background image

Darcy Maguire 

 

Miłosne igraszki 

background image

ROZDZIAŁ PIERWSZY 

 

-  Nie  uwierzysz!  -  Kath  rzuciła  czasopismo  na  bar.  Ot-

warty magazyn wylądował tuż pod nosem Jess Thompson. 

Jess  odstawiła  koktajl  i  podejrzliwie  przyglądała  się 

zdjęciu. 

Niesamowite... 

To nie może być prawda. 

Ostrożnie przesunęła palcem po lśniącej kartce, czytając 

nazwisko  wydrukowane  półgrubą  czcionką.  Nie  mogła 
uwierzyć  własnym  oczom.  Jak  długo  jeszcze  ten  facet 
będzie ją torturował? 

-  Alexander Calahan - mruknęła Kath. 

Co  do  tego  nie  było  żadnych  wątpliwości.  Na  rozkła-

dówce  widniało  właśnie  zdjęcie  mężczyzny,  o  którym  od 
czterech lat bezustannie myślała. 

Ponownie  spojrzała  na  fotografię.  Wydawał  się  lepiej 

zbudowany i znacznie przystojniejszy, niż sobie wyobrażała. 

Nie  ma  sprawiedliwości  na  tym  świecie,  pomyślała, 

przygryzając dolną wargę. 

Możliwe oczywiście, że fotograf wyretuszował wszystkie 

brodawki, pryszcze i dzioby. Żadna przecież odpowie 

background image

dzialna firma nie zatrudniłaby go do reklamowania swojego 
produktu,  gdyby  wyglądał  na  padalca,  jakim  w  gruncie 
rzeczy był. 

-  To nowy numer. - Kath usiadła na wysokim stołku i wy-

gładziła  krwistoczerwoną  sukienkę,  która  ściśle  otulała  jej 
obfite kształty. - Stwierdziłam, że muszę ci go kupić. 

-  Dzięki  -  szepnęła  Jess  niechętnie.  Podniosła  rękę  i 

wsunęła  za  ucho  niesforny  kosmyk  brązowych  włosów. 
Oglądanie  tego  faceta  w  kobiecym  piśmie  było  ostatnią 
rzeczą, na jakiej jej zależało. A mimo to nie mogła oderwać 
oczu od fotografii. 

Zegarek  widoczny  na  przegubie  ręki  wydawał  się  złoty, 

krawat  z  pewnością  był  z  włoskiego  jedwabiu,  a  szyty  na 
miarę  garnitur  prawdopodobnie  kosztował  więcej  niż 
samochód jej ojca. 

Tylko przenikliwe spojrzenie jego niebieskich oczu psuło 

trochę wrażenie. 

Ciałem  Jess  wstrząsnął  dreszcz.  Ten  młody  człowiek  o 

gładko  wygolonej  twarzy  wyglądał  całkiem  ludzko,  ale 
przecież  wiedziała,  jak  jest  naprawdę.  To  diabeł  w  elegan-
ckim czarnym smokingu... 

-  Dobrze  wiem,  że  masz  wystarczająco  dużo  problemów 

z Deanem i w ogóle... - Kath uniosła dłoń, poprawiła krótkie 
czarne włosy i dała znak barmanowi.  - Jednak nie możemy 
sobie  pozwolić,  żeby  zignorować  coś  takiego.  W  gruncie 
rzeczy  chodzi  przecież  o  być  albo  nie  być  naszej  firmy.  - 
Uderzyła  ręką  w  magazyn, aż zadzwoniły jej bransoletki.  - 
A to jest kompletna katastrofa. 

background image

Jess zlekceważyła panikę w głosie wspólniczki. 

-  Z  pewnością  nie  jest  taki  przystojny,  jak  próbują  nam 

udowodnić. 

Kath z westchnieniem oparła się o bar. 

-  Czemu  sama  mu  tego  nie  powiesz?  -  Postukała  palcem 

w  twarz  Alexandra  Całahana,  który  patrzył  na  nie  z 
uwodzicielskim uśmiechem ze strony magazynu dla pań. 
-  Założę się, że nieczęsto słyszy takie uwagi. 

-Mogłabym powiedzieć. - Jess buńczucznie uniosła brodę. 

-  Więc  zrób  to.  Właśnie  masz  sposobność  poinformować 

króla świata reklamy, co tak naprawdę o nim myślisz. 
-  Kath machnęła ręką, jakby odganiała natrętną muchę. 
-  Byłoby  jeszcze  lepiej,  gdyby  przy  okazji  udało  ci  się  tro-
chę mu przyłożyć. 

Chyba  faktycznie  powinna  tej  aroganckiej  kanalii  po-

wiedzieć,  co  o  nim  myśli.  Tylko  co  przez  to  osiągnie? 
Przecież nawet nie wiedział o jej istnieniu, a tym bardziej nie 
miał  pojęcia  o  małej  agencji  reklamowej,  jaką  założyły  z 
Kath. Firma Kingston i spółka usilnie próbowała przebić się 
w  świecie  biznesu,  walcząc  z  imperium  Całahana,  które 
zdominowało cały rynek. 

Kath zamówiła drinka i odwróciła się do Jess. 

-  Nie  możesz  pozwolić,  żeby  uszło  mu  to  na  sucho.  To 

ewidentny  chwyt  reklamowy,  którym  próbuje  zwrócić  na 
siebie uwagę. 

Jess się wzdrygnęła. Co takiego? Czy to znaczy, że chodzi 

o coś więcej niż tylko promocję jego agencji? Z tru 

background image

dem  oderwała  wzrok  od  twarzy  mężczyzny  i  przeniosła 
spojrzenie na tekst pod fotografią. 

-  „Kawaler do wzięcia szuka żony" - przeczytała wolno. - 

Czy to znaczy, że reklamuje tu samego siebie? 

-  Nie,  do  diabła!  -  Kath  stuknęła  palcem  w  artykuł  na 

stronie  obok.  -  To  po  prostu  sposób,  żeby  przyciągnąć 
jeszcze  więcej  kobiet,  które  zamówiłyby  u  niego  kampanię 
reklamową. - Pokręciła głową. - A przy okazji doprowadzić 
nas do ruiny. 

Jess otworzyła usta, ale nie mogła wydobyć słowa. Krew 

zawrzała  jej  w  żyłach.  Pod  żadnym  pozorem  nie  powinny 
pozwolić, żeby bezkarnie robił takie numery. Miała już dość 
jego oszukańczych metod. 

Zerwała się na nogi. Odruchowo poprawiła brązowo-szary 

żakiet  i  białą  jedwabną  kamizelkę.  Zacisnęła  pięści.  Będą 
musiały coś wymyślić. 

-  No i co z tym zrobimy? - Kath przełożyła do drugiej rę-

ki szklankę z koktajlem Jess. - Zadzwonimy do jakiejś gazety 
i  spróbujemy  sprzedać  im  plotki  na  temat  Całahana?  Czy 
może publicznie zakwestionujemy jego postępowanie? 

Jess  rzuciła  okiem  na  zdjęcie,  próbując  uporządkować 

myśli. 

Czego właściwie chciała? 

Ponownie wspięła się na barowy stołek. Najbardziej 

pragnęła unieszkodliwić tego faceta i odebrać mu najlep-
szych klientów. Dostałby to, na co zasłużył, a świat dowie-
działby się, jaki z niego podstępny łgarz. 

-  A może oskarżyć go o fałszywą reklamę? - ciągnęła 

background image

Kath. - Co oni tu  wypisują? Nie  wierzę, żeby ten facet kie-
dykolwiek zamierzał się ustatkować i założyć rodzinę. 

-  Wszystkie pomysły są dobre - powiedziała Jess, starając 

się  opanować  emocje.  Przez  chwilę  zastanawiała  się  nad 
sugestiami przyjaciółki. - Jednak niewiele możemy zrobić - 
dodała, przebiegając wzrokiem artykuł. 

-  Chyba nie chcesz powiedzieć, że kolejny raz zamierzasz 

mu  darować?  -  Kath  wypiła  resztę  koktajlu  i  z  trzaskiem 
odstawiła szklankę. - Może powinnaś mu wreszcie odpłacić 
pięknym za nadobne? 

Jess  pokręciła  głową.  Nie  była  jeszcze  gotowa,  żeby  się 

odgrywać. Pragnęła zobaczyć, jak jego firma rozsypuje się u 
jej  stóp,  zniszczyć  jej  właściciela,  wdeptać  go  w  ziemię 
obcasem swoich pantofli od Prądy... 

Podniosła  wzrok  i  spojrzała  w  lustro  nad  barem.  Na  to 

jednak trzeba będzie poczekać. A znając ich pecha, może to 
potrwać nieskończenie długo. 

Spojrzała  na  gości,  którzy  za  jej  plecami  wchodzili  do 

baru i nagle zamarła. 

-  Czy to nie jest...? 

Kath odwróciła się na stołku. 

-  Owszem.  Alexander  Calahan  we  własnej  osobie  - 

za-szczebiotała, szczerząc zęby w uśmiechu. 

-  Wiedziałaś, że tu przyjdzie? - syknęła Jess. 

-  Oczywiście.  Pomyślałam,  że  najwyższy  czas,  byś 

wreszcie zrzuciła z  siebie  ten ciężar.  -  Kath podniosła  cza-
sopismo i zamachała nim przed nosem przyjaciółki. 

Jess wpatrywała się w odbicie w lustrze. Facet, który 

background image

prześladował ją od lat, był w tym samym pomieszczeniu co 
ona,  oddychał  tym  samym  powietrzem,  słuchał  tej  samej 
muzyki, miał przeczytać taką samą kartę dań. 

Serce  waliło  jej  jak  młotem,  gdy  nagle  dotarły  do  niej 

słowa Kath. 
-  Co takiego? Porozmawiać z nim? 

Kath uśmiechnęła się, przyciskając magazyn do piersi. 

-  Daj  mu  to,  na  co  zasłużył,  skarbie.  Wyładuj  się.  Zrzuć 

ten  kamień  z  serca.  Niezdrowo  jest  powstrzymywać  takie 
emocje. Co masz do stracenia? 

Jess odwróciła się w stronę sali i spojrzała na obiekt ich 

rozważań.  Zatopiony  w  rozmowie  z  kilkoma  mężczyznami 
w  wytwornych  garniturach,  szedł  w  stronę  części  re-
stauracyjnej. 

W  rzeczywistości  wydawał  się  jeszcze  bardziej  atrak-

cyjny.  Policzki  miał  gładko  wygolone,  regularne  rysy  twa-
rzy  podkreślał  podłużny  dołeczek  w  brodzie,  usta  określi-
łaby jako zdecydowane, kuszące... Nawet nie zamierzała się 
zastanawiać, jakie obietnice mogłyby spełnić. 

Przełknęła  nerwowo.  Widziała,  jak  obecne  w  lokalu 

kobiety  rzucają  w  jego  kierunku  kokieteryjne  spojrzenia, 
uśmiechając się zachęcająco. 

-  No już. Powiedz mu, co o nim myślisz - ponagliła Kath, 

popychając ją lekko. 

Jess  wzięła  z  baru  szklankę  z  drinkiem  Kath.  Czy  na-

prawdę jest w stanie to zrobić? Upiła łyk koktajlu i wojow-
niczo uniosła brodę. Właściwie czemu nie? 

Zsunęła się ze stołka i wstrzymując powietrze, zrobiła 

background image

krok  do  przodu.  Krew  szumiała  jej  w  uszach,  rozgrzewała 
żołądek i zarumieniła policzki. 

Kath  nie  miała  pojęcia,  jak  trudne  wyznaczyła  jej  zada-

nie. Nawet do głowy jej nie przyszło, ile razy Jess wyobra-
żała sobie tę chwilę, ile miała mu do powiedzenia i ile to dla 
niej znaczyło... 

A  jednak  przyjaciółka  postąpiła  słusznie.  Dlaczego  nie 

załatwić tego od razu? 

Facet  sprzątnął  im  sprzed  nosa  wiodącą  firmę  kosme-

tyczną.  Otumanił  jej  szefów,  pojąc  ich  szampanem  i  obsy-
pując podarunkami.  A teraz wszedł do restauracji,  w której 
siedziała,  obnosząc  się  ze  swoim  sukcesem,  afiszując  się 
szmalem i szpanerskim garniturem. Wprost się prosił, żeby 
mu wygarnąć całą prawdę. 

No bo ile upokorzeń można znieść? 

Ruszyła  przed  siebie,  torując  sobie  drogę  między  jego 

znajomymi.  Stał  w  drzwiach  do  sali  restauracyjnej,  olśnie-
wająco wytworny w garniturze od Armaniego. 

Był  o  wiele  wyższy,  niż  sądziła  i  niż  to  wynikało  ze 

zdjęcia.  Przewyższał  ją  co  najmniej  o  głowę,  a  przecież 
miała buty na wysokich obcasach. 

- Calahan!  - warknęła, unosząc głowę. Palce zacisnęła na 

szklance. Serce waliło jej tak mocno, że prawie nie słyszała 
własnych myśli. 

Boże, co ja wyprawiam? - przeraziła się nagle. 

Odwrócił  się  w  jej  stronę,  a  jego  przenikliwe  niebieskie 

oczy odszukały jej spojrzenie. Miała wrażenie, że przykuwa 
ją wzrokiem do miejsca. 

background image

Poczuła, jak zapiera jej dech w piersiach. 
Był niewiarygodny... Wspaniały i... rzeczywisty. 

Zmrużyła  oczy  i  zmusiła  się  do  zrobienia  tych  kilku 

ostatnich  kroków.  Teraz  była  w  stanie  zrozumieć,  czemu 
mimo  swoich  licznych  wad  tak  łatwo  odnosił  sukcesy, 
pracując z kobietami. 

Spojrzenie  Całahana  przesunęło  się  po  jej  sylwetce  od 

wielkich zielonych oczu, które - jak miała nadzieję - ciskały 
gromy,  poprzez  czerwone  usta,  w  tej  chwili  mocno 
zaciśnięte,  żeby  powstrzymać  grad  wyzwisk,  jakimi  prag-
nęła go obsypać, aż do stroju i ładnie zaokrąglonej figury. 

-  Wydaje  mi  się,  że  jestem  w  niezręcznej  sytuacji,  pan-

no...?  -  powiedział.  Jego  łagodny,  głęboki  i  ciepły  głos 
przyprawił ją o dreszcz. 

Poczuła,  że  jej  ciało  pokryło  się  gęsią  skórką,  ale  nie 

zważając  na  zdradziecką  reakcję  organizmu,  odważnie 
podniosła  wzrok.  Na  ten  moment  zawsze  czekała.  Wyob-
rażała sobie tę chwilę, planowała  szczegóły, przepowiadała 
ją sobie setki razy... 

Otworzyła usta, lecz słowa prawdy nie popłynęły. 

To  nie  tak  powinno  wyglądać...  Słowa  tu  nie  wystarczą. 

Potrzeba  czegoś  więcej.  Bo  czyż  kilka  wybranych 
przekleństw  zrekompensuje  krzywdy,  jakie  wyrządził  jej  i 
jej rodzinie? 

Kąciki zmysłowych ust mężczyzny wygięły się lekko ku 

górze, w niebieskich oczach pojawił się uśmiech. 
-  Słucham? 

Próbując odzyskać spokój, na chwilę oderwała od nie 

background image

go  wzrok  i  wzniosła  oczy  do  nieba.  Kiedy  wróciła  spoj-
rzeniem  na  jego  twarz,  dostrzegła,  że  uśmiecha  się  z  roz-
bawieniem. 

Poczuła się, jakby dostała cios w żołądek. Jakim prawem 

się  z  niej  śmieje?  Pewnie  wyobraża  sobie,  że  ma  do 
czynienia  z  następną  panienką,  która  jest  gotowa  wielbić 
ziemię, po której stąpał... 

Mocno  wzburzona  zrobiła  krok  do  przodu  i  nagle  się 

zachwiała. Koktajl Kath, który ściskała w dłoni, polał się na 
jego koszulę i ochlapał mu twarz. 

Jess odetchnęła gwałtownie. 

-  Ty...  ty  podły,  samolubny,  złośliwy,  kłamliwy,  arogan-

cki dupku! 

background image

ROZDZIAŁ DRUGI 

 

Alex  patrzył  w  osłupieniu  na  młodą  kobietę,  która  stała 

tuż  przed nim. Krople  koktajlu spływały  mu po twarzy, na 
piersi utworzyła się mokra plama. 

Czy  faktycznie  na  to  zasłużyłem?  -  zastanawiał  się. 

Prawdopodobnie tak. 

Czy ją znam? Najwidoczniej. 

Potarł  szczękę,  próbując  sobie  coś  przypomnieć,  lecz 

zupełnie  nie  potrafił  jej  umiejscowić.  Był  przekonany,  że 
taką dziewczynę z pewnością by zapamiętał. Była za ładna, 
za energiczna i zbyt zuchwała, żeby mógł ją zapomnieć. 

Długie kasztanowe włosy przetykane złotymi pasemkami 

świadczyły  o  tym,  że  dużo  czasu  spędzała  na  słońcu. 
Opadały  luźno  na  ramiona  i  wydawały  się  nieujarzmione, 
zupełnie jak słowa, które płynęły z jej ust. A co to były za 
usta! Pełne, kuszące... budzące pożądanie. 

Wyglądała  jak  pracownica  jakiegoś  biura,  chociaż  mógł 

się  mylić. Pod białą kamizelką o dziwo nie  miała bluzki, a 
spódnica ciasno opinała się na biodrach i udach, co jeszcze 
bardziej rozbudziło jego wyobraźnię. 

background image

Podniósł  wzrok  i  napotkał  spojrzenie  wielkich  szma-

ragdowozielonych, groźnie patrzących oczu. 

Gdyby  ją  znał,  zrobiłby  dużo,  żeby  naprawić  wszystkie 

swoje  błędy...  Jeżeli  zaś  nie  spotkali  się  wcześniej,  chętnie 
by  sprawił,  żeby  zmieniła  o  nim  zdanie.  A  wtedy  mógłby 
nieco bliżej zapoznać się z jej ciętym języczkiem i namiętną 
naturą. 

-  Czy  my  się  znamy?  -  spytał,  ignorując  swoje  towa-

rzystwo. 

-  Ja... - zachłysnęła się, spuszczając wzrok. - Ja nie... 

-  zaczęła jeszcze raz - .. .przepraszam. 

-  Jeśli zrobiłem coś, co wyprowadziło panią z równowagi, 

chciałbym  to  naprawić.  -  Przechylił  głowę,  próbując 
pochwycić płomienne spojrzenie zielonych oczu. 

Nigdy  jeszcze  nie  widział  tak  dzikiego  wzroku.  Wyglą-

dała,  jakby  zamierzała  rzucić  się  w  jego  ramiona...  albo  go 
zabić. Tak czy inaczej, była znacznie bardziej intrygująca niż 
kolejny piątkowy obiad z dyrektorami jego firmy. 

Kobieta  gwałtownie  podniosła  głowę  i  spojrzała  mu  w 

oczy. 

Naprawdę? Chciałby pan rozwiązać moje 

problemy? 

Nie  był  w  stanie  ukryć  uśmiechu.  Lubił  pomagać  ko-

bietom, rozwiązywać ich kłopoty, ułatwiać im życie. Zwykle 
chętnie przyjmowały jego kurtuazyjne gesty. 

-  Oczywiście.  Nie  każdego  dnia  piękne  kobiety  pod-

chodzą do mnie i w ten sposób rozpoczynają rozmowę. 
-  Wsunął ręce do kieszeni i zakołysał się na piętach.- Mogę 
postawić pani następnego drinka? 

background image

Wyprostowała  się,  a  jej  czerwone  wargi  zacisnęły  się  w 

wąską linię. 

-  Raczej nie. - Cofnęła się trochę, obciągając żakiet. 
-  Kim pani jest? - spytał. 

W  głowie  miał  kompletny  zamęt.  To  nie  może  się  tak 

skończyć, pomyślał. Ostatecznie to ona go zaczepiła... 

-  O co właściwie chodzi? 

-  Ja...  -  zaczęła  znowu.  Przez  jej  twarz  nieoczekiwanie 

przeleciał cień. 

Podszedł  bliżej.  Za  wszelką  cenę  chciał  poznać  lepiej  tę 

tajemniczą  kobietę.  Coś  go  do  niej  pchało,  sprawiało,  że 
jego nogi same się poruszały. 

-  Usiądźmy  w  jakimś  spokojnym  miejscu  i  porozma-

wiajmy o tym... o nas. 

Uniosła gwałtownie głowę, a w jej oczach znów pojawił 

się błysk gniewu. 

-  Jestem  działaczką  ruchu  Kobiety  przeciw  Donżua-nom 

-  powiedziała,  ściągając  usta.  -  Po  prostu  wykonuję  swoją 
robotę. 

Aleksowi  odebrało  głos.  Stał  bez  ruchu  i  patrzył  na  nią 

jak  oniemiały.  Dziewczyna  uśmiechnęła  się  lekko,  odwró-
ciła na pięcie i odeszła. 

-  O co jej, na Boga, chodziło? - spytał Lucas, kładąc rękę 

na ramieniu przyjaciela. 

-  Nie mam pojęcia. - Z trudem ruszył się z  miejsca. -Ale 

jedno wiem na pewno. Ona jest tą osobą, której potrzebuję. 

background image

Jess szła w stronę Kath, całą siłą woli powstrzymując się 

od przyspieszenia kroku. Z trudem łapała oddech, w głowie 
miała mętlik, policzki ją paliły, a w uszach szumiało. 

Co  ją  opętało,  żeby  ulec  podszeptom  Kath  i  podejść  do 

tego  faceta?  Do  jedynego  mężczyzny  na  świecie,  z  którym 
nie chciała mieć w ogóle nic wspólnego? 

Kath  obróciła  się  na  stołku.  Jej  szeroko  otwarte  oczy  i 

uniesione brwi wyrażały całkowitą niewinność. 

-  No i jak poszło? 

Jess  uniosła  bezradnie  ręce.  Zrobiło  jej  się  słabo,  gdy 

sobie  uświadomiła,  jak  wyglądała  ta  rozmowa,  jej  zwario-
wana,  bezładna  paplanina  w  zderzeniu  ze  spokojnym  za-
chowaniem Calahana. 

-  Nawet nie pytaj. 
-  Wyglądałaś całkiem dobrze. 

Pokręciła z niedowierzaniem głową. Stchórzyła w obliczu 

człowieka,  do  którego  od  czterech  lat  czuła  nienawiść.  Jak 
mogła w takiej chwili wyglądać dobrze? 

Zrobiło jej się gorąco. Jak ma z godnością zemścić się na 

facecie  teraz,  gdy  się  dowiedział,  że  jest  kompletną 
kre-tynką, która najpierw oblała go swoim koktajlem, a póź-
niej plotła coś bez sensu? 

Kobiety  przeciw  Donżuanom...  Skąd  jej  przyszła  do 

głowy taka bzdura? Fakt, gdyby taki ruch istniał, od razu by 
do  niego  przystąpiła.  Mogłaby  przynajmniej  wspierać  inne 
kobiety oszukiwane przez mężczyzn. Nie miała wątpliwości, 
że jest ich bardzo wiele. 

background image

Cóż, należało mieć nadzieję, że uwierzył w tę organizację 

i nie zaprzątał sobie głowy jej osobą. 

Koniec z tym, pomyślała, poprawiając żakiet. Koniec... 

-  Chodźmy stąd - odezwała się. 

-  No  i  co?  Spadł  ci  kamień  z  serca?  -  Kath  uważnie  stu-

diowała  twarz  przyjaciółki.  -  Chyba  czujesz  się  lepiej,  gdy 
już jest po wszystkim? 

-  Jasne  -  mruknęła  Jess.  Miała  nadzieję,  że  jej  głos  wy-

raża  więcej  pewności,  niż  w  rzeczywistości  czuła.  -  Po-
wiedziałam mu. 

Kath  zarzuciła  torbę  na  ramię,  patrząc  gdzieś  ponad 

głową Jess. 

-  No nie wiem... Chyba nie byłaś zbyt przekonująca. Jess 
nabrała powietrza. 

-  Nie  było  cię  przy  tym.  Skąd  możesz  wiedzieć?  -  Zda-

wała sobie doskonale sprawę, że niewiele zdziałała. Ledwie 
zrobiła  pierwszy  krok.  Jednak  teraz  nie  była  pora,  żeby 
ciągnąć  to  dalej.  Musiała  najpierw  obmyślić  strategię,  by 
podjąć  grę  z  silnym  przeciwnikiem  i  zdobyć  klientów,  na 
których  czyhał  Alex  Calahan.  A  potem  doprowadzą  go  do 
ruiny... Bo na to właśnie zasługiwał. 

-  A więc jeśli ponownie spotkasz się z Calahanem... 

Podniosła głowę. Za żadne skarby nie powie Kath praw-

dy  o  ich  rozmowie.  Lepiej  będzie,  jeśli  wspólniczka 
uwierzy,  że  akcja  „Zniszczyć  Calahana"  zakończyła  się 
sukcesem.  Nie  powinna  się  dowiedzieć,  że  jak  wszystkie 
inne  kobiety,  ona  również  uległa  szatańskiemu  urokowi  tej 
kanalii. 

-  To żaden problem - odparła swobodnie, pewna, że 

background image

nigdy więcej nie będzie miała okazji go oglądać. No chyba 
żeby brać pod uwagę przypadkowe spotkanie na ulicy, gdy 
już zrobi z niego żebraka. 
-  To dobrze. Bo on właśnie tu idzie. 

Zamarła na moment, ale zaraz się rozluźniła. Kath z pew-

nością  żartuje.  Niemożliwe  przecież,  żeby  Calahan  chciał 
jeszcze raz mieć do czynienia z idiotką, jaką z siebie zrobiła. 

-  Nie  żartuję,  Jess  -  powiedziała  Kath  przez  zaciśnięte 

zęby,  z  nieszczerym  uśmiechem  patrząc  ponad  ramieniem 
przyjaciółki. 

-  Jess...  -  Dobiegł  ją  z  tyłu  niewątpliwie  męski,  głęboki, 

ciepły głos. - Ładne imię. To zdrobnienie od... 

Serce  podeszło  jej  do  gardła.  Zaciskając  palce,  patrzyła 

na  Kath,  podczas  gdy  jej  ciało  w  przedziwny  sposób  rea-
gowało na jego ciepły głos. 

Chętnie  odwróciłaby  się  i  przegoniła  tego  faceta  na 

cztery  wiatry,  ale  nie  była  w  stanie  się  poruszyć.  Stała  jak 
skamieniała, z trudem łapiąc powietrze. 

-  Jestem  Katherine  -  odezwała  się  jej  wspólniczka,  z 

uśmiechem  wyciągając  rękę.  I  pomyśleć,  że  do  tej  pory 
miała ją za swoją przyjaciółkę! 

Kątem  oka  widziała,  jak  dłoń  dziewczyny  znika  w  jego 

wielkiej  ręce.  Przemknęło  jej  przez  myśl,  że  z  pewnością 
jego dłonie muszą być silne, delikatne i czułe. 

-  Alex  -  przedstawił  się  swobodnie.  -  Domyślam  się,  że 

już wiesz. 

Kath kiwnęła energicznie głową. 

-  No więc... - zaczęła niepewnie, wpatrując się w Jess. 

background image

Czego  on  może  chcieć?  -  zastanawiała  się  gorączkowo. 

Może zamierza przedstawić jej rachunek za pranie koszuli? 
Czy raczej postanowił umówić się z nią na randkę? W takim 
razie  lepiej  niech  się  przygotuje  na  rozczarowanie, 
pomyślała z rozdrażnieniem. 

Obróciła się w jego stronę i dech zaparło jej w piersiach, 

gdy zobaczyła, jak blisko stoi i jak intensywnie wpatruje się 
w  nią  tymi  niesamowitymi  niebieskimi  oczami.  Zupełnie, 
jakby chciał zajrzeć w głąb jej duszy. 
-  Cześć. - Uśmiechnął się. 

-  Cześć  -  szepnęła,  z  trudem  odzyskując  głos.  -  Prze-

praszam... jeśli sprawiłam wrażenie, że czegoś od pana chcę. 
Zapewniam, że tak nie jest. 

Patrzył na nią błyszczącym wzrokiem. 

-  To dobrze. 

Wpatrywała  się  w  jego  usta,  jakby  nie  mogła  zrozumieć 

znaczenia tych słów, jego obecności, dziwnego łaskotania w 
żołądku. 

-  Mam  wrażenie,  że  pani  może  mi  zaoferować  coś  wy-

jątkowego, z czego chętnie bym skorzystał. 

-Naprawdę?  -  Skrzyżowała  ramiona  na  piersiach  i  przez 

zmrużone powieki przyglądała mu się uważnie. Czy to jakaś 
nowa metoda podrywania? Prawdę mówiąc, spodziewała się 
czegoś więcej po mężczyźnie, który miał opinię wytrawnego 
uwodziciela. 
-  Interesuje mnie pani punkt widzenia. 

-  Nie  mam  pojęcia,  o  czym  pan  mówi  i  z  pewnością  nie 

zamierzam tracić czasu, żeby się tego dowiedzieć. - Ener 

background image

gicznym  ruchem  ściągnęła  swoją  torbę  z  baru.  -  Powie-
działam już  wszystko, co zamierzałam.  -  Rzuciła  okiem  na 
Kath.  -  Nie  będę  strzępić  sobie  języka  ani  tracić  czasu  dla 
samolubnych kobieciarzy, którzy wykorzystują każdego, kto 
im się nawinie. Dobranoc. 

Chwyciła Kath za rękę i ruszyła w stronę wyjścia. 

-  Jess? 

Zachwiała się jak od uderzenia, słysząc swoje imię w je-

go ustach. Był ostatnią osobą, która miała prawo tak się do 
niej zwracać. 

-  Właśnie  takie  spojrzenie  jest  mi  potrzebne.  Pragnę 

zmienić  swój  wizerunek...  i  dlatego  zależy  mi  na  uczciwej 
opinii. 

Odetchnęła głęboko. 

-  Zapłacę za czas, który mi pani poświęci. 

-  To oczywiste  -  wtrąciła Kath, podchodząc bliżej.  - Ro-

zumiem, że powinna brać udział w twoich codziennych za-
jęciach. Dopiero wówczas będzie mogła udzielić ci dokład-
nych wskazówek. 

Zamrugał  niepewnie,  ale  już  po  chwili  skwapliwie 

przytaknął. 

-  Tak,  to  chyba  dobry  pomysł.  Nie  przyszło  mi  to  do 

głowy. Pomyślałem tylko, że przydałaby mi się pomoc wa-
szej działaczki w sprawach mojego podejścia do kobiet. 
Kath spojrzała pytająco na przyjaciółkę. Jess nerwowo 
przełknęła ślinę. Kath nie miała przecież pojęcia o 
zmyślonej naprędce bajeczce. 
-  Poinformowałam go o naszym ruchu Kobiety przeciw 

background image

Donżuanom. No i zrobiłam to, co zwykle. Na pierwszy rzut 
oka widać, że jest aroganckim kobieciarzem. Powiedziałam 
mu dokładnie, co o nim myślę. 

W  rozszerzonych  ze  zdumienia  oczach  Kath  pojawił  się 

błysk. 

-  Rozumiem.  -  Odwróciła  się  do  Calahana.  -  Mam 

wrażenie,  że  próbujesz  uwodzić  kobiety  nie  tylko  na  rand-
kach. Zgadza się? 

Alex Zmarszczył brwi. 

-  Nie wiem. Możliwe. 

-  A  więc  jeśli  obecna  tu  członkini  naszej  organizacji  po-

święci swój cenny czas, żeby wskazać właściwą drogę, jaką 
powinien pójść wrażliwy mężczyzna nowej ery... 
Jess zamarła. Kath gładko weszła w nową rolę i postanowiła 
natychmiast wykorzystać nadarzającą się okazję. Calahan z 
uśmiechem patrzył na swoją rozmówczynię. 

-  Właśnie  na  tym  mi  zależy  -  powiedział,  poprawiając 

krawat. 

Na  miłość  boską,  w  co  ona  mnie  ładuje?  -  myślała 

przerażona Jess. Niby dlaczego miałaby cały dzień łazić za 
Calahanem i tłumaczyć mu, gdzie popełnił błąd? 

Chociaż...  Mogłaby  się  nieźle  ubawić,  dając  mu  dobrze 

popalić. Nie, nawet to nie wydawało się zbyt kuszące. Mu-
siała  zająć  się  firmą,  powinna  zadbać  o  klientów,  zaplano-
wać kampanię przeciw imperium Calahana. 

-  Nie ma mowy. Jest pan aroganckim skurczy... Kath 
entuzjastycznie potrząsnęła dłonią mężczyzny. 
-  Z przyjemnością ci pomoże. 

background image

Jess poczuła, że serce ma w gardle. 

-  Kath? 

-  Jesteś  jedną  z  najaktywniejszych  działaczek  -  mówiła 

przyjaciółka, patrząc na nią znacząco. - Jestem przekonana, 
że zgodzisz się poświęcić trochę czasu, żeby wskazać panu 
Calahanowi  właściwą  ścieżkę.  Na  Boga,  Jess.  Wiesz 
przecież,  że  trzeba  wyciągnąć  pomocną  dłoń  do  każdego 
mężczyzny, który stara się uwrażliwić na potrzeby kobiet. 
Jess z niedowierzaniem patrzyła na swoją wspólniczkę. 
Otworzyła usta, ale słowa utkwiły jej w gardle. Kath 
odciągnęła ją na stronę. 

-  Pomyśl  tylko.  Będziesz  mogła  siedzieć  na  wszystkich 

zebraniach  -  zachęcała  ją  -  uczestniczyć  w  rozmowach  z 
klientami... Naprawdę nie chcesz? 

-  A chcę? - Zawahała się. Nagle dotarło do niej, co Kath 

sugeruje. 

To  faktycznie  miało  sens.  Jeśli  kiedykolwiek  trafi  się 

okazja,  żeby  konkurować  z  imperium  Całahana,  powinny 
wiedzieć, jak ich największy wróg prowadzi swoje interesy. 
Gdyby  przy  okazji  udało  się  dowiedzieć,  jakie  przedsię-
biorstwa  szukają  agencji  reklamowej,  chyba  nie  miałaby 
wątpliwości, jak wykorzystać tę informację. 

Przygryzła  wargę,  żeby  powstrzymać  uśmiech,  który 

cisnął  się  jej  na  usta.  Calahan  na  pewno  nie  miałby  nic 
przeciwko temu... Chodziło przecież o interesy, a gdy w grę 
wchodził  biznes,  każda  metoda  była  dobra.  Odwróciła  się 
do mężczyzny. 

-  Będę bardzo wdzięczny - powiedział, wręczając jej 

background image

swoją wizytówkę. - Jeśli będzie pani mogła oderwać się od 
swoich  zajęć  i  przyjść  do  mnie  do  biura...  powiedzmy  w 
środę... będziemy mogli zacząć. 

Kath  chwyciła  wizytówkę  i  z  entuzjazmem  kiwnęła 

głową. 
-  Przyjdzie na pewno. 

Jess patrzyła, jak ten najbardziej arogancki mężczyzna w 

Sydney  idzie  w  stronę  swoich  znajomych.  Głowę  trzymał 
wysoko podniesioną, ramiona wyprostowane. Jego wygląd i 
każdy gest znamionowały irytującą pewność siebie. 

-  O  mój  Boże!  -  Sztywno  ruszyła  do  wyjścia.  -  Nie 

mogę... 

Kath szła tuż za nią. 

-  Możesz. 

Jess zatrzymała się i popatrzyła przyjaciółce w oczy. 

-  Coś ty zrobiła? Założyłaś sobie dzisiaj, że zrujnujesz mi 

życie? 

-  Nie dramatyzuj. To przecież może nas  uratować.  -Kath 

wzięła  ją  pod  ramię.  -  Mam  wrażenie,  że  to  odpowiedź  na 
nasze modlitwy. 

Jess westchnęła ciężko. 

-  Chyba  nie  potrafiłabym  tak  na  zimno  podkradać  mu 

klientów...  -  W  ten  sposób  nie  różniłaby  się  przecież  od 
Alexandra Calahana. A na niczym tak jej nie zależało, jak na 
tym, żeby w żaden sposób go nie przypominać. 

-  Może w takim razie zbierzesz o nim jakieś informacje? - 

Kath pochyliła głowę w jej stronę. - Sama mówiłaś, 

background image

że  ten  artykuł  to  stek  kłamstw.  Postaraj  się  zdobyć  na  to 
dowód. 

-  Faktycznie  można  by  mu  pokrzyżować  szyki  -  powie-

działa wolno, zastanawiając się nad tym pomysłem. Na myśl 
o  tym,  że  jej  działanie  przyniesie  jakiś  pożytek,  zrobiło  jej 
się lżej na duszy. 
-  Nie ma innego sposobu, żeby kogoś tam umieścić. 

I co na to powiedzieć? Przecież Kath miała rację. To było 

jak  zbawienie.  Gdyby  tylko  w  związku  z  tym  nie  musiała 
zbliżać się do faceta, którego z całego serca nie cierpiała. 

-  Zobaczysz,  wszystko  będzie  dobrze.  Spodoba  ci  się. 

Możesz mu wytykać wszystkie błędy, a on jeszcze będzie ci 
za to płacił. 

-  Ale  to  by  znaczyło,  że  artykuł  nie  kłamie,  prawda?  No 

bo skoro on chce się zmienić... 
-  Mógł to wymyślić dla rozgłosu, nie sądzisz? 

-  No  tak...  -  Kath  z  pewnością  ma  słuszność.  Po 

Ca-lahanie  mogły  się  spodziewać  samych  najgorszych 
rzeczy. Powinna o tym pamiętać, skoro miała przebywać w 
towarzystwie tego przystojnego łajdaka. 

Wystarczająco  dużo  czasu  spędziła  na  podliczaniu  strat. 

Najwyższa pora, żeby teraz sama zaczęła zdobywać punkty. 

Alexander Calahan nawet się nie spodziewa, skąd padnie 

cios. 

background image

ROZDZIAŁ TRZECI 

 

-  Co  to  ma  być,  do  diabła?  -  Lucas  cisnął  magazyn  na 

biurko.  -  Postradałeś  zmysły?  Masz  wszystko.  A  teraz 
chcesz to zmarnować, żeniąc się? 

Alex wzruszył ramionami. 

-  Może ty jesteś szczęśliwy, żyjąc jako kawaler. Mnie to 

już zmęczyło. 

Lucas  nagłym  ruchem  pochylił  się  do  przodu,  opierając 

się ciężko o biurko. 

-  Po  co  ci  to?  Jesteś  bogaty,  przystojny,  możesz  mieć 

każdą kobietę w mieście. Skąd to nagłe dążenie do ideału? 

-  Trzeba  mi  czegoś  więcej  -  upierał  się.  -  Zaczyna  mnie 

nudzić  dotychczasowy  styl  życia.  -  Punktem  zwrotnym 
okazały się  trzydzieste  trzecie  urodziny. Jego ojciec w tym 
wieku był już żonaty. Najwyższa pora, żeby zrobić następny 
krok w życiu. 

Przesunął  czasopismo  w  swoją  stronę.  Był  przekonany, 

że  deklaracja,  którą  złożył  w  tym  wywiadzie,  zapewni  mu 
fory.  Teraz  wszystkie  kobiety  w  mieście  dowiedzą  się,  że 
myśli poważnie o założeniu rodziny. Jeśli trafi na tę jedy 

background image

ną,  która  poruszy  jego  serce, bez  trudu  ją  przekona,  że  ma 
poważne zamiary. 

A na razie trafił na Jess. 

Usiadł  w  fotelu  naprzeciwko  Lucasa  i  odchylił  się  na 

oparcie.  Jego  wzrok  wędrował  po  gabinecie  przyjaciela, 
podczas gdy myśli poszybowały do Jess. 

Wydawała  się  bardzo  kobieca.  Uparta,  szalenie  seksow-

na,  z  długimi  włosami,  które  nosiła  rozpuszczone,  jakby 
chciała pokazać, że nie uznaje żadnych ograniczeń. Przyszło 
mu do głowy, że pod jej odrobinę konserwatywnym strojem 
kryje się namiętna kobieta, która tylko czeka na właściwego 
mężczyznę. 

To dopiero wyzwanie. 

No  ale  nie  dla  niego.  Miała  tu  przyjść  wyłącznie  po  to, 

żeby pokazać mu, jak powinien zachowywać się mężczyzna, 
który szuka prawdziwej miłości. 

Ogarnęło  go  ciepło,  gdy  pomyślał,  że  niedługo  znów  ją 

zobaczy.  Ciekawe,  jaka  będzie  tym  razem?  Czy  równie 
przekonująca jak tamtego wieczoru? A może teraz, gdy już 
przyjęła  do  wiadomości,  że  postanowił  się  zmienić,  będzie 
bardziej wyrozumiała? 

Założył  ręce  za  głowę.  Ostatecznie  nie  miała  powodu, 

żeby  go  nienawidzić.  Nawet  go  nie  znała.  Przynajmniej  na 
razie.  Temu  z  pewnością  szybko  uda  się  zaradzić.  A  przy 
okazji będzie musiał się dowiedzieć, co ją tak wkurzyło. 

Nie  mógł  się  doczekać  tego  spotkania.  Chciał  ją  ocza-

rować, zmiękczyć jej serce... 

Nie, skarcił się w myślach. Przecież nie o to chodzi. 

background image

Rzucił okiem na zegarek. Czas dzisiaj płynął wyjątkowo 

wolno. Prawdę mówiąc, miał wrażenie, że już od pięciu dni 
wydawał się stać w miejscu. Dlaczego przedtem wydawało 
mu  się,  że  może  tak  długo  czekać  na  rozpoczęcie  lekcji  z 
Jess? 

Lucas podniósł się z fotela i zaczął krążyć po gabinecie, 

machinalnie gładząc swoją hiszpańską bródkę. 

-  Nie  łudź  się.  Małżeństwo  jest  ostatnią  rzeczą,  jakiej 

potrzebujesz. 

-  Nie  masz  racji.  -  Alex  pokręcił  głową.  Odsunął  się  z 

krzesłem  do  tyłu  i  położył  nogi  na  biurku.  -  Potrzebna  mi 
kobieta.  Kochanka,  towarzyszka  życia.  Budowie  związku 
muszę  poświęcić  tyle  samo  czasu  i  zaangażowania,  ile 
włożyłem w budowanie firmy. 

-  Nieprawda. Miałeś wiele dziewczyn i zobacz, co z tego 

wyszło. Wciąż jesteś sam. - Lucas przechylił głowę.  -Za to 
wciąż masz dobry humor. 

Alex  zsunął  nogi  z  biurka.  Podniósł  się,  wygładził  spod-

nie i zapiął marynarkę. 

-  Nie  jest  mi  do  śmiechu,  kiedy  wracam  do  pustego 

mieszkania. 

-  Kup sobie psa. 

-  Mam psa. Nadszedł czas, żebym  się ożenił  - powtórzył 

z uporem i ruszył w stronę drzwi. 

Nadeszła także pora, by udowodnić ojcu, że potrafi lepiej 

niż  on  zadbać  o  swoje  prywatne  sprawy.  Już  mu  pokazał, 
jak dobrze umiał zorganizować interesy. Jego rodzicom nie 
udało się ułożyć życia, on zaś postanowił, że 

background image

jego  będzie  idealne.  Swoim  dzieciom  zamierzał  zapewnić 
stabilizację, jakiej sam nigdy nie zaznał. 

Trzymając rękę na klamce, spojrzał na przyjaciela. Byłby 

szczęśliwy,  gdyby  w  domu  czekał  na  niego  ktoś,  kogo 
będzie  interesowało,  jak  spędził  dzień,  jakie  ma  cele  i 
marzenia. 

-  Nie, nie wierzę. - Lucas wskazał czasopismo na biurku. 

- Powiedz mi, że to tylko jakiś wybieg. 

Alex pokręcił głową. 

-  Zapewniam  cię,  że  jestem  zdecydowany.  W  żadnym 

wypadku nie zamierzam przez następne kilkanaście lat kon-
tynuować  krótkotrwałych,  płytkich  romansów.  W  gruncie 
rzeczy nic mi nie dają poza jeszcze większą pustką. 

-  Może więc znajdź sobie dziewczynę, taką na stałe, która 

nie  będzie  myśleć  wyłącznie  o  miłym  spędzeniu  czasu  i 
twoim koncie w banku. 

-  Właśnie o to mi chodzi. Jeśli wszystko ułoży się dobrze, 

wtedy zostanę z nią na zawsze. 

Lucas  bezradnym  gestem  przeczesał  palcami  swoje 

krótkie włosy. 

-  Zdaje  się,  że  masz  już  opracowany  plan,  jak  osiągnąć 

ten wariacki cel. Zgadza się? 

-  Oczywiście. - Alex ruszył korytarzem w stronę swojego 

gabinetu.  -  Jak  w  każdej  dziedzinie,  lubię  mieć  wszystko 
pod kontrolą. Wykorzystam wszelkie  możliwe środki, żeby 
urządzić swoje życie tak, jak zaplanowałem. 

-  A  dokładnie  co  właściwie  planujesz?  Wolę  wiedzieć  z 

góry, czego się spodziewać. 

Nie sposób było nie lubić Lucasa. Był najlepszym przy 

background image

jacielem  Aleksa,  wiceprezesem  i  radcą  prawnym  firmy. 
Zawsze też dbał o jego interesy. 

-  Wszystkie  działania  zmierzają  do  jednego  celu.  Wiem, 

co powinienem zrobić. 

-  Czuję,  że  masz  jakąś  niespodziankę  w  zanadrzu.  -Lucas 

przyglądał się Aleksowi przez zmrużone powieki. 
-  Widzę, że już coś wymyśliłeś. 

Alex nie mógł powstrzymać uśmiechu. 

-  Właściwie rozwiązałem ten problem. 

-  Jak to? 

Zatrzymał się i wsunął ręce do kieszeni. 

-  Wiesz, że mam opinię playboya? 
-  W piątek potwierdziła to ta nieznajoma dziewczyna 

-  mruknął Lucas, skubiąc dolną wargę. - Dużo bym dał, żeby 
taka  kobieta  zechciała  mnie  zaczepić...  Oczywiście, 
pomijając oblewanie drinkiem. A ten jej wybuch... 

-  Była znakomita. 

-  Raczej szalona. Nie zawracaj sobie nią głowy. 
-  Chyba żartujesz. Właśnie ci mówię, że jest znakomita 

-  powtórzył  wolno.  Na  wspomnienie  ognia  w  jej  oczach 
poczuł dziwną słodycz. 

-  Cóż,  z  pewnością  była  piękna  -  zgodził  się  Lucas.  -I 

bardzo  przebojowa.  Mogłaby  ci  urodzić  piękne  dzieci... 
gdyby nie to, że cię nienawidzi. 

-  Z  tym  nie  będzie  problemu  -  uśmiechnął  się.  -  Tym 

bardziej że potrzebuję od niej wyłącznie porady, jak pozbyć 
się swoich manier playboya. 

-  Mam rozumieć, że chcesz ją skłonić, aby się w tobie 

background image

zakochała? - Lucas oparł się o ścianę. - Jeśli z nią się uda, 
powiedzie ci się z każdą inną. O to ci chodzi? Alex 
zmarszczył czoło. 
-  To mi nie przyszło do głowy. 

-  Zastanów się nad tym. - Lucas założył ręce na piersiach 

i patrzył na przyjaciela z błyskiem w oku. - Po takim ekspe-
rymencie będziesz mógł zająć się kimś ważniejszym. 

Alex przymknął oczy. 

-  Natashą Bradford-Jones - powiedział wolno. Pomyślał 
okobiecie, która była całkiem odporna na jego wdzięk i za-
loty. Wciąż pokazywała się z jakimś nowym narzeczonym 
i wydawała się wręcz kusząco nieosiągalna. Aż do tej pory. 
Tyle że w jakiś dziwny sposób nagle przestał się zachwycać 
Natashą, a jego umysł i zmysły zajęła Jess. Jess i on... 

Myśl  o  romansie  z  Jess  całkiem  mu  się  podobała. 

Natomiast  pomysł,  że  mógłby  dzięki  temu  zdobyć  każdą 
kobietę  -  może  nawet  Natashę  Bradford-Jones  ze  słynnej 
rodziny  Bradford-Jonesów  -  wydawał  się  dość  nie-
dorzeczny. 
-  Natashą jest do zdobycia - powiedział Lucas spokojnie. 
-  Teraz ty wydajesz się szalony. 

-Ale  mam  rację.  Zresztą  dobrze  cię  znam...  Nie  oprzesz 

się takiemu wyzwaniu. 

Alex nie zamierzał spierać się z przyjacielem. Lucas wy-

słuchał  go,  przedstawił  swój  punkt  widzenia,  lecz  to  on 
musiał podjąć decyzję, nawet gdyby miała być błędna. 

-  Na razie spróbuj zrobić pierwszy krok - mruknął Lu 

background image

cas,  odsuwając  się,  żeby  przyjaciel  mógł  zobaczyć  dziew-
czynę, która stała w holu. - Cholera, jest na co popatrzeć. 

Faktycznie  była  zachwycająca.  I  z  pewnością  bardzo 

namiętna. A sądząc ze sposobu, w jaki na niego patrzyła - ze 
zmrużonymi  oczami  i  ustami  zaciśniętymi  w  wąską  linię  - 
będzie  musiał  użyć  wielu  pochlebstw,  aby  zyskać  jej 
sympatię,  a  co  dopiero  mówić  o  tym,  żeby  wzbudzić  jej 
miłość. 

Ruszył w jej kierunku. 

-  Jess. 

-  Witaj, Calahan. 

Postanowił  zignorować  jej  chłodny  ton.  Ostatecznie  nie 

spodziewał  się  niczego  innego.  A  może  jednak?  Czy  przy-
padkiem  nie  liczył  na  to,  że  kiedy  zobaczy  go  ponownie, 
nagle  zmieni  zdanie?  Albo  że  jego  uprzedzająco  grzeczne 
zachowanie  i  urok  osobisty  stopią  tę  lodową  barierę,  jaką 
między nimi ustawiła? 

Nie, to nie było ważne. Najważniejsze jest to, że w końcu 

przecież przyszła tutaj. Czas, jaki ze sobą spędzą, pozwoli jej 
spojrzeć  na  niego  z  innej  perspektywy  i  pokaże,  ile  traci, 
nienawidząc mężczyzn. 

-  To Lucas, mój przyjaciel i współpracownik - przedstawił 

kolegę Alex. 

-  Bardzo mi przyjemnie - powiedziała, wyciągając rękę. 

Lucas uśmiechnął się szeroko i wypiął pierś. 

-  Słyszałem,  że  chcesz  skierować  tego  faceta  na  dobrą 

drogę i powściągnąć jego rozwiązłe zachowanie. 

background image

Wzruszyła ramionami. 

-  Jeśli tylko będę potrafiła - odparła bez entuzjazmu. 

Alex  uśmiechnął  się  pod  nosem.  Udowodni  jej,  że  trak-

tuje  sprawę  poważnie,  a  wówczas  jej  nastawienie  z  pew-
nością się zmieni. 

Lucas  klepnął  go  w  plecy,  jednak  oczu  nie  spuszczał  z 

dziewczyny i cały rozpływał się w uśmiechach. 
-  Zostawiam was dla tej straconej sprawy. 

Jess skinęła głową i odprowadziła go spojrzeniem. Miała 

minę, jakby wolała, żeby został z nimi. 

Alex  poczuł,  jak  chłód  przenika  jego  serce.  Czy  to  zna-

czy,  że  Lucas  jej  się  spodobał?  To  byłoby  wielkie  rozcza-
rowanie.  Przede  wszystkim  dla  niej.  Lucas  miał  jeszcze 
większe  problemy  ze  znalezieniem  miłości  i  na  pewno  nie 
próbował nic zmieniać w swoim zachowaniu. 

Wzruszył  ramionami  i  zwrócił  spojrzenie  na  kobietę, 

którą  zatrudnił.  Była  ubrana  zwyczajnie,  jakby  swoim 
strojem  chciała  podkreślić,  że  nie  zamierza  się  dla  niego 
specjalnie starać. Miała na sobie kremowe spodnie, tunikę i 
ten sam żakiet, w którym widział ją w zeszłym tygodniu. 
-  Wcale nie chcesz tu być, prawda? - spytał. 

-  Nie. - Pokręciła głową. - Mam tylko nadzieję, że będzie 

mi się to opłacało. 

Poczuł irytację, że mówi o pieniądzach, chociaż  właści-

wie nie  wiedział, czemu  go to zaskoczyło. Przecież to pie-
niądze  rządzą  światem,  a  kobiety  zawsze  myślą  o  tym,  jak 
sfinansować swoje następne wyjście na zakupy. 

background image

Wyciągnął  złote  pióro  z  kieszeni  marynarki  i  na  kartce 

napisał jakąś liczbę. 
-  Czym się zajmujesz zawodowo? 

-  Mniej  więcej  właśnie  czymś  takim  -  skłamała.  Jej  głos 

był  niski  i  melodyjny.  -  Ale  dość  już  o  mnie.  Porozma-
wiajmy raczej o tobie. 

Wyprostował się i podał jej kartkę papieru. Ktokolwiek ją 

doprowadził  do  takiego  stanu,  wykonał  swoje  zadanie 
najlepiej jak potrafił. Wstręt, jaki czuła do swojego zadania i 
do niego, był aż nadto widoczny. Lucas miał rację. Na myśl 
o takim wyzwaniu rzeczywiście poczuł dreszcz podniecenia. 

Ile  czasu  może  zająć  nauka  zasad  poważnego  związku? 

Ciekawe,  czy  nauczenie  Jess,  że  powinna  znów  polubić 
mężczyzn, trwałoby o wiele dłużej? 

-  Czy  taka  kwota  wystarczy,  żeby  zrekompensować  spę-

dzenie ze mną całego dnia? - spytał. 

Rzuciła okiem na kartkę. 

-  Czy to możliwe, że jesteś aż takim draniem? Nie zdołał 
powstrzymać uśmiechu. 
-  Naprawdę musisz o to pytać? 

Uśmiechnęła  się  z  wysiłkiem,  a  jej  płomienne  zielone 

oczy napotkały jego spojrzenie. 

-  No  jasne,  że  jesteś.  Głupio  pytam.  Jesteś  przecież  naj-

bardziej aroganckim typem w mieście. Powinnam się raczej 
zainteresować,  czy  została  jeszcze  jakaś  kobieta,  której  nie 
próbowałeś zawrócić w głowie. 

Alex podrapał się po brodzie. 

background image

-  Prawdę mówiąc, jest kilka, które mam na oku... Jednak 

pochodzą z dobrych domów i mają szanse znakomicie wyjść 
za  mąż,  więc  tym  razem  nie  chciałbym  nic  popsuć. 
Rozumiesz... 

Odsłoniła zęby w wymuszonym uśmiechu. 

-  Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby pomóc ci do-

strzec błędy w postępowaniu. 
-  Świetnie! - Widocznie zadowolony klasnął w dłonie. 

A więc pierwszy krok został zrobiony. Usłyszał potwier-

dzenie, że dziewczyna podejmie  się zadania i poświęci się, 
spędzając z nim czas. 

Jednym słowem nie musiał się martwić. 

Z  pewnością  nie  będzie  miał  problemów  z  przyswoje-

niem  zasad  długiego,  trwałego  związku.  Nauczy  się,  jak 
zdobyć  i  zatrzymać  przy  sobie  kobietę  marzeń  i  stworzyć 
sobie idealne życie. 

A  wtedy  niczego  już  nie  będzie  mu  brakować.  Będzie 

szczęśliwy. I nawet jego ojciec nie zdoła mu tego odebrać. 

 
Jess  ruszyła  za  Alexandrem  Calahanem  w  stronę  jego 

gabinetu.  Musiała  się  uszczypnąć,  aby  uwierzyć,  że  to 
wszystko dzieje się naprawdę. Jej najgorsze koszmary stały 
się rzeczywistością. 

Jeszcze  dziś  rano  zastanawiała  się,  czy  nie  wystawić  go 

do  wiatru.  Przyszło  jej  nawet  do  głowy,  że  mogłaby  się 
gdzieś ukryć, wyjechać z  kraju albo przynajmniej zostać  w 
cieplutkim  łóżku.  Jednak  nie  mogła  przecież  sprawić 
zawodu Kath, która święcie wierzyła, że przyjaciółka bę 

background image

dzie  potrafiła  zniszczyć  Calahana,  nawet  jeśli  nikt  inny 
dotąd nie mógł tego zrobić. 

Na myśl o tym, że będzie musiała spędzać czas z Atyl-lą 

świata reklamy, krew jej krzepła. Prawdę mówiąc, sam fakt, 
że  przebywała  w  jego  towarzystwie,  wydawał  się  ab-
surdalny. 

Zadrżała  z  przerażenia  już  w  pierwszej  chwili,  kiedy 

zobaczyła  go  na  korytarzu,  w  tym  zabójczym  garniturze, 
który  podkreślał  jego  szerokie  ramiona  i  umięśnioną  syl-
wetkę,  z  gładko  wygolonymi  policzkami,  zmysłowymi  us-
tami i utkwionymi w niej niebieskimi oczami. 

Ręką wymacała kartkę, którą włożyła do kieszeni spodni. 

Przynajmniej  zostanie  dobrze  wynagrodzona  za  to,  że 
będzie musiała znosić jego towarzystwo. 

Była pewna, że da sobie radę. W gruncie rzeczy nie po-

winno  jej  to  zająć  dużo  czasu,  zdoła  wydobyć  z  Calahana 
prawdę  na  temat  jego  najnowszego  chwytu  reklamowego  i 
udaremnić mu ten głupi pomysł z szukaniem żony. 

Kath  będzie  musiała  mi  za  to  zapłacić,  myślała,  idąc  za 

Calahanem. 

-  Jess  będzie  dziś  ze  mną  pracować  -  oznajmił  Alex 

starszej  kobiecie,  która  zajmowała  biurko  w  pobliżu  sze-
rokich  podwójnych  drzwi  do  gabinetu.  -  Pani  Samuels  jest 
moją  sekretarką  -  wyjaśnił  dziewczynie.  -  Możesz  się  do 
niej zwrócić z każdym pytaniem czy problemem. 

Jess kiwnęła głową na powitanie. 

-  Jest  jednym  z  cudów  świata  -  dodał,  kierując  się  do 

drzwi. - Ma pięciu synów, dwie wnuczki i nadal daje so 

background image

bie  radę  z  prowadzeniem  biura  i  zajmowaniem  się  wszyst-
kimi moimi sprawami. 

Jess rzuciła okiem na sekretarkę, po czym przeniosła 

spojrzenie na Calahana. To co mówił, zabrzmiało bardzo 
sympatycznie. Najwyraźniej zależało mu na tej kobiecie... 
Można by nawet uznać, że jest miły. 

Gabinet był wielkości sali konferencyjnej. Ogromne 

mahoniowe biurko ustawiono w pobliżu okna na całą ścianę, 
ze wspaniałym widokiem na miasto. Po jednej stronie stała 
ciemnobrązowa skórzana kanapa, po drugiej były rośliny, 
obrazy i barek. 

Calahan wszedł do pokoju i odwrócił się z uśmiechem do 

Jess. 

-  Podoba ci się? 

Przygryzła  wargę,  próbując  nie  zwracać  uwagi  na  jego 

zbyt niebieskie oczy i wolno przeszła się po pokoju. 

W najśmielszych snach nie wyobrażała sobie, że mogłaby 

kiedyś  pracować  w  tak  pięknym  pomieszczeniu  -  ze 
wspaniałym  widokiem,  eleganckimi  meblami  i  taką  prze-
strzenią. 

Stłumiła  ogarniające  ją  podekscytowanie,  licząc  w  my-

ślach,  ile  nieuczciwych  numerów  musiał  wykręcić,  ilu 
klientów okraść, ilu ludzi zrujnować, żeby zdobyć to, co tu 
zobaczyła. 
-  Próbujesz sobie coś zrekompensować, jak widzę? 
Przymknął oczy i przyłożył rękę do twarzy, jakby go 
spoliczkowała. 

-  Co właściwie chcesz powiedzieć, prezentując ten ga 

background image

binet?  -  ciągnęła,  idąc  w  stronę  okna.  Z  trudem  powstrzy-
mała  okrzyk  zachwytu,  gdy  spojrzała  z  góry  na  miasto.  - 
Chyba  tylko  to,  że  brak  ci  talentu  i  osobowości.  Że  właś-
ciwie  nie  masz  nic  do  zaoferowania  poza  mnóstwem  pie-
niędzy. 

Calahan skrzyżował ręce na piersiach. 

-  Wiem, że jesteś tu po to, aby mówić wszystko szczerze, 

ale... 

Poczuła  podniecenie  na  myśl,  że  dobrze  zrozumiał,  co 

chciała powiedzieć. 

-  Czujesz się zagrożony? - spytała, mrużąc oczy. 

-  Skądże znowu - odparł swobodnie, rozkładając ramiona. 

- To przecież dla klientów - ma im pokazać, jaka wzięta jest 
nasza  firma  i  podkreślić  mój  dorobek.  Gdyby  chodziło 
wyłącznie o mnie, mógłbym pracować w malutkim boksie. 

Akurat,  pomyślała,  zaciskając  usta.  I  ona  ma  w  to  uwie-

rzyć? Stała  przy oknie, patrząc  na  panoramę  Sydney. Miała 
przerażające  wrażenie,  że  próbuje  walczyć  z  tygrysem  na 
jego własnym terenie. 

Nabrała powietrza i odwróciła się do Aleksa. 

-  Może  w  takim  razie  zaczniemy?  Masz  teraz  jakieś 

spotkanie?  A  może  będziesz  rozmawiał  z  pracownikami? 
Myślę,  że  najlepiej  byłoby,  gdybym  cię  obserwowała  pod-
czas pracy. 

-  Sądziłem, że zaczniemy tutaj. - Calahan podszedł bliżej. 

- Może opowiem ci, jak zwykle postępuję, gdy chcę zdobyć 
kobietę, a ty mi wyjaśnisz, gdzie popełniam błąd. 

background image

Zrobiła krok do tyłu i oparła się plecami o chłodną szybę. 

Czuła, że serce podchodzi jej do gardła. 

-  Mam wrażenie, że moje metody są złe i dlatego nie je-

stem  w  stanie  stworzyć  poważnego  związku.  -  Wzruszył 
ramionami, jakby sam nie wierzył, że to prawda. - Ale może 
spróbujemy i wtedy mi powiesz, co jest nie tak. 

Otworzyła  usta,  lecz  nie  zdołała  wydobyć  słowa.  Jego 

gniewne  spojrzenie  wydawało  się  za  bardzo  płomienne, 
pięknie wykrojone usta wprost zachęcały do pocałunków, w 
zachowaniu  było  za  dużo  pewności  siebie.  A  przede 
wszystkim zdecydowanie za bardzo się zbliżył. 

-  Masz  przepiękne  oczy  -  mruknął,  przysuwając  się 

jeszcze bardziej. 

Z  bijącym  sercem  obserwowała,  jak  zmniejsza  się  dy-

stans między nimi. Co znaczyła ta scena? Czyżby chciał jej 
zademonstrować  swój  urok  i  metody  podrywania?  I  ona 
miała to cierpliwie znosić... O rany! 

-  Odniosłem  wrażenie,  że  mnie  przyciągają  -  mówił  ci-

cho, pochylając się nad nią. 
Czuła korzenny zapach jego wody kolońskiej, ciepło bijące 
od jego ciała, oddech muskający jej szyję. -Ja... 

Oparł  rękę  nad  jej  głową  i  zajrzał  w  oczy  tak  głęboko, 

jakby chciał się w nich pogrążyć. 

Głos uwiązł jej w gardle, serce waliło w piersi. Na miłość 

boską, co on ze mną wyprawia? - myślała przerażona. 

Nienawidziła mężczyzn, playboyów, jego... 
Oczy Aleksa spoczęły na jej ustach. 

background image

- Powiedz to, co chcę usłyszeć - szepnął. Wzięła głęboki 
oddech, zmuszając umysł do trzeźwego myślenia. 

Jego spojrzenie znów powędrowało do jej ust, a oczy nie-

bezpiecznie  pociemniały.  Boże,  on  stanowi  zagrożenie  dla 
każdej kobiety na kuli ziemskiej, przeniknęło jej przez myśl. 

Machinalnie  zwilżyła  wargi,  czując,  że  w  głowie  jej  się 

kręci. 

background image

ROZDZIAŁ CZWARTY 

 

Alex  wdychał  zapach  jej  perfum.  Aromat  wanilii  i  cy-

namonu  działał  na  jego  zmysły  równie  mocno,  jak  jej  ku-
szące usta. 

Tak łatwo byłoby pochylić się jeszcze niżej i sięgnąć do 

jej czerwonych, pełnych warg, które  wręcz prosiły, żeby je 
pocałować.  Czuł  to  wyraźnie,  tak  jak  wyczuwał  bicie  jej 
serca, krótki, urywany oddech, płomień w jej oczach. 

Czy faktycznie tak łatwo można obudzić serce członkini 

ruchu Kobiety przeciw Donżuanom? Czy to możliwe, że go 
pragnie? 

Na myśl o tym ogarnęło go podniecenie. Może nigdy nie 

uwodził jej znawca kobiecych wdzięków... Może on właśnie 
uosabia  wszystko, co chciałaby  widzieć  w  mężczyźnie, a  z 
czego do tej pory nie zdawała sobie sprawy... 

-  Powiedz  -  powtórzył,  prawie  dotykając  ustami  kre-

mowej skóry na jej policzku. 

Słyszał, jak z trudem nabiera powietrza. 

Uśmiechnął  się  do  swoich  myśli.  Czy  naprawdę  musiał 

się jeszcze czegoś uczyć? Sztukę uwodzenia opanował do 

background image

perfekcji.  A  jeśli  chodzi  o  miłość,  to  prawdopodobnie  wy-
łącznie sprawa szczęścia... 

-  Powiem ci to, co chcesz usłyszeć - szepnęła, podnosząc 

oczy i opierając dłonie  na  jego piersi.  -  Trzymaj się  z  dala 
ode mnie z tymi bezczelnymi sztuczkami. 

Mówiąc to, odepchnęła go od siebie. 
Poczuł się, jakby oblała go zimną wodą. Był taki pewien, 

że  ją  zdobył.  Widział  przecież  wyraźne  sygnały...  A  może 
tylko chciał je dostrzec i oszukiwał samego siebie? 

-  W  którym  miejscu  popełniłem  błąd?  -  spytał,  starając 

się opanować drżenie. 

-  Spytaj  raczej,  gdzie  go  nie  popełniłeś.  -  Wygładziła 

ubranie.  -  Myślałeś  wyłącznie  o  seksie.  Zachowywałeś  się, 
jakby zaproszenie do sypialni było dla kobiety największym 
darem niebios. 

-1 co? - Prawdę mówiąc, nie mógł przestać myśleć o tym, 

jak by to było, gdyby znalazł się tam z nią... 

-  Wszystko  w  porządku,  jeśli  masz  ochotę  na  seks.  Ale 

jeśli chcesz, żeby kobieta nie myślała o tobie wyłącznie jako 
o gorącym samcu, musisz zmienić swoje metody. 

Jak  zafascynowany  przyglądał  się,  jak  przesuwa  dłonią 

po spodniach, rozprostowując niewidoczne zagniecenia. 

-  Uważasz, że jestem gorący? 
Spojrzała na niego z przyganą. 
-  Moim  zdaniem  poza  seksem  niczego  w  tobie  nie  ma. 
Poruszył się niespokojnie. 

-  Myślisz, że nie powinienem patrzeć na kobiety, jakbym 

chciał zabrać je do łóżka? W takim razie co mam im 

background image

zaoferować?  -  Uśmiechnął  się  w  duchu.  Czy  to  nie  kpina, 
żeby pouczała go w sprawach, na których znał się lepiej niż 
ktokolwiek inny? 

-  Siebie. 
-  Siebie?  -  Zmarszczył  brwi.  Przecież  zawsze  oferował 

siebie. Swój czas, koneksje, pieniądze... 

-  Tak.  Hej,  słuchasz  mnie?  -  Podeszła  bliżej  i  kostkami 

palców stuknęła go w głowę, po czym szybko cofnęła rękę, 
jakby zdała sobie sprawę, że się zapomniała.  - Co masz do 
zaproponowania poza seksem? 

 

-  Może gorący seks? - Uśmiechnął się. Patrzyła na niego 
niechętnym wzrokiem. 
-  A poza gorącym seksem? 

-  A  niby  co  jeszcze  można  zaproponować?  -  Boże,  jak 

bardzo chciał  ją  przekonać, że seks jest  najważniejszy. Jak 
wspaniałe jest uczucie, gdy dwa ciała poruszają się w rytmie 
życia. 

Pokręciła głową z niedowierzaniem. 

-  W  takim  razie  może  ty  mi  powiesz,  czego  oczekujesz 

po  poważnym  związku,  czego  nie  znajdujesz  w  tych 
powierzchownych romansach, w które wdajesz się na prawo 
i lewo. 
Znowu się uśmiechnął. Łatwo było ją wyprowadzić z 
równowagi, a tak pięknie wyglądała, gdy była wściekła. 
Wzruszył ramionami. 

-  Chyba  szukam  kogoś,  z  kim  mógłbym  porozmawiać. 

Zaprzyjaźnić się. Kogoś, kto byłby moim kumplem. 

Przygryzła wargę. 

-  Co w takim razie powinieneś przede wszystkim za 

background image

oferować  kobiecie,  gdy  ją  poznasz?  Poza  jakimś  komple-
mentem w dobrym guście. 

-  Rozumiem, że nie chodzi o seks? 

Poderwała się jak oparzona i ruszyła w stronę drzwi. 

-  Słuchaj,  Calahan.  Kiedy  zaczniesz  zachowywać  się 

poważnie i przestaniesz marnować mój czas... 

Podszedł szybko i przytrzymał drzwi. 

-  No  już...  Przepraszam  -  powiedział.  -  Po  prostu  nie-

zręcznie mi o tym rozmawiać. 

Przymknął powieki, próbując przypomnieć sobie kobiety, 

które przechodziły przez jego życie, biorąc, co tylko chciały. 

-  Myślę,  że  pragnąłbym  jej  zaoferować  coś,  co  mogłoby 

nas łączyć. - Zawahał się, obserwując jej reakcję. 

Jess  miała  minę, jakby  w  myślach liczyła  do dziesięciu. 

W końcu podniosła spojrzenie. 

-  Czyli powiedziałbyś na przykład, że... ? Spojrzał w jej 
szmaragdowe oczy. 

-  Cześć,  jestem  Alex.  Chyba  widziałem  cię  wczoraj  w 

operze. 

Uśmiechnęła  się  słodko,  sprawiając,  że  krew  zawrzała 

mu w żyłach. 

-  Och  tak,  pamiętam.  Jesteś  tym  irytującym  facetem  z 

trzeciego rzędu, któremu wciąż dzwoniła komórka? 

-  Nie.  Jestem  mężczyzną,  który  siedział  dwa  rzędy  za 

tobą  i  nie  był  w  stanie  oglądać  przedstawienia...  -  podszedł 
bliżej - bo nie mógł oderwać oczu od ciebie. 

Jess uniosła brwi. 

background image

-  Znów  bajerujesz  jak  facet,  który  szuka  panienki  do 

łóżka. 
-  To odnosi skutek. Wsparła 
dłonie na biodrach. 

-  Albo  zaczniesz  mnie  słuchać,  albo  się  zastanowię,  czy 

powinnam tracić czas i wysłuchiwać tych twoich... 

-  No  dobrze.  Nie  będę  przesadzał  z  komplementami. 

-Odsunął  się  trochę.  Najwyraźniej  jego  repertuar  nie  przy-
padł jej do gustu. - Co teraz? 

-  Teraz przejdziemy się i sprawdzimy, czy starasz się za-

proponować  seks  każdej  nieszczęsnej  kobiecie  -  rzuciła 
chłodno. 
-  Uważasz, że jest w tym coś złego? 

-  Co specjalnego miałbyś do zaoferowania kobiecie swo-

ich  marzeń,  jeśli  jesteś  chodzącą  reklamą  seksu?  -  spytała, 
wydymając wargi. - Będziesz zdradzał ją z każdą mijaną ko-
bietą. Jaką miałaby szansę, że pozostaniesz jej wierny? 
-  Jednak namiętny samotny kawaler... 

-  Ktoś  może  być  samotny  z  konieczności,  a  inny  pozo-

staje samotnym na własne życzenie. 

Boże,  czy  kobiety  naprawdę  na  wszystko  mają  jakieś 

regułki? - zastanowił się, marszcząc czoło. 
-  A jaka jest różnica? 

-  Można  być  osobą  samotną,  której  jednak  zależy  na 

miłości  i  poważnym  związku,  albo  też  zdecydować  się  na 
pozostanie  samotnym  mężczyzną,  którego  interesuje  tylko 
przygodny seks. 

-  Oho! Zaczerwieniłaś się. 

background image

Jej wzrok był lodowaty. 

-  Jest mi gorąco. 
-  Mnie również. 
-  Wydaje  mi się, że powinniśmy ustalić pewne zasady.  - 

Jess odgarnęła z twarzy pasmo włosów. - Gorące spojrzenia 
i  uwagi  o  seksualnym  zabarwieniu  zachowasz  dla  swoich 
kobiet. Ja nie chcę mieć z tym do czynienia. Stoi? 

Uniósł dłonie w obronnym geście. 

-  W porządku. Żadnych erotycznych wątków. 
Uśmiechnęła się z wyraźną satysfakcją. 

-  No  to  teraz  zobaczymy,  jak  się  zachowujesz  wobec 

swoich pracownic - powiedziała. 

-  To  musi  poczekać.  Mam  umówione  spotkanie.  -  Kiedy 

otwierał drzwi, dostrzegł, że przez twarz Jess przeleciał cień. 
- Zabieram cię ze sobą. 

A czy to ma coś wspólnego z twoją pracą? - 

spytała. 

Spojrzał na  nią  zdumiony. Dlaczego tak jej zależy, żeby 

spędzać  z  nim  czas  akurat  w  pracy?  To  chyba  niezbyt 
właściwe miejsce, żeby myśleć o romansach? 

Poprawił krawat i obciągnął marynarkę. Myślał o celu ich 

podróży.  Tam  wreszcie  będzie  mógł  sprawdzić,  czy  Jess 
rzeczywiście jest tak odporna na jego urok i tak zasadnicza, 
jaką udaje. 

background image

ROZDZIAŁ PIĄTY 

 

- Jakieś uwagi? 

Jess  z  całej  siły  przyciskała  komórkę  do  ucha,  próbując 

skupić się na słowach Kath. 

O tak, miała uwagi. Nie słuchaj swoich przyjaciółek. Nie 

stawiaj  czoła  wrogowi,  jeśli  nie  przygotowałaś  planu 
ucieczki. A przede wszystkim pod żadnym pozorem nie daj 
się  uwikłać  w  sprawy  sercowe  swojego  największego 
nieprzyjaciela. 

Rzuciła okiem na Alexandra Calahana, z którym jechała 

na  tylnym  siedzeniu  eleganckiej  czarnej  limuzyny.  Starała 
się  nie  wdychać  zapachu  wytwornej  skórzanej  tapicerki 
zmieszanego  z  oszałamiającym  aromatem  jego  wody 
toaletowej. 

Nie  bardzo  rozumiała,  co  się  z  nią  dzieje,  wiedziała 

jednak, że bezpieczniej byłoby spotkać go gdzieś w miejscu 
publicznym, niż siedzieć z nim w zamkniętym biurze, gdzie 
nie sposób było uciec od jego ciała, oczu, ust... 

Calahan  był  ulubieńcem  kobiet.  Dobrze  wiedział,  jak 

wykorzystać  swój  wygląd,  uśmiech  i  głęboki  aksamitny 
głos, żeby doprowadzić kobietę do stanu, w jakim wcale nie 
zamierzała się znaleźć. 

background image

Mimo  wszystko  udało  mi  się  jakoś  przeżyć,  pomyślała, 

gryząc wargę. W każdym razie jasne było, że miłość jest dla 
tego  faceta  zjawiskiem  zupełnie  obcym.  Potrafił  wyłącznie 
uwodzić. 

Opuściła  wzrok  na  czerwoną  różę,  która  leżała  między 

nimi na siedzeniu. 

Ona również nie znała miłości, tyle że nie zamierzała mu 

o tym mówić. W każdym razie nie teraz, gdy wiele zależało 
od  tego,  czy  pozostanie  przy  nim,  próbując  odkryć  jego 
ciemne sprawki. Albo - co byłoby znacznie korzystniejsze - 
usiłując  skaptować  i  odebrać  mu  jakiegoś  dobrego  klienta. 
Oczywiście,  gdyby  zdecydowała  się  działać  równie 
nieuczciwie jak jej konkurent... 

Doleciał  ją  słodki  zapach  kwiatu.  Calahan  twierdził,  że 

zwykle  ma  w  samochodzie  jedną  różę...  Wcale  nie  była 
pewna,  czy  mówił  serio.  Patrzył  na  nią  bowiem  w  tym 
momencie  tak,  że  mógł  to  być  równie  dobrze  komplement 
pod  jej  adresem,  jak  informacja  o  jego  uwodzicielskich 
podbojach. 

Limuzyna  była  wielka  i  bardzo  luksusowa.  Nawet  jazda 

w  niej  wydawała  się  nieetyczna.  Prawdę  mówiąc,  gdyby 
auto  należało  do  niej,  z  pewnością  pogodziłaby  się  z  tym 
bez oporu, jednak Calahana nienawidziła za to, że afiszował 
się ze swoim bogactwem, wielkopańskim stylem życia oraz 
irytująco dobrą prezencją. 
-  Jess? - Głos Kath zaświdrował jej w uchu. 

-  Wszystko w porządku - powiedziała rzeczowym tonem. 

- Dziękuję, że dzwonisz. - Zawahała się. Nie by 

background image

ło  nic,  co  mogłaby  przekazać  przyjaciółce.  -  Na  razie  nie. 
Mam pełne ręce roboty. 

-  Zadzwoń, jak tylko czegoś się dowiesz - poprosiła Kath, 

kończąc rozmowę. 

-  Jasne - powiedziała do milczącego telefonu. Chyba jest 

jakaś szybsza metoda, żeby zdobyć to, na czym jej zależało i 
pozbyć  się  niebezpiecznego towarzysza. Niestety  nie  miała 
bladego pojęcia, co by to mogło być. 

Spod oka spojrzała na mężczyznę, który siedział obok, na 

jego  wytworny  garnitur  i  niebieski  jedwabny  krawat, 
którego kolor tak idealnie pasował do jego oczu. 

Mocniej zacisnęła dłoń na aparacie. 

-  W  tej  chwili  nie  mogę  -  mruknęła,  zniżając  głos.  -  Je-

stem w pracy. 

Przekręciła się, żeby odsunąć się bardziej od Calahana. 

-  Nie,  głuptasku  -  szeptała.  -  Później,  dobrze?  -  Zrobiła 

przerwę, jakby czekała na odpowiedź. - Kocham cię. Pa. 

Wyłączyła  komórkę  i  z  uśmiechem  odchyliła  się  na 

oparcie. Jeśli wcześniej miał jakieś wątpliwości, teraz chyba 
dała  mu  jasno  do  zrozumienia,  że  nie  dla  wszystkich  jest 
nieosiągalna. 
-  Chłopak? 

Z obojętną miną założyła nogę na nogę. 

-  Może. 

-  Chcesz powiedzieć, że to nie mój interes? 

-  Właśnie.  -  Podniosła  różę  i  delikatnie  głaskała  płatki 

kwiatu. Poczuła się bezpieczniej i uznała, że może wrócić 

background image

do  swojego  zadania.  -  Chciałabym  móc  powiedzieć,  że  je-
stem pod wrażeniem twojej limuzyny i tej róży... 
-  Ale nie możesz, tak? Dlaczego? 

Wzruszyła  ramionami,  ucieszona,  że  tak  łatwo  wpadł  w 

pułapkę. Miała nadzieję, że atakując go, przestanie myśleć 
o zdradzieckiej reakcji swoich zmysłów na jego bliskość. 

-  Przede wszystkim dlatego, że służą ci najzwyczajniej po 

to, by pochwalić się bogactwem i umiejętnościami w sztuce 
uwodzenia. 

-  Bogactwem rzeczywiście. Taki samochód istotnie może 

dawać  do  zrozumienia,  że  jestem  zamożny  i  odniosłem 
sukces... 

-  To samo należałoby powiedzieć o twoim gabinecie 

1 stroju.  Na  Boga,  wszystko  wokół  ciebie  mówi  o  twoich 
pieniądzach.  -  Impulsywnie  odwróciła  się  w  jego  stronę. 
Uniosła  jedną  brew  z  miną,  którą  podkreślała  swoją  dez-
aprobatę. 

-  Ale o róży nie sposób powiedzieć, że ma coś wspólnego 

z umiejętnością uwodzenia. Róża... - wyjął kwiat z jej ręki - 
jest po prostu romantyczna. 

Może  nawet  miał  rację,  ale  nie  zamierzała  ustąpić.  Ani 

jemu,  ani  swojemu  sercu,  które  niespokojnie  biło  w  jej 
piersi. Nerwowo przełknęła ślinę. 

-  Nie poznałbyś, że coś jest romantyczne, nawet gdyby ci 

to  podtykano  pod  nos.  -  Przekręciła  się  na  siedzeniu,  żeby 
widzieć jego twarz. - Przecież to nie ty ją zerwałeś. To nie 
jest spontaniczne działanie, które miałoby przekonać kobie-
tę o twoim uczuciu, tylko zaplanowana manipulacja. 

background image

Wyrwała  mu  kwiat  i  zamachała  nim,  jakby  chciała  mu 

pogrozić. 

-  Jesteś  leniwy  -  rzuciła  oskarżycielsko.  -  Jak  większość 

takich  flirciarzy.  Popadacie  w  rutynę  i  traktujecie  kobietę 
jak zdobycz czy cel, a nie osobę, która ma uczucia i pragnie 
być  zdobywana  przez  mężczyznę,  który  zdołałby  poruszyć 
jej serce i sprawić, że życie stanie się więcej warte. 

-  Nie  jestem  pewien,  czy  to  co  słyszę,  to  romantyzm... 

czy raczej cynizm? 

Zmarszczyła  brwi.  Zdaje  się,  że  powiedziała  za  dużo. 

Znowu... 

Ze wzruszeniem ramion odwróciła się do okna. Wjechali 

właśnie do portu jachtowego. 

-  Rozum  to,  jak  chcesz.  Uważam  jednak,  że  zrobiłbyś 

mądrzej, przyznając, że  w  gruncie  rzeczy  wcale  nie  chcesz 
zmieniać swojego postępowania. 

Zapatrzyła się na zacumowane w porcie jachty. Nie mo-

gła przestać  myśleć o tym, jak działa na  nią bliskość  Cala-
hana, jak trudno jej przy nim swobodnie oddychać... 

-  Ja  naprawdę  staram  się,  jak  mogę.  A  ty?  -  Głos  Cala-

hana był cichy i łagodny. - Bo to, co mówisz, brzmi, jakbyś 
odnosiła się do własnych doświadczeń. 

Energicznie pokręciła głową. Mylił się, jeżeli sądził, że ją 

zmusi  do  wyjaśnienia,  skąd  wziął  się  ten  nagły  wybuch 
gniewu. W żadnym razie  nie  opowie, jak Dean  wpłynął  na 
jej życie. 

Calahan był ostatnim mężczyzną na ziemi, któremu by to 

zdradziła. 

background image

Jess siedziała przy burcie  motorówki,  wdychając świeże 

morskie powietrze. 

- To tu masz spotkanie? - spytała. 

Luksusowy  jacht,  do  którego  podpłynęli,  miał  co  naj-

mniej trzydzieści metrów długości. Połyskliwy biały kadłub 
piętrzył się ponad nimi jak wielka ściana. 

Serce  podeszło  jej  do  gardła.  Wzięła  głęboki  oddech, 

próbując się uspokoić. 

Miała  nadzieję,  że  przynajmniej  z  tej  wyprawy  wyjdzie 

coś pożytecznego. Może człowiek, z  którym  miał się  spot-
kać, szuka właśnie firmy, która zaproponuje mu jakiś nowy 
pomysł marketingowy... 

W  myślach  zacisnęła  kciuki.  Byłoby  wspaniale,  gdyby 

udało  się  zdobyć  coś,  co  pozwoli  Kath  wyprowadzić  ich 
agencję na właściwą drogę. Potem ze spokojnym sumieniem 
będzie mogła opuścić jacht i oddalić się od Calahana. 

W interesach wszystkie chwyty są dozwolone. 

Alex  rzucił  linę  stewardowi,  który  stał  na  pomoście  na 

rufie jachtu. 

Kiedy  po  wejściu  na  pokład  odsunął  się  i  przepuścił  ją 

przodem,  przemknęło  jej  przez  myśl,  że  zupełnie 
niepotrzebnie przypomniał sobie o dobrych manierach. Nie 
chciała  od  niego  uprzejmości  ani  żadnych  względów. 
Pragnęła wyłącznie sprawiedliwości. 

Gorzko  pożałujesz  dnia,  w  którym  zadarłeś  z  moją  ro-

dziną, obiecała mu w duchu. 

Podniosła wzrok na Calahana i zacisnęła zęby. Zdaje się, 

że nieźle się bawi, pomyślała ze złością, widząc jego 

background image

uśmiech.  Zdawał  sobie  sprawę,  że  ciekawi  ją,  do  kogo  na-
leży jacht i specjalnie się z nią drażnił. 

Salon,  do  którego  ją  wprowadził,  był  wprost  niewiary-

godnie luksusowy. Na podłodze leżał puszysty dywan, w ro-
gu stał fortepian, a z wielkich okien, wychodzących na obie 
burty, roztaczały się zachwycające widoki na zatokę. 

Kilku mężczyzn i tęga  kobieta stali  w szeregu po jednej 

stronie  pokoju  tuż  za  ustawionymi  w  pobliżu  baru  klubo-
wymi fotelami. 

-  Cieszę  się,  że  tu  jestem.  -  Calahan  opadł  na  miękkie 

siedzenie.  -  Może  najpierw  wypijemy  drinka?  A  potem 
weźmiemy się do pracy. 

Steward  skłonił  się  i  podszedł  do  baru.  Pozostali  nadal 

stali bez ruchu. 

-  Na co masz ochotę? - zwrócił się Calahan do Jess. 
Przeniosła spojrzenie ze stojących bez ruchu osób na 

Aleksa.  Rozpaczliwie  próbowała  zebrać  myśli,  starając  się 
pojąć znaczenie jego zażyłości z załogą jachtu. 

-  Przede wszystkim chciałabym się dowiedzieć, co tu się 

dzieje. Z kim masz się tu spotkać? 

Calahan wskazał dłonią zebranych ludzi. 

Na  miłość boską! Kto wybrałby się  w taką podróż tylko 

po  to,  żeby  zobaczyć  się  z  czyimś  personelem?  Podniosła 
gwałtownie głowę, gdy wreszcie dotarło do niej, co miał na 
myśli. 

-  To  twój  jacht  -  krzyknęła,  czując,  że  serce  w  niej  za-

miera. 

Przytaknął, uśmiechając się szeroko. 

background image

-  Przyciągnąłeś  mnie  aż  tutaj,  żeby  pochwalić  się  swoją 

wielką  łodzią?  -  Jej  mordęga,  nadzieja  na  odegranie  się  na 
potężnym konkurencie i marzenia o podebraniu mu dobrego 
klienta okazały się złudne. 

-  Nie  wszystko  robię  z  myślą  o  tobie.  Przyjechałem  tu, 

żeby wydać dyspozycje dotyczące sobotniego przyjęcia. 

 

-  Chodzi o interesy? 
-  Też, lecz również o przyjemność. 

Kiwnęła  głową.  Kath  z  pewnością  zgodziłaby  się  wziąć 

na  siebie  rolę  muchy  na  ścianie,  żeby  móc  wejść  na  to 
przyjęcie. 

-  Czy moglibyśmy na chwilę zostać sami z panną Thom-

pson?  -  Jego  głos  był  miękki,  głęboki  i  jak  na jej  gust  zbyt 
seksowny. - Dziękuję. 

Jess przyglądała się, jak służący opuszczają salon. Ucisk 

w  piersi  utrudniał  jej  oddychanie.  Przecież  to  absurdalne! 
Uciekła z biura, w którym pracowały setki ludzi, żeby zna-
leźć  się  pośrodku  zatoki,  na  jachcie,  gdzie  było  zaledwie 
pięć osób załogi. 

Rozejrzała  się  wokół.  Musiała  wymyślić  coś,  czym  mo-

głaby  go  wkurzyć...  Cokolwiek,  żeby  z  jego  spojrzenia 
zniknął ten niepokojący błysk. 

-  Przepraszam  za  wyciąganie  pochopnych  wniosków 

-powiedziała,  składając  ręce.  Przestronny  salon  nagle  wy-
dawał  się  zmniejszać,  jej  płuca  były  ściśnięte,  w  żołądku 
czuła  dziwne  łaskotanie.  -  Powiedz  mi,  czy  przywozisz  tu 
swoje dziewczyny? 

Skinął głową potakująco i odebrał drinka od stewarda. 

background image

-  Nie  pomyśl  tylko,  że  nie  doceniam  twojego  gestu. 

-Także  wzięła  swojego  drinka,  nie  zastanawiając  się  nawet, 
co  jest  w  szklance.  Wypiła  duży  haust  i  na  chwilę  straciła 
oddech.  Nie  przestawaj  mówić,  nakazała  sobie  w  duchu.  - 
Jestem  przekonana,  że  tak  samo  jak  na  mnie,  na  twoich 
kobietach  ogromne  wrażenie  robi  twój  majątek  i  wystawny 
styl życia... szkoda, że to tylko rekompensata. 

-  Za co? 
-  Skąd mam wiedzieć? - Uniosła brwi i podeszła do okna. 

- Chociaż mogłabym się założyć, że starasz się w ten sposób 
ukryć jakieś braki osobowości. 

Zerwał się na nogi. 

-  Co takiego? 

Odwróciła się twarzą do niego. 

-  Nie masz nic do zaoferowania poza pieniędzmi i pozy-

cją społeczną. To oczywiście wystarczy, gdy chodzi o krót-
kotrwałe  romanse,  ale  nie  wtedy,  gdy  przychodzi  do  po-
ważnego związku. 

Stał bez słowa, patrząc na nią uważnie. 

-  Dlatego  właśnie  nie  możesz  zatrzymać  kobiety  i  tak 

szybko je  zmieniasz.  Dlatego też  zamiast pomyśleć  o uczu-
ciu, musisz uciekać się do wywiadów w czasopismach, żeby 
znaleźć żonę. 

-  Naprawdę?  -  warknął,  podchodząc  bliżej.  -  Co  daje  ci 

prawo... ? 

Uśmiechnęła się szeroko, ignorując niebezpieczeństwo. 
-Ty. 

Zatrzymał się gwałtownie i przeczesał palcami włosy. 

background image

-  Jak to ja? 

-  Przecież  sam  utrzymujesz,  że  to  z  twojej  winy  wszyst-

kie związki są płytkie i bez znaczenia. 
-  A gdybym poważnie potraktował jakąś kobietę... ? 

Patrzyła  na  niego  zdumiona.  Na  miłość  boską!  Czyżby 

rozmawiała  z  idiotą?  Czy  możliwe,  że  naprawdę  tego  nie 
rozumie? 

Podeszła bliżej i stuknęła go palcem w pierś. 

-  Powinieneś  ją  uwodzić.  Nie  za  pomocą  jachtów,  limu-

zyn i szastania pieniędzmi. Musisz spędzać z nią czas, roz-
mawiać,  chodzić  na  długie  spacery  i  spokojne  kolacje,  bez 
wymyślnych  rekwizytów.  Ważne  jest,  żebyś  dzielił  z  nią 
tyle, ile tylko możesz. 
-1 to wszystko? 

-  Nie.  Do  diabła,  Calahan!  Czy  ty  nigdy  nie  dopuściłeś 

żadnej kobiety do swoich spraw? Nie zabrałeś do domu na 
romantyczną kolację? Nie przedstawiłeś rodzicom? Nie po-
kazałeś,  że  w  twoim  życiu  jest  dla  niej  miejsce  i  że jest  ci 
potrzebna? 

Jego wargi rozciągnęły się w uśmiechu. 

-  Widzę, że jesteś romantyczna. 

Pokręciła  głową,  czując,  że  jeszcze  chwila,  a  serce  wy-

skoczy jej z piersi. 

-  Nie mówimy o mnie. 
Calahan oparł się o fotel. 
-  Ale jesteś kobietą, więc chyba wiesz, o czym mówisz. 
-  O rety, dzięki. 
-  No to chyba już rozumiem. - Calahan zatarł ręce. 

background image

Spojrzała  na  niego  niepewnie,  czując,  że  robi  jej  się 

zimno.  Czy  to  znaczy,  że  nie  będzie  jej  już  potrzebował? 
Boże, przecież jeszcze nie zdobyłam tego, co zamierzałam, 
pomyślała przerażona. 

Tylko jak po tym, co mu nagadała, ma go przekonać, że 

powinna przy nim zostać? 

Chociaż, czy na pewno tego chciała? 

background image

ROZDZIAŁ SZÓSTY 

 
Ten  wydatek  bez  wątpienia  bardzo  mu  się  opłacił. 

Dziewczyna  okazała  się  niesamowita,  chociaż  też 
niewiarygodnie 

irytująca.  Od  lat  nie  spędził  tak 

przyjemnych chwil. 

Może  tylko  trochę  za  bardzo  dał  się  ponieść  emocjom, 

zbyt  na  nią  naciskał,  ale  efekt  mówił  sam  za  siebie.  Przez 
ostatnie pięć minut dowiedział się o niej więcej niż w ciągu 
całej godziny. 

Już wcześniej dostrzegł, że była inna od wszystkich jego 

przyjaciółek i jego wysiłki, by za pomocą limuzyny i jachtu 
osłabić jej opory, okazały się daremne. 

Machinalnie pogładził się po brodzie. Kobiety, z którymi 

spotykał się do tej pory, jakoś nie miały nic przeciwko jego 
majątkowi... Ale też żadna z nich nie była tą, której szukał. 

Wiedział,  że  w  jego  postępowaniu  tkwi  jakiś  błąd,  któ-

rego nie potrafił uchwycić. Jednak czy Jess rzeczywiście ma 
rację?  Czy  dlatego  jego  związki  z  kobietami  były  takie 
powierzchowne, bo tylko to im oferował? 

Niemożliwe, żeby to było takie proste. 
Zresztą... To przecież nie jego wina, że wszystko, co 

background image

miał, było takie imponujące i robiło wrażenie  na  kobietach, 
które go pociągały. 

Spuścił  wzrok  na  swoje  dłonie,  czując,  jak  ogarnia  go 

smutek. Zdaje się, że niepotrzebnie jej przerwałem, pomyślał 
z  żalem.  Gdyby  pozwolił  jej  mówić  dalej,  mógłby  się 
dowiedzieć  znacznie  więcej.  Tyle  że  każdą  jej  uwagę 
odbierał jak cios w serce. 

Podniósł wzrok na Jess, która wciąż stała przy oknie. Po-

czuł zażenowanie, gdy napotkał jej szacujące spojrzenie. 

O czym myślała? 

Niespokojnie  przestąpił  z  nogi  na  nogę.  Może  zastana-

wiała się, jak mu powiedzieć, że jest płytkim człowiekiem? 
Albo nad kolejną kąśliwą uwagą? 

-  Mam wrażenie, że mogłabym ci jeszcze trochę pomóc - 

odezwała się. Jej głos był słodki jak miód. 

Założył ręce na piersiach, szykując się do odparcia ataku. 

Ta słodycz wydała mu się podejrzana. Co ona kombinuje? 

-  Tak  sądzisz?  -  spytał  ostrożnie.  A  jeśli  uznała,  że  on 

także  mógłby  jej  pomóc?  Z  pewnością  przydałoby  jej  się 
jakieś  lekarstwo,  żeby  poradzić  sobie  z  awersją  do  męż-
czyzn... 

-  Bez  wątpienia  -  odparła  stanowczo.  -  Nie  ma  powodu, 

żeby teraz przerywać. Możemy się zastanowić nad różnymi 
scenariuszami  randek,  przećwiczyć  twoje  rozmowy  z 
partnerką...  Podpowiem  ci,  co  zrobić,  żeby  to  brzmiało 
szczerze. 

Kiwnął  głową, czując dreszcz podniecenia. Najwyraźniej 

Jess pomyślała, że już nie będzie chciał korzystać z jej 

background image

pomocy. Nawet do głowy jej nie przyszło, że jej potrzebuje... 
to znaczy jej porad... wręcz rozpaczliwie. 

-  Chyba masz rację - rzucił od niechcenia, choć jego ciało 

ogarnął płomień. 

-  Skoro już tu jestem... Nie zaszkodzi chyba, jeśli zostanę 

z  tobą  jeszcze  kilka  godzin?  -  mówiła  z  przejęciem.  - 
Wydaje  mi  się,  że  będę  w  stanie  ci  pomóc.  Zresztą  i  tak 
zamierzałam poświęcić ci cały dzień... 

-  Bardzo  miło  z  twojej  strony  -  zakpił.  Opuścił  głowę, 

żeby ukryć uśmiech. Zastanawiał się, o co jej chodzi. Może 
potrzebuje  pieniędzy?  Albo  jej  również  spodobało  się  takie 
wyzwanie. - Tylko nie chciałbym ci sprawiać kłopotu. 

-  To  żaden  kłopot.  -  Posłała  mu  sztywny  uśmiech.  -Dla 

mnie to niezła próba charakteru. 

No tak, pomyślał. Jasne. Usiadł w fotelu, odchylił się na 

oparcie i przymknął oczy. On też może potraktować to jako 
próbę...  Sprawdzi,  czy  uda  mu  się  pomóc  Jess  w  życiu 
uczuciowym  w  takim  samym  stopniu,  w  jakim  ona  pomoże 
jemu. 

Poczuł  rozdrażnienie  na  myśl  o  tym,  że  Jess  mogłaby 

mieć  chłopaka.  Wciąż  nie  umiał  zapomnieć  o  rozmowie, 
jaką  prowadziła,  gdy  jechali  w  stronę  portu.  Tylko  czy 
dziewczyna  pracująca  dla  ruchu  Kobiety  przeciw 
Donżu-anom mogła się związać z mężczyzną? 

Podejrzewał,  że  był  to  wybieg,  aby  trzymać  go  na  dy-

stans.  Jednak  musiał  mieć  całkowitą  pewność.  No  bo  jaki 
sens próbować jej pomóc, jeśli tego nie potrzebowa 

background image

ła?  Albo,  co  gorsza,  jeżeli  w  domu  ma  mężczyznę,  który 
wręcz potęguje jej gorycz? 

Mimowolnie  zacisnął  pięści.  Jess  zasługiwała  na  coś 

lepszego.  W  jej  życiu  powinien  pojawić  się  mężczyzna, 
który ją będzie kochał. Tak jak on zaplanował, że pojawi się 
w życiu Natashy Bradford-Jones. 

Natasha  była  piękna, utalentowana  i  miała  klasę. Uznał, 

że jest dla niego stworzona i dlatego postanowił, że zostanie 
jego żoną. 

Od  chwili,  gdy  ogłosiła  swoje  zaręczyny  z  Carlem 

Tan-nersonem, nie mógł przestać o niej myśleć. Byli razem 
na studiach i z pewnością zaczęliby się spotykać, gdyby nie 
to, że jego były kumpel sprzątnął mu ją sprzed nosa... 

Natasha uosabiała wszystko, czego mężczyzna oczekiwał 

od żony. 

Kiedy  w zeszłym  miesiącu zerwała  zaręczyny z  trzecim 

już  od  czasów  Carla  narzeczonym,  Alex  nagle  dostrzegł 
swoją szansę. Teraz wreszcie mogła należeć do niego. Jed-
nak  bał  się,  że  ją  straci,  jeżeli  będzie  się  zachowywał  jak 
niepoprawny  donżuan.  Musiał  mieć  pewność,  że  ją  zdo-
będzie. I właśnie Jess mogła mu to zagwarantować. 

Uwodzenie Natashy jawiło mu się jak piękna romantycz-

na muzyka. Szczere uczucie, wystawne kolacje, spacery... 

Będzie  się  musiał  zorientować, jakie  są  ich  wspólne  za-

interesowania,  zastanowić,  co  może  jej  zaoferować.  Z  po-
mocą Jess zdoła nad tym zapanować... Tak jak panował nad 
innymi dziedzinami swojego życia. 

Jess... Uniósł powieki i zmierzył spojrzeniem swoją na 

background image

uczycielkę.  Ktokolwiek  ją  tak  wkurzył,  wyświadczył  mu 
ogromną przysługę. W tym momencie przyda  mu się  każda 
uwaga  krytyczna.  Musiał  konsekwentnie  dążyć  do  celu, 
wykorzystując  wszystko,  co  możliwe,  żeby  przekonać  do 
siebie tę jedną jedyną kobietę. 

-  No  to  zaczynamy.  -  Nacisnął  dzwonek  przy  fotelu.  - 

Postanowiliśmy  z  panną  Thompson  zostać  na  lunchu 
-zwrócił się do stewarda, który stanął w drzwiach.  - Możesz 
wszystko przygotować, John? 

-  Zostać tutaj? - W głosie Jess dało się słyszeć napięcie. 

-  Tak.  -  Podszedł  do  okna  i  zapatrzył  się  na  zatokę. 

Przyszło mu do głowy, że mógłby pozbyć się swojej załogi, 
podnieść  kotwicę  i  wypłynąć  na  pełne  morze.  Wtedy 
naprawdę byliby sami. - To chyba idealne miejsce do nauki? 

Uśmiechnął  się  uspokajająco,  gdy  pokręciła  niepewnie 

głową. Z pewnością nie podejrzewała, co wymyślił... Prawdę 
mówiąc,  sam  nie  bardzo  rozumiał,  skąd  się  wzięło  to 
pragnienie, żeby jej pomóc. 

Do  tej  pory  podejmował  się  tylko  tych  zadań,  których 

wyniku  był  całkiem  pewien.  Nie  znosił  porażek.  Teraz  też, 
żeby odnieść sukces, gotów był zrobić wszystko. 

Absolutnie wszystko. 

 
Jess  nagle  ogarnęła  panika.  Została  nauczycielką  sztuki 

uwodzenia,  a  jej  uczniem  miał  być  człowiek,  którego  nie-
nawidziła najbardziej na świecie. 

Już samo przebywanie w towarzystwie Calahana wyda 

background image

wało  się  koszmarne,  a  co  dopiero  instruowanie  go  w  spra-
wach życia uczuciowego. 

Całkiem  łatwo  było  mu  wygarnąć,  że  jest  aroganckim 

playboyem,  ale  uczyć  go,  jak  ma  uwodzić  kobietę...  Po 
diabła się z tym wyrwała? 

Przycisnęła  dłonie  do  brzucha  i  oparła  się  o  szybę.  Do-

brze wiedziała, dlaczego... 

Pomyślała  o  błyszczących  niebieskich  oczach  Calahana, 

które  zdawały  się  tyle  obiecywać...  O  jego  głębokim  aksa-
mitnym głosie... O silnych dłoniach... 

Poczuła, że robi się jej gorąco. Jego dotyk był taki przy-

jemny. .. 

-  Nie  mogę  tu  zostać  -  powiedziała  pospiesznie,  trzy-

mając rękę na żołądku. 

-  Źle się czujesz?  - Calahan natychmiast znalazł się przy 

niej. 

Pokręciła  głową.  Zamiast  skupiać  się  na  wadach, 

zwracam  uwagę  wyłącznie  na  jego  zalety,  pomyślała 
zażenowana. 

Przecież  to  człowiek,  który  zrujnował  jej  rodzinę.  Za-

służył  na  wszystko,  co  najgorsze  -  tortury,  ból,  cierpienie. 
Nieważne  są  jego ładne  oczy, ani to, jak się  czuła, gdy się 
do niej uśmiechał. 

-  Chcę zejść na ląd - wybuchnęła. 

-  Przeszkadza ci kołysanie jachtu? - spytał, kładąc rękę na 

jej  ramieniu.  -  John,  przynieś  pannie  Thompson  wody  i 
może jakieś herbatniki. 

Ciepło  jego  dłoni  zdawało  się  rozchodzić  po  całym  jej 

ciele. I jak miała sobie z tym poradzić? 

background image

Zesztywniała,  próbując  się  opanować.  Czemu  jej  zdra-

dzieckie ciało nie reagowało zgodnie z jej odczuciami i nie 
chciało  pamiętać,  kim  on  jest?  Czy  świadomość  tego,  co 
zrobił  i  przeświadczenie  o  tym,  co  ona  powinna  teraz  zro-
bić, żeby mu odpłacić, nie były dostatecznie silne? 

-  Moja mama też tak reagowała na huśtanie  - powiedział 

Alex.  Jego  głos  brzmiał  ciepło  i  łagodnie.  -  Czasami  była 
naprawdę chora... 

Choroba morska? Dobrze by było. Ale jacht był ogrom-

ny, a ruch wody w zatoce prawie niezauważalny. Widywała 
większe  fale,  gdy  łowiła  ryby  z  łódki  wielkości  puszki 
sardynek. 

Calahan  delikatnie  głaskał  ją  po  ramieniu,  co  pogłębiło 

jej niepokój. 

Podniosła  rękę,  powstrzymując  stewarda  przed  wyko-

naniem  prośby  Aleksa.  Na  myśl  o  tym,  że  miałaby  zjeść 
cokolwiek  -  choćby  tylko  herbatniki  -  kiedy  on  będzie  na 
nią  patrzył  tymi  zmysłowymi  niebieskimi  oczami,  znów 
poczuła nieprzyjemne łaskotanie w żołądku. 
-  Czy moglibyśmy po prostu wrócić do biura? 

-  Jasne.  -  Calahan  zabrał  rękę  i  machinalnie  poprawił 

krawat. - Oczywiście. Nie zdawałem sobie sprawy... 

Podniosła głowę. 

-  Będę  się  tam  czuła  swobodniej.  -  Z  pewnością  też  ła-

twiej będzie opanować niepokój, jaki ją trawił. 

W  dodatku  w  biurze  zdoła  znaleźć  dla  siebie  jakiś 

smaczny  kąsek.  Jeśli  nie  dowie  się  niczego  od  Calahana, 
poszuka kogoś, kto jej w tym pomoże. 

background image

Alex kiwnął głową. 

- Muszę jeszcze porozmawiać z załogą o sobocie. Zajmie 

mi to tylko kilka  minut.  Może lepiej ci będzie  na  świeżym 
powietrzu? - zaproponował, patrząc na nią z niepokojem. 

No  właśnie,  pomyślała.  Przecież  spokojnie  mógłby  wy-

dać  wszystkie  instrukcje  dotyczące  przyjęcia  przez  telefon, 
ale  nie...  Za  wszelką  cenę  próbował  jej  zaimponować. 
Chyba  faktycznie  chciał  się  zmienić,  ale  czy  w  tym  celu 
musiał wpakować ją do limuzyny i wieźć na jacht? 

Wyszła  na  zalany  słońcem  pokład,  w  zadumie  przygry-

zając wargę. Czy naprawdę sądził, że nie ma nic innego, co 
mógłby zaoferować kobiecie? 

Stanęła przy relingu i zapatrzyła się na łodzie. To smut-

ne, że nie udało mu się stworzyć prawdziwego związku. 

Kath  chyba  nie  miała  racji,  twierdząc,  że  to  całe  po-

szukiwanie  narzeczonej  jest  wyłącznie  chwytem  rekla-
mowym. Wszystko, co Calahan robił i mówił, świadczyło o 
tym, że  naprawdę  zamierza się  zmienić, choć  dość  opornie 
przyjmował jej uwagi. 

Zresztą,  co  ją  to  obchodzi?  Nie  będzie  mu  przecież 

współczuć.  Tym  bardziej  że  wobec  niej  też  próbował 
stosować  swoje  uwodzicielskie  sztuczki.  Robił  to  z 
drażniącą  pewnością  siebie,  zupełnie  jakby  sądził,  że 
wywrze na niej wrażenie. 

Nie  miał  na  to  szans...  Wiedziała  przecież,  że  w 

kobietach  widział  tylko  eleganckie  uzupełnienie  stroju, 
dodatek,  który  wykorzystywał,  żeby  lepiej  wyglądać  i 
dobrze się poczuć. 

Odsunęła  myśl,  że  jego  dziewczyny  również  go  wyko-

rzystywały, dokładnie w tym samym celu. 

background image

Przechyliła się nad barierką, patrząc na niebieskie wody 

zatoki.  Trzeba  przyznać,  że  był  niesamowity.  Tyle  że  zbyt 
bezczelny. 

Uśmiechnęła  się  do  swoich  myśli.  W  tym  będzie  mogła 

mu  pomóc.  Do  wieczora  Calahan  zrozumie,  że  nie  jest 
pępkiem  świata  i  dostrzeże,  że  kobiety  to  coś  więcej  niż 
tylko piękne trofea... 

A także to, że jedna z nich wystawi go do wiatru! 

background image

ROZDZIAŁ SIÓDMY 

 

-  Jaki  był  najbardziej  romantyczny  gest,  który  wykonał 

dla  ciebie  mężczyzna?  -  spytał  Calahan,  gdy  wsiedli  do 
windy, która zdaniem Jess była o wiele za mała i na pewno 
zbyt powolna. - Myślę, że to mogłoby mi pomóc... 

I  co  teraz?  -  pomyślała  z  niepokojem.  Z  pewnością  nie 

miała  ochoty  dzielić  się  z  nim  intymnymi  szczegółami  ze 
swojego życia. I tak już za bardzo się zdradziła, gdy byli na 
jachcie,  może  nawet  dała  mu  do  zrozumienia,  jak  na  nią 
działa. W żadnym wypadku nie powinna sobie pozwolić na 
coś  takiego.  I  bez  tego  był  wystarczająco  zarozumiały.  A 
poza tym miała go przecież nienawidzić. 

Dostrzegła,  jak  błyszczą  jego  oczy,  a  kąciki  ust  unoszą 

się w zachęcającym uśmiechu. 

Gdyby zależało jej na intymności, pozwoliłaby się uwo-

dzić podczas lunchu na tym głupim jachcie. 

Spojrzała  na  drzwi  windy,  starając  się  zlekceważyć 

zniewalający  zapach  jego  wody  toaletowej.  Czuła  się  nie-
zręcznie,  bo  od  chwili  zejścia  z  jachtu  był  dla  niej  uprze-
dzająco grzeczny. Ale co z tego? I tak nie zamierzała się 

background image

poddać.  Zrobi,  co  tylko  będzie  trzeba,  żeby  spełnić  swoje 
zamierzenia. 

-  Myślę, że powinniśmy raczej skoncentrować się na tym, 

co  ty  robisz,  zamiast  zajmować  się  mną  -  powiedziała 
zdecydowanie. 

-  Nie  uważasz,  że  to,  co  działa  na  ciebie,  może  też  po-

dobać  się  innym  kobietom?  Co  robi  mężczyzna  twojego 
życia, żeby cię chwycić za serce? 

-  Mężczyzna  mojego  życia?  -  powtórzyła,  marszcząc 

brwi. Co on znowu wymyślił? 

-  No... Ten, z którym rozmawiałaś przez telefon. - Patrzył 

na  nią,  mrużąc  oczy.  -  Domyślam  się,  że  musiał  dołożyć 
starań, żeby cię zdobyć. Jesteś piękną kobietą. 

Spojrzała  na  niego  nieufnie.  Zaniepokoiło  ją,  że  kom-

plement sprawił jej taką przyjemność. O nie! Trzeba zdusić 
tę reakcję w zarodku. 

-  Zachowaj  komplementy  dla  kogoś,  komu  sprawią 

przyjemność. 

Patrzył na nią z uśmiechem. 

-  Nawet  jeśli  w  przeszłości  jakiś  skończony  idiota  cię 

skrzywdził, jestem pewien, że... 

Serce  zaczęło  mocniej  bić  w  piersi,  krew  odpłynęła  z 

twarzy.  Czyżby  kazał  ją  sprawdzić?  Czy  możliwe,  że  do-
wiedział  się,  co  Dean  jej  zrobił?  Odkrył,  czyją  jest  córką  i 
bawił się z nią w kotka i myszkę? 
-  Skąd ci to przyszło do głowy? Alex 
wzruszył ramionami. 
-  Ta organizacja, do której należysz, nazywa się Kobie 

background image

ty  przeciw  Donżuanom,  prawda?  To  chyba  oczywiste,  że 
musiałaś mieć jakieś złe doświadczenia? 

Uff! Odetchnęła  z  ulgą. Na  szczęście  jej sekret  był bez-

pieczny. 

-  Jednak  nie  wierzę,  że  nic  nie  czujesz,  gdy  mężczyzna 

mówi  ci,  jak  oszałamiająco  piękne  są  twoje  szmaragdowe 
oczy...  jak  słodko  wyglądają  twoje  usta,  które  wydają  się 
prosić o pocałunki... 

Zrobiło  jej  się  gorąco.  Jak  by  to  było  przytulić  się  do 

niego  i  poczuć  jego  zmysłowe  usta  na  swoich  wargach? 
Pospiesznie odsunęła te niepokojące myśli. 
-  Zapewniam cię, że o nic nie proszą. 
-  Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym... 

Czuła, że policzki ją palą. Czy naprawdę jej uroda zrobiła 

na nim takie wrażenie, że nie mógł nad sobą zapanować? 

-  Aż  tak  ci  zależy  na  tym,  by  przyciągnąć  uwagę  -  po-

wiedziała najbardziej lodowatym tonem, na jaki było ją stać 
-  że  musisz  uwodzić  każdą  kobietę,  która  znajdzie  się  w 
pobliżu? 

-  Skądże  znowu.  Chciałem  tylko  poćwiczyć,  tak  jak  mi 

radziłaś. 

Z  trudem  powstrzymała  przekleństwa,  które  cisnęły  się 

jej na usta. Co za bezczelny typ! Jakby nie wystarczyło, że 
musiała wytrzymać z nim przez cały dzień, to jeszcze miała 
znosić jego idiotyczne żarty. 

-  No  to  nie  rób  tego.  Zresztą  ja  próbuję  cię  nauczyć,  że-

byś przestał uwodzić kobiety bez sensu. 

background image

-  Zgadza  się.  -  Drzwi  się  rozsunęły  i  Calahan  wyszedł  z 

windy.  -  Ale czy jesteś pewna, że twoje usta o nic nie pro-
szą? - rzucił, po czym odwrócił się i ruszył korytarzem. 

Szła  za  nim,  zmuszając  nogi  do  posłuszeństwa.  Żeby 

jeszcze krew nie burzyła się tak w żyłach, pięści trochę się 
rozluźniły, zęby przestały się zaciskać... 

Ten facet nie był człowiekiem. To diabeł przysłany, żeby 

ją dręczyć. Ale, na Boga, ona wcale nie musiała okazać się 
aniołem! 

 
W gabinecie czekał na niego Lucas. Po jego minie można 

było poznać, że przedpołudnie nie minęło mu ani w połowie 
tak przyjemnie, jak Aleksowi. 
-  Co się dzieje? - spytał Calahan. 

Lucas bez słowa patrzył ponad ramieniem przyjaciela. 

Alex odwrócił się i spojrzał na Jess. Była najbardziej 

intrygującą kobietą na świecie. I jego największym wy-
zwaniem... 

-  Z  pewnością  masz  ochotę  na  kawę,  Jess  -  odezwał  się, 

próbując zignorować uczucie, jakie budziły w nim jej pew-
ność siebie, oszałamiająca uroda i te błyszczące szmaragdo-
we oczy. - Tu niedaleko jest kuchenka. Trzecie drzwi po le-
wej stronie. 

O czym tak rozmyśla? - zastanawiał się, patrząc na nią ze 

zdumieniem.  Jeszcze  przed  chwilą  przysięgała,  że  w  ogóle 
nie zwraca na niego uwagi, a teraz sprawia wrażenie, jakby 
nie miała ochoty go zostawiać... 

-  Jeżeli się zgubisz, poproś panią Samuels. Muszę kilka 

background image

minut poświęcić pracy, a potem będziemy mogli znów zająć 
się moją osobą. 

Uśmiechnęła się z wyraźnym wysiłkiem. 

-  Nie mogę się doczekać. 

Sarkazm w jej głosie pomógł mu się opamiętać. Trudno. 

.. Trzeba będzie oderwać od niej wzrok i pogodzić się z rym, 
że  musi  wytrwać  kilka  minut  bez  jej  kąśliwego  języczka  i 
przenikliwych oczu. 

-  Ludzie  z  CG&A  zwlekają  z  podpisaniem  kontraktu 

-powiedział Lucas, gdy drzwi zamknęły się za Jess. 

Alex opadł na krzesło. 

-  W ogóle nie rozumiem tej kobiety. 

-  Najpierw mówią, że chodzi o jeden punkt, zaraz potem, 

że o jakiś inny. Obawiam się, że mimo naszych znakomitych 
pomysłów  na  ich  kampanię,  szukają  innego  rozwiązania. 
Jakiejś  tańszej  firmy,  która  nie  naciskałaby  tak  bardzo  na 
klauzulę lojalności. 

Alex podniósł ręce i przeciągnął palcami po włosach. 

-  Przez  nią  kompletnie  mąci  mi  się  w  głowie.  W  jednej 

chwili mówi mi, co robię źle, a minutę później wymyśla mi, 
że jestem sobą... 

-  Wydaje mi się, że powinniśmy dorzucić jakąś specjalną 

zachętę - ciągnął Lucas. 

-  Zachętę,  żeby  mnie  polubiła?  -  Alex  zmarszczył  brwi. 

Czym  jeszcze  mógł  ją  zachęcić?  Nie  zaimponował  jej  pie-
niędzmi,  limuzyną, jachtem ani pozycją  w świecie biznesu, 
więc  jak, na  Boga,  miał się  przedrzeć przez  mur, jakim się 
otoczyła? 

background image

A  tylko  tak  mógł  ją  zmusić,  by  wreszcie  zaczęła  do-

strzegać mężczyzn. 

-  Mówiłem  o  bodźcach,  które  mogłyby  zachęcić  CG&A 

do podpisania z nami umowy. 

-Bodźce...  tak...  -  mruknął  Alex,  zastanawiając  się  nad 

możliwymi rozwiązaniami. Może Jess miała rację w tym, co 
mówiła. Może faktycznie był zbyt płytki. A może niektóre z 
jej rad dałoby się wykorzystać przy niej... 

Gdyby je zastosować, żeby obudzić jej serce... 

-  Właśnie - przytaknął Lucas. - Sobotnie przyjęcie to zna-

komity  pomysł...  Wszyscy  lubią  być  rozpieszczani.  Jednak 
przede wszystkim musimy włożyć więcej pracy w tę kampa-
nię.  Dodać  coś  zaskakującego, jakieś  nowatorskie  pomysły, 
które porwą ich tak, że będą się bić o ten kontrakt. 

Alex podniósł wzrok na przyjaciela. 

-  Świetny pomysł, Lucas. Każ ludziom siadać do pracy. 

-  Przesunął papiery na biurku. - Jakieś nowatorskie pomysły. 
..  Coś,  co  sprawi,  że  zacznie  zabiegać  o  mężczyzn...  że 
zrezygnuje z tej lodowej bariery, odtaje. - A najlepiej, gdyby 
odtajała w jego ramionach. Zrobiło mu się gorąco na myśl o 
tym, jak smakowałyby jej usta, jak dobrze byłoby przytulić 
jej miękkie, zmysłowo zaokrąglone ciało, przesunąć po nim 
dłonie. 

Otrząsnął się z zamyślenia. 

-  Muszę  się  o  niej  dowiedzieć  wszystkiego,  co  tylko 

możliwe. Także to, czy w jej życiu jest jakiś mężczyzna. 
-  Nie chciał popełnić błędu. I w żadnym wypadku nie życzył 
sobie jakiegoś faceta na scenie. 

background image

To  wcale  nie  znaczy,  że  mnie  to  obchodzi,  pomyślał, 

starając  się  stłumić  ogarniający  go  niepokój.  Te  wszystkie 
informacje  były  mu  potrzebne,  żeby  wykonać  swoje 
zadanie... 

Lucas zapisał coś w notesie. 

-  Zajmę  się  tym.  Chciałbym  tylko  sprawdzić,  czy 

wszystko  dobrze  rozumiem.  Wynająłeś  tę  dziewczynę,  bo 
miała  ci  powiedzieć,  jakich  błędów  powinieneś  unikać  w 
związkach  z  kobietami,  żeby  przestały  cię  traktować  jak 
chodzący  portfel.  Więc  dlaczego  teraz  zamierzasz  dowie-
dzieć się wszystkiego o niej? Chcesz się z nią przespać? 
-  Nie - warknął Alex, porządkując biurko. Lucas 
przygładził brodę. 

-  Nawet przez chwilę o tym nie pomyślałeś? Cholera, po 

tej królowej lodu mógłbyś zdobyć każdą kobietę. 

Alex  się  zadumał.  Nie  sposób  było  nie  zauważyć,  że  to 

ma sens. 

-  Natasha byłaby znakomitą partnerką na sobotę  - mówił 

Lucas.  -  Wśród  tej  hałastry  z  CG&A  wyglądałbyś  zna-
komicie  z  taką  kobietą  u boku. Najpierw jednak  musiałbyś 
zakończyć sprawę z Jess. 

Alex zacisnął zęby, czując, jak oblewa go fala gorąca. 

-  Nie. To chyba nie jest dobry pomysł. 

-  Jeśli  ty  nie  chcesz  podjąć  się  tego  wyzwania...  -  Lucas 

pochylił się do przodu, patrząc z napięciem na przyjaciela. 

-  Nie  -  rzucił  szorstko,  próbując  zrozumieć,  czemu  jego 

ciałem wstrząsnął lodowaty dreszcz. W końcu wzruszył 

background image

ramionami.  -  Ja  zajmę  się  panną  Jess  Thompson  i  jej  nie-
chęcią do mężczyzn, a ty skoncentruj się na CG&A. 

Podszedł  do  okna  i  zapatrzył  się  na  panoramę  Sydney, 

walcząc z ogarniającym go podnieceniem. 

Nie, to nie była kobieta dla niego. 

Wybrał już doskonałą partnerkę i nie zamierzał poświęcić 

idealnego życia, jakie planował z Natashą. Za nic w świecie. 

To dziwne uczucie, jakie go ogarniało, wynikało po pro-

stu  z  tego,  że  Jess  stanowiła  wielkie  wyzwanie...  Z  pew-
nością  nie  miało  nic  wspólnego  z  jej  szmaragdowymi 
oczami, uśmiechem, pasją, jaką słyszał w jej głosie. 

Odwrócił się w stronę pokoju. 

Lucas stał przy drzwiach. Jego usta  rozciągnięte  były  w 

uśmiechu, w oczach pojawił się błysk, jakby już wyobrażał 
sobie, co zrobiłby z Jess, gdyby dano mu szansę. 

- Tylko bądź ostrożny  - poradził Aleksowi.  -  Rozumiesz, 

wzgardzona kobieta może być niebezpieczna. 

Alex  kiwnął  głową.  Z  pewnością  była  bardzo  żarliwa. 

Ale  jeśli  skieruje  swoją  namiętność  w  niewłaściwym  kie-
runku. .. Niech Bóg ma w opiece mężczyznę, który stanie na 
jej drodze. 

background image

ROZDZIAŁ ÓSMY 

 
Jess  stała  oparta  plecami  o  drzwi  gabinetu,  próbując 

odzyskać oddech. Chciało jej się wyć. 

Dlaczego  nie  mogli  jej  zignorować?  Potraktować  jak 

fragment  umeblowania?  Gdyby  nie  zwracali  na  nią  uwagi, 
mogłaby  zdobyć  informacje,  których  potrzebowała,  i 
uwolnić się od Alexandra Calahana. 

Po powrocie  do domu przygotuję  sobie  kąpiel w pianie, 

zapalę wszystkie świeczki i jakieś kadzidełko i spróbuję za-
pomnieć o dzisiejszym dniu, obiecała sobie, patrząc w sufit. 

To  był  zaledwie  jeden  dzień.  Tylko  tyle  musiała  prze-

trwać. Dla Kath, dla siebie i dla swojego ojca. 

Kawa...  Potrzebna  jej  była  dawka  kofeiny  i  krótki 

odpoczynek od dręczącego napięcia. Wcale nie musiała tam 
z  nim  siedzieć.  Z  pewnością  nie  tęskniła  za  jego 
towarzystwem,  dociekliwymi  pytaniami  czy  zmysłowymi 
ustami. 

Był najbardziej denerwującym dra... 

- Jess? Przykro mi, że pan Calahan jest zajęty - odezwała 

się  pani  Samuels  zza  biurka.  -  Przez  kilka  ostatnich  dni 
przygotowywał wszystko, żeby dziś nikt wam nie prze 

background image

szkadzał, ale Lucas nie mógł z tym czekać. Masz ochotę na 
filiżankę kawy? 

Jess  nie  zdołała  powstrzymać  uśmiechu.  Skoro 

Cala-hanowi  tak  bardzo  zależało  na  jej  radach  i  poświęcił 
tyle czasu, żeby zorganizować ten dzień, ona również mogła 
dokończyć swoje zadanie. 
-  Ogromną! 

Starsza kobieta uśmiechnęła się łagodnie. 

-  Jest  bardzo  wymagający.  Ale  za  to  właśnie  tak  go  lu-

bimy. 
-  To ktoś go lubi? - wyrwało jej się. Pani 
Samuels zmarszczyła brwi. 

-  Pewnie  zrobił  na  tobie  złe  wrażenie.  Bardzo  poważnie 

traktuje  interesy.  Wiele  wymaga  od  siebie  i  od  wszystkich 
wokół. 

-  Czy  to  ostrzeżenie?  -  spytała,  widząc,  że  sekretarka 

podnosi  się  zza  biurka  z  miną,  jakby  chciała  skarcić 
krnąbrną uczennicę. 

-  Tak.  Bez  względu  na  to,  w  jakim  celu  cię  tu  sprowa-

dzono, będzie od ciebie wymagał najlepszych wyników. 

-  Hmm...  -  Biedny,  przystojny  Calahan.  Zanim  się  zo-

rientuje, że jej rady, chociaż  do bólu szczere, to wyłącznie 
jej prywatna  opinia, pewno nie  zawsze słuszna, ona  będzie 
daleko stąd.  A  w dodatku zabierze przynajmniej jednego  z 
jego klientów. A może więcej... 

-  Nie  bądź  dla  niego  zbyt  surowa.  To  wszystko  wynik 

jego stosunków z ojcem. 

Oby ekspres do kawy nie był zbyt daleko, modliła się 

background image

w duchu. Nie miała ochoty słuchać, jak urodzony w czepku 
facet  musiał  cierpieć,  gdy  zmuszono  go,  żeby  poszedł  w 
ślady ojca. 

-  Rozumiem - mruknęła drwiąco. Pani 
Samuels cmoknęła z dezaprobatą. 
-  Nic  nie  rozumiesz.  Jego  ojciec,  odchodząc  z  inną  ko-

bietą,  odcisnął  na  życiu  syna  trwały  ślad.  Alex  postanowił, 
że  do  wszystkiego  dojdzie  samodzielnie  i  dorówna  ojcu 
majątkiem i osiągnięciami. Chyba chciał mu udowodnić, że 
potrafi być niezależny i nic od niego nie potrzebuje. 

Jess poczuła, jak w jej gardle rośnie wielka gula. A więc 

dzieciństwo  Calahana  wcale  nie  było  usłane  różami.  Do 
wszystkiego  musiał  dojść  o  własnych  siłach.  No,  ale  to 
przecież niczego nie tłumaczy ani nie zmienia... 

Telefon na biurku nagle zadzwonił i sekretarka obejrzała 

się niespokojnie. 

-  Fred?  -  zawołała  w  stronę  korytarza.  -  Mógłbyś  za-

prowadzić pannę Thompson do kuchenki? 

Jess obróciła się na pięcie. Za nią stał wysoki, przystojny 

człowiek  o  modnie  obciętych  jasnobrązowych  włosach. 
Mógł mieć jakieś dwadzieścia kilka lat. 

-  Jasne  -  mruknął,  mierząc  ją  uważnym  spojrzeniem.  - 

Proszę tędy. 

-  Pracuje pan tutaj? - spytała. 
-  Tak,  należę  do  kierownictwa  niższego  stopnia.  -  Wy-

gładził marynarkę, chociaż wyglądała, jakby dopiero ją zdjął 
z wieszaka. - A pani jest... 

-  Ciekawa, czym się pan zajmuje - wpadła mu w słowo, 

background image

patrząc  na  niego  zalotnie.  Kath  nawet  się  nie  domyśla,  ile 
jest jej winna za ten koszmar... 

Młody człowiek zatrzymał się przy jakichś drzwiach. 

-  Tu jest kuchenka. 

-  Na  imię  mam  Jess  -  powiedziała  miękko,  podając  mu 

rękę. - Jestem konsultantką pana Calahana. 
-  Naprawdę? W jakiej sprawie? 

Z uśmiechem oparła się o drzwi. 

-  Nie  mam  prawa  o  tym  mówić,  ale  jeśli  wymieni  pan 

właściwe nazwisko, mogę przytaknąć. 
-  Chodzi o firmę Taylors? 

Serce  zabiło  jej  mocniej.  A  więc  postanowił  przystąpić 

do  zabawy...  Wiedziała,  że  Taylors  szukali  przedstawicieli 
reklamowych.  Byli  firmą  zabiegającą  o  pozycję  na  rynku. 
Kath umówiła się już z ich pracownikiem, żeby przedstawić 
projekt kampanii reklamowej dla ich najnowszego produktu. 

-  Sawtell i Collins? Bramton? Cowly? 

Patrzyła obojętnie na chłopaka, powstrzymując uśmiech. 

O  to  właśnie  chodziło.  Wymieniał  nazwy  firm,  które 
szukały agencji reklamowych. 

-  Nie?  - Fred zmarszczył czoło. Po chwili jego twarz  się 

rozpromieniła. - W takim razie to musi być... 

Jess wstrzymała oddech. 

Nadchodziło  wybawienie.  Od  Aleksa,  miernych  wyni-

ków,  przekroczonego  budżetu,  debetu  na  koncie,  cierpkich 
uwag ojca o zawodzie, jaki wybrała... 
-  Cześć, Fred. 

background image

Drgnęła, słysząc głos Calahana. 

-  Dziękuję,  że  zająłeś  się  panną  Thompson.  Możesz  już 

wracać do pracy. 

Jego  ton  przyprawił  ją  o  dreszcz.  Czy  wiedział,  co  pla-

nowała?  Wydawał  się  niezadowolony,  że  rozmawia  z  tym 
chłopakiem. 

Fred odchrząknął niepewnie. 

-  Oczywiście.  Właśnie  miałem  się  pożegnać.  -  Pospiesz-

nie ruszył korytarzem. 

Patrzyła  za  nim,  powstrzymując  pragnienie,  by  go  do-

gonić i wydusić z niego nazwę firmy. 

-  Jeszcze  nie  wzięłaś  sobie  kawy?  -  Calahan  zdawał  się 

pieścić ją wzrokiem. - Pozwól więc, że ci ją przygotuję. 

-  Ty? - Zadrżała pod wpływem jego spojrzenia. 
-  Oczywiście.  - Wszedł do  kuchennego pomieszczenia.  - 

Potrafię  zaparzyć  kawę  i  herbatę,  przyrządzić  makaron  i 
różne mrożone dania w mikrofalówce. 

-Co  za  różnorodność  talentów.  -  Uśmiechnęła  się  z 

wysiłkiem. 

-  Lepiej, żebyś była tego świadoma - odparł. 

Pod wpływem jego ciepłego uśmiechu krew uderzyła jej 

do głowy.  Zagryzła  wargi.  Już  to, jak się  poruszał,  działało 
na nią podniecająco... A jednocześnie rosło pragnienie, żeby 
dowiedzieć się o nim czegoś więcej. 

Zamarła  z  przerażenia.  Nie  może  go  polubić.  Nie  teraz, 

gdy prawie udało jej się zdobyć nazwę firmy... 

Gdyby tylko mogła pozbyć się tej dręczącej myśli, że nie 

miał wcale idealnego dzieciństwa i jest skłócony z ojcem... 

background image

-  Twoja  sekretarka  mówi,  że  w  pewnym  sensie  rywali-

zujesz z ojcem - wypaliła. 

Z twarzy Calahana zniknął uśmiech. 

-  Myślę, że nie powinnaś wtrącać się do spraw, które cię 

nie dotyczą. 

-  Dotknęłam  czułego  punktu,  co?  -  zadrwiła.  Boże,  jak 

bardzo  się  w  tej  chwili  nienawidziła!  Jednak  nie  mogła 
pozwolić, żeby znów zaczął ją czarować. To jego powinna 
nienawidzić.  -  Ale  wiesz,  kobiety  lubią  słuchać  takich 
historii. 

-  No dobra. - Podszedł do czajnika i przesunął włącznik. - 

To żadna tajemnica, że nie łączy nas miłość i że od dwóch 
lat  z  nim  nie  rozmawiałem.  Pijesz  kawę  z  cukrem  czy  z 
mlekiem? 

Zrobiło jej się przykro. Jej ojciec, chociaż był cyniczny i 

wciąż  ją  krytykował,  przynajmniej  z  nią  rozmawiał.  Boże, 
ile  kłótni  wywołała,  decydując  się  pójść  w  jego  ślady. 
Przepowiadał, że tak jak on wpadnie w pułapkę, powtarzał, 
że  są  lepsze  zajęcia  dla  kobiet,  krzyczał,  że  nie  poradzi 
sobie z takim wyzwaniem. 

Zamierzała mu pokazać, że może być z niej dumny, 

nawet gdyby miało ją to zabić. Boże, jak bardzo chciała, by 
wróciły dawne czasy, gdy jeszcze żyła mama. Czasy, gdy 
ojciec zabierał ją ze sobą do pracy, grał z nią w piłkę, 
zbudował dla niej domek dla lalek... Kiedy coś dla niego 
znaczyła. 

Jednak  mimo  wszystko  takie  kłótnie  były  lepsze  niż 

lekceważenie. 
-  Zrozumiałam, że czujesz żal do ojca po tym, jak opuś 

background image

cił  twoją  mamę.  -  Przełknęła  nerwowo  ślinę.  -  Ale  co  zy-
skasz, robiąc z siebie większego drania niż on? 

Widziała, jak poruszyły się mięśnie jego twarzy, a dłonie 

zacisnęły w pięści. Jego oczy zdawały się przewiercać ją na 
wylot. 

-  Tylko  tak  pytam.  -  Machnięciem  ręki  dała  znać,  że  jej 

słowa nie mają żadnego znaczenia. 

Boże,  co  ja  wyprawiam?  -  skarciła  się  w  duchu.  Miała 

przecież  nastawić  go  przychylnie,  a  tymczasem  zaraz  do-
prowadzi do tego, że ją stąd wyrzuci. 

Wciąż stał jak skamieniały, jakby zabrakło mu słów. 

-  Przepraszam - powiedziała. - Pomyślałam tylko, że jest 

pewne  podobieństwo.  Zostawił  ciebie  i  twoją  mamę, 
unikając  odpowiedzialności,  koniecznej  w  stałym  związku, 
a ty... 

-  Ja chcę się ożenić i założyć rodzinę. 
-  Ale czy  naprawdę chcesz  mieć żonę? Czy tylko kogoś, 

kto będzie grał taką rolę? 

Zmarszczył brwi. 

-  Pragniesz  kochanki,  przyjaciółki,  partnerki?  Czy  żony 

na pokaz? - Potrząsnęła głową, starając się wrócić myślami 
do  klienta,  którego  chciała  zdobyć.  Sądząc  z  miny  Freda, 
musiała  to  być  wielka  firma.  Ogromna.  Bogata.  Nie-
wiarygodnie zyskowna... 

Lepiej było myśleć o celu, z jakim tu przyszła, niż o bólu 

w oczach Calahana. 

Wyprostowała  się  gwałtownie,  podeszła  do  szafki  i  wy-

jęła dwa kubki. 

background image

-  To moja robota - usłyszała tuż za sobą. 

-  W  porządku  -  odparła  pospiesznie.  Jej  mięśnie  napięły 

się,  gdy  poczuła  ciepło  płynące  od  jego  ciała.  -  Jestem  w 
tym całkiem dobra. Od siódmego roku życia parzyłam kawę 
ojcu,  gdy  brał  mnie  ze  sobą  do  pracy.  Zawsze  pił  czarną  z 
trzema łyżeczkami cukru. 
-  Twój  ojciec  nie  żyje? 
Napełniła kubki kawą. 
-  Bardzo się zmienił. Teraz woli białą i bez cukru. 

-  Dlaczego? 

Łzy  napłynęły  jej  do  oczu.  Chyba  wolałaby,  żeby  przy-

czyną był zły stan zdrowia. Wtedy z pewnością łatwiej by-
łoby mu pomóc. 

-  Zapewne  uważa,  że  nie  zasługuje  na  wspaniały  aromat 

kawy i nie powinien sobie osładzać życia. 
-  Dlaczego? 

-  Bo  stracił  wszystko,  co  się  dla  niego  liczyło.  Żonę,  fir-

mę, godność... 
-  Miał przecież ciebie - powiedział Calahan miękko. 

Bezwiednie  przesunęła  kubeczki.  Jego  słowa  wywołały 

w  niej  przyjemne  uczucie  ciepła.  Gdyby  tylko  tata  też  tak 
myślał! 
-  Ja mu nie wystarczałam. 

Delikatnie  dotknął  jej  ramienia.  To  niesprawiedliwe, 

pomyślał  ze  smutkiem.  Jak  ojciec  mógł  ją  ignorować? 
Przecież ona także straciła wszystko. 

Ja będę inny, przyrzekł sobie w duchu. Będę doskonałym 

tatą. Nie takim jak jej ojciec. 

background image

Wciąż brzmiało mu w uszach oskarżenie, że przypomina 

swojego  ojca.  Przez  te  wszystkie  łata  uważał,  że  jest 
całkiem inny, ale Jess miała rację. Tak samo jak ojciec nie-
poważnie traktował kobiety... i tak samo jak on płacił za to 
bezwartościowymi związkami. 

Ale teraz poznał Jess i zamierzał się zmienić. 

Czy ona też miała pretensję do swojego ojca? Czy znie-

nawidziła  go  za  to,  że  ją  opuścił?  Czy  to  z  jego  powodu 
znalazła się w tym feministycznym ruchu? 

-  A  twoja  mama?  -  spytał  łagodnie,  powstrzymując 

pragnienie, by otoczyć ją ramionami. 

-  Umarła,  gdy  miałam  czternaście  lat  -  odparła  cicho, 

zupełnie  jakby  mówiła  do siebie.  -  Po jej śmierci  zamiesz-
kałam u ciotki. 
-  Twój ojciec... 

-  Nie  chciał  mieć  mnie  w  pobliżu.  Ale  ja  to  wszystko 

naprawię. - Strząsnęła z ramion jego ręce. - Moja ciocia była 
bardzo  miła,  ale  odwiedzanie  taty  co  drugi  tydzień  było 
równie straszne jak życie bez mamy. 

Potrafił  sobie  wyobrazić,  jakie  tortury  musiała  przeży-

wać, zastanawiając się, co takiego zrobiła, że ojciec oddał ją 
na wychowanie ciotce. 

Jess wzięła głęboki oddech. 

-  Jaką kawę pijesz? 

Odsunął  się  trochę,  nie  spuszczając  z  niej  wzroku.  Była 

podobna  do  niego  -  chciała  wszystko  naprawić,  pokazać 
ojcu, że popełnił błąd, że go wcale nie potrzebuje. To samo 
zamierzał udowodnić swojemu ojcu. 

background image

-  To chyba niezbyt trudne pytanie - ponagliła go. Jej głos 

brzmiał znacznie swobodniej. 

Uśmiechnął się, szczęśliwy, że podzieliła się z nim swo-

imi smutnymi wspomnieniami. 
-  Czarną z jedną łyżeczką cukru. 

-  To tak jak ja - powiedziała ostrożnie. 

Przechylił głowę, próbując zajrzeć jej w oczy. Mieli ze 

sobą więcej wspólnego, niż przypuszczał... Rozmawiała z 
nim jak z człowiekiem, nie jak z symbolem sukcesu... 
Słuchała go, widziała, jaki jest naprawdę. 

Nagle poczuł, że chciałby ją zdobyć. Potrzebował jej. 

Ta  świadomość  poraziła  go  jak  grom.  Już  nie  pragnął 

lekcji. Nie tego, by zburzyć otaczający ją mur. I z pewnoś-
cią nie Natashy Bradford-Jones. 

Lucas miał rację. Przyjęcie na jachcie znakomicie nadaje 

się  na  pierwszą  randkę  z  kobietą,  z  którą  postanowił  się 
ożenić. 

Poczuł  dreszcz  emocji.  Nie  mógł  się  doczekać  chwili, 

gdy ta idealna dziewczyna stanie u jego boku... 

background image

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY 

 

-  Kobiety  oczekują  szczerości,  a  nie  pustych  komple-

mentów,  które  rozdajesz  jak  cukierki  -  powtórzyła  Jess. 
Objęła  kubek  dłońmi  i  wyzywająco  spojrzała  na  Aleksa, 
który siedział naprzeciwko niej. 

Chyba  padłaby  trupem,  gdyby  w  jakikolwiek  sposób 

nawiązał do zwierzeń, z którymi w chwili słabości tak głu-
pio wyskoczyła. Nawet Kath nie zdradziła, że ojciec jej nie 
akceptował, więc tym bardziej ją drażniło, że opowiedziała 
o tym największemu wrogowi. 

Calahan pochylił się do przodu, opierając łokcie o kolana. 

-  Akurat  -  rzucił  drwiąco.  -  Ciekawe,  jak  miałbym 

szczerze  poinformować  ukochaną  kobietę,  że  włożyła  na 
siebie coś, w czym wygląda jak hipopotam. 

Uśmiechnęła  się.  Podobało jej  się,  że  nie  wziął  tak  bar-

dzo  do  serca  niczego,  co  powiedziała...  Zupełnie  jakby  był 
miłym, rozważnym człowiekiem. 

Nie, z pewnością nie był miły. Był jej nieprzyjacielem, a 

wrogowie nie mają serca ani uczuć i z nikim się nie liczą. 

Calahan  nie  okazał  serca,  gdy  pnąc  się  po  szczeblach 

kariery, zniszczył firmę jej ojca. 

background image

Kiedy już się dowie, kim naprawdę jest, zrozumie, dlaczego 
tak bardzo jej zależało, żeby go zniszczyć... Upiła łyk kawy. 

-  Oczywiście,  że  dla  kobiety  szczerość  liczy  się  przede 

wszystkim.  Chyba  nie  wyobrażasz  sobie,  że  chciałaby  wy-
glądać  jak  szafa  -  powiedziała  z  poważną  miną.  -  Ja  wo-
lałabym znać prawdę. 

-  Ale  przecież  poczułaby  się  urażona.  Ty  też  byś  się 

obraziła,  gdybym  ci  powiedział,  że  twój  zgrabny  tyłeczek 
wygląda w tych spodniach jak słoniowy zad. 

Wykręciła się, żeby spojrzeć na swoją pupę. 

-  Wcale  nie.  -  Przynajmniej  miała  taką  nadzieję.  W  jej 

szafie wisiały trzy pary identycznych czarnych spodni. 

Calahan wolno pokręcił głową. 

-  No  widzisz?  Niewiele  brakuje,  żebyśmy  się  pokłócili. 

Czy nie lepiej, jeśli powiem ci jakieś niewinne kłamstwo? 

-  Najpierw  jest  niewinne,  potem  robi  się  już  mniej  nie-

winne, a w końcu ohydne. - Dobrze pamiętała, jak raniły ją 
kłamstwa  Deana.  -  Jeśli  będziesz  szczery,  zrozumie,  że 
może  ci  ufać  -  kontynuowała  z  uśmiechem.  -  Będzie  też 
wiedziała,  że  dbasz  o  nią,  skoro  chcesz  jej  udzielić  życz-
liwej rady. 

-  Jesteś  pewna?  -  spytał.  -  Ty  chciałabyś  słyszeć  takie 

bezpośrednie uwagi? 

-  Oczywiście.  -  Zemsta  wydawała się taka słodka. Skoro 

chce,  żeby  nauczyła  go  różnych  sztuczek,  które  potem 
wypróbuje na jakiejś niczego nie podejrzewającej kobiecie, 
chętnie udzieli mu paru porad. Przynajmniej da tym 

background image

dziewczynom szansę, żeby zobaczyły, jakim jest kretynem. - 
Możesz sam sprawdzić. 

-  W  porządku.  -  Usta  Calahana  rozciągnęły  się  w  uśmie-

chu, a jego oczy prześlizgnęły się po jej sylwetce. - Tyle że 
ty wyglądasz znakomicie. 

Założyła ręce, czując, jak robi jej się ciepło na sercu. 

-  Nawet moja pupa? 

-  Przede wszystkim twoja pupa. Nie 
zdołała powstrzymać uśmiechu. 

-  Dzięki.  Jednak  myślę,  że  potrafisz  zdobyć  się  na  jakąś 

szczerą uwagę. 

-  Powiedziałem  to  szczerze.  -  Odchylił  się  na  krześle  i 

odstawił  kubek  na  stół.  Jego  krótkie  sterczące  włosy  były 
trochę zmierzwione, a twarz wyglądała niewinnie, jak buzia 
chłopca. - Jesteś piękna. 

Próbowała  nie  zwracać  uwagi  na  dreszcz,  który  ją  nagle 

przeszył. 

Wypiła ostatni łyk mocnej czarnej kawy. 

-  Daj  spokój,  nawet  nie  chcesz  spróbować.  Z  pewnością 

jest coś takiego, co chciałbyś mi powiedzieć. 

Calahan powoli pokiwał głową. 

-  Więc  wykrztuś  to  wreszcie.  Daj  mi  jakiś  sygnał,  że  to, 

co mówię, dociera do ciebie. - Marzyła, żeby powiedział coś 
bezczelnego, szokującego i podłego. Wtedy może wróciłoby 
uczucie nienawiści, jaką czuła do niego dziś rano. 

Calahan podrapał się po brodzie. 

-  Nie masz chłopaka, prawda? 
-  Nie o takie uwagi mi chodziło. 

background image

- Będę szczery, ale ty też musisz być ze mną uczciwa. 

Przełknęła  nerwowo  ślinę.  Nie  było  powodu,  żeby  pod-

trzymywać  tę  farsę.  Zresztą  obserwując  jej  stosunek  do 
mężczyzn, musiał się zorientować, że nie ma partnera. 

-  W porządku. Nie mam. 
Uśmiechnął się szeroko. 
-  Masz za długie włosy. 

Mimowolnie sięgnęła ręką do włosów, które miękką falą 

opadały  wzdłuż  jej  twarzy.  Prawdę  mówiąc,  zapuszczała  je 
od czasu studiów. 

-  Już lepiej, ale ta uwaga jest zbyt ogólnikowa.  - Potrze-

bowała czegoś ostrego, co podsyci jej niechęć. - Powiedz, Że 
ci się nie podobają i dlaczego - zażądała, patrząc na niego z 
góry.  - Może dlatego, że przypominają  mysi ogon?  Albo są 
zbyt nieporządne? 

Zawahał się, patrząc na nią spod zmrużonych powiek. 

Może  za  bardzo  naciskam?  -  pomyślała,  biprąc  głęboki 

oddech. Miał taką minę, jakby się zastanawiał, czemu chce, 
żeby  był  taki  bezpośredni  i  domaga  się  ostrzejszych  uwag. 
Czy przypadkiem nie zaczął czegoś podejrzewać? 

-  Po prostu bądź szczery - dodała miękko. 

-  Dobrze.  -  Podniósł  się  na  nogi,  przechylił  głowę,  spoj-

rzał w dół na jej twarz i wsunął pasmo włosów za jej ucho. - 
Moim zdaniem zasłaniają twoją piękną twarz. 

Serce gwałtownie załomotało jej w piersi. 

-Jesteś taka piękna... Czemu ukrywasz się przed światem? 

-  Podniósł  rękę,  a  gdy  odsuwał  włosy  z  drugiej  strony, 
kostkami palców dotknął jej policzka. 

background image

Odniosła wrażenie, że każdy nerw w jej ciele zareagował 

na jego dotyk, czułe spojrzenie, głęboki ciepły głos... 
-  Nie taką szczerość miałam na myśli - wykrztusiła. 
Spojrzenie Calahana spoczęło na jej ustach. 

-  Wcale  nie  jesteś  uczciwy  -  mówiła  pospiesznie,  zwil-

żając  wargi.  -  Znów  wracasz  do  swoich  nawyków.  Ocze-
kuję, że będziesz bezpośredni i bezkompromisowy. 

-  Ależ  to  były  autentycznie  szczere  słowa.  Mam  mówić 

dalej? 

Kiwnęła  głową.  Miała  nadzieję,  że  Calahan  ćwiczy  to, 

czego próbowała go nauczyć i że to niesamowite spojrzenie 
i obiecujący uśmiech nie są przeznaczone dla niej. 

-  Chciałbym cię pocałować, Jess Thompson. Bezwiednie 
otworzyła usta. Jego słowa odbijały się echem 

w jej głowie, drażniąc ciało zmysłowymi wizjami, a  umysł 
obawą przed ryzykiem, że mogłoby jej się to spodobać. 

Zamknęła oczy, gdy przesunął kciukiem po jej wargach. 

To nie mogło się przydarzyć. Nie jej. Przecież wszystko 

starannie obmyśliła, a to nie było częścią planu. 

Miała być jak skała, która zmiażdży go tak, jak on zdła-

wił nadzieje i marzenia jej ojca. A także jej własne. 

Musiał za to zapłacić. 

Alex  pogładził jej policzek, objął dłonią jej szyję i przy-

ciągnął do siebie. 

Kiedy  znalazła  się  blisko,  poczuł  dreszcz  podniecenia. 

Palące uczucie przepełniało każdy skrawek jego ciała. 

Nie rozumiał, co się z nim dzieje, ale mało go to ob 

background image

chodziło.  Liczyło  się  tylko  pragnienie,  żeby  przytulić  ją 
mocno i poczuć, jak rośnie w niej pożądanie. 

Pochylił  się  i  dotknął  jej  ust,  smakując  ich  niewyobra-

żalną słodycz. 

Była taka delikatna... Czy nie działał za szybko? Jeszcze 

mógł się cofnąć, pozwolić jej odejść... W żadnym wypadku 
nie  chciał,  żeby  jego  zachowanie  było  dla  niej  kolejnym 
ciosem. 

Ukrył uśmiech, widząc, jak łapie drżący oddech i próbuje 

ukryć pożądanie. 
-  Skończył pan już, panie Calahan? 

Ze zdziwieniem spostrzegł lodowaty błysk w jej oczach. 

-  Wiem,  że  jestem  kobietą,  i  w  dodatku  samotną  -  po-

wiedziała surowo - ale czy naprawdę nie możesz opanować 
swojej zwierzęcej żądzy przez kilka minut? 

-  Ja...  -  Alex  odskoczył  od  niej  i  z  niepewną  miną 

przeczesał  włosy.  Jak  to  możliwe?  Przecież  wyraźnie  wi-
dział, że go pragnie. 

Jess podeszła do zlewu i wypłukała kubek po kawie. 

-  No  dobrze...  -  Obróciła  się  gwałtownie,  aż  jej  włosy 

zawirowały.  -  Jeśli  skończyłeś,  możemy  ruszać  na  prze-
chadzkę po biurze. 

-  Po co? - wykrztusił, nie przestając myśleć o sygnałach, 

które  z  pewnością  rozpoznał.  Czy  to  możliwe,  że  nieświa-
domie przypomniał jej o byłym facecie? A może ten zwią-
zek jeszcze się nie skończył? - zaniepokoił się. 

-  Sądzę, że powinnam się zorientować, co tu robisz, żeby 

połapać się, o czym rozmawiasz podczas randek. - Wytarła 

background image

kubek i odwiesiła go na stojak. - Chcę, żebyś był w tej spra-
wie uczciwy... To znaczy, żebyś nic nie upiększał i nie przed-
stawiał swojej pozycji w niezasłużenie korzystnym świetle. 
Alex machinalnie wyprostował ramiona. 

-  Ta firma to moja własność. 
-  A  więc  jesteś  właścicielem  firmy?  -  Wzruszyła  ramio-

nami.  -  Ja  czy  ktokolwiek  inny  również  może  to  o  sobie 
powiedzieć. 

Stał  oparty  o  szafkę,  starając  się  nie  okazać,  jak  bardzo 

jest poruszony. Może potrzebowała więcej czasu? Gotów był 
czekać  tak  długo,  jak  zażąda.  Można  posuwać  się  powoli, 
krok po kroku... 

-  To  jest  największa  agencja  reklamowa  w  mieście  -  od-

powiedział w końcu. 

-  Ty tak twierdzisz - rzuciła przez ramię niedowierzająco 

i ruszyła do drzwi. Patrzył na jej rozkołysane biodra, myśląc 
z rozdrażnieniem, że niełatwo będzie ją zdobyć. - Udowodnij 
mi to. 

Zacisnął zęby. Co za niesamowita dziewczyna! Podobało 

mu się, jak wykorzystuje gniew, żeby się bronić. 

Nie bardzo wiedział, jak zdoła ją do siebie przekonać. Je-

go  metody  uwodzenia  naprawdę  były  niedoskonałe.  Jednak 
to ona właśnie była dla niego najlepszym lekarstwem. 

Wykorzystam  jej  lekcje,  postanowił.  Jej  własne  porady, 

którymi tak chętnie szafowała. 

Wtedy nie będzie miała żadnej szansy. 

background image

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY 

 
Calahan całował wprost bosko. 

Jess  dotknęła  warg,  na  których  wciąż  czuła  smak  jego 

ust.  Ale  to  nie  wystarczyło,  żeby  zamierzała  wycofać  się  z 
walki. 

To  fakt,  że  jego  pocałunek  poruszył  w  niej  wszystkie 

zmysły,  lecz  na  szczęście  zdołała  nad  sobą  zapanować. 
Musiała  przyznać,  że  sprawiało  jej  przyjemność,  gdy  jego 
wargi  objęły  jej  usta.  Sam  pocałunek  też  jej  się  podobał... 
trochę. A teraz pora, by wrócić do rzeczywistości. 

Alexander Calahan z pewnością nie był dla niej. 

Był  diabłem  w  eleganckim  granatowym  garniturze  i  za-

mierzała wskazać mu jego miejsce. 

Modliła  się  tylko,  żeby  nastąpiło  to  dość  szybko.  Czas, 

jaki  musiała  z  nim  spędzać,  mógł  przynieść  więcej  szkody 
niż pożytku. 

Powinna  zdobyć  nazwę  tej  wielkiej  firmy,  na  którą  po-

lował, i brać nogi za pas. Zanim zapomni, kim jest Calahan i 
naprawdę go polubi. 
- Co powiesz na lunch? - zapytał Alex. 

Spojrzała na niego, mrużąc oczy. O nie! Znowu jakiś 

background image

wybieg!  Pewno  chce  pochwalić  się  kasą  i  znajomościami. 
Lub  zabrać  ją  do  romantycznego  lokalu  i  dręczyć  uwodzi-
cielskimi sztuczkami. 

-  To  nie  ma  być  próba  uwiedzenia,  lecz  wyłącznie  po-

trzeba  utrzymania  ciała  przy  życiu  i  dostarczenia  pożywki 
umysłowi. 

Uśmiechnęła się, widząc, jak łatwo pojął jej wahanie. 

-  Pod warunkiem, że to na pewno jest jasne. 
-  Jak kryształ - powiedział, kierując się w stronę windy. - 

Parę ulic stąd jest sympatyczna restauracja. 

 

-  Droga? 
Kiwnął głową. 
-  Ale warta swojej ceny. 

-  Równie  dobrze  mogę  zjeść  pizzę  lub  hamburgera.  -W 

żadnym wypadku nie chciała zaciągać jakichś zobowiązań. 

-  Odliczę sobie koszty. 

Spojrzała  na  niego  z  ukosa,  a  przy  okazji  obrzuciła 

wzrokiem  korytarz.  Gdyby  tylko  miała  szansę  spotkać  po-
nownie  Freda!  To  byłoby  z  pewnością  lepsze  niż  siedzenie 
sam na sam z Calahanem. 

-  Możesz  odliczyć  koszty  za  zatrudnianie  niezależnych 

instruktorów sztuki uwodzenia? 

-  A ty jesteś taką instruktorką? 
-  A co w tej chwili robię? 

-  Fakt. No to, pani trener, o czym będzie następna lekcja? 

Przyłożyła palce do warg, udając, że się zastanawia. 

background image

-  Cóż...  Z  mojego  doświadczenia  wynika,  że  najważ-

niejsza jest uczciwość. I chociaż już o tym mówiliśmy... 

-  Jak  zostałaś  takim  ekspertem  od  uczciwości  w  stosun-

kach  między  partnerami?  -  spytał  od  niechcenia,  opierając 
się o ścianę. 

-  Jestem  przecież  kobietą  -  parsknęła.  -  Możesz  spytać 

jakąkolwiek  dziewczynę,  a  na  pewno  opowie  ci  o  facecie, 
który ją okłamał i zniszczył jej marzenia. 

-  Więc  ty  także  byłaś  przez  kogoś  okłamywana?  Czy  on 

cię zdradził? 

-  Nie.  Tak. To  znaczy  nie...  -  Policzki  ją  paliły.  Tłumiąc 

uczucie bólu, uniosła brodę. - Druga lekcja będzie dotyczyć 
komunikacji.  Powiedz  mi  teraz,  czym  się  właściwie 
zajmujesz. 

Miała  nadzieję, że Calahan zechce się  pochwalić  jakimś 

znakomitym klientem. 

-  Czy nie radziłaś mi, że należy raczej mówić o kobiecie, 

którą chcę zdobyć, a nie o sobie? 

Zignorowała jego pytanie. Była tak blisko upragnionego 

celu! 

-  Później. Na razie ona chciałaby się dowiedzieć czegoś o 

tobie. 

Spojrzał jej w oczy. 

-  Jestem prezesem i naczelnym dyrektorem wziętej agen-

cji reklamowej w Sydney. A ty? 

Zacisnęła  zęby.  Chyba  popełniła  błąd,  tłumiąc  jego 

skłonność do przechwalania się... 
-  A jakie są twoje marzenia i cele? 

background image

To  powinno  wystarczyć.  Z  pewnością  marzył  o  dobrym 

kliencie. Tak jak ona. 

Rozległ się sygnał oznajmiający nadjeżdżającą windę. 

-  Znaleźć kobietę, którą pokocham, ożenić się i żyć długo 

i szczęśliwie. 

-  Takie  zakończenia  zdarzają  się  wyłącznie  w  bajkach.  - 

Jess  weszła  do  windy.  Miała  ochotę  zamknąć  drzwi  i  zo-
stawić go na korytarzu. 

-  Znam  bardzo  szczęśliwe  małżeństwa  -  powiedział 

niepewnie. 

-  Takie, które są ze sobą na dobre i złe, w zdrowiu i cho-

robie i zostaną ze sobą aż do śmierci? 

-  Możliwe.  -  Wcisnął  guzik  parteru.  -  Moi  rodzice  roz-

wiedli  się,  kiedy  miałem  osiem  lat,  ale  to  nie  znaczy,  że  ja 
nie będę chciał dla siebie czegoś lepszego. Postanowiłem, że 
nie  powtórzę  błędów  rodziców.  Ożenię  się  tylko  z  kobietą, 
którą naprawdę pokocham. 

Z niepokojem pomyślała, że może gdzieś w mieście jakaś 

kobieta przeczytała ten głupi wywiad i postanowiła przeko-
nać Calahana, że to właśnie ona będzie idealną wybranką. 

-  Skąd to będziesz wiedział? 

-  Będę - odparł z przekonaniem. - Zorientuję się po tym, 

jak  będzie  wyglądała,  prowadziła  rozmowę,  jak  sprawi,  że 
serce zabije mi mocniej, jak rozpali moje zmysły. 

Spojrzała  na  sufit,  starając  się  nie  zwracać  uwagi  na 

uczucie łaskotania w żołądku. 

-  Bardzo romantyczne. 

-  Nie zależy mi na pospiesznym małżeństwie z kimkol 

background image

wiek.  Wyobrażam  sobie,  że  ta  kobieta  będzie  rozumiała 
mnie  lepiej, niż  ja  sam  siebie. Będzie  chciała  mieć  ze  mną 
dzieci, będzie miała własne marzenia, którymi zechce się ze 
mną dzielić. 

Jess  uniosła  brwi.  Można  by  go  pokochać  za  te  naiwne 

mrzonki.  Kiedyś  miała  podobne  pragnienia...  Ale  to  było 
dawno  temu,  zanim  Dean  zmarnował  najlepsze  lata  jej 
życia... 

-No i nie będzie podejrzliwą zrzędą, która musi 

0 wszystko wypytywać. 

No tak, pomyślała. Zapomniała przez moment, że jest ka-

walerem, który nigdy nie był w żadnym trwałym związku. 

-  Wierzysz w świętego Mikołaja? 

Winda się zatrzymała. Calahan wyszedł na korytarz 

i odwrócił się do Jess ze zmieszaną miną. 

-  Dlaczego? - spytał. 

-  Bo  taka  kobieta  nie  istnieje,  a  nawet  gdyby  jakimś 

zrządzeniem  losu  ta  wymyślona  istota  ożyła,  z  pewnością 
byś jej nie polubił. 

-  Niby dlaczego? 

Minęła go ze wzruszeniem ramion. Dobrze pamiętała, jak 

niechętnie Dean dzielił się z nią swoimi sprawami. 

-  Jeżeli nie będzie jej interesować, gdzie i z kim byłeś, to 

znaczy, że cię nie kocha. 

-  No  dobrze.  Jednak  to  chyba  oczywiste,  że  na  miłość 

powinniśmy  zapracować  równie  ciężko  jak  pracujemy  nad 
dobrym kontraktem? 

-No nie wiem... - Westchnęła. - Miłość nie byłaby 

background image

miłością,  gdyby  trzeba  było  tak  ciężko  pracować.  Zwykle 
zresztą  pojawia  się  znienacka.  Żadne  plany  ani  praca  nie 
mają na to wpływu. 

Wpatrywał się  w nią bez słowa. Jego oczy wydawały się 

nienaturalnie niebieskie i błyszczące. 

Jess  odetchnęła  głęboko.  A  niech  to!  Znowu  się  za-

pomniała  i  wdała  się  w szczerą  rozmowę. W ten sposób do 
niczego nie dojdę, zdenerwowała się. Najwyżej mogę wpaść 
w tarapaty. 

Powinna  zabrać  się  poważnie  do  roboty,  wziąć  to,  po  co 

przyszła  i znikać. Zanim  utonie  na  dobre  w tym niebieskim 
spojrzeniu. 

-  Staram  się  dzielić  z  tobą  swoją  wiedzą,  i  to  wszystko  - 

prychnęła. - A na wypadek, gdyby przyszło ci do głowy coś 
szalonego, uprzedzam, że wciąż cię nienawidzę. 

 
„Athena"  była  małą,  sympatyczną  grecką  restauracją. 

Trochę  czasu zajęło im, zanim tam dotarli,  ale  na  szczęście 
podróż minęła... w milczeniu. 

Calahan  prowadził  auto  zatopiony  w  myślach.  Jess  stłu-

miła  poczucie  winy,  które  ją  ogarnęło  i  nie  spytała,  czemu 
się nie odzywa. 

Zdawała sobie sprawę, że zachowała się okrutnie i głupio. 

Nie  musiała  mu  ciągle  przypominać,  że  nienawidzi 
wszystkiego, co sobą reprezentuje. 

Rzuciła okiem na zegarek. Jeszcze tylko trzy godziny i na 

dobre  się  od  niego  uwolni.  Nie  pozostało  jej  wiele  czasu, 
żeby wydobyć z niego potrzebną informację, teraz 

background image

jednak  najważniejsze  było,  żeby  z  godnością  wycofać  się  z 
tej potyczki. 

Nie  zamierzała  zostać  kolejną  ofiarą  uroku  Alexandra 

Calahana  ani  ponownie  stracić  kontroli  nad  sobą.  Musi 
zachowywać się chłodno, z rezerwą, profesjonalnie. 

-  Co  byś  chciała?  -  Ciepły  głos  Calahan  zmącił  spokój, 

który odzyskała z takim trudem. 

Co  by  chciała?  Chyba...  chwycić  rękami  jego  szyję  i 

mocno nim potrząsnąć. 

-  Przede  wszystkim  chciałabym,  żebyś  przestał  torturo-

wać  mnie  swoim  urokiem  osobistym  i  przesadną  uprzej-
mością - mruknęła. 

-  Pytałem,  co  chcesz  zjeść.  Ale  pochlebia  mi,  że  zatwar-

działa  feministka  obdarzyła  mnie  komplementem,  chociaż 
sama nie potrafi przyjąć żadnej przychylnej uwagi. 

Jess otworzyła i zaraz zamknęła usta. 

-  Zjem  sałatkę  grecką  z  fetą  i  oliwkami,  kurczaka  na  os-

tro,  a  na  deser...  Nie  wiem,  czy  zmieszczę  ciastko  kataifi. 
Prawdę mówiąc, mam ogromną ochotę spróbować go tutaj - 
z orzechami i syropem. 

Calahan odchylił się na krześle. 

-  Jeśli chcesz, możemy sałatkę i deser wziąć na spółkę. 

-  Świetnie.  -  Kiwnęła  głową.  Gdyby  tylko  zdobycie  na-

zwy firmy było takie proste... 

Uśmiechnął się do niej, jego oczy błyszczały jak morze w 

letni dzień. 

Odwróciła wzrok. Boże, czemu moje ciało mi to robi?  - 

myślała przerażona, walcząc z przyspieszonym pulsem. 

background image

Przecież  to  wróg.  Ostatni  na  świecie  człowiek,  na  którego 
powinny reagować jej zmysły. 

Gdy  podano  im  zamówione  dania,  w  milczeniu  zabrali 

się  do  jedzenia.  Jess  starała  się  nie  podnosić  oczu  i  nie 
spoglądać na swojego towarzysza. 

-  Jaki  mężczyzna  tak  cię  wkurzył,  że  postanowiłaś 

przystąpić  do  feministek?  -  spytał  w  pewnym  momencie 
Calahan. 

Jess otarła usta serwetką, zastanawiając się jednocześnie, 

czy powinna wyznać, że ruch Kobiety przeciw Don-żuanom 
nie istnieje. 

-  A  kto  ciebie  tak  wkurzył,  że  bez  mojej  pomocy  nie 

możesz  znaleźć  kobiety, która  chciałaby z  tobą założyć  ro-
dzinę? 
-  Touche. Punkt dla ciebie. 

Ułożyła sztućce na talerzu i odszukała wzrokiem kelnera. 

Miała  nadzieję,  że  zrozumie  jej  spojrzenie  i  szybko 
przyniesie rachunek. 

-  Nie chcesz mi odpowiedzieć? 

-  A ty mi odpowiesz? - odpaliła, patrząc mu wyzywająco 

w oczy. 

-  No  dobrze.  -  Odłożył  sztućce.  -  Jak  już  wiesz,  moi 

rodzice  nie  dali  mi  najlepszego  przykładu.  Ale  w  gruncie 
rzeczy,  ja  sam  nie  czułem  potrzeby,  żeby  się  z  kimś  zwią-
zać.  Dopiero  podczas  ostatnich  urodzin  uświadomiłem 
sobie, że mój zegar biologiczny tyka. 

Patrzyła na niego jak oniemiała. 

-  Nie... Z pewnością jest coś jeszcze... 

Odsunął się z krzesłem i odrzucił serwetkę na talerz. 

background image

-  A  co  złego  w  tym,  że  poczułem  się  samotny,  gdy  moi 

koledzy pożenili się i mają dzieci? 

Oparła łokcie na stole i pochyliła się do przodu. 

-  Znalezienie  kogoś,  z  kim  chciałbyś  założyć  rodzinę,  to 

nie  kampania  reklamowa.  To  musi  przyjść  w  naturalny 
sposób. Spotykasz kobietę i wiesz, że to ta, z którą chciałbyś 
mieć  dzieci,  przy  której  chciałbyś  się  starzeć,  która  wi-
działaby  w  tobie  to,  czego  nikt  inny  nie  dostrzega.  A  ty 
pragniesz, żeby zawsze była przy tobie i zawsze tak na cie-
bie patrzyła. 

Wzrok Calahana przesunął się na jej usta. 

-  Rozumiem...  No  cóż...  ta  kobieta  jest...  -  Odwrócił 

spojrzenie od Jess i zerwał się na nogi. 

-  Co się dzieje? - spytała zdumiona. Serce nadal waliło jej 

jak młotem. 
-  Ona tu jest - rzucił zduszonym głosem. 

Obróciła  się  na  krześle,  podążając  za  jego  spojrzeniem. 

Kobieta była  ubrana  na biało, od pantofli na  szpilkach, po-
przez  markowy  kostium  aż  po  perły,  które  nosiła  na  szyi 
oraz w uszach. Miała zwinięte w węzeł kruczoczarne włosy, 
nieskazitelny makijaż i prawie nienaganne maniery... gdyby 
nie liczyć sporej dawki snobizmu. 

-  Ładna  -  odezwała  się  Jess.  Odrzuciła  włosy  do  tyłu  i 

poprawiła bluzkę,  starając  się nie  zastanawiać nad zimnym 
dreszczem, który wstrząsnął jej ciałem. 

-  Natasha  Bradford-Jones  -  mruknął  Calahan.  -  Prag-

nąłem jej, odkąd tylko pamiętam. 

Z trudem pozbyła się guli, jaka utworzyła jej się w 
gardle. 

background image

-  Czemu  nie  pójdziesz  się  z  nią  przywitać?  -  spytała. 

Mimo  niepokoju,  jaki  czuła,  starała  się,  żeby  jej  głos 
brzmiał  naturalnie.  -  Świetnie  dasz  sobie  radę.  Wiesz  już, 
jak  być  szczerym,  a  swoje  uwodzicielskie  sztuczki  bardzo 
stonowałeś. Spróbuj to teraz zastosować w praktyce... 

A ja będę mogła pozbyć się tej myśli, która krąży mi po 

głowie  za  każdym  razem,  gdy  na  ciebie  spojrzę!  -  dokoń-
czyła w duchu. 

Calahan  był  jej  wrogiem.  Zasłużył  sobie,  żeby  Natasha 

została jego żoną. 
-  Chyba nie - powiedział spokojnie, kręcąc głową. 

-  Jeżeli  jest  taka  wyjątkowa,  musisz  to  zrobić  -  oświad-

czyła. Podniosła się i lekko go popchnęła. 

Nie  mógł  należeć  do  niej.  Nigdy.  W  żadnym  razie.  Tak 

będzie lepiej... 

-Daj  spokój...  Czego  się  boisz?  Jesteś  zamożnym 

biznesmenem i masz wiele do zaoferowania - zachęcała go. 

Stał jak skamieniały, nie spuszczając z niej oczu. 

-  Na przykład co? 
Jess zwilżyła wargi. 

-  No...  przejażdżki  limuzyną,  przyjęcia  na  jachcie,  urok 

osobisty, twoje znakomite maniery - wyliczała. Śmiać jej się 
chciało,  bo  wymieniała  wszystkie  rzeczy,  które  przedtem 
ganiła. 

-1  to  wszystko?  -  spytał  łagodnie.  -  Tylko  to  mogę  dać 

kobiecie? 

-  Oczywiście, że nie - odpowiedziała szeptem, bo głos 

background image

ją  zawiódł.  -  Ale  na  razie  nie  widziałam  cię  z  dziećmi  ani 
zwierzętarni. 

-  Lubię  dzieci  i  mam  psa  -  odparł  z  uśmiechem.  -  Wabi 

się Pete. 

Uśmiechnęła się  w odpowiedzi. Mogła sobie wyobrazić, 

jak  bawi  się  z  psem,  dużym  i  kudłatym,  który  patrzył  na 
niego z uwielbieniem, jak zresztą wszyscy wokół... 

Otrząsnęła  się  z  zamyślenia.  No  i  co  z  tego,  że  ma  psa, 

który go kocha? W tej chwili ważne było tylko to, żeby po-
pchnąć go w ramiona Natashy i mieć go wreszcie z głowy. 

Podniosła wzrok. 

-  Jesteś miły, uprzejmy i masz wielkie serce, które tylko 

czeka na to, żeby kogoś pokochać. - Popchnęła go lekko w 
stronę kobiety, która siedziała po drugiej stronie sali. -Idź i 
porozmawiaj z nią... Pokaż jej, że jest tą kobietą, która 
zawładnęła twoim sercem i dla niej gotów jesteś zrezyg-
nować ze swojego stylu życia. 
Z wahaniem ruszył do przodu. Serce jej się ścisnęło, lecz 
mimo to potrząsnęła zaciśniętą pięścią, żeby dodać mu 
otuchy. 

-  Naprawdę jesteś już gotowy. 

-  No  tak...  -  Poprawił  jedwabny  krawat  i  obciągnął 

marynarkę. 

Jess  opadła  na  krzesło  i  uśmiechnęła  się  z  satysfakcją. 

Wreszcie  zniknęło  uczucie  łaskotania  w  żołądku  i  spadł 
ciężar z piersi. 

To  już  chyba  wszystko.  Lada  moment  będzie  mogła  się 

go pozbyć. Pannę Elegantkę zachwyci jego wdzięk osobi 

background image

sty,  Calahan  uzna,  że  już  się  wszystkiego  nauczył,  a  ona 
znów będzie mogła go nienawidzić. 

Czy aby na pewno? 
Już nic nie będzie takie samo. 
Ze wstrzymanym oddechem odprowadzała go wzrokiem, 

czując, że zaczyna ogarniać ją smutek. 

Wiedziała, że jej życie znów ulegnie zmianie. Tylko nie 

była pewna, czy powinna się z tego cieszyć... 

background image

ROZDZIAŁ JEDENASTY 

 

Alex  szedł  w  stronę  Natashy  Bradford-Jones,  odmierza-

jąc kroki w rytm uderzeń serca. 

To wszystko wydawało się zupełnie nierealne. Od wielu 

lat z  krótkimi przerwami  marzył o tej dziewczynie.  Często 
żałował,  że  powstrzymywał  się  z  wyznaniem  jej  uczuć, 
czekając, aż będzie mógł jej zaoferować poważny, znaczący 
związek. 

A teraz nie umiał przestać myśleć o Jess. 

Odpowiedziała  na  jego  pytania  w  taki  sposób,  jak  tego 

oczekiwał...  Potrafiła  nawet  znaleźć  w  nim  jakieś  dobre 
strony.  Jednak  w  tym  momencie  jego  myśli  nie  zaprzątało 
już zdobycie Natashy, lecz marzenie, by podbić serce Jess. 

Cóż... Chyba  muszę przynajmniej spróbować, pomyślał, 

wsuwając ręce do kieszeni. Choćby przez wzgląd na Jess. 
- Natasha? 
Odwróciła głowę i obrzuciła go spojrzeniem piwnych oczu. 
-Tak? 

Położył  rękę  na  piersi  i  odetchnął  głęboko,  starając  się 

pamiętać o tym, że ma być szczery. 

background image

-  Alexander  Calahan  -  przedstawił  się.  -  Byliśmy  razem 

na studiach. 

Twarz jej się rozjaśniła. 

-  A  tak,  pamiętam  cię.  -  Jej  wąskie  różowe  wargi  roz-

ciągnęły się w uśmiechu. - Wiele się o tobie mówi. 

-  Tak?  -  W  ich  środowisku  plotki  były  wszechobecne.  Z 

pewnością  informacja  o  tym,  że  pragnie  poważnego 
związku, stanowiła powód do niewybrednych żartów. - Mam 
nadzieję, że dobrze? 

-  Cóż...  -  Machnęła  lekceważąco  ręką.  -  Miło  mi  cię 

widzieć. 

A więc nie było to nic pochlebnego, pomyślał. Jess miała 

rację. Poważne  kobiety,  szukające  poważnego  związku,  nie 
były  zainteresowane  takim  kobieciarzem  jak  on.  Musiałby 
najpierw udowodnić, że jest coś wart, zanim jakaś dziewczy-
na zechciałaby uznać, że jest dobrym materiałem na męża. 

Ciekawe, co musiałby zrobić, żeby przekonać o tym 
Jess? 

Im  prędzej  zmieni  swój  wizerunek,  tym  lepiej.  Chyba 

teraz właśnie był najlepszy moment, żeby to zrobić. 

-  Zastanawiałem  się...  W  sobotę  organizuję  na  swoim 

jachcie przyjęcie dla kilku klientów i przyjaciół. Bardzo bym 
się cieszył, gdybyś przyszła. 

-  Naprawdę? 
-  Oczywiście.  -  Powstrzymał  się  przed  prawieniem  pu-

stych komplementów. 

Rzucił okiem w stronę Jess i nagle uświadomił sobie, jak 

niewiele czasu w jej towarzystwie mu pozostało. Czy można 
coś zrobić, żeby zatrzymać ją dłużej? - zastanawiał się. 

background image

Natasha  z  namysłem  dotknęła  ust  idealnie  umalowanym 

paznokciem. 

-  No może... 

-  Przez wzgląd na dawne czasy - podpowiedział, starając 

się,  żeby  zabrzmiało  to  beztrosko.  -  Pomyślałem  sobie,  że 
miło będzie spotkać się znowu. 

Jess  potrzebowała  jakiejś  gwarancji,  że  nie  zostanie  po-

traktowana jak ofiara łowów - zdobyta, a potem odrzucona. 
Musiała  czuć  się  bezpiecznie.  Pewnie  dlatego  właśnie 
pozorowała rozmowę z nieistniejącym partnerem... 

Ogarnęła  go  rozpacz.  I  nagle  przyszedł  mu  do  głowy 

szalony  pomysł.  Odwrócił  się  trochę  i  przywołał  ręką  sie-
dzącą przy stoliku Jess. 

-  Chciałbym  się  dowiedzieć,  co  robiłaś  przez  te  lata... 

Dobrze ci się układa? 
-  Owszem - odparła Natasha ostrożnie. 

Wiedział,  że  Jess  podeszła,  bo  poczuł  delikatną  woń 

perfum i ciepło, jakie od niej biło. I raptem wróciły mu siły i 
pewność siebie. 

Wziął ją za rękę i pociągnął do przodu. 

-  Jess,  poznaj  moją  dawną  dobrą  koleżankę  ze  studiów. 
Spojrzenie Natashy przesunęło się na Jess. 
-  A to jest... ? 

Słyszał  w  jej  głosie  arogancję  i  złośliwy  zarzut,  że  to  z 

pewnością  jeszcze  jedna  z  jego  licznych  dziewczyn.  Wi-
dział,  jak  mierzy  Jess  chłodnym  spojrzeniem,  jak  ocenia 
skromne ubranie. Jej oczy nagle się zwęziły, gdy dotarło do 
niej, że towarzysząca mu kobieta jest piękna i doskonała. 

background image

Objął Jess w pasie i poczuł satysfakcję, gdy uświadomił 

sobie, że przynajmniej raz w życiu podjął właściwą decyzję. 
-  Moja dziewczyna. 

Poczuł, że Jess zesztywniała. Natasha lekko uniosła gło-

wę. Niemal widział, jak przetrawia tę informację. 

Ciekawe,  czy  to,  co  powiedział,  miało  dla  Jess  jakieś 

znaczenie?  Na  pewno...  Tyle  że  ona  potrzebowała  więk-
szego  zaangażowania,  czegoś  solidniejszego,  co  nie  pozo-
stawiałoby wątpliwości, że naprawdę się zmienił. 

Właściwie  pozostało  mu  tylko  jedno  wyjście.  Potrzebna 

mu była jakaś wiarygodna historyjka, która potwierdzałaby, 
że  naprawdę  gotów  jest  się  zaangażować  i  nie  zamierza 
wyciąć  następnego  karbu  na  ramie  łóżka.  Jednym  słowem 
konieczny był niezbity dowód, że jest innym człowiekiem. 

Rzucił  okiem  na  Jess.  Wydawała  się  spokojna  i  opano-

wana. Tylko jedna brew uniosła się trochę... 

Wyprostował  plecy  i  zdecydowanie  wysunął  brodę.  Dla 

niej  warto  zaryzykować,  uznał.  Odetchnął  głęboko,  przy-
ciągnął  Jess  bliżej  do  siebie  i  spojrzał  w  chłodne  oczy 
Na-tashy Bradford- Jones. 

-  Chyba  źle  mnie  zrozumiałaś  -  powiedział  spokojnie. 

Miał  nadzieję,  że  jego  głos  brzmi  pewnie.  -  Jess  nie  jest 
jedną z moich znajomych... tylko moją narzeczoną. 

background image

ROZDZIAŁ DWUNASTY 

 

-  Narzeczoną? 

Alex uśmiechnął się z zażenowaniem. 

-  Przepraszam,  nic  innego  nie  przyszło  mi  do  głowy,  a 

chciałem,  by  zrozumiała,  że  poważnie  myślę  o...  mał-
żeństwie. 

Jess zdecydowanym ruchem popchnęła drzwi i wyszła na 

świeże  powietrze.  Zamknęła  oczy  i  odetchnęła  głęboko. 
Przecież  to  kompletna  katastrofa,  myślała  zrozpaczona. 
Jakby mało było, że muszę patrzeć, jak staje na głowie, by 
zdobyć tę kobietę! A teraz jeszcze to! 

Kiedy  ją  przedstawiał,  miała  ochotę  zapaść  się  pod  zie-

mię. Zabrakło jej tchu, gdy nazwał ją swoją dziewczyną, ale 
gdy oświadczył, że są zaręczeni, omal nie umarła. 

Ściskała  palcami  skronie,  próbując  pozbyć  się  przejmu-

jącego bólu. Może to jej rady spowodowały, że zachował się 
tak beznadziejnie głupio? 

Prawdopodobnie. 
Uniosła powieki i dostrzegła, że Alex z uwagą się w nią 

wpatruje, jakby sądził, że za chwilę rozwiąże wszystkie jego 
problemy. 

background image

-  Jak  twoim  zdaniem  miało  pomóc  przedstawienie  mnie 

jako swojej narzeczonej? 

-  No... Pokazało, że mam poważne zamiary. 
Jego opanowanie działało jej na nerwy. Jak to się dzieje, 

że jest taki spokojny? Czy naprawdę nie zdaje sobie sprawy, 
co narobił? 

-  A  kiedy  zamierzasz  ją  poinformować,  że  właściwie 

chodziło ci o nią? 

Odwróciła się, czując, jak przechodzi ją dreszcz. Nie była 

w stanie znieść błagalnego spojrzenia jego niebieskich oczu. 
Jak  miała  mu  pomóc  w  rozwiązaniu  problemu,  którego 
wcale nie chciała rozwiązywać? 

Ta  kobieta  była  dla  niego  idealna.  To  fakt,  była  snobką, 

ale jednocześnie miała zachwycającą urodę, klasę, a również 
- sądząc z wyglądu - tę samą pozycję społeczną co Calahan. 

-  Która część tej transakcji ma twoim zdaniem przekonać 

ją, że jesteś dobrym materiałem na męża? 

-  Przecież jestem zaręczony... 

-  Ze  mną!  -  Wzniosła  oczy,  licząc  na  pomoc  niebios.  - 

Gdzie tu miejsce dla niej? 

-  W  takim  razie  będę  chyba  musiał  przez  pewien  czas 

zostać z tobą. 

Serce podskoczyło jej do gardła. 

-  Nie  jestem  do  wzięcia.  -  Nie  wyobrażała  sobie,  jak 

miałaby  spędzić  z  nim  jeszcze  jeden  dzień.  Co  dopiero 
mówić o tygodniach? 

-  Postaram się, żeby ci się to opłaciło - powiedział ła 

background image

godnie. - Z pewnością będziesz się dobrze bawić. Mógłbym 
ci  pokazać  parę  interesujących  miejsc...  Moglibyśmy  też 
chodzić  wszędzie  tam,  gdzie  uznamy,  że  dzieje  się  coś 
ciekawego. 

-1  jak  długo  miałoby  to  trwać?  -  Jej  głos  zdradzał  na-

pięcie. 

Calahan z namysłem potarł dłonią twarz. 

-  Myślę,  że  w  ciągu  miesiąca  powinniśmy  parę  razy  po-

kazać  się  razem.  To  chyba  wystarczy.  Zerwę  z  tobą,  bo 
mnie  zdradzisz.  Ponieważ  złamiesz  mi  serce,  będę  szukał 
miłości i czułej opieki. 

Jess zrobiła krok do tyłu, kręcąc głową. 

-  Mowy nie ma. 

-  Musimy  kupić  jakiś  wielki  kamień...  Może  różowy 

brylant? Mogłabyś też zacząć rozglądać się za suknią ślub-
ną. - Spojrzał jej w oczy. 
Nie przestawała kręcić głową. 
-Nie. 

Podszedł bliżej i odsunął włosy z jej twarzy. 

-  Co masz przeciwko mojemu planowi? 
Patrzyła na niego jak oniemiała. 
-  Ja... nienawidzę cię. -1 co 
z tego? 

 

-  To, że nie chcę spędzać z tobą czasu, abyś mógł wmó-

wić  tej  biednej  kobiecie,  że  jesteś  gotów  do  założenia  ro-
dziny - wybuchnęła. 

-  Ależ  ja  jestem  gotów  -  oznajmił  poważnie.  -  Zresztą 

możesz mnie nadal uczyć. 

background image

Podeszła  do  krawężnika  i  próbowała  zatrzymać  prze-

jeżdżającą taksówkę. 
-  Przecież ty mnie nawet nie słuchasz. 

-  Słucham...  A  w  każdym  razie  obiecuję,  że  będę  -  po-

wiedział  ciepło.  -  Właściwie  byłem  szczery...  No  dobra, 
może nie całkiem... Ale musisz przyznać, że nie stosowałem 
swoich uwodzicielskich sztuczek. 

-  Zauważyłam. Za to kłamałeś. 

-  Musisz  mi  pomóc.  -  Calahan  chwycił  jej  dłoń  i  przy-

ciągnął ją do swojej piersi. - Proszę. 

Spojrzała na niego z ukosa. Było dla niej jasne, że bardzo 

zależało mu na Natashy. Zachował się jak ostatni dureń, ale 
trzymał  na  wodzy  swoje  zbyt  swobodne  maniery  i  był 
wyjątkowo spontaniczny. 

-  Myślę,  że  zrobiłam  już  dosyć.  Ty  zresztą  także.  Naj-

wyższy czas, żebym wróciła do domu. 

-  Zostań  -  szepnął.  -  Spróbujmy  porozmawiać.  Na 

przykład  możesz  mi  powiedzieć,  jakim  jestem  idiotą.  Pro-
szę, Jess... 

Walczyła ze sobą. Niech to diabli! Zdaje się, że poczuła 

sympatię do tego typa. Co prawda był strasznie pokręcony, 
ale czego innego można się spodziewać, gdy ktoś ma takich 
rodziców, a w dodatku nadmiernie wybujałe ego? 

Potrząsnęła głową i zmusiła się do ruszenia z miejsca. 
Musiała stąd odejść. 
Nie mogła zostać. 
Zrobiła  się  za  miękka,  zaczęła  współczuć  swojemu 

wrogowi, dostrzegać, że miał serce. 

background image

Nie, nic z tego nie będzie. Musi wracać do domu, z czy-

stym  sumieniem  pomścić  ojca  i  wdeptać  w  ziemię  Aleksa 
Calahana razem z jego imperium... 

Tak,  właśnie  tak  musi  postąpić.  Obiecała  to  sobie  wiele 

lat temu. Może wówczas tata "wreszcie ją dostrzeże. 

I już nigdy więcej nie będzie sama... 

 
-  Rezygnuję. 

-  Jess,  co  ty  tu  robisz?  -  Kath  podniosła  wzrok  znad  za-

rzuconego papierami biurka. - Zdaje się, że miałaś spędzić z 
Calahanem  cały  dzień?  -  Nagle  twarz  jej  się  rozjaśniła.  - 
Zdobyłaś  jakieś  informacje,  które  nas  ustawią,  tak? 
Powiedz... 

Jess westchnęła i z ciężkim sercem wyrecytowała nazwy 

firm, które wymienił Fred. 

-  To  wszystko?  -  Kath  pokręciła  głową.  -  Nieźle,  ale 

spodziewałam  się  czegoś  więcej.  -  Rzuciła  okiem  na  ze-
garek. - Dlaczego nie jesteś z nim? 

-  Pracuje  teraz  nad  jakimś  ważnym  kontraktem  na 

kampanię reklamową. 
-  Dla kogo? 

-  Nie  wiem  i  prawdę  mówiąc,  mało  mnie  to  obchodzi. 

Uważam, że sukces odniesiemy tylko wówczas, gdy to bę-
dzie  nasza  własna  zasługa.  Do  niczego  nie  dojdziemy  za 
pomocą brudnych chwytów. 

Kath  spojrzała  na  nią  z  szerokim  uśmiechem  i  oparła 

łokcie na biurku. 
-  Polubiłaś go. 

background image

Na  czole  mam  to  wypisane,  czy  co?  -  zdenerwowała  się 

Jess. 

Zresztą nie, nie lubiła Calahana. Rozumiała go, i tyle. A 

to nie ma nic wspólnego z sympatią. 

-  Musi  być  nie  lada  facetem,  skoro  nawet  tobie  zawrócił 

w głowie. 

-  Głupia  jesteś  -  parsknęła  Jess.  -  Wróciłam,  bo  miałam 

dość  tego  podstępnego,  kłamliwego  kretyna.  Nie  uwierzy-
łabyś, co on zrobił. 

Kath machnęła ręką. 

-  Jesteś  kobietą.  Dziwisz  się,  że  próbuje  się  do  ciebie 

przystawiać? 

-  Nie  o  to  chodzi.  -  Wspomnienie  pocałunku  znów 

wróciło. - To niewiarygodne, ale uznał, że zamiast odgrywać 
rolę  instruktorki  w  sztuce  uwodzenia,  będę  udawać  jego 
narzeczoną. 

Kath odchyliła  się  na  krześle i z  uśmiechem  wysłuchała 

relacji Jess. 

-  Wspaniale. 

-  Co  takiego?  -  Jess  opadła  na  krzesło.  A  tak  liczyła  na 

poparcie,  że  powinna  uwolnić  się  od  tego  diabła.  Na 
współczucie, że musiała go znosić... 

-  Mogłabyś  zbierać  informacje  przez  wiele  dni,  a  nawet 

tygodni... Dopóki nie znudzi mu się ta gra. 

-  Nie zamierzam brać udziału w żadnej grze. Nie chcę w 

ogóle mieć z nim do czynienia. 

-  Daj  spokój...  -  powiedziała  Kath.  -  Jesteś  wyczerpana. 

Odpocznij od niego przez resztę dnia. Jeśli rano uznasz, 

background image

że nie czujesz się na siłach, zrezygnujesz i powiesz mu, że-
by się wypchał. 

No, wreszcie! - Jess odetchnęła z ulgą. 

-  Boję się tylko, że zmarnujemy naszą największą szansę. 

Mogłybyśmy wreszcie zrobić coś naprawdę poważnego, i to 
szybko! 

-  Nie  ma  co,  bardzo  mi  ułatwiasz  decyzję.  -  Jess  pod-

niosła  się,  zabierając  torebkę.  Myślała  o  marzeniach,  które 
chciały  razem  zrealizować,  o  pomszczeniu  ojca  i...  o 
Ca-lahanie. 

-  W czym tu problem? Przecież nie chodzi o to, że mu się 

spodobałaś  czy  coś  takiego...  Zależy  mu  na  tym,  żeby 
zdobyć tamtą kobietę. Zgadza się? 
-  No tak. Ale... 

-  W  takim  razie  problem  leży  w  tym,  że  nie  chcesz,  aby 

był szczęśliwy. A może jesteś po prostu zazdrosna? 

Jess odwróciła się gwałtownie. Policzki ją paliły. 

-  On mnie nic nie obchodzi! - syknęła przez ramię. 

-  Miałam na myśli zazdrość o to, że taki facet pragnie się 

ustatkować, podczas gdy Dean... 

Jess zawróciła w miejscu. 

-  Dean... to już skończona sprawa - oznajmiła, patrząc na 

przyjaciółkę płonącym wzrokiem. 

Dean  w  ogóle  już  dla  niej  nie  istniał.  Usunęła  z  miesz-

kania  wszelkie  ślady,  które  mogłyby  jej  przypominać  o 
mężczyźnie,  który  bawił  się  jej  sercem  i  marzeniami,  a 
potem zostawił ją z niczym. 

Ruszyła w stronę wyjścia. 

background image

-  Zadzwonię do ciebie - rzuciła na pożegnanie. Jednego 
była pewna. Musi zapomnieć o Calahanie 

przynajmniej  na  chwilę.  Dopiero  potem  podejmie  decyzję, 
co  dalej.  A  przede  wszystkim,  czy  ma  grać  rolę  jego 
narzeczonej... 

 
-  Muszę  ją  odnaleźć.  -  Alex  nerwowo  chodził  po  gabi-

necie Lucasa. 

Co  mnie  napadło?  -  zastanawiał  się,  myśląc  o  zaskaku-

jącej propozycji, którą znienacka złożył Jess. 

Pragnął  przecież  zatrzymać  tę  dziewczynę  przy  sobie,  a 

nie śmiertelnie ją wystraszyć. 

W pierwszej chwili plan wydawał się znakomity. Gdyby 

Jess została przy nim, grając rolę jego narzeczonej, mogłaby 
go lepiej poznać. A i on miałby okazję, żeby poznać ją. 

Okazało  się  jednak,  że  jej  ten  pomysł  nie  zachwycił. 

Trudno  się  dziwić.  Z  pewnością  odniosła  wrażenie,  że  to 
jakiś nowy wybieg, by zdobyć... Natashę. 

Sądził, że poczuje się bezpieczniej, jeśli nie domyśli się, 

że  chodzi  mu  tylko  o  nią,  o  zburzenie  muru,  którym  się 
otoczyła,  o  to,  by  znów  dostrzegła  miłość  i  umiała  poko-
chać... jego. 

Nie mógł się już doczekać następnego spotkania. Pragnął 

ponownie  zobaczyć  jej  zielone  oczy  i  zmysłowe  usta. 
Chciał,  żeby  zapragnęła  go  równie  mocno,  jak  on  pragnął 
jej. 

Oparł  się  plecami  o  drzwi.  Byłoby  wspaniale,  gdyby 

udało się nakłonić Jess, aby zechciała grać rolę jego narze 

background image

czonej. Ileż radości sprawiłoby mu wybieranie pierścionka, 
sukni  ślubnej  i  tych  wszystkich  drobiazgów,  które  kobiety 
pragną mieć w dniu ślubu. 

Wyobraził  sobie,  jak  wyglądałaby  w  białej  sukni,  jak 

wirowałby z nią po parkiecie, mógłby ją całować... 

Będę  musiał  przeprowadzić  swój  plan  do  końca,  posta-

nowił. Tylko jak Jess to zniesie? I czy na pewno wystarczą 
gorące  pocałunki,  by  roztopić  ścianę  lodu,  za  którą  się 
schroniła? 

Nie mógł się doczekać, żeby to sprawdzić. 

-  Masz przecież jej numer - odezwał się Lucas. Alex 
wcisnął dłonie do kieszeni. 

-  Nie odbiera telefonu. Wciąż włącza się poczta głosowa. 

-  Jej  słodki  głos,  który  przepraszał,  że  nie  może  odebrać 
telefonu, doprowadzał go do rozpaczy. 
-  Wcale się nie dziwię. 

-  Myślałem,  że  jesteś  po  mojej  stronie.  -  Chyba  wystar-

czająco dużo ci płacę, żeby zdobyć twoje poparcie, dodał w 
myśli. Nawet jeśli moje pomysły są szalone. 

-  A  jak  ty  byś  się  czuł  na  jej  miejscu?  -  Lucas  machi-

nalnie dotknął brody. - Wyobraź to sobie: złe doświadczenia 
z  mężczyznami  popychają  cię  do  wstąpienia  do  jakiejś 
dziwacznej  organizacji,  gdzie  prawdopodobnie  wszyscy 
zajmują  się  wyłącznie  biadoleniem  nad  doznanymi 
krzywdami.  Potem  spędzasz  czas  z  największym  z  tych 
łajdaków i odkrywasz, że lekceważy wszystko, co próbujesz 
mu przekazać. 

Alex wzruszył ramionami. 

background image

-  Nie nadużywałem komplementów... 

-  Ale skłamałeś, mówiąc, że jesteś zaręczony! W dodatku 

wciągnąłeś  ją  w  to  oszustwo  po  to,  żeby  przekonać  inną 
kobietę o swojej szczerości. 

-  Może  masz  rację.  -  Podrapał  się  po  karku.  -  Tak  czy 

inaczej, trzeba ją teraz odnaleźć i przekonać, żeby zgodziła 
się zrobić to dla mnie. 

Bezwiednie  przestawiał  ramki  ze  zdjęciami  na  biurku 

przyjaciela.  Nie  miał  zamiaru  zdradzić,  że  zależało  mu  na 
Jess. Niepotrzebny mu był rozgłos, jaki zwykle towarzyszył 
pojawieniu się nowej dziewczyny. 
-  Możliwe, że będą z tym kłopoty. 

-  Każdy  ma  swoją  cenę  -  powiedział,  kręcąc  głową. 

Musiał  się  tylko  dowiedzieć,  co  zdołałoby  ją  skłonić  do 
podjęcia korzystnej dla niego decyzji. 
-  Ta cena może być zbyt wysoka. 

Nonsens,  pomyślał.  Miał  wystarczająco  dużo  pieniędzy, 

żeby jej kupić, czego tylko zapragnie... Jeśli trzeba  będzie, 
kupi jej nawet dom... Uśmiechnął się na myśl, jak proponuje 
jej dom w zamian za czas, jaki mu poświęci. Warto byłoby 
zobaczyć jej minę. Albo posłuchać, co mu wtedy powie... 

No  tak,  z  pewnością  miałaby  wiele  do  powiedzenia. 

Chętnie  dowiedziałby  się,  jakich  argumentów  użyłaby, 
odrzucając jego ofertę. Tym bardziej, że miał doświadczenie 
w prowadzeniu negocjacji. Z pewnością pokonałby jej opór. 

Poczuł, że robi mu się gorąco. 

background image

-  Wiesz,  gdzie  mam  jej  szukać?  -  spytał,  odzyskując 

kontrolę nad swoimi zmysłami. 

Lucas westchnął ciężko. 

-  Poleciłem  Bobowi  z  działu  badawczo-rozwojowego, 

żeby  się  rozejrzał.  -  Podszedł  do  faksu  i  z  uwagą  przejrzał 
jakieś  kartki.  -  Trochę  tego  jest.  Tak...  -  mruknął,  czytając 
przesłane  informacje.  -  Wstępne  badanie  wskazuje,  że 
numer  telefonu  pasuje  do  niejakiej  panny  J.  Thompson 
zamieszkałej na Thomas Street. Pracuje w firmie Kingston i 
spółka. - Lucas przechylił głowę na bok. - Ta nazwa coś mi 
mówi. 

Alex  patrzył  na  niego  z  namysłem.  Rzeczywiście,  on 

także skądś znał nazwę firmy. 
-  Mam wrażenie, że to agencja reklamowa. Przyjaciel 
gwałtownie podniósł głowę. 

-  Myślisz,  że  to  wtyczka?  To  by  wyjaśniało,  dlaczego 

wolała zostać z tobą w miejscu pracy. 
-  To ja ją wynająłem. 
-  A mógłbyś się jej oprzeć? - zakpił Lucas. 

Alex  poczuł  nieprzyjemny  dreszcz.  To  jakiś  absurd.  Nie 

jego  Jess.  Kobieta,  która  podziałała  na  jego  zmysły,  roz-
paliła jego wyobraźnię, obudziła pragnienie, żeby spędzić z 
nią resztę życia... 

Nie... 

Chociaż...  Nic  tak  go  nie  pociągało,  jak  wyzwanie  rzu-

cone  przez  piękną  kobietę.  Nie,  to  niemożliwe.  Jess  za-
chowywała  się  zbyt  lekceważąco,  mówiła  zbyt  otwarcie... 
Nie mogła być wtyczką. Kobieta szpieg byłaby ugrzecz 

background image

niona,  uwodzicielska,  chowałaby  się  w  cieniu,  obserwując 
wszystko z ukrycia. 

To nie pasowało do Jess. 

-  To zaczyna być interesujące - powiedział Lucas. - Będę 

szukał dalej. Może faktycznie dobrze byłoby dowiedzieć się 
czegoś więcej o tej tak zwanej narzeczonej. 

Alex  poruszył  się  niespokojnie.  Znów  pojawiło  się  to 

nieprzyjemne uczucie, że został zdradzony. 

-  Tak,  koniecznie.  -  Odepchnął  niepokojące  myśli.  -Dam 

ci znać, jak mi z nią idzie. 

-  Chyba nie mówisz poważnie? Zamierzasz to ciągnąć?  - 

Lucas zmarszczył brwi. 

-  Nie mam innego wyjścia. 
-  Natasha  uważa,  że  jesteś  zaręczony,  i  boisz  się,  żeby 

czegoś nie zepsuć, tak? 

-  Zgadza się.  - Podniósł kartki wyjęte z faksu i przebiegł 

je wzrokiem, jednak niewiele widział. 

-  A  skoro  ta  przeciwniczka  mężczyzn  może  ci  pomóc  ją 

zdobyć, nieistotne chyba, jaki sama ma cel. 

Alex  kiwnął  głową.  Ale  zaczyna  mieć  znaczenie,  jeśli 

celem  jest  ta  właśnie  przeciwniczka  mężczyzn.  Nie...  Nie 
chciał nawet o tym myśleć. 

Lucas z niedowierzaniem pokręcił głową. 

-  A wyglądała tak sympatycznie... 

-  Bo jest sympatyczna - odparł spokojnie. Mimo tych ust, 

które  ciągle  z  niego  drwiły  i  nie  przestawały  rzucać 
krytycznych  uwag.  Chciał  je  zamknąć  pocałunkiem  i  wy-
mazać z jej umysłu wszystkie złe myśli. - To może być 

background image

po  prostu  zbieg  okoliczności.  -  Wrócił  do  biurka  i  zabrał 
kartki  z  przefaksowanymi  informacjami.  -  Będzie  mi  to 
potrzebne. 
-  Co zamierzasz? 

Uśmiechnął się z trudem i ruszył w stronę drzwi. 

-  Idę  odwiedzić  swoją  narzeczoną.  I 
odkryć prawdę, dodał w duchu. 

background image

ROZDZIAŁ TRZYNASTY 

 
Jess  owinęła  się  szlafrokiem,  wtuliła  się  w  poduszki, 

którymi  wyłożyła  wiklinowy  fotel  i  rozglądając  się  po 
mieszkaniu,  słuchała  nagranych  wiadomości  od  Calahana. 
Jednej po drugiej... 

Mimo  wielu  bibelotów  i  kolorowych  obrazków  dziś 

brakowało  w  jej  mieszkaniu  ciepła,  którego  tak  bardzo 
potrzebowała. 

Stare  meble  z  drewna  tekowego  były  naprawdę  wyjąt-

kowe. Ściany  w ciepłym  żółtym  kolorze stanowiły świetne 
tło  dla  jaskrawych  obrazów.  Ale  nad  wszystkim,  co  było 
miłe  w  tym  wnętrzu,  zdawał  się  panować  głos  Calahana. 
Jego natarczywość i upór przyprawiały ją o ból głowy. 

Jakim prawem zakładał, że zgodzi się odegrać rolę, którą 

dla  niej  wymyślił?  Czy  możliwe,  że  wyczytał  w  jej  oczach 
słabość, jaką do niego miała? 

W obronnym geście otoczyła się ramionami. Boże, zdaje 

się, że za wiele o tym myślę. 
- Panie Darcy? - zawołała cicho. 

Czarny  kot  wkroczył  do  pokoju.  Poruszał  się  powoli,  z 

pewnością siebie... zupełnie jak Calahan. 

background image

Podniosła go z podłogi i wtuliła twarz w jego futro. - Jesteś 
jedynym facetem, którego rozumiem. Wiesz o tym? 

Odchyliła się na fotelu i przymknęła oczy. Zwariuje, jeśli 

spędzi  jeszcze  trochę  czasu  z  Calahanem.  W  dodatku  jako 
jego narzeczona. 

Nie  warto  tak  się  narażać,  pomyślała,  przygryzając 

wargę. Szansa, żeby zdobyła jakieś ważne informacje, była 
naprawdę niewielka. Z pewnością nie zrekompensuje nawet 
tego czasu, jaki musiała dziś spędzić w jego towarzystwie. 

Jutro powie o tym Kath... 

Musi  mu  odmówić,  a  to  znaczy,  że  więcej  go  nie  zo-

baczy. .. 

Mocniej  przytuliła  Pana  Darcy'ego.  Właściwie,  jakie  to 

ma  znaczenie,  czy  go  jeszcze  spotka?  To  prawda,  że  ją 
podniecał,  ale  to  znaczyło  jedynie,  że  bardzo  dużo  czasu 
minęło od chwili, gdy się ostatni raz całowała. 

Nie  interesowało  jej,  co  Calahan  z  tym  zrobi.  Musi  być 

szczery,  i  tyle.  Wtedy  być  może  uda  mu  się  stworzyć  z 
tamtą kobietą stały związek. 

Natasha  i  Alex...  Zacisnęła  powieki,  czując  przeszywa-

jący ból. Nie... Wcale jej nie przeszkadza, że pragnął tamtej 
kobiety. 

Dla niej był nikim. 

Zresztą już przenigdy nie zaufa żadnemu mężczyźnie, a z 

pewnością  nie  takiemu  uwodzicielowi  jak  on.  Za  bardzo 
przypominał Deana. 

background image

Dean  Pearce  wydawał  się  idealny  pod  każdym 

względem. Wiedział, jak oczarować kobietę, jak zdobyć jej 
serce. 

Pamiętał  o  wszystkich  rocznicach  i  urodzinach,  nie  za-

pominał  nawet  o  walentynkach.  Co  prawda  zwykle  był 
bardzo zajęty i prawie wszystkie weekendy i święta spędzała 
samotnie, ale wcale jej to nie przeszkadzało. 

Coś  zaczęło  się  psuć,  gdy  wspomniała  o  zamieszkaniu 

razem. 

Zapominał  o  spotkaniach,  nie  oddzwaniał,  gdy  nagrała 

się  na  sekretarkę,  rzadko  zdarzało  mu  się  zrobić  jej  nie-
spodziankę jakimś miłym podarunkiem. 

Nie rozumiała, gdzie popełniła błąd. Byli ze sobą prawie 

dwa  lata.  To  prawda,  że  miała  sporo  pracy  w  firmie,  którą 
prowadziły  z  Kath,  ale  przecież  zawsze  udawało  jej  się 
zorganizować  swoje  zajęcia  tak,  żeby  dopasować  się  do 
niego. 

Miesiące  niepewności  dały  jej  się  mocno  we  znaki.  Nie 

mogła  spać,  prawie  przestała  jeść,  bez  przerwy  próbowała 
zrozumieć,  czemu  Dean  sprawia  wrażenie,  że  już  jej  nie 
kocha. 

A  potem  zobaczyła  go  z  inną  kobietą  i  straciła  wszelką 

nadzieję. Nie była w stanie stanąć z nim twarzą w twarz od 
razu  w  tamtej  restauracji,  więc  poszła  za  nimi.  Później 
odkryła, że poszedł do następnej kobiety. 

Nie dowiedziała się, czy miał ich więcej. Nie chciała tego 

wiedzieć. Zobaczyła wystarczająco dużo. 

Kochała  mężczyznę,  który  należał  do  innej,  a  może  do 

wielu innych... 

Gdyby naprawdę istniała jakaś organizacja walcząca 

background image

z  takimi  oszustami,  zapewne  przystąpiłaby  do  niej.  Za-
chowała  się  jak  ostatnia  idiotka,  ale  nie  zamierzała  powtó-
rzyć  swojego  błędu.  Już  nigdy  nie  zakocha  się  w  żadnym 
mężczyźnie.  A  przynajmniej  do  czasu,  gdy  się  upewni,  że 
jest uczciwym człowiekiem. 

Nie  pozwoli  się  więcej  wykorzystać  i  porzucić.  Wciąż 

czuła  rany,  jakie  zadał  jej  Dean.  Gardło  jej  się  ściskało  za 
każdym  razem,  gdy  mijała  ich  ulubioną  restaurację,  oczy 
wypełniały  się  łzami,  kiedy  słyszała  piosenkę,  przy  której 
tańczyli. Przez cały ten czas dawała mu z siebie wszystko. A 
on to chętnie przyjmował... 

Dzwonek  przy  drzwiach  odbił  się  echem  o  ściany 

mieszkania. 

Jess podniosła się z fotela. Na ręku wciąż trzymała Pana 

Darcyego.  Czyżby  Kath  postanowiła  ją  przekonać,  że 
powinna poświęcić resztki swojej godności? 

Gwałtownie otworzyła drzwi. 

-  Nie  ma  takiej  siły,  żebym  dała  się  namówić...  -  Słowa 

uwięzły jej w gardle. 

Na  progu  stał  Alex  w  czarnym  smokingu  i 

ciemnosza-firowym  krawacie,  doskonale  dobranym  pod 
kolor oczu. 

-  To zabrzmiało jak wyzwanie. W 
głowie jej się zakręciło. 
-  Calahan... 

-  Jess  -  powiedział  miękko,  wodząc  spojrzeniem  po  jej 

szlafroku,  czarnym  kocie  i  zaczesanych  do  tyłu  włosach, 
wciąż jeszcze  wilgotnych po kąpieli.  -  Myślę, że powinnaś 
mówić do mnie po imieniu, skoro jesteśmy zaręczeni. 

background image

-  Chyba masz jakieś urojenia. 
-  Uważasz,  że  powinniśmy  o  tym  rozmawiać  przy  ot-

wartych drzwiach? 

Serce waliło jej jak młotem. Miała go wpuścić do domu? 

Przecież to niedorzeczne. 

Czy mogła mu zaufać? A sobie? Wyglądał olśniewająco, 

a  jej  ciało  tak  bardzo  domagało  się  pieszczoty.  I  jak  się  to 
miało do ślubowania, że będzie żyła w abstynencji? 

Wydawał  się  niewzruszony  jej  wahaniem,  jakby  gotów 

był stać całą noc pod jej drzwiami. 

-  No  dobrze  -  powiedziała,  odsuwając  się  trochę,  żeby 

zrobić mu przejście. - Tylko się pospiesz. 

-  Jesteś zajęta? 

-  Nawet bardzo. 

Wszedł  do  salonu,  rozpiął  marynarkę  i  opadł  na  jej 

ulubiony fotel pod oknem. 

-  Mamy sporo do omówienia. 
-  Naprawdę? Wydawało mi się, że pozostała tylko sprawa 

wynagrodzenia za dzień pracy. 

-  Wyszłaś  podczas  lunchu  -  przypomniał.  Powiódł  spoj-

rzeniem od małego stolika, na którym leżały jakieś kobiece 
magazyny, do kanapy zarzuconej kwiecistymi poduszkami. 

Czyżby zamierzał  wymigać  się  od zapłacenia? Ma facet 

tupet, pomyślała. 

-  To był dość późny lunch. 
-  Prawdę  mówiąc,  nie  o  tym  chciałem  rozmawiać  -  po-

wiedział,  wciąż  rozglądając  się  po  pokoju.  -  W  tej  chwili 
najbardziej interesujesz mnie ty sama. 

background image

-  Ja? - szepnęła, czując, jak wstrząsa nią dreszcz. Cofnęła 

się trochę, mocniej przytulając kota. Pan Darcy wyrwał się z 
jej objęć i zeskoczył na podłogę. 
-Jesteś mi potrzebna - mówił Calahan. Jego głos brzmiał 
głęboko i miękko. Jess zwilżyła wargi. 

-  Ja?  -  powtórzyła  niepewnie.  Ciaśniej  owinęła  się  szlaf-

rokiem i spojrzała w stronę drzwi. 

W  lśniących  oczach  Calahana  dostrzegła  obietnice,  z 

których jej zdradzieckie ciało tak bardzo chciało skorzystać. 

-  Ty.  Chcę,  żebyś  wyszła  ze  mną  dziś  wieczorem,  spę-

dziła ze mną kilka dni... Chcę, by całe Sydney wiedziało, że 
znalazłem prawdziwą miłość. 

Uciekła  spojrzeniem  w  bok  i  z  płonącymi  policzkami 

pochyliła się, żeby poprawić poduszki na sofie. 
-  A znalazłeś? 

-  Oczywiście.  Przynajmniej  na  kilka  tygodni...  póki  nie 

złamiesz mi serca - odparł wolno. 

-  No  tak,  jasne.  -  Czego  innego  mogła  się  po  nim  spo-

dziewać? Przecież po jednym dniu, który z nim spędziła, nie 
mógł  zmienić  swoich  zwyczajów.  Albo  się  w  niej  za-
kochać... 

Boże,  co  mi  przyszło  do  głowy!  -  przeraziła  się.  Wcale 

nie chciała, żeby się w niej zakochał. Chociaż w ten sposób 
odniosłaby  podwójne  zwycięstwo  -  nie  tylko  zniszczyłaby 
jego  firmę,  ale  także  złamała  mu  serce.  Jednak  nagle 
stwierdziła, że nie czuje już takiego dreszczu emo 

background image

cji,  gdy  się  okazało,  że  tak  samo  jak  wszyscy  inni  ludzie 
stara się, żeby jego życie nabrało sensu. 

Wysunęła  buńczucznie  brodę.  Calahan  nic  dla  niej  nie 

znaczył. Najwyżej mógł posłużyć za katalizator po to, żeby 
znów zaczęła myśleć o miłości. 

Była  romantyczką,  ale  co  z  tego?  Chciała  mieć  takie 

samo  życie,  jakie  wiedli  jej  rodzice  przed  chorobą  mamy. 
Marzyła  o  zamkach  na  lodzie,  płatkach  róży  na  poduszce, 
czułych słówkach szeptanych do ucha, poczuciu wspólnoty. 
.. 

-  Już  ci  dziś  mówiłam  -  odezwała  się  zdecydowanym 

tonem - że nie chcę mieć nic wspólnego z oszustwem. 

-  Mówisz,  jakbyś  była  świętą...  Nigdy  nie  zdarza  ci  się 

kłamać? 

Jess strzepnęła poduszkę. 

-  Jeśli wymaga tego sytuacja... 
-  Moim zdaniem tak właśnie było. Jess 
pokręciła głową. 

Calahan potarł ręką twarz, jego oczy się zwęziły. 

-  Zdaję  sobie  sprawę,  że  przebywanie  w  moim  towa-

rzystwie  jest  dość  nudne.  Przede  wszystkim  będą  to  spot-
kania  z  klientami i przyjęcia. Ale  postaram się, żeby ci  się 
opłaciło. 
Serce zabiło jej mocniej. Przyjęcia? Klienci? Przygryzła 
wargę, myśląc o tym, co mówiła Kath. Musiała pamiętać, 
jakie korzyści przyniosłoby to ich agencji. 

-  Mogę  nawet  kupić  ci  odpowiednią  garderobę  na  przy-

jęcia - mruknął. 

background image

-  Mam własne ubrania. 

Gestem wskazał drzwi do jej sypialni. 

-  W takim razie włóż coś na siebie. Zaraz wychodzimy. 

-  Nie  powiedziałam,  że  się  zgadzam  -  wycedziła  wolno. 

Wciąż jeszcze ze sobą walczyła. 

-  Przecież  wiesz,  że  to  zrobisz.  -  Oczy  Calahana  łudziły 

obietnicą. 

Otworzyła  usta,  ale  zaraz  ponownie  je  zamknęła.  Nad 

czym  tu  się  zastanawiać?  Podawał  jej  na  tacy  wszystko, 
czego  potrzebowała.  Czy  aby  na  pewno?  A  może  tkwił  w 
tym jakiś haczyk? 
-  Najlepiej gdyby to było coś czarnego i seksownego. 

Uniosła brwi, ale nie była już w stanie wzbudzić w sobie 

złości.  Zdaje  się,  że  naprawdę  go  polubiłam,  pomyślała. 
Niech to diabli! 

-  Nie mogę pozwolić, żeby moi goście czekali zbyt długo 

- dodał Alex, zaniepokojony jej wahaniem. 

Patrzyła  na  niego  z  bijącym  sercem.  W  tym  czarnym 

smokingu  wyglądał  jeszcze  bardziej  seksownie  i  niebez-
piecznie.  Boże,  czy  uda  mi  się  znieść  cały  wieczór?  -  za-
stanawiała się. 

Nie  miała  wątpliwości, że nie zdoła  mu się oprzeć. Mo-

głaby się co prawda dowiedzieć, na jakich klientów poluje, 
ale nie chciałaby tego robić za cenę własnego ciała, które aż 
się rwało do niego. 

-  Przykro  mi,  Calahan.  Powiedziałam  ci  przecież,  że  je-

stem zajęta. 

Rozejrzał się po pokoju, marszcząc brwi. 

background image

Jess  milczała,  nie  dodając  żadnych  wyjaśnień.  Zdawała 

sobie  sprawę,  że  nie  znajdzie  argumentów,  które  oparłyby 
się  jego determinacji.  Zresztą jej również  zabrakłoby silnej 
woli, gdyby poczuła dotyk jego rąk i ust. 

Alex  podniósł  się  z  fotela,  wygładził  spodnie  i  poprawił 

krawat. Przyglądał się jej badawczo, jakby chciał zajrzeć w 
głąb jej duszy. 

-  Ustąpię  tylko  pod  warunkiem,  że  przez  następne  trzy 

tygodnie zgodzisz się grać rolę mojej narzeczonej. 

Jak  miała  to  zrobić,  skoro  ledwie  wytrzymywała  napię-

cie, siedząc z nim w jednym pokoju? 

Chociaż...  On  wcale  nie  myślał  o  niej.  Pragnął  przecież 

Natashy. I bardzo dobrze. 

-  Bardzo  proszę  -  dodał,  biorąc  ją  za  ręce.  Jego  dłonie 

były duże i ciepłe. - Pomóż mi. 

Pokręciła  głową.  Nie  mogła  się  na  to  zgodzić.  Nie  była 

wystarczająco  odporna  na  jego  wdzięki,  spojrzenia,  po-
całunki. .. 

-  Obiecuję,  że  będę  solennie  stosował  się  do  wszystkich 

twoich rad. 

-  Nie wiem... - Musiała zyskać trochę czasu, żeby się nad 

tym  zastanowić.  -  Dam  ci  czas  do  soboty.  Musisz  mi 
udowodnić,  że  starasz  się  zmienić  swoje  nastawienie  do 
kobiet. 

-  Umowa stoi. - Spojrzał w dół na ich splecione dłonie. - 

Może  w  takim  razie  weźmiesz  udział  w  przyjęciu  na 
jachcie? 

-  Dobrze. Myślę, że nie będzie z tym problemu. 

background image

A  potem  zakończy  całą  sprawę.  Do  tej  pory  odzyska 

rozsądek,  poradzi  sobie  z  zauroczeniem  i  zdobędzie  dla 
Kath nazwy jakichś firm. 

Zagra rolę jego narzeczonej, z wielką przyjemnością się 

z nim rozstanie, a potem zajmie własnymi sprawami. 

Wszystko się skończy i życie znów będzie normalne. 

background image

ROZDZIAŁ CZTERNASTY 

-  Co  mam  z  tym  zrobić,  do  diabła?  -  Jess  cisnęła  gazetę 

na  biurko  przyjaciółki.  Litery  wciąż  tańczyły  jej  przed 
oczami. 

-  Co to takiego? - Kath podniosła wzrok. 
-  Zawiadomienie  o  naszych  zaręczynach  -  odparła  głu-

cho. - W dzisiejszej gazecie. Tak wyraźne, że nie sposób go 
przegapić. 

-  No  cóż.  Przecież  wczoraj  zgodziłaś  się  odegrać  rolę 

jego narzeczonej. 

-  Tak.  To  znaczy  nie.  -  Opadła  na  krzesło.  -  Zgodziłam 

się  na  krótką  próbę.  A  teraz  wszyscy  się  dowiedzą,  że  za-
ręczyłam się z największym podrywaczem w mieście. 

-  Na to wygląda. - Kath wzruszyła ramionami. 

-  Nie  wierzę  mu  ani  trochę.  Wciąż  mówi  i  robi  rzeczy, 

które  wprawiają  mnie  w  osłupienie.  Proszę  bardzo!  - 
Dziobnęła palcem w gazetę. 

Kath upiła łyk kawy z kubka, który stał na brzegu biurka. 

-  Jest  bogaty  i  przyzwyczaił  się,  że  zawsze  dostaje  to, 

czego pragnie, i to na warunkach, jakie sam ustala. 

background image

-  No  to  niech  się  przygotuje  na  niespodziankę,  bo  po 

przyjęciu  kończę  z  tym  wszystkim.  Wycofam  się  natych-
miast, kiedy zdobędę nazwy paru firm. Bez względu na  to, 
jak  na  jego  nowy  wizerunek  wpłynie  fakt,  że  narzeczona 
ucieka po dwóch dniach. 

-  Bardzo rozsądnie. 
-  Więc dlaczego czuję się tak podle? 

 

-  To  nie  twoja  wina,  że  facet  jest  nałogowym  kłamcą  i 

sam  się  zapędził  w  kozi  róg,  wybierając  niewłaściwą  ko-
bietę. 

-  Ja mam być tą niewłaściwą kobietą? - Poderwała głowę. 
-  To chyba oczywiste - odparła Kath gładko, uśmiechając 

się  szeroko.  -  Jesteś  sekutnicą  a  nie  potulnym  i  słodkim 
kociątkiem. 

Kath  ma  rację,  pomyślała.  Aleksowi  wydawało  się,  że 

trafił  na  słodką  idiotkę,  która  przystąpi  do  jego  fanklubu  i 
będzie robić wszystko, żeby ją tylko zechciał zauważyć. Ale 
grubo się mylił. 

-  Nienawidzisz go, prawda? 

-  Oczywiście.  -  Lecz  jednocześnie  podobał  jej  się  i  w 

dodatku  tak  bardzo  pragnęła  poczuć  na  swoim  ciele  jego 
dłonie. Chociaż jej pragnienia nie miały tu nic do rzeczy. 

Kath  podniosła  pióro  i  przez  chwilę  jeszcze  patrzyła  na 

gazetę. 

-  Więc chyba nie masz czym się martwić. 

Kręcąc z dezaprobatą głową, Jess wyszła z pokoju i ru 

background image

szyła  po  schodach  w  dół.  Potrzebowała  czegoś  solidniej-
szego  niż  kubek  kawy  i  mały  pierniczek.  Takie  kłopoty 
wymagały  porządnego  kawałka  czekoladowego  tortu... 
Tylko nieprzyzwoicie tuczące ciastko z łyżką lodów i porcją 
bitej śmietany mogło ukoić jej zmysły i ostudzić rosnące w 
niej pożądanie. 

-  Jess? 

Stanęła jak wryta, słysząc głęboki głos Aleksa Calaha-na. 

On?  Tutaj?  Niemożliwe.  Gdyby  się  dowiedział,  gdzie 
pracuje i co robi... 

-  Tak?  -  Miała  nadzieję,  że  zabrzmiało  to  absolutnie 

niewinnie. 

Alex  uśmiechnął  się  i  natychmiast  poczuła,  że  się  roz-

pływa. 

-  A  więc  tutaj  pracujesz?  -  Podniósł  głowę  i  spojrzał  na 

budynek, z którego wyszła. 

Kiwnęła głową, czując, że brak jej tchu. Nie wyglądał na 

osobę, która właśnie spotkała nieprzyjaciela. Czy to znaczy, 
że nic nie wie? A może ma taką wesołą minę, bo już wie i 
właśnie zamierza pożreć ją żywcem? 

-  Nie znam firmy Kingston i spółka. Czym się właściwie 

zajmujesz? 

Otworzyła  usta,  ale  nie  była  w  stanie  wydobyć  słowa. 

Nie mogła przecież powiedzieć mu prawdy. 

-  Właściwie wszystkim po trochu... No, wiesz. 

Chodziło mi o to, czym zajmuje się firma. Przechyliła 

głowę na bok i z namysłem dotknęła palcem warg. 

background image

-  A co ty tu robisz? 

Przeniósł spojrzenie na jej wargi, w jego oczach pojawił 

się błysk. 
-  Przyszedłem zobaczyć się z tobą. Nie 
zdołała ukryć uśmiechu. 
-  Wydawało mi się, że umówiliśmy się na wieczór? 
-  To prawda, ale nie mogłem się doczekać. 

Poczuła, jak ciepło rozchodzi się po jej ciele. Zadrżała na 

myśl,  że  może  lubi  ją  nie  tylko  jako  swoją  instruktorkę  i 
fałszywą narzeczoną. 
-  Coś takiego! Alex padł na 
kolana. 

Krew burzyła się jej w żyłach, policzki pałały. 

-  Co ty wyprawiasz? 

-  Jess, czy mogłabyś zrobić mi ten zaszczyt i zostać moją 

narzeczoną  przez  następne  dwa  tygodnie?  -  mówiąc  to, 
wsunął jej na palec pierścionek. 

Oderwała wzrok od jego uśmiechniętych oczu i spojrzała 

na  błyszczący  w słońcu brylant.  Musiał  ważyć  co  najmniej 
dwa  karaty,  był  różowy,  owalny,  w  delikatnej  platynowej 
oprawie. 

Serce  waliło  jej  jak  młotem.  Boże...  Gdyby  to  tylko 

działo  się  naprawdę...  Gdyby  to  tylko  był  miły,  szczery, 
rzetelny mężczyzna, który ją rzeczywiście kocha... 

-  Mówiłam ci przecież, że najpierw musisz przejść próbę 

-  prychnęła.  -  Co  cię  podkusiło,  żeby  ogłosić  nasze  za-
ręczyny? A teraz to... 

-  Chyba dlatego, że jestem ogromnie podekscytowany 

background image

-  odparł,  podnosząc  się  z  ziemi  i  otrzepując  kolana.  -  Nie 
mogłem  się  już  wprost  doczekać,  żeby  zaczął  się  okres 
na-rzeczeński. 

-  Mogę się wycofać do soboty wieczorem - ostrzegła. 

-  Mam nadzieję, że tego nie zrobisz - odparł, przysuwając 

się bliżej. 

-  Muszę już iść - powiedziała, pospiesznie się cofając. 

-  Mam dużo pracy. 

-  Jasne.  -  Pochylił  się  i  delikatnie  musnął  wargami  jej 

usta. 

-  A to po co? - szepnęła. 

-Na  wszelki  wypadek.  Ktoś  może  nas  obserwować. 

Trzeba zachować pozory. 

I chwilę później już go nie było. Została sama, z rozsza-

lałym sercem i ciałem, które płonęło z pożądania... 

Jednego była pewna. W chwili, gdy skończy się ta sprawa 

z Alexandrem Calahanem, będzie gotowa na nowy związek. 
A  mężczyzna,  którego  wybierze,  będzie  musiał  dobrze  się 
starać, żeby spełnić jej oczekiwania. 

 
Słuchając  dźwięku  dzwonka  do  drzwi,  Alex  czuł  się  jak 

nastolatek na pierwszej randce. 

Może  to  niemądre,  ale  Jess  sprawiła,  że  myślał  i  odczu-

wał, jakby miał najwyżej osiemnaście lat. Czyżby to dlatego, 
że bez przerwy go oceniała? 

Nie  miał  pojęcia,  co  knuła.  Po  tym,  jak  ostatniego  wie-

czoru nie zgodziła się wyjść z nim na spotkanie z klientami, 
przypomniał sobie o podejrzeniach Lucasa. 

background image

Gdyby była wtyczką, nie zrezygnowałaby z takiej okazji. 

Ale  dlaczego  w  takim  razie  unikała  rozmowy  na  temat 
swojej  pracy?  Albo  była  wyjątkowo  sprytna,  a  przy  tym 
miała  anielską  cierpliwość,  albo  też  faktycznie  działała  w 
ruchu  feministycznym  i  tylko  przypadek  sprawił,  że 
zawodowo zajmowała się reklamą. 

W  tym  momencie  właściwie  nie  miało  to  znaczenia. 

Zresztą prawdopodobieństwo, że Jess może go wykorzystać, 
było znikome. 

Wyraz  jej  twarzy,  gdy  włożył  na  jej  palec  pierścionek, 

był  nieoczekiwanie  zachęcający, jakby przychylny dla  jego 
zamierzeń. Gdy patrzył  w jej  błyszczące oczy,  miał  wraże-
nie, że nie zdoła dłużej ciągnąć tej farsy. 

Tak  bardzo  chciał  wyznać,  że  to  jej  pragnął,  a  nie 

Na-tashy, ale z tym trzeba poczekać. 

Nie mógł przestać o niej myśleć ani doczekać się, kiedy 

ją  znów  zobaczy.  Zachowuję  się  jak  masochista,  pomyślał, 
przeczesując palcami włosy. 

Czy to jest właśnie miłość? 

Jess  otworzyła  drzwi.  Długa,  sięgająca  kostek  czarna 

sukienka  otulała  jej  ponętne  kształty.  Dekolt  opadał  nisko, 
odsłaniając  rowek  między  piersiami.  Poczuł  dreszcz 
podniecenia na widok jej kremowej skóry. 

Włosy upięła  wysoko, ale kilka kosmyków  wysunęło się 

z fryzury i zdawało się pieścić jej twarz. Jej usta były ciem-
noczerwone,  a  szmaragdowe  oczy  patrzyły  na  niego  w  taki 
sposób, że zapierało mu dech. 

Miał nadzieję, że to jego widok, a nie elegancki smo 

background image

king  robił  na  niej  takie  wrażenie.  Boże,  jeszcze  chwila,  a 
utonie w jej oczach. Najchętniej zostałby z nią tutaj, grzejąc 
się w jej cieple... 

-  No co? - mruknął zmieszany. 
-  Wyglądasz rewelacyjnie - odparła swobodnie. 

-  Ty również. Gotowa na próbną randkę? 
-  Jasne.  Gdzie  idziemy?  -  Wyszła  na  korytarz,  jakby 

chciała jak najszybciej rozpocząć wspólny wieczór. 

-  Na  kolację  do  „Bondi  Icebergs".  -  Objął  ją  w  pasie, 

czekając, aż zamknie drzwi. Kiedy jego dłoń trafiła na nagą 
skórę,  miał  wrażenie,  że  się  oparzył.  Na  Boga,  co  to 
takiego? 

-  No,  no...  Szpanerski  lokal.  -  Wysunęła  się  z  jego  ob-

jęcia i ruszyła przodem, a wówczas zobaczył głęboki dekolt 
z tyłu sukienki. 

Całe plecy miała odkryte. Po prostu nie było tu ani śladu 

po  sukience,  która  jakimś  cudem  zaczynała  się  dopiero 
poniżej talii, skąd spływała aż do ziemi. 

Przełknął nerwowo ślinę. Jeśli Jess zamierzała go uwieść, 

zrobiła dobry początek, wkładając tę suknię. 

-  Jakoś  niewiele  mówisz.  -  Spojrzała  na  niego  przez  ra-

mię. - Czy to ze strachu, żeby nie palnąć jakiegoś głupstwa, 
które da mi pretekst do wycofania się? 

Uśmiechnął się mimo woli. 

-  Może... A może po prostu twoja uroda pozbawiła mnie 

głosu. 

Odwróciła się gwałtownie. 

-  Znowu próbujesz mi pochlebiać? 

background image

-  Troszeczkę  -  odparł  swobodnie,  starając  się  skupić 

uwagę  na  rozmowie,  a  nie  na  Jess  ani  pożądaniu,  które  go 
ogarnęło. - Choć mam nadzieję, że nie za bardzo. Chciałem 
wyrazić, jak bardzo poruszył mnie twój widok, ale boję się, 
czy nie zabrzmiało to zbyt ckliwie. 

No dobrze. - Skinęła głową z aprobatą. Uśmiechnął się z 

satysfakcją. Chyba był na dobrej drodze, skoro tak łatwo 
przyjęła komplement. 

Nagle Jess się zatrzymała. 

-  Niech  to  diabli,  zapomniałam  torebki.  -  Zawróciła  do 

drzwi. - Nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje. Jestem dziś 
zupełnie bez głowy. 

-  Wiem, jak to jest - powiedział, idąc za nią. Wiedziałaby, 

jak  to  jest  stracić  głowę,  gdyby  jej  myśli  choć  w  połowie 
były tak zajęte nim, jak jego nią... Tyle że ona chyba nawet 
go nie lubiła. 

Zaczął rozważać, jak skłonić ją, by dała mu choćby mały 

znak, czy ma u niej szanse. 

-  Przepraszam,  że  zwaliłem  ci  to  wszystko  na  głowę. 

Wiem, że niespecjalnie lubisz spędzać ze mną czas. 

Wzruszyła lekko ramionami. 

-  Przeżyję. - Otworzyła drzwi i poszła do sypialni. Alex 
wszedł do salonu. 

-  Mam nadzieję, że ogłoszenie naszych zaręczyn nie 

popsuje ci stosunków w tej feministycznej organizacji? 
-spytał, wchodząc do salonu. 

-  Nie pomyślałam o tym - odkrzyknęła. 
-  Jak sądzisz, co powie na to twój ojciec? - ciągnął, gła 

background image

dząc ręką patchworkową narzutę na sofie. - Chyba poświęci 
ci  wreszcie  trochę  uwagi,  prawda?  -  Przez  chwilę 
zastanawiał  się  nad  tym,  jak  ojciec  może  zareagować  na 
niespodziewane zaręczyny córki. - Pewnie trudno mu będzie 
to wytłumaczyć - podjął, patrząc w stronę drzwi do sypialni. 
- Chętnie ci pomogę porozmawiać z nim o tym. O nas. 

Zastanowił  go  brak  odpowiedzi.  Podniósł  głowę.  Z  sy-

pialni nie docierał żaden dźwięk. Boże, czyżbym powiedział 
coś niewłaściwego? - zaniepokoił się. 

Podniósł  się  z  kanapy  i  z  bijącym  mocno  sercem  pod-

szedł do drzwi pokoju Jess. 

background image

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY 

 
Jess  zadrżała.  Słowa  Aleksa  odebrała  jak  cios.  Głęboki 

żal ścisnął jej serce. 

Tata...  Nie  pomyślała,  jak  może  zareagować  na  to 

wszystko... 

Łzy  napłynęły  jej  do  oczu.  Jak  przyjmie  wiadomość,  że 

postanowiła wyjść za mąż za jego największego wroga? Za 
mężczyznę,  który  zrujnował  jego  firmę?  Który  odebrał  mu 
chęć do życia? 

Ciężko usiadła na łóżku. O Boże... 

- Jess? 

Podniosła  wzrok  na  mężczyznę,  który  stał  w  drzwiach. 

Gdyby ojciec poznał go bliżej... 

Co ja wymyśliłam? - zganiła się natychmiast. Przecież to 

tylko  farsa.  Cała  ta  sprawa  potrwa  zaledwie  kilka  dni.  Nie 
było żadnego powodu, by jej ojciec miał się dowiedzieć, że 
zarozumiały z pozoru Calahan jest uprzejmy i delikatny. 

Poczuła  ból  w  piersi.  To  wszystko  nie  dzieje  się  na-

prawdę.  Nic  z  tego  nie  jest  prawdziwe.  To  tylko  szalone 
zwidy... no i marzenia... 

background image

Zdawała  sobie  sprawę,  że  wszystko  się  skończy,  gdy 

tylko  Alex  zdobędzie  to,  czego  pragnie.  Wtedy  znów  zo-
stanie  sama.  Lecz  niestety  musiała  przebrnąć  przez  to  do 
końca. 

Choćby dla siebie samej. 

Gardło jej się ścisnęło, z oczu natychmiast popłynęły łzy. 

A  ojciec  i  tak  będzie  się  zachowywał  jak  zawsze.  Może 
nawet gorzej. 

Jak zdoła wytłumaczyć mu to całe zamieszanie? 

-  Hej - szepnął Alex. Podszedł bliżej, uklęknął przy łóżku 

i położył ręce na jej dłoniach. - Tak mi przykro... 

Jej również było przykro. Dlatego, że bez względu na to, 

co robiła, dla ojca nie miało to żadnego znaczenia... Że jej 
agencja nie odnosiła takich sukcesów, jak firma ojca... Że 
nie umarła zamiast mamy... 

Zakryła ręką usta, ale nie mogła powstrzymać szlochu. 

-  Chcę tylko, żeby mnie dostrzegał. To, co robię. Ale jego 

to nic nie obchodzi. W ogóle. 

Alex  odwrócił  jej  lewą  rękę  i  kciukiem  pogładził  pier-

ścionek. 

-  To może pomóc. 

Rzuciła  okiem  na  piękny  różowy  brylant.  Wiadomość  o 

jej  zaręczynach  mogła  jednak  jeszcze  bardziej  pogorszyć 
sytuację. No, chyba że wyzna ojcu całą prawdę. Tylko jaka 
właściwie  jest  prawda?  Ma  powiedzieć,  że  próbowała 
osłabić pozycję wroga? Czy może, że chciała mu pomóc? A 
może  o  tym,  że  oczarował  ją  jego  piękny  uśmiech  i  zmy-
słowe usta? 

background image

-  Myśli wyłącznie o tym, jak stracił swoją firmę i o tym, 

że kiedyś sprawiedliwości stanie się zadość. - Przełknęła łzy. 
- Co sobie teraz o mnie pomyśli? 

-  O tym, że zostałaś moją narzeczoną? - Alex uśmiechnął 

się łagodnie. - Może ci po prostu pogratuluje? 

Pokręciła  głową.  Gdyby  tylko  mogła  szczerze  o  wszyst-

kim mu opowiedzieć! 

-  Myśli  tylko  o  tym,  w  jaki  sposób  stracił  firmę  -  po-

wtórzyła. Tak bardzo chciała, żeby zrozumiał znaczenie tych 
słów. 

-  Całkiem  możliwe,  że  obwinia  się  o  śmierć  twojej  ma-

my.  Pewnie  uważa,  że  nie  zasłużył  na  to,  aby  odnosić  suk-
cesy w interesach... 

-  Co? - Podniosła gwałtownie głowę i spojrzała na niego 

pytająco. 

-  Prawdopodobnie  sam  sobie  utrudniał  wykonywanie 

pracy.  - Zaczął rozcierać jej ręce. Jess poczuła, jak przenika 
ją  ciepło  bijące  od  jego  ciała.  -  Gdybym  ja  miał  kogoś,  na 
kim zależałoby  mi najbardziej na  świecie, pomyślałbym, że 
powinienem  zrobić  coś  więcej...  dużo  więcej.  Pewno 
żałowałbym,  że  tyle  czasu  poświęcałem  pracy,  zamiast 
ukochanej osobie... 

-  A co ze mną? - Przygryzła wargę, czując, jak żal ściska 

jej serce, gdy uświadomiła sobie, że tą ukochaną osobą jest 
dla niego Natasha. - Dlaczego mnie ignoruje? 

-  Prawdopodobnie  dlatego,  że  mu  o  niej  przypominasz  - 

powiedział miękko, patrząc jej w oczy. - Jak sądzę,\ czuje się 
winny. 

background image

Słuchała  go  zaszokowana.  Czy  to  może  być  prawda? 

Wyjaśnienie wydawało się takie proste i oczywiste... 

Wysunęła  ręce  z  dłoni  Aleksa,  uniosła  ramiona  i  mocno 

go uścisnęła. Wydawał się taki silny i ciepły, a przy tym tak 
pięknie pachniał... 

Nie  miało  już  znaczenia,  kim  jest.  Dzięki  niemu  znów 

zaświtała  jej  nadzieja,  że  naprawi  stosunki  z  ojcem  i  nie 
będzie  musiała  w  tym  celu  poświęcić  mężczyzny,  który 
przyczynił się do upadku jego firmy. 

Objął ją ramionami i przytulił do siebie. 

-  Za jakiś czas sam ci to powie  - szepnął.  - Musisz tylko 

wierzyć, że cię kocha. 

Jess odsunęła  się  trochę, z  jej oczu znów popłynęły  łzy. 

Miał  przecież  być  samolubny  i  płytki.  Bezczelny  i  nik-
czemny. .. Jak to możliwe, że jest taki cudowny? 

-  Alex...  -  szepnęła,  podnosząc  rękę  do  jego  twarzy. 

Kiedy  pogłaskała  jego  gładki  policzek,  poczuła  radość,  że 
wreszcie może go dotknąć. - Dziękuję. 

Chwycił jej dłoń i zajrzał głęboko w oczy. 

-  Powiedz to jeszcze raz. 

-  Dziękuję  -  powtórzyła  cicho.  Pod  wpływem  jego  spoj-

rzenia  i  dotyku  dłoni,  którą  trzymał  jej  nadgarstek,  głos 
odmówił jej posłuszeństwa. 

-  Nie  -  powiedział  stanowczo,  uwalniając  jej  rękę.  -  Nie 

to. Chodzi mi o moje imię. 

-  Alex.  -  Uśmiechnęła  się,  przesuwając  palec  po  jego 
szyi.  Przytrzymał  jej  dłoń,  przeniósł  spojrzenie  na  jej 
usta, 

po czym podniósł się z kolan, pociągając ją za sobą. 

background image

Nie mogła się powstrzymać ani odpowiedzieć przecząco 

na jego pytające spojrzenie, w którym dostrzegła pożądanie. 
Pochyliła się  do przodu i delikatnie  musnęła  wargami jego 
usta. 

Przez chwilę powoli je smakował, po czym pogłębił po-

całunek,  wzbudzając  w  niej  pragnienia,  o  których  dawno 
zapomniała. 
-  Myślałam, że chcesz... - szepnęła. 

-  Ciebie.  -  Przesunął  dłonie  wzdłuż  jej  pleców  i  mocno 

przycisnął do siebie. 
-Ale... 

Nie odrywając oczu od jej twarzy, obwiódł kciukiem jej 

wargi i znów ją pocałował. 

-  Boże,  jak  ja  cię  pragnę!  Jesteś  piękna,  zachwycająca, 

niesamowita... 

Powstrzymała go, kładąc dłoń na jego ustach. 

-  Co ci mówiłam na temat przesadnych komplementów? 

-  Zdawało  mi  się,  że  mówiłaś  o  wszelkich  pochleb-

stwach? - zakpił. 

Wzruszyła ramionami, patrząc mu z uśmiechem w oczy. 

-  Odrobina adoracji ucieszy każdą dziewczynę. 

-  To  znaczy  ile?  -  mruknął  łamiącym  się  głosem,  przy-

ciągając ją bliżej. 

Jess  nie  mogła  się  nim  nasycić.  Jego  gorące  pocałunki 

wprawiły  jej  ciało  w  drżenie  i  wypierały  z  jej  umysłu 
wszelkie myśli. 

Zsunęła marynarkę z jego ramion, rozpięła guziki koszuli 

i położyła dłonie na jego torsie, napawając się cie 

background image

płem skóry. Płonęła na myśl o ustach Aleksa błądzących po 
jej skórze, o dłoniach pieszczących jej ciało. 

Gdy  zaczął  całować  jej  szyję,  chwyciła  gwałtownie  po-

wietrze,  zrobiła  krok  do  tyłu  i  pociągnęła  go  za  sobą  na 
łóżko. 

Alex zawahał się, po czym zastygł nad nią, jak drapieżny 

ptak  nad  swoją  zdobyczą.  Jego  oczy  błyszczały  niebez-
piecznie. 

Serce  Jess  zadrżało.  Zdawała  sobie  sprawę,  że  powinna 

to  przerwać.  Jednak  wówczas  nie  będzie  go  miała  nigdy... 
nawet na krótko. I do końca życia będzie tego żałować. 

Objęła  go  ręką  za  szyję  i  przyciągnęła  do  siebie.  Cało-

wała jego nagie ramiona, z radością słuchając pomruku, jaki 
wydobył mu się z gardła. 

Alex przycisnął usta do jej szyi, jego dłoń wędrowała od 

jej talii do biodra i znów do góry, póki nie zatrzymała się na 
piersi. Jess wygięła plecy, poddając się pieszczotom. Jeszcze 
żaden  mężczyzna  nie  wzbudzał  w  niej  takiej  żądzy. 
Odwróciła głowę, odnalazła jego usta i przywarła do nich z 
jękiem. 

Zaczęła  wić  się  z  rozkoszy,  gdy  Alex  pieścił  jej  pierś, 

drażniąc kciukiem sutek. O Boże... To niesamowite. On jest 
niesamowity... 

Mimowolnie napięła mięśnie. 

- Wszystko w porządku? - spytał Alex. 

-Tak  -  szepnęła.  Tak,  wszystko  było  w  porządku.  W 

namiętności  i  pożądaniu  nie  było  nic  niewłaściwego.  To  z 
miłością nie chciała mieć do czynienia... 

background image

Oczekiwanie  na  spełnienie  było  boskie.  Wystarczyły 

pocałunki Aleksa, żeby doprowadzić ją do szaleństwa, żeby 
poczuła żar. 

Alex  sięgnął  do  klamerki  na  karku,  zsunął  jedwabną 

tkaninę w dół i położył rękę na rozgrzanej skórze Jess. 

-  Och... - westchnęła, gdy chłodne powietrze owionęło jej 

piersi. 

Alex upajał się jej widokiem, jego szafirowe oczy płonęły 

namiętnością.  Wreszcie  pochylił  głowę  i  objął  ustami  jej 
sutek. 

Miała  wrażenie, że zaraz straci zmysły. Drżąc  z  podnie-

cenia, wpiła palce w jego plecy. 

Odsunął  się  od  niej,  wpatrując  się  w  nią,  jakby  była 

cennym klejnotem... Jakby nie zamierzał nic zrobić... Jakby 
zastygł... 

-  Alex... - szepnęła. Wszystko w niej stopniało  w chwili, 

gdy wszedł do tego pokoju. Miała wrażenie, że otacza ją coś 
ciepłego  i  pięknego,  co  stępiło  jej  umysł,  spowijając  ją  w 
złotym  świetle.  Musiała  podzielić  się  tym  uczuciem  z 
Aleksem... 

-  Boże,  Jess,  jesteś  taka  piękna  -  mruknął.  Znów  przy-

ciągnął ją do siebie i zaczął całować drugą pierś. 

Wygięła plecy, nie potrafiąc już walczyć z pożądaniem. 

-  Alex - jęknęła, przesuwając dłoń w dół. 

-  Nie powinniśmy... 

Pod wpływem impulsu rozpięła zamek w jego spodniach. 

-  Właśnie że powinniśmy. 

background image

-Ale... 

-  Żadnych wątpliwości. Tylko to - szeptała, całując go w 

szyję i wsuwając palce we włosy. 
-  Jess... jesteś pewna? 

-  Tak,  do  diabła.  -  Pragnęła  tego  bardziej  niż  czegokol-

wiek w życiu. Nie chciała się zastanawiać, dlaczego tak się 
dzieje. W ogóle  nie  chciała  myśleć. Tylko być  z  nim. Tu i 
teraz. 

Alex z jękiem zacisnął palce na brzegu jej majteczek. 

Przycisnęła  usta  do  jego  warg.  Namiętny  pocałunek 

jeszcze bardziej ich rozpalił. Po chwili ubranie Jess leżało na 
podłodze. 

-  Nie  mogę  uwierzyć,  że  to  się  dzieje  naprawdę  -  szep-

nęła, gdy przykrył jej ciało swoim. 

-  Zaraz  uwierzysz.  -  Przesunął  rękę  wzdłuż  jej  nogi, 

głaskał ją i pieścił, ucząc się jej ciała. 

Przestała oddychać, dygocząc z pożądania. 

-  Alex - szepnęła błagalnie. 
Teraz już się nie wahał. 

Zadrżała, gdy wstrzymując oddech, wszedł w nią głęboko, 
wycofał się, wślizgnął znowu... Krzyk wyrwał się jej z 
gardła. 

Alex  pochylił  się  do  jej  ust,  spijając  jej  pożądanie.  Jess 

czuła, jak unosi ją ze sobą, zabiera w ciemną pustkę i znów 
rzuca  w  płomienny  żar,  przepełniając  ją  przejmującą  roz-
koszą. 

Oddychając  ciężko,  opadł  na  posłanie.  Tulił  ją  w  ra-

mionach, całując jej czoło, policzki i powieki. 

background image

Jess leżała bez sił, zupełnie wyczerpana. 

Wiedziała, że dla obojga był to wyłącznie seks. Alex po-

został uwodzicielem. Nie  będę  musiała ciągnąć tego dłużej 
niż do soboty, pomyślała, tłumiąc ból w piersi. 

-1 jaka jest twoja odpowiedź? - spytał Alex szeptem. 

Wzięła głęboki oddech i położyła  dłoń na  jego brzuchu. 

Wciąż go pragnęła... 

-  A jakie było pytanie? - Uśmiechnęła się. 

Palcem  wodził  po  jej  ciele,  obrysowując  wszystkie  za-

okrąglenia, jakby chciał nauczyć się jej na pamięć. 

-  Hmm... Niech się zastanowię... 

background image

ROZDZIAŁ SZESNASTY 

 
Jess przekręciła się na łóżku, powieki jej zadrżały. Przez 

okno  do  pokoju  wlewało  się  słońce.  Dzisiejszy  ranek 
wydawał  się  niezwykły,  całkiem  inny  od  wszystkich 
poprzednich. 

Ostatnia  noc  była  cudowna.  Rozmawiali,  kochali  się, 

potem  zamówili  pizzę,  znowu  się  kochali,  rozmawiali,  ko-
chali się i wreszcie zasnęli. 

Przeciągnęła  się  z  rozkoszą.  W  całym  ciele  poczuła 

przyjemne mrowienie, gdy pomyślała o Aleksie i o tym, że 
dzisiejszej  nocy  znów  będzie  tak  samo.  A  może  jeszcze 
następnej... 

Cóż z tego, że nigdy nie zje kolacji w „Bondi"? Pragnęła 

wyłącznie  Aleksa...  Tak  długo,  jak  tylko  będzie  mogła  go 
mieć dla siebie. 

To  szaleństwo,  jak  wspaniale  do  siebie  pasowali...  Wie-

działa, że to coś zupełnie wyjątkowego. Była pewna, że od 
tej nocy wszystko musi się zmienić. 

Wyciągnęła rękę, ale łóżko obok niej było puste. Na po-

duszce, gdzie wcześniej leżała głowa Aleksa, znalazła kart-
kę papieru. 

background image

„Do zobaczenia wieczorem". 

Zagryzając  wargę,  wpatrywała  się  w  lakoniczne  słowa. 

Czemu nie napisał jakiegoś komplementu, nie napomknął o 
wspaniałej nocy? O tym, jak było im cudownie? 

Dlaczego  wyszedł  tak  wcześnie,  nawet  nie  próbując  jej 

obudzić? 

Marzyła,  że  obudzi  się  w  jego  ramionach,  usłyszy,  jak 

szepcze jej czułe słówka, poczuje, że to, co przeżyli, ma dla 
niego jakieś znaczenie. 

Chociaż... Czemu nagle przyszło jej do głowy, że ta noc 

będzie znaczyła dla niego więcej niż którakolwiek inna? 

Przycisnęła poduszkę do twarzy i głęboko odetchnęła. To 

był  wyłącznie  seks,  nic  poza  tym.  Wspaniały  seks  z 
przystojnym, uroczym mężczyzną. 

Wiedziała już o tym tej nocy. Wiedziała, że to nie będzie 

nic więcej... 

Usiadła  na  łóżku,  zmuszając  się  do  uśmiechu.  Powinna 

była  dać  mu  parę  wskazówek  na  temat  dobrych  manier  w 
sypialni  i  oduczyć  go  typowych  dla  kawalera  zachowań. 
Być może nie czułaby się wtedy tak okropnie... 

No,  cóż...  Przynajmniej  Natasha  trochę  skorzysta,  jeśli 

mu  powiem,  że  takie  postępowanie  jest  niewłaściwe,  po-
myślała, czując, że smutek ściska jej gardło. 

A sama muszę przyjąć do wiadomości, że nie jestem dla 

niego nikim szczególnym. Po prostu jedną z wielu kobiet... 

Ponownie opadła na posłanie. Zdawała sobie sprawę, 

background image

że  zachowuje  się  jak  skończona  kretynka,  ale  tak  bardzo 
pragnęła, żeby Alex ją lubił, pożądał jej... 

Boże,  ja  go  kocham!  -  uświadomiła  sobie  nagle  z  prze-

rażeniem. 

Zerwała się na nogi i sztywno ruszyła do łazienki, stara-

jąc się opanować ból. Jeśli dzisiaj Alex zechce gdzieś ją za-
brać, z pewnością go nie zawiedzie. Postara się wyglądać re-
welacyjnie i będzie robić wszystko, czego od niej oczekuje. 

A  zerwanie  zaręczyn  też  nie  będzie  trudne.  Alexander 

Calahan był jej wrogiem i kochał inną kobietę. Z pewnością 
lepiej jej będzie bez niego... 

 
To musiała być jakaś nieprzyjemna wiadomość. 
Od  razu  poznał  po  minie  Lucasa.  Tyle  że  w  ogóle  nie 

budziło to jego niepokoju. Wciąż nie mógł przestać  myśleć 
o Jess i nocy, jaką ze sobą spędzili. 

Była niezrównana. 

Dobrze  zgadywał,  że  drzemie  w  niej  ogromna  namięt-

ność.  Wciąż  czuł  na  ustach  jej  delikatny  waniliowy  smak, 
przed oczami miał obraz jej nagiego ciała na bladoróżowym 
prześcieradle. 

Musiał  wyjść  od niej, zanim  się  obudziła, zanim skusiło 

go, by znów ją pocałować, dotknąć jej i kochać się z nią bez 
końca. 

Jess była  jak narkotyk.  Zdawał  sobie  sprawę, że  nie  po-

trafiłby  ukryć  swoich  uczuć.  Pragnął  jej  wszystko  wyznać. 
A to nie byłoby mądre... 

Dla jej dobra nie powinien się spieszyć. Również tej 

background image

nocy powinien był nad sobą zapanować. Jednak gdy Jess go 
przytuliła, puściły wszystkie hamulce. Pragnęła go... 

Sięgnął  po  szklankę  z  sokiem  pomarańczowym,  którą 

postawił  przed  nim  steward  i  rozejrzał  się  po  pokładzie. 
Chińskie lampiony były już rozwieszone, później dołączą do 
nich girlandy z kwiatów. 

-  Wyglądasz na zadowolonego z siebie.  - Lucas usiadł w 

fotelu. - Zrobiłeś to, tak? A mówiłeś, że nie posuniesz się z 
nią za daleko. 
-  Chyba się zakochałem. 
-  Oczywiście. W Natashy. 

Alex energicznie pokręcił głową. 

-  Nie,  w  Jess.  -  Zadziwiało  go,  że  czuje  podniecenie  na 

samą myśl o niej. 
-  Nawet jej nie znasz. 

-  Poznałem  ją  wystarczająco  dobrze.  Jest  najmilszą,  naj-

cieplejszą  i  najpiękniejszą  kobietą,  jaką  spotkałem.  A  przy 
tym  nie  patrzy  na  mnie  z  nabożną  czcią...  Po  prostu  mnie 
lubi. 

-  Lubi  cię,  bo  możesz  jej  dać  to,  czego  pragnie  - 

prych-nął Lucas. 

Alex  z  pobłażliwym  uśmiechem  odchylił  się  na  krześle. 

O tak, z pewnością, pomyślał. Ona jemu również dawała to, 
czego pragnął. 

Lucas pochylił się nad przyjacielem i chwycił go za rękę. 

-  Twoja  nowa  miłość  załatwiała  przy  okazji  własne 

sprawy. Piękna instruktorka węszyła w twojej firmie. 

background image

-  Co takiego? - Zmarszczył brwi. 

-  Pamiętasz  tę  agencję,  w  której  pracuje?  Jess  jest  jej 

współwłaścicielką. 

-1 co z tego? 

-  A to, że ta maleńka agencja właśnie podprowadziła nam 

takie  firmy  jak  Sawtell  i  Collins  czy  Bramton,  a  nawet 
Cowly. 

-  To  pewnie  zbieg  okoliczności  -  mruknął,  próbując 

przezwyciężyć ból, który ścisnął mu serce. Nie, to nie mogło 
mu  się  przydarzyć.  Niemożliwe,  żeby  znowu  spotkał 
kobietę, która planuje go wykorzystać. 

-  Nie bądź głupcem. Przecież ona próbuje wpuścić cię w 

maliny.  Chciała  jedynie  zdobyć  odpowiednich  klientów, 
dzięki którym mogłaby się dostać do wyższej ligi. 

-  To  nie  są  znowu  takie  znaczące  firmy  -  zauważył  głu-

cho. Słowa Lucasa odbierał jak dźgnięcia sztyletem. 

-  Ale  CG&A  to  już  co  innego.  I  jeszcze  kilka  innych, 

które  będą  tu  dziś  wieczorem.  Ona  nie  może  przyjść  na 
przyjęcie. Musisz się jej pozbyć. 

Alex  kręcił  z  niedowierzaniem  głową,  próbując  rozpro-

szyć  niepokój,  jaki  wkradł  się  do  jego  serca.  Tak  bardzo 
chciał ją zatrzymać. 
-  To z pewnością jakaś pomyłka. 

-  Taa... A ty jesteś jej największą miłością. Bądź poważ-

ny, chłopie! Ta organizacja Kobiety przeciw Donżuanom w 
ogóle  nie  istnieje.  Sprawdziłem  to.  Jess  jest  wtyczką  i  robi 
cię w konia. 

Alex podniósł się i podszedł do relingu. Pochylił się 

background image

nad barierką i zapatrzył w wodę prawie tak zieloną jak oczy 
Jess... jej zdradzieckie, podstępne oczy. 

Czy  to  możliwe,  że  była  taka  jak  inne?  Czy  faktycznie 

zależało  jej  na  tym,  żeby  coś  zdobyć?  Coś...  ale  nie  jego. 
Właściwie żadnej z jego kobiet nie chodziło o niego. Był dla 
nich  właścicielem  firmy,  synem  majętnych  Calahanów, 
bogatym playboyem... Nierealną postacią bez serca. 

Jednak tym razem było inaczej. Jess go znała. Mówił jej 

o sprawach, o których nie rozmawiał z nikim innym. 

Lucas klepnął go po ramieniu. 

-  Pozbądź  się  tej  dziewczyny  i  skoncentruj  się  na 

Na-tashy Bradford-Jones. Ona pasuje do ciebie pod każdym 
względem. 

Znów  pokręcił  głową,  zastanawiając  się,  jakie  ma  moż-

liwości.  Właściwie  był  tylko  jeden  sposób,  żeby  poznać 
prawdę. I będzie musiał go zastosować. 

background image

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY 

 
Jess trzymała się na uboczu, przyglądając się, jak Lucas i 

stojący obok niego mężczyzna witają przybywających gości. 

Nadal na skórze czuła jego dotyk, po tym, gdy chwycił ją 

za ręce i musnął pocałunkiem usta, kiedy weszła na pokład. 
W  uszach  wciąż  słyszała  obietnicę,  że  wkrótce  do  niej 
dołączy. 

Czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy Alex po prostu 

dobrze  gra  swoją  rolę?  Uniosła  wysoko  głowę,  odsuwając 
natrętną myśl o tym, że jej marzenie mogłoby się spełnić. 

Czy  faktycznie  powinna  uznać,  że  dobrze  poznała 

Aleksa?  Przez  te  ostatnie  dni  zrozumiała,  że  ludzie  nie  za-
wsze  są  tacy,  jacy  wydają  się  z  pozoru.  Alex  wydał  jej  się 
wspaniały, ale możliwe przecież, że się myliła... 

Nie  potrafiła  zlekceważyć  niepokoju,  który  dręczył  jej 

serce. Jak miała uwierzyć, że właśnie przy niej się zmieni? 
Mało  prawdopodobne,  że  wybierze  ją  spośród  tych 
wszystkich  piękności,  z  którymi  się  spotykał.  Przecież  na-
wet jej własny ojciec nie uważał, że jest warta miłości... 

Co z tego, że lepiej jej się rozmawiało z nim niż z Kath, 

background image

z  tatą,  czy  nawet  z  Deanem?  Alex  nigdy  nie  wymówi  tych 
dwóch słów i marzenie o tym było wyłącznie  stratą czasu i 
energii. 

-  Uśmiechnij  się  -  szepnął  Alex,  obejmując  jej  talię  ra-

mieniem. 

Podniosła wzrok i zadrżała, widząc jego błyszczące oczy. 

Może powinna dać mu szansę? Deanowi dawała ją nie jeden 
raz,  a  tymczasem  on  zawiódł  jej  zaufanie.  Tyle  że  on  był 
łajdakiem.  Jednak  Aleksowi  mogła  zaufać.  Przecież  się 
zmienił. Chyba... 

Czas,  który  ze  sobą  spędzili,  ich  rozmowy,  ta  cudowna 

noc... to wszystko musiało mieć dla niego znaczenie. Jedno 
było pewne: nie zamierzała niczego żałować. 

-  Pozwolisz, że przedstawię cię moim gościom? Kiwnęła 
głową potakująco. 
-  Oczywiście. 

 

-  To Doug Charleston, Harry Greerson i Gary Anderson z 

firmy  CG&A  -  wyjaśnił, pochylając się do jej ucha.  - Sama 
śmietanka, przynajmniej wśród klientów. 

-  T...  tak  -  wyjąkała.  O  Boże!  Kath  chyba  by  umarła, 

gdyby wiedziała, że oni tu będą. Jednak nie dowie się o tym 
nigdy. Nie od niej. W miłości i na wojnie wszystkie chwyty 
są  dozwolone,  ale  to  już  nie  była  wojna.  -  To  twoi  klienci, 
jak rozumiem? 

Ręka Aleksa opadła. 

-  Nie,  jeszcze  nie.  Na  razie  prowadzimy  negocjacje. 

Chociaż  podobają  im  się  nasze  propozycje,  jeszcze  ich  nie 
złowiliśmy. 

background image

I  co  teraz?  Czy  powinna  popędzić  do  telefonu  i  powie-

dzieć  o  tym  Kath?  Podniosła  oczy  na  Aleksa,  ale  w  przy-
tłumionym świetle nie widziała jego twarzy. 
-  Chcesz ich poznać? - upewnił się. 

-  Prawdę  mówiąc,  mam  ochotę  na  drinka  -  odparła,  nie 

spuszczając oczu z mężczyzn, którzy stali w pobliżu. Kusiło 
ją,  żeby  z  nimi  porozmawiać...  to  przecież  nic  złego.  .. 
Teraz,  gdy  wiedziała,  jak  bardzo  Aleksowi  zależy  na 
podpisaniu kontraktu, i tak nic nie zdradziłaby Kath. 

-  Oczywiście.  O  czym  ja  myślę...?  -  Alex  odwrócił  się  i 

odszedł. 

Patrzyła  za  nim  zdziwiona.  Co  mu  się  stało?  Może  zo-

baczył kogoś, z kim musiał porozmawiać? Nawet nie spytał, 
czego chce się napić... 

Przysunęła się do gości. 

-  Dobry  wieczór.  Jestem  Jess  Thompson.  -  Zwróciła  się 

do  kobiety  w  długiej  czerwonej  sukni.  -  Muszę  panią  za-
pytać, gdzie pani kupiła tę sukienkę... Jest boska. 

Alex rzucił okiem w stronę, gdzie Jess stała wśród ludzi z 

CG&A. Suknia miękko otulała jej kobiece kształty, a każdy 
centymetr  jej  ciała,  które  tak  dobrze  poznał,  zdawał  się  z 
niego drwić. 

Była  boginią  w  brzoskwiniowej  jedwabnej  kreacji.  Nie-

ziemskim zjawiskiem... 

Wszystko skończone, pomyślał. 
Odwrócił  głowę.  Nie  był  w  stanie  na  to  patrzeć.  Przy-

glądać  się,  jak  odbiera  nagrodę,  na  którą  tak  ciężko 
zapracowała. Pragnęła jej tak bardzo, że zdecydowała 

background image

się poświęcić dla niej swoje zasady... A nawet samą siebie. 

Przynajmniej będzie teraz szczęśliwa. 

-  Stało  się  coś  złego?  -  Natasha  Bradford-Jones  położyła 

rękę na jego ramieniu. 

Zesztywniał. Złego? Czy coś złego jest w tym, że został 

przebudzony,  zanim  zrobił  z  siebie  piramidalnego  durnia, 
wyznając  miłość  kobiecie,  która  chciała  go  wykorzystać? 
Jess interesowało tylko to, co  mogła od niego dostać... Jak 
wszystkie  inne  kobiety  w  jego  życiu,  nie  wyłączając  jego 
matki. 

Matka  całkiem  wyraźnie  mówiła,  że  zdecydowała  się 

poświęcić  swoją  figurę  tylko  dlatego,  aby  zatrzymać  ojca. 
Dużo jej to dało, pomyślał drwiąco. Jemu zresztą też. 
-  Kłopoty z narzeczoną? 

Spojrzał  na  kobietę,  o  której wszyscy  mówili,  że  będzie 

dla niego idealną partnerką. 

-  Tak...  -  Przeczesał  palcami  włosy,  zaciskając  zęby.  Ni-

gdy dotąd nie czuł się tak, jak z Jess. I nie wyobrażał sobie, 
że  kiedykolwiek  jeszcze  będzie  mógł  się  tak  czuć.  Po  raz 
pierwszy  w  życiu  rozpaczliwie  pragnął  zatrzymać  kobietę, 
zdobyć jej miłość. - Łamie mi serce - wyszeptał. 

-  Właśnie widzę. - Natasha usiadła na stołku i kiwnęła na 

barmana. 

Alex oparł się o bar. Postąpił jak ostatni dureń, otwierając 

się przed Jess. Prawdopodobnie teraz wykorzysta przeciwko 
niemu wszystko, co jej powiedział... i dzięki temu wzbije się 
na sam szczyt. Tak jak kiedyś sam zrobił. 

background image

-  Whisky... czystą - zamówił. 

Miał tylko nadzieję, że znajdzie tam więcej szczęścia niż 

on.  Bo  kariera  to  nie  wszystko.  Nie  wtedy,  gdy  się  jest 
samotnym. 

Jednym  haustem  wypił  zawartość  szklanki.  Zabije  mnie 

to uczucie, pomyślał. Bo mimo zdrady nie mógł przestać jej 
kochać. 

Obserwował wynajętych kelnerów, którzy częstowali go-

ści  szampanem.  Zdawał  sobie  sprawę,  że  powinien  wstać  i 
włączyć  się  do  rozmów,  przywołać  na  twarz  uśmiech  i... 
patrzeć, jak kobieta, którą kocha, próbuje go oszukać. 

Odwrócił się do Natashy. Jej brązowe oczy wydawały się 

zupełnie nijakie w porównaniu z oczami Jess. 
-  Mógłbym z tobą porozmawiać? 

-  Jasne.  Może  pójdziemy  gdzieś,  gdzie  jest  ciszej?  - 

za-szczebiotała. 

Skinął głową. I tak nie był w stanie patrzeć na Jess. Nie 

teraz, gdy poznał prawdę, gdy się zorientował, że wysłała go 
po  drinka,  by  móc  swobodnie  zebrać  informacje  o 
klientach... 

A więc jednak miała rację. 

Nie istnieją szczęśliwe zakończenia... 

 

-  Jak  się  masz,  Lucas?  -  Jess  wyciągnęła  rękę  do  przy-

jaciela  Aleksa.  Rozglądała  się  wokół,  próbując  odnaleźć 
mężczyznę,  który  sprawiał,  że  kolana  robiły  się  miękkie,  a 
serce waliło jak młotem. 

Pragnęła być blisko niego, powiedzieć mu, że będzie 

background image

grała  rolę  narzeczonej,  jeśli  tego  właśnie  od  niej  oczekuje, 
czepiając się nadziei, że z czasem stanie się dla niego kimś 
więcej niż tylko kolejną przygodą. 

-  O  to  ci  właśnie  chodziło,  co?  -  Głos  Lucasa  brzmiał 

ponuro. - Alex ma się z tobą wszystkim podzielić? 

Zacisnęła palce na kieliszku z szampanem. 

-  Nie  rozumiem.  -  Czyżby  Lucas  był  zazdrosny?  Czy 

uważał, że odciąga Aleksa od pracy? 
-  Już wystarczająco dużo zrobiłaś. 

-  Słucham? - Patrzyła na niego niepewnie. 

-  Pan  Calahan...  jest  niezwykle  zadowolony  z  twoich 

usług. Prosił mnie, żebym się z tobą rozliczył.  - Sięgnął do 
kieszeni  i  wyciągnął  kopertę.  -  Myślę,  że  to  wystarczająca 
rekompensata za twój czas. 

Ogarnęło  ją  przenikliwe  zimno,  ból  ścisnął  jej  serce,  w 

gardle poczuła dławienie. 
-  Chcę rozmawiać z Aleksem. 

-  Alex docenia twój wysiłek i rady, jakich mu udzieliłaś. 

Teraz jednak jest zajęty. 
-  Czym? - Przycisnęła rękę do piersi. 

-  Jest...  na  konferencji  -  odparł  Lucas.  -  Nie  można  mu 

przeszkadzać. 

Obróciła się na pięcie i ruszyła w stronę dziobu. 

Pod powiekami czuła piekące łzy. A więc postanowił, że 

nie  będą  dłużej  udawać  narzeczonych?  I  bardzo  dobrze.  .. 
Tylko czemu sam jej tego nie powiedział? 

Czy nic dla niego nie znaczyła? 
Nie chciał, żeby zrobiła mu scenę, jak to wcześniej pia 

background image

nowali? Może wyznał Natashy całą prawdę? To by znaczy-
ło,  że  rzeczywiście  się  zmienił...  że  się  jednak  czegoś  na-
uczył. .. Dla innej kobiety. 

Gwałtownie otworzyła drzwi do części mieszkalnej. 

Alex i Natasha siedzieli na łóżku. 

Natasha  miała  na  sobie  czerwoną  suknię,  która  opinała 

jej szczupłe ciało. Brylanty, które nosiła na szyi, w uszach i 
na  ręku  mieniły  się  olśniewającym  blaskiem.  Wyglądała 
dokładnie tak, jak tego oczekiwał od swojej przyszłej żony. 

Jess stanęła nieruchomo, wpatrując się w jego niebieskie 

oczy i zmysłowe usta. Zdawała sobie sprawę, że nie zobaczy 
go nigdy więcej. 

-  Alex?  -  powiedziała  cicho.  Ciarki  przeszły  jej  po  ple-

cach, gdy napotkała jego chłodne spojrzenie. 

Powinna przecież wiedzieć, że to nie będzie dłużej trwać, 

że nie  ma nadziei, by dotarła do jego serca. Była dla niego 
tylko kolejną zdobyczą. 
-  Jess. - Alex podniósł gwałtownie głowę. 

Z  pewnością  cieszy  się,  że  plan  się  powiódł,  że  zdołał 

zdobyć Natashę... 

-  Nie  wstawaj  -  powstrzymała  go,  unosząc  ręce.  -  Przy-

szłam ci tylko powiedzieć, że wszystko skończone - wypali-
ła. - Tak jak podejrzewałeś, spotkałam kogoś innego, tylko 
nie miałam serca powiedzieć ci o tym... Było nam dobrze ze 
sobą, ale musimy pogodzić się z tym, że to koniec. 

Wpatrywał  się  w  nią  bez  słowa  ze  zmarszczonym  czo-

łem, wyraźnie zdziwiony. 
-  Żegnaj, Alex - powiedziała, czując, że serce zaraz jej 

background image

pęknie. Ściągnęła z palca pierścionek z brylantem i położyła 
go na półce. - Życzę ci wszystkiego dobrego. 

Wiele trudu ją kosztowało, żeby się odwrócić i zostawić 

go z kobietą, o którą tak walczył. Zmusiła się do tego, żeby 
poruszać się spokojnie i utrzymać w stojącej pozycji, mimo 
że nogi uginały się pod nią. 

Była  dla  niego  tylko  kolejną  zabawką...  kolejną  dziew-

czyną, która miała uprzyjemnić mu czas, póki nie dostał tej, 
której naprawdę pragnął. 

Lawirując między gośćmi, przemknęła się w stronę rufy, 

gdzie czekał na nią Lucas. 

-  Przekaż  mu  moje  podziękowania  -  poprosiła.  -  Fak-

tycznie jest trochę zajęty. 

-  Znasz  Aleksa  -  zaśmiał  się  drwiąco.  -  Kiedy  już  coś 

zacznie, zwykle bywa zajęty całą noc. 

Miała wrażenie, że jej świat rozsypuje się na drobne ka-

wałki. Słowa Lucasa odebrały jej resztkę godności. 

Alex opowiedział mu o spędzonej z nią nocy... 
Zeszła  do  motorówki  i  nawet  się  nie  obejrzała,  gdy  od-

płynęli w stronę portu. Boże, ależ była głupia! Znów oddała 
serce tylko po to, żeby zostało złamane. 

Tyle że teraz życie już nigdy nie będzie takie samo. 

background image

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY 

 
Jess leżała na łóżku i palcami przeczesywała futerko Pa-

na  Darcyego.  Oczy  miała  opuchnięte,  ciało  obolałe.  Na 
łóżku  walały  się  stosy  zmiętych  chusteczek,  podłoga  zasy-
pana była papierkami po batonach. 

Budzik  znów  zaczął  dzwonić,  ale  nawet  nie  wyciągnęła 

ręki. 

Nic  jej  nie  obchodziło,  a  już  najmniej  pójście  do pracy. 

Zresztą  wzięła tydzień wolnego, tłumacząc Kath, że będzie 
zbyt zajęta z Aleksem. 

Nie miała ochoty wyznać przyjaciółce prawdy. 
Straciła  wszystko,  nawet  swojego  wroga.  Od  tak  dawna 

myślała  o  tym,  by  się  na  nim  zemścić,  że  bez  niego  nagle 
zabrakło jej celu w życiu. 

Była załamana i zagubiona. 
Dowiedziała  się  co  prawda  o  CG&A,  lecz  mimo 

wszystko nie chciała zaszkodzić Aleksowi. Nie chodziło już 
o  pomszczenie  ojca,  ani  o  to,  że  została  wykorzystana  jako 
rozrywka i fałszywa narzeczona, czy czym tam miała być... 

Chodziło o nią samą. To nie wina Aleksa, że się w nim 

background image

zakochała. To ona niemal błagała go, żeby się z nią kochał. 
Problemem była jej samoocena. 

Otarła łzy z policzków. Na razie  musiało jej wystarczyć 

to, że zachowała się z godnością i chociaż wybrał Natashę, 
zrobiła wszystko według pierwotnego planu. 

Czuła  się  lepszą  osobą,  bo  go  poznała,  kochała  i... 

straciła. 

Ukryła twarz w następnej chusteczce. Gdyby to tylko tak 

bardzo nie bolało. 

Znacznie łatwiej byłoby jej to znieść, gdyby Alex okazał 

się  tak  płytki,  jakiego  udawał.  Ale  on  pod  tą  wilczą  skórą 
okazał  się  miły  i  serdeczny.  Opiekował  się  matką,  był 
zmuszony  do  konkurowania  z  ojcem,  każdy  miał  wobec 
niego jakieś oczekiwania... 

Wiedziała,  że  pił  czarną  kawę  z  jedną  łyżeczką  cukru  i 

miał psa, który wabił się Pete. Poznała jego dobre serce, gdy 
zadbał  o  nią,  myśląc,  że  jest  chora  i  pomógł  jej,  gdy 
wspomniała o ojcu. 

Na  sekretarce  było  kilkanaście  wiadomości  nagranych 

przez ojca. Alex miał rację. Tata przestał ją ignorować, gdy 
dowiedział  się  o  jej  zaręczynach  z  człowiekiem,  którego 
nienawidził. A więc jednak zależało mu na niej. 

Powinna  do  niego  zadzwonić,  nacieszyć  się  tym,  że 

martwił się błędem, jaki popełniła. 

Uciszyła dzwonek, zrzucając budzik z szafki nocnej. 

No  a  poza  tym...  Zdobyła  nazwę  wielkiej  firmy,  która 

akurat  szukała  nowej  agencji  reklamowej.  Tyle  że  nie 
skorzystała z tej wiedzy. Dzięki temu pozostawała 

background image

w zgodzie z samą sobą. Nie z ojcem ani z Kath, ale ze sobą. 

Przynajmniej  będzie  mogła  spokojnie  spać...  w  każdym 

razie  wtedy, gdy już uwolni się od prześladujących ją oczu 
Aleksa,  wspomnienia  jego  zmysłowych  ust,  silnych, 
ciepłych dłoni i bezpiecznych ramion. 

Wstała  z  łóżka,  powłócząc  nogami  przeszła  do  kuchni  i 

włączyła  czajnik.  Może  powinnam  obstawać  przy  tym,  że 
nienawidzę  mężczyzn?  -  przemknęło  jej  przez  myśl. 
Trzymałabym  ich  na  dystans  i  nie  narażałabym  serca  na 
takie ryzyko. 

Jednak wówczas nie żyłaby w pełni. A przecież zasługi-

wała na coś lepszego. 

Gdyby tak ziemia  zechciała  się  rozstąpić. Zniknąłby ten 

przeraźliwy  ból  w  piersi,  pustka  w  sercu,  niekończące  się 
łzy... 

Drgnęła zaskoczona, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. 

Niechętnie powlokła się do wejścia, odgarniając włosy z 

twarzy i obciągając stary podkoszulek, który nosiła wraz ze 
spodniami od dresu. 

Czyżby  ojciec  postanowił  udzielić  jej  paru  rad?  Albo 

Kath  chce  wyciągnąć  z  niej  prawdę,  a  potem  zawlec  ją  do 
pracy. A może to pizza? 

Otworzyła drzwi. 

Na progu stał Alex. Spojrzała na ciemną marynarkę opi-

nającą  ramiona,  które  tak  dobrze  znała,  na  białą  koszulę, 
okrywającą jego pierś, do której tak niedawno się tuliła, na 
jasnoniebieski krawat, który podkreślał kolor jego oczu. 

background image

-  Co ty tu robisz? 

-  Przyszedłem się z tobą zobaczyć. 

 

-  To  widzę...  Po  co?  -  Chciał  mieć  ostatnie  słowo?  Czy 

postanowił  ją  torturować,  opowiadając  o  tym,  jak  mu  się 
powiodło z Natasha? 

-  Po  pierwsze,  aby  powiedzieć,  że  CG&A  bez  problemu 

podpisało z  nami  kontrakt.  Najwyraźniej nikt nie próbował 
ich nam sprzątnąć sprzed nosa. 

Zmarszczyła brwi. 
-Jak to? 

-  Wiem, że pracujesz w konkurencyjnej agencji reklamo-

wej - powiedział. Uciekł spojrzeniem wbok i wcisnął dłonie 
do kieszeni. - Wiem też, że poświęciłaś swój czas dla mnie, 
aby się dowiedzieć, z kim chcemy nawiązać współpracę. 

Poczuła, że policzki zaczynają ją pałić. Od jak dawna to 

wiedział? Czy przez cały ten czas grał? 

-  Po  drugie  zastanawiało  mnie,  czemu  kobieta,  która 

tolerowała moje towarzystwo tylko dlatego, żeby zdobyć te 
informacje, nie wykorzystała najlepszej z nich. 

Opuściła  wzrok.  Boże!  Pewno  odkrył,  że  się  w  nim  za-

kochała i postanowił zmusić ją do wyznania uczuć... 

-  A  po  trzecie,  dlaczego  ta  właśnie  kobieta,  która  jasno 

mówiła,  że  mnie  nienawidzi,  zdecydowała  się  trzymać 
umowy  i  zerwała  fałszywe  zaręczyny,  abym  miał  szansę 
zdobyć Natashę? 

Zrobiła krok do tyłu, przytrzymując się drzwi. To już nie 

tylko tortury, to męczarnie...  Alex chciał usłyszeć prawdę... 
tylko czy będzie potrafił ją znieść? 

background image

Uniosła głowę i odgarnęła włosy. 

-  Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi. 
-  To nie jest odpowiedź. 

-  W  porządku  -  warknęła,  cofając  się  do  holu.  -  Niena-

widziłam  cię,  bo  pnąc  się  na  szczyt,  zniszczyłeś  firmę  mo-
jego ojca. Miałam powody, żeby cię nie cierpieć. 
-  Nie wiedziałem... 

-  Kiedy znalazłam wspólniczkę, równie szaloną jak ja, by 

uwierzyć,  że  potrafimy  poradzić  sobie  z  imperium 
Ca-lahana,  chwyciłam  się  tej  szansy.  A  gdy  Kath 
zaaranżowała nasze przypadkowe spotkanie, uznałam, że to 
świetna okazja, aby przytrzeć ci rogów. 
-  A Kobiety przeciw Donżuanom? 

-  Przebłysk  geniuszu.  Nienawidziłam  ciebie  i  podobnych 

tobie  mężczyzn.  Kiedy  oszukał  mnie  mój  ostatni  partner, 
dobrze to sobie wbiłam do głowy. 
-

  Jess

... 

Nie  dała  sobie  przerwać.  Raptem  odzyskała  siły,  jakich 

nabrała przez ostatni tydzień. 

-  Od  tego  się  zaczęło,  ale  potem  poznawałam  cię  coraz 

lepiej  i  nagle  spostrzegłam,  że  także  jesteś  człowiekiem. 
Poza tym nie chciałam cię zranić. 
-  Dlaczego? - spytał, wchodząc za nią do środka. 

-  Ponieważ...  No  dobrze...  Dlaczego  mam  ci  tego  nie 

powiedzieć?  Zresztą  i  tak już  pewno  wiesz,  że  zakochałam 
się w tobie po uszy. 

Z  niedowierzaniem  pokręcił  głową.  Na  jego  ustach  po-

jawił się uśmiech. 

background image

-  Ty mnie kochasz? 

-Tak,  ty  arogancki,  zarozumiały,  bezczelny  donżua-nie. 

Kocham  cię.  I  wcale  nie  dlatego,  że  masz  piękny  jacht  i 
elegancką  limuzynę  ani  że  jesteś  właścicielem  firmy,  która 
odniosła  wielki sukces i pławi się  w forsie... Tylko dlatego, 
że przy tobie mogę się śmiać. Zawsze słuchasz, co do ciebie 
mówię  i  przejmujesz  się  mną...  A  przynajmniej  tak  mi  się 
zdawało... 

Alex chwycił jej dłonie. 

-  Bo tak jest. 

Przełknęła nerwowo ślinę. 

A poza tym tęskniłam za tobą. Brakowało mi twojego 

dotyku, pocałunków... - Wyrwała ręce z jego uścisku. - To 

wszystko. Jesteś zadowolony? Możesz teraz wrócić do 

swojej Natashy Bradford-jakiejś tam i zaproponować jej 

idealne małżeństwo oraz wspaniałe życie. 

-  Wcale jej nie chcę. 

-  Dlaczego?  Przecież  mówiłeś,  że  jest  wszystkim,  czego 

pragniesz. 

-  Ona nie jest kobietą dla mnie. - Podszedł bliżej, patrząc 

na Jess błyszczącym wzrokiem. - Nie mogę przestać myśleć 
o  tobie.  O  tym,  jakim  byłem  durniem,  że  tak  długo  nie 
potrafiłem  zrozumieć,  co  jest  dla  mnie  najważniejsze.  Na 
przyjęciu  zamiast  wyznać  ci  swoje  uczucia,  poszedłem 
rozmawiać z Natasha. 

-Nie  przeszkadza  ci  to,  że  próbowałam  odebrać  ci 

klientów? - wyszeptała przez łzy. 

Ponownie wziął ją za ręce i zajrzał jej w twarz. 

background image

-  Jakie to ma znaczenie? Klientów jest wielu, ale ty jesteś 

tylko jedna... 
-  Alex... - szepnęła. 

-  Pragnę  twojej  miłości  -  mówił  cicho,  przytulając  ją  do 

siebie.  -  Chcę,  żebyś  kochała  mnie  do  końca  życia.  Proszę, 
powiedz,  że  mam  szansę...  Zrobię  wszystko,  żeby  się 
zmienić. 
Odetchnęła głęboko, próbując opanować łaskotanie w 
żołądku. -Nie. 
-  Nie? - Pochylił nad nią głowę. 

-  Nie chcę, żebyś się zmieniał - wyszeptała. - Kocham cię 

takim, jakim jesteś. 

Alex opadł na kolana. 

-  Boże,  Jess.  Nie  mogę  uwierzyć,  że  mam  takie  szczęś-

cie... Ty. My. 
-  Co ty wyprawiasz? 

-  Chcę  cię  poprosić,  żebyś  przyjęła  ten  pierścionek 

-powiedział  wolno,  wsuwając  różowy  brylant  na  serdeczny 
palec jej lewej ręki. 

-  Jako  kto?  -  spytała  ostrożnie,  patrząc  na  pierścionek, 

który  dał  jej  przed  tygodniem,  żeby  mogła  udawać  jego 
narzeczoną. 

-  Jako kobieta, która dotarła do  mojej duszy i zabrała  mi 

serce.  Jako  moja  przyszła  żona.  Czy  zgodzisz  się  wyjść  za 
mnie? 

-  Może  -  odparła  z  uśmiechem.  Wcale  nie  chodziło  o  to, 

by go zmienić. Wystarczyło odnaleźć go pod wieloma war 

background image

stwami,  którymi  się  otoczył,  żeby  chronić  się  przed  swoją 
rodziną i przeżyć w świecie biznesu. - Ale najpierw powin-
niśmy lepiej się poznać. 

-  Możemy poznawać się  każdego dnia.  - Podniósł  na nią 

swoje piękne oczy. - Zrobię dla ciebie wszystko. 

-  W  takim  razie  podnieś  się  z  kolan  i  pocałuj  mnie. 

-Pociągnęła go za marynarkę. 

-  To  mogę  zrobić  natychmiast.  -  Wstał  i  otoczył  ją  ra-

mionami. 

-  Lucas  mnie  nie  lubi  -  szepnęła,  wtulając  twarz  w  jego 

pierś. - Chciał, żebym zobaczyła cię z Natasha. 

Alex oparł brodę o jej czoło. 

-  Próbował  mnie  chronić.  Nie  zdawał  sobie  sprawy,  ile 

dla mnie znaczysz. 

Oparła  się  o  niego,  czując,  że  może  się  rozluźnić.  Zna-

lazła  mężczyznę, którego kochała  całym sercem, a  on zna-
lazł w sobie siłę, żeby pozostać sobą i nie upodobnić się do 
własnego ojca... 

Odsunęła się gwałtownie. 

-  A  mój  ojciec?  Na  miłość  boską,  jak  on  przyjmie  taką 

wiadomość? 

Przyciągnął  ją  z  powrotem  i  z  uśmiechem  zajrzał  jej  w 

oczy. 

-  Nic  mu  nie  będzie,  gdy  zrozumie,  że  znalazłaś  męż-

czyznę, który będzie cię zawsze kochał. 
-  Zawsze? 

-  Zawsze  i  nieustannie.  Dam  ci  całą  miłość,  na  jaką  za-

sługujesz i jeszcze trochę - zapewnił, całując ją. 

background image

Oddała  mu  pocałunek,  wkładając  w  to  całą  namiętność, 

jaka  w  niej  wzbierała.  A  więc  jednak  była  na  świecie 
sprawiedliwość. Jej wróg okazał się cudownym, troskliwym 
człowiekiem. 

No i nie był już wrogiem. Należał teraz do niej. Mogła go 

zatrzymać i kochać. Zawsze... 

background image

EPILOG 

 

-  Szkoda,  że jej  matka  nie  może  tego  zobaczyć.  -  Ojciec 

Jess  uniósł  kieliszek,  patrząc  na  córkę  i  Aleksa.  -  Byłaby 
równie  dumna  jak  ja,  że  Jess  znalazła  kogoś,  z  kim  chce 
dzielić życie. 

Jess zacisnęła  dłoń  na  ręce  Aleksa. Łzy  napłynęły jej do 

oczu. Jeśli tata kochał jej mamę choćby w części tak mocno, 
jak ona kochała tego mężczyznę, mogła zrozumieć jego ból i 
to, dlaczego po jej śmierci życie przestało go interesować. 

-  Życzę wam obojgu największego na świecie szczęścia - 

dodał głośno, podnosząc do ust szampana. 

Dziękuję, tatusiu - powiedziała przez ściśnięte gardło. 

Cały ten dzień był wprost niesamowity: kościół, obietnica 
miłości, jaką sobie złożyli, a teraz to przyjęcie. 

Ojciec usiadł i pochylił się do córki. 

-  Nie  potrafię  wyrazić,  jak  się  cieszę,  że  widzę  cię  tak 

szczęśliwą. 

Poczuła  pod  powiekami  piekące  łzy.  Tak  długo  czekała, 

żeby to usłyszeć... Dowiedzieć się, że zawsze go obchodziła. 

background image

Alex wyciągnął rękę. 

-  Będę się nią opiekował. 

-  Wiem  -  odpowiedział  ojciec  Jess,  ściskając  jego  dłoń. 
Jess poczuła wzruszenie, widząc, ile ciepła i uczucia 

wyraża ten gest. Trochę trwało, nim tata zaakceptował fakt, 
że pokochała mężczyznę, którego tak nie znosił, ale teraz już 
wszystkie urazy zostały zapomniane. Zresztą to było dawno 
temu  i  chodziło  o  interesy.  Natomiast  ta  sprawa  była 
osobista. 

Dotknęła obrączki na palcu i pierścionka zaręczynowego, 

który Alex dał jej w dniu, gdy miała grać rolę jego narzeczo-
nej.  A  dziś  znalazła  się  wśród  przyjaciół  i  rodziny,  obok 
swojego męża... Właśnie rozpoczynali wspólne życie. 

-  Twoja  mama  wydaje  się  szczęśliwa.  Twój  ojciec  także 

przyszedł  -  szepnęła  do  Aleksa,  spoglądając  na  krzepkiego 
mężczyznę z młodą blondynką u boku. 

-  Z  nową  dziewczyną  uwieszoną  u  ramienia  -  mruknął 

Alex. - Chodźmy z nim pogadać. 

Rzuciła mu niespokojne spojrzenie. 

-  Po co? 

Odsunął z jej twarzy kosmyk włosów, który wymknął się 

z jej wytwornej fryzury. 

-  Żeby się dowiedzieć, ilu wnuków od nas oczekuje. 
-  A więc koniec z rywalizacją? 
-  Oczywiście.  Teraz  zamierzam  zająć  się  własnym 

życiem. 

Pochyliła się, żeby zajrzeć mu w oczy. 

-  Ze mną? 

background image

-  Pod  warunkiem  że  powiesz  mi,  co  do  mnie  czujesz  - 

oświadczył. - Pamiętaj tylko, że masz być szczera. 

Musnęła  jego  wargi  lekkim  pocałunkiem.  Od  ich 

pierwszego  spotkania  Alex  nauczył  się  wiele  o  szczerości. 
Ona zresztą także. 

-  W  porządku.  -  Odsunęła  się  trochę.  -  Jesteś  bogatym, 

bezczelnym, 

elegancko 

ubranym 

przedsiębiorcą. 

-Uśmiechnęła się do niego.  -  Ale  mimo  wszystko naprawdę 
cię kocham. 

-I ja panią kocham, pani Calahan. - Ze śmiechem pochylił 

się i złożył na ustach żony gorący pocałunek, który wprawił 
jej ciało w drżenie. 

Nie  mógł się doczekać, kiedy wreszcie  wyrwą się z tego 

przyjęcia i rozpoczną miesiąc miodowy...