background image

 

 

 

Nr. 2/luty/2013r. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Redaguje : zespół  Obozu Wielkiej Polski 

Strona internetowa : www.owp.pl 

Pismo ma charakter edukacyjno - informacyjny, nie popiera, nie namawia, nie 

sugeruje i nie wspomaga żadnej nielegalnej działalności, nienawiści i przestępstwa. 

background image

 

 

 

 

PRZEDSZKOLAKI - CZY NIMI 

JESTEŚMY? 

„Nasza” klasa rządząca - bankierzy, politykierstwo, media - rysują sobie obraz 
przeciętnego człowieka, jako brzdąca w piaskownicy, który kupi każdą 
propagandę. 
 
Weźmy przykład Grecji, dotkniętej rzekomo wielkim kataklizmem 
ekonomicznym, tak wielkim, że najgorsze dziady z Unii Europejskiej (wśród 
nich my) muszą składać się, żeby Ateny wyszły z tego strasznego 
impasu.Tymczasem przeciętne zarobki w tym kraju są trzy razy większe niż w 
Polsce!!! Kto tu kogo robi w konia, pytanie czysto retoryczne. Brakuje może 
kasy plutokracji do robienia szwindli na światową skalę, lecz zwykły Grek 
pracuje sobie czysto i ze śpiewem na ustach, bez zbytniego wysiłku, bo słońce 
tam mocno praży, wraca do domu, pije wino, tańczy i demonstruje w 
potężnych manifestacjach przeciwko swojej władzy. Też słyszy w mediach, że 
mu źle - to szumi, proszę go zaprosić nad Wisłę. Grecy to naród gwałtowny, 
jakby żyli za te pieniądze, co Polacy, gdzie ceny są europejskie i ciągle 
galopują w górę, zrobiliby pewnie rewolucję. My siedzimy i... No właśnie, co 
robimy ze swoim „dobrobytem”? 
 
Minęła właśnie druga rocznica katastrofy w Smoleńsku, odbyły się 
konkurencyjne obchody - jedni szli na cmentarze, drudzy wracali, jedni 
manifestowali na Krakowskim Przedmieściu, inni siedzieli w kościołach albo w 
domach i klęli. Totalny chaos i kolejny żer dla „klasy rządzącej”, aby zamydlić 
oczy masom, przecież o tym można gadać i gadać bez przerwy. Świetna okazja 
przykrycia bidy z nędzą spływogadaniem i pokazami bezpośrednich transmisji z 
zajść, których niestety nie było. To wygodne dla „klasy”, nie trzeba 

background image

 

komentować coraz gorszej sytuacji na rynku, ale pokazać wyczyny sekty 
smoleńskiej i rozsądek Platformy. Korzysta na tym również PiS z 
przyległościami, grając na rozstrojonym fortepianie patriotyzmu sielankowego i 
rusofobicznego, a Platfus załamuje ręce nad smoleńskimi świrami, którzy nie 
chcą w ciszy i spokoju składać wieńców i machać flagami, lecz bluzgają na Tuska 
i Komorowskiego, wieszając nawet pluszowe Kaczory Donaldy na szubienicach. 
Obecna władza jest koszmarna i bezdennie niekompetentna, azaliż 
wywoływanie duchów smoleńskich przez konkurencję, coś w państwie zmieni, 
naprawi? 
 
Oczywiście nie, zaś usilne wskrzeszanie nieboszczyków służy rządzącym i 
opozycji do swoistej nekrofilii politycznej, czynności obrzydliwej, lecz 
zakłamującej rzeczywistość. Znikają problemy naprawdę istotne, a na pierwszy 
plan wysuwa się jałowa dyskusja o zamachu, którego nie było - a jak był - to nie 
rosyjski, ale zupełnie odmiennych sił nacisku. Pamiętajmy, iż na pokładzie 
Tupolewa lecieli przedstawiciele chyba wszystkich partii parlamentarnych i 
resortów; prawica, centrum i lewica. Więc kto na tym zyskał, kto stracił? 
Najpewniej samolot uległ katastrofie i tyle, zajmijcie się wreszcie Polską, bo 
szura już ona brzuchem po dnie jak zdechła ryba - politycznie, kulturowo i 
ekonomicznie. Nie mydlcie nam oczu Grecją, Smoleńskiem, czy innym UFO - 
zajmijcie się cholerne nieroby i złodzieje Ojczyzną! 

ROBERT LARKOWSI 

 

 

Powstał Zarząd Wydziału Narodowo-Radykalnego OWP 

Przewodniczący - kol. Robert Larkowski 

I Wiceprzewodniczący - kol. Tomasz Jazłowski 

Wiceprzewodniczący ds. werbunku i propagandy - kol. Janusz Mucha 

Wiceprzewodniczący ds. szkoleniowo-ideologicznych - kol. Dariusz Stępiński 

Wiceprzewodniczący ds. ochronno-sportowych kol. Albert Bogusławski 

Wiceprzewodniczący, członek Zarządu - kol. Arkadiusz Łygas. 

Kontakt: kol. Robert Larkowski - tel. 511042209,  

e-mail: robert.larkowski@owp.org.pl

 

 

background image

 

 

 

Wydział Narodowo Radykalny OWP. 

Narodowy – radykalizm  w strukturach Obozu Wielkiej Polski staje się perełką  

polskiego nacjonalizmu

To co nas różni od innych jest naszą siłą i dumą ! 

Pamiętajmy że nie mamy prawa uciekać od historycznej przeszłości gdyż z tego  

przedwojennego pokolenia większość oddała życie byśmy my mogli dziś 

kontynuować dalej walkę o Wielką Polskę ! 

Naszą cechą jest : 

 - uznanie Narodu za najwyższą wartość, a dobro narodu za najwyższy cel 
doczesny jednostki 

- oparcie światopoglądu na etyce katolickiej 

- traktowanie państwa, jako formy organizacyjnej Narodu 

- uznawanie równości jednostek wobec obowiązku służby dla Narodu 

- udziału władzy w państwie do całego Narodu 

Dzisiaj My nowe pokolenie Polaków mamy obowiązek dokończyć to co zostało 
zapoczątkowane  jeszcze za czasów niewoli Polski. 

By to uczynić musimy trwać  na drodze – którą sobie nakreśliliśmy. 

Nie możemy i zbaczać i zmieniać kierunku , lecz konsekwentnie budować 
Wielką Narodową Polskę, w naszym życiu  i w naszych sercach. 

Każdy ma swoją drogę do przebycia , jeden będzie mówcą, drugi  ideologiem, 
trzeci poetą, czwarty informatykiem, piąty aktywistą lokalnym,  itd . Każdy 

background image

 

może się samorealizować na swój sposób tak jak potrafi i na miarę swoich 
możliwości . 

Nadszedł dzień próby i mobilizacji. Próby, indywidualnego zaangażowanie się 
w życie społeczne i polityczne Polski. Mobilizacji szeregów dla nacjonalistów, 
narodowców, patriotów w szeregach Obozu Wielkiej Polski. 

Czas by stara gwardia nacjonalistów wytyczyła szlak młodemu pokoleniu.  

I czas wyboru dla młodego pokolenia czy chce dołączyć do Obozu Wielkiej 
Polski czy biernością wspierać anarchizm, lewaków, kolorowe organizacje . 

Roman Dmowski napisał w “Myślach nowoczesnego Polaka “, że do 
najistotniejszych cech, jakie winny charakteryzować elity narodowe należą: 

”…siła przywiązania do idei Ojczyzny, gotowość ponoszenia ofiar na cele 
publiczne, bez domagania się za to osobistych korzyści. Ten wyższy, 
szlachetniejszy rodzaj patriotyzmu można nazywać nacjonalizmem”. 

Janusz Mucha 

 

 

 

 

 Kilka słów o judaizmie. 

Aby zrozumieć współczesną rolę judaizmu w świecie i jego stosunek do 
chrze
ścijaństwa należy poruszyć kilka zagadnień ogólnych, związanych z 
moralno-religijnym charakterem judaizmu i jego odmienno
ścią kultową
Nieprzemijaj
ący wrogi stosunek judaizmu do chrześcijaństwa znajduje 

background image

 

swoje korzenie w absolutnej rozbieżności mistycznej, moralnej, etycznej i 
światopoglądowej treści obu tych religii. Chrześcijaństwo jest świadectwem 
miłosierdzia Bo
żego, które daruje wszystkim ludziom możliwość zbawienia 
za cen
ę dobrowolnej ofiary, przyniesionej Jezusem Chrystusem – 
wcielonym Bogiem, dla odkupienia wszystkich grzechów 
świata. Judaizm 
natomiast uwa
ża, żŻydzi przez sam fakt urodzenia posiadają wyjątkowe 
gwarantowane prawo do bycia narodem uprzywilejowanym nie tylko w 
swoim 
środowisku ale i na całym świecie. „Naród żydowski, wpadłszy w 
pychę z powodu obcowania z prawdziwym Bogiem, zaczął gardzić wszystkimi 
innymi narodami. A przez to naród ten zgubił samego siebie, bo z powodu 
zaślepiającej go pychy, ze wszystkiego, co odsłonił przed nim Bóg przez swoich 
proroków i błogosławionych, zapamiętał tylko jedno – mianowicie tylko to, że 
jest narodem wybranym przez Boga. Duch i sens objawienia Starego 
Testamentu całkowicie zanikł, a Pismo Święte było dla nich jak skupisko 
niezrozumiałych słów. I do czasu przyjścia na ziemię Jezusa Chrystusa z nowym 
objawieniem, Judejczycy nie dość , że zniżyli się w swojej ślepocie i 
nieznajomości woli Bożej do poziomu narodów pogańskich, i przez zaciemnieni 
wzroku duchowego i skamieniałość serca, pod wieloma względami, znaleźli się 
niżej od pogan”. A zobaczmy co mówi na temat uprzywilejowania 
poszczególnych narodów Pismo Święte: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że 
Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale 
miał życie wieczne”. (Ew.św.Jana 3.15). „Wszak mówi Pismo: Żadem, kto 
wierzy w Niego nie będzie zawstydzony. Nie ma już różnicy między Żydem a 
Grekiem. Jeden jest bowiem Bóg wszystkich” (List do Rzym.10.11). Takie 
ś

wiadectwo daje światu chrześcijaństwo, stawiając miłość jako podstawę 

stworzenia świata oraz moralną odpowiedzialność człowieka wobec Praw 
Bożych jak też równość wszystkich ludzi wobec tych Praw. Talmud natomiast 
twierdzi: „Naród żydowski zasługuje na życie wieczne, a inne narody podobne 
są do osłów”. „Żydzi, jesteście ludźmi, a inne narody ludźmi nie są”. „Tylko 
Ż

ydzi godni są mianować się ludźmi, a goje… mają prawo mianować się tylko 

jako świnie”. Podobnym twierdzeniom, wyprowadzającym działalność swoich 
wyznawców poza ramy ocen moralnych i pozbawiającym ich jakichkolwiek 
norm etycznych i moralnych w obcowaniu z innymi narodami – talmudyzm 
nadaje znaczenie centralne, świadomie zamieniając wiarę na przynależność 
nacjonalną narodu. Źródła szatańskie Talmudu krytycznie oceniał Sam Jezus 
Chrystus prosto mówiąc do kuszących Go Żydów: „Ojcem waszym jest diabeł; i 
wy chcecie spełniać pożądania ojca waszego” ( Ew.św.Jana 8.44). Poruszony 
problem sięga zamierzchłych czasów. Jeszcze wieki przed narodzeniem 
Chrystusa prorocy krytykowali Izraelitów. Bez rezultatu. Po utracie 
niezależności państwowej w wyniku podboju Palestyny przez Asyrię i Babilon – 
Ż

ydzi zaczęli fałszywie interpretować Pismo Święte, oczekując przyjścia 

Mesjasza jako Króla Izraela, Który uczyni ich panami świata. Całkowicie 
pochłonięci swoim ziemskim znaczeniem… marzeniom o niezwykłej sławie, 

background image

 

sukcesie i dobrobycie i dzięki tym ziemskim marzeniom – odrzucili Mesjasza. 
Izraelczycy oczekiwali na przyjście militarno-politycznego lidera. Chrystus 
przyszedł na świat niosąc naukę pokupy i miłości. Szczególną ich nienawiść 
wywołał fakt, że Chrystus krytykował faryzeuszy, nazywając ich grobami 
pobielonymi. W ten bowiem sposób runął mit Izraelczyków o „narodzie 
wybranym”. Dlatego też Żydzi fałszywie oskarżyli Chrystusa przed władzą 
rzymską i dobili się na Niego wyroku śmierci. Rezultatem tego strasznego czynu 
było pozbawienie złoczyńców łaski Bożej. Naród żydowski, który początkowo 
był narodem wybranym, stał się narodem odrzuconym. Ale ukrzyżowany, a 
następnie zmartwychwstały Chrystus stał się dla Żydów jeszcze bardziej 
niebezpieczny. Chrześcijaństwo w krótkim czasie rozprzestrzeniło się na całym 
ś

wiecie oddalając marzenie Żydów o panowaniu nad światem. Wtedy Żydzi 

wypowiedzieli chrześcijaństwu wojnę, która trwa do dzisiaj. Wśród chrześcijan 
ugruntował się pogląd co do przyczyn wrogości judaizmu do chrześcijaństwa: 
wrogość ta jest odbiciem nienawiści i walki szatana z Bogiem. Syn Boży 
bowiem Swoją śmiercią na krzyżu unicestwił potęgę szatana i odebrał mu 
władzę nad ludzkimi. 

W walce z państwowością chrześcijańską Żydzi korzystali z ogromnej pomocy 
finansowej diaspory, tradycyjnie kontrolującej całą sferę finansową kontynentu. 
Ich intrygi w znaczącej mierze przyczyniły się do upadku Bizancjum w 1453 r. a 
następnie przeniesione zostały do Rosji jako do jedynej ostoi czystego 
apostolskiego Prawosławia. Cały ciężar nienawiści skoncentrował się na 
narodzie, który za cel swego istnienia postawił wiarę Prawosławną i życie 
zgodne z jej przykazaniami. Historia Rosji, a szczególnie ostatni krwawy wiek 
XX, dobitnie pokazują do jakich strasznych rozmiarów może posunąć się ta 
nienawiść. I wydawałoby się, że po latach wyniszczeń narodu, niemal 
całkowitego starcia z oblicza ziemi Prawosławia w Rosji – „zwycięzca” 
zakończy swą haniebną „misję” w świecie. Niestety walka trwa nadal i 
przygotowuje świat do przyjścia oczekiwanego przez nich „króla”, tym razem 
antychrysta. 

Za: http://prawoslawnypartyzant.wordpress.com 

 

 

 

 

background image

 

 Zdobywanie serc i umysłów Afganów mimo 

nocnych włamań

W czasie pacyfikacji Afganistanu mają miejsce rocznie dziesiątki tysięcy 
szokuj
ących nocnych włamań do domów Afganów przez żołnierzy 
ameryka
ńskich w poszukiwaniu terrorystów, często według nagradzanych 
pieni
ężnie donosów. Po ponad dziesięciu latach pacyfikacji Hamid Karzai, 
marionetkowy prezydent Afganistanu, były wła
ściciel restauracji w Nowym 
Jorku, obecnie w strachu o swoje 
życie apeluje do władz amerykańskich do 
zaprzestania nocnych włama
ń przez żołnierzy amerykańskich służ
specjalnych. 

Jak wiadomo, w latach pacyfikacji Wietnamu pieniężne nagradzanie donosów 
prowadziło nieraz do fatalnych skutków, które wynikają nie tylko z pomyłek, 
ale również z donosów fałszywych, wymyślanych w rozgrywkach i kłótniach 
między sąsiadami w okupowanych wioskach. Fala protestów wywołanych 
masowym nocnym mordem dokonanym na grupie wieśniaków, kobiet i dzieci 
przez obłąkanego żołnierza amerykańskiego w regionie Kandahar spowodowała 
rząd prezydenta Obamy do oferty zmniejszenia nocnych włamań do chat 
wiejskich. Formalnie według procedury w USA, przed nocnym włamaniem 
policji do sypialni ludności cywilnej należy uzyskać pozwolenie od 
kompetentnego sądu. Tego rodzaju procedura jest oferowana Afganom przez 
Waszyngton, ponieważ nocne włamania do domów Afganów już od dawna są 
kością niezgody między prezydentami Barackiem Obamą i Hamidem 
Karzzai’em. Dzieje się to zwłaszcza w czasie ustalania roli żołnierzy 
Amerykańskich po ewakuacji większości wojsk pacyfikacyjnych NATO. 
Niestety, dowództwo amerykańskie jest przekonane, że włamania nocne są 
najbardziej skuteczne w poskramianiu i dezorganizowaniu ruchu oporu 
Talibanów, jak się o tym jakoby przekonano w 2,500 niedawnych atakach 
nocnych na domy Afganów. Prezydent Karzai upiera się, że Amerykanie muszą 
zaprzestać nocnych włamań do domów Afganów, ponieważ stanowią one 
„invasion of privacy”, czyli gwałcenie tradycji afgańskiej nie pozwalającej na 
obecność w nocy obcych mężczyzn w sypialniach kobiet i dzieci. Samo 
ograniczenie ilości nocnych włamań prawdopodobnie nie poprawi sytuacji, 
zwłaszcza w czasie, kiedy rozpowszechniane są fotografie żołnierzy 

background image

 

amerykańskich oddających mocz na zwłoki zabitych Afganów i na śmietnikach 
znajdowane są niedopalone kopie Koranu. Obecnie sprawa przyzwolenia 
prezydenta Hamada Karzai’a na nawet bardzo ograniczone nocne włamania do 
domów afgańskich jest bardzo wątpliwa, ponieważ tego rodzaju przyzwolenie 
może kosztować go życie. Natomiast niedawne masowe nocne mordy Afganów 
spowodowały przerwę w rokowaniach Amerykanów z Afganami na temat 
układu strategicznego obowiązującego po ewakuacji wojsk USA z Afganistanu. 
Układ ten i stopień suwerenności Afganów miał być omawiany w czasie 
spotkania u szczytu NATO w maju 2012. Władze USA chcą mieć wolną rękę w 
polowaniach na członków AlQaidy na terenie Afganistanu, mimo nominalnej 
suwerenności Afganów po zakończeniu amerykańskiej akcji pacyfikacyjnej. 
Akcja ta była prowadzona bez jakiegokolwiek szacunku dla ludzi miejscowych 
traktowanych z lekceważeniem bez wystarczającego udziału tłumaczy z 
angielskiego na miejscowe języki tubylców, według doniesień prasowych. 
Tymczasem dowódcy amerykańscy w Afganistanie ostatnio bardzo zwiększyli 
ilość nocnych włamań w nadziei, że w ten sposób uda im się zmniejszyć ilość 
Talibanów zaangażowanych w akcje terrorystyczne. Naturalnie USA wolałoby 
ż

eby nocnych włamań do domów afgańskich dokonywali ludzie miejscowi na 

służbie u Amerykanów w ramach utrzymywania porządku, tak jak to starano się 
załatwić w Iraku. Obecnie Amerykanie mogą bez ograniczeń prowadzić akcje 
pacyfikacyjne, ale ponoszą skutki takiego postępowania. Trudne jest 
„zdobywanie serc i umysłów” Afganów przy jednoczesnych nocnych 
włamaniach i braku poszanowania dla ludności, która ma silne poczucie honoru 
i jest głęboko urażona obecnością w ich ojczyźnie obcych wojsk 
pacyfikacyjnych. Uczucia te są niezrozumiale dla przybyszów z Ameryki, 
którzy wyrażają wątpliwości czy liczba zabitych przez nich Afganów podawana 
przez prezydenta Karzai’a jest naprawdę prawdziwa. Trudne jest „zdobywanie 
serc i umysłów Afganów” przy jednoczesnych nocnych włamaniach do ich chat. 

Iwo Cyprian Pogonowski 

Za : http:// www.pogonowski.com 

 

 

 

 

 

background image

 

KAZIMIERZ WYBRANOWSKI 

DZIEDZICTWO 

 

Rozdział I. 

 

Na  stacji  położonej  obok  powiatowego  miasta,  ruszało  się  kilku  ludzi  ze 

służby kolejowej w oczekiwaniu Północnego Expresu, który w drodze od granicy 

do Warszawy zatrzymał się tu dla nabrania wody. Niebo było pochmurne, szare, 

ostry  wiatr  wschodni  podrywał  garstki  śniegu,  leżącego  w  bruzdach 

zamarzniętej ziemi. 

 

Jedyną  nie  należąca  do  służby  osobą  był  przechodzący  po  peronie 

mężczyzna  atletycznej  budowy,  barczysty  gruby  w  karku,  z  szeroka  kanciasta 

twarzą,  z  małymi,  głęboko  osadzonymi  oczami,  które  tej  twarzy  nadawały 

prawie  dziki  wyraz.  Ubrany  w  przyzwoite  palto  z  futrzanym  kołnierzem  i  w 

futrzaną  czapkę,  mógł  wyglądać  na  świeżo  wzbogaconego  chama,  gdyby  nie 

powściągliwość  w  ruchach  i  skromność  w  wyrazie  twarzy,  świadcząca  o 

tresurze. 

 

Rozległ  się  gwizd  lokomotywy  i  pociąg  zwolnionym  pędem  zajechał  na 

stację.  Z  paryskiego  wagonu  lekko  wyskoczy  wysoki,  smukły  mężczyzna  w 

wykwintnie skrojonym miejskim futrze, w miękkim, grubym kapeluszu, i zaczął 

się rozglądać po stacji. Z młodzieńczymi jego ruchami stanowiła kontrast blada 

twarz, zmęczona i oczy badawcze, przenikliwe a zarazem jakieś niezwykle stare. 

Przyglądająca mu się służba stacyjna zawyrokowała, że jest cudzoziemcem. 

 

Oczekujący  na  peronie  atleta  szybko  podszedł  ku  niemu,  zdjął  czapkę, 

wyprostował się i rzekł: 

 

- Grzegorz, służący z Turowa. 

 

- Mamy, zdaje się jechać prosto do kościoła? - zapytał przybysz po polsku, 

z  niedostrzegalnym  prawie  akcentem  cudzoziemskim,  a  jednocześnie  wbił 

badawcze oczy w służącego, który musiał uderzyć go swym typem niezwykłym. 

 

-  Tak  jest,  proszę  pana  -  odrzekł  Grzegorz  i,  wziąwszy  z  rąk  konduktora 

dwie walizki, poprowadził gościa przez budynek stacyjny na druga stronę. 

background image

 

 

Przy  okazalej  limuzynie  stal  szofer,  chłop  rosły,  fizycznie  dobrze 

rozwinięty, aczkolwiek znacznie lżejszej wagi od służącego. 

 

- Szofer Marek - przedstawi Grzegorz i zabrał się do lokowania waliz we 

wnętrzu  samochodu  tak,  żeby  nie  przeszkadzały  podróżnemu.  Ten  mierzy 

okiem to służącego, to szofera; nie mogło też ujść jego uwagi, ze obaj oni, acz 

ukradkiem, bacznie mu się przyglądają. 

 

Grzegorz poprosił go, żeby zajął miejsce, oryl mu szczelnie nogi baranicą, 

proponował nawet wdzianie dachy, która w zamkniętym samochodzie nie była 

potrzebna. 

 

-  Wiatr  jest  mroźny  -  mówił  -  a  mamy  przed  sobą  przeszło  półtorej 

godziny drogi. 

 

Siadł  kolo  szofera  i  ruszyli,  rozwijając  znaczną  szybkość  pomimo  niezbyt 

równej drogi. 

 

Podróżny  przez  chwile  patrzył  w  okna  na  roztaczającą  się  po  obu 

stronach jednostajna, szarą równinę, po czym popadł w zadumę. 

 

Jechał  na  pogrzeb  człowieka,  którego  był  synowcem,  wychowańcem  i 

spadkobiercą.  Jechał  prosto  z  Paryża,  gdzie  stale  mieszkał.  Ze  względu  na 

spadek będzie musiał jakiś czas pozostać w Polsce, której prawie nie znał, bo od 

trzynastego  roku    życia  wychowywał  się,  a  potem  pracował  zagranicą.  Planów 

żadnych  tymczasem  nie  robił  -  musiał  przede  wszystkim  zorientować  się  w 

swym  nowym  położeniu.  Zdawał  sobie  jednak  sprawę  z  tego,  że  w  życiu  jego 

zachodzi przewrót - jak wielki tego jeszcze nie mógł przewidzieć. 

 

Stryja  swego  widywał  rzadko  i  znał  mało;  spodziewał  się  teraz  więcej  o 

nim    dowiedzieć.  Postanowił  dokładnie  notować  sobie  wszystko,  co  by  mogło 

mu  rzucić  jakiekolwiek  światło  na  tę  postać,  pod  wielu  względami  dotychczas 

dla  niego  niezrozumiałą.  Na  wstępie  zwrócili  jego  uwagę  ci  oto  dwaj  ludzie, 

których  wygląd  świadczył,  że  stryj  jego  lubił  dobierać  sobie  do  służby  atletów. 

Czy to było tylko upodobanie?.. 

 

Obudził się z zamyślenia, gdy szofer zaświecił reflektory. Zapadła wczesna 

noc zimowa, noc czarna, bezgwiezdna. Przed oczyma przesuwały się tylko silnie 

oświetlone  pnie  drzew  przydrożnych.  Spojrzał  na  zegarek,  minęła  już  godzina 

background image

 

jazdy.  Za  pól  godziny  pogrzeb.  Znajdzie  się  wśród  nowych,  nieznanych  ludzi, 

wobec  których  będzie  jedynym  przedstawicielem  zmarłego.  Prawdopodobnie 

będą  tam  sąsiedzi  i  niezawodnie  liczni  znajomi  ze  stolicy:  stryj  musiał  być 

człowiekiem  ustosunkowanym.  Nie  znal  miejscowych  zwyczajów  i  nie  bardzo 

wiedział,  jak  się  trzeba  zachować.  Na  szczęście  będzie  tam  adwokat  stryja 

Osiecki,  który  zajął  się  pogrzebem  i  w  obszernym  telegramie  do  Paryża 

zawiadomił  go,  jak  ma  na  pogrzeb  zdążyć.  Ten  mu  udzieli  wszelkich 

potrzebnych wskazówek. 

 

Szofer  dal  parokrotny  przeciągły  sygnał.  Wreszcie  po  dłuższej  chwili 

samochód  stanął.  Grzegorz  szybko  wyskoczył  i,  otwarłszy  drzwiczki,  pomógł 

przybyszowi wysiąść. 

 

Panowały  nieprzeniknione  ciemności.  Tylko  o  jakieś  dwadzieścia  kroków 

widać było otwarte drzwi kościelne, z których płynęła smuga słabego światła aż 

do  samochodu.  W  tym  świetle  stał  tuż  przed  nim  ubrany  w  grube  futro 

mężczyzna  średniego  wzrostu,  dość  otyły,  z  krótko  przystrzyżonymi,  jasnymi 

wąsami,  z  twarzą  przeciętnie  inteligentną,  na  której  wyrażał  się  stosowny  do 

chwili urzędowy smutek i powaga. Wyciągnął rękę do przybysza ze słowami: 

 

- Jestem Osiecki. Czekaliśmy tylko na pana. Chodźmy do kościoła. 

 

Po  kilku  słowach  formalnego  podziękowania  adwokatowi  za  zajęcie  się 

pogrzebem przybysz ruszył z nim do wejścia do kościoła przez szpaler chłopów i 

bab, zgromadzonych na cmentarzu kościelnym. 

 

Weszli, a za nimi cisnęli się ludzie z cmentarza. 

 

Na środku małego kościołka wiejskiego stal niewysoki katafalk, ubrany w 

zieleń świerkową, wśród której parę dziesiątków świec się jarzyło. Na katafalku 

spoczywała wielka, czarna trumna z krzyżem i obramowaniami z białej blachy, 

skromna trumna drewniana. 

 

Przybysz  przykląkł  przed  trumną,  po  czym  stanął  i  zaczął  rozglądać  się 

wokoło. 

 

Obok niego stal adwokat a za nim jakiś mały, szczupły człowieczek, siwy z 

krótko przystrzyżoną bródką, w okularach, z wychudłą zmęczoną twarzą. Dalej 

background image

 

paru  ludzi  wyglądających  na  oficjalistów  i  służbę.  Poza  tym  z  półtorej  setki 

chłopów, przywiedzionych prawdopodobnie ciekawością. 

 

Wiec to tak wygląda pogrzeb stryja? - myślał przybyły z Paryża synowiec. 

Dlaczego  taki  ubogi?  i  czyż  nie  ma  na  świecie  ludzi,  którzy  by  mu  chcieli 

towarzyszyć  do  grobu?..- Nie  mógł w  żaden  sposób  zrozumieć,  co  to wszystko 

znaczy... 

 

Ukazał  się  ksiądz  w  czarnej  kapie  z  organistą  u  boku  i  rozpoczął 

odśpiewywanie egzekwii. 

 

Oczy  garści  ludzi,  zgromadzonych  w  kościele,  spoczywały  na  przybyszu: 

nie było w nich ani smutku, ani współczucia, ani nawet przejęcia się obrzędem: 

było tylko zwyczajne, ordynarne zaciekawienie wobec zagranicznego dziwoląga, 

który na tym tle był istotnie niezwykłym zjawiskiem. 

 

On  sam  w  owej  chwili  przywoływał  sobie  postać  zmarłego  stryja, 

człowieka  zamożnego,  wykwintnego,  zachowującego  się  wszędzie  na  świecie, 

jak  u  siebie,  i  zestawiał  swe  wspomnienia  z  tym,  co  widział  teraz  przed  sobą. 

Jakiż kontrast! Jakie to bezdennie smutne!... 

 

Stał, górując nad otoczeniem dużą głową, na której lśniły ciemne, gładko 

w  tył  zaczesane  włosy,  z  wysokim  i  szerokim  czołem,  przeciętym,  dwiema 

prostopadłymi bruzdami, z dużym prostym nosem, z suchą starannie wygoloną 

twarzą.  Spod  mocnych,  prostych  brwi,  patrzył  szarymi,  głęboko  osadzonymi 

oczami  na  to,  co  go  otaczało.  Oczy  te  były  zimne,  obojętne,  jakby  trzymały  w 

odległości ludzi, choć nie odpędzały ich, ale raczej przykuwały do miejsca... 

 

Adwokat Osiecki. który co chwila rzucał na niego, ukradkiem spojrzenia, 

mówił sobie, że takie oczy i takie cienkie zaciśnięte usta powinien mieć sędzia, 

ażeby  sprawiać  wrażenie  nieubłaganej,  nie  kierującej  się  żadnym  uczuciem 

sprawiedliwości i logiki. 

 

Ksiądz  skończył  egzekwie,  zaczęto  odstawiać  świece  i  świerczynę. 

Grzegorz i trzej inni ludzie, widocznie ze służby, wzięli trumnę na barki i ponieśli 

ją za księdzem. 

 

Przed kościołem czekało sześciu ludzi z pochodniami, przy których słabym 

świetle  pochód  ruszył  w  drogę.  Ta  garstka,  przedzierająca  się  z  trumną  przez 

background image

 

ciemności  nocne,  sprawiała  jakieś  niesamowite  warzenie:  wyglądało  to  tak, 

jakby grzebano kogoś ukradkiem, z dala od oczu ciekawego świata. 

 

Kościół  stał  na  krańcu  wsi,  a  blisko  niego,  tuż  za  wsią,  leżał  mały 

cmentarzyk.  Na  cmentarzu  czekał  dół  wyrąbany  w  zmarzłej  ziemi.  Ustawiono 

nad  nim  trumnę,  a  ksiądz  cichym,  jakby  zdławionym  głosem  odśpiewał 

rozdzierające melodie obrzędu pogrzebowego.  

 

Trumnę  opuszczono  w  dół  i  rozległ  się  głuchy  łoskot  spadających  na  nią 

grud ziemi. 

 

Jedyny  przedstawiciel  rodziny  zmarłego  stał  nad  dołem  z  pozornym 

spokojem,  ale  z  poczuciem,  że  się  dzieje  coś  sprzecznego  z  normalnym 

porządkiem  rzeczy,  coś  nie  zrozumiałego,  cos  nie  wytłumaczonego.  Naprzeciw 

niego stal Grzegorz. Oczy atlety, patrzące nieruchomo w przestrzeń, miały jakiś 

straszny,  morderczy  wyraz.  Gdy  trumnę  opuszczono  w  dół,  oczy  te  za  nią 

podążyły:  w  jednej  chwili  dzika  twarz  zmiękła,  a  spod  powiek popłynęły  grube 

łzy,  w  których  zamigotał  blask  pochodni.  Obserwujący  Grzegorza  synowiec 

zmarłego  poczuł  w  tej  chwili  dla  niego  wdzięczność:  te  łzy  były  jedynym 

uświetnieniem  przygnębiającego  obrzędu.  Ale  zachowanie  się  służącego  nad 

grobem zaniepokoiło go i zwiekszalo zagadkę tego pogrzebu. 

 

Mowy pogrzebowej nie było. 

 

Przy  świetle  dogasających  pochodni  organista  zdjął  z  księdza  kapę  i 

ściągnął  komżę,  gdy  Osiecki  podszedł  do  niego  z  synowcem  zmarłego  i 

przedstawił:  „Pan  Zbigniew  Twardowski,  nowy  dziedzic  Turowa,  ksiądz 

Rybarzewski, proboszcz tutejszy i przyjaciel ś.p. stryja pańskiego”. 

 

Uścisnęli  sobie  dłonie.  Ksiądz  ciekawie  się  przypatrywał  nie  zwykłemu 

wyglądem człowiekowi. który mu ceremonialnie dziękował za smutny obrzęd. 

 

Podszedł  mały  człowieczek  z  siwą  bródką.  Adwokat  przedstawił  go 

Twardowskiemu jako doktora Zemłę, który leczył zmarłego. 

 

-  Ja  tylko  byłem  pod  ręką  -  prostował  doktor  -  i  służyłem  w  razie 

potrzeby.  Ś.p.  stryj  pański  leczył  się  u  największych  powag  europejskich. 

Niestety, na jego serce nie było rady. Chwała Bogu, śmierć miał lekką. 

background image

 

 

-  Tak,  śmierć  miał  lekką  -rzekł  ksiądz,  kładąc  nacisk  na  pierwszy  wyraz 

zdania. 

Miał jakby coś dalej mówić. ale nagle urwał. 

 

Twardowski  bystro  na  niego  spojrzał.  Ksiądz  pod  tym  wzrokiem  uczul 

widocznie potrzebę powiedzenia czegoś, ale dorzuci tylko: 

 

- Ma już spokój... 

 

Synowiec  zmarłego  obserwował  dalej  księdza.  Był  to  człowiek  lat 

pięćdziesięciu, silnej budowy. prosty w zachowaniu się, z tarza dość grubą, ale 

sympatyczną;  w  jego  dużych  jasnych  oczach  widać  było  pewną  głębię  i  myśli  i 

uczucia. 

 

Ksiądz nagle przybrał swobodny wyraz twarzy i zaproponował wszystkim 

trzem,  by  wstąpili  na  plebanie  rozgrzać  się  szklanką  herbaty.  Adwokat 

pośpieszył z odpowiedzią: 

 

-  Jak  panowie  wiedza,  pan  Twardowski  przyjechał  na  pogrzeb  prosto  z 

Paryża,  jest  niezawodnie  zmęczony.  Ja  zaś  jeszcze  dziś  chciałbym  pomówić  z 

nim  o  interesach  i  odjechać  na  noc  do  Warszawy,  gdzie  od  wczesnego  rana 

mam zajęcia. 

 

Zostawili  księdza  z  doktorem,  sami  zaś  wsiedli  do  limuzyny,  czekającej 

przed cmentarzem. Grzegorz zajął swe miejsce przy szoferze. 

 

Jechali  w  milczeniu.  Twardowskiemu  brzmiały  jeszcze  w  uszach  słowa 

księdza, w których także tkwiła zagadka, i stał mu przed oczyma ten dziwny w 

swym  ubóstwie,  rozpaczliwy  w  smutku  pogrzeb,  pogrzeb  jakby  skazańca. 

Ksiądz, adwokat, doktor. trochę służby i garstka ciekawego ludu... 

 

Osiecki, jakby odgadując jego myśli, przerwał milczenie. 

 

-  Pogrzeb  odbył  się  ściśle  według  rozkazu  zmarłego:  zwyczajny  dół  w 

ziemi  na  parafialnym  cmentarzu,  prosta  drewniana  trumna,  jeden  ksiadz 

proboszcz  miejscowy,  żadnych  mów,  żadnych  zaproszeń  czy  zawiadomień, 

żadnych  nekrologów,  ani  nawet  najmniejszych  wzmianek  w  gazetach.  Jakby 

chciał opuścić ten świat niepostrzeżenie, nie zwracając niczyjej uwagi. 

background image

 

 

Twardowski  nie  odpowiedział.  Szukał,  jaka  myśl  podyktowała  tę  wolę... 

Szukał na próżno. 

 

Szofer  skręcił  w  wąska  drogę,  wysadzoną  drzewami,  i  dał  przeciągły 

sygnał. W świetle latarni ukazał się wysoki trzymetrowy mur z czerwonej cegły. 

Kiedy  samochód  podjeżdżał,  jakieś  ręce  rozwierały  ciężkie,  z  grubego  drzewa, 

mocno okute żelazem wrota, które za samochodem wnet się zatrzasnęły. 

 

- Dziwny rygor - rzekł do siebie Twardowski. 

 

Zatoczywszy  wielkie  półkole,  stanęli  przed  domem.  Lampa  elektryczna, 

oświetlająca z góry wejście, ukazywała wysmukle kolumny z szarego piaskowca, 

tworzące zgrabny portyk. 

 

Z  otwartych  drzwi  wybiegł  służący,  który  pomógł  im  wysiąść  i 

wprowadziwszy  do  obszernego  przedpokoju,  zdjął  z  nich  futra.  Grzegorz  znikł 

niepostrzeżenie. 

 

Wnet  otwarły  się  drzwi  do  wielkiego,  dobrze  oświetlonego  hallu  -  dom 

był  widocznie  zbudowany  po  angielsku  -  ze  schodami,  prowadzącymi  na  górę. 

W ogromnym kominku paliły się z trzaskiem całe szczapy sosnowe. 

 

Na środku stał ubrany w czarny surdut Grzegorz, trzymając w ręku tace z 

bochenkiem  chleba  i  solniczką.  Skłonił  się  nisko  w  milczeniu  i  podał  tacę 

Twardowskiemu, starym zwyczajem witając nowego pana chlebem i solą. 

 

Twardowski podziękował. Kiedy stawiał tacę na stole, wzrok jego padł na 

stojącego  przy  drzwiach  dużego  psa,  rasowego  wilka,  który  się  lekko  najeżył, 

warcząc  z  cicha.  Lubił  widocznie  psy  i  znał  się  na  nich,  bo  stał  wpatrzony  w 

piękne zwierzę. 

 

- Jak się nazywa? - spytał Grzegorza. 

 

- Piorun. 

 

- Piorun ! - powtórzył głośno Twardowski. 

 

Pies  ruszył  z  miejsca  powoli,  nieśmiało.  Zbliżył  się  do  niego,  węsząc 

ostrożnie. Naraz zaskamlał radośnie, stanął na tylnych łapach, przednie oparł o 

piersi Twardowskiego i wyciągnął mordę ku jego twarzy. Gdy nowy pan zaczął 

go głaskać, przytulił głowę do jego piersi. 

background image

 

 

Grzegorz stał osłupiały, z otwartymi ustami. 

 

- Nie rozumiem, proszę jaśnie pana, co się stało. Ten pies nie da do siebie 

dostąpić nikomu obcemu. Chyba mądry, zrozumiał, że to teraz jego pan. 

 

Twardowski dalej głaskał psa. 

 

-  Tyś  wcale  nie  taki  mądry,  jak  Grzegorz  myśli  -  śmiejąc  się  mówił  do 

zwierzęcia - tylko ty masz nos. Zwęszyłeś swego prawda?... 

 

Grzegorz kręcił głową: widocznie mówił sobie, że nowy dziedzic ma jakiś 

tajemniczy  sposób  zaprzyjaźniania  się  z  psami.  Patrzył  na  Twardowskiego  z 

podziwem i trochę z obawą. 

 

Osiecki, który się przyglądał tej scenie z boku, zauważył sceptycznie: 

 

- Nie musi to taki być zły pies, jak Grzegorz mówi. 

 

- Niech pan podejdzie - rzekł Twardowski. 

 

Adwokat  powoli  się  zbliżył.  Pies  nagle  najeżył  się,  warknął  groźnie  i 

wystawił nań otwartą paszczę, w białe kły uzbrojoną. Adwokat się cofnął, a pies 

warknął  drugi  raz  mocniej  i  chciał  się  rzucić  za  nim,  gdy  Twardowski  krzyknął 

ostro: 

 

- Piorun! 

 

Pies natychmiast złagodniał i przypadł mu do nóg pokornie, tylko jeszcze 

warczał z cicha przez chwile, zanim się całkowicie uspokoił. 

 

- Dobry pies - rzekł Twardowski - On jest już mój. 

 

Nachylił się nad Piorunem, głaszcząc go po karku. 

 

Grzegorz patrzył na niego z coraz większym podziwem, adwokat zaś miał 

minę zmieszaną wobec niezrozumiałego zjawiska. 

 

- Pański stryj - rzekł - był dziwny człowiek, ale pan jest jeszcze dziwniejszy. 

 

Twardowski  uśmiechnął  się,  rozumiejąc,  że  rozsądny  prawnik  ma  go 

trochę za 

wariata. 

background image

 

 

 

- No, panie mecenasie - rzekł - tu, przy tym kominku będzie nam dobrze. 

Usiądźmy i pomówmy, zanim nam jeść dadzą. 

 

- Obiad może być za godzinę - poinformował Grzegorz. 

 

- Dobrze - rzekł Twardowski - Panu się bardzo spieszy! 

 

- Chciałbym wyjechać za półtorej godziny - rzekł Osiecki - czy mógłby mi 

pan dać samochód do Warszawy? 

 

To pytanie zorientowało Twardowskiego, że on tu jest gospodarzem i że 

to jego samochód. 

 

Zwrócił się do Grzegorza: 

 

-  Powiedz  szoferowi,  żeby  czekał  przed  domem  za  półtorej  godziny  i 

pospieszcie się z obiadem. A przedtem przynieś nam tu wermut. 

 

- Słucham jaśnie pana. 

 

Osiecki  stwierdził,  że  dziwak  z  Paryża  bez  wahań  wchodzi  w  rolę  pana 

domu na wsi polskiej. 

 

Usiedli w głębokich fotelach, wyciągając nogi ku kominkowi. Piorun ułożył 

się  u  stóp  nowego  pana.  Już  nie  warczał  na  mecenasa,  tylko  spojrzeniem  go 

zapewniał, że lepiej się nie zbliżać. 

 

W  domu  panowała  cisza,  która  zakłócał  tylko  trzask  palącego  się  na 

kominku drzewa. 

Pismo ‘’Narodowy Radykał’’jest bezpłatne, dostarczane na nasz koszt. 

Prosimy o wsparcie finansowe, aby tak pozostało dalej.  

                

                                     

 

 

 

Możliwość  przesłania wlepek i ulotek. Kontakt :  janusz.mucha@owp.org.pl 

background image

 

 

 

 

 Piszemy o sprawach niepoprawnych politycznie 

 

 

Czy nam się to podoba, czy nie, państwem polskim jest dzisiaj Polska 

Rzeczpospolita Ludowa. Owa Rzeczpospolita Ludowa jest dla naszego narodu 

wielką zdobyczą, której trzeba strzec jak oka w głowie". Autorem tych słów nie 

jest aktywista PZPR ani nawet obywatel PRL. W 1974 r. wyszły one spod pióra 

jednego z czołowych publicystów i działaczy narodowych na emigracji – 

Jędrzeja Giertycha, dziadka  wicepremiera Romana Giertycha.  

Po wprowadzeniu stanu wojennego stanowisko Giertycha stało się jeszcze 

bardziej wyraziste i dobitne: „Zapewne nie spodoba się to niektórym moim 

czytelnikom, lecz oświadczam otwarcie, że uważam, że dobrze się stało, iż 

omawiany tu przewrót w dniu 13 grudnia nastąpił. Ale przede wszystkim 

uważam, że dobrze się stało, że znalazł się ktoś, kto umiał nagłym aktem woli 

przeszkodzić dojściu do skutku rewolucji, która wiodła Polskę pod każdym 

względem ku katastrofie. Cieszę się także, że cała operacja wprowadzenia stanu 

wojennego przeprowadzona została tak sprawnie i prawie że bezboleśnie".  

 

System Giertycha.  

Koncepcje polityczne Jędrzeja Giertycha były bliskie działającemu w kraju 

środowisku narodowemu, które na większą skalę uaktywniło się po 1976 r. Dały 

one o sobie znać jednak przede wszystkim po powstaniu „Solidarności". I 

chociaż Giertych nigdy nie wkroczył na drogę kolaboracji z komunistami, to 

background image

 

stworzył system poglądów, który zaprowadził niektórych z jego uczniów w kraju 

na manowce współpracy z bezpieką.  

Giertych, mimo że przebywał na wygnaniu w Londynie, dystansował się wobec 

poglądów legalistycznych – potępiał rząd polski na uchodźstwie i działalność 

stronnictw emigracyjnych (w tym Stronnictwa Narodowego). A po 1956 r. w 

zasadzie uznał PRL za swoją ojczyznę, której w sojuszu z Sowietami należy 

bronić przed zakusami niemieckich rewizjonistów oraz powiązanych z częścią 

aparatu władzy i Zachodem masonów i trockistów z Polskiego Porozumienia 

Niepodległościowego, Komitetu Obrony Robotników i „Solidarności".  

Według niego, PRL była kolejną, równoprawną formą polskiej państwowości, 

która po 1956 r. odzyskiwała stopniowo suwerenność, a po 1968 r. przez 

wyeliminowanie z aparatu władzy Żydów ulegała ewolucyjnie przekształceniu w 

państwo narodowe. Dla komunistów Giertych był pożyteczny ze względu na 

prezentowany w publikacjach „polityczny realizm", który zbliżał go do PRL, a 

zarazem oddalał od emigracji. 

Neoendecja . 

Funkcjonujące w PRL środowiska neoendeckie pozostawały pod wpływem 

poglądów głoszonych przez Giertycha. Krajowi narodowcy byli zlepkiem 

skonfliktowanych osób i drobnych grup nawiązujących do tradycji Narodowej 

Demokracji. Działały one niezależnie od siebie w całym kraju bądź w ramach lub 

na obrzeżach legalnych organizacji, takich jak Polski Związek Katolicko-

Społeczny, Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald, stowarzyszenie Pax, NSZZ 

„Solidarność" (niektóre komisje zakładowe) czy Polski Ruch Odrodzenia 

Narodowego.  

 

Spiritus movens środowiska narodowego w kraju był Jan Kanty Matłachowski, 

zaprzyjaźniony w przeszłości z Giertychem. Po powrocie do kraju w 1961 r. 

cieszył się sporym autorytetem w krajowych środowiskach narodowych, choć 

nigdy nie dorównywał w tym względzie Konstantemu Skrzyńskiemu, Leonowi 

Mireckiemu i Napoleonowi Siemaszce. Był animatorem nieformalnych spotkań 

środowisk narodowych. Wykorzystywał w tym celu stowarzyszenie Pax i Polskie 

Towarzystwo Higieny Psychicznej, w którym tworzył tzw. krąg działaczy 

narodowych. W latach 70. i 80., organizował spotkania dyskusyjne, m.in. w 

swoim mieszkaniu w Warszawie. Jeden z młodszych aktywistów narodowych 

miał nawet wyrazić o nim jakże znamienną opinię, że Matłachowski powinien 

background image

 

być dla narodowców tym, kim dla korowców jest Edward Lipiński.  

 

Agent Maksym . 

Za Matłachowskim stała przede wszystkim legenda przedwojennego działacza 

Stronnictwa Narodowego, którego w latach 30. dostrzegł sam Roman Dmowski, 

włączając go do elitarnego zespołu doradczego, zwanego „siódemką", a później 

„dziewiątką". W czasie wojny Matłachowski dał się poznać jako dobry 

konspirator i członek władz krajowych obozu narodowego (ps. Ostoja). W 

grudniu 1945 r. zbiegł na Zachód i osiadł w Londynie, gdzie angażował się w 

działalność kombatancką i polityczną.  

Od lat 50. Matłachowski był agentem bezpieki i jako tajny współpracownik 

Maksym był wykorzystywany m.in. w kombinacjach operacyjnych wywiadu PRL, 

związanych z tzw. akcją repatriacyjną (w tym ze sprawą ściągnięcia do kraju 

Stanisława Cata Mackiewicza), donosił na Giertycha i kontrolował go 

operacyjnie, inwigilował krajowe i emigracyjne środowiska kombatanckie, 

typował działaczy emigracyjnych do współpracy z bezpieką. A wydawany przez 

niego w Londynie „Tygodnik" był pismem kontrolowanym i sponsorowanym 

przez komunistyczny wywiad. Po powrocie do kraju Matłachowski kontynuował 

współpracę z SB, za co otrzymywał wynagrodzenie. Prawie do ostatnich swoich 

dni był agentem Departamentu III MSW. 

Jak wielu innych agentów narodowców i prawicowców Matłachowski uważał, 

że należy podjąć z SB grę polityczną, gdyż po 1968 r. komunistyczna policja 

polityczna, a zwłaszcza wojsko reprezentowały zbieżny z poglądami endecji 

„kierunek narodowy" w obozie władzy PRL. „Z dwojga złego lepszy bandyta 

nacjonalbolszewik niż bandyta kosmopolita" – jak określi tę filozofię badacz 

obozu narodowego prof. Jan Żaryn. W przekonaniu Matłachowskiego należało 

zatem nie tylko utrzymywać kontakty z bezpieką, ale przez służby specjalne 

oddziaływać, wzmacniać i wspierać „opcję narodową” w aparacie partyjno-

administracyjnym Polski Ludowej.  

 

 

Dla SB taka postawa była czytelna, dlatego też w kontaktach z agenturą 

odwoływano się do tzw. patriotycznych pobudek i wspólnej walki z „trockistami 

i Żydami" z KOR i „Solidarności". Donoszenie na „trockistów i Żydów” z KOR i 

„Solidarności” było więc dla Maksyma czymś naturalnym. Nie miał on też 

background image

 

skrupułów, by inwigilować osoby zaangażowane w działalność 

antykomunistyczną, a nawet formułować koncepcje na temat ich zwalczania 

przez władze PRL. Miał wręcz wyznać oficerowi SB, że „biorąc pod uwagę cele 

strategiczne grup dysydenckich oraz ich zoologiczną antyradzieckość”, 

działalność tę uznać należy za „wyjątkowo szkodliwą” i „wymierzoną przeciwko 

podstawowym interesom narodu polskiego”.  

 

Kara śmierci dla Kuronia?  

Jak się wydaje, prawdziwym dramatem był dla Maksyma sierpień ’80 - 

powstanie „Solidarności" i wzrost nastrojów antykomunistycznych w kraju. W 

ocenie sytuacji zgadzał się z bezpieką. Jesienią 1980 r. mówił o potrzebie 

eliminacji „korowców" z „Solidarności”, „skazaniu na najwyższe kary co 

najmniej 10 przywódców KSS KOR”, „likwidacji Kuronia i jego popleczników z 

życia politycznego”, wyeliminowaniu z życia społeczno-politycznego 

Konfederacji Polski Niepodległej i rychłym skazaniu Leszka Moczulskiego za 

głoszenie haseł „szowinistycznych i antyradzieckich”.  

Według Matłachowskiego, zdecydowana rozprawa z „korowcami" i opanowaną 

przez nich „Solidarnością" miała nastąpić przez wprowadzenie stanu 

wyjątkowego i postawienie ich przed sądami wojskowymi. Jednocześnie władze 

powinny wzmocnić „orientację proradziecką poza partią” przez legalizację 

organizacji neoendeckiej, która powinna zaatakować KSS KOR za „jego mafijne 

powiązania z Zachodem i międzynarodowym żydostwem". Maksym twierdził 

także, że grupa ta powinna być „odpowiednio sterowana przez władzę", ale z 

prawem do wydawania własnego pisma nawiązującego do tradycji paryskich 

„Horyzontów”, które na emigracji wydawał Witold Olszewski, notabene też 

agent bezpieki o pseudonimie Wysoki.  

 

Salony bezpieki . 

Również inni narodowcy mieli kontakty z SB. Wiadomo na przykład, że 

zajmujący ważne miejsce w krajowym środowisku narodowym mecenas 

Napoleon Siemaszko od lat 70. utrzymywał związki z bezpieką. Prowadził w 

mieszkaniu w Warszawie salon – miejsce spotkań działaczy narodowych 

różnych pokoleń.  

Z zachowanych w IPN akt – dodajmy, że niekompletnych – wynika, iż na 

początku lat 70. bezpiece udało się z nim nawiązać regularny kontakt. 

background image

 

Funkcjonariusze Departamentu III MSW uznali, że ze względu na postawę 

ideową Siemaszki powinien być to rodzaj niezobowiązującego dialogu 

operacyjnego, gdyż propozycja formalnego werbunku może go odstraszyć. Z 

czasem – według SB – opory te miały ustępować. Był coraz bardziej lojalny. 

Podczas jednego ze spotkań Siemaszko miał nawet zadeklarować pomoc w 

inwigilowaniu „osób lub grup wywodzących się ze Stronnictwa Narodowego, co 

do których zachodzi uzasadnione przypuszczenie, że prowadzą działalność 

polityczną sprzeczną z interesami Polski i przeciw obecnej rzeczywistości".  

Jednym z najbliższych współpracowników Jana Matłachowskiego był Bogusław 

Rybicki, który współpracował z SB – jako TW Rogulski. Był działaczem Regionu 

Mazowsze NSZZ „Solidarność", Zjednoczenia Patriotycznego Grunwald i 

wydawcą książek o tematyce narodowej i antysemickiej. Przez zaangażowanie 

w Grunwaldzie poznał środowisko aktywistów PZPR skupionych wokół 

Tadeusza Grabskiego. Znał też oficerów Ludowego Wojska Polskiego z Akademii 

Sztabu Generalnego i Wojskowej Akademii Politycznej, redakcje 

„Rzeczywistości" i „Żołnierza Wolności", a przez kontakty kościelne także 

członków Prymasowskiej Rady Społecznej i Kurii Metropolitarnej w Warszawie. 

Podczas rozmów z SB „analizował" sytuację w episkopacie przez pryzmat 

„wpływów żydowskich", a swojemu opiekunowi z Biura Studiów MSW 

przekazywał drukowaną przez siebie „literaturę narodową” (m.in. „Protokoły 

mędrców Syjonu”, „Masonerię w Polsce współczesnej”).  

Nie lada autorytetem w środowiskach narodowych do dziś cieszy się Tadeusz 

Bednarczyk, który uchodził za jednego z głównych znawców problematyki 

żydowskiej. Autorytet Bednarczyka miał w dużej mierze wynikać z jego 

doświadczeń wojennych, gdyż – jak sam opowiadał – był z ramienia władz 

podziemnych odpowiedzialny za pomoc warszawskiemu gettu. Miał też być 

faktycznym założycielem Żydowskiego Związku Wojskowego. Historycy – tacy 

jak Dariusz Libionka – kwestionują wspomnienia i opowieści wojenne 

Bednarczyka. Jest natomiast faktem, że przez całe życie Bednarczyk ukrywał 

swoją służbę w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Po wojnie był 

kierownikiem sanatorium MBP w Kudowie, gdzie prowadził nieobyczajne życie 

oraz karał chłostą Niemców i Niemki zatrudnione w sanatorium. Był na tyle 

okrutny, że jego przełożeni z bezpieki postanowili się go pozbyć z resortu w 

1946 r. W latach 60. Bednarczyk został pozyskany do współpracy z SB jako 

kontakt poufny do rozpracowywania m.in. działacza komunistycznego i 

background image

 

dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego Bernarda Marka. Na początku 

lat 80. Bednarczyk związał się z ZP Grunwald i znów był wykorzystywany przez 

SB, tym razem do inwigilacji środowiska endeckiego w kraju – jako kontakt 

operacyjny Tadeusz. Ciekawostką może być to, że w III RP Bednarczyk związał 

się z Samoobroną, którą wspierał swego czasu w kampanii wyborczej. 

Jeszcze inni, przekładając na praktykę na przykład wyznawaną ideę 

„niekomunistycznej orientacji proradzieckiej", nawiązywali kontakty z sowiecką 

ambasadą bądź bezpośrednio ze służbami Związku Sowieckiego. W aktach 

jednej ze spraw operacyjnych SB z lat 80. znajdujemy informację, że związany z 

obozem narodowym Józef Kossecki chwalił się w środowisku endeckim, że „byli 

u niego niedawno znajomi z Mińska ze szkoły KGB". Kossecki był w 1990 r. 

szefem kampanii Tymińskiego i czołowym działaczem Partii X.  

 

Sieroty po PRL . 

Trudno dziś pojąć, jak obóz polityczny, który był ruchem antykomunistycznym 

(wynikało to z awersji do kosmopolityzmu i internacjonalizmu oraz katolickiego 

oblicza wyznawanego nacjonalizmu) i w zasadzie pierwszy w czasie II wojny 

światowej zdefiniował Sowietów jako naszego okupanta, a po 1943 r. - jako 

głównego wroga; obóz, który z pasją był niszczony przez NKWD, MBP i KBW, 

mógł z siebie wydać cały zastęp kolaborantów. Odsłaniając dzieje tego obozu i 

jego losy, nie powinniśmy się dziwić, że współcześni neoendecy przypominają 

raczej skłócone sieroty po PRL niż spadkobierców Popławskich i Dmowskich, 

żołnierzy NSZ i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego czy działaczy 

emigracyjnego SN.  

Warto, byśmy jednak pamiętali o rzeszach narodowców, którzy w okresie 

wojny, drugiej konspiracji oraz w ubeckich kazamatach oddali życie za wolną 

Polskę. Wielu przetrwało powojenną eksterminację, zeszło do „głębszego 

podziemia" wewnętrznej emigracji, zachowało godność w PRL, nie angażując 

się w koncesjonowane przybudówki moczarowców, za co płacili często 

prześladowaniem przez SB. To oni byli i są faktycznymi spadkobiercami obozu 

narodowego.  

 

Tekst jest skróconą wersją obszernego opracowania, który ukazał się na łamach 

wydawnictwa IPN „Aparat represji w Polsce Ludowej 1944-1989"  

Autor: Sławomir Cenckiewicz 

background image

 

 

 

Typy umów o pracę 

 

Umowy o pracę można zawierać:

 

a) na czas nieokreślony,

 

b) na czas określony,

 

c) na czas wykonania określonej pracy,

 

d) na czas określony w celu zastępstwa nieobecnego pracownika.

 

Każda z wyżej wymienionych umów może być poprzedzona umową na okres 

próbny, nieprzekraczający trzech miesięcy.

 

 

UWAGA

 

 

W literaturze i orzecznictwie przyjęło się, że umowa o pracę, która nie została 

zawarta jako umowa terminowa, jest ze swej istoty umową na czas 

nieokreślony, nawet jeżeli nie została tak nazwana.

 

1. Umowa na czas nieokreślony może być przekształcana na mocy 

porozumienia stron w umowę na czas określony lub w umowę na czas 

wykonywania określonej pracy. Strony nie mogą natomiast przekształcić 

umowy na czas nieokreślony w umowę na okres próbny. Okres ten może 

poprzedzać zawarcie kolejnej umowy, ale nigdy odwrotnie.

 

2. Umowa na czas określony jest jedną z terminowych umów o pracę. 

Zawierana jest bądź do końca okresu ustalonego kalendarzowego, bądź do dnia 

dającego się w czasie oznaczyć przez wskazanie faktu, który powinien nastąpić 

w przyszłości.

 

3. Strony mogą dopuścić możliwość wcześniejszego rozwiązania umowy o 

pracę, zawartej na czas określony dłuższy niż sześć miesięcy, przewidując 

dopuszczalność jej wypowiedzenia z zachowaniem dwutygodniowego okresu.

 

background image

 

4. Umowa o pracę zawarta na czas określony może ulec wcześniejszemu 

rozwiązaniu w razie ogłoszenia upadłości lub likwidacji pracodawcy. Każda ze 

stron może ją wtedy rozwiązać za dwutygodniowym wypowiedzeniem (art. 411 

§ 2 kp). Może ulec także przedłużeniu z mocy prawa jeżeli (zgodnie z art. 177 § 

3 kp) jest zawarta z pracownicą w ciąży i ulegałaby rozwiązaniu po upływie 

trzeciego miesiąca ciąży.

 

5. Umowa na czas zastępstwa nieobecnego pracownika jest szczególną 

odmianą umowy na czas określony. Umowy takie mogą być rozwiązane na 

mocy porozumienia stron lub bez wypowiedzenia, gdy zachodzą przyczyny 

uzasadniające rozwiązanie umowy w tym trybie. Umowa na zastępstwo nie 

ulega – w odróżnieniu od typowej umowy na czas określony – przedłużeniu do 

dnia porodu, jeżeli ulegałaby rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży 

pracownicy.

 

6. Umowa na czas wykonania określonej pracy jest kolejną odmianą umowy 

terminowej. Umowę taką strony zawierają na okres potrzebny do zrealizowania 

określonego zadania, na przykład wybudowania obiektu, wykonania prac 

remontowych, zbioru plonów w gospodarstwie rolnym. Umowę taką można 

wypowiedzieć w razie ogłoszenia upadłości lub likwidacji pracodawcy. Nie ma 

natomiast prawnej możliwości wcześniejszego jej rozwiązania za 

dwutygodniowym wypowiedzeniem.

 

7. Umowa na okres próbny jest zawierana w przypadkach, gdy jedna albo obie 

strony przed podjęciem decyzji o nawiązaniu stosunku pracy chcą poznać 

warunki przyszłego wykonywania pracy oraz wzajemne prawa i obowiązki w 

miejscu pracy. Zawarcie takiej umowy jest pozostawione swobodzie stron. 

Kodeks zastrzega tylko, że umowa o pracę zawarta na okres próbny może 

jedynie poprzedzać zawarcie umowy definitywnej (na czas nieokreślony, na 

czas określony, lub wykonania określonej pracy) oraz, że okres próbny nie może 

przekraczać 3 miesięcy.

 

Zawarcie trzech kolejnych umów o pracę na czas określony

 

Zgodnie z nowym brzmieniem art. 251 § 1 kp zawarcie kolejnej umowy o pracę 

na czas określony jest równoznaczne w skutkach prawnych z zawarciem umowy 

o pracę na czas nieokreślony, jeżeli poprzednio strony dwukrotnie zawarły 

umowę o pracę na czas określony na następujące po sobie okresy, o ile przerwa 

background image

 

między rozwiązaniem poprzedniej a nawiązaniem kolejnej umowy o pracę nie 

przekroczyła jednego miesiąca.

 

Zakaz aneksowania

 

Uzgodnienie między stronami w trakcie trwania umowy o pracę na czas 

określony dłuższego okresu wykonywania pracy na podstawie tej umowy 

uważa się za zawarcie kolejnej umowy o pracę na czas określony.

 

Nie dotyczy

 

Zasada zakazu zawierania trzech umów na czas określony następujący 

bezpośrednio po sobie nie dotyczy umów o pracę na czas określony zawartych:

 

1) w celu zastępstwa pracownika w czasie jego usprawiedliwionej nieobecności 

w pracy,

 

2) w celu wykonywania pracy o charakterze dorywczym lub sezonowym albo 

zadań realizowanych cyklicznie.

 

Umowa o pracę

 

1. Przepis art. 29 kodeksu pracy określa: 1) wymagania, jakim powinna 

odpowiadać treść każdej umowy o pracę oraz 2) formę, w jakiej umowa ta 

powinna być zawarta. Umowa o pracę powinna być zawarta w formie pisemnej. 

Forma ta nie jest zastrzeżona w Kodeksie pracy pod rygorem nieważności. Jeśli 

pracodawca nie zachowa takiej formy, ma obowiązek potwierdzenia 

pracownikowi na piśmie, najpóźniej w dniu rozpoczęcia pracy, rodzaju umowy i 

jej warunków. Niedopełnienie przez pracodawcę obowiązku potwierdzenia na 

piśmie rodzaju umowy i jej warunków nie jest przyczyną nieważności faktycznie 

zawartej umowy. Kodeks pracy nie przewiduje takiej sankcji, a zgodnie z art. 73 

§ 1 kc, który ma tu zastosowanie na mocy art. 300 kp, czynność dokonana bez 

zachowania zastrzeżonej formy jest nieważna tylko wtedy, gdy ustawa 

przewiduje rygor nieważności.

 

2. Umowa o pracę powinna określać rodzaj wykonywanej pracy, który powinien 

być wskazany w sposób nie budzący wątpliwości. Przez „rodzaj pracy” rozumie 

się typ czynności składających się na umówioną pracę. Wskazanie ogólnie 

jakiegoś zawodu jako rodzaju pracy nie jest wystarczające.

 

3. Pojęcie „miejsca pracy” nie zostało określone w kodeksie pracy. W literaturze 

pod tą nazwą rozumiana jest jednostka przestrzeni, gdzie pracownik stale 

background image

 

rozpoczyna i kończy codzienną pracę. Nie musi to być miejsce, gdzie 

pracodawca ma swoją siedzibę. Od tak określonego miejsca pracy, będącego 

jednym z warunków umowy o pracę, należy odróżnić miejsce wypełniania 

obowiązków pracowniczych, które usytuowane jest bądź to w zakładzie pracy, 

bądź poza jego siedzibą, gdy pracownik wykonuje prace wymagające 

przemieszczania się w przestrzeni. Dotyczy to na przykład kierowców i 

personelu latającego.

 

4. W każdej umowie o pracę powinno zostać wskazane wynagrodzenie, które 

należy tak określić, aby sposób ustalenia wysokości wynagrodzenia był 

oczywisty i mógł po zakończeniu jednego okresu płatności odpowiadać 

określonej kwocie dla konkretnego pracownika.

 

Planowanie czasu pracy 

Na zaczynające się kolejne miesiące lub lata kalendarzowe niektórzy 

pracodawcy muszą ułożyć grafiki czasu pracy na nowe okresy rozliczeniowe 

przed końcem takiego miesiąca lub roku.

 

Grafiki muszą przygotować ci pracodawcy, którzy stosują pracę zmianową lub 

równoważne systemy czasu pracy. Podobnie będzie w tych firmach, gdzie pracę 

świadczy się także w niedziele i święta albo są różne terminy dni wolnych 

wynikających z przeciętnie 5-dniowego tygodnia pracy.

 

U pracodawcy ze stałym rozkładem czasu pracy, czyli w firmach, gdzie 

przykładowo pracuje się od poniedziałku do piątku w stałych godzinach, a 

soboty i niedziele są dniami wolnymi, wystarczą odpowiednie postanowienia 

zapisane w regulaminie pracy dotyczące organizacji pracy w firmie. Nic jednak 

nie stoi na przeszkodzie, żeby taki szef rozpisał grafik pracy na przyjęty u siebie 

okres rozliczeniowy, np. miesięczny.

 

1. Nie tylko „wolna sobota”

 

Art. 129 kp określa, że pracownicy powinni świadczyć pracę przeciętnie 5 dni w 

tygodniu w przyjętym okresie rozliczeniowym, czyli 40 godzin tygodniowo i 8 

godzin dziennie. Dniem wolnym od pracy wynikającym z 5-dniowego tygodnia 

pracy może być każdy dzień tygodnia z wyjątkiem niedzieli, która jest dniem 

ustawowo wolnym od pracy. Dzień taki nie może również przypadać w święto.

 

background image

 

Na ogół, w większości polskich firm jest to sobota (tzw. wolna sobota), ale dni 

wolne z tytułu 5-dniowego tygodnia pracy mogą przypadać w różnych dniach 

tygodnia, np. w jednym tygodniu będzie to sobota, w drugim poniedziałek, a w 

trzecim z kolei środa. To pracodawca ustala termin takiego dnia wolnego w 

firmie.

 

2. Nie pomiń świąt

 

Z ustawy z 18 października 1951 r. o dniach wolnych od pracy (Dz. U. Nr 4, poz. 

28 ze zm.) wynikają zaś inne wolne dni od pracy. Są to wszystkie niedziele i 12 

dni dodatkowych świąt państwowych i kościelnych.

 

3. Pamiętaj o definicjach

 

Rozpisanie harmonogramu nie jest skomplikowane, pod warunkiem, że 

pracodawca właściwie obliczy obowiązujący pracownika wymiar czasu pracy.

 

Przy rozliczaniu czasu pracy przez tydzień należy rozumieć 7 kolejnych dni 

kalendarzowych, poczynając od pierwszego dnia okresu rozliczeniowego, a 

przez dobę – 24 kolejne godziny, poczynając od godziny, w której pracownik 

rozpoczyna pracę zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy.

 

4. Jak obliczyć wymiar czasu pracy?

 

Zgodnie z art. 130 § 1 kp obowiązujący pracownika wymiar czasu pracy w 

przyjętym okresie rozliczeniowym szef ustala:

 

• mnożąc 40 godzin (norma przeciętna tygodniowa) przez liczbę pełnych 

tygodni w okresie rozliczeniowym,

 

• dodając do otrzymanej liczby iloczyn 8 godzin (norma dobowa) i liczby dni 

pozostałych do końca okresu rozliczeniowego, przypadających od poniedziałku 

do piątku (tzw. dni wystających),

 

• odejmując od otrzymanego wyniku iloczyn 8 godzin (norma dobowa) i liczby 

świąt przypadających w innym dniu niż niedziela (art. 130 § 2 zd. pierwsze kp).

 

Jeśli pracownika z przyczyn usprawiedliwionych nie było w pracy, bo np. 

chorował, to pracodawca przy ustalaniu wymiaru czasu pracy musi mu go 

obniżyć o liczbę godzin tej absencji, przypadających do przepracowania w 

czasie tej nieobecności, zgodnie z przyjętym rozkładem czasu pracy.

 

background image

 

5. Dłużej niż miesiąc

 

Pracodawcy mogą także stosować dłuższe niż jednomiesięczne okresy 

rozliczeniowe. Najczęściej będą one 3- lub 4-miesięczne, ale np. w rolnictwie i 

hodowli, a także przy pilnowaniu mienia lub ochronie osób może być 

wprowadzony okres rozliczeniowy nieprzekraczający 6 miesięcy, a jeżeli jest to 

dodatkowo uzasadnione nietypowymi warunkami organizacyjnymi lub 

technicznymi mającymi wpływ na przebieg procesu pracy dopuszcza się nawet 

12-miesięczne cykle rozliczeniowe.

 

Wymiar czasu pracy w takim okresie oblicza się podobnie jak przy cyklach 

jednomiesięcznych.

 

Ewidencjonowanie czasu pracy

 

1. Sposób wypełniania ewidencji czasu pracy

 

Ewidencję czasu pracy należy tak wypełnić, aby prawidłowo wypłacić 

wynagrodzenie za pracę. W tym celu liczba rubryk w ewidencji czasu pracy 

powinna odpowiadać zapotrzebowaniu na ustalenie liczby godzin pracy, w tym 

szczególnie wyróżnione powinny być te godziny, których przepracowanie daje 

pracownikowi prawo do dodatkowego wynagrodzenia lub czasu wolnego od 

pracy oraz których rekompensata polega na konieczności oddania dnia wolnego 

od pracy w innym terminie (praca w niedziele, święta, czy dni wolne od pracy 

wynikające z przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy). Prawidłowe 

gospodarowanie czasem pracy pracownika polega bowiem zarówno na 

właściwym ustalaniu wynagrodzenia za pracę, jak również udzieleniu 

prawidłowej liczby dni wolnych od pracy. Roszczenia pracowników o należne 

wynagrodzenie za pracę może być dochodzone zarówno przed sądem pracy 

(pozew pracownika do sądu pracy), jak również w wyniku działania inspektora 

pracy (wydanie decyzji administracyjnej – nakazu płacowego w zakresie 

wypłaty należnego wynagrodzenia za pracę). Liczba dni wolnych weryfikowana 

jest natomiast przez inspektora pracy w czasie dokonywania przez niego 

czynności kontrolnych. Udzielenie zbyt małej liczby dni wolnych jest 

wykroczeniem przeciwko prawom pracownika zagrożonym karą grzywny. 

Ponieważ w trakcie trwania okresu rozliczeniowego weryfikacji podlegać mogą 

tylko godziny nadliczbowe z powodu przekroczenia dobowej normy czasu 

pracy, praca w porze nocnej, dyżury, urlopy oraz usprawiedliwione i 

background image

 

nieusprawiedliwione nieobecności w pracy – wszystkie takie informacje 

powinny być przez pracodawców weryfikowane na bieżąco. Jeżeli jednak w 

przepisach wenątrzzakładowych (układzie zbiorowym pracy czy regulaminie 

wynagradzania) przewidziane są dla pracownika specjalne dodatki uzależnione 

od czasu, w którym praca jest przewidziana (np. dodatki za pracę w soboty czy 

w godzinach popołudniowych), ewidencja powinna zawierać dodatkowe 

informacje.

 

2. Kto i dla kogo tworzy ewidencję czasu pracy?

 

Wszyscy pracodawcy mają obowiązek prowadzenia ewidencji czasu pracy bez 

względu na zatrudnioną liczbę pracowników. Jeżeli nawet zatrudnia się tylko 

jednego pracownika, prowadzi się dla niego indywidualną, imienną ewidencję 

czasu pracy. Obowiązek taki dotyczy wszystkich pracowników bez względu na 

podstawę prawną nawiązania stosunku pracy (umowa, mianowanie, powołanie 

czy wybór).

 

3. Na jakie okresy prowadzona jest ewidencja czasu pracy?

 

Powszechnie obowiązujące przepisy prawa pracy nie przewidują okresów na 

jakie powinna być prowadzona ewidencja czasu pracy. To pracodawca decyduje 

jak długi okres będzie objęty ewidencją. Celem prowadzenia ewidencji jest 

prawidłowe ustalenie wynagrodzenia i innych świadczeń związanych z pracą. 

Zgodnie z art. 85 kp wynagrodzenie powinno być wypłacane przynajmniej raz w 

miesiącu. Aby ustalić prawidłową jego wysokość, ewidencję czasu pracy należy 

tak prowadzić, aby przed każdym terminem płatności wynagrodzenia, obok 

stałych składników wynagrodzenia za pracę było możliwe wypłacenie 

należnego wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych. Najwygodniej i 

najpraktyczniej jest zatem prowadzić miesięczną ewidencję czasu pracy, na 

podstawie której bez trudu można ustalić przysługujące wynagrodzenie za 

pracę w godzinach nadliczbowych przysługujące pracownikowi z tytułu 

przekroczenia dobowej normy czasu pracy, które powinno być wypłacone w 

najbliższym terminie płatności po ich wystąpieniu, chyba że praca taka jest 

rekompensowana czasem wolnym od pracy.

 

4. Co powinna zawierać ewidencja czasu pracy?

 

background image

 

Podstawowym niezbędnym elementem, który powinna zawierać każda 

ewidencja czasu pracy, jest liczba godzin pracy, którą pracownik przepracował. 

Rozporządzenie określa to jako ewidencję pracy w poszczególnych dobach 

roboczych. Oznacza to jednak konieczność ewidencji każdego przepracowanego 

przez pracownika czasu, w tym pracy w niedzielę i święta, w porze nocnej, w 

godzinach nadliczbowych, oraz w dni wolne od pracy wynikające z 

pięciodniowego tygodnia pracy. Ponadto pracodawca ma obowiązek 

ewidencjonować dyżury, urlopy, zwolnienia od pracy, oraz inne 

usprawiedliwione i nieusprawiedliwione nieobecności w pracy, a w stosunku do 

pracowników młodocianych w ewidencji należy uwzględnić czas ich pracy przy 

pracach wzbronionych młodocianym, których wykonywanie jest dozwolone w 

celu odbycia przez nich przygotowania zawodowego.

 

5. Udostępnianie pracownikowi ewidencji na jego żądanie

 

Ewidencję czasu pracy należy udostępnić pracownikowi na jego żądanie. 

Oryginał dokumentu jest własnością pracodawcy. Tym niemniej, forma 

udostępnienia ewidencji uzależniona jest od pracownika. Jego żądanie może 

dotyczyć jedynie wglądu, ale także powielenia metodą kserograficzną czy 

odpisania z oryginału.

 

6. Konsekwencje nieprowadzenia lub nierzetelnego prowadzenia ewidencji 

czasu pracy

 

Dolegliwość sankcji uzależniona jest od stopnia naruszenia i podlega ocenie 

inspektora pracy. Jeżeli nieprawidłowości dotyczą jedynie technicznych braków 

w zakresie prowadzenia ewidencji czasu pracy, np. braku zapisu o realizacji 

przez pracownika prawa do urlopu wypoczynkowego, inspektor pracy może 

zastosować jedynie wniosek o prawidłowe prowadzenie ewidencji przez 

umieszczanie w jej treści wszystkich niezbędnych informacji. Zgodnie z art. 281 

kp, naruszanie przepisów o czasie pracy lub nieprowadzenie ewidencji czasu 

pracy jest wykroczeniem przeciwko prawom pracownika. Inspektor pracy, 

stwierdzając takie wykroczenie, może również, w ramach tzw. postępowania 

mandatowego, nałożyć karę grzywny w wysokości do 2 000 zł lub w charakterze 

oskarżyciela publicznego wystąpić przed sądem grodzkim o nałożenie kary 

grzywny do wysokości 30 000 zł. Jeżeli z czynności kontrolnych inspektora pracy 

wynika, że ewidencja została sfałszowana, inspektor pracy może w takiej 

background image

 

sytuacji wystąpić do prokuratora z wnioskiem o podejrzenie popełniania 

przestępstwa. Dalsze czynności uzależnione są od decyzji prokuratora w tej 

sprawie.

 

Fałszowanie ewidencji czasu pracy może stanowić przestępstwo:

 

• fałszerstwa (podrobienia lub przerobienia dokumentu), a jego sprawca 

podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 

miesięcy do lat 5.

 

• poświadczenia nieprawdy, przewidzianego w art. 271 § 1 kk. Popełnia je 

osoba uprawniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim 

nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne. Podlega karze 

pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. W wypadku mniejszej wagi, 

sprawca podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

 

7. Postępowanie sądowe w sprawie ustalenia pracy w godzinach nadliczbowych

 

W postępowaniu sądowym w sprawie ustalenia pracy w godzinach 

nadliczbowych ewidencja czasu pracy może zostać przez sąd pracy uznana jako 

dowód w sprawie. Ważny w tym zakresie jest wyrok Sądu Najwyższego z 11 

listopada 2003 r. sygn. akt (I PKN 678/00 OSNP – wkł. 2002/7/9), zgodnie z 

którym ciężar dowodu w zakresie czasu wykonywania pracy spoczywa zarówno 

na pracowniku, który dochodzi roszczeń z tego tytułu (art. 6 kc w związku z art. 

300 kp), jak i na pracodawcy, który jest zobowiązany do prowadzenia ewidencji 

czasu pracy (art. 129

11

 kp). W analizowanej sprawie pozwany pracodawca 

oświadczył sądowi, że ewidencja czasu pracy uległa zaginięciu. Sąd uznał, że w 

takiej sytuacji należy badać wszystkie dostępne dokumenty potwierdzające 

liczbę przepracowanych godzin.

 

Zarówno dla sądu pracy, jak i dla inspektora pracy dowodem na liczbę 

przepracowanych godzin może być każdy dokument, w tym również zapiski 

dokonywane przez pracowników, książki wyjść i wejść, elektroniczny system 

potwierdzania obecności. 

Opr.Sekcja Wydziału N-R OWP ds. represjonowania pracowników i 

bezrobotnych. Kontakt : janusz.mucha@owp.org.pl, tel. 667888015  

źródło : http://www.pip.gov.pl/html/pl/porady/07062000.htm                       

http://www.pip.gov.pl/html/pl/porady/07063000.htm  

background image