardzo złego. Ale, do diabła, każdy dostaje w 

życiu w tyłek. On nie jest wcale wyjątkiem. A jako profesjonalista nie 

może   nawiązywać   bliskich   relacji   z   ofiarami.   Empatia   prowadzi   do 

komplikacji. To, co poczuł do Jane ubiegłej nocy, i to, co czuje teraz, to 

tylko   źle   ulokowana   chęć   wsparcia,   która   nie   ma   nic   wspólnego   ze 

sprawą Kirstin Lemke. Problemy Jane muszą pozostać jej problemami. 

Dał się w nie wplątać. A teraz postanowił się wyplątać.

- Złamany ząb - powiedziała Jane, wsiadając do samochodu. - Gary 

uważa, że ten człowiek miał złamany ząb. Może FBI mogłoby dołączyć 

to do...

- Facet mógł już dawno odwiedzić dentystę - odparł Ray, spoglądając 

na nią z ukosa. - Minęło pięć lat.

- Ale mógł nie pójść do dentysty.

Ray zastanawiał się chwilę.

- W porządku, dzwoń do Bruce’a. Chryste, sam nie wiem.

Jane wyciągnęła komórkę.

Przyjechali   do   kwatery   FBI   w   centrum   Los   Angeles   kilka   minut 

przed zamknięciem biur. Jane nie spytała, po co się tam zatrzymali, a 

Ray nic nie mówił. Był pewny, że i tak się domyśliła.

Kiedy   weszli   do   biura,   Stan   wkładał   marynarkę.   Były 

współpracownik   Raya   uścisnął   dłoń   Jane   i   przedstawił   się,   a   ona 

uśmiechnęła się do niego ciepło.

- Jaką mieliście podróż? - spytał Stan. - Dowiedzieliście się czegoś?

- Niewiele - odparł Ray.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   208   —

- Trochę - powiedziała Jane.

Ray chciał zapytać o braci Perry, ale Stan zaczął się rozwodzić nad 

udziałem Jane w rozwiązaniu sprawy napadu na bank sprzed kilku lat.

- Widziałem twój szkic - powiedział. - Cholera, fotograficzne podo-

bieństwo.   Czy   ten   facet   nie   nazywał   się   przypadkiem   Lancaster? 

Prokurator   federalny   przygwoździł   go   w   sądzie   dzięki   twojemu 

portretowi. Jak on się nazywał, ten prokurator? Chyba kiedyś z nim...

- Stan - przerwał mu Ray - jestem pewny, że chętnie wspominałbyś z 

Jane stare czasy przez całą noc, ale musimy zdążyć na samolot.

- Wracacie do Aspen?

- Zgadza się. Muszę...

Wtedy   właśnie   Jane   postanowiła   podzielić   się   z   nim   swoim 

najnowszym pomysłem.

- Ja mam zamiar złapać jakiś samolot do Salt Lake City - oznajmiła.

- Co takiego? - Ray poczuł, że cierpnie na nim skóra.

- Polecę do Snowbird, a później do Park City.

- Posłuchaj - zaczął, siadając na twardym krześle przy biurku Staną. - 

Po pierwsze, nie przyznano mi środków na takie eskapady. A poza tym, 

co ważniejsze, powinienem wrócić do Aspen, a nie zwiedzać kraj, goniąc 

za własnym cieniem.

- Ty możesz złapać samolot z Denver jeszcze dzisiaj - odparła Jane 

rzeczowo - aleja wybieram się do Utah. A jeśli chodzi o środki, zadzwo-

nię do Parkera i zobaczę, czy uda mi się coś załatwić. Jeśli nie, cóż, mam 

karty kredytowe. - Wzruszyła ramionami. - Jeśli jest jeszcze choć cień 

nadziei, żeby przyszpilić tego gościa, zanim będzie za późno dla Kirstin, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   209   —

muszę spróbować. Nie zmienię zdania. Stan?

- Eee... Tak? - Stan odchrząknął.

- Możesz mi powiedzieć, gdzie jest damska toaleta? Ray nigdy nie 

odczuwa takich potrzeb.

- W korytarzu - odparł Stan. - Ostatnie drzwi po lewej.

- Dziękuję. - Jane uśmiechnęła się zwycięsko i zniknęła.

- Cholera - mruknął Ray.

- Nie masz zamiaru lecieć z nią do Salt Lake City? - spytał Stan, 

unosząc brwi.

- Człowieku - odparł Ray - ona nie odpuści.

Stan   postanowił   zmienić   temat,   co   było   bardzo   rozsądne   z   jego 

strony.

- W porządku - powiedział. - Domyślam się, że wstąpiłeś tu dowie-

dzieć się czegoś na temat braci Perry. Niestety, nie mam dla ciebie do-

brych wieści.

Ray spojrzał na niego ostro.

- Przykro mi, stary - ciągnął Stan - ale oni nie chcą gadać. Wzięli 

sobie bardzo dobrego adwokata i na razie nie pisnęli ani słowa.

Ray oparł się o biurko, jego dłonie zaczęły drżeć.

- Nie chcą się dogadać?

- Jak dotąd nie.

- Cudownie.

- To może trochę potrwać, Ray. Do diabła, wiedziałeś o tym. Uspokój 

się.

- Byłem spokojny przez półtora roku. I mam już tego dość.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   210   —

- Słuchaj, zamierzasz wysłać naszego portrecistę do Yakima, żeby 

popracował   jeszcze   trochę   z   właścicielem   tego   sklepu.   -   Stan   potarł 

łysinę, mierzwiąc przy tym lekko pozostałości włosów nad czołem.

- Wspaniale - mruknął Ray - Facet dostał kulkę w głowę. Wtedy nic 

nie pamiętał, a teraz nagle sobie przypomni?

- Warto spróbować.

- Chryste, Stan, więc może warto też jeszcze raz spróbować zebrać 

odciski palców z tego sklepu? Ile czasu minęło? Trzy lata?

Stan zmarszczył brwi i zaczął coś mówić, ale Ray rąbnął pięścią w 

biurko.

- Wiedziałem, że tak będzie! Powinienem załatwić tych drani, kiedy 

miałem okazję!

- Daj spokój. Na pewno...

Stan   urwał   nagle,   a   Ray   odwrócił   się   i   zobaczył   Jane.   Stała   w 

drzwiach   z   dłonią   na   klamce   i   patrzyła   na   nich.   Wszystko   słyszała. 

Cholera.

Przez chwilę wszyscy troje milczeli.

- Przepraszam, myślałam, że... - odezwała się w końcu Jane.

Ray westchnął ciężko.

- W porządku, Stan, mówiłem jej o braciach Perry.

- Rozumiem - Stan spojrzał na Jane. - Powiedział ci też o przywódcy 

tej grupy?

- Nie.

Stan zaczął wprowadzać jaw szczegóły.

- ...sądzimy więc, że Northwest Bomber stał nie tylko za tym zama-

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   211   —

chem, ale także za sześcioma wcześniejszymi zamachami i napadem na 

sklep   sportowy   w   Yakima   trzy   lata   temu.   Strzelił   do   właściciela   i 

zostawił   go   tam   na   pewną   śmierć.   Facet   nazywa   się   Ben   Forsberg. 

Naprawdę miły gość, ale nasz portrecista nie zdołał zrobić szkicu. A Ray 

uważa...

- Stan - mruknął Ray ostrzegawczo, ale było już za późno.

- Ciekawa jestem, czy udałoby mi się zrobić ten portret - powiedziała 

Jane.

- Dosłownie wyjęłaś mi to z ust - ucieszył się Stan.

- Będę w Utah, więc mogłabym polecieć przy okazji do Spokane i...

- Mam lepszy pomysł - przerwał jej Stan. - Przywieziemy Forsberga 

do Salt Lake. Sam po niego pojadę. To tylko godzina lotu. Jeśli będziesz 

miała trochę czasu, to umowa stoi. Wiem, że jesteś bardzo zajęta sprawą 

tego porwania.

- Będę miała czas.

- No, dość tego. - Ray wstał. - Za dużo od niej wymagasz. Jak ma się 

skupić   na  porwaniu  Kirstin   Lemke   i  jednocześnie  pracować  nad  inną 

sprawą?

- Zaczekaj - wtrąciła się Jane - co cię to obchodzi, przecież nawet cię 

tam nie będzie? Wracasz do Aspen, pamiętasz?

Teraz miała go w garści.

-   Poza   tym,   jak   wiesz,   jestem   wolnym   strzelcem.   Sama   mogę 

wybierać sprawy, którymi chcę się zająć.

Jezu.

- Nigdy nie mówiłem, że nie możesz - zaczął. - Tylko nie wiem, po 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   212   —

co miałabyś chcieć się tym zająć.

Jane potrząsnęła głową.

- Co znowu? - spytał.

- Naprawdę jesteś tępy, wiesz?

- Nie rozumiem...

- Och, na litość boską, chcę pomóc. To wszystko.

Ray zaczął coś mówić, ale urwał i w pokoju zapadła cisza.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   213   —

Rozdział 13

Podczas lotu do Salt Lake City Ray prawie się nie odzywał. Jane 

starała się nie zwracać na to uwagi. Postanowiła przekazać mu, czego się 

dowiedziała z rozmowy z dziewczyną ze Snowbird, Lisa Turchelli.

- Lisa ma teraz szesnaście lat. Pracuje w sklepie spożywczym, który 

należy do jej rodziny, w centrum handlowym. Mój telefon bardzo ją zde-

nerwował.

- Doprawdy?

- Powiedziała, że rodzice nie chcą, żeby ktoś ją znowu przesłuchiwał. 

Uważają, że została już dość wymęczona. Takiego właśnie określenia 

użyła.

- Hm.

- Ale sądzę, że uda mi się ich przekonać. To dobrzy ludzie, tylko, co 

jest w tej sytuacji w pełni zrozumiałe, trochę nadopiekuńczy.

Wolałaby, żeby Ray wykazał więcej zainteresowania i nie był taki 

oficjalny. Miał na sobie ciemny garnitur i płaszcz, w którym widziała go 

po raz pierwszy. W tym stroju wydawał się niedostępny. Źle się czuła w 

tej   sytuacji,   a   jednocześnie   nie   mogła   opanować   fali   czułości,   która 

ogarniała ją, ilekroć spojrzała na Raya. Współczuła mu z powodu tego, 

co wycierpiał podczas zamachu i później. Rozumiała jego chęć zemsty za 

śmierć kobiety, którą kochał. Był bardzo zraniony i bardzo samotny w 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   214   —

swoim bólu, a jednocześnie zbyt dumny, żeby przyjąć pomoc od innej 

ludzkiej istoty. Jane bardzo chciała mu pomóc. Musiała mu pomóc, także 

ze względu na siebie. Nie odrzucaj innych, Ray, myślała. Nie odrzucaj 

mnie.   Przecież   spała   z   nim.   Krew   napływała   jej   do   twarzy,   ilekroć 

przypomniała sobie tę chwilę, kiedy obudziła się poprzedniego dnia i nie 

zastała go obok. Spała z nim, dotykała całego jego ciała, otworzyła dla 

niego swoje ciało i duszę. Zaufała mu. Nawet z Alanem nigdy nie dała 

tak się ponieść, nawet przy Alanie nie czuła się tak swobodnie. Nie znała 

dotąd   takiego   zapomnienia.   Dlaczego  właśnie   Ray?  Dlaczego   właśnie 

teraz? Zapomnijmy o tym, co się stało, powiedziała mu. Akurat. Miałaby 

zapomnieć o jednej z najistotniejszych rzeczy, jakie zdarzyły się w jej 

życiu?

Spojrzała   spod   oka   na   profil   Raya:   ciemne   zmarszczone   brwi, 

zapadnięte policzki. Czy widziała kiedyś uśmiech na jego twarzy? Czy 

on się kiedykolwiek uśmiecha?

Wybrała fotel przy oknie, Ray usiadł od strony przejścia. Dzieliło ich 

więc jedno puste miejsce. Jane patrzyła przez okno na surową ziemię w 

dole.   Lecieli   na   pomocny   wschód   od   granicy   dzielącej   Kalifornię   od 

Nevady   i   krajobraz   stawał   się   coraz   bardziej   skalisty,   pusty,  martwy, 

prawdziwie   księżycowy.   Tylko   zbocza   gór   były   lekko   przysypane 

śniegiem.

Oparła brodę na dłoni i zaczęła się przyglądać odbiciu głowy Raya w 

szybie.   W   porządku,   przespała   się   z   nim,   pozwoliła   sobie   na   małą 

przygodę.   Jak   to   o   niej   świadczy?   Trzydzieści   sześć   godzin   temu 

przysięgłaby,   że   ciągle   kocha   Alana.   Może   zresztą   go   kocha.   Może 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   215   —

przespała się z Rayem, żeby odpłacić Alanowi pięknym za nadobne? Ale 

nie wierzyła w to. Ray może uważać, że zemsta to sposób na poradzenie 

sobie z bólem, ale ona jest innego zdania. Dlaczego więc poszła z nim do 

łóżka? Bo czuła się samotna? Bo potrzebowała chwili zapomnienia po 

wielu dniach życia w napięciu? Tak, to wydawało się bliższe prawdy.

Westchnęła i zobaczyła, że spojrzał na nią przelotnie, po czym wrócił 

do lektury czytanego właśnie dokumentu.

A   może   otworzyła   się   przed   nim,   ciałem   i   duszą,   z   głębszych 

powodów? Natychmiast odrzuciła tę myśl. Są ludzie, którzy wierzą w 

miłość od pierwszego wejrzenia, ale ona do nich nie należy.

Znowu westchnęła. Tym razem nie oderwał się od lektury. Równie 

dobrze mogłoby jej tu nie być.

Na   lotnisku   w   Salt   Lake   City   powitał   ich   urzędnik   biura   szeryfa, 

który przyjechał, żeby zawieźć ich do kwatery, gdzie mogli pożyczyć 

samochód. Nazywał się Fairchild Smith, był jasnowłosy i bardzo młody. 

Jechał tak ostrożnie, jakby pierwszy raz prowadził samochód.

Dzień   był   słoneczny   i   bardzo   mroźny.   Salt   Lake   City   leży   na 

równinie u stóp Wasatch National Forest. W dali lśniła tafla Great Salt 

Lake, a na wzgórzu wznosił się biały Mormon Tabernacle, główny punkt 

miasta, przypominający Jane dekorację na torcie weselnym - piękny i 

trochę nierealny.

- Dziękuję, panie Smith  - powiedziała,  kiedy  zatrzymali  się przed 

kwaterą.

- Proszę bardzo, panno Russo - odparł młodzieniec, czerwieniąc się 

po same uszy.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   216   —

Szeryf czekał na nich w biurze. Był to wysoki starszy mężczyzna, tuż 

przed emeryturą. On także nazywał się Smith. Donald Smith. Jane przy-

pomniała sobie, że wielu mormonów nosi to nazwisko. Założycielem Ko-

ścioła Świętych Dni Ostatnich był Joseph Smith.

Szeryf był uprzejmy, ale starał się chronić prawa Lisy Turchelli. Jane 

musiała użyć całej swojej siły perswazji, żeby pozwolił im jeszcze raz 

przesłuchać dziewczynę. Przypomniała mu nawet o sprawie niesławnego 

Teda Bundy, który gwałcił i mordował w Utah i Colorado, i prawie się 

wymknął wymiarowi sprawiedliwości. Ale jednej z dziewcząt udało się 

ujść z życiem. Mieszkała w Utah.

-   Mam   nadzieję,   że   Lisa   wie   coś,   co   stanie   się   przełomem   w   tej 

sprawie - tłumaczyła Jane. - Gdyby Jennifer Weissman żyła...

Nie   musiała   mu   przypominać,   że   Jennifer   Weissman   również 

pochodziła z Utah.

- Cóż - powiedział w końcu szeryf. - Możecie jeszcze raz spróbować 

z Lisa. Ale nie męczcie jej.

Jane kiwnęła głową.

Szeryf   pożyczył   im   nieoznakowany   samochód.   Ray   usiadł   za 

kierownicą, a Jane rozłożyła na kolanach mapę.

Ray jechał zgodnie z jej wskazówkami, ale cały czas milczał.

- U szeryfa nie odezwałeś się ani słowem.

- Hm, czasem od razu wyczuwasz lokalną atmosferę, jak tylko wej-

dziesz do policyjnego biura.

- Więc pozwoliłeś mnie się tym zająć?

- Tak. Kobieca ręka i te rzeczy.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   217   —

- Męski szowinizm.

- Oczywiście.

Jane nie mogła się powstrzymać od ukradkowego zerkania na jego 

dłonie, spoczywające teraz na kierownicy. Dłonie, które rozchyliły jej 

uda, dotykały jej bioder, głaskały jej włosy, pieściły piersi, szyję, brzuch. 

Na szyi i piersiach ciągle miała ślady jego pocałunków. Czy on też ciągle 

czuje na sobie jej dotyk? A może była dla niego tylko chwilową odskocz-

nią, niczym więcej poza anonimowym ciałem?

Wstydziła   się   swojej   słabości.   Dlaczego   pociągali   ją   mężczyźni 

pokroju Raya? Czyżby była masochistką?

A fakt, że zgodziła się pomóc w sprawie Northwest Bombera, tylko 

pogorszył sytuację. Dlaczego w ogóle wtrąca się w nie swoje sprawy?

Wyjechali   z   miasta   w   Little   Cottonwood   Canyon   i   dalej,   na 

dwupasmową   szosę,   która   prowadziła   między   stromymi   górami   do 

położonego   na   wysokości   dwu   i   pół   tysięcy   metrów   Snowbird.   Na 

zboczach pośniętych rzadkim sosnowym lasem leżał śnieg. Przy drodze 

stały znaki ostrzegające przed niebezpieczeństwem lawin.

-   Będziemy   mieć   szczęście,   jeśli   nie   zacznie   padać   -   powiedziała 

Jane. - Kiedy ryzyko zejścia lawin wzrasta, tę drogę często zamykają.

- Jeżeli zamykają drogę, to jak ludzie dostają się na górę, żeby jeździć 

na nartach?

-   Po   prostu   nie   jeżdżą   wtedy   na   nartach.   Cały   kurort   jest   wtedy 

zamknięty.

Minęli   kilka   parkingów   pełnych   samochodów   i   turystów.   Dolina 

rozszerzyła   się,   a   po   obu   stronach   drogi   pojawiły   się   pierwsze 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   218   —

zabudowania. Ośnieżone zbocza były pełne narciarzy.

- Jak się nazywa to osiedle? - spytał Ray, kiedy podjechali pod tablicę 

ze spisem dzielnic.

- Lupine - odparła. - Wydaje mi się, że jest trochę dalej.

- I chcesz tak po prostu zapukać do jej drzwi? A jeśli nie ma ich w 

domu? Jeśli są na nartach?

- Wiedzą, że przyjadę.

- Ale nie wiedzą, że chcesz rozmawiać z Lisa.

- Wszystko będzie dobrze, Ray. Zaufaj mi.

Zaufaj  mi,  powiedziała.  Ale on nigdy  jęknie  zaufa. Choć ona mu 

zaufała.

Zapragnęła   nagle   obecności   Alana.   Potrzebowała   jego   spokoju, 

mądrości, zrozumienia, kiedy coś jej się nie udało albo obudziła się z 

koszmarnego snu, albo nie potrafiła przelać na papier twarzy człowieka, 

który ją zgwałcił. Boże, tak bardzo za nim tęskniła.  Jak mógł znowu 

wpuścić do swojego życia Maureen, która go rzuciła, kiedy najbardziej 

jej potrzebował? Jak mógł nie kochać jej, Jane? Może ich miłość nie była 

specjalnie namiętna, ale co z tego? Był jej przyjacielem, pokrewną duszą, 

do cholery. Alan pomagał jej żyć.

Jak to się stało, że wylądowała w łóżku z Rayem i tak bezwstydnie 

odpowiadała na każdy jego dotyk?

Do diabła z tobą, Alan, tak bardzo cię potrzebuję.

- To tu?

Jane drgnęła.

- Co? Tak, tak, to tutaj. Lupine.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   219   —

W domu była matka Lisy. Lisa pracowała z ojcem w sklepie.

- Proszę jej nie niepokoić - powiedziała pani Turchelli. - Ona ciągle 

ma koszmary związane z tym, co się stało.

- Zaginęła kolejna dziewczynka. Jesteśmy pewni, że porwał ją ten 

sam człowiek. Czas ucieka, a my uważamy, że Lisa może nam pomóc - 

odparła Jane łagodnie.

- O Boże, nie wiem, co mam robić. - Kobieta potrząsnęła bezradnie 

głową.

- Pojedziemy do sklepu i zobaczymy, co Lisa o tym myśli. Zgadza się 

pani?

Kobieta podniosła wzrok.

- Och nie, nie.

- To nie potrwa długo.

- To się stało trzy lata temu! Trzy lata. Lisa na pewno nic nie pamięta.

- A może jednak pamięta. Warto spróbować. Może Lisa uratuje życie 

tej dziewczyny.

W końcu matka Lisy zadzwoniła do męża, a on zgodził się, żeby Jane 

porozmawiała z córką.

- Dobra robota - powiedział Ray, kiedy jechali do Snowbird Center, 

gdzie znajdował się sklep.

Jej serce wypełniła duma. Głupia, powiedziała do siebie w duchu.

Pan Turchelli był tęgi, miał gęste czarne włosy i sumiaste wąsy. Był 

wściekły.

- Mówiłem wam już, ona nic nie wie. Dlaczego nie zostawicie jej w 

spokoju?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   220   —

- Tato - powiedziała Lisa.

Jane   jeszcze   raz   powtórzyła   wszystkie   argumenty,   tym   razem   ze 

względu na niego; Lisa usłyszała je już wcześniej przez telefon.

- Liso, kochanie, powiedz mi prawdę - spytał w końcu Turchelli. - Co 

chcesz zrobić?

Jane spojrzała dziewczynie w oczy i uśmiechnęła się zachęcająco.

- Naprawdę możesz nam pomóc, Liso. Może nawet uratować życie 

Kirstin.

- Kirstin?

- Tak nazywa się ta dziewczynka, która została porwana. W taki sam 

sposób jak ty.

Wtedy Lisa się poddała. Usiedli w biurze na tyłach sklepu, wciśnięci 

między komputer i skrzynki z towarem.

- Dziękuję ci, Liso. Jesteś bardzo dzielna - powiedziała Jane. - Wiem, 

że już raz o tym rozmawiałyśmy, ale to bardzo ważne. - Wyciągnęła 

szkicownik i kulę plasteliny, którą podała Lisie.

-   Nie   umiem   nic   zrobić   z   tą   plasteliną   -   powiedziała   Lisa.   Była 

wysoką dziewczyną o lśniących ciemnych włosach i dużych brązowych 

oczach.   Trzy   lata   temu   nosiła   okulary,   teraz   już   nie.   Musiała   sobie 

sprawić szkła kontaktowe.

- Nic nie szkodzi. Wystarczy, że będziesz miała czym zająć ręce.

Jane   ostrożnie   skierowała   rozmowę   na   porywacza.   Spokojnie, 

upominała   się   cały   czas   w   duchu.   Powoli.   Lisa   wyglądała   jak 

wystraszone zwierzątko, gotowe w każdej chwili rzucić się do ucieczki.

- Teraz zamknij oczy i spróbuj sobie coś przypomnieć. Cokolwiek. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   221   —

Pomyśl o swoich pięciu zmysłach. Wzrok, słuch, dotyk, smak i węch.

- Kiepsko mi to idzie. - Lisa ugniatała plastelinę, ale stworzony przez 

nią kształt niczego nie przypominał.

- W porządku, Liso. Wiemy, że ten człowiek zapytał cię, jak dojechać 

do stacji benzynowej. Byłaś wtedy pod stokiem, po całym dniu spędzo-

nym na nartach, i czekałaś na autobus.

- Tak - powiedziała Lisa. Była bardzo zdenerwowana.

- Nie widziałaś jego twarzy.

Lisa potrząsnęła głową.

- On miał nóż i zmusił cię, żebyś wsiadła do furgonetki, prawda? - 

Jane   nagle   przyszło   coś   do   głowy.   -   Jak   właściwie   wsiadłaś   do   tego 

samochodu?

- Jak to: jak?

- Od której strony? I gdzie on się wtedy znajdował?

- Stał z tyłu, może pakował narty. W każdym razie zapytał mnie o 

drogę   do   stacji,   a   ja   chyba   podeszłam   do   niego   i   wtedy...   wtedy   on 

pokazał   mi   nóż.   Kazał   mi...   kazał   mi   wsiąść   od   strony   kierowcy. 

Pamiętam, bo widziałam siedzenie kierowcy, całe podarte.

- Więc to była stara furgonetka?

- Tak mi się wydaje. Była cała brudna i ubłocona.

- Pamiętasz kolor?

Lisa znowu potrząsnęła głową.

- A jego twarz?

Lisa wyglądała tak, jakby miała się zaraz rozpłakać.

- Miał na głowie czapkę i jakiś szalik czy golf, naciągnięty na usta i 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   222   —

nos. Mówiłam wam to już. Związał mnie i naciągnął mi czapkę na oczy, 

żebym lic nie widziała.

Jane położyła dłoń na kolanie dziewczyny.

- Wiem, że to dla ciebie bardzo trudne, ale świetnie sobie radzisz. 

Naprawdę dużo zapamiętałaś.

- Naprawdę?

-   O tak.   -  Jane  uśmiechnęła   się  do  Lisy.  Miała   ochotę  ją  objąć  i 

przytulić. Ale to nie była odpowiednia chwila.

Ray siedział w milczeniu. Miała nadzieję, że w ogóle się nie odezwie, 

nie będzie zadawał pytań, nie zdekoncentruje Lisy. Spojrzała na niego;

siedział bez ruchu, z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.

- Liso, pomówmy teraz o tym, co mogłaś wyczuć innymi zmysłami. 

Słyszałaś coś? Muzykę? Radio? Głosy?

- Nie pamiętam.

- A smak? Jedzenie?

- Zazwyczaj przynosił mi płatki śniadaniowe albo hamburgery, takie 

jak z McDonalda.

-   Zapachy.   Woda   po   goleniu?   Brudne   ubrania?   Odświeżacz 

powietrza?

Jane   pracowała   całą   godzinę,   usiłując   wydobyć   wspomnienia 

dziewczyny   z   mroku,   lecz   było   to   bardzo   trudne.   Lisa   rozpaczliwie 

broniła   się   przed   ponownym   przeżyciem   koszmaru,   którego 

doświadczyła.   Jane   szczerze   jej   współczuła,   ale   nie   przestawała 

próbować.   Za   tymi   pięknymi   oczami   w   szkłach   kontaktowych   mógł 

znajdować   się   klucz   do   sprawy   Kirstin   Lemke.   No,   dalej,   Liso, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   223   —

pomyślała. Potrafisz to zrobić.

Lisa nic nie wiedziała. Cały czas była trzymana w ciemnym pokoju. 

Niewiele   słyszała.   Od   czasu   do   czasu   przejeżdżający   samochód.   Co 

oznaczało tylko tyle, że gdzieś niedaleko znajdowała się droga. Smaki 

nie   zaprowadziły   ich   nigdzie.   Więc   Jane   wróciła   do   zapachów. 

Spróbowała nowej taktyki.

- Jaki zapach miał jego samochód?

- Nie wiem.

- Hm... Myślisz, że ten człowiek mógł mieć psa? Zauważyłabyś to w 

samochodzie.

- Nie, psa nie. Ale...

- Tak?

- Nic. - Lisa gwałtownie potrząsnęła głową.

- Liso? Czego nie chcesz sobie przypomnieć?

- Niczego.

-   Tutaj   jesteś   bezpieczna.   Możesz   sobie   to   przypomnieć.   Ten 

człowiek już nie może wyrządzić ci żadnej krzywdy, kochanie.

-   Nie.   -   Lisa   z   całych   sił   ugniatała   plastelinę.   -   Nie,   nie,   nie!   - 

krzyknęła nagle.

- O co chodzi, Liso? Chcemy ci pomóc.

- Jego... jego ręce.

- Co było nie tak z jego rękami?

- Jego ręce... okropnie śmierdziały.

- Czym? Co to był za zapach?

-   On...   miał   na   rękach   rękawiczki.   Czułam   to,   kiedy   mnie 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   224   —

rozwiązywał   i   dawał   mi   jeść.   O   Boże,   te   rękawiczki.   Widziałam   je. 

Skórzane.   Brudne.   Śmierdziały.   -   Lisa   odetchnęła   głęboko.   -   Jakby 

olejem, takim do silników... Och, to było wstrętne.

- Rękawiczki - powiedziała Jane miękko. - Bardzo dobrze, Liso. Wi-

dzisz, przypomniałaś sobie coś naprawdę ważnego.

Lisa zadrżała.

- Nie cierpię tego zapachu. Wzbudza we mnie przerażenie. Nie wie-

działam dlaczego.

- Wiem. Ale teraz, kiedy to sobie przypomniałaś, będzie lepiej. Wierz 

mi. Nigdy o tym nie zapomnisz, ale po pewnym czasie nie będzie to już 

takie bolesne.

Nieprawda, pomyślała Jane. Mogłaby sama zastosować się do rad, 

które z taką łatwością podsuwała innym.

Podziękowali   panu   Turchelli,   który   spojrzał   na   nich   groźnie   znad 

kasy, i wyszli ze sklepu. Słońce oświetlało górskie szczyty. Wszędzie 

było pełno narciarzy w kolorowych sportowych strojach, z deskami na 

ramionach,   którzy   wracali   ze   stoków,   zmieniali   buty   i   siedzieli   w 

kafejkach   przy   kawie   albo   wczesnym   lunchu.   Zboczem   góry   powoli 

wspinała się kolejka.

- Przez chwilę bałam się - powiedziała Jane - że pan Turchelli jednak 

nie pozwoli mi porozmawiać z Lisa.

- Przekonałaś go. Muszę ci to przyznać.

- Dzięki.

- No i te rękawiczki. To było naprawdę niezłe.

Spojrzała na niego, zaskoczona. Nastrój natychmiast jej się poprawił, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   225   —

ale zaraz potem poczuła złość na samą siebie. Dlaczego jego aprobata i 

pochwały tyle dla niej znaczą? Nieraz już zdarzało jej się, że mężczyźni 

tacy jak Ray, początkowo cyniczni, doceniali ją w końcu. A może jednak 

Ray był kimś wyjątkowym? Podeszli do samochodu i Jane nagle poczuła, 

że   krew   napływa   jej   do   twarzy.   Oczywiście,   że   Ray   był   kimś 

wyjątkowym. Kochała się z nim. Wyjechali z centrum i Ray zadzwonił 

do   Bruce’a,   żeby   przekazać   mu   nowe   informacje.   Jane   uświadomiła 

sobie, że Stan mógł już wylądować w Salt Lake z człowiekiem, którego 

miała  przesłuchać. A wieczorem czekała ją jeszcze jedna rozmowa, z 

siostrą Jennifer Weissman, która była świadkiem porwania.

Dzień wypełniony po brzegi, pomyślała, słuchając z roztargnieniem 

rozmowy Raya z Bruce’em.

- Jest coś nowego. W Snowbird facet nosił rękawiczki, które śmier-

działy olejem samochodowym czy czymś w tym rodzaju. Masz to? - Słu-

chał   przez   chwilę.   -   Tak,   sprawdź   wszystkie   stacje   benzynowe   i 

warsztaty w dolinie. I mechaników z okolicy. I ludzi, którzy pracują przy 

wyciągach, jeżdżą ratrakami i tak dalej. Sprawdź wszystkich, którzy mają 

czerwone furgonetki, złamany ząb z przodu, jasne włosy i okulary.

Jane   patrzyła   na   wijącą   się   łagodnie   przed   nimi   drogę.   Była 

zadowolona z siebie. Udało jej się zdobyć cenne informacje. Dzięki niej 

w sprawie wreszcie nastąpił przełom.

- Jak się czują Lemke? - spytał Ray. - Josh jakoś się trzyma? W po-

rządku.   Biedny   facet.   -   Cisza.   -   Tak,   wiem.   Tydzień.   Chyba   mamy 

jeszcze kilka dni. A może nie. Ci dranie działają coraz szybciej w miarę 

upływu czasu. Dobra, Bruce, informuj mnie o wszystkim.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   226   —

Wjeżdżali   do   Park   City,   kiedy   komórka   Raya   zaczęła   dzwonić. 

Ilekroć Jane słyszała ten dźwięk, serce na moment zamierało jej w piersi. 

Stało się, złapali go. Kirstin jest już bezpieczna.

Ale to był Stan Shoemaker

- ...kiepski pomysł - mówił Ray. - Tak, tak, wiem, ona uważa, że 

może to zrobić, ale... W porządku. Będziemy w... - Spojrzał na Jane. - 

Jak się nazywa hotel, w którym szeryf zarezerwował dla nas pokoje?

- April Inn.

- Właśnie, będziemy w April Inn. - Umilkł na chwilę. - Nie wiem, do 

diabła, jakieś pięćdziesiąt kilometrów od lotniska... Dobra, powiedzmy 

koło piątej? Tak czy inaczej, Jane ma dzisiaj przesłuchanie... Dobrze, 

więc do zobaczenia. - Rozłączył się.

-   Hm   -   mruknęła   Jane,   patrząc   na   drogę.   -   Stan   i   jego   świadek 

wylądowali w Salt Lake?

- Zgadza się.

Już miała powiedzieć, że może przeprowadzić dwa przesłuchania, ale 

doszła do wniosku, że lepiej nie podejmować tego tematu. Uśmiechnęła 

się tylko.

- Umieram z głodu - powiedziała. - Może zatrzymamy się gdzieś, za-

nim pojedziemy do hotelu?

Park City było właściwie przedmieściem Salt Lake. Wzdłuż drogi 

ciągnęły się rzędy domów, niektóre dopiero w budowie. Miasteczko było 

starą osadą górniczą, trochę podobną do Aspen, pełną zabudowań w stylu 

zachodnim, domów z czerwonej cegły i wiktoriańskich kamienic. Była 

jednak jedna zasadnicza różnica: Aspen leżało w dolinie, gdzie było dość 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   227   —

płasko, a zabudowania Park City wznosiły się na stromych zboczach.

Jane znalazła miejsce przed niewielką rodzinną restauracją i zaparko-

wała samochód.

- Jak ci się podoba? - spytała.

- To ty jesteś głodna.

- To prawda. Dla mnie może być. - Wysiadła z samochodu, zamknęła 

drzwi i rzuciła kluczyki Rayowi.

Przy kanapkach z colą nagle powzięła decyzję,

- Wiesz, myślę, że mogę to zrobić.

- Co takiego?

- Przesłuchać Jima Forsberga i...

- Bena. Bena Forsberga.

- No tak. Oczywiście. Bena. W każdym razie myślę, że dam sobie z 

nim radę.

- Przecież nawet go nie znasz. Ja sam prawie go nie znam, rozmawia-

łem z nim tylko parę razy, kiedy leżał w szpitalu w Yakima.

Jane przekrzywiła głowę.

- I jakie zrobił na tobie wrażenie?

- A to ma jakieś znaczenie?

- Tak. Im więcej się o nim dowiem, tym lepiej. Chcesz, żeby mi się 

udało, prawda? To znaczy, chciałbyś zobaczyć Northwest Bombera za 

kratkami?

- Oczywiście.

- Świetnie. Więc opowiedz mi o Benie Forsbergu.

- Szczęściarz, dostał kulkę w głowę, a została mu po tym tylko jedna 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   228   —

mała blizna. Kula odbiła się od czaszki rykoszetem.

- No dobrze, co jeszcze?

- Dość miły facet. Typ chłopka-roztropka.

- Żonaty? Ma dzieci?

- Chyba tak.

- Był w stanie opisać tych ludzi? Dobrze opisać?

- Ci dwaj, to znaczy bracia Perry, mieli na twarzach maski.

- Więc jak...

- Dumie zostawili w sklepie mnóstwo odcisków palców.

- Hm. Rzeczywiście dumie.

- Tak. Ale mieli dość rozumu, żeby radzić sobie z materiałami wybu-

chowymi. Nauczyli się tego podczas udziału w Pustynnej Burzy.

- A ten, który strzelał? Dlaczego nie zakrył twarzy?

- Bo nie zamierzał zostawić świadka.

- Jesteś pewny, że to Northwest Bomber, lider tej grupy?

- Tak.

- W sklepie nie było kamer?

- Była jedna. Ale on stał poza jej zasięgiem.

- Więc znał ten sklep.

- Tak. Musiał go znać.

- Cóż. - Jane upiła łyk coli. - Jeśli Ben Forsberg widział jego twarz, 

muszę ją wydobyć z jego pamięci.

Ray odłożył sztućce i pochylił się nad stołem.

- Forsberg może mieć uszkodzony mózg.

- A może nie.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   229   —

-   Nie   wiadomo.   Myślę   jednak,   że   masz   małe   szanse   wydobycia 

czegokolwiek z jego pamięci po trzech latach.

- Może po prostu nie wiesz, jaka jestem zdolna.

- Widziałem cię przy pracy.

- Ale tylko przy sprawie Kirstin. Powiedziałam ci, dlaczego ta sprawa 

jest dla mnie tak trudna.

- Hm - mruknął tylko Ray.

- Jesteś niesprawiedliwy. Jestem naprawdę dobra w tym, co robię.

- Nie miałem zamiaru się z tobą kłócić.

- Cóż, powiem ci tylko, że w zeszłym roku zadzwonili do mnie z FBI 

i poprosili o wykłady na temat mojej techniki w Quantico. - Wiedziała, 

że   bezwstydnie   się   przechwala.   Tak   bardzo   chciała,   żeby   docenił   jej 

pracę.   Chciała,   żeby   jej   potrzebował.   Tak   jak   potrzebował   Kathleen, 

swojej partnerki i kobiety, o której nie potrafił zapomnieć.

Spojrzał na nią z twarzą zupełnie pozbawioną wyrazu.

- To miło, Jane - powiedział obojętnie.

Do końca posiłku żadne z nich się nie odezwało.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   230   —

Rozdział 14

Do świąt zostało  tylko kilka  dni  i na stokach  w okolicach  Aspen 

panował nieopisany tłok. Przed wyciągami wiły się długie kolejki. Żeby 

dostać kawę w restauracji na górze, trzeba było czekać w tłumie depczą-

cych sobie po piętach turystów.

Nie,   dzięki,   pomyślał,   wychodząc   z   restauracji   na   szczycie.   Nie 

minęło jeszcze południe, ale on miał już dość. Za dużo ludzi.

Nie   pracował   od   trzech   dni,   bo   nie   padał   śnieg.   Nie   trzeba   było 

odśnieżać podjazdów. Zaczynał się nudzić. Ona zaczynała go nudzić.

Zjechał na nartach na parking u stóp Highlands. Wrzucił narty i kijki 

do furgonetki i zmienił buty.

Wtedy zauważył gliniarza. Krążył po parkingu i przyglądał się samo-

chodom, zwracając szczególną uwagę na furgonetki.

Cholera.

Ale mógł się tego spodziewać. Liczył się z tym, że policja w końcu 

ustali,  że  człowiek,  którego  szukają, jeździ  furgonetką.   Dziewczyna  z 

Mammoth i ta druga, ze Snowbird, widziały samochód. Zawsze zakładał, 

że policja może pewnego dnia powiązać te porwania. Jedna z dziewcząt, 

które   jeździły   na   deskach   z   tą   małą   Lemke,   także   mogła   zauważyć 

furgonetkę.

Oczywiście nikt nie byłby w stanie odczytać numeru rejestracyjnego; 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   231   —

postarał się, żeby tablice były zbyt brudne. Dopilnował też, żeby nikt nie 

widział przodu furgonetki. W dniu porwania zmienił również swój wy-

gląd, na wypadek gdyby ktoś mógł go opisać. Włożył starą, nierzucającą 

się w oczy kurtkę, zniszczone piętnastoletnie  gogle i zasłaniający pół 

twarzy szalik. Dzisiaj, jak zwykle kiedy wybierał się na narty, miał na 

sobie porządną granatową kurtkę z żółtym kapturem, niebieską czapkę, 

nowiutkie gogle i szkła kontaktowe. Miał też przy sobie prawo jazdy 

wydane w Nowym Meksyku.

Dobrze to zaplanował. Uważał, że ostrożności nigdy za wiele.

Wsiadł do furgonetki. Bez pośpiechu zapalił silnik i wycofał wóz. 

Gliniarz   ciągle   stał   kilka   rzędów   dalej,   spisywał   numery   jakiegoś 

samochodu.   Po   parkingu   krążyło   wiele   innych   aut,   których   kierowcy 

szukali wolnych miejsc.

Skierował się do wyjazdu, który znajdował się najdalej od miejsca, 

gdzie gliniarz zaparkował swojego niebieskiego policyjnego saaba.

Mimo   wszystkich   tych   środków   ostrożności   zaczął   się   pocić.   W 

gazetach nie było nic na temat porwania od tamtego pierwszego ranka, 

kiedy   w   „Aspen   Times”   pojawiła   się   informacja   o   zaginięciu 

dziewczynki, która jeździła z koleżankami na desce. Od tego czasu ani 

słowa.   Federalni   pewnie   dopilnowali,   żeby   nie   było   przecieków.   W 

jakimś   wielkim   mieście   nie   udałoby   im   się   tak   dobrze   kontrolować 

mediów, ale w małej społeczności wydawcy współpracowali z policją. 

Dla   dobra   porwanego   dziecka,   rzecz   jasna.   Ale   także   dlatego   że 

informacja   o   porwaniu   w   narciarskim   kurorcie   w   przededniu   świąt 

Bożego Narodzenia mogłaby wywołać taką samą reakcję, jak informacja 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   232   —

o pojawieniu się rekinów na plaży Czwartego Lipca.

Przestał się pocić, dopiero wjeżdżając w spokojną dolinkę, gdzie stała 

wynajęta przez niego chata. Nie znajdą go. Jej też nie znajdą, w każdym 

razie do czasu wiosennych roztopów. Wtedy on będzie już daleko. Zasta-

nawiał się nad Nową Anglią. Tam jeszcze nie jeździł na nartach.

Myślał   też   o   dziewczynie.   W   Park   City   zostawił   dzieciaka   w 

zrujnowanym motelu. Tym razem postanowił dopilnować wszystkiego 

do końca. Rozważał wiele sposobów pozbawienia jej życia. Wszystkie 

wydawały mu się równie atrakcyjne. Jak zdoła dokonać wyboru?

W chacie było zimno, napalił więc w piecu, zrobił sobie kubek kawy 

rozpuszczalnej   i   zjadł   miseczkę   płatków   śniadaniowych.   Doszedł   do 

wniosku, że ona też powinna coś zjeść. Wsypał trochę płatków do tej 

samej   miseczki,   z   której   jadł,   i   dolał   odrobinę   mleka.   Mleka   zostało 

niewiele   i   nie   miał   zamiaru   go   marnować.   Dziewczyna   od   kilku   dni 

prawie nic nie jadła, a on nie chciał, żeby za wcześnie osłabła. Jeszcze 

nie wiedział, kiedy z nią skończy. Może w Boże Narodzenie? Zrobi sobie 

taki mały prezent.

Otworzył drzwi sypialni, wszedł i zamknął je za sobą kopnięciem. 

Zatrzymał   się   na   chwilę,   czekając,   aż   oczy   przyzwyczają   mu   się   do 

ciemności. Chociaż nie musiał ukrywać przed nią twarzy. I tak nie będzie 

miała okazji go opisać.

Dziewczyna   siedziała   skulona   w   kącie   łóżka,   z   rękami 

przywiązanymi do żelaznego kółka, które przytwierdził do ściany.

W   pokoju   śmierdziało.   Dziewczyna   kilka   razy   zmoczyła   łóżko. 

Jeszcze jeden powód, żeby wkrótce się jej pozbyć. Materac też będzie 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   233   —

musiał   wyrzucić.   Kupi   nowy.   Może   znajdzie   jakiś   w   sklepie   z 

używanymi meblami. Tak. To dobry pomysł.

Postawił miseczkę na łóżku.

-   Jedz,   mała   -   powiedział.   -   Nie   będziesz   jadła,   to   oberwiesz. 

Słyszysz?

- Ta... tak - wykrztusiła i znowu zaczęła płakać.

Wyszedł z pokoju i wyciągnął się na kanapie przy piecu, od którego 

biło teraz miłe ciepło.

Zamknął oczy. Teraz utnie sobie małą drzemkę. Potem pojedzie do 

miasta na parę piw i przy okazji obejrzy prognozę pogody w telewizji. W 

chacie   nie   było   telewizora.   A   potem   z   powrotem   do   domu.   Do 

dziewczyny.

Przed   zaśnięciem   znowu   zaczął   rozważać,   jak   zawęzić   listę 

możliwości i wybrać tę najlepszą? Problemy, problemy.

Ray zastanawiał się, jak to się stało, że dopuścił do spotkania Jane z 

Benem Forsbergiem. Może podświadomie czuł, jak będzie wyglądało, i 

dlatego tak bardzo się temu sprzeciwiał? Tak czy inaczej, Stan przywiózł 

Forsberga do Utah, a Jane zgodziła się go przesłuchać. A Ray? Ray po 

prostu stracił kontrolę nad sytuacją.

Załatwił formalności w hotelowej recepcji i wręczył Jane klucz do jej 

pokoju.

- Spróbuj trochę odpocząć - powiedział. - Stan może zaczekać.

- Nie jestem zmęczona - odparła. - Naprawdę. Ale to miłe, że się o 

mnie   troszczysz.   -   Rzuciła   mu   jeden   z   tych   chwytających   za   serce 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   234   —

uśmiechów.

Czy ona się z niego nabija? Nie wiedział, jak ma to rozumieć.

- To sarkazm? - spytał.

-   Ależ  nie  -  zapewniła.   -  Wiem,   że  się  o  mnie  troszczysz.  Tylko 

okazujesz to w dziwny sposób.

Zaskoczony   patrzył,   jak   odchodzi   korytarzem.   Przyciągała   wzrok 

wszystkich   mężczyzn.   Jej   nogi   w   niebieskich   obcisłych   dżinsach 

wydawały się jeszcze dłuższe, bo miała buty na wysokim obcasie.

Stan i Ben Forsberg przyjechali piętnaście minut później wynajętym 

na   lotnisku   jeepem   z   napędem   na   cztery   koła.   Stan   najwyraźniej   na 

niczym nie oszczędzał.

- Cześć. - Podszedł do Raya, pobrzękując kluczykami. - Szef się zgo-

dził. Jest zachwycony, że to Jane się tym zajmie.

Za Stanem stał Forsberg. Wyglądał świetnie, biorąc pod uwagę to, 

przez co przeszedł. No a poza tym trafiła mu się fajna wycieczka, za 

którą w dodatku płacił ktoś inny.

Ray uścisnął dłoń Bena i zwrócił się do Staną.

- Wiesz, że Jane miała już dzisiaj jedno przesłuchanie, teraz to... - 

wskazał głową Forsberga, który przyglądał się z zainteresowaniem gło-

wie łosia wiszącej w holu nad kominkiem. - A wieczorem czeka ją kolej-

ne.

- Hm. - Stan potarł łysinę. - Forsberg może zaczekać do rana, jak są-

dzę.

Ray potrząsnął głową.

- Bóg jeden wie, gdzie będę jutro rano. Muszę wracać do Aspen. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   235   —

Czas ucieka.

- Cóż, więc może Jane mogłaby zostać i...

- Mowy nie ma, Stan. Ja zabrałem ją na tę eskapadę i ja odstawię ją z 

powrotem do Denver.

Stan uśmiechnął się przebiegle.

- Czujesz się za nią odpowiedzialny? A może to coś więcej?

-   Na   litość   boską,   Stan,   daj   spokój   -   wybuchnął   Ray   i   zaraz 

pożałował, że w ogóle się odezwał.

Podczas gdy Stan rozmawiał z recepcjonistką, w holu pojawiła się 

Jane.   Przebrała   się   i   teraz   miała   na   sobie   czarne   spodnie   i   fioletowy 

sweter. Odświeżyła też makijaż i rozpuściła  włosy, które miękką  falą 

opadały   jej   na   ramiona.   Wyglądała   pięknie,   Ray   nie   mógł   tego   nie 

zauważyć. Nagle przypomniała mu się noc, którą spędzili razem. Przez 

chwilę   nie   mógł   złapać   tchu,   więc   Stan   odchrząknął   i   dokonał 

prezentacji.

- Jane Russo... Ben... Ben Forsberg.

Forsberg  był co najmniej  pięć centymetrów niższy  od Jane, może 

dlatego, że miała na sobie te niesamowite buty. Jej wzrost, silny uścisk 

dłoni, olśniewający uśmiech i bijące od niej ciepło zrobiłby na Forsbergu 

piorunujące wrażenie. Wyglądał jak zahipnotyzowany.

- Mam nadzieję, że na coś się pani przydam - powiedział, zdejmując z 

głowy baseballówkę.

Jest dość przystojny i może się podobać, pomyślał Ray, jeśli ktoś lubi 

typ człowieka z lasu. Forsberg miał na sobie brązowe kowbojskie buty, 

niebieskie dżinsy, wełnianą koszulę z kieszeniami na piersiach i zieloną 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   236   —

sportową kurtkę. Dobiegał pięćdziesiątki, był szczupły, a przyprószone 

siwizną   włosy   miał   ostrzyżone   krótko,   jak   żołnierz.   Łagodne   zielone 

oczy,   pospolita   twarz.   Trochę   podobny   do   George’a   Clooneya.   Ray 

powiedział Jane, że Forsberg jest żonaty, ale może był w błędzie. W 

każdym razie Ben nie nosił obrączki.

Jane natychmiast zaczęła z nim rozmawiać. Powiedziała, że kiedyś 

przejeżdżała przez Yakima, wracając ze spływu rzeką Kolumbią.

Ray słuchał tej pogawędki w milczeniu. Uniósł tylko brwi, kiedy Jane 

zapytała   Forsberga,   gdzie   będzie   im   najwygodniej   przeprowadzić 

rozmowę.

- U mnie czy u pana? - spytała.

Forsberg zastanawiał się chwilę.

- Chyba lepiej u pani...

Cudownie, pomyślał Ray.

- Zaczniemy? - spytała Jane.

- Może być.

Ray i Stan dla zabicia czasu wybrali się na spacer po mieście. Ray 

zadzwonił do Aspen. Nic nowego. Wyglądało jednak na to, że wszyscy 

gliniarze   od   Glenwood   Springs   po   Basalt,   Carbondale   i   Snowmass 

sprawdzali stacje benzynowe, sklepy z częściami zamiennymi, warsztaty 

i   dealerów   samochodowych.   A   także   samochody   należące   do   firm   w 

całym regionie, a nawet w położonym za Glenwood Springs Sunlight 

Ski.

- Motywujemy ich - powiedział Bruce. - Jesteśmy już blisko, czuję to.

Ale  czy  rzeczywiście  byli  blisko?  Może  Kirstin   podzieliła  już  los 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   237   —

Jennifer Weisaman?

Małe   miasteczko   było   pełne   turystów.   Tłoczyli   się   restauracjach, 

barach i sklepach z pamiątkami. Ray i Stan wstąpili do małej kafejki. 

Stan szybko pochłonął kawałek sernika i chciał wracać do hotelu.

- Zobaczymy, co się tam wydarzyło - mruknął.

-   Dam   ci   radę   -   powiedział   Ray.   -   Nie   pukaj   do   jej   drzwi.   Jak 

skończy, da ci znać.

- Ile to już minęło... - Stan spojrzał na zegarek. - Półtorej godziny. Jak 

długo to może trwać?

- Tyle, ile trzeba. - Ray wzruszył ramionami.

- Zadzwonię do ciebie, jak dostanę portret.

- Jeśli go dostaniesz, to chyba chciałeś powiedzieć. Nie zapominaj, że 

Northwest Bomber zwodzi nas od lat. Nie robiłbym sobie wielkich na-

dziei.

- Nie bądź takim cynikiem, Ray. - Stan włożył wełnianą kurtkę. - Za-

łożę się, że dostaniemy portret.

- Hm - mruknął Ray z powątpiewaniem.

Jane rzadko pracowała z dorosłymi. Na początku wahała się, czy dać 

Benowi plastelinę. Nie chciała, żeby uważał, że traktuje go jak dziecko. 

Ale on od razu chwycił kulę.

- Rany, to jest świetne - powiedział. - Kto by pomyślał?

Zaczęła   od   luźnej   pogawędki.   Dowiedziała   się,   że   Ben   jest   od 

trzydziestu   lat   żonaty   i   ma   dwoje   dorosłych   dzieci,   z   których   jedno 

mieszka w Spokane, a drugie w San Francisco.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   238   —

- Cholerny hipis - mruknął Ben, lepiąc z plasteliny całkiem udanego 

jelenia.

Jane pochyliła się, żeby przyjrzeć się figurce z bliska.

- Bardzo dobre - powiedziała.

- Och, rzeźbię trochę i sprzedaję to później w sklepie z pamiątkami. 

Głównie   w   drewnie.   Robię   jelenie,   łosie,   gęsi   kanadyjskie.   Poza 

sezonem, kiedy w sklepie nie ma wiele do roboty. To znaczy przez całą 

zimę. - Zaśmiał się, ale był pochłonięty plasteliną.

Jane postanowiła to wykorzystać.

-   W   dniu   napadu   na   sklep...   -   powiedziała   ostrożnie,   ale   Ben   nie 

okazał   zdenerwowania,   więc   zaczęła   przesłuchanie,   prosząc   go,   żeby 

cofnął się trzy lata wstecz.

Był   śnieżny   listopadowy   dzień,   w   stanie   Washington   ciągle   trwał 

sezon polowań. Kasa w sklepie Bena była pełna gotówki.

- Cholera - mówił Ben - jak tylko zobaczyłem tych dwóch zamasko-

wanych,   od   razu   wiedziałem,   że   mam   kłopoty.   Poważne   kłopoty.   - 

Zmiażdżył figurkę jelenia w dłoniach i uformował coś na kształt głowy. 

Jane   obserwowała   go   spokojnie.   -   Ten   wyższy   wyciągnął   zza   paska 

czterdziestkę piątkę. Myślałem, że zaraz wypruje mi flaki.

Opisał napad, który dokładnie pamiętał. Jane była pewna, że musiał 

widzieć   trzeciego   mężczyznę,   przywódcę,   który   stał   z   boku,   nie 

ukrywając twarzy, poza zasięgiem kamery.

Kiedy Ben odbiegł nieco od tematu, skierowała rozmowę z powrotem 

na dzień napadu.

- Czy ten trzeci mężczyzna stał  bliżej  lady, czy przy  drzwiach? - 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   239   —

zapytała.

- Och, nie, nie przy drzwiach. Kamera by go uchwyciła. Ale ci goście 

z FBI uważają, że on o tym wiedział. Stał po mojej lewej stronie, jakieś 

siedem metrów ode mnie, przy stojaku z wędkami. To jedyne miejsce 

poza zasięgiem kamery.

-   Rozumiem.   A   co   miał   na   sobie?   Pamiętasz   coś?   Płaszcz,   buty, 

cokolwiek?

Ben ugniatał plastelinę, jakby Jane w ogóle tam nie było.

-   Nie,   nie   miał   płaszcza,   tylko   wojskową   kurtkę   z   postawionym 

kołnierzem.

- Ach tak.

- I wojskowe buty. Zabłocone. - Ben formował coś z plasteliny, a 

Jane zaczęła szkicować. - Dziwne, ale prawie... - urwał, zmrużył oczy, a 

na jego twarzy pojawił się wyraz zdumienia. - Siwe włosy. No, może nie 

siwe, tylko takie szare, mysie, jakby używał tego specyfiku... jak to się 

nazywa? Grecian Formula? Tak. Aha, i miał przedziałek... z prawej stro-

ny. Jakby chciał zasłonić łysinę. - Ben uśmiechnął się lekko. - Ale te 

oczy. Bardzo blisko osadzone. Jak u łasicy albo fretki.

Jane z trudem nadążała za opisem Bena. Za to jego zwinne palce 

szybko ugniatały plastelinę. Miał jej teraz pełno za paznokciami.

Mówił, lepił, od czasu do czasu przekrzywiał głowę, jakby próbował 

sobie coś przypomnieć, a potem wracał do pracy.

Sześć po piątej Jane wyszła za nim do holu i zamknęła za sobą drzwi. 

Ben   ciągle   trzymał   w   rękach   plastelinę.   Mogła   mu   ją   dać,   miała   jej 

więcej.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   240   —

- Boże - powiedział Ben - nigdy bym nie przypuszczał, że cały czas 

miałem w głowie twarz tego drania. Jak ty to zrobiłaś?

- To ty tego dokonałeś, Ben - odparła. - Właściwie całkiem sam.

Ray i Stan czekali w holu przy wielkim kominku. Ben uśmiechał się 

szeroko i wzruszał ramionami, ściskając w dłoniach plastelinę. Jane także 

nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. Otworzyła szkicownik i pokazała 

im portret.

Stan zerwał się na równe nogi i otworzył usta ze zdumienia.

- Jezu Chryste - wyszeptał.

Ray wstał powoli i w milczeniu patrzył na rysunek.

- No? - powiedziała w końcu, czując, że nie wytrzyma tego napięcia 

ani chwili dłużej. - Ray? Powiedz coś?

Ray odetchnął głęboko.

- Mój Boże. Widziałem już tę twarz - wykrztusił w końcu.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   241   —

Rozdział 15

W  głowie   kłębiły   mu   się   tysiące   myśli.   Jak,   do   diabła,   zdołała 

wydobyć   z   Forsberga   tę   twarz?   Musiała   widzieć   ją   już   wcześniej   w 

aktach FBI, musiała ją przechowywać we własnej pamięci. Musiała... Ale 

to przecież nie miało sensu.

Czy to możliwe, że Forsberg rzeczywiście widział człowieka, który 

do niego strzelał? Sukinsyn.

Sięgnął po kartkę wyrwaną ze szkicownika i spojrzał na portret. Ta 

twarz.   Tak,   znał   ją,   oczywiście.   Jak   ten   facet   się   nazywa?   Często 

pojawiał się w aktach FBI. Jakiś czas temu spędził kilka lat w więzieniu 

federalnym w północnej Kalifornii za nielegalny handel bronią. Kiedy to 

było? Ładnych kilka lat temu. Jak on się, do diabła, nazywa?

- Stan - powiedział - pamiętasz tego faceta? Kilkanaście lat temu. 

Nielegalny   handel   bronią.   Siedział   trochę   w   więzieniu   federalnym. 

Podejrzewano związki z grupami terrorystycznymi. Pamiętasz go?

- Mgliście. Jak on się nazywał?

- Cholera, mam to na końcu języka.

- Naprawdę wiesz, kto to jest? - spytała Jane zaskoczona.

- Tak, wiem.

- Pomogłem wam? - spytał Forsberg.

- O tak - odparł Stan. - Oboje nam pomogliście, ty i Jane.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   242   —

- To mogę już wracać do domu? - spytał Ben z nadzieją. - Żona była 

bardzo niezadowolona, że musiałem tak nagle wyjechać tuż przed święta-

mi.

-   Nie   martw   się,   Ben   -   powiedział   Stan.   -   Wsadzimy   cię   do 

pierwszego samolotu do Spokane. Spisałeś się na medal.

Ray nie słuchał. Patrzył na portret i próbował wyobrazić sobie, jak ta 

twarz wyglądała kilkanaście lat temu, okolona dłuższymi, bujniejszymi 

włosami. Istnieją programy komputerowe, które wykonują takie zadania, 

dodają   lub   ujmują   lat,   wydłużają   lub   skracają   włosy   i   tak   dalej,   a 

następnie szukają w bazie danych podobnych twarzy. Ale Ray nie miał w 

tej chwili dostępu do takiego programu.

- Cholera - mruknął, podniósł wzrok i napotkał spojrzenie Jane.

Zrobiła   to.   Naprawdę   wyciągnęła   z   pamięci   świadka   portret 

Northwest   Bombera.   Ten   człowiek   nie   był   niezidentyfikowanym 

podejrzanym.   Miał   twarz.   I   nazwisko,   jeśli   tylko   Ray   zdoła   je   sobie 

przypomnieć.

- Udało się - powiedziała Jane z ożywieniem. Jej oczy błyszczały. - 

Wiedziałam, że się uda. Jak tylko zobaczyłam Bena. Był fantastyczny.

- Ty byłaś fantastyczna - powiedział Ray. - Ten portret jest... - urwał i 

zmarszczył brwi. - To jakieś polskie albo rosyjskie nazwisko. Cholera, 

Stan, nie przypominasz sobie?

- Niestety nie.

- Tak, jestem pewny. W młodości należał do ugrupowania białych 

ekstremistów.   Ale   był   tylko   płotką.   Tak,   przypominam   sobie.   Ale   to 

nazwisko... chyba kończyło się na „ski”. - Przyłożył dłoń do czoła. - Tak 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   243   —

jak ten łyżwiarz, ten z Olimpiady. Tara... coś tam. Tara... Tara...

Chodził w kółko, przyciskając palce do skroni. Ten człowiek wydał 

wyrok   śmierci   na   Kathleen   i   omal   nie   zabił   także   jego   samego.   To 

nazwisko...

Wszyscy milczeli, patrząc na niego i czekając.

- Jak tylko zeskanujemy portret, komputer zaraz go znajdzie - powie-

dział Stan.

- Gdybym mógł tylko... Lapinski! - wykrzyknął nagle Ray. - Oczywi-

ście, Gerald Lapinski. Tak.

Stan odwiózł Forsberga na lotnisko, a potem podrzucił szkic do biura 

szeryfa. Portret po zeskanowaniu miał zostać rozesłany na cały kraj. Ray 

tymczasem   zadzwonił   do   Quantico   i   zlecił   rozpoczęcie   poszukiwań 

prawa jazdy wydanego na nazwisko Lapinski. Powiedział, że wkrótce 

dotrze   do   nich   portret,   który   ma   trafić   do   wszystkich   agencji   na 

północnym zachodzie.

Sprawa nabierała tempa. Już niedługo Lapinski będzie miał policję na 

karku, wystarczy, że pojedzie zatankować czy kupić bochenek chleba. 

Szybko go znajdą.

I to dzięki Jane. Wyłączył komórkę i zatrzymał się. Jane siedziała w 

holu na kanapie, obejmując kolana ramionami, z wyrazem oczekiwania 

na twarzy.

Podszedł   do   niej   i   stanął   naprzeciw.   Szukał   słów,   ale   nic   nie 

przychodziło mu do głowy. Nie mógł przecież zrobić tego, co powinien. 

A powinien przeprosić ją za to, że był takim upartym osłem.

Spojrzała na niego, jej piękne błękitne oczy były pogodne, ale czujne.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   244   —

- Jane - zaczął.

- Hm?

Usiadł obok niej, nie zwracając uwagi na krążących wokół ludzi. W 

holu było pełno turystów.

- Cholera, Jane. - Wyciągnął do niej rękę. Puściła kolana i wyprosto-

wała się. Patrzyła na niego i czekała. Ujął jej dłoń i popatrzył w oczy, ale 

ciągle nie potrafił znaleźć właściwych słów.

- Ray? - powiedziała cicho.

- Świetnie się spisałaś. - To było wszystko, co przyszło mu do głowy.

- Dziękuję - wyszeptała i uśmiechnęła się, jakby nie pamiętała już 

jego wcześniejszych uprzedzeń i sceptycyzmu.

Ogarnęła go nagle fala czułości dla niej.

Kiedy   wyruszyli   do   Weissmanów,   Jane   była   już   wyczerpana,   ale 

zarazem tak podekscytowana, że nie byłaby w stanie odpocząć.

- Musisz coś zjeść - powiedział Ray. - Gdzie chcesz się zatrzymać? 

Może być restauracja albo jakiś bar, mnie jest wszystko jedno.

- Pewnie w to nie uwierzysz, ale nie jestem głodna. - Patrzyła na 

mijane lokale. McDonald’s, Taco Bell, Denny’s, Burger King, Wendy’s, 

Arby’s.   Na   nic   nie   miała   ochoty.   Pewnie   z   powodu   podniecenia. 

Wiedziała, że w końcu dopadnie ją zmęczenie. Postanowiła jednak, że 

będzie   pracować   tak   długo,   jak   zdoła.   Miała   dobrą   passę,   a   siostra 

Jennifer Weissman, Caitlin, może dostarczyć istotnych informacji.

Ray wrzucił migacz i zatrzymał się przed Wendy’s.

- Chyba nie będę w stanie nic przełknąć - powtórzyła.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   245   —

Dla  świętego  spokoju zamówiła  sałatkę  szefa,  ale  zjadła  niewiele. 

Ray także nie miał czasu ruszyć swoich frytek i hamburgera, bo jego 

komórka dzwoniła prawie bez przerwy. Od czasu, kiedy Stan rozesłał 

faksem portret Lapinskiego i rozpoczęto poszukiwania, minęło zaledwie 

kilka   godzin,   ale  FBI   pracowało   na  pełnych  obrotach.   Mieli   już  jego 

adres, numer karty kredytowej, numer prawa jazdy oraz markę i model 

samochodu   zarejestrowanego   na   jego   nazwisko   w   Benton   County   w 

stanie Waszyngton.

Ray wyłączył komórkę po kolejnej rozmowie, potrząsnął głową i w 

końcu zaczął jeść.

- To był Stan - powiedział z pełnymi ustami. - Lapinski mieszka przy 

jakiejś bocznej drodze w okolicy zwanej Rattiesnakes Hills.

- Czy ktoś już tam pojechał?

- Nie. - Ray upił łyk coli i wytarł usta serwetką. - FBI koordynuje 

działania policji stanowej i ATF, ponieważ w grę wchodzi kradzież broni 

i pogwałcenie federalnych przepisów dotyczących korzystania z broni 

palnej. W akcji weźmie też udział departament szeryfa.

- Wydaje się to dość skomplikowane.

- Tak, ale w pobliżu znajduje się jednostka wojskowa. Przylecą tam i 

wykorzystają to miejsce jako bazę. Jeszcze kilka godzin i jestem pewny, 

że będą gotowi.

- A jeśli jego tam nie ma?

- Zaczekają, aż wróci. Szczury zawsze wracają do gniazda.

Jane   zadrżała.   Kręciło   jej   się   w   głowie.   Sytuacja   rozwijała   się   z 

prędkością światła. A ona miała przed sobą jeszcze rozmowę z Caitlin.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   246   —

Spojrzała na zegarek.

- Chodźmy już.

Ray   kiwnął   głową.   Jego   telefon   znowu   zadzwonił.   Rozmawiał   w 

drodze do samochodu i potem, kiedy już prowadził i szukał podanego 

adresu.

Z ciężkiego, ołowianego nieba zaczął sypać śnieg. Ray zwolnił, żeby 

odczytać   znak   uliczny   w   słabnącym   świetle.   Jego   komórka   znowu 

zaczęła dzwonić. Odebrał i słuchał przez chwilę.

-   Mowy   nie   ma!   -   rzucił   nagle.   -   Czy   oni   oszaleli?   Mamy   ich. 

Powiedz   temu   cholernemu   prawnikowi,  że   nie   będzie   żadnej   umowy. 

Miał   swoją   szansę.   I   nie   skorzystał   z   niej.   Bracia   Perry   mogli   się 

dogadać, kiedy im to zaproponowaliśmy. - Rozłączył się. - Możesz w to 

uwierzyć? - powiedział, bardziej do siebie niż do niej - Teraz nagle chcą 

się dogadać.

- Ale kiedy już wiecie, kim jest Northwest Bomber, nie mają wam nic 

do zaoferowania.

- Wiemy to dzięki tobie, Jane. Masz rację, bracia Perry nie mają nam 

już nic do zaoferowania. Zostaną oskarżeni o morderstwo.

- Jesteś tak samo nabuzowany jak ja.

- O tak. Cholera, chciałbym wziąć udział w tej akcji.

Zatrzymali się przed kolejnym znakiem. Śnieg gęstniał, osiadając na 

przedniej   szybie,   tłumiąc   dźwięki.   Jane   miała   wrażenie,   że   zostali 

zamknięci we własnym małym świecie, oderwanym od rzeczywistości.

Ray spojrzał na znak.

- Chyba skręciliśmy nie tam, gdzie trzeba.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   247   —

Wrzucił   wsteczny,   położył   ramię   na   oparciu   fotela,   na   którym 

siedziała Jane, i odwrócił głowę. I znowu się zatrzymał.

- Co? - spytała.

Patrzył   na   nią   przez   chwilę,   a   potem   dotknął   dłonią   jej   twarzy, 

delikatnie   odgarniając   pasmo   włosów   z   policzka.   Jane   wstrzymała 

oddech. Serce zaczęło jej walić jak młotem. Uśmiechnęła się słabo.

- Co? - powtórzyła.

- Tak sobie myślę...

- O czym?

Boże, gdyby tylko zabrał rękę... Ale jej nie zabrał, a Jane odruchowo 

pochyliła się w jej stronę.

- Za bardzo cię eksploatujemy - powiedział miękkim, niskim głosem. 

- Jesteś wyczerpana. Może powinienem zadzwonić do Weissmanów i...

- Nie, chcę spróbować - wyszeptała. - Proszę, Ray. Uda mi się. Czuję 

to.

Nie odrywając wzroku od jej twarzy, wsunął jej pasmo włosów za 

ucho. Jane drgnęła.

- Czy musisz pomagać każdej ofierze losu na tym świecie?

- Och, nie bądź głupi.

- Głupi? Nigdy nie uważałem się za głupiego.

- Wiesz, o co mi chodzi.

- Nie jestem pewny.

- Chcę tylko wykonać moją pracę.

- Ach tak, pracę. A ja jestem twoim najnowszym przypadkiem?

- Daj spokój, Ray.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   248   —

- Jesteś naprawdę dobra w tym, co robisz.

Jane   na   moment   przymknęła   powieki.   Zrobiło   jej   się   bardzo 

przyjemnie. Otworzyła oczy i spróbowała się skupić. Co on wyprawia? 

Czy nie domyśla się, co ona przeżywa? Zmienił się nagle, złagodniał, 

pokazał, co się kryje za tą twardą fasadą. A co z Kathleen? - miała ochotę 

zapytać. Nadal ją kochasz? Nagle ogarnął ją strach. On ją rozczaruje, 

zrani. Nie potrafiłaby tego znieść.

Odsunęła się i oparła o drzwi, przykładając dłoń do włosów, które 

przed   chwilą   wsunął   jej   za   ucho.   Czuła,   że   na   twarz   wypływa   jej 

sztuczny, wymuszony uśmiech, ale nic nie mogła na to poradzić.

- Boże - powiedziała, starając się, żeby zabrzmiało to lekko. - Zapo-

mniałam zadzwonić do Alana.

Ray spojrzał na nią z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.

- Do Alana.

- Nie mogę się doczekać, kiedy powiem mu o Lapinskim.

- Chcesz zadzwonić do Alana. - Patrzył przed siebie, na szalejącą za 

oknem śnieżycę. Jane wyczuła nagle jego napięcie. Czar prysł. Dlaczego 

to zrobiła? Dlaczego zaczęła mówić o Alanie, kiedy...

- Kim on właściwie dla ciebie jest? - spytał.

- Alan?

- Tak.

- No cóż, jest... moim przyjacielem.

Odwrócił się do niej, tym razem z wyrazem czujności na twarzy.

- Pytam, czy ciągle jesteście razem.

- Och. - Nie miała pojęcia, co odpowiedzieć. - Nie wiem, czy ciągle 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   249   —

jesteśmy parą. Kilka miesięcy temu na scenę wróciła jego była żona. - 

Wzruszyła ramionami i spuściła wzrok. Nie była w stanie spojrzeć mu w 

oczy.

- Troje to już tłok - powiedział Ray, zawrócił i ruszył w stronę, z 

której przyjechali.

Dom, którego szukali, stał przecznicę dalej.

- To tu - powiedziała Jane. - Pamiętam ten garaż. - Chwyciła torebkę 

i   przybornik,   pchnęła   drzwi   i   wyszła   z   samochodu.   Lodowaty   wiatr 

sypnął jej w twarz śniegiem.

Po   czwartym   telefonie   Ray   wstał,   przeprosił   i   wyszedł   do 

samochodu, podczas gdy Jane kończyła rozmowę z Caitlin.

W porównaniu z państwem Turchelli Weissmanowie byli skłonni do 

współpracy. Ale ich najstarsza córka Jennifer nie żyła.

- Złapcie tego człowieka - powtarzali - żebyśmy mogli zakończyć ten 

koszmar.

A sprawiedliwość? - zastanawiał się Ray.

Pierwszy   telefon   był  od   Staną:   policja   i   federalni   weszli   na   teren 

posiadłości   Lapinskiego,   odczytali   mu   jego   prawa   przez   megafon   i 

otoczyli dom. Nie chciał się poddać i odpowiedział strzałami z okna.

Po   raz   drugi   Stan   zadzwonił,   żeby   powiedzieć,   że   w   domu 

Lapinskiego może się znajdować więcej ludzi. Policja wstrzymała ogień 

w obawie, że ktoś zostanie ranny. Nie chcieli powtórki ze sprawy Ruby 

Ridge.

Kolejny   telefon:   media   dowiedziały   się   o   akcji   i   pod   dom 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   250   —

Lapinskiego masowo zaczęli ściągać dziennikarze.

- Cholera - mruknął Ray.

- Wiem. Chciałbym dorwać tego, kto jest odpowiedzialny za ten prze-

ciek - powiedział Stan. W gazetach Lapinski będzie niewinny jak Jezus 

Chrystus i Matka Teresa razem wzięci.

Czwarty telefon był od Parkera z Denver.

-   Ray,  słuchaj,   jakiś   idiota   z   Quantico   puścił   informację,   że   Jane 

Russo narysowała portret Northwest Bombera.

- Boże.

- Powiadomię szeryfa z Aspen. I żadnych komentarzy po powrocie, 

jasne? Dopilnuj, żeby Russo też trzymała język za zębami.

- Zrozumiałem.

Wtedy właśnie Ray wyszedł z domu Weissmanów i wrócił do samo-

chodu. Na przedniej szybie zebrała się gruba warstwa śniegu. Usiadł za 

kierownicą.   Do  wnętrza,   które  nagle   wydało  mu  się   klaustrofobiczne, 

wpadało   niewiele   światło.   Ray   włożył   kluczyk   do   stacyjki   i   włączył 

wycieraczki.

Znowu zadzwonił telefon. Tym razem była to sekretarka Parkera.

- Agent Vanover? Mam pana poinformować, że pan Parker odebrał 

telefon z Kanału Dziewiątego z Denver. Oni już wiedzą, że Jane Russo 

pracuje przy sprawie porwania Kirstin Lemke.

Niedobrze, pomyślał Ray. Jeśli media nie wytropią Jane w Park City, 

uda   im   się   to   gdzie   indziej.   Porwanie   Kirstin   stanie   się   pożywką  dla 

goniących   za   sensacją   dziennikarzy,   którzy   zaczną   nachodzić 

departament szeryfa, Lemke i Jane. Uniemożliwią jej pracę. I nie tylko 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   251   —

jej.

Potem przyszła mu głowy inna myśl. A jeśli porywacz usłyszał, że 

Jane zajmuje się sprawą Kirstin? Jak może zareagować? Zabić Kirstin i 

uciec? Zaatakować Jane? Jedno i drugie?

To nie wróżyło nic dobrego.

Zadzwonił do Bruce’a do Aspen.

Pod   domem   Lemke   pojawiło   się   kilka   nowych   samochodów,   ale 

policja nie pozwalała dziennikarzom zbliżać się do domu.

- Na razie - powiedział Bruce.

- Cholerne sępy - rzucił Ray.

- U ciebie nic nowego? - spytał Bruce.

- Jane rozmawia w tej chwili z Caitlin Weissman.

- Tu też nic nowego. Policja z trzech hrabstw sprawdza wszystkie 

czerwone fordy rangery między Glenwood Springs i Aspen. Jak dotąd 

nic.   Co   drugi   kierowca   tych   furgonetek   ma   jasne   włosy   i   okulary. 

Wszyscy dojeżdżali do Aspen do pracy. Elektrycy, mechanicy, stolarze, 

dekarze. Każdy z nich może być tym, którego szukamy. Albo żaden.

- Super.

- Cóż, wytrwałość zwycięża - powiedział Bruce. - To z I Ching. Bar-

dzo mądra rada.

Wytrwałość zwycięża, powtórzył Ray w myślach, kiedy zakończył 

rozmowę.

Ku jego zaskoczeniu Jane wróciła do samochodu chwilę później.

- Skończyłaś? - spytał.

-   Tak.   Nie   byłam   w   stanie   niczego   z   niej   wyciągnąć.   Przeżyła 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   252   —

straszny szok. To była w końcu jej siostra. A wydawało mi się, że tym 

razem na pewno mi się uda. - Jane wydawała się zniechęcona. I zupełnie 

wyczerpana.

- Przykro mi.

- Mnie też.

Miał   ochotę   przyciągnąć   ją   do   siebie,   pogłaskać   po   głowie, 

pocieszyć. Ale coś go powstrzymało, jakby Alan Gallagher stanął nagle 

między nimi.

- Musimy wracać do Aspen - powiedziała. - Tu już nic więcej nie 

zdziałam. Odpowiedź jest tam. Chyba od początku to wiedziałam.

- Zatoczyliśmy koło.

- Tak - odparła poważnie. Włosy z jednej strony miała zatknięte za 

ucho, z drugiej opadały miękką falą na policzek. - Kirstin nie zostało 

wiele czasu.

Wycieraczki poruszały się miarowo po przedniej szybie. We włosach 

Jane topniały powoli migoczące płatki śniegu.

- Musimy wracać - powtórzyła.

- Dojedziemy na lotnisko za czterdzieści pięć minut - odparł.

Jane potrząsnęła głową.

- Możliwe, że samoloty nie latają z powodu śnieżycy. Nawet jeśli 

dolecimy do Denver, możemy tam utknąć.

Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebował, była ośmiogodzinna jazda 

nocą przez góry. Sam na sam z kobietą, która zmusiła go, by stawił czoło 

swoim emocjom. Przy której zachowywał się jak nastolatek, nie wiedział, 

co powiedzieć i jak się zachować. Tak bardzo potrzebował jej aprobaty, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   253   —

ale nie wiedział, jak o nią poprosić. Za bardzo mu się podobała.

Wycieraczki   poskrzypywały   rytmicznie,   ale   świeżo   oczyszczona 

szyba   natychmiast   pokrywała   się   warstwą   śniegu.   W   samochodzie 

zapadła cisza.

Uwierzył,   gdy   powiedziała,   że   ona   i   Gallagher   nie   są   już   razem. 

Ulżyło   mu   też,   kiedy   okazało   się,   że   na   scenę   wróciła   była   żona 

Gallaghera. Nadal nie rozumiał, jakie właściwie stosunki łączyły Jane z 

tym człowiekiem, ale nie chciał jej wypytywać. Tak czy inaczej, sytuacja 

wydawała mu się bardzo niejasna.

No i była Kathleen. Sądził, że tak głęboko zapadła mu w serce, że 

nigdy nie zdoła się od niej uwolnić. Poza tym, nie chciał tego. Ale nie 

potrafił   dłużej   się   okłamywać.   Jane   zmieniła   jego   przekonania.   Do 

diabła, rozbiła je w proch i pył. I co dalej?

-   Wymeldujemy   się   z   hotelu   -   powiedział   w   końcu,   przerywając 

ciszę. - A potem chyba pojedziemy do Aspen samochodem.

Cholera, pomyślał.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   254   —

Rozdział 16

Wskoczył do furgonetki o wpół do czwartej nad ranem. Przekręcił 

kluczyk w stacyjce i chwilę czekał, aż silnik, który charczał jak stary 

palacz, trochę się rozgrzeje. Wycieraczki z trudem zsuwały nagromadzo-

ny na przedniej szybie śnieg. Powinien oczyścić szybę szczotką, ale był 

zbyt leniwy. Włączył reflektory i ciemność rozdarły dwa słupy światła, w 

których tańczyły białe płatki.

Napadało   ponad   pół   metra   świeżego   śniegu,   będzie   więc   miał   co 

robić. Jeśli upora się z tym do ósmej, w najgorszym razie do dziewiątej, 

przed dziesiątą stanie w kolejce do wyciągu. Gdyby nie przestało padać, 

po   południu   wróci   i   jeszcze   raz   odśnieży   wszystkie   podjazdy.  Zarobi 

podwójnie. Czego jeszcze mógłby chcieć?

Wcisnął kilka razy pedał gazu, by się upewnić, że silnik nie zgaśnie, 

a potem wysiadł i wrócił do chaty.

Zajrzał do małej. Drzemała. Ostatnio coraz więcej spała. Od kilku dni 

jej nie dotykał. Zaczynała w nim wzbudzać obrzydzenie. Nie wyglądała 

już tak ładnie jak na początku. I nie pachniała.

Tak,   dzisiaj   się   jej   pozbędzie.   Napadało   dość   śniegu,   żeby   mógł 

ukryć   ciało,   a   do   wiosennych   roztopów   zostały   co   najmniej   cztery 

miesiące. Wtedy już dawno go tu nie będzie.

Uznał,   że   samochód   wystarczająco   się   rozgrzał.   Wyszedł   z   chaty, 

wsiadł do furgonetki i zatrzasnął za sobą drzwi. W warstwie śniegu na 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   255   —

przedniej   szybie   powstały   wreszcie   dwa   półokrągłe   otwory.   Włączył 

radio   i   poszukał   swojej   ulubionej   stacji   z   muzyką   country.   Akurat 

nadawano   wiadomości.   Wrzucił   napęd   na   cztery   koła   i   wyjechał   na 

podjazd.   Koła   furgonetki   zostawiały   głębokie   ślady   na   gładkiej 

powierzchni śniegu; z podwozia spływały krople oleju.

Z roztargnieniem słuchał wiadomości - huragan, kolejna propozycja 

pokojowa   na   Bliskim   Wschodzie,   w   Kongresie   spór   na   temat   reform 

finansowych. I wiadomości lokalne.

- Brak nowych wątków w sprawie zaginionej dwunastoletniej Kirstin 

Lemke ze Snowmass Village, jak informuje szeryf Kent Schilling, ale są 

szanse   na   przełom.   Sprawą   porwania   zajęła   się   bowiem   znana 

specjalistka   od   portretów   pamięciowych   Jane   Russo   z   Denver.   Panna 

Russo, która rozwiązała wiele podobnych przypadków, przesłuchała już 

wcześniejsze ofiary porywacza. To jej zasługą jest także ujęcie...

Z wściekłością wyłączył radio. Czuł się, jakby dostał cios w splot sło-

neczny.

Jane Russo.

Rifle,   Kolorado   -   głosił   znak   stojący   na   poboczu.   Dzięki   Bogu, 

pomyślała   Jane,   zaciskając   palce   na   kierownicy.   Teraz   wiedziała   już 

dokładnie, gdzie jest i jak daleko ma jeszcze do Aspen. Sto kilometrów. 

Półtorej  godziny  jazdy  suchą  drogą  przy  dobrej   widoczności.  W tych 

warunkach zajmie to więcej czasu.

Zerknęła na zegar na tablicy rozdzielczej. Było parę minut po piątej. 

Jeśli uda im się ominąć miejsce wypadku na drodze numer 82, gdzie ruch 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   256   —

może   zostać   wstrzymany   na   wiele   godzin,   dotrą   do   Aspen   w   porze 

śniadania.

Była   zmęczona,   mimo   że   prowadził   głównie   Ray.   Kilka   godzin 

wcześniej zatrzymał się na przydrożnym parkingu.

-   Albo   oboje   się   zdrzemniemy,   albo   ty   teraz   poprowadzisz.   Co 

wolisz.

Usiadła   więc   za   kierownicą.   Śnieżyca   szła   za   nimi   od   Utah, 

przesuwała się na wschód, tak jak oni. Przez cała drogę sypał gęsty śnieg 

i wiało niemiłosiernie, nawierzchnia była bardzo śliska.

Ale w Aspen Kirstin czekała na ratunek.

Jane   wytężała   wzrok,   usiłując   dostrzec   coś   przez   szybę,   w   którą 

uderzały gnane wichrem płatki śniegu. Nie była w. stanie zobaczyć Rifle, 

tylko dwa jasno oświetlone wyjazdy z miasta. W żółtym świetle tańczyły 

białe płatki.

Ray spał na siedzeniu obok, opierając głowę o okno. Pomyślała, że 

kiedy się obudzi, będzie go bolała szyja. Zwróciła wzrok na drogę, ale po 

chwili znowu popatrzyła na Raya. Jego widok nigdy jej nie nudził. Teraz 

widziała jego profil. Spał, miał rozluźnioną twarz i wydawał się młodszy. 

W półmroku widziała jego bliznę, ciągnącą się wzdłuż linii podbródka. 

Pomyślała,   że  dzięki   tej  bliźnie   wydaje  się  mniej   doskonały, bardziej 

ludzki. Dawało jej to dziwne poczucie bezpieczeństwa.

Już   dawno   doszła   do   wniosku,   że   pociągają   ją   silni,   zranieni 

mężczyźni.   Dlatego   właśnie   zainteresowała   się   Alanem.   Ale   Alan 

przeszedł   od   tego   czasu   długą   drogę.   Zaczął   wychodzić   z   kryzysu 

spowodowanego śmiercią córki i rozwodem. Zaangażował się w walkę o 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   257   —

prawa   dzieci.   Jane   rozumiała,   że   chciał   nadać   jakiś   sens   największej 

tragedii,   jakiej   może   doświadczyć   rodzic.   Jak   brzmi   to   chińskie 

przysłowie? Najgorsza rzecz, jaka może spotkać człowieka, to przeżyć 

własne dzieci. Czy jakoś tak. Więc wspierała Alana w tej najczarniejszej 

godzinie. A teraz on jej już nie potrzebował.

Od   jakiegoś   czasu   czuła,   że   go   traci,   ale   nie   potrafiła   spojrzeć 

prawdzie   w   oczy:   zakochali   się   w   sobie   z   powodu   kryzysu,   a   kiedy 

kryzys minął, miłość zaczęła blaknąć.

Jechali autostradą numer 70 w stronę Silt, New Castle i Glenwood 

Springs. Radio było nastawione na stację z muzyką poważną, ale grało 

bardzo   cicho,   żeby   Ray   mógł   spać.   Jane   rozpoznała   tylko   dźwięki 

fortepianu.   Rachmaninow,   pomyślała.   Muzyka   pełna   siły,   dobrze 

zestrojona z pogodą.

Co właściwie czuła w związku z Alanem? Smutek, trafili na siebie w 

momencie, kiedy oboje potrzebowali powiernika. Tak, smutek, ale także 

ulgę, choć sama była tym zaskoczona. I wdzięczność. Bez względu na 

wszystko, zawsze będzie mu wdzięczna za to, że znowu nauczył ją ufać 

ludziom.

Jakiś samochód minął ich z ogromną prędkością; jego tylne światła 

błyszczały przez moment w ciemności, a potem zniknęły. Trzeba być 

kretynem, pomyślała, żeby tak pędzić w takich warunkach. Pewnie za pół 

godziny zobaczy ten samochód w rzece.

- Kretyn - powiedziała i natychmiast przypomniała sobie, że Ray śpi. 

Spojrzała na niego. Poruszył się, ale się nie obudził.

Ray. Tak inny od Alana. Samotnik. Kochał, doznał strasznej tragedii i 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   258   —

zostały mu tylko gorycz i wszechogarniające pragnienie zemsty. W ten 

sposób   bronił   się   przed   bólem.   Czuł,   że   żyje,   tylko   w   obliczu 

niebezpieczeństwa.   Tylko   adrenalina   dawała   mu   siłę   do   życia.   I   tak 

bardzo bał się własnych słabości, że ukrywał je pod maską chłodu. A pod 

tą maską, Jane oderwała na chwilę wzrok od drogi i spojrzała na niego, 

jest bardzo samotny.

Musiała przyznać, iż fakt, że nie odwzajemniał jej uczuć, bardzo ją 

bolał. Ale przynajmniej pokazała mu, że jest coś warta w swojej pracy. 

Jego   aprobata   nie   powinna   mieć   dla   niej   znaczenia,   ale   miała.   Od 

pierwszej chwili.

Jechała teraz drogą, która prowadziła do Glenwood Springs i Aspen. 

To   właśnie   tu,   w   południowej   części   kanionu,   kilkanaście   lat   temu 

zginęło czternastu strażaków uczestniczących w akcji gaszenia pożaru 

lasu. Teraz stał tam pomnik. Przez chwilę miała ochotę obudzić Raya i 

pokazać   mu   Storm   King   Mountain,   ale   zmieniła   zdanie.   Lepiej   nie 

wspominać przy nim o ogniu.

Kiedy   jednak   zwolniła   przed   zjazdem   z   autostrady,   Ray   sam   się 

obudził, a jego twarz natychmiast przybrała wyraz czujności.

- Gdzie jesteśmy?

-   W   Glenwood   Springs.   Do   Aspen   mamy   jeszcze   sześćdziesiąt 

kilometrów.

- Chcesz, żebym poprowadził?

- Nie, nie ma takiej potrzeby. Poza tym dobrze znam tę drogę.

Zatrzymali się na stacji benzynowej, żeby zatankować. Skorzystali 

przy okazji z toalety i kupili dwa kubki kawy, a potem ruszyli w dalszą 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   259   —

drogę. Niebo zaczynało się rozjaśniać, w bladym świetle świtu wirował 

śnieg.

- Chcę jeszcze raz porozmawiać z Crystal - powiedziała Jane, kiedy 

wjeżdżali do Aspen.

- Z córką tej hipiski?

- Tak. Jest najbardziej spostrzegawcza. To dzięki niej wiemy, że ten 

człowiek jeździ fordem rangerem.

- Może to wszystko, co zapamiętała.

Jane potrząsnęła głową.

- Mogę wyciągnąć z niej więcej. Wiem, że mogę.

- No cóż, ja na pewno nie zaprzeczę.

Uśmiechnęła   się   do   niego.  Tak,   jego   uznanie   miało   dla   niej   duże 

znaczenie.

Pojechali   prosto   do   domu   Lemke   w   Brush   Creek   Village.   Jadąc, 

szukali samochodu Bruce’a. Krył się jednak pod grubą warstwą śniegu, a 

do tego zasłaniały go dwie jaskrawożółte telewizyjne furgonetki.

- Cholera - mruknął Ray przez zęby.

- Boże. Biedni ludzie.

Kiedy   tylko   zatrzymali   się   na   parkingu,   z   furgonetek   wyskoczyli 

dziennikarze.   Podtykali   im   mikrofony   pod   nosy   i   zadawali   mnóstwo 

pytań.

- Słuchajcie, to Jane Russo. - Usłyszała i wszyscy rzucili się na nią. - 

Panno Russo, skąd pani wiedziała, że to Northwest Bomber? Co pani są-

dzi o tej akcji? Wiedziała pani, że w domu Lapinskiego jest jego żona? 

Jakie wrażenie zrobił na pani Forsberg? Czy wie pani, kto porwał Kirstin 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   260   —

Lemke?   -   Atakowali   ją   ze   wszystkich   stron.   Ostro,   bezlitośnie. 

Wiedziała, że sprawa Northwest Bombera będzie roztrząsana w mediach. 

Ale   teraz   nie   miała   czasu   na   dyskusje   na   ten   temat.   Musi   uratować 

Kirstin. Czy ci ludzie tego nie rozumieją?

Ray opiekuńczym gestem ujął ją pod ramię i poprowadził przez tłum.

- Żadnych komentarzy. Panna Russo nie ma nic do powiedzenia - po-

wtarzał.

Drzwi   otworzył   im   Bruce.   Wyjrzał   ostrożnie   na   zewnątrz   i 

powiedział:

- Szybko przyjechaliście.

-   Nam   wydawało   się,   że   trwało   to   wieki   -   odparł   Ray,   ciągle 

osłaniając   Jane   przed   najbardziej   natarczywymi   dziennikarzami.   -   Od 

kiedy stoją tu te samochody?

- Pierwsze przyjechały wczoraj wieczorem. A później co chwilę ktoś 

tu przyjeżdżał.

Bruce wyglądał na bardzo zmęczonego, miał zaczerwienione oczy, 

był boso, a koszula wystawała mu ze spodni. Poszedł do kuchni zrobić 

kawę.

- Dzwoniłeś do szeryfa, żeby ich stąd usunął?

Bruce westchnął ciężko.

- Schilling niewiele może zrobić. Nie próbują wejść do domu, więc 

sam wiesz.

- Owszem, znam prawo - burknął Ray ze złością.

Bruce podał im kubki z kawą.

- Nic nowego na temat porywacza? - spytała Jane.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   261   —

-   Niewiele.   Kilku   potencjalnych   podejrzanych,   jedna   porzucona 

furgonetka. Próbujemy namierzyć właściciela.

- Chcę jeszcze raz porozmawiać z małą Brenner - powiedziała Jane.

Bruce pokiwał głową.

- Czemu nie? Spróbuj. Świetnie poradziłaś sobie z Lapinskim. Tak 

przy okazji, gratuluję, widziałem portret i... - urwał, bo do pokoju wszedł 

Josh Lemke.

Nieogolony, w szlafroku, z podkrążonymi oczami.

- Ach, to ty - mruknął na widok Jane. - Nie sądziłem, że jeszcze za-

szczycisz nas swoją obecnością.

Jane nie miała zamiaru się bronić.

- Witaj, Josh.

Ale Josh nie dawał za wygraną.

-   Skończmy   te   uprzejmości.   Nie   mogę   uwierzyć,   że   wyjechałaś 

rozwiązywać   jakąś   starą   sprawę,   która   mogła   chyba   zaczekać.   Jak 

mogłaś to zrobić?

-   Posłuchaj   -   odparła   Jane   -   naprawdę   robiliśmy   wszystko,   żeby 

zidentyfikować porywacza Kirstin.

- Doprawdy? Bo mnie się wydaje - Josh podniósł głos - że byliście 

zbyt zajęci szukaniem rozgłosu, żeby myśleć o mojej córce! Jeśli jesteś 

taka dobra, dlaczego nie potrafisz zrobić portretu tego drania?

-   Staram   się,   Josh.   Robię,   co   mogę.   Dziś   rano   jeszcze   raz 

przesłucham Crystal.

-   Jasne,   przesłuchuj   ją   do   upadłego...   Dlaczego   nie   potraficie 

odnaleźć mojej małej dziewczynki?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   262   —

Bruce tylko przewrócił oczami. Najwyraźniej zdążył się już przyzwy-

czaić do wybuchów Josha. Ale Ray postanowił działać. Chwycił ojca 

Kirstin pod ramię i pociągnął w kąt pokoju.

- Słuchaj, możesz się na nas wyżywać, ale to nie przyniesie twojej 

córce nic dobrego. - Usłyszała Jane.

- Co właściwie robicie, żeby ją odnaleźć? - spytał Josh przez łzy.

- Jechaliśmy  tu przez całą noc w zadymce i robimy, co w naszej 

mocy. Jesteśmy po twojej stronie. Rozumiesz to, Josh? Chcemy, żeby 

Kirstin wróciła do domu, tak samo jak ty.

Josh chwilę patrzył na Raya, a potem wybuchnął płaczem i opadł na 

kanapę przy oknie. Ray ściszył głos, więc Jane nie mogła rozróżnić słów, 

słyszała   jednak,   że   wypowiadał   je   łagodnym,   uspokajającym   tonem. 

Spojrzała na nich. Josh siedział zgarbiony na kanapie, a Ray nachylał się 

nad   nim,   trzymając   dłoń   na   jego   ramieniu.   Za   nimi   widniał   jasny 

prostokąt okna. Śnieg ciągle padał, pokrywając drogi, dachy i gałęzie 

drzew.   Zasłaniając   cały   świat.   Patrzyła   na   tych   dwóch   mężczyzn   i 

myślała, że każdy z nich jest samotny w swoim bólu.

- Przypomnij  mi,  żebym poszedł na urlop, kiedy to się skończy - 

szepnął Bruce do jej ucha.

Odwróciła się do niego.

- Jak się czuje Suzanne?

Potrząsnął głową.

- Może ty dodasz jej otuchy?

- Chętnie spróbuję - powiedziała z udawanym entuzjazmem.

Matka Kirstin siedziała w łóżku i niewidzącym wzrokiem patrzyła w 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   263   —

telewizor. Jej dłonie, białe i nieruchome, leżały na kołdrze. Miała tłuste 

włosy i podarty podkoszulek, jakby szarpała go w bezsilnym bólu.

Jane usiadła na brzegu łóżka i położyła dłoń na jej ręce.

- Suzanne?

-   Och,   to   ty...   Jesteś...   Wyglądasz   znajomo,   ale...   -   umilkła.   W 

telewizji jakiś mężczyzna z zapałem opowiadał, co najlepiej podać na 

świąteczny obiad: indyka czy szynkę; ziemniaki czy kluski.

- Jane Russo. Pamiętasz mnie? Chcę jeszcze raz porozmawiać z Cry-

stal,   bo   sądzę,   że   mogę   się   od   niej   dowiedzieć   czegoś   więcej   o 

człowieku, który porwał Kirstin.

- Naprawdę? - w głosie Suzanne nie było nadziei.

- Naprawdę. - Dziwne, ale Jane była teraz tego pewna, choć przed 

chwilą   sama   miała   wątpliwości.   Uścisnęła   dłoń   Suzanne.   -  Myślę,   że 

wkrótce odnajdziemy Kirstin.

Suzanne spojrzała jej w oczy.

- Naprawdę tak myślisz czy tylko tak mówisz?

- Naprawdę w to wierzę - zapewniła ją Jane. - Trzymaj się, Suzanne. 

Znajdziemy twoją córkę.

Ale czy nie znajdą jej za późno?

Skończył odśnieżanie podjazdów o dziewiątej, więc resztę dnia miał 

wolną. Mógłby iść na narty. Mógłby wraz z innymi amatorami białego 

szaleństwa szusować w dół zbocza w poszukiwaniu ukrytych w stoku 

zagłębień, gdzie śnieg był tak głęboki, że wzlatywał spod nart w wielkich 

chmurach.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   264   —

Ale   nie   miał   na   to   ochoty.   Przestało   go   to   interesować.   Teraz 

interesowało go tylko jedno. Postanowił dowiedzieć się czegoś o Jane 

Russo.

Zaparkował   pod   Hickory   House,   kafejką,   w   której   podawano 

śniadania,   i   wszedł   do   środka.   Wybrał   stolik   przed   telewizorem   i 

zamówił to, co zwykle: jajecznicę, tosty i bekon. Wydawał się spokojny, 

ale serce waliło mu jak młotem.

Nadawano właśnie Fox News, te same bzdury co zwykle: zdrowie i 

dieta, polityka, niepewna sytuacja na Bliskim Wschodzie. Jadł powoli i 

czekał.  W kafejce było prawie pusto.  Specjalnie  przyszedł  tu właśnie 

teraz, między porą śniadania a lunchem, kiedy znowu pojawią się tłumy 

ludzi.

Nadszedł   czas   na   wiadomości   z   kraju.   Jasnowłosa   dziennikarka 

mówiła o Yakima w stanie Waszyngton.

- Przywódca grupy terrorystycznej z Benton County Gerald Lapinski, 

znany jako Northwest Bomber, został otoczony w swoim domu przez 

policję i FBI. Zabarykadował się w domu, prawdopodobnie wraz z żoną, 

i   strzelał   z   okien.   Agenci   federalni   wstrzymali   ogień   ze   względu   na 

podejrzenie, że w domu mogą się znajdować także inne osoby. Wracamy 

teraz do Seattle, skąd Hodge Franklin poda więcej informacji na temat 

Geralda Lapinskiego. Hodge?

Poprawił okulary i zmusił się do jedzenia, starając się rozkoszować 

każdym kęsem. Nie wystraszy się tej całej Russo. Mowy nie ma. Uważał, 

że   to   nawet   ekscytujące.   Potraktuje   to   jako   wyzwanie.   Ujął   w   palce 

chrupiący plaster bekonu i odgryzł kawałek, nie odrywając wzroku od 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   265   —

ekranu telewizora.

Hodge Franklin, pomyślał z roztargnieniem i zaczął słuchać.

...tak   więc   Gerald   Lapinski   dokonywał   coraz   brutalniej   szych 

zamachów. Udawało mu się ukrywać tożsamość aż do chwili, kiedy - 

Hodge Franklin zawiesił głos - pewna kobieta obdarzona niezwykłym 

talentem   przesłuchała   mężczyznę   obdarzonego   niezwykłą   pamięcią 

wzrokową.   Ben   Forsberg,   właściciel   sklepu   sportowego,   został 

postrzelony w głowę przez Lapinskiego podczas napadu na sklep. Prze-

żył, co graniczyło z cudem. I zapamiętał twarz człowieka, który do niego 

strzelił.

Dobra,   dobra,   myślał,   kończąc   jajka.   Nadgryzł   kolejny   plaster 

bekonu. A co z tą Russo?

- Widzicie teraz państwo portret pamięciowy Geralda Lapinskiego, 

wykonany przez Jane Russo - powiedział Hodge, jakby go słyszał - na 

podstawie   opisu   Bena   Forsberga,   oraz   fotografię   Lapinskiego   z   jego 

prawa jazdy. Zdumiewające podobieństwo. - Hodge błysnął triumfalnym 

uśmiechem. - Trzydziestotrzyletnia Jane Russo z Denver wykonuje por-

trety pamięciowe przestępców. Tworzy je na podstawie opisów ich ofiar. 

Pomogła ująć wielu znanych zbrodniarzy, w tym także...

Hodge   musiał   przerwać,   bo   na   ekranie   pojawiło   się   zdjęcie   Jane 

Russo.

Przestał jeść i przez chwilę wpatrywał się uważnie w twarz kobiety, 

tak   żeby   wszędzie   mógł   ją   rozpoznać.   Ładna   blondynka,   szeroko 

rozstawione   oczy,   wysokie   kości   policzkowe,   zdecydowany   zarys 

podbródka.   Na   zdjęciu   wyglądała   poważnie,   patrzyła   gdzieś   w 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   266   —

przestrzeń.

Jane Russo. Z tego, co mówił Hodge, wynikało, że jest jakimś choler-

nym jasnowidzem. Aniołem zemsty. A teraz zajmuje się sprawą zaginio-

nej dwunastoletniej Kirstin Lemke.

Na ekranie pojawiła się Russo wychodząca z domu Lemke. Na jej 

pięknych miodowozłotych włosach lśniły płatki śniegu. Uśmiechała się, a 

za nią szedł wysoki mężczyzna o surowej twarzy.

Więc ona jest tutaj, w Aspen, parę kilometrów od miejsca, w którym 

właśnie siedział. Niesamowite.

- Wiemy z anonimowego źródła - mówił Hodge - że Jane Russo jest 

w tej chwili w drodze do świadka, którego przesłuchanie może stanowić 

przełom   w   sprawie   porwania   Kirstin   Lemke.   Będziemy   państwa   o 

wszystkim informować na bieżąco. Następne wydanie wiadomości Fox 

za godzinę. Hodge Franklin, na żywo, ze Seattle.

Zrozumienie   sensu   słów   Franklina   zajęło   mu   chwilę.   Russo 

przesłucha świadka... Przełom w sprawie...

Suka,   pomyślał,   czując,   jak   ogarnia   go   zimna   nienawiść.   A   zaraz 

potem strach. Wiedział, co musi zrobić.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   267   —

Rozdział 17

Byli wszędzie. Dziennikarze, fotoreporterzy, kamerzyści. Pod domem 

Lemke, na podjeździe, na drodze.

- Mój Boże - powiedziała Jane.

- Tak, kiepsko to wygląda - odparł Ray, kiedy mijali lotnisko, przed 

którym stał samochód z logo stacji telewizyjnej. No tak, są święta i do 

Aspen zjedzie mnóstwo sław. Dziennikarze postanowili przy okazji zła-

pać jakąś gwiazdę.

Media   nigdy   na   nic   mu   się   nie   przydały.   Z   wyjątkiem   kilku 

programów   w   stylu   „Kroniki   kryminalnej”.   Prasa   zawsze   potrafiła 

wszystko   spieprzyć.   W   tym   przypadku   ich   działania   mogły   być 

wyjątkowo szkodliwe. Wystarczy, żeby ten człowiek oglądał telewizję. 

Kirstin i tak znajdowała się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Było jeszcze za wcześnie, żeby jechać do Crystal, wstąpili więc po 

drodze do Grinellów. Tym razem Jane zaprosiła Raya do środka na kawę, 

mówiąc, że Gwen i George na pewno są w pracy.

Grinellowie   rzeczywiście   pojechali   już   do   restauracji,   ale   chłopcy 

byli w domu. Ray wszedł za Jane do salonu, który wyglądał tak, jakby 

przed   chwilą   przeszło   przez   niego   tornado.   Wszędzie   stało   mnóstwo 

brudnych naczyń, na podłodze leżały poduszki, buty narciarskie i czapki. 

Na ekranie włączonego na pełny regulator telewizora robot z kreskówki 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   268   —

raził wrogów laserem.

- Cześć, dzieciaki - powiedziała Jane i chłopcy odwrócili głowy. - 

Możecie trochę przyciszyć?

Przedstawiła Raya siostrzeńcom, którzy wstali i uścisnęli jego dłoń.

- Pan jest agentem FBI? - Kyle był zachwycony.

- Tak, to ja.

- Ma pan broń? - spytał Nicky.

- Mam.

- Rany. Można zobaczyć?

- Mowy nie ma.

Chłopcy opadli z powrotem na kanapę i zwrócili swoją uwagę na 

Jane.

- Widzieliśmy cię w telewizji, ciociu. Byłaś w Park City. To było 

niesamowite! Po co pojechałaś do Park City?

Kyle zaczął zmieniać kanały, Nicky próbował odebrać mu pilota.

- Mama i tata nigdy nam nie mówią, co robisz. - Kyle pchnął brata. - 

Powiedzieli tylko, że jesteś kimś w rodzaju artystki.

- To prawda. - Jane zwichrzyła włosy na głowie Nicky’ego.

- Ale rysujesz portrety złych ludzi - powiedział Nicky. - Super!

-   I   narysowałaś   tego   terrorystę.   I   teraz   oni   pojechali   do  niego   do 

domu, żeby go aresztować.

- Albo zabić - dodał Nicky z szatańskim uśmieszkiem.

- Nie chcą go zabić - orzekł Ray.

Kyle podrzucił pilota i złapał go w powietrzu; wyraźnie go nosiło.

- Znam Kirstin Lemke - powiedział w końcu.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   269   —

- Ja też - dodał Nicky.

- To znaczy, wiem, która to jest. Ze szkoły.

- Staramy sieją odnaleźć - powiedziała Jane.

- Wiem. Dlaczego nie narysowałaś portretu tego faceta, który ją po-

rwał, ciociu?

Jane spochmurniała.

- Próbowałam - odparła. - Dzisiaj jedziemy do Crystal Brenner, żeby 

dowiedzieć się czegoś więcej.

- Znam Crystal - skrzywił się Kyle. - Jej matka jest trochę tego... 

szurnięta.

Nicky zmarszczył brwi.

- Crystal jest w porządku.

- Cóż, teraz chcielibyśmy napić się kawy - powiedziała Jane. - W po-

rządku?

- Nicky nabałaganił w kuchni. - Kyle szturchnął brata.

- Odpieprz się - burknął Nicky, a potem szybko zakrył usta dłonią. - 

Przepraszam.

- Wiesz - powiedziała Jane - że nieładnie jest używać takich słów. A 

nie wydaje mi się, żeby było ci chociaż trochę przykro.

Nicky spuścił głowę.

- Naprawdę bardzo mi przykro, ciociu. Naprawdę - powiedział po 

chwili.

Jane kiwnęła głową.

- W takim razie przyjmujemy twoje przeprosiny.

- Będziesz z nami w święta? - spytał Kyle.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   270   —

- Nie jestem pewna - odparła. - To zależy od tego, co się wydarzy w 

sprawie Kirstin.

- Dzisiaj po południu pomagamy w restauracji, a potem jedziemy po 

choinkę. Ubierzesz ją z nami? - zapytał Nicky.

Boże Narodzenie, pomyślał Ray. Dobry Boże, już jutro jest Wigilia. 

Jak to się stało, że w końcu dopadły go święta? A tak się starał, żeby 

przeszły niezauważone. Nie kupił żadnych prezentów, nie wysłał kartek z 

życzeniami. Kilku krewnych, których miał, mieszkało na wschodzie, a on 

nigdy nie robił wiele, żeby pozostać z nimi w kontakcie.

- Poza tym, że robią mnóstwo hałasu, to dobre dzieciaki - powiedział 

później, w drodze do domu Crystal Brenner.

- Owszem - odparła Jane tęsknie. Kiedy dotarli na miejsce, zagryzła 

dolną wargę. - O Boże, mam nadzieję, że mi się uda.

Położył dłoń na jej ręce, nie mógł się powstrzymać.

- Poradzisz sobie. Na pewno.

Zadzwonili od Grinellów, więc Crystal już na nich czekała. Jej matki 

nie było. Dzięki Bogu, pomyślał Ray. Ale w domu i tak unosił się zapach 

trawy.

Crystal była równie chętna do pomocy jak poprzednio. Ray siedział 

w milczeniu na kanapie. Sherman  usadowił się  na jego stopach. Jane 

rozmawiała   z   dziewczyną   o   pogodzie,   nadchodzących   świętach, 

snowboardzie i mnóstwie innych rzeczy.

- O co poprosiłaś świętego Mikołaja? - spytała w końcu.

Crystal przewróciła oczami.

- Święty Mikołaj, jasne. Poprosiłam matkę o nową deskę.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   271   —

- Mam nadzieję, że ją dostaniesz.

- Pewnie kupi jaw komisie - odparła Crystal.

- Ja też zawsze miałam sprzęt z drugiej ręki - powiedziała Jane ze 

zrozumieniem.

Raya   zdumiewała   jej   zdolność   do   nawiązywania   kontaktu.   Skąd 

miała w sobie tyle zrozumienia i empatii? Skąd tak dobrze wiedziała, jak 

dotrzeć do ludzi?

Jane podała Crystal plastelinę i wyjaśniła, dlaczego chce jeszcze raz z 

nią porozmawiać.

- Byłaś bardzo dobrym świadkiem, najlepszym, i sądzę, że w twojej 

pamięci kryje się coś jeszcze. A nam wystarczy nawet najdrobniejszy 

szczegół, żeby złapać tego okropnego człowieka.

- Naprawdę bardzo się starałam. Powiedziałam wszystko, co udało mi 

się zapamiętać. Twarz, okulary, furgonetka. Widziałam to, ale wiesz, jak 

jest... Nie zwraca się uwagi na takie rzeczy, jeśli się nie wie, że mogą być 

ważne.

- Wiem, Crystal. Właśnie o to chodzi. Widziałaś to i wszystko jest w 

twojej głowie. Musimy to tylko wydobyć.

Teraz, kiedy odrzucił sceptycyzm, praca Jane robiła na Rayu duże 

wrażenie.   Był   zły   na   siebie,   że   zmarnował   tyle   energii   na   wyrażanie 

wątpliwości. Nigdy nie spotkał nikogo takiego jak Jane i żałował, że nie 

może spędzić z nią więcej czasu, chłonąc jej dobroć, troskę i cierpliwość. 

Żałował też, że nie pokazał jej się lepszej strony, jeśli jeszcze miał co 

pokazywać.

Tamtej   nocy...   Powinien   był   zostać   z   nią   do   rana.   Powinien   był 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   272   —

przyznać się przed sobą do tego, co czuje, a nie zamykać w skorupie jak 

żółw. Powinien był porozmawiać z nią o Kathleen. Otwarcie. Dojrzale.

Słuchał rozmowy Jane z Crystal, patrzył na nią i żałował, że to już 

niemożliwe.

Dziewczyna ugniatała plastelinę. Uformowała kulę, spłaszczyła ją i 

zgięła   na   pół.   Zauważył,   że   ma   obgryzione   paznokcie   z   resztkami 

niebieskiego lakieru.

- Dobrze - mówiła Jane. - Możesz jeszcze raz opisać samochód?

- Aha.

- Zamknij oczy i powiedz, co widzisz.

Crystal zamknęła oczy, cały czas ugniatając plastelinę.

-   Był   ciemnoczerwony.   Metalik.   Prawdopodobnie   było   to   lepiej 

widać, kiedy był nowy.

- Aha.

- Ford ranger?

- Tak. Brudny. Ubłocony.

- Pomyśl, Crystal. Czy miał jakieś wgniecenia? Rozbity reflektor? 

Zardzewiałe kołpaki czy coś w tym rodzaju?

- Hm. - Crystal zastanawiała się, jej oczy poruszały się lekko pod po-

wiekami. - Hm... był dość daleko. A ja nie byłam pewna, czy to Kirstin 

jest w środku. Dopiero później przyszło mi to do głowy. Ja i Melanie... 

byłyśmy skupione na tym, żeby wejść do autobusu.

- Wiem - powiedziała Jane łagodnie - ale udawajmy, że byłaś bliżej 

tej furgonetki. Teraz patrzysz prosto na nią.

- Dobrze. - Crystal odetchnęła głęboko. Rozluźniła się. - Hm... - za-

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   273   —

częła znowu. - Przednia szyba... mogła być pęknięta. Jakby miała taką... 

pajęczynę. Wiesz o co mi chodzi?

- Tak. A teraz wyobraź sobie, że obchodzisz samochód dookoła. Ten 

człowiek siedzi w środku. Ma szalik, czapkę i nasunięte na nią gogle. 

Okulary.   Nie   widzisz   go   dokładnie,   ale   widzisz   samochód.   Idziesz 

wzdłuż samochodu. Co widzisz?

- Błoto, brud, rysę, ale to może być tylko rysa w błocie. Jest ciemno-

czerwony.   Spłowiały.   Metalik.   Ma...   chyba   ma   taki   jakby   pasek   na 

boku...

- Wypukłość - podsunęła Jane.

- Aha.

- Teraz patrzysz na niego z tyłu. Widzisz coś?

- Właściwie nie widziałam go z tyłu. - Crystal nerwowo ugniatała 

plastelinę.

- A kiedy odjeżdżał?

- Nie, nie zwracałam na niego uwagi. Przykro mi, ale naprawdę nic 

nie pamiętam.

- W porządku, Crystal, świetnie sobie radzisz. Teraz wracasz i znowu 

widzisz samochód z przodu. Widzisz przód?

- Tak jakby... Widziałam pęknięcie na przedniej szybie. Z przodu nie 

był   taki   brudny   jak   po   bokach.   Miał   wielkie   opony   z   głębokimi 

żłobieniami... takie na śnieg.

- Dobrze. Coś jeszcze? Jakiś napis na drzwiach? Rdza?

-   Nie   pamiętam,   ale   mógł   być   trochę   zardzewiały.   Nie   wiem.   - 

Crystal była wyraźnie zdenerwowana.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   274   —

- Dobrze, świetnie ci idzie. Jesteś bardzo spostrzegawcza. Może po-

winnaś w przyszłości zostać artystką - powiedziała Jane uspokajająco.

- Naprawdę? - Crystal szeroko otworzyła oczy.

- Powinnaś zapisać się na zajęcia plastyczne. W szkole rysunku uczy 

Lottie Schilling, prawda?

- Chyba tak.

Ray   był   pełen   podziwu.   Jane   tak   szybko   podniosła   na   duchu 

sfrustrowaną nastolatkę.

- Zapisz się na jej zajęcia. Jest naprawdę świetna.

- Zapiszę się. Tak. Myślisz, że... To znaczy, ja uwielbiam rysować i 

tak dalej.

- Mogłabyś narysować ten samochód?

Crystal pokręciła głową.

- Ale pamiętasz, jak wyglądał.

- Trochę.

- Gdzie jesteśmy? Szłaś dookoła...

- Z przodu.

- Zgadza się. Maska nie była tak brudna jak reszta.

- Tak. Jaśniejsza. I lekko błyszczała. Dlatego pomyślałam, że to był 

metalik.

- Zamknij oczy. Spróbuj zobaczyć ten samochód.

Crystal posłusznie zamknęła oczy, cały czas ugniatając plastelinę.

- Ciągle jesteś z przodu, widzisz opony. Są zabłocone, prawda?

- Aha.

- Tablica rejestracyjna?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   275   —

Crystal zmarszczyła brwi.

- Nie widzę tablicy.

- Zderzak? Był chromowany?

- Nie, nie widzę zderzaka.

- Więc co widzisz?

Dziewczyna   wahała   się   przez   chwilę.   Zmarszczka   na   jej   czole 

pogłębiła się.

- Pług. Tak, widzę pług.

- Pług? Do odśnieżania?

Ray znieruchomiał.

- Aha. Kiedy wyjeżdżał z parkingu, omal nie zgarnął nim kilku osób.

- Jesteś pewna, że miał z przodu pług? - spytała Jane podniesionym z 

emocji głosem.

- Tak. Nie wiem, czemu wcześniej sobie tego nie przypomniałam.

- Nie szkodzi - odparła Jane. - Przypomniałaś sobie teraz.

Ray już wyciągnął komórkę.

Jane nie wiedziała, kto jest bardziej zadowolony: Ray czy Crystal. 

Patrzyła na niego, kiedy żegnał się z dziewczyną.

- Byłaś świetna - powiedział,  ściskając dłoń Crystal. - Kirstin  ma 

szczęście, że jesteś jej przyjaciółką.

Crystal uśmiechnęła się, ale w jej oczach pojawiły się łzy.

- Znajdźcie ją, proszę - wykrztusiła.

- Znajdziemy ją. Na pewno - powiedział.

Wyszli na zewnątrz. Śnieg przestał padać, niebo było szare i ciężkie, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   276   —

górskie szczyty kryły się chmurach.

- Ona naprawdę... - zaczęła Jane.

W tej chwili podszedł do nich mężczyzna z mikrofonem w ręce. Za 

nim szedł kamerzysta.

-   Panie   Vanover,   pani   Russo,   czy   mogliby   nam   państwo   udzielić 

informacji na temat porwania Kirstin Lemke?

- Żadnych komentarzy - rzucił Ray stanowczo. - Ani ja, ani pani Rus-

so   nie   mamy   nic   do   powiedzenia.   Zdajecie   sobie   sprawę   z   tego,   że 

narażacie życie dwunastoletniego dziecka?

Minął dziennikarzy, podszedł do samochodu i gestem pokazał Jane, 

żeby wsiadła.

- Cholerne sępy. Nie mają żadnych skrupułów - powiedział, siadając 

za kierownicą.

- Wiem. To okropne, ale...

Ray ostro wszedł w zakręt i Jane omal nie uderzyła o drzwi.

-   Powinienem   był   wiedzieć,   że   tak   będzie,   jeśli   zidentyfikujesz 

Lapinskiego.   Nie   powinienem   był   pozwolić   ci   rozmawiać   z   tym 

Forsbergiem.   Do   diabła   z   tym   wszystkim!   Trzeba   było   najpierw 

rozwiązać sprawę Kirstin.

- Udało mi się dzisiaj z Crystal, właśnie dlatego że wcześniej udało 

mi się z Benem - odparła Jane. - Czy ty to rozumiesz, Ray?

- A co to ma do rzeczy? - odparł gniewnie. - Wiem, że nagłośnienie 

tej sprawy w mediach może być bardzo niebezpieczne.

- Warto było zaryzykować.

- Naprawdę? - Spojrzał na nią.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   277   —

- Tak.

- Dobrze więc, niech tak będzie.

- A pług? Czy to nam nie pomoże?

Ray zjechał ze wzgórza, minął most i skręcił w stronę centrum.

- Owszem, to nam pomoże. Teraz przygwoździmy drania.

-   Boże!   -   wyszeptała   Jane,   nagle   przerażona.   -   Myślisz,   że   on 

odśnieża podjazd przed domem Lemke?

Ray uśmiechnął się ponuro.

-   Głowę   daję,   że   tak.   Odśnieżał   też   podjazd   Sanchezów, 

Weissmanów, ich wszystkich. Właśnie to łączy te sprawy.

- Czy to może być takie proste? Facet, który odśnieża podjazdy?

- Tak - odparł. - To zwykle jest bardzo proste.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   278   —

Rozdział 18

Ledwie przekroczyli próg domu Lemke, Bruce odciągnął ich na bok.

- Mam złe wieści - powiedział cicho.

Jane była pewna, że znaleźli kierowcę pługa. I ciało Kirstin... Oblał ją 

zimny pot.

- Co znowu? - warknął Ray.

Bruce westchnął ciężko.

- Jak tylko wyjechaliście od małej Brenner, dorwało ją CNN. Właśnie 

nadali informację o pługu na furgonetce. Wiedzą wszystko, co my.

- Chryste - mruknął Ray.

- Chyba wiecie, co to znaczy. - Jane z trudem panowała nad głosem. - 

Jeśli ten człowiek ma telewizor i słyszał wiadomości... - urwała. Oczywi-

ście, że wiedzieli, co to znaczy. Ona tylko powiedziała na głos to, co było 

oczywiste. - W porządku - wyszeptała, widząc ich spojrzenia. - Ale chy-

ba możecie jakoś powstrzymać media? Jeśli zrozumieją, że nadawanie 

takich informacji zagraża życiu Kirstin, to może przestaną? - Ale wie-

działa,   że   nie   ma   sposobu,   by   zamknąć   usta   dziennikarzom.   Lawina 

ruszyła i teraz już nic nie mogło jej powstrzymać.

Poszła   za   Rayem   do   kuchni,   gdzie   siedział   Josh   Lemke,   który 

najwyraźniej jeszcze nie widział wiadomości.

- Josh - zaczął Ray - powiedz mi coś o firmie, która odśnieża wasz 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   279   —

podjazd.

Josh pił kawę z dużego kubka.

- Nie korzystamy z usług żadnej firmy. Kiedyś korzystaliśmy, ale po-

tem pojawił się ten facet... - urwał i tak mocno zacisnął palce na kubku, 

że aż zbielały mu kostki. - Myślisz... Nie wiem, czy dobrze rozumiem... 

Myślisz, że ten Kevin...

- Kevin? - przerwał mu Ray. - Jaki Kevin? Powiedz mi wszystko, co 

wiesz.

-   Kevin   Smith   -   powiedział   Josh.   -   Tak,   Smith.   Wypisaliśmy   dla 

niego tylko jeden czek, ale pamiętam nazwisko. - Zerwał się z krzesła. - 

Jezu   Chryste!   On   jeździ   starą   czerwoną   furgonetką.   Teraz   sobie 

przypomniałem! Chcecie powiedzieć, że on ma Kirstin?

Ray   kiwnął   głową,   a   potem   chwycił   Josha   za   ramię   i   posadził   z 

powrotem na krześle.

- Josh, musisz się skupić. Masz adres tego Kevina Smitha? Numer 

telefonu?

- Nie, nie znam ani adresu, ani telefonu. On sam przyjeżdża. Pojawia 

się, jak zaczyna padać śnieg.

- Skąd wiesz, ile mu zapłacić?

- On... po prostu przyszedł do nas jakiś miesiąc temu, tuż przed Świę-

tem Dziękczynienia, i powiedział, że będzie odśnieżał podjazd za dwa-

dzieścia dolarów. Płaciliśmy  dwadzieścia pięć Mountain Maintenance, 

więc Suzanne powiedziała, że damy mu tę pracę, ale jeśli nie pokaże się, 

kiedy   trzeba,   to   znaczy   jeśli   zdarzy   mu   się   czasem   nie   odśnieżyć 

podjazdu, przestaniemy korzystać z jego usług.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   280   —

- Zostawił wizytówkę?

- Nie, ludzie, którzy zajmują się tu takimi rzeczami, tylko sobie dora-

biają.

- Świetnie - mruknął Ray.

- Czy zapłaciłeś mu choć raz tej zimy? - spytała Jane, która stała z 

Bruce’em tuż obok. - Może pod koniec listopada? Zostawił ci rachunek?

- Tak, w skrzynce na listy.

- Masz go jeszcze?

- Suzanne może go mięć. Ona płaci rachunki.

Bruce od razu ruszył w stronę sypialni. Sid Reynolds przeglądał w 

salonie   książkę   telefoniczną.   Canning,   który   cały   czas   siedział   przy 

swoim   elektronicznym   sprzęcie,   złapał   kurtkę   i   wybiegł   na   zewnątrz, 

żeby   dołączyć   do   agentów   przeczesujących   okolicę.   Prawdopodobnie 

inni   mieszkańcy   dzielnicy   również   korzystali   z   usług   Kevina   Smitha. 

Ktoś musiał coś o nim wiedzieć.

Jane spojrzała na ekran telewizora stojącego w rogu. Był wyciszony, 

więc prawie nic nie słyszała, ale zobaczyła swoje zdjęcie, a potem film, 

na   którym   wychodziła   z   Rayem   z   domu   Crystal.   Później   pokazano 

zdjęcia   z   akcji   w   Yakima,   a   na   końcu   fotografię   Lapinskiego   z   jego 

prawa jazdy i portret wykonany przez Jane poprzedniego dnia.

Lapinski, Smith. I Kirstin. Jak mogła choć na chwilę zapomnieć o 

Kirstin.

Bruce wrócił do kuchni z kartką papieru w ręce.

- To jest ten niby rachunek, który dał im Smith - powiedział, podając 

kartkę Rayowi. - Liczba odśnieżań razy dwadzieścia dolarów. Suzanna 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   281   —

mówi, że włożyła czek do koperty z jego nazwiskiem i zostawiła ją w 

skrzynce na listy, gdy znowu zaczął padać śnieg. Następnego dnia czeku 

już   nie   było.   Pamięta,   że   zajrzała   do   skrzynki,   bo   nie   chciała,   żeby 

listonosz przez pomyłkę zabrał kopertę.

Jane   spojrzała   na   rachunek.   Położyła   przy   tym   dłoń   na   ramieniu 

Raya, ale zaraz ją cofnęła, bo bała się, co pomyśli o tym Bruce. A Ray... 

nawet tego nie zauważył.

W   tym   momencie   pojawił   się   Kent   Schilling   z   kilkoma   swoimi 

pracownikami   i   funkcjonariuszami   policji   miejskiej.   Zostawił   paru 

mundurowych przed drzwiami i przy podjeździe, gdzie zbierało się coraz 

więcej dziennikarzy. Ustawiali się przed kamerami na tle domu i mówili 

coś do mikrofonów. Rozpętało się prawdziwe piekło, jakby ktoś dolał 

oliwy do ognia.

Ray wstał i odciągnął Jane na bok.

- Wiem, że jesteś wykończona - powiedział - ale może wykonałabyś 

dla mnie kilka telefonów? Potem ktoś odwiezie cię do siostry i będziesz 

mogła trochę odpocząć.

- Ale do kogo...

- Do innych ofiar. Do Lisy i Allie. I do Weissmanów. Masz numery. 

Dowiedz się, kto odśnieżał ich podjazdy. Zapytaj, czy coś pamiętają. Co-

kolwiek.   Może   używał   innego   nazwiska.   Może   ma   tu   telefon   na 

nazwisko, którego używał wcześniej. Wiem, że to mało prawdopodobne, 

ale warto spróbować.

- Zajmę się tym - powiedziała. - Ale moja komórka się rozładowała.

Ray sięgnął do kieszeni i podał jej swój telefon. Gdy wyciągnęła po 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   282   —

niego rękę, ujął jej dłoń i lekko ścisnął.

- Na pewno chcesz to zrobić?

- Na pewno. - Była zaskoczona, że jej głos brzmiał tak spokojnie. Jak 

to   możliwe,   że   wystarczył   dotyk   jego   palców,   by   zakręciło   jej   siew 

głowie?

Najpierw zadzwoniła do Allie. Allie nie pamiętała, kto odśnieżał pod-

jazd   przed   ich   domem   kilka   lat   temu,   ale   podała   Jane   numer   do 

Mammoth Ski Lodge, gdzie pracowała jej matka.

- Moja mama wszystko pamięta - powiedziała. - Myślicie, że to ten 

facet?

- To możliwe.

- Zadzwonisz do mnie, jak będziecie tego pewni?

- Oczywiście, kochanie.

Jane zadzwoniła do matki Allie, do ojca Lisy Turchelli, a potem do 

Weissmanów. W końcu wróciła do kuchni, gdzie Ray rozmawiał z Ken-

tem Schillingiem.

- Miałeś rację - powiedziała - te sprawy łączy kierowca pługa. Niejaki 

Kevin Smith. Odśnieżał podjazdy ich wszystkich. Wczesnym rankiem 

albo   późnym   popołudniem.   Co   miesiąc   zostawiał   ręcznie   wypisane 

rachunki w skrzynkach na listy. Pojawiał się, gdy tylko napadało trochę 

śniegu. Nikt nigdy do niego nie dzwonił. Nikt nie pamięta nawet, czy 

miał jakiś numer telefonu.

- Tajemniczy gość - mruknął Kent.

Ray spojrzał na Jane.

- Teraz mamy pewność. W sądzie będą to solidne dowody.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   283   —

- Jeśli go znajdziemy - odparła.

- Znajdziemy go - powiedział Ray.

- Na pewno - dodał Kent.

Nikt nie powiedział na głos tego, czego wszyscy się obawiali, czy 

znajdą   Kirstin   żywą.   A   zgromadzeni   przed   domem   dziennikarze   nie 

próżnowali. Z ich nadawanych na żywo relacji wynikało, że policja jest 

już bardzo blisko ujęcia porywacza. Jeśli Smith oglądał telewizję, było 

pewne, że zareaguje. Pozbędzie się Kirstin.

Jane nie dopuszczała do siebie tej myśli. Przez noc napadało prawie 

pół   metra   śniegu.   Smith   na   pewno   pracuje   od   świtu.   Nie   oglądał 

wiadomości. Może nawet nie ma telewizora. Boże, spraw, żeby nie miał 

telewizora.

- Wrócisz teraz do siostry? - spytał ją Ray.

- Och, nie, i tak nie odpocznę. Nie będę w stanie odpocząć, dopóki 

nie znajdziemy Kirstin.

- Nie możesz tyle pracować. - Ujął ją pod ramię i pociągnął w stronę 

Bruce’a.   -   Ja   wyspałem   się   wczoraj   w  samochodzie,   a   ty   prawie   nie 

zmrużyłaś oka.

- Ale...

-   Zrób   to   dla   mnie,   Jane,   dobrze?   Przynajmniej   spróbuj.   Włącz 

telefon, a ja zadzwonię do ciebie natychmiast, kiedy coś się wydarzy.

Myślała nad tym przez chwilę. Tak, Ray miał rację. Była kompletnie 

wykończona. W tym stanie nikomu na nic się nie przyda. Pojedzie do 

Gwen i spróbuje trochę się przespać.

- W porządku - powiedziała. - Ale obiecujesz, że zadzwonisz?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   284   —

- Obiecuję. - Uśmiechnął się, a Jane uświadomiła sobie, że oddałaby 

wszystko, by uśmiechał się tak do niej każdego dnia do końca życia. Ale 

zaraz   potem   posmutniała.   Marne   szanse,   Russo.   Kiedy   ta   sprawa   się 

skończy, pewnie już nigdy go nie zobaczysz. Kolejna porażka, a ostatnio 

poniosła tyle innych.

Ray   poprosił   Bruce’a,   żeby   postarał   się   zgubić   dziennikarzy   i 

pojechał do Grinellów dopiero wtedy, gdy będzie pewny, że nikt ich nie 

śledzi. Powiedział też, że w razie potrzeby poprosi szeryfa o postawienie 

przed   domem   Gwen   policjanta.   Pomógł   Jane   włożyć   płaszcz, 

odprowadził ją do drzwi i pogładził po policzku.

- Dziękuję, Jane. Byłaś fantastyczna.

- Zadzwoń do mnie - przypomniała mu.

- Zadzwonię.

Bruce uciekł przed dwoma samochodami, które zjechały za nimi na 

światłach   przy   Brush   Creek.   Przejechał   pasy   na   żółtym,   ostro   wziął 

zakręt,   a   potem   wyprzedzał   wszystko,   co   pojawiło   się   przed   nim   na 

drodze. Z ronda zjechał w Maroon Creek Road i skręcił w lewo. Był 

prawie kilometr przed dziennikarzami. Zgubił ich.

Chłopcy poszli do restauracji, a Gwen i George mieli wrócić dopiero 

po piątej. Może uda jej się trochę odpocząć. Włączyła komórkę do sieci i 

położyła się na łóżku, podciągając koc pod samą brodę. Wiedziała, że nie 

zaśnie, ale może przynajmniej poleżeć. Do czasu kiedy w sprawie Kirstin 

wydarzy się coś istotnego. Modliła się, by wydarzyło się to jak najszyb-

ciej. Ray obiecał, że zadzwoni.

Odwróciła głowę. Tak, położyła telefon tuż obok, na stoliku nocnym. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   285   —

W porządku. Teraz może zamknąć oczy. Nareszcie. Gdyby tylko serce 

przestało jej bić tak mocno... Gdyby tylko wiedziała, że Kirstin...

Usiadła gwałtownie na łóżku. Co... co się dzieje? Gdzie jestem?

Dzwonił telefon. Przypomniała sobie, że jest u Gwen, i zrozumiała, 

że jednak musiała zapaść w sen. Złapała komórkę.

- Obudziłem cię - powiedział Ray.

- Nie, nie, wszystko w porządku. Ja... Daj mi chwilę. Boże, jestem 

naprawdę wykończona. Co się stało? Znaleźliście...?

- Namierzyliśmy Smitha. Mniej więcej godzinę temu zadzwonił do 

nas   facet,   który   wynajmuje   jakiemuś   Smithowi   chatę   przy   drodze   o 

nazwie Little Annie’s.

- Boże, to niedaleko stąd. Na odludziu, ale dość blisko miasta. Ray, 

czy...

- Tak, właśnie tu jestem.

- Och! Znaleźliście Kirstin? Czy ona...?

- Nie, nikogo tu nie ma. Wygląda na to, że Smith słyszał wiadomości 

i zwiał.

- O Boże...

- Wiedzieliśmy, że to może się stać.

- Czy coś... cokolwiek... wskazuje, że Kirstin jeszcze żyje?

- Nie ma żadnych śladów tego rodzaju przemocy. A wiemy już, gdzie 

ją przetrzymywał. Wolałbym nie wchodzić w szczegóły.

-   Tak,   nie   rób   tego.   -   Jane   nie   chciała   słuchać   o   sznurach   i 

zaplamionym materacu.

- Słuchaj, jestem prawie pewny, że Kirstin żyje, a w każdym razie 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   286   —

żyła   jeszcze   kilka   godzin   temu.   Piec   jest   ciepły,   zakładamy   więc,   że 

Smith wyjechał stąd niedawno. Tak przynajmniej uważa Schilling.

- Tak, on wie. - Kent miał taki piec w domu.

- Szukamy Smitha i jego furgonetki. Niestety nie ma samochodu, a w 

każdym  razie   forda   rangera,   zarejestrowanego   w   Utah,   Kalifornii   czy 

Kolorado na Kevina Smitha.

- Może zarejestrował samochód na kogoś innego. Albo w innym sta-

nie. W Kansas, Nebrasce, Arizonie, Nowym Meksyku. Wystarczy, że ma 

skrzynkę pocztową.

-   Wiem.   Tak   czy   inaczej,   trudno   mu   będzie   wyjechać   z   doliny. 

Wysłaliśmy już listy gończe.

- Znajdziecie go, Ray. Wiem, że go znajdziecie.

- Na pewno. Muszę już kończyć. Chciałem ci tylko powiedzieć, co 

nowego.

- Dziękuję. Ale może mogłabym coś zrobić?

- Nie. Zrobiłaś już i tak bardzo dużo. A tak przy okazji, ciągle jesteś 

tam sama?

- Tak. Ale nie ma problemu.

- Na pewno?

- Na pewno.

-   Masz   numer   mojej   komórki.   Dzwoń,   gdybyś   czegokolwiek 

potrzebowała.

- Dobrze. Powodzenia, Ray. Daj mi znać, jak tylko odnajdziecie Kir-

stin.

Cała rodzina  Grinellów ściągnęła do domu  tuż po szóstej, wraz z 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   287   —

ogromną choinką. Wszyscy mówili jednocześnie, Gwen uścisnęła siostrę 

i   pobiegła   do   garażu   po   pudło   z   ozdobami   choinkowymi.   Jane 

postanowiła   w   duchu,   że   jeśli   kiedykolwiek   założy   własną   rodzinę, 

postara   się   robić   wszystko   w   normalnym   tempie.   Boże   Narodzenie 

powinno   być   czasem   spokoju,   ciepła   i   radości,   a   nie   wyścigiem 

szczurów.

George postawił pudła z ozdobami na kanapie w salonie, a Gwen 

włożyła do piekarnika brytfankę z pieczenia. Przygotowała ją wcześniej 

w restauracji. Naprawdę świetnie zorganizowana.

Chłopcy   szturchali   się   i   popychali,   kłócąc   się,   który   ma   zawiesić 

lampki na choince.

- Ja to robię co roku! - wrzeszczał Kyle. - Mamo, powiedz, że ja mam 

to zrobić! Mamo!

- Dupek! - odciął się Nicky.

- Dość tego - warknął George.

W tle brzęczał telewizor  nastawiony  na program z Denver. Mniej 

więcej   co   dziesięć   minut   podawano   informacje   z   Aspen.   Najpierw 

podano, że Smith został zatrzymany w chacie przy Little Annie’s Road. 

Potem nastąpiło sprostowanie. W wiadomościach z kraju ciągle mówiono 

o   akcji   w   Yakima   i   o   Lapinskim.   Pokazano   sfilmowane 

długoogniskowym   obiektywem   sceny   pod   farmą.   Spekulowano,   czy 

federalni zdecydują się na atak. „Ta patowa sytuacja może się ciągnąć 

całymi tygodniami” - oznajmił dziennikarz.

Cudownie, pomyślała Jane. Coraz bardziej bolała ją głowa.

- Jane! - zawołał George z salonu. - Znowu jesteś w telewizji! I jakiś 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   288   —

VIP, który przyjechał tu na święta, Kyle, jeszcze raz nadepniesz na te 

lampki, a spędzisz Boże Narodzenie w swoim pokoju.

- Zastanawiam się czasem, jak ja to wytrzymuję - westchnęła Gwen. 

Zajrzała do piekarnika, a potem pobiegła posortować pranie.

Dom   wariatów,   pomyślała   Jane.   Gwen,   oczywiście,   nie   pozwoliła 

sobie pomóc.

- Znaleźli już Kirstin? - zawołał Nicky, wybiegając z kuchni.

- Jeszcze nie - powiedziała Jane do jego pleców.

- Oni uważają, że to świetna sprawa - mruknęła Gwen - Są za młodzi, 

żeby rozumieć, co się dzieje. Wiedzą, że ich koleżanka jest w niebezpie-

czeństwie,   ale   są   zachwyceni,   bo   mogą   wydzwaniać   do   przyjaciół   i 

chwalić się, że ta Jane Russo z telewizji to ich ciotka.

Jane oparła się o kuchenny blat i założyła ręce na piersi.

- To chyba normalne w tym wieku

- Czasami są naprawdę męczący... Czasami zastanawiam się... czynie 

lepiej   byłoby   mieć   córki?   Może   wtedy   nie   musiałabym   tak   się 

zamartwiać. Chociaż, jak to mówią? Jeśli masz syna, martwisz się tylko o 

jednego ptaszka w dzielnicy, a jeśli masz córkę, martwią cię wszystkie 

ptaszki... - Gwen urwała i zagryzła dolną wargę, dokładnie w taki sam 

sposób, jak robiła to Jane. - Och, przepraszam. To znaczy... wiem, że 

zawsze ci się wydawało... że zostałaś... no wiesz... zgwałcona.

- Wydawało mi się? - Jane wyprostowała się.

Gwen spojrzała na nią spod oka i wzruszyła ramionami.

- No dobrze, to i tak już za długo trwa. Mama powiedziała mi, co mó-

wiłaś o Rolandzie. A może to nie był Roland, tylko Scott. Albo jeszcze 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   289   —

ktoś inny. Na przykład Kent. Hm. Może gwałciciel po prostu podniesie 

rękę?

Jane poczuła się, jakby siostra uderzyła ją w twarz. Drżała na całym 

ciele.   Nigdy   nie   rozmawiały   o   tamtej   wycieczce   w   góry,   choć   Jane 

domyślała się, że matka omówiła to z Gwen. Ale dowiedzieć się o tym w 

taki sposób... Znosić to niedowierzanie i szyderczy ton... Podejrzenie, że 

wszystko sobie wymyśliła...

- Nie do wiary. - W drzwiach stanął George. - Jane znowu jest w tele-

wizji. Moja szwagierka gwiazdą. Kto by pomyślał? - Wszedł do kuchni, 

najwyraźniej nie wyczuwając napięcia. - Naprawdę się cieszę, że do nas 

przyjechałaś, Jane. To straszne, co przytrafiło się biednej Kirstin, ale tak 

miło   cię   widzieć.   Rozmawialiśmy   o   tym   dzisiaj   w   drodze   do   pracy. 

Chcemy, żebyś została u nas na święta. Bez względu na to, jak skończy 

się ta okropna sprawa, chcemy, żebyś pobyła trochę z nami. Jutro zjemy 

razem   kolację.   Będziemy   my   we   czwórkę,   Hannah   z   Rolandem   i 

Schillingowie.   I   Scott,   nie   powinienem   zapominać   o   naszym   złotym 

chłopcu,   i   jeszcze   paru   przyjaciół.   Spotykamy   się   w   Wigilię.   Gwen, 

powiedz Jane, że tym razem jej także to nie ominie.

- Sam świetnie sobie poradziłeś - powiedziała Gwen chłodno.

George, który nadal niczego nie zauważył, położył rękę na ramieniu 

szwagierki.

Drgnęła   i   odsunęła   się   gwałtownie.   Nie   potrafiła   się   opanować. 

Mruknęła coś pod nosem i uciekła do swojego pokoju.

Do diabła z Gwen, powtarzała w myślach. Do diabła z George’em. A 

potem   spróbowała   spojrzeć   na   to   z   punktu   widzenia   siostry.   Czemu 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   290   —

Gwen miałaby jej wierzyć? Jane nie potrafiła nawet wskazać mężczyzny, 

który   ją   zgwałcił.   Gdyby   nie   lata   pracy   z   młodymi   skrzywdzonymi 

dziewczętami,   sama   nigdy   by   nie   uwierzyła,   jak   głęboko   sięgają 

mechanizmy obronne ludzkiego umysłu.

Kto   to,   u  diabła,   był?  Który   z   tych   mężczyzn   wśliznął   się   do   jej 

namiotu   tamtej   nocy   i   odebrał   jej   godność   i   niewinność?   Prawie   go 

widziała, prawie... Cholera, dlaczego nie potrafi sobie przypomnieć jego 

twarzy?

Zacisnęła zęby. Miała ochotę krzyczeć. Do pokoju zapukała Gwen i 

zaczęła ją prosić, żeby wyszła.

- Jane, bardzo cię przepraszam. Jestem tak samo głupia jak ci dwaj 

smarkacze.   Ale   mam   teraz   tyle   problemów.   Święta,   restauracja   i   tak 

dalej... Jane?

- Tak?

-   Wybaczysz   mi?   Porozmawiamy   o   tym?   Powinnyśmy   o   tym 

pogadać już dawno temu.

Jane   spojrzała   na   zamknięte   drzwi,   a   potem   wzięła   płaszcz   i 

rękawiczki i wyszła.

- Co ty robisz? Wyjeżdżasz?

- Nie, Gwen - odparła. - Idę tylko na spacer przed kolacją. W porząd-

ku?

- Jesteś pewna? To znaczy... Posłuchaj, jesteś moją siostrą, moją małą 

siostrzyczką. Naprawdę chcę z tobą porozmawiać. Jane.. kocham cię i 

bardzo za tobą tęskniłam - Podeszła i objęła Jane. - Zostaniesz na święta, 

prawda?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   291   —

Jane kiwnęła głową.

- Postaram się. Ale teraz potrzebuje trochę świeżego powietrza.

- To wszystko moja wina.

- Nie, to nie twoja wina. Jestem spięta, bo martwię się o Kirstin. Od 

tygodnia żyję w napięciu. Muszę się trochę przejść.

Wyszła z domu. Głosy chłopców cichły za jej plecami. Chciała zapo-

mnieć o tym, co stało się przed chwilą w kuchni. Przystanęła, spojrzała w 

niebo i wciągnęła w płuca czyste zimne powietrze.

Gwen   chce  z   nią   porozmawiać.   Po   tylu   latach.   Może   jest   jeszcze 

nadzieja dla tej rodziny.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   292   —

Rozdział 19

Smith widział, jak wychodziła z domu. No, no. Nie mógł uwierzyć w 

własne szczęście. Dokąd ona się wybiera? Szła szybkim, zdecydowanym 

krokiem. Spieszy się na spotkanie? Rozejrzał się. Nie, nie ma żadne go 

człowieka ani samochodu.

Przekręcił   kluczyk   w   stacyjce   i   wstrzymał   oddech.   Usłyszała? 

Zauważyła go?

Było ciemno, prawie jej nie widział. Wrzucił jedynkę i, nie włączając 

świateł,   ruszył   za   nią   w   dół   ulicy.   Na   siedzeniu   obok   mała   Lemke 

poruszyła się niespokojnie. Spojrzał na nią i znieruchomiała. Budziła w 

nim obrzydzenie.

A ta druga... Nie była w jego typie. Zbyt agresywna, zbyt pewna 

siebie. Niebezpieczna.

Jakiś   samochód   nadjechał   z   naprzeciwka.   W   jego   światłach   przez 

chwilę widział ją wyraźnie. Zachowując bezpieczny dystans, jechał za 

nią, zastanawiając się, dokąd zmierza, dlaczego opuściła ciepły, jasno 

oświetlony dom.

Nie spojrzała za siebie ani razu. Do czasu, kiedy znalazł się tuż obok 

niej. Nachylił się nad dziewczyną i opuścił szybę w oknie.

- Wsiadaj - powiedział.

Zatrzymała się i chciała coś powiedzieć, a potem nagle zrozumiała.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   293   —

- Wsiadaj - powtórzył.

Wyjął   nóż   i   przytknął   go   do   gardła   dziewczyny,   która   siedziała 

związana   obok   niego.   Postarał   się,   żeby   światło   latarni   odbiło   się   w 

ostrzu.

- Wsiadaj albo ją zabiję.

Przez   chwilę   bał   się,   że   kobieta   zacznie   krzyczeć   albo   uciekać, 

przycisnął   więc   nóż   do   szyi   dziewczyny,   która   pisnęła   cicho,   jak 

zarzynany królik. Kobieta zawahała się i podniosła dłoń, jakby chciała go 

powstrzymać,  a potem ruszyła w stronę samochodu.  Kobiety  są takie 

głupie.

Sześć po dziewiątej do Raya zadzwoniła kobieta, która przedstawiła 

się  jako Gwen Grinell.  Przez chwilę  zastanawiał  się,  kto to,  a potem 

jednak przypomniał sobie nazwisko. Siostra Jane, oczywiście.

- Tak się denerwuję - mówiła. - Jane wyszła na spacer, chyba koło 

siódmej, i jeszcze nie wróciła.

- Chwileczkę, nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem - odparł. - 

Wyszła na spacer o siódmej wieczorem? Po zmroku?

- Tak, powiedziała, że idzie się trochę przejść, ale minęło tyle czasu, 

a George powiedział, że...

- George?

- Mój mąż. Powiedział, że ten rozgłos... Może dziennikarze ją dopadli 

albo...

- Dwie godziny temu? Wyszła dwie godziny temu?

- Tak. Och, tak się martwię. Nie powinnam była...

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   294   —

- W porządku, pani Grinell, to znaczy Gwen, zostań w domu. Zaraz 

taro będę.

Nie   miał   żadnych   wątpliwości.   Nie   potrzebował   dowodów.   Był 

pewny, że to Kevin Smith. Sukinsyn dopadł Jane.

Jak, u diabła, ją znalazł? - zastanawiał się gorączkowo.

Smith musi być przerażony, w przeciwnym razie nie porwałby jej. 

Nie   pasowała   do   schematu.   Nie   należała   do   bezradnych   młodych 

dziewcząt, na jakie polował. Tak, facet jest zdesperowany. Wie, że go 

szukają. Czy chce użyć Jane jako zakładniczki?

Pędził   autostradą   jak   szaleniec,   ściskając   kierownicę   drżącymi 

rękami. Zanim jechały dwa samochody, z szeryfem, dwoma policjantami 

i dwoma agentami FBI

Jasno oświetlony dom Grinellów wyglądał tak pogodnie. A powinien 

płonąć, drżeć w posadach, zamiast stać spokojnie na ośnieżonym zboczu 

góry.

Gwen otworzyła drzwi, zanim zdążył zapukać. Weszli do pachnącego 

sosną salonu. W kącie stała na wpół ubrana choinka.

- Kent! - krzyknęła Gwen. - Gdzie ona jest? Znaleźliście ją?

- Uspokój się. Nie wiemy nawet, czy...

Gwen opadła na kanapę i ukryła twarz w dłoniach.

- To moja wina. Nie powinnam była...

- Spokojnie, kochanie - powiedział George.

Chłopcy, bardzo bladzi, siedzieli nieruchomo na fotelach.

- Pani Grinell... Gwen - powiedział Ray - zacznijmy od początku. 

Opowiedz mi dokładnie, co się stało.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   295   —

Opowiedziała   mu   wszystko,   płacząc.   Pokłóciły   się.   Nagle   Jane 

postanowiła pójść na spacer.

- Czekałam i czekałam - mówiła Gwen. - A potem zrobiło się tak 

późno.   Zajrzałam   do   pokoju   gościnnego,   żeby   zobaczyć,   czy   wzięła 

komórkę.   Ale   komórka   leżała   na   stoliku,   więc   nie   mogłam   do   niej 

zadzwonić. George wyszedł i objechał okolicę. Nie znalazł jej. Wtedy 

zadzwoniłam do was. O Boże, gdzie ona jest?

Kent   rozmawiał   z   Grinellami,   a   Ray   zaczął   wydawać   rozkazy. 

Spokojny   i   opanowany   profesjonalista.   Na   zewnątrz.   Blokady,   opis 

samochodu i opis Smitha. Wiedział, co robić. Ale nie mógł opanować 

koszmarnych   myśli,   które   pojawiały   się   w   jego   umyśle.   Nie   potrafił 

opanować strachu.

Nie mieli  wiele czasu. Ale trochę mieli,  bo Smith  musiał  znaleźć 

jakieś bezpieczne miejsce, zanim zrobi to, co zamierzał zrobić. Jane. I 

Kirstin.

Ray słyszał bezlitosne tykanie zegara. Mijały cenne sekundy.

Nie Jane, myślał z trwogą.

Kazał jej  prowadzić. Musiał,  bo nie mógł  kontrolować jej tak jak 

Kirstin, która była związana. Usiadł między nimi i przyłożył nóż do szyi 

dziewczyny.

Śmierdział potem i olejem silnikowym. Miał na sobie poplamione 

spodnie, flanelową koszulę i ciężkie buty.

- Skręć tutaj - powiedział, wskazując kierunek nożem.

Jane   rozejrzała   się   nerwowo.   Do   głowy   przychodziło   jej   sto 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   296   —

szalonych pomysłów na minutę. Spróbuj wytrącić mu nóż. Wjedź w inny 

samochód w drzewo albo do rowu. Zrób cokolwiek, byle przerwać tę 

podróż, bo u jej kresu czeka śmierć.

Unikał   głównych   dróg;   musiał   się   domyślić,   że   policja   je 

zablokowała.   Jane   miała   nadzieję,   że   ktoś   wreszcie   się   domyśli,   że 

została porwana. Ktoś na pewno na to wpadnie. Może Ray?

Kiedy   Gwen   zacznie   się   niepokoić?   Czy   ona   albo   George   już   do 

kogoś zadzwonili? Czy ktoś już wie? Czy zaczęli jej szukać?

Próbowała się skupić, prowadząc furgonetkę zaśnieżoną drogą: w dół 

Cemetery   Lane,   przez   rzekę,   a   za   mostem   dwupasmową   szosą 

równoległą do drogi numer 82. Niewiele samochodów. Zaledwie kilka 

nadjechało z naprzeciwka, szybko ich mijając.

Ten człowiek nie był głupi. I znał okolicę.

- Teraz w prawo - rozkazał.

Lenado Road. Dokąd on jedzie? A Kirstin? Jane nie mogła zobaczyć 

dziewczynki, bo Smith całkowicie ją zasłaniał. Ale wiedziała, że Kirstin 

żyje.

Spraw, żeby porywacz zaczął się z tobą identyfikować, poczuł, że 

jesteś człowiekiem, tak jak on. Wiedziała, co powinna robić: rozmawiać 

z potworem.

Wjechała w Lenado Road, ciemną i obcą. Minęła kilka starych rancz 

i nowych rezydencji miejscowych bogaczy.

- Nazywasz się Kevin Smith, tak? - zaczęła.

- Zamknij się.

- Mógłbyś nas tu wypuścić i odjechać. Przecież nie mogłybyśmy cię 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   297   —

zatrzymać.

- Zamknij się i jedź.

Kirstin   zaczęła   płakać.   Jane   chciała   dodać   jej   otuchy,   ale   nic   nie 

mogła zrobić. Jak długo jeszcze Kirstin to wytrzyma?

Boże, zachowała się tak głupio. Złamała wszystkie reguły. Zawsze 

trzeba   stawiać   opór,   starać   się   za   wszelką   cenę   uniknąć   porwania: 

krzyczeć, wierzgać, kopać, uciekać, nawet ryzykując życie, bo w rękach 

porywacza szanse na przeżycie spadają niemal do zera. Ale była jeszcze 

Kirstin, więc zasady uległy zmianie. Smith nie miał już nic do stracenia, 

co dawało mu przewagę. W razie zagrożenia zabiłby dziewczynkę bez 

chwili wahania.

Ile   już   przejechali?   Dziesięć   kilometrów?   Piętnaście?   Nie   miała 

pojęcia,   od   lat   tędy   nie   jechała.   W   dodatku   było   ciemno;   reflektory 

furgonetki oświetlały białe pola, drzewa, od czasu do czasu jakiś dom.

Myśl, myśl.

Jak go obezwładnić? Mogłaby gwałtownie skręcić, zjechać z jezdni w 

nadziei, że Smith uderzy się w głowę. Ale przypomniała sobie, że wzdłuż 

drogi ciągnie się urwisko. Gdyby samochód runął w dół, żadne z nich 

mogłoby nie przeżyć. Co robić?

Kirstin jęknęła cicho.

- Zamknij się - rzucił ostro Smith.

Samochód dudnił na pustej drodze, podskakując od czasu do czasu na 

jakiejś nierówności. Jane z trudem manewrowała kierownicą, w furgonet-

ce było ciasno. Poprzedniej nocy też jechała w ciemności drogami Utah i 

Kolorado, ale teraz wszystko było zupełnie inaczej.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   298   —

- Dokąd jedziemy? - spytała.

- Nie twoja sprawa.

- Moja siostra będzie się o mnie...

- Zamknij się i jedź.

Myśl, powtarzała sobie w duchu. Myśl, bo inaczej zginiesz.

Ray   nadludzkim   wysiłkiem   woli   opanował   ogarniającą   go   panikę. 

Ubranie miał sztywne od wyschłego potu. Jedna powieka lekko drgała, 

ręce   trzęsły   się   po   niezliczonych  filiżankach   kawy,  którą   Gwen  poiła 

jego, Bruce’a i Kenta.

Chłopcy zostali wysłani do łóżek. Pewnie teraz podsłuchiwali pod 

drzwiami, śmiertelnie przerażeni. Gwen płakała cicho na kanapie, mąż 

siedział przy niej, obejmując ją ramieniem. George Grinell. On także brał 

udział w tej wycieczce, o której opowiadała Jane. Może to właśnie on ją 

zgwałcił. Może to jego twarzy Jane nie może sobie przypomnieć. Czy o 

to się pokłóciły? Czy dlatego Jane wyszła z domu?

George miał miłą powierzchowność, był wysoki, lekko łysiejący na 

czubku   głowy.   Kiedyś   mógł   być   bardzo   przystojny.   Typ   czarusia, 

bawidamka   Może   w   głębi   duszy   cieszy   się,   że   Jane   zniknęła   i   jego 

brudny sekret nie wyjdzie na jaw.

Jane.   Wszyscy   w   dolinie   szukali   furgonetki   z   pługiem.   Policja 

stanowa i miejscowa, pracownicy biur szeryfów z trzech hrabstw, FBI. 

Wszystkie   większe   drogi   zostały   obstawione.   Nawet   pracowników 

wyciągów postawiono w stan gotowości. Jeden z nich znalazł w biurze 

firmy kopię biletu sezonowego Smitha ze zdjęciem. Ale fotografia była 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   299   —

bardzo kiepskiej jakości.

Nikt nie miał cienia wątpliwości, że Smith porwał Jane. Ale jak do 

niej dotarł? Czyżby jeździł za nimi przez cały dzień?

Zadzwoniła komórka Bruce’a. Odebrał telefon i odszedł na bok. Roz-

mowa była krótka. Po chwili Bruce rozłączył się i pokręcił głową.

- Przeczesali chatę Smitha, zapieczętowali wszystko, co po sobie zo-

stawił. Teraz wyślą to do analizy.

- Znaleźli coś nowego? - spytał Ray. - Cokolwiek?

- Nic, z czego mogłoby wynikać, gdzie on teraz jest.

- Musi coś być... Coś, co przeoczyliśmy.

- To sprytny facet.

Ale ja jestem sprytniejszy, pomyślał Ray. Muszę być.

Nie było sensu wypytywać dalej Grinellów. Nic nie wiedzieli. Nic 

poza tym, że Jane włożyła buty, płaszcz i rękawiczki i wyszła na spacer.

Nie był w stanie dłużej przebywać w tym domu.

- Wychodzę - powiedział do Kenta. - Muszę się przewietrzyć.

Noc   była   zimna   i   bardzo   ciemna.   Śnieg   ledwie   odbijał   światła 

gwiazd,   choć  tu   było  ich   widać   znacznie  więcej   niż   w  pochmurnym, 

deszczowym Seattle. Podszedł do samochodu i oparł dłonie o dach, tak 

zimny,   że   niemal   parzył.   Przytknął   czoło   do   lodowatego   metalu   i 

oddychał głęboko.

Jane. Gdzie jesteś? Co on ci zrobił?

Smith   to   przestępca   kierujący   się   popędami,   których   nie   potrafi 

kontrolować. Przestępcy nigdy nie są tak inteligentni, jak im się zdaje. 

Planują wszystko bardzo dokładnie: kto, co, gdzie, kiedy i jak. Planują 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   300   —

miesiącami, czasem nawet latami. Ale kiedy już zrealizują swój plan, 

zawsze okazuje się, że cos spieprzyli. Zostawili za sobą jakiś ślad. Smith 

założył, że żadna z dziewcząt nie zauważy pługa. Pewnie teraz zachodzi 

w głowę, jak Jane zdołała go namierzyć. Chyba że już mu powiedziała. 

Bo ją do tego zmusił.

Cholera. Co przeoczyliśmy?

Próbował postawić się na miejscu Smitha. Tak, Smith jest chory, ale 

kieruje się logiką.

Gdzie zabrał swoje ofiary? Gdzieś, gdzie będzie się czuć bezpieczny. 

W  jakieś  ustronne   miejsce,   gdzie  nikt  mu   nie  przeszkodzi.  Nie  może 

opuścić   doliny,   bo   drogi   są   zablokowane,   a   policja   szuka   jego 

samochodu.

Jest kilka prywatnych dróg, które prowadzą do rezydencji wyposażo-

nych w najnowocześniejsze systemy alarmowe. Smith nie zdołałby więc 

dostać się do środka, nawet gdyby stały puste. Gdzie więc mógłby się 

ukryć? I ile jeszcze czasu upłynie, zanim drań postanowi zabić Kirstin i 

Jane?

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   301   —

Rozdział 20

Było   już   po   północy.   Od   czasu,   kiedy   wyszła   od   Grinellów 

„zaczerpnąć   trochę   świeżego   powietrza”,   minęło   pięć   godzin.   Gwen 

musiała już zgłosić zaginięcie siostry. Musiała. A może uznała, że Jane 

nie wróciła, bo była na nią wkurzona? Może rodzina Grinellów poszła 

spokojnie spać, nie zwracając uwagi na dziecinne zachowanie cioci Jane?

Nie wiedziała, gdzie dokładnie są, jak daleko zajechali Lenado Road. 

Spojrzała na licznik, ale był zepsuty. Nagle Smith kazał jej skręcić w 

długi   podjazd,   który   prowadził   do   drewnianego   domu   na   zboczu, 

otoczonego kamiennym murem i rzędem srebrnych świerków.

Do kogo należy ten dom? Do jakiegoś bogacza, który nie przyjechał 

do  Aspen  na  święta,   bo  spędza  je na  Bermudach   albo  w  Paryżu  czy 

Bangkoku?   Pewnie   Smith   świadczył   tu   swoje   usługi,   znał   ten   dom   i 

wiedział,   że   będzie   pusty.   Aby   dokładnie   odśnieżyć   podjazd,   musiał 

podjeżdżać   pod   same   drzwi   garażu,   znał   więc   kod   i   wiedział,   jak   je 

otwierać.

Czy zostawi furgonetkę w garażu? Nie, kazał jej objechać garaż i 

stanąć za domem; wszystko miał zaplanowane. Nawet gdyby ktoś zajrzał 

do   garażu,   nie   domyśli   się,   że   samochód   stoi   za   nim.   Nikt   się   nie 

domyśli, że tu są. Nikt.

Kazał   im   wysiąść   z   furgonetki.   Cały   czas   trzymał   nóż   tak,   żeby 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   302   —

dobrze go widziały. Wystukał numer przy drzwiach garażu, które zaczęły 

się   powoli   otwierać.   Wepchnął   je   obie   do   środka,   poprowadził 

korytarzem do kuchni i dalej do salonu, gdzie paliła  się lampa, która 

zapewne sama   włączała się   i  wyłączała o  odpowiednich  porach.  Jane 

była   tak   spięta,   że   z   trudem   oddychała.   Spojrzała   na   Kirstin.   Biedne 

dziecko było zupełnie odrętwiałe ze strachu. Poruszała się jak manekin, 

bez słowa wypełniała rozkazy. A żebyś sczezł w piekle, Smith.

Jane usiadła na skórzanej kanapie i objęła Kirstin. Salon był urządzeń 

w rustykalnym stylu: dywany  Indian Navaho, ciężkie  skórzane meble 

ściany   z   drewnianych   bali,   żyrandol   z   rogów   łosia.   Jane   widziała   to 

wszystko jak przez mgłę.

Próbowała się uspokoić, oddychając głęboko. Nie spuszczała wzroku 

ze   Smitha,   który   krążył   po   pokoju,   cały   czas   ściskając   w   dłoni   nóż. 

Powinna być wyczerpana, ale czuła w żyłach ogień adrenaliny.

- Wszystko będzie dobrze - szeptała do ucha Kirstin. - Wyjdziemy z 

tego.

- Zamknij się - syknął Smith. - Zamknij się.

-   Możesz   zostawić   nas   tu   i   odjechać.   Nic   nikomu   nie   powiemy. 

Możesz przeciąć kabel telefoniczny. Zostaw nas tu.

- Ty głupia suko - wycedził. - Chciałabyś, żebym wyjechał, co?

Kirstin aż się skuliła, słysząc wściekłość w jego głosie. Jej drobne 

ciało drżało, była spocona. Jane poczuła, jak ogarnia ją gniew, ale nie 

mogła   poddać   się   emocjom.   Musi   się   skoncentrować.   Rozejrzała   się 

dyskretnie, szukając jakiejś broni. Lampa z kutego żelaza, pogrzebacz, 

świecznik stojący na blacie oddzielającym kuchnię od salonu...

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   303   —

Modliła się, żeby Gwen zgłosiła jej zaginięcie. Zrobiła to, na pewno 

już to zrobiła. A Ray natychmiast się domyśli, co się stało. Tak, domyśli 

się.  Ostrzegał   ją  przecież;  wiedział,   jakie  niebezpieczeństwa   niesie  ze 

sobą nagłośnienie przez media sprawy Lapinskiego. A ona wyszła po 

zmroku na spacer. Głupia, głupia.

Ale jak Ray je odnajdzie? Czy domyśli się, że są w domu jednego z 

klientów  Smitha?   Może i  tak,  nie  zdoła  jednak  sprawdzić  wszystkich 

domów. Ma za mało czasu.

Tylko od niej zależy, czy wyjdą z tego żywe. Spojrzała na Smitha.

- Wypuść nas, proszę. Dotarcie do najbliższego telefonu zajmie nam 

całe wieki.

Smith nadal krążył po pokoju. Poruszał się nerwowo, język jego ciała 

wyraźnie zdradzał niepokój. No tak, złamał swoje zasady, porwał osobę 

niepasującą do schematu, więc czuje się zagubiony i niepewny. Dobrze. 

A może właśnie niedobrze. Może teraz okaże się naprawdę nieprzewidy-

walny. Niebezpieczny.

Przyglądała   mu   się,   tuląc   Kirstin.   Szeptała   do   niej   i   głaskała   po 

włosach, ale w myślach szkicowała portret Smitha. Zapadnięte policzki, 

spiczasta broda, wodniste zielonkawe oczy, nos, tak, złamany, na pewno. 

Kolczyk   w   lewym   uchu.   Skrzywiony   przedni   ząb.   Nie   ułamany,   po 

prostu   krzywy.   Metr   siedemdziesiąt   dwa   wzrostu,   osiemdziesiąt   kilo 

wagi. Dziobata cera po trądziku.

Starała   się   zapamiętać   wszystko,   na   wypadek   gdyby   musiała   go 

kiedyś   identyfikować.   Na   wypadek,   gdyby   miała   jeszcze   okazję   to 

zrobić.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   304   —

Bała się, ale nie była obezwładniona strachem. Jeszcze nie. Serce biło 

jej bardzo szybko, zmysły miała wyostrzone. Miała wrażenie, że widzi 

wszystko w tym pokoju i wszystko słyszy. Całe jej ciało gotowało się do 

skoku, do walki, do ucieczki.

- Już dobrze, Kirstin. Wszystko będzie dobrze. Już nas szukają.

- Zamknij się! - ryknął Smith.

O   czwartej   nad   ranem   Ray   pojechał   do   chaty   Smitha.   Przejrzał 

śmieci, sprawdził każdy kawałek papieru, przesiał nawet popiół z pieca i 

przeszukał stos drewna za domem. Nic. Nadal nie było wiadomo, gdzie 

pojechał Smith ani co zamierzał zrobić.

Gdy wrócił do Lemke, kilka razy rozmawiał przez telefon z matką Ja-

ne, a potem z Rolandem, który chciał się przyłączyć do poszukiwań. Ray 

skontaktował  go z szeryfem.  Mniej więcej co dziesięć minut  dzwonił 

ktoś z domu Grinellów, Gwen albo George. Ray rozmawiał z nimi trzy 

razy,   w   końcu   jednak   zrzucił   to   na   Bruce’a.   Co   jeszcze   mógłby   im 

powiedzieć?

Dzwonił do patroli na blokadach tyle razy, że musieli go już mieć 

serdecznie   dość.   Zastanawiał   się,   dlaczego   zachowuje   się   tak 

nieprofesjonalnie. Josh Lemke zrobił kolejną kawę. Który to już kubek? 

Szósty? Ray stracił rachubę.

- To kierowca pługa śnieżnego - powiedział po raz dziesiąty tej nocy. 

- Musi być jakiś sposób, żeby...

Kent potrząsnął głową.

- Trudno będzie go namierzyć, nie ma żadnych śladów. Facet nie pro-

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   305   —

wadził firmy, nie miał księgowego i tak dalej.

- Nie wyjedzie z doliny - powiedział Ray. Powtarzał te słowa jak 

jakąś mantrę. Były prawdziwe, fakt, ale nie znaczyło to, że Jane i Kirstin 

przeżyją. - Muszą być gdzieś blisko. - To także powtarzał już wiele razy. 

-   Wie,   że   depczemy   mu   po   piętach.   Potrzebuje   kryjówki.   Domu,   w 

którym będzie się czuł bezpiecznie.

- A kto by mu teraz udzielił schronienia? Wszyscy wiedzą, że jest po-

szukiwany. Poza tym to typ samotnika, prawdopodobnie nie ma tu wielu 

znajomych. A na pewno nie ma przyjaciół, którzy chcieliby mu pomóc.

Ray wstał. Nie był w stanie długo wysiedzieć w jednym miejscu. 

Jego ciało domagało się ruchu.

- Ludzie, których tu zna, to głównie jego klienci, prawda?

- Chyba tak.

- Więc mógłby się ukryć w którymś z ich domów, ale pewnie żaden 

nie stoi teraz pusty. Są święta. Wszyscy są tutaj. Więc gdzie...

Kent wyprostował się nagle.

- Zaczekaj... Mnóstwo ludzi ma  tu dacze, ale ci naprawdę bogaci 

mają kilka domów. Tak, do diabła! Teraz mogą być gdziekolwiek.

- Puste domy? - wtrącił Josh Lemke zdumiewająco przytomnie. - Ja-

sne. Niektórzy wyjeżdżają na święta do Londynu albo do Paryża. Albo 

zostają w domu w mieście i przyjeżdżają tu dopiero po Nowym Roku 

kiedy nie ma już takich tłumów. Sam znam ludzi, którzy tak robią.

Rayowi   nie   mieściło   się   to   w   głowie,   mieć   dom   w   górach   i   nie 

spędzać w nim świąt?

- Chcesz powiedzieć, że...

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   306   —

- Tak. - Kent kiwnął głową.

-   I   myślisz,   że   wynajmują   kogoś   do   odśnieżania   podjazdu   nawet 

wtedy, gdy ich tu nie ma?

- Jasne, lato czy zima, wszystko musi iść swoim trybem, nawet jeśli 

ich tu nie ma. Sprzątanie domu, przycinanie żywopłotów, mycie okien, 

konserwacja jacuzzi, wszystko. Odśnieżanie podjazdu też.

Ray poczuł, że jego puls zaczyna przyspieszać.

- Więc on wie, które domy stoją puste.

- O czym myślisz? - Kent zmarszczył brwi.

- Jezu Chryste! - wykrzyknął Ray - Smith zostawił w chacie wyciągi 

z banku! - Odwrócił się do Josha. - Płaciłeś mu czekiem, tak? Ty czy 

twoja żona? - spytał, ale nie dał mu czasu na odpowiedź. - Czek. I infor-

macje o stanie konta. Wyciągi były z miejscowego banku.

- Biorę się do tego. - Schilling wyjął telefon komórkowy.

Obudzili  dyrektora  banku przed piątą  nad ranem.  O szóstej  Ray i 

Schilling   czytali   już   wydruk   z   operacji   przeprowadzanych   na   koncie 

Smitha.   Na   czekach   złożonych   w   banku   było   osiemnaście   nazwisk. 

Osiemnaście adresów.

Akcja ruszyła pełną parą.

Jane miała już plan. Absurdalny, ryzykowny, ale zawsze, żeby go 

zrealizować,   potrzebowała   pomocy   Kirstin,   a   nie   była   pewna,   czy 

dziewczynka zrozumie, co ma robić. A jeśli nawet zrozumie, czy będzie 

w stanie odegrać swoją rolę. Głaskała dziewczynkę po głowie i mówiła 

do niej uspokajająco. Opowiadała o Crystal i Melanie, o rodzicach, o 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   307   —

tym,  że wszyscy  w  Aspen szukają jej   już  od tygodnia.  I  że  wszyscy 

bardzo ją kochają.

Kirstin   zachowywała   się   tak,   jakby   niewiele   do   niej   docierało. 

Wtuliła się w Jane i zamknęła oczy.

Smith   wreszcie   przestał   krążyć   po   pokoju.   Usiadł   w   skórzanym 

fotelu,   bawił   się   nożem.   Przestał   powtarzać   Jane,   żeby   się   zamknęła. 

Siedział   tylko   i   patrzył   na   nią   spod   ciężkich   powiek.   Myślał   nad 

kolejnym   ruchem,   podrzucając   nóż   i   chwytając   go   w   powietrzu   za 

trzonek.

- Możemy skorzystać z łazienki? - spytała.

Smith wykonał nożem przyzwalający ruch. Dzięki Bogu, pomyślała, 

dzięki Bogu. To oznacza minutę albo dwie sam na sam z Kirstin.

Zamknęła   drzwi   łazienki   i   szeptem   przedstawiła   swój   plan 

dziewczynce.  Ale  Kirstin   tylko  pokręciła   głową.  Jak  do  niej   dotrzeć? 

Jak? Już i tak za długo siedzą w łazience, zdecydowanie za długo...

-   Kirstin,   kochanie   -   szepnęła   Jane,   kładąc   dłonie   na   ramionach 

dziewczynki.   -   Wyjdziemy   z   tego.   Wierz   mi.   Musisz   mi   uwierzyć. 

Posłuchaj, mnie zdarzyło się to samo, kiedy byłam nastolatką. Zostałam 

zgwałcona.   Naprawdę.   Wiem,   jak   się   czujesz.   Wiem,   jak   bardzo   się 

boisz.   Ale   wszystko   będzie   dobrze.   Pomoże   ci   rodzina   i   przyjaciele. 

Kirstin, słyszysz mnie? Widzisz? Ja z tego wyszłam. Tobie też się uda. 

Ale najpierw musisz mi pomóc. Możesz to zrobić?

Kirstin w końcu przestała pokręcić głową i spojrzała Jane w oczy.

- Obiecujesz? - spytała szeptem.

- Obiecuję - zapewniła Jane.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   308   —

Spuściła wodę i zaprowadziła Kirstin z powrotem na kanapę. Smith 

stał teraz przy oknie, ciągle ściskając w dłoni nóż, i patrzył na blady 

zimowy świt. Miał coraz mniej czasu. One także.

Ray   i   zastępca   szeryfa   jechali   sprawdzić   kolejny   z   osiemnastu 

adresów, kiedy zadzwoniła komórka.

- Mamy go - powiedział Schilling. - Dom przy Lenado. Są świeże 

ślady kół, a na tyłach stoi furgonetka.

Lenado. Ray jechał w przeciwnym kierunku.

- Zaraz tam będę. Powiedz Berniemu, jak tam dojechać.

Rzucił   telefon   policjantowi   i   zawrócił.   Samochód   zatańczył   na 

śliskiej drodze.

Pędził   autostradą   zgodnie   ze   wskazówkami   Berniego.   W   dół 

Cemetery Lane do rzeki, przez most, a potem długą krętą drogą. Jechał 

zdecydowanie   za   szybko.   Na   jednym   z   zakrętów   omal   nie   wpadł   w 

poślizg.

- Cholera, człowieku, spokojnie! - Bernie chwycił się klapy schowka.

- Jasne - mruknął Ray i wcisnął gaz. Samochód ruszył do przodu.

Jadę, Jane. Jadę do ciebie.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   309   —

Rozdział 21

Usiadły   na   drugim   końcu   brązowej   kanapy.   Smith   na   pewno   to 

zauważył;   czy   zaczął   się   zastanawiać,   dlaczego   kulą   się   teraz   bliżej 

kominka.

Miał bladą twarz; był wyraźnie zmęczony. Jak długo jeszcze zdoła 

wytrzymać   bez   snu?   Może   wystarczy,   jeśli   zaczekają,   aż   zaśnie.   W 

końcu będzie musiał zasnąć, prawda?

Kirstin zdrzemnęła się z głową na kolanach Jane, ale wkrótce się obu-

dziła. Czekała. Wszyscy troje czekali. Na co? Na świt?  Smith będzie 

mógł wtedy opuścić dom i użyć ich jako zakładniczek, żeby przejechać 

przez blokady. Ale co dalej?

Znów krążył po pokoju, rzucając nożem w drewnianą ścianę. Jane za-

stanawiała się, czy zdołałaby złapać nóż, kiedy tkwił w drewnie. Nie, 

Smith zbyt szybko po niego sięgał.

Cały czas szeptała do ucha Kirstin uspokajające słowa bez znaczenia. 

Ale jej wzrok mówił: Już wkrótce. Zrobimy to już wkrótce. Bądź gotowa.

Słońce   wschodziło   powoli   nad   Lenado   Valley,   rzucając   plamy 

jasnego światła na sosnową podłogę i wzorzysty dywan. Po chwili jego 

promienie dotarły do fotela, na którym siedział Smith. Omal nie zasnął. 

Głowa opadła mu na piersi, ale natychmiast ją podniósł.

Ciszę przerywał tylko szum lodówki. I słowa Jane, szeptane do ucha 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   310   —

Kirstin. Smith był dziwnie milczący, siedział z brodą opartą na piersi i 

nie   spuszczał   z   nich   wzroku.   Ilekroć   powieki   zaczynały   mu   opadać, 

wstawał i robił kilka kroków, przekładając nóż z jednej ręki do drugiej.

Kiedy znowu usiadł w fotelu, Jane ścisnęła ramię Kirstin. Bała się na 

nią spojrzeć, bo Smith mógłby to zauważyć. A wiedziała, że ich jedyną 

szansą jest zaskoczenie.

Czekała, drżąc z przerażenia i determinacji. Teraz wszystko zależy od 

Kirstin. Czy dziewczynka zdoła zebrać w sobie dość siły?

Kirstin jęknęła cicho. Potem jeszcze raz, głośniej. W końcu zaczęła 

szlochać. Pokój wypełnił jej przeraźliwy płacz. Wyrzucała z siebie cały 

strach i ból ostatniego tygodnia.

- O Boże! - krzyknęła Jane. Chwyciła ją za ramiona, ale Kirstin wy-

rwała się jej  i upadła na podłogę, ciągle  przeraźliwie  zawodząc. Jane 

uklękła przy niej i próbowała ją podnieść.

- Każ jej się zamknąć! - huknął Smith.

- Nie potrafię! Coś jest z nią nie tak. Pomóż mi!

- Uspokój ją, do cholery! – Wstał i zrobił krok w ich stronę.

Wrzask Kirstin przybrał na sile.

Smith stracił panowanie nad sobą.

- Ja ją uspokoję! - ryknął wściekle i ruszył do nich, wyciągając ręce.

Przyszła kolej na Jane. Zerwała się na równe nogi, chwyciła stojący 

przy kominku pogrzebacz - w myślach wiele razy ćwiczyła ten ruch - i 

zamierzyła się na Smitha. Zareagował błyskawicznie. Zasłonił się ręką i 

pogrzebacz spadł na jego ramię, wytrącając mu nóż z dłoni. Smith osunął 

się na kolana i złapał się za ramię.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   311   —

- Uciekaj! - krzyknęła Jane. - Kirstin, uciekaj!

Znowu   podniosła   pogrzebacz,   ale   tym   razem   Smith   złapał   go   w 

powietrzu.

Jane cofnęła się, próbując wyrwać mu pogrzebacz. Słyszała urywany, 

chrapliwy oddech Smitha i niemal zwierzęce dźwięki, które wydobywały 

się z jej gardła. Był za silny; nie mogła z nim wygrać.

Nagle dostrzegła jakiś ruch za jego plecami. Drzwi otworzyły się z 

hukiem, stanęła w nich Kirstin i wskazywała na nich wyciągniętą ręką. 

Smith uderzył Jane pięścią w twarz. Cały świat zawirował wokół niej, 

głowa eksplodowała. Runęła na podłogę, ale była świadoma chaosu, jaki 

zapanował w pokoju, do którego nagle wpadli jacyś ludzie. Słyszała ich 

głosy. I wystrzał. Nie była w stanie się podnieść, a po chwili wszystko 

zaczęło się rozpływać we mgle...

Powoli wracała jej świadomość. Ból, warkot silnika, lekkie kołysanie, 

głos jakiegoś mężczyzny, gorący powiew na jej stopach. Tak, była w sa-

mochodzie, ktoś włączył ogrzewanie. Z trudem otworzyła oczy.

- Auu... - jęknęła. - Co...

- Odzyskałaś przytomność, dzięki Bogu. - Ray, który siedział za kie-

rownicą, spojrzał na nią przez ramię. - Jesteśmy już prawie na miejscu.

- Boże, to boli - powiedziała, dotykając policzka.

- Sukinsyn.

Jane podniosła się z wysiłkiem i usiadła.

- Gdzie...?

- Został aresztowany. Kirstin jest bezpieczna. Jedzie za nami w samo-

chodzie Schillinga. Zaraz będziemy na miejscu.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   312   —

- To znaczy gdzie?

- W szpitalu.

- Nie - zaprotestowała. - Proszę, Ray. Dobrze się czuję.

- Prawdopodobnie masz wstrząs mózgu, Jane. Nie bądź głupia.

- Nie chcę do szpitala.

- Chryste.

- Słucham?

- Śmiertelnie mnie przeraziłaś.

- Sama byłam przerażona.

- Po co poszłaś na ten spacer? Co cię napadło?

- Och, Gwen... czy ona wie, że jestem cała i zdrowa?

- Tak. Powiadomiłem wszystkich.

Jane poruszyła ostrożnie szczęką. Rany, co zaból. Czuła, jak puchnie 

jej policzek. Ale nie zniosłaby w tej chwili szpitala; lekarzy, pielęgniarek 

dziennikarzy, policjantów, pytań.

- Chcesz jechać do siostry?

Chłopcy.   Gwen   i   George,   którym   trzeba   będzie   wszystko 

opowiedzieć. Nie. Jeszcze nie.

- Nie.

- W porządku, więc dokąd chcesz jechać?

- Jesteś na mnie zły.

- Jezu, Jane. Zły? Nie spałem od trzydziestu sześciu godzin, całą noc 

szalałem ze strachu o ciebie, a ten sukinsyn omal cię nie zabił.

- Ale dorwaliście go.

- Ty go dorwałaś.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   313   —

- Nie bądź zły.

- W porządku, nie jestem zły. Dokąd chcesz jechać?

Jane spróbowała pozbierać myśli.

- Hm... może tam, gdzie się zatrzymałeś?

- Do Mountain House?

- Nikogo tam nie będzie.

- Nie, wszyscy są teraz zajęci - odparł sucho.

-   Więc   jedzmy   tam.   Chcę   przyłożyć   sobie   lodu   do   policzka   i 

porządnie się wypłakać.

Po   półgodzinie   leżenia   na   kanapie   z   torebką   lodu   przytkniętą   do 

policzka Jane poczuła się trochę lepiej.

- Jestem głodna - oznajmiła.

- Przynieść ci coś? - spytał Ray.

- Nie. - Wyciągnęła do niego rękę. - Jeszcze nie. Chodź tu.

Usiadł na brzegu kanapy. Był bardzo zmęczony, miał ciemny zarost 

na policzkach i pogniecioną koszulę.

- Tak bardzo się bałam - wymamrotała, przyciskając lód do twarzy.

Ujął jej dłoń.

- Byłaś bardzo odważna.

Wtedy zaczęła płakać. Płakała nad Kirstin i innymi dziewczętami. 

Płakała nad tym, co się stało, i nad tym, co mogło się stać. Płakała nad 

Alanem, nad matką i siostrą. Ray chwilę siedział bez ruchu, a potem 

delikatnie wziął ją w ramiona. Przytuliła się do niego i pozwoliła łzom 

płynąć.

- Lepiej? - zapytał w końcu.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   314   —

-  Tak - pociągnęła nosem. - Jesteś pewny, że z Kirstin wszystko w 

porządku?

- Cóż, wreszcie jest bezpieczna. Zobaczyliśmy ją, kiedy wybiegała z 

domu. Powiedziała nam, co zrobiłaś.

- Powiedziała ci, jak mi pomogła?

- Tak. To był dobry pomysł.

- A Smith?

-  Zostanie  oskarżony  o cztery... nie, pięć  porwań, cztery  gwałty  i 

jedno   morderstwo.   Jeszcze   dziś   zabiorą   go   do   Denver   i   oficjalnie 

postawią w stan oskarżenia, jeśli znajdą jakiegoś sędziego. W końcu jest 

Wigilia.

- No tak. Zapomniałam.

- Nic dziwnego.

- Ale on się nie wywinie? Wiesz, na podstawie choroby psychicznej 

czy czegoś w tym rodzaju?

- Mowy nie ma. Nie wyjdzie z więzienia do końca życia.

Zadzwoniła komórka Raya. Wyjął ją z kieszeni, odebrał i przez kilka 

minut słuchał. Wreszcie przerwał połączenie i spojrzał na Jane.

- To Bruce. Powiedział, żebyśmy obejrzeli wiadomości.

Wstał i włączył telewizor.

- Co się stało? - spytała.

- Gerald Lapinski właśnie zastrzelił się w swoim domu.

- Och, dobry Boże. Naprawdę?

Ray   słuchał   sprawozdania   z   helikoptera   krążącego   nad   farmą 

Lapinskiego.   Jane   bardziej   niż   raport   interesowała   reakcja   Raya. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   315   —

Człowiek, który wydał wyrok śmierci na Kathleen i który przysporzył 

mu tyle cierpień, nie żyje.

Dotknęła jego ramienia, ale on nawet tego nie zauważył.

- Ray?

- Tak? - odparł, nie odrywając oczu od telewizora.

- Co teraz czujesz?

- Co czuję? - Zaśmiał się chrapliwie. - Czuję się oszukany. Lapinski 

zachował się jak tchórz. Mogłem się tego spodziewać.

- Chciałeś, żeby został aresztowany, osądzony i skazany.

- Tak. Ale cóż, to koniec. Było, minęło.

-  Przynajmniej   nikogo   już   nie   skrzywdzi.   A   bracia   Perry   ciągle 

czekają na proces. W końcu to oni podłożyli bombę.

- To prawda.

- Ray... czy teraz opowiesz mi o Kathleen?

Spojrzał na nią.

- O Kathleen?

- Tylko jeśli tego chcesz.

- Tak... chyba już czas, żebyśmy porozmawiali o Kathleen.

Zdrzemnęła   się   później   w   sypialni,   podczas   gdy   Ray   odbierał 

telefony odpowiadał na pytania, rozmawiał ze Stanem Schoemakerem. 

Czuła się dobrze, była niemal szczęśliwa mimo koszmaru, przez który 

przeszła   Kathleen   przestała   ją   prześladować.   Ray   w   końcu   zostawił 

przeszłość za sobą.

Obudziła   się   i   leżała   przez   chwilę,   słuchając   dobiegającego   zza 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   316   —

ściany głosu Raya. Wtedy przypomniała sobie o Kirstin, przypomniała 

sobie co jej powiedziała. Wszystko będzie dobrze. Rodzina ci pomoże. 

Popatrz na mnie. Mnie się udało.

Kłamstwa.   Bezczelne   kłamstwa,   które   miały   pomóc   dziecku 

przetrwać najgorsze chwile.

A   jak   będzie   wyglądała   przyszłość   tej   dziewczyny?   Może   Kirstin 

będzie   cierpiała   jeszcze   przez   całe   lata.   Może   stanie   się   emocjonalną 

kaleką. I pewnego dnia przypomni sobie kłamstwa, jakimi nakarmiła ją 

Jane, i znienawidzi ją za to, że wlała w nią fałszywą nadzieję.

Kiedy Ray zajrzał do sypialni, zastał Jane we łzach. Objął ją bez 

słowa i zaczekał, aż płacz ucichł.

- Przepraszam - powiedziała, ocierając oczy.

- Nie przepraszaj.

- Pewnie wyglądam okropnie.

- Wyglądasz bardzo dobrze, biorąc pod uwagę okoliczności.

Uśmiechnęła się przez łzy.

- Dzwoniła twoja matka - powiedział. - Co najmniej pięć razy.

- O Boże.

- Chyba nikt nie wie, co robić. Mieli spotkać się dzisiaj na Wigilii, ale 

przez całą noc nie zmrużyli oka. Martwili się o ciebie, Jane.

- Więc czego mama się spodziewa? Że ugotuję coś, przyjdę na tę 

kolację i będę udawać, że wszystko jest w porządku? - Przyłożyła dłoń 

do czoła, które bolało ją teraz tak samo jak policzek. - To było wredne z 

mojej   strony   -   powiedziała   cicho.   -   Wiem,   że   się   o   mnie   martwili. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   317   —

Powinnam   przynajmniej   do   nich   zadzwonić.   A   może   powinnam   tam 

pojechać?

Ray powoli skinął głową.

- Cholera. To będzie okropne. Wszyscy będą koło mnie skakać i tak 

dalej.

- Chcą cię zobaczyć, upewnić się, że jesteś cała i zdrowa.

- Cholera - powtórzyła, ale wiedziała, że Ray ma rację. - Chyba mogę 

do nich wstąpić. Ale tylko na chwilę. Zawieziesz mnie? Nie chcę tam iść 

sama.

- Zawiozę.

- Nie zostanę długo.

- Możesz zostać tak długo, jak zechcesz.

Czekał cierpliwie, podczas gdy Jane brała prysznic, a potem ubierała 

się.

- Możemy najpierw wstąpić do twojej siostry - zaproponował.

- Nie, nie mam na to siły.

-   Na   pewno   nie   chcesz,   żeby   obejrzał   cię   lekarz?   -   spytał, 

przyglądając się jej z troską. Wielki siniak na jej policzku bardzo go 

niepokoił.

- Nie - odparła stanowczo. - Kolacja u mojej matki wystarczy, żeby 

przywrócić do życia umarłego.

Raya zachwycało jej poczucie humoru, jej odwaga i dystans do siebie 

samej. Kiedy się w niej zakochał? Czy już pierwszego wieczoru, kiedy 

przyszedł do niej z Caroline? Czy później, kiedy patrzył, jak rozmawia z 

tymi dziewczętami? Może nigdy nie uświadomi sobie, kiedy to się stało, 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   318   —

bo pojął głębię swoich uczuć dopiero ubiegłej nocy, gdy omal jej nie 

stracił.

Kiedy jechali do domu Zuckerów, Jane wierciła się niespokojnie i raz 

po raz wycierała szybę rękawiczką. Wiedział, co to oznacza; tak dobrze 

ją znał.

- O co chodzi?

- Wolałabym tego nie robić.

- Nie zostaniemy tam długo.

- Obiecujesz?

- Obiecuję.

- Tak powiedziałam Kirstin - odezwała się po chwili. - Obiecałam jej, 

że wszystko będzie dobrze, że wyjdzie z tego. Ale czy jej się to uda?

- Uratowałaś jej życie.

- Ale czy upora się z tym, co jej się przytrafiło? - Jane spuściła wzrok 

i zagryzła wargę. - Mnie się nie udało.

Nie wiedział, co powiedzieć. Może Jane miała rację i na psychice 

Kirstin już zawsze zostanie blizna. Ale sam właśnie się przekonał, że z 

bliznami można żyć.

Rodzina   chciała   usłyszeć   o   wszystkim   z   najdrobniejszymi 

szczegółami. Hannah co chwilę przerywała Jane, zadając kolejne pytania. 

Gwen ciągle przepraszała siostrę. Roland odciągnął Raya na bok, żeby 

wypytać go o akcję. Ray cały czas patrzył na Jane, szukał w jej twarzy 

oznak wyczerpania i stresu.

Chociaż   wszyscy   nie   spali   całą   noc,   Hannah   wrzuciła   najwyższy 

bieg,   kiedy   tylko   dowiedziała   się,   że   Jane   jest   już   bezpieczna.   Była 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   319   —

naprawdę zdumiewającą kobietą. Energiczna, zorganizowana, twarda jak 

stal.   W   domu   unosił   się   zapach   aromatycznych   świec.   Na   kominku 

buzował   ogień   pod   choinką   leżały   prezenty.   Stół   był   zastawiony 

naprędce przygotowanymi potrawami.

Wigilia.

Przyszła   Lottie   Schilling.   Sama.   Kent   pojechał   ze   Smithem   do 

Denver Dziewczynki Schillingów i chłopcy Grinellów oglądali na górze 

filmy   na   DVD.   Przyszedł   też   Scott,   tym   razem   bez   dziewczyny.  Był 

dziwnie wytrącony z równowagi, niespokojny, milczący.

Ray   przyglądał   się   mężczyznom.  Roland   Zucker,   George   Grinell, 

Scott Zucker. Po wyeliminowaniu Kenta Schillinga jeden z nich musiał 

być gwałcicielem. Jeden z nich skrzywdził Jane. Co za ironia, pomogła 

wsadzić za kratki tylu przestępców, a nie potrafiła pomóc sobie samej. 

Tak   bardzo   chciał   ją   chronić.   Chciał   zabrać   ją  stąd,   od   tych   ludzi,   z 

których   jeden   tak   bardzo   ją   zranił,   i   tulić   ją,   pocieszać,   sprawić,   by 

zapomniała o krzywdzie. Chciał wziąć ja za rękę i wyjść.

Ale czekał i obserwował.

-   Nie   mogę   uwierzyć,   że   odważyłaś   się   zrobić   coś   takiego   - 

powtarzała Hannah. - Przecież on miał nóż.

- Daj spokój, mamo. Nie miałam wyboru.

- Jesteśmy z ciebie tacy dumni.

- To było głupie.

- Nie powinnam była pozwolić ci wyjść z domu - powiedziała Gwen. 

- Nigdy sobie tego nie wybaczę.

- Nie byłabyś w stanie mnie powstrzymać - odparła Jane. - No i nigdy 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   320   —

nie znaleźliby Kirstin, gdyby nie to.

Usiedli do stołu. Ray nie miał nic w ustach od czasu, gdy zjadł kilka 

ciastek u Lemke. Kiedy to było? O trzeciej czy czwartej nad ranem? Ale 

teraz tylko dłubał w swoim talerzu.

Jane   świetnie   sobie   radziła   z   całą   tą   sytuacją.   Może   wreszcie 

uświadomiła sobie, że ma rodzinę, której na niej zależy. Ray uznał, że to 

dobry początek.

Po godzinie ich oczy spotkały się nad stołem. Już dość.

Jane wstała.

- No, moi kochani - powiedziała - muszę się trochę przespać. Ray też. 

A rano muszę wracać do Denver.

Matka uściskała ją ze łzami w oczach.

- Proszę, przyjedź do nas wkrótce. Nie odsuwaj się od nas, Jane.

Gwen ścisnęła jej dłoń, Lottie objęła ją serdecznie.

Roland   powiedział,   że   była   bardzo   odważna   i   zachowała   się 

wspaniale. A Scott pocałował ją w policzek.

- Musisz znowu do nas przyjechać - powiedział.

Ray rozumiał ich ulgę, ale zarazem bacznie obserwował ich reakcje.

Zawiózł Jane do domu Gwen.

- Wszystko w porządku? - spytał, zatrzymawszy się na podjeździe.

- Tak.

- Zamknij dobrze drzwi.

- Ale wtedy Gwen i George nie będą mogli wejść.

Ray tylko potrząsnął głową.

- Zaprosiłabym cię do środka, ale...

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   321   —

- Zasnąłbym.

- W takim razie dobrej nocy.

- Wesołych świąt. - Delikatnie pocałował ją w usta i pogładził po po-

liczku. - Ciągle boli?

- Już znacznie mniej.

- Do zobaczenia jutro.

- Ale nie za wcześnie.

- Nie, do licha. - Milczał chwilę, a potem w końcu ubrał w słowa po-

mysł, który przez cały wieczór chodził mu po głowie. - Mam dla ciebie 

prezent.

- Prezent? - zdziwiła się.

- Mam nadzieję, że go przyjmiesz.

- Wiesz, że przyjmę wszystko, co zechcesz mi dać.

- Zobaczymy. - To nie był prezent, jakiego mogłaby się spodziewać. - 

Jutro - dodał.

- Jutro - powtórzyła głosem pełnym obietnic.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   322   —

Rozdział 22

Kyle i Nicky obudzili jaw bożonarodzeniowy poranek.

-   Mama   nam   pozwoliła   -   wyjaśnił   Kyle.   -   Rodzice   wcześnie   wy-

chodzą do pracy.

Oczywiście.   Na   stokach   będzie   dziś   pełno   ludzi   i   wszyscy   będą 

chcieli   od   czasu   do   czasu   coś   zjeść.   Rodzina   Grinellów   nie   miała 

wolnego.

Jane przeciągnęła się i skrzywiła. Bolał ją policzek.

- Masz wielkiego siniaka - poinformował ją Nicky.

- Dzięki - odparła.

- Dzwonił ten facet.

- Jaki facet?

- Ten z FBI. Ray.

- Już dzwonił?

- Mama z nim rozmawiała. Powiedziała mu, że jeszcze śpisz. - Kyle 

podskakiwał na jednej nodze. - Chodź, będziemy otwierać prezenty.

Świąteczny rytuał odbywał się w pośpiechu, George i Gwen musieli 

iść do pracy.

- Dobrze się czujesz? - spytała Gwen.

- Tak. Ale pewnie nie najlepiej wyglądam.

- Wyglądasz świetnie - powiedział George, całując ja w policzek.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   323   —

Jane wstrzymała oddech i skuliła się w sobie. Czy kiedyś przestanie 

tak reagować?

Później przyjechał Ray, który miał ją zabrać do Denver. Wyglądał jak 

nowo narodzony. Miał na sobie błękitną koszulę, która harmonizowała z 

barwą jego oczu, granatowy sweter i skórzaną kurtkę.

- Cześć - powiedział.

- Cześć - odparła. Była zdenerwowana. Nie wiedziała, jak powinna 

się   wobec   niego   zachowywać.   Sprawa   dobiegła   końca   i   teraz   będą 

musieli się rozstać. Czy jeszcze kiedykolwiek się spotkają?

Ray   stanął   przy   niej,   nie   zwracając   uwagi   na   chłopców,   którzy 

siedzieli na kanapie wśród otwartych pudełek i porozrzucanych wstążek, 

i pocałował jaw usta.

- Wesołych świąt - wyszeptał.

- Nie mam dla ciebie prezentu - powiedziała.

- Nie miałaś czasu iść na świąteczne zakupy?

- Powiedziałeś, że masz coś dla mnie, a ja...

- Za chwilę. No dobra, chłopcy, przestańcie już chichotać. Czy cioci 

Jane nie należy się trochę prywatności?

Pojechali   do   szpitala.   Wyszło   słońce,   ale   nad   górami   zaczynały 

gromadzić się chmury. Nadciągała kolejna zadymka. A Kevin Smith już 

nie odśnieży podjazdów swoich klientów.

Odwiedzili Kirstin, która została w szpitalu na noc. Siedzieli przy niej 

rodzice.

- Jak się czujesz, kochanie? - spytała Jane.

- Szczęśliwa... że to już minęło - odparła dziewczynka. - Nie mogłam 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   324   —

ci podziękować wczoraj, a bardzo chciałam to zrobić.

- Och, Kirstin, nie masz za co mi dziękować. Byłaś taka odważna. To 

dzięki tobie udało nam się z tego wyjść.

- Nie. - Kirstin potrząsnęła głową. - To dzięki tobie.

-   Więc   przyjmijmy,   że   obie   dobrze   się   spisałyśmy,   co   ty   na   to? 

Będziemy w kontakcie. Dam ci numer mojego ojca, na wypadek gdybyś 

kiedykolwiek chciała ze mną porozmawiać.

Suzanne wyszła z nimi na korytarz i złapała Jane za rękę.

- Dziękuję, dziękuję. Nigdy nie zdołam... - urwała.

- To Kirstin była wspaniała. Sama nie byłabym w stanie tego zrobić. 

Masz cudowną córkę.

Objęły się mocno.

- Zadzwonię - powiedziała Suzanne łamiącym się głosem. - Za kilka 

dni.

Jane sądziła, że pojadą autostradą w stronę Denver, ale Ray skręcił w 

Main Street i zatrzymał się przed Mountain House. Spojrzała na niego 

pytająco.

- Obiecałem ci prezent - powiedział z nieprzeniknioną twarzą.

- O co chodzi?

- Cierpliwości, moja droga.

Apartament   był   pusty,   agenci   FBI   rozjechali   się   do   Denver   i 

Glenwood   Springs.   Wszelkie   ślady   po   operacji   zostały   usunięte; 

segregatory z aktami, brudne ubrania, przepełnione popielniczki. Pokój 

pachniał jakimś środkiem dezynfekującym.

Ray przyniósł z samochodu jej przybornik. Otworzył go bez słowa i 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   325   —

wyjął szkicownik i ołówki. Wzięła je, marszcząc brwi.

- O co chodzi? - powtórzyła.

- Chcę coś sprawdzić.

- Co?

- Zaufaj mi. - Położył dłoń na jej ramieniu, zaprowadził do kanapy i 

pchnął lekko, żeby usiadła. Usiadł naprzeciw niej w fotelu, z rękami na 

oparciach, nie spuszczając z niej wzroku.

- Co mam narysować? - spytała.

- Jeszcze nic. Na razie będziemy rozmawiać.

- O czym?

- O tym, co cię spotkało siedemnaście lat temu.

- Co jest z tobą nie tak? - Jane była całkowicie zaskoczona. Prezent? 

O czym on mówi?

-   Nic.   Ale   chciałbym   naprawić   to,   co   z   tobą   jest   nie   tak.   Tamtej 

nocy...

-   Nie   chcę   rozmawiać   o   tamtej   nocy   -   upuściła   szkicownik   na 

podłogę.

- Więc zrób to dla mnie, Jane.

- Ray, możemy już iść? To jakiś absurd.

-   Tamtej   nocy,   w   twoim   namiocie.   Opowiedz   mi   o   tym   -   mówił 

łagodnie, ale bardzo zdecydowanie.

Zasłoniła oczy ręką.

- Jane.

- Boże, jesteś okrutny.

- To tylko twój mechanizm obronny. Przejdźmy do rzeczy. Ta noc 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   326   —

Opowiedz mi o niej. Na pewno potrafisz.

Poczuła, że serce zaczyna jej bić szybciej.

- Nie chcę - powiedziała cicho.

- Musisz.

Odetchnęła głęboko.

- Już ci o niej opowiedziałam.

- Opowiedz mi jeszcze raz. Dokładnie. - Jego głos, miękki i niski, 

działał na nią dziwnie uspokajająco.

To szaleństwo, pomyślała. Próbuje zastosować jej technikę. To nie 

może się udać.

- Ray, nie chcę tego robić.

Spojrzał na nią poważnie.

- Zamknij oczy i wróć tam. Czy było ciemno?

Niechętnie zamknęła oczy.

- Tak, było bardzo ciemno. Była noc.

- Gdzie byłaś?

- Wtedy, kiedy to się stało? W moim namiocie. Przecież już ci o tym 

opowiadałam. Byłam taka dumna, że mam własny namiot. Właściwie nie 

miałam ochoty jechać na tę wycieczkę. Chciałam zostać w mieście i spo-

tkać się z przyjaciółmi, ale mama mnie zmusiła.

- Mów dalej.

Otworzyła oczy.

- To upokarzające.

- Zamknij oczy. Myśl. Co jadłaś tego dnia na kolację?

Kazał jej wrócić do przeszłości. Nie chciała tego. Wstała i zaczęła 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   327   —

krążyć po pokoju jak Kevin Smith. Krzyknęła na Raya, ale nie zrobiło to 

na nim wrażenia. Potem zasłoniła twarz rękami i zaczęła płakać. Objął ją, 

pogłaskał po głowie i podał chusteczkę.

- Czy to była ciepła noc? - spytał.

- Zimna. Było zimno. Wrzesień. Ale miałam puchowy śpiwór.

- Spałaś, kiedy wszedł do namiotu?

To było takie trudne. Właściwie niemożliwe. Dlaczego wydaje mu 

się, że zdoła wyciągnąć coś z jej pamięci?

- Tak - powiedziała w końcu. - Spałam. On mnie obudził.

- Poznałaś jego głos?

- Nie. Mówił szeptem. Chyba. Ale możliwe, że nic nie mówił.

- Ile było światła? Świecił księżyc? Płonął ogień na ognisku?

- Nie. Tak. Nie wiem. Księżyc, tak... Chyba. Było trochę światła. I 

ognisko, wielki ogień... Wcześniej piekliśmy kiełbaski.

- Ogień ciągle się palił?

Myślała nad tym przez chwilę, marszcząc brwi.

- Nie wiem. Spałam. Ale... Pamiętam głosy. Ktoś się śmiał. Więc tam 

ciągle musieli być ludzie. Wokół ogniska.

- W porządku. Dojdziemy do tego.

- Naprawdę? - spytała, gotowa znowu wybuchnąć płaczem.

- Zróbmy kolejny krok. Co się stało w namiocie?

- Nie widziałam jego twarzy. Nie widziałam.

- Może.

Prowadził ją, czasami zmieniając temat.

- Smith został postawiony w stan oskarżenia wczoraj po południu. 

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   328   —

Poprosił o adwokata z urzędu.

- Będę musiała zeznawać, prawda?

- Tak.

W końcu Jane podniosła szkicownik z podłogi i wyjęła ołówek. Ten 

znajomy kształt w ręce uspokajał ją.

Ray usiadł naprzeciw niej.

-   Do   namiotu   wpadało   trochę   światła.   Niewiele.   Znałaś   tego 

człowieka. Musiałaś go znać. Właśnie dlatego wyrzuciłaś jego twarz z 

pamięci.

- Zawsze mi się wydawało, że był młody - powiedziała. - Ale wtedy 

wszyscy ci mężczyźni byli młodsi. Kent... Nigdy nie wierzyłam, że to 

Kent. Ale nie byłam pewna. Nadal nie jestem. - Narysowała na kartce 

wygiętą linię. I jeszcze jedną. Zagryzła dolną wargę, ręka przestała jej 

drżeć.

- Dobrze. Coś z tego będzie.

Jej ręka rysowała, jakby nie miała na nią żadnego wpływu. Przerwała 

na moment, czując, że ogarnia ją panika. Z pamięci wyłaniały się strzępy 

wspomnień: usta, ucho, włosy, szorstkie wąsy, zapach, który... Ale Ray 

był tuż obok, obejmował ją, dodawał jej otuchy. Po chwili ręka znowu 

zaczęła rysować.

Na   kartce   papieru   powoli   pojawiała   się   twarz.   Oczy,   nos,   usta, 

podbródek,   czoło.   Kości   policzkowe.   Nie   widziała   całości,   z   pamięci 

wyłaniały się tylko oderwane od siebie fragmenty.

W końcu, wyczerpana, wypuściła z ręki ołówek. Odrzuciła głowę do 

tyłu i zamknęła oczy. Szkicownik opadł na jej kolana.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   329   —

Ray wziął go do ręki.

- Chryste - usłyszała.

Otworzyła oczy i zobaczyła, że Ray wpatruje się w portret. Odwrócił 

go tak, żeby mogła go zobaczyć. Teraz wreszcie widziała tę twarz. Twarz 

której nie można było pomylić z żadną inną. Twarz Scotta Zuckera.

- O Boże - jęknęła.

- Udało ci się - powiedział Ray.

Jane znowu wybuchnęła płaczem. Ile łez wylała w ciągu ostatnich 

dwóch dni? Wszystkie nagromadzone od wielu lat. Ray objął ją i tulił do 

siebie dopóki się nie uspokoiła.

- Przepraszam - powiedziała w końcu. - Nigdy w życiu tyle nie płaka-

łam. Jestem beznadziejna.

- Nie jesteś. - Uśmiechnął się do niej.

Siedzieli przez chwilę w milczeniu. Jane próbowała zebrać myśli. Co 

się teraz stanie? Czy będzie inną osobą? Czy w końcu rozkwitnie? Czy 

zostanie taka sama, tylko będzie wiedzieć o sobie trochę więcej? A on? 

Jej przyrodni brat? Mój Boże, Scott.

Zamrugała i spojrzała na Raya.

- Co powinnam zrobić?

- Też o tym myślałem.  Już nie możesz  go oskarżyć. Minęło zbyt 

wiele czasu i sprawa uległa przedawnieniu.

- I nikt by mi nie uwierzył.

- Chętnie bym mu rozkwasił mordę.

- Ray.

- Mówię poważnie.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   330   —

- Cóż, nie zrobisz tego. Ale nie mogę mu tego odpuścić, prawda?

- Tak.

- Muszę...

- Na razie nic nie musisz robić. Zaczekaj. Zastanowimy się nad tym.

- To nie może mu ujść na sucho.

- Dzielna dziewczynka.

- Tyle lat... A on pewnie myślał o tym, ilekroć mnie widział. - Jane 

patrzyła przed siebie, zatopiona we wspomnieniach. - Nigdy go nie lubi-

łam. Może właśnie dlatego?

- Może.

Sięgnęła po portret i przyglądała mu się przez chwilę.

- Był taki młody.

- Nie aż tak.

- Powinnam go znienawidzić - powiedziała, ale nie umiała wzbudzić 

w sobie nienawiści. Nie w tej chwili.

- Nie byłoby w tym nic złego.

- Muszę pomyśleć. Na razie nie wiem, co z tym zrobić.

- Jak już powiedziałem, zastanowimy się nad tym.

- My?

- Tak, tak właśnie powiedziałem.

- Ray?

- Będę przy tobie, cokolwiek postanowisz.

Patrzyła na niego; jego twarz była taka znajoma. Widział ją w najgor-

szych chwilach i w najlepszych. Pomógł jej, a ona jemu. Ale ciągle me 

wiedziała, jak nazwać to, co ich łączy.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS

background image

—   331   —

Ukryła twarz na jego piersi, wciągając w nozdrza jego zapach.

- A więc - rzekł z udawaną swobodą - jakie masz teraz plany?

- Plany?

- Wracasz do Denver, tak?

- Oczywiście.

- A ta praca w Quantico, którą ci zaproponowano?

- Co?

- Mówiłaś...

- Wiem, co mówiłam.

- No i?

- Dlaczego o to pytasz?

- Bo mnie właściwie jest wszystko jedno, dokąd pojadę.

- Co? - Jane uniosła głowę, żeby spojrzeć mu w twarz.

- Beze mnie nie pojedziesz.

- Chcesz powiedzieć... że powinniśmy być razem? - spytała.

- Co w tym złego?

- Nic, ale...

- Myślę, że powinniśmy zamieszkać razem. Potem się pobrać, może 

sprawić sobie parę dzieciaków. Być razem przez długi, długi czas. Na za-

wsze.

- Na zawsze to bardzo długo - powiedziała uszczęśliwiona.

- Ale nie dość długo - odparł.

SCANDALOUS      

                              

 z netu: 

emalutka

,   poprawki:  

elka__82  

                         

            

SCANDALOUS