background image

ELIZABETH BEVARLY

Gliniarz na całe życie

A Lawless Man

Tłumaczyła: Małgorzata Studzińska

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Dźwięk  brzmiał  początkowo  jak  cichy,  ledwie  słyszalny  jęk  na  tle 

wrzaskliwej  muzyki  z  taśmy.  Chcąc  go  zagłuszyć,  Sara  Greenleaf  przekręciła 
gałkę  do  końca.  Wspaniały  głos  Grahama  Parkera  nabrał  olbrzymiej  mocy. 
Przez  otwarte  okno  samochodu  wpadał  wiatr  i  rozwiewał  krótkie  jasne  włosy 
siedzącej za kierownicą kobiety. Było ciepło i słonecznie, naprawdę wiosennie, 
więc  starała  się  nie  myśleć  o  tym,  co  ją  czekało  w  czasie  zbliżającego  się 
spotkania.

Dźwięk nasilił się. Zerknęła w lusterko i dopiero teraz zdała sobie sprawę, 

że to syrena policyjnego motocykla.

Była  pewna,  że  jadący  za  nią  funkcjonariusz  ściga  jakiegoś  przestępcę, 

więc  zwolniła  i  zjechała  na  bok,  ustępując  mu  drogi.  Ku  jej  zdumieniu  nie 
wyminął  jej,  tylko  patrząc  groźnie,  gestem  ręki  nakazał  zjechać  na  pobocze. 
Była naprawdę zaskoczona, że tym przestępcą, którego ściga, jest właśnie ona. 
Posłusznie  wykonała  polecenie,  chociaż  była  pewna,  że  w  żaden  sposób  nie 
zawiniła.  To  była  jakaś  pomyłka,  która  zaraz  się  wyjaśni.  Kiedy  zatrzymała 
swego ukochanego volkswagena „garbusa”, z przerażeniem stwierdziła, że i tak 
jest  już piętnaście  minut  spóźniona na  spotkanie  z  Wallym.  A  Wally nie  lubił 
czekać. Na dodatek przymusowy postój zdecydowanie pogorszy całą sytuację i 
Wally będzie jeszcze bardziej opryskliwy niż zazwyczaj.

Ponownie spojrzała w  lusterko  i  machinalnie odgarnęła  dłonią niesforne 

kosmyki włosów. Z zainteresowaniem przyglądała się, jak policjant zatrzymuje 
potężną maszynę i wprawnym ruchem stopy opuszcza podpórkę. Miał na sobie 
czarne obcisłe bryczesy i koszulę z krótkimi rękawami. Na naszywce zauważyła 
trzy słowa:  Clemente, Ohio,  Policja. Kask,  rękawiczki,  gogle,  a  nawet  wąsy –
wszystko było czarne.

–  Witam  –  odezwała  się  przyjaźnie,  kiedy  pochylił  się  nad  nią.  –  O  co 

chodzi?

– Proszę ściszyć muzykę – usłyszała w odpowiedzi. Posłusznie wyłączyła 

magnetofon.

– Prawo jazdy i dowód rejestracyjny – powiedział rzeczowym tonem.
Nie  był  zbyt  przyjaźnie  nastawiony, więc  szybko  pochyliła  się w  stronę 

sąsiedniego siedzenia  po  torebkę.  Wyjęła  z  portfela prawo  jazdy i  sięgnęła  do 
schowka po dowód rejestracyjny.

– Powoli – ostrzegł ją. – Żadnych gwałtownych ruchów.
Sara spojrzała na niego zaskoczona. O co ją podejrzewał?
Że wyciągnie pistolet? To chyba żarty. Ona, Sara Rose Greenleaf, potem 

Markham  i  znowu  Greenleaf,  matka,  członkini  komitetu  rodzicielskiego, 
organizatorka  dorocznego  kiermaszu  miast,  szanowana  obywatelka,  popełniła 

background image

coś złego? Można się uśmiać! Bez słowa sięgnęła znowu do schowka i nacisnęła 
przycisk zamka, ale pokrywa nie odskoczyła. Spróbowała jeszcze raz – i znowu 
nic.  Westchnęła  głęboko.  Była  bardzo  przywiązana  do  swojego 
trzydziestoletniego  „garbusa”.  Związane  z  nim  były  najmilsze  wspomnienia  z 
młodości  i  pierwsza  samodzielna  podróż.  Ale  teraz  oboje  nie  byli  już  tacy 
młodzi. Sara, trzy lata starsza od samochodu, jest rozwódką z dwojgiem dzieci, 
a  samochód  robi  się  coraz  droższy, gdyż  ciągle  kupuje  do  niego  nowe  części. 
Całe szczęście, że sama potrafi go naprawiać i w zasadzie tylko to powstrzymuje 
ją przed kupnem nowego auta. No i może jeszcze stały brak pieniędzy.

Uderzyła  w  zamek  pięścią,  ale  na  próżno.  Schowek  nadal  pozostawał 

zamknięty.

– Zaciął się – powiedziała, uśmiechając się nerwowo.
– To się często zdarza, to znaczy nieczęsto, czasami...
– wyjaśniała, usiłując jednocześnie otworzyć schowek.
– I to wtedy... kiedy jest mi to zupełnie nie na rękę.
Policjant nie zmienił wyrazu twarzy. Westchnął z rezygnacją i popatrzył 

uważnie na Sarę. Zauważyła, że jedną rękę nadal trzymał na kolbie pistoletu.

– Przysięgam, że dowód rejestracyjny jest w środku – powiedziała. – Nie 

mogę tylko otworzyć tego głupiego zamka. Może... może pan by spróbował?

–  Proszę  pani,  ja...  –  urwał,  westchnął  jeszcze  raz  i  potrząsnął  głową, 

jakby nie rozumiał, co się dzieje. Dopiero teraz Sara zauważyła jego nazwisko 
na plakietce przypiętej nad odznaką. Nie była pewna, czy rzeczywiście tak się 
nazywa, czy jest to jakiś żart.

–  Nazywa  się  pan  Lawless?* 

[*  bezprawny  (przyp.  tłumacza)]

–  spytała  bez 

zastanowienia,  nie  mogąc  powstrzymać  uśmiechu.  –  Policjant  o  takim 
nazwisku?

– No cóż – westchnął ciężko.
Z  tonu  jego  głosu  domyśliła  się,  że  przeżywał  już  podobne  chwile  i  że 

absolutnie nie ma zamiaru przedłużać rozmowy. Przygryzła dolną wargę. Nagle 
zapragnęła wiedzieć, jakiego koloru są jego oczy ukryte za ciernymi szkłami. W 
milczeniu podała mu prawo jazdy, ale nie wziął go do ręki, tylko patrzył na nią 
oskarżycielsko.

–  Pokazałabym  panu  dowód  rejestracyjny,  ale  przecież  nie  mogę 

otworzyć tego cholernego schowka – przypomniała.

–  Proszę  otworzyć  drzwi  –  nakazał.  Brzmiało  to,  jakby  zmuszał  się  do 

mówienia.  Przeszedł  na  drugą  stronę  samochodu.  Sarze  wydawało  się,  że 
mruczy coś na jej temat pod nosem. Pochylił się nad schowkiem i próbował go 
otworzyć.

– Widzi pan! – nie mogła się powstrzymać. – Przecież mówiłam.
Lawless  popatrzył  na  nią  uważnie.  Albo  Sarze  tylko  się  tak  wydawało. 

Nie  mogła  widzieć  jego  oczu  ukrytych  za  ciemnymi  szkłami.  Wsunął  się  na 

background image

siedzenie obok niej i nagle samochód wydał się bardzo mały. Nie zdawała sobie 
wcześniej sprawy, że ów policjant jest taki wysoki. Był tak blisko niej, że czuła 
ciepło  jego  ciała.  Zauważyła  kajdanki  niedbale  wsunięte  za  pasek.  Poczuła 
dziwne  podniecenie,  gdy  przemknęło  jej  przez  myśl,  do  czego  mogliby  je 
wspólnie wykorzystać.

Zaskoczyło  ją  to,  ale  natychmiast  odrzuciła  tę  myśl,  rumieniąc  się  ze 

wstydu.  Zbyt  długo  byłam  sama,  pomyślała.  A  może  to  brak  wapnia  w 
organizmie. Coś na ten temat ostatnio czytała.

Tymczasem  policjant  jeszcze  raz  uderzył  w  oporny  zamek  i  schowek 

stanął  otworem.  Radość  Sary  natychmiast  zgasła,  gdy  cała  jego  zawartość 
wysypała się na kolana Lawlessa. Poza niezbędnymi rzeczami, takimi jak mapy, 
latarka  i  chusteczki, znajdowały się  tam również torebki  z  ketchupem i  sosem 
sojowym,  dziwne  stworki  zrobione  z  klocków  lego,  skarpetki  i  kolczyki  bez 
pary.

Sara sięgnęła po jeden z nich.
–  Patrzcie,  patrzcie  –  zaczęła  –  tak  długo  go  szukałam.  –  Włożyła  go  i 

popatrzyła w lusterko. – Co my tu jeszcze mamy? – dodała, patrząc na kolana 
policjanta.

Nagle  dostrzegła  kwadratową  paczuszkę  owiniętą  folią,  opartą  o  udo 

siedzącego  przy  niej  mężczyzny.  Prezerwatywa?  Boże!  Skąd  się  tutaj  wzięła? 
To pewnie Micheala. Ale przecież rozstali się trzy lata temu. Czyżby tak długo 
nie robiła porządków w schowku?

Sara wyciągnęła rękę, aby ją wziąć, ale Lawless był szybszy. Przytrzymał 

ją  za  rękę,  podniósł  paczuszkę,  przyjrzał  się  jej  dokładnie,  a  potem  popatrzył 
badawczo na Sarę.

–  To  pewnie  mojego  męża  –  wyjąkała,  czerwona  ze  wstydu.  –  To 

znaczy.... on nie jest moim mężem, już nie, ale...

Na  twarzy  przedstawiciela  prawa  malował  się  wyraz  kompletnego 

zaskoczenia.

– To znaczy... – O Boże, co to właściwie znaczy?
– Już dobrze. – Policjant wrzucił paczuszkę do schowka, a potem zaczął 

zbierać pozostałe rzeczy.

Nie  pojmował,  co  się  tutaj  dzieje.  Dotykał  ostrożnie  poszczególnych 

przedmiotów, jakby były trujące.  Cały czas  zastanawiał się,  dlaczego ta  osoba 
wozi  ze  sobą  tyle  zupełnie  niepotrzebnych  drobiazgów.  Wpatrywał  się  w 
siedzącą obok niego kobietę, jakby chciał zrozumieć, kim ona jest. Gdy wsiadał 
do samochodu, poczuł jej zapach, urzekający aromat kwiatów, nie pasujący do 
zwykłych dżinsów i koszulki bawełnianej z krótkimi rękawkami, które miała na 
sobie. Potargane blond włosy opadały niedbałymi kosmykami na czoło. Wielkie 
brązowe oczy patrzyły na niego z obawą.

Nagle  zorientował się, że  ciągle  trzyma  ją  za  rękę.  Spojrzał na  jej dłoń. 

background image

Była  silna,  koścista,  o  poobgryzanych  paznokciach.  Na  wskazującym  i 
środkowym palcu bielały plastry. Puścił dłoń, a kobieta natychmiast przesunęła 
nią po włosach. Z jednym kolczykiem w uchu wyglądała jak włóczęga.

Nie  podobała  mu  się.  Nie  lubił  kobiet,  które  nie  dbają  o  swój  wygląd  i 

których ruchy są nerwowe i gwałtowne. Miał już dość dzisiejszego dnia – a tu 
jeszcze  ta  dziwaczna istota, na  dodatek  w przedpotopowym  pojeździe.  No i  ta 
prezerwatywa... Nie wyglądała na kobietę, która nosi przy sobie takie rzeczy. A 
poza tym wspomniała o facecie, który jest czy też nie jest jej mężem?

Sara  również  zaczęła  zbierać  porozrzucane  przedmioty  i  wkładać  je  do 

schowka. Griffin poczuł nagle dotyk jej palców na udach i  wstrzymał  oddech. 
Wyglądało na to, że ta kobieta zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, co robi. 
Jej palce powędrowały nieco wyżej, a wtedy Lawless drgnął i zaczął w panice 
wysiadać  z  samochodu.  Znowu  kilka  rzeczy  spadło  na  podłogę,  a  on  sam 
uderzył głową o sufit auta. Dobrze, że miał na sobie kask, chociaż nie pomogło 
mu to, gdy pośpiesznie zatrzaskując drzwi, przyciął sobie boleśnie palec.

–  Cholera!  –  zaklął  i  chwycił  palec  drugą  ręką.  Obszedł  samochód 

dookoła  i  zatrzymał  się  koło  okna,  wpatrując  w  kobietę  wzrokiem  pełnym 
podejrzliwości.  To  pewnie  jakaś  studentka,  pomyślał.  W  jej  oczach  wyczytał 
troskę  i  poczucie  winy.  Oczywiście,  powinna  się  tak  czuć.  –  Prawo  jazdy  i 
dowód  rejestracyjny – powiedział stanowczo, tak jakby nic się do tej pory nie 
wydarzyło.  Kobieta  uśmiechnęła  się  nerwowo  i  zaczęła  grzebać  w  otwartym 
schowku.  Przyglądał  się  jej  z  uwagą,  wierząc,  że  powoduje  nim  zwykła 
ciekawość. Żółta bluzka ściśle przylegała jej do pleców, więc od razu domyślił 
się,  że  zatrzymana  nie  nosi  stanika.  Opuścił  wzrok  niżej,  patrząc  na  krągłość 
bioder. Była zbyt szczupła, jak na jego wymagania, ale zgrabna. Sara dostrzegła 
jego  zainteresowanie  i  jej  radość  ze  znalezienia  dowodu  rejestracyjnego 
natychmiast zgasła.

– Już pan obejrzał wszystko? – mruknęła.
Griffin  bez  słowa  wyciągnął  rękę  po  dokument.  Wręczyła  mu  go  ze 

złością.

– Czy pani wie, z jaką prędkością pani jechała? – zapytał.
–  Siedemdziesiąt  kilometrów  na  godzinę?  –  odezwała  się  z  nadzieją  w 

głosie.

– A może dziewięćdziesiąt?
– To niemożliwe... – Potrząsnęła przecząco głową. – Ja...
– Dziewięćdziesiąt w pobliżu szkoły – wyjaśniał dalej.
– Szkoła? Przecież tu nie ma szkoły. A zresztą jest południe i dzieci są w 

budynku.

– Wiele dzieci wraca do domu na obiad.
Sara  nie  miała  o  tym  wszystkim  najmniejszego  pojęcia.  Zazwyczaj  nie 

jeździła  tędy,  ale  dzisiaj,  kiedy  była  już  spóźniona  na  spotkanie  z  bratem, 

background image

postanowiła  jechać  krótszą  drogą.  Chciała  to  powiedzieć  policjantowi,  ale  ten 
nagle  zniknął.  Zobaczyła  w  lusterku,  że  stoi  koło  motocykla  –  z  pewnością 
chciał sprawdzić jej kartotekę. Oburzyło ją to do głębi.

– Ja to wszystko panu wytłumaczę – odezwała się, gdy znów podszedł do 

niej.  Machnął  przyzwalająco  ręką.  –  Byłam  już  spóźniona  na  spotkanie...  –
zaczęła i zorientowała się, że wybrała zły sposób.

Oczekiwał  czegoś bardziej zaskakującego, na  przykład oświadczenia,  że 

gonili ją kosmici, czy coś w tym rodzaju.

Policjant  jeszcze  raz  spojrzał  na  dokumenty,  a  potem  wziął  do  ręki 

bloczek i zaczął w nim coś pisać.

– Proszę pana – zaczęła jeszcze raz. – Miałam się spotkać z moim bratem 

dwadzieścia minut temu, a on nie cierpi, jeśli się spóźniam. Zawsze marudzi, bo 
brak mu pewności siebie. Ilekroć jestem z nim umówiona, spóźniam się. To jest 
zupełnie  niezależne  ode  mnie.  Pewnie  jest  to  jakoś  uwarunkowane 
psychologicznie,  ale  w  końcu  wielu  braci  i  sióstr  nie  żyje  w  zgodzie.  Wally 
zawsze  tłumaczy  moje  spóźnienia  tym,  że  szesnaście  lat  temu  nasi  rodzice 
rozwiedli  się  i  ciągle  mnie  pyta,  czy  byłam  u  psychoanalityka,  którego  mi 
polecił. Chcę tego uniknąć...

Urwała, bo usłyszała w swoim głosie nutkę histerii. Zawsze mówiła dużo, 

gdy była zdenerwowana. Kiedy zorientowała się, że policjanta nie interesuje jej 
wypowiedź, spróbowała innego sposobu.

– Uwierzyłby mi pan, gdybym powiedziała, że gonili mnie kosmici?
Przestał pisać, ale nawet nie spojrzał na nią.
– Albo że umówiłam się z... Zresztą to nieważne. Zaczął znowu pisać.
Sara  westchnęła.  Tylko  tego  brakowało  jej  do  szczęścia.  Nie  mogła 

spóźnić  się  na  spotkanie  z  Wallym,  nie  była  też  w  stanie  wysłuchać  jego 
kolejnego  monologu  o  tym,  jak  poplątane  było  jej  życie  od  czasu  rozwodu,  a 
kiedy policjant podał jej mandat do podpisania, z przerażeniem zorientowała się, 
że nie stać jej na zapłacenie takiej kwoty.

– Siedemdziesiąt pięć dolarów?! – krzyknęła wystraszona.
Policjant  skinął  spokojnie  głową.  Sara  czuła,  że  oblewa  ją  pot,  więc 

zaczęła się zastanawiać, co mogłoby tego policjanta wyprowadzić z równowagi.

–  Tak  jest,  proszę  pani.  Tyle  wynosi  kara  za  nadmierną  prędkość  w 

pobliżu szkoły.

– Ale ja przecież wcale nie jechałam tak szybko.
– Jechała pani.
Popatrzyła  na  niego  zmrużonymi  oczami.  Nie  umiała  postępować  z 

osobami  mającymi  jakąś  władzę.  Zaczęło  się  to  już  w  pierwszej  klasie,  gdy 
została  ukarana  przez  dyrektora  za  to,  że  rzucała  papierowymi  kulkami  w 
Bobby’ego Burgessa, chociaż to on zaczął. Jej małżeństwo też było nieudane, bo 
mąż wprowadził rygory, którym nie chciała się podporządkować.

background image

–  Nie  mogę  tyle  zapłacić  –  powiedziała,  oddając  mu  nie  podpisany 

mandat. – Bardzo mi przykro.

–  Zawsze  może  pani  powtórzyć  egzamin  uprawniający  do  posiadania 

prawa jazdy – zauważył policjant, przyglądając się jej z uwagą.

Powtórzyć  egzamin?  –  zapytała  Sara.  –  Ach  tak,  słyszałam  o  tym. 

Zamykacie ludzi w okropnej sali i pokazujecie im filmy o tym, jakie są rezultaty 
złego  prowadzenia  samochodu:  dzieci  bez  głów  i  rozjechane  doszczętnie 
zwierzęta. – Zastanowiła się przez chwilę. – A może odwrotnie: zwierzęta bez 
głów  i  rozjechane dzieci...? Nie, dziękuję,  mogę coś takiego obejrzeć  w kinie, 
jeśli będę chciała. Nie chcę zdawać żadnego egzaminu.

Zauważyła, że zacisnął szczęki. Pochylił  się nad okienkiem i  nagle Sara 

zaczęła  się  zastanawiać,  jakie  szaleństwo  ogarnęło  ją,  że  pozwoliła  sobie  na 
dyskusję.

–  Wobec  tego,  proszę  pani  –  złowrogo  powiedział  policjant  –  muszę 

zawieźć panią na komisariat w kajdankach, gdyż stawiała pani opór władzy.

Sara już otworzyła usta, aby podjąć dalszą dyskusję, ale zrozumiała, że to 

jej  nic  nie  da  –  najwyżej  zapewni  miejsce  w  areszcie  –  więc  nabazgrała 
nieczytelnie swoje nazwisko w miejscu, które wskazywał policjant.

– Będę się bronić w sądzie – zapewniła swego prześladowcę.
Policjant  po  raz  pierwszy  uśmiechnął  się.  Sarze,  ku  jej  wściekłości, 

bardzo się ten uśmiech podobał.

–  No  cóż,  proszę  pani,  w  takim  razie  do  zobaczenia  w  sądzie  –

powiedział, rzucając kopię mandatu na jej kolana. – Życzę miłego dnia.

Dopiero  gdy  policjant  znalazł  się  przy  motocyklu,  Sara  ulżyła  sobie, 

szepcząc  cicho  „świnia”.  Patrzyła,  jak  funkcjonariusz  wsiada  na  motocykl  i 
rusza, wzbijając obłok kurzu.

Złożyła  mandat  i  schowała  go  do  torebki,  mrucząc  pod  nosem  coś  o 

faszyzmie,  państwie  policyjnym,  niesympatycznych  braciach  i  okropnych 
mężczyznach w ogóle. Potem włączyła silnik. Na pewno nie był to udany dzień, 
a na dodatek zdawała sobie sprawę, że wieczór będzie jeszcze gorszy.

Późnym  piątkowym  popołudniem  Griffin  Lawless  siedział  na  ławce  w 

szatni komisariatu i zamyślony wpatrywał się w swoją szafkę. To był straszny 
tydzień.  Spojrzał  na  kalendarz  przyczepiony  do  obdrapanych  drzwiczek  –
zestaw nic nie znaczących dat. W czwartek wizyta u dentysty... jutro wieczorem 
randka  z  tą  rudowłosą  z  wydziału  zabójstw  i  spotkanie  z  grupą  skautów  w 
poniedziałek.

Przesuwał  wzrokiem  po  kolejnych  datach,  aż  natrafił  na  jedną, 

zaznaczoną  czerwonym  tuszem  i  kilkakrotnie  obwiedzioną  ramką.  Właśnie 
wtedy,  w  przyszły  piątek,  miały  być  dziewięćdziesiąte  piąte  urodziny 
pradziadka. Tego dnia Griffin miał go ujrzeć po raz pierwszy. Ale, niestety, już 

background image

go nie pozna. Nie udało się pradziadkowi powrócić do Stanów z Nowej Zelandii 
– jego ciało spoczywa teraz spokojnie w morzu.

W  zeszłym  tygodniu  zadzwonił  do  niego  adwokat  i  zawiadomił  go  o 

śmierci  Harolda  Mercera.  Ponieważ  okazało  się,  że  Griffin  był  jego  jedynym 
żyjącym  krewnym,  został  spadkobiercą  całego  majątku.  Zaskoczyło  go,  że  ci 
zamożni ludzie, posiadający wspaniałe domy na przedmieściu Clemente, to jego 
rodzina.  Od dzieciństwa wiedział, że byli najznakomitszymi  obywatelami tego 
miasta, a teraz okazało się, że jest jednym z nich.

Zmiął  czarną  koszulę  od  munduru  i  wcisnął  ją  bezceremonialnie  do 

sportowej  torby.  Zsunął  następnie  buty  i  wstał,  żeby  wyzwolić  się  z  czarnych 
spodni.  Unikał  gwałtownych  ruchów  lewą  ręką,  by  nie  czuć  bólu,  który  nadal 
mu dokuczał. Wszedł pod prysznic.

Stał pod strumieniami wody. Jej ciepło docierało do zmęczonych mięśni, 

zmniejszając  napięcie  i  ból  –  efekt  zarówno  rany  postrzałowej  sprzed  dwóch 
miesięcy,  jak  i  przeżyć  związanych  z  odnalezieniem  krewnego,  którego  zaraz 
potem utracił. Zrozumiał wtedy, iż życie mija tak szybko, że czasami człowiek 
nie zdąży się nawet nim nacieszyć.

Przypomniał  sobie  zapach  kwiatów,  pełne  blasku  oczy  koloru  kawy  i 

włosy, które aż prosiły się, by ich dotknąć. Starał się nie myśleć o tej kobiecie. 
Przecież  wypisał  jej  mandat.  Nawet  jeśli  kiedyś  spotka  ją  przypadkowo,  na 
pewno nie zechce z nim rozmawiać. Ale nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy 
przypomniał sobie wyraz jej twarzy, kiedy ze schowka wypadła prezerwatywa. 
Dawno już nie widział, by ktoś się tak rumienił ze wstydu.

–  Griffin?  Jesteś  tam?  –  usłyszał  głos  swego  kolegi,  Mitchella 

Stonestreeta, i krzyknął:

– Jestem, stary.
–  Mam dla  ciebie  dobre  wiadomości  – powiedział  Stony, pokazując  mu 

białą,  służbową  kopertę.  –  Kapitan  Pierce  przysyła  ci  to.  Awansowałeś. 
Będziesz  w  wydziale  do  spraw  nadużyć  i  korupcji.  Zupełnie  nie  rozumiem, 
dlaczego  chcesz  zajmować  się  takimi  sprawami.  Powinieneś  pracować  w 
zabójstwach lub w wydziale do spraw walki z nierządem.

Nagi,  ociekający  wodą  Griffin  podszedł  do  Stony’ego  i  wyjął  mu  z  rąk 

kopertę  z  nadrukiem  Wydziału  Policji  w  Clemente,  Ohio.  Koperta  szybko 
zmiękła  w  wilgotnym  powietrzu.  Ale  treść  pisma  była  czytelna  i  w  pełni 
odpowiadała pragnieniom Griffina. Uśmiechnął się.

– Zabójstwa są zbyt ponure – powiedział – a ci z wydziału do spraw walki 

z  nierządem  to  wariaci.  Nadużycia  i  korupcja...  No  cóż,  przyszło  to  w 
odpowiedniej chwili. Poza tym, stary, brakowało mi ciebie, odkąd odszedłeś z 
patroli ulicznych, więc złożyłem podanie o przeniesienie. I wreszcie je dostałem.

Oddał  pismo  wraz  z  kopertą  przyjacielowi  i  wrócił  pod  prysznic,  by 

spłukać z siebie resztki mydła.  Stony rzucił  mu ręcznik,  a Griffin zawiązał go 

background image

sobie niedbale wokół bioder.

–  Nie  było  wolnych  etatów  wcześniej  –  powiedział  Stony  –  ale  żona 

Tommy’ego  Gundersena  awansowała  i  oboje  wyjeżdżają  na  zachód.  –
Uśmiechnął się i dodał: – Znowu będziemy razem pracować. Bardzo się cieszę.

– Jak za dawnych, dobrych czasów.
– Zaczynasz za dwa tygodnie – mówił Stony, idąc za Griffinem do szatni. 

– Czy uda ci się je przeżyć bez kłopotów?

– Na pewno. Postaram się. – Griffin skinął niecierpliwie głową.
– Nie będzie już żadnych pojedynków z bandziorami?
Griffin  nachmurzył  się  i  mimowolnie  dotknął  ramienia.  Blizny  były 

jeszcze  różowe,  choć  zarówno na  piersi,  jak  i  na  łopatce  wszystko się  pięknie 
zagoiło.

–  Nie  martw  się  o  mnie.  Mam  nadzieję,  że  już  nigdy  nie  będę  musiał 

patrzeć w wylot lufy. Właśnie to było powodem mojej prośby o przeniesienie. 
Praca w mundurze staje się coraz bardziej niebezpieczna.

–  Niebezpieczna?  I  kto  to  mówi?  –  Stony  popatrzył  na  przyjaciela  z 

niedowierzaniem. – Facet, który wakacje spędza na pustyni, by móc jeździć na 
motorze bez świateł?

– Na pustyni nikt do mnie nie strzela – powiedział Griffin ze smutkiem. –

Na  ulicy  może  wiele  się  zdarzyć,  a  ja  chcę  dożyć  starości  i  cieszyć  się 
emeryturą.

Gestem powstrzymał Stony’ego, który chciał coś powiedzieć. Dobrze znał 

jego  argumenty,  że  nie  ma sensu  przechodzić  na  emeryturę,  gdy  wiadomo,  że 
będzie się żyć w osamotnieniu. Przyjaciel miał rację. Rodzice Griffina nie żyli, 
nie  miał  żadnej  rodziny,  nawet  pradziadek,  tak  niespodziewanie  odzyskany, 
umarł.  Jest  trzydziestosiedmioletnim  mężczyzną,  który  niczego  specjalnego 
dotąd nie osiągnął i faktycznie nie wie, co zamierza robić w przyszłości.

Griffin włożył czarny podkoszulek, buty, zarzucił czarną torbę na ramię, 

zastanawiając  się  przez  cały  czas  nad  tym,  nurtującym  go  już  od  dawna, 
problemem. Chyba nadszedł już czas, żeby zaczął myśleć o swojej przyszłości.

– Masz jakieś plany na dzisiaj? – zapytał przyjaciela.
– Nie. Elaine nie odzywa się do mnie.
– Znowu? Co jej tym razem zrobiłeś?
– Nie mam pojęcia. – Stony ciężko westchnął.
–  Czyli  wszystko bez  zmian. –  Griffin uśmiechnął się. –  Pójdziemy  coś 

zjeść?

– Pewnie.
Wzięli swoje rzeczy i wyszli z posterunku. Był piękny wiosenny wieczór.
–  Wiesz  –  zaczął  Stony,  gdy  zatrzymali  się  koło  harleya  davidsona 

Griffina – może ty byś mi pomógł rozwiązać tę cholerną zagadkę, jaką stanowią 
kobiety. Miałeś przecież z nimi do czynienia.

background image

– Tak... – Griffin zapiął kask i włączył silnik. – Wierz mi, ja także ich nie 

rozumiem. To co, zobaczymy się w Delgado?

–  Ten,  który  zjawi  się  tam  pierwszy,  stawia  kolejkę  –  zaproponował 

Stony.

Griffin  skinął  głową  i  zwiększył  moc  silnika.  Nieoczekiwanie 

przypomniał  sobie  kobietę,  którą  ukarał  mandatem  dziś  po  południu. 
Obserwowała  go  w  lusterku.  Uśmiechnął  się.  Pewnie  nie  wiedziała,  że  to 
zauważył.  Ciekawe,  co  by  zrobiła,  gdyby  wówczas  zawrócił,  aresztował  ją  i 
dokonał rewizji.

Pewnie oskarżyłaby go o napastowanie seksualne i w końcu wsadziła do 

więzienia. W sumie była tego warta.

Zaśmiał  się  do  siebie,  włożył  okulary  i  odjechał  z  parkingu.  Sara 

Greenleaf jest już przeszłością i na pewno nigdy więcej się nie spotkają.

Ale, myślał dalej, miała cudowny uśmiech i nigdy jeszcze nie widział tak 

pięknych  oczu.  Ciekawe,  czy  jej  włosy  są  tak  miękkie  w  dotyku,  jak  to  sobie 
wyobrażał...

background image

ROZDZIAŁ DRUGI

– Jak ci się udał lunch z bratem?
– Tak jak zawsze – powiedziała Sara, unosząc wzrok znad nieforemnego 

ciasta czekoladowego, które właśnie lukrowała. – Wally nie może zrozumieć, że
nie jestem taka ambitna jak on. Uważa, że zrujnowałam sobie życie, rozwodząc 
się z Michaelem.

–  Powiedz  mu,  żeby  się  wreszcie  od  ciebie  odczepił  z  tymi  swoimi 

uwagami – doradziła jej Elaine. – To, że zarządza firmą, wcale nie oznacza, że 
może rządzić wszystkimi.

Sara  skinęła  głową.  Chciałaby,  żeby  wszystko  było  tak  proste,  jak 

przedstawiła to Elaine.

– Mimo wszystko lunch nie był taki zły. Gorsze było to, co spotkało mnie 

wcześniej.

Minęły  trzy  dni,  odkąd  została  ukarana  mandatem.  W  dalszym  ciągu 

uważała, że nie powinna była go dostać. Za każdym razem, gdy przypominał się 
jej  policjant  Lawless,  czuła,  jak  mrówki  chodzą  jej  po  karku.  Nie  wiedziała, 
dlaczego tak się dzieje i dlaczego nie może o nim zapomnieć. Dobrze, że teraz, 
przygotowując  poczęstunek  dla  drużyny  skautów,  mogła  choć  na  trochę 
oderwać się od tych myśli.

– A co się wydarzyło przed lunchem? – zapytała Elaine, rozstawiając na 

stole w jadalni papierowe kubki i talerze.

– Dostałam mandat za nadmierną szybkość – wybąkała Sara, starając się 

rozsmarować  grubą  warstwę  lukru  na  środku  ciasta.  Nie  była  zbyt  dobrą 
kucharką, a wypieki wychodziły jej jeszcze gorzej.

Elaine  pojawiła  się  w  drzwiach  kuchni.  Patrzyła  na  Sarę  z 

niedowierzaniem.

–  Ty?  Mandat?  –  zapytała.  –  Za  nadmierną  szybkość?  W  tym  starym 

gracie? Przecież on nie jest w stanie jechać szybciej niż czterdzieści kilometrów 
na godzinę.

– Bardzo śmieszne! – wykrzyknęła Sara. – Nie mówmy już o tym.
– Dobrze.  –  Elaine  wzruszyła  ramionami  i  wróciła  do  swoich  zajęć.  –

Aha, czy zaprosiłaś na dzisiaj odpowiednich facetów?

– Oczywiście, że tak – odpowiedziała Sara. – I chyba udało mi się nawet 

znaleźć  dość  ciekawych.  Mamy  rzeczoznawcę,  księgowego,  programistę 
komputerowego i właściciela zakładu pogrzebowego.

–  Saro,  to  jest  spotkanie  zorganizowane  dla  małych  chłopców  na  temat 

wyboru  zawodu.  –  Elaine  znowu  pojawiła  się  w  kuchni  z  grymasem 
niezadowolenia  na  twarzy.  –  O  czym,  na  Boga,  mogą  ci  ludzie  opowiedzieć 
takim dzieciakom?

background image

–  Mają  dobrze  płatne  zawody,  na  które  i  w  przyszłości  będzie  popyt.  –

Sara  za  nic  nie  chciała  się  przyznać  do  porażki.  Musiała  się  bronić.  Przecież 
starała  się  jak  najlepiej  wykonać  powierzone  jej  zadanie.  Poza  tym  nie  znała 
zbyt wielu mężczyzn i niełatwo jej było zaprosić nawet tych czterech. Z dwoma 
musiała się umówić na randkę. – A kogo ty zaprosiłaś?

–  Pilota  wojskowego,  baseballistę  z  Cincinnati,  strażaka  i  policjanta  –

wyrzuciła z siebie jednym tchem Elaine.

– Policjanta? – spytała ironicznie Sara.
–  Gdybym  wiedziała,  że  wejdziesz  w  konflikt  z  prawem...  –  roześmiała 

się Elaine.

– Ha! Ha! Ale zabawne.
– Nie złość się. Chłopcy z pewnością będą zachwyceni tym spotkaniem.
Sara uśmiechnęła się i skapitulowała. Pomyślała o swoich synkach. Tak, 

Jack i Sam nie mogą się doczekać dzisiejszego popołudnia.

–  Jak  ci  się  udało  zaprosić  takich  ludzi?  Baseballista?  Z  Czerwonych  z 

Cincinnati?

–  Och,  po  prostu  wybrałam  kilka  numerów  z  mojego  notesu  –  z  dumą 

uśmiechnęła się Elaine.

– Ty i ten twój notes. Muszę do niego kiedyś zajrzeć.
– Sara z niedowierzaniem potrząsnęła głową.
–  Hej!  Proponowałam  ci  przecież,  że  cię  z  kimś  umówię.  Pamiętasz?  –

przypomniała Elaine. – Ten facet z cyrku tak bardzo chciał cię poznać.

–  Żywa  kula  armatnia?  Nie,  dzięki.  Moje  życie  z  Michaelem  było 

wystarczająco  ekscytujące.  Teraz  chciałabym  poznać  jakiegoś  miłego, 
zrównoważonego, normalnego chłopaka. Żadnych awanturników.

– Aha! – Elaine ze zrozumieniem pokiwała głową.
–  Czyli  księgowego  albo  rzeczoznawcę,  albo  przedsiębiorcę 

pogrzebowego?

–  Może  i  tak  –  zgodziła  się  Sara.  –  Cóż  złego  widzisz  w  związku  ze 

spokojnym człowiekiem?

– Nic, jeśli chcesz zanudzić się na śmierć – zgodziła się z nią Elaine.
–  Nie  mam  zamiaru  o  tym  z  tobą  dyskutować  –  powiedziała  Sara, 

skończywszy dekorowanie ciasta. Nie wyglądało zbyt ładnie.

–  Ty,  na  przykład,  uważasz,  że  skoki  z  użyciem  liny  to  nudny  sport  –

zauważyła Elaine.

– Bo to fakt. – Sara nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Różniły się 

od  siebie  zdecydowanie.  Elaine  była  wysoka,  pięknie  zbudowana,  a  jej 
wspaniałe  czarne  włosy  spływały  lśniącą  kaskadą  do  połowy  pleców.  Miała 
szare, pełne życia i żądzy przygód oczy – przygód, których Sara wcale dla siebie 
nie pragnęła.

Ich przyjaźń zaczęła się dwa lata temu na zebraniu szkolnym. Jonah, syn 

background image

Elaine, chodził do tej samej klasy co bliźniacy Sary. Od sześciu miesięcy razem 
prowadziły sklep z antykami. Ich synowie należeli do tej samej drużyny i byli ze 
sobą bardzo zaprzyjaźnieni.

Elaine również była rozwódką. Pomagały sobie nawzajem, opiekując się 

dziećmi, dzięki czemu nieraz każda z nich  mogła mieć czas tylko dla siebie. I 
przyjaźń, i interesy rozwijały się bardzo dobrze.

– O Boże! – zawołała Elaine, otwierając lodówkę, by wyjąć kostki lodu. –

Zupełnie zapomniałam ci powiedzieć.

–  O  czym?  –  Sara  zakryła  ciasto,  by  na  nie  nie  patrzeć,  i  wytarła  ręce 

skrajem koszulki.

– Mamy pracę – Elaine uśmiechnęła się radośnie. – Jeden z tych facetów, 

którzy  przyjdą  dzisiaj  –  ten  policjant  –  niedawno  odziedziczył  dom,  tutaj  w 
Clemente,  i  chciałby,  żebyśmy  skatalogowały  i  wyceniły  znajdujące  się  tam 
rzeczy.

– My? – Sara nie mogła powstrzymać zdumienia.
– Oczywiście, że my. A czemuż by nie?
–  Bo  mamy  niewielkie  doświadczenie.  Nie  znamy  odpowiednich  ludzi. 

Takimi  sprawami  zajmuje  się  od  lat  firma  Harper’s  Antiques.  To  chyba 
wystarczy, prawda? Dlaczego on chce nas zatrudnić?

–  Może  dlatego,  że  podałam  mu  o  połowę  niższą  cenę.  –  Oczy  Elaine 

rozbłysły.

– No tak. To wystarczający powód.
– Poza tym – dodała z ociąganiem – to najlepszy przyjaciel Stony’ego.
–  Myślałam,  że  się  pokłóciliście.  –  Sara  spojrzała  na  przyjaciółkę  z 

uwagą. Miała okazję porozmawiać ze Stonym tylko dwa razy. Niemniej uważała 
go za bardzo sympatycznego człowieka.

– Raz się kłócimy, raz godzimy. – Elaine wzruszyła ramionami. A potem, 

zanim Sara zdążyła coś powiedzieć, dodała: – Ale to nie wszystko.

– Niemożliwe?  –  Sara  nie  mogła  powstrzymać  się  od  uśmiechu.  Elaine 

lubiła  być  tajemnicza.  Starała  się  ciągle  zaskakiwać  swoich  przyjaciół.  –  Co 
jeszcze?

– Poczekaj, aż usłyszysz, o który dom chodzi.
– Elaine, przestań już. Powiedz wreszcie wszystko.
– Dobrze. Więc chodzi o dom starego Mercera.
– Naprawdę?! – Sara otworzyła szeroko oczy i gwizdnęła cicho. – Zawsze 

chciałam przyjrzeć mu się z bliska.

Dom Mercera był opuszczony od wielu już lat, ale Sara pamiętała, że gdy 

była  małą  dziewczynką,  mieszkała  tam  Meredith  Mercer,  niezamężna  córka 
emerytowanego sędziego Harolda Mercera. Sędzia spędzał większość czasu na 
Wyspach  Kanaryjskich.  Po  śmierci  córki  zamknął  dom  i  już  się  tu  więcej  nie 
pojawił.

background image

Przejeżdżając obok tego domu, Sara nieraz zastanawiała się, jakie skarby 

mogą kryć się w jego wnętrzu.

Teraz dom przejdzie w inne ręce, a może nawet zostanie zburzony. Dzięki 

Bogu, w świetle tego, co  mówiła Elaine, ta pierwsza możliwość wydawała się 
być zupełnie nierealna. Widocznie stary sędzia miał więcej dzieci i jedno z nich 
postanowiło  tu  zamieszkać.  A  marzenia  Sary  o  skarbach  Mercera  nareszcie 
miały się spełnić.

–  Będziesz  mogła  oficjalnie  tam  wejść  –  stwierdziła  Elaine  –  bo 

spadkobierca dzisiaj podpisał z nami umowę.

– Tak po prostu?
Elaine skinęła głową, uśmiechając się radośnie.
Zanim Sara zdążyła coś powiedzieć, drzwi otworzyły się z hukiem i trzy 

postacie  przemknęły  obok  nich  ze  śmiechem  i  wrzaskiem.  Zniknęły  równie 
szybko,  jak  się  pojawiły,  a  przyjaciółki  zdążyły  tylko  potrząsnąć  z 
niedowierzaniem głowami.

–  Gdyby  można  było  wykorzystać  ich  energię,  ogrzalibyśmy  cały  kraj 

przez kilka kolejnych zim – odezwała się Sara.

Trzej chłopcy pojawili się znowu. Jonah wyglądał jak wierna kopia matki 

–  miał  czarne  włosy  i  błyszczące  szare  oczy.  Jack  i  Sam  nie  byli  do  siebie 
podobni.  Jack  z  niesfornymi  brązowymi  lokami  i  bursztynowymi  oczami 
przypominał  ojca,  podczas  gdy  jasnowłosy  i  ciemnooki  Sam  był  podobny  do 
Sary.

– Przyjechała pani Stevens z Markiem i Devonem – obwieścił Jack.
– Kiedy przyjdzie ten pilot? – dopytywał się Jonah.
–  Czy policjant przyniesie swój rewolwer? – chciał koniecznie wiedzieć 

Sam.

O Boże, pomyślała Sara, jeśli Nellie już jest, to wkrótce pojawią się inni 

chłopcy. Zorientowała się, że zupełnie nie jest gotowa. Spojrzała z zazdrością na 
Elaine:  jak  zawsze  spokojna,  ubrana  już  w  mundur  skautowski,  podczas  gdy 
Sara miała na sobie stare dżinsy i  rozciągniętą bluzkę, na dodatek poplamioną 
czekoladą.

– Elaine! Zajmij się chłopcami. Muszę się przebrać.
– Pospiesz się – odpowiedziała przyjaciółka.
Idąc przez hol Sara słyszała, jak Elaine rozmawia z Samem.
–  Tak,  policjant  będzie  miał  rewolwer.  Wszyscy  panowie  przyjdą  tak 

ubrani,  jak  chodzą  do  pracy,  więc  będziesz  mógł  wszystko  sobie  dokładnie 
obejrzeć.

Zadźwięczał dzwonek, a jednocześnie ktoś zapukał do kuchennych drzwi. 

Sara  nie  pomyślała  zupełnie  o  swoim  stroju  i  machinalnie  podeszła  do  drzwi 
frontowych, by je otworzyć. Gdy ujrzała na progu policjanta Lawlessa, o mało 
nie  zemdlała  z  wrażenia.  Pomyślała,  że  przyszedł,  aby  ją  aresztować  za  jakiś 

background image

haniebny  czyn,  jak  na  przykład  brzydkie  lukrowanie  ciasta  lub  pieczenie 
nieudanych babek. Potem popatrzyła na jego ciemne okulary i znowu ogarnęła 
ją ciekawość, jakiego koloru są jego oczy.

Ubrany był identycznie jak trzy dni temu. Ale teraz, stojąc z nim twarzą w 

twarz, zauważyła, że ma krótkie czarne włosy i gęsty zarost. Zaskoczyło ją to. 
Myślała,  że  tego  typu  osobnik  woli  dłuższe  włosy.  Może,  pracując  w  policji, 
musiał  je obciąć.  Nie zauważyła też  wcześniej,  jak  wspaniale  jest  zbudowany. 
Jeszcze  raz  zerknęła  na  jego  twarz.  W  czarnych  wąsach  błyszczały  srebrne 
niteczki,  a  na  policzku  miał  dość  dużą  bliznę,  która  z  pewnością  nie  była 
efektem skaleczenia się przy goleniu. Pomyślała, że musiał być ranny w jakiejś 
walce, co spowodowało, że wydał się jej jeszcze groźniejszy.

– Witam pana – odezwała się, zupełnie nie zastanawiając się nad tym, co 

mówi.  –  Czyżbym  popełniła  jakieś  kolejne  wykroczenie,  za  które  zapomniał 
mnie pan ukarać?

Zamiast odpowiedzieć, Griffin cofnął się i popatrzył na numer domu. To 

rzeczywiście tutaj. A niech to diabli! Tylko tego było mu potrzeba. Spotkania z 
intrygującą  blondynką,  o  której  nie  przestawał  myśleć  przez  cały  weekend. 
Czemu tu  przyszedł? Zrobił  to dla przyjaciela, a tego,  co  zastał, naprawdę  nie 
mógł  przewidzieć.  Stony  miał  dzisiaj  służbę  i  nie  mógł  zjawić  się  tutaj 
osobiście.  Ale  przecież  znajoma  Stony’ego  nie  nazywa  się  Sara  Greenleaf. 
Gdyby usłyszał to nazwisko, uciekłby z krzykiem. Co ona tutaj robi?

Była tak samo ponętna jak wtedy, może nawet bardziej, bo policzek miała 

umazany czekoladą, a brązowe plamy pokrywały rozciągnięty podkoszulek. Nie 
przypominała opiekunek skautowskich z dawnych czasów. Widocznie wiele się 
w tej organizacji zmieniło.

–  Witam  pana  –  powtórzyła,  a  wtedy  Griffin,  nie  zastanawiając  się  nad 

tym, co  robi,  wyciągnął dłoń  i  starł  kciukiem czekoladę  z  jej twarzy,  a  potem 
zlizał ją z palca.

Sara  wpatrywała  się  w  niego  z  osłupieniem,  a  on  po  prostu  uśmiechnął 

się.

– Powinna mieć w sobie więcej słodyczy, a mniej kwasu – powiedział i 

wszedł do środka.

– Czy mówi pan o polewie, czy o mnie? – usłyszał jej pytanie.
– Polewa jest wspaniała – odpowiedział bez wahania.
Był pewien, że jej reakcja będzie niecodzienna, więc zdjął okulary, by to 

lepiej widzieć. Wtedy wyraz twarzy Sary zmienił się gwałtownie, a usta, które 
miały zaprotestować, zamknęły się.

–  Czy  coś  się  stało?  –  zapytał  zaintrygowany.  Potrząsnęła  w  milczeniu 

głową, ale wpatrywała się w niego z takim natężeniem, jakby nagle wyrosła mu 
co najmniej druga głowa.

– Co się stało? – powtórzył.

background image

– Pańskie oczy... – powiedziała łagodnie i podeszła bliżej. – Są takie...
Tego się nie spodziewał.
– Jakie? – zapytał z zaciekawieniem. Westchnęła, a w jej głosie czuć było 

tęsknotę.

– Niebieskie – odpowiedziała cicho. – Ma pan niebieskie oczy. A ja, nie 

wiem dlaczego, byłam przekonana, że są czarne. A one są...

Umilkła. Griffin zaczął się zastanawiać, co jeszcze chciała powiedzieć.
Czuł, jak pod jej spojrzeniem zaczyna drżeć. Przez kilka sekund nie było 

w  jej  oczach  złości  i  mógł  dostrzec  w  nich  ogromną  tęsknotę.  Poczuł  się 
niepewnie, bo zrozumiał, że jego odczucia w odniesieniu do Sary są takie same. 
Wzbudzała w nim tęsknotę za czymś nieokreślonym, czego nie znał, a bez czego 
nie mógł żyć.

A potem ta chwila minęła.
Sara poczuła wielkie znużenie. Cofnęła się i zamknęła drzwi.
– Przepraszam – powiedziała nerwowo. – Muszę się przebrać.
I  zniknęła.  Griffin  poczuł  się  dziwnie  samotny.  Rozejrzał  się.  Dom  był 

typowy, jak setki innych na przedmieściu. Wszędzie pełno było kwiatów, zdjęć i 
porozrzucanych zabawek. Czyli pani Greenleaf jest mężatką i ma dzieci. Chyba 
w piątek wspominała coś o mężu? Nie mógł sobie tego przypomnieć. W każdym 
razie żaden mężczyzna nie przeszedłby obojętnie obok takiej kobiety.

Dlaczego więc w jej oczach było tyle tęsknoty? Może pan Greenleaf nie 

wypełniał  dobrze  swoich  obowiązków?  A  może  od  początku  nie  układało  się 
między nimi?

–  Kim pan  jest?  –  dobiegł go  z  tyłu  cichy głosik.  Griffin odwrócił  się i 

ujrzał  pięciu  małych  chłopców,  patrzących  na  niego  z  podziwem.  Uśmiechnął 
się.  Zdawał  sobie  sprawę,  że  w  mundurze  wygląda  imponująco.  Taki  wygląd 
pomagał mu w pracy. Dorośli traktowali go z szacunkiem, a co dopiero dzieci... 
Nie chciał ich oczywiście przestraszyć, ale cieszyło go wrażenie, jakie wywołał. 
Szkoda  tylko,  że  Sara  nie  reagowała  w  podobny  sposób.  Chętnie  by  ją 
postraszył, bo, prawdę mówiąc, obawiał się jej.

–  Nazywam  się  Griffin  Lawless  –  przedstawił  się  chłopcom.  –  Jestem 

policjantem w naszym mieście. Patrole motocyklowe.

–  A  ja  nazywam  się  Jack  Markham.  –  Najwyższy  chłopiec  śmiało 

wyciągnął do niego rękę. – A to jest mój młodszy braciszek Sam.

– Nie  jestem  twoim  młodszym  braciszkiem.  Mam  tyle  lat  co  ty  –

sprostował szybko Sam. Nie był tak pewny siebie jak jego brat.

–  Nieprawda  –  zaprzeczył  Jack.  –  Urodziłem  się  piętnaście  minut 

wcześniej. Tak mówi mama. Więc jestem starszy.

– Nie jesteś.
– Jestem.
– Nie jesteś.

background image

– Jestem.
–  Nazywam  się  Jonah  –  odezwał  się  trzeci  chłopiec,  podczas  gdy  dwaj 

bracia kontynuowali sprzeczkę. – Jonah Bingham. Chyba pan zna moją mamę.

–  Elaine.  –  Griffin  przypomniał  sobie  imię  dziewczyny,  z  którą  Stony 

spotykał się częściej niż z innymi.

– Zgadza się.
–  A  czyi  są  twoi  kłótliwi  koledzy?  –  zapytał,  nie  mogąc  powstrzymać 

uśmiechu.

– Moi.
Griffin  odwrócił się  i  ujrzał  Sarę,  która  przyłączyła  się  do  towarzystwa, 

więc jego uśmiech stał się jeszcze szerszy, gdy zobaczył ją w mundurze. Zdawał 
sobie  sprawę,  że  nie  jest  to  zbyt  atrakcyjny  strój,  ale  i  tak  na  jej  widok  krew 
zaczęła  mu  szybciej  krążyć  w  żyłach.  Czekolada  zniknęła  z  policzka,  włosy 
zostały  uczesane  i  przytrzymane  skórzaną  opaską.  Robiła  wrażenie  tak 
spokojnej i opanowanej, że aż zapragnął zrobić coś, by ją zdenerwować.

Nie zdążył jednak nawet wyrzec słowa, gdyż pokój zaczął się wypełniać 

ludźmi. Po kilku minutach, w czasie których Sara przedstawiła gości, zapanował 
spokój.  Reszta  wieczoru  upłynęła  w  atmosferze  kontrolowanego  chaosu,  ale 
każdy z gości miał szansę zaprezentować swój zawód i odpowiedzieć na wiele 
pytań. Potem toczyły się rozmowy towarzyskie przy ciastkach i kawie.

Griffin  bawił  się  doskonale.  Rzadko  miał  do  czynienia  z  dziećmi,  więc 

nawet  nie  zdawał  sobie  sprawy  z  tego,  jak  bardzo  je  lubi.  Po  jakimś  czasie 
zaczął się zastanawiać, jak by to było, gdyby miał własne.

Zauważył,  że  synowie  Sary  noszą  inne  nazwisko,  co  nastroiło  go 

optymistycznie. Na pewno jest rozwódką. Chyba że nie przyjęła nazwiska męża. 
Zauważył też, że nie nosi obrączki, ale w dzisiejszych czasach nie stanowiło to 
żadnego dowodu na to, że jest samotna.

Właściwie mógł do niej podejść i po prostu zapytać o stan cywilny. Ale z 

pewnością  potraktowałaby  to  pytanie  jako  chęć  nawiązania  znajomości,  co 
bezsprzecznie  było  jego  zamiarem.  Biorąc  pod  uwagę  mandat  o  wysokości 
siedemdziesięciu  pięciu  dolarów,  którym  ukarał  ją  parę  dni  wcześniej,  jej 
reakcja mogłaby być zupełnie inna niż ta, której pragnął. Wobec tego zadowolił 
się  patrzeniem  na  nią  i  cały  czas  czekał  na  jakiś  znak  z  jej  strony.  Wieczór 
dobiegał  końca,  a  Sara  nie  wykonała  żadnego  gestu.  Pomyślał,  że  pewnie 
błędnie odczytał jej reakcję przy powitaniu i postanowił wycofać się.

Gdy chciał powiedzieć jej, że musi już iść, znowu ujrzał w jej oczach tę 

dziwną  tęsknotę.  Nie  mylił  się.  Ona  również  była  nim  zainteresowana. 
Postanowił więc zostać jeszcze chwilę.

Sara  była  zupełnie  wykończona,  gdy  ostatnie  mamy  z  dziećmi  wyszły. 

Elaine zaproponowała, że jej pomoże posprzątać, ale Sara odesłała przyjaciółkę 
do domu. Chciała zostać sama i zastanowić się nad tym, dlaczego czuje się taka 

background image

podniecona.

Przez cały wieczór plątała się jej po głowie jedna myśl, a mianowicie, jak 

czarny  uniform  wspaniale  podkreśla  figurę  Lawlessa.  To  powinno  być 
zabronione, żeby policjant na służbie był tak pociągający. Wyobrażała sobie, jak 
by to było cudownie spędzić z nim trochę czasu sam na sam.

Wyrzucając  do  kosza  ostatnie  papierowe  kubki  i  talerze,  nasłuchiwała 

dźwięków dochodzących  z  pokoju  Jacka, gdzie  bawili  się  jej synowie. Do  ich 
głosów dołączył  się nowy. Nie  była  tym zaskoczona.  Była pewna, że  Lawless 
zostanie dłużej.

Gdy odwróciła się, ujrzała go w drzwiach kuchni. Stał oparty niedbale o 

framugę.  Przyglądał  się  jej  z  uwagą,  ale  nie  mogła  niczego  wyczytać  z  jego 
oczu.  Ponieważ  jej  myśli  krążyły  stale  wokół  czułego  sam  na  sam,  oddychała 
nieco szybciej.

– Jeszcze pan tu jest? – odezwała się i natychmiast zdała sobie sprawę, jak 

głupio brzmi to pytanie.

– Pomyślałem, że będę mógł pomóc w sprzątaniu.
–  Nie  trzeba.  –  Sara  pokręciła  głową.  –  Sama  sobie  poradzę.  Mimo  to 

dziękuję za dobre chęci.

Lawless  nie  odebrał  tych  słów  jako  zachęty  do  odejścia.  Zamiast  tego 

wszedł do kuchni i stanął przy stole.

– Czemu pani synowie mają inne nazwisko? – zapytał obcesowo.
–  Noszą  nazwisko swojego  ojca  –  odpowiedziała krótko.  Nie  wydawała 

się być zaskoczona pytaniem.

–  A  dlaczego  pani  nie  używa  tego  nazwiska?  –  kontynuował  bez 

najmniejszego skrępowania.

Sara z trudem przełknęła ślinę. Czuła, jak szybko bije jej serce.
–  Po  rozwodzie  wróciłam  do  nazwiska  panieńskiego  –  powiedziała, 

wpatrując się w niego uważnie.

– Więc jest pani samotna?
Zatrzymał się tuż przed nią. Sara w milczeniu skinęła głową, nie mogąc 

wydobyć słowa z zaciśniętego gardła.

Kiedy  zbliżył  twarz  i  zajrzał  jej  w  oczy,  cofnęła  się.  Zauważył  to,  ale 

wyciągnął rękę i ujął ją delikatnie pod brodę.

– Proszę pana – zaczęła szeptem.
– Mam na imię Griffin – powiedział.
– Nie powinieneś...
–  Jeszcze  nigdy  nie  spotkałem  kobiety  tak  umazanej  czekoladą  –

powiedział, pocierając palcem kącik jej warg.

Znowu próbowała się cofnąć.
Ale dłoń Griffina powędrowała za nią. Delikatnie dotknął jej dolnej wargi 

i, zanim Sara zdążyła cokolwiek powiedzieć, pochylił się nad nią i poczuła jego 

background image

usta  na  swoich.  Leciutko  pieścił  jej  wargi.  Czuła  łaskotanie  jego  wąsów.  Z 
początku  była  zbyt  zaskoczona,  by  zareagować,  więc  stała  bez  ruchu, 
pozwalając się całować. Gdy pojęła, co się dzieje, jej reakcja była rzeczywiście 
dość  gwałtowna  i  nieoczekiwana.  Zamiast  go  odepchnąć,  jej  dłonie 
powędrowały do wycięcia w koszuli, a palce zaplątały się w ciemnych włosach.

Wtedy Griffin  zaczął całować  ją  coraz  namiętniej,  napierając  na  nią  tak 

mocno,  aż  oparła  się  o  blat  kuchenny.  Jedną  ręką  odchylił  jej  głowę,  by  móc 
mocniej  ją  całować,  druga  przesuwała  się  powoli  po  jej  piersiach,  drażniąc  je 
delikatnie.

Przez  długą  chwilę  walczyli  o  to,  które  z  nich  osiągnie  więcej.  Nie 

wiedzieli, skąd przyszło pożądanie i dokąd ich zaprowadzi. Sara położyła dłoń 
na klamrze paska Griffina, gdy nagle usłyszała jakiś hałas na górze.

Przypomniała sobie o synach i odepchnęła Griffina gwałtownie od siebie.
Z początku nie była w stanie wydusić nawet jednego słowa, zaskoczona 

swoim zachowaniem. Próbowała tylko złapać oddech. W milczeniu potrząsnęła 
głową,  marząc  o  tym,  by  móc  cofnąć  czas  o  pięć  minut.  Ale  nie  dlatego,  by 
przeżyć je inaczej, lecz by znowu móc się zatopić w pocałunku.

– Czemu... czemu to zrobiłeś? – udało się jej wyszeptać.
Griffin popatrzył jej prosto w oczy. Sam też z trudem łapał oddech.
– Bo tego chciałaś – odpowiedział krótko. Potrząsnęła głową przecząco.
– Znowu tego chcesz – mówił dalej. – Za każdym razem, kiedy na mnie 

tak patrzysz.

– Ale...
– Mamo! Jack mnie uderzył!
– Nie uderzyłem!
– A właśnie, że tak!
– Nie!
Głosy  chłopców,  pełne  gniewu,  obudziły  w  Sarze  to  samo  uczucie. 

Zapomniała o  tym, z  jaką łatwością Griffin ją omotał i o  tym, że zupełnie nie 
pamiętała  o  obecności  dzieci.  Była  wściekła  na  siebie,  bo  pragnęła  tego 
mężczyzny. I dlatego słowa, które wypowiedziała, też były pełne gniewu.

– Lepiej już sobie idź.
– Zjedzmy jutro razem kolację.
Sara nie była pewna, co ją bardziej denerwowało: czy to, że ignorował jej 

słowa,  czy jego  polecenia zamiast próśb, czy też  to,  że najchętniej wyraziłaby 
zgodę.

– Nie mogę – odpowiedziała.
– Dlaczego?
Znowu zapragnęła, by to wszystko się nie wydarzyło.
– Bo jestem już umówiona – rzekła niechętnie, patrząc mu prosto w oczy. 

Roger, rzeczoznawca, poprosił ją, by poszli razem do kina w nagrodę za to, że 

background image

przyszedł na spotkanie z chłopcami.

Wyraz twarzy Griffina zmienił się.
– Rozumiem – powiedział i odsunął się od niej.
Sara  powinna  być  z  tego  zadowolona,  ale  nagle  zrobiło  jej  się  zimno, 

mimo  że  wieczór  był  ciepły.  Zapragnęła  zapytać  Griffina,  czy  zamiast  jutro 
mogliby się spotkać w środę, ale milczała.

Przecież przez niego musiała wydać siedemdziesiąt pięć dolarów. Był tak 

pewny  siebie,  że  niemal  arogancki:  prawdopodobnie  żadna  kobieta  nie  śmiała 
mu niczego odmówić.

Odepchnęła od siebie myśl, że właśnie przed chwilą już to zrobiła.
– Lepiej już idź – powtórzyła.
Griffin  skinął  głową  i  odwrócił  się,  by  odejść.  Widziała,  jaką  reakcję 

wywołały  jej  słowa,  że  spotyka  się  z  kimś  innym,  ale  milczała.  Nigdy  dotąd 
żaden mężczyzna nie spowodował takiego zamieszania w jej życiu, szczególnie 
w tak krótkim czasie.

Ona przecież potrzebuje spokojnego i statecznego mężczyzny, który da jej 

poczucie  bezpieczeństwa.  Takiego  jak  Roger,  pomyślała,  mając  nadzieję,  że 
jego imię wywoła choćby cień podniecenia.

Ale  to  uczucie  wywoływał  w  niej  tylko  Griffin  Lawless,  który  właśnie 

opuszczał jej dom.

background image

ROZDZIAŁ TRZECI

– To twoje pierwsze zadanie, Griff. Spisz się dobrze. Griffin popatrzył na 

przyjaciela, a potem na papierową teczkę, którą Stony rzucił mu na biurko.

– Nie martw się. Co to jest?
– Firma budowlana Jerwal, tu w Clemente – zaczął objaśniać Stony. – Od 

trzech  miesięcy  przyglądamy  się  właścicielom.  Przypuszczamy,  że  prowadzą 
jakieś brudne interesy. Włożyliśmy z Gundersenem dużo pracy w tę sprawę. Nie 
chcę, by poszła na marne.

– Przecież ci powiedziałem, żebyś się nie martwił – obruszył się Griffin.
–  Przeczytaj  te  papiery  i  zgłoś  się,  jeśli  będziesz  miał  jakieś  pytania. 

Sprawa  jest  dość  jasna.  Nie  wiedzą,  że  ich  obserwujemy,  ale  już  niedługo 
powinniśmy to ujawnić. Myślę, że za kilka miesięcy – stwierdził Stony i poszedł 
do swojego gabinetu.

Griffin  otworzył  teczkę  i  zaczął  przeglądać  dokumenty.  W  chwili  gdy 

ujrzał  nazwiska  dwóch  mężczyzn,  których  miał  rozpracować,  poczuł,  że  pocą 
mu  się  dłonie,  a  pewność  siebie  powoli  znika.  Jeden  z  nich  nazywał się  Jerry 
Schmidt  i  to  nazwisko  nic  mu  nie  mówiło,  ale  drugie  brzmiało:  Wallace 
Greenleaf. W tak małym miasteczku jak Clemente ktoś, kto tak się nazywał, z 
pewnością był spokrewniony z Sarą.

Przypomniał  sobie  długą  opowieść,  jaką  przytoczyła  w  formie 

wyjaśnienia, kiedy zobaczyli się po raz pierwszy. Czyż nie mówiła o spotkaniu z 
bratem? Jak miał na imię? Wallace? Chyba nie. Może Wally? Tak! To było to. 
Wally. Cudownie!

Przesunął  dłonią  po  włosach,  oparł  się  o  krzesło  i  popatrzył  w  sufit. 

Chyba i tak nie miał szans na znajomość z Sarą. Biorąc pod uwagę okoliczności, 
w jakich się poznali, fakt, że spotyka się z innym, i jej stwierdzenie, że nie chce 
go  więcej widywać,  mówiły same za siebie. Nie widział jej już dwa tygodnie. 
Zresztą nie było sensu szukać z nią bliższego kontaktu.

To nieprawda, uświadomił sobie. Nie przestawał o niej myśleć, pamiętał, 

jak  reagowała  na  jego  uściski.  Musiał  być  blisko  niej.  Tak  blisko,  jak  tylko 
mężczyzna może być z kobietą.

Cudownie.  Po  prostu  wspaniale.  Znowu  popatrzył  na  teczkę  i  zaczął 

czytać dokumenty, przez cały czas myśląc o tym, co powinien zrobić. Nie mógł 
unikać Sary. Wynajął firmę jej i Elaine do skatalogowania rzeczy znajdujących 
się w odziedziczonym przez niego domu pradziadka. Obie kobiety przychodziły 
tam i prowadziły wycenę przedmiotów.

Jak  miał  się  trzymać  z  dala  od  niej,  gdy  marzył  jedynie  o  tym,  by  ją 

znowu  przytulić  do  siebie.  Z  tego  powodu  nie  sypiał  nocami.  A  teraz  ma 
prowadzić śledztwo przeciwko jej bratu,  który może wylądować na  parę lat w 

background image

więzieniu. Czuł się fatalnie.

Zawsze  miał  pecha.  Nawet  gdy  udało  mu  się  jednocześnie  otrzymać 

pracę, której pragnął, i poznać kobietę swoich marzeń, wyglądało na to, że jedno 
wyklucza drugie. Czy uda mu się zdobyć względy Sary?

Powrócił  do  czytania  materiałów  z  teczki,  ale  przez  cały  czas  nie 

opuszczała go świadomość, że los się z niego naigrywa.

Dom Mercera pachniał pleśnią i starością. Sara i Elaine weszły do niego 

po  raz  pierwszy  dwa  tygodnie  po  podpisaniu  umowy  z  Griffinem  Lawlessem. 
Dał  im  klucz,  by  mogły  pracować  w  różnych  porach  dnia.  Rozpoczęły  już 
żmudny proces katalogowania i wyceny staroci, które sędzia Mercer i jego córka 
nagromadzili  przez  lata.  Pierwsza  rozpoczęła  pracę  Elaine.  Miała  się 
zorientować  co  do  rozmiarów  zadań  zleconych  do  wykonania.  Sara  miała 
pojawić  się  następnego  dnia,  ale  postanowiła  wpaść  chociaż  na  chwilę,  by 
poczuć atmosferę domu. Przekraczała jego próg z pewnymi obawami.

Jedną  z  wielu  rzeczy,  które  przyczyniły  się  do  nawiązania  przyjaźni 

między  Sarą  i  Elaine  przed  dwoma  laty,  była  ich  miłość  do  staroci.  Elaine 
zajmowała  się  meblami  i  biżuterią,  a  Sara  porcelaną,  srebrami,  kryształami  i 
materiałami.  Połączyły  swe  skromne  fundusze,  by  kupić  okazyjnie  sklep  z 
antykami w starej dzielnicy Clemente. Jego właściciel postanowił przenieść się 
do znacznie cieplejszego Orlando.

Dokupiły  szereg  przedmiotów  na  aukcjach  na  środkowym  wschodzie  i 

obecnie  posiadały  całkiem  niezłą  kolekcję.  I  chociaż  nie  wzbogaciły  się 
dotychczas,  to  udawało  im  się  wiązać  koniec  z  końcem.  Z  niecierpliwością 
oczekiwały lata,  które  przyciągało do  starego  Clemente  wielu turystów,  mając 
nadzieję, że pieniądze zarobione w tym czasie pozwolą im przetrwać zimę.

Oczywiście  taka  praca  jak  wycena  antyków  bardzo  im  była  na  rękę. 

Przede wszystkim zaczynały zdobywać klientelę, co mogło przysporzyć zysku. 
A poza tym Sara nareszcie miała szansę zająć się czymś, co lubiła.

Od  lat  uwielbiała  antyki.  Niestety,  pochodziła  ze  wsi,  z  powszechnie 

szanowanej,  lecz  biednej  rodziny,  więc  nie  miała  możliwości  odziedziczenia 
czegokolwiek.  Kupno  sklepu  z  antykami  było  spełnieniem  jej  największych 
marzeń. Kochała każdy przedmiot w sklepie i z wielkim trudem rozstawała się 
ze sprzedanymi rzeczami.

Fascynowała ją nie tylko historia poszczególnych przedmiotów, ale i trud, 

jaki włożono w ich wykonanie. Umiała szybko ocenić przedmiot i określić jego 
pochodzenie, ale czasami brakowało jej czasu, by prześledzić jego historię.

Teraz  miała  możliwość  zbadania  wielkiej  kolekcji  i  nie  mogła  się 

doczekać, kiedy zacznie pracę.

Wchodząc do domu zawołała głośno „halo”, mimo że nie spodziewała się 

tu spotkać nikogo.

background image

Elaine powiedziała jej, że Griffin raczej nie zamierza wprowadzić się do 

domu  swego  pradziadka  ani  przychodzić  tam,  gdy  będą  pracować.  Ponieważ 
wycena mogła trwać bardzo długo, może nawet rok, Sara pomyślała, że choć w 
ten sposób będzie związana z Griffinem.

Cały  czas  starała  się  nie  myśleć  o  pocałunku,  który  ich  połączył  przed 

dwoma  tygodniami,  ale  nie  mogła.  Gdy  tylko  zamykała  oczy  przed  snem, 
widziała  pełne  tęsknoty  spojrzenie  Griffina  i  czuła  gorąco,  jakie  przeszyło  ją, 
gdy jej dotknął.

–  Hej!  –  zawołała  jeszcze  raz  z  nadzieją,  że  nie  słychać  w  jej  głosie 

niepokoju. – Czy jest tu ktoś?

Drzwi  głośno  skrzypnęły,  kiedy  je  zamykała,  i  Sarze  przypomniały  się 

czytane  w  dzieciństwie  powieści  grozy,  w  których  młode,  naiwne  kobiety 
ulegały  niebezpiecznym,  atrakcyjnym  mężczyznom  i  żyły  potem  zamknięte  w 
starych, ponurych domach.

Odsunęła te  myśli  od siebie.  Nie jest już taka młoda ani naiwna, a dom 

Mercera  na  pewno  nie  jest  ponury.  Oczywiście  Griffin  jest  niebezpiecznym, 
młodym, atrakcyjnym i uwodzicielskim mężczyzną, ale przecież ona potrafi nad 
sobą panować.

Chyba  jednak  nie  do  końca,  pomyślała  ironicznie,  przypominając  sobie 

ich  ostatnie  spotkanie.  Postanowiła  przestać  o  tym  myśleć  i  ruszyła  w  głąb 
domu.  Popołudniowe  słońce  wpadało  przez  okna  umieszczone  nad  wejściem, 
przecinając  długimi  promieniami  hol.  W  ich  blasku  unosiły  się  tańczące 
drobinki  kurzu.  Boazeria  z  ciemnego  dębu  pokrywała  wysokie  ściany.  U  stóp 
Sary  rozpościerał  się  barwny  stary  perski  dywan.  Dom  był  naprawdę  piękny, 
taki,  jakim  go  sobie  wyobrażała,  i  myśl,  że  zbada  go  dokładnie,  przyspieszała 
bicie jej serca.

Z  lewej  strony  holu  był  olbrzymi  pokój  dzienny,  a  po  prawej  –  salon. 

Pomiędzy pokojami wznosiły się schody, przechodzące na pierwszym piętrze w 
galerię.  Obok  schodów  znajdowała  się  długa,  wyłożona  mahoniem  sień. 
Wyglądała tak fascynująco, że Sara pospieszyła tam, a w pustym domu rozlegał 
się stukot jej pantofli.

Na końcu sieni ujrzała przeszklone drzwi. Zbliżyła się do nich i nacisnęła 

mosiężną  klamkę.  Drzwi  ustąpiły.  Poczuła  cudowny  zapach  starych  książek. 
Uśmiechnęła się radośnie.

Ta praca będzie wspaniała.
Biblioteka wyglądała podobnie jak reszta domu. Ciemna, wysoka, pokryta 

boazerią, z cennymi meblami.

Sara stała, przyglądając się wnętrzu, i wtedy poczuła jeszcze jeden zapach 

– woń dymu z drogiego cygara. Jej były mąż czasami takie palił i bardzo lubiła 
ich  aromat.  Kojarzył  jej  się  z  naprawdę  niewieloma  miłymi  chwilami,  które 
wspólnie przeżyli.

background image

– A więc jesteś.
Odwróciła  się  przerażona,  słysząc  męski  głos,  choć  poznała  go 

natychmiast.  Griffin  Lawless  siedział  w  pokrytym  skórą  fotelu  przy  kominku. 
Ubrany w wypłowiałe, podarte na kolanach dżinsy i białą obcisłą koszulkę, nie 
pasował  zupełnie  do  tego  wnętrza.  W  jednej  ręce  trzymał  cygaro,  drugą 
obejmował kryształowy kieliszek z koniakiem. Serce Sary zabiło mocno. Nigdy 
jeszcze nie widziała wspanialszego mężczyzny.

–  Przepraszam  –  wyjąkała.  –  Nie  weszłabym  bez  pukania,  ale  byłam 

pewna, że nikogo nie ma.

–  Oczywiście  –  odpowiedział  natychmiast.  –  Gdybyś  wiedziała,  że  tu 

jestem, nigdy byś nie przyszła.

Bardzo się mylisz, pomyślała.
– Zaraz wychodzę. Wracałam z pracy do domu i weszłam tylko na chwilę, 

aby rozejrzeć się, zanim rozpocznę katalogowanie – powiedziała szybko.

Griffin skinął głową, ale milczał. Wpatrując się w nią uparcie, podniósł do 

ust  cygaro,  zaciągnął  się  i  powoli  wypuścił  kłąb  białego  dymu.  Potem  uniósł 
kieliszek i napił się koniaku, sącząc powoli trunek. Sara czuła, że zaczyna się jej 
kręcić w głowie.

– Napijesz się? – wskazał dłonią na kieliszki i butelkę.
– Nie, dziękuję – potrząsnęła przecząco głową. – Nic nie jadłam od rana i 

na pewno źle zniosłabym alkohol. Od razu zakręciłoby mi się w głowie.

Griffin  pomyślał,  że  nie  byłoby  to  takie  złe,  ale  nic  nie  powiedział. 

Chciałby widzieć Sarę tracącą nad sobą panowanie. Dlaczego ta kobieta tak na 
niego  działa?  Czemu  stale  ma  przed  oczyma  jej  twarz?  I  dlaczego  nie  potrafi 
myśleć o niczym innym, lecz tylko o tym, jak zareagowała na jego pieszczoty?

– Więc jednak będziesz tu przychodzić – stwierdził. – Myślałem, że mnie 

unikasz.

–  Ja?  –  szepnęła  Sara,  odwracając  wzrok.  –  Czemu  miałabym  to  robić? 

Przecież nie ma ku temu żadnych powodów.

Jej zdenerwowanie było niemal widoczne. Griffin uśmiechnął się.
–  Bo  tak  jak  ja  ciągle  myślisz  o  tym,  jak  rozstaliśmy  się  przed  dwoma 

tygodniami.

Znowu  popatrzyła mu  w  oczy, westchnęła głęboko,  aż jej piersi uniosły 

się  wysoko.  Griffin  zacisnął  palce,  bo  przypomniał  sobie  ich  ciepłą,  delikatną 
krągłość. Sara w zdenerwowaniu zaczęła bawić się guzikami sukienki.

– Nie rozumiem, o co ci chodzi – wyszeptała.
Odłożył  cygaro  na  kryształową  popielniczkę,  postawił  obok  kieliszek  i 

wstał.  Sara  cofnęła  się,  a  wtedy  Griffin  podszedł  do  niej  zdecydowanym 
krokiem.  Położył  dłoń  na  ręce,  która  bawiła  się  guzikami,  a  drugą  objął  ją  i 
przytulił do siebie. A potem całował ją długo, mocno i namiętnie.

–  Teraz  już  rozumiesz?  –  zapytał  po  chwili  głosem  ochrypłym  z 

background image

pożądania.

– Tak, chyba tak – wyjąkała, oddychając szybko. Znowu przycisnął usta 

do  jej  warg  i  Sara  stwierdziła,  że  mają  one  smak  koniaku  i  cygar. Poczuła  na 
skórze  łaskotanie  jego  wąsów  i  odchyliła  głowę,  by  w  pełni  rozkoszować  się 
pocałunkiem. Czuła, jak Griffin powoli zaczyna odpinać guziki jej sukienki.

Kiedy zorientowała się, że chce ją rozebrać, wysunęła się z jego ramion 

na odległość wyciągniętych rąk. Griffin nie zareagował. I Sara dobrze wiedziała, 
dlaczego. Nie była w stanie utrzymać go z dala od siebie zbyt długo. Czuła pod 
palcami  jego  twarde  mięśnie.  Ciało  Griffina  było  gorące  niczym płynna  lawa. 
Patrzyła na niego, starając się złapać oddech. Zastanawiała się, jak długo jeszcze 
potrwa to szaleństwo.

Griffin próbował zebrać myśli. Udało mu się odpiąć trzy guziki sukienki i 

teraz widział skrawek bielizny Sary w złotym kolorze, więc znowu zapragnął ją 
pieścić.  Boże,  co  się  ze  mną  dzieje,  pomyślał,  dlaczego  sięgam  po  kobietę, 
której prawie nie znam. Muszę się opanować.

– Dlaczego to robisz? – usłyszał jej szept. – Tak po prostu, bez pytania?
Milczał. Nie wiedział, co powiedzieć. Patrzyła na niego bez słowa. Prawą 

ręką odsunęła pasmo włosów z czoła. Starała się pozbierać myśli.

–  To,  co się  dzieje między nami,  musi  się natychmiast skończyć,  zanim 

posuniemy się za daleko – stwierdziła stanowczo.

– Dlaczego?
– Dlaczego??? – powtórzyła jego pytanie. Skinął głową.
– Bo... – jej głos brzmiał niepewnie. Naprawdę nie wiedziała, jak ma to 

uzasadnić. Nie przychodziło jej do głowy żadne rozsądne wyjaśnienie.

Skrawek  koronki  widoczny  w  rozcięciu  sukni  ponownie  przyciągnął 

wzrok Griffina. Przysunął się dv Sary i wyciągnął rękę. Nie cofnęła się. Dotknął 
trzeciego  guziczka.  Widział,  jak  pulsuje  żyłka  na  jej  szyi,  i  nade  wszystko 
zapragnął odpiąć resztę guzików tak, by sukienka opadła na podłogę. Ostatnim 
wysiłkiem  woli  zapiął  jeden  guzik,  a  potem  dwa  następne.  Ale  nie  mógł  się 
powstrzymać, by nie przesunąć dłonią po szyi Sary.

– Saro – wyszeptał – powiedz mi, dlaczego?
Po raz pierwszy nazwał ją po imieniu i Sara poczuła, jak jej serce zaczyna 

tłuc się w piersi jak oszalałe.

– Nie należę do kobiet, które to lubią – odpowiedziała w końcu.
– Naprawdę? – zapytał, siląc się na powagę, ale był wyraźnie rozbawiony 

jej stwierdzeniem.

–  Tak  –  potwierdziła.  –  Nie  jestem  taka.  Nigdy  taka  nie  byłam.  Jestem 

zwyczajną,  rozwiedzioną  kobietą  z  dwojgiem  dzieci,  zajętą  codziennymi 
sprawami, i naprawdę nie zamierzam popełniać karygodnego błędu, wiążąc się z 
takim mężczyzną jak ty.

– Takim jak ja? – Znowu zauważyła wyraz rozbawienia na jego twarzy. –

background image

A jakim mężczyzną jestem? Czy możesz mnie oświecić w tym względzie?

– To nieważne. Muszę już iść – powiedziała Sara, gwałtownie wciągając 

powietrze.

Odwróciła się, ale głos Griffina powstrzymał ją.
– Nie odchodź – poprosił cicho. – Jeszcze nie teraz. Tak miło... – urwał.
– Słucham? – spytała Sara, odwracając się powoli.
– Miło kogoś gościć u siebie – dokończył. Potarł nerwowo kark. – Tak tu 

pusto.  Tak  ponuro.  Nie  czuję  się  tu  dobrze.  Ja  po  prostu  nie  pasuję  do  tego 
domu.

Sara uważnie przyjrzała się Griffinowi. Rzeczywiście, w starych dżinsach 

i koszulce z krótkimi rękawami nie wyglądał na pana tego domu, chociaż w jego 
głosie brzmiała siła i pewność siebie, które zmuszały do posłuchu. Ma w sobie 
geny Mercerów. Pod tym względem pasował do tej posiadłości.

–  Wiem  o  wszystkim  –  odezwała  się  Sara.  W  pustym  domu  jej  głos 

zabrzmiał dziwnie głośno.

–  Masz  na  myśli  moją  matkę?  Nieznaną  latorośl  rodu  Mercerów?  –

zapytał.

–  Kiedy  dowiedziałam  się  od  Elaine,  że  odziedziczyłeś  ten  dom, 

pomyślałam,  że  musisz  być  potomkiem  sędziego,  o  którego  istnieniu  nikt 
wcześniej nie wiedział. Meredith była jego jedyną córką, prawda?

–  Była  moją  babką,  a  ja  nic  o  tym  nie  wiedziałem  –  powiedział  z 

zagadkowym wyrazem twarzy.

Sara próbowała z tonu jego głosu odgadnąć, jakie uczucia nim owładnęły, 

ale nie potrafiła. Griffin mówił dalej:

–  Dowiedziałem  się  o  wszystkim  tuż  przed  Bożym  Narodzeniem. 

Widocznie  mojego  pradziadka  ogarnęła  wtedy  tęsknota,  a  może  strach  przed 
śmiercią,  i  postanowił  zrobić  coś  dobrego  dla  swojego  prawnuka,  którego 
wcześniej nie chciał znać.

Milczał przez chwilę, zamyślony.
– Jak się dowiedziałem, Meredith miała piętnaście lat, gdy zakochała się 

w chłopcu, który po lekcjach wykonywał różne drobne prace w domu sędziego. 
Oczywiście, staruszek nie był tym zachwycony, bo zależało mu na lepszej partii 
dla  swego  jedynego  dziecka.  Kiedy  Meredith  zaszła  w  ciążę,  praktycznie 
zamknął ją w domu, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Urodziła córkę, mając 
szesnaście lat, a sędzia natychmiast oddał dziecko do adopcji.

–  To  była  twoja  matka  –  domyśliła  się  Sara.  Potwierdził  skinieniem 

głowy.

–  Została  adoptowana  przez  pewne  małżeństwo  z  Cincinnati,  a  potem, 

gdy poślubiła mojego ojca, przenieśli się do Clemente. Co za ironia losu. Przez 
wiele  lat  córka  Meredith  mieszkała  zaledwie  kilka  kilometrów  od  swego 
rodzinnego domu, nic o tym nie wiedząc.

background image

Griffin  podszedł  do  fotela,  wziął  cygaro  z  popielniczki  i  zaciągnął  się 

głęboko.  Milcząc  wskazał  Sarze  sąsiedni  fotel.  Widać  było,  że  chce  o  tym 
mówić, a Sara była po prostu ciekawa każdej informacji o nim. Interesowała ją 
nie  tylko  cała  ta  historia,  ale  i  jego  reakcja.  Jak  się  czuł?  Nie  potrafiła  sobie 
wyobrazić  sytuacji,  w  której  dopiero  jako  dorosła  kobieta  poznaje  historię 
swojej rodziny.

Usiedli.
– Czy masz do niego żal? – zapytała cicho. – Chodzi mi o sędziego.
– Prawdę mówiąc, nie wiem ciągle, co mam o tym wszystkim myśleć. –

Wypił łyk koniaku. – Wydaje mi się, że padł ofiarą okoliczności, tak jak moja 
matka  i  Meredith. Czasy i  środowisko,  w  jakich  żyli... Chciałbym wierzyć, że 
zrobił to, co uważał za najlepsze. A w końcu spróbował to wszystko naprawić.

Przez chwilę milczał, a Sara też nie przerywała panującej ciszy.
–  Żałuję,  że  nie  zdążyłem  poznać  pradziadka  – dodał  po  chwili.  –

Przybrany ojciec mojej matki zmarł przed moim urodzeniem. Nigdy nie poznam 
nazwiska jej prawdziwego ojca, a mojego dziadka. Może ciągle jeszcze mieszka 
tu, w Clemente. Moi rodzice nie żyją, tak jak i krewni, o których do niedawna 
nie wiedziałem.

Może  jest  gdzieś  mężczyzna,  do  którego  mógłbym  mówić  „dziadku”  –

powiedział z tęsknotą w głosie.

– Nie masz rodzeństwa? – spytała.
– Niestety. Tylko kilku kuzynów mieszkających w tej okolicy, ale nigdy 

nie byliśmy ze sobą zbytnio zżyci.

–  Mam  wrażenie,  że  rodzina  jest  dla  ciebie  czymś  bardzo  ważnym  –

zauważyła Sara.

– Tak – odpowiedział i popatrzył na nią pytająco. – A dla ciebie?
– Moi rodzice rozwiedli się po dwudziestu latach małżeństwa, informując 

mnie i Wally’ego, że przez większość czasu nienawidzili się, a byli razem tylko 
ze względu na nas – zaśmiała się szyderczo. – My z bratem kochamy się jak pies 
z kotem. Moje małżeństwo skończyło się, zanim na dobre się zaczęło. Na pewno 
nie jestem osobą, której zadaje się takie pytanie.

– Ale kochasz swoich synów – stwierdził.
– Oczywiście – odpowiedziała natychmiast. – Ale...
–  Czyli  i  dla  ciebie  rodzina  jest  czymś ważnym.  Zastanawiała  się  przez 

chwilę. Trudno było w tak krótkim czasie poddać analizie własne odczucia.

–  Tak  –  powiedziała  w  końcu,  uśmiechając  się  do  niego.  –  Na  pewno. 

Śmieszne, ale jakoś nigdy dotąd nie zastanawiałam się nad tym.

Griffin odpowiedział jej uśmiechem i jego twarz zmieniła się całkowicie. 

Nigdy  nie  myślała  o  nim  jako  o  pięknym  mężczyźnie.  Był  pociągający. 
Interesujący.  Miał  swoisty  urok,  ale  jego  rysy  były  ostre.  Teraz,  kiedy  się 
uśmiechnął, aż westchnęła. Był zachwycający.

background image

– Czym jesteś? – zapytał nagle. – Psem czy kotem?
– Słucham? – uniosła ze zdziwienia brwi.
–  Mówiłaś,  że  ty  i  twój  brat  żyjecie  ze  sobą  jak  pies  z  kotem. 

Zastanawiam się, czym ty jesteś.

–  Z  pewnością  kotem  –  powiedziała  Sara  i  roześmiała  się  serdecznie.  –

Koty są przecież sprytniejsze.

–  To  prawda  –  odparł  i  uśmiechnął  się  jeszcze  szerzej,  ale  po  chwili 

spoważniał. – Czyli twój brat jest psem. Groźnym psem.

–  Nie  jest  taki  zły.  –  Wzruszyła  ramionami.  –  Jest  tylko  zbyt  ambitny. 

Pewnego dnia może go to zniszczyć. Jestem tego pewna.

Znowu skinął głową, a Sara miała wrażenie, że Griffin wie coś, o czym 

ona nie ma najmniejszego pojęcia. Wydawało mi się, pomyślała, on jest przecież 
zbyt zajęty myślami o swojej przeszłości i rodzinie.

–  Muszę  już  iść  –  powiedziała i  podniosła się  z  fotela.  –  Opiekunka do 

dzieci spodziewa się, że wrócę przed osiemnastą, a chyba jest już szósta.

Griffin niechętnie popatrzył na zegarek.
– Za dziesięć – podał jej dokładny czas. Pośpiesznie zebrała swoje rzeczy. 

Za wszelką cenę starała się powstrzymać pytanie cisnące się jej na usta.

–  Gdzie  będziesz  dzisiaj  jadł  kolację?  –  wyrwało  jej  się  wbrew  woli,  a 

przecież chciała tylko powiedzieć, że od jutra zaczyna katalogowanie.

Oboje  byli  zaskoczeni  jej  pytaniem.  Popatrzyli  na  siebie  i  wybuchnęli 

śmiechem.

– Nie wiem – odpowiedział, gasząc cygaro. – Czyżby to było zaproszenie, 

proszę łaskawej pani? – zapytał, dopijając resztkę koniaku.

–  Tak  –  odpowiedziała,  trochę  zawstydzona  swoim  zachowaniem.  –

Przyjdź do nas, zjemy coś razem z chłopcami.

– Z przyjemnością.
Griffin szedł za nią do holu. Czuł się dziwnie jako gospodarz tego domu. 

Obserwował,  z  jakim  wdziękiem  porusza  się  Sara,  jak  odsuwa  włosy  z  czoła 
szybkim, niedbałym gestem. Wprawdzie umówił się na kolację ze Stonym, ale 
zatelefonuje do niego od Sary. Przyjaciel na pewno go zrozumie.

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY

Sara  nie  mogła  zrozumieć,  dlaczego  zaprosiła  Griffina  do  domu  na 

kolację. Nie potrafiła i później odpowiedzieć sobie na to pytanie. Patrzyła, jak 
jej  synowie  męczyli  gościa,  wypytując  o  motocykl  i  o  to,  jak  to  jest  być 
policjantem.

Może dlatego, że tam w bibliotece był taki przygnębiony...
Zawsze opiekowała się zagubionymi i chorymi zwierzętami. Może Griffin 

przypominał  jej  zagubione  stworzenie,  które  nie  potrafi  sobie  radzić  w 
niebezpiecznym świecie. A ona, która przeżyła wiele złych chwil, wiedziała, jak 
mu pomóc. Musi się nim zaopiekować.

Tylko  że  był  on  o  wiele  bardziej  niebezpieczny  niż  jakakolwiek z  istot, 

które do tej pory sprowadzała do domu.

To był drapieżnik i bała się, że mu nie umknie.  Czy ona będzie się nim 

opiekować, czy też on schrupie ją na kolację?

– Mamo, możemy się przejechać na motorze Griffina? – spytał Jack.
Sara wyszła na ganek i popatrzyła niepewnie na wielką maszynę.
– Chyba nie, kotku – powiedziała. – Może jak będziesz starszy.
– Ale, mamo...
– I nie powinieneś zwracać się do pana Lawlessa po imieniu – dodała. –

Jest przecież oficerem policji.

– Nie jest – wtrącił się Sam. – Właśnie nam o tym powiedział.
– Ależ jest – zawołała Sara i nagle zorientowała się, że nie słuchała zbyt 

uważnie, o czym mówią, bo jej myśli cały czas krążyły wokół Griffina.

– Teraz jestem detektywem – wyjaśnił Griffin, uśmiechając się szeroko. –

Awansowałem parę tygodni temu. Przepraszam, że ci o tym nie powiedziałem, 
ale zupełnie o tym nie pomyślałem.

Poczuła żal, że już go nie zobaczy w skórzanym uniformie, w którym się 

tak świetnie prezentował, ale pocieszyła się, że detektywi też noszą kajdanki.

I  znowu  te  nieprzyzwoite  myśli  spowodowały,  że  zaczęła  się  jąkać,  nie 

wiedząc, co powiedzieć.

–  Rozumiem...  Dobrze...  Wobec  tego  powinniście  zwracać  się  do  pana 

Lawlessa „panie detektywie” – powiedziała do synów, czując jednocześnie, że 
na jej twarz wypływa zdradliwy rumieniec. – A w ogóle powinniście odnosić się 
do niego z większym szacunkiem. Co to za mówienie po imieniu...

– Kiedy ja wolę, jak tak do mnie mówią – przerwał jej Griffin. – „Panie 

detektywie” brzmi zbyt oficjalnie.

Jack i Sam wpatrywali się w niego z podziwem. Sara miała nadzieję, że 

nie popełniła błędu, zapraszając Griffina do domu. Nie chciała, aby jej synowie 
zbytnio  przyzwyczaili  się  do  jego  obecności.  Sama  też  nie  chciałaby  się  do 

background image

niego za bardzo przyzwyczaić. Ale pewnie jest już za późno, pomyślała patrząc, 
jak  Griffin  pomaga  Samowi  wsiąść  na  motocykl.  Za  późno,  jeśli  chodzi  o 
chłopców. Ale przecież ona tak łatwo nie ulegnie. Nie podda się urokowi tego 
mężczyzny, a w każdym razie ma taką nadzieję.

–  Zacznę  przygotowywać  kolację  –  powiedziała  i  spojrzała  na  synów  i 

gościa jeszcze raz.

–  Wspaniale  –  uśmiechnął  się  do  niej  Griffin  i  zaraz  odwrócił  się  do 

Jacka, który go o coś pytał.

Robiąc  przegląd lodówki,  Sara  myślała  o  tym, co  często było powodem 

jej  zmartwienia.  Czy  Jack  i  Sam  nie  potrzebują  stałych  kontaktów  z  ojcem? 
Wyraźnie  brak  im  wzorca  do  naśladowania.  Gdy  się  rozwodzili,  Michael  nie 
zabiegał  o  możliwość  opieki  nad  dziećmi.  Przyznano  mu  jednak  prawo  do 
odwiedzin. Co roku chłopcy spędzali z nim, a teraz i z jego nową żoną, miesiąc 
wakacji, czasami weekend. Ale Michael i Vivian mieszkali w Pensylwanii, więc 
synowie  nie  mogli  się  widzieć  z  ojcem  za  każdym  razem,  kiedy  tego 
potrzebowali. A takie momenty zdarzały się coraz częściej. Chłopcy dorastali i 
pojawiały się pytania, na które odpowiedzi powinien im udzielić mężczyzna. W 
jej otoczeniu nie było nikogo, na kim mogłaby polegać. Na przykład Wally’emu 
nie  pozwalała  spędzać  z  synami  zbyt  dużo  czasu,  by  nie  zaraził  ich  swoją 
agresywną  filozofią  pracoholika.  Chciała,  żeby  mieli  szczęśliwe  dzieciństwo  i 
cieszyli się z każdego dnia. Uważała się za dobrą matkę, ale nie była w stanie 
zastąpić chłopcom ojca.

Przez  otwarte  okno  usłyszała  śmiech  Sama.  Uśmiechnęła  się  do  siebie. 

Chłopcy polubili Griffina już na zbiórce skautowskiej. Nawiązał z nimi lepszy 
kontakt  niż  pozostali  goście.  Gdy  dzisiaj  zobaczyli,  kogo  przyprowadziła  na 
kolację, byli zachwyceni.

Sara  wyciągnęła  z  zamrażalnika  dużą  porcję  kurzych  piersi  i  torebkę  z 

mieszanką warzywną. Zawsze używała półproduktów. Pragnęła, co prawda, być 
jedną  z  tych  kobiet, które  potrafią przepracować  cały dzień,  w  drodze  z pracy 
wstąpić do  supermarketu po  zakupy, a  po powrocie do domu z  uśmiechem  na 
ustach przygotować w piętnaście minut ucztę dla całej rodziny.

– No cóż – pocieszała się, walcząc z plastykową torbą, której nie mogła 

otworzyć. – Takie kobiety, prędzej czy później, kończą w szpitalu dla wariatów.

Znowu  wróciła  myślami  do  poprzedniego  tematu  rozważań.  Chłopcy 

bardzo  szybko  nawiązali  kontakt  z  Griffinem.  Jej  synowie  zaprzyjaźnią  się  z 
nim, a ona? Jaki związek połączy ją z tym człowiekiem?

Sara  lubiła  jeść.  Griffin  popatrzył  na  nią  z  podziwem,  kiedy  nałożyła 

sobie  trzecią  porcję.  Pamiętał,  że  nie  jadła  niczego  od  rana,  ale  większość 
kobiet,  jakie  znał,  podczas  kolacji  z  mężczyzną  udawała,  że  jedzenie zupełnie 
żadnej z nich nie interesuje. Postawa Sary odpowiadała mu. Zastanawiał się, na 

background image

co jeszcze mogłaby mieć apetyt i czy równie chętnie i wytrwale zaspokajałaby 
głód innego rodzaju.

–  Jak  to  się  stało,  że  nie  jesteś  już  takim  policjantem  na  motocyklu?  –

spytał z pełnymi ustami Jack.

Griffin  popatrzył  w  jasno-bursztynowe  oczy  chłopca  i  uśmiechnął  się. 

Bliźniacy  stanowili  kompletne  przeciwieństwo.  Jack  miał  ciemne  loki  i  jasne 
oczy, a Sam złote włosy i oczy koloru kawy. Ich charaktery również się różniły. 
Jack był odważny, lubił  się popisywać. Sam trzymał się  na uboczu. I jak jego 
matka, nie domagał się wyjaśnień, tylko cierpliwie czekał na rozwój wydarzeń.

Podobały mu się ich imiona. Zwyczajne i staroświeckie. Ciekawe, które z 

rodziców je wybrało. Pewnie Sara.

Jest przecież osobą prostolinijną, solidną i trochę staroświecką.
–  Nie  jestem  już  policjantem  jeżdżącym  na  motocyklu  –  przypomniał 

sobie  o  pytaniu  Jacka  –  bo  myślę,  że  praca  detektywa  jest  ciekawsza.  I 
zabawniejsza.

– A masz pistolet? – zapytał Sam.
– Synku... – jęknęła Sara.
Griffin uśmiechnął się. Nie była zadowolona, że jej synowie interesują się 

bronią. Ale odpowiedział twierdząco na zadane mu pytanie i wtedy oczy Sama 
rozbłysły.

– Naprawdę? A czy masz go ze sobą?
– Nie. Jest schowany. To nie jest zabawka, kolego. Nie można się z nim 

wszędzie  obnosić.  Broń  powinni  mieć  tylko  ci,  którzy  są  odpowiedzialni  i 
wiedzą, kiedy należy jej użyć. Należą do nich oczywiście policjanci.

– To nie nauczysz mnie strzelać? – zmartwił się Sam.
Griffin z uwagą popatrzył na  Sarę. On sam z pewnością nie odmówiłby 

chłopcu, ale chciał uszanować jej poglądy.

– Nie, Sam. Nie nauczę cię. Dzieci nie powinny brać pistoletu do ręki.
Sara  odetchnęła  i  spojrzała  na  niego  z  wdzięcznością.  Odpowiedział  jej 

uśmiechem.

– Widzisz? – odezwał się Jack, który zwijał właśnie serwetkę, by rzucić 

nią w brata. – Mówiłem ci, że Griffin nie nosi pistoletu ze sobą.

– Nie mówiłeś – odpalił Sam.
– Mówiłem.
– Nie mówiłeś!
– A właśnie, że tak!
–  Chłopcy!  –  odezwała  się  Sara  lekko  podniesionym  głosem.  –  Jeśli 

skończyliście już jeść, to idźcie na dwór się pobawić. Jest taki piękny wieczór.

Bracia  wstali  posłusznie,  ale  idąc  do  drzwi,  kłócili  się  nadal.  Sara 

popatrzyła za nimi i potrząsnęła głową. Potem nagle zawołała, żeby nie trzaskali 
drzwiami. Ale było za późno. Któryś z malców huknął nimi z całych sił.

background image

–  Niestety,  tacy  są  chłopcy.  Pewne  rzeczy  nie  docierają  do  nich  –

powiedziała z uśmiechem.

Griffin pokiwał głową ze zrozumieniem.
– Też taki byłem jako dziecko – stwierdził. – Tylko że ja nie miałem braci 

ani sióstr, by się z nimi kłócić. Walczyłem więc z dziećmi sąsiadów.

– Czyżbyś żałował, że nie masz rodzeństwa? – zapytała Sara, wstając od 

stołu, aby zebrać talerze. – A ja w dzieciństwie chciałam być jedynaczką.

Griffin chciał jej pomóc, ale powstrzymała go.
–  Później  pomożesz  mi  zmywać  –  powiedziała.  –  Mam  teraz  chęć  na 

kawę. A ty?

– Z przyjemnością się czegoś napiję.
Kiedy Sara krzątała się po kuchni, Griffin rozmyślał o tym, jak wspaniale 

się  tu  czuje.  Ucieszyły  go  słowa  Sary,  że  razem  pozmywają.  Nie  była 
formalistką.  Uważała,  że  byłoby  idiotyczne  traktować  go  oficjalnie.  Bardzo 
podobała mu się jej otwartość. Nie przypominała zupełnie żadnej z kobiet, które 
dotąd znał.

– Nie mogę sobie wyobrazić, jak to jest, kiedy się nie ma rodzeństwa –

usiadła koło niego i mówiła dalej: – Mimo że na ogół kłóciliśmy się z bratem, 
czasami  potrafiliśmy  się  razem  bawić.  Najpiękniejsze  były  święta  Bożego 
Narodzenia. Wally pomagał mi odgadnąć, jak działają nowe zabawki, uczył, jak 
wkładać  baterie,  a  kiedy  nie  umiałam  jeszcze  czytać,  zaznajamiał  mnie  z 
instrukcjami. A podczas Halloween trzymał mnie za rękę, kiedy chodziliśmy do 
sąsiadów,  prosząc  o  cukierki,  i  nie  przejmował  się,  gdy  chłopcy  go  z  tego 
powodu wyśmiewali.

Griffin  chrząknął.  Nie  chciał  słuchać  żadnych  pochwał  na  temat 

Wally’ego.

– Bycie jedynakiem nie jest takie złe – odezwał się, aby zmienić temat. –

Zawsze  czułem  się  najważniejszy  i  niczym  nie  musiałem się  dzielić.  Nie było 
sporów o to, co będziemy oglądać w telewizji, i miałem pokój tylko dla siebie. 
Ale czasami... – wzruszył ramionami.

– Czasami? – dopytywała się Sara.
–  Czasami  zastanawiam  się,  jak  by  to  było,  gdybym  miał  rodzeństwo. 

Szczególnie  teraz,  gdy  rodzice  nie  żyją.  Jakie  to  dziwne.  Jestem  ostatnim  z 
Lawlessów. A teraz też ostatnim z rodu Mercerów – dodał po chwili.

Sara przypatrywała mu się z uwagą. Znowu mówili o rodzinie. Nie mogła 

sobie przypomnieć, jak się ta rozmowa zaczęła. Może przez cały czas myślał o 
tym. Zwłaszcza ostatnie wydarzenia sprzyjały takiemu tematowi.

Ekspres zaczął gwizdać i Sara napełniła kawą dwa duże kubki. Podała też, 

ze  względu  na  gościa,  śmietankę  i  cukier.  Okazało  się  jednak,  że  oboje  lubią 
kawę czarną i gorzką.

– Czy rzeczywiście praca detektywa jest ciekawsza? – spytała po chwili, 

background image

zmieniając  temat.  –  Wydaje  mi  się,  że  lepiej  jest  jeździć  przez  całe  dnie  na 
motorze, niż siedzieć za biurkiem w zatłoczonym biurze.

Podniósł kubek do ust i uśmiechnął się.
–  To  brzmi  dziwnie  w  ustach  kobiety,  która  zawdzięcza  mandat  temu 

właśnie, że jeździłem na motorze.

Sara skrzywiła się, a wtedy Griffin wybuchnął głośnym śmiechem. Czuła, 

jak ciepły dreszcz przenika jej ciało.

– Nie dostałem zawiadomienia o terminie rozprawy – mówił dalej – więc 

pewnie zapłaciłaś mandat. Chyba że coś przeoczyłem. A może nie stawiłaś się w 
sądzie i teraz szykują już nakaz aresztowania. Jeśli tak, to sam szanowną panią 
doprowadzę na komisariat.

Dlaczego to żartobliwe ostrzeżenie zabrzmiało jak miłosna obietnica? W 

jego obecności chyba wszystko kojarzyło jej się z seksem.

–  To  nie  będzie  potrzebne  –  powiedziała  cicho.  –  Zapłaciłam  mandat. 

Pomyślałam,  że  tak  będzie  lepiej.  Oczywiście  przez  to  nie  będę  mogła  kupić 
książki o kryształach Baccarata...

– Wynagrodzę ci to – odezwał się Griffin. Słysząc ton jego głosu, nawet 

nie chciała się dopytywać, jak zamierza to zrobić.

–  Już  wynagrodziłeś  –  stwierdziła  –  dając  nam  tę  pracę  przy  wycenie 

kolekcji.

Zachmurzył  się  na  wspomnienie  człowieka,  który  sprawił,  że  tak  mało 

wiedział  o  swojej  rodzinie,  a  przez  to  i  o  sobie.  Siedział  wpatrzony  w  kubek, 
pogrążony we własnych myślach.

–  Więc dlaczego  zmieniłeś pracę?  –  zapytała znowu  Sara, chcąc  wrócić 

do poprzedniego tematu.

Odniosła  wrażenie,  że  Griffin  popatrzył  na  nią  z  wdzięcznością. 

Widocznie nie chciał, czy też nie mógł, ciągle rozmyślać o zmianach w swoim 
życiu.

– Parę miesięcy temu zostałem postrzelony na służbie – odpowiedział.
– Postrzelony? – Drgnęła tak gwałtownie, że aż wylała odrobinę kawy z 

kubka, który trzymała w ręce.

–  W  ramię  –  powiedział,  dotykając  tego  miejsca.  –  Nie  było  to  nic 

groźnego,  ale  zmusiło  mnie  do  przemyślenia  pewnych  rzeczy.  Doszedłem  do 
wniosku,  że  praca  detektywa  niesie  ze  sobą  mniejsze  ryzyko  –  przerwał  na 
chwilę.  –  Zresztą  sama  jazda  motocyklem  też  nie  należy  do  rzeczy 
bezpiecznych. Jeśli dodać do tego wszystkie zagrożenia związane z tą pracą, to 
w rezultacie ma się prawie pewność, że bardzo szybko można zakończyć życie.

Sara chciała pytać dalej, ale nie pozwolił jej na to.
– Jak długo jesteś po rozwodzie? – zmienił temat.
– Ponad trzy lata – odpowiedziała po chwili milczenia, nieco zaskoczona 

pytaniem.

background image

– Twój mąż mieszka w Clemente?
Griffin  w  myślach  przekonywał  sam  siebie,  że  jego  ciekawość  była 

spowodowana chęcią odwrócenia jej uwagi od niebezpieczeństw związanych z 
jego  pracą.  Ale  zdawał  sobie  sprawę,  że  prawda  jest  zupełnie  inna.  Chciał 
wiedzieć  wszystko o  przeszłości  Sary  i  chciał  też  pomóc  jej  układać  plany  na 
przyszłość. Tylko że w obecnej sytuacji nie mógł tego robić. Przecież prowadził 
śledztwo przeciwko jej bratu, co mogło się jej nie podobać, a poza tym zupełnie 
nie była w jego typie.

Po co więc tak się nią interesuje? I dlaczego nie powiedział jej jeszcze o 

śledztwie? Z pewnością kazałaby mu się natychmiast wynosić. A może jednak 
powinien poinformować ją, że jej brat oszukał pół miasta.

Wahał  się  przez  chwilę.  Jednak  nie  wolno  mu  tego  zrobić.  Zdradziłby 

tajemnicę  służbową,  a  poza  tym  Sara  mogłaby  powiedzieć  o  tym  bratu,  a  on 
zacząłby  zacierać  ślady.  Jednego  Griffin  był  pewien:  że  bardziej  bał  się 
zniknięcia  Sary  ze  swego  życia  aniżeli  tego,  że  zawiadomi  ona  o  śledztwie 
swojego brata. Już w tej chwili trudno mu było wyobrazić sobie życie bez Sary. 
Chciał być z nią jak najdłużej albo przynajmniej zrozumieć, co się między nimi 
dzieje. Dlatego postanowił milczeć. Chyba że Sara zapyta prosto z mostu, czy to 
on  prowadzi  śledztwo  przeciwko  Wallace’owi.  Nie  potrafiłby  jej  okłamać. 
Zorientował się nagle, że ona przez cały czas coś do niego mówi, więc zaczął 
słuchać uważnie.

– Michael ożenił się po raz drugi i wyprowadził się do Pittsburgha, gdzie 

pracuje jego żona. To śmieszne – dodała – nigdy nie chciał spełnić żadnej mojej 
prośby, a rzucił wszystko: dom, pracę, dzieci, całe swoje dotychczasowe życie, 
aby ją uszczęśliwić.

Zabrzmiało to gorzko, ale Sara uśmiechnęła się.
– Nie powinnam się tym martwić. Rozwód z Michaelem to najmądrzejsza 

rzecz, jaką zrobiłam.

– Dlaczego wam się nie udało? – zapytał Griffin.
Westchnęła.  Przez  chwilę  bawiła  się  kubkiem.  Wydawało  się,  że  ta 

czynność pochłonęła ją całkowicie. Unikała w ten sposób wzroku Griffina.

–  Właściwie nie  powinnam była  za  niego  wychodzić.  Byłam jeszcze  na 

studiach i chciałam je skończyć, zanim się pobierzemy. Michael przekonał mnie, 
żebym  zmieniła  decyzję  i  wyszła  za  niego.  Przez  parę  lat  byłam  tylko  żoną. 
Chciałam wrócić na uczelnię, ale okazało się, że jestem w ciąży. Jack i Sam są 
wspaniali  –  uśmiechnęła  się  Sara.  –  Zawsze  byli  dobrymi  dziećmi.  Nie 
oddałabym ich za nic. Ale miałam jednocześnie uczucie, że Mike w jakiś sposób 
trzyma  mnie  na  uwięzi.  Nie  zrozum  mnie  źle  –  dodała  pośpiesznie.  –  Nie 
wierzę,  żeby  to  robił  specjalnie.  Nie  był  nigdy  złośliwy.  Ale  chciał,  abym 
zajmowała się jedynie dziećmi.

– A to ci nie wystarczało? – zapytał Griffin. Sara w końcu popatrzyła na 

background image

niego.

– Nie, nie wystarczało. Jestem szczęśliwa, że mam dzieci, ale chcę robić 

coś jeszcze. Czy to takie dziwne?

– Oczywiście, że nie, jeśli na dodatek tego pragniesz.
– Byłam bardzo szczęśliwa, gdy Jack i Sam byli mali i potrzebowali mnie. 

Ale kiedy poszli do szkoły, stali się bardziej niezależni. Wtedy chciałam zacząć 
robić  coś  innego,  ale  Michael  nie  potrafił  tego  zrozumieć.  Zresztą  sam  miał 
pracę, która wymagała jego obecności przez całą dobę.

– A teraz pracujesz – zakończył Griffin.
–  Tak. I  jest to  praca, która  nie pochłania mnie całkowicie. Ten sklep  z 

antykami to był wspaniały pomysł. Obie z Elaine jesteśmy samotnymi matkami 
i  znamy świetnie  swoje problemy, możemy wymieniać się  w pracy. Wszystko 
układa się wspaniale.

–  Elaine  wie,  co  robi  –  powiedział  Griffin  i  oparł  się  łokciami  o  stół, 

pochylając  twarz  ku  Sarze.  –  A  teraz  –  mówił,  a  uśmiech  błądził  po  jego 
wargach – będę się mógł przekonać, czy i ty znasz się na rzeczy.

Jego  cichy  głos  przyspieszył  bicie  jej  serca.  Dlaczego  nagle  wydało  się 

jej, że „znajomość rzeczy” niekoniecznie musi odnosić się do pracy? Griffin stał 
się  ważną  częścią  jej  życia.  Był  nie  tylko  klientem,  który  może  wpłynąć  na 
zawodową karierę, ale również mężczyzną, który coraz bardziej się jej podobał 
mimo okoliczności, w jakich się poznali.

Wydawałoby  się,  że  nie  mogło  się  jej  przytrafić  nic  gorszego  niż 

spotkanie z rozgniewanym policjantem, które kosztowało ją siedemdziesiąt pięć 
dolarów. Teraz zaczęła się zastanawiać, – czy cena nie będzie jeszcze wyższa i 
czy przypadkiem nie będzie musiała płacić czymś innym niż pieniądze.

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY

– Saro, nie chcesz wykorzystać swojej życiowej szansy.
Sara wyjęła z torby brokuły i schowała je do zamrażalnika. Popatrzyła na 

brata.  Był  do  niej  podobny,  ale  w  miarę  upływu  czasu  pojawiła  się  u  niego 
łysina.  Sarze  wydawało  się,  że  staje  się  ona  coraz  większa,  a  poza  tym 
wyglądało na to, że dokucza mu nadciśnienie. Nie miała jednak odwagi zapytać 
go, czy się leczy, bo zaraz zaczynał się denerwować.

–  Wally...  –  Próbowała  mówić  spokojnie,  choć  zadawała  sobie  pytanie, 

czy naprawdę musiał zawsze przychodzić w sobotę rano, gdy miała tyle roboty? 
– Wiesz dobrze, że teraz jest mi ciężko. Sklep przynosi mały dochód i nie mam 
żadnych pieniędzy, które mogłabym zainwestować i to jeszcze w tak niepewny 
interes.

– Przecież niczego nie ryzykujesz. To doskonała inwestycja.
–  Chyba  oszalałeś.  Tor  wrotkowy  dla  dzieci?  –  Popatrzyła  na  niego  z 

powątpiewaniem. – Na taki pomysł mógł wpaść tylko ktoś, kto w ogóle nie zna 
się na interesach, albo jakiś oszust.

– Ależ Saro, jak możesz tak o mnie myśleć? – powiedział z wyrzutem. –

Sprawiasz  mi  przykrość.  Takie  tory  mają  przyszłość.  –  Zastanowił  się  przez 
chwilę. – Dobrze, jeśli to ci się nie podoba, to co powiesz o kawiarni topless? 
Wszystkie kelnerki będą nagie do pasa.

– Chyba żartujesz!
–  To  rewelacyjny  pomysł.  Sam  na  to  wpadłem.  Tanie  jedzenie,  gołe 

dziewczyny, piwo – wszystko to, co lubią mężczyźni.

–  Wally,  nawet  gdybym  miała  pieniądze,  nie  dałabym  ci  ich  na  coś 

takiego. Jak ci nie wstyd? Co na to powie mama?

– Z pewnością mnie poprze.
Sara pokiwała ze smutkiem głową. Jak to możliwe, żeby był taki głupi?
– Zobaczysz, sama jeszcze do mnie przyjdziesz i będziesz mnie prosić –

ostrzegł  ją.  –  A  poza  tym  nie  byłabyś  w  takiej  ciężkiej  sytuacji,  gdybyś  nie 
rozwiodła się z Michaelem.

Sara westchnęła. Znowu do tego wrócili. Ale nie zamierzała dyskutować z 

bratem na ten temat.

– Wyciągał przecież siedemdziesiąt pięć tysiączków rocznie.
–  Z  których,  drogi  braciszku,  musiał  utrzymać  dom,  dwa  samochody, 

opłacić  ubezpieczenie  i  odłożyć  na  szkołę  dla  chłopców.  Zresztą  to  nie  twój 
interes, a poza tym – dodała pośpiesznie, by jej nie przerwał – tak dużo mówisz 
o moim małżeństwie, a sam się nie żenisz. Nawet nie masz stałej dziewczyny. A 
ja znam jedną, która chętnie by się z tobą umówiła.

– O rany! Czy ten zegar dobrze chodzi? – Wally zerwał się od stołu. – Nie 

background image

wiedziałem, że jest tak późno. Muszę już iść.

Pocałował ją w policzek i wyszedł kuchennymi drzwiami. Sara usłyszała 

warkot silnika i pisk opon.

Uśmiechnęła  się.  Brat  denerwował  ją  czasami,  ale  wiedziała,  jak  z  nim 

postępować.  Musi  jednak  uważać.  Któregoś  dnia  może  zechce  się  umówić  z 
dziewczyną, o której mówiła, a przecież taka nie istniała. Żadna z jej znajomych 
nie interesowała się Wallym.

Zabrała się znowu do pracy, nucąc coś pod nosem.

Sara  nie  widziała  Griffina  od  tygodnia.  Stała  właśnie  na  strychu  domu 

Mercerów  pośród  pootwieranych  skrzyń  i  paczek,  a  wokół  niej  fruwał  kurz  i 
źdźbła  siana.  Żarówka  słabo oświetlała zagracone pomieszczenie. Było bardzo 
gorąco  i  Sara  miała  wrażenie,  że  wypociła  z  siebie  od  rana  co  najmniej  kilka 
litrów  płynu.  Ale  to  wszystko  nie  było  ważne  wobec  faktu,  że  znalazła 
prawdziwy skarb.

W skrzyniach była porcelana, stara rodowa porcelana Mercerów. Niektóre 

sztuki miały ponad dwieście lat. Większość pochodziła z Europy i miała wartość 
muzealną.

Dlaczego to wszystko zostało schowane, zastanawiała się. Jeśli nikt tego 

nie  potrzebował,  można  było  wystawić  porcelanę  na  pokaz.  Była  warta 
dziesiątki  tysięcy  dolarów.  A  przecież  do  tego  powinny  być  jeszcze  srebra  i 
kryształy.

Nie wiedziała tylko, gdzie je schowano.
Nie mogła się nadziwić, że jedna rodzina mogła zgromadzić takie zbiory. 

Ciekawe, co Griffin z tym zrobi? Pewnie sprzeda. To rozsądny pomysł. Chociaż 
właściwie szkoda, że nikt nie będzie używał takiej pięknej zastawy. Kiedyś, w 
czasie  świąt  i  uroczystości,  ten  dom  musiał  być  pełen  ludzi.  Szkoda,  że  nie 
mogła go takim zobaczyć.

Pochyliła  się  nad  następną  skrzynią  i  wyjęła  zachwycający  talerz  z 

Limoges. Przesunęła palcami po kremowej powierzchni, dotykając kobaltowych 
wzorów  i  złotego  brzegu.  To  z  Bernardaud,  pomyślała,  a  dopiero  potem 
popatrzyła na znak po drugiej stronie. Musi mieć ze sto lat.  Odwróciła się, by 
odłożyć go na miejsce, i wtedy ujrzała w drzwiach jakąś postać. To był Griffin. 
Odruchowo poprawiła włosy, zła na siebie, że tak zależy jej na wyglądzie.

– Czy nie jest ci tu za gorąco? – zapytał na powitanie.
Ubrany  był  w  jasne  spodnie,  białą  koszulę  i  nieokreślonego  koloru 

marynarkę.  Jego oczy błyszczały  wspaniale. Sara  czuła, że  robi  jej się  jeszcze 
bardziej gorąco.

– Tak, trochę – odpowiedziała.
Griffin podszedł do niej powoli. Uniósł dłoń i wyjął źdźbło suchej trawy z 

jej włosów.

background image

– Wyglądasz, jakbyś się miała za chwilę roztopić – powiedział. – Chodź 

na dół. Zrobię ci coś zimnego do picia.

Ruszył do wyjścia, a Sara za nim, gdyż nie chciała się z nim rozstać.
W kuchni Griffin podszedł do lodówki. Zły był na siebie, że tak szybko 

odszedł, ale bał się, że jeśli zostanie z Sarą choć chwilę dłużej, zrobi coś, czego 
nie powinien. Na przykład rzuci ją na podłogę i...

Tam  na  górze  wyglądała  bardzo  pociągająco.  Mokra  od  potu  koszulka 

ściśle przylegała do jej ciała, ujawniając, że Sara nie ma stanika,  więc widział 
każdy szczegół jej piersi, tak jakby była naga.

Gdy  się  odwrócił,  ujrzał  ją  za  sobą.  W  dalszym  ciągu  była  mokra, 

seksowna i ciągle bardzo jej pragnął. Teraz jeszcze bardziej.

– Woda sodowa czy piwo? – zapytał, starając się skoncentrować raczej na 

zawartości lodówki niż na tym, że dżinsy opinają jej biodra. – Co wolisz?

–  Zwykłą  wodę  z  lodem  –  odpowiedziała,  odsuwając  z  czoła  wilgotne 

kosmyki.

Po  chwili  Griffin  podał  jej  to,  o  co  prosiła.  Sara  wzięła  szklankę  i 

opróżniła ją jednym haustem.

– Dzięki – powiedziała.
– Jeszcze?
Skinęła głową i podała mu pustą szklankę.
Biorąc ją, Griffin przez chwilę zakrył dłoń Sary swoją. Obiecał sobie, że 

nie będzie więcej robił takich rzeczy. Nie podda się fascynacji Sarą i nie będzie 
stale o niej myślał. Im dłużej pracował nad papierami firmy Jerwal, tym bardziej 
był przekonany o nieuczciwych zamiarach Wallace’a Greenleafa. Nie powinien 
zalecać się do Sary, jeśli zamierza wsadzić jej brata za kratki.

Dobrze jednak wiedział, że nie jest w stanie jej unikać. Coś między nimi 

istniało, a w jej oczach czytał, że i ona czuje to samo.

Sara pijąc wodę zastanawiała się, o czym myśli Griffin. Cały czas patrzył 

na  nią  i  po  raz  pierwszy  w  życiu  nie  wiedziała,  co  powiedzieć.  Wszystkie  jej 
myśli krążyły wokół niego. Gdyby się teraz odezwała, mogłaby powiedzieć lub 
zrobić coś, czego by później żałowała.

– Jak ci idzie praca? – zapytał.
– Doskonale – odpowiedziała. – Odkryłam na górze cudowne rzeczy.
– Jak długo potrwa katalogowanie?
–  W  dalszym  ciągu  trudno  mi  to  określić.  W  drugiej  części  domu  jest 

jeszcze jeden strych, gdzie do tej pory nie zdążyłam zajrzeć.

– Jesteś zajęta jutro wieczorem?
Sara  oczekiwała  dalszych  pytań  dotyczących  pracy,  więc  jego  słowa 

zaskoczyły ją kompletnie. Ostatnio spędzili razem u niej w domu wieczór, który 
zakończył się dość dziwnie. Stali oboje w drzwiach wyjściowych, w powietrzu 
wyczuwalne  było  niezwykłe  napięcie.  Myślała  o  pocałunkach,  które  ich 

background image

wcześniej połączyły, i wyczuwała, że Griffin myśli o tym samym. Wstydziła się 
samej  siebie,  ale  znowu  zapragnęła  go  pocałować.  Dobrze,  że  chłopcy  byli  w 
pobliżu i to ją powstrzymało.

– Nie, nie jestem jutro zajęta, a dlaczego pytasz? – przypomniała sobie, że 

Griffin ciągle czeka na odpowiedź.

– Jutro jest mecz baseballowy. Nasz komisariat przeciwko drugiemu. To 

bardzo ważny mecz, o puchar miasta. Może przyszłabyś z chłopcami popatrzeć?

– Jack i Sam będą zachwyceni – uśmiechnęła się.
– A ty? Czy zechcesz przyjść?
W jego oczach było takie błaganie, że Sara aż wstrzymała oddech.
–  Oczywiście,  że  tak.  Będę  bardziej  zachwycona  niż  chłopcy  –

odpowiedziała bez zastanowienia.

Griffin odetchnął z ulgą.
–  Muszę  teraz  wracać  do  pracy.  Wyskoczyłem  tylko  na  chwilę.  Jutro 

wpadnę po was około piątej. Po meczu pójdziemy coś zjeść.

– Dobrze. Będziemy gotowi o piątej. – Sara popatrzyła na zegar wiszący 

na  ścianie.  Tylko  dwadzieścia  osiem  i  pół  godziny  dzieliło  ich  od  następnego 
spotkania. Jakoś to wytrzyma.

Idąc w stronę drzwi, zatrzymał się koło niej, dotknął jej policzka, a potem 

pochylił się i przesunął delikatnie po jej wargach ustami.

Sara  uniosła  rękę  i  dotknęła  palcami  ust,  jakby  chciała  zatrzymać  ten 

pocałunek.

Griffin ustawił się na polu. Uśmiechał się. Sara stała na trybunie, osłaniała 

oczy  dłońmi  i  starała  się  zrobić  wszystko,  by  przeszkodzić  drużynie 
przeciwników.  Za  każdym  razem,  gdy  ich  zawodnik  zbliżał  się  do  bazy, 
zaczynała  krzyczeć,  by  go  zdekoncentrować.  Jack  i  Sam  siedzieli  obok  niej  i 
dzielnie  jej pomagali.  Wyglądała wspaniale. Niesforne  kosmyki wymykały  się 
spod  granatowej  czapeczki  –  był  to  kolor  jego  drużyny.  Krótka  bluzka 
odsłaniała wspaniałą opaleniznę, a szorty podkreślały długie, zgrabne nogi.

–  Piłka!  –  krzyczała  do  sędziego.  –  Piłka!  Czyś  ty  ślepy?  To  było 

uderzenie! Sędzia kalosz!

Griffin roześmiał się. Cóż za entuzjazm!
– Ależ energiczna dziewczyna ci się trafiła – zawołał do niego Stony.
Griffin  uśmiechnął  się  do  przyjaciela,  uniósł  czapeczkę  i  otarł  mokre 

czoło.

Obie  drużyny czekały cierpliwie,  aż  Sara  i  sędzia  zakończą krótką,  lecz 

gwałtowną  kłótnię.  Griffin  przyglądał  się,  jak  sędzia  z  wściekłości  rzucił  na 
ziemię  czapkę,  a  potem  zbliżył  się  do  ogrodzenia  i  wyciągnął  palec  w  stronę 
Sary ostrzegawczym gestem. Sara przycisnęła twarz do siatki i krzyczała dalej.

Wreszcie  sędzia postawił  na  swoim. Musiała  usiąść i  gra  rozpoczęła  się 

background image

od nowa. Ale gdy tylko przeciwnik rozpoczął grę, znowu rozległ się jej głos.

– Byłeś wspaniały,  Griffin  – mówił Jack, żując  metodycznie pizzę dwie 

godziny później. – Co za bieg!

Griffin  potarł  machinalnie nogę.  Czuł,  jak  pod  spodniami  otarcie  piecze 

coraz mocniej.

– Tak! To był bieg po zwycięstwo – dodał z entuzjazmem Sam.
–  Nie  grałbym  tak  dobrze  –  uśmiechnął  się  do  chłopców  –  gdyby  nie 

doping waszej mamy. Zagrzewała mnie do walki.

–  Ja...  ja  powinnam  była  cię  uprzedzić,  że  jestem  fanatyczką  sportu. 

Trener chłopców ostrzegł mnie, że zabroni mi przychodzić na mecze. Podobno 
zachowuję się niewłaściwie.

– Tak, mama to fanatyczka – potwierdził Jack. – Tato tego nie rozumiał. 

Zresztą on by nigdy tak nie krzyczał, a na mamę zawsze możemy liczyć.

– No, ja nie narzekam na zachowanie waszej mamy – powiedział Griffin. 

– Nigdy nie mieliśmy takiego dopingu. I od dawna nie wygrałem meczu. Dzisiaj 
odnieśliśmy  pierwsze  zwycięstwo  w  tym  sezonie  –  zwrócił  się  do  Sary.  –
Przynosisz szczęście.

Uśmiechnęła się do niego radośnie.
– Tutaj jesteś! – Stony tak mocno klepnął Griffina w ramię, że ten aż się 

skrzywił. Dopiero teraz poczuł, że przy upadku musiał uszkodzić sobie również 
ramię. Jutro będzie się czuł paskudnie.

–  Co  za  wspaniały  bieg,  Griffin  –  odezwała  się  Elaine,  podchodząc  do 

nich z Jonahem.

Usiedli  we  trójkę:  Jonah,  Elaine  i  Stony  przy  sąsiednim  stoliku.  Stony 

objął Elaine i przyciągnął ją do siebie. Griffin patrzył na to z zainteresowaniem. 
Ostatnio Stony stwierdził, że nie chce mieć z tą kobietą nic wspólnego. A teraz 
wyglądało, jakby wszystko wróciło do normy.

– Dzięki, Elaine – odpowiedział, starając się ukryć ciekawość.
– Przy barze spotkaliśmy Leonarda – oznajmiła Elaine, patrząc na Sarę. –

Poprosiliśmy go, żeby się do nas przyłączył, ale kiedy usłyszał, że ty tu jesteś, 
zaklął tylko i zamówił następną kolejkę.

– Leonard? – spytała Sara, nie rozumiejąc, o czym mowa.
– Sędzia – wyjaśnił Griffin.
– Aha.
–  Myślę  –  zaśmiał  się  Stony  –  że  najbardziej  go  wkurzyło,  kiedy 

wykrzyknęłaś kilka niepochlebnych uwag pod adresem jego matki.

– Przecież on niesłusznie zwrócił uwagę Griffinowi – Sara zaczerwieniła 

się ze wstydu.

– Zgadzam się z tym, ale będzie potrzebował trochę czasu, zanim dojdzie 

do siebie.

–  Posłuchaj,  Saro  –  odezwała  się  Elaine  –  Jonah  chciałby,  żeby  Jack  i 

background image

Sam spędzili u nas noc. Zgodzisz się? Ja nie mam nic przeciwko temu.

–  Tak  –  potwierdził  Jonah  –  nawet  sama  mi  to  zaproponowała.  Nie 

mogłem ochłonąć ze zdumienia.

– No... to znaczy – zaczęła się jąkać Elaine – pomyślałam, że dobrze by 

było, żeby chłopcy spędzali więcej czasu ze sobą.

– Słuchajcie, ja już idę – powiedział nagle Stony.
– Muszę coś załatwić. Do zobaczenia.
I  wyszedł,  przepychając  się  pospiesznie  przez  tłum.  Griffin  i  Sara 

zdziwieni popatrzyli na siebie, a potem na Elaine, której zachowanie Stony’ego 
zupełnie nie zaskoczyło.

– To co, chłopcy? – zapytała radosnym głosem. – Jack? Sam? Chcecie u 

nas spać?

– Tak! – odpowiedzieli jednocześnie.
Sara  przez  chwilę  przyglądała  się  przyjaciółce,  a  potem  sięgnęła  po

portmonetkę.

– Bierzcie te drobne i idźcie pograć z Jonahem na automatach. Griffin –

dodała – nie chciałbyś ich popilnować?

Chłopcy chwycili po kawałku pizzy i pobiegli do sąsiedniej sali. Griffin 

chciał  coś powiedzieć, ale  machnął ręką i  poszedł  za nimi. Sara  poczekała, aż 
zniknął, i wtedy zwróciła się do przyjaciółki.

– Elaine? Czy wszystko w porządku?
– Oczywiście. Czemu pytasz?
– Bo wydawało mi się, że coś się dzieje między tobą a Stonym. A potem 

on nagle wyszedł. Pomyślałam, że może coś się stało.

– Stony zachowuje się jak dziecko. Chce czegoś, czego nie może dostać.
– Czyli? – zapytała Sara.
– Mnie.
– To znaczy?
– On pragnie bliższego związku...
– Aha – skinęła głową Sara.
–  Widzisz,  zaprosiłam  chłopców  na  noc,  bo  nie  chciałam,  żeby  Stony 

wprosił  się  do  mnie.  To  nieprawda,  że  Jonah  już  wcześniej  zaprosił  Jacka  i 
Sama. Skłamałam, bo nie potrafiłam wymyślić nic innego.

– Powinnaś być uczciwa wobec niego – stwierdziła Sara. – Powiedz mu, 

co czujesz.

– Nie mogę.
– Dlaczego?
– Bo sama nie wiem, co czuję.
Sara otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale nie odezwała się. Okazało się, 

że Elaine ma podobne problemy, a przecież Sara też nie potrafi sobie ze swoimi 
poradzić.

background image

– Czyli uważasz, że lepiej unikać takich sytuacji – podsumowała.
Elaine skinęła głową ze smutkiem.
– Ale teraz on jest na mnie wściekły.
– Przejdzie mu to.
Nagle Elaine popatrzyła z niepokojem na Sarę.
–  Słuchaj,  czy  to,  że  wezmę  dzieci,  nie  postawi  ciebie  w  niezręcznej 

sytuacji?

– Nie rozumiem – odpowiedziała Sara.
– No, z Griffinem. Chyba jeszcze nie jesteście ze sobą?
– Oczywiście, że nie. Jak mogłaś tak myśleć? Elaine! Przecież tak krótko 

się znamy. No wiesz!

– Patrzycie na siebie tak, jakbyście znali się bardzo dobrze – uśmiechnęła 

się Elaine.

– To znaczy: jak? – Sara dumnie uniosła podbródek.
– Jakbyście się nie mogli doczekać, kiedy wrócicie do domu, zrzucicie z 

siebie ubranie i... posmarujecie się nawzajem syropem czekoladowym...

–  Prawdę  mówiąc  –  zaczęła  Sara  –  nie  myślę  o  syropie,  myślę  o 

kajdankach...

– Słucham? – Elaine roześmiała się głośno.
–  Wyobrażam  sobie  różne  rzeczy.  Wiele  kobiet  marzy  o  policjancie  na 

motorze, kajdankach i skórzanych rękawicach. To normalne.

– Moje wyobrażenia zawsze wiążą się z jedzeniem.
Sara spuściła wzrok, słysząc słowa przyjaciółki.
–  Ale  czytałam  o  kajdankach.  Piszą,  że  to  zupełnie  normalne  –

kontynuowała Elaine. – Mówisz jednak, że nie wydaje ci się, aby Griffin chciał 
z tobą spędzić noc, mimo że chłopców nie będzie w domu?

– Niczego takiego nie mówiłam! – zawołała Sara. Popatrzyły na siebie i 

parsknęły śmiechem.

– Słuchaj, Elaine. Naprawdę potrafię sobie z nim poradzić.
– Jesteś pewna? – westchnęła przyjaciółka. Sara skinęła głową.
– To dobrze. On tu idzie i nie wygląda na zbyt zadowolonego.
Sara obejrzała się i zobaczyła zbliżającego się Griffina. Nie powinna była 

go tak potraktować, ale przecież musiała porozmawiać z Elaine. Przypomniała 
sobie, co powiedziała przed chwilą przyjaciółce. Czy poradzi sobie z Griffinem? 
Czy to jest możliwe? Nie była już teraz tego taka pewna. Chyba że nadałaby tym
słowom inne znaczenie. Ale wtedy zrobiłaby lepiej, gdyby natychmiast wstała i 
uciekła przed nim ile sił w nogach.

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Dom wydawał się bardzo pusty zawsze, kiedy nie było w nim chłopców. 

Czasami Sara uważała, że taka przerwa w  codziennym  chaosie  jest wspaniała. 
Ale  niekiedy  –  i  tak  było  teraz  –  cisza  ją  denerwowała.  Jednak,  pomyślała 
obserwując  mężczyznę,  który  patrzył  na  nią  z  drugiego  końca  pokoju,  dzisiaj 
zdenerwowanie mogło być nie tyle wynikiem nieobecności w domu chłopców, 
ile raczej obecności Griffina.

Odkąd wyszli z restauracji, zamienili zaledwie kilka słów. Elaine i Jonah 

pojechali  z  nimi  do  domu,  by  zabrać  Sama,  Jacka  i  ich  śpiwory.  Cała 
rozkrzyczana gromadka przed chwilą wyszła i od tego czasu Sara i Griffin nie 
mówili nic, tylko patrzyli na siebie. Zawsze, gdy byli razem, czuli się niepewnie. 
Ale teraz Sara czuła, że te nie wypowiedziane słowa są o wiele ważniejsze od 
tych, które dotąd powiedzieli.

– Przepraszam – odezwała się, chcąc zacząć rozmowę, by wypełnić ciszę. 

–  Nie powinnam była  odsyłać cię z chłopcami. Martwiłam się  o  Elaine, a ona 
niczego  nie  powiedziałaby  przy  tobie.  Stony  jest  twoim  przyjacielem  i...  –
przerwała. Nie chciała mówić mu za dużo.

Griffin skinął głową, ale nie odezwał się.
– Nie dziwię się, że jesteś na mnie zły, ale...
– Nie jestem zły na ciebie.
Było  to  najdłuższe  zdanie,  jakie  wypowiedział  od  wyjścia  chłopców. 

Poczuła się trochę pewniej i nieśmiało uśmiechnęła się.

– To dlaczego nic nie mówisz?
Griffin podszedł do niej i położył jej ręce na ramionach i spojrzał prosto 

w oczy.

–  Bo  od  momentu,  gdy  Elaine  zaprosiła  chłopców  do  siebie  i 

zorientowałem się,  że  zostaniemy sami,  myślę  tylko  o...  –  na  chwilę  odwrócił 
wzrok,  wciągnął  głęboko  powietrze,  a  potem  powoli  je  wypuścił.  Patrząc  jej 
znowu w oczy, dokończył niepewnie: – o tym, żeby się z tobą kochać.

Jego  otwartość  zaskoczyła  Sarę.  Skłamałaby,  gdyby  powiedziała,  że  nie 

myślała o tym samym, ale na pewno nie przyznałaby się do tego tak otwarcie. 
Powinna była wiedzieć, że Griffin jest inny.

–  Może  napijemy  się  kawy?  –  zapytała,  nie  bardzo  wiedząc,  co 

powiedzieć.

W  dalszym  ciągu  patrzył  na  nią,  ale  Sara  miała  wrażenie,  że  kąciki  ust 

drgają mu w skrywanym uśmiechu.

– A może chcesz wina? – spróbowała jeszcze raz.
– Myślę, że moglibyśmy...
– Saro, ja...

background image

Odsunęła  się  gwałtownie  od  niego  i  ruszyła  w  stronę  kuchni, 

przyspieszając  cały  czas  kroku,  bo  czuła,  że  Griffin  idzie  za  nią.  Otworzyła 
szafkę i zaczęła przeglądać jej zawartość.

– Saro – zaczął znowu Griffin.
–  Mam  tu  gdzieś  butelkę  bardzo  dobrego  wina,  które  dostałam  na 

gwiazdkę – przerwała mu i szukała dalej.

– Czerwone. Dostałam je od Elaine, a ona zna się na winach.
– Saro!
– Jej były mąż miał sklep z alkoholem.
– Saro!
– Tylko nie pamiętam, gdzie je schowałam.
Nagłe ręka Griffina przykryła jej dłoń, leżącą na szafce. Objął palcami jej 

nadgarstek i  znieruchomiał.  Sarę przeniknął  dreszcz.  A  Griffin stał  tuż  za  nią, 
czuła jego ciepło.

Zrobiło  jej  się  słabo.  Zamknęła  oczy  i  starała  się  oddychać  głęboko. 

Niewiele pomogło. Ale znowu zaczęła szukać wina, ciągle czując jego rękę na 
swojej,  aż  wreszcie  znalazła  je.  Razem  wyjęli  butelkę  z  szafki  i  postawili  na 
blacie.  Sara  sięgnęła  po  szklanki,  ale  tym  razem  Griffin  powstrzymał  ją. 
Milcząc,  odwróciła  się  do  niego,  ale  nie  mogła  wytrzymać  jego  wzroku. 
Pochylił  się  nad  nią, a  kiedy  w  dalszym  ciągu  nie  podnosiła głowy, przesunął 
wargami po jej skroni. Popatrzyła na niego, a wtedy leciuteńko dotknął wargami 
jej ust i odsunął się. Po chwili znowu złożył na wargach Sary lekki pocałunek. I 
jeszcze jeden. I jeszcze.

Sara  oparła  dłonie  na  jego  piersi,  powtarzając  sobie  w  myślach,  że 

powinna go odepchnąć. Ale poczuła ciepło jego ciała, przyspieszone bicie serca, 
i  po  prostu  przyciągnęła  go  bliżej  do  siebie.  Otoczył  ją  ramieniem  i  zanurzył 
palce we włosach wijących się na karku. Spojrzała mu prosto w oczy i zatraciła 
się w ich błękicie.

Po  chwili  zaczął  ją  znowu  całować,  tym  razem  mocniej  i  bardziej 

natarczywie.  Pomyślała,  że  pewnie  jest  szalona,  pozwalając  mu  na  to.  Griffin 
przecież nie był mężczyzną, który by do niej pasował. Nie wyglądał na takiego, 
który  chciałby  się  ustatkować  i  to  wybierając  kobietę  obarczoną  rodziną.  Od 
rozwodu  nie  nawiązywała  żadnych  znajomości.  Unikała  mężczyzn.  A  Griffin 
był taki jak inni i nic nie wróżyło im wspólnej przyszłości.

Tylko dlaczego tak bardzo go pragnęła, pytała samą siebie.
Powinna  przerwać  te  pocałunki.  Nie  wolno  im  się  posunąć  dalej.  Takie 

były  jej  postanowienia,  ale  nie  umiała  czy  też  nie  chciała  się  opierać.  Wbrew 
rozsądkowi  zapragnęła  oddawać  Griffinowi  pocałunki.  I  zrobiła  to.  Z  takim 
samym jak on pożądaniem i natarczywością. Długo trwali w objęciach i Sarze 
wydawało  się,  że  tak  już  będzie  zawsze.  Powoli  przesunęła  palcami  po  jego 
włosach,  potem  po  szorstkim  policzku,  a  wreszcie  po  twardych  ramionach  i 

background image

plecach. Griffin też poznawał jej ciało – każde zaokrąglenie, każdą gładkość.

Nagle przesunął się tak, że teraz on opierał się o blat, uniósł Sarę do góry 

i  mocno przytulił do siebie. Sara wydała z siebie jęk, dziki okrzyk rozkoszy, i 
zaczęła go całować jeszcze namiętniej.

Griffin miał wrażenie, że wszystko dookoła niego wiruje. Nie wiedział, co 

się dzieje, ale czuł, że traci panowanie nad sobą. Był świadom tego, że popełnia 
szaleństwo.  Nie  powinien  trzymać  Sary  w  ramionach  teraz,  gdy  prowadzi 
śledztwo  przeciwko  jej  bratu.  Ale  lubił  ryzyko,  a  poza  tym  pragnął  Sary. 
Ogromnie  pragnął.  A  teraz  wiedział,  że  jej  reakcje  są  takie  same.  Cóż  złego 
może być w tym, że dwoje ludzi pragnie się nawzajem? Są dorośli i podobają się 
sobie.

Czyli wszystko jest w porządku. Czuł ręce Sary na swoich biodrach, więc 

ujął  jedną  z  nich  i  przesunął  na  wypukłość  widoczną  pod  zamkiem  spodni. 
Poczuł jej dotyk i jęknął z rozkoszy. Myśli o śledztwie umknęły mu z pamięci 
wraz ze wszystkimi wątpliwościami, czy może kochać się z Sarą. Wiedział, że 
nic  już  nie  powstrzyma  go  przed  tym,  o  czym  marzył  od  chwili  jej  poznania. 
Chciał ją posiąść.

–  Gdzie  jest  sypialnia?  –  spytał,  dziwiąc  się  jednocześnie,  że  potrafi 

wyartykułować jakieś słowa.

– Za jadalnią, w końcu holu – odpowiedziała, nie wahając się ani chwili.
Griffin wziął ją za rękę i poprowadził w tamtym kierunku. Znaleźli się w 

jasno oświetlonym pokoju, urządzonym  w stylu  wiktoriańskim. Meble pokryte 
były kwiecistymi poduszkami, z doniczek zwieszały się kwiaty, a w rogu pokoju 
stało niewielkie łóżko przykryte kolorową narzutą.

Cała  reszta  domu  wyposażona  była  w  typowe,  odporne  na  działania 

małych  chłopców,  meble.  Sypialnia  stanowiła  cudowną  oazę.  Ucieszył  się,  że 
wpuściła go do swego sanktuarium, i poczuł się trochę niepewnie na myśl o tym, 
co zamierzali tu robić. Ale zanim zdążył coś powiedzieć, Sara wtuliła się w jego 
objęcia i pocałowała go. Objęła go za szyję, palce zanurzyła w jego włosach. I 
nagle  cała niepewność znikła. Wsunął dłonie  pod  jej bluzkę i  po  raz pierwszy 
dotknął  ciepłej,  miękkiej  skóry.  Dotykał  żeber,  jakby  grał  na  jakimś 
instrumencie. Zawahał się chwilę i objął dłońmi jej piersi. Uśmiechnął się, kiedy 
usłyszał westchnienie Sary.

–  Och!  Griffin  –  szepnęła.  –  Bardzo  dawno  tego  nie  robiłam  –  dodała 

cicho.

– Naprawdę? – zapytał zaskoczony jej szczerością.
–  Od  czasu...  To  znaczy  spotykałam  się  z  mężczyznami  od  czasu 

rozwodu, ale nie... No wiesz.

– Z nikim się nie kochałaś?
Skinęła głową. Ciągle unikała jego wzroku.
–  Wiesz,  przed  Michaelem  też  nie  było  nikogo.  Miałam  tylko  jednego 

background image

mężczyznę w całym moim życiu. Śmieszne, prawda? – zaśmiała się nerwowo. –
Chyba różnię się od kobiet, z jakimi się dotąd spotykałeś.

Griffin  ujął  ją  pod  brodę  i  uniósł  jej  twarz,  by  popatrzeć  w  głębię 

ciemnych  oczu.  Zauważył  w  nich  złote  plamki,  które  błyszczały  jak  promyki 
słońca.

– Mam nadzieję, że różnisz się od tych kobiet, z którymi się spotykałem. 

Nie  chcę,  abyś  była  taka  jak  inne  –  bądź  sobą.  Gdyby  podobała  mi  się  inna 
kobieta, nie byłbym tutaj. Chcę ciebie, Saro. Ciebie. I mam nadzieję, że ty też 
mnie pragniesz.

Sara  patrzyła  na  niego  w  milczeniu.  Słowo  „pragnąć”  na  pewno  nie 

odzwierciedlało uczuć, jakie nią teraz rządziły, ale na razie musiało wystarczyć.

–  Nie  wiem,  co  do  ciebie  czuję  i  dlaczego  –  rzekła  w  końcu  i  znowu 

przytuliła się do niego – ale z nikim dotąd tak bardzo nie chciałam być.

– Zajmij się mną, Saro. Tej nocy jestem twój. Oburzył ją rozkazujący ton 

Griffina. Znowu przejął kontrolę nad sytuacją. Powiedział „tej nocy”. Tylko tej 
nocy miał należeć do niej. Słowa te dźwięczały jej w głowie jak echo.

Nie będzie o nich myśleć. Nie będzie przewidywać, co stanie się później. 

Chociaż raz w życiu, bez zastanowienia, zrobi to, na co naprawdę ma ochotę.

Patrzyła mu w oczy, rozpinając jego spodnie. Krzyknęła cicho, widząc, że 

Griffin  nie  ma  na  sobie  żadnej  bielizny.  Zaczęła  zdejmować  z  niego  koszulę. 
Widząc,  że  sobie  nie  radzi,  Griffin  jednym  szybkim  ruchem  ściągnął  ją  przez 
głowę. Sara nigdy dotąd nie widziała tak pięknego mężczyzny. Każdy mięsień 
widoczny był pod śniadą skórą. Jej ręce, jak przyciągnięte magnesem, dotykały
każdego  miejsca.  Przesunęła  dłonią  po  wypukłości  ramienia  Griffina  i  nagle 
przeszył  ją  strach,  że  przecież  mogła  go  nigdy  nie  poznać.  Dotknęła  wargami 
obojczyka, a potem dalej wędrowała dłońmi po całym ciele.

Griffin stawał się niecierpliwy. Schwycił za brzeg jej koszulki i ściągnął 

ją  jednym  ruchem.  Zanim  Sara  zorientowała  się,  co  zrobił,  stała  przed  nim 
półnaga.

– To łóżko jest bardzo małe – odezwał się niespodziewanie Griffin. Sara 

nie mogła zrozumieć, jak on może myśleć o tak przyziemnych rzeczach.

Nie zdążyła mu nic odpowiedzieć, kiedy zaczął ją pieścić.
Czuła  ogarniającą  ją  rozkosz.  Była  nim  zafascynowana.  Chciała  go 

dotykać, pieścić, po prostu z nim być.

– Łóżko jest rzeczywiście bardzo małe – powtórzył Griffin. – Będziemy 

musieli trzymać się blisko siebie.

Zaczęli  rozbierać  się  nawzajem,  a  kiedy  już  byli  całkiem  nadzy,  Sara 

zrzuciła jednym ruchem kapę z łóżka.

Dotknięcia  Griffina  paliły  jak  ogień.  Wydawało  się,  że  dotyka  jej 

wszędzie.  Jego  wargi  pieściły  usta  Sary,  palce  bawiły  się  piersiami,  a  potem
zagłębiały  w  najtajniejsze  zakamarki  jej  ciała.  Dotyk  jego  wąsów  wyzwalał 

background image

nowe  dreszcze  i  chwilami  Sara  wybuchała  śmiechem,  gdy  ją  łaskotały.  Ale 
śmiech cichł, gdy pieszczoty Griffina stawały się coraz gorętsze.

Kiedy  przewrócił  ją  na  plecy  i  uniósł  się  nad  nią,  Sara  poczuła  nagły 

strach. Przypomniała sobie o ewentualnych skutkach, jakie niósł za sobą taki akt 
– efektem jednego z nich byli Sam i Jack. Nie wiedziała, co ma zrobić. Griffin 
zaczął całować jej szyję, jego palce w niezrównany sposób pieściły jej ciało. A 
niech się dzieje, co chce, pomyślała. Ale nagle przed oczyma pojawił się obraz 
radosnej  malutkiej dziewczynki o  czarnych  włoskach i  niebieskich,  jak  u  taty, 
oczach. Ale tata był gdzieś daleko.

– Poczekaj! – krzyknęła.
Griffin podniósł głowę i popatrzył na nią z uwagą.
– Poczekać? – powtórzył. – A mogę zapytać: na co? Sara roześmiała się, 

widząc wyraz jego twarzy. Był taki kochany. Wiedziała, że jeśli powie mu teraz, 
żeby przestał, na pewno spełni jej życzenie. Niechętnie, ale spełni. Zrozumiała, 
że rzeczywiście go kocha. Kiedy i jak to się stało, nie wiedziała. Ale zakochała 
się w Griffinie Lawlessie.

Pocałowała go w usta.
– Przypomniałam sobie, że mogę zajść w ciążę. Griffin otworzył szeroko 

oczy, jakby i on zapomniał, skąd się biorą dzieci.

–  Słuchaj,  nie  zrozum  mnie  źle,  ale...  ja  zawsze  noszę  w  portfelu... 

prezerwatywę.

Sara roześmiała się głośno.
–  Jakżebym  mogła  to  źle  zrozumieć?  Przecież jestem  osobą,  która  wozi 

takie rzeczy w samochodzie, pamiętasz?

– Tak. I nawet o tym nie wie.
– Griffin?
– Słucham?
– Przestań gadać i pośpiesz się.
Sara  znowu  znalazła  się  w  jego  ramionach,  zanurzyła  palce  w  gęstych 

włosach.  Czuła,  jak  wargi  Griffina  budzą  w  niej  szaleństwo.  Bez  ostrzeżenia 
wtargnął w nią i wchodził coraz głębiej i głębiej. Sara krzyknęła w uniesieniu. 
Na chwilę odsunął się od niej, aby znowu zanurzyć się w nią głęboko.

Połączył ich wspólny rytm.
Razem  wspinali  się  coraz  wyżej  i  odczuwali  narastającą  rozkosz.  W 

chwili gdy Sarze wydawało się, że już dłużej nie wytrzyma ognia, który w niej 
płonął, zakołysał się świat. Czuła, jak wewnątrz niej rośnie napięcie, i szaleńczo 
pragnęła teraz zaspokojenia. Przylgnęli do siebie tak mocno, jakby bali  się, że 
coś może ich rozłączyć. Trwali tak kilka chwil, a ich serca biły jednym rytmem.

–  Było  cudownie  –  westchnęła  Sara  po  chwili.  Griffin  skinął  głową  w 

milczeniu i pocałował Sarę w szyję. Coś się z nim stało, gdy kochał się z nią, i 
nie wiedział, co to jest. Nie chciał teraz o tym myśleć. Postanowił zachowywać 

background image

się tak, jak zwykł postępować w podobnej sytuacji, czyli nie angażować się.

Na  próżno.  Tym  razem  było  inaczej.  Sara  w  jakiś  tajemniczy  sposób 

zawładnęła  nim  i  chyba  nie  chciał,  żeby  to  się  zmieniło.  Spojrzał  na  nią  i 
zrozumiał, że nie jest osamotniony w swoich uczuciach. Uśmiechnął się do niej, 
ale  wydało  mu  się,  że  ten  uśmiech  nie  jest  szczery.  Uniósł  dłoń  i  odsunął 
wilgotne kosmyki, które przylgnęły do jej czoła, i pocałował ją w skroń.

– Griffin?
– Nic nie mów.
Jutro o tym pomyśli. Naciągnął koc i przytulił się do Sary tak, że dotykał 

jej pleców. Objął ją w pasie i przyciągnął mocniej do siebie.

Jutro, pomyślał, wszystko nabierze sensu.

Sara budziła się powoli i z początku nie mogła przypomnieć sobie, gdzie 

się  znajduje.  Czuła  promienie  słońca  na  swoich  nagich  plecach  i  zastanawiała 
się,  gdzie  podziała  się  jej  piżama.  Łóżko  też  wyglądało  jakoś  inaczej... 
Przeciągnęła się z rozkoszą, czując dotyk miękkich prześcieradeł.

Co  za  cudowny  sen.  Całą  noc  widziała  siebie  wtuloną  w  Griffina  w 

najwymyślniejszych  scenach  miłosnych.  Wciągnęła  głęboko  powietrze.  Jak  to 
się dzieje, że czuje jego zapach, a pościel zachowała ciepło jego ciała. Czasami 
sny są takie realne.

Nagle usłyszała szum wody w łazience i otworzyła gwałtownie oczy. To 

nie  był  sen.  Sceny  miłosne,  które  podsuwała  jej  pamięć,  przeżyła  na  jawie 
ubiegłej  nocy.  Jęknęła  przerażona.  Leży  tutaj  naga  w  skotłowanej  pościeli,  a 
Griffin Lawless kąpie się w jej łazience.

Co  ja  zrobiłam,  zadała  sobie  pytanie.  Jak  to  się  stało?  Odpowiedź  była 

prosta. Oddała się  mężczyźnie, który ją oczarował, a w dodatku wydawało się 
jej, że go kocha.

– O Boże – wyszeptała.
Wpatrywała  się  w  sufit.  Powinna  czuć  się  winna  i  mieć  do  siebie 

pretensje,  że popełniła takie głupstwo. Ale nie żałowała niczego. Uśmiechnęła 
się. Czuła się jak dziewczyna po pierwszym balu. Co będzie dalej? Jest przecież 
dorosłą kobietą, wychowującą dwoje dzieci i prowadzącą własną firmę, kobietą, 
która realnie patrzy w przyszłość i jest odpowiedzialna za swoje czyny.

Ciekawe, co Griffin chciałby zjeść na śniadanie?
Przypomniała sobie, że dziś jest niedziela i nie trzeba iść do pracy. Jak to 

dobrze.  Griffin  też  jest  wolny,  więc  mogą  razem  spędzić  cały  dzień.  Może 
pojadą  do  Elaine,  wezmą  chłopców  i  urządzą  piknik  w  parku.  Albo  pójdą 
wszyscy do  kina.  I Griffin zostanie na  kolacji. Byłoby wspaniale, gdyby mógł 
znowu  zostać  na  noc,  ale  w  obecności  chłopców  to  zupełnie  niemożliwe.  Z 
pewnością będą mieli jeszcze niejedną okazję, żeby być razem.

Już dawno nie odczuwała takiej radości na myśl o tym, co przyniesie jej 

background image

dzień. Wyskoczyła z łóżka, chwyciła szorty oraz trykotową koszulkę i pobiegła 
do drugiej łazienki, żeby się umyć i ubrać. Włączyła ekspres do kawy i zabierała 
się właśnie do przygotowania śniadania, gdy usłyszała głośne pukanie do drzwi.

Któż  to  mógł  być?  O  ósmej  rano  w  niedzielę?  Zanim  otworzyła  drzwi, 

znała już odpowiedź.

–  Wally? – zwróciła się do brata. Był ubrany w strój do golfa  – zielone 

spodnie,  jasnożółte  polo  i  czerwono-fioletową  czapeczkę.  Kolory  były 
oszałamiające  i  Sara  musiała  osłonić  oczy,  patrząc  na  niego.  –  Czy  nie  za 
wcześnie przyszedłeś?

Nie zwrócił uwagi na jej słowa, pocałował ją lekko w policzek i wszedł 

do kuchni.

–  Dobrze,  że  zaparzyłaś  kawę.  Wypiłem  już  dwie,  ale  ledwie  widzę  na 

oczy.

Sara  nie  zamknęła  za  nim drzwi.  Stała  z  rękami opartymi  na  biodrach i 

wpatrywała się w niego bez słowa.

– Co się stało? – zapytał.
–  Nie przyszło  ci  do  głowy, by  zadzwonić,  zanim do  mnie przyjdziesz? 

Albo inaczej. Nie przychodź, jeśli cię nie zaproszę.

–  Saro  –  powiedział  lekkim  tonem,  widząc,  że  siostra  zaciska  zęby  ze 

złości.  –  To  ja,  Wally.  Twój  brat,  pamiętasz?  Nie  musimy  być  tacy 
ceremonialni.

– Powinniśmy – uśmiechnęła się krzywo.
– Właściwie jestem zaskoczony, że już nie śpisz. – Zupełnie nie zwrócił 

uwagi  na  to,  co  powiedziała.  Sara  poddała  się.  Zamknęła  drzwi  i  sięgnęła  do 
szafki po dwa kubki. Niedługo Wally dowie się, dlaczego tak wcześnie wstałam, 
pomyślała, uśmiechając się do siebie.

– Po co przyszedłeś? – zapytała. – Chyba nie po to, żeby mnie obudzić?
–  Dostałem  wczoraj  list  od  mamy.  Chciała  zaoszczędzić  na  znaczku  i 

włożyła  do  mojej  koperty  list  do  ciebie.  –  Wyjął  arkusik  papieru  z  tylnej 
kieszeni spodni.

–  Kobieta,  która  zgodziłaby  się  zainwestować  swoje  pieniądze  w 

kawiarnię z kelnerkami topless, nagle pragnie zaoszczędzić dziewięć centów –
powiedziała Sara, biorąc list.

– Przecież znasz mamę.
– O, tak.
Chciała coś jeszcze dodać, ale zamilkła na widok Griffina, który pojawił 

się  w  kuchni.  Miał  na  sobie  tylko  dżinsy.  Jego  włosy  były  wilgotne,  ale 
uczesane. Na ciemnym zaroście pokrywającym pierś błyszczały jeszcze kropelki 
wody. Patrząc na jego muskularne ramiona i piersi czuła, jak coś budzi się w jej 
duszy. Czy naprawdę kochała się z tym mężczyzną ubiegłej nocy?

– Saro, ja...

background image

Urwał nagle, bo ujrzał Wally’ego. Sara wstrzymała oddech i patrzyła, jak 

dwaj mężczyźni taksowali się wzrokiem. Griffin wyzywająco oparł się o drzwi, 
a Wally obserwował go badawczo. Żaden się nie odzywał. Patrzyli na siebie, a 
Sara przyglądała się im obu.

–  Griffin  –  odezwała  się  w  końcu.  –  To  jest  mój  brat,  Wally.  Wally 

Greenleaf.

Griffin wyprostował się. Sara nie rozumiała, dlaczego, ale była pewna, że 

poczuł  się  skrępowany,  gdy  dowiedział  się,  kim  jest  przybysz.  Nie,  nie  był 
skrępowany. Ujrzała błysk w jego oczach. To była wrogość.

Potrafiła  ją  zrozumieć.  Jakiż  mężczyzna  chciałby  zaraz  po  pierwszej 

razem spędzonej nocy poznać całą rodzinę swej partnerki.

– Wally – mówiła pośpiesznie. – To jest Griffin Lawless, mój...
I  co  teraz,  pomyślała.  Kim  jest  Griffin?  Głupio  było  mówić  o  nim 

„chłopak”, bo nie jest chłopcem.  „Kochanek” –  zbyt oczywiste, „wielbiciel” –
zbyt  staroświeckie.  Musiała  jednak  coś  powiedzieć,  zanim  Wally  pomyśli,  że 
poderwała Griffina gdzieś w barze.

– Mój... – zaczęła znowu.
–  Jestem  przyjacielem  Sary  –  powiedział  Griffin  i  wyciągnął  rękę  do 

Wally’ego.

Sara  zauważyła  moment  wahania,  zanim  wykonał  ten  gest,  ale  bardziej 

zainteresowały  ją  słowa  Griffina.  Powiedział,  że  jest  jej  przyjacielem.  Tylko 
tyle?  Czy  przyjaciele  robią  to,  co  oni  robili  zeszłej  nocy?  Chyba  nie.  Ona  w 
każdym razie tak nie uważała. Ale może to leży w zwyczajach Griffina. Czyżby 
ta  noc  nie  miała  dla  niego  większego  znaczenia?  Może  większość  jego 
przyjaciółek szła z nim do łóżka.

Przecież  to  podobno  mężczyźni  nie  znoszą  sformułowania  „zostańmy 

przyjaciółmi”. Kobiety myślą inaczej. Ale czy na pewno?

Wally wstał i podał rękę Griffinowi, ale i on nie wydawał się nastawiony 

przyjaźnie. Sara nie mogła tego pojąć. Czy to zazdrość?

Wally, nie  zostaniesz na  śniadaniu? –  zapytała,  choć  znała odpowiedź z 

góry.

–  Nie,  dziękuję.  Zjem  w  klubie  z  Jerrym.  –  Spojrzał  na  zegarek.  –  Już 

późno.

–  Chyba  nie  spieszysz  się  z  mojego  powodu  –  odezwał  się  Griffin  z 

uśmiechem,  który  zaprzeczał  jego  słowom.  Wally  powinien  zniknąć.  I  to 
natychmiast.

– Muszę już iść, Saro – powiedział Wally i pocałował siostrę w policzek. 

– Do zobaczenia – zawołał i zniknął za drzwiami.

Uśmiechnięta Sara odwróciła się do Griffina, ale zaraz radość zniknęła z 

jej twarzy. Griffin wyglądał tak, jakby chciał kogoś bardzo mocno uderzyć.

– Napijesz się kawy? – spytała niepewnie.

background image

– Bardzo proszę – skinął głową.
Patrzył na Sarę i zastanawiał się, czy jego gniew jest widoczny. Nie był 

zły na nią. Co dziwne, nie gniewał się na Wally’ego. Był wściekły na siebie. Jak 
mógł  sobie  pozwolić  na  spędzenie  nocy  z  kobietą,  skoro  prowadził  śledztwo 
przeciwko jej bratu i był bliski wsadzenia go za kratki.

Sara bez słowa podała mu filiżankę. Pamiętała, że pił kawę bez mleka i 

cukru.

Griffin  sączył  parujący  napój,  chcąc  przedłużyć  milczenie.  Zastanawiał 

się, jak to się stało, że tak wszystko skomplikował.

Kiedy obudził się rano i ujrzał Sarę przytuloną do swego boku, pomyślał, 

że tak właśnie powinno być. Była ciepła, miękka i pachnąca. Poczuł chęć, by ją 
obudzić i zacząć wszystko od początku.

Chciałby tak budzić się co rano. Pamięć tego, co robili w nocy, wróciła. 

Byli  jak  dwoje  rozdzielonych  kiedyś  ludzi,  którzy  się  odnaleźli.  Pragnął  być 
znowu z nią, ale wiedział, że nie powinien teraz nawet o tym myśleć.

Pocałował ją lekko w czoło i delikatnie wysunął się z łóżka. Chciał, żeby 

spała  długo.  Pragnął  na  nią  patrzeć.  Ale  kiedy  wyszedł  z  łazienki,  łóżko  było 
puste. Teraz stała przed nim, zawstydzona, z rozwichrzonymi włosami, i czuł, że 
złość, która go ogarnęła, mija.

– Co zjesz na śniadanie? – odezwała się Sara.
Coś w jej głosie sprawiło, że poczuł się niepewnie. Bardzo pragnął zostać 

i  spędzić  cały  dzień  z  nią  i  chłopcami.  I  był  pewien,  że  ona  też  tego  chce.  Z 
drugiej  strony  rozumiał,  że  popełnią  błąd,  jeśli  posuną  się  dalej,  niż  to  dzisiaj 
zrobili. Prowadzi śledztwo przeciwko jej bratu. Musi być wobec niej uczciwy. 
Ale  kiedy  patrzył  na  nią  i  przypominał  sobie  dzisiejszą  noc,  tracił  pewność 
siebie.

–  Wypiję  kawę  –  odpowiedział krótko.  –  Tylko  kawę.  Nie  mogę zostać 

dłużej.

– Musisz iść? – Posmutniała.
– Mam sprawę, nad którą muszę dziś popracować.
– Co to za sprawa? Wiedział, że zapyta.
– Nie mogę o tym mówić. Facet, którego sprawdzamy, nie wie o niczym. 

– Na razie, dodał w myślach. Ale wkrótce...

– Aha.
Ta  krótka  odpowiedź  wstrząsnęła  nim.  Słyszał  w  niej  rozczarowanie, 

niepewność, żal.

– Saro – zaczął, chcąc się jakoś usprawiedliwić.
–  Nie,  nie  mów  nic  –  odpowiedziała.  –  Rozumiem.  Powinnam  była 

wiedzieć, że jesteś bardzo zapracowany.

Wciągnął głęboko powietrze i wypuścił je powoli. Chciałby jej wszystko 

jakoś wyjaśnić, ale nie mógł powiedzieć prawdy.

background image

– Bardzo mi przykro.
– Mnie również – powiedziała pełnym rezygnacji tonem.
– Saro, posłuchaj, ja... – Nie trzeba – przerwała mu.
Uniosła  rękę,  jakby chciała  nią  machnąć lekceważąco, ale  na  jej  twarzy 

malował się wyraz cierpienia. Griffin z przerażeniem stwierdził, że Sara myśli, 
iż on chce ją porzucić.

Że przespał się z nią, a teraz odchodzi. W pewnym sensie miała rację. Nie 

mógł na razie pozwolić, aby wczorajsza sytuacja się powtórzyła.

Wynagrodzę  jej  to  w  przyszłości,  obiecał  sobie.  A  potem  nagle  pojął 

bezsens  całej  tej  sprawy.  Kiedy  jej  to  wynagrodzi?  Teraz,  kiedy  prowadzi 
śledztwo,  musi  kłamać.  Wspaniały  początek  związku,  oparty  na  kłamstwie. 
Może  później,  kiedy  zakończą  sprawę  Greenleafa.  Tylko  że  on  będzie  tym, 
który wsadzi Wallace’a do więzienia. O, tak! Sara będzie tym zachwycona.

– Muszę już iść, naprawdę – odezwał się nagle. – Dzięki za kawę.
Sara skinęła głową. Nie patrzyła na niego. Jakże chciał powiedzieć coś, co 

cofnęłoby  czas  do  chwili,  gdy  nie  był  jeszcze  tak  beznadziejnie  w  niej 
zakochany.

– Zadzwonię – powiedział.
–  Oczywiście.  –  Stała  z  założonymi  rękami,  jakby  to  jej  pomagało 

zachować spokój. Ciągle nie patrzyła na niego.

Odstawił  kubek  i  podszedł  do  niej.  Objął  ją  za  szyję.  Nie  zareagowała. 

Pogłaskał ją delikatnie po policzku. Sara zachwiała się lekko. Poczuł się lepiej, 
kiedy  zauważył,  jak  szybko  bije  jej  serce.  Więc  nie  był  jej  zupełnie  obojętny. 
Pochylił się i pocałował ją w skroń.

– Zadzwonię – powtórzył.
– Zadzwoń. – Sara skinęła głową i wreszcie spojrzała na niego.
Uśmiechnął się lekko. Jeszcze raz przesunął palcami po miękkich włosach 

na  jej  karku  i  wrócił  do  sypialni  po  rzeczy.  Nie  wiedział,  jak  rozegra  to 
wszystko. Jak postąpi z Wallace’em i z Sarą. Wiedział tylko, że nie pozwoli jej 
odejść.

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY

–  Dzięki  za  kawę!  –  Sara  powtórzyła  te  słowa  ze  złością,  patrząc  na 

wychodzącego Griffina. – Nie ma za co! – zawołała głośno, wiedząc, że jej nie 
usłyszy. – Ty draniu!

Zadzwoni do niej. Słyszała to już przedtem. Wprawdzie nie spotykała się 

z wieloma mężczyznami ani przed ślubem, ani po rozwodzie, ale wiedziała, co 
znaczą te słowa. Po prostu „odczep się”.

Jak mógł tak postąpić po wspólnie spędzonej nocy? Nie spodziewała się 

wprawdzie  żadnych  cudów,  tego,  że  rano  wyzna  jej  miłość  bez  granic  i 
przysięgnie, iż nie może bez niej żyć. Ale mógłby chociaż zjeść z nią śniadanie. 
Popatrzyła  na  kubek  stojący  na  blacie.  Była  w  nim  jeszcze  kawa.  Nawet  nie 
wypił jej do końca.

Drgnęła na  dźwięk telefonu i przez krótki  moment  nadzieja zagościła w 

jej sercu. Ale pomyślała, że to jednak na pewno nie on dzwoni.

– Tu Elaine – usłyszała głos przyjaciółki. – Już wstałaś?
– Tak – westchnęła.
– Co się stało? Masz smutny głos.
Sara nie wiedziała, czy powiedzieć o wszystkim Elaine. Nie czuła się na 

siłach wyjaśniać jej, co zaszło.

– Nic się nie stało. Jestem jeszcze zaspana.
– Czy masz jakieś plany na dziś? – dopytywała się Elaine.
– Nie, żadnych – odpowiedziała Sara. Ale chciałabym mieć, pomyślała.
– Przykro mi.
–  Griffin  musi  pracować  nad  jakąś  sprawą  –  wyjaśniła.  –  A  Stony 

dzwonił?

– Nie, jest zbyt wcześnie. O tej porze jest zazwyczaj zaspany i nie wie, do 

czego służy telefon. Nie mówiąc o tym, że nasze rozstanie wczoraj nie zachęci 
go do rozmów ze mną.

– Może on też pracuje?
–  Nie  –  stwierdziła  Elaine.  –  Wczoraj  zaproponował,  żebyśmy  wzięli 

Jonaha do muzeum przyrodniczego, ale nie umówiliśmy się konkretnie.

– Czy Stony pracuje razem z Griffinem? – spytała Sara.
– Tak.
– To powinni zajmować się  tą sprawą razem.  Elaine  zawahała się przez 

moment, ale nie chciała martwić Sary.

–  Wiesz,  niekoniecznie  –  odparła.  –  Powiedz,  co  się  wydarzyło  między 

wami?

– Coś, co nie powinno mieć miejsca – odpowiedziała niechętnie Sara.
– Aha.

background image

–  Może  zabrałybyśmy  chłopców  do  kina?  –  zapytała  szybko  Sara, 

zmieniając temat. Bała się, że przyjaciółka zacznie ją pocieszać. Miała nadzieję, 
że nie będą więcej wracać do sprawy.

–  Chcieli  obejrzeć  „Krwawy  sztorm”  –  przypomniała  sobie  Elaine.  –

Czytałam  recenzję.  Pełno  w  tym  filmie  eksplozji,  nowoczesnej  broni, 
rozerwanych ciał ludzkich i plugawych wyrażeń.

– W Hanlon można obejrzeć filmy Disneya – przypomniała sobie Sara.
– Chłopcy będą wściekli.
– Nie szkodzi.
– Przyjadę po ciebie w południe. Zjemy przedtem lunch.
Sara odłożyła słuchawkę. Czuła się trochę lepiej. Obie z Elaine starały się, 

by ich problemy nie miały wpływu na wychowywanie synów. Przynajmniej na 
razie jeszcze nad nimi panowały. Dopóki nie dorosną. A wtedy ktoś inny będzie 
się o nich martwił.

Dwa  tygodnie  później,  w  poniedziałkowe  popołudnie  Griffin  siedział  w 

swoim mieszkaniu, popijał piwo i myślał o Sarze. A dokładniej o kochaniu się z 
nią. O tym, jaki smak ma jej skóra, jaki zapach...

Zerwał  się  gwałtownie  z  fotela,  uderzając  się  mocno  w  kolano. 

Instynktownie pochylił się i objął dłońmi bolące miejsce, zrzucając jednocześnie 
na podłogę butelkę z piwem, która najpierw potoczyła się, rozlewając dookoła 
bursztynowy płyn, a potem pękła na dwie części. Zaklął siarczyście, pokuśtykał 
do kuchni po ścierkę, ale nie porzucił myśli o Sarze.

Minęły dwa tygodnie, a on nie zadzwonił do niej ani razu, chociaż bardzo 

tego  pragnął.  Każdego  dnia  sięgał  po  słuchawkę  albo  podjeżdżał  pod  dom 
sędziego, gdzie Sara pracowała. Nie mógł się przyzwyczaić do myśli, że jest to 
jego własność i że on sam też należy do rodziny Mercerów. Pamiętał, jak Sara 
wyglądała,  gdy  ją  tam  spotkał,  jak  mokra  bluzka  przylegała  do  jej  ciała.  Te 
myśli przywodziły natychmiast wspomnienie Sary po ich wspólnej nocy, która 
nie powinna była mieć miejsca.

Śledztwo  w  sprawie  nielegalnych  poczynań  Wallace’a  nabierało  tempa. 

Już  niedługo  będą  mogli  uzyskać  nakaz  przeprowadzenia  rewizji.  Gdy  to 
nastąpi,  Wally  i  jego  kumpel  Jerry  będą  skończeni.  Ich  zamiar  popełnienia 
oszustwa zakończy się fiaskiem.

Griffin  zastanawiał  się,  co  Sara  wie  o  interesach  swego  brata.  Miał 

wrażenie, że chociaż widywali się od czasu do czasu, nie byli za bardzo zżyci ze 
sobą.  Nie  rozmawiali  o  swoich  prywatnych sprawach. A  Wally nie  należał  do 
mężczyzn, którzy zwierzaliby się siostrze ze swoich brudnych interesów. Z kolei 
gdyby Sara wiedziała o działalności Wally’ego, na pewno nie pozwoliłaby mu 
oszukiwać ludzi.

Griffin był pewny, że Sara nie ma najmniejszego pojęcia o planach swego 

background image

brata  i  jego  kumpla.  A  planowali  łapówki  dla  urzędników  państwowych  i 
pozbawienie  uczciwych  obywateli  oszczędności  całego  życia.  Griffin 
nienawidził tego typu kanalii.

Wally  Greenleaf  i  Jerry  Schmidt  przekonywali  niczego  nie 

podejrzewających  ludzi  –  najczęściej  starszych,  liczących  każdy  grosz  –  by 
zainwestowali pieniądze w interesy, których firma Jerwal wcale nie zamierzała 
prowadzić. Udawali, że wynajmują czy też budują różnego rodzaju lokale, a w 
pewnym  momencie  przekupiony  urzędnik  z  hukiem  miał  zamknąć  firmę  na 
podstawie  wielu  skomplikowanych  przepisów.  Właścicielom  pozostawało 
jedynie powiadomić inwestorów, że ich pieniądze przepadły na  skutek decyzji 
urzędników, której nie można było przewidzieć.

Griffin wytarł resztkę rozlanego piwa i wyniósł  rozbite szkło do kuchni. 

Był spięty, zdenerwowany i nie mógł się uspokoić.

Znał jeden cudowny sposób na odprężenie – przebywanie z Sarą. Ale nie 

mógł go zastosować. Już i tak dostatecznie wszystko skomplikował. Na pewno 
Sara nie zechciałaby się z nim spotkać. Obiecał przecież, że zadzwoni.

Dlaczego  to  wszystko  musi  być  tak  cholernie  zagmatwane,  zastanawiał 

się.  Nagle  zapragnął gdzieś  wyjść.  Oszaleje, jeśli  będzie tu siedział  i  myślał  o 
Sarze. Schwycił kask i wybiegł z domu. Przecież są jeszcze inne sposoby, aby 
się odprężyć.

Sara,  siedząc  w  samochodzie,  patrzyła  na  duży  kamienny  budynek  w 

romańskim stylu, w którym mieścił się pierwszy komisariat. Wokół było pusto, 
ale jacyś ludzie ciągle wchodzili i wychodzili przez ciężkie drzwi. Griffina nie 
było wśród nich. Sara była wściekła na siebie, że się za nim rozgląda.

– Elaine, dlaczego mnie tu przywiozłaś? – zwróciła się do przyjaciółki.
–  Nie  przywiozłam  ciebie,  przywiozłam  siebie.  Obiecałam,  że  podrzucę 

coś Stony’emu.

– Czy możemy wejść do środka? – odezwał się z tylnego siedzenia Jonah. 

a potem zwrócił się do Jacka i Sama: – Byłem już tutaj – powiedział z dumą w 
głosie. – Wiele razy.

Brzmiało to, jakby był notorycznym przestępcą. Elaine popatrzyła na syna 

surowo.

– Dwa razy – poprawiła go. – I nie popełniłeś żadnej zbrodni. Po prostu 

wpadliśmy do Stony’ego.

Jonah  wykrzywił  się  do  matki.  Zniszczyła  jego  piękną  opowieść  o 

ośmioletnim kryminaliście.

–  Nie  możesz  wejść  do  środka  –  dodała  Elaine.  –  Nie  chcę  tu  siedzieć 

przez całą noc. Niedługo musisz iść spać.

– Ależ mamo...
– Ciociu...

background image

Głosy chłopców brzmiały błagalnie i Elaine popatrzyła na Sarę, prosząc ją 

o pomoc.

– Pozwól im wejść. Popilnuję ich, a ty poszukasz Stony’ego.
– Nie masz pojęcia, w co się ładujesz – ostrzegła ją Elaine.
– Hej! Przecież ja mam dwóch synów – przypomniała jej Sara. – Wiem, 

co robię.

Wysiedli  wszyscy  z  samochodu,  ale  chłopcy  pobiegli  naprzód  i  matki 

dogoniły  ich  dopiero  wewnątrz  budynku.  Jonah  już  zdążył  usiąść  na  biurku 
Stony’ego  i  bawił  się  jego  długopisem,  a  Jack  i  Sam  przeglądali  album  ze 
zdjęciami przestępców, próbując  ustalić,  czy  ich  znają.  Jack  był  pewien,  że  w 
jednym  z  nich  rozpoznał  pana  Pike’a,  nauczyciela  gimnastyki,  ale  Stony’emu 
udało się jakoś mu to wyperswadować.

Sara  nie  mogła  powstrzymać  uśmiechu,  patrząc  na  chłopców.  Nie 

rozumiała, dlaczego Elaine traktuje Stony’ego z takim dystansem. Widać było, 
że kocha on dzieci i jest bardzo oddany Elaine. Sara nie była pewna, czy Griffin 
miałby  tyle  cierpliwości,  ale  potem  przypomniała  sobie  ich  pierwszy  wspólny 
obiad w jej domu. Z pewnością byłby dobrym ojcem. Jack i Sam uwielbiają go, 
a  on  z  łatwością  nawiązał  z  nimi  kontakt.  Szkoda,  że  nie  przejawia  takiego 
samego  zainteresowania  ich  mamą,  pomyślała  z  żalem.  Przecież  nie 
zatelefonował do niej, mimo że jej to obiecał.

– Griffin jest w siłowni – usłyszała głos Stony’ego i zorientowała się, że 

od pewnego czasu coś do niej mówi.

– Słucham? – spytała, choć dobrze zrozumiała jego ostatnie słowa.
Uśmiechnął się i Sara mogła przysiąc, że w jego słowach kryje się jakiś 

podstęp. Wskazywał na drzwi w drugim końcu pomieszczenia.

–  Wyjdź  tymi  drzwiami,  potem  idź  w  dół  po  schodach  i  korytarzem  do 

końca, aż dostrzeżesz pierwsze drzwi na lewo.

Sara czuła, jak mocno bije jej serce. Była zła na siebie, że w taki sposób 

reaguje  na  wieść  o  obecności  Griffina.  I  co  z  tego,  że  tu  jest?  Nie  chciał  jej 
widzieć,  przecież  nie  zatelefonował.  Nie  pójdzie  go  szukać,  bo  on  przecież 
wcale tego nie chce.

– Jak go zobaczysz, powiedz mu „cześć” ode mnie – powiedziała.
–  Czemu  nie  powiesz  mu  tego  sama?  –  odparł  z  wyzwaniem  w  głosie 

Stony.

– Dobrze, zrobię to. – Jak zwykle, odpowiedziała na wyzwanie.
Odwróciła  się  na  pięcie  i  poszła  we  wskazanym  kierunku.  Miała 

wrażenie, że w siłowni nikogo nie ma. Przyrządy były czyste i błyszczące, jakby 
nikt  ich nie  używał, a  światło neonówek sprawiało,  że miały  dziwny, błękitny 
połysk.  Cisza  była  przygnębiająca.  Już  chciała  wyjść,  gdy  usłyszała  głuche, 
nieregularne uderzenia. Dochodziły zza sąsiednich drzwi.

W sali gimnastycznej ujrzała Griffina. Sprawiał wrażenie rozgniewanego.

background image

Był bosy, miał na sobie tylko stare szorty i zniszczone rękawice. Brutalnie 

atakował  gruszkę  bokserską,  a  pot  spływał  mu  strumieniami  po  twarzy  i 
piersiach. Na dodatek przez cały czas palił cygaro.

Oparła się o ścianę i patrzyła na niego w milczeniu. Doskonale pracował 

nogami.  Gruszka  chwiała  się.  Łańcuch,  którym  była  przymocowana,  zgrzytał. 
Griffin uderzył znowu kilka razy i odskoczył.

Sara  była  zafascynowana.  Jego  mięśnie  przesuwały  się  pod  skórą  za 

każdym razem, kiedy pochylał  się do przodu.  Wyglądał  wspaniale. Widocznie 
wyczuł  jej  obecność,  gdyż  odwrócił  się.  Natychmiast  ruszył  w  jej  kierunku. 
Ruchy  miał  pewne,  płynne  i  zręczne.  Sara  czuła  się  jak  ofiara  drapieżnika. 
Znalazł się tuż obok niej.  Mokre włosy opadały  mu na  czoło. Niebieskie oczy 
wydawały się bardziej błękitne i błyszczące.

Wyjęła mu z ust cygaro i rzuciła je na podłogę. Zamknęła oczy i zaczęła 

oddychać głęboko, bo zakręciło się jej w głowie. Gdy je otworzyła, Griffin był 
ciągle przy niej; Wpatrywał się w nią tak intensywnie, jakby chciał czegoś się 
od  niej  dowiedzieć.  Stała  nieruchomo,  nie  bardzo  wiedząc,  co  robić.  Dałaby 
wszystko, by poznać jego myśli.

– Co tu robisz? – zapytał w końcu.
–  Przyjechałam  do  ciebie  –  odpowiedziała  bez  namysłu  i  pospiesznie 

dodała: – to znaczy przyjechałam tu z chłopcami i Elaine. Miała coś przekazać 
Stony’emu.

– No to jestem – powiedział. – Chcesz czegoś ode mnie, Saro?
Zaakcentował pierwsze słowo, jakby chciał podkreślić, że spełni każde jej 

życzenie.  Poczuła  suchość  w  ustach,  więc  przesunęła  językiem  po  wargach. 
Griffin przyglądał się tej czynności z taką uwagą, że serce Sary zaczęło bić jak 
oszalałe.

– Nie zadzwoniłeś do mnie – stwierdziła.
– Wiem i przepraszam. Pracuję nad...
– Sprawą – dokończyła za niego. – Wiem. Myślałam, że Stony prowadzi 

ją z tobą.

– Tak.
– Ale on nie jest teraz aż tak zajęty. I ty chyba również nie.
– Tak, ale...
Zanim pomyślała o tym, co robi, zdjęła mu rękawicę bokserską i położyła 

sobie jego rękę na sercu. Griffin stał w milczeniu, czekając, co jeszcze zrobi.

– To jest moje serce – powiedziała z niepewnym uśmiechem. – Złamałeś 

je, to je sobie bierz.

Griffin chciał coś powiedzieć, ale wyciągnął tylko do niej drugą rękę, by 

Sara  zdjęła  z  niej  rękawicę.  Kiedy  miał  obie  ręce  wolne,  pochwycił  Sarę  w 
ramiona i zaczął całować z całych sił.

Objęła go za szyję i przyciągnęła do siebie. Czuła dotyk jego ciała. Kiedy 

background image

ręce Griffina wsunęły się pod bluzkę, zadrżała z rozkoszy. Nagle uświadomiła 
sobie, że są w sali gimnastycznej komisariatu i że w każdej chwili może tu ktoś 
wejść. Odepchnęła go od siebie, z trudem chwytając powietrze.

– Czy... – zaczęła mówić, gdy odzyskała już głos – masz jakieś plany na 

wieczór?

– O, tak. To znaczy wiem. co chciałbym robić. Znowu zbliżył się do niej, 

ale powstrzymała go gestem dłoni.

–  To  cudownie.  Zapytam,  czy  Elaine  może  zabrać  chłopców  do  siebie. 

Poczekam, aż weźmiesz prysznic i ubierzesz się.

Griffin podniósł z ziemi rękawice i cygaro.
– To była Cohiba, ostatnia z zapasów pradziadka.
– Kupię ci takie cygara – powiedziała Sara. – Całe pudełko.
– Tu ich nie dostaniesz. Pochodzą z Kuby.
–  Zdaje  się,  że  sprzedaż  kubańskich  cygar  jest  zabroniona  w  Stanach  –

zauważyła.

– Surowo.
– Wobec tego, panie detektywie, łamie pan prawo.
–  W  tej  chwili  wszystkie  moje  zamiary  są  sprzeczne  z  prawem  –

stwierdził stanowczo i uśmiechnął się do niej.

Przeszedł obok niej i już miał zamknąć drzwi, gdy zawołała za nim:
– Griffin!
Odwrócił  się  zaciekawiony,  ale  nic  nie  powiedział.  Sara  nerwowo 

przygryzła  wargę,  zanim  wypowiedziała  głośno  to,  co  nagle  przyszło  jej  do 
głowy.

– Czy ty... to znaczy... czy mógłbyś...
– No, mów, Saro.
– Czy ty masz może przypadkiem... kajdanki? Na jego twarzy pojawił się 

uśmiech.

– Ależ pani Greenleaf – odezwał się surowym głosem, jaki zapamiętała z 

ich pierwszego spotkania. – Cóż to za pomysły?

Wzruszyła  ramionami.  Griffin  roześmiał  się  i  ruszył  do  wyjścia,  ale  po 

chwili wrócił do Sary i wziął ją w ramiona.

Ucałował w oba policzki i wyszedł.
Sara  patrzyła  za  nim  i  zastanawiała  się,  co  za  szaleństwo  ją  opętało? 

Nigdy dotąd nie zdarzyło jej się uganiać za mężczyzną, a teraz odkryła w tym 
nawet  pewną  przyjemność.  Griffin  był  kimś  wyjątkowym,  cudownym.  Nie 
mogła pozwolić, by odszedł.

Postanowiła porozmawiać z Elaine, myśląc,  że  może po  raz pierwszy w 

życiu wszystko ułoży się dobrze.

Griffin  czuł  się  świetnie,  po  prostu  wspaniale.  Ubierał  się  szybko. 

background image

Spieszył  się  na  randkę.  Z  kobietą,  która  go  oczarowała,  o  której  nie  mógł 
przestać myśleć i którą będzie kochał jak głupi do końca życia.

Zebrał swoje rzeczy i zapiął torbę. Nagle coś srebrnego błysnęło z górnej 

półki szafki. Uśmiechnął się do siebie i sięgnął po kajdanki. Nie wiedział, czy 
Sara  mówiła  poważnie,  ale  nie  zamierzał  stracić  żadnej  szansy.  Wrzucił 
kajdanki  do  torby  i  zarzucił  ją  na  ramię.  Chciało  mu  się  śpiewać.  Wyszedł  z 
szatni  do  biura,  gdzie  czekała  na  niego  Sara.  Biegł  po  dwa  stopnie,  cały  czas 
myśląc o niej. Przez ostatnie dwa tygodnie wspominał ciągle noc, którą spędził z 
Sarą,  powtarzał  w  myślach  każdy gest,  każde dotknięcie i  pieszczotę. Szalał z 
tęsknoty.

Dzisiaj  będzie  jeszcze  lepiej,  wspanialej,  zadziwiająco  i  cudownie. 

Dzisiaj...

Wszedł do biura i natychmiast zauważył, że Sara uśmiecha się niepewnie.
–  Griffin!  –  przywitał  go  chór  chłopięcych  głosów  i  wtedy  zorientował 

się, że Sara nie jest sama.

Jack, Sam i Jonah otoczyli go natychmiast i zaczęli gadać jak najęci.
– Jonah śpi dzisiaj u nas – obwieścił mu Sam radośnie.
–  Mama powiedziała, że  może nas  wziąć do  kina  – dodał  Jack. –  Grają 

„Krwawy sztorm” i „Krwawy sztorm II”.

–  Mówiłam  ci,  że  na  to  nie  pójdziemy  –  przerwała  mu  Sara.  –  Niech 

Griffin  wybierze  film.  –  Popatrzyła  na  niego  błagalnie.  –  Oczy  wiście,  jeśli 
zechce z nami pójść do kina.

Griffin patrzył na całą czwórkę kompletnie zaskoczony i wyraźnie zły.
– Saro?
– Słucham?
– Czy mogę z tobą porozmawiać?
– Oczywiście. – Popatrzyła na niego wyczekująco.
– Ale tylko z tobą.
Skinęła głową, ale nie ruszyła się z miejsca. Wziął ją za rękę.
–  Chłopcy,  posiedźcie  tu  chwilę  spokojnie,  a  ja  porozmawiam  z 

Griffinem. Zgoda?

–  Dobra  –  odparł  Jack  i  wraz  z  bratem  oraz  kolegą  znowu  zaczęli 

przeglądać album ze zdjęciami przestępców. Sam wskazał na jedną z fotografii, 
mówiąc:

– To jest pan Pike. Mówię wam. Popatrzcie tylko na jego nos.
Griffin pociągnął Sarę na korytarz.
– Co tu się, u licha, dzieje? – zapytał.
–  Strasznie  mi  przykro.  Ale  kiedy  wróciłam,  Elaine  i  Stony 

przeprowadzali właśnie bardzo ważną rozmowę i poprosili mnie, żebym wzięła 
Jonaha na noc.

– A ty się zgodziłaś? – zapytał z niedowierzaniem. – Po tym jak... po tym, 

background image

jak już wszystko ustaliliśmy?

–  Przecież  nie  mogłam  jej  odmówić.  Zabrała  do  siebie  ostatnim  razem 

Sama i  Jacka,  abyśmy być razem. Dzisiaj ona  i  Stony potrzebują trochę  czasu 
tylko dla siebie, więc kolej na mnie. Ale jeśli nie lubisz moich dzieci...

– Przecież wiesz, że je bardzo lubię. Tylko...
– Tylko co?
– Pragnąłem, żebyśmy byli sami – westchnął. – Chciałem... Chciałem się 

z tobą kochać!

–  Jakiś  ty  romantyczny.  –  Sara  przygryzła  wargę,  powstrzymując 

uśmiech. – Wiesz, jak przemawiać do dziewczyny.

– Saro, ja... Powstrzymała go gestem dłoni.
– Ja też tego chciałam – dodała z uśmiechem. – Ale musisz się nauczyć, 

że jak się ma dzieci, to nie wszystkie plany można zrealizować. Tak naprawdę, 
to prawie nigdy nie można niczego planować.

– Powinnaś wysłać ich do internatu – zażartował Griffin.
–  Już  to  kiedyś  słyszałam.  Od  Michaela.  To  co,  Griffin?  Pojedziesz  ze 

mną do kina dla zmotoryzowanych?

– Z tobą i z trzema facetami? I nawet nie ma co marzyć o pieszczotach na 

tylnym siedzeniu?

– Nie.
– No cóż – westchnął. – Dobrze. Ale ty kupisz prażoną kukurydzę.
Wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę chłopców.
– Czy mówiłam ci, że bardzo często zasypiają już na początku filmu? –

zwróciła się do niego, gdy wychodzili z budynku.

Czuł, że wciąż jest jakaś odrobina nadziei. Może jednak będą mieli jakąś 

szansę?

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY

Sara przysłuchiwała się piskom i hałasom dochodzącym z sypialni synów, 

gdzie bawili się trzej zupełnie nie zmęczeni chłopcy. Jednocześnie obserwowała 
Griffina,  który  mocno  spał  na  kanapie  w  salonie.  Było  już  po  pierwszej; 
powinna go obudzić i odesłać do domu. Ale wyglądał nareszcie na odprężonego 
– jakby po raz pierwszy od dłuższego czasu mógł spać spokojnie. Usiadła więc 
w obszernym fotelu i patrzyła na niego.

Nie pamiętała z czasów swojego małżeństwa ani jednej chwili, w której 

czułaby  się  tak  bezpieczna  i  spokojna.  Od  dnia  ślubu  dręczyło  ją  uczucie,  że 
popełniła błąd. Natomiast odkąd Griffin po raz pierwszy pojawił się w jej domu 
i gdy odgadła, że chce ją pocałować, była pewna, że to, co wydarzy się między 
nimi, nie będzie pomyłką.

Westchnął głęboko, odwrócił się i zakrył oczy ramieniem, ale nie obudził 

się.

–  Griffin?  –  odezwała  się  cicho.  Niechętnie  go  budziła,  ale  przecież 

musiała to zrobić.

– Griffin? – powtórzyła jeszcze raz. Wymamrotał coś, ale nie słyszał jej 

słów.  Sara  wstała,  podeszła  do  szafy  w  korytarzu,  wyjęła  z  niej  lekki  pled  i 
wróciła do salonu. Okryła starannie Griffina, zgasiła lampę i cichutko wyszła z 
pokoju.

– Dobranoc – rzekła, zatrzymując się w drzwiach.
– Dobranoc, kochanie – powiedział przez sen.

Obudził go niecodzienny hałas  – śmiech dzieci.  A kiedy otworzył oczy, 

zobaczył, że chłopcy śmieją się z niego. Ostatnio widział ich, gdy Sara kazała 
im iść na górę spać. Co robią w jego mieszkaniu?

Wtedy zauważył wentylator i różowy koc, którym był przykryty.
– Mamo! – krzyknął Jack tuż przy uchu Griffina. – Obudził się! Możemy 

go teraz spytać?

Usłyszał głos Sary, ale nie zrozumiał, co powiedziała. Popatrzył pytająco 

na Jacka.

– Chcesz do wafli syrop czy dżem?
–  Wafle?  –  zapytał  Griffin,  niczego  nie  rozumiejąc.  Zawsze  poranne 

przebudzenie przychodziło mu z trudem.

– Mama robi wafle, ale bardzo się spieszy do pracy, więc musisz szybko 

wybierać. Syrop czy dżem?

– Syrop – odpowiedział Griffin. Chłopcy zaraz pognali do kuchni. Został 

sam i mógł spokojnie zebrać myśli.

Usiadł,  przetarł  twarz  dłońmi  i  potrząsnął  głową.  Powoli  przypomniał 

background image

sobie  wszystko.  Zasnął  na  kanapie  u  Sary.  Miał  zamiar  poczekać,  aż  ułoży 
chłopców do snu, a potem, gdy zasną, zająć się panią domu. Widocznie chłopcy 
byli bardziej wytrzymali niż on.

Poszedł  do  kuchni.  Sara  stała  przy  blacie  i  wpatrywała  się  w  opiekacz, 

jakby  czekała  na  coś  ważnego.  Miała  na  sobie  elegancki  czerwony  kostium  i 
cienkie rajstopy. Była bez butów. W jednej ręce trzymała talerz, w drugiej nóż 
wymazany  dżemem.  Griffin  chciał  się  z  nią  przywitać,  ale  w  tym  momencie 
Sara  zajęła  się  wrzucaniem  na  talerz  przyrumienionych  placków,  które 
błyskawicznie posmarowała dżemem. Z pewnością robiła to często, bo ruchy jej 
były szybkie i pełne gracji. Postawiła talerz przed Samem.

– Dziękuję – powiedział i zabrał się do jedzenia.
– Dzień dobry – odezwał się Griffin, przyglądając się, jak Sara wyciąga 

następne zamrożone wafle z paczki i wkłada je do opiekacza.

– Dzień dobry. – Odwróciła się, by powitać go uśmiechem. – Napijesz się 

kawy?

– Chętnie.
Kubek  był  gorący,  kawa  pachniała  zachęcająco.  Sam  zapach  mógł 

przywrócić chęć do życia. Biorąc kubek, dotknął jej ręki.

–  Przepraszam  cię,  że  wczoraj  tak  szybko  zasnąłem  –  powiedział.  –

Nawet nie przypuszczałem, że jestem taki zmęczony.

–  Nie  przejmuj  się.  Chciałam  cię  obudzić,  ale  spałeś  tak  mocno,  że  nie 

miałam serca tego zrobić.

Napił  się  kawy,  bo  nie  wiedział,  co  ma  powiedzieć.  Po  raz  pierwszy 

zdarzyło  mu  się  obudzić  w  domu  kobiety  w  towarzystwie  jej  dzieci.  Co  za 
dziwna i niezręczna sytuacja. Przecież wczoraj zamierzał się z nią kochać.

Mimo  to  czuł  się  wspaniale.  Pewnie,  że  pragnął  Sary,  ale  to,  że  musi 

poczekać na  tę  chwilę, nie było wcale przykre, wprost  przeciwnie – dodawało 
uroku tej sytuacji i wzmagało przyjemność oczekiwania.

Brakowało mu słów, by to wszystko wyrazić.
– Wyglądasz wspaniale – powiedział.
– Mam rano spotkanie z klientem – poinformowała go.
– Oczywiście, że masz.
–  Ale  nie  z  tobą.  –  Uśmiechnęła  się.  Chyba  usłyszał  nutkę  żalu  w  jej 

głosie.

–  No  cóż,  trudno.  –  Miał  nadzieję,  że  nie  domyśliła  się,  jak  bardzo  jest 

rozczarowany.

Sara chciała coś powiedzieć, ale z opiekacza wyskoczyły kolejne wafle.
–  Chyba  muszę  go  oddać  do  naprawy  –  powiedziała.  –  Nie  powinien 

wyrzucać ich tak gwałtownie.

– Nie naprawiaj go – sprzeciwił się Griffin. – Wtedy śniadania nie będą 

już takie zabawne.

background image

– Masz rację. Przepraszam, że używam mrożonych, ale kiedy ostatni raz 

piekłam wafle... Szkoda mówić. Siadaj. – Podsunęła mu talerz.

– Musiała obiecać strażakowi – dokończył za nią Jack – że już nigdy nie 

będzie sama niczego piec.

– To nie była moja wina. Zepsuła się maszynka do wafli. Przetarty sznur. 

Naprawdę  nie  zastosowałam  złego  przepisu.  Dostałam  go  od  mamy.  Ten 
wybuch...

– Wybuch? – nie wytrzymał Griffin. Skinęła głową i umilkła.
– Ale chyba nikomu nic się nie stało?
– No, nie.
– Mama opaliła sobie brwi – wtrącił się Sam. – Ale odrosły.
– Wobec tego – roześmiał się Griffin i sięgnął po syrop – nie rób dla mnie 

wafli. Na ogół nie jadam śniadania.

–  Jedzcie  szybciej,  chłopcy  –  poprosiła  Sara.  –  Pani  MacAfee  zaraz 

przyjdzie,  a chciałabym jeszcze  pozmywać. –  Popatrzyła na  zegarek. –  Jak jej 
zaraz tu nie będzie, spóźnię się.

–  Idź  już  –  powiedział  Griffin. –  Popilnuję  chłopców do  jej  przyjścia.  I 

pozmywam.

– Dzięki, ale nie mogę cię wykorzystywać.
– Nie martw się. W pracy muszę być dopiero za godzinę.
– Ale pewnie zamierzasz jeszcze wpaść do domu.
– Saro – przerwał jej. – Gdybym nie miał czasu, nie zaproponowałbym ci 

pomocy.

– Postaram ci się odwdzięczyć.
– Na pewno z tego skorzystam – odpowiedział z uśmiechem.
Sara  wybiegła  z  kuchni,  ale  przedtem  popatrzyła  na  niego  figlarnie. 

Griffin był zadowolony, że tak łatwo włączył się w codzienne życie jej rodziny. 
Popatrzył na chłopców przy stole, na jedzenie na talerzach. Ten poranek był taki 
niezwykły i musiał przyznać, że bardzo mu się to wszystko podobało. Nareszcie 
nie był sam. Przebywał z Sarą i jej dziećmi.

– Co będziecie dzisiaj robić? – zapytał chłopców.
–  Tu  niedaleko  budują  nową  drogę.  Pojedziemy  tam  na  rowerach,  żeby 

popatrzeć.

– I co dalej?
– Jak skończą pracę, możemy się pobawić na hałdach piasku.
Griffinowi  bardzo  to  odpowiadało.  Przypomniał  sobie  czas,  kiedy  mógł 

spędzić cały dzień w jednym miejscu, wymyślając coraz to nowe zabawy.

– Fajny pomysł – powiedział i pomyślał, że chętnie wziąłby sobie wolne i 

poszedł z chłopcami popatrzeć na buldożery przesuwające ziemię.

Przybiegła  Sara,  stukając  obcasami  po  wyłożonej  terakotą  podłodze.  W 

biegu  zapinała  złoty  kolczyk.  Pocałowała  synów  w  czoło,  wytarła  dżem  z 

background image

policzka Sama i ruszyła w stronę drzwi.

– Chwileczkę – zawołał Griffin i podniósł się z krzesła.
Odwróciła się do niego i wtedy się zawahał, czy powinien to zrobić, czy 

nie.  Ale  nie  mógł  się  powstrzymać,  by  nie  ująć  jej  twarzy  w  dłonie  i  nie 
pocałować jej w usta. Wiedział, że chłopcy przyglądają się im i że pewnie Sara 
będzie  na  niego  zła.  Ale  pocałunek  na  do  widzenia  wydawał  mu  się  czymś 
zupełnie naturalnym.

– Miłego dnia – powiedział cicho. – I uważaj na siebie. Położyła dłonie na 

jego  ramionach.  W  jej  oczach  widział  uczucia  podobne  do  tych,  które  sam 
przeżywał.

–  Dziękuję  –  odpowiedziała.  –  Będę  uważać.  Patrzyli  na  siebie 

zaskoczeni.  Ten  krótki  pocałunek  zmienił  zupełnie  charakter  ich  znajomości. 
Nie wiedzieli, co będzie dalej.

Pierwsza oprzytomniała Sara.
– Bądźcie grzeczni – zwróciła się do chłopców. –  I nie rozrabiajcie,  jak 

przyjdzie pani MacAfee.

Trzy pary szeroko otwartych oczu wpatrywały się z ciekawością w nią i 

Griffina, a trzy główki kiwnęły posłusznie. Sara powstrzymała z trudem śmiech.

– Cześć – powiedziała.
– Cześć.
Wyszła,  pozostawiając  lekki  zapach  perfum,  a  w  sercu  Griffina  jakieś 

ciepło.  Czuł na  sobie uważny wzrok  chłopców, ale  postanowił nic  nie  mówić. 
Usiadł  przy  stole.  Jonah  zabrał  się  do  jedzenia,  a  Sam  i  Jack  wymienili 
wymowne spojrzenia. Jack odezwie się pierwszy, pomyślał Griffin. Nie musiał 
czekać długo.

– Lubisz moją mamę? – zapytał.
– Tak.
– Ożenisz się z nią?
Griffin  zamarł  z  uniesionym  widelcem.  Z  wafla  kapał  syrop.  Nie 

spodziewał się takiego pytania. Nie docenił dziecięcej dociekliwości.

– No... – zaczął.
– Słucham – nalegał Jack.
Griffin  przypomniał  sobie  te  chwile  z  lat  młodzieńczych,  kiedy  musiał 

poddawać  się  śledztwu  jakiegoś  tatusia,  zanim  mógł  pójść  na  randkę  z  jego 
córką.  Czuł  się  okropnie,  kiedy  musiał  mówić,  jakie  ma  zamiary  wobec 
dziewczyny.  Teraz,  gdy  po  drugiej  stronie  stołu  miał  przed  sobą  piegowatą 
twarz ośmiolatka, czuł się podobnie i zaczęły mu się pocić ręce.

– Bo mama też cię lubi – mówił Jack. – To widać. Powinieneś się z nią 

ożenić.

– Nie jest dobrą kucharką – wyznał szczerze Sam – ale jest bardzo ładna.
– I lubi baseball.

background image

– I koszykówkę.
– I hokeja.
– A na Halloween częstuje dzieci czekoladowymi batonami.
–  I...  –  zakończył  Sam  najważniejszą  informacją  –  zgodzi  się  kupić  ci 

pieska, jeśli będziesz sprzątał swój pokój.

Griffin  patrzył  na  chłopców  i  pytał  sam  siebie,  jak,  u  licha,  się  z  tego 

wyplątać.

– Słuchajcie – zaczął – wasza mama jest wspaniała. Bardzo ją lubię. Ale 

nie wiem, czy...

Dźwięk telefonu zabrzmiał  jak wybawienie. Griffin podniósł słuchawkę, 

ale nikt się nie odezwał.

– Halo? – powtórzył.
– Chciałabym rozmawiać z Sarą – odezwał się kobiecy głos.
–  Sara  wyszła  już  do  pracy  –  powiedział.  –  Pilnuję  dzieci,  dopóki  nie 

przyjdzie opiekunka.

– Mówi Dana MacAfee. Dzwonię, żeby powiedzieć Sarze, że nie przyjdę 

dzisiaj.

– Tak?
–  Właśnie  wróciłam  od  lekarza.  Źle  się  czuję.  Niestety,  to  zakaźna 

choroba. Nie powinnam przebywać z dziećmi.

– Rozumiem.
– Mam nadzieję, że nie sprawiłam kłopotu.
– Ależ nie – odpowiedział Griffin, zastanawiając się, co ma teraz zrobić.
– Proszę przeprosić Sarę.
– Oczywiście. I życzę zdrowia – dodał, odkładając słuchawkę.
Co teraz? Nie wiedział, dokąd poszła Sara, a nie mógł przecież zostawić 

trzech  chłopców  samych  w  domu.  Mógłby  któryś  zrobić  sobie  coś  złego,  a 
wtedy co?

– Kto to był? – zapytał Jack.
–  Pani  MacAfee  –  odpowiedział  Griffin.  –  Jest  chora  i  nie  przyjdzie 

dzisiaj.

– Hura! – rozległ się wrzask chłopców. Griffin z trudem ukrył uśmiech.
–  Nie  powinniście  się  cieszyć,  że  ktoś  jest  chory  –  powiedział.  –  To 

nieładnie.

Uciszyli się nieco.
Westchnął, widząc tylko jedno wyjście.
– Muszę się wami zaopiekować. Co chcielibyście robić?
Dlaczego  postanowił  zostać  opiekunem  dzieci?  Tego  nie  wiedział.  Z 

pewnością ani Stony, ani sierżant nie będą tym zachwyceni. Przecież musi wziąć 
wolny  dzień.  Ale  sprawa,  którą  prowadzi,  jest  na  ukończeniu.  Pozostałe 
czynności  może  przeprowadzić  Stony.  Jutro  pewnie  wystąpią  o  zatrzymanie 

background image

niektórych  osób.  Nie  czuł  się  zbyt  pewnie,  wiedząc,  że  prawdopodobnie 
aresztuje wujka tych dwóch chłopców, no i brata kobiety, z którą było mu tak 
dobrze. Odsunął na razie tę myśl od siebie. Popatrzył na chłopców.

– No? – zapytał. – Co robimy?
Chłopcy  wymienili  porozumiewawcze  spojrzenia  i  uśmiechnęli  się  do 

niego serdecznie. Griffin poczuł się niepewnie. Coś się za tym kryło.

– Idziemy na „Krwawy sztorm”! – krzyknęli jednocześnie.
– Co to jest? – zapytał Griffin podejrzliwie.
–  Och,  to  tylko  film –  odpowiedział  Jack  obojętnie.  Griffin  odetchnął  z 

ulgą. Bał się, że to jakaś niebezpieczna zabawa w wesołym miasteczku.

– Dobrze – powiedział. – Idziemy.
– Fajnie! – krzyknęli chłopcy, podskakując z radości. To będzie całkiem 

łatwe, pomyślał Griffin. Jeśli chcą iść do kina, to zabierze ich na seans. Nawet 
na film dla dzieci. Ciekawe, jak zareaguje Sara, gdy wróci do domu i dowie się, 
że  spędził  z  chłopcami  cały  dzień  i  nawet  zabrał  ich  do  kina.  Na  pewno  się 
ucieszy.

– Muszę zatelefonować – zwrócił się do chłopców. – A potem jedziemy.

Sara  z  pewnością  nie  była  przygotowana  na  widok,  jaki  zastała  po 

powrocie  do  domu.  Bosy  Griffin  stał  w  kuchni.  Na  spodnie  i  koszulę  włożył 
fartuszek w kotki i mieszał w rondlu coś, co pachniało upajająco.

– Cześć – powiedziała i zamknęła za sobą drzwi.
Griffin  spojrzał  na  nią.  Wyglądał,  jakby  coś  przeskrobał.  Nawet  ruchy 

miał  jakieś  niepewne.  Nie  podszedł  do  niej,  lecz  z  całych  sił  oparł  się  o  blat, 
jakby  szukał  w  nim  wsparcia.  Choć  uśmiechał  się,  nie  wyglądał  na 
szczęśliwego.

–  Co  się  stało?  Co  ty  tu  robisz?  Gdzie  jest  pani  MacAfee?  Gdzie  są 

chłopcy?

– Chłopcy pojechali rowerami na plac budowy – zaczął odpowiadać na jej 

ostatnie pytanie. – Kazałem im wrócić przed szóstą. Pani MacAfee dzwoniła, że 
jest chora. Ponieważ nie wiedziałem, gdzie cię szukać, wziąłem wolny dzień, by 
zostać z chłopcami.

–  Och!  Griffinie,  przepraszam  za  kłopot  –  zawołała  Sara.  –  Mogłeś 

zadzwonić  do  Elaine.  Ona  wiedziała,  gdzie  jestem,  a  poza  tym  mogła  wziąć 
chłopców do siebie.

– Elaine musi pracować.
– Ty również – przypomniała mu.
– Nie miałem kłopotu z wzięciem urlopu na dzisiaj. Stony zgodził się.
– Znowu jestem ci coś winna. – Nie uwierzyła, że wszystko odbyło się tak 

łatwo.

–  Bardzo  się  z  tego  cieszę.  –  Tym  razem  jego  uśmiech  był  szczery.  –

background image

Musimy  omówić  formę  –  zapłaty  zażartował.  Pod  wpływem  jego  spojrzenia 
zrobiło jej się gorąco.

–  Jeśli  wszystko poszło  tak  dobrze,  to  czemu  wyglądasz,  jakbyś  spędził 

dzień na galerach? – spytała, chcąc zmienić temat rozmowy.

Uśmiech zniknął z twarz Griffina. Skupił się znowu na gotowaniu.
– Ja... – zaczął. Popatrzył na nią i opuścił zaraz wzrok. Wciągnął głęboko 

powietrze,  wypuścił  je  i  spróbował  jeszcze  raz.  –  Chyba  zrobiłem  dzisiaj  coś 
złego.

–  No  cóż  –  powiedziała  –  biorąc  pod  uwagę  fakt,  że  spędziłeś  dzień  z 

moimi  synami,  wcale  mnie  to  nie  dziwi.  Co  to  było?  Kradzież  samochodu? 
Rozruchy uliczne? Trzecia wojna światowa?

– Nie – powiedział Griffin – Chodzi o film. Sara natychmiast zrozumiała 

wszystko.

–  Nic  nie  mów.  Niech  zgadnę.  Spytałeś  ich,  co  chcą  robić,  a  oni 

powiedzieli, żebyś zabrał ich na ten nowy przygodowy film.

– „Krwawy sztorm” – podpowiedział.
– Właśnie.
– Saro, ja naprawdę nie miałem pojęcia, co to za film. Myślałem, że to coś 

odpowiedniego dla dzieci. Gdybym wiedział, co w nim pokazują....

– Kobiety z dużym biustem?
– Naprawdę?
– Nie mów, że ich nie zauważyłeś.
–  Wyprowadziłem  chłopców  zaraz  na  początku  filmu,  bo  było  w  nim 

pełno scen ukazujących przemoc. A język... – Wciąż był przejęty. – Nawet u nas 
w  szatni  nie  słyszy  się  takich  słów.  O  Boże,  jeszcze  musiałbym  chłopcom 
wyjaśniać... Co myślą ludzie, którzy robią takie filmy?

Sarę  wzruszyła  tak  głęboka  troska  ojej  dzieci.  Wspięła  się  na  palce  i 

pocałowała go w policzek.

– Dobry z ciebie człowiek – powiedziała i chciała się odsunąć.
Ale jej na to nie pozwolił. Objął ją za szyję i przyciągnął do siebie. Serce 

zaczęło jej bić szybciej, zamknęła oczy.

–  Nie  gniewasz  się,  że  próbowałem  zdemoralizować  twoje  dzieci?  –

zapytał cicho.

– Gniewam się? – Miała nadzieję, że jej głos nie zdradza tego, co czuje. –

Nie wiedziałeś przecież, na co się zgodziłeś. Ale Sam i Jack dobrze wiedzieli, co 
robią. Mówiłam, że nie wolno im oglądać tego filmu, a mimo to zaciągnęli cię 
do kina.

– Nie bądź zbyt surowa – roześmiał się Griffin. – Gdybym był dzieckiem, 

zrobiłbym to samo.

Sara też rozumiała postępowanie chłopców, ale wiedziała, że musi z nimi 

porozmawiać.

background image

– To dlatego gotujesz obiad? Czujesz się winny.
–  Chyba  tak.  A  poza  tym  chciałem  zrobić  na  tobie  dobre  wrażenie.  –

Griffin uniósł jej dłoń do ust.

Sara zamknęła oczy. Dreszcz rozkoszy przeszył jej ciało.
– Wrażenie? Na mnie? – wyszeptała.
– Aha.
Przesunął wargami po jej ręce aż do zgięcia łokcia. Sara przyciągnęła go 

bliżej do siebie. Westchnęła, gdy wyprostował się i zaczął całować jej szyję.

– Robisz na mnie ogromne wrażenie – powiedziała cicho.
– Naprawdę? Skinęła głową.
–  Wiesz,  Jack  mówił,  że  on  i  Sam  spędzają  co  roku  miesiąc  wakacji  z 

ojcem. Kiedy wyjeżdżają?

– Jaki dzisiaj mamy dzień?
– Nie wiem – odpowiedział. – Dwudziesty ósmy lub dziewiąty.
– Wyjeżdżają z ojcem pierwszego sierpnia, więc...
– nie była w stanie policzyć dni.
– Dopiero za cztery tygodnie – jęknął Griffin.
–  Powiedziałeś  chłopcom,  żeby  wrócili  o  szóstej?  –  Sara  spojrzała  na 

zegarek.

– Tak. – Griffin nie nadążał za jej myślami.
– Pomyśl, jak wiele można zrobić w ciągu czterdziestu minut. – Zaczęła 

rozwiązywać wstążki fartucha.

Skinął głową i  zaczął rozpinać jej bluzkę. Przyciągnął ją gwałtownie do 

siebie i pocałował namiętnie. Sara wsunęła dłoń w jego włosy. Przytuliła się do 
niego jeszcze mocniej. Już chciała zaproponować, żeby przeszli do sypialni, gdy 
usłyszała brzęk rowerów, a potem krzyk Jacka.

– Mamo! Sam spadł z roweru i skaleczył się w kolano!
Odskoczyli od siebie jak rażeni prądem. Griffin podniósł fartuch i włożył 

go z powrotem. Sara pospiesznie zapinała guziki bluzki. Starała się nie patrzeć 
na Griffina i czekała, aż chłopcy pojawią się w kuchni.

Obejrzała  kolano  Sama  i  uspokoiła  go,  że  rana  nie  zagraża  życiu. 

Pocałowała chłopca i  kazała synom przynieść  z łazienki plaster. Sam pociągał 
jeszcze  nosem,  bardziej  ze strachu niż z bólu,  więc Jack objął go  ramieniem i 
poprowadził ostrożnie korytarzem.

–  To  są  bardzo  dobre  dzieci  –  Sara  zwróciła  się  do  Griffina  –  ale 

pojawiają się w nieodpowiednim czasie.

–  Nic  się  nie  stało.  –  Uśmiechnął  się  do  niej  i  popatrzył  na  garnki.  –

Jedzenie już gotowe.

– Pójdę na chwilę do chłopców – powiedziała Sara.
– Muszę dopilnować, by Jack nie owinął bandażem całego Sama.
Była  już  przy  drzwiach,  gdy  Griffin  wypowiedział  jej  imię.  Zatrzymała 

background image

się i odwróciła do niego.

– Nie mogę czekać aż do pierwszego sierpnia – poskarżył się cicho.
– Nie będziesz musiał – obiecała i wyszła z kuchni.

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Był  czwartek.  Sara  przeglądała  ostatnie  rzeczy  w  kredensie  stojącym  w 

dużej jadalni sędziego Mercera – w drugim skrzydle mieściła się mała jadalnia, 
przeznaczona  tylko  dla  rodziny.  Ponieważ  po  raz  pierwszy  wykonywała  taką 
pracę,  starała  się  być  bardzo  dokładna.  Zaczęła  od  zachodniego  skrzydła  i 
przeglądała  wszystko  od  strychu  do  piwnic.  Teraz  była  na  pierwszym  piętrze. 
Niezależnie od tego, jak się między nimi ułoży, będzie pracowała dla Griffina co 
najmniej przez rok.

Przebywała teraz w pokojach, ubierała się więc bardziej elegancko. Dziś 

miała  na  sobie  białą  bluzkę  i  niebieską  spódnicę,  ale  nie  mogła  wytrzymać  w 
pantoflach na wysokich obcasach, więc zrzuciła je z nóg i chodziła boso. Nagle 
pochyliła się. W głębi kredensu błyszczał kryształowy wazon. Wyglądał, jakby 
był zrobiony z pyłu gwiezdnego. Sara wzięła go do ręki i wstrzymała oddech.

Ostrożnie obejrzała go, szukając potwierdzenia swoich przypuszczeń. To 

był Lalique. Miał około pół metra wysokości, u góry był przejrzysty, a poniżej 
znajdowały się,  jakby  wyrzeźbione  mrozem,  postacie  Artemidy  i  zwierząt.  Na 
spodzie widniał jakiś numer i podpis artysty. Wazon wyglądał jak nowy, choć 
wykonano go ponad sto lat temu. Jeśli był autentyczny – w co nie wątpiła – wart 
był kilkaset tysięcy dolarów.

Obracała  go  ostrożnie  w  rękach.  Ustawiała  tak,  by  światło  padało  na 

kryształ,  i  z  zachwytem  patrzyła  na  tęczowe  plamy,  które  powstawały  na 
ścianie. To arcydzieło powinno być w muzeum, pomyślała. Ciekawe, jak długo 
należało  do  Mercerów.  Za  jaką  sumę  zostało  kupione?  Nie  wiedziała,  czy 
znajdzie odpowiedzi na te pytania.

Nagle usłyszała jakiś szmer.
– O Boże!
Głos zabrzmiał w pustym pokoju  jak grzmot.  Przez  moment  Sara czuła, 

że wazon wysuwa się jej z rąk, więc przycisnęła go mocno do piersi. Uklękła i 
rozejrzała się po pokoju. Wtedy go zauważyła.

Griffin  stał  w  drzwiach,  oparty  o  framugę.  Był  w  szarych,  dość 

pogniecionych  spodniach,  równie  mocno  zmiętej  białej  koszuli  i  kolorowym 
krawacie. Ciekawe, czy ma w domu żelazko, pomyślała Sara.

– Griffin! – jęknęła. – Nigdy więcej tego nie rób. Nie skradaj się.
– Dlaczego? – Uśmiechnął się i zaczął iść w jej stronę. – Lubię patrzeć, 

jak podskakujesz ze strachu.

– Tak. Tylko że to mogłoby cię kosztować ponad pół miliona dolarów.
Zatrzymał  się  i  patrzył  to  na  nią,  to  na  wazon,  który  ciągle  tuliła  w 

ramionach.

– Słucham?

background image

Skinęła głową i ostrożnie wyciągnęła ręce w jego kierunku.
–  Ten  drobiazg  jest  bardzo  cenny.  Zresztą  wszystko,  co  znajduje  się  w 

tym domu, czyni z ciebie milionera.

Griffin wpatrywał się w nią zdumiony. Powoli docierało do niego to, co 

powiedziała.  Do  tej  pory  nie  zastanawiał  się  nad  wartością  spadku  po  nie 
znanym mu dotąd krewnym. Ale teraz, gdy usłyszał, jak Sara mówi o tym z taką 
powagą i ujrzał w dodatku cenny wazon, uświadomił sobie, co otrzymał. Czuł, 
że nogi uginają się pod nim.

Usiadł na podłodze obok Sary i ostrożnie dotknął wazonu.
– Pół miliona? – spytał.
– Co najmniej – potwierdziła.
– To niewiarygodne.
– Uwierz mi.
Potrząsnął  z  niedowierzaniem  głową.  Nie  mógł  pozbierać  myśli. 

Przyszedł  tu,  bo  wreszcie  mieli  ze  Stonym  nakaz  aresztowania  Wallace’a 
Greenleafa i Jerry’ego Schmidta. Chciał powiedzieć o tym Sarze. Wiedział, iż to 
będzie dla niej bardzo bolesne, że będzie na niego wściekła i może nie  chcieć 
widywać się z nim. Nawet nie dziwiłby się jej zbytnio.

Musiał  ją  przygotować,  przedstawić  jej  wszystko,  zanim  wyciągnie 

błędne  wnioski.  I  chciał,  żeby  dowiedziała  się  prawdy  o  swoim  bracie,  zanim 
Wally zacznie się przed nią tłumaczyć.

Brakowało mu słów. Patrzył na Sarę, siedzącą w tym wspaniałym domu, 

który jest podobno jego własnością, i trzymającą cenny wazon, też należący do 
niego – absolutnie nie mógł się przyzwyczaić do tej myśli – i chciał, a właściwie 
marzył, by Sara również należała do niego. Dom i reszta nie były ważne. Ważna 
była Sara. Miał nadzieję, że nie zostawi go, gdy dowie się, co zrobił. Wziął od 
niej wazon i wstawił z powrotem do kredensu. Potem wstał i wyciągnął ręce do 
Sary. Zanim podała mu swoje, popatrzyła na niego pytająco.

Pomógł  jej  się  podnieść,  po  czym  natychmiast  porwał  ją  w  ramiona  i 

mocno  pocałował.  Potem  objął  jedną  ręką,  a  drugą  zaczął  odpinać  jej  bluzkę. 
Miała  ciepłą  i  delikatną  skórę  i  czuł,  jak  mocno  bije  jej  serce.  Zrozumiał,  że 
jedyne, czego pragnie, to być z nią.

– Kocham cię, Saro – wyszeptał.
Nie był pewien, czy chce usłyszeć jej odpowiedź, więc zamknął jej usta 

pocałunkiem.  Wtedy  poczuł  jej  ręce  na  swoich  ramionach.  Było  to  wspaniałe 
uczucie. Chłonął ją całym sobą. Nie wiedział, dlaczego właśnie ona stała się tą 
jedyną.  Pragnął  tylko  jej.  Tutaj.  Teraz.  Na  tak  długo,  aż  wreszcie  zaspokoją 
wzajemne pożądanie i osiągną szczęście.

– Chodź na górę – udało mu się szepnąć. – Tam są sypialnie.
Sara odchyliła głowę, by popatrzeć na niego.
– Czy możemy... to znaczy, czy jesteś przygotowany?

background image

Uśmiechnął się i skinął głową.
– A masz również kajdanki? – zapytała.
– Zostały w samochodzie – roześmiał się.
– Trudno – westchnęła ze smutkiem. – Następnym razem.
Griffin wziął ją na ręce i wbiegł na schody, przeskakując po dwa stopnie. 

Zatrzymał  się  przed  pierwszymi  drzwiami.  Pokój  pachniał  kurzem  i  starością, 
ale popołudniowe słońce wpadało przez okno, rzucając jasne plamy na kwiecistą 
kapę na łóżku. Zastanawiał się przez chwilę, do kogo mógł należeć ten pokój? 
Może urodziła się tu jego matka?

Popatrzył  na  Sarę.  Miała  rozwichrzone  włosy  i  usta  nabrzmiałe  od 

pocałunków. Postawił ją delikatnie i znowu zaczął całować. Była oszołomiona. 
Oparła  się  o  niego,  bo  ugięły  się  pod  nią  nogi.  Zatopiła  się  w  pieszczotach. 
Griffin trzymał ją mocno. Pamiętała, jak było cudownie, kiedy kochali się po raz 
pierwszy. Ogarnął ją żar. Wsunęła palce w jego włosy i przyciągnęła go jeszcze 
bliżej do siebie, oddając pocałunki.

Próbowała zdjąć mu krawat, aż zerwał go z szyi jednym ruchem i pomógł 

jej rozpiąć koszulę. Przez moment podziwiała jego mięśnie. Zwinne palce Sary 
dotarły do paska od spodni, ale Griffin powstrzymał ją.

–  Jeszcze  nie  –  powiedział  cicho.  –  Nie  wytrzymam  już  długo,  a 

chciałbym cię jeszcze popieścić.

Jej  serce  zabiło  mocniej.  Pragnęła  go  tak  bardzo.  Chciała  go  czuć 

wszędzie.

Zdjął  z  niej  bluzkę  oraz  stanik  i  niedbale  rzucił  na  podłogę.  Ostrożnie, 

jakby  brał  do  ręki  kryształowy  wazon,  ujął  jej  piersi  w  swoje  dłonie  i  zaczął 
pieścić.  Sara  jęknęła  z  rozkoszy,  a  Griffin  uśmiechnął  się.  Pochylił  się  i 
pocałował jej ciepłą skórę.

Myślała,  że  już  dłużej  tego  nie  wytrzyma.  Drżała.  Wtedy  pocałował  ją 

jeszcze raz i zaczął przesuwać usta coraz niżej.

Ukląkł, rozpiął spódnicę, która opadła na podłogę.
Przycisnął  usta  do  miękkiej  tkaniny  majteczek  Sary.  Potem  delikatnie 

zsunął je aż do jej stóp.

Sara  schwyciła  go  za  ramiona,  by  się  nie  przewrócić.  W  pokoju  było 

ciepło, ale jej zrobiło się gorąco. Czuła, że cała płonie. Język Griffina delikatnie 
błądził po zakamarkach jej ciała. Odchyliła głowę do tyłu, płomienie pożądania 
ogarniały ją całą. Krzyknęła głośno. Griffin cofnął się, a potem znowu zaczął ją 
całować. Wstał i pochylił się nad nią, a Sara pomyślała, jak mogła dotąd żyć bez 
niego.  Chciała  coś powiedzieć, ale  przyłożył palec  do  jej warg.  Sięgnął po  jej 
rękę  i  położył  ją  na  wypukłości  w  spodniach.  Westchnął  i  odrzucił  do  tyłu 
głowę, a Sara przysunęła się do niego.

Nie mogła dłużej znieść, że cokolwiek ich rozdziela. Razem uwolnili go z 

resztek  ubrania  i  przesunęli  się  w  stronę  łóżka.  Griffin  przykląkł  przy  niej  i 

background image

pieścił  całe  jej ciało.  Sara  wzdychała, czując przenikające ją dreszcze. Jeszcze 
nigdy nie była tak pożądana i kochana.

Objęła Griffina za szyję i przyciągnęła do siebie. Oparł się na łokciach i 

patrzył  na  nią  z  miłością.  Oplotła  go  nogami,  objęła  dłońmi  jego  biodra  i 
milcząco błagała, by wszedł w nią. Nie mógł pozwolić jej czekać dłużej. Jednym 
gwałtownym ruchem zagłębił się w niej i oboje krzyknęli z rozkoszy.

Poruszał się w niej, szepcząc czułe słowa do ucha. Rozkosz narastała, aż 

oboje osiągnęli szczyt.

To,  co  rozpoczęło  się  nagle  i  gwałtownie,  zakończyło  się  długim, 

cudownym  zaspokojeniem.  Leżeli  bez  ruchu,  nie  mówiąc  nic.  Nie  chcieli 
zniszczyć tej wspaniałej chwili intymności nieodpowiednimi słowami.

Sara  tuliła  się  do  Griffina i  zastanawiała,  jakie  to  szczęśliwe zrządzenie 

losu  postawiło  go  na  jej  drodze.  Uśmiechnęła  się  na  wspomnienie  ich 
pierwszego spotkania.

Chciała  go  o  coś  zapytać,  ale  nie  bardzo  wiedziała,  jak  zacząć. 

Postanowiła więc być szczera.

– Griffin? – zapytała cicho.
– Tak?
– Czy mówiłeś poważnie? Poruszył się i przytulił ją mocniej.
– O czym? – spytał. Wciągnęła głęboko powietrze.
– Czy mówiłeś poważnie, że mnie kochasz?
Poczuła,  że  wstrzymał  oddech,  i  przez  chwilę  żałowała,  że  zadała  to 

pytanie. Chciała jakoś to wyjaśnić, ale Griffin odpowiedział:

–  Tak,  mówiłem  to  najzupełniej  poważnie.  Popatrzyła  na  niego.  Był 

zmęczony i niespokojny.

Ujęła go pod brodę.
– Naprawdę?
– Tak.
– Powiedz to jeszcze raz.
– Kocham cię, Saro – odezwał się natychmiast.  Znowu przytuliła się do 

niego i ogarnęło ją nowe, nieznane ciepło.

– Ja też cię kocham – rzekła cicho. – Ja też.
Griffin  przeraził  się  tych  słów.  Jak,  u  licha,  powiedzieć  jej  teraz  o 

Wallym?  Może  tak:  Kocham  cię,  Saro,  ale  tak  przy  okazji,  dziś  wieczorem 
aresztuję  twojego  brata.  Nie  chciałem  ci  o  tym  mówić,  ale  od  dnia  kiedy  się 
poznaliśmy,  prowadziłem  przeciwko  Wally’emu  śledztwo.  Przeze  mnie  spędzi 
parę  lat  w  więzieniu  i  będziesz  mogła  go  widywać  tylko  w  dni  odwiedzin. 
Dzięki  mnie  jego  życie  zmieni  się  zupełnie.  Pomyślałem,  że  powinnaś  o  tym 
wiedzieć.

Kiedy Sara się o  tym wszystkim dowie, na pewno zrobi wszystko,  żeby 

zostać z Griffinem na zawsze.

background image

Westchnął, otworzył usta, by coś powiedzieć, ale zmienił zamiar.
Jak mogłem wplątać się w to wszystko. Co za diabelny pech, pomyślał.
– Która godzina? – spytała Sara sennym głosem.
Odruchowo popatrzył na nadgarstek, ale zegarka tam nie było. Rozejrzał 

się wokoło.

– Chyba położyłam  go na stoliku nocnym  – odezwała się Sara, czytając 

widocznie w jego myślach.

Ale  tam  go  też  nie  było.  Wychylił  się  za  krawędź  łóżka  i  dostrzegł 

zegarek na podłodze. Roześmiał się.

– Chyba zrzuciłaś go stopą, kiedy ja...
– Dobrze, dobrze – przerwała mu i zaczerwieniła się. – Pamiętam. Chyba 

również  wtedy  stłukłam  ten  mały  wazonik.  Ale  nie  martw  się  –  dodała 
pospiesznie. – To było zwykłe tanie szkło.

– Nawet gdyby kosztowało pół miliona – powiedział i znów się roześmiał 

– to ty i tak jesteś dla mnie cenniejsza.

– Griffin – poprosiła – powiedz mi, która godzina. Popatrzył na zegarek i 

spoważniał.

– Chyba się zmartwisz.
– Czym?
– Już po szóstej.
– O Boże! – wykrzyknęła Sara i wyskoczyła z łóżka. Zaczęła biegać po 

pokoju,  w  pośpiechu  zbierając  rozrzucone  części  garderoby.  –  Pani  MacAfee 
zabije  mnie,  jeśli  się  spóźnię.  Nie  zdziwię  się,  jeśli  zrezygnuje  z  pracy.  Czy 
wiesz,  jak  trudno  jest  znaleźć  odpowiednią  opiekunkę?  Ja  szukałam  jej 
miesiącami. Wszystkie kobiety, które się zgłaszały, przypominały wyglądem lub 
zachowaniem Kubę Rozpruwacza.

– Saro, zostań jeszcze – poprosił. – Musimy o czymś porozmawiać.
– Nie mogę – powiedziała. – Muszę iść.
– Ale...
– Przyjdź na kolację. Wtedy porozmawiamy.
– Nie mogę. Za pół godziny muszę spotkać się ze Stonym.
– On też może przyjść. Zaprosimy Elaine i Jonaha.
– Nic z tego. Stony i ja musimy dzisiaj kogoś aresztować – poinformował 

ją Griffin.

–  Jakie  to  interesujące!  –  Uniosła  głowę  i  uśmiechnęła  się  do  niego.  –

Wsadzić  jakiegoś  łobuza,  który  zagraża  niewinnym  ludziom,  takim  jak  ja,  na 
przykład.

–  Tak!  –  krzyknął.  –  To  prawda.  Dlatego  też  ścigamy  tego  faceta.  To 

oszust  i  nie  powinien  mieć  możliwości  dalszego  nabierania  uczciwych  ludzi. 
Pamiętaj o tym.

Sara pochyliła się i pocałowała go w usta.

background image

– I za to cię kocham. – Ruszyła w kierunku drzwi.
– Saro! – zawołał.
Zatrzymała się. Otworzył usta. Tyle rzeczy powinien jej powiedzieć, ale 

nagle ogarnęło go uczucie bezradności.

–  Ja  też  cię  kocham  –  powiedział  miękko,  ale  wiedział,  że  to  nie 

wystarczy.

Uśmiechnęła się do niego. To był piękny, szczęśliwy i beztroski uśmiech. 

Posłała mu całusa  i wyszła. Chciałby się teraz  czuć jak Sara – być spokojny i 
szczęśliwy.  Ale  myślał  o  tym,  co  go  czekało.  I  bał  się,  że  kiedy  znowu  ją
zobaczy, ujrzy na jej twarzy ból i gniew. I że on będzie tego przyczyną.

Usłyszał  stuknięcie  drzwi.  Odrzucił  kołdrę,  wstał  i  zaczął  powoli  się 

ubierać.  Nie  musiał  się  spieszyć.  Pragnął  jedynie,  by  ten  dzień  wreszcie  się 
skończył.  Będzie  mógł  wtedy  wrócić  do  swego  poprzedniego  życia.  Dopiero 
teraz dojrzał jego pustkę i smutek samotności. Uświadomił to sobie dzięki Sarze.

Nie  pozwolę  jej  odejść,  pomyślał.  Niezależnie  od  tego,  co  się  wydarzy, 

będę przy niej. Chociaż jest siostrą Wally’ego, kocham ją. Muszę doprowadzić 
do tego, żeby związała się ze mną na zawsze.

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Późnym  wieczorem  tego  dnia  Sara  kończyła  zmywać  naczynia,  gdy 

zadzwonił telefon. Była pewna, że to Griffin, więc krzyknęła do chłopców, by 
ściszyli telewizor, i podniosła słuchawkę.

– Saro, aresztowali mnie. Ścisnęła mocniej słuchawkę.
– Wally? – zapytała. – O czym ty mówisz?
– Aresztowali mnie – powtórzył brat. Jego głos brzmiał jakby z daleka i 

nie było w nim zwykłej pewności siebie.

– Co? – krzyknęła. – Aresztowany? Ty? Za co?
– Mój adwokat wyjechał na tydzień – mówił, nie wyjaśniając niczego. –

Będziesz musiała tu przyjść i zapłacić za mnie kaucję.

– Kaucję? – powtórzyła,  w  dalszym ciągu  nie mogąc uwierzyć w to,  co 

usłyszała. – Dlaczego? O co cię oskarżają?

–  O  oszustwo  –  odpowiedział  pospiesznie.  –  Posłuchaj,  to  jest 

nieporozumienie,  przysięgam.  Wszystko  się  wkrótce  wyjaśni.  I  wtedy  oskarżę 
policję  o  bezpodstawne  aresztowanie,  a  potem  za  ich  pieniądze  spędzę  długie 
wakacje na Tahiti. Kiedy możesz przyjechać?

–  Nie  wiem.  –  Sara  potrząsnęła  głową,  starając  się  zebrać  myśli.  –  Ile 

pieniędzy mam przywieźć?

– Wysokość kaucji ustalono na pięćdziesiąt tysięcy dolarów.
– Pięćdziesiąt tysięcy dolarów?! – powtórzyła Sara.
– Ale musisz mieć tylko dziesięć procent całej sumy.
–  Pięć  tysięcy? –  wyszeptała  z  trudem,  dziwiąc  się,  że  udało  się  jej  to 

obliczyć.

– Kiedy będziesz mogła je przynieść?
Mogłaby wyskrobać pięćdziesiąt dolarów, ale pięć tysięcy? Za kogo on ją 

uważa? Za żonę Rockefellera?

– Wally, ja nie mam pięciu tysięcy.
– Jak to nie masz? – W głosie brata pojawił się znany jej rozkazujący ton, 

którego tak nie lubiła.

– Nie mam pięciu tysięcy – mówiła powoli, jak do dziecka. – Nie sypiam 

na pieniądzach.

– Ależ to tylko pięć patyków. Chcesz powiedzieć, że nie dysponujesz taką 

sumą?

– Oczywiście, że nie. Wally umilkł na chwilę.
–  Można  przecież  wziąć  pożyczkę  pod  zastaw  –  stwierdził  po  chwili.  –

Masz dom, prawda? Dostałaś go po rozwodzie. Należy do ciebie.

– Czyś ty oszalał? Mam zastawić swój dom? Nawet mi nie wyjaśniłeś, za 

co cię aresztowali.

background image

– Zwrócę ci te pieniądze, Saro. Obiecuję.
Sara nie wiedziała, co robić. Chciała mu pomóc, ale nie była w stanie.
–  Zadzwoń  do  mamy  –  zaproponowała.  –  Zawsze  popierała  twoje 

pomysły. Na pewno ma pieniądze.

– Nie, zainwestowała je w tę kawiarnię – wyjaśnił Wally.
– Wyciągnąłeś od niej ostatnie pieniądze na ten głupi projekt?
–  Przecież  to  nie  były  jej  ostatnie  pieniądze  –  powiedział.  –  Poza  tym 

dochód z kawiarni będzie olbrzymi. Sama powinnaś w nią zainwestować.

– Już ci mówiłam, że nie mam pieniędzy.
Coś  się  tu  nie  zgadzało.  Jej  brat  nie  był  ideałem,  ale  nigdy  nie 

przypuszczała, że może zrobić coś, za co można go aresztować. Bo chyba nie za 
to, że jest kompletnym durniem.

Dlaczego nie chciał jej powiedzieć, o co dokładnie go oskarżają?
– Wyjaśnij mi, za co zostałeś zatrzymany – odezwała się. – Może wtedy 

zastanowię się, czy ryzykować.

– Saro...
– Wally... – nalegała.
– Za fałszywe ogłoszenia – powiedział w końcu.
– Nigdy o  czymś takim nie  słyszałam. – Wzruszyła ramionami. – Co to 

jest? Nie brzmi to groźnie. To chyba zwykłe wykroczenie.

– To prawda.
–  I  za  to  wyznaczono  pięćdziesiąt  tysięcy  kaucji?  Westchnął  ciężko  i 

pomyślał, że będzie musiał powiedzieć jej trochę więcej.

– Oskarżono mnie również o oszustwo w interesach i dawanie łapówek.
To poważniejszy zarzut – oświadczyła, czując skurcz w żołądku.
– To są również drobne wykroczenia. Większość zarzutów dotyczy takich 

spraw.

– Większość? – powtórzyła.
Miała już naprawdę dość tych jego gierek.
– Wally, powiedz mi wreszcie, o co chodzi.
– Dobrze, już dobrze. Zarzucają mi trzydzieści siedem wykroczeń.
– Och! Wally! Jak mogłeś!
– Ale łatwo mogę się z nich wytłumaczyć – dodał pospiesznie.
– A za co cię wsadzili? – spytała ze strachem.
–  Za  przekupienie  urzędnika  państwowego  –  rzekł  w  końcu.  –  A  to  już

jest przestępstwo.

– Wally – powtórzyła bezradnie.
–  Wrobili  mnie  w  to,  Saro  –  zaczął  ją  zapewniać.  –  Przysięgam.  Znasz 

mnie przecież. Nie jestem oszustem.

Sara  powoli  pokręciła  głową.  Nie  wiedziała,  w  co  wierzyć.  Jej  brat 

popełniał  wiele  głupstw  i,  prawdę  mówiąc,  niczemu  się  już  nie  dziwiła.  Ale 

background image

łapówka? Dla urzędnika państwowego? Przecież to zabronione. Czy Wally mógł 
zrobić coś takiego? Czy był na tyle głupi?

Sara  zaczęła się  zastanawiać nad tym, jak  ma postąpić.  Nagle przyszedł 

jej na myśl Griffin i uśmiechnęła się. Przecież jest policjantem. Będzie wiedział, 
co robić. Na pewno jej pomoże.

– Posłuchaj – powiedziała – zatelefonuję do Griffina i zobaczę...
– Do kogo?
–  Do  Griffina  –  powtórzyła.  –  Griffina  Lawlessa.  To  jest  ten...  mój 

przyjaciel,  którego  poznałeś  u  mnie  parę  tygodni  temu.  Jest  policjantem  i 
może...

– O Boże! Wiedziałem, że go znam.
– Słucham?
–  Mam  dla  ciebie  ciekawą  wiadomość,  siostrzyczko.  To  on  między 

innymi mnie aresztował.

– Co takiego?
– Poinformował, jakie prawa mi przysługują, i zakuł w kajdanki...
– On... cię... zakuł? – nie wytrzymała Sara, ale zaraz przypomniała sobie 

o  powadze  sprawy.  –  Skuł  cię  kajdankami?  –  Teraz  w  jej  głosie  nie  było  już 
zdziwienia. – To okropne!

–  Tak  –  potwierdził  Wally.  –  Przez  cały  czas  pytałem  go,  czy  już  się 

kiedyś nie spotkaliśmy? Ale ignorował mnie.

– Czy jesteś pewien, że to był Griffin? Griffin Lawless?
– Zupełnie pewien. Nawet zażartowałem sobie z jego nazwiska.
I  pewnie  go  to  zdenerwowało,  pomyślała  Sara.  Pamiętała  dobrze 

spojrzenie  Griffina,  kiedy  przy  ich  pierwszym  spotkaniu  zrobiła  uwagę  na  ten 
temat.  A  potem  pomyślała,  że  ten  sam  człowiek,  z  którym  parę  godzin  temu 
kochała się, który twierdził, że ją kocha, teraz aresztował jej brata. Wspomniał 
jej  o  tym,  ale  pominął  milczeniem  fakt,  że  chodzi  tu  o  Wally’ego.  Przecież 
poznał go u niej przed dwoma tygodniami. Wiedział, kim jest.

Griffin oszukał ją.
Czuła się tak, jakby ktoś ją uderzył. Zanim się kogoś aresztuje, prowadzi 

się przeciwko niemu śledztwo. I Griffin tym się właśnie zajmował. Ciekawe, jak 
długo  to  trwało?  Czy  Griffin  zainteresował  się  nią  w  chwili  rozpoczęcia 
śledztwa?  A  może  właśnie  dlatego  się  z  nią  spotykał?  Czyżby  w  ten  sposób 
chciał dowiedzieć się czegoś więcej o Wallym?

Nie,  to  niemożliwe.  Nigdy  nie  wymienił  nawet  jego  nazwiska,  nie 

zadawał  pytań  na  jego  temat  i  wspominali  o  nim  tylko  wtedy,  gdy  mówili  o 
swoich rodzinach. Nigdy też nie rozmawiali o pracy Wally’ego.

Niepokoiło  ją  również  i  to,  czy  ona  też  jest  podejrzana?  Może  dlatego 

Griffin pojawił się w jej życiu? Ukarał ją przecież mandatem. Sądził pewnie, że 
często łamie prawo. Ale czy prowadzący śledztwo musi posuwać się tak daleko, 

background image

żeby aż iść z podejrzaną do łóżka?

– Saro, jesteś tam?
– Tak.
– Teraz, kiedy już wiesz, że to twój facet mnie zapudłował, co zamierzasz 

z tym zrobić?

Znowu ten ton. Rozkazujący, oskarżający ją o to, co się stało. Nie. Ma już 

tego  dość.  Zarówno  brata,  jak  i  policjantów,  a  także  mężczyzn.  Pójdzie  na 
komisariat i dowie się, co może zrobić, by uzyskać zwolnienie Wally’ego. A jak 
tam już będzie, rozejrzy się za Griffinem, bo musi mu zadać kilka pytań. Jeśli 
Wally nadal będzie się tak zachowywał, a Griffin niczego nie wyjaśni, da sobie 
z nimi spokój.

Bolała go głowa. Od chwili gdy zapukał do drzwi Wallace’a Greenleafa, 

poczuł  paraliżujący  ból,  który  nie  przemijał.  Griffin  połknął  czwartą  tabletkę 
aspiryny, ale podejrzewał, że podrażni mu ona jedynie żołądek, nie przynosząc 
żadnej ulgi. Siedział przy biurku, podpierając głowę rękami.

– Chciałabym z tobą porozmawiać.
Spodziewał się, że Sara przyjdzie, ale jednocześnie bał się tego. Popatrzył 

na nią i spróbował się uśmiechnąć.

– Cześć – powiedział. – Jakieś kłopoty?
Miała  na  sobie  obcisłe  szorty,  które  tak  mu  się  podobały  na  meczu,  i 

koszulkę bawełnianą z zabawnym napisem. Była rozczochrana, nie umalowana i
wyraźnie zdenerwowana. Bardzo zdenerwowana. Griffin zapragnął nagle wziąć 
ją w ramiona, przytulić i pocałować. Ale zobaczył, że tuż obok niej stoją Sam i 
Jack i z nienaturalnym dla nich spokojem przyglądają mu się z uwagą.

– Oszukałeś mnie – zaatakowała go bez żadnego wstępu.
– Nie.
Poprawiła pasek od torebki na ramieniu, a potem mocno zacisnęła na nim 

palce. Jakby chciała przytrzymać się czegoś bezpiecznego.

– Oszukałeś mnie – powtórzyła.
– Saro – zaczął. – Nigdy ci nie skłamałem.
– Jak długo prowadziłeś śledztwo przeciwko Wally’emu?
– Około sześciu tygodni, ale....
–  Akurat  wtedy zacząłeś  węszyć  wokół  mnie  –  przerwała  mu.  –  Miałeś 

dostatecznie  dużo  czasu,  żeby  mi  powiedzieć  o  śledztwie  przeciwko  mojemu 
bratu.

–  Nie  wolno  mi  zdradzać  żadnych  szczegółów  prowadzonych  spraw 

osobom  postronnym  –  powiedział  Griffin  i  zaraz  pożałował  tych  słów.  Nie 
powinien tak mówić o Sarze. Widocznie rozzłościło ją określenie, którego użył, 
bo poczerwieniała z gniewu.

– Oczywiście jestem dla ciebie osobą postronną?

background image

Griffin  wstał  tak  gwałtownie  z  krzesła,  że  odepchnięte  przewróciło  się. 

Sara drgnęła, ale nie cofnęła się. Przybrała nawet bardziej bojową postawę.

–  To  nieprawda  i  wiesz  o  tym  dobrze  –  oburzył  się.  Starał  się  mówić 

spokojnie.  Zauważył,  że  zaczynają  zwracać  na  siebie  uwagę  nie  tylko  dzieci 
Sary. – Śledztwo zaczęło się o wiele później.

– Ale wiedziałeś, że Wally jest moim bratem. Wiedziałeś, że... – urwała i 

spuściła  wzrok,  nagle  nie  mogąc  patrzeć  mu  w  oczy.  Jej  głos  był  równie 
spokojny. – Wiedziałeś, że angażujesz się w związek z siostrą podejrzanego, i 
nic nie zrobiłeś, by go przerwać. To jest nieetyczne. Chociaż mogłabym tu użyć 
innych określeń.

Griffin wiedział, że nie powinien pytać, ale nie mógł się powstrzymać.
– Jakich?
–  Podłe,  zimne,  wyrachowane,  egoistyczne...  –  Uniosła  dumnie  głowę, 

patrząc mu prosto w oczy.

– Już dobrze. Rozumiem. – Potarł ręką kark i westchnął. – Posłuchaj. Nie 

jestem zadowolony, że to wszystko tak się potoczyło. Twój brat jest przestępcą i 
znalazł  się  w  tarapatach.  A  ja  zostałem  wyznaczony  do  prowadzenia  jego 
sprawy.

Patrzyła na niego w milczeniu. Widział, że myśli o czymś intensywnie.
– Tu nie chodzi o Wally’ego – odezwała się w końcu.
– Nie? – Uniósł pytająco brwi.
–  Nie  –  potrząsnęła  głową.  –  Chodzi  o  to,  że  oszukiwałeś  mnie. 

Prowadziłeś  jego  sprawę,  a  jednocześnie  ze  mną  spałeś.  –  Powstrzymała  go 
gestem  ręki.  –  Nie  wierzę,  że  mnie  kochasz.  Gdyby  tak  było,  postępowałbyś 
wobec  mnie  uczciwie.  Mogłeś  nie  mówić  mi  wszystkiego,  ale  przynajmniej 
poinformować o tym, co się stanie.

– I ryzykować, że ostrzeżesz brata przed aresztowaniem?
Nie zrobiłabym tego!
Czyżby?  Sara  już  chciała  zaprzeczyć,  ale  powstrzymała  się.  Przyszła  tu 

wściekła, z zamiarem zmuszenia Griffina do wyjaśnień. Była zła, że aresztował 
jej brata i nic jej o tym nie powiedział, a także dlatego, że związał się z nią. Nie 
wiedziała, co wywoływało największy gniew.

– Dlaczego nie zaczekałeś? – zapytała cicho. – Mogłeś zakończyć to, co 

musiałeś zrobić, a potem umówić się ze mną.

–  O,  tak  –  odparł  ironicznie  Griffin.  –  Na  pewno  spotykałabyś  się  z 

mężczyzną, który wsadził twojego brata do pudła.

Uniosła dłoń do czoła i zaczęła je trzeć, by pozbyć się bólu, który nagle 

się  pojawił.  Czuła  się  zraniona,  zakłopotana  i  zła.  Nie  wiedziała,  co  o  tym 
wszystkim myśleć.

– Czy to takie ważne dla ciebie? – zapytała. – Żebym chciała się z tobą 

spotykać?

background image

–  Tak  –  odpowiedział  natychmiast.  –  To  bardzo  ważne.  Jesteś 

najważniejsza w moim życiu.

Westchnęła. Czuła ogromne wyczerpanie.
– Przecież wszystko zniszczyłeś.
Wstał  zza  biurka,  oparł  dłonie  na  jej  ramionach  i  trzymał  je,  dopóki  na 

niego nie spojrzała.

– Naprawdę zniszczyłem?
– Odbędzie się rozprawa – mówiła Sara.
– Tak.
– I staniecie z Wallym po przeciwnych stronach barykady.
– Tak.
–  Ty  będziesz  robił  wszystko,  by  wsadzić  go  za  kratki,  a  on  będzie 

walczył o swoją przyszłość. Bo niezależnie od tego, jak potoczy się sprawa, jego 
życie nie będzie już takie samo.

– Nie rozumiem, Saro.
–  Nie  rozumiesz?  Może  nie  zawsze  zgadzałam  się  z  Wallym;  prawdę 

mówiąc,  nigdy  się  z  nim  nie  zgadzałam.  Ale  nawet  jeśli  jest  winny,  jak 
mówisz... – uniosła w górę ręce błagalnym gestem, potem opuściła je bezradnie 
– jest moim bratem – dokończyła cicho. – Zawsze był częścią mojego życia. I 
będzie nią nadal.

– A ja nie – Griffin dopowiedział głośno to, czego nie powiedziała.
– Nie wiem, czy będziesz, czy nie – zauważyła szczerze Sara.
– Czyli chodzi jednak o Wally’ego.
– Nie, Griffin, o nas.
Pokręcił głową, w dalszym ciągu jej nie rozumiał.
–  Nie  będę  się  mogła  widywać  z  tobą  przez  jakiś  czas  –  powiedziała  i 

cofnęła  się  tak,  że  musiał  ją  puścić.  –  Przynajmniej  nie  podczas  procesu.  To 
będzie  trudny  okres  i  nie  chciałabym  dodawać  do  tego  jeszcze  kłopotów  z... 
porządkowaniem swoich spraw uczuciowych.

– Saro, zastanów się – poprosił. – Nie odrzucaj tego, co nas łączy.
– Dotychczas  łączyło  nas  kilka  bardzo  miłych  chwil  w  łóżku,  które 

zawdzięczać możesz swemu oszustwu.

– Nie, to, co nas łączy, to miłość, którą niewiele osób ma szanse przeżyć.
– Nie ma miłości bez zaufania – wtrąciła. – A tam, gdzie jest kłamstwo, 

nie można mówić o zaufaniu.

– Przysięgam, Saro, nigdy nie zamierzałem...
– Ale to zrobiłeś – przerwała mu. – Prawda? Griffin popatrzył na nią i na 

chłopców  siedzących  nieruchomo.  Miał  nadzieję,  że  ta  trójka  będzie  czymś, 
czego dotychczas nie miał – będzie jego rodziną. Nie wiedział, co powiedzieć, 
żeby  Sara  zmieniła  zdanie.  Dopiero  w  tej  chwili  zrozumiał,  ile  ta  kobieta  dla 
niego znaczy.

background image

–  Co  mogę  zrobić?  –  zapytał  bezradnie.  –  Co  mogę  powiedzieć,  by 

wszystko było jak dawniej?

Sara potrząsnęła w milczeniu głową.
– Nigdy już nie będzie tak jak dawniej. Nigdy. – Znowu cofnęła się. – Nie 

dzwoń do mnie. Potrzebuję trochę czasu. Dużo czasu.

–  Kiedy cię  znowu  zobaczę? –  Zrobił  krok  w  jej stronę  i  zatrzymał  się, 

kiedy spojrzała na niego.

– Nie wiem – odpowiedziała cicho. – Po prostu nie wiem.
– To, co nas łączyło, Saro – zaczął jeszcze raz, zniżając głos do szeptu –

to nie było tylko łóżko.

Zdał sobie sprawę, że mówiąc o nich, użył czasu przeszłego. Sara również 

to zauważyła.

–  Być  może  to  prawda.  Teraz  nie  łączy  nas  nic.  A  co  nam  przyniesie 

przyszłość... – Wzruszyła ramionami.

Odwróciła się, objęła chłopców i wyszli razem z biura. Griffin patrzył na 

wahadłowe  drzwi,  które  kołysały  się  jeszcze  przez  chwilę.  Wokół  niego 
dzwoniły  telefony,  stukały  maszyny  do  pisania,  rozmawiali  ludzie.  Panował 
gwar. A on czuł się straszliwie samotny.

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Proces,  który  odbył  się  dwa  miesiące  później,  nie  był  tak  burzliwy  i 

dramatyczny, jak to sobie wyobrażała Sara. Nie przypominał procesów z seriali 
telewizyjnych.  Prawnicy  byli  spokojni  i  gadatliwi.  Godzinami  spierali  się  o 
drobiazgi.  Używali  języka,  którego  nie  rozumiała,  a  w  dodatku  mówili  o 
zawiłościach finansowych.

Wally nie powiedział jej, o co dokładnie jest oskarżony. Mówił natomiast 

o  tym,  ilu  uczciwych,  pracowitych  ludzi  siedzi  w  więzieniu,  podczas  gdy 
złodzieje  są  na  wolności.  Sara  zgadzała  się  z  nim,  że  system  wymiaru 
sprawiedliwości nie jest zbyt sprawny. Stan  jej konta bankowego nie pozwolił 
na wpłacenie kaucji, co umożliwiłoby Wally’emu odpowiadanie z wolnej stopy.

Teraz,  siedząc  na  sali  sądowej  i  wpatrując  się  w  kark  Wally’ego,  w 

dalszym ciągu nie rozumiała, o co tu chodzi. Zauważyła, że przed kwadransem 
pojawił  się  Griffin,  i  cały  wysiłek  skupiła  na  tym,  by  na  niego  nie  patrzeć. 
Przychodziło  jej  to  z  dużym  trudem.  I  kiedy  machinalnie  spojrzała  w  jego 
stronę,  zauważyła, że  Griffin  się  w  nią wpatruje.  Miał na  sobie  szaroniebieski 
garnitur, a jego oczy wydawały się jeszcze bardziej błękitne.

Przez chwilę, która wydawała się wiecznością, wpatrywali się w siebie, aż 

wreszcie  Sara  odwróciła  wzrok.  Zaczęła  bawić  się  guzikami  od  kostiumu, 
starając się zapomnieć o Griffinie. Ale słyszała, jak wchodził, i była pewna, że 
wyczuwa  znany  zapach,  chociaż  po  dwóch  miesiącach  mogła  go  już  nie 
pamiętać.

A  przecież  pamiętała  każdy  centymetr  jego  ciała,  każde  jego  słowo.  W 

domu wszystko go przypominało. Nawet kiedy prowadziła samochód, nie mogła 
od  niego  uciec.  Często  spoglądała  we  wsteczne  lusterko,  mając  nadzieję,  że 
pojawi się za nią na motocyklu.

Dlaczego nie próbował się z nią skontaktować?
W  sali  było  bardzo  duszno,  więc  Sara  cichutko  wyszła  na  korytarz. 

Przesuwały się po nim tłumy ludzi i było tu znaczniej chłodniej.

Odprężyła  się,  ale  nagle  poczuła  obok  czyjąś  obecność.  Nie  popatrzyła 

nawet w tamtą stronę, bo i tak wiedziała, że to Griffin.

– Nie odejdę, mimo że mnie ignorujesz – poinformował ją.
Chciała  powiedzieć  coś  dowcipnego,  ale  nic  nie  przychodziło  jej  do 

głowy.

– I nie odejdę nawet wówczas, jeśli mi każesz – dodał pospiesznie, jakby 

się bał, że takie będą jej pierwsze słowa.

– Witaj – odezwała się w końcu. – Jak się czujesz? Aż drgnął, słysząc to 

pytanie.

– A jak, według ciebie, mam się czuć? Czy to cię rzeczywiście obchodzi?

background image

Tak! Obchodzi! Chciała krzyknąć.
Nie  było  nocy,  żeby  nie  leżała  patrząc  na  pustą  poduszkę  obok  i 

zastanawiała  się,  co  on  teraz  robi  i  z  kim  jest.  Chciała  mu  powiedzieć,  że 
chłopcy często pytają o niego i bardzo żałują, że już ich nie odwiedza.

Mogła mu wyznać, że bardzo za nim tęskniła i wciąż go kocha.
–  Mam  nadzieję,  że  u  ciebie  wszystko  w  porządku  –  stwierdziła 

lakonicznie.

– Tak. Pewnie u ciebie też. – Uśmiechnął się z ironią.
Sara nie miała zamiaru prowadzić dalej takiej rozmowy. Jeśli to ma być 

ich ostatnie spotkanie – a obawiała się, że tak właśnie będzie – nie chciała tracić 
czasu na sprzeczki.

– Chcesz czegoś ode mnie, Griffinie? Roześmiał się ze smutkiem.
–  Chcę?  –  powtórzył.  –  Tak.  Jest  parę  rzeczy,  których  chcę.  Ale  nie 

powinno się o nich mówić w dobrym towarzystwie.

Zagryzła wargi. Jak mógł zredukować to, co było między nimi, do seksu, 

zapytała samą siebie. Może dlatego, że ich znajomość na tym właśnie polegała.

Posmutniała i zapragnęła nagle zakończyć tę niemiłą rozmowę.
–  Jeśli  nie  masz  nic  więcej  do  powiedzenia...  –  powiedziała  i  chciała 

odejść. Szukała wzrokiem damskiej toalety, żeby się tam schronić. Bała się, że 
zrobi  jakieś  głupstwo.  Zacznie  płakać.  Albo  rzuci  się  mu  w  ramiona  i  będzie 
błagać, żeby obiecał, iż jej nigdy nie opuści.

–  Nie  przychodziłaś  do  domu  Mercera  –  odezwał  się  Griffin,  a  w  jego 

głosie było tyle tęsknoty i pragnienia, że poczuła ból w sercu. – Zamiast ciebie 
ciągle spotykam tam Elaine.

Popatrzyła na niego uważnie.
–  W  tych  okolicznościach  pomyślałam,  że  będzie  lepiej,  jeśli  Elaine 

przejmie  katalogowanie  na  jakiś  czas.  Wyceni  meble  i  biżuterię,  a  ja  wrócę 
potem  i  dokończę  swoją  pracę.  Nie  martw  się  –  dodała.  –  Zniknę  z  twojej 
posiadłości przed końcem roku.

–  Nie  chcę,  żebyś  zniknęła  –  powiedział  Griffin.  –  Pragnę,  abyś 

porozmawiała  ze  mną  i  pozwoliła  mi  wszystko  wyjaśnić.  Żebyś  mnie
wysłuchała.

– Nie mamy o czym rozmawiać – upierała się.
– O nie, mamy wiele spraw do omówienia – zaprzeczył.
– Griffin, mówiłam ci, że musimy poczekać do zakończenia procesu.
–  Wtedy  myślałem,  że  wytrzymam  tak  długo,  ale  nie  potrafię,  pragnę 

porozmawiać z tobą teraz.

Wciągnęła  głęboko  powietrze,  wskazała  na  pustą  ławkę  i  ruszyła  w  jej 

kierunku pewna, że Griffin pójdzie za nią.

Wykorzystał  tę  chwilę,  żeby popatrzeć  na  nią,  jak  idzie,  lekko  kołysząc 

biodrami  rysującymi  się  wyraźnie  pod  obcisłą  złocistą  spódnicą  kostiumu. 

background image

Uśmiechnął się i ruszył za nią.

Sara  chodziła  w  specyficzny  sposób  –  pewnym,  mocnym  krokiem. 

Szkoda, że nie ma w niej choć odrobiny niepewności i nie czuje się tak kiepsko 
jak ja, pomyślał.

Usiadł obok niej, specjalnie zostawiając kilkucentymetrowy odstęp, żeby 

nie czuła się zagrożona. Ale nie mógł powstrzymać się, żeby nie położyć ręki na 
oparciu ławki. Nie wolno mu jednak było dotknąć włosów Sary lub przyciągnąć 
jej  do  siebie  i  pocałować.  Miał  wrażenie,  że  takiego  zachowania  się  po  nim 
spodziewała.  Nie  powinno  to  być  zbyt  trudne,  szczególnie  dla  takiego 
mężczyzny jak on, który potrafi się opanować.

– Nie mogę przestać myśleć o tobie – powiedział, zanim zdążył pomyśleć. 

W  jego  głosie  brzmiała  rozpacz.  Nie  tak  planował  początek  tej  rozmowy,  ale
mówił dalej: – Brak mi ciebie, Saro. Chcę, żebyś do mnie wróciła.

Westchnęła głęboko, przymknęła oczy i oparła głowę o ścianę.
–  Wiesz,  nie  zawsze  możemy  mieć  to,  czego  chcemy.  Gdyby  tak  było, 

miałabym włosy jak Cindy Crawford, siedziałabym teraz w St. Tropez, a jakiś 
dorodny  młodzieniec,  nie  mówiący  po  angielsku,  wachlowałby  mnie  liściem 
palmy.

Griffin nie mógł powstrzymać uśmiechu.
–  Mogę  zabrać  cię  na  basen  i  przypomnę  sobie  wszystko,  czego 

nauczyłem się na lekcjach hiszpańskiego, o ile to ci tylko sprawi przyjemność. 
Oczywiście, jeśli zadowolisz się tym, że będę ci szeptał do ucha po hiszpańsku 
zdania  typu:  „Juan  jest  w  bibliotece”.  Wachlować  mogę  cię  dowolnym 
tygodnikiem. A twoje włosy są wspaniałe.

Widział, że Sara, choć nie patrzy na  niego, próbuje ukryć uśmiech, a to 

był dobry znak.

–  Czy  musisz  być  taki  sympatyczny,  kiedy  chcę  cię  znienawidzić?  –

spytała.

Griffin pokręcił głową i nawinął na palec pasemko jej włosów.
– Już taki jestem – powiedział z rozbrajającą szczerością.
Popatrzyła na niego, ale nie odsunęła się.
– Jest pewna rzecz, która mnie męczy – stwierdziła.
–  Tylko  jedna?  –  zapytał,  bo  jego  męczyło  bardzo  wiele  rzeczy.  –  Co 

takiego?

– Jeśli tak bardzo chciałeś się ze mną spotykać, to czemu nie poprosiłeś, 

żeby  ci  dali  inną  sprawę?  Nie  musiałbyś  wcześniej  o  tym  mówić,  ale 
przynajmniej dziś wiedziałabym, że próbowałeś coś zrobić dla naszego związku.

– Prosiłem o to – powiedział cicho.
– Naprawdę? – Uniosła ze zdumienia brwi i wyprostowała się.
– Ale nie było nikogo, kto mógłby ją przejąć. Mamy mało ludzi i wszyscy 

są bardzo zajęci. Poza tym to była moja pierwsza sprawa, a ja jestem nikim. Nie 

background image

mogłem za bardzo nalegać.

– Stony wiedział, że Wally jest moim bratem?
– Nie. Nie gniewaj się, ale Stony nie pamięta, jak się nazywasz. Wie, że 

jesteś  przyjaciółką  Elaine  i  moją...  moją  dziewczyną.  Nie  wspomniałem  mu  o 
waszych powiązaniach.

– Dlaczego?
–  Nie  chciałem,  żeby  uważał  mnie  za  drania,  który  prowadzi  śledztwo 

przeciwko bratu swojej dziewczyny.

– A dlaczego się mną zainteresowałeś? Popatrzył jej w oczy.
–  Nie  mogłem  się  powstrzymać,  Saro.  Od  chwili  gdy  cię  ujrzałem,  nie 

przestawałem o  tobie myśleć.  Ciągle widziałem twoją twarz. A kiedy zaczęłaś 
ze mną rozmawiać, chciałem wyciągnąć cię z samochodu i całować bez końca.

Sara uważnie wpatrywała się w niego. Jakże chciałaby wiedzieć, o czym 

teraz myśli, co czuje.

– Kocham cię – powiedział – i nie wiem, co zrobię bez ciebie.
Jej oczy zdradziły ją. Wypełniły się łzami. Griffin przesunął palcem po jej 

policzku. Czuł ciepłą miękkość delikatnej skóry. Wiedział już teraz, że Sara też 
go kocha. Czemu tego nie wyzna?

–  Ciągle  myślisz  o  bracie  –  powiedział,  cofając  rękę.  –  Uważasz,  że 

musisz być wobec niego lojalna.

Sara popatrzyła na swoje ręce zaciśnięte na kolanach.
–  Nie  wiem,  co  mam  robić.  Nawet  jeśli  jest  winien,  nie  przestaje  być 

moim  bratem.  Członkiem  mojej  rodziny.  Nie  myślałam  o  tym,  dopóki  nie 
poznałam ciebie, ale chyba więzy krwi są silniejsze, niż przypuszczałam.

– Silniejsze od więzów miłości?
Nie  odpowiedziała.  Griffin  zamknął  oczy  i  przycisnął  palce  do  skroni. 

Znowu bolała go głowa. Ostatnio zdarzało się to coraz częściej.

– Griffin?
Otworzył oczy i zobaczył, że Sara przypatruje mu się z uwagą.
– Słucham? – odezwał się.
– Powiedz mi dokładnie, co Wally zrobił?
– Nie mówił ci? – zainteresował się.
–  Nie,  wymienił  kilka  zarzutów,  ale  nie  wiem,  za  co  dokładnie  został 

aresztowany.

Griffin westchnął głęboko. Od czego zacząć? Jak łagodnie powiedzieć, że 

jej brat to kłamca, oszust i złodziej?

– Posłuchaj – zaczął. – Wally i Jerry zachęcali ludzi do inwestowania w 

interesy, których wcale nie zamierzali prowadzić. Wyłudzili tysiące dolarów od 
klientów,  najczęściej  starszych  ludzi,  którzy  wręczali  im  ostatnie  pieniądze. 
Obiecywali  tym  ludziom,  że  firma  Jerwal  przyniesie  im  szybki  zwrot 
zainwestowanych  pieniędzy  i  duże  zyski.  Inwestorom  mówili,  że  za  ich 

background image

pieniądze  kupują  teren  i  urządzenia,  podczas  gdy  w  rzeczywistości  gotówka 
składana  była  w  banku  na  Bahamach.  Potem  twój  brat  i  jego  partner  dali 
łapówkę  urzędnikowi,  który  podpisywał  fałszywe  dokumenty,  zakazujące 
budowania czegokolwiek na  rzekomo  zakupionych przez nich terenach. W ten 
sposób mogli przedstawić inwestorom dowody, że interes upadł nie z ich winy. 
To typowe oszustwo, Saro. Od początku wszystko było dokładnie zaplanowane.

Sara  słuchała  uważnie  opowieści  Griffina.  Jakżeby  chciała  móc  obronić 

Wally’ego.  Niestety,  nie  była  przekonana  o  jego  niewinności.  Jej  brat  jest 
niezwykle  ambitny  i  dąży  do  bogactwa  za  wszelką  cenę.  To,  o  czym  mówił 
Griffin, było bardzo prawdopodobne.

– Jakie mieli projekty?
– Słucham?
– Jakie interesy planowali? – starała się mówić głośniej.
–  Kiedy  zaczęliśmy  ich  rozpracowywać,  mieli  rozkręcone  dwie  sprawy. 

Jedna to tor wrotkowy, a druga, nie uwierzysz, kawiarnia topless.

Sara gwałtownie podniosła głowę, ale Griffin akurat na nią nie patrzył.
– Czy możesz sobie wyobrazić, że są ludzie, którzy inwestują pieniądze w 

coś  takiego?  –  mówił  dalej.  –  Czasami  myślę,  że  zasługują  na  to,  by  ich 
oszukiwać.

– Kawiarnia topless? – powiedziała Sara. – Jesteś pewien, że to był tego 

rodzaju projekt?

Griffin popatrzył na nią z ciekawością.
–  Oczywiście.  Zebrali  już  setki  tysięcy  dolarów  i  założyli  nawet  księgi, 

żeby  wyglądało,  iż  budowa  się  rozpoczęła.  Ale  nic  się  nie  działo.  Nie  było 
kupionej  ziemi,  koparek,  materiałów  budowlanych,  niczego.  Mamy  na  to 
dowody. A dlaczego pytasz?

Sara roześmiała się ze smutkiem.
–  Ponieważ  mój  brat  przekonał  mamę,  żeby  zainwestowała  dziesięć 

tysięcy  dolarów  w  tę  kawiarnię  –  powiedziała.  –  Ode  mnie  też  próbował 
wyłudzić pieniądze.

– Chciał, żebyście inwestowały w jego lewe interesy?
Skinęła głową.
– Zabiję go.
– Nie musisz – powiedział Griffin. – Za to, co zrobił, nie grozi wprawdzie 

kara  śmierci,  ale  pójdzie  do  więzienia,  to  pewne.  I  mimo  że  warunki  są  tam 
niezłe, to posiedzi ładnych parę lat.

– Nie mogę uwierzyć, że oszukał własną matkę – mówiła Sara. Wiedziała, 

że Wally był łobuzem, ale żeby aż do tego stopnia... Rodzina... Pokręciła głową 
z  niechęcią.  I  pomyśleć,  że  dla  brata  chciała  zniszczyć  swój  związek  z 
Griffinem.  Przecież  rodzina  to  nie  tylko  związki  krwi.  To  coś  więcej.  To 
lojalność i wierność, zaufanie i wiarygodność, przywiązanie i przebaczenie.

background image

A przede wszystkim miłość.
– Griffin? – powiedziała cicho i przysunęła się do niego. Zaskoczyło go 

to, więc uśmiechnął się do niej zachęcająco.

– Przypomniałam sobie, że zostawiłam coś  w domu Mercera i  muszę to 

zabrać. Czy mógłbyś... mógłbyś mnie tam podwieźć?

Uniósł brwi zaskoczony.
– Teraz? Skinęła głową.
–  Chyba  że  musisz  zostać  w  sądzie.  Ja  chyba  też  zgodzę  się  zostać 

świadkiem.

– Nie będziemy zmuszać cię, żebyś zeznawała przeciw własnemu bratu –

powiedział.

Popatrzyła na drzwi sali, w której trwał proces.
– Nie będę miała wyrzutów sumienia. Naprawdę. Griffin roześmiał się.
–  Nie  potrzebujemy  ciebie.  Mamy  dość  innych  świadków.  A  ja  będę 

zeznawał dopiero jutro.

–  To  zawieziesz  mnie  do  domu?  –  zapytała.  –  To  znaczy  do  twojego 

domu?

– A co tam zostawiłaś, że chcesz to tak szybko odzyskać?
Uśmiechnęła się, objęła go za szyję i przyciągnęła jego twarz do swojej.
–  Serce –  wyszeptała  i  pocałowała go  w usta.  –  Gdzieś tam zostawiłam 

swoje serce, a ty musisz mi pomóc je znaleźć.

–  Jest  tu  –  powiedział  Griffin,  dotykając  wargami  ciepłego  miejsca 

pomiędzy  piersiami  Sary.  Popatrzył  na  nią  i  uśmiechnął  się  radośnie.  –
Znalazłem twoje serce. Co mam z nim zrobić?

Trzymaj je. Pilnuj.

Wyciągnął  się  na  łóżku  obok  niej.  Popołudniowe  słońce  wpadało  przez 

zasłony i oblewało ich złotym blaskiem. Sara przysunęła się do Griffina i wtuliła 
twarz w zagłębienie jego szyi. Położyła dłoń na jego piersi. Słyszała spokojny 
stukot serca. Westchnęła z ulgą. Wszystkie smutki i obawy zniknęły, kiedy tylko 
znów odnaleźli siebie. Teraz była pewna, że nic ich nie rozłączy.

– Griffin? – zapytała.
Tak? – Uniósł głowę, by na nią popatrzeć.
– Co teraz się stanie?
– Co masz na myśli?
– Myślę o mnie, o nas, o tobie, tym domu, dzieciach i o wszystkim.
Opadł na poduszkę i popatrzył w sufit.
– Będziesz dalej pracować w tym domu? Skinęła głową.
– Jestem w dalszym ciągu twoim klientem?
– Między innymi. – Uśmiechnęła się nieśmiało.
– To dobrze.

background image

–  A  my?  –  zapytała,  chcąc  wreszcie  pozbyć  się  niepewności.  Miała 

nadzieję,  że  będą  razem  do  końca  życia,  ale  teraz  nie  była  tego  taka  pewna. 
Może myliła się co do Griffina, tak jak myliła się co do swego brata.

– No cóż – zaczął mówić powoli. – Zastanawiałem się, co by powiedzieli 

twoi synowie, gdybyśmy zamieszkali razem?

Sara poczuła się zaskoczona. Zamieszkać razem, powtórzyła w myślach. 

Nie o to jej chodziło.

– Chyba byliby zachwyceni – powiedziała. – Mieliby nasz dom tylko dla 

siebie.

– Ależ chciałbym, żeby zamieszkali z nami.
– Aha.
– Co o tym myślisz?
–  Ja...  –  zaczęła  Sara,  a  potem  zdecydowała  się.  Nigdy  nie  umiała 

ukrywać  swoich  uczuć.  Czemu  nie  ma  mu  powiedzieć  otwarcie,  co  myśli? 
Wzięła głęboki oddech.

– Szczerze mówiąc, Griffinie, miałam nadzieję, że mi się oświadczysz.
– Chyba to właśnie zrobiłem. Popatrzyła na niego, marszcząc brwi.
–  Nie,  nie  zrobiłeś.  Zaproponowałeś  mi  jedynie,  żebyśmy  zamieszkali 

razem.

– Przecież to jest to samo – odpowiedział zniecierpliwiony.
– Cóż za staroświeckie poglądy! – roześmiała się radośnie.
– Posłuchaj! Wyjdziesz za mnie czy nie?
–  Dobrze,  już  dobrze.  Wyjdę  za  ciebie.  Myślę,  że  wiesz,  co  robisz. 

Będziesz miał nie tylko żonę, ale i dzieci.

Uśmiechnął się i pocałował ją w usta.
– Robię dobry interes. Trzy osoby za cenę jednej.
– To może cię drogo kosztować. – Oddała mu pocałunek.
– Musimy się oboje starać, by to było warte swej ceny.
Nie mogła zrozumieć, o czym mówi.
– Co masz na myśli?
– Może dodamy coś do tego zestawu?
Chcesz mieć więcej dzieci? – Otworzyła szeroko oczy.
– Oczywiście. Jeśli ty też tego chcesz.
– Chcę.
– Nie mogę się doczekać naszego ślubu.
– Ja też.
Objęła  go  za  szyję  i  przyciągnęła  do  siebie.  Przytulił  ją  mocno. 

Przypomniał  sobie, co  Sara powiedziała kiedyś o  domu Mercera. Wiedział,  że 
lubi  to  miejsce  i  nie  chciałaby  się  z  nim  rozstawać.  Ale  on  nie  chciałby  tu 
mieszkać  do  końca  życia.  Dom  był  zbyt  duży,  zbyt  elegancki  i  łączy  się  ze 
wspomnieniami o rodzinie, której nie znał.

background image

– Jeśli chodzi o dom, Saro – zaczął – to nie chcę tu mieszkać.
Zobaczył wyraz ulgi na jej twarzy.
– Całe szczęście – szepnęła.
– Więc tobie to też nie odpowiada?
– No pewnie. Czy możesz sobie wyobrazić, co Jack i Sam zrobiliby z tym 

miejscem?  –  Zadrżała.  –  Sąsiedzi  nigdy  by  tego  nam  nie  wybaczyli.  Griffin 
roześmiał się z ulgą.

– Myślałem, żeby urządzić tu muzeum – powiedział. – Przekazać dom i 

większość  eksponatów  miastu.  Niech  inni  się  już  o  to  martwią.  Część  rzeczy 
zatrzymam, głównie te, które należały do Meredith. Szczerze mówiąc, nie czuję 
się tu dobrze.

– Czy do umowy z władzami miasta możesz dodać jeden punkt?
– Jaki?
–  Chciałabym  sprawować  nadzór  nad  kolekcją,  jeśli  nie  masz  nic 

przeciwko temu – dodała pospiesznie. – Przecież to ona nas połączyła.

– Zgoda, Saro. – Griffin uśmiechnął się. – Ale nie zgadzam się z tobą. To 

nie dom nas połączył.

– Nie?
– Złamałaś przepisy i to nas połączyło.
– Co takiego? – zapytała zaskoczona.
– Jesteś kobietą, która nie przestrzega prawa – roześmiał się. – A wiesz, 

co się robi z osobami, które łamią przepisy?

Uśmiechnęła się szeroko.
– Zakuwa się je? – zapytała z nadzieją.
– Oczywiście. W kajdanki.
– Nareszcie! – wykrzyknęła radośnie.

background image

EPILOG

Wiosna.  Młodzi  ludzie  zaczynają  marzyć  o  miłości.  Griffin  przeciągnął 

się. Przez ostatnie kilka miesięcy czuł się szczęśliwy jak dziecko.

Uniósł  ramiona  w  górę  i  przeciągnął  się.  Potem  wybrał  jeden  z  kijów 

baseballowych  i  wykonał  kilka  próbnych  ruchów.  Ktoś  musiał  jakoś 
uporządkować  grę.  Stony  zupełnie  zapomniał,  jak  to  się  robi.  No  cóż, 
nowożeniec.

Popatrzył na trybuny, gdzie stali Elaine i chłopcy. Potem odwrócił się w 

drugą stronę i spojrzał na nowego trenera. Była to drobna blondynka z włosami 
związanymi w koński ogon i w czapce odwróconej daszkiem do tyłu. A jej nieco 
wypukły brzuch wskazywał, że nosi w sobie nowe życie, które rozwijało się w 
niej od paru miesięcy.

– Źle! – krzyczała do sędziego. – Co pan mówi? Widziałam, że piłka była 

tutaj!

Przemaszerowała obok Griffina, stanęła tuż przed sędzią i wspięła się na 

palce, by spojrzeć mu prosto w oczy.

–  Miałam  już  do  czynienia  z  lepszymi  sędziami  –  mówiła,  stukając  go 

palcem  w  brzuch.  –  I  starłam  ich  na  proszek.  Zacznij  zachowywać  się 
normalnie, bo wylecisz szybciej niż rakieta.

Griffin  westchnął  i  oparł  się  na  kiju.  To  trochę  potrwa,  pomyślał. 

Wciągnął  głęboko  powietrze  pachnące  świeżo  ściętą  trawą  i  kurzem.  Słońce 
ogrzewało mu twarz i łagodziło ból mięśni. Uśmiechnął się. Życie jest piękne. 
Coraz piękniejsze. Miał żonę, dwóch wspaniałych synów, oczekiwali kolejnego 
dziecka, był szczęśliwy.

Żadnych kłopotów, zmartwień. Po meczu pójdą na pizzę. Potem do domu 

– piętrowej budowli w kolonialnym stylu – który kupili jesienią, i spędzą resztę 
niedzielnego popołudnia razem. To wszystko było dla Griffina jak objawienie i 
za żadne skarby nie chciał zmian w swoim nowym życiu.

Sara przeszła obok niego, mrucząc coś pod nosem o tym, że przysyła się 

na mecze wariatów. Griffin schwycił ją w ramiona i przytulił mocno. Z początku 
broniła się, a potem przylgnęła do niego.

– Griffin – zaczęła – wszyscy pomyślą, że popieram twoją drużynę.
– A nie robisz tego? – Pocałował ją w skroń.
– Oczywiście, ale wszyscy nie muszą o tym wiedzieć.
– Dlaczego?
Nie wiedziała, co odpowiedzieć, więc przytuliła się mocniej do męża.
– Kocham cię – powiedziała cicho.
– Ja też cię kocham.
– Gdybyś naprawdę mnie kochał, to byś im dołożył. – Uśmiechnęła się.

background image

– Postaram się – obiecał.
– Trzecie uderzenie! – zawołał sędzia i Griffin wrócił do gry.
Sara jeszcze przez chwilę stała zamyślona, a potem skoncentrowała się na 

grze.

Akcja  Griffina  przesądziła  o  wyniku  meczu.  Sara  pobiegła,  by  uściskać 

męża.

– Widzę, że mnie naprawdę kochasz – powiedziała, śmiejąc się radośnie.
– Bardziej niż myślisz – odpowiedział.
– Wiem o tym.
Reszta drużyny podbiegła do Griffina.
– Wspaniale, panie Lawless – pogratulowała mu Sara przy wszystkich.
– Dzięki, trenerze.
Usiedli  razem  na  ławce,  trzymając  się  za  ręce.  Sara  sięgnęła  po  torbę 

Griffina,  by  wyjąć  batonik  czekoladowy,  i  usłyszała  jakiś  metaliczny  dźwięk. 
Uśmiechnęła się.

–  Przyniosłeś  kajdanki  z  pracy?  –  zapytała.  Uśmiechnął  się 

porozumiewawczo.

– Chłopcy śpią dzisiaj u Jonaha, prawda? Skinęła głową.
– No więc?
– No więc? – powtórzyła za nim. Położyła dłoń na brzuchu. – Pamiętasz, 

co stało się ostatnim razem, kiedy je miałeś?

– Tak – odpowiedział i nakrył jej dłoń swoją. – Mój plan się powiódł.
– Zaplanowałeś to? – zapytała zdziwiona.
– Oczywiście.
Chciała  mu  odpowiedzieć,  ale  poczuła,  że  coś  się  w  niej  poruszyło. 

Roześmiała się, szczęśliwa, i przesunęła jego dłoń.

– Czujesz? – szepnęła. – To nasza córka. Patrzyła, jak na twarzy Griffina 

pojawia się najpierw wyraz zaskoczenia, a  potem  radości.  Kiedy popatrzyła w 
jego oczy, błyszczały ze szczęścia.

– To Meredith? – zapytał.
– Tak, to ona.
Objęła go, ciesząc się tą cudowną chwilą.
– Ta Meredith, w przeciwieństwie do swej prababki, będzie szczęśliwa –

powiedział cicho Griffin.

– Wiem – skinęła głową Sara. – Tak szczęśliwa jak jej mama.
– I tata.
Nie  zwracali  już  uwagi  na  to,  co  dzieje  się  wokół  nich  na  boisku. 

Przecież,  jak  stwierdziła  Sara,  na  tym  świecie  jest  jednak  kilka  rzeczy 
ważniejszych niż baseball.