background image

NAJGORSZE ZE 

WSZYSTKIEGO 

Ray Loriga 

 

background image

 

 

 

WYDAWNICTWO    CYKLADY 

WARSZAWA      2006 

background image

Tytuł oryginału 

Le peor de todo 

Copyright © Ray Loriga, 1999 

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Cyklady 

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo 

Cyklady 

Wydanie pierwsze, Warszawa 2006 

Redakcja 

Ewa Ressel 

Redaktor prowadzący 

Regina Gromacka 

Projekt okładki 

Michał Brzozowski 

Redakcja  techniczna 
Zbigniew Garwacki 

ISBN 83-60279-15-2 

Adres do korespondencji: 

Wydawnictwo Cyklady 

04-026 Warszawa 50, skr. poczt. 36 

tel./faks (22) 810-71-87 

e-mail: info@cyklady.com.pl 

www.cyklady.com.pl 

background image

Dla Chństiny: 

Ona wie, dlaczego

 

background image

I

 

Najgorsze  ze  wszystkiego  nie  są  stracone  godziny  ani 

czas miniony i czas nadchodzący. Najgorsze są te okropne 
krucyfiksy ze spinaczy do bielizny. Najpierw przycina się 
karton  w  kształcie  krzyża,  a  potem  jeden  po  drugim 
przykleja  się  do  niego  spinacze.  Trzeba  wyciągnąć 
sprężynę  i  oddzielić  dwie  deseczki,  a  potem  bardzo 
ostrożnie je  przykleić, jedną  do  góry,  drugą  do  dołu.  Na 
koniec  maluje  się  to  lakierem,  dla  połysku,  żeby  jakoś 
wyglądało. Są też kubki na pióra i piórniki na ołówki, ale 
to krzyże są naprawdę koszmarne.

 

Jorge Maiz włożył dużo uczucia w swojego stiuko- 

wego słonia. Potem Paco Arce i ja deptaliśmy go tak 
długo, aż zostały tylko okruszki gipsu. Na szczęście 
T nic o tym nie wie. 

'      ;      ■:•...,. 

**w

 

Juan  Carlos  Pena  Enano  uparł  się,  żeby  opowiadać 

wszystkim, że w pierwszej klasie zesrałem się w gacie, co 
zresztą  dla  wszystkich  było  jasne.  Chociaż,  normalna 
sprawa, ja stanowczo wszystkiemu zaprzeczyłem. Ale on 
ciągnął dalej, no i Elder się zesrał, Elder to ja, no i Elder 
zasyfił  nam  klasę  na  ponad  miesiąc,  więc  nie  miałem 
innego  wyjścia,  jak  tylko  złapać  za  jeden  z  tych 
krucyfiksów z polakie-

 

7

 

background image

rowanych  spinaczy  i  rozwalić  mu  go  na  głowie.  Don 
Humberto  dał  mi  wybór:  policzek  albo  kara.  Wybrałem 
policzek,  ale  dostałem  jedno  i  drugie.  Nie  pytajcie 
państwo,  dlaczego.  Dostać  w  twarz  od  Don  Humberto  - 
bolało, ale nie bardziej, niż przewrócić się na podwórku i 
zaryć  nosem  w  ziemię.  Kary  były  gorsze,  bo  człowiek 
musiał przez dwie lub trzy godziny przepisywać czytanki. 
W  pierwszej  klasie  przerabialiśmy  książkę  Pandora  i 
puszka  wiatrów:  
Pandora  otwierała  puszkę  na  drugiej 
stronie  książki,  a  potem  spędzała  cały  rok  na  szukaniu 
wiatrów.  W  drugiej  klasie  przerabialiśmy  Pinokia.  To 
było jeszcze gorsze niż Pandora, gorsze nawet, niż upaść 
na  podwórku  i  walnąć  nosem  o  beton.  Pajace  to  druga 
najbardziej nieznośna rzecz na ziemi: kostiumy pajaców, 
piosenki  pajaców,  opowiadania  pajaców,  filmy  pajaców, 
a zwłaszcza obrazy pajaców.

 

Czytałem w gazecie, że jedna pani zmarła od noszenia 

na głowie zamrożonego kurczaka. Okazuje się, że ciągle 
kradła i wszystko chowała pod kapelusz. Miała już w tym 
sporo  wprawy,  ale  nigdy  nie  próbowała  z  mrożonkami. 
Umarła dlatego, że kurczak zamroził jej mózg. W jednych 
filmach  ludzie  umierają,  a  w  innych  nie.  Ja  lubię  takie, 
gdzie umierają, no i ostro się nawzajem nienawidzą, jedni 
drugich.

 

Podobno w Ameryce pojawiła się moda na hodowanie 

kajmanów.  Tak  że  każdy  miał  kajmana.  Trzymali  je  w 
wannie albo w szafie, sam nie wiem, w każdym razie jak 
moda  minęła,  zaczęli  je  wyrzucać  do  studzienek 
ściekowych i teraz wszystkie siedzą tam

 

8

 

background image

na  dole,  rosną  jak  potwory,  gotowe  pewnego  pięknego 
dnia wyleźć i zeżreć pół Ameryki.

 

To sranie w gacie w pierwszej klasie ma swój początek 

w mocnym środku przeczyszczającym, który moja matka 
wypróbowywała  na  mnie  przez  jakiś  czas,  tak  że 
właściwie  nie  jestem  niczemu  winny.  Poza  tym  było  to 
dla mnie tak okropne przeżycie, że teraz nie mam ochoty 
na wspominki. Tacy kolesie jak Pena Enano zawsze latają 
za  cudzym  gównem  i  prawie  nigdy  do  nich  nie  dociera, 
jak śmierdzi ich własny tyłek.

 

Matki zakładają człowiekowi bawełniany podkoszulek, 

a na to sweter z golfem, a na to wełnianą marynarkę, a na 
to płaszcz i jeszcze czapkę kominiarkę. Matki nie wiedzą, 
że człowiek czasem musi się ruszać i dlatego przygniatają 
go wszystkimi ubraniami, jakie znajdą po domu.

 

Swetry  z  golfem  to  jedna  z  trzech  najokropniejszych 

rzeczy  na  świecie.  Nacho  Alverola  był  sympatycznym 
dzieckiem, które nigdy nie wiedziało, jak przypodobać się 
ludziom.  W  końcu  został  złodziejem  i  skończył  w 
Carabanchel

1

. Opowiedział mi to ksiądz, który nas kiedyś 

uczył  i  który  z  zamkniętymi  oczami  umiał  narysować 
mapę Izraela. Mnie na widok księży wszystko przewraca 
się w żołądku, bo

 

1

  Więzienie  w  Madrycie,  zbudowane  w  1940  roku  z 

polecenia  rządu  frankistowskiego;  służyło  do  roku  1998 
(przyp. tłum.).

 

9

 

background image

jadają dużo i mądrze. Jak ktoś ci umrze, mówią, że 
o powód do radości, bo już jest u Boga, co mnie się 
vydaje głupotą. 

;

 

Choćby matka ubrała cię nie wiem jak grubo, Iziecięcy 

pot nie jest taki sam jak dorosłych, przy->omina bardziej 
letnią  wodę.  Sprawy  generalnie  pogarszają  się  w  miarę 
jak  rośniesz,  dlatego  jest  szczególnie  okrutne,  że 
zatruwają  ci  życie,  gdy  jesteś  mały  jeszcze  masz  jakieś 
szanse.  Ludzie  z  wiekiem  stają  >ię  odrażający,  rok  po 
roku  jest  z  nimi  coraz  gorzej,  iż  zmieniają  się  w 
obślinionych  staruchów.  Mój  wuj  VIanolo  był 
staruszkiem czystym i ładnym; myślę, że 

TLÓJ 

ojciec też 

będzie taki.

 

Jak  byłem  mały,  chciałem  przez  tydzień  albo  przez 

niesiąc  nie  mówić  ani  słowa,  ale  potem  nie  udawało  tni 
się wysiedzieć z zamkniętą buzią ani przez godzinę. Jak 
byłem  mały,  często  się  złościłem.  Teraz  złoszczę  się 
mniej i bez takiego uporu. Kiedy pytali mnie na lekcjach, 
czerwieniłem się jak pomidor. Również wtedy, gdy  ktoś 
mnie  zaczepiał  albo  kiedy  zbliżała  się  do  mnie  jakaś 
dziewczyna.  Dlatego  całymi  dniami  się  z  kimś  biłem. 
Szkoła to okropne miejsce i jest tylko jeden sposób, żeby 
nie  dobierali  ci  się  do  skóry:  pięści.  Jeśli  nie  potrafisz 
nikogo stłuc, jesteś zgubiony, a bycie klasową ofermą jest 
prawie  tak  samo  złe  jak  bycie  grubasem  albo  ciotą. 
Gdybym to ja był klasowym grubasem, teraz siedziałbym 
zamknięty  w  jakimś  supermarkecie,  strzelając  z  giwery 
do wszystkich matek i dzieci, i pracowników sklepu, bez 
żadnej litości.

 

10

 

background image

Żeby być asem Luftwaffe, trzeba było mieć ponad sto 

zestrzeleń.  Jak  zaczęła  się  wojna,  w  trzydziestym 
dziewiątym,  Werner  Molders  miał  już  na  koncie 
czternaście  samolotów  zestrzelonych  nad  Brunetę, 
Saragossą  i  Madrytem.  Pod  koniec  wojny,  w  czter-
dziestym  piątym,  major  Erich  Hartmann  osiągnął  wynik 
352 zestrzeleń z pokładu Messerschmitta ME--262.

 

Piloci  alianccy  nie  mieli  aż  tylu:  Pattle  z  RPA  był 

pierwszy na liście z 51 zestrzelonymi samolotami, drugi 
był  Amerykanin  Richard  z  40  zestrzeleniami.  Wśród 
Japończyków  wybija  się  podporucznik  sił  powietrznych 
marynarki  Hiroyoshi  Nishizawa,  który  zestrzelił  87 
samolotów.

 

Kiedy miałem dwanaście lat, kupiłem pięćset piłeczek 

golfowych. Nie gram w golfa ani nawet nie lubię oglądać 
go  w  telewizji,  ale  sprzedali  mi  je  śmiesznie  tanio  i 
pomyślałem, że to będzie świetny biznes. Jak skończyłem 
trzynaście lat, wciąż miałem czterysta osiemdziesiąt pięć 
piłeczek. Między trzynastymi a czternastymi urodzinami 
sprzedałem 

jeszcze  dziesięć.  Kiedy  zakończyłem 

edukację,  w  wieku  osiemnastu  lat,  zostało  mi  czterysta 
trzy-

 

11

 

background image

dzieści  osiem.  W  mojej  klasie  byli  kolesie  z  wiatrów-
kami,  rowerami  BMX,  a  nawet  skuterami  z  silnikiem  o 
pojemności  75  cm

3

,  ale  ja  jeden  miałem  czterysta 

trzydzieści  osiem  piłeczek  golfowych  zamkniętych  w 
pudle.  Wild  Bill  Hickok  zmierzył  się  z  pięcioma 
rewolwerowcami, 

mając 

przy 

sobie 

tylko 

sześcio-strzałowego  kolta,  w  środku  dnia  i  pośrodku 
wąskiej  ulicy,  gdzie  nie  było  jak  się  schować.  Trzech  z 
nich zginęło, zanim jeszcze wyjęli broń z kabury, a dwaj 
pozostali padli ranni z bronią w ręce, nie oddając ani pół 
strzału. Może Dziki Bill był najszybszy na północ od rio 
Grandę, a może to był Wyatt Earp. Nigdy nie byłem tego 
pewien.

 

Mój  wujek  Paco  miał  pistolet  Astra,  ale  nie  chodził z 

nim po ulicy, wystarczała mu laska z ukrytą klingą, żeby 
trzymać bandytów w ryzach.

 

Pewnego  dnia  T  zgarnęła  z  ulicy  zabłąkanego  psa  i 

przyprowadziła do domu. Na początku piesek był miły i 
łagodny,  ale  potem  wylazła  mu  pyta  gigantyczna  jak  u 
konia  i  cały  dzień  latał  za  nami,  próbując  nas  na  nią 
nadziać.  Ostatecznie  nie  mieliśmy  innego  wyjścia  jak 
oddać go do schroniska, bo w końcu baliśmy się wyjść z 
pokoju ze strachu, że ten potwór nas zgwałci.

 

W  jakiś  sposób  wszystko,  co  mógłbym  opowiedzieć, 

zabrzmi  dziwnie,  bo  prawda  jest  taka,  że  nie  cierpię 
szczegółów, nudzą mnie. Mógłbym powiedzieć, że mnie 
bolą, ale tak naprawdę mnie nudzą. Poznałem T i myślę, 
że  się  w  niej  zakochałem.  Byliśmy  razem  przez  jakiś 
czas, a potem odeszła. Kiedy

 

12

 

background image

byliśmy  razem,  przez  wiele  dni  lataliśmy  tam  i  z  po-
wrotem do szpitala, bo operowali R i były komplikacje. R 
to  ojciec  T.  Mój  brat  M  też  spędził  jakiś  czas  w 
sanatorium, ale jego choroba jest zupełnie  inna niż ta R. 
Zanim poznałem T, po tym jak mnie wywalili ze szkoły i 
po  tym  jak  skończył  się  rok  szkolny  w  internacie,  co 
nastąpiło po tym jak mnie wywalili, dawali mi dziesiątki 
albo  setki  prac,  absurdalnych  i  głupich,  które  rzucałem, 
nie  mówiąc  nic  nikomu,  aż  już  niczego  nie  szukałem,  o 
nic  nie  prosiłem,  niczego  nie  chciałem.  Mieszkałem  w 
Madrycie  i  w  Londynie,  gdzie  przez  ponad  rok  miałem 
pracę i ubezpieczenie, chociaż właściwie nie chcę o tym 
mówić.  Z  żadnego  konkretnego  powodu,  po  prostu  nie 
chcę.  W Madrycie  miałem  mieszkanie  na  ulicy  Ballesta, 
ale potem się wyniosłem, bo sąsiedzi wrzeszczeli i tłukli 
się,  i  wyzwali  od  kurw  i  pedałów.  Zaliczyłem  też  wiele 
kwater  dla  turystów  i  normalnych  mieszkań  też.  W 
kwaterach  dla turystów  możesz  siedzieć  przez jedną  noc 
albo  przez  miesiąc,  albo  przez  rok,  jak  sobie  chcesz. 
Byłem  też  w  trzech  pensjonatach.  W  pensjonatach,  jeśli 
chcesz,  gotują  ci  jedzenie.  Kiedy  poznałem  T,  zacząłem 
zapominać  o  tym  wszystkim,  a  potem  nagle  sobie 
przypomniałem. Nie jestem chłopakiem z ulicy ani coś w 
tym  stylu.  W  dzieciństwie  uczyłem  się  w  najdroższych 
szkołach, a mój dom miał ogród i basen. Chodzi o to, że 
sprawy  się  pogmatwały  albo  się  wyprostowały,  sam 
dobrze  nie  wiem.  Powiedzmy,  że  z  ekonomicznego 
punktu  widzenia  się  pogmatwały,  bo  z  innymi  rzeczami 
nig-

 

13

 

background image

dy  nic  nie  wiadomo.  O  Sidzie  i  Nancy  przeczytałem  w 
gazecie,  bokserów  poznałem  naprawdę,  rozładowując 
towary  w  Mercamadridzie

2

,  morderców  nie.  Wietnam 

zawsze  mi  się  podobał  i  dlatego  nie  rozstawałem  się  z 
moją  książką,  w  dzień  ani  w  nocy.  Tak  czy  inaczej, 
wszystko  to  później  wyjaśniam,  ale  tak  na  wszelki 
wypadek.  Książka  nazywała  się  Wietnam  to  nie  była 
zabawa

3

,  ale  nie  sądzę,  żeby  można  było  ją  jeszcze 

znaleźć. Swój egzemplarz zgubiłem.

 

2

 Mercados Centrales de Abastecimiento de Madrid - 

gigantyczny kompleks hal do sprzedaży hurtowej otwarty 
w 1982 roku (przyp. tłum.).

 

3

 Alfonso Martinez Garrido, Vietnam no era una fiesta, 

Madrid, Mirasierra, Manuel Garcia Lucero, 1975 (przyp. 
tłum.).

 

14 

background image

Urodziłem się w domu w  dzielnicy El Plantio, dużym 

pięciopiętrowym domu. Mój brat Frań urodził się w domu 
przy ulicy Lanuza, który był dużo mniejszy. M urodził się 
w Caracas. Mój dziadek wyjechał do Wenezueli, po tym 
jak  splajtował  na  jakimś  niedorzecznym  interesie,  do 
którego  przystąpił  z  namowy  wspólników.  Babcia 
wypłakiwała  sobie  oczy,  a  wtedy  dziadek  pomyślał,  że 
najlepiej będzie spróbować szczęścia w Wenezueli. Moja 
matka  mieszkała  najpierw  w  Maracaibo,  a  potem  w 
Caracas.  Niewiele  wiem  o  dziadku,  bo  umarł,  kiedy 
byłem jeszcze bardzo mały. Przejechała go ciężarówka.

 

M  jest  chory  i  myślę,  że  był  taki  zawsze.  Frań  i  ja 

mamy  się  dobrze.  Ja  miałem  dziewczynę,  którą  teraz 
nazywam  T,  bo  jak  to  przeczyta,  to  się  obrazi.  T  już 
odeszła, znaczy się, już nie jest moją dziewczyną. Nigdy 
nie miałem innej dziewczyny i może już nigdy nie będę 
miał.

 

Frań  i  ja  spaliśmy  w  tym  samym  pokoju,  mieliśmy 

dwa  łóżka  i  raz  na  miesiąc  przesuwaliśmy  je  na  inne 
miejsce, żeby nie umrzeć z nudów. M spał sam w drugim 
pokoju.  M  ma  sześć  lat  więcej  niż  Frań;  siedem  i  pół 
więcej ode mnie. Wyjechał z Caracas,

 

15

 

background image

jak  miał  jedenaście  miesięcy,  więc  nic  nie  pamięta  
Wenezueli. Nie jest też brunetem o ciemnej karnacji ani 
nic z tych rzeczy.

 

W  mojej  klasie  było  czterdzieścioro  dwoje  dzieci.  Po 

dwadzieścia jeden po każdej stronie i w środku przejście. 
Czasami  siadaliśmy  po  sześcioro  w  rzędzie,  czasami  po 
pięcioro  albo  siedmioro.  Lorena  Roiło,  Nuria  Corredera, 
Benito  Marin,  Roberto  Galvez  i  Julio  Molla  byli  zawsze 
w pierwszym rzędzie. Tak sobie myślę, że przerastali nas 
entuzjazmem.  Ten  tchórzliwy  zasraniec  Paąuito  Ribera  i 
ja siadaliśmy z tyłu, z dala od okien i przeciągów.

 

Moim  najlepszym  przyjacielem  z  całej  szkoły  i  w 

ogóle  z  całego  świata  był  Javier  Baigorri.  Bai-gorri  i  ja 
każdego popołudnia chodziliśmy pić. Piliśmy piwo, wino 
i rum z trzciny cukrowej, który on przywoził z Portoryko. 
Baigorri  urodził  się  w  Por-toryko,  umiał  tańczyć 
merengue  i  pić  rum.  Śmiał  się  tak  głośno  i  często,  że 
wydawało się, że zaraz pęknie.

 

Byliśmy razem cztery czy pięć lat, ale potem wrócił do 

Portoryko i to co dobre się skończyło. Ciągle jeszcze go 
sobie  przypominam,  gdy  słucham  Rubena  Bladesa, 
Williego Colona czy Celii Cruz.

 

Javier  Baigorii  śmiał  się  ze  wszystkiego,  choćby  to 

była  najgłupsza  rzecz,  która  nie  śmieszy  nikogo.  Jak  go 
oblewali, pękał ze śmiechu, a jak go nie oblewali, to też.

 

Miał brata, który nazywał się Alonso i zaciągnął się do 

Marynarki Stanów Zjednoczonych.

 

16

 

background image

Jak  mieszkasz  w  Portoryko,  musisz  uważać,  bo  oto 

nagle nadchodzi cyklon i zmiata cię z powierzchni ziemi. 
Dosłownie, zmiata cię z powierzchni ziemi i nikt, nawet 
twój  najlepszy  przyjaciel  nigdy  się  nie  dowie,  co  się  z 
tobą stało.

 

Moja matka mieszkała w Maracaibo i w Caracas. 

M urodził się w Caracas, ale był tak mały, kiedy wyje 
chał, że nic nie pamięta. Na Karaibach możesz spo 
kojnie kąpać się w morzu, a tu nagle nadpływa rekin 
i zjada ci nogę. Pewnie brzmi to jak gruba przesada, 
ale tak jest naprawdę. Rekin może zjeść ci nogę albo 
ciebie całego, zależy jaki jest głodny. 

...

 

Ważne  jest  nie  to,  żeby  iść  bardzo  szybko,  tylko  w 

dobrym  kierunku.  Obrońcy  poruszają  się  w  jednej  linii, 
dlatego  Antonio  Alvarez  Cedrón  Hernandez  pozostaje 
zawsze o krok od wyrzucenia z boiska, bo umie wejść od 
dobrej  strony.  To  nie jest wcale  łatwe. W trzeciej  klasie 
miałem już za sobą spotkanie z jednym z tych ogromnych 
bramkarzy,  którzy  przez  cały  mecz  myślą  tylko  o  tym, 
żeby  ugryźć  cię  w  ucho.  Nazywał  się  Ivan  Bernaldo  de 
Quirós  Uget,  jadł  klej  i  atrament  i  każdego  tygodnia  bił 
rekord krokietów. Rekord pierwszej tury. W drugiej turze 
Alfonso  Tor-rubias  nie  miał  sobie  równych.  W  szkole 
było dużo rekordów. Ivan Bernaldo de Quirós Uget zjadał 
trzydzieści  sześć  krokietów.  Alfonso  Torrubias  pięćdzie-
siąt.  Alvaro  Torres  miał  na  setkę  11,3  sekundy.  Marta 
Lasta  miała  największe  cycki.  Juan  Jose  de  la  Llave 
potrafił dziesięć razy walnąć głową w ziemię. Pena

 

17

 

background image

Enano  mógł  trzy  razy  walnąć  w  ziemię  nosem,  a  Pe-dro 
Cimadevilla  Nebreda  miał  fiuta  długości  dwudziestu 
pięciu  centymetrów.  Chociaż  tego  ostatniego  nie 
widziałem,  więc  nie  dałbym  sobie  za  to  uciąć  ręki.  W 
każdym  razie  zawsze  starałem  się  specjalnie  o  tym  nie 
myśleć.

 

Kiedy  gryzły  mnie  flanelowe  spodnie,  zostawiałem 

pod spodem te od piżamy. Czasem wystawały mi trochę i 
robiłem  się  cały  czerwony,  ale  ja  po  prostu  nie  cierpię, 
kiedy gryzą mnie spodnie.

 

Naprzeciwko  mojego  domu  mieszkali  Francuzi, 

Francuz i Francuzka. Byli małżeństwem pomimo tego, że 
on  był  dziesięć  razy  starszy  i  brzydszy  od  niej.  Francuz 
miał  włosy  na  rękach,  a  Francuzka  była  śliczna  jak 
księżniczka z bajki. Czasami ten bydlak Francuz tłukł ją 
otwartą dłonią, a czasem zaciśniętą pięścią. Wiem to, bo 
Francuzka  i  moja  matka  były  dobrymi  przyjaciółkami. 
Ona mówiła o tym mojej matce, a moja matka mówiła to 
mnie. Frań dawał mi fory na długość dwóch ulic, ale i tak 
bił mnie na głowę, biegał tysiąc razy szybciej ode mnie. 
Ja go biłem na głowę w kartach, bo schowałem lusterko w 
powoju i wiedziałem, czego się spodziewać.

 

M  próbował  kilka  razy  popełnić  samobójstwo,  ale 

jakoś słabo się starał. Na początku to była jakby zabawa, 
ale  potem  wszystko  się pokomplikowało,  ze  szpitalami  i 
internatami.  Mama,  tata,  Frań  i  ja  wolelibyśmy,  żeby 
rzeczy się jakoś ułożyły, ale nie było szans.

 

background image

JOHN  FITZGERALD  KENNEDY  był  trzydziestym 

piątym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Urodził się 
w maju 1917 roku, wygrał wybory prezydenckie w 1960 
roku  i  zginął  zamordowany  w  Dallas  w  Teksasie  22 
listopada 1963 roku. Powiedział: „Brońmy narodu i jego 
niepodległości".

 

NGUYEN VAN THIEU został wybrany na prezydenta 

marionetkowej  Republiki  Wietnamu  Południowego. 
Powiedział: „Amerykanie nigdy nas nie zostawią".

 

NGUYEN  CAO  KY  był  wiceprezydentem  Wietnamu 

Południowego. Jak  pisze w  mojej  książce,  odznaczał  się 
niedojrzałością  polityczną  i  od  przysłuchiwania  się 
obradom parlamentu wolał afiszować się piękną żoną na 
oficjalnych  bankietach.  Jego  ulubione  zdanie  brzmiało: 
„Trzeba żyć". Niezłe.

 

HO  CHI-MINH  był  prezydentem  Wietnamu  Pół-

nocnego. Legendarny bojownik, znany jako „wujek HO". 
Powiedział: „Z pewnością nasz lud zwycięży, a nasz kraj 
dostąpi  wyjątkowego  zaszczytu  bycia  małym  narodem, 
który  pokonał  dwa  imperializmy:  francuski  i 
amerykański".

 

LYNDON  B.  JOHNSON  urodził  się  w  Teksasie  i 

objął rządy w Białym Domu po śmierci Johna F.

 

19

 

background image

Kennedy'ego. Stwierdził: „Bóg jeden wie, ile ofiar będzie 
kosztowała nas ta wojna".

 

RICHARD NIXON najpierw przegrał wojnę, a potem 

całą  resztę,  ale  i  tak  powiedział:  „Osiągnęliśmy  pokój, 
zachowując honor".

 

Wiem  mnóstwo  rzeczy  o  wojnie  w  Wietnamie, 

przeczytałem  je  w  książce  Wietnam  to  nie  była  zabawa. 
Pierwszy żołnierz amerykański, który zginął, nazywał się 
Thomas  Davis.  To  było  22  grudnia  1961  roku.  W  roku 
1973 Stany Zjednoczone wycofały się z walki.

 

To była świetna książka. Miałem ją długo, a potem 

mi się zgubiła. Szukałem wszędzie i wszystkich pyta 
łem, ale już się nie znalazła. 

.

 

Tutaj  umarł  Sid,  Nancy  wykrwawiała  się  w  łazience, 

podczas  gdy  Sid  z  głupim  wyrazem  twarzy  siedział  na 
łóżku i czekał. Okno było otwarte, wiatr uderzał Sida w tę 
twarz  z  głupią  miną,  a  on  czekał.  Ale  Sid  nie  umarł  ani 
wtedy,  ani  nawet  tutaj,  dobra,  trochę  tak,  miał  nóż 
sprężynowy  w  dłoniach,  a  dłonie  i  ręce,  i  nogi  całe  we 
krwi, ale to nie była jego krew, to była krew Nancy, którą 
miał  na  sobie  przez  calutki  dzień  i  całą  noc.  Po  tym 
wszystkim nikt już Sida nie widział, w tym samym hotelu 
mieszkali wcześniej Arthur Miller i Dylan Thomas. Przez 
cały  dzień  chodzili tam  i  z  powrotem  po  całym  Nowym 
Jorku  i  nic  nie  znaleźli,  zupełnie  nic,  byli  naprawdę 
zmęczeni,  już  przynajmniej  od  tygodnia  siedzieli  w 
środku  i  nie  wychodzili,  i  Nancy  wpadła  w  histerię, 
bardziej niż

 

20 

background image

kiedykolwiek, i nosiło ją po całym pokoju z jej cięż 
kim tyłkiem i nogami pełnymi siniaków, a więc to 
nie było poprzedniego dnia, tylko tydzień po tym, 
jak na ulicy nikt niczego nie sprzedał, co było zupeł 
nym wariactwem, nie do ugryzienia z żadnej strony, 
i dlatego właśnie Nancy nagle zapragnęła umrzeć, 
z żadnego innego powodu. Potem umarł Sid, w in 
nym miejscu, gdzieś w siedemdziesiątym dziewią 
tym, chociaż pewne jest to, że Sid nie grał dobrze na 
basie, grał fatalnie, za to od czasu do czasu pisywał 
do swojej matki: 

' •      *

 

„Kochana  mamo,  czuję  się  fantastycznie,  Ameryka 

to  bardzo  duży  kraj,  większy  niż  jakikolwiek  inny, 
przynajmniej o ile wiem. Ludzie mnie kochają i mówią 
mi  miłe  rzeczy,  które  zapisuję  sobie,  żeby  nie 
zapomnieć. Wrócę wkrótce. Kocham cię -Sydney."

 

Miałem przygotowane swoje rzeczy, ubrania, książki i 

buty  piłkarskie.  Moja  matka  krzyczała  jak  wariatka,  a 
mnie  to  mało  obchodziło,  bo  odkąd  mnie  wyrzucono, 
byłem przygotowany na to i na jeszcze więcej. Mój ojciec 
nie  był  dużo  wyższy  ode  mnie,  nawet  nie  o  pół  głowy; 
kiedy  on  mówił,  ja  wpatrywałem  się  w  swoje  stopy. 
Miałem  wszystko  gotowe,  żeby  sobie  pójść  i  hałas  nie 
mógł mnie zdekoncentrować.

 

Wyrzucili  mnie  ze  szkoły,  bo  Juan  Jose  de  la  Llave 

nabrał  chętki  na  to,  żeby  kraść  mi  podwieczorek.  Brał 
mój podwieczorek w swoje łapska obrzydliwego gru-

 

21

 

background image

basa,  wkładał  do  swojej  gęby  obrzydliwego  grubasa  i 
szybko  przeżuwał,  aż  wszystko  wpadało  do  jego 
wielkiego brzucha obrzydliwego grubasa. I tak przez cały 
trymestr.  Aż  miałem  tego  powyżej  uszu  i  rzuciłem  w 
niego  krzesłem.  Krzesło  nie  ważyło  dużo,  było  ze 
sztucznej  żywicy,  ale  pod  koniec  bójki  Juan  Jose  de  la 
Llave  miał  w  głowie  dziurę  na  pięć  centymetrów.  Miał 
mój podwieczorek i swoją dziurę. Tak właśnie rozumiem 
równowagę.  Dla  szczeniaków  z  pierwszej  tury  na 
stołówce  byłem  bohaterem,  bo  wreszcie  mogły  zjeść 
podwieczorek.  Dla  dyrektora  byłem  prawie  mordercą. 
Powiedział,  że  wiele  mi  brakuje,  żeby  być  dobrym 
człowiekiem. Rzecz w tym, że kiedy jesteś mały, ostatnią 
rzeczą,  jaka  ci  jest  potrzebna,  to  być  dobrym 
człowiekiem. Kiedy jesteś mały,  myślisz, że wciąż masz 
jakieś  szanse,  żeby  stać  się  prawdziwym  skurwysynem, 
więc  próbujesz  je  wykorzystać.  Tak  jak  ja  to  widzę, 
prawdziwy  skurwysyn  to  facet,  który  trzyma  w  ryzach 
tych tumanów z drugiej tury, a nie kawał gnoja straszący 
młodszych i kradnący im podwieczorki.

 

Kiedy  jesteś  dzieckiem,  za  nic  na  świecie  nie  chcesz 

być  dobrym  człowiekiem:  chcesz  zwyciężać  w  wadze 
ciężkiej, być wyrzucanym  z dwóch na trzy  klasy i walić 
konia tak długo, aż złapie cię skurcz w ręce. Kiedy jesteś 
dzieckiem,  chcesz  spłonąć  w  piekle  i  widzieć,  jak  cała 
pieprzona szkoła gapi się z podziwem.

 

background image

Jeśli zaczyna się rozmyślać o miejscach, w których się 

było, i o ludziach, z którymi się było, i o tych wszystkich 
głupotach, których trzeba było nie mówić, można skonać. 
Staram  się  o  tym  specjalnie  nie  myśleć.  T  robi  się 
smutna, jak sobie przypomina pewne sprawy, a ja zawsze 
jej mówię, że nie ma sensu przez cały czas obrzucać się 
gównem.

 

Hugo Sanchez robił fikołka po każdym golu. Lu 

dzie to uwielbiali. Hugo Sanchez zdobył pięć pucha 
rów Pichichi w ciągu sześciu lat. Puchar Pichichi do 
staje gracz, który w mistrzostwach ligowych strzeli 
najwięcej bramek. Pierwsze Pichichi zdobył Bienzo- 
bas z Real Sociedad w sezonie '28/'29. Drugie dostał 
Gorostiza z Bilbao, a trzecie Bata, też z Bilbao. Klub 
Atletico de Bilbao miał w swoich szeregach dwuna 
stu „pichichi", Real Madryt - dwudziestu. Barcelona 
tylko sześciu, ale problem w tym, że Barcelona nigdy 
nie miała zbyt dużo szczęścia. Real Madryt wygrał 
25 lig, a Barcelona 10. 

»        ; i

 

Pierwszym  bramkarzem,  który  zdobył  puchar  za 

najmniejszą liczbę przepuszczonych goli, był Ramal-lers, 
w sezonie '58/'59. Wygrał też w kolejnym sezonie.

 

23

 

background image

Oprócz  Hugo  Sancheza  nikt  nie  strzelił  tyle  goli  co 

Zarra.

 

Granie  w  piłkę  sprawiało  mi  przyjemność,  nie  bie-

gałem zbyt szybko, ale nieźle się kiwałem. Grałem, jak to 
się mówi, w kratkę: raz bardzo dobrze, a raz nie.

 

Jeśli  dodamy  do  siebie  wszystkie  punkty  zdobyte 

przez  każdą  drużynę  we  wszystkich  mistrzostwach, 
mamy  2355  dla  Madrytu,  a  Barcelonie,  drugiej  w  ko-
lejności pod względem punktów, zostaje 2192.

 

Jeśli  chodzi  o  puchary  zdobyte  przez  klub,  czyli  trzy 

mistrzostwa pod rząd albo pięć naprzemiennie, to Madryt 
znów jest na czele listy: od '53 do '61, od '61 do '67, od 
'67 do '69, od '71 do '79 i od '85 do '88.

 

Mam  to  wszystko  zapisane,  bo  wydaje  mi  się,  że  to 

ważne.

 

Kiedy  Madryt  wygrał  ligę  '79/'80,  gazety  poświęciły 

temu 

prawie 

całą 

stronę. 

Nagłówki 

głosiły: 

„SZCZĘŚLIWA DWUDZIESTKA".      _

 

Chodzi mi o to, że jedne rzeczy są ważne, a inne nie.

 

Mój ojciec zaczyna malować. Mój ojciec jest wielkim 

rysownikiem,  jednym  z  najlepszych,  ale  teraz  musi 
malować  i  musi  robić  to  szybko,  bo  M  cały  :zas 
doprowadza nas do szału i nie wiemy, co z nim robić.

 

M nigdy nie był zdrowy, ale teraz, z upływem czasu, 

jest  z  nim  coraz  gorzej,  a  mama,  tata,  Frań  i  ja  nie 
wiemy, jak mu pomóc. Lekarze też nie. Przekazują

 

24 

background image

sobie  jego  przypadek  jedni  drugim  i  nigdy  nie  mówią 
nam nic pewnego. Nawet nic w przybliżeniu.

 

Rozmawiałem prawie ze wszystkimi lekarzami, ale od 

żadnego  nie  usłyszałem  nic,  czego  wcześniej  bym  nie 
wiedział. Nie chcę się zagłębiać w szczegóły choroby M, 
bo  wszystkie  te  sprawy  związane  z  umysłem  są  bardzo 
skomplikowane, poza tym  M mógłby to przeczytać i się 
wściec, gdyby zobaczył, że opowiadam publicznie o jego 
sprawach.  Są  rzeczy,  o  których  nie  powinno  się  mówić, 
ale problem w tym, że bez tego nie dałoby się zrozumieć, 
dlaczego mój ojciec już nie maluje i dlaczego moja matka 
jest  tak  zdenerwowana,  nie  wiedząc,  jak  ma  traktować 
swoje  najstarsze  dziecko. Czasami  M  chodził  z  nami  do 
kina,  ze  mną  i  z  Franem,  i  wszystko  dobrze  szło,  ale 
czasami zamykał się i biegał po domu, płakał i wywracał 
wszystko  do  góry  nogami,  i  ostatecznie  sytuacja  bardzo 
się pogorszyła przez te wszystkie sanatoria i zniknięcia, i 
próby samobójcze.

 

Jeden z lekarzy chciał się dowiedzieć, co o tym myślę, 

o M i jego sprawach, i o tym, że mało i źle sypialiśmy po 
nocach, ale w sumie nic mu nie powiedziałem, bo lekarze 
mnie  męczą.  Zwłaszcza  psychiatrzy,  którzy  siadają 
bokiem i wydaje im się, że zaglądają ci w duszę.

 

M zawsze był smutny i to jest coś, co wychodzi już na 

pierwszych zdjęciach, tych ze chrzcin. M był smutny na 
długo przedtem jak urodziliśmy się ja i Frań, dlatego nie 
sądzę,  żeby  była  w  tym  nasza  wina.  Kiedy  M  szedł  z 
nami do kina i był spokojny,

 

25

 

background image

czułem  się  dobrze.  Wychodziliśmy  stamtąd  jak  trzej 
bracia i wracaliśmy do domu bardzo zadowoleni. Gdy M 
czuł  się  źle,  zwłaszcza  w  ostatnich  latach,  robiłem  się 
smutny i nie wiedziałem, co mówić ani gdzie patrzeć, bo 
jak patrzyłem na mamę, to smutniałem jeszcze bardziej, a 
jak na tatę, to też.

 

Lekarz  zagadnął  mnie  o  obrazki  z  Matką  Boską  z 

Dzieciątkiem  i  mnóstwem  innych  świętych,  które  M 
zazwyczaj  nosił  przy  sobie  w  te  najgorsze  dni,  ale 
zachowałem  swoją  opinię  dla  siebie,  bo  nie  utrzymuję 
zbyt  dobrych  stosunków  z  Kościołem.  Jako  dziecko 
trochę się tego nałykałem i prosiłem Boga o miłosierdzie 
po każdym wytrysku, ale rzecz w tym, że w dzieciństwie 
opowiadają  człowiekowi  mnóstwo  głupot,  a  ponieważ 
człowiek jest mały i ma uszy większe niż wszystkie inne 
części  ciała,  to  wszystko  chłonie.  Potem,  z  biegiem  lat, 
wolałem wytryski.

 

W dzieciństwie powiedzieli mi, że gryząc hostię gryzie 

się  Boga,  i  dlatego  spędzałem  całe  godziny  z  opłatkiem 
przyklejonym  do  podniebienia,  co  mnie  łaskotało  i 
doprowadzało do szału. To tylko przykład.

 

Mój  ojciec  robił  piękne  rysunki,  ale  prawie  nikt  nie 

ceni dobrych rysowników, takich jak Hungerer, Hogarth, 
Searle,  Ballesta,  Steadman  albo  mój  ojciec.  Ludzie 
snobują się na speców od malarstwa, ale na rysunku nikt 
się nie zna.

 

Rysunki tuszem robi się tylko jedną kreską, są szybkie 

i  nie  pozwalają  na  żadne  sztuczki;  jak  są  dobre,  to  są 
dobre, a jak są złe, to są złe.

 

26 

background image

Rysunki  mojego  ojca  są  przepiękne,  pełne  wdzięku, 

charakteru i siły. W sumie, jeśli nie maluje, to też nic nie 
szkodzi.

 

Moja  matka  chce  mieć  M  przyszytego  do  brzucha, 

żeby nie mógł zrobić nam krzywdy, ale to niemożliwe, a 
od myślenia o tym robi się nerwowa.

 

Moja  matka  była  aktorką,  ale  teraz  już  nie  jest.  Teraz 

robi  dużo  rzeczy,  których  nie  lubi,  i  nie  zawsze  jest 
wesoła.

 

Kiedy wyrzucono mnie ze szkoły, żadnemu z nich 

nawet nie przyszło do głowy, żeby mnie zlać ani nic 
z tych rzeczy. Wysłali mnie do internatu. Tak sobie 
myślę, że ich zdaniem to było dla mnie najlepsze. To, 
co zdaniem innych jest dla ciebie najlepsze, w sumie 
takie nie jest. Ani najlepsze, ani nawet drugie w ko 
lejności.        , 

. ■   =

 

T  uwielbiała  się  przebierać,  wyobrażała  sobie,  że  jest 

księżniczką  i  tak  dalej;  ja  z  kolei  lubiłem  piłkę  nożną, 
przypuszczam, że tak powinno być, sam nie wiem. Raz T 
ominęła  wycieczka,  miała  plecak,  miała  prowiant,  miała 
nawet  traperki,  ale  pomyliły  jej  się  dni  i  cały  sobotni 
ranek przesiedziała przed wejściem do szkoły.

 

Mnie  raz  uciekł  autobus  drużyny  piłkarskiej  i  mu-

siałem  spędzić  całe  popołudnie  z  Carlosem  Garcią  de  la 
Calle,  który  odsiadywał  karę.  Dużo  gadaliśmy  o 
kobietach,  piłce  nożnej,  psach,  nauczycielach,  waleniu 
konia  i  szansach  armii  hiszpańskiej  w  przypadku 
konfliktu zbrojnego. Było fajnie. W wyborach

 

27

 

background image

reprezentacji szkoły dali mu 5-1, między innymi dlatego, 
że  Carlos  Garcia  de  la  Calle  i  ja  byliśmy  najlepsi  w 
drużynie.  Ja  teraz  nazywam  się  Elder  Bastidas,  ale 
wcześniej  nie.  Wcześniej,  kiedy  byłem  mały,  miałem 
inne  imię,  które  nadali  mi  rodzice,  gdy  się  urodziłem. 
Zmieniłem  je,  bo  mi  się  nie  podobało.  Nie  żeby  było 
brzydkie - tyle że dla mnie brzmiało jak nie moje.

 

Elder Bastidas to imię, które ukradłem jednemu z tych 

kretynów z Kościoła Jezusa Świętych Dni Ostatnich

4

, na 

długo  wcześniej,  nim  do  nich  wstąpiłem  i  zacząłem 
przemierzać ich ścieżki nieskończonej radości. T bardzo 
się  podoba  to  imię,  a  mnie  bardzo  się  podoba  T,  więc 
wszyscy  są  zadowoleni.  Mojej  matce  wcale  się  nie 
spodobało,  że  zmieniłem  imię,  ale  człowiek  nie  może 
spędzić  życia  na  zamartwianiu  się,  że  zrobi  coś,  co  nie 
spodoba się jego  matce. W mojej klasie był jeden facet, 
który przysięgał, że sypiał ze swoją.

 

Spędziłem tydzień u niego domu i faktem jest, że miał 

fantastyczną  matkę.  Jego  biedny  ojciec  umarł  parę  lat 
wcześniej,  facet  mieszkał  z  matką,  siostrą,  też  całkiem 
ładniutką, babcią i prababcią, choć tak sobie myślę, że nie 
sypiał z nimi wszystkimi.

 

4

 Właśc. Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach 

Ostatnich, założony w 1830 roku w USA przez Josepha 
Smitha, Jr. Jego wyznawcy nazywani są potocznie mor 
monami (przyp. tłum.). 

..-• 

>

 

»

 

28 

background image

W  dzieciństwie  najgorsze  były  noce,  gdy  niewiele  się 

spało  w  oczekiwaniu,  że  M  znowu  wytnie  nam  jakiś 
numer,  i  dni  w  szkole,  gdzie  bez  przerwy  się 
czerwieniłem,  za  każdym  razem,  gdy  ktoś  wymawiał 
moje  nazwisko  albo  wyglądało  na  to,  że  wymówi. 
Najlepsze  były  mecze  piłki  nożnej.  Tak  czy  inaczej, 
przypuszczam, że to dzięki tym złym chwilom stajesz się 
silniejszy, mądrzejszy albo jakiś tam jeszcze. Kiedy jesteś 
w szkole i całe podwórko tych z pierwszej tury patrzy na 
ciebie,  jak  się  czerwienisz,  to  nie  możesz  myśleć  o  tych 
wszystkich godzinach, dniach i latach, które masz jeszcze 
przed  sobą,  bo  jak  to  zrobisz,  to  zaraz  weźmiesz  i 
umrzesz.

 

Liga z El Plantfo nie miała zbyt surowego regulaminu. 

Wiedzieliśmy,  że  nie  wolno  nikomu  rozbić  głowy  i  że 
żadna drużyna nie może wystawiać zawodników, którzy 
nie są zapisani, w związku z czym nasz trener nie mógł 
grać. Także dlatego, że był od nas o dziesięć lat starszy.

 

Na  trenera  zawsze  wołaliśmy  „trener",  nie  „mister", 

nie „boss", tylko „trener". Prawda jest taka, że my wcale 
nie chcieliśmy mieć trenera, ale skoro on się uparł, to nie 
mogliśmy mu odmówić. W każdym

 

29

 

background image

razie ulżyło nam, że nie pozwolili mu grać, bo nie trafiał 
kopniakiem  nawet  w  puszkę  po  konserwach.  Biegał, 
skakał,  robił  skłony,  był  wysoki  i  miał  jasne  włosy  jak 
Niemiec,  ale  nie  odróżniał  piłki  od  wału  korbowego. 
Generalnie  nasza  drużyna  nie  była  zbyt  dobra,  ale 
trenowaliśmy  i  dużo  dawaliśmy  z  siebie.  Ja  dawałem  z 
siebie  ciut  mniej,  bo  nigdy  nie  biegałem  zbyt  szybko  i 
nawet  nie lubię  tego  robić,  ale reszta  biegała  i dawała  z 
siebie bardzo dużo.

 

Oglądać  mojego  brata  Frana  w  akcji  to  była  czysta 

rozkosz,  tak  go  rozsadzał  entuzjazm.  Z  przeciwników 
robił  mokrą  plamę,  ale  nie  był  świnią,  był  siłaczem. 
Kiedy biegł wzdłuż bocznej linii, brakowało mu miejsca. 
Piłka wystrzeliwała, a on za nią, jak gdyby Bóg dodawał 
mu  skrzydeł.  Nazywali  go  dzikiem,  a  kiedy  brał  cię  na 
cel,  przez  cały  mecz  czułeś  jego  oddech  na  karku. 
Obrońcy  najczęściej  mają  za  szybki  refleks,  przez  co 
wystawiają  nogę  za  wcześnie,  co  bardzo  ułatwia  akcję 
napastnikowi.  Frań  wytrzymywał  do  końca;  kiedy  stał 
naprzeciwko,  nie  wiadomo  było,  jak  go  przejść.  Nie  do 
pomyślenia,  ale  w  ciągu  dziesięciu  lat  udało  mi  się  go 
wykiwać  tylko  sześć  czy  siedem  razy.  Napastnicy 
przeciwnika  też  nie  mieli z  nim  łatwo.  Poza  Luisem  del 
Riego, ale ten skurczybyk kiwał jak szatan, to była czarna 
magia,  zdawało  się,  że  ma  piłkę  przyszytą  do  buta.  Był 
wysoki  i  szybki,  strzelał  dobrze  z  główki,  a  także  z 
obydwu nóg. Luis del Riego dawał radę mojemu bratu i 
dałby radę każdemu.

 

Antonio Alvarez Cedrón Hernandez też dobrze kiwał i 

miał dużą klasę, ogromną. Nie był facetem

 

30

 

background image

tak skutecznym jak del Riego, faktycznie był wolniejszy i 
nie  strzelał  tak  mocno,  ale  miał  jakiś  szczególny  urok. 
Lubiłem  go  i  dobrze  nam  się  razem  grało.  Obaj 
przytrzymywaliśmy  piłkę  dłużej  niż  trzeba,  ale 
potrafiliśmy  robić  to  ładnie  i  w  tym  samym  czasie.  W 
piłce  można  być  silnym,  szybkim,  wysokim,  można 
biegać  jak  błyskawica,  kopać  jak  koń  i  strzelić  dwa  lub 
trzy  tysiące  goli,  ale  to  wszystko  nie  robi  z  ciebie 
fantastycznego  zawodnika.  Antonio  Alvarez  Cedrón 
Hernandez  miał  to  coś,  także  Porres  z  oficjalnej 
reprezentacji  szkoły,  Ardiles,  Pierre  Littbar-ski  z 
niemieckiej  kadry,  Juan  Gómez,  don  Juanito  Maravilla, 
no  i  oczywiście  Butragueńo,  dziecko  An-gel,  które 
wpadło  do  magicznego  kociołka  łaski  i  tak  naprawdę 
nigdy z niego nie wylazło.

 

Jasne,  że  nie  wszystko  było  takie  różowe,  bo  jakby 

było,  to  nikt  nie  mógłby  sobie  wytłumaczyć,  jak  zdo-
łaliśmy przegrać trzydzieści cztery mecze pod rząd z tak 
skandalicznymi  wynikami,  że  nawet  dziś  nie  mam 
odwagi ich sobie przypominać. W strefie cienia drużyny 
byli  bracia  Holendrzy,  dwóch  gości  tak  głupich jak  słoń 
próbujący  obrać  mandarynkę  trąbą  w  rękawicy 
bokserskiej. Z drugiej strony, to były dobre chłopaki, ale 
jedno  nie  wyklucza  drugiego.  Można  być  jak  szczere 
złoto  w  życiu  i  kupą  gówna  na  boisku,  można  też  być 
aniołem na boisku i kawałem gnoja w życiu, ale to drugie 
dużo łatwiej wybaczyć.

 

Holendrzy  kończyli  wszystkie  mecze,  kopiąc  się 

między sobą, czasami również tak samo je zaczynali. Nie 
potrafili ustalić, który z nich gra gorzej, choć

 

31 

background image

naprawdę się starali. Wszyscy patrzyliśmy, jak to • robią, 
nawet obstawialiśmy zakłady. Najlepiej byłoJ postawić na 
starszego  brata,  który  miał  podły  charakter  i  potrafił 
wymierzać  niedozwolone  ciosy  bez  żadnego  obciachu. 
Zdarzało  się,  że  musieliśmy  grać  dwa  mecze,  co 
oczywiście nie zdarzało się często, ale jak mieliśmy jakiś 
zaległe  spotkanie,  to  nie  było  wyjścia.  Jeden  mecz  rano, 
drugi po południu. Kiedy zbliżał się ten po południu, ja już 
prawie nie żyłem, bo jak miałem sześć lat, to przynajmniej 
raz w tygodniu podłączali mnie do takich maszyn pełnych 
kabli,  żeby  leczyć  mi  oddech  albo  jakąś  arytmię,  sam 
dobrze nie wiem. W każdym razie wyciągali mnie z klasy 
i  prowadzili  do  kardiologa,  a  tam  podłączali  mi  milion 
kabli do rąk i nóg, i klatki piersiowej, i pleców, i głowy. 
No więc męczyłem się potwornie, kiedy tego samego dnia 
wypadały  dwa  mecze,  ale  pomimo  zmęczenia  najlepsze 
zagranie mojego życia zaliczyłem właśnie podczas takiego 
podwójnego dnia.

 

Chodziło  o  piłkę,  która  wylądowała  samotnie  trochę 

przed  linią połowy  boiska  po  strzale  naszej  obrony.  Nie 
dając  przeciwnikom  czasu  na  reakcję,  przejąłem  ją  i 
ruszyłem  do  przodu  lekkim  kłusem,  z  determinacją,  ale 
bez  pośpiechu.  Wiedziałem,  że  nikt  mi  nie  przeszkodzi 
dostać  się  aż  pod  bramkę.  Poradziłem  sobie  z  jednym, 
dwoma,  nawet  trzema  wrogami,  zanim  dotarłem  do 
bramkarza,  ledwo  muskając  piłkę  i  lekko  hamując, 
jednym  słowem,  w  pełni  panując  nad  sytuacją. 
Zamarkowałem fałsz; strzał, bardziej dla porządku niż  z 
potrzeby, i w koń-

 

32

 

background image

cu  wpakowałem  piłkę  do  siatki,  nawet  nie  zatrzymując 
się, żeby popatrzeć, jak przecina linię bramki. T nie było, 
żeby to zobaczyć.

 

Kapitan drugiej drużyny klepnął mnie dwa razy 

w plecy i przysiągł dwanaście razy, że to był jeden 
z najlepszych goli całych mistrzostw. Przegraliśmy 
siedem do trzech, ale to był wielki dzień. 

-*

 

Luis  del  Riego  po  tym,  jak  strzelił  gola,  unosił  jedną 

rękę i tak się rozciągał, że wydawało się, że wyrwie ją ze 
stawów.  Luis  del  Riego  był  kutasem,  ale  grał  jak  sam 
Bóg.

 

Dzień,  kiedy  M  pomyślał,  że  jego  szczęście  się  wy-

czerpało,  był  jednym  z  najgorszych.  Wcześniej  zamykał 
się  w  pokoju  i  nie  wychodził,  nawet  pod  przymusem. 
Jeśli  chciałeś  wejść,  z  całej  siły  przytrzymywał  drzwi  i 
koniec.  Poza  tym  wstawał  w  nocy  i  krążył  po  domu,  a 
potem  wydawał  z  siebie  dziwne  dźwięki,  jak  gdyby 
umierał.  Robił  to  bardzo  głośno,  żebyśmy  wszyscy 
słyszeli.

 

Przez to wszystko noce były dosyć burzliwe. Frań i ja 

robiliśmy namioty z prześcieradeł, a potem właziliśmy do 
środka.  Frań  potrafił  bawić  się  dwie  albo  trzy  godziny, 
mówiąc do siebie półgłosem, ale ja zasypiałem wcześniej. 
Nie  przeszkadzał  mi  wcale,  bo  choćby  go  zabijali, 
umierałby bardzo cichutko, prawie w milczeniu.

 

M  był  w  sanatorium  parę  miesięcy  i  nie  wiadomo, 

dlaczego  nie  może  dalej  mieszkać  w  domu.  Robi  się 
smutny i mówi, że chcą go wyrzucić. W szkole opo-

 

33 

background image

wiadał wszystkim, że zna sztuki walki i chłopaki czuli do 
niego  spory  respekt,  ale  tak  naprawdę  kupował  tylko 
różne naklejki i komiksy z Sang-Chi, prawdziwym synem 
Fumanchu,  mistrza  walk  wschodu,  chociaż  nie  sądzę, 
żeby to się do czegoś przydawało.

 

W  każdym  razie  uważam,  że  to,  co  człowiek  sobie 

wymyśla,  jest  prawdziwsze  niż  to,  co  się  człowiekowi 
przydarza.  W  ostatecznym  rozrachunku  to,  co  się 
człowiekowi  przydarza,  zawsze  jest  tylko  przypadkiem.         
■<■.'■»*.

 

W mojej szkole była cała kupa śmierdzących gnojków. 

Jednym  z  najgorszych  był  Labanchy.  Nie  miał 
najmniejszego pojęcia o grze i tylko walił w piłę z ca-; łej 
siły  za  każdym  razem,  gdy  przelatywała  blisko  niego. 
Dwa  na  trzy  mecze  z  jego  udziałem  kończyły  się 
wykopaniem  piłki  nie  wiadomo  gdzie.  Ten  gość  to  był 
prawdziwy  bydlak.  Jego  ojciec  przyszedł  raz  do  nas 
naprawić  podgrzewacz-  wody.  Przez  rok  braliśmy 
prysznic z rondli. To był drugi kawał bydlaka.

 

Nauczyciele nie są dobrymi ludźmi. Pan de las Vińas 

trze twarz jak gdyby przesuwał ją z miejsca na miejsce i 
zawsze mówi o wszystkim, że to są „jaja jak berety". 
Niezłe. Mónica Gabriel y Galan pisze wiersze, a potem 
czyta je na głos. Jorge Maiz pęka ze śmiechu i tak skrzypi, 
jak gdyby naprawdę miał pęk nąć. Jorge Maiz jest gruby i 
nosi okulary z trzema ty siącami dioptrii. Bez przerwy 
drapie się w tyłek, b strasznie go swędzi i dlatego, że jest 
gruby i kalesony zwijają mu się na jajach, i nie może 
nabrać tchu.

 

34

 

background image

Gdy  zrobił  słonia  ze  stiuku,  włożył  w  to  więcej  uczucia 
niż  pozostali,  bo  chciał  zaskoczyć  swojego  ojca  czymś 
naprawdę  pięknym.  Pomalował  go  na  różne  kolory, 
starannie  i  cierpliwie,  a  potem  Paco  Arce  i  ja  mu  go 
zniszczyliśmy.  Najpierw  wymalowaliśmy  mu  czerwone 
kropy,  potem  czarne  łaty  jak  mają  krowy,  a  później  go 
zniszczyliśmy.  Paco  Arce  był  wysokim  i  sympatycznym 
gościem,  ale  też  był  z  niego  niezły  bydlak.  Lubił 
wszystko  niszczyć.  Czasami  robił  sobie  jaja  z  nowych  i 
udawał  pedała.  Kiedyś  jakiś  nowy  nazwał  go 
skurwysynem  i  Paco  skopał  mu  brzuch.  Po  każdym 
kopniaku nowy powtarzał: „Skurwysyn!". Tak go skopał, 
że myśleliśmy już, że go zabił. Paco to był kawał bydlaka, 
ale ten nowy miał jaja ze stali. Jorge Maiz zrobił swojego 
słonia  ze  stiuku  z  prawdziwą  miłością.  Ja  go 
pomalowałem w kropki i krowie łaty, a Paco Arce skopał 
go  butem,  aż  zostały  tylko  okruszki  gipsu  w  różnych 
kolorach. Jorge Maiz przez miesiąc wzywał pomocy, ale 
był gruby i nosił okulary, więc nikt nie zwrócił na niego 
specjalnej uwagi. Potem zaczęło mi się śnić, że popełnia 
samobójstwo. Chyba nigdy później nie czułem się tak źle 
jak wtedy.

 

background image

Podczas  gdy  M  z  niebezpiecznym  uporem  wchodził  i 

wychodził  z  domów  wariatów,  Frań  i  ja  graliśmy  w 
najgorszej  drużynie  piłki  nożnej  ostatnich  sie-
demdziesięciu  pięciu  lat.  Oto  jej  skład:  Frań,  Antonio 
Alvarez  Cedrón  Hernandez,  Chema  Peragalo,  bracia 
Holendrzy,  Carlos  i  Rogelio  van  Moorken,  kuzyn  i 
Lleida.  Układ  był  następujący:  Frań,  Chema  i  Holender 
Rogelio na obronie, Antonio i ja jako środkowi, a kuzyn, 
na  którego  wołaliśmy  „Chile",  oraz  Carlos,  drugi 
Holender, w ataku. Jedni z nas grali lepiej, inni gorzej, ale 
w  sumie  byliśmy  dużo  bardziej  źli,  niż  dobrzy.  Na 
bramce  stał  Lleida,  gość  zwinny  i  pewny,  który  nie 
wytrwał  z  nami  nawet  trzech  tygodni.  Zostaliśmy  bez 
bramkarza,  w  związku  z  czym  musieliśmy  się  zmieniać, 
po jednym golu na każdego.

 

Jestem  pewien,  że  jest  przynajmniej  dwieście  mi-

lionów  gorszych  rzeczy,  cały  problem  w  tym,  że  jak 
przychodzi moja kolejka na bramce, to żadnej z nich nie 
mogę sobie przypomnieć. Wiem tylko, że w każdej chwili 
może  przyjść  jakieś  bydlę  i  roztrzaskać  mi  jaja 
uderzeniem piłki.

 

W  teorii  piłkę  przyjmuje  się  na  klatkę  piersiową,  z 

łokciami przyciśniętymi do boków i obejmując

 

36

 

background image

dłońmi,  zawsze  to  wiedziałem,  ale  w  praktyce  nigdy  nie 
udaje  mi  się  oddalić  jej  zbytnio  od  moich  jaj,  więc  już 
nawet nie próbuję. Frań się wścieka, gdy widzi, jcik robię 
z  siebie  palanta  na  bramce,  ale  z  nim  już  tak  jest,  że 
bierze wszystko zbyt poważnie.

 

Kiedy miałem dwanaście lat, zgubiłem Action-mana w 

górze  piachu.  Schowałem  go  tam,  ratując  przed 
niebezpieczeństwem, a potem on sam ruszył dalej w głąb, 
aż nie dało się go więcej odnaleźć.

 

Wbrew temu,  co  wszyscy  myślą,  Actionman  to  nie to 

samo  co  Geiperman.  Mojego  przywieźli  mi  z  Londynu, 
podczas  gdy  tutaj  najfajniejszą  rzeczą,  jaką  widziano, 
było  wielkie  pudło  żołnierzyków  firmy  Co-mansi. 
Actionman  nie  tylko  jest  bardziej  wytrzymały  niż 
Geiperman,  ale  też  ma  lepszy  chwyt.  Geiper-manowi 
zawsze  w  końcu  wypadają  z  rąk  pistolety  i  latarki,  i 
teleskopy, bo ma te łapy miękkie i głupio zrobione.

 

Na  plastikowych  zabawkach,  zanim  się  połamią, 

wychodzi taki biały pasek. Mój Actionman długo po tym 
nie przetrwał, złamała mu się ręka i wyleciały mu gumki. 
Na początku matka mi go naprawiła, ale potem znowu źle 
się  poczuł  i  zgubił  się  w  górze  piachu.  Nie  żebym 
wierzył,  że  generalnie  zabawki  mają  w  zwyczaju 
popełniać  samobójstwo,  ale  jestem  pewien,  że  ta  moja 
wybrała drogę krótszą i bardziej godną.

 

Moja  matka  to  wspaniała  kobieta,  mimo  fatalnej 

słabości  do  latynoskiego  kina.  Mój  ojciec  jest  ry-
sownikiem, ma brodę i nosi grube szkła z czarnymi

 

37 

background image

oprawkami, przeważnie siada i mówi powoli, poza 
tym pije dużo kawy i kicha głośniej niż ktokolwiek 
na świecie. 

■ ■"• 

-

 

Będą operować R. Chodzi o coś naprawdę poważnego 

i  nikt  nie  ma  specjalnej  nadziei.  R  to  ojciec T.  Matką T 
jest  L.  V.  Bracia  T  to  J  i  A.  Wiem,  że  brzmi  to  trochę 
skomplikowanie,  ale  myślę,  że  tak  jest  lepiej  dla 
wszystkich.                -. , •>

 

T  to  miłość  mojego  życia  i  najładniejsza  dziewczyna, 

jaką  w  życiu  widziałem;  ani  w  dzieciństwie,  ani  jako 
człowiek  dorosły  nie  widziałem  drugiej  takiej.  Nie 
przesadzam.

 

L.  V.  też  jest  ładna  i  nawet  matka  L.  V,  która  nie 

wiem,  jak  się  nazywa,  ale  leżała  na  stole  w  jadalni  w 
alpakowej oprawce. R nie jest taki przystojny i myślę, że 
uroda T pochodzi od jej matki i babki.

 

T i L. V, i R, i J, i A wszyscy są Skandynawami.

 

Ojciec  R  nie  przyjedzie  go  odwiedzić,  bo  jest  bardzo 

stary i myślę, że R będzie za nim tęsknił.

 

Gdyby któregoś dnia mnie operowali i T by przy mnie 

nie było, zaraz bym umarł.

 

) 

background image

Kiedy skończyłem szesnaście lat, matka powie 

działa: „Biegnij do pokoju i zobacz, co ci przynio 
słam". 

,

iv

      ;.,'.'•,

 

W  pokoju  była  papuga.  Nigdy  nie  powiedziałem 

matce, że chciałbym mieć papugę, ale ona kupiła mi ją i 
schowała  w  pokoju  jako  wielką  niespodziankę.  Nie 
pozostawało  mi  więc  nic  innego,  jak  tylko  bardzo  się 
ucieszyć i z całej siły przytulić papugę.

 

Papuga była kolorowa, gruba i niema. Na począt 

ku prawie się nie ruszała i gdy widziała, że nadcho 
dzę, patrzyła w drugą stronę. Potem zaczęła mieć 
ciągoty samobójcze. Wyrywała sobie pióra, jedno po 
drugim, z taką wytrwałością, o jaką nigdy nie posą 
dzałbym papugi. 

.•;/<,      :

 

Wezwaliśmy  weterynarza  i  weterynarz  orzekł,  że 

chodzi  o  traumę  spowodowaną  brakiem  miłości. 
Ponieważ  uznałem,  że  nie  jestem  w  stanie  bardziej 
pokochać mojej papugi, postanowiłem ją wypuścić, żeby 
poleciała  na  poszukiwanie  czegoś  lepszego.  Ale  jedyne, 
co  znalazła,  to  psa  sąsiada.  Przypuszczam,  że  trudno  się 
lata z jednym piórem na grzbiecie.

 

Człowiek  może  bardzo  kochać  swoją  papugę,  ale 

potem przychodzi pies i ją zjada. Z drugiej strony,

 

39

 

background image

człowiek  może  wcale  nie  kochać  swojej  papugi,  ale 
potem  przychodzi  pies  i  ją  zjada.  Czyli  to  nie  ma  zna-
czenia, jak bardzo człowiek kocha swoją papugę, bo i tak 
jej to nie pomoże, jeśli w okolicy kręci się pies.

 

Lekarz, który operował ojca T, powiedział nam, że nie 

ma  wielkich  nadziei.  W  szpitalu  było  bardzo  gorąco  i 
trudno  mi  było  się  nie  czerwienić.  W  szpitalach  zawsze 
jest  bardzo  gorąco  i  wszystko,  co  się  tam  dzieje  i  co 
mówią  ludzie,  łącznie  z  lekarzami,  wydaje  się 
kłamstwem,  jak  gdyby  w  każdej  chwili  ktoś  mógł 
parsknąć  śmiechem,  przynajmniej  tak  mi  się  wydaje.  L. 
V. przyjmuje to wszystko bardzo poważnie.

 

Byliśmy  w  szpitalu  przez  trzy  czy  cztery  godziny,  a 

potem T i ja poszliśmy do domu.

 

T  kąpała  się  nago  po  nocach  i  coś  sobie  wyobrażała. 

Te rzeczy tutaj nie są dla T ani dla mnie, dlatego od czasu 
do czasu przypominam sobie Sida i Nancy.

 

W  niedzielę  chodziliśmy  do  kościoła.  Frań  lubił  to 

bardziej  niż  ja,  ale  zawsze  szliśmy  razem.  Ja  chciałem 
mówić „skurwysyn", „pierdolę" albo coś w tym stylu, ale 
w  sumie  nie  mówiłem  nic.  Kościół  w  El  Plantio  był 
bardzo mały, biały i ładny. Za ministranta robił bramkarz 
drużyny Durango, czasami także Luis del Riego, a za to 
Bóg nauczył go kiwać w nadludzki sposób.

 

Bramkarz z Durango nazywał się Luis Ondina i chciał 

być  papieżem.  Udzielał  komunii  dzieciakom  ze  swojej 
ulicy okrągłymi żetonami z gry w chińczyka. Był trochę 
przy kości i całkiem sympatyczny,

 

40 

background image

wołaliśmy  na  niego  „Czołg",  bo  potrafił  rozkwasić 
każdego, kto zbliżył się do jego bramki.

 

My  nigdy  nie  mieliśmy  dobrego  bramkarza,  dlatego 

szło nam tak źle. Mieliśmy Lleidę, ale on nie wytrwał z 
nami  nawet  trzech  tygodni;  a  potem  już  nic,  ziejąca 
pustką dziura za ostatnim obrońcą.

 

Carlos  Echevarrfa  i  ja  spędziliśmy  całe  popołudnie 

oglądając  czasopisma  mojego  ojca.  To  były  ilustrowane 
magazyny  z  kolesiami  bez  majtek,  które  wykorzystywał 
do swoich rysunków. Echevarrfa zaczął wariować, chciał 
wyrywać  strony.  Pobiliśmy  się,  w  końcu  z  tej 
szamotaniny  wszystko  się  rozpadło,  mój  ojciec  się 
zorientował, a ja tak się zdenerwowałem, że wyszedłem z 
domu  i  wspiąłem  się  na  dźwig,  taki  wysoki  dźwig 
budowlany.  Siedziałem  tam  parę  godzin,  zanim  w  ogóle 
zachciało mi się zejść.

 

Carlos Echevarria był strasznie napalony, ale i tak nie 

wierzę, żeby sypiał ze swoją matką.

 

Ojciec T ma trzy dziury: jedną oddycha, drugą podają 

mu jedzenie taką gigantyczną strzykawką, a przez trzecią 
wyciągają z niego flegmę.

 

T pęka serce na sam jego widok. Po południu siedzimy 

z  nią  chwilę,  a  potem  wyprowadzamy  psy  na  spacer.  T 
bardzo kocha swoje psy, zwłaszcza Kitty.

 

Kitty  jest  bokserką,  a  Oxa  to  brytan.  Kiedy  Oxa  bie-

gnie,  całe  jej  ciało  tańczy,  a  sierść  faluje  nad  oczyma. 
Kitty jest bardzo bystra i szybka, ma bardzo smukłe ciało, 
jak królowa, i pręgowaną sierść. J uparł się, żeby podciąć 
jej uszy. T nigdy nie uważała, że takie podcinanie psom 
ogona i uszu jest dobre, i ja też tak

 

41 

background image

nie uważam. Słonie mają ogromne uszy i nikomu nie 
przychodzi do głowy ich podcinać. 

;.

 

Oxa myśli, że jest kotem, włazi na ciebie i chce, żeby 

ją  brać  na  ręce.  Jest  wielkim  pieszczochem,  ale  waży 
dwieście  kilo.  Kiedy  walczy  z  innymi  psami,  nie  zdaje 
sobie  sprawy  z  tego,  jaka  jest  wielka,  i  próbuje  się 
schować.

 

Mam za sobą mnóstwo różnych prac, nie tylko 

tutaj, także w Anglii. Pojechałem tam, bo wydawa 
ło mi się, że w tym kraju ludzie za dużo wrzeszczą, 
nie żebym ja nie wrzeszczał, ale przeszkadzają mi 
wrzaski innych. Z wrzaskami jest jak z puszczaniem 
wiatrów: własne bąki nie przeszkadzają ci nawet 
w połowie tak jak cudze. Gdy tam przyjechałem, nic 
nie wiedziałem o tych ludziach, ale potem stopniowo 
zdałem sobie sprawę, że są tak samo nieprzyjemni 
jak wszyscy pozostali. Mnie tak naprawdę podoba 
się Francja, ale to dlatego, że byłem tam z T, a z nią 
wszystko mi się podoba. 

,            ^

 

background image

Sanatorium,  do  którego  wsadzili  M,  było  miejscem 

dosyć miłym jak na sanatorium, z drzewami i ogrodami, i 
słonecznymi  tarasami,  i  krytym  basenem,  i  drugim 
odkrytym. Za pierwszym razem pojechałem tam z matką. 
Mieliśmy  odebrać  go  o  dwunastej  i  przywieźć  przed 
dziesiątą.  ICiedy  przyjechaliśmy,  M  nie  czekał  w 
recepcji,  więc  pielęgniarka  zaczęła  wzywać  go  przez 
megafon. Prawdę mówiąc, wcale nie było mi do śmiechu, 
słysząc  jego  imię  odbijające  się  echem  po  całym  tym 
przeklętym domu wariatów. Potem poszedłem na górę, bo 
pielęgniarce  przyszło  do  głowy,  że  może  śpi  w  swoim 
pokoju. M mało sypia i budzi go pierdnięcie myszy, ja to 
wiem,  ale  nie  chciałem  wdawać  się  w  dyskusje  z 
pielęgniarką.  Pokój  M  był  na  końcu  bardzo  długiego 
korytarza pełnego drzwi, a na korytarzu był koleś, który 
chodził  od  jednej  ściany  do  drugiej,  uderzając  w  nie 
głową,  zupełnie  jak  jeden  z  tych  samochodzików  na 
baterie, które jadą przed siebie, aż w coś uderzą, a potem 
zawracają.  Napędził  mi  niezłego  pietra,  więc  przestałem 
szukać  i  wróciłem  na  dół.  Kiedy  dotarłem  do  holu, 
zobaczyłem  jak  mama  zapina  M  kurtkę,  jak  to  zwykle 
robi,  bo  lubi  myśleć,  że  M  to  małe  dziecko.  Może  i  ma 
rację, nie wiem.

 

43 

background image

Wracałem do sanatorium jeszcze tylko parę razy,        bo 

M poczuł się lepiej i go wypuścili. Jose Luis San-talla 
powiedział, że za pięćdziesiąt peset zabierze mnie do 
fantastycznej babki, która pokazuje tyłek. Ja nigdy nie 
widziałem niczyjego tyłka, więc się zgodziłem. Kiedy 
Santalla zgromadził odpowiednio dużą grupę i pozbierał 
pieniądze, wziął nas na oglądanie tyłka. Zatrzymaliśmy się 
przed jakimś ogrodem otoczonym drutem kolczastym i 
cyprysami. Zaglądając      | pomiędzy cyprysami, można było 
dostrzec grubaskę gołą od pasa w dół, można było zobaczyć 
tylko to i nic więcej, bo tyłek zasłaniał wszystko inne, na-     
> wet słońce. To był ogromny, biały i obrzydliwy ty-      
łek, największy tyłek świata. Powiedziałem Santalli,      ; że 
gdyby kosił kasę za metr kwadratowy tyłka, był- ; by 
bogaczem. Tego dnia odkryłem, że tyłek nie jest 
prawdziwym tyłkiem, jeśli nie jest prawdziwym tył-    j 
kiem. To znaczy, że jeśli tyłek przypomina bardziej    ' 
cysternę niż tyłek, to w końcu nie jest to ani tyłek, ani      
nic poza tym. Mój ojciec mówił, że gdyby miał koła   

ze 

szprychami, kierownicę i dzwonek, to nie byłby    ; moim 
ojcem tylko rowerem. Z tego samego powo-    .1 du tyłek, 
który jest w stanie spowodować zaćmienie    j słońca, to nie 
tyłek.

 

Mój  ojciec  raz  dostał  ataku  nerwów  i  aż  stracił  głos. 

Potem go odzyskał. Mój ojciec to bardzo spokojny facet, 
ale  pewnego  dnia  dostał  atak  i  nikt  nie  wiedział, 
dlaczego. Nigdy nie dostał kolejnego. Kiedy byłem mały, 
też  miałem  ataki  i  chciałem  wszystko  rozwalić.  Bycie 
małym oznacza, że jest się DUŻO mniejszym

 

44 

background image

niż  większość  rzeczy  i  to  nie  dodaje  otuchy.  Ludzie 
opowiadają  ci  piękne  historie  z  dzieciństwa,  ale  osta-
tecznie  bycie  małym  jest  zawsze  byciem  mniejszym  i 
żadna siła boska tego nie zmieni.

 

Myślę,  że  mógłbym  własnoręcznie  zatłuc  wszystkich 

facetów, którzy pieprzyli się z T. Zabiłbym również tych, 
którzy  opowiadali  jej  dowcipy,  ale  zacząłbym  od  tych, 
którzy się z nią pieprzyli.

 

Pewnej  nocy  spotkałem  Jorge  Maiza,  tego  gościa  od 

stiukowego 

słonia. 

Opowiadał 

mi, 

że 

zrobił 

ośmiomiesięczny  kurs  pilotażu  szybowców,  ale  jak  zdał 
egzaminy,  to  odebrali  mu  licencję,  dlatego  że  jest 
grubasem  i  krótkowidzem.  Trochę  mi  go  było  żal,  ale 
równocześnie  ucieszyłem  się,  że  nie  tylko  ja  jeden 
dokuczyłem  w  życiu  biednemu  Jorge  Maizowi,  pewnie 
wszyscy to robili. Poza tym myślę, że wciąż swędział go 
tyłek, bo przez cały czas naszej rozmowy nie przestawał 
się drapać.

 

background image

Na  początku  nic  nic  mówili  T,  bo  to  taka  stara 

skandynawska  tradycja,  że  wciąż  ukrywa  się  przed  sobą 
różne sprawy. W szpitalu są dwie tury odwiedzin, rano od 
dziesiątej  do  dwunastej  i  po  południu  od  piątej  do 
siódmej,  ale  T  może  chodzić,  kiedy  chce,  bo  R  jest  jej 
ojcem. Kiedy T wchodzi do pokoju, R bardzo się cieszy, 
a kiedy go całuje, cieszy się jeszcze bardziej. Wiem to, bo 
T  mi  opowiadała.  Ja  zawsze  czekam  w  barze.  Bar  jest 
bardzo przyjemny, ludzie tam są smutni i prawie nie robią 
hałasu. Kelnerzy przynoszą ci piwo i milczą, nie czują się 
w  obowiązku  opowiadania  ci  niczego  śmiesznego. 
Siadam tam i piję w milczeniu, aż T po mnie przyjdzie, a 
potem idziemy do domu.

 

L. V. stara się nie płakać i prawie zawsze jej się to udaje. 

Przypomina  mi  drzewo,  mocne,  wysokie,  trochę  surowe, 
ciche,  a  jednocześnie  życzliwe  i  serdeczne.  T  przepłakała 
kilka dni, ale teraz dochodzi do siebie i wstrzymuje łzy jak 
jej  matka.  W  trzeciej  klasie  podstawówki  siedziałem  obok 
gościa,  który  składał  telewizor  z  części.  To  było  smutne  i 
nudne dziecko, które prawie z nikim nie rozmawiało. Kiedyś 
po szkole poszedłem do niego do domu po piłkę

 

46 

background image

do nogi. Pablo Mendoza nie był bogatym dziecia 
kiem, był raczej biedny jak mysz kościelna, ale miał 
piłkę do nogi, którą podarował mu dziadek i pozwa 
lał nam nią grać. Pablo w ogóle nie lubił piłki nożnej, 
więc dawał mi ją i zostawał w domu, żeby składać 
telewizor. Gdy w drodze do jego pokoju mijałem 
duży pokój, zobaczyłem całą rodzinę siedzącą na 
podłodze wśród setek tysięcy części i góry instruk 
cji i rysunków technicznych, które rozdzielili między 
siebie. Jak mi powiedział Pablo, siedzieli nad tym już 
trzy lata. 

■ ■ ■ ■ • : • ■ - • * . - . ■ <

 

Teraz mają zaległości w pracy, bo umarł dziadek i nikt 

nie chce zająć się jego częścią.

 

W  domu  Pablo  Mendozy  nie  mieli  pieniędzy,  żeby 

kupić  telewizor,  ale  byli  tak  uparci,  że  pewnie  w  końcu 
udałoby im się go zdobyć.

 

Z  tego  co  zobaczyłem,  nie  sądzę,  żeby  udało  im  się 

złożyć telewizor, ale radio lub pralka na pewno im z tego 
wyjdzie.

 

Mój ojciec uwielbia porty, nie cierpi plaż, ale uwielbia 

porty. W Calpe był maleńki port pełen kutrów rybackich 
z  sieciami  i  skrzyniami  na  ryby,  i  wielką  okrągłą  lampą 
do nocnych połowów. Każdego popołudnia schodziliśmy 
tam  z  ojcem  i  trochę  się  bawiliśmy.  Pewnego  dnia 
zobaczyliśmy  pana  jedzącego  puszkę  sardynek.  Ten  pan 
nie był rybakiem, miał biały garnitur, siedział i spokojnie 
zajadał sardynki z puszki. Najlepsze w tej historii jest to, 
że  jak  już  skończył  z  sardynkami,  to  wylał  sobie  olej  z 
puszki na dłonie, roztarł go trochę, a potem nałożył sobie

 

47

 

background image

jak  odżywkę  na  włosy.  Chcę  powiedzieć,  że  wylał  sobie 
cały  ten  ohydny  olej  po  sardynkach  na  głowę,  na  swoje 
własne  włosy.  Potem  wyjął  grzebień,  zaczesał  włosy  do 
tyłu  z  przedziałkiem  pośrodku  i  poszedł  na  spacer  po 
miasteczku. Bardzo zadowolony.

 

L. V. nie mówi dużo, ma długie włosy, ale zawsze nosi 

je spięte, ma też dużo pięknych rzeczy, które sama  robi, 
wszystkie są maleńkie. Pewnej nocy śniło mi się, że L. V. 
się  zgubiła  i  że  T  i  ja  szliśmy  po  jej  śladach,  a  były  to 
wszystkie  te  maleńkie  rzeczy,  które  robi:  maślane 
ciasteczka, 

czerwone 

skarpety 

bożonarodzeniowe, 

suszone  kwiaty  i  prasowane  liście,  abażury  do  lampek  i 
haftowane  serwetki.  R  jest  ojcem  T  i  jest  umierający. 
Dlatego tyle chodzimy do szpitala, bo jest bardzo chory i 
muszą  mu  zrobić  dwie  czy  trzy  operacje,  zanim  będzie 
można coś powiedzieć. Lekarze nigdy nie mówią, że coś 
jest tak a tak, wolą poczekać, aż będą mieli wszystkie wy-
niki. Robią ci dwieście lub trzysta badań, a dopiero potem 
coś ci  mówią.  Czasami  ktoś  po  drodze  umiera. Mój brat 
Frań  jest  mądry,  a  mój  brat  M  to  wariat.  Teraz  ma  się 
trochę lepiej, ale wcześniej mówił, że robi rzeczy, których 
nie robił, kłamał i wszystko chował. Powiedział, że idzie 
na  uniwersytet,  i  nie  poszedł,  potem  powiedział,  że  ma 
pracę  w  domu  towarowym,  a  jej  nie  miał,  potem  zaczął 
się  uczyć  pisania  na  maszynie,  ale  się  nie  uczył,  i  tak 
przez  cały  czas.  W  końcu  tyle  nakłamał,  że  już  nie 
wiedział, co i jak. M wszystko skrywał w sobie i nie było 
sposobu,  żeby  zrozumieć,  czego  chciał  albo  o  czym 
myślał. Sprawy

 

48

 

background image

się  pogorszyły  i  teraz  M  ma  już  trzydzieści  lat,  chociaż 
nie lubi, jak się mu o tym mówi. Na zdjęciach ze szkoły 
wygląda  na  smutnego  i  przestraszonego,  nawet  na 
zdjęciach  ze  chrzcin.  M  nie  miał  szczęścia  ani  zbytnich 
chęci. Dużo mówię o M, ale to dlatego, że M jest moim 
bratem, a braci mam tylko dwóch.

 

Mówię też dużo o T, bo jest tak ładna jak sam anioł i 

dlatego,  że  nie  przychodzi  mi  do  głowy  nic  lepszego,  o 
czym mógłbym mówić.

 

Teraz często chodzimy do szpitala, prawie codziennie. 

Ja nie widuję R, ale T mi opowiada, że niewiele mu się 
polepsza, w niektóre dni się śmieje, a w inne nie. Tak czy 
inaczej,  z  R  nigdy  nie  był  bardzo  zabawny  facet.  Wiele 
lat temu zapraszał Cyganów, żeby grali i śpiewali u niego 
w  domu.  R  jest  Szwedem,  ale  lubi  flamenco.  Ma 
hiszpańskie  sombrero  i  czytuje  Lorce.  Ma  też  w  garażu 
wspaniały model Horcha z drugiej wojny. Teraz, przez te 
wszystkie operacje, rzadko go wyprowadza i auto zarasta 
kurzem.

 

Czytałem w gazecie, że jeden pasterz strącił helikopter 

kamieniem.  Okazuje  się,  że  helikopter  latał  tamtędy, 
strasząc  mu  stado  i  pasterzowi  przyszło  do  głowy,  że 
może uda mu się go odgonić kamieniami. Potem pojawili 
się  ci  z  telewizji  i  ci  z  radia,  i  ci  z  gazet  i  biedakowi 
zabrakło  kamieni,  żeby  przegonić  ich  wszystkich  ze 
swojego  pastwiska.  Nie  jest  łatwo  strącić  helikopter 
jednym rzutem kamienia. Zdarzają się rzeczy tak dziwne, 
że  aż  śmieszne,  nawet  jeśli  giną  ludzie.  Frań,  kiedy 
chciał, zrywał się do biegu,

 

49

 

background image

a  ja  nie  mogłem  go  dogonić.  Widziałem,  jak  oddala  się 
coraz bardziej i miałem ochotę umrzeć, dlatego rzucałem 
się  na  ziemię  i  zaczynałem  krzyczeć,  jakbym  złamał 
nogę,  żeby  Frań  zawrócił  i  wziął  mnie  za  rękę.  Jeśli 
znowu biegł tak szybko, moja ręka się wyślizgiwała i nie 
miałem  innego  wyjścia,  jak  tylko  znów  rzucić  się  na 
ziemię.

 

background image

Po Anglii był Madryt, gdzie znalazłem pracę w skle 

pie z ubraniami na ulicy Serrano. To nie była dobra 
praca: była gówniana. Miałem szefową i kierownika. 
Szefową była nieprzyjemna kobieta, która czasem 
uważała się za dobrą, a czasem za złą, ale w sumie 
przez cały czas była okropna. Kierownikowi wszyst 
ko co robiłem wydawało się złe. Mówił, że nie jestem 
dość szybki ani zainteresowany pracą. Dolna warga 
zwisała mu aż do ziemi, ale zdawał się nie zwracać 
na to uwagi. Czasami ludzie są potwornie brzydcy, 
a i tak rozkazują ci i krzyczą jak gdyby nigdy nic. 
Musiałem roznosić ubrania po domach; ludzie kupo 
wali ubrania, a ja je roznosiłem. To było proste i nie 
widziałem powodu, żeby biegać. Ale kierownik się 
denerwował. Kierownikowi pociły się dłonie, pociły 
mu się stopy, pociła mu się gazeta i pociły mu się 
dzieci. Dlatego odszedłem z braćmi z Kościoła Je 
zusa Świętych Dni Ostatnich, bo czasami świństwo 
otacza cię już dookoła i chce ci się wcisnąć przez 
uszy              - *    -              ..-.-. 

•   '

 

Pewnego  dnia  weszło  do  sklepu  dwóch  członków 

Kościoła  Świętych  Jezusa  Dni  Ostatnich.  Nosili  czarne 
garnitury i mieli plastikowe plakietki z imiona-

 

51

 

background image

mi.  Wziąłem  swoje  imię  z  jednej  z  takich  plakietek,  ale 
nigdy z nimi o tym nie rozmawiałem. Przez cały :zas się 
uśmiechali  jak  ludzie  ze  Wschodu  albo  księża.  Ten 
wyższy podszedł do mnie i spytał, czy jestem szczęśliwy.

 

-  Nie, a pan? Pan wydaje się szczęśliwy. 
-  Bo jestem. 
-  Wspaniale, teraz niech pan powie, jak pan to 

robi.              ■,-'•' 

■,<■„-■                . ■■-• ■ 

■      .-..■;.:.

 

-To rzecz Boga...

 

-  Czyli że Bóg kocha pana bardziej niż mnie. 
-  Bóg kocha wszystkich tak samo. 
-  Naprawdę  chciałbym  w  to  wierzyć.  Dałbym  sobie 

odciąć rękę za taki uśmiech jak ten pański. 

 

-  Jeśli chcesz, będziesz go miał. -A 
dajecie jeść? 
-  Nie zaniedbujemy potrzeb naszych braci. 
Wyszedłem z nimi ze sklepu. Straciłem pieniądze 

odprawy, ale pomyślałem, że jeśli mają dobre jedzenie, 
może mi to wynagrodzić odprawę.

 

-  Naturalnie, bracie, to z ręką to był żart.

 

Uśmiechnął  się  jeszcze  szerzej.  Kiedy  szliśmy,  pró-

bowałem sobie wyobrazić, jak będzie na mnie leżał jeden 
z tych garniturów.

 

Nazywaliśmy  się  Pasterzami  Kościoła  Jezusowego 

Świętych  Dni  Ostatnich.  Chodziliśmy  zawsze  na  czarno 
lub na szaro. Garnitur musiałeś sobie kupić, ani dawali ci 
plakietkę z twoim imieniem i nie wolno ayło ci jej zdjąć 
pod żadnym pozorem, ani też przestać się uśmiechać. To 
nie było nic wielkiego, ale

 

52 

background image

przynajmniej  przez  pewien  czas  Bóg  kochał  mnie  tak 
samo jak tamtych ludzi.

 

Juan Jose de la Llave to był ten gruby i wielki gość, co 

kradł  podwieczorki  Baigorriemu  i  mnie.  Na  początku 
znosiłem to ze spokojem, ale potem miałem tego powyżej 
uszu i rozwaliłem mu głowę krzesłem.

 

Ja się rzadko wkurzam, ale kiedy się wkurzam, zawsze 

znajdę  krzesło,  żeby  rozwalić  komuś  głowę.  Czasem 
wydaje się, że ludzie umierają, a czasem nie.

 

Pewnej  nocy  wdziałem,  jak  potrącili  dziewczynę  z 

chorobą Heinego-Medina na Paseo de la Castellana. Była 
tuż  obok  mnie.  Wyleciała  w  powietrze  z  całym  tym 
żelastwem w nogach i z kulami, a potem padła jak zabita. 
Czekając  na  karetkę,  powiedziała,  że  muszę  się  dobrze 
zaopiekować  małym  Juancho  i  opowiedziała  mi,  w  jaki 
sposób: jak go ciepło ubierać przed wyjściem do szkoły, 
co  lubi  jeść  najbardziej,  a  nawet  kiedy  pójść  z  nim  na 
kontrolę do dentysty. Ja nie znałem żadnego Juancho, ale 
słuchałem bardzo uważnie, jak gdybym miał to wszystko 
zapamiętać.  Leżała  tak  przede  mną  na  ziemi, 
podtrzymywałem ją ramionami prawie przez godzinę, ona 
mówiła  i  mówiła,  a  krew  nie  przestawała  płynąć  ze 
wszystkich stron.

 

W  końcu  przyjechała  karetka.  W  szpitalu  powiedzieli 

mi,  że  miała  tylko  kilka  stłuczeń  i jedno  złamane  żebro, 
straciła dużo krwi, ale to nie było nic poważnego. Dlatego 
mówię, że czasem ludzie padają jak martwi, a wcale nie 
są.

 

53 

background image

Jeden sędzia tenisowy spadł z krzesełka i skręcił kark. 

Takie  jest  życie,  to  nie  był  nawet  sędzia  główny,  który 
siedzi  na  wysokim  krześle,  tylko  jeden  z  liniowych, 
którzy  siadają  na  niskich  krzesłach.  Ale  ten  facet  tam 
właśnie padł trupem, bo dostał piłeczką do tenisa i stracił 
równowagę.  Czasem  ktoś  umiera  i  to  jest  nawet 
śmieszne, myślę, że nie ma w tym niczyjej winy.

 

Moja matka zabierała do kina Frana, M i mnie, 

kupowała bilety, wyszukiwała dobre miejsce, dawała 
nam podwieczorek, a potem pędziła na zebranie do 
pracy. Mówiła, że za dwie godzinki będzie z powro 
tem, ale prawie zawsze oglądaliśmy film po trzy albo 
cztery razy, zanim po nas przyszła. Raz skończyły się 
wszystkie seanse, a moja matka ciągle nie wracała. 
Frań i ja przestraszyliśmy się, ale M uspokoił nas, 
opowiadając historie o Sang-Chi, synu Fumanchu, 
mistrzu wszystkich walk wschodu. Dobry był w tych 
historiach. ;i

t

 

,       

:

        /■

 

Innym razem wydawało się, że rodzice się pozabijają, 

bo  krzyczeli  i  obrzucali  się  wyzwiskami,  a  my  nic  nie 
mogliśmy zrozumieć; wtedy M powiedział, żebyśmy się 
nie  przejmowali,  bo  rzeczy,  które  wydają  się  być 
poważne,  tak  naprawdę  mają  najmniej  znaczenia. 
Uznałem  to  za  bardzo  logiczne.  Moi  rodzice  ciągnęli 
swoje  jeszcze  przez  dwie  czy  trzy  godziny,  a  potem 
wszystko się uspokoiło.

 

background image

Przez  tydzień  pracowałem  w  sklepie  z  zabawkami,  to 

była wspaniała praca, mogłem wypróbowywać wszystkie 
zabawki,  a  potem  rozmawiałem  z  dzieciakami  i 
wyjaśniałem  im,  które  są  najlepsze.  Dobrze  mi  szło. 
Sprzedawałem więcej niż jakikolwiek inny ekspedient, bo 
lubiłem  zabawki,  nie  próbowałem  tak  po  prostu  wcisnąć 
ich  rodzicom,  tylko  starałem  się,  żeby  dzieciaki  się  nimi 
zachwyciły,  tymi  najlepszymi,  nie  tylko  najdroższymi. 
Myślałem,  że  zostanę  tam  na  długo,  ale raz  po  południu 
spadła  na  mnie  półka  w  magazynie  i  podbiła  mi  oko  na 
fioletowo.  Kierownik  powiedział,  że  nie  może  mieć 
sprzedawcy, który bez przerwy bije się ze wszystkimi. Ja 
się z nikim nie biłem, tylko podłożyłem oko pod pudełko 
ze zdalnie sterowanym czołgiem, ale kierownik uparł się, 
żeby mnie wyrzucić, i mnie wyrzucił. Kierownicy liżą tył-
ki  szefom,  którzy  zlecają  im  zawsze  najbardziej  nie-
przyjemne prace i siadają na nich, żeby mieć wygodniej i 
wyżej.  Kierownik  ma  zdolność  analizy  sytuacji  na 
poziomie  gumowej  kaczki,  więc  nie  warto  trudzić  się 
wyjaśnianiem  mu  czegokolwiek.  Ja  lubiłem  pracę  w 
sklepie  z  zabawkami,  była  najlepsza  z  tych  wszystkich 
gównianych prac, jakie miałem.

 

55

 

background image

Dzień,  w  którym  umarł  mi  dziadek,  nie  był  szcze-

gólnie  przyjemny.  Kiedy  ktoś  ci  umiera,  nie  wiesz,  co 
masz  myśleć,  wszystko  wydaje  się  zarazem  proste  i 
prostackie,  choćby  cała  rodzina  płakała.  Ojciec  T  też 
umiera i nie wiem, co mam powiedzieć T, bo jak mówię 
coś  poważnego,  zaraz  wydaje  mi  się  to  głupie,  a  gdy 
mówię  coś  głupiego,  potem  wydaje  mi  się  to  mało 
poważne,  więc  zazwyczaj  milczę  i  patrzę  w  podłogę. 
Zanim  poznałem  T,  spędzałem  noce  pijąc  i  włócząc  się 
po  ulicach,  przyglądając  się  dziwkom  i  transwestytom. 
Najpierw myślałem, żeby coś o nich wszystkich napisać, 
a  potem  zaczęła  mnie  nudzić  ta  cała  historia,  a 
transwestyci  i  dziwki  nie  wydawali  mi  się  bardziej 
interesujący niż hydraulicy albo nauczycielki pianina.

 

Ojciec T nawet nie przyjechał zobaczyć swojego syna, 

więc  nie  musimy  go  informować,  czy  robią  mu  kolejną 
operację  albo  czy  przenoszą  go  na  oddział  intensywnej 
terapii, albo czy go stamtąd wypuszczają

 

Namalowałem dla T bardzo piękny obraz, ale wszyscy 

przechodzili  obok  niego,  nic  nie  mówiąc.  W  internacie 
Bowie i ja pomalowaliśmy ściany naszego pokoju. Bowie 
nie nazywał się Bowie, ale ja go tak nazywałem, bo jemu 
się  to  podobało,  a  poza  tym  nie  wiedziałem,  jak  się 
nazywa naprawdę. Ja też nie nazywałem się Elder. Raz w 
metrze  zobaczyłem  jednego  z  tych  świrów  od  Dni 
Ostatnich i ukradłem mu imię. Musiałem tylko przeczytać 
jego  plastikową  plakietkę.  Wiele  lat  później  spędziłem 
trochę czasu

 

56

 

background image

z  tymi  wszystkimi  uśmiechniętymi  świętymi,  ale  nigdy 
nie spotkałem się z prawdziwym Elderem Basti-dasem. I 
bardzo dobrze. W każdym razie myślę, że Elder Bastidas 
to  dobre  imię.  Bowiego  poznałem  na  dachu.  Spędzałem 
tam prawie cały wolny czas, bo w internacie między tymi 
wszystkimi twardzielami, naprawdę złymi skurczybykami 
i zasranymi pedałami nie da się spokojnie wytrzymać. Jak 
jesteś nowy, musisz bardzo uważać, bo przy każdej okazji 
podchodzi jakiś pedał z ostatniej klasy i dobiera ci się do 
tyłka.  Choćbyś  nie  chciał.  Ja  na  wszelki  wypadek 
wdrapywałem się na dach i patrzyłem na wszystko trochę 
z góry. Bowiego nie było, gdy zaczął się rok szkolny, ani 
przez  cały  pierwszy  trymestr,  ale  pewnego  dnia  pojawił 
się  na  dachu  i  po  chwili  byliśmy  już  dobrymi 
przyjaciółmi. 

Odkąd 

wyjechał 

Baigorri, 

ten 

Portorykańczyk, nie miałem innego przyjaciela. Nie żeby 
mi  go  bardzo  brakowało,  ale  ucieszyłem  się,  spotykając 
kogoś, z kim można było siedzieć spokojnie i nie musieć 
zbyt dużo gadać. W szkole byle kto mówi, że jest twoim 
przyjacielem,  ale  nie  wolno  w  to  wierzyć,  bo  jak  tylko 
stracisz czujność, to cię sprzedadzą. Gdy jesteś w połowie 
dzieckiem,  a  w  połowie  czerwonym  pomidorem,  nie 
możesz tak po prostu bezmyślnie ufać wszystkim.

 

Bowie  i  ja  poruszaliśmy  po  dachach  jak  prawdziwi 

ninja,  precyzyjni  i  bezszelestni.  Wędrowaliśmy  pośród 
cieni,  rzucając  wyzwanie  śmierci,  a  ja  się  czerwieniłem, 
kiedy tylko miałem ochotę. U naszych stóp, twardziele i 
naprawdę złe skurczybyki, wszyscy

 

57 

background image

>ię sodomizowali. Myślę, że Bowiego nikt nigdy nie 
:zesał i dlatego wyglądał jak z kosmosu. 

f

 

Kiedy  były  moje  urodziny,  T  podarowała  mi  klamrę  i 

papierośnicę,  i  obie  te  rzeczy  mnie  zachwyciły.  Kiedy 
były  urodziny  T,  kupiłem  jej  pistolet  wodny  i 
namalowałem  obraz.  T  bardzo  spodobał  się  ten  obraz, 
była  bardzo  zadowolona  i  zabrała  mnie  na  kolację  do 
japońskiej  restauracji.  Jedzenie  było  dobre,  ale  nie 
radziłem sobie za dobrze z tymi całymi pałeczkami, więc 
poprosiłem  kelnera  o  widelec.  Kelner  okazał  się 
zabawnym  kolesiem,  powiedział  mi,  że  nie  mają 
widelców i przez chwilę śmiał się z mojej nie-zdarności. 
Pod koniec kolacji zawołałem go i powiedziałem, że dużo 
lepiej mi pójdzie włożenie mu tych pałeczek do tyłka. T 
niezbyt  to  śmieszyło.  Czasem  kelnerzy  wczuwają  się  w 
swoją  funkcję  nędznych  niewolników  i  stają  się 
najbardziej odrażającą rzeczą na ziemi. Myślą sobie tak: 
„Jestem  tylko  kelnerem,  ale  jeszcze  mogę  nauczyć  tego 
palanta,  jak  się  je  w  Mojej  restauracji  Moimi 
drewnianymi  pałeczkami",  zamiast  pomyśleć:  „Jeszcze 
jeden  biedny  facet,  którego  katują  tymi  pieprzonymi 
pałeczkami w tej zasranej restauracji, która płaci mi taką 
gównianą pensję". Poza tym jedzenie było dobre, to były 
surowe  ryby  i  inne  rzeczy,  które  wyglądały  na  obrzydli-
we, ale potem okazywały się pyszne.

 

T  bardzo  lubi  japońską  kuchnię  i  zwierzęta  też,  i 

wszystkie  dziwne  rzeczy,  jak  medycyna  naturalna  albo 
bawełniane materace z wkładem z łuski gryki.

 

58 

background image

wydaje  mi  się,  że  to  łuska  gryki,  ale  nie  jestem  pewien. 
Na całe szczęście nie interesuje się wcale ani astrologią, 
ani  buddyzmem,  ani  wewnętrznymi  energiami,  które 
wydobywają się z duszy i zawiązują ci sznurówki, mówię 
na  całe  szczęście,  bo  z  jakiegoś  dziwnego  powodu 
wszystkie te rzeczy zazwyczaj występują razem.

 

Tak  naprawdę,  to  nic  nie  powiedziałem  kelnerowi. 

Chciałbym,  ale  przypuszczam,  że  do  tego  trzeba  się 
urodzić. Jak do ślizgania się po lodzie.

 

background image

Bowie  i  ja  spędziliśmy  cały  weekend,  bawiąc  się  w 

Bar Tijuana. Ten pomysł przyszedł do głowy Bo-wiemu. 
Polegało  to  na  tym,  że  zakrywało  się  cały  pokój 
prześcieradłami,  żeby  nie  było  drzwi  ani  okien.  Jedyne, 
co  musieliśmy  zrobić,  to  wrzucić  do  środka  trochę 
jedzenia,  dużo  picia  i  parę  zeszytów,  żeby  zapisywać 
wszystkie zabawne lub ważne rzeczy, które przychodziły 
nam  do  głowy.  W  sumie  niczego  nie  zapisaliśmy.  Nie 
muszę  mówić,  że  Bowie  i  ja  trzymaliśmy  dystans, 
gadaliśmy sobie, ale bez żadnych przy-tulanek, nic z tych 
rzeczy.  Ani  nawet  poklepywania  po  plecach  czy 
uścisków  dłoni.  Nic.  Bowie  i  ja  nie  byliśmy  pedałami, 
byliśmy tylko przyjaciółmi.

 

Do  Baru  Tijuana  nie  wszedł  nikt  ani  nikt  z  niego  nie 

wyszedł przez dwa dni.

 

Opowiedział  mi  o  swojej  siostrze  Elisie,  opowiedział 

mi, jak ociera się o pręty łóżka i ta historia sprawiła, że 
mi stanął, chociaż nawet nie znałem jego siostry Elisy. Ja 
mu opowiedziałem o Francuzie, o waleniu otwartą dłonią 
i o waleniu pięścią. Bowie się spuścił, tak samo jak ja.

 

Lubiłem  Bowiego  tak  samo  jak  łażenie  po  dachu  i 

myślę, że on lubił mnie tak samo jak ja jego.

 

60 

background image

Po operacji R dalej zaglądaliśmy codziennie do 

szpitala. Ja czekałem na dole i nigdy nie szedłem 
go odwiedzić, bo wyobrażam sobie, że nikt nie ma 
ochoty mieć dużo wizyt, kiedy właśnie zrobili mu 
pełno dziur. -;■..■ 

:v  

*

 

Gdy jestem z rodzicami, nawet jeśli to nie moi, 

przypominam sobie to co najgorsze, czyli szkolne 
lata. Moja matka zawsze mówiła, że chodzenie do 
szkoły nie jest takie straszne, ale myślę, że jest dużo 
rzeczy, które mogą mnie powolutku zabić, a które 
nigdy nie będą aż tak straszne. 

-        ;  ■.-.;

 

Teraz  Bowie  mieszka  w  mieście  Teruel,  pracuje  jako 

zwrotniczy i śpi wśród kotów, tam gdzie nikt nie może go 
zobaczyć.  Powiedziała  mi  to  jego  siostra  Elisa,  ta  od 
prętów.  Zadzwoniłem  do  Bowiego,  żeby  zobaczyć,  jak 
mu  leci  i  Elisa  mi  opowiedziała  o  Teruelu  i  o  pracy 
zwrotniczego. Powiedziała mi to i była bardzo poważna, 
jakbym nie wiedział, jak się zabawia z prętami łóżka.

 

Wszyscy czekaliśmy w pokoju 829, L. V. i T, J, A i ja. 

Potem  przyszedł  jeszcze  ksiądz  z  szerokim  uśmiechem 
nadziei i wiary. Ksiądz przez chwilę rozprawiał o Bogu i 
o  wielu  ludziach,  z  których  nikogo  nie  znaliśmy,  ale 
którzy  ponoć  dzielnie  i  cierpliwie  przeszli  przez  takie 
krytyczne chwile.

 

Nie lubię księży i czuję się lepiej, gdy nie ma żadnego 

w  pobliżu.  Myślę  nawet,  że  po  części  to  księża  z  tymi 
wszystkimi  grzechami,  diabłami  i  całym  tym  gównem 
doprowadzili M do szału.

 

61

 

background image

Dobrzy  ludzie  nie  mogą  się  pogodzić  z  tym,  że  są 

dobrzy  i  zawsze  muszą  się  przyglądać  temu,  jacy  źli  są 
pozostali.  To  samo  jest  z  kibicami  Barcy.  Ja  zawsze 
byłem za Realem Madryt. To drużyna jak wszystkie inne, 
ale  rzecz  w  tym,  że  w  futbolu jak  nie jesteś  za  kimś,  to 
nie ma zabawy.

 

Podczas gdy operowali R, my obejrzeliśmy jeden 

angielski film i dwa krótkie teleturnieje. Nie lubię 
teleturniejów, nawet bardzo, nie znoszę, jak rozdają 
ludziom pieniądze, tak z dobrej woli. T wydaje się 
dziwne, że można oglądać teleturniej, a tu dzwonią 
z sali operacyjnej, żeby ci powiedzieć, że twój ojciec 
ma się dobrze albo źle, albo zmarł, albo cokolwiek. 
W pozostałe dni nie szedłem na górę do pokoju, tylko 
zostawałem w barze i spokojnie piłem piwo. Kiedy 
operowali R za pierwszym razem, nikt nie myślał, że 
umrze, i nie umarł. Spędził całą noc na intensywnej 
terapii i trzy kolejne dni też. Na intensywną terapię 
nie możesz wejść, jeśli nie jesteś z rodziny. Pierwszej 
nocy weszły T i L. V, i obie wyszły zapłakane. Kiedy 
czekasz w szpitalu, patrzysz na swoje ręce i nogi, na 
kosze na śmieci albo na spoiny płytek, bo nie wiesz, 
co robić ani na co patrzeć, i czasem masz ochotę 
śmiać się z tego, że wszystko jest takie dziwne. Jak 
na mszy. 

■■;■■.■•

 

Operacja  się  udała.  Ojciec  T  musi  jeszcze  leżeć  trzy  lub 

cztery  dni  na  intensywnej  terapii,  ale  z  tego  co  powiedział 
lekarz, rozwój sytuacji jest korzystny. T spędza w szpitalu  trzy 
albo  cztery  godziny  dziennie,  potem  idzie  zjeść  obiad  z  L.  V, 
albo podwieczo-

 

62

 

background image

rek,  albo  kolację,  albo  po  prostu  idą  się  przejść,  żeby  L. 
V. trochę odetchnęła. L. V. lubi chodzić z T, obie są jak 
dziewczynki, przez całą drogę tam i z powrotem gadają o 
swoich  małych  sprawach:  o  wiankach  z  suszonych 
kwiatów  na  świeczki  i  o  drewnianych  figurkach,  żeby 
zostawiać wiadomości na lodówce, jak we śnie.

 

background image

T i jej przyjaciółka Candela przez całe popołudnie          ■; 

modliły się w pustelni w Puerta de Hierro. T nie mo-          < 
dliła się za często, ale Candela poprosiła, żeby z nią poszła, bo 
jej rodzice chcieli się rozwieść, a ona na samą myśl o tym 
wybuchała płaczem. Tak więc mo-            ■ dliły się i modliły 
przez całe popołudnie. Pięć tygodni później ojciec Candeli 
strzelił sobie w łeb. Wciąż jesz-            i

 

i

 

cze był żonaty T powiedzieli, że zabieg jest łatwy ale potem jej 
ojciec spędził sześć godzin na sali operacyj-            • nej. Kiedy 
dotarliśmy pod szpital, taksówkarz nie miał drobnych. T 
powiedziała mu, żeby poszedł rozmienić, ale nie chciał. T 
nalegała, ale on sto razy powtarzał,          że nie. W końcu T 
okropnie się wściekła i rzuciła mu          pieniądze w twarz. 
Wtedy taksówkarz też się wściekł        i zaczął wyzywać T. 
W końcu wściekłem się ja i zaczą-          ™ łem kopać taksówkę 
z obu stron. Taksówkarz chciał wyjść i mnie zabić, ale przez te 
kopniaki w drzwi nie bardzo mógł. Cholerny gnojek.

 

Frań nie lubi ludzi, tak samo jak ja. Zawsze mówi, JB 

że ludzie generalnie są dla człowieka nie do wytrzy- =^B 
mania. 

m

 

Czasami  myślę  o  tym,  żeby  zabić  jedną  z  tych  ko-  M  biet, 

które jak schodzisz na basen pytają, z którego          M

 

background image

jesteś  piętra.  Jestem  z  siódmego  piętra,  drzwi  C,  trzecia 
klatka, blok numer IV i rozwalę komuś łeb, nim skończy 
się  lato.  Kiedy  idę  na  basen,  staram  się,  żeby  nikt  mnie 
nie  dotknął,  bo  bierze  mnie  obrzydzenie.  Jak  zaczynam 
myśleć  o  tym,  że  ludzie  w  wodzie  sikają  i  pocą  się,  i 
ślinią, to wracam do domu i nie kąpię się przez trzy czy 
cztery dni.

 

Raz ojciec Luisa Godeta powiedział, że jesteśmy śmieszni. 

Bawiliśmy  się  w  corridę.  Najpierw  jeden  z  nas  był  bykiem, 
potem  torreadorem,  banderil-lero,  pikadorem  albo  koniem. 
Żeby udawać byka, trzymało się dwa palce jak rogi i szło się 
prosto na płachtę. Kiedy nadeszła pora zabicia byka, musiałeś 
wbić lancę z kija w kupę piasku, gdzie narysowaliśmy krzyż 
symbolizujący miejsce, w które trzeba trafić

5

. Z góry ta kupa 

piasku  miała  kształt  zwierzaka.  Kiedy  już  Antonio  Alvarez 
Cedrón  Hernandez  doprowadził  byka  do  tego,  żeby  zrównał 
nogi, akurat przechodził ojciec Luisa Godeta i powiedział, że 
jesteśmy  śmieszni.  Nie  wiedzieliśmy,  co  odpowiedzieć. 
Antonio  się  zdekoncentrował  i  pchnięcie  szpadą  poszło  za 
nisko. Dostał nawet ostrzeżenie, i nim w końcu udało mu się 
zadać śmiertelny cios. f Ojciec Luisa Godeta miał w nosie to, 
że  Antoniowi  I          Alvarezowi  Cedrónowi  Hernandezowi 
przepadnie

 

|     

■  ____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

 

5

 Chodzi o tzw. hoyo de agujas, miejsce na karku byka

 

wielkości monety: cios zadany szpadą w ten punkt powo-
duje przerwanie rdzenia kręgowego (przyp. tłum.).

 

65

 

background image

chwała  z  powodu  fantastycznej  faeny

6

,  bo  ojciec  Luisa 

Godeta to kolejny gnojek. Złe w kupie piachu było to, że 
się  nie  ruszała  i  nie  można  było  zabić  byka  podczas 
ataku.

 

6

 Końcowa seria ataków matadora przy użyciu szpady i 

mulety, prowadząca do zabicia byka (przyp. tłum.).

 

66 

background image

II

 

Największy  morderca  w  kryminalnej  historii  Wielkiej 

Brytanii  nazywał  się  Dennis  Nilsen.  Od  1978  do  1983 
roku zamordował szesnaście osób.

 

Był nieśmiałym urzędnikiem państwowym, urodził się 

na  zimnym  i  dzikim  północnym  wybrzeżu  Szkocji. Jego 
rodzice nazywali się Olav i Betty. Mieli poza nim jeszcze 
dwoje dzieci i wszyscy  mieszkali we Fraserburghu. Dwa 
poćwiartowane  ciała  Dennis  Nilsen  trzymał  w  rurach 
kanalizacyjnych budynku, w którym mieszkał, a dwie czy 
trzy  głowy,  korpus  i  jedno  ramię  bez  dłoni  w  szafce  w 
pokoju.

 

Mieszkał  samotnie  ze  swoją  suką  Bleep.  Kiedy  go 

aresztowano,  Bleep  zawieziono  na  komisariat  w 
Horn-sey,  gdzie  zatrzymany  mógł  słyszeć  jej  skomlenie 
ze swojej celi. Tam napisał: „Wstyd mi, że jej ostatnie dni 
są  tak  pełne  cierpienia,  ona  zawsze  wszystko  mi  wy-
baczała". Bleep została uśpiona tydzień później.

 

Issei  Sagawa  miał  metr  pięćdziesiąt  wzrostu  i  słabe, 

cherlawe  ciało  wcześniaka.  Najpierw  robił  doktorat  na 
Sorbonie  na  temat  podobieństw  między  twórczością 
Yasunariego  Kawabaty,  japońskiego  laureata  literackiej 
Nagrody Nobla, a surrealizmem francuskim, potem zjadł 
swoją holenderską narze-

 

67

 

background image

czoną.  Teraz  dużo  się  mówi  o  Sagawie,  bo  latem 
ubiegłego  roku  został  zatrzymany  Tsutomu  Miyaza-ki, 
dwudziestosiedmioletni  chłopak,  który  zamordował 
cztery dziewczynki i zjadł kawałki ciał dwóch z nich. Ale 
wiadomo,  że  pomimo  podobieństw  jeden  i  drugi 
przypadek  mają  ze  sobą  niewiele  wspólnego.  W 
niedzielnej  gazecie  opublikowali  dwa  zdjęcia  Sagawy  i 
jedno  malutkie  holenderskiej  narzeczonej.  Nie  chciałem, 
żeby T to zobaczyła.

 

Japończycy,  jak  sami  twierdzą,  szaleją  na  punkcie 

zachodnich  kobiet.  To  coś  w  rodzaju  kompleksu  niż-
szości.

 

Sagawa  był  wykształconym  Japończykiem,  studiował 

nauki humanistyczne. 11 czerwca 1981 roku strzelił od tyłu 
do  Renee  Hartevelt,  potem  poćwiartował  jej  ciało  nożem 
elektrycznym  i  zjadł  część  mięsa.  W  czasie  przesłuchania, 
do którego doszło po zatrzy- I maniu, powiedział, że już od 
dziecka miał obsesję na punkcie antropofagii.

 

Czasem czuję taką odrazę, że nawet nie chcę myśleć o tym 

przeklętym japońskim kanibalu. Na miej-      j scu Sagawy 
rozwaliłbym sobie łeb jednym strzałem.      Są rzeczy, za 
które nie można prosić o wybaczenie.          ^

 

Diego  Alconchel,  znużony  naciskiem,  z  jakim  nau-

czycielka  literatury  manifestowała  pogardę  dla  wyrazu 
jego  twarzy  bez  żadnego  wyrazu,  postanowił  na  koniec 
pojawić się w klasie w masce Kaczora Donalda.

 

Diego  Alconchel  przez  miesiąc  był  łysy  na  skutek 

procesu nagłej regeneracji włosa. Nosił wełnianą czapkę i 
za nic nie chciał jej zdjąć. Ale z czasem prze-

 

68 

background image

stał się bać i zaczął pokazywać swoją łysinę na prawo i na 
lewo.  W  klasie  T  jedna  dziewczynka  przyszła  w  czapce 
kominiarce  i  nie  zdjęła  jej  przez  cały  dzień.  Minęła 
matematyka,  fizyka  i  wiedza  o  społeczeństwie,  a  ona  w 
kominiarce;  na  koniec  nauczycielka  historii  uparła  się, 
żeby ją zdjęła, a wtedy całej klasie ukazały się koszmarne 
warkoczyki,  które  matka  zaplotła  jej  przed  wyjściem  z 
domu. Dwa karłowate, obciachowe warkoczyki zwisające 
z ciemienia, tak na oko.                ;

 

T do dziś robi się smutna, gdy to opowiada.

 

T  z  matką  były  na  zakupach;  najpierw  L.  V.  nic  nie 

chciała, a potem wróciła do szpitala z górą kosmetyków, 
które podarowała jej T. Próbowała też opowiadać bardzo 
śmieszne dowcipy, ale ponieważ nie mówi zbyt dobrze po 
hiszpańsku, wszystkie wyszły jej trochę dziwnie.

 

Sagawa  wyszedł  z  kicia.  Odsiedział  dziewięć  lat,  a 

teraz  jest  wolny.  Ma  trzy  książki,  które  będzie  wydawał 
we  Francji.  Pierwsza  nazywa  się  Shinkiro,  czyli 
Złudzenie, druga nazywa się Święty i opowiada o pobycie 
w więzieniu w Paryżu, trzecia nazywa się Canibalismo no 
yume 
Sen kanibala. Sagawa nie zjadł swojej narzeczonej 
w całości, zjadł tylko kawałek. Resztę kawałków porzucił 
w dwóch walizkach w Lasku Bulońskim. Na pytanie, czy 
można  zabijać  z  miłości,  odpowiadał:  „Nie,  nigdy,  z 
miłości  nie  można  zabijać,  to,  co  zrobiłem,  zostało  źle 
zinterpretowane".  Mówił  też:  „Boję  się  myśleć  o 
przyszłości.  Nie  mam  zbyt  dużych  szans  na  założenie 
rodziny, nawet mojemu bratu nie udało się ożenić".

 

69

 

background image

W  domu  Las  Rozas,  kiedy  dużo  padało,  wszędzie 

wyłaziły niesamowite kolory, jak te u van Go-gha. Moja 
matka  łaziła  za  mną,  ciosając  mi  kołki  na  głowie  o  to 
wyrzucenie ze szkoły. Na koniec byłem już tak znudzony, 
że nie mogłem być smutny, zły ani w ogóle żaden.

 

Ivan Bernaldo de Quirós Uget był zabawnym 

dzieciakiem; zachowywał się jak umysłowo chory: 
jadł atrament, klej, krokiety, naklejki, krzyczał i mio 
tał się, padał na ziemię i zaczynał wierzgać. Ojciec 
Jose Maria, ten od map Izraela, opowiadał mi, że 
Ivan uderzył w betonowy mur, jadąc samochodem 
ze swoim ojcem. Siostra Ivana nazywała się Elena 
i miała drugi co do wielkości tyłek, jaki widziałem 
w życiu. Nie wyglądała jak dziewczynka tylko jak 
tyłek z nogami. 

<    .. . 

,   ,

 

Paąuito de Ribera Andres robił kupę, codziennie robił 

kupę  w  majtki.  W  pierwszej,  drugiej,  trzeciej  klasie... 
Robił kupę, a potem spędzał cały dzień, siedząc w swoim 
własnym  gównie,  w  związku  z  czym  nikt  nie  chciał 
siedzieć  za  nim,  ani  tym  bardziej  w  tej  samej  ławce.  Ja 
obok Paąuito de Ribery Andresa przesiedziałem dwa lata. 
Dzięki temu skupieniu

 

70 

background image

kupy  nikt  się  nie  zbliżał,  żeby  nas  zaczepiać.  Smród  był 
łatwy do zniesienia zimą i trudny latem. Śmierdziało jak 
ciepłe  gówno  wzmocnione  wonią  moczu  i  mokrego 
gnijącego  ubrania.  Najgorsze  było  to,  że  Paąuito  de 
Ribera nawet nie był fajnym facetem, tylko tchórzliwym 
zasrańcem.

 

Nigdy  się  nie  przyzwyczaiłem  do  tych  szafek  pod 

pulpitami;  trzeba  było  wcisnąć  tam  wszystkie  książki  i 
zeszyty,  i  piórniki,  i  kartki  papieru  do  rysowania.  Na 
koniec  wszystko  było  już  tak  ściśnięte,  że  nie  dało  się 
niczego  wyjąć.  Poza  tym  w  tych  szafkach  wszystko  się 
mieszało  i  w  końcu  nie  wiedziałem,  co  moje,  a  co  tego 
zasrańca.

 

Kiedy byłem mały, razem z ojcem oglądaliśmy boks w 

telewizji. To  były  amerykańskie  wieczorne  mecze,  które 
tutaj  wypadały  o  trzeciej  czy  czwartej  nad  ranem,  przez 
zmianę  strefy  czasowej.  Ojciec  wyciągał  mnie  z  łóżka  i 
oglądaliśmy  je  razem,  tylko  my  dwaj.  Jednej  nocy 
zobaczyłem,  jak  Evangelista  znosi  dwanaście  ciosów 
Muhammada  Alego.  Duży  walił  i  walił,  ale  Evangelista 
stał jak  mur  i  nie  upadał. Innej  nocy  jeden  trener  zabrał 
czterech czempionów na spotkania amatorskie. Zabrał ich 
samochodem.  Czterech  przyszłych  mistrzów  świata;  w 
drodze powrotnej wiózł cztery toboły z ciężkimi tyłkami 
pełnymi  ołowiu.  W  większości  przypadków  sprawy  nie 
idą tak jak człowiek oczekuje, idą dużo gorzej.

 

background image

Ojciec T opuścił intensywną terapię, na razie może            i 

tylko siadać, ale za dzień albo dwa zacznie chodzić 
po pokoju. Ma nową bliznę, ale schowana jest pod              « 

piżamą. 

jj

 

L. V. cieszy się, że znowu ma R w pokoju i wszyst-        fl 

kim o tym opowiada. Kilka dni temu T miała taki        II wyraz 
twarzy, który strasznie mi przypominał R: to            I była twarz 
taka jakby trochę spuszczona w dół, smut-          ■ na i 
zrezygnowana, i też sympatyczna. T przypomi-            1 na sobie 
teraz wszystko co najlepsze w R: spodnie          z wysokim 
stanem szyte na miarę, Cyganów przychodzących do domu na 
podwieczorek, książki z samolotami i jego zdecydowaną 
interwencję w obronie Skandynawii podczas drugiej wojny.

 

Brat  T  miał  tysiąc  pięćsetkę  w  wersji  dla  dzieci,  j  Tb  był 

duży  czerwony  kabriolet.  Wsiadali  do  auta,  i  oboje  bardzo 
poważni, T zakładała na głowę chust- ? kę z powodu wiatru. 
Kiedy  brat  T  pedałował,  pedały  ;  uderzały  T  po  kostkach. 
Pewnego  ranka  syn  dozorcy  j  zrzucił  tysiąc  pięćsetkę  z 
nasypu, brat T akurat jechał | sam i wyszedł z tego nietknięty. 
Syn dozorcy nie był złym chłopakiem, tylko popychał zbyt 
entuzjastycznie.  Brat  T  to  fajny  facet,  który  ma  bzika  na 
punkcie

 

background image

Jaguarów.  Ma  bardzo  eleganckie  garnitury,  szyte  na 
miarę, jak te ojca.

 

Mónica  Manini  była  Niemką,  blondynką  i  bogacz-ką. 

Miała duży dom, który był parę razy większy niż ogród, 
no i basen z trampoliną i takimi światełkami, które świecą 
w wodzie. W pokoju do zabaw była kolejka elektryczna, 
zmontowana  na  sześciometrowym  stole.  To  była 
niemiecka  kolejka,  dużo  lepsza  niż  te  tutejsze.  Miała 
dworce,  domy,  mosty,  kioski  z  gazetami,  przechodniów, 
rowerzystów, samochody i stare parowozy. Mieli też kino 
na taśmę super ósemkę i setki filmów. Obok basenu była 
sala  gimnastyczna  ze  sprzętem,  ciężarkami  i  workiem 
treningowym. Przyjęcia u Moniki Manini były najlepsze 
w  całej  dzielnicy,  stawiali  cztery  długaśne  stoły  pełne 
jedzenia,  a  dzieci  obsługiwało  dziesięć  albo  dwanaście 
dziewczyn.

 

Kiedy byliśmy na basenie, okazało się, że Frań boi się 

skakać  z  trampoliny.  Wszyscy  już  skoczyli,  nawet 
dziewczynki, ale Frań się bał i sterczał tam na górze, nie 
bardzo  wiedząc,  co  ma  robić.  Dzieciaki  z  zasranego 
przyjęcia  Moniki  Manini  wyśmiewały  się  z  niego,  a  ja 
próbowałem je wszystkie potopić, bo nie znoszę, jak ktoś 
wyśmiewa się z moich braci, z żadnego z nich. W końcu 
Frań  skoczył,  ale  paru  kretynów  śmiało  się  przez  resztę 
wieczoru.  Na  koniec  Frań  i  ja  rozwaliliśmy  głowę 
niejakiemu  Josemu  Luisowi  Vallejo.  Na  początku  ten 
Vallejo był bardzo bystrym i dowcipnym kolesiem, który 
nabijał się z Frana, ale potem rozpłakał się jak gówniarz.

 

73 

background image

Nigdy więcej już nas nie zaprosili do Moniki Ma-nini, 

ale  mnie  i  Franowi  jest  to  obojętne,  bo  nie  radziliśmy 
sobie  zbyt  dobrze  na  takich  przyjęciach,  słabo  idą  nam 
tańce  z  dziewczynami  i  w  końcu  zawsze  wychodzimy 
trochę  na  idiotów,  zwłaszcza  że  co  chwila  się 
czerwienimy.

 

background image

14 

listopada 

1967 

roku 

Vietcong 

siły 

północno-wietnamskie 

przybyłe 

do 

Wietnamu 

Południowego  krętą  ścieżką  Ho  Chi-Minha  zaczęły 
odnosić pierwsze ważne zwycięstwa. Dak To, Gio Dinh i 
Khe Sahn pokazywały światu, że amerykańska armia nie 
jest niezwyciężona.

 

W książce Wietnam to nie była zabawa opubliko 

wali te wszystkie słynne zdjęcia, jak to z żołnierzem 
strzelającym do Wietnamczyka, który ma ręce skrę 
powane na plecach. 

• 

,--.;

 

Myślę, że T niezbyt się podobały te wszystkie historie 

z  Wietnamem,  Sagawą  czy  Mansonem  z  tymi  jego 
oczami obłąkańca i krwawymi malunkami, może dlatego 
odeszła, nie wiem. W każdym razie znowu płakałem jak 
dzieciak, bardziej niż wtedy, gdy umarł Steve McQueen. 
Wydzwaniałem też do szpitala, ale L. V. nie mówiła mi 
nic  o  T.  Czasem  dzieje  się  tak,  że  tobie  ktoś  się  bardzo 
podoba,  a  ty  temu  komuś  wcale.  Może  wcale  nie 
podobam  się  L.  V.  Może  tak  być,  bo  nigdy  nikomu  się 
specjalnie nie podobałem.

 

Odkąd T odeszła, czuję się podle, nudzę się i wstydzę 

jak  w  szkole,  a  w  głowie  kłębią  mi  się  wszystkie  te 
popieprzone agresywne myśli. Kiedy przypominam

 

75

 

background image

sobie  tych  zasranych  gnojków,  którzy  pieprzyli  się  z  T, 
moje myśli stają się jeszcze czarniejsze i zaczyna mi się 
wydawać,  że  będę  wspaniałym  mordercą  dzieci, 
wystarczy  tylko,  żebym  zaczął.  Frań  potrzebuje  trochę 
więcej czasu niż inni, żeby skoczyć z trampoliny, ale nie 
wiem,  co  w  tym  cholernie  śmiesznego.  Dzieciaki  nie 
mają w sobie nic magicznego, w większości przypadków 
są takim samym gównem, tyle że mniejszych rozmiarów.

 

Właściwie  lubiłem  siadać  obok  Paąuito  de  Ribery  z 

całym  tym  gównem  przyklejonym  do  ławki  i  tymi 
wszystkimi  książkami  wciśniętymi  do  szafki,  to  dawało 
mi  poczucie,  jakbym  prowadził  jakąś  wywrotową 
działalność. Paąuito i ja byliśmy terrorystami i mieliśmy 
wystarczająco duże skupienie kupy, żeby nikt się do nas 
nie  zbliżał,  nie  uśmiechał  się,  nie  chciał  być  naszym 
przyjacielem  i  nie  prosił  nas  o  podwieczorek.  T  nie 
bardzo  wie co  robi,  dlatego  odchodzi. Ja  bardzo  kocham 
T, ale to przestaje mieć jakikolwiek sens.

 

Podczas  moich  różnych  prac,  dobrych  dla  człowieka 

opóźnionego  umysłowo,  zaczęła  we  mnie  dojrzewać 
myśl  o  morderstwie  i  czuję,  że  ma  to  związek  z 
niezdolnością  do  znoszenia  innych  ludzi  i  tego,  że  oni 
mają rację. Dobre rady innych ludzi, łącznie z rodzicami, 
zazwyczaj  są  nieznośnie  słuszne,  ale  to  nie  ułatwia 
sprawy, wręcz przeciwnie, utrudnia ją i pogarsza. Kiedy 
kierownik krytykował to jak pracuję, miał słuszność, bo 
pracowałem źle, i kiedy szefowa doprowadzała mnie do 
szału wrzeszcząc, że

 

76 

background image

nie znam się na garniturach ani na modzie, ani na niczym, 
również trafiała w sedno - i to jest właśnie dokładnie to, 
co  potrafi  doprowadzić  kogoś  takiego  jak  ja,  prawie 
zupełnie  zobojętniałego  na  wszystko,  do  tego,  żeby 
przyłożyć  drugiemu  człowiekowi  w  sam  czubek  głowy, 
aż mózg i krew rozleją się po podłodze. Zwłaszcza teraz, 
kiedy nie ma T. Bo kiedy T mówiła do mnie miłe rzeczy, 
nie  było  mi  trudno  przyjmować  wszystko  z  większym 
spokojem, ale teraz to już nie ma większego sensu.

 

Przypuszczam, że w tym życiu każdy musi coś robić i 

jeśli to coś ci się nie podoba, tym lepiej, bo w ten sposób 
zarabiasz na pobyt w niebie, a przynajmniej na prawo do 
udzielania drugim rad.

 

Chodzi  mi  o  to,  że  jeśli  tkwisz  w  gównie  i  wytrzy-

mujesz to przez jakiś czas, możesz powiedzieć: „Popatrz, 
ja  też  robię  wiele  rzeczy,  których  nie  lubię",  ale  jeśli 
przypadkiem  okazuje  się,  że  nie  jesteś  w  stanie  robić 
rzeczy,  których  nie  lubisz,  wtedy  już  po  tobie,  wtedy 
możesz już tylko usiąść i poczekać, aż tych parę dobrych 
rzeczy, które spotkały cię w życiu, przeminie do końca.

 

background image

Potem  myślisz  o  tym,  żeby  rozwalić  głowę  jednej  z 

tych  staro  winek,  które  idą  zjeść  podwieczorek  i  które 
przez  całe  życie  tyle  wycierpiały,  znosząc  to  z  taką 
pokorą.

 

Kiedy byłem mały, wręcz przeciwnie, byłem ład 

nym i zabawnym dzieckiem. Potem zacząłem się 
czerwienić z byle powodu i ani Pan Bóg, ani Matka 
Boska, ani nikt inny nie mogli mi nic na to poradzić. 
Aż do dzisiaj. M i Frań są dobrymi ludźmi i to zawsze 
sprawia, że czuję się dobrze. Frań nigdy nie miał Ac- 
tionmana, więc oddawałem mu mojego. Oddałbym 
mu nawet nogę. 

<

 

Zanim  poznałem  T,  nie  zdziałałem  nic  wielkiego, 

dlatego  nic  się  nie  stanie,  jeśli  coś  pominę.  Mój  ojciec 
miał  auto  z  ocynkowanej  blachy  i  dużo  innych 
samochodów,  i  żołnierzyki  z  kartonu,  które  sam  robił. 
Najpierw  rysował  figurkę  na  kawałku  kartonu,  a  potem 
wycinał  ją  i  zaginał  brzegi.  Kartonowe  figurki  muszą 
mieć  zagięte  brzegi,  bo  inaczej  nie  będą  się  trzymały. 
Najlepszy  był  Al  Capone  i  jego  banda.  Każdy  gangster 
trzymał  Thompsona  z  obrotowym  bębenkiem.  Dziadek 
mojego  ojca,  czyli  mój  pradziadek,  był  preceptorem 
Alfonsa XIII. Dlatego mój ojciec

 

78

 

background image

i moja rodzina zawsze byli monarchistami. Wujkowi 
Paco Ruscy wyrwali nogę. Wujek Paco był bohate 
rem Błękitnej Dywizji

7

. Wrócił z kampanii rosyjskiej 

bez jednej nogi, za to z mnóstwem pięknych medali, 
które babcia pokazywała nam, jak byliśmy mali. Błę 
kitną Dywizją dowodził Muńoz Grandes, aż Franco 
zdecydował, że zastąpi go generał Esteban Infante. 
Muńozowi Grandesowi Fuhrer przyznał Krzyż Ka 
walera Żelaznego Krzyża i Dębowych Liści. Mojego 
wujka Paco napadło sześciu przy wyjściu z burdelu, 
miał tylko jedną nogę, ale poruszał nią z wdziękiem. 
Stłukli go tak, że dusza poszła mu w pięty. Wujek 
Paco zawsze miał przy sobie laskę z ukrytą klingą, 
ale tamtej nocy na nic mu się nie przydała. Od tej 
pory w rodzinie nie było więcej bohaterów, ale to nie 
szkodzi, bo są rodziny, które nigdy nie miały żadnego 
bohatera. 

sv

 

Wujek Carlos też chciał się zaciągnąć do Błękitnej 

Dywizji, ale odesłali go do domu, bo nie miał jesz 
cze piętnastu lat. Ja nawet nie poszedłem do wojska, 
losowali mnie i wylosowali jako nadwyżkę kontyn 
gentu. 

;.-;•■.•;:;.■.,■ ■•■■,      '

 

Nigdy  nie  podobali  mi  się  wojskowi,  ani  bardzo,  ani 

mało,  ani  wcale.  Podobał  mi  się  wujek  Paco,  ale  to 
dlatego, że kulał i miał laskę z ukrytą klingą.

 

7

 División Azul - formacja wojskowa z okresu II wojny 

światowej,  złożona  z  hiszpańskich  ochotników,  którzy 
walczyli u boku armii niemieckiej na froncie wschodnim 
(przyp. tłum.).

 

79

 

background image

W  szkole  wyreżyserowałem,  napisałem  i  zagrałem  w 

spektaklu  o  Pasji  Chrystusa.  Nie  żeby  ta  historia  jakoś 
mnie  pasjonowała,  ale  miałem  do  wyboru  albo  to,  albo 
układanie  łańcucha  DNA  z  dzieciakami  przebranymi  za 
chromosomy. Było nas piętnastu, ale ostatecznie tylko ja 
nauczyłem  się  dialogów,  więc  w  sumie  przez  cały  czas 
mówiłem.  Mówiłem  za  żołnierzy  rzymskich,  za  lud 
Izraela,  za  dwunastu  apostołów,  za  Piłata  i  za  Maryję 
Dziewicę. Również za Chrystusa, oczywiście, bo to była 
moja rola.

 

A Juliowi Villalobosowi złamałem rękę. To nie ma nic 

wspólnego z Pasją Chrystusa ani nawet z tą samą szkołą. 
Nie wystarczy uderzać mocno, trzeba uderzać tam, gdzie 
boli.

 

Teraz szukam pracy. Pracowałem w tysiącu miejsc, ale 

nigdy  niczego  dobrze  nie  robiłem.  To  były  idiotyczne 
prace,  tak  naprawdę  prawie  wszystkie  takie  są.  Prace 
polegające  na  tym,  żeby  postawić  to  tam,  albo  schować 
tamto pod tym stosem po prawej, albo ułożyć skrzynki na 
środku,  starannie,  jedna  na  drugiej;  jednym  słowem, 
gówno.

 

Szkoda,  że  ojciec  i  matka  tego  nie  widzieli.  Tyle 

pieniędzy  zmarnowanych  na  szkoły  dla  ministrów,  a  ja 
najwięcej  co  potrafię  osiągnąć,  to  układać  skrzynki.  Co 
można  na  to  poradzić.  Być  może  nawet  nie  jestem 
szczególnie głupi, być może to dlatego, że moje królestwo 
nie jest z tego świata. Powiedziałem L. V, że chcę zjeść z 
nią  obiad  w  szpitalu,  ale  nie  sądzę,  żeby  się  bardzo 
ucieszyła.  Gdyby  nie  myślała,  że  jestem  wariatem, 
odesłałaby mnie do diabła. Może

 

80 

background image

T opowiadała jej dziwne rzeczy na mój temat i ona teraz 
chodzi i martwi się, co też mogę im zrobić.

 

Jutro  idę  na  poszukiwanie  kolejnej  idiotycznej  pracy, 

żeby odzyskać trochę pewności siebie i przy okazji mieć 
co  jeść.  Wcześniej  T  płaciła  za  wszystko,  ale  to  się  już 
skończyło,  więc  znajdę  sobie  jakąś  pracę,  a  potem 
zobaczymy, co dalej.

 

Mam  duże  brązowe  oczy,  czarne  włosy  i  długie  ręce. 

Ręce T nie są ani w połowie takie jak moje. Moja matka 
jest  blondynką,  chyba  farbowaną,  ale  zawsze  widziałem 
ją z jasnymi włosami. Mój ojciec jest brunetem jak Frań i 
nosi  szkła  w  starych  czarnych  oprawkach.  M  mieszka  z 
rodzicami  i  na  nic  się  specjalnie  nie  skarży.  Frań 
studiował ekonomię, a potem zrobił mastera w Instytucie 
Zarządzania, mastera MBA, tak mi się wydaje.              ',

 

Ja  nie  nazywałem  się  Elder  Bastidas,  ale  teraz  tak  się 

nazywam,  bo  brzmi  mi  to  bardziej  swojsko.  Imię 
ukradłem jednemu z tych popieprzonych gości z Kościoła 
Świętych  Dni  Ostatnich  Jezusa  dużo  wcześniej,  niż  do 
nich wstąpiłem. Myślę, że Elder Bastidas to dobre imię.

 

T  to  dziewczyna  tak  ładna  jak  mała  dziewczynka. 

Sagawa  by  ją  schrupał.  Widziałem  zdjęcie  Renee  i  nie 
jest  ani  w  połowie tak  ładna jak  T, to  była  raczej  gruba 
Niemka z twarzą jak bochen chleba.

 

Byłem  w Anglii i miałem  różne prace, ale kiedy chcę 

sobie coś przypomnieć, to od razu mi się nudzi.

 

Jako  dziecko  też  się  nudziłem,  zwłaszcza  w  niedzielę 

na mszy, bo trzeba było wstawać i klękać, i sia-

 

81 

background image

dać, i trzeba było też umieć mnóstwo modlitw, a ja 
chciałem mówić „skurwysyn", „gówno" albo „pier 
dolę", ale w sumie nigdy niczego takiego nie powie 
działem. 

>• ■

 

Rodzice T to protestanci. R nie chce, żeby go pochowali 

owiniętego  w  prześcieradło,  chce  być  pochowany  w 
jednym ze swoich garniturów na miarę z wysokim stanem. 
Mojego  wujka  Manolo  pochowali  w  stroju  templariusza, 
był jednym z nielicznych pozostałych przy życiu członków 
Zakonu.  Mój  wujek  też  miał  parę  medali  z  okresu  wojny 
domowej,  ale  nigdy  nie  wiedział,  gdzie  je  pochował.  T 
przez  jakiś  czas  brała  lekcje  jazdy  konnej,  na  początku 
tylko  zataczała  kręgi  po  ujeżdżalni,  ale  potem  już 
galopowała  i  skakała.  Latem  jechali  na  pole  i  wszyscy 
galopowali  za  profesorem.  W  klasie  T  było  dziesięciu  lub 
dwunastu  jeźdźców,  niektórzy  dużo  starsi  od  niej,  ale  T 
była najlepsza. Zimą mieli lekcje na ujeżdżalni. Raz koń T 
się  spłoszył,  zaczął  biegać  i  skakać  przez  wszystkie 
przeszkody,  nie  bardzo  wiedząc,  dokąd  biec,  ale T  się  nie 
przestraszyła, ściągnęła mocno lejce albo je poluzowała, nie 
mam  pojęcia  jak  funkcjonuje  koń,  w  każ-  1  dym  razie 
odzyskała  nad  nim  panowanie.  R  tam  był,  I  patrzył  na 
swoją  małą  jasnowłosą  córeczkę  i  był  taki  dumny,  że  nie 
przestawał  krzyczeć  i  bić  brawo,  nawet  jak  T  już 
zeskoczyła  z  konia.  Tak  krzyczał,  że  T  czuła  się 
zawstydzona i trochę zła.

 

Carlos  Garcia-Matascues miał  cycki.  To  był  wysoki  i 

brzydki  chłopak,  nosił  okulary  i  miał  cycki.  W  szatni 
wszyscy się z niego śmiali. Ja się nie śmiałem, ale

 

82 

i

 

background image

też nie robiłem nic, żeby mu pomóc. Dla mnie to nie ma 
żadnego znaczenia, czy koleś ma cycki, ale też nie będę 
tłukł się z połową klasy w jego obronie.

 

Każdy,  kto  się  non  stop  uśmiecha,  może  w  końcu 

doprowadzić cię do szału, jeśli długo mu się przyglądasz, 
toteż nie wydało mi się rozsądne zostawać długo z tymi 
świętymi od Dni Kościoła Jezusa Ostatnich Świętych.

 

Kiedy  odszedłem,  próbowali  zatrzymać  mój  garnitur, 

ale się nie zgodziłem, bo garnitur był mój. Nie był może 
zbyt dobrej jakości, za to był bardzo ładny, z marynarką 
na  trzy  guziki  i  wąskimi  spodniami.  Nie  był  też  zbyt 
drogi, ale nie musiałem go nikomu dawać. Tak naprawdę, 
sam dobrze nie wiem, co robiłem z tymi ludźmi; nie byli 
sympatyczni,  nie  byli  zabawni,  nawet  nie  dawali  dobrze 
jeść.  Przypuszczam,  że  te  rzeczy,  które  robiłem  przed 
poznaniem  T,  wszystkie  były  trochę  głupie,  jakbym  nie 
wiedział  zbyt  dobrze,  którędy  iść,  a  którędy  nie.  Mój 
ojciec  zawsze  podkreśla,  że  staranne  wychowanie,  jakie 
otrzymałem,  nie  pasuje  do  mojego  zachowania,  rzecz  w 
tym, że ja szczerze mówiąc już nie wiem, co mam robić, 
żeby się dopasować.

 

Gdyby  ojciec  mógł  mnie  widzieć,  przez  większość 

czasu nie wiedziałby, co do diabła się ze mną dzieje.

 

Z  T  rzeczy  generalnie  wydawały  się  lepsze.  Chociaż 

zawsze  myślałem,  że  to  nie  są  moje  rzeczy  albo  rzeczy 
dla  mnie,  więc  za  bardzo  mnie  nie  zdziwiło,  kiedy  T 
odeszła  i  nawet  nie  chciała  rozmawiać  ze  mną  przez 
telefon.

 

83

 

background image

Magnum  44  może  powalić  słonia.  Ani  T,  ani  mój 

ojciec,  ani  moja  matka,  ani  Frań,  ani  M  nie  rozumieją, 
dlaczego  chcę  mieć  Magnum  44.  W  domu  w  El  Plantio 
mieliśmy  malutki  basen  i  latem  każdego  dnia 
przepływałem sto albo dwieście długości.

 

Nauczyłem  się  paru  rzeczy,  które  przypuszczalnie 

pewnego dnia mi się przydadzą, wielu już nie pamiętam, 
bo ja wszystko bardzo szybko zapominam. Nie wiem, co 
do cholery robiłem w Anglii, co jadłem i czy sprzątałem 
dom,  czy  go  nie  sprzątałem.  Za  to  wciąż  umiem  zrobić 
zakładki  na  spodniach,  to  tak,  tego  nauczyłem  się,  gdy 
byłem  w  sklepie  z  ubraniami  i  jeszcze  to  pamiętam. 
Najważniejsze  jest  wyrównać  wysokość,  przepuszczając 
luźno  materiał  między  palcami,  łatwiejsze  są  tkaniny 
zimowe,  wełna-baweł-na,  czysta  wełna  albo  wełna  z 
acetatami;  trudniejsze  są  lekkie  tkaniny,  lny,  wiskoza  i 
popeliny.  Nie  miałem  zwyczaju  przyjmować  napiwków, 
ale jedna starsza pani włożyła mi tysiąc peset do kieszeni 
kurtki  i  nawet  tego  nie  zauważyłem,  a  potem  musiałem 
oddać  jej  pieniądze,  włożyłem  je  do  koperty  i  dałem 
portierowi. Reszty praktycznie nie pamiętam.

 

Byłem  z  T  i  T  odeszła.  Ja  myślałem,  że  będę  z  nią 

przez całe życie.

 

Czasami  kobieta  cię  kocha,  ale  potem  przestaje  cię 

kochać  i  odchodzi,  albo  zakochuje  się  w innym,  choćby 
był  durniem,  bo  tego  na  początku  nigdy  nie  widać.  Ja 
przez jakiś czas byłem impotentem, bo albo myliła mi się 
święta z dziwką, albo nie umiałem ich pomylić, nie wiem, 
w każdym razie ani Frań,

 

84 

background image

ani  Baigorri,  ani  ja  nie  mieliśmy  dużego  powodzenia  u 
kobiet. Wcześniej miałem T, a teraz nie. Tak czy inaczej, 
nie  mógłbym  skrzywdzić  kobiety;  mój  dziadek  był 
preceptorem Alfonsa XIII.

 

Faceci,  którzy  pieprzyli  się  ze  wszystkimi  ładnymi 

dziewczynami  w  wieku  czternastu,  piętnastu,  szesnastu 
lat, są pewnie spokojniejsi. Faceci, którzy pieprzyli się z 
T,  na  przykład,  na  pewno  w  wieku  szesnastu  lat  mieli 
twardą pałę i byli przystojni, i wysocy, i dowcipni. Może 
dlatego straciłem T, bo zostało mi jeszcze coś ze skorego 
do bójek pieprzonego pomidora, którym byłem w szkole.

 

background image

W prostych pracach dobre jest to, że długo masz zajęte 

ręce,  a  potem  wracasz  do  domu  tak  zmęczony,  że  o 
niczym  nie  możesz  myśleć,  kładziesz  się  do  łóżka  i 
zasypiasz.  Myślę,  że  jakimś  sposobem,  wcześniej  czy 
później,  będę  musiał  kogoś  zabić.  Gdyby  dano  mi  jakiś 
wybór, myślę, że bez problemu zacząłbym od jednego z 
tych,  którzy  układają  rozbite  szkło  na  parkanach swoich 
domów. Można zabić jednego z tych gnojków, tak samo 
jak  można  skończyć  z  tymi,  którzy  walą  w  piłkę,  nawet 
nie  zatrzymując  się,  żeby  popatrzeć,  dokąd  leci,  bez 
najmniejszych wyrzutów sumienia. Nigdy nie mówiłem T 
o tych sprawach, więc nie wiem, dlaczego pozwala, żeby 
dobierał się do niej byle dureń.

 

Arturo  tańczył  z  T  i  ludzie  przystawali,  żeby  popa-

trzeć:  merengue,  cumbia,  joropo,  czasem  mi  się  podo-
bało,  a  czasem  krew  uderzała  mi  do  głowy  i  wszystko 
utrudniałem,  krzyczałem  i  robiłem  z  siebie  głupka,  a  T 
chciała  umrzeć,  bo  Arturo  to  dobry  przyjaciel,  tylko  ja 
wszystko  przeinaczałem.  Czasem  nie  wiem,  co  się  do 
cholery dzieje, ale rzeczy idą źle i nic się nie udaje.

 

Poszedłem  na  trzy  rozmowy  o  pracę,  ale  wyszedłem 

niezbyt zadowolony. Trzeba być bardzo bystrym i do-

 

86 

background image

brze  odpowiedzieć  na  wszystkie  pytania,  żeby  dostać 
pracę,  którą  mogłaby  wykonywać  pozbawiona  zmysłów 
gomuła sera. W sklepie z ubraniami nauczyłem się robić 
zakładki  na  spodniach,  najpierw  przepuszczałem  luźno 
materiał  między  palcami,  a  potem  wbijałem  wszystkie 
szpilki  jedna  obok  drugiej.  T  zarabiała  pieniądze  za  nas 
oboje  i  nie  musiałem  się  martwić  o  to,  żeby  kupić 
jedzenie  i  worki  na  śmieci,  i  środek  dezynfekujący  do 
zbiornika  na  wodę  w  łazience.  Teraz  T  nie  ma,  więc 
zacząłem  znowu  szukać  pracy.  Kiedy  nie  miałem 
pieniędzy, zawsze udawało mi się w jakiś sposób zdobyć 
akurat  tyle,  żeby  kupić  środek  dezynfekujący  do 
zbiornika na wodę, bo uwielbiam, kiedy po pociągnięciu 
za spłuczkę płynie niebieska woda.

 

Chciałbym  dać  wycisk  jednemu  z  tych  staruchów, 

którzy  obijają  ci  samochód  kijem,  gdy  na  chwilę  za-
parkujesz  na  chodniku  albo  przed  przejściem  dla 
pieszych.  Chciałbym  stuknąć  ich  parę  razy  z  bani  i 
wetknąć im ten kij do tyłka.

 

Czasami zadają ci podchwytliwe pytania i musisz mieć 

dobry  refleks,  żeby  prawidłowo  odpowiedzieć.  Jedno  z 
takich  pytań  może  brzmieć  tak:  „Co  pan  woli,  zarabiać 
dużo  pieniędzy  czy  być  szanowany  w  firmie?";  jeśli 
odpowiesz, że wolisz szacunek kolegów i zwierzchników, 
odkrywają,  że  z  ciebie  kawał  kłamczucha  i  nie  dają  ci 
pracy.

 

Zazwyczaj  całkiem  nieźle  radziłem  sobie  z  pod-

chwytliwymi  pytaniami  poprzedzającymi  otrzymanie 
idiotycznej pracy, ale zdaje się, że obecnie nie jestem  w 
najlepszej formie.

 

a?

 

background image

Mój  ojciec  często  powtarza,  że  nie  ma  się  co  zbytnio 

przejmować  rzeczami,  ale  byłem  dzisiaj  na  basenie  i 
widziałem  te  wszystkie  kobiety,  które  jeszcze  powinny 
być piękne, a mają grube obwisłe tyłki, i nie mogłem nie 
myśleć o T, bo ona ma ciało piękne i silne. Pomyślałem 
też,  że  nie  byłoby  takie  złe  umrzeć,  zanim  ciało  zacznie 
przybierać ewidentnie niekorzystne pozycje.

 

W czasie wakacji bracia T wyjeżdżali z miasta, jechali 

na  obozy  w  góry  albo  na  kursy  językowe  za  granicę.  T 
zostawała  w  domu,  bo  była  jeszcze  za  mała,  siadała 
między  R  a  L.  V.  i  tak  tam  siedziała  cichutko,  nic  nie 
mówiąc. Pewnego dnia zaczęła płakać, bo przyszło jej do 
głowy,  że  R  i  L.  V.  umrą  wcześniej  niż  ona.  R  i  L.  V. 
obsypali  ją  pocałunkami  i  uściskami,  takimi  jakimi 
obsypuje się dzieci.

 

W  supermarkecie  widziałem  panie,  które  chodzą  tak 

jakby  obawiały  się  najgorszego,  z  twarzami  wiecznie 
prześladowanych. Popychają koszyki i mówią do siebie, i 
wszystko  im  przeszkadza,  i  wydaje  im  się,  że  mogą  tak 
wpatrywać  się  w  twoje  uszy  czy  buty  z  wyrazem 
obrzydzenia  na  twarzy.  Niektórym  zahaczam  obcas 
kółkami  wózka.  Nie  kuleją  od  tego,  ale  jest  to  dość 
bolesne.

 

88

 

background image

Frań  i  ja  mieliśmy  tranzystorek,  który  matka  przy-

wiozła nam z Ceuty. Raz spadał nam na ziemię, raz nie i 
za każdym razem wypadały mu trzy lub cztery części, ale 
ciągle  grał  jak  gdyby  nigdy  nic.  To  było  coś 
niewytłumaczalnego.

 

Pewnej nocy M złapał za stół kuchenny i rzucił nim o 

ścianę, wyskoczyliśmy w te pędy z łóżek i zaczęliśmy go 
szukać  po  całym  domu,  w  końcu  znaleźliśmy  go  w 
garażu.  M  był  w  bardzo  złym  stanie,  ale  teraz  żyje 
spokojniej. Moi rodzice się nim opiekują. Kiedy dzwonię, 
jest serdeczny i zadowolony. Teraz, kiedy T odeszła, nie 
sądzę, żebym miał się specjalnie przejmować resztą ludzi, 
ale nie mam zamiaru pozwolić, żeby ktoś skrzywdził M.

 

Dostałem pracę w barze z hamburgerami. To duży bar, 

który należy do jeszcze większej sieci, która ma oddziały 
po całym kraju. Jest cały urządzony na czerwono, żółto i 
pomarańczowo. Są tam zdjęcia hamburgerów, żeby ludzie 
je  widzieli  i  wybierali.  Hamburgery,  które  podajemy,  są 
dużo  mniejsze  niż  te  widoczne  na  zdjęciach.  Mamy 
dwanaście  rodzajów  hamburgerów:  z  serem,  z  bekonem, 
z  sałatą,  z  cebulą,  z  sosem  barbecue,  z  pomidorem  i  z 
musztardą  lub  bez  sera,  bez  bekonu,  bez  sałaty,  bez 
cebuli, bez sosu barbecue, bez pomidora i bez musztardy. 
Możesz zjeść hamburgera z samą bułką, ale kosztuje cię 
tyle  samo  co  z  pomidorem  i  musztardą,  więc  nie  wiem, 
czy to się opłaca. Przychodzę do pracy o dziewiątej rano, 
ale wstaję o ósmej, żeby

 

89

 

background image

się nie spóźnić. Pierwsze co robię, to przecieram 

1

 

szmatką stoły, mokrą szmatką, a jeśli jakiś jest bar- 

'■>

 

dzo brudny, to daję na szmatkę kroplę detergentu, 

\

 

ale przeważnie nie trzeba. Potem idę do kuchni 

i

 

i zajmuję się frytkami i talarkami cebuli. Mój ojciec 

A

 

sądził, że mam predyspozycje do tego, żeby być dy- 

<j

 

plomatą, ale pewne jest tylko to, że połowa frytek 

j

 

wypada mi poza frytkownicę. Tutaj nie podajemy 

]

 

tylko hamburgerów, mamy też kilka dań złożonych 

\

 

o angielskich nazwach, ale ja osobiście uważam, że 

nie powinno się jeść niczego, czego nazwy nie da 
się bez problemu wymówić.

 

Leonardo-Panama wyglądał na niezłego kolesia, 

poruszał się szybko i uderzał dwiema rękami, tak 
samo przyjmował ciosy, i poruszał się tak szybko,                j 
że nie było ludzkiej siły, żeby zobaczyć, jak się zbli-              > 
ża i odskakuje. Nazywał się Leonardo Palacios, ale 
w gimnazjum wszyscy wołali na niego Panama, a on              : 
nosił tak znaczące przezwisko z lekkością kogoś, kto 
wie, że dobrze tańczy, a jednocześnie dobrze wali 
i grzmoci, i ma dobrą technikę, i intuicję, jednym 
słowem, jest naprawdę dobry. 

*       

;

 

i  Leonarda  poznałem  podczas  rozładunku  w  Mer-  ; 
camadridzie.  Przez  pewien  czas  pracowaliśmy  razem  i 
poszedłem  obejrzeć  go  w  paru  walkach,  a  potem  da-  ,  łem 
dobie spokój z Mercamadridem i znowu spałem do południa. 
Jeśli  urodziłeś  się  w  eleganckiej  rodzinie,  nigdy  nie 
przyzwyczaisz  się  do  noszenia  worka  na  plecach, 
przypuszczam, że to kwestia genów.

 

90

 

background image

Leonardo  miał  dziewczynę,  która  go  bardzo  kochała, 

ale nie mogę sobie przypomnieć, jak się nazywała.

 

Jedyne, czego żałuję w tym życiu, to tego, że nie 

byłem bokserem. 

.■■■..>■■[  

f

 ■■•■;.

 

Poznałem też Tully'ego, który mieszkał z kobietą, która była 

dziewczyną Hindusa i Chińczyka, i Murzyna, i potem chodziła z 
Tullym,  pewnie  dlatego,  że  był  pół-Irlandczykiem.  Tully 
strasznie  nakręcił  osiemnastoletniego  chłopaka,  wysokiego  i 
jasnowłosego  jak  Duńczyk.  Naopowiadał  mu  niestworzonych 
rzeczy, ale tylko po to, żeby chłopak poszedł i dał sobie rozwalić 
głowę.

 

Tully  był  jednym  z  tych  facetów  z  ciężkim  tyłkiem  pełnym 

ołowiu,  którzy  chodzą  zawsze  przyklejeni  do  ziemi.  Nie  był 
zadowolony,  bo  odkąd  rzucił  boks  amatorski  wszystko 
wychodziło  mu  bardzo  źle,  więc  starał  się  rozdzielać  swojego 
pecha wszędzie po trochu.

 

Tully wychodził z każdej walki, zadając to samo pytanie:

 

- Rzucili mnie na dechy?

 

Jasnowłosy 

Duńczyk  skończył  na  rozładunku  w 

Mercamadridzie, to był kolejny ciężki tyłek pełen ołowiu.

 

Raz widziałem w kinie wspaniały film, nazywał się Czterysta 

batów.  Najlepsze  było  to,  jak  pokazywali  dzieci  oglądające 
lalkowy  teatrzyk  guignola,  ze  zdziwionymi  minami,  takimi 
minami, jakie robią dzieci, co to nie wiadomo, z czego się biorą i 
bez przerwy się zmieniają, dzieci wiercące się, kiwające niespo-

 

91

 

background image

kojnie  na  boki,  łapiące  za  ucho  sąsiada  i  międlące  w 
ustach skraj ubrania. To były dzieci z dawnych czasów, z 
takimi  dużymi  uszami,  żeby  móc  za  nie  łapać  jak  za 
uchwyty.  Film  opowiadał  o  chłopczyku,  który  łaził  ze 
swoim  przyjacielem,  uciekał  z  domu,  nie  chodził  do 
szkoły,  spał  w  fabryce,  spijał  mleko  z  butelek  stojących 
pod  drzwiami,  spisywał  z  Balzaka  w  wypracowaniach 
domowych,  kradł  maszynę  do  pisania,  a  potem  oddawał 
ją przebrany za karła, z wąsami i w kapeluszu. Na koniec 
zamykali  go  w  poprawczaku,  ale  uciekał  stamtąd  i 
kończyło się, jak biegnie po plaży. To był wspaniały film, 
nie trzeba było dużo myśleć, wystarczyło go oglądać.

 

Nie  trzeba  też  wcale  dużo  myśleć,  żeby  się  pieprzyć, 

wystarczy  po  prostu  ładować  i  ładować,  aż  wszystko 
wystrzela  w  kosmos  jakby  w  magicznej  sztuczce.  Kiedy 
mam twardą pałę, czuję się super, jakbym mógł rozwalić 
nią mur.

 

background image

W  barze  z  hamburgerami  jest  nas  czternastu,  siedmiu 

na  porannej  zmianie  i  siedmiu  na  popołudniowej.  Ja 
jestem  na  porannej,  ale  czasem  dają  mnie  na 
popołudniową, jeśli ktoś się rozchorował albo ma wolne. 
Mój  wolny  dzień  to  wtorek,  chociaż  jak  kończę  o 
czwartej, to przez całe popołudnie mogę robić to co chcę. 
Zazwyczaj idę do domu i oglądam telewizję. Uwielbiam 
telewizję.  Najbardziej  boks,  potem  piłkę  nożną,  a  potem 
filmy.  Najmniej  lubię  teleturnieje.  Kiedy  puszczają 
teleturniej,  zmieniam  kanał  albo  wyłączam  telewizor, 
zależnie  od  humoru.  Alicia  i  Ramos  są  na  zewnątrz  i 
zbierają zamówienia. Nie są zbyt sympatyczni. Alicja ma 
jedną  z  tych  twarzy,  która  mogłaby  być  jej  twarzą  albo 
twarzą  jej  matki,  albo  sąsiada,  albo  pracownika  stacji 
benzynowej,  a  Ramos  ma  jedną  z  tych  twarzy,  która 
mogłaby  być  twarzą  Alicji.  Pineda  zajmuje  się 
utrzymaniem porządku w naszym miejscu pracy, zamiata 
chętnie,  ale  z  mizernym  efektem,  bo  ludzie  brudzą  jak 
świnie. Na kuchni pracuje Julian Revilla, gruby Lorenzo i 
ja.  Siódmy  jest  najlepszym  pracownikiem  miesiąca.  Na 
początku  pracownik  miesiąca  był  jednym  pracownikiem 
więcej, mam na myśli bardzo dawne czasy, ale

 

background image

pracował tak dużo i tak dobrze, że awansowali go na 
pracownika miesiąca, a nawet powiesili jego zdjęcie        jj w 
głównej sali, żeby wszyscy mogli je widzieć. Z tego        1 co 
wiem, od ponad roku nikomu nie udało się go zrzucić ze 
stołka, chociaż biorąc pod uwagę resztę,            , nie można 
powiedzieć, żeby miał dużą konkurencję. Pomimo     
ogromnego      zaangażowania      pracownika miesiąca, sprawy 
nie idą zbyt dobrze. Według szefa naszego regionu jesteśmy 
jedną z najwolniejszych ekip całej sieci. Co tydzień 
przesyłają nam raport,          | w którym wszyscy smażą, 
opakowują i sprzedają więcej hamburgerów, więcej frytek i 
więcej talarków cebuli niż my. Pracownik miesiąca mówi, że 
powinniśmy się bardziej starać, ale z tego co widać, nikt nie 
zwraca zbytniej uwagi na pracownika miesiąca.

 

Śmierdzę  czosnkiem.  Próbowałem  zrobić  gazpa-cho,  ale 

coś mi nie wyszło, a teraz całe ciało śmierdzi mi czosnkiem. 
Miałem  książkę  z  przepisami  i  dużo  zapału,  posiekałem 
cebulę, pomidory, papryki, ogórki, marchewki i czosnek też, 
ale na koniec smakowało tylko czosnkiem. Tak więc zamiast 
gazpacho  mam  teraz  w  lodówce  dwa litry  czerwonej zupy  z 
czosnku.              \

 

Wydaje mi się, że staram się robić wszystko porządnie, 

bo  mam  pracę  i  mieszkanie  z  telewizorem,  i  czasami 
próbuję coś ugotować, chociaż nie zawsze mi wychodzi. 
Nie rozmawiam z ojcem ani z matką, ani z Franem, ani z 
M. Rozmawiam tylko ze szpitalem, od czasu do czasu. L. 
V.  powiedziała  mi,  że  R  wkrótce  wyjdzie,  ale  nikt  nie 
wie, czy wkrótce ozna-

 

94

 

background image

cza tydzień, dziesięć dni czy jutro. Powiedziała mi też, że 
lepiej byłoby, gdybym przestał dzwonić.

 

Raz  widziałem  w  telewizji  program,  w  którym  brali 

ledwo  wyklutego  kurczaka  i  kładli  obok  butli  gazowej. 
Kurczak otwierał oczy i myślał, że butla z gazem to jego 
matka,  więc  się  do  niej  tulił  i  przy-milał,  niczego  nie 
podejrzewając.  Potem  zabierali  butlę,  a  biedny  kurczak 
dostawał  szału  i  piszczał  jak  głupi,  i  wydawał  dziwne 
odgłosy, cały przerażony.

 

Gdybym  to  opowiedział  T,  zaczęłaby  płakać.  Ja  też 

lubię  zwierzęta,  ale  ona  lubi  bardziej,  i  nie  ma  dla  niej 
znaczenia, że chodzą i wszędzie srają. W pracy wszystko 
w  porządku,  wyciągam  frytki  z  frytkownicy  i  wrzucam 
do  koszyków,  potem  wyciągam  talarki  cebuli  i  też 
wrzucam  do  koszyków.  Dziwi  mnie,  jak  ludzie 
przepadają za rzeczonymi talarkami cebuli, smażymy po 
kilka milionów dziennie.

 

W  głównej  sali  wisi  zdjęcie  pracownika  miesiąca, 

trzymają je tam, żeby wszyscy widzieli.

 

Na  Lorenza  wszyscy  krzyczą,  bo  jest  grubasem  i 

półgłupkiem.  Ja  trochę  z  nim  rozmawiam  i  mówię  mu, 
żeby nie brał tego wszystkiego tak bardzo na serio, ale on 
chce  się  rozwijać,  chce  się  uczyć  i  codziennie  być 
lepszym,  chce  być  zręczniejszy  w  obsłudze  maszyny  do 
napojów,  chce  zgłębić  tajemnicze  mechanizmy  rur  z 
kartonowymi kubkami i być może w głębi duszy marzy o 
tym,  żeby  pewnego  dnia  zrzucić  ze  stołka  pracownika 
miesiąca. Tymczasem przełyka urażoną dumę i robi minę 
dobrego i pilnego grubasa.

 

95

 

background image

Złe  z  dziećmi  jest  to,  że  ponieważ  nic  nie  mówią, 

wszyscy  czują  się  zmuszeni  do  snucia  interpretacji.  Tak 
samo dzieje się z psami. W gruncie rzeczy, dzieci jedzą i 
srają,  i  biegają,  i  drapią  się  w  tyłek  tak  samo  jak  psy. 
Przynajmniej taka jest moja opinia na ten temat. Dzieciaki 
miętoszą  sobie  ptaszka,  a  psy  go  sobie  liżą,  co  tylko 
dowodzi,  że  psy  są  bardziej  wygimnastykowane.  Ja 
uwielbiam  psy  i  dzieci,  ale  nie  uważam,  że  są  czymś 
więcej, niż są.

 

W szkole lubiłem tylko to, jak mnie wyrzucali z klasy, 

bo  wtedy  mogłem  siedzieć  przez  godzinę  na  korytarzu  i 
się  wygłupiać.  Jeśli  wyrzucali  też  Baigor-riego,  to  było 
jeszcze lepsze. Nauczycieli nie lubię, bo nie sądzę, żeby 
byli dobrymi ludźmi. Ktokolwiek uważa, że może czegoś 
innych nauczyć, jest co najmniej podejrzany.

 

W  barze  z  hamburgerami  każą  ci  nosić  koszulę  w 

czerwone  i  pomarańczowe  paski,  czerwone  spodnie  i 
czapkę w czerwone i pomarańczowe paski, z kartonowym 
hamburgerem  na  samym  czubku.  Zakładasz  ten 
mundurek, przychodząc do pracy i nie zdejmujesz go za 
nic w świecie, aż nie wyjdziesz. Na zdjęciu, które wisi w 
głównej sali, widać pracownika miesiąca od pasa w górę 
ze swoją czapeczką i hamburgerem na czubku.

 

Niekiedy  wieczorami  Frań,  M  i  ja  chodziliśmy  do 

kina, jak trzej  bracia. M  wypuścili, ale  ciągle  z  nim  źle. 
Czasem  myślę  o  tym,  żeby  zadzwonić  do  niego  i 
opowiedzieć  mu  o  tym,  co  chcę  zrobić.  Chciałbym  też 
porozmawiać z Franem. Jesteśmy trzema

 

96

 

background image

braćmi  i  jak  będę  umierał,  będę  wspominał  ich  i  T 
bardziej  niż  cokolwiek  na  świecie.  M  zawsze  mnie 
podziwiał i nie chciałbym, żeby widział, jak niezgrabnie 
się  poruszam  wśród  talarków  cebuli  i  tych  zasranych 
frytek.

 

T  odeszła  z  facetem,  który  miał  fiuta  długiego  na  sto 

pięćdziesiąt  centymetrów,  tak  jak  tamten  gnojek  Pedro 
Cimadevilla  Nebreda.  Teraz  nie  robię  już  nic  poza 
napełnianiem  koszyków.  Ojciec  zabierał  mnie  na  różne 
wystawy,  oglądaliśmy  tysiące  obrazów  i  dużo  się 
uczyliśmy. Z jakiegoś powodu sprawy się skomplikowały 
i  na  koniec  udaje  mi  się  dostać  tylko  prace  dla  idiotów, 
jedną  za  drugą.  Coś  poszło  źle.  Przypuszczam,  że  na 
początku  T  nie  zdawała  sobie  sprawy.  Pracownik 
miesiąca  ma  swoją  czapeczkę,  która  jest  identyczna  jak 
moja,  i  ma  swoje  śliczne  zdjęcie,  które  nad  wszystkim 
czuwa.  Zmiażdżę  mu  czaszkę  pod  hamburgerem  z 
kartonu,  rozwalę  szpikulcem  do  kruszenia  lodu  i  będę  z 
siebie  bardzo  dumny,  bo  ten  facet  nawet  nie  jest 
sympatyczny.

 

Dzieci  zaczynają  od  dupy  i  gówna  i  natychmiast 

przechodzą  do  seksu;  więc  seks  musi  być  drugą  co  do 
ważności rzeczą.

 

Przed T mi nie stawał, ale przy T stał mi bez przerwy. 

W szkole wszyscy mówili o tym, ale nikt tego nie robił. 
Grzmociliśmy gruchę do utraty tchu, ale nikt nie widział 
w  życiu  prawdziwej  cipy.  Po  jakimś  czasie  największe 
bystrzaki  zaczęły  wsadzać  fiuta tu  i  tam,  a  potem  nawet 
najwięksi  kretyni,  tymczasem  ja  wciąż  się  katowałem 
grzmocąc gruchę. Jechałem

 

97

 

background image

na  ręcznym  tak  często,  że  zrobiły  mi  się  odciski  na 
dłoniach.  Doszedłem  do  tego,  że  grzmociłem  gruchę 
dwanaście  razy  dziennie  i  byłem  z  tego  tak  dumny  jak 
pozostali  z  tego,  że  grzmocą  grube  i  chude  i  wszystkie 
wariatki w klasie.

 

Zawsze  się  czerwieniłem.  Różnica  polega  na  tym,  że 

od  siódmej  klasy  byłem  w  stanie  rozwalić  każdemu  łeb 
nawet  czerwieniąc  się,  podczas  gdy  dotychczas 
potrafiłem tylko się czerwienić.

 

Sagawa wcale nie czuł się tak zawstydzony, jak można 

by  się  spodziewać.  Mówił  o  swoim  niemożliwym 
odkupieniu  win  i  czasami  o  poczuciu  winy,  ale  rzecz  w 
tym, że ten łajdak zjadł swoją narzeczoną, nie całą, ale na 
jedno  wychodzi,  i  spodziewałem  się,  że  spuści  uszy  po 
sobie  aż  do  kolan,  a  tu  nic  z  tego.  Sagawa  z 
zadziwiającym  spokojem  komentował  szczegóły  swojej 
makabrycznej  fagocytozy,  starał  się  wyjaśnić  to  w 
przejrzysty i chłodny sposób, ale w końcu ten łajdak zjadł 
swoją  narzeczoną.  I  to  na  surowo.  Myślę,  że 
przedziurawienie głowy pracownika miesiąca szpikulcem 
do kruszenia lodu nie jest ani w połowie tak okropne jak 
to,  co  zrobił  ten  przeklęty  Japończyk  ludojad.  Poza  tym 
nic mnie nie łączy z pracownikiem miesiąca, nie sypiam z 
nim,  nie  jest  moją  narzeczoną,  jest  tylko  żałosnym 
kolesiem,  który  stara  się,  stara  i  marzy  o  byciu  szefem 
rejonu. Jest jeszcze zdjęcie, to zdjęcie, które wisi w sali i 
które  muszę  codziennie  oglądać,  choćbym  nie  chciał. 
Pracownik miesiąca ze swoją wspaniałą żółtą czapeczką i 
kartonowym hamburgerem na czubku. Takim samym j ak 
mój.

 

98

 

background image

Nigdy  nie  zjadłbym  T,  ale  przecież  mój  wujek  był 

preceptorem Alfonsa XIII.

 

Wcześniej myślałem o tym, żeby zamordować jedną z 

tych  staruszek,  które  po  południu  chodzą  na  pod-
wieczorki. Nie robią nic złego, ale patrzą na wszystko z 
nienawiścią i urazą, bo zabawa już się dla nich skończyła, 
a  może  nigdy  jej  nie  miały.  Mają  te  swoje  wzorzyste 
ubrania,  w  te  wszystkie  kwiaty  i  drzewa,  i  rośliny,  i 
wszystkie rodzaje fantastycznych rysunków, ale zdaje się, 
że  to  im  nie  wystarcza.  Potem  przyszedł  mi  do  głowy 
pracownik miesiąca i wydało mi się to łatwiejsze i lepsze. 
Poza tym trzeba być gównem, żeby zabić starą, która nie 
może się bronić.

 

M  powiedział  mi,  że  wszystko  co  najgorsze,  czego 

najbardziej  nie  lubisz  na  świecie,  jest  wewnątrz  czarnej 
dziury i że możesz tego nie widzieć, ale jak tylko trochę 
się przechylisz, to już jesteś w środku.

 

DanieljestbratemMeksykaninaArturo, miał dziewczynę 

Bułgarkę, ale jej nie wydymał. Po pierwszym tygodniu jej 
nie wydymał, po drugim jej nie wydymał, po trzecim jej 
nie  wydymał.  Podczas  piątego  tygodnia  Bułgarka 
powiedziała mu, że potrzebuje dowodu miłości, i biedny 
Daniel  wydał  wszystkie  swoje  pieniądze  i  trochę 
pieniędzy  swojego  brata  Ar-turo  i  nawet  trochę  moich, 
żeby  kupić  jej  ślicznego  pieska,  jednego  z  tych  drogich 
psów,  które  robią  to  samo  co  inne  psy,  ale  z  większym 
wdziękiem. Bułgarka zachwyciła się psem, przytulała go i 
wszędzie  ze  sobą  zabierała,  nawet  całowała  go  w  usta. 
Tak się jej spodobał, że zapomniała o Danielu.

 

9*

 

background image

Arturo powiedział mi, że Daniel wrócił do Mek-            j 

syku, a Bułgarka zdobyła złoty medal na trzynastej            
wystawie psów rasowych w Casa de Campo. Arturo 
i ja nigdy nie odzyskaliśmy naszych pieniędzy.
 
I

 

Zawsze zwracałem dużą uwagę na Tully'ego i przy-            | 

glądałem się, w jaki sposób boksuje dwiema rękami,            ? 
mając przeciwko sobie szczęście i wiatr, i zakłady,            '■;! 
i ludzi, a ciężki tyłek z ołowiu ciągle skierowany 
w ziemię. 

t

 

W domu kobieta Tully'ego, ta, która była kobie-            i tą 

Chińczyka i Murzyna, i Hindusa, nic tylko piła i piła, i w 
końcu zawsze kłócili się o najbardziej idio-              * tyczne 
rzeczy. Jak Tully robił żarcie, ona nie chciała            J jeść, a jak 
się wkurzał i chciał wszystko wywalić do              I śmieci, 
wtedy ona nagle robiła się strasznie głodna            1 i zmiatała 
filety i groch aż do ostatniego ziarnka. Raz              j Tully 
wrócił w nocy, a Murzyn wręczył mu wszystkie jego rzeczy 
zapakowane do pudła. Dał mu też koszulkę, którą miał na 
sobie; na początku Tully jej nie chciał, ale potem wziął. 
Murzyn okazał się strasznie fajnym gościem i gadali z Tullym 
o kobietach, boksie i piciu.

 

Tully vs Lucero to była głośna walka, bo żaden              ; z 

nich nie miał już wielkiej przyszłości i dlatego, że obaj byli 
zawodnikami w dawnym stylu; w końcu Tully położył 
Meksykanina, ale sam nie skończył w dobrej formie, tylko 
raczej w złej.

 

Lucero  był  bojowym  Meksykaninem,  który  sikał 

krwią. Ja też mógłbym sikać krwią, teraz, gdy nie ma T, 
mógłbym wbić szpikulec do lodu pracowniko-

 

100 

background image

wi  miesiąca  w  sam  środek  duszy  i  nawet  bym  się  nie 
obejrzał. Większości ludzi nie cierpię: łażą i jedzą, i srają, 
i hałasują przez cały czas i nie da się tego wytrzymać.

 

Chcę  zrobić  to  najlepiej  jak  potrafię  i  chcę,  żeby  T 

była ze mnie dumna, jak wszyscy byli dumni z Travi-sa, 
tego matadora.

 

Czasami też przypominam sobie o tacie i mamie i chcę 

zadedykować  im  trochę  mojej  sławy,  żeby  przypadkiem 
się nie obrazili. W końcu rodzice mają w tych sprawach 
szczególne miejsce.

 

background image

Z T życie było dosyć proste, bo ja ją bardzo kochałem, 

a ona zawsze była przy mnie. T ma włosy długie i jasne, a 
twarz małą i ładną i widać jej kości policzkowe, to nie jest 
jedna  z  tych  twarzy  jak  bochen  chleba,  okrągłych  i 
głupich, tylko śliczna twarz z charakterem i osobowością. 
T  poznała  wcześniej  niektórych  z  tych  gnojków,  którzy 
chodzą  po  świecie,  łapiąc  za  tyłek  ładne  dziewczyny; 
facetów żonatych i dojrzałych, którzy myślą, że pójdą do 
raju  dymając,  a  także  smutne  dzieciaki,  bardzo  przejęte 
cierpieniem  własnym  i  cudzym,  chociaż  trochę  bardziej 
własnym.  Dzieciaki  słodkie  i  wrażliwe,  rozmazane 
zasrańce.  Potem  T  była  ze  mną  przez  jakiś  czas  i  nie 
sądzę, żeby się nudziła, ale kobiety mówią, że odchodzą, i 
odchodzą.  Pewne jest  to,  że  nie  wiem  dużo  o  kobietach, 
ale  T  powiedziała,  że  odchodzi,  i  odeszła.  T  i  ja 
mieszkaliśmy  razem  przez  ponad  rok.  Mieliśmy  duże 
mieszkanie, 

które 

dzieliliśmy 

Arturo, 

tym 

Meksykaninem, i innym Meksykaninem, ciotą i tchórzem, 
który  nazywał  się  Fernando.  Potem  przyjechał  Daniel, 
brat  Arturo,  inny  sympatyczny  Meksykanin,  który  nigdy 
nie  wydymał  swojej  Bułgarki.  T  i  ja  bardzo  się 
kochaliśmy i często się kochaliśmy, chociaż

 

102

 

background image

nie jest to coś, o czym lubię rozmawiać ani tym bardziej 
się  chwalić;  potem  T  pozbierała  swoje  rzeczy  i  odeszła. 
Ja zostałem z Arturo, pijąc teąuilę i jedząc aztecki placek.

 

background image

Raz  tak  się  upiłem,  że  nawet  nie  byłem  w  stanie 

chodzić,  sikałem  na  przystanku  autobusowym  i  dżordż 
zwisał  mi  na  zewnątrz  bez  żadnego  wdzięku,  a  Frań 
podtrzymywał  mnie  i  pomagał.  Kiedy  dotarliśmy  do 
domu,  Frań  powiedział  rodzicom,  że  zaszkodziła  mi 
kolacja,  a  ja  wyrzygałem  się  na  dywan  w  pokoju.  Frań 
jest  nie  tylko  dobrym  bratem,  poza  tym  to  dobry 
przyjaciel.

 

Kiedy  dużo  biegałem,  rzucałem  się  na  ziemię,  od-

wracałem się na wznak i krzyczałem, tak jakbym złamał 
sobie  nogę,  a  wtedy  on  zawracał  i  łapał  mnie  za  rękę. 
Nigdy  nie  biegałem  zbyt  szybko,  bo  w  dzieciństwie 
miałem  jakieś  szmery  w  sercu  albo  arytmię,  nie  wiem. 
Mimo  wszystko  mogłem  rozwalić  łeb  Josemu  Luisowi 
Maciasowi,  facetowi,  który  biegał  najszybciej  na  sto, 
dwieście,  czterysta,  a  nawet  na  osiemset  metrów.  Są 
ludzie, którzy bardzo szybko biegają, za to nie są w stanie 
uniknąć tego, że ktoś rozwali im łeb.

 

Frań  dostał  na  urodziny  czerwoną  czapkę  i  był  taki 

szczęśliwy,  że  nigdy  jej  nie  zdejmował  i  cały  czas 
dotykał,  żeby  sprawdzić,  czy  jest  na  miejscu.  Dlatego 
kiedy syn sąsiada, który naturalnie też był sąsiadem,

 

104

 

background image

zerwał mu ją i bawił się przez chwilę, podrzucając 
do góry, Fram ugryzł go w ucho i to tak mocno, że 
kawałek został mu między zębami. Matka złodzieja 
czapek powiedziała, że nie jesteśmy dziećmi, tylko 
wściekłymi psami i że zadzwoni do hycla, żeby nas 
zamknęli w schronisku dla psów. Mnie się od razu 
wydawało, że ta groźba nie jest zbyt na serio, ale 
Frań wierzył we wszystko, więc poprosił matkę, żeby 
schowała go w garażu i nie wydała za nic w świe 
cie. 

• 

:.' 

•:. -<ś, .

 

Kiedy  Frań,  M  i  ja  zeszliśmy  się  w  tej  samej  szkole, 

stworzyliśmy niebezpieczną paczkę i nikt nie odważył się 
nas  zaczepić.  W  Meksyku  nazwaliby  nas  „królami 
porywczości"  albo  jakoś  w  tym  stylu.  Potem  się 
rozeszliśmy  i  każdy  musiał  być  porywczy  na  własny 
rachunek.

 

Wciąż  mam  gazpacho  w  lodówce,  tak  jedzie  czosn-

kiem, że boję się go wyjąć. Już nic nie gotuję, przynoszę z 
pracy parę hamburgerów i zjadam je, oglądając telewizję, 
jednego  po  południu,  drugiego  wieczorem.  Mam  małe 
mieszkanko  z  jednym  pokojem,  łazienką  i  tak  zwanym 
aneksem  kuchennym.  Dziś  rano  L.  V.  trzasnęła 
słuchawką.  Zadzwoniłem,  a  ona  trzasnęła  słuchawką. 
Myślę, że to z pracownikiem miesiąca nie będzie bardzo 
trudne; na wszelki wypadek, jak już upadnie, będę uderzał 
dalej,  bo  można  zemdleć,  nim  się  umrze,  a  nie  należy 
mylić  jednego  z  drugim.  Kiedy  już  to  zrobię,  wyjdę  na 
ulicę  i  jak  ktoś  mnie  spyta,  zacznę  mówić  szybko  i 
powoli, jak wariaci. Opowiadali

 

105

 

background image

mi  historię  faceta,  który  wytatuował  sobie  całą  twarz  i 
myślę,  że  to  jest  trochę  to  samo  co  czarna  dziura,  jak 
tylko się przechylasz, jesteś w środku i wtedy wydaje się, 
że  jest  większa  przestrzeń  przed  tobą  niż  za  tobą.  Nie 
wiem, czy jest to dokładnie to, w każdym razie ważne jest 
robić,  a  nie  wiedzieć,  czemu  się  robi  albo  co  zrobi  się 
później.

 

Kiedy mieszkałem na ulicy Ballesta, nie mogłem zbyt 

dobrze  spać,  bo  moi  sąsiedzi  zaraz  po  północy  lubili 
zdzierać sobie skórę za uszami.

 

Ona mówiła do niego:

 

-  Wyłaź z domu i niech ci wsadzą w dupę, ty peda 

le. Jedyne, czego chcesz, to żeby cię jebać w dupę, je 
bać w dupę i jebać w dupę. Chcesz, żeby ci rozwalili 
dupę na połowę i to równo na połowę. Tego właśnie 
chcesz, ty stary pedale.

 

A sąsiad, który poza tym był sympatycznym ty 

pem, z tych, co to mówią w windzie „dzień dobry", 
odpowiadał jej tak: 

*:-

 

-  Wszystko lepsze niż wsadzać go znowu do tej 

twojej zgniłej szczurzej cipy.

 

Musiałem  słuchać  tego  co  noc,  gdy  mieszkałem  na 

Ballesta.  Dlatego  się  przeprowadziłem.  V  Jednej  z 
licznych  nocy  pełnych  napięcia  przyszła  policja  i 
powiedziała im obojgu, że jeśli będą dalej tak wrzeszczeć, 
to ich zamkną. Jemu powiedzieli również, że nie powinno 
się bić kobiet, a jej, że żaden mężczyzna nie znosi, żeby 
nazywać go pedałem.

 

Facet  był  kucharzem  i  pewnego  dnia  specjalnie 

przypalił sobie rękę na kuchni,    żeby móc dostać

 

106

 

background image

ubezpieczenie. Prawie stracił rękę. Po tym wszystkim nie 
miał innego wyjścia, jak tylko bić swoją żonę lewą ręką i 
łokciami.

 

Teraz,  kiedy  nie  ma  T,  chciałbym  sikać  krwią  jak 

Lucero, cały czas przypominam sobie o tym co najgorsze 
i mam ochotę sikać krwią.

 

Najbardziej  żałuję  tego,  że  nie  byłem  bokserem, 

sikałbym  krwią,  srałbym  krwią,  miałbym  rozkwaszony 
nos i czułbym się dobrze, byłbym dumny.

 

Zrobię  to  pracownikowi  miesiąca,  żeby  T  mogła 

patrzeć  na  mnie  z  szacunkiem  i  dumą,  i  dlatego,  że 
pracownik  miesiąca  to  jeden  z  tym  zasrańców,  którzy 
układają rozbite szkło na parkanach swoich domów.

 

W internacie nie miałem dużego pola manewru, 

więc po prostu czekałem, aż skończą się lekcje, żeby 
wejść 

na 

dach.

 
w

 

W  internacie  wszyscy  chcieli  być  bardzo  źli  i  bardzo 

twardzi, ale byli tylko bandą głupków. Jeśli pewne jest, że 
dobrzy wcale nie są dobrzy, to jest tak samo pewne, że źli 
też  nie  są  źli.  Baigorri  był  fajnym  facetem,  który  pił  i 
śmiał  się  przez  cały  czas.  Bowie  łaził  po  dachach  z 
prawdziwą  klasą.  Frań  biegł  wzdłuż  linii  bocznej,  nagle 
zatrzymywał  się  i  dośrodkowywał,  a  czasem  biegł  tak 
szybko,  że  wypadał  z  boiska  i  nawet  nie  zdawał  sobie 
sprawy.  T  robiła  się  smutna  z  byle  powodu  i  nie  było 
innego  wyjścia,  jak  tylko  mocno  i  długo  ją  przytulić. 
Gruby  Lorenzo  dalej  cierpi  i  sapie,  i  męczy  swoim 
smrodem  wieprza  i  kalesonami  pełnymi  gówna 
pozwijanymi na wałkach tłuszczu na

 

107 

background image

tyłku.  Mógłbym  zabić  jego,  ale  wybrałem  pracownika 
miesiąca,  bo  na  jedno  wychodzi,  ten  czy  ten.  Kiedy 
Tully'emu  wpieprzyli  tak,  że  nie  widział  nawet  drogi  do 
domu,  jego  żona  w  końcu  go  zostawiła,  wrzuciła  jego 
rzeczy  do  pudła,  które  potem  dał  mu  Murzyn.  Tully 
zadzwonił do drzwi, a ona nawet nie chciała go widzieć. 
Murzyn podał  mu pudło z jego rzeczami i Tully odszedł 
tą  samą  drogą,  którą  przyszedł.  Ja  zawsze  lubiłem  boks, 
rozmawiałem  z  Tullym  i  z  Panamą,  i  opowiadali  mi  te 
wszystkie  historie.  Chciałbym  być  bokserem.  Czasami 
boksowałem się z Panamą i wcale źle mi nie wychodziło. 
Matka  Juana  Jose  de  la  Llave  założyła  mu  kłódkę  na 
lodówkę,  więc  Juan  Jose  de  la  Llave  musiał  zaspokajać 
swój wilczy apetyt naszymi podwieczorkami. Piłka Pablo 
Mendozy wylądowała na jezdni, bo ten bydlak Lavanchy 
kopnął  ją  z  całych  sił  i  piłka  wzbijała  się  w  powietrze 
coraz wyżej i wyżej, aż nie było jej widać, a potem spadła 
na  jezdnię.  Tacy  kolesie  jak  Lavanchy  w  ogóle  nie  po-
winni  grać  w  piłkę,  powinni  wyłącznie  dawać  sobie 
nawzajem  kopniaki.  Pablo  Mendoza  nigdy  więcej  nie 
zobaczył swojej piłki, ale był tak zajęty telewizorem, że w 
niczym się nie zorientował.

 

Obiad  z  L.  V.  to  nie  był  szczególny  sukces,  i  to  po-

mimo tego, że przyszedłem wcześnie, żeby zrobić dobre 
wrażenie.  Siedziałem  i  popijałem  w  szpitalnym  barze 
przez  ponad  dwie  godziny,  bo  nie  mogłem  sobie 
przypomnieć, o której się umówiliśmy, a nie chciałem się 
spóźnić.  Faktem  jest,  że  kiedy  L.  V.  usiadła  naprzeciw 
mnie, byłem już trochę pijany.

 

108

 

background image

I

 

Pierwsze, co powiedziała L. V, to że nic nie będzie jadła, 
i  że  jedyne  czego  pragnie,  to  żebym  im  się  więcej  nie 
naprzykrzał, i że jej córka, T, nigdy do mnie nie wróci i 
że  jestem  łotrem,  szują  i  kamelią.  Pewnie  chciała 
powiedzieć „kanalią", ale nie mówi dobrze po hiszpańsku 
i  trochę  plączą  jej  się  słowa.  Pewnego  razu,  wiele  lat 
temu,  powiedziała  T:  „Twoja  ciotka  się  przewinęła", 
chciała powiedzieć, że się przekręciła, ale stanęła przed T, 
bardzo  poważna,  i  oznajmiła:  „Twoja  ciotka  Elsa  się 
przewinęła".               

!

 

Kiedy skończyła mnie wyzywać, wstała i wyszła.

 

Ja  chciałem  wiedzieć  tylko  tyle,  jak  się  czuje  R  i  też 

jak się czuje T, ale L. V. była zbyt dobra, żeby zrozumieć, 
dlaczego  nagle  wszystko  się  wali  i  człowiek  zaczyna 
robić rzeczy nie tak, jak powinien.

 

Tego  dnia,  kiedy  L.  V.  trzasnęła  słuchawką,  było 

trochę tak samo. To samo uczucie. Teraz nie mogę sobie 
wytłumaczyć, jak T mogła ze mną być. Czasem rzeczy są 
dziwne  przez  jakiś  czas,  a  potem  stają  się  z  powrotem 
takie, jak były.

 

Ja na przykład czuję się teraz tak, jak wtedy w szkole, 

jak  w  Anglii,  jak  w  internacie,  jak  w  tych  łatwych 
pracach,  zmuszony  do  wykonywania  idiotycznych  zajęć, 
które  nie  wymagają  wiele  wysiłku.  I  marzę  o  tym,  by 
wyjść 

tego 

wszystkiego, 

rozwalając 

głowę 

pracownikowi miesiąca.

 

Nocą przed zaśnięciem myślałem o Franie i o meczach 

piłkarskich. Być może Frań bał się, wchodząc na szczyt 
trampoliny,  ale  na  boisku  był  najlepszym  obrońcą, 
jakiego znałem i wszyscy się go bali.

 

109

 

background image

Raz  rozwalił  facetowi  nogę  w  trzech  miejscach  i  to 

nawet nie był faul. Frań uderzył w piłkę, a za nią poszła 
noga,  złamana  w  trzech  miejscach.  Chcieli  wyrzucić 
Frana z mistrzostw, a to nawet nie był faul.

 

background image

Kiedy  Leonardo-Panama  zmarł,  nawet  dobrze  nie 

wiedziałem,  dlaczego  tak  się  stało.  Leonardo  był 
bokserem,  przystojnym  i  eleganckim,  i  jego  narzeczona 
długo go opłakiwała. Zdaje się, że na pogrzebie była też 
matka  Leonardo,  ale  ponieważ  nie  wiedziałem,  że  miał 
matkę,  więc  nic  jej  nie  powiedziałem.  Leonardo 
przejechała  ciężarówka,  tak  jak  mojego  dziadka,  tyle 
wiem.  Evangelistę  złapali  w  zeszłym  roku  z  pół 
kilogramem  kokainy  i  teraz  sieje  postrach  w  więzieniu. 
Jake  La  Motta  odebrał  tytuł  mistrza  wagi  średniej  Sugar 
Rayowi Robinsonowi, a potem Sugar Ray go odzyskał. Z 
czasem  La  Motta  tak  utył,  że  nawet  podzielony  na  trzy 
kawałki nie zmieściłby się w swojej kategorii wagowej; i 
on też uderzył pięścią swoją żonę, jak Monzón. W sądzie 
Monzón powiedział: „Ja zawsze ją biłem, a ona nigdy nie 
umarła".

 

Monzón  wyrzucił  żonę  przez  balkon,  a  potem  sam 

wyskoczył, żeby to wyglądało na wypadek, ale nikł w to 
nie uwierzył.

 

Tully  wychodził  z  każdej  walki,  pytając  zawsze  o  to 

samo:

 

- Rzucili mnie na dechy?

 

111

 

background image

La  Motta  deklamował  Szekspira,  a  Sugar  Ray  ste-

pował. Nie wiem, jak to się dzieje, ale czasem człowiek 
wplątuje się w coś, co wychodzi mu wyłącznie na złe. Ja 
byłem z T, a potem T odeszła, a potem L. V. trzasnęła mi 
słuchawką,  tak  więc  teraz  porozrzucam  tu  i  tam  mózg 
pracownika  miesiąca  za  pomocą  szpikulca  do  lodu. 
Sagawa  to  tylko  przeklęty  japoński  karzeł  i  kanibal.  Nie 
mam z nim nic wspólnego. Gdybym był bokserem, teraz 
czułbym  się  dużo  lepiej i nie  byłoby  mi  wstyd.  Z  czego 
wynika,  że  w  życiu  człowiek  powinien  starać  się  robić 
coś godnego.

 

Zadzwoniłem  przez  telefon,  tak  jak  to  robiłem 

dawniej.  Zadzwoniłem  przynajmniej  dwanaście  razy. 
Numery wykręcam na chybił trafił. Jedni odbierają, a inni 
nie. Jeśli odbierają, to zawsze mówię to samo:

 

-  SPIERDALAJ NA DRZEWO. 
I odkładam słuchawkę.

 

Kiedy byłem mały, dzwoniłem do luksusowych hoteli 

żądałem 

szczegółowych 

opisów 

wszystkich 

apartamentów; a na koniec zawsze była ta sama historia:

 

-  PROSZĘ MI POWIEDZIEĆ, ILE JEST DO 

KŁADNIE KROKÓW OD DRZWI DO ŁÓŻKA.

 

Głośno krzyczałem i naprawdę się wkurzałem.

 

-  JAK TO: NIE WIEDZĄ PAŃSTWO? TO JEST 

BARDZO ISTOTNE: PRZYJADĘ BARDZO ZMĘ 
CZONY I NIE MAM ZAMIARU SPĘDZAĆ NOCY NA 
SPACERACH!

 

W końcu się kapowali i odsyłali mnie do diabła, ale do 

tego czasu już się nieźle uśmiałem.

 

112

 

background image

Paąuito  Ribera  zadzwonił do  sąsiadki  i  powiedział,  że 

wygrała  milion  peset  w  konkursie  radiowym.  Był  tak 
przekonujący, że biedna kobieta uwierzyła. Umówili się z 
nią w barze koło domu tego zasrańca. Powiedzieli jej, że 
ma  mieć  na  głowie  papierową  czapkę  z  gazety,  żeby 
można było ją rozpoznać i dlatego, że to część konkursu. 
Potem  poszli  do  baru,  ten  zasraniec  z  kumplami,  a  tam 
była ta stara, osiemdziesiąt lat, czarna suknia, pantofelki i 
papierowa czapka z gazety na głowie. Czekająca na swój 
milion peset.

 

Wcale  nie  lubiłem  Paąuito  Ribery.  Lubiłem  jego 

gówniany zapach, ale jego samego nie lubiłem wcale.

 

Wciąż  jeszcze  mam  jego  numer  z  czasów  szkoły, 

czasami dzwonię i mówię:

 

- SPIERDALAJ NA DRZEWO.

 

Pracownik  miesiąca  spędza  większość  czasu  przy 

kasach  rejestrujących  pilnując,  żeby  wszystkie  pieniądze 
wpadały w to samo miejsce, potem przechadza się wzdłuż 
frytkownic  z  hamburgerami  i  maszyny  z  napojami, 
pozaczepia trochę grubego Lorenzo i w końcu przychodzi 
zobaczyć,  jak  się  mają  sprawy  z  frytkami  i  talarkami 
cebuli.  To  wtedy  zgniotę  mu  łeb  pod  czapeczką  z 
hamburgerem i mało mnie będzie obchodziło, że wszyscy 
to zobaczą. M dał mi w prezencie książkę, która niezbyt 
mi się spodobała, zatrzymałem ją tylko dlatego, że M dał 
mi  ją  w  prezencie.  Zabiję  pracownika  miesiąca,  bo  taką 
mam ochotę i dlatego, że my nie lubimy ludzi, ani M, ani 
Frań, ani ja. Ludzie widzą dzieciaka, który stoi w kolejce, 
i przeskakują przed nim, a potem przepychają

 

113

 

background image

się  w  drzwiach  i  wyprzedzają,  kiedy  nie  ma  wystar-
czająco miejsca, i musisz hamować, żeby się nie zabić, i 
układają  rozbite  szkło  na  parkanach,  i  wystawiają  tyłek, 
żeby ktoś wsadził im do tyłka, i plują na chodnik, i mnie 
się to wszystko bardzo nie podoba.

 

background image

T i ja  spędziliśmy  parę  dni  na  plaży.  Na  początku  nie 

chciałem  jechać,  ale  T  się  uparła  i  w  końcu  oboje 
pływaliśmy  w  morzu,  wylegiwaliśmy  się  na  piasku  i 
spacerowaliśmy  wzdłuż  plaży  z  nogami  w  wodzie.  T 
dużo  mówiła  o  swoich  sukach,  bo  bardzo je  kocha,  a  ja 
jej  słuchałem  i  patrzyłem  na  nią  z  uwagą,  myśląc,  że 
nigdy nie miałem niczego tak ładnego.

 

T  i  ja  wylegiwaliśmy  się  na  piasku  i  leżeliśmy  tak 

razem, dopóki nie zaszło słońce. Ja nigdy nie byłem zbyt 
dobry na słońce, bo mam skórę białą jak skorupka jajka, 
więc używałem kremu do opalania faktor 20, a to jest tak, 
jakby  się  opalać  w  zbroi.  T  też  jest  biała,  ale  robi  się 
trochę opalona i dobrze jej z tym, dostaje rumieńców na 
twarzy  i  ślicznie  wygląda. Kiedy  wszystko  idzie  dobrze, 
każdy  może  być  piękną  osobą,  pełną  dobrych  uczuć  i 
nadziei, i marzeń o najlepszej możliwej przyszłości.

 

Potem, kiedy jakiś tuman właśnie dyma ci dziewczynę, 

już nie jest tak łatwo. T była też na plażach w Skagen, w 
Danii.  Tam  wydmy  mają  sześć  czy  siedem  metrów  i 
morze w zimie zamarza. T spacerowała, a potem poszła z 
L.  V.  i  przyjaciółką  L.  V.  do  baru  na  piwo  w 
gigantycznych kuflach. L. V. zaczęła opo-

 

115

 

background image

wiadać smutne historie i T zaczęła płakać. W końcu cały 
bar  na  nie  patrzył.  Pieprzą  się  z  T,  pieprzą  się  z  nią 
właśnie  teraz  i  nikt  mnie  nie  przekona,  żebym 
przyjmował to na spokojnie.

 

Dymają  T,  dymają  ją  i  dymają,  więc  ja  rozwalę 

pracownika miesiąca i zobaczymy, czy sprawy trochę się 
nie  ułożą.  Po  tym  jak  umarła  Nancy,  umarł  Sid,  tak 
powinno być zawsze.

 

Chciałbym być z Bowiem. Leżeć na łóżku, spać razem 

z setką kotów i pilnować przejazdu kolejowego.

 

Mój brat zasługuje na wszystko co najlepsze, bardziej 

niż  ktokolwiek,  bo  jest  dobry  i  dlatego,  że  urywa  ucho 
każdemu kretynowi, jak tylko któryś dotknie mu czapki.

 

background image

Wybrałem  22  stycznia,  bo  22  stycznia  1879  rok 

oddziały  sir  Chelmsforda,  24  pułk  liniowy,  został 
zmiażdżone  przez  hordę  ponad  dwudziestu  tysięc 
Zulusów w bitwie pod Isandhlwaną.

 

Frań  i  ja  spędziliśmy  trzy  miliony  godzin  nad  re 

konstrukcją  bitwy  pod  Isandhlwaną,  której  nigdy  ni 
udało  się  nam  skończyć.  Trzeba  było  pomalować  jed 
nego  po  drugim  dwustu  żołnierzy  od  Zulusów  i  Au 
glików  i  to  nas  przerosło.  Tak  więc  postanowiłem 
wykorzystać  ponownie  ten  dzień  jako  datę  moicl 
pierwszych  działań  na  wojennej  ścieżce.  Jako  dat 
ostatecznego  kroku  między  osobistą  obsesją  a  pu 
blicznym koszmarem.

 

Już przed siódmą trzydzieści byłem na ulicy. Tro chę 

bardziej  wzburzony  niż  zazwyczaj,  nie  zdener  wowany 
ani podniecony, tylko wzburzony i jakb; zaniepokojony.

 

Pracownik  miesiąca  miał  twarz  kretyna  i  to  bar  dzo 

ułatwiało  mi  zadanie,  gdy  wyobrażałem  go  sobii 
martwego  i  odmóżdżonego.  Lepiej  rozlewa  się  mózj 
kretyna,  bo  mniej  go  szkoda.  Ponieważ  byłem  bardz< 
wcześnie,  wstąpiłem  napić  się  piwa  naprzeciwko  ban  z 
hamburgerami. Kiedy to wszystko już się wydarz}

 

117

 

background image

kelner,  który  podawał  mi  piwo,  będzie  mógł  powiedzieć 
coś  takiego:  „Nim  to  zrobił,  był  bardzo  spokojny, 
zamówił  piwo,  wypił je  i nie  mówiąc  ani  słowa  poszedł 
do  pracy".  Kelner  będzie  bardzo  zadowolony  z  tego,  że 
widział  mordercę  niedługo  przed  zbrodnią,  będzie  się 
wypowiadał  w  telewizji  i  w  radio,  będzie  rozmawiał  z 
tymi  z  gazet,  a  potem  opowie  to  swoim  dzieciom  i 
prawnukom. Skończyłem piwo i przeszedłem przez ulicę. 
Przed szklaną witryną było mnóstwo ludzi zaglądających 
do  środka,  pokrzykujących  i  dziwiących  się.  Wtedy 
właśnie  zacząłem  podejrzewać,  że  sprawy  się 
pokomplikują, jak to zwykle.

 

Wchodząc  natknąłem  się  na  grubasa  Lorenzo  sie-

dzącego obok jednego z moich koszyków z ziemniakami, 
ze  szpikulcem  do  lodu  w  ręku  i  z  krwią  spływającą  z 
grubych  dłoni  aż  na  grube  stopy.  Na  moim  koszyku 
znajdował się pracownik miesiąca. Ranny, przestraszony, 
ogłupiały, z paskudną raną na głowie, ale nie martwy. 22 
stycznia okazał się złym dniem dla Anglików, dla grubasa 
i dla mnie.

 

Byłoby  lepiej,  gdybym  rozwalił  głowę  Jorge 

Maizo-wi, zamiast poprzestać na jego stiukowym słoniu.

 

Po  tym  niezdarnym  wyczynie  grubego  Lorenzo  dali 

nam kilka dni wolnego, które spędziłem leżąc na łóżku i 
myśląc o tym, jak wszystko schodzi na psy, tak jak tylko 
może.

 

Zadzwoniłem  do  szpitala,  żeby  zainteresować  się 

stanem zdrowia pracownika miesiąca i powiedzieli mi, że 
nie  będzie  mógł  wrócić  do  pracy  wcześniej  niż  za 
trzydzieści czy czterdzieści dni.

 

118

 

background image

Potem  zadzwoniłem  do  grubasa  do  domu  i  powie 

działem:

 

- SPIERDALAJ NA DRZEWO.

 

Myślę, że odebrała jego matka, wszystkie grubi debile 

taką mają.

 

background image

Leonardo-Panama  na  krótko  przed  śmiercią  dostał 

cięgi  od  włochatego  Walijczyka.  Kiedy  mówię 
„włochatego",  mam  na  myśli  jednego  z  tych  kolesiów, 
którzy  mają  włosy  nawet  za  uszami.  Walijczyk  dał  z 
siebie  wszystko  i  Leonardo-Panama  padł  jak  długi  w 
trzeciej  rundzie.  Leonardo  nie  umarł  z  bólu,  umarł 
dlatego, że przejechała po nim ciężarówka Pegaso.

 

Mój  dziadek  pracował  w  przedsiębiorstwie  Ley-land 

Iberica  i  też  przejechała  po  nim  ciężarówka  Pegaso. 
Umarł  zmiażdżony  przez  konkurencję,  jak  w  jakimś 
dowcipie.  Mój  ojciec  miał  sześćsetkę,  tysiąc  pięćsetkę, 
Seata  124  i  Land  Rovera.  W  Land  Roverze  mieściło  się 
dużo  ludzi,  to  było  duże  i  ładne  auto.  Jeździliśmy  nim 
zawsze na przyjęcia.

 

Mój  ojciec  potrafi  zatrzasnąć  drzwi  jednym  kich-

nięciem,  jak  wtedy,  kiedy  jest  burza.  T  zakładała  kusą 
sukienkę brzyduli i była prześliczna.

 

Grubas  źle  i  za  słabo  uderzał  pracownika  miesiąca  i 

dlatego  pracownik  miesiąca  nie  umarł.  Miał  dziurę  w 
głowie i dużo krwi na podłodze i na frytkach, ale nie był 
martwy.

 

Leonardo  nie  nadstawiał  tyłka  i  ja  też  nie.  W 

Mer-camadridzie było wiele takich wieprzy, które pro-

 

120 

background image

ponowały  ci  zamianę  worka  na  plecach  na  trochę 
sodomii,  ale  Leonardo  i  ja  zawsze  odpowiadaliśmy  tak 
samo:

 

- SPIERDALAJ NA DRZEWO.

 

Kiedy  się  czerwienię,  nie  tylko  jestem  zły,  ale  też  się 

wstydzę.  Leonardo  walił  obiema  rękami,  ale  przede 
wszystkim  potrafił  zwalić  mur  swoim  prawym  sier-
powym.

 

Leonardo  miał  też  dziesięciu  czy  dwunastu  braci  tam 

w Kolumbii i wszyscy chcieli być bokserami, biegali po 
plaży i młócili powietrze.

 

Leonardo powiedział mi, że ciosy nie zawsze się czuje 

i że rzeczy niezbyt fajnie wyglądają, gdy się je ogląda z 
parteru.

 

L.  V.  trzasnęła  słuchawką  pomimo  tego,  że  ją  sza-

nowałem.

 

Vento Espiritu Santo Figueras wyśmiewał się z Fra-na 

i nazywał go „kubełkiem". Mam nadzieję, że do tej pory 
ktoś już mu wsadził jego własne uszy do tyłka.

 

25  stycznia  zapowiadał  się  na  przyjemny  dzień, 

słoneczny i ciepły.

 

Bardzo  się  starałem  z  frytkami  i  talarkami  cebuli,  bo 

biorąc pod uwagę aktualny stan rzeczy, mam spore szanse 
zawiesić  moje  zdjęcie  w  głównej  sali  jeszcze  przed 
końcem miesiąca.

 

background image

 

background image

Dystrybucja:

 

Księgarnia LITERA

 

90-440 Łódź

 

ul. Piotrkowska 157

 

tel./faks (42) 637-47-18

 

lub

 

(42) 637-08-99

 

e-mail:

 

dystrybucja@litera.com.pl